<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:blogger='http://schemas.google.com/blogger/2008' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298</id><updated>2024-10-05T04:02:08.255+02:00</updated><title type='text'>Gambit Gruziński</title><subtitle type='html'>Aby poznać człowieka, trzeba zostać jego towarzyszem podróży.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>29</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-8696993165025155008</id><published>2009-04-26T22:41:00.017+02:00</published><updated>2009-12-27T19:24:18.453+01:00</updated><title type='text'>27-my dzień podróży, czyli Ewakuacja !</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;style type=&quot;text/css&quot;&gt;  &lt;!--   @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm }   P { margin-bottom: 0.21cm }  --&gt;  &lt;/style&gt;  &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNnlvaCce2zVg4u7-_NBhuQt0_DJORR2ezm_mnTA7xRv9UsP9K-B_VkP_3CPgVSlyHel10M6sg3pyYp6FZUCtlCqhlH3nJRttMtqnadSuPjE6sfsdclOrLrLk-miH6XUX-cKpokYhl9Vc/s1600-h/P1050926-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNnlvaCce2zVg4u7-_NBhuQt0_DJORR2ezm_mnTA7xRv9UsP9K-B_VkP_3CPgVSlyHel10M6sg3pyYp6FZUCtlCqhlH3nJRttMtqnadSuPjE6sfsdclOrLrLk-miH6XUX-cKpokYhl9Vc/s320/P1050926-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329106447049387730&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;t&gt;O&lt;/t&gt; 8.00 pod ambasadą koło setka polaków i ciągle schodzą się nowi. Praktycznie każda grupa, którą spotkaliśmy w różnych zakątkach Gruzji podczas naszego pobytu, pojawiła się tego ranka &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzdR-A8kB9JiYuBBMs6HK2dNrLEtKfZA2bXHkfpRlJROOarRSyJAuJgEFEIt4Iis6l0c23nUCMRnAnGNnqgNffsIoB9FRmvgeFN4jcQ5aKvgulkLzGUzMjJIN-nDn8n9FqXhs8XL6beKY/s1600-h/SSA40691.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzdR-A8kB9JiYuBBMs6HK2dNrLEtKfZA2bXHkfpRlJROOarRSyJAuJgEFEIt4Iis6l0c23nUCMRnAnGNnqgNffsIoB9FRmvgeFN4jcQ5aKvgulkLzGUzMjJIN-nDn8n9FqXhs8XL6beKY/s320/SSA40691.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329106921889426834&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;pod schodami na ulicy Zubalaszwilich. Pojawili się też reporterzy i dziennikarze robiący nam zdjęcia i zachęcający do udzielania wywiadów. Czekanie na autokary trochę się przeciąga. Miały być o ósmej, potem o 9-tej, w końcu koło 10-tej przyjeżdża pod aleję Rustaveli 7 żółtych autobusów miejskich ‘Bogdan’. Dla wszystkich znajduje się miejsce, nawet dla paru osób z Estonii i innych krajów UE. Dostajemy także od ambasady prowiant na drogę – niestety znowu &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;chaczapuri&lt;/span&gt;, na które już nie możemy patrzeć...&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;  &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEikp5sROQ0gvhQX_nEzq4k_d_Z5mVVXz46qtu0GmDt0DyRFGwoE5zMPyXy-hsnJTs8Cquf4sIn0Bn1f74UkBaiHj1l7t3N8cfp83l8GbeHj3BYCmoGsEjjpZR_DKQWqHHrOP5JHz5OeTOw/s1600-h/SSA40684.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEikp5sROQ0gvhQX_nEzq4k_d_Z5mVVXz46qtu0GmDt0DyRFGwoE5zMPyXy-hsnJTs8Cquf4sIn0Bn1f74UkBaiHj1l7t3N8cfp83l8GbeHj3BYCmoGsEjjpZR_DKQWqHHrOP5JHz5OeTOw/s320/SSA40684.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329106928979341858&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Kilka chwil przed 11-tą wielki żółty konwój rusza. Przed nami około 4-godzninna droga do Erewania (niestety tylko teoretycznie). Do granicy armeńskiej docieramy w dość wolnym tempie. Aby się dostać do Armenii, niezbędne są wizy (koszt wizy turystycznej to przeszło 50 USD). Z p&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiVy6l8xos211DaxC1Yr_8Strf9NWgekk9yMIcjE8StosgykgXcz8_KC0qQsj4zsoaGZ4MV8rNA9D3nujzhv1YCayVFS8pKOiNrFD8DbB3igwbBJsILlyKqgx1KObZXGNgOK6ObRwBt1Gs/s1600-h/P1050943-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiVy6l8xos211DaxC1Yr_8Strf9NWgekk9yMIcjE8StosgykgXcz8_KC0qQsj4zsoaGZ4MV8rNA9D3nujzhv1YCayVFS8pKOiNrFD8DbB3igwbBJsILlyKqgx1KObZXGNgOK6ObRwBt1Gs/s320/P1050943-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329106925273289234&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;oczątku myśleliśmy, że skoro jesteśmy ewakuowani z kraju objętego wojną, to nasz przejazd i wizy będą załatwione szybko jakimiś kanałami dyplomatycznymi przez ambasadę. Tak się jednak nie stało. Wnioski o wjazd do kraju trzeba było wypisać własnoręcznie (przyczyna wjazdu: ‘emigracja’), druki oczywiście po armeńsku . Dalej trzeba było czekać na wizy. Najgorsze było właśnie to bezczynne czekanie, kiedy nie wiedzieliśmy kiedy będziemy gotowi do drogi. Za 5 minut? 10? Godzinę? Nikt nie był w stanie tego powiedzieć. Wypisanie przeszło 200 wiz, do tego z wszystkimi nazwiskami w łacińskim alfabecie, zajęło armeńskim pogranicznikom grubo ponad 5 godzin.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;  &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGQ9URByZilu7oxx_K34Gl6IwfXfwi56gl3iLgd5AEvS6OND-FoObkHL_N9oc968SAxtFT9ifGeuO7bqgUnjZ9H_HbP-bNdznLuGgAd8semq3ry_24XvEEIZefDtTMENCRhfPKbV0RYz4/s1600-h/IMG_4245.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGQ9URByZilu7oxx_K34Gl6IwfXfwi56gl3iLgd5AEvS6OND-FoObkHL_N9oc968SAxtFT9ifGeuO7bqgUnjZ9H_HbP-bNdznLuGgAd8semq3ry_24XvEEIZefDtTMENCRhfPKbV0RYz4/s320/IMG_4245.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329106925854015986&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Uff. W końcu Armenia. Żółty konwój rusza dalej. Oczywiście gruzińscy kierowcy nie byli by sobą, gdyby dla zasady się trochę nie powyprzedzali. Nic, że wszyscy jadą razem w konwoju, nic, że wszyscy jadą w to samo miejsce. Wyprzedzić się trzeba! Nawet jeśli jedziemy wąską serpentyną pod górę. Jeden kierowca tak zaczął gazować, że aż mu się zagotowała woda w chłodnicy, przez co cały konwój musiał na chwilę stanąć…Pechowy autobus spada więc na ostatnie miejsce. Nasz kierowca kwituje to słowami „&lt;i&gt;Nada smatrit na tiermomieter”&lt;/i&gt;, po czym sam zaczyna wyprzedzanie i wspina się o parę pozycji wyżej w ‘wyścigu’.