<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;CEICR3s6eSp7ImA9WhRbEk0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178</id><updated>2012-02-02T18:09:26.511+01:00</updated><category term="Imperial-Cinepix" /><category term="Toronto" /><category term="NOR" /><category term="Sundance" /><category term="JPN" /><category term="Biograficzny" /><category term="2009" /><category term="4" /><category term="SPInka" /><category term="AUT" /><category term="Wojenny" /><category term="Psychologiczny" /><category term="Melodramat" /><category term="Against Gravity" /><category term="Gutek Film" /><category term="Romansidło" /><category term="NZL" /><category term="Oscary" /><category term="Społeczny" /><category term="Komedia" /><category term="ISL" /><category term="WFF" /><category term="Cannes" /><category term="27'WFF" /><category term="Złoty Lew" /><category term="Przygodowy" /><category term="Wenecja" /><category term="wokół" /><category term="FRA" /><category term="Forum Film Poland" /><category term="3" /><category term="Nowe Horyzonty" /><category term="Thriller" /><category term="AP Manana" /><category term="FIN" /><category term="GER" /><category term="Warner Bros Entertainment Polska" /><category term="2008" /><category term="HOL" /><category term="Western" /><category term="6" /><category term="Epelpol Entertainment" /><category term="Kino Świat" /><category term="CZE" /><category term="United International Pictures" /><category term="Cezar" /><category term="MEX" /><category term="Ranking" /><category term="Sportowy" /><category term="Festiwale" /><category term="Horror" /><category term="Filmy roku 2010" /><category term="2007" /><category term="San Sebastian" /><category term="Złoty Glob" /><category term="ITA" /><category term="AUS" /><category term="Monolith Films" /><category term="Vivarto" /><category term="LIB" /><category term="5" /><category term="Best Film" /><category term="Dokument" /><category term="Sensacja" /><category term="Złote Lwy" /><category term="2006" /><category term="ISR" /><category term="ITI Cinema" /><category term="ludzie kina" /><category term="Berlinale" /><category term="Surrealistyczny" /><category term="GRE" /><category term="BAFTA" /><category term="ARG" /><category term="BEL" /><category term="Orły" /><category term="UKR" /><category term="2011" /><category term="Sci-Fi" /><category term="Syrena Films" /><category term="Hagi" /><category term="Złota Palma" /><category term="TAI" /><category term="CAN" /><category term="USA" /><category term="Kryminał" /><category term="RUS" /><category term="Locarno" /><category term="Obyczajowy" /><category term="Gangsterski" /><category term="ESP" /><category term="Historyczny" /><category term="Stowarzyszenie Nowe Horyzonty" /><category term="2" /><category term="PER" /><category term="Dramat" /><category term="Grammy" /><category term="GBR" /><category term="Złoty Niedźwiedź" /><category term="BIFA" /><category term="Filmy roku 2009" /><category term="Animacja" /><category term="2010" /><category term="Art House" /><category term="Goya" /><category term="Fantasy" /><category term="IRL" /><category term="Muzyczny" /><category term="25'WFF" /><category term="Vision Film" /><category term="Akcja" /><category term="DEN" /><category term="SPI International Polska" /><category term="SWE" /><category term="26'WFF" /><category term="FPFF" /><category term="POL" /><category term="TUR" /><category term="zapowiedź" /><title>ekran pod okiem</title><subtitle type="html">Każdy ma swoje kino. Mam i ja. Im starsze, tym lepsze. Im mniejsze, tym większe. Recenzje filmów z IQ wyższym od drabiny.</subtitle><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>155</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/EkranPodOkiem" /><feedburner:info uri="ekranpodokiem" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry gd:etag="W/&quot;DEAHR34zeyp7ImA9WhRUGEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6983457085522249559</id><published>2012-01-29T18:05:00.001+01:00</published><updated>2012-01-29T18:05:36.083+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-29T18:05:36.083+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Społeczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Reset bani</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i40.tinypic.com/wu3z89.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i40.tinypic.com/wu3z89.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Hesher&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Spencer Susser, USA, 2010&lt;br /&gt;
100 min. &lt;br /&gt;
Polska premiera: ?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy czasem potrzebuje resetu bani. Jakiegoś wstrząsu, który wybudzi go z chwilowego letargu, lub z jakiejś absurdalnej życiowej sytuacji. Bywa, że nawet lekarz nie pomoże, tak jak serdeczny gong na odmułę sprezentowany przez najlepszego przyjaciela. Nie każdy umie to docenić, ale jeszcze mniej potrafi taką przysługę zaoferować swojemu pogrążonemu w emocjonalnym nieładzie kompanowi. Tak to już jest z naszym gatunkiem. Nasz mózg pobiera przez lata miliony nikomu nie potrzebnych definicji i zjawisk, które potrafią niekiedy przeciążyć nasz system wartości i zawiesić się w najmniej pożądanym momencie. Wystarczy np. nagle kogoś stracić. Kogoś nam bardzo bliskiego. Nagła niepowetowana strata potrafi wywrócić nasz poukładany dotąd sens życia na lewą stronę i odtąd, raptem nie będziemy już umieli założyć na siebie tej samej koszulki. Marazm, beznadzieja, depresja. Jak z niej wyjść? Tu wracamy więc do punktu wyjścia. Wstrząs. Reset bani. W filmie&lt;b&gt; Spencera Sussera&lt;/b&gt;, przyciskiem „reset” na konsolecie głównej naszego systemu operacyjnego, jest niejaki Hesher.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiele o nim wiadomo, poza tym, że jest klasycznym sierściuchem. Długie, przetłuszczone włosy charakteryzują tego anty systemowego anarchistę mieszkającego w furgonetce typu „jestem typowym wozem seryjnego mordercy”. Dziary okropne, ale muzyka jakiej słucha już lepsza. Hesher jest typem aspołecznym, który ma wiecznie wypięty zad na wszelką normalność funkcjonującą w znanej nam dobrze cywilizacji zachodu. Wali prosto w oczy siarczystymi inwektywami, klnie lepiej od Zbynia Hołdysa, lansuje się wiecznie roznegliżowaną klatą, ma jedno jądro i w ogóle jest na całej linii spieprzony przez matkę naturę. Generalnie ciężko jest się z nim zaprzyjaźnić, zwłaszcza w początkowej fazie filmu. Acz mi przyszło to ze stosunkową dużą łatwością, gdyż w postać aspołecznego sierściucha wcielił się lubiany przeze mnie&lt;b&gt; Joseph Gordon-Levitt&lt;/b&gt;. Gnój z serialu&lt;i&gt; Trzecia planeta od słońca&lt;/i&gt;. Zakochany młodzieniec z &lt;i&gt;&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2009/12/pory-roku.html"&gt;500 dni miłości&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. W roli Heshera prędzej widziałbym już Danny‘ego DeVito, lub naszego „celebrytę” Karolaka (nie, jednak nie, lepiej nie jego). No ale Levitt? Duże zaskoczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie oglądania filmu przecierałem oczy ze zdziwienia i z uznaniem kiwałem głową obserwując jego spektakularny awans rozgrywający się we własnych myślach, najpierw do pierwszej trzydziestki najbardziej perspektywicznych młodych aktorów, by skończyć gdzieś tak w okolicach mocnej dziesiątki. Ale o nim może szerzej w następnym, lub w jednym z najbliższych wpisów, bowiem mam na tapecie jeszcze jedną zaległość, także z Levittem w roli głównej - &lt;i&gt;50/50&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróćmy jednak do &lt;i&gt;Heshera&lt;/i&gt;. Szkoda, że nie połasiłem się na niego wcześniej. Tak jeszcze przed skonfigurowaniem własnego rankingu&lt;i&gt; &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/naj-naj-naj-ebawszy-troche-literek.html"&gt;najlepszych filmów roku 2010&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. Myślę, że &lt;i&gt;Hesher&lt;/i&gt; uplasowałby się na tej liście gdzieś pod koniec drugiej dziesiątki. Tak. To zdecydowanie film, który warto wyróżnić w rocznym zestawieniu. To taki typowy przedstawiciel filmów wyróżnionych na festiwalu w &lt;b&gt;Sundance&lt;/b&gt;. Bez statuetki, ale mocny kandydat np. na nagrodę publiczności. Akurat w ten weekend kończy się kolejna edycja festiwalu, tak więc &lt;i&gt;Hesher&lt;/i&gt; był tam nominowany do nagrody głównej dokładnie dwa lata temu. Oczywiście nadal nie można zobaczyć go w naszych kinach i tak już pewnie pozostanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułowy Hesher wchodzi w dość brutalny i bezpośredni sposób w życie rodziny, której kilka miesięcy wcześniej świat zawalił się na głowę. Młody T.J. mieszka wraz z ojcem w domu babci. Wcześniej w wypadku samochodowym tracą swoją - odpowiednio, matkę i żonę. Obserwujemy więc ich świeżo po tym zdarzeniu i widzimy jak bardzo zmieniła ich wewnętrznie rodzinna tragedia. Ojciec popadł w depresję i siedzi całymi dniami w domu bez słowa. Młody T.J. jak na  dzieciaka przystało, trawi wszystko na swój własny sposób. Walczy z prywatnymi demonami i sprawia ogólne wrażenie, jakby to wszystko do niego jeszcze nie dotarło. Babcia z kolei nie ma już głowy do niczego poza gotowaniem swoim mężczyznom. I nagle w ich życiu pojawia się sierściuch.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wywraca życie najpierw młodego, potem całej reszty. Wprowadza się do ich domu (mocno naciągana historia, ale da radę ją kupić tak z przymrużeniem oka). Hesher z biegiem czasu staje się spoiwem łączącym ich świat utracony z teraźniejszością. Jego postępowanie anty zwraca na siebie uwagę, irytuje i przeszkadza, ale w pewnym momencie można dostrzec w jego zachowaniu odrobinę ciężkostrawnego uroku. Klasyczny wpływ na siebie dwóch skrajnych charakterów. Dochodzi do licznych tarć i spięć, także z akcentami humorystycznymi. Jakby tego było mało, autorzy urozmaicają fabułę kolejną ciekawą postacią, kasjerką Nicole (&lt;b&gt;Natalie Portman&lt;/b&gt;), która poróżni nasze dwa niepokorne charaktery, a potem oczywiście połączy. Typowy i oklepany scenariusz na prosty amerykański dramat społeczny zagrany przez młodych aktorów. Chyba także bardziej dla młodego widza, ale broń Boże nie dla dziecka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Amerykańscy producenci mają nosa do wynajdywania u siebie młodocianych aktorów. Przeważnie zawsze udaje im się ta sztuka. Nie inaczej jest i tym razem. Młody &lt;b&gt;Devin Brochu &lt;/b&gt;w roli T.J-a jest wyróżniającą się postacią. Szczerość i autentyczność. Tylko tego oczekuję na ekranie od małolatów. Tutaj dostałem wszystko jak należy. Warto też poświęcić kilka zdań na temat pozostałych aktorów. O Levitt-cie już było. Natalie Portman stylizowana na nastolatkę jak zwykle na wysokim poziomie. Po tej roli jeszcze bardziej ją lubię. Niby pierwsza liga aktorstwa, a świetnie odnajduje się także w niszowych produkcjach z dala od fleszy jupiterów, wielkich budżetów i nazwisk. Urocza babcia grana przez &lt;b&gt;Piper Laurie&lt;/b&gt; daje od siebie wiele przyjemnego ciepła, a także humoru. Natomiast zdesperowany i pogrążony w rozpaczy ojciec (&lt;b&gt;Rainn Wilson&lt;/b&gt;), walcząc ze swoją tęsknotą i z szokiem powypadkowym, wprowadza do opowieści dramatyczne elementy. Wszystko jest odpowiednio zrównoważone. Niby lekko, ale na szczęście także nie głupio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki nieokrzesanemu chaosowi Heshera, cała nasza gromadka wreszcie odnajduje sens w swoim życiu, oraz drogę do samych siebie. Niby długowłosy prymityw, a jednak naprawia świat z pozoru normalnych, lecz odrobinę zagubionych ludzi. Właśnie tego czasem wszyscy potrzebujemy. Żeby ktoś podszedł do nas i bezinteresownie palnął w ryj, abyśmy się w końcu obudzili, podnieśli z ziemi i otrzepali. W filmie tą postacią jest sierściuch, a w naszym środowisku? Rozejrzyjmy się wokół. Być może też ktoś podobnej pomocy oczekuje od nas samych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/wRfiUfv9NWY" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6983457085522249559?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/c356oeX6YyfE3s0CqcQgJHXMYq0/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/c356oeX6YyfE3s0CqcQgJHXMYq0/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/c356oeX6YyfE3s0CqcQgJHXMYq0/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/c356oeX6YyfE3s0CqcQgJHXMYq0/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/_N945PFkA-s" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6983457085522249559/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/reset-bani.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6983457085522249559?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6983457085522249559?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/_N945PFkA-s/reset-bani.html" title="Reset bani" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i40.tinypic.com/wu3z89_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/reset-bani.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUYCRXw6fCp7ImA9WhRUEko.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-4862395965137697691</id><published>2012-01-22T20:39:00.001+01:00</published><updated>2012-01-22T23:59:24.214+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-22T23:59:24.214+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Kino Świat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ESP" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GER" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Teatr TV w kinie</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/3536qzn.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i41.tinypic.com/3536qzn.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Rzeź&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Roman Polański, FRA, GER, ESP, POL, 2011&lt;br /&gt;
79 min. Kino Świat&lt;br /&gt;
Polska premiera: 20.01.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polscy dystrybutorzy rozpoczęli nowy rok z godnym podziwu przytupem. Zakasali rękawy i poza kilkoma ciekawymi premierami, weszli także nieco szerzej do telewizji, by reklamą zachęcić ludzi do wydania swojej poświątecznej krwawicy na bilet do kina. Ledwie skończyła zbyt nachalną w mojej ocenie kampanię Pani „być może nominowana do Oscara” Holland (nie skorzystałem z zaproszenia), teraz od kilku dni grasuje między newsami i sportem z pogodą&lt;i&gt; Rzeź&lt;/i&gt; Polańskiego. Są jeszcze zdegradowane przez Orange niemal do poziomu podłogi &lt;i&gt;Muppety&lt;/i&gt;, czy &lt;i&gt;Sztos&lt;/i&gt; vel Szajs drugi, który pławi się w kilkusekundowych spotach w asyście wyrobów z Biedronki, ale lepiej dla niego aby tam jednak pozostał. Tak więc niby dużo, a jednocześnie tak bardzo niewiele niestety.  Z tego telewizyjnego pojedynku jednak zwycięsko wychodzi &lt;i&gt;Rzeź&lt;/i&gt;. Nie bójmy się klaskać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najnowszy film Polańskiego to ciekawy mariaż teatru, telewizji i kina. Do kompletu brakuje tylko świata literatury, ale i tak produkcja może budzić autentyczny podziw. &lt;i&gt;Rzeź&lt;/i&gt; powstała na podstawie teatralnej sztuki &lt;i&gt;Bóg Mordu&lt;/i&gt; Francuzki &lt;b&gt;Yasminy Rezy&lt;/b&gt;, która od swojej premiery w roku 2006 została wystawiona kilkaset razy na prestiżowych scenach od Berliner Ensemble, na West Endzie i Broadwayu kończąc. Sztuka ta wystawiana jest także na rodzimych deskach teatralnych, m.in. w Krakowie, Katowicach, czy w Warszawie. Nic więc dziwnego, że fenomenem Rezy zainteresował się w końcu świat filmu, konkretnie, to nasz uznany na całym świecie reżyser, z zamiłowania miłośnik nieletnich uciech cielesnych. A gdzie tu związek z telewizją? Nieformalny i lekko naciągany, ale co, wolno mi. &lt;i&gt;Rzeź&lt;/i&gt; bowiem została nakręcona w stylu Teatru Telewizji znanego u nas od roku 1953. I zaprawdę powiadam wam, eksperyment ten udał się bardzo, ale to bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Yasmina Reza wykształcona na socjolożkę, ma ponoć zdumiewające umiejętności brutalnego włażenia w ludzkie kompleksy i wszelkie zahamowania. Zdejmuje maski naszej obłudzie i przekłada je na ostry język potocznych uogólnień. W sztuce &lt;i&gt;Bóg Mordu&lt;/i&gt;, która jest bazą wyjściową dla naszego filmu, obnaża fałsz współczesnych dwóch małżeństw, reprezentantów klasy średniej (w Polsce prawie nie występuje), silących się na zakłamane ą i ę, które nakazuje dobre wychowanie i poprawność polityczną, kreujących się przy tym na wszystkie możliwe, poza prawdą, sposoby. I super. Lubię w tak nieokrzesany sposób, prosto z mostu, z pięści i celnie w ten zbyt naiwny tępy łeb. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sztuki nie widziałem i bardzo tego żałuję. W ogóle to bardzo boli mnie fakt, że na teatr brakuje mi czasu, ale także trochę szczerych chęci niestety. Ale nie będę was tym zanudzał. Romek Polański, tak mi się przynajmniej wydaje, bardzo fajnie wyłuskał z teatralnego pierwowzoru najciekawsze smaczki i w umiejętny sposób przekonwertował na język kina i telewizji główny zamysł przedstawienia. Efekt finalny bardzo sympatyczny, a nawet i mądry, w sam raz na poniedziałkowy Teatr Telewizji po Wiadomościach z chipsami i piwem do poduszki. I to bez reklam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duet Reza&amp;amp;Polański zrobili rzecz piękną. Zmieszali z błotem nasze ego i wyuzdane wyobrażenia o świecie sprawiedliwym, nieskazitelnym oraz uczciwym. Niewiele potrzeba, by ich kolorowy i uporządkowany świat zbudowany na kłamstwie i obłudzie runął z kretesem. W tym konkretnym przypadku wystarczyła zwyczajna bójka jedenastolatków w piaskownicy. Ich rodzice spotykając się w celu omówienia problemu w sposób jak najbardziej cywilizowany oraz według najlepszego socjologicznego wzorca, w przeciągu godziny zamieniają się w pierwowzory ich nieokrzesanej prymitywnej bytności. Bez pudru i lukru, bez poprawności politycznej i sztucznych definicji świata ą i ę. Kapitalne przepotwarzenie się w ludzi pierwotnych, uprzedzonych rasowo, walczących ze swoimi słabościami i nałogami. Iście wybornie to się ogląda. To trochę jak obserwowanie zbiorowej alkoholizacji szanowanego środowiska adwokackiego, lub elity literackiej. Ludzi światłych i wykształconych, którzy pod wpływem alkoholu i swojego nieskrępowanego towarzystwa, zamieniają się w prymitywne zwierzęta. Każdy z nas zna takie przypadki i często w nich uczestniczy. Ludzka rzecz się schlać i zrobić z siebie świnię, czyż nie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego tak bardzo kupuję zamysł autorów. Dwa typy małżeństw, cztery niekompatybilne ze sobą i jakże różne charaktery i cztery wspaniałe aktorskie kreacje.&lt;b&gt; Jodie Foster&lt;/b&gt; (najbardziej irytująca),&lt;b&gt; John C. Reilly&lt;/b&gt; (najbardziej swojski), &lt;b&gt;Kate Winslet&lt;/b&gt; (najbardziej glamour) i&lt;b&gt; Christoph Waltz&lt;/b&gt; (najbardziej zajebisty), wszyscy zamknięci w jednym mieszkaniu muszą omówić problem ich pierworodnych. Ale temat ich dzieci szybko schodzi na drugi plan. Napięcie niebezpiecznie rośnie. Podkręca je wyborna szkocka oraz kilka telefonów. Gigantyczna lawina nieoczekiwanych pretensji zasypuje stok po którym jakby nigdy nic szusowało sobie stado ludzi szarych i normalnych. Krzyżują się ze sobą zarzuty i wyrzuty, bezlitosne opinie i oceny. Żony krytykują mężów, mężowie kąśliwie odbijają piłeczkę, a gwoździem programu staje się ekwilibrystyczny bełt który bezlitośnie rozprawia się ze światem sztuki i kultury. Wyjątkowo udanych lotów zagrywka-symbol. Najbardziej z prymitywnych oznak naszej archaicznej zwierzęcej moralności, czyli klasyczny cuchnący rzyg wydobywający się z naszego zepsutego wnętrza, w roli bezlitosnego sędziego wydającego wyrok na współczesne naciągane człowieczeństwo. Mniam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała nasza sympatyczna czwórka w przeciągu godziny doświadcza najgorszego dnia swoim życiu.&amp;nbsp;Padają ostre teksty, kapitalne dialogi, jak np. męski atak na kobiece bohaterstwo ruchów społecznych i feministycznych. Mój absolutny filmowy ulubieniec, czyli Alan Cowan (Waltz), np. po obejrzeniu Jane Fondy w telewizji ma ochotę wyjść i kupić plakat Ku Klux Klanu. Ja też! A moim szowinistycznym cytatem filmu jest ten:&lt;i&gt; „Jesteś tym samym typem zaangażowanej, walczącej kobiety. My nie lubimy takich kobiet. Lubimy zmysłowe, namiętne kobiety, tryskające hormonami. Strażniczki świata, te które chcą pokazać jakie są mądre, szybko przełączam.” &lt;/i&gt;A to tylko fragment całej dyskusji. Wycinek z całości, z klasycznej wojenki dwóch płci z całym tym przerzucaniem się błotem i garścią stereotypów. Kobiety nie pozostają dłużne swoim facetom, mężczyźni z kolei uwypuklają swoje dziecinne naleciałości i czczą kult swojej ogólnej zajebistości. Hermetyczny świat ich udanych z pozoru małżeństw pierze swoje brudy na zewnątrz i wyciąga z przeszłości każdą wpadkę, każde rozczarowanie. Cztery światy, cztery odmienne punkty widzenia na życie, wszystko płynnie, inteligentnie, czasem bardzo zabawnie, choć jak dla mnie, trochę za krótko niestety.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naprawdę udany mariaż teatru z kinem w oparach telewizji. Strzał w dziesiątkę Polańskiego. Jak go nie lubię prywatnie, tak po raz kolejny zaimponował mi na szczeblu zawodowym. Nie przypominam sobie teraz podobnej kinowej produkcji z udziałem uznanych aktorów, zamkniętych przez cały czas trwania filmu tylko w jednym pomieszczeniu. Polański zaoszczędził więc na scenografii, ale zyskał na polu intelektualnym i czysto merytorycznie. Film/sztukę dedykuję wszystkim obsesyjnym obrońcom praw człowieka, orędownikom pokoju i stabilizacji na świecie. Emocjonalnym zwolennikom zachodniej globalnej cywilizacji, poprawności wszelakiej, ekologom i zatraconym w nieludzkim świecie korporacji szczurom uzależnionym od telefonu komórkowego. Zaprawdę powiadam wam, nie warto. To tylko ulotna moda która przeminie. W głębi serca i tak jesteśmy prości i w gruncie rzeczy źli. Zawsze nimi byliśmy, zawsze będziemy, takie jest odwieczne prawo natury. Jesteśmy wyznawcami Boga Mordu. Boga, którego rządy są niepokonane od niepamiętnych czasów. Ale co najlepsze, można się z tego wszystkiego bez krępacji pośmiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/0NTpQYKE3eY" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-4862395965137697691?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/u2geVGEVwGUn4EIhNIE4UlWR3js/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/u2geVGEVwGUn4EIhNIE4UlWR3js/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/u2geVGEVwGUn4EIhNIE4UlWR3js/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/u2geVGEVwGUn4EIhNIE4UlWR3js/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/E1NpOTL8Fao" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/4862395965137697691/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/rzez-rez.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4862395965137697691?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4862395965137697691?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/E1NpOTL8Fao/rzez-rez.html" title="Teatr TV w kinie" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i41.tinypic.com/3536qzn_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/rzez-rez.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUcAQ3k-eSp7ImA9WhRVF00.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-148416274954571962</id><published>2012-01-15T22:47:00.000+01:00</published><updated>2012-01-16T10:44:02.751+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-16T10:44:02.751+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Thriller" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="BIFA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Best Film" /><title>Narodziny zła</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i42.tinypic.com/28ush6s.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i42.tinypic.com/28ush6s.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Musimy porozmawiać o Kevinie&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Lynne Ramsay, GBR, USA 2011&lt;br /&gt;
110 min. Best Film&lt;br /&gt;
