<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:blogger='http://schemas.google.com/blogger/2008' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288</id><updated>2026-09-01T05:11:47.315+02:00</updated><category term="Bayern Monachium"/><category term="Borussia Dortmund"/><category term="Felix Magath"/><category term="rankingi"/><category term="reprezentacja Niemiec"/><category term="Arjen Robben"/><category term="FC Schalke 04"/><category term="Thomas Müller"/><category term="ciekawostki"/><category term="1. FC Kaiserslautern"/><category term="Ariel Borysiuk"/><category term="Breno"/><category term="Christian Streich"/><category term="Dante"/><category term="Franck Ribéry"/><category term="Jefferson Farfán"/><category term="José Paolo Guerrero"/><category term="Julio dos Santos"/><category term="Jupp Heynckes"/><category term="Lukas Podolski"/><category term="Philipp Lahm"/><category term="Robert Lewandowski"/><category term="Toni Kroos"/><category term="VfL Wolfsburg"/><category term="1. FC Kolonia"/><category term="Aaron Hunt"/><category term="Alexander Meier"/><category term="Ali Karimi"/><category term="Anatolij Tymoszczuk"/><category term="Andreas Ottl"/><category term="Artur Wichniarek"/><category term="Bastian Oczipka"/><category term="Bastian Schweinsteiger"/><category term="Bernd Leno"/><category term="Borussia Mönchengladbach"/><category term="Daniel Williams"/><category term="Daniel van Buyten"/><category term="Diego"/><category term="Edin Džeko"/><category term="Edú"/><category term="Eljero Elia"/><category term="Eren Derdiyok"/><category term="Felipe Santana"/><category term="Franco Foda"/><category term="Gerd Müller"/><category term="Granit Xhaka"/><category term="Hanower 96"/><category term="Hans-Joachim Watzke"/><category term="Hasan Salihamidžić"/><category term="Horst Heldt"/><category term="Ilijan Micanski"/><category term="Jaroslav Drobný"/><category term="Javi Martínez"/><category term="Jens Keller"/><category term="Joachim Löw"/><category term="Johan Micoud"/><category term="José Ernesto Sosa"/><category term="Joël Matip"/><category term="Kevin Volland"/><category term="Klaus Allofs"/><category term="Lucas Barrios"/><category term="Marek Mintál"/><category term="Mario Gómez"/><category term="Mario Götze"/><category term="Martín Demichelis"/><category term="Marvin Compper"/><category term="Mateusz Klich"/><category term="Mesut Özil"/><category term="Michael Mancienne"/><category term="Milivoje Novaković"/><category term="Mirko Slomka"/><category term="Miroslav Klose"/><category term="Nikolče Noveski"/><category term="Nuri Şahin"/><category term="Papiss Demba Cissé"/><category term="Pep Guardiola"/><category term="Raffael"/><category term="Raúl"/><category term="René Adler"/><category term="Ronny"/><category term="Roque Santa Cruz"/><category term="Sebastian Boenisch"/><category term="Sebastian Jung"/><category term="Sebastian Rode"/><category term="Shinji Kagawa"/><category term="Stefan Kießling"/><category term="Szabolcs Huszti"/><category term="TSV 1860 Monachium"/><category term="Theofanis Gekas"/><category term="Thomas Tuchel"/><category term="Tim Wiese"/><category term="Vahid Hashemian"/><category term="Vieirinha"/><category term="Werder Brema"/><category term="Wolfgang Wolf"/><category term="Xherdan Shaqiri"/><category term="Zlatko Junuzović"/><category term="najgorsi"/><category term="najlepsi"/><category term="w roli głównej"/><title type='text'>Do jednej bramki...</title><subtitle type='html'>czyli mocno subiektywnie o Bayernie Monachium i niemieckiej piłce nożnej</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default?redirect=false'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>54</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-3103304998724978574</id><published>2014-08-13T10:57:00.002+02:00</published><updated>2014-08-13T11:03:35.689+02:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Toni Kroos"/><title type='text'>Mundialowy miraż Kroosa</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ponoć są trzy rodzaje kłamstwa. Dochodzę do wniosku, że do istniejącej już trójki należy dorzucić i czwarte: mundial.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Od momentu zakończenia mistrzostw w Brazylii Bayern zalewa fala krytyki za zbyt łatwe pozbycie się Toniego Kroosa, bezsprzecznie jednego z najlepszych zawodników tego turnieju i, jak się okazuje, zawodnika niezwykle wszechstronnego i o niezliczonych zaletach. I zastanawiam się: czy to ja niezbyt dokładnie śledzę Bundesligę, czy po prostu mundial zupełnie wypaczył charakterystykę tego piłkarza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czytam, że Bayern pozbył się zawodnika &quot;biegającego i dobrze odbierającego piłkę&quot;. I faktycznie, zarówno &lt;b&gt;liczba odbiorów&lt;/b&gt; Niemca w Brazylii (&lt;b&gt;na poziomie de Jonga czy Gustava&lt;/b&gt;), jak i suma przebiegniętych kilometrów w ekstremalnych przecież warunkach (więcej przebiegł tylko Mueller) mogą robić wrażenie. Gdy jednak weźmiemy pod uwagę nieco szerszy kontekst, na przykład miniony sezon Bundesligi, okaże się, że na niemieckich boiskach &lt;b&gt;równie często co Kroos piłkę rywalom odbierał Boenisch&lt;/b&gt;, a pokonany przez niego dystans znacznie odbiega od wyników Baiera, Geisa czy Sahina, czyli zawodników pełniących podobne role w swoich zespołach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W telewizji słyszę, że &quot;w Realu toczyć się będzie walka o wykonywanie stałych fragmentów gry&quot;. Chyba żadna z cech Kroosa nie została w Brazylii tak nadmuchana jak jego dośrodkowania ze stojącej piłki. W jedynie&amp;nbsp;&lt;b&gt;siedmiu meczach&lt;/b&gt; na mundialu pomocnik zanotował aż &lt;b&gt;trzy&lt;/b&gt; asysty, a kolejna była o strzał Hoewedesa w słupek. To dorobek gorszy o zaledwie &lt;b&gt;jedną&lt;/b&gt; asystę od wyniku w ciągu dwóch minionych sezonów w barwach Bayernu, czyli dokładnie&amp;nbsp;&lt;b&gt;88 meczów&lt;/b&gt;. A warto zauważyć, że zdecydowana większość dośrodkowań bitych przez Niemca lądowała z reguły na głowie pierwszego obrońcy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdrdRitocZ8p7Bn0rGzPQfQV3CO65c5KmJr4glO3tGVwLcQKLmG8JqPdtHipdZxqB4pDqb-zQ4rMXeyzluwsDYAcmuQlmOyATbRO2E2td5OQxE5M6XKKx0cwimNggh3Eha58M4ko_isPc/s1600/kroos.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdrdRitocZ8p7Bn0rGzPQfQV3CO65c5KmJr4glO3tGVwLcQKLmG8JqPdtHipdZxqB4pDqb-zQ4rMXeyzluwsDYAcmuQlmOyATbRO2E2td5OQxE5M6XKKx0cwimNggh3Eha58M4ko_isPc/s1600/kroos.png&quot; height=&quot;400&quot; width=&quot;351&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Kolejno: celne podania, procent celnych podań, średnia długość podania, stworzone okazje, odbiory, przechwyty. @squawka&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jednak koronnym argumentem wszystkich kręcących nosem nad ruchem Bayernu są zarobki. Będąc precyzyjnym: &lt;b&gt;zarobki Goetzego, do których poziomu aspirował także i zawodnik Realu&lt;/b&gt;. Nie ulega wątpliwości, że pensja Kroosa (4,5 mln/rok, jedna z najniższych w klubie) była nieproporcjonalna do jego roli w zespole. Ale takie też były i jego żądania (co najmniej 10 mln/rok, czyli pułap najlepiej opłacanych w zespole: Goetzego, Lahma, Lewandowskiego, Ribéry&#39;ego i Schweinsteigera).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Porównywanie do sytuacji Goetzego jest jednak chybione, w końcu przy podobnych ambicjach sportowych zainteresowanych klubów, piłkarza skusić trzeba czynnikiem zewnętrznym, o czym zresztą przekonał się niedawno sam Kroos. &lt;b&gt;Za&lt;/b&gt; &lt;b&gt;dobre przykłady posłużą za to Alaba i Mueller&lt;/b&gt;, pół-wychowanek (sytuacja bliźniacza do tej Niemca) i wychowanek Bayernu. Piłkarze znacznie ważniejsi dla klubu zarówno ze strony sportowej, jak i wizerunkowej, którzy na mocy dopiero co podpisanych umów zarobią odpowiednio 7 i 8 mln rocznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomocnikowi wyraźnie nie odpowiadał status wychowanka, którego nie tylko kibice i władze &lt;b&gt;oceniają znacznie surowiej&lt;/b&gt; niż innych, ale i wobec którego &lt;b&gt;mają większe oczekiwania&lt;/b&gt;. Oczekiwania pokornej, stopniowej wspinaczki w wewnętrznej hierarchii (na którą Kroos chciał wziąć zamach) i odpowiedzialności za zespół (której Kroos brać zamiaru nie miał), będącej niekiedy tożsamej z najwyższą karą finansową w historii klubu. Inna sprawa, że sam zawodnik podkreślał, że myśl o przeprowadzce kiełkowała w nim od dawna, a zdobyty w Brazylii tytuł tylko utwierdził go w tym przekonaniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kroos swoją postawą w Monachium na żądany, &lt;b&gt;gwiazdorski kontrakt po prostu nie zasługiwał&lt;/b&gt;. Sprawdzał się (i sprawdzać się będzie w Realu) idealnie jako 4-5 wiodący zawodnik zespołu, który raczej dotrzymywał tempa kolegom, niż sam ciągnął drużynę do zwycięstw. To zresztą żaden przypadek, że tryumfujący w Lidze Mistrzów Bayern najbardziej zachwycał bez niego, a jedyne słabe spotkanie w Brazylii Kroos rozegrał akurat kiedy zespołowi wyraźnie nie szło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Mundial stworzył potwora&lt;/b&gt;: zawodnika o genialnym, prawdopodobnie najlepszym na świecie podaniu i umiejętności całkowitej kontroli gry zespołu błędnie ukazał jako wielozadaniową maszynę, niemalże bez słabych stron. A tych Kroosowi przecież nie brakuje m.in. w zakresie fizyczności czy gry obronnej. Jak tylko kibice wybudzą się z mundialowego mirażu, zobaczą prawdziwy obraz Niemca. Im szybciej, tym lepiej. Z korzyścią i dla nich samych, i przede wszystkim dla Kroosa.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/3103304998724978574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2014/08/mundialowy-miraz-kroosa.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/3103304998724978574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/3103304998724978574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2014/08/mundialowy-miraz-kroosa.html' title='Mundialowy miraż Kroosa'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03753062995122548111</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdrdRitocZ8p7Bn0rGzPQfQV3CO65c5KmJr4glO3tGVwLcQKLmG8JqPdtHipdZxqB4pDqb-zQ4rMXeyzluwsDYAcmuQlmOyATbRO2E2td5OQxE5M6XKKx0cwimNggh3Eha58M4ko_isPc/s72-c/kroos.png" height="72" width="72"/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-1309698620700964664</id><published>2013-06-09T20:16:00.000+02:00</published><updated>2013-06-09T20:19:50.949+02:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Bayern Monachium"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Borussia Dortmund"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Robert Lewandowski"/><title type='text'>Borussia pręży muskuły</title><content type='html'>&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&quot;Robert Lewandowski latem 2013
roku na pewno nie przejdzie do Bayernu. To ostateczne&quot;. Takimi
słowami Hans-Joachim Watzke uciął spekulacje o rychłym transferze
Polaka do Monachium i jednocześnie pokazał, kto rządzi w
Dortmundzie. Wbrew wydarzeniom na przestrzeni ostatnich kilku
miesięcy nie jest to ani agent piłkarza, ani sam piłkarz, ani też
jego wymarzona drużyna, czyli Bayern.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
Słowa prezesa Borussii mogą sprawiać
wrażenie zachęty zagranicznych klubów do rozpoczęcia negocjacji,
ale przekaz jest jasny: Lewandowski wypełni w Dortmundzie swoją
umowę, a przez ostatni rok nie tylko będzie musiał schować honor
do kieszeni, ale i wciąż zarabiać będzie niewiele więcej niż
Julian Schieber. Jednak jak podkreśla Watzke, klub ma nadzieję, że
po początkowym rozczarowaniu snajper udowodni swoją klasę i
profesjonalizm.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot;&gt;Sam Lewandowski nie
jest wcale największym przegranym całego zamieszania. Jest nim
oczywiście niedoszły polski Mino Raiola, który jednak zapomniał,
że działa w Niemczech, a nie Włoszech, czyli kraju dość mocno
odległym kulturowo. Tutaj wycieczki
po telewizjach śniadaniowych i trąbienie wszem wobec o ruchach
klienta nie robiły na nikim wrażenia, a wręcz denerwowały.
Najpierw kibiców Borussii, później sam zarząd, a na koniec nawet
najbardziej wyważone media znad Łaby, które agentów piłkarza
nazwały &quot;komikami&quot;. Błazenady Kucharskiego mają już
więc dosyć wszyscy. Umieszczenie Lewandowskiego w Bayernie będzie
zapewne jego ostatnim interesem na niemieckim rynku. Krychowiak czy
Kosecki mogą mu tylko podziękować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot;&gt;Takim obrotem sprawy
przegrał też Bayern. Nie mogąc dłużej znieść wszystkich
spekulacji na temat obsady ataku w przyszłym sezonie, nowego klubu
postanowił poszukać Mario Gómez, a wedle ostatnich doniesień już
go nawet znalazł. Monachijczycy sami się więc zaszachowali. Pertraktując z agentami Polaka zapomnieli, że tym razem nie wystarczy dogadać się z zawodnikiem i rzucić pieniądze na stół. Jest
Mandžukić, kontrakt przedłuży Pizarro, natomiast wątpliwe, by
udało się zatrzymać wypychanego Gómeza. Zatrzymać zresztą
chwilowo, bo przecież już za rok miejsca dla niego znowu zabraknie.
Szukać trzeba będzie półśrodków i rozwiązań tymczasowych.
Albo naprędce opracować plan awaryjny: odpuścić Lewandowskiego i postawić na innego snajpera.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot;&gt;A kto wygrał?
Oczywiście Borussia. Podstawiła nogę chwiejącemu się na własne
życzenie Bayernowi, po stracie &lt;/span&gt;G&lt;span lang=&quot;de-DE&quot;&gt;ö&lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot;&gt;tzego
pokazała, że dla nikogo nie jest marketem, za śmieszne pieniądze
zatrzymała znakomitego napastnika, a przede wszystkim dała
prztyczka w nos zbyt mocno wychylającemu się Lewandowskiemu. Bo ten
z każdym kolejnym golem stopniowo zapominał, że póki obowiązuje
go kontrakt, nie może sam decydować o swojej przyszłości.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/1309698620700964664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/06/borussia-prezy-muskuy.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/1309698620700964664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/1309698620700964664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/06/borussia-prezy-muskuy.html' title='Borussia pręży muskuły'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-5859899871739972556</id><published>2013-04-19T02:27:00.000+02:00</published><updated>2013-04-29T23:35:28.200+02:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FC Schalke 04"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Felipe Santana"/><title type='text'>Santana okrężną drogą na mundial</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jeśli wierzyć najnowszym doniesieniom Bilda, Felipe Santana w następnym sezonie nie będzie już grał w Dortmundzie. Obędzie się jednak bez zmiany mieszkania, nie ominą go też i Derby Zagłębia Ruhry. Nowym klubem Brazylijczyka ma być bowiem Schalke.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Najpoczytniejszy niemiecki tabloid uwielbia dzierżyć palmę pierwszeństwa w donoszeniu o ruchach transferowych na niemieckim rynku, a później chełpić się swoimi wynikami. Przeważnie ma także dobrych informatorów, jednak czasami zdarza mu się strzelić spektakularną gafę. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Miesiąc temu ich felietonista i jeden z bardziej doświadczonych dziennikarzy trąbił o pewnych przenosinach Armina Veha właśnie do Schalke, tymczasem już kilka dni później trener przedłużył umowę z Eintrachtem, a dodatkowo okazało się, że żadnych rozmów na stopie zawodowej między Heldtem a Vehem nie było.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czy w tym przypadku może być podobnie? Co najwyżej połowicznie, bo letni &amp;nbsp;transfer Santany wydaje się przesądzony, nie znamy jeszcze tylko jego nowego adresu. Kusi przede wszystkim suma odstępnego, która oscyluje wokół miliona euro. W mediach na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy przerabiano już wiele scenariuszy, a Brazylijczyk wciskany był do każdego niemieckiego klubu, gdzie istniało najmniejsze zapotrzebowanie na stopera: od Hoffenheim, przez Wolfsburg, aż do Hamburga. W Mönchengladbach miał zastąpić odchodzącego do Bayernu Dantego, a &quot;Die Welt&quot; już rok temu pisał, że obrońca lada moment wyląduje w Leverkusen.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
No i Schalke.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Głównym sprawcą zamieszania wokół swojej osoby jest sam Santana, który regularnie narzekał w mediach na swoją pozycją w klubie i bycie dopiero trzecim wyborem Kloppa. Ostatnimi czasy nieco zmienił front, może wobec notorycznych urazów etatowych stoperów Borussii i sporej ilości minut, a może po prostu nie chcąc robić sobie problemów przy transferze. Ale dalej wszystkie publiczne wywody Brazylijczyka łączą wzmianki o największym marzeniu piłkarza: występie na przyszłorocznym mundialu, rozgrywanym przecież w jego ojczyźnie.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Absolutnie podstawowym kryterium do bycia w ogóle zauważonym przez selekcjonera &quot;Kanarków&quot; jest gra w markowym klubie w topowej lidze, co doskonale znamy już z historii Dantego. Ten wymóg Schalke spełnia, jednak w przypadku Santany czynnik fundamentalny może znów okazać się przeszkodą.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bo w Schalke przy braku kontuzji parę stoperów tworzą Höwedes i Papadopoulos. I obaj piłkarsko są lepsi od Brazylijczyka. A dodatkowo wiosną jak piłkarz wygląda nawet Matip. Przyjście Santany może się wiązać z transferem Greka, tyle że teraz już nikt nie rzuci na stół 15 milionów za obrońcę, który ostatnie pół sezonu spędził w gabinetach lekarskich.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
To może kasa, choć przy marzeniach i celach stopera nie powinna grać ona kluczowej roli. Też pudło. Klub znajduje się w finansowym dołku, a czasy gazowego eldorada bezpowrotnie minęły. W mediach pisano, że zarobki Santany mogą po przeprowadzce wynieść nawet trzy miliony rocznie. Tyle że z taką gażą od razu wskoczyłby do czołówki najlepiej zarabiających piłkarzy w Schalke, zresztą na takie pieniądze dopiero co przystał Höwedes. Kapitan zespołu, reprezentant kraju, Niemiec, w dodatku młodszy od Brazylijczyka.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Co więc w Gelsenkirchen będzie robił Santana? Miejsce na ławce zwalnia latem Metzelder, domniemane zarobki się zgadzają, umiejętności nieco na korzyść Brazylijczyka.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zdecydowanie lepiej wyglądała chociażby kandydatura Hamburga, gdzie miałby pewny plac, ciekawą ekipę i zdolnego trenera, zapewne podobne pieniądze, a może też i europejskie puchary. A tak: z deszczu pod rynnę. Widocznie Santana na dobre przyzwyczaił się już do deszczowego klimatu Zagłębia Ruhry. I regularnego grzania ławy. A z Gelsenkirchen na pewno nie będzie miał bliżej do reprezentacji Brazylii, i to nie tylko dlatego, że oba miasta dzieli zaledwie 40 kilometrów.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/5859899871739972556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/04/santana-okrezna-droga-na-mundial.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/5859899871739972556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/5859899871739972556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/04/santana-okrezna-droga-na-mundial.html' title='Santana okrężną drogą na mundial'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-380762110982298519</id><published>2013-03-19T17:48:00.000+01:00</published><updated>2013-04-19T02:34:11.677+02:00</updated><title type='text'>krotkapilka.pl</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Cześć! Nietrudno było zauważyć, że w ostatnim czasie blog stał odłogiem. W bardzo dużym stopniu jest to związane z faktem, że przeniosłem się na nowo powstały serwis &lt;a href=&quot;http://krotkapilka.pl/&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;krotkapilka.pl&lt;/a&gt;. Nie wiem, czy w związku z tym blog umrze, czy może czasami będą się tutaj pojawiać pojedyncze teksty, wiem natomiast, że teraz warto mnie szukać w tymże serwisie. To tam będą się ukazywać teksty w formacie tych na blogu, zapowiedzi i wiele innych. Nie zginie też i &quot;Do jednej bramki&quot;, choć obecnie pojawiać się w zupełnie innej formie: jako cykliczny, cotygodniowy felieton, traktujący o piłkarskich Niemczech i &amp;nbsp;ukazujący się w każde wtorkowe popołudnie. &lt;a href=&quot;http://bit.ly/ZGYEbD&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Premierowy odcinek&lt;/a&gt; jest już dostępny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dlaczego warto razem ze mną przenieść się na krotkapilka.pl? Bo to serwis pełen piłkarskich zapaleńców, złożony z bardziej lub mniej znanych, ale równie utalentowanych, głównie blogerów, traktujący o piłce nieco szerzej niż tylko w wymiarze Bundesligi (wbrew pozorom oprócz Bundesligi istnieją też i inne ligi), choć i tej oczywiście nie zabraknie, również za moją sprawą. Jeśli lubicie poczytać dobre teksty o piłce, to będzie dla was idealne miejsce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pozdrawiam i do zobaczenia na krotkapilka.pl,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Marcin&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/380762110982298519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/03/krotkapilkapl.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/380762110982298519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/380762110982298519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/03/krotkapilkapl.html' title='krotkapilka.pl'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-1157237882391928895</id><published>2013-02-27T20:08:00.000+01:00</published><updated>2013-02-27T20:09:16.176+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Arjen Robben"/><title type='text'>Typ niepokorny</title><content type='html'>&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To było piękne popołudnie na Allianz Arena. Bayern po raz kolejny w obecnym sezonie zaprezentował futbol nie z tej planety, ale wcale nie ten fakt cieszył najbardziej. Największą radość sprawił mi bowiem brylujący Arjen Robben, który wreszcie promieniał, i to nie tylko na boisku, ale i poza nim. To widok w Monachium niespotykany od dawna, a kluczowy w kontekście najbliższych kilku miesięcy i walki na trzech frontach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiv5RAFdmBhtcdsdaa0Tmr44KCNuaVcAs8hkkJyuWOxjM1NwuPqzuTP-rCQQYa2nj7dfIuoQlONCbSW0SSBf4QlIHpxwTsfBmHGvXqbScdGw2PsV__9emDWjPJySGQ3rvTV4bM8kPbZr4/s1600/286500header.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;266&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiv5RAFdmBhtcdsdaa0Tmr44KCNuaVcAs8hkkJyuWOxjM1NwuPqzuTP-rCQQYa2nj7dfIuoQlONCbSW0SSBf4QlIHpxwTsfBmHGvXqbScdGw2PsV__9emDWjPJySGQ3rvTV4bM8kPbZr4/s400/286500header.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@globalsportsmedia.com/&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Próbowałem sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatnio widziałem Holendra w takim stanie, uśmiechniętego od ucha do ucha i na murawie, i w pomeczowym wywiadzie, i... w pewnym momencie straciłem rachubę. Jesień wybuchowy skrzydłowy tradycyjnie już częściej niż z piłką u nogi widywany był na kozetce, a im dalej w las, tym bardziej w jego występach próżno szukać powodów do świętowania: latem przyszła kompromitacja z reprezentacją &lt;i&gt;Oranje&lt;/i&gt;&amp;nbsp;na europejskim czempionacie, a wcześniej fatalne w skutkach pudło podczas finału Ligi Mistrzów czy przestrzelona jedenastka w Dortmundzie, która ostatecznie rozwiała nadzieje monachijczyków na odzyskanie mistrzostwa na krajowym podwórku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W pierwszej rundzie trwających rozgrywek Robben cierpiał jednak nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Choć publicznie przyznawał, że cieszy się z każdego zwycięstwa, to wewnętrznie musiał krwawić, bo zaledwie z trybun przypatrywał się, jak jego partnerzy biją kolejne ligowe rekordy, a na ich głowy zewsząd sypią się pochwały. Odzywały się nawet głosy, że ekipa Heynckesa to najlepsza i najładniej grająca drużyna Bawarczyków w 113-letniej historii klubu. Chociaż chyba nie to bolało go najbardziej: popisową rundę rozgrywał bowiem ten, który pod nieobecność Holendra zajął miejsce na prawej flance, czyli Thomas Müller. Opaska kapitańska i koncert w meczu przeciwko Kaiserslautern, jedynym jego jesiennym występie godnym odnotowania, nie mogły ukoić ego skrzydłowego: wybuch tykającej bomby w bawarskiej szatni był jedynie kwestią czasu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ten nastąpił dopiero po meczu w Wolfsburgu, choć brukowe media do eksplozji starały się doprowadzić znacznie wcześniej, a i każdy spodziewał się chyba większych fajerwerków. Rozżalony, już całkowicie zdrowy i zdolny do gry Robben nie wytrzymał, gdy na Volkswagen Arena po zaczął wśród rezerwowych, mimo bardzo solidnych występów po otrzymaniu szansy od trenera. &quot;Nie jestem zadowolony. Chcę więcej grać, a dzisiaj znowu siedziałem na ławce,&quot; skarżył się. I dodał: &quot;Mam nadzieję, że zagram we wtorek przeciwko Arsenalowi. To wielki mecz. I nie widzę żadnych powodów, dlaczego miałbym nie wystąpić...