<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2polishfull.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0"><channel><title>eV's jogger</title><link>http://evanrinya.jogger.pl/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Fri, 24 Feb 2012 04:31:21 +0100</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/EvsJogger" /><feedburner:info uri="evsjogger" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><feedburner:emailServiceId>EvsJogger</feedburner:emailServiceId><feedburner:feedburnerHostname>http://feedburner.google.com</feedburner:feedburnerHostname><feedburner:feedFlare href="http://add.my.yahoo.com/rss?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://us.i1.yimg.com/us.yimg.com/i/us/my/addtomyyahoo4.gif">Subscribe with My Yahoo!</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.newsgator.com/ngs/subscriber/subext.aspx?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.newsgator.com/images/ngsub1.gif">Zapisz w NewsGator Online</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://client.pluck.com/pluckit/prompt.aspx?GCID=C12286x053&amp;a=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.pluck.com/images/rss-pluck.gif">Zapisz w czytniku Pluck RSS</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://feeds.my.aol.com/add.jsp?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://o.aolcdn.com/myfeeds/html/vis/myaol_cta1.gif">Zapisz w My AOL</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.bloglines.com/sub/http://feeds.feedburner.com/EvsJogger" src="http://www.bloglines.com/images/sub_modern11.gif">Zapisz w Bloglines</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.netvibes.com/subscribe.php?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.netvibes.com/img/add2netvibes.gif">Dodaj do netvibes</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://fusion.google.com/add?feedurl=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://buttons.googlesyndication.com/fusion/add.gif">Dodaj do Google</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.pageflakes.com/subscribe.aspx?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.pageflakes.com/ImageFile.ashx?instanceId=Static_4&amp;fileName=ATP_blu_91x17.gif">Subscribe with Pageflakes</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.plusmo.com/add?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://plusmo.com/res/graphics/fbplusmo.gif">Subscribe with Plusmo</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.thefreedictionary.com/_/hp/AddRSS.aspx?http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://img.tfd.com/hp/addToTheFreeDictionary.gif">Subscribe with The Free Dictionary</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.bitty.com/manual/?contenttype=rssfeed&amp;contentvalue=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.bitty.com/img/bittychicklet_91x17.gif">Subscribe with Bitty Browser</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.live.com/?add=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://tkfiles.storage.msn.com/x1piYkpqHC_35nIp1gLE68-wvzLZO8iXl_JMledmJQXP-XTBOLfmQv4zhj4MhcWEJh_GtoBIiAl1Mjh-ndp9k47If7hTaFno0mxW9_i3p_5qQw">Subscribe with Live.com</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://mix.excite.eu/add?feedurl=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://image.excite.co.uk/mix/addtomix.gif">Subscribe with Excite MIX</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.webwag.com/wwgthis.php?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.webwag.com/images/wwgthis.gif">Subscribe with Webwag</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.podcastready.com/oneclick_bookmark.php?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.podcastready.com/images/podcastready_button.gif">Subscribe with Podcast Ready</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.wikio.com/subscribe?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.wikio.com/shared/img/add2wikio.gif">Subscribe with Wikio</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.dailyrotation.com/index.php?feed=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2FEvsJogger" src="http://www.dailyrotation.com/rss-dr2.gif">Subscribe with Daily Rotation</feedburner:feedFlare><item><title>Porównanie życia do sztuki inaczej</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/yVJaelEPzoU/</link><description>&lt;p&gt;Nie będę bawiła się teraz we wstępy (właśnie przed chwilą cały akapit poznał potęgę klawisza &lt;i&gt;dilit&lt;/i&gt;), po prostu napiszę, co bym chciała i "wrócę" do lekcji. Czasem po prostu grafomania jest na tyle wkurzająca, że nie pozwoli mi się za cokolwiek zabrać, zanim nie postukam trochę w klawiaturę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wczoraj przyszło mi na myśl pewne porównanie. Mówi się ogólnie, że życie jest sztuką, ale tym razem znalazłam zupełnie odmienny argument od tych, które do tej pory słyszałam. Można wręcz powiedzieć, że przy nim wszystkie inne zdały mi się nagle dziecinnym schematem, powtarzanym przez wszystkich mądrych, &lt;a href="http://evanrinya.jogger.pl/2011/08/25/przeciwko-wszelkiemu-bo-nie/"&gt;bo tak&lt;/a&gt;. Moje porównanie skupia się bardziej na tym, czego ja doświadczyłam i nadal doświadczam w swoim życiu, które jednak zmienia się z każdą chwilą.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rozwijanie umiejętności plastycznych jest takim obrazem rozwoju ludzkiego umysłu. Zaczyna się od zera, zawsze. Potem, już na sam start człowiek atakowany jest przeróżnymi schematami - niektóre z nich są zupełnie oczywiste do odrzucenia: wiara w świętego Mikołaja, rysowanie oczu jako dwóch czarnych kropek. Dowiadujemy się coraz więcej, ale nie są to zawsze rzeczy prawdziwe - w wieku dziecięcym zazwyczaj są to durne szablony myśli, jak to, kim mamy być, w co wierzyć, jak się zachowywać. Kiedy dziecko uczy się rysować, zwraca uwagę na postacie w malowankach, kreskówkach - ich śmieszne kilkuwarstwowe oczy, kuliste twarze, malutkie lub olbrzymie dłonie (w zależności od tego, skąd czerpie "inspirację") i tak dalej. Potem kontynuuje tę drogę, przerzucając się z jednych schematów na drugie, wzorując się na innych ludziach, choć niekoniecznie na właściwych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I pewnego dnia nagle taki człowiek zauważa, że w rzeczywistości efekty jego rozwoju niekoniecznie są zgodne z rzeczywistością. Uświadamia sobie, że oczy to tak naprawdę nie dwie czarne kropki i tak naprawdę ciężko powiedzieć, jaki mają kształt, bo z każdej strony widoczna ich część wygląda inaczej. Dodatkowo okazuje się, że o wiele trudniej jest narysować coś, patrząc na to, niż po raz kolejny kopiować jakiś tam zapamiętany model. To zupełnie to samo, co spotyka człowieka, kiedy nagle wpada on na myśl, że w sumie to dlaczego ma zachowywać się zupełnie tak, jak powiedzieli mu inni, skoro ma swój własny umysł i swój własny wzrok, którym może dostrzec coś lepiej i samodzielnie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jednak to dopiero sam początek. W sumie to chyba nikt w pełni nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele rzeczy zostało mu wbite do głowy za młodu. Jednak jeśli się już porządnie ruszyło tę maszynę obserwacji świata, to zaczyna się coraz dokładniej to wszystko analizować. Zaczyna się też szukać wskazówek do zrozumienia tego wszystkiego, ale tym razem filtrując według swojego, już rozbudowanego umysłu. Nie mówi się "mogę przyjąć, że tak jest", tylko "rzeczywiście tak jest, to zgadza się z tym, co widzę". Kiedy ktoś uczy się malować, to po jakimś czasie zaczyna zauważać, że jednak relatywizm istnieje, a kolor lokalny jakiegoś przedmiotu, to tylko kolejny szablon, który trzeba odrzucić. Także światła i cienie przestają być czarno-białe. Zaczyna się zauważać ich odbicia na innych elementach, przestaje się traktować przedmiot jako coś co jest koloru X i kształtu Y, a zaczyna się mu bacznie przyglądać. I coraz więcej się zauważa. Zupełnie jak w życiu, prawda? Przeciętny, wręcz stereotypowy człowiek, idzie drogą wyznaczoną przez innych. Szuka pracy w gazetkach, nawet nie myśląc o istnieniu możliwości pracy na własną rękę. Przykładem oczywiście są ci wszyscy ludzie, w tym i ja, którzy w tym momencie przyznają się, że w wieku dziecięcym myślały, że jest jedna religia, a kiedy dowiedziały się, że są też i inne, długo nie przyszło im na myśl, że można nie być wyznawcą żadnej. Po prostu istniał taki schemat, który był jak to rysowanie noska w kształcie literki "L".&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jednak pięknym jest to dostrzeganie coraz większej ilości niezupełnie prawdziwych rzeczy i pozwalaniu im zniknąć pod wpływem wiedzy. I może nawet nie takim złym jest to, że nigdy nie wiemy, w którym momencie poznania rzeczywistości nam dostępnej jesteśmy, a ile jeszcze schematów w nas siedzi i tylko czeka na wyrzucenie. Rozwój jest piękny.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=yVJaelEPzoU:XtCjD_0Nbf0:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=yVJaelEPzoU:XtCjD_0Nbf0:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/yVJaelEPzoU" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Tue, 31 Jan 2012 02:48:22 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/31/porownanie-zycia-do-sztuki-inaczej/</guid><category>Refleksje</category><category>sztuka życie plastyka rysunek malarstwo grafomania religia praca dziecko rozwój wiedza zdobywanie wiedzy myślenie wszystko</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/31/porownanie-zycia-do-sztuki-inaczej/</feedburner:origLink></item><item><title>Poranek</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/LTIKSxGcO0I/</link><description>&lt;p&gt;Jest godzina ósma pięknego niedzielnego poranka. Dawno nie czułam się równie dobrze. Z poziomu mojego łóżka widać tylko jasne, czyste niebo. Słychać ćwierkot ptaków, poza nim pustka. Jak bardzo tęskniłam za tym przez te wszystkie ciemne, zimowe dni. Zazwyczaj nie mam możliwości ujrzenia słońca, bo jego całokształt odbiera mi szkoła, a w weekendy sen. Ciszy też nie mam okazji posłuchać - wiecznie ktoś z kimś się kłóci. Dlatego te piękne, czyste poranki są takie cudowne. Właśnie to jest najpiękniejszy moment, aby położyć się spokojnie spać.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=LTIKSxGcO0I:Hca3I8g4Wao:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=LTIKSxGcO0I:Hca3I8g4Wao:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/LTIKSxGcO0I" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Sun, 29 Jan 2012 07:55:07 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/29/poranek/</guid><category>Miniblog</category><category>Ogólne</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/29/poranek/</feedburner:origLink></item><item><title>Trzcionka</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/zIofaR3frAE/</link><description>&lt;p&gt;Zrobiłam własną czcionkę. Można pobrać ją tutaj:&lt;/p&gt;
&lt;p class="center"&gt;&lt;a href="http://evanrinya.deviantart.com/#/d4mvo0g"&gt;&lt;img src="http://fc07.deviantart.net/fs70/i/2012/019/9/8/trzcionka_by_evanrinya-d4mvo0g.png" alt="trzcionka"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To tak aby nie było, że &lt;u&gt;wiecznie&lt;/u&gt; nic nie robię.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;EDIT: A ponieważ mi się nudzi, to wrzucę jeszcze tutaj kilka obrazków przedstawiających działania wykonywane w celu utworzenia tej czcionki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zaczęło się od pisania piórkiem na papierze śniadaniowym z podklejoną od spodu kartką w kratkę [&lt;a href="http://i.minus.com/iqKr8etCBVBHd.JPG"&gt;link&lt;/a&gt;]. Potem pobawienie się w wyostrzanie itp zdjęcia, tak, aby było jak najbardziej czytelne [&lt;a href="http://i.minus.com/iciR0HjVTp1xc.JPG"&gt;link&lt;/a&gt;]. Następnie każda literka została po kolei przekopiowana osobno do nowego pliku [&lt;a href="http://i.minus.com/ibgzoLjZ2kpSLw.png"&gt;link&lt;/a&gt;] i zwektoryzowana. Efekt końcowy: [&lt;a href="http://i.minus.com/izCaBo5W0zPL3.PNG"&gt;link&lt;/a&gt;].&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=zIofaR3frAE:R1Mf6EzKIVk:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=zIofaR3frAE:R1Mf6EzKIVk:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/zIofaR3frAE" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Thu, 19 Jan 2012 18:37:36 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/19/trzcionka/</guid><category>Grafika komputerowa</category><category>Plastyka</category><category>czcionka font trzcionka</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/19/trzcionka/</feedburner:origLink></item><item><title>Myślenie boli, zwłaszcza przed maturą</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/box3yrVGD4I/</link><description>&lt;p&gt;Nigdy nie zrozumiem tych wszystkich osób, dla których studniówka jest największym świętem w życiu. A czym dłużej żyję, tym częściej spotykam się z rozpaczaniem maturzystów: że nie mają z kim iść na studniówkę, że nie mają w co się na nią ubrać, nie mają jak dojechać na miejsce, nie stać ich. Co tam matura, co tam studia, najważniejsze jest przecież to kilka godzin, które spędzą nudząc się i czekając, kiedy to się wreszcie skończy, jednocześnie ubolewając nad świadomością, że oto wydali ponad tysiąc złotych na imprezę i muszą wykorzystać ten czas jak najlepiej, wmawiając sobie, że "przecież jest zajebiście, tylko po prostu jakoś tak... a nieważne, jest zajebiście".