<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;DEEEQH89cCp7ImA9WhVSEEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178</id><updated>2012-03-06T16:10:01.168+01:00</updated><category term="Imperial-Cinepix" /><category term="Toronto" /><category term="NOR" /><category term="Sundance" /><category term="JPN" /><category term="Biograficzny" /><category term="2009" /><category term="4" /><category term="SPInka" /><category term="AUT" /><category term="Wojenny" /><category term="Psychologiczny" /><category term="Melodramat" /><category term="Against Gravity" /><category term="Gutek Film" /><category term="Romansidło" /><category term="NZL" /><category term="Oscary" /><category term="Społeczny" /><category term="Komedia" /><category term="ISL" /><category term="WFF" /><category term="Cannes" /><category term="27'WFF" /><category term="Złoty Lew" /><category term="Przygodowy" /><category term="Wenecja" /><category term="wokół" /><category term="AACTA" /><category term="FRA" /><category term="Forum Film Poland" /><category term="3" /><category term="Nowe Horyzonty" /><category term="Thriller" /><category term="AP Manana" /><category term="FIN" /><category term="GER" /><category term="Warner Bros Entertainment Polska" /><category term="2008" /><category term="HOL" /><category term="Western" /><category term="6" /><category term="Epelpol Entertainment" /><category term="Kino Świat" /><category term="CZE" /><category term="United International Pictures" /><category term="Cezar" /><category term="MEX" /><category term="Ranking" /><category term="Sportowy" /><category term="Festiwale" /><category term="Horror" /><category term="Filmy roku 2010" /><category term="2007" /><category term="San Sebastian" /><category term="Złoty Glob" /><category term="ITA" /><category term="AUS" /><category term="Monolith Films" /><category term="Vivarto" /><category term="LIB" /><category term="5" /><category term="Best Film" /><category term="Dokument" /><category term="Sensacja" /><category term="Złote Lwy" /><category term="2006" /><category term="ISR" /><category term="ITI Cinema" /><category term="ludzie kina" /><category term="Berlinale" /><category term="Surrealistyczny" /><category term="GRE" /><category term="BAFTA" /><category term="ARG" /><category term="BEL" /><category term="Orły" /><category term="UKR" /><category term="2011" /><category term="Sci-Fi" /><category term="Syrena Films" /><category term="Hagi" /><category term="Złota Palma" /><category term="TAI" /><category term="CAN" /><category term="USA" /><category term="Kryminał" /><category term="RUS" /><category term="Locarno" /><category term="Obyczajowy" /><category term="Gangsterski" /><category term="ESP" /><category term="Historyczny" /><category term="Polityczny" /><category term="Stowarzyszenie Nowe Horyzonty" /><category term="2" /><category term="PER" /><category term="Dramat" /><category term="Grammy" /><category term="GBR" /><category term="Złoty Niedźwiedź" /><category term="BIFA" /><category term="Satelity" /><category term="Filmy roku 2009" /><category term="Animacja" /><category term="2010" /><category term="Art House" /><category term="Goya" /><category term="Fantasy" /><category term="IRL" /><category term="Muzyczny" /><category term="25'WFF" /><category term="Vision Film" /><category term="Akcja" /><category term="DEN" /><category term="SPI International Polska" /><category term="SWE" /><category term="26'WFF" /><category term="Niemy" /><category term="FPFF" /><category term="POL" /><category term="TUR" /><category term="zapowiedź" /><title>ekran pod okiem</title><subtitle type="html">Każdy ma swoje kino. Mam i ja. Im starsze, tym lepsze. Im mniejsze, tym większe. Recenzje filmów z IQ wyższym od drabiny.</subtitle><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>160</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/EkranPodOkiem" /><feedburner:info uri="ekranpodokiem" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry gd:etag="W/&quot;DEEEQH8zeSp7ImA9WhVSEEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6814278179365723911</id><published>2012-03-05T00:09:00.000+01:00</published><updated>2012-03-06T16:10:01.181+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-03-06T16:10:01.181+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Gutek Film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="BIFA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Wenecja" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>Samotność w wielkim mieście</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i42.tinypic.com/2mi5bax.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i42.tinypic.com/2mi5bax.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wstyd&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Steve McQueen, GBR, USA, 2011&lt;br /&gt;
99 min, Gutek Film&lt;br /&gt;
Polska premiera: 24.02.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bałem się &lt;i&gt;Wstydu&lt;/i&gt;. Już od jesieni, odkąd zderzyłem się z jego pierwszym zwiastunem i zagraniczną recenzją wiedziałem, że ten film mnie bez pardonu rozjedzie. Przez te kilka miesięcy w oczekiwaniu na polską premierę wytworzyła się we mnie dziwna potwarz, która z jednej strony szkalowała i odpychała ode mnie&lt;i&gt; Wstyd&lt;/i&gt;, a z drugiej, nie mogła się go doczekać. Nerwowo odliczałem tygodnie, by w chwili wkroczenia filmu na białym koniu do polskich kin skapitulować i dać sobie jeszcze kilka dni na zbudowanie odpowiedniej odporności i psychicznego nastawienia. Niczym zawodowy sportowiec chciałem wejść w &lt;i&gt;Wstyd&lt;/i&gt; jak w olimpijskie zmagania będąc w szczytowej formie. Przeczytałem chyba wszystkie możliwe recki które w ostatnich tygodniach pojawiły się w sieci i na papierze, co było błędem i to z gatunku tych strategicznych. Zwykle tego nie robię. Nie przed obejrzeniem filmu, a zwłaszcza nie przed spłodzeniem własnych przemyśleń. Jest to niebezpieczne, ponieważ podświadomie przyjmujemy czyjś punkt widzenia z którego czasem ciężko jest się wyleczyć. Wolę mieć głowę czystą i nieskażoną cudzymi weryfikacjami i pomysłami na interpretację. Przez złamanie moich przyzwyczajeń oraz pod wpływem obejrzanego już &lt;i&gt;Wstydu&lt;/i&gt;, jestem trochę w rozgardiaszu emocjonalnym. W gruncie rzeczy, nie wiem co napisać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bałem się &lt;i&gt;Wstydu&lt;/i&gt; także dlatego, że&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;przeczuwałem iż&lt;b&gt; Steve&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;McQueen&lt;/b&gt; wbije mi jakąś brutalną prawdę między oczy także o mnie samym. Coś na co nie będę gotów, co mnie wzburzy i będzie uwierać. Jestem mniej więcej w tym samym wieku co &lt;b&gt;Michael Fassbender&lt;/b&gt; i filmowy Brandon. Także mieszkam samotnie w wielkim mieście, mam własne mieszkanie, podobną pracę biurową w korporacji i przyzwoite wynagrodzenie. Na tematy damsko-męskich relacji i związków mam w zasadzie podobne zdanie do naszego filmowego bohatera. Bynajmniej nie chodzi mi tu o chorobliwe uzależnienie od zwierzęcego skowytu kobiecych uniesień i odczuwalnego w pasie uścisku ich ud, w żaden sposób się do nich nie porównuję. Zdecydowanie nie ta skala i nie ten level szaleństwa, acz uważam, że męski punkt widzenia na to zjawisko jest jednak trochę bardziej dyskusyjny. Nie chciałem też usłyszeć od McQueena postawionej przez niego diagnozy, stwierdzenia także i u mnie współczesnej choroby cywilizacyjnej która często nawiedza zwłaszcza ludzi samotnych, z czym generalnie nie do końca się zgadzam. Na szczęście skończyło się na strachu. Reżyser fenomenalnego &lt;i&gt;Głodu&lt;/i&gt; podążył w nieco innym kierunku. Uff.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mam wrażenie, że o &lt;i&gt;Wstydzie&lt;/i&gt; zostało powiedziane i napisane już niemal wszystko. Film miał dobre wejście, niezłą reklamę utkaną z wielu nagród światowych festiwali i towarzyszącą mu aurę skandalisty. To mnie akurat trochę dziwi. W czasach kiedy seks i pornografia jest na odległość trzech kliknięć myszy, gdy w telewizji publicznej roi się od nagich ciał i to w godzinach telewizji śniadaniowej, a z bilboardów ulicznych nagość i seks bezceremonialnie wołają do nas „przeleć mnie”, nazwanie filmu w którym pokazanych jest trochę cycków i prawie w ogóle podniecającej erotyki skandalistą, zakrapia na niedorzeczność i hipokryzję. Seks z jednej strony nadal jest tematem tabu, niedostępny i zakazany nawet dla dorosłych. Z drugiej zaś, kreowanie się współczesnych ludzi młodych, hipsterów i kobiety wyzwolone na seksualnych rewolucjonistów, którzy za pomocą seksu wyrażają swoją wolność, nowoczesność i niezależność, przypomina trochę rewolucję seksualną z lat 60 (USA), czy 70 (Europa) ubiegłego stulecia. Kolejne pokolenia chcą manifestować swoją fizyczną atrakcyjność poprzez udział w modnej sobotniej orgietce. Nihil novi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc rozmowa o naszej cielesności i jej słabościach w gruncie rzeczy nadal jest niedorzeczna, nadal nas zawstydza i to bez względu na przyjętą szerokość geograficzną, mimo, że każdy z nas „to” robi i wie o „tym” wszystko, lub prawie wszystko. Osobiście uważam że to w sumie dobrze iż świat ciągle opiera się przed złamaniem chyba ostatniej bariery ludzkiej prywatności i naszej ogólnej tajemnicy ziemskiej bytności. Człowiek musi mieć swój własny intymny świat który nie jest i nigdy nie powinien być na sprzedaż. Każdego dnia obdzierani jesteśmy z naszych emocji i prywatności w imię nowoczesności i otwartości. Spece od stylu i wizerunku wołają do nas, bądźcie atrakcyjni, bądźcie seksualni! Gwiazdki wielkiego i małego ekranu wypinają tyłki i sprzedają swoje wdzięki dzięki którym robią oszałamiające kariery w show-biznesie, sekretarki robią dobrze ustami własnym szefom, wszyscy się pieprzą na okrągło, nagminnie zdradzają swoje partnerki i partnerów, jak więc w tych wybitnie seksualnych czasach zachować względną normalność, czystość i hermetyczną stabilność emocjonalną? Że o wstrzemięźliwości seksualnej nie pomnę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Steve McQueen zafascynowany fizycznym uzależnieniem, ale nie tylko tym stricte seksualnym, uzależnieniem w ogóle, czy to od narkotyków czy alkoholu, zabierając nas do świata który dobrze znamy i to często z autopsji, chce nami tak po prostu normalnie i porządnie wstrząsnąć. To właśnie to czego w pewnym sensie bałem się najbardziej i opisałem już wyżej. Mam wrażenie, że przy pomocy typowego, lekko zagubionego przedstawiciela naszych dzisiejszych czasów, McQueen chciał postawić przed widzem lustro, żeby ten zobaczył w nim swoje odbicie i nad nim zapłakał. Pewnie uda mu się to w co setnym przypadku, ale i tak będzie to dużym sukcesem. Wbrew temu co się powszechnie pisze i mówi, &lt;i&gt;Wstyd &lt;/i&gt;według mnie nie jest filmem o uzależnieniu i związanym z nim niebezpieczeństwach. Wszyscy gadają tylko o seksie. Owszem, wszystko krąży wokół niego. Problemy Brandona (na cześć Marlona Brando) sprowadzają się do podświadomej i ogromnej potrzeby osiągnięcia orgazmu który gwarantuje mu ukojenie oraz ucieczkę od problemów dnia codziennego. Ale ważniejsze dla mnie jest poszukiwanie przyczyn tego stanu rzeczy. Dlaczego i co go do tego doprowadziło? Co sprawia, że człowiek gotów jest zniszczyć swoje godne i uporządkowane dotąd życie dla tylko chwilowej cielesnej uciechy?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Omawiany seksoholizm jest tu tylko efektem finalnym, wypadkową pewnych zdarzeń, skutkiem ubocznym naszych ziemskich poczynań. Tak jak alkoholizm czy narkomania, bierze się z naszych słabości i życiowych problemów, lub tez po prostu z głupoty. W przypadku Brandona, widzę przede wszystkim jedną przyczynę. Samotność. Nieumiejętność nawiązywania bliskich relacji z ludźmi, czy nawet swoimi bliskimi (z siostrą Sissy). Świadoma alienacja i odcinanie się od innych istot człekokształtnych. Życie Brandona jest sterylne aż do bólu, typowe dla wielkich miast. Praca biurowa w korporacji. Własne uporządkowane mieszkanie ze stałym i rozgrzanym do czerwoności łączem internetowym. Niezdrowe odżywianie, stres, nieludzka wielkomiejskość, która dzieli, a nie łączy. Permanentna pogoń za pieniędzmi, za iluzorycznym szczęściem, za wolną sobotą za miastem i kredytem hipotecznym (skąd my to znamy, he?). Idealne i książkowe wręcz składowe współczesnej społecznej choroby cywilizacyjnej. To jest właśnie faktyczna przyczyna większości naszych uzależnień i moralnych skoków w bok w dzisiejszych czasach. Samotność jako klucz do drzwi prowadzących do naszej autodestrukcji. Zawsze pasuje do dziurki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co ciekawe, przez ponad połowę filmu nie widziałem niczego co pozwoliło mi sądzić, iż Brandon jest ciężko chory. No dobra. Masturbował się często, także w pracy. Przyznaję, to nie jest normalne. Bzykał prostytutki, wyrywał panienki na jeden strzał i nałogowo oglądał pornole. Wszystko zależy od punktu odniesienia. Ciekawi mnie punkt widzenia kobiet i ich chłodna ocena poczynań Brandona, która zapewne jest zgoła odmienna od naszego, męskiego. Ale moim typowo seksistowskim i szowinistycznym zdaniem, jego poczynania mieściły się jeszcze w górnej granicy samczej przyzwoitości. Rzecz jasna z pominięciem ostatnich scen które McQueen celowo uwypuklił i skaził niesmaczną niedorzecznością oraz chorobliwym stygmatem który miał sprawić, aby widz wypluł swoje bebechy. Miało być niesmacznie, tak, żeby nawet jeśli widz uważał dotąd, iż Brandon w gruncie rzeczy jest całkiem normalny, najwyżej lekko zboczony i wiecznie napalony (jak każdy samiec), to jednak koniec końców rzeczywiście, finalnie wychodzi z niego poważna choroba nad którą nie panuje. Może to trochę naiwne i zbyt karykaturalne przepotwarzenie, ale nie chcę o tym dyskutować. Nie wiele wiem o uzależnieniach i o tym co robią one z ludźmi w swoim górnym zakresie. Przyjmijmy, że takie rzeczy się ciągle zdarzają.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mniej jednak podoba mi się tak przedstawienie postaci. Myślę, że &lt;i&gt;Wstyd&lt;/i&gt; dlatego jest tak mocny i kontrowersyjny w odbiorze, ponieważ z poczynaniami Brandona może się utożsamiać wielu współczesnych facetów, typowych reprezentantów cywilizacji zachodniej. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie oglądał nigdy pornoli, kto zwykle nie ocenia kobiet po wyglądzie i ich potencjalnej atrakcyjności seksualnej, oraz kto nie zabawia się czasem ręką pod kołdrą. McQueen swoim obrazem niby pokazał jak cienka granica dzieli nasze typowe męskie żądze od przedawkowania nimi, ale nie mówi nam gdzie formalnie ona przebiega. Pozostają tylko domysły i pole do własnej interpretacji. Wydaje mi się, że jest to bardzo męski film, przeznaczony przede wszystkim dla mężczyzn. Jednak żeby dać &lt;i&gt;Wstydowi&lt;/i&gt; szansę także u kobiet, McQueen stworzył Sissy (&lt;b&gt;Carey Mulligan&lt;/b&gt;), która także symbolizuje typowe dla kobiet postawy. Jest niestabilna emocjonalnie, szalenie wrażliwa, zagubiona w świecie i ciągle poszukująca miłości. Stanowi idealne dopełnienie dla ogólnych słabości Brandona. Ale czy jest lepsza od niego? Nie wydaje mi się. Swoje uzależnienie Brandon trzyma na smyczy. W pewnym sensie je kontroluje, mimo że specjaliści i psychologowie uważają zapewne inaczej. Ale to słabości Sissy doprowadzają ją do próby samobójczej. Brandon mimo finalnego totalnego upadku i osiągnięcia dna, w ostatniej scenie zdaje się dalej funkcjonować i kisić się z własną chorobą w ramach pokracznej i pozornej normalności. Nie ma dzieci, żony, rodziny, nikt przez jego seksualne fanaberie nie cierpi. A Sissy? Chce, żeby cierpiał z nią cały świat. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo że to brat i siostra, to na ich tle można dostrzec wiele typowo damsko-męskich relacji, które zawsze i ciągle są trudne, jeśli tylko nie ma w nich autentyczności, miłości, szczerości i chęci zrozumienia. Oboje są samotni, ale „nie są źli, tylko pochodzą ze złych miejsc”. Z miejsc, w których niepodzielnie panuje samotność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wstyd&lt;/i&gt; jest więc czymś więcej niż tylko filmem o uzależnieniu od seksu. Ten jest tylko tłem dla najbardziej aktualnych problemów którymi upaprane po pas jest nasze człowieczeństwo. Obraz McQueena przedstawia apokaliptyczną wizję uwięzionych ludzkich słabości oraz ambicji we własnej skórze próżności i fizycznej naiwności. Jest próbą wydobycia z nas samych zakorzenionych głęboko ludzkich odruchów, a także próbą przeciwstawienia się konsumpcyjnemu pomysłowi na życie. Inaczej możemy skończyć tak jak nasi bohaterowie. Samotni w wielkim mieście, pozbawieni miłości i wyzbyci wszelkich uczuć. Obojętni na krzywdę i potrzeby innych ludzi. A stąd już tylko krok od alkoholu, narkotyków, czy też seksu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jestem pod wrażeniem &lt;i&gt;Wstydu&lt;/i&gt;. Po kapitalnym &lt;i&gt;Głodzie&lt;/i&gt;, McQueen stworzył równie udany i mocny film. Imponuje mi zwłaszcza jego artystyczna wrażliwość. Myślę, że kilka scen może przejść do klasyki kina. Np. scena w restauracji w której Brandon udowadnia swojej koleżance z pracy wyższość bycia singlem nad związkiem z kobietą, albo fenomenalne odśpiewanie przez Sissy &lt;i&gt;New York, New York&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Franka Sinatry, czy też nocny jogging Brandona po ulicach Manhattanu w akompaniamencie fortepianu. Kamera i kadry są praktycznie wszędzie perfekcyjne, nie potrafię się do niczego przyczepić. Kapitalna muzyka niczym solidne basy stanowi idealne dopełnienie dla niskich tonów. Jest podniosła i pręży swe muskuły na pierwszym planie kiedy potrzeba i wręcz niezauważalna w tle jeśli zachodzi taka ascetyczna konieczność. Wszystko odpowiednio wyważone, głęboko przemyślane, zadbane w każdym szczególe i detalu. Po seansie poczułem się wprawdzie źle. Jakby doszczętnie przerzuty i bezwładnie wypluty, ale to w istocie prawidłowa reakcja. Właśnie tak miało być. Myślę że dokładnie o to chodziło McQueen'owi. Chyba więc mu się udało. Chyba zawstydził cały świat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,9&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/_iWhEFe43UE" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6814278179365723911?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/2YCQe8tZnLiyMY62IaBnY_PZd6Q/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/2YCQe8tZnLiyMY62IaBnY_PZd6Q/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/2YCQe8tZnLiyMY62IaBnY_PZd6Q/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/2YCQe8tZnLiyMY62IaBnY_PZd6Q/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/3Fg6SJFWuyE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6814278179365723911/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/03/samotnosc-w-wielkim-miescie.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6814278179365723911?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6814278179365723911?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/3Fg6SJFWuyE/samotnosc-w-wielkim-miescie.html" title="Samotność w wielkim mieście" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i42.tinypic.com/2mi5bax_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/03/samotnosc-w-wielkim-miescie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEMGRHo5eip7ImA9WhVTFEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-496693472852030400</id><published>2012-02-27T11:03:00.000+01:00</published><updated>2012-02-28T19:07:05.422+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-28T19:07:05.422+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Złoty Glob" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Cannes" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Wenecja" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="BAFTA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Oscary" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Złota Palma" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="San Sebastian" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="AACTA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Niemy" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="BEL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Cezar" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Romansidło" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Goya" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Satelity" /><title>W starym kinie</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/153mwiw.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i41.tinypic.com/153mwiw.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Artysta&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Michel Hazanavicius, FRA, USA, BEL, 2011&lt;br /&gt;
100 min. Forum Film Poland&lt;br /&gt;
Polska premiera: 10.02.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za nami oscarowa noc. Spało mi się podczas niej wybornie. Nie oglądałem, nie wiem, nie znam się, ale i tak jestem pewny, że były to najgorsze Oscary od lat. Większość z nominowanych filmów budziła we mnie wszystko, od odrazy po niechęć. Wszystko, prócz ciekawości. Akademia w tym roku nam zdziadziała i poszła na łatwiznę nominując filmy według klucza pt. weźmy pierwszych z brzegu z ładnymi buźkami, byle było sentymentalnie i familijnie. Najbardziej ucieszył mnie brak statuetki dla Holland. Uff, serio, tego balem się najbardziej. Wbrew pompowanemu w Polsce od tygodni balonika (niesmaczność), irańskie &lt;i&gt;Rozstanie &lt;/i&gt;zdecydowanie bardziej sobie na nią zasłużyło. I nie interesuje mnie co ma na ten temat do powiedzenia TVN które cały dzień płacze nad tym faktem. Niech płaczą. Co z tego, że to polski film? Inne pewniaki także się obłowiły, bukmacherzy pewnie już trochę mniej. Role pierwszoplanowe ozłocone zgodne z przewidywaniami, a najlepszym filmem okazał się jedyny jaki wydał mi się z tego grona interesujący (poza Allenem rzecz jasna). Dlatego już na samym początku wpisu przyznam zupełnie szczerze i bez ogródek, że &lt;i&gt;Artysta&lt;/i&gt; zgarnął wszystko jak najbardziej zasłużenie. A teraz napiszę w kilku akapitach dlaczego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O filmie &lt;b&gt;Michela Hazanaviciusa&lt;/b&gt; było po pierwsze głośno. Wyróżniał się bowiem z tłumu swoją oryginalnością. Po drugie spełniał wymagania Akademii. Jest sentymentalny, ckliwy i mimo że wyprodukowany przez Europę, bardzo Amerykański. Ale nie było łatwo. W wielu kinach na całym świecie jak donosili recenzenci, oburzeni ludzie wprost wychodzili z sal już po kilku minutach projekcji. Widać nikt ich nie uprzedził, że film jest niemy, czarno-biały i wyświetlany w zmniejszonym niepanoramicznym formacie. No cóż, nie po to wydają tyle pieniędzy na bilety do nowoczesnych multipleksów i popcorn, nie po to w domu wiszą LCD 3D żeby oglądać stare, czarno-białe filmy, w dodatku z uszkodzonym dźwiękiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz powinno być łatwiej, bo film zyskał pięć dodatkowych argumentów i ma ich już łącznie i na dzień dzisiejszy aż dwadzieścia sześć, by podczas jego seansu nie wychodzić z kina. 26 nagród na 49 nominacji. Cannes, Wenecja, Złote Globy, BAFTA i wiele innych. Nieźle, naprawdę nieźle. Cieszy mnie to niezmiernie. Ale czy ma to jakieś przełożenie na realny odbiór przez widzów? Sam nie wiem czy przeciętny zjadacz popcornu coś z tej niemej ciszy zrozumie. Nawet sama Holland tuż koło czerwonego dywanu w Los Angeles powiedziała dzisiejszej nocy, że &lt;i&gt;Artysta&lt;/i&gt; to zwykła idiotyczna wydmuszka i nie rozumie werdyktu Akademii. Może to brak kultury, klasy, słoma z butów przemówiła za nią, może była to też realna ocena z punktu widzenia fachowego oka, a to ja się nie znam. Nie wiem. Oczywiście Pani Agnieszka ma prawo do swojej oceny, ale ja na szczęście również. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew temu co się powszechnie mówi, &lt;i&gt;Artysta&lt;/i&gt; jest filmem bardzo współczesnym. A jednocześnie z pomocą swojej przeszłości opowiada o obawach z przyszłości. Filmy nieme miały niesamowity dar i umiejętność przekazywania widzom emocji tylko i wyłącznie za pomocą gry i mimiki ciała aktora. Ci byli wyraziści, zabawni kiedy trzeba oraz często wrażliwi na ludzką krzywdę. Opowieści były proste, bazowały na podstawowych filmowych elementach i grach na emocjach. Miały rozśmieszać i wzruszać. Sprawiać, by widz ani przez moment nie zastygł w fotelu. Projekcje filmowe przypominały teatr oraz wielkie sale balowe. Taperzy usytuowani przed ekranem podkładali muzykę pod wyświetlane obrazy, a kątem oka spoglądali na reakcje widowni którą musieli zadowolić. Ileż w tym magii, piękna i spontanicznej finezji. Hazanavicius przeniósł na współczesny ekran duży fragment tamtego kina. Jego zapach i klimat. W nostalgiczny sposób oddał mu hołd i cześć, ale też ostrzegł przed czyhającymi na niego (i nas) niebezpieczeństwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każde kino ma swoje wzloty i upadki. Początek i koniec. Kino nieme zniknęło bezpowrotnie w roku 1927. Filmy Noir, niemiecki ekspresjonizm, włoski neorealizm, czy polskie kino moralnego niepokoju także usadzone są w sztywnych i nieugiętych nawiasach czasu. Takie jest odwieczne prawo natury ale nie każdy umie się z tym pogodzić. Często sentymenty biorą górę nad zdrowym rozsądkiem i lansowanym przez wielkie koncerny klasycznym pędem ku nowoczesności. Ale też, ile w tym nienaturalnej sprzeczności. Sam tęsknię za starymi kinami, skrzypiącymi fotelami i zadymionymi ekranami, a jednocześnie nie przeszkadza mi to podczas budowania swojego kina domowego które koniecznie musi posiadać najlepszą jakość dźwięku wydobywającego się z pięciu głośników. No więc jak to jest z tym naszym sentymentalizmem? Przyklejamy go sobie tylko na pokaz bo tak jest modnie? Czy może rzeczywiście chcemy tęsknić za czymś starym i już zapomnianym bo tylko w nim dostrzegamy utracone piękno?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Hazanavicius próbuje znaleźć na to wszystko odpowiedź. Z pomocą dzisiejszej techniki i współczesnych aktorów wraca do lat w których Charlie Chaplin i Pola Negri byli na ustach całego świata, a kino było kinem, magicznym miejscem z klimatem o którym dzisiejsze bezduszne multipleksy mogą tylko pomarzyć. Filmy produkowane są dziś prawie jak samochody na taśmie produkcyjnej w wielkich fabrykach. Podczas stuletniej filmowej ewolucji zatracono wiele z fundamentalnych definicji kina i jest to zupełnie oczywiste. Wszystko wokół nas się zmienia. Nic nie znosi stagnacji. Dźwięk mono przegrał ze stereo, pobił je potem dolby surround, pro logic, 5.1, HD, 3D... aż strach pomyśleć co będzie następne. Kina prześcigają się w patentach które mają za zadanie przyciągnąć zmanierowanego i zepsutego przez nich samych widza na seans. Fotele są coraz wygodniejsze, a w kinie można dziś pójść do fryzjera, zjeść sushi, czy umyć samochód. Do diaska. A gdzie w tym wszystkim jest sam film? Zatrzymajmy się w tym pędzie do jasnej cholery!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Artysta&lt;/i&gt; może i w pewnym sensie jest tanią wydmuszką. Ckliwą, lekko romantyczną zabawną historyjką utkaną według przedwojennego pomysłu na film który przecież także miał na siebie zarobić. Ale jego pojawienie się w czasach dvd i mp3 stało się czymś w rodzaju przywiezienia przez kapitana D'Arnota Tarzana do Szkocji w celu jego uczłowieczenia. Banalne uśmieszki &lt;b&gt;George'a Valentina&lt;/b&gt; (czapki z głów Panie &lt;b&gt;Dujardin&lt;/b&gt;, ty też zasłużyłeś na Oscara), te wszystkie triki żywcem wyjęte z lat dwudziestych mają za zadanie skłonić widzów do refleksji. To nie jest tylko oddanie hołdu pradawnej sztuce filmowej. To coś znacznie poważniejszego. Twórcy wołają do nas: Stańcie na chwilę i obróćcie się za siebie. A teraz spójrzcie przed siebie. Co widzicie? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie chodzi o to, że współczesne kino jest złe, zniszczone czy zepsute. Oczywiście że nie jest. Czy cyfrowe efekty specjalne zabijają klasyczną sztukę filmową? To także nieistotne. To bardziej wołanie, trochę niestety na puszczy do widza, by ten wykazał się większą wrażliwością i zrozumieniem dla dzieła filmowego. By stał się bardziej cierpliwy i wymagający. Żeby nie łykał wszystkiego co podstawiają mu pod nos wielkie wytwórnie i koncerny. Hazanavicius swoim &lt;i&gt;Artystą&lt;/i&gt; ponownie chce nas rozkochać w kinie. Zarazić bakcylem na nowo. Wskrzesić tęsknotę za skrzypiącymi fotelam w kinie i słabym nagłośnieniem. Pokazać nam na podstawie instruktażowego filmu elementarne piękno utkane z taśmy filmowej. Że nieme? Czarno-białe? To tylko symbole, wyraźne sugestie mające na celu wskazanie nam palcem granic absurdu jakim się często kierujemy kupując bilet do kina. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To bardzo ważne wyróżnienie przez Akademię i bardzo potrzebne światowej kinematografii. Oczywiście niczego ono nie zmieni w świadomości milionów, ale to nieistotne. Można sobie przynajmniej chwilkę pogadać przy piwie, spłodzić kilka pseudointelektualnych akapitów których i tak pewnie niewielu przeczyta. Ale za to warto iść na &lt;i&gt;Artystę&lt;/i&gt; do kina. Poczujcie ten klimat, tą magię i przypomnijcie sobie pierwszy film na jakim byliście w kinie. Prawda, że to to samo?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 8,4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 8,0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/3GSDlxgGik8" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-496693472852030400?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D49TEFKBIU4aoZaa5Dog7vloyaE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D49TEFKBIU4aoZaa5Dog7vloyaE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D49TEFKBIU4aoZaa5Dog7vloyaE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D49TEFKBIU4aoZaa5Dog7vloyaE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/SzP5vq2zCRo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/496693472852030400/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/02/w-starym-kinie.html#comment-form" title="Komentarze (14)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/496693472852030400?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/496693472852030400?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/SzP5vq2zCRo/w-starym-kinie.html" title="W starym kinie" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i41.tinypic.com/153mwiw_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>14</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/02/w-starym-kinie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUIBR3w4cSp7ImA9WhRaGEw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6368440680636746371</id><published>2012-02-20T23:00:00.000+01:00</published><updated>2012-02-21T09:39:16.239+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-21T09:39:16.239+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Thriller" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Cannes" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><title>Cisza przed burzą</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i39.tinypic.com/90x0et.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i39.tinypic.com/90x0et.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Schronienie&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Jeff Nichols, USA, 2011&lt;br /&gt;