Polska premiera: 13.01.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaki był Breivik w dzieciństwie? Czy Fritzl niewinnie podszczypywał koleżanki w szkole, a mały Adolfik z uśmiechem na twarzy podkradał mamusine wypieki? Co zdecydowało o tym, że wyrośli później na zbrodniarzy, zabójców, czy perwersyjnych zboczeńców? Błędy wychowawcze, odziedziczone złe geny, wpływ otoczenia? Z pewnością nie jeden psychiatra napisał już o tym książkę, nie raz uzyskiwano na tym polu imponujące stopnie naukowe, powstało także wiele filmów w których twórcy pochylili się nad genezą narodzenia się w małym człowieku zła. Do tematu nawiązała także mało znana szkocka reżyserka&lt;b&gt; Lynne Ramsay&lt;/b&gt;, jednak jej sposób podejścia do zagadnienia wyprzedza o kilka długości jej wielu poprzedników. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Geny, trudne dzieciństwo, wypadek w młodości. Czy każdy człowiek może przeistoczyć się w mordercę? Zasadniczo nie, ale prawie każdy z nas potrafiłby zabić. Np. w obronie własnej lub swoich najbliższych, ale to oczywiście nie to samo co zabijanie z premedytacją, rozkoszą czy z wyższych pobudek. Kto dorasta w harmonijnej rodzinie pełnej matczynej miłości i ciepła, ma zdecydowanie mniejsze szanse na wyrośnięcie na potwora. Agresywne zachowania nabywane przez ludzi w okresie dzieciństwa, kiedy to na własnej skórze doświadczają patologii w ognisku domowym, mają największy wpływ na kształt jego dorosłego już życia. Rozwody rodziców, permanentne kłótnie, znęcanie się, bicie, oraz inne, bardziej drastyczne sceny pozostają z dorosłymi już dziećmi gdzieś głęboko zakorzenione w ich podświadomości. Często wychodzi to z nich w najmniej pożądanych sytuacjach, analogicznie do ich doświadczeń z dzieciństwa. Niestety, także często jest już za późno na jakąkolwiek pomoc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmowy Kevin, to właśnie taki mały potworek, który narodził się tylko po to, by ranić. Jednak w tym konkretnym przypadku, więcej czasu należy poświęcić jego matce Ewie, kapitalnie zagranej przez &lt;b&gt;Tildę Swinton &lt;/b&gt;(czapki z głów). To właśnie ona jest pierwszoplanową postacią tej opowieści, to jej Ramsay poświęciła największą uwagę wytykając przy okazji wszystkie błędy i poddając ją psychicznemu terrorowi. &lt;i&gt;Musimy porozmawiać o Kevinie&lt;/i&gt; to dość przygnębiający obraz, który powinni obejrzeć przyszli rodzice. To jest może niezupełnie film stricte instruktażowy, nie mniej jednak zwraca uwagę na ważne relacje jakie zachodzą i muszą zajść w każdym przypadku pomiędzy rodzicami i ich dorastającymi dziećmi. Zwłaszcza w obecnych czasach, w których panuje moda na bezstresowe wychowanie swoich pociech, skuteczne wypośrodkowanie swojej pedagogicznej metodyki wydaje się być szalenie istotne także dla przyszłości, że się tak patetycznie wyrażę, całego naszego gatunku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W domu Ewy i Franklina teoretycznie wszystko jest w porządku, ale dzięki dobremu zabiegowi płynnego żonglowania jednostką czasu, szkocka reżyserka już na dzień dobry przedstawia nam postać matki w świetle psychicznego zagubienia i alienacji, przez co siłą rzeczy nasuwa widzowi pewne emocjonalne skojarzenia oraz kieruje naszą uwagę właśnie na nią i jej problemy. Od początku filmu czułem się trochę niekomfortowo, nerwowo oczekiwałem kolejnych kadrów. Świetne podkręcanie emocji spowodowane dobrymi zdjęciami i udanymi przejściami między scenami od czasu teraźniejszego do przeszłego spowodowały, że w pierwszej fazie filmu rządzi pozorny chaos i dezinformacja. W dodatku wspaniałe wejście do świata matki skąpanej w błocie pomidorów zrobiło na mnie spore wrażenie. To zrodziło klimat i powiem szczerze, że byłem tym mile zaskoczony. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kevin pojawia się na ekranie dopiero po pewnym czasie, przez co w naturalny sposób zostaje zepchnięty na drugi plan, za plecy matki. Ta od urodzenia dziecka wyraźnie sobie z nim nie radzi. Nie umie go w żaden sposób uspokoić, trafić do niego, a przy tym sama czuje się przy nim źle. Mały Kevin ciągle przy niej płacze, nie reaguje na matczyne prośby. Przy każdym ich wspólnym kontakcie uwypukla się cierpienie matki, którą wyraźnie przerasta macierzyństwo. Kobiety-matki przeważnie rzadko się do tego przyznają. Zazwyczaj zachwalają swoje małe pociechy, jak i cały proces wychowawczy, co najwyżej do poziomu groteski sprowadzając pewne naturalne uciążliwości. Nie wiele z nich jest w stanie przyznać się otwarcie do tego, że macierzyństwo jest w gruncie rzeczy okropne, męczące i zabija w nich pasje oraz chęci do życia. Ewa, mimo wyraźnych matczynych braków stara się jakoś być dobrą w sensie definicji matką, jednak Ramsay nie pozwala nam się z nią zaprzyjaźnić, a już tym bardziej nie pozwala na to Kevinowi. Cały czas coś mi w niej uwiera i odpycha, mimo, że podświadomie dobrze ją rozumiem i współczuję jednocześnie. Tak więc plus za ukazanie ciemnych stron macierzyństwa i poniekąd także ojcostwa, które stanowią punkt zaczepny do dalszych losów tej smutnej historii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachowanie Kevina od lat najmłodszych wydaje się być trochę niedorzeczne i mocno przejaskrawione. No bo niby czemu to dziecko tak nienawidzi matki? Owszem, dochodzi między nimi do pewnych spięć i zatargów, oraz mniejszych bądź większych wojenek, ale jakoś wielkiej patologii w tym nie ma. Filmowy Kevin już od urodzenia po prostu wiedział że matki ma nienawidzić, choć jak się później okazało, nienawidził wszystkich. Przyjmijmy więc dla wygody, że takie sytuacje faktycznie mają w przyrodzie miejsce. Jednak owa nienawiść z biegiem czasu przyjmuje pozę pewnego rodzaju fascynacji. To też jest więź. Mocno spatologizowana, ale jest. Od najmłodszych lat bawiła go gra jaką toczył w gronie rodzinnym. Faworyzowanie ojca i psychiczne znęcanie się nad matką. Wysokich lotów manipulacja emocjami dorosłych, którzy nie potrafili połapać się w jego zabójczej grze. Jako widz, też miałem z tym problemy. Tu więc drugi plus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym bądź razie Ewa musi jakoś żyć ze złem pod jednym dachem i kochać swojego potwora. Trochę koślawa miłość matczyna kontra emocjonalna pustynia. Żadnych oznak wrażliwości, współczucia i radości wszystkich trzech Kevinów, począwszy od małego brzdąca, przez 8-latka, na nastoletnim granym przez &lt;b&gt;Ezrę Millera&lt;/b&gt; kończąc. Wszyscy trzej mieli zło w oczach i cechowali się tajemniczą obojętnością. Szukanie przyczyn takiego stanu rzeczy kończy się chyba jednak fiaskiem. Ramsay co prawda spróbowała przedstawić kilka potencjalnych powodów na mentalne wykolejenie Kevina, ale on po prostu taki już się urodził i nie ma nad czym się szerzej rozwodzić. Bardziej interesująca jest rola matki, która przez swoja matczyną niedoskonałość potęgowała w nim złe zachowania, sama brnąc przy tym w otchłań potępienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zakończenie filmu zaraża jednak kroplą optymizmu. Tylko w jednej scenie upośledzone ego Kevina mięknie, a niedoskonałość matczyna dojrzewa. Ogrom tragedii i doznanego bólu stają się spoiwem na drodze ich wspólnego pojednania. Ale to tylko ulotny błysk, który może być interpretowany na wiele sposobów. Po filmie przeczytałem gdzieś w necie ciekawą reckę, w której autor zaryzykował iście Freudowską tezę, doszukując się w relacji matki z synem seksualnego aspektu ich emocjonalnej więzi. Co prawda specjalnego pożądania do matki w oczach Kevina nie widziałem, ale jestem w stanie przyjąć ją za zasadną. Jest kilka scen które są w stanie ją obronić. Ja jednak skłaniam się ku teorii, w której emocjonalny bunt Kevina w jego własnej opinii przyodziewa maskę rodzonej matki, którą zawsze uważał za złą. Wyssał wraz z jej mlekiem złe geny i całą odpowiedzialność za to zrzuca właśnie na barki matki. Matczyne zło zmutowało się w nim i nabrało bardziej zdecydowanego charakteru, ale on wie, że jest udoskonaloną kopią własnej rodzicielki. Dlatego się na niej mści. To zemsta napędza jego motywy. Wszystko to, co kiedyś mu uczyniła potęguje jego wewnętrzny bunt. Ale z drugiej strony, nie pozwala jej zniszczyć. Chce żeby patrzyła na to co zrobi i cierpiała najbardziej jak to tylko możliwe. Nie chce jej jednak wystawić najwyższego rachunku za wszystkie jego upokorzenia, jako jedyna zostanie przez niego ocalona. Kto wie. Może to jednak miłość. Jakiś ułomny jej pierwiastek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo mądry film prowokujący do wielu dyskusji. Ciekawie sklecony. Niby głęboko psychologiczny, ale też utrzymany w konwencji klimatów rodem z wytrawnych horrorów.  Przywodzi mi trochę na myśl kultowe &lt;i&gt;Dziecko Rosemary&lt;/i&gt; Polańskiego. To całkiem nobilitujące skojarzenie.&lt;i&gt; Musimy porozmawiać o Kevinie&lt;/i&gt; jest filmem który powstał w odpowiednim czasie. To z jednej strony krytyka bezstresowego wychowania i ograniczonego kontaktu dziecka z rodzicem, który pozwala mu na zbyt wiele. Z drugiej zaś, krytykuje także  wizję dzisiejszego macierzyństwa, którego rola trochę zagubiła się w dzisiejszych chyba zbyt feministycznych czasach. Pęd do kariery, własnych próżnych przyjemności kosztem dziecka-dobra nadrzędnego, no jest tu kilka smaczków które nie pozostawiają na zbyt „nowoczesnych” matkach suchej nitki. W końcu też film dotyka problemu komunikacji międzyludzkiej. Ludzie dużo mówią, ale mało rozmawiają. Fajnie to wszystko wrzuciła do jednego worka Pani Ramsay. 10 lat temu uznano ją za wielki talent reżyserski na wyspach, potem nagle przepadła. Tym powrotem znów atakuje sam szczyt. I fajnie. To z pewnością będzie jeden z najlepszych filmów roku. Wciągający i zarazem brutalnie przerażający. Warto się w niego zagłębić. A jeśli w dodatku jeszcze się z kimś o nim porozmawia, to jeszcze lepiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/TGjjK5SMbJA" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-148416274954571962?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/9UAivnHBMoXekd40lt9Z9-XjY94/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/9UAivnHBMoXekd40lt9Z9-XjY94/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/9UAivnHBMoXekd40lt9Z9-XjY94/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/9UAivnHBMoXekd40lt9Z9-XjY94/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/X6jBgmaoS98" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/148416274954571962/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/narodziny-za.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/148416274954571962?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/148416274954571962?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/X6jBgmaoS98/narodziny-za.html" title="Narodziny zła" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i42.tinypic.com/28ush6s_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/narodziny-za.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Dk4NQn0yeyp7ImA9WhRVEEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-300198789595589888</id><published>2012-01-08T18:42:00.001+01:00</published><updated>2012-01-08T18:49:53.393+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-08T18:49:53.393+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Melodramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="United International Pictures" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Forever young</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i39.tinypic.com/68540i.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i39.tinypic.com/68540i.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Restless&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Gus Van Sant, USA, 2011&lt;br /&gt;
91 min. United International Pictures&lt;br /&gt;
Polska premiera: 25.11.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Gus Van Sant&lt;/b&gt; jest uznanym na całym świecie reżyserem, ale jak dla mnie, bardzo nierównym. Lubi sobie czasem nakręcić coś szczeniackiego. I to dosłownie. Ma np. słabość do zagłębiania się w nastoletnie umysły w celu przeanalizowania ich zupełnie przyziemnych problemów. A to w &lt;i&gt;Słoniu&lt;/i&gt; pochylił głowę nad przemocą w amerykańskich szkołach, w &lt;i&gt;Paranoid Park&lt;/i&gt; zaś zamartwiał się nad młodym skejtem z problemami egzystencjalnymi. Ja wolę jednak Van Santa z dzieł bardziej dorosłych. Weźmy takiego &lt;i&gt;Buntownika z wyboru&lt;/i&gt;, albo &lt;i&gt;Szukając siebie&lt;/i&gt;. To były bardzo dobre i dojrzałe filmy, które wywindowały go na piedestał kinowego szacunku. No ale pomiędzy nimi i później, zawsze ciągnęło wilka do młodych owieczek. Van Sant często wraca na nieco eksperymentalny szlak, by przespacerować się z kamerą po świecie ludzi młodych. Właśnie zrobił to po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza reakcja – machnięcie ręką. Założyłem sobie z góry i dla własnej wygody, że cudów się spodziewać po &lt;i&gt;Restless&lt;/i&gt; nie należy. No bo czym jeszcze może dorosłego widza zaskoczyć  szczeniacka epopeja? Ćpanie, chlanie, zabijanie, niechciane ciąże, to wszystko już było. Coraz trudniej jest dziś nakręcić dobry film o trudnych i bujających w obłokach dzieciakach i to pomimo, że dzisiejsze czasy wychowują ich na pęczki. To co prawda, z założenia bardzo wdzięczny temat dla reżysera, bowiem małolaty są zupełnie nieprzewidywalne w swoich postanowieniach. Dorastając przechodzą taki miks emocjonalnych wynaturzeń, że z pomocą ich zachwianej i dojrzewającej psychiki można opowiedzieć właściwie każdą historię. I w porządku. Ale trzeba też umieć wykorzystać drzemiący w nich potencjał oraz znaleźć przekonujących widza dzieciaków, a i tak to tylko połowa drogi do sukcesu. Van Sant moim zdaniem raczej kiepsko radzi sobie na tej płaszczyźnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mniej jednak pierwsze zderzenie z filmem i o dziwo jest nieźle. Całkiem oryginalna, acz zdecydowanie zbyt ckliwa historyjka zamkniętego w sobie młodzieńca, który po stracie rodziców w wypadku samochodowym znalazł sobie nowe hobby i w ramach jego pielęgnacji uczęszcza na pogrzeby zupełnie obcych mu ludzi. Na jednym z nich poznaje równie ekscentryczną dziewczynę i tak zaczyna się wakacyjna przygoda, gdzie on był młody i ona była młoda. Z której by strony na nich nie spojrzeć, banał. Ale jednak z nutką nadziei. Van Sant tego lekko zniewieściałego i bardzo wrażliwego chłopaka, oraz trochę chłopięcą Alicję z krainy czarów, umorusał w brutalnej dorosłości, na której czele stanął wyimaginowany Japończyk-Kamikadze z okresu II WŚ. Iście szalone, ale za to oryginalne. Dopisuję mały plusik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trójka mierzy się więc nie tylko z uczuciem jakie między nimi kiełkuje, ale także z przewrotnością życia. Dziewczyna ma raka i za chwilę umrze, chłopak niewyleczoną traumę po stracie najbliższych, a Japończyk-Kamikadze cierpi z powodu tęsknoty. Van Sant lawiruje wokół ich problemów próbując wcisnąć odrobinę wariacji i radosnego szaleństwa w ich wspólny świat, który już z góry wiadomo, że skończy się źle. Fajny więc to motyw wyjściowy, taką formę zdecydowanie kupuję. No ale problem w tym, że to film Van Santa. Trzeba więc było coś spieprzyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Problem pierwszy. Brak iskry. Bohaterowie są nudni i mało przekonujący. Ornitologiczne dialogi są miałkie, a ich uczucie mało autentyczne. Przypomina mi to wszystko bardziej tani film dla młodzieży puszczony w popołudniowym bloku w publicznej telewizji. Problem drugi. Odbiorcy tego filmu w moim odczuciu, to współczesna forma wychuchanych emo dzieciaków słuchających przygnębiającej muzyki spłodzonej przez artystów z zasłoniętymi przez grzywkę oczami. Być może przyjemnie połechcze też ego nastoletnich fanów sagi &lt;i&gt;Zmierzch&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Restless&lt;/i&gt; może spodobać się także współczesnym hipsterom, choć nadal jeszcze do nie do końca rozgryzłem ich fenomenu, zwłaszcza pod kątem intelektualnym. Co tu dłużej pisać, to nie jest film dla mnie. Zbyt ckliwa i odrealniona bajka dla naiwnych zakochanych wierzących w miłość w każdej sytuacji, pojmując ją według nieco pokracznych definicji. Nawet jak dla mnie, romantyka z zasadami, jest zbyt kiczowato.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale nie zbesztam tego filmu w całości. Zostawię na nim kilka suchych nitek. Z całej dwójki naszych głównych bohaterów stawiam na tego trzeciego. Hiroshi Takahashi, czyli wspomniany duch Japónczyka-Kamikadze. Robi w tym filmie kawał dobrej roboty. Mistrz drugiego planu, który w całym tym różu wytwarza trochę bardziej naturalnych i nadających się do życia barw. Film ma parę niezłych momentów, kilka udanych dialogów, odrobinę piękna i chwytającej za serce ckliwości, ale jako całość nie robi na mnie większego wrażenia. Raczej odczuwam niedosyt. Nie wiem, może to jakieś podprogowe uprzedzenie, zbyt duże wymagania, może też jestem zwyczajnie już za stary i zbyt zgorzkniały na takie naiwne szczeniacko-miłosne harce na ekranie. Mam jednak nadzieję, że nie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę też, że już pora wydorośleć Panie reżyserze i powrócić do innego repertuaru. Chcę rzeczy poważniejszych. Chcę Van Santa, który będąc już przecież facetem po sześćdziesiątce, przestaje chodzić w młodzieżowych ciuchach myśląc, że na jego trampki polecą rozpalone osiemnastki. Pewne rzeczy w tym wieku już się nie zdarzają. Mówię to z autentycznym bólem w klatce piersiowej. Młodość jest piękna, ale ulotna. Nie marnujmy życia bezustannie tkwiąc w tym co kiedyś było w nas jeszcze piękne i młode, zostawmy coś z tego na starość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 6,6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/iibZhMXV1AU" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-300198789595589888?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uFvIbntO_Yl8jwXz6L_AMvKCcQc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uFvIbntO_Yl8jwXz6L_AMvKCcQc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uFvIbntO_Yl8jwXz6L_AMvKCcQc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uFvIbntO_Yl8jwXz6L_AMvKCcQc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/83mZiTDtGI8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/300198789595589888/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/forever-young.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/300198789595589888?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/300198789595589888?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/83mZiTDtGI8/forever-young.html" title="Forever young" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i39.tinypic.com/68540i_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/forever-young.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUcHR3g7cSp7ImA9WhRWE08.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-8706595659242151882</id><published>2011-12-27T17:00:00.002+01:00</published><updated>2011-12-31T10:17:16.609+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-31T10:17:16.609+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Filmy roku 2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Ranking" /><title>Naj Naj Naj... ebawszy trochę literek</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/aph26v.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="101" src="http://i41.tinypic.com/aph26v.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
Tak. To już ten moment na który czekają miliony ludzi na całym świecie. Koniec roku, czas rozliczania się ze swoich życiowych niepowodzeń, zawodów miłosnych, niespełnionych obietnic jakie sami przed sobą złożyliśmy przed lustrem i na kolanach, w dodatku ze łzami w oczach. Postanowienia, które jeszcze nie tak dawno bardzo chętnie i na potęgę recytowaliśmy na początku znikającego właśnie roku, licząc, że to właśnie teraz będzie ten utęskniony przełomowy rok w naszym życiu. Przecież każdy wie, że początek stycznia jest najlepszym okresem, by rzucić palenie, zacząć biegać, mniej jeść, zmienić pracę, wyjechać za granicę, więcej mówić 'kocham cię' swojej zonie, przy jednoczesnym 'więcej i mocniej' ze swoją kochanką, i tak dalej itp... Ależ my wszyscy jesteśmy naiwni. Jak te małe dzieci, które z utęsknieniem wyczekują pierwszej gwiazdki na niebie w wigilię i stada reniferów na tle blasku księżyca. Niby piękne, romantyczne i poruszające... no ale jednak ściema.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co innego rozliczanie się z mijającym rokiem. Tu akurat nie ma czego kolorować. Czarno na białym widzimy, że wcale nie rzuciliśmy palenia, nie zaczęliśmy biegać, nie jemy też mniej ani zdrowiej, nie byliśmy na wczasach za granicą, nie mówiliśmy częściej 'kocham cię' swojej żonie, nadal też nie dorobiliśmy się kochanki. Cóż... Rok jak każdy inny.&lt;br /&gt;
Łotewer.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bok sentymenty, zawody i osobiste porażki. Przejdźmy do filmów.&lt;br /&gt;
Zamiast rozczulać się nad własnym samorealizującym się lenistwem, warto rzucić okiem za siebie, by przypomnieć sobie tytuły filmów które nas wzruszały, dały odrobinę uśmiechu i radości, czegoś może też i nauczyły. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie, prawie każdy z obejrzanych filmów niesie ze sobą jakąś emocjonalną dawkę pięknych wspomnień. No, może nie zawsze są takie piękne, czasem jest wręcz zupełnie na odwrót, no ale jednak zawsze kumulują w sobie jakiś emocjonalny ładunek, który przy głębszym zastanowieniu, potrafi w tak rozbrajający sposób i zwyczajnie jebnąć. I tak, potrafię z pamięci wymienić zaraz po tytule prawie każdego filmu, skojarzenie z nim związane. Cokolwiek. Byle gówno. Np. czy było wtedy ciemno, czy jasno, czy padało, czy nie, było ciepło, a może jednak zimno za oknem. Czy film ten oglądałem sam, czy w asyście np. jakiejś pięknej dziewczyny, ile osób towarzyszyło mi na sali kinowej i czy ta wredna menda z afro na głowie co to siedziała przede mnę, znalazła już swoje szczęście w życiu? No dobra, tu trochę popłynąłem. Ale pamiętam też czasem, co akuratnie jadłem przed filmem, co sobie pomyślałem w pierwszej chwili na napisach końcowych, jak była ubrana...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego czasem w ogólnej ocenie filmu pomaga mi nierozerwalne z nim skojarzenie, jakaś myśl, ulotny błysk, czynności jakie mi towarzyszyły w trakcie projekcji. Z logicznego punktu widzenia, wszystko to nie powinno mieć absolutnie żadnego znaczenia dla przeciętnego białego człowieka. No ale jednak, w mojej bajce ma.&lt;br /&gt;
Łotewer2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle tytułem wstępu. Dodam jeszcze tylko od siebie zasady gry. Oznajmiłem to już wyraźnie w zeszłorocznym zestawieniu, no ale to było dawno, nie każdy zaglądał, nie każdy pamięta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Otóż, poniższe dwadzieścia najlepszych filmów roku w moim sugestywnym mniemaniu, formalnie tyczy się roku kalendarzowego 2010. Co z resztą wynika już od samego początku, choćby z załączonej grafiki. No ale dlaczego akurat tak? Ano dlatego, że jest to data umowna którą przyjąłem, ponieważ dla mnie liczy się premiera światowa, a nie polska-kinowa. Uważam, że tak jest po prostu sprawiedliwiej. U nas filmy zagraniczne wchodzą do kin często po roku, niekiedy dwóch po premierach światowych (często nigdy), kiedy już cały świat zdąży ów film przetrawić i wypluć, nagrodzić i zbesztać. Jak więc można wyróżnić film z roku 2010 mianem filmu roku 2011, co w polskich zestawieniach jest notoryczne? Be-ze-dura, powiedziałby klasyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przełom roku 2011 i 2012 jest idealnym momentem by podsumować wszystko to, co zostało wyprodukowane w roku 2010. Dla mnie jest to zupełnie logiczne. Prawie wszystko zostało już przeze mnie obejrzane. Tzn tylko minimalna większość, bo też wiele filmów z tych most view, niestety nie da się u nas zdobyć za żadne grzechy. Można je obejrzeć tylko na nielicznych festiwalach lub z pomocą kapryśnego internetu. Do kraju dociera tylko garstka światowych produkcji, trzeba więc kombinować, naginać reguły gry. Ale to w sumie fajna robota. Lubię ją.&lt;br /&gt;
Łotewer3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do rzeczy. Do 20 filmów roku dodaję w tym roku po raz pierwszy oddzielne zestawienie najlepszych pięciu produkcji tylko i wyłącznie polskich. Nie wiem czemu, tak to sobie po prostu obmyśliłem. Chciałem jeszcze pokombinować z rozczarowaniami roku, cytatami i czymś tam jeszcze, ale chyba musiał mnie Chrystus na moment opuścić, by sądzić, że będzie mi się chciało to robić.&lt;br /&gt;
Reasumując. &lt;b&gt;&lt;u&gt;Na 20 filmów w rankingu, 11 produkcji miało swoje polskie premiery w roku 2011. 6 z nich nie doczekało się jeszcze swojej szansy na zaistnienie na wielkim ekranie. 2 tytuły zagościły na naszych ekranach jeszcze w roku 2010, a 1 wyznaczoną ma swoją premierą na styczeń 2012.&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 20&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/nauka-kochania.html"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jack uczy się pływać - &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reż. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Philip  Seymour Hoffman, USA&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i43.tinypic.com/25foxmg.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://i43.tinypic.com/25foxmg.jpg" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt; Brak&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Polski dystrybutor:&lt;/b&gt; Brak&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ocena:&lt;/b&gt; 4/6&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Ponieważ w bardzo lekki, niezobowiązujący i zabawny sposób, Seymour opowiedział o sprawach ważnych. Zakpił z relacji ludzkich i związków idealnych, których po prostu nie ma. Niby oczywiste, ale jak się okazuje, chyba nie dla każdego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 19&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/11/sztuka-pozostania-soba.html"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Wyjście przez sklep z pamiątkami&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;reż. Banksy, USA, GBR&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i51.tinypic.com/2zid0xx.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/2zid0xx.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;12.11.2010&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Gutek Film&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Film Independent 2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Znany, lubiany i podziwiany Banksy wyszedł z cienia ulicy do ludzi tkwiących wygodnie w fotelach. Mimo, że niebezpiecznie zbliżył się w rejony pop-komercji, to jednak nie odsłonił wszystkich kart i pozostał sobą. Street-Art w wersji dokumentalnej i z ludzką twarzą, ale mimo wszystko cały czas na nielegalu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 18&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/01/big-brother-russia.html"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak spędziłem koniec lata &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- reż.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Aleksei Popogrebsky, RUS&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;a href="http://i53.tinypic.com/29nwn4z.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i53.tinypic.com/29nwn4z.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;7.01.2011&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Art House&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Berlinale 2010&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Interesujący polarny minimalizm w przekazie, formie i słowie. Surowe emocje i walka ze swoimi słabościami oraz samotnością na odpychającym odludziu.&amp;nbsp;Dziwne odczucie pokracznej zazdrości podczas oglądania. Łechtanie własnego ego - też zawsze chciałem pojechać gdzieś daleko i zaszyć się w nieludzkiej niecywilizacji. Nie wiem po co. Tak dla jaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 17&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/02/odporni-na-brud.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Winter's Bone&lt;/b&gt; - &lt;/span&gt;reż. Debra Granik, USA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://i54.tinypic.com/21o0n78.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i54.tinypic.com/21o0n78.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;25.02.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Vivarto&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Berlinale, Sundance, Gotham, Independent, AFF&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt; Ameryka B, a może nawet i C skąpana w brudzie, nędzy i patologii. Mimo to gdzieś głęboko w środku tkwi prawdziwe piękno, miłość i szacunek do bliźniego, które walczą o godność. Poruszające kino za małe pieniądze, zupełnie nieamerykański z najbardziej amerykańskich filmów roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 16&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/woz-albo-przewoz.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Zaparkowany &lt;/b&gt;- &lt;/span&gt;reż. Darragh Byrne, IRL, FIN&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/zl21zt.