&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Chociaż do matury mam jeszcze ponad rok, u mnie w klasie na godzinie wychowawczej o studniówce mówiło się już we wrześniu 2011. No bo przecież trzeba wynająć salę na rok wcześniej, zacząć zbierać pieniążki, znaleźć zespół, zebrać pieniążki, zacząć już się umawiać, czy impreza będzie tematyczna, czy nie (uzgodnić to z przeciwległą klasą) i oczywiście zebrać pieniążki. Kiedy o tym słyszę, to mam wrażenie, że otacza mnie banda ślepców, którym wmówiono, że muszą na tę zabawę iść i nie ma nawet najmniejszej możliwości niepójścia. No bo przecież to jedyna taka impreza w życiu, jak można nie iść? Eeee, jak teraz zjem kanapkę z musztardą, ketchupem i majonezem zmieszanymi naraz to pewnie też będzie jedyna taka moja kanapka w życiu, więc uważam ten argument za nieistotny. Trzeba się wyszaleć przed maturą. Tak, z całą pewnością najbardziej energiczną imprezą, dostarczającą niezapomnianych wrażeń będzie ta spędzona tańcząc poloneza i jedząc ekskluzywne potrawy, uważając przy tym, aby nie pobrudzić swoich świeżo zakupionych specjalnie na ten dzień ubrań, które w sumie i tak aż do pozbycia się ich przeleżą w szafie. Śmiesznym jest, jak niektórzy uważają jeszcze, że studniówka to pożegnanie z klasą. Gdyby odbywała się ona 30 czerwca - to tak, tym właśnie by była. Ale patrząc na terminy współczesnych studniówek raczej nic na to nie wskazuje.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Studniówki tak perfidnie zakorzeniły się w kulturze mainstreamu że aż mi tego wszystkiego żal. Ludzie w wieku 19, 20 lat przychodzą na imprezę z nauczycielami i siedzą sztywno, przelewając pod stołem wódkę do szklanki z colą, jak gimnazjaliści. Ida tańczyć poloneza na którego naukę poświęcali lekcje włefu od ponad roku i tańcząc, chwiejąc się na szpileczkach, w których połowa nie potrafi chodzić. Gdybym miała iść na swoją studniówkę, to chyba tylko po to, aby stanąć z boku i przyglądać się temu wszystkiemu, z trudem powstrzymując nagłe ataki śmiechu. Ale to i tak nie jest dostateczny argument, który mógłby przekonać mnie do pójścia - nie jest na tyle mocny aby zrównoważyć moją nienawiść do kupowania ubrań, a przede wszystkim butów. Nigdy nie mogłam przekonać się do szopingu - no chyba, że mowa była o książkach lub zeszytach. Przyznam się, że sama nie potrafię chodzić na szpileczkach, ale głównym tego powodem jest to, że nigdy nie próbowałam. Mówi się, że noga w nich wygląda ładnie or sth, ale w tym przypadku moje poczucie estetyki jest zupełnie sprzeczne z mainstreamem. Kiedy widzę nogę w obcasie, to sama stopa wydaje mi się taka krzywa, koślawa i mam wrażenie, że w każdej chwili może się połamać. Dłuższe przyglądanie się napawa mnie obrzydzeniem, więc tego nie robię.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A najbardziej ze wszystkiego śmieszą mnie desperaci, którzy opisują na facebooku jak bardzo nie mają z kim iść na studniówkę. O matko, świat się załamał. Czy im naprawdę nie przejdzie przez myśl, że &lt;u&gt;tak, naprawdę się da&lt;/u&gt; nie iść na tę imprezę i co więcej nikt nie powinien im mieć tego za złe? Zaoszczędzą mnóstwo kasy, zaoszczędzą czas i nerwy, a przy okazji unikną wielu przypałów, jakie mogłyby ich niefortunnie tam spotkać. Ale mimo to większość nawet nie zauważa możliwości niepójścia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z tymi całymi studniówkami to jest chyba jak z magią świąt. Ludzie sobie wmawiają, że to niezwykły czas, pełen ciepła i radości, obfity w nieopisane uczucia i pełen niezapomnianych emocji. Gdyby mi się chciało, to mogę sobie wmówić, że taki będzie osiemnasty stycznia czy trzeci luty. Chyba czas najwyższy przestać wierzyć w świętego Mikołaja i opamiętać się ze swoimi życiowymi wyborami, sterowanymi przez wmówione przez ogół obyczaje.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A i na koniec napiszę: uważam, że klasę mam w porządku, a poza tym miałabym z kim iść na studniówkę. Po prostu nie chcę :). To tak na wypadek, aby ktoś chciał mi to wytknąć xD.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=box3yrVGD4I:OfQeoh1TYxk:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=box3yrVGD4I:OfQeoh1TYxk:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/box3yrVGD4I" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Wed, 18 Jan 2012 19:06:17 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/18/myslenie-boli-zwlaszcza-przed-matura/</guid><category>Ogólne</category><category>studniowka matura stódniówka impreza młodzież</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/18/myslenie-boli-zwlaszcza-przed-matura/</feedburner:origLink></item><item><title>Wegetacja w letargu podczas zupełnego pochłonięcia niczym</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/HDKFNrUrl3c/</link><description>&lt;p&gt;Doszłam do wniosku, że z moim mózgiem jest serio coś nie tak. Wcześniej myślałam, że to jedynie zmęczenie i nadmiar spraw na głowie, ale kiedy minął kolejny rok, a on nadal nie pracuje tak jakbym chciała, postanowiłam przyjrzeć się temu z innego punktu widzenia niż zawsze. Być może podczas tego rozmyślania przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł, jak naprawić mój mózg, choć jeśli mam być zupełnie szczera, to w tym momencie jakoś czarno to widzę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jest niedziela, a tak właściwie poniedziałek. Niby co za różnica... Właśnie nie. Ostatnie 24 godziny przemknęły mi, jakby ich nie było, a jednak to nie 5 minut, aby można było się zagapić i je przeoczyć. Tak jest już chyba od zawsze – ostatni dzień tygodnia mógłby tak po prostu przestać istnieć i pewnie minęłoby sporo czasu zanim w ogóle bym to zauważyła. Wstałam wcześnie rano, bo już o 15 i zjadłam śniadanie. Potem zjadłam obiad. Kolację. I nagle jest godzina 1:06 następnego dnia i zastanawiam się, co tak właściwie pomiędzy tymi posiłkami się działo. No niby tutaj z kimś porozmawiałam, tam odpisałam komuś na facebooka, tutaj przeczytałam tekst na jakiejś stronie... Ale poza tym nic. Nie wzięłam się też za jakąkolwiek pracę, bo przecież na tę chwilę – gdy pierwszy semestr ma się ku końcowi – nie mam ani chwili aby robić coś, co nie jest związane ze szkołą. Nie trzeba nawet chyba pytać, czy zrobiłam przez ten czas coś przyjemnego. W chwili, kiedy mam tak wiele rzeczy do zrobienia, skąd miałabym wziąć czas aby obejrzeć film czy poczytać książkę? A jednak te ponad 10 godzin upłynęło zupełnie bezowocnie. Zupełnie tak samo, jak podobna ilość czasu tydzień wcześniej, i każdej innej niedzieli wstecz.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wegetacja. Któż by pomyślał, że dotyczy to także ludzi? Wszelkie próby zapobiegania temu na tę chwilę zakończyły się niepowodzeniem. Lista zadań okazała się równie nieprzekonywująca do podniesienia tyłka z łóżka, jak jej brak. „O równej xx zrobię yy” poskutkowało jedynie koniecznością powtarzania sobie tego co godzina, bo przecież tak trudno zmusić siebie do przerwania tak pochłaniającej czynności jaką jest nie robienie niczego. Bywały momenty, w których po prostu w myślach wrzeszczałam do siebie: Zrób to teraz! Oczywiście dlaczego miałabym posłuchać kogoś o tak słabej argumentacji? Czekolada na zachętę? „Jak zjem ten kawałek to biorę się za angielski” - taa, zjadłabym kilka tabliczek i by brakło. W rzeczywistości jedzenie w takich chwilach jest po to, aby w desperacji przekonać siebie, że jeszcze jest się w stanie robić cokolwiek. A potem ten żal: „Moje ja – dlaczego mnie nie słuchasz? Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam?” albo „Moje głupie ciało, dlaczego siedzisz tak i nawet nie zajmiesz się czymkolwiek?”. I najgorszy jest fakt, że to „robienie czegokolwiek” nie jest takie nieprzyjemne, na co wskazywałyby trudności mobilizacyjne. I „robiąc cokolwiek” mówię sobie zawsze „Moje głupie ciało, popatrz, to jest całkiem przyjemne – na przyszłość posłuchaj mnie i uwierz, że takie będzie, a na pewno nagrodzę cię, chociażby większą ilością snu”. Pomaga? Oczywiście, że nie. Dodatkowo już dobrze poznałam moje trudności mobilizacyjne. Codziennie (bo przecież nie włączają się jedynie na czas trwania niedzieli – wtedy jedynie się nasilają) kiedy wracam ze szkoły busem, rozmyślam o tym, jak wiele rzeczy mogłabym zrobić, mając kupę czasu, podczas czego oczywiście mam świadomość, że tę kupę czasu mam, ale posiadając również wiedzę o posiadaniu niedostatecznie niewyraźnych braków w systemie motywacji, każdą moją godzinę w teorii, można skrócić do średnio 2-3 minut w praktyce. Nie, w tym momencie nie żartuję – właśnie minęło mi 10 godzin, których przecież nie spędziłam na jedzeniu kanapek.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tryb wegetacyjny mógł mi się nieświadomie włączyć kiedy postanowiłam przetrwać jak najszybciej ten okres pomiędzy ówczesnym „teraz” a ostatecznym wyniesieniem się z domu. To tylko taka moja mała teoria, ale coś w niej jest. Do tego czasu ważne jest wyłapywanie tych pięknych chwil i przeczekiwanie całej reszty czasu, co chyba do mojego organizmu dotarło zbyt dosłownie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ja mam naprawdę bardzo dużo planów. Chciałabym wreszcie, po tych kilku latach, nauczyć się tworzyć grafikę komputerową – niby znam wszystkie potrzebne mi funkcje Photoshopa, ale jednak brakuje mi tego ogromu czasu, który potrzebny jest aby wytworzone w programie gówienka ewoluowały w coś pięknego. Tak samo jak chciałabym kiedyś napisać książkę – taką z jednej strony ciekawej fabularnie, a z drugiej zawierającej wiele refleksji. Jednak najpierw powinnam pomyśleć nad fabułą, a na to przecież czasu nie mam, co nie? Już pomińmy fakt, że byłoby to dzieło marne, po prostu chciałabym to napisać – dla własnej satysfakcji. Podobnie ma się ze słit tomikiem wierszy, który chciałam wydać własnym nakładem już w starszakach (przedszkole), kiedy to powstał mój pierwszy „wiersz”, oczywiście o kwiatkach. I zupełnie tak samo jak to miało być z obejrzeniem tak wielu filmów, przeczytaniem tak wielu książek... A kiedy już udało się jakoś do tego zmobilizować, to nastawała taka radość z faktu tego, i tak się chciało kontynuować, mając już za sobą te wszystkie trudności polegające na sprawianiu, abym sama zechciała z łaski swojej zacząć. O jakie życie byłoby piękne, gdyby czynności nie trzeba było „zaczynać”... Jakie wszystko byłoby wtedy proste...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeśli ktoś z Was zna jednak jakieś &lt;u&gt;działające&lt;/u&gt; metody motywacyjne, to będę niezwykle wdzięczna za ich napisanie :)&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=HDKFNrUrl3c:Lzf6ZgX4mA8:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=HDKFNrUrl3c:Lzf6ZgX4mA8:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/HDKFNrUrl3c" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Mon, 09 Jan 2012 21:42:01 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/09/wegetacja-w-letargu-podczas-zupelnego-pochloniecia-niczym/</guid><category>Ogólne</category><category>wegetacja</category><category>letarg</category><category>marnowanie czasu</category><category>nie robienie niczego</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/09/wegetacja-w-letargu-podczas-zupelnego-pochloniecia-niczym/</feedburner:origLink></item><item><title>Podsumkowanie 2011</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/Rkn5oee0KeM/</link><description>&lt;p&gt;Zawsze, kiedy próbuje określić czas jaki minął od jakiegoś wydarzenia, to wydaje mi się on bardzo krótki, a jednocześnie długi. Z jednej strony mam wrażenie, że to coś było tak niedawno, z drugiej ciężko mi uwierzyć, że aż tak wiele rzeczy miało od tego czasu miejsce. W tym momencie myślę o wpisie na blogu podsumowującym zeszły rok. Pisałam tam wtedy, jak wiele rzeczy zmieniło się w moim życiu przez tamtych dwanaście miesięcy, jak bardzo ja się zmieniłam. Teraz jednak mam wrażenie, że rok 2010 nie różnił się aż tak bardzo od 2009 i paru poprzednich. Może i zmieniło się moje otoczenie, zmieniły się miejsca w których lubiłam przebywać i do których często wracałam myślami, zmienili się ludzie z którymi miałam kontakt. Ale ja sama niezbyt się zmieniłam. Może teraz mi się tak tylko wydaje, może czas zatarł te wszystkie różnice... Jednak czasem zastanawiając się nad tym, które wydarzenia w moim życiu miały dla mnie wartość kluczową w kształtowaniu własnej filozofii, odnoszę wrażenie, że zdecydowana większość z nich miała miejsce w tym – 2011 roku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na początku roku miały miejsce moje osiemnaste urodziny. Większość osób, które znam jest święcie przekonana, że data ta nie zmienia nic w życiu poza wyrobieniem sobie dowodu (który ja miałam już kilka lat wcześniej – konieczność wyrobienia przed gimnazjalną wycieczką z przejściem na Słowację, którego w końcu nie było ;/) i jakimiśtam możliwościami prawnymi i w rzeczywistości nie ma to wpływu na dojrzałość człowieka. Moje zdanie jest zupełnie inne. Mając lat 18 uwalnia się swoich rodziców od odpowiedzialności za nasze czyny. Wiedząc, że popełniając błąd ucierpimy tylko my, możemy wreszcie swobodnie zaryzykować – co najwyżej dosięgnie nas odpowiedzialność za to. Odbieramy rodzicom przy tym prawo decydowania o naszym życiu. Jeśli mają coś przeciwko moim życiowym wyborom, które nie są sprzeczne z prawem, a jedynie z ich własnymi ambicjami, muszą to przeboleć.