123 min.&lt;br /&gt;
Polska premiera: ?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dnia na dzień wzrasta oscarowa gorączka, ale ja nią kompletnie nie żyję. Przed rokiem o tej porze miałem zaliczone już prawie wszystkie nominowane filmy, w tym, może ze dwa. Na resztę jakoś nie mam ochoty. Straszna marność w tym roku w Los Angeles. No, powiedzmy że jest jeden smakowity wyjątek, ale o nim może w którymś z następnych wpisów. Zamiast tego krążę wokół produkcji nagradzanych na innych, znacznie ciekawszych festiwalach. I dziś właśnie będzie o jednym z nich. Kompletnie nie znany nad Wisłą, bez polskiego dystrybutora, bez daty premiery, za to z siedmioma nagrodami, w tym aż cztery zostały przywiezione w ubiegłym roku z Cannes. &lt;i&gt;Take Shelter (Schronienie)&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Jeffa Nicholsa&lt;/b&gt; zrobił także i na mnie wielkie wrażenie, dlatego pozwólcie że to napiszę... pieprzyć te Oscary w tym roku. Wszędzie wokół są lepsze filmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Schronienie&lt;/i&gt; nie jest proste. W sensie odbioru, momentami wręcz trudne. Trudne bo długie. Ponad dwugodzinne filmy mają zwykle rozbudowaną fabułę którą trzeba jakoś wypełnić miejsce na taśmie filmowej i zająć czymś widza, co by do reszty nie ocipiał w tym twardym fotelu. Tym razem jest trochę inaczej. Z ekranu zasadniczo wieje nudą. Nie wiele się dzieje, aczkolwiek oczywiście są momenty z przyśpieszonym biciem serca i rozdziawioną gębą, ale generalnie nuda Panie, zupełnie jak na polskich filmach. Koń, krowa, kura, kaczka, drób, droga... chyba na Ostrołękę. Tyle, że ja akurat lubię takie dłużyzny. Mogą w filmie mało gadać, może się mało dziać w tych zastygniętych kadrach, ale pod warunkiem że dadzą mi coś w zamian co wypełni tą lukę. Jeff Nichols dał mi więc to coś, o czym każdy poważany na świecie reżyser w trakcie kręcenia filmu marzy. Ofiarował widzowi klimat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest klimat jest zabawa. Czasami jest nudno, ale jest fajno. Reżyser z dużą pomocą kapitalnej gry aktorskiej zbudował i to za bardzo małe jak na Amerykańskie kino pieniądze emocje, które potęgują nastrój i rozrastają się z minuty na minutę. Nie chodzi mi tu o wzór budowy napięcia widziany z punktu widzenia horroru. Owszem, są pewne podobieństwa, bardziej z dobrych thrillerów, no ale jednak to niezupełnie to samo równanie. W końcu to tylko dramat. Cholera, więc jak to nazwać? Może inaczej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Schronienie&lt;/i&gt; buduje emocje na zasadzie ciszy przed burzą i wszystkiego co następuje zaraz po niej. Z każdym, choćby najmniejszym szczegółem, z każdą kolejną minutą, literackim opisem krok po kroku. Cisza przed burzą, wiatr, deszcz, większy deszcz, ulewa, jeszcze większy wiatr, błyski, grzmoty, huragan, tornado, apokalipsa... i znowu cisza. Serce dudni jak oszalałe, wie że za oknem jest coś nie w porządku, że zbliża się coś niewyobrażalnie złego i potężnego, ale nic z tym nie możesz uczynić. Wzór na taki wachlarz emocji Nichols urozmaicił kapitalnymi zdjęciami, wręcz pejzażami i artystycznym majstersztykiem dla wymagającego oka ludzkiego. Piękne łączniki scen, wizualne przeszkadzajki, uwielbiam to. W dodatku podkreślił wszystko wyrazistą kreską w postaci dobrze dobranej muzyki. Absolutny wzór na doskonałość. Perfekcja w kreacji. Szacun.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mamy więc wzór. Czas na zaprezentowanie danych do obliczenia zadania podanego nam przez producentów. Film porusza bardzo ciekawy temat. Otóż zestawia obok siebie i porównuje bardzo niepokojące ludzkie przeczucie, wręcz obsesyjną obawę przed czymś nienazwanym, z chorobą psychiczną, czy też ze schizofrenią. Okazuje się, że pomiędzy nimi wszystkimi, przy sprzyjających wiatrach występuje bardzo nikła granica. Oczywiście to nie oznacza nagle, że jeśli nawiedzi nas w nocy wyjątkowo zły sen i gdy rano zaraz po przebudzeniu będziemy myśleli że to co nam się przed chwilą śniło wydarzyło się naprawdę, lub wydarzy się w bliskiej przyszłości, to że jesteśmy chorzy psychicznie. Jeśli wsiądziemy do samolotu i będziemy mieli wewnętrzną bardzo mocną obawę, że spadniemy w trakcie lotu i zginiemy wraz ze wszystkimi innymi pasażerami, to nie oznacza to od razu, że jesteśmy paranoidalnymi schizofrenikami. No ale, no właśnie. Jeff Nichols cały czas niebezpiecznie porusza się wzdłuż tej granicy i w całkiem sprytny sposób udowadnia, że tak po prawdzie, to wszędzie gdzieś między naszymi standardowymi poczynaniami i stawianymi na tym świecie krokami czai się coś nieokiełznanego i niewytłumaczalnego. Coś co nas przerasta oraz nad czym nie mamy absolutnie żadnej kontroli. W końcu coś, z czym musimy sobie poradzić sami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz główny bohater Curtis (kapitalny&amp;nbsp;&lt;b&gt;Michael Shannon&lt;/b&gt;) ma wszystko czym błyszczy klasa średnia. Dobrą pracę, dom, psa, samochód, kochającą piękną żonę i dziecko, acz chore niestety. Do jego życia wkracza jednak znienacka złe przeczucie, które z czasem zamienia się w złowrogą obsesję, a ta wystawia na ciężką próbę jego oraz spokojne dotąd życie całej rodziny i jego najbliższych. Balansujemy więc wokół tego co pisałem wyżej. Pomiędzy stresem, dziwnymi snami i niepokojącym przeczuciem, które staje się brutalnym narratorem tej ponurej opowieści. Przez cały film szukamy jakiegoś rozwiązania, wyjaśnienia, czy choćby jakiejś poszlaki. Zachowanie Curtisa irytuje, często męczy i wkurza, ale też za cholerę nie daje spokoju. To jest właśnie gwóźdź do definicji tego klimatu który próbowałem opisać wyżej. Niepokój, lęk, strach, ciągłe męczarnie wraz z głównym bohaterem nękanym przez nie wiadomo co. To tylko chwilowa obsesja, czy może już jednak ciężka choroba psychiczna? A może to tylko podświadomy atak lęku przed życiem i ciężarem odpowiedzialności? Jak po sznurku podążamy za jego cieniem do samego końca, przez te bite dwie godziny, przez wszystkie jego przepotwarzenia, liczne urojenia, przez niszczenie siebie samego oraz szczęścia własnej rodziny, aż do bardzo wymownej finalnej sceny, po której być może wiele się wyjaśni, a być może też jeszcze bardziej zakręci nam się od niej w głowie. Obstawiam to drugie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na końcowych napisach nie dopijecie wody z rozpuszczonych resztek lodu w kubku i nie sięgniecie po ostatni kawałek popcornu. Przez chwilę zupełnie nie będziecie o tym myśleć. Bardzo możliwe też, że nie spojrzycie w bok w kierunku waszej/waszego ukochanej/ukochanego. Zatrzymacie się przez chwilę na tej burzy, która dla was być może okaże się dopiero ciszą przed burzą, wstępem do katastrofy. Ta zacznie się w kolejnych minutach podczas snucia we własnych myślach szeregu licznych domysłów, doszukiwania się sensu, jakiegoś morału, być może przesłania. Wszystko to precyzyjnie zmieszane w shakerze ofiarowane jest nam w szklance podarowanej na tacy przez samego reżysera. Po bitych dwóch godzinach ciągania nas za rączkę niczym matka swe  znudzone dziecko w supermarkecie, nie dał nam ostatecznie żadnej odpowiedzi. Zostawił nam tylko klucz do furtki, po której otworzeniu możemy pobaraszkować po ogromnej polanie wielu interpretacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Świetny film. Zaraz po  jego zakończeniu wbiłem mu piątkę w dzienniczku. Dziś, po ochłonięciu, myślę nad czymś pomiędzy mocną czwórką a słabą piątką, ale jako, że połówek nie przydzielam tylko je piję, to chwycę go za te uszy i podciągnę delikatnie na wyższy level. Niech ma. Zasłużył.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,7&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/I5U4TtYpKIc" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6368440680636746371?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NdE-VbpgvHEejyhvmf6snvPAWrU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NdE-VbpgvHEejyhvmf6snvPAWrU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NdE-VbpgvHEejyhvmf6snvPAWrU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NdE-VbpgvHEejyhvmf6snvPAWrU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/t0JxQgTj0L4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6368440680636746371/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/02/cisza-przed-burza.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6368440680636746371?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6368440680636746371?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/t0JxQgTj0L4/cisza-przed-burza.html" title="Cisza przed burzą" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i39.tinypic.com/90x0et_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/02/cisza-przed-burza.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0QNSH05eSp7ImA9WhRaEEU.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-569120818684807220</id><published>2012-02-12T22:16:00.000+01:00</published><updated>2012-02-12T22:16:39.321+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-12T22:16:39.321+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Kino Świat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Wenecja" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Polityczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="AACTA" /><title>Nie róbmy polityki, lepmy pierogi</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i40.tinypic.com/64l1jl.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i40.tinypic.com/64l1jl.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Idy marcowe&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. George Clooney, USA, 2011&lt;br /&gt;
98 min. Kino Świat&lt;br /&gt;
Polska premiera: 03.02.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pieprzona polityka. Jakże ciężko jest od niej uciec, ale jeszcze trudniej jest bez niej żyć. Czy tego chcemy czy nie, tkwimy w niej po uszy. Polityka jest wszędzie, nawet w naszym prywatnym łożu. Każdy kto twierdzi, że ma ją głęboko w swoim zadku, oraz że się nią w ogóle nie interesuje, tak po prawdzie kłamie, lub też nie wie co mówi. Nie da się. Po prostu. Polityka dotyka dosłownie każdego elementu naszego życia. Możemy nie czytać gazet, nie oglądać telewizji, unikać rozmów o polityce jak ognia, ale płacąc podatki, składki ZUS, robiąc byle zakupy, czy też tankując samochód na stacji paliw, w pośredni sposób stajemy się jej częścią. Małym trybikiem większej machinalnej układanki na którą nie mamy żadnego wpływu. Gdy przyjdzie za duży rachunek za prąd, gdy znów podwyższą nam czynsz, lub gdy za te same pieniądze znowu wlejemy mniej litrów benzyny do naszego baku, stajemy się bezwzględnymi politykierami. Śmiejąc się z polityków śmiejemy się także z samych siebie. Tak. To ludzie ludziom zgotowali ten los.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście to jeszcze nic w porównaniu z tym, co dzieje się w świecie polityki będąc jej realną częścią. Tam wszelka logika, moralność i etyka schodzą na zdecydowanie odleglejszy plan. Przede wszystkim liczy się interes partyjny. Dobro nadrzędne ugrupowania, moje, nasze, broń Boże ich. Za luksusowe diety można poświęcić własne młodzieńcze ideały. Można zapomnieć o chęci zmieniania świata na lepsze. To było dobre, ale kiedyś, gdy byliśmy młodsi, jeszcze o coś nam chodziło. O ideałach i sprawiedliwości przypominają sobie tylko na potrzeby skierowanych nań obiektywów kamer telewizyjnych oraz przed wyborami. Prywatnie liczy się interes ogółu. Naszego ogółu. Liczy się zwycięstwo i kolejne 4 lata przy korycie. Wszyscy to wiemy. Od przeszło dwudziestu lat patrzymy ciągle na te same gęby. Miksują się, łączą w różne grupy, zmieniają szyldy i swoje nazwy, ale to nadal są te same twarze. Ja już straciłem wszelką wiarę i nadzieję, że komuś z nich przypadkiem może chodzić o interes Polski. Owszem, są jednostki, którym się jeszcze chce. Którzy na przekór wszystkim idą pod ostry prąd zakłamania i obłudy, ale zarówno oni jak i my doskonale wiemy, że tak po prawdzie to nikt nie jest w stanie tu niczego już zmienić. Za daleko to wszystko zaszło. To bagno bezlitośnie wciąga każdego. Ogólna myśl i trendy ideowe narzucane są z góry. Obecnie z Brukseli. Mamy związane ręce, a jak ktoś chce je rozwiązać, paradoksalnie przegrywa wybory.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc o rodzimej polityce jak widać, nie mam najlepszego zdania. Fakt. Interesuję się nią, bo muszę. Czytam gazety, internetowe portale i oglądam newsy nie dlatego że chcę, tylko po to, żeby nie zidiocieć do reszty tak jak większość tego społeczeństwa. Najgorsze co przeciętny i zniechęcony ogólną degrengoladą Kowalski może aktualnie w tym kraju uczynić, to zachować ortodoksyjną bierność. Zamienić się w klasycznego leminga który przyswaja wszystko co tylko mu się ładnie podetknie pod nos. Każdy news, każda informacja i każdy produkt. Wszystko po najmniejszej linii oporu. Najbardziej pospolita gazeta, program informacyjny na najbardziej popularnym kanale tv. Taniec z gwiazdami, Tomasz Lis na żywo, Olejnik na tvn, cała ta jąkająca się Michnikowszczyzna i &lt;i&gt;Nie śpię bo trzymam kreden&lt;/i&gt;s  kształtują dziś rozumy polskiego społeczeństwa, które nie umie powiedzieć STOP.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żyjemy w niebezpiecznych czasach, w których wbrew pozorom, wcale nie rządzą nami jednostki wybrane w wolnych wyborach, lecz najjaśniejszy i przenajwyższy PR. Oddając realną władzę w ręce specjalistów od marketingu i wizerunku politycznego, politycy podpisali pakt z diabłem i sprzedali swoich wyborców. A ten diabeł mami nas wszystkich pięknym opakowaniem. Ludzie zabiegani za chlebem nie mają czasu zajrzeć do jego wnętrza. A tam pustka. Hula wiatr jak w czaszce Joli Rutowicz. Ważne, że opakowanie jest śliczne. Że nam się podoba. Na penetrację jego zawartości i tak nie mamy czasu. Nie ważne, że rząd wyciąga z naszych kieszeni z wielkim trudem zarobione złotówki na kolejne bolesne podwyżki absolutnie wszystkiego. Ludzie zapłacą, bo nie mają czasu o tym pomyśleć. Zaklną pod nosem, ale zapłacą. A potem i tak zagłosują na tych samych złodziei. Byłem naiwny, bo jeszcze do niedawna myślałem, że jak rząd dla maskowania swojej nieudolności w końcu sięgnie głębiej do kieszeni swojego narodu, to ten go w końcu obali, powie dość i wyjdzie na ulice. Niestety. W Polsce panują inne standardy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warto więc być ponad tym wszystkim. Mieć własny pogląd na otaczającą nas rzeczywistość. Nie ufać pięknym twarzom. Samemu szukać informacji, zwłaszcza tam, gdzie należy ją wygrzebać z otchłani niepopularności, a nawet i obciachu. Spojrzeć trochę innymi oczami na politykę, na kraj, na ludzi nim rządzących. Pogłówkować, trochę się przy tym zmęczyć, poświęcić temu więcej czasu. Im częściej nie zgadzasz się z władzą, tym lepiej dla ciebie. To znak że myślisz. Już pal licho czy słusznie. Grunt, że niepopularnie. Nie boisz się wyciągać niepospolitych wniosków. Jeśli wszyscy u ciebie w pracy uważają, że Pan Premier dobrze piastuje swój urząd, ty przyznaj, że jest zupełnie na odwrót. Nie dla przekory, tylko dlatego, że właśnie to ty najpewniej masz rację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Idy marcowe&lt;/i&gt; to właśnie taki mały, drobny wycinek ze świata polityki skrytej za kulisami powszechnej niedostępności. Co prawda tej zza wielkiej wody, trochę jakby innej, ale jednak podobnej. Pewne schematy są takie same i ciągle powtarzalne w niemal każdej demokracji na całym świecie.&lt;b&gt; George Clooney&lt;/b&gt; chciał nakręcić ten film już w 2008 roku, ale wtedy trwała kampania prezydencka, w której brał udział jego faworyt Barack Obama. A film, no cóż, mógłby mu wtedy zaszkodzić. Jak zresztą każdemu. Poczekał więc kilka lat i odpalił temat u schyłku jego kadencji, która dla Amerykanów okazała się delikatnie rzecz biorąc, trochę rozczarowująca. Można więc było legalnie wbić szpile kolejnej bandzie polityków ku chwale ojczyzny rzecz jasna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale też, czy Clooney kogoś w tym filmie jakoś specjalnie rani? Czy ukazał na ekranie jakieś tajniki politycznej manipulacji i nieszczerości o których byśmy dotąd nie mieli pojęcia? Powiem szczerze, że kompletnie nic mnie w tym filmie ani nie zaskoczyło, ani zaciekawiło, ani też oburzyło. Choć nie. Oburzony lekko może i jestem, ale właśnie tym, że &lt;i&gt;Idy marcowe&lt;/i&gt; okazały się tak zwyczajnie mdłe i zupełnie nijakie. To jeden z tych filmów, który lepiej przysłużyłby się ogółowi, gdyby nigdy nie powstał. Wydano na niego sporo pieniędzy, kilku niezłych aktorów zgarnęło kupę kasy za angaż, a miliony ludzi na świecie zostało zmanipulowanych przez chwytliwą kampanię reklamową oraz sprawnie zmontowane zwiastuny i dali się dzięki temu ogołocić z paru dolarów. Jednak jakby się tak głębiej zastanowić, to można wysnuć zaskakującą teorię, w której brzydal Clooney za pośrednictwem swojej najnowszej produkcji przeniósł schemat politycznej manipulacji na poziom produkcji i dystrybucji kinowej. Tak samo omamił miliony widzów i wmówił im, że to jest naprawdę bardzo dobry film. Clooney powinien zatem pomyśleć o karierze polityka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę więc szkoda, tym bardziej dlatego, że Clooney zrobił już dwa całkiem niezłe filmy stricte polityczne. &lt;i&gt;Syriana&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Good Night and Good Luck&lt;/i&gt; były/są naprawdę dobrymi produkcjami. Tym bardziej boli spadek formy. Jednak nie będę wobec niego aż tak bardzo krytyczny. Na siłę można doszukać się w filmie kilku mądrych rzeczy. &lt;i&gt;Idy marcowe&lt;/i&gt; poruszają nie tylko temat ludzkiej manipulacji, moralności i etyki politycznej, ale także można dostrzec w nim kilka pewnych zupełnie niepolitycznych przesłanek i całkiem niegłupich morałów. W filmie tym można tak trochę między wierszami przeczytać o chorobliwej ludzkiej ambicji, która musi działać wbrew samej sobie. O wielkich poświęceniach dla własnej kariery, która jest celem nadrzędnym i która nie bierze po drodze absolutnie żadnych zakładników. Generalnie film krytykuje pewne ludzkie wcale nieobce nam postawy, także klasyczny pęd ku karierze po przysłowiowych trupach. Dlatego właśnie daję &lt;i&gt;Idom marcowym&lt;/i&gt; pewne szanse i ostatecznie oszczędzę jej bolesnej kompromitacji. Jeśli jeszcze dorzucimy do tego niezłe role Goslinga i Seymoura-Hoffmana, oraz bezsprzeczny fakt, iż plakat filmowy widoczny na górnej miniaturze w mojej prywatnej opinii jest jednym z najlepszych jaki widziałem ostatnimi czasy, to nagle okazuje się, że &lt;i&gt;Idy marcowe&lt;/i&gt; zasługują w moich oczach na ocenę zupełnie bezpieczną, czyli dostateczną. Nie mniej jednak nie polecam tego filmu jako kinowy wybór. Nie warto za to płacić. Serio. A zamiast robić i oglądać tą wstrętną politykę, lepiej jest już lepić pierogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/Uha0XfGBdMw" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-569120818684807220?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XrLU02jwmPKxS8Ofsjn_uEBfcZQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XrLU02jwmPKxS8Ofsjn_uEBfcZQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XrLU02jwmPKxS8Ofsjn_uEBfcZQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XrLU02jwmPKxS8Ofsjn_uEBfcZQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/s9WQWzYHMSQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/569120818684807220/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/02/nie-robmy-polityki-lepmy-pierogi.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/569120818684807220?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/569120818684807220?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/s9WQWzYHMSQ/nie-robmy-polityki-lepmy-pierogi.html" title="Nie róbmy polityki, lepmy pierogi" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i40.tinypic.com/64l1jl_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/02/nie-robmy-polityki-lepmy-pierogi.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0cASHszeip7ImA9WhRbFUs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-5675658376206909222</id><published>2012-02-05T16:50:00.000+01:00</published><updated>2012-02-06T22:50:49.582+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-06T22:50:49.582+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Pół żartem, pół serio</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i44.tinypic.com/1zg52iw.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i44.tinypic.com/1zg52iw.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;50/50&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Jonathan Levine, USA, 2011&lt;br /&gt;
99 min.&lt;br /&gt;
Polska premiera: ?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i czar prysł. Nastawiłem się jak głodny na hot dogi, a musiałem zapychać się słonymi paluszkami. Głód w pewnym sensie zaspokojony, ale tylko chwilowo, w dodatku mało treściwie. Nie będę czarował i krążył wokół tematu byle tylko natrzaskać trochę literek. Ot po prostu, liczyłem zdecydowanie na więcej. Taka deklaracja objawiona przeze mnie już w pierwszym akapicie trochę wytrąca mi z ręki pomysły na dalsze poprowadzenie tej recki. Co by nie napisać i tak już wiadomo, że film mnie specjalnie nie porwał. W zasadzie więc możecie darować sobie dalsze czytanie, bo po pierwsze i tak już pewnie nic mądrego nie napiszę, a po drugie, to nawet jeśli, zdania o filmie i tak nie zmienię. Nie będę więc silił się na językową ekwilibrystykę, &lt;i&gt;50/50&lt;/i&gt; jest po prostu filmem średnim. Kropka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień temu przy &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/reset-bani.html"&gt;&lt;/a&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/reset-bani.html"&gt;Hesherze&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; pisałem, że przy okazji następnego filmu&lt;b&gt; Josephem Gordonem-Levittem&lt;/b&gt; (miałem na myśli właśnie&lt;i&gt; 50/50&lt;/i&gt;), trochę szerzej o nim napomnę. Problem polega na tym, że po tej roli, wiele nowego jednak napisać o nim nie umiem. Poza oczywistym stwierdzeniem faktu, że chłopak idealnie nadaje się do tego typu ról. Ról nieskomplikowanych, komediowo-dramatycznych, w których wciela się w postać młodego chłopaka z problemami egzystencjalnymi, sercowymi, czy jak w omawianym filmie, chorobowymi. Jest autentyczny, ma dobrą mimikę twarzy i umie w słodko-gorzki sposób odegrać te wszystkie postacie z sobie tylko znaną lekkością, balansując pomiędzy szczęściem i przekleństwem. Ta w którą wcielił się obecnie, jest bliźniacza do tej z &lt;i&gt;&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2009/12/pory-roku.html"&gt;500 dni miłości&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. Tematyka inna i ciężar gatunkowy także, tam złamane serce, tu złośliwy nowotwór, ale schemat ten sam. W &lt;i&gt;50/50 &lt;/i&gt;powinno być więc poważniej, smutniej, a jest zupełnie na odwrót. Zbyt mało poważnie, mało smutno i w ogóle za mało dramatycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkoda wielka, że reżyser postanowił zrobić z tego tak bardzo nierówny emocjonalnie film. Są bowiem momenty, w których wszystko jest zrobione jak należy. Powiedziałbym wręcz, że jest ich zdecydowana większość. Jest cierpienie młodego chłopaka, który zdaje się mieć wszystko: ciekawą pracę, kochającą go dziewczynę, własny dom, a tu nagle klops. Dotąd zdrowy jak byk, dowiaduje się o rosnącym w siłę raku na jego własnym kręgosłupie. Ile ludzi tyle reakcji. Reakcja Adama chyba w porządku. Akceptowalna i nic mi do tego. Jest mi go szkoda, robi się smutno, wszystko jest więc jak należy. Kolejne zdarzenia także potwierdzają ogólne odczucie, w którym opowieść rozwija się w rozsądny sposób. Reakcja przyjaciela, nieprzekonującej od początku jego dziewczyny (celowo dali rudą?) oraz matki. Jest przerażenie, niedowierzanie, chęć działania, ofiarowania pomocy. No jak w życiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Problem pojawia się wtedy, gdy reżyser w momencie, w którym robi się zbyt ckliwie, momentalnie sięga po sprawdzone w komediowej stylistyce schematy. Do tego celu służy nam przyjaciel Adama - Kyle. Jego głównym i chyba także jedynym zadaniem jest rozśmieszanie widza do łez. Oczywiście to także najlepszy przyjaciel Adama, wspiera go, pomaga jak tylko potrafi, no ale jednak przede wszystkim trzyma rękę na pulsie i nie pozwala by humor przegrał z ckliwością. Jest celowym komediowym przerywnikiem w dramacie Adama. Nie pozwala na spółę z reżyserem na zbyt duże uproszczenie i oddanie całej historii w łapska smutku i nostalgii. Kyle robi to nieźle i często z wyczuciem, ale w kilku scenach wolałbym, aby go jednak nie było, albo też żeby mówił mniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten film z założenia nie miał być smutny, więc zasadniczo to nie powinienem się go czepiać o to, że oglądając go, ani razu nie miałem ochoty sięgnąć po jednorazowe chusteczki. Tak samo jak nie można się czepiać Ojca Chrzestnego, że na weselu swojej córki nie zaprezentował tańca brzucha.&amp;nbsp;Temat czyhającej na młodych ludzi śmierci można w końcu obrócić w lekki żart, jak to ma właśnie miejsce w &lt;i&gt;50/50&lt;/i&gt;. Lekko i zabawnie o poważnych sprawach, no niby można, pewnie że tak. Nawet trzeba, bo to i moja osobista taktyka na wszelkie życiowe niepowodzenia. Ale do licha, w tym konkretnym przykładzie mi to przeszkadzało. Ciekawi mnie jak odbiorą ten film osoby właśnie np. z nowotworem, w trakcie chemioterapii. Pomoże im, da im więcej siły, czy może jednak bardziej dobije?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film byłby naprawdę świetny i do całkowitego uratowania, gdyby nie jego zakończenie. Jest dokładnie takie jakie nie powinno być, pomimo tego, że dosłownie wszystko od początku do niego zmierzało. Nie to, że życzyłem Adamowi śmierci, ale można było tchnąć w to wszystko więcej emocji. Zakończenie z przytupem, jest walka, jest wygrana, warto było. No niby tak właśnie się stało, ale ja przez niemal cały film nie czułem tego, że wraz z Adamem walczę. Że walka ta tyczy się najważniejszego. Jego życia. Dla niego nowotwór był tylko pewnego rodzaju impulsem, który zmusił go do dokonania kilku zmian w swoim życiu. Kopnął w tyłek rudą i zbliżył się trochę do matki, poznał inną dziewczynę, spojrzał na świat z trochę innej perspektywy, no świetnie. Ale Lewitt w roli Adama nie przekonał mnie do tak przecież silnego i tłumionego w sobie lęku przed śmiercią. Raz tylko był tego blisko. W samochodzie, gdy pozwolił go z siebie na chwilę uwolnić. Na więcej nie pozwolił reżyser. Trochę to wszystko mało jak dla mnie. Chciałem kopa w ryj, a zostałem tylko lekko poklepany po plecach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No cóż. Nie jest to film zły. Kwestia odpowiedniego nastawienia. &lt;i&gt;50/50&lt;/i&gt; trafi bardziej do niepoprawnych optymistów, ludzi młodych, dla których zło i cierpienie to tylko jedna z odległych im definicji. Ci, którzy chcieliby się zmierzyć w bardziej bezpośredni sposób z realnym cierpieniem, które przecież musi towarzyszyć człowiekowi pogrążonemu w takiej chorobie i ogólnie, w upadłej życiowej sytuacji, muszą się obejść smakiem. Pozostają im tylko słone paluszki. Na jakieś mięsko i coś na ciepło, trzeba iść już jednak do innej restauracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Duży plus i zaskoczenie za Pearl Jam na końcowych literach. Reszta muzyki w filmie kompletnie nic sobą nie wnosi niestety.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 8,0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,7&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/LS_xpX-_kl0" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-5675658376206909222?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yhvTM39f99DNp4M9ZmKHqFoQQfs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yhvTM39f99DNp4M9ZmKHqFoQQfs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yhvTM39f99DNp4M9ZmKHqFoQQfs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yhvTM39f99DNp4M9ZmKHqFoQQfs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/TY18K7pCF0Y" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/5675658376206909222/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/02/po-zartem-po-serio.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5675658376206909222?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5675658376206909222?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/TY18K7pCF0Y/po-zartem-po-serio.html" title="Pół żartem, pół serio" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i44.tinypic.com/1zg52iw_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/02/po-zartem-po-serio.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEAHR34zeyp7ImA9WhRUGEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6983457085522249559</id><published>2012-01-29T18:05:00.001+01:00</published><updated>2012-01-29T18:05:36.083+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-29T18:05:36.083+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Społeczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Reset bani</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i40.tinypic.com/wu3z89.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i40.tinypic.com/wu3z89.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Hesher&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Spencer Susser, USA, 2010&lt;br /&gt;