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjsVATOYI8zXm5FB5dhbhcVvrxw4XYCkyJKnorCgaPTXWe4Ta8cUBpYF43OQgCEO11jgnYi6CalM0vco3ep497gx7RCBxIe5Z_4-jqSkxeuC_avuagsAnsBAr4igs-vmEDuWa8Dmx1kb8A/s1600-h/IMG_3631-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjsVATOYI8zXm5FB5dhbhcVvrxw4XYCkyJKnorCgaPTXWe4Ta8cUBpYF43OQgCEO11jgnYi6CalM0vco3ep497gx7RCBxIe5Z_4-jqSkxeuC_avuagsAnsBAr4igs-vmEDuWa8Dmx1kb8A/s320/IMG_3631-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329106453574282946&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Armenia z okna autobusu wygląda dość dziko. Góry, skały, polany, gdzieniegdzie jakieś zapomniane przez czas wioski. Drogi natomiast bardzo dobre. Do Erewania docieramy niestety już późno w nocy. Nie za bardzo więc mamy okazję zobaczyć jak wygląda to miasto. Kierujemy się pod budynek Ambasady RP. Tam następuje chwilowy postój i rozdzielenie ludzi, kto ma gdzie jechać. Na lotnisko może jechać pierwsza grupa 90-ciu paru osób, tyle bowiem zabiera samolot. Reszta ludzi ma udać się do hotelu, skąd rano zostaną zabrani na drugi samolot (hotel oraz wyżywienie finansowane oczywiście ze środków rządowych).            Ponieważ na granicy armeńskiej zgłosiliśmy chęć lecenia pierwszym samolotem, ładujemy się do jednego z trzech autobusów (słyszeliśmy później, że pierwszym samolotem mieli jechać jedynie inwalidzi, starcy, kobiety w ciąży i dzieci, a reszta ludzi w drugiej i trzeciej kolejności).&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;  &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj_DCKU7SZ3iF79ggvvcSKZ_3VAeD_LavxHV5O_HVIdTsqc1KCvET1BMqkzldx75jTlQDtOGwwwZ5R0OiOJJ7EaruC2WUX7z8uudLFDc5jRLT1DWzLkAGI9hkWdkBggUQms3Io_byRgy9c/s1600-h/IMG_4258-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj_DCKU7SZ3iF79ggvvcSKZ_3VAeD_LavxHV5O_HVIdTsqc1KCvET1BMqkzldx75jTlQDtOGwwwZ5R0OiOJJ7EaruC2WUX7z8uudLFDc5jRLT1DWzLkAGI9hkWdkBggUQms3Io_byRgy9c/s320/IMG_4258-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329106450960475890&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po chwili przybywamy na lotnisko. Jest godzina 2-ga…a może 3-cia. Nikt nie wie o której będzie nasz lot. Rozniosła się plotka że miał być o 3-ciej, ale teraz odleci dopiero po 7-mej. Rzucamy więc bagaże na środku terminala, siadamy na podłodze i czekamy na jakieś wieści. Międzyczasie kręcą się kolejni reporterzy, z mikrofonami, kamerami, robią z ukrycia zdjęcia świecąc lampami błyskowymi po oczach.  &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;  &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjtjuJ6hL04zwssvsIYuMDeR6mNUX9VWkPauDmZxFT8MJtLN99ZlgQ8c8T-x8BKnFu58aSzKAYrMLRlIQdrTLASVg35qimVER65ATKBbvnNOCEYKZvief-B4FzpRw4hk8nLHX_w1VJWtzg/s1600-h/IMG_4247-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjtjuJ6hL04zwssvsIYuMDeR6mNUX9VWkPauDmZxFT8MJtLN99ZlgQ8c8T-x8BKnFu58aSzKAYrMLRlIQdrTLASVg35qimVER65ATKBbvnNOCEYKZvief-B4FzpRw4hk8nLHX_w1VJWtzg/s320/IMG_4247-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329107259902536114&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Nasz konsul, nazwany przez nas panem Adamczykiem, lata po lotnisku tu i tam, haruje jak wół, dwoi się i troi usiłując załatwić sprawy związane z wylotem. Po jakimś czasie już wszystko wiemy. Lecimy o 4.15.  &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;  Zaczyna się wiec dość żmudna i mozolna procedura lotniskowa – zdanie bagażu, check-in, kontrola paszportowa, kontrola bagażu osobistego, badanie wykrywaczem metali, jeszcze jedna kontrola. Wszędzie trzeba odstać swoje w kolejce i cała odprawa zajmuje grubo ponad godzinę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEge7EYsqDRDPTG2MnkWiCiwTnmyISuzBMaUbAsR5Jxlj8j-5Pc-TQaCB_mN9jg3v5HK9iR4a8QNWcOAV280cTphRMcVUb6wNzouK6YEDsSEAKzVryNbtCj11vvkph_1easnV3HnGwLA-6k/s1600-h/IMG_4269-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEge7EYsqDRDPTG2MnkWiCiwTnmyISuzBMaUbAsR5Jxlj8j-5Pc-TQaCB_mN9jg3v5HK9iR4a8QNWcOAV280cTphRMcVUb6wNzouK6YEDsSEAKzVryNbtCj11vvkph_1easnV3HnGwLA-6k/s320/IMG_4269-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5329106450426987570&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Jednak na płycie czeka już na nas samolot – rządowy Tupolew, model TU-154, z napisem Rzeczpospolita Polska na kadłubie oraz czerwono-białą szachownicą. Po niedługim czasie zasiadamy na miejscach. Jest trochę, ciasno, mało miejsca na nogi, ale nikt nie narzeka. Słychać, jak piloci rozgrzewają ogromne odrzutowe silniki. Stewardesa przez mikrofon prosi pasażerów o zapięcie pasów. Niedługo start.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;  Kołujemy na właściwy pas i po chwili potężna siła wgniata nas w fotel. Nabieramy prędkości i odrywamy się kołami od ziemi. Żadnymi &quot;małpkami&quot; ani innym kateringiem nas nie niestety nie częstują, a szkoda. Za oknami, daleko na horyzoncie, widać już wschód słońca. W Polsce będziemy za około 4 godziny.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/8696993165025155008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/8696993165025155008' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8696993165025155008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8696993165025155008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/04/27-my-dzien-podrozy-czyli-ewakuacja.html' title='27-my dzień podróży, czyli Ewakuacja !'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNnlvaCce2zVg4u7-_NBhuQt0_DJORR2ezm_mnTA7xRv9UsP9K-B_VkP_3CPgVSlyHel10M6sg3pyYp6FZUCtlCqhlH3nJRttMtqnadSuPjE6sfsdclOrLrLk-miH6XUX-cKpokYhl9Vc/s72-c/P1050926-1.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-949906696009853434</id><published>2009-04-20T18:37:00.022+02:00</published><updated>2009-12-27T18:54:10.642+01:00</updated><title type='text'>26-ty dzień podróży, czyli Co was tutaj sprowadza?</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;style type=&quot;text/css&quot;&gt;  &lt;!--   @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm }   P { margin-bottom: 0.21cm }  --&gt;&lt;/style&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhc_FIGis3L-KCStAa5IT9j4dLAaZsbINQ5WurCXLgBYpV7jF6pmAtpwiv7-TAMenb5Syt9M4LsobdTJVSFSnrrbrlckaCLFCbifJZeCMF2cOFRnFofr_kf9hRAK8TEryFkfmqgiNsU0Pg/s1600-h/SSA40655.