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W minionym roku mój system wartości przekręcił się o 180 stopni i w tym momencie to, do czego dążyłam lata temu okazało się w sumie niepotrzebne, bezsensowne, a to czego unikałam zaczęło być priorytetem. Nadal jednak tkwią we mnie resztki starego systemu, co jakiś czas domagające się pamięci o sobie. Często to boli – mam wrażenie, że wcześniej po prostu marnowałam czas, ale też że kiedyś moje życie było bardziej produktywne. Chociaż w sumie to nie powinno być dziwne, skoro dzień był dla mnie o kilka godzin dłuższy. Każdy dzień... Przez długi czas czułam, że brakuje mi czegoś z tamtych lat – gimnazjalnych, może jeszcze wcześniejszych. Niby nie chciałabym tam wrócić, ale jednak miałam wrażenie, że zostawiłam tam coś, co dodawało celowości mojemu istnieniu. Czegoś, co sprawiało wtedy, że pomimo braku bratnich dusz na każdym kroku, jakoś przetrwałam i chyba nawet nie z trudnością. Dopiero jakoś tak niedawno zrozumiałam, co to było. Chodziło o robienie czegoś, co nie ma związku ze szkołą chociaż kilka razy w tygodniu. Choćby czytanie książek. W gimnazjum potrafiłam przeczytać ich po kilka dziennie, a rozpoczynając naukę w liceum musiałam zrezygnować z tej przyjemności z powodu tak znacznego zmniejszenia ilości czasu wolnego. Dopiero teraz zrozumiałam, jak to rozstanie z literaturą na mnie wpłynęło. Dopiero teraz – po powrocie do czytania – przypomniałam sobie, jak to jest siedzieć w szkole i czekać aż wreszcie miną wszystkie godziny, z nadzieją, że bus nadjedzie jak najszybciej – nie po to, aby wrócić do szarej rzeczywistości czterech ścian, a aby z powrotem zagłębić się w stronice aktualnie czytanej powieści. Wiem, że to teraz brzmi tak kujońsko... Jednak kto zna przyjemność czytania, ten doskonale wie, co mam na myśli. A czytanie w wieku trochę bardziej dojrzałym niż lata gimnazjalne to dodatkowy zachwyt nad kunsztem autora bądź tłumacza, wydobywanie smacznych wątków, dodatkowych znaczeń – nie, nie po szkolnemu na podstawie określonego schematu. Raczej bardziej w sposób psychologiczny, psychoanalityczny wręcz. Nie tworząc złudnego pseudoobiektywizmu, nie opisując myślowo – tak aby pasowało pod nauczycielkę – a wynajdując znaczenia zupełnie subiektywne. Czasem zachowanie bohatera książkowego potrafi tak ładnie wytłumaczyć zachowanie kogoś bliskiego – nawet niekoniecznie podobne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wracając do tematu – ten rok był niezwykle zmienny. Pisząc to teraz, mówię głównie o tym, o czym myślałam przez ostatnie tygodnie, może miesiące. Trudno mi ustalić, kim byłam pół roku czy rok temu. Jakie miałam cele w życiu, co mną kierowało przy podejmowaniu rozmaitych decyzji. Czasem wydaje mi się, że więcej rzeczy przyziemnych było mi obojętne: mróz na zewnątrz, długie czekanie na busa, pustki w portfelu... Może byłam mniej krytyczna do świata, a może to tylko moje teraźniejsze wrażenie przeszłości. Albo może ograniczyłam narzekanie, które pozwalało mi wyrzucić z siebie krytykę tego wszystkiego, po czym wydawało mi się, że tego nie było. Nikt mi nie mówił, że narzekam mniej, ale czy jest to wykluczone? Jest jeszcze opcja, że po prostu moje życie stało się o wiele lepsze niż było parę lat temu, więc nie męczę się już tak bardzo sama ze sobą, co sprawia, że mam więcej czasu na myślenie o wszystkim wokół.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Piękny rok 2011... Piękne jego pojedyncze chwile, na które warto było czekać przez czas pozostały. Zdecydowanie mniej szarych i nudnych dni niż w latach poprzednich.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pod koniec wiosny utworzyliśmy ze znajomymi grupkę, z którą dzięki bardzo częstym spotkaniom czerwiec (a zwłaszcza jego druga połowa) zapisał się w mojej pamięci wspaniale i przypominam sobie, że nawet pomimo wyczekiwania na wakacje, które już wtedy zapowiadały się niesamowicie, nie chciałam przyśpieszać czasu. Chciałam, aby minuty i godziny wlokły się jak najwolniej się da.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Potem wakacje – z całą pewnością najlepsze w moim życiu – spędzone w większości z chłopakiem. Wydawałoby się, że te dwa miesiące przemknęły w kilka godzin.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I znowu rok szkolny. Wrzesień dojazdów pociągiem jako przedsięwzięcie, które pozwoliło mi zaoszczędzić około 100zł (w porównaniu ceny jaką zapłaciłabym za bilet miesięczny na busa), niestety kosztem poświęcania nie 2 a 5-6 godzin dziennie na dojazdy do szkoły, co mnie naprawdę wykończyło i długo jeszcze miałam potem wrażenie, że pierwszy miesiąc nauki nie miał 30 dni, a tak ze trzy razy więcej. I jeszcze te próby przygotowania się psychicznego do nadejścia zimy. A przygotowywałam się na najgorsze, bo ogólnie rzecz biorąc zawsze kiedy temperatura zmusza mnie do ukrywania się pod kocem, moje samopoczucie wydaje się być odwrotnie proporcjonalne do długości dnia. Jak każdego, zaskoczył mnie praktyczny brak opadów deszczu a potem śniegu w tym roku, ale naprawdę bardzo jestem z tego powodu zadowolona. Już tera mam wrażenie, że ledwo mogę przetrwać zimno, a wolę nie wiedzieć, jak bym wytrzymywała sama ze sobą, kiedy temperatura osiągnęłaby swoje ulubione -20C i mniej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ogólnie – jak to bywa zawsze w okresie jakoś pomiędzy połową października a końcem marca – czuję się jak chodzący trup i ciężko mi się za cokolwiek zabrać. Wykonując jakaś pracę do szkoły, czas na nią rozkładam w ten sposób, że najpierw pierwsze pięć godzin marnuję na przygotowanie psychiczne, a następnie jedna, max dwie na rzeczywiste uczenie się, choć akurat ta druga część bywa często pomijana z powodu maksymalnej niechęci do jej wykonania popartej spojrzeniami na zegarek i zamykającymi się oczami. Apogeum stan ten osiąga w okresie pomiędzy feriami świątecznymi, które są zwykle zbyt krótkie aby podczas nich odpocząć, ale na tyle długie, aby się odzwyczaić od pracy, a feriami zimowymi, które w tym roku niefortunnie wypadają dla województwa świętokrzyskiego w ostatnim terminie. Czas ten to esencja letargicznego wegetowania w oczekiwaniu na w sumie nie wiadomo co. Ponieważ dnia praktycznie nie ma, zabieranie się za cokolwiek co nie jest związane ze szkołą, jest utrudnione nieustającym poczuciem braku czasu. Do tego dochodzi nawał wszelakich prac do zrobienia w domu z okazji kończenia się pierwszego semestru, tak więc nawet chwile spędzone w domu na odpoczynku są swoistym odliczaniem do wiosny, kiedy to symboliczne stopnienie śniegu (który się jeszcze nie pojawił – i dobrze!) obdaruje poczuciem nowej nadziei i przypływem energii.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zauważyłam, że słońce ma na mnie bardzo duży wpływ – za pomocą dobrego kojarzenie się, automatycznie poprawia nastrój, tak bardzo znacznie. Czy to nie tak to właśnie działa – ładna pogoda, która na ogół towarzyszy tym lepszym momentom życia, tkwi w naszej pamięci jako tło czegoś dobrego i od razu tym samym przywołuje pozytywne emocje? Zaliczam się do osób, które naprawdę zwracają uwagę na przyrodę, lubię patrzeć w niebo, uważam zmiany pogodowe za jedną z ważniejszych rzeczy jeśli chodzi o elementy nie stworzone przez człowieka, a pomimo to wzbudzające podziw w nie mniejszym stopniu niż jego największe dzieła. Dzięki temu jest to bardzo ściśle powiązane w mojej pamięci z wydarzeniami. Później wystarczy już tylko zapach świeżo urosłej trawy, delikatny powiew wiatru i ciepły promień słońca na policzku, a od razu przypominają mi się te piękne momenty w życiu, które właśnie w taką pogodę miały miejsce. Kiedy jednak przez długie dni nie widzę słońca, ziemia jest mokra i zimna, a temperatura zmusza do siedzenia pod kocem, od razu wpadam w depresyjny letarg i z każdą chwilą coraz więcej rzeczy zaczyna mnie wkurzać bądź smucić. I tak właśnie jest w tym momencie – pomimo tego, że raczej radzę sobie z życiem, za kilka dni moje urodziny, w sobotę widzę się ze znajomymi, a we wtorek być może okaże się, że wygrałam vouchery na pkp, jakoś wcale nie czuję się szczęśliwa. Problem polega na tym, że nie potrafię nakierować swoich myśli na te pozytywne rzeczy, a wszystko wydaje się monotonne i nudne. Wszystko każe mi czekać na siebie – aż się skończy. Przy tym widzę wyraźnie, jak czas mi przelewa się pomiędzy palcami – marnowany zupełnie dosłownie – bo przecież ślęczenie w wegetacji pod tytułem „przetrwawanie” nie jest ani przyjemne, a już na pewno nie ma plusów w postaci kolejnych kroków do przodu w drodze zwanej życiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Chociaż jeśli chodzi o namacalne produkty istnienia, ten rok raczej nie był obfity. Wiele „wytworów” nie powstało, zwłaszcza jeśli chodzi o wysilanie się poza szkołą. W sumie nie ma co się oszukiwać – liczba stworzonych przeze mnie w tym roku rzeczy jest tak bardzo podobna do zera, że można by ją było wręcz z nim pomylić. Za to moja filozofia życiowa uległa zupełnej przebudowie, zdecydowanie na lepszą jeśli chodzi o wartość prawdopodobnie obiektywną. Z biegiem miesięcy dążyła do zupełnego sceptycyzmu i za pomocą ponownego budowania znaczeń ogólnie używanych (i nadużywanych) słów pozwoliła zlikwidować ze słownika te zupełnie przeszkadzające w rozwoju dalszego poznania. Ciemną stroną mocy jest tutaj wersja zupełnie subiektywna i smutek związany z zauważeniem świata jeszcze bardziej płaskiego i nudnego niż był do tej pory. Płaskiego, nudnego, ale też zdecydowanie mniej niesprawiedliwego. Pozwalającego człowiekowi na więcej jeśli chodzi o niego samego. Ludzie nie są zaprogramowanymi od początku do końca życia stworzonkami, które nie mają wpływu na to, co potrafią i czego są w stanie dokonać. To od ludzi zależy, co osiągną. Jak bardzo żałuję, że przekonałam się w 100% do tego spojrzenia tak późno, kiedy jestem już na tyle stara i mam na tyle mało czasu, że trudno mi powziąć nowe drogi w życiu. Zmarnowałam około 18 lat na nierobieniu niczego i przyzwyczajaniu się do wegetacji nad niezaczętą pracą. Zmarnowałam 18 lat na czekaniu, wierząc, że kiedyś wyjdzie na jaw jakiś mój wielki ukryty talent, który pozwoli mi znaleźć swoje miejsce w życiu. Zupełnie zmarnowałam ten czas.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Może powinnam zacząć coś brać – kiedy między godziną 18 a 24 praktycznie nie robię nic, nie potrafiąc się zmobilizować nawet do odpoczynku, to chyba nie jest to stan optymalny do życia. W planach mam oczywiście odczekanie do wiosny, co – jak co roku – zdecydowanie poprawi mi nastrój. Nie chcę jednak zmarnować tych kilku miesięcy na czekaniu. Niestety też nie działają na mnie typowe techniki motywacyjne. Jak wiele jest rzeczy, za które chciałabym się zabrać, ale odkładam je na później, nawet jeśli akurat mam chwilę, bo aktualnie jestem zbyt zajęta nudzeniem się, aby za cokolwiek się zabrać. Aczkolwiek pomimo wszystko, głęboko w podświadomości mam już ustalone, że w sumie to mam wiele powodów, które wystarczą, aby czuć się szczęśliwym człowiekiem. Wystarczyłoby mi jedyne potrafić się na nich skupić na zawołanie. Bo rzeczywiście większość z nich wystarczy, aby pomyślenie o dowolnym z nich wywołało mimowolny uśmiech na twarzy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Teraz tylko wystarczy przywitać rok 2012. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że on nigdy nie nadejdzie, a to jednak już. Jeśli ma być on podobny w swojej jakości do 2011, to już w tym momencie wiem, że zapowiada się cała masa pięknych chwil – i tych dłuższych i tych, które pomimo swojej krótkości, zapiszą się tak mocno w pamięci, że staną się tymi, dzięki których wspomnieniu wiele, wiele następnych przeżyję z uśmiechem na twarzy. Bo nie tak to działa? :) A szczerze mówiąc – wierzę, że rok 2012 będzie jeszcze piękniejszy od 2011 i stanie się kolejnym punktem na trasie, której pokonywanie – choć męczące – zawiera coraz bardziej urozmaicone przyjemności :).&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=Rkn5oee0KeM:QDbQ2tc4yvU:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=Rkn5oee0KeM:QDbQ2tc4yvU:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/Rkn5oee0KeM" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Thu, 05 Jan 2012 19:59:48 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/05/podsumkowanie-2011/</guid><category>Retrospekcje</category><category>2011 2012 nowy rok sylwestra podsumowanie koniec początek roku</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/05/podsumkowanie-2011/</feedburner:origLink></item><item><title>Posylwestrowo</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/YYp8moPI21U/</link><description>&lt;p&gt;Pomimo tego, że za tydzień są moje urodziny, ja i tak chciałabym móc cofnąć czas. I po raz pierwszy - móc cofnąć czas nie po to, aby coś naprawić, a po to, aby coś przeżyć jeszcze raz. Roku 2012, nie bądź mniej piękny niż był 2011.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=YYp8moPI21U:iIwnWhJVD5s:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=YYp8moPI21U:iIwnWhJVD5s:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/YYp8moPI21U" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Sun, 01 Jan 2012 23:53:02 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/01/posylwestrowo/</guid><category>Miniblog</category><category>Retrospekcje</category><category>nowy rok 2012 2011 sylwestra</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2012/01/01/posylwestrowo/</feedburner:origLink></item><item><title>Pojemniczki</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/m83J8pfqCts/</link><description>&lt;p&gt;Dlaczego czasem mam wrażenie, że niektórzy uważają, że słowa są rzeczami. Czytam często opinie różnych osób, i czasem mam wrażenie, że niektórzy nie rozumieją, że gdy psa się nazwie kotem, to on nadal psem pozostanie. Dodatkowo nie są w stanie przyjąć do zrozumienia, że nie jest niemożliwym, że spotkają na swojej drodze człowieka, który przez całe życie nazywał psy kotami, będąc pewnym, że taka jest ich nazwa prawidłowa. Wtedy pojawia się pewien rodzaj bardzo śmiesznej dyskusji, w której druga z wymienionych osób próbuje opisać pierwszej jak szczekają koty, co pierwsza odbiera jako coś zupełnie absurdalnego i sprzecznego. Choć prawda jest jedna, to przeciwnicy w dyskusji stoją po odmiennych jej stronach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mowa to ogólnie taka śmieszna rzecz. Odrębny dla każdego języka zbiór słów, do których przyjęte są jakieś znaczenia, czasem po kilka. Czy to nie groteskowe? Fakt, że nic nie stoi nikomu na przeszkodzie pomieszać wyrazy z ich określeniami, które – gdyby nie słowniki i encyklopedie – w sumie nie byłyby jakoś do owych słów przyspawane. Najlepsze jest to, że do powyższych źródeł znaczeń mało kto sięga, więc tak łatwo popełnić pomyłkę. Śmiesznym jest, że wtedy błędem jest nie odmienność od prawdy, a różnica pomiędzy własnym a przyjętym przez społeczeństwo znaczeniem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Liczba słów jest taka ograniczona. Niby ciągle powstają określenia nowości technicznych, nowych dziedzin nauki, nowych chorób... Niestety jednak nadal tak wielu słów brakuje, aby opisać choćby najprostsze rzeczy, z którymi mamy kontakt w sposób dokładny, czyli nie taki, który zrozumieją jedynie osoby wiedzące o czym mowa, mające przedmiot już opisany dzięki wcześniejszym obserwacjom. Kiedy jednak chciałoby się opisać coś od samego początku, zaczynając od samej istoty rzeczy, pojawia się problem. Jak na przykład opisać człowiekowi, który od urodzenia był ślepy kolor czerwony? Można co prawda odwoływać się do jego skojarzeń z ciepłem, ale wątpię, że to w czymś by pomogło.