<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Demon Of My Heart (18+)</title>
	<atom:link href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com</link>
	<description>Opowiadania o tematyce Yaoi 18+; wersja NSFW.</description>
	<lastBuildDate>Sat, 24 Mar 2018 09:44:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>

<image>
	<url>https://demonofmyheartyaoipl.files.wordpress.com/2017/08/favicon.jpg?w=32</url>
	<title>Demon Of My Heart (18+)</title>
	<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<cloud domain='demonofmyheartyaoipl.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/osd.xml" title="Demon Of My Heart (18+)" />
	<atom:link rel='hub' href='https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
	<item>
		<title>[Fragment] My Monster / My Exception – 21 – [18+]</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/03/24/fragment-my-monster-my-exception-21-18/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/03/24/fragment-my-monster-my-exception-21-18/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Mar 2018 08:31:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=355</guid>
		<description><![CDATA[[Pozostały fragment] [18+] Cichy szept, nawet nie czekam na potwierdzenie, ustami zjeżdżając na jego ucho; jest tu wciąż tak samo wrażliwy. Schodząc zębami niżej, równie złośliwie wgryzam się w pozostawiony (nie przeze mnie) na szyi&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/03/24/fragment-my-monster-my-exception-21-18/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/2018/03/24/my-monster-my-exception-21-o-kur-na-wszystko-bylo-zaplanowane/">[Pozostały fragment]</a></strong></p>
<p><strong>[18+]</strong></p>
<p>Cichy szept, nawet nie czekam na potwierdzenie, ustami zjeżdżając na jego ucho; jest tu wciąż tak samo wrażliwy.<br />
Schodząc zębami niżej, równie złośliwie wgryzam się w pozostawiony <em>(nie przeze mnie)</em> na szyi ślad, jęknął <em>(przyjemność)</em>.<br />
Zdejmuję z siebie koszulkę, z niego prawie zrywając &#8211; powstrzymał mnie szybko gestem dłoni, zgrabnie i szybko odpinając każdy z guzików, spodnie podążyły za koszulą na podłogę.<br />
Więc tu, teraz, w ciemności <em>(kiedy zgasił lampę?)</em> nie boisz się rozebrać?<br />
Kątem oka zauważam zawiniętego w prowizorycznym kojcu, odwróconego tyłem psa <em>(śpi?),</em> ale nie pozwala mi długo patrzeć, z powrotem zajmując usta.<br />
Wgryzam się w obojczyk, pojedynczy punkt na klatce piersiowej <em>(tak głośno jęknął)</em>, z uśmiechem przykładam zęby do jego przyrodzenia, drażnię. Zadrżał, ale wciąż się uśmiecha.<br />
Rozkłada szerzej nogi, ręce unosi do góry w geście <em>oddania</em>; nagradzam go pocałunkiem w udo, dłońmi powracając do jego tyłka; odnajduję to miejsce palcami. Zaskakująco miękki, lekko wilgotny&#8230; przygotował się już; jak gdyby doskonale wiedział, jak to się skończy?<br />
Zanurzam od razu trzy palce w jego wnętrzu, nie próbując nawet powstrzymać uśmiechu na to, jak wygiął się w łuk.</p>
<p>Głośny jęk wyrywa się z jego ust&#8230;</p>
<p style="text-align:center;"><strong>[Kontynuacja]</strong></p>
<p>Pukanie. A potem warczenie.<br />
I Liczid zaczął szczekać.<br />
I nagle drzwi się otworzyły, ukazując Kasukę; pasywny wyraz na twarzy, wręcz zmęczony, wybrakowany ze zdziwienia.</p>
<p>&#8211; A-ach, j-ja&#8230;</p>
<p>&#8211; Ćś. Nie musisz się tłumaczyć. W skrócie, moglibyście tylko być nieco ciszej? Wiem, że nie ma rodziców, ale ściany są cienkie, a na jutro rano mam dyżur sprzątający. Dziękuję. Dobranoc, Shizuo-nii, Orihara-san.</p>
<p>&#8211; &#8230;</p>
<p>Odgłos zamykanych drzwi.</p>
<p>Pies nie przestał szczekać.<br />
Wiatr nie przestał powiewać tymi okropnymi, niebieskimi zasłonami.<br />
Światło latarni z zewnątrz nie przestało upierdliwie migotać.</p>
<p>A ja i mendą nie mogliśmy przestać się śmiać.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>&#8211; Więc&#8230; teraz jak nastrój zniknął już kompletnie, co robimy?</p>
<p>&#8211; &#8230;widziałeś najnowszy odcinek Feniksów?</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Aach, mógłbym się do tego przyzwyczaić &#8211; do posiadania zwierzaka, mam na myśli. Tak ciepły, puszysty, fajny w dotyku. Ciche ,,dobranoc&#8221; skierowane do psa, który nareszcie uspokoił się wystarczająco, by położyć się obok mnie na futonie.</p>
<p>Mimowolnie wzrokiem powracam do tego opartego o ścianę; oczy już zamknięte, twarz rozświetlona przez blade światło z telewizora. Człowiek tak zimny, który dopiero zabierając od ciebie jest w stanie się rozgrzać&#8230; heh. Naprawdę jest jak jakaś pchła.</p>
<p>Podnoszę się nieco, dłońmi zgarniając go do siebie; ponownie, zaskakująco<em> delikatnie,</em> nawet nie drgnął. Czy śpi, czy znowu udaje, nieistotne.</p>
<p>Kto by pomyślał, że ten jego cały ,,nocny atak&#8221; zamieni się w zwyczajny nocleg?</p>
<p>Zgarniając go bliżej siebie zamykam oczy i staram się nie myśleć o zawartości jego kieszeni, które obecnie leżą już, nie do użytku, w śmieciach.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>&#8230;poranek. Piąta&#8230; rano&#8230; znowu mokra twarz, ugh, psi zapaszek; Liczid&#8230; zdecydowanie ta jedna część, z którą mógłbym się obejść&#8230;</p>
<p>Piąta rano. Wow, świetnie. Godzinę później, niż wczoraj&#8230; ech, to sobie pobiegamy.</p>
<p>&#8211; Woff!</p>
<p>&#8211; Ta, ta, dzięki łaskawco, że godzinę później&#8230;</p>
<p>&#8211; Woff! Woff!</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>&#8211; Hm? Orihara-san już sobie poszedł&#8230;?</p>
<p><em>&#8230;czuję zażenowanie na samą myśl, czego Kasuka prawie był świadkiem.</em></p>
<p>&#8211; &#8230;poszedł od razu później?</p>
<p>Pyta, a jednak wspomnienie tego ukradzionego<em> ciepła,</em> które pozostało obok, na pościeli, zdawało się temu zaprzeczać.</p>
<p style="text-align:center;"><strong> &#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>W drodze do szkoły; ptaszki, gdzieś tam, na drugim końcu świata być może ćwierkają, jakieś dwa psy się pieprzą na środku ulicy <em>(każdy samochód i rowerzysta posłusznie je omija na widok charakterystycznych, należących do prezydenta miasta obroży),</em> niektórzy uczniowie biegną, spóźnieni na dyżur sprzątający, na co tak czy siak mam totalnie wywalone &#8211; top piątka uczniów z klasy nie musi w tym uczestniczyć, więc marudzić zbytnio nie będę.<br />
Heh, tak, tak, menda<em> (i nie tylko)</em> nie raz mnie tym męczyła, czasem irytując do granic rozsądku &#8211; nie, nikogo nie szantażowałem. Wbrew stwarzanym przez <em>przemoc</em> pozorom, nie jestem głupi.</p>
<p>Przyklejony do drzwi sali napis ,,Powodzenia&#8221; uświadomił mi, że mamy test we wtorek z literatury.<br />
Zgadnijmy teraz, jaki jest dzień?<br />
Wtorek. Cudownie; mam wpół-wrażenie, że termin mendackiej wizyty również nie był przypadkowy&#8230; Nie, żebym się zbytnio musiał tym martwić.</p>
<p>Ja również mam swoje marzenie na przyszłość; nie ma mowy, żeby coś tak drobnego jak nieprzygotowanie miało doprowadzić do porażki.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2663.png" alt="♣" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Stanął przed lustrem, licząc nie-psie, nie-ludzkie ugryzienia na swojej szyi, torsie, udach, z każdym ugryzieniem odcinając pojedyncze nici znad głów nie-brudnych ludzi. W końcu ktoś zapłacić musi.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; Słowa: 1 109 &#8211;</strong></p>
<p><em>Rozdział, krótki, buu. Myślałam nad dodaniem jeszcze jednego fragmentu gdzieś, ale za dużo by zdradził&#8230;<br />
I, heh.<br />
Heh.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/03/24/fragment-my-monster-my-exception-21-18/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>[Fragment] My Monster / My Exception &#8211; 19 &#8211; [18+]</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/03/09/fragment-my-monster-my-exception-19-18/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/03/09/fragment-my-monster-my-exception-19-18/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Mar 2018 16:57:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=352</guid>
		<description><![CDATA[[Pozostały fragment] [18+] &#8230;zdenerwował mnie. Dość łatwo udało nam się potem stamtąd wyjść, po tym jak sprawił, że&#8230; że znienawidziłem go jeszcze bardziej. Męczy mnie samo myślenie o nim. &#8211; O czym tak bardzo myślisz&#8230;?&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/03/09/fragment-my-monster-my-exception-19-18/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/2018/03/09/my-monster-my-exception-19-tak-dziwnie-tak-dziwnie-sie-zachowuje-18/">[Pozostały fragment]</a></strong></p>
<p><strong>[18+]</strong></p>
<p>&#8230;zdenerwował mnie. Dość łatwo udało nam się potem stamtąd wyjść, po tym jak sprawił, że&#8230; że znienawidziłem go jeszcze bardziej.<br />
Męczy mnie samo myślenie o nim.</p>
<p>&#8211; O czym tak bardzo myślisz&#8230;?</p>
<p>&#8211; Hm&#8230; o niczym ważnym.</p>
<p>Zarzucam ramiona za szyję, miętoląc kołnierzyk czarnej, drogiej koszuli między palcami.<br />
Brudne odgłosy towarzyszą cichemu szelestowi materiału.</p>
<p>&#8211; Nie powinieneś myśleć teraz o bezużytecznych ludziach&#8230;</p>
<p>&#8211; Hah&#8230; jeżeli tak to czy to nie oznacza, że to ty powinieneś się bardziej postarać~?</p>
<p>Melodyjny śmiech w odpowiedzi, kiedy ten mężczyzna zaczął mocniej wbijać się we mnie, momentami trafiając w to wyjątkowo przyjemne miejsce.</p>
<p>&#8211; Ngh&#8230; poza tym wiesz&#8230; jak bardzo cię <em>kocham</em>, prawda?</p>
<p>&#8211; Heh&#8230; Żeby tylko mnie&#8230;</p>
<p>&#8211; Aww&#8230; Bo jeszcze źle&#8230; a-ach&#8230; to zinterpretuję&#8230;</p>
<p>Wymiana uśmiechów między nami; słowa, które nie kryły za sobą żadnej dodatkowej emocji, równie bezużyteczne.</p>
<p>Szczytuje we mnie, zdejmuje, zawiązuje i wyrzuca prezerwatywę. Schodzi przede mną na kolana, biorąc mnie w usta; cicho wzdycham z przyjemności.</p>
<p>Gdy to koniec <em>aktu</em>, wyciera usta, teatralnie wręcz zlizując białą ścieżkę z kącika wargi.</p>
<p>&#8211; Och, racja. Izaya, mam ciekawy alkohol ze sobą&#8230;</p>
<p>&#8211; Czyżby Tedium~?</p>
<p>&#8211; Tsk, skąd wiedziałeś?</p>
<p>Wcale nie widziałem opakowania przy wejściu.</p>
<p>&#8211; Przeczucie&#8230; Niestety, tym razem spasuję~.</p>
<p>&#8211; Doprawdy? Co za szkoda&#8230; Z przyjemnością zapłaciłbym za zobaczenie akurat ciebie w stanie alkoholowego upojenia&#8230;</p>
<p>&#8211; Hah&#8230;</p>
<p>Zaśmiałem się cicho, kiedy doświadczone dłonie <em>[jego]</em> spotkały się z równie doświadczonym językiem <em>[moim].</em><br />
Deszcz zagłuszył wszystkie inne myśli. Wychodząc, zostawił białą kopertę na stole wraz ze srebrnym, metalowym pendrivem. Podziękowałem, wypijając do dna gorzkie wino, które pozostało jeszcze z ostatniej wizyty.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>[Kontynuacja]</strong></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p><em>,,Kropla, kolejna, pięćdziesiąt określeń na coś tak prostego, jak spadająca z nieba woda; specyfika naszego języka, która uwielbia komplikować rzeczy tak proste &#8211; jak gdyby utrudnienia były piękne. Chyba wolałbym mieć kobietę brzydką, a prostą, aniżeli piękną, której nigdy nie zrozumiem; nie można zakochać się w czymś, w co się nie wierzy. Kolejne krople [określenia] w żaden sposób nie zmienią natury deszczu&#8230;&#8221;</em><br />
&#8230;ech, cytowanie Ametsuchi&#8217;ego<em> (nieważne jak bardzo bym za nim przepadał)</em> jest takie depresyjne, kiedy w grę wchodzi samotny spacer.<br />
Omijam brudne chodniki, pojedyncze źdźbła wyrastającej, zmokłej już trawy, znaki drogowe, leżące ulotki, karton z małym, szczekającym czymś, ludzi, kolejne znaki, dynamiczne kałuże, zaparkowane samochody&#8230;<br />
Przyspieszam nieco kroku, sam nie do końca rozumiejąc powód.</p>
<p>Ciche piszczenie, które zamieniło się w głośne skomlenie im więcej kroków zrobiłem. Odwracam się.</p>
<p>&#8230;ech, niech będzie.</p>
<p>Zabrałem go ze sobą.</p>
<p><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Już w domu; siedzę na przeciwko Kadoty, rodzice wciąż w pracy o tej godzinie. Dobrze, że mamy już piątek&#8230; nie wyobrażam sobie po tylu wydarzeniach jeszcze musieć przygotować się do szkoły.</p>
<p>Po tym wszystkim&#8230; ech, nie, żeby to było zbyt istotne. Ta mała, ciemno-brązowa kulka, którą podniosłem po drodze, obecnie schnie w prowizorycznym kojcu; mogę mieć tylko nadzieję, że rodzice nie każą jej odnieść do schroniska; Kasuka chyba się już do niej przywiązał&#8230; albo przynajmniej tyle można wywnioskować po tej godzinnej kąpieli, którą jej zafundował.<br />
Trzeba będzie niedługo znaleźć jej imię, heh? Zapewne miałaby już jakieś teraz, ale na wszelki wypadek, gdybyśmy jednak musieli ją oddać&#8230;<br />
Od razu przypomina mi się ta cholerna menda jakoś. Niby był ranny i tak dalej, ale z wyrazu jego twarzy&#8230;</p>
<p>&#8211; Czemu się uśmiechasz?</p>
<p>&#8211; Pff&#8230;! &#8211; <em>*odgłos niemalże wyplutego wraz z flakami posiłku*.</em></p>
<p>Natychmiast sięgnąłem po butelkę wody, chcąc powstrzymać kaszlowy atak.</p>
<p>&#8211; &#8230;uśmiecha się? Niby kto?</p>
<p>&#8211; Ty. I to już od kilku godzin. Co się dobrego stało? I to na pewno nie piesek, bo nawet na niego nie patrzysz.</p>
<p>&#8211; Niekoniecznie dobrego, ale&#8230; &#8211; sięgam po następne udko z kurczaka.</p>
<p>&#8211; Zakochałeś się?</p>
<p>&#8211; Pff! &#8211; ponownie biorę porządny łyk wody, nim się uduszę&#8230; &#8211; Skąd niby taki niedorzeczny pomysł?</p>
<p>&#8211; Twój uśmiech.</p>
<p>&#8211; Ech, żeby jeszcze&#8230;</p>
<p>&#8211; Więc, ma to coś wspólnego z tym całym Izayą?</p>
<p>&#8211; &#8230;skąd w ogóle o nim wiesz?</p>
<p>&#8211; Wspomniałeś jego imię już wcześniej; to ten sam, co odwiedził nasz sklep w wakacje, prawda?</p>
<p>&#8211; Ech, odpowiadając na wcześniejsze pytanie &#8211; poniekąd tak, ale dlaczego pytasz się o to zaraz po pytaniu o ,,miłość&#8221;?</p>
<p>&#8211; Hm&#8230; tak bez powodu.</p>
<p>&#8230;podejrzane&#8230; ale nie, żeby miało to jakieś większe znaczenie.</p>
<p>&#8211; Dzięki za posiłek.</p>
<p>Wstaję od stołu ze spokojem wiedząc, że dziś to nie ja zmywam naczynia. Podnoszę po drodze wciąż wilgotną, ale zdecydowanie cieplejszą kulkę sierści; ta zaczyna kąsać delikatnie moje palce, jak gdyby miały zamienić się w kawałki szynki, którą niedawno dostał.</p>
<p>Wchodzę po schodach; cichy chichot, gdy maluch wbił we mnie łapki, jak gdyby bojąc się, że go upuszczę. Stawiam go na podłodze swojego pokoju, samemu kładąc się na łóżku.<br />
&#8230;jakoś dziś mnie zmęczyło &#8211; nawet jeżeli tak naprawdę nie stało się praktycznie nic. Heh&#8230; ta głupia pchła&#8230; jakoś z tej całej złości przez cały czas miał na sobie rumieniec; i tym razem mam pewność, że nie było to z powodu przeziębienia. Kto by pomyślał, że mendy tak łatwo się irytują?</p>
<p>Mały pyszczek trąca moją dłoń; maleństwo patrzy się na mnie, trzymając swój prowizoryczne lęgowisko <em>(koc)</em> w zębach. Ciche westchnienie opuszcza moje usta, gdy klepię miejsce obok siebie. Już po chwili kulka zwinęła się obok mnie, przykrywając się zabranym materiałem; niemalże jak człowiek.<br />
<em>Jak powinniśmy go nazwać?</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; Słowa: 1 680  &#8211;</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/03/09/fragment-my-monster-my-exception-19-18/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>[Fragment] My Monster / My Exception &#8211; 13 &#8211; Brzydzę się. / Głupi, głupi Shizu-chan&#8230; [18+]</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/01/26/fragment-my-monster-my-exception-13-brzydze-sie-glupi-glupi-shizu-chan-18/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/01/26/fragment-my-monster-my-exception-13-brzydze-sie-glupi-glupi-shizu-chan-18/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Jan 2018 19:04:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=350</guid>
		<description><![CDATA[[18+] [Pozostały fragment] Jęki. Niczym nie przyciszone. Kolejne kroki. Powinienem był zawrócić. Powinienem. &#8211; A-ach, jak&#8230; j-jak dobrze, mocniej, mocniej&#8230; &#8211; Orihara-san&#8230; On, przyparty do drzewa przez bezimiennego ucznia; nawet nie wiem, z której jest&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/01/26/fragment-my-monster-my-exception-13-brzydze-sie-glupi-glupi-shizu-chan-18/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong>[18+]</strong></p>
<p><strong><a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/2018/01/26/my-monster-my-exception-13-brzydze-sie-glupi-glupi-shizu-chan-18/">[Pozostały fragment]</a></strong></p>
<p>Jęki. Niczym nie przyciszone.</p>
<p>Kolejne kroki. Powinienem był zawrócić. Powinienem.</p>
<p>&#8211; A-ach, jak&#8230; j-jak dobrze, mocniej, mocniej&#8230;</p>
<p>&#8211; Orihara-san&#8230;</p>
<p>On, przyparty do drzewa przez bezimiennego ucznia; nawet nie wiem, z której jest klasy&#8230; może i dobrze. Rozmyślania na ten temat służą na kilkusekundową dystrakcję, nim powrócę wzrokiem do tej sceny.<br />
Czarnowłosy ma na sobie bluzkę z długim rękawem. Zawiesił ręce wokół szyi drugiego, jego nogi są za to gołe.<br />
Zauważają mnie.</p>
<p>&#8211; O-oi&#8230; O-Orihara-san&#8230;</p>
<p>&#8211; Mh&#8230; a-ach, nie obchodzi cię, czy ktoś patrzy na występ, czy nie, prawda~?</p>
<p>Szarpie go za włosy, całuje, obrzydliwie mokre odgłosy, język, jęki.</p>
<p>Wciąż patrzy mi w oczy, nawet kiedy tamten wznawia ruch bioder, kiedy wciąż splatają swoje języki.</p>
<p>Jęczy coraz głośniej, przerywając wcześniejszy spokój. Pot na skroni, rumieniec na twarzy, szyi, przyspieszony oddech, który momentami zamiera; jednocześnie przypomina go z ubiegłej nocy, z gorączką, a z drugiej strony&#8230;</p>
<p>Wciąż patrzy mi w oczy, nawet w tak poniżającej sytuacji.<br />
Poniżającej, nie dla ciebie, już nawet nie dla ciebie, huh?<br />
Nie kusi.<br />
Prowokuje.</p>
<p>Dałem się sprowokować.</p>
<p><em>Tak obrzydliwy. Nie wiem już nawet o kim dokładnie mówię.</em></p>
<p>Oderwałem go od niego, szarpiąc.</p>
<p>Podążający za tym niezadowolony krzyk.</p>
<p>&#8211; A-ACH, NIE, C-CZEKAJ! W-właśnie m-miałem d-doj&#8230;</p>
<p>Przyciskam go do siebie, podwijam bluzkę, przywieram do kory.</p>
<p>Rozpinam rozporek. Jednym ruchem wchodzę w niego.</p>
<p>Wilgotny. Gorący. Obrzydliwy, ale ciasny, sprawia mi przyjemność.</p>
<p>Kiedy się tak bardzo podnieciłem?</p>
<p>Moje ciche westchnienie i jego jęk, głośniejszy niż kiedykolwiek.</p>
<p>&#8211; A-ach, Shizu-chan&#8230;</p>
<p>&#8211; Spieprzaj. &#8211; jedno spojrzenie na tamtego studenta. Od razu posłuchał.</p>
<p>Przyspieszam. Mój oddech, również, momentami miesza się z tym jego.</p>
<p>Przyjemność. Sprawiam mu tym przyjemność, jednocześnie zabierając ją dla siebie.</p>
<p>Zarzuca mi ręce za szyję. Przybliża do mnie twarz&#8230;<br />
&#8230;chce mnie pocałować. Tak&#8230; tak jak&#8230;</p>
<p>Wychodzę z niego.</p>
<p>Opieram dłonie o korę drzewa, biorę głębokie wdechy.</p>
<p>&#8211; S-Shizu-chan, pospiesz się&#8230; J-ja&#8230; m-muszę&#8230;</p>
<p>&#8211; &#8230;to zrób to sam. Nie dotykam cię.</p>
<p>&#8211; N-nie, d-do c-cholery&#8230;</p>
<p>Jest <em>zły</em>. Tylko chwilowa z tego faktu satysfakcja. Opadł na kolana, unosząc nieco swoje biodra&#8230; a następnie sam, palce w jego wnętrzu, głośne jęki.<br />
Napotykam jego wzrok. Znowu, ten uśmieszek na twarzy&#8230;<br />
Ponownie mnie prowokuje. Złość, która działa bardziej podniecająco, niż mógłbym się tego spodziewać. Znowu to robi.<br />
Wiedział, że pójdę go szukać. Że go znajdę. Zrobił to wszystko&#8230; właśnie dlatego. Wiedział, jak się zachowam. Jak <em>zagram.</em></p>
<p>Więc go zostawiłem, odwracając się, pospiesznym krokiem kierując z powrotem do posiadłości.</p>
<p><em>Żałuję, że nie skierowałem się w drugą stronę, do jeziora. Zimna woda z całą pewnością okazałaby się teraz pomocna</em>.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2660.png" alt="♠" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>&#8230;ha&#8230; haha&#8230; nie no, po prostu&#8230; hah&#8230; nie wierzę&#8230;<br />
&#8230;czemu ten jeden raz nie może po prostu się posłuchać moich instrukcji? Nawet się poświęciłem, by uwieść tego ucznia, aby ten mógł przygotować mnie na Shizu-chan&#8217;a&#8230;<br />
&#8230;ach, jak zawsze, nigdy nie docenia mojego wysiłku, głupi Shizu-chan&#8230;</p>
<p>Bez słowa zacząłem dotykać się pospiesznie, palce w moim wnętrzu i na przyrodzeniu.</p>
<p>A~ach, żałuję, że Shizuś wygonił tamtego ucznia; chcę tego, chcę&#8230;</p>
<p>&#8211; Potrzebujesz pomocy?</p>
<p>Nie musiałem się odwracać, tak samo nie musiałem odpowiadać na jego pytanie. I tak zrobiłby jak tylko chce.</p>
<p>&#8230;no cóż, jak to się mówi; lepszy rydz niż nic, ne~?</p>
<p>&#8211; A~ch, taki odważny&#8230; nie boisz się nawet możliwego skandalu, czyż nie, Shiki-sensei?</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2663.png" alt="♣" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Tej nocy Izaya nie wrócił do pokoju.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; Słowa: 892 &#8211;</strong></p>
<p><em>Jestem na siebie zła. Nie potrafię wyrazić nienawiści. Nie czuję w nich ani grama nienawiści. Irytuje mnie to. Jak skończę akt I przelecę przez wszystkie rozdziały i jakoś to zmienię. Bo obraza&#8230; nie wystarczy. Musi istnieć&#8230; jakiś moment&#8230; </em><br />
<em>&#8230;ale o tym kiedy indziej.</em></p>
<p><em>&#8230;jakim cudem tamten rozdział zajął mi tydzień, dosłownie, a ten, dosłownie, godzinę?<br />
<del>-ignorując przynajmniej dziesięć możliwych czynników, ale shh&#8230;-</del></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2018/01/26/fragment-my-monster-my-exception-13-brzydze-sie-glupi-glupi-shizu-chan-18/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>One-shot &#124; Kaname x Zero &#124; Tron z heterochromii [18+]</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/12/27/one-shot-kaname-x-zero-tron-z-heterochromii-18/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/12/27/one-shot-kaname-x-zero-tron-z-heterochromii-18/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Dec 2017 20:53:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Kaname x Zero (Vampire Knight)]]></category>
		<category><![CDATA[One-Shot]]></category>
		<category><![CDATA[Tron z heterochromii]]></category>
		<category><![CDATA[18+]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=345</guid>
		<description><![CDATA[Ostrzeżenia: Do pewnego momentu zawiera spoiler&#8217;y z mangi &#8211; ze zmienionym zakończeniem i pewnymi wątkami. Same wydarzenia nie są koniecznie w chronologicznej kolejności. Zawiera sceny gwałtu i seksu między mężczyznami. ♣ &#8211; Teraz.  ♦ &#8211;&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/12/27/one-shot-kaname-x-zero-tron-z-heterochromii-18/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><em><strong>Ostrzeżenia:</strong> Do pewnego momentu zawiera spoiler&#8217;y z mangi &#8211; ze zmienionym zakończeniem i pewnymi wątkami.<br />
Same wydarzenia nie są koniecznie w chronologicznej kolejności.<br />
Zawiera sceny gwałtu i seksu między mężczyznami.</em></p>
<p><em><img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2663.png" alt="♣" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211; Teraz. </em></p>
<p><em><img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211; Moment w przeszłości. </em></p>
<p><span id="more-345"></span></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2663.png" alt="♣" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Śnieg. Oni już odeszli.</p>
<p>Zimno. Nie jest to zaskakujące, a jednak za każdym płatkiem, który dotyka mojego ciała, drżę. Daremnie próbuję od tego uciec.</p>
<p>Śnieg, zapewne przesiąknięty paletą nieciekawych barw. Pełno ich w tym świecie, moim świecie.<br />
<em>Znudziły mi się nawet kolory. Kto by pomyślał?</em></p>
<p>Śnieg ugniatany pod czarnymi butami, i ten nieprzyjemny, towarzyszący temu odgłos, przypomina zgrzyt miękkich kości.</p>
<p>Podchodzi bliżej. Śmieje się ze mnie, na pewno śmieje się ze mnie. Nie mówi tego na głos, ale doskonale wiem &#8211; on się ze mnie naśmiewa. Tak jak to zawsze robił. Zadzierając głowę do góry, zachowując stalową twarz &#8211; a jednak wciąż, z tymi oczami, śmiejącymi się ze mnie.<br />
Z resztą, kto by się nie śmiał? Gdyby nie fakt, że jest tak bardzo zimno, a sam jestem tak&#8230; dziwnie zmęczony &#8211; zapewne również zacząłbym się śmiać z ironii tej sytuacji.</p>
<p>,,Jak bardzo się mnie teraz brzydzisz, czarnowłosy potworze?&#8221; &#8211; zadałbym to pytanie gdyby nie fakt, że takie same włosy posiada ta jedyna niewinna, wciąż w tym wszystkim niewinna, nawet po tym, jak on&#8230;</p>
<p>Podchodzi bliżej. Jeden krok. O jeden krok za dużo. Wzdrygam się, próbuję podnieść. Moja broń, zapomniana, leży metry ode mnie, odrzucona &#8211; niczym w niepamięć &#8211; godziny temu, kiedy pierwszy raz przegrałem.</p>
<p><em>Kim ja jestem, by nazywać go potworem?</em></p>
<p>Przegrywam po raz kolejny w momencie, w którym próbuję usiąść; i nawet tyle mi się nie udaje.</p>
<p><em>Mam cię dość. Dość, dość, brzydzę się tobą.</em><br />
<em>Brzydzę się tobą bardziej, niż sobą. To naprawdę wiele mówi. Odejdź.</em></p>
<p>Język mi nie działa. Nie chcę nawet otwierać ust. Wciąż czuję na języku cierpki posmak. Obrzydliwe. Tak obrzydliwe. Patrzę na jego wargi i przypominam sobie tamte usta.</p>
<p>Odwracam się w bok, wymiotuję cokolwiek pozostało mi w żołądku. Od dawna nie jadłem. Wymiociny w większości są czerwone.<br />
Krew tak bardzo nieapetyczna, że nawet na nią nie spojrzał.</p>
<p>Zastanawiam się chwilę, po czym sięgam po śnieg, przepłukując sobie usta. Czysty śnieg. Ten śnieg kawałek dalej ode mnie. Drżą mi ręce.<br />
Nim biel dotknie moich warg, on uderza mnie w policzek. Jak gdyby chciał upomnieć, że to moja kara.</p>
<p><em>Brzydzę się tobą. Naprawdę nie uważasz, że mi wystarczy już tych wszystkich kar? Dość. Dość, ciebie, mam&#8230; </em></p>
<p>Odzianą w rękawiczkę dłonią dotyka mojej nagiej klatki piersiowej. Momentalnie zamieram. Zmiażdży mi żebra?<br />
Czy to ma jakiekolwiek znaczenie?</p>
<p>Dotyka ugryzienia wokół jednego z sutków. Zadrżałem. Nienawidzę tego, w jaki sposób zadrżałem.</p>
<p>Wiatr. Poczułem jego zapach. Poczułem głód. Zapragnąłem mu się oddać za nawet najmniejszą kroplę.</p>
<p>Nienawidzę go za to. Siebie jeszcze bardziej.</p>
<p>Widzi czerwień moich oczu, z pewnością widzi mój głód. Czekam tylko, aż kąciki jego warg uniosą się do góry w geście rozbawienia.</p>
<p>Nic takiego jednak się nie dzieje. Wciąż jakże pasywny. Irytujący.<br />
Ten śnieg mnie drażni. Tak zimny.</p>
<p>Odpycham go od siebie (żałośnie, jakże lekko), nawet nie zadrżał. W odpowiedzi dostałem w drugi policzek, przez chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami.</p>
<p>Swoim następnym spojrzeniem daje mi wybór. Mam ochotę się zaśmiać.</p>
<p><em>Naprawdę? Naprawdę twoja krew jest tak mało warta, obrzydliwcu? </em></p>
<p>Dopiero jego paznokcie wbite w nagie biodra uświadamiają mi, że się uśmiechnąłem.</p>
<p>Wiem, że w tym tempie się stoczę i stanę najzwyklejszą bestią. Poziomem E. Zimno, śmierć i krew i wszystko, co obrzydliwe, wewnątrz i na zewnątrz mnie, w śniegu, na ciele, we włosach, na skórze. To wszystko zabije mnie. I jedyne rozwiązanie, ,,ratunek&#8221;&#8230;</p>
<p>&#8211; Rozłóż nogi.</p>
<p>W jego krwi. Jeszcze kiedyś&#8230; zachowałby się, jakbym był niczym a żałosnym psem stróżującym &#8211; a jednak należącym do księżniczki, stąd wymagany żywcem.<br />
A teraz? Idealna sytuacja. Ze mną, i tak dość ukaranym&#8230; w momencie, w którym zbliżałbym się do końca&#8230; z łatwością usprawiedliwiono by moją śmierć, a i ona już niedługo zapomni.<br />
<em>Może już nie pamięta. Wiele, tak wiele by to ułatwiło, i jemu i mnie.</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p><em>Mogłem spodziewać się, że to własnie tak się skończy, heh.</em></p>