100 min. &lt;br /&gt;
Polska premiera: ?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy czasem potrzebuje resetu bani. Jakiegoś wstrząsu, który wybudzi go z chwilowego letargu, lub z jakiejś absurdalnej życiowej sytuacji. Bywa, że nawet lekarz nie pomoże, tak jak serdeczny gong na odmułę sprezentowany przez najlepszego przyjaciela. Nie każdy umie to docenić, ale jeszcze mniej potrafi taką przysługę zaoferować swojemu pogrążonemu w emocjonalnym nieładzie kompanowi. Tak to już jest z naszym gatunkiem. Nasz mózg pobiera przez lata miliony nikomu nie potrzebnych definicji i zjawisk, które potrafią niekiedy przeciążyć nasz system wartości i zawiesić się w najmniej pożądanym momencie. Wystarczy np. nagle kogoś stracić. Kogoś nam bardzo bliskiego. Nagła niepowetowana strata potrafi wywrócić nasz poukładany dotąd sens życia na lewą stronę i odtąd, raptem nie będziemy już umieli założyć na siebie tej samej koszulki. Marazm, beznadzieja, depresja. Jak z niej wyjść? Tu wracamy więc do punktu wyjścia. Wstrząs. Reset bani. W filmie&lt;b&gt; Spencera Sussera&lt;/b&gt;, przyciskiem „reset” na konsolecie głównej naszego systemu operacyjnego, jest niejaki Hesher.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiele o nim wiadomo, poza tym, że jest klasycznym sierściuchem. Długie, przetłuszczone włosy charakteryzują tego anty systemowego anarchistę mieszkającego w furgonetce typu „jestem typowym wozem seryjnego mordercy”. Dziary okropne, ale muzyka jakiej słucha już lepsza. Hesher jest typem aspołecznym, który ma wiecznie wypięty zad na wszelką normalność funkcjonującą w znanej nam dobrze cywilizacji zachodu. Wali prosto w oczy siarczystymi inwektywami, klnie lepiej od Zbynia Hołdysa, lansuje się wiecznie roznegliżowaną klatą, ma jedno jądro i w ogóle jest na całej linii spieprzony przez matkę naturę. Generalnie ciężko jest się z nim zaprzyjaźnić, zwłaszcza w początkowej fazie filmu. Acz mi przyszło to ze stosunkową dużą łatwością, gdyż w postać aspołecznego sierściucha wcielił się lubiany przeze mnie&lt;b&gt; Joseph Gordon-Levitt&lt;/b&gt;. Gnój z serialu&lt;i&gt; Trzecia planeta od słońca&lt;/i&gt;. Zakochany młodzieniec z &lt;i&gt;&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2009/12/pory-roku.html"&gt;500 dni miłości&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. W roli Heshera prędzej widziałbym już Danny‘ego DeVito, lub naszego „celebrytę” Karolaka (nie, jednak nie, lepiej nie jego). No ale Levitt? Duże zaskoczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie oglądania filmu przecierałem oczy ze zdziwienia i z uznaniem kiwałem głową obserwując jego spektakularny awans rozgrywający się we własnych myślach, najpierw do pierwszej trzydziestki najbardziej perspektywicznych młodych aktorów, by skończyć gdzieś tak w okolicach mocnej dziesiątki. Ale o nim może szerzej w następnym, lub w jednym z najbliższych wpisów, bowiem mam na tapecie jeszcze jedną zaległość, także z Levittem w roli głównej - &lt;i&gt;50/50&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróćmy jednak do &lt;i&gt;Heshera&lt;/i&gt;. Szkoda, że nie połasiłem się na niego wcześniej. Tak jeszcze przed skonfigurowaniem własnego rankingu&lt;i&gt; &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/naj-naj-naj-ebawszy-troche-literek.html"&gt;najlepszych filmów roku 2010&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. Myślę, że &lt;i&gt;Hesher&lt;/i&gt; uplasowałby się na tej liście gdzieś pod koniec drugiej dziesiątki. Tak. To zdecydowanie film, który warto wyróżnić w rocznym zestawieniu. To taki typowy przedstawiciel filmów wyróżnionych na festiwalu w &lt;b&gt;Sundance&lt;/b&gt;. Bez statuetki, ale mocny kandydat np. na nagrodę publiczności. Akurat w ten weekend kończy się kolejna edycja festiwalu, tak więc &lt;i&gt;Hesher&lt;/i&gt; był tam nominowany do nagrody głównej dokładnie dwa lata temu. Oczywiście nadal nie można zobaczyć go w naszych kinach i tak już pewnie pozostanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułowy Hesher wchodzi w dość brutalny i bezpośredni sposób w życie rodziny, której kilka miesięcy wcześniej świat zawalił się na głowę. Młody T.J. mieszka wraz z ojcem w domu babci. Wcześniej w wypadku samochodowym tracą swoją - odpowiednio, matkę i żonę. Obserwujemy więc ich świeżo po tym zdarzeniu i widzimy jak bardzo zmieniła ich wewnętrznie rodzinna tragedia. Ojciec popadł w depresję i siedzi całymi dniami w domu bez słowa. Młody T.J. jak na  dzieciaka przystało, trawi wszystko na swój własny sposób. Walczy z prywatnymi demonami i sprawia ogólne wrażenie, jakby to wszystko do niego jeszcze nie dotarło. Babcia z kolei nie ma już głowy do niczego poza gotowaniem swoim mężczyznom. I nagle w ich życiu pojawia się sierściuch.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wywraca życie najpierw młodego, potem całej reszty. Wprowadza się do ich domu (mocno naciągana historia, ale da radę ją kupić tak z przymrużeniem oka). Hesher z biegiem czasu staje się spoiwem łączącym ich świat utracony z teraźniejszością. Jego postępowanie anty zwraca na siebie uwagę, irytuje i przeszkadza, ale w pewnym momencie można dostrzec w jego zachowaniu odrobinę ciężkostrawnego uroku. Klasyczny wpływ na siebie dwóch skrajnych charakterów. Dochodzi do licznych tarć i spięć, także z akcentami humorystycznymi. Jakby tego było mało, autorzy urozmaicają fabułę kolejną ciekawą postacią, kasjerką Nicole (&lt;b&gt;Natalie Portman&lt;/b&gt;), która poróżni nasze dwa niepokorne charaktery, a potem oczywiście połączy. Typowy i oklepany scenariusz na prosty amerykański dramat społeczny zagrany przez młodych aktorów. Chyba także bardziej dla młodego widza, ale broń Boże nie dla dziecka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Amerykańscy producenci mają nosa do wynajdywania u siebie młodocianych aktorów. Przeważnie zawsze udaje im się ta sztuka. Nie inaczej jest i tym razem. Młody &lt;b&gt;Devin Brochu &lt;/b&gt;w roli T.J-a jest wyróżniającą się postacią. Szczerość i autentyczność. Tylko tego oczekuję na ekranie od małolatów. Tutaj dostałem wszystko jak należy. Warto też poświęcić kilka zdań na temat pozostałych aktorów. O Levitt-cie już było. Natalie Portman stylizowana na nastolatkę jak zwykle na wysokim poziomie. Po tej roli jeszcze bardziej ją lubię. Niby pierwsza liga aktorstwa, a świetnie odnajduje się także w niszowych produkcjach z dala od fleszy jupiterów, wielkich budżetów i nazwisk. Urocza babcia grana przez &lt;b&gt;Piper Laurie&lt;/b&gt; daje od siebie wiele przyjemnego ciepła, a także humoru. Natomiast zdesperowany i pogrążony w rozpaczy ojciec (&lt;b&gt;Rainn Wilson&lt;/b&gt;), walcząc ze swoją tęsknotą i z szokiem powypadkowym, wprowadza do opowieści dramatyczne elementy. Wszystko jest odpowiednio zrównoważone. Niby lekko, ale na szczęście także nie głupio. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki nieokrzesanemu chaosowi Heshera, cała nasza gromadka wreszcie odnajduje sens w swoim życiu, oraz drogę do samych siebie. Niby długowłosy prymityw, a jednak naprawia świat z pozoru normalnych, lecz odrobinę zagubionych ludzi. Właśnie tego czasem wszyscy potrzebujemy. Żeby ktoś podszedł do nas i bezinteresownie palnął w ryj, abyśmy się w końcu obudzili, podnieśli z ziemi i otrzepali. W filmie tą postacią jest sierściuch, a w naszym środowisku? Rozejrzyjmy się wokół. Być może też ktoś podobnej pomocy oczekuje od nas samych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/wRfiUfv9NWY" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6983457085522249559?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/c356oeX6YyfE3s0CqcQgJHXMYq0/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/c356oeX6YyfE3s0CqcQgJHXMYq0/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/c356oeX6YyfE3s0CqcQgJHXMYq0/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/c356oeX6YyfE3s0CqcQgJHXMYq0/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/_N945PFkA-s" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6983457085522249559/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/reset-bani.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6983457085522249559?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6983457085522249559?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/_N945PFkA-s/reset-bani.html" title="Reset bani" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i40.tinypic.com/wu3z89_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/reset-bani.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUYCRXw6fCp7ImA9WhRUEko.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-4862395965137697691</id><published>2012-01-22T20:39:00.001+01:00</published><updated>2012-01-22T23:59:24.214+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-22T23:59:24.214+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Kino Świat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ESP" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GER" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Teatr TV w kinie</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/3536qzn.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i41.tinypic.com/3536qzn.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Rzeź&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Roman Polański, FRA, GER, ESP, POL, 2011&lt;br /&gt;
79 min. Kino Świat&lt;br /&gt;
Polska premiera: 20.01.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polscy dystrybutorzy rozpoczęli nowy rok z godnym podziwu przytupem. Zakasali rękawy i poza kilkoma ciekawymi premierami, weszli także nieco szerzej do telewizji, by reklamą zachęcić ludzi do wydania swojej poświątecznej krwawicy na bilet do kina. Ledwie skończyła zbyt nachalną w mojej ocenie kampanię Pani „być może nominowana do Oscara” Holland (nie skorzystałem z zaproszenia), teraz od kilku dni grasuje między newsami i sportem z pogodą&lt;i&gt; Rzeź&lt;/i&gt; Polańskiego. Są jeszcze zdegradowane przez Orange niemal do poziomu podłogi &lt;i&gt;Muppety&lt;/i&gt;, czy &lt;i&gt;Sztos&lt;/i&gt; vel Szajs drugi, który pławi się w kilkusekundowych spotach w asyście wyrobów z Biedronki, ale lepiej dla niego aby tam jednak pozostał. Tak więc niby dużo, a jednocześnie tak bardzo niewiele niestety.  Z tego telewizyjnego pojedynku jednak zwycięsko wychodzi &lt;i&gt;Rzeź&lt;/i&gt;. Nie bójmy się klaskać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najnowszy film Polańskiego to ciekawy mariaż teatru, telewizji i kina. Do kompletu brakuje tylko świata literatury, ale i tak produkcja może budzić autentyczny podziw. &lt;i&gt;Rzeź&lt;/i&gt; powstała na podstawie teatralnej sztuki &lt;i&gt;Bóg Mordu&lt;/i&gt; Francuzki &lt;b&gt;Yasminy Rezy&lt;/b&gt;, która od swojej premiery w roku 2006 została wystawiona kilkaset razy na prestiżowych scenach od Berliner Ensemble, na West Endzie i Broadwayu kończąc. Sztuka ta wystawiana jest także na rodzimych deskach teatralnych, m.in. w Krakowie, Katowicach, czy w Warszawie. Nic więc dziwnego, że fenomenem Rezy zainteresował się w końcu świat filmu, konkretnie, to nasz uznany na całym świecie reżyser, z zamiłowania miłośnik nieletnich uciech cielesnych. A gdzie tu związek z telewizją? Nieformalny i lekko naciągany, ale co, wolno mi. &lt;i&gt;Rzeź&lt;/i&gt; bowiem została nakręcona w stylu Teatru Telewizji znanego u nas od roku 1953. I zaprawdę powiadam wam, eksperyment ten udał się bardzo, ale to bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Yasmina Reza wykształcona na socjolożkę, ma ponoć zdumiewające umiejętności brutalnego włażenia w ludzkie kompleksy i wszelkie zahamowania. Zdejmuje maski naszej obłudzie i przekłada je na ostry język potocznych uogólnień. W sztuce &lt;i&gt;Bóg Mordu&lt;/i&gt;, która jest bazą wyjściową dla naszego filmu, obnaża fałsz współczesnych dwóch małżeństw, reprezentantów klasy średniej (w Polsce prawie nie występuje), silących się na zakłamane ą i ę, które nakazuje dobre wychowanie i poprawność polityczną, kreujących się przy tym na wszystkie możliwe, poza prawdą, sposoby. I super. Lubię w tak nieokrzesany sposób, prosto z mostu, z pięści i celnie w ten zbyt naiwny tępy łeb. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sztuki nie widziałem i bardzo tego żałuję. W ogóle to bardzo boli mnie fakt, że na teatr brakuje mi czasu, ale także trochę szczerych chęci niestety. Ale nie będę was tym zanudzał. Romek Polański, tak mi się przynajmniej wydaje, bardzo fajnie wyłuskał z teatralnego pierwowzoru najciekawsze smaczki i w umiejętny sposób przekonwertował na język kina i telewizji główny zamysł przedstawienia. Efekt finalny bardzo sympatyczny, a nawet i mądry, w sam raz na poniedziałkowy Teatr Telewizji po Wiadomościach z chipsami i piwem do poduszki. I to bez reklam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duet Reza&amp;amp;Polański zrobili rzecz piękną. Zmieszali z błotem nasze ego i wyuzdane wyobrażenia o świecie sprawiedliwym, nieskazitelnym oraz uczciwym. Niewiele potrzeba, by ich kolorowy i uporządkowany świat zbudowany na kłamstwie i obłudzie runął z kretesem. W tym konkretnym przypadku wystarczyła zwyczajna bójka jedenastolatków w piaskownicy. Ich rodzice spotykając się w celu omówienia problemu w sposób jak najbardziej cywilizowany oraz według najlepszego socjologicznego wzorca, w przeciągu godziny zamieniają się w pierwowzory ich nieokrzesanej prymitywnej bytności. Bez pudru i lukru, bez poprawności politycznej i sztucznych definicji świata ą i ę. Kapitalne przepotwarzenie się w ludzi pierwotnych, uprzedzonych rasowo, walczących ze swoimi słabościami i nałogami. Iście wybornie to się ogląda. To trochę jak obserwowanie zbiorowej alkoholizacji szanowanego środowiska adwokackiego, lub elity literackiej. Ludzi światłych i wykształconych, którzy pod wpływem alkoholu i swojego nieskrępowanego towarzystwa, zamieniają się w prymitywne zwierzęta. Każdy z nas zna takie przypadki i często w nich uczestniczy. Ludzka rzecz się schlać i zrobić z siebie świnię, czyż nie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego tak bardzo kupuję zamysł autorów. Dwa typy małżeństw, cztery niekompatybilne ze sobą i jakże różne charaktery i cztery wspaniałe aktorskie kreacje.&lt;b&gt; Jodie Foster&lt;/b&gt; (najbardziej irytująca),&lt;b&gt; John C. Reilly&lt;/b&gt; (najbardziej swojski), &lt;b&gt;Kate Winslet&lt;/b&gt; (najbardziej glamour) i&lt;b&gt; Christoph Waltz&lt;/b&gt; (najbardziej zajebisty), wszyscy zamknięci w jednym mieszkaniu muszą omówić problem ich pierworodnych. Ale temat ich dzieci szybko schodzi na drugi plan. Napięcie niebezpiecznie rośnie. Podkręca je wyborna szkocka oraz kilka telefonów. Gigantyczna lawina nieoczekiwanych pretensji zasypuje stok po którym jakby nigdy nic szusowało sobie stado ludzi szarych i normalnych. Krzyżują się ze sobą zarzuty i wyrzuty, bezlitosne opinie i oceny. Żony krytykują mężów, mężowie kąśliwie odbijają piłeczkę, a gwoździem programu staje się ekwilibrystyczny bełt który bezlitośnie rozprawia się ze światem sztuki i kultury. Wyjątkowo udanych lotów zagrywka-symbol. Najbardziej z prymitywnych oznak naszej archaicznej zwierzęcej moralności, czyli klasyczny cuchnący rzyg wydobywający się z naszego zepsutego wnętrza, w roli bezlitosnego sędziego wydającego wyrok na współczesne naciągane człowieczeństwo. Mniam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała nasza sympatyczna czwórka w przeciągu godziny doświadcza najgorszego dnia swoim życiu.&amp;nbsp;Padają ostre teksty, kapitalne dialogi, jak np. męski atak na kobiece bohaterstwo ruchów społecznych i feministycznych. Mój absolutny filmowy ulubieniec, czyli Alan Cowan (Waltz), np. po obejrzeniu Jane Fondy w telewizji ma ochotę wyjść i kupić plakat Ku Klux Klanu. Ja też! A moim szowinistycznym cytatem filmu jest ten:&lt;i&gt; „Jesteś tym samym typem zaangażowanej, walczącej kobiety. My nie lubimy takich kobiet. Lubimy zmysłowe, namiętne kobiety, tryskające hormonami. Strażniczki świata, te które chcą pokazać jakie są mądre, szybko przełączam.” &lt;/i&gt;A to tylko fragment całej dyskusji. Wycinek z całości, z klasycznej wojenki dwóch płci z całym tym przerzucaniem się błotem i garścią stereotypów. Kobiety nie pozostają dłużne swoim facetom, mężczyźni z kolei uwypuklają swoje dziecinne naleciałości i czczą kult swojej ogólnej zajebistości. Hermetyczny świat ich udanych z pozoru małżeństw pierze swoje brudy na zewnątrz i wyciąga z przeszłości każdą wpadkę, każde rozczarowanie. Cztery światy, cztery odmienne punkty widzenia na życie, wszystko płynnie, inteligentnie, czasem bardzo zabawnie, choć jak dla mnie, trochę za krótko niestety.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naprawdę udany mariaż teatru z kinem w oparach telewizji. Strzał w dziesiątkę Polańskiego. Jak go nie lubię prywatnie, tak po raz kolejny zaimponował mi na szczeblu zawodowym. Nie przypominam sobie teraz podobnej kinowej produkcji z udziałem uznanych aktorów, zamkniętych przez cały czas trwania filmu tylko w jednym pomieszczeniu. Polański zaoszczędził więc na scenografii, ale zyskał na polu intelektualnym i czysto merytorycznie. Film/sztukę dedykuję wszystkim obsesyjnym obrońcom praw człowieka, orędownikom pokoju i stabilizacji na świecie. Emocjonalnym zwolennikom zachodniej globalnej cywilizacji, poprawności wszelakiej, ekologom i zatraconym w nieludzkim świecie korporacji szczurom uzależnionym od telefonu komórkowego. Zaprawdę powiadam wam, nie warto. To tylko ulotna moda która przeminie. W głębi serca i tak jesteśmy prości i w gruncie rzeczy źli. Zawsze nimi byliśmy, zawsze będziemy, takie jest odwieczne prawo natury. Jesteśmy wyznawcami Boga Mordu. Boga, którego rządy są niepokonane od niepamiętnych czasów. Ale co najlepsze, można się z tego wszystkiego bez krępacji pośmiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/0NTpQYKE3eY" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-4862395965137697691?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/u2geVGEVwGUn4EIhNIE4UlWR3js/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/u2geVGEVwGUn4EIhNIE4UlWR3js/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/u2geVGEVwGUn4EIhNIE4UlWR3js/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/u2geVGEVwGUn4EIhNIE4UlWR3js/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/E1NpOTL8Fao" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/4862395965137697691/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/rzez-rez.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4862395965137697691?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4862395965137697691?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/E1NpOTL8Fao/rzez-rez.html" title="Teatr TV w kinie" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i41.tinypic.com/3536qzn_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/rzez-rez.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUcAQ3k-eSp7ImA9WhRVF00.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-148416274954571962</id><published>2012-01-15T22:47:00.000+01:00</published><updated>2012-01-16T10:44:02.751+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-16T10:44:02.751+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Thriller" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="BIFA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Best Film" /><title>Narodziny zła</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i42.tinypic.com/28ush6s.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i42.tinypic.com/28ush6s.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Musimy porozmawiać o Kevinie&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Lynne Ramsay, GBR, USA 2011&lt;br /&gt;
110 min. Best Film&lt;br /&gt;
Polska premiera: 13.01.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaki był Breivik w dzieciństwie? Czy Fritzl niewinnie podszczypywał koleżanki w szkole, a mały Adolfik z uśmiechem na twarzy podkradał mamusine wypieki? Co zdecydowało o tym, że wyrośli później na zbrodniarzy, zabójców, czy perwersyjnych zboczeńców? Błędy wychowawcze, odziedziczone złe geny, wpływ otoczenia? Z pewnością nie jeden psychiatra napisał już o tym książkę, nie raz uzyskiwano na tym polu imponujące stopnie naukowe, powstało także wiele filmów w których twórcy pochylili się nad genezą narodzenia się w małym człowieku zła. Do tematu nawiązała także mało znana szkocka reżyserka&lt;b&gt; Lynne Ramsay&lt;/b&gt;, jednak jej sposób podejścia do zagadnienia wyprzedza o kilka długości jej wielu poprzedników. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Geny, trudne dzieciństwo, wypadek w młodości. Czy każdy człowiek może przeistoczyć się w mordercę? Zasadniczo nie, ale prawie każdy z nas potrafiłby zabić. Np. w obronie własnej lub swoich najbliższych, ale to oczywiście nie to samo co zabijanie z premedytacją, rozkoszą czy z wyższych pobudek. Kto dorasta w harmonijnej rodzinie pełnej matczynej miłości i ciepła, ma zdecydowanie mniejsze szanse na wyrośnięcie na potwora. Agresywne zachowania nabywane przez ludzi w okresie dzieciństwa, kiedy to na własnej skórze doświadczają patologii w ognisku domowym, mają największy wpływ na kształt jego dorosłego już życia. Rozwody rodziców, permanentne kłótnie, znęcanie się, bicie, oraz inne, bardziej drastyczne sceny pozostają z dorosłymi już dziećmi gdzieś głęboko zakorzenione w ich podświadomości. Często wychodzi to z nich w najmniej pożądanych sytuacjach, analogicznie do ich doświadczeń z dzieciństwa. Niestety, także często jest już za późno na jakąkolwiek pomoc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmowy Kevin, to właśnie taki mały potworek, który narodził się tylko po to, by ranić. Jednak w tym konkretnym przypadku, więcej czasu należy poświęcić jego matce Ewie, kapitalnie zagranej przez &lt;b&gt;Tildę Swinton &lt;/b&gt;(czapki z głów). To właśnie ona jest pierwszoplanową postacią tej opowieści, to jej Ramsay poświęciła największą uwagę wytykając przy okazji wszystkie błędy i poddając ją psychicznemu terrorowi. &lt;i&gt;Musimy porozmawiać o Kevinie&lt;/i&gt; to dość przygnębiający obraz, który powinni obejrzeć przyszli rodzice. To jest może niezupełnie film stricte instruktażowy, nie mniej jednak zwraca uwagę na ważne relacje jakie zachodzą i muszą zajść w każdym przypadku pomiędzy rodzicami i ich dorastającymi dziećmi. Zwłaszcza w obecnych czasach, w których panuje moda na bezstresowe wychowanie swoich pociech, skuteczne wypośrodkowanie swojej pedagogicznej metodyki wydaje się być szalenie istotne także dla przyszłości, że się tak patetycznie wyrażę, całego naszego gatunku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W domu Ewy i Franklina teoretycznie wszystko jest w porządku, ale dzięki dobremu zabiegowi płynnego żonglowania jednostką czasu, szkocka reżyserka już na dzień dobry przedstawia nam postać matki w świetle psychicznego zagubienia i alienacji, przez co siłą rzeczy nasuwa widzowi pewne emocjonalne skojarzenia oraz kieruje naszą uwagę właśnie na nią i jej problemy. Od początku filmu czułem się trochę niekomfortowo, nerwowo oczekiwałem kolejnych kadrów. Świetne podkręcanie emocji spowodowane dobrymi zdjęciami i udanymi przejściami między scenami od czasu teraźniejszego do przeszłego spowodowały, że w pierwszej fazie filmu rządzi pozorny chaos i dezinformacja. W dodatku wspaniałe wejście do świata matki skąpanej w błocie pomidorów zrobiło na mnie spore wrażenie. To zrodziło klimat i powiem szczerze, że byłem tym mile zaskoczony. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kevin pojawia się na ekranie dopiero po pewnym czasie, przez co w naturalny sposób zostaje zepchnięty na drugi plan, za plecy matki. Ta od urodzenia dziecka wyraźnie sobie z nim nie radzi. Nie umie go w żaden sposób uspokoić, trafić do niego, a przy tym sama czuje się przy nim źle. Mały Kevin ciągle przy niej płacze, nie reaguje na matczyne prośby. Przy każdym ich wspólnym kontakcie uwypukla się cierpienie matki, którą wyraźnie przerasta macierzyństwo. Kobiety-matki przeważnie rzadko się do tego przyznają. Zazwyczaj zachwalają swoje małe pociechy, jak i cały proces wychowawczy, co najwyżej do poziomu groteski sprowadzając pewne naturalne uciążliwości. Nie wiele z nich jest w stanie przyznać się otwarcie do tego, że macierzyństwo jest w gruncie rzeczy okropne, męczące i zabija w nich pasje oraz chęci do życia. Ewa, mimo wyraźnych matczynych braków stara się jakoś być dobrą w sensie definicji matką, jednak Ramsay nie pozwala nam się z nią zaprzyjaźnić, a już tym bardziej nie pozwala na to Kevinowi. Cały czas coś mi w niej uwiera i odpycha, mimo, że podświadomie dobrze ją rozumiem i współczuję jednocześnie. Tak więc plus za ukazanie ciemnych stron macierzyństwa i poniekąd także ojcostwa, które stanowią punkt zaczepny do dalszych losów tej smutnej historii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachowanie Kevina od lat najmłodszych wydaje się być trochę niedorzeczne i mocno przejaskrawione. No bo niby czemu to dziecko tak nienawidzi matki? Owszem, dochodzi między nimi do pewnych spięć i zatargów, oraz mniejszych bądź większych wojenek, ale jakoś wielkiej patologii w tym nie ma. Filmowy Kevin już od urodzenia po prostu wiedział że matki ma nienawidzić, choć jak się później okazało, nienawidził wszystkich. Przyjmijmy więc dla wygody, że takie sytuacje faktycznie mają w przyrodzie miejsce. Jednak owa nienawiść z biegiem czasu przyjmuje pozę pewnego rodzaju fascynacji. To też jest więź. Mocno spatologizowana, ale jest. Od najmłodszych lat bawiła go gra jaką toczył w gronie rodzinnym. Faworyzowanie ojca i psychiczne znęcanie się nad matką. Wysokich lotów manipulacja emocjami dorosłych, którzy nie potrafili połapać się w jego zabójczej grze. Jako widz, też miałem z tym problemy. Tu więc drugi plus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym bądź razie Ewa musi jakoś żyć ze złem pod jednym dachem i kochać swojego potwora. Trochę koślawa miłość matczyna kontra emocjonalna pustynia. Żadnych oznak wrażliwości, współczucia i radości wszystkich trzech Kevinów, począwszy od małego brzdąca, przez 8-latka, na nastoletnim granym przez &lt;b&gt;Ezrę Millera&lt;/b&gt; kończąc. Wszyscy trzej mieli zło w oczach i cechowali się tajemniczą obojętnością. Szukanie przyczyn takiego stanu rzeczy kończy się chyba jednak fiaskiem. Ramsay co prawda spróbowała przedstawić kilka potencjalnych powodów na mentalne wykolejenie Kevina, ale on po prostu taki już się urodził i nie ma nad czym się szerzej rozwodzić. Bardziej interesująca jest rola matki, która przez swoja matczyną niedoskonałość potęgowała w nim złe zachowania, sama brnąc przy tym w otchłań potępienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zakończenie filmu zaraża jednak kroplą optymizmu. Tylko w jednej scenie upośledzone ego Kevina mięknie, a niedoskonałość matczyna dojrzewa. Ogrom tragedii i doznanego bólu stają się spoiwem na drodze ich wspólnego pojednania. Ale to tylko ulotny błysk, który może być interpretowany na wiele sposobów. Po filmie przeczytałem gdzieś w necie ciekawą reckę, w której autor zaryzykował iście Freudowską tezę, doszukując się w relacji matki z synem seksualnego aspektu ich emocjonalnej więzi. Co prawda specjalnego pożądania do matki w oczach Kevina nie widziałem, ale jestem w stanie przyjąć ją za zasadną. Jest kilka scen które są w stanie ją obronić. Ja jednak skłaniam się ku teorii, w której emocjonalny bunt Kevina w jego własnej opinii przyodziewa maskę rodzonej matki, którą zawsze uważał za złą. Wyssał wraz z jej mlekiem złe geny i całą odpowiedzialność za to zrzuca właśnie na barki matki. Matczyne zło zmutowało się w nim i nabrało bardziej zdecydowanego charakteru, ale on wie, że jest udoskonaloną kopią własnej rodzicielki. Dlatego się na niej mści. To zemsta napędza jego motywy. Wszystko to, co kiedyś mu uczyniła potęguje jego wewnętrzny bunt. Ale z drugiej strony, nie pozwala jej zniszczyć. Chce żeby patrzyła na to co zrobi i cierpiała najbardziej jak to tylko możliwe. Nie chce jej jednak wystawić najwyższego rachunku za wszystkie jego upokorzenia, jako jedyna zostanie przez niego ocalona. Kto wie. Może to jednak miłość. Jakiś ułomny jej pierwiastek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo mądry film prowokujący do wielu dyskusji. Ciekawie sklecony. Niby głęboko psychologiczny, ale też utrzymany w konwencji klimatów rodem z wytrawnych horrorów.  Przywodzi mi trochę na myśl kultowe &lt;i&gt;Dziecko Rosemary&lt;/i&gt; Polańskiego. To całkiem nobilitujące skojarzenie.&lt;i&gt; Musimy porozmawiać o Kevinie&lt;/i&gt; jest filmem który powstał w odpowiednim czasie. To z jednej strony krytyka bezstresowego wychowania i ograniczonego kontaktu dziecka z rodzicem, który pozwala mu na zbyt wiele. Z drugiej zaś, krytykuje także  wizję dzisiejszego macierzyństwa, którego rola trochę zagubiła się w dzisiejszych chyba zbyt feministycznych czasach. Pęd do kariery, własnych próżnych przyjemności kosztem dziecka-dobra nadrzędnego, no jest tu kilka smaczków które nie pozostawiają na zbyt „nowoczesnych” matkach suchej nitki. W końcu też film dotyka problemu komunikacji międzyludzkiej. Ludzie dużo mówią, ale mało rozmawiają. Fajnie to wszystko wrzuciła do jednego worka Pani Ramsay. 10 lat temu uznano ją za wielki talent reżyserski na wyspach, potem nagle przepadła. Tym powrotem znów atakuje sam szczyt. I fajnie. To z pewnością będzie jeden z najlepszych filmów roku. Wciągający i zarazem brutalnie przerażający. Warto się w niego zagłębić. A jeśli w dodatku jeszcze się z kimś o nim porozmawia, to jeszcze lepiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,8&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/TGjjK5SMbJA" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-148416274954571962?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/9UAivnHBMoXekd40lt9Z9-XjY94/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/9UAivnHBMoXekd40lt9Z9-XjY94/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/9UAivnHBMoXekd40lt9Z9-XjY94/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/9UAivnHBMoXekd40lt9Z9-XjY94/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/X6jBgmaoS98" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/148416274954571962/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/narodziny-za.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/148416274954571962?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/148416274954571962?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/X6jBgmaoS98/narodziny-za.html" title="Narodziny zła" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i42.tinypic.com/28ush6s_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/narodziny-za.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Dk4NQn0yeyp7ImA9WhRVEEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-300198789595589888</id><published>2012-01-08T18:42:00.001+01:00</published><updated>2012-01-08T18:49:53.393+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-08T18:49:53.393+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Melodramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="United International Pictures" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Forever young</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i39.tinypic.com/68540i.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i39.tinypic.com/68540i.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Restless&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Gus Van Sant, USA, 2011&lt;br /&gt;