&quot; Innego zdania był szkoleniowiec, który zawodnika ponownie zostawił tylko w odwodzie. Ale już na konferencji przed meczem z Werderem oświadczył, że w dwóch kolejnych grach Robben na pewno wybiegnie w jedenastce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W sobotę na murawie oglądaliśmy dwa oblicza Holendra. To stare, czyli szalejącego na skrzydle i raz po raz kąsającego rywala, ale i nowe: zdecydowanie częściej szukającego partnerów i walczącego na całej długości boiska, w sektorach, w których do niedawna nawet nie bywał. A i w wypowiedziach bez trudu odczuć można było powiew świeżości: &quot;Dzisiejsze 90 minut uważam za pozytywne i dla mnie, i dla mojej przyszłości: dzięki temu stajesz się jeszcze silniejszy&quot;.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kolejny powrót do życia Robbena po jesiennej hibernacji bez dwóch zdań cieszy. Nie jest on typem cichego pracusia, przedkładającego efektywność nad efektowność jak Thomas Müller, mózgu centralnej części pola jak Toni Kroos bądź już konia pociągowego ofensywy Bayernu w osobie Franck Ribéry&#39;ego. Po wielu kontuzjach nie jest to już nawet ten sam gracz co choćby kilka wiosen temu. Ale to wciąż jedyny zawodnik w kadrze &lt;i&gt;Dumy Bawarii&lt;/i&gt;, który pojedynczym zagraniem może zmienić losy spotkania. Słowa wykrzyczane przez Sergiusza Ryczela po genialnej bramce na Old Trafford, mimo że liczą już sobie prawie trzy lata, to ani na jotę nie straciły na aktualności. &quot;To może nie jest już ten sam Robben, ale to cały czas jest ten Robben&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Holender, choć domu w Monachium jeszcze nie kupił, nie wyklucza pozostania w Bawarii do końca kariery piłkarskiej. Jednak jak sam mówi: &quot;Wszystko jest możliwe. W piłce wiele się może zdarzyć&quot;. No właśnie... Może przejmujący latem stery Guardiola i monachijski typ niepokorny, wskazywany przez wielu jako pierwsza potencjalna ofiara Baska, znajdą wspólny język? Gdyby tylko jeszcze ten wciąż genialny piłkarz i jego ego potrafili zrozumieć, że można stanowić o wartości zespołu nawet wtedy, gdy nie grał się w każdym meczu w jedenastce.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/1157237882391928895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/typ-niepokorny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/1157237882391928895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/1157237882391928895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/typ-niepokorny.html' title='Typ niepokorny'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiv5RAFdmBhtcdsdaa0Tmr44KCNuaVcAs8hkkJyuWOxjM1NwuPqzuTP-rCQQYa2nj7dfIuoQlONCbSW0SSBf4QlIHpxwTsfBmHGvXqbScdGw2PsV__9emDWjPJySGQ3rvTV4bM8kPbZr4/s72-c/286500header.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-3587673554511027413</id><published>2013-02-23T10:21:00.001+01:00</published><updated>2013-02-23T14:48:51.783+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Hans-Joachim Watzke"/><title type='text'>Populista na tropie utopii</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Apetyt Hansa-Joachima Watzkego, czyli głównego konstruktora Borussii Dortmund w obecnym kształcie, zaczyna rosnąć w miarę jedzenia. Po przywróceniu do żywych znajdującej się u progu upadku ekipy z Westfalenstadion, dortmundzki medyk zamierza uzdrowić teraz całą ligę. Prezes mistrza Niemiec dokonał już nawet diagnozy: rak Bundesligi to kluby koncernowe, których kasy są co prawda wypchane po brzegi, za to sektory stadionowe, szczególnie w meczach wyjazdowych, świecą pustkami. Do nowobogackich na niemieckich stadionach Watzke regularnie strzela już od dawna, a ostatnio zaatakował po raz kolejny: na odbywającym się w Düsseldorfie szczycie SpoBiS, czyli największej konferencji w Europie poświęconej marketingowi sportowemu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhTmO4h-aI0SC4qqeeEMgU7KjpayuEGHeEh_IhdAnyJttOG6b0A-CiI6hbZKshGW8iqPc-iq_P80RRC8KbHf7AqaJfYXGR587kfwNwrH_Nf_oTZWV_ZXbhTXgTMjPK2oRZB6EuatsGgOwk/s1600/borussia-dortmund-bvb-erhoeht-personalbudget-fuer-kommende-saison-erklaerte-hans-joachim-watzke-514.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;230&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhTmO4h-aI0SC4qqeeEMgU7KjpayuEGHeEh_IhdAnyJttOG6b0A-CiI6hbZKshGW8iqPc-iq_P80RRC8KbHf7AqaJfYXGR587kfwNwrH_Nf_oTZWV_ZXbhTXgTMjPK2oRZB6EuatsGgOwk/s400/borussia-dortmund-bvb-erhoeht-personalbudget-fuer-kommende-saison-erklaerte-hans-joachim-watzke-514.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.spox.com&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Obecni na spotkaniu przedstawiciele członków niemieckiej ekstraklasy pochylili się nad podobieństwami i różnicami między drużynami napędzanymi przez środki zewnętrznych inwestorów a tak zwanymi zespołami tradycyjnymi. Jak nietrudno zgadnąć, rzecznicy ligowej &lt;i&gt;biedoty&lt;/i&gt; znaleźli więcej cech rozbieżnych niż wspólnych. Zgodnie z oczekiwaniami gromami ciskał przede wszystkim Watzke, a dzielnie wtórował mu szef zarządu Eintrachtu Frankfurt, Heribert Bruchhagen. Głównym argumentem przeciwko niechcianym na piłkarskiej mapie Niemiec jest oczywiście fakt, że jako niezbyt liczne i mało oddane bazy kibicowskie zabierają miejsca w elicie ośrodkom bardzo mocno wspieranym przez lokalnych sympatyków. &quot;Zespoły tradycyjne, takie jak 1. FC Kaiserslatuern czy 1. FC Kolonia, są spychane przez nowo zagospodarowane kluby koncernowe do drugiej ligi&quot;, przekonywał Bruchhagen. Trzy ciała obce w ekstraklasie to oczywiście ekipy &lt;i&gt;Aptekarzy&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Wilków&lt;/i&gt;, zasilane przez potentatów branż farmaceutycznej i motoryzacyjnej, oraz zabawka komputerowego geniusza, czyli TSG 1899 Hoffeheim. A, jak ostrzega prezes Borussii, niepokojące zjawisko staje się coraz popularniejsze. I trudno nie przyznać mu racji, bo pieniądze sztucznie pompowane są w kolejne futbolowe zakątki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W ostatnim czasie aż trzy zespoły z niższych lig otrzymały potężne zastrzyki finansowe. Jednak o ile gest Hasana Ismaika podtrzymał monachijskie &lt;i&gt;Sześćdziesiątki &lt;/i&gt;przy życiu, a jordańskiemu inwestorowi obecnie w głowie raczej uporządkowanie spraw wewnętrznych klubu niż mocarstwowe plany, tak giganci stojący za ekipami z Ingolstadt (Audi) czy Lipska (Red Bull) już jak najbardziej poważnie myślą o podboju Bundesligi. I choć na razie owe wizje stanowią co najwyżej pobożne życzenia, to skala zjawiska dobitnie pokazuje, że jedną z fundamentalnych zasad w niemieckiej piłce można bez trudu ominąć. Ale nie tylko ją: zakazaną w nazwie markę sponsora w przypadku drużyny z Saksonii przemycono w postaci dziwacznego tworu&amp;nbsp;&lt;i&gt;RasenBallsport &lt;/i&gt;(nie podejmę się tłumaczenia; dla chętnych: &lt;i&gt;die Rasen&lt;/i&gt;&amp;nbsp;to murawa), którego skrót i tak jednoznacznie kojarzy się z produktem właściciela.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Watzke nie tylko zlokalizował rosnący problem, ale od razu zaproponował też jego rozwiązanie. Skoro tak długo jak w futbolu liczą się osiąganie rezultaty wydalenie ciał obcych ani opróżnienie ich koncernowych sakiewek nie wchodzi w rachubę, to... warto zapełnić własne. Prezes Borussii zaapelował, by zmienić sposób rozdzielania wpływów ze sprzedaży praw transmisyjnych: wynik sportowy miałby stanowić o połowie otrzymywanej sumy, a o reszcie decydowałyby takie czynniki jak średnia ilość widzów, liczba transmisji czy ogólnokrajowa popularność. Taki model obowiązuje obecnie w Holandii.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dbanie o &lt;i&gt;czystość&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Bundesligi to obecnie życzenie nie tylko większości futbolowych działaczy, ale przede wszystkim kibiców: w ankiecie Bilda aż 74% z prawie 70 tys. ankietowanych odpowiedziało, że kluby koncernowe wypaczają rozgrywki.&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://pbs.twimg.com/media/BDolYRXCcAAZkIH.jpg&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Obrazki takie jak ten&lt;/a&gt;&amp;nbsp;są znacznie przyjemniejsze niż widok zaledwie grupki fanów udającej się na stadion oddalony od kilkadziesiąt kilometrów. Jednak w całej tej utopijnej wizji ligi Watzkego, idealnie trafiającej w gusta gros sympatyków, niektórzy zdają się nie zauważać maczka z gwiazdką: populistyczny prezes Borussii nie dość, że zamiast spełniać marzenia kibiców działa głównie we własnym interesie, to jeszcze publicznie ogłasza, że nowobogaccy nie są potrzebni w Bundeslidze, ba, stanowią oni zagrożenie dla istniejącego systemu, a przecież dopiero co wycisnął Wolfsburg jak cytrynę, wysyłając do samochodowego eldorado co najwyżej przeciętnego w żółtej koszulce Ivana Perisicia, a dodatkowo coraz głośniej mówi się, że pensja przymierzanego do Dortmundu Edina Džeka ma być w połowie pokryta przez zewnętrznych sponsorów...&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/3587673554511027413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/populista-na-tropie-utopii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/3587673554511027413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/3587673554511027413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/populista-na-tropie-utopii.html' title='Populista na tropie utopii'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhTmO4h-aI0SC4qqeeEMgU7KjpayuEGHeEh_IhdAnyJttOG6b0A-CiI6hbZKshGW8iqPc-iq_P80RRC8KbHf7AqaJfYXGR587kfwNwrH_Nf_oTZWV_ZXbhTXgTMjPK2oRZB6EuatsGgOwk/s72-c/borussia-dortmund-bvb-erhoeht-personalbudget-fuer-kommende-saison-erklaerte-hans-joachim-watzke-514.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-627563791794253836</id><published>2013-02-16T15:08:00.001+01:00</published><updated>2013-02-16T15:08:30.655+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Borussia Dortmund"/><title type='text'>Nowy początek</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jeśli myślicie, że decyzja o wyrzuceniu z boiska Roberta Lewandowskiego i zawieszenie na trzy kolejne ligowe spotkania gdziekolwiek wzbudziła większe emocje niż w kraju nad Wisłą, to jesteście w błędzie. Stwierdzenie, że ta sytuacja umknęła uwadze w piłkarskich Niemczech byłaby niewątpliwie przesadą, ale już napisanie, że nie odbiła się szerokim echem jest jak najbardziej na miejscu. Ba, nawet w tej samej serii gier niemieckiej ekstraklasy znajdziemy równie kontrowersyjne zdarzenia co to z udziałem Polaka. Z powodu przymusowego odpoczynku Lewandowskiego wcale w Dortmundzie nie płaczą. Zespół złożył co prawda odwołanie od kary, Klopp czy Zorc lakonicznie mówili o zbyt surowym werdykcie, ale absencja snajpera nie przyprawi trenera o pulsujący ból głowy, bo Borussia w obecnych rozgrywkach ligowych nie gra już o nic. I choć nikt z kierownictwa klubu nie powie tego otwarcie, to krótkotrwała nieobecność atakującego może nawet wyjść drużynie na dobre: kadrę na przyszły sezon można już w zasadzie planować bez niego, a teraz szkoleniowiec dostaje po prostu trzy mecze na eksperymenty i mały zwiastun wydarzeń z niedalekiej przyszłości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvOQPv-l9jjgKl7gWst1IidYVwA54nqsP4i3m3trhYGuXKbHQMyEJi-j4rmZypjSQj7gJNcTkMaHwroWrMy6kqlKrwPvMWpIVy3OFVlqW4sM1fskZTSMRMSst29te3_IuDJ6Y-NJpI7G4/s1600/klopp-lewandowski-514.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;233&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvOQPv-l9jjgKl7gWst1IidYVwA54nqsP4i3m3trhYGuXKbHQMyEJi-j4rmZypjSQj7gJNcTkMaHwroWrMy6kqlKrwPvMWpIVy3OFVlqW4sM1fskZTSMRMSst29te3_IuDJ6Y-NJpI7G4/s400/klopp-lewandowski-514.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.spox.com&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zmiennikiem i naturalnym wyborem podczas zawieszenia Polaka wydaje się być Julian Schieber, ściągnięty latem ze Stuttgartu. Niemiec jednak nie cieszy się zaufaniem Kloppa: tylko dwukrotnie wybiegał w jedenastce i trudno powiedzieć, by w którymkolwiek z tych meczów pokazał się z dobrej strony. Do siatki trafił dwa razy, ale konta bramkowego w Bundeslidze jeszcze nie otworzył. Napastnik zresztą od początku swojej przygody w Dortmundzie na każdym kroku udowadnia, że gra dla klubu takiego kalibru jak Borussia to dla niego za wysokie progi. Z drugiej strony trudno też oczekiwać gruszek na wierzbie od zawodnika co najwyżej średniego: Schieber z gwiazdy piłki młodzieżowej ewoluował bowiem w kopacza jedynie przeciętnego. Dość napisać, że w swojej bundesligowej przygodzie nigdy nie wychylił nosa poza granicę siedmiu bramek w sezonie. Kierownictwo zespołu zdało już sobie sprawę, że w tym przypadku następcy pierwszej armaty nie uda się znaleźć w obecnej kadrze, jak to miało miejsce choćby dwa lata temu, gdy Lewandowski po rocznym pobycie w cieniu Barriosa zluzował go potem na szpicy. Dla Schiebera sprawienie kolejnego zawodu to także nic nowego: w mieście wina i szybkich samochodów namaszczony był przecież na następcę oddanego do Monachium Maria Gómeza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
I choć w przewidywanych jedenastkach na dzisiejsze spotkanie przeciwko rewelacji rozgrywek, Eintrachtowi Frankfurt, widnieje nazwisko Schiebera, to nieśmiało wspomina się również o możliwych eksperymentach Kloppa. Ustawienie z fałszywą dziewiątką testował już nawet niechętny taktycznym nowinkom Joachim Löw, a w listopadowym meczu w Holandii w tytułowej roli postawił nawet na Götzego. Spekuluje się, że i Kloppo może zdecydować się na taki ruch. Mimo prawdopodobnej absencji Gündogana, środek pomocy to nadal najsolidniej i najliczniej obsadzona pozycja Borussii, a wobec wciąż niepewnego występu Großkreutza pole manewru w formacji ataku trener ma praktycznie zerowe. Zdaniem mediów w drugiej linii moglibyśmy więc zobaczyć trio Kehl-Şahin-Bender, a za ofensywę mieliby odpowiadać Błaszczykowski, Reus i Götze, z jednym z ostatniej dwójki pełniącym funkcję fałszywej dziewiątki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W przypadku pomyślnego zaliczenia tego sprawdzianu poszukiwania następcy Lewandowskiego mogłyby przebiec w Dortmundzie nieco inaczej niż przewidywano, a na transferowe łowy Zorc i spółka zamiast do Manchesteru czy Hanoweru mogliby się udać po prostu do Hamburga. I zamiast szukać sponsora do pokrycia połowy zarobków Edina Džeka czy siłować się ze Schmadtkem o senegalskiego napastnika&amp;nbsp;&lt;i&gt;Die Roten&lt;/i&gt;, zwyczajnie podebrać koreańskiego asa z talii Thorstena Finka. W końcu odejście Sona podczas najbliższego okienka transferowego wydaje się być niemal przesądzone: dla Hamburczyków będzie to bowiem ostatnia szansa, by na nowym ulubieńcu publiki jeszcze cokolwiek zarobić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&quot;Znajdzie się jakieś rozwiązanie&quot;, rzucił tylko Klopp poproszony o komentarz do zaistniałej sytuacji. Kto wie, może pod na razie jedynie czasową i wymuszoną nieobecność pierwszego snajpera zespołu nawinie się Borussii rozwiązanie nie tylko doraźne.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/627563791794253836/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/nowy-poczatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/627563791794253836'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/627563791794253836'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/nowy-poczatek.html' title='Nowy początek'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvOQPv-l9jjgKl7gWst1IidYVwA54nqsP4i3m3trhYGuXKbHQMyEJi-j4rmZypjSQj7gJNcTkMaHwroWrMy6kqlKrwPvMWpIVy3OFVlqW4sM1fskZTSMRMSst29te3_IuDJ6Y-NJpI7G4/s72-c/klopp-lewandowski-514.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-1150130922006969886</id><published>2013-02-12T15:23:00.000+01:00</published><updated>2013-02-12T15:23:56.852+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Raffael"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Ronny"/><title type='text'>Tody i Iskra</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Futbolowe rodzeństwa to w niemieckiej rzeczywistości piłkarskiej chleb powszedni. Boatengowie po zakopaniu topora wojennego to znów zgrana paczka,&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://www1.pictures.zimbio.com/pc/Jerome+Boateng+Kevin+Boateng+Brother+South+m0_LMnltg_Xl.jpg&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;choć raczej do zabaw niż do piłki&lt;/a&gt;, Toni Kroos czy Sami Khedira spełniają niedoścignione na razie marzenia swoich młodszych braci, a bliźniacza rywalizacja Benderów to od niedawna temat numer jeden nie tylko przy kolejnych pojedynkach na linii Dortmund-Leverkusen, ale i przy ogłaszaniu powołań do kadry Joachima Löwa. Nie inaczej było w przeszłości. Zanim Uli i Dieter Hoeneßowie zaczęli wojować na polu menedżerskim, krzyżowali korki na boisku, a latami o prymat najlepszego snajpera w domu rodzinnym walczyli Klaus i Thomas Allofsowie &lt;strike&gt;czy Karl-Heinz i Michael Rummenigge&lt;/strike&gt;. W cieniu tych wszystkich wojenek, czy to historycznych, czy współczesnych, po cichu na niemieckie podwórko powrócił wyścig dwójki brazylijskich braci, w którym największe oprócz statystyki futbolowe kłamstwo, czyli &lt;i&gt;legenda o młodszym bracie&lt;/i&gt;, jak na razie zdaje się być prawdziwa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJOLMr7aQSIRtIhAvebWQzpo6G8v7aqZNC0MZR5PHrxHdzShaYONXxeVr_MCc3tdECoRQZvG6tS5yNxC7DyUqc8a5LeydwVqIIPfcmHzmKxCIm30zgS3qqY8Xq1yufKwUSbxtT5PRKKiM/s1600/ronny_raffael_herta_div_950.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;302&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJOLMr7aQSIRtIhAvebWQzpo6G8v7aqZNC0MZR5PHrxHdzShaYONXxeVr_MCc3tdECoRQZvG6tS5yNxC7DyUqc8a5LeydwVqIIPfcmHzmKxCIm30zgS3qqY8Xq1yufKwUSbxtT5PRKKiM/s400/ronny_raffael_herta_div_950.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.globo.com&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jako pierwszy do Berlina zawitał Raffael. Na Olympiastadion ściągnął go stary znajomy z Zurychu, który dopiero co zamienił szwajcarską ekstraklasę na Bundesligę, czyli Lucien Favre. W związku z tym Brazylijczyk nie musiał martwić się o miejsce w składzie i od razu wskoczył do jedenastki &lt;i&gt;Starej Damy&lt;/i&gt;. W barwach Herthy pomocnik przeżywał wzloty i upadki, a losy Berlińczyków przypominały wtedy istną sinusoidę: po niespodziewanej walce o mistrzostwo kraju i udanej kampanii w raczkującej Lidze Europy nastąpił spadek i zimowanie na drugoligowym froncie, a późniejszy powrót do elity skończył się błyskawicznym zjazdem. Raffael nie miał zamiaru ponownie babrać się w futbolu drugiego sortu i gdy tylko pojawiła się oferta z Kijowa, zaczął pakować walizki. Po jałowej, zaledwie półrocznej, wyprawie na Wschód pomocnik przynajmniej do końca sezonu wrócił do Niemiec, tym razem do Schalke, gdzie będzie się starał pomóc pogrążonemu w kryzysie zespołowi, ale i odbudować utraconą formę. Epizod na Ukrainie zaczął bowiem od poważnej kontuzji, a gdy już ją zaleczył, został odstawiony na margines, bo w międzyczasie doszło do zmiany szkoleniowca. Jeśli szybko odnajdzie dawną dyspozycję, to w Gelsenkirchen mogą mieć z niego pociechę. W końcu w barwach stołecznego klubu dał się poznać jako zawodnik nieszablonowy, doskonały technicznie, potrafiący dyrygować poczynaniami kolegów i otwierać im drogę do bramki. Nie bez przyczyny mówiło się latem o zainteresowaniu ze strony Borussii Dortmund. Jednak zapytani dzisiaj kibice Herthy o największe osiągnięcie Raffaela nie wymienią jego licznych goli czy asyst, a... zwerbowanie do stolicy swojego brata Ronny&#39;ego, obecnie najjaśniejszej postaci wicelidera 2. Bundesligi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ronny z przytupem rozpoczął swoją przygodę piłkarską: już jako nastolatek został młodzieżowym mistrzem świata z Brazylią (jeszcze wtedy biegał pod pseudonimem &lt;i&gt;Tody&lt;/i&gt;), w pokonanym polu zostawiając m.in. przyszłych złotych medalistów wielkich piłkarskich imprez, Cesca Fàbregasa i Davida Silvę. Ale futbolowe gwiazdy przyszłości pomocnik spotykał nie tylko od święta: w barwach Corinthians sięgał po krajowy tytuł grając u boku Téveza, Nilmara czy Mascherana. O karierze na ich miarę mógł jednak tylko pomarzyć. Już pierwszy europejski przystanek okazał się dla Ronny&#39;ego bardziej szorstki niż mógł przypuszczać: w Lizbonie stanowił tylko tło dla takich tuzów jak Nani, João Moutinho czy Miguel Veloso. Miejsca nie zagrzał również i Leirii, gdzie przezimował ostatni rok obowiązującego go kontraktu ze Sportingiem. A gdy umowa wygasła, za namową starszego brata czmychnął do Berlina. &quot;To niesamowite uczucie móc występować obok mojego brata, a dodatkowo jeszcze wygrywać mecze&quot;, mówił. I chociaż Raffael odegrał arcyważną rolę w jego aklimatyzacji w zupełnie obcym środowisku, to Ronny szybko zaczął się piłkarsko dusić jego obecnością, bo kamrat był nie tylko przewodnikiem, ale jednocześnie także głównym rywalem do miejsca w jedenastce: obaj prezentowali podobny styl gry, najchętniej występowali na tej samej pozycji, a rola głównego dowodzącego mogła być przecież w drużynie tylko jedna i przypadała starszemu z rodzeństwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego odejście Raffaela pozwoliło nowemu dyrygentowi berlińskiej Herthy szeroko rozwinąć skrzydła. A bez brata u boku &lt;i&gt;Tody&lt;/i&gt; prezentuje się jak nigdy wcześniej: strzela na potęgę, nieważne, czy prawą, czy lewą nogą, bez znaczenia, czy z rzutu wolnego, karnego czy z gry, asystuje, rozdziela piłki, tworzy masę sytuacji, nie tylko sobie, ale i kolegom. Gra tak jak na lidera przystało: w końcu obecnie to zdecydowanie najbardziej wartościowy zawodnik nie tylko na Olympiastadion, ale i w całej drugiej lidze. Rozgrywki na zapleczu Bundesligi dopiero co minęły półmetek, a Brazylijczyk już może pochwalić się dwucyfrową liczbą i bramek, i kończących podań. Cały czas pozostaje zresztą w wyścigu o koronę dla najlepszego snajpera sezonu: obecnie strzeleckiego kroku dotrzymuje mu tylko Domi Kumbela z rewelacyjnego Brunszwiku. A warto dodać, że tylko raz na przestrzeni ostatnich 30 lat po ten tytuł nie sięgnął napastnik: przed czterema laty najbardziej bramkostrzelna okazała się aż trójka graczy, a w tej grupie znalazło się dwóch pomocników: Marek Mintál i Cédric Makiadi. Tyle że oni dobrnęli do ledwie 16 trafień w sezonie, a Ronny na swoim koncie zapisał już 12 bramek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli Raffael przekona do siebie działaczy Schalke, to w przyszłym sezonie już w Bundeslidze i już po przeciwnych stronach barykady dojdzie do braterskiego pojedynku. Trudno bowiem spodziewać się, by dobrze wyglądająca Hertha roztrwoniła sporą przewagę nad grupą pościgową. &lt;i&gt;Tody&lt;/i&gt; vs&amp;nbsp;&lt;i&gt;Iskra&lt;/i&gt;. Dlaczego &lt;i&gt;Iskra&lt;/i&gt;? &quot;W rodzinnym mieście niektórzy nadal mnie tak nazywają. Po prostu strzelam wiele goli&quot;, tłumaczy Raffael. A &lt;i&gt;Tody&lt;/i&gt;? &quot;To od czekolady,&quot; wykrzykuje ojciec braci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O jakości tej czekolady mogliśmy się przekonać chociażby wczoraj, gdy Ronny najpierw zacentrował piłkę wprost na głowę Ramosa, a potem cudownym golem bezpośrednio z rzutu wolnego uchronił Berlińczyków od porażki w miejskich derbach przy wypełnionych po brzegi trybunach (według oficjalnych obliczeń niemal 75 (!) tys. widzów). Na jakikolwiek błysk &lt;i&gt;Iskry&lt;/i&gt;&amp;nbsp;przyjdzie nam chyba jeszcze trochę poczekać.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/1150130922006969886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/tody-i-iskra.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/1150130922006969886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/1150130922006969886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/tody-i-iskra.html' title='Tody i Iskra'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJOLMr7aQSIRtIhAvebWQzpo6G8v7aqZNC0MZR5PHrxHdzShaYONXxeVr_MCc3tdECoRQZvG6tS5yNxC7DyUqc8a5LeydwVqIIPfcmHzmKxCIm30zgS3qqY8Xq1yufKwUSbxtT5PRKKiM/s72-c/ronny_raffael_herta_div_950.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-4171254450830706905</id><published>2013-02-10T10:51:00.002+01:00</published><updated>2013-02-10T11:42:30.805+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Jupp Heynckes"/><title type='text'>Do trzech razy sztuka</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Trenerem Bayernu w następnym sezonie nie będzie na pewno, jednak wbrew temu, co twierdzą włodarze monachijskiego giganta, on sam jeszcze nie podjął decyzji o zamianie ławki na klubowy gabinet. &quot;Chciałbym samemu ogłosić swoją decyzję&quot;, mówił stłumionym głosem Jupp Heynckes, nieco zapomnianym wśród panującego dookoła szaleństwa z ujawnionym już nazwiskiem jego następcy. Może trochę z przekory, a może po prostu &amp;nbsp;z dalszej chęci pozostania w zawodzie. Wszak jego wyniki z zespołem dobitnie pokazują, że choć człowiek stary, to cały czas może.