<p>Pięćdziesiąt osiem lat. Tyle&#8230; takie w tym roku obchodzę urodziny.<br />
A wyglądam tak samo jak ponad trzydzieści zim temu.<br />
Nienawidzę tego.</p>
<p>Wchodzę do Głównej Kwatery Łowców. Zmienne, tak zmienne i niezmienne jednocześnie.<br />
Ten sam budynek, te same ściany i meble; niektórzy ludzie nieco inni, nowi &#8211; co i tak pozostaje bez znaczenia.</p>
<p>,,Pokój&#8221;. Pokój, w znaczeniu unormowania relacji między łowcami a wampirami &#8211; z każdym tolerującym siebie&#8230; bardziej niż kiedyś. Było to tylko oczywiste z tym, jak wiele wysiłku włożyli w to Cross, Yagari-sensei, a nawet kilku czysto-krwistych.<br />
<em>Tak zaskakujące w swojej prostocie.<br />
</em>Pokój &#8211; a jednak z zachowaniem ostrożności. Oczywiście, że wciąż spora większość łowców nienawidzi wampirów &#8211; większość z nich trafiła tu właśnie dlatego &#8211; a jednak nie mają już innego wyboru, innej metody pokazania niezadowolenia, niż poprzez spojrzenie. Nie w tym świecie.<br />
<em>Nie, żeby ktokolwiek kiedykolwiek miał wybór.</em></p>
<p>Na każdym spotkaniu mam ,,swoje miejsce&#8221; &#8211; dla dokładności jest to kąt po lewej stronie wgłąb sali, omijany szerokim łukiem, jak gdybym był nieuleczanie chory. Ponownie &#8211; coś niezbyt dalekiego od prawdy.</p>
<p>Obecnie przewodniczącym rady jest Yagari-sensei, z Crossem obecnie przesiadującym gdzieś w Norwegii &#8211; jakaś nagła wampirza epidemia, czy coś&#8230; Chociaż, nie powiem &#8211; mój były nauczyciel i bez pomocy nieźle sobie radzi, nawet mając już kolejne&#8230; dziesiąt na karku.<br />
Zmienił się. Więcej blizn, więcej siwych włosów, zmarszczek, jest już niemalże mojego wzrostu. Nie zrezygnował z papierosów; ciągle kaszle, chociaż sam twierdzi, że nic mu nie jest.<br />
<em>Nie oszukasz jednak nosa wampira, Yagari-sensei. Z każdym następnym spotkaniem coraz bardziej czuję zapach nieuniknionego. Ciekawe, czy mnie za to znienawidzisz?</em></p>
<p>&#8211; Na dziś to wszystko. Rozejść się.</p>
<p>Kroki, te same szepty &#8211; idioci, doskonale wiedzą, że ich słyszę; chcą, bym ich jakoś skrzywdził, czy czerpią przyjemność z myśli, że nic im nie mogę zrobić? &#8211; zostaję ja wraz z Yagari-sensei i Kaito.</p>
<p>Kolejny ciekawy epizod mojego życia po śmierci. Początkowo &#8211; chwilę po tym, jak opuściłem szkołę by zostać łowcą, po tym jak&#8230;<br />
&#8230;nieistotne, powód nieistotny. Chwilę po tym, ja i Kaito&#8230; byliśmy razem? Początkowo tylko jako partnerzy zawodowi &#8211; kilka misji plus seksualna frustracja przerodziły się w&#8230; poniekąd związek. Jako jedyny nie był obrzydzony myślą kim&#8230; <em>czym</em> jestem, kiedy mnie obejmował.<br />
Nie dziwiłem się wszystkim innym. Dla wampirów &#8211; bezużyteczny, brudny łowca, dla łowców &#8211; obrzydliwy wampir. Sam nie tknąłbym siebie na ich miejscu.<br />
Nawet jeżeli moje ciało samo bardzo pragnęło drugiego, podobnego do siebie. Oboje doskonale wiedzieliśmy to za każdym razem, kiedy on kończył, a sam powstrzymywałem się przed błaganiem, by ugryzł, dał się ugryźć, mocniej&#8230;<br />
A jednak nawet z tym, że sobie&#8230; radziliśmy, to było oczywiste, że nie potrwa to długo. Ile, rok? Może więcej? Nie, żeby to było zbyt istotne. Gdy tylko z Kazachstanu przeniosła się tu Arina, niemalże od razu go zostawiłem&#8230; co, oczywiście, okazało się być najlepszym pomysłem.<br />
<em>To rozstanie nie było dla żadnego z nas bolesne, z brakiem uczuć i tylko potrzebą drugiego ciała między nami.</em></p>
<p>Od tamtej pory, przynajmniej w moim przypadku &#8211; nie byłem z nikim&#8230; na stałe. Każda następna kobieta wyglądała jak Yuki, a każdy mężczyzna, niezależnie w jakiej pozycji bym się nie znalazł&#8230;</p>
<p>&#8211; &#8230;Zero?</p>
<p>Spoglądam na złoty pierścionek na jego dłoni, jakże rosłej. Wygląda już nie jak nastolatek, a dorosły mężczyzna &#8211; również liczne blizny, zarost, wysokie i potężne ciało &#8211; wszystko, czego już nigdy nie uda mi się osiągnąć.<br />
<em>Nie, żeby to miało większe znaczenie.</em></p>
<p>Cieszę się, że przynajmniej u niego wszystko się ułożyło tak, jak w książkach ze szczęśliwymi zakończeniami.<br />
<em>Mogę tylko robić, co mogę, by tak zostało. By nie spotkał ich nasz los.</em></p>
<p>&#8211; Pozdrów żonę i bliźniaki. Muszę się zbierać, jutro wyruszam na misję.</p>
<p>Lekkie skinienia głowy za jedyne pożegnanie.<br />
<em>To nie ostatni raz, prawda?</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Za dużo i za mało jednocześnie.</p>
<p>Dłoń zaciska się na wbitym w bok ostrzu, kolejne na przyrodzeniu (za mocno), powstrzymuję się przed ugryzieniem obiektu w moich ustach, gdy ponownie zaczynam się dusić. Jeden z nich próbuje zmieścić we mnie jeszcze palce, jak gdyby chciał mnie przygotować na jeszcze więcej &#8211; rozrywa mnie tym, znowu krew, z niezadowoleniem wyciera o moje włosy czerwoną dłoń, rezygnując z pomysłu. Śmieją się, gdy mnie rozrywają.<br />
<em>Przyjemnie.</em></p>
<p><em>,,Zero&#8230; przestań, ty&#8230; musisz ich jakoś&#8230;!&#8221;</em><br />
Desperacja w głosie &#8211; Ichiru stoi tuż obok, przygląda się temu wszystkiemu.<br />
Delirium.<br />
<em>,,Nie, nieprawda, doskonale wiesz, że to nieprawda&#8230;&#8221;</em><br />
W tym miejscu&#8230; dobrze, dobrze, że przynajmniej odciągnąłem ich od grobów; inaczej&#8230;<br />
<em>,,Usłyszą, a co jeżeli oni cię usłyszą?&#8221;</em><br />
I tak nie zrobi im to żadnej różnicy, żadnej&#8230;<br />
Tak jak we wspomnieniach, w tych wszystkich &#8211; długo cię nie słyszałem, a kiedy już&#8230; nawet cię widzę, czy to zawsze musi być w takich momentach? Momentach, w których się staczam, coraz bardziej?</p>
<p><em>,,Chcę wierzyć, że dasz radę, że się nie poddasz&#8230; Bo nie poddasz, prawda? Nie możesz, nie możesz, jeszcze&#8230;&#8221;</em></p>
<p>Słowa brata zlały się z szeptami przy moim uchu, zamknąłem oczy. Nie chcę w nich widzieć swojego oprawcy i zbawiciela.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Ichiru&#8230; od jego śmierci minęło wiele lat, a mimo to, ja wciąż&#8230; widywałem go czasem. A jednak za każdym razem były to ciche upewnienia podnoszące mnie na duchu, słowa otuchy i pocieszenia pozwalające mi utrzymać resztki&#8230; ludzkości.<br />
Jeżeli to pojęcie może w ogóle zostać użyte w moim wypadku.</p>
<p>&#8211; Bracie.</p>
<p>&#8211; Hej, Ichiru&#8230;</p>
<p>Uśmiecham się, siadając przy czarnym kamieniu. Długo&#8230; mnie tu nie było &#8211; nie widziałem zbyt sensu. Rok temu, i dwa lata temu się nie pojawił.<br />
Co mnie tu przywiodło? Zwykła zachcianka, pragnienie by się przekonać, czy może moje szaleństwo i w tym roku mnie zawiedzie <em>(zachwyci). </em><br />
A jednak się pojawił&#8230;</p>
<p>&#8211; Czujesz się zawiedziony?</p>
<p>Uśmiecham się.</p>
<p>&#8211; A jak ty byś się czuł, widząc przed sobą kogoś, kto nie żyje?</p>
<p>&#8211; Ranisz mnie&#8230;</p>
<p><em>Uśmiechasz się.</em></p>
<p>&#8211; Ty też.</p>
<p>&#8211; Nie czytaj mi w myślach.</p>
<p>&#8211; Jeżeli to szaleństwo, to czy nie oznacza to, że sam jestem niczym więcej, a twoją myślą?</p>
<p>Wyciągam w jego stronę dłoń. Jest zimny.</p>
<p>&#8211; Nie żyjesz.</p>
<p>Tym razem ten sam uśmiech zdaje się być nieco smutny. Zrobiłoby mi się głupio, gdybym czuł jeszcze jakiekolwiek tego typu emocje.<br />
Przecież to wszystko i tak już bez znaczenia.</p>
<p>&#8211; Nie jestem niezastąpiony.</p>
<p>&#8211; Nie jesteś. Już nie, Zero.</p>
<p><em>Nie, odkąd opuściłem akademię.</em></p>
<p>&#8211; I wszystkich, którzy mogli stać się twoimi&#8230; sojusznikami.</p>
<p>&#8211; Złe słowo.</p>
<p>&#8211; Też tak uważam.</p>
<p>&#8211; A jednak&#8230;</p>
<p>&#8211; Wiem.</p>
<p><em>Chcę i nie chcę tam wrócić jednocześnie. Mogę. Zawsze mogłem. Ale po co? I tak&#8230; nigdy, nic, nie dla mnie.</em></p>
<p>&#8211; Może wśród nich&#8230;</p>
<p>&#8211; Nie.</p>
<p>To bez znaczenia. Wśród nich również&#8230; nie znajdę nikogo, kto by mógł&#8230;</p>
<p>&#8211; <em>Happy Birthday.</em></p>
<p>&#8211; Pieprz się.</p>
<p>Zniknął.</p>
<p>Kto normalny składa życzenia z okazji rocznicy czyjejś śmierci?</p>
<p><em>,,Kto normalny rozmawia z kimś, kto nie żyje?&#8221;</em></p>
<p>Więc po prostu przestanę się do ciebie odzywać.</p>
<p>Gdyby tu był, zaśmiałby się. Tym razem jednak żaden kolejny dźwięk nie rozbrzmiał.</p>
<p>Ponownie. Dotykam ziemi przed nagrobkiem &#8211; tak jak za każdym razem, gdy go odwiedzam.</p>
<p>Biała róża wyrasta wśród śniegu.<br />
Zniknie wraz z następną nocą, ale to gest się liczy, prawda?<br />
<em>Nie, żeby je zobaczył. Nigdy ich nie widzi. Nie zobaczy.</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Nienawidzę tego, że wciąż odczuwam przyjemność. Wręcz przeciwnie &#8211; zamiast paraliżującego obrzydzenia moje ciało czerpie nieograniczoną wręcz rozkosz ze sposobu, w jaki się ze mną obchodzą.<br />
<em>Ugryź mocniej, wejdź głębiej, uderz z większą siłą &#8211; inaczej nie zaspokoisz wampira, wiesz?</em><br />
Zastanawiam się, czy jest sens powstrzymywać się przed prośbami o więcej.<br />
Przypominam sobie, gdzie jestem. Zagryzam wargę do krwi. Odczuwam głód. Kolejne ostrze przy szyi &#8211;<em> broń łowców, broń przeciw wampirom, moja broń, o ironio</em> &#8211; nie pozwala na ruch.<br />
<em>Ach. Teraz jestem jeszcze bardziej ,,głodny&#8221;.</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2666.png" alt="♦" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Zaatakowali mnie, gdy odwiedzałem rodzinny grób.<br />
Kto by się spodziewał, że ta młodsza generacja tak bardzo będzie różnić się od honorowych łowców z dawnych rodów&#8230; Hah&#8230;<br />
&#8230;chociaż kim ja jestem, by to oceniać? W pewnym sensie zasługiwałem na to.</p>
<p>Wypróbowali na mnie nowe talizmany; działają. Przynajmniej na coś się przydałem, huh? Oprócz oczywiście&#8230; tego, co zrobili z moim ciałem.</p>
<p>Nie raz&#8230; nie raz w takich momentach rozmawiałem z Ichiru. Nie chcę, nie chcę go teraz widzieć&#8230; nie pojawiaj się, proszę?</p>
<p>Hah&#8230; hah&#8230; jeżeli&#8230; jeżeli Ichiru to teraz widzi, patrzy&#8230; Jak proszę własne delirium w głowie, by chociaż przez chwilę nie istniało&#8230;<br />
Zamykam oczy. Jeżeli on tu jest &#8211; nie chcę tego widzieć. I tak&#8230; już za dużo widział, słyszał. Teraz&#8230; teraz nie&#8230; Nie teraz, gdy to koniec, podobno koniec, a ja&#8230;</p>
<p>Dobrze&#8230; że przynajmniej nie przy rodzicach, prawda? Heh&#8230; ten&#8230; zepsuty humor, przecież to nawet nie było zabawne&#8230;</p>
<p>Wbite w ramie ostrze upomina mnie, że chcieli mnie zabić.<br />
<em>&#8230;idioci&#8230; oczywiście, że tyle by wystarczyło, aby zabić zwykłego wampira&#8230;</em></p>
<p>Ciernie wyrastają z rany. Pulsują w rytm zimnego serca.</p>
<p><em>&#8230;ale z całą pewnością&#8230; nie mnie.</em></p>
<p>Niemalże moje odbicie stanęło nade mną, patrząc w moje powoli gnijące ciało &#8211; jak gdyby robiąc mi na złość. Zniknął wraz z odgłosem łamanej w oddali gałęzi. Westchnąłem cicho. To był tylko lis.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2663.png" alt="♣" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Nikt nie przybył mnie szukać.</p>
<p>Minęły godziny<em> (może nawet dni? i tak byłem przez większość czasu ledwie przytomny)</em>, odkąd znalazłem się tutaj, w tym śniegu, który, zamiast stopnieć &#8211; pokrył świat nową warstwą, niemalże mnie ukrywając.<br />
Niemalże.</p>
<p>Jest tylko on.</p>
<p>Wchodzi głębiej niż ktokolwiek kiedykolwiek. Oznacza mnie całego, z arogancką wręcz nonszalancją trafiając z każdym ruchem w moją prostatę.<br />
Tak bardzo przyjemnie. Tęskniłem za tym uczuciem, tęskniło, przynajmniej moje ciało, za byciem w objęciu innego wampira. Tak odpowiednie. Jestem zbyt zmęczony, by moje własne myśli mnie bulwersowały.<br />
Nie mają znaczenia.</p>
<p>Używa mnie jak zabawki. Nawet nie wiem jak wiele godzin już&#8230; I tak nikt tu nie przychodzi. Tylko ja. I najwyraźniej również wszyscy&#8230;</p>
<p>&#8211; Nie myśl.</p>
<p>&#8230;którzy chcą mnie doprowadzić do klęski.</p>
<p>&#8211; D-dlacz&#8230; d-dlaczego uważasz, ż-że&#8230;</p>
<p>Głos mi drży. Nienawidzę tego, że nie mogę nawet mu odpowiedzieć tak, jak bym chciał.</p>
<p>Napiera mocniej, obraca na brzuch, twarz przyciska do brudnego śniegu.<br />
<em>Myślałem, że po tylu godzinach wszystko zniknie. Ale ten brud powstał niedawno, całkiem niedawno. Inny rodzaj brudu.</em><br />
Ten zapach jest okropny. Wyrywam się. Uderza mnie w pośladek. Jęk przyjemności. Jestem chory. Ponownie. Ponownie. Za każdym razem mocniej zaciskam się wokół niego. Czuję tym razem świeżą krew. Znowu rozdrapał mi biodra. Jego oczy nie świecą się jednak czerwienią. Jestem niczym więcej a seks-zabawką, która ma tylko dwa użyteczne otwory. Nie jest tak apetyczna jak ta druga, z której może również&#8230;</p>
<p>&#8211; Przestań myśleć.</p>
<p>Warknięcie. Rozkaz. Brak wyboru.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2663.png" alt="♣" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Gdy skończył, gdy nareszcie skończył &#8211; tak wiele godzin zajęło mu dojście ten jeden raz, jak gdyby jeszcze bardziej chciał mnie poniżyć, że nawet w tym moje ciało nie jest dobre &#8211; opuścił moje wnętrze, ale tylko na chwilę.<br />
Nie mogę się poruszyć, wykorzystuje to, rozkładając mi nogi, ze mną na plecach. Wątpię, żeby ten śnieg wystarczył, by zmyć ze mnie to wszystko.<br />
Jak gdyby słysząc moje myśli i chcąc przetestować moje słowa, zgarnia nieco śniegu na palce, wkłada do mojego wnętrza. Drżę. Czuję obezwładniające, bolesne zimno. Otępienie, bolesne. Z pewnością jest już czerwony.<br />
Ponawia to. Nie mogę się ruszyć, nie mogę nawet zaprotestować słowem. Z mojego gardła nie wydobywa się nawet najcichszy pomruk, gdy na zmianę bawi się moim wnętrzem.<br />
Nawet nie mam sił go nienawidzić.</p>
<p><em>Twój humor zawsze mnie irytuje, a jednak jakoś bawi jednocześnie. </em><br />
<em>Ty możesz, a ja nie. Jak zawsze. </em></p>
<p>Ta ,,zabawa&#8221; nudzi mu się w końcu.</p>
<p>Przykłada moje nagie ciało do swojej klatki piersiowej.<br />
Co on tym razem robi?</p>
<p>Przenosi mnie. Ach. Zabije mnie.</p>
<p>Grób rodziców po mojej prawej. Nieznane nagrobki wszędzie wokół.</p>
<p>Mogłem&#8230; się tego spodziewać? Że mnie ostatecznie zabije. W końcu to było takie obrzydliwe. A właśnie w tym najlepszy jest każdy z wampirów. Pozbywaniu się swoich grzechów i udawaniu, że nigdy nie istniały.<br />
<em>Przynajmniej moje zdradzieckie ciało nie może powiedzieć, że się nie podobało, prawda?</em></p>
<p>Śmierć jednak nie nadchodzi.</p>
<p>Zamiast tego zatopione w szyi kły. Nie cierpię. Oznacza. Zamiast&#8230; pić jednak, on&#8230;</p>
<p>Krzyk, przysłonięty po chwili przez jego usta. Rozrywam mu wargi swymi kłami, on jednak nie zwraca na to uwagi. Chłepczę wpływającą do gardła krew licząc, że uśmierzy ból.<br />
Nic z tego.</p>
<p>Tracę przytomność.</p>
<p style="text-align:center;">&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2663.png" alt="♣" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</p>
<p>Gdy się obudziłem czekało na mnie przesiąknięte jego zapachem łóżko. W kieliszku na stole kilka butelek, niedbale zakręconych. Przezroczyste. W ich wnętrzu ciecz. Z łatwością poznaję zapachy.<br />
W końcu nie poddałem się bez walki, a łowca raz nie zapomni zapachu swej ofiary&#8230; nawet jeżeli to ona stała się oprawcą szybciej, niż mógł się tego spodziewać.</p>
<p>,,Dlaczego?&#8221; byłoby głupim pytaniem, niepotrzebnym. Wolałbym uzyskać odpowiedź na ,,Co teraz?&#8221;, ale i to zdaje się być bez znaczenia.</p>
<p>Odpowiadają palce błądzące po moim brzuchu. Nawet nie zauważyłem, kiedy wszedł do pomieszczenia.</p>
<p>Trzymając za me biodra, kieruje przed lustro.</p>
<p>Dlaczego nawet nie czuję bólu? Nie powinienem był, z tą ilością wciąż widniejących cięć?<br />
<em>Pozostały tylko te należące do niego. Twoje poczucie humoru jak zawsze mnie nie zawodzi.</em></p>
<p>Dotyka szyi. Czerwony ślad w miejscu, które jeszcze niedawno zajmował przeklęty tatuaż.<br />
Chwila uświadamia mi, że to nie jest czerwień. Spoglądam wyżej, na nasze twarze.</p>
<p>Odwracam się do niego, ignorując swoją nagość.</p>
<p>On płacze. Nie uśmiecha się, nawet jego oczy nie posiadają już tamtej emocji (co to było? złość? śmiech? niemożliwe?).</p>
<p>&#8230;nie tyle co płacze. To łzy spływają mu po&#8230;<br />
Sam posiadam rozmazany wzrok. Nie muszę dotykać swojego policzka, by to potwierdzić.</p>
<p>Co się dzieje? Pytanie, na które podświadomie znam odpowiedź, nawet jeżeli bardzo nie chcę.</p>
<p><em>Jak ja cię nienawidzę.</em></p>
<p>W głowie słyszę odpowiedź; tak wyraźną, jak gdyby wypowiedział te słowa tuż przy moim uchu.</p>
<p>Martwa<em> (tylko zimna)</em> dłoń zaciska się na moim gardle. Głaszcze skórę, wyrytą w niej kolczastą różę, ślad po jego zębach, ślad koloru jego oczu.</p>
<p>Całuje moją lewą tęczówkę, identyczną do tej jego.</p>
<p>Gdy objął mnie mocniej w tym ciepłym pomieszczeniu, z śniegiem wciąż padającym za oknem &#8211; poddałem się idiotycznej zachciance, samemu całując lawendowy kolor, identyczny do&#8230; Ach. Nasze oczy teraz są takie same &#8211; łącznie z kolorem i sposobem, w jaki na siebie spoglądamy.</p>
<p><em>,,Wiesz, że sam siebie skazałeś na całą wieczność ze mną &#8211; i to dosłownie?&#8221;</em></p>
<p>W odpowiedzi cichy śmiech opuścił jego usta.</p>
<p>Tym razem nie towarzyszyło temu żadne obrzydzenie.</p>
<p>Zasnąłem w jego objęciu, ignorując tron z kości wyrosły u spodu naszych stóp. Pierwszy raz od dawna&#8230; nie czułem żadnego żalu z tego powodu. Nawet wiedząc, skąd te setki ciał pochodzą.</p>
<p><em>,,Tak dobrze nam w tej wspólnej obrzydliwości, właścicielu mojego oka.</em><br />
<em>Te twoje jest tak bardzo zimne, a jednak z nim nareszcie się odnalazłem.<br />
Ciekawe, co by powiedziała na to ona, gdyby mogła spojrzeć na nasze identyczne już dwie pary oczu?<br />
Nie, żeby zmieniło to naszą chorobę.&#8221;</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; Słowa: 3 011 &#8211;</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>I właśnie w ten oto sposób sprawiam wam, a głównie sobie, prezent świąteczno-urodzinowy. Nie żałuję. Strasznie mnie kusi napisać w końcu o nich opowiadanie&#8230; ale już zajęłam się Shizayą, więc skończę przynajmniej Akt I. </em><br />
<em>I może to opowiadanie wyda wam się gdzie nie gdzie niezrozumiałe. Może kiedyś je ponownie edytuję.</em><br />
<em>Może.</em></p>
<p><em>Jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek narysuje mi, albo ogółem, społeczeństwu, fanart KaZe (uke!Zero) będę bardzo, bardzo, bardzo szczęśliwa. </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/12/27/one-shot-kaname-x-zero-tron-z-heterochromii-18/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:thumbnail url="https://demonofmyheartyaoipl.files.wordpress.com/2017/12/heterochr-1.jpg" />
		<media:content url="http://demonofmyheartyaoipl.files.wordpress.com/2017/12/heterochr-1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Heterochr 1</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>*Brakująca scena (Epizod 15) w Drugiej Połówce (Chase x Jack)</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/09/24/brakujaca-scena-epizod-15-w-drugiej-polowce-chack/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/09/24/brakujaca-scena-epizod-15-w-drugiej-polowce-chack/#respond</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Sep 2017 18:48:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chase x Jack (Xiaolin Showdown)]]></category>
		<category><![CDATA[Druga Połówka]]></category>
		<category><![CDATA[18+]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=77</guid>
		<description><![CDATA[Link do części pierwszej. *dogeza &#8211; japoński ukłon na przeprosiny; osoba przepraszająca pada na kolana, z dłońmi przed sobą, głową między rękoma.  ~ Jack ~ Wchodzę do pomieszczenia, zamykam za sobą drzwi, od razu się&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/09/24/brakujaca-scena-epizod-15-w-drugiej-polowce-chack/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/2017/09/10/druga-polowka-15-jak-w-jakims-babskim-filmie-nie-narzekam/">Link do części pierwszej.</a></strong></p>
<p><em>*dogeza &#8211; japoński ukłon na przeprosiny; osoba przepraszająca pada na kolana, z dłońmi przed sobą, głową między rękoma. </em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>~ Jack ~</strong></p>
<p>Wchodzę do pomieszczenia, zamykam za sobą drzwi, od razu się rozglądając.<br />
Te jasnobrązowe ściany wydają się być dość grube sądząc po odgłosie, który rozbrzmiał w ciszy, gdy tylko w nie zapukałem. A to&#8230; a to akurat dobrze. Nawet bardzo dobrze. Wręcz doskonale.<br />
Nie ma mowy, żeby zimny prysznic wystarczył w tej sytuacji. Jestem za bardzo&#8230;<br />
&#8230;nie jestem nawet w stanie tego nazwać, zbyt zażenowany wydarzeniami sprzed uprzednich godzin&#8230;</p>
<p>Spoglądam w dół na wyraźny&#8230; namiot w tych czarnych bokserkach, które mam obecnie na sobie.</p>
<p>Czarnych bokserkach. Bokserkach Chase&#8217;a.<br />
Mam ubrania Chase&#8217;a na sobie.<br />
Może i&#8230; i z pewnością były wyprane, świeże, ale&#8230; ale sama myśl, że mógł kiedyś w tych ubraniach chodzić, ćwiczyć, pocić się, walczyć, albo nawet&#8230; robić t-to, co ja mam&#8230; zamiar, za chwilę, j-ja&#8230;</p>
<p>Kolana się pode mną uginają; opieram głowę o drzwi prowadzące do drugiej części pomieszczenia.<br />
Z jednej strony wiem, że już tutaj powinienem się pozbyć ubrań, ale&#8230;<br />
&#8230;a-ach, w tym tempie mógłbym je ubrudzić, a to z pewnością byłoby podejrzane, gdybym je zaczął prać tu i teraz, czy coś&#8230;!<br />
U-ugh, nienawidzę siebie za to, jak&#8230; nawet jeżeli nie powinienem, aż tak, nawet jeżeli powinienem być już do takich rzeczy doskonale przyzwyczajony, ja wciąż&#8230; gdy tylko chodzi o niego, tak bardzo&#8230; za bardzo reaguję&#8230;</p>
<p>Wiem, jak <em>smakuje</em> podniecenie na mojej skórze. Jakie to uczucie, jak wypala &#8211; co sprawić,  żeby przerodziło się w przyjemność, przerodziło się w ból. Wiem. Ale nawet&#8230; wiedząc takie rzeczy&#8230; jest inaczej, jest zupełnie inaczej, inaczej.<br />
Dlaczego gdy tylko chodzi o niego wszystko, co przychodzi mi z tak wielką łatwością u innych, z nim staje się czymś niesamowicie trudnym?</p>
<p>Gdybym&#8230; gdybym tylko pragnął&#8230; gdybym tylko bardzo, za bardzo tego chciał, to mógłbym po prostu go uwieźć, prawda? Robiłem to już tyle razy; w sumie to tylko dzięki temu byłem w stanie wydostać się z mojego poprzedniego domu, kiedy&#8230;<br />
<em>&#8230;nie myśl, nie myśl o przeszłości&#8230;</em><br />
Gdybym tylko tego pragnął, mógłbym go najzwyczajniej w życiu uwieźć. Ubrać się prowokująco, zawiesić mu ręce za szyję, zacząć się o niego ocierać, szepnąć jego imię do ucha, przygryźć wargę, oblizać jego zęby, okazać kompletną uległość, oddać mu się w pełni.<br />
A jednak coś&#8230; zawsze mnie przed tym powstrzymywało. Nawet&#8230; nawet teraz, czując ten gorąc, ten upierdliwy gorąc, który najchętniej ugasiłbym w ramionach jakiegoś mężczyzny; z nim, tak blisko, tak blisko, z możliwością ugaszenia tego płomienia, tak blisko, blisko&#8230;<br />
&#8230;nie robię tego. Nie zrobię.</p>
<p>Coś&#8230; jest ze mną nie tak, prawda? Wiem, jak to się&#8230; nazywa. Obsesja, mam obsesję.<br />
Ponieważ nie chcę tylko jego ,,ciała&#8221;. Tylko&#8230; tylko dlatego jeszcze nie&#8230; do tej pory nie zrobiłem tego z nim.<br />
Chcę usłyszeć jak mówi: ,,Chcę ciebie&#8221;. Do mnie. Tylko do mnie. Na zawsze.</p>
<p>&#8230;teraz zaczynam mieć depresyjne myśli. Nie ma to jak poranna mieszanka depresji i podniecenia.</p>
<p>Coś naprawdę jest ze mną nie tak, prawda?</p>
<p>Chcę go, chcę go, chcę, chcę, żeby mnie chciał, chcę&#8230; nawet jeżeli na to nie zasługuję.<br />
Jeszcze nie.<br />
Jeżeli&#8230; jeżeli się wystarczająco postaram, jeżeli zostanę Jokerem, jeżeli zapracuję sobie na ten tytuł, to mnie zechce, prawda? Chcę szacunku. Bez tego nie byłbym&#8230; niczym więcej a zabawką u jego boku.<br />
Już wystarczająco długo byłem zabawką u boku innych ludzi, od samego początku, począwszy od mojego ojca, skończywszy na&#8230;</p>
<p>&#8230;w tym tempie spędzę tu godzinę, a to z pewnością nie spodobałoby się Chase&#8217;owi, prawda? Powinienem być posłuszny<em> (przynajmniej na razie &#8211; pełna uległość bywa w końcu nudna&#8230; prawda?)</em> i po prostu szybko się wykąpać&#8230; i zadbać o ten mały<em> (duży)</em> problem&#8230;</p>
<p>Mam wrażenie, że z moim ciałem wciąż jest coś nie tak. Już wczoraj&#8230; już wczoraj w nocy myślałem, że umrę, było mi tak gorąco, tak duszno, a najgorsze jest to, że nie wiedziałem nawet, skąd to się bierze; czułem się tak słabo, a jednocześnie miałem wrażenie, że mógłbym najzwyczajniej w świecie przewrócić Chase&#8217;a i z nim&#8230;<br />
&#8230;a-ach, to na pewno przez&#8230; to coś, co podał mi ten mim, w końcu nie ma innego wytłumaczenia; a jednak kiedy, i jak, i co?</p>
<p>Opierając tak głowę o zimne kafelki czuję przerażający wręcz gorąc. Wczoraj&#8230; niemalże nie zostałem zaspokojony, a i tak już od dłuższego czasu czułem się niespełniony, niecierpliwy; tylko w weekendy mam szansę wynieść się z tego miasta na chwilę by się zabawić, nie martwiąc się o konsekwencje, a ostatnio wciąż byłem zajęty w dni wolne; i ta myśl, że już wczoraj byłem tak blisko&#8230; a-ach, nie, żebym jakoś specjalnie narzekał; w końcu jestem teraz w domu Chase&#8217;a, noszę jego ubrania, i jeszcze mam na sobie ślad, ślady w miejscach, w których za mocno mnie chwycił; szyja, wciąż lekko zaczerwieniona, wspomnienie jego dotyku na mych wargach, i&#8230;</p>
<p>&#8230;ach.</p>
<p>W następnej chwili już zrzucałem z siebie pospiesznie elementy garderoby, zamykając za sobą na zamek drzwi<em> (wyjątkowo nowoczesny jak na tak starodawny dom)</em> &#8211; mój mały <em>przyjaciel</em> wyraźnie nazbyt energiczny.</p>
<p>D-do cholery no, wiedziałem, że zimny prysznic nie wystarczy, ale&#8230; ale czy ja naprawdę właśnie mam zamiar się masturbować w łazience Chase&#8217;a?</p>
<p>&#8230;o <em>mój Appolloni z pizzy</em>, będę się masturbował w łazience Chase&#8217;a, i to jeszcze na pusty, burczący z głodu żołądek.<br />
Czy ja serio właśnie planuję to zrobić?</p>
<p>Jack junior zdaje się wesoło potwierdzać, coraz bardziej dając mi się we znaki, a sam czuję&#8230; te elektryzujące ciepło. Zwłaszcza, kiedy wspominam jak&#8230; wiem, że chciał mnie tylko umyć, a jednak to, jak&#8230; jak Chase wyglądał nago w tym samym miejscu niecałe kilkanaście godzin temu, kiedy błądził dłońmi po moim ciele, po rękach, po brzuchu, po wewnętrznej stronie ud, tak wrażliwej&#8230;</p>
<p>&#8211; A-ach&#8230;!</p>
<p>Zakrywam od razu usta dłonią, wściekły sam na siebie&#8230; do cholery jasnej&#8230;!</p>
<p>Prysznic, prysznic, zdecydowanie; cokolwiek, żeby zagłuszyć, choć trochę&#8230;</p>
<p>Przekręcam kurek; nawet nie czekam, aż woda będzie wystarczająco ciepła, wchodząc pod strumień.</p>
<p>Zimne, powoli coraz cieplejsze; wciąż zimne, a jednak w żaden sposób ten gorąc nie schodzi. Niemalże czuję&#8230; czuję, jak bardzo, jak bardzo czegoś chcę&#8230;<br />
&#8230;dlaczego musiałem się uprzeć, że chcę czegoś więcej, niż tylko seksu od Chase&#8217;a?</p>
<p>Opieram czoło o chłodne kafelki ściany, kiedy sam zaczynam drżeć; ze strachu na myśl, że Chase w każdej chwili mógłby mnie nakryć, jak i z ekscytacji, podniecenia, podniecenia&#8230; ach, jak bardzo ta myśl jest ekscytująca; jak by zareagował? Jak by się zachował? Dołączyłby do mnie? Ugryzł mnie? Pocałował? A może&#8230;</p>
<p>A-ach, no&#8230;! I jak ja niby mam się&#8230; przeciwstawić takiej przyjemności? Niemożliwe, niemożliwe, niemożliwe&#8230;!</p>
<p>Jedną dłonią zjeżdżam w swoje dolne regiony; zaczynam delikatnie masować główkę, tak, jak to lubię najbardziej.<br />
Po chwili rozgrywa się już tak dobrze znany mi wzór; zaczynam drżeć, pozwalam myślom odpłynąć, wciąż jednak zachowując przynajmniej po części kontakt z rzeczywistością, by móc ukryć wszelkie odgłosy, by móc szybko się zakryć w sytuacji, w której Chase by czegoś chciał.</p>