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhc_FIGis3L-KCStAa5IT9j4dLAaZsbINQ5WurCXLgBYpV7jF6pmAtpwiv7-TAMenb5Syt9M4LsobdTJVSFSnrrbrlckaCLFCbifJZeCMF2cOFRnFofr_kf9hRAK8TEryFkfmqgiNsU0Pg/s320/SSA40655.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326821418720277826&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Nazajutrz dość nieciekawa sytuacja. Żona pana domu, cała zapłakana, cedzi przez łzy: „Ruskie świnie Gori &lt;i&gt;zbombili&lt;/i&gt;!”. A więc…wojna!&lt;br /&gt;Konflikt zaostrzył się jeszcze bardziej. W nocy zostało zbombardowane miasto Gori – oprócz bazy wojskowej bomby spadły również na budynki mieszkalne i są ofiary wśród cywilów. Pani ze łzami w oczach powiedziała, że ma brata w Gori, który w rozmowie telefonicznej przerażony kazał jej uciekać do lasu i tam szukać schronienia przed ruskimi pociskami i bombami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SMS-y z Polski informują nas o kolejnych bombardowaniach, o zamkniętej przestrzeni powietrznej nad Gruzją, a także o odwołanych lotach – potwierdzać to zdają się właściciele kwatery: „&lt;i&gt;Samalota nie budiet!”&lt;/i&gt;. Pocieszają nas &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrhhct-X_1IfMA7eyWD8a9vnxqq93iUOgIUMrBhyphenhyphen43c_X6hpsRkrxBxbMn2smIZD6qYN9do7wQlpYgEVnr8Q9Muuaz09F_Qxd3FktXr7T_7Oz4DCNr1yC3XVZN1QXCmZqrPj_Cw4KE7mM/s1600-h/IMG_3620.jpg&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrhhct-X_1IfMA7eyWD8a9vnxqq93iUOgIUMrBhyphenhyphen43c_X6hpsRkrxBxbMn2smIZD6qYN9do7wQlpYgEVnr8Q9Muuaz09F_Qxd3FktXr7T_7Oz4DCNr1yC3XVZN1QXCmZqrPj_Cw4KE7mM/s320/IMG_3620.jpg&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326821054685580546&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;jednak, że tu, w Mcchecie, jesteśmy bezpieczni – nie ma tu przemysłu, baz, ani żadnych innych strategicznych celów do zbombardowania.&lt;br /&gt;W wynikłej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak jak najszybsze dostanie się do Tbilisi do Ambasady i próba dowiedzenia się czegoś konkretnego o lotach pasażerskich. Postanowiliśmy że udamy się tam od razu, pomijając zwiedzanie przewidzianego na dziś monastyru Dżwarii. Rozdzielanie się w tej bądź co bądź poważnej sytuacji było bardzo złym pomysłem – to  w końcu wojna, kto wie co może się stać. Mogą być utrudnienia komunikacyjne, logistycznie, odcięte linie i byśmy się już nie znaleźli.&lt;br /&gt;Opuszczając kwaterę i kierując się ku centrum miasteczka, mogliśmy zaobserwować gromadki miejscowych mieszkańców, słuchających z powagą wiadomości z przenośnych radyjek (prądu nie było od rana w całej okolicy). Wyglądało na to, że faktycznie stało się dziś rano coś poważnego. &lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqzOWw-j5muCgFiXv7U-_T97cTpOrloLepDtBoirMh6kvJmairtPSMyo9i3iOvVZa80y_bqO8MPf8YlWnNGJa4Y5lX-AslmF7JhXSFNmh-CGw4TfQ6BASq6Xboy82UCJdtdYYnWfcmU6A/s1600-h/P1050846.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqzOWw-j5muCgFiXv7U-_T97cTpOrloLepDtBoirMh6kvJmairtPSMyo9i3iOvVZa80y_bqO8MPf8YlWnNGJa4Y5lX-AslmF7JhXSFNmh-CGw4TfQ6BASq6Xboy82UCJdtdYYnWfcmU6A/s320/P1050846.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326821071693956290&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Niestety mieliśmy kłopot z załapaniem się na marszrutkę. Ciągle ten sam feler – jest nas za dużo. Nie chcąc tracić dużo czasu na bezczynne czekanie, wzięliśmy w końcu dwie taksówki za 60 lari. Drogo, nawet bardzo, a do tego kierowcy nie chceli się za bardzo targować (marszrutką można jechac za 1 lari/os). Jednak taksówki -  stare, zdezelowane, ledwie zipiące łady, zawiozły nas do samego centrum, w pobliże ulicy Braci Zubalaszwili, gdzie mieściła się &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgs3Omd5dI9Mr6-jGKbY6y0tDqr_Sr9LWD1Rr947oWKBV1vYQLcIpzDTFMoIUuHh0YNwCRyHJIAHa8jplcCqXZEgQ5X07g0FuRcnM-3SwrjJ7oufhpSYRSjNhOB6_XnS1zqzNMScPpZXVk/s1600-h/P1050857.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgs3Omd5dI9Mr6-jGKbY6y0tDqr_Sr9LWD1Rr947oWKBV1vYQLcIpzDTFMoIUuHh0YNwCRyHJIAHa8jplcCqXZEgQ5X07g0FuRcnM-3SwrjJ7oufhpSYRSjNhOB6_XnS1zqzNMScPpZXVk/s320/P1050857.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326821064563295394&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ambasada RP. Mimo, że była sobota, przyjęli nas bez szemrania – w końcu sytuacja była dość wyjątkowa. Konsul RP, pan Piotr (wyglądający jak grający Papieża aktor Piotr Adamczyk) przywitał nas słowami „A cóż państwa do nas sprowadza?”. Podchodził do całej sytuacji z dystansem. Podobnie jak w rozmowie telefonicznej, mówił, że wszystko zmienia się bardzo szybko i trudno cokolwiek ocenić na 100%. Stanowczo odradził nam (chociaż oczywiście nie zabronił) opuszczać Tbilisi i raczej czekać na miejscu na rozwój wydarzeń i wyjaśnienie sytuacji z lotami pasażerskimi. Poradził także, aby nieco krytycznie przyjmować „rewelacje”, serwowane np. przez telewizje TVN. Nieco zdziwiliśmy się gdy konsul nie chciał naszych pełnych danych, numerów paszportów itd. Dochodziły wszak słuchy, że powstaje lista obywateli RP przebywających aktualnie w Gruzji.&lt;br /&gt;Kiedy część z nas ruszyła na miasto w poszukiwaniu jakiegoś noclegu (myśleliśmy nawet żeby wrócić do Mcchety i stamtąd dojeżdżać do Tbilisi), część została na ulicy Zubalaszwilich pod ambasadą, gdzie powstał istny bank informacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgkUYh3eD5bkxVtSqjSzB8UYHytjWeHaTe5OoFNIlJFPOEpR2SfkbnmhHcf4g6FJ3jBOlWukK1NFcHwOwqK1y1qgHQhtl8biHc_xY2_NBVBwIlrXMuYIhBc0f11j2T84qygDHIojvoJHwQ/s1600-h/IMG_3605.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgkUYh3eD5bkxVtSqjSzB8UYHytjWeHaTe5OoFNIlJFPOEpR2SfkbnmhHcf4g6FJ3jBOlWukK1NFcHwOwqK1y1qgHQhtl8biHc_xY2_NBVBwIlrXMuYIhBc0f11j2T84qygDHIojvoJHwQ/s320/IMG_3605.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326815211943499506&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Co chwilę pod ambasadę przychodziła kolejna grupa Polaków i wymieniała się posiadanymi informacjami. Jedna grupa właśnie przyjechała tu z Gori – miasta, które mocno ucierpiało we wczorajszym i porannym nalocie. Rodacy opisali kolumny czołgów, rozwalone drogi, ludzi w panice pakujących swój dobytek i uciekających z miasta. Ponoć wyglądało to przerażająco.