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjgLez6FS6yZQH1I2aBL42r4OQIE77sgqslP8IFPOo6dURYUFdom-mP7atmyufH7GEdyXxHMXQOdySKu7pperdqXkqTf5u9hXDGXMiVX0DX0seeVULkE-29qBDGprDgyVCXF-jaiTlmVDw/s1600/fc-bayern-muenchen-hoeness-heynckes-514.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;233&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjgLez6FS6yZQH1I2aBL42r4OQIE77sgqslP8IFPOo6dURYUFdom-mP7atmyufH7GEdyXxHMXQOdySKu7pperdqXkqTf5u9hXDGXMiVX0DX0seeVULkE-29qBDGprDgyVCXF-jaiTlmVDw/s400/fc-bayern-muenchen-hoeness-heynckes-514.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.spox.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Trzecia już przygoda &lt;i&gt;Don Juppa &lt;/i&gt;w Monachium okazuje się bardziej owocna, niż niektórzy mogli zakładać, chociaż w poprzednim sezonie zdecydowanie zabrakło jego ekipie instynktu zabójcy. Na dwóch frontach w zasadzie sukces mieli już na wyciągnięcie ręki, ale zamiast delektować się przysłowiową wisienką na torcie, musieli tylko obejść się smakiem. Trudno jednak wierzyć, by &lt;a href=&quot;http://hg.joemonster.org//mg/albums/new/120524/po_finale.jpg&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;ubiegłoroczny koszmar&lt;/a&gt;&amp;nbsp;mógł się powtórzyć i tym razem, a już na pewno nie na krajowym podwórku, gdzie Bawarczycy rozbijając się walcem po kolejnych rywalach notują rekordowy sezon pod wieloma względami. Wyczynów jest sporo, ale na pierwszy plan rzucają się dwie statystyki: betonowa, niemalże niemożliwa do sforsowania obrona oraz dystans punktowy dzielący lidera od&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;reszty stawki. Nawet zespoły znajdujące się w tabeli bezpośrednio za plecami Bayernu trudno nazwać grupą pościgową, bo teraz nikt monachijczyków już nie ściga, a i drużyny z czołówki do wypatrywania odjeżdżających po upragnioną Srebrną Paterę podopiecznych Heynckesa potrzebują już raczej lunety niż lornetki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Spora cegiełkę do ligowej dominacji dołożył sam trener, choć niektórych wyborów dokonała za niego fortuna. Już od początku sezonu, wobec licznych urazów, musiał postawić na zawodników, dla których przewidziana była raczej rola zmienników. Swoją postawą Dante czy Mandžukić udowodnili zresztą, że do Monachium nie trafili przypadkiem. Na tego drugiego Heynckes regularnie stawiał również w końcówce minionej rundy, gdy do zdrowia wróciła już pierwsza armata zespołu, a chorwacki napastnik w kolejnych meczach ograniczał się bezproduktywnego snucia się po boisku i marnowania okazji strzeleckich. Nieco kuchennymi drzwiami do jedenastki dostał się też Javi Martínez, z początku ławkowicz, któremu miejsce w jedenastce zwolnił kontuzjowany Luiz Gustavo, a który obecnie jest centralną postacią monachijskiego giganta w środku pola.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Swoim uporem opiekun Bawarczyków potrafił też wykrzesać maksimum z rezerwowych. Przezimowany na ławce Arjen Robben, który mimo całkowitego zaleczenia urazu regularnie z boku przyglądał się boiskowym poczynaniom kolegów bądź zaliczał jedynie ligowe ogony, stroił miny na decyzje trenera, uśmiechał się nerwowo, ale język cały czas trzymał za zębami, choć media bardzo chętnie widziały w nim tykającą bombę, mającą za moment rozsadzić szatnię. Holender cierpliwie czekał na swoją szansę, a we wczorajszym eks-klasyku z uśmiechem na ustach pojawiał się w dotąd nieznanych mu rejonach boiska. Występ ukoronował oddaniem bramki Gómezowi, choć sam mógł zaliczyć premierowe ligowe trafienie w trwającym sezonie. Wspomnianemu snajperowi odpoczynek od jedenastki nie pomógł i przed Heynckesem trudne zadanie, by albo zreanimować &lt;i&gt;SuperMaria &lt;/i&gt;i przypomnieć mu, jak gra się w piłkę, albo wytłumaczyć&amp;nbsp;Mandžukiciowi, że bramki w Londynie są tej samej wielkości co w Moguncji, a Thomas Vermaelen nie jest żadną maszyną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako że ustępujący z monachijskiego tronu &lt;i&gt;Don Jupp &lt;/i&gt;nie dał jasnej odpowiedzi co do swojej przyszłości, media zaczęły już publiczną wyliczankę z sędziwym szkoleniowcem w roli głównej. W prasie pojawiają się różne propozycje, nawet tak abstrakcyjne jak... zluzowanie Joachima Löwa na ławce trenerskiej kadry narodowej. Zapytany o ten kierunek na piątkowej konferencji przed meczem z Schalke, Heynckes zszokował wszystkich zebranych: &quot;Trzy razy odmawiałem już przejęcia reprezentacji, teraz nie mam żadnej motywacji&quot;. Opiekun Bayernu nie był jednak skory do udzielenia dalszych informacji na temat ofert ze związku, zasłaniając się lukami w pamięci i odsyłając jednocześnie zainteresowanych do niegdysiejszego wiceprezydenta DFB, Franza Beckenabuera, i jego obecnego szefa, Wolfganga Niersbacha. W sieci krążą już nawet żarty odnośnie domniemanych odmów: ponoć wszystkie trzy kuszenia Heynckesa miały nastąpić w nocy przed ogłoszeniem nowym trenerem reprezentacji Ericha Ribbecka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, jak to mówią: do trzech razy sztuka, ale widocznie nie w tym przypadku. Czwartej próby na pewno nie będzie. Z duża dozą prawdopodobieństwa można też napisać, że po zakończeniu obecnego sezonu na ławce trenerskiej żadnego zespołu nie będzie już Juppa Heynckesa.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/4171254450830706905/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/do-trzech-razy-sztuka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/4171254450830706905'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/4171254450830706905'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/do-trzech-razy-sztuka.html' title='Do trzech razy sztuka'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjgLez6FS6yZQH1I2aBL42r4OQIE77sgqslP8IFPOo6dURYUFdom-mP7atmyufH7GEdyXxHMXQOdySKu7pperdqXkqTf5u9hXDGXMiVX0DX0seeVULkE-29qBDGprDgyVCXF-jaiTlmVDw/s72-c/fc-bayern-muenchen-hoeness-heynckes-514.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-6142879497685957125</id><published>2013-02-05T10:51:00.002+01:00</published><updated>2013-02-05T10:58:06.839+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FC Schalke 04"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Horst Heldt"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Jens Keller"/><title type='text'>Zapiwniczeni</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chaos. W zasadzie: kompletny chaos, i całkowity brak ładu i składu. I walka. Tak w skrócie na dzień dzisiejszy wygląda sytuacja &lt;i&gt;Königsblauen&lt;/i&gt;. Ekipy, która według przedsezonowych planów w trwających rozgrywkach miała realnie włączyć się do wyścigu o krajowe mistrzostwo, a już absolutne minimum stanowiło zajęcie miejsca gwarantującego start w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Obecnie sam klub jest areną walk i to niemal każdej ze stron w jakikolwiek sposób związanej z zespołem: począwszy od kibiców, a skończywszy na byłych pracownikach. A w samym centrum wydarzeń Jens Keller. Takiego natłoku złych wibracji, zarówno boiskowych, ale przede wszystkim pozaboiskowych, w Gelsenkirchen nie odnotowano już dawno. Najgorszy wydaje się jednak fakt, że wciąż może być gorzej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUDCHdjElCJ99Hb0m6l6ahXfIFgRTeIPm_eu0685_MXa6a6WJC_WjTICPXvpB60h4_cJyJtX9dXv7hxeSd46cjQpVkyhIQgRTjrufsuIuHKY1Btwto-7zvge6Wh6z2WiVgpIXmHX5YJS4/s1600/2022205447-jens-keller-holrst-heldt-3009.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUDCHdjElCJ99Hb0m6l6ahXfIFgRTeIPm_eu0685_MXa6a6WJC_WjTICPXvpB60h4_cJyJtX9dXv7hxeSd46cjQpVkyhIQgRTjrufsuIuHKY1Btwto-7zvge6Wh6z2WiVgpIXmHX5YJS4/s400/2022205447-jens-keller-holrst-heldt-3009.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.wa.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Iskrą na proch i podstawą całego zamieszania nie okazała się wbrew pozorom porażka w domowym spotkaniu z &lt;i&gt;Koniczynkami &lt;/i&gt;z Fürth, które przed sobotnim meczem od ponad czterech miesięcy i długich 17 serii gier bezskutecznie szukały powtórnego kompletu oczek na niemieckich salonach, lecz decyzja trenera o zastąpieniu Draxlera nowo przybyłym Brazylijczykiem Raffaelem. Wtedy swoje ogólne niezadowolenie, nie tylko z powodu tej roszady, postanowili wyrazić kibice i zadedykowali przeraźliwą falę gwizdów opiekunowi gospodarzy. Incydent ten wywołał późniejszą lawinę, jednak w szerszym kontekście stanowił jedynie zapalnik: czarę goryczy mogło przelać absolutnie każde przypadkowe wydarzenie, jak choćby ta zmiana, bowiem na konflikt na podłożu szkoleniowym zanosiło się na Veltinsa Arena od dawna. A będąc precyzyjnym: od pierwszego dnia, kiedy miejsce na ławce zajął Jens Keller.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powołanie na stanowisko nowicjusza już na samym początku nie spotkało się z pozytywną reakcją wśród miejscowych. Po rozstaniu z Huubem Stevensem rozbita psychicznie i sportowo szatnia potrzebowała raczej kogoś z autorytetem i odpowiednią charyzmą, by poskładać paczkę do kupy, aniżeli żółtodzioba, który do tej pory pracował jako asystent bądź opiekował się drużynami młodzieżowymi. Przed dwoma laty w Stuttgarcie zaliczył co prawda epizod na ławce pierwszego zespołu, ale w premierowym podejściu do samodzielności zaliczył falstart: najpierw taśmowo wygrywał, później zaliczał kolejne porażki i ostatecznie po dwóch miesiącach został zluzowany i zdegradowany do podrzędnej funkcji. Rękę wyciągnął do niego ponownie Horst Heldt, stary znajomy ze Szwabii, a ówczesny dyrektor sportowy Schalke, i stopniowo przesuwał coraz wyżej w klubowej hierarchii: najpierw obsadził Kellera w roli skauta, później dał we władanie ekipę U-17 kosztem Tomasza Wałdocha, a na koniec wyniósł na sam szczyt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obawy kibiców co do tego wyboru okazały się słuszne: już na dzień dobry, w swoim pierwszym i jedynym meczu przed przerwą zimową, wyleciał z Pucharu Niemiec, mimo wszystko dość nieszczęśliwie, a jego katem okazał się były oponent z lig juniorskich i jednocześnie rywal w wyścigu o stołek w Schalke, czyli Thomas Tuchel. Mimo medialnych spekulacji do przewidywanych zmian nie doszło i Kellerowi powierzono przygotowanie zespołu do wiosny. W Katarze z każdym dniem zaczęło się pojawiać jednak coraz więcej wątpliwości, a wraz z nimi nasilały się negatywne głosy sympatyków. Drużyna wyglądała bowiem fatalnie i nic nie wskazywało na natychmiastową i znaczącą poprawę, a jedynie zdecydowany progres pozwalał jeszcze marzyć o wypełnieniu i tak zweryfikowanych już nieco celów na sezon.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czarny scenariusz sprawdził się w stu procentach: po kanonadzie na otwarcie rundy, w meczach z ligowymi autsajderami&amp;nbsp;&lt;i&gt;Königsblauen &lt;/i&gt;prezentowali&amp;nbsp;się zdecydowanie poniżej krytyki i przede wszystkim oczekiwań, a szkoleniowiec nie wystrzegał się błędów z przeszłości: wciąż żonglował taktyką i formacjami, ale też i bał się odstawić od składu gwiazd, np. zupełnie bezproduktywnego Huntelaara na rzecz zaskakująco dobrego w meczu przeciwko Hanowerowi Marici, który zresztą właśnie pod batutą Kellera jeszcze w Stuttgarcie przeżywał najlepszy okres w Bundeslidze. Poparcie dla trenera, które od początku wśród kibiców było znikome, dobiło ostatecznie do dna, a fani w otwarty sposób dawali mu do zrozumienia, co sądzą o jego pracy m.in. poprzez wspomniane już gwizdy,&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://pbs.twimg.com/media/BCKgY7LCcAEGz9I.jpg&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;transparenty na treningu po meczu z beniaminkiem&lt;/a&gt;, a także internetowe apele o rzucenie ręcznika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Kellerowi nie sprzyjały ani niebiosa, ani... sam Heldt. Cały czas nie może korzystać z poważnie kontuzjowanych Papadopoulosa, Moritza czy Afellaya, od którego absencji zaczął się zjazd Schalke, a przed momentem do tej trójki dołączył Marica. Zupełnie inaczej mógł też się ułożyć mecz z Fürth, bo w samej końcówce najpierw w słupek trafił Raffael, a zaraz potem zwycięskiego gola w nieprawidłowy sposób zdobył zjawiskowy tego dnia&amp;nbsp;Nikola Đurđić. Kellerowi nie pomógł również Heldt, który zamiast wzmocnić zdecydowanie najsłabsze ogniwo, defensywę, całe zimowe okienko spędził na telefonie z Anglikami, targując się o nic nieznaczące rozbieżności w kwocie za transfer Holtby&#39;ego, by ostatecznie dopiąć transakcję dopiero na kilkadziesiąt godzin przed zakończeniem okresu, a później rzutem na taśmę ściągnąć Michela Bastosa. O ile jego przyjście wygląda bardzo porządnie nie tylko ze strony sportowej, ale i finansowej, tak Raffael po zmianie na ławce w Kijowie został zepchnięty na margines i już mogliśmy się przekonać, że jeszcze trochę minie, nim wróci do normalnej dyspozycji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zresztą podstawowy zarzut wobec Heldta to w ogóle powierzenie tak odpowiedzialnej roli Kellerowi, zupełnie nieobytemu na tym poziomie. I to w dobie poważnego kryzysu, nie tylko piłkarskiego. A już klasycznym przykładem wielbłąda było rozegranie dymisji Stevensa, która z mojego punktu widzenia wydawała się mimo wszystko konieczna: już na wejściu dyrektor sportowy zagwarantował nowemu trenerowi stołek do końca sezonu, bez względu na wszystko. Kellerowi mógł przecież oddać zespół tylko tymczasowo, a samemu udać się łowy, w końcu zbliżała się przerwa zimowa, piłkarze rozjechali się do domów. a on czasu miał bez liku. Ba, Roberto Di Matteo był ponoć widziany nawet na Veltins Arena, a i pojawiał się temat Martina Jola. Tymczasem Heldt strzelił sobie w stopę i zablokował możliwość jakichkolwiek roszad, przynajmniej do czerwca. Bo żeby w takiej sytuacji zachować twarz, musi albo dotrzymać słowa danego szkoleniowcowi, albo... ramię w ramię zejść z nim ze sceny. W swojej niezbyt długiej przygodzie na nowym stanowisku były reprezentant Niemiec co prawda nie nauczył się jeszcze, że za błędy czasem słono się płaci, ale niewykluczone, że niedługo będzie miał ku temu sposobność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale osoba opiekuna pierwszej drużyny to nie jedyna klubowa bolączka. Do i tak zaśmieconego ogródka co i raz kamyczki dorzuca m.in. Felix Magath, a głos odnośnie aktualnych wydarzeń zabrał i największy ananas w Gelsenkirchen, czyli Jermaine Jones. Amerykanin, który wylatywał już nie tylko z boiska, nie zostawił suchej nitki na sobotniej reakcji kibiców i będzie się chyba musiał umiejętnie tłumaczyć, o ile nie jest mu w smak ponowna karna zsyłka. Choć i sympatycy mają obecnie pełne ręce roboty, a ich działania okazują się nawet związane z wybuchem Jonesa: już niedługo po sobotnim spotkaniu jedna z grup fanów odłączyła się od odgórnej organizacji, a decyzję motywowała rozbieżnością interesów, czyli działaniem góry na korzyść zarządu, a nie związków kibicowskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótko mówiąc: walka trwa. Każdy z każdym, i to na każdym froncie. Oby piłkarze odrobinę panującej wokół klubu wojennej atmosfery przenieśli na boisko, bo zaraz po przerwie na reprezentacje czeka ich prawdziwy wyjazdowy maraton: Monachium, Moguncja, Stambuł. A jeśli i ten sprawdzian obleją, mogą już na dobre zostać w piwnicy. Chyba że to ona zostanie zakopana jako pierwsza.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/6142879497685957125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/zapiwniczeni.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/6142879497685957125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/6142879497685957125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/02/zapiwniczeni.html' title='Zapiwniczeni'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUDCHdjElCJ99Hb0m6l6ahXfIFgRTeIPm_eu0685_MXa6a6WJC_WjTICPXvpB60h4_cJyJtX9dXv7hxeSd46cjQpVkyhIQgRTjrufsuIuHKY1Btwto-7zvge6Wh6z2WiVgpIXmHX5YJS4/s72-c/2022205447-jens-keller-holrst-heldt-3009.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-7337141647344394902</id><published>2013-01-29T11:32:00.000+01:00</published><updated>2013-01-30T07:03:07.673+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Hanower 96"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Mirko Slomka"/><title type='text'>Bez(o)bronni</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Każdy, kto miał przyjemność zostać wchłonięty na kilka nocy przez jedną z edycji serii Football Managera, aż za dobrze zna ten ból. Mirko Slomka zagajony po sobotnim meczu przeciwko &lt;i&gt;Wilkom&lt;/i&gt;&amp;nbsp;o kolejne absencje w formacji obronnej swojego zespołu tylko nerwowo się uśmiechnął. Tydzień wcześniej, na otwarcie rundy wiosennej Hanower też tracił, ale nie defensorów, a gole: i to na potęgę. &quot;To była katastrofa&quot;, rzucił tylko szkoleniowiec poproszony o podsumowanie postawy swoich podopiecznych pod własną bramką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkWApKGc-or0d83RfI2odVfwl4fbQHtB0eKVpw1NJUb97TjvLO_lSynfVLpaN33rwT5swc17lDwHrCDqY8ookFQuM8V2b_bw1-AiXcz9bHqTQ-T346LHSp5f7zJb2HwOtF4LXs5aTwZa4/s1600/16770376,pd=1,mxw=720,mxh=528.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkWApKGc-or0d83RfI2odVfwl4fbQHtB0eKVpw1NJUb97TjvLO_lSynfVLpaN33rwT5swc17lDwHrCDqY8ookFQuM8V2b_bw1-AiXcz9bHqTQ-T346LHSp5f7zJb2HwOtF4LXs5aTwZa4/s400/16770376,pd=1,mxw=720,mxh=528.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.gmx.net&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Słowa Slomki mogą w zasadzie posłużyć za komentarz do poczynań obronnych zespołu z Dolnej Saksonii w całych bieżących rozgrywkach. Zespół, który dwa lata temu zrobił wyraźny krok naprzód i z ligowego szaraka stał się etatowym uczestnikiem europejskich pucharów właśnie dzięki, powiedzmy, miedzianej defensywie, bo mimo wszystko trudno określić ją mianej żelaznej, obecnie jest dla rywali łaskawy jak niemal nikt inny na niemieckich salonach: tylko całkowicie rozbita ekipa &lt;i&gt;Wieśniaków&lt;/i&gt;&amp;nbsp;dała wbić sobie dotychczas więcej goli. A Hanower powrócił do punktu wyjścia, czyli do czasów, gdy jeszcze nawet nie myślał wychylać głowy zza dolnej połówki tabeli. Jako że drużyna z AWD-Arena w ofensywie wyglądała przed przerwą zimową zaskakująco dobrze, na obozie przygotowawczym Slomka całą uwagę postanowił skupić na uszczelnianiu murka przed bramką Zielera. Uciekł się nawet do metod pozasportowych, bo kadrę skierował na psychotesty, które miały pomóc mu dotrzeć do zawodników. Ale rzeczywistość nadspodziewanie szybko rozprawiła się z mrzonkami trenera o defensywnej solidności: nowy rok &lt;i&gt;Die Roten&lt;/i&gt;&amp;nbsp;powitali dokładnie tak samo, jak pożegnali poprzedni, czyli na piątkę, tyle że&amp;nbsp;z tyłu. A taka seria nie przytrafiła im się od powrotu do Bundesligi na początku obecnego stulecia. Pojedyncze mecze zdarzało im się przegrywać nawet wyżej, ale nigdy taśmowo. Choć raz było naprawdę blisko: niemal cztery lata temu przyjęli pięć sztuk w Monachium, tydzień później w Hanowerze cztery razy ukłuła Borussia, ale gospodarze w samej końcówce uciekli spod topora i wyrwali przyjezdnym z gardła punkcik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Głównym powodem obecnej degrengolady defensywy zespołu jest niewątpliwie niespotykany i regularny pomór wśród zawodników trudniących się rozbijaniem ataków rywali. Przed sezonem Slomka dokonał tylko jednej roszady: odchodzącego do Wolfsburga Emanuela Pogatetza, najrówniej i najczęściej grającego stopera, zastąpił klonem Dantego, czyli Felipem, przeciwko któremu jeszcze kilka miesięcy wcześniej dwukrotnie wojował w ramach rozgrywek Ligi Europy. Ale Brazylijczyk już na początku przygody w Bundeslidze się rozsypał, i to dosyć poważnie, bo jeszcze trochę czasu upłynie, nim wróci na boisko. Niedługo potem los obrońcy podzielili defensywnie usposobieni pomocnicy, Lars Stindl i dopiero co powracający do zdrowia Leon Andreasen. Ich też czekał dłuższy odpoczynek od piłki. To był jednak tylko prolog do prawdziwego rozkładu formacji obronnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze na zgrupowanie w Portugalii Schamdtke dowiózł Johana Djourou, ale klubowy lazaret powiększył się już wtedy o dwóch kolejnych defensorów: pod nóż z powodu ataku wyrostka robaczkowego poszedł Christian Schulz, a drobnego urazu kolana nabawił się Cherundolo. A po sobotnim meczu przeciwko Wolfsburgowi lista nieobecnych została jeszcze wydłużona: skomplikowanego złamania kostki doznał Mario Eggimann, a nowe nabytki, Hoffmann i Pocognoli, czeka pauza za kartki. Młody pomocnik do czterech żółtek zebranych na zapleczu Bundesligi dołożył premierowe upomnienie w ekstraklasie, a sprowadzony awaryjnie kilkadziesiąt godzin przed spotkaniem Belg już w debiucie wyleciał z boiska za cios rodem raczej z tatami a nie piłkarskiej murawy. On z boku na grę kolegów popatrzy nieco dłużej, bo aż trzy spotkania i kara nie podlega żadnej dyskusji: za bliźniacze zagranie komisja dyscyplinarna zawiesiła niedawno Josuégo właśnie na trzy gry, a o jakimkolwiek odwołaniu &lt;i&gt;Wilków&lt;/i&gt;&amp;nbsp;nie chciała nawet słyszeć. Jakby tego było mało, na wczorajszym treningu nie wytrzymało chore ostatnio kolano kapitana zespołu: tym razem Cherundolo odpocznie znacznie dłużej niż tylko kilkanaście dni, choć dokładna diagnoza nie jest jeszcze znana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie te perypetie sprawiają, że Slomka przy zestawianiu obrony na piątkowy mecz w Bremie nie będzie mógł wybrzydzać, a będzie po prostu zmuszony postawić na każdego, kto aktualnie jest zdrowy, nawet jeśli ma być to zaliczający mało przekonywający start w Bundeslidze Johan Djourou (który notabene mógłby zostać twarzą szwajcarskiego przemysłu nabiałowego: niegdyś wzorowo współpracował z Senderosem, teraz z Eggimannem). I chociaż trudno w to uwierzyć, to, tak, tak, naprawdę mogło być jeszcze gorzej. Gdyby Karim Haggui niecały rok temu nie zdecydował się, jak sam stwierdził,&amp;nbsp;zwolnić miejsca w kadrze młodszym, to zamiast w weekend na Weserstadion grałby jutro przeciwko Adebayorowi i spółce o awans do ćwierćfinału Pucharu Narodów Afryki. Tak samo jak i Sofian Chahed, ale on akurat z kadrą &lt;strike&gt;skończył szybciej niż zaczął&lt;/strike&gt;&amp;nbsp;pożegnał się już jakiś czas temu, i bynajmniej nie z własnej woli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opoką we wciąż sypiącej się hanowerskiej układance pozostaje Ron-Robert Zieler, choć &lt;i&gt;opoka&lt;/i&gt;&amp;nbsp;to chyba niezbyt trafne określenie, bo i golkiperowi udzieliło się panujące w drużynie szaleństwo. W porównaniu do ubiegłorocznych rozgrywek znacznie obniżył loty, ale ostatni mecz może być zapowiedzią lepszych czasów Zielera. Obok przytomnego Abdellaouego i zupełnie nieświadomego Dioufa to właśnie niemiecki bramkarz okazał się talizmanem Hanoweru w szczęśliwym zakończenieu tego przeklętego miesiąca. Przy okazji oszczędził też parę włosów na głowie Mirka Slomki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mordercze kontuzje to nie jedyny ślad Football Managera w hanowerskiej rzeczywistości. Saga Pawła Wszołka poważnie pretendowała do miana najdziwniejszej historii transferowej zimy w Niemczech, ale została zdecydowanie w tyle wobec prawdziwego kurioza, jakim okazało się sprowadzenie Brazylijczyka Françy. Pomocnik wprawił&amp;nbsp;przedstawicieli klubu&amp;nbsp;w niemałe zakłopotanie, gdy na lotnisku zamiast postawnego chłopiska zjawił się... grubasek. W czasie podniebnej podróży z Kurtyby&amp;nbsp;França skurczył się bowiem o dziewięć centymetrów, waga nie drgnęła za to ani na jotę: cały czas 88 kg. Jak to możliwe? &quot;Nikt go nie widział na żywo, oglądaliśmy tylko nagrania wideo&quot;, wyjaśnia Schmadtke i dodaje: &quot;Nie zawsze jest możliwość, żeby zobaczyć zawodnika osobiście. To był pierwszy raz, gdy tego nie zrobiliśmy&quot;. Pierwszy czy nie, na pewno ostatni: prezydent klubu Martin Kind kategorycznie zakazał takich praktyk w przyszłości.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/7337141647344394902/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/bezobronni.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/7337141647344394902'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/7337141647344394902'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/bezobronni.html' title='Bez(o)bronni'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkWApKGc-or0d83RfI2odVfwl4fbQHtB0eKVpw1NJUb97TjvLO_lSynfVLpaN33rwT5swc17lDwHrCDqY8ookFQuM8V2b_bw1-AiXcz9bHqTQ-T346LHSp5f7zJb2HwOtF4LXs5aTwZa4/s72-c/16770376,pd=1,mxw=720,mxh=528.