<p>Tak&#8230; tak dawno tego nie robiłem&#8230; kiedy tylko pochłania mnie praca, albo powierzone mi zadanie, od razu tracę wszelki kontakt z rzeczywistością; tak&#8230; tak dawno, odkąd ostatnio zadzwoniłem po kogoś na mieście&#8230; ile, ile to już? Dwa miesiące? Więcej, więcej, jaki mamy teraz miesiąc?<br />
Ostatnio&#8230; a-ach, ostatni raz, kiedy coś&#8230; coś <em>takiego</em> robiłem, było w poprzedni weekend&#8230; albo jeszcze wcześniejszy? Któryś weekend; masturbowałem się, sam, również, ale to było tak dawno temu, i&#8230;<br />
&#8230;ngh&#8230; żałuję, że&#8230; a-albo nie, nie żałuję, bo to w sumie dobrze, a jednak&#8230; W domu, nie, w mieszkaniu, mam&#8230; mam zabawkę&#8230;</p>
<p>Przyspieszam nieco ruch dłonią, drugą wciąż zahaczając o te ugryzienie, ugryzienie, ugryzienie&#8230;!<br />
&#8230;ach, ciekawe, jak&#8230; jak by zareagował? Gdyby&#8230; gdyby zobaczył mnie, na moim łóżku, z tą dość sporą, różową zabawką zanurzoną we mnie aż po trzon, głośno wibrującą, doprowadzającą mnie powoli do&#8230;!</p>
<p>&#8211; N-ngh&#8230; a-ase&#8230; C&#8230; n-nie&#8230;</p>
<p>Cicho, cichy odgłos, a jednak nawet pod tym strumieniem wody mam wrażenie, że jest zdecydowanie za głośny.</p>
<p>Ponownie&#8230; wgryzam się w swoją dłoń; nawet mnie już nie obchodzi, że mógłby to zobaczyć, że mógłby coś powiedzieć na ten temat, że mógłby to przepisać za pomocą swoich zębów, och, są tak przyjemne na, w mojej skórze; dlaczego nie ugryzł mnie bardziej, więcej, w większej ilości miejsc? Wiem, że chciał mnie tym ukarać, ale to dało zupełnie odwrotny, odwrotny efekt, odwrotny, odwrotny&#8230;!</p>
<p>Oślinione palce już od jakiegoś czasu&#8230; bawią się moim tyłem; a-ach, dlaczego musiałem akurat teraz myśleć o obecności innej osoby, albo o swojej zabawce? Tak bardzo&#8230; nie jestem przyzwyczajony do robienia tego sam, albo w ten sposób, bez wibracji, że&#8230;</p>
<p>Może&#8230; powinienem się jednak odwrócić, zamiast tak być czołem do ściany, tyłem do drzwi? W ten sposób, żebym mógł zobaczyć, kiedy&#8230; kiedy ktoś się zbliży, żeby i móc lepiej usłyszeć?</p>
<p>A jednak z drugiej strony&#8230; absolutnie uwielbiam, uwielbiam tę pozycję; zdaje się być jedyną możliwością teraz, żebym&#8230; żebym mógł to szybko, wystarczająco szybko skończyć.<br />
Zamykam oczy i jestem w stanie sobie wyobrazić kogoś pochylającego się nade mną, lub stojącego za mną i patrzącego na mnie z pełnymi namiętności oczami, kiedy przygotowuję się tylko dla niego, tylko dla&#8230;</p>
<p>A-ach, przyspieszam, moja dłoń przyspiesza; to już trzy palce, może zmieszczę też czwarty? Może nie powinienem, nie bez odpowiedniego nawilżacza, ale jest mi tak gorąco, <em>tak piekielnie dobrze</em>, tak bardzo chcę więcej&#8230;</p>
<p>Dotyk, ciekawe, jakie miałby w takiej chwili dłonie? Spocone? Gorące? A może właśnie wręcz przeciwnie, może ma zimne dłonie? Mówią, że mężczyźni o zimnych dłoniach są doskonałymi kochankami&#8230; dlaczego nie pomyślałem sprawdzić wcześniej, jak to jest ze mną?<br />
Mam wystarczająco dużo pewności siebie w tych sprawach, a jednak ta ciekawość; jaki wydam się dla niego? Zimny? Gorący? Odpowiedni?</p>
<p>Drżę, drżą mi nogi, ledwo się na nich utrzymuję; drżę, tak bardzo drżę.</p>
<p>Jest delikatny, czy wręcz przeciwnie? Czy lubiłby mnie karać, a może woli nagradzać? Szarpałby mnie za włosy, za biodra, czy może obchodziłby się ze mną jak ze szkłem &#8211; dotyk, na który w żaden sposób bym nigdy nie zasłużył?</p>
<p>Druga dłoń wciąż zahacza o to ugryzienie; oznaczył mnie, oznaczył mnie, jakbym był jego własnością; a może za to mnie uważa? Za swoją własność? W końcu był zazdrosny, ach, wielokrotnie zdawał się być tak bardzo o mnie zazdrosny&#8230; zdaje sobie z tego sprawę? Jeżeli tak, to zrobił to specjalnie? Specjalnie mnie oznaczył? Specjalnie zabrał mnie do swojego domu, żeby wszyscy inni wiedzieli, że nie mogą mnie mieć?<br />
Może to tylko zbieg okoliczności, może to przez przypadek, może to tylko głupie pragnienie, ciche marzenie, a jednak&#8230; a jednak wystarczy, żeby było mi tak gorąco; wystarczy, żebym miał ochotę położyć się na jego łóżku, albo na nim, albo&#8230;</p>
<p>Głębiej. Dlaczego mam tak krótkie palce? Wiem, wiem, że wcale nie są tak małe, a jednak te Chase&#8217;a, większe, grubsze, z pewnością przyjemniejsze, bardziej męskie, takie jego &#8211; jednocześnie jakże pewne, eleganckie, podniecające&#8230;<br />
&#8230;w tym tempie nie będę mógł spojrzeć na najmniejszą jego część bez dostania palpitacji serca&#8230; albo bez obudzenia swoich dolnych regionów&#8230;</p>
<p>Za mało, za mało. Jestem wciąż na kolanach, z czołem opartym o już ciepłe kafelki, z równie gorącą wodą spływającą po mnie; próbuję sięgnąć to miejsce w sobie, drżę ilekroć mi się to uda, a jednak to za mało, za mało, zdecydowanie za mało&#8230;!</p>
<p>Powstrzymuję się przed otworzeniem okien; jesteśmy blisko lasu, widziałem w oddali drzewa, to stąd ten zapach Chase&#8217;a? Chcę go poczuć, chcę, chcę, to wszystko, to za mało&#8230;<br />
&#8230;od kiedy jestem aż tak zachłanny?</p>
<p>Opadam jeszcze niżej, kiedy palec drugiej dłoni dokładam obok tych pierwszej, próbując zwiększyć jakoś to uczucie, ten <em>ucisk, to pieczenie, ten przyjemny ból</em> wewnątrz.</p>
<p>Jeszcze dziś rano&#8230; dotykał mnie, moich pośladków, zadrapując paznokciami skórę; nie zdążyłem się przyjrzeć, ale czy i tam zostawił po sobie ślad? Proszę, proszę, proszę, błagam, niech się to okaże prawdą, niech na mnie pozostaną&#8230;!</p>
<p>Krew, kolejne ciepło, którego bym nie zauważył, gdybym nie spuścił w tym momencie głowy; to te ugryzienie, które nawet nie zwróciłem uwagi, kiedy rozdrapałem.</p>
<p>Niech krwawi. Niech krwawi, niech obleje krwią całe moje ciało; niech ta krew, ta zmieszana z jego śliną krew obleje mnie całego; chcę, żeby teraz był blisko mnie, we mnie, we mnie, we mnie, w każdy możliwy sposób&#8230;</p>
<p>Gorąco, to ciepło, zbiera się w podbrzuszu; wiem, co oznacza, tak doskonale znam to uczucie, a jednak teraz wydaje się być tak obce, tak bardzo nie na miejscu, tak bardzo samotne.</p>
<p>Ukarałby mnie, gdyby zobaczył mnie teraz, rozkraczonego w jego łazience, myślącego o nim, zabawiającego się swoim wnętrzem?</p>
<p>Jego głos, ten jego niski, gardłowy głos; wciąż pamiętam, jak cudownie brzmiał wtedy, na tamtej imprezie, jak niski był, jak przyjemny; wyobrażam sobie, jak szepcze mi do ucha, tylko dla mnie, jak doprowadza mnie tylko tym do obłędu, jak mówi, że mam dojść, że mam już dojść, że chce, żebym doszedł tylko od niego wewnątrz mnie, jak&#8230; jakbym był <em>jego</em> <em>dziwką</em>, tak niegrzeczny, a jednak jednocześnie byłby tak delikatny; bo byłbym jedynym, jedynym dla niego, z nim, jedynym dla mnie; tak niegrzeczny, niegrzecznie, grzesznie&#8230;<br />
Uwielbiałbym to. Uwielbiam, uwielbiałbym, gdyby Chase mówił zbereźne rzeczy podczas seksu&#8230; a może jest milczącym typem? Milczącym, żeby wszystkie moje jęki, jego westchnienia, wszystkie dźwięki wynikające z naszego połączenia były wyraźne; żeby każdy najmniejszy szelest, uderzenie ciała o ciało, mokry odgłos, żeby wszystko doprowadziło nas do obłędu, tak nieodpowiedniego, nieodpowiedniego&#8230;!</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>,,Kara za to, że ponownie nie powiedziałeś mi, że się obudziłeś.&#8221;</em></p>
<p>Ukaż mnie, proszę, ukaż mnie, proszę, ukaż mnie; ukaż mnie, nawet jeżeli będę grzeczny &#8211; zrobisz to, jeżeli tylko o to poproszę, prawda?</p>
<p>&#8211; C-Chase&#8230;</p>
<p>Szept, cichy szept; jestem pewien, że mnie nie usłyszał; odgłos, imię, zbyt ciche, sam go nie usłyszałem przez ten szum wody, a jednak sama myśl, że to powiedziałem na głos; że <em>mógłby</em> to usłyszeć, że mógłby tu przyjść, że mógłby mnie zobaczyć, tak rozkraczonego, z jedną dłonią z powrotem zatopioną głęboko w tym ugryzieniu <em>&#8211; ponownie krew spływa po ramieniu wraz z wodą, to jest tak przyjemne &#8211;</em> drugą szybko i mocno bawiącą się moim wnętrzem, a jednak to wciąż za mało, za mało, jeszcze tylko&#8230; jeszcze tylko&#8230;</p>
<p>&#8211; Jack?</p>
<p><strong>!</strong></p>
<p>Biała substancja ozdobiła mój brzuch; kolana się pode mną załamały, a sam przybrałem teraz pozę przypominającą japońską dogezę.*<em> Wyjątkowo trzęsącą się i żałosną dogezę. </em></p>
<p>Nie mogę się ruszyć; jak gdyby moje własne ciało pragnęło przeprosić za ten obrzydliwy i żałosny popełniony tu grzech.<br />
<em>Gdybym jeszcze tylko wierzył w coś innego niż ludzkiego zbawiciela. </em></p>
<p>Skąd doszedł ten głos? Jest tu, w tym pomieszczeniu? A może wciąż na zewnątrz, czekając na odpowiedź? Boję się, boję się podnieść głowę, boję się odwrócić w stronę drzwi; może w ten sposób nic nie zobaczy, nie zobaczy&#8230;? Mogę mieć tę nadzieję, prawda? M-mogę&#8230; m-mogę mi&#8230; m-mieć na-nadzieję, ż-że&#8230;</p>
<p>&#8211; &#8230;Jack, wszystko w porządku?</p>
<p>Oddech, tak ciężko przychodzi mi teraz oddychanie.</p>
<p>Przynajmniej&#8230; mam tę pewność; wyłączyłem wodę, oparłem głowę o kafelki kawałek dalej mając nadzieję, że będą chłodniejsze.</p>
<p><em>Złudna nadzieja. Wszystko jest tak parne; nawet nie zauważyłem, kiedy ten gorąc stał się aż tak bardzo nie do zniesienia. To stąd te wszystkie popierdolone myśli?</em></p>
<p>Muszę się odezwać, cokolwiek; wciąż jestem <em>zmęczony</em>, wciąż jestem półprzytomny, ale jeżeli się nie odezwę, to on&#8230;</p>
<p>&#8211; T-t-t-tak, wszystko okej&#8230; Coś&#8230; chcesz coś?</p>
<p><em>Mnie, mnie, powiedz, że mnie, powiedz, że chcesz mnie, teraz, mnie&#8230;</em></p>
<p>&#8211; Śniadanie niedługo będzie gotowe. Nie siedź tam za długo.</p>
<p><em>Dołącz, jeżeli chcesz, możesz dołączyć, naprawdę&#8230; naprawdę nie miałbym nic przeciwko, wręcz&#8230; może nawet&#8230; nie, wręcz przeciwnie, po prostu wręcz przeciwnie; odezwij się słowem, powiedz moje imię, ponownie powiedz moje imię, a zacznę cię błagać&#8230; oddam ci, oddam ci, oddam ci&#8230;</em></p>
<p>&#8230;a jednak nie ma mowy, żebym miał w sobie wystarczająco odwagi <em>(głupoty)</em>, żeby wypowiedzieć te samolubne prośby na głos.</p>
<p>Kroki. Oddala się. Nie pyta o nic więcej; po raz pierwszy od tak dawna jestem wdzięczny, że posłuchał, i po prostu odszedł.</p>
<p>Nie wiem, czy miałbym wystarczająco siły, żeby skłamać; a na razie jest za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie na to, na to wszystko; on wciąż nie jest mój. Nawet jeżeli mu się oddam, nawet jeżeli będzie posiadał mnie; to na nic, na nic. Jeżeli i ja nie posiądę jego w pełni&#8230; wyrzuci mnie, jak się mu znudzę; tak jest zawsze.<br />
Jeżeli i ja go posiądę, i on posiądzie mnie, żadne z nas nie będzie miało prawa wyrzucić drugiego; tylko w ten sposób wszystko będzie w porządku, tylko w ten sposób&#8230;</p>
<p>&#8230;ta para, ta para, gorąca, dostaje mi się do głowy, plącze myśli, zamiast je uspokajać.</p>
<p>Zamiast tego <del><em>(-zamiast żałosnego błagania-)</em></del>, ponownie pozwalam wodzie opłukać moje ciało.</p>
<p>Tak grzeszne, białe ślady, już dawno spłynęły.</p>
<p>Nawet kiedy&#8230; kiedy nawet najmniejsza biała kropelka nie pozostała już na kafelkach; nawet kiedy za pomocą leżącego obok mydła wyszorowałem dokładnie swoją skórę, pozostawiając ją czerwoną, wrażliwą; nawet kiedy krew z tego ugryzienia przestała lecieć, przestała doprowadzać mnie do jeszcze większego obłędu; to poczucie, obrzydliwe poczucie zażenowania &#8211; ono wciąż nie chce spłynąć do ścieków wraz z tym brudem, białym, czerwonym, grzesznym&#8230;</p>
<p>Pozostawiając mnie rozdygotanego w tej łazience o jasnobrązowych kafelkach, spływa, spłynęło.</p>
<p>A grzech pozostał.</p>
<p>&#8211; Hah&#8230; haha&#8230;</p>
<p><em>Naprawdę jestem żałosny. Nawet nie wierzę w boga, a jednak modlę się do czegoś, co nie istnieje, o przebaczenie.<br />
Przebaczenie, na które i tak nie zasługuję.<br />
Jak mogę się wciąż łudzić, że kiedykolwiek zasłużę na tę perfekcję, którą jest Chase?</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>~ Słowa: 2 780 ~</strong></p>
<p><em>*dogeza &#8211; japoński ukłon na przeprosiny; osoba przepraszająca pada na kolana, z dłońmi przed sobą, głową między rękoma. </em></p>
<p><em><b>Ha. Haha. Nie jest mi przykro.<br />
W tym tygodniu nic innego, odpadam&#8230; </b></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/09/24/brakujaca-scena-epizod-15-w-drugiej-polowce-chack/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Fuckin&#8217; Animals &#124; Chase x Jack x Le Mime (Xiaolin Showdown) [całość] &#124;</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/fuckin-animals-chase-x-jack-x-le-mime-xiaolin-showdown-calosc/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/fuckin-animals-chase-x-jack-x-le-mime-xiaolin-showdown-calosc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Aug 2017 13:38:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chase x Jack (Xiaolin Showdown)]]></category>
		<category><![CDATA[Druga Połówka]]></category>
		<category><![CDATA[One-Shot]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=55</guid>
		<description><![CDATA[Fabuła do One-Shot&#8217;a dla tych, co nie czytali DP: Le Mime porywa Jack&#8217;a, Chase idzie solo berserk go uratować, świat bez magi, smoków, Chase nie jest nieśmiertelny, tylko on i Le Mime są liderami gangów;&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/fuckin-animals-chase-x-jack-x-le-mime-xiaolin-showdown-calosc/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><em><strong>Fabuła do One-Shot&#8217;a dla tych, co nie czytali DP:<br />
</strong></em><em>Le Mime porywa Jack&#8217;a, Chase idzie solo berserk go uratować, świat bez magi, smoków, Chase nie jest nieśmiertelny, tylko on i Le Mime są liderami gangów; Heylin i Xiaolin. A Jack jest z Heylin, i chcę być prawą ręką Chase&#8217;a. Iiii Le Mime ma obsesje na punkcie Jack&#8217;a. Taką, totalną.</em></p>
<p><em><strong>Taka drobna&#8230; odskocznia od fabuły <a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/">Drugiej Połówki</a>, na której podstawie powstało ,,to&#8221;. </strong></em><em><strong><br />
</strong></em><em><strong>W sumie, to&#8230; to nie ma i ma coś wspólnego z fabułą, ale muszę wymienić kilka rzeczy wpierw.</strong></em><em><strong><br />
</strong></em><strong>1.</strong> To jest <em>nierealne.</em> Powtarzam, nierealne; Chase <em>w życiu</em> by tak nie zareagował. To po prostu taka moja mała&#8230; fantazja.<br />
<strong>2.</strong> Nie, nie jest to część DP. Opiera się na moim opowiadaniu, ale&#8230; nie zdarzy się. Potraktujcie to jak sen. Albo koszmar, zależy od preferencji.<br />
<strong>3.</strong> Dzieje się, zakładając, że opieramy świat na tym DP, to po zakończeniu 11 epizodu.<br />
<strong>4.</strong> Jak skończycie to czytać, to o tym zapomnijcie~ Epizod 12 DP nie będzie kontynuacją tego, tylko Epizodu 11.<br />
<strong>5.</strong> Jest dla dorosłych. 18+. Teoretycznie. Ty zadecydujesz o praktyce.</p>
<p><em><strong>A teraz, jeżeli jeszcze cię nie odstraszyłam; </strong></em><em><strong>to zapraszam.</strong></em></p>
<p><strong>Ostrzeżenia:</strong> 18+. ,,Gwałt&#8221;. Chociaż w sumie to nie. Trójkąt/threesome. Narkotyki.</p>
<p><em>(Jack jest jak narkotyk~ Jego ciało to erotyk~ Błaga wciąż o dotyk~ Już uwielbiam gotyk~)</em></p>
<p><strong>Fragmenty piosenki</strong> będą, lecz nie wszystkie; niektóre, wybrane, jednak w kolejności. Można to uznać za ,,Song Shot&#8217;a&#8221;, chyba. ,,Animal&#8221; wykonania Chase&#8217;a Holfelder&#8217;a.</p>
<p>Tymczasowo tekst może wyglądać niewyraźnie i niezrozumiale bo nie został edytowany.</p>
<p style="text-align:right;"><em>Tekst piosenki.</em></p>
<p><del><em>-skreślenia-</em></del></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; Jack &#8211;</strong></p>
<p><strong><br />
</strong>Na środku tego ogromnego łóżka, siedzę mu na kolanach; całuje mnie po szyi, co chwila szepcząc coraz to inne komplementy&#8230;</p>
<p>&#8230;mhm, naprawdę musi mieć niezłe kompleksy, żeby tak bardzo mnie&#8230; wielbić?</p>
<p>W sposobie, w jaki mnie trzyma, jestem w stanie wyczuć swego rodzaju&#8230; uczucie.</p>
<p>Podoba mi się to.</p>
<p>Kiedy tylko próbuje mnie pocałować w usta, delikatnie odpycham jego głowę.</p>
<p>Jeszcze nie.</p>
<p><em>Gdyby tylko Chase tu był, byłoby idealnie.</em></p>
<p><em>Here we go again,</em></p>
<p>Wszystkie jego ubrania już dawno znalazły się na podłodze. Chwilę, w której na chwilę odsunął mnie nieco od siebie, objąłem go spojrzeniem.</p>
<p>Och, bez ubrań wygląda&#8230; całkiem nieźle. Tam na dole też&#8230;</p>
<p>&#8230;och, kogo ja oszukuję, wygląda<em> lepiej niż dobrze.</em></p>
<p><em>I kinda want to be more than friends</em></p>
<p>Haha, czy to robi ze mnie dziwkę, jeżeli podnieca mnie myśl o czymś tak dużym we mnie?</p>
<p><em>(chociaż, jestem pewny, że Chase&#8230;)</em></p>
<p>I ze mnie zdjął już ostatni fragment ubrania. Dotyka mnie&#8230; tam.</p>
<p>Tak&#8230; delikatnie, a jednocześnie pospiesznie.</p>
<p>Niecierpliwi się.</p>
<p><em>So take it easy on me,</em></p>
<p><em>Niczym cichy komplement.</em></p>
<p>Sięga po postawiony na stoliczku nocnym pojemnik, otwiera go.</p>
<p>Ten zapach&#8230; co to jest?</p>
<p>Nim zdążę się podnieść, on już&#8230; zaczyna delikatnie&#8230;</p>
<p>&#8230;d-do cholery, d-dlaczego m-muszę nawet teraz myśleć o czymś tak&#8230; tak&#8230;</p>
<p>&#8211; Jesteś tak ciepły w środku&#8230; My JaQueen&#8230;</p>
<p>D-dupek!</p>
<p>&#8211; Z-zamknij się&#8230; i n-nie jestem&#8230; t-twój&#8230;</p>
<p><strong>!</strong></p>
<p><strong><br />
</strong>&#8211; ACH!</p>
<p><em>I&#8217;m afraid you&#8217;re never satisfied</em></p>
<p>Drapieżny?</p>
<p>Jak&#8230; jak zwierzę, gdy tylko to usłyszał, zaczął&#8230; mocniej poruszać wewnątrz mnie&#8230;</p>
<p>&#8230;d-dobrze, tak dobrze&#8230;</p>
<p>W tym tempie może nawet pozwolę mu na pocałunek; w końcu ten pierwszy już należy do Chase&#8217;a, a że niemożliwe, żeby i pierwszy <em>taki</em> raz do niego należał, więc&#8230;</p>
<p>&#8230;nie powinienem, nie powinienem myśleć o niepotrzebnych rzeczach&#8230;</p>
<p><em>We&#8217;re sick like animals,</em></p>
<p>&#8211; C-Chase&#8230;</p>
<p><em>We play pretend</em></p>
<p>A-ach, nie mogłem powstrzymać tego jęku.</p>
<p>Wiem, że&#8230; że nie powinienem był, zwłaszcza z kimś w łóżku; wymówić imię kogoś innego, i na pewno jeszcze bardziej go zezłościłem&#8230;</p>
<p>&#8230;nie, żeby jakoś specjalnie mnie obchodził, ale wciąż, to było dość&#8230;</p>
<p>&#8211; Tak, Spicer?</p>
<p><em>You&#8217;re just a cannibal</em></p>
<p>Głos, który dobiegł mnie z drugiej, oddalonej części pokoju.</p>
<p>&#8230;</p>
<p>&#8230;c-co?</p>
<p>&#8230;nie, nie, n-nie, c-czekaj, c-c-c-czekaj, c-co?!</p>
<p>Długie, czarne włosy.</p>
<p>Umięśniona sylwetka.</p>
<p><em>(dlaczego zdejmuje z siebie ubrania?)</em></p>
<p>Ta cholernie przystojna twarz.</p>
<p>I jeszcze&#8230; i te oczy&#8230;</p>
<p>&#8230;źle.</p>
<p>Albo dobrze?</p>
<p>Albo bardzo źle?</p>
<p><em>(albo bardzo dobrze?)</em></p>
<p>Panika. W zawstydzeniu, instynktownie&#8230; instynktownie próbuję się wyrwać z jego uścisku, uścisku mima.</p>
<p>&#8211; N-nie! P-puść, s-stop, stop, s-stop&#8230;</p>
<p>&#8230;łzy? Zażenowania, to na pewno tylko zażenowanie, ale wciąż&#8230;</p>
<p>&#8230;jak żałosne, żałosne, że płaczę&#8230;</p>
<p>&#8230;Chase, Chase mnie zobaczył, <em>omójboże</em>, nie, nie&#8230;</p>
<p>Wyrywam się, drapię, krzyczę.</p>
<p>&#8211; D-do cholery, przestań, przestań, prze&#8230;!</p>
<p>Ciepło za mną, kolejna para dłoni mnie obejmuje.</p>
<p>Pamiętam ten zapach, pamiętam; niemożliwe, żebym mógł o nim zapomnieć.</p>
<p><em>And I&#8217;m afraid I won&#8217;t get out alive</em></p>
<p>&#8211; C-Chase&#8230;</p>
<p>&#8211; <i>&#8230;yes, Jack?</i></p>
<p>&#8211; A-ach!</p>
<p><strong>!</strong></p>
<p>N-nie wierzę&#8230;</p>
<p>Zadrżałem na całym ciele, kiedy&#8230; kiedy tylko wypowiedział te słowa, i to w innym języku, i jeszcze<em> tym</em> głosem, i&#8230;</p>
<p>&#8230;i doszedłem?</p>
<p>Dlaczego musiał&#8230; moje imię&#8230;</p>
<p><em>Tak podniecające, podniecające.</em></p>
<p><em>Say goodbye to my heart tonight</em></p>
<p>Dopiero doszedłem, białe krople zdobią mój brzuch, a jednak mim wciąż nie przestał poruszać palcami w moim wnętrzu.</p>
<p>Niemalże&#8230; niemalże wręcz przeciwnie. Przyspieszył, nie zważając na moje ciche protesty.</p>
<p>Co jest z tą sytuacją?</p>
<p>&#8211; C-czekaj, s-s-s-stop, ja dop&#8230; dopiero co&#8230;</p>
<p><em>I want to run and hide</em></p>
<p>Tak wrażliwy, jestem tam teraz tak delikatny, tak wrażliwy, tak&#8230;</p>
<p>&#8211; &#8230;nie powiesz mi chyba, <i>Jack,</i> że będziesz tak bardzo samolubny?</p>
<p>Zaczął&#8230; podgryzać moje ucho.</p>
<p>Ignoruję, ignoruję zamieszanie w mojej głowie; żeby tylko ta chwila się nie skończyła.</p>
<p>&#8211; Tak dobrze się tobą zajmował&#8230; Nie uważasz, że to postawi nas, Heylin, w złym świetle, jeżeli się teraz wycofasz?</p>
<p>Robi to celowo, celowo, celowo.</p>
<p><em>A ja nie mam nic przeciwko, nic.</em></p>
<p><em>And I won&#8217;t be denied by you,</em></p>
<p>Złapał mnie za twarz, odchylając do tyłu. Pocałował.</p>
<p>Och, jego smak, czuję jego smak, nareszcie.</p>
<p>To tak odpowiednie, tak dobre.</p>
<p><em>The animal inside of you</em></p>
<p>Zarzucam ramiona za jego szyję, przyciągam bliżej, wykręcając swoje ciało w nieco specyficzny sposób.</p>
<p>Wszystko, żeby tylko spotkać jego wargi.</p>
<p>&#8211; M-mngh&#8230;</p>
<p>Kiedy&#8230; kiedy zdjął koszulę?</p>
<p><em>(CCJZ &#8230; a-ach, nie mogę nawet&#8230; nawet się skupić, tak&#8230; tak dobrze, dobrze&#8230;)</em></p>
<p>Jest silny, tak&#8230; dobry&#8230;</p>
<p>Le Mime to chyba zauważył, bo odwrócił moją głowę, chcąc samemu mnie zasmakować&#8230;</p>
<p>&#8230;ale mocne pociągnięcie za mój tors mu nie pozwoliło.</p>
<p>Dwie pary silnych rąk złapały inne części moich ciał.</p>
<p>&#8211; Wchodzę pierwszy.</p>
<p><em>I want some more</em></p>
<p>&#8211; Chrześcijańskie piekło zamarznie, zanim ci pozwolę. Wcześniej wyraźnie powiedział, że chce należeć <em>do mnie</em>.</p>
<p>&#8230;coś jest&#8230; nie tak.</p>
<p><em>I feel the chemicals kicking in</em></p>
<p>C-co się dzieje?</p>
<p>Coś&#8230; coś naprawdę jest nie tak&#8230;</p>
<p>&#8230;dlaczego jest mi tak gorąco?</p>
<p><em>It&#8217;s getting heavy and I want to run and hide</em></p>
<p>&#8211; Nie obchodzi mnie to. To <em>ja</em> go tu przyprowadziłem.</p>
<p>Za gorąco, tam&#8230; jest, tak dobrze, więcej, j-ja&#8230;</p>
<p>&#8211; I to ja jestem tym, który może sprawić mu najlepszy rodzaj przyjemności.</p>
<p>N-nie mog&#8230; n-nie mogę&#8230; t-tego znieść&#8230;</p>
<p><em>What are you waiting for?</em></p>
<p>&#8211; PO PROSTU MNIE JUŻ WYPIEPRZCIE DO CHOLERY!</p>
<p>Za gorąco, za gorąco, za gorąco, żeby wyczekiwać w ciszy, potrzebuję, potrzebuję tego, dlaczego to tak bardzo płonie, płonie? Za dużo, za dużo, to jest&#8230; za dużo&#8230;</p>
<p>&#8211; A-ACH!</p>
<p>Ciepło, gorąc, który nagle mnie wypełnił.</p>
<p><em>Za dużo.</em></p>
<p>&#8211; C-Chase, t-tak d-dobrze, dobrze, do&#8230; d-dobrze, j-ja&#8230;</p>
<p>&#8211; Co mu zrobiłeś, cholerny mimie?</p>
<p>&#8211; Ach, może tylko troszeczkę&#8230; <em>I ,,Spice(d) up&#8221; </em>lubrykant&#8230;</p>
<p>&#8211; Nie waż się teraz bawić ze mną w gry słowne&#8230;</p>
<p>Głośny jęk.</p>
<p><em>Nie mogę już nawet skupić się na sensie ich słów.</em></p>
<p>&#8211; A-ach, t-to miejsce, jeszcze, jeszcze!</p>
<p>Nagle lekki ból<em> -przyjemność-</em> na mojej szyi, gdy ją przegryza&#8230;</p>
<p>&#8230;ach, ten mim, on też tu jest?</p>
<p>&#8211; A-ach!</p>
<p>Zostanie ślad.</p>
<p>&#8211; <em>Now, now&#8230;</em> Kto powiedział, że możesz oznaczyć coś tak cennego?</p>
<p>Warknięcie jako odpowiedź. Prowokuje Chase&#8217;a.</p>
<p><em>Jak zwierzęta, zwierzęta.</em></p>
<p><em>It&#8217;s us that made this mess</em></p>
<p>Czy to sen?</p>
<p>Tak się właśnie czuję z tym, jak się oboje zachowują.</p>
<p><em>Like animals, fucking animals.</em></p>
<p>Czemu tak bardzo mnie to podnieca?</p>
<p><em>Why can&#8217;t you understand?</em></p>
<p>&#8211; C-Chase, Chase&#8230; Chase&#8230;</p>
<p>Gryzie mocniej <em>(mim)</em>, kradnie moje usta, całując, liżąc <em>(Chase).</em></p>
<p>Czarnowłosy&#8230;</p>
<p>&#8230;ach, zaraz, oboje mają czarne&#8230;</p>
<p>Ten cudowny wciąż obejmuje mnie od tyłu, wciąż&#8230; wciąż&#8230; mnie&#8230;</p>
<p>&#8230;a ja wciąż siedzę na kolanach mima, opierając się o niego rękoma, z nim wciąż całującym fragmenty odsłoniętej skóry.</p>
<p>Jak&#8230; jak bardzo podniecające to jest? Do cholery&#8230;</p>
<p><em>I want some more</em></p>
<p>Chase, Chase, Chase&#8230;!</p>
<p>Ciepło, które&#8230; rozlało się w moim wnętrzu, a ja sam&#8230;</p>
<p>Głośne westchnienie opuszcza moje usta, kiedy wychodzi ze mnie. Opiera swój ciężar na mnie, zanurza głowę w moim ramieniu.</p>
<p>Składa tam delikatny, krótki pocałunek. Jego włosy mnie łaskoczą.</p>
<p>Tak cudownie, tak cudownie.</p>
<p><em>Take a bite of my heart tonight</em></p>
<p>Niemalże zapomniałem o tym, że nie opieram się o ścianę, tylko o kolejną osobę.</p>
<p>&#8230;byłoby lepiej, gdyby go tu&#8230;</p>
<p>&#8211; A-A-ACH!</p>
<p>Nie mogąc złapać oddechu.</p>
<p>Duszę się, mam wrażenie, że się duszę&#8230;</p>
<p>&#8230;zbyt wrażliwe, wrażliwe, wrażliwe, wciąż&#8230;</p>
<p>Łzy, łzy spływają mi z oczu, nie mogę ich powstrzymać.</p>
<p>Co się dzieje?</p>
<p>&#8211; Pr&#8230; p-prz&#8230; p-p-przes&#8230; tań&#8230; j-ja w-wcią&#8230; ż&#8230;</p>
<p>&#8230;nie mogę złapać oddechu, nie mogę, nie mogę&#8230;</p>
<p>&#8211; <em>Jack.</em></p>
<p>Jedno słowo, a udało mi się odzyskać oddech. Oparłem się plecami o ciepłą osobę za mną, kiedy&#8230; kiedy ten gorąc, ponownie, we mnie&#8230;</p>
<p>&#8230;cholerny Le Mime, za szybko, za szybko, ja wciąż&#8230;</p>
<p><em>I want some more</em></p>
<p>&#8211; Jesteś cholernie seksowny&#8230;</p>
<p>Szept za moim uchem, zadrżałem, zadrżałem jeszcze bardziej niż wcześniej.</p>
<p>Tak bardzo reaguję na każdy jego najmniejszy gest. Obserwuje mnie, tak uważnie.</p>
<p>Tak&#8230; tak podniecające, to jest tak podniecające.</p>
<p><strong>!</strong></p>
<p>&#8211; R-Ri-Richard, z-za moc&#8230; mocno&#8230;</p>
<p>Nadal tak ciężko jest mi złapać oddech, tak ciężko jest złapać jakąś trzeźwą myśl, by móc ją wysłowić na głos.</p>
<p>&#8211; Och, więc teraz to Richard? A jeszcze kilka dni temu nawet nie wiedziałeś, kto to&#8230;</p>
<p>Zacisnął tylko zęby, z jeszcze większą siłą wbijając się we mnie, jeszcze mocniej chwytając moje uda.</p>
<p>Prowokuje go, prowokują się wzajemnie.</p>
<p><em>Tak podniecająco.</em></p>
<p><em>What are you waiting for?</em></p>
<p>&#8211; Włóż do ust.</p>
<p>Leżąc nieco na boku, z mimem wciąż&#8230; we mnie, zmierzyłem wzrokiem&#8230; Chase&#8217;a&#8230;</p>
<p>&#8230;nie rozumiem ludzi, którzy są w stanie wymówić te nazwy na głos. Albo nawet w myślach.</p>
<p>Posłusznie zbliżyłem usta.</p>
<p>Słone&#8230; i wciąż jest posmak, no&#8230;</p>
<p>&#8211; Rumienisz się tak bardzo&#8230; Aż tak ci się podoba?</p>
<p>Mgh, cholera, to jest autentycznie niesprawiedliwe, jak jego głos brzmi.</p>
<p>Niski, zachrypnięty.</p>
<p>Ciche westchnienie opuszcza jego usta, kiedy ja sam nie mogę powstrzymać dość głośnych jęków.</p>
<p>To samo&#8230; było <em>we mnie</em>, prawda?</p>
<p>Podniecające, podniecające, to jest tak&#8230;</p>
<p>Przyspiesza, oboje przyspieszają. Coraz ciężej jest mi oddychać, a jednak wciąż&#8230; wciąż robię, co mogę, żeby sprawić mu <em>(im)</em> jak największą przyjemność.</p>
<p>Sam&#8230; sam otrzymuję jej aż nadmiar.</p>
<p><em>W tym tempie stracę przytomność.</em></p>
<p>Szybko. Dłoń Chase&#8217;a szarpie mnie za włosy, nadaje własny rytm. Palce mima wbijają się w moje uda. Coraz mocniej.</p>
<p>&#8211; JaQueen&#8230;</p>
<p>Sam składa pocałunki na mojej szyi, dotyka wrażliwej klatki piersiowej.</p>