&lt;br /&gt;Nas wojna zastała prawie pod koniec wyjazdu. Ale co z tymi co dopiero co przyjechali do Gruzji? Ponoć grupa 20 Polaków właśnie co przypłynęła promem do Poti, a Poti też zostało niedawno zbombardowane. Ciekawe jak się musieli wtedy czuć – przypływają na wakacje, a tu spadają bomby i płoną portowe terminale naftowe. Na szczęście nikomu nic się nie stało a celem były tylko strategiczne instalacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhqwhCC2F_S4vtOux_ASOAGHh94gcfABr-MZ-kP8J5pn4_tSxIZnIML9DdNYtJ-Ct1B8f1l2_k1cP4xeZLA6NMlZKZ7XrQlgvHslab3SQPtkiwMbArMQDXHYouWvK-H1vyXbS6DxD5Co9Y/s1600-h/DSC00378.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhqwhCC2F_S4vtOux_ASOAGHh94gcfABr-MZ-kP8J5pn4_tSxIZnIML9DdNYtJ-Ct1B8f1l2_k1cP4xeZLA6NMlZKZ7XrQlgvHslab3SQPtkiwMbArMQDXHYouWvK-H1vyXbS6DxD5Co9Y/s320/DSC00378.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326823969537534322&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Co jakiś czas wychodzą na światło dzienne również „newsy” wprost z ambasady. Liczba ofiar w konflikcie szacowana jest na 150 osób, choć inne źródła (rosyjskie) podają także 1200. Odwołane są także niektóre loty z Tbilisi. Podobno jeszcze latają Ukraińcy i linie gruzińskie (w tym prawdopodobnie nasz lot), ale tacy przewoźnicy jak Lufthansa, British Airways itd. całkowicie zawiesiły loty aż do odwołania. Są też pogłoski o możliwym wcześniejszym rządowym samolocie do Polski (powiedział to sam ambasador, choć akurat spieszył się i nie chciał zdradzać szczegółów).&lt;br /&gt;Kolejne wieści. Do konfliktu włączyła się Abchazja (również zbuntowana prorosyjska prowincja), a przed chwilą swoje przemówienie zakończył prezydent Gruzji Misza Saakaszwili. Otwarcie oskarżył Rosję na prowadzenie na ich terenie wojny i ostrzał gruzińskich miast. Zapowiedział także wprowadzenie stanu wojennego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiR719-5teRC4qNftgIcKD4ffuP4UTkUJlkTlc0k4pjIdNkdSuiggmf1Fla1iZscu4_U1sDlxmTYVH1ciJuN7gi4b0vBVwhtLiAAsyJD_0o123H9lP0y7AXY9NetLllWf2ZLvDtNwmc0q8/s1600-h/IMG_3623-1.jpg&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiR719-5teRC4qNftgIcKD4ffuP4UTkUJlkTlc0k4pjIdNkdSuiggmf1Fla1iZscu4_U1sDlxmTYVH1ciJuN7gi4b0vBVwhtLiAAsyJD_0o123H9lP0y7AXY9NetLllWf2ZLvDtNwmc0q8/s320/IMG_3623-1.jpg&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326821059609812546&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Mijają kolejne minuty. Już wiemy. Decyzją parlamentu mamy w Gruzji stan wojenny. Jednak co on oznacza w praktyce nie wiedzą dokładnie nawet pracownicy ambasady. Stan wojenny ma ułatwiać wprowadzanie decyzji militarnych, ale co ma oznaczać dla przeciętnego obywatela i turysty z innego kraju - tego nie wiemy. Godzina policyjna? Mobilizacja wojska? Ograniczenie dostaw energii? Odcięcie linii telekomunikacyjnych? Zawieszenie transportu publicznego? To tylko spekulacje i domysły. Konsul polecił nam zaciągnąć języka od jakichś Gruzinów i potem zdać mu relacje o co w tym wszystkim chodzi.&lt;br /&gt;Wprowadzenie stanu wyjątkowego przesądziło sprawę. W polskim MSZ-cie zapadła decyzja o ewakuacji. Rząd ma zapewnić wszystkim obywatelom RP transport do Armenii do Erewania, a stamtąd rządowy samolot ma zabrać wszystkich do Polski. Ewakuacja jest dobrowolna i będzie finansowana z budżetu państwa. Wyszło też rozporządzenie o dokładnym spisie wszystkich Polaków znajdujących się w Gruzji, bez względu na to czy chcą być ewakuowani czy nie. Ewakuacja ma nastąpić jutro z samego rana spod ambasady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0JnUAjWA8rezft6VuaDQatShf3VeA8jFS16igrrKYoT9zT_kt9wmpplylaX_YsvOmL9Kc9x5Y_dQfi0HYKRqTE0z8SFzUPCld6HYPF3QZIDURji76hBUdlcVjpBNRJuobo3rmS-QsEJI/s1600-h/P1050886.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0JnUAjWA8rezft6VuaDQatShf3VeA8jFS16igrrKYoT9zT_kt9wmpplylaX_YsvOmL9Kc9x5Y_dQfi0HYKRqTE0z8SFzUPCld6HYPF3QZIDURji76hBUdlcVjpBNRJuobo3rmS-QsEJI/s320/P1050886.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326815217908923298&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Musimy przyznać, że owy rządowy samolot spadł nam z nieba. Loty z Tbilisi mogą być zawieszone w każdej chwili, droga na zachód do Turcji jest nieprzejezdna – trzeba by było jechać przez Gori, a to nie wchodzi w grę. Północ zamykają strome pasma Kaukazu i Rosja. Droga morska też odpada – raz, trzeba by było się dostać jakoś na zachód (znowu przez Gori), a dwa, port Poti, z którego odpływają promy pasażerskie na Ukrainę został zbombardowany, a poza tym trwa rosyjska blokada morska. Zostaje tylko droga na południe i szukanie ‘ucieczki’ przez Armenię na własną rękę. Lepiej więc stracić te 4 dni i wrócić do kraju bezpiecznie razem z innymi ‘ewakuowanymi’, a niżeli zostać i czekać w niepewności na rozwój wydarzeń, możliwe że bez późniejszej możliwości powrotu do kraju. S&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi6PhORmStflQ-yE2omNjXlwkQIxy0BeY2D93QX5QBFzmqoGuNOFwdMfagNsQqbuJ_Da-_9Ji0wJWt2InKE0pC6tY9nJjiXr_2QLCn0ZPJnrC9L-267l0t4NmhwS4LKMceuF00vB0kd2TM/s1600-h/P1050841.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi6PhORmStflQ-yE2omNjXlwkQIxy0BeY2D93QX5QBFzmqoGuNOFwdMfagNsQqbuJ_Da-_9Ji0wJWt2InKE0pC6tY9nJjiXr_2QLCn0ZPJnrC9L-267l0t4NmhwS4LKMceuF00vB0kd2TM/s320/P1050841.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326821072711787410&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;zybko więc decydujemy się i podajemy ambasadzie nasze imiona, nazwiska, numery telefonów.&lt;br /&gt;Tak więc dziś zostajemy w Tbilisi. Nie chcąc tracić więcej czasu, meldujemy się w prywatnej kwaterze przy ulicy Besinki za astronomiczną kwotę 30 lari za osobę (coś ostatnio mamy skłonność do przepłacania). Początkowo myśleliśmy o noclegu w kultowym w Tbilisi miejscu u Iriny Dżaparidze, ale tam było daleko i nie wiadomo czy byśmy dostali miejsce dla 8-miu osób (dostaliśmy sygnały że większość hoteli i tak już jest przepełniona), a kwaterę mieliśmy mniej niż 100m od ambasady. Zostało nam pół dnia na zobaczenie choć skrawka miasta. Musimy się sprężać - pierwotnie na zwiedzanie Tbilisi mieliśmy przeznaczyć aż 3 dni.