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-7425314975267504347</id><published>2013-01-27T03:16:00.000+01:00</published><updated>2013-01-27T03:16:48.609+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Klaus Allofs"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="VfL Wolfsburg"/><title type='text'>Szafa pełna trupów</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jak głosi stare polskie przysłowie: lepiej późno niż wcale. Kilkanaście tygodni temu szefostwo klubu z Wolfsburga wreszcie zdało sobie sprawę, że Magathowski model prowadzenia zespołu, czyli skupienia wszystkich funkcji kierowniczych w rękach jednej osoby oraz zagwarantowanie jej absolutnej swobody decyzyjnej i niemalże bezdennego worka na transferowe zachcianki, ewidentnie się wyczerpał i obecnie przynosi już tylko więcej szkód niż korzyści. I tak toksyczny związek &lt;i&gt;Quälixa&lt;/i&gt;&amp;nbsp;i &lt;i&gt;Wilków&lt;/i&gt; dobiegł ostatecznie końca. Role w drużynie podzielono już według kompetencji: na ławce trenerskiej tymczasowo zasiadł opiekun ekipy rezerw, a prowadzenie polityki sportowej klubu powierzono podebranemu z Bremy Klausowi Allofsowi. Żeby jednak móc zacząć w pełni używać luksów towarzyszących pracy w samochodowym królestwie, Allofs musi najpierw zakasać rękawy i ostro wziąć się do sprzątania po swoim niechlujnym i niegospodarnym poprzedniku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjwTgKobFtRbR1uVeUUa5xQU3l1EC5GARsvf0c938YxYFFkn4n2Fgk9SWCS0LlSQUAv8w-uZzOehGM34KjAMsEwzRpn4DFb83GJtK8wUBDzgzEXl0hPUvJuMzbK7eO6tJaw4ZR-kiU_VY/s1600/16628314,pd=12,mxh=550,mxw=620.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjwTgKobFtRbR1uVeUUa5xQU3l1EC5GARsvf0c938YxYFFkn4n2Fgk9SWCS0LlSQUAv8w-uZzOehGM34KjAMsEwzRpn4DFb83GJtK8wUBDzgzEXl0hPUvJuMzbK7eO6tJaw4ZR-kiU_VY/s400/16628314,pd=12,mxh=550,mxw=620.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.web.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Najważniejszym zadaniem nowego dyrektora sportowego jest oczywiście skrócenie zbyt szerokiej i niewyobrażalnie przepłaconej kadry zespołu. Jak pokazują opublikowane ostatnio przez Bild rankingi płacowe Bundesligi, Wolfsburg znajduje się w absolutnym czubie najhojniejszych pracodawców w piłkarskich Niemczech, choć próżno szukać go nie tylko w czołówce tabeli, ale nawet w jej górnej połówce. A przecież przez dobre kilka tygodni okupowali strefę spadkową, dobijając nawet do ligowego dna. Liczby są zresztą dla klubu z Volkswagen-Arena bezlitosne: każdy punkt zdobyty jesienią przez &lt;i&gt;Wilki&lt;/i&gt;&amp;nbsp;w niemieckiej ekstraklasie kosztował prawie 5,5 mln euro, czyniąc go najrozrzutniejszym klubem w stawce, podczas gdy w przypadku znajdującego się na drugim biegunie Fryburga kwota ta okazała się niemalże dziesięciokrotnie mniejsza. Nawet dla niedoścignionego finansowego hegemona, lidera tabeli i listy płac każde oczko w Bundeslidze stanowiło ponad dwukrotnie mniejszy koszt. Trudno się jednak dziwić takiemu stanowi rzeczy, skoro nawet zawodnikom głębokiej rezerwy, jak chociażby Sotiriosowi Kyrgiakosowi, Magath zagwarantował gaże wyższe niż pensje najlepiej zarabiających piłkarzy ponad połowy ligowych rywali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilku klubowych pijawek udało się już Allofsowi pozbyć (Felipego i Russa wypożyczono z opcją pierwokupu, z Chorwatem Calem rozwiązano kontrakt), kilka innych jest bliskie odejścia, m.in. Emanuel Pogatetz, Yohandry Orozco czy Srđan Lakić. Stopień trudności zadania, przed którym został postawiony nowy dyrektor sportowy, doskonale oddaje jednak przedłużająca się saga transferowa tego ostatniego zawodnika: wiedząc bowiem, że Wolfsburg z wielką chęcią pozbyłby się chorwackiego napastnika, kasującego rocznie niemal dwukrotną pensję Roberta Lewandowskiego, frankfurckie &lt;i&gt;Orły&lt;/i&gt;&amp;nbsp;kartę Lakicia przyjmą wyłącznie za darmo. Dlatego, choć Eintracht z samym piłkarzem dogadał się już dobre kilkanaście dni temu, transfer od dłuższego czasu stoi w miejscu i coraz bardziej prawdopodobne wydaje się ostateczne zakończenie negocjacji fiaskiem, ku niezadowoleniu obu stron.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeciążone klubowe finanse to nie jedyny problem, jaki w spadku po Magathcie otrzymał jego sukcesor. Kilka dni temu do mediów wyciekły istotne informacje odnośnie umowy Diega Benaglia. Okazało się, że podpisany niemal rok temu nowy kontrakt Szwajcara zawierał najdziwniejszy zapis w Bundeslidze od czasu przeprowadzki Yıldıraya Baştürka do Stuttgartu i jego wpisanej klauzuli odstępnego, którą mógł uruchomić jeden z kilku wskazanych przez zawodnika klubów. Jeden z punktów w dokumencie kapitana &lt;i&gt;Wilków&lt;/i&gt; pozwalał mu bowiem odejść za 3 mln euro, gdy&amp;nbsp;&lt;i&gt;Quälix&amp;nbsp;&lt;/i&gt;przestanie być trenerem Wolfsburga. Jakby tego było mało, na papierze brakowało podpisu przedstawiciela klubu, co sprawiało, że zawodnik wraz z końcem trwającego sezonu mógł odejść za darmo. Błąd szybko jednak skorygowano i bramkarz związał się z zespołem&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;do 2017 roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Problemy kadrowe i kuriozalny zapis w umowie Benaglia to pierwsze kłody, które zostały rzucone pod nogi Allofsa w nowym klubie. Co będzie dalej? Jakie pułapki na swojego następcę zastawił jeszcze Felix Magath? Albo inaczej: ile trupów wypadnie jeszcze z jego szafy?&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/7425314975267504347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/szafa-pena-trupow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/7425314975267504347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/7425314975267504347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/szafa-pena-trupow.html' title='Szafa pełna trupów'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjwTgKobFtRbR1uVeUUa5xQU3l1EC5GARsvf0c938YxYFFkn4n2Fgk9SWCS0LlSQUAv8w-uZzOehGM34KjAMsEwzRpn4DFb83GJtK8wUBDzgzEXl0hPUvJuMzbK7eO6tJaw4ZR-kiU_VY/s72-c/16628314,pd=12,mxh=550,mxw=620.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-5886513226813632451</id><published>2013-01-16T22:17:00.000+01:00</published><updated>2013-01-16T22:17:55.422+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Bayern Monachium"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Pep Guardiola"/><title type='text'>...</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez dobre kilka miesięcy odpychałem od siebie tę myśl, choć z biegiem czasu pojawiało się coraz więcej pasujących do siebie elementów, a początkowo nieco dziurawa układanka stopniowo zaczęła przypominać spójną całość. Od sekretnego spotkania pomiędzy zainteresowanymi podczas półfinałowego meczu ubiegłej edycji Ligi Mistrzów, przez wydawałoby się niezrozumiały rekordowy transfer w historii całej ligi, sprzeczne sygnały dotyczące przyszłości obecnego trenera, postulaty Sammera o germanizację zespołu i stawianie na wychowanków czy kolejne, tym razem już pośrednie spotkania na linii Guardiola-Bayern, aż do dzisiejszego ogłoszenia decyzji. Decyzji, która jak się okazuje przypieczętowana została już niemal miesiąc temu i cały czas pozostałaby tajna gdyby nie medialna burza wokół nowego miejsca pracy Katalończyka. Prasa dalej miałaby o czym pisać, a ja mógłbym spać spokojnie. Pep Guardiola od lata w Bayernie. I co dalej?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3eLWpz7T9A-CkmO49Lj3QDCwHJfJG0G8LJtj5CZUKfxxojhuOxR2X1fhyzjp5rSiURnBoax94nei3VVMyN_H33Wbzy4BLQawZ9CQl4r1qmuENgDt7YoPJy8Dle1-7E6p2KVAo8-thPvg/s1600/BAvinQqCUAEiBCL.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3eLWpz7T9A-CkmO49Lj3QDCwHJfJG0G8LJtj5CZUKfxxojhuOxR2X1fhyzjp5rSiURnBoax94nei3VVMyN_H33Wbzy4BLQawZ9CQl4r1qmuENgDt7YoPJy8Dle1-7E6p2KVAo8-thPvg/s320/BAvinQqCUAEiBCL.jpg&quot; width=&quot;180&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@omarmomani.blogspot.com&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Dla niektórych nie będzie to żadnym zaskoczeniem, innych może za to zszokować: nie chciałem Guardioli w Bayernie. Potrafię docenić genialną pracę, jaką wykonał w Barcelonie. Pracę, której odzwierciedleniem jest nie tylko klubowa gablota wzbogacona o naście trofeów z czasów jego rządów, ale też i bezprecedensowy sposób gry i boiskowego myślenia, obecny dzisiaj już nie tylko w katalońskim zespole. Ale sukcesy Pepa są też jego przekleństwem. Angaż w małej ojczyźnie był dla niego pierwszym krokiem w karierze trenerskiej, a sukcesy osiągał nie dość, że w wyborowym towarzystwie, to jeszcze w specyficznym, do bólu hermetycznym środowisku. Dodając do tego niebywały szum wokół jego osoby i kolosalne oczekiwania, scenariusze jego dalszej przygody na ławce trenerskiej są dwa: stworzenie kolejnego walca, niszczącego wszystko na swojej drodze bądź upadek z konia niewyobrażalnych rozmiarów. A trzeba pamiętać, że w jego przypadku porażką okrzyknięte zostaną nawet wyniki, o których niektórzy mogliby wyłącznie pomarzyć.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Bayern to nie miejsce na tego typu eksperymenty. Wielu szuka porównania z Jürgenem Klinsmannem, którego braki w warsztacie obnażyły nie tylko wyniki podczas krótkiego i burzliwego romansu z &lt;i&gt;Dumą Bawarii&lt;/i&gt;, ale i opinie jego podopiecznych, którzy na trenerskim przebierańcu nie zostawili suchej nitki. Z nieporozumieniem na tę skalę w przypadku Guardioli nie może być mowy. Ale nie widzę też możliwości funkcjonowania jego systemu w innym miejscu na Ziemi niż w Katalonii.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Mnie zresztą jego autorski pomysł na Barcelonę nie zachwycił. Oczywiście, w znaczeniu stricte wizualnym, bo wszystkie zebrane laury muszą budzić respekt. Nie imponuje mi tiki-taka, zupełnie nie trafiają do mnie miliony wymienianych między zawodnikami podań i niekończące się utrzymywanie przy piłce, zmuszające rywala do ciągłego przebywania czasami nie dalej niż na 20 metrze od własnej bramki. Po prostu taki futbol uważam za nieatrakcyjny. Jego namiastkę już można zaobserwować w postawie Bayernu. A ja jestem piłkarskim egoistą: lubię, gdy zespół, który oglądam zdecydowanie najczęściej, gra tak, jak mi się podoba. Dlatego zamiast dalszego brnięcia w ten las pod wodzą Guardioli, wolałbym zwrot w nieco innym kierunku z Jaochimem Löwem za sterami.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Boję się również sławetnej już &lt;i&gt;fałszywej dziewiątki&lt;/i&gt;. Choć patrząc z boku na kadrę Bayernu może się wydawać, że ta dwójka pasuje do siebie jak wół do karety, po bardziej dokładnej ocenie sytuacji okazuje się, że wcale tak nie jest. Teoretycznie trójka środkowych napastników już latem może się zostać bowiem okrojona tylko do osoby Mario Gómeza. Z zespołem niemal na pewno pożegna się Claudio Pizarro, a jeśli Mario Mandžukić wiosną znowu ugnie się pod presją głównego konkurenta do gry, może szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał wylądować na półce transferowych pomyłek, gdzieś między Hashemianem a Petersenem. A wtedy do dyspozycji pozostaną Gómez oraz... Thomas Müller, czyli idealny kandydat na przejęcie schedy po Messim w schemacie Guardioli. A wokół niego cała masa skrzydłowych: Robben, Ribéry i Shaqiri, a może też i wracający z wypożyczenia diabelnie utalentowany Mitchell Weiser.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Już na wejściu nowy szkoleniowiec dostanie od mnie czystą kartkę, mimo mojej uprzedniej niechęci do jego kandydatury. Jeśli dodatkowo nie będzie chciał przekłuwać Bayern barcelońskimi schematami, może szybko zaskarbić sobie moją sympatię. Od zawsze domagam się germanizacji zespołu i oparcia go na wychowankach (w ramach rozsądku oczywiście), a Guardiola jest trenerem, który nie boi się stawiać na młodych. I chociaż niezwykle prężnie działająca szkółka ma format zupełnie inny niż La Masia, nie tylko w sensie skali i jakości produkcji, to warto w niej szukać uzupełnień składu, a może i wzmocnień. Przykładów pereł wyłowionych z klubowej akademii jest co najmniej kilka, a do bram seniorskiej kadry już pukają kolejne talenty, jak chociażby Pierre-Emile Højbjerg, czyli 17-letni pomocnik, którego opiekun drużyny rezerw, Mehmet Scholl, już wypycha do pierwszego zespołu.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Do zmiany warty na ławce trenerskiej jeszcze pół roku i zastanawiam się, jak ten czas spożytkuje Katalończyk. Na pewno w jego harmonogramie znajdzie się nauka języka, o ile jeszcze go nie zna. A jeśli nie zna, to do lata powinien już znać, bo ponoć zdolności lingwistyczne posiada nadzwyczajne. Co dalej? Przeprowadzka do Monachium, oswajanie się z kulturą, podglądanie treningów i zachowań piłkarzy, rozmyślanie nad taktyką, doglądanie pracy młodzieży czy dalsze używanie życia wolnego od zobowiązań zawodowych?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
No właśnie, do przybycia Guardioli jeszcze pół roku, tymczasem ja od kilku godzin nie mogę na dobre zebrać myśli i jestem cały roztrzęsiony, choć znajduję się kilkaset kilometrów od centrum wydarzeń. Co musi być w takim razie w głowach piłkarzy? Oby decyzja zarządu o tak wczesnym podaniu tej informacji do wiadomości publicznej nie odbiła się klubowi czkawką. Bo wiosną zdecydowanie jest o co grać. A przecież początek rundy rewanżowej już w sobotę.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Powodzenia, Pep. Oby to był owocny czas i dla Ciebie, i dla Bayernu. I obym nie musiał krzywić się podczas każdego meczu. Chyba mogę sobie pozwolić na tę osobistą prośbę, w końcu jestem piłkarskim egoistą.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/5886513226813632451/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/5886513226813632451'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/5886513226813632451'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/blog-post.html' title='...'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3eLWpz7T9A-CkmO49Lj3QDCwHJfJG0G8LJtj5CZUKfxxojhuOxR2X1fhyzjp5rSiURnBoax94nei3VVMyN_H33Wbzy4BLQawZ9CQl4r1qmuENgDt7YoPJy8Dle1-7E6p2KVAo8-thPvg/s72-c/BAvinQqCUAEiBCL.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-4634629327171718381</id><published>2013-01-13T21:37:00.000+01:00</published><updated>2013-01-13T21:39:56.171+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ciekawostki"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nikolče Noveski"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="w roli głównej"/><title type='text'>W roli głównej: samobój</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na pewno nie byłem jedynym, który oglądając wczorajsze spotkanie na Britannia Stadium przecierał oczy ze zdumienia. Koszmar. Piekło. Dramat. Żadne z tych określeń nie ma odpowiedniej mocy, by opisać boiskowe losy Jonathana Waltersa. Zawodnika, który po dwóch &amp;nbsp;uprzednio wbitych samobójach chciał pokazać nerwy ze stali i choćby częściowo zmazać plamę upiornego popołudnia, a ostatecznie się zwyczajnie pogrążył, zaliczając prawdopodobnie najgorszy statystycznie indywidualny występ w piłce na tym poziomie. Teraz stalowe będzie musiał mieć zakończenie pleców, bo w internecie jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne żarty na temat jego osobistej tragedii. Katastrofa Waltersa okazała się jednak inspirująca nie tylko dla sieciowych dowcipnisiów. Witajcie w zapewne najbardziej ambiwalentnym zakątku całego futbolu, nie tylko niemieckiej ekstraklasy. W roli głównej, a jakże, bramka samobójcza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjeyf2J3ChIpg4dhKUIGrKOytVmFx7WSkh1js6_jaXnKF6BMt3Gsm-kNyVdFp5_ZfxqPqt9ddKS6MLdAJawNr7U_7Apq5C9x7BmrtEr_RGtZSGUyd6m2tMVBjT3BFg6hyphenhyphenU4nISfP8h0ek/s1600/Buli34-Noveski-Eigentor-DW-Sport-Mainz.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;266&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjeyf2J3ChIpg4dhKUIGrKOytVmFx7WSkh1js6_jaXnKF6BMt3Gsm-kNyVdFp5_ZfxqPqt9ddKS6MLdAJawNr7U_7Apq5C9x7BmrtEr_RGtZSGUyd6m2tMVBjT3BFg6hyphenhyphenU4nISfP8h0ek/s400/Buli34-Noveski-Eigentor-DW-Sport-Mainz.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.welt.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy myślimy o swojakach w Bundeslidze, do głowy może przyjść tylko jedno nazwisko: Nikolče Noveski. Podobnie jest też w sytuacji odwrotnej, bo Macedończykowi już nigdy nie uda się uciec od swoich strzeleckich wybryków pod własną bramką. Prawdziwy król samobójów w niemieckiej elicie. Człowiek, do którego należą wszystkie możliwe rekordy jeśli chodzi o pakowanie piłki nie do tej siatki, co trzeba. Po prostu człowiek-samobój. Dwa swojaki w pojedynczym meczu: zgadza się, najszybciej ustrzelony duet: tak jest, trafienia w obu rundach przeciwko temu samemu rywalowi: aha, wreszcie najwięcej bramek samobójczych w historii Bundesligi: naturalnie. Niektóre z tych osiągnięć kapitan Moguncji dzieli co prawda z innymi pechowcami, jak choćby rekord całych rozgrywek, ale wkrótce Macedończyk może samodzielnie dzierżyć palmę pierwszeństwa i w tej kategorii: Manfred Kaltz skończył bowiem zawodowo kopać piłkę ponad 20 lat temu, a Noveski, nomen omen, w tym sezonie do własnej siatki jeszcze nie trafił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O ile patrząc na przebieg kariery stopera samotne liderowanie w tej kwestii wydaje się niestety nieuniknione, tak trudno uwierzyć, by ktokolwiek zdołał pokonać własnego bramkarza co najmniej trzy razy w pojedynczym meczu. Dwukrotnie tej sztuki w historii rozgrywek dokonało jeszcze pięciu innych piłkarzy: Dieter Pulter (1. FC Kaiserslautern, 1963), Gerd Zimmermann (Fortuna Kolonia, 1973), Per Røntved (Werder Brema, 1976), Dieter Bast (VfL Bochum, 1980) i Karim Haggui (Hanower 96, 2009). Ale żaden z nich tak szybko jak Macedończyk: 19 listopada 2005 roku w derbach przeciwko Eintrachtowi Frankfurt niektórzy kibice nie zdążyli jeszcze wygodnie się rozsiąść, a zawodnik Moguncji już załadował dwa samobóje, w 3. i 6. minucie spotkania, w ciągu zaledwie 132 sekund. To był w ogóle kosmiczny mecz: kilkadziesiąt minut później Noveski skierował piłkę już do właściwej bramki, w międzyczasie zarobił żółtko, a na sekundy przed końcem gospodarze zdołali wyrównać za sprawą Rumana. Co ciekawe, jesienią minionego roku zdobywając zwycięskiego gola przeciwko Fortunie stoper wreszcie przechylił bramkową szalę na plus: w 190. grze w Bundeslidze uzyskał siódme trafienie przy sześciu piłkach posłanych do własnej siatki. &quot;To było jasne, że ten temat teraz wróci&quot;, odburknął tylko reporterowi, który po meczu zagaił go o wstydliwe rekordy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mogłoby się wydawać, że wszystko, co w Bundeslidze związane ze swojakami, dotyczy Noveskiego, ale piłkę do bramki pakowali też inni piłkarze, nawet ci najwięksi. Nawet tak wielcy jak Franz Beckenbauer. Rok 1975 &lt;i&gt;Kaiser&amp;nbsp;&lt;/i&gt;zaczął od samobójów w dwóch kolejnych ligowych potyczkach. Jak po latach wspominały legendy Bayernu,&amp;nbsp;podczas odprawy przed następnym meczem, gdy Dettmar Cramer omawiał szczegóły taktyczne i rozpisywał krycie indywidualne, Sepp Maier wypalił: &quot;A kto kryje dzisiaj Franza?&quot;. Nie każdemu było jednak do śmiechu po takiej serii. Chorwat Vlado Kasalo znalazł się na celowniku policji po tym, jak w dwóch kolejkach z rzędu jego gole samobójcze przesądzały o porażkach Norymbergi. Stoper był stałym bywalcem bawarskich kasyn, więc podejrzewano jego związek z organizacjami ustawiającymi mecze. Mimo że Kasali nic nie zostało udowodnione, sędzia do udziału w nielegalnym procederze dorzucił jazdę bez prawa jazdy, DFB zabrało licencję i sezon 1991/92 Chorwat zamiast na boisku spędził za kratami. Równie opłakane skutki, choć dla zespołu a nie indywidua, miał swojak Michaela Ballacka w ostatniej rundzie gier sezonu 1999/2000. W meczu, w którym &lt;i&gt;Aptekarze &lt;/i&gt;do zgarnięcia pierwszego w historii klubu tytułu potrzebowali zaledwie remisu, przyszła gwiazda Bayernu Monachium otworzyła wynik spotkania pakując piłkę do własnej bramki. Po przerwie Matysek skapitulował po raz drugi i Srebrna Patera zamiast do Leverkusen pojechała do Bawarii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie każdy samobój prowadził jednak do tak gorzkiego finału. Na przykład&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=U3HsdUSXhzA&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;kuriozalny strzał Helmuta Winklhofera&lt;/a&gt;&amp;nbsp;został jako pierwszy w historii i jeden z dwu w ogóle wybrany golem miesiąca programu Sportschau, prowadzącego takowy plebiscyt od przeszło 40 lat. Zdarzenie miało miejsce na otwarcie sezonu 1985/86, a dla Winklhofera był to jednocześnie pierwszy mecz w barwach Bayernu po trzyletnim pobycie w Leverkusen. To pechowe uderzenie jako jedyne w tamtym meczu znalazło drogę do siatki i podopieczni Hitzfeld na dzień dobry przegrali z Uerdingen. Znacznie szersza publiczność, a w szczególności pasjonaci filmików z serii &lt;i&gt;piłkarskie jaja&lt;/i&gt;,&amp;nbsp;kojarzy za to &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=QsU_0jCemsc&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;dziwaczne trafienie legendarnego Tomislava Piplicy&lt;/a&gt;, bramkarza znanego głównie za sprawą niekonwencjonalnego stylu (nie)bronienia. Mimo usilnych starań Radosława Kałużnego i reszty ferajny z Chociebuża, rażące słońce do spółki z bośniackim golkiperem podarowało wtedy punkcik przyjezdnym z Mönchengladbach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec creme de la creme wśród bundesligowych losów samobója, czyli mecz na Borussia-Park sprzed czterech sezonów, kiedy to &lt;i&gt;Źrebaków &lt;/i&gt;w zdobywaniu bramek&amp;nbsp;znowu wyręczyli przeciwnicy. Samo spotkanie zakończyło się wynikiem 5:3, a goście z Hanoweru aż trzykrotnie słali piłkę do siatki obok Floriana Fromlowitza, co na boiskach Bundesligi zdarzyło się po raz pierwszy od początku jej powstania. Dwa razy własnego bramkarza zaskoczył wspomniany już wcześniej Karim Haggui, raz Constant Djakpa. Co ciekawe, wszystkie trzy gole padły po uderzeniach zza pola karnego.&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=KEqWPdT3njo&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;To po prostu trzeba zobaczyć&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(dla niecierpliwych: &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&amp;amp;v=KEqWPdT3njo#t=24s&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;raz&lt;/a&gt;, &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&amp;amp;v=KEqWPdT3njo#t=109s&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;dwa&lt;/a&gt; i &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&amp;amp;v=KEqWPdT3njo#t=222s&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;trzy&lt;/a&gt;, ale naprawdę warto obejrzeć cały skrót).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można by tak wymieniać w nieskończoność, w końcu w ciągu niemal 50 lat istnienia Bundesligi padło już 893 swojaków, co daje średnio 18 bramek na sezon. W obecnych rozgrywkach jak na razie widzieliśmy tylko siedem goli samobójczych. Nie ma co jednak narzekać, przecież to nieodłączny element futbolu i wiosną zawodnicy znów będą strzelać nie do tej bramki, co trzeba. To pewne jak w banku. Albo jak kolejne samobóje&amp;nbsp;Nikolče Noveskiego.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/4634629327171718381/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/w-roli-gownej-samoboj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/4634629327171718381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/4634629327171718381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/w-roli-gownej-samoboj.html' title='W roli głównej: samobój'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjeyf2J3ChIpg4dhKUIGrKOytVmFx7WSkh1js6_jaXnKF6BMt3Gsm-kNyVdFp5_ZfxqPqt9ddKS6MLdAJawNr7U_7Apq5C9x7BmrtEr_RGtZSGUyd6m2tMVBjT3BFg6hyphenhyphenU4nISfP8h0ek/s72-c/Buli34-Noveski-Eigentor-DW-Sport-Mainz.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-2496586139428672587</id><published>2013-01-09T20:16:00.000+01:00</published><updated>2013-01-09T20:16:09.106+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Borussia Dortmund"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nuri Şahin"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Shinji Kagawa"/><title type='text'>Klątwa Jürgena Kloppa</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pochodzący ze Stuttgartu były obrońca to trenerski fenomen ostatnich lat nie tylko w Niemczech. Z sukcesami zaczynał przygodę szkoleniową w prowincjonalnej Moguncji, skąd odpalił w świat poważnej piłki, a dokładnie do Dortmundu, gdzie miał przywrócić wcale nie tak dawny blask zakurzonej i pogrążonej w finansowych tarapatach miejscowej Borussii. Udało mu się to szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać, błyskawicznie bowiem strącił z tronu krajowego monopolistę, stając się jednocześnie największym postrachem Bayernu na niemieckim podwórku od dziesięcioleci. Kloppa na szczyt doprowadziła nie tylko wiedza taktyczna, ale też i ponadprzeciętne zdolności przywódcze. W jego trenerskim słowniku &lt;i&gt;drużyna&lt;/i&gt; zawsze znajdowała się wyżej niż &lt;i&gt;indywidualność&lt;/i&gt;. I ktokolwiek odważył się złamać tę zasadę, był od razu sprowadzany do pionu: albo przez samego szkoleniowca, albo przez brutalną, pozadortmudzką rzeczywistość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjlbRX6QHw8bcfbjb7rrA69wrrNkeI4ODdoEMkVjVScrcPrs80bEIRJQBjnpruOBTtJH5U0Xg8q9xswiHmyP7DIr2rfX8vVcVWDMC8ESXQh6pdtb7Znsa6kLCdBtnfXI5tQ3ggnv43Mbbo/s1600/1,h=493.bild.jpeg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjlbRX6QHw8bcfbjb7rrA69wrrNkeI4ODdoEMkVjVScrcPrs80bEIRJQBjnpruOBTtJH5U0Xg8q9xswiHmyP7DIr2rfX8vVcVWDMC8ESXQh6pdtb7Znsa6kLCdBtnfXI5tQ3ggnv43Mbbo/s400/1,h=493.bild.jpeg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.bild.