91 min. United International Pictures&lt;br /&gt;
Polska premiera: 25.11.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Gus Van Sant&lt;/b&gt; jest uznanym na całym świecie reżyserem, ale jak dla mnie, bardzo nierównym. Lubi sobie czasem nakręcić coś szczeniackiego. I to dosłownie. Ma np. słabość do zagłębiania się w nastoletnie umysły w celu przeanalizowania ich zupełnie przyziemnych problemów. A to w &lt;i&gt;Słoniu&lt;/i&gt; pochylił głowę nad przemocą w amerykańskich szkołach, w &lt;i&gt;Paranoid Park&lt;/i&gt; zaś zamartwiał się nad młodym skejtem z problemami egzystencjalnymi. Ja wolę jednak Van Santa z dzieł bardziej dorosłych. Weźmy takiego &lt;i&gt;Buntownika z wyboru&lt;/i&gt;, albo &lt;i&gt;Szukając siebie&lt;/i&gt;. To były bardzo dobre i dojrzałe filmy, które wywindowały go na piedestał kinowego szacunku. No ale pomiędzy nimi i później, zawsze ciągnęło wilka do młodych owieczek. Van Sant często wraca na nieco eksperymentalny szlak, by przespacerować się z kamerą po świecie ludzi młodych. Właśnie zrobił to po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza reakcja – machnięcie ręką. Założyłem sobie z góry i dla własnej wygody, że cudów się spodziewać po &lt;i&gt;Restless&lt;/i&gt; nie należy. No bo czym jeszcze może dorosłego widza zaskoczyć  szczeniacka epopeja? Ćpanie, chlanie, zabijanie, niechciane ciąże, to wszystko już było. Coraz trudniej jest dziś nakręcić dobry film o trudnych i bujających w obłokach dzieciakach i to pomimo, że dzisiejsze czasy wychowują ich na pęczki. To co prawda, z założenia bardzo wdzięczny temat dla reżysera, bowiem małolaty są zupełnie nieprzewidywalne w swoich postanowieniach. Dorastając przechodzą taki miks emocjonalnych wynaturzeń, że z pomocą ich zachwianej i dojrzewającej psychiki można opowiedzieć właściwie każdą historię. I w porządku. Ale trzeba też umieć wykorzystać drzemiący w nich potencjał oraz znaleźć przekonujących widza dzieciaków, a i tak to tylko połowa drogi do sukcesu. Van Sant moim zdaniem raczej kiepsko radzi sobie na tej płaszczyźnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mniej jednak pierwsze zderzenie z filmem i o dziwo jest nieźle. Całkiem oryginalna, acz zdecydowanie zbyt ckliwa historyjka zamkniętego w sobie młodzieńca, który po stracie rodziców w wypadku samochodowym znalazł sobie nowe hobby i w ramach jego pielęgnacji uczęszcza na pogrzeby zupełnie obcych mu ludzi. Na jednym z nich poznaje równie ekscentryczną dziewczynę i tak zaczyna się wakacyjna przygoda, gdzie on był młody i ona była młoda. Z której by strony na nich nie spojrzeć, banał. Ale jednak z nutką nadziei. Van Sant tego lekko zniewieściałego i bardzo wrażliwego chłopaka, oraz trochę chłopięcą Alicję z krainy czarów, umorusał w brutalnej dorosłości, na której czele stanął wyimaginowany Japończyk-Kamikadze z okresu II WŚ. Iście szalone, ale za to oryginalne. Dopisuję mały plusik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza trójka mierzy się więc nie tylko z uczuciem jakie między nimi kiełkuje, ale także z przewrotnością życia. Dziewczyna ma raka i za chwilę umrze, chłopak niewyleczoną traumę po stracie najbliższych, a Japończyk-Kamikadze cierpi z powodu tęsknoty. Van Sant lawiruje wokół ich problemów próbując wcisnąć odrobinę wariacji i radosnego szaleństwa w ich wspólny świat, który już z góry wiadomo, że skończy się źle. Fajny więc to motyw wyjściowy, taką formę zdecydowanie kupuję. No ale problem w tym, że to film Van Santa. Trzeba więc było coś spieprzyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Problem pierwszy. Brak iskry. Bohaterowie są nudni i mało przekonujący. Ornitologiczne dialogi są miałkie, a ich uczucie mało autentyczne. Przypomina mi to wszystko bardziej tani film dla młodzieży puszczony w popołudniowym bloku w publicznej telewizji. Problem drugi. Odbiorcy tego filmu w moim odczuciu, to współczesna forma wychuchanych emo dzieciaków słuchających przygnębiającej muzyki spłodzonej przez artystów z zasłoniętymi przez grzywkę oczami. Być może przyjemnie połechcze też ego nastoletnich fanów sagi &lt;i&gt;Zmierzch&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Restless&lt;/i&gt; może spodobać się także współczesnym hipsterom, choć nadal jeszcze do nie do końca rozgryzłem ich fenomenu, zwłaszcza pod kątem intelektualnym. Co tu dłużej pisać, to nie jest film dla mnie. Zbyt ckliwa i odrealniona bajka dla naiwnych zakochanych wierzących w miłość w każdej sytuacji, pojmując ją według nieco pokracznych definicji. Nawet jak dla mnie, romantyka z zasadami, jest zbyt kiczowato.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale nie zbesztam tego filmu w całości. Zostawię na nim kilka suchych nitek. Z całej dwójki naszych głównych bohaterów stawiam na tego trzeciego. Hiroshi Takahashi, czyli wspomniany duch Japónczyka-Kamikadze. Robi w tym filmie kawał dobrej roboty. Mistrz drugiego planu, który w całym tym różu wytwarza trochę bardziej naturalnych i nadających się do życia barw. Film ma parę niezłych momentów, kilka udanych dialogów, odrobinę piękna i chwytającej za serce ckliwości, ale jako całość nie robi na mnie większego wrażenia. Raczej odczuwam niedosyt. Nie wiem, może to jakieś podprogowe uprzedzenie, zbyt duże wymagania, może też jestem zwyczajnie już za stary i zbyt zgorzkniały na takie naiwne szczeniacko-miłosne harce na ekranie. Mam jednak nadzieję, że nie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę też, że już pora wydorośleć Panie reżyserze i powrócić do innego repertuaru. Chcę rzeczy poważniejszych. Chcę Van Santa, który będąc już przecież facetem po sześćdziesiątce, przestaje chodzić w młodzieżowych ciuchach myśląc, że na jego trampki polecą rozpalone osiemnastki. Pewne rzeczy w tym wieku już się nie zdarzają. Mówię to z autentycznym bólem w klatce piersiowej. Młodość jest piękna, ale ulotna. Nie marnujmy życia bezustannie tkwiąc w tym co kiedyś było w nas jeszcze piękne i młode, zostawmy coś z tego na starość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 6,6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/iibZhMXV1AU" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-300198789595589888?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uFvIbntO_Yl8jwXz6L_AMvKCcQc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uFvIbntO_Yl8jwXz6L_AMvKCcQc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uFvIbntO_Yl8jwXz6L_AMvKCcQc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uFvIbntO_Yl8jwXz6L_AMvKCcQc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/83mZiTDtGI8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/300198789595589888/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/forever-young.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/300198789595589888?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/300198789595589888?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/83mZiTDtGI8/forever-young.html" title="Forever young" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i39.tinypic.com/68540i_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2012/01/forever-young.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUcHR3g7cSp7ImA9WhRWE08.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-8706595659242151882</id><published>2011-12-27T17:00:00.002+01:00</published><updated>2011-12-31T10:17:16.609+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-31T10:17:16.609+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Filmy roku 2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Ranking" /><title>Naj Naj Naj... ebawszy trochę literek</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/aph26v.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="101" src="http://i41.tinypic.com/aph26v.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
Tak. To już ten moment na który czekają miliony ludzi na całym świecie. Koniec roku, czas rozliczania się ze swoich życiowych niepowodzeń, zawodów miłosnych, niespełnionych obietnic jakie sami przed sobą złożyliśmy przed lustrem i na kolanach, w dodatku ze łzami w oczach. Postanowienia, które jeszcze nie tak dawno bardzo chętnie i na potęgę recytowaliśmy na początku znikającego właśnie roku, licząc, że to właśnie teraz będzie ten utęskniony przełomowy rok w naszym życiu. Przecież każdy wie, że początek stycznia jest najlepszym okresem, by rzucić palenie, zacząć biegać, mniej jeść, zmienić pracę, wyjechać za granicę, więcej mówić 'kocham cię' swojej zonie, przy jednoczesnym 'więcej i mocniej' ze swoją kochanką, i tak dalej itp... Ależ my wszyscy jesteśmy naiwni. Jak te małe dzieci, które z utęsknieniem wyczekują pierwszej gwiazdki na niebie w wigilię i stada reniferów na tle blasku księżyca. Niby piękne, romantyczne i poruszające... no ale jednak ściema.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co innego rozliczanie się z mijającym rokiem. Tu akurat nie ma czego kolorować. Czarno na białym widzimy, że wcale nie rzuciliśmy palenia, nie zaczęliśmy biegać, nie jemy też mniej ani zdrowiej, nie byliśmy na wczasach za granicą, nie mówiliśmy częściej 'kocham cię' swojej żonie, nadal też nie dorobiliśmy się kochanki. Cóż... Rok jak każdy inny.&lt;br /&gt;
Łotewer.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bok sentymenty, zawody i osobiste porażki. Przejdźmy do filmów.&lt;br /&gt;
Zamiast rozczulać się nad własnym samorealizującym się lenistwem, warto rzucić okiem za siebie, by przypomnieć sobie tytuły filmów które nas wzruszały, dały odrobinę uśmiechu i radości, czegoś może też i nauczyły. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie, prawie każdy z obejrzanych filmów niesie ze sobą jakąś emocjonalną dawkę pięknych wspomnień. No, może nie zawsze są takie piękne, czasem jest wręcz zupełnie na odwrót, no ale jednak zawsze kumulują w sobie jakiś emocjonalny ładunek, który przy głębszym zastanowieniu, potrafi w tak rozbrajający sposób i zwyczajnie jebnąć. I tak, potrafię z pamięci wymienić zaraz po tytule prawie każdego filmu, skojarzenie z nim związane. Cokolwiek. Byle gówno. Np. czy było wtedy ciemno, czy jasno, czy padało, czy nie, było ciepło, a może jednak zimno za oknem. Czy film ten oglądałem sam, czy w asyście np. jakiejś pięknej dziewczyny, ile osób towarzyszyło mi na sali kinowej i czy ta wredna menda z afro na głowie co to siedziała przede mnę, znalazła już swoje szczęście w życiu? No dobra, tu trochę popłynąłem. Ale pamiętam też czasem, co akuratnie jadłem przed filmem, co sobie pomyślałem w pierwszej chwili na napisach końcowych, jak była ubrana...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego czasem w ogólnej ocenie filmu pomaga mi nierozerwalne z nim skojarzenie, jakaś myśl, ulotny błysk, czynności jakie mi towarzyszyły w trakcie projekcji. Z logicznego punktu widzenia, wszystko to nie powinno mieć absolutnie żadnego znaczenia dla przeciętnego białego człowieka. No ale jednak, w mojej bajce ma.&lt;br /&gt;
Łotewer2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle tytułem wstępu. Dodam jeszcze tylko od siebie zasady gry. Oznajmiłem to już wyraźnie w zeszłorocznym zestawieniu, no ale to było dawno, nie każdy zaglądał, nie każdy pamięta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Otóż, poniższe dwadzieścia najlepszych filmów roku w moim sugestywnym mniemaniu, formalnie tyczy się roku kalendarzowego 2010. Co z resztą wynika już od samego początku, choćby z załączonej grafiki. No ale dlaczego akurat tak? Ano dlatego, że jest to data umowna którą przyjąłem, ponieważ dla mnie liczy się premiera światowa, a nie polska-kinowa. Uważam, że tak jest po prostu sprawiedliwiej. U nas filmy zagraniczne wchodzą do kin często po roku, niekiedy dwóch po premierach światowych (często nigdy), kiedy już cały świat zdąży ów film przetrawić i wypluć, nagrodzić i zbesztać. Jak więc można wyróżnić film z roku 2010 mianem filmu roku 2011, co w polskich zestawieniach jest notoryczne? Be-ze-dura, powiedziałby klasyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przełom roku 2011 i 2012 jest idealnym momentem by podsumować wszystko to, co zostało wyprodukowane w roku 2010. Dla mnie jest to zupełnie logiczne. Prawie wszystko zostało już przeze mnie obejrzane. Tzn tylko minimalna większość, bo też wiele filmów z tych most view, niestety nie da się u nas zdobyć za żadne grzechy. Można je obejrzeć tylko na nielicznych festiwalach lub z pomocą kapryśnego internetu. Do kraju dociera tylko garstka światowych produkcji, trzeba więc kombinować, naginać reguły gry. Ale to w sumie fajna robota. Lubię ją.&lt;br /&gt;
Łotewer3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do rzeczy. Do 20 filmów roku dodaję w tym roku po raz pierwszy oddzielne zestawienie najlepszych pięciu produkcji tylko i wyłącznie polskich. Nie wiem czemu, tak to sobie po prostu obmyśliłem. Chciałem jeszcze pokombinować z rozczarowaniami roku, cytatami i czymś tam jeszcze, ale chyba musiał mnie Chrystus na moment opuścić, by sądzić, że będzie mi się chciało to robić.&lt;br /&gt;
Reasumując. &lt;b&gt;&lt;u&gt;Na 20 filmów w rankingu, 11 produkcji miało swoje polskie premiery w roku 2011. 6 z nich nie doczekało się jeszcze swojej szansy na zaistnienie na wielkim ekranie. 2 tytuły zagościły na naszych ekranach jeszcze w roku 2010, a 1 wyznaczoną ma swoją premierą na styczeń 2012.&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 20&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/nauka-kochania.html"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jack uczy się pływać - &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;reż. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Philip  Seymour Hoffman, USA&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i43.tinypic.com/25foxmg.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://i43.tinypic.com/25foxmg.jpg" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt; Brak&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Polski dystrybutor:&lt;/b&gt; Brak&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ocena:&lt;/b&gt; 4/6&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Ponieważ w bardzo lekki, niezobowiązujący i zabawny sposób, Seymour opowiedział o sprawach ważnych. Zakpił z relacji ludzkich i związków idealnych, których po prostu nie ma. Niby oczywiste, ale jak się okazuje, chyba nie dla każdego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 19&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/11/sztuka-pozostania-soba.html"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Wyjście przez sklep z pamiątkami&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;reż. Banksy, USA, GBR&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i51.tinypic.com/2zid0xx.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/2zid0xx.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;12.11.2010&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Gutek Film&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Film Independent 2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Znany, lubiany i podziwiany Banksy wyszedł z cienia ulicy do ludzi tkwiących wygodnie w fotelach. Mimo, że niebezpiecznie zbliżył się w rejony pop-komercji, to jednak nie odsłonił wszystkich kart i pozostał sobą. Street-Art w wersji dokumentalnej i z ludzką twarzą, ale mimo wszystko cały czas na nielegalu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 18&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/01/big-brother-russia.html"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak spędziłem koniec lata &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- reż.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Aleksei Popogrebsky, RUS&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;a href="http://i53.tinypic.com/29nwn4z.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i53.tinypic.com/29nwn4z.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;7.01.2011&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Art House&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Berlinale 2010&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Interesujący polarny minimalizm w przekazie, formie i słowie. Surowe emocje i walka ze swoimi słabościami oraz samotnością na odpychającym odludziu.&amp;nbsp;Dziwne odczucie pokracznej zazdrości podczas oglądania. Łechtanie własnego ego - też zawsze chciałem pojechać gdzieś daleko i zaszyć się w nieludzkiej niecywilizacji. Nie wiem po co. Tak dla jaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 17&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/02/odporni-na-brud.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Winter's Bone&lt;/b&gt; - &lt;/span&gt;reż. Debra Granik, USA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://i54.tinypic.com/21o0n78.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i54.tinypic.com/21o0n78.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;25.02.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Vivarto&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Berlinale, Sundance, Gotham, Independent, AFF&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt; Ameryka B, a może nawet i C skąpana w brudzie, nędzy i patologii. Mimo to gdzieś głęboko w środku tkwi prawdziwe piękno, miłość i szacunek do bliźniego, które walczą o godność. Poruszające kino za małe pieniądze, zupełnie nieamerykański z najbardziej amerykańskich filmów roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 16&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/woz-albo-przewoz.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Zaparkowany &lt;/b&gt;- &lt;/span&gt;reż. Darragh Byrne, IRL, FIN&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/zl21zt.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i41.tinypic.com/zl21zt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Film widmo, nie wielu go widziało i zapewne także nie wielu zobaczy. Lekko i zabawnie, a zarazem ciężko i poważnie o relacjach dwojga ludzi wywodzących się z różnych środowisk. Dzieli ich wszystko, wiek, pochodzenie. Łączy ciężki los i wspaniała przyjaźń wykluta na ich wspólnym nieszczęściu, która łamie liczne schematy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 15&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/04/magicians-do-not-exist.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Iluzjonista&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; - &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;reż. Sylvain Chomet, FRA, GBR&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i56.tinypic.com/33n9nib.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/33n9nib.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;26.11.210&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Hagi&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Cezary 2011, EAF 2010&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Najlepsza animacja roku z wyższością spoglądająca&amp;nbsp;na Pixary i wielomilionową technikę 3D. Prosta komiksowa kreska bez zbędnych słów i dialogów o historii z życia wziętej, a nie o futurystycznych potworach ratujących świat. Szczypta magii kina i hołd złożony zanikającemu już światowi iluzji. Nostalgicznie o rzeczach ulotnych, z szacunkiem do widza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 14&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/02/czarny-kon.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;The Fighter&lt;/b&gt; - &lt;/span&gt;reż. David O.Russell, USA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i56.tinypic.com/2n8c782.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/2n8c782.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;4.03.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Monolith Films&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena:&lt;/b&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Oscary 2011, Złote Globy 2011, Glidia, Satelity&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &amp;nbsp;&lt;/b&gt;Szczery film o szczerych ludziach z boksem w tle.&amp;nbsp;Pościg za marzeniami na przekór wszystkim w stylu American Dream. Wdzięczny i barwny scenariusz oparty na faktach. Trochę na sportowo, trochę dramatycznie, zawsze ciekawie. Nieustanne boksowanie nie tylko z rywalami oraz z własną rodziną i resztą niesprawiedliwego świata, ale także z samym sobą. Uczciwe kino.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 13&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy-potwory.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Potwory/(Strefa X) - &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;reż. Gareth Edwards, GBR&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i55.tinypic.com/2na4kux.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/2na4kux.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;8.07.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Best Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;BIFA 2010, Saturny 2011&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt; Powszechnie uznawany za jeden z najgorszych i najnudniejszych filmów roku, ale mnie osobiście oczarował. Klasyczne kino drogi w klimacie sci-fi, które powstało na zaliczenie pracy dyplomowej w szkole filmowej. Minimalizm i oszczędność w formie i przekazie, ale za to z klimatem. Mi to wystarczyło. Lubię dłużyzny i długie kadry w sumie o niczym. Przy okazji, jedno z najgorszych tłumaczeń tytułu roku.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 12&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/07/lepszy-swiat-nie-istnieje.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zemsta/W lepszym świecie &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;reż. Susanne Bier, DEN, SWE&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i56.tinypic.com/2mq92qo.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/2mq92qo.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;8.07.2011&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Vivarto&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Oscary 2011, Złote Globy 2011, EAF 2011, Robert 2011, RFF 2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Dlaczego:&amp;nbsp;Typowe dla kobiecej spostrzegawczości wytykanie wszystkim innym niestabilności emocjonalnej. Wyśmianie demonstracji siły i zaprezentowanie własnej definicji lepszego świata jako patent na gnieżdżące się w nas poczucie niesprawiedliwości. Trochę naiwnie i na swój sposób banalnie, ale za to po skandynawsku i ciekawie.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 11&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy-opona.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Opona&lt;/b&gt; - &lt;/span&gt;reż. Quentin Dupieux, FRA, USA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i54.tinypic.com/23jpnvq.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i54.tinypic.com/23jpnvq.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Bra&lt;b&gt;k&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6 ale dziś dałbym 4&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Film zjechany doszczętnie przez praktycznie wszystkich i uznany za śmierdzące gówno, ale dla mnie genialny. Abstrakcja goni niedorzeczność. Tandeta i kicz zjada swój własny ogon. Ale ja to kupuję. Kapitalny pastisz i hołd złożony amerykańskiej klasyce grindhouse i tanim horrorom klasy B. Film który nie chce być ambitny i aspiruje do tandety, którą chce być od samego początku. I robi to z klasą!&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 10&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/03/nie-lekajcie-sie.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ludzie Boga&lt;/span&gt; &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;- reż. Xavier Beauvois, FRA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i55.tinypic.com/2lj5f80.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/2lj5f80.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;28.01.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Gutek Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena:&lt;/b&gt; 4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Cannes 2010, Cezary 2011&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt; Pouczająco i przystępnie o dogmacie wiary. Próba odszukania sensu kościoła w dzisiejszej postępowej rzeczywistości. Film rozlicza ludzką moralność, która walczy sama ze sobą w imię różnych Bogów, różnych filozofii i cywilizacji. Wycinek chrześcijańskich wartości, czystych i nieskażonych realiami teraźniejszości. Tęsknota za rdzenną wiarą i rolą kościoła, które tak bardzo są dzisiaj już inne.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 9&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/09/zywot-rudego.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Nasz dzień nadejdzie &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;- reż. Romain Gavras, FRA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i52.tinypic.com/1z2pxlj.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i52.tinypic.com/1z2pxlj.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt; Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Film o braku akceptacji środowiska. O problemach społecznych dzisiejszej, ale nie tylko, Francji. O upadku wartości w całej zachodniej cywilizacji. O zagubieniu jednostki w iluzorycznym świecie złudnej wolności. Manifest pokolenia znudzonego obowiązkową lekcją tolerancji. W końcu też film o rudych. Abstrakcyjny, zupełnie nierzeczywisty i naszpikowany symbolami wyższy poziom percepcji. Kąsa wybornie.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 8&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/moj-przyjaciel-smierc.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Trzecia gwiazda&lt;/b&gt; - reż. Hattie Dalton, GBR&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i44.tinypic.com/27xoyld.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i44.tinypic.com/27xoyld.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Brak&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Film pewnie przeminie z wiatrem zupełnie niezauważony, a zasługuje na swoje pięć minut. Zestawienie męskiej i szorstkiej przyjaźni ze śmiercią, która &amp;nbsp; wyłuskuje z facetów obce im dotąd instynkty. Próba oddania i poświęcenia się dla prawdziwego przyjaciela. Odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy w stanie spełnić jego wolę wbrew samemu sobie. W sumie mało odkrywcze, innowacji w formie też niewiele, ale za to całkiem mądrze.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 7&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/08/zycie-seksualne-zwierzat.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Attenberg&lt;/b&gt; - reż. Athina Rachel Tsangari, GRE&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i55.tinypic.com/34g3lvl.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/34g3lvl.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;8.09.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Gutek Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena:&lt;/b&gt; 4/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Wenecja 2010, Nowe Horyzonty 2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;W zeszłym roku Kieł, w tym Attenberg. Grecka kinematografia w odróżnieniu do jej gospodarki, święci zasłużone triumfy. Wystarczyło tylko wejść w świat abstrakcji i eksperymentu. Interesujące zarażenie ludzi zwierzęcymi, nieskomplikowanymi i prymitywnymi instynktami, by stwierdzić, że w zasadzie, to niczym się od nich nie różnimy.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 6&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/dzieci-gebin.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Łódź podwodna&lt;/b&gt; - reż. Richard Ayoade, GBR, USA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;27.01.2012&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Gutek Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;BIFA 2011&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Ciekawe zanurzenie się w głębinach ludzkich uczuć widzianych z perspektywy łodzi podwodnej młodego chłopaka. Ale mimo to wyszło bardzo dorosłe i wymagające kino. Świetnie zagrane i zmontowane, oparte na znanych nam wszystkim z własnych kart historii życiorysów, stąd łatwo się utożsamiać i błądzić w własnych światach w celach porównawczych. &lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 5&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/01/lot-po-oscara.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Czarny łabędź&lt;/b&gt; - reż. Darren Aronofsky, USA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i51.tinypic.com/10yp4i0.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/10yp4i0.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt; 21.01.