<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766</atom:id><lastBuildDate>Thu, 29 Aug 2024 07:18:22 +0000</lastBuildDate><category>Nigrum Cor II</category><category>Nigrum Cor</category><category>Nigrum Cor III</category><category>naukowy bełkot</category><title>Chronica Genusmuto</title><description></description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>50</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-2223576730693696944</guid><pubDate>Sun, 04 Feb 2018 13:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-02-04T14:30:51.722+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XLII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Złapałem w locie mniszkę tuż przed upadkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- P-paniczu kokko! - krzyknęła zdziwiona, gdy tylko złapała równowagę i zarejestrowała, z kim się właśnie zdarzyła. - Proszę mi wybaczyć, paniczu kokko!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mam czego - uśmiechnąłem się lekko i schyliłem po rozrzucone na kamiennej posadzce ręczniki. Dookoła nas panował istny chaos - mnisi biegali od miejsca do miejsca lawirując między grupką porozsadzanych na większych kamieniach i prowizorycznych ławkach, a nawet noszach, Genusmuto. Część z nich była ranna, większość przestraszona i zdezorientowana. - Co tu się tak właściwie dzieje?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Odkąd zaczęli strzelać do zmiennokształtnych, pani Horacio i kilka innych świątyń zarządzili tutaj punkt zborny i szpital - odpowiedziała szybko, odbierając ode mnie pakunek. - Nie znam szczegółów, ale od rana przychodzi tu coraz więcej ludzi i mamy wprowadzony stan wyjątkowy. Panicz kokko wybaczy, ale… - dziewczyna zawahała się, zerkając niepewnie przez ramię, prawdopodobnie na miejsce docelowe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - skinąłem krótko głową. - Przekaż, że w razie czego mogę załatwić leki lub dragi. Gdyby brakowało wam miejsca, posiadłość Guyie jest już praktycznie skończona, trochę osób może tam przenocować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak jest - mniszka odkrzyknęła jeszcze w biegu i zniknęła gdzieś w masie ludzkiej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozejrzałem się dookoła, nie za bardzo wiedząc, co powinienem zrobić najpierw. Zaczynałem dostrzegać plan w tym, co pierwotnie jawiło mi się jako bezkształtna, bezmyślna masa. Tam dwie mniszki z maskotkami otoczone gromadką rozwrzeszczanych, zapłakanych dzieci. Obok kobiety, najprawdopodobniej matki maluchów, piorące ręcznie szmaty na bandaże lub gotujące zioła przeciwbólowe. Przy rzece trójka mężczyzn i jeden mnich czerpiący wodę i przekazujący kolejnym, roznoszącym ją pomiędzy stanowiska poszkodowanych i do punktu medycznego. Co chwilę ktoś gdzieś biegł, ale wszystkie ścieżki były ze sobą idealnie zsynchronizowane i potrzebne. Zauważyłem nawet jednego mnich tłumaczącego coś grupce częściowo zmienionych Genusmuto, prawdopodobnie tylko dla odciągnięcia ich uwagi i przykucia na czymś neutralnym. Nie było chyba jednej osoby, która miałaby czas na niepotrzebne rozpatrywanie tego, co się właśnie stało i rozdrapywanie świeżych ran.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszedłem szybkim krokiem między tłumem aż do wejścia do świątyni głównej. W progu zauważyłem Horacio perorującą coś większej grupce mnichów, ale nie zdążyłem jej zaczepić, bo drogę zaszła mi Tsuyu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Paniczu kokko, przygotowaliśmy już salę na zebranie najważniejszych osób. Póki co jest tam Wład i pani Misza, a na linii pani Longmiłow. Wszystkich już powiadomiliśmy i mamy nadzieję, że się zjawią. Proszę tędy - wyciągnęła rękę w ponaglającym geście, a ja tylko skinąłem krótko głową i podążyłem w wyznaczonym mi kierunku. Od razu rzuciło mi się w oczy, że była zupełnie spokojna i skupiona na swoim zadaniu. Przynajmniej na zewnątrz, bo jej oczy zdradzały dobrze skrywane zdenerwowanie. - Wiemy już, - kontynuowała, gdy tylko gwar nieco przycichł za budynkiem - że pan Shiwataka zjawi się do godziny, a pani Petrulis będzie się dowiadywać w sytuacji w Europie Środkowej. Niestety nie mogliśmy się dodzwonić do pana Nakamaru i pani Daruk, ale możliwe, że to kwestia łączy. Sieci telefoniczne aż pękają w szwach, zwłaszcza te międzynarodowe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne. Zgaduję, że Horacio ma swoją własną sieć telefoniczną i nie będzie problemów z kontaktem w razie potrzeby? - jeszcze przed wejściem na teren świątyni czułem gromadzące się tutaj zapachy, jak gdyby organizm szykował się do walki i starał ciągle wiedzieć wszystko o otoczeniu. Musiałem jakoś odreagować przytłaczającą woń krwi, choćby i mdłym dowcipem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Telefoniczną może nie, ale jesteśmy w stałym i błyskawicznym połączeniu z niemal wszystkimi świątyniami wyznającymi kult demonów na terenie Japonii oraz niektórymi spoza - odpowiedziała z szerokim uśmiechem. - Myślę, że takie opóźnienie wystarczy dla przekazów krajowych. Jesteśmy na miejscu. Wybaczysz, że bez herbaty, ale sam rozumiesz…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obraziłabyś mnie herbatą - stwierdziłem luźno. - A właśnie. Nie wiem, kogo sobie Horiacio wybrała na następczynię, ale obiecuję, że jak już będzie spokojniej, zmieni zdanie - otworzyłem drzwi i zobaczyłem zaciekle rozmawiającą trójkę Rosjan, z czego jedną w postaci hologramu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zmieni - odpowiedziała Tsuyu ze śmiechem, ale zanim zdążyłem na to zareagować, zamknęła mi drzwi przed nosem. &lt;i&gt;Czyli jednak mamy z Horacio taki sam ogląd na nową przeoryszę.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- … idiot nie panimajet!&amp;nbsp; Eta uże niet maja… - Tania niemal fizycznie kipiała złością.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Coś się stało? - odchrząknąłem i przerwałem jej na tyle głośno, by zwróciła na mnie uwagę. Kobieta momentalnie wyprostowała się, poprawiając pozycję.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Twoj pomysł z telewizju jest zablokowanyj przyz adnego gówniarza z gory. My nie mogut powiadomić władz o Łowcach - odpowiedziała za Tanię Misza z westchnieniem frustracji. - Daże teraz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co?! Ale… co to za skurwysyn? - od razu postawiło mnie na nogi. Myślałem, że o ile wcześniej mogliśmy się spierać, tak teraz jasnym było, że nie poradzimy sobie bez ludzi. Wcześniej wydawało mi się, że jeśli tylko uda mi się przekonać Dmitrija i resztę sceptyków w Tokio, reszta się już jakoś potoczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Italianiec, Aleksans Nunziata - mruknął Wład, wyraźnie zirytowany. - Jewo babuszka była demonom, basiliskom. On straszny szcieniok, no priez geny wsie go słuchajut.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No kurwa by go brała mać… - mruknąłem. Oczywiście, mogłem zignorować zdanie ogółu i działać samowolnie, ale nie byłem pewny, jaki to odniesie skutek. Bez poparcia ogółu mogłem tylko ryzykować własną skórą bez pokrycia. - Dzwonię do młodego Leggio, może on coś może z tym zrobić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zrobit. Ja uże gawariła ze starszym Leggio i Sewaczowom - zatrzymała mnie Tania. - Chwila - mruknęła, gdy ktoś wszedł do pomieszczenia, w którym przebywała. Odeszła od kamery i na hologramie pozostał tylko szarawy, nieco rozmyty fotel.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No to fajnie się zaczyna - westchnąłem, opierając się biodrem o blat stołu. - Jakieś pomysły, co dalej?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Poza czekaniem, aż nas wybijut? - zironizowała Misza i zaległa chwila paskudnej ciszy pełnej niemocy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i w futrynie pojawił się zdyszany Luka, jeden z bezpośrednich podwładnych Shena. Zarzucił czarny warkocz na plecy skórzanej kurtki w jadowicie czerwonym odcieniu i rozejrzał się po zebranych.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Który to pan Guyie? - spytał z delikatnym akcentem z Kyoto. Skinąłem mu głową, niezbyt pewny, skąd się tu wziął ani po co.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Fangji-sama nie mógł dzwonić, więc kazał przekazać, że Bahaj zniknął z Twierdzy razem z prawie wszystkimi swoimi ludźmi i sporą częścią broni Sztyletów - wydyszał wręcz na jednym wydechu. - Aha, i jeszcze jeden problem z donem…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ruski? - ubiegłem go, a mężczyzna tylko skinął głową. - Jest ode mnie, to nie problem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, ale on próbuje przejąć władzę bez wyborów i…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To go, kurwa, przepuśćcie do stołka! - wrzasnąłem, uderzając pięścią w stół. Nagła inicjatywa Ruskiego może i wydawała mi się nieco niepodobna do niego, ale nie mogłem narzekać. Prawdopodobnie szybki skok na władzę, spacyfikowanie wszystkich, którzy zostali i zamknięcie sejfu z bronią było najlepszym, na co teraz mogłem liczyć. - Nie po to nadstawiam dupy połowie okolicznych mafii, żebyście teraz wszystko spierdolili! Przekaż Shenowi, że jeśli pokrzyżuje mi teraz plany, to mu osobiście odstrzelę łeb. Jemu i tej jego dupie. Zrozumiano? - syknąłem, patrząc prosto w oczy Luki. - To teraz spierdalaj, nie mam na ciebie czasu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Won, kurwa! - ponownie trzasnąłem w stół, o dziwo poparty przez Włada wyciągniętym zza paska nożem. - Co? - spytałem skonsternowany chichoczącą Miszę, gdy drzwi już się zamknęły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Niszto - odpowiedziała, tłumiąc śmiech. - Uże w kańcu wyglądajesz kak bos, niet maskot.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mnie to jakoś nie bawi - mruknąłem, przeglądając telefon. Od około pół godziny zamilkł już na stałe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyli jesteśmy w czarnej dupie, tak? - spytał Nicholas, prostując się na krześle.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mniej więcej. O ile nie ma ktoś jakiegoś cudownego planu - rozejrzałem się po zebranych. Poza Rosjanami, pojawili się jeszcze Nicholas, Dmitrij, bliźnięta, Aurelien, Moharu i Takahiro Shiwataka. Poza tym ostatnim, chyba żadne z nas nie spotkało się jeszcze nigdy z prawdziwymi problemami, a już na pewno nie w takiej skali.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A gdyby tak olać tego skurwysyna? Jak tylko sprawa się trochę uspokoi, można by go po cichu zdjąć i tyle - widziałem, że Dmitrij nie żartował. I o ile podobał mi się jego pomysł, o tyle…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli zwierzchnictwo się nie zgodzi na wyjawienie, większość Genusmuto poza Japonią i może Azją wschodnią ich posłucha. Tak, czy tak, będziemy sami, w dodatku w charakterze persona non grata gdziekolwiek poza naszym terenem. A bez ogólnoświatowego ruchu wezmą nas za idiotów i spod stryczka uchroni nas co najwyżej pokój bez klamek. Zresztą, pewnie wysoko postawieni Japończycy też to wiedzą i będą siedzieć cicho za drzwiami pancernymi swoich twierdz - ubiegł mnie Shiwataka znad laptopa. Cały czas mężczyzna coś usilnie stukał w klawiaturę swojego komputera. - Cokolwiek chcecie robić, radzę się pospieszyć. Według moich źródeł Łowcy znowu wyszli na ulice, niemal otwarcie strzelając do każdego, kogo uznają za podejrzanego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kurwa mać! - nie tylko mi się wyrwało przekleństwo. - Co w ogóle z ochroną Kon-kokko? Jak nas tu łapią, będziemy jak szczur w klatce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Póki co bezpiecznie, ale cholera wie, na jak długo - Misza wyjrzała na chwile przez drzwi, przez szczelinę rozmawiając przez chwilę z jakimś mnichem. - Możliwe, że jeszcze się nie zorientowali, że tu jesteśmy, bo wyraźnie szukają po mieście w kościołach, biurach Genusmuto i innych takich - stwierdziła, rozwijając jakąś kartkę. Przez chwilę przyjrzała się jej. - To chyba do ciebie - stwierdziła w końcu, podchodząc. Wziąłem od niej paseczek papieru zeszytowego i rozłożyłem go ponownie. Niemal od razu poznałem pochyłe, nieco niechlujne chińskie pismo Zu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-variant: small-caps; text-align: center;&quot;&gt;
„&lt;i&gt;Zablokuj młodego Nuziatę, masz w sobie krew demonów. Pamiętaj, co mi obiecałeś.&lt;/i&gt;”&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zmroziło mnie. Musiałem jeszcze trzy razy przeczytać tekst, żeby zrozumieć, co w nim jest. Nagle wszystko stało się jasne. I sztylet, i słowa Ruskiego o Memoriae, i dziwna rozbieżność między tym, co ja potrafiłem jako kokko, a co mój ojciec. Xin’ai była moją matką. Moją rodzoną matką. To dlatego nawet Sano-ojisan nie wiedział, kim ona była. Nie wiedział o bibliotece ani jej Strażniczce. Aż nie mogłem uwierzyć, że nie potrafiłem wcześniej połączyć tych wszystkich, tak licznych przecież, sugestii w jedną całość. Nie rozumiałem tylko, skąd wiedział o tym wszystkim Zu i dlaczego właściwie mi powiedział. Nie miałem na to jednak teraz czasu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- …ei! Hei! - Misza patrzył na mnie z niepokojem. Najwyraźniej musiałem się wyłączyć na dłuższy czas. - Wszystko w porządku? - spytała niepewnie, wręcz po matczynemu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Lepiej, niż bym sobie mógł wyobrażać w tej sytuacji - mruknąłem ku jej konsternacji. - Shiwataka, znasz kogoś z rządu lub policji? Jak najwyżej postawionego - spytałem z nadzieją. Przez tę jedną informację powoli zaczynałem wierzyć, że z powrotem mam kontrolę, a przynajmniej jej część nad tym, co się działo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, paru ludzi w sejmie i szefa tokijskiej komendy. Coś wymyśliłeś? - mężczyzna przestał przyglądać się słupkom na komputerze i popatrzył na mnie. Widziałem po jego oczach, że przeczuwał coś wielkiego i nie mógł się doczekać, aż historia zacznie się dziać na jego oczach. Miałem nadzieję, że się doczeka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Komendant lepszy - stwierdziłem niemal od razu. - Potrzebuję konferencji. Tutaj, na tle tych wszystkich rannych. Wielkiej i takiej, która dotrze błyskawicznie do każdego. Na każdym programie w telewizji, nawet zamiast bajek, na każdym bilbordzie w mieście, jeśli nie kraju. I na wszystkich zagranicznych mediach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jednak… - zaczął, ale przerwał, widząc mój uśmiech.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Właśnie to chcę powiedzieć. Nick, potrzebuję tutaj Soujirou, i to jak najszybciej. Jak mamy jakiegoś aktora, modela, czy kogokolwiek innego wśród naszych, to też. Ma być jak najwięcej szumu - mężczyzna tylko skinął głową bez słowa i sięgnął po telefon. - Dmitri, Aurel, wam zostawiam media społecznościowe. Najlepiej wiecie, jak puścić coś szybko między ludzi. Eli będzie więcej niż szczęśliwa, jak ją w to wciągniecie. Widziałem, że gdzieś tu się miotała przy dzieciakach, możecie jej poszukać.&lt;br /&gt;
- Wreszcie - oczy Dmitrija omal nie zaświeciły się na tę informację.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szcienok, ty nie zapomniał o Nunziatu? - spytała sceptycznie Tanya, zaplatając ręce na piesi. Tylko czekałem na to pytanie, dlatego w odpowiedzi uśmiechnąłem się szeroko i pokazałem przed kamerką liścik od Zu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możesz powiedzieć zarządowi Genusmuto, że król został zdetronizowany - rzuciłem lekko, czując na sobie pytające spojrzenia wszystkich w pomieszczeniu. - Resztę wytłumaczę później, teraz nie ma czasu. To co, jesteśmy w tym razem? - rozejrzałem się zaczepnie po zebranych. Odpowiedział mi zbiorowy okrzyk bojowy o dość jednoznacznej treści: „Walka dopiero się zaczęła”.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2018/02/rozdzia-xlii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-3841818978466026997</guid><pubDate>Sun, 17 Dec 2017 20:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-17T21:10:39.676+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XLI</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Obejrzałem się na Elisabeth i przystanąłem, by kobieta zdążyła się ze mną zrównać. Wydawało mi się, że zupełnie nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia, jakie jej dotyczyło jeszcze jakiś czas temu. Lub nie chciała sobie z niego zdawać sprawy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiesz, możemy częściej załapać się na takie imprezy - rzuciła luźno, gdy wreszcie mnie dogoniła. - Już dawno nie jadłam tak dobrego kawioru.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze, że chociaż ty jesteś zadowolona - uśmiechnąłem się lekko. Na więcej nie było mnie stać. Gdy pierwsza adrenalina i poczucie zagrożenia minęło na łodzi odprawiającej nas na ląd, powoli zacząłem odczuwać, jaką siłą dysponował Ruski dusząc mnie. Nawet nie chciałem sobie wyobrażać, co by się stało, gdyby chciał mnie od razu zabić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jess, co cię ugryzło? - Elisabeth uwiesiła się niespodziewanie na moim ramieniu, niemal przewracając mnie na powoli znienawidzonych już szpilkach. - To co, jakieś małe afterpar… co ci się stało z szyję? - ammitka odsunęła się trochę, zdezorientowana.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mała sprzeczka o imponderabilia - odpowiedziałem wymijająco. Nie chciałem wytrącać jej z dobrego humoru. Widziałem, że Elisabeth nie do końca mi w to uwierzyła, ale na szczęście nie ciągnęła tematu. Może i zachowywała się z pozoru nierozważnie, ale miała dobrą intuicję interpersonalną i zawsze wycofywała się z nieodpowiedniego tematu. Przynajmniej do czasu. - Pewnie będziemy musieli chwilę poczekać, zanim ktoś po nas przyjedzie. Chcesz wpaść po jakieś drobiazgi do sklepu? - spytałem, kiwając głową w stronę świecących się witryn monopolowego. Nawet w porcie o tej godzinie jakiś się znalazł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W sumie… czemu nie - odparła wesoło. - Ty mi tutaj zaraz padniesz na tych szpileczkach, więc może ja się przejdę, co? - zaproponowała, wykonując tanecznym krokiem piruet dookoła mnie. Chciałbym mieć choć odrobinę jej entuzjazmu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne. Weź mi fajki - stwierdziłem, sięgając do kopertówki, w której ledwo mieściły się telefon i pieniądze. &lt;i&gt;Ja nie wiem, jak kobiety radzą sobie z takim czymś…&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Jeszcze na statku Ruski zdążył dać mi niewielki plik banknotów „kieszonkowego na taksówkę”, wizytówkę na fałszywą firmę transportową, za to z prawdziwym numerem i gwarantujący nam nietykalność sygnet. Wiedziałem, że pokazywanie Elisabeth całej sumy nie było najlepszym pomysłem, dlatego wysunąłem jeden banknot i podałem go kobiecie. - Najlepiej cienkie Malboro lub Black Devile, jak będą mieć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty palisz? - kobieta wzięła ode mnie pieniądze i wsadziła je sobie za stanik. J&lt;i&gt;uż druga z bagażem w cyckach…&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Teraz tak - odpowiedziałem cierpko i przysiadłem na murku. - Idź już.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gbur&amp;nbsp; - mruknęła niezadowolona, ale poszła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy Elisabeth zniknęła za drzwiami sklepu, zrobiło się zupełnie spokojnie. Ciszę przerywało tylko syczenie masywnych, w miarę nowych lamp rozstawionych co jakiś czas na słupach i dających pomarańczowe, niezbyt naturalne światło. Prawie jak w starej grze składankowej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Odetchnąłem głęboko, starając się ułożyć sobie w głowie to, co stało się na statku. Podejrzewałem, że jednym z kierowców będzie Soujirou, a nie do końca byłem pewny, czy potrafiłem stworzyć odpowiednią dla niego wersję wydarzeń. Było wysoce prawdopodobne, że mężczyzna spotka się kiedyś z Ruskim, a konflikt między tą dwójką nie mógł skończyć się dobrze. Oczywiście na korzyść mafioza. Z drugiej strony, wątpiłem, bym był w stanie gładko skłamać kochankowi, że to jakiś przypadkowy typ chciał mnie udusić. Czasem naprawdę żałowałem, że Soujirou nie był z mojej „branży” i nie był znieczulony na pewne sprawy w stopniu, jaki gwarantowałby mu spokój ducha. Chociaż, wtedy pewnie nie byłbym zainteresowany związkiem z nim. A już na pewno nie w aż takim stopniu, co z moim kochanym, niewinnym Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nawet nie zauważyłem, kiedy Elisabeth wróciła i podetknęła mi pod nos papierosy. Chyba przez te mroczki z niewyspania i zmęczenia emocjonalnego. Dopiero zirytowane kopnięcie w opuchniętą kostkę przywołało mnie do porządku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A, to ty - żachnąłem z lekceważeniem, dodatkowo wkurzając Elisabeth. Z braku laku mogłem podroczyć się i z nią. Musiałem na kimś wyładować własną frustrację. - Innych nie było? - spytałem, ostentacyjnie kręcąc nosem. Kobieta kupiła mi zwykłe, grube papierosy niezbyt rozpoznawalnej firmy. Nie, żebym bał się mocnego działania tytoniu, ale pewnie były ohydne w smaku. - Aha, reszta.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A napiwek za to, że poszłam? - Elisabeth wydęła usta niczym dziecko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mogę ci oddać w naturze, jak chcesz. A forsa z powrotem - stwierdziłem, wyciągając rękę. Kobieta prychnęła niczym urażona kotka, ale położyła mi na dłoni zafoliowany kartonik i jakieś pieniądze. Podejrzewałem, że część sumy schowała już dla siebie, ale nie miałem potrzeby dochodzić paru drobniaków. Ostatecznie cały wątek wyciągnąłem tylko po to, żeby ją wkurzyć. Zębami otworzyłem paczkę i wyciągnąłem jedną fajkę. O dziwo, nie pachniała źle. Powiedziałbym nawet, że czuć było delikatnie słodkawy aromat wanilii. - Nie masz zapalniczki, co? - zagadnąłem, chowając paczkę, z braku opcji, za gorset.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś zbyt przewidywalny - stwierdziła ammitka, rzucając mi na kolana drobny przedmiot. Sięgnąłem po niego i okazało się, że była to zapalniczka z rysunkiem gołej mulatki w obroży i pończochach. - Mam nadzieję, że podoba ci się wzór.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ideał - mruknąłem, odpalając papierosa. - Możesz mi się tak pokazać następnym razem - zaciągnąłem się, żeby spróbować smaku i ze zdziwieniem zauważyłem, że nie było aż tak źle. Oczywiście, czuć było tę charakterystyczną gorycz tanich, ruskich fajek, ale nie aż tak bardzo, by nie było to do wytrzymania. Z wanilii został tylko rozwiany już zapach przy zapalaniu. - Masz zamiar cały czas tak sterczeć? - spytałem zgryźliwie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może - prychnęła Elisabeth, ale przysiadła się do mnie na murek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Siedzieliśmy w milczeniu, nie za bardzo widząc temat do rozmowy. Ja nie miałem na to siły i chciałem zachować pozory niefrasobliwości, a i Elisabeth wyjątkowo buzia się zamknęła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Było ciemno, dość chłodno i nie działo się absolutnie nic, więc czas dłużył się potwornie. Raz czy dwa w oddali pojawił się jakiś portowy kot w poszukiwaniu resztek zostawionych przez dzień przez pasażerów, ale chyba nie znalazł niczego interesującego. Zresztą, kto tam wie koty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez chwilę rozważałem, czy zdjąć te przeklęte buty, ale ostatecznie było na tyle zimno i mokro, że wolałem nie ryzykować. Jeszcze tylko przeziębienia mi brakowało przy mojej odporności na leki. Chyba już nawet zdążyłem się przyzwyczaić do bólu stóp - odciągał choć trochę uwagę od tego w szyi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dopalałem drugiego papierosa, gdy z oddali dobiegł nas dźwięk silnika. A w zasadzie, to dość szybko okazało się - dwóch silników. Po dalszej minucie na ulicy przy sklepie pokazało się czerwone mitsubishi i granatowy volkswagen któregoś z Wilków. Skrzywiłem się nieznacznie, dalej niezbyt wiedząc, co powiedzieć Soujirou i rzuciłem kiepa na asfalt. Przygniotłem go obcasem, choć było na tyle wilgotno, że pewnie zgasiłby się i bez tego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dziewczynki już idą spać? - już z daleka przywitał nad Dmitrij. Wyraźnie został oderwany z jakiejś dobrej imprezy. Albo przynajmniej schadzki. Aż mi się nie chciało wierzyć, że wytrzymał „w towarzystwie” bez wódki - Ja wiem, Hei, że z ciebie ostatnio mister formalista, ale Eli też?! - zaśmiał się, gdy wreszcie do nas podszedł. Soujirou najwyraźniej nie chciał się mieszać, bo został przy samochodach, oparty o drzwi mitsubishi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie miałam wyboru - odpowiedziała zgryźliwie kobieta. - Jak zaczynałam się dobrze bawić, to przyszedł i mnie zapakowali razem z nim na łódkę. A takie tam były ciacha! Jeden to nawet już prawie…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Te ciacha to tresowani zabójcy - prychnąłem, udając się w stronę samochodów. - I interesowali się tobą tylko dlatego, że Ruski im kazał cię przyskrzynić, gdyby potrzebował zakładnika lub przynęty. Nie schlebiaj sobie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Te, a ty co taki obrażony? - zachichotał Dmitrij, przyskakując do mnie. - Myślałem, że wam się udało przekonać Sharilova do…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bo się udało - warknąłem krótko, dając do zrozumienia, że dzisiaj nie mam ochoty na dalszą dyskusję. Byłem wykończony, zarówno fizycznie jak i psychicznie i jedyne, o czym teraz myślałem to żeby jak najszybciej usnąć w objęciach Soujirou i z kulką futra w nogach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, to o co ci… - zaczął, ale urwał w połowie. Chyba Elisabeth dała mu znak, żeby przestał, ale nie byłem tego pewien.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszedłem nieco chybotliwym krokiem na parking, nie zdejmując wzroku z asfaltu przed sobą. Nie miałem siły na podziwianie widoczków, a dziwnie bałem się spojrzeć Soujirou w oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bez słowa wsiadłem do samochodu. Chciałem zapiąć pas, ale mężczyzna powstrzymał mnie gestem ręki. Pociągnął w górę mój podbródek i zmusił do spojrzenia na siebie. Jakieś dwie sekundy przyglądał mi się intensywnie, po czym uśmiechnął się delikatnie i pocałował mnie. Od razu zrobiło mi się chociaż trochę lepiej. Za naszymi plecami rozbrzmiał głos silnika i plotkująca w najlepsze para wyjechała z parkingu. Nie reagowałem, a i mój mężczyzna wyraźnie czekał, aż zostaniemy sami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Brawo, mój mały lisku - wyszeptał czule i pogłaskał mnie po udzie. - Xiaogou chciał zostać z Nicholasem w twoim drugim domu, więc mu pozwoliłem na to. Jak tylko przyjedziemy, zrobię ci ciepłą kąpiel - bez zastanowienia kiwnąłem głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji? - wyszeptałem nagle. Sam nie wiedziałem, po co.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, mój mały lisku?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kocham cię - uśmiechnąłem się blado i wtuliłem w ramię mężczyzny na tyle, na ile pozwalała mi pozycja i otarcia. Mężczyzna pogładził moje włosy i pozwolił mi tak pozostać przez chwilę. Czułem, jak wszystko zaczyna powoli ze mnie schodzić. Stres, strach, poczucie zagrożenia. I tylko ból szyi nie chciał zniknąć. &lt;i&gt;Tylko ciebie. Byłem wierny.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiem - wyszeptał Soujirou, jak gdyby czytając w moich myślach. - Wiem, mój mały lisku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Aż skrzywiłem się, widząc swoje nogi. Pięty były starte aż do krwi, a skóra straciła swój, zazwyczaj i tak niezbyt nachalny, kolor, idealnie pasując odcieniem do ręcznika, na którym leżały.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przygotowałem ci kąpiel, jeśli chcesz - Soujirou usiadł bokiem na oparciu kanapy i pocałował mnie we włosy. - Nie powinienem proponować wysłania cię tam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wręcz przeciwnie - wymruczałem, delektując się delikatną pieszczotą lisiego ucha. - Wolałbym nie wysyłać do Ruskiego żadnej dziewczyny. Moje nazwisko uratowało sytuację - odgiąłem się i wtuliłem w tors mężczyzny. Przymknąłem oczy, chłonąć z kontemplacją dotyk palców Soujirou i ciepło jego ciała. Hurtowo zażyte leki powoli zaczynały działać, ale ciągle nie miałem ochoty dotykać szyi i odświeżać ran. - Co robisz w najbliższym czasie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Planowałem wpaść do Cartiera na próbę, żeby zobaczyć, jak mu idzie, ale to może poczekać - stwierdził, cały czas głaszcząc mnie po uchu. - Na co masz ochotę, mój mały lisku?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kompletnie na nic - stwierdziłem, przeciągając się leniwie. - Spróbuję się wykąpać i chodźmy już do łóżka, hm?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wedle życzenia - mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo i wstał. Podszedł, podłożył rękę pod moje kolana i podniósł mniej jak księżniczkę zanim zdarzyłem zaprotestować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Uwielbiałem go.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeciągnąłem się z kontemplacją, szukając wyjścia z kłębka pościeli. W końcu udało mi się jakoś wysunąć z plątaniny i usiąść. Soujirou cały czas spał wtulony w rąbek kołdry. Uśmiechnąłem się delikatnie i zgarnąłem mu włosy sprzed oczu. Był taki spokojny i łatwy do zaatakowania, gdy spał. Wczoraj byłem zbyt zmęczony, by myśleć o seksie, ale dzisiaj nic już nie stało na przeszkodzie. &lt;i&gt;Może by tak jakiś uroczy hotel z balkonem?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozejrzałem się za telefonem, ale nigdzie nie mogłem go zlokalizować. Skupiłem się, starając sobie przypomnieć szczegóły wczorajszej nocy. Z pewnością miałem go w torebce, ale po przyjeździe od razu go wyciągnąłem żeby zadzwonić do Nicholasa. A potem… &lt;i&gt;Salon.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zmarszczyłem nos. Zdecydowanie nie chciało mi się iść na dół po komórkę. Przez chwilę biłem się z myślami, ale ostatecznie poczucie odpowiedzialności zwyciężyło. Zbyt dużo rzeczy przychodziło do mnie drogą telefoniczną, bym mógł sobie pozwolić na dłuższy blackout.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Aż skrzywiłem się z bólu, gdy moje stopy po raz pierwszy zetknęły się z podłogą. Sen wytłumił czucie, ale teraz wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nawet na dywanie czułem się, jak gdybym stąpał po pokruszonym szkle. Powlokłem się ciężko schodami w dół, ważąc każdy krok. &lt;i&gt;Nigdy więcej damskich butów!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Jedno szczęście, że poza zielonkawo-fioletowymi śladami palców, nie odczuwałem już aż tak mocno skutków wczorajszego duszenia. Z moją fobią zupełnie bym chyba oszalał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Byłem w połowie schodów, gdy dobiegło mnie buczenie dzwoniącego CallPhone’a. Nie zdążyłem do niego dojść, a odezwał się jeszcze dwa razy. Zaniepokojony odblokowałem ekran. „5 nieodebranych wiadomości od: Aurel, Aurel, Nicholas, Dmitri, Aurel.” Zanim przeszedłem do kontaktów, Aurelien zadzwonił ponownie. Odebrałem od razu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co jest?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, wszystko u ciebie w porządku? - spytał podenerwowany Dmitrij w słuchawce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, a co? Coś nie tak, Ruski się wycofał? - spytałem, odruchowo starając się przypomnieć sobie na wszelki wypadek, czy mam numer do Elisabeth.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jaki Ruski? Nie, nic o tym nie wiem. Mamy większe problemy. Łowcy dziś w nocy urządzili sobie polowanie na naszych - znieruchomiałem na te słowa. &lt;i&gt;Kurwa mać!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ile? – zapytałem w końcu i usiadłem na najbliższym fotelu. Skoro dobijali się do mnie o tej porze, nie mogło być nawet choćby i tylko bardzo źle.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Póki co wiemy o około sześćdziesięciu z Tokio i okolic, kilkunastu z Kioto, ale nie wykluczamy większej ilości. Szukanie trupów zaczęło się dopiero jakieś pół godziny temu - zmroziło mnie. Może i na standardy ludzi było to niewiele w dziesięciomilionowym mieście, ale znana nam społeczność Genusmuto w całym Kanto liczyła sobie może nieco ponad dwa tysiące osób. &amp;lt;&amp;lt;Kanto - region Japonii łączący prefektury Gunma, Tochigi, Ibaraki, Saitama, Tokio, Chiba i Kanagawa. Obecnie zamieszkała przez nieco ponad 42 miliony ludzi, z czego około 10 milionów w Tokio; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - Próbowałem skontaktować się z panią Tanią, ale póki co nie mam odpowiedzi z jej strony. Podobno nie tylko w Japonii atakowali, ale bez ciebie niewiele mamy kontaktów na zewnątrz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- G-gdzie wy teraz jesteście? - spytałem, starając się odsunąć od siebie pierwsze objawy paniki.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Kurwa by go brała mać!!!&amp;nbsp;&lt;/i&gt;To nie mogło być prawdą! Nie mogło…&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W siedzibie Wilków. Zaraz powinny się pojawić bliźnięta jeszcze, ale mamy w sumie wszy…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przenieście się natychmiast do Kon-Kokko - przerwałem mu, starając się zmusić do myślenia logicznego. Gdyby Łowcy jakimś cudem dowiedzieli się, że większa grupka Genusmuto zebrała się na wyklętych przez ludzi i bogów terenach postindustrialnych, gdzie nawet nikt by nie szukał trupów… Wolałem o tym nie myśleć, żeby nie wpędzić się samemu w paranoję. - Tam jest bezpieczniej, a Horacio będzie pewnie miała już informacje, do jakich ja bym nigdy nie dotarł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No mogę powiedzieć reszcie, jak chcesz… - westchnął Rosjanin. Coś zaświstało w słuchawce. Podejrzewałem, że ktoś nowy wszedł do pomieszczenia, bo dosłyszalne były jedynie stłumione przez odległość głosy i trzask mebli. - Poczekaj chwilę - przestawiłem CallPhone’a na tryb głośnomówiący i przejrzałem listę dostępnych kontaktów na Line’ie. Leo jakimś cudem był na nogach, przynajmniej według internetu, więc napisałem do niego krótką wiadomość. A potem, żeby nie tracić czasu, gdy będzie on potrzebny, jeszcze do kilku znajomych z Europy, Stanów i Chin. No i do Nicholasa z pytaniem o jego współrzędne. - Hei, jesteś?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mhm - mruknąłem, wychodząc z komunikatora. - Napisałem do kilku osób, została mi tylko frakcja grecka. Co tam się działo?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic takiego, nowe wieści z Tokio. Znaleźli kolejne dwadzieścia trzy ciała - mruknął. Wyczułem po jego głosie, że informację o trupach dostał wraz ze zdjęciami, albo co najmniej dokładną relacją. I że było to coś na tyle drastycznego, że nawet taka maszynka wojenna jak mafioso z genami bastetti nie potrafił zupełnie ukryć emocji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobra, nie ma co - westchnąłem ciężko. Z jakiegoś powodu ten krótki okres rozsyłania wiadomości w dziwny sposób mnie orzeźwił i zdystansował do sprawy. Może po prostu konieczność działania i zorganizowania się włączyła we mnie poczucie odpowiedzialności i konieczności wydawania decyzji bez emocji. Albo część mózgu odpowiedzialna za te emocje została od wczoraj tak przeciążona, że się zwiesiła i już wszystko jej było jedno. - Ja się zbieram i jadę do świątyni. Po drodze zgarnę jeszcze Moharu z Eskimosami i będziemy myśleć już na miejscu. Cześć! - rozłączyłem się od razu, żeby nie dać się wciągnąć w dalsze dyskusje z bastettim. Cały czas z tyłu głowy migotało mi pytanie, dlaczego dzwonił z telefonu Aureliena, a nie swojego, skoro miał przy sobie też swój telefon.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nicholas odpowiedział mi już wcześniej, że właśnie wsiada do samochodu i do pół godziny będzie po mnie. Odpisał również Leo - że kontaktuje się ze swoimi słupami w policji, ale wie już o kilku zabitych dzisiaj Genusmuto. Na resztę musiałem czekać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wziąłem głęboki oddech, żeby pozbierać myśli. Coraz jaśniejsze dla mnie było, że trzeba działać. I to szybko. Oczywistym stało się, że pomysł pokazania się światu, i to od najlepszej strony biednych, niewinnych ofiar, był dobry. Gdybym tylko wiedział wcześniej, że pojedyncze zabójstwa nie były szczytem możliwości odradzających się Łowców…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poszedłem z powrotem do pokoju, gdzie Soujirou cały czas spał spokojnie. Nakryłem kołdrą jego nagi brzuch i pocałowałem w policzek. Sięgnąłem po elektroniczny notatnik i napisałem dużymi znakami „Mamy problemy, nie wiem, kiedy wrócę. Nie spuszczaj Xiaogou z oczu i nie oglądaj Wiadomości.” Zawahałem się, po czym dopisałem jeszcze „Kocham cię” i postawiłem urządzenie w widocznym miejscu na biurku, włączając dodatkowo podświetlenie na zielono, żeby Soujirou od razu zauważył wiadomość.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wciągnąłem na siebie pierwsze, co znalazłem w szafie, a co nadawało się do wygodnego noszenia w każdych warunkach. Wolałem nie zostać kaleką tylko dlatego, że nie mogłem podnieść ręki przez obcisły rękaw albo zahaczyłem o coś powłóczystą nogawką. Zupełnie nie czułem już bólu - najwyraźniej geny kokko i pierwotne instynkty były we mnie na tyle silne, by odciąć od mózgu wszystkie bodźce, które były mi teraz niepotrzebne.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Sięgnąłem jeszcze po kuferek z dragami - cholera wie, co mogłoby mi się przydać, a szukanie po całym ogrodzie zajęłoby więcej czasu, niż mogłem mieć - i zbiegłem na dół. Już stanowczo zbyt długo odkładałem pojedynek z Apokalipsą.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/obejrzaem-sie-na-elisabeth-i.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-3382894239867067462</guid><pubDate>Sun, 10 Dec 2017 16:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-10T17:40:33.664+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XL</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przyjrzałem przez bulaj i aż się skrzywiłem. Ląd powoli zaczynał się od nas oddalać… w zasadzie to my od lądu, ale byłem w humorze pozwalającym mi na uwierzenie w to pierwsze. Co mnie podkusiło do zabrania Soujirou na wczorajsze zebranie?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chyba nie masz choroby morskiej, co? - zażartowała siedząca obok mnie Elisabeth. Wyraźnie widziałem, że bawiła się świetnie. Płynęliśmy na prywatny statek, na którym miało się odbyć przyjęcie. Obecne prawo zakazywało prowadzenia stałych punktów gier hazardowych, dlatego też mafia niemal od razu ominęła ten zakaz organizując kasyna w pociągach, na statkach, czasem nawet w zwykłej przyczepie kempingowej lub autokarze. Zresztą, byłem zdania, że poprawka ustawowa służyła właśnie umożliwieniu tego typu obejść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zazwyczaj nie biję kobiet, ale nie radziłbym testować mojej cierpliwości - wysyczałem i poprawiłem zdobioną szpilkę, przez którą już od dłuższego czasu czułem nieprzyjemne ciągnięcie włosów nad uszami. Na całe szczęście jeszcze niedawno zwykłem nosić dużo spinek i sztucznych dopinek, inaczej teraz bym zwariował. W ramach przygotowanie Huian spięła mi włosy w wysoki kucyk i doczepiła chyba ze dwa zestawy długich doczepek, sięgających mi niemal do pasa. Dla świętego spokoju błękitne oczy zamaskowałem ciemnobrązowymi soczewkami, przez co miałem teraz niemal czarne tęczówki, dodatkowo wzmocnione mocnym, „kocim” makijażem i soczyście czerwoną szminką na ustach. W kwestii ubioru Huian również zaszalała zupełnie nie w tym kierunku, w jakim bym sobie życzył i miałem teraz na sobie dość klasyczną sukienkę podobną do kimona i szeroki, zdobiony gorset. Na szczęście ukrywała brak piersi i wcięcia w talii, a zwracała uwagę głównie na nogi, na które narzekać nie mogłem. Zwłaszcza wciśnięte w rozmiar za małe rajstopy i smukłe buty na niskiej szpilce. Przez ponad dwie godziny dziewczęta Shena i Elisabeth tłumaczyły mi, jak się na tym nie zabić. Zdecydowanie nie czułem się dobrze w tak nienaturalnych butach, ale przynajmniej potrafiłem już zachować mniej więcej równowagę podczas chodzenia po prostym terenie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy tylko Zu mnie zobaczył, wiedziałem, jak bardzo zły był to pomysł. Od razu wiedział, że to ja, bez względu na to, jak bardzo kobieco bym nie wyglądał. A musiałem przyznać, że połączone siły Huian i Elisabeth zdziałały cuda i sam mogłem nawet uwierzyć w to, że stałem się kobietą. Przynajmniej fizycznie. Jedno w tym wszystkim dobre, że jeszcze wczoraj wieczorem zadzwoniłem do Shena i powiedziałem mu, że będę potrzebować pomocy. Wreszcie wyjawiłem mu też mój plan. Oczywiście z pominięciem powodu, dla którego chciałem, by Ruski został donem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Popatrzyłem za przeciwległy bulaj, ale nie byłem w stanie zobaczyć nic prócz nieco zachmurzonego nieba. Dookoła nas dziesiątki młodych kobiet przebierało się w wyzywające stroje, malowało lub po prostu plotkowało. Zauważyłem nawet kilka wyraźnie nieletnich dziewczyn, ale nie dziwiło mnie to zbytnio. I tak wszystkie albo były dziwkami, albo zostały porwane i przetrzymywane przez mafię tylko dla ładnej buźki. Grecy mieli swoje niewolnice, współczesna mafia miała te dziewczyny. Wodząc wzrokiem po twarzach byłem niemal pewny, które należały do której kategorii.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wy chyba jesteście nowe, nie? - zagadnęła jedna z bardziej rozgarniętych kobiet. Od razu widać było, że któreś z jej rodziców było Europejczykiem, prawdopodobnie Latynosem. - Nie kojarzę was, więc pewnie tak - stwierdziła i bez pytania przysiadła się na naszą ławkę. Musiałem ugryźć się w język, żeby powstrzymać się przez powiedzeniem czegoś. To Elisabeth miała ściągać na siebie uwagę, a ja grać nieśmiałą, niemą piękność. Ruski podobno gustował w małomównych i dobrze wyszkolonych dziewczynach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tsa, a ty to kto? Nie wspominali nam, że będzie tu jakaś kierowniczka działu personalnego? - odcięła się ammitka, bez problemu grając butną i pyskatą. Zresztą, nie musiała aż tak bardzo grać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wyluzuj, laska - nasza nowa towarzyszka nie wydawała się być w jakikolwiek sposób zdziwiona takim zachowaniem. Najwyraźniej pracowała już na tyle długo, by spotkać wiele dziewcząt z różnym nastawieniem i do wszystkiego się przyzwyczaiła. - Po prostu chciałam się poznać. Co ty jeszcze nie wiesz, jakie tutaj są zasady?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie prosiłam się o twoje zasady - prychnęła Elisabeth teatralnie i wstała. - Chodź, Kanako, idziemy - pociągnęła mnie za rękaw i poprowadziła w niezbyt precyzowanym kierunku. Kanako… głupszego imienia nie mogła wymyślić. No, ale przynajmniej nie rzucało się w uszy. Chciałem jej coś powiedzieć, ale z tego całego zamieszania zapomnieliśmy opracować jakikolwiek system komunikacji niepolegający na tym, że ona mówiła, a ja cierpliwie znosiłem wszystko, co wymyśliła i od czasu do czasu się uśmiechałem lub spuszczałem wzrok. - Zasady, wymyśliła? - kontynuowała, jak gdyby naprawdę była zirytowana na nieznajomą. - Słyszałaś, Kanako? Kurwi się tak jak wszystkie, a zgrywa cnotkę z Caritasu - nie udało mi się powstrzymać śmiechu, ale na szczęście zorientowałem się w porę i zakryłem powłóczystym rękawem usta, by wyglądało to na dystyngowany chichot i zlało się z głosami innych. Nie przypuszczałem, że Elisabeth użyje takiego języka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Impreza trwała już w najlepsze i powoli zaczynało mi się kręcić w głowie od zapachu alkoholu, dragów i potu. Wszyscy w garniturach i z głową trzy metry nad ziemią, a i tak poza ubiorem i cennikiem kasyno nie różniło się niczym od meliny z podchmielonymi salarymanami bez yena przy duszy. Czułem, że dłużej nie wytrzymam w zamkniętych ścianach, dlatego obszedłem poleconych mi gości na tyle szybko, na ile pozwalały mi buty i odstawiłem tacę, chcąc udać się na pokład.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A dokąd to, moja ptaszyno? - usłyszałem ochrypnięty głos za sobą i zostałem brutalnie pociągnięty w tył. Musiałem skupić całą swoją uwagę na niesięgnięciu pod gorset po ukryty sztylet. - Taka piękna dupcia i już nas opuszcza? - spróbowałem wyrwać się i złapać równowagę, ale średnio mi to wyszło. W poczuciu nagłej paniki rozejrzałem się za Elisabeth, ale nie mogłem jej nigdzie zauważyć. - Gdzie?! - syknął mężczyzna, krzywiąc się z bólu od nadepnięcia szpilką na jego stopę. Na moje nieszczęście, tylko tym go wkurzyłem. - Szef chce cię widzieć i radzę stępić te pazurki, jak nie chcesz skończyć jako karma dla piranii - znieruchomiałem na te słowa. Byłem prawie pewny, że mogły się ziścić, a z dwojga złego wolałem już liczyć na łut szczęścia niż otwarcie wypowiadać przegraną z góry wojnę. Szef… &lt;i&gt;Ruski?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bez dalszego sprzeciwu, podążyłem za mężczyzną, cały czas starając się wypatrzyć i jakoś zaalarmować Elisabeth. &lt;i&gt;Kurwa mać, miała się trzymać blisko mnie!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Przeszliśmy przez główny tłum aż dotarliśmy do schodów na wyższy poziom nadbudówki. W międzyczasie zdążyłem zauważyć, że pod skórzana kurtką i spranymi jeansami kryją się całkiem pokaźnie, typowe dla yakuzy tatuaże. Faktycznie, facet sprawiał wrażenie goryla kogoś ważnego w półświatku. W dodatku goryla z dość dużym doświadczeniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy dotarliśmy pod schody, mężczyzna poczekał, aż go dogonię i popchnął przodem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ruszaj się, kiciu! I nawet nie myśl o ucieczce - przełknąłem ślinę i niepewnie stanąłem na pierwszym stopniu. Już na równym gruncie ledwo nadążałem na obcasach, teraz byłem już niemal pewien, że prędzej czy później się wypierdolę z iście komiksowym hukiem i kłębkiem kurzu dookoła. Facet najwyraźniej źle zinterpretował moje wahanie, bo poczułem ostry ból w krzyżu. - No już! - prawie zapomniałem, że miałem grać niemowę, ale na szczęście zdążyłem stłumić krzyk w gardle i tylko popatrzyłem z nienawiścią na chama.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Niepewnie i trzymając się kurczowo poręczy, ale w końcu udało mi się wejść na piętro w asyście niecierpliwiącego się goryla. Ten, wyraźnie czerpiąc satysfakcję z mojej miny wydymanego prawiczka, od razu poprowadził mnie dalej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ta platforma wyglądała zupełnie inaczej niż dolna. Aż ociekała złotymi zdobieniami i prawdziwie rosyjskim przytupem wizualnym. Mimo wszystko, miało to swój barokowy urok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przestałem mieć złudzenia, że granie nieświadomej, zagubionej dziewczynki cokolwiek da i, trzymając rękę blisko sztyletu dla choćby i złudzenia bezpieczeństwa, poszedłem nieco chwiejnym krokiem za przewodnikiem. W końcu doszliśmy do masywnych, strzeżonych przez dwójkę rosłych mężczyzn drzwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szef ją chciał - oznajmił mój goryl i popchnął mnie w kierunku jednego ze strażników. Ten tylko kiwnął zdawkowo głową i przejął mnie niemal w locie. Wydawało mi się, że był nieco delikatniejszy od swojego poprzednika, ale dalej wiele mu brakowało do gentlemana.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wchodź - oznajmił chropowatym głosem i otworzył przede mną drzwi. Po sile, jaką musiał w to włożyć już widziałem, że nawet po treningu Dmitrija nie miałem szans na ucieczkę. Choćby i zakładając, że z jakiegoś powodu obaj by zniknęli sprzed drzwi na szybkie odcedzenie kartofelków, czy coś.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy drzwi się za mną zamknęły, rozejrzałem się niepewnie po pomieszczeniu. Od razu było widać rosyjska rękę - jedna ze ścian została zakryta niemal całkowicie przez wiszący na niej dywan z inscenizacją polowania, pod sufitem wisiał wielki żyrandol z masą sznurów z kryształkami, a całe umeblowanie wydawało się jakieś takie przesadzone. Poza tym, jednym z głównych elementów wystroju była wielka, przeszklona szafa z wysokoprocentowym alkoholem - wódką, whiskey, awamori. Nawet spirytusem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na kanapie na środku pokoju siedział rozparty i cholernie pewny siebie mężczyzna po czterdziestce. Nawet zakochany po uszy w Soujirou, nie mogłem mieć pewności, co by się wydarzyło, gdyby chciał mnie dla siebie. Czarne, falowane włosy, dwudniowy zarost, sylwetka wymagająca godzin poświęceń na siłowni i te cholernie pociągające, stalowe oczy przeszywające mnie na wylot aż do duszy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po co ten strach? - zaśmiał się teatralnie. Jego głos był dość niski, ale i przyjemnie drapieżny i uwodzicielski. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie miał ani krzty rosyjskiego akcentu, do którego zdążyłem się już przyzwyczaić u Dmitrija lub Miszy. - Chyba nie boisz się takiego mężczyzny jak ja, moja kruszynko? - podszedł do mnie powoli i pogłaskał po policzku. Wręcz czule, jak gdyby naprawdę chciał mnie uwieść. Zagryzłem zęby i powtórzyłem kilka razy w myślach „&lt;i&gt;masz Soujiego, masz Soujiego&lt;/i&gt;”, żeby nie spuścić gardy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skąd o mnie wiesz? - spytałem, nawet nie próbując imitować kobiecego głosu. Nie wierzyłem, że Ruski by się na to nabrał. A nawet, gdyby tak się stało, nie miałoby to najmniejszego sensu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Naprawdę myślisz, że ktoś o mojej pozycji nie ma swoich wtyk u pracowników? Taszka już dawno mi zameldowała, że Zu osobiście oddelegował dwie dziewczynki do obsługi. Naprawdę wierzyliście, że mi to umknie? - mężczyzna zachichotał, podszedł do barku i sięgnął po karafkę z naprawdę dobrą, starą whiskey. - Chyba nie muszę ci tłumaczyć, że i tak nie masz szans na ucieczkę, nie? Proponuję spędzić ten wieczór w przyjemnej atmosferze. Napijesz się?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chętnie - odparłem, dalej nie tracąc czujności. Było wysoce prawdopodobne, że mężczyzna będzie chciał mi podać jakiś narkotyk. Na szczęście tego nie musiałem się obawiać. W odróżnieniu od broni palnej, czy choćby i porządnego ciosu pięści. - Tasza to ta dziewczyna, która zagadywała Eli, tak? - spytałem z udawaną lekkością i usiadłem na stojącym najbliżej okna fotelu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Niezła dupcia, nie? Masz - mężczyzna podał mi szklankę z alkoholem. Nie myśląc wiele, wychyliłem na raz ponad połowę. - To cóż to się stało, że aż Zu ryzykuje tyłkiem wysyłając szpiegów na mój teren?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z jego strony? Zwykła koleżeńska przysługa - odpowiedziałem, zakładając nogę na nogę. Omal nie westchnąłem z ulgą, gdy wreszcie chociaż jedna stopa oderwała się na dłużej od ziemi i mogłem chociaż trochę dać jej odpocząć. - Jestem tu w imieniu zupełnie kogoś innego. Chcemy, żebyś przejął po młodym Fangjim pozycję i został donem - oznajmiłem spokojnym głosem. Bogom na niebie i ziemi dziękować, że wczoraj Soujirou ćwiczył ze mną przez całe popołudnie, co mam robić, żeby wyjść na pewnego siebie, inaczej chyba już bym wpadł w panikę. Zwłaszcza, że nie miałem pojęcia, co się stało z Elisabeth. Modliłem się, żeby okazało się, że tylko zabalowała w kiblu z jakimś gościem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A miałbym opuścić wygodną i równie wpływową posadkę, ponieważ? - mężczyzna przysiadł się tuż przy mnie i przejechał palcem wzdłuż mojej żuchwy. Tym razem już bardziej w ostrzegawczym geście. &lt;i&gt;Kurwa mać, co mnie podkusiło, żeby się tu pchać?!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- Mam nadzieję, że przemyślałeś dwa razy, do kogo idziesz zanim się tu pojawiłeś.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zrobisz mi nic - stwierdziłem, starając się za wszelką cenę, by mój głos nie zdradził tego, co teraz działo się w mojej głowie. - I Eli też nie. Za dużo masz do stracenia w Rosji, żeby ryzykować tylko dla odstrzelenia niegroźnego szczyla.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ciekawe - wymruczał mężczyzna wprost do mojego ucha, sięgając do zapięcia gorsetu. - A czym miałby mi „niegroźny szczyl” przeszkadzać w ma tuszce Rasiji, hm?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tym, że Tanya ma władzę absolutną nad niemal wszystkimi szlakami przechodzącym przez matuszkę - odparłem, odsuwając rękę Ruskiego. - Możesz być pewny, że Tanya dowie się, jeśli nie wrócę jutro cały i co najwyżej lekko podpity. Tanya Longmilov, rzecz jasna - uśmiechnąłem się uwodzicielsko. - Chyba pamiętasz jeszcze nazwisko Guyie, prawda? - tym razem to ja pogłaskałem mężczyznę po szyi. &lt;i&gt;Souji, wybacz, wyższa konieczność.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- I to, że to właśnie dzięki zu fu &amp;lt;&amp;lt; zu fu, chiń.&amp;nbsp;祖父 - dziadek od strony ojca; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; obaj mogliście uciec z Kamczatki i urządzić się - ledwo dokończyłem, a zostałem przyciśnięty za szyję do oparcia. &lt;i&gt;Nie!!!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;W panice sięgnąłem do sztyletu, ale moja ręka też została nieruchomiona. Gdy wreszcie zdołałem coś dostrzec przez łzy, zorientowałem się, że Ruski jest wściekły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie waż się używać tego nazwiska. Nie wykręcisz się panią Longmilov - wysyczał przez zęby, zacieśniając uścisk. Spróbowałem odkaszlnąć, żeby zyskać choć trochę swobody i powietrza, ale adrenalina powoli zaczynała uderzać mi do głowy, uniemożliwiając chłody osąd.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Puść! To moje nazwisko&lt;/u&gt; - mimo sytuacji, udało mi się jakoś wychrypieć te kilka słów. Uścisk zelżał, a ja zsunąłem się z fotela, dysząc ciężko. Chciałem rozmasować szyję, ale wzdrygnąłem się na dotyk swojej własnej dłoni. A myślałem, że Soujirou pomógł mi już pozbyć się mojej fobii.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O czym ty pierdolisz?! - warknął ostro Ruski, ale już dając mi fizyczną swobodę. Słyszałem, że nalewał sobie whiskey. - Shifu miał tylko jednego syna i to zdecydowanie nie byłeś ty tylko…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Liwei - dokończyłem za niego i zakaszlałem, próbując pozbyć się uczucia, że cały czas na mojej szyi zaciska się sznur. - Mój ojciec. Zmarł nieco ponad pięć lat temu, potrącony, prawdopodobnie przez kogoś ze Sztyletów - stwierdziłem i, wciąż kaszląc, wstałem. - Albo Łowcę, teraz nie do dojścia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Liwei nie żyje? - mężczyzna zdawał się autentycznie zszokowany tym faktem. - Daj mi chwilę - dodał, wyciągnął telefon i już po chwili rozmawiał z kimś po rosyjsku. Nawet nie próbowałem go słuchać, tylko sięgnąłem po szklankę i spróbowałem przepić nieprzyjemne uczucie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co z Elisabeth? - spytałem, gdy wreszcie skończył.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To ta blondynka? Moi chłopcy jej pilnują, nic jej nie będzie - odpowiedział, dużo delikatniej niż wcześniej. - Wybacz za to wcześniej, nie miałem pojęcia, że dziecko Liweia przeżyło. Gdy się ostatni raz widzieliśmy, było to wątpliwe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dlaczego? - wypaliłem bez zastanowienia, zapominając zupełnie o swoim położeniu. Mężczyzna popatrzył na mnie i uśmiechnął się tajemniczo. Mimo, że po ataku straciłem jakikolwiek pociąg seksualny do niego, wciąż zauważałem, jak cholernie był przystojny. I świadomy tego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mnie powinieneś pytać tylko matki. A zresztą, pewnie i tak nic ci nie powiedzieli.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- M-matki… ? - wydukałem w końcu, ledwo nad sobą panując. Nigdy bym nie pomyślał, że to tutaj się dowiem, kim była.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mnie o to pytaj, złożyłem przysięgę - stwierdził krótko. Wydawało mi się, że Ruski był w pewien sposób rozbawiony moją reakcją. - Szukaj w Memoriae, podobno tam wszystko jest.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Już mi ta stara lisica coś powie&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- mruknąłem niezadowolony. Czułem jednak, że &amp;nbsp;i tak nic więcej się nie dowiem, więc wolałem odpuścić temat. Mężczyzna dał mi więcej informacji, niż mógłbym od niego oczekiwać. &lt;i&gt;No to Xin’ai będzie się musiała tłumaczyć.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- O ile nie masz w planach znowu uskuteczniać jakiegoś pierdolonego BDSM, pozwolisz, że wrócę do pierwszego tematu - stwierdziłem w końcu, ostrożnie ważąc słowa. Pięknie będę wyglądał za jakieś dwa dni, jak wszystko się ukrwi. - Weźmiesz to stanowisko, czy nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po co? - spytał rzeczowo Ruski, ale wyraźnie nie był już aż tak rozśmieszony moją propozycją.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bo tylko ty masz wpływy i zdolności, żeby przejąć stołek zamiast tego skurwysyna od Łowców.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A młody Fangji? Bez problemu przejmie wpływy po ojcu, jak mu podrzucę kilku swoich ludzi - Ruski sięgnął po telefon, wyraźnie chcąc zatelefonować do tych „swoich ludzi”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Shen chce się uniezależnić. Nie wierzę, że nie masz u niego jakiejś laski, która by ci nie wspomniała o tym, że się oszczenił - stwierdziłem, dolewając sobie alkoholu z karawki i przepijając go na raz. Nie pomogło. - Nie wmówisz mi, ze wizja odegrania się za Meguro od środka cię nie interesuje. Wiem, że straciliście wtedy oboje rodziców i siostrę. No i dach nad głową. &amp;lt;&amp;lt; Meguro-ku - dzielnica Tokio, tutaj aluzja do posiadłości Guyie; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak sam zauważyłeś, Bahaj cały czas dalej oddycha. Nie zrobię nic dopóki ten skurwersyn jest nad ziemią - przez chwilę wydawało mi się, że Ruski jest prawdziwie zrezygnowany. Nie mogłem aż uwierzyć w to, że ten dumny mężczyzna nie był w stanie poradzić sobie z takim karaluchem. A jednak nawet on…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc jego też wykończ od środka. Nawet Bahaj będzie się bał podnieść rękę na dona jeśli nie będzie miał wystarczająco dużo forsy i ludzi, żeby się odgryźć - coś mi podpowiadało, że wystarczyło go przekonać o naszej sile, by się zgodził. A przynajmniej sprawić, by uwierzył, ze ta siła jest. - A jak wykorzysta pieniądze Łowców spoza Sztyletów, możesz liczyć na moją pomoc. Moją i moich… powiedzmy, że ludzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dużo tych ludzi? - spytał bardziej z kronikarskiego obowiązku niż faktycznej wiary w moje możliwości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie aż tylu, żeby sami dali sobie z nim radę. No, ale w razie potrzeby postawię na nogi choćby całą Japonię. Mam na to swoje sposoby - wysyczałem z mocą. Chyba nawet sam w to wierzyłem, że z pomocą Soujirou byłem w stanie przeciągnąć media i zwykłych ludzi na swoją stronę. Chyba nawet miałem plan, jak to zrobić. - Tym razem chuje zadławią się własnymi zębami na tyle skutecznie, żeby zdechnąć - za moimi plecami rozległ się śmiech. Obejrzałem się skonsternowany na Ruskiego. Siedział i śmiał się coraz bardziej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No tak, zdecydowanie jesteś Guyie - stwierdził w końcu, gdy uspokoił się trochę. - Nie wierzę ani w procencie w to, co sobie ułożyłeś w tej główce… ale możemy spróbować. Jak umierać, to chociaż z przytupem. Historia lubi takich idiotów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie czekam na ciebie w piątek - rzuciłem lekko i wyciągnąłem dłoń, by przypieczętować nasz deal.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie w piątek - odpowiedział z ociąganiem, ściskając moją dłoń.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/rozdzia-xl.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-7114320624628629831</guid><pubDate>Sun, 10 Dec 2017 16:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-10T17:13:52.068+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXIX</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wszedłem po cichu do apartamentu. Już w windzie uprzedziłem Xiaogou, że ma nie robić zbyt wiele hałasu. Byłem pewien, że Souji będzie jeszcze spać. Przeszliśmy do salonu i okazało się, że nie spał. Chociaż widać było, że oczy same mu się kleiły, siedział w fotelu i coś notował w zeszycie, zupełnie pochłonięty pracą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji? - spytałem miękko, zwracając na siebie jego uwagę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To ty - stwierdził sucho. Jeszcze nigdy nie wyczułem od niego aż takiego chłodu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji, ja… - zacząłem, ale sam nie wiedziałem, co powinienem powiedzieć. Chciałem mu tyle wytłumaczyć, ale żadne ze znanych mi słów w jakimkolwiek języku nie wydawało się być odpowiednim, by nim zacząć. - Przepraszam - wyszeptałem w końcu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przepraszasz? A za cóż to może przepraszać taki ideał chodzący, jaśniepan, co? - prychnął mężczyzna z wyraźną pogardą. Xiaogou pociągnął mnie za rękę w pytaniem wymalowanym na twarzy. Uśmiechnąłem się tylko blado i podszedłem do mężczyzny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Za wszystko - odpowiedziałem jeszcze ciszej. - Souji, ja wiem, że ciągle tylko nawalam. Że spóźniam się do domu. Że zapominam o obietnicach. Że każda nasza rozmowa kończy się kłótnią. Że ryzykujesz dla mnie reputacją, a ja to ciągle wykorzystuję. Ja… ja naprawdę przepraszam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A za zdradę? - zmroziło mnie. Nie miałem zamiaru udawać idealnego kochanka, ale od czasu rozwiązania problemów z Zu nie spałem z nikim poza Soujirou i nawet nie miałem pojęcia, o kim mężczyzna mógł myśleć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jaką zdradę? Souji, ja ci mogę przysiąc na cokolwiek tylko chcesz, że z nikim nie spałem - machnąłem ręką, poganiając Xiaogou, żeby poszedł do pokoju. Nie wiem, dlaczego, ale czułem, że nie powinniśmy rozmawiać przy nim. - Souji, ty mi musisz wierzyć, ja…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Spotkałeś się z tym twoim byłym fagasem z mafii. A potem spędziłeś całą noc sam na sam z Tarnee - przerwał mi ostro, wreszcie odkładając zeszyt i patrząc na mnie. Chyba już wolałem jego wściekłe spojrzenie od tej obojętności i wyrachowania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Do Zu pojechałem w sprawach mafii. On organizuje narkotyki i obsługę na imprezie organizowanej przez jednego z ważniejszych ludzi w Czerwonych Sztyletach, z którym muszę się spotkać. Chciałem załatwić możliwość wejścia na tę imprezę. Udało mi się, w piątek wysyłam tam dwie dziewczyny, najprawdopodobniej któreś Genusmuto. Chcę, żeby porozmawiały z tym organizatorem w sprawie wyboru nowego przywódcy Czerwonych Sztyletów, jak to obiecałem Shenowi - mówiłem niemal na jednym tchu. Miałem niejasne przeświadczenie, że jeśli przestanę mówić, Soujirou zacznie mnie podejrzewać o oszustwo. I tak chciałem z nim porozmawiać o tym, co się ostatnio działo, chociaż nie zakładałem aż tak okropnych okoliczności. - Dzięki Horacio udało mi się zdobyć informację, którą mogę przekonać Ruskiego, znaczy się tego mafioza, żeby zachował się po mojej myśli. A co do Nicka, to pamiętasz, jak ci mówiłem o Łowcach i zabójstwach Genusmuto? - mężczyzna kiwnął tylko zdawkowo głową, wyraźnie zniecierpliwiony. - Wczoraj doszło do kolejnego morderstwa. Okazało się, że była to siostra Nicka, z którą się niedawno spotkał ponownie. Nie mogłem go zostawić w takim stanie, musiałem zaoferować mu pomoc. Zresztą, Xiaogou był cały czas z nami, on ci potwierdzi, że nic między nami nie było. Souji, błagam cię…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mężczyzna obszedł fotel i podszedł do mnie. Kciukiem pociągnął moją głowę do góry, zmuszając mnie do popatrzenia prosto na niego. Wiedziałem, że gdybym w tej chwili odwrócił wzrok, to mógłby być koniec.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skąd w domu pojawiło się tyle nowych prochów? - spytał, wciąż nie schodząc z tonu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po spotkaniu z Zu spotkałem się jeszcze z nowym chemikiem i zabrałem wszystko, co potrzebuję, żeby już nigdy tam nie wracać. Rozmawiałem z nim kiedyś przez telefon przy tobie. Pytałeś wtedy nawet, dlaczego po chińsku - przełknąłem głośno ślinę. Nie byłem pewny, do czego Soujirou zmierza, ale zaczynałem się tego bać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I nie wplątałeś się przy okazji w żadne problemy, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O ile mi wiadomo, nie. Wciąż szukamy rozwiązania problemu Łowców i Neko-chan, ale nic nowego się nie… - zawahałem się, gdy przez moje myśli mignęła Xin’ai, sztylet i wiadomość o matce. Nawet tego nie miałem czasu mu opowiedzieć. - W zasadzie to jest jedna sprawa, o której chciałem z tobą porozmawiać - kontynuowałem w końcu ostrożnie. - Ale, jeśli mógłbym prosić, nie tak.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A jak? - ton głosu Soujirou w przeciągu zdania stał się zupełnie inny. Mężczyzna wyraźnie chciał mnie sprowokować. Omal nie zacząłem krzyczeć ze szczęścia, że mi ufał i przestał się na mnie wściekać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jestem otwarty na propozycje - połasiłem się do wciąż trzymanej przy mojej twarzy dłoni i pocałowałem ją delikatnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I co o tym myślisz? - spytałem, opierając głowę na barku Soujirou. Zdążyliśmy już ochłonąć po naszej awanturze i siedzieliśmy teraz przy lampce Vin Jaunte w dość pogodnych nastrojach. Opowiedziałem mężczyźnie moją rozmowę z Xin’ai, pomijając drobne szczegóły typu pochodzenie kobiety. W końcu nie musiałem od razu przekazywać mu rewelacji o tajnej bibliotece i żyjącym w niej demonie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś pewny, że ta kobieta mówiła prawdę? Może po prostu chciała cię wkrę... - Soujirou nie dokończył, gdy zaprzeczyłem gestem głowy. - W takim razie albo musisz dojść do rozwiązania sam, albo pokazać pazurki i nie odpuścić jej dopóki nie powie ci, co wie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Xin’ai? - wyobraźnia podpowiedziała mi, jak wyglądałoby moje „pokazanie pazurków” demonicy i na samą myśl rozbolało mnie kilka miejsc, o których istnieniu nie wiedzą nawet chirurdzy. - A ja myślałem, że już ci przeszły zapędy mordercze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przecież nie mówię, żebyś się z nią bił. I to nie tylko dlatego, że jest mistrzynią sztuk walki w tej twojej świątyni - dodał żartobliwie. Gdzieś po drodze w opowieści zatuszowałem nadprzyrodzone zdolności Xin’ai informacją o jej wieloletniej praktyce w Shaolinie. Szczerze mówiąc, nie zdziwiłbym się zbytnio, gdyby okazało się, że nie było to kłamstwo. - Po prostu ciągnij ją za język dopóki ci nie wyjawi wszystkiego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Myślisz? - odchyliłem się na chwilę, by pocałować Soujirou w szyję. - Może masz rację - odpuściłem w końcu i opadłem z powrotem na jego bark. &amp;nbsp;Cały czas z tyłu mojej głowy kołatała mi myśl, że za niedługo będę musiał się zbierać na spotkanie w kręgu Genusmuto, a przez kondycję Nicholasa byłem zmuszony znowu wsiąść do miejskiego transportu. Póki co starałem się jednak zagłuszyć rozsądek, ciesząc się samą obecnością ukochanego mężczyzny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeciągnąłem się z kontemplacją i założyłem ręce na szyję Soujirou, wtulając się w niego jeszcze mocniej. Najwyraźniej mu to nie przeszkadzało, bo nawet objął mnie w pasie i pocałował delikatnie we włosy. &lt;i&gt;Chwilo, trwaj!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To co teraz, mój mały lisku? - ciszę w końcu przerwał Souji mruczącym głosem. Skrzywiłem się nieznacznie na to pytanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Aż tak ci źle tu ze mną? - wyszeptałem, liżąc zalotnie jego szyję. Mężczyzna zachichotał cicho, ale nie byłem pewny, czy z łaskotek, czy przez moje pytanie. - O dziesiątej mam spotkanie z bliźniakami i resztą zoo. Masz gdzieś jeszcze bilet metra?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pozbyłem się go. Ale mogę cię podwieźć - zaproponował, całując mnie przelotnie. - Oczywiście o ile obiecasz, że wrócisz na noc.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O-oczywiście! - wypaliłem od razu, omal nie przerywając kochankowi. Myśl, że przeszedł mu gniew była na tyle ważna, że mógłbym się zgodzić na wszystko. Przez ułamek sekundy przeszło mi przez myśl, że może Soujirou tak naprawdę tylko grał złego, żebym był mu bardziej uległy, ale momentalnie ją przegoniłem. Nie mój Souji. - W zasadzie - zacząłem, ostrożnie ważąc słowa - to jeśli reszta grupy się zgodzi, to mógłbyś mi nawet towarzyszyć na tym spotkaniu. Oczywiście, jeśli tylko masz na to czas i ochotę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A nawet, jeśli mam, to w jakim charakterze miałbym się tak pojawić, co? Uszaty przez zasiedzenie? - zażartował Soujirou, mierzwiąc moje włosy. Zachichotałem cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłem ci wcześniej o imprezie u Ruskiego. Musimy wytypować dwie dziewczyny do przeszmuglowania i twoja rozleeegła wiedza aktorska mogłaby się przydać dziewczynom w zadaniu - musnąłem ustami ucho mężczyzny w zaczepce. Soujirou zdawał się zupełnie zignorować moje zachowanie, głaszcząc mnie jedynie przez materiał bluzki po biodrze. - Chyba, że nie chcesz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dla ciebie wszystko, mój mały lisku - wyszeptał mi wprost do ucha. Mimowolnie zadrżałem pod wpływem ciepłego oddechu i tak ukochanego, niskiego tembru głosu. - A co z Xiaogou, skoro obu nas tu nie będzie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może weźmiemy go ze sobą? - zaproponowałem, nieco niezadowolony z tak bolesnego zejścia na ziemię. - Wilczyce będą na pewno zadowolone, że znowu będą miały kim się bawić. Wiesz, przebieranki, niańczenie i inna taka resocjalizacja w grupie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mhm - wymruczał Soujirou tajemniczo. - A jak myślisz, nie poresocjalizowały by go tak do jutra?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tylko by spróbowały odmówić - zaśmiałem się lekko i przesiadłem tak, by znaleźć się w rozkroku na kolanach Soujirou. - Nawet nie wiesz, jak cholernie mam ochotę olać ich wszystkich i kochać się z tobą tu i teraz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cierpliwości, mój mały lisku, cierpliwości - mężczyzna delikatnie odsunął mnie od siebie, żeby uspokoić. Niechętnie, ale zsunąłem się z niego i wstałem, poprawiając ubranie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Powinniśmy już chyba jechać - stwierdziłem nieco zbyt wyniośle, niż sam tego chciałem. Planowałem tylko nieco zagrać, a wyszło co wyszło. - Xiaogou! - zawołałem dzieciaka, ciągle siedzącego w drugim pokoju.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Już, już mój mały lisku - Soujirou objął mnie od tyłu i pocałował w szyję. - To nie była odmowa tylko odroczenie terminu. Możesz mi wierzyć, że wieczorem będę bardzo głodny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Xiaogou, gdzie ty jesteś? - zawołałem ponownie, starając się ukryć nagły przypływ nieśmiałości. Soujirou skwitował to jedynie śmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mitsubishi zatrzymało się leniwie na parkingu przed kawiarnią. Wysiadłem z niego i poczekałem na Soujirou i Xiaogou. Ten drugi, oczywiście, omal nie zdewastował drzwiami karoserii postawionego obok pojazdu. Nie zdążyłem jeszcze dojść do drzwi, gdy wyszła mi naprzeciw kobieta w średnim wieku i skinęła głową na powitanie.