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jako pierwszy na swojej piłkarskiej pazerności sparzył się Nuri&amp;nbsp;Şahin. Niegdyś genialny nastolatek, a później filar mistrzowskiej Borussii i najlepszy zawodnik całej Bundesligi ruszył spełniać futbolowe marzenia pod skrzydła José Mourinho. Ale madrycka codzienność w żadnym stopniu nie przypominała kolorowych bajek szeptanych do ucha Turka podczas negocjacji transferowych: pierwszą po wyjeździe jesień Şahin spędził w gabinetach lekarskich, a wiosną bezskutecznie bił głową w mur jedenastki &lt;i&gt;Królewskich&lt;/i&gt;. I nawet tytuł mistrzowski nie osłodził gorzkiego losu pomocnika, który w białym kostiumie na murawie pojawiał od wielkiego dzwonu. Szansą miało być wypożyczenie do Liverpoolu, ale i miasto Beatlesów nie okazało się dla niego gościnne. Na Anfield wraz z kolejnymi słabymi występami zjeżdżał coraz niżej w hierarchii Brendana Rodgersa, aż ponownie przepadł w czeluści ławki rezerwowych. W wyjściu na prostą na pewno nie pomogły Turkowi kłótnie i przepychanki z klubowym trenerem. I choć Şahin spędził w Anglii dopiero połowę z zakładanego rocznego wypożyczenia, wydaje się, że ziemia liverpoolska jest już dla niego spalona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Angielskie realia równie szorstko przywitały kolejny z dortmundzkich diamentów, jednego z głównych architektów ubiegłorocznego dubletu, czyli Shinjiego Kagawę. Czarodziej z Kraju Kwitnącej Wiśni przygodę z Manchesterem zaakcentował koncertem za Wielką Wodą, ale i w jego przypadku kontuzja stanęła na drodze do serc kibiców &lt;i&gt;Czerwonych Diabłów&lt;/i&gt;. O premierowym półroczu na Wyspach Japończyk chciałby jak najszybciej zapomnieć: kolejne urazy przeplatał bowiem z nieprzekonującymi występami. Wiosną powinien już na dobre zacząć podbój Premier League, ale na razie to jedno z największych rozczarowań transferowych w piłkarskiej Anglii. Jednak wobec kapitalnej dyspozycji podebranego z Arsenalu Robina van Persiego i przewodzenia ligowej tabeli, sympatycy z Old Trafford z pewnością są w stanie przymknąć oko na falstart Kagawy w nowych barwach. Oczywiście o ile po powrocie do formy Japończyk nawiąże do popisów z Bundesligi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żadnemu z niegdysiejszych dortmundzkich reżyserów Klopp nie robił problemów przy transferze. Gdy czołowi gracze Borussii sygnalizowali chęć odejścia, szkoleniowiec zamiast rzucać im kłody pod nogi, starał się raczej dziękować za wspólnie spędzony czas i wyrażał pełną akceptację dla wyborów piłkarzy. Rozumiał futbolowe pragnienia Turka, rozumiał też specyfikę kraju Kagawy, gdzie, jak sam wspominał, &quot;Bundesliga nic nie znaczy, liczy się tylko Premier League&quot;. Doskonale zdawał sobie sprawę, że decyzja o opuszczeniu Dortmundu nie jest łatwa i gdy ktoś takową już podejmuje, to jego działanie musi być przemyślane i w pełni świadome. Sam zresztą nad żadnym rozstaniem nie załamywał rąk: kiedy żegnał&amp;nbsp;Şahina, na oku miał już jego następcę w osobie İlkaya Gündoğana, a lukę po ewentualnym odejściu filigranowego Japończyka zapełnił zawczasu, bo już zimą przedwczesną umowę parafował wychowanek klubu z Signal Iduna Park, Marco Reus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oba przykłady skłaniają do przewrotnej, acz wcale nie odrealnionej refleksji: czy zawodnicy grający u Kloppa nie stają się przypadkiem zakładnikami jego taktyki? Gra Borussii jest specyficzna, ale, jak pokazuje historia, również i bardzo skuteczna. Zaczęło się od regularnego nękania Bayernu na wszelkich możliwych frontach, niedawno do kolekcji skalpów ekipa z Zagłębia Ruhry dorzuciła kolejne: mistrzów Holandii, Hiszpanii i Anglii. Zresztą problem funkcjonowania tylko w tej określonej taktyce może dotyczyć również i polskiej cząstki&amp;nbsp;&lt;i&gt;Żółto-Czarnych&lt;/i&gt;, która w reprezentacyjnych barwach w niczym nie przypomina automatów z piłki klubowej. Winę regularnie zrzuca się na karb motywacji zawodników, a może po prostu problem leży gdzie indziej? W każdym razie główne tryby maszyny opuszczają pokład na własną odpowiedzialność.&amp;nbsp;Jak na razie klątwa Kloppa działa, a dortmundzka karawana cały czas jedzie dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już od ponad roku niemieckie media regularnie wpychają Nuriego&amp;nbsp;Şahina z powrotem do Dortmundu, mimo ciągłych dementi ze strony Kloppa (&quot;Ludzie powinni przestać bujać w obłokach, to nonsens&quot;) bądź Zorca (&quot;To zabawne, co się domniema w Anglii&quot;). Ale takie rozwiązanie nie ma racji bytu nie tylko z tego powodu. Przede wszystkim obecna Borussia to już inna drużyna niż ta za czasów dowództwa Turka. A po wtóre środek pomocy to akurat ostatnia pozycja, która w Dortmundzie wymaga wzmocnienia (o ile w ogóle możemy mówić o jakimkolwiek wzmocnieniu w przypadku gracza, będącego poza futbolem przez bite półtora roku): na dwóch miejscach Klopp musi pomieścić Svena Bendera, Sebastiana Kehla i&amp;nbsp;İlkaya Gündoğana, a przecież do jedenastki przepycha się jeszcze Moritz Leitner. Wydaje się, że w Dortmundzie mają do Turka ogromny sentyment, ale emocje nie mogą przesłaniać logiki: w takiej konfiguracji tylko znajdujący się na zakręcie swojej kariery&amp;nbsp;Şahin może zyskać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zupełnie innego zdania jest Bild, który już sprzedał Lewandowskiego, a Kloppa postanowił wyręczyć w tworzeniu nowej formacji. Koncepcja, oczywiście, w stylu iście barcelońskim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://bilder.bild.de/fotos-skaliert/mfbq-aufstellung-28023548/2,w=256,c=0.bild.jpeg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://bilder.bild.de/fotos-skaliert/mfbq-aufstellung-28023548/2,w=256,c=0.bild.jpeg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/2496586139428672587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/klatwa-jurgena-kloppa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/2496586139428672587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/2496586139428672587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/klatwa-jurgena-kloppa.html' title='Klątwa Jürgena Kloppa'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjlbRX6QHw8bcfbjb7rrA69wrrNkeI4ODdoEMkVjVScrcPrs80bEIRJQBjnpruOBTtJH5U0Xg8q9xswiHmyP7DIr2rfX8vVcVWDMC8ESXQh6pdtb7Znsa6kLCdBtnfXI5tQ3ggnv43Mbbo/s72-c/1,h=493.bild.jpeg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-7025243396753966483</id><published>2013-01-06T07:43:00.000+01:00</published><updated>2013-01-13T18:44:29.583+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ciekawostki"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="rankingi"/><title type='text'>BuLi moim okiem: momenty jesieni 2012</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przerwa zimowa to czas podsumowań. Pisałem już o &lt;a href=&quot;http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/buli-moim-okiem-najlepsi-jesienia-2012.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;jesiennych zwycięzcach&lt;/a&gt;, pisałem też o &lt;a href=&quot;http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/buli-moim-okiem-najgorsi-jesienia-2012.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;nieudacznikach minionej rundy&lt;/a&gt;. Teraz czas na ciekawostki oraz wybrane statystyki z pierwszego półrocza rozgrywek, czyli krótko mówiąc wszystkie wydarzenia, które utkwiły mi w pamięci. Będzie to też prawdopodobnie ostatni tekst w formie podsumowania na półmetku obecnego sezonu. Dookoła sporo się dzieje, więc czas najwyższy wrócić do bundesligowej rzeczywistości. Ale na razie skupmy się po prostu na najciekawszych momentach jesieni 2012 na niemieckich salonach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiysP3415Egj-3xY6DqrfhdAYZsQkzoYjojR9lDBBY0Gb_dqxx1OeC7zRB3EnEpJ5orp7bmdRx-lxp5d5eJ0yR3DIqMqXla8RQpDzCMkzrtTcy5evDJFYRZ3_DEstwSCtpNGQcmtW0QuvA/s1600/imago01353749m-Herbstmeister1-300x243.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;259&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiysP3415Egj-3xY6DqrfhdAYZsQkzoYjojR9lDBBY0Gb_dqxx1OeC7zRB3EnEpJ5orp7bmdRx-lxp5d5eJ0yR3DIqMqXla8RQpDzCMkzrtTcy5evDJFYRZ3_DEstwSCtpNGQcmtW0QuvA/s320/imago01353749m-Herbstmeister1-300x243.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.kickwelt.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Festiwal rzutów wolnych&lt;/b&gt;&amp;nbsp;W poprzednim sezonie na tym etapie rozgrywek piłkarze Bundesligi tylko siedem razy zdołali umieścić piłkę w siatce bezpośrednio z rzutów wolnych, a w całych rozgrywkach doczłapali się ledwie do 14 skutecznych prób. W obecnym sezonie ta statystyka wygląda znacznie lepiej, bo już na półmetku zeszłoroczny wynik został prawie wyrównany: drogę do siatki znalazło 13 strzałów z wolnych. Najczęściej, po dwa razy, trafiali Marco Reus oraz...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Arangol&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Wenezuelczyk ma ogromną lekkość w zdobywaniu pięknych bramek. Futbolówkę w siatce umieszcza co prawda od święta, ale gdy już to robi, ręce same składają się do oklasków. Jesienią nic się nie zmieniło. Skrzydłowy pokonał bramkarzy rywali pięć razy, a każde kolejne trafienie było piękniejsze od poprzedniego, z golem absolutnie niesamowitym na zakończenie rundy. Zresztą co ja będę się rozpisywał:&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=ztkv1GYJHM4&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;popatrzcie sami...&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;To nie jest liga dla starych ludzi&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Już nie tylko niemiecka kadra stanowi gromadę młokosów. Bundesliga to obecnie rozgrywki ze zdecydowanie najniższą średnią wieku wśród czołowych lig europejskich. Co ciekawe, gdy weźmiemy pod uwagę tylko drużyny z czuba tabeli bądź te grające w pucharach,&amp;nbsp;różnica jeszcze się zwiększa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Idzie młodzieżowe &lt;/b&gt;A proporcjonalnie do zalewu ligi przez młodych, na niemieckich salonach stale przybywa trenerów z przeszłością w piłce juniorskiej. Obecnie aż połowa (!) pracujących w Bundeslidze szkoleniowców zaczynała od pracy z młodzieżą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Super-rezerwowy&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Po drugiej kolejce w czubie klasyfikacji strzelców znajdował się Martin Lanig, choć na boisku przebywał w sumie jedynie 17 minut. Na inaugurację zapewnił zwycięstwo z Bayerem, a tydzień później dokończył dzieła zniszczenia w Hoffenheim. Do końca rundy nie trafił już ani razu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Kolejka kelnerów&amp;nbsp;&lt;/b&gt;A propos drugiej kolejki: to była przedziwna seria gier. Czterech zawodników, 11 asyst, dwa gole.&amp;nbsp;Sam miałem ogromny problem, by rozstrzygnąć, &lt;a href=&quot;http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/09/bundesligowi-kelnerzy-w-penej-krasie.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;kto okazał się wówczas najlepszy&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Liga spolaryzowana czy jednak wyrównana?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Przepaść między liderem a zespołem z drugiego stopnia podium miała być historyczna, ale Bayern wykoleił się na ostatniej prostej. Historyczne wydają się natomiast lata świetlne dzielące dno tabeli i ostatnią bezpieczną lokatę. Fürth i Augsburg mają razem (!) mniej punktów niż znajdujący się zaraz nad kreską Wolfsburg. Z drugiej strony odległość między&amp;nbsp;&lt;i&gt;Wilkami &lt;/i&gt;a&amp;nbsp;trzecią po jesieni Borussią Dortmund to tylko 11 punktów i aż 11 miejsc w tabeli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Defensywne monstrum &lt;/b&gt;Mówiąc, że obrona Bayernu była w minionej rundzie bardzo dobra, to jakby nie powiedzieć nic. &lt;i&gt;Bawarczycy&lt;/i&gt;&amp;nbsp;stracili tylko siedem bramek, a Manuel Neuer zaledwie raz wyciągał piłkę z siatki dwukrotnie w ciągu 90 minut. Co ciekawe, na obcym terenie skapitulował jedynie raz (!), za to sześciokrotnie na Allianz Arenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Twierdza szalonych golkiperów&lt;/b&gt;&amp;nbsp;A na własnym obiekcie &lt;i&gt;Duma Bawarii &lt;/i&gt;traciła częściej nie tylko gole, ale i punkty. Wszystkie w przedziwnych okolicznościach. W meczu przeciwko Bayerowi nie dość, że drogę do bramki Neuera w bilardowy sposób znalazły niecelne strzały &lt;i&gt;Aptekarzy&lt;/i&gt;, to po drugiej stronie boiska znakomicie spisywał się Leno. A gdy Bayern remisował z obiema Borussiami, cudów między słupkami dokonywali Weidenfeller i ter Stegen. Wszyscy bramkarze zostali oczywiście wybrani graczami spotkania, a występy w Monachium były ich najlepszymi w całej rundzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Komentatorska klapa&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Lata świetności Bundesligi w Polsacie Sport z komentarzem Romana Kołtonia już nie wrócą, ale obecnie niemiecka ekstraklasa podawana jest polskim kibicom z reguły w formie wręcz nie do przyjęcia. Komentatorzy popełniają błędy rzeczowe, mylą fakty i zawodników, a wymowa nazwisk piłkarzy woła często o pomstę do nieba, czyli generalnie brakuje im wszystkiego, &amp;nbsp;czego oczekuję od osoby siedzącej za mikrofonem. Krótko mówiąc: nie jest dobrze. A prośby o poprawę w tym polu to chyba wciąż tylko mrzonki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;BuLi Austriakami stoi &lt;/b&gt;Przybysze zza południowej granicy stanowili jesienią najliczniejszą kolonię na niemieckich boiskach (19 zawodników). Co ciekawe, we wrześniowym meczu w ramach eliminacji do brazylijskiego mundialu trener austriackiej kadry, Marcel Koller, w przeszłości związany, a jakże, z Bundesligą, posłał w bój aż ośmiu rodaków na co dzień kopiących w Niemczech. Wyrównał tym samym liczbę bundesligowców w jedenastce Löwa i jednocześnie ustanowił krajowy rekord.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Susza wśród napastników &lt;/b&gt;Zawodnicy pierwszej linii zdobyli jesienią tylko 38% wszystkich goli (167 z 444), co stanowi najgorszy wynik w historii. Przyczyn jest wiele: wciąż rosnąca popularność formacji z jednym napastnikiem, uraz Gómeza czy hibernacja Huntelaara, ale też i, niestety, marna jakość bundesligowych snajperów, szczególnie tych doświadczonych i branych z odzysku.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b&gt;... oraz pustynie w Fürth i Fryburgu &lt;/b&gt;Sześciu strzelców&amp;nbsp;czerwonej latarni ligi wkulało w sumie jedną bramkę, tyle samo co czterech bombardierów z Mage Solar Stadion. Nie lepiej sytuacja wyglądała we Frankfurcie, choć tutaj miejscowe armaty (dwa gole) wyręczał grający za ich plecami Alex Meier.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;a href=&quot;http://bundesblog.blogspot.com/2012/07/kwitnie-wisnia-w-bundeslidze.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Kwitnie wiśnia w Bundeslidze&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Jedna z lepszym skutkiem, inna z gorszym. Japończycy już teraz stanowią siódmą ilościowo nację napływową na niemieckich salonach, a w rundzie rewanżowej ich liczba jeszcze wzrośnie. Fortunę właśnie wzmocnił filigranowy pomocnik Genki Ōmae, a kilku innych samurajów znajduje się na listach życzeń menedżerów klubów Bundesligi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Antytalizman &lt;/b&gt;Hoffenheim z Timem Wiese w składzie rozpoczęło sezon od fatalnej serii czterech kolejnych porażek, w tym haniebnego lania w Pucharze Niemiec od czwartoligowca. Wystarczyło by za chwilę golkipera zabrakło między słupkami z powodu kontuzji, a &lt;i&gt;Wieśniaki&lt;/i&gt;&amp;nbsp;uzbierały przyzwoite siedem oczek w czterech spotkaniach, co stanowi zresztą ponad połowę jesiennego dorobku punktowego ekipy z Sinsheim.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Tytani &lt;/b&gt;Wśród 402 piłkarzy, którzy zagrali jesienią w Bundeslidze, 15 nawet na chwilę nie opuściło murawy. Większość (9) stanowią oczywiście bramkarze, na liście znajdziemy też obrońców a nawet pomocnika. Takim osiągnięciem może się również pochwalić niedoszły ławkowicz monachijskiego Bayernu, czyli Dante.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Siła presji&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Gdy jego największy konkurent do gry zwiedzał gabinety lekarskie, Mario Mandžukić ładował jak na zawołanie, niemal z cotygodniową regularnością. Odkąd Gómez wrócił do zdrowia, Chorwat nie tylko nie trafił do siatki ni razu, ale zaczął też prezentować się znacznie gorzej. Wyraźnie było po nim widać presję związaną z powrotem do gry reprezentanta Niemiec. A i sam Gómez nie za bardzo pomógł koledze strzelając gola w swoim pierwszym występie. Dodajmy: niecałą minutę po wejściu na boisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Stark&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Nazwisko doskonale oddało postawę sędziego w konfrontacji na Signal Iduna Park. Arbiter był silny. Ale jego decyzje niestety fatalne. Trzy wielbłądy w jednej akcji, do tego cały szereg innych pomyłek. Nie przypominam sobie podobnej sytuacji nie tylko z boisk Bundesligi, ale też i aren piłkarskich w jakimkolwiek innym kraju.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
A na koniec jeszcze runda jesienna w liczbach (źródło:&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://powertablesports.com/&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;PowerTableSports.com&lt;/a&gt;/&lt;a href=&quot;https://twitter.com/PowerTableSport&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;@PowerTableSports&lt;/a&gt;).&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://bundesligafanatic.com/wp-content/uploads/2012/12/BLInfo201212-v1.0.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://bundesligafanatic.com/wp-content/uploads/2012/12/BLInfo201212-v1.0.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/7025243396753966483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/buli-moim-okiem-momenty-jesieni-2012.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/7025243396753966483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/7025243396753966483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/buli-moim-okiem-momenty-jesieni-2012.html' title='BuLi moim okiem: momenty jesieni 2012'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiysP3415Egj-3xY6DqrfhdAYZsQkzoYjojR9lDBBY0Gb_dqxx1OeC7zRB3EnEpJ5orp7bmdRx-lxp5d5eJ0yR3DIqMqXla8RQpDzCMkzrtTcy5evDJFYRZ3_DEstwSCtpNGQcmtW0QuvA/s72-c/imago01353749m-Herbstmeister1-300x243.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-4155029945070179350</id><published>2013-01-05T13:41:00.000+01:00</published><updated>2013-01-05T13:41:10.648+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Andreas Ottl"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Daniel Williams"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Edú"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Eljero Elia"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Eren Derdiyok"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Felix Magath"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Granit Xhaka"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Joël Matip"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Marvin Compper"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Michael Mancienne"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="najgorsi"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="rankingi"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Tim Wiese"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Vieirinha"/><title type='text'>BuLi moim okiem: najgorsi jesienią 2012</title><content type='html'>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Jest takie ładne powiedzenie: &quot;najpierw obowiązki, później przyjemności&quot;. Niestety, wrodzone lenistwo sprawiło, że mimo tej zasady dzwoniącej mi gdzieś z tyłu głowy, kolejność znowu została odwrócona.&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/buli-moim-okiem-najlepsi-jesienia-2012.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Lekko, łatwo i przyjemnie już było&lt;/a&gt;, teraz pora na drogę przez mękę. Miejmy to już za sobą.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj4RaG6HGPQ3sm2UBmLdljorkONUPh3j0sbGIeMUbBO6KzZkfPkg9i1_dW8r8Qjm5L6-aAmxtyvVVkZcM_MZZmad0MF6EsUDqtoo-syJztRpDnwrVxHKDGZI_h3RiadVdQFOgnPBOtzkXc/s1600/w_11_j2012.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;640&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj4RaG6HGPQ3sm2UBmLdljorkONUPh3j0sbGIeMUbBO6KzZkfPkg9i1_dW8r8Qjm5L6-aAmxtyvVVkZcM_MZZmad0MF6EsUDqtoo-syJztRpDnwrVxHKDGZI_h3RiadVdQFOgnPBOtzkXc/s640/w_11_j2012.jpg&quot; width=&quot;361&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Blisko jedenastki (kolejność nieprzypadkowa): Aristide Bancé, Andrij Woronin, Olivier Occéan,&amp;nbsp;Marcus Berg,&amp;nbsp;Gōtoku Sakai,&amp;nbsp;Renato Augusto,&amp;nbsp;Gerald Asamaoh.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Błazen rundy: &lt;a href=&quot;http://polpix.sueddeutsche.com/bild/1.1469659.1347810453/560x315/torwart-tim-wiese-hoffenheim.jpg&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Tim Wiese&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Zaczynamy z przytupem. Bardzo oględnie mówiąc, jesień w wykonaniu ex-golkipera Werderu nie było najlepsza. O ile w Bremie zdarzało mu się walnąć &lt;i&gt;przyrosia&lt;/i&gt;&amp;nbsp;czy innego &lt;i&gt;pawełka&lt;/i&gt;, tak w Hoffenheim zdarzało mu się cokolwiek obronić. Po prostu koszmar. W międzyczasie jeszcze dwie całkiem poważne kontuzje i summa summarum tylko osiem meczów na koncie. Miała być walka o Ligę Mistrzów, będzie walka o utrzymanie. Absolutny creme de la creme wśród bundesligowych nieudaczników minionej jesieni.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Marvin Compper &lt;/b&gt;Szef zdecydowanie najgorszej defensywy rundy (41). Ba, w ostatniej dekadzie tylko dwa zespoły straciły więcej goli na półmetku rozgrywek.&amp;nbsp;Wzorowo dogadywał się z Timem Wiese, a później też i młodym Koenem Casteelsem: gdy stoper sam czegoś nie zawalił, mógł zawsze liczyć na bramkarza. Taka forma współpraca nie przypadła niestety do gustu Andreasowi Müllerowi, który intensywnie rozgląda się już za potencjalnymi wzmocnieniami na środek obrony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Michael Mancienne &lt;/b&gt;Jedna z największych pomyłek na boiskach Bundesligi ostatnich lat. Niegdyś wielki angielski talent, który do Hamburga został sprowadzony z resztą londyńskiego narybku przez Franka Arnesena. Od tego czasu regularnie kopie się po czole na niemieckich boiskach przy całkowitej aprobacie najpierw Oenninga, a później Finka. I kiedy ja zachodzę w głowę, jak to w ogóle możliwe, by tak słaby piłkarz weekend w weekend występował w Bundeslidze, sztab Roya Hodgsona zastanawia się nad powołaniem go do reprezentacji... Mancienne to zresztą tylko ułamek nieudanego eksperymentu Arsnesena: Bruma cieniuje nie mniej niż angielski stoper, Rajković bardziej niż w lidze walczy na treningach, a Sala przepadł po golu wbitym Bayernowi. Jedynie Gökhan Töre przyniósł klubowi wymierne korzyści, co prawda nie sportowe a finansowe: latem rosyjski Rubin zapłacił za niego kilka milionów euro.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Joël Matip&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;span style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;Postawa Kameruńczyka już od jakiegoś czasu może przyprawiać kibiców Schalke o szybsze bicie serca. Zadziwiająco często gubiący pozycję, mimo warunków fizycznych niepewny w powietrzu. Światełkiem w tunelu wydawał się transfer Jana Kirchhoffa, ale młodego stopera z Moguncji zdołał przekabacić Matthias Sammer. A wobec poważnego urazu Papadopoulosa oznacza to mniej więcej tyle, że początek rundy rewanżowej &lt;i&gt;K&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;önigsblauen&lt;/i&gt;, ku rozpaczy swoich sympatyków,&amp;nbsp;rozpoczną znów z Matipem w jedenastce.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Daniel Williams &lt;/b&gt;Od półtora sezonu przebiera się za piłkarza w Hoffenheim. Początkowo rzucany z pozycji na pozycję, ostatecznie skorzystał na kontuzji Weisa i jesienią na dobre zakotwiczył w centrum pomocy obok Sebastiana Rudego. Jego gra co tydzień przyprawiała o zgrzytanie zębów, a słabiutko prezentował się nawet na tle wcale niebłyszczącego w minionej rundzie partnera ze środka. Szczęście jednak dalej mu sprzyja: byłego zawodnika Stuttgartu czeka dłuższa pauza i nawet mimo zapowiadanych przez&amp;nbsp;Müllera wzmocnień w pomocy Williamsowi psim swędem powinno udać się utrzymać miejsce w składzie.