&lt;br /&gt;Centrum Tbilisi robi zupełnie inne wrażenie niż okolice dworca które widzieliśmy podczas naszej wcześniejszej wizyty. Reprezentacyjna aleja Rustaweli, na której mieszczą się ekskluzywne sklepy, butiki, banki itp., wygląda zupełnie jak w typowym mieście zachodnioeuropejskim. Ulica jest szeroka, ładna, chodniki czyste. Pod okazałym budynkiem parlamentu (nawiasem mówiąc całym ewakuowanym nakazem prezydenta) zebrała się spora grupa demonstrantów i uchodźców z Osetii. Zachowują jednak się dosyć spokojnie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhpBBrzoWoyA_b0I9JODMXYrKEP4Wbi_JRvybBgB4Inb4lE4K1LgQKJSsMx6mOz1buZr6wd6YVya0R4XAjDyXh0Rg56Wu-ZztrYf9VEKqATVFzh30yDJ3zX_LU1jHKQqnROzDf-Jts0GZs/s1600-h/P1050921.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhpBBrzoWoyA_b0I9JODMXYrKEP4Wbi_JRvybBgB4Inb4lE4K1LgQKJSsMx6mOz1buZr6wd6YVya0R4XAjDyXh0Rg56Wu-ZztrYf9VEKqATVFzh30yDJ3zX_LU1jHKQqnROzDf-Jts0GZs/s320/P1050921.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326815221910087122&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Na jednym z głównych placów w mieście, na placu Swobody, na wysokiej kolumnie stoi pozłacany pomnik Świętego Jerzego wraz ze smokiem – jest to znany symbol Gruzji (od imienia Jerzy pochodzi nazwa kraju – Georgia). Za placem znajduje się starówka – tu ma raczej kształt jednej uliczki z zabytkowymi budynkami, kamieniczkami i kościołami, aniżeli klasycznego rynku. Za starówką na wzgórzu znajdują się ruiny zamku królewskiego Narikala. Można wejść na górę i podziwiać panoramę miasta. Obok zamku doskonale jest widoczny z daleka ogromny pomnik Kartlis Dedy – Matki Gruzinki.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgiFV_pz6LsfEwkmG6OYcdQEUx-u0EYKFxaQ-JzwvgPYHMdaa1Z1IFhv_G6EZhWOHIx4zjTRWJI5Va5pJwTXORA68uWsHNGS5drB08T9lGtoruReOhVcGWR-qY-wifh5RuAlk24ArO6UME/s1600-h/P1050859.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgiFV_pz6LsfEwkmG6OYcdQEUx-u0EYKFxaQ-JzwvgPYHMdaa1Z1IFhv_G6EZhWOHIx4zjTRWJI5Va5pJwTXORA68uWsHNGS5drB08T9lGtoruReOhVcGWR-qY-wifh5RuAlk24ArO6UME/s320/P1050859.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326821643927925714&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Jednymi z najbardziej charakterystycznych budowli w Tbilisi jest górująca nad miastem, pomysłowo oświetlona wysoka wieża telekomunikacyjna, oraz kościół Tbilisi Sameba o złotej kopule. Po drodze do owego kościoła mija się (dopiero co wykańczany) pałac prezydencki z charakterystyczną, wyciągniętą nieco do góry szklaną kopułą. Podczas naszej obecności droga była wprost usiana uzbrojonymi policjantami zabraniającymi robienia zdjęć.&lt;br /&gt;Sam kościół Sameba (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;ka-GE&quot;&gt;სამება&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt; - &lt;/span&gt;Trójcy) pozostawia jednak mieszane odczucia. Prowadzą do niego szerokie i dość wysokie schody. Sam budynek jest ogromny i wprost monumentalny  - jest to największy kościół na całym Zakaukaziu i jedna z największych świątyń prawosławnych na świecie. Wykonany jest bardzo dokładnie w tradycyjnym gruzińskim stylu architektonicznym. Czuć jednak, że kościół aż pachnie nowością. Widać było &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgoRzeIKdCtoDOyK5GZBFlI3P1qSC2eR_dDSnyaZ3x6Fmk1HoniS2eEazuKL2k1Ma7G_y2FUXhjan4Qb91ztEQP4hyIWsalffXBy_dTq9mE_zk7SWqJemF5XiVEu9CwDP6_Sda9f63-mGI/s1600-h/P1050873.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgoRzeIKdCtoDOyK5GZBFlI3P1qSC2eR_dDSnyaZ3x6Fmk1HoniS2eEazuKL2k1Ma7G_y2FUXhjan4Qb91ztEQP4hyIWsalffXBy_dTq9mE_zk7SWqJemF5XiVEu9CwDP6_Sda9f63-mGI/s320/P1050873.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326826483174295794&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;jak na dłoni, że nie jest to żaden zabytek, a raczej wytwór współczesny (rok ukończenia mówi sam za siebie - 2004r.). Wielkość kościoła oraz ta jego złota kopuła potęgowała atmosferę przepychu, zupełnie jak bazylika w naszym Licheniu. Ponadto w środku w niczym to nie przypominało świątyni… W świątyni panował zgiełk, i a po bokach były rozstawione stragany, gdzie sprzedawcy przekrzykiwali się niczym na targu sprzedając świeczuszki, święte obrazki i paciorki. W międzyczasie obok było odprawiane nabożeństwo. Bardzo dziwnie to razem wygladało.&lt;br /&gt;Ambasada RP w Tbilisi ciągle przysyła nam SMS-y powiadamiające o planowanej na jutro ewakuacji. Widocznie dorwali się do spisu wszystkich telefonów w roamingu i wysyłają z automatu dziesiątki wiadomości:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;W związku z wprowadzeniem stanu wojennego na terenie Gruzji i decyzją MSZ o organizacji dobrowolnej ewakuacji obywateli RP, prosimy o kontakt wszystkie osoby niezależnie od ich osobistej decyzji. Osoby zarejestrowane informujemy, że wyjazd (…) nastąpi w dniu jutrzejszym w godzinach porannych (…)”&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna wiadomość z ambasady jednak szczególnie nas poruszyła:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;„Podajcie jeszcze raz wasze imiona i nazwiska! Wasza kartka zaginęła! Pozdro!”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh1KG9wY-Z-LytlqPxAWPqxouO1vCbKj5Dmfoo2woAILlODHOSacU2-UXv8u2krdl_jEwNjJVixSdLI3FRAylAOGR9bXRQNCq2CGLrnRBXit5Qa4wvMOSr1kh6Dfy6D7mgds_DHkZZxsqk/s1600-h/IMG_4226.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh1KG9wY-Z-LytlqPxAWPqxouO1vCbKj5Dmfoo2woAILlODHOSacU2-UXv8u2krdl_jEwNjJVixSdLI3FRAylAOGR9bXRQNCq2CGLrnRBXit5Qa4wvMOSr1kh6Dfy6D7mgds_DHkZZxsqk/s320/IMG_4226.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326821418658354082&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Jak widać sekretarzy poczucie humoru nie opuszczało. Sprawa na szczęście się wyjaśniła, choć trzeba było sporządzić nową listę z naszymi nazwiskami. W ambasadzie panował niemały chaos i organizacyjny nieład, ale można było to zrozumieć, ze względu na zaistniałą sytuację i organizowanie na gwałt wyjazdu dla ponad 200 osób.