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i41.tinypic.com/zl21zt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Film widmo, nie wielu go widziało i zapewne także nie wielu zobaczy. Lekko i zabawnie, a zarazem ciężko i poważnie o relacjach dwojga ludzi wywodzących się z różnych środowisk. Dzieli ich wszystko, wiek, pochodzenie. Łączy ciężki los i wspaniała przyjaźń wykluta na ich wspólnym nieszczęściu, która łamie liczne schematy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 15&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/04/magicians-do-not-exist.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Iluzjonista&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; - &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;reż. Sylvain Chomet, FRA, GBR&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i56.tinypic.com/33n9nib.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/33n9nib.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;26.11.210&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Hagi&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Cezary 2011, EAF 2010&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Najlepsza animacja roku z wyższością spoglądająca&amp;nbsp;na Pixary i wielomilionową technikę 3D. Prosta komiksowa kreska bez zbędnych słów i dialogów o historii z życia wziętej, a nie o futurystycznych potworach ratujących świat. Szczypta magii kina i hołd złożony zanikającemu już światowi iluzji. Nostalgicznie o rzeczach ulotnych, z szacunkiem do widza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 14&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/02/czarny-kon.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;The Fighter&lt;/b&gt; - &lt;/span&gt;reż. David O.Russell, USA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i56.tinypic.com/2n8c782.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/2n8c782.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;4.03.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Monolith Films&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena:&lt;/b&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Oscary 2011, Złote Globy 2011, Glidia, Satelity&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &amp;nbsp;&lt;/b&gt;Szczery film o szczerych ludziach z boksem w tle.&amp;nbsp;Pościg za marzeniami na przekór wszystkim w stylu American Dream. Wdzięczny i barwny scenariusz oparty na faktach. Trochę na sportowo, trochę dramatycznie, zawsze ciekawie. Nieustanne boksowanie nie tylko z rywalami oraz z własną rodziną i resztą niesprawiedliwego świata, ale także z samym sobą. Uczciwe kino.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 13&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy-potwory.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Potwory/(Strefa X) - &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;reż. Gareth Edwards, GBR&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i55.tinypic.com/2na4kux.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/2na4kux.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;8.07.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Best Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;BIFA 2010, Saturny 2011&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt; Powszechnie uznawany za jeden z najgorszych i najnudniejszych filmów roku, ale mnie osobiście oczarował. Klasyczne kino drogi w klimacie sci-fi, które powstało na zaliczenie pracy dyplomowej w szkole filmowej. Minimalizm i oszczędność w formie i przekazie, ale za to z klimatem. Mi to wystarczyło. Lubię dłużyzny i długie kadry w sumie o niczym. Przy okazji, jedno z najgorszych tłumaczeń tytułu roku.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 12&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/07/lepszy-swiat-nie-istnieje.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zemsta/W lepszym świecie &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;reż. Susanne Bier, DEN, SWE&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i56.tinypic.com/2mq92qo.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/2mq92qo.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;8.07.2011&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Vivarto&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Oscary 2011, Złote Globy 2011, EAF 2011, Robert 2011, RFF 2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Dlaczego:&amp;nbsp;Typowe dla kobiecej spostrzegawczości wytykanie wszystkim innym niestabilności emocjonalnej. Wyśmianie demonstracji siły i zaprezentowanie własnej definicji lepszego świata jako patent na gnieżdżące się w nas poczucie niesprawiedliwości. Trochę naiwnie i na swój sposób banalnie, ale za to po skandynawsku i ciekawie.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 11&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy-opona.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Opona&lt;/b&gt; - &lt;/span&gt;reż. Quentin Dupieux, FRA, USA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i54.tinypic.com/23jpnvq.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i54.tinypic.com/23jpnvq.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Bra&lt;b&gt;k&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6 ale dziś dałbym 4&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Film zjechany doszczętnie przez praktycznie wszystkich i uznany za śmierdzące gówno, ale dla mnie genialny. Abstrakcja goni niedorzeczność. Tandeta i kicz zjada swój własny ogon. Ale ja to kupuję. Kapitalny pastisz i hołd złożony amerykańskiej klasyce grindhouse i tanim horrorom klasy B. Film który nie chce być ambitny i aspiruje do tandety, którą chce być od samego początku. I robi to z klasą!&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 10&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/03/nie-lekajcie-sie.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ludzie Boga&lt;/span&gt; &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;- reż. Xavier Beauvois, FRA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i55.tinypic.com/2lj5f80.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/2lj5f80.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;28.01.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Gutek Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena:&lt;/b&gt; 4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Cannes 2010, Cezary 2011&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt; Pouczająco i przystępnie o dogmacie wiary. Próba odszukania sensu kościoła w dzisiejszej postępowej rzeczywistości. Film rozlicza ludzką moralność, która walczy sama ze sobą w imię różnych Bogów, różnych filozofii i cywilizacji. Wycinek chrześcijańskich wartości, czystych i nieskażonych realiami teraźniejszości. Tęsknota za rdzenną wiarą i rolą kościoła, które tak bardzo są dzisiaj już inne.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 9&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/09/zywot-rudego.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Nasz dzień nadejdzie &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;- reż. Romain Gavras, FRA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i52.tinypic.com/1z2pxlj.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i52.tinypic.com/1z2pxlj.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt; Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Film o braku akceptacji środowiska. O problemach społecznych dzisiejszej, ale nie tylko, Francji. O upadku wartości w całej zachodniej cywilizacji. O zagubieniu jednostki w iluzorycznym świecie złudnej wolności. Manifest pokolenia znudzonego obowiązkową lekcją tolerancji. W końcu też film o rudych. Abstrakcyjny, zupełnie nierzeczywisty i naszpikowany symbolami wyższy poziom percepcji. Kąsa wybornie.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 8&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/moj-przyjaciel-smierc.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Trzecia gwiazda&lt;/b&gt; - reż. Hattie Dalton, GBR&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i44.tinypic.com/27xoyld.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i44.tinypic.com/27xoyld.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Film pewnie przeminie z wiatrem zupełnie niezauważony, a zasługuje na swoje pięć minut. Zestawienie męskiej i szorstkiej przyjaźni ze śmiercią, która &amp;nbsp; wyłuskuje z facetów obce im dotąd instynkty. Próba oddania i poświęcenia się dla prawdziwego przyjaciela. Odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy w stanie spełnić jego wolę wbrew samemu sobie. W sumie mało odkrywcze, innowacji w formie też niewiele, ale za to całkiem mądrze.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 7&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/08/zycie-seksualne-zwierzat.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Attenberg&lt;/b&gt; - reż. Athina Rachel Tsangari, GRE&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i55.tinypic.com/34g3lvl.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/34g3lvl.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;8.09.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Gutek Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena:&lt;/b&gt; 4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Wenecja 2010, Nowe Horyzonty 2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;W zeszłym roku Kieł, w tym Attenberg. Grecka kinematografia w odróżnieniu do jej gospodarki, święci zasłużone triumfy. Wystarczyło tylko wejść w świat abstrakcji i eksperymentu. Interesujące zarażenie ludzi zwierzęcymi, nieskomplikowanymi i prymitywnymi instynktami, by stwierdzić, że w zasadzie, to niczym się od nich nie różnimy.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 6&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/dzieci-gebin.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Łódź podwodna&lt;/b&gt; - reż. Richard Ayoade, GBR, USA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;27.01.2012&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Gutek Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;BIFA 2011&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Ciekawe zanurzenie się w głębinach ludzkich uczuć widzianych z perspektywy łodzi podwodnej młodego chłopaka. Ale mimo to wyszło bardzo dorosłe i wymagające kino. Świetnie zagrane i zmontowane, oparte na znanych nam wszystkim z własnych kart historii życiorysów, stąd łatwo się utożsamiać i błądzić w własnych światach w celach porównawczych. &lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/01/lot-po-oscara.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Czarny łabędź&lt;/b&gt; - reż. Darren Aronofsky, USA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i51.tinypic.com/10yp4i0.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/10yp4i0.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt; 21.01.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Imperial Cinepix&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Oscary, Złote Globy, BAFTA, Wenecja, Film Independent, Saturny&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Przede wszystkim ze względu na słabość do reżysera. Po drugie dlatego, że podoba mi się branie przez niego na tapetę ludzkich fascynacji, obsesji i słabości, by na ich bazie zbudować interesującą historię. Perfekcyjny film w sensie technicznym trzymający klimat od samego początku, ale jednak czegoś mu do podium zabrakło. Jak się w końcu dowiem co to takiego, to może napiszę.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 4&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/01/folwark-zwierzecy.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Nie opuszczaj mnie&lt;/b&gt; - reż. Mark Romanek, GBR, USA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i52.tinypic.com/2cwlc00.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i52.tinypic.com/2cwlc00.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt; 4.03.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Imperial Cinepix&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;BIFA 2010, Saturny 2011&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Właściwie mógłby być drugi. Pierwsza czwórka ugrzęzła gdzieś na znaku równości. Zjawiskowa produkcja oparta na niebanalnej książce. Fikcja literacka i fantastyka w wersji eko i natural. Mocne filozoficzne rozważania nad ludzką cywilizacją i pędem do niechybnej samozagłady. Film dla posiadaczy zdrowego kręgosłupa moralnego, a tych, &amp;nbsp;którzy go nie mają, razi po oczach niezrozumieniem. Dzieło dla wytrawnego i wrażliwego kinomana. &lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 3&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/04/miedzynarodowy-dzien-walki-z-haasem.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Brzmienie hałasu&lt;/b&gt; - reż. Ola Simonsson, Johannes Stjärne Nilsson, SWE, FRA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a href="http://i39.tinypic.com/2sbmmb7.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; font-weight: bold; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i39.tinypic.com/2sbmmb7.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;15.04.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Kino Świat&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;WFF 2010&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Najbardziej abstrakcyjna historia roku. Gang muzyków terroryzujący znieczulony świat poczuciem rytmu. Prawdziwa gratka dla fanów muzyki wystukiwanej nogą pod biurkiem w pracy. Skandynawski humor i błyskotliwość. Permanentna błogość i zjawiskowa satysfakcja.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 2&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy_21.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Pogorzelisko &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;- reż. Denis Villeneuve, CAN, FRA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/22/63/512263/7351043.2.jpg?l=1294607325000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.fwcdn.pl/po/22/63/512263/7351043.2.jpg?l=1294607325000" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/b&gt;28.01.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Hagi&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Wenecja 2010, Toronto 2010, WFF 2010&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Do tej pory siedzi mi w głowie otwierający film numer &lt;i&gt;Radiohead - You and Whose Army&lt;/i&gt;. Historia pewnej rodzinnej tragedii ukazanej na tle zgliszcz wojennych i kulturowych animozji. Niezupełnie antywojenne kino, raczej walczące o godność i człowieczeństwo. Ciężkostrawne, trudne oraz wymagające, ale odpłaca z nawiązką&lt;span style="color: #222222; font-family: arial, sans-serif; font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="line-height: 16px;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 1&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/05/wszyscy-jestesmy-chrystusami.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Biutiful &lt;/b&gt;- reż. Alejandro González Iñárritu, ESP, MEX&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i51.tinypic.com/ipwbdh.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/ipwbdh.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Vision Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;6/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Goya 2011&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt; Inarritu pokonał samego siebie. Spłodził dzieło najlepsze w swojej karierze i aż mi go teraz żal, że musiałby stanąć na rzęsach, aby pobić swe dzieło. Kino perfekcyjne, które dotarło do mnie najgłębiej w tym roku. Wstyd, że jeszcze nie ma go w Polsce. Mistyczny obraz ocierający się o geniusz w formie i przesłaniu. Współczesna wizja dantejskiego świata, ludzkiego cierpienia oraz biblijnego odkupienia. Jedyna szóstka w tym roku. Respekt.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
I jeszcze bonus.&lt;br /&gt;
Obiecane najlepsze 5 filmów spłodzonych nad Wisłą.&lt;br /&gt;
2010 był raczej średni dla polskiej kinematografii. Ledwie 7, 8 filmów godnych wzmianki, ale bez ogólnych podniet. Dlatego też obejdzie się bez fanfar i werbli.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;1. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Wenecja-2010-518872"&gt;Wenecja - reż. Jan Jakub Kolski&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;2. &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy-chrzest.html"&gt;Chrzest - reż. Marcin Wrona&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;3. &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy-erratum.html"&gt;Erratum - reż. Marek Lechki&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;4. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/R%C3%B3%C5%BCyczka-2010-490328"&gt;Różyczka - reż. Jan Kidawa-Błoński&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;5. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Matka+Teresa+od+kot%C3%B3w-2010-525079"&gt;Matka Teresa od kotów - reż. Paweł Sala&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
I to by było na tyle tego pieprzenia.&lt;br /&gt;
Do zobaczenia w przyszłym roku. Niech internet zawsze będzie z wami, Bóg nad wami zapłacze i ześle wam za karę anioła.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-8706595659242151882?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VhTq1z4N26F-sCaaBD0IN3FsaXU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VhTq1z4N26F-sCaaBD0IN3FsaXU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VhTq1z4N26F-sCaaBD0IN3FsaXU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VhTq1z4N26F-sCaaBD0IN3FsaXU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/Gv4knomdNOI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/8706595659242151882/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/naj-naj-naj-ebawszy-troche-literek.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8706595659242151882?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8706595659242151882?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/Gv4knomdNOI/naj-naj-naj-ebawszy-troche-literek.html" title="Naj Naj Naj... ebawszy trochę literek" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i41.tinypic.com/aph26v_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/naj-naj-naj-ebawszy-troche-literek.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUUGSXg_eCp7ImA9WhRXFk4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-2366863039356246040</id><published>2011-12-23T09:17:00.000+01:00</published><updated>2011-12-23T11:47:08.640+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-23T11:47:08.640+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>Mój przyjaciel śmierć</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i44.tinypic.com/27xoyld.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i44.tinypic.com/27xoyld.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Trzecia gwiazda&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Hattie Dalton, GBR, 2010&lt;br /&gt;
93 min.&lt;br /&gt;
Polska premiera:?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Święta za pasem, Bóg się rodzi, a ja dla odmiany o śmierci. Choć nie tylko. Jest to okres szczególny w naszej chrześcijańskiej tradycji. Radosny moment który celebrujemy z naszymi bliskimi, ale też czas, w którym często wspominamy tych, których przy wigilijnym stole już z nami nie ma. Rodzina, przyjaciele, wszyscy ci, których pogański los nam odebrał. Ich brak w okresie świąt jest szczególnie dokuczliwy. Ale nie chcę też, żeby było w tym tekście zupełnie smutno i nazbyt sentymentalnie. To nie będzie mecz tylko do jednej bramki. Film o którym chcę opowiedzieć, to także film o pięknej męskiej przyjaźni, czasem szorstkiej, ale uczciwej. Nieskomplikowana opowieść o poświęceniu się dla bliskiego, także o trudnej umiejętności rozstawania się z nim, o sztuce pożegnań. Opowieść o pięknie umierania. Tak, śmierć może być piękna, choć boli zawsze. Najbardziej tych, których zostawia przy życiu z pustką w sercach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Trzecia gwiazda&lt;/i&gt; to ciekawa brytyjska produkcja z udziałem czterech wschodzących gwiazd angielskiego aktorstwa. Chciałem już się z nią zmierzyć na zeszłorocznym WFF, ale jakoś nie spasowały mi wtedy terminy emisji. Film jest z roku 2010 i nie dość, że nadal nie trafił na nasze ekrany, to nawet nie widać by ktokolwiek specjalnie się starał, żeby to zaniedbanie w bliskiej przyszłości naprawić. Cóż, bez polskiego dystrybutora może być ciężko. Należy więc przyjąć, że &lt;i&gt;Trzecia gwiazda&lt;/i&gt; nigdy na naszych ekranach już nie zagości. Nie pierwszy i nie ostatni raz skazani jesteśmy na internet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale do rzeczy. Blond włosa reżyserka &lt;b&gt;Hattie Dalton&lt;/b&gt;, zabiera nas w szczelnie zamknięty świat czterech mężczyzn. Miles, Davy i Bill towarzyszą swojemu przyjacielowi Jamesowi, podczas sentymentalnej podróży w jego ulubione miejsca. Nie jest to zwykła pijacka wakacyjna wyprawa kumpli, ani też szalony wypad kawalerski, lecz ostatnia wspólna i w pełni świadoma dla wszystkich podróż w celu pożegnania umierającego na raka Jamesa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rak. Niewygodny współtowarzysz ich wspólnej wędrówki po malowniczym walijskim hrabstwie Pembrokeshire. Słowo wytrych, które o 180 stopni zmienia nasze podejście do człowieka zakażonego tym złośliwym skorupiakiem. Bilet w jedną stronę brutalnie wręczony przez posłańca w białym uniformie, zawsze w chwili, gdy ma się przecież jeszcze tyle do zrobienia ze swoim życiem. Jak żyć? Zapyta klasyk. Jak żyć ze świadomością czyhającej tuż za rogiem śmierci? No i też, jak mają żyć i funkcjonować tuż obok umierającego przyjaciela jego najbliżsi? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie ma na to jednej odpowiedzi, żadnej skonkretyzowanej definicji. Jakkolwiek by nie postąpić, będzie to albo nietaktowne, albo nienaturalne i sztuczne, zbyt smutne, zbyt wesołe, zbyt dosłowne. Zawsze niedosyt i czyhający po drodze emocjonalny wielbłąd. Każdy człowiek oczekujący na zielone światło znajdujące się na skrzyżowaniu życia i śmierci zachowuje się zapewne inaczej. James umiera z klasą i dumą, ale także i one mają swoje granice. Śmierć od początku filmu siedzi w nim bardzo głęboko. Zakorzeniła się w jego świadomości na długo przed pierwszymi napisami i filmowymi kadrami. Nawiedza go w snach i praktycznie przy byle okazji, nie pozwala ani przez moment o sobie zapomnieć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak jego kumple próbują. Wspólne pląsanie po wyludnionych skalistych klifach, towarzyszący im śmiech, dowcip i niczym nieskrępowany luz pozwalają na chwilę zapomnieć o tym co nieuniknione. Ich wędrówka poprowadzona jest dość schematycznie i w bardzo przewidywalny sposób, ale jakoś to specjalnie nie razi. Naszej czwórce asystują piękne zdjęcia przyrody, trochę klimatycznej muzyki w wykonaniu naszej Pati Yang (pamięta ją ktoś jeszcze?). Chłopaki jarają trawę, piją, wygłupiają się, kłócą, a dwudziestoczterogodzinna bliskość ośmiela ich do szczerych i osobistych wynaturzeń. Często trudnych, rozdzierających stare, ciągle niezagojone jeszcze rany, ale szczerych do bólu. Niestety nie wszystkie dialogi są przeze mnie trawione, rażą trochę swoja powierzchownością, ale tu też jakoś specjalnie dramatu wielkiego nie stwierdzam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc chłopaki sobie idą i idą, po drodze spalą sobie namiot, zgubią ważne przedmioty, nawet raz czy dwa się między sobą pobiją. Spotkają też na swojej drodze kilka zwariowanych drugoplanowych postaci, które, tu trzeba napisać, są bardzo trafionym i barwnym wypełnieniem tej smutnej z pozoru opowieści. I w końcu, gdy nasza czwórka dociera do miejsca docelowego - dzikiej plaży Barafundle Bay, do gry dochodzą najważniejsze i najbardziej wymagające emocje, z którymi będzie musiał się zmierzyć także i widz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śmierć spojrzy w twarz nie tylko Jamesowi, ale każdemu z nas. Zmusi do postawienia się w podobnej sytuacji, być może też, do wygrzebania z naszych zakamarków pamięci własnych, prywatnych, przykrych doświadczeń związanych z pożegnaniem własnych bliskich. Zrobi się bardzo ckliwie, przygnębiająco, ktoś być może uroni łezkę, ale mi uświadomi, że nie tylko o śmierć samą w sobie tu się rozchodzi. Mam wrażenie, że w filmie stanowi ona pewnego rodzaju symbol-klucz, pod którym kryje się wiele prawd z naszego dnia codziennego, a także naszych relacji z bliskimi, rodziną, czy przyjaciółmi. Są one każdego dnia poddawane wielkim próbom i bezustannym testom. Nauka umierania i obcowania ze śmiercią swoich bliskich, to w pewnym sensie także nauka akceptacji nagłych zmian uczuciowych i statusu w swoim życiu. Rozbicie małżeństwa, rodziny, wieloletnich związków, kiedy jedna osoba odchodzi, druga zmaga się z cierpieniem, pustką, żalem i wściekłością. Utrata bliskiej nam osoby pociąga za sobą lawinę ludzkich nieszczęść. Niewinny rykoszet zamienia się w śmiercionośny efekt domino. Czasem ciężko jest się wygrzebać z psychicznego doła. Przecież jej lub jego, fizycznie już przy nas nie ma, ale w naszej głowie ciągle są obecni i cały czas nam czule szepczą do ucha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego też trzeba nauczyć się akceptacji dla przykrych doświadczeń. Czasem musimy poświęcić się dla wyższej wartości, oddać hołd wieloletniej przyjaźni. Trudno, skończyło się. Musimy żyć dalej. By to przetrwać, chyba najlepiej pomoże nam nagły i niespodziewany wstrząs psychiczny. Bolesny okrutnie, zgoda, ale chyba jedyny rozsądny bodziec, który jest w stanie otworzyć nam oczy już na trochę inną teraźniejszość. &lt;i&gt;Trzecia gwiazda &lt;/i&gt;stanowi co prawda tylko namiastkę powyższych aspektów. Nie zagłębia się szczególnie w meandry ekstremalnych ludzkich relacji, ale mimo wszystko porusza całkiem sporo istotnych jej elementów. Winduje przyjaźń jako dobro nadrzędne. Nie tylko daje ale i wymaga od nas lojalności oraz posłuszeństwa. Rak Jamesa, mimo, że trochę schematyczny i mało zaskakujący, testuje autentyczność przyjaźni jego najbliższych kompanów. Egzamin z życia zdają tylko najlepsi przyjaciele, najbardziej odporni na sentymentalizm i przywiązania na całe życie. Spełnienie niemożliwej do wykonania woli przyjaciela, którego przecież wcale nie chcemy pozbywać się z naszego życia, jest sztuką trudną i wymagającą, wiem to po sobie, ale tylko prawdziwy przyjaciel pozwoli odejść drugiemu na zawsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pożyteczna lektura. Trochę naiwna i lekko przejaskrawiona, ale bardzo wartościowa. Świetne zdjęcia, gra młodych aktorów, walijskie skaliste wzgórza i ten przepiękny początek filmu - kadry makro z koszenia trawy. Jakże zwyczajne i oczywiste w swojej prostocie, a jednocześnie jakże pasujące do ogólnej koncepcji filmu. Świeżo skoszone źdźbło jako symbol śmierci i jednocześnie narodzin nowego, i to tylko za jednym obrotem bezlitosnego ostrza. Świetne kino. Wcale nie takie trudne i ciężkostrawne jak może na pierwszy rzut oka wynikać z moich literackich pląsów. Po prostu okres świąteczny i nadchodzący nowy rok od dłuższego już czasu nastrajają mnie w jakiś dziwnie zgorzkniały sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo to, życzę wam wesołych, radosnych i filmowych świąt. Oglądajcie tylko dobre filmy, bo na złe szkoda naszego czasu. Otoczcie się ludźmi dobrymi, bo ze złymi poradzimy sobie po naszej śmierci. Żyjcie tak, jakby miał to być ostatni rok naszego życia. Kto wie, może jednak Majowie będą mieli racje? ;) Wczoraj przeczytałem gdzieś spisane przez jakąś pracownicę niemieckiego hospicjum pięć najczęstszych rzeczy, których umierający na raka ludzie żałowali w chwili swojej śmierci. Numer jeden na liście: &lt;i&gt;„Żałuję, że nie miałem śmiałości prowadzenia takiego życia, jakie uważałem za słuszne, a prowadziłem takie, jakiego oczekiwali ode mnie inni.”&lt;/i&gt; Tak więc tej śmiałości wszystkim nam życzę. Do usłyszenia w przyszłym roku. Zacznę go prywatnym rankingiem najlepszych filmów, który już od pewnego czasu układam sobie w głowie. Czuwaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 6,2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,9&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/exqPzEYADuk" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-2366863039356246040?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-CeHAPVu6rBnRFUaxXMcdiI4Tss/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-CeHAPVu6rBnRFUaxXMcdiI4Tss/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-CeHAPVu6rBnRFUaxXMcdiI4Tss/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-CeHAPVu6rBnRFUaxXMcdiI4Tss/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/rggYw3EmoFc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/2366863039356246040/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/moj-przyjaciel-smierc.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/2366863039356246040?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/2366863039356246040?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/rggYw3EmoFc/moj-przyjaciel-smierc.html" title="Mój przyjaciel śmierć" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i44.tinypic.com/27xoyld_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/moj-przyjaciel-smierc.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkUCQHoyeyp7ImA9WhRQEkQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-4505752068066191723</id><published>2011-12-07T21:23:00.001+01:00</published><updated>2011-12-07T21:37:41.493+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-07T21:37:41.493+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Gutek Film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>Dzieci z głębin</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Łódź podwodna&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Richard Ayoade, GBR, USA, 2010&lt;br /&gt;