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Sala jest już gotowa na spotkanie - oznajmiła formalnie. Moharu Tekida była właścicielką kawiarni. Niecały tydzień temu odbył się pogrzeb jej jedynej rodziny - starszego brata, Motsugu. Moharu była w połowie sachmett, w połowie nagi, a Motsugu w pełni nagą. Przynajmniej tak twierdził Aurelien, w praktyce nie widziałem żadnego z dwójki w postaci demona. Po śmierci brata, kobieta sama się do nas zgłosiła za pośrednictwem Shiwataki i zaproponowała pomoc. - Jeszcze nie ma nikogo poza Dmitrijem, natomiast od wczorajszego wieczora są u mnie uciekinierzy z Norwegii i pani Misza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne. Jakby coś, to powiedz tylko, ile mam ci oddać, a jeszcze dzisiaj będziesz mieć przelew - skinąłem krótko, podążając za kobietą do środka budynku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obrażasz mnie teraz - mimo ostrych słów, nie odniosłem wrażenia, by kobieta była zła. - Powiedziałam, że pomogę jak tylko mogę, to pomagam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kawiarnia o dźwięcznej nazwie „Milky Maiden” była naprawdę elegancka i przyjazna. Drewniane podłogi, ściany pomalowane na przyjemnie kawowy kolor z beżowymi malunkami drzew i piknikujących ludzi, zamiast zwykłych lamp, czy żyrandoli wielkie abażury i podświetlana lada dające wieczorem atmosferę przytulnej chałupki babcinej. Stoliki w większości były czteroosobowe, wszystkie przykryte kraciastymi obrusami i z wazonikami świeżych kwiatów. Poza tym, po obu stronach lady kelnerskiej pyszniły się dębowe drzwi - jedne do odrębnej salki wynajmowanej na rodzinne i firmowe imprezy, a drugie do schodów części hotelowej. Całe miejsce sprawiało wrażenie wyciętego z jakiegoś amerykańskiego filmu familijnego, ale w żadnym stopniu nie można było powiedzieć, by była to wada tego miejsca.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozgośćcie się w salce, pójdę na górę powiedzieć, że już przyjechałeś - oznajmiła Moharu i niemal od razu zniknęła za drzwiami. Skinąłem tylko głową jej cieniowi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Idziemy? - spytałem zachęcająco do milczącego cały czas Soujirou. Mężczyzna nie wydawał się być speszony, a jedynie pozwalał mi prowadzić. Jak zwykle w nowych miejscach, Xiaogou nie czuł się dobrze, dlatego stał za starszym mężczyzną, kurczowo ściskając w swojej dłoni jego dłoń.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Otwarłem drzwi i niemal od razu zauważyłem siedzącego nad tabletem i wyraźnie znudzonego Dmitrija.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wreszcie na czas - stwierdził bastetti, nie podnosząc wzroku z urządzenia. - To ten twój aktor?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tsa, Soujirou - kiwnąłem zdawkowo głową wchodząc. - Dziewczyn dzisiaj nie będzie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Lola zostaje dłużej w pracy, a bliźniaki coś wspominały, że Cherry przez jakiś czas będzie niedostępna. O reszcie nic nie wiem, ale mogę ci dać kontakty, jak chcesz jakąś mało wymagającą laskę - Rosjanin dopiero teraz podniósł na nas wzrok, prawdopodobnie chcąc zobaczyć reakcję moją lub Soujirou. Na mnie nie robiło to najmniejszego wrażenia, a i Soujirou z pewnością był przyzwyczajony do popisywania się znajomościa z łatwymi laskami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Często bierzesz takie numery - usłyszałem tuż przy swoim uchu zupełnie niespodziewanie. Popatrzyłem zdziwiony na Soujirou, a Dmitrij tylko prychnął śmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No nie, nie wiedziałem, że ten twój aktorek taki poważny. Jest lepszy od wróbla, a to już coś - zaśmiał się, wstając i podchodząc do nas. - Dmitrij Wasilowicz, wszyscy tu na mnie mówią Dmitri - przedstawił się, podając rękę Soujirou. Ten odwzajemnił gest bez wahania i kiwnął krótko głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Soujirou Honami - odpowiedział. Wydawało mi się, że wyłapałem nieco wyniosłą nutkę w jego głosie, ale nie zareagowałem. - To ty trenujesz Heia, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tsa. Wiesz, ma się to i owo w genach. A ty? Czarny nie wspominał, że jego facet też ma podwójne geny - bastetti przysunął się i bezceremonialnie powęszył tuż przy Soujirou. Pacnąłem go w głowę i odsunąłem nieco.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przestań, bo polecą kłaki. Souji jest normalny - niemal od razu przypomniałem sobie bliźniaczą scenę, gdy pierwszy raz spotkałem Janette w świątyni. Ja przynajmniej miałem ciążę na swoje usprawiedliwienie. - Przyda nam się dzisiaj jego wiedza, więc przyjechaliśmy razem. A, właśnie. Skoro jesteś taki kontaktowy to podzwoń po Wilczycach, czy zajmą się szczeniakiem. Jak nie, to ty dziś będziesz dorabiać jako niańka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To bez jaj, stary! Tego się kumplom nie robi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A zakład? - spytałem prowokacyjnie. - Sam mówiłeś, że za wypad na lody zrobisz wszystko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No tak, ale… - wyraźnie widziałem, że zamiłowanie do słodkości walczy w mężczyźnie z niechęcią do bycia uziemionym na noc. - Dobra, dobra, już piszę. Lepiej dla nich, żeby były wolne - ostatnie słowa wymruczał już do siebie.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Niemal od razu drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich wysoka kobieta o włosach koloru wyblakłej słomy i stalowych, pewnych oczach, a za nią czwórka niezbyt widocznych ludzi.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pan Guyie, my w kańcu w Japoniji. My przylecieli wcziera w dziewiacioro i rebiata, no reszta odpoczywajet jeścio - zrelacjonowała szybko kobieta. - Oni chaciu pomóc.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - uśmiechnąłem się przyjaźnie w kierunku nowoprzybyłych. - Świetnie się spisałaś, Miszo, należy ci się odpoczynek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mnie pierwej nada zdomowić ich, patom budu myśleć o odpoczywaniu - odpowiedziała rzeczowo i pomachała ręką Dmitrijowi, który właśnie wracał do mnie z wyraźną ulgą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cześć, Miszka - &amp;nbsp;przywitał się niemal zupełnie nie zwracając wzroku w stronę kobiety. - Kouko-chan już mi odpisała, że na pewno się dzisiaj pojawi i może wziąć szczeniaka, to się pobawi z jej dzieciakami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szkoda - stwierdziłem ku zdziwieniu Rosjanina. - Poćwiczyłbyś trochę bycie ojcem, laskom to ponoć imponuje - dodałem ze śmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeszcze czego? - prychnął, wyraźnie luźniejszym tonem. - Może pieluchy przewijać?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może nie, ale dywan już parę razy miałem do czyszczenia - odparłem zgryźliwie, klepiąc mężczyznę po ramieniu i podchodząc do nieznajomych. Byli nieco speszeni pierwszym spotkaniem, ale widziałem też po nich ulgę. Nie byłem do końca pewny, co działo się w Norwegii, ale zdecydowanie nie mogło to być nic przyjemnego. Jeśli dobrze orientowałem się w europejskiej strefie wpływów, to Skandynawia była głównie pod wpływem sfiksowanych muzułmanów, a to mogło oznaczać tylko pożywkę idealną dla Łowców. O ile takowi tam się wykluli, a sądząc po zdawkowych opisach w korespondencji - prawdopodobnie tak. Od razu rzuciło mi się w oczy, że o ile trójka z przybyłych miała urodę przywodzącą na myśl stereotypowego wikinga - jasną karnację, zielone oczy i rude włosy, o tyle czwarta, kobieta, przywodziła na myśl bardziej arabską piękność z ekranizacji „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Kątem oka zauważyłem, że Dmitri momentalnie zainteresował się wyraźnie speszoną dziewczyną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei Guyie - przedstawiłem się szarmancko całej czwórce. - Rozumiecie język japoński, czy… - zacząłem, ale niemal od razu zauważyłem, że nie ma to żadnego sensu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ani nie znajut japońskawa. Celina iznajet kitajski, reszta tolka norweskij i arabskij - niemal od razu z pomocą przyszła mi Misza, skazując niepozorną okularnicę skrytą za szerokimi ramionami mężczyzny przed nią. Widać było, że zależało jej na ludziach, z którymi tu przyleciała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne… &lt;u&gt;Celina to ty, tak?&lt;/u&gt; - spytałem z uśmiechem, wyciągając rękę w stronę okularnicy. Ta kiwnęła nerwowo głową i odwzajemniła gest.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Celina Trygstat, miło mi&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- odpowiedziała szybko nieco piskliwym głosem. - &lt;u&gt;Jestem trzecią córką Nilsa Trygstata&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- dodała po chwili, jak gdyby właśnie to sobie przypomniała. Jakkolwiek śmiesznie brzmiało przedstawianie się „kolejnością” i imieniem ojca, tak wiedziałem od Leo, że na zachodzie jest to już niemal codziennością. Przynajmniej tam, gdzie ludność rdzenna stanowiła mniejszość populacji - włoskie tereny pod panowaniem Sycylijczyków nie miały tego problemu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Jasne, miło mi. Na pewno macie nam dużo do opowiedzenia o sytuacji Europie. Wchodźcie i siadajcie, reszta powinna się zaraz pojawić&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- machnąłem ręką zachęcająco, ustępując miejsca sprzed drzwi. Kobieta obróciła się do swoich towarzyszy i coś im powiedziała w równie szybki i chaotyczny sposób, co wcześniej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bliźniaków dziś nie będzie - oznajmił mi Dmitrij, jak gdyby rozumiejąc, o czym rozmawiałem z Celiną. - Podobno ktoś ważny przyjeżdża do nich w weekend i muszą się przygotować. Aurel do mnie pisał, że on przyjeżdża, tylko autobus mu nawalił i mamy zacząć sami - stwierdził, pisząc coś na telefonie. - To czekamy na kogoś, czy…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chyba nie - westchnąłem ciężko. - To może sprawę sneipnirów załatwimy na koń… - nie dokończyłem, bo przerwało mi głośne trzaśnięcie drzwi o ścianę. W progu stała zdyszana kobieta, Elizabeth Lougren. Elisabet była córką ocalałej z katastrofy Hei Meigui Lianmeng ammitki. Już od jakiegoś czasu niezobowiązująco pisywaliśmy ze sobą. Najwyraźniej musiałem podać jej informację o dzisiejszym spotkaniu, innego powodu jej obecności nie widziałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie przerywam wam zbytnio, nie? - spytała pomiędzy dwoma urywanymi oddechami. - Wreszcie mi powiedziałeś, gdzie i kiedy są te wasze zebrania konspiry, nie mogłam przegapić takiej okazji. Cześć, Dima! - machnęła ręką na przywitanie i bez skrępowania zajęła miejsce przy stole.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Eli, nie mówiłaś, że chcesz przyjść - zacząłem nieco zmieszany. Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie jeszcze jedno. - I skąd ty znasz Dmitriego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dimę znają już chyba wszyscy w okolicy. Przynajmniej wszyscy, co chodzą do Vendigo - kobieta wzruszyła ramionami, wzburzając fale na kręconych blond włosach. - A co do spotkań, to od razu ci mówiłam, żebyś mówił, jak będzie się już coś działo. Wiesz, że lubię działać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No dobra… to może nawet i dobrze - westchnąłem w końcu. Naprawdę nie mogłem uwierzyć, że byłem od niej młodszy. Elisabeth nosiła się jak podręcznikowa goth lolita i zachowywała się jak podręcznikowa lolita. Nawet teraz ubrana była z falbaniastą sukienkę do kolan i koturny, na których normalny człowiek już dawno by złamał nogę próbując chodzić, o bieganiu w nich nawet nie myśląc. Poza tym, miała tę charakterystyczną, i mnie nieco irytującą, „uroczą” manierę głosową. - Trochę niedobrze, że nie ma nikogo decyzyjnego od Wilków, no ale. &lt;u&gt;Załatwimy najpierw sprawy bieżące, żeby mieć więcej czasu na rozmowę z wami, dobrze?&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- spytałem, patrząc na Celinę, gdy przypomniałem sobie, że przyjezdni nie są zorientowani w tym, co się tutaj dzieje i nawet nie znają języka. Norweżka powiedziała półszeptem dwa krótkie zdania, po których cała czwórka zgodnie kiwnęła głowami w geście aprobaty. - No dobra, szykuje się grubsza sprawa. I to pilna - zacząłem, próbując zbudować napięcie i odciągnąć wreszcie Dmitrija od telefonu. - Mamy szansę przejąć władzę w mojej starej mafii i zemścić się na Łowcach - i wreszcie mi się to udało. Bastetti znieruchomiał, po czym od razu odłożył komórkę na stół. &lt;i&gt;Wreszcie.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- Oczywiście, nic nie obiecuję, sprawa jest dość ryzykowna. Dobra, nie przedłużając. Niedawno zmarł szef Czerwonych Sztyletów i zgodnie z tradycją, mają się odbyć wybory następcy. Jest dwóch kandydatów, z których jeden jest Łowcą. Najprawdopodobniej wysoko postawionym. Przynajmniej za takiego się podaje. Drugiego kandydata kontroluję, ale on chce się jak najszybciej wycofać z mafii, więc w sumie to póki co wynik może być tylko jeden.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale… - zaczął drapieżnie Dmitrij.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale jest jeden facet, którego możemy skutecznie podstawić zamiast Shena i z zachowaniem obecnych sympatii w mafii załatwić mu rządzenie. Większość tych, co chce głosować na Shena robi to głównie dlatego, że nie lubi tego drugiego, a reszta uszanuje każdą jego decyzję i też nie zagłosuje na Łowcę. A za naszym nowym kandydatem pójdzie jeszcze więcej osób, bo jest cholernie dobrze ustawiony. Tylko musimy się z nim spotkać i go przekonać, żeby był zainteresowany przejmowaniem władzy - przyłapałem się na mówieniu coraz szybciej i bardziej żywiołowo, dlatego przerwałem, żeby chociaż trochę zapanować nad własnym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ten nowy facet jest lepszy od poprzedniego, bo? - spytała Elisabeth, opierając podbródek o zaplecione dłonie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A tu akurat mała zagadka dla Dmitriego. Powinieneś wiedzieć - stwierdziłem z uśmiechem. - Iwan Szarilow, znany tutaj jako Ruski. Coś kojarzysz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szarilow, Szarilow… Wania? - mężczyzna spojrzał na mnie pytająco. - Chyba pani Tanya robiła kiedyś interesy z Szarilowem, ale to na pewno nie był Wania. &amp;nbsp;Jak temu drugiemu było… - widziałem, że intensywnie myśli, dlatego postanowiłem pozostawić wszystkich na chwilę w niepewności.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może Piotr? - podsunąłem z uśmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Da, to był Piotr - Dmitrij kiwnął powoli głową. - Piotr Szarilow. On chyba przemycał rosyjską broń do Chin, czy coś. To rodzina?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Brat Iwana - odpowiedziałem. -I były członek Hei Meigui, kelpie. O ile mi wiadomo, zmarł jakiś rok temu w strzelaninie koło Nowosybirska.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może być, swego czasu widywałem go dość często u nas, a potem zniknął nawet w &amp;nbsp;rozmowach - potwierdził bastetti. - Ale po co nam on, skoro… czekaj! Skoro on był kelpie, toooo… ty chcesz postawić naszego na samym szczycie tej całej triady z Łowcą?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Otóż to - oznajmiłem z uśmiechem. - I uzależnić Bahaja od nas. Z tego, co wiem, to dość spora część tych wyszkolonych Łowców to podwładni Bahaja, więc jak weźmiemy kontrolę nad Sztyletami, łatwiej będzie spacyfikować chociaż część morderców. A potem rozwalić ten grajdołek od środka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O, prawie jak Konrad Wallenrod! - oboje popatrzyliśmy na Elisabeth bez zrozumienia. - Oj, no moja babcia jest z Polski i załatwia czasem książki z ojczyzny. Znam trochę ten język, to sobie czytałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A co to ma z czymkolwiek? - zaczął delikatnie Dmitrij.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No bo Konrad Wallenrod był Litwinem - zaczęła Elisabeth głosem wskazującym na znudzenie i irytację naszą nieznajomością tematu. - I jak Litwę taki jakiś niemiecki zakon podbił, to ten Konrad przebrał się za Niemca i udawał jednego z zakonników aż go zrobili swoim mistrzem zakonnym, czyli takim szefem wszystkich szefów. Tam po drodze jakiś stary dziad śpiewał o Arabie zarażającym jakimś syfem, a jakaś laska zamurowała się w wieży i śpiewała, a potem się okazało, że ona też jest z Litwy i się kiedyś z tym Konradem znała, ale facet ją olał i pojechał do Niemiec, czy coś. No, ale mniejsza o to. Chodzi mi o to, że na końcu, jak już ten Konrad dostał się do władzy, to nagadał jakiś głupich rozkazów. Że, powiedzmy, kopiemy wielki dół, wrzucamy wszystkie miecze i to zakopujemy, bo mamy wspólną pokutę za grzechy i Bóg się ucieszy, czy inne takie. I rozwalił temu zakonowi finanse, wojsko i w ogóle wszystko tak, że prawie go zupełnie skończył. A potem ci zakonnicy się kapnęli i go chcieli zabić, ale on się sam zabił, potem ta laska się zabiła, a ten dziad, co śpiewał o Arabach uciekł i książka się skończyła - popatrzyliśmy z Dmitrijem po sobie, ale żaden z nas nie za bardzo wiedział, co powiedzieć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To na pewno była książka na poważnie? - spytał w końcu Soujirou. Elisabeth dopiero teraz zdała sobie sprawę z jego obecności.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, że tak! Babcia mi opowiada… ej! Ty jesteś Tasuku z tego filmu o mafii! Kya, jak powiem dziewczynom z klubu, to… - kobieta momentalnie zmieniła temat. Już wiedziałem, że dalsza dyskusja niewiele będzie miała wspólnego z powagą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kolejna… - Soujirou wzniósł oczy na sufit, prychając ze znudzenia. Znałem go na tyle dobrze, że wiedziałem od razu, że gra. Ale inni pewnie niekoniecznie musieli dostrzegać te bardzo drobne oznaki fałszywości. - Człowiek już nie może spokojnie wyjść na ulicę, bo wszyscy mnie mylą z tym lalusiem. Czy ja wyglądam na jakiegoś nieroba sprzed kamery? - omal nie parsknąłem śmiechem, widząc zdegustowaną minę Soujirou. Zdecydowanie musiałem to wykorzystać w najbliższej przeszłości. Co prawda w ten sposób zupełnie sypał się mój pomysł na wykorzystanie wiedzy Soujirou, ale może to i nawet dobrze. Na szczęście Dmitrij podłapał zamiar mojego mężczyzny i nie starał się niczego sprostować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wyluzuj, Sou - uśmiechnąłem się i poklepałem mężczyznę po ramieniu, celowo używając jedynie pierwszej sylaby jego imienia. Miałem nadzieję, że Elisabeth nie skojarzy imienia aktora grającego ukochanego Tasuku. - Mówiłem ci, żebyś ściął te włosy, to by nie było problemu. No, ale skoro wolisz słuchać Mai, to… - wywróciłem oczyma teatralnie. - A wracając do tematu. Literaturę mniej lub bardziej poważną odstawmy na bok i zajmijmy się tym, co ważne. Wybory w Sztyletach są coraz bliżej, więc musimy działać. I to szybko. W zasadzie mamy jedyną możliwość na spotkanie się z Ruskim i jest to jutro. Znam człowieka, który organizuje dziwki i koks na imprezę Ruskiego i załatwiłem już z nim, że przemyci na miejsce dwoje moich osób - starałem się mówić tak, by nikt się nie zorientował w faktycznej zależności między mną, a Zu, ale po minie Dmitrija wnioskowałem, że domyśla się prawdy. - Konkretnie rzecz biorąc, dwie dziewczyny, bo Ruski bierze do obsługi tylko „cycate w bikini”, jak to określił ten człowiek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, to gdzie problem? Parę lasek mamy, któraś zbajeruje pana mafiosa i cyknie mu parę kompromitujących fotek, czy coś i - zaczął Dmitrij, ale przerwał, widząc, że kiwam przecząco głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ten patent na pewno nie przejdzie. Ruski ma pozycję w zasadzie bossa mafijnego, nie jest głupi jak jakiś napalony szczyl z dołów. Według mnie jedyną naszą opcją jest zwabienie go jakoś na osobność i przedstawienie sprawy wprost. Oczywiście z małym szantażykiem emocjonalnym, ale i tak bez większych sztuczek - cmoknąłem niezadowolony. Dobrze wiedziałem, że nie brzmi to zbyt obiecująco. - To jak, jakieś kandydatury, kogo możemy wysłać? Chyba nie muszę wspominać, że musimy wybierać spośród „cycatych w bikini”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To może ja? - zaproponowała Elisabeth. Musiałem ugryźć się w język, żeby nie zdradzić, jak bardzo było mi to na rękę. Zwłaszcza, że wtedy kobieta już zupełnie nie wzięłaby pod rozwagę ryzyka, jakie to za sobą niosło. - No wiecie, na brak zainteresowania nie narzekam, a w szafie znajdę coś „odpowiedniego” - zachichotała i puściła do mnie oko zalotnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale wiesz, co to oznacza, nie? - spytałem dobitnie. - Nie będziemy mieli jak ci zapewnić ochrony, może poza jakimś małym scyzorykiem i drugą dziewczyną do pomocy. Żadnej łączności, żadnego ninji na filarem. Ani pewności, że ktoś stamtąd nie pokusi się, żeby cię zgwałcić, pobić, czy cokolwiek innego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No wiesz… - ammitka zawahała się. - Ktoś to musi zrobić, nie? - spytała w końcu weselszym tonem. - Mam gadane, wygląd, coś się wymyśli. Poza tym, po śmierci ojca moja mutti dostała fioła na punkcie bezpieczeństwa i zapisała mnie na samoobronę i aikido.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli jesteś tego pewna… Dmitri, masz jakąś zaufaną dziewczynę, która mogłaby chociaż trochę działać jako ochrona? - spytałem, patrząc z nadzieją na mężczyznę. Od początku nie podobało mi się spychanie tak dużego zagrożenia na jakieś dwie bogom ducha winne dziewczyny, ale chyba dopiero teraz zaczynało do mnie docierać, w jakiej stawiałem je sytuacji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli mogę - zaczął powoli Soujirou, podnosząc się z krzesła. - Blondynę możecie wziąć, żeby przyciągnęła uwagę, a mam lepszą propozycję, kto powinien porozmawiać z tym całym Ruskim - stwierdził leniwie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To znaczy? - zerknąłem na niego kątem oka. Sujirou podszedł do mnie wolnym krokiem, zaszedł od tyłu i podniósł moje włosy do góry.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Madame, idealną ma panienka figurę - wyszeptał teatralnym, głośnym szeptem tuż przy moim uchu. Dmitri zachichotał, ale po chwili pokiwał głową z aprobatą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, prawdziwa z ciebie fame fatal, Hei. Wejdziesz w XS-kę i jeszcze miejsce zostanie - stwierdził przez śmiech.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ej, bo bez jaj! - wyrwałem się i poprawiłem włosy. - No bez przesady, chłopaki! Ja wiem, że nie jestem sumoką, no ale…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W zasadzie, to mi się też podoba ten pomysł - stwierdził nowy głos przy drzwiach. Obejrzałem się i zobaczyłem siedzącego w rogu, uśmiechniętego od ucha do ucha Aureliena. - Przyjechałem parę minut temu i nie chciałem wam przeszkadzać, skoro byliście tak zajęci rozmową, że mnie nawet nie usłyszeliście.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mów za siebie, Aurel - prychnął Dmitrij, ale widać po nim było, że też był zaskoczony pojawieniem się lykantropa.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/rozdzia-xxxix.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-3420081525160015928</guid><pubDate>Sun, 10 Dec 2017 15:31:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-10T16:31:28.644+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXVIII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Potarłem obolały kark i aż się skrzywiłem, gdy coś mi przeskoczyło w stawie. Spanie na kanapie zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych. Zwłaszcza, jeśli mowa o kanapie tak wąskiej, że nawet ja musiałem się wcisnąć w oparcie, żeby z niej nie zlecieć. &lt;i&gt;Pieprzony Soujirou!&lt;/i&gt; Co on myślał planując moją rozmowę z jego ojcem. W dodatku pobrali Xiaogou krew do badań do wpisania w rejestr kliniki. Na szczęście probówka nie pojechała jeszcze do laboratorium, więc dwa telefony i odpowiednia suma pieniędzy zakończyły sprawę. Przynajmniej tam. W domu rozpoczęła się kolejna cicha wojna. A myślałem, że mamy już je za sobą…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Stań przecznicę dalej, może cię zauważy mniej osób - stwierdziłem i odkaszlnąłem jeszcze raz, żeby pozbyć się chrypy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z takim samochodem? Nawet psy się zlecą - westchnął Nicholas, ale wykonał polecenie i skręcił w wąską alejkę. Mężczyzna wprawnie wymanewrował wokół poprzewracanych kubłów na śmieci i zaparkował. - Ile mam na ciebie czekać?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Godzina powinna mi starczyć. Jak się nie pojawię lub nie zadzwonię, możesz budzić Dmitriego - dodałem wesoło, chcąc uspokoić mężczyznę chociaż trochę. - Wyluzuj, lata doświadczenia - to powiedziawszy, wyszedłem z trzaskiem drzwi. Widziałem, że Nicholas wymruczał przez szybę jakąś inwektywę, ale w odpowiedzi jedynie mu pomachałem na do widzenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszedłem nad taśmą policyjną, skinąłem głową wiecznie siedzącemu za zasłonką strażnikowi granicy i udałem się prosto do Czerwonej Twierdzy. &lt;i&gt;Byleby Zu nie urządził sobie joggingu po drugiej stronie Tokio.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Jak zwykle panowała tu cisza niemal idealna. Mimo wcześniejszych zapewnień, nie byłem aż tak przekonany, czy Bahaj czegoś nie wymyśli, więc na wszelki wypadek sięgnąłem po zmysły kokko. W piwnicznej sali treningowej Huan maltretował nowych soldato Zu, dziewczęta też powoli zaczynał się budzić lub wracały z nocnej pracy, a wyznaczony na ten dzień do kucharzenia ciołek przypalał ryż już od dłuższego czasu i chyba o tym nie wiedział. Upewniwszy się, że nie ma nikogo niebezpiecznego w zasięgu strzału, wróciłem do ludzkich zmysłów. Zmysły kokko były coraz silniejsze, ale i coraz częściej długie ich używanie kończyło się migreną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy wreszcie znalazłem się przed głównym budynkiem, przystanąłem i wziąłem głęboki wdech. Nie było mnie tylko pół miesiąca, a mimo wszystko czułem się jak na nieznanym mi terenie. &lt;i&gt;Intruz.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Dla pewności jeszcze dyskretnie powęszyłem w poszukiwaniu zapachu Bahaja, Tusong lub tego dziwnego chłopaka, ale nic nie znalazłem. Popchnąłem drzwi wejściowe i z zaskoczeniem zauważyłem, że nie musiałem do tego używać aż takiej siły jak zwykle. A przynajmniej nie odczuwałem tego aż tak bardzo. Najwyraźniej treningi z Dmitrim i większa świadomość krwi demona dawała wymierne rezultaty również na tym polu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Drzwi jeszcze się za mną nie zamknęły do końca, gdy dobiegło mnie echo czyichś kroków. Niemal od razu wyczułem, że był to Zu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co, kociak dostał okresu? - rzuciłem zgryźliwie tuż przed tym, gdy mężczyzna pojawił się zza ściany u góry schodów głównych.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możesz go zastąpić, mi twój aktorzyna nie przeszkadza - skwitował mężczyzna, przystając u góry. Widziałem, że nie miał zamiaru schodzić. Westchnąłem i sięgnąłem odruchowo do pasa, gdzie schowany miałem Yidianyuan, sztylet od Xin’ai.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obejdzie się - prychnąłem. - Mam do ciebie sprawę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłeś, że nie chcesz rozłożyć przede mną nóg - wyjątkowo byłem pewny, że był to jedynie żart. &lt;i&gt;Aż dziwne.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszliśmy do kwatery Zu - średniej wielkości pokoju o strukturze przypominającej pierwotny Chaos. Na środku tego wszystkiego panowało łóżko w rozmiarze kingsize i barek. Kiedyś bywałem tu dość często i nigdy nie były to przyjemne wizyty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zu przeszedł, nonszalancko kopiąc w bok leżący mu na drodze pistolet i usiadł na środku łóżka, po czym poklepał miejsce obok siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Słucham, co to za sprawa? - spytał, uśmiechając się sugestywnie. Musiałem dosłownie ugryźć się w język, żeby nie palnąć czegoś niepotrzebnego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W piątek Ruski organizuje przyjęcie, na które dostarczasz stuff i panienki, tak? - przeszedłem ponad śmieciami i usiadłem na krześle, ignorując rozbawioną minę mężczyzny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nawet jeśli, to co z tego? Chyba nie sądzisz, że jestem tak głupi, żeby podstawić lewy towar - ton Zu był żartobliwy, ale widziałem, że jego oczy spoważniały. Wiedziałem, że stąpam po cienkim lodzie, ale brnąłem w to dalej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wbrew przeciwnie. Dam ci towar najlepszej jakości, jeśli wyświadczysz mi małą przysługę - zawiesiłem na chwilę głos, a gdy nie doczekałem się reakcji, kontynuowałem. - Potrzebuję tylko wejściówki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście nie dla ciebie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem, nie wiem. Lubię dobry melanż, wiesz - zachichotałem, ale był to bardziej nerwowy chichot niż prawdziwy śmiech.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A mam się na to zgodzić, ponieważ…? - widziałem, że Zu na razie nie planował mi nic zrobić. Chociaż może były to tylko moje nadzieje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ponieważ nienawidzisz tego skurwysyna Bahaja równie mocno co ja, jeśli nie bardziej i twoja duma nie pozwoliłaby ci na ślubowanie mu wierności - spojrzałem mu prosto w oczy. Przez chwilę pojawiła się w nich iskierka, której znaczenia nie potrafiłem zrozumieć, ale Zu szybko się opanował.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jest wiele rzeczy, których nienawidzę - mężczyzna wstał i podszedł do mnie. Musiałem się maksymalnie skupić, by nie odskoczyć, gdy jego palce przejechały po moim policzku. - Na przykład kociaki z niewyparzonym językiem, którym się wydaje, że są czymś więcej niż są - wyszeptał tuż przy moim uchu zupełnie jednoznacznym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bahaj stoi wyżej w hierarchii ważności - uśmiechnąłem się, chcąc zatuszować strach. Nie mogłem się go bać. Nie mogłem. Przez chwilę w myślach mignęła mi dumna Xin’ai z bambusowym kijkiem imitującym miecz. I nagle nie musiałem się już bać. - To jak? Mnie już w tym burdelu praktycznie nie ma. Mogę powiedzieć Shenowi, żeby spakował swoje zabawki i oddał władzę Bahajowi - twarz Zu nie wyrażała zupełnie nic, ale wiedziałem, że mi uwierzył. I musiał przemyśleć propozycję. Szczerze mówiąc, nie liczyłem na zbyt wiele i spodziewałem się masy zastrzeżeń i żądań. Podejrzewałem, że na jednym, czy dwóch rozłożeniach przed nim nóg się nie skończy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mogę puścić maksymalnie dwie osoby. Laski. Ruski nawet do obsługi chce tylko cycate panienki w bikini. I ręczysz mi za nie własną dupą. O dwunastej chcę je u siebie, rozumiemy się? - omal nie rozdziawiłem ust z niedowierzania. Krwawy Zu, postrach półświatka azjatyckiego, godził się na moje warunki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co chcesz w zamian? - spytałem ostrożnie, wciąż nie mogąc uwierzyć, że mój plan się naprawdę sprawdzał. Byłem pewny, że dzisiaj nie uda mi się wywalczyć nic.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Łeb Bahaja i autograf tego twojego aktorzyny - &lt;i&gt;świat się kończy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;~~^.^~~&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przestąpiłem nerwowo z nogi na nogę. Nicholas nie pojawiał się już od ponad godziny. Co prawda, w ostatnim czasie zdarzało mu się spóźnić, ale nigdy nie tyle czasu i nie na umówione godzinnie spotkanie. Byłem pewny, że coś musiało się stać. Wybrałem kontakt i po raz kolejny zadzwoniłem. &lt;i&gt;Trzeci sygnał, czwarty…&lt;/i&gt; nic.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Kurwa mać!&lt;/u&gt; - mruknąłem, zaciskając dłoń w pięść. Jeszcze tego mi teraz brakowało. &lt;i&gt;Oby miał naprawdę dobre wytłumaczenie.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Moja być może jedyna okazja na osobiste zobaczenie ofiary Łowców właśnie przelatywała mi koło nosa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nagle telefon zabuczał, sygnalizując połączenie. Odebrałem niemal od razu, nie patrząc, kto to.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nick, do cholery, gdzie ty jest…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja nie Nikolas, ja Misza - oznajmił nieco chropowaty, kobiecy głos w słuchawce. - My mieli niebolszyje prabliemy z Łowcami, no budziemy w Japonii wieczioram. Ty możesz kago przesłać na liotnisko?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co? A, t-tak, tak. Wyślij mi tylko sms’em wiadomość, jak będziesz znać dokładną godzinę - wypaliłem szybko, prawie nie myśląc o tym, co mówiłem. Na horyzoncie wreszcie pojawił się czarny lincoln. - Jakbyście mieli jeszcze jakieś problemy, znasz mój numer - stwierdziłem, po czym od razu się rozłączyłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Samochód powoli wtoczył się na parking, aż w końcu zatrzymał tuż obok mnie. Już z daleka widziałem, że coś było nie tak. Gdy wreszcie zobaczyłem twarz Nicholasa, zacząłem mieć wyrzuty sumienia, że jeszcze chwilę temu byłem na niego wściekły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mężczyzna w końcu wyszedł z samochodu. Widziałem, że drżały mu nogi, gdy szedł, a jeszcze chwilę temu płakał. Naprawdę nie byłem w stanie sobie wyobrazić, co mogło aż tak wytrącić z równowagi tak spokojnego i powściągliwego mężczyznę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Spacer i kawa? - spytałem, zanim Nicholas zdążył cokolwiek powiedzieć. Oględziny trupa były ważne, ale nie aż tak.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, dzięki - odpowiedział niemal niedosłyszalnym, zachrypniętym głosem. Z jakiegoś powodu cały czas wpatrywał się tylko we własne buty lub uciekał wzrokiem na boki. - Nie odmówię działki czegoś mocnego. Lub dwóch. Oczywiście po pracy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nick, już jesteś po pracy. Weź kluczyki ze stacyjki i idziemy na górę - stwierdziłem miękko, starając się imitować zachowanie Soujirou. Nie byłem pewny, jak przekonujący jestem w roli wyrozumiałego przyjaciela, ale nie do końca wiedziałem, co innego mógłbym teraz zrobić. Nigdy nie byłem dobrym kompanem w trudnych chwilach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- N-nie mogę… - mężczyzna zawahał się i zrobił krok w tył. - Moim obowiązkiem jest…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zachowanie równowagi psychicznej? Niespowodowanie wypadku? Dbanie o własne zdrowie? - uśmiechnąłem się delikatnie i wyciągnąłem rękę w stronę mężczyzny. Ten zawahał się, ale w końcu podszedł. - Tsa, a moim pilnowanie, żebyś nie zrobił czegoś, czego będziesz potem żałować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Xiaogou popatrzył na mnie skonsternowany. Przeczesałem pieszczotliwie jego włosy i kiwnąłem głową w stronę siedzącego sztywno na kanapie Nicholasa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Masz wprawę, dzieciaku - stwierdziłem sugestywnie. Chłopak zerknął przelotnie na ruka i zmrużył oczy, nie do końca wiedząc, o co mi chodzi. - No ja jestem za ciężki na leżenie w nogach - Xiaogou przez chwilę nad czymś myślał. W końcu kiwnął powoli głową i podszedł w formie psa do Nicholasa, wskoczył na kanapę i wtulił się w mężczyznę w pyskiem na jego kolanach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez chwilę przyglądałem się przez drzwi kuchni skonsternowanemu Nicholasowi. Miałem wrażenie, że mężczyzna walczy ze sobą, żeby się nie rozkleić. Postanowiłem póki co poczekać. Doskonale wiedziałem, o ile łatwiej jest wygadać się przed szczeniakiem niż kimkolwiek innym. Gdy tylko wreszcie zagotowała się woda, zalałem kawę i zaniosłem ją do salonu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pójdę na górę po jakieś tabletki. Nie krępuj się - stwierdziłem, klepiąc mężczyznę po ramieniu i zostawiłem go samego ze szczeniakiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy tylko wszedłem do swojego pokoju, aż mnie cofnęło. Nie wiem, czy ja, czy Soujirou, ale ktoś zapomniał zamknąć okno i w pomieszczeniu panował ziąb nie do wytrzymania. Zamknąłem okno, naciągnąłem na siebie bluzę i zabrałem się za nowo przyniesioną walizkę z narkotykami. Miałem nadzieję, że groźby okazały się wystarczająco skuteczne, by Liu spakował mi wszystko. Rozłożyłem się na łóżku i zacząłem przekładać po kolei środki do kuferka w odpowiednie przegródki. Wiedziałem, że trochę mi na tym zejdzie, ale przecież o to mi chodziło - żeby Nicholas mógł się uspokoić w samotności i poukładać chociaż trochę myśli zanim spróbuję z nim porozmawiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Właśnie kończyłem rozkładać ostatnie saszetki, gdy zadzwonił mój telefon. Soujirou. Z ociąganiem odebrałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak? - spytałem ostrożnie. - Myślałem, że nie chcesz mnie widzieć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdzie jest Xiaogou? - usłyszałem w zamian.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ze mną, nie musisz się o niego martwić - odpowiedziałem sucho. Ja rozumiem, że dzieciak stał się już częścią krajobrazu domowego, ale i tak pytanie o niego przed jakąkolwiek wzmianką o mnie trochę mnie ubodło. Zwłaszcza, że cały czas twierdziłem, że tym razem miałem stuprocentową rację, wykłócając się o krew Xiaogou i odmawiając spotkania z raszpą, choćby i nawet u „bardzo dobrego psychologa”.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To znaczy? Myślałem, że usiądziemy i na spokojnie sobie wszystko wyjaśnimy - wydawało mi się, że mężczyzna trochę ustąpił z tonu. Sam chciałbym się pogodzić, w końcu ciągła walka nie mogła niczego dobrego przynieść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wybacz, ale dzisiaj jesteśmy nieosiągalni - odpowiedziałem ostrożnie. Nie byłem pewien, czy wspominka o Nicholasie by mi pomogła, czy pogorszyła sytuację, więc na wszelki wypadek milczałem. - Może jutro będę mieć czas - dodałem ugodowo. - Jak twoja próba?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie narzekam. Jutro będę cały dzień u siebie - to powiedziawszy, Soujirou się rozłączył. Zdecydowanie nie był to dobry omen. Wiedziałem, że ciągle go raniłem i wystawiałem na próbę jego cierpliwość i wytrzymałość psychiczną. On zmienił dla mnie orientację, a ja miałem tysiąc innych, ważniejszych spraw. Zaczynałem się bać, że przez moje zachowanie wszystko między nami się posypie, ale pozostawało mi jedynie liczyć na wyrozumiałość kochanka. Kiedyś mu to wszystko wynagrodzę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zacisnąłem pięści i zmełłem w ustach przekleństwo. Dlaczego wszystko musiało być tak skomplikowane i jedna rzecz tylko pogarszała wszystkie pozostałe?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wybrałem dwie małe tabletki z kuferka i zamknąłem go. Po chwili otworzyłem ponownie, wyciągnąłem jeszcze jedną, inną i sam połknąłem bez popicia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zszedłem na parter do salonu. Z lekkim niepokojem zauważyłem, że Xiaogou siedział skulony po przeciwległej stronie kanapy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Coś się stało? - spytałem ostrożnie, starając się nie przestraszyć żadnego z nich. Przeszedłem do stołu i położyłem przed Nicholasem tabletki. - Weź to, powinno pomóc chwilowo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co to jest? - spytał, wyraźnie unikając pierwszego tematu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Medazepam. Może zareagować mocniej przy pierwszej dawce, ale nic poważniejszego ci nie będzie - odpowiedziałem, podstawiając szklankę z wodą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A mogłoby - odpowiedział Nicholas nieprzyjemnie nihilistycznym tonem. Miałem wrażenie, że widziałem siebie dzień po rozprawie o dom. - Ta Genusmuto, którą miałeś dzisiaj oglądać to moja siostra.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A-ale… - nie za bardzo wiedziałem, co mogę powiedzieć w takiej sytuacji. Przez głowę przemknęło mi, że Nicholas przecież miał nie mieć rodziny, ale byłem pewny, że nie żartował. - Jesteś pewny, że to ona?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tsa, byłem tam. Tuż po naszej rozmowie Aurel zadzwonił do mnie jeszcze raz z danymi osobowymi tej dziewczyny. To była Julia. To się, kurwa, nacieszyłem rodziną. Jakbym dorwał tego skurwysyna, co to zrobił, to…! - przyłożyłem palec do ust mężczyzny. Aż za dobrze wiedziałem, do czego mogła prowadzić wściekłość w połączeniu z desperacją i bezsilnością.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Spokojnie, Nick. Wiem, jak to teraz brzmi, ale musisz ochłonąć - zmusiłem ruka, żeby usiadł z powrotem. Xiaogou chyba wyczuł, co się dzieje, a wcześniej musiał zrobić coś nieodpowiedniego. Dzieciak ulotnił się dyskretnie, zapewne do mojego pokoju lub kuchni. - Pamiętaj, z kim rozmawiasz. Masz moje słowo, ze nawet, jeśli policja go nie wytropi, to my to zrobimy. A wtedy skurwiel będzie do twojej dyspozycji. To jak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pomóż mi go dopaść, a oddam ci nawet duszę.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/rozdzia-xxxviii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-6486310113869015387</guid><pubDate>Sun, 10 Dec 2017 15:07:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-10T16:07:42.154+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXVII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Już z oddali słyszałem stukot na korytarzu, więc zsunąłem telefon i wsunąłem go do kieszeni. Od jakiegoś tygodnia Horacio przy chodzeniu podpierała się laską. Twierdziła, że to sprawa tymczasowa związana z kontuzją na treningu, ale nie byłem tego pewny. Nie zamierzałem naciskać na wyjawienie prawdy, bo i tak by to nic nie dało. Jeśli Horacio uznałaby, że potrzebuje mojej pomocy, zapytałaby o nią. A znając ją, pewnie i nawet zażądała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Opadłem na łóżko za sobą i wyciągnąłem się, rozkoszując ostatnią chwilą spokoju. Ostatnio wracałem z Memoriae niemal w czasie rzeczywistym. Xin’ai twierdziła, że najwyraźniej biblioteka mnie lubi, ale podejrzewałem, że była to zwykła wymówka. Nie to było teraz dla mnie problemem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Xin’ai wiedziała, kim była moja matka. Czyżby mój ojciec powiedział jej, gdy tworzył swój jedyny wpis do kroniki? A może już dziadek o tym wiedział? Czemu więc nie zamieścił tego w kronice? Przecież zapisywał wszystko, nawet ceny biletów metra, czy zakup nowego kimona. A przecież mówiła to z taką pewnością siebie, że nie mogła blefować… Po prostu nie mogła. Nie wierzyłem, że byłaby aż tak okrutna. Poza tym, powoli zaczynało do mnie docierać, że wcześniej zignorowałem jeszcze jeden ważny aspekt jej wypowiedzi - nawet, jeśli kobieta mówiła o dziadku od strony matki, nie było takiej szarganej możliwości, by żył ponad pięćset lat temu. Chyba, że... &lt;i&gt;Chyba, że był demonem. &lt;/i&gt;A to by znaczyło, że jeszcze jakieś czterdzieści lat temu w Chinach żył jakiś demon. To nie trzymało się kupy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ty znowu nic nie robisz. Twój dziadek… - zaczęła Horacio, jak zwykle wchodząc jak do siebie. Jako że i tak ją zazwyczaj słyszałem dzięki wyostrzonym zmysłom, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, dopóki nie wychodziłem właśnie spod prysznica lub robiłem coś osobistego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Też się cieszę, że cię widzę - uśmiechnąłem się szeroko, podnosząc się do siadu. - Musisz wybaczyć, że sam, a nie z dziadkiem. Sama rozumiesz, duchy rzadko kiedy przychodzą na pogawędki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Trochę pokory. Ja nie wiem, czego uczą to wasze pokolenie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przede wszystkim pukania - odpowiedziałem z dwuznacznym mrugnięciem. Dopiero teraz zauważyłem, że w drzwiach stała cały czas jakaś mniszka. Miała może piętnaście lat, ale już nosiła strój osoby wysoko postawionej w strukturze Kon-Kokko. - To ta dziewczyna, o której mówiłaś?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, to jest Lao. Wchodź, dziecko - Lao popatrzyła na mnie pytająco, a ja tylko wzniosłem oczy ze wzruszeniem ramion.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skoro pani włości tak mówi, to co ja się będę kłócił - prychnąłem zgryźliwie, ale przeorysza tego nie skomentowała. Mniszka weszła nieśmiało i usiadła sztywno przy stole. Nie do końca byłem pewny, czy zachowuje się tak pod wpływem Horacio, moim jako kokko, czy dawno nie widziała żadnego mężczyzny. W każdym razie, nie wróżyłem jej owocnej kariery jako przywódczyni czegokolwiek więcej niż szkolnego kółka fotograficznego. Postanowiłem się zabawić. - Nie sądzisz, że powinienem ją poznać zanim podejmę jakąś decyzję, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie krępuj się, po to tutaj przyszłyśmy - kobieta machnęła ręką w zapraszającym geście.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie potrzebuję do tego osób trzecich - dodałem sugestywnie, gdy między nami zapanowała cisza. Westchnąłem i wstałem z łóżka, gdy nie doczekałem się reakcji. - Przejdziemy się - uśmiechnąłem się szarmancko, podając Lao rękę, by łatwiej jej się wstawało. Dziewczyna skinęła krótko i podniosła się z krzesła, ale nie przyjęła mojej pomocy. Nieco zawstydzona, poczłapała za mną. Może i widzieli mnie tutaj już z Soujirou, ale przecież nikt nie mógł mieć pewności, czy aby na pewno jestem mu wierny i nie będę zainteresowany jakąś uroczą mniszką. W każdym razie to dziewczę z pewnością brało pod uwagę taką możliwość.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszliśmy półotwartym korytarzem i zeszliśmy w ścieżkę krzewów różanych.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Paniczu kokko? - zaczęła w końcu nieśmiało dziewczyna po dłuższej chwili marszu w milczeniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ach, no tak. Gdzie moje maniery - uśmiechnąłem się uwodzicielsko. Nie wiem, co teraz działo się w głowie mniszki, ale ja bawiłem się świetnie. Jej reakcje były takie niewinne, wręcz dziecięce. I zdecydowanie niepasujące do przyszłej przeoryszy. - Hei Guyie - stwierdziłem, wyciągając dłoń.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yuzuka Hoto… znaczy się Lao. Przepraszam, paniczu kokko - dziewczyna wyraźnie była speszona. Chwyciłem jej dłoń mocniej zanim zdążyła ją cofnąć i przystawiłem sobie do ust, całując jak na europejskich filmach. Lao była niemal tak czerwona jak róże na lewo od jej stóp.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wystarczy Hei. Nie bądźmy takimi formalistami - puściłem do niej oko i zwolniłem uścisk.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale paniczu kokko! Tak przecież nie wypada zwykłym ludziom do… - dziewczyna zawahała się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Do bogów, co? - prychnąłem zniesmaczony. Zupełnie nie wiedziałem, co Horacio widziała w tej dziewczynie. Przecież to aż nazbyt zalatywało jakąś prowokacją. Zupełnie, jak gdyby Horacio chciała, żebym… i właśnie w tym momencie zrozumiałem, co wymyśliła ta stara mniszka. - Widzisz, kochana, jednego aktora już mam w swoim towarzystwie - oznajmiłem, upewniając się, że telefon mam schowany w kieszeni spodni, a nie zostawiłem go w pokoju. Sztylet od Xin’ai też zresztą wisiał mi przy pasku. - I to dużo lepszego aktora. Od razu widzę, że ktoś gra - &lt;i&gt;No, powiedzmy, że widzę. -&lt;/i&gt; Możesz powiedzieć Horacio, żeby następnym razem trochę bardziej się postarała. Nie lubię kiepskich żartów. Trafisz sama z powrotem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
-T-tak, paniczu kokko - widziałem, że dziewczyna była przerażona moim odkryciem prawdy. W gruncie rzeczy nie chciałem się nad nią pastwić. Byłem pewny, że nie była niczemu winna i działała jedynie z polecenia Horacio. Wolałem popełnić nietakt, niż kazać spojrzeć w oczy przełożonej w mojej obecności.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie pani wybaczy - ukłoniłem się dworsko i odszedłem, zostawiając dziewczynę samą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeciągnąłem się i rozejrzałem jeszcze raz. Od prawie pół godziny siedziałem na zamszonym murku i czekałem, aż wreszcie podjedzie pode mnie Nicholas. Powoli już zaczynało mnie irytować rozstawienie nowego telefonu przy przeglądaniu na nim Internetu. &lt;i&gt;Będę musiał rozejrzeć się za tabletem. Albo przynajmniej jakimś poręcznym rzutnikiem wirtualnym współpracującym z Hitachim.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W końcu z oddali wyłonił się czarny lincoln. Chwilę zajęło zanim zrównał się ze mną, powoli tocząc na wolnych obrotach. Bez słowa wsiadłem do środka i zapiąłem pas. Widziałem po Nicholasie, że coś się stało. Jeśli dotyczyło to Genusmuto, to sam zacznie rozmowę. Jeśli tej tajemniczej prywatnej sprawy, dla której znikał co kilka dni, decyzja też leżała po jego stronie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mamy nowe ofiary - oznajmił w końcu, ale powiedział to zbyt beznamiętnym głosem, by był to powód jego zdenerwowania. - Jedna tanuki od Łowców i trójka ludzi od Neko-chan - dodał po chwili. „Neko-chan” - tak skrótowo zaczęliśmy mówić o Felis polującym na terenie Tokio. W sumie to zaczęło się od zgryźliwej uwagi Nicholasa w stosunku do Dmitrija i tak już zostało. - Tanuki to Hyouko Onitazuka. Niespełna pięćdziesiąt lat, pracowała jako sekretarka w niedużej firmie farmaceutycznej. Nie znam szczegółów, ale Aurelien mówił, że powinieneś ją kojarzyć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Onitazuka? - zerknąłem z ukosa na kierowcę, próbując skojarzyć nazwisko. - Onitazuka… Nic mi nie przychodzi do gło… a nie, wiem. O ile dobrze kojarzę, to jakaś Onizuka robiła kiedyś z Zu deale zaopatrzeniowe. Chyba. Mogę to jeszcze sprawdzić, jak Aurel potrzebuje informacji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wyglądał na niedoinformowanego - odparł spokojnie Nicholas, skręcając w lewo. - Próbował odnaleźć jakąkolwiek rodzinę, ale wiemy tylko tyle, że albo nie posiadała nikogo bliskiego, albo skrzętnie to ukrywała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Stawiałbym na to pierwsze - stwierdziłem, zerkając na telefon. Miałem nieodebraną wiadomość od Soujirou. - Szczęśliwe mamusie dwójki dzieci nie wchodzą z własnej woli w szarą strefę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Soujirou&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Cos sie stalo Xiaogou. Musze po niego pojechac, nie matw sie, jak nas nie bedzie w domu. Wrocimy do mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wysłano o 16.32&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Niezadowolony spojrzałem na zegarek. Była prawie osiemnasta, więc pewnie siedzieli już w domu. Obiecałem wrócić przed siedemnastą. &lt;i&gt;Gdzie ten czas poleciał…?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Daj mi sekundkę, muszę zadzwonić do Soujiego - nie czekając na odpowiedź, wybrałem numer do kochanka. Odebrał dopiero po trzecim sygnale.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, gdzie ty jesteś? Mówiłeś, że będziesz godzinę temu - słyszałem, że mężczyzna się denerwuje. Po raz kolejny dawałem mu powód do stresu. Notoryczne spóźnianie się zaczynało nam obu wchodzić w nawyk. Mnie i Nicholasowi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wybacz skarbie. Zebranie mi się przeciągnęło i dopiero teraz jestem wolny. Nick mnie już podwozi - powiedziałem przepraszająco, uśmiechając się jak głupi do słuchawki telefonu. - Jesteście w apartamencie, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak. Ja, Xiaogou i mój ojciec. Czekam na ciebie - zmroziło mnie. Co takiego niby miałby mi do przekazania ojciec Soujirou, MĄŻ TEJ SUKI?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie licz na zbyt wiele - wycedziłem w końcu, powstrzymując się przed czymś jeszcze bardziej nieprzyjemnym. Zupełnie nie byłem w nastroju na rozgrzebywanie tej rany. Zwłaszcza po tym, czego dowiedziałem się od Xin’ai. - Co ze szczeniakiem? - zmieniłem temat, celowo używając japońskiego słowa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Miał mały wypadek i mój ojciec musiał się nim zająć w klinice. Wszystko już jest pod kontrolą. Opowiem ci, jak wrócisz - nie wiem, dlaczego, ale wydało mi się, że z jakiegoś powodu był to temat niewygodny dla Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak chcesz. Będę za jakieś pół godziny. Do zobaczenia, &lt;u&gt;kochanie&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- rozłączyłem się i westchnąłem ciężko. - Podjedziemy pod jakiś spożywczak po drodze? - spytałem Nicholasa, nie odrywając wzroku od telefonu. Czułem, że jedynie alkohol poprawi mi humor. Dużo alkoholu. W dodatku mocnego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nihonshu? - Nicholas zerknął na mnie znad kierownicy z łagodnym uśmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Awamori &amp;lt;&amp;lt;nihonshu i awamori - rodzaje japońskiego alkoholu. Pierwszy jest znany w Polsce pod nazwą „sake”, drugi to dość mocny alkohol wywodzący się z Okinawy. Poprawiając Nicholasa, Hei ma na myśli większą zawartość procentową alkoholu w awamori; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - poprawiłem go i odwróciłem wzrok na ulicę. Automatycznie przeszła mi jakakolwiek ochota na rozmowy.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/rozdzia-xxxvii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-1145668548116049773</guid><pubDate>Sun, 10 Dec 2017 13:36:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-10T14:37:02.884+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXVI</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;… raz ostatni. Nie obchodzi mnie, co ci który chuj naopowiadał. Przejeżdżam &amp;nbsp;w środę i dobrze ci radzę mieć gotowy cały zestaw&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- wydeklamowałem do słuchawki obojętnym tonem, cały czas zerkając kątem oka na popijającego wino Soujirou. Nie miałem najmniejszej ochoty przerywać naszego dwudniowego już „drugiego miesiąca miodowego”, ale rzeczywistość dobijała się aż nazbyt brutalnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Ale panie Tsukigami…&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- zaczął jęczeć głos po drugiej stronie telefonu. Szczerze mówiąc, z nowym chemikiem Czerwonych Sztyletów, Xin Liu, wiedziałem się może dwa razy, za każdym razem w przelocie. Zdecydowanie nie miałem o nim dobrego zdania, zarówno jako o chemiku, jak i o mafiosie jako takim. Jąkała, wiecznie spłoszony, zupełnie nie potrafił dbać o interesy kogokolwiek ze swoimi włącznie. A co gorsza, miałem wrażenie, że jego wiedza chemiczna kończyła się na edukacji obowiązkowej i przygotowanie narkotyku według z góry opisanej procedury było szczytem jego umiejętności. Gdybym jakimś cudem musiał angażować się jeszcze w sprawy narkotyków Sztyletów, chyba bym go osobiście zadźgał za brak kompetencji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Guyie&lt;/u&gt; - syknąłem, na chwilę zapominając o ostrożności. - &lt;u&gt;Nie wiem, skąd cię Zu z Toshizou wytrzasnęli, ale i tak nie mam ochoty niańczyć starego ramola. Moje ostatnie słowo - środa albo szukaj sobie wygodnej kwatery na dnie Sumidy&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- rzuciłem ostro i rozłączyłem się. Nie myślałem o morderstwie, to oczywiste. Po prostu miałem wrażenie, że odpowiednia motywacja mogła zdziałać cuda nawet z tak nieelastycznym materiałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Odłożyłem na stół nowego CallPhone’a od Soujirou. Elegancki,&amp;nbsp; składany na pół po obręczy na wzór wachlarza w matowej, czarnej obudowie z charakterystycznym białym paskiem przez całą długość telefonu. Początkowo chciałem wziąć zwykłego smartfona, jak zwykle, jednak Soujirou namówił mnie na zmianę przyzwyczajeń. Nie do końca byłem pewny, czy zdawał sobie z tego sprawę. Na szczęście Hitachi wreszcie podpiął się pod Ogólny System Bankowy, więc mogłem sobie pozwolić na takie ustępstwo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Coś się stało? - spytał Soujirou, całując mnie delikatnie w czoło. - Co znowu przede mną kryjesz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic szczególnego - odpowiedziałem, sięgając po prawie pusty kieliszek wina. W dalszym ciągu miałem opory przed odkrywaniem przed kochankiem świata mafii.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A mówiłeś po chińsku, bo…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bo inaczej by nie zrozumiał - dokończyłem za niego z chytrym uśmiechem. Liu podobno przyjechał tu z Hong Kongu. Podobno nawet był uczniem Chue, ale zupełnie tego po nim nie widziałem. Podobno. Tak właśnie się kończyło szukanie fachowca na ostatnią chwilę i na słowo honoru. - To tylko drobne sprawy w laboratorium Sztyletów. Nie martw się, w nic nowego się póki co nie wpakowałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wierzę ci - odparł mężczyzna, głaszcząc moją dłoń i patrząc mi prosto w oczy. Wiedziałem, że mnie w tej chwili testował. Czy mówię prawdę, czy wytrzymam jego spojrzenie. Ale tym razem miałem czyste sumienie. - To kto dziś myśli o obiedzie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A kto jest władcą patelni? - rzuciłem w odpowiedzi, chichocząc. Soujirou w kuchni był niczym przedszkolak - nie potrafił zupełnie nic, za to miał naprawdę duże chęci na zrobienie czegoś. Zazwyczaj to coś kończyło się trzaskiem i zubożeniem serwisu o kolejny kubek czy talerz. Naprawdę nie byłem w stanie sobie wyobrazić, jak on przetrwał tyle czasu na planie filmowym, czy choćby i we własnym domu przed moją wprowadzką. - Dawno nie jadłem nic koreańskiego. Mogą być cha… - nie dokończyłem, bo przerwał mi wściekły dzwonek do drzwi. Popatrzyłem zdziwiony na Soujirou, ale ten tylko wzruszył ramionami. Westchnąłem ciężko i podniosłem się z oparcia fotela, leniwie przechodząc pod drzwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W progu zastałem zdyszanego Shena z kaskiem motorowym pod pachą i w skórzanej kurtce. Nie widziałem nigdzie jego motoru, więc pewnie zatrzymał się gdzieś wcześniej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Stary, musimy pogadać - oznajmił dobitnie i, nie czekając na moja odpowiedź, wszedł do przedpokoju. - Mamy problemy i to poważ… - urwał, gdy zauważył, że nie byłem sam. - &lt;u&gt;Nie wiem, co przerwałem, ale przełóż to sobie na później&lt;/u&gt; - zawyrokował w końcu oschle.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, można wiedzieć, z kim mam przyjemność? - spytał aktor, oparty o framugę z założonymi na piersi rękoma. Widziałem, że nie podobało mu się przybycie Shena. Sam nie byłem zbytnio zadowolony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji, to jest Shen Fangji, syn mojego poprzedniego dona i dobry przyjaciel. To on mi pomagał załatwić sprawy u Sztyletów, jak mnie posądzono o zdradę. Wspominałem ci o nim parę razy - mężczyzna tylko kiwnął głową zdawkowo i ostrożnie przyjrzał się Shenowi. Nie było to zbyt fortunne pierwsze spotkanie. - A tobie przedstawiać nie trzeba - machnąłem tylko ręką w kierunku przyjaciela.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Myślałem, że wyprowadziłeś się już stąd. Dobrze, że Jan mi zasugerowała twój stary dom, bo w życiu bym cię tu nie szukał - oznajmił &amp;nbsp;szybko i usiadł na fotelu położywszy kask na stole, tuż koło butelki Rotschilda. - Ale mniejsza o to, mamy problem. I to poważny. &lt;u&gt;Prywatny i drażliwy&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- dodał po chińsku, zerkając wymownie na Soujirou. Westchnąłem głośno i policzyłem w myślach do trzech, żeby nie palnąć czegoś głupiego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;On i tak o wszystkim wie. Może nawet więcej, niż Jan. I zejdź z tonu, bo cię wypierdolę za drzwi bez skrupułów&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- odpowiedziałem ostro, całując Soujirou w policzek, żeby chociaż trochę złagodzić jego napięcie. - Więc, o co chodzi? - spytałem, przechodząc z powrotem na japoński. Miałem nadzieję, że był to dla Shena wystarczający gest.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Jak ten chuj coś wygada, to obu nas za to odstrzelą.&lt;/u&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Wypierdalaj&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- syknąłem sztywno. Nie wiedziałem, co odbiło Shenowi, ale nie miałem zamiaru pozwolić mu na takie traktowanie Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Dobra, już dobra. Lepiej, żebyś wiedział, za kogo ręczysz&lt;/u&gt;&amp;nbsp;- westchnął mafioso, zakładając nogę na nogę. - Bahaj coś wykombinował i przełożyli datę wyboru nowego dona. Na przyszły piątek - aż mnie zatkało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Który skurwysyn się na to zgodził? - fuknąłem, zaciskając pięść. Przyspieszenie spraw w Sztyletach było mi wybitnie nie na rękę. Ale póki co nie miałem na to większego wpływu. Zdecydowanie mi się to nie podobało, zwłaszcza w połączeniu z dziwnymi ruchami Łowców.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Naotaka się zgodził. Już ostatnio ci mówiłem, że zaczyna coś kręcić, ale jak zwykle mnie nie słuchałeś. Gdyby nie Zu, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdyby nie Zu, to nie byłoby problemu. Wystarczyło, że chociaż raz odpuściłby sobie dumę urażonych klejnotów - odpowiedziałem, nalewając wina do kieliszka i podałem go Soujirou. Mężczyzna przez chwilę zmierzył mnie wzrokiem, ale przyjął napój. - Nie stój w progu, to nic nie zmieni - stwierdziłem, uśmiechając się lekko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pójdę zadzwonić do ojca. Podobno chciał mi powiedzieć coś ważnego po swojej zmianie - odpowiedział w końcu, pocałował mnie przelotnie w policzek, zerknął nieufnie na Shena i poszedł na górę, do mojego pokoju.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Musiałeś urządzać taką szopkę już od wejścia? Ja ci nie strzelałem takich fochów z Janette. A przypominam, że zobaczyłem ją z dzieciakiem w drodze - rzuciłem, gdy tylko wróciłem do salonu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Janette to co innego. Jej ufam. A ten twój aktorzyna… - nie skończył, a jedynie mlasnął niezadowolony językiem. Jak zazwyczaj doceniałem ostrożność Shena w kwestii doboru słuchaczy, tak teraz miałem ochotę go rozszarpać. Jak on śmiał sugerować, że Soujirou mógłby cokolwiek wygadać?! - Zresztą, nieważne. Jaki jest ten twój genialny plan, co? Lepiej, żeby był skuteczny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co z Lebiejewem? - spytałem zamiast tego, zerkając odruchowo na telefon. Nikt nie pisał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Udało mi się tylko wyciągnąć od niego deklarację neutralności - mężczyzna wzruszył ramionami, ale czułem, że jest tym faktem rozdrażniony. Wyraźnie liczył na lepsze rezultaty negocjacji z frakcją rosyjską. Nie on jedyny zresztą. - Nie mamy połowy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To, co mamy, starczy nam - odpowiedziałem ostrożnie, ale nie do końca byłem tego pewien. Mój pierwotny plan powoli zaczynał się sypać, ale wolałem się do tego nie przyznawać, licząc, że w razie czego zdążę uciec przed najgorszym. - Teraz tylko musimy zdobyć jedną deklarację więcej. Gdzie teraz jest Zu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W Tokio, co najmniej do ustawienia się nowych wpływów. Mówił, że chce załatwić swoje porachunki z kimś, ale nie znam szczegółów - odpowiedział spokojnie. - Ale po co ci on? Liczysz, że tym razem wyciągnie jakiegoś pierdolonego królika z kapelusza?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Liczę, że wystarczająco mocno nienawidzi Bahaja. A jestem tego prawie pewny. W środę będę w Czerwonej Twierdzy. Załatw, żeby Zu był tam wtedy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, do cholery, dowiem się wreszcie, coś ty wymyślił? - w głosie Shena po raz pierwszy usłyszałem nutkę zwątpienia. - Jesteśmy przyjaciółmi, ale jak przez ciebie coś się stanie Jan, to cię…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja ciebie też w kwestii Soujiego - odparłem z uśmiechem. - Po prostu daj mi działać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z jakim rezultatem? - syknął mężczyzna ostro, zerkając podejrzliwie na pustą futrynę za sobą. - Do kurwy nędzy, powiedz mi wreszcie, co planujesz!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W swoim czasie, Shen - uśmiechnąłem się enigmatycznie i przeciągnąłem się teatralnie. Wiedziałem, że zaczynam stąpać po coraz cieńszym lodzie. Ale musiałem zachować spokój i rozegrać wszystko tak, jak sobie zaplanowałem, jeśli chciałem pozostać w jednym kawałku. Shen był osobą spokojną i rozważną. Przyjaźniliśmy się od ponad pięciu lat, w zasadzie od naszego pierwszego spotkania. Miałem do niego pełne zaufanie. Ale w dalszym ciągu należał do mafii. Wychował się w mafii, żył w mafii i miał sumienie mafii. Wiedziałem, że nie zawahałby się odstrzelić mnie, Soujirou, czy kogokolwiek innego, jeśli wymagałaby tego sytuacja. - Nie chcę ci nic sugerować, ale tak tylko przypominam, że jeśli ja nie doprowadzę planu do końca, to ty na pewno będziesz w głębokiej dupie. Albo jako don, albo jako podwładny Bahaja. Wybierz sobie, co wolisz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wymyśliłaś coś konkretnego? - spytałem, leniwie przyglądając się swoim paznokciom.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem. Ty za to nie odrobiłeś swojego zadania domowego - odpowiedziała demonica, sięgając w dekolt quipao. Na początku robiło to na mnie jakieś wrażenie, ale teraz zdążyłem się już przyzwyczajać, że Xin’ai albo podrzucała wszystko pod wejście do Memoriae, albo nosiła to między piersiami. Przez jakiś czas nawet rozważałem, czy nie nosiła wypchanych sztucznie staników tylko po to, by mogła więcej pomieścić, ale była to teoria zupełnie niedorzeczna. I niesprawdzalna~, o ile chciałem żyć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O czym ty znowu mówisz? - złapałem w locie rzucone mi pigułki Gwiazdy Śmierci. Dwie zniknęły w nieokreślonych warunkach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Miałeś wziąć udział w treningu mnichów. Chyba nie chcesz, żebym cię znowu przećwiczyła, tym razem na poważnie, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Podziękuję - aż skrzywiłem się na wspomnienie „treningu”, jaki zafundowała mi kobieta nie aż tak dawno temu. Nawet pomimo jednej z nielicznych pochwał Dmitrija po tym feralnym wydarzeniu. - Co wymyśliłaś?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Haoma. Mówi ci to coś? - demonica sięgnęła po staromodną flaszę z jakimś ciemnym płynem i podała mi ją.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To to? Nie kojarzę - ostrożnie powąchałem ciecz, ale nie wyczułem w niej nic szczególnego. Ot, trochę cukru i czegoś o delikatnym działaniu uspokajającym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, że nie - kobieta prychnęła, poprawiając quipao w kolanach. - To jest zwykła woda z kocimiętką. Rozrosło mi się ostatnio to zielsko i teraz WSZYSTKO mam z kocimiętką lub berberysem. Szkoda wyrzucić takie ilości - Xin’ai wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się w odpowiedzi na moje pytające spojrzenie. Szczerze mówiąc, jeszcze ani razu nie widziałem tutaj żadnego zioła, czy innej rośliny za wyjątkiem jednego wyschniętego krzaczka, prawdopodobnie fikusa. Z drugiej strony, przecież coś musiała jeść i brać skądś wodę, a Memoriae była na tyle wielka, że nie dotarłem pewnie nawet do procenta jej zawartości. - Mówiłeś, że ci się pić chce. A wracając do haomy, to może soma? Omomi? Czarna śmierć? Elixir Vitae? Wiele było nazw. Cudowna substancja boskiego pochodzenia, podobno zapewniająca wieczne życie i kontakt ze światem bogów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O bajki pytaj się Dmitriego, ja jestem tylko chemikiem - prychnąłem, pociągając łyk napoju. Nawet Dmitrij nie słodził aż tak. To by tłumaczyło, dlaczego nie byłem w stanie zidentyfikować zawartości po zapachu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie pytam o bajki, tylko o historię. W dodatku historię fachu - prychnęła demonica. Wydawało mi się, że była urażona moim komentarzem, ale w żadnym stopniu nie czułem się winny. - Jak zwykle wszystko spada na mnie. Kojarzysz chociaż, że od czasu do czasu na świecie pojawiały się pomysły, żeby być nieśmiertelnym, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No mniej więcej. A co ma jedno z drugim?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie przerywaj, to się dowiesz - odpowiedziała sucho kobieta. Przez ułamek sekundy chciałem jej przypomnieć, że sama nie pytała, ale ugryzłem się w język. Kłótnia i tak nie miała sensu. - To, co wymyśliłam to właśnie to. Poniekąd.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A tak konkretniej? - westchnąłem, opierając się o stolik w przeświadczeniu, że był w miarę pozbawiony kurzu. Myliłem się. Z niezadowolonym cmoknięciem spróbowałem strzepać z siebie pył, ale powiodło mi się jedynie częściowo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A tak konkretniej to ciężko mi określić, jaka wariacja tym razem się pojawiła. Co jakiś czas któryś kokko lub zupełnie postronny wymyśla coś, co bardzo ogólnikowo nazywamy serum nieśmiertelności. Nie jestem na tyle głupia, żeby się truć, więc nie próbowałam na smak - popatrzyłem skonsternowany na demonicę, ale zignorowała to. &lt;i&gt;Jak to „nie próbowałam na smak”? &lt;/i&gt;Przecież odporność Xin’ai powinna być dziesiątki, jeśli nie setki razy lepsza niż moja. Co prawda, nie próbowałem tego konkretnego narkotyku, ale i nie używałem do jego zrobienia niczego bardzo szczególnego za pominięciem nowej mutacji maku do opioidów. - W każdym razie w większości przypadków działa to na zasadzie wyważania wszystkich drzwi w mózgu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mów za siebie. Ja tam żadnych drzwi w mózgu nie mam - prychnąłem zgryźliwie, bardziej chyba, żeby odreagować jakoś stres. &lt;i&gt;Co to, do kurwy nędzy, jest, że nawet Xin’ai bała się zażyć?!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Kobieta obrzuciła mnie lodowatym spojrzeniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie udawaj idioty, bo wiem, że nim nie jesteś. W każdym umyśle istnieją blokady, dzięki którym qi przepływa tylko przez określone rejony i nie dotyka miejsc newralgicznych. Coś jak drzwi… albo raczej sito. Tak, sito jest chyba lepszym porównaniem. Nie wszystko, co odbierasz z zewnątrz ostatecznie do ciebie dochodzi, prawda? Powinieneś się już zorientować, że na terenie Kon-Kokko twoje zmysły działają lepiej. Nie dostajesz tutaj żadnej supermocy, nie ma „uświęconego powietrza”. Po prostu podświadomość genów uznaje, że jesteś tutaj bezpieczny pod względem doznań i opuszcza nieco zapory, bo wie, że umysł je udźwignie. A to cudo - Xin’ai wskazała upazurzonym palcem na trzymany przeze mnie narkotyk - działa jeszcze lepiej, bo przekonuje umysł, że może zupełnie przestać się chronić. Do mózgu dociera ostatecznie sto procent bodźców z zewnątrz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To chyba dobrze, nie? - spytałem ostrożnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Idealnie wręcz - odparła kobieta lekko. - Tylko, że twój mózg w dalszym ciągu jest tylko ludzki, a nie idealny. Przetworzenie tego zawału informacji zupełnie przeciąża jego możliwości. Każda przeżyta sekunda wymaga wieloletniej pracy mózgu, żeby pojąć wszystko, co do niego dotarło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To dlatego wszystkie parametry się nagle stabilizowały, a z dziewczyną nie było żadnego kontaktu - szepnąłem, nagle rozumiejąc. „Nieśmiertelność”… no tak, każda sekunda równowarta latom, minuta wiekom, a godzina… nie byłem na tyle odważny, by próbować sobie to wyobrazić. Wiedziałem tylko, że nie byłem w stanie sobie wyobrazić okrutniejszej śmierci niż ta, którą przeżywała ta niedoszła prostytutka. I Chue. - Jest na to jakaś odtrutka?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie słyszałam, by śmiertelnym udało się zdetronizować bóstwo - demonica zaśmiała się z zupełnie niezrozumiałego dla mnie powodu. - Ale może w końcu pojawi się taki przypadek - dodała. Między nami zapadła cisza. Xin’ai wydawała się rozumieć, że muszę sobie na spokojnie wszystko przemyśleć i nawet nie poruszała się zbytnio.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Muszę już iść - oznajmiłem w końcu, wstając.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak uważasz - demonica kiwnęła głową zdawkowo. - Plany co do Łowców i przywództwa w tej twojej mafii się nie zmieniły, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, nie mam powodu ich zmieniać. Muszę się tylko nieco pospieszyć - potwierdziłem automatycznie, obracając w dłoni fiolkę z Gwiazdą Śmierci.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie weź to, może ci się przydać - kobieta sięgnęła do swojego uda i wsunęła dłoń pod rozcięcie w sukni. Chwilę coś szukała przy swojej nodze i wysunęła w końcu spod materiału coś, co z wyglądu przypominało dość szeroki, krótki sztylet w skórzanej, pozłacanej pochwie. - Nie wiem, czy będę miała czas, żeby ci to dać później, więc wolę to zrobić już teraz - oznajmiła. Przyjąłem od niej prezent i chwyciłem za skórzaną rękojeść, chcąc zobaczyć, co było w środku. Wysunąłem to i moim oczom ukazało się dość klasyczny, obusieczny sztylet. Był szeroki, ale za to niezwykle płaski, wręcz prześwitujący, w kolorze ciepłego, kwiatowego różu. Popatrzyłem skonsternowany na Xin’ai, a ta tylko wzruszyła ramionami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To nie był mój pomysł. Yidianyuan &amp;lt;&amp;lt;chiń. Eden&amp;gt;&amp;gt; nie należał do mnie tylko do twojego dziadka. Jak go o to zapytałam, to mi powiedział, że znudziły mu się czerwienie i czernie, które są już wszędzie i wyglądają pretensjonalnie. W każdym razie, radzę ci uważać, bo jest cholernie ostry i przebije nawet stal.