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Śmiesznym więc jest też fakt, że słowa zawsze są jakoś nacechowane. Oprócz swojego przyjętego bardzo ogólnie znaczenia, mają jakiś ładunek emocji, który jest dla każdego inny. Jakby już nie wystarczyła wiedza, co zawierają te pojemniczki! Dodatkowo same ich ustawienie względem siebie w zdaniu potrafi zupełnie zmienić sens całości. A że każdemu dane słowo kojarzy się z innymi emocjami, można powiedzieć, że nigdy jedno zdanie nie będzie brzmiało tak samo dla dwóch różnych ludzi. Dla jednych długie i zawiłe zdanie będzie szczytem kunsztu pisarskiego, a dla drugich majakiem kogoś, kto ma wyraźne trudności z postawieniem kropki. Niby nic odkrywczego, ale w sumie jak rzadko się o tym myśli i mówi...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Chyba tyle wystarczy tego wpisu. Po prostu musiałam w końcu dać swobodę grafomanii, bo zbyt długo kazała mi o sobie myśleć.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=m83J8pfqCts:Cbk-j_ttn_Y:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=m83J8pfqCts:Cbk-j_ttn_Y:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/m83J8pfqCts" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Sun, 18 Dec 2011 17:27:37 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/12/18/pojemniczki/</guid><category>Refleksje</category><category>pojemniczki mowa słowa znaczenie znaczenia zwrot zdanie</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/12/18/pojemniczki/</feedburner:origLink></item><item><title>Refleksywne pronounsy byciasobizmu</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/Fo_vXLDBxLE/</link><description>&lt;p&gt;Nadszedł właśnie czas na napisanie czegoś bardziej konkretnego. Tym razem zainspirowała mnie tajemnicza osoba, ukrywająca się pod pseudonimem „1234” w komentarzach pod moim - chyba - &lt;a href="http://evanrinya.jogger.pl/2011/10/06/pseudopsychoanaliza/"&gt;najcharakterystyczniejszym postem&lt;/a&gt;. W komentarzowej wymianie zdań padł zwrot „być sobą”, aczkolwiek w kontekście trochę innym, niż słyszy się go na ogół, co jednak nie jest tematem dzisiejszej notki, więc pominę to w dalszych rozważaniach. Skupmy się na samym wyrażeniu. „Być sobą”. Ostatnio promowanie &lt;i&gt;byciasobizmu&lt;/i&gt; stało się tak popularne, jak narzekanie na wiatr rozwiewający grzywki czy argumentowanie swoich wypowiedzi za pomocą &lt;a href="http://evanrinya.jogger.pl/2011/08/25/przeciwko-wszelkiemu-bo-nie/"&gt;dwóch słów jedynie&lt;/a&gt;. W tym momencie aktywuje się we mnie mój wewnętrzny hipster.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tutaj, w ramach krótkiej dygresji, chciałabym zaznaczyć, że jeśli chodzi o sprawy czysto dyskusyjne, to lubię czuć się hipsterem, mającym zawsze inne i &lt;i&gt;lepsze&lt;/i&gt; zdanie od reszty. Nie można tez zapomnieć, że - jak to kiedyś pięknie ujęła na pamiętnej lekcji etyki koleżanka z klasy – jestem bardzo &lt;i&gt;prześmiewcza&lt;/i&gt;. Te dwie cechy sprawiają, że nie mogę pozostać wobec tak popularnego i mocnego stwierdzenie obojętna.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Aby coś potępić, najpierw trzeba znać tego najmniej subiektywną (zarówno obiektywizm, jak i subiektywizm absolutny nie istnieją, ale tym pogardzę innym razem) definicję, z którą będzie się można nie zgodzić. Trzeba też wziąć pod uwagę, że pojęć omawianej rzeczy jest tyle, ilu ludzi o niej słyszało, więc nie można też jednogłośnie jej opisać. Dlatego zaznaczam, że za każdym razem, kiedy o czymś mówię, to mam na myśli najbardziej obiektywną, znaną mi, definicję tego zwrotu, a nie ogólną prawdę objawioną.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Teraz mogę już przejść do tematu. „Bycie sobą” - słyszy się to tak często, że aż można przestać się zastanawiać i nad źródłem tych słów, i nad zgodnością ich z celem, w jaki zostały wypowiedziane. Bo teraz &lt;i&gt;aby być kimś, trzeba być sobą&lt;/i&gt;; aby nie zginąć w tłumie, aby czuć się wyjątkowym, aby nie zwiększyć szarej masy... trzeba być sobą. Zastanówmy się nad nie-byciem sobą. Czy kiedy ktoś nie dba o oryginalność swojego ubioru, lub jego gust nie wyróżnia się jakoś specjalnie, to znaczy, że nie zalicza się do tych wszystkich pr0-będących-sobą. Albo to najczęściej wymawiane pejoratywnie przez &lt;i&gt;byciasobistów&lt;/i&gt; słowo: „naśladować” - czy oznacza to, że wzorowanie się na kimś, posiadanie autorytetu, jest oznaką braku jakiegoś niezwykłego czegoś, co sprawiałoby, że taka osoba zaliczyłaby się do ich szczęśliwego grona? Czy oni sami nigdy, przenigdy nie poszli droga wydeptaną przez kogoś innego?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dobrze, inaczej. Spróbuję znaleźć ten element, który odpowiada za bycie „sobą”. Skoro dotyczy to najczęściej ubioru, to można stwierdzić, że w umyśle leży dość płytko. W sumie jak większość nieprzemyśliwanych rzeczy. Jak już nie raz pisałam, jestem antagonistką predestynacji i uważam, że nie ma czegoś takiego, jak &lt;i&gt;Słit Zestaw Cech, Talentów i Łatwości&lt;/i&gt;, jakie człowiek dostaje od natury w czasie urodzenia bądź wcześniej (nie mówię o biologicznych odstępstwach, a o stronie psychicznej człowieka). Dla mnie to trochę jak wierzyć w horoskop i myśleć, że coś nam nie wychodzi tylko dlatego, że Zwrotnik Koziorożca był blablabla a tymczasem Saturn... Tak więc – w zgodzie z poprzednimi zdaniami – można stwierdzić, że umysł człowieka składa się z tego wszystkiego, co zostało tam napchane przez otoczenie i jego samego (korzystającego z otoczenia na własną rękę), ale też konsekwencji myślowych z posiadania tych wspomnień czy wiedzy (na jedno wychodzi). Możemy więc założyć, że jestestwo człowieka nie jest wartością stała, a czymś, co się zmienia w sposób tak bardzo nieregularny, że ciężko byłoby znaleźć jakiekolwiek jego określenie, które by pasowało. W ten sposób nie można porównać do niego czegokolwiek innego, a więc nie można stworzyć zestawienia „być/nie być sobą”, bo to po prostu nie miałoby sensu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;Nie bycie sobą&lt;/i&gt; może się więc zawierać w byciu sobą. Jeśli coś jest niezgodne z człowiekiem, to on automatycznie się tego wypiera. Jeśli jednak coś robi, coś mówi, czy jakoś się ubiera, to można stwierdzić, że było to wynikiem mniej powierzchownych procesów myślowych, które go do tego doprowadziły. Nikt nie udaje kogoś innego dlatego, że &lt;i&gt;Wielka Zewnętrzna Siła&lt;/i&gt; kazała mu nagle zmienić swój gust czy swoje postrzeganie świata.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To jest takie proste i jak dla mnie takie zwykłe, a pomimo to ciągle słyszy się ten wielmożny zwrot powtarzany przez każdą Ciocię Dobrą Radę, która obrała sobie za życiową misję nawracanie wszystkich „niżej postawionych” i czerpanie niezwykłej radości z dzielenia się niezaprzeczalnie pomocnymi protipami na życie, do których zresztą sama się nie stosuje. Ale niektórzy już tak mają, że czerpią swoją energię życiową z czucia się wiecznie potrzebnym i niezbędnym innym, niezależnie od tego, czy zgadza się to z rzeczywistością.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A jako taki akcent kończący w tym poście, trochę na inny temat:&lt;/p&gt;
&lt;p class="center"&gt;&lt;a href="http://i.imgur.com/9ofGI.png"&gt;&lt;img src="http://i.imgur.com/9ofGI.png" alt="obrazek"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=Fo_vXLDBxLE:T3KdNNpFMpE:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=Fo_vXLDBxLE:T3KdNNpFMpE:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/Fo_vXLDBxLE" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Thu, 08 Dec 2011 20:17:07 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/12/08/refleksywne-pronounsy-byciasobizmu/</guid><category>Refleksje</category><category>byc soba byciasobizm refleksywne pronounsy byciasobizmu</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/12/08/refleksywne-pronounsy-byciasobizmu/</feedburner:origLink></item><item><title>A tak bo mi się nudzi</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/b-6wzIFo0UY/</link><description>&lt;p&gt;Czasami mam wrażenie, że moje życie zostało pocięte na drobne fragmenty, a następnie zmontowane jak teledysk, gdzie niby co chwila pojawia się coś innego, ale wiele motywów stale się powtarza. I tak też dzisiaj mam wrażenie, jakbym cofnęła się do zeszłego roku, ale jakoś tak bardziej marca niż grudnia. Odkryłam dzisiaj w sobie sposób myślenia charakterystyczny dla mnie sprzed roku, kiedy to nie byłam - jak to określiła koleżanka z klasy - "prześmiewcza", a raczej skupiałam się na wykorzystaniu coraz to szybciej uciekającego mi czasu w jak najmniejszym stopniu stratnie. Ten tydzień był dla mnie wyjątkowo ciężki, a koniec jego nadal nie nastąpił, więc jeszcze chwilę się pomęczę. I właśnie teraz, w samym środku czwartkopiątku, przypomniał mi się stan kiedyś praktykowany jako defaultowy. Nawet trochę za nim zatęskniłam...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kiedy jakoś tak dłużej śpi się trzykrotnie mniej niż się powinno, zaczynają pojawiać się charakterystyczne objawy przemęczenia. Tym razem katowanie siebie nie było moim umyślnym celem, a raczej karą za zwłokę z pracami z liternictwa (zrobienie jednej to minimum 5 godzin roboty, a ja miałam do nadrobienia takich 3, dodatkowo musiałam uzupełnić zeszyt, co też swoje zabrało) oraz za zaległości sprawdzianowe (odbiło się to pisaniem 5 sprawdzianów w ciągu tygodnia). No i nie można zapomnieć, że koniecznym było zrobienie prac typu projekty na grafikę czy film na film. Najgorszą przeszkodą jest wolniej pracujący mózg. I to w bardzo charakterystyczny sposób. Przez pierwsze dwa-trzy dni pojawia się apatia i czas mija tak szybko i - wydawałoby się, że - skokowo (co kilka godzin uświadamiam sobie, że nie mam pojęcia, co robiłam przez ten czas, że nic nie zrobiłam, a on minął), z kolei po tym pojawia się bardzo ciekawe myślenie abstrakcyjne. Zaczyna się zauważać takie rzeczy, jak ciemniejszy kolor pieprzu w pieprzniczce, czy niezwykle ciekawe rozmieszczenie elementów pokoju względem przestrzeni w której się znajdują, co sprowadza się do śmiesznych kontemplacji na temat tej przestrzeni. To trochę jak ćpuństwo, ale na swój sposób ten stan jest przyjemny. Niestety nie sprawdza się przy nauce, a już na pewno nie przy naukach ścisłych. Skupienie się na jednym elemencie staje się niezwykle trudne, a i prawidłowe go rozpoznanie jest delikatnie opóźnione (co chwila zdarza się przeczytać coś nie tak, jak jest napisane). Czas zaczyna się upłynniać i przelatywać wokół szybciej, z prądem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale czuję się zadowolona. Wreszcie udało mi przywrócić sobie radość czytania. Nawet filmy przestały mnie nudzić. Może niedługo powrócę do gier. Myślę, że ta dziwna niechęć do kontemplacji różnych dzieł wzięła się u mnie z nadmiaru okazji do spotkania z kulturą, na co ta "prześmiewczo-buntownicza" część mnie postanowiła zareagować agresywnie, wyłączając w mojej psychice radość z jakiegokolwiek przeżywania spotkania z kulturą. Na szczęście udało mi się z tym uporać :)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A ta noć powstała celowo taka krótka - jest ona tylko przekąską dla rozwijającej się grafomanii :).