&lt;br /&gt;W Tbilisi, mimo dramatycznych wydarzeń w Osetii, Abchazji i w reszcie zbombardowanej Gruzji, mimo wprowadzenia stanu wyjątkowego, w ogóle nie czuć było atmosfery wojny. Dzień jak każdy inny. Ludzie spacerowali, pary trzymały się za ręce w parku. Tylko gdzieniegdzie było widać rezerwistów oraz policjantów uzbrojonych w karabiny. Niemalże sielski spokój zakłócały jedynie skandujące tłumy pod parlamentem oraz kierowc&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhizq9-uPoilJ507tP4A9U6NP5sBxjsjkgD5tgOJh3edkU9iQ8WOEeDOLlrznYHhW8zETwIcsAWY6ST_4rXWqkzGA6Zz1BTgeq3fcYPiUgVfZarrH0gWOggXtUY3eMtrgiIkPMrlMhnLjw/s1600-h/P1050915.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhizq9-uPoilJ507tP4A9U6NP5sBxjsjkgD5tgOJh3edkU9iQ8WOEeDOLlrznYHhW8zETwIcsAWY6ST_4rXWqkzGA6Zz1BTgeq3fcYPiUgVfZarrH0gWOggXtUY3eMtrgiIkPMrlMhnLjw/s320/P1050915.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5326815217542833170&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;y, trąbiący i pędzący aleją Rustaweli samochodami ozdobionymi gruzińskimi białymi flagami w czerwone krzyże. Zupełnie jakby właśnie wygrali jakiś mecz piłki nożnej, a nie szykowali się do wojny. Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po sklepach z zamiarem wydania ostatnich gruzińskich pieniędzy. W sklepie z pamiątkami popularnością cieszyły się tradycyjne gruzińskie wydrążone rogi do picia alkoholu, tkane czapki i inne. Nie zapomnieliśmy także o kupnie kliku butelek wina. Pani Wenera ze sklepu poleciła nam kilka gatunków (w tym czerwone Kindzmarauli, polecała też wino ‘Stalin’), i poprosiła żeby po powrocie do Polski wypić za jej zdrowie.&lt;br /&gt;Było już późno, część z nas udała już się na spoczynek, a część chciała jeszcze zażyć kąpieli w łaźni. Jutro rano opuszczamy już Gruzję!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/949906696009853434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/949906696009853434' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/949906696009853434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/949906696009853434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/04/26-ty-dzien-podrozy-czyli-co-was-tutaj.html' title='26-ty dzień podróży, czyli Co was tutaj sprowadza?'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhc_FIGis3L-KCStAa5IT9j4dLAaZsbINQ5WurCXLgBYpV7jF6pmAtpwiv7-TAMenb5Syt9M4LsobdTJVSFSnrrbrlckaCLFCbifJZeCMF2cOFRnFofr_kf9hRAK8TEryFkfmqgiNsU0Pg/s72-c/SSA40655.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-1197494949609226292</id><published>2009-03-02T22:13:00.022+01:00</published><updated>2009-12-27T18:54:44.760+01:00</updated><title type='text'>25-ty dzień podróży, czyli Zaczyna być gorąco</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhuGTmazRtDOKhIqh8br0-EGdxbIbbbJ9WCajt5oYkKW7e_UCF1fHGOyG1uevoikUBei2HTM0Qolfc_BdDoFgdMXx34Bfli6yEjb9afocW5j4OD4PodjtRHMQPzI2wR0PQndgZaUBfPP5Q/s1600-h/IMG_4217.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhuGTmazRtDOKhIqh8br0-EGdxbIbbbJ9WCajt5oYkKW7e_UCF1fHGOyG1uevoikUBei2HTM0Qolfc_BdDoFgdMXx34Bfli6yEjb9afocW5j4OD4PodjtRHMQPzI2wR0PQndgZaUBfPP5Q/s320/IMG_4217.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308707634016694226&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;W nocy padało. Nawet dość mocno. Wszystko mokre. Musimy dość szybko się zbierać, bo według informacji mieszkańców marszrutka w kierunku Tbilisi przyjeżdża o godzinie 10 rano. Jednak jak zwykle nie wyrabiamy się w czasie i na przystanek przychodzimy o 10.30. Ciągle kropi. Przejeżdża kilka wypełnionych po brzegi busów. Nie ma szans abyśmy się z nimi zabrali, osiem osób i do tego jeszcze z plecakami... Policjanci obok cały czas pilnują mostu. Widać, że trochę marudzą na swoją mało zajmującą robotę i z nudów wyjmują i wkładają magazynki do swoich AK-47. Poradzili  nam, aby przejechać się  do pobliskiego miasteczka i tam próbować niejako prywatnie coś wynająć, zaproponowali nawet podwózkę. Skorzystaliśmy z z&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3nL_EtJ6dDElkTgVehrKQNOeD558CBEKeyvSDiA4Yt7SW670RVTLShlV1v4KOb0ptjyvhyphenhyphen7SJ-mWnrnq88Yp9XNP6ISO6C8wJ6UkPMeCcXjL-nABrKdJ6O2qMCZmsACPCc0KlckQ3UsU/s1600-h/IMG_4210.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3nL_EtJ6dDElkTgVehrKQNOeD558CBEKeyvSDiA4Yt7SW670RVTLShlV1v4KOb0ptjyvhyphenhyphen7SJ-mWnrnq88Yp9XNP6ISO6C8wJ6UkPMeCcXjL-nABrKdJ6O2qMCZmsACPCc0KlckQ3UsU/s320/IMG_4210.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308707629526006354&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;aproszenia i już po pół godzinie podjechał pod przystanek puściutki ford tranzit. Było nieco problemów ze znalezieniem kierowcy. Ten którego udało nam się znaleźć za transport do Mcchety (leżącej na drodze do Tbilisi) życzył sobie aż 10 lari od osoby, co jest bardzo dużą sumą. Nie mamy niestety zbyt dużego wyboru. Żegnając się z policjantami, wyjaśniają oni nam że w Tbilisi sytuacja jest opanowana i jest tam bezpiecznie. Niebezpiecznie ma być tylko w regionie Południowej Osetii (jak wtedy sądziliśmy, Osetia leżała gdzieś daleko na północnym-zachodzie, jakieś dobre 100-150 km od nas…jednak jak później zobaczyliśmy na mapie, do granicy było zaledwie 5 km).&lt;br /&gt;Międzyczasie dostawaliśmy kolejne SMS-y z Polski: &lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;„Hej tam, żyjesz? Słyszałem że w Gruzji wojna” ;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;„Wojska Rosyjskie zaatakowały Gruzję”;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;„Putin powiedział, że właśnie rozpoczęła się wojna. Rosyjskie samoloty zaatakowały i zbombardowały gruzińską bazę pod Tbilisi. 150 ruskich czołgów w Osetii Płd. Ogólnie rzeźnia.”;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjynCy61ndgE-aducqcofnKoUBCQYg8A7-dl6KpWIG9a_U84cnhT9WVa4-_3gY7wTSBb1Y5SA1iR5bDOMM8FAO-QrBjtiBU_0JdL8X-wjldn_fozG0qLsUYWSrCPbUn56kcxaOUiVueUD0/s1600-h/IMG_4222.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjynCy61ndgE-aducqcofnKoUBCQYg8A7-dl6KpWIG9a_U84cnhT9WVa4-_3gY7wTSBb1Y5SA1iR5bDOMM8FAO-QrBjtiBU_0JdL8X-wjldn_fozG0qLsUYWSrCPbUn56kcxaOUiVueUD0/s320/IMG_4222.