<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;CEUGRXszfip7ImA9WhRRFEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527</id><updated>2011-11-27T17:03:44.586-08:00</updated><category term="doktryna tajemna" /><category term="big bang" /><category term="Kabała" /><category term="Trójca" /><category term="abiogeneza" /><category term="dawkins" /><category term="kosmologia" /><category term="komórka" /><category term="Okultyzm" /><category term="ewolucja" /><category term="Religia" /><category term="Masoneria" /><category term="Bóg" /><category term="dna" /><title>Dziennik racjonalisty - Ateizm, Agnostycyzm, Deizm, Ewolucja, Kosmologia, Darwin, Fizyka</title><subtitle type="html">Blog dla tych wszystkich, którzy nie chcą być niesieni z prądem ani przez puste religijne dogmaty jak i kurczowo podtrzymywane błędne tezy naukowe. Nie wiesz czy jesteś do końca wierzącym, ateistą, agnostykiem, deistą czy humanistą ale pragniesz spojrzeć racjonalnie. To miejsce jest dla Ciebie.</subtitle><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/" /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>17</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/DziennikRacjonalisty" /><feedburner:info uri="dziennikracjonalisty" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry gd:etag="W/&quot;DUEGR305fCp7ImA9WhZRGEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-6793994847010470671</id><published>2011-04-15T07:10:00.000-07:00</published><updated>2011-04-15T07:27:06.324-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-04-15T07:27:06.324-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="big bang" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kosmologia" /><title>Czyżby koniec teorii wielkiego wybuchu?</title><content type="html">&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-FC1BUQG3dyc/TahPg77fhAI/AAAAAAAAAHQ/W7eufPp7R9A/s1600/041001quasar-galaxy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-FC1BUQG3dyc/TahPg77fhAI/AAAAAAAAAHQ/W7eufPp7R9A/s640/041001quasar-galaxy.jpg" width="500" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Oryginalny tekst w j. angielskim dostępny jest pod adresem:&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: orange;"&gt;&lt;a href="http://www.thunderbolts.info/tpod/2004/arch/041001quasar-galaxy.htm" style="color: orange;"&gt;http://www.thunderbolts.info/tpod/2004/arch/041001quasar-galaxy.htm&lt;/a&gt;.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 października 2003:  wielki wybuch został udowodniony nieprawidłowo. Ponownie. I oto potwierdzenie (patrz zdjęcie powyżej). To jest galaktyka NGC 7319, zaliczana do tzw. galaktyk Seyferta drugiej kategorii, co oznacza iż jest to ona otoczona tak ciężką powłoką pyłową, iż przysłania a wręcz nie przepuszcza większości światła emitowanego z aktywnego jądra jak to ma miejsce w normalnych seyfertach. Wartość przesunięcia widma światła ku pasmu czerwonemu dla tejże galaktyki wynosi 0.0225. Ten mały punkcik którego sylwetkę można dostrzec niejako na przodzie tegoż ogromnego obłoku gazu, lub jako coś wręcz osadzonego w tej warstwie pyłu, to kwazar. Jego przesunięcie ku czerwieni wynosi 2.114 (&lt;i&gt;czyli tyle ile większość znanych nam i możliwych do zaobserwowania kwazarów, których przesunięcie ku czerwieni o wartości około 2, daje nam rzeczywiste odległości rzędu około 10 miliardów lat świetlnych. - przypis własny)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego oznacza to jednak, iż wielki wybuch miałby być potwierdzony niezgodnie z faktami? Jeden z dwóch większych naukowych obozów opowiadających się za teorią "big bang-u", twierdzi, iż obserwacje przesunięcia w podczerwieni są proporcjonalne do odległości. To oznacza, że im dalsze przesunięcie widma światła ku czerwieni, tym dalej znajduję się dany badany obiekt od obserwatora. Inny obóz jest natomiast zdania, iż przesunięcie widma jest również miarą prędkości oddalania się obiektów (np. galaktyk czy mgławic) od siebie nawzajem. Czyli, raz jeszcze, im większe przesunięcie ku światłu czerwonemu, tym szybciej obiekt się od nas oddala. Reasumując, kiedy połączymy te dwie teorie razem dojdziemy to ekspansji uniwersum a kiedy popatrzymy wówczas wstecz &lt;i&gt;(taki swego rodzaju kosmologiczny reverse engineering. - przypis własny)&lt;/i&gt; będziemy mogli dojść do stanu wszechświata, kiedy był on mniejszy niż znany nam obecnie, a co za tym idzie do jego początku czyli wielkiego wybuchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spójrzmy jednak ponownie na zdjęcie. Zgodnie z zasadami przemawiającymi za wielkim wybuchem, kwazar ten musi znajdować się miliardy &lt;i&gt;(ja bym optował o ponad dziesięciu miliardach, zgodnie z tym co powyżej. - przypis własny)&lt;/i&gt; lat świetlnych dalej od nas, niż obserwowana galaktyka, ponieważ przesunięcie widma czerwonego jest dużo większe. A do tego galaktyka jest nieprzejrzysta, więc kwazar musi znajdować się w pobliżu powierzchni chmury pyłu, a nawet  przed nią. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pasquale Galianni, Margaret Burbidge, Halton Arp, V. Junkkarinen, Geoffrey Burbidge, i Stefano Zibetti, astronomowie którzy opisali to odkrycie, badali także obłok pyłu otaczający kwazar. Znajdujemy tu jasny  trójkątny strumień (patrz wstawkę do zdjęcia  powyżej) z większym końcem &lt;i&gt;(będącą niejako podstawą trójkąta. - przypis własny)&lt;/i&gt; znajdującym się w jądrze galaktyki i cienki &lt;i&gt;(stożek)&lt;/i&gt;, wskazującym na  kwazara. Badania promieniowaniem elektromagnetycznym (x-ray) oraz obserwacji widma pokazują, że obszar ten jest mocno zaburzony. Te gazy  są bardziej burzliwe niż  gazy w innych regionach galaktyki.  To wydaje się wskazywać, że coś wielkiego i potężnego przeszło, oddalając się następnie od jądra. Oprócz tego,  obszar galaktyki blisko kwazara  świeci z nadmiarem niskiej gęstości linii emisyjnych zjonizowanych  gazów. Ale nie ma "tam" nic co mogłoby świecić, za wyjątkiem "niemożliwego" kwazara. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie jest to pierwsza (chociaż jak dotychczas być może najlepsza) tego typu definitywna próba podważenia twierdzenia o zależności pomiędzy przesunięciem widma światła czerwonego a odległością, . Halton Arp gromadził dowody  które wkazywały na niezgodność teorii przesunięcie ku czerwieni już od końca 1960 roku. Najczęściej przez niego stosowaną taktyką były obserwacje obiektów zwanych ULX (kwazary są jednymi z nich). Skrót ULX oznacza  Ultraluminous X-ray source, czyli ultraintensywne źródła rentgenowskie, które posiadają bardzo małe stężenia promieniowania X, znajdując się zarazem blisko aktywnej galaktyki. Stężenie promieniowania rentgenowkiego jest jednak większe i mocniejsze od jakiegokolwiek znanego obiektu astronomicznego, większego nawet w porównaniu z emisją po eksplozji supernowych. Przez ponad dwa lata ostatnich obserwacji, Arp ujawnił, iż przynajmniej dwadzieścia z takich obiektów to właśnie kwazary z przesunięciem widma światła czerwonego dużo wyższym niż umiejscownienie ich w przestrzeni w powiązaniu z galaktykami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na temat nowych obserwacji, jeden z kosmologów wypowiedział się następująco: "Jeżeli astronomię należy traktować jako naukę, ten referat powinien oznaczać koniec wszelkich dociekań dotyczących wielkiego wybuchu." Zamiast tego, nowe odkrycia zostały jednynie ledwo zauważone, i przeszły właściwie bez echa, kiedy zaprezentowano je na zjeździe Amerykańskiego Towarzystwa Astronimcznego w styczniu 2004 roku. Kiedy natomiast materiał zgłoszono do publikacji na łamach jednego z periodyków astronomicznych, nie doczekał się on zgody edytora na wydanie aż do dnia dzisiejszego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To chyba najwyższy czas, by astronomowie (niezależnie od wieku) spakowali swoją hipotezę dotyczącą wielkiego wybuchu i wysłali na zasłużoną emeryturę. To najlepszy czas dla pionierów astronomii do odkrywania zupełnie nowych relacji zachodzących pomiędzy galaktykami i kwazarami. To oznacza zupełnie nowy wszechświat do zbadania od podstaw, z ekscytacją i niepewnością jak niemalże w swoistym "cosmos incognito". Kształt, rozmiar i wiek wszechświata musi zostać oszacowany na nowo. Nowe obserwacje są wypełnione wskazówkami o tym w jaki sposób galaktyki się rodzą, jak rosną, a nawet jak umierają. To wielka okazja dla tych, którzy postrzegają astronomię jako wielką przygodę i wyzwanie aby odkrywać, a niżeli konkurować o fundusze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Tłumaczenie i wstawki marginesowe: Łukasz Ligocki.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-6793994847010470671?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/KSjGVm2wnqvQsN2T4F2-1epiLaQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/KSjGVm2wnqvQsN2T4F2-1epiLaQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/KSjGVm2wnqvQsN2T4F2-1epiLaQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/KSjGVm2wnqvQsN2T4F2-1epiLaQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/ghGqi5Yn8EE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/6793994847010470671/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2011/04/czyzby-koniec-teorii-wielkiego-wybuchu.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/6793994847010470671?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/6793994847010470671?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/ghGqi5Yn8EE/czyzby-koniec-teorii-wielkiego-wybuchu.html" title="Czyżby koniec teorii wielkiego wybuchu?" /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/-FC1BUQG3dyc/TahPg77fhAI/AAAAAAAAAHQ/W7eufPp7R9A/s72-c/041001quasar-galaxy.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2011/04/czyzby-koniec-teorii-wielkiego-wybuchu.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkcGSHY6eSp7ImA9Wx9XFU4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-7764784958102945252</id><published>2011-01-07T20:32:00.000-08:00</published><updated>2011-01-08T16:47:09.811-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-08T16:47:09.811-08:00</app:edited><title>Masoni, iluminaci i zeielone ludziki.</title><content type="html">Na forum portalu racjonalista.pl rozgorzała dyskusja nt. popularyzacji różnorakich teorii spiskowych, jako opium dla niewierzących. Myślą przewodnią jest twierdzenie jakoby:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;"&lt;span class="messageBody"&gt;&lt;i&gt;ludzie religijni mieli swoją kołysankę  egzystencjalną. Co pozostaje sierotom po religii? Często już tylko  spiskowe teorie dziejów. Trud racjonalizmu nie dla każdego  niewierzącego...&lt;/i&gt;".&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class="messageBody"&gt;Pełny wątek dyskusji dostępny &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,386861/i,86"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.fabioruini.eu/blog/wp-content/uploads/2010/12/cgon507l.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="280" src="http://www.fabioruini.eu/blog/wp-content/uploads/2010/12/cgon507l.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;Nie jestem do końca przekonany, czy aby teorie  spiskowe i pochodne, można było określić mianem substytutu dla utraconej  wiary i nazwijmy to "przywilejów z niej wynikających". Jeśli  przyjmiemy, że jakkolwiek - abstrahując w tym miejscu od po&lt;span class="text_exposed_hide"&gt;...&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;wiązań  co do racjonalnych podstaw takich czy innych systemów wierzeń - religia  przynosi ludziom jakąś dozę pocieszenia, nadziei i ukojenia w trudnych  chwilach, a koncepcja miłosiernego ojca siedzącego na obłoczkach i bacznie spoglądającego z przejęciem i  troską na swe umiłowane dzieci, jest poniekąd kontinuum i wypadkową  zarazem naszej wrodzonej i zakodowanej potrzeby bliskości i przywiązania  do matki choćby, licząc od okresu już nawet prenatalnego, o tyleż trudniej  pogodzić to z taką właśnie koncepcją.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;Bowiem - przynajmniej w moim  subiektywny mniemaniu - loża żydowsko-masońska, zakon iluminatów, novus  ordo seclorum, czyli "nowy porządek świata" i inne tym podobne, w żaden  sposób nie dawały by mi nawet namiastki wyżej wymienionych przeze mnie  "przywilejów człowieka religijnego". Jak dla mnie zasiewa to raczej  mętlik w głowie (skądinąd to akurat można przyjąć jako podobieństwo do  kwestii wiary, przynajmniej dla kogoś kto się chociaż na chwilę raczył  zastanowić nad tym w co naprawdę wierzy) i wprowadza psychozę strachu -  zwłaszcza jeśli ktoś jest podatny na uleganie tego typu sugestiom i  spekulacjom. A takich osób bez wątpienia nie brakuje.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://withfriendship.com/images/b/9162/a-good-conspiracy-theory.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://withfriendship.com/images/b/9162/a-good-conspiracy-theory.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;Powstały już  niezliczone wortale tematyczne prezentujące taką treść, grupy  dyskusyjne, fora internetowe zrzeszające zwolenników teorii - od Nubiru  jako dwunastej planety i przepowiedni majów na 2012 - poczynając a - na  katastrofie smoleńskiej i kręgach w zbożu pod Konstancinem  - kończąc. Do  tego audycje radiowe i telewizyjne, jak chociażby "&lt;u&gt;Unsolved mysteries&lt;/u&gt;". I  od razu nasz mózg - skądinąd o strukturze przecież gąbczastej - zaczyna  nasiąkać tego typu informacjami i łączyć je w takie czy inne  niestworzone historie. Ale czy to nie stawia nas raczej w formie  "pionków do gry", "narzędzi" podatnych na psychomanipulacje? Czy można  czuć się choć trochę lepiej, z przekonaniem, że żyjemy w świecie, którym  kierują jacyś niewidzialni "masters of puppets" oddający się  satanistycznym i okultystycznym rytuałom, mający pieczę nad tym co  oglądamy, co jemy, jak żyjemy, albo, że już żyć nie powinniśmy? Jak dla  mnie, nie bardzo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt; Oczywiście zawsze jest też druga strona medalu, bo  jeśli wyłączymy myślenie i poddamy się propagandzie emitowanej nawet   zdawałoby się ze zdroworozsądkowych źródeł, jak chociażby cowieczorny  "obiektywny" serwis informacyjny, to nieświadomie, chcąc nie chcąc   staniemy się ofiarą medialnego "prania mózgu". I nie mówię tu o  przekazie podprogowym z reklam, ale o tym co pozwalają i jak pozwalają  nam widzieć i postrzegać media. To one kreują nasz świat takim jakim go  widzimy i nasz punkt widzenia. Później z kolei rośnie pokolenie zombie,  które nie ma pojęcia jak to wszystko do końca działa. A czy kryzys  finansowy i ekonomiczny krach z 2008 roku, każda bessa na Wall Street, czy spadek kursu NASDAQ i tym  podobne to też li tylko dzieło ślepego przypadku? Też nie jestem co do tego, do  końca przekonany, ale wszystkiego nie dochodzą by nie skończyć jak Mel Gibson w "Teorii spisku" i nie dać się w końcu  zwariować. Czego sobie i Wam w tym jak i w każdym  następnym roku, z całego serca i &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;serdecznie życzę,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;P.S. Aż się wręcz prosi by w tym miejscu powiedzieć  "&lt;b&gt;Amen&lt;/b&gt;" ;).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="messageBody"&gt; A zatem "Niech się tak stanie".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-7764784958102945252?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/X600A12VGVdvEmqdgr4gyXZ0-9g/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/X600A12VGVdvEmqdgr4gyXZ0-9g/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/X600A12VGVdvEmqdgr4gyXZ0-9g/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/X600A12VGVdvEmqdgr4gyXZ0-9g/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/lQh7C2bG2fo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/7764784958102945252/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2011/01/masoni-iluminaci-i-zeielone-ludziki.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/7764784958102945252?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/7764784958102945252?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/lQh7C2bG2fo/masoni-iluminaci-i-zeielone-ludziki.html" title="Masoni, iluminaci i zeielone ludziki." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2011/01/masoni-iluminaci-i-zeielone-ludziki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEQGRHY9fyp7ImA9Wx9QEk0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-7139430296000387305</id><published>2010-12-24T07:58:00.000-08:00</published><updated>2010-12-24T07:58:45.867-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-12-24T07:58:45.867-08:00</app:edited><title>Ateistyczno-Agnostyczna (Uniwersalna) Kartka Świąteczna.</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.racjonalista.pl/img/kartki/819775001259494635.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://www.racjonalista.pl/img/kartki/819775001259494635.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-7139430296000387305?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wfdC2YjvR1dKlDkOynq9DH0tKi8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wfdC2YjvR1dKlDkOynq9DH0tKi8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wfdC2YjvR1dKlDkOynq9DH0tKi8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wfdC2YjvR1dKlDkOynq9DH0tKi8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/FJnlAaMJyCc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/7139430296000387305/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2010/12/ateistyczno-agnostyczna-uniwersalna.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/7139430296000387305?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/7139430296000387305?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/FJnlAaMJyCc/ateistyczno-agnostyczna-uniwersalna.html" title="Ateistyczno-Agnostyczna (Uniwersalna) Kartka Świąteczna." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2010/12/ateistyczno-agnostyczna-uniwersalna.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CE8AQnc5eip7ImA9Wx9RGEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-7956897087300263751</id><published>2010-12-20T10:37:00.000-08:00</published><updated>2010-12-20T11:20:43.922-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-12-20T11:20:43.922-08:00</app:edited><title>Nauka vs. Religia c.d.</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://bi.gazeta.pl/im/8/2073/z2073688N,Mariusz-Zawadzki.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://bi.gazeta.pl/im/8/2073/z2073688N,Mariusz-Zawadzki.jpg" width="153" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś na facebook'u w profilu Racjonalista.pl pojawił się link do artykułu Gazety Wyborczej autorstwa Mariusza Zawadzkiego pt. "Mędrca szkiełko i oko". Głównym postulatem autora było bez wątpienia zwrócenie uwagi na pewien rysujący się trend a mianowicie "Czy szanujący się naukowiec, nie żaden szemrany  filozof, tylko rzetelny badacz materii, może jeszcze pozwolić sobie na  wiarę w Boga?&amp;nbsp; &lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Więcej&lt;/b&gt;:  &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75968,8841360,Medrca_szkielko_i_oko.html#ixzz18g2rz3bf" style="color: #003399;"&gt;http://wyborcza.pl/1,75968,8841360,Medrca_szkielko_i_oko.html#ixzz18g2rz3bf&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Ja odwrócę nieco tok rozumowania i stanę może nie po przeciwnej stronie barykady (co do stanowiska portalu Racjonalista) ale dokładnie na granicy (jak na statystycznego, nie umiejącego wiecznie się zdecydować zresztą, agnostyka przystało). Na początku podszedłem do tegoż artykułu z lekką nutką ironii i takiego godnego politowania sarkazmu (czegoż się zresztą można spodziewać po Gazecie Wyborczej swoją drogą, bo chyba niekoniecznie obiektywizmu dziennikarskiego wysokich lotów), ale po jego lekturze, rzuciła mi się w oczy pewna dziwna prawidłowość. Jaka? Otóż jeśli ktoś oglądał (a zapewne większość tak) film "Root of all evil" to pamięta zapewne scenę w której Dawkins i grupka jemu podobnych "ateistów, ewolucjonistów" dyskutowała na temat nietolerancji względem osób posiadających status niewierzących, w USA. Naprawdę stwarzali wrażenie biednych i uciśnionych, zepchniętych gdzieś na margines, pozbawianych pracy i jako ofiar innych represji ze względu na swój zdroworozsądkowy sceptycyzm i racjonalizm. Ale przecież tu mamy dokładnie tą samą sytuację, tylko w innym wydaniu. Czyżby odwet na wierzących naukowcach? Ile już było artykułów na temat możliwości bądź niemożności pogodzenia nauki i religii? Nie będę zatem rozwodził się nad tym tematem rzeką, zresztą nie chodzi tu o światopogląd jako taki w sensie stricte. Tu chodzi o ludzi. Przykład prof. Francisa Collinsa, jest tu doskonałym unaocznieniem problemu. Naukowiec, który miał wielki wkład w odkrycie genomu człowieka, wręcz rozszarpany przez opinię publiczną pod bacznym okiem "naukowców-racjonalistów", gdyż ten dostrzegł Boga (a dokładnie trójcę święta) w wodospadzie. Ale czy odbiło się to na jego dorobku naukowym? Może trzeba było polecić mu po prostu dobrego psychiatrę(?) Inny przykład znów z Dawkinsa, z ostatniego bestseller'u - "The God delusion". Wstawka na temat chirurga, który wierzył w dosłowność przekazu biblijnego. Profesor Rysiu obstawał przy stanowisku "jak w ogóle ktoś taki może być lekarzem". Ale czy fakt, że dla tamtego doktora medycyny świat istniał 6000 lat, powoduje tym samym, iż nie będzie w stanie zoperować wyrostka robaczkowego? Już widzę ateistę na stole operacyjnym, zwijającego się w konwulsjach, pytającego swojego lekarza, - który zaraz ma wykonać zabieg - , czy ten przypadkiem nie jest wierzącym. Dlatego lepiej żeby już Panowie tacy jak Sam Harris, czy Dawkins (co nie umniejsza swoją drogą, że obu tych panów bardzo lubię) nie biadolili już o tak ciężkim życiu ateisty, że aż trzeba się podszywać pod nas "nędznych" agnostyków, bo my co najwyżej jesteśmy godnymi politowania zagubionymi owieczkami z domu "pana".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jakie były komentarze innych użytkowników?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="background-color: #cfe2f3;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;1) A jednak to, jak ów lekarz rozumie budowę i  funkcjonowanie organizmu człowieka, odrzucając teorię ewolucji, jest  bardzo zagadkowe. To tak jakby budowniczy mostów odrzucał teorię  grawitacji.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span data-jsid="text"&gt;Na pierwszy rzut oka, dobre porównanie. Ale z  drugiej strony dobór naturalny ma za zadanie wyjaśnić złożoność  dzisiejszych form organizmów żywych, ale już niekoniecznie zasadę  działania poszczególnych organelli. Wiadomo, że każdy narząd mus&lt;span class="text_exposed_hide"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;i  spełniać jakąś rolę bo inaczej jego uzasadnienie jako powstałego w toku  ewolucji mogłoby być niejasne albo wskazywać na jakąś cechę fenotypową  znaną w zamierzchłej przeszłości, ale już wypartą przez "natural  selection" z upływem czasu lub zmian klimatycznych czy geograficznych.  Niemniej jednak badanie teorii ewolucji nie zrobi z założenia z kogoś  lekarza medycyny, tak samo jak również studia medyczne nie koniecznie  muszą utwierdzić "ad hoc" w przekonaniu, że "Boga nie ma". A lekarz  odrzucający teorię ewolucji to jak elektronik, który nie zastanawia się  nad tym, czy obwód drukowany i elementy półprzewodnikowe złożył jakiś  najemnik na Tajwanie czy powstały w zupełnie innym miejscu i warunkach,  ale na tym jak układ działa, i co może być przyczyną usterki. A  budowniczych odrzucających wiedzę co do pojęcia czasoprzestrzeni i  grawitacji zwolnijmy z założenia ;). Tak będzie bezpieczniej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="background-color: #cfe2f3;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;2) nie stoisz na zadnej granicy tylko stosujesz  lzawe przerysowania. Niby w ktorym momencie "stwarzali wrazenie biednych  i ucisnionych"? Moze ogladales inny film, jakis horror o zombie. Ten  "wielki wklad" Collinsa to mianowanie na dyrektor&lt;span class="text_exposed_hide"&gt;...&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;a  administracyjnego projektu naukowego. Z zawodu jest lekarzem.  "Rozszarpany przez opinie publiczna" - gdzie? Kilka krytycznych opinii  to rozszarpanie? Coyne to opinia publiczna? LOL&lt;br /&gt;