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - mruknąłem. Już widziałem siebie z tym różowym cackiem. Ktokolwiek mnie zaatakuje, chyba padnie ze śmiechu na sam widok. - Lecę już, muszę się jeszcze przygotować do rozmowy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mhm - przytaknęła Xin’ai i obróciła się na pięcie. Byłem pewny, że zaraz wejdzie za jakiś regał i tyle ją widzieli. - Tylko go nie zgub. To ostrze ma ładnych kilka tysięcy lat i ponoć ma w sobie zaklętą duszę. Szkoda by było, żeby zniknęło od razu po pokazaniu się na Słońcu po pięciuset latach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, jasne. Staro… po ilu?! - podbiegłem i szarpnąłem Xin’ai za rękę, żeby nie zdążyła mi się ulotnić przed odpowiedzeniem na pytanie. - Mówiłaś, że to sztylet mojego dziadka, tak? Więc o ile nie miał jakiś dziwnych pomysłów na trzymanie broni w Memoriae to chyba coś ci się pomyliły daty. Ty wiesz, że na Ziemi czas płynie inaczej, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możesz mnie nie traktować jak dziecko - fuknęła kobieta, wyrywając nadgarstek z mojego uścisku. - O ile mnie pamięć nie myli, to ma się dwóch dziadków.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No i co z tego! Prze… - zawahałem się przez chwilę. &lt;i&gt;Nie, to przecież niedorzeczne!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;W końcu jednak musiałem zapytać. - Znałaś moją matkę?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem. I to bardzo dobrze - demonica uśmiechnęła się szeroko, prezentując idealnie białe, idealnie równe ząbki o nieco zwierzęcym kształcie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- K-kim ona była? - wydukałem, czując, jak zbiera mi się na łzy. Sam nie wiedziałem, czy smutku, żalu, radości, ulgi, czy z jeszcze innego powodu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A to już twoje zadanie domowe, żeby to odkryć - odpowiedziała figlarnie kobieta. Tym razem nie udało mi się już jej zatrzymać.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/rozdzia-xxxvi.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-1047393389805185089</guid><pubDate>Thu, 07 Dec 2017 13:23:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-07T14:23:54.500+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXX</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poczekałem, aż Nicholas otworzy przede mną drzwi i wysiadłem z samochodu. Zaraz za mną wywlókł się Monster, wciśnięty mi przez Jyuuro na czas nieobecności właściciela w Tokio. Nie, żeby mi to przeszkadzało, bo w końcu Xiaogou miał przez dłuższy czas jakiegoś towarzysza zabaw. Pies niemal od razu zniknął mi z oczu, zapuszczając się gdzieś między powoli rozrastające się już krzewy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozejrzałem się po okolicy. Nie było mnie na terenie posiadłości Guyie zaledwie tydzień, podczas którego załatwiałem ostatnie formalności wypisu ze szkoły. Na pierwszy rzut oka zdążyło się tu dużo zmienić przez ten czas. Ściany nowej części willi wreszcie zostały odsłonięte i miały teraz przyjemnie karmelowy kolor o lekkim połysku zamiast zszarzałego ecru. Poza tym, ktoś wreszcie spróbował chociaż trochę okiełznać wielkie, zupełnie już zdziczałe korony drzew okalających placyk wjazdowy przed wejściem, a stary, popękany asfalt został zamieniony na elegancką kostkę brukową w różnych odcieniach szarości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Właśnie skontaktowała się ze mną Abequa i prosi o spotkanie po południu - oznajmił Nicholas, podążając krok za mną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zapytaj, czy 15:00 jej pasuje. Wieczór chcę mieć wolny, dawno już nie miałem czasu pobyć sam na sam z Soujim - stwierdziłem, zerkając na zegarek na ręce. Zegarek należący niegdyś do matki Soujirou. Już trzy razy go oddawałem, a ten stary chronometr wracał do mnie niczym najlepszy bumerang przy byle okazji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, już pytam - mężczyzna skinął głową i zaczął coś szybko pisać na swojej komórce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z Nicholasem znaliśmy się już przeszło dwa miesiące, w przeciągu których zdążyłem się uzależnić od pomocy swojego nowego „asystenta” na tyle, że trudno byłoby mi wrócić do samodzielnego organizowania życia. Początkowo chciałem jedynie pomóc mu finansowo, oferując nocleg i pożyczkę do czasu, aż ułoży sobie wszystko na nowo po ucieczce z domu. Nicholas jednak zdecydowanie odmówił, twierdząc, że honor nie pozwala mu żyć za cudze pieniądze. Na propozycję bycia tymczasowym szoferem w zamian za dach nad głową i małą pensję już się zgodził. A potem w zasadzie wszystko potoczyło się już samo. Obecnie Nicholas nie tylko woził mnie moim nowym, sportowym lincolnem, ale i planował wszelkie, coraz częstsze, spotkania z różnymi Genusmuto i potencjalnymi sojusznikami w walce z Łowcami, nadzorował remont posiadłości, a nawet częściowo wyręczał Sano-ojisana w sprawach finansowych. Mimo niewielkiej różnicy wieku i wykształcenia, Nicholas okazał się mieć naprawdę duże zdolności menadżerskie, których mi wiecznie brakowało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W zasadzie niewiele mi było wiadomo o mężczyźnie poza tym, że był trochę starszy ode mnie i jeszcze jako dziecko trafił do zupełnie niepowiązanej z Genusmuto ciotki i jej rodziny. Prawdziwi rodzice Nicholasa prawdopodobnie umarli w jakimś wypadku, nie rozstawiając po sobie nic poza nazwiskiem Tarnee i nie do końca opanowanymi genami. Nowi opiekunowie okazali się zupełnie nieodpowiedni do wychowywania zmiennokształtnego i omal nie wsadzili Nicholasa do psychiatryka za „twierdzenie, że jest jakimś szatanem”. Nie powiem, żebym nie rozumiał jego niechęci do wspominek, ale i tak nie mogłem się powstrzymać przed złośliwym twierdzeniem, że był prawie jak Harry Potter i powinien uważać na dziadków z dużą brodą i sowy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poza tym, pewne było, że przodkami Nicholasa były ruki - wielkie ptasie demony z okolic Persji. Nie do końca dobrze zrozumiałem, na czym polegała tłumaczona mi przez mężczyznę różnica między czystokrwistymi rukami Homo Omnicarnivora Rukh, a Homo Ventus Rukh. Nicholas w pośredniej formie miał wielkie, brunatne skrzydła o lotkach mieniących się w słońcu na niebiesko. W zwierzęcej postaci przypominał orła wielkości małego strusia, a jego skrzydła i ogon w dalszym ciągu miały w sobie tę fascynującą, błękitną poświatę. Poza wyglądem, Nicholas odziedziczył po przodkach umiejętność określania na podstawie Słońca i Księżyca położenia i czasu lepiej, niż GPS z zegarkiem. No i zamiłowanie do ryb i owoców morza graniczące z fanatyzmem. Nawet wśród Japończyków nie udało mi się jeszcze spotkać człowieka wciskającego śledzie do lodów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszliśmy do garażów, gdzie miał na nas czekać główny architekt. Gdy weszliśmy pod zadaszenie, przywitała nas piątka mężczyzn w średnim wieku ciamkających drugie śniadanie przy prowizorycznym stoliku z pustaków i drewnianej palety.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To jest teren prywatny, tu nie wolno wchodzić - stwierdził jeden z nich z wyraźnym północnym akcentem. - Właściciel tak sobie zażyczył.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dziękuję uprzejmie za przypomnienie, co mówiłem niespełna dwa tygodnie temu - stwierdziłem, kłaniając się teatralnie. Nicholas za mną stłumił chichot chrząknięciem. - Zawołajcie mi tu Yoshidę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No ale…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie słyszałeś? Guyie-sama jest zajętym człowiekiem i nie będzie w nieskończoność czekał - przerwał mu Nicholas. Rozbawiony zerknąłem na mężczyznę, ale nic nie powiedziałem. Już dawno zauważyłem, że gdy towarzyszył mi jako asystent, zachowywał się prawie niczym sekretarz na tych wszystkich filmach o ludziach z wyższych sfer finansowych. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Za to brzmiało nad wyraz śmiesznie, biorąc pod uwagę, że mowa była o mnie - dziewiętnastolatku bez żadnej pozycji społecznej wyłączając dość niszową grupkę Genusmuto.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O-oczywiście, już idę - wydukał jeden z pracowników, nie do końca rozumiejąc, co się właśnie stało, i odłożył nadgryzioną kanapkę na dyktę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez chwilę musieliśmy poczekać i zdążyłem w tym czasie umówić się za pośrednictwem Nicholasa na spotkanie z bliźniakami i przybyłym z polecenia Tanyi Dmitrijem. Mimo, że bliźnięta były amarokkin, a Dmitrij dość specyficznym kompromisem między dumnym bastetti a słowiańską duszą Rosjanina, cała trójka dogadywała się nad wyraz dobrze. Być może było to zasługą braku uczuć, a co za tym idzie anielskiej cierpliwości u Abequy i Shirikiego do dziwactw tego trzeciego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W zasadzie nie mogłem powiedzieć, by Dmitrij był osobą nadmiernie żywiołową, a jedynie… specyficzną. Jak przystało na kogoś obcującego od dziecka z bronią, Dmitrij &amp;nbsp;nie miał najmniejszych oporów przed nawet bardzo krwawymi potyczkami, ale z drugiej strony był wegetarianinem. I to dość zagorzałym. Nie byłoby w tym nic śmiesznego, gdyby nie ta drobna przypadłość bastetti, wymuszająca na nich picie krwi po użyciu swoich zdolności paranormalnych. I tu kółeczko się zamykało. Poza tym, Dmitrij był pasjonatem dawnych opowieści i mitologii, czego nie sposób było nie zauważyć przez tendencję do opodawiania wszystkim o ostatnio przeczytanym manuskrypcie z doliny Indusu, czy zbliżającej sie debacie o sumeryjskich wierzeniach gastrycznych. Miało to też swoje dobre strony, bo nie zawsze musiałem dopytywać o wszystko Xin’ai, jeśli sprawa dotyczyła jakiegoś gatunku Genusmuto lub podobnego tematu. Na moje nieszczęście, Dmitrij odziedziczył po przodkach również zdolności bojowe na poziomie dorównującym najlepszym w historii mistrzom i zdolnościami tymi chciał uszczęśliwić wszystkich w okolicy. A mnie, jako „przywódcę ruchu oporu”, w szczególności. Co było w tym najgorsze, to że zarówno Nicholasowi, jak i Horacio spodobał się pomysł mojego treningu. „Tak na wszelki wypadek.”&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poza Dmitrijem, do Tokio przyjechali Misza i Wład. Ta pierwsza, dystyngowana stimfali po trzydziestce, dwa tygodnie temu wyjechała w okolice Norwegii, skąd skontaktowała się z nami rodzina sneipnirów z prośbą o pomoc. Nie poczuwałem się do roli właściciela obozu dla uchodźców, ale ostatecznie Nicholas przekonał mnie, że ich dług wdzięczności może być przydatny w późniejszym czasie, więc się zgodziłem. Co do Włada, hernsonna o nieokreślonych powiązaniach rodzinnych z Shiwataką, to niemal od razu zadomowił się u Horacio i tyle go widzieli. Mężczyzna w najmniejszym stopniu nie poczuwał się do czegokolwiek poza „siedzeniem na tym dzikim wschodzie”, bo taki dostał rozkaz od Tanyi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wreszcie w garażu pojawił się Tanosuke Yoshida, mężczyzna koło pięćdziesiątki o wyglądzie przywodzącym na myśl tengu ze starych rysunków - przygarbiona sylwetka, długie, kościste palce i spiczasty nos.W wyciągniętym, poplamionym farbami fartuchu chemicznym, noszonym z tylko jemu znanych powodów i ołówkiem zatkniętym za nieco odstające ucho wyglądał komicznie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O, pan Guyie - mężczyzna uśmiechnął się już w drzwiach i podszedł do mnie z wyciągniętą do przywitania ręką. Uścisnąłem mu dłoń, przy okazji zauważając, jak wysuszona jest jego skóra i skinąłem krótko głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Podobno chciał pan ze mną coś przedyskutować - stwierdziłem, od razu przechodząc do tematu. - Mam nadzieję, że nie stało się nic poważnego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No… można tak powiedzieć. Nasz rzeczoznawca przy obliczaniu kosztów liczył po dotychczasowych cenach magazynowych, a okazało się, że firma, od której bierzemy większość materiałów drewnianych ma jakieś problemy na giełdzie i…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Panie Yoshida, może mi pan przypomnieć, ile panu płacę? - przerwałem mężczyźnie w środku zdania, markując irytację. W rzeczywistości nigdy na oczy nie widziałem kosztorysu, zostawiając formalności Nicholasowi. Nawet bez tego byłem prawie pewny, że suma, za jaką pracowali budowlańcy, przekraczała znacząco ponoszone przez nich koszty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No tak. Ale pensje pracowników ostatnio też się podniosły przez… - zaczął architekt. Wyraźnie było po nim widać, że za wszelką cenę chce wyciągnąć ode mnie kolejne pieniądze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie odpowiedział pan na moje pytanie - zauważyłem, wsuwając ręce w kieszenie i zaczynając spacerować po pomieszczeniu. Wiedziałem, że tak wyraźne okazanie poczucia wyższości wycofa nieco żądania mężczyzny. Nie, żebym nie mógł od razu przystać na podwyżkę ceny. Chciałem sprawdzić, jak bardzo była ona konieczna. Ostatecznie Sano-ojisan coraz częściej zaczynał mi wspominać, żebym przystopował nieco w wydawaniem pieniędzy na wszystko, na co tylko przyjdzie mi ochota. Odpowiedzialność i inne takie pierdoły. - Ale ja jestem wyrozumiały, wie pan? Zrobimy tak - prześle mi pan pełny kosztorys na dzień dzisiejszy oraz listę płac za moje zlecenie, a ja przemyślę, co da się zrobić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale przecież tak nie można! Dane osobowe…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czy ja mówiłem, że musi mi pan przesyłać z nazwiskami? Chyba nie oczekuje pan, że wyłożę w ciemno pieniądze każdemu, kto o nie poprosi. Nie mam stada bogatych ciotek z Ameryki na wymarciu - jeden z pracowników zachichotał, ale szybko umilkł, skarcony spojrzeniem przez architekta. - Skoro już ustaliliśmy tę kwestię, to będzie pan łaskaw powiedzieć mi, co z terminem oddania? Wyrobi się pan?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No cóż, zdążyliśmy już położyć podłogi w prawie wszyst…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pan Guyie pytał o termin końcowy, a nie sprawozdanie dzienne - zauważył Nicholas służbowym tonem. Zerknąłem na jego beznamiętną twarz i zachichotałem cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Spokojnie, Nicholasie. Może pan architekt pokłócił się z żoną i nie ma komu pochwalić. Pan mówi dalej - zwróciłem się z uśmiechem do architekta. Ten speszony chrząknął.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To… Powinniśmy zdążyć na wyznaczony przez pana termin lub może nawet kilka dni wcześniej - odpowiedział w końcu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zbytek łaski, wystarczy mi terminowość - znowu któryś z pracowników się zaśmiał, ale nie chciałem im psuć tej wesołości. Pewnie i tak za chwilę będą mieć pogadankę. - Jeśli to wszystko, to pozwoli pan, że wrócę już do swoich obowiązków - oznajmiłem i wyszedłem z garażu, a Nicholas podążył za mną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obowiązków, powiadasz - stwierdził wesoło, gdy wsiadaliśmy już do samochodu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Paznokcie się same nie pomalują na wieczór, nie? - odpowiedziałem, przygryzając figlarnie język. - Monster! Monster, noga! - minęło może kilka sekund, a za moimi plecami zaszeleściły liście i przy samochodzie pojawił się nieco zdyszany husky. Po kilku dniach z Xiaogou, pies zdawał się przeżywać swoją drugą młodość.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&quot;KOTY&quot; oznajmił krótkim szczeknięciem i wskoczył na tylne siedzenie lincolna z głuchym plaśnięciem łap o materac z superfibry. Dziękowałem niebiosom, że w ostatniej chwili wpadłem na pomysł położenia go na siedzeniu, ratując tapicerkę przed zupełnym zniszczeniem przez psie pazury i sierść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Okropny jesteś - stwierdził Nicholas, gdy wsiadłem i zamknąłem za sobą drzwi, moszcząc się wygodniej w niskim fotelu. - Prawie mi było żal tego architekta. Zdecydowanie powinieneś zejść z tego pseudogangsterskiego tonu, wiesz? - mężczyzna przekręcił klucze w stacyjce i lincoln zamruczało cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zaszkodzi od czasu do czasu się trochę pobawić - teatralnie popatrzyłem na paznokcie wyciągniętej przed sobą dłoni. - Mamy czas, żeby po drodze wpaść do Shena i Jannete, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy tylko w drzwiach pojawiła się Janette, uśmiechnąłem się lekko. Kobieta miała już wyraźny brzuszek i wyglądała na nieco zmęczoną sytuacją.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak zwykle czarująca - stwierdziłem łagodnie, machając Nicholasowi ręką, żeby poczekał na mnie chwilę przy samochodzie. Widziałem, że wyciągał właśnie ze schowka papierosy, a wolałem oszczędzić ciężarnej tej przyjemności. Podejrzewałem zresztą, że robił to specjalnie, bo z jakiś niewyjaśnionych powodów unikał kobiet w ciąży wszelkimi możliwymi sposobami. Prawdopodobnie miało to coś wspólnego z nieprzyjemnymi wspomnieniami, więc nie przeszkadzałem zbytnio w tej praktyce. - Byłaś już na połówkowym, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, tydzień temu - odpowiedziała kobieta cichym jak na nią głosem. Wiedziałem, że nie jest typem osoby, z której trzeba wszystko wyciągać, więc pewnie mi powie, jaki jest powód tego zachowania, gdy tylko będzie miała ochotę się wygadać przed kimś. - Chciałam poczekać jeszcze chwilę, ale wiesz, jaki jest Shen. Już powoli mam dosyć dwóch paranoików w jednym domu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dwóch? A co, mamusi też nie przeszedł syndrom niespokojnych stóp? - spytałem żartobliwie, a Janette tylko spojrzała na mnie ciężko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Od waszej ostatniej kłótni już zupełnie nie może usiedzieć na miejscu. A właśnie, usiądziesz i napijemy się herbaty, nie? - kobieta po raz pierwszy podczas naszej rozmowy szczerze się uśmiechnęła. - Shen wyjechał gdzieś w sprawach mafijnych na dwa dni, a mama poszła na zakupy, więc mam wreszcie chwilę spokoju.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wolisz odpocząć?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Odpoczywam przy każdym, kto potrafi pozostać w jednym miejscu na dłużej niż pół godziny i tonować decybele. Zresztą, mam wrażenie, że moja mała księżniczka też lubi, jak z kimś rozmawiam - stwierdziła, gładząc się po brzuchu. Dziecka jeszcze nie było na świecie, a ja już wiedziałem, że będzie miało bardzo dobrą mamusię. I ojca, jeśli tylko Shen wreszcie trochę ochłonie. W jakiś przedziwny sposób byłem nawet o to zazdrosny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Księżniczka? Shen nie wspominał, że znacie już płeć - otworzyłem przed Janette drzwi do salonu, a ta popatrzyła na mnie z wyrzutem. W odpowiedzi tylko uśmiechnąłem się wymijająco i popchnąłem ją lekko w ramię, żeby weszła do środka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- USG w końcu było wystarczająco czytelne - kobieta uśmiechnęła się dumnie. - Myślałam, że tobie pierwszemu Shen się pochwali.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To już wiem, za co go mam zabić przy najbliższym spotkaniu - stwierdziłem ze śmiechem. - Rozmawialiśmy przez telefon bodajże we wtorek, jak ustalałem z nim szczegóły pertraktacji z Kureną. A tak w ogóle, to myślałem, czy nie przynieść ci jakiś ziół na uspokojenie, czy coś. Ale pewnie masz już dosyć widoku czegokolwiek, co jest zielone i ma liście - zażartowałem, siadając na wskazanym przez Janette fotelu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nawet mi o tym nie wspominaj, bo oszaleję - kobieta westchnęła ciężko, więc powoli już zaczynałem rozumieć, dlaczego jest taka niezadowolona. - Wolisz herbatę, czy coś na zimno? Ja i tak muszę wypić ten cały koktajl, bo mnie matka chyba wydziedziczy, jak po przyjeździe zobaczy go nieruszonego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak ci wygodnie, nie jestem wymagający. A co do pomysłów żywieniowych mamusi, możesz ją przysłać do mnie, jak cię będzie zbytnio męczyć. Wiesz, porozmawiamy sobie jak specjalista ze specjalistą - zaśmiałem się na wspomnienie mojej ostatniej „rozmowy” z rodzicielką Janette. Kobieta była cholernie zmanieryzowana, nawet jak na starszą panią, i trudno było dotrzeć do niej z jakimikolwiek argumentami. W końcu „jej zielarka Z EUROPY” doskonale wiedziała, co mówiła. Mimo to, chyba wolałem nadopiekuńczą i nie do końca doinformowaną panią Hundighton od swojej własnej, jak się okazało nieprawdziwej, matki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po chwili Janette wróciła do salonu, niosąc w ręku szklankę z sokiem pomarańczowym i drugą, z czymś o żółtawym odcieniu zieleni. Kobieta postawiła przede mną na stoliku sok, a drugi napój przed sobą, marszcząc przy tym nieco nos.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nawet nie pytam, co to jest - stwierdziłem, za wszelką cenę próbując się nie roześmiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie chcesz wiedzieć - skwitowała to krótko kobieta. - Ja zresztą też nie. No, ale co u ciebie? Ostatnio już tylko na bloga od czasu do czasu piszę jak dostanę jakąś nową paczkę i nie mam z kim porządnie poplotkować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W sumie nic, o czym byś nie wiedziała. A, nie - dodałem szybko. - Soujirou znowu pisze na zlecenie jakąś komedię. Mają to wystawiać w którymś z mniejszych teatrów tokijskich, ale nie powiem ci teraz, w którym. W każdym razie, to jakaś szybka fucha i jeszcze przed rozwiązaniem porywam cię na premierę - stwierdziłem z szerokim uśmiechem. - Tylko we dwoje, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No nie wiem… wiesz, trochę tak głupio bez naszych mężczyzn. Co sobie pomyślą - zaczęła, ale zachichotałem w odpowiedzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Naprawdę widzisz tu problem? Shen zna mnie ładnych parę lat i wie, że na świecie nie ma mężczyzny, o którego powinien być mniej zazdrosny jak o mnie. A Soujirou i tak pewnie będzie gdzieś za kulisami. Nie, żeby się musiał martwić o moje spotkanie z kobietą. No, to skoro już to mamy ustalone, to… Wybacz na chwilę, kochana, pewnie Nicholas się do mnie dobija - przerwałem, wyciągając z kieszeni wibrujący smartfon. - Mhm. Muszę się zbierać, wybacz, że tak wcześnie. Jak wreszcie będę mieć trochę wolnego czasu, to na pewno do ciebie wpadnę. Pozdrów mamusię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ty gdzie? - syknął Dmitrij, przegradzając drzwi tuż przed nosem Nicholasa. - Nie przypominam sobie, żebyśmy cię zapraszali.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dmitri, Nicholas też jest jednym z nas, więc ma prawo brać udział w rozmowie - zauważył Shiriki, siadając na jednym z sześciu skórzanych foteli stojących dookoła małego, owalnego stoliczka. Spotykaliśmy się w niewielkim pomieszczeniu w znalezionej przez Dmitrija knajpie. O ile byłem dobrze poinformowany, Dmitrij zdążył już zbajerować tutejszą kelnerkę tak, że raz wygoniła bawiących się klientów, żeby zwolnić nam miejsce na spotkanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co nie zmienia faktu, że…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie chcę robić problemu, poczekam w samochodzie, Guyie-sama - oznajmił Nicholas wyniośle, przerywając bastetti. Ten tylko się wkurzył, ale nie była to u niego nowość. Z niezrozumiałego dla mnie powodu, Nicholas i Dmitrij wybitnie za sobą nie przepadali. Może to była kwestia gatunkowa...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie ma takiej potrzeby. Dmitri, zsuń się, ruski pomiocie - mruknąłem, wykładając komórkę na stół, by nie przeszkadzała mi w wygodnym siedzeniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale jak powie tylko jedno sło…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dmitri! - warknąłem, uderzając lekko pięścią o blat. - Bo ci obetnę sponsoring na te wszystkie dupy!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobra, już dobra - wymamrotał mężczyzna, siadając między bliźniakami. Nicholas popatrzył na mnie pytająco, a ja tylko wzruszyłem ramionami, więc wszedł, zamknął za sobą drzwi i zajął miejsce obok mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chcieliście o czymś porozmawiać - od razu przeszedłem do tematu, patrząc na Abequę. Dziewczyna kiwnęła twierdząco głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeden z Wilków przyniósł z policji dość niepokojące informacje - stwierdziła, nawet nie mrugając przy tym. Znaliśmy się już kilka miesięcy, a ja cały czas nie mogłem się przyzwyczaić do tego dziwnego uczucia rozmowy z robotem podczas każdego naszego kontaktu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znowu jacyś Łowcy - bardziej stwierdziłem niż spytałem. Shiriki jednak pokiwał przecząco głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie tym razem. Chociaż poniekąd podobna sprawa. Pojawił się jakiś seryjny morderca. Zabija zawsze w nocy, średnio co dwa, trzy dni - odpowiedział spokojnie, a jego wypowiedź kontynuowała Abequa, jak zwykle świetnie zsynchronizowana z bratem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ofiary są młode, obojga płci, więcej cech wspólnych raczej nie mają. Czasami są odnajdywane w podobnych miejscach, ale to raczej nie jest regułą. Z ustaleń policji wynika, że są duszone szmatą lub czymś o podobnej fakturze a następnie przenoszone w inne miejsce. W dwóch wypadkach na trzynaście ofiarami byli Genusmuto, oboje to Lepus.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A my mamy się bawić w wolontariat na dochodzeniówce, bo… - prychnął Dmitrij. Też nie widziałem najmniejszego powodu, by odwalać czarną robotę za psiarnię. Ale wątpiłem, by bliźnięta wyciągnęły temat jedynie po to, by poplotkować o nowinkach miejskich.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zgaduję, że prawdziwe modus operandi jest inne? - zerknąłem na Nicholasa kątem oka. Mężczyzna uśmiechnął się półgębkiem do Dmitrija, trochę poirytowanego uwagą. Już wiedziałem, że jutro nie będzie spokojnym dniem. A i mój wieczorek z Soujirou wydawał się być zagrożony. Dmitrij, przy wszystkich swoich zaletach, był cholernie zawzięty, jeśli chodziło o „podkradanie mu jego działki”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przy oględzinach jednych ze zwłok był nasz człowiek - podjęła bez słowa uwagi Abequa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jako Genusmuto jest wyczulony na nieco inne czynniki niż zwykli ludzie. W okolicach szyi denata wyczuł zapach, który określił jako „zapach mokrego kota”. A potem zauważył wśród otarć dwa malutkie punkciki, jak po ukłuciach. To było dwa zabójstwa temu - Shiriki sięgnął ręką pod blat stołu i wyciągnął z półki jakieś zdjęcia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chyba nie musimy wam przypominać, że nikt nie może się dowiedzieć o wyjściu tych fotografii poza komendę. Na pierwszym zdjęciu macie ofiarę, o której mówimy, a potem kolejne ciała. Po tym pierwszym odkryciu Dean zwracał uwagę na następne morderstwa. W przypadkach, które wam pokazujemy na szyi również został ten sam zapach. Ją - tutaj Abequa wskazała palcem na obrazek okołodwudziestoletniej dziewczyny o papierowo białej skórze w charakterystycznym dla denatów, chłodnym odcieniu i szyją wręcz niebieską od otarć - biegli określili jako osobę odbywającą dość ostry stosunek seksualny do kilku godzin przed śmiercią, więc miała na ciele trochę więcej otarć i drobnych ranek niż pozostali. A drugi mężczyzna na linii otarć na karku też miał te dwa punkciki. Wszystko na tyle dyskretne, że zwykli ludzie nie są w stanie tego dojrzeć, a i my wiemy przez niemal komediowy przypadek z przewróceniem się. Dean jeszcze nikomu o tym nie mówił, a biegli prawdopodobnie nie zauważyli tak drobnych szczegółów, nie wiedząc, czego szukać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mamy prawo sądzić, że co najmniej te trzy przypadki należą do jednej i tej samej osoby.Wcześniejsze ofiary były już pogrzebane, więc nie mamy dokumentacji, ale jest wysoce prawdopodobnie, że są dziełem jednego sprawcy - podjął temat Shiriki po krótkim uzgodnieniu czegoś z siostrą skinięciem głowy. - Podejrzewamy, że jest to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jakiś pierwotny Felis - dokończył za nich Dmitrij. Gdy zauważył moje pytające spojrzenie, wywrócił oczyma z westchnieniem. - Większość kotowatych potrzebuje krwi do przeżycia, a raczej wykluczamy, że to wampir z Mruczkiem - kontynuował z miną znawcy, zerkając wyzywająco na Nicholasa. Ten tylko spokojnie spoglądał na niezbyt zidentyfikowany punkt na przeciwległej ścianie, od czasu do czasu zerkając to na mnie, to na swój telefon. - Stawiałbym na teorię, że gość najpierw zaspokaja głód, a potem zabija, pozorując uduszenie. Rzadko kiedy słyszałem o kotowatych zadawalających się trupami, choćby i świeżymi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A jeśli nie musi zabijać? - spytałem, przyglądając się niedbale paznokciom. - Nie zakładałbym, że te paręnaście ludzi to cały jego utarg. Może po prostu co jakiś czas popełnia błąd w sztuce i musi jakoś podrzucić trupa bez zwracania na siebie uwagi. Zakładając, że faktycznie mówimy o jakimś niedożywionym Felis.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Odpada. Zbyt często pojawiają się nowe niespodzianki. Ja muszę uzupełniać zapasy nawet raz na dwa tygodnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chyba, że nie działa sam - dopowiedział Nicholas.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Grupę możemy wykluczyć. Psi węch potrafi rozróżnić zapach różnych istot. Dean porównywał je później wszystkie trzy na raz - wtrącił się Shiriki, do tej pory tylko przysłuchujący się z siostrą naszej dywagacji. - No, chyba że to bardzo ze sobą... zżyte fizycznie... bliźnięta.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc niech, psy… oj, przepraszam, policja. Niech robią swoje, a my tu mamy własną dochodzeniówkę? - Dmitrij uniósł znacząco brew. Widziałem, że mu się to podobało, aż tryskał energią. Podejrzewałem, że spróbuje w to też wciągnąć Włada, co nie byłoby aż tak głupim pomysłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Według mnie za mało faktów, za dużo domysłów opartych na determinizmie - byłem pewien, że Nicholas to powie jeszcze zanim to zrobił. Jeśli można było powiedzieć, że Nicholas Tarnee czegoś nienawidził, to lekkomyślności. Było to w nim na tyle mocno zakorzenione, że nawet nie bronił się zbytnio te dwa miesiące temu przed byłym już pracodawcą w obawie, że ktoś z okolicy mógłby zwrócić na to zbyt wielką uwagę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak będziemy cały czas siedzieć z założonymi rękami i czekać na zlitowanie bos… - zaczął kąśliwie Dmitrij, ale przerwało mu mocne trzaśniecie drzwi. Do pomieszczenia wparował zdyszany Aurelien.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ma-mamy problem - wydyszał w końcu po dwóch głębszych oddechach. - Jest nowy trup.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znowu nasz wampir? - spytała Abequa, a jej oczy wydały mi się nieco bardziej zmrużone niż zazwyczaj.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, Łowca - nawet bliźnięta popatrzyły zdziwione na lykantropa. Co prawda doskonale wiedzieliśmy, że Łowcy ciągle szwendali się po Tokio, ale ostatni raz pokazali się jakieś trzy tygodnie temu. Wcześniej mieliśmy średnio dwa ataki tygodniowo, niektóre niestety udane. A więc jedynie przegrupowywali siły. - Znowu to cholerne pióro i łańcuchy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Poślę po Deana, żeby sprawdził, czego może się dowiedzieć - zawyrokowała Abequa, a ja zerknąłem na nią nieco skonsternowany. Pierwszy raz słyszałem, by wymyśliła coś tak irracjonalnego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A co z naszym głodomorem wtedy? - spytałem z westchnięciem. - Policjant pchający nos w dwa seryjne zabójstwa naraz raczej przyciągnie uwagę, nie sądzisz? Łowcy są dla nas wystarczająco czytelni nawet bez szczegółów operacyjnych. Powinniśmy się skupić na tym, czego nie wiemy. Aurel - zwróciłem się do powoli wycofującego się chłopaka. Ten zamarł w bezruchu, jak gdyby myślał, że oberwie mu się za podsłuchiwanie. - Jesteś w stanie dowiedzieć się, kim dokładnie była ofiara i kiedy jej pogrzeb?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ta… chyba tak, a co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W końcu powinniśmy oddać honory naszemu poległemu bratu krwi, prawda? - uśmiechnąłem się lekko. Aurelien tylko kiwnął głową, najwyraźniej od razu rozumiejąc moje zamiary. I właśnie dlatego tak go lubiłem.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxx.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-784549786496418004</guid><pubDate>Thu, 07 Dec 2017 13:22:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-07T14:22:53.287+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXI</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Omal nie przewróciłem się w drzwiach pod wpływem nagłego rzucenia się na mnie drobnego, acz silnego już ciałka. Chwyciłem się futryny w rozpaczliwej próbie zachowania pionu. Przez chwilę jedyne, co widziałem, to kłębowisko włosów w odcieniu ciemnego kasztanu i kawałek ściany.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Xia-xiaogou, daj mi stanąć normalnie! - krzyknąłem, gdy udało mi się chociaż trochę zapanować nad własnym położeniem. Dzieciak odsunął się na dwa kroki w tył, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. - Mam nadzieję, że nie sprawiałeś Soujiemu żadnych problemów - stwierdziłem, groźnie kiwając palcem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Był grzeczny jak mało który nastolatek - usłyszałem męski głos gdzieś zza korytarza. Po chwili rozległo się głuche plaśnięcie kanapy i moim oczom ukazał się Soujirou. Mężczyzna ubrany był w niechlujną koszulę i dresowe spodnie, a na nosie miał okulary. Moim strzałem w ciemno było, że znowu pracował nad scenariuszem. - Co zresztą było do przewidzenia po styczności z twoimi metodami wychowawczymi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak zwykle w uroczym nastroju, kochanie. Po prostu Monsterowi udało się choć trochę go zmęczyć - stwierdziłem z chichotem, podchodząc do mężczyzny i całując go w policzek. - Mam wolny wieczór - dodałem już bardziej aluzyjnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Witam, panie Honami - za moimi plecami Nicholas skinął krótko głową, jak zwykł czynić niemal codziennie. Cały czas niezmiernie mnie śmieszyło, że obaj zachowywali między sobą tyle dystansu. - To ja już zostawię was samych. Do niczego się tu nie przydam, a na parkingu czeka na mnie Monster - to powiedziawszy, zatrzasnął za mną drzwi i zostaliśmy sami we trójkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Stęskniłem się za tobą, wiesz - wymruczałem wprost do ucha kochanka. - Nie powinieneś się tak przemęczać tą pracą. Może mała wycieczka?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale termin…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zając, poczeka. Souji, już od ponad tygodnia widzimy się tylko w przelocie. Mówiłem ci, że nie musisz brać tej dodatkowej roboty, bo i tak pieniędzy mamy na trzy pokolenia wprzód - prychnąłem, udając oburzenie. W rzeczywistości doskonale zdawałem sobie sprawę, że Soujirou nie potrafił nie zajmować się niczym szczególnym i aż dziw mnie brał, że interesowały go jedynie zlecenia scenarzysty, a nie angaż w jakimś kolejnym filmie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze wiesz, że tu nie chodzi o pieniądze - odpowiedział zdawkowo, przechodząc obok mnie i siadając do komputera. - Obiecałem przyjacielowi, że do końca tygodnia wyślę mu… - zirytowany zatrzasnąłem klapę laptopa przed nosem mężczyzny, omal nie przytrzaskując mu palców.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zapominasz czasem, że poza tym jesteś moim kochankiem?! A jeśli masz zamiar to zmienić, to mi po prostu powiedz i tyle. Ja się nie będę narzucał - wysyczałem. Wiedziałem, że przesadzam, ale miałem nadzieję, że wreszcie uda mi się go sprowokować do czegoś więcej. Nie kochaliśmy sie już przeszło trzy tygodnie, a gdy nadarzyła się ku temu okazja...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei… Do cholery jasnej, nic nie rozumiesz! - mężczyzna wstał, trzaskając ręką o blat.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc mnie oświeć - rzuciłem kąśliwie, zaplatając ręce na piersi. - To ponoć ja tutaj nigdy nic nie mówię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, żeby cię… Piszę to dla mojego przyjaciela. Znamy się od dzieciaka, a ostatnio wykryto u niego złośliwy nowotwór. To będzie jego ostatnia sztuka. Zadowolony?! - zatkało mnie. Jak mogłem nie zauważyć, że Soujirou zachowywał się jeszcze poważniej niż zwykle? Że po raz pierwszy od długiego czasu prawie co noc widziałem święcący się ekran monitora w salonie? Ale z drugiej strony, nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego może się wydarzyć. A już zwłaszcza, że mój Souji mi o tym nie powie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja… - zawahałem się. Naprawdę nie wiedziałem, co mógłbym powiedzieć, bo wszystko brzmiało sztucznie i patetycznie. - Jeśli będziesz czegoś potrzebować, to wiesz, gdzie mnie szukać - stwierdziłem w końcu miękko. Może i powinienem przeprosić za moje szczeniackie zachowanie, ale, szczerze powiedziawszy, nie czułem się winny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dziękuję, kochanie - Soujirou prawie wyszeptał te słowa i przytulił mnie do siebie mocno, niemal brutalnie. Nie ruszałem się, bo wiedziałem, że nie potrafiłbym pohamować swojego zwierzęcego instynktu i nasza mała sprzeczka przerodziłby się w regularną wojnę. - Jak tylko będę wolny, obiecuję, że zabiorę cię do jakiejś porządnej restauracji na kolację ze śniadaniem - wymruczał mi do ucha, a ja jedynie skinąłem głową. - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Miałbym ci za złe, gdybyś zignorował przyjaciela - odpowiedziałem, wyplątując się z jego uścisku. Niemal gorące, umięśnione ciało mężczyzny, nieco słonawy zapach jego potu… tak rzeczywiste. Wiedziałem, że nie utrzymałbym długo swojego ciała na wodzy w tak bliskim kontakcie z kochankiem. - Mogę wziąć się z Xiaogou do swojego starego domu na kilka dni, jeśli to ci jakoś pomoże.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie - zaprzeczył mężczyzna, gładząc moją wciąż trzymaną kurczowo dłoń i bawiąc się wisiorkiem przy platynowym łańcuszku. - Może nie spędzamy razem czasu, ale i tak twoja obecność w pokoju obok mi pomaga.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skoro tak mówisz - pogłaskałem czule policzek aktora. Czułem, że był bardziej rozgrzany niż zwykle. Przez sekundę się zastanowiłem, po czym sięgnąłem do ucha i ściągnąłem z niego kolczyk. - Jak nam tak dobrze idzie ta wymiana gadżetami, to przetrzymasz to dla mnie - stwierdziłem, podając mu biżuterię z czarnego diamentu. - A teraz wracaj do pisania, nie będę ci już przeszkadzać - uśmiechnąłem się i wszedłem do swojego pokoju, klepiąc się w udo, by dotychczas milczący Xiaogou poszedł za mną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przez to otwarte okno zimno mi w nocy - stwierdziłem wymijająco, gdy chłopak spojrzał na mnie pytająco.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez ostatni czas Xiaogou zmienił się nie do poznania. Jego sylwetka, choć wciąż szczupła, nie była aż tak upiornie chuda, a po prostu wysmukła. Z oczu zniknął ten błysk nieoswojonego zwierzątka, włosy wreszcie były względnie ułożone, a w okolicach nosa pojawiło się nawet kilka ledwie widocznych piegów. Wciąż jednak nie mówił i zachowywał się jak połączenie tresowanego zwierzęcia z czterolatkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyciągnąłem telefon, żeby go odłożyć na biurko, ale zauważyłem, że niedawno przyszedł jakiś sms. Przesunąłem palcem po ekranie i wszedłem w wiadomości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;3 nieodebrane wiadomości!&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Nicholas&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dostałem wiadomosc od Aur…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wysłano o 18:47&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Aurel&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jestem genialny! \(^*^)/ Szyku…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wysłano o 18:24&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Lilly&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czemu cie nie ma w GREnade…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wysłano o 17:58&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozwinąłem wiadomość Aureliena. Nieco bawił mnie rozentuzjazmowany ton i zabójcza wręcz ilość emotikonów, którym zwykle posługiwał się chłopak. Zwłaszcza, że poza tym wykonał kawał dobrej roboty, odnajdując nie tylko imię i nazwisko zamordowanej dziewczyny, ale i datę jej pogrzebu. Zerknąłem przelotnie na kalendarz powieszony koło biurka, po czym wziąłem pierwszy z brzegu czerwony długopis i zakreśliłem 26-tkę zamaszystym kółkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Popatrzyłem na Xiaogou. Chłopak siedział na łóżku z nogami podwiniętymi pod siebie i intensywnie przyglądał się dużej, kolorowej książce, którą trzymał w dłoniach. Nie byłem do końca pewny, czy ktoś go już zdążył nauczyć czytać, czy po prostu interesował się obrazkami, ale był naprawdę zaabsorbowany lekturą. Szybko odpisałem Lilly, że nasze dzisiejsze spotkanie nie wchodzi w grę i przysiadłem się do chłopaka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy tylko Xiaogou zorientował się, że zaglądam mu przez ramię, popatrzył na mnie z wahaniem. Przesunął książkę niemal zupełnie na moje kolana zanim zdążyłem go powstrzymać. Kiedyś Soujirou truł mi, że nie powinienem odmawiać prezentów dzieci nawet w dobrej wierze, bo mogą pomyśleć, że nam się nie spodobały, więc jedynie przeczesałem palcami włosy lykantropa. Książka, prawdopodobnie prezent od tajemniczego „kolegi z pracy”, była dość obszerną interpretacją „Alicji w krainie dziwów” z pięknymi ilustracjami stylizowanymi na zdjęcia teatru cieni. Sądząc po tempie, z jakim Xiaogou przewracał strony, nikt jeszcze nie wpadł na pomysł uszczęśliwiania chłopaka umiejętnością czytania gazety codziennej. A ja nie miałem ani predyspozycji, ani ochoty, by być tym pierwszym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dochodziliśmy powoli do końca powieści, gdy Xiaogou ziewnął szeroko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Idziemy już spać? - zaproponowałem. Ostatnio przyzwyczaiłem się już do pracowania według cudzych zegarów biologicznych, więc niemal automatycznie sam ziewnąłem. Chłopak popatrzył na mnie i pokiwał głową, zamykając książkę. Potem wstał, poszedł ją odłożyć na biurko i zmienił się w psa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zgasiłem światło klaśnięciem w dłonie i wsunąłem się pod kołdrę, a po kilku sekundach poczułem ugięcie się łóżka w okolicy kolan. Przyzwyczaiłem się do zasypiania z wielką kulą futra w zasięgu ręki tak bardzo, że wątpiłem, czy potrafiłbym teraz usnąć bez tego. Oczywiście ramiona Soujirou miały równie dobre działanie nasenne.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pierwszy raz od kilku nocy czułem obecność mojego mężczyzny równie mocno, jak gdyby był przy mnie w jednym łóżku. Sam nie wiem, kiedy urwała mi się świadomość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nieźle, jak na żółtodzioba - stwierdziła Xin’ai, jak zwykle dumnie wyprostowana. W przeciwieństwie do niej, ja sapałem niczym parowóz, próbując uspokoić oddech i ignorować spływający po mnie pot. - Maomi &amp;nbsp;&amp;lt;&amp;lt;chiń. kociak; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; jednak zna się trochę na rzeczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeszcze jakieś obiek…tywne wnioski? - spytałem zgryźliwie między kolejnymi urywanymi oddechami. Nie wiem, czy była to kwestia wieku, doświadczenia bojowego, demonicznego organizmu, czy czego tam jeszcze, ale kobieta wyglądała, jak gdyby właśnie wyszła od kosmetyczki, a nie skończyła ponad półgodzinny, nieustanny pojedynek. Oczywiście ani razu nie udało mi się chociażby zbliżyć się do zadania jej jakiegoś ciosu, ale tylko idiota mógłby oczekiwać takiego szczęścia po niecałych dwóch miesiącach treningu. Miałem jednak złudną nadzieję, że nie zostanę obity tak mocno, jak zostałem. Kto by pomyślał, że zwykły kijek bambusowy potrafi zostawić tak głębokie ślady...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem - odparła kobieta wesoło, odrzucając „narzędzie zbrodni” pod losowo wybrany regał. Naprawdę nie wiedziałem, jakim cudem podczas walki nie zleciała żadna książka. - Za dużo słuchasz innych, a za mało siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przepraszam, że nie odkryłem w sobie jeszcze jakiś głosów - prychnąłem, przechodząc w korytarzyk i siadając na uprzednio odsuniętym stołku. - Ał! Przez ciebie przez najbliższy tydzień nie będę mógł pewnie chodzić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To już nie moja wina - zachichotała Xin’ai, przesłaniając usta dłonią. - I nie fosz mi się tutaj, tylko słuchaj starszych. To, że jakiś styl walki pasuje kotu, nie oznacza, że tobie też musi. Jak mawiali w moich czasach, „nie ważne, jak długo żuraw będzie przebywać wśród żab, i tak nie zacznie skakać”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Daruj sobie te animalistyczne mądrości, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ależ one są na miejscu bardziej, niż ci się wydaje. A przynajmniej będą, jak wreszcie przestaniesz używać do walki tylko ludzkich odruchów - kobieta podeszła do mnie i dźgnęła mnie palcem w pierś. - Twoi przodkowie szkolili się w sztuce bitewnej godzinami oglądając walczące lisy. Zresztą, powinieneś chociaż raz dołączyć się do mnichów w dojo. Może wtedy zrozumiesz, o czym mówię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mam lepsze rzeczy do robienia o czwartej nad ranem niż naparzanie się kijami - prychnąłem, opierając się o regał za sobą. Nie był to najlepszy pomysł, co poczułem na własnych plecach już w pierwszej sekundzie. Połączenie kurzu i potu było najgorszym, co mnie mogło teraz spotkać. Zawierciłem się, próbując strzepnąć sobie chociaż trochę mazi, ale swędzenie stało się jeszcze gorsze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie martw się, i tak śpicie osobno - odpowiedziała zgryźliwie Xin’ai. Nawet nie miałem siły, skąd wiedziała nawet o takich szczegółach mojego życia. - Złap oddech i wracaj na górę. Postaram się jakoś nakłonić Memoriae do wypuszczenia cię możliwie blisko czasu, kiedy tu wszedłeś, ale nic nie obiecuję. Pod wyjściem przygotowałam ci już paczkę książek, które chciałeś.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, dzięki - odpowiedziałem, machając kobiecie ręką od niechcenia. Demonica zniknęła mi gdzieś pomiędzy regałami, ale byłem pewny, że w razie czego odnajdzie się szybciej niż ktokolwiek by przewidział.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wziąłem jeszcze kilka głębszych oddechów i wstałem. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, ale na szczęście w ostatniej chwili zdążyłem się złapać półki. Niezadowolony cmoknąłem i powoli spróbowałem przywrócić siłę w mięśniach. Lepka, gryząca maź stawała się nie do zniesienia. Skrzywiłem się i niepewnie ruszyłem przed siebie, dla pewności przytrzymując się półek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Do świątyni wróciłem nie dość, że zmęczony jak po występie na olimpiadzie, to jeszcze mokry. I to nie tylko przez pot, który dosłownie się ze mnie lał, ale i potknięcie się na kamieniu w stawie od strony, gdzie część desek została zerwana. Na szczęście woda nie była głęboka. Na jeszcze większe szczęście, Xin’ai zawinęła książki w jakąś wodoodporną szmatę, bo pewnie już bym był martwy za rozpuszczenie w wodzie literatury sprzed pół milenium.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pa-paniczu Hei! - nie zdążyłem jeszcze dobrze wejść do środka, a napotkałem Tsuyu. - Co się stało? Może wezwę Yoru na pomoc…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cześć, Tsuyu. Nie trzeba, po prostu znajdź mi coś do przebrania się - stwierdziłem z uśmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale na pewno…? Wygląda pan, jakby ktoś pana napadł i próbował wciągnąć na dno jeziora - skonsternowana mina dziewczyny wyglądała wręcz komicznie. Westchnąłem ciężko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tsuyu, mówiłem ci, żebyś mi nie „panowała”. Jesteśmy w jednym wieku, prawda? - uśmiechnąłem się lekko, chcąc uspokoić dziewczynę. - I na pewno nic mi nie jest. Powiedzmy, że to takie moje nauczanie indywidualne u pewnej złośliwej kobiety.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No tak, zawsze o tym zapominam - dziewczyna uśmiechnęła się przepraszająco, po czym poprawiła kaftan. - To ja już… aha, coś do ubrania. Zapytam pani Horacio, czy mamy gdzieś stare ubrania kokko. Jakby coś, mogę przynieść strój mnicha?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, cokolwiek - stwierdziłem z machnięciem ręki, odchodząc do części mieszkalnej. - Wejdź do mojego pokoju i zostaw na łóżku, będę pod prysznicem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ponoć chciałaś coś ze mną omówić - stwierdziłem już od progu, zamiatając podłogę przydługą szatą. Musiałem przyznać, że tradycyjne hanfu &amp;nbsp;w odcieniu zszarzałego różu miało swój urok, chociaż osobiście nie czułem się w nim najlepiej. &amp;lt;&amp;lt;hanfu, chiń.&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #222222; font-family: sans-serif; font-size: 14px;&quot;&gt;汉服&lt;/span&gt;- tradycyjna szata chińska, zarówno męska, jak i damska; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; Tsuyu mówiła wcześniej o jakiś „starych” ubraniach, ale nie uwierzyłbym, gdyby ktoś mnie próbował przekonać, że to, co mi przyniosła nie było nowiutkie. W dodatku z naprawdę drogiego sklepu.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po co od razu ta pasywna agresja? - Horacio nawet nie spojrzała na mnie znad trzymanej w ręce, w połowie wykonanej wyszywanki. - To chyba normalne, że chcę od czasu do czasu zobaczyć bóstwo swojej świątyni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Im dłużej cię znam, tym bardziej cyniczna się stajesz, wiesz? - spytałem, siadając niezbyt elegancko na jedwabnej poduszce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wydaje ci się - stwierdziła kobieta i odłożyła wreszcie tamborek. - Mam do ciebie dwie sprawy. Coraz trudniej jest mi utrzymać rygor klasztorny, a nie wypada, by przeorysza Kon-Kokko była bierna. Chcę w najbliższym czasie przekazać nadzór pewnej mniszce, którą przygotowywałam do tego przez ostatnie lata. Wybrała już sobie imię Lao. Na cześć Li Dana &amp;lt;&amp;lt;Laozi, chiń.&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #222222; font-family: sans-serif; font-size: 14px;&quot;&gt;老子&lt;/span&gt;, pośmiertnie Li Dan - chiński filozof, twórca taoizmu; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;. Wypadałoby jeszcze, żebyś ją zaakceptował.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ta druga sprawa? - spytałem szybko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Podobno chcesz iść jutro na pogrzeb młodego Kunimi - stwierdziła, a ja popatrzyłem na nią zdziwiony. &lt;i&gt;Skąd ona mogła się dowiedzieć o… Dmitrij.&lt;/i&gt; - Jego matka dość długo współpracowała w Hei Meigui Lianmeng, wypada nam to uhonorować. Poślę któregoś z mnichów w z kwiatami. W której posiadłości teraz mieszkasz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Teraz? U Soujirou, ale mogę podjechać z Nicholasem, gdzie trzeba. Nawet tutaj - wzruszyłem ramionami i wysunąłem zza pasa komórkę. - Pogrzeb mam wpisany na 12:15, więc byłbym tu około 11:00. Pasuje ci?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie orientuję się w obecnym czasie przejazdów, więc zaufam twojemu wyczuciu. A co do Lao, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To pomyślę o tym potem, dobrze? Za dużo na raz - przerwałem kobiecie z uśmiechem i wstałem. Nie spieszyło mi się zbytnio do kolejnej awantury. &lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/08/rozdzia-xxxi.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-7928923104719240007</guid><pubDate>Thu, 07 Dec 2017 13:17:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-07T14:17:55.708+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXV</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;
Jeszcze chwilę… jeszcze sekundkę, niech otworzy szerzej i…&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji! - wrzasnąłem, w ostatniej chwili łapiąc pion I hamując doniczkę. - Souji… - powtórzyłem, niemalże na skraju łez.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja - przytaknął mężczyzna, kiwając zdawkowo głową i zerkając niepewnie na wygaszony korytarz za mną. - A co, czekałeś na jakiegoś innego kochanka?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co?! Nie, ja…! - rzuciłem się mężczyźnie na szyję i wtulając w jego odsłoniętą szyję. Nawet do końca nie wiedziałem, kiedy i gdzie pozbyłem się tego nieszczęsnego habazia. &amp;nbsp;Poczułem, jak mężczyzna pode mną momentalnie zesztywniał, ale po chwili rozluźnił się, &amp;nbsp;po czym przyciągnął mnie do siebie jeszcze bardziej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Już, już - wymruczał wprost do ucha tym swoim niskim, chropowatym głosem. - Wiem, że się spóźniłem. Musiałem wykonać na bieżąco drobną poprawkę i nie popatrzyłem na zegarek. No, już, mój mały lisku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cholera, Souji, ja już myślałem, że cię… - wystękałem, zaciskając pięść na koszuli mężczyzny. Spokojna, nieco słodkawa woń piżma wymieszona z zapachem ukochanego działała lepiej od najmocniejszych środków uspokajających.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty też nie dzwoniłeś, mój mały lisku - stwierdził spokojnie Soujirou, sięgając do włącznika światła i zamykając wreszcie za sobą drzwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdybyś widział tyle, co ja, też byś się dwa razy zastanowił przed dzwonieniem do kogoś o nieznanym położeniu - wymruczałem wymijająco. Szczerze mówiąc, przez cały ten czas nawet nie przyszło mi do głowy, żeby spróbować samemu się dodzwonić do Soujirou. - Musisz jutro prowadzić? - szybko zmieniłem temat, ciągnąć mężczyznę za sobą do salonu. To tam się wszystko zaczęło i tam się powinno skończyć. A pod hasłem „wszystko” myślałem zarówno o naszym pierwszym spotkaniu, jak i oficjalnym wytoczeniu mi wojny przez matkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Soujirou zamruczał przecząco w odpowiedzi i przystawiwszy sobie moją dłoń do ust, pocałował ją delikatnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak obiecywałem, jestem tylko i wyłącznie do twojej dyspozycji przez co najmniej dwa dni - stwierdził uwodzicielskim głosem, a pode mną się kolana ugięły. Tak cholernie mi brakowało przez ostatnie dni tego Soujirou-casanovy. Nie byłem pewny, czy Daniel rozmawiał już z Soujirou, ale jeśli aktor przyjąłby propozycję i wyjechalibyśmy do Włoch, do tych wszystkich „liberalnych” kobiet… Teraz już byłem pewny, że w razie najgorszego niech się wali cały świat, ale nie wypuszczę mężczyzny samego. Ale o tym jednym powodzie Soujirou oczywiście niekoniecznie powinien się dowiedzieć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I innej odpowiedzi nie przyjmuję &amp;nbsp;- odparłem, wysuwając dłoń spomiędzy palców kochanka i głaszcząc jego policzek wierzchem dłoni. - W razie problemów wepchnij Xiaogou pierwszej napotkanej osobie, teraz jest MOJA kolej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyżbyś znowu był zazdrosny? - mężczyzna zachichotał, odkładając torbę i kurtkę na fotel. - Myślałem, że już ci przeszło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, że nie jestem zazdrosny - prychnąłem, udając obrażonego w bardzo teatralny sposób. &lt;i&gt;O szczeniaka nie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, mój mały lisku - Soujirou pocałował mnie przelotnie w żuchwę i oparł się o stojącą za nim kanapę. - A z tym telefonem, to co się stało? - spytał, kiwając głową w stronę lężącego smętnie na podłodze niedobitka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Miałem tutaj mały wypadek - rzuciłem wymijająco. - Wolisz białe, czy czerwone wino? Wreszcie na spokojnie mogę się dobrać do barku i nikt mi nie zrzędzi, że to nie dla mnie. Szkoda byłoby tego nie wykorzystać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czerwone. Czerwień zdecydowanie lepiej do ciebie pasuje - stwierdził, a ja skinąłem mu w geście zrozumienia. Byłem prawie pewien, że taki będzie wybór Soujirou, więc zdążyłem już przygotować wcześniej butelkę Rothschilda z 2019 roku. Ojciec zawsze mawiał, że skoro i tak pije alkohol tylko dla smaku, to niech to chociaż ma jakiś smak. A jego poczucie smaku nie schodziło poniżej Grand Cru.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chwyciłem karafkę ze zdekantowanym już winem za szyjkę w najwęższym miejscu, wyuczonym w laboratorium na chemikaliach ruchem zamieszałem cieczą, żeby odświeżyć ją nieco i nogą otworzyłem sobie drzwi do salonu. Gdy tam wszedłem, Soujirou siedział luźno na kanapie, przeglądając coś na telefonie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ktokolwiek to jest, powiedz mu, że dzisiaj może się wypchać - zażądałem flirciarskim tonem, stawiając na stolę karafkę i dwa kieliszki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przecież mówiłem, że dzisiaj jestem tylko twój - Soujirou pociągnął mnie lekko za włosy w dół i pocałował. Odpowiedziałem mu pomrukiem zadowolonego kota i leniwie odwzajemniłem pocałunek. - Nie upij mnie zbytnio to jutro koło południa się przejedziemy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdzie? - podciągnąłem się na oparciu kanapy i zjechałem po drugiej stronie, wprost na kolana Soujirou. - Bo dalekich wycieczek nie radziłbym ci planować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po twój nowy telefon, skarbie. To chyba oczywiste, prawda? W końcu jakoś muszę się do ciebie dodzwonić, jak już mi wyjedziesz do tych Włoch.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O, rozmawiałeś już z Danielem - wymruczałem i z aprobatą nadstawiłem się kochankowi, gdy zaczął całować mój odsłonięty obojczyk. - Chwila, jak to: „wyjedziesz”? A ty?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z Danielem? O czym ty mówisz? - Soujirou popatrzył na mnie z niekłamanym niezrozumieniem. - Rozmawiałem dzisiaj z Tarnee i mówił, że wybierasz się za jakiś czas do Włoch. Myślałem, że to jakiś twój wyjazd w sprawie Genusmuto.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nicholas ci tak powiedział? - westchnąłem ciężko. &lt;i&gt;No to nam się piękny głuchy telefon zaczynał robić…&lt;/i&gt; - Byłem z Lillym na kolacji wczoraj, nie? No właśnie. Lilly mnie spytał, czy nie jesteś zajęty w najbliższym czasie, bo po tej waszej premierze Daniel wyjeżdża do Włoch reżyserować sztukę. Co to miało być… „Sige personaggi” Pirandella bodajże. Daniel podobno chce cię obsadzić jako ktoś tam i Lilly myślał, że gdybyś przyjął angaż, pojechałbym razem z tobą. Wiesz, włoskie słoneczko, włoskie krajobrazy, włoska miłość i inne takie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Taaaa - wymruczał uwodzicielsko Soujirou tuż przy mojej skórze, zsuwając rękę na moje udo pod materiał krótkiego kimona, które używałem jako „elegantszego” szlafroka. - I jeszcze mi powiedz, że twoim marzeniem od dziecka było pozwiedzać Rzym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z tobą zawsze. Mogę robić za przewodnika - dodałem z uśmiechem, obejmując mężczyznę za szyję. Gdy zauważyłem na sobie pytające spojrzenie kochanka, roześmiałem się. - Za dzieciaka byłem ładnych parę razy we Włoszech. A potem jeszcze kilka razy w sprawach mafii. No i mam niezłe kontakty jeśli chodzi o mafię sycylijską.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To ostatnie mogłeś już sobie odpuścić, wiesz? - prychnął, podrzucając mnie delikatnie na kolanach, żebym lepiej się ułożył na nich.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ależ to ważne. Z tego, co wiem, to niezłe bagno sobie tam w Europie z tymi arabami ułożyli - wzruszyłem ramionami, rozsuwając szerzej nogi. Powoli zaczynałem się już niecierpliwić, że Soujirou tak odwleka poważniejsze pieszczoty. - Dobre kontakty z mafią są tam lepszym gwarantem bezpieczeństwa niż kordon wojska. Chyba oboje wolimy cię w jednym kawałku, prawda? - sięgnąłem do jego koszuli i bez zastanowienia odpiąłem pierwsze dwa guziki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie spieszy ci się zbytnio, co? - mężczyzna przytrzymał moją rękę, głaszcząc ją kciukiem. - Noc jeszcze młoda, mój mały lisku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiem. Ale nie kochaliśmy się już od kilku tygodni - stwierdziłem z wyrzutem. Uwielbiałem długie przekomarzanki z Soujirou, ale teraz nie myślałem już o niczym innym, jak po prostu rozłożyć przed nim nogi i poczuć w sobie jego członka. - Chcę cię poczuć w sobie, Souji - wymruczałem mu prosto do ucha i pociągnąłem za nie. - Teraz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak dziecko - zaśmiał się mężczyzna i przewrócił mnie na plecy, przygważdżając do kanapy. Sięgnął moich ust, a ja, nie myśląc nawet, co robię, odwzajemniłem pocałunek i przyciągnąłem go do siebie nogami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z ust wyrwał mi się pomruk zadowolenia, gdy Soujirou zaczął całować mnie niżej, w szyję tuż przy uchu, a ręką odgarnął połę rozwiązanego już szlafroka. Czułem, jak mój penis powoli zaczyna sztywnieć. Na moje szczęście pomyślałem wcześniej o przygotowaniu się na seks, inaczej dostałbym teraz chyba szału, gdybym musiał jeszcze czekać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ta-a. Souji - wymruczałem, wplatając palce dłoni w jego włosy, a drugą ręką sięgając rozporka jego spodni. Po omacku rozpiąłem zamek i wsunąłem rękę w bieliznę kochanka. Niespiesznie zacząłem głaskać jego penisa. Czułem, jak mężczyzna pod wpływem mojego dotyku jest coraz bardziej podniecony. - Tęskniłem za tobą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja też, mój mały lisku - mężczyzna na chwilę odsunął się od mojego obojczyka, żeby spojrzeć mi prosto w oczy. - Nawet nie wiesz, jak bardzo - wyszeptał mi prosto w ucho. - Dzisiaj bez furrystycznych dodatków?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli tylko chcesz… - zaplotłem nogi na torsie mężczyzny tak, by zwinnym ruchem nauczonym przez Dmitriego przewrócić mężczyznę na plecy i usiąść na jego udach. Czasami jednak te jego treningi się przydawały. Wysunąłem lisi ogon i uszy i zastrzygłem nimi. - Mogę? - spytałem, sugestywnie przejeżdżając palcem wzdłuż jego sztywnego członka i oblizałem usta.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak bez przygotowania? - mężczyzna sięgnął mojego policzka i pogłaskał go z czułością. - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że uzupełniałeś braki z kimś innym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, że nie! - prychnąłem. Ta uwaga ubodła mnie do żywego. Nawet bym nie pomyślał, że mężczyzna może posądzić mnie o zdradę. A już zwłaszcza w takiej sytuacji. Czułem, że do oczy napływają mi łzy, zupełnie jak kobiecie. - Nie wierzę, że mogłeś pomyśleć, że…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Już, już - Soujirou pociągnął mnie w dół do siebie i przytulił mocno. - To miał być tylko żart, ale mi nie wyszedł. Przepraszam, kochanie. Naprawdę, przepraszam. Hei? - Soujirou uniósł delikatnie mój podbródek i popatrzył mi w oczy. Pierwsze niedowierzanie i panikę zastąpiła wściekłość.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś okropny - wydusiłem w końcu z siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiem, mój mały lisku. Przepraszam - poczułem delikatny pocałunek na włosach. Wtuliłem się mocno w szeroką pierś Soujirou, starając uspokoić. Mimo wszystko, nie potrafiłem długo gniewać się na kochanka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poczułem, że dłoń Soujirou spoczęła najpierw na mojej talii, a potem powoli zaczęła się zsuwać na pośladki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji - wymruczałem, ale nie zaprotestowałem. Postanowiłem póki co za wszelką cenę powstrzymać się od jakiegokolwiek ruchu i zobaczyć, co zrobi mężczyzna.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Masz pod ręką coś wilgotnego, czy znowu lejemy wino? - spytał Soujirou, sugestywnie masując mój pośladek. Musiałem walczyć ze sobą z całych sił, żeby nie wypiąć się do jego ręki lub jęknąć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W kieszeni mam saszetkę z lubrykantem - wyszeptałem w końcu, co chwilę zaciskając zęby, żeby nie stracić kontroli. Wiedziałem, że Soujirou widzi tę moją walkę i świetnie się nią bawi. - Ale możesz go sobie odpuścić. Jestem dużym chłopcem, zająłem się już sobą jak cię nie było.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja bym ci tam do końca nie ufał, skarbie - stwierdził mężczyzna zaczepnie, wsuwając rękę w kieszeń mojego szlafroka, żeby wyjąć niezbyt dużą saszetkę - Przezorny zawsze ubezpieczony - dodał po chwili. W końcu doszukał się saszetki, wyciągnął ja i roztargał rębami. Ze środka wypłynęło nieco półprzezroczystej, lepkiej cieczy o słodkawym zapachu brzoskwini.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poczułem fale przyjemnego, podniecającego zimna w okolicy odbytu, gdy Soujirou wycisnął lubryka na kilka centymetrów nad moimi pośladkami. Nie powstrzymałem się i sapnąłem z rozkoszą. Mój mężczyzna w absolutnej ciszy rozmasowywał przez chwilę moje wejście, aż w koncu wsunął w nie zimne od lubrykantu dwa palce. Mruknąłem, czując, jak mój penis sztywnieje i zaczynają z niego skapywać pierwsze kropelki preejakulatu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Taa-a-ah! - wyjęczałem, sięgając ust Soujirou i nadstawiając się mężczyźnie. - Mhrmmm, tak…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozłóż szerzej nogi - podpowiedział mi mężczyzna. Bezwiednie wykonałem polecenie. - Wsuniesz się na mnie? - spytał niskim głosem, a ja w odpowiedzi tylko zamruczałem cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Uniosłem się nieco, żeby mieć większą kontrolę nad tym, co robię. Chwyciłem nabrzmiałego członka Soujirou i powoli opadłem na niego, wsuwając się niemal aż po nasadę. Aż syknąłem, gdy po raz pierwszy od dłuższego czasu moje ciało przeszedł dreszcz tego tak charakterystycznego bólu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, wszystko w porządku? - spytał Souji, a ja popatrzyłem na niego przeszklonymi oczyma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ta… tak… - wystękałem w końcu, oparłem dłonie o podbrzusze mężczyzny i powoli zacząłem się poruszać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wreszcie! Wreszcie miałem go tylko dla siebie. Nawet do końca nie kontrolowałem, co robię ani jak długo.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- S-souji? - wydyszałem, starając się złapać oddech. Aż lepiłem się od potu i własnej spermy, ale nie przeszkadzało mi to teraz. Przerzuciłem włosy na jedno ramię, żeby chociaż trochę widzieć swojego próbującego teraz ustabilizować oddech kochanka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, mój mały lisku? - Soujirou pogłaskał wierzchem dłoni moją chaotycznie poruszającą się klatkę piersiową. Podniosłem wzrok i zobaczyłem na niego twarzy spełnienie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co ty na to, żebyśmy się tutaj przeprowadzili z powrotem? - spytałem, opierając głowę o jego szeroką klatkę piersiową. - Tak już sami i na stałe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z tobą? &amp;nbsp;- spytał, a ja kiwnąłem niepewnie głową. - Z tobą mogę mieszkać nawet i w namiocie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/09/rozdzia-xxxv.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-1133005855454583819</guid><pubDate>Sun, 03 Dec 2017 17:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-03T18:13:30.904+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXIV</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;span style=&quot;font-variant: small-caps;&quot;&gt;…brym chłop(hic!)cem! &amp;nbsp;Pij do(hic!) samiuśkiego (hic!) dna! Pij aż ci zabraknie (hic!) tchu! &amp;nbsp;Pij jak chło...&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&amp;lt;&amp;lt;kapitalikami oznaczony będzie tekst wypowiedziany w języku włoskim; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - Lilly omal nie spadł mi z ramienia, gdy machnął niespodziewanie ręką, trzaskając mi nią w zęby. &lt;i&gt;I dlaczego ja się dałem w to wmanewrować…?&lt;/i&gt; Tłukliśmy się jak ostatni idioci środkiem San-chome pomiędzy apartamentowcami wysokiej klasy. Na oko licząc, dobiegała czwarta nad ranem i tylko cud chyba sprawił, że przez tego idiotę nie siedzieliśmy jeszcze za kratkami lub na wytrzeźwiałce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Naprawdę żałowałem, że podsunąłem Lilly’emu i Fugace ten przeklęty pomysł na konkurs picia i piosenki pijackiej. Na początku było śmiesznie. Nawet Hori-chan dorzucił coś z, kaleczonego pewnie na wszelkie możliwe sposoby, hinduskiego repertuaru. Ale potem… potem wepchnięto mi, jako jedynemu niepijacemu, trójkę narąbanych w sztok facetów z poleceniem, że mam ich porozwozić do domu. &lt;i&gt;Kurwa, ja!&lt;/i&gt; Tego jeszcze nie grali, żeby Hei, największy pijak w całym Kurokoi, musiał zajmować się dorosłymi ponoć ludźmi. Z WallE’m jakoś mi poszło. Głównie dzięki temu, że mieszkał z czwórką rodzeństwa i jego starsi bracia dosłownie wrzucili go do domu. Potem przyszła kolej na Haradę. O ile samo odprowadzenie i wpakowanie do łóżka śpiącego już na stojąco czterdziestolatka nie było dużym wyzwaniem, o tyle zostawiony w tym czasie w taksówce Lilly zdążył w międzyczasie zarzygać tapicerkę i napluć na taksówkarza. Miny tego drugiego po moim powrocie nie sposób było opisać. Chyba będzie mi się śnić po nocach jeszcze przez następne miesiące.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Lilly, do kurwy nędzy, teraz ci się zebrało na śpiewy - syknąłem, próbując wstrząsnąć jakoś wiszącego na mnie mężczyznę, by choć na chwilę się zamknął.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Aaaaa tymieniewyzywaj. Tymnieniewyzywaj! - prychnął buńczucznie, stając o własnych siłach na sztywnych, szeroko rozstawionych nogach. - Bo ja się tak łatwo nie dam. JA, kur(hic!)wa, ja sam żem wygrał z Tanochim na to-o-o!-ej! - wrzasnął, gdy nagle coś go pociągnęło do tyłu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No tak, nie oduczysz ryby pływać - stwierdził jakiś męski, niski głos. Mimo bycia kokko, dopiero po chwili zorientowałem się, z kim mam do czynienia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- P-pan Daniel… - stwierdziłem, sam nie wiedząc, czy lepiej udawać martwego, grać głupa, czy uciekać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Widzę, że ta moja piękniejsza połówka znowu się upiła, co? - westchnął mężczyzna, gładząc włosy pijanego. - Już zaczynałem podejrzewać, że coś ci się stało skoro tak długi czas dzień w dzień jest prawie trzeźwy - stwierdził z lekkim uśmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ostatnio trochę się zmieniła sytuacja i już nie pijemy tyle - mruknąłem, nie do końca czując się komfortowo. Wiedziałem, że Daniel wiedział o mnie pewnie więcej niż bym przypuszczał, ale i tak w życiu nie przeprowadziłem z nim jednej dłuższej rozmowy. Nie, żebym widział ku temu jakieś powody.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie musisz być aż taki speszony - Daniel zachichotał i chwycił mruczącego coś pod nosem Lilly pod pachami, żeby nie wyślizgnął mu się z dłoni. - Nie takie rzeczy widziałem u aktorów. No, ale pewnie chciałbyś wrócić już do domu, nie zatrzymuję cię. Podrzuciłbym cię do domu, ale muszę się nim zająć. Lillith, pożegnaj się grzecznie i idziemy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No aaale, ja NIGDZIE (hic!) nie idem - wyburczał młodszy z mężczyzn, wydymając usta niczym dziecko. Lilly miał mocną głowę, ale jak już przekroczył magiczną, czerwoną linię, robił się nieznośny. Ja zresztą też. W dodatku miewałem napady pasywnej agresji. Różnica miedzy nami była taka, że Lilly zupełnie nie pamiętał tego, co robił pod wpływem procentów, a ja niestety tak. - &lt;span style=&quot;font-variant: small-caps;&quot;&gt;Cho, futrzasty, napijemy się jeszcze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na moje szczęście Daniel zaciągnął jakoś Lilly’ego bez większych awantur, więc wróciłem do taksówki. Niemal przez całą drogę kierowca patrzył na mnie jak na odmieńca, co chwilę sprawdzając, czy aby na pewno nie zapaskudziłem mu tapicerki jeszcze bardziej. Wolałem zapłacić mu sumkę praktycznie dwukrotnie większą niż koszt przejazdu i nowego obicia, żeby nie mieć problemów w przyszłości. Odbiję sobie na Lillym, tego byłem pewny. Jak nie gotówką, to w inny sposób.