97 min. Gutek Film&lt;br /&gt;
Polska premiera: 27.01.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Większość ludzi uważa, że jest wyjątkowa, że nie istnieje nikt do nich podobny. Takie podejście motywuje ich, by wyjść z łóżka, jeść i żyć, jakby wszystko było w porządku. Tymi słowami piętnastoletni Oliver Tate zaprasza nas do swojego dorastającego świata. Krainy, w której dziecko jest tylko przebraniem dorosłych, a dorosłość mentalna jest bezradna tak jak przeciętne dziecko. Wszyscy żyją pod wodą i poruszają się prywatnymi łodziami podwodnymi wewnątrz własnych ja, których nie da się namierzyć przez ultradźwięki. Przemierzają świat nie wykryci przez radar. Giną samotnie, a gdy spoczną na dnie oceanicznych głębin w formie osieroconych wraków, marzą, aby po latach ktoś ich odkrył i nakręcił o nich film.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reżyser i autor scenariusza w jednej osobie - &lt;b&gt;Richard Ayoade&lt;/b&gt;, stworzył wyjątkowy obraz. Przyznam szczerze, że jeden z lepszych jakie widziałem w tym roku. Odkrycie to cieszy mnie tym bardziej, ponieważ kompletnie się tego po jego &lt;i&gt;Łodzi podwodnej&lt;/i&gt; nie spodziewałem. Od kilku dobrych tygodni odkładałem tą lekturą na później. Dziś, świeżo po projekcji, żałuję, że nie zmierzyłem się z nią wcześniej. Jeśli ktoś odczuwa podobne opory, zamierzam mu je za chwilę bezwzględnie rozwiać.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oliver Tate to ktoś więcej niż tylko przeciętny nastolatek pragnący za wszelką cenę pozbyć się swojego prawictwa. To prawdziwy łącznik dwóch światów. Dorosłych i dorastających. Wspólny mianownik dziecięcych marzeń i naiwności z dorosłą tęsknotą za poczuciem spełnienia. W pozornie normalnym świecie Olivera wszystko jest poprzestawiane i ułożone na opak. Z uporem maniaka szuka swojego naturalnego porządku na półce opisanej jego nazwiskiem. Dorastający piętnastolatek, tak jak większość jego rówieśników, sam jeszcze nie wie kim jest. Ale jak sam później odkryje, nie wiedzą tego także dorośli. Wszyscy bez wyjątku uczymy się tego przez całe życie. Oliver uważa, że jedynym sposobem, by przebrnąć przez życie jest wyobrażenie sobie siebie w innej rzeczywistości. Lubi też zastanawiać się nad tym jak inni, zwłaszcza jego bliscy, zareagują na jego śmierć. Trochę zapachniało rozkapryszonym emo dzieciakiem, ale na szczęście naszemu bohaterowi daleko jest do nastoletniego buntownika z ciemną grzywką na oczach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oliver odkrywając własne ja próbował niemal wszystkiego. Palił fajki, podrzucał monety, słuchał tylko francuskich szansonistów, czasem chodził na plażę i patrzył na morze. Miał nawet fazę noszenia czapek, ale nic na stałe. Kimkolwiek jest, mogą się z nim utożsamiać praktycznie wszyscy i to niezależnie od wieku. Starsi - bo przypomni im&lt;i&gt; Pamiętniki Adriana Mole’a&lt;/i&gt;. Młodsi – bo dzięki niemu nauczą się być trochę lepszym dorastającym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na czym w istocie polega wyjątkowość tego filmu? Otóż chodzi przede wszystkim o jego formę impresji. Jest perfekcyjna aż do bólu. Tego typu budowania chwili obrazu i kadrów powinno się uczyć w szkołach filmowych. Choć zapewne ci bardziej konserwatywni fani kina postukają się w tym momencie w czoło. Mnie akurat taka forma bardzo odpowiada. Jest bowiem bardzo wymagająca. Dynamiczna, utkana w niezwykle symetryczny i przemyślany sposób. Skupia się na krótkich sekwencjach bogatych w treść. Trzeba być cały czas skoncentrowanym na obrazie, żeby przypadkiem nie przegapić czegoś istotnego. To na dzień dobry wybija wszystkie argumenty z rąk nudy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dodatku sama forma przekazu jest permanentnie odrealniona. W zasadzie to nie wiadomo dokładnie w jakich latach toczy się akcja filmu. Ubrania, muzyka, samochody, wszystko jest jakby z innej epoki.&lt;i&gt; Łódź podwodna&lt;/i&gt; dosłownie buja w obłokach, tak jak umysł młodego człowieka odkrywającego tajniki dorosłego życia. Przypomina mi to wszystko trochę magiczny surrealizm &lt;i&gt;Zakochanego bez pamięci&lt;/i&gt;. Już samo porównanie ze sobą tych dwóch tytułów jest szalenie nobilitujące dla tego nowszego. U Richarda Ayoade procentuje reżyserskie doświadczenie przy kręceniu teledysków (m.in. Arctic Monkeys). Oczy same układają się w głośny oklask. Ogląda się to po prostu wybornie. Właśnie tak, jak dobry teledysk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak nie samym obrazem człowiek żyje. &lt;i&gt;Łódź podwodna&lt;/i&gt; jest także naszpikowana symbolami i mniejszymi, bądź też większymi tezami. Przy wielu z nich stawiany jest na końcu wykrzyknik. Skupia się na rzeczach przyziemnych i codziennych, ale sposób ich dotykania imponuje głębią i anty banałem. Oliver Tate uczy się pierwszy raz kochać i przy okazji zrozumieć pokrętną kobiecą naturę. Na tle jego wyboistej drogi rysuje się upadające miasto wybudowane z mozołem cegła po cegle przez jego rodziców. Młody człowiek wchodzący w uczuciową dorosłość musi jednocześnie zmagać się z pogrążonym w kryzysie małżeństwem jego ukochanych rodzicieli. Chęć odnalezienia i wyeliminowania na stałe związku przyczynowo skutkowego dostarcza mu wiele wartościowych wniosków, które stara się wkomponować w swoje młodociane, dopiero rozwijające się życie. Nauka na błędach najbliższych. My, widzowie, jako ci trzeci, dostajemy dzięki temu zabiegowi jeszcze więcej pouczających lekcji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ayoade z pomocą swoich charakterystycznych i barwnych bohaterów udowodnił, że granica pomiędzy dorosłością, a nastoletnią naiwnością jest czysto iluzoryczna. Mentalnie wszyscy jesteśmy dziećmi i w wolnych chwilach bujamy w obłokach prowadząc alternatywne żywota  w odległych galaktykach własnej wyobraźni. Nasze cele życiowe i marzenia praktycznie w każdym wieku są takie same, tylko trochę inaczej je definiujemy. Nie wiem czy po obejrzeniu tego filmu dorosłem, ale na pewno czuję się starszy. Wartościowa lektura dla wszystkich. Z pozoru lekko, powiewnie i bez nadludzkich wymagań sprzętowych. Idealne wyważenie pomiędzy mądrością przekazu, a wagą piórkową. Kwintesencja brytyjskiej szkoły filmowej. Dosłowność, szyk i czarny humor. Jeśli nie wiecie co zrobić z dwugodzinnym okienkiem w swoim przedświątecznym maraźmie, radzę zainwestować właśnie ten czas w eksplorowanie tajemnic &lt;i&gt;Łodzi podwodnej&lt;/i&gt;. Warto na chwilę zanurzyć się pod wodę, by dostrzec piękno świata, jakie paradoksalnie tkwi na jej powierzchni. W naszych kinach &lt;i&gt;Łódź podwodna&lt;/i&gt; wynurzy się dopiero pod koniec stycznia, ale na horyzoncie już widać jej nagi, lśniący peryskop. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/8HFLVGgJ8Ig" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-4505752068066191723?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XXw4_1LAQMal_OdOsq9pBT-i1QM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XXw4_1LAQMal_OdOsq9pBT-i1QM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XXw4_1LAQMal_OdOsq9pBT-i1QM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XXw4_1LAQMal_OdOsq9pBT-i1QM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/qwelenYb9aQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/4505752068066191723/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/dzieci-gebin.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4505752068066191723?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4505752068066191723?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/qwelenYb9aQ/dzieci-gebin.html" title="Dzieci z głębin" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/dzieci-gebin.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D08DRno-fSp7ImA9WhRREE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-5152736133516789797</id><published>2011-11-22T18:43:00.001+01:00</published><updated>2011-11-23T09:11:17.455+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-23T09:11:17.455+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Romansidło" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Nauka kochania</title><content type="html">&lt;a href="http://i43.tinypic.com/25foxmg.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i43.tinypic.com/25foxmg.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Jack uczy się pływać&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Philip Seymour Hoffman, USA, 2010&lt;br /&gt;
89 min.&lt;br /&gt;
Polska premiera: ?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy można nauczyć się kochać? Chyba nie bardzo. To albo się czuje albo nie. Samo jakoś przychodzi. Przeważnie gwałtownie i znienacka. Zanim się obejrzysz, tkwisz już po uszy zakuty w kajdanki przeznaczenia, a w twoich plecach pręży się precyzyjnie wbita strzała Amora. Nikt nie musi pokazywać nam jak to się robi, bo tak naprawdę nikt tego nie umie. Próbowali to okiełznać wielcy poeci, nazwać artyści, logicznie uzasadnić uczeni. Próbował to wiele razy każdy z nas. Efekt? W najlepszym wypadku potrafimy tylko nie przeszkadzać. Mimowolnie dajemy się ponieść emocjom. Niech wszystko dzieje się samo. Myślę, że to błąd jest naszym najlepszym nauczycielem. Towarzyszy nam przez całe życie i bezlitośnie punktuje wszystkie nasze źle podjęte decyzje. Problem w tym, że jego lekcje doceniamy dopiero po fakcie. A to boli. Czasem za bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze relacje międzyludzkie to także poligon na którym co i rusz wybucha jakiś niewypał. Sztuką jest żyć i pozwalać żyć innym. Ale tak umieją tylko orły szybujące samotnie. Stado baranów musi się jednak ze sobą użerać i walczyć o powietrze oraz pożywienie wyrywając je sobie nawzajem. Tkwiąc w związku ludzie często się zawłaszczają i stawiają w rolach zakładników. Niektórzy to lubią, inni nie mają wyjścia. Wspólne życie to także wspólne obowiązki, problemy i radości. Wie to niby każdy, ale umie nieliczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo lubiany przeze mnie aktor -&amp;nbsp;&lt;b&gt;Philip Seymour Hoffman&lt;/b&gt;,  w swoim reżyserskim debiucie postanowił tak trochę z przymrużeniem oka i z bezpiecznym dla wszystkich dystansem rozprawić się z tymi wszystkimi demonami. Na przykładzie dwóch par po przejściach i w średnim wieku (sam wcielił się w główną rolę) pokazuje nam najbardziej charakterystyczne schematy i problemy jakie każdego dnia czyhają na miliony par gruchających gołąbków. I to bez względu na staż i stadium miłosnego zaawansowania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jack jest samotnikiem, takim trochę nieudolnym i ciapowatym bez specjalnych zalet o które na noże i widelce walczyłyby kobiety. Kto kojarzy warsztat aktorski Hoffmana, od razu wie z jakiego rodzaju ekspresją może mieć do czynienia. Jack ma przyjaciela Clyde’a, z którym razem pracuje i który dla odmiany tkwi w wieloletnim, podręcznikowym wręcz związku bez skazy. Wraz z żoną Lucy, pragną naszego biednego Jacka uszczęśliwić. Martwią się, że z powodu braku regularnego bzykania uschną mu w końcu skrzydełka. Pojawia się więc Connie, przyjaciółka Lucy, która ma wypełnić pustkę w życiu Jacka, dopiąć klamrę przeznaczenia, a przy okazji zamknąć się w idealizmie swojej kobiecej naiwności. Brzmi trochę jak tania historyjka zaczerpnięta z ckliwej komedii romantycznej w wydaniu zaoceanologicznym, czyż nie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No tak. Ale tylko na pierwszy rzut oka. W istocie Hoffman wyzbył się nadmiaru lukru i słodkiej tandety w treści, a postawił na trochę obłą naturalność i czarny humor. Dla zmyłki wplótł w ich miłosne gierki i związkowe perypetie trochę takiej futerkowej, romantycznej muzyki. Całkiem niezłej trzeba powiedzieć, choć oklepanej. W ogóle wszystko co widzimy na ekranie ma koniec końców doprowadzić nas do odkrycia w sobie ogromnych pokładów pozytywnej wibracji. No ale do czego to nas wszystko prowadzi? Jakie płyną do nas tym Atlantykiem wnioski? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jack wraz z Connie, mimo, że o życiu w związku, tak jak i większość ludzkości, zbyt wiele raczej nie wiedzą, to jednak w trakcie ich mozolnej nauki bycia ze sobą, przełamują wiele istotnych barier. Na podstawie błędów innych, swoich także, dochodzą do wspólnego wniosku, że idealny związek to fikcja. Przynajmniej ten znany im z życia ich wspólnych przyjaciół – wzorów do naśladowania. Odnajdują w nim mnóstwo zakłamania i obłudy. Uciekają więc od pozornej doskonałości, by zbudować własną definicję szczęścia. Daleko od oparów absurdu w których dominuje zdrada, cierpienie i kłamstwo. Ale czy da się od tego uciec na zawsze? Pewnie nie. Aż tak daleko Hoffman nie wybiega w przyszłość. Skupia się na tu i teraz, na przyczynach i skutkach, choć do celu kroczy trochę okrężną drogą. Stara się także uświadomić swoim widzom, że nauka kochania jest w każdym wieku i momencie życia tak samo trudna, by nie powiedzieć wprost, naiwna. Wymaga od nas wielkich wyrzeczeń, siły i samozaparcia. Zmusza do pokonywania własnych słabości oraz do leczenia licznych niedoskonałości. W przypadku Jacka, nauki pływania i gotowania. Po co? No właśnie. W tym rzeźbieniu własnego popiersia według wzoru na idealność, zapominamy o najprostszych odruchach oraz instynktach. To na nich powinniśmy się skupić najbardziej. Dajmy się ponieść emocjom. Nie bójmy się marzyć. Zamknijmy oczy. Niech się wszystko dzieje samo.&lt;br /&gt;
Pouczające.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 6,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 6,1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/Q1BwBhk9nqM" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-5152736133516789797?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B9VN-6CmhlDpaY-OiC3kqn8TEfM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B9VN-6CmhlDpaY-OiC3kqn8TEfM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B9VN-6CmhlDpaY-OiC3kqn8TEfM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B9VN-6CmhlDpaY-OiC3kqn8TEfM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/Q2hpofTTRdE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/5152736133516789797/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/nauka-kochania.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5152736133516789797?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5152736133516789797?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/Q2hpofTTRdE/nauka-kochania.html" title="Nauka kochania" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i43.tinypic.com/25foxmg_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/nauka-kochania.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEEASX0zeSp7ImA9WhRSFEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-906022816798159885</id><published>2011-11-16T21:16:00.001+01:00</published><updated>2011-11-16T21:50:48.381+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-16T21:50:48.381+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Obyczajowy" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nowe Horyzonty" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Epelpol Entertainment" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Złote Lwy" /><title>Wkurw.pl</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i40.tinypic.com/otezao.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i40.tinypic.com/otezao.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Made in Poland&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Przemysław Wojcieszek, POL, 2010&lt;br /&gt;
90 min. Epelpol Entertainment&lt;br /&gt;
Polska premiera: 25.03.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Internet pełen jest miejsc w których przeciętny zjadacz chleba może wyrzucić z siebie klasycznego wkurwa. Czyli napisać co akuratnie go dziś wkurwiło. Tak jakby koniecznie miało to zainteresować resztę wkurwionego świata i pomóc mu znaleźć sojuszników w walce z jego osobistym wkurwem. Polski internet rzecz jasna nie jest w tym trendzie odosobniony. Bardzo łatwo i szybko można z pomocą internetowej przeglądarki znaleźć witryny tylko i wyłącznie stworzone do tego celu. Na samym facebogu istnieją setki grup ludzi, którzy lubią wkurwiać innych i być wkurwiani. Powiedziałbym wręcz, że stanowią one tam większość. Wkurw jest nieodłącznym towarzyszem naszego ziemskiego bytu. Dzięki wkurwom powstawały nowe państwa, rodziły się dzieci, patentowano nowe wielkie odkrycia. Można nawet zaryzykować tezę, że wkurw stworzył całą ludzką cywilizację. Prawdopodobnie także, ten sam wkurw będzie odpowiadał za jej unicestwienie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale wkurwiać się też trzeba umieć. Boguś (&lt;b&gt;Piotr Wawer&lt;/b&gt;) w filmie o bardzo zobowiązującym i odważnym tytule &lt;i&gt;Made in Poland&lt;/i&gt;, wkurwiać się raczej nie potrafi. No ni w ząb. Tzn. wydaje mu się że robi to porywająco, ale emocjonalnie to jest gimnazjum niestety. Już nawet dzieciaki w przedszkolu lepiej wkurwiają się jak im ktoś zabierze klocka Lego. W przypadku wkurwa Bogusia, trudno więc mówić o rewolcie, o możliwości powstania nowego państwa, ugrupowania politycznego, czy choćby grupy na fejsie. On nawet dziecka nie umiał spłodzić z tego swojego wkurwu. Jedyne co mu wyszło, to wytatuowanie wkurwiającego Fuck Off na własnym czole. Łał. Szalenie szykowny wkurw.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oglądając tak tego wkurwionego Bogusia rozpierdalającego przypadkowe (ta, jasne, celowo stare) samochody na parkingu oraz gadającego, że tak bardzo go wszystko wkurwia i jest mu z dziwnego powodu kurwa źle, zastanawiałem się, za co do jasnej anieli film ten dostał nagrodę na Nowych Horyzontach? No chyba, że chodziło komuś o celowe wyróżnienie ruchu Oburzonych, bowiem Boguś trochę przypomina jednego z nich. Przynajmniej mentalnie. Wojuje z kapitalizmem, wyzyskiem jednostki i ze światowymi giełdami, choć tak po prawdzie nic o nich nie wie. W swoim życiu nie przepracował choćby jednego dnia. Oburzeni (ci nasi) to w ogóle wyjątkowa nieszczera grupa wkurwionych. Z jednej strony walczą z globalizmem i nowobogackimi, z bankierami i finansistami, a sami kształcą się m.in. w liceum im. Kuronia, w którym miesięczne czesne wynosi 800zł. Kawę piją tylko w Starbucks’ach, a oburzone SMSy pisują na iPhone'ach. Za wszystko płacą rzecz jasna ich bogaci rodzice. Bankowcy, ekonomiści, managerowie… wstrętni kapitaliści. Oburzeni? Współczesny i zmutowany klon starego, poczciwego wkurwa. Zbuntujmy się przeciw komuś. Nowa gra uliczna. Dostępna już w twoim kiosku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja naprawdę lubię ludzi wkurwionych. Solidny wkurw jest twórczy. Mobilizuje do bardziej wytężonej pracy i poprawia krążenie. No ale wkurw nieuzasadniony jest wybitnie… wkurwiający. Nasz Boguś chce robić rewolucję. Rozwalić wszystko w pył i porwać tłumy, by zasilić nimi swoje zbrojne ugrupowanie terrorystyczne, które w dalszej perspektywie ma ratować cały świat. No ale przed czym i po co? W filmie nie pada z jego ust ani jeden konkret. Merytorycznie dno i wodorosty. &lt;b&gt;Przemysław Wojcieszek&lt;/b&gt; (reżyser) próbował naszego Bogusia ratować i edukować za pomocą prozy Broniewskiego. Wyszło tak samo mało autentycznie jak rewolucja narodzona w wytatuowanej głowie byłego ministranta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie bardziej autentyczny jest w tym filmie grany przez  &lt;b&gt;Janusza Chabora&lt;/b&gt; Wiktor. Chapeau bas! Kawał solidnej roli. Niby tylko drugi plan, a przykrył swoim cieniem prawie każdą niedoskonałość tej produkcji. Antyteza młodzieńczego wkurwa. Nasz, swojski, menelski romantyzm. Wkurw oswojony i oświecony. Inteligentny i zakrapiany alkoholem. Uwielbiam zestawienie klasycznego beja z ponadprzeciętną inteligencją. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo tacy ludzie mogą być interesujący. Nikogo nie udają. Wszystko już widzieli i mieli. Nie ścigają się z innymi szczurami o władzę i pieniądze. Wystarczy im 2,50zł na piwo. Autentyczność wylewa się im uszami. Znam takich kilku. Chabor dzięki tej roli stał się dla mnie mentalnym następcą samego mistrza naturszczyków -  &lt;b&gt;Jana Himilsbacha&lt;/b&gt;. Wiem. Być może to zbyt wielkie słowa, no ale jest w nim coś takiego... cholera no, autentycznego. Nie wiem. Oceńcie sami. Prawda jest taka, że uratował ten film. Bezdyskusyjnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale podoba mi się także kilka innych drobiazgów. Przede wszystkim unoszący się duch &lt;b&gt;Krzysztofa Krawczyka&lt;/b&gt; (po prostu wyborne), także dynamiczny sposób montażu, korzystanie z czerwonych filtrów, oraz wplecenie w to wszystko nutki ostrej animacji. Kultowe telefoniczne wypowiedzi licznych wkurwionych Polaków (autentycznych) w roli przerywników między scenami także dodają szyku. Gdyby tylko ten wkurw Bogusia był bardziej konkretny i autentyczny… Nie kupuję tego. Szkoda. Trochę niewykorzystany drzemiący w nim potencjał. Tytuł jednak powinien zobowiązywać. Autor zapewne chciał opowiedzieć o polskich wkurwach i przedstawić nasze trochę zagubione społeczeństwo upaprane w gównie dnia codziennego. W pewnym sensie ta sztuka mu się udała. &lt;i&gt;Made in Poland&lt;/i&gt; jest właśnie takim wyrwanym fragmentem z naszej polskiej teraźniejszości. Tej trochę brzydszej, czyli codziennej, znanej nam z magazynu Ekspresu Reporterów. Ciekawa produkcja. Wyróżnia się oryginalnością na tle innych polskich filmów. Ale mój wkurw spowodowany odczuciem niedosytu ciężko będzie wyleczyć. Obym przez niego nagle nie spłodził jakiegoś bachora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sorry za mięso i wulgaryzmy. Były jak najbardziej celowe i zamierzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 6,4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 6,2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/icpElDBzCw4" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-906022816798159885?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/viILU3hA-D0aEhTHqkiuYPEXeWM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/viILU3hA-D0aEhTHqkiuYPEXeWM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/viILU3hA-D0aEhTHqkiuYPEXeWM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/viILU3hA-D0aEhTHqkiuYPEXeWM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/bISS1noznIc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/906022816798159885/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/wkurwpl.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/906022816798159885?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/906022816798159885?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/bISS1noznIc/wkurwpl.html" title="Wkurw.pl" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i40.tinypic.com/otezao_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/wkurwpl.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkYGR3s7cCp7ImA9WhRSE0g.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-5803202280270360447</id><published>2011-11-15T12:35:00.001+01:00</published><updated>2011-11-15T12:55:26.508+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-15T12:55:26.508+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Kino Świat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ESP" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Romansidło" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Fantasy" /><title>Tu i teraz</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i42.tinypic.com/mvs0ew.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i42.tinypic.com/mvs0ew.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;O północy w Paryżu&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Woody Allen, FRA, USA, ESP 2011&lt;br /&gt;