<p>Czemu wszystko tak bardzo płonie?</p>
<p>&#8211; J-ja&#8230; mphg&#8230; z-zar&#8230; r-raz&#8230; mpf&#8230;</p>
<p>Nie pozwala mi nawet nic powiedzieć, zamiast tego ponownie wkłada mi do ust.</p>
<p>Z-zaraz, n-naprawdę&#8230;</p>
<p>Chyba krzyknąłem.</p>
<p>Nie, cofaj to. Krzyknąłem. Z pewnością krzyknąłem.</p>
<p><em>Tak przyjemnie.</em></p>
<p>Ciecz <em>(z pewnością biała)</em>; na pościeli, na moim brzuchu. Na języku, i, jeszcze z wcześniej, w moim wnętrzu, ale&#8230;</p>
<p>Pomruk niezadowolenia wyrywa się z gardła mima, kiedy to rzuca błyskawicami w stronę Chase&#8217;a.</p>
<p>A-ach, w niemalże ostatniej chwili oderwał mnie od niego, nie pozwalając mu, we mnie&#8230;</p>
<p>&#8211; Jak gdybym jeszcze pozwolił ci tak bardzo go oznaczyć&#8230;</p>
<p>Powoli czuję, że odpływam.</p>
<p>Dlaczego? Dlaczego tak szybko? Z całą pewnością byłbym w stanie dłużej utrzymać świadomość, więc, dlaczego&#8230;</p>
<p>Wszystko staje się coraz bardziej zamglone.</p>
<p>Zmęczenie. Tak nieodpowiednie.</p>
<p>Co się dzieje?</p>
<p>Myśli, słowa, wszystko niczym przez mgłę, albo watę, albo&#8230;</p>
<p>Czyjeś ręce podnoszą mnie z łóżka.</p>
<p><em>(łóżka? to na tym leżałem? na łóżku? nie pamiętam, nie pamiętam, czemu powoli wszystko tracę?)</em></p>
<p>Zamykam oczy. Powieki są za ciężkie.</p>
<p>&#8211; Nie powiem, to było zabawne&#8230;</p>
<p>Słowa, których nie jestem już w stanie zrozumieć znaczenia.</p>
<p><em>What are you waiting for?</em></p>
<p>&#8211; &#8230;chociaż jestem pewien, że<em> ty</em> nie będziesz miał powtórki tej zabawy, mimie.</p>
<p><em>Say goodbye to my heart tonight.</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; Słowa: 1 642 &#8211;</strong></p>
<p><em><strong>Heh, zrozumiał ktoś ten mały&#8230; żarcik? ,</strong></em><em><strong>,Spiced-up&#8221; lubrykant. No&#8230; bo Jack, Jack SpiceR, i ,,spice coś up&#8221; &#8230; </strong></em><em><strong>tak, wiem, żałosny suchar, ale musiałam.<br />
</strong></em><em><strong>A co mu dodał dokładnie? Tylko Le Mime wie.</strong></em></p>
<p><em><strong><br />
</strong></em><em><strong>Chcecie więcej 1 x 1 x 1? *le face*<br />
</strong></em><em><strong>-nie dostaniecie huahuahuahuahua-</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/fuckin-animals-chase-x-jack-x-le-mime-xiaolin-showdown-calosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Blank Canvas &#8211; Ending [Nightmare] &#8211; Zabaw mnie w tym przedstawieniu. [całość]</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-ending-nightmare-zabaw-mnie-w-tym-przedstawieniu-calosc/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-ending-nightmare-zabaw-mnie-w-tym-przedstawieniu-calosc/#respond</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Aug 2017 13:31:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Blank Canvas]]></category>
		<category><![CDATA[18+]]></category>
		<category><![CDATA[Blank Canvas (OC x OC)]]></category>
		<category><![CDATA[OC x OC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=51</guid>
		<description><![CDATA[Bad Ending. -nie istnieją tu żadne obietnice- Nie chcesz go poznać? Odejdź. Może wrócę z innym zakończeniem. ~ * ~ ,,Dlaczego on zawsze mówił; nawet, jeżeli doskonale wiedział, że to tylko pogorszy sprawę?&#8221; Zawsze. Zawsze, zawsze; bez&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-ending-nightmare-zabaw-mnie-w-tym-przedstawieniu-calosc/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em>Bad Ending.<br />
</em></strong></p>
<p><em>-nie istnieją tu żadne obietnice-<br />
</em></p>
<p><strong><em>Nie chcesz go poznać? </em></strong><strong><em>Odejdź. </em></strong><strong><em>Może wrócę z innym zakończeniem.</em></strong></p>
<p style="text-align:center;"><strong><em>~ * ~</em></strong></p>
<p><em>,,Dlaczego on zawsze mówił; nawet, jeżeli doskonale wiedział, że to tylko pogorszy sprawę?&#8221;</em></p>
<p>Zawsze. Zawsze, zawsze; bez wyjątków.</p>
<p>Odzywał się nawet wtedy, kiedy dobrze wiedział, że w momencie, w którym to zrobi, Rei obudzi się z tego transu.</p>
<p>Że przestanie być delikatny.</p>
<p>Zamiast pocałunków; brutalne ugryzienia.</p>
<p>Zamiast pieszczot; czerwone ślady po paznokciach.</p>
<p>Zamiast malinek; siniaki.</p>
<p>Niezależnie od tego, czym to, co uciekło z jego ust nie było.</p>
<p>Nieważne, czy była to prośba, czy wyszeptanie imienia prawdziwego <em>księcia.</em></p>
<p>Wszystko, żeby tylko pokazać mu, że ten nie trzyma pod sobą żadnej kolejnej dziwki.</p>
<p>Że, on sam, wciąż jest tą samą istotą, która oddała wszystko swojej siostrze.</p>
<p>Ta sama postać, która ze szczerym uśmiechem i niewinnymi oczami, patrzyła się na niego.</p>
<p>Na niego, jak na drugą osobę.</p>
<p>Na niego, jak na równego samemu sobie.</p>
<p>Nie na jak księcia, możliwość zarobku.</p>
<p>Nie na jak maszynę od brudnej roboty, od pozbywania się innych morderców.</p>
<p>Nie na jak skąpanego we krwi potwora.</p>
<p>Zawsze, mimo konsekwencji, kiedy tylko między nimi, za tymi zamkniętymi drzwiami, wybuchały te wszystkie emocje;<em> nienawiść, namiętność, pożądanie, zazdrość, wściekłość, złość -miłość?-;</em> ilekroć to się nie działo, on i tak zawsze do niego mówił.</p>
<p>Udowadniał mu, że nie jest, ani nie stał się tym, czym prawowity dziedzic próbował go cały czas uczynić, by tylko samemu pozbyć się wyrzutów sumienia.</p>
<p>Nie stał się zwykłą dziwką.</p>
<p>Wciąż był sobą.</p>
<p>Mówił; zupełnie, jak gdyby chciał go przekonać do swoich szczerych intencji. Do tego, że niezależnie, co by się nie stało, gdzie by nie przebywał, jakkolwiek by nie był traktowany; że on wcale się nie zmienił.</p>
<p>A może chciał to udowodnić samemu sobie?</p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Wydawałoby się, że to były tylko słowa.</p>
<p>Jakże niepokorne jednak, jakże naiwne.</p>
<p>Za każdym razem wypowiadane z nadzieją, że on go usłyszy.</p>
<p>Początkowo; za każdym razem ignorowane.</p>
<p>A jednak to było tym, co spowodowało, że zaczął słuchać.</p>
<p>Że zaczął nabierać wątpliwości.</p>
<p>Że zaczął przyznawać się do tego, jak bardzo go pragnie.</p>
<p>Tyle wystarczyło.</p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Wydawałoby się, że to tylko słowa.</p>
<p>Kto by pomyślał, że to właśnie te pojedyncze zlepki liter były tym, co utrzymało ich obu blisko granic zdrowia psychicznego?</p>
<p>Albo przynajmniej tak blisko, jak tylko ich i tak uszkodzone umysły na to pozwoliły.</p>
<p><i>Gdyby nie te słowa, ta historia nie potoczyłaby się w ten sposób.</i></p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Gdyby nie te słowa, prawda; może i nie cierpiałby tak.</p>
<p>Nie początkowo przynajmniej.</p>
<p>Nie krwawiłby. Byłby cały czas tak samo ,,delikatny&#8221;.</p>
<p>Delikatny, a jednak wciąż równie chłodny.</p>
<p><i>Z czasem nie zaznałby tego ciepła w najmniejszym stopniu.</i></p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>A jednak w tym miejscu było zupełnie inaczej.</p>
<p><em>W tym świecie nie odezwał się do niego słowem.</em></p>
<p>Zabrakło mu odwagi.</p>
<p>A może po prostu zabrakło mu głupoty?</p>
<p>Nieważne, jakby tego nie nazwać; to tylko kolejny z synonimów.</p>
<p><em>Zabrakło mu czegoś.</em></p>
<p>Wydawałoby się, że to tylko słowa.</p>
<p>A jednak bez nich stracił na znaczeniu.</p>
<p>Bał się, że jeżeli się odezwie, to zostanie mu odebrany głos.</p>
<p>Nie bronił go, więc sam utracił go po drodze.</p>
<p><i>Utracił ostatnią rzecz, która w tym przepełnionym przepychem świecie dawała mu jakąkolwiek wartość.</i></p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>W tym świecie; poddał się.</p>
<p>Poddał się w próbie wysłowienia swoich myśli.</p>
<p>Poddał się na możliwemu szczęściu, które mógł osiągnąć.</p>
<p><em>Jedyne, co tak się szybciej skończyło, to cierpienie.</em></p>
<p>Ból, zastąpiony z czasem niczym więcej, a zwyczajnym otępieniem.</p>
<p>A wystarczyło, żeby tylko się poddał, i został kolejną marionetką tego całego przedstawienia.</p>
<p>Niczym więcej, a kolejną dziwką, do której każdej z narządów dołączone są cienkie sznurki.</p>
<p>Te owinięte wokół jego języka; nie mówiąc więcej, niż od niego nie oczekiwano.</p>
<p><em>Równie dobrze mógłby w pełni zamilknąć.</em></p>
<p>Te owinięte wokół jego ramion, nóg; nie idąc, nie robiąc więcej, niż od niego by chcieli.</p>
<p><em>I tak nie są mu aż tak bardzo potrzebne. Mógłby je równie dobrze oddać.</em></p>
<p>Te owinięte wokół jego oczu tworzą kurtynę. Nie widzi nic więcej, oprócz oślepiającej wręcz ciemności. Nie widzi tej publiki, bo nie musi.</p>
<p><em>Reflektory tego światła wszystko inne mu przyćmiły.</em></p>
<p>Te owinięte wokół jego myśli, te najcieńsze, a jednocześnie najcięższe.</p>
<p><i>Nie pozostawiają miejsca na jego własne.</i></p>
<p>Tyle sznurków; wystarczająco dużo, żeby nie mógł sam już się poruszyć.</p>
<p>Ciekawe tylko, kto za nie pociąga?</p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Zadany to pytanie, w tym brudnym, brudnym świecie, gdyby tak siedział na tej splamionej przez wielu pościeli, za pewne by się uśmiechnął szeroko.</p>
<p>Wymieniłby tych wszystkich, którzy sami, myśląc, że pociągają za sznurki, w rzeczywistości zaplątali się jeszcze bardziej w tych owiniętych wokół ich własnych szyi.</p>
<p>Zaślepieni bogactwem sceny, nie zauważyli tych wszystkich wystających kości.</p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Ma gości, każdego dnia.</p>
<p>Najpierw wzbudzali w nim nic więcej, a po prostu obrzydzenie.</p>
<p>Obrzydzenie; to, jak bardzo było to nieodpowiednie, jak mu się to nie podobało, w końcu to nie Rei&#8230;</p>
<p><em>&#8230;ale to tylko na początku.</em></p>
<p>Do wszystkiego można się przyzwyczaić.</p>
<p>Nawet do najbardziej obrzydliwych rzeczy.</p>
<p><em>Najpierw myślał o nich jak o przedmiotach, z czasem; jak o klientach.</em></p>
<p>Jedynej metodzie, którą mógł spłacać zaciągnięty u Toran&#8217;ów dług.</p>
<p>Teraz, kiedy to nadrobił go już dawno temu, to nie są klienci.</p>
<p>To goście.</p>
<p>Tacy sami, a jednak tak różni.</p>
<p>Czasem są delikatni, czasem są brutalni.</p>
<p>Czasem nawet zabawni.</p>
<p>Jego jedyna rozrywka.</p>
<p>Zapomniał, czy kiedykolwiek był w stanie zrobić cokolwiek innego.</p>
<p>Zapomniał, że kiedyś potrafił śpiewać.</p>
<p><em>Jego goście wystarczyli mu jako rozrywka, jego ciało wystarczyło jego gościom.</em></p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Śmieszne.</p>
<p>To było po prostu śmieszne, jak to wszystko sprowadziło się do jednej sytuacji.</p>
<p>I pomyśleć, że, ponownie, to wszystko wina nikogo innego, a tego nieszczęsnego brata obecnego króla.</p>
<p>Yuki. Jak śnieg.</p>
<p>A jednak to on według czerwonego władcy był tym, który najbardziej był splamiony.</p>
<p>Zwłaszcza, kiedy wpadł na jakże szaleńczy pomysł, by ,,uratować&#8221; zielonookiego.</p>
<p>Jaka szkoda, że tak się złożyło, że jego sekretny patrol akurat był na obchodach granic, kiedy to Yuki&#8217; próbował go jakoś wyprowadzić sekretnie z granic ziem pałacu; jak gdyby jeszcze tamten cierpiał&#8230; //Child-Like-Knight//</p>
<p>Zachowywał się cały czas, jak gdyby to obecny król był jakimś obrzydliwym gwałcicielem.</p>
<p>A to nie on trzymał dziesiątki dziwek pod swoimi skrzydłami, nawet te młodsze, które w tym wieku nie powinny nawet znać znaczenia tych wszystkich brudnych słów.</p>
<p>Nie Rei tak robił, a jednak, jego brat, wciąż mówił o nim jak o potworze.</p>
<p>Nawet podczas przesłuchań; cały czas upierał się, że zielonooki jest tak bardzo skrzywdzony, że <i>on </i>powinien przestać go krzywdzić.</p>
<p>Mówił, że była krew, że było tyle krwi; na nogach tamtego, z tamtego miejsca.</p>
<p>Niemożliwe jednak, prawda?</p>
<p>W końcu, cały czas zielonooki tak ładnie jęczał.</p>
<p>Ani razu nie powiedział nawet ,,nie&#8221;; musiało mu się więc podobać, prawda?</p>
<p>Oczywiście, że tak.</p>
<p>Zwłaszcza, jeżeli już za jednym jego słowem, ten posłusznie, tak posłusznie rozkłada przed nim nogi.</p>
<p>Zwłaszcza, jeżeli mówi mu ,,kocham cię&#8221;, ilekroć mu nie rozkaże.</p>
<p><em>-przegrałeś-</em></p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Oskarżony o zdradę, a jednak nie mógł tak po prostu wycofać prośby o pieniądze, pieniądze na siostrę.</p>
<p>Chociaż teraz, kiedy to mijają kolejne lata, już nawet nie pamięta, jak wyglądała.</p>
<p>Nie chce o niej pamiętać, bo po co?</p>
<p>I tak nic by to nie zmieniło.</p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Dziś odwiedził go specjalny gość.</p>
<p>Wszedł do tego czerwonego pomieszczenia; duże łoże z baldachimem, ciemny mahoń w zdobionej ramie łóżka. Równie szkarłatne, ciężkie kotary, i jeszcze ten zapach; unosząca się w powietrzu woń alkoholu, seksu i papierosów.</p>
<p>Siedział już przygotowany na łóżku; lekkie, barwy tutejszych dywanów kimono, luźno zawiązane z przodu; odsłania kusząco oba jego obojczyki.</p>
<p>Uśmiechnął się szeroko, z pustymi oczami na tę przybyłą postać.</p>
<p>Odwiedzał go czasami.</p>
<p>Rzadko, ale jednak wystarczająco, by zapamiętał jego imię.</p>
<p>Zawsze mówił takie śmieszne rzeczy, opowiadał takie zabawne historie.</p>
<p>Bo kogo obchodziłoby, zwłaszcza w tym miejscu, takie sprawy jak życie jakichś teoretycznie nieznanych mu ludzi?</p>
<p>To on przypomniał mu również, że dług już został spłacony.</p>
<p>Że może już wrócić, do <em>domu.</em></p>
<p>Wciąż pamiętał szok na jego twarzy, kiedy w odpowiedzi zaczął się głośno śmiać.</p>
<p>,,To ten pokój stał się najbliższy definicji domu&#8221;; tak powiedział.</p>
<p>A teraz ponownie wkroczył do pokoju, ubrany w czystą czerń; tak bardzo kontrastując z resztą tego pomieszczenia.</p>
<p>Szeroki uśmiech na twarzy marionetki; już się nie może doczekać, jaka to powieść dziś padnie z jego ust.</p>
<p>&#8211; Twoja siostra umarła.</p>
<p>&#8211; Kto?</p>
<p>Przechyla głowę w bok; w sposób, jaki jego goście uznają za ,,uroczy&#8221;.</p>
<p>&#8211; Twoja siostra.</p>
<p>&#8211; Ach, ta&#8230;</p>
<p>Beznamiętne spojrzenie, skierowane gdzieś w przestrzeń.</p>
<p>Wciąż przechylona w bok głowa, nogi leniwie wymachujące w jakimś tylko sobie znanym rytmie.</p>
<p>Gdyby nie to, że w przeciągu uprzednich wizyt Arbitro-sama, ten wielokrotnie o niej opowiadał, to zapewne zielonooki nie pamiętałby nawet, że jakąkolwiek ma.</p>
<p>Hm, jak ona miała na imię&#8230;?</p>
<p>Nie, żeby to cokolwiek zmieniło.</p>
<p>&#8211; Zmarła w wypadku. &#8211; nie ma żadnej odpowiedzi. Czeka, aż w końcu będą mogli się zabawić. &#8211; Autobus, którym jechała na studia wypadł zza barierki na urwisku. &#8211; Nadal żadnej reakcji. Kontynuuje, mimo to. &#8211; Przeżył tylko kierowca.</p>
<p>Zupełnie, jak gdyby wciąż miał nadzieję, że uda mu się jednak do niego dotrzeć.</p>
<p>Wciąż równie beznamiętne spojrzenie.</p>
<p>Po chwili pojawia się uśmiech; jego gość skończył w końcu mówić. Nie jest dziś w nastroju na słuchanie.</p>
<p>Wyciąga w jego stronę dłonie; gotowy, żeby się zabawić.</p>
<p>Ten jednak, jak zawsze, zamiast tego; wyszedł z pomieszczenia.</p>
<p>Chciał do niego dotrzeć, ale mu się to nie udało.</p>
<p>Popełnił błąd przychodząc tutaj.</p>
<p>Sędzia wykonał zły osąd.</p>
<p>Strzał z pistoletu. Huk.</p>
<p>I tak czerwone ściany zostały ponownie pomalowane.</p>
<p><strong>~ * ~</strong></p>
<p>Pałac rządzony zimną ręką.</p>
<p>Król.</p>
<p>Król, któremu już nic nie stoi na drodze.</p>
<p>Ten uprzedni, jego ojciec; zmarł przez jakąś chorobę.</p>
<p>Jego wuj&#8230; też już nie jest żadnym problemem.</p>
<p>Dziwka ojca, <i>Michael, </i>zaginął w jakichś ,,tajemniczych okolicznościach&#8221;, kiedy to tylko wyjechał na wakacje.</p>
<p>Sprytnie się ukrył, skoro minęło tyle czasu, a do tej pory jeszcze nie usłyszał o nim najmniejszej wieści od wynajętych zabójców.</p>
<p>Przynajmniej ma tę pewność, że ten nie umarł.</p>
<p>Istnieje możliwość, że sam się zabił, a jednak władca wie; wie, że ten nie umarł.</p>
<p>Takie karaluchy zawsze wszystko przetrwają.</p>
<p>Nie to się jednak liczyło, nie to było teraz ważne.</p>
<p>Król miał wszystko.</p>
<p>Stał się wszechobecnym panem tej otaczającej go czerwieni; nie ma ona już nad nim najmniejszej kontroli.</p>
<p>Rozkoszuje się tym kolorem, z satysfakcją malując ściany i podłogi szkarłatem; każda z głów jego przeciwników daje inny odcień tym farbom.</p>
<p>Rządzi na tym swoim tronie z kości swoich wrogów.</p>
<p>Do jego palców dołączone sznurki, każde sterują wszystkimi wokoło.</p>
<p>Nie odetnie tych więzów, nawet jeżeli będzie miał ich już tysiące, a będą one metalowymi łańcuchami, ważącymi więcej, niż mógłby udźwignąć.</p>
<p>Nie, kiedy nareszcie zapanował nad własnymi uczuciami.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>~ * ~</strong></p>
<p>&#8211; Hah&#8230; hahah&#8230; Jesteś pewien, że to dobry pomysł~?</p>
<p>Kolejne pchnięcie, kolejny jęk; przepełniony czymś, co oboje uznają za przyjemność.</p>
<p>Jedna z postaci wciąż nie przestaje się śmiać.</p>
<p>&#8211; Słyszałeś? Ngh&#8230; te plotki? Heh&#8230; hehe&#8230;</p>
<p>Jak gdyby <i>go</i> jeszcze one obchodziły.</p>
<p>Jeżeli tylko pojawi się coś, co mu nie odpowiada, od razu się tego pozbywa.</p>
<p>Nie ma ani czasu, ani ochoty przejmować się taką błahostką, jaką są plotki, kiedy tylu ludzi chce go zabić.</p>
<p>&#8211; Plotki&#8230; nhh&#8230; że król pieprzy swoją&#8230; ach! dziwkę, którą dotykało tak wielu&#8230;</p>
<p>Niemalże warknął, wgryzając się w to białe, odsłonięte ramię.</p>
<p>Aż do krwi, niemalże do kości.</p>
<p>&#8211; Mgh~&#8230; Nie tak&#8230; ostro&#8230; ach&#8230; moi goście zaw&#8230; sze&#8230; mh&#8230; po twojej wizycie&#8230; Mghh~! n-narzekają&#8230; A-ach&#8230;</p>
<p>Przepełniony <em>-bólem- </em>przyjemnością jęk, kiedy większy mężczyzna jeszcze mocniej napiera na to ciało pod nim.</p>
<p>&#8211; Jakby mnie to jeszcze cokolwiek obchodziło.</p>
<p>Jego głos; zawsze, zawsze był taki piękny.</p>
<p>Nadal jest.</p>
<p>Tylko teraz nie ma w nim już śladu bólu, nie ma śladu cierpienia, nie ma śladu ciepła.</p>
<p>Jego głos stał się odbiciem jego oczu.</p>
<p>Puste, pozbawione emocji.</p>
<p>Płytkie.</p>
<p>A jednak żaden z nich nie widzi różnicy.</p>
<p>Wgryza się, tym razem w szyję.</p>
<p>Zostawia za sobą ślady.</p>
<p>Seksualny odgłos, tak mokry, tak brudny, towarzyszy każdemu pchnięciu.</p>
<p>Paznokcie wbijające się w jego czarną marynarkę; nawet nie zauważył, kiedy ten zarzucił mu swoje ręce za szyję.</p>
<p>Nie odpowiada mu to.</p>
<p>Chwyta go za te posiniaczone biodra i przerzuca go na brzuch.</p>
<p>Dłonią przyciska jego głowę do poduszki.</p>
<p>Przyspiesza.</p>
<p>Zielonooki w odpowiedzi na to zadrżał tylko, ponownie wydając z siebie głośny niemalże krzyk.</p>
<p>Nie kryje się z przyjemnością zmieszaną z bólem.</p>
<p>Kogo ja oszukuję?</p>
<p>Jakim bólem?</p>
<p>Co to w ogóle jest?</p>
<p>Jest tylko ta chora, chora przyjemność.</p>
<p>&#8211; Nee, nie chciałbyś&#8230; ngh&#8230; może znowu mnie wypieprzyć na tym&#8230; ACH! &#8230;wieżowcu&#8230;?</p>
<p>Na chwilę zwalnia nieco, spoglądając na wykręconą w jego stronę twarz.</p>
<p>Tak, jak się spodziewał; dekorował ją ten sam uśmiech.</p>
<p>&#8211; Jesteś chory.</p>
<p>W odpowiedzi zaśmiał się; dźwięk, kiedyś tak niewinny, tak piękny.</p>
<p>Teraz zabrzmiał zupełnie, jak gdyby nałykał się jakiejś trucizny.</p>
<p>&#8211; Ty też.</p>
<p>Oboje są już czerwoni.</p>
<p>Zrywa go z tej poplamionej białymi plamami tkaniny, wyraźnie nią zniesmaczony.</p>
<p>Zrzuca go na podłogę, ponownie się w niego wbijając.</p>
<p>Posiniaczone kolana, posiniaczone uda, posiniaczone kości, posiniaczone języki, posiniaczone myśli.</p>
<p>Wciąż nie przestając wbijać się w to ciało pod sobą, dłońmi sięga do jego szyi.</p>
<p>Zaciska.</p>
<p>Postać pod spodem wygięła się w łuk pod wpływem jego dotyku; on jeszcze mocniej zaciska palce.</p>
<p>Dusi go. Nie pozwala na oddech.</p>
<p>Dopiero teraz zaczyna odczuwać od tę uzależniającą przyjemność.</p>
<p>Jedyny powód, dla którego zawsze do niego wraca.</p>
<p>Dziwka, która mu niczego nie odmówi.</p>
<p>Która będzie go wręcz błagać, żeby zrobił jej takie rzeczy.</p>
<p>Zwłaszcza, jeżeli ten tylko wystawi jego ciało zza barierkę; tak, że jeden nieodpowiedni ruch, a spadnie.</p>
<p>Im wyżej, tym bardziej jest to chore. Im wyżej, tym więcej mieszanych uczuć.</p>
<p>Podnieca to ich obu.</p>
<p>Kto by pomyślał, że już na samym początku wybiorą mu taką psychiczną dziwkę?</p>
<p>Nienawidzi go całym sercem, a jednak ma wrażenie, że tylko on do niego pasuje.</p>
<p>Oboje splamieni czerwienią.</p>
<p>Mogą tylko zastanawiać się, który z nich jest bardziej chory.</p>
<p>Czerwień, której już nigdy nie da się zamienić w biel.</p>
<p style="text-align:center;"><b>~ * ~</b></p>
<p>Grób.</p>
<p>Tak bardzo osamotniony.</p>
<p>W miejscu, w którym kiedyś stał dom; jej ostatnie życzenie.</p>
<p>Grób, odwiedzany właśnie przez jedną postać.</p>
<p>Tak żałosną.</p>
<p>Jedyny, który nie uległ śmierci, nie uległ czerwieni.</p>
<p>Przetrwał.</p>
<p>A jednak i on przestał widzieć wszelki cel.</p>
<p>Uśmiech na jego twarzy nie jest wymuszony.</p>
<p>Jest po prostu smutny.</p>
<p>Ten jeden kawałek kamienia przypomina mu, że wszyscy inni już nie żyją.</p>
<p>Część z tych, których znał, umarła; to już nie są ci sami ludzie.</p>
<p>Nie chce wierzyć, że to te same osoby.</p>
<p>Woli po prostu w głowie nazywać ich innym imieniem.</p>
<p>Pozostali również już nie żyją, jednak w innym tego słowa znaczeniu.</p>
<p>Po niektórych nie pozostał nawet kamień; spaleni, by nikt nawet nie pamiętał ich imion.</p>
<p>Pozostał tylko on.</p>
<p>Spogląda na ten nagrobek.</p>
<p>Wokół kwitną dziko białe róże.</p>
<p>Ostatnie wspomnienie po domu, który kiedyś tu stał.</p>
<p>Zapadł się w zapomnieniu.</p>
<p>Nie może już dłużej na to patrzeć.</p>
<p>Odchodzi.</p>
<p>Wie, że już nigdy tu nie wróci.</p>
<p>W przeciągu wydawałoby się roku, utracił wszystko, co starał się pielęgnować przez tyle lat.</p>
<p>Nawet, jeżeli nie wiedział jak, to wciąż próbował.</p>
<p>Wciąż próbował to wszystko jakoś naprawić.</p>
<p>Nie udało mu się to.</p>
<p>Ogromne poczucie winy, wyrzuty sumienia.</p>
<p>Uważa, że to przez niego się to wszystko zaczęło.</p>
<p>Nie ma nawet jak usprawiedliwić swe własne działania, żeby tylko pozbyć się tych ciężkich łańcuchów poczucia winy.</p>
<p>On chciał tylko żyć w miłości.</p>
<p>Najwyraźniej to było nie dla niego. Za dużo.</p>
<p>I tak długo żył w tym szczęśliwym domku z kart.</p>
<p>A jednak w przeciągu roku to wszystko runęło.</p>
<p>Jedyne, co pozostało, to ten splamiony już przez tamtą kobietę budynek; czerwony, chłodny pałac.</p>
<p>O tych, na których tak bardzo mu zależało, już nikt oprócz niego nie pamięta.</p>
<p>Nieważne, czy część z nich była jeszcze ,,żywa&#8221;.</p>
<p>Tak naprawdę wszyscy, oni wszyscy; byli po prostu martwi.</p>
<p>On sam zamknął zmęczone oczy.</p>
<p>On sam chce już dołączyć do swego ukochanego.</p>
<p>Wszelkie sznurki zostały odcięte.</p>
<p>Pozostały tylko ciężkie łańcuchy poczucia winy.</p>
<p style="text-align:center;"><b>~ * ~</b></p>
<p>Nic po nich nie zostało.</p>
<p>Białe róże zarosły kamień nagrobny na wzgórzu.</p>
<p>Zapomniane.</p>
<p>Coraz to nowsze warstwy czerwieni pokrywały pałacowe ściany.</p>
<p>Odnawiane.</p>
<p>Chłodne płomienie nienawiści pochłonęły kości tych, od których runęło też i to całe domino.</p>
<p>Nie pozostało nawet wspomnienie.</p>
<p>niewidzialne łańcuchy zaciśnięte wokół szyi</p>
<p><i>-Ona wygrała-</i></p>
<p style="text-align:center;"><em><b>~ * ~</b></em></p>
<p style="text-align:center;"><em>Kto wie, które zakończenie jest tym prawdziwym?</em></p>
<p style="text-align:center;"><em>Nie, żeby dla ciebie miało to jakiekolwiek znaczenie.</em></p>
<p style="text-align:center;"><em>W końcu to i tak tylko zły sen.</em></p>
<p style="text-align:center;"><em><b>~ * ~</b></em></p>
<p><img src="https://em.wattpad.com/b95462d3ffa64daeb8654cd2ded351e3ccf702ed/68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e6177732e636f6d2f776174747061642d6d656469612d736572766963652f53746f7279496d6167652f617a746f4f66596b75504e5454413d3d2d3337363630393336362e313461363365306361616433356430303930363138363434363133322e706e67?s=fit&amp;w=1280&amp;h=1280" alt="~ * ~" width="600" height="600" /></p>
<p style="text-align:center;"><b>~ * ~</b></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-ending-nightmare-zabaw-mnie-w-tym-przedstawieniu-calosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://em.wattpad.com/b95462d3ffa64daeb8654cd2ded351e3ccf702ed/68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e6177732e636f6d2f776174747061642d6d656469612d736572766963652f53746f7279496d6167652f617a746f4f66596b75504e5454413d3d2d3337363630393336362e313461363365306361616433356430303930363138363434363133322e706e67?s=fit&#038;w=1280&#038;h=1280" medium="image">
			<media:title type="html">~ * ~</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Blood&#038;Chocolates &#124; Kaname x Zero (Vampire Knight) [całość]</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/bloodchocolates-kaname-x-zero-vampire-knight-calosc/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/bloodchocolates-kaname-x-zero-vampire-knight-calosc/#respond</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Aug 2017 13:25:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Blood&Chocolates (Valentine Special)]]></category>
		<category><![CDATA[Kaname x Zero (Vampire Knight)]]></category>
		<category><![CDATA[One-Shot]]></category>
		<category><![CDATA[18+]]></category>
		<category><![CDATA[Walentynki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=43</guid>
		<description><![CDATA[Ostrzeżenia: Food-play. Yaoi. Zmieniłam nieco Zero; nie jestem pewna, jak to wygląda w oryginale, ale w tym opowiadaniu nienawidzi słodyczy. -skreślenia- &#8211; Zero &#8211; Aktualny dzień, mimo nieco większych niż zazwyczaj trudności, miał wciąż być&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/bloodchocolates-kaname-x-zero-vampire-knight-calosc/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Ostrzeżenia:</strong> Food-play. Yaoi.</p>
<p><strong><em>Zmieniłam nieco Zero; nie jestem pewna, jak to wygląda w oryginale, ale w tym opowiadaniu nienawidzi słodyczy.</em></strong></p>
<p><del><em>-skreślenia-</em></del></p>
<p style="text-align:center;"><b>&#8211; Zero &#8211;</b></p>
<p>Aktualny dzień, mimo nieco większych niż zazwyczaj trudności, miał wciąż być w miarę spokojny. Tak jak z resztą i zeszłoroczny czternasty luty; no bo hej, ile problemów może przynieść banda nastolatek z kartonami pełnymi czekolady?</p>
<p>Dużo. Najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest przedstawienie mojej obecnej sytuacji; przyciśnięty do łóżka, z ostrymi kłami milimetry od szyi, z ciepłym, gniewnym ciałem wiszącym nade mną&#8230;</p>
<p>&#8211; Nawet nie próbuj uciekać&#8230;</p>
<p><em>Co się tu do cholery jasnej wyprawia?</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; Kilka godzin wcześniej &#8211;</strong></p>
<p>Nadszedł czternasty luty, i jeszcze, o zgrozo, piątek.</p>
<p>Wydawałoby się, że dzień <em>niemalże</em> jak każdy inny.</p>
<p>Obudzić się; albo raczej, zostać obudzonym przez Yuki, która brutalnie wyrwie mi kołdry, zrzucając na ziemię.</p>
<p>Wstać, ogarnąć się, zjeść, a następnie wyjść na jedną z dwóch mych <em>najulubieńszych</em> części dnia.<br />
W międzyczasie postarać się nie zabić ani jakiegoś z wampirów, ani tych spienionych psycho-fanek przez przypadek, gdy te rzucają się na przechodzące beznamiętnie pijawki.</p>
<p>Pierwsza różnica między dziś a wczoraj; jest głośniej. <em>O wiele głośniej.</em></p>
<p>Druga różnica; dziś rzucają nie tylko całym swoim cielskiem, ale również opakowaniami z czekoladą w najróżniejszej formie; jako tabliczki z różnymi dodatkami i nadzieniami <em>(w czym pewnie połowa jest albo z alkoholem, albo z afrodyzjakiem i innym podejrzanym środkiem odurzającym)</em>, jako pojedyncze bombonierki, jako różne fantazyjne wzorki, i&#8230; i czy to jest rzeźba z czekolady w kształcie popiersia Hanabusy?</p>
<p>Tylko mi to jeszcze bardziej przypomina, jak ja bardzo nienawidzę słodyczy jako ogółu.</p>