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Prześlizgnąłem się przez salon, starając się być jak najcichszym. &amp;nbsp;Psi słuch Xiaogou okazał się lepszy niż można było przypuszczać i nie zdążyłem jeszcze dobrze wejść do apartamentu, gdy powitało mnie warczenie i para brązowych ślepiów. Na szczęście nie zbudziliśmy drzemiącego na kanapie Soujirou.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Uśmiechnąłem się lekko, zerkając na spokojną twarz wtulonego w poduszkę na kanapie kochanka i wszedłem do pokoju. Zerknąłem na zegarek. Dochodziło w pół do szóstej, a przed zasłonięte okno widać było pierwsze promienie słońca. Dopiero, gdy zobaczyłem własne łóżko, poczułem, jak bardzo jestem śpiący.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Xiaogou, obudź mnie, jak Souji wstanie - poleciłem przyglądającemu mi się przed szparę w drzwiach psu i wsunąłem się pod kołdrę, zupełnie zapominając o ubraniach. Długo na sen nie musiałem czekać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zerknąłem na ekran telefonu. Byłem niemal spóźniony na spotkanie, o które sam się ubiegałem. &lt;i&gt;Nicholas mnie pewnie zabije.&lt;/i&gt; Zerknąłem przez ramię na lustro w przedpokoju żeby się upewnić, czy wyglądam jak należy i miałem już wychodzić, gdy zatrzymał mnie Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przez to, że czekałem na ciebie całą noc, skończyłem pierwszopis i mam co najmniej tydzień wolnego - stwierdził niby od niechcenia, a ja aż zacisnąłem palce mocniej na klamce, żeby powstrzymać się od głupiego zachowania. Wziąłem głęboki wdech, żeby uspokoić się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takich razie wyśpij się, kochanie. Powinienem się pojawić przed piątą. Nie czekaj na mnie z obiadem - to stwierdziwszy, wyszedłem od razu, żeby uciec od rozmowy. Wiedziałem, że nie tego ode mnie oczekiwał. Czy byłem głupi? Ależ oczywiście, że tak. Ale nie miałem większego wyboru, nie ufałem swojemu wewnętrznemu hamulcowi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zatrzasnąłem za sobą drzwi i wszedłem do windy. Byłem może w połowie drogi w dół, gdy zadzwonił mój telefon. Nie musiałem patrzyć na wyświetlacz, by wiedzieć, że to Nicholas.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Minutę, jestem w windzie - oznajmiłem, nie tracąc czasu na przywitanie. W ogóle rzadko kiedy witaliśmy lub żegnaliśmy się z Nicholasem. Chyba zbyt długo czasu się widzieliśmy i zbyt dużo mieliśmy zajęć, by przejmować się takimi drobiazgami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Miałeś być prawie dziesięć minut temu - zauważył Nicholas znużonym tonem. Chyba zaczynał się już przyzwyczajać do mojego wiecznego spóźnialstwa. - Jak cię nie zobaczę za minutę, to ci normalnie…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To co? - spytałem zaczepnie, odsuwając słuchawkę od ucha i machając Nicholasowi w otwartych już na oścież drzwiach. - Przecież mówiłem, że jadę, tak? - rzuciłem lekko, przygryzając język.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Masz szczęście, że cię znam i kazałem przyjść kwadrans wcześniej - westchnął mężczyzna, otwierając drzwi lincolna.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No widzisz. A ty ciągle narzekasz - zachichotałem, wsiadając na przednie siedzenie. - Dzięki mnie nie będziemy czekać na wszystkich w akompaniamencie twojej kłótni z Dmitrim.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem, co sugerujesz, ale to nie moja wina - stwierdził krótko i odpalił silnik. Dalej rozmowa zanikła.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jechaliśmy dość spory kawałek głównymi ulicami. Na szczęście do głównej fali powrotów i dojazdów do pracy trochę brakowało, więc ulice były luźne jak na tokijskie warunki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przecież to czyste szaleństwo! - Dmitrij uderzył pięścią w stół. - I tak nawet nie mamy poparcia większości. W piątkę możemy co najwyżej podłubać sobie w zębach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc co, do kurwy nędzy, czekamy, aż nas wybiją?! - syknąłem przez zaciśnięte zęby.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, kurwa, lepiej radośnie polecieć do najbliższej gazety i…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dmitri ma rację - przerwał mu spokojnie Shiriki. - Cokolwiek by nie mówić, mamy pod sobą jedynie lykantropów i kilku pozostałych Genusmuto, a nie większość. Nie możemy decydować za wszystkich.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Można spróbować przeprowadzić większe mediacje - dodała Abequa. Był to chyba jeden z nielicznych przypadków, gdy poglądy bliźniąt nie pokrywały się w zupełności. - Pani Horacio dysponuje dość szerokimi znajomościami, na pewno uda nam się dotrzeć do głównych przedstawicieli Genusmuto.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No właśnie - uśmiechnąłem się szeroko. - Shiwataka też na pewno podrzuci mi trochę kontaktów, może Leo ma jeszcze jakieś stare kontakty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jaki znowu Leo? - widziałem, że z Dmitrija chociaż trochę zeszła już pierwotna złość, chociaż wciąż był sceptycznie nastawiony do mojego pomysłu. Poniekąd mu się nawet nie dziwiłem. W końcu współdziałanie zmiennokształtnych z ludźmi nie było precedensem. Cholera jedna wiedziała, ile procent mnichów jeszcze wierzyło w to, co podobno ma rezydować w ich świątyniach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Leonadro Leggio - odpowiedziałem, sylabizując wyraźnie. - Lepiej teraz? Syczylijczyków bym póki co nie mieszał w to wszystko, ale w końcu Leo pilnuje interesów w okolicy Kyoto, więc kto go tam wie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ten Leggio, czy obrodziło ostatnio fanami mafii? - bastetti zerknął na mnie znad telefonu. - Tanya chce z tobą potem porozmawiać. Nie wiem, o czym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ten Leggio. Ojciec Leo był bratem Luciano &amp;lt;&amp;lt;Luciano Leggio - jeden z najsłynniejszych sycylijskich mafiosów, capo di tutti capi; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - odpowiedziałem, a Dmitriemu aż oczy zabłyszczały na tę wiadomość. Wbrew pozorom, Leonardo nie był aż tak podobny do stryja. A już na pewno nie lubił przesadnie obnosić się ze swoim pochodzeniem. Z małymi wyjątkami. - Co do Tanyi, to nie ma problemu. Jak jesteś z nią teraz na linii to napisz, że po zebraniu przedzwonię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wracając do tematu - chwilę ciszy przerwała Abequa. - Możemy z Shirikim puścić wśród Wilków polecenie, żeby poprzekazywali wiadomości wśród swoich znajomych. Głuchy telefon czasami daje lepsze efekty niż skoordynowane działanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zapominacie przypadkiem o czymś? - prychnął Dmitrij. - Załóżmy, że jakimś cudem pójdzie nam w Tokio tak, jak to sobie Hei założył. Łowcy byliby idiotami, gdyby próbowali siłować się ze słupem wbitym metr wgłąb, więc przeniosą się na inne miasta z zamiarem wrócenia tu, jak załatwią wszystko w okolicy. Powiedzmy, że jakość pociągniemy to na całą Japonię. I co dalej? Rozbijemy zasieki, żeby przez przypadek nie popatrzyć na drugą stronę oceanu? Czy może chcesz zostać jakimś pierdolonym królem świata i rozpętać ogólnoświatową rewolucję, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mi tam pasuje - odparł wesoło Nicholas, opierając podbródek o zaplecione ręce. Nie spodziewałbym się, że to on będzie dzisiaj chciał sprowokować kłótnię. - Może przynajmniej będzie ciekawie przez parę miesięcy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie drażnit, worobej - syknął Rosjanin, tracąc kontrolę nad używanym językiem. Rzadko kiedy zdarzało się, by Dmitrij był na tyle wściekły, by przestawić się na ojczysty język. Zerknąłem na bliźnięta, ale oboje siedzieli bez słowa, przysłuchując się tylko bez cienia wyrazu na twarzy. - Co ty, kurwa, myślisz? Że jakiś niezrównoważony psychicznie szczeniak zostanie zbawicielem narodów? Bliźniaki, które mają w dupie wszystko, co nie dotyczy ich lub kilku innych pchlarzy? A może ty, co? Nie, czekaj, wiem! Niebiosa się rozstąpią i pojawi się jakaś kurwa na białym koniu, zrobi „bu” i Łowcy sami spierdolą. Niet? No spotrij, co za pech! Jak się chcecie zarzynać, to we własnym, sobacza mać,&amp;nbsp; zakr…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dmitri, dosyć! - przerwałem mu ostro. Nie chciałem uciszać go tylko dlatego, że nie podobał mu się pomysł, ale powoli zapędzał się za daleko. - Koniec zebrania na dzisiaj, wrócimy do tego po pełni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A co, nagle nie wiesz, co powiedzieć? - syknął wyzywająco Dmitrij, ale zignorowałem go.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Macie czas we wtorek o zwyczajowej porze, czy ktoś już coś zaplanował? - spytałem zamiast tego, patrząc wyczekująco na bliźnięta.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pasuje. Przejrzymy materiał na kartkówkę dzień wcześniej - orzekła Abequa, skinąwszy lekko głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znasz mój grafik. Postaram się wyrobić na posesji do południa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ty, Dmitri? - popatrzyłem na bastettiego. Wciąż był wściekły, ale nie mogłem nic na to poradzić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja jeszcze z tobą nie skończyłem - syknął.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja też nie - uśmiechnąłem się lekko i podszedłem do chłopaka. - Ale musimy przemyśleć to, co już tutaj padło i wyciszyć emocje. Obaj. To jak? - Dmitrij tylko skinął ugodowo, ale widziałem, że nie miał na to najmniejszej ochoty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Zerknąłem kolejny już raz na wyświetlacz. W dalszym ciągu nie dostałem znaku życia od Soujirou. Przeszedłem nerwowo przez salon, po raz tysięczny patrząc na zegar. 20:07. Spóźniał się już ponad godzinę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &amp;nbsp;&lt;u&gt;Kurwa mać&lt;/u&gt;! - cisnąłem komórką w fotel, a ta odbiła się od siedziska i wylądowała na posadzce. Nawet nie chciało mi się sprawdzać, czy jest jeszcze do odratowania. &lt;i&gt;Przecież powiedział, że będzie!&lt;/i&gt; Gdybym chociaż wiedział, co się mogło… &lt;i&gt;Nie, Hei, nie panikuj. To na pewno wina korków lub cieknącego zlewu.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chyba jeszcze nigdy nie czułem się tak podenerwowany i nie na miejscu w swoim własnym domu. Przez tyle czasu wykłócałem się z tą starą kurwą, żeby go odzyskać. Teraz, gdy wreszcie mogłem z uniesioną głową powiedzieć „mój dom”, czułem się jak intruz. Myślałem, że na nowy początek nadpiszę nieprzyjemne wspomnienia tymi ekstatycznie przyjemnymi. Jak zwykle, skończyło się na planach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszedłem jeszcze dwie długości salonu i w końcu podszedłem zebrać szczątki telefonu. Szybka była popękana tak, że chyba tylko siłą przyzwyczajenia pozostała na miejscu, a klapka zatrzymała się dopiero pod przeciwległą ścianą. Mlasnąłem językiem z niezadowoleniem i spróbowałem uruchomić telefon. Ekran rozbłysnął kilka razy białym, przyćmionym światłem i w końcu zupełnie się wygasił. &lt;i&gt;No, to, kurwa, pięknie! Teraz to już zupełnie nie będę wiedział, co się dzieje. Noż chuj bombki&amp;nbsp;strzelił, choinki, kurwa, nie będzie!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Wrak ponownie wylądował na ziemi. Szkło wreszcie się rozprószyło na tysiące drobniusieńkich kawałeczków rozsianych po całych panelach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Noż kurwa mać! - syknąłem, wściekły na wszystkich i wszystko w zasięgu kilometra. A najbardziej na siebie. Gdybym tylko nie zachował się jak ostatni debil i nie rozpierdolił jedynego &amp;nbsp;urządzenia, z którego mogłem się skontaktować z Soujirou. &lt;i&gt;Co ja teraz, do kur… stacjonarny.&lt;/i&gt; Miałem nadzieję, że Sano-ojisan miał numer Soujiego i jakoś się dodzwoni. Nie wiedzieć czemu, tylko ten jeden numer byłem sobie w stanie przypomnieć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Podniosłem się z klęczek i przeszedłem na korytarz. Przy schodach, ukryty pod zarośniętą paprotką, wisiał stary telefon stacjonarny. W zasadzie jeszcze za życia ojca raszpa chciała się go pozbyć, ale ojciec powtarzał wtedy „Nigdy nie wiadomo, co się może stać z nowoczesną technologią, a kontakt ze światem trzeba mieć”. Nawet nie wiedział, jak bardzo popierdoloną sytuację przewidział.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez chwilę próbowałem sobie przypomnieć numer do prawnika. W końcu doszedłem do wniosku, że byłem już prawie pewny poprawnej wersji. 831-272… Coś trzasnęło w zamku drzwi wejściowych. &lt;i&gt;Jeszcze tu, kurwa, złodziei brakuje!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Odłożyłem słuchawkę i szybko rozważyłem za i przeciw ucieczki. Zbytnio mnie nosiło, żebym teraz się bał jakiś Lepkich Bandytów. Sięgnąłem na palcach po doniczkę z paprotką i czekałem. Na szczęście była już mocno zasuszona, a więc i lekka. Na myśl o wszystkim, co przeszedłem przez tę pierdoloną doniczkę, doskonale rozumiałem Janette. Może chociaż raz zrobi coś pożytecznego.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Drzwi powoli zaczęły się uchylać.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/rozdzia-xxxiv.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-2442333885373527794</guid><pubDate>Sun, 03 Dec 2017 16:42:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-07T14:20:05.372+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXIII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ledwo potrafiłem usiedzieć z wściekłości. Nie mogłem uwierzyć, że Bahaj mógł być na tyle bezczelny, by wychodzić do mnie z takimi „propozycjami”. &lt;i&gt;Prędzej całe Tokio spłynie krwią Genusmuto i Łowców.&lt;/i&gt; Spojrzałem przez okno, ale cały czas mijaliśmy żółwim tempem małe domki jednorodzinne.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie możesz się trochę pospieszyć? - spytałem przez zęby, nerwowo zerkając na wyświetlacz telefonu. Chyba już setny raz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mam wpływu na ograniczenia prędkości - odpowiedział spokojnie Nicholas, nawet na chwilę nie spuszczając ulicy z oczu. - Sam chciałeś przejechać bocznymi uliczkami, żeby uniknąć korków.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chciałem być szybciej na miejscu - syknąłem. - Depnij mocniej, najwyżej zapłacę mandat za ciebie. Albo odstrzelę niebieskiemu łeb.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem, co się stało, ale powinieneś ochłonąć - stwierdził w odpowiedzi mężczyzna, nie przyspieszając nawet trochę. Szczerze mówiąc, wydawało mi się, że jeszcze zwolniliśmy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pytałem o zdanie, czy wydałem polecenie? - rzuciłem ostro. Doskonale wiedziałem, że zaczynam brzmieć jak jakiś choleryk w Czerwonych Sztyletach. Może to za sprawą tego idiotycznego pomysłu, może ciągłych doniesień o morderstwach zmiennokształtnych, może przez widok Genusmuto bezwolnie posłusznego Łowcom. Ale coś we mnie pękło i już nie tyle wyciekało, co rozlewało się niczym z przerwanej tamy. Byłem wściekły i sam nawet do końca nie wiedziałem, na co. Jedyne, co było pewne, to że kręciło się to wokół Łowców i Bahaja. I mnie samego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mam zamiaru łamać przepisów - głos Nicholasa był irytująco opanowany. Usłyszałem przy uchu kliknięcie automatycznie zamykanych przez mężczyznę drzwi i samochód zjechał na pobocze, po czym zupełnie się zatrzymał. Nicholas odpiął pas i przekręcił się w fotelu tak, żeby spojrzeć prosto na mnie. - Słuchaj, powiesz wreszcie, co się stało. Czy mam przerywać panu Honami tylko po to, żeby cię doprowadził do porządku?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Soujiego w to nie mieszaj! - musiałem zacisnąć opatrzone w pazury palce na udzie, żeby nie zrobić czegoś głupiego. - Dobrze wiesz, że jest zajęty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli się nie opanujesz, nie dasz mi wyboru - stwierdził, sięgając po ukryty w schowku telefon, po czym położył go na siedzeniu obok siebie. - Widzę, że musimy sobie poważnie porozmawiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Och, doprawdy? W takim razie słucham - fuknął, zaplatając ręce na piersi. Mogłem się tylko domyślać, jak szczeniacko to wyglądało z zewnątrz. - Cóż jest tak niecierpiącego zwłoki, że aż musimy porozmawiać?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To właśnie ja się chciałbym dowiedzieć - &lt;i&gt;przysięgam, że jeszcze jedno zdanie wypowiesz tym swoim grzecznym, spokojnym tonem, to…&lt;/i&gt; - Hei, do cholery, nawet Yoru-san zauważył, że przez drogę powrotną zachowywałeś się, jakbyś stanął gołą stopą na klocku. Nie będę się odzywał, jak potraktowałeś tą kobietę, bo podejrzewam, po co to zrobiłeś. Ale teraz już przesadzasz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mam ochoty ci się ze wszystkiego spowiadać - warknąłem, zerkając w lusterko wsteczne, żeby się upewnić, czy nikogo nie ma w okolicy. - A już tym bardziej w taki sposób.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc weź się ogarnij. Nie jesteś samotną wyspą - stwierdził Nicholas, po czym usiadł poprawnie i zapiął pas. - Mała rundka po Tokio, żebyś się uspokoił?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak ma mi się poprawić humor, to prosto do Mitsukoshi. Poza tym, zabukuj mi kolację w &amp;nbsp;Park Hyatt. Mam ochotę na coś ekstrawaganckiego - oznajmiłem, zakładając nogę na nogę. Może i pomysł mężczyzny by się odstresować nie był aż tak zły. A przy okazji mógłbym zamienić kilka słów z pewnym mężczyzną...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Sam? - chyba pierwszy raz od naprawdę długiego czasu Nicholas miał zarzuty co do mojego życia prywatnego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Lilly ostatnio narzekał, że nie mam dla niego czasu i chodzimy tylko po jakiś zapitych knajpach - zauważyłem z lekkim uśmiechem. Sam nie wiem, dlaczego, ale zachowanie ruka uspokoiło mnie trochę. &lt;i&gt;Chyba faktycznie powinienem sobie zrobić przerwę.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Normalnie powiedziałbym, że masz za dużo pieniędzy na koncie, ale niech ci będzie. Jak dojedziemy do galerii, to daj mi chwilę, żebym zadzwonił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, to za zera na koncie? - spytałem luźno, sięgając po kieliszek z białą Barberą. &amp;lt;&amp;lt;Barbera - włoskie wina, głównie czerwone, średniej i wysokiej klasy. Produkowane tradycyjnie w Piedmoncie; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A zwłaszcza za jedynkę na początku - dodał Lilly i uniósł nieco swój kieliszek. Zaśmialiśmy się i wypiliśmy po łyku trunku. Trochę dziwnie czułem się w towarzystwie Lilly’ego w dobrej restauracji zamiast zwykłej knajpie z butelką czystej wódki na stole. Albo kilkoma butelkami. Lilly, przez swoje europejskie korzenie, miał mocną głowę, więc nie musiałem się zbytnio ograniczać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To chwal się, coś zrobił właścicielowi, że masz swój własny pokoik VIP’ów? Jakieś kompromitujące seks-taśmy, czy szantażyk na żonę? - zapytał zjadliwie, opierając się łokciami o stół. W odpowiedzi prychnąłem śmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Za dużo kiepskich filmów akcji, wiesz, Lilly. Zwykła przyjaźń ludzko-lisia - stwierdziłem i zamyśliłem się chwilę, czy wypada mi zdradzić sekret Shiwataki. Ostatecznie Lilly i tak wiedział już dość dużo o moim pochodzeniu. - Powiedziałbym nawet, że lisio-rogata.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jaka znowu roga… kolejny futrzasty? - mężczyzna sięgnął do kieliszka, ale i tak wiedziałem, że ta wiadomość nie zrobiła na nim większego wrażenia. - Swoją drogą, Dan ma w swojej stałej ekipie jednego takiego. Tylko jak mu tam było… Teacking, Teasling. Coś takiego. Nie najgorszy kostiumolog.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Myślałem, że Daniel nic nie wie o Genusmu… oho, idzie deser - stwierdziłem, zauważając kątem oka zbliżających się do nas kelnerów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłeś, że nie rezerwowałeś pokoju - zachichotał Lilly, a ja tylko prychnąłem rozbawiony na tę uwagę. Było naprawdę niewielu homoseksualnych mężczyzn, przy których takie stwierdzenie było jedynie luźnym żartem. Lilly zdecydowanie się do nich zaliczał. Prawdopodobnie za sprawą ilości wspólnie wypitego alkoholu i łóżkowych anegdotek przy nim opowiedzianych.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Sam nie wiem, dlaczego pomyślałem w tym momencie o Soujirou. Odruchowo zerknąłem na zawieszony w kącie hologramowy zegar z cyframi w przyjemnym odcieniu mdłego błękitu. Dochodziła godzina dziewiętnasta, więc Soujirou pewnie robił sobie właśnie przerwę od pisania. Szykował kawę z imbirem i podsmażał trzydniowe gyozy. &amp;lt;&amp;lt;gyoza - japoński odpowiednik naszych pierogów; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że z tego całego napięcia zapomniałem do niego napisać lub zadzwonić. No cóż, pozostawała mi nadzieja, że Nicholas wspomniał o Lillym, gdy odwoził do apartamentu moje torby z zakupami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Panie Guyie, można? - spytał jeden z kelnerów, stając przy naszym stoliku. Widziałem, że mężczyzna od razu przypadł do gustu Lilly’emu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, tak, oczywiście - odsunąłem się nieco, żeby zrobić mężczyźnie miejsce. Przede mną i Lillym pojawiły się pucharki z deserem o dość enigmatycznej nazwie Pride of the Deserts.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt;-&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Oto Pride of the Deserts. Lody waniliowe z mleka sojowego, do tego syryjskie pistacje, dietetyczna biała czekolada i płatki złota - zaprezentował starszy z kelnerów i skłonił się. - Dodatkowo, pan Shiwataka chciałby wiedzieć, czy mógłby z panem porozmawiać po kolacji, panie Guyie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Powiedz mu, że pojawię się na pewno - odpowiedziałem, zbywając pytające spojrzenie Lilly’ego wymijającym uśmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście. Życzymy smacznego - obaj ukłonili się ponownie i odeszli. Lilly obejrzał się jeszcze przez ramię i kiedy zupełnie zniknęli za ścianką przedziałowa, popatrzył na mnie wyczekująco.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I ty mi opowiadasz, że ja się naoglądałem filmów. Co to było, powrót króla? - rzucił, wykonując zamaszysty gest głową. - Ja głupi myślałem, że jak na bankietach te wszystkie aktorki skaczą wokół Dana, to to jest przesada.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przesadzasz to ty - stwierdziłem, sięgając po łyżeczkę deserową i od niechcenia przyglądając się wyżłobionemu na jej końcu logu hotelowemu. Nie powiem, żeby nie cieszyła mnie możliwość pokazania się przed Lillym. Zazwyczaj to on opowiadał o kolejnych zagranicznych wycieczkach, prywatnych SPA, motocyklach za ponad sto tysięcy dolarów i innych luksusowych prezentach. - Mówiłem ci już, że moi starsi się znali z właścicielem. Mieli kryszę, czy coś i tak jakoś poszło. Osobiście widziałem się z Shiwataką bodajże dwa razy i tyle. A co, zazdrosny? - zażartowałem, próbując deseru.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nawet nie żartuj - prychnął Lilly i przestawił nieco swój pucharek. - I jak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dmitri byłby w siódmym niebie. Dla mnie to całe dietetyczne żarcie zawsze było za mdłe - stwierdziłem, uśmiechając się sam do siebie. &lt;i&gt;Muszę go tutaj kiedyś zabrać to może będę mieć choć jeden sposób na zaszantażowanie go o odpuszczenie sobie „zajęć”.&lt;/i&gt; - Ale da się przeżyć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś okropny - prychnął mężczyzna, wbijając łyżeczkę z lody.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie patrz tak na mnie. To Daniel jest twoim sponsorem, a nie ja - zachichotałem, przyglądając się, jak na twarzy Lilly’ego rysuje się coraz większe niedowierzanie i zachwyt.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tobie chyba ktoś przejechał tarką po języku - wydusił w końcu z siebie, z niezadowoleniem upewniając się co do ilości lodów. - A właśnie, a propos Dana, to jakiś czas temu wspomniałem mu coś o twoim Soujirou. On ma teraz czas, czy już coś złapał?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pisze jakiś scenariusz teatralny, ale nie orientuję się w konkretach. Wiem tylko tyle, że ma to wystawiać jakiś koleś z nowotworem, czy coś takiego - stwierdziłem, wzruszając ramionami. - A co, bawisz się w pośredniak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pisze dla Cartiera? No, to się pewnie spotkamy na premierze - Lilly uśmiechnął się szeroko. - Dan mówił, że prawie od razu po premierze „Listy seryjnego samobójcy” szykuje mu się wyjazd do Włoch i mógłby zaangażować tego twojego Soujirou. Ma wystawiać którąś ze sztuk Pirandella… chyba „Sei personaggi in cerca d’autore” ale nie jestem teraz pewny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I z kim ja będę pił, jak ty się znowu zawiniesz, co? - westchnąłem, udając oburzenie. - Pewnie ci jeszcze koza zeżre telefon, a menel naszcza na kabel sieciowy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie. Ja. Dę - stwierdził Lilly, sylabizując niczym małe dziecko. - Już ostatnio zbyt długo mnie nie było w warsztacie. No ileż można? Dlatego myślałem, że to nie aż taki głupi pomysł, jakbyś się zabrał z kochankiem i zerknął, czy te wszystkie aktorzyny trzymają łapy przy sobie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ja? Nie zapominasz, że Daniel jest zdecydowanie w moim typie? - spytałem drapieżnie, pochylając się nieco nad stołem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wielki Hei, pogromca wszystkich prawilniaczków, będzie jadł po kimś? - odpowiedział pytaniem mężczyzna, uśmiechając się łobuzersko. - Oboje wiemy, że nie lubisz być tym drugim. Zwłaszcza, że będziesz miał przy sobie czujnik bezpieczeństwa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś gorszy od Kastiela - prychnąłem, odsuwając od siebie pusty pucharek. - Poza tym, nie mam nawet pewności, czy Souji zna włoski. A nie mam ochoty robić za tłumacza przysięgłego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oj, no nie wmówisz mi, że nie pozwiedzałbyś Sycylii we dwójkę. Długo świeci słońce, jest gorąco, więc wszyscy mają więcej odkrytego niż zakrytego. Wiesz, jak można zaszaleć w takim klimacie? Ja z Danem zawsze wyjeżdżamy tydzień wcześniej niż mamy w planach, żeby mi potem nie zarzucał, że nie ma czasu na pracę - mężczyzna mrugnął porozumiewawczo, a ja zachichotałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nawet nie wiesz, jak by mi się to przydało. Ostatnio widzę Soujiego tylko przez szparę w drzwiach, jak stuka w tę swoją klawiaturę. Dobrze, że chociaż do psa się mogę przytulić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty uważaj, żeby na przytulaniu się skończyło - zaśmiał się Lilly, a ja o mało się nie udusiłem na tę uwagę. Niby wiedziałem, że powiedziałem Lilly’emu o Xiaogou jako zwykłym psie, ale i tak wizja „czegoś więcej” z dzieciakiem była ponad moje siły wizualne. - No, już, już. Oddychaj, futrzasty - rzucił, śmiejąc się jeszcze głośniej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja ci kiedyś coś zrobię, przysięgam - prychnąłem, zgarniając włosy za ucho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możesz mi zrobić te lody, jak ci się będzie nudzić - odparował mężczyzna wesoło, a ja jedynie popatrzyłem na niego znad opadającej grzywki. - Wydaje mi się, czy zgubiłeś te czarne kolczyki?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zostały z moją zapracowaną połówką - odpowiedziałem wymijająco. - Bierzemy drugą butelkę Barbery, czy zwijamy się i idziemy napić w jakimś normalnym miejscu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kurokoi? - zaproponował Lilly, jednym haustem dopijając wino z kieliszka. - Nie było mnie tam już ze dwa tygodnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jestem za - przytaknąłem, idąc w ślady mężczyzny. - Pojedziesz pierwszy i zagrzejesz nam miejsca? Muszę odbyć małą rozmowę z Shiwataką i złapię potem taksówkę, bo nie wiem, ile mi zejdzie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Witam, młody Guyie - mężczyzna skinął mi głową, gdy z gabinetu wyszła sekretarka i zostaliśmy sami.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chciał mnie pan widzieć, panie Shiwataka - stwierdziłem luźnym tonem. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nieco chropowate ściany delikatnie skrzyły się w odcieniu ciemnego beżu, a meble z ciemnego, dębowego drewna o prostych, nieco ciężkich kształtach uginały się od ilości segregatorów i wszelakich bibelotów. Wszędzie pełno było różnych zdjęć, oprawionych w ramkę wycinków z gazet. Nad ogólnych chaosem tej mozaiki prym wiódł potężny, secesyjny zegar wahadłowy z tarczą w płowym odcieniu żółcieni i wieńczącymi kopułę łopatami łosia. Do tej pory rozmawiałem z Shiwataką dwa razy - dzień po pierwszej randce z Soujirou i raz na polecenie Horacio - ale i tak mógłbym przysiąc, że wystrój zewnętrzny idealnie oddawał stan wewnętrzny właściciela.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A to nie pan chciał się spotkać ze mną? - spytał Shiwataka, siadając ciężko w skórzanym fotelu. Mężczyzna miał nieco ponad pięćdziesiąt lat, przed które dochował się lekkiego brzuszka, zakoli na posiwiałych włosach i ciemnych placków &amp;nbsp;w okolicach karku i na dłoniach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Być może. Chciałbym poprosić pana o pomoc w pewnej sprawie - stwierdziłem poważnie, podchodząc do okna i wyglądając przez nie. - Ciekawe, ile widać z takiej wysokości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wystarczająco dużo, by wiedzieć, że po Tokio szwendają się eksterminatorzy zmiennokształtnych - stwierdził spokojnie Shiwataka. Obróciłem głowę, by przyjrzeć mu się uważnie, a mężczyzna tylko uśmiechnął się delikatnie. - Duża władza to dużo kontaktów. Zwłaszcza wśród swojej rasy. Dla hernsonn wiedza na temat czasów obecnych jest nie tylko zwykłą ciekawostką, ale i obowiązkiem wobec przyszłych pokoleń. Dlatego wiem też, że zbierasz wokół siebie wszystkich chętnych Genusmuto. Zresztą, nie słyszałem tego od osoby z Japonii, ani nawet Azji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie nie muszę już streszczać sytuacji, jak rozumiem? - uśmiechnąłem się uprzejmie, opierając się o pikowane oparcie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wręcz przeciwnie. Jestem ciekawy najdrobniejszego szczegółu, jaki jesteś w stanie mi opowiedzieć. I to nie tylko jako hernsonn, ale i przyjaciel twojego dziadka - mężczyzna wstał i rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś. - Kawy? Dzisiaj mam nasiona z Kony. &amp;lt;&amp;lt;Kona - region w Hawajach. Znana z wyśmienitej kawy uprawianej na zboczach wulkanu; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Podziękuję - odpowiedziałem krótko. - Gdyby znalazł się jakiś sok lub woda.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Perlage? Sok pomarańczowy?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może być sok - odpowiedziałem. Zaintrygowało mnie, że mężczyzna sam parzył kawę i odsługiwał mnie zamiast wezwać siedzącą za drzwiami sekretarkę, jak zwykli robić inny dyrektorowie nawet średnio dużych firm.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Obserwowałem, jak mężczyzna chodzi od szafki do szafki, wyciągając to cukier, to ciasteczka, to filiżankę bez żadnego widocznego schematu w rozmieszczeniu owych. W pewien niezwykły sposób przypominał mi Sano-ojisana i porównanie to nie do końca pozwalało mi zachować bezpieczny dystans. W końcu gospodarz stwierdził, że wszystko było na swoim miejscu i usiadł przed nieco już wystudzoną kawą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To może najpierw ja odpowiem na pana pytania, bo mam wrażenie, że pójdzie nam szybciej w tę stronę - orzekł, moszcząc się w fotelu. Skinąłem krótko głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak dobrze zna pan historię Genusmuto? - przeszedłem od razu do rzeczy, pocierając zroszone dłonie o materiał spodni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Azjatycką dość kompletnie z dokładnością do faktów, których nie słyszeli moi przodkowie. Z ogólnoświatową będzie gorzej, mieliśmy tylko dwa dopływy krwi zza oceanu. Raz z Ameryki około czterysta lat temu i raz z Hiszpanii niecałe dwieście. Poza tym, nie jestem wszechwiedzący. Wiedza ewoluuje i zanika - stwierdził tonem, który przywodził na myśl dziadka opowiadającego bajkę wnuczętom.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie powinien pan kojarzyć chociaż ogólnie historię Łowców? Nazywają się też Świętym Przymierzem - wyciągnąłem i szybko zerknąłem na wibrujący smartfon. Lilly napisał mi sms’a, że właśnie dojechał do Kurokoi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znam Łowców - mężczyzna skinął głową, jakby myśląc nad czymś intensywnie. Zgadywałem, że musi „odgrzebać” odpowiedni kawałek wiedzy. - Przynajmniej tych sprzed trzystu pięćdziesięciu lat. Jeden z moich przodków dość długo był więźniem ówczesnych Łowców i dowiedział się naprawdę dużo na temat ich metod postępowania, wiedzy i uzbrojenia. Później mało co jestem w stanie powiedzieć. O tych wcześniejszych nie mam tak rozległej wiedzy, więc potrzebowałbym precyzyjnego pytania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zna pan przypadki, w Japonii lub gdziekolwiek indziej, gdy Genusmuto zaczęli walczyć z Łowcami zamiast się im biernie przyglądać? - spytałem niecierpliwie. Wiedziałem, że nie znajdę nigdzie kompetentniejszego i szybszego źródła wiedzy, ale i tak zwłoka, z jaką mężczyzna odpowiadał nieco mnie męczyła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kilka. Zwłaszcza w Europie i starej Ameryce - moje serce na chwilę przestało bić. - Ale w większości nieudane. Łowcy pokazywali zwykłym, neutralnie nastawionym mieszkańcom, że „bestie atakują ludzi” i następowała nagonka. Najgorsze rzezie odbywały się w okresie tamtejszego feudalizmu, ale mogę nie mieć danych z późniejszych wieków.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A co z tymi udanymi?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znam dwa - Shiwataka na chwilę przymknął oczy, wyglądając, jak gdyby świat zewnętrzny zupełnie przestał na niego oddziaływać. - Mhm, dwa. Raz na terenie Hiszpanii, przypadkowo przerwany przed atak muzułmanów i decyzję króla o konieczności pomocy ze strony Genusmuto. I raz w okolicach Amazonii.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co się wtedy stało, że Łowcom się nie udało jak zazwyczaj? - spytałem sugestywnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ludzie... - stwierdził z mocą, po czym się zawahał. - Tak, ludzie. Genusmuto zaczęli walkę od przeciągnięcia ludzi na swoją stronę. Mimo ekspansji Europejczyków, w okolicy było bardzo dużo tubylców kultywujących wiarę przodków. Zmiennokształtni pokazali się jako bóstwa lokalnych świątyń, duchy przodków lub nadprzyrodzone istoty, których śmierć będzie skutkować kataklizmami i wyjściem spod kontroli zwykłych zwierząt. Ludziom zależało na ochronie Genusmuto, więc pomagali im się kryć i karali „wysłanników piekieł”. Pomoc ludzi ze strzelbami nie pomogła, walka trwała może pięć lat. Potem Łowcy zupełnie zniknęli na najbliższe dekady.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem. Jeszcze ostatnie pytanie - stwierdziłem, próbując zebrać rozbiegane myśli w jedną całość. - Myśli pan, że dałoby się to teraz powtórzyć? - hernsonn zupełnie znieruchomiał. Po chwili intensywnie zamrugał i popatrzył na mnie nieobecnym wzrokiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem, nie mam takiego wzorca. Ale historia wynagradza jedynie odważnych i zdeterminowanych - odpowiedział w końcu. Wydawało mi się, że już swoim normalnym głosem, a nie tym „nawiedzonym”. - A ja chętnie to zachowam dla przyszłych pokoleń.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie z mojej strony to już na razie wszystko. Jestem do pana dyspozycji - stwierdziłem z ulgą i zerknąłem na zegar. Dochodziła godzina dwudziesta i miałem dziwne przeczucie, że posiedzę tu co najmniej ze dwie godziny.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/rozdzia-xxxiii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-6662154011668053131</guid><pubDate>Sun, 03 Dec 2017 16:12:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-07T14:21:02.841+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>Rozdział XXXII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przechodziłem głównym dziedzińcem świątyni, gdy spotkałem Włada. Uśmiechnąłem się złośliwie, wietrząc choć odrobinę rozrywki w starym stylu. Z Jyuuro ostatnio mijaliśmy się wiecznie w drzwiach, a Zu najwyraźniej sobie odpuścił, więc nie miałem z kim się poprzekomarzać. &amp;nbsp;No, może poza Lillym, ale grafiki zgadzały nam się góra dwa wieczory w tygodniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozmawiałem ostatnio z Tanyą - zagadnąłem wesoło, zaplatając dłonie za plecami. - Pytała o ciebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szto jej ty powidiał? - spytał grubym, dźwięcznym głosem, łamiąc język japoński na wszystkie możliwe sposoby.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Prawdę - stwierdziłem luźno z uśmiechem. - Nie wypada kłamać starszej pani, prawda?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szcienok ty, gdyby pani Tanya nie…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możesz wracać, jeśli tak ci tu źle - urwałem krótko. - Wystarczająco dużo już mam problemów na głowie, żeby jeszcze się martwić o starego chłopa z opóźnionym okresem buntu. Nie wiem tylko, po co w ogóle się tutaj tłukłeś - prychnąłem, nagle zirytowany. Naprawdę nie rozumiałem, dlaczego Tanya uznała, że wysyłanie kogoś, kto ewidentnie nie ma najmniejszej ochoty zainteresować się czymkolwiek jest dobrym pomysłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Słowa pani Tanyi pierwszoj rangi. Ana mnie rozkazujet, a ja robię - oznajmił pewnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I mówiła coś o wdupiemaniu całego świata dookoła rzyci, tsa? Oboje tylko tracimy czas. Miałeś przyjechać to przyjechałeś. Teraz rób, co chcesz - powiedziałem formalnie i minąłem go, wypatrując przy bramie Nicholasa. Mężczyzna powinien już przejechać te kilka kilometrów i na mnie czekać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A szto ty ade mnie by chciał, ha? - usłyszałem za plecami. Przystanąłem i spojrzałem się przez ramię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Od ciebie? Absolutnie nic. Rozmawiam tylko z ludźmi, których interesuje to, jak długo będą żyć - odpowiedziałem oschle i odszedłem. - &lt;u&gt;Kurwa&lt;/u&gt; - mruknąłem pod nosem, gdy zostałem już sam. Miałem w planach poprawić sobie samopoczucie, a koniec końców tylko się zirytowałem. I po co mi to było?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nieco zdezorientowany rozejrzałem się po okolicy, korzystając z wciąż wyostrzonych w granicach świątyni zmysłów, ale nigdzie nie mogłem znaleźć Nicholasa. Sprawdziłem telefon, ale nie otrzymałem żadnej nowej wiadomości. Przez chwilę rozważałem, czy nie powinienem do niego zadzwonić lub napisać, ale ostatecznie mężczyzna nigdy nie odbierał, gdy prowadził, więc pewnie i tak by to nic nie dało.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przysiadłem na wielkim kamieniu tuż przy torii i zacząłem czytać zrzuconego niedawno od Lilly’ego e-booka. Nie do końca wiedziałem, gdzie mężczyzna znalazł taką perełkę w blogosferze, ale to zdecydowanie powinna być wydane na papierze. Przynajmniej, gdyby to zależało ode mnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- …uż jestem - usłyszałem nagle za uszami. Obejrzałem się nieco zdziwiony i zobaczyłem zdyszanego Nicholasa opartego o słupek torii.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie spieszyłeś się zbytnio - stwierdziłem, wygaszając telefon i schodząc z kamienia. - Coś poważnego się stało?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak… Nie… Powiedzmy - chyba jeszcze nigdy nie widziałem go tak speszonego. - Dostałem telefon w dość pilnej sprawie. Byłaby możliwość, żebyś dał mi wolne na dziś, jak podwiozę cię do domu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - wzruszyłem ramionami, udając obojętność. W rzeczywistości musiałem się naprawdę mocno powstrzymywać, żeby nie zapytać, cóż to za nagląca sprawa. Jeszcze nigdy nie widziałem Nicholasa tak zdenerwowanego. Ani spóźnionego. Jedyne, co mnie powstrzymywało przed wścibstwem to niejasne przeczucie, że przez nie dowiem się o wszystkim jeszcze później. - Jakby coś, to napisz mi na wieczór, czy będziesz jutro dostępny, czy mam dzwonić po taksówkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście - mężczyzna skinął głową z wdzięcznością. - Dziękuję. Jakoś to odrobię potem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z lekką ciekawością przyglądałem się migającym na ekranie zdjęciom. Wszystkie przedstawiały młodego, może trzydziestoletniego mężczyznę. Był dość wysoki jak na Japończyka, miał krótko przystrzyżone włosy, nieco odstające uszy, wiecznie przymrużone oczy z ciemnymi tęczówkami. Na najnowszych zdjęciach wyglądał na nieco grubszego niż wcześniej, ale i tak była to jedynie lekka nadwaga, prawdopodobnie spowodowana pracą biurową. Chyba nawet odnosił w tej pracy sukcesy, bo dopatrzyłem się jednej, czy dwóch migawek z jakimiś innymi biznesmenami. Kilka razy pojawiła się też jego rodzina - rodzice, starsza siostra, około pięcioletni syn i partnerka. O ile zdążyłem się dobrze zorientować w zasłyszanych skrawkach cudzych rozmów, nie byli jeszcze małżeństwem, ale planowali to, gdy tylko kobieta dostanie oczekiwany awans w pracy.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Był to już drugi pogrzeb w tym tygodniu, na który musiałem przyjść. We wtorek siedemnastoletnia tczakalop Ayano Nimura, a dzisiaj, po dwóch dniach - Kunimi, kitsune. I miałem przeczucie, że na tym bilans tygodnia się nie skończy. Z rodziną Ayano trudno się rozmawiało, ale nie oczekiwałem zbyt wiele od pogrążonych w żałobie po drugim już dziecku rodzicach. Liczyłem za to, że pani Kunimi, choćby i przez wzgląd na małego synka, będzie bardziej skora do współpracy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Prezentacja się skończyła i jej miejsce zajął wyraźnie amatorsko montowany filmik z palenia zwłok i rozrzucania ich w miejscu, gdzie zmarł. Osobiście nie podobały mi się nowe zwyczaje pogrzebowe, ale nie miałem na nie najmniejszego wpływu, więc tylko spokojnie oglądałem relację.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Już wolę, żeby mnie robale zażarły niż żeby takie coś puszczać potem na YouTubie - mruknął za moimi plecami Nicholas, a ja zerknąłem na niego nieco skonsternowany.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czy to nie ty przypadkiem tłumaczyłeś mi ostatnio, że postęp kulturowy i laicyzacja są nieuniknione? - spytałem cicho, kryjąc chichot za rękawem. Nicholas już nie odpowiedział, ale nie do końca byłem pewny, czy była to kwestia niechęci do dyskusji, czy po prostu nie usłyszał pytania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po chwili ekran się wyłączył i przed &amp;nbsp;urząd wyszedł mężczyzna w stroju kapłana shintoistycznego. Już na pierwszy rzut oka widziałem, że było to jedyne, co go łączy z duchowieństwem i nawet do końca nie wie, co ze sobą zrobić w obszernym, powłóczystym kimonie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zmarły Takaoki Kunimi, lat 32 - zaczął deklamować nieco znudzonym, formalnym tonem automatycznej sekretarki. - Zgon nastąpił w sobotę 23. sierpnia roku 2025 około godziny 14:30 z przyczyn pozanaturalnych. Testament zostanie odczytany we wtorek 27. sierpnia 2025 roku w głównej siedzibie notarialnej dzielnicy Ota w sali numer 431 o godzinie 12:45 - to wypluwszy z siebie, mężczyzna wykonał szybko formalny ukłon i zniknął z powrotem za drzwiami urzędu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przyczyny pozanaturalne, co? - prychnąłem na tyle cicho, by usłyszał mnie tylko Nicholas i wydelegowany przez Horacio Yoru. - Jeszcze chwila i wprowadzą kategorie „zawał” i „porwało go Ufo”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie sądzę, by publiczne rozpowiadanie o zabójstwie było czymś dobrym - zauważył ostrożnie mnich, ale i w jego głosie wyczuwałem nutkę powątpiewania we własne słowa. - Rodzina i najbliżsi i tak o tym wiedzą. Po co rozdrapywać rany?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skoro już odstawiają szopkę z honorami dla trupów, to niech to robią do końca. Udawanie, że nic się nie stało i nie ma tematu jest jeszcze głupsze - stwierdziłem krótko. Zdecydowanie nie pasował mi sposób, w jaki wszystko się odbywało, ale z drugiej strony nie byłem najlepszą osobą do snucia demagogii o szacunku dla ciała ludzkiego i podobnych frazesów. Niemniej jednak miałem dziwne wrażenie, że lepiej skończyła już nawet wysadzona w powietrze Chue niż ten tutaj.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ludzie powoli zaczęli się rozchodzić, złożywszy wcześniej kondolencje bladej jak ściana narzeczonej i posępnym rodzicom zmarłego. Gdzieś w okolicy kręcił się chłopiec ze zdjęć, a po jego zachowaniu wnosiłem, że jeszcze nikt mu się wytłumaczył do końca, co się stało z tatą. Przez chwilę w mojej głowie pojawił się obraz sprzed pięciu lat, z pogrzebu mojego własnego ojca, ale dość szybko rozgoniłem nieprzyjemne wspomnienie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Paniczu kokko, chyba powinniśmy… - zaczął Yoru, ale pokiwałem przecząco głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie potrzebujemy ludzkich świadków - stwierdziłem, wsuwając dłonie w kieszenie spodni od czarnego garnituru. Mężczyzna tylko skinął krótko w odpowiedzi i poprawił rękaw marynarki. Gdy mnich pokazał mi się niecałe dwie godziny temu po raz pierwszy nie w zbroi świątynnej, o mało co bym go nie poznał. I, szczerze mówiąc, chyba nie do końca w pozytywny sposób. Czarny garnitur o przestarzałym, szerokim kroju zupełnie pozbawił mężczyznę tej aury drapieżności, którą zawsze wokół siebie rozsiewał. Nie, żeby była to jedynie kwestia wyglądu. Także z nieco aroganckiego charakteru poza terenem świątyni niewiele zostało. Dopiero teraz zauważyłem, że jego oczy nie tylko miały ten sam odcień ciemnego, chłodnego brązu co u Tsuyu, ale i ich kształt był niemal identyczny. Nieco zbyt szeroko rozwarte i z zewnętrznymi kącikami opadającymi ku dołowi, zupełnie nie przypominały klasycznych japońskich oczu. Podejrzewałem, że w Europie Yoru zrobiłby furorę ze swoją dobrze wyrzeźbioną przez treningi sylwetką i wręcz podręcznikowymi proporcjami. Na obecne standardy było w nim coś dysharmonijnego, co Tsuyu potrafiła w sobie ukryć. A może to była tylko kwestia źle dobranego stroju?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możesz się nawet nie przebierać - stwierdził po chwili względnej ciszy Nicholas. Zerknąłem na niego z ukosa i zauważyłem, że stukał coś na ekranie telefonu. - Dostałem cynk od Aureliena. Mamy kolejne dwie ofiary wśród Genusmuto. Rodzeństwo kelpie, znowu młodzi. Jakiś czas temu ich rodzina się z nami kontaktowała, więc myślę, że nie musimy czekać na pogrzeb, żeby z nimi porozmawiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem - przytaknąłem krótko i po chwili zastanowienia dodałem. - Masz do nich telefon lub coś podobnego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Numer domowy i komórkę jednego z zabitych - stwierdził mężczyzna, ciągle coś przeszukując na smartfonie. - Mam ci je przerzucić?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie trzeba. Po prostu do nich zadzwoń i zapytaj, jaka data im pasuje. Oczywiście, im szybciej, tym lepiej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - ruk skinął głową i zerknął na mnie, jak gdyby wahał się, czy coś jeszcze powiedzieć, czy nie. W końcu westchnął, zerknął na Yoru, skrzywił się nieco i zaczął: - Pisała do mnie Misza. Podobno mają jakieś problemy na chińskiej granicy i ich przyjazd może się opóźnić jeszcze kilka dni. Mam jej coś odpisać?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie trzeba, dadzą sobie radę. Chyba, że sama poprosi, wtedy ruszę kontakty - odparłem i spojrzałem przez ramię na żałobników. Na placyku pozostała jedynie rodzina i jakaś kobieta przytulająca narzeczoną Kunimiego. Prawdopodobnie dalsza krewna lub przyjaciółka. - Idziemy - oznajmiłem, odruchowo zagarniając włosy z oczu za ucho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pani Kunimi? - zaczął delikatnie Yoru, a ja omal nie prychnąłem śmiechem na to pytanie. &lt;i&gt;A niby kto, komornik?&lt;/i&gt; - Wiem, że widzi nas pani po raz pierwszy. Przyszliśmy ze świątyni Kon-Kokko. Matka pani narzeczonego współpracowała kiedyś z organizacją Genusmuto działającą na naszym terenie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem - odpowiedziała wątłym głosem kobieta, zaciskając mocniej palce na rękawie białej bluzki. - Ale Taka nie miał nic z wami wspólnego. I ja zresztą też nie chcę mieć - stwierdziła, twardo patrząc w oczy Yoru. Podejrzewałem, że znała trochę historię i intuicyjnie łączyła Kon-Kokko z problemami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obawiam się, że na to za późno - stwierdziłem, ignorując dyskretne kopnięcie mnie w kostkę przed Nicholasa. - Może to, co powiem nie będzie miłe ani delikatnie ujęte, ale w obecnej sytuacji w zasadzie nie ma pani możliwości, żeby nam odmówić. Oczywiście, o ile chce pani zachować przy życiu siebie i dziecko. A szkoda by było takich dobrych genów, bez względu na ludzkie pochodzenie matki. Ludzie, którzy zabili pani męża pochodzą z dość starej sekty, która odradza się co jakiś czas i próbuje zabić wszystkich Genusmuto. Dwadzieścia lat temu udało im się dopaść niemal wszystkich znaczących Genusmuto w Tokio, teraz pojawiła się kolejna fala polowań na nasze gatunki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Powiedziałam już, że macie zostawić mnie i Takeshiego w spokoju - wysyczała kobieta przez zęby. Przez chwilę żal po ukochanym mężczyźnie przesłoniła niemal zwierzęca desperacja matki gotowej na każdy czyn w obronie swojego młodego. - Nie potrzebujemy żadnych…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Spokojnie, pani Kunimi - Nicholas przeszedł przede mnie, gesty kując uspokajająco. - Hei nie chciał powiedzieć nic złego, tylko czasem nie potrafi odpowiednio dobrać słów. Chcieliśmy jedynie zaproponować pani opiekę ze strony Genusmuto. Nie powinienem tego mówić, ale ostatnio coraz częściej dochodzi do ataków na takich, jak my. Nie będziemy pani zmuszać do niczego, czego by pani nie… - przestałem go słuchać, bo moją uwagę odciągnęła sylwetka po przeciwnej stronie placu. Sam nie wiedziałem, co w niej wzbudziło moje zainteresowanie, ale nie potrafiłem się oprzeć przeczuciu, że powinienem za nim pójść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nick, załatwcie to sami - oznajmiłem w końcu, nawet nie upewniając się, czy nie wchodzę w środek słowa któremuś z rozmówców i jak to będzie wyglądać. Miałem nadzieję, że jakoś wytłumaczą we dwójkę moją impertynencję, moja intuicja wrzeszczała wręcz, że to coś jest dużo ważniejsze od rozmowy z prawie-że-wdową. - Będę czekał przy samochodzie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
To powiedziawszy, niemal biegiem ruszyłem w pościg za nieznanym. Przeszedłem przez placyk i, kierując się bardziej intuicją niż pewnością, przeciskałem się kolejnymi wąskimi alejkami między budynkami.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W końcu trafiłem do ślepego zaułka. Dookoła roznosił się zapach zgnilizny i palonych śmieci. &lt;i&gt;No, to po prostu cudownie działa ta moja intuicja…&lt;/i&gt; Mógłbym przysiąc, że moje zmysły demona wyłapują słodkawy zapach krwi. Panował półmrok, ale i tak widziałem brunatno-czerwone zacieki na betonie. Gdzieniegdzie skrzyły się też białe plamy wosku i jakiegoś srebrzystego metalu. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że ktoś tu urządzał niedawno jakiś chory rytuał. Jeśli to jakaś melina Łowców…&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czego chcesz? - spytałem, podnosząc głowę do góry, by tym gestem dodać sobie choć trochę odwagi. Już zaczynałem żałować, że zignorowałem rozsądek i nie zawróciłem tuż przed pierwszą bramą. &lt;i&gt;Nie panikuj, Hei, nie panikuj… Jesteś potomkiem dumnych kokko, bez trudu stąd uciekniesz.&lt;/i&gt; Przez chwilę panowała cisza, aż w końcu usłyszałem głuche plaśnięcie za swoimi plecami. &lt;i&gt;Nie panikuj…&lt;/i&gt; Odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem przed sobą prostującego się chłopaka. Miał co najwyżej piętnaście lat, był brudny, a poszarpane ubranie wisiało na nim jak na wieszaku. Wydawało mi się, że jego oczy nie miały naturalnego koloru, ale równie dobrze mógł to być efekt światła i trupiego wręcz wytrzeszczu spowodowanego zapadnięciem wychudzonej twarzy. Z jakiegoś powodu przypominał mi Xiaogou tuż po&amp;nbsp;„dostaniu”&amp;nbsp;go od Zu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A więc to ty jesteś tym lisem, o którym mówił pan - odezwał się w końcu, a jego głos był dziwnie dwutonowy. - Spodziewałem się czegoś więcej. Bo ja wiem… większej spektakularności - zaśmiał się charkotliwie. Każdym swoim zachowaniem odsłaniał coraz więcej objawów wycieńczenia sztucznie utrzymywanego przy życiu organizmu. Coraz lepiej widziałem u niego objawy zaburzeń psychicznych i fizycznej choroby, jakie sam leczyłem u szczeniaka. - Najchętniej bym cię zabił tu i teraz, ale pan chce to zrobić osobiście. Ja mam ci tylko przekazać wiadomość i tyle.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co to za wiadomość? - spytałem wyniośle, robiąc niedbale dwa kroki w przód. &lt;i&gt;Głowa do góry, graj! Przecież potrafisz to robić.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zapytasz, kim jest mój pan? - spytał chłopak, obchodząc mnie dookoła niczym kot ocierający się o swoją zdobycz. Z trudem powstrzymałem się przed grymasem obrzydzenia, gdy do mojego nosa dotarł zapach niemytego przez dłuższy czas ciała. - Przecież musisz chcieć to wiedzieć. A nie wiesz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ponoć miałeś mi przekazać wiadomość, a nie zanudzić na śmierć - odparłem, za wszelką cenę starając się, by mój głos brzmiał spokojnie. W jakiś chory i masochistyczny sposób dziękowałem Zu za te miesiące znęcania się psychicznego, podczas których nauczyłem się, jak grać przed mafiosami. W porównaniu z nimi, chłopak był zupełnie niegroźny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chowasz strach za odważną gadką, co? - ponownie zachichotał. - Ale radzę ci nie być tak pewnym siebie. To, że pan zabronił mi cię zabijać, nie oznacza, że nie mogę się trochę pobawić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyli to nic ważnego? - spytałem, ziewając z gracją. - W takim razie pozwolisz, że wrócę już. W odróżnieniu od niektórych, ja nie mam tyle wolnego czasu, żeby się szwendać w nieskończoność - prychnąłem i ruszyłem w kierunku wyjścia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty, czekaj! - wrzasnął za mną chłopak i zagrodził drogę. Na szczęście udało mi się zachwiać nieco jego pewnością siebie. &lt;i&gt;Nareszcie!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- Myślisz, że możesz sobie tak łatwo odejść? To ja tu decyduję, kiedy kończymy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc decyduj się szybko - odpowiedziałem, imitując znużony ton. Kątem oka zerknąłem na ścianę po lewej stronie. Dzielił nas od niej może metr i, o ile nie byłbym w stanie przepchać przez taką odległość zdrowego mężczyzny, czy nawet średnio dojrzałego nastolatka, o tyle byłem prawie pewny, że uda mi się to z obecnym przeciwnikiem. Przez ułamek sekundy jeszcze się zawahałem, ale ostatecznie chwyciłem chłopaka za nadgarstek i z całej siły pociągnąłem w tył, równocześnie zmuszając nogą wsuniętą między jego stopami do cofnięcia się. Przyparłem go kolanem za brzuch do ściany i puściłem nadgarstek, przenosząc dłoń na szyję i zaciskając na niej palce. - Ostrzegałem, że nie mam dzisiaj humoru na zabawy. Słucham.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pu-puszczaj! - chłopak szarpnął się z nieludzką siłę, próbując uwolnić się od uścisku. Na szczęście byłem w pozycji pozwalającej mi zaprzeć się na jego ciele całym ciężarem tak, że nie mógł się zbytnio ruszyć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie będę się powtarzać - syknąłem, wysuwając lisie pazury. Poczułem, jak pod paznokciami pojawiła się pierwsza krew.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pa-pan kazał złożyć ci propozycję. Powiedział, że jeśli zdecydujesz się pomagać Świętemu Przymierzu, to cię oszczędzi i pozwoli ci żyć. Oczywiście nie tak po prostu, ale o szczegółach powie ci już pan osobiście. Będzie czekał na ciebie w Czerwonej Twierdzy - no tak, tylko Bahaj mógł być na tyle głupi, by… Tylko skąd on wziął tego chłopaka? Z całą pewnością był on JAKIMŚ Genusmuto, a stopień jego zabiedzenia wskazywałby na to, że traktuje się go gorzej niż obiekty eksperymentów w moim biurze. Z całą pewnością nie miał żadnej znaczącej pozycji szeregach Sztyletów, bo bym go znał. Skąd więc ta dziwna psia wierność…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Powiedz swojemu „panu”, - ostatnie słowo wyplułem z taką pogardą, że mnie samego dziwiła jej autentyczność - żeby dwa razy pomyślał zanim następnym razem pokaże się na ulicy. Zwłaszcza po zmroku - wysyczałem mu do ucha, po czym pchnąłem przez szyję na bruk tak, że chłopak poleciał na kolana z zupełnie odsłoniętymi plecami. - Następnym razem nie będę taki miły.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/12/rozdzia-xxxii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-3953150230119550736</guid><pubDate>Wed, 15 Nov 2017 12:52:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-15T13:52:54.926+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor III</category><title>NC III: Prolog</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wjechał w boczną alejkę i po jakiś pięciuset metrach zjechał w dół na parking. Przejechał przez niemal całą halę i już miał przekląć pod nosem swoje szczęście, gdy przypomniał sobie, że przecież niespełna pół roku temu dobudowali niżej jeszcze jedną platformę. Szczerze mówiąc, nie był zbyt pewny, czy bezpiecznie jest tam zaparkować. W końcu architekt, który projektował kiedyś cały budynek nie brał pod uwagę dodatkowego obciążenia nieistniejących wtedy hal. Jeszcze nigdy nie musiał zjeżdżać do poziomu minus trzeciego. Chociaż, z drugiej strony przecież słyszał od tego inżyniera spod sto trzydziestki siódemki, że bardzo sobie chwalił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Raz kozie śmierć, najwyżej pozbędę się w końcu tego czerwonego potwora - mruknął sam do siebie, wjeżdżając powoli na windę samochodową. Gdy tylko czujniki zarejestrowały, że dobrze stanął, przed jego oczyma, tuż pod linią podsufitki, rozbłysnęło mdłe, zielone światło i poczuł, że zaczyna zjeżdżać w dół szybu. Sam nie wiedział, dlaczego zamknął oczy, ale wydało mu się to w jakiś sposób uspokajające.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy wreszcie platforma razem z samochodem i nim w środku osiadła z lekkim zatrzęsieniem i rozległo się miarowe pikanie, otworzył oczy. Z lekkim zaciekawieniem rozejrzał się po otwartej przestrzeni, przed którą właśnie stał. Zwolnił hamulec i wjechał na nie aż tak małe, niemal puste piętro. Parking miał może połowę wielkości tego normalnego, za to ogólna pustka i smukłość srebrzyście białych filarów powiększały go optycznie. Przejechał na wolnych obrotach koło białego peugeota księgowej z dwudziestego czwartego piętra i ciemnozielonego terenowego subaru. Ten drugi prawdopodobnie należał do jednego z trójki emerytowanych wojskowych lub wędkarza z siódmego piętra, który co czwartek rozsiewał po całym piętrze zapach świeżo wyciągniętych z rzeki ryb. Nawet była jakiś rok temu z tego powodu afera. Nie brał w niej udziału, zbytnio zajęty zdjęciami do „Karery”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wjechał pomiędzy dwie malowane czerwoną farbą linie i zgasił silnik, wcześniej zerkając na cyferblat zegarka. Dobiegała piętnasta. Wysiadł z samochodu i zatrzasnął drzwi, a te zablokowały się z wyraźnym kliknięciem. Wyciągnął z kieszeni pomiętą już kartkę ze służbowego notesu Jyuuro i jeszcze raz przejrzał wszystkie informacje zapisane zielonym długopisem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei pracował z Chue pod Zu, którego trochę się boi - wymruczał, mrużąc oczy. Miał nadzieję, że nie poplącze tych wszystkich chińskich imion, dla niego wciąż egzotycznych. Może i było to idiotyczne, bo przecież zarówno w pracy na planie, jak i wcześniej na wydziale pedagogicznym nieraz spotykał różnych Chińczyków, czy Koreańczyków, ale ich imiona i nazwiska cały czas brzmiały dla niego obco i nieco piskliwie. - Aha, nie lubi Bahaja, za to przyjaźni się z Shenem - przystanął na chwilę i zastanowił się głębiej. - Shen to nie był czasem ten facet, o którym wspominał ostatnio, kiedy jechał do jakiejś kobiety? No nic, pewnie się zaraz dowiem - wymamrotał wzruszając ramionami i wsiadł do otwierającej się właśnie przed nim windy. Przez chwilę zastanowił się, czemu tak właściwie mówi na głos sam do siebie, ale ostatecznie przecież nikt go i tak nie słyszał. A myśli łatwiej zebrać poprzez konieczność wyartykułowania ich. Wbił na cyferblat „34” i wsunął karteczkę z powrotem do kieszeni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po około minucie winda zatrzymała się na odpowiednim piętrze i podwójne szklane drzwi rozsunęły się przed nim. Zerknął jeszcze przelotnie w lustro koło panelu, uśmiechnął się do własnego odbicia, po czym wyszedł, równocześnie starając się dogrzebać do kluczy w małej, skórzanej torbie. Kumiko już od dawna suszyła mu głowę, że powinien się pozbyć tego starocia i kupić coś nowego. Może nawet wziąć udział w jakiejś kampanii reklamowej i zasilić swoje konto nie aż taką małą sumką. On jednak uparcie twierdził, że woli tę starą, pamiętającą jeszcze czasy jego dziadka, torbę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wreszcie udało mu się domacać do zimnego, metalowego pęczka i wyciągnął go. Przebrał kolejne kluczyki, aż wreszcie w jego palcach znalazł się ten o średniej wielkości w metalicznym odcieniu czerwieni. Cały czas nie był w stanie pojąć, dlaczego właściciel apartamentowca uparł się, że czerwień jest najlepszym kolorem, jaki mógł wybrać jako motyw przewodni wystroju. Nie chciało mu się z nim kłócić. W końcu „nie on studiował architekturę u samego wielkiego Puchinelle’a”. Co więcej, w życiu nie słyszał o żadnym Puchinelle’u. Chyba nawet tego nie żałował.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy wszedł do środka, przywitał go dźwięk nieco zbyt głośno grającego telewizora.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, ścisz skarbie chociaż trochę ten telew… - urwał, gdy zauważył drzemiącego na kanapie chłopaka z ciemnorudą kulą futra na nogach. Wziął ze stolika pilot i wyłączył odbiornik, po czym przysiadł na boku kanapy. Gdy tylko to zrobił, z nieforemnej do tej pory kuli wychylił się psi łeb z postawionymi wysoko uszami i nieco jeszcze zaspanymi kasztanowymi oczyma. Pies ziewnął szeroko, odsłaniając czarne dziąsła i wstrząsnął owiniętym do tej pory na łapach ogonem, nie merdając nim jednak zbyt gwałtownie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cześć, Xiaogou. Dobrze pilnowałeś Heia? - przywitał się mężczyzna. Zwierzę w odpowiedzi tylko zaskowyczało cicho i położyło łeb z powrotem na nogach śpiącego chłopaka, wyraźnie dumne. - Idę sobie coś zrobić, nie budź go.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Potrząsnął energicznie głową, chcąc się pozbyć ostatnich resztek snu i ziewnął szeroko, przeciągając się. Rozejrzał się dookoła i jego wzrok zatrzymał się w końcu na siedzącym naprzeciwko w fotelu Soujirou. Mężczyzna w skupieniu czytał jakąś książkę w brunatnej oprawie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Od dawna jesteś w domu? - spytał nieco zachrypniętym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O, już się obudziłeś - mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie i zamknął książkę nie zaznaczywszy strony. - Mam nadzieję, że śniło ci się coś miłego, mój mały lisku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic szczególnego - wzruszył ramionami i spróbował ruszyć nogami, ale uniemożliwił mu to ponad dwudziestokilogramowy ciężar na kolanach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Xiaogou, w moim pokoju leży niebieska torba z pudełkiem w środku. Jest dla ciebie. Możesz iść na chwilę pooglądać sam, co dostałeś? - Soujirou zmierzwił rozczochrane włosy Xiaogou, który właśnie zmienił się w człowieka. - Muszę porozmawiać sam na sam z Heiem - Vulpes popatrzył pytająco na kochanka, ale nic nie powiedział. Oboje milczeli, dopóki dzieciak nie zniknął za zamkniętymi drzwiami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Coś się stało - stwierdził w końcu młodszy z nich.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To już ty powiedziałeś - Soujirou westchnął ciężko zanim przeszedł do dalszej części wypowiedzi. - Pamiętasz, jak powiedziałeś tuż po rozprawie, że śmierć twojego ojca nie była wypadkiem? - spytał spokojnie, sięgając po kubek z zimnym już napojem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem - zaczął ostrożnie młodszy mężczyzna. Zdecydowanie nie podobał mu się ten temat i ton. - Powiedziałem też, żebyś zostawił ten temat. Powinieneś już wiedzieć, że pewnych rzeczy z mojej przeszłości nie powinieneś znać dla własnego dobra.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiem. Ale tego nie akceptuję. Hei, jesteś moim mężczyzną. To chyba normalne, że chcę cię chro…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dosyć! - syknął, ściągając nogi z kanapy i siadając prosto. - Nie mam ochoty spowiadać się z sekretów mafii. A ty nie powinieneś mieć ochoty ich słuchać. Nie, żeby to było coś ciekawego - prychnął i wstał, po czym pociągnął bluzkę w dół, by zakryć chociaż brzuch. Nie wstydził się pokazywać przed kochankiem bez spodni, ale i tak nie był teraz w nastroju na flirt. Nie po tym, jak Soujirou kolejny raz poruszył temat, który powinien być tabu. Dla niego przynajmniej nim był. - Idę po coś do picia, zaschło mi w gardle - oznajmił, chrząkając wymownie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wykręcisz się tym razem od rozmowy, mój mały lisku - stwierdził mężczyzna, a on skrzywił się niezadowolony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie miałem zamiaru - stwierdził w końcu zgryźliwie, ale obaj wiedzieli, że było to kłamstwo. Wszedł do kuchni, nalał sobie soku do wysokiej szklanki, po czym upił łyk, by chociaż chwilę dłużej mieć wymówkę od mówienia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli temat ojca naprawdę ci nie pasuje, to możemy najpierw wyjaśnić sobie co innego. Wolisz Chue, Zu, czy Bahaja? -&amp;nbsp; Heiskamieniał na dźwięk trzeciego imienia. Był pewny, że nigdy nie wspominał o tym przeklętym psychopacie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Przecież Souji nie może wiedzieć, że… !&lt;/i&gt; &amp;nbsp;przemknęło mu przez myśl. Zaraz potem przypomniał sobie, że parę razy rozmawiał przez telefon z Shenem lub Zu w obecności kochanka i już nie był taki pewny. Dalej jednak nie podobało mu się to.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem, kto ci jakiś bzdur nagadał, ale nie słuchałbym go już nigdy więcej, gdybym był na twoim miejscu - stwierdził w końcu sucho, starając się za wszelką cenę, by jego głos nie zadrżał. Nie był do końca przekonany, czy mu się to udało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie jesteś dobrym aktorem, Hei - usłyszał, potwierdzając swoje przypuszczenia. - Przynajmniej nie dla mnie. Ale podejrzewałem, że będziesz próbował mnie tak zbyć, więc sam się zająłem dotarciem do prawdy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O czym ty mówisz? - spytał słabo. W jego głowie pojawiały się coraz to nowe scenariusze, a każdy gorszy od poprzedniego. Może wynajął kogoś, żeby go śledzić? Może sam to robił? Albo, co gorsza, jakimś cudem odnalazł Zu? Przecież mafiozo nie miałby oporów przed skompromitowaniem go, choćby i po to, żeby doprowadzić do ich rozstania. A jeśli to zrobił, to niemal pewnym było, że nie pozwoli zbyt długo kręcić się po mieście niewygodnemu…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Nie! Nie pozwolę na to!&lt;/i&gt; urwał rozmyślania tym zdaniem. Prychnął, by odgonić od siebie złe przypuszczenia. W tym czasie Soujirou cały czas mu się przyglądał, wyraźnie widząc, co dzieje się w głowie chłopaka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie musisz się domyślać w nieskończoność. W odróżnieniu do ciebie, nie mam zamiaru mnożyć sekretów - stwierdził Soujirou chłodnym, nieprzyjemnym tonem. Nie do końca wiedział, czy mężczyzna był teraz aktorem, czy rzeczywiście miał o nim tak niskie mniemanie. - Od dzisiaj jestem członkiem twojej mafii, rozmawiałem właśnie z Bahajem - oznajmił spokojnie mężczyzna, zaplatając ręce na piersi. Odjęło mu mowę. Przez dłuższą chwilę nie mógł nawet zrozumieć znaczenia słów, które usłyszał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O-od dzisiaj… od dzisiaj co?! - wystękał w końcu, łapiąc gwałtowniej powietrze. - Nie możesz tego zrobić… Souji, słyszysz?! Po prostu nie możesz! Dobrze wiesz, że…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, nie wiem - przerwał mu ostro kochanek. - Nic nie wiem. Hei, cały czas wszystko przede mną ukrywasz. Mam tego poważnie dosyć. Jeśli to jest jedyny możliwy sposób, żeby wreszcie dociec do tego, co się z tobą dzieje, to nie mam wyboru.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A-ale… Blefujesz - stwierdził w końcu pewnym głosem, podnosząc wzrok prosto na twarz Soujirou. - Myślałeś, że emocje znowu wezmą nade mną górę i spanikuję - prychnął, wyraźnie rozbawiony tym, jak prosto kochanek mógł go podejść. - Może u ciebie w filmach taka akcja by przeszła, ale normalnie nie ma opcji, żeby człowiek z ulicy ot tak po prostu wstąpił do mafii po drodze po fajki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mylisz się, mój mały lisku - mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo. Aktor był stanowczo zbyt pewny siebie jak na kogoś, kto kłamie. - Zapominasz, że nie jestem pierwszym lepszym człowiekiem z ulicy. Po pierwsze, jestem twoim kochankiem, więc to chyba oczywiste, że Bahaj byłby mną zainteresowany. A po drugie mam świetne kontakty w świecie show biznesu. Ponad połowa aktorów coś bierze, każdemu by zależało, żeby źródłem był właśnie on. Ale to prawda, że oficjalnie nie jestem jeszcze członkiem Sztyletów. Mam się spotkać za tydzień w Hongose Haoshai i dogadać szczegóły. &amp;lt;&amp;lt;Hongse Haozhai, chiń.&amp;nbsp;红色豪宅 - Czerwona Twierdza. Soujirou nie potrafił wymówić dobrze wszystkich głosek; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zrobisz tego… - powiedział błagalnym tonem, niemal płacząc. Czy jego kochanek do reszty zgłupiał?! Przecież nie mógł myśleć, że triada to tylko jakieś gentlemańskie porachunki znudzonych życiem arystokratów i pokazowe strzelaniny, w których można się co najwyżej malowniczo ubrudzić ketchupem. - Souji, ja cię błagam! Jestem w stanie jeszcze jakoś odkręcić wszystko, ty nie możesz…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale nie będziesz miał już przede mną żadnych tajemnic, tak? - spytał ostro Soujirou, patrząc prosto w oczy chłopaka. Ten energicznie pokiwał głową. - I żadnego unikania niewygodnych pytań. Udawania, że nic się nie dzieje. Zmieniania tematu za każdym razem, gdy temat dotknie mafii, przeszłości, kochanków, czy czego tam jeszcze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale Souji… - zaczął płaczliwie, ale Soujirou tylko pokiwał głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, czy nie? - mężczyzna ponownie zadał pytanie, wystukując nogą rytm z niecierpliwością.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- T-tak… - wyjąkał w końcu, drżąc. Nie wierzył w to, na co właśnie się zgodził. - Wszystko, tylko, błagam cię, trzymaj się od nich z daleka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie: słucham. O co chodziło z tym wypadkiem? - spytał Soujirou już luźniejszym tonem, siadając na kanapie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji, ale…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zgodziłeś się na coś, prawda? - mężczyzna uśmiechnął się przebiegle. - Chyba mi nie chcesz powiedzieć, że masz zamiar złamać umowę w pierwszej minucie jej trwania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja… Nie, wszystko powiem. Ale już tego żałuję.