100 min. Kino Świat&lt;br /&gt;
Polska premiera: 26.08.11&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiem, że jest już trochę po ptokach i że wyskoczyłem z tym niczym zabójcze kartony przed rozpędzoną Mazdą Hanki Mostowiak. Większość z was pewnie widziała już ostatniego Allena w Paryżu. Z pewnością zdążyliście także nawet o nim zapomnieć, tak jak i o gorącym letnim piasku przyjemnie parzącym w stopy. Tak się jakoś u mnie złożyło, że dopiero teraz znalazłem może nie tyle czas, co chęć, by nadrobić tą wakacyjną zaległość. Nie paliłem się do tego specjalnie. Chciałem, ale później. Kiedyś tam, w wolnej chwili. W zasadzie to nawet nie planowałem o nim tutaj pisać, bo po pierwsze, ekscytacja tym filmem już dawno minęła, a po drugie, to z góry i z własnego wygodnictwa założyłem sobie, że kolejna niezobowiązująca zdrada Allena z Europą nie warta jest z mojej strony choćby umiarkowanie rozwiniętego elaboratu. No bo o czym tu niby pisać?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Allena uwielbiam, to niepodważalny fakt którego się nie wstydzę. Ale wielbię go tylko w wydaniu amerykańskim, wręcz nowojorskim. To właśnie jest jego kawałek podłogi na której czuje się jak ryba w wodzie, czy tam karp po żydowsku. Wszystkie (no dobra, większość) filmy kręcone w jego ojczyźnie mają w sobie 100% Allena w Allenie. Natomiast jego kinematograficzne romanse kręcone w Europie, dysponują nim w ledwie śladowych ilościach. Dlatego też na przekór milionów (zwłaszcza kobiecych) westchnień, ja wzdycham również, a i owszem, ale z powodu zawodu. Nie może dziwić więc fakt, że do jego najnowszego filmu podszedłem z typową dla jego ostatnich europejskich produkcji rezerwą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i masz ci los. &lt;br /&gt;
Jak na złość tym razem mi się spodobało. Mało tego. Zrozumiałem nawet przyczynę swojej dotychczasowej niechęci do tej jego europeistyki. Wytłumaczyłem ją sobie w umiarkowanie naukowy sposób na podstawie gry jego bohaterów i scenerii ikon Paryża w kilku odsłonach. Cóż za spryciarz z tego ekscentrycznego pinglarza – pomyślałem po napisach końcowych. Serio. Zaimponował mi. Umieścił swoje autentyczne i młodsze o kilkadziesiąt lat alter ego w roli głównej i pozwolił porwać się legendzie Paryża widzianego oczami przeciętnego Amerykanina. O dziwo, wyszedł z tego prawdziwie jankeski film. Może nie 100% Allena w Allenie, no ale i tak jest go o wiele więcej niż w jego romansie z Barceloną, czy tam z Lądkiem Zdrój. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oszukał wszystkich. Przynajmniej wielu z tych bardziej naiwnych. Niby zrobił film o francuskiej stolicy dla wszystkich tych, którzy bardzo chcieliby być Francuzami, ale z pewnych bliżej im nieznanych powodów, przyszli na świat gdzie indziej. Film, w roli słitaśnej pocztówki romantycznego Paryża, którą to można wysłać kolegom i koleżankom z pracy zbijając na nich kapitał zazdrości. W końcu też stworzył kapitalną reklamę miasta o jakiej tylko mogą marzyć najlepsi paryscy spece od reklamy i marketingu. Ale tak po prawdzie, to się z nich wszystkich Woody Allen tak trochę zaśmiał. To nie jest żaden tam francuski Paryż, tylko amerykański. Wieża Eiffla oblana ketchupem z McDonalda, podana z frytkami na plastikowej tacy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak trochę z przymrużeniem oka Allen zabiera nas wszystkich ze współczesnego snobistycznego Paryża do czasów francuskiej moderny lat 20-tych. Tam poznajemy żyjących w tamtych czasach Hemingwaya, Salvadora Dali, Gertrudę Stein, Francisa i Zeldę Fitzgerald, Pablo Picasso, czy Luisa Bunuel. Jest całkiem zabawnie, lekko, dostojnie, z polotem, a nawet pomysłowo. Bardziej do śmiechu jest tylko wtedy, kiedy przeciętny amerykański (polski też się łapie niestety) widz siedzący obok w kinie, udaje ukryć przykry dla niego fakt, że tak naprawdę to nie wie kim jest ten Bunuel, Fitzgerald, czy Stein, i że może to wcale nie jest żaden tam powrót do przeszłości, tylko teraźniejszość w wydaniu jakiegoś ekscentrycznego klubu miłośników przeszłości. Wtedy ta lekko śmieszna komedia zamienia się już w kabaret. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc latamy pomiędzy tymi dwoma epokami wraz z Gilem (&lt;b&gt;Owen Wilson&lt;/b&gt;) w roli alter ego Woody'ego Allena. Może tak trochę na siłę i za bardzo próbuje udawać go w ruchach, grymasach twarzy i potęgi gestykulacji, ale mimo wszystko odgrywa tą rolę w akceptowalny i na swój sposób uroczy sposób. Czuć nostalgię i tęsknotę do przedwojennego szyku i elegancji. Zestawienie tych dwóch światów wypada zdecydowanie bardziej na korzyść Paryża lat 20-tych. W pewnym momencie rozmarzyłem się na tyle, by oczami wyobraźni zobaczyć ten sam film, ale utkany z tęsknoty do przedwojennej Warszawy. Można było by spotkać w niej Mietka Fogga śpiewającego w teatrze Polonia, albo Hankę Ordonównę czy Adolfa Dymszę na jednej z wytwornych prywatek gdzieś na Krakowskim Przedmieściu. Chętnie też skonsumowałbym na ekranie lornetę z meduzą z Julianem Tuwimem albo Władkiem Reymontem. Podyskutował o losach kraju z dziadkiem Piłsudskim, Romkiem Dmowskim, czy Prezydentem Warszawy Stefanem Starzyńskim. Murowane miejsce w filmie miałaby także wpadająca do nas w odwiedziny Maryśka Curie-Skłodowska, Ignaś Paderewski, czy Jarek Iwaszkiewicz. Oni także bywali w Warszawie lat 20-tych i 30-tych oraz tworzyli kulturalny jej zarys. Ależ by to była piękna retrospektywa, inspirująca podróż w czasie i kapitalna reklama dla miasta…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale wróćmy do Paryża.&lt;br /&gt;
Allen z pomocą swoich aktorów, zastanawia się nad zjawiskiem tęsknoty do epok minionych. Według niego, rzeczywistość z naszej teraźniejszej perspektywy jest zawsze nudna i nijaka. Bohaterowie lat 20-tych tęsknili za Paryżem Belle Epoque końca XIX wieku, natomiast żyjący w tamtych czasach bohaterowie wzdychali do epoki renesansu. I tak można bez końca. Nowe goni za starym i ciągle szuka lekarstwa na odtrutkę. Ta myśl uświadomiła mi w końcu, że także i moja osobista tęsknota za starymi filmami Allena jest w zasadzie pozbawiona głębszego sensu. Za lat 10-20, to właśnie jego europejskie produkcje będą być może wzorem tęsknoty za Allenem i jego wyznacznikiem wielkości. Ktoś inny dostrzeże w nich geniusz i błysk. Stary &lt;i&gt;Manhattan&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Annie Hall &lt;/i&gt;którymi się dziś jaram, pozostaną tylko przeterminowaną nostalgią czczoną przez kinowych tetryków. Dlatego też sentymenty na bok. Owszem są ważne. Ale trzeba też nauczyć się w końcu szanować swoje czasy, oraz z dumą czcić nasze tu i teraz. I basta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,9 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,5&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/atLg2wQQxvU" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-5803202280270360447?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C7cyHUbb1BdWjTJQY7maJo_6OOA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C7cyHUbb1BdWjTJQY7maJo_6OOA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C7cyHUbb1BdWjTJQY7maJo_6OOA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C7cyHUbb1BdWjTJQY7maJo_6OOA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/gcoCV5pNiTI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/5803202280270360447/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/o-ponocy-w-paryzu-rez.html#comment-form" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5803202280270360447?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5803202280270360447?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/gcoCV5pNiTI/o-ponocy-w-paryzu-rez.html" title="Tu i teraz" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i42.tinypic.com/mvs0ew_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/o-ponocy-w-paryzu-rez.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkIMQHg-eSp7ImA9WhRTEks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6784711297913421719</id><published>2011-11-02T22:01:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T22:16:21.651+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-02T22:16:21.651+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Biograficzny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Monolith Films" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GER" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="CAN" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>Szepty i krzyki</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i40.tinypic.com/wrgxee.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i40.tinypic.com/wrgxee.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Niebezpieczna metoda&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. David Cronenberg, FRA, CAN, GER, GBR 2011&lt;br /&gt;
99 min. Monolith Films&lt;br /&gt;
Polska premiera: 04.11.11&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu i ówdzie bardzo głośno szepcze się o tym, że&amp;nbsp;&lt;b&gt;David Cronenberg&lt;/b&gt; spłodził wreszcie film na miarę nominacji do Oscara. Zastanawiam się tylko, czy mówią o tym ludzie którzy film już widzieli, czy może też ci, którzy z wielkim utęsknieniem i nadziejami dopiero na niego czekają. Należę pewnie do nielicznych szczęśliwców nad Wisłą, którzy ów grzech ciekawości popełnili już dwa tygodnie temu. Mam więc ten komfort, że mogę o &lt;i&gt;Niebezpiecznej metodzie&lt;/i&gt;&amp;nbsp;poszeptać trochę głośniej. Czy więc rzeczywiście Cronenberg zasługuje na Oscara? Według mnie tak. Jak najbardziej. Ale nie za ten film.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uczciwie trzeba jednak zaznaczyć i to już na samym początku, że jego najnowsze dzieło (dla niektórych wręcz arcydzieło) jest idealnie skrojone pod gusta Amerykańskiej Akademii Filmowej. Dysponuje ono bowiem całkiem ciekawym scenariuszem opartym na faktach i biografii nietuzinkowych postaci. Ma też umiarkowanie głośne nazwiska aktorskie na rozkładzie. Rozpieszcza swoim rozmachem, widowiskowością i magicznym klimatem kostiumów, którego co prawda przeciętny amerykański widz nie rozumie, ale za to jest trendy na salonach. Papiery na ponadprzeciętność jakieś więc ma. Tylko co z tego. Nawet 12 nominacji i tyleż samo wypowiedzianych "And the winner is..." nie zmieni ogólnego, acz bardzo subiektywnego wrażenia, iż &lt;i&gt;Niebezpieczna metoda&lt;/i&gt;, to w istocie przeintelektualizowany i nudnawy bełkot. Choć przyznaję, ładny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może gdybym był absolwentem psychologii, lub w każdej wolnej chwili i czysto hobbystycznie analizował rzeczywistość według teorii psychoanalizy Freuda. Gdybym zagłębiał się w książki np. o psychoterapii psychoanalitycznej, o schizofrenii, czy histerii, być może wtedy sam szeptałbym głośno i przebąkiwał coś o geniuszu i arcydziele. Aczkolwiek chciałbym poznać opinię autentycznych wielbicieli i wyznawców teorii Freuda i Junga. Czy rzeczywiście poruszane na ekranie kwestie są czymś więcej niż tylko grą pięknych i niezrozumiałych dla przeciętnego zjadacza chleba słów, czy może jednak jest wręcz na odwrót... Tylko dla nich się one nadają. Nie mniej jednak trzeba Cronenbergowi sprezentować kilka niskich pokłonów za sam zamysł i chęć zmierzenia się z trudną z perspektywy filmowej ekspresji, parapsychologią myśli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszkicował on bowiem całkiem ciekawy trójkąt emocjonalny, który jak na tacy podała mu matka historia. Sigmund Freud, Carl Gustav Jung, oraz Sabina Spielrein, to trójka wielkich uczonych i myślicieli początku XX wieku, wokół których krążą ludzkie fascynacje, obsesje, pragnienia i słabości. Filmy z Freudem w tle, to niemal powszechność. Chociażby każda produkcja Woody’ego Allena ocieka nim aż nadto. Ale filmy z Freudem w roli głównej, to w zasadzie novum we współczesnej kinematografii. Cronenberg tą rękawicę podjął i rzucił w widza na oślep czekając w zaniepokojeniu na reakcję. I w sumie nawet dobrze, że zrobił to właśnie on. Kanadyjczyk należy bowiem do grona starszego pokolenia reżyserów, który przez wiele lat swojej kariery zmagał się z opinią bardzo kontrowersyjnego twórcy. Lata młodzieńczego buntu i krwawej ekspresji (nawiązanie do jego horrorów) ma już co prawda dawno za sobą, ale i tak w jego żyłach płynie zadziwiająca umiejętność i łatwość do opowiadania popapranych ludzkich historii. Odpowiedni człowiek na odpowiednim krześle reżysera, rzec by się chciało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każda z trzech wspomnianych wyżej głównych postaci, dysponuje bogatą biografią, która z powodzeniem wystarczyłaby do nakręcenia trzech oddzielnych filmów. Są to naprawdę wyjątkowo barwne życiorysy. Freud to wiadomo, wielki twórca psychoanalizy, teorii popędów, wróg religii we wszelkiej postaci, ojciec sześciorga dzieci. Szalenie kontrowersyjna postać w dziejach psychologii, która już na zawsze taką pozostanie. Z kolei Jung, to twórca psychologii głębi, autor badań fenomenologicznych, naukowo analizujący marzenia senne, fantazje, wizje oraz baśnie i mity. Wieloletni przyjaciel i pupil Freuda, ale tylko do czasu poważnego poróżnienia zawodowego, o czym m.in. mowa w filmie. Intrygująca Sabina Spielrein była z kolei rosyjską lekarką i psychoanalityczką, która swoją naukową karierę zaczęła w dość widowiskowy sposób… od własnych psychicznych zaburzeń, które spowodowały zamknięcie jej w klinice psychiatrycznej, gdzie została poddana psychoterapii właśnie przez Carla Junga. Z czasem relacje lekarz-pacjent wykroczyły poza wszelkie ramy tzw. etyki zawodowej i jak to często bywa (zwłaszcza w naszych [męskich] fantazjach "szpitalnych"), leczenie pacjentki skończyło się nomen omen w łóżku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wrzucając tak barwne postacie do jednej tylko produkcji, naturalnie musiało zacząć kipieć od bogactwa treści, mnogości zdarzeń oraz ich interpretacji. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Film jest przepełniony i wręcz zajechany psychoanalizą i teoriami naszych bohaterów na dorobku. Mimo, że należę do osób, które lubią i cenią, a nawet wymagają od twórców mądrej treści w filmie, to jednak scenariusz zaproponowany przez &lt;b&gt;Christophera Hamptona&lt;/b&gt; z czasem zaczął zwyczajnie nudzić, a komfortowe dotąd wióry i puch w kinowym fotelu (czy co tam jest w środku) z każdą minutą przepoczwarzały się w zabójczo ostre gwoździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Innym moim zmartwieniem z którym chciałem się tutaj z wami podzielić, jest osobisty zawód &lt;b&gt;Keirą Knightley&lt;/b&gt;. Autentycznie bardzo ją dotąd lubiłem. Powiem nawet więcej. Mimo pewnych anatomicznych braków, wydawała mi się ona wyjątkowo piękna, ciepła i czarująca. Można powiedzieć, że się w niej lekko podkochiwałem. Choć tak po prawdzie to zdarza mi się wzdychać średnio do co trzeciej aktorki, więc nie jest to jakiś specjalny wyczyn godny uwagi. O jej kunszcie aktorskim miałem dotąd także podobne zdanie. No ale to prysło. Serio. Odeszło nagle i boję się, że mojej szczerej sympatii do niej mogę już cholera nigdy nie odnaleźć. Wcielając się w bardzo wymagającą postać Sabiny Spielrein, musiała stać się jednocześnie niezrównoważoną psychicznie kobietą, oraz wyrachowaną dziwką. Brzmi nieźle, ale jakoś mi to do niej nie pasowało. Zagrała w sumie chyba nawet całkiem nieźle. Znajdą się pewnie głosy mówiące, że zagrała perfekcyjnie, na miarę Oscara. No niech będzie. Bardzo możliwe. Ale jej ekspresja na ekranie, mimika twarzy, liczne grymasy i wygibasy, drażniący głos, no w zasadzie wszystko, tak mnie to bez przerwy irytowało, że przyłapałem siebie na tym, że zwyczajnie nie mogłem już w pewnych scenach na nią patrzeć. Szkoda wielka, bowiem wątki z jej osobistym udziałem są w całej tej historii zdecydowanie najciekawsze. Relacje między Freudem i Jungiem są miałkie i nudne, ale gdy do głosu dochodziła melodramatyczna Spielrein wraz z jej fetyszem oraz erotyczną obsesją, to autentycznie można powiedzieć, że kilka razy uratowała ona Cronenbergowi tyłek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film aż ocieka seksem w treści, choć tak bardziej między słowami. Dogłębna analiza popędu seksualnego u ludzi, soczyste teorie, perwersja i śmiałość unosząca się gdzieś nad głowami dystyngowanych bohaterów w Austrii z początku XX wieku. Należy też wyróżnić świetny epizod z udziałem &lt;b&gt;Vincenta Cassel&lt;/b&gt;. No jest w tym filmie kilka apetycznych smaczków, ale jako całość, przywodzi mi on na myśl raczej rozczarowanie niestety. No ale oceńcie sami. Już za dwa dni w naszych kinach. Radzę tylko nie nastawiać się jak na arcydzieło. Lepiej się mile zaskoczyć niż niemile rozczarować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 6,7&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/lblzHkoNn3Q" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6784711297913421719?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t09ZMcfZGZ9GnveqqDufl9XVky4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t09ZMcfZGZ9GnveqqDufl9XVky4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t09ZMcfZGZ9GnveqqDufl9XVky4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t09ZMcfZGZ9GnveqqDufl9XVky4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/0p1uiIaibUY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6784711297913421719/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/szepty-i-krzyki.html#comment-form" title="Komentarze (5)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6784711297913421719?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6784711297913421719?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/0p1uiIaibUY/szepty-i-krzyki.html" title="Szepty i krzyki" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i40.tinypic.com/wrgxee_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>5</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/szepty-i-krzyki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CE4EQ3gzeyp7ImA9WhRTEEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-3383056212966726602</id><published>2011-10-31T10:20:00.001+01:00</published><updated>2011-10-31T10:21:42.683+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-31T10:21:42.683+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FIN" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Społeczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="IRL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Wóz albo przewóz</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/zl21zt.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i41.tinypic.com/zl21zt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Zaparkowany&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Darragh Byrne, IRL, FIN, 2010&lt;br /&gt;
90 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za dzieciaka, jak na typowego chłopca przystało, miałem wręcz destrukcyjnego fioła na punkcie samochodów. Począwszy od zbierania matchboxów i innych blaszanych modeli dostępnych tylko za dolary w Pewexie, przez wieszanie w pokoju na ścianie cudem zdobytych plakatów z samochodami, a na wkuwaniu na pamięć wszystkich marek i modeli kończąc. A trzeba powiedzieć, że były to trudne czasy dla młodego miłośnika motoryzacji, bowiem w naszej smutnej rzeczywistości przełomu PRL/Okrągły stół, większość z tych zagranicznych czterokołowych cudów techniki, była dla mnie dostępna tylko za pośrednictwem zdjęć w Młodym Techniku lub w zagranicznych prospektach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwielbiałem też siedzieć godzinami za fajerą w samochodach ojca, prywatnie także samochodziarza, tyle, że z zawodu. Wirtualnie prowadziłem jego duże Fiaty i Polonezy po bezdrożach dziecięcej wyobraźni, a gdy tylko dorosłem do pedałów w podłodze, robiłem to już tak jak kodeks drogowy nakazał. Z tą różnicą, że nielegalnie (miałem może ze dwanaście lat). Dziś sam już jestem dużym chłopcem i… nadal mam fioła na punkcie samochodów. Może już nie tak obsesyjnego jak kiedyś, ale i tak chcąc nie chcąc, znam je wszystkie na pamięć. Gdybym miał taką głowę do nauki, dziś pewnie robiłbym coś innego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W zasadzie to nie wiem po co to wszystko piszę. Zwyczajnie nie miałem pomysłu na wstęp. Chciałem tylko doszukać się wspólnego mianownika pomiędzy moim motoryzacyjnym odchyłem, a głównym motywem w filmie &lt;i&gt;Zaparkowany&lt;/i&gt;. I to też tak tylko z przymrużeniem oka oraz trochę na siłę. Mnie za dzieciaka nie można było wypędzić z samochodu, bo szukałem w nim realizacji swoich szczeniackich marzeń, a głównego bohatera filmu, Freda Daly (&lt;b&gt;Colm Meaney)&lt;/b&gt;, w samochodzie trzymała siłą tylko trudna sytuacja życiowa oraz materialna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No tak to się w życiu czasem układa, że się nic nie układa. Nasz Fred po śmierci ojca, postanowił na stare lata wrócić z Londynu do swojego rodzinnego Dublina. No ale nie miał dokąd. Rodzinny dom sprzedany, stałego meldunku nie ma, co za tym idzie zasiłku również. Gdzie więc się podziać? Pozostała mu tylko stara Mazda 626, trochę gratów i nabrzeżny parking w bliżej nieokreślonym miejscu w roli posesji. Nie jest to jednak film o samochodach. Nie ma w nim nic, bądź prawie nic, co rajcowało by fana zapachu spalin i gangu ośmiocylindrowego silnika. A jednak oglądając go, coś tam mi się w środku z raz czy dwa przelało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Zaparkowany&lt;/i&gt; to debiut reżyserski kompletnie nieznanego mi człowieka, &lt;b&gt;Darragha Byrne’a&lt;/b&gt;. Bardzo dziwna koprodukcja irlandzko... fińska. Jak już wspomniałem przed sekundą, to nie jest film dla fanów czterech kółek. To, że moja szczeniacka spalinowa fanaberia odezwała się w czasie projekcji o niczym jeszcze nie świadczy. To w istocie dramat i kino społeczne w jednym. Film o relacjach międzyludzkich, o szorstkiej przyjaźni pomiędzy starszym panem po przejściach, a buntowniczym szczeniakiem błądzącym po zakazanych rejonach ze strzykawką w żyłach. Przyjaźń, która pokonuje bariery wieku i przynależności do różnej grupy społecznej. W końcu przyjaźń, która czerpie od siebie nawzajem życiowe prawdy i zmienia na lepsze naszych głównych bohaterów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to bardzo sympatyczna opowieść o pokonywaniu trudności losu i próbie dostosowania się do smutnych realiów dnia codziennego. Typowe brytyjskie podejście do dramatu jednostki z elementami czarnego humoru. Trochę podobny do opisywanego chwilę wcześniej &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy_19.html"&gt;&lt;i&gt;Tyranozaura&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, choć zdecydowanie od niego lżejszy. Mimo smutnych momentów zaraża optymizmem i bawi. Tak zwyczajnie czułem się dobrze w jego towarzystwie podczas półtoragodzinnej projekcji w skrzypiącym fotelu. Duża w tym zasługa odtwórcy głównej roli, Colma Meaneya. Nie sposób się z nim nie zaprzyjaźnić. Z jego Mazdą w sumie także. Stara, zupełnie bezjajeczna, typowa dla szarego Kowalskiego bez motoryzacyjnych pasji. W życiu bym jej zdjęcia nie powiesił na ścianie, nigdy też do niej nie wzdychałem, a mimo to, cholernie się z nią zaprzyjaźniłem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/m_fTqL3Szo0" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-3383056212966726602?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Y5surI_07LueBSndo5PVqiSXVug/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Y5surI_07LueBSndo5PVqiSXVug/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Y5surI_07LueBSndo5PVqiSXVug/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Y5surI_07LueBSndo5PVqiSXVug/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/5h8N4FnjCt4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/3383056212966726602/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/woz-albo-przewoz.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3383056212966726602?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3383056212966726602?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/5h8N4FnjCt4/woz-albo-przewoz.html" title="Wóz albo przewóz" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i41.tinypic.com/zl21zt_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/woz-albo-przewoz.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkQGRXs5eyp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-3271727831773723334</id><published>2011-10-19T12:45:00.001+02:00</published><updated>2011-10-19T16:25:24.523+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:25:24.523+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sundance" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Społeczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Tyranozaur</title><content type="html">&lt;a href="http://i56.tinypic.com/htab0z.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/htab0z.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Tyranozaur&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Paddy Considine, GBR, 2011&lt;br /&gt;