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Imperial Cinepix&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Oscary, Złote Globy, BAFTA, Wenecja, Film Independent, Saturny&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Przede wszystkim ze względu na słabość do reżysera. Po drugie dlatego, że podoba mi się branie przez niego na tapetę ludzkich fascynacji, obsesji i słabości, by na ich bazie zbudować interesującą historię. Perfekcyjny film w sensie technicznym trzymający klimat od samego początku, ale jednak czegoś mu do podium zabrakło. Jak się w końcu dowiem co to takiego, to może napiszę.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 4&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/01/folwark-zwierzecy.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Nie opuszczaj mnie&lt;/b&gt; - reż. Mark Romanek, GBR, USA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i52.tinypic.com/2cwlc00.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i52.tinypic.com/2cwlc00.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt; 4.03.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Imperial Cinepix&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;BIFA 2010, Saturny 2011&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Właściwie mógłby być drugi. Pierwsza czwórka ugrzęzła gdzieś na znaku równości. Zjawiskowa produkcja oparta na niebanalnej książce. Fikcja literacka i fantastyka w wersji eko i natural. Mocne filozoficzne rozważania nad ludzką cywilizacją i pędem do niechybnej samozagłady. Film dla posiadaczy zdrowego kręgosłupa moralnego, a tych, &amp;nbsp;którzy go nie mają, razi po oczach niezrozumieniem. Dzieło dla wytrawnego i wrażliwego kinomana. &lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 3&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/04/miedzynarodowy-dzien-walki-z-haasem.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Brzmienie hałasu&lt;/b&gt; - reż. Ola Simonsson, Johannes Stjärne Nilsson, SWE, FRA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a href="http://i39.tinypic.com/2sbmmb7.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; font-weight: bold; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i39.tinypic.com/2sbmmb7.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;15.04.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Kino Świat&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;WFF 2010&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Najbardziej abstrakcyjna historia roku. Gang muzyków terroryzujący znieczulony świat poczuciem rytmu. Prawdziwa gratka dla fanów muzyki wystukiwanej nogą pod biurkiem w pracy. Skandynawski humor i błyskotliwość. Permanentna błogość i zjawiskowa satysfakcja.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;span style="font-size: large; font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Miejsce 2&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy_21.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Pogorzelisko &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;- reż. Denis Villeneuve, CAN, FRA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://1.fwcdn.pl/po/22/63/512263/7351043.2.jpg?l=1294607325000" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.fwcdn.pl/po/22/63/512263/7351043.2.jpg?l=1294607325000" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera:&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/b&gt;28.01.2011&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Hagi&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Wenecja 2010, Toronto 2010, WFF 2010&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego: &lt;/b&gt;Do tej pory siedzi mi w głowie otwierający film numer &lt;i&gt;Radiohead - You and Whose Army&lt;/i&gt;. Historia pewnej rodzinnej tragedii ukazanej na tle zgliszcz wojennych i kulturowych animozji. Niezupełnie antywojenne kino, raczej walczące o godność i człowieczeństwo. Ciężkostrawne, trudne oraz wymagające, ale odpłaca z nawiązką&lt;span style="color: #222222; font-family: arial, sans-serif; font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="line-height: 16px;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Miejsce 1&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/05/wszyscy-jestesmy-chrystusami.html" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;b&gt;Biutiful &lt;/b&gt;- reż. Alejandro González Iñárritu, ESP, MEX&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i51.tinypic.com/ipwbdh.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/ipwbdh.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polska premiera: &lt;/b&gt;Brak&lt;br /&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Polski dystrybutor: &lt;/b&gt;Vision Film&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ocena: &lt;/b&gt;6/6&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt; &lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Nagrody: &lt;/b&gt;Goya 2011&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Dlaczego:&lt;/b&gt; Inarritu pokonał samego siebie. Spłodził dzieło najlepsze w swojej karierze i aż mi go teraz żal, że musiałby stanąć na rzęsach, aby pobić swe dzieło. Kino perfekcyjne, które dotarło do mnie najgłębiej w tym roku. Wstyd, że jeszcze nie ma go w Polsce. Mistyczny obraz ocierający się o geniusz w formie i przesłaniu. Współczesna wizja dantejskiego świata, ludzkiego cierpienia oraz biblijnego odkupienia. Jedyna szóstka w tym roku. Respekt.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
I jeszcze bonus.&lt;br /&gt;
Obiecane najlepsze 5 filmów spłodzonych nad Wisłą.&lt;br /&gt;
2010 był raczej średni dla polskiej kinematografii. Ledwie 7, 8 filmów godnych wzmianki, ale bez ogólnych podniet. Dlatego też obejdzie się bez fanfar i werbli.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;1. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Wenecja-2010-518872"&gt;Wenecja - reż. Jan Jakub Kolski&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;2. &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy-chrzest.html"&gt;Chrzest - reż. Marcin Wrona&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;3. &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2010/10/26-warszawski-festiwal-filmowy-erratum.html"&gt;Erratum - reż. Marek Lechki&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;4. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/R%C3%B3%C5%BCyczka-2010-490328"&gt;Różyczka - reż. Jan Kidawa-Błoński&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;b&gt;5. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Matka+Teresa+od+kot%C3%B3w-2010-525079"&gt;Matka Teresa od kotów - reż. Paweł Sala&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
I to by było na tyle tego pieprzenia.&lt;br /&gt;
Do zobaczenia w przyszłym roku. Niech internet zawsze będzie z wami, Bóg nad wami zapłacze i ześle wam za karę anioła.&lt;br /&gt;
&lt;div style="font-weight: bold;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-8706595659242151882?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VhTq1z4N26F-sCaaBD0IN3FsaXU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VhTq1z4N26F-sCaaBD0IN3FsaXU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VhTq1z4N26F-sCaaBD0IN3FsaXU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VhTq1z4N26F-sCaaBD0IN3FsaXU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/Gv4knomdNOI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/8706595659242151882/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/naj-naj-naj-ebawszy-troche-literek.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8706595659242151882?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8706595659242151882?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/Gv4knomdNOI/naj-naj-naj-ebawszy-troche-literek.html" title="Naj Naj Naj... ebawszy trochę literek" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i41.tinypic.com/aph26v_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/naj-naj-naj-ebawszy-troche-literek.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUUGSXg_eCp7ImA9WhRXFk4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-2366863039356246040</id><published>2011-12-23T09:17:00.000+01:00</published><updated>2011-12-23T11:47:08.640+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-23T11:47:08.640+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>Mój przyjaciel śmierć</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i44.tinypic.com/27xoyld.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i44.tinypic.com/27xoyld.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Trzecia gwiazda&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Hattie Dalton, GBR, 2010&lt;br /&gt;
93 min.&lt;br /&gt;
Polska premiera:?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Święta za pasem, Bóg się rodzi, a ja dla odmiany o śmierci. Choć nie tylko. Jest to okres szczególny w naszej chrześcijańskiej tradycji. Radosny moment który celebrujemy z naszymi bliskimi, ale też czas, w którym często wspominamy tych, których przy wigilijnym stole już z nami nie ma. Rodzina, przyjaciele, wszyscy ci, których pogański los nam odebrał. Ich brak w okresie świąt jest szczególnie dokuczliwy. Ale nie chcę też, żeby było w tym tekście zupełnie smutno i nazbyt sentymentalnie. To nie będzie mecz tylko do jednej bramki. Film o którym chcę opowiedzieć, to także film o pięknej męskiej przyjaźni, czasem szorstkiej, ale uczciwej. Nieskomplikowana opowieść o poświęceniu się dla bliskiego, także o trudnej umiejętności rozstawania się z nim, o sztuce pożegnań. Opowieść o pięknie umierania. Tak, śmierć może być piękna, choć boli zawsze. Najbardziej tych, których zostawia przy życiu z pustką w sercach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Trzecia gwiazda&lt;/i&gt; to ciekawa brytyjska produkcja z udziałem czterech wschodzących gwiazd angielskiego aktorstwa. Chciałem już się z nią zmierzyć na zeszłorocznym WFF, ale jakoś nie spasowały mi wtedy terminy emisji. Film jest z roku 2010 i nie dość, że nadal nie trafił na nasze ekrany, to nawet nie widać by ktokolwiek specjalnie się starał, żeby to zaniedbanie w bliskiej przyszłości naprawić. Cóż, bez polskiego dystrybutora może być ciężko. Należy więc przyjąć, że &lt;i&gt;Trzecia gwiazda&lt;/i&gt; nigdy na naszych ekranach już nie zagości. Nie pierwszy i nie ostatni raz skazani jesteśmy na internet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale do rzeczy. Blond włosa reżyserka &lt;b&gt;Hattie Dalton&lt;/b&gt;, zabiera nas w szczelnie zamknięty świat czterech mężczyzn. Miles, Davy i Bill towarzyszą swojemu przyjacielowi Jamesowi, podczas sentymentalnej podróży w jego ulubione miejsca. Nie jest to zwykła pijacka wakacyjna wyprawa kumpli, ani też szalony wypad kawalerski, lecz ostatnia wspólna i w pełni świadoma dla wszystkich podróż w celu pożegnania umierającego na raka Jamesa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rak. Niewygodny współtowarzysz ich wspólnej wędrówki po malowniczym walijskim hrabstwie Pembrokeshire. Słowo wytrych, które o 180 stopni zmienia nasze podejście do człowieka zakażonego tym złośliwym skorupiakiem. Bilet w jedną stronę brutalnie wręczony przez posłańca w białym uniformie, zawsze w chwili, gdy ma się przecież jeszcze tyle do zrobienia ze swoim życiem. Jak żyć? Zapyta klasyk. Jak żyć ze świadomością czyhającej tuż za rogiem śmierci? No i też, jak mają żyć i funkcjonować tuż obok umierającego przyjaciela jego najbliżsi? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie ma na to jednej odpowiedzi, żadnej skonkretyzowanej definicji. Jakkolwiek by nie postąpić, będzie to albo nietaktowne, albo nienaturalne i sztuczne, zbyt smutne, zbyt wesołe, zbyt dosłowne. Zawsze niedosyt i czyhający po drodze emocjonalny wielbłąd. Każdy człowiek oczekujący na zielone światło znajdujące się na skrzyżowaniu życia i śmierci zachowuje się zapewne inaczej. James umiera z klasą i dumą, ale także i one mają swoje granice. Śmierć od początku filmu siedzi w nim bardzo głęboko. Zakorzeniła się w jego świadomości na długo przed pierwszymi napisami i filmowymi kadrami. Nawiedza go w snach i praktycznie przy byle okazji, nie pozwala ani przez moment o sobie zapomnieć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak jego kumple próbują. Wspólne pląsanie po wyludnionych skalistych klifach, towarzyszący im śmiech, dowcip i niczym nieskrępowany luz pozwalają na chwilę zapomnieć o tym co nieuniknione. Ich wędrówka poprowadzona jest dość schematycznie i w bardzo przewidywalny sposób, ale jakoś to specjalnie nie razi. Naszej czwórce asystują piękne zdjęcia przyrody, trochę klimatycznej muzyki w wykonaniu naszej Pati Yang (pamięta ją ktoś jeszcze?). Chłopaki jarają trawę, piją, wygłupiają się, kłócą, a dwudziestoczterogodzinna bliskość ośmiela ich do szczerych i osobistych wynaturzeń. Często trudnych, rozdzierających stare, ciągle niezagojone jeszcze rany, ale szczerych do bólu. Niestety nie wszystkie dialogi są przeze mnie trawione, rażą trochę swoja powierzchownością, ale tu też jakoś specjalnie dramatu wielkiego nie stwierdzam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc chłopaki sobie idą i idą, po drodze spalą sobie namiot, zgubią ważne przedmioty, nawet raz czy dwa się między sobą pobiją. Spotkają też na swojej drodze kilka zwariowanych drugoplanowych postaci, które, tu trzeba napisać, są bardzo trafionym i barwnym wypełnieniem tej smutnej z pozoru opowieści. I w końcu, gdy nasza czwórka dociera do miejsca docelowego - dzikiej plaży Barafundle Bay, do gry dochodzą najważniejsze i najbardziej wymagające emocje, z którymi będzie musiał się zmierzyć także i widz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śmierć spojrzy w twarz nie tylko Jamesowi, ale każdemu z nas. Zmusi do postawienia się w podobnej sytuacji, być może też, do wygrzebania z naszych zakamarków pamięci własnych, prywatnych, przykrych doświadczeń związanych z pożegnaniem własnych bliskich. Zrobi się bardzo ckliwie, przygnębiająco, ktoś być może uroni łezkę, ale mi uświadomi, że nie tylko o śmierć samą w sobie tu się rozchodzi. Mam wrażenie, że w filmie stanowi ona pewnego rodzaju symbol-klucz, pod którym kryje się wiele prawd z naszego dnia codziennego, a także naszych relacji z bliskimi, rodziną, czy przyjaciółmi. Są one każdego dnia poddawane wielkim próbom i bezustannym testom. Nauka umierania i obcowania ze śmiercią swoich bliskich, to w pewnym sensie także nauka akceptacji nagłych zmian uczuciowych i statusu w swoim życiu. Rozbicie małżeństwa, rodziny, wieloletnich związków, kiedy jedna osoba odchodzi, druga zmaga się z cierpieniem, pustką, żalem i wściekłością. Utrata bliskiej nam osoby pociąga za sobą lawinę ludzkich nieszczęść. Niewinny rykoszet zamienia się w śmiercionośny efekt domino. Czasem ciężko jest się wygrzebać z psychicznego doła. Przecież jej lub jego, fizycznie już przy nas nie ma, ale w naszej głowie ciągle są obecni i cały czas nam czule szepczą do ucha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego też trzeba nauczyć się akceptacji dla przykrych doświadczeń. Czasem musimy poświęcić się dla wyższej wartości, oddać hołd wieloletniej przyjaźni. Trudno, skończyło się. Musimy żyć dalej. By to przetrwać, chyba najlepiej pomoże nam nagły i niespodziewany wstrząs psychiczny. Bolesny okrutnie, zgoda, ale chyba jedyny rozsądny bodziec, który jest w stanie otworzyć nam oczy już na trochę inną teraźniejszość. &lt;i&gt;Trzecia gwiazda &lt;/i&gt;stanowi co prawda tylko namiastkę powyższych aspektów. Nie zagłębia się szczególnie w meandry ekstremalnych ludzkich relacji, ale mimo wszystko porusza całkiem sporo istotnych jej elementów. Winduje przyjaźń jako dobro nadrzędne. Nie tylko daje ale i wymaga od nas lojalności oraz posłuszeństwa. Rak Jamesa, mimo, że trochę schematyczny i mało zaskakujący, testuje autentyczność przyjaźni jego najbliższych kompanów. Egzamin z życia zdają tylko najlepsi przyjaciele, najbardziej odporni na sentymentalizm i przywiązania na całe życie. Spełnienie niemożliwej do wykonania woli przyjaciela, którego przecież wcale nie chcemy pozbywać się z naszego życia, jest sztuką trudną i wymagającą, wiem to po sobie, ale tylko prawdziwy przyjaciel pozwoli odejść drugiemu na zawsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pożyteczna lektura. Trochę naiwna i lekko przejaskrawiona, ale bardzo wartościowa. Świetne zdjęcia, gra młodych aktorów, walijskie skaliste wzgórza i ten przepiękny początek filmu - kadry makro z koszenia trawy. Jakże zwyczajne i oczywiste w swojej prostocie, a jednocześnie jakże pasujące do ogólnej koncepcji filmu. Świeżo skoszone źdźbło jako symbol śmierci i jednocześnie narodzin nowego, i to tylko za jednym obrotem bezlitosnego ostrza. Świetne kino. Wcale nie takie trudne i ciężkostrawne jak może na pierwszy rzut oka wynikać z moich literackich pląsów. Po prostu okres świąteczny i nadchodzący nowy rok od dłuższego już czasu nastrajają mnie w jakiś dziwnie zgorzkniały sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo to, życzę wam wesołych, radosnych i filmowych świąt. Oglądajcie tylko dobre filmy, bo na złe szkoda naszego czasu. Otoczcie się ludźmi dobrymi, bo ze złymi poradzimy sobie po naszej śmierci. Żyjcie tak, jakby miał to być ostatni rok naszego życia. Kto wie, może jednak Majowie będą mieli racje? ;) Wczoraj przeczytałem gdzieś spisane przez jakąś pracownicę niemieckiego hospicjum pięć najczęstszych rzeczy, których umierający na raka ludzie żałowali w chwili swojej śmierci. Numer jeden na liście: &lt;i&gt;„Żałuję, że nie miałem śmiałości prowadzenia takiego życia, jakie uważałem za słuszne, a prowadziłem takie, jakiego oczekiwali ode mnie inni.”&lt;/i&gt; Tak więc tej śmiałości wszystkim nam życzę. Do usłyszenia w przyszłym roku. Zacznę go prywatnym rankingiem najlepszych filmów, który już od pewnego czasu układam sobie w głowie. Czuwaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 6,2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,9&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/exqPzEYADuk" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-2366863039356246040?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-CeHAPVu6rBnRFUaxXMcdiI4Tss/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-CeHAPVu6rBnRFUaxXMcdiI4Tss/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-CeHAPVu6rBnRFUaxXMcdiI4Tss/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-CeHAPVu6rBnRFUaxXMcdiI4Tss/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/rggYw3EmoFc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/2366863039356246040/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/moj-przyjaciel-smierc.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/2366863039356246040?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/2366863039356246040?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/rggYw3EmoFc/moj-przyjaciel-smierc.html" title="Mój przyjaciel śmierć" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i44.tinypic.com/27xoyld_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/moj-przyjaciel-smierc.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkUCQHoyeyp7ImA9WhRQEkQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-4505752068066191723</id><published>2011-12-07T21:23:00.001+01:00</published><updated>2011-12-07T21:37:41.493+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-07T21:37:41.493+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Gutek Film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>Dzieci z głębin</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Łódź podwodna&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Richard Ayoade, GBR, USA, 2010&lt;br /&gt;
97 min. Gutek Film&lt;br /&gt;
Polska premiera: 27.01.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Większość ludzi uważa, że jest wyjątkowa, że nie istnieje nikt do nich podobny. Takie podejście motywuje ich, by wyjść z łóżka, jeść i żyć, jakby wszystko było w porządku. Tymi słowami piętnastoletni Oliver Tate zaprasza nas do swojego dorastającego świata. Krainy, w której dziecko jest tylko przebraniem dorosłych, a dorosłość mentalna jest bezradna tak jak przeciętne dziecko. Wszyscy żyją pod wodą i poruszają się prywatnymi łodziami podwodnymi wewnątrz własnych ja, których nie da się namierzyć przez ultradźwięki. Przemierzają świat nie wykryci przez radar. Giną samotnie, a gdy spoczną na dnie oceanicznych głębin w formie osieroconych wraków, marzą, aby po latach ktoś ich odkrył i nakręcił o nich film.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reżyser i autor scenariusza w jednej osobie - &lt;b&gt;Richard Ayoade&lt;/b&gt;, stworzył wyjątkowy obraz. Przyznam szczerze, że jeden z lepszych jakie widziałem w tym roku. Odkrycie to cieszy mnie tym bardziej, ponieważ kompletnie się tego po jego &lt;i&gt;Łodzi podwodnej&lt;/i&gt; nie spodziewałem. Od kilku dobrych tygodni odkładałem tą lekturą na później. Dziś, świeżo po projekcji, żałuję, że nie zmierzyłem się z nią wcześniej. Jeśli ktoś odczuwa podobne opory, zamierzam mu je za chwilę bezwzględnie rozwiać.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oliver Tate to ktoś więcej niż tylko przeciętny nastolatek pragnący za wszelką cenę pozbyć się swojego prawictwa. To prawdziwy łącznik dwóch światów. Dorosłych i dorastających. Wspólny mianownik dziecięcych marzeń i naiwności z dorosłą tęsknotą za poczuciem spełnienia. W pozornie normalnym świecie Olivera wszystko jest poprzestawiane i ułożone na opak. Z uporem maniaka szuka swojego naturalnego porządku na półce opisanej jego nazwiskiem. Dorastający piętnastolatek, tak jak większość jego rówieśników, sam jeszcze nie wie kim jest. Ale jak sam później odkryje, nie wiedzą tego także dorośli. Wszyscy bez wyjątku uczymy się tego przez całe życie. Oliver uważa, że jedynym sposobem, by przebrnąć przez życie jest wyobrażenie sobie siebie w innej rzeczywistości. Lubi też zastanawiać się nad tym jak inni, zwłaszcza jego bliscy, zareagują na jego śmierć. Trochę zapachniało rozkapryszonym emo dzieciakiem, ale na szczęście naszemu bohaterowi daleko jest do nastoletniego buntownika z ciemną grzywką na oczach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oliver odkrywając własne ja próbował niemal wszystkiego. Palił fajki, podrzucał monety, słuchał tylko francuskich szansonistów, czasem chodził na plażę i patrzył na morze. Miał nawet fazę noszenia czapek, ale nic na stałe. Kimkolwiek jest, mogą się z nim utożsamiać praktycznie wszyscy i to niezależnie od wieku. Starsi - bo przypomni im&lt;i&gt; Pamiętniki Adriana Mole’a&lt;/i&gt;. Młodsi – bo dzięki niemu nauczą się być trochę lepszym dorastającym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na czym w istocie polega wyjątkowość tego filmu? Otóż chodzi przede wszystkim o jego formę impresji. Jest perfekcyjna aż do bólu. Tego typu budowania chwili obrazu i kadrów powinno się uczyć w szkołach filmowych. Choć zapewne ci bardziej konserwatywni fani kina postukają się w tym momencie w czoło. Mnie akurat taka forma bardzo odpowiada. Jest bowiem bardzo wymagająca. Dynamiczna, utkana w niezwykle symetryczny i przemyślany sposób. Skupia się na krótkich sekwencjach bogatych w treść. Trzeba być cały czas skoncentrowanym na obrazie, żeby przypadkiem nie przegapić czegoś istotnego. To na dzień dobry wybija wszystkie argumenty z rąk nudy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dodatku sama forma przekazu jest permanentnie odrealniona. W zasadzie to nie wiadomo dokładnie w jakich latach toczy się akcja filmu. Ubrania, muzyka, samochody, wszystko jest jakby z innej epoki.&lt;i&gt; Łódź podwodna&lt;/i&gt; dosłownie buja w obłokach, tak jak umysł młodego człowieka odkrywającego tajniki dorosłego życia. Przypomina mi to wszystko trochę magiczny surrealizm &lt;i&gt;Zakochanego bez pamięci&lt;/i&gt;. Już samo porównanie ze sobą tych dwóch tytułów jest szalenie nobilitujące dla tego nowszego. U Richarda Ayoade procentuje reżyserskie doświadczenie przy kręceniu teledysków (m.in. Arctic Monkeys). Oczy same układają się w głośny oklask. Ogląda się to po prostu wybornie. Właśnie tak, jak dobry teledysk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak nie samym obrazem człowiek żyje. &lt;i&gt;Łódź podwodna&lt;/i&gt; jest także naszpikowana symbolami i mniejszymi, bądź też większymi tezami. Przy wielu z nich stawiany jest na końcu wykrzyknik. Skupia się na rzeczach przyziemnych i codziennych, ale sposób ich dotykania imponuje głębią i anty banałem. Oliver Tate uczy się pierwszy raz kochać i przy okazji zrozumieć pokrętną kobiecą naturę. Na tle jego wyboistej drogi rysuje się upadające miasto wybudowane z mozołem cegła po cegle przez jego rodziców. Młody człowiek wchodzący w uczuciową dorosłość musi jednocześnie zmagać się z pogrążonym w kryzysie małżeństwem jego ukochanych rodzicieli. Chęć odnalezienia i wyeliminowania na stałe związku przyczynowo skutkowego dostarcza mu wiele wartościowych wniosków, które stara się wkomponować w swoje młodociane, dopiero rozwijające się życie. Nauka na błędach najbliższych. My, widzowie, jako ci trzeci, dostajemy dzięki temu zabiegowi jeszcze więcej pouczających lekcji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ayoade z pomocą swoich charakterystycznych i barwnych bohaterów udowodnił, że granica pomiędzy dorosłością, a nastoletnią naiwnością jest czysto iluzoryczna. Mentalnie wszyscy jesteśmy dziećmi i w wolnych chwilach bujamy w obłokach prowadząc alternatywne żywota  w odległych galaktykach własnej wyobraźni. Nasze cele życiowe i marzenia praktycznie w każdym wieku są takie same, tylko trochę inaczej je definiujemy. Nie wiem czy po obejrzeniu tego filmu dorosłem, ale na pewno czuję się starszy. Wartościowa lektura dla wszystkich. Z pozoru lekko, powiewnie i bez nadludzkich wymagań sprzętowych. Idealne wyważenie pomiędzy mądrością przekazu, a wagą piórkową. Kwintesencja brytyjskiej szkoły filmowej. Dosłowność, szyk i czarny humor. Jeśli nie wiecie co zrobić z dwugodzinnym okienkiem w swoim przedświątecznym maraźmie, radzę zainwestować właśnie ten czas w eksplorowanie tajemnic &lt;i&gt;Łodzi podwodnej&lt;/i&gt;. Warto na chwilę zanurzyć się pod wodę, by dostrzec piękno świata, jakie paradoksalnie tkwi na jej powierzchni. W naszych kinach &lt;i&gt;Łódź podwodna&lt;/i&gt; wynurzy się dopiero pod koniec stycznia, ale na horyzoncie już widać jej nagi, lśniący peryskop. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/8HFLVGgJ8Ig" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-4505752068066191723?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XXw4_1LAQMal_OdOsq9pBT-i1QM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XXw4_1LAQMal_OdOsq9pBT-i1QM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XXw4_1LAQMal_OdOsq9pBT-i1QM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/XXw4_1LAQMal_OdOsq9pBT-i1QM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/qwelenYb9aQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/4505752068066191723/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/dzieci-gebin.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4505752068066191723?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4505752068066191723?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/qwelenYb9aQ/dzieci-gebin.html" title="Dzieci z głębin" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i43.tinypic.com/1zx1lhz_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/12/dzieci-gebin.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D08DRno-fSp7ImA9WhRREE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-5152736133516789797</id><published>2011-11-22T18:43:00.001+01:00</published><updated>2011-11-23T09:11:17.455+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-23T09:11:17.455+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Romansidło" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Nauka kochania</title><content type="html">&lt;a href="http://i43.tinypic.com/25foxmg.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i43.tinypic.com/25foxmg.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Jack uczy się pływać&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Philip Seymour Hoffman, USA, 2010&lt;br /&gt;
89 min.&lt;br /&gt;