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/nc-iii-prolog.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-5359446955291093587</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:50:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:50:01.706+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>NCII: Epilog</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Księżyc odbijał się w jednej z nielicznych już kałuż po wczorajszej ulewie. Dookoła było zupełnie cicho i spokojnie. Jakiś kot przeleciał szybko przez uliczkę na przyczajonych łapkach, zostawiając za sobą mokry ślad odbijanych na asfalcie poduszeczek. Na końcu alejki mrugała lampa o na wpół zepsutej już żarówce, rzucając co i rusz żółtawą poświatę na okoliczne ściany poszarzałych budynków i walające się gdzieniegdzie śmieci.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nagle ład i harmonię opustoszałych uliczek zaburzył przeraźliwy pisk. Nie był to ludzki krzyk, a dziki odgłos wydawany przez zwierzę na skaju desperacji, ostatnia deska ratunku przypartej do ściany pierwotnej istoty. Na chwilę znów zapanowała cisza, lecz stworzenie odezwało się ponownie. Mrożące krew w żyłach skowyczenie bestii było coraz bardziej desperackie i chaotyczne.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dwie przecznice dalej, na zagraconym placyku, wokół słupa skakała niemal niewidoczna w chwilach bezruchu bestia. Była wielkości dużego wilka, ale masywniejsza od niego. Miała czarne, długie futro, puszysty ogon i lodowato błękitnie ślepia, w których widać było panikę. Zwierz szarpał się przy ledwie widocznym słupku i dopiero po momencie przyglądania się stworzeniu można było zobaczyć, że sierść dookoła jego szyi jest polepiona w strąki. Wtedy też człowiek zauważał brunatne, mieniące się w księżycu plamy na betonie i migającą od czasu do czasu srebrzystą linkę. Uświadamiał sobie, że potwór jest uwiązany i nie może się zerwać z pęt.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zwierzę zawyło, zadzierając łeb wysoko do góry, po czym szarpnęło się kolejny raz i syknęło z bólu. Po jego sierści pociekła kolejna strużka krwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Walka była nierówna i stworzenie wydawało się zdawać sobie z tego sprawę. Uporczywie jednak szamotało się, walcząc o wyzwolenie z całych, ulatujących z niego, sił. W końcu jednak musiał nadejść kres tym jednostronnym bojom. Zwierzę upadło na bok, dysząc ciężko. Próbowało jeszcze zarzucić łbem, czy przegryźć srebrzystą linkę, ale na nic się to zdawało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Stwór patrzył jeszcze chwilę przed siebie pełnymi nienawiści, zachodzącymi mgłą oczyma, ale w końcu zupełnie stracił przytomność i jego powieki opadły, a wyraz pyska nieco się rozluźnił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nagle coś syknęło wokół bestii. Zerwał się wiatr, podrywając w górę czarne drobiny kurzu i wyrwane kłaki sierści, a gdy po chwili opadły, zwierzęcia już nie było. Na jej miejscu leżał drobny, nagi chłopak. Właściwie jeszcze dziecko. Czarne, długie włosy zakrywały jego bladą, szczupłą twarz wykrzywioną w grymasie cierpienia. Jego szyja i barki były aż czarne od krwi. Jeszcze żył, bo od czasu do czasu przez drobne ciałko przechodził dreszcz zimna, gdy nieprzytomny organizm walczył o utrzymanie właściciela na tym świecie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Do świtu brakowało jeszcze trzech godzin...&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/ncii-epilog.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-4568502762267042356</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:48:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:48:19.867+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XXVIII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Woda spływała po mnie, odznaczając się na bladości skóry migotliwym połyskiem. Jej zimne strugi zmywały ostatnie szczątki mojego honoru i choćby najbardziej pijanego poczucia sensu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chue – nie żyła. Ojciec – nie żył. Matka – wyrzekła się mnie, podstawiając zamiast siebie sukę wypijającą regularnie krew z mojego ojca. Moi przodkowie – zabici przez ludzi, z którymi stałem na równy. A Soujirou… Soujirou też pewnie za niedługo odejdzie lub doczeka swojego końca przeze mnie. Nie byłem w stanie zrobić nic, by uchronić kogokolwiek, włącznie z sobą. Nie chciałem takiego życia… na co komu ono? Nikomu jeszcze nie przyniosło pożytku to, że jeden więcej bękart plątał się między ludźmi. Gdziekolwiek się nie pojawiłem – tylko śmierć i problemy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zakręciłem panel i oparłem się o niego. Metal zazwyczaj był dużo zimniejszy od ludzkiej skóry, ale teraz niemal nie czułem już różnicy. Może jeszcze trochę… jeszcze chwila, by udało się na tyle obniżyć temperaturę ciała, bym już nikomu nie przeszkadzał. A gdyby tak wziąć nożyczki, które Soujirou zostawił rano przy lusterku po poprawianiu odstających od bluzki nitek… Zrobiłem krok w stronę wyjścia, chcąc wziąć w ręce narzędzie i przeciąć cienką skórę na nadgarstkach. Przecież nieraz już to robiłem podczas eksperymentów na wyrywających się ludziach. Przecież to tylko kilkanaście minut, by potem…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyszedłem spod kabiny i sięgnąłem po nożyczki. Rozchyliłem łopatki i przysunąłem je do nadgarstka, napierając lekko. Powstrzymanie pierwotnego odruchu ucieczki przed ostrym naporem okazało się trudniejsze niż przypuszczałem.&lt;i&gt; Kurwa!&lt;/i&gt; Nawet zabić się porządnie nie potrafiłem. Ja, który już za dziecka torturowałem na przeróżne sposoby bogom ducha winne zwierzęta. Ja, który byłem odpowiedzialny za niejedną śmierć z przedawkowania. Ja, który… który byłem zbytnim tchórzem, by choć jedną rzecz doprowadzić do końca. Gorszy od najgorszego rodzaju człowieka. Wesz na kartach historii bohaterów trzecioplanowych filmów klasy Ż.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zerknąłem na lustro wiszące nad umywalką. To, co pokazało mi się w odbiciu nawet w połowie nie oddawało groteski pomyłki, którą byłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, wszystko w porządku? - usłyszałem głos Soujirou zza drzwi. Nie odpowiedziałem, ale na sztywnych nogach wyszedłem z łazienki, szurając drobnymi krokami niczym jeniec czekający na powieszenie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy wszedłem do salonu, zastałem Soujirou przy stole na fotelu, trzymającego w ręku kubek z jakąś ciemną, parującą cieczą. Gdy tylko mnie zauważył, uśmiechnął się. &lt;i&gt;Przestań!!!&lt;/i&gt; Odwróciłem wzrok, nie mogąc wytrzymać tego wyrazu twarzy. Był on spokojny, ciepły i taki bezpieczny. A ja byłem ostatnią osoba, która zasługiwała na takie zaufanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Już jesteś, mój mały lisku - stwierdził mężczyzna, podchodząc do mnie. Pogłaskał mnie po mokrych włosach i przytulił do siebie. - Usiądź na kanapie i napij się czekolady, a ja przyniosę ręcznik, hm? Kapie ci jeszcze z włosów - stwierdził tak miękko, że miałem ochotę wyć. Każdy najdrobniejszy gest podkreślał, jak bardzo mężczyzna jest idealny. Za idealny, za dobry, za uczciwy, bym miał do niego prawo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rób, co chcesz, to nie mój interes - sam nie wierzyłem, jak śmiałem odezwać się w tak oschły sposób. Miałem dosyć samego siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Soujirou na chwilę zniknął za moimi plecami, a ja przeszedłem i usiadłem na kanapie z nogami położonymi wzdłuż kanapy, jak chciał Soujirou. Opadłem na oparcie i popatrzyłem tępo w stronę, skąd miał wrócić mężczyzna. Przyszedł po chwili, niosąc w rękach duży, kremowy ręcznik.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, rozchmurz się, mój mały lisku - Soujirou pogłaskał mnie wierzchem dłoni po policzku i zgarnął z niego mokre włosy. - Jestem pewny, że twój ojciec chciał dla ciebie jak najlepiej. Gdyby nie ten wypadek, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To nie był żaden wypadek! - nie zdążyłem się pohamować w porę. Skrzywiłem się z własnej bezmyślności. Kolejny raz udowadniałem światu, że nie potrafię ochronić nawet jednej osoby przed niczym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przepraszam, nie wiedziałem. Wydawało mi się, że kiedyś mówiłeś o wypadku - mężczyzna mówił jednocześnie zgarniając mi włosy do tyłu i zaplatając na nie ręcznik, żeby wchłonął największą wilgoć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zapomnij o tym, co przed chwilą powiedziałem - wyszeptałem w końcu. - Wersja z wypadkiem jest zdecydowanie lepsza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O czym ty mówisz? - mężczyzna przerwał wycieranie, żeby spojrzeć mi w oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O niczym. To był wypadek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, kochany - podniosłem wzrok na Soujirou. Chyba pierwszy raz w życiu słyszałem, żeby nazwał mnie tak bezpośrednio. Jeszcze wczoraj pewnie skakałbym z radości… Dziś miałem tylko wyrzuty sumienia. - Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, prawda? - spytał, całując kosmyk moich włosów odrzuciwszy na bok ręcznik.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie powinieneś. Dla własnego dobra - odwróciłem wzrok na kuchnię. Przez ułamek sekundy w mojej głowie pojawił się obraz z pierwszej nocy i poranku, jaki tu spędziłem. Pamiętałem dobrze, że Soujiro niemalże przemocą wziął mnie ubranego w samą koszulkę do samochodu. Potem się kochaliśmy na podłodze tuż przy kanapie, a rano zrobiłem dla Soujiego słodkie naleśniki. Wtedy byłem pewny, że złapałem bóstwo fortuny za nogi. Teraz już nawet Święta Masakra stwierdziła, że ona nie jest od spraw tak beznadziejnych i mam sobie radzić sam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei - wymruczał mężczyzna, obejmując mnie ściśle ramionami. Zesztywniałem, przerażony znaczeniem tego gestu. Mężczyzna, którego za wszelką cenę powinienem chronić właśnie deklarował, że to on będzie moją tarczą. Chciałem protestować, wrzeszczeć z całej siły, ale nawet na to nie miałem już siły. Ciągle jednak żyłem, będąc najgorszym przekleństwem wszystkich, którzy mieli pecha stanąć na mojej drodze po nieodpowiedniej stronie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tak cholernie bardzo chciałem się wtulić w Soujirou i zapomnieć o całym świecie. O Łowcach, o raszpie, o Zu. Nawet o ojcu. I Chue, jedynej kobiecie, którą naprawdę kochałem z wzajemnością. Ale nie mogłem… nie powinienem… nie pozwalały mi resztki pozostałej przy życiu moralności, dogorywającej gdzieś w kącie mojej zepsutej na wskroś duszy. Wszyscy, na których mi zależało, którzy choć trochę obdarzali mnie uczuciem, prędzej czy później lądowali metr pod ziemią jako pokarm dla robali. Zu miał rację - tacy, jak my powinni się trzymać od miłości jak najdalej. Nie nadawaliśmy się do niczego, prócz zbrodni. Głupi ciągle wypierałem ze świadomości fakt, że moje ręce były równie czerwone od krwi, co jego. A co gorsze, mnie plamiła krew nie wrogów, a przyjaciół, których jedyną winą było to, że zaufali takiej ludzkiej wszy jak ja.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ktoś zadzwonił domofonem do drzwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zaraz wrócę, mój mały lisku - Soujirou odsunął się ode mnie, pocałował lekko we włosy i udał do przedpokoju. - To pewnie mój ojciec przywiózł Xiaogou, bo dostał jakieś nagłe wezwanie - dodał jeszcze, wchodząc w korytarz. Nie patrzyłem, co tam się działo, bo i nie widziałem ku temu powodu. Im mniej wiedziałem, tym mniej szkody mogłem wyrządzić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przymknąłem oczy, ale zwolnienie mózgu z obowiązku przetwarzania fali świetlnych na obraz było błędem. Zamiast prawdziwej rzeczywistości, przed moimi oczyma pojawił się cały tłum wyblakłych ludzi podobnych do duchów z dość popularnego ostatnio horroru. Rozpoznawałem niemal wszystkie twarze trupów: zabitych kiedyś przez moje nieudane eksperymenty, kilku dzielnicowych gamoniów, którymi na moje zlecenie zajął się któryś z żołnierzy Zu, kilku staruszków, którym sprzedałem śmiertelne dawki narkotyków, zagryzionego w przypływie szału chłopaka, który miał mi pomagać w laboratorium. A na czele tego morza ludzi stała Chue. Nie ta uśmiechnięta, w wiecznie poplamionym czymś fartuchu prasowanym na kantkę i na wpół rozplątanym koczkiem. Chue blada jak ściana, z krwią sączącą się z kącika posiniałych ust i wyłupiastymi, pustymi oczyma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To twoja wina. To ty mnie zabiłeś - miała zamknięte usta, ale byłem pewny, że były to słowa Chue, wzmocnione przez echo z innych głosów. -To twoja wina, Hei - powtarzała wciąż te słowa. Przerażony otworzyłem oczy, ale mimo zaniku widzenia, w moich uszach wciąż pobrzmiewało uporczywie powtarzane „twoja wina”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Potrząsnąłem głową w desperackiej próbie ucieczki i rozejrzałem się dookoła. Przede mną siedział w kucki Xiaogou, jak zwykle wlepiając się tym swoim psim wzrokiem. Nawet on był moją ofiarą. Z deszczu pod rynnę trafił do kogoś takiego, jak ja, kto nawet nie potrafił przyznać mu człowieczeństwa. Miyako-sensei miała rację. Gdybym tylko miał w sobie choć odrobinę cech swojego ojca, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Moje serce zamarło na chwilę, gdy Xiaogou otarł się policzkiem o moje nogi i położył na nich głowę, mrużąc oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przecież powinien mieć z sobie psią intuicję podpowiadającą, kto jest dobrym człowiekiem, a kto nie! Przerażony podkuliłem pod siebie nogi, żeby jak najszybciej odsunąć go od siebie i chociaż w ten sposób uchronić kolejną osobę od dołączenia do korowodu trupów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, kochanie nie bój się - stwierdził miękko Soujirou, podchodząc do mnie i stawiając na stole kubek z jakąś kolorową cieczą. - To tylko Xiaogou, nic ci nie grozi - mężczyzna pogłaskał mnie po policzku i nachylił się, żeby mnie w niego pocałować. Uchyliłem się, chcąc tego uniknąć, ale niezbyt wiele to dało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja nie… - zacząłem, ale głos mi uwiązł w gardle. Zakaszlałem i skrzywiłem się, ale nie sięgnąłem po przygotowaną dla mnie gorącą czekoladę. Nie należała mi się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiem, mój mały lisku, wiem - wymruczał uspokajająco. Nie mogłem tego słuchać. - Wszystko będzie dobrze, już tego dopilnujemy razem z Xiaogou. Potrzebujesz czegoś?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przynieś mi moją walizkę - odpowiedziałem w końcu charkotliwym głosem. Soujirou popatrzył przez chwilę na mnie, zastanawiając się, czy wykonać moją prośbę, ale ostatecznie skinął głową i zsunął się z oparcia kanapy. Już po chwili miałem w ręce cylinder opisany „Phenobarbitalum 100” i montowałem w niego igłę. Bez namysłu wbiłem strzykawkę w żyłę na przedramieniu i szybkim ruchem wpuściłem całą zawartość do krwiobiegu, ignorując fakt, że było to co najmniej niebezpieczne dla organizmu normalnego człowieka, którym wciąż jeszcze byłem przez kilka godzin.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wysunąłem igłę i niemal natychmiast poczułem efekty działania barbituranu. Zdążyłem jeszcze zanotować przestraszoną minę Soujirou, gdy pusta strzykawka wyleciała z mojej dłoni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nadeszła łaska niebytu, na który nie zasługiwałem.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxviii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-7395296284715853436</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:47:08.760+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XXVII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę zaprotokołować świadka: Soujirou Honami, lat 27, kawaler. Świadek jest pasierbem powódki i przybranym bratem powoda - gdy spojrzenia moje i Soujirou się spotkały, mężczyzna uśmiechnął się lekko, jak gdyby chciał powiedzieć, że wszystko będzie w porządku. - Proszę powiedzieć, jak długo znajduje się pan w pokrewieństwie ze stronami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oficjalnie nieco ponad miesiąc, ale poznaliśmy się jakieś dwa miesiące temu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zaprotokołowane? W takim razie, Miyagiji-san, świadek jest pani - prawniczka żywiołowo obeszła biurko, przy którym siedziała razem z raszpą, oparła się pośladkami o blat i zaparła na nim rękoma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dziękuję. Przejdę od razu do rzeczy. Czy to prawda, że przebywa pan w związku emocjonalnym z powodem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie widzę w tym nic dziwnego, w końcu wystarczająco długo ze sobą przebywamy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pan wie, o czym mówię. Chodzi mi o relacje, chciałoby się powiedzieć, „damsko-męskie”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zauważyłem, żeby Hei zmienił płeć w międzyczasie. Ale tak, jesteśmy parą. Nawet śpimy ze sobą. Pozwoli pani, że nie będę opowiadał ze szczegółami - kilka osób z widowni zachichotało, ale mina Soujirou pozostawała wciąż niezmienna. Widziałem po nim, że grał i traktował całe przesłuchanie jak kolejny występ publiczny, zresztą przy nie aż tak małej widowni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To nie będzie konieczne. Zatem przyznaje pan, że pana osąd sprawy jest jednostronny ze względu na zażyłość z powodem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, nie mam ku temu powodu. W końcu mój ojciec jest mężem Sayie-san, więc równie dobrze mógłbym pomóc jemu, swoimi zeznaniami popierając Sayie-san. Ale tego nie zrobię, żyjemy w państwie prawa i obowiązku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę nie kpić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Uważa pani, że to nieprawda? - znowu rozległy się śmiechy, do których tym razem dołączyłem również ja. Uwielbiałem Soujirou w takich chwilach, gdy brał pełną kontrolę nad słowem. Co prawda, nie był to ten mój niewinny i delikatny Soujirou, ale równie fascynujący.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Widzę, że się pan dobrze bawi. Część komediową zostawmy za sobą i proszę mi powiedzieć, czy orientuje się pan w stanie materialnym mojej klientki i pana ojca?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie ze szczegółami, ale raczej tak. Rozmawiam czasem z ojcem również o tych sprawach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie proszę powiedzieć, jak zmieni się sytuacja materialna mojej klientki po straceniu swojej obecnej części spadku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Sprzeciw - Sano-ojisan popatrzył na prawniczkę wyzywająco. - Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę mnie nie łapać za słówka, oboje wiemy, o co chodzi - prychnęła Miyagiji, poprawiając ułożenie rąk.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Sprzeciw podtrzymany, proszę inaczej sformułować pytanie - oznajmił sędzia powolnym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze, w takim razie powiem tak: jak duży wpływ ma posiadłość i jej przyległości, o które się dzisiaj procesujemy na całkowity majątek mojej klientki?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Myślę, że całkiem spory, chociaż i bez niego nie powinna mieć problemów z przeżyciem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale nie utrzymałaby tego samego standardu życia?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Większość ubrań nie jest jednorazowa, więc można je trzymać dłużej niż tydzień, a lokalna piekarnia z całą pewnością oferuje równie dobre bułki, co ta najdroższa w Tokio. I mówię to jako osoba, która zna zarówno jedne, jak i drugie. Jeśli chodzi o sam lokal, to dom mojego ojca wcale taki mały nie jest, przez wiele lat mieszkaliśmy w nim we czwórkę. Chociaż przyznaję, że jest trochę tańszy i mniejszy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dziękuję, nie mam więcej pytań. Kolego? - zerknęła w stronę Sano-ojisana. Prawnik skinął krótko głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skoro wiemy już wszystko o ekonomii, przejdźmy do rzeczy mniej przyziemnych. Jaki jest pana stosunek do powódki?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Początkowo uważałem ją za rozważną, naprawdę przyjazną kobietę. Jeszcze zanim się poznaliśmy, ojciec opowiadał mi o swojej nowej miłości. Byłem więc pozytywnie nastawiony, zwłaszcza po pierwszych spotkaniach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówi pan, jak gdyby ta sytuacja się zmieniła. Jak w takim razie postrzega pan powódkę teraz, kiedy nastąpiła zmiana i dlaczego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Od początku wiedziałem, że Hei… znaczy się Heisuke, że jest w konflikcie z Sayie-san. Chciałem ich jakoś pogodzić i w końcu udało mi się zaaranżować wspólne spotkanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kto był stroną organizującą to spotkanie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zaproponowała je Sayie-san podczas rozmowy ze mną. Zaoferowałem, że znajdę odpowiedni czas i nakłonię Heia do uczestnictwa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Udało się?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I co było dalej?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozmowa zaczęła się dość zwyczajnie, chociaż Hei jak zwykle nie był zadowolony z konfrontacji. Ale to nie trwało długo. Sayie-san w bardzo nieprzyjemny sposób oznajmiła, że ma zamiar przejąć willę i wyrzucić Heia, gdy tylko ten będzie miał dwudzieste urodziny. Jako osoba z przeszkoleniem psychologicznym, powiedziałbym nawet, że wyglądało to trochę, jakby w Sayie-san pokazała się zupełnie inna osobowość.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem. Jak w tej sytuacji zachował się mój klient?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zdecydowanie był zszokowany wszystkim i nie wiedział, jak się powinien zachować. Rozmowa została zakończona, bo Sayie-san wyszła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wracał pan kiedyś do tematu z powódką?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, nigdy. Od tego czasu rozmawialiśmy jeszcze dwa, czy trzy razy, ale nie były to poważne tematy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A z moim klientem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Też niedużo. W większości w pana gabinecie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie zna pan stanowisko mojego klienta. Może się pan do niego ustosunkować?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Myślę, że Hei znał swojego ojca na tyle, że wie, co robi. Gdybym miał obstawiać, dlaczego robi to, co robi, bardziej bym powiedział tu głównie o honorze i poczuciu obowiązku wobec ojca niż czystej chęci zemsty, czy zawiści, chociaż te pewnie też mają jakiś niewielki wpływ.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem, nie mam więcej pytań.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę zaprotokołować kolejnego świadka. Yosuke Shimone, lat 49, kawaler, pokrewieństwa brak. Proszę powiedzieć, jakie jest pana powiązanie ze stronami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jestem detektywem wynajętym przez panią Honami niespełna rok temu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co? - wstałem, nie wierząc w to, co właśnie usłyszałem. Wiedziałem wcześniej, ze Shimone ma zeznawać ze strony raszpy, ale do tej pory nie byłem w stanie domyślić się, po co jej jakiś mój losowo wybrany były kochanek… Więc to o nim mówił rok temu Zu, że mam za sobą nadprogramowy cień i mam uważać. - Przespałeś się ze mną na zlecenie mojej matki?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czy to prawda? Czy był pan w relacji seksualnej z powodem? - spytał sędzia, wyraźnie bardziej ożywiony niż dotychczas. Teraz wreszcie zaczynało się coś dziać, ale, o ironio, zupełnie mnie to nie cieszyło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem, między nami doszło kilka raz do zbliżenia, ale po tym przedłożyłem pani Honami efekty śledztwa i kontakt się urwał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czy wszystko zostało zaprotokołowane? W takim razie oddaję świadka Miyagiji-san.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dziękuję. Mówił świadek, że został wynajęty przez moją klientkę. W jakim celu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pani Honami twierdziła, że podejrzewa, że jej syn zadaje się z niewłaściwymi osobami i chciałaby znać szczegóły, żeby móc odpowiednio zareagować. Chciała, żebym go śledził i się tego dowiedział.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie można powiedzieć, że moja klientka jest troskliwą matką, która martwi się o swoje dziecko, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie do końca. Od początku wydawało mi się, że potrzebuje informacji w jakimś innym celu, ale do czasu rozprawy nie wiedziałem, jaki by to miał być cel. Teraz wydaje mi się, że chciała narzędzi do skompromitowania syna. O nie zresztą nie było trudno.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To znaczy?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dość szybko ustaliłem, że obserwowany przeze mnie chłopak, czyli powód, preferuje mężczyzn. W obecnych czasach nie jest to nic niezwykłego, jednak powoda zdecydowanie nie można zaliczyć do większości. Wybierał mężczyzn o wiele starszych od siebie, zazwyczaj bogatych. Co więcej, dość często były to osoby w różny sposób powiązane z mafią lub innymi organizacjami mogącymi być organizacjami przestępczymi. Przykładowo, jednym z częstszych miejsc, w które się udawał, była herbaciarnia Lan se Maotouying, znana w mojej branży jako miejsce spotkań chińskiej triady Czerwone Sztylety. Często również bywał w towarzystwie wielokrotnie karanego za pobicia Tomoyusuke Hashiwary, czy znanego nam dilera narkotykowego Atarou Finnjacka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chce pan zasugerować, że powód ma jakieś powiązania z mafią?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tego nie ustaliłem ze stuprocentową pewnością.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No dobrze. Proszę w takim razie powiedzieć, w jaki sposób wszedł pan w kontakt z powodem i jak przebiegał ten kontakt.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po ponad tygodniowej obserwacji udało mi się stwierdzić, że większość spotkań z nieznanymi dotąd mężczyznami odbywało się w jednym konkretnym barze, w którym zresztą powód publicznie i bez zawahania spożywał alkohol. Początkowo chciałem ten fakt zgłosić na policję, ale pani Honami przekonała mnie, że nie jest to dobry pomysł. Tak więc przyszedłem tam przebrany za biznesmana w dzień, w którym przypuszczałem, że obserwowany się pojawi. Zaczepienie go i zaproponowanie wspólnej nocy nie było niczym trudnym. Potem spotykaliśmy się jeszcze kilkanaście dni. Nie chciałem się zdekonspirować, dlatego niewiele w sumie rozmawialiśmy przez te dwa tygodnie naszej znajomości o sprawach związanych z rodziną powoda. Z tego, co udało mi się wyciągnąć, wiem, że szczerze nienawidził matkę. Kilka razy mówił też o chęci zemsty na niej i traumie z nią związanej. Według jego słów, jako dziecko miał być świadkiem stosunków seksualnych powódki z różnymi mężczyznami, jednak podczas moich kontaktów z panią Honami nie zauważyłem jej skłonności do uwodzenia mężczyzn.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem. Chciałby pan jeszcze coś dodać odnośnie wrażeń z rozmów z powodem lub jego zachowaniem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zauważyłem, że bardzo dokładnie omijał tematy związane z ojcem i swoimi zainteresowaniami. Wydaje mi się również, że początki jego kontaktów z mężczyznami mogły nie być najlepsze, dlatego też obecnie ma problemy z poprawnym budowaniem relacji innych jak czysto fizyczne. Ale nie mogę być tego pewny, to tylko moje przeczucia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem. W takim razie dziękuję za odpowiedzi, nie mam więcej pytań.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Toguchi-san, świadek jest pana - oznajmił sędzia. Sano-ojisan przejrzał jeszcze szybko jakieś notatki i przeszedł przed biurko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czy gdyby nie zlecenie, zainteresowałby się pan moim klientem jako potencjalnym partnerem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Raczej nie. Powód jest osobą młodą, w dodatku zdecydowanie unika budowania stałych relacji partnerskich i otwarcie mówi o swoich doświadczeniach z różnymi mężczyznami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie była to wyłącznie kwestia prowadzenia śledztwa, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Często się zdarza panu iść do łóżka z kimś tylko po to, żeby wyciągnąć od niego informacje do swojej pracy?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Sprzeciw, pytanie nie ma związku ze sprawą - zaprotestowała ostro Miyagiji-san, ale sędzia pokiwał przecząco głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę odpowiedzieć - orzekł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, była to sytuacja wyjątkowa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dlaczego pan się na nią zdecydował?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Częściowo był to wpływ pani Honami, która nalegała na to, żebym się jak najbardziej zbliżył do obserwowanego w ten sposób.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A reszta części?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Myślę, że były to względy personalne - Shimone zawahał się. Miałem ochotę go rozszarpać. - Powód wydał mi się w jakiś sposób ofiarą własnych zachowań i myślałem, że uda mi się jakoś mu pomóc. Może to brzmi dziwnie, bo w końcu przespałem się z nim, ale chyba myślałem, że w ten sposób uda mi się zdobyć jego zaufanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jaki był tego efekt?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak już mówiłem, powód mówił tylko to, co uważał za bezpieczne i do samego końca nie otworzył się przede mną. A po zakończonej sprawie pani Honami zażądała zerwania kontaktów z powodem. Miałem zamiar kontynuować znajomość mimo to, ale dostałem duże zlecenie i musiałem na kilka tygodni wyjechać z miasta, a potem już nie udało mi się ponownie zbliżyć do powoda.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dziękuję, nie mam pytań do świadka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli można. Chciałbym tylko przeprosić Heia. Nie myślałem, że tak się sprawy ułożą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wsadź sobie te przeproszenia w odpowiedni otwór, szpiclu - prychnąłem i napiłem się niebieskiego ziela ze szklanki załatwionej mi przez Sano-ojisana. Brzydziło mnie, że rok temu nawet go lubiłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę zaprotokołować kolejnego świadka. Sayumi Harada, lat 42, zamężna, pokrewieństwa brak - do fotela świadka podeszła przysadzista kobieta o spokojnej twarzy i nieco krzywych nogach. - Proszę powiedzieć, jakie jest pani powiązanie ze stronami w sprawie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Byłam przyjaciółką Saiye i częściowo wychowywałam Heia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem. Toguchi-san, świadek jest do pańskiej dyspozycji - Sano-ojisan wstał i przeszedł na środek pustej przestrzeni przed sądem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Powiedziała pani „byłam”, a nie „jestem”. To było przejęzyczenie, czy celowe?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zupełnie celowe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę opowiedzieć, jak pani poznała powódkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To było jeszcze w czasach licealnych, chodziłyśmy razem do drugiej… nie, do trzeciej klasy. Dość szybko znalazłyśmy wspólny język. W międzyczasie poznałam Masatake, mojego obecnego męża. Potem ja zaszłam w ciążę i zajęłam się domem, a Sayie poszła na studia prawnicze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jest pani tego pewna? W moich papierach nie mam nigdzie wzmianki o wykształceniu prawniczym powódki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bo ich nie skończyła przez tę aferę z Demi, jej kuzynką. Tak teraz sobie myślę, że to może być ważne…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ani mi się waż, stara kwoko! - wrzasnęła raszpa, trzaskając obiema dłońmi o blat. Sayumi popatrzyła na nią nieco spłoszona. - Jeśli powiesz choć sło…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę o spokój, bo nałożę na panią karę! - przerwał jej sędzia, trzaskając młotkiem w metalową podstawkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę bez obaw kontynuować. Zapewniam panią, że nic się pani nie stanie - spokojny baryton Sano-ojisana był naprawdę uspokajający, dlatego Sayumi kiwnęła nieco odważniej głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To było mniej więcej wtedy, jak Sayumi kończyła trzeci semestr… Nie, trochę później, bo byliśmy już po imprezie sesyjnej, jak mój Masatake złamał rękę. Demi zakochała się wtedy w jakimś mężczyźnie. Mówiła, że był kilka lat od niej starszy i był młodym lekarzem. Myślała, że miała u niego szanse, dlatego bardzo szybko się zmieniła: zaczęła nosić bardziej kobiece ubrania, malować się, interesować modą i innymi takimi sprawami, które Sayie jej podpowiedziała jako te kobiece. Ja jej mówiłam, żeby najpierw spróbowała tego swojego ukochanego poznać, porozmawiać z nim zamiast tylko pokazywać się w jakiś wyzywających sukienkach, ale ona wydawała się to ignorować. W końcu stwierdziła, że pójdzie do tego mężczyzny i wyzna mu swoje uczucia. Konkretniej rzecz ujmując, pod wpływem Sayie, Demi zrobiła to na wspólnej imprezie przy wszystkich ludziach. Jak nietrudno się domyślić, ten mężczyzna ją zupełnie odrzucił, a kilku jego kolegów wyśmiało całą sytuację i Demi. Po tym wszystkim się naprawdę załamała, a dwa tygodnie później znaleziono jej martwe ciało. Powiesiła się w akademiku, a w liście pożegnalnym napisała, że to przez tego mężczyznę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze, ale co to ma wspólnego z powódką?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po tym wszystkim Sayie się naprawdę zmieniła. Porzuciła naukę, zaczęła chodzić na imprezy, co to każdy wiedział, co się na nich wyprawia, zaczęła zmieniać mężczyzn częściej jak bieliznę. Myślałam, że to jakaś trauma po stracie ukochanej kuzynki i w końcu się pogodzi ze wszystkim. Tak też się stało, jakieś dwa lata później związała się z Liweiem, ojcem Heia. A przynajmniej myślałam, że się ustatkowała. Do momentu, aż bez najmniejszej żenady uwiodła mojego męża. To podła i wyrachowana kobieta.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem już źródło pani stosunku do powódki. Ale czy ta historia ma jeszcze jakieś znaczenie dla sprawy poza tak pobocznym? Mówiła pani tak, jak gdyby to było coś ważnego nie tylko dla pani, ale również teraz, przed sądem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem. Dość długo nie skojarzyłam tych dwóch wydarzeń, ale ostatnio przeglądałam stare zdjęcia i natknęłam się również na kilka fotek z tej imprezy. Wtedy też przypomniała mi się Demi. Mężczyzną, w którym się zakochała był nikt inny jak Liwei. Biorąc pod uwagę, co wiem teraz, jestem święcie przekonana, że już te dwadzieścia cztery lata temu sobie wszystko zaplanowała i jakoś uwiodła Liweia w zemście za upokorzenie Demi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem, że wcześniej pani tego nie wiedziała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie. Na pewno zerwałabym z nią kontakt jeszcze szybciej, gdybym wiedziała, że tak się stało. Żałuję tylko, że w swojej zawiści postanowiła nawet mieć dziecko. To bardzo krzywdzące Heia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To bardzo wiele wnosi do sprawy. Myślę, że powiedziała już nam pani więcej, niż ktokolwiek oczekiwał. Nie mam więcej pytań do świadka, natomiast wnioskowałbym o ponowne przesłuchanie powódki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem. &amp;nbsp;Czy ma pani jakieś pytania do świadka, Miyagiji-san?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, świadek wyraźnie jest stronniczy i będzie chciała pogrążyć moja klientkę za wszelką cenę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie świadek może usiąść. Proszę powódkę o zajęcie miejsca przesłuchań - raszpa, z miną wyrażającą wściekłość, wstała i na sztywnych nogach przeszła na fotel przy sędzi, stukając nadzwyczaj głośno obcasami. Usiadła i założyła nogę na nogę z wyniosłością. - Powódka jest do pana dyspozycji, proszę pytać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Słyszała pani, co powiedziała świadek przed panią. Czy rzeczywiście ożeniła się pani z Liweiem Guyie powodowana chęcią zemsty?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie graj takiego profesorka, Sano. Oboje dobrze wiemy, że gdyby nie Liwei, Demi by ciągle żyła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Proszę odpowiedzieć na moje pytanie, pani Honami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pani Honami? No dobra, pograjmy po twojemu. Tak, ożeniłam się z nim tylko po to, żeby ten skurwysyn zapłacił za to, co zrobił. Zasłużył sobie na to. Miałam zamiar rozkochać go w sobie, wydoić do suchej nitki i kopnąć w tyłek, ale znalazł sobie tego bastarda i musiałam czekać, aż synalek dorośnie, bo to on by został z większością kasy. A potem ktoś się nim zajął skuteczniej ode mnie i zdechł. Całą moją forsę przepisał na tego gówniarza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyli przyznaje pani, że chce pozbawić swojego syna spadku tylko przez zawiść do zmarłego małżonka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Swojego? Nie kpij sobie ze mnie, dobrze? Oboje dobrze wiemy, że jestem bezpłodna, a bękart nie jest mój, tylko jakiejś suki „z dobrego domu”. Mam ci przypomnieć, jak fałszowałeś akty urodzenia? Nie martw się, sprawa i tak się przedawniła. Powinieneś mi być wdzięczny, że cię nie wsypałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Sano-ojisan, o czym ona mówi? - nie wytrzymałem i popatrzyłem nierozumiejącym wzrokiem na prawnika. - To tylko kolejne kłamstwo, prawda?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, potem ci to wszystko wytłumaczę… - mężczyzna odwrócił wzrok, nie chcąc mi spojrzeć w oczy. Musiałem się przytrzymać oparcia krzesła, żeby z niego nie spaść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie potem, tylko teraz. Ty wiedziałeś, że ona… że ona nie… - nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Moje życie nigdy nie było równiutką układanką, ale zbieraniną niepasujących do siebie elementów trzymających się kupy tylko przypadkiem. Teraz zaczynały się sypać zupełnie. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wygląda pan najlepiej - stwierdził sędzia, ale nie byłem pewny, do kogo. - Czy powinniśmy zrobić chwilę przerwy? - podniosłem wzrok, żeby sprawdzić, kogo pyta. Mężczyzna patrzył prosto na mnie spokojnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Prosiłbym - odpowiedziałem w końcu cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie zarządzam dziesięć minut przerwy. Powód może opuścić salę - gdy tylko sędzia wypowiedział te słowa, podszedł do mnie Soujirou i protekcjonalnie położył rękę na moich plecach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chodź, kochanie - wyszeptał mi do ucha, pomagając wstać. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, dlatego musiałem się oprzeć na szerokiej piersi aktora.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyszliśmy, a tuż za nami podążył Sano-ojisan. Kątem oka zobaczyłem jeszcze rozśmieszoną raszpę, a jej kpiącego uśmiechu nie zapomnę chyba do końca życia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Soujirou posadził mnie na ławce przed salą, podał butelkę zabraną jeszcze przed wyjściem i usiadł obok, pozwalając, bym oparł się na jego ramieniu. Przez kilka minut walczyłem jeszcze z brakiem powietrza w płucach i przemożną chęcią ucieczki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji… - wyszeptałem w końcu łamiącym się głosem i wtuliłem w materiał jego kurtki. Nigdy bym nie przypuszczał, że wiadomość o tym, że ta stara prukwa nie jest moją matką tak mocno mnie zaboli. Czułem się oszukany, ale nie przez nią, a przez własnego ojca i wszystkich dookoła. Dlaczego nikt mi nigdy nie powiedział, że moja prawdziwa matka jest gdzieś indziej?! Być może tęskniła za mną i była wspaniałą kobietą, dzięki której wszystko wyglądałoby dzisiaj inaczej... !&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cii, mój mały lisku, nie myśl o niczym - wyszeptał niskim głosem Soujirou, głaszcząc mnie po włosach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, możemy na chwilę? - spytał w końcu Sano-ojisan, stojąc oparty o ścianę naprzeciwko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dlaczego mi nigdy nikt nie powiedział? - spytałem zamiast tego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O wszystkim wiedzieliśmy tylko ja i Sayie-chan. I twój ojciec, oczywiście - przyznał mężczyzna. Irytowało mnie, jak spokojny był jego głos, gdy to mówił. Soujirou wyraźnie to zauważył, bo czule zgarnął włosy z mojego czoła za ucho i pogłaskał mnie po szyi. Wzdrygnąłem się, gdy poczułem jego zimny dotyk, ale nie zaprotestowałem, powtarzając sobie w myślach, że przecież Soujirou nic mi nie zrobi. Trochę pomogło. - To on chciał, żeby twoje pochodzenie zostało sekretem, a ja nie miałem powodu mu odmówić. Dopóki żył Liwei, myślałem, że sam ci to powie, a potem zawsze była nieodpowiednia chwila. Szczerze mówiąc jestem zdziwiony, że Sayie-chan tak długo nic ci nie powiedziała. Chociaż może wiedziała, że i tak nic to by nie zmieniło w obecnym stanie papierów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kim ona jest?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Twoja matka? - skinąłem lekko głową. - Nie mam pojęcia. Liwei nie chciał mi nic powiedzieć bez względu na to, ile pytałem. Zastanawiałem się nawet nad tym i doszedłem do wniosku, że to chyba musiała być jakaś kokko spotkana w Chinach, inaczej nie odziedziczyłbyś czarnych genów, prawda? Liwei dość często jeździł wtedy do Chin na życzenie ojca i kilka dni po jednym z przyjazdów po prostu przyszedł do mnie z małym becikiem na rękach - dopiero po słowach mężczyzny zorientowałem się, że faktycznie, mogłem być kokko jedynie wtedy, gdyby matka była równie wysoko w hierarchii Vulpes. Sam nie wiedziałem, dlaczego do głowy mi przyszła Lucy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tata mówił coś o mojej matce? - spytałem po chwili milczenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wspominał, że była to piękna i mądra kobieta, dzięki genom której jego syn na pewno wyrośnie na najlepszego człowieka, jakiego był sobie w stanie wyobrazić. Mówił też, że nie mogłeś zostać przy matce przez jej trudne położenie, ale nie chciał wejść w szczegóły, więc ci nie powiem, o co chodziło - mężczyzna podszedł do mnie i kucnął tuż przed ławką. - Hei, wiem, że pewnie czujesz się teraz oszukany, ale mogę cię zapewnić o jednym. Twój ojciec kochał cię nad życie i zrobiłby wszystko, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo i dobre warunki do życia. Gdy się spotykaliśmy, potrafił kilka godzin przegadać tylko o tobie. O tym, jak zacząłeś stawiać pierwsze kroki, jaki narysowałeś mu rysunek na urodziny, ile już potrafisz przeczytać i tak dalej. Czasami trudno było nawet porozmawiać o temacie spotkania, jak się porządnie rozkręcił. Nigdy też nie pił, bo twierdził, że powinien być zawsze gotowy do szybkiego powrotu do domu, gdybyś tylko zadzwonił, że coś się stało w domu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc dlaczego nie powiedział mi, kto jest moją prawdziwą matką, co?! Dlaczego trzymał cały czas pod dachem tą sukę, skoro gdzieś tam była kobieta, która by mnie kochała?! - wrzasnąłem na cały korytarz, wstając. - Przecież musiał wiedzieć, że jego żona to kurwa, nawet, jeśli ja się nie przyznawałem do tego, co wiem… - dokończyłem słabym głosem, opadając na ścianę za sobą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem, Hei, nie mi to osądzać. Wiem tylko, że bardzo długi czas próbował, by Sayie-chan stała się twoją prawdziwą matką.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji… zabierzesz mnie do domu? Dokończcie beze mnie, ja już nie mam na to siły. Niech bierze, co chce i zniknie z mojego życia na tyle skutecznie, bym jej nigdy nie zobaczył na oczy - oznajmiłem sucho i udałem się do wyjścia w towarzystwie Soujirou. Pewnie źle to wyglądało dla sądu, ale było mi wszystko jedno.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli masz mi coś do powiedzenia, to zrób to teraz - oznajmiłem beznamiętnym tonem, bezmyślnie zapinając pasy. - Mam dosyć ciągłego rozdrapywania starych ran na raty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem, o czym mówisz, mój mały lisku - głos Soujirou był jak zwykle miękki i melodyjny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O naszym rozstaniu - jeżeli miałem też stracić mężczyznę, wolałem, by stało się to tu i teraz zamiast przeżywać kolejny atak za kilka dni, może tygodni. A że to już koniec, byłem pewny. W końcu jaki normalny człowiek chciałby układać sobie przyszłość z kimś tak wyklętym przez bogów i ludzi, jak ja?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli chodzi o mnie, to ostatnią rzeczą, o jakiej myślę, jest rozstanie z tobą - odpowiedział, gładząc mnie po policzku, ale ja w to już nie wierzyłem. Nie istnieją ludzie aż tak idealni i cierpliwi. - I mam nadzieję, że z twojej strony sprawa wygląda podobnie. Pojedziemy do mnie do mieszkania, weźmiesz ciepłą kąpiel i wpakujesz się do łóżka z jakąś dobrą książką, co? - uśmiechnął się lekko w moim kierunku, odpalając stacyjkę. - I nie myśl już o tym, co usłyszałeś przed chwilą, nic dobrego z tego nie zyskasz. Jestem przy tobie i nigdzie się nie ruszam, najdroższy.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxvii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-6651615004764543414</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:46:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:46:12.985+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XXVI</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wpatrywałem się chwilkę w ekran telefonu, aż w końcu doczekałem się połączenia z Nowosybirska. Odebrałem je, wymruczałem do słuchawki „poczekaj chwilę, przełączę rozmowę” i zmieniłem ustawienia rozmowy tak, że pomiędzy okładkami rzutnika pojawił się nieco rozedrgany, trójwymiarowy obraz kobiety w podeszłym wieku. Miała białe włosy obcięte na pazia, twarz poznaczoną zmarszczkami i usta podkreślone wyraźnie różową szminką o lekko fioletowym odcieniu, wpisując się tym w stereotypowe wyobrażenie o Rosjance. Jej oczy były niemal białe, ale i tak można było dostrzec, że kiedyś miały odcień intensywnej, chłodnej zieleni. Kamera uchwyciła jeszcze kawałek ściany w kremowym kolorze, częściowo przykrytej pstrokatym dywanem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty sam teraz? - rozbrzmiało nieco skrzekliwe pytanie z głośnika komórki. Kobieta wyraźnie zaciągała w ten szczególny sposób, jaki zazwyczaj dało się słyszeć u Rosjan na stałe posługujących się swoim językiem ojczystym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, bliźnięta jeszcze nie przyszły. Zanim przyjdą, mogę mieć do ciebie pytanie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty pytaiesz, ja może odpowiem. Szczienok Guyie jest prawie kak moje własne dziecko, mogę mnogo wybaczyć - oznajmiła kobieta. Już od pierwszego wypowiedzianego przez nią słowa słychać było, że przywykła do posłuchu i absolutnej ciszy, gdy mówiła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kojarzysz może nazwisko Bahaj? - spytałem, zakładając nogi na siebie i zaplatając na nich ręce. Musiałem przyznać, że nawet przez telefon Tanya Longmilov, dumna potomkini rosyjskich smoków, robiła wielkie wrażenie i musiałem uciekać się do tych wszystkich psychologicznych sztuczek z po-stawą, żeby nie położyć po sobie uszu. W przeciwieństwie do Zu, czy Bahaja, nie sprawiała wrażenia osoby wyjątkowo silnej, ale cholernie pewnej siebie. Tak pewnej siebie, że w człowieku pękało poczucie jego własnego ogona.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To kakij Kitajec, tak? Raczej niet - odpowiedziała spokojnie po chwili zastanowienia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A Święte Przymierze Łowców lub coś podobnego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- U nas oczien mnogo Łowców, może i takije się uchowali - stwierdziła luźno. - A oni kakije ważne persony?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Być może. Szukam właśnie informacji, ale trochę z tym krucho - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Po wczorajszym seansie nagrania z laboratorium Chue, starałem się wieczorem znaleźć jeszcze coś na Internecie. Odnalazłem jedynie kilka sekciarskich stronek i blogów przypominających raczej jakiś fanklub zblazowanych miłośników teorii spiskowych w książkach fantastycznych, niż coś poważnego, za czym staliby ludzie zagrażający komukolwiek. Chociaż może właśnie w tym tkwił cały problem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cóż, nichiewo nie spotka… - przerwało jej pukanie do drzwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To pewnie oni. Wybaczysz na chwilę - wstałem, skinąłem głową z szacunkiem i podszedłem do drzwi, by je otworzyć. W progu zastałem Jyuuro i Abequę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To ona? - spytał chłopak bez zbędnych komentarzy. Kiwnąłem głową twierdząco, wpuszczając dziewczynę do środka. - Przyniosę wam coś mocniejszego dla lepszej atmosfery, jak tylko ogarnę się na sali - stwierdził barman, puszczając do mnie oko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, dzięki stary. Jakby coś, to nikogo tu nie ma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Spoko. Każdy od czasu do czasu musi się trochę odświeżyć - odpowiedział wesoło Jyuuro. Wolałem go nie wyprowadzać z przekonania, że dziewczyna przyszła tu na schadzkę. Mimo wszystko, był on pośrednio członkiem Czerwonych Sztyletów i mógł mnie wydać, choćby i niechcący. Fakt uprawiania seksu z jakąś przypadkową dziewczyną nie był zupełnie wart jego uwagi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdzie Shiriki? - spytałem, gdy drzwi się za nami zamknęły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Towarzyszy Mikane na pogrzebie brata - oznajmiła, a typowe dla amaroka pozbawienie uczuć w głosie wydało mi się teraz wyjątkowo nieprzyjemne. - Ale ty powinieneś o tym dość dobrze wiedzieć, w końcu przez nasze niedopatrzenie spotkałeś się z nieodpowiednim Hiromu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dla mnie był zupełnie odpowiedni - zachichotałem złośliwie. - Był nawet uroczy. No nic, Tanyu, to jest bardziej urodziwa połówka bliźniaków amaroków - przedstawiłem dziewczynę kobiecie po drugiej stronie połączenia, siadając przed rzutnikiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Abequa, córka Hototo - dziewczyna skinęła krótko głową na znak szacunku i usiadła na fotelu po ukosie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tanya Longmilov - odpowiedziała starsza kobieta. - Pamiętam twojego ojca, był haraszoj dzieciakiem. No, tolko trochę zbyt narwanym. Oczien często wchodził w konflikt ze wsiemi bakeneko w okolicy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nasz ojciec nie żyje od przeszło dziesięciu lat - stwierdziła dziewczyna, jak zwykle automatycznie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przykro mienia w takom razie, to bolsza strata dla lykantropów. A ty z bratem amaroki, da? - spytała kobieta z grzeczną ciekawością. Abequa jedynie skinęła głową w odpowiedzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Panie już się sobie przedstawiły, to może przejdźmy do rzeczy, jeśli pozwolicie - obie skinęły głowami i nawet w tak prozaicznym geście było widać wielką różnicę między charakterami. Choć na pozór obie przewodziły dość dużej grupie ludzi, na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że starsza kobieta była świadoma swojej władzy, a młodsza zyskała ją bez wysiłku i nie zwraca uwagi na ten fakt. Co do mnie… cóż, brakowało mi obu tych cech. - Ze strony Abequy wiem, że w ostatnim czasie zaginęło lub zginęło kilka lykantropów, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem. Czwórka naszych ludzi na chwilę obecną jest nie do odnalezienia, a jeden z pewnością jest martwy. Jest to dzieło dokładnie tego samego sprawcy, który zabił wcześniej co najmniej dwóch innych Genusmuto. Możliwe, że to nie wszystko. O nich udało nam się dowiedzieć poprzez znajomości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tokio jest oczien gęsto obitajemie przez Genusmuto czeriez rodziny Guyie. Pocziemu pewność, że to niet zwykłe przypadki ot setkow morderstw? - Tanya zdążyła mnie ubiec w tym pytaniu, choć po zobaczonym wczoraj nagraniu polowanie na zmiennokształtnych wcale nie było rzeczą aż tak niewiarygodną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Też tak myśleliśmy. Zwłaszcza, że ostatnio nawet nas dotknęły jakieś dziwne rewolucje w równowadze sił mafijnych. Myślę, że o tym najlepiej powinien wiedzieć Hei, dlatego pominę wyjaśnienia - tutaj popatrzyła wymownie na mnie, a ja jedynie wywróciłem oczyma. Nie odczuwałem potrzeby wstydzenia się ze swoich mafijnych powiązań. - Ojciec jednego z Wilków jest policjantem niskiego szczebla, dlatego udało nam się dowiedzieć przy okazji zeznawania w sprawie morderstwa Mikano, że przy wszystkich ciałach odnaleziono dokładnie ten sam symbol. Tylko przy Genusmuto.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kakoj symbol?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Krucze skrzydło spętane łańcuchem - wyszeptałem zamiast dziewczyny. Ta popatrzyła na mnie uważnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Podobno nie wiedziałeś nic o sprawie - stwierdziła. Wydało mi się, że przez chwilę przez idealną maskę przebiły się na chwilę podejrzliwość i niepewność. Pewnie znowu wyobraźnia robiła, co uważała za stosowne.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bo nie wiedziałem - westchnąłem, opierając się nonszalancko o oparcie fotela, żeby odciągnąć uwagę umysłu od wspomnień o Chue. - Udało mi się od informatora - Zu by mnie niechybnie zabił w wyrafinowany sposób za takie określenie - pozyskać materiał, na którym pewien mężczyzna zabijał moją mentorkę. Nie była zmiennokształtną, ale stanęła w naszej obronie nie oddając niebezpiecznego środka w ręce napastnika - musiałem zrobić chwilę przerwy, by opanować tempo i barwę głosu. Wiedziałem, że nie jest to odpowiedni moment na noszenie się z żałobą. Zwłaszcza przy dwóch piraniach, które mogły w przyszłości obrócić to przeciwko mnie. - Ten mężczyzna jest wysoko w hierarchii mojej mafii, ale nie to jest najważniejsze. Twierdził, że jest członkiem… może nawet jakimś lokalnym przywódcą organizacji, którą najlepiej przyrównać do mafii. To całe Święte Przymierze Łowców, czy jak oni się tam nazywają, uroiło sobie jakieś totalne brednie o zagrożeniu ze strony Genusmuto i konieczności ich „wybicia” w celu „oczyszczenia rasy ludzkiej”. Przeglądałem dostępną mi część Internetu i natknąłem się nawet na kilku takich pomyleńców, w większości zafiksowanych fanatyków mylących rzeczywistość z bajkami. Nie zmienia to faktu, że jeśli rzeczywiście znalazło się chociaż kilku wariatów wśród mafii, czy na innych podatnych gruntach, mogą faktycznie nie mieć oporów przed zabijaniem. Ale to tylko moja teoria.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Eto idiotskaia ideia! - warknęła w ojczystym języku Tanya. - Nikto poważny nie budziet wierzył w bajki urodow!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Według mnie jest to sytuacja prawdopodobna - oznajmiła Abequa, popierając mnie. - Ludzie zawsze mieli tendencje do tworzenia różnych mitologii niepokrywających się z prawdą. Jeśli jakieś stare sekty przetrwały przez kilkaset lat lub ktoś odkopał stare zapiski tuż po problemach z jakimś Genusmuto, mógł pociągnąć za sobą chociaż kilka osób. Przecież są nawet ludzie wierzący w spisek płaskiej ziemi, czy inne takie brednie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dalsze uważam, że to irracjonalnyie. Dwa, czy tri liudi nie będą mafią - kobieta pokręciła głową pobłażliwie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Do zabójstwa wystarczy nawet pojedyncze dziecko, jeśli dobrze rozegrać sprawę - włączyłem się do dyskusji. - Ten facet wspominał, że próbuje stworzyć armię i próbował odebrać bardzo mocne serum mogące mu do tego posłużyć. Nie wykluczam, że jest ich kilku. Lub kilku wariatów z bojówką od czarnej roboty na usługach. Dorzucenie do czyjejś roboty z rozkazu swojej ideologii wcale nie jest takie trudne - Tanya westchnęła głęboko. - Myślę, że na wszelki wypadek lepiej być gotowym na ewentualny atak.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Odin raz obiecałam twojemu dziedowi, że budut pomagać jego rodzinie. Dotrzymam umowy i poszliu tiebie moich liudiej, jeśli ich potrzebujesz - oznajmiła, a ja uśmiechnąłem się, w porę orientując, że nie powinienem szczerzyć się jak dzieciak. Opanowałem mimikę i skinąłem głową z wdzięcznością. - Więcej nie mogu tiebie obiecać, walczy na swoim terenie sam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne. To i tak więcej, niż mógłbym oczekiwać - odpowiedziałem z uśmiechem. - Postaram się informować cię na bieżąco o tym, co się dzieje w Tokio.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie nużno. Poka to lokalnyj problem, nic mnie do tego. Skaży mnie tolka, kogda sprawa okaże się sierieznaia - stwierdziła spokojnie i rozłączyła się zaraz po tym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ty? - spytałem, zerkając kątem oka na Abequę. - Masz nieco więcej obaw co do tych całych Łowców niż Tanya, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem - przytaknęła ruchem głowy. - Ale nie mogę ci powiedzieć teraz, czy Wilki będą się z kimś łączyć. Zwłaszcza na zaproponowanych przez ciebie zasadach. Jest jeszcze za wcześnie na nasze osądy, to zbyt poważna sprawa, żebym decydowała za moich ludzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie miłego czekania, aż was po kolei wybiją do nogi - stwierdziłem z udawaną lekkością. - Czekam na odpowiedź dwa tygodnie, potem radźcie sobie sami. Wiecie, gdzie mnie znaleźć w razie czego - odpiąłem kabelek łączący rzutnik z telefonem i wsunąłem ten drugi do kieszeni. Rzutnik złożyłem w poręczną walizeczkę. - Tylko, z łaski swojej, drugi raz nie posyłajcie mi tego głąba, jeśli mam sie nie dowiedzieć o waszych sekretach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Idąc przez las świątynny niemal nie zwracałem uwagi na otoczenie, podążając za ścieżką zapachu. Cały czas zastanawiałem się nad tym, czy powinienem się mieszać do tego rąbniętego pomysłu Bahaja i jego „wielkiego” Przymierza. Może rzeczywiście było to tylko dwóch, trzech świrów z nadmiarem wolnego czasu i testosteronu, a ja wkręcałem sobie bogowie jedni wiedzą co. Jednak miałem przed oczyma ten obłęd w zachowaniu Bahaja z końca nagrania, to przeświadczenie o własnej wielkości. Może i nigdy nie uważałem go za osobowość wybitnie przyjemną, ale z pewnością nie był idiotą. W dodatku, cały czas w głowie siedziała mi ta mistyczna armia. Przecież, nawet, jeśli nie teraz, mógł w przyszłości znaleźć jakiś sposób na skompletowanie jej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tylko, czy ja w ogóle powinienem się w to mieszać? Przecież byłem jedynie zwykłym kokko, bez względu na to, jakich cudownych i heroicznych czynów dokonali moi przodkowie. Według legendy tępili złe demony zagrażające ludziom i nauczali sekretów lecznictwa, ale co z tego można było przypisać mnie? To niedorzeczne. Gdybym się nie mieszał w niczyje sprawy, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Chue.&lt;/i&gt; W mojej głowie pojawiło się nagle to jedno słowo i nie chciało jej opuścić. Moja mentorka, dobra przyjaciółka, w zasadzie niemal matka mafijna. Popełniła samobójstwo w niezbyt przyjemny sposób, nie dla jakiś bliżej nieokreślonych Genusmuto. Zrobiła to, by MNIE chronić. By Bahaj póki co nie miał narzędzia do zaatakowania MNIE. Jeśli się zastanowić na poważnie, to może nie zdemolowała swojego laboratorium w przypływie paniki, czy wściekłości, jak początkowo zakładałem. Może zrobiła to właśnie po to, żeby przyciągnąć moją uwagę i żebym od razu stwierdził, że doszło do jakiejś walki. Może nawet i…&lt;i&gt; nie, za dużo snuję odklejonych od faktów domysłów. &lt;/i&gt;Nie zmieniało to jednak faktu, że decyzja została podjęta za mnie w momencie, kiedy ten skurwysyn ośmielił się wciągnąć w to wszystko moją kochaną Chue.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nawet, nie zauważyłem, kiedy znalazłem się przed wejściem do Memoriae. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, było otwarte. Nie powiem, żeby nie wzbudziło to moich podejrzeń. Powęszyłem wysoko w powietrzu, ale zmysły na poziomie kokko nie odszukały nic prócz typowych zapachów lasu i jego fauny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wszedłem do środka, cały czas na lekko ugiętych nogach i gotowy do zmiany w zwierzę. Jak zwykle, powitały mnie fotokomórki. Do tej pory były zgaszone, więc może rzeczywiście Xin’ai przestała się bawić w te durne szarady?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszedłem do jednej z salek między regałami. Powoli zaczynałem się już orientować w układzie Memoriae. W tej z pozoru irracjonalnej i nieprzewidywalnej strukturze przewężeń, ślepych korytarzyków i wybrzuszeń. Nie oznaczało to jednak, że byłbym w stanie stworzyć cokolwiek, co można by nazwać planem. Jak sama Xin’ai to stwierdziła, biblioteka była miejscem żywym. W dodatku prawdopodobnie była kobietą, bo lubiła być złośliwa i zmieniać położenie książek w najmniej oczekiwanym momencie. Chociaż równie dobrze mogła to być wymówka demonicy po nieodnalezieniu jakiejś pozycji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak zwykle w odpowiednim momencie – usłyszałem za sobą. Zdążyłem się już przyzwyczaić do niekontrolowanego pojawiania się i znikania Strażniczki, więc jej nagłe objawienie nie było dla mnie niczym zaskakującym. – Właśnie próbowałam zreperować pewną bardzo starą książkę, masz chwilę?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeżeli jest to książka o Świętym Przymierzu Łowców, to z największą chęcią - odpowiedziałem lekko, przeciągając się. Kobieta zaśmiała się w odpowiedzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak ty mnie dobrze znasz. Memoriae cię wybitnie lubi, więc prawdopodobnie możemy porozmawiać dłużej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A gdyby mnie nie lubiła? - uniosłem znacząco brew. Mimo gróźb Xin’ai na początku naszej znajomości, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wyjść z Memoriae później niż po dwóch, trzech dniach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie kpij. Jak będziesz miał odrobinę szczęścia, to pewnie jeszcze natkniesz się kiedyś na Huancho, który tu się zapodział jakieś trzysta lat temu i od czasu do czasu straszy przypadkowych Guyie - Xin’ai uśmiechnęła się złośliwie, a intuicja mi podpowiedziała, że nie kłamała. - Albo jego ścierwo, trudno stwierdzić. W każdym razie, jego biblioteka nie polubiła &amp;nbsp;i&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;biedak nie mógł znaleźć wyjścia, a po jakiś stu latach sobie odpuścił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Do rzeczy, kochana, do rzeczy - upomniałem ją.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jaki niecierpliwy! Gdybyś miał tyle lat, co ja, już dawno przestało by ci zależeć na paru minutach - prychnęła rozbawiona.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mimo wszystko, kobieta poprowadziła mnie przez labirynt korytarzy do jednej z większych przestrzeni, teraz malowniczo zawalonej całym stosem książek. Rozejrzałem się wśród nich i zauważyłem, że niektóre były naprawdę stare, pisane jeszcze na antycznym papierze i składane w harmonijkę. Niektóre były opisane z wierzchu po chińsku, niektóre po japońsku lub nawet w językach europejskich. Część doczekała się ilustracji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To wszystko to… - zacząłem, ale Xin’ai pokiwała głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie „to wszystko”, tylko „tylko tyle” - poprawiła mnie. - Jak skończysz, to mam tak na szybko co najmniej cztery razy tyle. A to tylko podstawowe informacje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co… ale… jak? - wydukałem w końcu. Wiedziałem, że Memoriae jest wyjątkowo wielką biblioteką, ale ten „zestaw podstawowy” liczył co najmniej sto ciężkich tomiszczy i tysiące cieńszych. A mówiliśmy tylko o jednym, dość wąskim temacie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chyba zdążyłeś już się zorientować, że z Łowcami użeramy się już dłuższy czas - stwierdziła, nonszalancko siadając na jednym ze stosików książek. - To jedynie jakiś ogólny rys historyczny i część najczęstszych metod stosowanych podczas polowań.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyli to jednak jest rzeczywiście coś więcej niż kilku oszołomów? - spytałem, wciąż nie dowierzając rozmiarom informacji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tego nie powiedziałam. Nawet ja nie jestem wszechwiedząca. Mogę ci pokazać przeszłość, teraźniejszości szukaj sobie sam - stwierdziła, wzruszając ramionami. Wbrew jej słowom, miałem wrażenie, że dokładnie wie, co się dzieje obecnie. Zawsze była lepiej doinformowana od kogokolwiek, ze mną na czele. - Ale to, co kiedyś było potęgą, niekoniecznie teraz musi nią być.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A Łowcy nią byli?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem. Jeśli miałabym porównywać, to w moich czasach Łowcy spokojnie mogli się równać liczebnie z demonami czystej krwi. Mieli swoje własne sieci informacyjne, ośrodki naukowe i inne takie. Większość „egzorcystów” i innych kapłanów określanych mianem walczących ze złem była po prostu Łowcami – oczy kobiety przeszły dziwną mgłą, jak gdyby przypominała sobie na bieżąco wszystko, co się stało setki lat temu. – Najprawdopodobniej to oni stali za wymarciem demonów pięćset lat temu. Chociaż pewna być nie mogę, równie dobrze późniejsze przechwałki mogły się rozmijać z rzeczywistością, a Fala nie była zupełnie z nimi powiązana.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Fala? - rozsiadłem się ze skrzyżowanymi nogami na podłodze. Miałem dziwne wrażenie, że czeka mnie dłuższa opowieść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szybko łapiesz - demonica skinęła głową z uznaniem. – Tak… „Fala” to może niedokładne określenie, ale takie się już przyjęło. Po prostu pewnego dnia zaczęło nagle wymiatać wszystkie demony. Nie umierały, a po prostu rozpadały się na kawałki bez wyraźnego powodu. Część z nas przeżyła, ale był to mały odsetek. Mniej więcej wtedy uciekłam do Memoriae i już w niej zostałam. Z tego, co dowiedziałam się przez informatorów, gdy w późniejszym czasie jakiś demon czystej krwi wychodził z ukrycia, spotykał go taki sam los, jak tych pierwszych. Sam rozumiesz, że mi się póki co nie śpieszy z dezintegracją - przygryzła figlarnie język, ale jej twarz i ton głosu były zupełnie poważne. - Może kiedyś, jak będę miała już dość tego wszystkiego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyli to nie Łowcy wybili demony?- spytałem, rozumiejąc coraz mniej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tego nie powiedziałam. Możliwe, że to oni wymyślili jakieś tajemne cholerstwo działające na naszą magię, czy coś - kobieta roześmiała się, odsłaniając rząd zwierzęcych zębów. - Ale równie mocno obstawiałabym tajemne Kosmiczne Bractwo Miłośników Dżemu lub układ architektoniczny Marsa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A Genusmuto?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie martw się, nie rozpłyniesz się w pianie morskiej - prychnęła. - Moja teoria jest taka, że macie w sobie za dużo pierwiastka ludzkiego, by to „coś” na was działało. Ale to jedynie moja teoria i niekoniecznie musi się zgadzać z rzeczywistością.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - mruknąłem pod nosem. - To…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To weź tamtą białą książkę do domu i ją napraw. Ja się nie mogę dogrzebać do lnianych nici - odpowiedziała, wskazując ręką na bliżej nieokreślony stosik na ledwo trzymającym się na nogach stole. Jak zwykle Xin’ai była krok przede mną, o cokolwiek by nie chodziło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zerknąłem niepewnie na Sano-ojisana. Mężczyzna siedział na ławce przed salą sądową z nonszalancko założoną nogą na nogę. Muszę przyznać, że wyglądał naprawdę świetnie w czarnym garniturze z niebieskimi lamówkami klap marynarki i guzikami przy mankietach… tak poważnie i dystyngowanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś pewien, że wiesz, co robimy? - spytałem w końcu, po czym pociągnąłem spory łyk nieco błękitnawej cieczy z plastikowej butelki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przecież ci mówiłem, że mamy naprawdę duże szanse, tak? Hei, wyluzuj, to tylko sprawa o spadek, nie o ludobójstwo - mężczyzna zerknął na mnie kątem oka znad lektury. - Mam nadzieję, że nie przyniosłeś do sądu nic niepowołanego - dodał, dość jednoznacznie zerkając na trzymaną przeze mnie butelkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, że nie - prychnąłem, nieco urażony. Naprawdę nie rozumiałem, jak mężczyzna mógł mnie posądzić o aż taką lekkomyślność. - Zwykłe zioła na uspokojenie, nic więcej - nie było to do końca kłamstwo, choć i prawda nie była mu bliska. Niebieski kolor woda uzyskała przez zioło pokazane mi przez Xin’ai. A konkretniej wywar z malutkich, niebieskich listków o dość intensywnym, słodkim zapachu. Wcześniej już wypróbowywałem dla pewności specyfik i doszedłem do wniosku, że najlepiej działał jako schłodzony wywar. Napój, który miałem przy sobie był dość mocno rozcieńczony i zabrałem go głównie dla efektu placebo, żeby przekonać własny niepokój, iż wszystko mam pod kontrolą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Myślałem, że Soujirou przyjedzie razem z tobą - stwierdził w końcu, odkładając akta.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Został z naszym nowym podopiecznym - odpowiedziałem wymijająco. Dopiero teraz skojarzyłem, że Sano-ojisan w zasadzie chyba nie wie o Xiaogou… chociaż mogłem się mylić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Macie zwierzątko?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Coś w tym stylu - zachichotałem na porównanie dzieciaka do zwierzątka domowego. Jak dla mnie, określenie to było zupełnie na miejscu, ale podejrzewałem, że Soujirou by się ono zdecydowanie nie spodobało. - Jak to tam w ogóle wygląda? - spytałem, kiwając głową w stronę drzwi sali, przed którą czekaliśmy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak jak zwykle, wejdź… a, prawda! Twoja ostatnia sprawa była jeszcze przed nowelizacją ustawy o sądownictwie. Oficjalnie stroną pozywającą jest Sayie-chan, więc to ona i Miyagiji-chan będą zeznawać pierwsze, formułując oskarżenia. Potem wejdziemy my i opowiemy naszą wersję, a na koniec odpowiemy na zarzuty, które postawi nam sąd. A dalej, po małej przerwie będzie druga część rozprawy. Ta ze świadkami, konfrontacją i tak dalej. Wyrok powinien się tak do końca tygodnia pokazać w oficjalnej nocie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłeś, że nie jestem kryminalistą - mruknąłem, przysuwając butelkę do ust.