<p>Już nie mówiąc o tym, że część tych zasranych pcheł nie ułatwia i mi, i Yuki zadania, uśmiechając się i zbierając do wcześniej zabranych ze sobą reklamówek (a raczej, wielgachnych toreb) <em>każde</em> z opakowanych czekoladek. Jak gdyby nie mogli im podać poczty czy coś; nieee&#8230; muszą przejść, wyszczerzyć się i odegrać przedstawienie.</p>
<p>W tym tempie zajmie im to wieki, a z całą pewnością nie mam ochoty przyglądać się tej scenerii nie wiadomo ile. Chociaż&#8230; Z jakiegoś dziwnego powodu zdaje się, że tegoroczne walentynki wywierają zupełnie inne wrażenie na samej nocnej klasie.</p>
<p>Po pierwsze, Aidou zachowuje się wyjątkowo podejrzanie&#8230; znowu planuje coś zrobić Yuki? Ale ten patrzy się w każdą stronę, nawet na Yuki, bez dziwnych uczuć czy coś, a mnie, jak zwykle traktuje jak powietrze, i&#8230; i dlaczego kiedy przez sekundę skrzyżował ze mną spojrzenia, zrobił się czerwony jak burak i odwrócił wzrok?</p>
<p>Zaczyna mnie to lekko wkurzać&#8230;</p>
<p>A po drugie; Kaname, będąc sobą, może i zbiera również każde opakowanie z możliwą trucizną, ale czy mi się wydaje, ale&#8230; czy jego uśmiech nie jest lekko wymuszony? Gdzie się podział ten pełen sztucznej naturalności ,,uśmiech&#8221;, który zazwyczaj zdobił jego pysk&#8230;? Ten wydaje się być o wiele bardziej&#8230; złowrogi? Nie, żeby mnie to jakoś specjalnie&#8230;</p>
<p>&#8211; Zeero~!</p>
<p>Ach, no tak,<em> Yuki.</em></p>
<p>Jak zwykle czternastego lutego, czyli niestety &#8211; dzisiaj <i>(wolałbym nigdy)</i>, znowu będzie udawała, że nic ją to święto nie rusza, i że <em>oczywiście, że nie spędziła kilku godzin w klubie kucharskim próbując zrobić czekoladki</em>, by tylko wyruszyć potem i <em>przypadkowo</em> zanieść je do jej ukochanego Kaname-senpai.</p>
<p>Ugh. Rzygać mi się chce.</p>
<p>Sam nie wiem, czy to dlatego, jak bardzo ,,tsundere&#8221;* się teraz zachowuje <em>(i jak bardzo jej to nie wychodzi)</em>, czy ponieważ obiektem jej adoracji jest cholerna pijawka. I to jeszcze ta o imieniu Kuran.</p>
<p>&#8230;ta chodząca kulka nieszczęść, która teoretycznie jest moją siostrą, nawet nie potrafi dobrze ukryć tej opakowanej w niebieskie sreberko<i> (jak oryginalnie; spodziewałem się czerwieni)</i>, jakże niezdarnie zawiniętej w kokardkę czekolady.</p>
<p>Chociaż sądząc po jej minie, jest z siebie zadowolona, czyli ów czekolada jest jadalna&#8230; pewnie dzisiaj przy kolacji poczęstuje zarówno mnie, jak i dyrektora zupełnie innym rodzajem czekolady, <i>giri.*</i></p>
<p>Ech; nie, żebym się jakoś specjalnie tym przejmował.</p>
<p>Może i&#8230; przyznaję, że przez jakiś czas&#8230; myślałem, że może&#8230; ale to było lata temu.</p>
<p>Wystarczy, że się na nią spojrzy teraz, i na to, jak bardzo ślini się na widok tej cholernej ludzkiej&#8230; nieludzkiej strzykawki. Ludziopodobnej.</p>
<p>&#8211; Zero, no~! Mówię do ciebie~!</p>
<p>Głośne westchnięcie było jedyną odpowiedzią, na którą miałem teraz wystarczająco dużo siły.</p>
<p>&#8211; Nie martw się, ty też na pewno dostaniesz dziś dużo czekolady!</p>
<p>&#8211; &#8230;i właśnie tego się obawiam.</p>
<p>Nie powiedziałem Yuki, że nie przepadam ze słodyczami; wspomniałem jej tylko, że ,,nie lubię zbyt słodkich rzeczy&#8221;. Co w sumie nie było kłamstwem, ale jednocześnie nie byłem wystarczająco specyficzny. Ja w ogóle za nimi nie przepadam. Nienawidzę tego posmaku, który pozostawiają za sobą&#8230; ledwo jestem w stanie przełknąć wyjątkowo gorzką czekoladę, która graniczy już z kwaśnym, a co dopiero takie napakowane kilogramami cukru.</p>
<p>Już dzisiaj rano kiedy tylko się obudziłem, znalazłem obok siebie na łóżku opakowanie z czekoladkami. I to takimi<i> c</i><em>holernie drogimi. </em>Jakim cudem udało się którejś z tych psycho-fanek dostać do mojego pokoju? Jakim cudem było stać&#8230; nie, dobra, na to pytanie to akurat znam odpowiedź. Ale wciąż; dlaczego nawet się nie podpisali?<br />
Nie wiem. I jakoś na razie nie mam ochoty się tego dowiadywać.</p>
<p>Istnieje jeszcze szansa, ta najbardziej prawdopodobna, że zrobił to dyrektor Cross; byłoby to bardzo w jego stylu, włamać się w środku nocy do pokoju nic nie świadomej osoby, by zbombardować ją jakimś dziwnym prezentem&#8230; z taką różnicą, że on to by prędzej dodatkowo mnie obudził i odtańczył powitalnego cancana. Już nie mówią co tym, że i Yuki nie uciekłaby od tego powitania, a nie dostała jeszcze od Cross&#8217;a niczego&#8230; Chyba.</p>
<p>Ale sam fakt, że nic nie słyszałem&#8230; chyba, że zrobił to jakiś wampir&#8230; to wtedy się nawet ucieszę. Nareszcie będę miał wymówkę, jeżeli<em> przez przypadek</em> pociągnę za spust swojej Krwawej Róży.</p>
<p>&#8211; Kiryuu-kun.</p>
<p>&#8230;szczerze, to zwłaszcza w tej obecnej jakże głośnej sytuacji, Hanabusa jest ostatnią osobą, której bym się tu, czytaj, blisko mnie, spodziewał.</p>
<p>W jednej chwili wszystkie oczy zwróciły się w naszą stronę, a ja musiałem powstrzymać się przed odwarknięciem w ich stronę.</p>
<p>I jakoś nagle też zrobiło się cicho&#8230; co, ma zamiar mi się oświadczyć czy co?</p>
<p>&#8211; Chciałbym się z tobą pomówić na osobności.</p>
<p><em>&#8230;o cholera. </em>To chyba nie jest to, co ja myślę, że inni teraz myślą, prawda? <em>Prawda? </em></p>
<p>Poważne spojrzenie? <em>Jest.<br />
</em></p>
<p>Dziwnie niegłupkowaty ton głosu? <em>Dziwne, ale jest.</em></p>
<p>&#8230;połowa dziennej klasy zaczęła piszczeć. Druga połowa ciska w moją stronę błyskawicami.</p>
<p>Nocna&#8230; nocna, niemalże same błyskawice. <em>Ciche, ale jednak.</em></p>
<p>Wszyscy w szoku. Sam nie wiem, czy są w większym, niż ja.</p>
<p>Jedne pioruny zdają się przenikać mi wręcz przez tę moją przeklętą duszę&#8230; nie muszę się odwracać, żeby wiedzieć, że Kuran wpatruje się we mnie jak pies w listonosza.</p>
<p>Cholerne kleszcze, jak gdyby nie mogłyby się ode mnie odwalić jeden dzień&#8230;</p>
<p>&#8230;</p>
<p>&#8230;a kij.</p>
<p>Zrobię wyjątek. Jak nie, to potem Yuki nie da mi spokoju, i do końca dnia będzie płakać ,<em>,czemuż to złamałem serce Hanabusy-kun, zanim ten zdążył wyznać swoje namiętne uczucia&#8217;</em>&#8216;.</p>
<p>Jak pójdę, to potem będzie to <em>,,czemu złamałem mu serce po tym, jak wyznał mi swoje uczucia&#8221;</em>, ale to będzie mi łatwiej znieść i wytłumaczyć.</p>
<p>&#8211; Prowadź.</p>
<p>Z każdą następną sekundą coraz trudniej ignoruję to jedno, tak bardzo mordercze spojrzenie&#8230; ale od kiedy to Kuran jest zainteresowany ,,w ten sposób&#8221; tym krwiożerczym odkurzaczem modelu ,,Idol&#8221;?</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2665.png" alt="♥" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Ok, dobra, teraz to zaczynam być coraz to bardziej i bardziej podejrzliwy. Rozumiem, że chciał porozmawiać ,,na osobności&#8221;&#8230; ale żeby mnie aż niemalże na sam kraniec szkoły zaciągać?</p>
<p>Krwawa Róża w gotowości; coś wywinie, to mu odstrzelę łeb<em> (i tak jestem w złym nastroju),</em> a że jest sam, to nie muszę się zbytnio przejmować tą pijawką&#8230; ale wciąż, co tu się do cholery jasnej dzieje? Bo jakoś nie mogę uwierzyć, że zaciągnął mnie taki kawał, żeby tylko&#8230;</p>
<p>&#8211; Masz.</p>
<p>Rzucił w moją stronę małym, czerwonym pudełeczkiem&#8230; na którego widok omalże się nie udławiłem.</p>
<p>Czekolada. Czekolada, że wyrób z kakao, nawet nie pasta do butów. Wręczył mi, jebniczony komar, pudełko czekolady.</p>
<p>&#8230;przywalił mu ktoś tym czekoladowym popiersiem w łeb czy co?</p>
<p>&#8211; &#8230;chcesz umrzeć?</p>
<p>&#8211; &#8230;raz jestem dla ciebie miły, a ty mi się tak odwdzięczasz?!</p>
<p>&#8211; &#8230;zatrułeś je?</p>
<p>&#8211; &#8230;nie chcesz, to nie, oddawaj.</p>
<p>Zanim jednak zdążył wyszarpać mi z dłoni opakowanie, ja się nieco odsunąłem od niego, uważnie wpatrując w ów przedmiot.</p>
<p>Po pierwsze, to nienawidzę, absolutnie <em>nienawidzę</em> słodyczy; zwłaszcza czekolady, zwłaszcza tego dnia, kiedy to słodkości i inne powody do rzygania otaczają mnie z każdej strony.</p>
<p>Po drugie, jest wampirem, do cholery jasnej, a sam akt dawania komuś tak ładnie opakowanej czekolady akurat dnia czternastego lutego, w święto <em>zakochanych; </em>ughh, aż mam ciarki na samą myśl&#8230;</p>
<p>Z drugiej strony jednak&#8230; on się&#8230; <em>rumieni? </em>Tak, na poważnie? W sensie, to różowe coś na jego policzkach; wygląda, jakby cała krew dopłynęła mu do twarzy. I do końcówek uszu.</p>
<p>Czyli, że się rumieni, że rumieni, i nie jest to żaden makijaż. Czyli, że danie mi tych czekoladek miałem niby uznać za&#8230; <em>o mój boże.</em></p>
<p>Nie wierzę, absolutnie nie wierzę, że to robię&#8230; najwyraźniej mam dzisiaj jakiś dzień dobroci dla zwierząt.</p>
<p>&#8211; Przyjmę je.</p>
<p>&#8230;</p>
<p>&#8230;powiedziałem to? Na głos? Serio? <em>Na poważnie?</em></p>
<p>Chociaż&#8230; wystarczy, że uznam je za czekoladki <em>giri</em>, prawda? W końcu, Yuki dziś mi też takie da, a ja wcześniej kilka razy w ubiegłym roku uratowałem mu dupsko, więc&#8230;</p>
<p>&#8211; Um, sory, ale nie mam nic&#8230;</p>
<p>&#8211; Nie, żebym się tego spodziewał.</p>
<p>&#8230;</p>
<p>&#8230;długo będzie tak stał i się na mnie patrzył?</p>
<p>&#8211; &#8230;um, to&#8230; cześć.</p>
<p>Skinąłem mu tylko w odpowiedzi głową.</p>
<p>Poszedł sobie.</p>
<p>Ja jeszcze chwilę tu zostałem.</p>
<p>&#8230;to było dziwne. Zdecydowanie&#8230; zdecydowanie przekraczało granice walentynkowej normy.</p>
<p><em>Co to do cholery miało być?</em></p>
<p>To raz.</p>
<p><em>Jak ja mam teraz ukryć te czekoladki tak, żeby nie rozszarpały mnie jego psycho-fanki, gdy tylko je ujrzą?</em></p>
<p>To dwa.</p>
<p><em>Jak przekonać Yuki, że nie, nic się między nami nie zadziało, i nie, nie zadzieje, bo się nim autentycznie brzydzę?</em></p>
<p>To trzy.</p>
<p>I sądząc po umiejscowionym na przeciwległej ścianie zegarze <i>(dlaczego te są rozstawione w nawet najmniej uczęszczanych miejscach?),</i> mam niecałe dziesięć minut, żeby chociaż <em>spróbować</em> odnaleźć odpowiedź na te trzy pytania.</p>
<p>Po prostu bajecznie.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2665.png" alt="♥" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Odpowiedzi na pierwsze pytanie, jak nie miałem, tak nie mam&#8230; ale na dwie pozostałe rzeczy; było to wyjątkowo, i dziwnie wręcz, proste.</p>
<p>Czekoladek nie musiałem chować, bo gdy tylko wszedłem do szkoły, Yuki przekazała mi worek z zakazanymi i skonfiskowanymi przez nią czekoladkami <em>(w czym zgaduję, że przekazał jej je Kuran)</em>.</p>
<p>Idealne miejsce na ukrycie mojego, ugh, ,,prezentu&#8221;, z braku lepszego słowa.</p>
<p>Dodatkowo, Yuki zachowywała się wyjątkowo podejrzanie przez całe dzisiejsze lekcje. Raz po raz rzucała mi ukradkowe spojrzenia, ale nie były one z serii ,<em>,I jak, fajnie było z Hanabusą?&#8221;</em> tylko <em>,,Coś cię dzisiaj spotka, i ja wiem co, ale ci nie powiem.&#8221;</em></p>
<p>Nawet nie wiem, czy to dobrze, czy źle.</p>
<p>Tak jak o tym pomyślę; skoro sam otrzymałem jakąś czekoladę, a była to czekolada w ,,podziękowaniach&#8221;&#8230; to sam mogę, ale tylko na chwilkę&#8230;</p>
<p>W końcu, to nie jest tak, że mogłoby mnie to zabić&#8230; <em>prawda?</em></p>
<p>I, jak powiedziałem, to tylko kolejny wyjątek, i zrobię to tylko dla siebie&#8230; może też dla Yuki i Cross&#8217;a.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2665.png" alt="♥" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Koniec lekcji. Nocna Klasa odprawiona.</p>
<p>Obyło się <em>niemalże</em> bez żadnych innych incydentów. Niemalże, ale powstrzymanie trójki psycho-fanek przed niemalże samobójczym przeskoczeniem przez dach do klasy nocnej nie było jakimś specjalnym wyzwaniem.</p>
<p>Sam spędziłem drobną chwilę w kulinarnym klubie&#8230; ale zostawiłem tam ten mój mały, uch, pakunek, więc nie muszę się przejmować, że mógłby ktoś mi go zabrać. W końcu, wie tylko Yuki, a ona nie jest tego typu osobą, żeby zabierać cudze rzeczy bez pytania, więc&#8230;</p>
<p>Teraz pozostaje mi jeszcze tylko upewnić się, że u Lily wszystko w porządku, i będę mógł&#8230;</p>
<p>&#8211; Kiryuu-kun.</p>
<p><em>&#8230;ok, ok, wdech, wydech&#8230;</em></p>
<p>&#8230;wcale właśnie pewien <em>ktoś</em> nie przerwał twego niemego triumfu, że nadchodzi koniec tego jakże chaotycznego dnia&#8230;</p>
<p>&#8211; Czego, Kuran-<em>senpai.</em></p>
<p>Nie sięgaj jeszcze po Krwawą Różę, jeszcze nie&#8230; przeżyłeś ,,miłosne wyznanie&#8221; Hanabusy, to z tym teraz też dasz sobie radę&#8230;</p>
<p>&#8211; Chciałbym z tobą porozmawiać. Na osobności.</p>
<p>Ledwo powstrzymałem się od głośnego jęku i potarcia dłoni o czoło. Mam uczucie deja&#8217;vu. <em>Ile można? </em>Błagam, niech to tylko i tym razem nie jest to, co ja myślę, że to może być&#8230; jeżeli jednak nie, to obiecuję, że wykrzyknę całemu światu o mojej nienawiści do wszystkiego, co ma w sobie chociażby gram cukru.</p>
<p>&#8211; &#8230;prowadź.</p>
<p>Nawet nie chciało mi się wymyślić jakiejś innej kwestii. Jeżeli i on da mi czekoladki, to się na pewno zrzygam. Nawet jeżeli będę musiał to zrobić na oczach całej Nocnej Klasy.</p>
<p>Mam nadzieję, że to tylko coś związanego ze szkołą. Albo z Yuki.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2665.png" alt="♥" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Najpierw myślałem, że idziemy do szkoły. Potem, że w to samo miejsce, do którego zaciągnął mnie wcześniej Hanabusa&#8230; a teraz jestem już pewny, że zabiera mnie gdzieś spoza teren placówki, ciągnąć coraz to głębiej w las.</p>
<p>Planuje mnie zaatakować? Wyzwać na pojedynek o ,,miłość&#8221; Yuki? A może, z tymi całymi dzisiejszymi wydarzeniami&#8230; o Hanabusę? Boże, oby nie, tego to bym mu oddał bez chwili myślenia, bym mu nawet zapłacił&#8230;</p>
<p>Chociaż, z drugiej strony, jeżeli naprawdę ma zamiar ze mną walczyć&#8230; i tak byłem w nastroju, żeby coś zastrzelić. Zwłaszcza, jeżeli to<i> coś </i>ma kły i nazywa się Kuran.</p>
<p>&#8211; Już prawie jesteśmy.</p>
<p>Dobrze wiedziałem, że Nocna Klasa to tak naprawdę zlot bogatych smarków ze specyficznymi gustami, ale&#8230; ale nie spodziewałem się zakopanej w środku lasu posiadłości.</p>
<p>Jakim cudem nie miałem o tym pojęcia ani ja, ani Yuki, ani żadna osoba z Klasy Dziennej?</p>
<p>Zaczynam mieć wątpliwości, czy o istnieniu tego miejsca wie nawet sama Klasa Nocna; w powietrzu nie unosi się żaden inny zapach&#8230; <em>i dlaczego zaczynam się denerwować?</em></p>
<p>Niemożliwe. <em>Nie mam czym.</em></p>
<p>To tylko Kuran, to nie jest tak, że mógłby mi coś zrobić, albo że wywinie nie wiadomo co&#8230; W końcu jest Yuki; on ją kocha, ona kocha go, koniec kropka, więc&#8230; <em>więc.</em>..</p>
<p>&#8230;więc, dlaczego, wciąż, ilekroć na mnie nie spojrzy, w jego oczach kryje się tyle tak sprzecznych emocji? Tak bardzo dla mnie niezrozumiałych? Gdzie się podziała ta jego pusta maska obojętności?</p>
<p>&#8211; Wejdź przodem.</p>
<p>&#8211; Nie kłopocz się z grzecznościami.</p>
<p>Nie odpowiadam miło na jego rozkaz. Nie będę szedł przed nim, nie z odsłoniętymi w jego stronę plecami; byłoby to oznaką zaufania; oznaką, której z całą pewnością nie planuję mu okazać.</p>
<p><em>Nie jemu. </em>Nie zasranemu krwiopijcy, który dnia czternastego lutego wyprowadził mnie do samego środka lasu, z dala od wszelkiej innej cywilizacji, do prywatnej, luksusowej willi.</p>
<p>Spotykam jego spojrzenie; w jego oczach pęka jeszcze jedna bańka z emocjami.</p>
<p>Wściekłość. Niczym burza w szklance wody; nie okazuje tego żadna inna część jego twarzy, złość widoczna tylko poprzez spojrzenie. Jeden niewłaściwy ruch, a wybuchnie&#8230; nie oznacza to jednak, że się poddam, że mu ulegnę.</p>
<p>Mierzymy się spojrzeniami. Mija kolejna minuta, i on już ma tę pewność, nieme potwierdzenie; <em>nie ulegnę mu.</em></p>
<p>Wchodzi przodem, a ja powstrzymuję uśmiech, który złośliwie chciał znaleźć się na mojej twarzy.</p>
<p>Kto by pomyślał, że będę czerpał tak wielką satysfakcję z tak małej wygranej z Kuranem?</p>
<p>&#8211; Za mną więc.</p>
<p>Znaleźliśmy się w dużym, jasnym salonie; nie chciałbym wiedzieć, ile kosztowałoby zmywanie krwi z takiej kanapy, więc zgaduję, że nie przyprowadził mnie tutaj, żeby walczyć.</p>
<p>Dywan, biały, wygląda na jakże puchaty&#8230; ale wątpię, żeby przyszło mi zaznać tej sensacji pod stopami, jako że ani on, ani ja nie kłopotaliśmy się ze zdjęciem butów przy wejściu.</p>
<p>Obraz nad ceglanym kominkiem, z tyłu dostrzegam długi stół jadalniany&#8230;</p>
<p>Nie mam jednak wystarczająco czasu, by się przyjrzeć temu miejscu <i>(nie, żeby specjalnie mi na tym zależało)</i>, bo ciągnie mnie już dalej korytarzem.</p>
<p>Nie czuję zapachu jedzenia, więc, dzięki bogu, nie jest to też jakaś romantyczna kolacja i możliwy zawał serca z mojej strony.</p>
<p>Pozostaje mi tylko modlitwa, że chodzi mu o zwykłą rozmowę.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2665.png" alt="♥" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p>Ledwo oświetlony korytarz, kolejne schody; piętro. Tam tylko jedne drzwi.</p>
<p>&#8230;chyba nie powie mi ktoś teraz, że ma tu jakąś salę tortur?</p>
<p>Idzie przodem, popycha mosiężne wrota.</p>
<p>Zatrzymuje się. Znowu chce, żebym przeszedł przodem.</p>
<p>Ponownie mierzę go badawczym spojrzeniem; ale on włożył już na siebie tę maskę, przez którą nie jestem w stanie dojrzeć w nim żadnych emocji. Zupełnie, jak gdyby chciał mnie tym sprowokować.</p>
<p>Ale kim ja jestem, żeby go również lekko nie podrażnić?</p>
<p>&#8211; Czysto krwiści przodem.</p>
<p>&#8211; Oboje dobrze wiemy, że nie obchodzą cię takie grzeczności.</p>
<p>Odpowiadam mu lekkim, lekceważącym uśmiechem, kiedy to widzę pęknięcie w tym betonie.</p>
<p>&#8211; Dziś mamy tak wyjątkowy dzień&#8230; raz na jakiś czas mogę nawet dla <i>ciebie</i> zrobić jakiś wyjątek, Kuran.</p>
<p>Jego też nie obchodzą teraz żadne grzeczności. Ta aura, która unosi się wokół niego&#8230; może i nie powinienem tak bardzo prowokować wroga, i to jeszcze na jego własnym terytorium&#8230; ale jestem w zbyt <i>dobrym </i>humorze, i zbyt dobrze idzie mi dzisiaj irytowanie tej jego normalnie upierdliwie stoickiej postaci.</p>
<p>&#8211; Drzwi są wystarczająco szerokie. Wejdźmy w tym samym czasie.</p>
<p>Ach. Więc to tak będzie chciał to załatwić. <i>Bardzo dyplomatycznie, Kuran.</i></p>
<p>Patrzę przez rozwarte drzwi, i przez chwilę omalże nie rozszerzyłem oczu w zdziwieniu.</p>
<p>Łóżko. Baldachim łóżka.</p>
<p>Więcej nie potrzebowałem, żeby zrozumieć, jakie są możliwe scenariusze, kiedy tylko przekroczę próg tego pokoju.</p>
<p>Nie mam szansy ucieczki, tyle wiem; ta cholerna magia czystych, w dodatku to jego terytorium&#8230; Może i mam Krwawą Różę, ale to nie oznacza, że mogę tak po prostu go tutaj zaatakować. Ani Yuki, ani Stowarzyszenie Łowców nie byłoby zachwycone, gdyby znaleziono nagle zwłoki głowy klanu czysto krwistych, zwłaszcza, że jest ostatnim niemalże z rodu&#8230; pod warunkiem, że to nie ja skończyłbym martwy.</p>
<p>Istnieje&#8230; istnieje jeszcze jeden możliwy scenariusz.</p>
<p>A jednak złość w jego oczach ani trochę nie zdaje się mnie do tego zapraszać.</p>
<p>Robię krok w przód. Jeszcze jeden i kolejny.</p>
<p>Mijam go i wchodzę do pomieszczenia, od razu odwracając się do niego przodem. <em>Na straży.</em></p>
<p>Wchodzi, a drzwi same się za nim zamykają &#8211; zupełnie, jak gdyby chciał mi pokazać, że nawet samo to miejsce jest pod jego kontrolą. <em>Sam ten budynek nie pozwoli mi stąd tak szybko odejść.</em></p>
<p>Zbliża się w moją stronę.</p>
<p>Staje na przeciwko mnie, a ja muszę się od razu skarcić, gdy zamiast się w pełni skupić; odczuwam jego zapach.</p>
<p>Ignoruję bestię wewnątrz mnie. <em>Ignoruję możliwe pragnienie.</em></p>
<p>Skupiam się na jego oczach; tak dużo skrywają&#8230; a tak mało chcą mi zdradzić. <em>Typowe.</em></p>
<p>Stoimy tak; z irytacją zauważam, że muszę lekko zadrzeć głowę do góry, żeby móc spotkać jego spojrzenie.</p>
<p>On, na przeciwko mnie, emocje wirujące w jego oczach.</p>
<p>Robi kolejny krok, zmuszając mnie, żebym się cofnął.</p>
<p>Dobrze wiem, że za mną jest tylko łóżko.</p>
<p>Ale to niemożliwe, żeby o to mu chodziło, prawda? Prawda?</p>
<p><em>W końcu, to Kuran&#8230;</em></p>
<p>&#8211; Jak jest on lepszy ode mnie?</p>
<p>&#8230;</p>
<p><em>&#8230;o czym on do cholery mówi?</em></p>
<p>Nie poznałem odpowiedzi.</p>
<p>Chwycił mnie za nadgarstek, od razu rzucając mną w stronę łóżka.</p>
<p>Odbiłem się lekko od czerwonej satyny, zauważając gorzko, że nawet jeżeli mnie tu zabije, to kolor powierzchni pozostanie bez zmian.</p>
<p><em>Zawartość toreb, których nawet nie zauważyłem, zdaje się temu przeczyć.</em></p>
<p>Jednym ruchem wysypuje wszelkie przedmioty z tych ogromnych rozmiarów reklamówek w moją stronę&#8230; a ja dopatruję się w nich opakowań po czekoladzie, z czekoladą, sądząc po ich masie; dziesiątki, jak nie setki czekoladek. Ach. I jeszcze to jedno, na rogu, w niebieskim sreberku, z tą niezdarną kokardką&#8230;<br />
&#8230;więc są to wszystkie, albo przynajmniej część, jakie otrzymał dzisiejszego dnia.</p>
<p>Gdybym nie osłonił się dłońmi, to pewnie, znając moje szczęście, jedna z tych kilogramowych bombonierek by mnie znokautowała.</p>
<p>&#8211; Co ty do cholery&#8230;!</p>
<p>&#8211; Zamknij się.</p>
<p>Nie dał mi jednak żadnego innego wyboru.</p>
<p>Odrzucił reklamówkę na bok.</p>
<p>Pocałował mnie. <em>A raczej; zmiażdżył swoimi wargami moje.</em></p>
<p>Pierwsze, co zrobiłem, to instynktownie sięgnąłem po umocowaną przy moim pasie Krwawą Różę&#8230; <em>ale jej już tu nie było.</em></p>
<p>&#8211; Nawet nie próbuj uciekać&#8230;</p>
<p>Panika, którą od razu ugasiłem. Strach to największa oznaka słabości.</p>
<p>Nie ma nic bardziej nakręcającego dla wampira, niż strach; najgorsze jest to, że sam przekonałem się o tym na własnej skórze już wielokrotnie.</p>
<p>Nie zareagowałem więc w żaden inny sposób.</p>
<p>Teraz mogę tylko czekać. Czekać na odpowiednią okazję, żebym mógł zaatakować&#8230;</p>
<p><em>&#8230;ale on, zupełnie, jak gdyby wyczytując moje intencje, unieruchamia obie moje dłonie swoimi.</em></p>
<p>Kiedy tylko splata nasze palce, wbijam w jego skórę paznokcie, na co on reaguje głośnym syknięciem.</p>
<p>&#8211; Przestań.</p>
<p>&#8211; Nie.</p>
<p>Jeden rozkaz wydobywa się z moich ust, i jedyne, co uzyskuję, to pojedyncza, jakże krótka odpowiedź.</p>
<p>Patrzy mi się w oczy; doskonale w nich widzę, że on nie żartuje. Nie ma zamiaru przestawać.</p>
<p>Dlaczego dzień dobroci dla zwierząt zawsze musi obrócić się przeciwko mnie?</p>
<p>Czternasty luty. Zbliża się zapewne północ, ale że nie wiem, ile czasu szliśmy przez las, nie jestem w stanie podać dokładnej godziny. Może to już nawet koniec Walentynek.</p>
<p>Najwyraźniej nie dla mnie.</p>
<p>Tym razem trzymając mnie za nadgarstki, używając tej swojej nieludzkiej siły; <em>może i też nie jestem człowiekiem, ale nie aż tak, nie tak;</em> wciąż całuje moje wargi. Zupełnie, jak gdyby był spragniony.</p>
<p><em>Zdesperowany.</em></p>
<p>Mam ochotę uśmiać się na samą tę myśl.</p>
<p><em>Niemożliwe. </em>Jak gdyby jeszcze takie emocje&#8230; jak gdyby jeszcze był w stanie odczuć takie emocje.</p>
<p>Jego język gładzi moje zęby, lecz unika kłów. Wciąż nie otwieram przed ust, ale on zdaje się być cierpliwy. <em>Niemy rozkaz.</em></p>
<p>Chce, żebym otworzył usta, pozwolił mu wkroczyć do mojego podniebienia dobrowolnie&#8230; a czując to powoli zbierające się w podbrzuszu ciepło, nabieram wątpliwości, czy aby na pewno tak bardzo wciąż chcę zaprotestować.</p>
<p>To na pewno nie jest żaden okrutny żart; tego mogę być pewien. Żaden wampir nie byłby w stanie ukrywać tak długo swojej obecności, a jego oczy są tak bardzo jego, ale jednocześnie tak bardzo poważne; zupełnie, jak gdyby momentami chciał mnie nimi uspokoić.</p>
<p>Wciąż mam wiele pytań. Wciąż&#8230; wciąż nie rozumiem, skąd pochodzą te wszystkie jego gesty; skąd ja, w tej, najwyraźniej jego sypialni; skąd te pudełka z czekoladkami, i dlaczego są tu, zupełnie, jak gdyby były <em>dla mnie</em>&#8230; skąd się biorą te wszystkie mieszające się w jego oczach emocje?</p>
<p>Mam tyle pytań, a jednak z jego językiem wciąż proszącym o wstęp do moich ust&#8230; na razie obędzie się bez odpowiedzi.</p>
<p>Udzielam mu dostępu, ale za zapłatą.</p>
<p>Otwierając wargi, wykorzystując jego chwilę nieuwagi; kłem zahaczam o jego język. <em>Jęk; nie wiem nawet, który z nas wydobył z siebie ten odgłos.</em></p>
<p>Wiem, że już po chwili opieram się dłońmi o jego klatkę piersiową, niemalże na nim siedząc; jego długie palce zaciśnięte na moich biodrach, nasze języki we wspólnym tańcu.</p>
<p>Smak, którego mimo minionego czasu nie byłem w stanie zapomnieć. <em>Żadne tabletki nigdy nie będą się z tym równać.</em></p>
<p>Własnym kłem zahacza również o mój język; ignoruję tę sekundową iskierkę bólu, skupiając się na tej przyjemności; przyjemności, która płynęła z naszej mieszających się w ustach krwi.</p>
<p><em>Wygląda na to, że tegorocznych Walentynek nie spędzę sam.</em></p>
<p>Już pewny, że go nie odtrącę; jedną dłonią sięga w stronę mojej koszuli. Nie pozwala mi jej rozpiąć, sam też jej nie rozpina; <em>zbyt niecierpliwy.</em></p>
<p>On, wielki przywódca klanu Kuran; wielki <em>Kaname-sama,</em> zawsze tak bardzo opanowany; nagle zbyt niecierpliwy, żeby rozpiąć koszulę.</p>
<p>Uśmiechnąłbym się na tę myśl, gdyby nie fakt, że jego język nie opuszcza mojego ani na sekundę, a samo moje ciało zadrżało, gdy tyle skóry zetknęło się z chłodnym powietrzem.</p>
<p>Strzępki koszuli wylądowały na podłodze, zaraz obok kilkunastu z opakowań z czekoladą, które nie zmieściły się już na łóżku; nieprzyjemny odgłos co chwila zgniatanych kartonów i plastików zszedł na drugi plan, kiedy to naparł na mnie jeszcze mocniej.</p>
<p>Wiem, że powinienem był go odepchnąć z całej siły już w momencie, w którym tylko przekroczyliśmy próg do sypialni, a on się do mnie zbliżył. Że powinienem był <em>spróbować</em> chociaż uciec, zaatakować go, albo przynajmniej przekonać słowami; nawet jeżeli mogłoby to nie zadziałać&#8230;</p>
<p>Powinienem był chociaż spróbować.</p>
<p>Więc dlaczego, nawet doskonale wiedząc, dokąd prowadzi cały ten akt&#8230; dlaczego wciąż nie mogę nawet znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, żeby wysłowić na głos te wszystkie moje obawy?</p>
<p>Sięga po moje spodnie, a ja, wyjątkowo, bez żadnej walki, pozwalam mu zdjąć ze mnie zarówno je, jak i ostatni element garderoby okrywający moje ciało.</p>
<p><i>Ignoruję fakt, że jestem kompletnie nagi, kompletnie obnażony przed tak potężnym wampirem.</i></p>
<p>Przerywa nasz, nasz kontakt ust; krew skapuje mu po brodzie, a ja ledwo powstrzymuję się, żeby jej nie zlizać.</p>
<p>Nawet nie wiem, czyja to krew. <em>Jej zapach jest wciąż tak samo odurzający.</em></p>
<p>On sam niecierpliwie zrywa z siebie własną, czarną koszulę, tym samym ukazując silny, wyrzeźbiony tors.</p>
<p>Cholerna, czysto krwista pijawka&#8230; Żeby tylko to było w stanie doprowadzić mnie do takiego gorąca; sam widok.</p>
<p>Nim zdążę się nawet zastanowić nad tym, co robię, moje dłonie już obie znajdują się na jego klatce piersiowej. Nie mam nawet wystarczająco trzeźwości w sobie, żeby skarcić się w myślach za moje akcje; zamiast tego skupiam się na uczuciu tych silnie zarysowanych mięśni pod palcami, tej gładkiej, tak bladej, wydawałoby się, że wręcz <em>martwej</em> skóry&#8230;</p>
<p>Nie mogę powstrzymać tej przyjemności, tego gorąca, które to działanie mi przynosi.</p>
<p>Jedyne, co jeszcze mogę zrobić, to zignorować zawadiacki, pełen pewności siebie i zadowolenia uśmiech, który zagościł na jego twarzy.</p>
<p>Krew skapnęła z jego warg, na obojczyk; tym razem jednak bez wahania pochylam się, by móc ją zlizać.</p>
<p>Dlaczego już tylko ta jedna kropla jest w stanie rozpalić we mnie ogień? Dlaczego&#8230; dlaczego sam ten widok, jego, przede mną, wystarczy, żeby zniknęło we mnie wszelkie poczucie, wszelka <em>chęć</em> ucieczki?</p>