&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=b-6wzIFo0UY:L-O2JlppZt4:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=b-6wzIFo0UY:L-O2JlppZt4:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/b-6wzIFo0UY" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Fri, 02 Dec 2011 01:42:58 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/12/02/a-tak-bo-mi-sie-nudzi/</guid><category>Ogólne</category><category>grafomania sen</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/12/02/a-tak-bo-mi-sie-nudzi/</feedburner:origLink></item><item><title>Pofalkonowo</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/-c8aHjUqPgc/</link><description>&lt;p&gt;I wreszcie mam chwilę, aby coś napisać. A zbierałam się do tego, odkąd wróciłam z &lt;a href="http://falkon.co/falkon/"&gt;Falkonu&lt;/a&gt;, lubelskiego konwentu fantastyki. Jednak po tych czterech dniach imprezowania, podczas których może z 4 godziny udało mi się przespać, musiałam zabrać się za nadrabianie tego wszystkiego co powinno było być zrobione w tamten weekend, co przyczyniło się do kontynuowania minimalnej dawki snu, której owocem było obudzenie się w środę o godzinie 14 (zamiast o 5:45, do czego powinien mnie zmusić choć jeden z 18 alarmów w telefonie), co z kolei sprawiło, że i środa musiała być odrobiona. W międzyczasie zdążyłam się przeziębić, czekając na busa mojego ulubionego przewoźnika, firmy Ellmex-Sindbad, która tak kocha swoich klientów, że dodatkowo uznała, że nie może pozwolić, aby ich portfele były za ciężkie i po raz kolejny podniosła ceny. Tak więc wczoraj praktycznie nie wychodziłam z łóżka, żując Orofary i inne Cholinexy i nie-aż-tak-powoli wykonując na kawałku podłogi mozaikę z chusteczek. Plusem było, że wreszcie wzięłam się za mój emejzing film na podstawy filmu i nawet napisałam scenariusz, oraz pokadrowałam te ujęcia, które już miałam nagrane. Okazało się, że stanowią one mniejszą część scenariusza niż się spodziewałam, a w sumie trwają dłużej tak o jakieś 300-400% niż powinny. Ale nie o tym nocia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak właściwie to nie miało mnie być na Falkonie. Ostatnimi czasy mój portfel chwilowo zaczynał dążyć swoją zawartością do zera, z istniejącym prawdopodobieństwem, że zacznie przybierać wartości ujemne, więc powiedziałam sobie "w tym roku już żadnych konwentów, no co najwyżej jeden". A możliwości były trzy: lubelski Falkon, sosnowiecki Porytkon (pozdrawiam Medżi, mam nadzieję, że mi wybaczysz, że nie pojadę) i krakowski B-Xmasscon (który to z kolei, po zeszłorocznym B-2, kojarzył mi się z upychaniem jak największej liczby ludzi do jak najmniejszej szkoły, a przy okazji rozmieszczeniem stoisk tak, aby trzeba było je omijać niezależnie od tego, czy chce się iść na panele, do wyjścia, czy do ubikacji). I jakoś tak się złożyło, że wpadła mi w łapki możliwość zostania helperem na Falkonie. Dlaczego by nie spróbować? Zacząć przygodę z helperstwem na czterodniowym konwencie fantasy, w szkole której się w życiu na oczy nie widziało, w mieście w którym się było raz w życiu, i to w dodatku podczas konwentu mangi i anime, przy okazji nie będąc ani osobą idealnie charyzmatyczną, ani z gatunku tych, które zawsze wiedzą, co robić... DLACZEGO NIE?! :D. Kilku znajomych spojrzało na mnie jak na samobójcę, wkrótce okazało się, że bezpodstawnie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na konwent oczywiście się spóźniłam i to dość znacznie (moje nieobecności w szkole spowodowane wyjazdami powoli zaczynały się rzucać w oczy, więc tym razem wolałam nie ryzykować), ale raczej dużo mnie nie ominęło, z tego co wiem. Na wstępie przywitało mnie zaproszenie na jakiegoś zaraz-odbywającego-się LARPa, z którego to skorzystałam bez większego zastanowienia się, zwłaszcza, kiedy usłyszałam, że będzie to LARP skrajnie ateistyczny (ateistyczne LARPy zawsze były najśmieszniejsze :D). I w ten sposób dostałam ciekawą rolę makijażysty w obsłudze uczestników konferencji, który był ukrytym Buddą, a w rzeczywistości był Szatanem itd xD. Czwartek minął jakoś tak wyjątkowo szybko i w sumie to, co z niego pamiętam najlepiej to to uczucie, kiedy nagle w Redroomie ktoś mi oznajmia, że właśnie jest piątek, godzina 8 i właśnie się mój dyżur zaczął. Do dzisiaj nie wiem, jakim cudem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Większą część konwentu spędziłam w szkole Paderewskiego, tej z LARpami. Chyba jeszcze nigdy nie uczestniczyłam w równie fajnych LARPach (tak, ten do którego przygotowanie zajęło godzinę, a w 5 minut wszyscy osiągnęli swoje cele też się liczy - mówię o LOTRowym LARPie około 6 w nocy pomiędzy sobotą a niedzielą). I nie wiem, jak to się stało, że kiedy podczas jednego LARPa weszłam w posiadanie magicznego scyzoryka Morogha, to pozostał on w mojej kieszeni aż do końca konwentu (oddam go na następnym Falkonie, obiecuję :3). Na Wyspie też zdarzało mi się bywać, ale co najmniej czterokrotnie mniej niż w Paderewskim, i to głównie ze względu na planszówki. Było ich chyba z milion (a tak dokładnie to, z tego co pamiętam, nieco ponad 300), więc nie można było zignorować tego faktu. Na samych panelach byłam chyba ze dwóch, max trzech, po prostu zabrakło czasu na więcej. Na koncert też tylko jeden zdążyłam pójść, ale no cóż. Ogólnie za dużo rzeczy się działo na raz, aby pozwolić sobie na uczestnictwo choćby w 50% tego, w czym uczestniczyć by się chciało.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po tych czterech dniach ja serio przestałam rozumieć, jak ja mogłam wcześniej jeździć na konwenty jedynie dwudniowe. A na pierwszym moim konwencie po pierwszym dniu musiałam się zmyć z Krakowa do domu... Nie ogarniam. Pod koniec Falkonu zaczęłam już twierdzić, że cztery dni to jednak za mało na jeden konwent xD. Nawet zaczęliśmy trollować z kilkoma osobami, że konwent został przedłużony do poniedziałku, że czarne opaski już są w drodze, a plan dnia jest w trakcie wydruku. Nawet, jak przystało na helperów, proponowaliśmy cheating: "Ale mamy taki sposób, aby wziąć marker i zamalować opaski całe na czarno, nikt się nie kapnie". Oczywiście na ogół nikt się nie nabierał, ale uśmiałam się, kiedy niedzielnego poranka aż ktoś o to zapytał xD. Za to przydałoby się teraz jakieś pofalkonowe afterparty, np 48-godzinny LARP xD.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Powiem jeszcze, że po Falkonie nagle konwenty mangowe wydały mi się takie... nie dla mnie. W sumie to teraz zastanawiam się, co ja robiłam bez tych wszystkich planszówek i LARPów... Przyjeżdżałam dla ludzi, aby pogadać z osobami o podobnych zainteresowaniach, ale nawet niekoniecznie. Nie obejrzałam zbyt wielu animców w życiu, nie jarały mnie gatunki typu yuri&amp;amp;yaoi, przerażała mnie ta wszechobecna słodkość: tu kocie uszka, tu wydobywające się zewsząd krzyki "kawaii!", tu wielka armia nyancatów... Aż można wymiotować tęczą. Jednak, porównując fantastykę z mangą i anime, zdecydowanie wolę to pierwsze. Jedynie muszę nadrobić czytanie książek, bo ostatnio lekko zaniedbałam tę dziedzinę kultury, do czego przyznaję się z wielkim bólem, postanawiając poprawę. Regularnego oglądania anime zaprzestałam ponad 2 lata temu i wszelkie nieudane próby powrotu do tego tylko podkreślają, że już z tego wyrosłam. Dobra, z mangi i anime nigdy się nie wyrasta. Wyewoluowałam. Może to, co piszę teraz nie ma sensu i wystarczy jeden konwent mangowy, aby powróciły mi fandomowe chęci, jednak w tym momencie jestem daleka od tego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Falkon zapisał się w mojej pamięci dobrze, nawet bardzo. Ponownie spotkałam wielu znajomych z Nejiro czy ZSZeFa i poznałam tylu nowych ilu nie poznałam na wszystkich innych konwentach razem wziętych xD. Przed konwentem obawiałam się innego klimatu niż, na tych mangowych. Ogólnie wyższa średnia wiekowa wywołała we mnie niepokój ("A co, jeśli spotkam tam samych poważnych ludzi..."), ale jednak okazało się, że było nawet ciekawiej. Zamiast słodkich dziewczynek poprzebieranych za postacie z mang i anime, spotkałam osoby o przeróżnych zainteresowaniach, z którymi można było porozmawiać na każdy temat. I nikt się nie czepiał, że &lt;i&gt;jak ja mogę nie wiedzieć, kiedy ma imieniny perkusista zespołu, który robił dwudziesty dziesiąty opening do Wybielacza&lt;/i&gt;. Moja niewiedza odnośnie tytułów fantastycznych jakoś nie rzucała się w oczy, ale myślę, że nie była jakimś ewenementem. Większość nie przyjechała tu aby się chwalić, a dla dobrej zabawy. Chyba przyzwyczaiłam się do nadmiaru wiedzówek na konwentach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W planach miałam oszczędzanie, zwłaszcza, że wzięłam ze sobą cały swój dobytek (to był błąd, czy nie?), wzbogacony na kilka dni przed konwentem o kwotę ze sprzedaży starego telefonu. Jednak kiedy zobaczyłam te wszystkie stoiska, to po prostu nie mogłam zostawić w portfelu ani jednego grosza. Po prostu nie mogłam. A w &lt;a href="http://www.luzodajnia.pl/"&gt;Luzodajni&lt;/a&gt; były &lt;a href="http://www.luzodajnia.pl/sklep/akcesoria-do-gier/kosci/"&gt;śliczne kosteczki po złotówce&lt;/a&gt; :D. Poza tym, kiedy zobaczyłam na którymś ze stoisk (nie mogę sobie przypomnieć, którym) Zombiaki i Sabotazystę, to po kilku godzinach rozważania, którą karciankę wybrać, wzięłam w końcu obie. Dodatkowo udało mi się (głównie dzięki wspaniałym pomysłom koleżanki, które czczę i wielbię xD) zająć drugie miejsce w konkursie organizowanym przez &lt;a href="http://wielosfer.pl/"&gt;Wielosfer&lt;/a&gt;, co się przyczyniło do zgarnięcia dodatkowo jednej książki ze sklepiku konwentowego. No i dowiedziałam się o istnieniu czegoś takiego jak Jeepform xD.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na koniec napiszę, że bycie helperem ma więcej pozytywnych stron niż negatywnych. Siedzenie na akredytacji czy ogarnięcie delikatnego nieładu nie jest czymś skrajnie nieprzyjemnym, a przy okazji można porozmawiać, wspólnie pośmiać się i ogólnie spędzić miło czas. Nie wiem, jak było na Wyspie, ale w Paderewskim nie było za dużo roboty z wpisywaniem uczestników na listę (zwłaszcza w niedzielę), a i ludzie jakoś specjalnie nie brudzili (cieszę się, że pogoda dopisała i nie było konieczności zmywania błota z podłogi xD). A te kilka godzin mniej czasu na korzystanie z atrakcji konwentu - who cares? ;).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Był to mój pierwszy Falkon, ale na pewno nie ostatni :3.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=-c8aHjUqPgc:sE_8hPXqgRA:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=-c8aHjUqPgc:sE_8hPXqgRA:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/-c8aHjUqPgc" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Sun, 20 Nov 2011 17:28:16 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/11/20/pofalkonowo/</guid><category>Retrospekcje</category><category>falkon falcon lublin 10-13 listopad 2011 konwent fantastyka larp</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/11/20/pofalkonowo/</feedburner:origLink></item><item><title>Hołmłorksy</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/pDeAAhMob08/</link><description>&lt;p class="center"&gt;&lt;a href="http://i.imgur.com/ZD9qY.png"&gt;&lt;img src="http://i.imgur.com/ZD9qY.png" alt="homework"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Można powiedzieć, że sezon nie wychodzenia spod koca i picia po 10 gorących herbat dziennie uważam za otwarty.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=pDeAAhMob08:RRqyi-Hntts:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=pDeAAhMob08:RRqyi-Hntts:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/pDeAAhMob08" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Tue, 18 Oct 2011 16:46:46 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/10/18/holmlorksy/</guid><category>Łobrazki</category><category>Ogólne</category><category>obrazke obrazkełe homework herbata koc obrazek rysunek weekend nuda</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/10/18/holmlorksy/</feedburner:origLink></item><item><title>Pseudopsychoanaliza</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/flcoqdvyvd0/</link><description>&lt;p class="center" style="font-size: 8px; font-style: italic"&gt;&lt;img src="http://i.imgur.com/3Kp8h.gif" alt="obrazek"&gt;&lt;br&gt;
Zdjęcie mojego autorstwa, postcardware :3&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Raczej nie zaliczam się do ludzi wybitnie pewnych siebie, jednak podczas rozważania możliwości mojej nowej teorii nie udało mi się znaleźć sensownych argumentów zupełnie ją wykluczających.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Od bardzo długiego czasu byłam przekonana, że bardzo wiele uczuć i emocji jest efektem wmawiania sobie ich istnienia sprawiających, że tworzy się wizerunek ich tak dokładny, że można wręcz powiedzieć, że są prawdziwe. Idąc dalej w głąb tej myśli, zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest tak czasem ze wszystkimi etycznymi, moralnymi, uczuciowymi, emocjonalnymi częściami umysłu. Doszło do tego, że zwątpiłam w ich rzeczywiste istnienie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dawno już doszłam do wniosku, że słynny i opiewany przez większą część grona pedagogicznego mojej szkoły 'talent' jest tylko pustym słowem wymyślonym przed wiekami. Dodatkowo nawet nie wiem przez kogo – czy to przez twórców, którzy chcieli podkreślić swoją wyższość i odizolować swoją pracę od innych, pokazując swoją indywidualność opartą na cesze, której reszcie nie jest dane pozyskać, co miało ich zniechęcić do podejmowania próby konkurencji, czy to może przez samą ową resztę (a przejawia się to dziś tak często na portalach społecznościowych), która swoje lenistwo i niechęć do podejmowania zadania tłumaczy brakiem talentu od bozi, co jest równoznaczne z ich absolutną niemocą wykreowania czegoś pięknego, choćby w to włożyli maksymalną ilość czasu i pracy. Otóż jak dla mnie czegoś takiego nie ma.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po wykluczeniu istnienia talentu po dłuższych przemyśleniach pojawiają się kolejne teorie. Skoro „talent” to tak naprawdę praca i czas włożone w przedmiot tworzony, to dlaczego by nie potraktować sceptycznie wszystkich innych opiewanych w podręcznikach i rozsławianych bądź krytykowanych elementów tzw „duszy”.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak, dążę tutaj do skrytykowania wszelkich przyjętych przez niektórych jako świętość wytłumaczeń swoich zachowań, myśli i chęci. Czy niemożliwym jest, aby nasze wszelkie reakcje myślowe były wywoływane jedynie reakcjami na zapisane w pamięci elementy, przetworzone i zinterpretowane odpowiednio?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Moja teoria wygląda następująco: Wszystkim tym, co znajduje się w umyśle jest jedynie ogromna pamięć, wielowarstwowo rejestrująca wszystkie elementy zewnętrzne i wewnętrzne jakie napotka. Najpłycej znajdują się wszystkie myśli obecne – choć gdzieś tam zapisywane, to delikatnie, nietrwale, tymczasowe. Ponieważ jest ich tak wiele, nowe myśli zastępują bezustannie te stare. Jednak nic się stamtąd nie kasuje – ustępujące myśli przenoszone są w skompresowanych paczkach wiele poziomów głębiej. Jednak jeszcze nie aż tak głęboko znajdują się te elementy, które zostały uznane jako ważne – te nad którymi trzeba się było skupić podczas ich powstawania. Dodatkowo wszystkie myśli powoli opadają w głębie, dlatego niewyławiane zostają zapominane (to brzmi tak dziecinnie).