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308707635728293954&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Jak widać treść tych SMS-ów nie napawała optymizmem. Czyżby doszło do otwartego konfliktu zbrojnego między Rosją a Gruzją? Ciężko zdecydować co robić, jesteśmy na daną chwilę odcięci od informacji i nie możemy potwierdzić tych doniesień. Jeżeli faktycznie wybuchła wojna i rosyjskie samoloty bombardują bazy wojskowe  koło Tbilisi, to nasz samolot Tbilisi-Kijów może być zagrożony i odwołany…Kolejny SMS, od koleżanki również przebywającej właśnie w Gruzji:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;„&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;Cześć, słyszałam, że jesteście w niezłej d*pie. My za przeproszeniem uciekamy stąd i spadamy do Turcji”…&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Właśnie dojeżdżamy do Mcchety. Mccheta (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;მცხეთა&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;) to starożytne miasto, dawna stolica Gruzji (a właściwie to królestwa Iberii). Właśnie w tym mieście w IVw. n.e. przyjęte zostało w Gruzji chrześcijaństwo. W Mcchecie znajdują się najstarsze zabytki Gruzji, w tym klasztor na wzgórzu Dżwarii oraz cerkiew Sweti Cchoweli (o której nieco więcej później). Te oraz inne zabytki stawiają Mcchetę na obowiązkowej liście każdej osoby odwiedzającej Gruzję. Miasto to zostało również całe wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj9Lwy-QhPcqzN9MgEL3165EtCQdxrayfm1e6eJTqJQPYEqCZjaAgjh1JFAV0LgI74iI7AhRLNKbkrke5HKSws7w7315FcVkt-zzSRISHUj6zKJJIZOiq6mAu1EgW2ESDydCpDOM45xVZQ/s1600-h/SSA40637.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj9Lwy-QhPcqzN9MgEL3165EtCQdxrayfm1e6eJTqJQPYEqCZjaAgjh1JFAV0LgI74iI7AhRLNKbkrke5HKSws7w7315FcVkt-zzSRISHUj6zKJJIZOiq6mAu1EgW2ESDydCpDOM45xVZQ/s320/SSA40637.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308708032537862290&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po przybyciu do Mcchety z początku mieliśmy zamiar rozbić się namiotem gdzieś za miastem. Jednak znowu kiedy przyszło co do czego nie wszystkim się to spodobało, więc mając w perspektywie groźbę rozbicia grupy, dla dobra większości postanowiliśmy zatrzymać się w hotelu. Dogadaliśmy się z panią spotkaną na ulicy po francusku co do noclegu w prywatnej kwaterze jej znajomej. Cena 12,5 lari za osobę, jest łazienka, ciepła woda. Wcześniej proponowano nam hotel za 15 lari, ale odmówiliśmy.&lt;br /&gt;Kwatera to po prostu zwykłe mieszkanie. Nasza ósemka dostała do dyspozycji trzy pokoje, w których normalnie mieszkają lokatorzy. Dość ładnie, w kredensie stoją za szybką rodowe kryształy, na ścianach kilimy i tkane tureckie dywany. Po zostawieniu plecaków ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Najbardziej interesująca nas cerkiew Sweti Cchoweli znajdowała się rzut beretem, bo ledwie 200m od naszej kwatery. Sweti Cchoweli (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;ka-GE&quot;&gt;&lt;b&gt;სვეტიცხოვლის&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;)&lt;/span&gt; znaczy po gruzińsku mniej więcej tyle co „Żyjący Słup” albo „Drzewo Życia”. Oczywiście z nazwą tą wiąże się legenda…..&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhzCAdL8889GSCtT2WhV1f3oh3g4IhI1N-4JI1an-wl3LXMYEdWlQYiVq67fVkLus8aZPcMZBmOCi2iGU1oEyOSAZvpW4UGX5lS1Rezuvq_oCIqdKNQVsAC1Zky3zPS8deMhUmqR3IH6og/s1600-h/IMG_3583.jpg&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 207px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhzCAdL8889GSCtT2WhV1f3oh3g4IhI1N-4JI1an-wl3LXMYEdWlQYiVq67fVkLus8aZPcMZBmOCi2iGU1oEyOSAZvpW4UGX5lS1Rezuvq_oCIqdKNQVsAC1Zky3zPS8deMhUmqR3IH6og/s320/IMG_3583.jpg&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308709850662395890&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Katedra otoczona jest grubym kamiennym murem. Sam budynek jest natomiast perłą gruzińskiej architektury sakralnej. Początki katedry datuje się na IV wiek n.e., choć obecny jej kształt powstał w XI wieku w typowo gruzińskim wczesno-romańskim stylu.&lt;br /&gt;Katedra zbudowana jest z piaskowca i jest z zewnątrz bogato zdobiona płaskorzeźbami i reliefami. Każda fasada jest inna i ma swoje unikalne ornamenty. Na uwagę zasługują wyciągnięte łuki wsparte na pilastrach oraz wklęsłe nisze. Wśród ornamentów najczęściej pojawia się motyw winorośli, a także, co ciekawe, swastyki. Jest to symbol wiecznego ognia i słońca, odwieczny symbol chrześcijaństwa, dzisiaj niestety jednoznacznie kojarzący się z nazizmem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi_KOuvUKwWKgoGhrHDhVwKT2c2pwdgr_n1czX0eR-7qg_MyQaKIMDh6kv0XOb1DTyQmdfS36Z3elKF8OtQJljE97lCHr1CvgYOloOdMmGB8fx0-zoEcQ_D7slO9aKpnHX1q7QH0xaPMag/s1600-h/P1050817.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi_KOuvUKwWKgoGhrHDhVwKT2c2pwdgr_n1czX0eR-7qg_MyQaKIMDh6kv0XOb1DTyQmdfS36Z3elKF8OtQJljE97lCHr1CvgYOloOdMmGB8fx0-zoEcQ_D7slO9aKpnHX1q7QH0xaPMag/s320/P1050817.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308707639287832930&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Wnętrze katedry jest bardzo przestronne. Jedna z bocznych kolumn to owy ‘Żyjący słup’ – a wypływająca spod niego oliwa ma ponoć życiodajne właściwości. Widać, że katedra była wielokrotnie remontowana i przebudowywana, gdyż spod warstw tynku wystają stare konstrukcje łuków i okien. Na ścianach znajdują się freski przedstawiające sceny biblijne i świętych, choć niektóre z nich zostały bezpowrotnie stracone. Oprócz fresków oczywiście wisi pełno ikon. Gdy byliśmy w środku, akurat trafiliśmy na nabożeństwo. Mnisi oraz pop czytali i melorecytowali teksty z ksiąg w niesamowitym tempie i bez zająknięcia.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPL3h-zIKjvk5SUOfbABeHuc_cEDd51fk0XbBX7NiFRrxFpUQGnJ3oUQ9ruLLyXL_MAgPRrSMVvKErEvk-l9jdauqCQPGo1UfWOD9Dt9In2ZtSnMYuaRrQjQZgphm2sdFW3MfrEFIEgCc/s1600-h/P1050828.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPL3h-zIKjvk5SUOfbABeHuc_cEDd51fk0XbBX7NiFRrxFpUQGnJ3oUQ9ruLLyXL_MAgPRrSMVvKErEvk-l9jdauqCQPGo1UfWOD9Dt9In2ZtSnMYuaRrQjQZgphm2sdFW3MfrEFIEgCc/s320/P1050828.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308707639585745906&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po wizycie w Sweti Cchoweli rozdzieliliśmy się – część poszła odpocząć do ‘domu’, a część zwiedzać dalej Mcchetę. Zahaczyliśmy na krótko o cerkiew Samtawro, gdzie akurat odbywało się nabożeństwo żałobne i wszyscy ubrani byli na czarno. Styl Samtawro podobny do Sweti Cchoweli, choć wykonany z mniejszym rozmachem.