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b&gt;Granit Xhaka&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Jeden z dwu kosowskich diamentów wyjętych latem z Bazylei do Bundesligi. O ile jednak Xherdan Shaqiri bez problemów wpasował się w nowe realia, tak Xhaka wygląda jak na razie na całkowicie zagubionego. Miał błyszczeć, a był zwyczajnie bezbarwny, zresztą jak niemal cała ekipa Źrebaków w erze post-Reusowej. Nakryty czapką przez Nordveidta, w połowie rundy wygryziony z jedenastki przez Marxa. W rundzie rewanżowej powinien już na poważnie zacząć grać w piłkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Andreas Ottl&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Gdy wydawało mi się, że gorzej być nie może, zeszłoroczny spadkowicz z Herthą udowodnił, że jednak może. Kiedyś zapowiadał się na solidnego kopacza, jednak dwie jaskółki (jedna w postaci koncertu na San Siro z Interem, druga to cudowny gol na Weserstadion) wiosny nie uczyniły. Teraz szykuje się drugi kolejny zjazd z ligi. Chyba czas najwyższy przestać się łudzić i przerzucić się na coś innego. Inni byli Bawarczycy, Tobias Rau i Timo Heinze, dali dobry przykład.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Eljero Elia&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Zdecydowanie więcej oczekiwałem po powrocie Holendra w bundesligowe strony (choć po zaledwie kilku przebłyskach w Hamburgu oraz włoskiej stagnacji pewno nie powinienem był tego robić). W porównaniu do filarów ofensywy Werderu zupełnie nieprzydatny. Najczęściej zmieniany zawodnik całej ligi. Nawet tych charakterystycznych dryblingów, efektownych acz zupełnie zbędnych, było jak na lekarstwo. Dla Holendra nie ma już chyba żadnego ratunku.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Vieirinha&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Jeden z koronnych przykładów transferowej ślepoty i hurtowych zakupów Magatha. Fatalny roczny epizod na boiskach Bundesligi w wykonaniu Portugalczyka. Według niemieckich mediów całkowicie bezproduktywny skrzydłowy jest o krok od powrotu do Grecji. Jeśli faktycznie wyjedzie, fani &lt;i&gt;Wilków&lt;/i&gt;&amp;nbsp;na pewno nie będą za nim płakać.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Eren Derdiyok&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Idealne podsumowanie całego zespołu &lt;i&gt;Wieśniaków&lt;/i&gt;: kupa pieniędzy, spore oczekiwania i kompletna klapa (zresztą dopiero zauważyłem, że swoistą oś rozpaczy mojej jedenastki tworzą właśnie gracze z Rhein-Neckar-Arena). W ciągu premierowej rundy w Hoffenheim strzelił zaledwie jedną bramkę, w całym roku kalendarzowym tylko pięć, tyle że aż trzy razy przywalił Niemcom w majowym sparingu. Po serii tragicznych występów odstawiony na boczny tor przez Babbela, a późniejsze przywrócenie go do jedenastki przez Franka Kramera dało równie opłakane skutki.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Edú&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Prawdziwy diament w koronie najgorszego ataku ligi. Jesienią strzelił tylko jednego gola, co i tak stanowi całość bramkowego dorobku napastników ekipy Büskensa. Tyle że jego kompani z ataku to bundesligowe żółtodzioby oraz emeryt, a Brazylijczyk miał stanowić realnie wzmocnienie siły rażenia aktualnej czerwonej latarni ligi. Typowy przykład chałturnika na niemieckich boiskach, który raz za razem dobitnie udowadnia, że do piłki na poziomie Bundesligi się zwyczajnie nie nadaje, a jednak wciąż nie wypada z karuzeli. Po powrocie go Gelsenkirchen nie wróżę mu nawet miejsca na ławce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Hochsztapler rundy: Felix Magath &lt;/b&gt;Niegdysiejszy czarodziej chyba ostatecznie stracił całą swą moc. Największy upadek tej rundy, choć patrząc na ruchy Magatha w ostatnim czasie, był on po prostu nieunikniony. Masowe transfery, horrendalne sumy, niekończąca się rotacja i rzucanie piłkarzami po pozycjach czy w końcu brak jakiegokolwiek pomysłu. Kompleksowa wizja prowadzenia klubu, mimo początkowych sukcesów, zdecydowanie się wyczerpała. Pytanie: co dalej? Popularny &lt;i&gt;Quälix &lt;/i&gt;większość zespołów z czołówki Bundesligi już zwiedził, czyżby nadszedł czas na rzut oka w dolne rejony tabeli?&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/4155029945070179350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/buli-moim-okiem-najgorsi-jesienia-2012.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/4155029945070179350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/4155029945070179350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2013/01/buli-moim-okiem-najgorsi-jesienia-2012.html' title='BuLi moim okiem: najgorsi jesienią 2012'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj4RaG6HGPQ3sm2UBmLdljorkONUPh3j0sbGIeMUbBO6KzZkfPkg9i1_dW8r8Qjm5L6-aAmxtyvVVkZcM_MZZmad0MF6EsUDqtoo-syJztRpDnwrVxHKDGZI_h3RiadVdQFOgnPBOtzkXc/s72-c/w_11_j2012.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-4731408755368834313</id><published>2012-12-29T23:52:00.000+01:00</published><updated>2012-12-29T23:55:21.784+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Aaron Hunt"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Alexander Meier"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Christian Streich"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dante"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Franck Ribéry"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Mario Götze"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="najlepsi"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Philipp Lahm"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="rankingi"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="René Adler"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sebastian Jung"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sebastian Rode"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Stefan Kießling"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Thomas Müller"/><title type='text'>BuLi moim okiem: najlepsi jesienią 2012</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przerwa między rundami BuLi to chwilowy oddech od cotygodniowych wizyt na niemieckich stadionach (bo o całkowitym odcięciu od oglądania piłki nie może być, rzecz jasna, mowy: zimą, gdy piłkarskie Niemcy śpią, rozpędza się futbol wyspiarski, a latem klubową posuchę wynagradzają rozgrywki międzynarodowe) i przeniesienie się w świat doniesień transferowych oraz wszelkiego rodzaju podsumowań. Miejsce tych pierwszych znajduje się na szybszych dobrodziejstwach rozwoju technologicznego, na drugich mogę się skupić na blogu. Na dobry początek zawodnicy, których oglądanie jesienią sprawiało mi największą przyjemność.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg7FxmRVuP53LnC7J28RZYPZybN4f5ECJUtC-W-5W5GKkDRVf1kQEm6J_lf0bCA-LzyN9kTLpPKGmB97y_RZ44nyBjkDI28pCoEB5dtkYmhQjl70AQK2mB5yk1juGhmkN-383smZj_WMGk/s1600/11.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;640&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg7FxmRVuP53LnC7J28RZYPZybN4f5ECJUtC-W-5W5GKkDRVf1kQEm6J_lf0bCA-LzyN9kTLpPKGmB97y_RZ44nyBjkDI28pCoEB5dtkYmhQjl70AQK2mB5yk1juGhmkN-383smZj_WMGk/s640/11.jpg&quot; width=&quot;361&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Blisko jedenastki (kolejność nieprzypadkowa): Toni Kroos,&amp;nbsp;Pirmin Schwegler,&amp;nbsp;Kevin Trapp, Jakub Błaszczykowski,&amp;nbsp;Lars Bender,&amp;nbsp;Daniel Carvajal, Gonzalo Castro,&amp;nbsp;Takashi Inui,&amp;nbsp;Timm Klose,&amp;nbsp;Robert Lewandowski,&amp;nbsp;Bastian Oczipka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;René Adler&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Były golkiper &lt;i&gt;Aspirynek&lt;/i&gt;&amp;nbsp;zaliczył wielki powrót między słupki po straconych poprzednich rozgrywkach, gdy najpierw pauzował z powodu ciężkiej kontuzji, a po odzyskaniu pełnej sprawności nie miał już czego szukać w zespole. Najwięcej obronionych rzutów karnych w tej rundzie (dwa, choć Klaas-Jan Huntelaar zdołał skutecznie dobić swój strzał, a Aaron Hunt przy kolejnej próbie był już bezbłędny), trzecie miejsce w wyścigu po &lt;a href=&quot;http://image.fussball.com/news/99999999/dsf_weisse_weste_mittel.jpg&quot; style=&quot;font-style: italic;&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;białą kamizelkę&lt;/a&gt;, kilkanaście parad na światowym poziomie. A wszystko to pomimo rocznej przerwy i dość nieporadnej linii defensywnej przed sobą. Do absolutnie zjawiskowej rundy zabrakło jedynie występu w kadrze, ale i tego był bliski: cały mecz przeciwko Holandii obejrzał z ławki rezerwowych.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Dante&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Jego miejsce pierwotnie miało znajdować się gdzieś między Tymoszczukiem a Pizarro, a rundę jesienną zakończył jako najlepszy stoper Bundesligi. Pomogło szczęście (uraz Alaby z początku sezonu), choć w takiej dyspozycji Brazylijczyk prędzej czy później zakotwiczyłby w pierwszej jedenastce Bayernu. Nie do przejścia w obronie, niemalże bezbłędny, do tego niezwykle groźny pod bramką rywali. Po prostu skała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Philipp Lahm&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Można powiedzieć: wreszcie. Po kolejnych rundach panowania Łukasza Piszczka, na tron wraca dawny władca. To kapitan &lt;i&gt;Bawarczyków&lt;/i&gt;&amp;nbsp;okazał się tym razem najlepszym bocznym obrońcą ligi. Pewny w obronie, jak zwykle niebezpieczny z przodu. Doskonale współpracował z Thomasem Müllerem. Ale trzeba też uczciwie przyznać, że powrotowi Lahma na szczyt sprzyjało obniżenie lotów przez Polaka, którego prześcignął zawodnik &lt;i&gt;Dumy Bawarii&lt;/i&gt;, a do jego poziomu doszlusowali Daniel Carvajal czy...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Sebastian Jung&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Jedno miejsce w defensywie musiało zostać zarezerwowane dla któregoś z obrońców rewelacyjnego beniaminka z Frankfurtu. Jung co prawda nie był tak skuteczny w ataku jak jego kompan z przeciwległej strony boiska, nota bene defensor z najlepszą centrą w lidze od czasów Sagnola, ale zdecydowanie lepiej prezentuje się pod własną bramką, co w głównej mierze powinno wpływać na wartość obrońcy (w co coraz bardziej wątpię, patrząc na dzisiejszą piłkę). Postawę Junga docenił również Joachim Löw i po raz pierwszy od przeszło 13 lat &lt;i&gt;Orzeł &lt;/i&gt;zafrunął do niemieckiej kadry. Jego przygoda z Eintrachtem może niedługo dobiec końca, bo zawodnik ma wpisaną w kontrakcie niewielką sumę odstępnego, a na jej uaktywnienie latem znajdzie się zapewne wielu chętnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Sebastian Rode&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Kolejny z podopiecznych Armina Veha, najlepszy defensywny pomocnik jesieni. Porządkował grę Frankfurtu w środku, bardzo dobrze prezentował się w duecie z kapitanem zespołu, Pirminem Schweglerem. Doskonały w asekuracji, notujący wiele odbiorów, ale jednocześnie &amp;nbsp;pozostający &lt;i&gt;boiskowym&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;i&gt;dżentelmenem&lt;/i&gt;, bo próżno go szukać w czołówce najczęściej faulujących przecinaków. Na siłę wpychany przez media do reprezentacji. Gdyby nie kosmiczna konkurencja &amp;nbsp;środku pola, debiut w koszulce z orłem na piersi miałby już pewno za sobą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Król rundy: &lt;a href=&quot;http://marseille.theoffside.com/files/2007/12/ribery_1920x1500.jpg&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Franck Ribéry&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Jesienią na niemieckich boiskach lepszego piłkarza po prostu nie było, zresztą sam Francuz gra obecnie chyba swój najlepszy sezon w karierze. Stworzył całe mnóstwo sytuacji partnerom, brał na siebie odpowiedzialność w trudnych momentach&amp;nbsp;(bądź to koledzy mu ją oddawali), mijał kolejnych rywali niczym tyczki. To była prawdziwa przyjemność oglądać poczynania skrzydłowego Bayernu w minionej rundzie. W niczym nie przypominał Domenechowskiej &lt;i&gt;wrażliwej diwy&lt;/i&gt;, raczej prezentował klasyczną postawę mordercy z twarzą &lt;strike&gt;dziecka&lt;/strike&gt;&amp;nbsp;hm, mordercy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Aaron Hunt&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Wiecznie niespełnionemu talentowi Werderu wreszcie dopisuje zdrowie, a i on sam zaczyna grać na miarę możliwości. Gdy zespół opuścił ostatni z wielkich liderów ataku Schaafa, Hunt nie mógł już dłużej migać się od obowiązków i chować się w cieniu innych: teraz to właśnie na jego barki spadł ciężar kreowania gry ofensywnej drużyny i trzeba przyznać, że jesienią radził sobie z tym znakomicie. Oczywiście nie sam, bowiem wtórowali mu genialny dzieciak, Kevin de Bruyne, i ostatecznie ustatkowany Marko Arnautović, ale to odmieniony Hunt był postacią centralną zespołu, a wszystko co dobre, zaczynało się z reguły od niego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Thomas Müller&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Pomocnik Bayernu wrócił do żywych. Po słabym poprzednim sezonie, podstemplowanym rozczarowującym występem na polsko-ukraińskim czempionacie,&amp;nbsp;Müller ewidentnie przypomniał sobie, jak gra się w piłkę. Lider klasyfikacji kanadyjskiej Bundesligi, (wreszcie) skuteczny egzekutor jedenastek w zespole z Monachium, siła napędowa ekipy Heynckesa przez długie momenty rundy jesiennej. Do czasu blokady Mandżukicia/powrotu Gómeza fantastycznie wyglądała jego współpraca i wymienność ról właśnie z Chorwatem. Jeśli utrzyma dyspozycję, w żadnym wypadku nie musi się bać powrotu Arjena Robbena.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Mario Götze&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Dortmundzki klejnot ma za sobą kolejną genialną jesień. Uraz, który wyeliminował go z gry na niemal całą rundę rewanżową minionego sezonu, odszedł już w niepamięć, a&amp;nbsp;Götze znów jest wielki. Główny motor napędowy Borussii nie tylko na krajowym podwórku, ale przede wszystkim w Lidze Mistrzów. Miejmy nadzieję, że jego słowa o pozostaniu na Signal Iduna Park ciałem się staną i nie zmieni ich nawet zawarta w jego kontrakcie klauzula, pozwalająca mu odejść za około 35 mln euro już latem. Oglądanie 20-letniego (!) &lt;i&gt;Götzinho&lt;/i&gt;&amp;nbsp;w akcji to rozkosz w najczystszej postaci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Alexander Meier&amp;nbsp;&lt;/b&gt;W jedenastce rundy nie mogło zabraknąć także głównej armaty Eintrachtu. Król strzelców zeszłorocznych zmagań na drugoligowym froncie nie zwalnia tempa również na niemieckich salonach. Strzelał z daleka, z bliska, głową czy prawą nogą, trafiał prawie najczęściej w całej Bundeslidze. Może pluć sobie w brodę, że piłkę na poważnie zaczął kopać dopiero &lt;i&gt;na starość&lt;/i&gt;. Gdyby wziął się do roboty nieco wcześniej, jego dziecięce marzenia o grze w barwach Barcelony byłyby bardziej realne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Stefan Kießling&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Najskuteczniejszy jesienią, najskuteczniejszy w Bundeslidze również w całym mijającym roku kalendarzowym. O krok od wstąpienia do elitarnego &lt;i&gt;Klubu 100&lt;/i&gt;. Notorycznie pomijany przez&amp;nbsp;Löwa, nawet w sytuacjach skrajnych, choć ponoć przez selekcjonera nie został jeszcze zapomniany. Doskonale wykorzystał uraz Gómeza, strzelecką hibernację Huntelaara oraz cichy początek sezonu Lewandowskiego. Typ napastnika&amp;nbsp;à la Luca Toni, który absolutnie uwielbiam: koślawy bieg, pozorna niezdarność, każdy kolejny krok zwiastujący kontuzję bądź przynajmniej upadek, a jednocześnie nienaganna technika i wszechobecne zagrożenie, bez najmniejszego znaczenia, czy &lt;strike&gt;strzał oddaje&lt;/strike&gt;&amp;nbsp;piłkę do bramki wpycha lewą czy prawą nogą, czy też głową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Trener rundy: Christian Streich&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Przy wyborze opiekuna mojej jesiennej jedenastki miałem najtwardszy orzech do zgryzienia: Veh czy Streich? A może Heynckes? Ostatecznie padło na trenera Fryburga. Przez niecały rok panowania Streicha na Mage Solar Stadion zespół z Badenii-Wirtembergii z murowanego kandydata do spadku zmienił się w jedną z rewelacji rozgrywek. Coś wam to przypomina? Christian Streich to zresztą&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/kopciuszki-w-drodze-na-szczyt.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;modelowy przykład nowej myśli szkoleniowej w niemieckim futbolu&lt;/a&gt;, która obok okazałych stadionów i przeraźliwie młodej ligi, pełnej młodocianych gwiazd, powoli staje się wizytówką rewolucji w piłce za naszą zachodnią granicą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To tyle, tak wygląda grono moich wybrańców z minionej rundy Bundesligi. O poziomie jesiennych rozgrywek najlepiej niech świadczy fakt, że dla wielu wartych uwagi zawodników nie starczyło miejsca nawet &lt;i&gt;w&lt;/i&gt;śród rezerwowych, nie wspominając już o dylematach, które towarzyszyły mi podczas wyboru &lt;i&gt;najlepszych&lt;/i&gt;. Następnym razem nie będzie tak już jednak tak przyjemnie, bo na tapetę wezmę postaci, które jesienią raziły nieporadnością.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/4731408755368834313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/buli-moim-okiem-najlepsi-jesienia-2012.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/4731408755368834313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/4731408755368834313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/buli-moim-okiem-najlepsi-jesienia-2012.html' title='BuLi moim okiem: najlepsi jesienią 2012'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg7FxmRVuP53LnC7J28RZYPZybN4f5ECJUtC-W-5W5GKkDRVf1kQEm6J_lf0bCA-LzyN9kTLpPKGmB97y_RZ44nyBjkDI28pCoEB5dtkYmhQjl70AQK2mB5yk1juGhmkN-383smZj_WMGk/s72-c/11.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-103031235977791</id><published>2012-12-21T19:17:00.001+01:00</published><updated>2013-02-26T18:37:56.132+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Christian Streich"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Thomas Tuchel"/><title type='text'>Kopciuszki w drodze na szczyt</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.101greatgoals.com/wp-content/gallery/gimages/704459394.jpg&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Ślepy los&lt;/a&gt;&amp;nbsp;pisze czasem piękne scenariusze. Przedwczoraj z &lt;b&gt;&lt;/b&gt;pomocą Olafa Thona fortuna skojarzyła pary ćwierćfinałowe Pucharu Niemiec. Hitem tej fazy rozgrywek będzie oczywiście kolejny pojedynek na linii Monachium-Dortmund, jednak w cieniu starcia gigantów odbędą się nie mniej ciekawe mecze. A wśród nich rywalizacja dwóch chyba największych niespodzianek zakończonej właśnie rundy na niemieckich boiskach: Moguncji i Fryburga. Potyczka ta budzi emocje przede wszystkim ze względu na szkoleniowców obu drużyn. Nazwisko jednego z nich już od dłuższego czasu łączone jest z największymi klubami w Bundeslidze, a informacje na jego temat raz za razem stanowią temat dla mediów. Drugi, choć niemal dekadę starszy, to jeszcze żółtodziób na ławce trenerskiej seniorskiego zespołu. A medialny szum wokół niego dopiero się zaczyna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjENwAAjfZzJR3mi-t2pqTmOTCtyFM-gDzjaqfylKxHGCmxN51XmErIZKax8LipDVTf_fTGCKoQsL-mE29Z96aQhHuC5b5EM0TSS8EnCliCT2gGLKpgaYWoOJNYlOyE7Jr9I5SeEm0f0fo/s1600/63366012.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjENwAAjfZzJR3mi-t2pqTmOTCtyFM-gDzjaqfylKxHGCmxN51XmErIZKax8LipDVTf_fTGCKoQsL-mE29Z96aQhHuC5b5EM0TSS8EnCliCT2gGLKpgaYWoOJNYlOyE7Jr9I5SeEm0f0fo/s400/63366012.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.badische-zeitung.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Christian Streich, choć w środowisku futbolowym obraca się już od kilkunastu lat, to wciąż dla wielu postać anonimowa. W czasie swojej krótkiej przygody piłkarskiej zaliczył nawet epizod w Bundeslidze, ale szybko rzucił korki w kąt i całkowicie poświęcił się karierze szkoleniowej. Trenersko od zawsze związany z Fryburgiem. Jego droga do pierwszego zespołu wiodła przez długie i owocne lata pracy z młodzieżą (dwukrotne mistrzostwo okręgu czy tytuł ogólnokrajowy w 2008 roku z drużyną U19), a także poprzez rolę asystenta pierwszego trenera. Najpierw pomagał Robinowi Duttowi, a po jego odejściu do Bayeru Leverkusen - Marcusowi Sorgowi. Choć w drugim przypadku hierarchia mogła być odwrotna, bo to Streich jako pierwszy otrzymał propozycję poprowadzenia drużyny. Jednak co się odwlecze... Już po rundzie jesiennej poprzedniego sezonu, wobec fatalnych wyników oraz atmosfery w szatni, Fryburg opuściło kilku zawodników oraz dotychczasowy trener i tym razem Streich nie odmówił. Początki nie były łatwe, bo już na dzień dobry musiał pożegnać absolutnie kluczowego piłkarza,&amp;nbsp;Papissa Cissé, który przeniósł się do Anglii. Odmieniony Fryburg prezentował się na wiosnę zaskakująco dobrze i zamiast przewidywanego spadku, zaliczył miękkie lądowanie w środku tabeli. A Streich, już po zaledwie rundzie na ławce, zajął miejsce na najniższym stopniu podium w głosowaniu Kickera na trenera roku, notując mniej głosów jedynie od Jürgena Kloppa i Luciena Favre&#39;a.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Natomiast Thomas Tuchel to od jakiegoś czasu już nie tylko czołówka niemieckich trenerów, lecz po prostu najgorętsze nazwisko niemieckim rynku. Ostatnio w przeciągu kilkunastu dni dwukrotnie odprawił z kwitkiem Schalke: najpierw na łamach prasy, później na boisku, w ramach rozgrywek Pucharu Niemiec. Podobnie jak w przypadku Streicha, Tuchel kopał piłkę co najwyżej średnio, jednak zakończenie piłkarskiej kariery nie było efektem jego własnego wyboru, a poważnej kontuzji. Wtedy całkowicie pochłonęła go praca trenera. Zaczynał jako asystent zespołu U19 w Stuttgarcie, gdzie świętował mistrzostwo kraju, mając w składzie m.in. Svena Ulreicha czy Samiego Khedirę, w międzyczasie zahaczył jeszcze o Augsburg, aż w końcu na dobre osiadł w Moguncji. Najpierw, już w roli pierwszego szkoleniowca, wygrał z juniorami klubu kolejny krajowy tytuł, a za chwilę dość niepodziewanie, bo zaledwie na kilka dni przed rozpoczęciem rozgrywek, wylądował na ławce trenerskiej pierwszego zespołu. Lepszego startu w Bundeslidze Tuchel nie mógł sobie wyobrazić - już w trzecim oficjalnym meczu w seniorskiej piłce nie zostawił złudzeń wielkiemu Bayernowi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obaj szkoleniowcy to doskonałe przykłady nowej myśli trenerskiej w niemieckim futbolu. Ich drużyny należą do najwięcej biegających zespołów w lidze, preferują szybką, ofensywną piłkę, a strachu nie czują przed żadnym przeciwnikiem. Fryburg kilka tygodni temu poważnie postraszył lidera tabeli, mimo gry w osłabieniu przez większą część spotkania, a wcześniej niewiele brakowało, a urwaliby punkty Borussii Dortmund. Moguncja od dawna sprawia spore problemy możnym: &lt;i&gt;Duma Bawarii&lt;/i&gt;&amp;nbsp;nie wygrała nawet połowy spotkań odkąd stery nad zespołem z Coface Areny przejął Tuchel. Inną cechą charakterystyczną dla fali młodych niemieckich trenerów jest śmiałe sięganie po zawodników drużyn młodzieżowych. Fakt ten jednak nie może zupełnie dziwić, bo aż połowa szkoleniowców pracujących dzisiaj w Bundeslidze ma za sobą przeszłość związaną z piłką juniorską. Fryburg to jedna z najmłodszych ekip na niemieckich boiskach, a sam Streich bardzo chętnie korzysta z owoców swojej niegdysiejszej pracy. Niemal połowa podstawowych obecnie zawodników zespołu to jego podopieczni z czasów juniorskich (Oliver Baumann, Fallou Diagne, Oliver Sorg, Jonathan Schmid, Daniel Caligiuri, Jahannes Flum), a kolejni, jak Christian Günter czy Matthias Ginter, coraz mocniej pukają do drzwi pierwszej jedenastki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od każdej reguły musi być jednak wyjątek.&amp;nbsp;Tuchel, mimo doskonałego przykładu w postaci André Schürrlego, a także Jana Kirchhoffa, który może szybko podążyć jego drogą, raczej niechętnie stawia na byłych podopiecznych. Znalazł co prawda miejsce dla Ádáma Szalaia, wychowanka jeszcze z czasów pracy w Stuttgarcie, ale Węgier w znaczeniu stricte piłkarskim to już żaden młodzieniaszek. Oprócz wymienionego Kirchhoffa, w kadrze Moguncji młodzieży trzeba szukać ze świecą. Co prawda nastoletni jeszcze Shawn Parker zdołał już nawet strzelić premierową bramkę w Bundeslidze, a Stefan Bell może wiosną skutecznie rywalizować o regularne występy, ale bilans i tak jest bezlitosny. Moguncja to od kilku sezonów rokrocznie najstarszy zespół w lidze, grubo przekraczający ligową średnią. Wszystko zmierza jednak ku lepszemu. Jak mówi Volker Kersting, szef klubowego centrum szkolenia, &quot;Tuchel zna każdego juniora z imienia&quot;, a poza tym &quot;nie ma trenera, który oglądałby więcej meczów młodzieżowych&quot;. Zresztą Tuchel nie tylko pozostaje w stałym kontakcie z koordynatorami danych grup wiekowych, ale też co miesiąc samodzielnie prowadzi zajęcia dla młodzików. Wydaje się więc, że nowy&amp;nbsp;André Schürrle to tylko kwestia czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Środowy uśmiech losu sprawił, że któraś z drużyn prowadzonych przez obu panów być może przeżywa właśnie najlepszy moment w historii. Fryburg sukcesy odnosił dotychczas jedynie na poziomie drugoligowym, w krajowym pucharze nigdy nie przekroczył progu ćwierćfinału, a tylko raz od początku istnienia kończył rundę jesienną Bundesligi równie wysoko, jednak było to jeszcze w czasach dawnego systemu punktowego. Moguncja również nie ma zbyt wielu powodów do chwały, choć w poszukiwaniu jej osiągnięć nie trzeba sięgać aż tak głęboko. Cztery lata temu udało im się zabrnąć do półfinału Pucharu Niemiec, a dwa sezony później, już pod wodzą Thomasa Tuchela, po historycznym starcie (siedem kolejnych wygranych) i drugim miejscu na półmetku ligowych rozgrywek, na wiosnę spuścili już nieco z tonu, ale i tak załapali się na premierowy w historii klubu występ w europejskich pucharach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wiosnę Streich i Tuchel spotkają się dwukrotnie, dwukrotnie na Coface Arena: najpierw na inaugurację rudny rewanżowej, później w ćwierćfinale Pucharu Niemiec. Obaj panowie rękawice krzyżowali już czterokrotnie. Dwa razy w Bundeslidze, dwukrotnie również w lidze juniorów. Trzy razy lepszy okazał się Tuchel, raz wynik pozostał nierozstrzygnięty. Podwójnym zwycięstwem zakończyło się natomiast ich jedyne pozaboiskowe starcie, choć wszystko zapowiadało sromotną klęskę. Po sierpniowym meczu w tunelu prowadzącym do szatni między trenerami doszło do starcia. Powodem były decyzje sędziego i latająca w powietrze raz za razem pięść Streicha. Ostatecznie, mimo wcześniejszych zapowiedzi, panowie podali sobie ręce, a wszelkie próby powrotu do tych wydarzeń lakonicznie zbywali. Ponowne starcie już niedługo. Miejmy nadzieję, że tym razem bez żadnych pięści.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/103031235977791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/kopciuszki-w-drodze-na-szczyt.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/103031235977791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/103031235977791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/kopciuszki-w-drodze-na-szczyt.html' title='Kopciuszki w drodze na szczyt'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjENwAAjfZzJR3mi-t2pqTmOTCtyFM-gDzjaqfylKxHGCmxN51XmErIZKax8LipDVTf_fTGCKoQsL-mE29Z96aQhHuC5b5EM0TSS8EnCliCT2gGLKpgaYWoOJNYlOyE7Jr9I5SeEm0f0fo/s72-c/63366012.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-5407816445584005877</id><published>2012-12-08T11:06:00.000+01:00</published><updated>2012-12-08T12:30:12.858+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Edin Džeko"/><title type='text'>Powrót nagiego króla</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