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dodatkowo: Nie ma czegoś takiego jak mądrość w standardowym tego słowa znaczeniu. Zamiast tego jest wykorzystywanie i układanie w ten sposób elementów pamięci, żeby osiągać to, co chcemy. Zarówno drogę jak i cel mamy opisane w umyśle. Wszystkie nasze działania, wybory, decyzje podejmowane są na skutek wcześniejszego podświadomego ustalenia na podstawie zapisanych informacji (i tylko ich) do czego prowadzą poszczególne drogi, jak należy postąpić, aby nimi pójść. Są to informacje, które zostały zachowane, kiedy byliśmy świadkiem podobnego (czasem niedostrzegalnie) wyboru i myśleliśmy wtedy na jego temat. To nie nasza mądrość czy inteligencja decyduje o naszym wyborze, a przewaga podobnych do naszego pozytywnych wyborów innych. Poza tym nie ma inteligencji, która odpowiadałaby za ilość naszej wiedzy lub nawet za szybkość jej przyswajania – to zapamiętane wcześniej, a wykorzystywane podczas nauki schematy myślowe (część pamięci), sposoby uproszczania i zapisywania w jak najlepiej rozłożonej formie materiału są odpowiedzialne za skuteczność naszej nauki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak samo jak nie ma sumienia (czegoś, co jest tak wałkowane przez Kościół, a tak bardzo absurdalne). Nie ma magicznego głosu w naszej głowie czy sercu, który ostrzega nas przed podejmowaniem złych decyzji. Gdyby taki istniał, życie byłoby zbyt proste. Może jednak ciekawiej jest żyć, kiedy niepodejmowanie złych decyzji powiązane jest z naszym wyborem spomiędzy całej olbrzymiej biblioteki zdarzeń tych, które są podobne i wskażą nam drogę do podjęcia dobrej decyzji. I to wszystko w tak krótkim czasie – krótkim do tego stopnia, że znika to z najpłytszej warstwy umysłu praktycznie od razu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Moralność... Wszelkie zasady jakich się trzymamy – postawa dążenia do bycia dobrym, szanowanym i cenionym człowiekiem – informacje o tym leżą już głęboko na dnie świadomości w tak olbrzymim skupisku, że nawet nie trzeba ich już wyławiać na wierzch, aby spełniały swoją funkcję.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Opinie – czy nie jest przypadkiem tak, że lubimy to, co nam się kojarzy dobrze, z pozytywnymi wspomnieniami, albo zapamiętane jest przez nas jako coś przynoszącego pozytywne odczucia? Dodatkowo – jak wiele naszych opinii wynika z powielania czegoś, co zostało uznane w towarzystwie, które szanujemy za słuszne, za poważne – czasem podświadomie. Informacje docierające najgłębiej, przekonwertowane tak, że ich główna część jest wyraźna, a wszelkie poboczne, takie jak chociażby okoliczności powstania, chowają się gdzieś pod spodem. Nie zwracając uwagi na tę część poświęconą autorstwu myśli, uznając ją za użyteczną, wręcz ją przywłaszczamy, podczepiając do niej nowe dane - te związane z chwilą z jaką wcześniej wymienione informacje są używane.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie znam się na geometrii, nie wiem na czym polega czterowymiarowość, ale przestrzeń pamięci ma wymiarów z całą pewnością więcej niż 3. Tłumaczyłoby to, jak czasem pozornie oddalone od siebie elementy pamięci mogą się głęboko w podświadomości połączyć ze sobą.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeśli moja teoria ma coś wspólnego z prawdą, to wykorzystując ją, można spróbować wpłynąć na siebie. Produkując – chociaż na siłę – dobre wspomnienia, można przestawić swój umysł na myślenie pozytywne, a nawet zrozumieć więcej, nie tłumacząc podświadomie swoich zachowań błędami innych. Być może okaże się, jak wiele rzeczy, które robimy, jak wiele słów, które wypowiadamy, nie mają w sobie tak naprawdę żadnego celu, a powtarzane są jedynie zgodnie z zapisanym gdzieś głęboko schematem, którego istnienia sobie jeszcze nie uświadomiliśmy, a wiedząc o nim, będzie można go zmienić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pewnie cała masa osób rozważała podobnie niezliczoną liczbę razy, jednak ja się osobiście na podobny tekst nie natknęłam. Dodatkowo jeszcze nie znalazłam powodów dla których wszystko, co napisałam wyżej miałoby być zupełnie niepoprawne i niezgodne z prawdą. Z całą pewnością zapomniałam napisać o wielu rzeczach, które w tym poście przewidywałam przed rozpoczęciem pisania, dlatego najprawdopodobniej tę myśl będę jeszcze kontynuować. Publikuję ten wpis na stronie głównej i jestem otwarta na dyskusję, zakładając że ktoś nie uzna, że „tl;dr”.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=flcoqdvyvd0:ZWvoi2YbaTc:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=flcoqdvyvd0:ZWvoi2YbaTc:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/flcoqdvyvd0" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Thu, 06 Oct 2011 21:29:13 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/10/06/pseudopsychoanaliza/</guid><category>Refleksje</category><category>psychoanaliza pseudopsychoanaliza myślenie umysł pamięć świadomość podświadomość sumienie moralność inteligencja mądrość opinie talent</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/10/06/pseudopsychoanaliza/</feedburner:origLink></item><item><title>Abstrakcja, lol</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/sGGAtc3kwP4/</link><description>&lt;p&gt;Wczoraj spotkało mnie coś dziwnego wieczorem. W ostatnim przypływie energii i pamięci o zapełnionym weekendzie postanowiłam się już w piątkową noc zabrać za liternictwo. O ile jeszcze pamiętam, jak dokładnie robiłam pierwszą stronę, kolejne już widzę obecnie jak zza mgły, tj pamiętam jak przykładałam linijkę, jak stawiałam kolejne linie, ale nie przypominam sobie procesów myślowych temu towarzyszących. Aż do ostatniej strony...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rysując litery stawiałam najpierw kropki na końcach planowanej linii, a następnie je łączyłam. Przy którejś z kolei literze "A" postawiłam "prawą dolną kropkę" o pół milimetra za daleko (pomyłka w liczeniu kratek) i widząc, że jest dalej od wierzchołka niż ta "lewa", zaczęłam jej współczuć i miałam nadzieję, że się nie obrazi, że jest za daleko, i od razu ja starłam, narysowałam bliżej, wierząc, że być może tego nie zauważyła. Nagle ocknęłam się i nie mogłam uwierzyć, że wymienione w poprzednim zdaniu myśli jeszcze przed chwilą miałam. Wzięłam się z powrotem za literki, jednak co chwilę nachodziły mnie podobne literki. Rysując je, co chwila się "budziłam" z myślą, że jeszcze przed chwilą praktycznie z nimi rozmawiałam w myślach. Do teraz nie pamiętam, jak ja te majuskuły skończyłam.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kiedy położyłam się spać, było koło wpół do drugiej. To było dziwne - kiedy tylko zamknęłam oczy, zaraz zaczęły ukazywać mi się dziwne obrazy - najpierw jakieś dwa walczące tygrysy - jeden niebieski, drugi fioletowy. Obrazy były bardzo komiksowe, ale pełne szczegółów i kolorów, strasznie wyraźne i trójwymiarowe, a przenikały się jeden w drugi w sposób podobny jak ten taki popularny, ładny efekt przejścia obrazków w Animation Shopie, tylko tak precyzyjnie, dokładnie, oblepiając jednym obrazem drugi, szczególik po szczególiku, choć wcale nie powoli. Po chwili mogłam panować nad tymi obrazami. Pomyślałam o zielonej łączce i takową ujrzałam. Widziałam każdą jej trawkę i każdy listek, nawet promienie słońca odbijające się na każdym elemencie przestrzeni. Ponieważ tak naprawdę nigdy nie miałam horroru, postanowiłam wyobrazić sobie coś strasznego. Tak więc po chwili ujrzałam kilka diabłopodobnych, ciemnoczerwonych stworów z kolcami, odkrytymi wnętrznościami, wielkimi ohydnymi gębami i ostrymi pazurami, rozrywających ludzi na strzępy i zbliżających się do mnie, a następnie rozrywających mnie na strzępy. To z założenia miało być straszne i było. Postanowiłam wrócić więc na łączkę i tak też się stało. Zajęło to trochę dłużej ale i tak nie więcej niż kilka sekund. Czyżby świadomy sen, praktycznie na jawie? W każdej chwili mogłam otworzyć oczy i zobaczyć z powrotem swój pokój. Robiłam tak kilkakrotnie, a każde ich ponowne zamknięcie skutkowało powróceniem do poprzedniego stanu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podczas tego zastanowiłam się, czy cokolwiek co tego dnia spożyłam mogło przyczynić się do takiego stanu, ale poza jedną poranną yerba mate niczego ponadprzeciętnego nie znalazłam. Więc winić za ten stan (który swoją drogą był zupełnie pozytywny dla mnie pod względem przyjemności) mogę jedynie przemęczenie, brak snu (noc wcześniej trwała dla mnie niecałą godzinę, a i przez dość długi, bo prawie dwutygodniowy okres czasu spałam po średnio 3-4h dziennie). Czułam, że tamtej nocy mój mózg działał na wyższych obrotach, myślałam abstrakcyjnie. To było dziwne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zaraz mi router odłączą, muszę kończyć.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=sGGAtc3kwP4:s2HP6HC-gPU:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=sGGAtc3kwP4:s2HP6HC-gPU:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/sGGAtc3kwP4" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Sat, 24 Sep 2011 23:51:15 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/09/24/abstrakcja-lol/</guid><category>Ogólne</category><category>abstrakcja sen liternictwo noc zmęczenie</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/09/24/abstrakcja-lol/</feedburner:origLink></item><item><title>Odbieranie budzików</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/QVykC1twDi0/</link><description>&lt;p&gt;Dzisiaj nie miała się tutaj pojawić notka. Pisać powinnam wczoraj, tak jak sobie to spontanicznie, ale ówcześnie ostatecznie ustaliłam, jednak do tego nie doszło, gdyż sen mnie zmorzył mniej więcej podczas uruchamiania się Open Office'a. Jak to się stało, że dzisiaj, o godzinie czwartej w środku nocy, mniej więcej godzinę przed planowanym wstaniem a pół przed pierwszym budzikiem, siedzę z włączonym laptopem i piszę - tradycyjnie bez celu? Dzieje się tak głównie dlatego, że po praktycznie trzech tygodniach spania średnio po 3h dziennie (mój organizm z powodu braku wyboru i niechęci buntu z powodu zbytniego lenistwa został zmuszony do pogodzenia się z tym i pomniejszego przyzwyczajenia się), ostatniej nocy nareszcie mogłam sobie odpuścić pobudkę w środku nocy (według mojego biologicznego zegara godzina 5 to sam środek nocy, jeśli nie nawet jej początek) i uzupełnić braki w energii na tyle, aby móc wreszcie chociaż ten jeden dzień przefunkcjonowac sobie normalnie. Okazało się to jednak nie takie proste, gdyż już po kilku godzinach dały się we znaki efekty tych trzech tygodni. I wtedy postanowiłam powrócić do kofeiny i - z powodu niechęci do kawy - zrobiłam sobie yerba mate. I w ten oto sposób, po zapisaniu drobną czcionką, kratka pod kratką, 10 stron w zeszycie od wosu, po próbie zrobienia pierwszej z tragicznej liczby kartek na literki i po wykuciu architektury klasycystycznej, nadal mam jeszcze masę energii, którą naprawdę szkoda by mi było zmarnować.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sen - jak uczą wszyscy wokół - jest rzeczą niezwykle konieczną do funkcjonowania. Powinnam teraz iść spać, bo pisanie tej notki nie jest czymś, co byłoby dalekie od marnowania czasu, a z powodu nadmiaru przyzwyczajeń do nie brania się za nic o tej porze (chciałabym kiedyś zlikwidować u siebie tę barierę w mózgu, jednak to nie takie proste), które to wyhodowało we mnie samo życie, nie wezmę książki, nie otworze Photoshopa, nie zrobię nic sensownego. I chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego pomimo to, nadal stukam w klawiaturę przed panelem joggera.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jutrzejszy dzień będzie bardzo schematyczny, już z góry to wiem. Obudzi mnie pewnie trzydziesty budzik, a kilka poprzednich nawet odbiorę (budziki w telefonie), z czego dwa czy trzy pierwsze będą nawet posiadały rozmówcę. Kiedy jednak będę na tyle świadoma, aby obliczyć, że jeszcze kilka drzemek i moja przygoda ze wstawaniem skończy się spóźnieniem na pociąg, wezmę telefon aby upewnić się, że przez sen nie wykręciłam podświadomie jakiegoś numeru i w zombie-mode nie wypowiedziałam jakiś losowych myśli. Chociaż zawsze się okazuje, że poranne rozmowy są jedynie efektem zaspanej wyobraźni, zawsze jednak lepiej się upewnić :). Dalszej części dnia opisywanie mija się z celem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Doszłam ostatnio do wniosku, że moje hipsterstwo zamiast maleć z wiekiem, wzrasta w zbyt szybkim tempie. Niedługo będę taką indywidualnością, że Kordian i Konrad razem wzięci mogliby się schować. A tak na serio, to jedyne, co mnie wyróżnia z tłumu to to, że - jak ostatnio wywnioskowałam - nie umiem pracować w grupie, żyć w stadzie i ogólnie gdyby ktoś miał mnie przydzielić do jakiejkolwiek grupy, to najserdeczniejszym życzeniem, jakie mogłabym skierować do otoczenia, byłoby "aby to nie była twoja grupa". Dlaczego tak? Otóż mój wewnętrzny antykonformizm, który urodził się jako efekt uboczny nie-aż-tak-dawnej walki wewnętrznej z konformizmem, każe mi tak się ustosunkowywać do opinii publicznej, że gdy tylko coś staje się ogólnie cenione, zaczynam zbliżać się do postawienia oceny negatywnej samym tym faktem, a widząc, że inna rzecz jest odrzucana przez innych - skupiam się na niej. Działa to też odwrotnie - kiedy zaczyna mi na czymś zależeć, od razu wszyscy, którzy przed tym z wielką chęcią by się za to zabrali, teraz odsuwają się od tego, a kiedy coś staje się dla mnie nieistotne, zaczyna okazywać się, że jest to coś tak znaczącego, że muszę koniecznie znajdować na to czas. To jest w sumie trochę śmieszne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A tak poza tym to u mnie wszystko okej, poza faktem, że perspektywa przetrwania przez całą zbliżająca się zimę zabija mnie od środka. Ale o tym innym razem :).