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To tylko kwestia języka. Po prostu najpierw opowiemy sami, co mamy przekazania, a potem sąd się będzie pytał, a my mu odpowiemy i tyle. A w zasadzie pytać będą ciebie, a odpowiadać będę ja, chyba że będziesz chciał osobiście coś uściślić. Lepiej tego nie rób. Nie wiemy, jakie będzie nastawienie sędziego po wystąpieniu naszych dziewczyn, a zły dobór słów może nas później postawić w niekorzystnej sytuacji. Wszystko jasne? - przytaknąłem, zerkając ukradkiem na zegarek na nadgarstku. Był to stary, szwajcarski chronometr należący wcześniej do matki Soujirou. Nie chciałem go brać, wiedząc o wartości, jaką miał, ale słowa mojego kochanka były jednoznaczne - „Oddasz, jak wygrasz rozprawę”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na korytarzu rozległ się stukot obcasów i po chwili zza rogu pojawiły się dwie kobiety. Moja matka ubrała się w dość krótką, czerwoną sukienkę i czarne szpilki robiące wcześniej tyle hałasu, a tuż za nią kroczyła dumnie smukła kobieta koło trzydziestki w czarnej garsonce z niebieskimi oblamówkami. Wyglądało mi to na żeńską wersję garnituru prawniczego. Jej twarz była niemal trójkątna, co podkreślały dodatkowo ostre okulary o czarnych oprawkach i fryzura - wysoki kok z szeroką, prostą grzywką. &lt;i&gt;Kurwa, Hei, nie masz nic lepszego do roboty?! Zastanawiać się nad ciuchami w takiej sytuacji…&lt;/i&gt; Sam się dziwiłem sobie, że byłem w stanie zwracać uwagę na takie pierdoły, podczas gdy nie miały one teraz żadnego znaczenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Witam pana, Toguchi-bengoshi - przywitała się wyniośle prawniczka. Od razu zwróciłem uwagę na dobór słownictwa - wręcz pogardliwy i podkreślający pewność siebie kobiety. &amp;lt;&amp;lt;w sytuacji, gdy zwracamy się bezpośrednio do prawnika należałoby użyć &quot;sensei&quot; zamiast &quot;bengoshi&quot;. Użycie tego drugiego uznawane jest w takiej sytuacji za niegrzeczne; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - Mam nadzieję, że wie pan, co robi. Szkoda by było stracić tak dobry wynik dla marnych paru jenów - miałem już jej coś odpowiedzieć, gdy Sano-ojisan powstrzymał mnie, kładąc dłoń na moim przedramieniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wyrok jeszcze nie zapadł, Miyagiji-san - odpowiedział spokojnie i pokazowo zerknął na zegarek. - Do rozprawy jeszcze dwie minuty. Sądzę, że powinna się pani zacząć przygotowywać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Odpuść sobie, Sano. Za dużo już i tak namieszałeś razem z tym moim niewydarzonym synalkiem - prychnęła raszpa i podążyła za swoją prawniczką. Popatrzyłem na Sano-ojisana, a ten uśmiechnął się ciepło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obie są dość temperamentne, nie przejmowałbym się taką pokazówką - stwierdził luźno, po czym dodał: - Podejrzewam, że chciały ciebie jakoś zastraszyć, żebyś wypadł mniej wiarygodnie. Ale my się nie damy, nie, młody? - zażartował, popychając ramieniem moje ramię. Nie mogłem się nie roześmiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc mówi pan, że pański klient twierdzi, jakoby pani Tsukigami-Honami sprowadzał za życia swojego poprzedniego męża mężczyzn w celu odbycia z nimi stosunków seksualnych. Ale czy ma pan na to dowody? Powódka natomiast dostarczyła mi dowody świadczące o dość bogatym życiu seksualnym pana klienta - było już mi niedobrze od całej tej gadaniny. Siedziałem przed sądem już chyba z godzinę, ciągle kręcąc się w kółko i starając nie usnąć. Naprawdę nie wiem, jak Sano-ojisanowi udawało się zachować spokój i cały czas odpowiadać tym formalistycznym tonem. Wolałem nawet nie wnikać, co ta stara prukwa naopowiadała tu przed nami. Gdyby teraz przede mną stanęła, zabiłbym ją nawet i długopisem, którym szurał od dłuższego czasu sędzia, człowiek, delikatnie rzecz ujmując, „niekojarzony z hucznymi imprezami”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z całym szacunkiem, wysoki sądzie, ale życie towarzyskie mojego klienta nie wnosi nic do sprawy. Mówimy tutaj o spadku, który został odziedziczony w momencie, gdy mój klient miał niespełna 14 lat, a jego późniejsze zachowanie nie zmienia faktów zastanych w momencie, o którym procedujemy. Co do dowodów po naszej stronie, ich brak wynika zarówno ze wspomnianego już wieku, jak i zaufania wobec matki i jej poczucia macierzyństwa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pozwany dostał już większość dóbr posiadanych ówcześnie przez pana Guyie, w tym posiadłość o powierzchni przewyższającej rzeczoną oraz sumę pieniędzy pozwalającą na dogodne życie. W jakim celu zatem potrzebna jest pana klientowi dodatkowo posiadłość leżąca w bloku… - mężczyzna zerknął do papierów. Kręciliśmy się w kółko, ciągle i na nowo powtarzając dokładnie tę samą litanię pytań i odpowiedzi różniących się co najwyżej doborem słów. Sam się sobie dziwiłem, że jeszcze nie wstałem i rzuciłem „żona pana sędziula nie lubi, że na siłę tak przedłużasz ten cyrk, czy co?” lub czegoś podobnego. - ...leżącej w bloku 27 Ikebukuro? &amp;lt;&amp;lt;W Japonii rzadko kiedy nazywa się małe ulice. Numeruje się za to pola pomiędzy nimi i w ten sposób oznacza adresy. Tutaj numer przypadkowy; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mój klient twierdzi, że intencją spadkodawcy było przekazanie całości swojego dobytku swojemu synowi, a pominięcie posiadłości, o którą toczy się rozprawa było jedynie wynikiem nieznajomości dokładnych zapisów prawa i jego terminologii. Pani Tsukigami-Honami jest obecnie małżonką pana Honami, w związku z czym możliwa jest jej przeprowadzka do domu swojego małżonka oraz zapewnione są jej warunki bytowe. Zgadzamy się jednak na zadośćuczynienie w postaci czwartej części posiadłości wraz z terenem jej przyległym wypłaconej po sprzedaży terenu lub zrzeknięciu się praw przez powódkę - zerknąłem znudzonym wzrokiem na prawnika, ale ten tego nie zauważył. Jego mina nie wyrażała zupełnie nic, jak gdyby był zupełnie przyzwyczajony do takiego powtarzania się po dziesięć razy… W sumie powinien być przyzwyczajony. Jeśli wszystkie rozprawy się tak toczyły, to ja się nie dziwiłem, dlaczego sądy się ciągle rozbudowują żeby wyrobić z terminami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Rozumiem. Czy jest jeszcze coś, o czym pana klient chciałby poinformować sąd przed zakończeniem sesji wywiadowczej rozprawy? - tylko szok wywołany przez to zdanie uchronił mnie przed rzuceniem na głos „Wreszcie!”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie. To wszystko, co mój klient chciałby przekazać wysokiemu sądowi. Chciałby jedynie nadmienić, iż mediacje zostały zerwane ze strony powódki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie zarządzam półgodzinną przerwę na naradę sądu. Po jej zakończeniu rozprawa zostanie wznowiona na sesji konfrontacyjnej - mężczyzna wstał, a zaraz po nim milcząca dotąd dwójka ludzi po obu jego bokach. Cała trójka wyszła bocznymi drzwiami, a ja pozwoliłem sobie na westchnienie ulgi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Już myślałem, że to się nigdy nie skończy - rzuciłem, kładąc się na stole.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Miyagiji-chan najwyraźniej postanowiła grać na czas, licząc, że nie wytrzymamy presji. Tania sztuczka, ale czasem skuteczna - oświadczył mężczyzna z miną znawcy. - Chodź, wyjdziemy do kawiarni sądowej, nie powinniśmy zostawać na sali sądowej na przerwie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, już nie mogę patrzeć na te ławki… - wymruczałem i z ociąganiem wstałem na równe nogi. - Przejdźmy się, tyłek mi chyba odpadnie zaraz od pleców.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxvi.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-447551043856445731</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:45:10.532+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XXV</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I co? - spytałem znudzonym głosem, zaglądając przez ramię doktor Miyako. Kobieta przeglądała stertę wykresów wydrukowanych na szarawym papierze maszynowym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Stosowaliście się do mojej diety? - spytała podejrzliwie, a ja skinąłem lekko głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Na początku był problem z wmuszeniem w niego czegokolwiek, ale teraz jest mniej więcej w porządku. No i szczyl odkrył w sobie zamiłowanie do słodyczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłam ci, że tylko w małych ilościach i to jedynie naturalnego pochodzenia. Przypominam, że próbujemy wyrzucić z jego organizmu chemię, a nie wpakować nową - lekarka zerknęła na chwilę do góry na mnie, po czym wróciła wzrokiem do wertowanych w jedną i drugą stronę papierków.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Na mnie nie patrz, mówiłem Soujirou. Nie odpowiadam za to, co się działo podczas mojej nieobecności. Ale przynajmniej łatwo dało się mu wcisnąć tabletki razem z jakimiś drażami - zaśmiałem się krótko na wspomnienie miny Xiaogou, gdy pierwszy raz nie zabroniłem mu ryżowych draży, a wręcz podstawiłem pod nos. Oczywiście zawartość trzech kuleczek spośród małej paczuszki pozostawała moją słodką tajemnicą. - A jak to wygląda w badaniach?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, jak mi pisałeś. Prawie nie widzę już większości pierwiastków poza tymi najcięższymi. Stan powoli się normalizuje, ale nadal bym uważała, nie minęło w końcu aż tak dużo czasu. Sprawdzałam też tę fiolkę, którą mi podesłałeś. Według badań toksykologicznych wychodzi na to, że to była jakaś zmutowana fenmetrazyna, ale nawet ekspertyza nie podała mi do końca, z czym to zmieszali. W każdym razie, poza ogólnym wyniszczeniem i uzależnieniem, jest to jeden z niebezpieczniejszych leków anorektycznych, o jakim słyszał mój kolega z toksykologii, który mi to sprawdzał. Mówił mi, że sprawdził na myszy laboratoryjnej dawkę standardową dla fenmetrazyny i zwierzę samo zagłodziło się na śmierć. Przy samym związku powinna zacząć pobierać pokarm po jakiś 2-3 dniach bez problemu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No to jedna zagadka z głowy - mruknąłem, ale nie byłem pewny, czy kobieta mnie usłyszała. - Czyli narobiłaś krzyku po nic i równie dobrze mogłaś sprawdzić rozmaz, bo nic się nie dzieje, tak? - spytałem od niechcenia, wstając z krzesełka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tego bym nie powiedziała. Nie masz wrażenia, że dzieciak zachowuje się jak zwierzę jeszcze bardziej, niż gdy mi go tu przywiozłeś pierwszy raz? - ton jej głosu nie pozostawiał wiele wątpliwości co do opinii kobiety.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mieliśmy mówić o problemach, a nie komplementować się wzajemnie - stwierdziłem złośliwie, wiedząc, że rozpętam burzę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, do cholery jasnej! Trzeba było mi zostawić dzieciaka, jeśli nie miałeś zamiaru go odpowiednio wychować. Gdyby twój ojciec się o tym dowiedział, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mój ojciec nie żyje - przerwałem jej ostro. Siedzący cały czas na kozetce obok Xiaogou podniósł głowę i zawarczał krótko na lekarkę, odsłaniając wydłużone kły. Rzadko kiedy pokazywał swoje zwierzęce cechy, zapewne oduczony tego niewybrednymi metodami przez Sztylety. Ekscytacja i strach podczas badań okazały się być wystarczającym do tego bodźcem. - Radzę ci to zapamiętać. Nie jestem moim ojcem i nigdy nim nie byłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A przydałoby ci się trochę z jego cech.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic nie wiesz - wycedziłem wolno, zaciskając pięści, żeby zapanować nad sobą. Coraz częściej słyszałem to porównanie - twój ojciec to, Liwei-sama tamto. Miałem dosyć ciągłego wyrzutu, że nie jestem wspaniałym neurochirurgiem o złotym sercu, Liweiem Guyie. Kochałem swojego ojca i pamiętałem go jako czułego rodzica, który ze stoickim spokojem znosił moje nagłe przemiany i pomagał w samokontroli. Przez to ciągłe wskazywanie, jak daleko mi było do ideału w jego osobie, zaczynały we mnie kiełkować zgoła inne uczucia - zawiść, rozgoryczenie i wściekłość.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, ja tylko chcę ci pomóc. Może źle się wyraziłam, ale powinieneś wziąć odpowiedzialność za ludzi, którymi się opiekujesz. Twój ojciec nigdy by nie przeszedł obojętnie obok…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Powiedziałem: dosyć! - wiedziałem, że zachowuję się jak dziecko, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Miałem wrażenie, że ciągle jestem tylko gorszą kopią swojego ojca i nic nie mogłem z tym zrobić. Nie mogłem też winić doktor Miyako, że próbowała doszukać się podobieństwa do wieloletniego kolegi po fachu. Ale to było już nie na moje nerwy. - Nie dzwoń już więcej, bo i tak nie odbiorę, skoro masz zamiar tylko narzekać, że nie jestem moim ojcem. Xiaogou, za mną! - dzieciak obrzucił podejrzliwym spojrzeniem kobietę, po czym zsunął się z kozetki, odłożył trzymany do tej pory kurczowo smakołyk w foliowym opakowaniu i podążył za mną w stronę wyjścia. - Uszy - stwierdziłem jeszcze trochę agresywnym, ale już lżejszym tonem tuż przy wyjściu. Xiaogou potrząsnął energicznie głową, aż w końcu psie uszka ustąpiły miejsca ludzkim i&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;popatrzył na mnie, oczekując aprobaty. Skinąłem krótko głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, masz zamiar tak po pro… - nie usłyszałem końcówki, bo zatrzasnąłem drzwi gabinetu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po niezbyt przyjemnej wizycie u doktor Miyako, pojechałem się przebrać i zabrać ze sobą laptopa wraz z pendrivem i przetworzonymi danymi. Potem odwieźliśmy Xiaogou do domu ojca Soujirou. Z pewną ulgą przyjąłem fakt, że mężczyzna nawet po ślubie nie przeprowadził się do mojego domu, ale pozostał u siebie. Chciał również, żeby raszpa się tam przeniosła, ale doskonale wiedziałem, że ta stara suka nie odpuściłaby tak łatwo. Cały czas zastanawiałem się, po cholerę ona w ogóle wychodziła za mąż. W wielką miłość nie byłem w stanie uwierzyć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poczekałem, aż Soujirou otworzy przede mną drzwi i wysiadłem z samochodu, przelotnie przejeżdżając wolną ręką po przedramieniu mężczyzny. Czułem, że jest nieco spięty, ale nic nie mówił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś pewny, że nie chcesz wejść? - spytałem, głaskając czule policzek mężczyzny. - Wiesz, to nie jest jakaś straszna melina. Wreszcie byś poznał paru moich normalnych znajomych.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, może innym razem. Załatw, co masz do załatwienia i wracaj jak najszybciej, dobrze? - mężczyzna ujął w ręce moją dłoń i pocałował ją. - Ja też popracuję jeszcze trochę, może uda mi się skończyć dzisiaj poprawki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, jak uważasz - stwierdziłem miękko i poszedłem do baru, zostawiając Soujirou samego przy samochodzie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W środku było już kilkunastu mężczyzn, częściowo zajętych sobą, a częściowo rozglądających się za kimś ciekawym do zaproponowania niezobowiązującego flirtu. Rozejrzałem się i zauważyłem w kącie sali interesującą mnie dwójkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hori-chan! - pomachałem barmanowi, czyszczącemu od niechcenia jakiś kufel, podchodząc do lady. - Dla mnie sok granatowy. Dzisiaj bez procentów, jestem tu służbowo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne. Zaraz ci przynio… Jak to bez procentów?! Hei, jesteś chory? Esperal ci wreszcie wszyli do dwudziestki? Jak nie masz kasy, to zawsze mogę ci coś postawić… - mężczyzna przyjrzał mi się podejrzliwie. Co prawda nie miałem jeszcze dwudziestu lat, więc oficjalnie nie mogłem pić alkoholu, ale Hori-chan przymykał na to oko, wiedząc o mojej odporności na alkohol. Zresztą, miał z tego nie aż taki mały zysk, bo w szczytowej formie pojawiałem się w Kurokoi nawet i codziennie. Na alkohol z najwyższej półki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obiecałem Soujirou dzień abstynencji - przygryzłem figlarnie język. - Od czasu do czasu mogę sobie zrobić przerwę nawet od twoich cudownych shotów. Ale propozycję trzymaj, w najbliższym czasie na pewno się upomnę o swoje - dodałem ze śmiechem. - Dobra, lecę do WallE’ego, mam do niego sprawę i zaraz tu do ciebie przyjdę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Podszedłem do stolika w rogu lokalu. Siedziała przy nim dwójka mężczyzn. Starszy - Ichigo Kabana - niespełna czterdziestoletni brunet o długich, związanych w niskim kucyku włosach do łopatek w starej, spranej bluzce jakiejś starej bandy metalowej był inżynierem w firmie samochodowej. Jego partner, młodszy o trzy lata Kaoru Wogato, zwany potocznie WallE, pracował jako informatyk w miejskim urzędzie pracy. Była to posadka niezbyt wymagająca, za to nie najgorzej płatna, dlatego też WallE wiecznie pisał na boku jakieś gry. Nigdy ich zresztą potem nie wydawał, choć niektóre mogłyby na dłużej zająć uwagę geeków. WallE, mimo swojego wieku, wyglądał dość młodo.Miał szeroko rozstawione, karmelowe oczy o dość nietypowym kształcie, wydatne usta, przycięte do połowy uszu włosy farbowane na rudo oraz nieco zaokrągloną sylwetkę człowieka, który jakiś czas temu pokłócił się z siłownią i tak mu już zostało. Ubrany był teraz w wyciągnięty sweter w odcieniach szarości i wąskie spodnie, nieco zbyt mocno opinające nie najgorsze łydki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- WallE, kochanie, długo nam było nie po drodze - zagadałem z uśmiechem, siadając bez pytania na kanapie tuż obok starszego z mężczyzn.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Młody jak zwykle w kondycji - zaśmiał się Ichigo, czochrając swoją szeroką dłonią moje włosy. Miał ten irytujący nawyk odkąd pamiętam, ale nigdy mu go nie wypomniałem. - Czyżbyś się stęsknił za starymi śmieciami? Jakbyś się czuł samotny, to my cię zawsze chętnie przyjmiemy do siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Taaak? A WallE’ego o to pytałeś? - odpowiedziałem ze śmiechem, wskazując głową niezadowolonego informatyka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja tylko tak żartowałem, kochanie…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No ja myślę. Jeszcze by mi tego było trzeba, żebyś się oglądał za małolatami - mężczyzna pogroził palcem swojemu partnerowi, a ja wybuchnąłem śmiechem z tej teatralności gestu. Znaliśmy się może ze dwa lata, więc doskonale wiedziałem, że żaden z dwójki nie był zainteresowany czymkolwiek więcej, niż koleżeństwem. Co prawda wiedziałem, o kilku skokach w bok Ichigo, ale zawsze byli to mężczyźni w jego wieku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- WallE, pamiętasz, jak ci załatwiłem te informacje o SpeedFire’erze? - zmieniłem temat, przechodząc od razu do sprawy. Informatyk kiwnął zdawkowo głową. - No, to możesz mi się odwdzięczyć. Nic wielkiego, jak przypuszczam, ale zupełnie nie moja bajka - stwierdziłem, kładąc na wolne miejsce na stoliku laptopa. - Gdybyś mógł przejrzeć to dziadostwo i powiedzieć mi, czy możesz jakoś przełamać hasło tekstu albo otworzyć ten drugi plik, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne. Może będę miał zajęcie wreszcie. Ostatnio ciągle tylko podpinam poluzowane kable i zmieniam tapety - mężczyzna otworzył laptopa i zmrużył oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hasło? - spytał po chwili. Popatrzyłem na niego nierozumiejącym wzrokiem i dopiero po chwili skojarzyłem, że przecież system był zupełnie wyłączony do tej pory. Przeszedłem dookoła stołu, nachyliłem się obok WallE’ego i wstukałem szybko kod dostępu. Monitor zamrugał i po chwili pojawił się na nim widok, jaki zostawiłem przy zamykaniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Program mam od jakiegoś znajomego. Wyszło mi takie cholerstwo i nie za bardzo wiem, czy cokolwiek dalej da się z tym zrobić. Chodzi mi o dowiedzenie się, co jest w środku któregokolwiek z dwóch jawnych plików, bo mam wrażenie, że mają tą samą zawartość. Dasz radę?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Postaram się. Najwyżej wezmę to maleństwo do siebie - stwierdził powoli mężczyzna, pukając opuszkiem palca w pendrive’a.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, będę wdzięczny. To ja zostawiam już was samych, idę jeszcze poplotkować z Hori-chanem. Jak skończysz albo będziecie wychodzili, to daj znać, dobra? - uśmiechnąłem się szeroko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie napijesz się z nami, młody? Trochę się nasłuchałem, że wreszcie uwiłeś sobie gniazdko w łóżku jakiegoś małolata - inżynier wydawał się być autentycznie zainteresowany, ale równie dobrze mogło mu chodzić o małą sensację, jak troskę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie. Pijany kleisz się do ludzi jeszcze bardziej jak na trzeźwo, a ja chcę mieć wszystkie zęby. Zwłaszcza, że w tym gniazdku się czasem przydają - stwierdziłem wesoło i pomachałem na pożegnanie mężczyznom, podchodząc do lady barmańskiej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wsunąłem się na swój zwyczajowy fotel przy ladzie i sącząc przez słomkę sok czekałem, aż Hori-chan obsłuży nowoprzybyłych gości, żeby z nim porozmawiać. W końcu barman był wolny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kiedy wreszcie przyprowadzisz tego swojego mistycznego faceta, co? Coraz więcej chłopaków zaczyna się już śmiać, że sobie znalazłeś wyimaginowanego przyjaciela - stwierdził, gdy tylko podszedł do mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Też cię kocham, Hori-chan - odpowiedziałem wymijająco. - Proponowałem mu nawet dzisiaj, jak mnie tu podwoził. Ale wiesz, nie jego klimaty i w ogóle. Poza tym twierdzi, że ktoś podkabluje mediom i brukowce sobie na nowo o nim przypomną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No tak, pan gwiazdor - zaśmiał się mężczyzna. Moją uwagę zwróciła nieco już widoczna spod warstwy pudru malinka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kobieta czy mężczyzna? - spytałem rozbawiony, klepiąc się po szyi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kobieta - Hori-chan nawet nie udawał zawstydzenia, uśmiechając się szeroko. - Poznałem ją ostatnio w butiku i od razu się doga…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cześć, futrzasty! - ktoś mnie nagle pociągnął do tyłu tak mocno, że straciłem równowagę i na szczęście oparłem się plecami o atakującego. W przypływie paniki sięgnąłem ręką lady i jakoś zsunąłem się z krzesełka, obracając przodem do napastnika. Przede mną stał wyszczerzony mężczyzna przed trzydziestką. Wąskie, ciemne oczy, lekko odstające uszy, wieczne piegi w okolicach nosa i czarne włosy związane w ścisły kucyk na wysokości uszu. Był naprawdę szczupły, ale nie dzięki jakiejś restrykcyjnej diecie, a wiecznemu ruchowi w pracy. Zazwyczaj nosił się z niechlujną elegancją w ubraniach, które na każdym innym mężczyźnie byłyby zwykłymi roboczociuchami, dlatego w bordowej koszuli i przecieranych jeansach wydał mi się dziwnie groteskowy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Lilly, co ty tu…? - byłem naprawdę zszokowany widokiem mężczyzny. Luis Arechavaletta, zwany przez wszystkich Lillym, był Hiszpanem japońskiego pochodzenia i pracował w niewielkim zakładzie mechanicznym na obrzeżach Koto. A poza tym był członkiem jakiegoś elitarnego stowarzyszenia mechaników. Znaliśmy się od początku mojej obecności w Kurokoi i często razem piliśmy, narzekając na problemy z mężczyznami. Jakieś półtorej roku temu Lilly spotkał dość wpływowego reżysera teatralnego, Daniela Kitomiego i po jakimś miesiącu związał się z nim na stałe. Nie zmieniało to jednak naszego rytuału sobotnich „tour de verre” szlakiem najlepszych barów w okolicy. Aż do nagłego zniknięcia Lilly jakieś trzy miesiące temu. - Stary, ja już myślałem, że cię piranie w Sumidzie zeżarły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hehe, aż tak źle nie było. Dan wyskoczył mi w ostatniej chwili, że wyjeżdżamy do San Diego, bo będzie współreżyserować jakąś sztukę. Chciałem zadzwonić, ale ten idiota przez przypadek wrzucił mój telefon do fontanny i zgubiłem twój numer. Wybacz, futrzasty - Lilly uśmiechnął się przepraszająco, składając razem dłonie i kłaniając się lekko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No nie wiem, nie wiem… - uniosłem oczy do góry. - Za tydzień ty stawiasz - zastrzegłem sobie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej i uniósł sugestywnie brew. - Ale widzę, że ty też nie nudziłeś się ostatnio. Gdyby mi chłopaki nie powiedzieli, nigdy bym nie zgadł, że ty to ty. Ale mniejsza o to, od kogo to i kiedy go poznam? - spytał, pociągając moją rękę i obracając w dłoni kamień przy wisiorku. Dopiero teraz sobie o nim przypomniałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O, Hei-kun, ja też tego nie widziałem. Czyżby pan aktor się wykosztował? - do rozmowy wtrącił się Hori-chan. W odpowiedzi uniosłem dumnie głowę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie tylko wy się dobrze bawiliście ostatnio. Yup, Souji mi go dzisiaj dał - oznajmiłem dumny niczym paw.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No to już po tobie, stary. Jak już nosisz obrożę, to przepadłeś dla świata - stwierdził Lilly poważnym tonem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I kto to mówi, co? - zaśmiałem się, siadając.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przynajmniej się jeszcze nie zaobrączkowałem jak Togou. Właśnie, wiedziałeś, że był z Jurijem w Holandii? Spotkałem go wczoraj w Blue Silk.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mów, serio? - zachichotałem, pociągając łyk soku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdybyś ty go widział. Normalnie jak żona tydzień po nocy poślubnej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszedłem korytarzem szkolnym z rękoma wsuniętymi w kieszenie spodni mundurka. Na moje szczęście, Yuumi zachorowała i od początku tygodnia nie było jej widać. Miałem właśnie skręcić do swojej klasy, gdy drogę zagrodził mi dość postawny chłopak o twardych rysach twarzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie dam, bo nie mam - oznajmiłem, ostentacyjnie ziewając. Nie kojarzyłem go, więc byłem przekonany, że jest to jeden ze szkolnych imbecyli chcący wyciągnąć ode mnie pieniądze. Zazwyczaj proporcja inteligencji do siły była na tyle dobrze zachwiana, że bez trudu ich omijałem, jednak każdemu może się przytrafić błąd w sztuce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja nie po to. Przysłały mnie bliźniaki - oznajmił wypranym z emocji i myślenia głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bliźniaki? - uniosłem brew nieco rozśmieszony. Po mojej wizycie z Monsterem w siedzibie wilków minęły już prawie trzy tygodnie ciszy zupełnej. - Długo im to myślenie zajmuje. No nic. Nie jesteś jakoś szczególnie związany emocjonalnie z następną lekcją, nie? - westchnąłem w końcu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znaczy się… Mogę nie iść na matmę, jeśli o to chodzi - &lt;i&gt;no to mi się inteligent w pierwszym pokoleniu trafił.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Świetnie. W takim razie chodź za mną. Tutaj jest stanowczo za dużo uszu, żeby na spokojnie porozmawiać - orzekłem i nie czekając na reakcję chłopaka nieśpiesznym krokiem udałem się wzdłuż korytarza do schodów, a następnie na dach półtora piętra wyżej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na górze zastaliśmy trzy palące dziewczyny w towarzystwie kolesia o typowo kujońskim wyglądzie. Widziałem po chłopaku od Wilków, że chciał coś z nimi zrobić, ale powstrzymałem go wyciągniętą ręką.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie spieszy nam się, zaraz będzie dzwonek - stwierdziłem luźnym tonem. Naprawdę nie dowierzałem, że dwójka amaroków wysłała do mnie aż takiego idiotę. Powinienem w tym momencie stosownie się odpłacić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak chcesz - wymruczał mój towarzysz i sięgnął do kieszeni, po czym wyciągnął z niej paczkę papierosów i zapalniczkę. - Chcesz jednego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie palę - odpowiedziałem luźno, podchodząc do barierki. - O, cześć maluchu - wyciągnąłem rękę przed siebie, widząc kołujący czarny cień. Na boku mojej dłoni wylądował zgrabnie mały, czarny ptaszek i podskoczył dwa razy, witając się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś ptakiem? - spytał nieco zaskoczony tym osiłek, przyglądając się z fascynacją kosowi. Zwierzątku niezbyt to się spodobało, ale nie odleciało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Lisem. A z tym maluchem mamy mały fragment wspólnej historii - stwierdziłem, głaszcząc ptaka po łebku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - wymruczał chłopak przez papierosa, zaciągając się nim mocno. - Wracając do tematu to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czekaj, powiedziałem - przerwałem mu znudzonym tonem. Podrzuciłem ptakiem tak, by pomóc mu poderwać się do lotu i podszedłem do palących dziewczyn, zaplatając dłonie za sobą. - Witam, panie - zagadnąłem z szerokim uśmiechem. - Nie chciałbym przerywać tak miłej pogawędki przy fajeczce, ale wiecie, że za minutę zaczynają się lekcje, prawda? - spytałem z szarmanckim uśmiechem. Te popatrzyły na mnie speszone.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale przecież jeszcze… - zawahała się jedna, niska blondynka o uroczych piegach na malutkim, kulkowatym nosku podkreślającym kształt wielkich, kasztanowych oczu, ale jej koleżanki ją uciszyły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, już idziemy - oznajmiła druga, szatynka w dużych, czerwonych okularach. Blondynka popatrzyła na nią zdziwiona, ale nie zaprotestowała. Cała czwórka zabrała się do wyjścia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zwariowałaś, to jest chłopak Yuumi - usłyszałem jeszcze jedną z nich przy wejściu. Wzniosłem oczy ku niebu, przeklinając dzień, w którym jakieś wyjątkowo wredne bóstwo postawiło na mojej drodze tę dziewczynę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy wreszcie zostaliśmy sami, kos podfrunął do mnie ponownie i wylądował na barierce tuż obok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To cóż to za niecierpiąca zwłoki informacja, którą masz mi przekazać? - spytałem znudzonym tonem, zerkając przez ramię na rozmówcę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To tego… bliźniaki kazały spytać, czy to przez ciebie zniknęła trójka Wilków - oznajmił po chwili zawahania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zniknęła? - spytałem szczerze zdziwiony. Wiedziałem, że w Sztyletach szykowało się coś grubszego i sam natknąłem się dwukrotnie w ostatnim tygodniu na bojówki Bahaja. Zrzuciłem to jednak na perturbacje organizacyjne i brak najwyższego szczebelka hierarchii. - Czyżby szanowne wilczęta zaczęły się obawiać o własne ogony? - zażartowałem, udając rozluźnienie. W rzeczywistości nie byłem pewny, czy moja intuicja nie jest zbyt przewrażliwiona, ale miałem dziwne wrażenie, że nie były to przypadkowe zniknięcia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Abequa-sama powiedziała, że możesz mieć z tym coś wspólnego, bo wcześniej dowiedziała się o morderstwie feniksa, który zniknął w podobnych okolicznościach - &lt;i&gt;no proszę, idioci to jednak samosiejki.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- Mam się dowiedzieć, czy masz coś z tym wspólnego i jeśli tak, to doprowadzić cię do siedziby.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I kazała to zrobić tobie, tak? - spytałem dla pewności, unosząc brew. Amaroki powinny być przywódcami doskonałymi, więc nie chciało mi się wierzyć w aż tak wielki idiotyzm ze strony Piekielnych Bliźniąt.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No… w zasadzie, to miał to zrobić mój brat, ale jak się dowiedziałem, że chodzi o ciebie, to powiedziałem, że jesteśmy w jednej szkole i…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W normalnych warunkach nie wróżyłbym żadnemu z was spokojnej starości - prychnąłem rozśmieszony. &lt;i&gt;Toż to jakaś parodia!&lt;/i&gt; - Ale powiedzmy, że mam wyjątkowo dobry humor i nie zniżę się do tak banalnej wygranej. Możesz przekazać bratu, że to nie ja. Jak mi nie wierzycie, to przekopcie sobie cały ogródek w poszukiwaniu trupów. Przynajmniej trochę powkurzam moją starą - stwierdziłem, odpychając się od barierki. - Aha, i powiedzcie bliźniakom, że następnym razem nie będę aż tak wyrozumiały, jak pojawi mi się jakiś ciołek zamiast nich. Nie jestem zainteresowany głuchym telefonem - to powiedziawszy, zostawiłem chłopaka samego na dachu. &lt;i&gt;Przecież to nawet nie zasługuje na ekranizację w paradokumencie dla ćwierćinteligentów…&lt;/i&gt; Ale, mimo wszystko, nawet taki debil był przydatny. Na pewno nie bliźniakom, ale mnie, otrzymane informacje były szczególnie interesujące.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zszedłem na parter, zastanawiając się, jak mógłbym sprawdzić, co się dzieje u Sztyletów. O bezpiecznym wyciągnięciu informacji od Zu nie było mowy, Shen zdecydowanie nie miał teraz głowy do misji szpiegowskich, a moi chemicy po aferze z Hau i Chue przestali się już praktycznie do czegokolwiek nadawać poza ich własnym, hermetycznym kawałkiem gruntu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zerknąłem na zegarek na telefonie. Do końca lekcji miałem jeszcze niecałe pół godziny. Ziewnąłem przeciągle i wszedłem do łazienki, żeby uniknąć przyłapania przez nauczycieli. Pewnie wymówiłbym się byle pretekstem, ale nie miałem na to teraz nastroju. Usiadłem po turecku pod kaloryferem w łazience i napisałem SMS’a na otrzymany w sobotę nowy numer Lilly&#39;ego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ja&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
Mam ochote na jakis maly wypad dzisiaj. Masz czas?&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wysłano o 14:37&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Lilly&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Cos sie stalo? Dan zabiera mnie do restauracji, scusi. :/&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Odebrano o 14:41&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ja&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
Nic szczególnego. Trudno, bylebys miał sobote wolna.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wysłano o 14:42&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;WallE&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Stary, mam wreszcie te pliki. Wpadnij dzis do Kurokoi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Odebrano o 14: 44&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ja&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
No przeciez mówiłes, ze nie mas…&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dopiero teraz zauważyłem, że nowa wiadomość nie pochodziła od Lilly&#39;ego. Przeczytałem jeszcze dwa razy, żeby mieć pewność, że dobrze zrozumiałem treść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No nareszcie - mruknąłem tryumfalnie i uśmiechnąłem się do siebie. Wyszczerzyłem się do telefonu, skasowałem rozpoczętą wiadomość i napisałem ją na nowo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ja&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
Dzieki stary, jestes wielki. Dzis ja stawiam.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wysłano o 14:47&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Sprawdziłem godzinę i nucąc pod nosem wyszedłem z łazienki na korytarz. Do dzwonka na koniec lekcji brakowało jakieś dziesięć minut, więc odpuściłem sobie ukrywanie się. Kolejna dobra wiadomość w przeciągu jednego dnia. Przetarłem palcami kamień na nadgarstku, pewien, że już nic mi tego dnia nie popsuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Siedziałem bokiem na kanapie tuż obok WallE’ego i patrzyłem bez zrozumienia w ekran.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty wiesz, że jak dla mnie mógłbyś mi pokazać zdjęcie gołej baby i mówiło by mi to dokładnie tyle samo, nie? - westchnąłem, zerkając to na informatyka, to na ciąg cyferek i liczb przed sobą. - Nie jestem informatykiem, nie znam żadnych szyfrów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A gdybym ci nie powiedział, że to ma związek z komputerami? - mężczyzna wydawała się być naprawdę podniecony swoim osiągnięciem. - No wiesz, dostajesz taki wydruk w gazecie z poleceniem „rozwiąż”, a dalej ci się zalało kawą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To bym to olał, nie lubię krzyżówek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, ale gdybyś musiał. To co byś wtedy robił? - dociekał WallE. Nie miałem serca odmówić mu przyjemności przedstawiania swojego odkrycia tak, jak sobie to założył.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bo ja wiem? Może bym szukał jakiś wyrazów. W sensie, że do wykreślania, czy coś - westchnąłem w końcu po chwili zastanowienia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Właśnie. To teraz patrz. W informatyce wszystko chodzi czwórkami, więc pojedyncze zero nic nie znaczy. Ale tutaj - pokazał mi losowo wybrane miejsce - są cztery zera. Czyli takie zero absolutne, pusty bajt. Czaisz, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No powiedzmy… - nie czaiłem związku zera absolutnego z czymkolwiek, już tym bardziej z sensem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No właśnie, zero, czyli początek układu, a koniec starego, przerwa w przesyle informacji, wyłączenie elektryczne. I jak od tego miejsca zaczniesz grupować cyfry po cztery, czyli w bajty aż do momentu, jak dojdziesz do sekwencji podanej w nazwie wyjściowej pliku, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chwila, chwila! - przerwałem mu. - Ja może jakiś dziwny jestem, ale tu też jest od zasrania literek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dla ciebie to są litery, ale dla informatyka przeszliśmy po prostu na inny system liczbowy. A konkretniej rzecz ujmując, litery są do J angielskiego alfabetu, więc na system dwudziestkowy zamiast naturalnego dla większości dziesiętnego. Ale to są już szczegóły. Chodzi o to, że jak pogrupujemy te cyfry w bajty aż do momentu…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeszcze jedno - przerwałem mężczyźnie ponownie. Wydawał się być tym faktem nieco zirytowany. - Ty bierzesz te wszystkie pomysły z jakiś konkretnych powodów, czy tak na rympał po prostu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ależ oczywiście, że z konkretnego powodu. Wszystko do siebie pasuje, więc tak musi być - chciałem konkret to i konkret dostałem… Powoli zaczynałem podejrzewać, ze bycie informatykiem na więcej wspólnego z zawodem wróżki niż ktokolwiek by podejrzewał. - Ale wracając do tematu i już mi nie przerywaj. Jak je tak pogrupujemy i przepiszemy w postaci pojedynczych znaków, to dostajemy zakodowane hasło. System ASCII zazwyczaj podaje się binarnie, ale tutaj, jak już mówiłem, mamy system dwudziestkowy, więc trochę się musiałem pobawić z rozszyfrowaniem. W każdym razie w końcu mi się udało i mamy to twoje hasło. Ja je sobie już pozwoliłem wpisać, ale jak chcesz, to możemy jeszcze raz przelecieć na szybko znaki i zrobić to na nowo - mężczyzna popatrzył na mnie z nadzieją. Ja jednak zdążyłem już wytropić magiczny numer porządkowy 5233 prawie dziesięć rzędów drobnego druczku niżej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiesz, to jest bardzo ciekawe i w ogóle… ale obawiam się, że obiecałem Soujiemu, że będę przed dwudziestą, więc sam rozumiesz… Ale ufam twoim zdolnościom i na pewno policzyłeś wszystko dobrze - oznajmiłem z szerokim uśmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No… skoro tak chcesz. W każdym razie otworzyłem już ten plik i myślę, ze cię ten kumpel zrobił w balona, delikatnie rzecz ujmując. Ja tam nie wiem, w co wy się teraz w tych szkołach bawicie, ale jak na moje oko, to jakaś zwykła amatorska produkcja bez większego pomysłu na siebie - stwierdził, a ja popatrzyłem na niego jak na ostatniego idiotę. O czym on w ogóle mówił? - Zresztą, sam sobie zobacz, przyniosłem swoje słuchawki - to mówiąc podał mi rzeczone i podpiął je pod swój laptop, po czym otworzył odtwarzacz wideo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Piątek godz. 23.37&lt;/b&gt; laboratorium doktor Chue Sanji&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;W pomieszczeniu panuje nieład, probówki z różnokolorowymi substancjami walają się po podłodze, w kącie rzęzi stary wentylator. Na aktywnym palniku stoi niewielkie naczynie z powoli zmieniającą kolor substancją.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
[...]&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Mruczy pod nosem, lekko pochylona nad probówką.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kolor odpowiedni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Energicznie miesza zawartość probówki.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Musi być gęstsze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wsypuje szczyptę białego proszku, miesza. Po upływie minuty stwierdza.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wreszcie właściwa konsystencja. Teraz tylko schłodzić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Zdejmuje naczynie z palnika, po czym zagląda do papierów rozrzuconych na biurku. Przez dłuższą chwilę nie może znaleźć odpowiedniego druku.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdzie jest ta analiza? Przecież Hei mi ją dawał w zeszłą środę...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wpada w lekki popłoch i coraz energiczniej przekopuje się przez stertę papierzysk, aż w końcu odnajduje niewielki skrawek papieru z niewyraźnymi zapiskami. Z widoczną ulgą opiera się o mebel po czym wczytuje się w zapiski.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Pukanie do drzwi.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wzdryga się zaskoczona.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Słucham?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Nie spuszczając oczu z zamkniętych drzwi, szybko chowa papiery.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj &lt;/b&gt;(zza drzwi)&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chue, wpuść mnie!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Nieco niepewnie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czego chcesz, Taka?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Bierze głośny, uspokajający wdech po czym dodaje już mocniejszym głosem.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie mam dla ciebie żadnych wyników, bo i żadnych nowych badań obecnie nie prowadzę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt; (wciąż niewidoczny)&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Konfidencjonalnie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Za to ja mam dla ciebie ciekawą informację.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Beznamiętnie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
A jeśli powiem, że nie jestem zainteresowana?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
To stracisz możliwość spotkania się z pewnym czarnym lisem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Zamiera zaskoczona, nasłuchuje przez kilka sekund.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Heia z tobą nie ma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Poirytowanym głosem.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ale jest wiadomość od niego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie możesz mi jej przekazać przez drzwi?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Moja droga, dobrze wiesz, że ściany mają uszy. To co, wpuścisz mnie, czy mam iść i przekazać twojemu chłoptasiowi, że masz go w głębokim poważaniu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Otwiera drzwi, ale zamiast wpuścić gościa, zatrzymuje się w progu. Całym ciałem zastawia wejście do laboratorium.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mów. co masz do przekazania i nie zabieraj mi więcej czasu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kto by pomyślał, że pani doktor taka drażliwa, hę? Czyżby uszkodzili ci coś cennego? A może brakuje jakiegoś specyfiku z twojej honorowej półeczki, co Chue?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Stanowczo, splatając ramiona na piersi.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Skończ z gierkami, Taka, bo chyba nie chcesz, żeby ktoś pomyślał, że maczasz w tym palce. Lepiej dla ciebie, żeby nikt cię tu o tej porze nie widział, więc przekaż mi wiadomość od Heia albo....&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Przerywa jej jadowicie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Albo co? Wyprosisz mnie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Złośliwy śmiech.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
A może tupniesz nóżką i poskarżysz się staremu, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Bahaj jednym ruchem wpycha Chue do laboratorium. Chue z trudem zachowuje równowagę, podpierając się o biurko. Bahaj rozgląda się uważnie po pomieszczeniu, widać, ze czegoś szuka. Nic nie zyskuje jego zainteresowania, więc powraca spojrzeniem do Chue.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Widzę, że nie potrafisz utrzymać porządku we własnych śmieciach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z łaski swojej, nie wtrącaj się w moje kompetencje. Robię, co uważam za stosowne i tak się akurat składa, że obecnie zajmuję się znacznie ważniejszymi sprawami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Chue odruchowo zerka na stojące koło palnika naczynie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
A cóż może być ważniejszego od odzyskania utraconych da...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Bahaj milknie i czujnie odwraca głowę, by spojrzeć w to samo miejsce, co Chue.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Szeptem z chytrym uśmiechem.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chyba, że bada się mieszankę wartą więcej, niż wszystkie inne razem wzięte...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Zniecierpliwiona.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bahaj, przestań grać w jakieś dziwne gierki i mów, co masz do powiedzenia. Co z Heiem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z tego, co mi wiadomo, to nasz mały chemik przeżył całe zajście. Podobno nawet zabawił się w Sherlocka i odkrył jakiś magiczny powód, dla którego Smoki złamały porozumienie. Ty chyba również się domyśliłaś, po co przyszli, co Chue?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Szeptem.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gwiazda Śmierci.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Słodkim głosem.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mądra dziewczynka. Hei wiedział, że się domyślisz i uznasz za stosowne sprawdzić, co w składzie tego cudeńka może być aż tak godne pożądania. Jednakże nasz mały lisek obawia się, że Smoki mogą wrócić po swą zdobycz i trzeba ją ukryć, by nie wpadła im w łapy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Z uśmiechem na twarzy.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Sam nie może przyjść przez swój stan, a ty jesteś spalona, bo wszyscy dobrze wiedzą, że zajmowałaś się tym projektem. Zatem Hei prosił mnie, żebym odebrał od ciebie cały zapas tabletek i dobrze je ukrył.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Z chłodnym wyrazem twarzy.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Marny z ciebie aktorzyna, Taka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie wiem, o czym ty mówisz. Ja przecież....&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Łżesz jak najęty i myślisz, że tego nie zauważyłam? Jeśli tak, to nie dość, że jesteś kłamcą to i skończonym idiotą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chue, kochana, skąd pomysł, że nie jestem z tobą szczery?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Stąd, że w twoim wywodzie praktycznie nic się nie zgadza albo jest bardzo mało prawdopodobne. Co najważniejsze, Hei cię nie znosi, więc jedyną wiadomość, jaką dałby ci do przekazania to ewentualne miejsce i czas spotkania poza terenem Sztyletów. Poza tym, Hei liczy się z niewielką ilością autorytetów, więc z pewnością o nic by cię nie prosił. I w żadnym razie nie dałby ci do dyspozycji Gwiazdy Śmierci.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Chue zaczyna nerwowo spacerować po laboratorium, nie spuszczając z oczu Taka.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
A to dlaczego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bo nie umiesz jej dawkować, a do zabijania masz inne, tańsze i mniej katastrofalne trucizny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Przymilnie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zawsze mogłabyś mnie nauczyć, jak się tego używa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Po raz trzeci przechodzi koło niskiej półki i dyskretnie wyjmuje fiolkę z tabletkami z niewielkiego schowka.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przestań mi kadzić, Taka. Nie mam czasu na twoje zagrywki i jeśli wciąż to do ciebie nie dociera, to powtórzę po raz ostatni: nie dam ci Gwiazdy Śmierci.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wzdycha z udawanym żalem.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Szkoda, bo łudziłem się, że uda mi się oszczędzić ci przykrych przeżyć ze względu na twoje zasługi i ogólną przydatność. Skoro jednak nie chcesz oddać po dobroci, uważałbym na ciemne zaułki. Sama rozumiesz, że wypadki chodzą po ludziach w najmniej oczekiwanym momencie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Bahaj łapie przechodzącą Chue za ramię i brutalnie przyciąga do siebie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Syczy Chue do ucha.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jeśli znowu im się nie uda, torturami z ciebie wyciągnę, gdzie je schowałaś, suko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Znowu? To znaczy, że ten atak Smoków to twoja robota?! Po cholerę się z nimi bratałeś? Dlaczego tak bardzo ci zależy na tym narkotyku?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Chue szamocze się i próbuje wyswobodzić z uchwytu Bahaja, ale ten raptownie uderza ją w brzuch. Chemiczka z jękiem przestaje walczyć i zwija się z bólu, a Bahaj rzuca ją niedbale na krzesło.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
To chyba oczywiste! Ten stuff daje nieograniczoną władzę. Wystarczy podać go właściwym osobom i mogę, w przeciągu paru dni, stworzyć armię wypranych z mózgu żołnierzy, gotowych do wykonania nawet najgłupszego rozkazu, jaki im wydam. Wreszcie Święte Przymierze zdobędzie potrzebną władzę!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Śmieje się szaleńczo i zaczyna chodzi po laboratorium.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Twój lisek nie przypuszczał zapewne, że jego własne dzieło obróci się przeciwko niemu i jemu podobnym! Nadszedł czas, by wyplenić zarazę ciągle charczącą między nami. Mogę cię zmusić do oddania mi Gwiazdy Śmierci, ale możemy też zachować się jak cywilizowani ludzie i załatwić sprawę po dobroci. W końcu jesteś inteligentną osobą, chyba sama rozumiesz, że ten świat jest należny nam, a nie tym bestiom.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bestiom? Ty chyba bredzisz, Taka. Nie wiem, co sobie wkręciłeś i nie jestem tym zbytnio zainteresowana.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ależ kochana, ja sobie nic nie wkręciłem. Od tysięcy lat Święte Przymierze Łowców tropiło i eksterminowało potwory zagrażające nam, ludziom. Jakieś pięćset lat temu prawie nam się udało pozbyć zarazy z Ziemi, ale one jakoś się zalęgły po kątach i schowały. Co gorsza, splamiły naszą ludzką krew swoimi plugawymi genami i powstało to bydło gorszej kategorii, te bastardy uwłaczające ludzkiej godności! Ale my byliśmy cierpliwi i czekaliśmy na nadejście odpowiedniej chwili, do tej pory przyzwalając na istnienie tej zarazy. Ale nadeszło ostateczne starcie ludzi z wszelkim złem. I my je wygramy, tępiąc każdą wesz i tych, którzy im pomagali! A ty mi w tym pomożesz, czy tego chcesz, czy nie. To jak, Chue? Jeszcze jest czas, żeby stanąć po odpowiedniej stronie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Chue&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Z obrzydzeniem.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ty jesteś chory, Taka. Uroiłeś sobie jakieś bajeczki i nie różnisz się niczym od zwykłego sekciarza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Bahaj&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
I tu się mylisz, moja droga. My jesteśmy o wiele skuteczniejsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wstrzymałem oglądanie. Nie mogłem już tego słuchać.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxv.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-3672694941397221669</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:43:53.542+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XXIV</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji? - spytałem ostrożnie, gdy zaparkowaliśmy pod apartamentowcem, gdzie mieszkał mężczyzna... Gdzie obaj mieszkaliśmy. - Co do wczorajszej rozmowy, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możemy wrócić do sprawy, jak przyjdę? Muszę przemyśleć kilka kwestii - odpowiedział w końcu powoli. Zacisnąłem ręce na pasku torby, którą zabrałem po drodze do domu z hotelu. Żałowałem, że nie skłamałem wczoraj, choćby i najbardziej nieudolnie. - Ale nie musisz się obawiać moich wyrzutów. Wiem, że nie wygram tak szybko z twoją przeszłością.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc się nie gniewasz? Souji, ja naprawdę… - zacząłem, ale mężczyzna uciszył mnie palcem przyłożonym do ust.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Później, mój mały lisku - stwierdził i pogłaskał delikatnie mój policzek. Wiedziałem, że Soujirou mówił do mnie „mój mały lisku” tylko w chwilach bliskości, więc jednak nie byłem w sytuacji aż tak beznadziejnej. Ugodowo kiwnąłem głową i otworzyłem drzwi mitsubishi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Będę czekał - oznajmiłem cicho i wyszedłem z samochodu. Udałem się do środka budynku, przebierając palcami po otrzymanych od Soujirou kluczach do jego apartamentu. Nawet nie potrafiłem się z nich cieszyć, mimo że wcześniej tyle czasu walczyłem o to.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Odłożyłem pilniczek i przyjrzałem się krytycznie paznokciom. Nieco niezadowolony z kąta spadku paznokcia prawego palca serdecznego przeciągnąłem kilka razy wzdłuż brzegu i przypatrzyłem mu się ponownie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dużo lepiej - mruknąłem sam do siebie i dmuchnąłem lekko na dłoń, chcąc się pozbyć pozostałości po spiłowanym pyłku. Sięgnąłem po zmywacz, żeby jeszcze raz przeczyścić wszystko przed malowaniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Właśnie kończyłem malować przedostatni paznokieć na odcień winnej czerwieni, gdy zadzwoniła komórka. Niezadowolony cmoknąłem i ostrożnie przesunąłem po ekranie zieloną słuchawkę, po czym wcisnąłem tryb głośnomówiący.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No i gdzie ty jesteś? - telefon lekko zadrżał pod wpływem opryskliwego, wrzeszczącego tonu głosu doktor Miyako.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Też się za tobą stęskniłem, kochana - mruknąłem, na wstępie zirytowany rozmową. - O co ci znowu chodzi, co? - spytałem znudzonym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłam ci przecież, żebyś się pojawił z dzieciakiem do końca teg… - nie dosłyszałem dalszej części zdania, skutecznie zagłuszonej przez trzask za moimi plecami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zaraz wracam. Szczeniak znowu coś chyba potrzaskał - rzuciłem szybko i zsunąłem się z kanapy, rozprostowując nieco już zasiedziane kości. Wszedłem do pokoju Soujirou i aż zacisnąłem zęby ze złości: na samym środku podłogi siedział w kucki i przyglądał mi się Xiaogou tym charakterystycznym psim wzrokiem „to nie ja, samo się tak zrobiło”. Na dodatek siedział w wielkiej kolorowej stercie roztrzaskanego szkła karafki i różnokolorowych m&amp;amp;m’sów, na które ostatnio miał fazę Soujirou. - Jak ja cię… - wysyczałem, ale zaraz się opanowałem, przypominając sobie główną zasadę Jyuuro: „nie traktuj psa jak coś rozumnego”. - Xiaogou, do pokoju! - wydałem komendę w miarę opanowanym głosem, wskazując ręką na drzwi za sobą. Dzieciak posłusznie powlókł się, podkulając pod siebie widoczny psi ogon. Mlasnąłem tylko językiem niezadowolony i też wyszedłem z pokoju, zamykając za sobą drzwi. - Na fotel i siad! - poleciłem i wziąłem do ręki telefon, przy okazji zauważając, że dwa palce mam poklejone rozmazanym lakierem. - Już jestem - oznajmiłem do słuchawki, przestawiając tryb rozmowy na normalny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyżby mój ulubieniec coś napsocił? - spytała kobieta ze śmiechem, ale nie skomentowałem tego. - Wracając do tematu, przecież ci mówiłam, żebyś go przywiózł do mnie. Muszę zrobić badania okresowe, a przy okazji chcę coś sprawdzić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ja ci mówiłem, że nie mam ani czasu, ani tym bardziej ochoty - westchnąłem. - Mogę ci co najwyżej podrzucić rozmazy, bo mam mniej więcej wszystkie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oj, nie o krew mi chodzi. Człowiek to nie tylko kupa kości i szynki. Powiedziałam ci, że masz z nim przyjechać. Jak nie, to go wpiszę do rejestru i wyślę oficjalne pismo z policjantem w zestawie. Chyba nie potrzebujesz się tłumaczyć z jego i swojego składu krwi, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja nie wiem, wy chyba wszystkie macie jakieś obowiązkowe kursy z bycia upierdliwą, nie? Bo ostatnio to już jakiś wysyp - prychnąłem zirytowany. - Dobra, daj mi się ogarnąć, będziemy dzisiaj tak do dwudziestej. Pasuje?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wolałabym wcześniej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ja wolałbym nie niańczyć koszmaru Mendelejewa. Jak widzisz, nikt nie ma tego, co by chciał. Nie wyczaruję ci szofera ze starej skarpety - machnąłem zdecydowanym gestem ręką w dół niemą komendę, zauważając, że Xiaogou chce zleźć z fotela i uciec. Speszony położył po sobie uszy i wcisnął się do samego końca siedziska. - Bez Soujirou mogę ci go co najwyżej w paczce wysłać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I radzę ci być do tej dwudziestej, bo spełnię obietnicę - stwierdziła kobieta twardo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie obietnicę, tylko groźbę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kwestia nazewnictwa. Czekam - lekarka się rozłączyła. Wszedłem w spis kontaktów i wybrałem numer do Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji, kochanie? - spytałem miękko, gdy po trzecim sygnale mężczyzna odebrał połączenie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znowu coś się stało? - usłyszałem podejrzliwe pytanie w odpowiedzi. - Hei, spokojnie, to tylko dziecko i…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To też, ale nie o to mi chodzi - przerwałem mu, zanim zdążył się zagalopować w swoim wywodzie. Wolałem unikać tematów spornych jak najdłużej po naszym ostatnim nieporozumieniu. W końcu, kto by chciał kłótni niecały dzień po pogodzeniu z kochankiem. - Wiem, że pewnie będziesz zmęczony po występie i w ogóle…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale dzwoniła do mnie pediatra, która sprawdzała wtedy Xiaogou i uparła się, że mam go dzisiaj do niej przywieźć. Byłbyś tak miły, czy mam szukać innego szofera? - spytałem, podświadomie mówiąc coraz wyższym tonem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, postaram się wyrobić. Podaj mi tylko godzinę, najwyżej poproszę moją menedżerkę - wydało mi się, że w głosie Soujirou wyłapałem nutkę ulgi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kiedykolwiek, byleby przed dwudziestą. Kocham cię, Souji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- J-ja ciebie też - odpowiedział speszony. Zachichotałem z jego nagłej nieśmiałości, tak groteskowej w zestawieniu z wczorajszym zachowaniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Odłożyłem telefon i spojrzałem na Xiaogou. Szczeniak siedział z ciągle położonymi po sobie uszami i wzrokiem błądzącym między kątami pokoju, byleby tylko nie patrzyć na mnie. Westchnąłem głęboko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ile razy mam ci powtarzać, żebyś niczego nie ruszał, co?! Ja nie wiem, na co ci Soujirou pozwalał, ale przy mnie na pewno nie będziesz się rządził po swojemu. Marsz do kąta, już! - wskazałem ręką na pospiesznie zaaranżowany kącik z zabawkami i pluszowym dywanem. Chłopak nieporadnie zszedł z mebla i poczłapał we wskazane miejsce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie zdążyłem się dobrze umościć, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. &lt;i&gt;Co to, do cholery, za dzień świra…&lt;/i&gt; Niezadowolony poszedłem otworzyć, z przyzwyczajenia nie sprawdzając na domofonie, kto to. Gdy tylko drzwi się otworzyły, zamarłem z przerażenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dawno się nie widzieliśmy, młody - oparty o framugę stał przede mną Zu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co ty tu robisz? - spytałem oschle, dyskretnie zaglądając mu przez ramię, czy na korytarzu nikogo nie ma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zaprosisz mnie do środka? - zakpił mężczyzna, krzyżując ręce na piersi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie widzę ani jednego powodu, żebym to zrobił. Mów, czego chcesz i się wynoś - syknąłem. Mimo zachowywania pozorów pewności siebie i odwagi, moje wewnętrzne ja aż wyrywało się do ucieczki. Fakt, że mężczyzna tak nonszalancko przyszedł aż pod drzwi Soujirou, mógł oznaczać jedynie to, że któryś z jego wychowanków śledził albo mnie, albo aktora. Albo nas obu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oj, no nie przesadzaj. Ten twój kochaś jest teraz gdzie indziej. Nie, żeby mi zależało na ukrywaniu swojego prawa własności przed byle aktorzyną - stwierdził mężczyzna wyraźnie rozluźnionym głosem, zmuszając mnie do wpuszczenia go. Mogłem udawać pewność siebie, ale nie siłę, dlatego nie miałem większego wyboru. Pozostawało mi tylko liczyć na przychylność losu i wszystkich bogów moszczących się właśnie na chmurkach w oczekiwaniu na widowisko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy wszedłem do pokoju, zobaczyłem Xiaogou kulącego się pod ścianą przed Zu. Szczeniak pewnie wyszedł zwabiony odgłosami z przedpokoju. Jego naturalna ciekawość psa, powoli odzyskiwana razem ze zdrowiem fizycznym, nie mogła się objawić w gorszy sposób niż teraz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nieźle go odkarmiłeś. Tao-fu wróżył, że nie zdechnie co najwyżej po tygodniu - stwierdził, podnosząc przemocą podbródek chłopaka i oglądając jego głowę jak zwierzę na giełdzie. Nawet moje pijane poczucie człowieczeństwa Xiaogou zaprotestowało przeciwko takim widokom. Zdecydowanym krokiem podszedłem do nich i szarpnąłem za nadgarstek chłopaka, pociągając go za siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie w uznaniu zasług nie spierdol z łaski swojej tego, na co poświeciłem tyle kasy i czasu, dobrze? - syknąłem, patrząc w oczy rozbawionego mężczyzny. Sam nie wiem, skąd u mnie pojawiło się nagle tyle odwagi. Może to te mistyczne geny kokko - obrońcy ludzi przed demonami. - Mówiłem ci już chyba raz, żebyś wypierdalał, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po co tyle agresji, kotku? - Zu chciał pogłaskać mój policzek, ale zbiłem jego dłoń nim zdążyłem pomyśleć, co właśnie robię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ostrzegam cię. Powinieneś chyba wiedzieć, że człowiek odcięty od drogi ucieczki jest co najmniej nieobliczalny - nie blefowałem. Byłem gotów zarówno zadzwonić na policję sam wsadzając się za kratki, jak i przemienić się w kokko i go zagryźć na śmierć. Byleby Soujirou i Xiaogou nic się nie stało. &lt;i&gt;Chwila! Xiaogou… Nie, to nie jest dobry moment na radosne rozmyślania…&lt;/i&gt; - Więc jak? Idziesz sobie sam, czy mam ci pomóc? - spytałem twardo, podświadomie zaciskając rękę mocniej na nadgarstku szczeniaka za mną. Ten tylko wzdrygnął się lekko, ale nie wyrwał się, ani nie wydał z siebie żadnego dźwięku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Robisz się coraz gorszy - westchnął w końcu. - Jeszcze chwila i w ogóle nie będziesz się nadawał do zabawy. Ale będę tym razem miły i dam ci pewien prezent na dobry start tej bandy, którą sobie kleisz za naszymi plecami. Co z tym zrobisz, kombinuj sam - stwierdził, upuszczając na dywan małą kostkę, która z głuchym plaśnięciem zniknęła między frędzlami. To powiedziawszy, Zu obrócił się na pięcie i wyszedł tym samym luźnym krokiem, co zwykle. Przez dłuższy czas wpatrywałem się za nim tępo w powoli zamykające się za mężczyzną drzwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z zawieszenia wyrwało mnie ciągnięcie za rękaw. Popatrzyłem na dół i zobaczyłem intensywnie wpatrującego się we mnie Xiaogou, wyciągając w moją stronę jakiś srebrny, drobny przedmiot. Zamrugałem szybko i wziąłem podawaną mi rzecz. Dopiero teraz zorientowałem się, że był to rzucony mi przez Zu pendrive.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Xiaogou, przynieś mój laptop - poleciłem w końcu z głośnym westchnięciem. Dzieciak pokiwał głową skwapliwie i zniknął za drzwiami gabinetu Soujirou. Ja w tym samym czasie zdążyłem wrócić na kanapę i zacząłem zmywać ciemnoczerwoną skorupkę lakieru z palców.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po chwili na stole obok mnie wylądował piętnastocalowy Hitachi Koneko. Nawet nie patrząc, co robię, wcisnąłem czarno-białą łapkę w rogu klawiatury, otwierając monitor i włączając komputer. Dokończyłem malowanie paznokci, a w tym czasie system zdążył zastartować i na monitorze pojawił się ekran powitalny z zapytaniem o hasło. Wpisałem jedną ręką „Alive_-_1994” i zatwierdziłem, dmuchając w międzyczasie na zasychający lakier.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wsunąłem pendrive w kieszeń przy porcie pośredniego przesyłu danych Quicconnect, ledwo mieszcząc kosteczkę na szerokość między uchwytami. Na ekranie pojawił się alert wykrytego urządzenia, więc kliknąłem w niego i wszedłem w dane otwarte. W środku były jedynie dwa pliki - dość dużo zajmujący plik tekstowy opisany jako „Blackbox_5233_script” i nierozpoznawany przez laptopa „Blackbox_5233_box”. Po kliknięciu w pierwszy plik, laptop zażądał ode mnie hasła. Jak mogłem się spodziewać, przepisanie numeru, czy całej nazwy nic nie dało. Nie mając lepszego pomysłu, co mógłbym wpisać, spróbowałem poszukać jakieś podpowiedzi w drugim pliku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chciałem go otworzyć, ale komputer zupełnie nie zareagował. Po wejściu we właściwości zobaczyłem zupełnie nic niemówiące mi rozszerzenie .pavfovc. Po szybkich oględzinach w sieci okazało się, że Internet może powiedzieć o cholerstwie mniej więcej tyle, co ja.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co to, do cholery, jest… - mruknąłem, mrużąc oczy. Cofnąłem się do folderu głównego i włączyłem skanowanie otrzymanym kiedyś przypadkowo programem crackerskim, licząc na to, że może znajdzie on jakiś plik zdolny do otworzenia lub chociaż klucz dekodowania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jako, że miałem trochę wolnego czasu zanim program upora się z wszystkimi obliczeniami, odsunąłem się od monitora i przeciągnąłem, ziewając szeroko dla rozluźnienia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozejrzałem się dookoła i mój wzrok w końcu dotarł do Xiaogou, siedzącego na podwiniętych pod siebie nogach przy boku kanapy, na której siedziałem. Dzieciak wlepiał we mnie to psie spojrzenie, które zawsze widziałem u Monstera, gdy tylko w zasięgu jego wzroku pojawiał się Jyuuro. Spojrzenie mówiące „służę do końca i bezwarunkowo”. To śmieszne, bo jeszcze kilka dni temu zupełnie nie mogłem się doprosić posłuchu, zwłaszcza w towarzystwie Soujirou. Nie do końca byłem pewny, czy był to efekt wizyty Zu, mojego nastawienia, czy przewrażliwienia. Zresztą, moje zachowanie też odbiegało od normy. Dlaczego pomyślałem w tamtej chwili, że powinienem przedłożyć życie jakiegoś zezwierzęconego szczyla, z którym miałem tylko same problemy i żadnego pożytku ponad swoje?… Przecież to było irracjonalne i zupełnie do mnie nie podobne. Chociaż, gdyby się tak głębiej zastanowić, to nigdy w życiu bym nie zakładał, że jakiemukolwiek mężczyźnie uda się mnie usidlić na dłużej jak tydzień, a przecież o Soujirou to ja zabiegałem, chyba pierwszy raz w życiu. Co więcej, minęły już ponad dwa miesiące naszej znajomości, a ja ciągle nie miałem go dosyć i czułem się wiecznie jak dziecko przed choinką ledwo utrzymującą pion ponad górą prezentów gwiazdkowych. No, może nie zawsze. W dalszym ciągu nie wyjaśniało to jednak troski o Xiaogou. Przecież poczucie jakiejś dziwnej tożsamości ze zdziczałym nastolatkiem nie mogło być powo…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kyaaaaaaaaaa!!! - nagle coś zaczęło zaciskać się na mojej szyi. Wyrwałem się na koniec kanapy w drodze ucieczki.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Przecież drzwi są zamknięte!!!&lt;/i&gt; Popatrzyłem w kierunku, w którym spodziewałem się mojego oprawcy... i zobaczyłem zdębiałego Soujirou stojącego z jakimś srebrzystym sznureczkiem w dłoni. Wziąłem kilka głębokich oddechów, próbując uspokoić oszalałe tętno. - S-souji… - wydukałem w końcu, gdy tylko pozwoliło mi na to tempo pracy serca.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, to ja - zmieszany stwierdził ten dość oczywisty fakt. Musiałem pewnie wyjść na zupełnego idiotę paranoika. Soujirou tylko podszedł do mnie i przytulił przez oparcie mebla. - Wszystko w porządku, mój mały lisku? - spytał w końcu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak… przepraszam - wymruczałem zażenowany całą sytuacją. - Odruch warunkowy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie martw się, kochanie. Nie powinienem tak się do ciebie skradać od tyłu. Myślałem, że zrobię ci miłą niespodziankę, zakładając ten naszyjnik z zaskoczenia, ale nie najlepiej to wyszło - powiedział z chichotem. - No już, aż tak straszny to ja chyba nie jestem. Hei? - mężczyzna pociągnął mój podbródek delikatnie do góry. - No, już. Nie płacz, nic się nie dzieje - dopiero, gdy kciuk Soujirou dotknął mojego policzka poczułem, że był mokry.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji - zacząłem niepewnie, nie do końca wiedząc, co powiedzieć. - Wiesz, nie zrozum mnie źle. Ja… łańcuszek to nie najlepszy pomysł dla mnie. Przepraszam. Nie mam najlepszych wspomnień z moją szyją.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie martw się tym, to tylko drobiazg. Mogę oddać go do sklepu i wziąć jakąś inną biżuterię, jeśli chcesz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pokaż go - pokręciłem przecząco głową, wyciągając rękę w kierunku Soujirou. Gdy mężczyzna podał mi prezent, na mojej dłoni wylądował cieniutki, srebrzysty łańcuszek z zamieszonym na nim opalizującym niebieskim kamieniem. Po dokładniejszych oględzinach stwierdziłem, że kamień jest którymś z mieszanych topazów i zaczepiono go na łańcuszku za pomocą pięknej zawieszki w kształcie wspinającego się w górę liska. Mimo, że sam kamień powinien być cięższy od srebra, całość wydała mi się i tak niezbyt lekka. - Jest piękny. To nie jest srebro, prawda?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Platyna - popatrzyłem z mieszanką niedowierzania i uwielbienia na Soujirou. - Kiedyś kręciliśmy reklamę luksusowej biżuterii i udało mi się załatwić, żeby wykonali mi to cudo na zamówienie. Od razu wiedziałem, że ci się spodoba.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiesz, że nie musiałeś, prawda? - stwierdziłem, całując go przelotnie w policzek. - Kosztował pewnie małą fortunę. Teraz będę miał jeszcze większe wyrzuty, jak coś z nim zrobię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I powinieneś - oznajmił Soujirou poważnie, a ja popatrzyłem na niego nieco przestraszony. - Ale w końcu ci i tak &amp;nbsp;przecież wybaczę, prawda? - dodał luźnym tonem, sięgając moich ust.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poczułem coś ciepłego na nodze i dopiero teraz przypomniałem sobie o obecności Xiaogou. Powoli odsunąłem się od Soujirou. Nie, żebym odczuwał jakieś wyrzuty sumienia, że całowałem się na oczach szczeniaka, ale wolałem nie tracić nad sobą kontroli. Ostatecznie jedna z naszych pierwszych sprzeczek dotyczyła właśnie okazywania sobie czułości przy dzieciaku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji, nie prowokuj mnie, bo potem znowu będziesz miał pretensje o nic - wymruczałem niskim tonem, kiwając lekko głową w stronę siedzącego w szparze pomiędzy kanapą a stołem i przyglądającego nam się chłopaka. Z zadowoleniem zauważyłem, że nie widziałem u szczyla tego zawodu, co na początku, a pełną akceptację. Tak, jakby uznał swoją hierarchię w stadzie i nie miał już wobec niej żadnych złudzeń. - A to zatrzymam - kiwnąłem Soujirou łańcuszkiem przed oczyma i oplotłem go sobie trzykrotnie wokół lewego nadgarstka. Sznureczek miał prawie idealną długość, zostawiając trochę luzu na nadgarstku. - Zapniesz go?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, mój mały lisku - przytaknął Soujirou, ale już bez zbytniego entuzjazmu. - Coś się stało tak w ogóle, że siedziałeś taki zamyślony? To niepodobne do ciebie, żebyś nie słyszał, jak wchodziłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Można tak powiedzieć - mruknąłem wymijająco. - A właśnie, sprawdziło się już? - podniosłem się i popatrzyłem na monitor laptopa. Był wygaszony. Wznowiłem rozruch i moim oczom ukazała się cała lista wypisanych drobną, czerwoną czcionką nazw. W większości były to zlepki przypadkowych liter i liczb, ale niektóre tworzyły wyrazy brzmiące dość dobrze. Znalazłem wśród nich kilka słów po angielsku, czy włosku, więc pewnie inne też znaczyły coś w jakiś językach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co to? - spytał mnie przez ramię Soujirou, opierając ręce na moim barku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mam zielonego pojęcia. Dostałem takie coś od Zu, tylko jeszcze nie wiem, po co i za co.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znowu się z nim spotkałeś? - Soujirou wypowiedział te słowa na tyle ostro, że aż przeszły mnie ciarki. Chyba nigdy nie słyszałem u niego tak nieprzyjemnego tonu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To nie ja do niego poszedłem, to on jakoś znalazł ten adres. Nie miałem innego wyboru - zerknąłem na Xiaogou, kiwającego głową, jak gdyby chciał potwierdzić moją wersję wydarzeń. Mogło mi się też zdawać, w końcu szczeniak pewnie nawet nie rozumiał do końca, co mówiłem. - Ale do niczego nie doszło. Nawet ja nie jestem aż tak głupi, żeby rozkładać przed kimś nogi dzień po naszym pogodzeniu. Souji?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ufam ci, skoro tak mówisz - orzekł w końcu, całując mnie u nasady szyi. Czułem, że były to słowa nieco na wyrost. - Wreszcie się dogadałeś z młodym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wypadek przy pracy - odpowiedziałem nieco zażenowany. - Souji, obrazisz się na mnie, jeśli zostawię cię na dzisiejszy wieczór? Ze mnie taki informatyk, jak z ciebie morderca, więc nie mam pomysłu, jak to rozszyfrować. Może któryś z moich starych znajomych z Kurokoi będzie wiedział, jak się za to zabrać. Nie wiem, co to, ale sam chyba rozumiesz...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kurokoi to ten bar gejowski, tak? - mruknął mężczyzna niezadowolony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Większość już wie, że jestem zajęty. Jak chcesz, to możesz ze mną iść. W końcu jesteś taką małą legendą lokalną. „Człowiek, który usidlił Heia.” To jak? - spytałem ze śmiechem, zatrzaskując klapę laptopa, żeby go zamknąć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłeś wcześniej coś o jakimś lekarzu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A, jeszcze ona… Miyako mnie zabije, nie mamy większego wyboru - westchnąłem, przewracając oczyma. - Czyli zbyt szybko nie wrócimy.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxiv.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-2937833163546998843</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:42:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:42:39.253+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XXIII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na pełnym gazie wpadłem do Sanchome, wymijając na trzeciego wlekące się samochody. Dziękowałem wszystkim bóstwom, jakie byłem sobie w stanie teraz przypomnieć, że Shen wpadł na idiotyczny pomysł uczenia mnie jazdy na motocyklu jeszcze jakieś dwa lata temu, wbrew psioczeniu Chue. Kopnąłem gaz do końca i na czerwonym świetle przeleciałem na skrzyżowaniu tuż przed dostawczakiem i taksówką. Nie wiem, co bym zrobił, gdybym musiał siedzieć w jakimś korku w taksówce. W ostatniej chwili zjechałem w boczną ulicę, po czym skręciłem na parking podziemny Park Hyatt i z piskiem opon zatrzymałem motocykl niemal w miejscu, zmuszając maszynę do półobrotu przez przednią oś.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zamaszystym ruchem zsiadłem z pojazdu, przy okazji kopniakiem odginając nóżkę, wyszarpnąłem kluczyki ze stacyjki i pobiegłem do drzwi windy, po drodze ściągając niemrawo kask z głowy. W garażu Shena przez chwilę zastanawiałem się, czy go brać. Teraz już wiedziałem, że chyba by mi łeb urwało bez dodatkowego zabezpieczenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wleciałem do windy i zawahałem się. Przecież z tego wszystkiego nie zapytałem nawet, gdzie konkretnie jest Soujirou. W końcu wcisnąłem guzik parteru z myślą, że obsługa na pewno musi wiedzieć, gdzie wydarzył się na ich terenie wypadek. Przygryzłem wargę w oczekiwaniu, aż drzwi się wreszcie otworzą. Byłem niemal pewny, że w uszach nie słyszę swojego przyspieszonego tętna, a rytm zegarka boleśnie podkreślający, ile tracę czasu.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Raz, dwa, trzy, cztery…&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Ile to może trwać! Przecież to tylko trzy piętra!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;…pięć, sześć, siedem…&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Ociężałe skrzypnięcie poinformowało mnie, że wreszcie dojechaliśmy i platforma osiadła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;…osiemnaście, dziewiętnaście…&lt;/i&gt; Poczułem lekkie szarpnięcie w dół i komputer systemowy zapiszczał, dając znać, że jestem na miejscu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;…dwadzieścia sześć, dwadzieścia siedem, dwadzieścia osiem…&lt;/i&gt; drzwi powoli zaczęły się rozsuwać, ukazując przejrzyste wnętrze hallu hotelowego - kremowe ściany o ciepłym odcieniu, bukowe panele i blat recepcji, za którą stała w czarnej, prostej w kroju sukience młoda recepcjonistka o profesjonalnym uśmiechu bladoczerwonych ust. Naprzeciwko recepcji pyszniły się dwie kanapy obciągnięte ekologiczną skórą w odcieniu ecru i szklany stolik pośrodku nich. Najwyraźniej jeden z klientów hotelu był zapominalski, bo na stole leżała dość sfatygowana książka o krzykliwej okładce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;…czterdzieści jeden, czterdzieści dwa…&lt;/i&gt; Przecisnąłem się przez na wpół przymknięte jeszcze drzwi i podbiegłem do lady.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Podobno jest tu gdzieś Soujirou Honami - oznajmiłem na jednym wydechu, wpatrując się wyczekująco w recepcjonistkę. Ta popatrzyła na mnie chwilę zdziwiona, ale w końcu westchnęła cicho i zaczęła coś wstukiwać w komputer, mrucząc przy okazji pod nosem „Honami, Honami”. &lt;i&gt;Do kurwy nędzy, co za zgraję bezmózgów zatrudniają w takich miejscach!!!&lt;/i&gt; Sam nie wiedziałem, jakim cudem powstrzymałem się od soczystej inwektywy, przekonując się w myślach, że tylko by to przedłużyło wszystko, jeśli paniusia poczuje się urażona i zacznie się jeszcze wymądrzać zamiast robić, co do niej należy. Zacisnąłem mocno dłonie w pięści, sam już nie do końca wiedząc, czy pokazał się mój ogon, czy nie. Niezbyt dbałem o to w tej chwili. Po dłuższej chwili, podczas której najchętniej rzuciłbym się na babsztyla i rozszarpał ją na strzępy, kobieta wreszcie uniosła wzrok znad monitora.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ach, to ten pan! - wyszeptała, zasłaniając usta dłonią. Przez ułamek sekundy popatrzyła na mnie takim dziwnym wzrokiem, po czym kiwnęła głową zdawkowo. - Już kogoś wołam do pana - oznajmiła, po czym zniknęła za drzwiami zaplecza. Wróciła po rozpaczliwie długiej chwili razem z drugą, nieco starszą kobietą w takiej samej sukience.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... dziewięćdziesiąt trzy, dziewięćdziesiąt cztery, dziewięćdziesiąt pięć, dziewięćdziesiąt sześć...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pan Tsukigami, tak? - kiwnąłem szybko głową, przestępując z nogi na nogę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto jeden, sto dwa... Dlaczego to wszystko musi tyle trwać?! Do stu chujów, jak przez cipy cokolwiek stanie się Soujirou, to zapierdolę je własnymi pazurami! Noż kur…&lt;/i&gt; - Proszę za mną - powiedziała służbowo i wyszła przed ladę, wskazując gestem ręki korytarz po lewej. Jej miarowy, nieco kołyszący się krok odbijał się na posadzce stukotem obcasów. Przygryzłem wargę do krwi, żeby nie zwerbalizować swojej frustracji i podążyłem za kobietą. Ta poprowadziła nas do kolejnej już windy.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Metalowa klatka ruszyła z lekkim szarpnięciem i na cyferblacie nad drzwiami zaczęły przeskakiwać cyferki w irytująco wolnym tempie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto czternaście, sto piętnaście...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Przestąpiłem z nogi na nogę zniecierpliwiony i popatrzyłem na odbicie kobiety w lustrze windy. Miała może nieco mniej jak czterdzieści lat, była typowo japońskiej urody z mroźnych regionów Hokkaido. Mały, kulkowaty nosek, wąskie usta, nieco skośne, szeroko rozstawione oczy o brunatnych tęczówkach, wizualnie wpadniętych w twarz przez ciemny makijaż. Włosy upięte teraz w ciasny, wysoki kok ufarbowała na pomarańczowy odcień rudości, choć odrosty były już na tyle długie, by można było stwierdzić, że jej naturalnym kolorem była nieco szarawa czerń.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto dziewiętnaście...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Widać było, że mają naturalną tendencję do falowania się, co ich właścicielka starała się zwalczać prostowaniem termicznym powodującym niemal zupełne zmatowienie koloru. Początkowo myślałem, że sukienka, jaką miała na sobie, była identyczna z tą, jaką nosiła recepcjonistka. Teraz widziałem, że tak nie było. Jej strój był nieco krótszy, bo sięgał kilka centymetrów nad kolano, a nie do połowy łydki. Dekolt w serek obszyty był lamówką w kolorze indygo, identycznym z tym, jaki miały dwa wąskie paski u dołu spódnicy. Na lewej piersi wyszyte miała ozdobnym pismem łacińskim&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