Polska premiera: ?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy można nauczyć się kochać? Chyba nie bardzo. To albo się czuje albo nie. Samo jakoś przychodzi. Przeważnie gwałtownie i znienacka. Zanim się obejrzysz, tkwisz już po uszy zakuty w kajdanki przeznaczenia, a w twoich plecach pręży się precyzyjnie wbita strzała Amora. Nikt nie musi pokazywać nam jak to się robi, bo tak naprawdę nikt tego nie umie. Próbowali to okiełznać wielcy poeci, nazwać artyści, logicznie uzasadnić uczeni. Próbował to wiele razy każdy z nas. Efekt? W najlepszym wypadku potrafimy tylko nie przeszkadzać. Mimowolnie dajemy się ponieść emocjom. Niech wszystko dzieje się samo. Myślę, że to błąd jest naszym najlepszym nauczycielem. Towarzyszy nam przez całe życie i bezlitośnie punktuje wszystkie nasze źle podjęte decyzje. Problem w tym, że jego lekcje doceniamy dopiero po fakcie. A to boli. Czasem za bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze relacje międzyludzkie to także poligon na którym co i rusz wybucha jakiś niewypał. Sztuką jest żyć i pozwalać żyć innym. Ale tak umieją tylko orły szybujące samotnie. Stado baranów musi się jednak ze sobą użerać i walczyć o powietrze oraz pożywienie wyrywając je sobie nawzajem. Tkwiąc w związku ludzie często się zawłaszczają i stawiają w rolach zakładników. Niektórzy to lubią, inni nie mają wyjścia. Wspólne życie to także wspólne obowiązki, problemy i radości. Wie to niby każdy, ale umie nieliczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo lubiany przeze mnie aktor -&amp;nbsp;&lt;b&gt;Philip Seymour Hoffman&lt;/b&gt;,  w swoim reżyserskim debiucie postanowił tak trochę z przymrużeniem oka i z bezpiecznym dla wszystkich dystansem rozprawić się z tymi wszystkimi demonami. Na przykładzie dwóch par po przejściach i w średnim wieku (sam wcielił się w główną rolę) pokazuje nam najbardziej charakterystyczne schematy i problemy jakie każdego dnia czyhają na miliony par gruchających gołąbków. I to bez względu na staż i stadium miłosnego zaawansowania.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jack jest samotnikiem, takim trochę nieudolnym i ciapowatym bez specjalnych zalet o które na noże i widelce walczyłyby kobiety. Kto kojarzy warsztat aktorski Hoffmana, od razu wie z jakiego rodzaju ekspresją może mieć do czynienia. Jack ma przyjaciela Clyde’a, z którym razem pracuje i który dla odmiany tkwi w wieloletnim, podręcznikowym wręcz związku bez skazy. Wraz z żoną Lucy, pragną naszego biednego Jacka uszczęśliwić. Martwią się, że z powodu braku regularnego bzykania uschną mu w końcu skrzydełka. Pojawia się więc Connie, przyjaciółka Lucy, która ma wypełnić pustkę w życiu Jacka, dopiąć klamrę przeznaczenia, a przy okazji zamknąć się w idealizmie swojej kobiecej naiwności. Brzmi trochę jak tania historyjka zaczerpnięta z ckliwej komedii romantycznej w wydaniu zaoceanologicznym, czyż nie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No tak. Ale tylko na pierwszy rzut oka. W istocie Hoffman wyzbył się nadmiaru lukru i słodkiej tandety w treści, a postawił na trochę obłą naturalność i czarny humor. Dla zmyłki wplótł w ich miłosne gierki i związkowe perypetie trochę takiej futerkowej, romantycznej muzyki. Całkiem niezłej trzeba powiedzieć, choć oklepanej. W ogóle wszystko co widzimy na ekranie ma koniec końców doprowadzić nas do odkrycia w sobie ogromnych pokładów pozytywnej wibracji. No ale do czego to nas wszystko prowadzi? Jakie płyną do nas tym Atlantykiem wnioski? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jack wraz z Connie, mimo, że o życiu w związku, tak jak i większość ludzkości, zbyt wiele raczej nie wiedzą, to jednak w trakcie ich mozolnej nauki bycia ze sobą, przełamują wiele istotnych barier. Na podstawie błędów innych, swoich także, dochodzą do wspólnego wniosku, że idealny związek to fikcja. Przynajmniej ten znany im z życia ich wspólnych przyjaciół – wzorów do naśladowania. Odnajdują w nim mnóstwo zakłamania i obłudy. Uciekają więc od pozornej doskonałości, by zbudować własną definicję szczęścia. Daleko od oparów absurdu w których dominuje zdrada, cierpienie i kłamstwo. Ale czy da się od tego uciec na zawsze? Pewnie nie. Aż tak daleko Hoffman nie wybiega w przyszłość. Skupia się na tu i teraz, na przyczynach i skutkach, choć do celu kroczy trochę okrężną drogą. Stara się także uświadomić swoim widzom, że nauka kochania jest w każdym wieku i momencie życia tak samo trudna, by nie powiedzieć wprost, naiwna. Wymaga od nas wielkich wyrzeczeń, siły i samozaparcia. Zmusza do pokonywania własnych słabości oraz do leczenia licznych niedoskonałości. W przypadku Jacka, nauki pływania i gotowania. Po co? No właśnie. W tym rzeźbieniu własnego popiersia według wzoru na idealność, zapominamy o najprostszych odruchach oraz instynktach. To na nich powinniśmy się skupić najbardziej. Dajmy się ponieść emocjom. Nie bójmy się marzyć. Zamknijmy oczy. Niech się wszystko dzieje samo.&lt;br /&gt;
Pouczające.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 6,3&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 6,1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/Q1BwBhk9nqM" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-5152736133516789797?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B9VN-6CmhlDpaY-OiC3kqn8TEfM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B9VN-6CmhlDpaY-OiC3kqn8TEfM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B9VN-6CmhlDpaY-OiC3kqn8TEfM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B9VN-6CmhlDpaY-OiC3kqn8TEfM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/Q2hpofTTRdE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/5152736133516789797/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/nauka-kochania.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5152736133516789797?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5152736133516789797?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/Q2hpofTTRdE/nauka-kochania.html" title="Nauka kochania" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i43.tinypic.com/25foxmg_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/nauka-kochania.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEEASX0zeSp7ImA9WhRSFEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-906022816798159885</id><published>2011-11-16T21:16:00.001+01:00</published><updated>2011-11-16T21:50:48.381+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-16T21:50:48.381+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Obyczajowy" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nowe Horyzonty" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Epelpol Entertainment" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Złote Lwy" /><title>Wkurw.pl</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i40.tinypic.com/otezao.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i40.tinypic.com/otezao.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Made in Poland&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Przemysław Wojcieszek, POL, 2010&lt;br /&gt;
90 min. Epelpol Entertainment&lt;br /&gt;
Polska premiera: 25.03.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Internet pełen jest miejsc w których przeciętny zjadacz chleba może wyrzucić z siebie klasycznego wkurwa. Czyli napisać co akuratnie go dziś wkurwiło. Tak jakby koniecznie miało to zainteresować resztę wkurwionego świata i pomóc mu znaleźć sojuszników w walce z jego osobistym wkurwem. Polski internet rzecz jasna nie jest w tym trendzie odosobniony. Bardzo łatwo i szybko można z pomocą internetowej przeglądarki znaleźć witryny tylko i wyłącznie stworzone do tego celu. Na samym facebogu istnieją setki grup ludzi, którzy lubią wkurwiać innych i być wkurwiani. Powiedziałbym wręcz, że stanowią one tam większość. Wkurw jest nieodłącznym towarzyszem naszego ziemskiego bytu. Dzięki wkurwom powstawały nowe państwa, rodziły się dzieci, patentowano nowe wielkie odkrycia. Można nawet zaryzykować tezę, że wkurw stworzył całą ludzką cywilizację. Prawdopodobnie także, ten sam wkurw będzie odpowiadał za jej unicestwienie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale wkurwiać się też trzeba umieć. Boguś (&lt;b&gt;Piotr Wawer&lt;/b&gt;) w filmie o bardzo zobowiązującym i odważnym tytule &lt;i&gt;Made in Poland&lt;/i&gt;, wkurwiać się raczej nie potrafi. No ni w ząb. Tzn. wydaje mu się że robi to porywająco, ale emocjonalnie to jest gimnazjum niestety. Już nawet dzieciaki w przedszkolu lepiej wkurwiają się jak im ktoś zabierze klocka Lego. W przypadku wkurwa Bogusia, trudno więc mówić o rewolcie, o możliwości powstania nowego państwa, ugrupowania politycznego, czy choćby grupy na fejsie. On nawet dziecka nie umiał spłodzić z tego swojego wkurwu. Jedyne co mu wyszło, to wytatuowanie wkurwiającego Fuck Off na własnym czole. Łał. Szalenie szykowny wkurw.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oglądając tak tego wkurwionego Bogusia rozpierdalającego przypadkowe (ta, jasne, celowo stare) samochody na parkingu oraz gadającego, że tak bardzo go wszystko wkurwia i jest mu z dziwnego powodu kurwa źle, zastanawiałem się, za co do jasnej anieli film ten dostał nagrodę na Nowych Horyzontach? No chyba, że chodziło komuś o celowe wyróżnienie ruchu Oburzonych, bowiem Boguś trochę przypomina jednego z nich. Przynajmniej mentalnie. Wojuje z kapitalizmem, wyzyskiem jednostki i ze światowymi giełdami, choć tak po prawdzie nic o nich nie wie. W swoim życiu nie przepracował choćby jednego dnia. Oburzeni (ci nasi) to w ogóle wyjątkowa nieszczera grupa wkurwionych. Z jednej strony walczą z globalizmem i nowobogackimi, z bankierami i finansistami, a sami kształcą się m.in. w liceum im. Kuronia, w którym miesięczne czesne wynosi 800zł. Kawę piją tylko w Starbucks’ach, a oburzone SMSy pisują na iPhone'ach. Za wszystko płacą rzecz jasna ich bogaci rodzice. Bankowcy, ekonomiści, managerowie… wstrętni kapitaliści. Oburzeni? Współczesny i zmutowany klon starego, poczciwego wkurwa. Zbuntujmy się przeciw komuś. Nowa gra uliczna. Dostępna już w twoim kiosku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja naprawdę lubię ludzi wkurwionych. Solidny wkurw jest twórczy. Mobilizuje do bardziej wytężonej pracy i poprawia krążenie. No ale wkurw nieuzasadniony jest wybitnie… wkurwiający. Nasz Boguś chce robić rewolucję. Rozwalić wszystko w pył i porwać tłumy, by zasilić nimi swoje zbrojne ugrupowanie terrorystyczne, które w dalszej perspektywie ma ratować cały świat. No ale przed czym i po co? W filmie nie pada z jego ust ani jeden konkret. Merytorycznie dno i wodorosty. &lt;b&gt;Przemysław Wojcieszek&lt;/b&gt; (reżyser) próbował naszego Bogusia ratować i edukować za pomocą prozy Broniewskiego. Wyszło tak samo mało autentycznie jak rewolucja narodzona w wytatuowanej głowie byłego ministranta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie bardziej autentyczny jest w tym filmie grany przez  &lt;b&gt;Janusza Chabora&lt;/b&gt; Wiktor. Chapeau bas! Kawał solidnej roli. Niby tylko drugi plan, a przykrył swoim cieniem prawie każdą niedoskonałość tej produkcji. Antyteza młodzieńczego wkurwa. Nasz, swojski, menelski romantyzm. Wkurw oswojony i oświecony. Inteligentny i zakrapiany alkoholem. Uwielbiam zestawienie klasycznego beja z ponadprzeciętną inteligencją. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo tacy ludzie mogą być interesujący. Nikogo nie udają. Wszystko już widzieli i mieli. Nie ścigają się z innymi szczurami o władzę i pieniądze. Wystarczy im 2,50zł na piwo. Autentyczność wylewa się im uszami. Znam takich kilku. Chabor dzięki tej roli stał się dla mnie mentalnym następcą samego mistrza naturszczyków -  &lt;b&gt;Jana Himilsbacha&lt;/b&gt;. Wiem. Być może to zbyt wielkie słowa, no ale jest w nim coś takiego... cholera no, autentycznego. Nie wiem. Oceńcie sami. Prawda jest taka, że uratował ten film. Bezdyskusyjnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale podoba mi się także kilka innych drobiazgów. Przede wszystkim unoszący się duch &lt;b&gt;Krzysztofa Krawczyka&lt;/b&gt; (po prostu wyborne), także dynamiczny sposób montażu, korzystanie z czerwonych filtrów, oraz wplecenie w to wszystko nutki ostrej animacji. Kultowe telefoniczne wypowiedzi licznych wkurwionych Polaków (autentycznych) w roli przerywników między scenami także dodają szyku. Gdyby tylko ten wkurw Bogusia był bardziej konkretny i autentyczny… Nie kupuję tego. Szkoda. Trochę niewykorzystany drzemiący w nim potencjał. Tytuł jednak powinien zobowiązywać. Autor zapewne chciał opowiedzieć o polskich wkurwach i przedstawić nasze trochę zagubione społeczeństwo upaprane w gównie dnia codziennego. W pewnym sensie ta sztuka mu się udała. &lt;i&gt;Made in Poland&lt;/i&gt; jest właśnie takim wyrwanym fragmentem z naszej polskiej teraźniejszości. Tej trochę brzydszej, czyli codziennej, znanej nam z magazynu Ekspresu Reporterów. Ciekawa produkcja. Wyróżnia się oryginalnością na tle innych polskich filmów. Ale mój wkurw spowodowany odczuciem niedosytu ciężko będzie wyleczyć. Obym przez niego nagle nie spłodził jakiegoś bachora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sorry za mięso i wulgaryzmy. Były jak najbardziej celowe i zamierzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 6,4&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 6,2&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/icpElDBzCw4" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-906022816798159885?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/viILU3hA-D0aEhTHqkiuYPEXeWM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/viILU3hA-D0aEhTHqkiuYPEXeWM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/viILU3hA-D0aEhTHqkiuYPEXeWM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/viILU3hA-D0aEhTHqkiuYPEXeWM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/bISS1noznIc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/906022816798159885/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/wkurwpl.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/906022816798159885?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/906022816798159885?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/bISS1noznIc/wkurwpl.html" title="Wkurw.pl" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i40.tinypic.com/otezao_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/wkurwpl.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkYGR3s7cCp7ImA9WhRSE0g.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-5803202280270360447</id><published>2011-11-15T12:35:00.001+01:00</published><updated>2011-11-15T12:55:26.508+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-15T12:55:26.508+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Kino Świat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ESP" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Romansidło" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Fantasy" /><title>Tu i teraz</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i42.tinypic.com/mvs0ew.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i42.tinypic.com/mvs0ew.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;O północy w Paryżu&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Woody Allen, FRA, USA, ESP 2011&lt;br /&gt;
100 min. Kino Świat&lt;br /&gt;
Polska premiera: 26.08.11&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiem, że jest już trochę po ptokach i że wyskoczyłem z tym niczym zabójcze kartony przed rozpędzoną Mazdą Hanki Mostowiak. Większość z was pewnie widziała już ostatniego Allena w Paryżu. Z pewnością zdążyliście także nawet o nim zapomnieć, tak jak i o gorącym letnim piasku przyjemnie parzącym w stopy. Tak się jakoś u mnie złożyło, że dopiero teraz znalazłem może nie tyle czas, co chęć, by nadrobić tą wakacyjną zaległość. Nie paliłem się do tego specjalnie. Chciałem, ale później. Kiedyś tam, w wolnej chwili. W zasadzie to nawet nie planowałem o nim tutaj pisać, bo po pierwsze, ekscytacja tym filmem już dawno minęła, a po drugie, to z góry i z własnego wygodnictwa założyłem sobie, że kolejna niezobowiązująca zdrada Allena z Europą nie warta jest z mojej strony choćby umiarkowanie rozwiniętego elaboratu. No bo o czym tu niby pisać?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Allena uwielbiam, to niepodważalny fakt którego się nie wstydzę. Ale wielbię go tylko w wydaniu amerykańskim, wręcz nowojorskim. To właśnie jest jego kawałek podłogi na której czuje się jak ryba w wodzie, czy tam karp po żydowsku. Wszystkie (no dobra, większość) filmy kręcone w jego ojczyźnie mają w sobie 100% Allena w Allenie. Natomiast jego kinematograficzne romanse kręcone w Europie, dysponują nim w ledwie śladowych ilościach. Dlatego też na przekór milionów (zwłaszcza kobiecych) westchnień, ja wzdycham również, a i owszem, ale z powodu zawodu. Nie może dziwić więc fakt, że do jego najnowszego filmu podszedłem z typową dla jego ostatnich europejskich produkcji rezerwą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i masz ci los. &lt;br /&gt;
Jak na złość tym razem mi się spodobało. Mało tego. Zrozumiałem nawet przyczynę swojej dotychczasowej niechęci do tej jego europeistyki. Wytłumaczyłem ją sobie w umiarkowanie naukowy sposób na podstawie gry jego bohaterów i scenerii ikon Paryża w kilku odsłonach. Cóż za spryciarz z tego ekscentrycznego pinglarza – pomyślałem po napisach końcowych. Serio. Zaimponował mi. Umieścił swoje autentyczne i młodsze o kilkadziesiąt lat alter ego w roli głównej i pozwolił porwać się legendzie Paryża widzianego oczami przeciętnego Amerykanina. O dziwo, wyszedł z tego prawdziwie jankeski film. Może nie 100% Allena w Allenie, no ale i tak jest go o wiele więcej niż w jego romansie z Barceloną, czy tam z Lądkiem Zdrój. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oszukał wszystkich. Przynajmniej wielu z tych bardziej naiwnych. Niby zrobił film o francuskiej stolicy dla wszystkich tych, którzy bardzo chcieliby być Francuzami, ale z pewnych bliżej im nieznanych powodów, przyszli na świat gdzie indziej. Film, w roli słitaśnej pocztówki romantycznego Paryża, którą to można wysłać kolegom i koleżankom z pracy zbijając na nich kapitał zazdrości. W końcu też stworzył kapitalną reklamę miasta o jakiej tylko mogą marzyć najlepsi paryscy spece od reklamy i marketingu. Ale tak po prawdzie, to się z nich wszystkich Woody Allen tak trochę zaśmiał. To nie jest żaden tam francuski Paryż, tylko amerykański. Wieża Eiffla oblana ketchupem z McDonalda, podana z frytkami na plastikowej tacy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak trochę z przymrużeniem oka Allen zabiera nas wszystkich ze współczesnego snobistycznego Paryża do czasów francuskiej moderny lat 20-tych. Tam poznajemy żyjących w tamtych czasach Hemingwaya, Salvadora Dali, Gertrudę Stein, Francisa i Zeldę Fitzgerald, Pablo Picasso, czy Luisa Bunuel. Jest całkiem zabawnie, lekko, dostojnie, z polotem, a nawet pomysłowo. Bardziej do śmiechu jest tylko wtedy, kiedy przeciętny amerykański (polski też się łapie niestety) widz siedzący obok w kinie, udaje ukryć przykry dla niego fakt, że tak naprawdę to nie wie kim jest ten Bunuel, Fitzgerald, czy Stein, i że może to wcale nie jest żaden tam powrót do przeszłości, tylko teraźniejszość w wydaniu jakiegoś ekscentrycznego klubu miłośników przeszłości. Wtedy ta lekko śmieszna komedia zamienia się już w kabaret. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc latamy pomiędzy tymi dwoma epokami wraz z Gilem (&lt;b&gt;Owen Wilson&lt;/b&gt;) w roli alter ego Woody'ego Allena. Może tak trochę na siłę i za bardzo próbuje udawać go w ruchach, grymasach twarzy i potęgi gestykulacji, ale mimo wszystko odgrywa tą rolę w akceptowalny i na swój sposób uroczy sposób. Czuć nostalgię i tęsknotę do przedwojennego szyku i elegancji. Zestawienie tych dwóch światów wypada zdecydowanie bardziej na korzyść Paryża lat 20-tych. W pewnym momencie rozmarzyłem się na tyle, by oczami wyobraźni zobaczyć ten sam film, ale utkany z tęsknoty do przedwojennej Warszawy. Można było by spotkać w niej Mietka Fogga śpiewającego w teatrze Polonia, albo Hankę Ordonównę czy Adolfa Dymszę na jednej z wytwornych prywatek gdzieś na Krakowskim Przedmieściu. Chętnie też skonsumowałbym na ekranie lornetę z meduzą z Julianem Tuwimem albo Władkiem Reymontem. Podyskutował o losach kraju z dziadkiem Piłsudskim, Romkiem Dmowskim, czy Prezydentem Warszawy Stefanem Starzyńskim. Murowane miejsce w filmie miałaby także wpadająca do nas w odwiedziny Maryśka Curie-Skłodowska, Ignaś Paderewski, czy Jarek Iwaszkiewicz. Oni także bywali w Warszawie lat 20-tych i 30-tych oraz tworzyli kulturalny jej zarys. Ależ by to była piękna retrospektywa, inspirująca podróż w czasie i kapitalna reklama dla miasta…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale wróćmy do Paryża.&lt;br /&gt;
Allen z pomocą swoich aktorów, zastanawia się nad zjawiskiem tęsknoty do epok minionych. Według niego, rzeczywistość z naszej teraźniejszej perspektywy jest zawsze nudna i nijaka. Bohaterowie lat 20-tych tęsknili za Paryżem Belle Epoque końca XIX wieku, natomiast żyjący w tamtych czasach bohaterowie wzdychali do epoki renesansu. I tak można bez końca. Nowe goni za starym i ciągle szuka lekarstwa na odtrutkę. Ta myśl uświadomiła mi w końcu, że także i moja osobista tęsknota za starymi filmami Allena jest w zasadzie pozbawiona głębszego sensu. Za lat 10-20, to właśnie jego europejskie produkcje będą być może wzorem tęsknoty za Allenem i jego wyznacznikiem wielkości. Ktoś inny dostrzeże w nich geniusz i błysk. Stary &lt;i&gt;Manhattan&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Annie Hall &lt;/i&gt;którymi się dziś jaram, pozostaną tylko przeterminowaną nostalgią czczoną przez kinowych tetryków. Dlatego też sentymenty na bok. Owszem są ważne. Ale trzeba też nauczyć się w końcu szanować swoje czasy, oraz z dumą czcić nasze tu i teraz. I basta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,9 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,5&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/atLg2wQQxvU" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-5803202280270360447?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C7cyHUbb1BdWjTJQY7maJo_6OOA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C7cyHUbb1BdWjTJQY7maJo_6OOA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C7cyHUbb1BdWjTJQY7maJo_6OOA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C7cyHUbb1BdWjTJQY7maJo_6OOA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/gcoCV5pNiTI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/5803202280270360447/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/o-ponocy-w-paryzu-rez.html#comment-form" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5803202280270360447?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5803202280270360447?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/gcoCV5pNiTI/o-ponocy-w-paryzu-rez.html" title="Tu i teraz" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i42.tinypic.com/mvs0ew_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/o-ponocy-w-paryzu-rez.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkIMQHg-eSp7ImA9WhRTEks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6784711297913421719</id><published>2011-11-02T22:01:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T22:16:21.651+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-02T22:16:21.651+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Biograficzny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Monolith Films" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GER" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="CAN" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="3" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>Szepty i krzyki</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i40.tinypic.com/wrgxee.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i40.tinypic.com/wrgxee.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Niebezpieczna metoda&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. David Cronenberg, FRA, CAN, GER, GBR 2011&lt;br /&gt;
99 min. Monolith Films&lt;br /&gt;
Polska premiera: 04.11.11&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu i ówdzie bardzo głośno szepcze się o tym, że&amp;nbsp;&lt;b&gt;David Cronenberg&lt;/b&gt; spłodził wreszcie film na miarę nominacji do Oscara. Zastanawiam się tylko, czy mówią o tym ludzie którzy film już widzieli, czy może też ci, którzy z wielkim utęsknieniem i nadziejami dopiero na niego czekają. Należę pewnie do nielicznych szczęśliwców nad Wisłą, którzy ów grzech ciekawości popełnili już dwa tygodnie temu. Mam więc ten komfort, że mogę o &lt;i&gt;Niebezpiecznej metodzie&lt;/i&gt;&amp;nbsp;poszeptać trochę głośniej. Czy więc rzeczywiście Cronenberg zasługuje na Oscara? Według mnie tak. Jak najbardziej. Ale nie za ten film.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uczciwie trzeba jednak zaznaczyć i to już na samym początku, że jego najnowsze dzieło (dla niektórych wręcz arcydzieło) jest idealnie skrojone pod gusta Amerykańskiej Akademii Filmowej. Dysponuje ono bowiem całkiem ciekawym scenariuszem opartym na faktach i biografii nietuzinkowych postaci. Ma też umiarkowanie głośne nazwiska aktorskie na rozkładzie. Rozpieszcza swoim rozmachem, widowiskowością i magicznym klimatem kostiumów, którego co prawda przeciętny amerykański widz nie rozumie, ale za to jest trendy na salonach. Papiery na ponadprzeciętność jakieś więc ma. Tylko co z tego. Nawet 12 nominacji i tyleż samo wypowiedzianych "And the winner is..." nie zmieni ogólnego, acz bardzo subiektywnego wrażenia, iż &lt;i&gt;Niebezpieczna metoda&lt;/i&gt;, to w istocie przeintelektualizowany i nudnawy bełkot. Choć przyznaję, ładny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może gdybym był absolwentem psychologii, lub w każdej wolnej chwili i czysto hobbystycznie analizował rzeczywistość według teorii psychoanalizy Freuda. Gdybym zagłębiał się w książki np. o psychoterapii psychoanalitycznej, o schizofrenii, czy histerii, być może wtedy sam szeptałbym głośno i przebąkiwał coś o geniuszu i arcydziele. Aczkolwiek chciałbym poznać opinię autentycznych wielbicieli i wyznawców teorii Freuda i Junga. Czy rzeczywiście poruszane na ekranie kwestie są czymś więcej niż tylko grą pięknych i niezrozumiałych dla przeciętnego zjadacza chleba słów, czy może jednak jest wręcz na odwrót... Tylko dla nich się one nadają. Nie mniej jednak trzeba Cronenbergowi sprezentować kilka niskich pokłonów za sam zamysł i chęć zmierzenia się z trudną z perspektywy filmowej ekspresji, parapsychologią myśli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszkicował on bowiem całkiem ciekawy trójkąt emocjonalny, który jak na tacy podała mu matka historia. Sigmund Freud, Carl Gustav Jung, oraz Sabina Spielrein, to trójka wielkich uczonych i myślicieli początku XX wieku, wokół których krążą ludzkie fascynacje, obsesje, pragnienia i słabości. Filmy z Freudem w tle, to niemal powszechność. Chociażby każda produkcja Woody’ego Allena ocieka nim aż nadto. Ale filmy z Freudem w roli głównej, to w zasadzie novum we współczesnej kinematografii. Cronenberg tą rękawicę podjął i rzucił w widza na oślep czekając w zaniepokojeniu na reakcję. I w sumie nawet dobrze, że zrobił to właśnie on. Kanadyjczyk należy bowiem do grona starszego pokolenia reżyserów, który przez wiele lat swojej kariery zmagał się z opinią bardzo kontrowersyjnego twórcy. Lata młodzieńczego buntu i krwawej ekspresji (nawiązanie do jego horrorów) ma już co prawda dawno za sobą, ale i tak w jego żyłach płynie zadziwiająca umiejętność i łatwość do opowiadania popapranych ludzkich historii. Odpowiedni człowiek na odpowiednim krześle reżysera, rzec by się chciało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każda z trzech wspomnianych wyżej głównych postaci, dysponuje bogatą biografią, która z powodzeniem wystarczyłaby do nakręcenia trzech oddzielnych filmów. Są to naprawdę wyjątkowo barwne życiorysy. Freud to wiadomo, wielki twórca psychoanalizy, teorii popędów, wróg religii we wszelkiej postaci, ojciec sześciorga dzieci. Szalenie kontrowersyjna postać w dziejach psychologii, która już na zawsze taką pozostanie. Z kolei Jung, to twórca psychologii głębi, autor badań fenomenologicznych, naukowo analizujący marzenia senne, fantazje, wizje oraz baśnie i mity. Wieloletni przyjaciel i pupil Freuda, ale tylko do czasu poważnego poróżnienia zawodowego, o czym m.in. mowa w filmie. Intrygująca Sabina Spielrein była z kolei rosyjską lekarką i psychoanalityczką, która swoją naukową karierę zaczęła w dość widowiskowy sposób… od własnych psychicznych zaburzeń, które spowodowały zamknięcie jej w klinice psychiatrycznej, gdzie została poddana psychoterapii właśnie przez Carla Junga. Z czasem relacje lekarz-pacjent wykroczyły poza wszelkie ramy tzw. etyki zawodowej i jak to często bywa (zwłaszcza w naszych [męskich] fantazjach "szpitalnych"), leczenie pacjentki skończyło się nomen omen w łóżku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wrzucając tak barwne postacie do jednej tylko produkcji, naturalnie musiało zacząć kipieć od bogactwa treści, mnogości zdarzeń oraz ich interpretacji. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Film jest przepełniony i wręcz zajechany psychoanalizą i teoriami naszych bohaterów na dorobku. Mimo, że należę do osób, które lubią i cenią, a nawet wymagają od twórców mądrej treści w filmie, to jednak scenariusz zaproponowany przez &lt;b&gt;Christophera Hamptona&lt;/b&gt; z czasem zaczął zwyczajnie nudzić, a komfortowe dotąd wióry i puch w kinowym fotelu (czy co tam jest w środku) z każdą minutą przepoczwarzały się w zabójczo ostre gwoździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Innym moim zmartwieniem z którym chciałem się tutaj z wami podzielić, jest osobisty zawód &lt;b&gt;Keirą Knightley&lt;/b&gt;. Autentycznie bardzo ją dotąd lubiłem. Powiem nawet więcej. Mimo pewnych anatomicznych braków, wydawała mi się ona wyjątkowo piękna, ciepła i czarująca. Można powiedzieć, że się w niej lekko podkochiwałem. Choć tak po prawdzie to zdarza mi się wzdychać średnio do co trzeciej aktorki, więc nie jest to jakiś specjalny wyczyn godny uwagi. O jej kunszcie aktorskim miałem dotąd także podobne zdanie. No ale to prysło. Serio. Odeszło nagle i boję się, że mojej szczerej sympatii do niej mogę już cholera nigdy nie odnaleźć. Wcielając się w bardzo wymagającą postać Sabiny Spielrein, musiała stać się jednocześnie niezrównoważoną psychicznie kobietą, oraz wyrachowaną dziwką. Brzmi nieźle, ale jakoś mi to do niej nie pasowało. Zagrała w sumie chyba nawet całkiem nieźle. Znajdą się pewnie głosy mówiące, że zagrała perfekcyjnie, na miarę Oscara. No niech będzie. Bardzo możliwe. Ale jej ekspresja na ekranie, mimika twarzy, liczne grymasy i wygibasy, drażniący głos, no w zasadzie wszystko, tak mnie to bez przerwy irytowało, że przyłapałem siebie na tym, że zwyczajnie nie mogłem już w pewnych scenach na nią patrzeć. Szkoda wielka, bowiem wątki z jej osobistym udziałem są w całej tej historii zdecydowanie najciekawsze. Relacje między Freudem i Jungiem są miałkie i nudne, ale gdy do głosu dochodziła melodramatyczna Spielrein wraz z jej fetyszem oraz erotyczną obsesją, to autentycznie można powiedzieć, że kilka razy uratowała ona Cronenbergowi tyłek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film aż ocieka seksem w treści, choć tak bardziej między słowami. Dogłębna analiza popędu seksualnego u ludzi, soczyste teorie, perwersja i śmiałość unosząca się gdzieś nad głowami dystyngowanych bohaterów w Austrii z początku XX wieku. Należy też wyróżnić świetny epizod z udziałem &lt;b&gt;Vincenta Cassel&lt;/b&gt;. No jest w tym filmie kilka apetycznych smaczków, ale jako całość, przywodzi mi on na myśl raczej rozczarowanie niestety. No ale oceńcie sami. Już za dwa dni w naszych kinach. Radzę tylko nie nastawiać się jak na arcydzieło. Lepiej się mile zaskoczyć niż niemile rozczarować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,5&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 6,7&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/lblzHkoNn3Q" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6784711297913421719?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t09ZMcfZGZ9GnveqqDufl9XVky4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t09ZMcfZGZ9GnveqqDufl9XVky4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t09ZMcfZGZ9GnveqqDufl9XVky4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t09ZMcfZGZ9GnveqqDufl9XVky4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/0p1uiIaibUY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6784711297913421719/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/szepty-i-krzyki.html#comment-form" title="Komentarze (5)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6784711297913421719?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6784711297913421719?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/0p1uiIaibUY/szepty-i-krzyki.html" title="Szepty i krzyki" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i40.tinypic.com/wrgxee_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>5</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/11/szepty-i-krzyki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CE4EQ3gzeyp7ImA9WhRTEEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-3383056212966726602</id><published>2011-10-31T10:20:00.001+01:00</published><updated>2011-10-31T10:21:42.683+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-31T10:21:42.683+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Komedia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FIN" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Społeczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="IRL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>Wóz albo przewóz</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://i41.tinypic.com/zl21zt.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i41.tinypic.com/zl21zt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Zaparkowany&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Darragh Byrne, IRL, FIN, 2010&lt;br /&gt;