Przekonanie, ze swiat  istnieje 6 tys lat dyskredytuje kwalifikacje zawodowe lekarza jesli ten  lekarz na powaznie uzywa medycyny, ktora przeciez oparta jest na nauce.  Collins akurat jest ewolucjonista wiec to nie ma nic do rzeczy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span data-jsid="text"&gt;ja nadal jednak obstaje przy stanowisku - co ma  przysłowiowy "piernik do wiatraka"? Jeśli wierzący nie może być z  założenia lekarzem, bo medycyna opiera się na nauce, to w zasadzie idąc  tym torem w Twoim ujęciu, co tak naprawdę się na n&lt;span class="text_exposed_hide"&gt;...&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;auce  nie opiera? Elektryk grzebiący w bezpiecznikach też się zalicza do tej  grupy. A teraz podsumujmy, żyjemy w kraju gdzie ponad 90% ludności  deklaruje wiarę w Boga i większości to na dodatek katolicy. Czyli w tym  kraju nic nie powinno działać. Powinno być ciemno, zimno, ludzie powinni  umierać, bo nikt z tych "wierzących" nie ma (albo nie powinien) mieć  żadnych kwalifikacji. Czy tylko ja czegoś tu nie rozumiem?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="background-color: #cfe2f3;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;3) &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;Nie rozumiesz roznicy pomiedzy kreacjonizmem a  teizmem.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: #cfe2f3;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;4) &lt;/span&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;To tak jakby tłumaczyć 15-wiecznemu chłopu  pańszczyżnianemu jak działa samochód..wiecznie by się pytał:''Ale gdzie  jest ten koń ukryty''?.Podobnie jest z tym lekarzem. Szuka Boga nie  tam,gdzie trzeba. ;-)  Kto uczył go biologii? Chyba Latający Potwór  Spagetti ;-)&lt;/span&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: #cfe2f3;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;Może i nie. Rozumiem natomiast, że ktoś  obstający przy twierdzeniu, że świat ma 6 tys. lat nie będzie dobrym  archeologiem. Ale jak to się ma do jego wiedzy z zakresu medycyny? W  moim przekonaniu nijak. W zasadzie wchodzimy już w zupełnie inny aspekt  sprawy, a mianowicie na różnicę pomiędzy wiarą w osobowego Boga (teizm) a  wiarą w jego domniemany stwórczy przejaw (kreacjonizm). Ale to już nie  jest moja domena. Trzeba zapytać samych zainteresowanych czyli te 90% o  których mówiłem.&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="background-color: #cfe2f3;"&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;5) &lt;i&gt;W artykule nie bylo mowy o wierze w ktoregos z  bogow tylko o kreacjonizmie. To juz wiadomo. Ale nie bylo tez mowy o  posadzie lekarza tylko o stanowisku dyrektora obserwatorium  astronomicznego. Co z obiektami odleglymi od Ziemi wiecej niz 6000 lat  sw? Nie istnieja? Czy moze zeby to rozstrzygnac chcesz pytac o to ludzi z  ulicy?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://gfx1.fdb.pl/ozj3hk" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="125" src="http://gfx1.fdb.pl/ozj3hk" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="text_exposed_root text_exposed" id="id_4d0f9f7dafa7b2199870799"&gt;Ja podałem tylko przykład  odwrotny do tego o którym mówił artykuł. Chciałem pokazać ten temat, ale  nieco z innej perspektywy. I nawet jeśli wrócimy ponownie do lajtmotiv  czyli Martina Gaskella, którego kandydaturę na dyrektora obserwatorium&lt;span class="text_exposed_hide"&gt;...&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;  odrzucono ze względu na jego sposób pojmowania ewolucji kosmologicznej  czy biologicznej, to i tak do żadnego konsensusu nie dojdziemy. Możemy  tylko się cieszyć, że czasy ciemnogrodu minęły i jesteśmy osobliwie  mądrzejsi bo zamiast takich panów jak Gaskell mamy np. Hawkinga. A co do  tego pytania "co z obiektami odległymi od ziemi więcej niż 6000 lat?" -  nikt chyba "nawet wierzący" nie obstaje że ziemia powstała wraz z  wielkim wybuchem, i że miało to miejsce 6 tys lat temu, lub że przed nią  nie było nic. Te czasy już chyba minęły. A jeśli dla kogoś nawet  pierwsze słowa Genesis - "Na początku Bóg stworzył niebiosa i ziemię" są  nadal niepodważalne, to jego kwestia. To podobnie do pytania czy  homoseksualista może być nauczycielem w szkole? W końcu ma wpajać pewne  normy ogólnie przyjęte. Ale przecież preferencje seksualne nie  dyskredytują nikogo z piastowania takiego czy innego stanowiska. To są  jego prywatne upodobania. Lekarz którego podałem, też nie był zapewne  laikiem (jak 15-wieczny chłop pańszczyźniany) w swojej dziedzinie, tylko  dyplomowanym szanowanym specjalistą, którego jedynym problemem była  dosłowna interpretacja Biblii. Ale to nie odbijało się na jego pracy.  Czy gdyby dr. house, kuśtykający mistrz ciętej riposty i 2-sekundowej  diagnozy nagle przyznał się że wierzy w Biblię, wyłączylibyśmy nagle  odbiorniki?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="text_exposed_root text_exposed" id="id_4d0f9f7dafa7b2199870799"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="text_exposed_root text_exposed" id="id_4d0f9f7dafa7b2199870799"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="text_exposed_root text_exposed" id="id_4d0f9f7dafa7b2199870799"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="text_exposed_root text_exposed" id="id_4d0f9f7dafa7b2199870799"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;P.S. A jedyne o co mi chodziło to o zachowanie równowagi w fetowaniu swoich ocen&lt;/span&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;. Nie chodziło mi o jakieś gusła, czy wioskowych znachorów  tylko o kogoś z dyplomem collegium medicum.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="background-color: #cfe2f3;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;Poniewaz teoria ewolucji ma powazne znaczenie w  opracowaniu lekow i w ogole w wiedzy o czlowieku powiedzialbym, ze  lekarz-kreacjonista nie rozumie metody, ktorej uzywa. To jest powazny  zarzut. Tak samo majac wybor nie poszedlbym do lekarza,&lt;span class="text_exposed_hide"&gt;...&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;  ktory oprocz swojej normalnej pracy zajmuje sie homeopatia. Natomiast  astronom zaangazowany w kreacjonizm ma powazne barki metodologiczne. Nie  ma to nic wspolnego z przekonaniami religijnymi, to zwykla  niekompetencja.&lt;br /&gt;
"nikt chyba "nawet wierzący" nie obstaje że  ziemia powstała wraz z wielkim wybuchem, i że miało to miejsce 6 tys lat  temu" - nie znasz amerykanskich kreacjonistow i prawdopodobnie nie  slyszales o astronomii kreacjonistycznej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i style="background-color: #cfe2f3;"&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span style="background-color: #eeeeee;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span data-jsid="text"&gt;No o takim "zjawiskowym" obliczu astronomii to  chyba rzeczywiście nie słyszałem. Co do znaczenia doboru naturalnego dla  medycyny, nie można rzeczywiście podważyć jego wkładu w rozwój tej  właśnie dziedziny wiedzy. Zresztą powstał nowy, - że &lt;span class="text_exposed_hide"&gt;...&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;tak  się wyrażę- prąd znany jako "medycyna ewolucyjna". I nie da się uciec od  stwierdzenia, że miał on wielki wpływ na to co wiemy obecnie o  adaptacji chociażby bakterii, wirusów czy drobnoustrojów, co ma wpływ na  zrozumienie z kolei odporności na antybiotyki czy udziału patogenów na  układ odpornościowy. Mało tego teoria ewolucji dała nowe spojrzenie  również w takich gałęziach nauki jak ekonomia czy psychologia  (psychologia ewolucyjna). Ale to również nie musi przeszkadzać  lekarzowi-kreacjoniście stosować tego dorobku w swojej codziennej  praktyce, i odwoływać się, iż w większości mamy tu do czynienia z   naocznym przykładem mikroewolucji a nie darwinowskiej makroewolucji  gatunkowej. I że jego profesja nie kłóci się w żadnym stopniu ani ze  stanem nauki ani z jego wiarą. Taka dyskusja może nie mieć końca.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;span data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-7956897087300263751?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bVNeTZCsHJE3PB1coFnDnOzjBXg/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bVNeTZCsHJE3PB1coFnDnOzjBXg/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bVNeTZCsHJE3PB1coFnDnOzjBXg/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bVNeTZCsHJE3PB1coFnDnOzjBXg/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/L5AN0UBB1y4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/7956897087300263751/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2010/12/nauka-vs-religia-cd.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/7956897087300263751?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/7956897087300263751?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/L5AN0UBB1y4/nauka-vs-religia-cd.html" title="Nauka vs. Religia c.d." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2010/12/nauka-vs-religia-cd.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0UNQHc_fCp7ImA9WhZQFks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-4201153781348146536</id><published>2010-12-18T09:53:00.000-08:00</published><updated>2011-04-24T10:14:51.944-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-04-24T10:14:51.944-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Bóg" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Religia" /><title>Zeitgeist - duch epoki.</title><content type="html">&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Musi im być ciężko...&lt;br /&gt;
Tym, którzy wzięli autorytet za prawdę,&lt;br /&gt;
Raczej niż prawdę za utorytet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;(They must find it difficult...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Those who have taken authority&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;as the truth,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;rather than thruth as the autority)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
G.Massey - Egiptolog.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słońce - od 10 tysięcy lat p.n.e, historia obfituje&amp;nbsp; w płaskorzeźby i rysunki, wyrażające dla niego szacunek, cześć i uwielbienie. I w zasadzie łatwo zrozumieć ten stan; skoro każdego ranka słońce wschodzi przynosząc światło, ciepło i bezpieczeństwo , chroniąc człowieka od zimna i ataków drapieżników ukrytych w ciemnościach. Kultury rozumiały, że bez słońca zboże nie wyrośnie, a życie na ziemi nie przetrwa. Ta świadomość sprawiła, że słońce stało się najbardziej adorowanym obiektem wszechczasów. Ludzie mieli też od wieków dziwną skłonność do szczególnego traktowania gwiazd i innych ciał niebieskich przypisując im niejednokrotnie alegoryczne właściwości. Śledzenie gwiazd okazało sie nie tylko pomocne w nawigacji ale pozwalało również rozpoznawać i przewidywać wydarzenia, które miały miejsce w dłuższych cyklach czasu takich jak zaćmienia czy pełnie księżyca. Już starożytni skatalogowali grupy gwiazd w to, co dziś nazywamy konstelacjami. Poniżej rycina przedstawiająca krzyż zodiakalny, jeden z najstarszych konceptualnych obrazów w ludzkiej historii. Przedstawia ono słońce i drogę jaką przebywa w ciągu roku, przez 12 najważniejszych konstelacji. Odzwierciedla też 12 miesięcy, 4 pory roku, przesilenia i równonoce. Termin zodiaku odnosi się do faktu nadania konstelacjom ludzkich kształtów, personifikacji postaci i zwierząt. Ludzie nie tylko podążali za słońcem i gwiazdami, ale personifikowali je tworząc mity na podstawie ich wyglądu oraz ruchu i położenia względem siebie. Dające życie i ochronę Słońce, stało się usobieniem niewidzialnego stwórcy albo Boga. Było znane jako "Bóg Słońce", "światło świata", "zbawca ludzkości". Podobnie 12 konstelacji reprezentujących trasę wędrówki Boga Słońca, otrzymało nazwy zazwyczja związane z elementami natury, jakie występuja w okresach gdy przechodzi przez nie Słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://bialczynski.files.wordpress.com/2010/05/k-zodiak2ot5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="301" src="http://bialczynski.files.wordpress.com/2010/05/k-zodiak2ot5.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Na przykład - wodnik - niosący wodę, który przynosi wiosenne deszcze. Sięgnijmy teraz na chwilę do mitologii egipskiej. Horus - 3000 lat p.n.e. był Bogiem Słońca w Egipcie. Jest on uczłowieczeniem Słońca, a jego życie to seria alegorii związanych z ruchem Słońca po niebie. Z hieroglifów wiemy dużo o tym słonecznym "mesjaszu". Na przykład Horus będący, słońcem, światłem miał wroga zwanego Set, będącego z kolei uosobieniem ciemności czy nocy. I mówiąc metaforycznie - każdego ranka Horus wygrywał walkę z Setem, a gdy nastawał wieczór wtenczas Set wychodził zwycięzko&amp;nbsp; z pojedynku z Horusem, którego następnie oddelegowywał do świata podziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warto odnotować że ciemność i światło czy dobro i zło, dzień i noc, to jedne z największych mitologicznych dualizmów obecnych i wyrażanych na wielu płaszczyznach po dziś dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najogólniej mówiąc historia Horusa jest następująca:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Horus narodził się z dziewicy 25-go grudnia.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Jego narodzinom towarzyszyła gwiazda na wschodzie za wskazaniem której szło 3 królów.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;W wieku 12 lat był nauczycielem syna marnotrawnego.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;W wieku lat 30 został ochrzczony przez postać zwaną ANUP.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Horus miał 12 uczniów z którymi podróżował, czyniąc cuda takie jak uzdrawianie czy chodzenie po wodzie.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Horus był znany pod wieloma imionami: Prawda, światło, pomazaniec Boży, dobry pasterz, baranek boży i wiele innych.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Po tym jak został zdradzony przez TYPHONA Horus został ukrzyżowany, pochowany na 3 dni a potem zmartwychwstał.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Przypomina ci to coś?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Te atrybuty Horusa oryginalne czy nie wydaja się przenikać wiele światowych kultów a dla wielu innych Bogów w mitologiczna struktura jest taka sama.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ATTIS z Frygii:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urodzony 25 grudnia przez dziewicą NANA&lt;br /&gt;
Ukrzyżowany złożony w grobie a po 3 dniach zmartwychwstał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.salagram.net/krishna-boy.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.salagram.net/krishna-boy.jpg" width="139" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;KRISZNA z Indii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urodzony przez dziewicę Devaki z gwiazdą na wschodzie zapowiadającą jego nadejście&lt;br /&gt;
Czynił cuda a po śmierci zmartwychwstał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grecki DIONIZOS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syn dziewicy&lt;br /&gt;
Urodzony 25 grudnia&lt;br /&gt;
Był podróżującym nauczycielem który czynił cuda np. zamieniał wodę w wino&lt;br /&gt;
Nazywany był: Królem Królów, synem bożym, Alfą i Omegą itd.&lt;br /&gt;
A po śmierci zmartwychwstał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
MITCHRA z Persji&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syn dziewicy&lt;br /&gt;
Urodzony 25 grudnia&lt;br /&gt;
Miał 12 uczniów&lt;br /&gt;
Czynił cuda&lt;br /&gt;
Po śmierci został pochowany na 3 dni a potem zmartwychwstał.&lt;br /&gt;
Był nazywany Prawdą, światłem i wiele innych&lt;br /&gt;
Interesujące że dniem świętym dla mithry była niedziela&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Faktem jest że istnieje szereg zbawicieli rożnych okresów z całego świata którzy pasują do tej samej charakterystyki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostaje pytanie dlaczego takie atrybuty???&lt;br /&gt;
Dlaczego dziewica rodziła ich 25 grudnia?&lt;br /&gt;
Dlaczego śmierć na 3 dni a potem martwych wstanie?&lt;br /&gt;
Dlaczego 12 uczniów?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby się tego dowiedzieć zbadajmy historię najmłodszego solarnego mesjasza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
JEZUS CHRYSTUS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Był synem dziewicy Marii&lt;br /&gt;
Urodzony 25 grudnia w Betlejem&lt;br /&gt;
Jego narodziny zapowiadała gwiazda na wschodzie za którą podążali trzej królowie, magowie by uczcić nowego zbawcę.&lt;br /&gt;
Nauczał jako dwunastoletnie dziecko&lt;br /&gt;
W wieku lat 30 przyjął chrzest&lt;br /&gt;
Miał 12 uczniów z którymi podróżował i czynił cuda jak uzdrawianie chorych, chodzenie po wodzie, wskrzeszanie zmarłych.&lt;br /&gt;
Był nazywany jako Król królów, syn boży, światło świata, Alfa i omega, baranek boży i wiele innych.&lt;br /&gt;
Gdy został zdradzony przez swego ucznia Judasza, sprzedany za 30 srebrników został ukrzyżowany, złożony w grobowcu i po 3 dniach zmartwychwstał i wstąpił do nieba.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Rozwiązanie.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przede wszystkim sekwencja narodzin jest czysto astrologiczna.&lt;br /&gt;
Gwiazda na wschodzie to Syriusz. Najjaśniejsza gwiazda na niebie która 24 grudnia leży w jednej linii z trzema jasnymi gwiazdami z pasa Oriona ( Gwiazdozbiór Oriona ) Te trzy gwiazdy potocznie nazywane są dziś tak jak w starożytności TRZEJ KROLOWIE.&lt;br /&gt;
Trzej królowie i najjaśniejsza gwiazda Syriusz wskazują miejsce wschodu słońca dokładnie 25 grudnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://arthur337.files.wordpress.com/2008/12/3kings.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://arthur337.files.wordpress.com/2008/12/3kings.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oto dlaczego trzej królowie podążają za gwiazdą na wschodzie aby odnaleźć miejsce wschodu – narodzin słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewica Maria jest w rzeczywistości konstelacją Panny znaną także jako dziewica panna (Virgo - panna, Virgin - dziewica).&lt;br /&gt;
Starożytny symbol panny to przerobione „m” Oto dlaczego Maria i inne matki dziewice jak matka ADONISA – MYRRA albo matka BUDDY – MAYA zaczynają się na „m”.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://zodiacimages.net/zodiac-horoscope-virgo-1-sign.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://zodiacimages.net/zodiac-horoscope-virgo-1-sign.jpg" width="165" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Panna odnosi się także do „domu chleba” , reprezentacją konstelacji Panny jest dziewica trzymająca kłos pszenicy. Dom chleba i symboliczny kłos pszenicy oznacza sierpień i wrzesień – czas żniw.&lt;br /&gt;
Słowo BETLEJEM w istocie przetłumaczyć można jako „ dom chleba”&lt;br /&gt;
Betlejem odnosi się więc do konstelacji panny. Miejsca na niebie nie na ziemi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest też jeszcze jedno ciekawe zjawisko zachodzące 25 grudnia w dniu przesilenia zimowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od przesilenia letniego do zimowego dni stają się krótsze i chłodniejsze. Z perspektywy północnej półkuli słońce wędruje na południe, staje się mniejsze i wydaje się oddalać.&lt;br /&gt;
Skracanie się dni, dojrzewanie zbóż, gdy zbliża się zimowe przesilenie symbolizował dla starożytnych proces śmierci. To była śmierć słońca.&lt;br /&gt;
Do 22 grudnia proces „umierania” słońca się dopełniał. Słońce poruszające się na południe przez 6 miesięcy osiąga najniższy punkt na niebie. I tu ciekawostka. Słońce wstrzymuje swa wędrówkę na 3 dni. Przez te 3 dni pauzy słonce przebywa w konstelacji południowego krzyża. Po tym czasie 25 grudnia słonce podnosi się o 1 stopień tym razem na północ zapowiadając dłuższe dni, ciepło i wiosnę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To czyta astronomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego się mówi: Syn słońce umarł na krzyżu, był martwy 3 dni po to by martwych wstać lub narodzić się ponownie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oto dlaczego Jezus i inne solarne Bóstwa łączy koncepcja ukrzyżowania i zmartwychwstania po 3 dniach. Jest to okres zmiany kierunku poruszania się słońca względem północnej półkuli co przynosi wiosnę, światło i zbawienie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale nie czczono zmartwychwstania słońca aż do wiosennej równonocy lub Wielkanocy. A to dlatego że z wiosenną równonocą słońce przezwycięża ciemności, dzień staje się dłuższy niż noc i zaczyna się wiosenny rozkwit.&lt;br /&gt;