„PARK HYATT TOKYO&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Account Menager&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Yumiko Namiga”.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto dwadzieścia siedem, sto dwadzieścia osiem...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Stała pewnie w swoich czarnych, dość prostych, ale eleganckich butach na około pięciocentymetrowym, szerokim obcasie dosuwając ściśle nogę do nogi.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto trzydzieści dwa...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Zerknąłem na wyświetlacz. O ile dobrze pamiętałem, kobieta przycisnęła klawisz czterdziestego drugiego lub trzeciego piętra, a my byliśmy dopiero na trzydziestym piątym, szóstym, siódmym…&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zbliżamy się już na miejsce - zaanonsowała kobieta formalnym tonem, nawet na mnie nie zerkając.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto trzydzieści sześć, sto trzydzieści siedem...&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Jej mina była cały czas profesjonalnie obojętna i niewzruszona. &lt;i&gt;Czy naprawdę nikogo nie ruszało, że na ich terenie umierał człowiek?!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto trzydzieści dziewięć, sto czterdzieści, sto czterdzieści jeden...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Przymknąłem oczy, starając się ze wszystkich sił uspokoić. Bez względu na to, jaką wiedzę medyczną posiadałem, nie dałbym rady nic z nią zrobić w stanie graniczącym z amokiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto czterdzieści pięć...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Wypuściłem ze świstem powietrze z ust i winda wreszcie zatrzymała się, wydając z siebie charakterystyczny pisk. Miałem ochotę rzucić się jak najszybciej przed siebie, ale to, co zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;... sto pięćdziesiąt jeden.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przede mną rozpościerał się przejrzysty apartament królewski. Najszersza ze ścian była zastąpiona zupełnie oknem, pozostałe miały metalicznie czarny kolor, podobnie jak sufit. Na podłodze rozciągały się srebrzyście białe panele klonowe. Wewnątrz dwie skórzane kanapy naprzeciwko wielkiego telewizora ciekłokrystalicznego na ścianie oraz łoże królewskie o hebanowej ramie i jedwabnej pościeli - na trzech czwartych szerokości białej z czarnym pasem ciągnącym się wzdłuż prawego boku. Nieco za łóżkiem były wkomponowane w ścianę prawie niewidoczne drzwi, prawdopodobnie do łazienki. Naprzeciwko mnie, oparty o szybę stał… Soujirou. Cały i zdrowy.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- S-souji - wydukałem zduszonym głosem i zrobiłem kilka kroków w jego stronę. Nogi się pode mną ugięły i wylądowałem na klęczkach na posadzce. Mężczyzna podszedł do mnie pewnym krokiem z delikatnym uśmiechem na twarzy i klęknął przy mnie. Byłem w stanie jedynie wtulić twarz w jego tors i kurczowo chwycić się koszuli. Zupełnie nie panowałem nad tym, co robię, chcąc się jedynie upewnić, że to wszystko nie jest wytworem mojej nadziei i Soujirou naprawdę nic nie jest.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wszystko w porządku? - spytała niepewnie pracownica za moimi plecami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, tak, może nas już pani zostawić samych - miękki baryton Soujirou pobrzmiewał w moich uszach, gładząc zszarpane nerwy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Siedzieliśmy przez kilka minut w tej pozycji - ja wtulony w Soujirou, mocząc jego ubranie łzami, on delikatnie obejmując mnie i co chwilę całując po włosach. Powoli przerażenie uchodziło ze mnie, ustępując miejsca wściekłości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dawno to planowaliście? - nie wytrzymałem w końcu i odepchnąłem się od Soujirou, wstając. - Pewnie oboje mieliście niezły ubaw wkręcając mnie, co?! Bo nie uwierzę, że ten stary skurwysyn o niczym nie wiedział. Zresztą, od początku powinienem coś podejrzewać! W końcu jaki personel medyczny nie zabrałby cię do szpitala, tylko radośnie zostawił w hotelu po tym pierdolonym śmiertelnym wypadku. Phe, jaki ja byłem głupi! Brawo, wkręciliście mnie, zadowoleni z siebie?!!! - wrzeszczałem, chodząc w kółku i gestykulując obficie. Nie mogłem uwierzyć, że dałem się tak prosto podejść. Mogłem się założyć o dowolnie wybraną sumę pieniędzy, że ten stary pryk siedział teraz u siebie i śmiał się ze mnie, jaki byłem łatwowierny. Niedobrze ze mną, skoro aż tak bardzo obniżyłem gardę. J&lt;i&gt;a myślałem, że jemu coś naprawdę…&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeszcze jak - wymruczał Soujirou niskim głosem i przyciągnął mnie gwałtownie do siebie, wpijając się wargami w moje. Byłem tak zszokowany, że nawet nie zareagowałem. Jego słodkie, miękkie usta bez najmniejszego problemu zdusiły moje wszelkie próby protestu - liczył się teraz tylko dotyk ciepłej skóry, słodki zapach męskiego ciała i ukradkowe pomruki wydobywające się z gardła kochanka. O ile wcześniej mogłem się jeszcze łudzić, że nie wyszła moja zwierzęca natura, o tyle teraz nie miałem już wątpliwości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji - wymruczałem cicho z kontentacją zaplatając ręce na jego szyi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak? - mężczyzna był widocznie zadowolony z mojej uległości. Jego ręka bezwiednie zjechała w dół na moje lędźwie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie rób mi tego więcej, błagam cię - wsunąłem nos w zagłębienie jego szyi, rozkoszując się nieco słonawą wonią skóry, potu i wyczuwalnych przez moje zwierzęce zmysły feromonów. - O mało co nie spowodowałem wypadku z tirem, żeby tylko urwać kilka sekund więcej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc nie uciekaj mi już nigdy więcej, mój mały lis… Chwila! Jak „spowodowałem”?! Przecież ty nie masz prawa jazdy - Soujirou odsunął twarz o kilkanaście centymetrów, żeby mi się lepiej przyjrzeć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jedno nie wyklucza drugiego - odpowiedziałem luźno, wzruszając ramionami. - I bez papierka potrafię się utrzymać na motorze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A gdyby cię złapała policja, to co? Przecież mógłbyś nawet pójść siedzieć! - widziałem ten wyrzut w oczach kochanka, ale nie czułem się w najmniejszym stopniu winny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Naprawdę myślisz, że miało to dla mnie jakiekolwiek znaczenie?! - wrzasnąłem, dając upust własnej frustracji. - Souji, możesz mi nie wierzyć, ale jesteś całym moim światem. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby coś ci się stało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś jeszcze gorszy niż myślałem - westchnął mężczyzna, ale widziałem po jego oczach, że odpuścił temat. - O złych rzeczach mówiąc… - wymruczał mi prosto do lisiego ucha i przygryzł je lekko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skoro nalegasz - zaśmiałem się, wyplątałem z objęć mężczyzny i pociągnąłem go w kierunku łóżka. Ten bez sprzeciwu dał się poprowadzić. Wsunąłem się tyłem na łóżko i zalotnie przejechałem ogonem w poprzek swojego krocza, zwracając na nie uwagę Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie tak szybko, kochanie - mężczyzna zaśmiał się dźwięcznie i wszedł na czworakach na łóżko, po czym pocałował mnie w czoło. - Jutro nie masz szkoły, więc bez wyrzutów sumienia mogę cię pomęczyć całą noc aż do świtu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A potem? - spytałem mrukliwym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A potem obawiam się, że moja agentka nie będzie już taka wyrozumiała i będę musiał cię opuścić. O dwunastej mam występ w telewizji, ale obiecuję, że postaram się przyjechać jak najszybciej - dodał, głaszcząc mój policzek, gdy tylko zauważył moją zawiedzioną minę. - Nie martw się, za niedługo to ty będziesz miał mnie dosyć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wątpię - zachichotałem, łasząc się o jego dłoń. W tym stanie mógłbym mu wybaczyć dosłownie wszystko. - Cóż to się stało, że nie bawisz się już w niańkę?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Poprosiłem Kumiko, moją agentkę, żeby zajęła się Xiaogou dzisiaj. A potem coś wymyślimy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wreszcie dałeś sobie z nim spokój, hm? - wymruczałem i&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;skubnąłem dolną wargę mężczyzny. - Długo ci to zajęło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie odpuściłem go sobie, zależy mi na jego dobrym wychowaniu. Ale nie kosztem ciebie i twojej pewności siebie - stwierdził, z zadowolonym pomrukiem oddając się subtelnej pieszczocie. W odpowiedzi jedynie zamruczałem z aprobatą i przymknąłem oczy, chcąc jak najlepiej poczuć Soujirou pozostałymi zmysłami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poczułem ciepły dotyk palców Soujirou pod bluzką i z zadowoleniem nadstawiłem się mężczyźnie. Uwielbiałem pieszczoty z nim, zawsze takie delikatne, wręcz tantryczne w doznaniach. Odsunąłem się nieco do tyłu i położyłem na plecach, pociągając za sobą Soujirou. Kochanek powoli i z rozmysłem rozbudzał moje zmysły coraz głębszym pocałunkiem, równocześnie nieśmiało i niby przypadkowo muskając moją klatkę piersiową. Zgiąłem nogi w kolanach i podniosłem nieco biodra, chcąc przypomnieć o swoich potrzebach. Położyłem lewą rękę na łopatce Soujirou i przyciągnąłem go zachłannie do siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- S-souji - wyszeptałem drżącym od napięcia głosem, gdy udało mi się na chwilę oswobodzić usta. - Pospiesz się - dodałem po chwili zniecierpliwiony, gdy mężczyzna zaczął całować mój obojczyk. Ten w odpowiedzi tylko zaśmiał się krótko i przygryzł delikatną skórę, po czym zassał się na niej. - Nie - spróbowałem się ruszyć, ale mężczyzna uspokoił mnie łagodnym, acz stanowczym pogładzeniem ramienia. - Zostanie ślad… - wymamrotałem, chwilowo przytomniejąc. &lt;i&gt;Jak Zu to zobaczy...&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mi to nie przeszkadza, a tobie? - spytał, unosząc na mnie oczy i liżąc świeżo podrażnioną skórę. Zacisnąłem zęby, wiedząc, że nie mogę się przyznać do powodu mojej obawy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ktoś coś może zauważyć na zajęciach sportowych - wydukałem w końcu, ale oboje w to nie uwierzyliśmy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wtedy będę miał pewność, że nie dotknie cię nikt niepowołany - spojrzałem na Soujirou zszokowany. Nigdy nie posądzałbym go o tak zaborcze i autorytatywne stwierdzenie. Mężczyzna uśmiechnął się lekko i cmoknął bok mojej szyi. - Myślałeś, że ja nie będę cię chciał mieć na wyłączność, czy że nie odważę się tego głośno powiedzieć? - spytał chichocząc.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kocham cię - wymruczałem w odpowiedzi i wpiłem się w słodkie usta kochanka. Ten po chwili sięgnął do mojej bluzki i płynnym ruchem ją podciągnął, przejeżdżając przy okazji dłonią po moim sutku. Zamruczałem z zadowolenia, zdjąłem koszulkę do końca i przyciągnąłem Soujirou do siebie, wbijając lekko paznokcie w skórę na jego plecach. Przez twarz mężczyzny przez moment przeszedł grymas bólu, ale nie zaprotestował ani nie zrzucił mojej ręki, więc uznałem to za przyzwolenie. Wolną ręką sięgnąłem do swoich spodni i wsunąłem w nie dłoń, dotykając swojego członka przez materiał slipek. Nawet bez tego wiedziałem, że był już półsztywny i pulsował z lekka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy Soujirou to zauważył, sięgnął po moją dłoń, pocałował ją i pociągnął tak, że przeturlaliśmy się i wylądowałem okrakiem nad mężczyzną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak zdecydowanie lepiej - stwierdził niskim tonem, pociągając lekko zębami mój sutek. Syknąłem cicho zadowolony i wygiąłem się nieco w tył. - Włóż rękę do mojej lewej kieszeni - polecił mi, na chwilę odrywając się od mojego torsu tylko po to, żeby do niego powrócić i powoli polizać skórę dookoła brodawki. Wykonałem polecenie i z lekkim zaskoczeniem wyciągnąłem małą buteleczkę o wciętym kształcie. Zerknąłem na przedmiot i zobaczyłem, że w środku była półprzezroczysta, &amp;nbsp;delikatnie pomarańczowa ciecz o dość gęstej konsystencji. Zachichotałem i pocałowałem Soujirou we włosy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś niesamowity, wiesz - wyszeptałem, odkręcając nakrętkę i lejąc sobie kilka kropel na palce. Pomagając sobie ogonem zsunąłem spodnie i bieliznę do połowy ud i sięgnąłem wilgotnymi palcami do odbytu, masując go okrężnymi ruchami. Zerknąłem na Soujirou skupionego na moim obojczyku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie przeszkadzaj sobie - powiedział, gdy wreszcie zauważył, że oczekuję od niego reakcji. Nie byłem w stanie powstrzymać chichotu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przy tobie człowiek wszystko musi zrobić sam - stwierdziłem z udawaną urazą, ale nie przerwałem przygotowań. Soujirou nieśpiesznie sięgnął do swoich spodni i rozpiął pasek, a następnie rozporek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Drugą rękę masz wolną - zauważył sugestywnie i wykonał dłonią kolisty ruch po moim brzuchu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zamruczałem z przyjemności i posłusznie sięgnąłem po penisa mężczyzny. Niemal speszyłem się, czując, jak bardzo działam na niego. Ten, zadowolony z reakcji, pocałował moje ramię i przyciągnął do siebie, zmuszając do jeszcze większego wypięcia się. Oparłem się o bark mężczyzny, co ten bez zastanowienia wykorzystał, z zadowoleniem liżąc mnie po szyi i przygryzając. Niemal jak wampir na tych starych, tandetnych romansidłach dla idiotów. Wsunąłem dwa palce w swoje wnętrze i poruszyłem nimi nieco. Minęły dopiero dwa dni odkąd ostatni raz Zu mnie do siebie wezwał, więc nie miałem najmniejszego problemu z przyzwyczajeniem się do naciągania mięśni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji… chcę cię w sobie - wyszeptałem po chwili milczących pieszczot do ucha kochanka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na moje słowa Soujirou zmienił pozycję i pociągnął mnie na łóżko tak gwałtownie, że omal nie skręciłem nadgarstka. Chwycił moją lewą nogę pod kolanem i popchnął do przodu, wymuszając niemal nakrycie się nogami. Sam nie wiem, w którym momencie zamieszania moje spodnie wylądowały na kanapie. Soujirou opadł nade mną i powoli wsunął we mnie swojego penisa na całą długość. Syknąłem zaskoczony, ale natychmiastowo sięgnąłem ręką do szyi mężczyzny i przyciągnąłem nieco do siebie, żeby nie odebrał źle tego zachowania. Spróbowałem się poruszyć, ale nie byłem w najlepszej do tego pozycji. Mimo wszystko, mężczyzna chyba zdołał to zauważyć, bo zaczął powoli wsuwać się i wysuwać, gładząc czule mój policzek. Połasiłem się do jego ręki jak kot i połaskotałem go ogonem po lędźwiach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji… - westchnąłem z zadowoleniem wciskając głowę w poduszkę. - Ah-ha! - nawet nie byłem w stanie udawać, że jego miarowe pchnięcia na mnie nie działają i przeciągnąć stosunek. Po całym moim ciele rozlewała się fala gorąca, budząc zmysły do poziomu graniczącego z szaleństwem. Każdy centymetr mojego ciała domagał się bliskości mężczyzny, jego zainteresowania i uwielbienia. Przymknąłem oczy i zacisnąłem wolną dłoń na materiale kołdry, czując, że spełnienie jest blisko, ale Soujirou zwolnił tempo. Popatrzyłem na niego zdziwiony, ale ten się tylko uśmiechnął łobuzersko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeszcze nie teraz, mój mały lisku - wyszeptał nieco drżącym głosem, wysunął się ze mnie i wyprostował. Delikatnym, acz stanowczym gestem kazał mi się obrócić tyłem do siebie, a ja bez zastanowienia wykonałem to polecenie. Mężczyzna przyciągnął mnie za podbrzusze do siebie i ponownie wsunął się we mnie. Podświadomie wygiąłem się i oparłem łopatkami o rozgrzaną klatkę piersiową Soujirou. Zamruczałem z przyjemności, gdy aktor wznowił falisty ruch bioder. Poczułem na szyi wilgotny pocałunek i odchyliłem głowę w bok, dając mężczyźnie łatwiejszy dostęp do siebie. Sięgnąłem ręką do tyłu i wplotłem palce we włosy mężczyzny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ta-ak… Jeszcze, proszę - wymamrotałem charkotliwie. W odpowiedzi Soujirou musnął opuszkami palców mojego penisa po to, by po chwili zacisnąć na nim ściśle dłoń, stymulując go. - Ha-a! Souji…! - omal nie zapomniałem o oddechu w fali rozkoszy. Soujirou wolną ręką przejechał wzdłuż mojego odsłoniętego gardła, przez chwilę pomasował żuchwę i w końcu wsunął dwa palce w usta, uniemożliwiając zaciśnięcie zębów. Zareagowałem instynktownie i zacząłem je lizać, wydając z siebie coraz głośniejsze jęki. Mężczyzna zadowolony przyspieszył wewnątrz mnie i puściły moje ostatnie hamulce. Doszedłem z piskliwym krzykiem, brudząc palce Soujirou i pościel swoją spermą. Kochanek pozwolił mi opaść na ręce i chciał się wysunąć z mojego wnętrza, ale wypchnąłem biodra w tył.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skończ we… we mnie - stwierdziłem urywanym głosem między dwoma ciężkimi oddechami. Soujirou przez chwilę się zawahał, ale ostatecznie objął mnie w biodrach i zaczął wykonywać szybkie pchnięcia. Rozjechałem się szerzej na nogach, chcąc mu ułatwić to zadanie i już po chwili poczułem w sobie ciepłe, lepiące się nasienie mężczyzny, które wypuścił z głośnym westchnięciem. Wziął dwa głębokie wdechy i odsunął się, a po moim udzie spłynęła część jego spermy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kocham cię, mój mały lisku - wyszeptał, przytulając się do mnie od tyłu, a w jego głosie odbijało się spełnienie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja ciebie też - wymruczałem, przewracając mężczyznę i kładąc się na jego miarowo unoszącej się i opadającej klatce piersiowej. - Nawet nie wiesz, jak bardzo - dodałem i pocałowałem wilgotną od potu skórę Soujirou. Aktor położył rękę na moich plecach i zaczął je wolno gładzić. Wiedziałem, że powinniśmy iść do łazienki się umyć, ale nie miałem najmniejszej ochoty ruszać się z miejsca, skupiając jedynie na ustatkowaniu oddechu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Uśmiechnąłem się lekko na widok wychodzącego z łazienki Soujirou. Woda ściekała po jego nagim brzuchu sprawiając, że najchętniej dałbym mężczyźnie powód do kolejnej kąpieli. Soujirou nieśpiesznie przeszedł dystans dzielący go od kanapy i usiadł, zerkając przy tym od czasu do czasu w moją stronę. Zachichotałem pod nosem i doszedłem do niego, bez skrępowania siadając bokiem na kolanach mężczyzny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tęskniłem za twoim ciałem, wiesz? - wymruczałem, wsuwając nos w jego wilgotne włosy. Pachniały hotelowym szamponem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tylko moim? - głos Soujirou z jakiegoś niezrozumiałego powodu wydał mi się oschły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie rozumiem, o czym mówisz - stwierdziłem wymijająco. Jedyne miejsce wpadki, jakie przychodziło mi do głowy, to Nichome. Ale przecież do niczego nie doszło po wizycie w „Kurokoi”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, nie rób ze mnie idioty. Ja wiem, że jesteś moim pierwszym kochankiem, więc nie wszystko jeszcze wiem w tej materii, ale nie wmówisz mi, że po ponad dwóch tygodniach bez seksu tak byś się zachowywał w łóżku. Więc jak, przyznasz mi się sam, czy mam popytać wśród twoich znajomych?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie! - zareagowałem szybciej niż pomyślałem. Odchrząknąłem głośno i przymknąłem na chwilę oczy, próbując zebrać myśli. - Souji, wiesz, że kocham tylko ciebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale sypiasz z innymi - dodał mężczyzna z mocą, odsuwając mnie od siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To nie jest takie proste - stwierdziłem w końcu powoli. - &amp;nbsp;Doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie jestem zwykłym nastolatkiem z komedyjek romantycznych. Nie mogę się odciąć od swojej przeszłości nawet, jeśli bym chciał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zmieniasz temat - Soujirou popatrzył na mnie znacząco, a ja czułem, jak w każdej sekundzie robię się coraz mniejszy i mniejszy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zmieniam. Souji, do cholery, nawet ty powinieneś wiedzieć, po co mafii maskotka! Myślisz, że miałem jakiś wybór?! - syknąłem nagle zirytowany, podnosząc się na równe nogi. Zdawałem sobie sprawę, że mężczyzna nie jest tu niczemu winien i mogłem mieć pretensje tylko do siebie, ale nie ułatwiało to sprawy. &lt;i&gt;Przecież nie miałem wyboru!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chcesz mi powiedzieć, że to był gwałt? - spytał nieco delikatniej Soujirou, a w jego oczach odbiło się współczucie. A przynajmniej ja chciałem je widzieć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie - wyszeptałem w końcu. - Ani razu mu nie odmówiłem. Ale ty myślisz, że miałem jakiś wybór?! Przecież musiałem cię chronić! - wrzasnąłem, obracając się na pięcie. - Myślisz, że to takie przyjemne być pierdolonym przez jebanego amatora BDSM, a potem z uśmiechem na twarzy udawać, że nic się nie stało i świat porastają stokrotki? W takim razie możesz wracać szczerzyć zęby przed kamerą - z jakiegoś powodu poczułem się zmęczony i dziwnie pusty wewnętrznie. Jak osaczone zwierzę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czekaj, czekaj! Jakie „chronić mnie”?! O czym ty znowu mówisz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówię o tym, że mafia jest cukierkowa i honorowa tylko w tych twoich filmach - prychnąłem. Wiedziałem, że z powiedzenia o sytuacji Soujirou nic dobrego wyniknąć nie może, jednak nie miałem już wyboru. Zresztą, może w końcu mężczyzna przejmie się swoim otoczeniem chociaż trochę. - Jak się Zu dowiedział, że chciałem z nim zerwać kontakt i ograniczyć się do spotkań zawodowych, to zagroził twoją śmiercią. I wybacz, ale jestem na tyle naiwny, żeby wierzyć, że mężczyzna z krwią setek ludzi na ręku to zrobi. Jeśli nie sam, to poprzez jakiegoś goryla ze swojej bojówki. Ja... ja nie mogę cię stracić...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxiii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-4948577067919567268</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:40:59.784+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XXII</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ziewnąłem przeciągle i wyciągnąłem ręce w górę, żeby porządnie rozprostować kości po niewygodnej nocce na kanapie. Sano-ojisan popatrzył na mnie podejrzliwie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ty nie powinieneś być teraz na lekcjach? Przecież nie ma nawet dwunastej - stwierdził, a ton jego głosu brzmiał jak gdyby mówił „nie nudzą ci się te wagary, co?”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dyrektorka wymyśliła jakiś festiwal, czy inne dziadostwo, więc nie sprawdzają obecności - stwierdziłem wymijająco. W normalnej sytuacji pewnie znosiłbym teraz złote jajka, byleby tylko Soujirou nie pokazał się w szkole, ale po weekendzie w jakimś podrzędnym hotelu było mi już wszystko jedno. Rano dostałem telefon od Shena, że musimy się pilnie spotkać w spokojnym miejscu, więc zaraz po rozmowie musiałem jechać z UTokyo do Kon-Kokko. - Zresztą i tak nic interesującego by nie było.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przypominam, że gdyby zapytać wasze pokolenie, to może dziesięć procent znajdzie jakikolwiek sens istnienia szkoły. W moim wieku sytuacja ma się odwrotnie - stwierdził, domykając drzwi i grożąc palcem jakiemuś rozchichotanemu studentowi z korytarza. - A tak właściwie, to gdzie jest ten twój Soujirou, co? Dawno już go nie widziałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem. I szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to - oznajmiłem oschle, zaciskając pięści, żeby ból skóry nakłuwanej przez paznokcie odciągnął uwagę umysłu od niepotrzebnych rzeczy. - Ale on nam nie jest potrzebny do rozprawy, prawda?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei - westchnął mężczyzna, siadając na rogu zagraconego biurka. - Wolisz facetów i ja się nie czepiam. W końcu nie jestem jakimś homofobem z manią prokreacji. Ale znalazłeś wreszcie faceta, który naprawdę poważnie o tobie myślał, więc…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możemy wrócić do tematu? - syknąłem ostro, podnosząc się nieco z krzesła. - Mam już dość ględzenia wszystkich dookoła, jaki to nie jestem zły, a Soujirou to po prostu anioł bo w ogóle chciał mnie dotknąć końcem kija.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie o tym mówię. Nie będę roztrząsał twojej sytuacji, bo to i częściowo moja zasługa, ale mogę cię zapewnić, że wiele w życiu widziałem. I, zarówno jako prawnik, jak i twój wujek, mogę powiedzieć z całą stanowczością, że jego oczy ciągle podążały tylko za tobą, nawet, jeśli to nie miało sensu. Nie wiem, o co wam poszło, ale może powinniście chociaż przegadać sprawę jeszcze raz? Tak na spokojnie, w cztery oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pomysł świetny - prychnąłem, rozbawiony naiwnością tego stwierdzenia. - Tylko najpierw mości książę musiałby odkleić się od filantropii i zająć tym, co do niego należy. Możemy WRÓCIĆ DO TEMATU?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś bardziej uparty nawet od swojego ojca - stwierdził w końcu zrezygnowany mężczyzna. - Jak już mówiłem ci przez telefon, Miyagiji-chan zerwała próbę porozumienia i nasza sprawa idzie na wokandę. Normalnie czekalibyśmy pewnie koło trzech miesięcy, jeśli nie dłużej, ale jakimś „cudownym zrządzeniem losu” okazało się, że pewna sprawa rozwodowa została umorzona, więc mamy termin na za dwa tygodnie. Konkretnie rzecz ujmując - mężczyzna sięgnął po leżący na biurku kalendarz i przerzucił w nim strony w poszukiwaniu potrzebnej mu daty. - O, mam. 10-ty czerwca, godzina 16:30, sala nr 4 w rejonówce rodzinnej w Ikebukuro. Myślę, że najrozsądniej byłoby przenieść nasze plany z mediacji, chyba, że chcesz coś zmienić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze znasz moje zdanie na ten temat - stwierdziłem, przyglądając się swoim paznokciom. Już dawno nie miałem czasu, by zająć się nimi porządnie, dlatego od kilku tygodni pociągnięte były jedynie niezobowiązującym, gładkim kolorem i prowizorycznie podpiłowane. Wiedziałem jednak, że jeśli w najbliższym czasie nie zrobię z nimi zupełnego porządku, w końcu któryś nie wytrzyma i pęknie, a ja będę zmuszony ściąć zupełnie moją dumę. Janette chyba by padła ze śmiechu. - Rób, co uważasz za słuszne, i tak się na tym nie znam. Swoją drogą, już dawno nie widziałem Julii. Znowu ma jaką konferencję w Ameryce?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Odeszła do mnie - odpowiedział po chwili milczenia Sano-ojisan, a ja oniemiałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I TY pouczasz MNIE? - spytałem, przesłaniając usta, by chichot nie przerodził się w rechot. - Tego się po tobie nie spodziewałem, staruszku - dodałem w końcu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Otrzepałem spodnie z kurzu i przeszedłem dziedzińcem głównym w głąb kompleksu świątyń aż do skrzydła mieszkalnego, gdzie mieszkałem półtorej miesiąca temu. Po drodze kilku mnichów przerwało na chwilę wykonywane czynności, by mi się skłonić w powitaniu. Powoli przyzwyczajałem się już do tego i odpowiadałem tylko skinieniem głowy, jak poinstruowała mnie Horacio.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Życzy pan sobie herbaty lub czegoś innego, kokko-sama? - spytała mniszka, gdy tylko znalazłem się w salce, gdzie zostałem skierowany tuż po przyjściu do świątyni po raz pierwszy. O ile dobrze pamiętałem, dziewczyna nazywała się Tsuyu i była młodszą siostrą zastępcy Horacio, czterdziestolatka o przydomku Yoru.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Na razie nie, ale możesz przygotować herbatę, gdy przyjedzie mężczyzna, na którego czekam - stwierdziłem, otwierając papierowe drzwi, żeby wpuścić świeże powietrze do trochę już dusznego wnętrza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście - przytaknęła dziewczyna, skłoniła się i wyszła. Usiadłem na jedwabnej poduszce i wyciągnąłem telefon żeby zadzwonić do Shena. Z rozbawieniem zauważyłem, że w kącie pokoju stał stoliczek z planszą do shogi wraz ze wszystkimi pionkami ustawionymi tak, jak je zostawiliśmy ostatnio w połowie gry. Gdy mieliśmy okazję zagrać tutaj pierwszy raz, Shen był wniebowzięty i podejrzewałem, że tym razem też nie da się długo prosić na partyjkę. Dwa lata temu zrezygnował z kariery profesjonalnego gracza, ku rozczarowaniu chyba wszystkich z nim włącznie. Na szczęście Fangji shifu pozwolił na otwarcie małej szkółki na obrzeżach Ikebukuro.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Do przybycia Shena minęło nieco ponad piętnaście minut wypełnionych grą w Tetrisa na telefonie. Niezbyt często używałem takich aplikacji, ale wolałem to od podziwiania widoczków nieokreśloną ilość czasu. Moje zmysły, jak zwykle w Kon-Kokko-taisha, spisywały się aż irytująco dobrze, więc usłyszałem mężczyznę jeszcze zanim pojawił się w drzwiach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, stary, ile można? - rzuciłem ze śmiechem siedząc w pozycji, którą każdy oprócz Shena uznałby za wyzywającą. Posiadanie heteroseksualnego przyjaciela miało naprawdę dużo zalet, a swoboda zachowania zdecydowanie była jedną z największych.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Janette bolał brzuch, więc sam rozumiesz - Shen uśmiechnął się wymijająco.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No właśnie niezbyt. Shen, wyluzuj. W drugim miesiącu laski czasem nawet nie wiedzą, że są w ciąży, nic jej nie będzie. Ja wiem, że faceci mają czasem syndrom ciążowy, ale że aż tak… No, mniejsza z tym. Janette jeszcze nie umiera, więc zmieńmy temat. Chciałeś o czymś ze mną rozmawiać, prawda?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co? A, tak, tak - mężczyzna usiadł naprzeciwko mnie i skinął głową podającej mu właśnie filiżankę Tsuyu. - Skończyła się oficjalna żałoba po moim ojcu i wszyscy spieszą się z wyborem nowego dona dopóki inne mafie wstrzymały ogień. Zresztą, Zu pewnie zdążył ci to już powiedzieć, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zgaduję, że mieliście zebranie od piątku do wczoraj? - spytałem znudzonym głosem i prychnąłem śmiechem na widok miny Shena. Zazwyczaj zebrania przywódców mafii były utrzymywane w tajemnicy przed podwładnymi. - Dopiero wczoraj dostałem od niego sms’a po piątkowej… zresztą nieważne, my nie o tym. Pozwól, że zgadnę, o co chodzi: Naotaka schował łeb w piasek, Zu z jakiś magicznych powodów w dalszym ciągu ma wyrąbane na przywództwo, a żaden inny capo nie ma na tyle jaj, żeby stanąć do walki, więc jeśli ty się nie zgodzisz, to Bahaj zgarnie posadkę bez kiwnięcia palcem, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przerażasz mnie czasami, wiesz? Naprawdę nie rozumiem, jakim cudem nie siedzimy jeszcze razem na jednym szczebelku - westchnął mężczyzna, popijając zieloną herbatę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przesadzasz. Po prostu Fangji shifu mnie lubił i trzymał blisko siebie. Mogłem się zorientować w układzie sił, nic więcej - wzruszyłem ramionami i poprawiłem pozycję. - Nie, żeby to nie było do przewidzenia. Myślałem tylko, że Zu się odfocha na stołek szefowski. To co chcesz teraz robić?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szczerze mówiąc, to myślałem, że ty mi jakoś podpowiesz. Wiesz, cały czas myślałem, że mogę przejąć mafię po ojcu, ale teraz…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie chcesz mieszać Janette i dzieciaka, co? - mruknąłem z krzywym uśmiechem. Aż za dobrze wiedziałem, jak mogło by się to skończyć. - Więc się wycofujesz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tego nie powiedziałem. Myślałem, że może pomożesz mi wymyślić, jak nakłonić Zu lub innego capo do podniesienia rękawicy. Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że jak Taka zostanie donem, to ani ja się mu nie urwę, ani ty nie będziesz miał spokojnego życia. Poza tym, mam wrażenie, że ojciec nie chciał, żeby władza przypadła jemu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zapominasz, że moje wpływy nie sięgają zbyt daleko. Maskotka mafijna dużego posłuchu nie ma - stwierdziłem nonszalancko, wyciągając przed siebie lewą dłoń, by przyjrzeć się ponownie swoim paznokciom.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie udawaj, fałszywa skromność zupełnie do ciebie nie pasuje - Shen westchnął przeciągle i odstawił filiżankę na lakową tacę. - Podejrzewam, że tylko Huian i może Zu są lepiej doinformowani od ciebie. Nie wspominając o tym, że mało kto chce mieć swojego dilera przeciwko sobie. Jak uda ci się przekonać kogo trzeba, to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To w dalszym ciągu i tak nie mamy kogo wypchnąć na stołek. Chcesz losować z worka, czy wróżyć z fusów, kto pociągnie ten grajdołek?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przesadzasz. Zawsze jeszcze Sharilov może się zainteresować miejscową posadką jak go dobrze zagadasz. Wiem, że to wredne z mojej strony, ale nie spróbowałbyś go podejść „swoimi sposobami”? W końcu kto go może uwieść, jeśli nie ty? - wzrok Shena podążył za gwiżdżącym ptakiem w ogrodzie, byleby tylko mężczyzna nie musiał spojrzeć mi prosto w oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Na mnie nie licz, szukaj innego głupiego - mruknąłem, przygryzając dolną wargę. - Chyba, że w ramach zamiany za &amp;nbsp;Zu. No, ale oboje wiemy, że byś go musiał jakimś cudem odstrzelić, żebym miał z nim spokój.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znowu? - Shen popatrzył na mnie z niekłamanym zdziwieniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I to ponoć ty przesiadujesz z nim ostatnio całe dnie… Zresztą, nieważne. I tak wątpię, żeby Ruski chciał wrócić na ten kurwidołek i radośnie odrzucić ciepłą posadkę, którą mościł sobie tyle czasu. Może i ma geny słowiańskiego idioty, co to w romantycznym zrywie walczy za idee, ale dostatecznie dobrze się na nie uodpornił. Chociaż… Shen, ufasz mi?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zaczynam się bać… ale powiedzmy, że tak. Co w związku z tym? - śmiać mi się chciało na widok podejrzliwej miny Shena.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie zacznij już zbierać wpływy i zawalcz o władzę. Wiem, co mówię - dodałem szybko, widząc, że mężczyzna chce zaprotestować. - W końcu po coś mam te uszy, nie? - spytałem figlarnie, wysuwając i kładąc po sobie zwierzęce uszy oraz radośnie machając czarną kitą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A powiesz mi chociaż, cóż to za genialny plan masz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wszystko w swoim czasie. Stratny nie będziesz na pewno - uśmiechnąłem się tylko lekko i zerknąłem na planszę. - Może partyjka dla rozluźnienia atmosfery?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czułem na swoich plecach niemal namacalny wzrok Horacio, gdy odprowadzałem w bramie Shena. Przeorysza znowu miała do mnie o coś wyrzuty, choć tym razem naprawdę nie miałem pojęcia, co to mogło być.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc o co chodzi tym razem? - spytałem znudzonym tonem, gdy zostaliśmy już sami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może się mylę, bo pamięć mam już nie tę, ale nie oznajmiałeś mi przypadkiem, że zajmiesz się wreszcie sprawami świątyni i rodu na poważnie? - spytała nieco zgryźliwie, zaplatając ręce na piersi. - Pojawiasz się tylko wtedy, jak jest ci coś potrzebne, sprowadzasz ludzi o co najmniej podejrzanym pochodzeniu, w dodatku nie odbyłeś jeszcze ani razu rytualnej drogi do Memoriae. Jak chcesz korzystać z praw, weź się wreszcie za obowiązki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cały czas to robię - syknąłem zirytowany. Nie cierpiałem, gdy ktoś mi robił wyrzuty. A jeszcze bardziej wkurzało mnie, gdy zarzuty były słuszne. - Jestem w środku sprawy o majątek po ojcu, a z Shenem się spotkałem głównie po to, żeby się zająć przywództwem w Sztyletach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Uważasz że to moralne pracować na rzecz zabójców własnej krwi?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie pieprz mi o &amp;nbsp;moralności jak jakaś katechetka na scholi, dobrze? Jakbym miał robić tylko to, co piękne i czyste to musiałbym chyba wciągnąć na siebie o-yoroi i wyzwać na pojedynek cholera wie kogo, skoro teraz nawet nie mają przywódcy &amp;lt;&amp;lt;o-yoroi, jap.&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #222222; font-family: sans-serif; font-size: 14px;&quot;&gt;大鎧 &lt;/span&gt;- tradycyjna zbroja samurajska; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - prychnąłem i przeszedłem obok kobiety, ocierając się ramieniem o jej ramię. - A do Memoriae właśnie miałem zamiar się wybrać, muszę sprawdzić kilka rzeczy. Zresztą, NIE PIERWSZY RAZ - dodałem z mocą, oglądając się nieco za siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wróciłem do sali, żeby zabrać ze sobą potrzebne mi rzeczy w małej nerce. Nie byłem pewny, co by się stało, gdybym spróbował zmienić formę razem z torbą z chemikaliami, więc jeszcze w domu, gdzie wpadłem na chwilę żeby zabrać potrzebne drobiazgi, zdecydowałem się wziąć coś, co będę mógł nieść jako kokko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Westchnąłem ciężko i zamknąłem oczy. Wciągnąłem mocno powietrze przez nos i skupiłem się na zapachach. Już po chwili przede mną pojawiła się ta charakterystyczna ścieżka woni i prawie niewidocznych iskierek prowadząca do biblioteki. Fascynowało mnie, że za każdym razem trafiałem gdzie indziej… a przynajmniej zupełnie inną drogą. Zastanawiałem się, czy to jakiś mechanizm obronny biblioteki, pozwalający na zachowanie jej tajemnicy nawet w sytuacji, gdyby któryś kokko zabrał do biblioteki ze sobą osoby postronne. Ostatecznie Xin’ai wspominała coś o barierach magicznych, a zupełna nieprzewidywalność czasu stanowiła najlepszy tego dowód.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W lesie przyświątynnym było, jak zwykle, cicho jeśli nie liczyć sporadycznego świergotu ptaków, które zaspały na swoją zwyczajową porę treli. Wydawało mi się, że wyczuwałem w okolicy zapach jakiegoś drapieżnika. Wolałem tego nie sprawdzać w obawie, że zgubię trop Memoriae i znowu będę musiał się uciec do formy kokko. Pora kwitnienia sporej części roślin zdecydowania nie ułatwiała śledzenia jednej konkretnej woni. Zgodnie z tym, co mówiła Xin’ai, powinienem zacząć się uczyć wykorzystywać zmysły na poziomie demona pozostając we w miarę ludzkiej postaci. Zwłaszcza, jeśli planowałem plątać się w szemrane interesy i dobra orientacja w otoczeniu mogła być kluczowa do przeżycia. Zastanawiało mnie, ile i skąd tak naprawdę Xin’ai wie. Kobieta wydawała się cały czas przebywać zamknięta w bibliotece, a jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co się wokół mnie działo nawet bez mojej relacji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jak zwykle odnalazłem wejście do podziemi w najmniej spodziewanym momencie. Kurhan wznosił się łagodnie ponad idealnie prostą powierzchnię ściółki w zacienionej, dość gęstej części lasu. Rozejrzałem się w poszukiwaniu nietypowych kamieni i w końcu mój wzrok padł na trzy duże skałki opalizujące w wątłych promieniach słońca. Podszedłem do nich i spróbowałem wymacać jakiekolwiek nieprawidłowości, ale w porowatej strukturze wydawało się być to niemożliwe. Nieco zirytowany wcisnąłem nogą największy z kamieni w ziemię, ale nie stało się zupełnie nic.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może byś przestała bawić się w takie idiotyzmy wreszcie, co? - rzuciłem w próżnię, nawet nie do końca wiedząc, do kogo mam mieć pretensje. Wydawało mi się, że wiatr zaszumiał w innej tonacji, jak gdyby śmiejąc się ze mnie, ale pewnie byłem po prostu przewrażliwiony. - Co to, kurwa, test na IQ? - mruknąłem jeszcze do siebie, po czym usiadłem ze skrzyżowanymi nogami na mchu i dokładnie przyjrzałem się układance. Jeden większy kamień, teraz wbity głęboko w ziemię i dwa mniejsze o prawie połowę. Spróbowałem obiema rękoma wepchnąć pozostałe dwa, ale okazało się to niemożliwe - ani drgnęły. Nie wiem, co, ale coś mi podpowiedziało, żebym spróbował to zrobić za pośrednictwem większego. O dziwo zadziałało i po chwili usłyszałem już głuchy dźwięk zapadania się ziemi, by odsłonić otwarty wylot Memoriae.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Powoli wszedłem do środka. Kłamałbym, gdybym powiedział, że przyzwyczaiłem się już do zapalających się znienacka pochodni Bunsena. Przynajmniej nie doprowadzały mnie już do stanu przedzawałowego jak za pierwszym razem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak ci się podoba moja zagadka? - usłyszałem za sobą kobiecy głos i przystanąłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Za schorowanymi staruszkami też się tak pojawiasz jak duch? - spytałem w zamian, nie odwracając się. Xin’ai zaśmiała się dźwięcznie. - Mam do ciebie sprawę. Może ty będziesz wiedzieć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możesz próbować, ale niczego nie obiecuję. Od moich czasów ludzie nawymyślali tyle nowych trutek, że nawet kokko pewnie nie dałyby rady. Swoją drogą, to naprawdę fascynujące, z jaką determinacją próbujecie się sami wybić. Chyba jeszcze żaden gatunek nie wpadł na to, żeby walczyć nie tylko z innymi, ale i ze swoją populacją na taką skalę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobra, dobra. Wystarczająco już się ponapawałaś ludzkim idiotyzmem? - westchnąłem znudzonym tonem i przepuściłem Xin’ai przed siebie. Miała na sobie piękne, rozszerzane ku dołowi qipao do ziemi w kolorze dumorietytu. W połączeniu z jej papierową cerą i kruczoczarnym, lisim ogonem oraz włosami wyglądała, jak zwykle, nieziemsko. Przez chwilę zastanawiałem się nawet, skąd bierze te wszystkie stroje, ale ostatecznie wolałem nie pytać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Xin’ai poprowadziła mnie w milczeniu do starego segmentu biblioteki, gdzie znajdował się stolik, na którym zwykle pisałem kolejne wpisy do kroniki. Już cztery.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To pokaż te swoje rewelacje, może z czymś skojarzę - wyciągnąłem z nerki dwie fiolki - jedną z czerwoną cieczą i jedną z białą zawiesiną. Kobieta bez wahania wzięła mi przez ramię tę drugą i odkorkowała, po czym przysunęła do nosa i powąchała szybko, niczym wietrzący pies.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wiem, jak to nazywacie, ale na pewno pochodzi z opium i jest dość mocno uzależniające. Dla mnie to jedwabny pył. W dawnych czasach spotkałam kilka Chinek zaprzyjaźnionych z jednym z kokko, które twierdziły, że to najlepszy środek odchudzający i mniej więcej się z tym bym zgadzała. Przynajmniej w tamtej wersji, tutaj jest trochę środka, którego jeszcze nie widziałam. Prawie na pewno coś sztucznie generowanego. Trzeba uważać z tym na ciśnienie - stwierdziła fachowo z przymrużonymi oczyma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak to wyleczyć?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Najlepiej wypłukać. Bardziej bym się martwiła nawykami nabytymi - odpowiedziała i zakorkowała z powrotem fiolkę. - Co do krwi, to i tak ci nie pomogę. Jestem ostatnią osobą, którą powinieneś pytać o leczenie kogokolwiek z czegokolwiek. Możesz mi za to przynieść te pozostałe dwie tabletki z serum nieśmiertelności, bo aż jestem ciekawa, do którego doszedłeś.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Serum nieśmiertelności? - powtórzyłem pytająco, nie mając zielonego pojęcia, o czym mówi kobieta.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, jak wy to tam nazwaliście… te zielone tabletki, które połknęła twoja jie jie - stwierdziła w końcu. &amp;lt;&amp;lt;jie jie, chiń.&amp;nbsp;姐姐 - starsza siostra; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po co ci one? - zesztywniałem na wspomnienie Gwiazdy Śmierci. Myślałem, że powinienem odsunąć od siebie ten przeklęty narkotyk tak daleko, jak tylko potrafiłem i nie mieszać się już nigdy więcej. Wystarczająco dużo szkód zdążył już narobić. - I tak w ogóle, to skąd o tym wiesz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kobiety mają swoje sposoby - zaśmiała się Xin’ai. - Mówiłam już, po prostu jestem ciekawa. A tobie też się mogą przydać w przyszłości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wolałbym nie - mruknąłem, wciskając fiolki z powrotem do saszetki, żeby jakoś rozładować napięcie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zrobisz co będziesz chciał - w końcu stwierdziła ugodowo Xin’ai. - Aha, mam coś dla ciebie - stwierdziła, wsuwając rękę pod wycięcie w sukni na piersiach i szukając tam czegoś. - O, mam! Nie trzymam tutaj tego za dużo, więc musisz sobie sam poszukać w okolicy. Na pewno powinno gdzieś być w lesie, przy okazji poćwiczysz orientację w terenie. O ile dobrze pamiętam, kilka krzaków sprowadziła Xiae ponad pięćset lat temu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A tak konkretniej? - westchnąłem, opierając dłoń na biodrze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak konkretniej to - kobieta podsunęła mi pod nos zasuszone ziele do powąchania. - My na to mówiliśmy lisie ziele. Może i ma jakąś nazwę ludzką, ale nie jestem pewna. W każdym razie, potrafi zamaskować chwilowo geny kokko, więc nie będziesz się musiał martwić w sądzie, że ci puszczą nerwy i wpadniesz - spojrzałem pytająco na Xin’ai, ale ta tylko uśmiechnęła się lekko. - Musisz uważać, bo nie tylko cechy morfologiczne są przyblokowane. Zmysły stępią ci się do tego, co posiada standardowy człowiek, a odporność na alkohol i psychotyki zejdzie w zasadzie do zera, jakbyś nigdy nie miał z nimi styczności. Zaparz dwa-trzy listki i wypij całość. Efekt utrzyma się na pół dnia, może cały dzień. Rozumiemy się?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne - przytaknąłem. - Jesteś wielka, wiesz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdybyś miał tyle lat co ja, też byś był - stwierdziła, jak gdyby w ogóle nie miała zamiaru przeczyć mojemu komplementowi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A-ale jak to potrzebujesz pilnie jego badania? - niemal syknąłem do słuchawki. Niecałe pięć minut temu opuściłem Memoriae i z ulgą stwierdziłem, że tym razem czas był dla mnie nad wyraz łaskawy - wypluło mnie zaledwie kilka sekund po wejściu. Nawet Xin&#39;ai twierdziła, że biblioteka mnie lubi wypuszczając zawsze co najwyżej po kilkunasty godzinach. - Doktor Miyako, przecież sama mówiłaś, że szczyl ma siedzieć cały czas w domu i…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oj, nie bądź taki drobiazgowy. Przez ten czas pewnie już mu się i tak poprawiło chociaż trochę, a samochodem jakoś przejedzie. Tylko nie taksówką, weź go do siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tsaaa? Z kartonu mam sobie wyciąć samochodzik napędzany jak we Flinstonach? - spytałem sarkastycznie, wywracając oczyma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, że nie… to ty nie masz prawa jazdy w tym wieku? Jakie te dzieciaki są wygodnickie. No nic, jakoś dasz sobie radę. Postaraj się przyjechać w tym tygodniu. W następnym mam trochę operacji zaplanowanych i nie wiem, czy się wyrobię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Doktor Miyako, przecież mówię, że nie… - w słuchawce rozległ się dźwięk przerwanego połączenia. - &lt;u&gt;Noż kurwa, czemu ten babsztyl nigdy mnie nie słucha!&lt;/u&gt; - syknąłem cicho sam do siebie i schowałem telefon do kieszeni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Coś się stało? - spytała Janette, dotychczas siedząca cicho w fotelu naprzeciwko. Byliśmy w jej i Shena domu - przytulnym parterowym budynku o powierzchni nieprzekraczającej stu metrów kwadratowych. Na pierwszy rzut oka widać było kobiecą rękę w wystroju wnętrz i ogólnej atmosferze. Shen kupił to lokum zaraz po tym, jak się dowiedział o ciąży Janette. Jakim cudem udało mu się zachować tak dużą transakcję w sekrecie przed Sztyletami, nawet w atmosferze ogólnego chaosu, pozostawało dla mnie tajemnicą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic szczególnego - machnąłem ręką lekceważąco. - No, ale opowiadaj, co wam powiedział ginekolog? Bo podobno byłaś ostatnio, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Można tak powiedzieć. Shen się uparł, żeby ze mną jeździć do doktora Towako z każdą pierdołą. Czasami mam wrażenie, że nie jestem w ciąży, tylko jakiejś śmiertelnej chorobie z przerzutami - zażartowała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale ból brzucha w tym tygodniu to…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Shen jak zwykle przesadza. Zwykłe naciągnięcie więzadła macicy i tyle - stwierdziła z uśmiechem i pociągnęła łyk chłodnej już kawy. - Lekarz ma go już chyba zupełnie dosyć, a będziemy się widzieć jeszcze co najmniej siedem miesięcy… - westchnęła głęboko, a ja mimowolnie się zaśmiałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może mu przejdzie? Przynajmniej masz pewność, że cię nie zostawi. Wiesz, rzadko kiedy spotyka się teraz faceta z tak psią wiernością - sam nie wiem, dlaczego pomyślałem o Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A co, wiesz coś o tym? - spytała w żartach Janette, a ja nie potrafiłem jej na to pytanie odpowiedzieć, żeby nie dać po sobie poznać tego, co siedziało mi w głowie. - Stało się coś - stwierdziła po chwili milczenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Poniekąd tak. Ale nie przejmuj się tym, masz wystarczająco dużo własnych problemów. No, weźmy się wreszcie do roboty, bo potem się jeszcze spóźnisz na swoją własną imprezę - powiedziałem wesoło, zmieniając temat. Nawet nie chodziło o to, że źle się czułem w towarzystwie Janette, czy nie ufałem, że dotrzyma tajemnicy. Nie byłem do końca pewny, czy potrafiłem jej o wszystkim opowiedzieć tak, by mnie dobrze zrozumiała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z miłością jest jak z masłem, trochę chłodu dodaje jej świeżości - stwierdziła z mądrą miną, jak gdyby czytała mi w myślach. Ta kobieta była naprawdę niesamowita.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To Shakespeare? - spytałem, spoglądając na nią.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, Marcel Achard - odpowiedziała, oglądając się przez ramię na mnie. - No, chodźże wreszcie - popędziła mnie, otwierając drzwi na oścież.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Już idę, no. Nawet kawy nie dasz mi dopić - bąknąłem pod nosem, ale podążyłem za kobietą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Janette poprowadziła mnie na werandę, gdzie rozstawione były podłużne doniczki z młodymi kwiatami i ziołami. Większość z nich była bardzo popularna, dlatego już na pierwszy rzut oka byłem w stanie je dobrze określić nawet nie podchodząc do konkretnych okazów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak pomożesz mi chociaż trochę to jesteś wielki. Matka mi to wszystko nazwoziła, bo ponoć oni tam na wyspach mają jakieś lepsze, czy coś. Wiesz, do szczęścia mi zielsko nie jest potrzebne, ale skoro i tak mama ma zamiar zwalić mi się na głowę, żeby „być przy mojej ciąży”, to lepiej, żeby to nie poschło do tego czasu - stwierdziła wyraźnie zmęczonym tonem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Różne rzeczy ludzie ze sobą wożą, żeby być szczęśliwym, ale żeby kwiatki…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale to nie dla niej, nieeee. To ma być teraz moja apteka, bo przecież dziecka chemią nie będę faszerować. A to samo zdrowie, bezpieczne i równie skuteczne. Nawet raka tym można wyleczyć. A przynajmniej tak jej wcisnęła jakaś wiejska szamanka z Holandii - zachichotałem mimo wyraźnej irytacji Janette.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z tą cudotwórczością bym nie przesadzał. Większość tego tutaj to zwykła zieleninka bez żadnych właściwości. Ale przynajmniej ładnie wyglądają w ogródku, więc będziesz mieć na wiosnę zielono - dodałem po chwili ze śmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty mnie nawet nie denerwuj - prychnęła. - Jak tylko moja matka się wyniesie, to zielsko poleci razem z nią. Jeśli nie prędzej. Ona mi nawet jakieś cudowne instrukcje do tego przywiozła i wychodzi na to, że nie dość, że mam dzień i noc siedzieć i tylko się kwiatkami zajmować, to jeszcze chyba wynajmę cały park miejski, żeby chabręzie miały „dogodne warunki bytowania”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nawet nie chcę wiedzieć, co nawymyślały, ale to-to w większości w naturze jest zwykłymi chwastami i naprawdę się trzeba napracować, żeby je zabić. Dobra, daj mi chwilę. Pooglądam, co tu właściwie masz i co w jakikolwiek sposób może się przydać, ok?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie spiesz się. Próbowałam już sprawdzać część w Internecie, ale to bardziej robota głupiego z tymi krzaczkami, co ona nabazgrała w podpisach - Janette westchnęła głęboko i skrzywiła się na chwilę. - Zaraz wracam, muszę iść do łazienki. Sam rozumiesz, to ten okres - uśmiechnęła się znacząco i weszła do domu, zostawiając mnie samego między doniczkami. Postanowiłem na nią nie czekać i zabrać się do roboty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To co my tu mamy… - mruknąłem sam do siebie, podchodząc do najbardziej wciśniętej w kąt doniczki. - Yimucao dla kobiet w ciąży? Czego to nie wymyślą w tej Europie &amp;lt;&amp;lt;yimucao, serdecznik - zioło używane w tradycyjnej medycynie chińskiej; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - westchnąłem i zdjąłem doniczkę z podestu na płytki. - Dalej, to są chwasty, to są chwasty, to… nie, w sumie melisa może się przydać - mruczałem do siebie, przestawiając lub ściągając kolejne doniczki. Powoli kończyłem remanent, gdy w kieszeni zawibrował mi telefon. Wyciągnąłem go wolną ręką i zerknąłem na wyświetlacz. Nieco zdziwiony odebrałem telefon.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Sano-oji? Coś nie tak z rozprawą? - spytałem, przytrzymując komórkę przy uchu ramieniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- C-co? Nie, nie o to chodzi - mężczyzna mówił zdecydowanie szybciej niż normalnie. Wydawało mi się, że jego głos drży, ale mogło to być równie dobrze spowodowane złym przesyłem w sieci. - Nie wiem, co teraz robisz, ale musisz to natychmiast przerwać. Właśnie do mnie dzwonili ze szpitala, Soujirou miał wypadek - coś huknęło głośno koło mnie. Dopiero po chwili zorientowałem się, że była do doniczka, którą wypuściłem z rąk i rozbiła się na podłodze. - Musisz jechać pod hotel Park Hyatt, chyba wiesz, gdzie to jest. Tylko Hei, nie ró… - nie słyszałem, co mężczyzna powiedział dalej, bo się rozłączyłem. Nie myśląc, co robię wbiegłem do domu, przy okazji omal nie potrąciwszy zdezorientowanej Janette w drzwiach werandy. Wparowałem do kuchni, gdzie prawdopodobnie miał być Shen.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Shen, gdzie masz kluczyki do motoru? - spytałem na jednym wydechu. Mężczyzna popatrzył na mnie zdziwiony, ale dość szybko zauważył moje błagalne spojrzenie. Westchnął ciężko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W garażu, na wieszaku. Weź czerwoną Hondę, żaden policjant nie będzie tak głupi, żeby próbować cię w niej zatrzymać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne. Dzięki, stary - kiwnąłem tylko głową i w pełnym pędzie wyleciałem do garażu. &lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxii.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-9039636278710821040</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:40:08.189+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XXI</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wszedłem do pomieszczenia przesiąkniętego brunatnym, wręcz oślizgłym światłem. Na całej jego powierzchni porozstawiane były w losowych miejscach brudne stoły i krzesełka, niektóre nawet połamane lub wybrakowane. Dygocące, kładące się niemal we wszystkich kierunkach cienie sprawiały wrażenie, iż całe pomieszczenie kołysało się i ciągle stabilizuje na nowo z pierwotnego chaosu. Brudnoczerwony kolor ścian pokrytych w dużej części brunatnymi, udrapowanymi kurtynami o grubej fakturze i przytłaczający przepych skórzanych obić mebli przyprawiał o zawrót głowy nawet bez unoszących się oparów cygara, alkoholu i ludzkiego potu. Ten trzeci zapach był zresztą chyba najmocniejszy i najbardziej ohydny. Mógłbym przysiąc, że wyczuwałem również odór innych ludzkich wydzielin. Dookoła walały się jakieś niedopałki, śmieci po pożeranych wcześniej przekąskach i mniej zidentyfikowane barachło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przełknąłem głośno ślinę i przecisnąłem się między fotelami, podchodząc do trójki roześmianych mężczyzn. Grali w coś, ale zdecydowanie gra ta nie przeszkadzała im w piciu mocnej, rosyjskiej wódki bez banderolek i żywiołowej rozmowie. Nie była to zresztą ich pierwsza butelka, sądząc po całym stosiku niechlujnie rzuconego, na wpół rozbitego szkła tuż przy jednej z nóg stołu. Temat rozmowy wołałem jak najstaranniej przepuścić przez uszy bez rejestrowania otrzymanych informacji w świadomości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kazałeś mi przyjść, laoda &amp;lt;&amp;lt;laoda, chiń. 老大 - zwierzchnik, szef, ktoś wyżej postawiony; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - zaanonsowałem swoje przyjście z niskim ukłonem, gdy przez chwilę żaden z mężczyzn nic nie mówił. Wiedziałem, że lepiej nie ryzykować rozgniewania któregoś przerwaniem mu. Jeden z nich zerknął na mnie kątem oka, a ja aż wzdrygnąłem się od niemal fizycznego chłodu, jaki towarzyszył temu niedbałemu gestowi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, nareszcie przybyła nasza główna atrakcja, panowie! - zaśmiał się mój przełożony, Zu Tanghu, Krwawy Zu. Był mężczyzną przerażającym, o sile przewyższającej nawet pierwsze podejrzenie po ujrzeniu jego muskularnej sylwetki. Dysponował niebywałą władzą, w zasadzie pełniąc rolę zupełnie zdominowanego przez siebie przywódcy kasty narkotykowej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tanghu laoda brutalnie przyciągnął mnie do siebie, wytrącając z równowagi zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Czułem, że mój puls zaczyna przyspieszać, a myśli uciekać spłoszone najdrobniejszym doznaniem fizycznym. Odruchowo zmrużyłem oczy, gdy od jego srebrnego pierścienia z ciemnozielonym oczkiem w kształcie półkola odbiło się światło którejś z lamp prosto na moją twarz. Zdecydowanym ruchem dłoni zmusił mnie do przekręcenia głowy w jego kierunku i pocałował, niemal od razu wsuwając swój język w moje usta. Jego ślina miała gorzkawy posmak tytoniu i alkoholu, a ciało niemal lepiło się od potu. Instynktownie szarpnąłem się w tył, szukając w tym geście prymitywnego poczucia bezpieczeństwa i możliwości ucieczki. Wbrew oczekiwaniom, Tanghu laoda od razu mnie puścił. Wylądowałem na śliskiej, wykafelkowanej posadzce, uprzednio uderzając się o wystający kant stolika. Przez moje biodro przeszła fala bólu, a lewa dłoń wylądowała w nieprzyjemnej mazi przywodzącej od razu na myśl wymiociny, jednak strach niemal doszczętnie tłumił jakiekolwiek odczucia fizyczne ciała. Cienie zadygotały, jak gdyby chciały wyrazić swoje upiorne niezadowolenie moim zachowaniem. Mógłbym przysiąc, że nie były to sylwetki ludzi i umeblowania, ale stado wygłodniałych wilków o świecących, czerwonych ślepiach i obnażonych kłach i śliną ściekającą po pyskach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy tylko ocknąłem się z pierwszego szoku, przekręciłem się na kolana i przypadłem nisko do ziemi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Racz wybaczyć moje zachowanie, laoda. Błagam, ja nie… - wyjęczałem, czując, jak oszalałe serce niemal przeciska mi się już przez gardło, żeby zaraz wyskoczyć zupełnie poza resztę ciała. Wilki zawarczały groźnie, szykując się do ataku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie wywiniesz mi się dzisiaj tak prędko jak wczoraj przed starym Fangji - głos Tanghu Zu roznosił się echem i dźwięczał szyderczo w moich uszach jeszcze długo po tym, gdy mężczyzna umilkł. Cienie pomrukiwały aprobująco i śliniły się na zapowiedź uczty. Zacisnąłem mocno oczy w naiwnej wierze, że tak uda mi się odgonić wszystko, co złe. - W końcu po coś kazałem ci tu przyjść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Z ciebie to prawdziwy selang, laoda &amp;lt;&amp;lt;selang, chiń. 色狼 - słowo oznaczające zarówno zboczeńca, seksoholika, jak i wilka; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; - zaśmiał się jeden z pozostałych mężczyzn.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A co, jesteś niezainteresowany? - spytał Tanghu Zu, czemu towarzyszyła kolejna już fala śmiechu. Starałem się skulić jeszcze bardziej, ale i tak wiedziałem, że to nic nie da.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tego nie powiedziałem, laoda - sam nie byłem pewny, czy były to ludzkie słowa, czy zwierzęce powarkiwanie, ale i tak nie wróżyły nic dobrego. - Taka okazja nie trafia się zbyt często. Nie można przejść obojętnie obok takiej piękności - zarechotał ku uciesze całego stada.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wstawaj, robota na ciebie czeka! - rzucił ostro Zu, kopiąc mnie prosto w twarz tak, żebym upadł na bok. Podniosłem się na drążących nogach i stanąłem tuż przy stoliku, za wszelką cenę starając się chociaż trochę uspokoić oddech. Podkuliłem pod siebie ogon, łudząc się, że da mi on choć minimalną ochronę. - Do kurwy nędzy, obróć się! Nie uczyłem cię, jak masz przede mną rozkładać nogi? - syknął zniecierpliwiony i pociągnął mnie za rękę z taką siłą, że krzyknąłem. Popchnął mnie do przodu i wylądowałem brzuchem na stoliku z kartami wbijającymi się w podwinięty między mnie a mebel ogon.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poczułem szarpnięcie w okolicach podbrzusza i moje spodnie zjechały w dół, a zaraz za nimi slipki, odsłaniając wszystko, co za wszelką cenę chciałem ukryć. W gardle uwiązł mi krzyk, gdy przez moje ciało przeszedł spazm nieopisanego bólu. Pomiędzy kolejnymi pchnięciami poczułem, jak po moich nogach powoli spływa strużka krwi. Cienie rzuciły się na nią, gdy tylko zwęszyły pożywkę. Szarpnąłem się, chcąc uciec od bestii, ale na nikim nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, a ogień palący moje wnętrze jeszcze się spotęgował.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Krzyczałem i płakałem ku uciesze widowni. Jak przez ścianę dotarł do mnie stłumiony śmiech trójki mężczyzn i przeraźliwy chichot żerujących hien. Mój wzrok podążył w kierunku stąpających dookoła mnie padlinożerców na ścianach. Śmiały się i szczękały w zniecierpliwieniu zębami, ostrząc je na moment, gdy wreszcie drapieżcy znudzą się mną i zostawią na pastwę losu. Już byłem padliną, ale wyraźnie nie dość sponiewieraną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zacisnąłem palce na blacie stołu, gorączkowo poszukując jakiejkolwiek ucie…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Krzyknąłem przerażony i wyrwałem się do tyłu w kąt, czując na szyi lepką wilgoć. Przede mną oparty na rekach o ramę łóżka klęczał zaniepokojony Xiaogou, wlepiając we mnie te swoje wielkie, błyszczące oczy w tak charakterystycznym odcieniu wręcz czerwonego kasztana.