90 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za dzieciaka, jak na typowego chłopca przystało, miałem wręcz destrukcyjnego fioła na punkcie samochodów. Począwszy od zbierania matchboxów i innych blaszanych modeli dostępnych tylko za dolary w Pewexie, przez wieszanie w pokoju na ścianie cudem zdobytych plakatów z samochodami, a na wkuwaniu na pamięć wszystkich marek i modeli kończąc. A trzeba powiedzieć, że były to trudne czasy dla młodego miłośnika motoryzacji, bowiem w naszej smutnej rzeczywistości przełomu PRL/Okrągły stół, większość z tych zagranicznych czterokołowych cudów techniki, była dla mnie dostępna tylko za pośrednictwem zdjęć w Młodym Techniku lub w zagranicznych prospektach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwielbiałem też siedzieć godzinami za fajerą w samochodach ojca, prywatnie także samochodziarza, tyle, że z zawodu. Wirtualnie prowadziłem jego duże Fiaty i Polonezy po bezdrożach dziecięcej wyobraźni, a gdy tylko dorosłem do pedałów w podłodze, robiłem to już tak jak kodeks drogowy nakazał. Z tą różnicą, że nielegalnie (miałem może ze dwanaście lat). Dziś sam już jestem dużym chłopcem i… nadal mam fioła na punkcie samochodów. Może już nie tak obsesyjnego jak kiedyś, ale i tak chcąc nie chcąc, znam je wszystkie na pamięć. Gdybym miał taką głowę do nauki, dziś pewnie robiłbym coś innego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W zasadzie to nie wiem po co to wszystko piszę. Zwyczajnie nie miałem pomysłu na wstęp. Chciałem tylko doszukać się wspólnego mianownika pomiędzy moim motoryzacyjnym odchyłem, a głównym motywem w filmie &lt;i&gt;Zaparkowany&lt;/i&gt;. I to też tak tylko z przymrużeniem oka oraz trochę na siłę. Mnie za dzieciaka nie można było wypędzić z samochodu, bo szukałem w nim realizacji swoich szczeniackich marzeń, a głównego bohatera filmu, Freda Daly (&lt;b&gt;Colm Meaney)&lt;/b&gt;, w samochodzie trzymała siłą tylko trudna sytuacja życiowa oraz materialna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No tak to się w życiu czasem układa, że się nic nie układa. Nasz Fred po śmierci ojca, postanowił na stare lata wrócić z Londynu do swojego rodzinnego Dublina. No ale nie miał dokąd. Rodzinny dom sprzedany, stałego meldunku nie ma, co za tym idzie zasiłku również. Gdzie więc się podziać? Pozostała mu tylko stara Mazda 626, trochę gratów i nabrzeżny parking w bliżej nieokreślonym miejscu w roli posesji. Nie jest to jednak film o samochodach. Nie ma w nim nic, bądź prawie nic, co rajcowało by fana zapachu spalin i gangu ośmiocylindrowego silnika. A jednak oglądając go, coś tam mi się w środku z raz czy dwa przelało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Zaparkowany&lt;/i&gt; to debiut reżyserski kompletnie nieznanego mi człowieka, &lt;b&gt;Darragha Byrne’a&lt;/b&gt;. Bardzo dziwna koprodukcja irlandzko... fińska. Jak już wspomniałem przed sekundą, to nie jest film dla fanów czterech kółek. To, że moja szczeniacka spalinowa fanaberia odezwała się w czasie projekcji o niczym jeszcze nie świadczy. To w istocie dramat i kino społeczne w jednym. Film o relacjach międzyludzkich, o szorstkiej przyjaźni pomiędzy starszym panem po przejściach, a buntowniczym szczeniakiem błądzącym po zakazanych rejonach ze strzykawką w żyłach. Przyjaźń, która pokonuje bariery wieku i przynależności do różnej grupy społecznej. W końcu przyjaźń, która czerpie od siebie nawzajem życiowe prawdy i zmienia na lepsze naszych głównych bohaterów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to bardzo sympatyczna opowieść o pokonywaniu trudności losu i próbie dostosowania się do smutnych realiów dnia codziennego. Typowe brytyjskie podejście do dramatu jednostki z elementami czarnego humoru. Trochę podobny do opisywanego chwilę wcześniej &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy_19.html"&gt;&lt;i&gt;Tyranozaura&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, choć zdecydowanie od niego lżejszy. Mimo smutnych momentów zaraża optymizmem i bawi. Tak zwyczajnie czułem się dobrze w jego towarzystwie podczas półtoragodzinnej projekcji w skrzypiącym fotelu. Duża w tym zasługa odtwórcy głównej roli, Colma Meaneya. Nie sposób się z nim nie zaprzyjaźnić. Z jego Mazdą w sumie także. Stara, zupełnie bezjajeczna, typowa dla szarego Kowalskiego bez motoryzacyjnych pasji. W życiu bym jej zdjęcia nie powiesił na ścianie, nigdy też do niej nie wzdychałem, a mimo to, cholernie się z nią zaprzyjaźniłem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;IMDb: 7,1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Filmweb: 7,0&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/m_fTqL3Szo0" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-3383056212966726602?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Y5surI_07LueBSndo5PVqiSXVug/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Y5surI_07LueBSndo5PVqiSXVug/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Y5surI_07LueBSndo5PVqiSXVug/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Y5surI_07LueBSndo5PVqiSXVug/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/5h8N4FnjCt4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/3383056212966726602/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/woz-albo-przewoz.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3383056212966726602?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3383056212966726602?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/5h8N4FnjCt4/woz-albo-przewoz.html" title="Wóz albo przewóz" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i41.tinypic.com/zl21zt_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/woz-albo-przewoz.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkQGRXs5eyp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-3271727831773723334</id><published>2011-10-19T12:45:00.001+02:00</published><updated>2011-10-19T16:25:24.523+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:25:24.523+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sundance" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Społeczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GBR" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Tyranozaur</title><content type="html">&lt;a href="http://i56.tinypic.com/htab0z.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/htab0z.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Tyranozaur&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Paddy Considine, GBR, 2011&lt;br /&gt;
91 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszej dziesiątce najwyżej ocenionych przez publiczność 27’WFF filmów znalazły się trzy produkcje na które także i ja się zdecydowałem. Oprócz opisywanych już tutaj polskich &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-roza.html"&gt;&lt;i&gt;Róży&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; (1 miejsce) i &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-wymyk.html"&gt;&lt;i&gt;Wymyku&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; (8), na najniższym podium stanął brytyjski klasyk w stylu „kina realizmu rodem ze zlewu kuchennego” – &lt;i&gt;Tyranozaur&lt;/i&gt;. I jest to zdecydowanie zasłużone wyróżnienie. Analizując na chłodno całą pozostałą siódemkę, odnoszę przykre wrażenie, że chyba trochę się w tym roku zawiodłem na gustach Warszawiaków. Kilka tytułów wydaje być się zupełnym nieporozumieniem. No ale skoro ich ostatecznie nie widziałem, to też nie będę zagłębiał się w szczegóły i wróżył apokalipsę z fusów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No więc &lt;i&gt;Tyranozaur&lt;/i&gt;. Od razu przykuł mój wzrok podczas wstępnej selekcji. Jest to typowy przedstawiciel brytyjskiej szkoły dramaturgii społecznej. Szorstki, bezpośredni, dotykający jakiejś bliskiej nam problematyki z życia zgarniętej. Obdarty ze złudzeń i słodkich naiwności. Wali prosto w oczy i ma w dupie czy udławisz się własną krwią, czy może cię jednak jakimś cudem uratują. Lubię takie kino. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Paddy Considine&lt;/b&gt; zanim rozpoczął prace nad swoim fabularnym debiutem (to właśnie jest jego pierwszy film), przebył całkiem długą drogę aktorską. Grał m.in. u innych cenionych brytyjskich twórców kina nazwę je, bezpośredniego, takich jak &lt;b&gt;Michael Winterbottom&lt;/b&gt;, czy &lt;b&gt;Shane Meadows&lt;/b&gt;. Stąd pewne analogie do ich licznych produkcji jakie od razu rzuciły się w oczy podczas gapienia się na białe płótno. Jak już korzystać z doświadczeń i gotowych szablonów innych, to tylko od tych najlepszych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kim/czym jest tytułowy tyranozaur? Teoretycznie, to tylko humorystyczne przezwisko zmarłej żony naszego głównego bohatera Josepha (kapitalny &lt;b&gt;Peter Mullan&lt;/b&gt;). Jak sam mówił, nazywał ją tak, ponieważ była to duża kobieta i gdy szła po schodach do sypialni, szklanka wody postawiona na nocnej szafce w charakterystyczny sposób wibrowała i dudniła od jej stawianych w oddali kroków. Zupełnie jak w &lt;i&gt;Jurassic Park&lt;/i&gt; i scenie z owym maszerującym pradawnym zwierzęciem. Ale tak po prawdzie, to tytułowy tyranozaur kryje w sobie znacznie więcej życiowych mądrości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Joseph jest ogarniętym przemocą, a także gotującą się w nim złością, alkoholikiem i cholerykiem. Zewsząd otacza go świat podły i zły. Nas też. Młodociana sąsiadka nie dba o swoje dziecko i puszcza się z totalnym patomongołem, właścicielem wściekłego pitbulla. Okoliczne Pakistance dają naszemu synowi Albionu łomot we własnym ogródku. Sam rozbija szyldy sklepowe oraz kurwi na prawo i lewo że aż uszy więdną. Już na przywitanie się z kinowym widzem, kopie swojego psa na śmierć. Wszystko jest szare i przygnębiające. Jakiś pierwiastek zła siedzi w każdym bohaterze filmu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I gdy z czasem pojawia się w życiu Josepha Hannah (&lt;b&gt;Oliwia Dolman&lt;/b&gt;), pracownica sklepu chrześcijańskiej organizacji charytatywnej o anielskim sercu, wydawać by się mogło, że trafiła wreszcie kosa na kamień, która stępi jej zbyt egoistyczne ostrze. No ale właśnie w tym tkwi prawdziwy urok &lt;i&gt;Tyranozaura&lt;/i&gt;. Kamień okazuje się kryć w sobie taki sam pierwiastek zła jak u naszych pierwszoplanowych postaci. Zło napędza się nawzajem i zatacza coraz szersze złowrogie kręgi. Ale też okazuje się, że zło podniesione do kwadratu ostatecznie zwycięża i osiąga symptomatyczną przemianę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baaardzo fajne wnioski biją z ekranu. Uświadamiają nam, że w gruncie rzeczy w każdym z nas jest coś z prehistorycznego gigantycznego tyranozaura. Siedzi w nas od urodzenia jakiś element nieokrzesanego i wielkiego zła. I analogicznie, tyle samego dobra tkwi w każdym złym z natury człowieku. Nie wiele trzeba żeby jedno, bądź też drugie z nas się ekwilibrystycznie wylało. Oczywiście nie mam tu na myśli czegoś tak powierzchniowego jak np. obślizgły Alien z filmów z &lt;b&gt;Sigourney Weaver&lt;/b&gt;. Rzecz tyczy się bardziej skrytej, trudnej do określenia sfery mentalnej. Naturalnie bardzo wiele czynników składa się na ostateczny kształt naszego wewnętrznego uwarunkowania. Odziedziczone złe/dobre geny, wyniesione z domu wychowanie, środowisko w jakim dorastamy etc. Ale też Considine bardzo trafnie ujął samą sferę wewnętrznych przemian, oraz tego, co je do tego wszystkiego ośmiela. I tak, o ile Tyranozaur Rex, był jednym z największych znanych drapieżników lądowych wszech czasów, o tyle człowiek ostatecznie wciąga go lewym nozdrzem. Bardzo mądre i trafnie skonstruowane kino. Mam nadzieję, że w przyszłym roku trafi do Polski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/nvyqXFmV-LI" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-3271727831773723334?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/O9k8d6nfkSyZW49uHimQPi6YQpQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/O9k8d6nfkSyZW49uHimQPi6YQpQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/O9k8d6nfkSyZW49uHimQPi6YQpQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/O9k8d6nfkSyZW49uHimQPi6YQpQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/vrMhZSItpGQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/3271727831773723334/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy_19.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3271727831773723334?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3271727831773723334?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/vrMhZSItpGQ/27-warszawski-festiwal-filmowy_19.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Tyranozaur" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i56.tinypic.com/htab0z_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy_19.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkQHRXc_eip7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-8288376196982476089</id><published>2011-10-18T16:45:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T16:25:34.942+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:25:34.942+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="CZE" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Animacja" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Alois Nebel</title><content type="html">&lt;a href="http://i56.tinypic.com/290ugt5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i56.tinypic.com/290ugt5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Alois Nebel&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Tomáš Luňák, CZE, 2011&lt;br /&gt;
94 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Technika animacji rotoskopowej zaczyna coraz śmielej być wykorzystywana w celu opowiedzenia ważnych, często dramatycznych opowieści z kart naszej historii. To już nie tylko zabawa w lekko oszukaną animację dla czystej rozrywki, mająca za zadanie przede wszystkim ukazać możliwości techniczne filmowych producentów. To także coraz ciekawszy i pewniejszy środek ekspresji, który oferuje twórcom zdecydowanie większe możliwości niż tradycyjna fabuła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Technika ta jest stara jak historia kinematografii. Została zapoczątkowana w roku 1915 przez braci &lt;b&gt;Maksa i Dave’a Fleischera&lt;/b&gt;. Nie mniej jednak nigdy nie była ona jakoś specjalnie popularna, a miłośnicy klasycznej animacji, nie szczędzili jej złośliwości. Era nowożytna rotoskopii w kinie, to przede wszystkim rok 2005 i film &lt;i&gt;Przez ciemne zwierciadło&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Richarda Linklatera&lt;/b&gt;, będąca ekranizacją kultowej powieści &lt;b&gt;Philipa.K.Dicka.&lt;/b&gt; Wiernie odwzorowany z pomocą komputerowej kreski &lt;b&gt;Keanu Reeves&lt;/b&gt;, został wplątany w sidła dość zjawiskowej animacji. Kolejnym głośnym tytułem korzystającym z uroków omawianej techniki, był izraelski &lt;i&gt;Walc z Bashirem (2008)&lt;/i&gt;, który także wyznaczył nowy standard w swojej klasie. Wykorzystał bowiem rotoskopię w celach nieco bardziej ambitnych. Do wspomnienia o krwawych wydarzeniach z początku lat 80-tych ubiegłego stulecia, by w iście paradokumentalnym stylu opowiedzieć o wojnie domowej w Libanie. Był to strzał w dziesiątkę. &lt;i&gt;Walc... &lt;/i&gt;zdobył wiele nagród filmowych na całym świecie i był nawet nominowany do Oscara.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Alois Nebel &lt;/i&gt;to kolejna, tym razem czeska próba wykorzystania tego rodzaju technik animacji. Służy ona do opowiedzenia pewnej historii bliskiej tej części Europy. Jest rok 1989, mur berliński ma za chwilę upaść z kretesem, granicę polsko-czechosłowacką nielegalnie przekracza tajemnicza postać. Tak rozpoczyna się ekranizacja kultowego w Czechach komiksu &lt;b&gt;Jaroslava Rudiša&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Jaromira 99&lt;/b&gt;. Tytułowy Nebel jest dyspozytorem na przygranicznej stacji kolejowej w miejscowości Bily Potok. Zupełnie nijaki, w średnim wieku, z wąsem, dość bierny, wyalienowany, specjalnie nieokreślony. Być może stanowi jakąś wartość intelektualną dla znawców i fanów komiksów z jego udziałem, dla mnie jednak wydał się mało interesujący. Jego jedynym szaleństwem jest wykuty na blachę i ciągle recytowany rozkład jazdy lokalnych pociągów. W zasadzie, to także przedstawiona w filmie historia nie wydała mi się jakoś specjalnie ciekawa. Ot, lekkie grzebanie w historii czeskich wysiedleń ludności niemieckiej z Sudetów z roku 1945 i wplątanie w to wszystko pewnej intrygi bazującej na obrazkowych poszlakach.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu zabiegi czysto techniczne. Szczegóły animacji, jej meandry i odwzorowanie rzeczywistości z pomocą technik rotoskopii. Animowane postacie inspirowały prawdziwi aktorzy, ich wachlarz naturalnych ruchów oraz mimika twarzy. Dlatego też, jej finalny rezultat należy rozpatrywać w bardziej globalny sposób. W animacji zawsze też zwracam uwagę na szczegóły. Np. na odwzorowanie ludzkiej anatomii i stylu poruszania się, czy nawet na kształt i sposób wprawiania w ruch pojazdów mechanicznych. Samochodów w sensie. W czeskiej produkcji podziwiałem więc całkiem zgrabne odwzorowanie radzieckich łazików, NRDowskiego Wartburga, także innych czeskich cudów motoryzacji, oraz kolejowych skarbów na szynach. Podobała mi się czerń i biel, oraz liczne odcienie szarości. Ten zabieg przyciągnął na ekran przyjemny dla oka klimat, a także w dużej mierze ukrył wszelkie wpadki techniczne. Nie da się ukryć. Jest to kawał dobrej roboty, obok której nie sposób przejść obojętnie. &lt;i&gt;Aloisa Nebela&lt;/i&gt; zapewne bardziej pokochają jego komiksowi fani, ale też wszyscy pozostali, w tym ja, powinni znaleźć w nim coś interesującego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/w3pXE7BnYOc" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-8288376196982476089?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yuL4neHIg_BdaOspKabhaJoUhHc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yuL4neHIg_BdaOspKabhaJoUhHc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yuL4neHIg_BdaOspKabhaJoUhHc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yuL4neHIg_BdaOspKabhaJoUhHc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/tihTmJhp_5Y" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/8288376196982476089/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-alois.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8288376196982476089?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8288376196982476089?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/tihTmJhp_5Y/27-warszawski-festiwal-filmowy-alois.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Alois Nebel" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i56.tinypic.com/290ugt5_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-alois.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkQBQnozeCp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-8981065841430032204</id><published>2011-10-17T13:57:00.001+02:00</published><updated>2011-10-19T16:25:53.480+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:25:53.480+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Thriller" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sundance" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Obyczajowy" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Imperial-Cinepix" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Martha Marcy May Marlene</title><content type="html">&lt;a href="http://i52.tinypic.com/xcizol.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i52.tinypic.com/xcizol.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Martha Marcy May Marlene&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Sean Durkin, USA, 2011&lt;br /&gt;
101 min. Imperial Cinepix&lt;br /&gt;
Polska premiera: 20.01.2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To również był jeden z ciekawszych filmów jakie widziałem na festiwalowym ekranie, także nagradzany już wcześniej na innych festiwalach (konkretnie to w Sundance). Choć właściwie pisanie tu po raz enty, że był to dobry/ciekawy film, mija się trochę z celem i zaczyna chyba już niektórych nużyć. Na 17 filmów jakie ostatecznie w te dziesięć dni obejrzałem, tylko jeden okazał się poniżej wszystkiego (nie będę nawet wspominał jego tytułu, ale zasłużył na pierwszą pałę w historii tego bloga), inny wypadł tylko nieco poniżej oczekiwań (raczej też go tutaj pominę). Reszta to produkcje po prostu dobre, lub bardzo dobre, co biorąc pod uwagę wybór repertuaru z pomocą wrodzonej intuicji, wynik końcowy oscyluje blisko dziesiątki na tarczy strzelniczej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ma się tego nosa i tyle. Ale dość już tych przechwałek. Wróćmy do &lt;i&gt;Marthy Marcy May Marlene&lt;/i&gt;. Tytuł dość zjawiskowy, trzeba przyznać. Jako, że staram się zapamiętać wszystkie wyróżnione tytuły na moim ulubionym zagranicznym festiwalu filmowym (Sundance ponownie), to też zapamiętałem i ten. Trudne nie było. Przyznam też, że jak na umiarkowanie kochliwego faceta, dość szybko zauroczyłem się odtwórczynią głównej roli, młodą &lt;b&gt;Elizabeth Olsen&lt;/b&gt;. Wróżę jej świetlaną karierę aktorską, a &lt;i&gt;Martha…&lt;/i&gt; wygląda mi na klasyczną furtkę do wielkich i cenionych ról w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym filmem objawia się całemu światu nie tylko Olsen, ale także nieznany szerszemu gronu reżyser, &lt;b&gt;Sean Durkin&lt;/b&gt;. Dotąd miał na swoim koncie tylko jeden film, krótkometrażowy &lt;i&gt;Mary Last Seen&lt;/i&gt;, którego pełnometrażowa &lt;i&gt;Martha… &lt;/i&gt;jest kontynuacją i rozwinięciem. Durkin był także autorem zdjęć do kilku innych produkcji. Umiejętność ta wyraźnie zaprocentowała przy zabawie w dorosłą reżyserię, bo też zdjęcia stoją rzeczywiście na całkiem wysokim poziomie. No ale skupmy się na tym co najważniejsze. Na historii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film porusza trudny temat, jakim jest fascynacja młodych ludzi sektami. Ale nie tylko. Chodzi ogólnie o fascynację alternatywnymi grupami młodych ludzi, którzy stojąc w opozycji do ogólnych norm panujących we współczesnym świecie, szukają wspólnie dla nich alternatywy i lepszych doznań. Okres dojrzewania, rodzenia się wewnątrz buntu, oraz kłopoty z samookreśleniem siebie i często także problemy w domu rodzinnym, stanowią idealny grunt podatny na kiełkowanie szalonych myśli. Zauroczenie środowiskiem obcych sobie ludzi, którzy okazują się o dziwo bardziej przyjacielscy i serdeczni nawet od najbliższych, jest poważnym zadaniem stojącym przez specjalistami od ludzkiej psychologii. Temat wydaje się zupełnie obcy każdemu z nas. Osobiście nie znam nikogo ze swojego grona przyjaciół, kto miałby kiedykolwiek styczność z grupami ludzi, których można podciągnąć pod sektę. Większość z was zapewne podobnie, ale też zasadniczo niezupełnie o to tu się rozchodzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Durkin używa sekciarstwa w formie przenośni, symbolu i skupia się na psychologicznym aspekcie odizolowania jednostki ludzkiej od wartości i zasad jakie panują w tradycyjnym modelu społeczeństwa. Na tkwieniu we własnym świecie, czy środowisku, niekoniecznie związanym z sektą znanej nam według ogólno przyjętej definicji. Może być to chociażby bezpieczny z pozoru świat muzyki. Zbyt dosłowne wejście w świat fanów konkretnych artystów. Dla mnie np. sektą są Emo fani grupy Tokio Hotel i im podobnych (trochę żartuję rzecz jasna, ale tylko trochę). Niby to tylko pewnego rodzaju subkultura jakich wiele we współczesnym młodocianym świecie, ale czy aby na pewno? Durkin pokazuje, jak cienka granica występuje pomiędzy tymi dwoma światami oraz jak łatwo jest ją przekroczyć i zostać opętany przez szaleństwo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co gorsze. Martha próbuje zerwać z demonami z przeszłości, ale jej usilne starania spełzają na niczym. Jest zbyt słaba, a brutalna rzeczywistość nie potrafi jej w żaden sposób dopomóc. Są to dość pesymistyczne wnioski. Opowieść bez happy endu. Czy faktycznie ludzie z wypranym za młodu mózgiem, niedostosowani do standardowego systemu operacyjnego, są już spisani na straty? Niezupełnie. Reżyser pozostawia wolną rękę do własnych interpretacji i otwartą furtkę do możliwie różnych rozwiązań, ale też poprzez ostatnią scenę w filmie, brutalnie uświadamia nam, że od przeszłości i popełnionych w niej błędów, nie można skutecznie uciec. Trzeba się z nimi umieć zmierzyć. Z godnością i podniesioną głową. Dlatego tak ważne jest pilnowanie się każdego dnia i rozsądne balansowanie, a także utrzymywanie się na powierzchni wody. Pomimo tego, że świat podwodny wydaje nam się bajecznie piękny, który kusi swoim bogactwem i florą, to jednak bez zapasu powietrza, prędzej czy później i tak w nim zginiemy. W Polsce w styczniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/ERREgOobLOs" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-8981065841430032204?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EpOwGc7wKY-ZjvGJUf9WB4AwxtE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EpOwGc7wKY-ZjvGJUf9WB4AwxtE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EpOwGc7wKY-ZjvGJUf9WB4AwxtE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EpOwGc7wKY-ZjvGJUf9WB4AwxtE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/Id0xrQ0XnUE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/8981065841430032204/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-martha.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8981065841430032204?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/8981065841430032204?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/Id0xrQ0XnUE/27-warszawski-festiwal-filmowy-martha.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Martha Marcy May Marlene" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i52.tinypic.com/xcizol_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-martha.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMEQXo7eSp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-5990768923719809404</id><published>2011-10-17T10:59:00.001+02:00</published><updated>2011-10-19T16:26:40.401+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:26:40.401+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Cannes" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Psychologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="AUT" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Oddech</title><content type="html">&lt;a href="http://i51.tinypic.com/2dj8aw9.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/2dj8aw9.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Oddech / Atmen&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Karl Markovics, AUT, 2011&lt;br /&gt;