To był niezwykle smutny wtorkowy wieczór na Signal Iduna Park. Po raz kolejny przyszło nam oglądać powrót na niemiecką ziemię niegdysiejszej gwiazdy Bundesligi, która w nowym zespole zdegradowana została do roli ledwie drugoplanowej. Taki widok nigdy nie jest przyjemny, ale w tym przypadku boli szczególnie. Dotyczy bowiem gracza zjawiskowego - doskonałego strzelca, wybitnego kreatora, piłkarza doskonale operującego obiema nogami oraz głową, obdarzonego niecodzienną techniką. Godnego następcy Dymitara Berbatowa, prawdopodobnie najlepszego snajpera o powyższej charakterystyce w historii najważniejszych rozgrywek piłkarskich za naszą zachodnią granicą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg49yJhOUcJlRK_AiUNh8zoxQ7yMBSl_10Da4NfRg5bOXK1SFDQvYt7mZGYaGX4qL0o2eLJpfl9KIPd8ABNktAp_oOuGgD6-4mGpQD1wDhMfe6u7iiIqPOE0QIBGTrslv-dAmd4ggSUKUs/s1600/634819447268085359.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg49yJhOUcJlRK_AiUNh8zoxQ7yMBSl_10Da4NfRg5bOXK1SFDQvYt7mZGYaGX4qL0o2eLJpfl9KIPd8ABNktAp_oOuGgD6-4mGpQD1wDhMfe6u7iiIqPOE0QIBGTrslv-dAmd4ggSUKUs/s400/634819447268085359.jpg&quot; width=&quot;350&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.przegladsportowy.pl&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Kariera Edina&amp;nbsp;Džeko&amp;nbsp;w Bundeslidze przebiegła modelowo. Premierowy sezon, po piorunującym początku, minął pod znakiem asymilacji z nowym otoczeniem, a w kolejnych rozgrywkach napastnik zaczął już na dobre spłacać wydane na niego miliony. Okazał się jednym z dwu najważniejszych trybów w maszynie Felixa Magatha, sięgającej po najbardziej zaskakujący triumf w lidze od czasów wyskoku beniaminka z Kaiserslautern. Jednak w przeciwieństwie do swojego partnera z ataku, w następnym sezonie Džeko potwierdził, że jego wyborna dyspozycja sprzed roku nie była dziełem przypadku. Rozgrywki zakończył z dwucyfrową liczbą zarówno bramek, jak i asyst i powtórzył wyczyn Sergieja Barbareza z początku stulecia. A wspólnie z rodakiem Misimoviciem i Szwajcarem Benaglio zapewnił &lt;i&gt;Wilkom &lt;/i&gt;spokojny byt w środku tabeli. W międzyczasie zdążył&amp;nbsp;&amp;nbsp;zdetronizować najlepszego strzelca w historii klubu, Diego Klimowicza, stanąć do walki o Złotą Piłkę, a także odrzucić zaloty ze strony europejskich potęg. Propozycja szejków z błękitnej strony Manchesteru okazała się jednak zbyt intratna i dla klubu, i dla samego zawodnika i na początku 2011 roku&amp;nbsp;Džeko przeniósł swoje talenty na Wyspy, bijąc przy okazji kilka transferowych rekordów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzeczywistość na City of Manchester Stadium okazała się jednak brutalna. Opiekun zespołu&amp;nbsp;Roberto Mancini widział w nim bowiem tylko zmiennika, nieważne, czy rywalizował o plac z Roque Santa Cruzem, czy z&amp;nbsp;Kunem Agüero. Nie pomogły problemy dyscyplinarne Carlosa Téveza bądź Mario Balotelliego, a fortuna wydana na Bośniaka w napędzanym przez obłędnie bogatych inwestorów znad Zatoki Perskiej klubie po prostu nie mogła być żadnym argumentem. Miejsce Edina&amp;nbsp;Džeko było wśród rezerwowych. A Bośniak zamiast narzekać i biegać do mediów robił swoje. Już w minionych rozgrywkach nie odstawał efektywnością od liderów zespołu mimo regularnego rozpoczynania meczów na ławce. Wisienką na torcie był jego gol w ostatniej kolejce ligowego sezonu, który przedłużył nadzieje na pierwszy od ponad czterech dekad mistrzowski tytuł &lt;i&gt;Obywateli&lt;/i&gt;, zdobyty ostatecznie w okolicznościach &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&amp;amp;v=myhnsulE-Y8#t=439s&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;w futbolu niemalże niespotykanych&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=zSqSsp-lNv8&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;wersja alternatywna&lt;/a&gt;&amp;nbsp;dla sympatyków innych klubów niż Bayern). Ale i on nie niczego nie zmienił, niegdysiejszy król niemieckich boisk to dla Manciniego wciąż tylko paź, choć jego obecne statystyki robią jeszcze większe wrażenie. Rozgrywki angielskiej Premier League nie dobrnęły jeszcze do półmetka, a&amp;nbsp;Džeko&amp;nbsp;już zdążył zaliczyć pięć trafień pojawiając się na boisku w trakcie meczu i prowadząc swój zespół do zwycięstwa. Szans na zmianę statusu Bośniaka nie widać. To argentyński duet pozostaje pierwszy wyborem trenera, a byłej gwieździe Bundesligi pozostaje tylko pogodzić się z rolą głównego strażaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Casus&amp;nbsp;Džeko powinien być przestrogą dla Roberta Lewandowskiego, ostatnimi czasy na siłę wpychanego przez media do klubu z przeciwnej strony Manchesteru. Tam ścisk w ataku jest jeszcze większy, a Polakowi ciągle brakuje do poziomu Bośniaka. Dla niego zderzenie z angielskimi realiami mogłoby się skończyć nawet gorzej niż w przypadku byłego &lt;i&gt;Wilka&lt;/i&gt;. We wtorek Lewandowski miał okazję podpytać piłkarza City o życie na Wyspach. Na boisku obaj snajperzy się jednak nie spotkali. Tym razem role się odwróciły i to Polak usiadł na ławce, a&amp;nbsp;Džeko wybiegł w pierwszej jedenastce. Ale to tylko pozorna zamiana - losy obu drużyn przed spotkaniem były niemal przesądzone, a szkoleniowiec gości już wcześniej zdążył zapowiedzieć, że jego drużyna odpuści walkę o start w Lidze Europy na rzecz pełnej koncentracji na krajowych rozgrywkach.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/5407816445584005877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/powrot-nagiego-krola.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/5407816445584005877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/5407816445584005877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/powrot-nagiego-krola.html' title='Powrót nagiego króla'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg49yJhOUcJlRK_AiUNh8zoxQ7yMBSl_10Da4NfRg5bOXK1SFDQvYt7mZGYaGX4qL0o2eLJpfl9KIPd8ABNktAp_oOuGgD6-4mGpQD1wDhMfe6u7iiIqPOE0QIBGTrslv-dAmd4ggSUKUs/s72-c/634819447268085359.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-8713367340519404846</id><published>2012-12-01T10:57:00.000+01:00</published><updated>2012-12-01T11:13:16.158+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Bayern Monachium"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Borussia Dortmund"/><title type='text'>Cisza przed burzą</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Już tylko godziny dzielą nas od najważniejszego meczu rundy jesiennej, a być może i całych obecnych rozgrywek na niemieckich boiskach. Do Monachium przyjeżdża aktualny mistrz oraz triumfator krajowego pucharu i walczyć będzie nie tylko o pozostanie w wyścigu o trzeci kolejny tytuł, ale też o honor całej piłkarskiej Bundesligi. Przewaga podopiecznych Juppa Heynckesa nad resztą stawki dobiła bowiem właśnie do liczby dwucyfrowej i Bawarczycy ledwie kolejkę po zapewnieniu sobie najszybszego w historii mistrzostwa jesieni mają okazję wybić konkurentom z głowy marzenia o Srebrnej Paterze, rewanżując się jednocześnie swojemu największemu prześladowcy ostatnich sezonów. A Borussia? Czeka ją wycieczka do jaskini lidera, najlepszej ofensywy i defensywy ligi. Wycieczka, która dla poprzednich śmiałków kończyła się zwykle tak samo - kilkoma bramkami w bagażniku i przyglądaniem się grze miejscowych przez bite 90 minut. Brzmi znajomo? Nieco ponad rok temu dortmundczycy znaleźli się w niemal bliźniaczo beznadziejnej sytuacji. I zamiast dać się zadrapać rozwścieczonemu lwu, skutecznie zajęli się jego pazurkami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhUI5Kkj7eQq5i8yDp-8D2jTi_MTUBmHTmLVh4jRNDAMMeHfU-DdS6JGScY1qgXN9rK7nFbsR3588x4VgEta2HRLvn51H097rZXkPcdvUkrqV7evXkCnugigF-l-Cbra7HqokIPwfA9RY/s1600/Stern-des-Westens-a23936975.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;267&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhUI5Kkj7eQq5i8yDp-8D2jTi_MTUBmHTmLVh4jRNDAMMeHfU-DdS6JGScY1qgXN9rK7nFbsR3588x4VgEta2HRLvn51H097rZXkPcdvUkrqV7evXkCnugigF-l-Cbra7HqokIPwfA9RY/s400/Stern-des-Westens-a23936975.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.home.fotocommunity.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pojedynki między Bayernem a Borussią, które jeszcze przed kilkoma laty elektryzowały niemiecką publikę znacznie mniej niż chociażby Derby Zagłębia Ruhry, Derby Północy czy Derby Północ-Południe, dzięki powrotowi poważnej piłki na Signal Iduna Park kolosalnie zyskały na znaczeniu i z przytupem opuściły ramy podrzędnych gierek. Niegdysiejsze starcia Dawida z Goliatem w mgnieniu oka zmieniły się w zażarte boje, a rywalizacja na linii Monachium-Dortmund osiągnęła rangę najważniejszej batalii w całych piłkarskich Niemczech, zazwyczaj będąc też kluczem do ostatecznych rozstrzygnięć w ligowej tabeli. Zainteresowanie pojedynkami wzrosło tak bardzo, że&amp;nbsp;już teraz określa się je mianem &lt;i&gt;niemieckiego El Clásico&lt;/i&gt;, a każdy kolejny mecz pomiędzy tymi zespołami przyciąga przed telewizory miliony ludzi w ponad dwustu krajach na całym świecie. Dziennikarze prześcigają się w porównaniach personaliów obu stron, a kibice do czerwoności rozgrzewają klawiatury, debatując o nadchodzącej grze. Ciche spotkania ze z góry znanym scenariuszem to już przeszłość, dziś konfrontacje Bayernu z Borussią to futbolowe spektakle pierwszego sortu i wydarzenia zdecydowanie najgłośniejsze wśród kolejnych rund niemieckiej Bundesligi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paradoksalnie przed dzisiejszym pojedynkiem jest tak&amp;nbsp;&lt;i&gt;cicho&lt;/i&gt;,&amp;nbsp;jak dawno nie było. W poprzednim sezonie przed starciami gigantów mecze niemieckich dóbr eksportowych przypominały raczej gry kontrolne niż poważne testy. Podopieczni Kloppa dwukrotnie niczym walcem przejechali się po &lt;i&gt;Wilkach&lt;/i&gt;, a Bawarczycy również dwukrotnie nie zostawili złudzeń beniaminkowi z Augsburga. Obecnie sytuacja nie wygląda tak różowo. &lt;i&gt;Gwiazda Południa&lt;/i&gt;&amp;nbsp;wygrała co prawda we Fryburgu, ale jej postawa pozostawiła wiele do życzenia. Wystarczy wspomnieć, że goście przez ponad godzinę grali w przewadze, a i tak długimi momentami dali się zdominować tegorocznej rewelacji z Badenii-Wirtembergii, której w dodatku jeszcze przed przerwą należał się rzut karny za zagranie ręką Javiego Martíneza we własnym polu karnym. Ekipa z Monachium prezentowała się tak słabo, że Heynckes już po czterech kwadransach zaczął bronić wyniku. Punkty straciła za to Borussia. Ekipa z Signal Iduna Park podejmowała Fortunę Düsseldorf&amp;nbsp;i po kiepskim widowisku zaledwie zremisowała. Jedynym przed przerwą momentem godnym uwagi była składna akcja faworytów zakończona golem Błaszczykowskiego. W drugiej połowie jednak goście wzięli się solidnie do roboty i całkowicie zasłużenie ugrali oczko na trudnym terenie. Przebieg spotkań jednoznacznie wskazywał, że piłkarze &amp;nbsp;obu wyżej notowanych zespołów w głowach mają już tylko sobotnią potyczkę na Allianz Arenie. Widowiskowych zagrań było jak na lekarstwo, za to niedokładności i strat co niemiara. Umysły reprezentantów rozmaitych piłkarskich potęg, uczestników mundiali i europejskich czempionatów już na kilka dni przed topowym spotkaniem nie dopuszczały innych myśli niż tych o nadchodzącej konfrontacji, a ich ponadprzeciętna przecież zdolność do mobilizacji odmówiła koncentracji na sprawach mniej ważnych. Nie otoczka medialna, żadna ilość międzynarodowych przekazów, a właśnie ten fakt podkreśla, jak wielkie znaczenie ma obecnie rywalizacji Borussii z Bayernem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Głośno&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;od kilku dni jest już w mediach. Na łamach prasy wychowanek drużyny gospodarzy, a obecnie filar przyjezdnych opowiada o kulisach rozstania z Monachium i&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=VWHuR5n14Co&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;horrorze podczas swojego pierwszego powrotu na Allianz Arenę&lt;/a&gt;, Franck Ribéry gwarantuje odzyskanie tytułu, a jeden z najsłynniejszych kibiców Bayernu, Boris Becker, wręcz żąda od podopiecznych Heynckesa kompletu punktów. Jürgen&amp;nbsp;Klopp stawia natomiast zasłonę dymną i poddaje w wątpliwość występy&amp;nbsp;Gündoğana i Hummelsa, choć nie trudno zgadnąć, że obaj zagraliby nawet gdyby mieli pauzować kolejne kilka spotkań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A dzisiaj na boisku przez pełne 90 minut możemy spodziewać się&amp;nbsp;&lt;i&gt;burzy&lt;/i&gt;. Mimo przeciętnej postawy obu drużyn w środku tygodnia, mimo nieobecności takich postaci jak Sebastian Kehl czy Arjen Robben. Nawet mimo nieco ponad 12 minut ciszy na początku spotkania, stanowiących protest wobec nowych zasad bezpieczeństwa na niemieckich stadionach. I choć Thomas Müller podkreśla, że najważniejsze jest zwycięstwo, nieważne w jakim stylu zostanie odniesione, kibice oczekują spektaklu. Bo wszystkie starcia niemieckich tytanów to gwarancja bramek, pięknych akcji, niecodziennych emocji i wielkiego widowiska. Jedyne co można zarzucić ostatnim konfrontacjom,to... przewidywalność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I paradoksalnie to Borussia będzie dzisiaj pod większą presją, choć wyniki niedawnych bezpośrednich meczów raczej gospodarzy stawiają pod ścianą. Ale Bawarczycy mają morze przewagi nad konkurencją i mistrzostwo jesieni w garści, które już czternastokrotnie w historii Bundesligi zapewniało im końcowy triumf. Tylko trzy razy udało się wydrzeć Bayernowi tytuł, gdy ten na półmetku otwierał tabelę: ponad czterdzieśći lat temu dokonała tego Borussia Mönchengladbach, przed dwiema dekadami Werder Brema i... Borussia Dortmund w poprzednim sezonie. Dziś podopieczni Kloppa będą ostatnim bastionem w walce &lt;i&gt;Dumy Bawarii &lt;/i&gt;o Srebrną Paterę. Jeśli on padnie, w tegorocznych rozgrywkach monachijskiego giganta nie zatrzyma już nikt. A zadanie wydaje się niemalże niemożliwe: od ostatniej wizyty dortmundczyków na Allianz Arenie Bayern u siebie punkty gubił jedynie czterokrotnie, za każdym razem w okolicznościach co najmniej osobliwych.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/8713367340519404846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/cisza-przed-burza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/8713367340519404846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/8713367340519404846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/12/cisza-przed-burza.html' title='Cisza przed burzą'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhUI5Kkj7eQq5i8yDp-8D2jTi_MTUBmHTmLVh4jRNDAMMeHfU-DdS6JGScY1qgXN9rK7nFbsR3588x4VgEta2HRLvn51H097rZXkPcdvUkrqV7evXkCnugigF-l-Cbra7HqokIPwfA9RY/s72-c/Stern-des-Westens-a23936975.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-2225047093121557211</id><published>2012-11-04T15:46:00.000+01:00</published><updated>2012-11-05T03:34:53.591+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sebastian Boenisch"/><title type='text'>W czepku urodzony</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
To się nazywa mieć farta. Niemieckie media potwierdziły właśnie wczorajsze rewelacje jednego z polskich brukowców o transferze ex-reprezentanta Polski, Sebastiana Boenischa, do Bayeru Leverkusen, obecnie piątego zespołu w Bundeslidze. Informacja ta może na pierwszy rzut oka szokować bądź sprawiać wrażenie po prostu klasycznego chochlika, jednak po bardziej wnikliwym przyjrzeniu się sprawie taki manewr paradoksalnie wydaje się mieć nawet ręce i nogi. Ale po kolei.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://i3.sportfan.pl/spof14/eb420e87000db4b04f3b98f2&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;233&quot; src=&quot;http://i3.sportfan.pl/spof14/eb420e87000db4b04f3b98f2&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.sportfan.pl&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęście do Boenischa uśmiechnęło się bowiem nie po raz pierwszy. Uosobieniem poprzedniego uśmiechu fortuny była oczywiście postać Franciszka Smudy i jego bezgraniczna wiara u umiejętności i zdrowie urodzonego w Gliwicach defensora. To właśnie z ramienia ówczesnego selekcjonera Boenisch otrzymał polski paszport i to właśnie dzięki trenerowi, wbrew opinii kibiców i ekspertów oraz jakiejkolwiek logice, najpierw znalazł się w kadrze na Euro 2012, a później w pełnym wymiarze czasowym wystąpił na turnieju. Ten eksperyment nie miał prawa się udać, bo w poprzednich dwóch sezonach obrońca więcej czasu niż na boisku spędził w gabinetach lekarskich. A gdy zakończył już rehabilitację, nie odzyskał miejsca w składzie Werderu. Po nieuchronnej katastrofie na polsko-ukraińskim czempionacie, Boenisch wyleciał z reprezentacji razem ze swoim protektorem. Całkowicie zniknął też z piłkarskiej mapy Europy. Już podczas Euro był wolnym zawodnikiem, bo nie zgodził się na warunki proponowane przez Werder i postanowił spróbować swoich sił na runku wolnych agentów. Liczył na lukratywne oferty po udanym turnieju, ten potoczył się jednak zupełnie nie po jego myśli. Ale mimo to w mediach łączono go z nie byle jakimi klubami. Na początku mówiło się o Schalke czy Newcastle, gdzieniegdzie przewijał się &amp;nbsp;temat Stuttgartu oraz Augsburga, ostatecznie były oblane testy w Stoke City i treningi z Fortuną Düsseldorf. Czas jednak płynął nieubłaganie, zaczął się listopad, we wszystkich poważnych ligach rozegrano już ćwierć sezonu, a obrońca dalej pozostawał bezrobotny. Aż do wczoraj, gdy w polskich mediach wybuchła bomba: Boenisch w Bayerze Leverkusen!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Brzmi niedorzecznie, w końcu mówimy o transferze zawodnika, który w minionych dwóch latach wystąpił w 17 meczach (9 w kadrze (!), w klubie jedynie niecałe 300 minut) do zespołu, który rok w rok plasuje się w czołówce Bundesligi, a tydzień temu jako pierwszy skutecznie stawił opór niepokonanemu dotychczas Bayernowi Monachium. Zresztą jeszcze kilka tygodni temu nikt nie brałby nawet takiego transferu pod uwagę, jednak w ciągu kilkunastu dni sytuacja na lewej obronie &lt;i&gt;Aspirynek&lt;/i&gt;&amp;nbsp;zrobiła się, lekko mówiąc, nieciekawa. Najpierw w meczu Ligi Europy przeciwko Rapidowi Wiedeń groźnej kontuzji nabawił się gracz pierwszego wyboru, Michal Kadlec, a, jakby tego było mało, w środowym spotkaniu Pucharu Niemiec wypadł awaryjnie zastępujący go Daniel Schwaab. Tym samym duet trenerski Lewandowski/Hyypiä&amp;nbsp;stracił wszelkie pole manewru na tej pozycji. W meczu w Monachium postawił na Japończyka Hosogaia, ale ten zupełnie nie radził sobie z szalejącym Thomasem Müllerem, raz po raz dając się mijać będącemu w genialnej formie Niemcowi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Völler i spółka są jednak sami sobie winni takiej sytuacji. Przed sezonem oddali do Eintrachtu Frankfurt Bastiana Oczipkę, który w zaledwie trzy miesiące wyrósł na najlepszego lewego defensora Bundesligi, a do drugoligowego FC Ingolstadt wypożyczono Danny&#39;ego da Costę, nominalnego prawego obrońcę, który jednak po przeciwległej stronie wypadłby z pewnością lepiej niż defensywny pomocnik. Kierownictwo myślało nawet o przedwczesnym sprowadzeniu z Salonik Konstantinosa Stafylidisa, czyli zakupionego latem Greka, ale zgodnie ze sprawdzonym już schematem (Patrick Helmes, Andre Schürrle, Philipp Wollscheid) pozostawionego jeszcze na rok w starym zespole, jednak nowy nabytek mógłby do na BayArena zawitać dopiero zimą. Włodarzom Bayeru nie pozostało więc nic innego niż&amp;nbsp;chwycić się brzytwy i sięgnąć po zawodnika z kartą na ręku, mogącego dołączyć do zespołu od zaraz. A najrozsądniej z grona takowych graczy wyglądała kandydatura Sebastiana Boenischa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg3IjSOO9GKqQlG654ZksQXvjwP2vzetX0Q8ChtcXE-9Yzi7auNkLki5OIv547cjMD4RbtwvN7Nu2gtlIJ9FDhaCJEZGvXHIO-hU2EcWIe_A_7Xi8NvVMtJIihfNnDpMrhzxUjmMoEzick/s1600/sebastian-boenisch.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg3IjSOO9GKqQlG654ZksQXvjwP2vzetX0Q8ChtcXE-9Yzi7auNkLki5OIv547cjMD4RbtwvN7Nu2gtlIJ9FDhaCJEZGvXHIO-hU2EcWIe_A_7Xi8NvVMtJIihfNnDpMrhzxUjmMoEzick/s400/sebastian-boenisch.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@headbandsandheartbreak.wordpress.com&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