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zdezorientowany rozejrzałem się po pomieszczeniu. Znajdowałem się w pracowni Soujirou na szerokiej kanapie. Spałem na niej już jakieś półtorej tygodnia, odkąd wyniosłem się tymczasowo z domu na prośbę Sano-ojisana. Nie podobało mi się bycie utrzymankiem Soujirou, jednak nie mogłem zbyt wiele zrobić. Zbytnio nie cierpiałem dłuższych pobytów w hotelach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zsunąłem się z posłania i chwiejnym krokiem podszedłem do prostego, bukowego biurka służącego mi za prowizoryczne stanowisko pracy. Irytowała mnie ilość karteluszków, zdjęć i kolorowego badziewia zagracającego prawie połowę przestrzeni użytkowej, ale nie miałem prawa narzekać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W głowie ciągle czaiło się nieprzyjemne uczucie zagrożenia i strachu wywołanego przez wspomnienia koszmaru, ale starałem się je zagłuszyć obowiązkami chwili obecnej i szybko połkniętymi bez popijania dwoma tabletkami czystej morfiny. Mimo to, musiałem przejechać palcami po wewnętrznej stronie odkrytych ud, by upewnić się, że są one suche i niezakrwawione. Rozparłem się na obrotowym fotelu i odchyliłem do tyłu aż do ostrzegawczego skrzypnięcia mebla, oddychając głęboko, by wyregulować zaburzony przez wspomnienia oddech. Poczułem jakiś ciężar na lewym udzie. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że szczeniak położył głowę na mojej, siadając na podkurczonych nogach obok fotela. Odruchowo podrapałem go za ludzkim z wyglądu uchem i uśmiechnąłem się lekko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic mi nie jest, to tylko niewygodna przeszłość mnie ściga - wymruczałem uspokajająco, ale wiedziałem, że to nie była prawda. Niemal dziwiłem się, że to wspomnienie pojawiło się tak późno, odkąd Zu zaczął się na mnie odgrywać za znalezienie sobie innego mężczyzny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyciągnąłem dłoń w oczekującym geście przed oczyma Xiaogou, a chłopak podał mi przedramię bez słowa sprzeciwu. Niemal w ciemno odnalazłem widoczną żyłę na jego nadgarstku. Wbiłem w nią igłę, pobierając materiał do kontroli, jak robiłem to co drugi dzień, odkąd skonsultowałem się z doktor Miyako z NCGHM. Lekarka orzekła, iż tak wybuchowej mieszanki nie widziała nawet u dzieci odbitych z nielegalnych laboratoriów firmy farmakologicznej pięć lat temu. Pierwsze, co stwierdziła, to „bogowie niebiańscy, powiedz, że nic więcej mu nie podawałeś!”, a zaraz potem „żadnej chemii, żadnego wyłażenia poza ciepłe cztery ściany, żadnego wysiłku fizycznego. Siedzieć, podziwiać rykowisko w telewizorze i modlić się, żeby to-to nie wybuchło”. Podała mi też zupełnie długą listę potraw zakazanych i nakazanych i stwierdziła, że jeśli „NAM” się uda utrzymać go przy życiu przez najbliższy rok to pisma medyczne będą się zabijały w kolejce po wywiad. Oczywiście, doktor Miyako doskonale wiedziała o tym, że Xiaogou był lykantropem, ale cały czas radośnie ignorowała ten fakt.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Sporządziłem szybko preparat i wsunąłem go pod mikroskop. Krew Xiaogou odbudowywała się ilościowo w idiotycznie szybkim tempie. Niemal już wróciła do odpowiedniej proporcji i konsystencji, prawdopodobnie dzięki zwierzęcej części genotypu. I na tym kończyły się dobre wiadomości, bo nowo powstałe krwinki przejmowały dysfunkcje i problemy starych niemalże w takim samym procencie jak stare, więc jakość cały czas pozostawiała wiele do życzenia. Co więcej, pomimo wypłukania dość znacznej części toksyn, wszelkie fizyczne objawy w niewyjaśniony dla mnie sposób utrzymywały się tak, jak gdyby ich zawartość pozostawała niezmienna. Szczeniak cały czas starał się wszelkimi możliwymi sposobami ominąć posiłki, spał po dwie-trzy niespokojne godziny, a jego cera i oczy wskazywałyby bardziej na przynależność dzieciaka do świata martwych, niż żywych. Powoli zaczynałem wierzyć z pseudonaukowe wynurzenia homeopatów. Na szczęście już nie rzygał po kątach i jakimś cudem udało się go przekonać, żeby załatwiał swoje potrzeby w toalecie i nie latał z gołym tyłkiem. Mimo wszystko, utrzymywał ten swój bezmyślny optymizm i skłonność do szczeniackich zabaw z wręcz niewiarygodnym uporem licencjonowanego muła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeliczyłem wszystkie zmiany i wysłałem wyniki doktor Miyako na pocztę, po czym zerknąłem na zegarek. Dobiegała dziewiąta, więc Soujirou pewnie już się budził.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie rusz - rzuciłem przez ramię wyuczoną komendę i wyszedłem z pokoju. Soujirou był zdecydowanym przeciwnikiem akceptowania faktów takimi, jakimi były i cały czas narzekał na sposób w jaki traktowałem szczeniaka, uniemożliwiając mi większość prób tresury. Na szczęście wywalczyłem wyłączność na przebywanie ze szczylem w nocy, głównie ze względów medycznych, więc wieczorami tuż przed spaniem próbowałem zapanować nad sytuacją, ucząc Xiaougou kolejnych komend czy zachowań. Całe szczęście, z notatkami Jyuuro nie było to aż tak męczące. Większość nauki przepadała w ciągu dnia wraz z nadopiekuńczym i absurdalnym zachowaniem Soujirou, ale nie miałem siły tłumaczyć mężczyźnie po raz setny, żeby tego nie robił. Zresztą, byłem aż nazbyt świadomy, że Zu tylko czekał na to, żeby w końcu puściły mi nerwy i w szaleństwie chwili chlapnę coś nieodwołalnego, narażając swoje stosunki z aktorem. I tak były już dość napięte, zarówno przez rozbieżność poglądów na temat szczeniaka, jak i coraz mniejszą ilości czasu, który mogliśmy spędzać tylko we dwójkę. Zu bawił się doskonale, wynajdując mi coraz to nowe powody, żebym nie miał dłuższej chwili dla siebie. Zbytnio bałem się o zdrowie kochanka, żeby odrzucić kolejne polecenie mafiosa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Niemal nie myśląc o tym, co robię, przygotowałem śniadanie w staroeuropejskim stylu i czajniczek jaśminowej herbaty prosto z Pekinu. Nie zdążyłem wyłożyć wszystkiego na stół, gdy powitał mnie uśmiechem nieco jeszcze rozespany Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Doprawdy, aż czuję się kochany - stwierdził i stłumił ziewnięcie, po czym przeciągnął się, odsłaniając nieco bladej skóry brzucha.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Takimi widokami zarzucasz człowieka już od rana? - spytałem mrukliwym głosem, podchodząc do mężczyzny i przejeżdżając palcami nieco ponad talią Soujirou. Sądząc po reakcji aktora, moje palce wciąż były zimne od wody. Cholernie tęskniłem za jakąkolwiek większą czułością, czy pieszczotą, nie wspominając już o seksie. Uniosłem się na palce stóp i pocałowałem mężczyznę prosto w usta, testując, jak daleko mogę się posunąć. Przez chwilę Soujirou odwzajemnił delikatnie mój pocałunek, ale dość szybko się odsunął. Stanowczo za szybko, jeśli o mnie chodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, dobrze wiesz, że nie możemy. Nie tutaj, nie jesteśmy sami - stwierdził. Miałem powoli po dziurki w nosie tej całej sytuacji. Niby przyznawaliśmy się do „poważnego związku”, niby mieszkaliśmy ze sobą, niby… no właśnie, wszystko niby. Nasze rozmowy coraz częściej albo urywały się po kilku minutach, bo któreś musiało iść do obowiązków, albo schodziły na tematy tak absurdalnie z niczym niezwiązane, że to aż bolało. Jeśli chodziło o mnie, to mogliśmy się kochać z Soujirou choćby tu i teraz, czy w samochodzie na parkingu na oczach wszystkich sąsiadów, ale mężczyzna zdawał się unikać tematu pod byle pretekstem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To kiedy? - syknąłem nagle zirytowany, odsuwając się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, o co ci znowu chodzi? Przecież…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co przecież? - niemal wrzasnąłem, odwracając się gwałtownie w stronę Soujirou. - Do cholery, odkąd pojawił się ten szczyl, codziennie śpimy osobno! Widzę cię co najwyżej rano i wieczorem, czasami nawet nie to, a najpoważniejszym tematem ostatnich dni był kolor hortensji u jakiejś baby w ogródku. Naprawdę nie wiesz, o co mi chodzi?! - wyjęczałem, opierając się o krzesło. - To nasz pierwszy miesiąc związku, a nie trzydziesty rok małżeństwa ekonomicznego!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chyba nie oczekiwałeś, że życie będzie wyglądać tak, jak w anime - westchnął Soujirou, a mnie aż zatkało na te słowa. - Kotku, wiem, że się starasz. Obiecuję ci, że jak tylko Xiaogou się usamodzielni i paparazzi już do końca dadzą sobie spokój z szukaniem sensacji na mój temat, wyjedziemy gdzieś. Tobie już powinny się wtedy zacząć wakacje letnie. To jak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A w międzyczasie co? Może w ogóle sobie dajmy spokój i spotykajmy się tylko jak będzie czas? Przynajmniej będę wiedział, na czym stoję.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie przesadzaj, Hei. Jesteś przemęczony, to wszystko. Wyjdź na miasto ze znajomymi, odpręż się, a jutro wrócimy do rozmowy, co? - mężczyzna objął mnie w pasie i pocałował lekko w czoło. - Potrzebujesz chwili odpoczynku, ja się tutaj wszystkim zajmę. I tak miałem zamiar zostać i popracować trochę nad scenariuszem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znalazłeś nowe zlecenie? - spytałem niezadowolony. Myślałem, że ustaliliśmy już, że Soujirou zrobi sobie przerwę od pracy, skoro mógł sobie na to pozwolić finansowo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zlecenie, tylko pomagam staremu koledze przeredagować powieść na dramat. Chce go wystawić na deskach Teatru Hikaru. To tylko scenariusz, nigdzie nie wyjeżdżam w plener.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Na pewno? - spytałem ostro, podnosząc wzrok na twarz Soujirou. Mówił prawdę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Na pewno, nie martw się tak. To jak, masz już jakiś pomysł, jak spę… - Soujirou nie skończył, bo przerwał mu dźwięk mojego telefonu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zaraz wracam - mruknąłem niezadowolony i wróciłem do pracowni. Xiaogou patrzył na komórkę nieco zdezorientowany, nie wiedząc, czy powinien zostawić ją w spokoju, czy może lepiej odebrać i naszczekać na odbiorcę. - Przesuń się - syknąłem, odganiając chłopaka, żebym mógł sięgnąć na wysoką półkę. Sam nie wiedziałem, co mi strzeliło do głowy wczorajszego wieczora, żeby ją tam położyć… a nie, było to celowe. Xiaogou szczekał na wiecznie mrugający wyświetlacz, gdy Zu urządził sobie audiotele z mojego numeru i wysyłał dziesiątki wiadomości. Odblokowałem wyświetlacz i odebrałem połączenie od Sano-ojisana.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jakże się cieszę z twojego telefonu o tak malowniczej porze - mruknąłem, udając zaspanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie udawaj. Wiem, że już dawno jesteś na nogach. Dostaliśmy termin rozprawy - stwierdził mechaniczny głos w słuchawce. - Szczegóły przekażę ci osobiście, ale nie w ten weekend, bo wyjeżdżam na sympozjum. Możesz wpaść do mnie na uniwersytet we wtorek? Ostatnie zajęcia kończę coś koło czwartej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, o ile nie zapomnę. NIE ZAPOMNĘ - dodałem z mocą, gdy słuchawka świsnęła mi do ucha sygnalizując, że prawnikowi nie spodobał się mój żart.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mam nadzieję. To do wtorku, muszę już lecieć. Nie zrób nic głupiego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Do wtorku. Miłego fruwania - nie byłem pewny, czy mężczyzna usłyszał moje ostatnie słowa, czy zdążył się już rozłączyć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Włóczyłem się po piętrach galerii, nie za bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Shen był zajęty panikowaniem i robieniem ogólnego zamieszania dookoła Janette, jak na ósmy tydzień ciąży przystało prawie-że-tatusiowi, Jyuuro kończył zmianę za trzy godziny i to tylko dlatego, że musiał zabrać Monstera na szczepienia, a na spotkanie z kimkolwiek ze Sztyletów nie miałem najmniejszej ochoty. Po raz setny zerknąłem na zegarek na telefonie - dochodziła czternasta, więc nawet, gdybym chciał zabumelować u Horino-mamy, musiałbym spędzić bite półtorej godziny pod drzwiami baru. Zresztą, przecież obiecałem Soujirou, że nie będę się spotykać z żadnym innym facetem i miałem zamiar dotrzymać tej obietnicy przynajmniej w aspekcie przypadkowego seksu. Miałem już wystarczająco duże wyrzuty sumienia przez Zu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Usiadłem na ławce i zapatrzyłem się niewidzącym wzrokiem przed siebie. Po cholerę obiecałem Soujirou, że nie wrócę do domu przed dwudziestą drugą? Przecież mogliśmy ten wieczór spędzić wspólnie… Właśnie! Wysunąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, coś się stało? - powitał mnie w słuchawce głos Soujirou.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To zależy od twojej odpowiedzi - stwierdziłem z uśmiechem, zakładając nogę na nogę. Oblizałem usta i kontynuowałem: - Dużo ci jeszcze zostało do zrobienia na dzisiaj?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skończyłem pół godziny temu i miałem zamiar zabrać się za poprawki dopiero po osiemnastej - oznajmił mężczyzna, a mój uśmiech na chwilę zaniepokoił przechodzącego obok staruszka. - Jeśli czegoś potrzebujesz, mogę ci to załatwić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie zaraz zadzwonię do restauracji w Park Hyatt i będę tam na ciebie czekał. Już dawno nie jadłem kolacji ze śniadankiem gdzieś poza domem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei? Nie zapominasz o czymś? - ton głosu Soujirou zmienił się, i to bynajmniej nie na taki, jakiego oczekiwałem. - Dobrze wiesz, że nie mogę zostawić Xiaogou samego na tak długo, nie jest jeszcze…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyli jakiś kundel-przybłęda jest dla ciebie ważniejszy od własnego kochanka, tak? - przerwałem mu, sycząc przez zęby.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze wiesz, kotku, że nie o to chodzi. Chyba rozumiesz, że…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, nie rozumiem. Możesz na mnie nie czekać z kolacją. Ani dzisiaj, ani w najbliższej przyszłości - oznajmiłem oschle i rozłączyłem się. Krew we mnie aż wrzała. Byłem idiotą, przyjmując ten kurewski pomiot pod swoją opiekę. Powinien zdechnąć już dawno gdzieś pod płotem zamiast zabierać mojego kochanka!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Krople cuchnącego spalinami deszczu skapywały z mojej grzywki tuż przed oczami, a ubranie już dawno przekroczyło stan krytyczny i przepuszczało przez siebie wodę niczym stara gąbka. Tylko cud mógł sprawić, żebym nie wylądował jutro w łóżku z gorączką. Przeniosłem ciężar ciała z nogi na nogę, czując, jak ta pierwsza drętwieje już pode mną. Wreszcie usłyszałem za sobą głuche kliknięcie i wiedziałem, że mogę wejść do środka. Niemal po omacku odnalazłem klamkę, nie widząc nic prócz szarej plamy przez strużki sączące się po mojej twarzy i otworzyłem zamaszyście drzwi. Po drugiej stronie progu zaskoczony Horino-mama ledwo uniknął nadziania się na klamkę i przywalenia głową w futrynę. Mężczyzna intensywnie zamrugał tuszowanymi rzęsami, odzyskując poczucie równowagi i pełnej świadomości otoczenia, a potem popatrzył na mnie jak na upiora.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- H-Hei-kun! Co ty tutaj robisz, w dodatku o tej porze i przemoczony do suchej nitki?! - mężczyzna pociągnął mnie za rękę do środka. - Wchodź, wchodź, nie potrzebna mi powódź w barze - stwierdził, zamykając z głuchym trzaśnięciem drzwi i prowadząc mnie przez lokal. - Och, jeśli chciałeś się wcześniej spotkać, to wystarczyło zadzwonić. Przecież masz mój numer. Teraz idziesz się przebrać do mnie na zaplecze, a potem mi wszystko opowiesz - stary, dobry Hori-chan. Jak zwykle miał skłonności do zagadania wszystkich, gdy już się rozpędził w swoim monologu. - Z męskich ubrań mam tylko stary uniform Garry’ego, ale będzie ci musiał wystarczyć dopóki nie wysuszysz tego prania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie minęło dziesięć minut, a siedziałem na wysokim krześle barmańskim przy ladzie, sącząc Highlandera z rękoma kurczowo zaciśniętymi na prostopadłościennej szklance o chropowatej fakturze. Nie czułem się najlepiej z myślą, że wyglądam jak kelner w garniturze barmańskim, ale sam byłem sobie winien.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ty możesz sobie wyobrazić, że ten sukinkot mnie wystawił?! Powiedział, że ten pierdolony szczyl jest ode mnie ważniejszy i nie zostawi go samego! - syknąłem, pociągając porządny łyk alkoholu. - I on mi będzie pierdolił jakieś frazesy o miłości!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie za bardzo cię nęka ta chcica, co? Normalny człowiek miałby już dosyć, jakby go pieprzył co drugi dzień taki facet jak ten twój gangster. Chyba ci nie muszę przypominać, że to ja ci pomagałem ukryć ślady po ugryzieniach tydzień temu - Horino-mama zachichotał, wyraźnie rozbawiony moim wyznaniem. A mnie szlag jasny chciał trafić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hori-chan, do kurwy nędzy, wiesz, że nie o to mi chodzi! Fakt, lubię się kochać i rzadko kiedy odmawiałem chętnemu, jak tylko potrafił zaoferować odpowiedni poziom, ale bez przesady! - syknąłem, gdy z nerwów przygryzłem język. - Ale, do cholery jasnej, my nawet nie mieliśmy czasu ostatnio porozmawiać dłużej, poprzytulać się, czy coś, bo on woli niańczyć to brudne zwierzę! To po co on mnie w ogóle jeszcze trzyma w tym domu, co? Żebym mu śniadanka robił i kwiatki podlewał?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To po co w ogóle bawisz się w tą szopkę ze związkiem? Przecież zawsze skakałeś z kwiatka na kwiatek i dobrze ci z tym było - barman postawił przede mną kolejną szklankę z drinkiem. Wypiłem go tak szybko, że nawet nie zarejestrowałem, co to było. - Nie jesteś starym dziadem, tak jak ja. Możesz spokojnie wrócić do starych nawyków. Kilku stałych klientów nawet pytało mnie, czemu już nie chcesz z nikim sypiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bo go kocham, kurwa by go brała mać! Tylko dlaczego ten chuj nie może tego zrozumieć?!!! - trzasnąłem ze złością w blat i obejrzałem się szybko za siebie speszony, słysząc skrzypniecie drzwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O, Garry, postanowiłeś wróci do pra… Hei?! - pierwszym, jeśli nie liczyć mnie, klientem Kurokoi był dziś Tokari Yusuke, mężczyzna około trzydziestki pracujący jako informatyk w firmie bankowej. Mimo, że był dość młody jak na moje byłe standardy, mieliśmy za sobą dwie, czy trzy wspólne noce. - Chyba mi nie chcesz powiedzieć, że młody dziedzic musi sobie dorabiać, w dodatku w Nichome.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Spierdalaj - mruknąłem, obracając się z powrotem przodem do Horino-mamy i przebierając palcami po szklance.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Widzę, że jesteś dzisiaj nie w humorze - stwierdził wesoło mężczyzna za mną. - To może pomóc ci rozładować emocje w bardziej produktywny sposób, co? - przysunął się do mnie i pogładził lekko po ramieniu. Wiedziałem, że robił to w żarcie, ale i tak gest ten zirytował mnie do tego stopnia, że chlusnąłem mu w twarz całą zawartość kolejnego już kieliszka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Radzę ci uważać, bo nie obiecuję, że nie odkryję w sobie piromana dzisiaj - syknąłem przez zęby.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei-kun, uspokój się! To, że jesteś rozżalony na swojego kochanka nie oznacza, że masz tak traktować moich klientów - zrugał mnie barman ostrym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Całą okolicę jeszcze zaproś, żeby poinformować o tej cudownej nowinie - fuknąłem, mlaszcząc niezadowolony z rozbawionej miny Tokariego. - Tak, mój facet nie chce ze mną sypiać bo woli szczyla, co sra po kątach, zadowolony teraz?! To nie jest moja pierdolona wina, że mam geny po tej suce i nadaję się tylko do jednorazowego pierdolenia w hotelach!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tokari na szczęście zostawił mnie już w spokoju po tych słowach, a ja zająłem się dalszym opróżnianiem podstawianych mi pod nos szklanek z alkoholem. Sam nie wiedziałem, czy mężczyzna się nade mną zlitował, było mu głupio, czy po prostu wolał „nie drażnić wariata”. Knajpa powoli się zaludniała, a ja siedziałem sobie bez niczyjej ingerencji i powoli opróżniałem barek „Kurokoi”, wpadając w coraz to gorszy nastrój.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Było koło północy, gdy w kieszeni po raz kolejny zawibrował mi telefon. Zirytowany ciągłym przeszkadzaniem urządzenia, wysunąłem je z kieszeni i zobaczyłem 37 nieudanych prób połączenia się ze mną przez Soujirou. I sms’a od Zu - „Bede czekal w Black Parade”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Goń się, frajerze pierdolony - wymruczałem tylko prosto do telefonu, schowałem go z powrotem i zamaszystym ruchem dopiłem drinka.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xxi.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-5367570240692652901</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:38:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:38:29.969+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XX</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozparłem się w fotelu, zakładając nogę na nogę i oczekiwałem, aż któreś z bliźniaków wykona pierwszy ruch. Znajdowaliśmy się w pomieszczeniu zupełnie różniącym się od reszty rudery - metalicznie szare, wyraźnie odświeżone ściany nie przyprawiały o mdłości, a dawały poczucie stateczności i wyciszały, podkreślając elegancję ascetycznego umeblowania w odcieniu gustownej, nieco połyskliwej czerni. Nie wiem, jakimi środkami zdobyli aż tyle pieniędzy, ale na biurku naprzeciw okna przesłoniętego pionowymi żaluzjami w kolorze spłowiałej czerni stał dumnie jeden z nowszych modeli Maca. Po pokoju rozchodził się cykliczny dźwięk przeskakującej wskazówki zegara analogowego.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Myśleliśmy, że nie będziesz działać aż tak szybko - stwierdziła w końcu Abequa czystym głosem, stawiając przed nami nieoznakowaną butelkę z bezbarwną cieczą. Jedno pociągnięcie nosem wystarczyło mi, by rozpoznać w cieczy czystą wódkę niezbyt zidentyfikowanego pochodzenia. Nie podobał mi się zupełny zanik jakichkolwiek oznak „człowieczeństwa” w głosie, ale nie miałem na to wpływu i byłem świadomy, że musiałem się do niego przyzwyczaić, żeby prowadzić jakiekolwiek dłuższe negocjacje.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obawiam się, że nie mam komfortu nieograniczoności czasowej - odparłem lekko. Byłem pewny, że oboje doskonale widzą, co mi siedziało w sercu. - Ale chyba zdążyliście już podjąć decyzję.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znamy swoich ludzi i moglibyśmy ci odpowiedzieć w każdej chwili. Chcieliśmy jeszcze poznać twój punkt widzenia -&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Shiriki bez skrępowania przyglądał mi się bez mrugnięcia okiem. Wątpiłem, by ktokolwiek potrafił nie czuć się nieswojo pod jego spojrzeniem. Powoli zaczynałem rozumieć, skąd taki strach przed Piekielnymi Bliźniętami - człowiek nigdy nie był pewien, co zrobią w następnej sekundzie, bo nie widział ich stosunku do siebie.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale neutralny grunt był niezbyt efektowny. Dlatego się nie pojawiliście na umówionym spotkaniu, żebym był zmuszony wejść na wasz teren - stwierdziłem, odruchowo już sięgając ręką do łba Monstera. Pies cały czas siedział tuż obok mojego fotela i w jakiś dziwny sposób był jeszcze spokojniejszy, niż zwykle.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To dobry duch - stwierdziła nagle dziewczyna, kiwając głową w stronę husky’ego. - Wierny, nie mamy nad nim prawie żadnej kontroli.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Bezgraniczne zaufanie do właściciela jest pożądane u psów - odpowiedziałem, a przed oczyma, nie wiedzieć czemu, stanął mi obraz Xiaogou. - Za to u ludzi prowadzi jedynie do autodestrukcji - dodałem, drapiąc psa między uszami. - Ale wróćmy do tematu. Co chcecie wiedzieć?&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- My mamy trzydzieści osiem lykantropów i dwa symurgi pod sobą. Gotowe w każdej chwili obnażyć kły, jeśli tylko im powiemy. A ty urażoną dumę i sentyment do przodków - zaczął Shiriki, a ja powoli zaczynałem rozumieć, do czego zmierza.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dlaczego więc uważasz, że powinniśmy uznać propozycję dołączenia do ciebie zamiast przyjęcia ciebie do nas? To my mamy siłę, a nie ty - dokończyła siostra, siadając niemal bezszelestnie. Połączenie mechanicznego i zupełnie pozbawionego osobowości zachowania z wyglądem przypominającym wierną kopię kokeshi nasuwało na myśl klasyczne horrory z dziewczynkami chodzącymi jak pająk. &amp;lt;&amp;lt;kokeshi - tradycyjne japońskie laleczki z drewna; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czy to nie oczywiste? - prychnąłem. Wiedziałem, że gra daje skutki u wszystkich POZA amarokkin, ale i tak ją kontynuowałem, głównie dla utrzymania własnej pewności siebie. - Człowiek, który zniszczył dwadzieścia lat temu Bractwo Czarnej Róży cały czas żyje. I, o ile się nie mylę, już zaczął podburzać dona Czerwonych Sztyletów przeciwko wam. Oczywiście wszystko odwlecze się w czasie przez śmierć dona, ale macie pewność, że odpowiednia osoba obejmie po nim władzę? - uśmiechnąłem się lekko. - Możecie mówić, co chcecie, ale póki co jesteście zwykłą bandą gówniarzy, którzy buntują się przeciw rodzicom i systemowi. I ja to rozumiem. Ale niektóre zabawy kończą się tragicznie - wydawało mi się, że spojrzenie Abequy zyskało na intensywności.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To tylko ludzie, nie są w stanie pokonać wściekłych wilków - zaprotestowała dość energicznie, ale jej mowa ciała wciąż pozostawała niezmienna.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Owszem, to tylko ludzie. Ale to ludzie z pieniędzmi, bronią palną i władzą. Są dobrze ustawieni i pewni siebie, a przy tym uzbrojeni po zęby. I potrafią tej broni użyć bez zastanowienia. Większość ich ludzi jest zresztą przyzwyczajona do Genusmuto - wzruszyłem ramionami i poprawiłem ułożenie nóg. - Czterdzieści osób to nawet nie jedna frakcja Sztyletów. Sama bojówka to ponad sto dorosłych mężczyzn, uczonych od dziecka, jak używać broni i zabijać wszystkich, którzy znajdą w zasięgu strzału. Wy się nie zawahacie przed wbiciem kłów w żywe, ludzkie mięso, ale macie taką pewność co do reszty?&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Liczby nie mają znaczenia. A nad strachem możemy panować, jeśli będzie trzeba - mózg w pierwszej chwili podrzucił mi kpiący ton głosu Shirikiego, jak oczekiwałby każdy rozmówca, ale po chwili dotarło do mnie, że była to jedynie fatamorgana, a chłopak pozostawał dalej niewzruszony. - Nie jesteśmy oficjalną mafią, wystarczy, że na jakiś czas zmienimy sposób komunikacji i nie będziemy się spotykać w jednym miejscu, a nas nie znajdą. Już nieraz tak robiliśmy.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wątpię, że zatrzecie przed nimi wszystkie ślady odpowiednio dobrze, ale załóżmy chwilowo, że tak - westchnąłem ze wzruszeniem ramion. - W dalszym ciągu brakuje wam siły, żeby się przebić. Nie wmówicie mi, że pasuje wam pozycja wiecznej szajki złodziei ulicznych. A ja mogę zapewnić środki, kontakty i wiedzę potrzebne do tego, żeby to się zmieniło. No i oczywiście nie mam ograniczeń gatunku, mogę wybierać wśród wszystkich Genusmuto z okolicy i nie tylko.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To, co było dwadzieścia lat temu, nie ma nic wspólnego z tym, co jest teraz. Myślisz, że ktokolwiek poza staruszkami cię posłucha?&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przeszłość zostawmy historykom, ja mówię o sytuacji obecnej - stwierdziłem z uśmiechem. - Podejrzewam, że nazwisko Tanya Longmilov nic wam nie mówi. To ruska, obecnie mieszka gdzieś w okolicach Nowosybirska. Chyba wiecie, co to wor w zakonie, prawda? &amp;lt;&amp;lt;wor w zakonie - rosyjski magnat mafijny, osoba bardzo szanowana i władna w półświatku; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt; No, to powiedziałbym, że Tanya jest takim szefem wszystkich szefów jeśli chodzi o syberyjskich worów i zadeklarowała już, że może mi w każdej chwili przysłać kilku ciekawych Genusmuto oraz zapewnić kryszę na jej terenach. Mam też znajomych we Włoszech, Chinach i stoliczku-nakryj-się w portfelu. To jak? Jeśli chcecie siedzieć w jakiś pustostanach i kraść staruszkom torebki, to nie krępujcie się. Ale jak się namyślicie i będziecie chcieli więcej, to wiecie, gdzie mnie szukać. Oczywiście wtedy już na moich włościach - uśmiechnąłem się lekko i wstałem. Monster popatrzył na mnie spod półprzymkniętych ślepi, a ja skinąłem mu głową i cmoknąłem na znak, żeby podążył za mną. Zwierzę niechętnie uniosło się i otrzepało zasiedziałą sierść.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie musimy sprawdzić jeszcze kilka rzeczy i damy ci naszą odpowiedź - stwierdziła Abequa, a ja tylko kiwnąłem nieznacznie głową i machnąłem bliźniakom ręką na pożegnanie.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy zszedłem, pod schodami czekał już podekscytowany Aurelien.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I jak, i jak? - spytał, a ton jego głosu, gdyby miał się zwizualizować, byłby zapewne szczeniakiem skaczącym do nowej, wyjątkowo intrygującej zabawki. - Oni są straszni, nie? Człowiek nie wie, jak się zachować.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, czemu? - uśmiechnąłem się lekko, zstępując z ostatniego schodka. - Zupełnie przyjemna rozmowa. Po prostu… hmm, nie przypuszczałem, że amarokkin są aż tak wyprane z odruchów ludzkich.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No, po moim pierwszym spotkaniu z nimi cały dygotałem - chłopak zachichotał do swoich wspomnień. - Ale trzeba przyznać, że zawsze wiedzą, co robią. Wiesz, jak im zajdziesz za skórę to są straszni, ale jak cię lubią, to nawet fajni.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Lubią? - zerknąłem na Aureliena szczerze zaskoczony. Po tym, co otrzymałem w notatkach z Inari Kon-Kokko, wywnioskowałem, że amarokkin są niezdolne do jakichkolwiek więzi emocjonalnych i ich zachowanie by to potwierdzało.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No wiesz, ja wiem, że Bliźniaki mają niezbyt fajny pijar, ale ja bym tam nie wierzył we wszystko. Zresztą, jak już się u nas zadomowisz, to sam się zorientujesz, jak jest - Aurelien gadał jak najęty, a ja nie przerywałem mu, bo było to miłe wypełnienie pustki dookoła. Miałem wrażenie, że wszyscy się przysłuchują naszej dwójce, a strzygący cały czas uszami na wszystkie strony Monster zdawał się poświadczać moje przypuszczenia.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Obawiam się, że to nie jest aż takie proste - zaśmiałem się, zerkając przelotnie na husky’ego, gdy wychodziliśmy z hangaru. Na szczęście zwierzę jedynie przypadkowo nadepnęło na mojego buta. - Ale mniejsza z tym. Co z tym lubieniem? Wiesz, za dobrze się nie orientuję w hierarchii Lupus, więc mogę mieć trochę trefnych informacji.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chodzi ci o to „nieposiadanie żadnych emocji w zamian za manipulowanie cudzymi”, tak? - skinąłem jedynie krótko. - Też mi to opowiadała matka na dobranoc, jak jeszcze byłe szczeniakiem i latałem z ogonem na wierzchu. Ale ja tam w to nie wierzę. Przecież nie można aż tak do końca być obojętnym dla wszystkich, nie? Kiedyś nawet widziałem, jak Abequa płakała, jak postrzelili przez przypadek takiego jednego, Liena. Tylko nie mów o tym nikomu, ok?&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, niewypowiedziane słowa są kwiatami ciszy, nie? - uśmiechnąłem się i już miałem powiedzieć coś jeszcze, gdy zawibrował mi w kieszeni telefon. - Poczekaj chwilę, ktoś się do mnie dobija - zatrzymałem chłopaka lekkim pociągnięciem za rękaw bluzy. Wysunąłem komórkę i na ekranie zobaczyłem „Soujirou”. Mężczyzna zazwyczaj nie dzwonił do mnie w godzinach „szkolnych”, dlatego trochę mi się to nie podobało.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Souji, co jest skarbie? - spytałem nieco ściszonym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, jesteś. Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam - nawet przez telefon nie miałem problemu z wyłapaniem tak charakterystycznego dla aktora przyspieszania samogłosek, gdy był zdenerwowany.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie. Mamy chwilę przerwy, możesz mówić.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, nie chcę cię wyrywać z zajęć, ale właśnie dzwonił Toguchi-san. Powiedział, że dostał jakieś pismo od prawnika twojej matki i powinieneś jak najszybciej je skonsultować. Jak długo będziecie jeszcze siedzieć w tej szkole? Podjadę po ciebie - miałem wrażenie, że na moment puls zupełnie zamarł w moich żyłach. &lt;i&gt;Kurwa, wiedziałem, że prędzej, czy później wszystko się wyda! Myśl, Hei, myśl!!!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, nie. Nie musisz - wypaliłem szybko, oczami błądząc po otoczeniu w poszukiwaniu jakiejś inspiracji do kolejnego już kłamstwa. Mój wzrok zatrzymał się na Aurelienie. - Wieeeesz, przeszliśmy do mieszkania kolegi. On tam ma w domu wszystkie materiały, więc wygodniej się pracuje. Dokończę tylko taki krótki raport i już się zbieram, ok? - zapytałem, powoli się rozluźniając. Wiedziałem, że moje zdenerwowanie tylko się odbije na autentyczności wymówki.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, mój mały lisku - pogodny ton Soujirou wskazywał na to, że uwierzył w kolejną moją bajkę. Albo przynajmniej udawał, że w nią uwierzył. - Nie spiesz się, będę na ciebie czekał. Toguchi-san też podobno ma dużo papierkowej roboty i będzie na nogach do późna. A Xiaogou jest już u mnie, właśnie ogląda telewizję. Rano udało mi się go nakłonić do…&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kochanie, wiesz co, właśnie mnie wołają, muszę kończyć - przerwałem mężczyźnie, zanim zdążyłem pomyśleć. - Jak przyjadę, to porozmawiamy na spokojnie, dobrze? - dodałem jeszcze ugodowo, chociaż i to nie było dla mnie zbyt pociągające.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez dłuższą chwilę przyglądałem się milczącemu Sano-ojisanowi. W zasadzie z wesołym belfrem obecnie łączyło go jedynie nazwisko i ogólny wygląd. Skupiony na sprawach zawodowych, stanowił niemal podręcznikową ilustrację poważnego prawnika.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Twoja matka - zaczął w końcu, poprawiając na nosie okulary do czytania. - wynajęła sobie Shigure Miyagiji, prawniczkę z kancelarii mojego znajomego. Miyagiji-chan już prowadziła kilka spraw o alimenty i spadki dla żon. Wydaje mi się też, że większość jej klientów to właśnie kobiety. Z tego, co zdążyłem przejrzeć na jej temat, to powiedziałbym, że nie aż tak jej daleko do wojujących feministek w typie amerykańskim, więc powinniśmy uważać - mężczyzna mówił wolno i z rozmysłem, ważąc każde słowo jeszcze zanim je wypowiedział. - Co do samego dokumentu, który dzisiaj dostałem, to jest to wezwanie o polubowne rozstrzygnięcie sprawy, ale warunki postawione uważam za zupełnie niedorzeczne. O ile nie zejdą z tonu na mediacji twarzą w twarz, osobiście nie zgadzałbym się na takie rozstrzygnięcie sprawy. Zresztą, sam sobie zobacz - przesunął po biurku kredowobiałą kartką, podsuwając mi ją. - Tego na początku nie czytaj, to zwyczajowe formułki, które mają groźnie brzmieć dla kogoś, kto się nie zna na tego typu rzeczach. Ciebie interesują teraz głównie te wypunktowane rzeczy - poinstruował mnie, a ja krótko skinąłem. Drobną czcionką drukowaną wypisane było 17 podpunktów, w tym ponad połowa zupełnie absurdalnych dla mnie. Zacisnąłem pięść na udzie, żeby ból chociaż trochę mnie otrzeźwił.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I one to tak na poważnie? - spytałem, nawet nie kryjąc przed prawnikiem złości. Ten tylko kiwnięciem głowy potwierdził moje słowa. - To co teraz, sąd? - spytałem przez zęby.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Możemy iść bezpośrednio do sądu - stwierdził ostrożnie. - Ale można by też spróbować bezpośrednich mediacji, jak już mówiłem. Tylko trzeba by na spokojnie przeanalizować dokładnie to wszystko i ustalić, jakie bierzemy założenia, poniżej których nie schodzimy i bierzemy sprawę na wokandę. Obawiam się, że o ile chciały naprawdę uzyskać to, co tu jest napisane, a nie tylko postraszyć i przygotować sobie grunt do rozmowy, to sprawa wyląduje na wokandzie. Więc jak, chcesz ciągnąć pozasądowo wszystko? Jest też opcja, że zażądamy od razu sprawy, a one wystosują wniosek o umorzenie do czasu mediacji i to wypadnie dla nas wizerunkowo źle. To co? - mężczyzna spojrzał na mnie wyczekująco.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kiedy musisz odpowiedzieć? - spytałem w końcu po chwili milczenia.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak najszybciej. Przeciąganie sprawy na pierwszym etapie nie jest dobrym pomysłem. Co najwyżej możemy potem trochę polawirować z faktycznym terminem spotkania, jeśli potrzebujesz czasu do namysłu, ale decyzję powinienem wysłać tak do końca tygodnia.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zacznij już liczyć nasze żądania minimum i maksimum, ale w razie czego ostateczną odpowiedź dam ci jutro lub pojutrze, dobra? - westchnąłem w końcu i wstałem. Podszedłem do ukrytego barku i wyciągnąłem z niego karafkę whiskey. - Chcesz też? - spytałem, zerkając przez ramię na prawnika. Ten tylko zaprzeczył głową, ciągle wpatrzony w kartkę, jak gdyby oczekiwał odszukania na niej jakiegoś zaklętego klucza kończącego tę idiotyczną sytuację. Nalałem sobie do szerokiej szklanki alkoholu niemal do połowy wysokości i wypiłem całość na raz.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Słyszałem, że wygadywałeś Soujirou jakieś bzdury - stwierdziłem, zmieniając temat, gdy Sano-ojisan zdjął z nosa okulary i włożył je do etui, sygnalizując, że na razie przestaje myśleć o dokumencie.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic, co nie byłoby prawdą - oznajmił wymijająco, a ja tylko popatrzyłem na niego niezadowolony taką odpowiedzią. - To dobry chłopak, więc wolałbym, żeby został przy tobie jak najdłużej i nie wystraszył się tym, w co się wpakowałeś. Zresztą, jak wiele mogę zarzucić Sayie-chan, tak uważam, że przeprowadzka do starej siedziby Guyie byłaby dobrym pomysłem. Choćby i po to, żebyś wreszcie stanął na nogi i otrząsnął się zarówno z wpływu matki, jak i ojca.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Więc chcesz jej oddać wszystko, co sobie ubzdurała?&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tego nie powiedziałem. Nawet, gdybyś zachował wszystko, co zakładałeś, że będzie przepisane na ciebie, proponowałbym ci przeprowadzkę. Zwłaszcza teraz, skoro, jak rozumiem, zaakceptowałeś historię rodziny. Póki co byłeś nieletni, ale za niedługo to się zmieni. Przemyśl, co zrobisz dalej - mężczyzna spojrzał na mnie poważnie, a ja nie miałem siły wewnętrznej tłumaczyć się mu ze wszystkiego, co ostatnio wpakowało się z kopem w drzwi do mojego życia. Może innym razem. Pozostawała mi do omówienia jeszcze jedna kwestia, ale byłem tak wyprany po rozmowie z bliźniakami i absurdalnych pomysłach raszpy, że postanowiłem to przełożyć na kiedy indziej. I tak mi się nie spieszyło.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Postaram się zadzwonić do ciebie jutro - stwierdziłem w końcu. Machnąłem ręką na pożegnanie, po czym wyszedłem z biura. Tłuczenie się metrem było ostatnią rzeczą, o jakiej teraz marzyłem, więc zadzwoniłem po taksówkę. Gdy podjechał charakterystyczny, żółto-pomarańczowy pojazd prowadzony przez podstarzałego kierowcę, kazałem się zawieźć pod apartament Soujirou. Nie miałem ochoty użerać się jeszcze dzisiaj z niewytresowanym szczeniakiem, ale wolałem to, niż możliwość konfrontacji w domu z raszpą. Nie wiem, czy miałbym wystarczająco dużo samokontroli, by sprawa spadku nie zakończyła się poprzez zmniejszenie liczby potencjalnych spadkobierców.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
 &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xx.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-293255184698785766.post-2566654834464280700</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 15:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T16:37:32.421+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nigrum Cor II</category><title>Rozdział XIX</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeciągnąłem się w łóżku, kontemplując fakt bycia i ziewnąłem szeroko. Zegar nad drzwiami wskazywał godzinę 6:42. Miałem jeszcze ponad kwadrans czasu dla siebie przed zadzwonieniem budzika. Zdecydowanie nie byłem typem człowieka wstającego wcześniej niż musi, jednak organizm przyzwyczajony w ostatnim czasie do odpoczynku przez maksymalnie cztery godziny nocne aż promieniował teraz energią po prawie ośmiu godzinach niczym niezmąconego snu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zwlokłem się z łóżka i w ostatniej chwili uniknąłem rozdeptania czegoś ciepłego i miękkiego. Spojrzałem w dół i zobaczyłem zwiniętego w kłębek Xiaogou. Zupełnie jak zwierzę, bez względu na to, co próbował mi wmówić Soujirou. Całe szczęście, że szczeniak wydawał się rozumieć to, czego go nauczyłem wczoraj, gdy zostaliśmy już sami i nawet nie próbował wepchnąć mi się do łóżka. O dziwo, spał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przeszedłem obok niego i przysiadłem przy zostawionym na noc mikroskopie. To, co od razu zauroczyło mnie w tym sprzęcie, a czego brakowało w starym to możliwość robienia zdjęć i przesyłania ich na bieżąco przez Bluetooth na powiązany komputer. Posiadał nawet oprogramowanie do automatycznej analizy procentowej składu rozmazu na podstawie zaimplementowanej bazy danych, jednak była to robota, którą wolałem wykonać samodzielnie. Tak uczyła mnie Chue. „Maszynom się nie ufa, maszyny to idioci” - zwykła mawiać. Włączyłem laptopa, żeby zastartował i zacząłem poprawiać rozprężone przez noc ustawienie mikroskopu. W końcu przygotowałem wszystko do badania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ponowna analiza dała prawie identyczne wyniki liczbowe - obecność ołowiu na granicy wytrzymałości ludzkiej przy podwyższonej ilości sodu, częściowo jeszcze nierozbitej na osobne pierwiastki, około 4,02% leukocytów uszkodzonych, zaniżona o 8,12% liczba erytrocytów. Znalazłem też śladowe już ilości czegoś, co przypominało mi sztuczną morfinę. Nie byłem pewny, co to za środek, a zmysł kokko wymownie milczał w kwestii szczegółów. Dziękowałem wszystkim bogom, jakich byłem w stanie sobie przypomnieć, że nie próbowałem szczyla wczoraj uspokoić chemią, bo dzisiaj zamiast zastanawiać się, jak ominąć anglicę, typowałbym, pod którym drzewem zakopać trupa. Powoli też zaczynało mi się wszystko układać w dość spójną całość - dziwne nawet jak na zwierzę napady histerii i euforii graniczącej z ekstazą, sporadyczne mrużenie oczu, urywany oddech, anorektyczce wychudzenie. Podejrzewałem, że na pierwszy rzut oka normalny człowiek nie zauważyłby nic niepokojącego poza tym, że dzieciak „nie przystaje do swojej kategorii wiekowej i mało je”, a Soujirou był tego najlepszym przykładem. &lt;i&gt;Co to, do cholery jasnej, za szczyl i skąd go Zu wytrzasnął?!&lt;/i&gt; Podejrzewałem, że od „darczyńcy” i tak nie dowiem się niczego, a latanie od drzwi do drzwi każdego z ważniejszych biochemików Sztyletów byłoby jeszcze mniej efektywne. Nikt nie przywiązuje się do obiektu badań, który i tak może w każdej chwili zdechnąć, jak się przesadzi z którymś składnikiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Toż to, kurwa, jakaś kpina - mruknąłem zerkając na czas komputera. 6:56, pora kończyć. Przesłałem jeszcze tylko print widoku do folderu, anulowałem budzik i zabrałem się za ubieranie. Po wczorajszym trójkącie w hotelu niezbyt komfortowo się czułem, rozbierając przy śpiącym wciąż Xiaougou. Razem z mundurkiem i dwiema parami kolczyków przeszedłem do łazienki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy zszedłem już na dół, żeby przygotować jakieś śniadanie do szkoły, zastałem Soujirou siedzącego na pościeli na kanapie z słuchawką przy uchu. Rozmawiał z kimś po francusku. Moja przygoda z tym językiem skończyła się jakieś dziesięć lat temu po miesiącu &quot;nauki&quot;, więc nie miałem zielonego pojęcia, z kim ani o czym rozmawiał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cześć, kochanie - wymruczałem mężczyźnie przy głowie na tyle głośno, by mikrofon telefonu to wyłapał. Soujirou podskoczył lekko, zaskoczony moim pojawieniem się i popatrzył na mnie zaniepokojony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, nie rób tak nigdy więcej. Myślałem, że to jakiś złodziej - westchnął, całując mnie w policzek. - Już kończę, daj mi sekundkę. Julie? - przystawił sobie komórkę z powrotem do ucha. Powiedział może ze dwa zdania i rozłączył się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Aż tak się mnie boisz? - zażartowałem, siadając na oparciu fotela. Mężczyzna spojrzał na mnie wymownie, ale skwitowałem to śmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co z małym? - spytał zamiast tego. Nie podobało mi się, że była to pierwsza rzecz, o którą pytał mój kochanek z rana, ale i tak miałem z nim porozmawiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mną się nie przejmujesz? - prychnąłem, przygryzając figlarnie język. - Nie wiem, co Zu wykombinował, ale to szczenię już prawie nie żyje - stwierdziłem, poważniejąc. - Nie jestem do końca pewny, skąd go wytrzasnął, ale musiał już trochę siedzieć u Sztyletów jako czyjś szczur laboratoryjny. Ma we krwi prawie całego Mendelejewa i krwinki w stanie agonalnym. Serio, rzadko kiedy widzi się taką recesję wśród ludzi po setce. Mógłbym spróbować skonsultować się z chirurg pediatrii z NCGHM. Powinna mnie jeszcze pamiętać. Ale nic nie obiecuję. Jak na moją intuicję, to trzeba poczekać, aż organizm sam się ogarnie, a dodatkowa chemia tylko zareaguje z tym, co już mu tam siedzi. Chodź ze mną do kuchni, dobrze? Nie lubię się spóźniać, nawet jeśli chodzi tylko o szkołę. &amp;lt;&amp;lt;NCGHM, National Center for Global Health and Medicine - jeden z lepszych szpitali na terenie Tokio; przyp. aut.&amp;gt;&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście, mój mały lisku - Soujirou wstał i pocałował mnie w czoło. - Cieszę się, że mimo wszystko chcesz się zająć tym dzieckiem. Przejąłeś geny po Liwei-senseiu, w końcu on też leczył nawet bez zapłaty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- S-Słucham? - zdębiałem. Skąd on mógł cokolwiek wiedzieć o moim ojcu?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Toguchi-san mnie zatrzymał wczoraj, pamiętasz? Chciał mieć pewność, że nie powiem nic niestosownego o twoim ojcu i takie tam - stwierdził luźno Soujirou. Po raz kolejny zapominałem, że jest tylko aktorem i nie mam czego się bać z jego strony. Mimo wszystko, jego doinformowanie czasami wzbudzało we mnie wątpliwości, czy aby na pewno wiem wszystko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wracając do tematu - mruknąłem, chcąc się pozbyć nieprzyjemnego uczucia osaczenia. - Póki co masz wolne, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Głównie. W sobotę muszę się tylko pojawić jeszcze na dublach jeśli coś się nie spodoba reżyserowi w ostatniej scenie. A co, chcesz, żebym się zajął twoim dzieckiem? - spytał Soujirou, chichocząc. Skrzywiłem się, o mało nie ścinając sobie opuszki palca przy krojeniu jabłka w plastry.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nigdy tak nie mów, nawet w żartach - stwierdziłem ostro. - To niesmaczne. Zwłaszcza, jeśli mówisz o tym kundlu. Wczoraj wieczorem musiałem jeszcze raz po nim sprzątać, bo mi poszczał podłogę. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, jak bardzo ucieszy się moja matka, jak go tu zobaczy i wyjątkowo się z nią zgodzę. A przy okazji go jeszcze zarazi jakimś syfem, gówniarz ma obniżoną ilość przeciwciał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chcesz go wyrzucić? - w głosie Soujirou usłyszałem wyrzut.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak by było najprościej. Ale wiem, że mi na to nie pozwolisz. Oddanie go do bidula też odpada, po pierwsze przez Zu, a po drugie przez jego ogon. Możesz go wziąć do siebie do domu? Mogę ci nawet dać kasę na jego utrzymanie i jakąś dyskretną niańkę, jeśli to problem. Byleby siedział w zamknięciu i nie sprawiał większych problemów, niż to konieczne. Spróbuję go jakoś tresować po szkole - Soujirou popatrzył na mnie jakoś tak dziwnie. - Otwórz usta - poleciłem, pokazując mu kawałek jabłka wycięty w zajączka i włożyłem go bezpośrednio do ust mężczyzny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ostatni raz jadłem usagi ringo chyba jeszcze w podstawówce - zaśmiał się mężczyzna, kończąc przegryzanie przekąski. - Xiaogou mogę do siebie wziąć, ale nie lepiej, żeby pozwiedzał trochę Tokio i się usamodzielniał powoli?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłem, że dzieciak ma zaniżoną odporność. W obecnym stanie nie zdziwiłbym się, jakby po krótkim spacerze pozbierał wszystkie syfy z miasta i zdechł. Aż dziwne, że nie zrobił tego wczoraj. Może miał podany jakiś lek, który już się zneutralizował. Normalnie człowiek ma swoją barierę immunologiczną, nie? - Soujirou kiwnął krótko głową i podszedł, żeby przykręcić gaz pod blanszującymi się jabłkami. - No, a on jej nie ma. A przynajmniej ma mniej, niż mieć powinien dla własnego dobra. Poza tym jest nieźle podtruty. Dopóki krew zupełnie się nie wyczyści, nie mam nawet co z nim robić dalej. Cholera wie, jaka chemia nie zareaguje z niczym, co już mu pływa po żyłach. Jak się nie chcesz nim zajmować, to nie krępuj się, nie mam zamiaru robić z ciebie niańki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei, wiesz, że nie o to mi chodzi. Po prostu martwię się o tego dzieciaka, wygląda, jakby za wszelką cenę szukał akceptacji. Nie on jeden zresztą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Coś próbujesz mi zasugerować? - spytałem i pocałowałem przelotnie aktora w policzek. - Aha, szczyl ma zawyżony ołów, trzeba go będzie przypilnować, żeby cokolwiek zjadł. To z wczoraj też pewnie wyrzucił albo gdzieś schował, nie było mnie, jak jadł. Chociaż może i lepiej. Przynajmniej mi przez noc nie rzygał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś okropny, wiesz? - westchnął Soujirou, stawiając na stole dwie szklanki soku jabłkowego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W takim razie nie obrazisz się, jak go wykopię za drzwi? - spytałem z błyskiem w oku, a Soujirou tylko przewrócił oczyma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak sam już zauważyłeś, na to ci nie pozwolę. Gdzie on w ogóle jest?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Na górze, śpi. Właśnie, po szkole znowu mam trochę zajęć dodatkowych, więc będę później - stwierdziłem, siadając do stołu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ostatnio Soujirou spał u mnie niemal codziennie, za to coraz rzadziej miałem „przyjemność” oglądać raszpę. Zaczynałem się przyzwyczajać do spokojnych poranków ze śniadaniem i niezobowiązującą rozmową. Wszystko wyglądało tak poprawnie i wręcz podręcznikowo, że zaczynałem mieć wrażenie, iż sam mogę tak żyć. A potem następowały wieczory w obskurnych hotelach i wszystko wracało do normy. Tak, jakby świat chciał mi pokazać, do czego nie mam prawa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mijała mi właśnie przerwa obiadowa, gdy poczułem wibracje telefonu. Wyciągnąłem z kieszeni komórkę i aż mlasnąłem z irytacji. Czego on mógł ode mnie chcieć o tej porze dnia… Zerknąłem za siebie, czy przypadkiem żadna z dziewczyn nie znalazła sobie we mnie obiektu zainteresowań i wyszedłem na zewnątrz, do męskiej toalety pod pokojem nauczycielskim. Wiedziałem, że przedsionek łazienki i pomieszczenie nauczycieli łączyła kratka wentylacyjna, więc praktycznie nikt tu się nie pojawiał. W końcu mało po świecie łazi samobójców jarających tuż pod pieczarą smoków. Odnalazłem numer na liście szybkiego wybierania i przysunąłem sobie telefon do ucha.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Czego ty znowu chcesz?&lt;/u&gt; - syknąłem, nawet nie kryjąc irytacji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Och, czemuż w tobie tyle agresji, młody? - ton głosu Zu był jak zwykle kpiący. - Czytałeś wiadomość?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Chyba nie sądzisz, że dzwonię, bo się za tobą stęskniłem&lt;/u&gt; - prychnąłem, siadając bokiem na parapecie. - &lt;u&gt;Dlaczego mi nie powiedziałeś, że podpieprzyłeś tego szczyla z laboratorium? O mało bym nie bawił się teraz w grabarza. Nie jestem zakładem utylizacji śmieci.&lt;/u&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłeś, że ten twój kochaś chciał mieć zwierzątko, powinieneś mi być wdzięczny. Ciekawe, czy już się pochwalił, jaki utalentowany jest - sam nie wiedziałem, czy gorszy jest mechaniczny śmiech Zu ze słuchawki telefonu, czy ten prawdziwy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Tsa, zwłaszcza jak mi zaczął… czekaj! Ty chuju, specjalnie mi wcisnąłeś tresowanego przez ciebie szczyla, żeby wypiął tyłek przed Soujirou&lt;/u&gt; - sam nie mogłem uwierzyć, dlaczego dopiero teraz zauważyłem tak prosty fakt. &lt;i&gt;Ten skurwiel…&lt;/i&gt; - &lt;u&gt;Naprawdę nie sądziłem, że aż tak nisko upadłeś&lt;/u&gt; - żachnąłem się z pogardą. Przecież Zu nie mógł wierzyć, że nie dam sobie rady z byle gówniarzem. W dodatku gówniarzem o sposobie myślenia zwierzęcia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie lubię, gdy zabiera się, co moje. Gdyby nie ten incydent, byłbyś teraz już jak ten szczeniak i skamlał, żebym cię z łaski swojej przedymał - na korytarzu usłyszałem szmer, dlatego dla świętego spokoju ściszyłem głośnik w telefonie. - Nie martw się, cierpliwość jest cnotą Chińczyków, mam dużo czasu. Ale wtedy nie będę już aż tak miły jak teraz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Uważaj, żeby święta Teresa do ciebie przypadkiem nie zadzwoniła&lt;/u&gt; - mruknąłem. - &lt;u&gt;Coś jeszcze chciałeś? Zaraz muszę spadać na lekcję.&lt;/u&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic szczególnego, przejdź się w wolnej chwili do Toshizou, ma dla ciebie mały prezencik ode mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- &lt;u&gt;Co, nie masz komu wepchnąć zadżumionego chomika?&lt;/u&gt; -&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;prychnąłem i rozłączyłem się. - &lt;u&gt;Gdyby nie to, że pewnie ma siedem żyć, poczęstowałbym żmiję cyjankiem.&lt;/u&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~^.^~~&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Spojrzałem kątem oka na ulicę i pewnym krokiem przeszedłem na drugą stronę chodnika. Okolica powoli zaczynała się zmieniać ze spokojnej dzielnicy mieszkalnej w skupisko opuszczonych fabryk żurawi portowych, czy innego ciężkiego żelastwa. Większe yakuzy, czy triady były zbyt dumne, by osiąść na takim pogorzelisku. Lokalne gangi za to czuły się w zrujnowanych pustostanach doskonale i naprawdę dziwiło mnie, że jeszcze nie napotkałem żadnego przedstawiciela „turystyki ekstremalnej”. Miałem nadzieję, że był to efekt towarzyszącego mi wielkiego husky&#39;ego pożyczonego w ramach spaceru po okolicy od Jyuuro. Monster był typem zwierzęcia, przy którym nawet dwuletnie dziecko jawiło się jako śmiertelna broń jeśli chodziło o temperament i ogólną potrzebę mordu. Mimo to, ponad siedemdziesiąt centymetrów w kłębie, budowa ciała przywodząca na myśl bardziej niedźwiedzia niż psa i nisko noszona głowa podkreślająca masywny kark zwierzęcia odstraszały samym wyglądem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mruknąłem ostrzegawczo, chcąc sprawdzić reakcję psa. Powęszył nisko przy ziemi i spojrzał na mnie oczami mówiącymi „porąbało cię? Nic ni ma”. Przynajmniej to jedno miałem pewne. Monster potrafił wyczuć paczkę chipsów z odległości dwustu metrów i nawet ja nie mogłem się mierzyć z jego węchem. Ciekawe, czy Xiaogou też dałoby się w ten sposób wyszkolić… Muszę pogadać z Jyuuro, trochę się naczytał o tresurze, gdy Monster był szczeniakiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zerknąłem na zegarek na komórce. Dobiegała siedemnasta. Miałem nadzieję, że nie wlokłem się tyle na darmo. Przeszliśmy jeszcze jakieś pół kilometra, kiedy husky złapał trop.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
„CZŁOWIEKI” - szczeknął niskim głosem potwora ze starych horrorów. Na całe szczęście słownik lisów był na tyle zbliżony do psiego, że używając umiejętności kokko potrafiłem zrozumieć podstawowe „słowa” Mostera. Psy nie tyle używały języka w ludzkim rozumieniu tego słowa, co miały przypisaną serię dźwięków i ułożeń ciała na odrębne według nich komunikaty. Przykładowo, w rozumieniu hysky’ego „Jyuuro” na nie był „człowiekiem”, a połączeniem „jedzenia”&amp;nbsp;ze „stadem”&amp;nbsp;i „przywódcą”, ja za to składałem się z „Jyuuro”&amp;nbsp;bez „stada”, za to z „lasem”. Oczywiście, gdyby z jakiś niezrozumiałych mu powodów musiał stwierdzić, czy któreś z nas zalicza się do „człowieków”, nie miałby wątpliwości. Niezbadane są ścieżki logiki zwierzęcej, ale przynajmniej są one powtarzalne.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Szukaj - poleciłem szeleszczącym, szybkim tonem, jak nauczone było zwierzę. Monster przeszedł jakieś pół metra przede mnie i poczłapał dalej niespiesznym krokiem, od czasu do czasu unosząc nieco łeb i wciągając głębiej powietrze przez szerokie nozdrza, żeby wyłapać wśród kakofonii wątków odpowiedni sznureczek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Doświadczenie i sporadyczne „wskazówki” Monstera nauczyły mnie, że dla psa zapach to nie jakiś latający sobie zbiór „smrodorwiastków” jak to kiedyś określił to na chemii jakiś przygłup z mojej klasy, ale zupełnie materialna i namacalna nić, którą mózg był w stanie zobrazować i przetworzyć na wręcz widzialną przez wzrok ścieżkę, czy plac tam, gdzie dane „smrodorwiastki” tworzyły skupiska. Szczerze mówiąc, nie miałem świadomości, w jaki sposób postrzega to kokko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Monster prowadził mnie jeszcze przez jakieś cztery ulice, manewrując między potrzaskanym szkłem z okien zdezelowanych budynków, walającymi się spontanicznie kartonami po nieprodukowanym już towarze i skrawkami zbrojnego kabla wysokiego napięcia, zapewne rozsadzonego przez lód podczas którejś z „zim stulecia” kilka lat temu. W pewnym momencie stanął i powęszył intensywnie, kładąc po sobie uszy w oznace zdezorientowania. Wyraźnie psu urwał się ślad i nie wiedział, co dalej robić. Podejrzewałem, że przechodzący tędy człowiek, kimkolwiek był, wsiadł do jakiegoś środku transportu i nie zostawiał już za sobą śladów. Niedobrze. Dalej musieliśmy szukać po omacku, Monster nie był wróżbitą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez chwilę skupiłem się i spróbowałem „zasmakować” teren wszystkimi sześcioma zmysłami. Dookoła unosiła się taka wszechogarniająca stęchlizna, że podziwiałem husky’ego za to, że cokolwiek odnalazł w takich warunkach. Wydawało mi się, że słyszę jakieś większe zamieszanie, ale nie byłem w stanie określić, skąd ono dobiegało. Gdy tylko doszedłem do takich wniosków, szybko schowałem zwierzęce uszy, żeby nie zostać przyłapanym przez nieproszonych gości. Jedna mafia na głowę to zupełnie wystarczająca ilość problemów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No to mamy problem, Monster - stwierdziłem, drapiąc kark zwierzęcia. Ten tylko usiadł i ziewnnął szeroko, osłaniając nieco pożółkłe zęby. - W życiu bym nie pomyślał, że jeden pies może być aż tak skutecznym straszakiem. Zwłaszcza ty, wiesz? - husky wstał, otrzepał się uderzając puszystym ogonem o moje biodro i bok, po czym wciągnął powietrze w nozdrza i wznowił swój spacer. - Monster, a ty gdzie? - rzuciłem za nim, ale pies tylko odwrócił na chwilę łeb do tyłu i popatrzył na mnie znudzonym wzrokiem. Sam powęszyłem, ale jedyne, co odszukałem to dość wątły zapach psa. Z całą pewnością nie mógł przyciągnąć aż tak bardzo uwagi takiego leniwca.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
„LEŚNY PIES”, „WYCHODZIĆ” - zaszczekał groźnie Monster, strosząc nieco sierść na karku. Wątpiłem, że wmówiłbym teraz komukolwiek, że to bydle jest zwykłym psem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
„WYCHODZIĆ”, „PRZYWITAĆ”, „TERAZ” - zabrzmiała odpowiedź i zza przepełnionego, zardzewiałego kosza na śmieci wyszedł rudawy, smukły wilk. Był zdecydowanie niższy i delikatniejszy od Monstera, a mimo to nie wydawał się być ani trochę przestraszony. Zwierzę postawiło wysoko uszy, odchyliło się nieco do tyłu i machało energicznie ogonem, wyraźnie zachęcając husky’ego do przywitania się. Monster w odpowiedzi tylko ziewnął szeroko i podszedł do mnie, zupełnie tracąc zainteresowanie jeszcze sekundy temu tak ciekawym wilkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zachowujesz się jak kobieta, wiesz staruszku? - spytałem psa, gdy trącił mnie nosem i powlókł się przed siebie, dając mi znać, że możemy już iść, nic ciekawego w rejonie nie ma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To to jest jednak tylko zwykłe zwierzę, tak? Miya jak zwykle niepotrzebnie postawiła na nogi wszystkich w promieniu kilometra - usłyszałem za sobą niezadowolone męskie mruknięcie, gdy podążyłem za Monsterem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- W dodatku strasznie wybredne zwierzę - dodałem spokojnym tonem. Wiedziałem, że i tak po moim zapachu wyczuje, że nie brałem go do tej pory za Genusmuto i nie ma po co wylewnie tego okazywać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No nic. Skoro już i tak tu jestem, to przynajmniej ci powiem, żebyś lepiej zawrócił, dopóki się bliźniaki nie dowiedzą o tym, że podszedłeś tak blisko naszego terenu - stwierdził chłopak nieco spiętym głosem. - Wolałbym, żeby mi się nie oberwało za przepuszczenie intruza tak blisko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie aż takiego intruza - uśmiechnąłem się, odwracając przodem do rozmówcy. Był mniej więcej w tym samym wieku, co ja, nieco wyższy, trochę lepiej zbudowany, ale nie jakoś przesadnie, a jego półdługie włosy były niemal tego samego odcienia kasztanowej rudości, co wcześniej wilka. Z pewnością nie miał azjatyckich przodków. Nie do końca przypominał też „czystego” europejczyka. Nie dało się nie rozpoznać w nim rudego wilka sprzed kilku sekund. - Szukam Abequy i Shirikiego. Rozumiem, że ich znasz, tak? - spytałem, unosząc znacząco brew i zatrzymując Monstera szarpnięciem za ogon. Pies ledwo co odczuł mój gest, ale obejrzał się za siebie i przystanął.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale… ty wiesz, kim są Piekielne Bliźniaki, nie? Ja nie jestem pewny, czy taki byle zwierzak… - zaczął nieznajomy, ale umilkł, gdy zobaczył mój uśmiech.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O to bym się nie martwił akurat. Powiedzmy, że mam asa w rękawie - przygryzłem figlarnie język i wsadziłem dłonie w kieszenie. - To jak, zaprowadzisz mnie, czy mamy się tu jeszcze długo kręcić w kółko dla tego samego efektu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tylko mi potem nie mów, że cię nie ostrzegałem - rzucił chłopak wzruszając ramionami. - A tak w ogóle, to jestem Aurelien.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei. A to jest Monster - stwierdziłem, kiwając w stronę psa znudzonego samym faktem istnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dotarliśmy pod ogrodzony siatką z drutu kolczastego teren jakiejś starej, dużej fabryki. Brama była w połowie wyłamana, ale widać było, że ktoś zadał sobie trud ustawienia jej tak, by była nie do ruszenia i tarasowała możliwość wjazdu czymś większym niż motor. Ściany z daleka witały zbłąkanego śmiałka jaskrawymi napisami o niewybrednej treści i częściowo wypłukaną przez deszcz złuszczającą się resztką farby o niezbyt przyjemnym, siwobiałym odcieniu. Budynek był wielki. Liczył sobie cztery piętra, być może kilka kondygnacji w dół, a szeroki był na ponad pięćdziesiąt okien w ciężkich, metalowych futrynach. Z kilku parapetów powiewały czarne flagi z ręcznie malowanymi czerwonym i białym sprayem łbem wilka z obnażonymi kłami. Lokatorzy wyraźnie nie kryli się ze swoją obecnością i już z daleka widać było, że są pewni swojej pozycji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Monster, czuwaj - nakazałem psu, a ten tylko zerknął na mnie, potwierdzając przyjęcie komendy. Na moje szczęście, Jyuuro widział „militarny potencjał” husky’ego i jakoś wymógł na nim agresję na komendę, wręcz pokazowo ruchliwą i głośną. A może to po prostu Monster doszedł do wniosku, że jak nie lubi był krwiożerczy, to narobi tyle szumu wokół siebie, że samym ujadaniem, szczerzeniem kłów, skakaniem po wszystkim, co się rusza i groźną postawą czołgu forsującego wszystko na swojej drodze zastraszy przeciwnika i zmusi do ucieczki. Jedynie raz widziałem naprawdę niebezpiecznego Monstera - gdy jakiś podrzędny chuligan chciał obrabować Jyuuro i go zaatakował. Jak facet był typem karka, tak popłakał się, gdy wreszcie sześciu dorosłych mężczyzn i Jyuuro zdołało jakoś odciągnąć rozjuszonego Monstera od swojej ofiary. Podobno po półrocznym pobycie w szpitalu biedak kazał nawet swojej dziewczynie oddać shih-tzu do schroniska, tak bardzo przerażał go jakikolwiek pies.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłem ci, że nie da rady Piekielnym Bliźniakom - zauważył Aurelien. Przed drogę trochę rozmawialiśmy i musiałem przyznać, że chłopak był tym przyjemnym połączeniem „wszystkowdupisty” typu Jyuuro ze zgryźliwością Janette i pacyfizmem Monstera. A poza tym miał dość „barwną” historię, dlatego niektóre rzeczy rozumiał jeszcze zanim je wyjaśniłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ja ci mówiłem, że wierzę w potęgę dyskursu na poziomie - odpowiedziałem mu z uśmiechem. - Wyluzuj, nie jestem pilotem samobójcą - obaj się zaśmialiśmy, a Monster tylko prychnął i potrząsnął łbem aż zadźwięczała ćwiekowana obroża noszona jedynie na pokaz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;Gdy byliśmy kilkadziesiąt metrów przed żelaznymi drzwiami wjazdowymi, prawe skrzydło uchyliło się nieco i wyszła zza niego dziewczyna o sylwetce i ogólnej aurze przywodzącej na myśl klasowy element chuligański, a nie damę, czy choćby tylko „młodsze siostrzyczki” Huian.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co to za kutasiarz? - spytała głosem, w którym ciągle czaiła się niewymuszona agresja i prowincjonalny akcent z północy kraju. - Przestawiłeś się na chłopców, jak ci ostatnio dupa spierdoliła przez Luke’a?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówi, że ma sprawę do szefów, to go przyprowadziłem -&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;oznajmił, a bramkarka zlustrowała mnie od góry do dołu z pogardą wymalowaną na twarzy, nawet nie zwracając uwagi na Monstera.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Taki pedał? On tu nie pasuje, sprawdź, czy nie ma niczego ciekawego i wypierdol go - stwierdziła w końcu, a ja nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem. Czy ona naprawdę myślała, że na kimkolwiek zrobi wrażenie takim językiem i „zbuntowaną postawą”? Na mnie w każdym razie nie robiła żadnego, przywodziła na myśl jedynie goryli Zu, niezdolnych do wykonania czegokolwiek bez konsultacji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dziewczynko, zejdź trochę z tonu, bo się lalki na ciebie obrażą i tyle tego będzie. Weź sobie Walkirię na poprawę humoru i nie rób problemów - stwierdziłem, podchodząc do niej bez zawahania. Nie mogłem się poszczycić węchem Monstera, za to narkotyki potrafiłem wyczuć nawet lepiej, niż on. Zwłaszcza, jeśli sam je projektowałem. - Chyba nie chcesz mieć problemów, że nie wpuściłaś szacownego gościa, co? - uśmiechnąłem się, jak gdybym znał jakąś prawdę objawioną, a dziewczyna wyraźnie się zawahała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Aurel, skąd ty wytrzasnąłeś tego chuja, co? - spytała w końcu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówiłem ci już, że Miya narobiła szumu, to poszedłem zobaczyć i go spotkałem - chłopak wzruszył ramionami. - Wpuść go. I tak w środku nie zrobi nic sam, nie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale jak coś jednak zrobi, to nie będę cię kryć, rozumiemy się? - zagroziła, ale widać było, że nie jest już taka pewna, jak na początku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Monster, noga - zawołałem obwąchującego kawałek dalej jakiś łom psa i z uśmiechem wyminąłem strażniczkę. Chyba dopiero teraz zauważyła, że husky mi towarzyszył, bo spojrzała na niego niezadowolona, ale nic już nie powiedziała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Aurelien poprowadził nas opustoszałymi korytarzami w głąb fabryki. Od środka obraz wyglądał jeszcze gorzej jak na zewnątrz - odrapane ściany zbryzgane różnokolorowymi farbami o metalicznym zapachu i wyraźnie toksycznych właściwościach, wystające znienacka ostre żelastwo, drzwi pozbawione futryn. Od samego przebywania człowiek wpadał w jakiś taki pasywno-agresywny nastrój i wyobcowanie. Mimo to, widać było, że ktoś tu starał się zaprowadzić względny ład, bo pajęczyn było mniej, niż sugerowałby ogólny stan, a czasem nawet ściany „przyozdabiane” były nieporęcznymi graffiti wilków w bojowych pozach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nieźle się tu urządziliście, nie ma co - mruknąłem, nie mogąc się oprzeć porównaniu z Czerwoną Twierdzą, pełną luksusu, drogich gadżetów i pokazowej dumy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A czegoś ty się spodziewał, co? - chłopak wzruszył ramionami. - Kiedyś tu podobno była jakaś produkcja broni, czy coś. Ja tam nie wiem, bo dość późno dołączyłem do Wilków, ale podobno na początku nawet strach było wejść, bo kilka osób „wybuchło na niewybuchach” i inne takie. A tak w ogóle, to skąd wiedziałeś, że Suzah ćpa?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Powiedzmy, że mam do tego nosa - odpowiedziałem wymijająco. - A co, chcesz się załapać? Ogólnie nie dealuję, ale mogę zrobić dla ciebie wyjątek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Daj spokój. Moja matka zmarła przez jakieś prochy - po tych słowach oboje umilkliśmy. Nie dlatego, żeby to była jakaś bardzo tragiczna wiadomość, ale nie za bardzo było, o czym mówić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Weszliśmy wreszcie do wielkiego hangaru, zapewne służącego kiedyś za magazyn. Ponad nami unosiło się kilka pięter kondygnacji dookoła ścian, a na nich na pierwszy rzut oka naliczyłem nieco ponad dwadzieścia lykantropów od wieku późnej podstawówki aż po trzydziestolatków, część z psimi lub wilczymi uszami i ogonami. Wiedziałem, że w razie czego każdy potrafił się zmienić w jakiegoś Lupus. Po przeciwległej stronie pięły się przez wszystkie piętra strome, metalowe schody przedzielone windą towarową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy tylko weszliśmy, wszystkie oczy zwróciły się w moim kierunku. Nie łudziłem się, że ktokolwiek nie wyczuł mojego zapachu - zbytnio różnił się od psiego mimo podobieństwa gatunków normalnych zwierząt. Na schodach coś trzasnęło i na ich szczycie pojawiła się dwójka ludzi w czerni. O ile dobrze widziałem z takiej odległości, chłopak i dziewczyna nieco młodsi ode mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kto to jest? - rzuciła dziewczyna czystym, wypranym z emocji głosem o dość dobrej nośności. Nie czekając, aż Aurelien zareaguje, zachichotałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Inna była umowa, to wy się mieliście u mnie pojawić. Doprawdy, żebym musiał latać za każdym szczylem, który chce ze mną prowadzić interesy - prychnąłem, tupiąc lekko nogą, żeby przywołać do siebie Monstera. Wiedziałem, że na nikim nie robił wrażenia, ale wolałem mimo to mieć go w zasięgu swojej ręki. Zwierz, nieco spłoszony wszechobecnym zapachem wilków, bez zastanowienia podszedł i niemal zawinął się na mojej nodze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Uważaj na język, bo skończysz jako kolejna czerwona plama! - warknął ktoś z lewej strony, a po hangarze rozeszła się fala aprobaty.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cisza, Aisza - zganił go chłopak w czerni. Nie trzeba było wielkiego umysłu, żeby zgadnąć, iż był to Shiriki. - Mam rozumieć, że jesteś…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Hei Guyie, Homo Vulpes Nigrum, ostatni z rodu Guyie, potomek wielkich Heihu, dziedzic potęgi Hei Meigui Lianmeng - oznajmiłem, przypominając sobie sposób, w jaki przedstawiła mi się kiedyś Xin’ai. Wiedziałem, że bliźniaki tego nie zobaczą i&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;pewnie nawet nie znają dawnego symbolu Bractwa, ale dla zwiększenia efektu założyłem włosy za ucho, odsłaniając tatuaż. - To jak? Jestem człowiekiem z natury zajętym.&lt;/div&gt;
</description><link>http://chronica-genusmuto.blogspot.com/2017/11/rozdzia-xix.html</link><author>noreply@blogger.com (Kuroneko Ambitnenazwisko)</author><thr:total>0</thr:total></item></channel></rss>