<p>Znowu naparł na moje wargi, ale i tym razem nie walczyłem z nim. I tym razem przez myśl nie przeszło mi, by chociaż spróbować odgryźć mu język; chociaż dobrze wiem, że ten zregenerowałby się w przeciągu kilku chwil.</p>
<p>Po chwili odrywa się ode mnie, zupełnie, jak gdyby sobie o czymś przypomniał. Na moment jego oczy rozszerzyły się, gdy najwyraźniej dopiero teraz sam uświadomił sobie, w jakiej dokładnie pozycji oboje się znaleźliśmy.</p>
<p>Zupełnie, jak gdyby w ogóle nie spodziewał się, że nie tylko będę poniekąd <em>uległy</em>&#8230; ale że również odwzajemnię tego rodzaju pieszczotę.</p>
<p>Podąża wzrokiem po moim ciele&#8230; na co, ponownie, mimowolnie zadrżałem.</p>
<p>Ogień w jego oczach; doskonale wiem, jak nazywa się ta teraz tak dobrze widoczna emocja. <em>Pożądanie.</em></p>
<p>Moje oczy zapewne płoną tak samo.</p>
<p>Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jestem przed nim nagi; w każdym tego słowa znaczeniu. Bez ubrań; strzępki koszuli na podłodze, którymi nawet nie planuję się teraz zainteresować. Bez broni; Krwawa Róża, również zapewne gdzieś na ziemi, daleko za zasięgiem mojej dłoni. Bez wszelkich skrupułów; jestem nagi, a jednak pozwalam mu się oglądać. Nie krępuję się tym jego spojrzeniem, wręcz przeciwnie; odchylam nieco do tyłu głowę, rozszerzam nogi. <em>Pozwalam mu patrzeć ile tylko zapragnie.</em></p>
<p>To zdaje się go wybudzić z tego słodkiego otępienia, w którym oboje tkwiliśmy do tej pory; jego oczy przez chwilę przyćmiła ta obecna z wcześniej złość&#8230; a ja mogłem tylko obserwować go, oczami pełnymi niezrozumienia, kiedy to sięgnął po pierwsze lepsze pudełko z brzegu.</p>
<p>Wyciągnął je przed siebie, bym i ja mógł obserwować dokładnie, co robi.</p>
<p>Zerwał sreberko, odrzucił je gdzieś do tyłu&#8230; <em>a następnie wepchnął mi słodycz do ust.</em></p>
<p>I dlaczego nagle utraciłem zdolność poruszania obydwoma dłońmi?</p>
<p><strong>!</strong></p>
<p>Słodkie, cholernie słodkie&#8230;</p>
<p><em>&#8230;za słodkie!</em></p>
<p>Próbuję go nawet <em>ugryźć,</em> ale on ignorując wszelkie moje protesty, wpycha mi słodycz do warg; ta rozpływa mi się w ustach, jednocześnie napawając obrzydzeniem; palce poruszają się wewnątrz, nie pozwalając wypluć.</p>
<p>Drugą dłonią już sięgał po kolejną, a ja od razu zacząłem lekko panikować.</p>
<p>&#8230;dlaczego drań musiał mi jeszcze tą swoją zasraną magią unieruchomić dłonie?! Mało mu tych wszystkich przewag, które i tak ma w obecnej sytuacji nade mną?</p>
<p>&#8211; Nienawidzę&#8230; pfuah&#8230; &#8211; zagarnął kolejny kawałek, ignorując to, że próbowałem się wysłowić. Dołączył go obok poprzedniego, który zmuszony byłem w końcu połknąć; ślina spływała mi po brodzie; wciąż bawi się moim językiem. &#8211; &#8230;słodycz&#8230; p-przestań&#8230; ngh&#8230;</p>
<p>&#8211; Wiem, Kiryuu-kun&#8230; wiem&#8230;</p>
<p>&#8230;to dlaczego wpychasz mi jej jeszcze więcej do ust?!</p>
<p>Lekko zawstydzone, i jakże wymuszone łzy zebrały mi się w kącikach oczu; nie byłem w stanie jednak ich powstrzymać, kiedy to Kuran wciąż uparcie karmił mnie tą przeklętą słodyczą, rozpychając niemiłosiernie usta.</p>
<p><em>Dlaczego on w ogóle to robi?</em></p>
<p>Skupiłem się na jego spojrzeniu, próbując odszukać w nim jakiejkolwiek odpowiedzi.</p>
<p>Uzyskałem tylko kolejną dawkę irytacji, gdy w tych jego brązowych talerzach wciąż dojrzałem złość, jednak tym razem zmieszaną w większości z <em>rozbawieniem</em>. Na jego twarzy zakwitł uśmiech; zupełnie, jak gdyby mnie tym prowokował, uśmieszek dziecka, które dostało nową zabawkę. Spojrzenie, które próbuje zachęcić mnie do działania.</p>
<p><em>Już ja mu&#8230;!</em></p>
<p>Nie zdążyłem jednak zacisnąć z całych sił na jego palcach moich kłów.</p>
<p>Uwolnił mnie z tego wcześniejszego uścisku&#8230; już dobrze znam to spojrzenie.</p>
<p>Lekki uśmiech na ustach, ale w jego oczach kryje się nie tylko rozbawienie; wciąż jest ta złość. Złość, skierowana na mnie. Złość, której kompletnie nie rozumiem&#8230; czym dokładnie ,,zasłużyłem&#8221; na tego typu oczy?</p>
<p>I dlaczego, znowu, zamiast dać mi jakieś odpowiedzi, robi ze mną co tylko chce?</p>
<p>Chwytając mnie za wciąż unieruchomione magią<em> (dlaczego nie mogę, nawet jako Łowca, przełamać tego przeklętego zaklęcia?)</em> ramiona, zrzucił mnie na ziemię, na kolana, a sam stanął przede mną.</p>
<p><em>Znalazł się nietoperzy pan i władca.</em></p>
<p>&#8211; Jak mnie ugryziesz, to obiecuję ci, że zaniosę cię do głównego pokoju Nocnej Klasy i wypieprzę na tamtym stole. &#8211; zadrżałem, <i>dlaczego zadrżałem na jego słowa? </i>To przecież nie jest tak, że się go w jakimkolwiek stopniu boję! &#8211; &#8230;chociaż Aidou to by się akurat na to ucieszył.</p>
<p>&#8230;huh? O czym on&#8230;</p>
<p><em>&#8230;!</em></p>
<p>&#8211; Mpgh?!</p>
<p>&#8211; Nie smakuje ci, Kiyuu-kun? Może chcesz jeszcze kawałek czekolady? Zobacz, ta jest gorzka&#8230;</p>
<p><em>Ta cholerna&#8230; pijawka&#8230;!</em></p>
<p>&#8211; Przes&#8230; ngh&#8230; pfuh&#8230; ań&#8230; mgh&#8230;!</p>
<p>On&#8230; do moich ust&#8230;</p>
<p>&#8230;jak bardzo <i>popierdolony </i>może być jeden wampir?!</p>
<p>Dobrze wiedziałem, że mu nie po kolei w głowie&#8230; <em>ale aż tak?!</em></p>
<p>Nie usłyszałem nawet wcześniej, jak rozpiął pas od spodni&#8230;</p>
<p>&#8230;ale teraz wpycha mi swoje przyrodzenie do ust.</p>
<p>Duży, jest&#8230; za duży, nie mieści mi się w pełni w ustach, ale on&#8230; on ignoruje wszelkie moje protesty.</p>
<p>Ten&#8230; ten zboczony komar jeszcze wepchnął mi też obok kawałek czekolady do ust&#8230;</p>
<p>&#8230;i robi mi to ch&#8230; gówno różnicy, że ta jest gorzka! Nie zmienia to faktu, że jest wciąż zdecydowanie za słodka!</p>
<p>Zmieszana z jego naturalnym smakiem&#8230; boże, w tym tempie sam zamienię się w zboczeńca&#8230; <em>dlaczego zaczyna mnie to podniecać?</em></p>
<p>Skierowałem swoje spojrzenie w górę, niemalże nie przestając ruchu głową na ten widok.</p>
<p>Przymrużone oczy, lekko rozchylone usta, i jeszcze&#8230; i jeszcze się rumieni&#8230; chociaż dobrze wiem, że sam jestem cały czerwony; czuję to ciepło zażenowania na niemalże całej powierzchni mego ciała.</p>
<p>Sprawiam mu tym przyjemność, dużo przyjemności. I co z tego, że mnie do tego zmusił&#8230; co z tego, że to Kuran; przywódca wampirów, mój <em>wróg</em>&#8230; co z tego, że moja najlepsza przyjaciółka żywi do niego uczucia&#8230; co z tego, skoro wciąż odczuwam to cholerne pragnienie, by sprawić mu całym sobą jak najwięcej przyjemności, ile to tylko możliwe?</p>
<p><em>Brzydzę się samym sobą. </em>Brzydzę się, a jednak&#8230; a jednak już po chwili zaczynam ruszać językiem wokół główki jego penisa.</p>
<p>Rozszerzył oczy w zdziwieniu; zaprzestał wszelkiego ruchu bioder.</p>
<p>Pozwolił mi nie tylko na oddech; oddał mi kontrolę, żebym teraz mógł go zaspokoić swoim rytmem.</p>
<p>Ciche, zażenowane jęknięcie zamknęło się wokół niego w mych ustach, kiedy próbowałem zwrócić jego uwagę na moje nieruchome dłonie.</p>
<p>Nie spodziewałem się, że mi zaufa. Nie spodziewałem się tego, że cofnie zaklęcie.</p>
<p>Kiedy tylko odzyskałem władzę w dłoniach, moim pierwszym instynktem było uciec. Zadrapać go, sięgnąć po broń, uciec.</p>
<p><i>Ale tylko przez pierwszą sekundę.</i></p>
<p>Dziś&#8230; dziś zrobię kolejny wyjątek. Wyjątek, i poddam&#8230; poddam się do końca temu uczuciu, temu pragnieniu, temu pożądaniu.</p>
<p>Nawet jeżeli jest to z moim największym wrogiem&#8230; chociaż może to jest właśnie powód, dla którego wywołuje to u mnie tyle przyjemności? To, jak bardzo jest to zakazane?</p>
<p><em>I po raz kolejny tego dnia wmówię sobie, że to już ostatni raz, kiedy robię dzisiaj jakiś wyjątek.</em></p>
<p>Jedna moja dłoń na jego biodrze, druga na jego dużym przyrodzeniu. Dlaczego myślenie już tylko o tym, jak bardzo nie mieści mi się w dłoni, jest w stanie jeszcze bardziej mnie rozgrzać?</p>
<p><em>Naprawdę&#8230; naprawdę coś ze mną jest nie tak.</em></p>
<p>Zamiast dalej o tym rozmyślać, zaczynam ponownie ruszać głową, momentami pojękując wokół jego narządu. <em>Jak to możliwe, że coś takiego sprawia przyjemność nam obu?</em></p>
<p>Jego dłonie zaciskają się na moich włosach; nie narzuca jednak tempa. Zamiast tego zaczyna masować mi kark&#8230; <em>a ja niemalże natychmiastowo zareagowałem, głośniej jęcząc.</em></p>
<p>Przyjemne, a jednak&#8230; a jednak sam chcę już więcej&#8230;</p>
<p><em>&#8230;we mnie&#8230;</em></p>
<p>&#8230;tylko dziś, tylko dziś; nigdy wcześniej nie pozwoliłem sobie na tego typu emocje, na bycie tak bardzo&#8230;<em> tak bardzo brudnym&#8230; </em>ale i tak jesteśmy już oboje w czekoladzie, we krwi; jeszcze jedna substancja nie zrobi nam już żadnej różnicy.</p>
<p>Nim w pełni zdałem sobie sprawę z tego, co robię; zmieniłem nieco moją obecną pozycję, starając się wypchnąć nieco bardziej w górę mój tył.</p>
<p>Tak brudne, tak brudne zachowanie&#8230; a jednak nie mogę już tego powstrzymać, chcę więcej, chcę&#8230; <em>Tak dużo dzisiaj chcę.</em></p>
<p>On to zauważa. Pochyla się do przodu, jedną dłonią mocno zaciska wokół mojego pośladka, na co obdarowałem go jeszcze głośniejszym odgłosem. Czemu samo to było tak złe, a jednak tak dobre?</p>
<p>Powstrzymuje mnie jednak od kontynuowania działań na jego członku; chwyta mnie za włosy, odrywając od niego.</p>
<p>Chwilę patrzymy tak sobie w oczy; ze mną, przed nim, na kolanach, ze śliną i ciemną czekoladą skapującą po moim podbródku&#8230; i z nim, z tym spojrzeniem pełnym pożądania, z krwią wciąż w kąciku ust.</p>
<p>Nie sądziłem, nigdy nie sądziłem, że on, ze wszystkich istniejących istot, mógłby patrzeć na mnie takim wzrokiem.</p>
<p>On pragnie mnie teraz równie bardzo, co ja.</p>
<p><em>Nie mogłem się powstrzymać tym razem.</em></p>
<p>W przeciągu sekundy wstałem, a mój język znalazł się na jego podbródku, zlizując czerwone, zaschnięte już krople. Z uśmiechem zauważam, że nie jest to ani jego, ani moja krew.</p>
<p>To nasza, zmieszana ze sobą. <em>Dlaczego ten smak jest najcudowniejszym, jaki kiedykolwiek wcześniej zaznałem?</em></p>
<p>Zupełnie, jak gdyby jednocześnie chciał mnie skarcić, przeniósł swoje usta na moje; tym razem niemalże od razu, instynktownie, ponownie otworzyliśmy małe ranki na naszych językach.</p>
<p><em>Też mu się to podoba.</em></p>
<p>&#8230;z resztą, czy to w ogóle możliwe, żeby coś tak brudnego nie było jednocześnie jakże podniecające?</p>
<p>Jego dłoń ponownie znalazła się na moim pośladku; zupełnie, jak gdyby chciał mi ponownie oznajmić, jakie ma dalsze zamiary. <em>Podoba mi się to.</em></p>
<p>Zrzuca mnie ponownie na łóżko, ale i tym razem nie walczę. Tym razem, tym razem <em>wyjątkowo </em>w pełni mu ulegam; ulegam, pozwalam mu wspiąć się nade mną.</p>
<p>Wplatam dłonie w jego włosy, gdy znowu złącza nasze wargi; z cichym westchnieniem zauważam, że jego brązowe kosmyki są niesamowicie miękkie. <em>Przyjemne w dotyku.</em></p>
<p>Jestem już nagi; zdarł w końcu ze mnie wcześniej całe ubranie; i całą powierzchnią ciała przylegam do przyjemnie zimnego materiału pode mną.</p>
<p>Rozchyla moje nogi, a ja ponownie zadrżałem na dotyk jego dłoni tak blisko źródła tego płomienia.</p>
<p>Obserwuje mnie, patrzy się na mnie, tak uważnie; zupełnie, jak gdyby chciał utrwalić ten obraz w swojej pamięci.</p>
<p>Jego język atakuje nagle moje ucho, i tym razem wydaję z siebie głośne westchnienie. <em>Czuły punkt, ale nie mam zamiaru tego ukrywać. </em>Zaufam mu; nawet, jeżeli to zaufanie ograniczy się tylko i wyłącznie do tego pomieszczenia, do tego łóżka.</p>
<p>Zjeżdża językiem niżej.</p>
<p>Powstrzymuję się, żeby nie odtrącić od razu jego głowy, gdy znajduję się tak blisko tatuażu. Z<em>łe wspomnienia, złe; nie chcę, nie chcę, nie chcę, żeby się tam zbliżał&#8230;</em></p>
<p>&#8230;ale on to zauważa, zauważa mój dyskomfort.</p>
<p>Zamiast tego jego wyjątkowo ciepłe wargi zamykają się wokół mojego sutka, a ja głośnym jękiem oznajmiam mu, jak bardzo mi się to podoba.</p>
<p>Na zmianę liże, przygryza lekko, ale nie wystarczająco, żeby wydobyć krew&#8230;</p>
<p><em>&#8230;podoba mi się, podoba&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;ale wciąż, wciąż chcę więcej&#8230;</em></p>
<p>&#8211; &#8230;we mnie&#8230;</p>
<p>Wyszeptałem te słowa, ale wiem, że mnie usłyszał.</p>
<p><em>&#8230;!</em></p>
<p>Zupełnie, jak gdyby chciał mnie skarcić, ugryzł mnie, mocno.</p>
<p>Fuknąłem tylko, gdy mój wzrok padł na odciśnięcie jego zębów w tym miejscu. <em>Nie wiem, czy udałoby mi się to komukolwiek wyjaśnić, gdyby ktoś to zobaczył.</em></p>
<p>&#8211; Kuran, do cholery jasnej&#8230;</p>
<p>&#8211; Zamknij się.</p>
<p>Na jego słowa wzbiera we mnie jeszcze większa chęć, by się odezwać&#8230; ale on znajduje jednym palcem moje wejście, skutecznie mnie uciszając.</p>
<p>Nie wchodzi jednak we mnie. Czeka. <em>Prowokuje.</em></p>
<p>&#8230;on chyba nie sądzi, że będę go o cokolwiek błagać?</p>
<p>A jednak kiedy jego palec tylko lekko zahacza o te miejsce&#8230;</p>
<p><em>&#8230;nie ma mowy, żebym tak po prostu się na to zgodził.<br />
</em></p>
<p>Po moim trupie, żebym musiał o cokolwiek błagać wampira. <em>Skoro tak chce się w to bawić&#8230;</em></p>
<p>Wkładam własne palce do ust, zaczynam nanosić na nie ślinę, dokładnie je oblizując. Wiem, doskonale wiem, że on na mnie teraz patrzy; wiem, <em>jak </em>się teraz na mnie patrzy.</p>
<p><em>Dla efektu</em> przymykam jeszcze oczy, delikatnie jęcząc, kiedy to bawię się swoimi palcami.</p>
<p>Jego oddech robi się nieco płytszy, a ja mam tę pewność; wygrywam.</p>
<p>Powstrzymuję uśmiech, który niemalże wdarł mi się na wargi.</p>
<p>Wiedząc<em> doskonale</em>, że on wciąż mnie obserwuje&#8230; wyjąłem z ust palce, by następnie zacząć kierować je coraz niżej. Po szyi<i> (do której nie mógł się zbliżyć)</i>, po tych wszystkich prezentach od niego <i>(oznaczeniach, lekkich ugryzieniach),</i> po własnym przyrodzeniu; zbieram resztki przezroczystych kropelek świadczących o podnieceniu z główki&#8230; by ostatecznie skierować je do swojego wejścia. Ślad mojej śliny na moim ciele, pożerany przez niego łakomym wzrokiem.</p>
<p>To zdawało się go wybudzić z tego transu.</p>
<p>&#8211; Więcej.</p>
<p>Tym razem to on wypowiedział te słowa; spojrzałem przez chwilę na niego w niezrozumieniu&#8230; a on chwycił moje uda, by je wyżej unieść, tym samym dając mu więcej miejsca.</p>
<p><em>Teraz&#8230; teraz wszystko widzi. </em>Pierwszy raz czuję się tak bardzo wyeksponowany.</p>
<p>Spotyka moje spojrzenie; zupełnie, jak gdyby rzucał mi wyzwanie.</p>
<p>Przyjmuję je; mimo tej jakże niezręcznej pozycji, odnajduję dłonią swoje wejście&#8230; <em>zaciskam jeszcze tylko zęby, zamykam powieki. </em>Zaczynam się tam dotykać, zaczynając od jednego palca, powoli.</p>
<p>Dlaczego, dlaczego myśl, że on mnie tak uważnie obserwuje&#8230; <em>dlaczego mnie to tak bardzo mnie nakręca, jeszcze bardziej mnie podnieca?</em></p>
<p>&#8211; &#8230;robiłeś to już wcześniej.</p>
<p><em>Co ty nie powiesz, Sherlock&#8230; </em>chyba nie sądził, że ja, ze swoim wyglądem, nie spróbowałbym i w ten sposób? Robienie tego z dziewczyną to za dużo zachodu, i zawsze istnieje jednak jakieś upierdliwe ryzyko&#8230; i nie powiem, w ten sposób; jest&#8230; jest to czasem naprawdę o wiele bardziej przyjemne; przynajmniej na sekundę oddanie kontroli, oddanie się czyjemuś dotykowi&#8230; ale nie, żebym musiał mu cokolwiek tłumaczyć, zwłaszcza teraz.</p>
<p>Odpowiedział mi tylko ciszą; w jego oczach jednak ponownie wróciła swego rodzaju irytacja, której nie byłem w stanie zrozumieć źródła. <em>I dlaczego kieruje ją na mnie?</em></p>
<p>Co takiego tym razem&#8230;</p>
<p>&#8211; AGH~!</p>
<p><strong>!</strong></p>
<p><em>&#8230;cholera, nie wierzę&#8230;!</em></p>
<p>&#8230;ja jęknąłem!</p>
<p>Wcześniej&#8230; wcześniej to były bardziej lekkie westchnienia, ale to&#8230; I to&#8230; i to jeszcze tak głośno&#8230; niemalże na granicy z krzykiem&#8230; ale dlaczego on&#8230;!</p>
<p>&#8211; Kh&#8230; a-ach&#8230; ngh&#8230; K-Kuran, przes&#8230;</p>
<p>&#8211; Chyba mi nie powiesz, że nie zniesiesz czegoś takiego, Kiryuu-kun?</p>
<p>Ugryzł mnie&#8230;<em> ugryzł mnie w udo&#8230;! </em>Jakby&#8230; w szyję, w ramię, to jeszcze mógłbym to jakoś wytłumaczyć Yuki, gdyby ta coś zobaczyła, że był to atak E, czy coś, ten na klatce piersiowej również, ale&#8230; <em>ale tutaj?</em></p>
<p>Automatycznie własne palce<i> (trzy)</i> opuściły moje wnętrze, a sam zacisnąłem obie dłonie na jego włosach, niemalże złośliwie wcierając w jego kosmyki zebrane wcześniej nasienie. Zupełnie, jak gdybym chciał go ukarać za to, co zrobił.</p>
<p><em>Szkoda, że tego nie zauważył&#8230;</em></p>
<p>!</p>
<p>Zaczął lizać to miejsce, momentami<em> przypadkowo</em> zahaczając kłem o te ugryzienie. <em>Do cholery, dlaczego zamiast odczuwać tylko ból, podnieciło mnie to jeszcze bardziej?</em></p>
<p>On jednak nie przestał. Zamiast tego wrócił zębami do tej ranki, i zaczął delikatnie sączyć stamtąd moją krew&#8230; a jego druga dłoń zjechała między moje pośladki, zapewne ponownie zostawiając za sobą ślad, tym razem ironicznie białej czekolady; jak gdyby uważał, że będzie w stanie ukryć ją w innych substancjach naszych ciał, całe opakowanie z jasnymi bombonierkami obok niego.</p>
<p><em>A tak, to mam&#8230; mam dość złe przeczucia. </em>Kiedy on sięgnął po tę czekoladę? I<em> dlaczego zdaje się mieć na tym punkcie tak wielką obsesję?</em></p>
<p>Poczułem jeszcze tylko przez chwilę ciepło na swoim przyrodzeniu&#8230; i uświadomiłem sobie, że użył swej magi, by roztopić ów czekoladę.</p>
<p><em>Jak bardzo zboczony może się jeszcze okazać?</em></p>
<p>I jak&#8230; jak coś tak bardzo brudnego; sprzątanie tego z pewnością będzie upierdliwe, chociaż nie, żeby mnie to specjalnie ruszało, bo nie mam zamiaru się za to zabierać, ale&#8230; <em>ale jak coś tak nieodpowiedniego, może być jednocześnie tak dobre?</em></p>
<p>Tym razem jednak mnie już nie szczędził; nie, żeby zrobił to kiedykolwiek wcześniej. Zanim w pełni zastanowiłem się, po co mu była ta czekolada&#8230;</p>
<p><strong>!</strong></p>
<p><em>KURWA, TERAZ TO JUŻ PRZESADZIŁ&#8230;!</em></p>
<p>&#8211; Kuran, masz natych&#8230; miast&#8230; NAGH! P-przestań, do choler&#8230; mhh~! A-a&#8230; a-ach&#8230; n-ngh&#8230;</p>
<p>Włożył&#8230; we mnie&#8230; kawałek tej białej czekolady&#8230;!</p>
<p><em>Jak&#8230; jak bardzo nie po kolei w głowie? </em><em>Uderzył się, czy co?!</em></p>
<p>I dlaczego nie mam w sobie więcej siły, by zaprotestować bardziej, niż tylko przez zaciśnięcie dłoni na jego włosach?</p>
<p>&#8211; Coś nie tak, Kiryuu-kun?</p>
<p><em>Pierdolona gnida, królowa komarów, dlaczego jeszcze mnie&#8230; ngh&#8230; prowokuje w tej sytuacji?</em></p>
<p>!</p>
<p><em>N-nie&#8230; n-nie wierzę&#8230;</em></p>
<p>Silnie zadrżałem, a sam mogłem rozszerzyć tylko oczy&#8230; kiedy to jego język zatopił się w moim wnętrzu. <em>Tak&#8230; tak brudne&#8230;!</em></p>
<p>&#8211; H-hej, t-to jest&#8230;</p>
<p>&#8211; Jakie, Kiryuu-kun? Przyjemne? Cudowne? Powiedz to&#8230;</p>
<p>Nie ma mowy&#8230;</p>
<p><em>&#8230;żebym przyznał coś takiego na głos&#8230;!</em></p>
<p>A jednak on zdaje się nie potrzebować tego potwierdzenia. Zamiast tego ponownie wraca językiem do mojego wejścia&#8230; a ja sam roztapiam się pod tym uczuciem.</p>
<p>Nie sądziłem&#8230; nie sądziłem, że coś takiego może być&#8230; aż tak dobre&#8230;</p>
<p><em>Cholerny drań&#8230; </em>Zdaje się przepełniony pewnością siebie; nie potrzebuje już najwyraźniej nawet słownego potwierdzenia z mojej strony.</p>
<p><em>Chociaż to, jak bardzo drżą mi uda, i jak cicho pojękuje, może być równie dobrze uznane za odpowiedź.</em></p>
<p>&#8211; Słodkie&#8230;</p>
<p><em>Dupek&#8230;</em></p>
<p>W momencie, w którym opuścił mnie językiem, mentalnie się skarciłem, kiedy od razu zacząłem zdawać się wręcz&#8230; tęsknić za tym mokrym, <em>tak brudnym</em> uczuciem. Z każdą następną sekundą spędzoną w tym pomieszczeniu, robię się coraz to bardziej, i bardziej zepsuty.</p>
<p><em>Nie pozostawił mnie jednak ,,osamotnionego&#8221; na długo. </em>Nie minęła kolejna minuta, a jego język został zastąpiony przez palce; za lubrykant, i tym razem biała, dziwnie płynna czekolada. Jej zapach roznosił się już od dłuższego czasu w powietrzu&#8230; <em>zmieszany z zapachem naszej krwi.</em></p>
<p>Podnieca nas jeszcze bardziej&#8230; i jakoś tak nagle nie odczuwam aż tak wielkiej nienawiści do słodyczy.</p>
<p>On wciąż nie zaprzestaje gwałtownych ruchów palcami w moim wnętrzu. <em>Wydaje się niemalże niecierpliwy.</em></p>
<p>Wciąż raz na jakiś czas zahaczając językiem o delikatną skórę wewnętrznej strony moich ud; dłonią specjalnie unikając tego miejsca w mym wnętrzu, zaczął poruszać we mnie już dwoma palcami; zadrżałem, gdy uświadomiłem sobie, że były to palce dwóch różnych rąk, którymi raz na jakiś czas rozwierał pośladki.</p>
<p>&#8211; Mgh&#8230; a-ach&#8230;</p>
<p>Jeszcze&#8230; włożył we mnie jeszcze jeden, dość spory kawałek niepodtopionej, białej bombonierki; zahacza o moje brzegi. Musi użyć nieco więcej siły, by móc zmieścić ją całą&#8230; do cholerny, dlaczego i tym razem nie mogę w sobie znaleźć cząsteczki, która by zaprzeczyła, jak bardzo zaczyna mi się to podobać?</p>
<p>Czuję, jak się we mnie roztapia. Wiem, doskonale wiem, że o to mu chodziło; zwłaszcza z tym jego uśmiechem na ustach. Chce mnie zapełnić, jeszcze bardziej zapełnić.</p>
<p>W pewnej chwili czuję gorąc przy jednym z moich ud&#8230; i zauważam, jak swoim przyrodzeniem lekko się o mnie ociera. W pełni podniecony; lepka substancja spływa leniwie z główki.</p>
<p>Zadrżałem.</p>
<p>Już&#8230; już wcześniej, kiedy włożył mi to do ust przyuważyłem, jak bardzo&#8230; jak bardzo pokaźna jest jego męskość&#8230; ale zamiast strachu, który powinienem odczuwać w tej sytuacji, zadrżałem&#8230; <em>z podniecenia? W oczekiwaniu?<br />
</em></p>
<p>Zupełnie, jak gdyby całe moje ciało pragnęło mieć go w sobie, a umysł nie był w stanie znaleźć niczego, czym mógłby zaprotestować na to otępiające pragnienie.</p>
<p>Tylko dlatego nawet przez myśl mi nie przeszła możliwość, że mógłbym go teraz odepchnąć, że mógłbym mu teraz zaprzeczyć, że mógłbym z nim walczyć; wszystko, żeby ten poddał wszelkie plany związane z tym, co teraz&#8230; co teraz ma zamiar zrobić.</p>
<p>Mógłbym&#8230; <em>ale tego nie zrobię. </em>Sam&#8230; sam wciąż nie znam <em>w pełni</em> powodu&#8230; ale przynajmniej na razie zwalę winę na otępiającą jeszcze chwilę temu przyjemność i unoszący się w powietrzu zapach czekolady.</p>
<p>Mam wrażenie, że nie będę mógł się pozbyć tego słodkiego smaku i zapachu ze swojego ciała przynajmniej do końca tego roku, jeżeli nie aż do dnia, w którym umrę.</p>
<p>Po czymś, co wydawało się wiecznością, w końcu opuścił palcami moje wnętrze; biała ciecz skapująca stamtąd leniwie, oblizuje swoje palce, równie brudne.</p>
<p>Zadrżałem w oczekiwaniu, nagle wręcz <i>dziwnie</i> pusty. <em>Niech się pospieszy&#8230;</em></p>
<p>On jednak w pierwszej kolejności przewrócił mnie na brzuch.</p>
<p>W normalnej sytuacji&#8230; <i>albo przynajmniej w nieco bardziej normalnej; nie można tego w końcu nazwać normą&#8230; </i>gdyby nie ten unoszący się w powietrzu zapach krwi i czekolady, zapewne nie pozwoliłbym na tę pozycję. Zostawia mnie zbyt odsłoniętego, zbyt&#8230; zbyt zdanego na jego łaskę; nienawidzę, nienawidzę, kiedy ktoś ma nade mną tyle kontroli&#8230; a jednak tym razem mu na to pozwalam.</p>
<p><em>Kolejny wyjątek.</em></p>
<p>Naparł na moje wejście; kiedy to dłońmi gładzi moje boki, szepcząc słodkie nic do ucha, ja biorę głębokie oddechy, by móc rozluźnić się jak najbardziej to tylko możliwe.</p>
<p><em>Wcześniej niby się tym zachwycałem i tak dalej, ale tak teraz sobie myślę&#8230; dlaczego ten&#8230; </em><em>pierdolony komar&#8230; </em><em>jest tam tak wielki?</em></p>
<p>&#8211; Kugh&#8230;</p>
<p>Nie mogę powstrzymać kolejnych jęków, kiedy to nieco mocniej na mnie napiera.</p>
<p>Wciąż&#8230; wciąż nie jest we mnie cały&#8230; <em>do cholery, może i słyszałem, że czysto-krwiści są nieco bardziej&#8230; tam&#8230; </em><em>ale że aż tak?</em></p>
<p>&#8211; N&#8230; ngh&#8230;</p>
<p><em>Nie wierzę, nie wierzę, absolutnie nie wierzę, że z moich ust może wydobywać się tyle dźwięków, tak bardzo, bardzo brudnych.</em></p>
<p>Nigdy wcześniej nie było sytuacji, w której nie mógłbym tego kontrolować; wcześniej zawsze, zawsze wystarczyło, że zagryzłem zęby, zacisnąłem je na wargach, <em>ale teraz&#8230; </em>ale teraz, kiedy to przywarł do mnie całym ciałem, oplatając obydwoma dłońmi mój tors, z głową przywartą do mojego karku&#8230;</p>
<p>Oplata mnie całym sobą. Zupełnie, jak gdyby chciał mnie przed czymś&#8230; <em>ochronić?</em></p>
<p>Dobry żart. <em>Jedynym, przez którym powinien mnie ,,chronić&#8221; jest on sam.</em></p>
<p>Mija kilka kolejnych, bolesnych sekund&#8230; <em>nie, żebym kiedykolwiek przyznał przed kimś innym, niż ja sam, że odczuwam wszelki dyskomfort; nawet z tym jego rozmiarem&#8230; </em>a z jego ust wydobywa się ciche westchnienie.</p>
<p>Zastyga w bezruchu, cały usadowiony w moim wnętrzu; a ja sam się zastanawiam, jakim cudem nie ma ani śladu po tym, że mógłby mnie rozedrzeć wewnątrz; ani kropelki krwi.</p>
<p>Tylko biała czekolada. <em>Tak brudne, brudne&#8230;</em></p>
<p>Nie rusza się, wciąż mnie oplatując ramionami. Czeka na mnie; ostrożny, tak ostrożny&#8230; zupełnie, jak gdybym był czymś delikatnym, jak gdybym był dziewczyną&#8230; <em>zaczyna mnie tym powoli wkurzać. </em>Nie jestem do cholery jasnej ze szkła!</p>
<p>Zupełnie, jak gdybym chciał jeszcze bardziej udowodnić swoje rację, szarpnąłem go jedną dłonią za włosy, i przywarłem do jego warg, dominując, przynajmniej przez pierwszą chwilę, pocałunek. Plątanina naszych kłów i języków&#8230; <em>czy można to jeszcze nazwać pocałunkiem?</em></p>
<p>Kiedy porusza się lekko, eksperymentalnie, złośliwie zahaczam ostrym zębem o jego wargę, z której od razu wydobyło się kilka kropelek krwi. <em>Czy to normalne, że w tej sytuacji jej smak wydał mi się aż tak bardzo nieziemski?</em></p>
<p>On odwzajemnia kontakt, również ponownie otwierając małą rankę na moim podniebieniu. Nasza krew ponownie zmieszała się z wciąż obecnym posmakiem czekolady&#8230; <em>dlaczego, dlaczego znowu, podnieca mnie to jeszcze bardziej?</em></p>
<p>Jego ruchy wraz z tym nabrały pewności, precyzji.</p>
<p><strong>?!</strong></p>
<p>&#8211; ACH!</p>
<p>Jak&#8230; jakim cudem tak szybko&#8230; tak szybko znalazł <i>to</i> miejsce?</p>
<p>Ale on się tylko uśmiechnął, niczym w odpowiedzi; dobrze wiem, że się drań uśmiechnął, niemalże czułem ten wkurwiający uśmieszek przyciśnięty do mojego nagiego ramienia&#8230; a następnie unieruchomił jedną dłonią moje biodra, drugą zgarniając moje nadgarstki&#8230; i zaczął się we mnie poruszać.</p>
<p><em>Szybko.</em></p>
<p>Nie dał mi ani jednej sekundy na złapanie oddechu.</p>
<p>Nie mogłem nawet pomyśleć o tym, żeby spróbować jakoś powstrzymać głośne jęki i westchnienia, które opuszczały moje wargi.</p>
<p><em>Zbyt&#8230; zbyt dobrze&#8230;</em></p>
<p>&#8230;nie, żebym&#8230; żebym kiedykolwiek powiedział mu te słowa na głos, i tak ma wygórowane ego, ale i tak&#8230; ale i tak on zdawał się doskonale zdawać z tego sprawę; zwłaszcza, jeżeli ten uśmieszek na jego twarzy był efektem tej jego pewności siebie.</p>
<p>Tym razem jednak, zamiast mnie tym sprowokować&#8230; <em>powoduje to we mnie kolejną falę podniecenia.</em></p>
<p><em>Tak dobrze, dobrze, dobrze, a-ach, dobrze&#8230;</em></p>
<p>W pewnej chwili niemalże w pełni zaprzestał ruchu bioder, wysuwając się ze mnie niemalże całkowicie&#8230; by po chwili wejść we mnie jednym, szybkim ruchem, którym idealnie trafił w to jedno, cudowne miejsce.</p>
<p><em>Jakim cudem nie rozerwał mnie tym w pół? </em><em>Jakim cudem podnieciło mnie to jeszcze bardziej? </em>Jakim cudem zamiast zaspokoić to moich potrzeb, jeszcze bardziej rozpaliło we mnie płomień pragnienia?</p>
<p><em>&#8230;cholerna krwiopijka, drań, dupek, ludzka strzykawka, pierdolony komar&#8230;!</em></p>