93 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był jeden z najbardziej obleganych filmów na festiwalu. Bilety na wszystkie trzy projekcje rozeszły się chyba jeszcze w przedsprzedaży. Jak widać, wyróżnienie nagrodą „Najlepszy film europejski” na tegorocznym festiwalu w Cannes, nie tylko zobowiązuje, ale też przyciąga. Nie inaczej było więc i ze mną. Również  przyległem do niego jak mucha do żarcia i z góry uznałem, że to jeden z najważniejszych filmów na tegorocznym festiwalu. Nie zawiodłem się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Karl Markovics&lt;/b&gt; jest dosyć znanym w Austrii aktorem. Tak jak wielu jego kolegów po fachu, także i on spróbował swoich sił w roli reżysera. &lt;i&gt;Oddech&lt;/i&gt; to jego ekranowy debiut w nowej roli, tym bardziej więc należy pochylić nisko głowy, że już w pierwszym podejściu osiągnął tak wiele. I nie chodzi tu tylko o nagrody i liczne nominacje. Reżyser osiągnął sporo także dzięki walorom artystycznym jakie biją z jego produkcji. To bardzo bezpośrednie kino. Mocno dramatyczne, zagłębiające się w psychologicznym ludzkim aspekcie i jego meandrach. Wyalienowane i tak bardzo dzisiejsze. Film o samotności i poczuciu wyobcowania w środowisku, ukazujący mozolną próbę dostosowania się do brutalnych realiów w nim panujących.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Zwolniony warunkowo z aresztu dla młodocianych przestępców Roman ma małe szanse na powrót do normalnego życia. Nie ma rodziny i słabo radzi sobie w kontaktach społecznych. Po kilku nieudanych próbach podjęcia pracy, Roman zostaje w końcu zatrudniony na okres próbny w miejskiej kostnicy w Wiedniu. Pewnego dnia ma do czynienia z ciałem martwej kobiety, która nosi to samo nazwisko co on. Roman zaczyna się po raz pierwszy w życiu zastanawiać nad swoją przeszłością. Zaczyna szukać swojej matki.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pierwszy rzut oka klasyczna historia. Młody chłopak z poprawczaka zmaga się z tkwiącym w nim buntem, niezrozumieniem otaczających go ludzi, nieufnością i samotnością. Porzucony za dziecka przez młodą matkę próbuje to wszystko jakoś okiełznać, ale sam nie daje rady. Potrzebuje więc wyraźnego bodźca, instynktu, czegoś co na niego wpłynie i brutalnie nim wstrząśnie. Za drogowskaz prowadzący do znalezienia właściwej drogi posłużyła mu bardzo trudna praca przy nieboszczykach. Markovics w bezpośredni sposób ukazuje ludzkie zwłoki, które szokują na ekranie widza w taki sam sposób jak naszego głównego bohatera. Stąd łatwo się z nim identyfikować. Wspólnie więc próbujemy się do tego wszystkiego przyzwyczaić i odnaleźć w nowej sytuacji, a być może kto wie, możliwe, że także poruszy to kogoś w podobny sposób jak młodego Romana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podoba mi się realizacja filmu i klimat. Minimalistyczne podejście, ale szalenie perfekcyjne w formie przekazu i montażu. Bardzo wnikliwy wgląd w ludzką psychikę skutecznie odzwierciedlający nasze stany w chwilach, kiedy stajemy twarzą w twarz z trudnymi do pokonania problemami. Świetna gra &lt;b&gt;Thomasa Schuberta&lt;/b&gt;. Jego mimika twarzy, sposób przekazywania widzom siedzącego w nim bólu, wręcz krzyczą  do nas swoim przekazem. Faktycznie, mocne kino i wyróżniające się z tłumu jemu podobnych. Po seansie panowała długa cisza. Oklaski pojawiły się chwilę po niej. Mam nadzieję, że &lt;i&gt;Oddech&lt;/i&gt; trafi do naszych kin. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/IHMjVQrg-DI" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-5990768923719809404?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4TpTG30GtM9e1fTVoSQ-4Ja8tD4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4TpTG30GtM9e1fTVoSQ-4Ja8tD4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4TpTG30GtM9e1fTVoSQ-4Ja8tD4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4TpTG30GtM9e1fTVoSQ-4Ja8tD4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/-2otMDL3lnY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/5990768923719809404/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-oddech.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5990768923719809404?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/5990768923719809404?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/-2otMDL3lnY/27-warszawski-festiwal-filmowy-oddech.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Oddech" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i51.tinypic.com/2dj8aw9_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-oddech.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMFQ3s-fip7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-2517993287576984405</id><published>2011-10-16T13:53:00.001+02:00</published><updated>2011-10-19T16:26:52.556+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:26:52.556+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Monolith Films" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Róża</title><content type="html">&lt;a href="http://i52.tinypic.com/1177mme.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i52.tinypic.com/1177mme.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Róża&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
reż. Wojciech Smarzowski, POL, 2011&lt;br /&gt;
90 min. Monolith Films&lt;br /&gt;
Polska premiera: 27.01.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc te słowa już wiemy, że główną nagrodę Grand Prix festiwalu zdobyła &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Wojtka Smarzowskiego&lt;/b&gt;. Ogłoszony wczoraj późnym wieczorem werdykt jury nie był dla mnie wielkim zaskoczeniem. Powiem więcej, bardzo się ucieszyłem. Dlatego myślę, że muszę trochę zmienić swoją optykę i napisać kilka zdań o Róży, nie jak o dobrej polskiej produkcji, lecz jak o niekwestionowanym zwycięzcy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Smarzowski ma u mnie wysoką średnią. Nakręcił dotąd tylko cztery filmy fabularne i aż trzy z nich okazały się wspaniałe. Napisałbym cztery, ale tego pierwszego (&lt;i&gt;Małżowina&lt;/i&gt;) po prostu jeszcze nie widziałem.&lt;br /&gt;
Dwa lata temu na 25'WFF jego &lt;i&gt;&lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2009/11/touching-25-wff-vol7.html"&gt;Dom Zły&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;w cuglach&amp;nbsp;zdobył nagrodę publiczności. Sam zahipnotyzowany szaleństwem tej produkcji, udzieliłem mu wtedy na karcie do głosowania najcenniejszego błogosławieństwa. Swoim najnowszym filmem miał więc potwierdzić, czy jego dotychczasowe osiągnięcia na polu reżyserskim były tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności, czy też rzeczywiście jest on w chwili obecnej jednym z najcenniejszych polskich twórców filmowych młodego pokolenia.&lt;br /&gt;
Otóż już wiem. Jest. To nie przypadek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pokaz galowy do Multikina Smarzowski przywiózł ze sobą prawie całą ekipę filmową. Na scenie przed projekcją ładnie nam się ukłonili odtwórcy głównych ról i życzyli miłego seansu. No ale ten w rzeczywistości nie był tak miły jak wielu mogło się spodziewać. To w gruncie rzeczy wyjątkowo przygnębiający, brutalny, co i rusz uderzający zaciśniętą pięścią w podbrzusze obraz. Cofamy się do jednego z najsmutniejszych okresów naszej współczesnej państwowości, do roku 1945, gdzie nie widać i nie czuć radości po zwycięskiej wojnie. Obraz nędzy i rozpaczy, powojennej degrengolady, urazów psychicznych, ogólnego zniechęcenia i nowej, radzieckiej miotle, która cały ten syf po wyniszczającej sześcioletniej wojnie, zaczęła sprzątać w swoim znanym nam wszystkim stylu. Kulka w łeb i do widzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystko co znajduje się w zasięgu kamery przygnębia. Bieda, głód, śmierć, nieufność do bliźniego. W tych smutnych okolicznościach Smarzowski przedstawia nam głównego bohatera, Tadeusza (&lt;b&gt;Marcin Dorociński&lt;/b&gt;), byłego żołnierza AK, powstańca warszawskiego, który rozświetla swoją aurą i stopniowo przepędza te wszystkie ciemne chmury gęsto kłębiące się w każdym momencie i kadrze filmu.&lt;br /&gt;
Dosłowność reżysera może niektórych zniechęcić. Niby każdy z nas wie, jak bardzo były to okrutne czasy, jak sowieci i ich "polscy" sprzymierzeńcy traktowali Polaków, jak Niemcy gwałcili nasze polskie kobiety, ale ukazywanie tego w tak bezpośredni sposób, może tych bardziej wrażliwych dotknąć w sposób szczególny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwłaszcza tych poprawnych politycznie, licznego pokolenia młodych, wychowanych bezstresowo w nowej już demokratycznej Polsce. Dla większości z nich może być to obraz zupełnie obcy. Kolejna nikomu niepotrzebna martyrologia. Młodzi ludzie nie lubią patrzeć wstecz. W przeszłości widzą tylko śmierć, cierpienie, tragedię narodową, przykre wspomnienia z kart historii, oraz kolejne czczenie bezsensownych rocznic przegranych walk. A oni chcą przecież tylko piękna, pokoju, stabilizacji materialnej, wolności, chcą spełniać swoje marzenia, które w żaden sposób nie są powiązane z wydarzeniami z przed ponad pół wieku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze mną jest jednak trochę inaczej. W budowaniu swojej wizji przyszłości, sięgam właśnie z nostalgią do przeszłości. Do czasów w których panował moralny ład i porządek. Mentalne oddanie dla dobra własnego państwa, które było miłością nadrzędną. Patriotyzm i romantyzm zakodowany w genach licznego pokolenia Kolumbów, ostatniego wielkiego w dziejach naszego kraju. Te wyobcowane już dziś wartości bohaterów starej krwawej Warszawy niezwykle mnie inspirują. Smarzowskiego chyba także, bo utkał Tadeusza właśnie z tych najpiękniejszych cnót. Duma i honor ponad wszystko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; jest mi tak niezwykle bliska. Jest nasza, polska, prawdziwa. Brutalna i odpychająca, ale w tym ogromie ludzkiego cierpienia gnieździ się tyle samo piękna. Właśnie to podziwiam u tych wspaniałych ludzi z pokolenia naszych dziadków i ojców. Że w chwilach zwątpienia i w otaczającej ich beznadziei, potrafili śmiać się i kochać. Ktoś zarzuci, że film jest tendencyjny i stronniczy. Nie. Film jest prawdziwy aż do bólu. Pokazuje także złych Polaków, dobrych Niemców i Rosjan (choć tego widziałem tylko jednego). To były złe czasy. Nieludzkie. Na wskroś niegodne. Ale tu wielki plus dla reżysera, że potrafił w tym całym syfie wydobyć budujące piękno i skoncentrować wokół niego tyle miłości i poświęcenia dla niemodnych już dziś idei, żeby naładować nim dzisiejsze pokolenia pozytywną energią na lata. Smarzowski użył swojego dzieła w roli moralnego drogowskazu. Jak to powiedział mój przyjaciel (widział film na pierwszym pokazie dwa dni wcześniej): &lt;i&gt;"Tadeusz w tym filmie uosabia wszystko w co wierzymy Artur. WSZYSTKO. Możesz mu to powiedzieć"&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie miałem okazji. Musiałem biec na kolejny seans. Ale z całego serca dzisiaj te słowa potwierdzam. Piękny film. Bardzo trudny, ale nasz. Typowy. Polski. Nostalgiczny. Może i jest to kolejna nasza martyrologia, ale co z tego. Jest w niej tyle ukrytego piękna, że warto do niej ciągle powracać. Słowa uznania dla międzynarodowego jury. Potrafili to wszystko zrozumieć, choć nie musieli. Budujące. &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; trafi do naszych kin dopiero w styczniu. Wcześniej będzie jeszcze miała objazd po zagranicznych festiwalach. No cóż... Po prostu idźcie na to do kina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Edit (17.10.11):&lt;/b&gt; Róża została także wyróżniona główną nagrodą publiczności. Czyli dublet. Podwójny zwycięzca. Imponujące. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/-4vgXbCr13E" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-2517993287576984405?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/0wbiu_g5wxYI9mK3FCITR9JhKKM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/0wbiu_g5wxYI9mK3FCITR9JhKKM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/0wbiu_g5wxYI9mK3FCITR9JhKKM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/0wbiu_g5wxYI9mK3FCITR9JhKKM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/AYEH_katNP4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/2517993287576984405/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-roza.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/2517993287576984405?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/2517993287576984405?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/AYEH_katNP4/27-warszawski-festiwal-filmowy-roza.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Róża" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i52.tinypic.com/1177mme_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-roza.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMGRnw9eyp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-4024629086509411654</id><published>2011-10-12T12:48:00.000+02:00</published><updated>2011-10-19T16:27:07.263+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:27:07.263+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sundance" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="USA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sci-Fi" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Imperial-Cinepix" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="5" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Druga Ziemia</title><content type="html">&lt;a href="http://i51.tinypic.com/1znrh4j.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i51.tinypic.com/1znrh4j.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Druga Ziemia / Another Earth&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Mike Cahill, USA, 2011&lt;br /&gt;
92 min. Imperial - Cinepix&lt;br /&gt;
Polska premiera: 18.11.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden z trzech filmów, na który liczyłem najbardziej na tegorocznym WFF. Od razu przejdę do rzeczy. Nie zawiodłem się. Sensacja tegorocznego festiwalu w Sundance, a także w Locarno. Nostalgiczna opowieść w klimacie sci-fi o szukaniu szczęścia i własnego ja na Ziemi. Tylko właśnie. Na której Ziemi?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;W Układzie Słonecznym zostaje odkryta druga, będąca kopią naszej Ziemia… Rhoda, błyskotliwa młoda kobieta niedawno przyjęta do programu astrofizycznego, marzy o badaniu kosmosu. John Burroughs, utalentowany kompozytor, wspiął się na szczyt kariery i właśnie z kochającą żoną spodziewają się drugiego dziecka. W przeddzień odkrycia bliźniaczej Ziemi ma miejsce tragedia i losy tych obcych sobie osób nieodwracalnie się ze sobą splatają. Wyobcowani ze świata i obcy dla samych siebie outsiderzy zaczynają romans, który budzi ich do życia. Jedno z nich ma szansę podróży na alternatywną Ziemię i odkrycia innej rzeczywistości. Nagrodzony na festiwalu Sundance romans science-fiction. Doskonale skonstruowana opowieść kusi widza nieznanymi ścieżkami, którymi nikt jeszcze nie chadzał.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tym ostatnim zdaniem w festiwalowym opisie nie mogę się w pełni zgodzić. Podobną ścieżką podążył nie tak dawno sam &lt;b&gt;Lars von Trier&lt;/b&gt; w &lt;a href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/06/wielki-bekit.html"&gt;&lt;i&gt;Melancholii&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Ciężko uniknąć porównań i próbować nie wejść w dywagacje na temat, kto bardziej popłynął w swojej interpretacji otaczającego nas kosmosu. Obaj Panowie szukają zależności jakie zachodzą między gwiazdami, a naszymi ziemskimi egzystencjami. Od zarania dziejów wszech otaczająca nas przestrzeń kosmiczna, działała na ludzkość w sposób szalenie inspirujący. Ciągle zadawane przez nas pytania "Czy jesteśmy sami we wszechświecie?", zostały z biegiem lat sprowadzone do rangi taniego banału i możemy o nim przeczytać dziś głównie w branżowych czasopismach, na których okładkach widnieją zielone ludziki.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle, że w obu przypadkach, zarówno Von Trier jak i Cahill (ciekawe który wpadł na to pierwszy), podeszli do zagadnienia w bardziej interesujący sposób. Ten pierwszy skupił się na wizualności, na estetyce i pięknie obrazu. Drugi zaś, na psychologicznym aspekcie wpływu planet na nasze życie. I chyba bardziej przemówiła do mnie opcja nr dwa. W &lt;i&gt;Melancholii&lt;/i&gt;, obca planeta jest obsesją, w &lt;i&gt;Drugiej Ziemi&lt;/i&gt; - inspiracją. Pierwsza nas unicestwia, druga zmienia i napawa nadzieją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ludzie lubią takie historie. Szukają miliony powodów, żeby tylko zrzucić odpowiedzialność za swoje życiowe niepowodzenia na gwiazdy, na opary niedefiniowalnej przez nikogo metafizyki. Cahill z pomocą drugiej bliźniaczej planety odzwierciedla ludzkie obawy i lęki, a jednocześnie przekonuje, że tak na prawdę sami decydujemy o naszych marnych żywotach. A jeśli nawet faktycznie z góry wszystko jest zaplanowane za nas, to i tak ciągle mamy prawo wyboru. Nikt nie zabrania nam bowiem marzyć. W gruncie rzeczy, wszystko sprowadza się do tego, że zamiast szukać przyczyn naszej samotności we wszechświecie, powinniśmy skupić się lepiej na poszukiwaniu przyczyn tkwienia w liczbie pojedynczej tu, na Ziemi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wzruszająca i bardzo ckliwa &lt;b&gt;Brit Marling&lt;/b&gt; w roli Rhody. Muszę zapamiętać jej nazwisko, choć jej twarz i oczy na pewno nie ulecą mi tylnymi drzwiami. Mimo zapewne skromnego budżetu i swojego niezależnego charakteru, film jest zdecydowanie mądrzejszy od naszpikowanej grubymi milionami &lt;i&gt;Melancholii&lt;/i&gt;. Nie ma przesytu artystycznym pastiszem i pseudointelektualnym bełkotem. Jest bardziej naturalny, swobodny i swojski. Jest bardzo dobry. Po prostu. Warto. Za miesiąc w naszych kinach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/N8hEwMMDtFY" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-4024629086509411654?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yvlAC0TsOZfJCL2f-ZghagWFRmA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yvlAC0TsOZfJCL2f-ZghagWFRmA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yvlAC0TsOZfJCL2f-ZghagWFRmA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yvlAC0TsOZfJCL2f-ZghagWFRmA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/K2A5eW0ml4Y" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/4024629086509411654/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-druga.html#comment-form" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4024629086509411654?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/4024629086509411654?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/K2A5eW0ml4Y/27-warszawski-festiwal-filmowy-druga.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Druga Ziemia" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i51.tinypic.com/1znrh4j_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-druga.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0UCR3c9fyp7ImA9WhRTGEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-3240262873007285145</id><published>2011-10-12T11:00:00.000+02:00</published><updated>2011-11-09T21:41:06.967+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-09T21:41:06.967+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Best Film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Złote Lwy" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Wymyk</title><content type="html">&lt;a href="http://i53.tinypic.com/34rxh8w.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i53.tinypic.com/34rxh8w.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Wymyk&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Greg Zglinski, POL, 2011&lt;br /&gt;
85 min. Best Film &lt;br /&gt;
Polska premiera: 18.11.2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od lat mam tak, że na WFF staram się przede wszystkim zaliczyć filmy rodzimej produkcji. W tym roku jest ich kilka, ale tylko dwa przykuły moją uwagę. Pierwszy ro &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Wojciecha Smarzowskiego&lt;/b&gt; (o niej później), a także tegoroczny laureat dwóch Złotych Lwów w Gdyni, &lt;i&gt;Wymyk&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Grega Zglinskiego&lt;/b&gt;. Przed filmami polskimi zawsze zawieszam poprzeczkę stosunkowo wyżej niż zwykle. Nie wiem, czy jest to uczciwe postawienie sprawy, ale zwyczajnie wymagam od polskiej kinematografii więcej. W końcu wiele z tych filmów powstaje także za nasze pieniądze. Kształtują one wrażliwość polskiego widza. Niech więc robią to z klasą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Greg Zglinski zdecydowanie nie należy do grona moich ulubionych polskich reżyserów. Właściwie to nie wiele dotąd nakręcił. &lt;i&gt;Cała zima bez ognia&lt;/i&gt; była produkcją raczej przeciętną, choć na swój sposób nawet interesującą. Do nakręcenia kolejnego filmu zbierał się jednak przez przeszło sześć lat. W między czasie kombinował trochę przy serialach &lt;i&gt;Pitbull &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Londyńczycy&lt;/i&gt;. Typowy przebieg kariery polskiego reżysera klasy średniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wymyk&lt;/i&gt; aspiruje jednak już do klasy wyższej, o czym świadczą chociażby dwie błyszczące statuetki wręczone nie tak dawno w Gdyni (Najlepszy scenariusz i kobieca rola drugoplanowa). Faktycznie, scenariusz to silna strona produkcji. Aktorstwo też mocne, zwłaszcza Więckiewicz spełnia moje restrykcyjne wymagania, choć w jego przypadku to już recydywa. Historia inspirowana opowiadaniem &lt;b&gt;Cezarego Harasimowicza&lt;/b&gt; jest chwytliwa, bo też widz swobodnie może utożsamiać się z bohaterami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Współczesna opowieść o dwóch braciach, którzy kłócą się o rodzinną firmę. Po tym, jak w pociągu są świadkami zajścia z użyciem przemocy, ich życie całkowicie się zmienia. Sytuacja zmusza ich do ujawnienia swojej prawdziwej natury. Mówi reżyser: "Przypadki wyrzucania ludzi z pociągu zdarzały się nie tylko w Polsce, lecz także w wielu innych krajach na całym świecie. Co zainteresowało nas w tej historii to dotykanie zasadniczych tematów tchórzostwa, powiązanego z nim poczucia winy i przebaczenia. Każdy z nas może spotkać się z taką sytuacją. Ale jak my byśmy zareagowali?"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film o walce z własnymi słabościami. Kompleksem niższości. O odkupieniu win, a także o tym, jak łatwo można przez jedną chwilę zawahania dosłownie spieprzyć sobie poukładane dotąd życie. Przy okazji Zglinski ruga polskie społeczeństwo za brak odwagi w kluczowych momentach i wzięcia odpowiedzialności za siebie i innych. Niby wszystko jest na swoim miejscu. Opowieść rozwija się schematycznie, ale bardzo naturalnie. Nie mniej jednak cały czas coś mnie uwierało. I nie chodzi mi wcale o fatalne rozmieszczenie foteli kinowych w Multikinie (Złote Tarasy). Otóż, według mnie nie udało się producentom uniknąć typowych grzechów polskiego kina. Bardzo przeciętny montaż, szare i bez wyrazu zdjęcia, dźwięk także bardzo typowy, czyli nijaki. Ile to już razy ciekawe i barwne polskie historie zostały opakowane w szary, wymięty papier. Nie mniej jednak ogląda się miło. Z pewnością jeden z lepszych polskich filmów w tym roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6 &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Edit (16.10.11): Jury festiwalu przyznała Więckiewiczowi za ten film główną nagrodę za najlepszą rolę męską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/xMTRUbvuCAE" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-3240262873007285145?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Lt-06ONaO-dBKcYTfD_I8ZTFYO8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Lt-06ONaO-dBKcYTfD_I8ZTFYO8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Lt-06ONaO-dBKcYTfD_I8ZTFYO8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Lt-06ONaO-dBKcYTfD_I8ZTFYO8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/U4Gikp4THIg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/3240262873007285145/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-wymyk.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3240262873007285145?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/3240262873007285145?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/U4Gikp4THIg/27-warszawski-festiwal-filmowy-wymyk.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Wymyk" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i53.tinypic.com/34rxh8w_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy-wymyk.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMBR3o4eSp7ImA9WhdaEE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-8932604720256742178.post-6534805364846275507</id><published>2011-10-10T15:43:00.002+02:00</published><updated>2011-10-19T16:27:36.431+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-10-19T16:27:36.431+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="27'WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="POL" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="4" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2011" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="GER" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="WFF" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="FRA" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="UKR" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dramat" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Historyczny" /><title>27 Warszawski Festiwal Filmowy - Znieważona ziemia</title><content type="html">&lt;a href="http://i55.tinypic.com/2hyw3kj.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://i55.tinypic.com/2hyw3kj.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Znieważona ziemia / Land of Oblivion&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
reż. Michale Boganim, UKR, POL, FRA, GER 2011&lt;br /&gt;
105 min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koprodukcja czterech narodów. Ukraińsko-Polsko-Francusko-Niemiecka. W dodatku za sterami reżyserskimi stanęła kobieta - Żydówka. Istna mieszanka wybuchowa, ale w tym przypadku zaskakująco dobrze dobrana. Nas, poza rodzimymi producentami i dofinansowaniem przez PISF, reprezentują &lt;b&gt;Andrzej Chyra&lt;/b&gt; w roli, nazwijmy ją drugoplanową, a także &lt;b&gt;Leszek Możdżer&lt;/b&gt; w roli kompozytora muzyki, zdecydowanie pierwszoplanowego. Można więc śmiało powiedzieć, że &lt;i&gt;Znieważona ziemia &lt;/i&gt;jest w dużym ułamku także filmem polskim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dotyczy ona jednak problemu trochę nam mimo wszystko obcemu. Aczkolwiek 25 lat temu, z pewnością wielu nam, lub naszym rodzicom i dziadkom do śmiechu wcale nie było. Otóż 26 kwietnia 1986 roku doszło do największego w skali świata wypadku jądrowego, do którego doszło wyniku wybuchu wodoru z reaktora jądrowego bloku nr 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;26 kwietnia 1986 roku, Prypeć. Tego dnia odbywa się wesele Ani i Piotra. Mały Walery i jego ojciec Aleksy, fizyk zatrudniony w elektrowni atomowej w Czarnobylu sadzą jabłoń. Mikołaj, leśniczy, robi obchód w lesie otaczającym elektrownię. Dochodzi do katastrofy. Piotr jako strażak jedzie do piekła. Aleksy zmuszony do milczenia przez władze, woli zniknąć. Dziesięć lat później opuszczone miasto stało się ziemią niczyją i dziwaczną atrakcją turystyczną. Ania jeździ do Zony jako przewodniczka, a Walery po to, aby szukać śladów ojca. Mikołaj pielęgnuje w skażonej strefie zatruty ogród.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście z tamtego okresu pamiętam tylko tą przeklętą lugolę. W polskich sklepach błyskawicznie zaczęła znikać jodyna. Zabrakło też mleka w proszku i masła. Z powodu braku tabletek jodowych, ministerstwo zdrowia podało płyn lugola 18,5 milionom Polaków w różnych kategoriach wiekowych, co było ponoć największą tego typu akcją na świecie. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co działo się w ZSRR i na terenach najbardziej skażonych radioaktywnym promieniowaniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film &lt;i&gt;Znieważona ziemia &lt;/i&gt;zmierzył się w końcu z dramatem ludzi tamtych dni. Ale nie jest to film utkany wedle definicji kina katastroficznego. Katastrofa, a i owszem, jest, ale odbywa się ona tylko w ludzkich głowach. Na tle mieszkańców modelowego radzieckiego miasta powstałego przy czarnobylskiej elektrowni, Prypeci, autorka pokazuje poziom manipulacji, dezinformacji i politycznego utajnienia katastrofy przez radzieckich decydentów. Ale przede wszystkim, przedstawia to, w jaki sposób odebrali tą tragedię zwykli mieszkańcy ulokowanych ledwie kilka kilometrów od elektrowni wiosek i miasteczek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś Prypeć, mimo upływowi lat jest miastem widmo. W środku opuszczonych zabudowań znajduje się strefa Zona do której nadal nie ma wstępu przeciętny obywatel. Miłośnicy wymarłych miast i starych opuszczonych fabryk zjeżdżają się tam z całego świata w celach turystycznych. Ale na kręcenie filmu fabularnego na zgliszczach historii, zgodę musiały wydać najwyższe władze Ukrainy. Reżyserka po filmie mówiła, że nie było to łatwe. Na terenie Zony można przebywać maksymalnie pięć dni, a cała ekipa filmowa wraz z aktorami, nie mogła przekraczać 40 osób. Do tego wszechobecna biurokracja i utrudnianie na każdym kroku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten film był bardzo potrzebny mieszkańcom dzisiejszej Ukrainy. Katastrofa w Czarnobylu nadal tkwi głęboko w ich głowach. Opuszczone miasta i domy skrywają wielką tajemnicę i cierpienie milionów zwykłych obywateli. Po prostu zasłużyli sobie na to, aby świat zobaczył ich dramat widziany okiem współczesnej, pozbawionej wszelkich politycznych naleciałości, zdystansowanej kamery.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co do naszych. Chyra zagrał bardzo poprawnie. O dziwo, nie znając języka rosyjskiego, prezentował swoje lingwistyczne umiejętności w sposób wzorowy i godny pozazdroszczenia. Muzyka Możdżera mimo że naprawdę świetna, chyba nie bardzo pasowała do tematu. Lekki zawód zakończeniem filmu. Cała historia ukazana w stylu "10 lat później" mnie trochę znudziła. No ale, co kto lubi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4/6&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiastuna na razie nie ma. Jest tylko fragment jednej ze scen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="340" src="http://www.youtube.com/embed/oSTtLa9RiS0" width="520"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8932604720256742178-6534805364846275507?l=ekranpodokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CgY5OnbIeKyd1zxl5E-zzsYqZFc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CgY5OnbIeKyd1zxl5E-zzsYqZFc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CgY5OnbIeKyd1zxl5E-zzsYqZFc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CgY5OnbIeKyd1zxl5E-zzsYqZFc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EkranPodOkiem/~4/v1JmzIS1Kyo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/feeds/6534805364846275507/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6534805364846275507?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/8932604720256742178/posts/default/6534805364846275507?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/EkranPodOkiem/~3/v1JmzIS1Kyo/27-warszawski-festiwal-filmowy.html" title="27 Warszawski Festiwal Filmowy - Znieważona ziemia" /><author><name>improwizowawszy</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12625983942558145503</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="21" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/_3bcRRG7Jbh0/TIsxdxVMuXI/AAAAAAAAB78/JzTVvrPEJQI/S220/pict0095.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://i55.tinypic.com/2hyw3kj_th.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://ekranpodokiem.blogspot.com/2011/10/27-warszawski-festiwal-filmowy.html</feedburner:origLink></entry></feed>