&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=QVykC1twDi0:vc5_cG394Lk:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=QVykC1twDi0:vc5_cG394Lk:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/QVykC1twDi0" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Fri, 23 Sep 2011 04:17:01 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/09/23/odbieranie-budzikow/</guid><category>Ogólne</category><category>zima sen sny hipster grupa konformizm antykonformizm nonkonformizm schemat budzik</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/09/23/odbieranie-budzikow/</feedburner:origLink></item><item><title>Roślinka</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/gzZ3h3M1jMA/</link><description>&lt;p class="center"&gt;&lt;a href="http://i.imgur.com/Ev01o.png"&gt;&lt;img src="http://i.imgur.com/Ev01o.png" alt="roslinka"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czyli jak po dwóch tygodniach nauki czuję się zabita wręcz listopadowo. Moje mózg w desperackim błaganiu o litość wysyła mi abstrakcyjne obrazy. Potrzebuję wakacji.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=gzZ3h3M1jMA:WRsB4lXcO0s:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=gzZ3h3M1jMA:WRsB4lXcO0s:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/gzZ3h3M1jMA" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Tue, 20 Sep 2011 01:42:25 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/09/20/roslinka/</guid><category>Łobrazki</category><category>Ogólne</category><category>roślinka szkoła wakacje łobrazki obrazek zdanie cytat</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/09/20/roslinka/</feedburner:origLink></item><item><title>Przeciwko wszelkiemu "bo nie"</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/M2SsC-4sGNM/</link><description>&lt;p&gt;Zawsze twierdziłam, że wszelkiego rodzaju bunt jest niezwykle dziecinną oznaką wszelkiej desperacji, czasem znacznie wyolbrzymianej a tworzony jest przez ludzi, którzy po pierwsze mają nierealistyczne spojrzenie na świat, a po drugie ich jestestwo jest ograniczone do dbania jedynie o własne cele, za to ślepoty na krzywdy jakie mogą spotkać innych podczas ich realizacji. Bunt kojarzył mi się z nierozgarniętymi dziećmi wrzeszczącymi do rodziców, że chcą mieć piątego kolczyka na tyłku lub tatuaż z Dżastinem Timberlejkiem, z drugiej strony zaś łączyłam to słowo z wszelkimi strajkami kolejarzy, lekarzy, górników, nauczycieli i całej tej reszty, która pomimo posiadania pensji przekraczającej średnią krajową wolą jeszcze trochę sobie ją podnieść, nie patrząc przy tym, czy aby na pewno ktoś na tym nie straci. Teraz już pojawiają mi się w głowie komentarze, że przecież ci i ci zarabiają tak mało, i chuj wiem o tym wszystkim, więc mam się zamknąć i blablabla. Wrócę więc do tematu od którego zaczęłam.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czym dłużej żyję na tym świecie, tym wszystko zaczyna mnie bardziej wkurwiać. Jak to jest, że kiedyś potrafiłam żyć praktycznie nie posiadając nic, co dla mnie byłoby choć trochę ważne. Jeszcze w czasie gimnazjum żyłam praktycznie w fikcyjnym świecie książek, wracając na te kilkanaście godzin do szarej rzeczywistości tylko po to, aby zrobić swoje, przeczekać, aż wrócę do domu i będę mogła z powrotem stąd uciec do świata wyobraźni. Nie wiem, jak to się stało, że nagle zaczął mnie interesować świat rzeczywisty (powodem mogła być znaczna poprawa jakości otoczenia), ale czym bardziej wracam na ziemię, tym bardziej mnie ta ziemia wkurza.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dlaczego czasami wydaje mi się, że niektórzy ludzie myślą mniej? Nie wiem, może ta teoria powstała przez zbyt częste słyszenie tych dwóch słów, których połączenia nienawidzę chyba najbardziej ze wszystkich dwuwyrazowych wyrażeń, jakie kiedykolwiek słyszałam, a jednocześnie jest nadużywane w chyba wszystkich społecznościach, dodatkowo jeszcze chwalone swoją niezwykłą potęgą lakoniczności połączoną z pozornym zamknięciem esencji całej kwiecistej przemowy w tych właśnie dwóch słowach. Nie, moi drodzy, formuła „bo nie” nie jest wcale argumentem na wszystko, a fakt, że tak twierdzi &lt;a href="http://www.facebook.com/niebonie"&gt;367 i pół tysiąca ludzi na facebooku&lt;/a&gt; wcale tego nie zmienia. Nawet jeśli połowa z tych osób kliknęła na „Lubię to!” w tej grupie z powodu nagłego zapędu, skłoniona zbyt obszerną liczbą znajomych też-to-lubiących, i nawet jeśli połowa pozostałych to osoby, które oddały swego „lajka” wierząc, że to uczyni ich bardziej pro, to i tak nadal w tym kraju żyje i prawdopodobnie ma się dobrze minimum 40 tysięcy bezmózgich kretynów, którzy myślą, że dwoma słowami mogą załatwić każdą sprawę, załagodzić każdą kłótnię i rozwiązać każdą sprawę. Aż mi ich będzie żal, kiedy w przyszłości spotka się takich dwóch i z powodu totalnego braku sensownej (czytaj „nie zamkniętej w dwóch słowach”) argumentacji będą się przekrzykiwać jak dzieci lub wygra ten, który będzie wyżej postawiony, nawet jeśli w zupełności by się mylił.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Powiecie teraz, że przesadzam, że nie powinnam tak brać tego do siebie. Niestety tak się nie da – nie przestanę się denerwować z powodu plagi „bo nie”, dopóki ona nie zniknie, a przynajmniej dopóki ja przestanę tracić tylko dlatego, bo tak. Ja naprawdę nie miałabym nic przeciwko, gdyby połączenie tych słów stosowane było w luźnej dyskusji, albo ktoś stosował to w żartach. Niestety coraz częściej dotyka mnie użycie tej niezwykle zaawansowanej struktury argumentacji w sprawach, które mają dla mnie niezwykłą wagę i po odpowiedniej dyskusji z pewnością moje argumenty przeważyłyby argumenty rozmówcy. Niestety ludzie są leniwi oraz zbyt egoistycznie aby zniżać się w dyskusji do tego stopnia, żeby chociaż wysłuchać moich racji, a dodatkowo aby w jakikolwiek sposób uzasadnić swoje. „Bo nie” w zupełności wystarczy, aby taka rozmowę wygrać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dlaczego więc zamiast znowu narzekać nie wykorzystam przeciw takiemu rozmówcy ich własnej broni? Po prostu – nie będę zniżać do jego poziomu. Tu się zaczyna mój bunt – stąd się wziął początek tego tematu. „Bo nie” to argument, którego najprostszym rozwinięciem jest „Ja mam rację bo jestem … od ciebie, więc nie istnieje możliwość, że ty możesz mieć rację” (w miejsce kropek wstawić dowolny przymiotnik, np. starszy, mądrzejszy, bogatszy, bardziej doświadczony etc.).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Buntowanie się jest dziecinne. Dobrze, wiem, zdaje sobie z tego sprawę. Kiedy jednak tracę dostęp do internetu, bo tak, nie mogę nigdzie wyjechać, bo nie, oraz zostaję nazwana nieudacznicą, bo idź pogadaj z matką/ojcem, to zaczynam uważać, że choćbym nawet wymyśliła sobie jakąś bezsensowną głodówkę czy inny bezcelową czynność samodestrukcyjną, to i tak nie byłoby to ani trochę mniej bezsensowne, niż powyższe „argumenty”. Dlatego kiedy dzisiaj usłyszałam, że pomimo usilnych starań, nie będę mogła korzystać z internetu bez nieokreślonego uprzednio limitu godzinnego, którego koniec ujawnił się nagłym wyłączeniem rutera dokładnie w trakcie moich czterech czy pięciu rozmów, w tym jednej w większym gronie, których niestety dokończyć nie mogę, o poinformowaniu rozmówców o powodzie mojego nagłego zniknięcia już nawet nie mówiąc. Po usłyszeniu, że nie mogę chociaż na chwilę włączyć rutera, „bo nie” już naprawdę coś zaczęło ściskać mnie od wewnątrz, więc postanowiłam drobnym wyrazem sprzeciwu wobec łamania praw człowieka względem mnie, zagrozić, że w takim razie nie wyłączę laptopa aż do momentu, kiedy nie odzyskam dostępu do internetu, czyli najprawdopodobniej do jutrzejszego przedpołudnia. Niestety nie zrobiło to najmniejszego wrażenia na ludziach, którzy zawsze byli przewrażliwieni na każdą dłuższą chwilę aktywnego laptopa, uważając, że jeśli to urządzenie szatana jest włączone dłużej niż jedną godzinę dziennie, to osoba która na nim „gra” (niezależnie od czynności wykonywanej, zawsze będzie to „granie”, nawet jeśli oznaczałoby to wykonywanie płatnego zlecenia na grafikę) jest skończonym nieudacznikiem, opętanym przez szatana, który mieszka w internecie i zabrania użytkownikom chodzić do kościoła. Nie, ja teraz naprawdę nie fantazjuję, rzeczywistość po prostu jest zbyt przerażająca, aby ktokolwiek o tym pisał, a w XXI wieku rację ma jedynie ksiądz za amboną.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czasami myślę sobie, jakie cudowne mogłoby być życie, kiedy mieszkałabym sama. Nie musiałabym się ograniczać do bonieistycznych zachcianek współlokatorów, do ich botakistycznych zakazów i bokoniecdyskusyjnych zniewag. Dochodzę jednak do wniosku, że mieszkając sama, umarłabym z głodu, gdyż wszelkie fundusze, jakie udałoby mi się zebrać przeznaczyłabym na kupowanie jeszcze większej liczby biletów niż obecnie i z tego powodu przeznaczania na nie nie 95% a 100% funduszy, co skończyłoby się tragicznie. Z drugiej jednak strony procent ten mógłby znacznie zmaleć z powodu braku konieczności opuszczania domu z przyczyn czysto psychicznych, takich jak konieczność odstresowania się od uroku mieszkania z rodzicami gdzieś jak-najdalej-stąd.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak więc trwam teraz w postanowieniu nie-wyłączania laptopa przez całą noc. Niestety z powodu takiego, że naprawdę źle czułabym się zasypiając z włączonym obok laptopem, mój mały bunt rozwija się o dodatkowy brak snu dzisiejszej nocy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jem teraz mentosy znalezione w kuchni. Nigdy nie rozumiałam systemu rodziców mówiącego, że oni mi będą kupowali całą masę bardzo średnio potrzebnych mi rzeczy, ale nie dadzą mi pieniędzy, abym kupiła sobie te, których potrzebuję. Tak też nie mogę sobie pozwolić na mini hot-doga z Pod Telegrafem w czasie codziennego czekania na przystanku busowym po szkole, kiedy wyraźnie czuję, jak mój żołądek zjada się sam, ale kiedy przyjdę do domu, w kuchni przywita mnie cała półka napchana słodyczami, które zjem dopiero kiedy w domu nie będzie chleba (przecież nie pójdę do sklepu, aby go kupić „za moje”), lub w chwilach wyjątkowej irytacji takiej jak ta. Coraz bardziej nie lubię słodyczy. Drugim przykładem jest cała kolekcja słitaśnych bluzeczek, które mi matka kupuje co jakiś czas bezokazyjnie – zupełnie jakby zapominała, że na ogół mam zupełnie inny gust od niej i pomimo że wydała na nie trochę kasy, ja i tak będę traktować jako „domownice”, czyli bluzki zakładane wtedy, kiedy mi jest już zupełnie obojętne, jak wyglądam i czy to, co mam na sobie ma prawo się ubrudzić i zniszczyć, czy jednak wolałabym, aby posłużyło mi trochę dłużej. Wolałabym chociaż raz zamiast takiej właśnie bluzeczki, które już mi się, szczerze mówiąc, nie mieszczą w półce, dostać myszkę do laptopa za 20 złoty z Tesco. Ach, zapomniałabym, że przecież matka nie może wspomagać dzieła szatana... Udało mi się za to przekonać matkę, aby przestała kupować mi głupie srebrne pierścionki, które teraz leżą gdzieś tam i się kurzą, nie założone ani razu. Nie chciałby ich ktoś? Wszystkie są brzydkie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niestety jeszcze nie udało mi się znaleźć argumentu, który byłby mocniejszy od „bo nie”. Mój pesymistyczny sposób myślenia podpowiada mi, że jest to niemożliwe. Ostatnia iskierka nadziei została mi jeszcze – nadziei, że w przyszłości nie będę miała konieczności wysłuchiwania tak często tych znienawidzonych przeze mnie słów.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=M2SsC-4sGNM:dziQ-jCQBNE:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=M2SsC-4sGNM:dziQ-jCQBNE:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/M2SsC-4sGNM" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Thu, 25 Aug 2011 10:20:02 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/08/25/przeciwko-wszelkiemu-bo-nie/</guid><category>Refleksje</category><category>bo nie facebook rodzice bo tak ludzie</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/08/25/przeciwko-wszelkiemu-bo-nie/</feedburner:origLink></item><item><title>Obrazke dwa</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/YAmTzf2ouRw/</link><description>&lt;p class="center"&gt;&lt;a href="http://i.imgur.com/7Kyv5.png"&gt;&lt;img src="http://i.imgur.com/7Kyv5.png" alt="obrazke"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A teraz paplanie o niczym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie wkurzają w mieszkaniu z rodzicami jest to ciągłe czekanie... Nie rozumiem, dlaczego, ale jakoś wyjątkowo źle odbierane są wyjazdy częstsze niż raz na kilka miesięcy. Zawsze muszę trochę odczekać, kiedy chcę opuścić ściany tego domu. "Bo nie wypada", "Bo cię nie stać" (oni wiedzą to lepiej, bez wątpliwości), "Bo nie możesz się tak wozić" (tego już kompletnie nie rozumiem). To samo jest z wszelkimi czynnościami zajmującymi więcej energii lub czasu - "Dopiero przyjechałaś, a już chcesz malować w pokoju?". Ja w zupełności rozumiem, że rodzice jako ludzie starsi ode mnie, nie posiadający wakacji, zajęci pracą, mogą nie mieć energii na myślenie i planowanie działań jednego po drugim, ale smuci mnie, że i ja jestem przez to ograniczana. Kończą mi się wakacje, więc jak mam zwlekać ze wszystkim... Nie chcę aby standardowo zabrakło dni, podczas gdy teraz siedzę i się nudzę. I tak tez często bywa, że przez dość długi czas nic się nie dzieje, aby potem w krótkich odstępach czasowych (lub bezpośrednio na raz) zaczynały się dziać te wszystkie wydarzenia, na które się tyle czekało. I wtedy trzeba wybierać...