Chyba najbardziej oczywistym ze wszystkich astrologicznych symboli dotyczących Jezusa jest 12 apostołów. Są zwyczajnie 12 znakami zodiaku, z Jezusem jako słońcem który podróżuje wraz z nimi i podróżuje w okuł nich poruszając się pomiędzy nimi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tekst biblii ma więcej wspólnego z astrologią niż z czymkolwiek innym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img98.imageshack.us/img98/4383/krzyzkb5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://img98.imageshack.us/img98/4383/krzyzkb5.jpg" width="198" /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wracając do krzyża zodiakalnego ukazującego życie i wędrówki słońca: nie jest to tylko artystyczna koncepcja. Był to także symbol pogański w skrócie wyglądający jak koło ( słońce ) przeszyte czterema liniami z czego ta południowa jest dłuższa i sięgała ziemi. To nie jest symbol chrześcijaństwa. To pogańska adaptacja krzyża zodiakalnego. Oto dlaczego Jezus we wczesnych malowidłach zawsze ma głowę na tle krzyża. Bo Jezus jest słońcem synem Bożym centralnym punktem w krzyżu zodiakalnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syn Boży chodzi pomiędzy chmurami wysoko w Niebie. Jan: 3:13&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-4201153781348146536?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/esRu7_fFIuj8gtX1_9diUhbiNG4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/esRu7_fFIuj8gtX1_9diUhbiNG4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/esRu7_fFIuj8gtX1_9diUhbiNG4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/esRu7_fFIuj8gtX1_9diUhbiNG4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/kmogkrAlmY0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/4201153781348146536/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2010/12/zeitgeist-duch-epoki.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/4201153781348146536?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/4201153781348146536?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/kmogkrAlmY0/zeitgeist-duch-epoki.html" title="Zeitgeist - duch epoki." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2010/12/zeitgeist-duch-epoki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEIHQns8fSp7ImA9Wx9RFUw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-1570665068434983363</id><published>2010-12-16T08:22:00.000-08:00</published><updated>2010-12-16T08:22:13.575-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-12-16T08:22:13.575-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Religia" /><title>KOŚCIOŁY NA GRUZACH SŁÓW</title><content type="html">Kościół stosuje wiele sztuczek mających na celu przywłaszczenie sobie cudzej własności. Wbrew pozorom nie chodzi mi tu o zawłaszczanie gruntów, które na potęgę odbywa się w Polsce.&lt;br /&gt;
Myślę ogólnie o zwyczaju kradzieży: miejsc, dat, myśli i słów, a gdyby się dobrze nad tym zastanowić - prawdopodobnie wytworów ludzkiej aktywności dowolnego rodzaju.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przejmowanie miejsc polega na budowaniu kościołów tam, gdzie stały wcześniej świątynie pogańskie lub domy modlitwy innych wyznań. Ten zwyczaj jest powszechny i nie są niczym zaskakującym znane z historii opowieści o przerabianiu meczetów na kościoły i odwrotnie, dobudowywanie minaretów lub ich burzenie itp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Równie częstą praktyką jest ustalanie terminu świąt kościelnych w tych dniach, w których swoje święta miały podbite ludy, najczęściej pogańskie. Każdy, kto choć raz zastanowił się nad tym, dlaczego rozkład najważniejszych świąt chrześcijańskich, czyli Wielkanocy i Bożego Narodzenia, jest taki dziwny, że najpierw w ciągu roku wypadają te, które są wspomnieniem końca życia Jezusa, a dopiero później te związane z jego przyjściem na świat, musiał dojść do wniosku, że to albo zupełny brak logiki, albo szaleństwo, w którym jest jakaś metoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Metoda rzeczywiście jest. Tam, gdzie najstarsze kultury zaobserwowały zrównanie dnia&lt;br /&gt;
z nocą, przesilenie albo inne szczególne dla cyklu rocznego wydarzenia, tam widziały dobry powód do świętowania. A tam, gdzie odbywało się “nie nasze” świętowanie, trzeba było szybko wymyślić sposób na jego ukrócenie. A że łatwiej zmodyﬁkować, niż całkowicie wykorzenić, stare obyczaje zastępowano nowymi, nie przejmując się żadną inną logiką niż tylko tą, że nasze musi być na wierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Budowano więc zawsze, jeśli tylko się dało, na miejscu starych świątyń i starych świąt. A co ze słowami?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie kultury budowały świątynie i wszystkie zbierały się w nich w określonych&lt;br /&gt;
dniach. Wszystkie mają również swoich bogów. Jak najłatwiej pozbyć się ich wszystkich? Jak usunąć ich rzeźby, wymazać ich obrazy, wyrugować ich imiona z języków?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To dopiero był przebiegły plan. Znów zamiast tępić, postanowiono zastąpić, ale zamiast walczyć z każdym Thorem i Perkunem z osobna, przekonując, że nasze bóstwo jest tak naprawdę i jednym, i drugim, po prostu nazwano nowego boga słowem, którym zwykło się określać wszystkich tamtych razem. Użyć nazwy kategorii jako imienia własnego, to - trzeba przyznać - majstersztyk. Kradzież doskonała. Włamanie wszechczasów. Teraz, gdy tylko ktoś powie cokolwiek o którymkolwiek z bogów, wezwie go lub odda mu cześć - zawsze możemy powiedzieć, że zwracał się do tego naszego. W mowie nie słychać wielkich liter.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trudno znaleźć dobrą analogię do tego, co się tu wydarzyło. Podobna sytuacja miała miejsce w języku polskim, kiedy zaczęliśmy nosić “adidasy”, nawet gdy były wyprodukowane przez ﬁrmę Nike albo Reebok, i w języku angielskim, gdy odkurzano “hooverem”, chociaż jego producentem był Philips albo Electrolux.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale wyobraźmy sobie, że producent odkurzaczy postanawia nazwać swój nowy produkt&lt;br /&gt;
Odkurzaczem. Nazwa pospolita, określająca rodzaj przedmiotu, staje się nazwą własną, pisaną z wielkiej litery. Nagle okazuje się, że gdy słyszę “mój odkurzacz jest świetny”, powinienem się upewnić, czy “O” było wielkie, czy małe (a rzadko kiedy okoliczności sprzyjają takiemu upewnianiu się). Gdy zaś pójdę do sklepu i przypomnę sobie tę opinię, prawdopodobnie zdecyduję się kupić raczej Odkurzacz, a nie Rowentę, Philipsa czy Zelmera. I nieważne, że ten doskonały sprzęt AGD, o którym wcześniej usłyszałem, był w rzeczywistości produktem którejś z tych ﬁrm. Istotne, że sztuczka zadziałała. Sprytne, prawda? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To samo zrobili spece od budowania na gruzach. Tym razem, zamiast solidnych&lt;br /&gt;
fundamentów pozostałych po spaleniu dawnej świątyni albo dobrze ugruntowanego&lt;br /&gt;
przyzwyczajenia do świętowania w określonym dniu, skorzystali z żywego języka, którym&lt;br /&gt;
wszyscy się posługujemy. W jednej chwili wypowiedzi mające od setek lat jeden sens, nagle zaczęły mieć inny. Co więcej, dokonano bardzo sprytnej operacji na naszych mózgach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieinwazyjnej, bezbolesnej, bez konieczności przeprowadzenia badań i pozostania po zabiegu w szpitalu. Nie tylko samo słowo, które mogliśmy wypowiedzieć sami lub usłyszeć od kogoś, zostało zmienione, ale i jego znaczenie. Nagle okazało się, że myśląc to, co wcześniej, myślimy już co innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego, kiedy już mamy świadomość tej manipulacji, nie poddawajmy się przymusowi&lt;br /&gt;
pisania słowa “bóg” wielką literą “bo to imię naszego boga”, tylko powiedzmy: “Najwyraźniej uznaliście, że imię nie jest mu potrzebne albo mieliście za mało fantazji, żeby je wymyślić. Na dodatek jesteście na tyle bezczelni, że ukradliście słowo, które do niego nie należało i kazaliście go nim nazywać. W rezultacie można stwierdzić, że wasz bóg tak naprawdę nie ma imienia, a skoro go nie ma, to nie wiadomo, jak o nim pisać, ale na pewno nie zaczynając od wielkiego ‘B’”. Piszmy&lt;br /&gt;
o nim “bóg” - bo nim w końcu jest, jak wszyscy inni szanujący się posiadacze imion: Allah, Jahwe albo Zeus. I współczujmy, że nie ma się nawet jak podpisać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może stąd te dziwne słowne wygibasy, jak “jestem, który jestem” i podpalanie krzaków&lt;br /&gt;
w ramach podania tożsamości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;-Kto tam? &lt;br /&gt;
-Ja &lt;br /&gt;
-Co za “ja”? &lt;br /&gt;
-Chwila, szukam zapalniczki...&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(Fragment książki autorstwa Andrzeja Eldrycza - "Horton Antireligious - Oprogramowanie antyreligijne v.1."). - &lt;a href="http://www.eldrycz.com/" style="color: #0b5394;" target="_blank"&gt;http://www.eldrycz.com/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-1570665068434983363?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fACl4TNwyhhuRJjfxlk8fdQl_Xw/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fACl4TNwyhhuRJjfxlk8fdQl_Xw/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fACl4TNwyhhuRJjfxlk8fdQl_Xw/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fACl4TNwyhhuRJjfxlk8fdQl_Xw/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/8q5uRG0HdAY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/1570665068434983363/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2010/12/koscioy-na-gruzach-sow.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/1570665068434983363?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/1570665068434983363?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/8q5uRG0HdAY/koscioy-na-gruzach-sow.html" title="KOŚCIOŁY NA GRUZACH SŁÓW" /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2010/12/koscioy-na-gruzach-sow.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEMCRn4_eip7ImA9WxNbEEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-5406283889910881718</id><published>2009-11-12T11:01:00.000-08:00</published><updated>2009-11-12T11:01:07.042-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-12T11:01:07.042-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Trójca" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Okultyzm" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Masoneria" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Bóg" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Religia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Kabała" /><title>Trójca: nicejski nonsens - cz. 2</title><content type="html">&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.freemasonrywatch.org/pics/kabbalahtree.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.freemasonrywatch.org/pics/kabbalahtree.jpg" width="111" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz zostawmy na chwilę imputowane przez chrześcijaństwo mętne argumentacje, oraz naukę (a w zasadzie quasi-naukę), i skupmy swą uwagę na rzeczywistych, a przynajmniej najbardziej prawdopodobnych fundamentach, które przyczyniły się do zakorzenienia tego synkretycznego dogmatu w doktrynie chrześcijańskiej. Znów odwołam się w tym miejscu do tradycji gnostyckich, metafizycznych czy ezoterycznych.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od wieków ludzi nurtowały bowiem pewne transcendentalne, aprioryczne formy poznania takie jak chociażby: czas, przestrzeń czy dusza. Wiele z niezrozumiałych zjawisk astrofizycznych, czy widocznych, katastroficznych przejawów „martwej” natury, implikowało stwierdzenie, iż odpowiedzialny za nie musi być, jakiś wyższy, ponadludzki, niematerialny byt. W taki oto sposób powstał swego rodzaju panteon, pełen antropomorficznych tworów, z których każdemu z osobna przypisywano działalność, ograniczoną w zasadzie, do jednej tylko, bliżej określonej sfery (na marginesie dodam tylko, iż bardzo jaskrawie koreluje to zresztą z całym zastępem świętych, patronów oraz matek boskich, stworzonych na każdą niemal okazję, przez – jakby nie patrzeć – monoteistyczne skądinąd przecież chrześcijaństwo). Dlatego bez względu na to, czy sięgniemy do hinduskich puranów, czy egipskich eponimów, zawsze odnajdziemy w nich tę samą stricte politeistyczną prawidłowość.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.racjonalista.pl/img/strony/trojca4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.racjonalista.pl/img/strony/trojca4.jpg" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.racjonalista.pl/img/strony/troj_brahma.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.racjonalista.pl/img/strony/troj_brahma.jpg" width="146" /&gt;&lt;/a&gt;Jakby tego było mało, każdemu z tych bóstw (może z pewną dozą ustępstwa dla buddyzmu), przypisywano zarazem typowe – zwłaszcza zaś te najbardziej negatywne – dla ludzi cechy. Wśród nich prym wiodły zazwyczaj: zazdrość, zawiść, pycha, dyskryminacja czy galopująca wręcz żądza mordu. Starotestamentowy, - ale zarazem, nieco podrasowany, chrześcijański odpowiednik -, Jahwe nie wymyka się zresztą, w jakiś widoczny sposób, tym – być może nieco tendencyjnym - prawidłom. I tu do głosu dochodziła, swoista personifikacja, która - co wysoce prawdopodobne-  mogła wynikać z faktu, iż ludzie wierzący – zwłaszcza zaś w jakiejś bliżej sobie znanej, formie, religijnej ekstazy, uniesienia – odczuwali swoistą jedność z wszechświatem, z nieskończonym bytem, z jakimś bliżej nieokreślonym początkiem - bogiem. Widzieli w sobie, jakieś jaskrawe, choć do końca jeszcze nie zdefiniowane, odbicie swego stwórcy. Następstwem takiego rozumowania, musiały być zatem pewne próby syntezy i korelacji, kwestii antropicznych ze sferą metafizyczną, a w kolejności z pierwiastkiem duchowości, w danych systemach wierzeń. Z początku, jakiekolwiek, odniesienia do swoistych triad miały zazwyczaj związek z niczym innym jak właśnie metafizyką w najczystszej jej postaci, odwołującą się najczęściej do kosmogonii, antropizmu czy w końcu również teogonii. Próbując dokonać przykładowo periodyzacji czasu, osadzono go finalnie w sztywnych i w zasadzie, słabo zróżnicowanych ramach, które granicznie oddzielają trzy fundamentalne fazy: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. Ta pierwotna wersja (jeszcze natenczas nie duchowej) trójcy, w niedługim czasie znalazła  godnych siebie następców, że za przykład posłużę się, podziałem jestestwa każdego człowieka, na ducha, duszę i ciało. W zasadzie od narodzin swego rodzaju świadomości i podświadomości, pojęcia jaźni czy zmysłów, zaczęto doszukiwać się w tych jeszcze niezrozumiałych kwestiach jakiejś nadprzyrodzonej czy wręcz boskiej cechy.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Filozofia ezoteryczna uczy, że wszystko żyje i ma świadomość, ale nie każde życie i&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;świadomość jest podobne do ludzkich czy zwierzęcych istności. Na życie patrzymy jako na&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;jedną formę bytu, wyrażającą się w tym, co nazywamy materią, albo, co w człowieku –&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;niesłusznie rozdzielając określamy duchem, duszą i ciałem.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Kroki, zgodnie z wcześniejszym wyjaśnieniem, odnoszą się do kosmicznych i ludzkich zasad&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;(pryncypiów) – ostatnie według egzoterycznego podziału składają się z trzech: Duch, Dusza,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Ciało,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skoro człowiek zbudowany był więc niejako z trzech składowych esencji (zarazem zachowując jedność), logiczne zatem - ówczesnym kapłanom - mogło się wydawać,  iż takie same, a przynajmniej podobne relacje muszą przebiegać u istoty boskiej. Próbowano to dodatkowo jeszcze połączyć z tzw. praprzyczyną, oraz znaną nam płciowością.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Ezoterycznie rzecz ujmując Brahma jest Ojcem-Matką-Synem lub Duchem-Duszą-Ciałem w&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;jedności.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Logos, męski aspekt anima mundi – alai i otworzy się Jej Serce. Wówczas dochodzi do&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;dyferencjacji i trójca (Ojciec, Matka, Syn) zostaje przetworzona w czwórnię. W tym znajduje&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;się źródło oraz początek podwójnego misterium Trójcy i Niepokalanego Poczęcia. To jest&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;pierwszy, podstawowy dogmat okultyzmu, dotyczący uniwersalnej łączności (jednorodności)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;pod trzema aspektami.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Kabała mówi, że Bóstwo jest Jedno,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;ponieważ jest Ono niesko&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;ńczone. Jest potrójne, zawsze bowiem się przejawia. Przejawianie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;jest potrójne w swoich aspektach, gdyż wymaga, jak mawiał Arystoteles, trzech pryncypiów&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;dla każdego naturalnego ciała, aby stały się przedmiotowymi. Owe zasady to istota, kształt&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;oraz materia.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Wedantysta, filozof Wisishtadwaity, rzekłby, że chociaż jest jedyna, niezależna&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Rzeczywistość, to Para-brahman jest niepodzielny w swojej Troistości. On jest Trójcą –&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Parabrahman, Chit i Achit.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Anima mundi" czyli dusza świata, przedstawiony zarazem jako męski Logos, czyli słowo. Męski element w naturze uosabiany zarazem przez androgeniczne bóstwa i logosy takie jak: Wiraj, Brahma, Horus, Ozyrys czy Chrystus, występujące z kolei w dwu- lub bezpłciowych już triadach (chociaż bardziej adekwatne w tym miejscu byłoby użycie raczej sformułowania - czwórniach) takich jak chociażby, potrójna hipostaza Brahmy czy Wisznu.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.jesus-is-savior.com/Evils%20in%20America/Rock-n-Roll/pod_charm.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://www.jesus-is-savior.com/Evils%20in%20America/Rock-n-Roll/pod_charm.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mamy tu zatem uproszczoną do granic możliwości, genezę powstawania tej doktryny na przestrzeni całych wieków. Jakby tego było mało, warta również podkreślenia będzie pewna interesująca prawidłowość, a mianowicie pomiędzy kwestiami ezoterycznymi a religijnymi istniała swego rodzaju jaskrawa symbioza, która tworzyła z kolei niejako sprzężoną pętlę zwrotną. Stąd po personyfikacji bóstw, i nabycia tym samym - tego w pewnym sensie -, duchowego pierwiastka, wszystko wracało z powrotem do kwestii antropicznych,  tworząc tym samym podwaliny pod ewolucję kolejnych dogmatycznych, heterogenicznych amalgamatów. Przykładami mogą być chociażby: wielowymiarowość i wielopoziomowość istoty ludzkiej, przekładająca się na powstałe koncepcje ciała eterycznego, astralnego czy mentalnego, tak blisko znane przecież zwolennikom ruchu New Age, czy będąca w pewnym sensie następstwem, rozprzestrzeniona również koncepcja duszy nieśmiertelnej, lub powiązanej z nią, alternatywy pod postacią reinkarnacji, czyli swoistego,  nieprzerwanego łańcucha nowych wcieleń,aż do spotkania z ostatecznym brahmanem, czyli  bytem absolutnym i osiągnięcia nirwany.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy - wracając jednak do leitmotive naszych rozważań - dodać do tego jeszcze znamienny fakt, iż ta metafizyczna zasada jednorodności, uniwersalnej łączności pod trzema aspektami, jest zarazem, podstawowym, kluczowym wręcz dogmatem okultyzmu, to już chyba za zbędne można uznać, jakiekolwiek inne podsumowanie - niż to co ponadto - rozważań o chrześcijańskiej, doktrynie o Bogu Ojcu, Bogu Synu i Bogu Duchu Świętym, stanowiącej w zasadzie, ni mniej ni więcej jak jeden, wielki, rażąco nonsensowny i na dodatek przesiąknięty do cna naleciałościami pogańskimi, paradygmat.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już na samo zakończenie tej części, właściwie tylko w formie przytoczenia i zarazem małej dygresji (niejako tak zwanej kropki nad i),  chciałbym odwołać się jeszcze na chwilę, tym razem do źródeł masońskich , wolnomularskich czy wręcz kabalistycznych. Zapewne mało kto zdaje sobie bowiem sprawę iż, w odniesieniu do pewnego rodzaju alegorii  lub co bądź  jawnych mitów, zbudowanych na dodatek w dużej mierze na kanwie  hinduskich lub zoroastriańskich wierzeń, - ale jakby nie patrzeć z wyraźnymi zalążkami kultu i religijności – próbowano udowadniać „czystość” genezy dogmatu katolickiej trójcy. Czystość w paraleli do ewidentnych przecież powiązań z pogaństwem czy okultyzmem. Nie przebierając w środkach, jeden z doktorów teologii, nijaki Cassel, wykazał, iż skądinąd ezoteryczna księga Zohar (inaczej Sefer ha-zohar, czyli z hebrajskiego ‘księga blasku”) wyjaśnia i popiera jakoby chrześcijańską doktrynę trójjedynego boga. Znajdujemy w niej (czyli we wspomnianej księdze) zaiste do bólu wręcz wyimaginowaną i jakże wielo-kulturową parabolę do osoby chociażby Hebrajskiego Boga Jahwe. Imię Hebrajskiego Elohim (Alhim) czyli Jehovah lub Jah-Hovah, według Tetragrammatum składało się z czterech spółgłosek (JHVH), czyli Jod-He-Vau-He. Dwie pierwsze sylaby, w wolnej transkrypcji można oddać jako Ehod, czyli Jeden. Nie kłóci się to zresztą w żadnej mierze, z  biblijną wzmianką zaczerpniętą chociażby z  księgi Exodus, gdzie Bóg przemawiając  do swego ludu używa następującego sformułowania: „Słuchaj Izraelu, Jahwe, twój Bóg to jeden Bóg”. Według Zohar, jednak, Bóg był Ehod pierwotnie, wraz z innymi Bogami, po czym stał się Jehovah, zamykając w sobie niejako pozostałe byty,  okazując się zarazem pierwowzorycznym męskim logosem, poprzez objawienie się pod postacią człowieka-boga i ulegając z kolei  pewnej alegorycznej dematerializacji, czy jak to ujmuje kościół – przemienieniu, lub wniebowstąpieniu. Następstwem przyczynowo-skutkowym tego bynajmniej nie do końca jednak zdroworozsądkowego i zrozumiałego, łańcucha zdarzeń jest oczywiście finalne zaistnienie na jakimś metafizycznym planie jednego już zamkniętego bytu, tego nie androgenicznego - w odniesieniu do człowieka -, Elohim, co jest jednocześnie pierwszym krokiem na drodze do monoteizmu. W toku tej irracjonalnej ewolucji, napotykamy jednak, ponowne analogie do ducha, duszy i ciała, jak i zarówno  hinduskich ezoteryzmów lub kabalistycznych synonimów pod postacią Parabrahmy czy też Dhyani-Buddhów, które stoją w jawnej opozycji do pierwotnej struktury Chrystianizmu z I wieku, czy hebrajskiego mozaizmu, co  najwidoczniej jednak, w żaden ewidentny sposób nie przeszkadza, teologom uznawać takiej nasyconej mistycyzmem i egzoteryzmem mitologii za dowód, do faworyzowania swoich własnych nielogicznych dogmatów..