A Boenisch, mimo całej poniekąd słusznej nagonki prowadzonej na niego w polskich mediach i wśród kibiców, to przecież całkiem niezły zawodnik. W Polsce już spalony przez toksyczną relację z forsującym go na podstawowego gracza kadry Franciszkiem Smudą, ale nawet w warunkach obecnej Bundesligi może okazać się przydatny, szczególnie gdy drużyna na gwałt potrzebuje lewego obrońcy. Dużo zależeć będzie oczywiście od jego przygotowania fizycznego, bo dwa lata bez regularnej gry musiały odbić się na jego zdrowiu, formie i boiskowym ograniu. Ale to wciąż gracz z niemałym doświadczeniem w Bundeslidze (ponad pół setki występów w lidze, zdobywca i finalista Pucharu Niemiec, finalista Pucharu UEFA, dwukrotny wicemistrz Niemiec, Mistrz Europy U-19), który w pełni dyspozycji jest gwarantem przynajmniej solidnych występów. Transfer Boenischa to zresztą idealny przykład sytuacji &quot;win-win&quot;: Bayer w ramach krótkoterminowej umowy dostaje zawodnika, który z miejsca &amp;nbsp;rozwiąże ich obecne problemy kadrowe, a sam piłkarz otrzymuje szansę, o jakiej jeszcze kilka tygodni temu mógł tylko pomarzyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie ma wątpliwości, że Sebastianowi Boenischowi sprzyjają niebiosa. Pierwszego uśmiechu fortuny nie wykorzystał. Może przez brak ogrania, może przez ogromną presję, a może po prostu przez zbyt małe umiejętności. Teraz Rudi Völler dał obrońcy drugie życie. Jeśli znowu zawiedzie, na kolejną szansę poczeka dłużej niż cztery miesiące. Ale jeśli sobie poradzi, to wróci do gry na dobre. A powinien sobie poradzić. Za dużo ma do udowodnienia, nie tylko Polakom.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/2225047093121557211/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/11/w-czepku-urodzony.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/2225047093121557211'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/2225047093121557211'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/11/w-czepku-urodzony.html' title='W czepku urodzony'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg3IjSOO9GKqQlG654ZksQXvjwP2vzetX0Q8ChtcXE-9Yzi7auNkLki5OIv547cjMD4RbtwvN7Nu2gtlIJ9FDhaCJEZGvXHIO-hU2EcWIe_A_7Xi8NvVMtJIihfNnDpMrhzxUjmMoEzick/s72-c/sebastian-boenisch.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-5087729209886266077</id><published>2012-10-25T15:30:00.001+02:00</published><updated>2012-10-25T15:30:27.639+02:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Bayern Monachium"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Mario Gómez"/><title type='text'>Dramat w cieniu rekordu</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zawodnicy Bayernu Monachium są w ostatnim czasie na ustach całego futbolowego światka. Czy to za sprawą niespotykanego, pierwszego w 50-letniej historii Bundesligi tak długiego bezbłędnego startu &amp;nbsp;w rozgrywkach, czy niechlujnych dwóch końcowych kwadransów blamażu w Berlinie, w którym główne role odegrali piłkarze &lt;i&gt;Dumy Bawarii&lt;/i&gt;. Cały medialny szum na Säbener Straße zdaje się w zasadzie omijać tylko jednego gracza, któremu jednak monachijski wiatr zaczyna znowu wiać prosto w oczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDfQ3e6hmHswjgN0u-tZ285edBUyuheb_5lkkHGnISrJmrJFiA6j54hpQu6MdO5_8l_FkOIeXfDrf-daF2pfBFqhp7hVFuv5-Kmjv4zZANmCtjTVoLjvl_ygNEJt-PYHTmOG8YaQuiHao/s1600/2,h=493.bild.jpeg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDfQ3e6hmHswjgN0u-tZ285edBUyuheb_5lkkHGnISrJmrJFiA6j54hpQu6MdO5_8l_FkOIeXfDrf-daF2pfBFqhp7hVFuv5-Kmjv4zZANmCtjTVoLjvl_ygNEJt-PYHTmOG8YaQuiHao/s400/2,h=493.bild.jpeg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.bild.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnich kilku miesięcy Mario Gómez nie może bowiem zaliczyć do udanych. Mimo że drugi sezon z rządu zakończył jako trzeci najskuteczniejszy piłkarz świata, a w klasyfikacji strzelców Ligi Mistrzów uległ już tylko Lionelowi Messiemu, to właśnie głównie snajperowi oberwało się za porażkę na własnym podwórku w ostatnim i najważniejszym meczu minionego sezonu klubowego. Przełożony pokonanych, Uli Hoeneß, nie przebierał w środkach i zaraz po przegranym finale nie tylko otwarcie skrytykował w mediach swojego podopiecznego za nieskuteczność w kluczowych momentach, ale też podważył jego klasę piłkarską. Minął kolejny miesiąc, a Gómezowi znów się publicznie dostało, tym razem za &amp;nbsp;postawę na polsko-ukraińskim turnieju. Najbardziej poczytny niemiecki tygodnik właśnie w osobie napastnika, a także jego doświadczonych kolegów z Monachium, Bastiana Schweinsteigera i Philippa Lahma, upatrywał winowajców klęski na europejskim czempionacie. Gómez już w dwóch pierwszych meczach turnieju zdobył trzy gole i dwukrotnie poprowadził swoją reprezentację do zwycięstwa, będąc przy piłce jedynie rekordowe 22 sekundy. Na dalszym etapie rozgrywek nie pomógł już jednak drużynie, w fazie pucharowej został zdegradowany do postaci ledwie drugoplanowej, a jego niecodzienne osiągnięcie szybko obróciło się na jego niekorzyść - znowu stał się więc niepomagającym zespołowi kołkiem, którego rola ogranicza się jedynie do dokładania nogi w polu karnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co więcej, gdy posezonowy urlop Niemca dobiegł końca i zawodnik powrócił do Monachium, spotkała go niezbyt miła niespodzianka. Nowy dyrektor sportowy Bayernu, Matthias Sammer, w ciągu kilkunastu dni stworzył mu bowiem konkurencję, z jaką Gómez w swojej piłkarskiej karierze się jeszcze nie spotkał. Zakontraktowany został słynący z doskonałej gry głową Mario Mandžukić, jedna z gwiazd Euro 2012, na którym zdobył tyle samo bramek co jego imiennik i zarazem nowy klubowy kolega, a także popularny &lt;i&gt;El Conquistador&lt;/i&gt;, który, mimo sędziwego jak na piłkarza wieku, w minionym sezonie udowodnił, że cały czas znajduje się nie tylko w dobrej formie fizycznej, ale też i strzeleckiej, bo w klasyfikacji snajperów ubiegłych rozgrywek Bundesligi zajął miejsce tuż za podium.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakby tego było mało, na początku sierpnia na jednym z przedsezonowych turniejów Gómez nabawił kontuzji stawu skokowego i musiał poddać się operacji. Początkowo mówiło się o przerwie nie dłuższej niż trzy tygodnie i prognozowano nawet, że zawodnik może być do dyspozycji trenera już na mecz otwarcia sezonu ligowego w Fürth. Rzeczywistość okazała się jednak o wiele bardziej brutalna. Kolejny powrót, planowany na koniec września, również okazał się jedynie mrzonką i choć zawodnik od jakiegoś czasu trenuje indywidualnie, to o zajęciach z resztą zespołu może jak na razie zapomnieć. Jak twierdzi piłkarz, sam nie wie, ile jeszcze czasu zajmie mu osiągnięcie pełnej sprawności i kiedy można spodziewać się jego powrotu na niemieckie boiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jupp Heynckes zdążył już pokrzepić zatrwożone serce Gómeza i zapewnić go, że po dołączeniu do zespołu nie będzie na straconej pozycji. Te słowa wydają się być jednak tylko czystą kurtuazją ze strony szkoleniowca, ponieważ wobec znakomitej jak dotychczas postawy Chorwata Mandžukicia, absencja etatowego monachijskiego golleadora jest zupełnie niewidoczna. Dlatego też trudno sobie wyobrazić, żeby zaraz po powrocie do zdrowia Gómez z automatu odzyskał miejsce w podstawowej jedenastce. Szczególnie, że jego dubler natychmiast znalazł wspólny język z nowymi kolegami i stał się integralną częścią maszyny, w której działaniu trudno doszukać się najmniejszego fałszu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://www.digibet.info/bilder/dpa_MarioxMandzukic_38416564.onlineBild.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;http://www.digibet.info/bilder/dpa_MarioxMandzukic_38416564.onlineBild.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.digibet.info&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Sam Mandžukić, decydując się na transfer do Bayernu, gdzie w ataku od lat suwerennie panował tylko i wyłącznie jeden snajper, nie spodziewał się chyba, że tak szybko dostanie od losu realną szansę na zaistnienie w nowym klubie. Spekulowano, że były zawodnik Wolfsburga zostanie raczej wartościowym zmiennikiem z ławki aniżeli pierwszą strzelbą zespołu. Całą hierarchię do góry nogami wywróciła jednak kontuzja Gómeza, a Chorwat takie zrządzenie niebios wykorzystał nie w stu, a w dwustu procentach. Na dzień dobry wpakował dwa gole w Pucharze Niemiec, regularnie zaczął również trafiać w rozgrywkach ligowych. W Bundeslidze tylko raz udało mu się zaliczyć w meczu więcej niż jedno trafienie, ale jednocześnie jedynie dwa spotkania kończył bez jakiejkolwiek zdobyczy bramkowej. Taka regularność to pierwsza ze znaczących różnic między Mandžukiciem a Gómezem. Bo ten swoje strzeleckie popisy ma w zwyczaju przeplatać okresami posuchy. Druga rozbieżność to zupełnie inny styl gry obu zawodników. O ile Gómez operuje najczęściej w polu karnym i właśnie tam czeka na zagrania kolegów, tak Mandžukić raz za razem szuka gry w bocznych sektorach, stwarzając tym samym przestrzeń w szesnastce innym atakującym.&amp;nbsp;Jego wszechstronność, a także wyższe umiejętności stricte piłkarskie pozwalają mu bez utraty jakości dublować pozycje skrzydłowych i zamiast samemu kończyć akcję, dogrywać piłkę kompanom. Te zupełnie nowe dla ofensywy Bayernu warianty rozgrywania ataków wniosły sporo ożywienia w przednich formacjach zespołu, a najbardziej z tej innowacji skorzystał Thomas Müller, który co i raz wypełnia lukę pozostawioną przez Mandžukicia w polu karnym. Zresztą współpraca obu zawodników układa się wręcz wzorcowo i jest jedną z głównych przyczyn tak skutecznej gry Bawarczyków na początku sezonu. Obaj panowie przewodzą w ligowej tabeli strzelców, a cztery gole to efekt wyłącznie ich bezpośrednich zagrań. &lt;a href=&quot;http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/02/barrios-wstaje-z-martwych-lewandowski.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Co ciekawe, monachijskie perypetie na środku ataku łudząco przypominają te dortmundzkie sprzed rozpoczęcia minionych rozgrywek&lt;/a&gt;, jednak w dłuższej perspektywie ciężko wyobrazić sobie podobny rezultat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przedłużający się cały czas powrót na boisko i rosnąca w zespole rola rywala do miejsca w składzie to jednak nie jedyne zmartwienia Mario Gómeza, ponieważ również jego pozycja w drużynie narodowej zdaje się być najsłabsza od dawna. Trzeba od razu zaznaczyć, że nigdy nie była ona zbyt silna, bo Joachim Löw nie krył się ze swoimi preferencjami co do obsadzenia szpicy w niemieckiej kadrze. Ale Gómeza zwykły bronić wyniki, czyli bramki, które seriami zdobywał i w klubie, i w kadrze. Tymczasem teraz, gdy snajper z mozołem walczy o powrót do pełnej sprawności, to Miroslav Klose, zdecydowany faworyt selekcjonera, przeżywa drugą młodość i zarówno w barwach rzymskiego Lazio, jak i w trykocie &lt;i&gt;Mannschaftu&lt;/i&gt;&amp;nbsp;strzela gola za golem. W ostatnim dwumeczu reprezentacji trzykrotnie wpakował piłkę do siatki przeciwników, a to oznacza, że już tylko jedno trafienie dzieli go od wyrównania rekordu snajperskiego &lt;i&gt;Bombera Narodu&lt;/i&gt;. A dla Gómeza to znak, że odbicie miejsca w jedenastce &lt;i&gt;Orłów&lt;/i&gt;&amp;nbsp;może okazać się znacznie trudniejsze niż odzyskanie prymatu w ataku bawarskiego giganta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rekonwalescencja po poważnym urazie to zawsze trudny okres dla piłkarza. Jednak w przypadku Gómeza stracony czas boli podwójnie, bo traci on grunt pod nogami nie tylko w klubie, ale i w reprezentacji. Mimo to snajper powinien pozostać spokojny, bo stanowi on przecież zbyt dużą markę i wartość, żeby ot tak zostać rzuconym w kąt. Dodatkowo całkiem sporym promieniem nadziei mogą okazać się dla Niemca rozgrywki Ligi Mistrzów, której magia jak na razie skutecznie pęta nogi Mandžukiciowi i obnaża jego małe doświadczenie w klubowej piłce na tym poziomie.&amp;nbsp;A na jego brak nie może narzekać Gómez, który w najważniejszych europejskich rozgrywkach ładował już przecież po trzy czy cztery gole w pojedynczych spotkaniach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tekst ukazał się również&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://www.bayern.munchen.pl/&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;na najlepszej polskiej stronie o Bayernie Monachium&lt;/a&gt;, na której co tydzień będą pojawiać się moje felietony. Serdecznie zapraszam.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/5087729209886266077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/10/dramat-w-cieniu-rekordu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/5087729209886266077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/5087729209886266077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/10/dramat-w-cieniu-rekordu.html' title='Dramat w cieniu rekordu'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDfQ3e6hmHswjgN0u-tZ285edBUyuheb_5lkkHGnISrJmrJFiA6j54hpQu6MdO5_8l_FkOIeXfDrf-daF2pfBFqhp7hVFuv5-Kmjv4zZANmCtjTVoLjvl_ygNEJt-PYHTmOG8YaQuiHao/s72-c/2,h=493.bild.jpeg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-7051520388169279105</id><published>2012-10-12T11:05:00.000+02:00</published><updated>2012-10-12T11:13:48.807+02:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Joachim Löw"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="reprezentacja Niemiec"/><title type='text'>Bo w każdej dżungli król może być tylko jeden</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Już za kilka godzin w Dublinie niemiecka reprezentacja stanie do walki o kolejne punkty i trzecie z rzędu zwycięstwo w drodze na brazylijski mundial. &lt;a href=&quot;http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/09/wymeczony-komplet-punktow-niemcow.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Po niezbyt efektownej, ale zwieńczonej kompletem oczek inauguracji eliminacji&lt;/a&gt;&amp;nbsp;przyszedł czas na znacznie bardziej skomplikowane zadanie. Bardziej skomplikowane, bo podopieczni&amp;nbsp;Löwa zmierzą się z Irlandią i Szwecją, czyli uczestnikami czerwcowego czempionatu, który ich poprzedni rywale śledzić mogli wyłącznie sprzed telewizorów. Ale nie tylko klasa rywali stanowić będzie o skali trudności nadchodzącego dwumeczu, bowiem od jakiegoś czasu kadra narodowa targana jest wewnętrznymi waśniami, torpedowana przez media i działaczy klubowych, a także rozbijana przez kolejne urazy i zawieszenia. Istna dżungla. Ale tak jak w każdej dżungli król jest tylko jeden, tak i niemiecka puszcza ma ciągle jeszcze suwerennie panującego Joachima Löwa.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgoVzrD1Iji9oaxaSVL7khoHCcVXOn4DwL2LxH8PoGRFS08IQbp7rJ9EgWBEjwKelQizd-TLR04KosGAKMqS3lA_Kq2OfYuRsl0D7NS8WPUDiI48OPR6Oqt8D5dVDWFPLigDTtWJ6a3hiE/s1600/www.subbird-illustration.de.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;388&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgoVzrD1Iji9oaxaSVL7khoHCcVXOn4DwL2LxH8PoGRFS08IQbp7rJ9EgWBEjwKelQizd-TLR04KosGAKMqS3lA_Kq2OfYuRsl0D7NS8WPUDiI48OPR6Oqt8D5dVDWFPLigDTtWJ6a3hiE/s400/www.subbird-illustration.de.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.subbird-illustration.de&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Największy problem reprezentacji stanowi obecnie krytyka, która spada nie tylko na piłkarzy, ale też i samego selekcjonera. A warto wspomnieć, że tak surowej ocenie jak dzisiaj trener &lt;i&gt;Mannschaftu&lt;/i&gt;&amp;nbsp;nie był chyba poddany od początku swojej przygody z kadrą. Główny zarzut wysuwany wobec opiekuna zespołu to nadmierna dbałość o komfort zawodników i stworzenie im idealnej atmosfery przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek presji czy odpowiedzialności, towarzyszących ubieraniu trykotów z orłem na piersi. W medialnych atakach przoduje oczywiście Uli Hoeneß, który nadopiekuńczość selekcjonera porównał nawet do rozgrywania partyjki tenisa stołowego na szczycie Mont Blanc.&amp;nbsp;Löwowi dostaje się również za selekcję, której niedawno dokonał. I choć walka o nominacje dla genialnego od startu rozgrywek Bundesligi René Adlera czy niewiele gorszego Kevina Trappa kosztem bardzo rozkojarzonego ostatnimi czasy Zielera to typowa burza w szklance wody, tak kandydatury Bastiana Oczipki czy Sebastiana Rodego wyglądają już co najmniej sensownie, szczególnie wobec ubytków kadrowych na ich pozycjach. Dodatkowo trener sam ściągnął na siebie bicz mediów niefortunną wypowiedzią o Marcelu Schmelzerze, w której najpierw publicznie zganił jego występ przeciwko Austrii, a później dodał, że graczowi Borussii Dortmund brakuje jeszcze do najwyższego poziomu międzynarodowego i miejsce na lewej obronie reprezentacji zawdzięcza raczej brakowi innych rozwiązań aniżeli swoim umiejętnościom. Racji selekcjonerowi na pewno nie można odmówić, ale takie słowa powinien jednak zachować dla siebie. Sam&amp;nbsp;Löw też szybko zdał sobie z tego sprawę, bo już po kilku godzinach pochwalił Schmelzera za mecz przeciwko Argentynie i stwierdził, że w Wiedniu nie najlepiej spisał się cały zespół, a na koniec wyraził wielką wiarę w zdolności piłkarskie defensora. Nie zabrakło również szczerej rozmowy w cztery oczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Media nie oszczędzają także reprezentantów. Sprawa nieśpiewania hymnu ciągnie się za kadrowiczami już od dawna, teraz bardziej spostrzegawczy zauważyli, że Mesut Özil podczas odgrywania pieśni narodowej przed meczem w Austrii pozwolił sobie żuć gumę. Nie trzeba dodawać, że skoro samo milczenie zawodników wywołało spore emocje, to i wybryk pomocnika nie przeszedł w mediach bez echa. Niesnaski rodzą się również w samym wnętrzu kadry. Od kilku dni toczy się publiczna debata na temat atmosfery w drużynie, a całą dyskusję rozpoczął Bastian Schweinsteiger, który narzekał na brak odpowiedniej reakcji po bramkach na polsko-ukraińskim turnieju. Wypowiedź ta została szybko skontrowana przez eksportowy duet z Madrytu, a dyrektor reprezentacji, Oliver Bierhoff, stwierdził nawet ostentacyjnie podczas wspólnej konferencji z pomocnikiem Bayernu Monachium, że &quot;duch &lt;i&gt;Mannschaftu&lt;/i&gt;&amp;nbsp;pozostał nienaruszony&quot;. Natomiast częściowo rację swojemu wice-kapitanowi przyznał&amp;nbsp;Löw stwierdzając, że &quot;atmosfera w zespole podczas Euro 2012 była dobra, choć nie tak dobra jak na mundialu w Afryce.&quot;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Równie dyplomatycznie wybrnął selekcjoner z zamieszania wokół zestawienia formacji defensywnej, szczególnie w dzisiejszym meczu, gdy nie będzie mógł skorzystać z usług nie tylko kontuzjowanych Matsa Hummelsa i Larsa Bendera, ale też i zawieszonego za kartki kapitana reprezentacji, Philippa Lahma. Wyliczenia dziennikarzy, że w ciągu sześcioletniej kadencji trener testował na bokach obrony aż 23 zawodników, a wyjściowa czwórka na spotkanie w Dublinie w składzie Schmelzer-Badstuber-Mertesacker-Boateng będzie już dziewiątym wariantem sprawdzanym w ciągu ledwie dwunastu gier w tym roku,&amp;nbsp;Löw skwitował tylko lakonicznym stwierdzeniem w iście Mouinhowskim stylu: &quot;Nie wszystko zawsze zależy od obrony&quot;. Wiadomo już jednak, że pewność siebie trenera to tylko robienie dobrej miny do złej gry, bo w ostatnich dniach treningi kadry poświęcone były tylko i wyłącznie defensywie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie te problemy, niesprostanie oczekiwaniom na ostatnich wielkich imprezach, a także rosnąca w mediach i wśród kibiców niechęć do&amp;nbsp;Löwa sprawiają, że nad królem niemieckiej dżungli zbierają się coraz ciemniejsze chmury. I choć sam selekcjoner zapowiedział już, że jego przygoda z kadrą skończy się po mundialu w Brazylii, a wcześniejsza dymisja brzmi niemal jak perspektywa Srebrnej Patery w rękach zawodników 1. FSV Moguncji w przeciągu kilku kolejnych lat, to już teraz wokół panującego zbiera się coraz większe stado żądnych władzy lwów, które tylko czyhają, by strącić go z tronu. Na razie trenera bronią jeszcze wyniki, ale kto wie, co będzie jutro, a przecież &amp;nbsp;sam slogan sponsora niemieckiej kadry hucznie głosi, że niemożliwe nie istnieje.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/7051520388169279105/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/10/bo-w-kazdej-dzungli-krol-moze-byc-tylko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/7051520388169279105'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/7051520388169279105'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/10/bo-w-kazdej-dzungli-krol-moze-byc-tylko.html' title='Bo w każdej dżungli król może być tylko jeden'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgoVzrD1Iji9oaxaSVL7khoHCcVXOn4DwL2LxH8PoGRFS08IQbp7rJ9EgWBEjwKelQizd-TLR04KosGAKMqS3lA_Kq2OfYuRsl0D7NS8WPUDiI48OPR6Oqt8D5dVDWFPLigDTtWJ6a3hiE/s72-c/www.subbird-illustration.de.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-116558987911567288.post-3139343240577955434</id><published>2012-10-11T03:28:00.001+02:00</published><updated>2013-01-03T01:11:53.602+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Miroslav Klose"/><title type='text'>Fair play v2.0</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Choć od wydarzenia z czwartej minuty w meczu pomiędzy Neapolem a rzymskim Lazio minęło już dobre kilkanaście dni, warto wrócić do niego choćby na chwilę. Sprawa odbiła się w mediach szerokim echem: wszelakie gazety, zagraniczne czy rodzime, rozpisywały się o &lt;i&gt;wielkim geście Miroslava Klosego&lt;/i&gt;, piłkarze oraz kibice nie szczędzili Niemcowi słów uznania na portalach społecznościowych, a kapitan rywali czy prezydent FIFA domagali się nawet specjalnej nagrody dla snajpera z Opola za zachowanie praktycznie wymarłe w nowoczesnym futbolu, do bólu przepełnionym cwaniactwem i oszustwem. Wagę zdarzenia tonował sam zawodnik, mówiąc, że piłka najnormalniej trafiła go w rękę, a jego późniejsza reakcja to &quot;najbardziej oczywista rzecz na świecie&quot;. Wydaje się, że w tym zamieszaniu piłkarskie środowisko zapomniało o absolutnie elementarnej sprawie - całą tę burzę i lawinę kolejnych wydarzeń wywołało całkowicie CELOWE i ŚWIADOME zagranie gracza Lazio.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjz8X3EXhQyiRMWupAzQ2hGVbmhjNK4nM-xzszSv2HZsSxhGA4vIKbIwrwMSOUY7ej2EXr5k0Pl9s2THKBaN84I_Bnx2XWYGtJ2limm4LhCMlI6VApoU0ho8vSeFUHjFmP0LvPmjV9o8UU/s1600/klose.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjz8X3EXhQyiRMWupAzQ2hGVbmhjNK4nM-xzszSv2HZsSxhGA4vIKbIwrwMSOUY7ej2EXr5k0Pl9s2THKBaN84I_Bnx2XWYGtJ2limm4LhCMlI6VApoU0ho8vSeFUHjFmP0LvPmjV9o8UU/s400/klose.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;@www.guardian.co.uk&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bardzo szanuję Miroslava Klosego. Nie tylko jako piłkarza (skądinąd wielkiego, w futbolu międzynarodowym prawdopodobnie jednego z najwybitniejszych), ale też i człowieka. Potrafię zrozumieć jego wybór i zupełne odcięcie się od swoich korzeni, potrafię również zrozumieć jego decyzję o nierozmawianiu z dziennikarzami w języku polskim (choć nie można zapomnieć, że razem z Lukasem Podolskim niejednokrotnie uciekali się do tego sposobu komunikacji podczas wspólnych gier). Pamiętam także jego &lt;i&gt;prawdziwie szlachetny &lt;/i&gt;gest&lt;i&gt; &lt;/i&gt;z boiska, gdy przed kilkoma laty Werder, cały czas pozostający jeszcze w walce o końcowy triumf w Bundeslidze, remisował bezbramkowo w spotkaniu z Arminią Bielefeld, a sędzia podyktował rzut karny po starciu w &amp;nbsp;szesnastce właśnie Klosego i bramkarza gości, Matthiasa Haina. Wtedy to napastnik bez mrugnięcia okiem ruszył do arbitra celem wyjaśnienia mylnie zinterpretowanej przezeń sytuacji. Przeciwnik bowiem interweniował czysto i jedenastka gospodarzom się po prostu nie należała. Zachowanie Niemca nie umknęło piłkarskim mediom oraz organizacjom i wkrótce zawodnik został całkowicie zasłużenie wyróżniony licznymi nagrodami za postawę zgodną z duchem gry.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zupełnie inaczej wyglądało jednak zdarzenie z Neapolu. Decyzja Klosego, wbrew temu, co &amp;nbsp;twierdzi sam zainteresowany (Maradona wciąż upiera się przy wersji boskiej interwencji w meczu przeciwko Anglii...) czy uważa większość piłkarskich sympatyków, nie była następstwem przypadkowego odbicia futbolówki, a zwyczajnie wynikiem zamierzonego zagrania. Celowość ruchu snajpera&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&amp;amp;v=TJBRg1jA7AQ#t=36s&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;doskonale pokazuje to ujęcie&lt;/a&gt;. Kontaktu piłki z ręką gracza Lazio nie spowodował przeciwnik, próbujący powalić rywala na ziemię. Powtórka nie pozostawia żadnych wątpliwości - Niemiec obserwuje zmierzającą ku niemu futbolówkę, a gdy zdaje sobie sprawę, że nie ma szans na strącenie jej w dozwolony sposób, wykonuje ewidentny ruch ręką, dodatkowo markując uderzenie piłki głową. Jego późniejsze zachowanie nie może usprawiedliwiać uprzedniego występku. Fakt ten należy jednak docenić, gdyż niewielu dzisiejszych piłkarzom wystarczyłoby odwagi, by przyznać się do zagrania niezgodnego z przepisami w tak ważnym momencie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Niemniej jednak taka postawa, czyli zameldowanie sędziemu celowego zagrania faul, powinna być w futbolu NORMĄ, a nie wydarzeniem, któremu piłkarski świat poświęca nagłówki, i które organizacje międzynarodowe chcą wynagradzać statuetkami. Wszystkie reakcje na &lt;i&gt;gest Klosego&lt;/i&gt; potwierdzają niestety smutną prawdę o współczesnej piłce, gdzie nurkowanie, wszechobecne krętactwo i próby bycia ponad przepisami są po prostu szarą codziennością, a najnormalniejsze zachowanie szczytem postawy fair play.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/feeds/3139343240577955434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/10/fair-play-v20.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/3139343240577955434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/116558987911567288/posts/default/3139343240577955434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dojednejbramki.blogspot.com/2012/10/fair-play-v20.html' title='Fair play v2.0'/><author><name>Marcin Olton</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09828373300812121524</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjz8X3EXhQyiRMWupAzQ2hGVbmhjNK4nM-xzszSv2HZsSxhGA4vIKbIwrwMSOUY7ej2EXr5k0Pl9s2THKBaN84I_Bnx2XWYGtJ2limm4LhCMlI6VApoU0ho8vSeFUHjFmP0LvPmjV9o8UU/s72-c/klose.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>