91 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszej dziesiątce najwyżej ocenionych przez publiczność 27’WFF filmów znalazły się trzy produkcje na które także i ja się zdecydowałem. Oprócz opisywanych już tutaj polskich &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-roza.html"&gt;&lt;i&gt;Róży&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; (1 miejsce) i &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-wymyk.html"&gt;&lt;i&gt;Wymyku&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; (8), na najniższym podium stanął brytyjski klasyk w stylu „kina realizmu rodem ze zlewu kuchennego” – &lt;i&gt;Tyranozaur&lt;/i&gt;. I jest to zdecydowanie zasłużone wyróżnienie. Analizując na chłodno całą pozostałą siódemkę, odnoszę przykre wrażenie, że chyba trochę się w tym roku zawiodłem na gustach Warszawiaków. Kilka tytułów wydaje być się zupełnym nieporozumieniem. No ale skoro ich ostatecznie nie widziałem, to też nie będę zagłębiał się w szczegóły i wróżył apokalipsę z fusów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No więc &lt;i&gt;Tyranozaur&lt;/i&gt;. Od razu przykuł mój wzrok podczas wstępnej selekcji. Jest to typowy przedstawiciel brytyjskiej szkoły dramaturgii społecznej. Szorstki, bezpośredni, dotykający jakiejś bliskiej nam problematyki z życia zgarniętej. Obdarty ze złudzeń i słodkich naiwności. Wali prosto w oczy i ma w dupie czy udławisz się własną krwią, czy może cię jednak jakimś cudem uratują. Lubię takie kino. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Paddy Considine&lt;/b&gt; zanim rozpoczął prace nad swoim fabularnym debiutem (to właśnie jest jego pierwszy film), przebył całkiem długą drogę aktorską. Grał m.in. u innych cenionych brytyjskich twórców kina nazwę je, bezpośredniego, takich jak &lt;b&gt;Michael Winterbottom&lt;/b&gt;, czy &lt;b&gt;Shane Meadows&lt;/b&gt;. Stąd pewne analogie do ich licznych produkcji jakie od razu rzuciły się w oczy podczas gapienia się na białe płótno. Jak już korzystać z doświadczeń i gotowych szablonów innych, to tylko od tych najlepszych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kim/czym jest tytułowy tyranozaur? Teoretycznie, to tylko humorystyczne przezwisko zmarłej żony naszego głównego bohatera Josepha (kapitalny &lt;b&gt;Peter Mullan&lt;/b&gt;). Jak sam mówił, nazywał ją tak, ponieważ była to duża kobieta i gdy szła po schodach do sypialni, szklanka wody postawiona na nocnej szafce w charakterystyczny sposób wibrowała i dudniła od jej stawianych w oddali kroków. Zupełnie jak w &lt;i&gt;Jurassic Park&lt;/i&gt; i scenie z owym maszerującym pradawnym zwierzęciem. Ale tak po prawdzie, to tytułowy tyranozaur kryje w sobie znacznie więcej życiowych mądrości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Joseph jest ogarniętym przemocą, a także gotującą się w nim złością, alkoholikiem i cholerykiem. Zewsząd otacza go świat podły i zły. Nas też. Młodociana sąsiadka nie dba o swoje dziecko i puszcza się z totalnym patomongołem, właścicielem wściekłego pitbulla. Okoliczne Pakistance dają naszemu synowi Albionu łomot we własnym ogródku. Sam rozbija szyldy sklepowe oraz kurwi na prawo i lewo że aż uszy więdną. Już na przywitanie się z kinowym widzem, kopie swojego psa na śmierć. Wszystko jest szare i przygnębiające. Jakiś pierwiastek zła siedzi w każdym bohaterze filmu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I gdy z czasem pojawia się w życiu Josepha Hannah (&lt;b&gt;Oliwia Dolman&lt;/b&gt;), pracownica sklepu chrześcijańskiej organizacji charytatywnej o anielskim sercu, wydawać by się mogło, że trafiła wreszcie kosa na kamień, która stępi jej zbyt egoistyczne ostrze. No ale właśnie w tym tkwi prawdziwy urok &lt;i&gt;Tyranozaura&lt;/i&gt;. Kamień okazuje się kryć w sobie taki sam pierwiastek zła jak u naszych pierwszoplanowych postaci. Zło napędza się nawzajem i zatacza coraz szersze złowrogie kręgi. Ale też okazuje się, że zło podniesione do kwadratu ostatecznie zwycięża i osiąga symptomatyczną przemianę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baaardzo fajne wnioski biją z ekranu. Uświadamiają nam, że w gruncie rzeczy w każdym z nas jest coś z prehistorycznego gigantycznego tyranozaura. Siedzi w nas od urodzenia jakiś element nieokrzesanego i wielkiego zła. I analogicznie, tyle samego dobra tkwi w każdym złym z natury człowieku. Nie wiele trzeba żeby jedno, bądź też drugie z nas się ekwilibrystycznie wylało. Oczywiście nie mam tu na myśli czegoś tak powierzchniowego jak np. obślizgły Alien z filmów z &lt;b&gt;Sigourney Weaver&lt;/b&gt;. Rzecz tyczy się bardziej skrytej, trudnej do określenia sfery mentalnej. Naturalnie bardzo wiele czynników składa się na ostateczny kształt naszego wewnętrznego uwarunkowania. Odziedziczone złe/dobre geny, wyniesione z domu wychowanie, środowisko w jakim dorastamy etc. Ale też Considine bardzo trafnie ujął samą sferę wewnętrznych przemian, oraz tego, co je do tego wszystkiego ośmiela. I tak, o ile Tyranozaur Rex, był jednym z największych znanych drapieżników lądowych wszech czasów, o tyle człowiek ostatecznie wciąga go lewym nozdrzem. Bardzo mądre i trafnie skonstruowane kino. Mam nadzieję, że w przyszłym roku trafi do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/nvyqXFmV-LI" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-3271727831773723334?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/O9k8d6nfkSyZW49uHimQPi6YQpQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/O9k8d6nfkSyZW49uHimQPi6YQpQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/O9k8d6nfkSyZW49uHimQPi6YQpQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/O9k8d6nfkSyZW49uHimQPi6YQpQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/vrMhZSItpGQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/3271727831773723334/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy_19.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3271727831773723334?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3271727831773723334?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/vrMhZSItpGQ/27-warszawski-festiwal-filmowy_19.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Tyranozaur" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i56.tinypic.com/htab0z_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy_19.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkQHRXc_eip7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-8288376196982476089</id><published>2011-10-18T16:45:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T16:25:34.942+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:25:34.942+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="CZE" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Animacja" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Alois Nebel</title><content type="html">&lt;a href="http://i56.tinypic.com/290ugt5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/290ugt5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Alois Nebel&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Tomáš Luňák, CZE, 2011&lt;br /&gt;
94 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Technika animacji rotoskopowej zaczyna coraz śmielej być wykorzystywana w celu opowiedzenia ważnych, często dramatycznych opowieści z kart naszej historii. To już nie tylko zabawa w lekko oszukaną animację dla czystej rozrywki, mająca za zadanie przede wszystkim ukazać możliwości techniczne filmowych producentów. To także coraz ciekawszy i pewniejszy środek ekspresji, który oferuje twórcom zdecydowanie większe możliwości niż tradycyjna fabuła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Technika ta jest stara jak historia kinematografii. Została zapoczątkowana w roku 1915 przez braci &lt;b&gt;Maksa i Dave’a Fleischera&lt;/b&gt;. Nie mniej jednak nigdy nie była ona jakoś specjalnie popularna, a miłośnicy klasycznej animacji, nie szczędzili jej złośliwości. Era nowożytna rotoskopii w kinie, to przede wszystkim rok 2005 i film &lt;i&gt;Przez ciemne zwierciadło&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Richarda Linklatera&lt;/b&gt;, będąca ekranizacją kultowej powieści &lt;b&gt;Philipa.K.Dicka.&lt;/b&gt; Wiernie odwzorowany z pomocą komputerowej kreski &lt;b&gt;Keanu Reeves&lt;/b&gt;, został wplątany w sidła dość zjawiskowej animacji. Kolejnym głośnym tytułem korzystającym z uroków omawianej techniki, był izraelski &lt;i&gt;Walc z Bashirem (2008)&lt;/i&gt;, który także wyznaczył nowy standard w swojej klasie. Wykorzystał bowiem rotoskopię w celach nieco bardziej ambitnych. Do wspomnienia o krwawych wydarzeniach z początku lat 80-tych ubiegłego stulecia, by w iście paradokumentalnym stylu opowiedzieć o wojnie domowej w Libanie. Był to strzał w dziesiątkę. &lt;i&gt;Walc... &lt;/i&gt;zdobył wiele nagród filmowych na całym świecie i był nawet nominowany do Oscara.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Alois Nebel &lt;/i&gt;to kolejna, tym razem czeska próba wykorzystania tego rodzaju technik animacji. Służy ona do opowiedzenia pewnej historii bliskiej tej części Europy. Jest rok 1989, mur berliński ma za chwilę upaść z kretesem, granicę polsko-czechosłowacką nielegalnie przekracza tajemnicza postać. Tak rozpoczyna się ekranizacja kultowego w Czechach komiksu &lt;b&gt;Jaroslava Rudiša&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Jaromira 99&lt;/b&gt;. Tytułowy Nebel jest dyspozytorem na przygranicznej stacji kolejowej w miejscowości Bily Potok. Zupełnie nijaki, w średnim wieku, z wąsem, dość bierny, wyalienowany, specjalnie nieokreślony. Być może stanowi jakąś wartość intelektualną dla znawców i fanów komiksów z jego udziałem, dla mnie jednak wydał się mało interesujący. Jego jedynym szaleństwem jest wykuty na blachę i ciągle recytowany rozkład jazdy lokalnych pociągów. W zasadzie, to także przedstawiona w filmie historia nie wydała mi się jakoś specjalnie ciekawa. Ot, lekkie grzebanie w historii czeskich wysiedleń ludności niemieckiej z Sudetów z roku 1945 i wplątanie w to wszystko pewnej intrygi bazującej na obrazkowych poszlakach.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu zabiegi czysto techniczne. Szczegóły animacji, jej meandry i odwzorowanie rzeczywistości z pomocą technik rotoskopii. Animowane postacie inspirowały prawdziwi aktorzy, ich wachlarz naturalnych ruchów oraz mimika twarzy. Dlatego też, jej finalny rezultat należy rozpatrywać w bardziej globalny sposób. W animacji zawsze też zwracam uwagę na szczegóły. Np. na odwzorowanie ludzkiej anatomii i stylu poruszania się, czy nawet na kształt i sposób wprawiania w ruch pojazdów mechanicznych. Samochodów w sensie. W czeskiej produkcji podziwiałem więc całkiem zgrabne odwzorowanie radzieckich łazików, NRDowskiego Wartburga, także innych czeskich cudów motoryzacji, oraz kolejowych skarbów na szynach. Podobała mi się czerń i biel, oraz liczne odcienie szarości. Ten zabieg przyciągnął na ekran przyjemny dla oka klimat, a także w dużej mierze ukrył wszelkie wpadki techniczne. Nie da się ukryć. Jest to kawał dobrej roboty, obok której nie sposób przejść obojętnie. &lt;i&gt;Aloisa Nebela&lt;/i&gt; zapewne bardziej pokochają jego komiksowi fani, ale też wszyscy pozostali, w tym ja, powinni znaleźć w nim coś interesującego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/w3pXE7BnYOc" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-8288376196982476089?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yuL4neHIg_BdaOspKabhaJoUhHc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yuL4neHIg_BdaOspKabhaJoUhHc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yuL4neHIg_BdaOspKabhaJoUhHc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yuL4neHIg_BdaOspKabhaJoUhHc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/tihTmJhp_5Y" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/8288376196982476089/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-alois.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8288376196982476089?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8288376196982476089?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/tihTmJhp_5Y/27-warszawski-festiwal-filmowy-alois.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Alois Nebel" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i56.tinypic.com/290ugt5_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-alois.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkQBQnozeCp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-8981065841430032204</id><published>2011-10-17T13:57:00.001+02:00</published><updated>2011-10-19T16:25:53.480+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:25:53.480+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Thriller" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sundance" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Obyczajowy" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Imperial-Cinepix" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Martha Marcy May Marlene</title><content type="html">&lt;a href="http://i52.tinypic.com/xcizol.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i52.tinypic.com/xcizol.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Martha Marcy May Marlene&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Sean Durkin, USA, 2011&lt;br /&gt;
101 min. Imperial Cinepix&lt;br /&gt;
Polska premiera: 20.01.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To również był jeden z ciekawszych filmów jakie widziałem na festiwalowym ekranie, także nagradzany już wcześniej na innych festiwalach (konkretnie to w Sundance). Choć właściwie pisanie tu po raz enty, że był to dobry/ciekawy film, mija się trochę z celem i zaczyna chyba już niektórych nużyć. Na 17 filmów jakie ostatecznie w te dziesięć dni obejrzałem, tylko jeden okazał się poniżej wszystkiego (nie będę nawet wspominał jego tytułu, ale zasłużył na pierwszą pałę w historii tego bloga), inny wypadł tylko nieco poniżej oczekiwań (raczej też go tutaj pominę). Reszta to produkcje po prostu dobre, lub bardzo dobre, co biorąc pod uwagę wybór repertuaru z pomocą wrodzonej intuicji, wynik końcowy oscyluje blisko dziesiątki na tarczy strzelniczej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ma się tego nosa i tyle. Ale dość już tych przechwałek. Wróćmy do &lt;i&gt;Marthy Marcy May Marlene&lt;/i&gt;. Tytuł dość zjawiskowy, trzeba przyznać. Jako, że staram się zapamiętać wszystkie wyróżnione tytuły na moim ulubionym zagranicznym festiwalu filmowym (Sundance ponownie), to też zapamiętałem i ten. Trudne nie było. Przyznam też, że jak na umiarkowanie kochliwego faceta, dość szybko zauroczyłem się odtwórczynią głównej roli, młodą &lt;b&gt;Elizabeth Olsen&lt;/b&gt;. Wróżę jej świetlaną karierę aktorską, a &lt;i&gt;Martha…&lt;/i&gt; wygląda mi na klasyczną furtkę do wielkich i cenionych ról w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym filmem objawia się całemu światu nie tylko Olsen, ale także nieznany szerszemu gronu reżyser, &lt;b&gt;Sean Durkin&lt;/b&gt;. Dotąd miał na swoim koncie tylko jeden film, krótkometrażowy &lt;i&gt;Mary Last Seen&lt;/i&gt;, którego pełnometrażowa &lt;i&gt;Martha… &lt;/i&gt;jest kontynuacją i rozwinięciem. Durkin był także autorem zdjęć do kilku innych produkcji. Umiejętność ta wyraźnie zaprocentowała przy zabawie w dorosłą reżyserię, bo też zdjęcia stoją rzeczywiście na całkiem wysokim poziomie. No ale skupmy się na tym co najważniejsze. Na historii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film porusza trudny temat, jakim jest fascynacja młodych ludzi sektami. Ale nie tylko. Chodzi ogólnie o fascynację alternatywnymi grupami młodych ludzi, którzy stojąc w opozycji do ogólnych norm panujących we współczesnym świecie, szukają wspólnie dla nich alternatywy i lepszych doznań. Okres dojrzewania, rodzenia się wewnątrz buntu, oraz kłopoty z samookreśleniem siebie i często także problemy w domu rodzinnym, stanowią idealny grunt podatny na kiełkowanie szalonych myśli. Zauroczenie środowiskiem obcych sobie ludzi, którzy okazują się o dziwo bardziej przyjacielscy i serdeczni nawet od najbliższych, jest poważnym zadaniem stojącym przez specjalistami od ludzkiej psychologii. Temat wydaje się zupełnie obcy każdemu z nas. Osobiście nie znam nikogo ze swojego grona przyjaciół, kto miałby kiedykolwiek styczność z grupami ludzi, których można podciągnąć pod sektę. Większość z was zapewne podobnie, ale też zasadniczo niezupełnie o to tu się rozchodzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Durkin używa sekciarstwa w formie przenośni, symbolu i skupia się na psychologicznym aspekcie odizolowania jednostki ludzkiej od wartości i zasad jakie panują w tradycyjnym modelu społeczeństwa. Na tkwieniu we własnym świecie, czy środowisku, niekoniecznie związanym z sektą znanej nam według ogólno przyjętej definicji. Może być to chociażby bezpieczny z pozoru świat muzyki. Zbyt dosłowne wejście w świat fanów konkretnych artystów. Dla mnie np. sektą są Emo fani grupy Tokio Hotel i im podobnych (trochę żartuję rzecz jasna, ale tylko trochę). Niby to tylko pewnego rodzaju subkultura jakich wiele we współczesnym młodocianym świecie, ale czy aby na pewno? Durkin pokazuje, jak cienka granica występuje pomiędzy tymi dwoma światami oraz jak łatwo jest ją przekroczyć i zostać opętany przez szaleństwo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co gorsze. Martha próbuje zerwać z demonami z przeszłości, ale jej usilne starania spełzają na niczym. Jest zbyt słaba, a brutalna rzeczywistość nie potrafi jej w żaden sposób dopomóc. Są to dość pesymistyczne wnioski. Opowieść bez happy endu. Czy faktycznie ludzie z wypranym za młodu mózgiem, niedostosowani do standardowego systemu operacyjnego, są już spisani na straty? Niezupełnie. Reżyser pozostawia wolną rękę do własnych interpretacji i otwartą furtkę do możliwie różnych rozwiązań, ale też poprzez ostatnią scenę w filmie, brutalnie uświadamia nam, że od przeszłości i popełnionych w niej błędów, nie można skutecznie uciec. Trzeba się z nimi umieć zmierzyć. Z godnością i podniesioną głową. Dlatego tak ważne jest pilnowanie się każdego dnia i rozsądne balansowanie, a także utrzymywanie się na powierzchni wody. Pomimo tego, że świat podwodny wydaje nam się bajecznie piękny, który kusi swoim bogactwem i florą, to jednak bez zapasu powietrza, prędzej czy później i tak w nim zginiemy. W Polsce w styczniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/ERREgOobLOs" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-8981065841430032204?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EpOwGc7wKY-ZjvGJUf9WB4AwxtE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EpOwGc7wKY-ZjvGJUf9WB4AwxtE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EpOwGc7wKY-ZjvGJUf9WB4AwxtE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EpOwGc7wKY-ZjvGJUf9WB4AwxtE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/Id0xrQ0XnUE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/8981065841430032204/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-martha.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8981065841430032204?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8981065841430032204?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/Id0xrQ0XnUE/27-warszawski-festiwal-filmowy-martha.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Martha Marcy May Marlene" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i52.tinypic.com/xcizol_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-martha.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMEQXo7eSp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-5990768923719809404</id><published>2011-10-17T10:59:00.001+02:00</published><updated>2011-10-19T16:26:40.401+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:26:40.401+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Cannes" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="AUT" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Oddech</title><content type="html">&lt;a href="http://i51.tinypic.com/2dj8aw9.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/2dj8aw9.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Oddech / Atmen&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Karl Markovics, AUT, 2011&lt;br /&gt;
93 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był jeden z najbardziej obleganych filmów na festiwalu. Bilety na wszystkie trzy projekcje rozeszły się chyba jeszcze w przedsprzedaży. Jak widać, wyróżnienie nagrodą „Najlepszy film europejski” na tegorocznym festiwalu w Cannes, nie tylko zobowiązuje, ale też przyciąga. Nie inaczej było więc i ze mną. Również  przyległem do niego jak mucha do żarcia i z góry uznałem, że to jeden z najważniejszych filmów na tegorocznym festiwalu. Nie zawiodłem się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Karl Markovics&lt;/b&gt; jest dosyć znanym w Austrii aktorem. Tak jak wielu jego kolegów po fachu, także i on spróbował swoich sił w roli reżysera. &lt;i&gt;Oddech&lt;/i&gt; to jego ekranowy debiut w nowej roli, tym bardziej więc należy pochylić nisko głowy, że już w pierwszym podejściu osiągnął tak wiele. I nie chodzi tu tylko o nagrody i liczne nominacje. Reżyser osiągnął sporo także dzięki walorom artystycznym jakie biją z jego produkcji. To bardzo bezpośrednie kino. Mocno dramatyczne, zagłębiające się w psychologicznym ludzkim aspekcie i jego meandrach. Wyalienowane i tak bardzo dzisiejsze. Film o samotności i poczuciu wyobcowania w środowisku, ukazujący mozolną próbę dostosowania się do brutalnych realiów w nim panujących.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Zwolniony warunkowo z aresztu dla młodocianych przestępców Roman ma małe szanse na powrót do normalnego życia. Nie ma rodziny i słabo radzi sobie w kontaktach społecznych. Po kilku nieudanych próbach podjęcia pracy, Roman zostaje w końcu zatrudniony na okres próbny w miejskiej kostnicy w Wiedniu. Pewnego dnia ma do czynienia z ciałem martwej kobiety, która nosi to samo nazwisko co on. Roman zaczyna się po raz pierwszy w życiu zastanawiać nad swoją przeszłością. Zaczyna szukać swojej matki.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pierwszy rzut oka klasyczna historia. Młody chłopak z poprawczaka zmaga się z tkwiącym w nim buntem, niezrozumieniem otaczających go ludzi, nieufnością i samotnością. Porzucony za dziecka przez młodą matkę próbuje to wszystko jakoś okiełznać, ale sam nie daje rady. Potrzebuje więc wyraźnego bodźca, instynktu, czegoś co na niego wpłynie i brutalnie nim wstrząśnie. Za drogowskaz prowadzący do znalezienia właściwej drogi posłużyła mu bardzo trudna praca przy nieboszczykach. Markovics w bezpośredni sposób ukazuje ludzkie zwłoki, które szokują na ekranie widza w taki sam sposób jak naszego głównego bohatera. Stąd łatwo się z nim identyfikować. Wspólnie więc próbujemy się do tego wszystkiego przyzwyczaić i odnaleźć w nowej sytuacji, a być może kto wie, możliwe, że także poruszy to kogoś w podobny sposób jak młodego Romana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podoba mi się realizacja filmu i klimat. Minimalistyczne podejście, ale szalenie perfekcyjne w formie przekazu i montażu. Bardzo wnikliwy wgląd w ludzką psychikę skutecznie odzwierciedlający nasze stany w chwilach, kiedy stajemy twarzą w twarz z trudnymi do pokonania problemami. Świetna gra &lt;b&gt;Thomasa Schuberta&lt;/b&gt;. Jego mimika twarzy, sposób przekazywania widzom siedzącego w nim bólu, wręcz krzyczą  do nas swoim przekazem. Faktycznie, mocne kino i wyróżniające się z tłumu jemu podobnych. Po seansie panowała długa cisza. Oklaski pojawiły się chwilę po niej. Mam nadzieję, że &lt;i&gt;Oddech&lt;/i&gt; trafi do naszych kin. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/IHMjVQrg-DI" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-5990768923719809404?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4TpTG30GtM9e1fTVoSQ-4Ja8tD4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4TpTG30GtM9e1fTVoSQ-4Ja8tD4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4TpTG30GtM9e1fTVoSQ-4Ja8tD4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4TpTG30GtM9e1fTVoSQ-4Ja8tD4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/-2otMDL3lnY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/5990768923719809404/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-oddech.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5990768923719809404?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5990768923719809404?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/-2otMDL3lnY/27-warszawski-festiwal-filmowy-oddech.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Oddech" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i51.tinypic.com/2dj8aw9_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-oddech.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMFQ3s-fip7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-2517993287576984405</id><published>2011-10-16T13:53:00.001+02:00</published><updated>2011-10-19T16:26:52.556+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:26:52.556+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Monolith Films" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Róża</title><content type="html">&lt;a href="http://i52.tinypic.com/1177mme.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i52.tinypic.com/1177mme.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Róża&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Wojciech Smarzowski, POL, 2011&lt;br /&gt;
90 min. Monolith Films&lt;br /&gt;
Polska premiera: 27.01.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc te słowa już wiemy, że główną nagrodę Grand Prix festiwalu zdobyła &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Wojtka Smarzowskiego&lt;/b&gt;. Ogłoszony wczoraj późnym wieczorem werdykt jury nie był dla mnie wielkim zaskoczeniem. Powiem więcej, bardzo się ucieszyłem. Dlatego myślę, że muszę trochę zmienić swoją optykę i napisać kilka zdań o Róży, nie jak o dobrej polskiej produkcji, lecz jak o niekwestionowanym zwycięzcy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Smarzowski ma u mnie wysoką średnią. Nakręcił dotąd tylko cztery filmy fabularne i aż trzy z nich okazały się wspaniałe. Napisałbym cztery, ale tego pierwszego (&lt;i&gt;Małżowina&lt;/i&gt;) po prostu jeszcze nie widziałem.&lt;br /&gt;
Dwa lata temu na 25'WFF jego &lt;i&gt;&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2009/11/touching-25-wff-vol7.html"&gt;Dom Zły&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;w cuglach&amp;nbsp;zdobył nagrodę publiczności. Sam zahipnotyzowany szaleństwem tej produkcji, udzieliłem mu wtedy na karcie do głosowania najcenniejszego błogosławieństwa. Swoim najnowszym filmem miał więc potwierdzić, czy jego dotychczasowe osiągnięcia na polu reżyserskim były tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności, czy też rzeczywiście jest on w chwili obecnej jednym z najcenniejszych polskich twórców filmowych młodego pokolenia.&lt;br /&gt;
Otóż już wiem. Jest. To nie przypadek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pokaz galowy do Multikina Smarzowski przywiózł ze sobą prawie całą ekipę filmową. Na scenie przed projekcją ładnie nam się ukłonili odtwórcy głównych ról i życzyli miłego seansu. No ale ten w rzeczywistości nie był tak miły jak wielu mogło się spodziewać. To w gruncie rzeczy wyjątkowo przygnębiający, brutalny, co i rusz uderzający zaciśniętą pięścią w podbrzusze obraz. Cofamy się do jednego z najsmutniejszych okresów naszej współczesnej państwowości, do roku 1945, gdzie nie widać i nie czuć radości po zwycięskiej wojnie. Obraz nędzy i rozpaczy, powojennej degrengolady, urazów psychicznych, ogólnego zniechęcenia i nowej, radzieckiej miotle, która cały ten syf po wyniszczającej sześcioletniej wojnie, zaczęła sprzątać w swoim znanym nam wszystkim stylu. Kulka w łeb i do widzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystko co znajduje się w zasięgu kamery przygnębia. Bieda, głód, śmierć, nieufność do bliźniego. W tych smutnych okolicznościach Smarzowski przedstawia nam głównego bohatera, Tadeusza (&lt;b&gt;Marcin Dorociński&lt;/b&gt;), byłego żołnierza AK, powstańca warszawskiego, który rozświetla swoją aurą i stopniowo przepędza te wszystkie ciemne chmury gęsto kłębiące się w każdym momencie i kadrze filmu.&lt;br /&gt;