&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Występując z Kręgu Nieskończoności, czego nie może zrozumieć&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;żaden człowiek, Ain-Soph –- kabalistyczny synonim Parabrahmy, także Zerwan-Akarna, jak i&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Niepoznawalny– staje się Jeden (Echod, Eka, Ahu); zatem on (lub to, ono) ewolucyjnie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;przeobraziło się w Jednego w Wielu, Dhyani-Buddhów, Elohima lub w Amesha-spenty, i w&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;jego Trzecim Kroku spełnia się, rodząc ciała lub człowieka, l od człowieka lub Jah-Howah,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;męsko-żeńskiego, wewnętrzna boska istota na metafizycznym planie staje się jeszcze raz&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Elohimem.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żeby już niepotrzebnie nie przedłużać, zakończę te rozważania jednym tylko cytatem:&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Niemniej&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;jednak ten chrześcijański dogmat  rzeczywiście bierze swój początek od Trójkąta w&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;archaicznym okultyzmie i pogańskim symbolizmie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakikolwiek komentarz w tym miejscu, będzie raczej zbyteczny..&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skoro zatem chrześcijańscy teologowie, muszą co rusz kierować swą uwagę ku bardziej wyrafinowanym , aczkolwiek niejednokrotnie jeszcze bardziej irracjonalnym, metodom, w celu znalezienia jakiegokolwiek oparcia dla swoich sykretyzmów, znaczy to tylko tyle, że nie mają one tak naprawdę żadnych realnych, mocnych podstaw. Żeby było ciekawiej, stoją one w opozycji nawet do samej Biblii, która rzekomo stanowi ponoć dobitny drogowskaz dla uwspółcześnionych naśladowców Chrystusa. Jak zatem koncepcja trójcy wygląda przez pryzmat właśnie tej podstawowej „świętej” księgi wszystkich chrześcijan?&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Posłużę się jeszcze raz wyznaniem wiary Grzegorza Cudotwórcy, cytowanym już zresztą wcześniej przez samego Dawkinsa.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;"W Trójcy nie ma nic stworzonego, nic służebnego, nic dodanego, czego by przedtem nie było, a dopiero później przybyło. Tak więc nigdy nie brakowało Ojcu Syna, ani Synowi Ducha, ale zawsze ta sama Trójca nieodwracalna i nieodmienna." [źródło: http://www.trinitarians.info/trojca/]&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A zatem w Trójcy według tych słów nie ma nic stworzonego.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolosan 1:15 [Biblia Warszawska] &lt;i&gt;"On jest obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia".&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Kolosan napisane jest wprost iż jest "pierworodnym stworzenia". Jeśli coś zostało stworzone, to chyba zarazem oznacza że wcześniej nie istniało - tak więc stwierdzenie że "nigdy nie brakowało Ojcu syna" jest jawnym wypaczeniem słów Biblii.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dodajmy do tego, tak dla potwierdzenia, jeszcze Hebrajczyków 1:5 [Biblia Tysiąclecia] - "&lt;i&gt;Do którego bowiem z aniołów powiedział kiedykolwiek: Ty jesteś moim Synem, Jam Cię dziś zrodził? I znowu: Ja będę Mu Ojcem, a On będzie Mi Synem."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bóg , zwracając się bezpośrednio do Jezusa,  osobiście przyznaje "Jam Cię dziś zrodził". Żeby dodać jednak w tym miejscu nieco pikanterii, warto nadmienić zarazem,  iż na soborze nicejskim (na którym uchwalony został zresztą dogmat trójjedynego boga), w wyniku głosowaniu 248 biskupów, wyniesiono na piedestał właśnie tę małą dygresję, i głównie na jej podstawie, a dokładnie na podstawie stwierdzenia, że "Syn Boga został zrodzony, a nie stworzony” - , uznano  tym samym że Chrystus jest współistotny Ojcu. Nic zatem dziwnego, że nie wszyscy byli co do tego bezzasadnego założenia zgodni. Niektórzy, że za przykład podam  Ariusza, duchownego z egipskiej Aleksandrii, (o którym wspominał również autor „Boga urojonego”), obstawali bowiem nadal przy poglądzie, że Chrystus, Lo’gos został stworzony, a więc jest tym samym podporządkowany Ojcu. Jeśli ktoś jednak nadal ma jakieś wątpliwości co do tej kwestii, odsyłam nieco wyżej, do początku tegoż śródtytułu, a dokładnie zalecam ponowne  przeanalizowanie listu do kolosan.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Następna sprawa, w Trójcy nie ma też ponoć nic służebnego. Wymowny będzie fragment zanotowany w ewangelii według Mateusza 26:39 "&lt;i&gt;Potem postąpił nieco dalej, upadł na oblicze swoje, modlił się (...)&lt;/i&gt;" czyli Jezus padł przed Bogiem na twarz modląc się, oddał mu tym samym najwyższą cześć i uznał jego wyższość. Dalej w tym samym wersecie jest "wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty". Czyli mówi wprost - że to wola Jego Ojca jest tą ważniejszą i że to właśnie Bóg ma zatem większą władzę niż on sam, a mało tego, ma nawet władzę nad nim samym. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Hebrajczykow 5:7-10 [Biblia Tysiaclecia]&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;"Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. (8) A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. (9) A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają, (10) nazwany przez Boga kapłanem na wzór Melchizedeka".&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bardzo dobitnie ukażą jednak tę zależność Dzieje Apostolskie 3:13 [Biblia Tysiąclecia] &lt;i&gt;" Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, wsławił &lt;b&gt;Sługę&lt;/b&gt; swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić."&lt;/i&gt; Bóg wsławił Sługę swego Jezusa", jakoś dziwnie to kontrastuje z tym stwierdzeniem "nic służebnego".&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chrześcijańscy apologeci nie spoczęli jednak na laurach, i posiłkując się biblią,  próbują udowodnić tym samym domniemaną jedność Boga i Chrystusa. Jednym z najczęściej przytaczanych na tę okazję wersetów jest wypowiedź z Ewangelii Jana 10:30: „&lt;i&gt;Ja i Ojciec jedno jesteśmy&lt;/i&gt;”. Obstawanie jednak przy tak postawionym postulacie  mało że  bynajmniej w najmniejszym stopniu nie popiera stanowiska kościoła, to na dodatek wykazuje tylko zupełną niewiedzę  co do mozaistycznych wierzeń i zwyczajów panujących wśród narodu semickiego, które jak się za chwilę okaże, całkowicie dyskredytują zapędy obrońców trynitarskiego dogmatu. Kiedy sięgniemy bowiem do żydowskiej Tory oraz Talmudu, odnajdziemy tam cały szereg szczegółowych sprawozdań, które rzucają nam nieco światła na kwestie, obyczajowości czy religijności ówczesnych izraelitów, a zatem również na samego Jezusa, który także jako rodowity żyd (z linii rodowej Dawida, idąc od strony jego matki) musiał być z nimi dobrze zaznajomiony. Znany ogólnie jest fakt, że ortodoksyjni hebrajczycy, biorąc sobie głęboko do serca, boskie ostrzeżenie zapisane w Talmudzie, co do nadużywania jego imienia, zaprzestali posługiwania się formą Jahwe, jako stojącej w jawnej sprzeczności z tymże przykazaniem. W efekcie zastąpiono je innymi formami i zwrotami i to nie tylko w świętych pismach, ale również w mowie potocznej. Dziś na ogół przyjmuje się pogląd, że chodziło zapewne o synonim imienia bożego pod postacią sanskrytu A-donai, czyli Pan. Tora uchyla nam jednak rąbka tajemnicy, co do pewnego interesującego, z naszego punktu widzenia obyczaju.  Miszna Sukka IV, 5 przekazuje opis procesji, jaka odbywała się raz do roku wokół ołtarza w Świątyni z okazji Sukkot czyli Święta Namiotów. "Rabin Jehuda mówi: modlono się Ani-Ve-Hu, pomóż nam!" (Miszna Sukka IV, 5). Każdego dnia święta obchodzono ołtarz, wypowiadając modlitwę, będącą fragmentem pism Ketuwim, Psalmu 118, 25-27. W opisie modlitwy, który znajduje się w Talmudzie, Imię Boże, JHVH, obecne w hebrajskim tekście Psalmu zostało zastąpione synonimem Ani-Ve-Hu.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zwrot Ani-Ve-Hu, czyli Ja-i-On, bądź Jestem-jak-On, miał symbolizować pewien stary żydowski zwyczaj, ideał, który przejawiał się z kolei w każdym podejmowanym działaniu, mającym za cel  wyrażenie dążenia do naśladowania niedościgłego wzorca jakim był stwórca. A zatem jak na tamte czasy, forma Ani-Ve-Hu  przybrała postać ukrytego imienia bożego. To nim najprawdopodobniej posłużył się także Chrystus, kiedy podkreślił „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Ponieważ jednak, wypowiedziom Jezusa (lub w hebrajskim sanskrycie Jehoszua) zazwyczaj towarzyszyły cuda, - które niemniej przypisywano z kolei działaniu mocy demonów,-  od razu implikowało to stwierdzenie, iż to on właśnie musi być zatem obiecanym mesjaszem z ramienia bożego. O dziwo nie podobało się to jakkolwiek, faryzeuszom, saduceuszom czy uczonym w piśmie, stąd zazwyczaj uznawano jego wypowiedzi za bluźnierstwo. Stoi to zresztą w korelacji z innymi fragmentami Tory.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miszna Sanhedryn VII, 5 przekazuje następującą myśl [2]: "...człowiek staje się winnym bluźnierstwa przeciwko Bogu, gdy wypowiada Jego ukryte, tajemne Imię. (...) Gdy zajdzie taki przypadek, powstaną sędziowie, rozerwą swoje szaty i więcej ich już nie zszyją."&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miszna Sanhedryn IV, 4 [2]: "poddany ukamieniowaniu, a następnie  powieszony zostanie tylko bluźnierca lub bałwochwalca".&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dokładnie w myśl powyższych fragmentów postąpiono z Chrystusem, kiedy przed zgromadzeniem wysokiej rady, arcykapłan spytał go: „Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego? Jezus odpowiedział: Ja jestem (Ani-Ve-Hu. Przyp. Autora) (…) Wówczas najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Słyszeliście bluźnierstwo.” (Ewangelia Marka 14:61-63. Biblia Tysiąclecia). (Co należy nadmienić, Miszna jako część Talmudu, została co prawda spisana w okresie między II a III stuleciem naszej ery, czyli stosunkowo długo po Chrystusie, co zmienia jednak faktu, iż wcześniej przekazywana była z ust do ust, gdzie za punkt oparcia stanowiły ówczesne wywody rabinów zwanych tannaitami.)&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chrystus zatem powołując się na Ani-Ve-hu czyli ukryte imię boże, wskazał na siebie nie jako na Boga, tylko jako na syna bożego, mesjasza przychodzącego w  imieniu Jahwe. Żeby jeszcze nieco bardziej rozwiać niepotrzebne wątpliwości, wystarczy skontrastować tę wypowiedź Jezusa z Ewangelii Jana z innym fragmentem, tym razem z rozdziału 17 wers 21 (Biblia Tysiąclecia): aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w nas jedno(…).” Gdyby pójść teraz tokiem rozumowania apologetów, mielibyśmy do czynienia już nie z trójcą, tylko z jakimś bliżej nieokreślonym tworem, żywcem wyrwanym z fantastyki, składającym się na dodatek, z tak ogromnej liczby esencji, jak duża jest tylko liczba naśladujących Chrystusa prawdziwych chrześcijan. Dodatkowo Jezus podający się za równego swemu ojcu, musiałby chyba borykać się z jakimiś zaburzeniami rozdwojenia jaźni, lub jakbyśmy to określili przy obecnym stanie wiedzy z zakresu psychiatrii, - psychozą paranoidalną, gdyż dopiero co kilka chwil wcześniej otwarcie stwierdził „(…)idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie (Ewangelia Jana 14:28). Oczywiście trynitarianie od razu wyciągają w tym miejscu asa z rękawa, gdyż według ich rozumowania, chodzi zapewne o to, iż Chrystus wypowiadał się, tu niejako przez pryzmat swej człowieczej inkarnacji, niższej natenczas od chwały swego Ojca. Innymi słowy Jezus niejako przywdziewał raz za razem, kiedy tylko miał ku temu ochotę, zupełnie nową osobowość, w jednym przypadku występując pod postacią człowieka, - lub jak głoszą zamroczeni nonsensem chrześcijanie Boga-człowieka - , a w innej jako pełnoprawny już Bóg, będący na równi ze swym niebiańskim Ojcem. Nie zapominajmy również, że mowa tu o niczym innym, jak cały czas o jego ziemskiej kadencji. W tym miejscu zatem, nie powinno wzbudzić raczej żadnych,  najmniejszych nawet kontrowersji, wynikające jedynie z potrzeby obiektywizmu stwierdzenie, iż nikt z reguły, będący przy zdrowych zmysłach, nie zgodzi się chyba z tak przedstawioną argumentacją. O ile w ogóle słowo argumentacja może być w tym przypadku zastosowane, nie będąc przy tym z definicji swoistym wypaczeniem.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak na marginesie, w tych wszystkich rozważaniach, dziwnym zbiegiem okoliczności,  ginie gdzieś po drodze przecież niemniej istotna trzecia osoba trójcy czyli duch święty. Ten bezimienny jegomość, na dodatek, pełniący zazwyczaj rolę zwykłego posłańca, gubi swój rzekomy, boski wątek, stając się niejako brakującym ogniwem trynitarskiej ideologii. Nigdzie bowiem nie odnajdujemy, żadnego bezpośredniego odniesienia do osoby chociażby samego boga, lub zaiste przynajmniej istoty boskiej, i to w najdrobniejszym nawet szczególe. Chciało by się więc z całą otwartością w tym miejscu rzec, iż jest to zatem niezaprzeczalny dowód, na stwierdzenie iż dogmat ten, jest po prostu grubymi nićmi szyty. Nie stanowi to jednak, żadnego, nawet najmniejszego problemu, dla kogoś kto jest zaślepionym wiarą, na jakiekolwiek rzeczowe argumenty, fanatykiem. Jak można bowiem inaczej nazwać powoływanie się chrześcijańskich apologetów na fragment z 1 listu Jana 5:7,8. „Trzej bowiem dają świadectwo. Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą”. Mało, że jest to właściwie ni więcej jak potoczne wyrwanie z kontekstu i podkolorowanie na dodatek, tak by pasowało do własnych wydumanych ideologii, - gdyż poprzedzający je werset szósty, dosyć dobitnie wskazuje na zastosowany tu tok myślowy, - to jeszcze teologowie posunęli się z całą perfidią, do tego aby z niewiadomych bliżej przyczyn (albo raczej wiadomych) uzupełnić ten tekst o marginesową wstawkę, spotykaną chociażby w Wulgacie, o treści „W niebie Ojciec, Słowo i Duch Święty, a Ci trzej są jednością”. Tenże przykład, pełnego hipokryzji procederu,  jak na strażników doktrynalnych nonsensów zresztą przystało, nie stanowi  bynajmniej jakiegoś odosobnionego przypadku. Podobnych przejaskrawień w ideologii „made In Watykan” mamy bowiem bez liku.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciekawe tylko, jak powyższe semiotyczne malwersacje odnieść do ostrzeżenia z apokalipsy Św. Jana 22:18 &lt;i&gt;"Jeżeli ktoś dołoży coś do nich (tych słów), dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze"&lt;/i&gt;. Za podsumowanie natomiast niech posłuży jedna dosyć interesująca tendencja. Trynitarianie co rusz powołując się na biblię skupiają swą uwagę tylko na tzw.nowym testamencie czli pismach greckich. A co ze starym testamentem, czyżby był dla nich niewygodny. Życzę powodzenia każdemu kto będzie na miał na tyle ciepliwości i samozapracia aby bezskutecznie szukać w starohebrajskich doniesieniach choćby cienia poparcia dla tego tego synkretycznego i nonsensownego mono-politeizmu.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-5406283889910881718?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/pr5AKJD5SUE4-12a36QScF1_kQ8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/pr5AKJD5SUE4-12a36QScF1_kQ8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/pr5AKJD5SUE4-12a36QScF1_kQ8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/pr5AKJD5SUE4-12a36QScF1_kQ8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/6FpIM8ce3bQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/5406283889910881718/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/trojca-nicejski-nonsens-cz-2.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/5406283889910881718?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/5406283889910881718?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/6FpIM8ce3bQ/trojca-nicejski-nonsens-cz-2.html" title="Trójca: nicejski nonsens - cz. 2" /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/trojca-nicejski-nonsens-cz-2.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkcBRXs_fSp7ImA9WxNbEEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-411787701381819119</id><published>2009-11-12T10:20:00.000-08:00</published><updated>2009-11-12T10:20:54.545-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-12T10:20:54.545-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Trójca" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Bóg" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Religia" /><title>Trójca: nicejski nonsens - cz. 1</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://prepareformass.files.wordpress.com/2009/05/trinity.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="173" src="http://prepareformass.files.wordpress.com/2009/05/trinity.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Wszak w średniowieczu morze atramentu (o krwi nie wspominając) wylano, by wyjaśnić „tajemnicę” Trójcy Świętej i zgnieść liczne herezje, takie jak choćby ariańska. Ariusz z Aleksandrii w IV wieku naszej ery zaprzeczył konsubstancjonalności (czyli identyczności substancji, esencji) Chrystusa i Boga. O co w tych chodzi, spytacie zapewne. Jakiej „substancji”? Co to jest ta „esencja”? Trudno powiedzieć – to chyba jedyna rozsądna odpowiedź. Niemniej ta kontrowersja głęboko podzieliła chrześcijaństwo na prawie całe stulecie, aż wreszcie cesarz Konstantyn kazał spalić wszystkie kopie pism Ariusza. Dzielenie włosa na czworo jako geneza podziałów w chrześcijaństwie – to dla teologii rzecz całkiem normalna.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;No bo w końcu czy my mamy jednego Boga w trzech częściach, czy trzech Bogów w jednym. Catholic Encyclopedia autorytatywnie rozstrzyga za nas ten problem, stwierdzając:"Jest tylko jeden Bóg w trzech Osobach Boskich: Ojca, Syna i Ducha Świętego i każda z tych Osób zachowuje pełną odrębność od pozostałych. Tak więc, zgodnie ze słowami atanazjańskiego wyznania wiary: ‘Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem, lecz nie są oni trzema Bogami, lecz jednym Bogiem."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;(bez wątpienia fragment ten stanowi arcydzieło teologicznego rozumowania i rozwiewa wszelkie wątpliwości). Na wypadek, gdyby jednak coś jeszcze było niezrozumiałe, Encyclopedia cytuje dalej teologa z III w., św. Grzegorza Cudotwórcę:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;"W Trójcy nie ma nic stworzonego, nic służebnego, nic dodanego, czego by przedtem nie było, a dopiero później przybyło. Tak więc nigdy nie brakowało Ojcu Syna, ani Synowi Ducha, ale zawsze ta sama Trójca nieodwracalna i nieodmienna.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nie wiem, jakim cudom św. Grzegorz zawdzięcza swój przydomek, ale na pewno nie były to cuda uczciwej i klarownej argumentacji. Ten cytat stanowi jednak doskonałą ilustrację obskurantyzmu teologii, która – w odróżnieniu od nauk ścisłych i większości innych dziedzin nauki – praktycznie nie rozwinęła się po wieku XVIII. Thomas Jefferson (jak często) miał rację, gdy stwierdził: „Wydrwienie to jedyna broń, jaką przeciwstawić możemy niezrozumiałym, mętnym poglądom. Dowolna idea musi mieć nadany wyraźny kształt, by rozum mógł się z nią zmierzyć, a żaden człowiek nigdy nie sformułował jasno idei Trójcy Świętej. To jakaś abrakadabra, stworzona przez szarlatanów mieniących się kapłanami Jezusa”.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakby komuś było jednak mało powyższej argumentacji wg Dawkinsa, - tak gwoli ciekawości i rzetelności zarazem, warto nadmienić tym samym, iż chrześcijaństwo próbuje również przedstawić tę tezę przez pryzmat nauki. Bowiem wiara w Trójcę to równanie 3 = 1, czyli zakwestionowanie podstawowej zasady logiki. Jak się jednak okazuje, według kościoła niekoniecznie". W swojej książce ówczesny Kardynał Ratzinger (obecny Papież, Benedykt XVI) twierdzi, że misterium Trójcy jest dla nas, ludzi, niepojęte, jednak nie jako sprzeczność logiczna. Odwołuje się on również tutaj do współczesnej fizyki, do definicji materii jako "wiązki fal", do twierdzenia, że struktura korpuskularna i falowa nie wykluczają się nawzajem, lecz są komplementarne.  