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Druga część notki. O czymś innym, a mianowicie o pewnym stanie, który pojawia się czasami i jest to coś, bez czego życie byłoby o kilkadziesiąt procent lepsze. Pojawiają się czasami takie chwile - zwykle nie spowodowane niczym (to jest właśnie najgorsze - nie ma jak im przeciwdziałać) w których wszystko zaczyna tak wkurzać - jedyne, na co wtedy mam ochotę to rzucanie tym, co znajdzie się pod ręką (na szczęście powstrzymuję to pragnienie). Potem zaczynają płynąć jebane łzy - niepotrzebne, nie przelewane za nic, bez powodu. I wszystko zaczyna być takie jeszcze bardziej bez sensu i to, co kiedykolwiek udało mi się osiągnąć traci znaczenie, podczas gdy wszelkie życiowe porażki stają się klątwą, a przyszłość zapowiada stopniowe pogorszenie wszystkiego. A potem powoli zajmuje czymś myśli - rozmową na jakiś średnio interesujący temat, pisaniem na blogu, zaśmiecaniem twittera... I po chwili przechodzi. Ale zawsze zostawia ślad :/.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A teraz czas na uspokajająca potęgę przyrody. Na widok żółtawofioletowego wschodu słońca od razu poczułam się lepiej. Jak to jest, że taka drobna rzecz tak cieszy?&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=YAmTzf2ouRw:bQr9AfS-TUk:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=YAmTzf2ouRw:bQr9AfS-TUk:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/YAmTzf2ouRw" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Sun, 21 Aug 2011 05:14:54 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/08/21/obrazke-dwa/</guid><category>Łobrazki</category><category>szczęście rodzice wyjazdy wakacje</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/08/21/obrazke-dwa/</feedburner:origLink></item><item><title>Nic.</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/GGy5QE1Hy3c/</link><description>&lt;p&gt;Chwilowa przeplatanka pomniejszego natchnienia i typowego art-blocka zmusiła mnie do sprawdzenia, które z tych zjawisk w danej chwili przeważa, więc zabrałam się za pisanie tego posta - drugiego w te, kończące się już, wakacje.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ze wszystkimi zmianami w życiu - nawet tymi najdrobniejszymi wiążą się uczucia mające w nich swoje źródła. Kiedy jest ich za dużo, można albo iść spać z nadzieją, że za kilka godzin obudzi się ich jedynie część, albo w charakterystycznym dla mnie działaniu, wziąć się za wypisywanie różnych śmiesznych, niepowiązanych ze sobą za bardzo zdań, składających się w całość jak wycinanka z gazet zrobiona za pomocą kleju z tesco za złotówkę. Czasem to jest naprawdę uspokajający sposób wmuszenia w siebie myślenia ograniczającego się wokół powoli pisanych słów, innym razem działa to na umysł jak wycieranie kurzu ostrym, gruboziarnistym papierem ściernym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ciągle piszę nowe zdania i je kasuję - czyżby niepewność jednak postanowiła mnie dzisiaj podenerwować?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie rozumiem upływu czasu... Wydaje się taki niestały. Możecie mnie zabić za profanację podstawowych praw fizyki, bezczeszczenie matematyki i reprezentowanie ignorancji wobec zdecydowanej większości nauk ścisłych, jednak czasami naprawdę mam wrażenie, że pojedyncze sekundy mijają kilka razy wolniej lub szybciej niż powinny. Jak to jest, że czasami 5-10 minut ciągnie się w nieskończoność, a innym razem 2 miesiące znikają zanim zdąży dotrzeć, że się zaczęły... Bezsens. Nigdy nie potrafiłam odpoczywać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ostatnie półtora tygodnia wakacji chcę wykorzystać twórczo. Jednak nadal nie potrafię sobie poradzić z odruchem wmawiania sobie, że na coś czekam. Potem w głowie lata mi zdanie "nic mi się nie chce", a jego cel sprytnie chowa się za słowem "nieistotny". Lenistwo, jako potwór zbyt ciężki, aby go przenieść w inne miejsce rozwijał się i ewoluował przez te wszystkie lata mojego życia, nie dając najmniejszych szans na jego pozbycie się. I teraz, kiedy nie przygniata mnie sterta książek, stworzenie to warczy i syczy abym nie mogła chociaż na chwilę o wszystkim zapomnieć.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Najgorsze jest to, że coraz słabiej czuję radość tworzenia, a coraz silniej coś pomiędzy smutkiem a złością, kiedy ktoś zbyt bliski powie coś zbyt krytycznego odnośnie mojej "tfurczości". Że moje notki są emo, że są polaczkowe, że są dziecinne, że blablabla - niby nie powinnam tego brać do siebie, bo w końcu każdy ma inne poczucie humoru, a skoro mojego nic nie rozumie, to - myśląc pozytywnie - można stwierdzić, że jest ono wyjątkowe, niepowtarzalne. To samo można stwierdzić o rozdeptanym ślimaku, którego resztki ułożyły się w śmieszny wzór na chodniku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zazdroszczę tak bardzo tym wszystkim ludziom, którzy potrafią tłumic w sobie uczucie (lub go normalnie nie doświadczają) zmarnowania czasu. Kiedy pojawiają się przede mną destrukcyjne pytania typu "W czym jesteś dobra? Co jest obecnym owocem Twojego życia, które już tak ciągniesz, narzekając na wszystko po kilka razy na minutę? Jaki masz cel?" moja odpowiedzią jest tylko "yyy... eee...", co w sumie doskonale demonstruje stan moich umiejętności i aspiracji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Stanęłam tak sobie dzisiaj wieczorem na środku mojego pokoju i doszłam do wniosku, że bałagan w nim nie jest już tylko fizyczny, ale rozpostarł swoją złowrogą aurę na wszystko wokół. Może sobie przemaluję ściany na jakiś nowy kolor...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mam ochotę komuś zrobić na złość. Jednak to już by wymagało większej motywacji.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=GGy5QE1Hy3c:opYJKNagw5Q:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=GGy5QE1Hy3c:opYJKNagw5Q:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/GGy5QE1Hy3c" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Sat, 20 Aug 2011 03:36:29 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/08/20/nic-1/</guid><category>Ogólne</category><category>nic</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/08/20/nic-1/</feedburner:origLink></item><item><title>Co jest?</title><link>http://feedproxy.google.com/~r/EvsJogger/~3/x5PEdFXVvTU/</link><description>&lt;p&gt;Ponieważ długo już nie pisałam, nadszedł wreszcie ten czas, aby posprzątać sobie ten cały bajzel w głowie i poukładać co niepotrzebniejsze myśli pomiędzy zdaniami na tym blogu. Nastrój mam dobry, więc smętów nie będzie – jeśli ktoś stwierdzi inaczej, będzie to uwarunkowane jedynie złym wpływem, jaki wywarło środowisko zewnętrzne na jego sposób postrzegania wypowiedzi składających się ze zdań niepojedynczo złożonych, nie zawierających nawet 5% emotikon jakie powinny zawierać, aby – w jego mniemaniu – mogły się zaliczyć do „niesmętów”. Jednak - ponieważ nie piszę tego bloga dla osób, które koniecznie chcą poczytać &lt;a href="http://kwejk.pl"&gt;Różne&lt;/a&gt; &lt;a href="http://wikary.pl"&gt;Bardzo&lt;/a&gt; &lt;a href="http://demotywatory.pl"&gt;Śmieszne&lt;/a&gt; &lt;a href="http://wykop.pl"&gt;Rzeczy&lt;/a&gt; z &lt;a href="http://joemonster.org"&gt;Dużą Liczbą&lt;/a&gt; &lt;a href="http://komixxy.pl"&gt;Emotikon&lt;/a&gt;, a jedynie tak skromnie dla siebie – kontynuować będę pisanie w ten sposób.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dobrze, głupi wstęp odstraszający przeciętnych czytelników mam już za sobą – mogę więc zacząć pisać swobodnie, zapełniać tę kartę ofisa. Jednym z celów tego bloga jest pisanie o rzeczach, które zapewne nie byłyby wysłuchane w innej formie, a już na pewno nie w formie dialogu. Większość ludzi tak denerwuje, kiedy na pytanie „co jest?” odpowie się „nic”. Ja uważam, że „nic” to najlepsza odpowiedź na to pytanie, gdyż osoba, która je zada rzadko kiedy zrozumie o co tak naprawdę chodzi, nawet po dłuższej rozmowie. Cechą iście ludzką jest reakcja polegająca na zinterpretowaniu tylko początku wypowiedzi (po swojemu) i przejęcie się nim tak, że aż ciąg dalszy zostaje zignorowany. Tak mało osób potrafi słuchać... Odbiorca nawet krótkiej wypowiedzi robi wszystko aby tylko móc ocenić (nawet podświadomie), chce znaleźć się albo po stronie mówiącego, albo przeciw niemu; chętniej wybiera opcję drugą, gdyż daje ona znacznie większe pole do popisu w dyskusji. Ludzie wprost uwielbiają uświadamiać drugą osobę, że nie ma ona racji. Dodatkowo stwierdziłabym nawet, że czym bardziej ktoś na siłę szuka błędów w rozumowaniu drugiego, tym trudniej mu się przyznać do własnych. Czyżby podświadomie postawił swój umysł wyżej? Oczywiście to, co tu piszę to tylko moje drobne domysły, ale czy nie za często znajdują one odzwierciedlenie w rzeczywistości aby nazwać je losowymi i wyssanymi z palca?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Temat drugi, powtarzany aż zbyt wielokrotnie na tym blogu, czekający na ostateczne zamknięcie: uczucia/emocje. Ostatnio coraz częściej się słyszy, że to słowa przereklamowane, swoiste wytłumaczenia poszczególnych zachowań – oczywiście tych najbardziej nielogicznych, głupie powody, dla których ludzie robią nie jedną rzecz a drugą, wręcz traktuje się ich nadmiar u drugiej osoby jako coś złego, coś, czego trzeba koniecznie unikać. Ja nie będę wnikać, co jest tu tylko wymyślonym przez „nielogicznych” słowem, a co istnieje w rzeczywistości – za mało mam danych, aby cokolwiek stwierdzić na 100%. W każdym razie działa sobie taki skromniutki mechanizm w organizmie każdego człowieka, że – mówiąc ogromnym skrótem (przyznam się do swojej niewiedzy z zakresu biologii) – jak jest dopamina to człowiek jest szczęśliwy, a jak jej nie ma, to mniej. I nigdy nie uwierzę, że to, że jest mi teraz smutno a następnym razem wesoło zależy od tego, że tak sobie sama ustaliłam – chyba specjalnie aby torturować wszystkich wokół. Jeśli nie mam nastroju, to nie jest to wynikiem mojego „a teraz pozbieram sobie trochę atencji od wszystkich wokół, wmawiając sobie, że jest mi tak smutno”, a jedynie głupią biologią i prawami rządzącymi przyrodą. Gdyby nie to, że nauki biologiczno-chemiczne to ta część nauk wszelkich, którą zgłębiać bym chciała najmniej, z pewnością po wielu latach prac i kucia zaczęłabym badać wpływ niskiego ciśnienia i złej pogody na dostarczalność dopaminy skądśtam gdzieśtam. Ale mniejsza, sławnym biologiem nie będę – w tym momencie moja najbardziej prawdopodobna przyszłość to wieloetatowy, profesjonalny obsługiwacz produktów łopatnych w celach tworzenia w ziemi powierzchni znacznie wklęsłych. Jak rozróżnić dobry nastrój od złego: stwórz z nieliczną grupą znajomych wydarzenie na facebooku typu „&lt;a href="https://www.facebook.com/event.php?eid=195968940457845"&gt;Gräsklippare Day&lt;/a&gt;„ (Dzień Kosiarki), zaproś zupełnie niepowiązane ze sobą osoby i czekaj na efekty, śmiejąc się pośród osób z tego grona, że nadal osób uczestniczących jest tyle co stworzycieli wydarzenia – to jest nastrój dobry, dopamina leje się jak w Rosji wódka. Zły nastrój jest wtedy kiedy zaczynają pojawiać się niezwykle irytujące myśli, typu „kurwa, co ja robię, po co to?”. To jest przykład wzięty z życia – przecież na potrzeby głupiego przykładu do fragmentu wpisu nie wymyśliłabym czegoś aż tak złożonego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Noszę od dwóch dni okulary. Słyszałam już zbyt wielu wersji „jak w nich wyglądam”, więc opis sobie daruję. Oprócz tego niesamowitego uczucia, jakim jest możliwość zobaczenia czegoś, co jest dalej niż pół metra ode mnie wyraźnie, pojawiło się jednak kilka rozczarowań. Już teraz mogę stwierdzić, że są one brudne, co mnie niepokoi, gdyż nie chcę sobie zniszczyć wzroku podczas właśnie zapobiegania jego zniszczeniu. Mam nadzieję też, że po jakimś czasie zniknie we mnie to uczucie noszenia na sobie maski, czegoś co chce się jak najszybciej zdjąć. Ostatnią sprawą związaną z okularami jest uświadomienie sobie jak bardzo rozleniwiłam mózg dostarczając mu tak mało danych za pomocą wzroku, że aż przyzwyczaił się do rozpoznawania odległości nie po wielkości danego obiektu a po jego ostrości. Kiedy wszystko stało się ostre i wyraźne, nagle ta głupia możliwość zniknęła i trzeba porównywać wielkość widzianego obiektu do jego wielkości rzeczywistej, co jest procesem o wiele bardziej skomplikowanym. Choć w sumie do wszystkiego można się przyzwyczaić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Doszłam właśnie do wniosku, że to, co piszę na tym blogu nie jest chaotyczne jedynie podczas pisania, a kiedy nawet ja próbuję to przeczytać, okazuje się, że to kupa nieposklejanych ze sobą zdań, każde na inny temat, każde w innej formie. Nie wiem, co mnie podkusiło do zerknięcia wyżej w świeżo napisany tekst, ale postaram się więcej nie popełnić tego błędu.&lt;/p&gt;&lt;div class="feedflare"&gt;
&lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=x5PEdFXVvTU:Ufse009_fH8:yIl2AUoC8zA"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=yIl2AUoC8zA" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?a=x5PEdFXVvTU:Ufse009_fH8:qj6IDK7rITs"&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~ff/EvsJogger?d=qj6IDK7rITs" border="0"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;
&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/EvsJogger/~4/x5PEdFXVvTU" height="1" width="1"/&gt;</description><pubDate>Tue, 26 Jul 2011 12:28:01 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">http://evanrinya.jogger.pl/2011/07/26/co-jest/</guid><category>Ogólne</category><category>co jest</category><category>uczucia</category><category>emocje</category><category>okulary</category><category>znajomi</category><category>rozmowy</category><category>smęty niesmęty</category><feedburner:origLink>http://evanrinya.jogger.pl/2011/07/26/co-jest/</feedburner:origLink></item></channel></rss>