Dosłowność reżysera może niektórych zniechęcić. Niby każdy z nas wie, jak bardzo były to okrutne czasy, jak sowieci i ich "polscy" sprzymierzeńcy traktowali Polaków, jak Niemcy gwałcili nasze polskie kobiety, ale ukazywanie tego w tak bezpośredni sposób, może tych bardziej wrażliwych dotknąć w sposób szczególny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwłaszcza tych poprawnych politycznie, licznego pokolenia młodych, wychowanych bezstresowo w nowej już demokratycznej Polsce. Dla większości z nich może być to obraz zupełnie obcy. Kolejna nikomu niepotrzebna martyrologia. Młodzi ludzie nie lubią patrzeć wstecz. W przeszłości widzą tylko śmierć, cierpienie, tragedię narodową, przykre wspomnienia z kart historii, oraz kolejne czczenie bezsensownych rocznic przegranych walk. A oni chcą przecież tylko piękna, pokoju, stabilizacji materialnej, wolności, chcą spełniać swoje marzenia, które w żaden sposób nie są powiązane z wydarzeniami z przed ponad pół wieku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze mną jest jednak trochę inaczej. W budowaniu swojej wizji przyszłości, sięgam właśnie z nostalgią do przeszłości. Do czasów w których panował moralny ład i porządek. Mentalne oddanie dla dobra własnego państwa, które było miłością nadrzędną. Patriotyzm i romantyzm zakodowany w genach licznego pokolenia Kolumbów, ostatniego wielkiego w dziejach naszego kraju. Te wyobcowane już dziś wartości bohaterów starej krwawej Warszawy niezwykle mnie inspirują. Smarzowskiego chyba także, bo utkał Tadeusza właśnie z tych najpiękniejszych cnót. Duma i honor ponad wszystko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; jest mi tak niezwykle bliska. Jest nasza, polska, prawdziwa. Brutalna i odpychająca, ale w tym ogromie ludzkiego cierpienia gnieździ się tyle samo piękna. Właśnie to podziwiam u tych wspaniałych ludzi z pokolenia naszych dziadków i ojców. Że w chwilach zwątpienia i w otaczającej ich beznadziei, potrafili śmiać się i kochać. Ktoś zarzuci, że film jest tendencyjny i stronniczy. Nie. Film jest prawdziwy aż do bólu. Pokazuje także złych Polaków, dobrych Niemców i Rosjan (choć tego widziałem tylko jednego). To były złe czasy. Nieludzkie. Na wskroś niegodne. Ale tu wielki plus dla reżysera, że potrafił w tym całym syfie wydobyć budujące piękno i skoncentrować wokół niego tyle miłości i poświęcenia dla niemodnych już dziś idei, żeby naładować nim dzisiejsze pokolenia pozytywną energią na lata. Smarzowski użył swojego dzieła w roli moralnego drogowskazu. Jak to powiedział mój przyjaciel (widział film na pierwszym pokazie dwa dni wcześniej): &lt;i&gt;"Tadeusz w tym filmie uosabia wszystko w co wierzymy Artur. WSZYSTKO. Możesz mu to powiedzieć"&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie miałem okazji. Musiałem biec na kolejny seans. Ale z całego serca dzisiaj te słowa potwierdzam. Piękny film. Bardzo trudny, ale nasz. Typowy. Polski. Nostalgiczny. Może i jest to kolejna nasza martyrologia, ale co z tego. Jest w niej tyle ukrytego piękna, że warto do niej ciągle powracać. Słowa uznania dla międzynarodowego jury. Potrafili to wszystko zrozumieć, choć nie musieli. Budujące. &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; trafi do naszych kin dopiero w styczniu. Wcześniej będzie jeszcze miała objazd po zagranicznych festiwalach. No cóż... Po prostu idźcie na to do kina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Edit (17.10.11):&lt;/b&gt; Róża została także wyróżniona główną nagrodą publiczności. Czyli dublet. Podwójny zwycięzca. Imponujące. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/-4vgXbCr13E" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-2517993287576984405?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/0wbiu_g5wxYI9mK3FCITR9JhKKM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/0wbiu_g5wxYI9mK3FCITR9JhKKM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/0wbiu_g5wxYI9mK3FCITR9JhKKM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/0wbiu_g5wxYI9mK3FCITR9JhKKM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/AYEH_katNP4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/2517993287576984405/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-roza.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/2517993287576984405?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/2517993287576984405?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/AYEH_katNP4/27-warszawski-festiwal-filmowy-roza.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Róża" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i52.tinypic.com/1177mme_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-roza.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMGRnw9eyp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-4024629086509411654</id><published>2011-10-12T12:48:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T16:27:07.263+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:27:07.263+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sundance" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sci-Fi" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Imperial-Cinepix" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Druga Ziemia</title><content type="html">&lt;a href="http://i51.tinypic.com/1znrh4j.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/1znrh4j.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Druga Ziemia / Another Earth&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Mike Cahill, USA, 2011&lt;br /&gt;
92 min. Imperial - Cinepix&lt;br /&gt;
Polska premiera: 18.11.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden z trzech filmów, na który liczyłem najbardziej na tegorocznym WFF. Od razu przejdę do rzeczy. Nie zawiodłem się. Sensacja tegorocznego festiwalu w Sundance, a także w Locarno. Nostalgiczna opowieść w klimacie sci-fi o szukaniu szczęścia i własnego ja na Ziemi. Tylko właśnie. Na której Ziemi?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;W Układzie Słonecznym zostaje odkryta druga, będąca kopią naszej Ziemia… Rhoda, błyskotliwa młoda kobieta niedawno przyjęta do programu astrofizycznego, marzy o badaniu kosmosu. John Burroughs, utalentowany kompozytor, wspiął się na szczyt kariery i właśnie z kochającą żoną spodziewają się drugiego dziecka. W przeddzień odkrycia bliźniaczej Ziemi ma miejsce tragedia i losy tych obcych sobie osób nieodwracalnie się ze sobą splatają. Wyobcowani ze świata i obcy dla samych siebie outsiderzy zaczynają romans, który budzi ich do życia. Jedno z nich ma szansę podróży na alternatywną Ziemię i odkrycia innej rzeczywistości. Nagrodzony na festiwalu Sundance romans science-fiction. Doskonale skonstruowana opowieść kusi widza nieznanymi ścieżkami, którymi nikt jeszcze nie chadzał.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tym ostatnim zdaniem w festiwalowym opisie nie mogę się w pełni zgodzić. Podobną ścieżką podążył nie tak dawno sam &lt;b&gt;Lars von Trier&lt;/b&gt; w &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/06/wielki-bekit.html"&gt;&lt;i&gt;Melancholii&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Ciężko uniknąć porównań i próbować nie wejść w dywagacje na temat, kto bardziej popłynął w swojej interpretacji otaczającego nas kosmosu. Obaj Panowie szukają zależności jakie zachodzą między gwiazdami, a naszymi ziemskimi egzystencjami. Od zarania dziejów wszech otaczająca nas przestrzeń kosmiczna, działała na ludzkość w sposób szalenie inspirujący. Ciągle zadawane przez nas pytania "Czy jesteśmy sami we wszechświecie?", zostały z biegiem lat sprowadzone do rangi taniego banału i możemy o nim przeczytać dziś głównie w branżowych czasopismach, na których okładkach widnieją zielone ludziki.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle, że w obu przypadkach, zarówno Von Trier jak i Cahill (ciekawe który wpadł na to pierwszy), podeszli do zagadnienia w bardziej interesujący sposób. Ten pierwszy skupił się na wizualności, na estetyce i pięknie obrazu. Drugi zaś, na psychologicznym aspekcie wpływu planet na nasze życie. I chyba bardziej przemówiła do mnie opcja nr dwa. W &lt;i&gt;Melancholii&lt;/i&gt;, obca planeta jest obsesją, w &lt;i&gt;Drugiej Ziemi&lt;/i&gt; - inspiracją. Pierwsza nas unicestwia, druga zmienia i napawa nadzieją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ludzie lubią takie historie. Szukają miliony powodów, żeby tylko zrzucić odpowiedzialność za swoje życiowe niepowodzenia na gwiazdy, na opary niedefiniowalnej przez nikogo metafizyki. Cahill z pomocą drugiej bliźniaczej planety odzwierciedla ludzkie obawy i lęki, a jednocześnie przekonuje, że tak na prawdę sami decydujemy o naszych marnych żywotach. A jeśli nawet faktycznie z góry wszystko jest zaplanowane za nas, to i tak ciągle mamy prawo wyboru. Nikt nie zabrania nam bowiem marzyć. W gruncie rzeczy, wszystko sprowadza się do tego, że zamiast szukać przyczyn naszej samotności we wszechświecie, powinniśmy skupić się lepiej na poszukiwaniu przyczyn tkwienia w liczbie pojedynczej tu, na Ziemi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzruszająca i bardzo ckliwa &lt;b&gt;Brit Marling&lt;/b&gt; w roli Rhody. Muszę zapamiętać jej nazwisko, choć jej twarz i oczy na pewno nie ulecą mi tylnymi drzwiami. Mimo zapewne skromnego budżetu i swojego niezależnego charakteru, film jest zdecydowanie mądrzejszy od naszpikowanej grubymi milionami &lt;i&gt;Melancholii&lt;/i&gt;. Nie ma przesytu artystycznym pastiszem i pseudointelektualnym bełkotem. Jest bardziej naturalny, swobodny i swojski. Jest bardzo dobry. Po prostu. Warto. Za miesiąc w naszych kinach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/N8hEwMMDtFY" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-4024629086509411654?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yvlAC0TsOZfJCL2f-ZghagWFRmA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yvlAC0TsOZfJCL2f-ZghagWFRmA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yvlAC0TsOZfJCL2f-ZghagWFRmA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yvlAC0TsOZfJCL2f-ZghagWFRmA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/K2A5eW0ml4Y" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/4024629086509411654/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-druga.html#comment-form" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4024629086509411654?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4024629086509411654?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/K2A5eW0ml4Y/27-warszawski-festiwal-filmowy-druga.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Druga Ziemia" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i51.tinypic.com/1znrh4j_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-druga.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0UCR3c9fyp7ImA9WhRTGEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-3240262873007285145</id><published>2011-10-12T11:00:00.000+02:00</published><updated>2011-11-09T21:41:06.967+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-09T21:41:06.967+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Best Film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Złote Lwy" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Wymyk</title><content type="html">&lt;a href="http://i53.tinypic.com/34rxh8w.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i53.tinypic.com/34rxh8w.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Wymyk&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Greg Zglinski, POL, 2011&lt;br /&gt;
85 min. Best Film &lt;br /&gt;
Polska premiera: 18.11.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od lat mam tak, że na WFF staram się przede wszystkim zaliczyć filmy rodzimej produkcji. W tym roku jest ich kilka, ale tylko dwa przykuły moją uwagę. Pierwszy ro &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Wojciecha Smarzowskiego&lt;/b&gt; (o niej później), a także tegoroczny laureat dwóch Złotych Lwów w Gdyni, &lt;i&gt;Wymyk&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Grega Zglinskiego&lt;/b&gt;. Przed filmami polskimi zawsze zawieszam poprzeczkę stosunkowo wyżej niż zwykle. Nie wiem, czy jest to uczciwe postawienie sprawy, ale zwyczajnie wymagam od polskiej kinematografii więcej. W końcu wiele z tych filmów powstaje także za nasze pieniądze. Kształtują one wrażliwość polskiego widza. Niech więc robią to z klasą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Greg Zglinski zdecydowanie nie należy do grona moich ulubionych polskich reżyserów. Właściwie to nie wiele dotąd nakręcił. &lt;i&gt;Cała zima bez ognia&lt;/i&gt; była produkcją raczej przeciętną, choć na swój sposób nawet interesującą. Do nakręcenia kolejnego filmu zbierał się jednak przez przeszło sześć lat. W między czasie kombinował trochę przy serialach &lt;i&gt;Pitbull &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Londyńczycy&lt;/i&gt;. Typowy przebieg kariery polskiego reżysera klasy średniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wymyk&lt;/i&gt; aspiruje jednak już do klasy wyższej, o czym świadczą chociażby dwie błyszczące statuetki wręczone nie tak dawno w Gdyni (Najlepszy scenariusz i kobieca rola drugoplanowa). Faktycznie, scenariusz to silna strona produkcji. Aktorstwo też mocne, zwłaszcza Więckiewicz spełnia moje restrykcyjne wymagania, choć w jego przypadku to już recydywa. Historia inspirowana opowiadaniem &lt;b&gt;Cezarego Harasimowicza&lt;/b&gt; jest chwytliwa, bo też widz swobodnie może utożsamiać się z bohaterami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Współczesna opowieść o dwóch braciach, którzy kłócą się o rodzinną firmę. Po tym, jak w pociągu są świadkami zajścia z użyciem przemocy, ich życie całkowicie się zmienia. Sytuacja zmusza ich do ujawnienia swojej prawdziwej natury. Mówi reżyser: "Przypadki wyrzucania ludzi z pociągu zdarzały się nie tylko w Polsce, lecz także w wielu innych krajach na całym świecie. Co zainteresowało nas w tej historii to dotykanie zasadniczych tematów tchórzostwa, powiązanego z nim poczucia winy i przebaczenia. Każdy z nas może spotkać się z taką sytuacją. Ale jak my byśmy zareagowali?"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film o walce z własnymi słabościami. Kompleksem niższości. O odkupieniu win, a także o tym, jak łatwo można przez jedną chwilę zawahania dosłownie spieprzyć sobie poukładane dotąd życie. Przy okazji Zglinski ruga polskie społeczeństwo za brak odwagi w kluczowych momentach i wzięcia odpowiedzialności za siebie i innych. Niby wszystko jest na swoim miejscu. Opowieść rozwija się schematycznie, ale bardzo naturalnie. Nie mniej jednak cały czas coś mnie uwierało. I nie chodzi mi wcale o fatalne rozmieszczenie foteli kinowych w Multikinie (Złote Tarasy). Otóż, według mnie nie udało się producentom uniknąć typowych grzechów polskiego kina. Bardzo przeciętny montaż, szare i bez wyrazu zdjęcia, dźwięk także bardzo typowy, czyli nijaki. Ile to już razy ciekawe i barwne polskie historie zostały opakowane w szary, wymięty papier. Nie mniej jednak ogląda się miło. Z pewnością jeden z lepszych polskich filmów w tym roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Edit (16.10.11): Jury festiwalu przyznała Więckiewiczowi za ten film główną nagrodę za najlepszą rolę męską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/xMTRUbvuCAE" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-3240262873007285145?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Lt-06ONaO-dBKcYTfD_I8ZTFYO8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Lt-06ONaO-dBKcYTfD_I8ZTFYO8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Lt-06ONaO-dBKcYTfD_I8ZTFYO8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Lt-06ONaO-dBKcYTfD_I8ZTFYO8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/U4Gikp4THIg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/3240262873007285145/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-wymyk.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3240262873007285145?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3240262873007285145?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/U4Gikp4THIg/27-warszawski-festiwal-filmowy-wymyk.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Wymyk" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i53.tinypic.com/34rxh8w_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-wymyk.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMBR3o4eSp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6534805364846275507</id><published>2011-10-10T15:43:00.002+02:00</published><updated>2011-10-19T16:27:36.431+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:27:36.431+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GER" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="UKR" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Historyczny" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Znieważona ziemia</title><content type="html">&lt;a href="http://i55.tinypic.com/2hyw3kj.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/2hyw3kj.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Znieważona ziemia / Land of Oblivion&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Michale Boganim, UKR, POL, FRA, GER 2011&lt;br /&gt;
105 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koprodukcja czterech narodów. Ukraińsko-Polsko-Francusko-Niemiecka. W dodatku za sterami reżyserskimi stanęła kobieta - Żydówka. Istna mieszanka wybuchowa, ale w tym przypadku zaskakująco dobrze dobrana. Nas, poza rodzimymi producentami i dofinansowaniem przez PISF, reprezentują &lt;b&gt;Andrzej Chyra&lt;/b&gt; w roli, nazwijmy ją drugoplanową, a także &lt;b&gt;Leszek Możdżer&lt;/b&gt; w roli kompozytora muzyki, zdecydowanie pierwszoplanowego. Można więc śmiało powiedzieć, że &lt;i&gt;Znieważona ziemia &lt;/i&gt;jest w dużym ułamku także filmem polskim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dotyczy ona jednak problemu trochę nam mimo wszystko obcemu. Aczkolwiek 25 lat temu, z pewnością wielu nam, lub naszym rodzicom i dziadkom do śmiechu wcale nie było. Otóż 26 kwietnia 1986 roku doszło do największego w skali świata wypadku jądrowego, do którego doszło wyniku wybuchu wodoru z reaktora jądrowego bloku nr 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;26 kwietnia 1986 roku, Prypeć. Tego dnia odbywa się wesele Ani i Piotra. Mały Walery i jego ojciec Aleksy, fizyk zatrudniony w elektrowni atomowej w Czarnobylu sadzą jabłoń. Mikołaj, leśniczy, robi obchód w lesie otaczającym elektrownię. Dochodzi do katastrofy. Piotr jako strażak jedzie do piekła. Aleksy zmuszony do milczenia przez władze, woli zniknąć. Dziesięć lat później opuszczone miasto stało się ziemią niczyją i dziwaczną atrakcją turystyczną. Ania jeździ do Zony jako przewodniczka, a Walery po to, aby szukać śladów ojca. Mikołaj pielęgnuje w skażonej strefie zatruty ogród.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście z tamtego okresu pamiętam tylko tą przeklętą lugolę. W polskich sklepach błyskawicznie zaczęła znikać jodyna. Zabrakło też mleka w proszku i masła. Z powodu braku tabletek jodowych, ministerstwo zdrowia podało płyn lugola 18,5 milionom Polaków w różnych kategoriach wiekowych, co było ponoć największą tego typu akcją na świecie. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co działo się w ZSRR i na terenach najbardziej skażonych radioaktywnym promieniowaniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film &lt;i&gt;Znieważona ziemia &lt;/i&gt;zmierzył się w końcu z dramatem ludzi tamtych dni. Ale nie jest to film utkany wedle definicji kina katastroficznego. Katastrofa, a i owszem, jest, ale odbywa się ona tylko w ludzkich głowach. Na tle mieszkańców modelowego radzieckiego miasta powstałego przy czarnobylskiej elektrowni, Prypeci, autorka pokazuje poziom manipulacji, dezinformacji i politycznego utajnienia katastrofy przez radzieckich decydentów. Ale przede wszystkim, przedstawia to, w jaki sposób odebrali tą tragedię zwykli mieszkańcy ulokowanych ledwie kilka kilometrów od elektrowni wiosek i miasteczek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś Prypeć, mimo upływowi lat jest miastem widmo. W środku opuszczonych zabudowań znajduje się strefa Zona do której nadal nie ma wstępu przeciętny obywatel. Miłośnicy wymarłych miast i starych opuszczonych fabryk zjeżdżają się tam z całego świata w celach turystycznych. Ale na kręcenie filmu fabularnego na zgliszczach historii, zgodę musiały wydać najwyższe władze Ukrainy. Reżyserka po filmie mówiła, że nie było to łatwe. Na terenie Zony można przebywać maksymalnie pięć dni, a cała ekipa filmowa wraz z aktorami, nie mogła przekraczać 40 osób. Do tego wszechobecna biurokracja i utrudnianie na każdym kroku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten film był bardzo potrzebny mieszkańcom dzisiejszej Ukrainy. Katastrofa w Czarnobylu nadal tkwi głęboko w ich głowach. Opuszczone miasta i domy skrywają wielką tajemnicę i cierpienie milionów zwykłych obywateli. Po prostu zasłużyli sobie na to, aby świat zobaczył ich dramat widziany okiem współczesnej, pozbawionej wszelkich politycznych naleciałości, zdystansowanej kamery.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co do naszych. Chyra zagrał bardzo poprawnie. O dziwo, nie znając języka rosyjskiego, prezentował swoje lingwistyczne umiejętności w sposób wzorowy i godny pozazdroszczenia. Muzyka Możdżera mimo że naprawdę świetna, chyba nie bardzo pasowała do tematu. Lekki zawód zakończeniem filmu. Cała historia ukazana w stylu "10 lat później" mnie trochę znudziła. No ale, co kto lubi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiastuna na razie nie ma. Jest tylko fragment jednej ze scen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/oSTtLa9RiS0" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6534805364846275507?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CgY5OnbIeKyd1zxl5E-zzsYqZFc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CgY5OnbIeKyd1zxl5E-zzsYqZFc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CgY5OnbIeKyd1zxl5E-zzsYqZFc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CgY5OnbIeKyd1zxl5E-zzsYqZFc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/v1JmzIS1Kyo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6534805364846275507/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6534805364846275507?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6534805364846275507?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/v1JmzIS1Kyo/27-warszawski-festiwal-filmowy.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Znieważona ziemia" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i55.tinypic.com/2hyw3kj_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMDSHY4eip7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6855173185488562622</id><published>2011-10-10T14:37:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T16:27:59.832+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:27:59.832+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Cannes" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="BEL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Na gigancie</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i52.tinypic.com/2cawxx.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://i52.tinypic.com/2cawxx.jpg" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Na gigancie / Giants&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Bouli Lanners, BEL, FRA 2011&lt;br /&gt;
84 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór poświęciłem nagrodzonemu w tym roku na festiwalu w Cannes filmowi &lt;i&gt;Giants&lt;/i&gt; (Międzynarodowe Stowarzyszenie Kin Artystycznych - Najlepszy Film). Miło było zobaczyć na ekranie zaraz po czołówce 27'WFF właśnie francuską "pieczęć" gwarantującą hmm... wysoką jakość i walory estetyczne?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W formie wizualnej i stricte artystycznej faktycznie, sporo tej jakości dało się zaobserwować. Zwłaszcza naturalna gra młodych aktorów zrobiła na mnie duże wrażenie. To bez wątpienia największy pozytyw bijący z ekranu w każdej minucie trwania filmu i obawiam się że poza pięknymi zdjęciami - chyba też jedyny.&lt;br /&gt;
Wystarczy to jednak na poczucie błogiej satysfakcji podczas zwijania się końcowych napisów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Jest lato. Dwaj nastoletni bracia Zak i Seth, całkowicie spłukani i porzuceni przez matkę, lądują w domku na wsi. Jak co roku w czasie wakacji z rezygnacją przygotowują się na beznadziejne lato. Ale w tym roku wszystko się zmienia, kiedy poznają miejscowego rówieśnika Danny'ego. Są razem, życie stoi przed nimi otworem. Przepełnieni poczuciem wolności i buntu rozpoczynają ryzykowną podróż swojego życia. Tragikomedia o zbuntowanych nastolatkach, którzy zaczynają doświadczać życia.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ano właśnie. Belgijski reżyser, znany chyba bardziej z własnych dokonań aktorskich - &lt;b&gt;Bouli Lanners&lt;/b&gt;, cofa się do lat dziecinnej niewinności. A my wraz z nim. Na tle naprawdę wyjątkowych okoliczności otaczającej nas przyrody, palimy z trójką naszych młodych bohaterów blanty, pijemy alkohol, gadamy o masturbacji, klniemy jak szewc, ale też i bawimy się w odpowiedzialną dorosłość widzianą oczami dziecka. Ich głupota i naiwność wcale nie są balastem. Są raczej przedstawione jako naturalna kolej rzeczy. W końcu każdy z nas był kiedyś dzieckiem i wyczyniał różne głupstwa. Okres wakacyjny i bezpieczna odległość od dorosłych opiekunów tylko temu sprzyja. Każdy wiek ma swoje prawa i Lanners właśnie o tym nam mówi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to więc taka nostalgiczna opowiastka, jakiś wycinek z życia współczesnych dzieciaków żyjących gdzieś w środku Europy. Urzekające, bo po pierwsze, odegrane w bardzo naturalny i przyswajalny sposób, a po drugie, bo myślę, iż wielu z nas - dorosłych już dzieci, ciągle ma w sobie jakąś tęsknotę za latami błogiej, dziecinnej niewinności. Podróż do lat minionych i już na zawsze utraconych. Sympatyczne, ale w sumie o niczym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/baYJQAJA1Nw" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6855173185488562622?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GXy2letXGXtCktfv-fEmDGSv1Qk/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GXy2letXGXtCktfv-fEmDGSv1Qk/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GXy2letXGXtCktfv-fEmDGSv1Qk/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GXy2letXGXtCktfv-fEmDGSv1Qk/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/b7zGo-qIls4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6855173185488562622/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-na.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6855173185488562622?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6855173185488562622?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/b7zGo-qIls4/27-warszawski-festiwal-filmowy-na.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Na gigancie" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i52.tinypic.com/2cawxx_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-na.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMNRXk-fCp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-3578780573921108552</id><published>2011-10-09T19:19:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T16:28:14.754+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:28:14.754+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Społeczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GER" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Combat Girls</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i53.tinypic.com/fy0ufn.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i53.tinypic.com/fy0ufn.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Combat Girls / Krew i Honor&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. David F. Wnendt, GER, 2011&lt;br /&gt;