Dualizam korpuskularno-falowy to zresztą żadne novum, jest on typowy dla mechaniki kwantowej a zatem mamy tu do czynienia z czymś na kształt tego co znamy obecnie pod pojęciem "światła widzialnego" a które nie jest  li tylko wyłącznie falą elektromagnetyczną o czym mówi chociażby teoria Maxwella. Wiemy bowiem na jej podstawie że światło jakie dociera do naszych oczu tak jak każda fala elektromagnetyczna ulega swym charakterystycznym przemianom takim jak propagacja, polaryzacja, dyfrakcja czy interferencja. Wiemy również , że w widmie fal elektromagnetycznych zawiera się w przedziale długości   λ = 0,4÷0,8ų  i znajduje pomiędzy podczerwienią i nadfioletem, co nie zmienia jednak faktu iż wykazuje zarazem cechy i właściwości fizyczne predefiniujące go do innych pojęć, jak chociażby wspomniana struktura korpuskularna czyli porcja kwantów, fotonów. Jakkolwiek wracając do meritum, powołując się na powyższe stwierdzenie – Bóg zatem, niczym światło widzialne, może stanowić zarazem jednolitą zamkniętą, całość, z możliwościami jednako, jaskrawych ustępstw dla faktu, iż ma co najmniej podzielną inercjalnie strukturę. Zasadnicza różnica polega jednak na tym, iż kiedy światło widzialne zostało by pozbawione np. modelu korpuskularnego, przestało by zarazem być światłem. Nie przekłada się to w żaden racjonalny jednak sposób na dogmat trójcy, bowiem wg nauk ojców kościoła, taki swoisty dylemat zaistniał – Chrystus, czyli jedna z esencji Boga, był przecież w pewnym okresie, człowiekiem, tu na ziemi. Czy zatem dualistyczny Bóg, który pozostał w sferze niebiańskiej nie był w pewien na swój sposób okaleczony, czy był to ten sam bóg, co Bóg Trójjedyny? Dualizm korpuskularno – falowy, uzupełnia się wzajemnie, czy jednak aby na pewno w odniesieniu do tegoż dogmatu, możemy zastosować podobną argumentację? W ten sposób trynitarianie dają się zapędzić w swego rodzaju ślepy zaułek. Jeżeli bowiem przyjąć hipotetycznie, iż rzeczywiście, wszystkie te trzy osoby boskie, się uzupełniają, to podczas człowieczej inkarnacji Jezusa, Bóg nie mógł być wtenczas wszechmocny, ani wszechwiedzący, stąd daleko idący wniosek, że być może nie byłby w stanie np. wskrzesić z martwych swego  ukrzyżowanego Syna. Gdyby jednak za  hipotetycznie możliwą przyjąć wersję odwrotną, czyli że każda z tych boskich istot jest tożsama, to poza zupełnie niefrasobliwą i zbyteczną  koegzystencją  tylu aż, równorzędnych bytów (zresztą równie dobrze mogło być ich dwóch, dziesięciu lub cała nieskończone kontinuum, czemu akurat trzech?), - pomniejszając zarazem również kwestie co do sensualnego pytania o swoisty początek takiegoż akurat bytu - pozostaje wciąż jeszcze pewien mały szkopuł. Wrócę znowu do osoby Chrystusa. Jeżeli bowiem on, czyli Bóg Syn, podobnie Jak Bóg Ojciec są sobie równi pod każdym względem, to logiczne jest zarówno twierdzenie, iż Chrystus podobnie do pozostałych dwóch esencji, był z założenia nieśmiertelny. Jeżeli tak, jak zatem mógł ponieść ofiarną śmierć na Krzyżu?\ Widać zatem bezcelowość takich prób  pokrętnej argumentacji przez chrześcijańskich apologetów. Nie jest to  bynajmniej jedyny taki obskurantystyczny przykład, przedstawienia pewnych aspektów stricte doktrynalnych w ujęciu empirycznych i niepodważalnych faktów naukowych, czy to fizycznych, biologicznych lub chemicznych. Aż ciśnie się wręcz na usta, niewymowny – w tym miejscu – kolejny dowód takiego bezpodstawnego rozumowania, jakim jest przykładowo - kwestia stanów skupienia, substancji chemicznych. Synteza cząsteczek wodoru i tlenu pod postacią H2O, zawsze pozostaje tym samym związkiem, niezależnie od jego stanu skupienia. A zatem czy przejawia, się ona w formie ciekłej, jako woda, lotnej jako para czy stałej pod postacią bryłek lodu, to i tak zawsze mamy do czynienia z tą samą pierwotną substancją (słowo substancja można tu odnieść dwojako) jaką jest H2O. Nijak się to ma  jednak do próby tłumaczenia tym stwierdzeniem jakiejś wyimaginowanej konsubstancjonalności bogów, jest to tylko nieudolna próba stworzenia paraleli pomiędzy pokrętnymi meandrami teologii a znanymi nam obecnie stanami i cechami praw fizycznych. Jakby tego było mało, warto też podkreślić, iż prawie zazwyczaj, o ile nie zawsze, dyskusję nt. Trójcy kończy się i tak suma sumarum stwierdzeniem iż "Jest to dla nas, grzesznych ludzi po prostu NIEPOJĘTE", stąd porównanie do nauki jest tym bardziej, kompletnie bezzasadne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-411787701381819119?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/hxYe5Y_7jwvX-46q5yVeWjMw_h4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/hxYe5Y_7jwvX-46q5yVeWjMw_h4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/hxYe5Y_7jwvX-46q5yVeWjMw_h4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/hxYe5Y_7jwvX-46q5yVeWjMw_h4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/xGRJxETLap8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/411787701381819119/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/trojca-nicejski-nonsens-cz-1.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/411787701381819119?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/411787701381819119?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/xGRJxETLap8/trojca-nicejski-nonsens-cz-1.html" title="Trójca: nicejski nonsens - cz. 1" /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/trojca-nicejski-nonsens-cz-1.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUQARngyeip7ImA9WxNUGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-368744997136005032</id><published>2009-11-08T13:35:00.000-08:00</published><updated>2009-11-10T02:02:27.692-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-10T02:02:27.692-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="komórka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ewolucja" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="dna" /><title>Rozdział 2. cz. 1 - Genesis Eukariota w wydaniu ewolucjonistów.</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://gfx2.bryk.pl/text/00025/00025499.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="163" src="http://gfx2.bryk.pl/text/00025/00025499.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Komórka eukariotyczna to doprawdy istny, i co warte podkreślenia, żywy, cud inżynierii molekularnej zamknięty na dodatek, w mikroskopijnych rozmiarów, obwodzie o średnicy nie przekraczającej z reguły 0,025 milimetra. W ciele dorosłego człowieka, zazwyczaj liczba takich komórek zawiera się w przedziale około stu bilionów.    &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Każdy aparat tejże komórki, pod postacią organelli nie występuje jednak bynajmniej w żadnym stopniu w stanie spoczynku, ale wręcz przeciwnie ma  przed sobą niezwykle istotne zadania do wykonania. Począwszy zatem od jądra jako swego rodzaju centrum sterowania, przechodząc następnie poprzez kolejne składowe, takie jak, chromosomy - zawierające genetyczny plan DNA komórki, rybosomy - łączące aminokwasy w proteiny, lub rediculum endoplazmatyczne - przechowujące z kolei wyprodukowane przez rybosomy białka proste, natrafiamy  w końcu także na jakże istotny aparat golgiego - stanowiący grupę błoniastych woreczków pakujących i rozprowadzających proteiny na zewnątrz, czy też położone w pobliżu jądra, centriole, odgrywające kluczową rolę w procesie replikacji komórki, nie wspominając już nawet w tym miejscu o mitochondriach, do których powrócę jeszcze w toku dalszych rozważań. Wszystko to oczywiście otoczone jest zarazem powłoką, zbudowaną min. z fosfolipidów, kontrolującą na dodatek, zarówno wnikające jak i wydalane z komórki cząsteczki, zwaną błoną komórkową.   &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powołując się na książkę Marka Ridley’a – „Gen Kooperacji (Demon Mendla)”, Dawkins sam zarazem przyznaje, „iż powstanie takiej komórki eukariotycznej (..) było zdarzeniem jeszcze mniej prawdopodobnym niż powstanie życia (a przy tym musiało nastąpić błyskawicznie).”&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rzec by się wręcz chciało, iż było ono podobnie „nieprawdopodobne” i nie wytłumaczalne jak chociażby narodziny ludzkiej świadomości. Dla Dawkinsa jakkolwiek, takie ewidentne - jak sam to zresztą nazywa – dziury, nie stanowią jednak najmniejszego problemu w wyjaśnieniu fenomenu życia, kiedy odwołać się przy tym do zasady antropicznej. Temat ten poruszałem w poprzednim rozdziale, i nie mam zamiaru znów się w tym miejscu rozwodzić nad tą doprawdy, synkretyczną fantastyką naukową. Nie mogę jednak przejść obojętnie, wobec tak permanentnego nadużycia, jakim jest niewątpliwie tok rozumowania przedstawiony przez wyżej wymienionego autora.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnik za jaki przyjął on, - i jakim próbuje podejść nieświadomego  niczego czytelnika – hipotezę z wielkiej liczby planet, jest zarazem swoistym samo-zaprzeczeniem wcześniej przyjętego stanowiska, albo już przynajmniej – mówiąc okólnie - jego dużym naciągnięciem. Przypomnę więc tylko może pokrótce, jak poruszając temat planetarnej wersji zasady antropicznej,  przytoczyłem Dawkinsa, który wówczas jeszcze nieco bardziej roztropnie, wręcz przezornie twierdził, iż fenomen pojawienia się życia mógł - oprócz naszej drogi mlecznej -, równie dobrze zaistnieć w odniesieniu do przynajmniej miliarda planet w innych galaktykach. Użyłem kursywy dla podkreślenia znaczenia zwrotu „mógł”, gdyż zaledwie parę chwil później, jesteśmy już świadkami całkowitej przemiany, bowiem teraz ten sam autor bezspornie obstaje już przy stwierdzeniu, że tak zaiste musiało być, i jest to  niemal równoznaczne z niepodważalnym faktem naukowym. Inaczej mówiąc, w ciągu niespełna chwili kwestia pierwotnie przedstawiona w formie tezy, dosłownie na naszych oczach, ni z tego, ni z owego, zamienia się w całkowicie uprawnioną ad hoc intelektualnie teorię.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz możemy zatem czuć się już w stu procentach zapewnieni, że gdzieś w innych galaktykach istnieją miliardy (a na dodatek, dopiero obstawano przy założeniu o liczbie jednego miliarda, i to również z wysokim stopniem nieprawdopodobieństwa) planet, na których rozwinęło się życie do poziomu bakterii. Na jakiejś bliżej jednak nie określonej, ułamkowej, części z nich, to zapoczątkowane życie przeszło z kolei w dalsze stadium, osiągając tym samym etap komórki już eukariotycznej. Musiały zatem wyewoluować min. Wspomniane już przeze mnie mitochondria, które dostarczają komórce energii, poprzez produkcje cząsteczek ATP, a które to u bakterii nie występują.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.cdc.gov/ncidod/dvrd/rmsf/IMAGES/rick-IHC.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://www.cdc.gov/ncidod/dvrd/rmsf/IMAGES/rick-IHC.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz zatrzymam się na chwilę w tym miejscu, gdyż co warte będzie choć znikomego napomknięcia, za znamienne przykłady takich genetycznych przekształceń  częstokroć podaje się chociażby bakterię Rickettsia prowazekii, która posiada, w bardzo szczątkowym, nieaktywnym stanie, niektóre geny normalnie odpowiadające za syntezę białek mitochondriów w dzisiejszych komórkach eukariotycznych. Stąd nie dziwi zatem fakt, iż uznaje się ją niejako za swego rodzaju ogniwo pośrednie, na drodze do powstania w pełni usposobionych już eukariontów. Nie wiadomo tylko jakiemu bliżej określonemu celowi miały by służyć te geny u riketsji, szczególnie zaś biorąc pod uwagę pewien drobny szczegół, a mianowicie to, że pozostając w stanie nieaktywności,  zgodnie z prawem naturalnej selekcji, znacznie maleją tym samym ich szanse na dalsze przetrwanie w puli danego genomu. Na dodatek, w toku rozwoju badań z zakresu inżynierii genetycznej jak i biologii molekularnej, niejednokrotnie wychodzi zarazem na jaw swoista tendencja, iż te same geny, w różnych formach organizmów żywych, sprawują co najmniej dwojakie funkcje. Za przykład niech posłuży nam chociażby, leżący u człowieka w obrębie chromosomu 18, gen DCP4, którego brano pierwotnie za jeden z surpersorów powstawania nowotworów trzustki. Białko kodowane przez ten gen, znaleziono jednak również u muszki owocówki (Drosophila melanogaster) jak i u jednego z gatunków nicieni, które trzustki bynajmniej nie posiadają. Jak się później okazało, podobne w tych wypadkach do DCP4 geny, służyły tam za przekazywanie do komórki sygnałów sterujących procesem podziału tychże komórek. Z innych jeszcze tym podobnych „brakujących ogniw” można wymienić również  przykład karaczana, w którego jelicie z kolei odnaleziono pierwotniaka Nyctotherus Ovalis wyposażonego w mitochondria produkujące wodór, a na dodatek posiadającego w przeciwieństwie do hydrogenosomów (podobne do mitochondriów struktury wytwarzające wodór), własne DNA. Czy można  doszukiwać się jednak w tym miejscu czegoś zgoła odmiennego od w zasadzie naocznego tylko przykładu, symbiotycznego pasożytnictwa? Poza tym to odnalezione, rzekome „brakujące ogniwo” samo zarazem posiada jeden i to na dodatek bardzo istotny zagubiony element, - tym elementem są cząsteczki ATP.  Przerwę na chwilę jednak te rozważania, gdyż na tym, co chyba zresztą najzupełniej naturalne, wcale się nie kończy, i - co zdarzyło się choćby tu na ziemi - ożywiona materia, już pod postacią eukariontów, wkracza następnie w fazę wspomnianej  wcześniej, świadomości. I tym tokiem doszliśmy do etapu, kiedy można sobie zatem darować przedsięwzięcia takie jak SETI lub tym podobne, gdyż wspieranie dalszych poszukiwań pozaziemskich cywilizacji nie ma już chyba najmniejszego sensu, a może nawet więcej to my już jesteśmy na celowniku, nie znanych nam ewolucyjnych, inteligentnych tworów. Nie znaczy to jednak w najmniejszym stopniu, iż powątpiewam w możliwość, istnienia takich obcych nam form życia, nic z tych rzeczy. Nie chciałbym także, żeby ktoś przypiął mi przez to wystąpienie, swego rodzaju etykietki, iż nie robię nic innego, jak tylko daję się ponieść jakiejś bezsensownej grze słów, zamiast skupić się na przekonujących argumentach. Intencje jakie przyświecały mi podniesieniu tej kwestii, wynikały jakkolwiek tylko i wyłącznie, z czystego poczucia obowiązku. Jeżeli bowiem ktoś twierdzi, że jakieś założenie uważa za całkiem prawdopodobne (a nawet przyjąć, wysoce możliwe), po czym za chwilę, stawia  już je niemal za pewnik, a następnie znowu powraca do domniemań, to chyba najrozsądniej byłoby wysunąć sugestię, że należałoby się  jednak na coś w końcu zdecydować. Pozatym jeżeli przyjąć że:&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Spośród wszystkich luk w ewolucyjnej opowieści tajemnica początków życia pozostaje jednak najtrudniejsza, do pojęcia dla tych, którzy zwykli myśleć o szansach i prawdopodobieństwie, wyłącznie w codziennej, zdroworozsądkowej skali.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To już chyba całkiem dobitnie wskazuje, z jakim rodzajem argumentacji mamy tutaj do czynienia. Pomijając nawet określenie „luki” w odniesieniu do początków żywej materii, podkreślę jeszcze raz sformułowanie „wyłącznie w codziennej, zdroworozsądkowej skali”, z położeniem nacisku, na słowo „zdroworozsądkowej”. Innymi słowy musimy niejako odrzucić racjonalne, zdroworozsądkowe naleciałości myślowe i dać się ponieść tym mętnym poglądom z pogranicza science-fiction. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdyby do tego jeszcze dodać pewien, znamienny moim zdaniem, szczegół, a mianowicie, jeżeli w tym miejscu,  podobnym tokiem rozumowania posłużyłby się ktoś obstający przy jakiejkolwiek doktrynie religijnej, Dawkins z pewnością dwoiłby się i troił, aby tylko z dużą dozą, znanej sobie skądinąd ironii, a niejednokrotnie wręcz nietaktu, wykazać nonsens w obstawaniu przy takich górnolotnych założeniach. Jeżeli tylko jednak,  zachodzi swego rodzaju konieczność faworyzowania, tym samym swoich własnych dogmatów, nie przeszkadza to w żadnym stopniu w przyjęciu identycznego zlepku ideologicznych nonsensów. To taki niestety częstokroć spotykany w podobnych dysputach swego rodzaju faux-pas.  Jeden z ewolucjonistów, niejaki Loren Eiseley, o temu podobnych procederach, wyraził się w następujący sposób:&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teologom zawsze zarzucano, że nazbyt często powołują się na mity i cuda, a oto świat nauki znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, ponieważ nie pozostało mu nic innego, jak stworzyć własną mitologię, mianowicie założenie, że to, czego mimo usilnych starań nie udaje się dziś udowodnić, naprawdę zdarzyło się w zamierzchłej przeszłości.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-368744997136005032?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8xfAxg5Z0u2pS1DrjIn98b5KJ-I/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8xfAxg5Z0u2pS1DrjIn98b5KJ-I/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8xfAxg5Z0u2pS1DrjIn98b5KJ-I/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8xfAxg5Z0u2pS1DrjIn98b5KJ-I/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/67USGDa59aM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/368744997136005032/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-2-cz-1-genesis-eukariota-w.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/368744997136005032?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/368744997136005032?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/67USGDa59aM/rozdzia-2-cz-1-genesis-eukariota-w.html" title="Rozdział 2. cz. 1 - Genesis Eukariota w wydaniu ewolucjonistów." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-2-cz-1-genesis-eukariota-w.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUQCRH07eSp7ImA9WxNUGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-3306655939893191791</id><published>2009-11-08T13:27:00.001-08:00</published><updated>2009-11-10T02:02:45.301-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-10T02:02:45.301-08:00</app:edited><title>Podsumowanie rozdziału pierwszego.</title><content type="html">&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widzimy tu zatem par excellence wyraźnie zarysowany, synkretyczny system, niejako wzajemnej symbiozy pomiędzy, bliżej niewyjaśnionymi przypadkami katastrofizmu, a aktualizmu będącego jego swoistym, logicznym następstwem, pod postacią chociażby „żurawia Darwina” i dalszego na jego podbudowie, rozwoju gatunków poprzez mechanizm doboru naturalnego.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I znów przechodzimy do tematu przewodniego. Negowany - jak dotąd - przez tzw. "oficjalną naukę" katastrofizm zyskuje coraz większy szacunek wśród uczonych. Odzywają się coraz śmielej głosy krytyczne pod adresem aktualizmu. Są tacy, którzy twierdzą, że w procesie kształtowania się Wszechświata i Ziemi, a szczególnie w głoszonej wszem i wobec ewolucji biologicznej brak ciągłości, jakiej ta zasada wymaga. Nie jest to zatem nic innego jak milcząca propozycja katastrofizmu. Mało tego, do przejawów katastrofizmu – w pojęciu zmiany skokowej - można zaliczyć nawet mutację genu w komórce eukariotycznej, czy jej podział lub obumarcie, które nie są przecież zmianami ciągłymi.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sumując, - aktualistyczny rozwój wydarzeń może być zatem jedynie krzywą wypadkową postępu łączącą mniej lub bardziej oddalone od siebie punkty nieciągłej funkcji katastroficznej.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-3306655939893191791?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/poSq1HfW6azcywk34g9ADFlUNkQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/poSq1HfW6azcywk34g9ADFlUNkQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/poSq1HfW6azcywk34g9ADFlUNkQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/poSq1HfW6azcywk34g9ADFlUNkQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/CgPsHYCuGyU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/3306655939893191791/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/podsumowanie-rozdziau-pierwszego.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/3306655939893191791?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/3306655939893191791?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/CgPsHYCuGyU/podsumowanie-rozdziau-pierwszego.html" title="Podsumowanie rozdziału pierwszego." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/podsumowanie-rozdziau-pierwszego.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUQDSXozfSp7ImA9WxNUGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-4686933626121873452</id><published>2009-11-08T13:14:00.000-08:00</published><updated>2009-11-10T02:02:58.485-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-10T02:02:58.485-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="dawkins" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="doktryna tajemna" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kosmologia" /><title>Rozdział 1. cz. 5 - Zasada antropiczna jakiej nie znacie.</title><content type="html">&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ta jedna z unikalnych igieł, co zresztą oczywiste i nie ulega chyba najmniejszej wątpliwości, to nasza Ziemia. Czyli istniejemy i to w założeniu wszystko tłumaczy. W zasadzie, podobnie jak to ma miejsce w odwołaniu do dogmatów religijnych, nie musimy już niczego dociekać, bo i po co. Przeszukując jednak przepastne zasoby ogólnoświatowej pajęczyny informacyjnej, natrafiłem na taką zgrabną krytykę takiego irracjonalnego podejścia. Co prawda głównie odnosi się ona, w zamierzeniu do zasady kosmologicznej (chodziło w niej o fragment, który brzmiał  oryginalnie mniej więcej tak: "świat istnieje w kształcie i formie jaką obserwujemy ponieważ gdyby było inaczej człowiek nie mógłby istnieć, a tym samym nie byłoby nikogo kto by się nad tym zastanawiał"), ale idealnie sprawdza się ona również w odniesieniu do stwierdzenia antropicznego z wersji planetarnej, które zacytowałem przed chwilą.  Brzmi ona następująco:&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Jej bezzasadność jest szczególnie uderzająca, gdy zamiast słowa człowiek użyjemy w niej słowa kura: "świat istnieje w kształcie i formie jaką obserwujemy ponieważ gdyby było inaczej kury nie mogłyby istnieć, a tym samym nie byłoby nikogo kto mógłby piać po wschodzie słońca". Takie sformułowanie w oczywisty sposób stwierdza prawdę, i w oczywisty sposób nakłada na kosmologie warunki zupełnie nieodróżnialne od innych sformułowań zasady antropicznej, jednocześnie nie jest szczególnie forsowane przez jej zwolenników, co dowodzi, że istotą zasady antropicznej są kwestie religijne czy związane z światopoglądem, a nie takie czy inne rozumowanie naukowe.” &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jest to całkiem poprawne logiczne, bowiem gdyby nie było kury, mógłby może piać kogut, niemniej sama idea jest trafna. Rzecz w tym, że zasada antropiczna niczego nie wyjaśnia. Jest raczej po prostu sprawdzoną metodą unikania jakichkolwiek wyjaśnień. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W powyższym stwierdzeniu, rzucił mi się w oczy jednak jeszcze pewien istotny moim zdaniem szczegół, przy którym mam zamiar się na chwilę zatrzymać, a mianowicie, cytuję: (…)”co dowodzi, że istotą zasady antropicznej są kwestie religijne czy związane ze światopoglądem, a nie takie czy inne rozumowanie naukowe.”