<p>On&#8230; on to robi specjalnie&#8230;</p>
<p><em>&#8230;doskonale wiesz, jak ja bardzo tego&#8230;</em></p>
<p>&#8211; &#8230;uwielbiam, jak tak robisz&#8230; &#8211; wyszeptał, kiedy pod wpływem jego słów jeszcze mocniej zacisnąłem na nim swoje mięśnie.</p>
<p>&#8211; &#8230;choler&#8230; ach&#8230; na&#8230; ngh! &#8211; &#8230;<em>ach, to miejsce, we mnie, znowu, tak dobrze, dobrze&#8230;</em> &#8211; &#8230;pijawka&#8230;! Mgh&#8230;!</p>
<p>&#8211; &#8230;przypomnę ci, że też jesteś ,,pijawką&#8221;, Kiryuu-kun&#8230;</p>
<p>&#8211; &#8230;ale nie choler&#8230; phmh! &#8211; ponownie zapieczętował me wargi pocałunkiem, skutecznie mnie uciszając.</p>
<p>Ponownie pozwoliłem mu na chwilę przejąć kontrolę, pozwoliłem mu na zbadanie wnętrza moich ust.</p>
<p>Jego ruchy są szybkie, chaotyczne, precyzyjne, a ja ponownie zastanawiam się, jak&#8230; <em>dlaczego&#8230; </em><em>dlaczego jest mi tak przyjemnie?</em></p>
<p>Dlaczego, jakiejś części mnie, tak bardzo zachłannej części&#8230; <em>to wciąż jest za mało?</em></p>
<p>&#8211; &#8230;ęcej&#8230;</p>
<p>&#8230;nie wierzę, nie wierzę, że te słowo, ten skrawek słowa; że wyrwało się to z moich ust, <em>dlaczego, dlaczego?</em></p>
<p>On mnie usłyszał. Wiem, że ten<em> drań</em> mnie usłyszał, bo&#8230;</p>
<p>&#8211; &#8230;mówiłeś coś, Kiryuu-kun?</p>
<p><em>&#8230;zaprzestał wszelkiego ruchu.</em></p>
<p>Zawisł nade mną, we mnie, tak gorąco, tak gorąco&#8230; ale się nie ruszył.</p>
<p>Zastygł w moim wnętrzu, obejmując mój tors od tyłu swoimi ciepłymi.</p>
<p><em>On to robi specjalnie.</em></p>
<p>Drży, dobrze wiem, że drży, że sam jest podniecony, że sam&#8230; że sam długo tak, w bezruchu, nie wytrzyma&#8230;</p>
<p>&#8230;a jednak to moje ciało zapłonęło niesamowitym, niemożliwym do zahamowania pragnieniem, kiedy to tylko zaprzestał wszelkiego ruchu.</p>
<p><em>Cholerna, cholerna, cholerna, parszywa pijawka, drań, dupek, gnida, pierdolona gnida, ale też tak cholernie brudna, tak zła, a tak dobra w tym, co mi robi&#8230;</em></p>
<p>Jeżeli się teraz odezwę, to wpadnę w jego sidła. To przegram, przegram, a on wygra. <em>Nie dam mu tej satysfakcji, nie dam, nie dam&#8230;!</em></p>
<p>&#8230;ale on poruszył się nieco, tylko trochę; tak, że znalazł się dosłownie milimetry od tego miejsca, które sprawia mi tyle przyjemności.</p>
<p>On wie, dobrze wie, jaki to ma na mnie efekt&#8230; nie dam się, nie dam&#8230;!</p>
<p>Jeżeli&#8230; jeżeli to tak chce się bawić&#8230;</p>
<p><em>&#8230;to dwóch może grać w tę grę.</em></p>
<p>&#8211; Obróć mnie&#8230; obróć mnie na plecy. Chcę cię widzieć, <em>Kaname.</em></p>
<p><em>Ochhh tak, ten widok zszokowanych oczu&#8230; </em>może<em> próbować</em> go ukryć za tą maską obojętności, ale ja wiem lepiej. Może i wydawać mu się, że to on jest teraz panem sytuacji&#8230; ale mych ust nie opuściło&#8230; i nie opuści żadne żałosne ,,proszę&#8221;.</p>
<p>Żadne błaganie, które z całą pewnością pragnął wydobyć zza moich warg. <em>Nie dam mu tej satysfakcji.<br />
</em></p>
<p>Zamiast tego ukryty za seksualną wręcz prośbą<em>; w rzeczywistości rozkaz. </em></p>
<p>Posłuchał się mnie bez zbędnych słów i uwag; nie osamatniając mojego wnętrza na długo, na co głośno westchnąłem.</p>
<p>Nie opuszcza mnie wzrokiem ani na sekundę. Cały czas mnie obserwuje, nie przestaje patrzeć. Widzi tylko mnie. <i>Czy to normalne, że podoba mi się tego typu personalna uwaga z jego strony?</i></p>
<p>Zanim odzyska rezon i znowu zacznie mnie drażnić, zacząłem wcielać w życie plan, który mi się ułożył w głowie.</p>
<p>Kto powiedział, że grając w tę grę, muszę grać<em> czysto? </em>Sięgam po jedną z leżących obok nas czekoladek&#8230;</p>
<p>&#8230;z uśmiechem zauważając, że ta owinięta jest w niebieskie sreberko i ma równie niebieską, niezdarnie zawiniętą kokardkę,<em> i to wcale nie był przypadek, że wybrałem akurat tę;</em><i> ale on nie musi być tego świadom&#8230;</i></p>
<p>&#8230;a następnie rozdzieram opakowanie, sięgając po słodką nagrodę. Może i dla mnie jest o wiele za słodkie&#8230; ale, zwłaszcza na wojnie, cel uświęca środki, prawda?</p>
<p>Z łatwością wydobyłem spod palców nieco magii łowców, tym samym rozgrzewając ów czekoladę wystarczająco, że ta zaczęła spływać mi po palcach. Kto powiedział, że tylko zasrane czysto krwiste wampiry potrafią używać tego rodzaju zaklęć?</p>
<p>Niczym zauroczony uważnie obserwował ciemno brązową, pachnącą jak otępienie ciecz, która zaczęła powoli skapywać.</p>
<p>Kiedy pierwszy raz to ciepło zetknęło się z moim torsem wygiąłem się lekko w łuk, tym samym wydobywając z naszych warg ciche odgłosy; moje ciche westchnienie, jego niemalże warknięcie.</p>
<p>Zjechałem<em> brudną</em> dłonią nieco niżej, aż nie natrafiłem na te dwa najwrażliwsze punkciki; wokół jednego z nich wciąż jest jeszcze to ugryzienie, którym obdarował mnie nieco wcześniej.</p>
<p>Już nieco podtopioną czekoladą zacząłem kreślić delikatne wzory na swoim ciele. Jego oczy ani na sekundę nie opuściły mojej dłoni, mojego torsu.</p>
<p>Wabię go.</p>
<p>Patrzy się we mnie jak zaczarowany.</p>
<p>Bawię się z nim, bawię się <em>nim.</em></p>
<p>Jakim cudem z niemalże z gwałtu przerodziło się to w zabawę, z której czerpię tyle przyjemności?</p>
<p>Nie mam pojęcia&#8230; ale nie mam też zamiaru przerywać tego, kiedy się dopiero rozkręca.</p>
<p><em>Nie, żebym był dziwką, ale niewinną dziewicą z żadnej strony też nie jestem.</em></p>
<p>&#8211; Ach!</p>
<p>Tym razem nie powstrzymałem swojego głosu, gdy palcami drażniłem swoje sutki, teraz ubrudzone już w pełni czekoladą.</p>
<p>&#8211; Coś nie tak? W końcu, myślałem, że Kuran-senpai <em>uwielbia</em> czekoladę&#8230;</p>
<p>Może to i on jest teraz we mnie, nade mną&#8230; ale to ja w tej chwili czuję się&#8230; nie, <i>jestem</i> tym w kontroli, trzymający wszelkie sznurki.</p>
<p>Nadal patrzy się na mnie, wargi lekko rozchylone; zupełnie, jak gdyby nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.</p>
<p>Jest zupełnie tak, jak mówiłem. Dwóch może bawić się w tę grę&#8230; a ja z całą pewnością nie mam zamiaru go o nic błagać.</p>
<p>&#8211; Kiryuu-kun&#8230;</p>
<p>Spuścił głowę w ten sposób, że nie jestem w stanie zobaczyć wyrazu jego twarzy&#8230; ale jakoś już teraz mam wrażenie, że jego oczy mienią się teraz czerwienią.</p>
<p>&#8211; &#8230;jesteś bardzo, ale to bardzo niegrzecznym chłopcem&#8230;</p>
<p><strong>&#8230;!</strong></p>
<p><em>A-ach, c-co on wyprawia?!</em></p>
<p>Ugryzł mnie.</p>
<p>Wciąż, trzymając moje biodra w miejscu, wciąż będąc wewnątrz mnie; zatopił swoje zęby w mojej szyi; w miejscu, w którym mam tatuaż&#8230;</p>
<p>&#8230;spodziewałem się ogromnego bólu; tego bólu, który jest tu za każdym razem,<em> za każdym złym wspomnieniem</em>, gdy to kły kolejnego potwora wbijają się w moją szyję&#8230;</p>
<p>&#8230;ale teraz nie ma po tym bólu, po tym otępiającym cierpieniu śladu.</p>
<p>Dlaczego? Dlaczego została sama<i> przyjemność? </i>Dlaczego to jest tak&#8230; tak bardzo przyjemne?</p>
<p>Powinno boleć, powinienem teraz cierpieć, a jednak&#8230; <em>słodkie otępienie.</em></p>
<p>Moje myśli;<em> zamglone.</em></p>
<p><strong>Więcej.</strong></p>
<p>Nie odrywa kłów od mojej szyi, a ja drżę, drżę pod nim.</p>
<p><em>Przyjemnie.</em></p>
<p><strong>Chcę więcej.</strong></p>
<p><em>Nie, nie, nie, to Kuran, nie poddam się do cholery jasnej&#8230;!</em></p>
<p>Jakiego rodzaju jest to zaklęcie, że moje ciało reaguje w ten sposób?</p>
<p>Pragnienie. Pragnienie, żeby mu się w pełni oddać. Żeby go błagać.</p>
<p><em>Żeby mu ulec.</em></p>
<p><em>Więcej, więcej, więcej, chcę więcej&#8230;</em></p>
<p><strong>&#8230;ulegnij&#8230;</strong></p>
<p><em>&#8230;moje ciało chce więcej, nawet, jeżeli ja sam teraz tego nie pragnę&#8230;!</em></p>
<p>Dobrze, tak dobrze, tak dobrze, jest mi&#8230; mojemu ciału, tak dobrze&#8230;</p>
<p><strong>&#8230;ulegnij mu&#8230;</strong></p>
<p>To uczucie, jest złe, tak złe; Yuki, w końcu kocham Yuki, on też powinien ją kochać, przecież ona go kocha, to złe, nieodpowiednie, a jednak&#8230; a jednak&#8230;</p>
<p><em>&#8230;dlaczego jest mi aż tak dobrze, z tymi kłami, we mnie, z nim, we mnie, z jego oczami, na mnie?</em></p>
<p><strong>&#8230;ulegnij!</strong></p>
<p><em>&#8230;tak przyjemnie, tak bardzo przyjemnie&#8230;</em></p>
<p>&#8230;a jednak po chwili to już za mało&#8230;</p>
<p>Jest za mało, więcej&#8230;</p>
<p><em>&#8230;nie, nie, nie poddam się, nie ulegnę, nie cholernemu wampirowi, nie jemu ze wszystkich innych&#8230;</em></p>
<p>&#8230;błagam, mocniej, naprzyj na mnie mocniej, kłami, całym sobą, swoimi dłońmi, wewnątrz mnie&#8230;</p>
<p><em>&#8230;n-nie, nie chcę, nie chcę się tak poddać&#8230;</em></p>
<p>&#8230;żałosne, tak żałosne&#8230;</p>
<p><em>&#8230;czuję się niemalże tak samo bezsilny&#8230;</em></p>
<p>&#8230;jak wtedy, kiedy moi rodzice&#8230;</p>
<p>&#8230;</p>
<p><em>&#8230;ach.</em></p>
<p><strong>Wspomnienie.</strong></p>
<p><strong>Kły na mojej szyi, w tym miejscu&#8230;</strong></p>
<p><strong>&#8230;zupełnie, jak wtedy&#8230;</strong></p>
<p><em>&#8230;przyjemność zniknęła w niemalże tej samej sekundzie.</em></p>
<p>Pozostało tylko wspomnienie.</p>
<p><strong>Bolesne wspomnienie.</strong></p>
<p><strong>Ból zamiast przyjemności.</strong></p>
<p><em>&#8230;dlaczego&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;dlaczego poddałem się temu potworowi?</em></p>
<p>Dlaczego, dlaczego, dlaczego w takiej chwili&#8230;</p>
<p>&#8211; &#8230;Zero?</p>
<p><em>&#8230;widzi mnie&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;do jasnej cholery&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;dlaczego muszę znowu być taki słaby, taki żałosny?</em></p>
<p>Ugh&#8230; I znowu&#8230; i znowu sam na siebie przyniosłem te wszystkie uczucia&#8230;</p>
<p>&#8211; P-pewnie c-cię to bawi, huh? P-proszę b-bardzo, patrz&#8230; patrz i-ile tylko chcesz.</p>
<p>Zacisnąłem obie dłonie na pościeli.</p>
<p>Podniosłem głowę, by spotkać otwarcie jego spojrzenie, ignorując to, jak bardzo ten obraz był w tej chwili zamazany.</p>
<p><em>Nie muszę się do niczego przed nim przyznawać&#8230;<br />
</em></p>
<p>&#8230;nawet do własnej słabości, nawet, kiedy ta jest tak bardzo na widoku, tak bardzo widoczna.</p>
<p><em>Wampir&#8230; wampir jak każdy inny; czerpie przyjemność ze słabości innych; potwór, potwór, zrobił to, to wszystko, żeby tylko wyciągnąć na wierzch wszystkie moje słabości.</em></p>
<p>&#8230;więc dlaczego, dlaczego mimo tego, czym jest&#8230; dlaczego jego oczy wydają się być tak bardzo&#8230; <em>tak bardzo żałosne?<br />
</em></p>
<p>Czy to naprawdę ta emocja gości teraz w jego oczach?</p>
<p><em>Nagle uświadamiam sobie absurd tej całej sytuacji.</em></p>
<p>On, wewnątrz mnie; zarówno swoim przyrodzeniem,<i> niedawno kłami,</i> jak i spojrzeniem; zdaje się przechadzać po najgłębszych czeluściach mojego umysłu.</p>
<p>Ubrudzeni krwią i czekoladą; w końcu to od ów słodkości i idiotyzmu samego dnia, czternastego lutego, znaleźliśmy się teraz w tej sytuacji.</p>
<p>A teraz dumnie, albo na tyle dumnie, na ile pozwala mi obecna sytuacja; wpatruję się w te jego oczy, które powoli tracą ten czerwony blask.</p>
<p>Znowu są brązowe,<em> czekoladowe,</em> a ja mam teraz pewność. To, co gości w jego oczach, to smutek, żal, poczucie winy.<br />
Zupełnie, jak gdyby w przeciągu kilku sekund zamienił się zupełnie w inną osobę. Jakby nagle nie był tym samym potworem, który jeszcze sekundy temu poddał się swojemu instynktowi.</p>
<p><em>Nawet jeżeli ja sam jestem właśnie takim potworem.</em></p>
<p>&#8211; Wybacz mi.</p>
<p>Ton jego głosu&#8230; nie tak brzmi dumny, czysto krwisty wampir. Nie tak brzmi Kaname Kuran, głowa wielkiego rodu wampirów.</p>
<p><em>Zaczynam się śmiać.</em></p>
<p>Nawet nie próbuję zasłonić ust, żeby się powstrzymać; zamiast tego jedna moja dłoń opada na moich oczach.</p>
<p>Nie chcę teraz nawet na niego patrzeć.</p>
<p><em>A co jest w tym wszystkim najgorsze?</em></p>
<p>Że nawet po napływie tamtych wspomnień, nawet z absurdem całej tej sytuacji, nawet z ukrytymi łzami, i z żałosnym <i>smutkiem</i>, z którym na mnie spoglądał; ja, ubrudzony czekoladą, własnymi, moimi łzami i krwią&#8230;</p>
<p><em>&#8230;wciąż jestem podniecony.<br />
</em></p>
<p>Wciąż całe moje ciało pragnie jego osoby.</p>
<p>A mój umysł powoli coraz bardziej ociepla się na tę myśl; myśl, że mimo tego całego absurdu, w którym teraz jesteśmy, którym teraz jesteśmy, wciąż możemy kontynuować.</p>
<p>&#8211; Rusz się.</p>
<p>Sam się zdziwiłem, kiedy to te słowa opuściły moje wargi.</p>
<p>Chwyciłem go za te brązowe kosmyki i szarpnąłem, zbliżając w swoją stronę.</p>
<p>&#8211; Nie miałeś mnie przez przypadek ukarać?</p>
<p>Zmiażdżyłem jego rozwarte w zdziwieniu wargi, od razu zmuszając jego język do wspólnego tańca. <i>Słone. Do słodkości dołączyła słoność, która spłynęła wcześniej z moich policzków. </i>Już po chwili odwzajemnia kontakt&#8230; i zaczyna powoli ponownie się we mnie poruszać, rozpalając ten już wcześniejszy ogień.</p>
<p><em>Za wolno.</em></p>
<p>&#8211; N&#8230; n-nha&#8230; sz-szybciej&#8230; ngh&#8230;</p>
<p>Tym razem to on składa na moich wargach pocałunek, tak bardzo delikatny, spokojny. Przez chwilę mam wręcz wątpliwości, czy zdarzył się on naprawdę.</p>
<p>Językiem oblizuje dwa punkciki, które stworzył chwilę temu na mojej szyi, od razu je zaleczając.</p>
<p>Zupełnie, jak gdyby mnie przepraszał&#8230; dobry żart.</p>
<p>Jak gdyby jeszcze tylko Kuran był zdolny do takich emocji, jaką jest żal&#8230; a jednak, jego oczy z wtedy zdają się to potwierdzać. <em>Dlaczego tak bardzo część mnie chce temu zaufać?</em></p>
<p>Mijają kolejne sekundy, a on tym razem całuje mnie z tym samym wigorem, z jakim wcześniej zrobiłem to ja. Nie przerywając kontaktu naszych warg, robi dokładnie to, co powiedziałem, co mu <em>rozkazałem;</em> oplatając moje ciało swoimi ramionami, zanurzając głowę w moim obojczyku.</p>
<p><em>Nie widzę jego wyrazu twarzy, ale nie szkodzi.</em></p>
<p>Dobrze wiem, że teraz jego brwi są nieco zmrużone, oczy przymknięte, a usta rozwarte w tym lekkim grymasie, gdy wydobywa z siebie ciche pomrukiwania.</p>
<p>A ja się uśmiecham. <em>Bo wygrałem.</em></p>
<p>Nie doprowadził mnie do stanu, w którym jestem tak uległy, że go błagam jak jakaś dziwka. <em>To wciąż jestem ja.<br />
</em></p>
<p>Może i to on jest tym, który zatapia się we mnie swoim dużym przyrodzeniem&#8230; <em>ale to ja jestem teraz tym, który rozdaje karty.</em></p>
<p>Minuty.</p>
<p>Mijają kolejne minuty tak słodkiej, tak przyjemnej wręcz tortury.</p>
<p>Jest mi dobrze, tak dobrze&#8230; <em>oboje, tak brudni; krew, czekolada, ślina, sam nie wiem, co jeszcze&#8230; </em>a on wciąż się we mnie zatapia, wciąż sprawia mi tyle przyjemności.</p>
<p><em>A jednak, ja, mimo to, ja wciąż&#8230; </em><em>wciąż chcę więcej&#8230;</em></p>
<p>&#8211; Ugryź mnie.</p>
<p>Spojrzenie pełne niezrozumienia, a ja przyciągam jego głowę do swojego obojczyka.</p>
<p>Wciąż milczy, więc ponawiam rozkaz.</p>
<p>Szyja, ten tatuaż; za dużo wspomnień, za dużo, ale tu&#8230;</p>
<p>Posłuchał.</p>
<p>Chyba krzyknąłem.</p>
<p>Chyba, ale na jego próbę oderwania się ode mnie, szarpnąłem go tylko za włosy.</p>
<p>Niemy rozkaz.</p>
<p><em>Ma tu zostać.</em></p>
<p>Posłuchał.</p>
<p><em>Dobrze, jak&#8230; jak dobrze&#8230;</em></p>
<p>&#8230;nigdy wcześniej, nie tu; nie ugryzł mnie, nikt, i&#8230;</p>
<p><em>&#8230;przyjemność, czysta, tak czysta przyjemność&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;nie ma nawet miejsca na żadne myśli, na żadne obrzydzenie.</em></p>
<p>&#8211; Więcej&#8230;</p>
<p>Tylko tyle dałem radę wyszeptać mu przy uchu, zanim ponownie straciłem rozum.</p>
<p>Została tylko przyjemność.</p>
<p><em>Tak dobrze, dobrze, dobrze&#8230;!</em></p>
<p>Przyspiesza.</p>
<p>Przyspiesza mój oddech, jego oddech, bicie mojego serca, jego serca, ruch jego bioder, spotykających się z moimi.</p>
<p>Ciepło, gorąc, zbiera się w moim podbrzuszu&#8230;</p>
<p><em>&#8230;on, we mnie, pulsuje, zarówno jego kły, jak i jego przyrodzenie; tak dobrze, tak dobrze wewnątrz mnie&#8230;</em></p>
<p>Krzyknąłem.</p>
<p>Głośno, niemalże zamieniając zwykły krzyk w ciche wycie, niemalże<em> szloch.</em></p>
<p>Tak silne uczucie mną wstrząsnęło, kiedy wygiąłem się w łuk, palce u stóp zaciskające się na pościeli, moje dłonie tworzące paznokciami wzory na jego plecach&#8230;</p>
<p><em>Biała substancja zdobiąca mój brzuch, mieszająca się z krwią, z równie białą czekoladą, kontrastując</em>.</p>
<p>Dobrze, tak dobrze&#8230;</p>
<p>Po chwili, i on, z głośnym westchnieniem, w pełni się zanurzając, doszedł.</p>
<p>Doszedł, <em>we mnie. </em>Czuję gorąc, który rozlewa się w moim wnętrzu.</p>
<p><em>Jak&#8230; jak coś takiego&#8230; wciąż może być tak bardzo przyjemne? </em>Dlaczego mnie to nie brzydzi?</p>
<p>Dobrze, wciąż..<em>. wciąż jest mi tak dobrze&#8230;</em></p>
<p>Objął mnie, całym sobą, zanurzając nos w moich włosach&#8230; <em>wdychając mój zapach.</em></p>
<p>Ciepło. Dzieli się ze mną swoim ciepłem. A ja nie mam w sobie ani pojedynczej części, która mogłaby teraz tego nie chcieć.</p>
<p><em>Jego ciepła.</em></p>
<p>Opadliśmy razem na tej kiedyś czystej, czerwonej pościeli; wciąż nie wypuszcza mnie ze swojego objęcia.</p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; <img src="https://s0.wp.com/wp-content/mu-plugins/wpcom-smileys/twemoji/2/72x72/2665.png" alt="♥" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> &#8211;</strong></p>
<p><em>&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;do cholery jasnej&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;nieźle mnie sobie użył.</em></p>
<p>Zgaduję, że minął już czternasty luty, kiedy to ja, wciąż nagi, próbuję wstać z łóżka, po wcześniejszym uwolnieniu się z uścisku czysto krwistego.</p>
<p>Nie zrobiłem więcej, niż jednego kroku, a uznałem, że nie był to może jednak aż tak bardzo najlepszy pomysł.</p>
<p>&#8230;ach. We mnie&#8230; on, we mnie doszedł, i teraz ta ciecz, ciecze&#8230;</p>
<p><em>&#8230;cholerny wampir.</em></p>
<p>Ale że wciąż&#8230; <em>wciąż jeszcze<strong> tego</strong> nie zrobiłem, chociaż pojawił mi się w głowie taki cichy plan&#8230;</em></p>
<p>Już wcześniej ów przedmiot wywołał u mnie zdziwienie, ale uznałem, że nie czas teraz na kwestionowanie, co<em> to</em> tu robi.</p>
<p>Zamiast tego, nieco krzywym krokiem podszedłem, schyliłem się<em> (zamykając w sobie wszystkie przekleństwa, które niemalże nie opuściły moich warg na ten ból)</em>, podnosząc wcześniej wypatrzony przeze mnie pakunek, po czym rzuciłem nim w jego stronę, po czym oklapłem obok niego na łóżku, siadając do niego tyłem.</p>
<p>Uniknąłem w ten sposób jego spojrzenia; ignorując to zdziwienie, które z całą pewnością zajmowało teraz jego oczy.</p>
<p>&#8211; &#8230;co to ma być?</p>
<p>&#8211; &#8230;czekolada.</p>
<p>&#8211; Po co mi ją rzuciłeś?</p>
<p><strong>&#8230;</strong></p>
<p>&#8211; &#8230;a co, ma się zmarnować?</p>
<p>&#8211; &#8230;ale dlaczego akurat tę?</p>
<p><em>Przysięgam, że jeżeli zada jeszcze jedno pytanie&#8230;</em></p>
<p>&#8211; &#8230;nie chcesz, to nie jedz!</p>
<p>Uparcie odwróciłem się od niego jeszcze bardziej, nogi zatapiając w wyjątkowo miękkim dywanie.</p>
<p><em>&#8230;cholerna pijawka.</em></p>
<p>&#8211; &#8230;sam zrobiłeś?</p>
<p><em>Wcale się nie rumienię, wcale się nie rumienię, wcale się nie&#8230;</em></p>
<p>&#8211; Nmph?! &#8211; <em>&#8230;to uczucie&#8230;</em> &#8211; &#8230;h-h-ach&#8230;</p>
<p><em>Mówiłem ci już, że nienawidzę słodyczy&#8230;<br />
</em></p>
<p>&#8230;ale on i tak złożył na moich wargach pocałunek, kawałek czekolady na jego języku.</p>
<p>Jakoś&#8230; na razie nie mam ochoty zaprotestować.</p>
<p>Ale tylko na razie.</p>
<p><em>Wyjątkowo.</em></p>
<p>&#8211; Wiesz&#8230; &#8211; musnął ustami moje ucho, na co lekko zadrżałem. <em>Nie ulegnę mu. Nie ma mowy. Cokolwiek ma do powiedzenia, to na pewno same kłopoty.</em> &#8211; &#8230;skoro i tak jesteśmy cali brudni&#8230; &#8211; niby tylko przypadkowo kłem zadarł delikatną skórę; tak samo przypadkowo, jak zlizał zbierające się tam czerwone kropelki. Zupełnie, jak gdyby chciał udowodnić swoje racje, zaczął zsuwać swe usta coraz niżej; jedna jego dłoń <em>równie przypadkowo</em> musnęła moje wciąż wrażliwe wejście. <em>Ten cholerny, pierniczony komar&#8230;</em> &#8211; &#8230;i wciąż zostało tego tak wiele&#8230; &#8211; Wsunął we mnie jeden palec, poruszając nim lekko.<em> Jego&#8230; jego nasienie, wewnątrz mnie, spłynęło po udach, razem z&#8230; tak dużo&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;i jak&#8230; i jak ja niby mam mu teraz stanowczo odmówić?</em></p>
<p>&#8211; &#8230;to co powiesz na kąpiel w czekoladzie?</p>
<p>Ten jeden, jedyny, wyjątkowy raz&#8230; <em>może i nienawidzę słodyczy&#8230; </em>ale dla czekolady, którą mi oferuje; zrobię wyjątek.</p>
<p>Ten jeden, jedyny, wyjątkowy raz.</p>
<p><em>Dla czekolady zmieszanej z naszą krwią.</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong>&#8211; Omake; Narrator &#8211; Kilka godzin wcześniej: &#8211;</strong></p>
<p>&#8211; Cholera, cholera, cholera&#8230;!!!</p>
<p>Blondyn biegł z powrotem do dormitorium Nocnej Klasy modląc się, że nie napotka po drodze swojego lidera.</p>
<p><em>Ale co mógł biedny poradzić?<br />
</em></p>
<p>Zarówno on, jak i kilku pozostałych członków Nocnej Klasy mieli dość tego, że ta dwójka cały czas rzuca w swoją stronę ostre komentarze, a kiedy tylko myślą, że nikt ich nie widzi, to wzdychają z tęsknoty.</p>
<p>Więc kiedy tylko przyszła jeszcze Yuki-sama, opowiadając im o jej jakże <em>niecnym</em> planie, jakby tu tę dwójkę ze sobą zmusić do przebywania w jednym pomieszczeniu sam na sam <em>(stwierdziła bowiem, że tyle wystarczy, by ci zrobili to i owo)&#8230;</em></p>
<p>Biedny Aidou. Że też to on musiał przegrać ten cholerny zakład, i że to on miał stać się obiektem zazdrości, żeby tylko móc wcielić ten szaleńczy plan w życie&#8230; już dosłownie widzi swoją śmierć w każdym odbiciu, czy to w lustrze, czy nawet w srebrnych sztućcach.</p>
<p><em>Ale heej, cel uświęca środki, prawda?<br />
</em></p>
<p><em>Prawda?</em></p>
<p>&#8230;</p>
<p>&#8230;tsa.</p>
<p><em>Może Kaname-sama go oszczędzi&#8230;?</em></p>
<p>Jak się dowie, że w końcu zrobił to, żeby mogli być ze sobą razem&#8230; chociaż wciąż istnieje ta możliwość.</p>
<p><em>Ale&#8230; </em>jakby jeszcze tylko warto było poświęcać swoje życie, żeby tylko Kaname-sama w końcu wypieprzył tego ślicznego albinosa, który z pewnością wyglądałby przepysznie w pełni nagi, z nogami w powietrzu i z&#8230;</p>
<p><em>&#8230;och.</em></p>
<p>Może jednak Kaname naprawdę go zamorduje.</p>
<p><em>Jak nie za sam plan działania, tak za same te myśli.</em></p>
<p style="text-align:center;"><b>&#8211; Słowa (licząc omake): 10 541 &#8211;</b></p>
<p><i>*tsundere </i>&#8211; japoński stereotypowy charakter. Określa osobę oschłą, zimną, która ukrywa swoje prawdziwe emocje i udaje niewzruszoną, a w rzeczywistości ukrywa ,,ciepło&#8221;.<br />
To jest tylko jedno z wielu zastosowań tego słowa.</p>
<p><i>*giri &#8211; </i>Czekoladki ,,w podziękowaniu&#8221;. W Japonii na walentynki daje się różne rodzaje czekolady, nie tylko dla obiektów romantycznych zainteresowań, ale również kolegów/koleżanek/rodziny/pracowników etc. Jest jeszcze czekolada ,,honmei&#8221; &#8211; ta dla kochanków, oraz ,,<em>Cho-Giri&#8221; </em>&#8211; podobna do giri, a jednak jest dla osób które nie za bardzo znasz/lubisz.</p>
<p><strong><em>Hehe, może zaciekawi was, kto był pierwszym kochankiem Zero w tych moich fantazjach~. </em></strong><strong><em>Możecie zgadywać, bo wam nie powiem, póki ktoś dobrze nie zgadnie~. </em></strong><strong><em>Chociaż pewnie i to jest oczywiste, i tylko ja myślę, że jestem taka szczwana&#8230; </em></strong><strong><em>i tak, Zero jest, według mnie, tym submisywnym. Powód&#8230; może pojawi się kiedyś w moim opowiadaniu. </em></strong></p>
<p><b><i>Przy okazji&#8230; p</i></b><b><i>obiłam właśnie rekord w ilości słów. Personalny rekord. Przynajmniej na jedną pracę/jeden epizod. </i></b></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/bloodchocolates-kaname-x-zero-vampire-knight-calosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Blank Canvas &#8211; 13 &#8211; Słabość jest jak determinacja. [fragment]</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-13-slabosc-jest-jak-determinacja-fragment/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-13-slabosc-jest-jak-determinacja-fragment/#respond</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Aug 2017 13:18:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Blank Canvas]]></category>
		<category><![CDATA[18+]]></category>
		<category><![CDATA[Blank Canvas (OC x OC)]]></category>
		<category><![CDATA[OC x OC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=34</guid>
		<description><![CDATA[Link do początku rozdziału (części SFW). Ostrzeżenia: ,,Gwałt”. -skreślenia- ~ Kiyoshi ~ &#8211; C-czy wszystko w p-porządku&#8230;? Zły, jest tak bardzo&#8230; tak bardzo wściekły. Dlaczego? Przecież, oprócz&#8230; oprócz tego rano&#8230; &#8230; Znowu zobaczył mnie z Arbitro-san&#8230;?&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-13-slabosc-jest-jak-determinacja-fragment/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/2017/01/19/blank-canvas-13-weak/">Link do początku rozdziału (części SFW).</a></strong></p>
<p><strong>Ostrzeżenia:</strong> ,,Gwałt”.</p>
<p><del><i>-skreślenia-</i></del></p>
<p style="text-align:center;"><strong>~ Kiyoshi ~</strong></p>
<p>&#8211; C-czy wszystko w p-porządku&#8230;?</p>
<p>Zły, jest tak bardzo&#8230; tak bardzo wściekły.</p>
<p><em>Dlaczego?</em></p>
<p>Przecież, oprócz&#8230; oprócz tego rano&#8230;</p>
<p><em>&#8230;</em></p>
<p>Znowu zobaczył mnie z Arbitro-san&#8230;?</p>
<p>A może&#8230; a może, był tu, przed chwilą i&#8230;?</p>
<p><em>N-nie, nie, nie, czy to możliwe?</em></p>
<p><em>Czyli&#8230; czyli on naprawdę myśli, zwłaszcza; zwłaszcza teraz, kiedy Yuki już&#8230; już stąd poszedł, że&#8230;</em></p>
<p><em>Że ja&#8230;</em></p>
<p>&#8211; To MNIE się o to pytasz?</p>
<p>Nie czekał na odpowiedź.</p>
<p>Szarpnął mnie za włosy&#8230;</p>
<p><em>&#8230;boli, boli, zaraz mi je wyrwie&#8230;</em></p>
<p>&#8230;a następnie zrzucił na podłogę.</p>
<p>Czemu?</p>
<p><em>Co on chce zrobić&#8230;?</em></p>
<p>Odpowiedział mi tylko odgłos odpinanych spodni.</p>
<p>&#8211; Ugryziesz, a obiecuję ci, że następnym razem wypieprzę cię na środku jednego z korytarzy. I to jeszcze tak, że każdy będzie mógł sobie na ciebie popatrzeć.</p>
<p><em>H-huh?</em></p>
<p>O-on tak na p-poważnie?</p>
<p>N-nie zrobiłby mi tego&#8230; prawda?</p>
<p><em>Prawda<b>?</b></em></p>
<p>&#8211; Chociaż tobie to by to pewnie nie zrobiło nawet najmniejszej różnicy.</p>
<p>Chwycił mnie ponownie za włosy, zbliżając moją twarz do jego&#8230;</p>
<p><em>&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;n-nie, c-czekaj&#8230;!</em></p>
<p>&#8211; Prawda, dziwko?</p>
<p>Wszedł mi do ust.</p>
<p>Słony; dziwny smak&#8230; nie wiem, czy nieprzyjemny, czy wręcz przeciwnie; dziwny, dziwny, tak dziwny.</p>
<p>Nie mogę oddychać&#8230; dotyka niemalże tyłu mojego gardła.</p>
<p><em>Jeszcze trochę, a zwymiotuję; nie będzie szczęśliwy, jeżeli to zrobię, prawda?</em></p>
<p>Na razie&#8230; na razie, to po prostu to wytrzymam; <em>w końcu to&#8230; nie boli aż tak.</em></p>
<p>&#8211; Użyj swojego języka bardziej&#8230;</p>
<p><em>W-w ten sposób&#8230;?</em></p>
<p>Spróbowałem zrobić to, o co mnie poprosił.</p>
<p><em>(-rozkazał-)</em></p>
<p><em>Chore.</em></p>
<p>Jestem&#8230; zdecydowanie psychiczny, prawda?</p>
<p>Słucham go, bez kwestionowania tego, jak brzmi ów rozkaz.</p>
<p><em>Jestem zdecydowanie chory.</em></p>
<p>Wyraz jego twarzy&#8230;</p>
<p><em>Dlaczego ja na to tak reaguję?</em></p>
<p>Niedobrze.</p>
<p><em>Chory.</em></p>
<p><em>Jestem zdecydowanie chory.</em></p>
<p>Jego twarz; przymknięte oczy, lekko rozchylone usta; zamglone w przyjemności spojrzenie, lekkie gardłowe pomruki&#8230;</p>