103 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film o trzech tytułach, oryginalnym niemieckim &lt;i&gt;Wojownik&lt;/i&gt;, angielskim &lt;i&gt;Combat Girls&lt;/i&gt;, a u nas na potrzeby festiwalu, wymyślono póki co złowieszcze &lt;i&gt;Krew i Honor&lt;/i&gt;. Jak go zwał tak zwał. Pewnie i tak nie trafi do nas do kin. Film ten popełnił młody niemiecki reżyser na zaliczenie swojej pracy dyplomowej w poczdamskiej szkole filmowej. W dodatku autor zdjęć także bronił dzięki niemu swój dyplom, tak więc ich trud i pracę myślę, że można uznać w sumie za zaliczony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;David F. Wnendt&lt;/b&gt; postawił przed sobą bardzo ambitne, a przy okazji szalenie trudne zadanie jakim jest wgłębienie się oraz próbę zrozumienia działania i rozumowania w świecie ekstremistycznych grup nazistowskich w Niemczech. Skupił się zwłaszcza na fascynacji młodych Niemek, które chętnie i często wkraczają w ten świat w poszukiwaniu alternatywy dla beznadziejności świata codziennego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Marisa, dwudziestoletnia niemiecka dziewczyna, nienawidzi obcokrajowców, Żydów, gliniarzy i każdego, kogo obarcza winą za pogorszenie sytuacji w jej kraju. Zachowuje się prowokująco, pije i wdaje się w bójki, a jej kolejny tatuaż będzie portretem Hitlera. Jedynym miejscem, gdzie czuje się jak u siebie jest gang neonazistów, gdzie nienawiść, przemoc i ostre imprezy są na porządku dziennym. Przekonania Marisy będą przechodzić ewolucję, kiedy przypadkowo spotka na swojej drodze młodego afgańskiego uchodźcę. Po konfrontacji z nim, dowie się, że czarno-białe zasady obowiązujące w jej gangu, to nie jedyny sposób interpretowania rzeczywistości. Realistyczny, bezkompromisowy film pokazujący motywy, które skłaniają młode dziewczyny do bezrefleksyjnego wstępowania do grup ekstremistycznych.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
Wnendt zanim rozpoczął zdjęcia do filmu, zrobił poważne rozeznanie i wywiad środowiskowy. Nakłonił także paru hailujących naturszczyków żeby zagrali w jego filmie samych siebie. Fakt ten niewątpliwie podkręca realizm. Sama historyjka momentami wydaje się trochę naiwna i taka zwyczajna, ale jedno muszę jego twórcom przyznać. Spróbowali podejść do zagadnienia w sposób nieco szerszy niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. Po filmie reżyser opowiadał trochę jak to wygląda obecnie w Niemczech i faktycznie, przyznał to, co jest widoczne gołym okiem nawet z naszej, polskiej perspektywy. Młodzi ludzie zaczynają mieć dość grzecznej i tolerancyjnej demokratycznej poprawności politycznej. Współistnienia obok siebie wielu kultur. Angażują się w bunt (w sumie nie nowość, zawsze to robili), szukają ładu i porządku według własnych definicji. W Niemczech dodatkowym smaczkiem jest ciągle istniejący w ludzkich umysłach podział na wschodnie i zachodnie Niemcy. Pokolenia post NRDowskie nadal odczuwają niechęć i nieufność do zachodnich polityków. Nawet młodzi Niemcy, urodzeni we wschodnich landach zjednoczonych Niemiec już po upadku muru, identyfikują się chętnie ze starym, mentalnym podziałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest więc to film nie tylko o fascynacji młodych ludzi skrajnie prawicowymi ideami, lecz także opowieścią o kryzysie zmysłu demokratycznego na starym kontynencie i kto wie, być może gdzieś między wierszami chodzi także o jego krytykę. Dziś młodzi ludzie stają przed wyborem skrętu na prawo lub lewo. Nie istnieje żadne centrum. Wybór pomiędzy szacunkiem do własnej historii, nacjonalizmem i prawicową wizją patriotyzmu kontra tolerancja dla odmiennego koloru skóry, miłość bliźniego, świat bez granic i lewacka równość. Zachodnia Europa pomału przestaje już wytrzymywać konfrontację tych dwóch skrajnych idei. Coraz częściej dochodzi do zamieszek na tle etnicznym. Poszczególne kraje UE zaczynają dusić się w nieco naiwnym systemie wartości, który sam kiedyś wykreowały. W końcu ta fala zawodu oraz pierwsze zachłyśnięcie się demokracją dojdzie i do nas, choć patrząc na wyniki dzisiejszych wyborów, chyba raczej nie prędko. Dlatego warto rzucić okiem na &lt;i&gt;Krew i Honor&lt;/i&gt; oraz spróbować trochę samodzielnie nad tym wszystkim pomyśleć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/mCWqSHr2QU0" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-3578780573921108552?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C4QEx1ve4kDgNyehVDjZmBbGcJc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C4QEx1ve4kDgNyehVDjZmBbGcJc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C4QEx1ve4kDgNyehVDjZmBbGcJc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C4QEx1ve4kDgNyehVDjZmBbGcJc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/g7eBdJiQmqs" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/3578780573921108552/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-combat.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3578780573921108552?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3578780573921108552?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/g7eBdJiQmqs/27-warszawski-festiwal-filmowy-combat.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Combat Girls" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i53.tinypic.com/fy0ufn_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-combat.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkIESHw_fyp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-8789249122660655603</id><published>2011-10-09T18:13:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T16:28:29.247+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:28:29.247+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sundance" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Muzyczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Romansidło" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dokument" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - The Swell Season</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i51.tinypic.com/34ql5js.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/34ql5js.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;The Swell Season&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Nick August-Perna, Chris Dapkins, Carlo Mirabella-Davis, USA, 2011&lt;br /&gt;
90 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Festiwalową sobotę rozpocząłem dla odmiany od dokumentu. Rzadko o nich tu piszę. Brakuje mi czasu na fabułę, a co dopiero na zwiedzanie zakamarków niezwykłego świata filmów dokumentalnych. No ale tym razem zrobiłem wyjątek, bo po pierwsze, uwielbiam film &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Once"&gt;&lt;i&gt;Once&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. A po drugie, fascynuje mnie&amp;nbsp;także muzyka bardzo barwnych członków zespołu &lt;b&gt;The&lt;/b&gt; &lt;b&gt;Swell Season&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Irlandczyk &lt;b&gt;Glen Hansard&lt;/b&gt; i Czeszka &lt;b&gt;Marketa Irglova&lt;/b&gt;, to jeden z najgłośniejszych duetów muzycznych i z pewnością jedyny, który dostał Oscara za film (2008, Najlepsza piosenka) dla którego nie tylko skomponowali muzykę, ale także odegrali w nim główne role. &lt;i&gt;Once&lt;/i&gt; to prawdziwy fenomen. Nagrany na dwóch małych kamerach cyfrowych film kosztował jedyne 100 tyś. funtów. Został niezwykle gorąco przyjęty na festiwalu kina niezależnego w &lt;b&gt;Sundance&lt;/b&gt; i dalej już poleciało. Sława, kariera, wywiady, nowa płyta, Oscar i owacje na stojąco dla niezwykłego przemówienia na gali wygłoszonego przez młodą Czeszkę. Fani tatuowali sobie później jego fragmenty na swoich ciałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale dwójka naszych artystów pozostała sobą. Skromni, zakochani w sobie i muzyce, wiodący szczęśliwe życie podczas wielkiego tournee. &lt;i&gt;Kręcony przez kilka lat dokument muzyczny pokazuje jak ekranowy związek splatał się z prawdziwym życiem. Duet łączy świetne porozumienie na poziomie muzyki, ale kiedy związek poza sceną nie układa się równie dobrze, powstają poważne pytania o przyszłość. Inteligentna i wzruszająca opowieść o miłości i oczekiwaniach, ilustrowana magiczną i szczerą muzyką Hansarda i Irglowej.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
To coś więcej niż tylko dokument. To pewnego rodzaju kontynuacja &lt;i&gt;Once.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Wzruszający film o muzyce, pasji i miłości. O spełnianiu się marzeń. Bardzo intymny obraz poruszający trudne tematy prawdziwych, a nie fikcyjnych postaci. Przyznam szczerze, że podczas oglądania towarzyszyły mi wszystkie możliwe stany skupienia wyrażane przez cały wachlarz emocji. Uśmiech, radość, smutek, wzruszenie. Piękna rzecz, cała w czerni i bieli. Odrzuca wszelkie koloryty otaczającego nas świata. Nic nam nie przeszkadza i nie rozprasza podczas oglądania. Sami musimy go pomalować od nowa i po swojemu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/4UFD7b8X_Gc" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-8789249122660655603?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dVEyD_fnPCH6ooKjBP0N-RAsjbc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dVEyD_fnPCH6ooKjBP0N-RAsjbc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dVEyD_fnPCH6ooKjBP0N-RAsjbc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dVEyD_fnPCH6ooKjBP0N-RAsjbc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/52rClXTKqbs" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/8789249122660655603/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-swell.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8789249122660655603?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8789249122660655603?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/52rClXTKqbs/27-warszawski-festiwal-filmowy-swell.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - The Swell Season" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i51.tinypic.com/34ql5js_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-swell.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A0MFSHgzfSp7ImA9WhRXFkk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-5227224246904830263</id><published>2011-10-09T11:36:00.003+02:00</published><updated>2011-12-23T15:10:19.685+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-23T15:10:19.685+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="DEN" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Bestia</title><content type="html">&lt;a href="http://i55.tinypic.com/23k68eb.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/23k68eb.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Bestia&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Reż. Christoffer Boe, DEN, 2011&lt;br /&gt;
83 min.&lt;br /&gt;
Światowa premiera: Polska - 07.10.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
Długo wyczekiwany przeze mnie&amp;nbsp;&lt;b&gt;27 WFF&lt;/b&gt;&amp;nbsp;można wreszcie uznać za rozpoczęty. W tym roku zdecydowałem się na obejrzenie 18 filmów, które doszczętnie prześwietlę swoimi ślipiami i wszystkimi innymi zmysłami w ciągu dziesięciu dni trwania festiwalu. Nie wiem czy o wszystkich tutaj opowiem, lecz na pewno szepnę słówko, dwa, o tych najciekawszych. Na pierwszy rzut idzie oczywiście film otwarcia (mojego),&amp;nbsp;&lt;i&gt;Bestia&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;Christoffera Boe&lt;/b&gt;, która tak zupełnie przy okazji, miała u nas swoją światową premierę. Łał.&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
O najnowszym dziele Duńczyka internet na razie zawzięcie milczy. Wzmianki rzecz jasna jakieś się pojawiają, ale nadal jeszcze nie ma dostępnego żadnego plakatu filmowego (już jest - dopisek po tygodniu), ani nawet zwiastuna. Jak tylko się w końcu pojawią, rzecz jasna uzupełnię swój wpis. Boe należy do jednego z ciekawszych reżyserów młodego pokolenia. Jego&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/Rekonstrukcja"&gt;Rekonstrukcja&amp;nbsp;&lt;/a&gt;z roku 2003 wygrała nawet w Cannes. Była też wyświetlana u nas w Warszawie na WFF. Wtedy reżyser do stolicy nie przyjechał. Dziś, ten do złudzenia przypominający Moby'ego łysy pinglarz, wielce zrewanżował się organizatorom festiwalu oraz jego fanom i nie dość, że wybrał nasz festiwal na światową premierę swojego filmu, to także przywiózł ze sobą całą ekipą filmową, łącznie z dwójką grających główne role aktorów -&amp;nbsp;&lt;b&gt;Nicolasem Bro&lt;/b&gt;, oraz&amp;nbsp;&lt;b&gt;Marijaną Janković&lt;/b&gt;, obok której miałem przyjemność siedzieć w sali kinowej podczas projekcji. Nie to, że się zakochałem, ale podczas scen erotycznych i rozbieranych na ekranie, czułem się obok niej... ekhm, jakoś dziwnie nieswojo ;)&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
Opis festiwalowy mówi o Bestii tak:&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
&lt;i&gt;Bruno jest pisarzem i kocha swoją żonę. Miłość to wielka, ale destrukcyjna. Bruno zaczyna odczuwać zamęt i nie może zrobić nic, aby go powstrzymać. Bo jeśli się raz przejdzie na ciemną stronę miłości, znajdzie się tam moc, to nie ma już powrotu. Mówi reżyser: "Serce - i miłość - są często przedstawiane jako eleganckie, delikatne, czerwone formy w pastelowych odcieniach. Podczas gdy w rzeczywistości serce jest dużym, pulsującym kawałem mięsa z ogromną energią i siłą życiową. Dlatego wbrew pozorom, mój film jest pozytywną historią miłosną. Pokazuje ekstremalną namiętność spoza granic przeciętnego mieszczańskiego małżeństwa." Dramat psychologiczny o transformacji z potulnego męża w żądną krwi bestię.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
Ci co widzieli wspomnianą&amp;nbsp;&lt;i&gt;Rekonstrukcję&lt;/i&gt;, nie będą wielce zdziwieni.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Bestia&lt;/i&gt;&amp;nbsp;jest zrobiona na podobną modłę pod kątem stricte technicznym jak i biorąc pod uwagę romantyczną formę i styl. Boe korzysta z uroków surrealizmu. Ze swobodą bawi się jawą i snem, w którą wmieszał psychologiczny trójkąt naszych głównych bohaterów. Jest to w istocie studium opętania obsesją miłości. Film o potrzebie bycia kochanym, który ukazuje jak bardzo to uczucie potrafi zmienić człowieka. Jest to także obraz katalizujący wszelkie zmiany jakie zachodzą w związkach między kobietą a mężczyzną, o ich przyczynach i powielanych błędach. Boe po zakończeniu filmu mówił też o tym, że ludzie będący ze sobą w wieloletnim związku, próbują ciągle od siebie uciekać szukając nowych doznań i realizować się według wykutych na blachę nowych definicji szczęścia. Jest to jednak niezwykle trudna sztuka. Uciec i zapomnieć o bliskich dotąd osobach jest według niego niemożliwe. Za dobrze się znamy, za bardzo się przyciągamy i za bardzo jesteśmy od siebie uzależnieni. Bestia tkwi w każdym z nas i uaktywnia się w chwilach zagrożenia porzuceniem i wiszącą nad nami samotnością.&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
Dobre kino. Nie wiem, czy lepsze od Rekonstrukcji, ale z pewnością równie ważne. Bardzo istotne i warte przeanalizowania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/Zht6j0VBvk0" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="margin: 0px;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-5227224246904830263?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fNu8bSN8nM6PqpZKYaxy-xgOfNE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fNu8bSN8nM6PqpZKYaxy-xgOfNE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fNu8bSN8nM6PqpZKYaxy-xgOfNE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fNu8bSN8nM6PqpZKYaxy-xgOfNE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/tvuS5b_CUgU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/5227224246904830263/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-bestia.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5227224246904830263?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5227224246904830263?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/tvuS5b_CUgU/27-warszawski-festiwal-filmowy-bestia.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Bestia" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i55.tinypic.com/23k68eb_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-bestia.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkIARXg4fyp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-1945675625405706510</id><published>2011-10-03T21:46:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T16:29:04.637+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:29:04.637+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Cannes" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Akcja" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ITI Cinema" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sensacja" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Złota Palma" /><title>Znikający punkt</title><content type="html">&lt;a href="http://i55.tinypic.com/240xhud.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/240xhud.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Drive&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Nicolas Winding Refn, USA, 2011&lt;br /&gt;
100 min. ITI Cinema&lt;br /&gt;
Polska premiera: 16.09.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nigdy nie zakochujcie się w mężatkach. Murowane kłopoty. To do samczych instynktów. A co do was samice... Nawet o tym nie myślcie. Co prawda wujek dobra rada ze mnie marny,  bo też i sam dobrych rad zwyczajowo nie słucham, a nawet specjalnie nie staram się ich szukać, ale już dajmy na to taki Duńczyk, &lt;b&gt;Nicolas Winding Refn&lt;/b&gt;, może i jeszcze mało popularny nad Wisłą (ale już nie długo), pokazuje w trochę przewrotny sposób, jak takie harce zwyczajowo się kończą. Przy okazji lansuje na piedestał nową gwiazdę filmów o „małomównych szorstkich facetach w skórzanych kurtkach i samochodowych rękawiczkach z wykałaczką w buzi”. I to tak wiecie, z przytupem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnią tak wyrazistą postacią był chyba &lt;b&gt;Sylwek Stallone&lt;/b&gt; w roli Mariona Cobretti’ego w filmie &lt;i&gt;Cobra&lt;/i&gt;. No ale to był rok 1986 i jeszcze jadałem na śniadanie zupy mleczne na letnich koloniach zakładowych, a Reprezentacja Polski zacięcie walczyła o realną możliwość wyjścia z grupy na mundialu. Możliwe, że kogoś pominąłem (tylko błagam, nie piszcie, że&lt;b&gt; Vina Diesela&lt;/b&gt;) ale też, jeżeli nikt inny nie przychodzi mi do głowy, tzn. że zwyczajnie nikt na to miano sobie nie zasłużył. A to w sumie dość dziwne, bo jakby się nad tym teraz głębiej zastanowić, to my – faceci, już od czasów VHS lubiliśmy filmy o macho menach w ciemnych okularach, którzy na ekranie i za kierownicą fajnych sportowych bryczek, realizowali nasze chłopięce, nigdy niespełnione marzenia. Ganiali w pojedynkę złe charaktery, rozkochiwali w sobie piękne niewiasty, robili wielkie bum, a tumany kurzu i zapach spalonych gum waliły w nas tak, że aż trzeba było się przed telewizorami zasłaniać rękoma. Kobiety też to kochały. Tzn. ich, tych macho menów w skórach i szerokich barach, przez których omyłkowo wykrzykiwały ich imiona podczas własnego szczytowania (współczuję każdemu bez wyjątku). Dlaczego więc do jasnej cholery, tak niewielu się ich przez te wszystkie lata przewinęło na kinowych ekranach? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klasyczne pytanie zadane w głuszę. W sumie nie oczekuję nań odpowiedzi, gdyż wygląda mi na to, że się wreszcie Panowie i Panie doczekaliśmy. Tak. Nowy idol, mistrz kierownicy i ciętej błyskotliwej riposty. Znikający punkt na białym ekranie,&amp;nbsp;&lt;b&gt;Ryan Gosling&lt;/b&gt;, jak mało kto na to miano sobie akuratnie zasłużył. I już piszę dlaczego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No, przede wszystkim dlatego, że nie ma w zasadzie żadnej konkurencji. Jest ładniutki. Nie to że mi się podoba, ale wiem, że na bank podoba się kobietom. Na jego widok wydają pewnie z siebie takie dziwne i lekko ochrypłe „grrrrr”. Mogę się o to założyć. Świeżo namaszczony macho men jest zasadniczo miły, z natury sympatyczny i tajemniczy, nie wiele gada, ale to akurat plus, nie będzie zanudzał przy  kolacji o piłce. Chyba nie pije i nie pali (choć w latach 80-tych nie można było zostać macho menem bez tych nawyków), jest pracowity i uczynny, miękki za dnia i twardy kiedy potrzeba (no wiecie), potrafi dać w mordę i zająć się dzieckiem. To tyle jeśli chodzi o kobiece wymagania. A co do naszych, tych prymitywnych i męskich. Umie jeździć, walić w ryj, na widok jego spojrzenia inni głupieją, ma fajne auto, dłubie w silnikach, nie kładzie mleczka na twarz i nie uczęszcza do solarium, ma kurtkę ze skorpionem na plecach (to akurat mi się nie podoba, ale nie wiedzieć czemu, zwraca na siebie uwagę), no i… podoba się naszym kobietom. No dokładnie. Te miotły widzą w nim nasze własne alter ego, które zostało przed laty szczelnie zamknięte w naszych wyobrażeniach o samych sobie. Co na swój sposób może być miłe. Choć też nie musi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tak po prawdzie, cała zasługa w wykreowaniu nowego asa kierownicy leży po stronie reżysera. Refn stworzył tą postać na podobieństwo naszych marzeń. Gosling ją tylko perfekcyjnie zagrał. Mroczny klimat ciemnych ulic Miasta Aniołów, oddech ośmiocylindrowych widlastych silników, stopniowo zagęszczająca się intryga i zagadkowe stany emocjonalne niewzruszonego drivera, zdecydowanie wyróżniają się z tłumu filmów o podobnej formie i budowie. Właściwie to trudno nazwać &lt;i&gt;Drive&lt;/i&gt; pełnoprawnym filmem akcji. To nawet niezupełnie jest sensacja. Ma niby wszystkie niezbędne składniki, by nazwać go w taki lub inny sposób, no ale do licha, to jednak jest chyba przede wszystkim dramat. Dramat akcji. Nie. Dramat sensacyjny. Albo inaczej. Może jest to melodramat z lekkim psychologicznym zarysem i z elementami sensacyjnego kina akcji? Chyba jednak za daleko zajechałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Drive &lt;/i&gt;wyróżnia się właśnie tą swoją nieliniowością. Można powiedzieć, że Refn jak przystało na rodowitego europejczyka, zrobił film oparty na amerykańskiej legendzie (no wiecie, Los Angeles jako miejsce akcji, typowy amerykański macho i tylko amerykańskie samochody) w europejskim stylu. Nie ma wybuchów, ani wielkich strzelanin. Rządzi tu raczej długa wymowna cisza, trochę jak w polskich filmach, czyli nuda. Także skąpa ilość dialogów, charakterystyczna pauza między scenami, oraz przeciąganie poszczególnych kadrów aż do niemoralnego maksimum. Rodzi to jednak klimat i przyjemną inność. Całość świetnie komponuje się z obsadą aktorską (kapitalna po raz kolejny młodziutka &lt;b&gt;Carey Mulligan&lt;/b&gt;) i dość nieszablonową muzyką. Żaden tam patos i dostojność, żadna orkiestra, wzniosłe pianino, czy energetyczny jazgot gitar. Na ciemnych ulicach LA gra stylizowany na lata 80-te electro-pop. Trochę kiczowaty w pierwszym zetknięciu, ale też mimo wszystko, skutecznie dokładający cegiełkę do budowy tej naprawdę świetnej i solidnej konstrukcji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A teraz to co mi się w tym filmie nie podobało. Błędy. Nie wiele, ze dwa, może trzy, ale ich obecność trochę mnie dziwi. Jak na faceta przystało i ja mam trochę tej benzyny we krwi (już od szczeniaka lubiłem jej zapach na stacjach benzynowych). Irytowały mnie czasem w warstwie dźwiękowej odgłosy pracującego silnika poszczególnych samochodów. W co najmniej dwóch przypadkach były one fałszywe. Jak np. dźwięk zmiany biegów podczas jazdy do tyłu (w ogóle ta scena jest trochę taka, miałka), lub dźwięk wciśniętego gazu do dechy wchodząc w 90-stopniowy zakręt, wyraźnie widząc, że samochód przecież lekko hamuje. No ale kwintesencją wszystkich błędów była jedna z ostatnich scen, kiedy to samochód A wali z całej swojej mocy centralnie i pod kątem prostym w bok samochodu B, po czym samochód A ma wszystkie przednie światła (dwa mijania i dwa halogeny) świecące w komplecie. Nawet cienia zadrapania. No litości…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegół, czy nie, ale piątki mu nie dam. Mocne cztery. Za wskrzeszenie legendy, za ckliwą Mulligan (ja pierdziu jak ja ją lubię), za przyjemny zapach benzyny, za całokształt. Nieźle Panie Refn. Nieźle. I dziękuję. Sylwek może iść na zasłużoną emeryturę, a Gosling może już usadowić się wygodnie w fotelu należącym do panteonu najlepszych filmowych samotnych i mściwych kierowców, gdzieś pomiędzy &lt;b&gt;Stevem McQueenem&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Bullit&lt;/i&gt;), a &lt;b&gt;Melem Gibsonen&lt;/b&gt; (&lt;i&gt;Mad Max&lt;/i&gt;). To jedna z tych ról, o których za dziesięć lat będzie się pisało/mówiło: „Wyglądał prawie tak dobrze jak Gosling w &lt;i&gt;Drive&lt;/i&gt;”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 8,4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/CWX34ShfcsE" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-1945675625405706510?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yjHeGNpQsGcH1kuYDaq-8ehU7wE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yjHeGNpQsGcH1kuYDaq-8ehU7wE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yjHeGNpQsGcH1kuYDaq-8ehU7wE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yjHeGNpQsGcH1kuYDaq-8ehU7wE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/_km8KrfXpmI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/1945675625405706510/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/znikajacy-punkt.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/1945675625405706510?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/1945675625405706510?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/_km8KrfXpmI/znikajacy-punkt.html" title="Znikający punkt" /><author><name>arczi</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i55.tinypic.com/240xhud_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/znikajacy-punkt.html</feedburner:origLink></entry></feed>