&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nieco światła na sprawę kosmologicznych koncepcji – z innej nieco perspektywy – w ujęciu tego tematu, rzuca nam sięgnięcie do gnostyckich czy orientalnych tradycji. Odwołam się do publikacji „Doktryna tajemna, Tom I i II”, autorstwa Heleny Bławatskiej, założycielki Towarzystwa Teozoficznego”. W serii komentarzy do sztanc ze świętej księgi dzyan, natrafiamy na taki oto fragment (dla ułatwienia zaznaczyłem ciekawsze przytoczenia pogrubioną kursywą):&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Doktryna tajemna naucza o postępowym rozwoju wszystkiego – tak światów, jak i atomów – a ów zdumiewający rozwój nie ma wyobrażalnego początku ani końca. Nasz wszechświat jest tylko jednym z nieskończonej liczby wszechświatów; wszystkie są Synami konieczności.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponieważ stanowią ogniwa w wielkim Kosmicznym Łańcuchu Wszechświatów, przeto każdy z nich jest skutkiem w stosunku do przyczyny swojego poprzednika oraz przyczyną wobec swojego następcy.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy nie mamy przypadkiem takiego nieodpartego wręcz wrażenia,  że coś nam to przypomina, takiego swego rodzaju De ja vu?&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlaczego kosmologiczne (bo znowu na chwilę do nich powrócę) teorie, tak wypisz wymaluj pasują do rozumowania, u  podstaw którego, leży nic innego, jak czysta wiedza ezoteryczna bądź metafizyczna? Zresztą to nie jedyny taki, odosobniony przypadek, bowiem, we współczesnej fizyce, z głównym odniesieniem zwłaszcza do  mechaniki kwantowej,  równie często upatruje się potwierdzenia niektórych tez starożytnych filozofii (por. buddyjskie pojęcie „strumienia dharm", czy prawo „współzależnego powstawania").&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście, nie znaczy to, iż należy doszukiwać się od razu w tym miejscu, jakiejś niekoniecznie istniejącej, choć na pozór jaskrawie widocznej paraleli, podobnie zresztą jak, nie byłoby z gruntu uczciwe, wyrwanie tej małej dygresji z kontekstu, i posłużenie się nią, niejako na dowód iż, implikuje tym samym jakieś niby irracjonalne sugestie pod adresem współczesnej nauki. Dlatego otwarcie oświadczam, że przytoczenie na tę okoliczność, powyższego stwierdzenia, miało za cel tylko wykazać pewną prawidłowość, a  mianowicie, iż podobnie jak to miało niejednokrotnie miejsce chociażby w starożytności, gdzie pewne doktryny ówczesnej nauki stały w jaskrawej korelacji z poglądami filozofów, gdyż ci z kolei doszukiwali się w nich prób wyjaśnienia dla swoich niejednokrotnie niezrozumiałych, ideologicznych amalgamatów, także i dziś, analogicznie, możemy spotykać się, i to dość często z podobnymi praktykami. Co prawda, ezoteryczne źródło, z którego zaczerpnąłem, wybrany akurat fragment, pochodzi gdzieś z końca XIX wieku (rok wydania - 1888), kiedy kosmologia nie dysponowała jeszcze takimi, otwarcie głoszonymi wszem i wobec teoriami na temat genezy wszechświata, co nie zmienia jednakoż faktu, iż nie mogły one krążyć gdzieś wśród ludzi nauki w formie chociażby spekulacji, przy czym, sama nauka również  bez najmniejszych przeszkód mogłaby pełnymi garściami czerpać, z rozważań filozoficznych, nie stanowiąc bynajmniej tym żadnego novum .  Rzecz jasna, trzeba również, z całym należnym szacunkiem, oddać tym samym sprawiedliwość, gdyż bądź co bądź, część z różnych hipotez – i to nie rzadko – też takich, które sięgają swymi korzeniami właśnie okresów antycznych, stały się z czasem równouprawnione naukowo. Za znamienny przykład niech posłuży chociażby doktryna obrotu Ziemi wokół własnej osi (teoria heliocentryczna), która była znana już Pitagorasowi, jego uczniom i Hicetowi blisko 500 lat przed narodzeniem Chrystusa, a nie wspominając już nawet o Koperniku, czy Gelileuszu. Uczył jej Ekfantus oraz Heraklit, uczeń Platona. Mało tego prawo spiralnego (obrotowego, wirowego) ruchu w pierwotnej (prymordialnej) materii było zresztą jednym z najstarszych założeń w greckiej filozofii. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za podsumowanie niech posłuży zatem jedynie wymowne stwierdzenie, iż nawet – że pozwolę sobie w tym miejscu sparafrazować  jednego z fizyków – Smolin być może ma rację, ale, dążąc do jakże upragnionego obiektywizmu, powinniśmy poczekać, aż jakakolwiek, - nawet najbardziej według nas prawdopodobna – hipoteza zostanie potwierdzona empirycznie, nie zaś przyjmowana ot tak, po prostu z założenia, bowiem czyniąc w ten sposób, popełniamy dokładnie  tę samą intelektualną niefrasobliwość, którą dotąd tak obarczamy niepoprawnych kreacjonistów.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zainteresowanych, którzy nie są przekonani , odsyłam do źródłosłowu, natomiast, żeby się  za bardzo nie wdawać w niepotrzebne szczegóły, wróćmy na powrót do Dawkinsa. Na koniec, wywodu o zasadzie antropicznej, rzecz jasna, zostajemy jeszcze oświeceni stwierdzeniem, którego sednem jest nakierowanie, iż w żadnym wypadku, nie należy mylnie mniemać, że "argument" (użyłem w cudzysłowiu z wiadomych względów), z wielkiej liczby planet, wyjaśnia zarówno fenomen biologicznej adaptacji czy zdumiewającej mnogości i złożoności gatunków. Teraz do głosu dochodzi bowiem "żuraw Darwina".&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;" Z problemem powstania życia możemy sobie poradzić, odwołując się do wielkiej liczby planet. Ale kiedy już wyciągnęliśmy szczęśliwy los (a zasada antropiczna nam to gwarantuje), do gry włącza się dobór naturalny; przypadek nie ma już nic do powiedzenia.”&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawkins w tym miejscu przeszedł wręcz chyba samego siebie. Albo też raczej polski tłumacz nie popisał się zbytnio. W oryginale, autor był nieco ostrożniejszy, i użył w tym miejscu sformułowania "natural selection takes over" co znaczy, że dobór naturalny obejmuje niejako prowadzenie (wyższą hierarchicznie pozycję, przejmuje schedę po przypadku), a sam przypadek staje się natomiast mniej istotny, pozostaje gdzieś w tyle, innymi słowy, wycofuje się niejako ze sceny wydarzeń. Nie zmienia to jednak znacząco samego kontekstu tego pokrętnego rozumowania. Przypadek, który do tej pory tak świetnie sprawdzał się przed powstaniem życia, - jak i w kluczowym momencie jego zaistnienia, w najbardziej pierwotnej formie -, nagle zostaje wyłączony. A co go wyłączyło? Też przypadek? Znów zasada antropiczna? To doprawdy doskonały przykład rzetelnej i klarownej argumentacji. Albo – co trzeba w końcu otwarcie i bez zbędnych ogródek przyznać - raczej jakieś ewidentne wyżyny intelektualnej hucpy.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-4686933626121873452?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/xRVX6au1o6aCauY0f7UIp6FolQE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/xRVX6au1o6aCauY0f7UIp6FolQE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/xRVX6au1o6aCauY0f7UIp6FolQE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/xRVX6au1o6aCauY0f7UIp6FolQE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/lr6EyqplhE4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/4686933626121873452/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-5-zasada-antropiczna.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/4686933626121873452?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/4686933626121873452?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/lr6EyqplhE4/rozdzia-1-cz-5-zasada-antropiczna.html" title="Rozdział 1. cz. 5 - Zasada antropiczna jakiej nie znacie." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-5-zasada-antropiczna.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUQNR3Yyeip7ImA9WxNUGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-1026189680344819881</id><published>2009-11-08T13:11:00.000-08:00</published><updated>2009-11-10T02:03:16.892-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-10T02:03:16.892-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="dawkins" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="abiogeneza" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kosmologia" /><title>Rozdział 1. cz. 4 - Planetarna scholastyka Richarda Dawkinsa.</title><content type="html">&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracamy jednak do punktu wyjścia, żyjemy skądinąd, jakby nie było w przyjaznym wszechświecie, gdzie wszelkie najważniejsze prawa natury - można śmiało  powiedzieć -stoją po naszej stronie. Sprzyja nam ulokowanie naszej planety w tzw.sferze złotowłosej, jej kształt, eliptyczna orbita, kąt nachylenia (o wartości 23,5°) jej osi w odniesieniu od prostopadłej do  płaszczyzny orbity*, czy w końcu jeden z warunków niezbędnych jakim jest występowanie H2O w stanie ciekłym ,czyli wody, w której to właśnie, wedle ewolucyjnych spekulacji - niczym w jakimś prebiotycznym bulionie pierwotnym - narodziło się życie (o potencjalnych możliwościach narodzin żywej materii w środowisku wodnym poświęcę nieco więcej miejsca w rozdziale następnym). I teraz w celu wytłumaczenia nieco tego swoistego fenomenu wkracza na scenę wydarzeń tzw. planetarna zasada antropiczna. I nie bez powodu również, zostawiłem ją sobie na sam koniec rozważań podsumowujących ten rozdział. Jedną z  przyczyn jest bowiem fakt, iż jest już ona swego rodzaju wypadkową kosmologicznego dzieła przypadku (czy też stricte logicznie powiązanej kosmologicznej wersji doboru naturalnego, jak kto woli)  i zarazem pomostem łączącym z jego następstwami, które z kolei otwierają przed nami podwaliny pod początek życia. Życia w formie chociażby takiej, jaką znamy obecnie, i jakiej sami jesteśmy najlepszym przykładem. W przecwieństwie jednak  do teorii kosmologicznych, których część już poznaliśmy, wersja planetarna stoi bardziej gdzieś w sferze jakichś nie do końca jasnych dociekań filozoficznych. Jest to raczej coś na kształt, przesiąkniętej sylogizmami, intelektualnej wersji scholastyki. Takiej nic niewnoszącej, miernej wręcz, alternatywy dla hipotezy inteligentnego projektu. Dawkins nieudolnie próbuje nas podejść mieszając wzajemnie ze sobą, z jednej strony jakieś niewiele mówiące wywody ze skalą porównawczą, a z drugiej jeszcze bardziej obskurantystyczne stwierdzenia - przemawiające ponoć jako dowód -, że wszystko potwierdza, za tym iż tak jest, bowiem jednak istniejemy, i się nad tym zastanawiamy.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żeby jednak jeszcze dodatkowo nie rozwadniać, tego - i tak już wystarczająco grząskiego - tematu, przejdę może do sedna. Według Dawkinsa "antropiczna alternatywa odwołuje się do rozumowania stochastycznego - tu działa magia wielkich liczb". Jeżeli dobrze zatem rozumuję, skoro stochastyczne rozumowanie jest w tym wypadku wykładnią, więc nie mówimy oczywiście o niczym innym jak o studium przypadku w jego najczystszej postaci. Jakoś już na samym wstępie, dziwnie mi to nie koreluje z wcześniejszą teorią Smolina. Nie wiem bowiem, dlaczego, ale wszystkie wydarzenia toczą się tu niejako wręcz sinusoidalnie, albo nawet powiem więcej, ich przebieg można śmiało zaszeregować jako nieanalogowy, wręcz binarny (prostokątny), gdyż nie ma tu swoistej płynności, lecz wszystko raczej nagle i nie wiadomo z jakiego powodu zmienia swój stan. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczynamy, bowiem od czystego przypadku, po czym przeskakujemy do kosmologicznej teorii Smolina, gdzie wszystkim kieruje logiczny ewolucjonizm (jakkolwiek jednak z ustępstwami dla katastroficznych przejawów kolapsów i wielkich wybuchów w czarnych dziurach), następnie znowu na chwilę wkracza niewytłumaczalny chybił-trafił, ale naszczęście mu się jednak udaje spełnić swą powinność, a więc czas najwyższy ex abrupto, aby - jak to ujmuje Dawkins - "proces darwinowskiej ewolucji mógł radośnie przystąpić do dzieła"(sic!). Doprawdy dziwnie pokrętny eklektyzm. Zajmijmy się, zatem tą wspomnianą magią wielkich liczb, w porównaniu, do której to niby magii, zasada antropiczna stwarza zaledwie wrażenie tandetnej iluzjonerskiej sztuczki. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak szacujemy w naszej galaktyce istnieje od miliarda do trzydziestu miliardów planet, we Wszechświecie jest około stu miliardów galaktyk. Na wszelki wypadek odetnijmy kilka zer, a i tak zostanie (ostrożnie licząc) ponad miliard miliardów planet. Teraz przyjmijmy, iż narodziny życia, spontaniczne powstanie czegoś na kształt DNA, to rzeczywiście zdarzenie na pograniczu nieprawdopodobieństwa, że coś takiego może się zdarzyć na jednej na miliard planet. Jakiekolwiek gremium zajmujące się rozdzielaniem grantów na badania roześmiało by się w twarz chemikowi, który wystąpiłby o wsparcie projektu badawczego z szansą powodzenia jedną na sto, a tu mówimy o jednej miliardowej... Zauważmy jednak, że nawet przy tak znikomym prawdopodobieństwie w grę wchodzi ponad miliard planet, na których mogło pojawić się życie, a Ziemia oczywiście, jest jedną z nich.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tenże przykład, jakże "ściśle naukowego" rozumowania, daje nam zarazem poglądową lekcję, na argumenty ewolucjonistów w odniesieniu również do innych aspektów związanych z powstaniem życia, a które to będę omawiał bliżej w dalszej części publikacji. Zasadniczo - o czym już nadmieniłem w przedmowie - tworzą one zaledwie, tylko pewną iluzję, niby to osadzenia na jakichś naukowych fundamentach, stojąc tymczasem w jednym rzędzie z jakimiś mętnymi i niejasnymi dogmatami nieudolnych apologetów.  Skala porównawcza którą raczy nas autor, przekładając liczbę galaktyk i skumulowanych w nich planet, na prawdopodobieństwo (nomen omen bliskie zeru), spontanicznego (a jakże by inaczej) powstania pierwotnej molekuły genetycznej, czyli czegoś (tylko czym dokładnie jest to coś) na kształt DNA, nie jest bynajmniej w żaden sposób satysfakcjonująca. Przywodzi mi to na myśl, pewne złudzenie optyczne, którego mogliśmy nieraz sami być świadkami. Czy nie mieliśmy bowiem w pewnych okolicznościach takiego nieodpartego wrażenia, spoglądając na naszego naturalnego satelitę ziemi, czyli dobrze znany nam, księżyc, iż jest on dużo większy bądź bliższy niż nam się normalnie wydawało? Wtenczas mieliśmy właśnie do czynienia z czymś na kształt skali porównawczej. To właśnie do niej - niczym do punktu odniesienia - odwołuje się nasz mózg, tworząc tym samym modele rzeczywistości, na bazie których to modeli buduje obraz całości, z tego co odbieramy poprzez nasze nerwy wzrokowe. Dawkins również, próbuje się bawić taką skalą porównawczą, w tym wypadku jednak dążąc w stronę przeciwną. Nieprawdopodobieństwo próbuje tym zaewaluowanym tokiem rozumowania przedstawić w formie bliższej znikomemu, ale bądź co bądź jednak już prawdopodobieństwu. Jak sam bowiem twierdzi, "nawet jeśli szansa na spontaniczne powstanie życia na jakiejś planecie wynosi jedną miliardową, to i tak to szokujące nieprawdopodobne zdarzenie mogło zajść nawet na miliardzie planet". Dobrze powiedziane, mogło zajść, ale czy zaszło, to już chyba zupełnie inna kwestia. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym, jeżeli to zdarzenie było doprawdy rzeczywiście, do tego stopnia „szokująco nieprawdopodobne”, to chyba zarazem wątpliwe by coś takiego mogło po prostu ot tak się powtórzyć, choćby drugi raz, a co dopiero w miliardzie podobnych - w swej złożoności - i zarazem idealnie odwzorowanych procesach. Nie wspomnę, że Dawkins podparł się w tym miejscu jeszcze, rzekomą zgodnością z regułami rachunku prawdopodobieństwa. Nie mam pojęcia, co to za matematyka, skoro np. prawdopodobieństwo zaistnienia prostej chociażby cząsteczki białka w bulionie pierwotnym, same wariacje lub permutacje, i to z powtórzeniami stawiają w wyrażeniu równym  1 do 10113 ,(więcej na ten temat w rozdziale drugim) nie mówiąc już nawet o tym iż ma to się jeszcze wydarzyć, niemalże w identyczny sposób, jakiś miliard razy. Oczywiście, ewolucjonista, w tym miejscu, od razu, z reguły zaooponuje (i poniekąd słusznie), gdyż dowód z hipotezy miliarda planet, wskazuje, absolutnie przeciwny, według założenia, tok rozumowania, zwiększając tym samym, prawdopodobieństwo takiego zdarzenia, poprzez tendencję wzrostową, której ulega także liczba galaktyk, a w których z kolei prognozy przewidują możliwość zaistnienia takiego scenariusza. Dlatego też warte podkreślenia będą pewne permanentne jednak rozbieżności w przyjęciu takiego założenia. Po pierwsze, istnienie modeli sprzyjających powstaniu materii ożywionej, i to nawet z przyzwoleniem na odstępstwa, jeśli chodzi o koincydencje stałych fizycznych, co do których nie mamy pewności – o czym zresztą mówiliśmy wcześniej -, czy dają w innych zbiorach wartości, takie akurat stany, które umożliwiałyby odbycie się procesów abiogenezy, - są nadal czystymi hipotezami. Poza tym, nawet dopuszczenie wypadkowej w szacunkowej liczbie miliarda galaktyk,  nadal nie zapełni nam  jeszcze jednej, i to dość poważnej luki, mianowicie nie zwiększy tym samym jakkolwiek prawdopodobieństwa wielu ważnych procesów (chociażby dotyczącego powstania tejże podstawowej proteiny), powyżej granicy wykonywalności, a która to wyraża się liczbą 1 do 1050.  Dodam jeszcze do tego, iż w fazie powstawania chemii organicznej jak  i późniejszych procesach przekształceń- nazwijmy to ewolucyjnych – powstałych na bazie tego fenomenu związków, istnieje jeszcze cały szereg innych, pryncypialnych scenariuszy, które wykazują na dodatek niejednokrotnie jeszcze większy stopień nieprawdopodobieństwa, a przy tym muszą zaistnieć, dokładnie kaskadowo, w ustalonym bliżej porządku. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko to staje się jednak jeszcze bardziej  pokrętne i nielogiczne zarazem, gdy skontrastować to przez pryzmat innej wypowiedzi z tego samego podrozdziału:&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie zdziwi mnie zbytnio, jeśli w ciągu najbliższych lat chemicy doniosą nam, że nastąpiło szczęśliwe rozwiązanie i w laboratorium udało się stworzyć, a raczej zapoczątkować nowe życie. Jak dotąd jednak to się nie udało i nadal można twierdzić, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest (i zawsze było) mniej niż znikome.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czyż to nie dziwne – pytam rzecz jasna retorycznie -, że nam, myślącym przedstawicielom gatunku homo sapiens, nie udało się do tej pory, odtworzyć fenomenu powstania materii ożywionej, natomiast zupełnemu, nieprawdopodobnemu przypadkowi, jakiemuś bliżej nieokreślonemu rodzajowi ślepego trafu, nie dość że udało się to - i to świetnie -tu na ziemi, to jeszcze zdołał to być może bezbłędnie powtórzyć przynajmniej miliard razy w innych galaktykach?&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście Dawkins zdaje chyba sobie sprawę, iż fundamenty tej teorii są co najmniej chwiejne, stąd też znów ratuje się bardzo stylową "antropiczną" ucieczką, cytuję: "tyle że (tu wracamy do zasady antropicznej) my nie musimy szukać zbyt daleko, bowiem sam fakt, że jesteśmy do takich poszukiwań zdolni oznacza, iż...siedzimy na którejś z tych unikalnych igieł".&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-1026189680344819881?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/cXqMYbMAObHDZjJlHUbqHdsw38k/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/cXqMYbMAObHDZjJlHUbqHdsw38k/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/cXqMYbMAObHDZjJlHUbqHdsw38k/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/cXqMYbMAObHDZjJlHUbqHdsw38k/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/_ZuFpFYDyY4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/1026189680344819881/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-4-planetarna-scholastyka.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/1026189680344819881?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/1026189680344819881?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/_ZuFpFYDyY4/rozdzia-1-cz-4-planetarna-scholastyka.html" title="Rozdział 1. cz. 4 - Planetarna scholastyka Richarda Dawkinsa." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-4-planetarna-scholastyka.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0QARH09eCp7ImA9WhZQFks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-3638451237835830693</id><published>2009-11-08T12:53:00.000-08:00</published><updated>2011-04-24T10:15:45.360-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-04-24T10:15:45.360-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ewolucja" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kosmologia" /><title>Rozdział 1. cz. 3 - Kosmologiczny dobór naturalny wg. Lee Smolina.</title><content type="html">&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.fizyka.net.pl/astronomia/grafika/czarna1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="160" src="http://www.fizyka.net.pl/astronomia/grafika/czarna1.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym miejscu pojawia się zatem kolejna koncepcja, tym razem przedstawiona przez wybitnego fizyka-teoretyka Lee Smolina. Jest to w pewnym ujęciu rozwinięcie teorii wielu światów, ale tutaj podstawowym założeniem jest przyrównanie  fluktuacji kwantowej wszechświata do rangi równej ewolucji biologicznej, stąd koncepcja ta nazywana jest też często "kosmologicznym doborem naturalnym". Według niej wszechświaty rodzą się w czarnych dziurach powstałych (o czym już przy innej okazji wspomniałem) po wybuchach większych masywnych gwiazd zwanych supernowe. Teoria względności opisując zapadanie się czarnej dziury przewiduje, że cała materia tworząca taki obiekt skupia się w końcu w centralnym punkcie — tzw. osobliwości — osiągając zarazem nieskończone gęstości. Z wszystkich dotychczasowych obserwacji wynika, że zasada zachowania energii jest fundamentalnym prawem przyrody. Kiedy połączyć jej idee z  modelem Friedmana, który korzystając z ogólnej teorii względności, wykazał, że Wszechświat - wypełniony materią tak, że w ustalonej chwili żaden punkt ani żaden kierunek w przestrzeni nie jest wyróżniony, - nie może być statyczny,  musi się zmieniać, - prowadzi nas to zarazem do wniosku, że w momencie powstania Wszechświata jego gęstość energii była nieskończona. Czy jednak z punktu widzenia praw fizyki, coś takiego mogło w rzeczywistości zaistnieć? Powołam się w tym miejscu na fragment artykułu „Zasada antropiczna a kosmos”  autorstwa Jerzego Sikorskiego – fizyka, kosmologa, profesora Uniwersytetu Gdańskiego: „Nie wiemy co to fizycznie oznacza i co tak właściwie w tej "osobliwości' się dzieje. Nieskończona gęstość nie ma bowiem fizycznego sensu „(Tutaj potwierdza się tylko nonsens wypowiedzi Hawkinga przytoczonej wcześniej). Jakkolwiek nie przeszkadza to jednak w rozwijaniu tej teorii.  