<p>Sprawiam mu teraz&#8230; przyjemność, prawda?</p>
<p>&#8211; T-tak dobrze.</p>
<p>Spróbowałem tylko&#8230; nieco mocniej<em>; w końcu, sprawia mu to przyjemność&#8230;</em></p>
<p><em>(-to chore, chore, chore, chore, tak bardzo chore; a mimo to nie możesz odnaleźć w sobie cząstki siebie wystarczająco silnej, by nienawidzić siarczyście tego żałosnego uczucia-)</em></p>
<p>Jeden jęk uciekł z jego ust. Nie powiedział nic więcej.</p>
<p>Rozluźnił ucisk na moich włosach, a następnie zaczął poruszać lekko biodrami.</p>
<p>A potem zaczął delikatnie głaskać mnie po głowie.</p>
<p>Wiem, jak&#8230; jak żałosna jest moja aktualna pozycja&#8230;</p>
<p><em>&#8230;więc, dlaczego, mimo to, w pewnym sensie ten kontakt sprawia mi przyjemność?</em></p>
<p>Z jego dłonią na mojej głowie. Nie rani.</p>
<p>Zupełnie, jak gdyby zapomniał&#8230; zapomniał, że to ja.</p>
<p><em>&#8230;ach.</em></p>
<p>Zacząłem płakać.</p>
<p>Proszę, niech&#8230; niech teraz tylko na mnie nie patrzy.</p>
<p><em>Jeżeli przestanie, to na pewno, to na pewno po tym&#8230;</em></p>
<p>Uścisk na moich włosach ponownie przybrał na sile.</p>
<p>Nie chcę otwierać teraz oczu, nie chcę.</p>
<p><em>Nawet nie wiem kiedy je zamknąłem.</em></p>
<p><em>Ale on, teraz, gdy tylko zobaczy, że znowu płaczę; on na pewno&#8230;</em></p>
<p>Wiem, że na mnie spojrzał.</p>
<p>Wiem, bo w jednej sekundzie puścił moje włosy, zamiast tego wydając z siebie kolejne zimne słowa.</p>
<p><em>Może, może gdybym tylko nie płakał&#8230;</em></p>
<p>&#8211; Tyle wystarczy.</p>
<p>Rzucił mną o łóżko; plecami zetknąłem się z tą chłodną, białą pościelą.</p>
<p>Ciekawe tylko, na jak długo pozostanie ona równie nieskazitelnie biała?</p>
<p><i>Sam nie wiem, czy chcę poznać odpowiedź na to pytanie.</i></p>
<p>Zawisł nade mną. Wciąż&#8230; wciąż w jego oczach widać złość. Niczym iskierka, która w każdej chwili jest w stanie przerodzić się w prawdziwy pożar.</p>
<p>Gdy tylko wyciąga w moją stronę rękę, od razu zastygam w miejscu. Spodziewam się, że za chwilę chwyci mnie za biodra, przerzuci na brzuch&#8230;</p>
<p>&#8230;ale on tego nie robi.</p>
<p><em>Dlaczego?</em></p>
<p>Zamiast tego delikatnie&#8230;</p>
<p><em>&#8230;tak; tak, delikatnie; dlaczego, dlaczego? nie, żebym chciał, żeby było inaczej; ale tak dziwnie, dziwnie; on, delikatnie; dlaczego?&#8230;</em></p>
<p>&#8230;chwycił mnie za biodra, potem za uda i delikatnie podniósł moje nogi; zdejmuje po drodze ze mnie spodnie i bokserki <em>(ale nie zwracam na to teraz uwagi, nie to teraz jest głównym powodem moich myśli)</em>, a następnie kładzie moje nogi na swoich ramionach.</p>
<p>Nie powiem, żeby była to&#8230; najwygodniejsza pozycja; zwłaszcza, że wciąż czuję&#8230; ból<em> (to nie jest tylko ,,lekki dyskomfort&#8221;; skoro on przestał przez chwilę kłamać, to i ja mogę, prawda?).</em></p>
<p>Przez chwilę nie robi nic więcej.</p>
<p>Przez chwilę&#8230; tylko tak klęczy, przede mną, na łóżku, z moimi nogami na swoich barkach.</p>
<p>Moją&#8230; moją pierwszą myślą było opleść jego ramiona. Objąć go. Wszystko, żeby&#8230; żeby jednocześnie znaleźć się bliżej niego.</p>
<p>Żeby może, w ten sposób, ten ból; może by jakoś zelżał.</p>
<p>Ale tego nie robię.</p>
<p>Wiem, że&#8230; dobrze wiem, że jeżeli spróbuję zrobić coś takiego, to znowu wszystko pęknie jak bańka mydlana.</p>
<p>Tak długo, póki nic nie powiem, nic nie zrobię; wszystko będzie w porządku.</p>
<p>Jego dłoń zjeżdża niżej&#8230;</p>
<p>&#8230;i znajduje moje wejście.</p>
<p>Drżę.</p>
<p>Drżę na całym ciele.</p>
<p>Tak dobrze moje ciało pamięta ile bólu to może przynieść.</p>
<p>Tak samo, jak pamięta tę obezwładniającą przyjemność pierwszego razu.</p>
<p><em>,,Niczym w miłosnej ruletce.</em></p>
<p><em>Ciekawe, co wypadnie tym razem;</em></p>
<p><em>Ból, czy przyjemność?&#8221;</em></p>
<p>Śmieszne, że słowa tej piosenki akurat w tym momencie musiały wpaść mi do głowy.</p>
<p><em>A jednak tak idealnie jednak pasują do moich obecnych myśli.</em></p>
<p>Jeden palec; wzdrygam się z bólu. Zaciskam oczy, zęby, dłonie.</p>
<p><em>Wciąż wrażliwe, wciąż zbyt dobrze pamiętam ból.</em></p>
<p>Gdy tylko otwieram oczy, napotykam jego skupione spojrzenie.</p>
<p>Wciąż&#8230; wciąż nie zaprzestaje ruchu wewnątrz mnie swoim palcem, a jednak&#8230; a jednak nie odwraca wzroku.</p>
<p>Wciąż mnie obserwuje.</p>
<p>A ja obserwuję jego.</p>
<p>I nie mogę oderwać wzroku.</p>
<p><em>A jednak, jego oczy&#8230;</em></p>
<p>Wkłada we mnie drugi palec, a ja mimowolnie wydaję z siebie głośne westchnienie; niemalże krzyk.</p>
<p>A on wciąż nie zmienia sposobu, w jaki mnie traktuje.</p>
<p>Wciąż&#8230; tak bardzo delikatny.</p>
<p><i>Ale to wciąż&#8230; to wciąż boli.</i></p>
<p>Trzeci palec, a ja mimowolnie myślę, <em>że to było za szybko.</em></p>
<p>Krzyk. Głośny, głośny, tak głośny; teraz na pewno, na pewno, na pewno; na pewno za głośny&#8230;!</p>
<p><em>&#8230;</em></p>
<p>Maska pękła.</p>
<p><i>Moment, w którym wszedł do tego pokoju; już wtedy ta jego maska zaczęła pękać.</i></p>
<p>Czy, naprawdę, mimo tego wszystkiego; czy ja wciąż mogę mieć nadzieję, że tym razem będzie inaczej?</p>
<p>&#8211; To&#8230; ciebie też boli, prawda?</p>
<p><em>A jednak wciąż ją w sobie odnajduję.</em></p>
<p>Tę nadzieję, tę odwagę; odwagę, żeby powiedzieć te słowa na głos, nie tylko w swojej głowie.</p>
<p>Żadnego ,,przepraszam&#8221; i żadnego ,,proszę&#8221;.</p>
<p>Te słowa nigdy nie zdawały się działać.</p>
<p><i>Żadnej wzmianki jego imienia.</i></p>
<p>Ale maska pękła wystarczająco, żebym dobrze wiedział; dobrze wiedział, co powiedzieć. Co powiedzieć, żeby nie było to kłamstwem.</p>
<p>Żadne ,,przepraszam&#8221;, bo nie jest mi przykro; żadne ,,proszę&#8221;, bo to i tak jest więcej, niż kiedykolwiek mógłbym otrzymać.</p>
<p>Spojrzałem na niego, próbując wyłapać chociażby najmniejszą zmianę w wyrazie jego twarzy. Najmniejszą zmianę w jego oczach.</p>
<p>Obraz&#8230; nieco zamazany; łzy, coraz to świeższe napływają mi do oczu.</p>
<p>Z bólu; tym razem to tylko ślady zbyt mocnego bólu. To nie jest smutek; tak samo, jak to wszystko, teraz, nie jest już kłamstwem.</p>
<p>Przez chwilę nie widzę już ani jednej iskierki tej złości w jego oczach.</p>
<p>Przez chwilę się nie ruszał.</p>
<p>Sięgnął w moją stronę dłoń&#8230;</p>
<p><em>&#8230;znowu zaciągnie mnie na podłogę? Nie podobało mi się to, nie podobało; prawie nie zwróciłem tego, co mi jeszcze pozostało w żołądku, nie mogłem oddychać, nie podobało mi się to&#8230;</em></p>
<p>&#8230;dotknął mojego policzka.</p>
<p>Nie uderzył.</p>
<p>Dotknął.</p>
<p>Patrzy w moje oczy.</p>
<p>Ja wpatruję się w jego.</p>
<p><em>Tak piękne.</em></p>
<p>Mówiłem już, że ma piękne oczy?</p>
<p>Zwłaszcza teraz.</p>
<p><em>Teraz, kiedy zamiast złości; znowu wygląda na&#8230; na tak zagubionego.</em></p>
<p>Przymykam oczy na tę pieszczotę.</p>
<p>Nie przestaje; wciąż trzyma dłoń na moim policzku, a ja się rozpływam.</p>
<p>Zupełnie, jakbym stał na samej krawędzi chmury.</p>
<p>Wiem, że jeden niewłaściwy ruch, a on znowu przestanie; ale teraz o tym nie myślę.</p>
<p>Teraz skupiam się na jego dłoni; duża, ciepła; jest ciepła.</p>
<p><em>Na moim policzku.</em></p>
<p>Wtulam się w tę jego dłoń.</p>
<p>Wciąż nie otwieram oczu.</p>
<p>Lekkie westchnienie opuszcza tylko moje usta; zsunął dłoń do mojej szyi.</p>
<p>Ale nie zaciska na niej palców. Lekko gładzi. Tworzy drobne wzorki na skórze.</p>
<p>Jęknąłem.</p>
<p><em>Tym razem z przyjemności.</em></p>
<p>Jego dłoń natychmiast zastygła w bezruchu.</p>
<p><em>&#8230;ach.</em></p>
<p>Już za dużo wydobyło się z moich ust.</p>
<p><em>Znowu; </em><em>znowu teraz w jego oczach pojawia się ta już dobrze mi znana pustka, prawda?</em></p>
<p>Nie chcę otworzyć oczu.</p>
<p>Nie chcę ich otwierać, bo wiem, że zaboli mnie to jeszcze bardziej.</p>
<p>Ten&#8230; ten fakt, że on już na mnie nie patrzy.</p>
<p>Już mnie nie widzi.</p>
<p><em>A było&#8230; </em><em>było mi tak cudownie przez te krótkie sekundy.</em></p>
<p>Szarpie za biodra, przewracając mnie na brzuch. Unosi moje biodra wysoko&#8230;</p>
<p>Spróbowałem stłamsić w sobie krzyk&#8230;</p>
<p><em>&#8230;ale i to okazało się bezużyteczne.</em></p>
<p>Wszedł we mnie jednym, szybkim ruchem.</p>
<p><em>N-nadal boli, ale&#8230; ale nie tak, jak&#8230; jak ostatnio.</em></p>
<p>Ciecz, która spływa mi teraz po udach; dobrze wiem, że to krew.</p>
<p><em>Krwawię; stamtąd, krew&#8230; a jednak, wciąż&#8230;</em></p>
<p>Zastyga za mną w bezruchu.</p>
<p><em>Czeka?</em></p>
<p>Inaczej.</p>
<p><em>Dlaczego tym razem jest tak bardzo inaczej?</em></p>
<p>On&#8230; nie robi tego od razu.</p>
<p>Czeka.</p>
<p><em>Czeka, czeka na mnie, czeka dla mnie.</em></p>
<p>Słyszę jego stłumiony jęk tuż przy swoim uchu.</p>
<p>Dobrze wiem, że gdyby tylko on tego pragnął, to mógłby się zacząć poruszać; szybko i gwałtownie.</p>
<p>Ale on tego nie robi.</p>
<p><em>Czeka, aż&#8230; aż się uspokoję?</em></p>
<p>&#8211; Oddychaj głęboko.</p>
<p>Ponownie, bez najmniejszego słowa sprzeciwu; wykonuję jego polecenie.</p>
<p>Jeden głęboki wdech, drugi, trzeci&#8230;</p>
<p><em>&#8230;i ze zdziwieniem zauważam; zaczynam czuć; różnicę.</em></p>
<p>Ból staje się coraz słabszy.</p>
<p>Wciąż&#8230; wciąż upomina mnie co chwilę o swojej obecności, ale z tym jak&#8230; jak Rei przyległ do moich pleców&#8230;</p>
<p>Przywarł do mnie całym ciałem.</p>
<p><em>Ciepły.</em></p>
<p>Jest tak ciepły.</p>
<p>Jego dłonie; jego dłonie zaczynają wędrówkę po moim ciele.</p>
<p>Znowu czuję to ciepło.</p>
<p><em>Znowu jest&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;mi dobrze?</em></p>
<p>!</p>
<p>Lekkie&#8230; lekkie muśnięcie warg&#8230; na mojej skórze&#8230;?</p>
<p><em>To&#8230; to na pewno były jego usta.</em></p>
<p>!</p>
<p><em>Ponownie!</em></p>
<p><em>T-teraz, za uchem&#8230;</em></p>
<p>Delikatne pocałunki na mojej skórze.</p>
<p>Zupełnie niczym nagroda.</p>
<p><em>&#8230;nagroda za bycie cicho?</em></p>
<p>Dłoń, którą jeszcze chwilę temu opierał obok mojej głowy; teraz i ona dołączyła w dalszym poznawaniu mojego ciała.</p>
<p>Dotyka mojej klatki piersiowej, a ja zaciskam zęby.</p>
<p>Gdy tylko zahacza o te dwa najwrażliwsze punkty&#8230;</p>
<p>&#8230;mimo, iż nie byłem w stanie powstrzymać się od zadowolonego westchnienia<em> (to na pewno byłem ja?),</em> on wciąż nie przestaje.</p>
<p>Zjeżdża niżej&#8230;</p>
<p>&#8230;a ja zauważam, że powoli robię się coraz to bardziej podniecony; tam, na dole.</p>
<p>A on wciąż nie zmienia sposobu, w jaki mnie dotyka.</p>
<p>Pozwala mi odczuwać przyjemność.</p>
<p><em>A ja w pełni się temu poddaję.</em></p>
<p>Zaczął się we mnie poruszać, ale wciąż nie przestaje delikatnie mnie gładzić.</p>
<p>Wciąż składa pocałunki na moim karku.</p>
<p><em>Wciąż nie mogę powstrzymać tego podniecenia.</em></p>
<p>Krew spływa mi po udach, lecz wciąż jestem&#8230; tak bardzo podniecony.</p>
<p><em>I on to moje podniecenie zauważa.</em></p>
<p>Zsuwa jedną dłoń na moje&#8230; przyrodzenie.</p>
<p><em>Sam już nie mam pojęcia, co się dokładnie dzieje.</em></p>
<p>Z jednej strony; ból, krew, czerwień, i wspomnienia; wspomnienia, jak bardzo by to mogło boleć.</p>
<p><em>A z drugiej, ilekroć&#8230; ilekroć nie dotknie wewnątrz mnie tego miejsca&#8230;</em></p>
<p>Jesteśmy ze sobą w pełni połączeni.</p>
<p>Nawet jeżeli wciąż jest krew; wciąż jest ból&#8230;</p>
<p><em>&#8230;to jest też i to jego ciepło.</em></p>
<p>Przyjemność<b>.</b></p>
<p>Odrzucając resztki świadomości i zdrowego rozsądku, trzymałem się tylko i wyłącznie tej momentami otępiającej przytomności.</p>
<p><em>Naprawdę coś jest ze mną nie tak.</em></p>
<p>Zwłaszcza, jeżeli, nawet mimo krwi; jestem&#8230;</p>
<p><em>&#8230;szczęśliwy?</em></p>
<p>Nie&#8230;</p>
<p><em>&#8230;zadowolony?</em></p>
<p>Też nie.</p>
<p>Po prostu&#8230;</p>
<p>&#8230;kiedy tylko jest tak blisko mnie; czuję się&#8230;</p>
<p><em>&#8230;tak odpowiednio?</em></p>
<p>Nie mam nawet słów, którymi mógłbym to określić.</p>
<p><em>Coś&#8230; naprawdę jest ze mną nie tak.</em></p>
<p><em>A jednak z nim, tak blisko mnie; wszystko wydaje się być na miejscu.</em></p>
<p><em>(-chore-)</em></p>
<p>Przyspiesza.</p>
<p>Jego ruchy stają się coraz bardziej chaotyczne, coraz szybsze; oddech, coraz bliżej mnie, coraz cieplejszy, coraz to bardziej nierówny.</p>
<p>Jęczę.</p>
<p>Jęczę, głośno, z przyjemności, którą przynosi mi jego dłoń na moim przyrodzeniu; jego obecność we mnie.</p>
<p>Jęczę z tej mieszaniny, bólu i przyjemności; nie potrafię nawet rozróżnić już jednej sensacji od drugiej.</p>
<p>Coraz szybciej; coraz głośniej.</p>
<p><em>Delikatne pocałunki&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;czyli wciąż&#8230; wciąż nie zrobiłem niczego nie tak, prawda?</em></p>
<p>&#8211; R&#8230; Rei&#8230;</p>
<p>Zaprzestał na chwilę wszelki ruch&#8230;</p>
<p><em>&#8230;by po chwili jeszcze mocniej przywrzeć do mnie całym ciałem.</em></p>
<p>Otępiająca przyjemność; szybko, gwałtownie, mocno; pozostała tylko przyjemność.</p>
<p>Niczego już nie wiem, a on tylko przyspiesza.</p>
<p><em>N-nie, nie, w-w tym tempie&#8230;!</em></p>
<p>&#8211; AAAACH!</p>
<p>!&#8230;</p>
<p>&#8230;</p>
<p><em>&#8230;h-huh?</em></p>
<p>K-koniec?</p>
<p>Ciecz; biała ciecz, która dekoruje mój brzuch&#8230;</p>
<p>I jeszcze ta krew, krew zmieszana z białą substancją; wiem, że za chwilę zacznie i ona skapywać mi po udach&#8230;</p>
<p>Próbuję na niego spojrzeć; cokolwiek&#8230;</p>
<p><em>&#8230;ale on już nie patrzy w moją stronę.</em></p>
<p>Wyciera tylko jedną dłoń o znaleziony na krześle ręcznik, a następnie zaczyna poprawiać swoje ubrania.</p>
<p>Wciąż mogę tylko obserwować go w ciszy, bojąc się wydobyć z siebie chociażby jedno słowo.</p>
<p>Dopiero po chwili dociera do mnie, że ten otępiający ból na lewym ramieniu&#8230;</p>
<p><em>&#8230;krew?</em></p>
<p>Wciąż uważając na swoje z pewnością wciąż delikatne i wrażliwe ciało, jedną dłonią sięgam by dotknąć źródła czerwonej substancji.</p>
<p>Kilka równomiernych, maleńkich wgłębień; w kształcie pół kola.</p>
<p>On&#8230;</p>
<p><em>&#8230;mnie ugryzł?</em></p>
<p>Aż do krwi?</p>
<p>Dlaczego?</p>
<p>&#8211; Od tej pory nie wolno ci opuścić tego pomieszczenia, jeżeli osobiście nie wydałem takiego polecenia.</p>
<p>Zamiast uzyskać odpowiedź na to moje nieme pytanie, które uformowało się w mojej głowie, to jego słowa wzbudziły jeszcze większe zamieszanie, wywołały jeszcze więcej pytań.</p>
<p>&#8211; Zostaniesz tutaj zamknięty na klucz; pokojówki przyniosą ci wszystko, czego będziesz potrzebował. Na lekcje będzie towarzyszyć ci eskorta.</p>
<p>Jego słowa; tak chłodne, tak chłodne rozkazy.</p>
<p><em>Tak bardzo różnią się od tych ciepłych westchnień sprzed chwili.</em></p>
<p>&#8211; Jeżeli nie będziesz grzeczny&#8230; zostaniesz ukarany.</p>
<p>Trzaśnięcie drzwiami.</p>
<p>I dopiero teraz mam tę pewność; dopiero teraz powoli tracę przytomność z tą świadomością.</p>
<p>Że tej nocy już nikt nie zapuka. Że już nikt dziś tu nie wejdzie.</p>
<p><i>Że tej nocy już żadne kroki nie rozlegną się już echem po tym oświetlonym księżycem korytarzu. </i></p>
<p style="text-align:center;"><strong><a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/2017/01/19/blank-canvas-13-weak/">~ (kontynuacja SFW) ~</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-13-slabosc-jest-jak-determinacja-fragment/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Blank Canvas &#8211; 10 &#8211; Monotonny skrawek papieru o bezbarwnym znaczeniu. [fragment]</title>
		<link>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-10-monotonny-skrawek-papieru-o-bezbarwnym-znaczeniu-fragment/</link>
		<comments>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-10-monotonny-skrawek-papieru-o-bezbarwnym-znaczeniu-fragment/#respond</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Aug 2017 13:13:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Nishi(ones)]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Blank Canvas]]></category>
		<category><![CDATA[18+]]></category>
		<category><![CDATA[Blank Canvas (OC x OC)]]></category>
		<category><![CDATA[OC x OC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/?p=25</guid>
		<description><![CDATA[Link do początku rozdziału (części SFW). Ostrzeżenia: Gwałt. -skreślenia- ~ Kiyoshi ~ Odbiłem się od miękkiego materaca, a on po chwili również znalazł się na łóżku. Nade mną. To jest&#8230; jest zupełnie inaczej niż wtedy. Szkoda, że&#8230; <a href="https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-10-monotonny-skrawek-papieru-o-bezbarwnym-znaczeniu-fragment/">More</a>]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/2016/10/29/blank-canvas-10-piece-of-paper/">Link do początku rozdziału (części SFW).</a></strong></p>
<p><strong>Ostrzeżenia:</strong> Gwałt.</p>
<p><del><em>-skreślenia-</em></del></p>
<p style="text-align:center;"><strong>~ Kiyoshi ~</strong></p>
<p><strong></strong>Odbiłem się od miękkiego materaca, a on po chwili również znalazł się na łóżku.</p>
<p>Nade mną.</p>
<p>To jest&#8230; jest <i>zupełnie</i> inaczej niż wtedy.</p>
<p><em>Szkoda, że dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę.</em></p>
<p>Wtedy strach wynikał przede wszystkim z tego, że nie wiedziałem, co mnie czeka.</p>
<p>Nie rozumiałem siebie i własnego ciała.</p>
<p>Nie rozumiałem tych wszystkich reakcji, ale jego dłonie momentami delikatnie mnie gładziły, a oczy mimowolnie próbowały uspokoić.</p>
<p>Wahał się, czasem zastępując pocałunek ugryzieniem, a pieszczenie ciała wbiciem paznokci; <i>ale jego oczy wtedy, tak bardzo smutne, a jednocześnie tak bardzo mnie sobą uspokajały.</i></p>
<p>Były takie same, jak te moje; tak samo cierpiały, a nie chciały ranić.</p>
<p>Teraz jest inaczej.</p>
<p><em>Nie chcę&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;nie tak&#8230;</em></p>
<p><i>Co takiego zrobiłem tym razem&#8230;?</i></p>
<p>Wtedy to było&#8230; to było bardziej oczywiste.</p>
<p>Złamałem w końcu jego zakaz, jego&#8230; prośbę; nawet jeżeli jej nie usłyszałem, poza tym mi nie uwierzył, uznał, że mu skłamałem.</p>
<p><i>Jednak tym razem to w żaden sposób nie wynikło z mojej winy&#8230;!</i></p>
<p>Nie dał, wciąż nie daje mi nawet sekundy, żebym mógł się wytłumaczyć, żebym mógł mu to wytłumaczyć.</p>
<p><i>Dlaczego wydaje się być teraz jeszcze bardziej wściekły, niż kiedykolwiek?</i></p>
<p>I to wściekły na mnie, przeze mnie?</p>
<p>Ale on w odpowiedzi na te moje nieme pytanie, złapał za mój pas od spodni, który, nie tracąc ani jednej zbędnej sekundy; odpiął.</p>
<p><em>Jego dłoń&#8230; znowu, tam&#8230;!</em></p>
<p>&#8211; N-nie, p-proszę&#8230;</p>
<p><em>Głos mi drży, tak bardzo&#8230;</em></p>
<p>Może gdybym miał tak pewny głos, jak ten Rei&#8217;a, to by mnie puścił?</p>
<p><i>Może&#8230; m</i><i>oże po prostu powinienem spróbować jakoś&#8230;?</i></p>
<p>Zamiast dać mi szansę chociażby pomyśleć, szarpnął mnie za włosy, odwracając tak, że brzuchem skierowany byłem do materaca.</p>
<p>Silna dłoń, ale jest zimna; dlaczego tym razem jest taka zimna?</p>
<p>Miejsca, w których mnie nią dotkną, momentalnie pokrywają się gęsią skórką.</p>
<p><em>czemu nie jest tak ciepła, tak przyjemna, jak wtedy?</em></p>
<p>Ta silna dłoń, która jeszcze nie dawno mierzwiła moje włosy, teraz przyciska moją głowę do miękkiej, białej pościeli.</p>
<p><i>Tej samej pościeli, którą jeszcze wczoraj przyniosła Alyssa.</i></p>
<p>Tak mocno trzyma moją głowę; tłamsi tym samym wszelkie słowa prośby, które w tej chwili mogłyby się stąd wydobyć.</p>
<p>Jasno daje mi tym do zrozumienia, że moje słowa, moje zdanie, nie jest teraz potrzebne.</p>
<p>Nie pozwala mi. Zakazuje wręcz się odezwać.</p>
<p><em>Zaczynam się coraz bardziej roztapiać, ale teraz nie podoba mi się to uczucie.</em></p>
<p>Nie chce nawet tego tym razem porównywać do bycia na wysokości.</p>
<p><em>Po prostu nie chcę.</em></p>
<p>Z jednej strony się duszę, z drugiej jednak czuję na przemian chłód i gorąc.</p>
<p>Chłód z jego dłoni, które, mam nadzieję, że się niedługo ogrzeją.</p>
<p>Gorąc&#8230;</p>
<p><em>&#8230;nawet nie wiem, skąd on się bierze w tej sytuacji.</em></p>
<p>Zwłaszcza, kiedy wiem, że jego chłodne jak lód oczy wciąż mnie obserwują.</p>
<p><em>A może właśnie tego nie robi?</em></p>
<p>Przez tak silny uścisk czuję, że każdy następny oddech wychodzi coraz ciężej.</p>
<p><em>Czuję to.</em></p>
<p>Czuję, że powoli, coraz bardziej nie mogę oddychać.</p>
<p>Jedyne, co czuję przez to otępienie, to swój własny oddech.</p>
<p><i>Niech&#8230; niech przestanie, chociaż&#8230; chociaż na chwilę&#8230;</i></p>
<p>&#8230;oddech&#8230;</p>
<p><i>&#8230;przestań, proszę, Rei&#8230;</i></p>
<p>&#8211; Jeszcze jedno słowo, a obiecuję ci, że nie będzie dla ciebie żadnych gości.</p>
<p>&#8230;</p>
<p><em>&#8230;wie?</em></p>
<p>Wie, że Mia niedługo ma przyjechać?</p>
<p><strong><em>Więc dlaczego?!</em></strong></p>
<p>Jeżeli wie&#8230; Tak, jak z resztą się tego po nim spodziewałem; to dlaczego, skoro dobrze wie, na co były te pieniądze, dlaczego wciąż mówi takie słowa?!</p>
<p>Przecież&#8230; nie wydałem ani grosza z wypłaconej sumy na siebie&#8230;!</p>
<p><em>A mimo to nazwał mnie&#8230; </em><em>nazwał mnie tak wulgarnie&#8230;</em></p>
<p>Na każdym kroku w pałacu widać przepych, w jakim jest urządzony.</p>
<p><i>Dlatego&#8230; dlatego mam prawo wątpić, żeby ta suma; ta suma przeznaczona na operację była&#8230; była dla nich duża, prawda?</i></p>
<p>Sam ten pokój wydaje się mieć większą wartość z tymi wszystkimi zabytkowymi meblami.</p>
<p><em>Więc dlaczego on wciąż&#8230;?!</em></p>
<p>Zagubiony we własnych myślach, nawet nie poczułem, jak to blond-włosy ściągnął przynajmniej częściowo moją dolną garderobę w ten sposób, że tylko ta jedna część mnie była odsłonięta.</p>
<p>Nawet nie usłyszałem charakterystycznego dźwięku odpinania metalowej części paska.</p>
<p><i>(-nawet nie usłyszałem tego cichego ,,Przepraszam&#8221;, które zdawało się być niczym więcej, aniżeli kolejnym złudzeniem-)</i></p>
<p>Czas się zatrzymał.</p>
<p><em>Kiedy ponownie wskazówka srebrnego zegara zaczęła tykać, wszystko runęło.</em></p>
<p><strong>?!</strong></p>
<p>Co się&#8230; co się właśnie stało?</p>
<p>Myślę, że poczułem ból.</p>
<p><em>Inaczej.</em></p>
<p>Wiem, że poczułem ból.</p>
<p><em>Wciąż go czuję.</em></p>
<p>Ból inny niż cokolwiek przeżyłem do tej pory.</p>
<p>Ból fizyczny, który nie równał się nawet z tym, ze złamania kilku kości w nodze, kiedy mnie pobito w gimnazjum, ani wtedy, kiedy pierwszy raz spadłem z dachu, i musiałem skłamać Mii, że to były tylko schody.</p>
<p>Przeszywający całe ciało.</p>
<p>Rozpala mnie od wewnątrz&#8230;</p>
<p><i>&#8230;nie&#8230;</i></p>
<p>&#8230;bardziej parzy.</p>
<p>Niczym&#8230; ogniem; ale nie takim, jak wtedy.</p>
<p>Nie.</p>
<p>Ten gorąc, teraz, pali, boli, cierpię? boleśnie; przypala mnie.</p>
<p><em>Nie czułem tego wcześniej, nie aż tak&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;a może to nie jest ból?</em></p>
<p>To&#8230; przyjemność? Tak gorąca; niemalże zupełne jak ta, z wtedy, tylko&#8230; tylko że teraz po prostu jeszcze jej nie odczuwam tak samo?</p>
<p><em>A może&#8230; nie&#8230; sam nie wiem&#8230;</em></p>
<p>Wszystko jest zamglone; uczucie otępienia.</p>
<p><em>Sam nie wiem, co to dokładnie jest; dopiero po chwili, w której zdawało się, że czas stanął w miejscu&#8230;</em></p>
<p><em>&#8230;ruszył się.</em></p>
<p><em>We mnie.</em></p>
<p>Myślę, że chyba próbowałem krzyknąć.</p>
<p>Tak, na pewno próbowałem.</p>
<p><i>Teraz jestem tego pewien.</i></p>
<p>Wcześniej, na samym początku, też próbowałem, ale on wciąż ciasno przytrzymywał moją głowę do poduszki.</p>
<p>Wciąż nie pozwala, żeby najmniejszy dźwięk protestu wydobył się z moich ust.</p>
<p>Ten jego niemy, bolesny rozkaz, wciąż wisi w powietrzu.</p>
<p>Pierwszy raz czułem się zupełnie tak, jakby moje ciało wcale nie należało do mnie.</p>
<p>Nie miałem tak nawet kiedy niemalże całym ciałem wychylałem się znad dachu budynku.</p>
<p><i>(-a obiecałeś sobie, że nie będziesz o tym myślał; nie teraz, nie przy nim, nie z nim-)</i></p>
<p>Stan, w którym jestem zarówno świadomy, jak i nieświadomy tego, co się ze mną dzieje.</p>
<p>Dopiero kiedy poczułem, jak coś spływa po moich nogach, zawinąłem się nieco w sobie tak, żebym mógł to zobaczyć; jego dłoń wciąż na moich włosach, i&#8230;</p>
<p>&#8230;</p>
<p><em>&#8230;czy to jest&#8230;</em></p>
<p><em><strong><br />
</strong></em><em>&#8230;krew?</em></p>
<p><em>N-nie&#8230;</em></p>
<p>Ostatnim razem nie było krwi, ani kropelki.</p>
<p>Nie powinienem krwawić z&#8230; z takiego miejsca, prawda?</p>
<p><i>Zwłaszcza&#8230;</i></p>
<p><i>&#8230;zwłaszcza nie podczas&#8230;</i></p>
<p><i>&#8230;kiedy my&#8230;</i></p>
<p><i>&#8230;nie&#8230;!</i></p>
<p>&#8211; NIE, PROSZĘ, REI, JA&#8230;!</p>
<p>&#8211; ZAMKNIJ SIĘ!</p>
<p>Zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby jakoś wyrwać się z jego uścisku.</p>
<p><em>To nie powinno tak boleć, to nie powinno tak krwawić, </em><em>prawda?</em></p>
<p><em>Prawda?</em></p>
<p>A może to jest właśnie normalne?</p>
<p>I to ja byłem zbyt zaślepiony przyjemnością, żeby cokolwiek&#8230; cokolwiek takiego poczuć?</p>
<p>A może po prostu spłynęła po mnie, a następnie wsiąkła w czerwone prześcieradło?</p>
<p><em>Ale nie, to niemożliwe, przecież ostatnio; </em><em>ta przyjemność z wtedy&#8230;</em></p>
<p>&#8230;teraz nie ma po niej najmniejszego śladu.</p>
<p>Proszę, proszę, chociaż zwolnij, puść swoją dłoń; za mocno ściskasz moje włosy, niemalże czuję, jak mi je wyrywasz; pozwól mi zaczerpnąć oddech, chociażby na kilka sekund&#8230; zatrzymaj się na chwilę, proszę, to tak bardzo boli; nie mogę się rozluźnić, ból mi na to nie pozwala&#8230;</p>
<p>&#8230;naprawdę&#8230;</p>
<p><i>&#8230;naprawdę czujesz w ten sposób przyjemność&#8230;?</i></p>
<p>Przez sekundę wszystko stało się czarne, jak zamiast zaczerpnąć upragnionego oddechu, przez to całe moje szamotanie&#8230;</p>
<p><i>&#8230;wciąż się wyrywałem, mimo tego, że powielało to tylko odczuwalny ból, ale też nie mogłem przestać; </i>oddech.</p>
<p><i>Pragnąłem tylko zaczerpnąć oddechu, żeby móc, chodź trochę, się rozluźnić&#8230;</i></p>
<p>&#8230;silnie uderzyłem się w twardą, drewnianą ramę łóżka.</p>
<p><em>Równie dobrze mogła być z najtwardszej stali, jak wszystkie moje myśli stały się zamglone</em>.</p>
<p>Zupełnie, jakbym stracił w pewnym sensie świadomość.</p>
<p>Jedyne, co mi pozostało, to ból i gorący płyn skapujący po nogach.</p>
<p>&#8211; Posprzątaj to.</p>
<p>Jego chłodne słowa poprzedziło tylko uczucie jeszcze większego gorąca, które zdawało się wyżerać mnie od środka.</p>
<p><em>To&#8230; wszystko? Już koniec? Tak&#8230; po prostu?</em></p>
<p>Nie ma go już&#8230;</p>
<p>&#8230;we mnie?</p>
<p>Kiedy usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwi, nawet nie zdałem sobie sprawy z tego, że ten jego gorąc; <em>taki żrący, palący mnie żywcem, raniący; dlaczego? przecież jeszcze nie dawno i ja czerpałem z niego przyjemność&#8230;</em></p>
<p>&#8230;że on już opuścił w pełni moje ciało.</p>
<p>Opuścił ten pokój, zostawiając tylko mnie.</p>
<p>To wszystko wydawało się tak samo realne, jak pierwszy lepszy sen.</p>
<p>Zły sen.</p>
<p><em>Koszmar</em>?</p>
<p>Jedynym dowodem na to, że, naprawdę był&#8230; był tutaj, w tym pokoju, ze mną, jest czerwona i biała substancja, skapująca po moich udach.</p>
<p>Mieszając się ze sobą tworzy lekko różowy kolor.</p>
<p><em>I pomyśleć, że jeszcze dziś rano ta pościel była idealnie biała.</em></p>
<p style="text-align:center;"><strong><a href="https://demonofmyheartpl.wordpress.com/2016/10/29/blank-canvas-10-piece-of-paper/">~ (kontynuacja SFW) ~</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://demonofmyheartyaoipl.wordpress.com/2017/08/29/blank-canvas-10-monotonny-skrawek-papieru-o-bezbarwnym-znaczeniu-fragment/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/1471711e609dc67dee670bdf9a173ede?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">nishiones</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