L. Smolin, odwołując się do pewnych wstępnych rezultatów i prób kwantowej grawitacji, sugeruje, że osobliwość taka jest początkiem nowego Wielkiego Wybuchu i generuje nowy wszechświat — „wszechświat niemowlęcy". Oczywiście ów nowy Wielki Wybuch nie zachodzi w naszej przestrzeni lecz tworzy nową własną czasoprzestrzeń, w której ewoluuje nowy wszechświat. Ten z kolei powstający z kolapsu czarnej dziury „dziedziczy" prawa i stałe fizyczne po wszechświecie macierzystym. Dziedziczy, choć niekoniecznie idealnie lecz z możliwością pewnych odstępstw i mutacji, podobnie jak to się dzieje w biologicznym ujęciu doboru naturalnego, w którym dziedziczność jest elementem wręcz kluczowym. Następnym ważkim elementem, - którego w zasadzie dziedziczność jako taka jest swoistym następstwem - jest reprodukcja. Ponieważ ten proces następuje poprzez kolaps czarnych dziur, stąd logiczny, daleko idący wniosek iż od liczebności ich występowania w danym uniwersum zależy sukces reprodukcyjny, co z kolei pociąga za sobą szereg kolejnych, wydawać by się mogło "logicznych" następstw. Znów odwołam się w tym miejscu do Dawkinsa, który bardzo zgrabnie te zależności nam wyłuszcza:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na przykład jednym z warunków powstania czarnych dziur jest wcześniejsze kondensowanie się materii w obłoki, a następnie w gwiazdy. Obecność gwiazd zaś, jak pamiętamy, to podstawowy warunek istnienia złożonej chemii czyli również życia. Smolin twierdzi, że w multiwersum zachodzi klasyczny darwinowski proces doboru naturalnego, podlegają mu wszechświaty, a wygrywają te, które posiadają najwięcej czarnych dziur, co - pośrednio - prowadzi też do ewolucyjnego sukcesu wszechświatów sprzyjających życiu.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.ideacityonline.com/files/imagecache/presenter_browse/files/presenters/Lee-Smolin.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://www.ideacityonline.com/files/imagecache/presenter_browse/files/presenters/Lee-Smolin.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.mendeley.com/blog/wp-content/uploads/2008/09/panel.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://www.mendeley.com/blog/wp-content/uploads/2008/09/panel.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;No i patrząc z tego punktu widzenia, wszystko nam się ładnie i sensownie układa w jedną całość. Ale tylko pozornie. Wystarczy bowiem nieco odwrócić kolejność. Wszechświaty wg tej teorii - co można chyba śmiało powiedzieć - walczą ze sobą o liczbę czarnych dziur, a wygrywają te, u których ich liczebność jest największa. Przywołuje mi to skądinąd na pamięć, metodę samoorganizującą typu konkurencyjnego według reguły kohonena, stosowaną w sieciach neuronowych (do zagadnienia sieci neuronowych będę jeszcze zresztą powracał). Istnieje tam, bowiem model zwany w skrócie WTA (Winner Takes All), czyli "Wygrywający bierze wszystko". Zwycięski neuron, który najlepiej odpowiada wektorowi wejściowemu, przyjmuje stan 1,  co umożliwia mu aktualizację wag synaptycznych dochodzących do niego, neurony przegrywające zaś otrzymują stan 0, co z kolei blokuje proces aktualizacji ich wag. O jakim jednak wypadkowym wektorze wejściowym możemy spekulować w tym przypadku? Może porównując już zgoła do samego klasycznego darwinowskiego procesu doboru naturalnego, w którym wszechświat odgrywa rolę,  zamkniętego biologicznego organizmu, dla którego czarne dziury są niczym geny w locus na chromosomie, a fenotyp zaś można przedstawić w nim jako zbiór praw i stałych fizycznych, do których idealnego dopasowania dążą właśnie kolapsy tychże dziur, poprzez kolejne wersje pochodne wszechświatów. Pytanie jednak zasadnicze - nasuwające się w tym miejscu - to właściwie zarazem wyjściowy problem od którego powinienem w zasadzie rozpocząć. Dlaczego wszechświat (lub w tym wypadku właściwie bardziej reprezentatywne byłoby określenie liczby mnogiej - wszechświaty) dąży do stanu takiego jak gdyby – że pozwolę sobie zacytować w tym miejscu kolejnego fizyka-teoretyka Freemana Dysona - "musiał wiedzieć, że kiedyś przyjdziemy"? Czy w koncepcji Smolina znajdujemy zadowalającą odpowiedź na to pytanie? Co powoduje tym czy innym wszechświatem do dążenia skomasowania większej porcji materii w postaci kosmicznego pyłu, zbudowania z niego większej liczby gwiazd, a następnie ich eksplozji do czarnych dziur, które dają początek następnym "zmutowanym" wszechświatom potomnym powtarzającym ten sam proces właściwie w infinitum, aby tylko stworzyć tym samym podwaliny do uwarunkowania złożonej chemii, a co za tym idzie pochodnych stałych fizycznych sprzyjających powstaniu w ten sposób życia? Można przyjąć podobny scenariusz za hipotetycznie możliwy (podkreślam – hipotetycznie możliwy) w warunkach biologii ewolucyjnej, gdzie przykładowo u jakiegoś płazińca dobór naturalny kształtuje coś na kształt plamki światłoczułej, taką swego rodzaju pierwotną wersję "camera obscura", w celu omijania przeszkód. To z kolei rzecz jasna, przekłada się na lepsze przystosowanie do otaczającego środowiska, zdobywania pożywienia, unikania pułapek, obrony przed naturalnymi wrogami, a w następstwie także decydując o sukcesie w swoistej walce o przetrwanie, i gwarantując tym samym większe szanse na zapewnienie ciągłości samemu już gatunkowi. Ale przypisywanie a priori jakiejś niewyjaśnionej, wyższej celowości kosmologicznemu dziełu przypadku, które to dzieło wcale jej zresztą do niczego nie potrzebuje? Innymi słowy po co uniwersum ma konkurować o liczebność czarnych dziur potrzebnych w jakichś bliżej niewyjaśnionych w celach reprodukcyjnych, zresztą po co miałby z założenia konkurować o cokolwiek? Może ktoś odpowie, że chodzi o rozszerzanie się w zasadzie samego multiwersum jako takiego, ale czy to cokolwiek tłumaczy? Czy wskazuje chociażby jakiś ontologiczny dowód na potrzebę, a zarazem możliwość zaistnienia modelu darwinowskiego doboru naturalnego w ujęciu kosmologicznym? Nic więc dziwnego, że wielu fizyków stoi w jawnej opozycji do pomysłów Smolina, albo mówiąc nieco łagodniej, jest do nich nastawiona przynajmniej sceptycznie. Dawkins oczywiście takim fizykom zasugerowałby nic innego jak darwinowskie otrzeźwienie, cytuję:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydaje się kuszące (i wielu tej pokusie uległo), by uznać koncepcję wielu wszechświatów za zupełnie zbędną rozrzutność i niedopuszczalne marnotrawstwo. Jeżeli zaakceptujemy taką ekstrawagancję, sami wystawimy się na odstrzał - przecież jej przeciwnicy głoszą, że hipoteza wielu wszechświatów jest, tak jak Hipoteza Boga, równie nieuprawniona, ad hoc i intelektualnie niesatysfakcjonująca. Tymczasem ludzie, którzy tak mówią, nie rozumieją po prostu potęgi doboru naturalnego, ich świadomości nie odmienił darwinizm.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To chyba jednak Dawkinsowi przydałoby się w tym momencie nie lada otrzeźwienie. "... ludzie, którzy tak mówią, nie rozumieją po prostu potęgi doboru naturalnego, ich świadomości nie odmienił darwinizm . Przecież to brzmi jak jakiś buńczuczny, tandetny, quasi-teistyczny, niczym nie poparty frazes. Gdybym w tym miejscu popuścił wodzę fantazji i zabawił się na chwilę w teologa-kreacjonistę mógłbym tego kontekstu użyć w następujący sposób, w odniesieniu do Dawkinsa: - "Tymczasem ludzie, którzy tak mówią, nie rozumieją po prostu potęgi Najwyższego, Wszechmogącego Boga, ich świadomości nie odmieniła wiara". Prawda, że brzmi to dość lakonicznie, a już bynajmniej nie przekonująco? Próba natomiast przeforsowania odpowiadającej akurat naszemu światopoglądowi na daną sprawę, jakiejkolwiek idei, popierając się przy tym stwierdzeniem, iż w przypadku jej odrzucenia wystawiamy się nie jako na odstrzał, wobec przeciwników opowiadających się za sprzeczną z naszymi interesami, hipotezą, jest bynajmniej, co tu kryć - jawną hipokryzją. Szczególnie, jeżeli przyjąć iż w rzeczywistości (a ja to tak właśnie ujmuję) obie są de facto "intelektualnie niesatysfakcjonujące".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście w tym miejscu ex definitione zasada antropiczna ma swoistą przewagę nad jakąś "wyimaginowaną" hipotezą Boga, ale w dużej mierze zamyka się ona w tym nieszczęsnym, niekończącym się regresie, przy czym jakkolwiek sama zasada nadal również - niezależnie od wersji - pozostaje zaledwie -  ni mniej ni więcej - ciekawą hipotezą zamkniętą w sferze domysłów. Oczywiście już słyszę w tym miejscu, głosy krytyki, że oprócz tego jednak, kosmologiczne wersje dążą przecież do jakże upragnionej przez nas prostoty, wyjaśnienia wielu do tej pory zagadkowych kwestii. Nie wiem jednak czy aby napewno koncepcja Smolina – bo na nią  akurat się w tym miejscu powołam  - odznacza się do końca taką, rzekomą prostotą. Sam Smolin chciał może i dobrze, ale poprzez jego teorię, z właściwej sobie  prostoty wyszło wręcz obscurum per obscurius, które  - co nie jest wcale pewne - czy na dodatek wytrzyma swoistą próbę czasu i konfrontacji z empirią.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Innym jeszcze problemem tej czy innej wersji zasady antropicznej jest niezgodność z założeniem aktualizmu nakreślonego przeze mnie na samym początku tego rozdziału. Wielki Kolaps i Wielki Wybuch to przecież nic innego jak pojęcia pretendujące do zaszeregowania ich w poczet przejawów jawnego wręcz katastrofizmu. A  darwinowski model odrzuca przecież możliwość zaistnienia jakichkolwiek nagłych, bliżej nieprzewidzianych skoków.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-3638451237835830693?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NmOlymBQanAnhm4jTaRBiwl-Zkk/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NmOlymBQanAnhm4jTaRBiwl-Zkk/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NmOlymBQanAnhm4jTaRBiwl-Zkk/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NmOlymBQanAnhm4jTaRBiwl-Zkk/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/At7fS_HAmEs" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/3638451237835830693/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-3-kosmologiczny-dobor.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/3638451237835830693?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/3638451237835830693?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/At7fS_HAmEs/rozdzia-1-cz-3-kosmologiczny-dobor.html" title="Rozdział 1. cz. 3 - Kosmologiczny dobór naturalny wg. Lee Smolina." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-3-kosmologiczny-dobor.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0QNQHs7eCp7ImA9WhZQFks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-5925694871844449987</id><published>2009-11-08T12:38:00.000-08:00</published><updated>2011-04-24T10:16:31.500-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-04-24T10:16:31.500-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="big bang" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kosmologia" /><title>Rozdział 1. cz. 2 - O wszechświatach równoległych, wielkim wybuchu i "krótkiej historii czasu" Hawking'a.</title><content type="html">&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jednym z wariantów jest (popierana skąd inąd przez samego Reesa) teoria wielu koegzystujących, można powiedzieć równoległych wręcz wszechświatów,  zamkniętych w obrębie wspólnego multiwersum. Każdy z tych wszechświatów rządzi się własnymi prawami i cytując w tym miejscu Dawkinsa "my musieliśmy znaleźć się w jednym z tych wszechświatów (zapewne będących w mniejszości), których lokalne prawodawstwo sprzyja powstaniu i ewolucji życia (i późniejszej kontemplacji tego fenomenu).". Innym założeniem jest odrzucenie modelu równoległego i zastąpienie go zasadą wszechświatów istniejących kolejno po sobie. W tym miejscu wchodzi w życie zaproponowany przez Johna. A. Wheelera, a oparty z kolei na modelu oscylacyjnym Richarda Tolmana, kaskadowy i powtarzający się cykl następujących po sobie niczym w reakcji łańcuchowej etapów "wybuch-ekspansja-kurczenie się-kolaps", gdzie po każdym Wielkim Wybuchu wszystkie stałe i prawa fizyczne są cyklicznie i stochastycznie "resetowane" do zupełnie nowych wartości, - i raz, rzecz jasna, mieliśmy to szczęście, trafiliśmy w te pożądane.  Oczywiście od razu na myśl nasuwa się pewna (i nie jest to chyba tylko pozorna) nieścisłość tego poglądu, bowiem co już wcześniej zostało nadmienione, nie tylko o możliwości zaistnienia chemii organicznej ale i o znamiennych cechach samego uniwersum decydują wartości wielu stałych fizycznych, w tym stałej Hubble'a i średniej gęstości materii we Wszechświecie. To od nich zależy czy nasz Wszechświat będzie się kurczył, aż do zapadnięcia się w wielkim kolapsie, osiągnie równowagę, jak przewidywał pierwotnie Einstein, czy też będzie się rozszerzał w nieskończoność. Przeciętny czas życia takiego wszechświata od wielkiego wybuchu do kolapsu wydedukowano hipotetycznie na dwadzieścia miliardów lat, nasz Wszechświat istnieje według założeń około trzynastu miliardów lat, stąd za niespełna siedem miliardów lat czeka nas apokaliptyczne zapadnięcie cię czasoprzestrzenne. Ale to tylko założenie, które się raczej nigdy nie ziści, gdyż według prognoz kosmologów nasz wszechświat będzie się wiecznie rozszerzał, stąd nie dziwi tym samym zarówno fakt iż teorie cyklicznego wszechświata tracą na popularności. Poza tym pojęcie Wielkiego Kolapsu jest tylko czystą i zgrabną hipotezą niemożliwą raczej do jakiegokolwiek bliższego udokumentowania, gdyż w osobliwości w której zachodzi, wszelkie prawa fizyczne, w tym teoria względności, daleko wtenczas tracą na aktualności. Jak by tego było mało tenże kolaps, jest zarazem końcem jednego jak i początkiem kolejnego - poprzez następujący po nim Wielki Wybuch - modelu czasu i przestrzeni (modelu znanego nam chociażby z założeń Galileusza - Newtona). Pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami nie istnieje nic. A przynajmniej nic - z założenia - istnieć nie powinno. I w tym miejscu odwołam się do książki Nialla Shanksa „Bóg, Szatan i Darwin” (Niall Shanks, „God, the Devil, and Darwin”, Oxford University Press 2004). Rozdział pod tytułem: „The Cosmological Case for Intelligent Design”, po krótkim wstępie Shanksa rozpoczyna się od cytatu z „Krótkiej Historii czasu” Hawkinga:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.cosmosmagazine.com/files/imagecache/news/files/news/20080910_hawking.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.cosmosmagazine.com/files/imagecache/news/files/news/20080910_hawking.jpg" width="176" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obserwacje Hubble'a wskazywały, że w pewnej chwili, zwanej wielkim wybuchem, rozmiary wszechświata były nieskończenie małe, a jego gęstość nieskończenie wielka. W takich warunkach wszystkie prawa nauki tracą wysunąć, a tym samym tracimy zdolność przewidywania przyszłości. Jeśli przed wielkim wybuchem były nawet jakieś zdarzenia, to i tak nie mogły one mieć wpływu na to, co dzieje się obecnie.... Można powiedzieć, że czas rozpoczął się wraz z wielkim wybuchem. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciekawe, że Shanks nie dostrzega nonsensu w tym stwierdzeniu Hawkinga, nonsensu, który wyjdzie na jaw nieco dalej. Dlaczego tak twierdzę? Dlatego chociażby, że obserwacje Hubble'a nic takiego nie wykazały. Wskazywały na to, że poczerwienienie widm galaktyk (pierwotnie mgławic) rośnie wraz z odległością (ponieważ galaktyka się oddala, emitowane przez nią światło jest przesunięte w kierunku czerwonej części widma.), co przekłada się z kolei, na potwierdzenie wysuniętych wcześniej teorii o ciągłości ekspansji uniwersum, nijak natomiast mając się przy tym, do założenia, że w „pewnej chwili rozmiary wszechświata były nieskończenie małe, a jego gęstość nieskończenie wielka.”, zwłaszcza zaś kładąc wyraźny nacisk na to kuriozalne wręcz – z punktu widzenia fizyki – nieskończone zagęszczenie energii. Następny cytat, tym razem Weinberga to kolejny przykład braku wewnętrznej spójności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.pbs.org/wgbh/aso/databank/entries/images/b2wein011598.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://www.pbs.org/wgbh/aso/databank/entries/images/b2wein011598.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Na początku był wybuch .... eksplozja, która zaszła jednocześnie wszędzie, wypełniając przestrzeń od samego początku, gdy każda cząstka materii uciekała od każdej innej.”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A przed chwilą przecież Hawking twierdził, że przestrzeń była nieskończenie mała, podkreślam, nieskończenie, czyli w zasadzie nie było jej wcale. Przecież Wielki Kolaps kończy jedną czasoprzestrzeń a następujący po nim Wielki Wybuch daje początek kolejnej. Skąd, zatem przestrzeń i cząstki materii na samym etapie wybuchu? Nie wspomnę już nawet o czasie, który też nie istniał, a jest on przecież podstawą zaistnienia jakiegokolwiek procesu. Oddam teraz na chwilę głos Arkadiuszowi Jadczykowi, który na swoim blogu - "Układ Otwarty" - rozwija dalej ten temat, tym razem - z tej samej publikacji - cytuje min. Walda (fizyka z Uniwersytetu Chicago).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakby Hawkinga i Weinberga było wciąż mało, na pomoc, z podobna niedorzecznością przywoływany jest następny autorytet, Wald, który oświadcza, że „w pierwotnym osobliwym stanie, w którym rozpoczął się wszechświat, odległości pomiędzy punktami przestrzeni były zerowe.” Jak się wkrótce okaże, zerowymi być nie mogły, a bo to kwanty, długość Plancka, tak naprawdę to nie wiemy, itd. itd. Ale tutaj, od początku, ładuje się biednemu Czytelnikowi oświadczenia „autorytetów”, i pierze mu się mózg nonsensem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po krótkim poglądowym wykładzie ogólnej teorii względności, wprowadzeniu krzywizny, czarnych dziur, Shanks oddaje znów głos Waldowi :&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Wielki Wybuch nie jest wybuchem materii skoncentrowanej w punkcie istniejącej przedtem nieosobliwej czasoprzestrzeni, jak to się czasem przedstawia lub jak może to sugerować sama nazwa. Ponieważ sama struktura czasoprzestrzeni jest osobliwa przy wielkim wybuchu, nie ma sensu, ani pod względem matematycznym ani fizycznym, pytać o stan wszechświata „przed” wielkim wybuchem; nie istnieje naturalna metoda rozciągnięcia rozmaitości czasoprzestrzennej i jej metryki poza osobliwość wielkiego wybuchu. Zatem ogólna teoria względności prowadzi do stanowiska, że wszechświat zaczął się od wielkiego wybuchu.”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No to jesteśmy osobliwie mądrzejsi. Okazuje się, że to nie obserwacje Hubble'a lecz ogólna teoria względności prowadzi do wniosku.... Hm.... za chwilę bowiem dowiemy się jednak, że ona do takiego wniosku nie prowadzi, bo zanim może doprowadzić, to się wykłada ....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Shanks (str. 197): Co dokładnie zaszło w chwili wielkiego wybuchu ( a nie parę mikrosekund potem)? I co zdarzyło się przed wielkim wybuchem? Warto się tu na chwilę zatrzymać i popatrzeć na problemy jakie się przy takim pytaniu pojawiają. W stanie pierwotnej osobliwości, kiedy wszystko to, co dziś widzimy we wszechświecie było ściśnięte do nieskończenie małej objętości, teorie kosmologiczne, takie jak ogólna teoria względności, przestają działać.”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teorie przestają działać, ale nie przestają działać wyznawcy tych teorii, którzy wbijają nam do głowy, byśmy sobie to dobrze wbili w głowę i nie dali potem wybić, że „wszechświat zaczął się od wielkiego wybuchu.”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aby niepotrzebnie nie przedłużać tego wywodu zacytuje ostatni raz Shanksa, który serwuje nam arcyciekawą konkluzję:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli nasze stwierdzenia o chwili wielkiego wybuchu mają mieć sens, muszą być sformułowane z teoretycznej perspektywy mającej jakieś podstawy naukowe. Dotychczas jednak takiej teorii nie mamy.”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Nie mamy teorii, która dawałaby sensowne przewidywania liczbowe dotyczące najwcześniejszych chwil najmniejszych wymiarów wszechświata. (...) Kosmologia, w wielkiej mierze, jest dopiero u początku drogi.”&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-5925694871844449987?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wJHLT3pL-lgmlxljnyDTx4_al88/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wJHLT3pL-lgmlxljnyDTx4_al88/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wJHLT3pL-lgmlxljnyDTx4_al88/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wJHLT3pL-lgmlxljnyDTx4_al88/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/C52DyAkDThs" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/5925694871844449987/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-2-o-wszechswiatach.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/5925694871844449987?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/5925694871844449987?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/C52DyAkDThs/rozdzia-1-cz-2-o-wszechswiatach.html" title="Rozdział 1. cz. 2 - O wszechświatach równoległych, wielkim wybuchu i &quot;krótkiej historii czasu&quot; Hawking'a." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-2-o-wszechswiatach.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUMBSHY5fSp7ImA9WxNUGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-7763663836831724073</id><published>2009-11-08T12:35:00.000-08:00</published><updated>2009-11-10T02:04:19.825-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-10T02:04:19.825-08:00</app:edited><title>Rozdział 1. cz. 1 - Subtelne zestrojenie i zasada antropiczna.</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.jewishjournal.com/images/thegodblog_images/Dawkins-758022.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="197" src="http://www.jewishjournal.com/images/thegodblog_images/Dawkins-758022.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zasada aktaulizmu jako doktryny naukowej sięga wstecz korzeniami humanizmu, który jako baza dla rozumowania racjonalnego zmierzającego do wyzwolenia umysłu ludzkiego od filozofii okresu średniowiecza „kierował raczej w stronę wolnomyślicielstwa, renesansu niemalże w ujęciu do punktu wyjścia jakim było odwieczne dążenie człowieka do poznawania praw natury w oparciu o własną inteligencję, bez odwoływania się do ingerencji bóstw i innych zjawisk nadprzyrodzonych. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zasada ta zaproponowana pod koniec XVIII wieku przez Jamesa Hutton'a a poparta i  rozwinięta przez Charlesa Lyell'a w roku 1830 w dziele "Principles of Geology" spotkała się z niepodważalnym poparciem uczonych z wyróżnieniem nauk przyrodniczych zwłaszcza takich jak biologia i geologia, które są jej bezwzględnie podporządkowane, i to mimo iż w miarę gromadzenia danych coraz trudniejsze staje się utrzymywanie tej zasady w mocy.  Hasłem przewodnim nowej koncepcji, zaproponowanym zresztą skądinąd przez Huttona, stało się: "THE PRESENT IS THE KEY TO THE PAST", czyli „teraźniejszość jest kluczem do przeszłości”.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Myśl ta stosunkowo długo walczyła z ówczesnymi prymitywnymi teoriami katastroficznymi Cuvier'a aż w końcu dostąpiła rangi podstawowego prawa natury i w rezultacie skierowała nauki przyrodnicze w ślepy zaułek, a to wskutek wykluczenia możliwości nagłych i gwałtownych przemian, zarówno w geologii (oraz dziedzinach pokrewnych takich jak archeologia czy antropologia) jak i w biologii. Dało to impuls do opracowywania i publikowania najrozmaitszych teorii dotyczących genezy Układu Słonecznego i procesu "dojrzewania" naszej planety do stanu umożliwiającego pojawienie się na niej życia. Wspólną cechą rozpoznawczą tychże teorii było to, iż zakładały one w oparciu o wspomniane podstawowe prawo aktualizmu, że wszystkie procesy w naturze odbywały się stopniowo i bez większych zakłóceń. Nawet najnowsze teorie powstałe w tym duchu - na których zresztą oparłem swój dalszy wywód - posiadają zazwyczaj luki, których zapełnienie napotyka trudności nie do pokonania w przypadku odwoływania się do zasady aktualizmu kosmicznego, geologicznego, biologicznego czy historycznego. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.astrohobby.pl/news/image/userimages/etacarinae_w_404_h_450_med.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://www.astrohobby.pl/news/image/userimages/etacarinae_w_404_h_450_med.jpg" width="179" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do takich teorii bez wątpienia należą - kosmologiczna i planetarna wersja zasady antropicznej. Zasada antropiczna wg definicji wikipedii to koncepcja filozoficzna odnosząca się do kosmologii, zgodnie z którą fundamentalne stałe fizyczne (stała Plancka, prędkość światła, stała grawitacji itp.) mają dokładnie takie wartości, aby umożliwić powstanie życia, a w szczególności umożliwić pojawienie się istoty myślącej, człowieka na Ziemi. Zasada ta jest próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego prawa fizyki są takie, jakie są. Sugeruje ona odpowiedź, że gdyby prawa fizyki były inne, nikt nie mógłby ich poznać, ponieważ pojawienie się inteligentnego obserwatora nie byłoby możliwe. Zwolennicy zasady antropicznej przedstawiają dowody, że minimalne zmiany stałych fizycznych, np. stałej Plancka uniemożliwiłyby istnienie wszechświata w obecnej formie. Pierwsza wersja którą chcę omówić bardziej szczegółowo czyli "kosmologiczna" ma za zadanie wykazać dlaczego nasz wszechświat działa akurat w taki  sposób który sprzyja naszej ewolucji. Bazą wyjściową dla powstałych na podbudowie kosmologicznej hipotez jest tzw. "sześć liczb Reesa" (Martin Rees "Tylko sześć liczb"), czyli sześś podstawowych stałych obowiązujących w całym Wszechświecie, dla których jakakolwiek koincydencja, przez którą to, rozumiemy nawet minimalną zmianę jednej wartości (trudno bowiem spekulować jak wyglądały by warunki w naszym universum przy zmianie wartości wszystkich stałych) stawia możliwość pojawienia się życia w stosunku z nieprawdopodobieństwa. Zwane jest to często "subtelnym zestrojeniem" (fine tuning). Wspomina o tym również Richard Dawkins w swojej książce "Bóg Urojony”. Jedna z takich stałych - oznaczona jako N - wyraża stosunek sił elektromagnetycznych utrzymujących razem cząstki elementarne w atomie do działającej między nimi siły grawitacji (G). Ma bardzo dużą wartość: to jedynka z 36 zerami. Gdyby była mniejsza, mógłby powstać tylko miniaturowy wszechświat o bardzo krótkim czasie trwania. Nie zdążyłyby w nim powstać organizmy większe od owadów - zabrakłoby czasu na dalszą ewolucję życia. Inna z liczb dotyczy kosmicznej antygrawitacji. "Siła ta decyduje o obecnym rozszerzaniu się wszechświata, mimo że nie przejawia się w żaden widoczny sposób w skali mniejszej niż miliard lat świetlnych" - pisze prof. Rees. Pomiar antygrawitacji był jedną z największych rewelacji naukowych 1998 r. Na szczęście okazało się, że ma ona bardzo małą wartość. W przeciwnym razie uniemożliwiałaby powstawanie gwiazd i galaktyk, a kosmiczna ewolucja musiałaby się zakończyć, zanim by się na dobre rozpoczęła. Jeszcze inną z "liczb Reesa" jest stała określająca siłę wiążącą składniki jądra atomowego, którą to siłę trzeba pokonać aby doprowadzić do "rozszczepienia" atomu. Ta wielkość oznaczana jako E, informuje jaka część masy wodoru ulega przekształceniu w energię podczas syntezy termojądrowej czyli przemiany wodoru (a właściwie jego cięższego odpowiednika jakim jest deuteryt) w hel (drugi z kolei pierwiastek w układzie okresowym) wewnątrz stosunkowo niewielkich gwiazd (zwanych często karłowatymi) takich jak nasze Słońce.  Inne niż hel, cięższe pierwiastki powstają w większych i gorętszych gwiazdach, w których dochodzi do kaskadowej reakcji syntezy termojądrowej. Zjawisko to odkrył astronom, Fred Hoyle, laureat nagrody Nobla. Takie gwiazdy najczęściej kończą swój żywot eksplodując jako supernowe tworząc zarazem czarne dziury, przy czym część ich dotychczasowej materii wraz z pierwiastkami chemicznymi zostaje wyrzucona w przestrzeń, aby z kolei ulec ponownej kondensacji i dać początek nowym gwiazdom i planetom. Częstokroć wysuwanym na tę okoliczność założeniem jest scenariusz zgodny z zasadą zachowania momentu pędu, który implikuje stwierdzenie, że część materii nie zostaje dołączona do nowo powstałej po eksplozji supernowej, gwiazdy, tylko tworzy otaczający ją dysk akrecyjny (resztkowy), w którym to z kolei, pozostały po wybuchu pył inkluduje się w coraz większe obiekty, przestające następnie absorbować gaz i formując się w ten sposób w planety lub planetoidy. Takim chmurom kosmicznego pyłu zawdzięcza swe istnienie zapewne także nasza Ziemia. Mało tego, - dalsze obserwacje widma różnych takich tworów w zakresie podczerwonym wykazały ponadto, że takie same zasady zachodzą nie tylko w gwiazdach neutronowych, ale zarówno w białych jak i brązowych karłach, które na dodatek są niejednokrotnie obiektami tak małymi i chłodnymi, że w ich wnętrzach wodór nie ulega nawet podstawowej przemianie w hel, a mimo to wokół nich również odnajduje się maleńkie układy planetarne. Wróćmy jednak do liczb. Wartość stałej E w naszym Universum wynosi 0,007 i nic nie wskazuje by mogło być inaczej. Przy wielkości 0,006 świat składałby się wyłącznie z wodoru i trudno byłoby wówczas o jakiekolwiek interesujące reakcje chemiczne, natomiast wartość nieco wyższa czyli przykładowo 0,008 spowodowała by przekształcanie się w procesie syntezy niemal całego wodoru w pierwiastki ciężkie. A jako, że wszystkie inne pierwiastki we Wszechświecie (w tym około dziewięćdziesiąt pierwiastków naturalnie występujących w przyrodzie które znamy na czas obecny) zawdzięczają swe istnienie fuzji jąder wodoru, byłby to właściwie koniec jakiejkolwiek dalszej ekspansji samego universum, nie spekulując nawet w ogóle o możliwości pojawienia się w nim materii ożywionej w jakikmkolwiek stadium, w jakiejkolwiek formie. W tym miejscu dałem się nieco ponieść argumentacji Dawkinsa, choć jak on sam przyznaje i o czym już wcześniej krótko nadmieniłem, nie wiemy jak wyglądała by sytuacja przy innych wartościach wszystkich tych sześciu stałych. Przypis podaje nam taką oto informację.&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Napisałem „prawdopodobnie", bo po pierwsze tak naprawdę nie wiemy, jak mogłyby funkcjonować alternatywne, obce formy życia, po drugie zaś niewykluczone, że robimy błąd, rozważając wyłącznie osobno konsekwencje zmiany wartości poszczególnych stałych. Czy istnieje jakaś inna kombinacja tych sześciu stałych, która również zaowocowałaby wszechświatem przyjaznym dla życia, której nie poznamy, analizując wyłącznie skutki zmiany jednej z tych wielkości? To odrębny problem — dalej, dla jasności wywodu, pisać będę tak, jakby problemem największym było niekwestionowane i oczywiste, idealne wręcz dopasowanie sześciu podstawowych stałych"&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A gdyby sprawność procesów jądrowych zamknąć w innej wartości. Dalczego za minimalny odchylenie od normy ustalonej jaką jest 0,007 przyjęłliśmy 0,006, skoro pomiędzy tymi dwoma wartościami występuje całe kontinuum liczb rzeczywistych, dlaczego nie zatem  0.0065 lub 0.006999?&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odsuńmy jednak na bok wszelkie sylogizmy i skupmy swą uwagę na zaproponowanych dotychczas koncepcjach kosmologicznej zasady antropicznej (rzecz jasna, poprzez cały rozdział, odwołując się do terminu „zasada antropiczna”, będę miał na myśli wyłącznie, modele o podłożu naukowym, w żadnym wypadku nie teologicznym).&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-7763663836831724073?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4O9LySsVs6Gtxa2UBY8Y-Wc4O78/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4O9LySsVs6Gtxa2UBY8Y-Wc4O78/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4O9LySsVs6Gtxa2UBY8Y-Wc4O78/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4O9LySsVs6Gtxa2UBY8Y-Wc4O78/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/jX8XHWD9v4k" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/7763663836831724073/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-1-subtelne-zestrojenie-i.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/7763663836831724073?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/7763663836831724073?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/jX8XHWD9v4k/rozdzia-1-cz-1-subtelne-zestrojenie-i.html" title="Rozdział 1. cz. 1 - Subtelne zestrojenie i zasada antropiczna." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/rozdzia-1-cz-1-subtelne-zestrojenie-i.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0MFSHo9eyp7ImA9WhZQFks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-1544731643321400372</id><published>2009-11-08T12:31:00.001-08:00</published><updated>2011-04-24T10:16:59.463-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-04-24T10:16:59.463-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="dawkins" /><title>Przedmowa cz. 2 - ciąg dalszy</title><content type="html">&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wszyscy jednak (o czym warto przy tej okazji nadmienić) zwolennicy teorii inteligentnego projektu stoją explicite w opozycji do Darwinowskiej ewolucji biologicznej. Michael J. Behe na przykład - twórca słynnego (choć niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu w ujęciu ewolucjonistów) pojęcia nieredukowalnej złożoności (irrediucible complaix), do którego zresztą powrócę jeszcze w dalszych rozważaniach -  sam wypowiedział się w tej kwestii następująco:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przede wszystkim, ważne jest zrozumienie, że hipoteza inteligentnego projektu nie kłóci się z ewolucją per se – tj. „ewolucją” rozumianą po prostu jako dziedziczenie z modyfikacją, gdzie jednak zostawia się otwartą kwestię jej mechanizmu. Projektant mógł przecież wybrać taki sposób działania. Zamiast na wspólnym pochodzeniu, hipoteza ID skupia się raczej na mechanizmie ewolucji – jak to wszystko się wydarzyło, przez dobór naturalny czy celowy, inteligentny projekt?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugą, często przeoczaną, lecz wartą podkreślenia kwestią jest to, że inteligentny projekt bez problemu dopuszcza uznanie nawet dużej roli dla doboru naturalnego. Odporność na antybiotyki i pestycydy, białka przeciwdziałające zamarzaniu ryb i roślin, a także wiele innych rzeczy, można wyjaśnić przy pomocy mechanizmu darwinowskiego. Kluczowe twierdzenie hipotezy ID nie głosi, że dobór naturalny nie wyjaśnia niczego, ale że nie wyjaśnia wszystkiego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I w ten właśnie sposób przechodzimy do sedna pierwszego problemu który na swojej drodze napotyka biologia ewolucyjna. Zanim dopuścimy w ogóle bowiem do głosu dobór naturalny (jakkolwiek definiując sedno tego pojęcia) "leitmotive" naszych rozważań będzie stanowić próba uporania się z teoriami pretendującymi do wyjaśnienia problematyki min.  tak przyjaznego dla powstaniu życia ulokowania naszej planety w sferze złotowłosej, za pomocą tzw. zasady antropicznej w dwóch wersjach: kosmologicznej i planetarnej, jak również hipotetycznego scenariusza genezy pierwszej komórki eukariotycznej począwszy od aminokwasów, poprzez proteiny do polinukleotydów i wejścia w obręb chemii organicznej czyli powstania materii ożywionej, i to materii już na tym etapie zdolnej do procesów samoreplikacji. Niestety jak dotychczas wszelkie próby wyjaśnienia tychże zagadnień są albo przedstawiane w bardzo mglistym i niejasnym zarysie, albo są po prostu interesującymi hipotezami, niejednokrotnie różniącymi się na dodatek diametralnie między sobą, co oczywiście można by przyjąć za swoiste następstwo metody prób i błędów. Jakkolwiek jednak zasada antropiczna przykładowo, z założenia jest  zagadnieniem wykraczającym  poza proste ramy czegoś co można łatwo zbadać, w którym trudno osiągnąć coś z goła innego niż tylko consensus w postaci hipotezy. Do tego dochodzi jeszcze spór pomiędzy aktualistycznym a katastroficznym pojęciem początków wszechświata i późniejszego powstawania weń i rozwijania się życia, a jak wiadomo to właśnie aktualizm jest podstawą Darwinowskiego doboru naturalnego&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-1544731643321400372?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/PnZyzMuqFu43xDoeK-mglzPTxE8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/PnZyzMuqFu43xDoeK-mglzPTxE8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/PnZyzMuqFu43xDoeK-mglzPTxE8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/PnZyzMuqFu43xDoeK-mglzPTxE8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/o6Sod0D5BbY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/1544731643321400372/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/przedmowa-cz-2-ciag-dalszy.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/1544731643321400372?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/1544731643321400372?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/o6Sod0D5BbY/przedmowa-cz-2-ciag-dalszy.html" title="Przedmowa cz. 2 - ciąg dalszy" /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/przedmowa-cz-2-ciag-dalszy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUIEQXw_eip7ImA9WxNUGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7335094525372759527.post-8244119463044436210</id><published>2009-11-08T12:29:00.000-08:00</published><updated>2009-11-10T02:05:00.242-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-10T02:05:00.242-08:00</app:edited><title>Przedmowa cz. 1 - Tytułem wstępu.</title><content type="html">&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both;"&gt;&lt;a href="http://dustyloft.files.wordpress.com/2008/02/god_delusion.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://dustyloft.files.wordpress.com/2008/02/god_delusion.jpg" width="128" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;Mnogość i różnorodność gatunków stanowiących fascynujący fundament naszej bogatej flory i fauny, o jakże na dodatek krańcowych, co do swej złożoności modelach&amp;nbsp; strukturalnych, od pojedynczych&amp;nbsp; w zasadzie&amp;nbsp; molekuł poczynając, a na całkowicie ukształtowanych już organellach kończąc, - otwierają przed nami, niezwykły i być może nie kończący się rozdział, w odwiecznej księdze fenomenu życia. Przeciętnego, - że tak się być może nieco ostentacyjnie wyrażę – zjadacza chleba, takie formy koniugacji fenotypowych żywej materii, napawają zrozumiałym skądinąd zachwytem i podziwem, wywołując przy tym niejednokrotnie, co tu kryć – dualistyczne dociekania przyczynowo skutkowe, oraz pytania o kwestie celowości tak zaistniałego akurat stanu. Dla typowego biologa ewolucyjnego natomiast, całe to bogactwo form organizmów żywych, pozostaje niczym innym jak w zasadzie jedynie namacalnym i naocznym produktem ubocznym darwinowskiego mechanizmu doboru naturalnego. Produkt uboczny? Tak, to nie jest bynajmniej żaden błąd semantyczny. Jakież bowiem bardziej trafne i reprezentatywne określenie przychodzi w tym miejscu na myśl, patrząc na całokształt życia na naszej planecie poprzez pryzmat teorii samolubnego genu? Według tego założenia każda przecież żywa istota (a więc również my sami), a&amp;nbsp; powiem nawet więcej, każdy właściwie pojedynczy twór, spełniający jedyny podstawowy tylko wymóg jakim&amp;nbsp; jest&amp;nbsp; posiadanie własnego DNA lub pierwotnej wersji pod postacią RNA, a zatem również bakterie, drożdże, nicienie, czy chociażby drzewko bonsai, z których jedno zdobi akurat wystrój mojego dziennego biurka, - wszystkie one stanowią w zasadzie nic innego jak jedynie „maszyny przetrwania” (survival machines), żywe i w większości niczego nie świadome nośniki informacji genetycznej, zaprogramowane przez sztab oblegających chromosomy genów, na jeden jedynie słuszny cel – ochronę samych siebie. Nic, więc dziwnego, iż Dawkins pisząc swoją publikację życia, rozpoczął na wstępie od stwierdzenia, iż „należałoby tę książkę, czytać tak jak powieść fantastyczno naukową”. Już kiedyś, przy pewnej okazji, koncepcję tę ochrzciłem (bynajmniej nie w złych zamiarach) terminem – „matrix od zarania dziejów”. &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial; font-size: 10pt;"&gt;Już sama koncepcja działania doboru naturalnego zaprzecza z gruntu podstawowym prawom fizyki jak chociażby drugiej zasadzie termodynamiki, która głosi, iż w układzie odosobnionym, stanowiącym zamkniętą całość wszelkie procesy prowadzą do wzrostu entropii, czyli miary stopnia bezładu (nieuporządkowania, chaotyczności, średniej wartości logarytmu funkcji rozkładu) w obrębie tego układu. Z kolei teoria ewolucji nakreśla zgoła zupełnie inny obraz, gdyż genotyp dąży wg niej do przemian harmonicznych, wysoce uporządkowanych, i co można chyba śmiało w tym miejscu powiedzieć, w pewien na swój sposób logicznych. Każda bowiem mutacja genu pod postacią alleli jest w tym kontekście czymś co ma przynieść osobnikowi danego gatunku lepsze zdolności pretendujące&amp;nbsp; do przetrwania. Innymi słowy każda mutacja z gruntu rzeczy ma za zadanie poprawić fenotyp swojego właściciela w drodze o przetrwanie, która z kolei w zależności od efektu decyduje o przetrwaniu samego już danego genu jako przydatnego bądź nie w określonych warunkach, w określonym środowisku. Dobór naturalny niejako - swego rodzaju - "perpetuum mobile" - jest ukierunkowany na coraz wyższy stan uporządkowania materii bez jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz, a zatem z punktu widzenia drugiej zasady termodynamiki jest niemożliwy, nawet&amp;nbsp; "przypadkowy". Teoria ewolucji biologicznej poprzez mechanizm doboru naturalnego stanowi obecnie ostateczną i co tu kryć, jedyną alternatywę dla poglądu kreacjonistów dla których coś co nie mogło powstać w danej zaawansowanej strukturze poprzez działanie przypadku tudzież zwanego "ślepym trafem" (niekiedy zwane również dowodem z nieprawdopodobieństwa - słynny przykład z „Ostatecznym Boeingiem 747” Freda Hoyle’a ), jest od razu imputowane jako niezaprzeczalny dowód na ID - czyli Intelligent Design (Inteligentny Projekt). Oczywiście za tą cudowną, ponadnaturalną emergencją stoi gdzieś rzecz jasna niewidzialna ręka, niewytłumaczalna siła sprawcza,&amp;nbsp; najpotężniejsza istota we wrzechświecie która z kolei jednak sama gubi swój racjonalny wątek w swoistym "regressus ad infnitum". I oczywiście w tym miejscu założenie ewolucyjne byłoby z gruntu jak najbardziej sensowne (pomijając w tym stadium jeszcze hipotezę samego teizmu lub deizmu) bowiem nawet o najpotężniejszym imperium powiedziano "Nie od razu Rzym zbudowano", stąd na twierdzenie kreacjonistów dla których musi istnieć wszystko albo nic taka koncepcja musiała być napewno swego rodzaju skutecznym hamulcem. Skoro istnieje wszystko albo nic to tak samo jak przyjąć, że istnieje prawda lub fałsz, stany logiczne 0 lub 1 . Idąc tym torem w matematycznym ujęciu można śmiało powiedzieć, iż kreacjoniści zgubili się według założenia w podstawowej logice, ewolucjoniści otwarli z kolei zaś przed nami piękno logiki rozmytej. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7335094525372759527-8244119463044436210?l=blogracjonalisty.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/zJqqfC-Q4sQl6bf56TjHoxek3bQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/zJqqfC-Q4sQl6bf56TjHoxek3bQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/zJqqfC-Q4sQl6bf56TjHoxek3bQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/zJqqfC-Q4sQl6bf56TjHoxek3bQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/DziennikRacjonalisty/~4/ApYy6gG77KA" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/feeds/8244119463044436210/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/przedmowa-cz-1-tytuem-wstepu.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/8244119463044436210?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7335094525372759527/posts/default/8244119463044436210?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/DziennikRacjonalisty/~3/ApYy6gG77KA/przedmowa-cz-1-tytuem-wstepu.html" title="Przedmowa cz. 1 - Tytułem wstępu." /><author><name>agnostyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04358501464270261146</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="28" height="32" src="http://3.bp.blogspot.com/_yGkMqlwpUgw/TNcMlaFYe-I/AAAAAAAAAFU/QRlN6Jc4ink/S220/pic1.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://blogracjonalisty.blogspot.com/2009/11/przedmowa-cz-1-tytuem-wstepu.html</feedburner:origLink></entry></feed>