&lt;br /&gt;Dalej postanowiliśmy wybrać się na krótko do górującej nad miastem twierdzy. Z początku myśleliśmy że twierdza jest zamknięta na cztery spusty, ale kilkukrotne zastukanie w kołatkę wyjaśniło sprawę. W ruinach fortecy zadomowili się gruzińscy studenci, z podobnej organizacji co na zamku w Chertwisi. Studenci mieszkali tutaj oraz prowadzili wykopaliska archeologiczne – pokazali nam pozostałości zabudowy z III w. n.e. oraz wykopane eksponaty. Jak się okazało, nie byliśmy jedynymi Polakami odwiedzającymi ich skromne progi. Mimo usilnych próśb abyśmy zostali, czas nas naglił. Chcieliśmy jeszcze dzisiaj wykonać telefon do naszej ambasady, aby wyjaśnić sytuację owego konfliktu z Rosją. Podobno też nasze MSZ ogłosiło rejestrację wszystkich Polaków przebywających na terenie Gruzji…&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh-m6hKV_mNkkua_lzKl3rxjGmSY8Pf6kE2b6Z9kiVPS3l5POp9jWgcqsoxGq4y5QsFQmQsxNC8cJ6NrTXo5YRkKt3W3fQxIn7ERLsFoZ3ui_ecmeAp7Rc-7UhMw7PSgMsPwHuZVgkFkd4/s1600-h/SSA40626.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh-m6hKV_mNkkua_lzKl3rxjGmSY8Pf6kE2b6Z9kiVPS3l5POp9jWgcqsoxGq4y5QsFQmQsxNC8cJ6NrTXo5YRkKt3W3fQxIn7ERLsFoZ3ui_ecmeAp7Rc-7UhMw7PSgMsPwHuZVgkFkd4/s320/SSA40626.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308708023732348450&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na miejscu w kwaterze pan domu pokazał nam wiadomości w TV. Był wszystkim bardzo poruszony. Faktycznie gruzińskie wojska zajęły tereny Południowej Osetii, a Rosjanie pod pretekstem pomocy Osetyjczykom wkroczyli na teren Gruzji ze swoimi czołgami i samolotami. Między dwoma armiami nawiązała się walka. Kamery&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjyWBQzDcQSVS8YGmNaYLgaJvpkVDlVJrz06Uz5HQj5APdW32VLW9tKG6LlG_Uzq2iHyl7GZh4c-i7WLZLSBccCep_aAI6xmBFxJO7vmUFisIVnV6pRcwk5Qu3D8Lf8DFgSvFqnGq5AQ5c/s1600-h/IMG_3603.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjyWBQzDcQSVS8YGmNaYLgaJvpkVDlVJrz06Uz5HQj5APdW32VLW9tKG6LlG_Uzq2iHyl7GZh4c-i7WLZLSBccCep_aAI6xmBFxJO7vmUFisIVnV6pRcwk5Qu3D8Lf8DFgSvFqnGq5AQ5c/s320/IMG_3603.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308708040515192114&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; pokazywały płonące czołgi na przedmieściach Cchinwali (stolica Płd. Osetii) oraz samoloty rosyjskie, w tym dwa zestrzelone. Były ofiary. Rosjanie ponadto zaatakowali z powietrza całą przestrzeń Gruzji – bomby spadły na wojskowe bazy w Waziani, koło Tbilisi, Senaki, a także w Gori. Vaziani – to obok lotniska cywilnego w Tbilisi! Gori – byliśmy tam parę dni temu! Ton informacji zmieniał się wraz ze zmianą kanału. W rosyjskich wiadomościach mówiono o problemie i „konflikcie gruzińsko-południowoosetyjskim” oraz o próbujących wprowadzić pokój wojskach rosyjskich. W telewizji gruzińskiej otwarcie natomiast mówiono o wojnie, rosyjskich bombardowaniach i Rosji jako agresorze.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiLt0EFmOFpXpaj6ifUtYQEo8R3UkYMVG-zZTU1E6tDrkHEEDVtZCUhtSc6x7ADRbpTaQCDSqi8Wvhqyo3pLO_TOQdpzB4rkM3PELo6_jF5GPKaoUW1Pwkz2a4SVUSD0phxIUuQuMPw2v0/s1600-h/P1050836.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiLt0EFmOFpXpaj6ifUtYQEo8R3UkYMVG-zZTU1E6tDrkHEEDVtZCUhtSc6x7ADRbpTaQCDSqi8Wvhqyo3pLO_TOQdpzB4rkM3PELo6_jF5GPKaoUW1Pwkz2a4SVUSD0phxIUuQuMPw2v0/s320/P1050836.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5308708020898012338&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Na kwaterze mieliśmy także dostęp do Internetu. Informacje tam podawane były dość ogólnikowe, ale potwierdziło się to co wiedzieliśmy wcześniej. Za pomocą Internetu (VoIP) udało nam się również przedzwonić do domów oraz do Ambasady RP w Tbilisi. Pani z ambasady skierowała nas jednak na prywatny numer konsula. Zapytaliśmy go o to jak wygląda sytuacja i co z tym spisem obywateli polskich przebywających w Gruzji. Konsul jednak starał się nas uspokajać. Mimo to, sytuacja w Gruzji jest dość poważna i zmienia się z godziny na godzinę. Najbardziej interesowało nas to czy będą latały samoloty pasażerskie z Tbilisi – 14 sierpnia mieliśmy bowiem lot. Niestety konsul nie był w stanie odpowiedzieć na nasze pytanie. Zostawiliśmy więc mu swoje namiary i dostaliśmy radę, aby trzymać się blisko Tbilisi i nie ruszać się nigdzie indziej. Do Tbilisi i tak mieliśmy jechać jutro, ale w takim razie wycieczkę do pobliskiego Dawid Garedzia będziemy sobie musieli darować. &lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/1197494949609226292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/1197494949609226292' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/1197494949609226292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/1197494949609226292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/03/25-ty-dzien-podrozy-czyli-m.html' title='25-ty dzień podróży, czyli Zaczyna być gorąco'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhuGTmazRtDOKhIqh8br0-EGdxbIbbbJ9WCajt5oYkKW7e_UCF1fHGOyG1uevoikUBei2HTM0Qolfc_BdDoFgdMXx34Bfli6yEjb9afocW5j4OD4PodjtRHMQPzI2wR0PQndgZaUBfPP5Q/s72-c/IMG_4217.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-2721413236586569118</id><published>2009-02-13T20:10:00.023+01:00</published><updated>2009-12-27T18:55:26.067+01:00</updated><title type='text'>24-ty dzień podróży, czyli Chill-out</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgiwl4yCRBrI_2ZUpOZ2BFx9-oRnLl4NnNosjB20fxV-GGh7GOe3hXIA3MSLTHEIlJn_zW14CEB1r2XR95jbDT9xlTefmSb4rseok7uguv9lhyphenhyphenk7Is1mBUXF80r9UCPzx90W7v8kyMX31M/s1600-h/IMG_4166-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgiwl4yCRBrI_2ZUpOZ2BFx9-oRnLl4NnNosjB20fxV-GGh7GOe3hXIA3MSLTHEIlJn_zW14CEB1r2XR95jbDT9xlTefmSb4rseok7uguv9lhyphenhyphenk7Is1mBUXF80r9UCPzx90W7v8kyMX31M/s320/IMG_4166-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5302364896692291970&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Cały dzisiejszy dzień mamy zamiar przeznaczyć na odpoczynek, relaks, kąpiele w jeziorze, jednym słowem - chill-out. Pierwsza od paru dni kąpiel była bardzo pożądana i orzeźwiająca. Zrobiliśmy też małą przepierkę (choć dość skutecznie utrudniał nam to młodzieniec pompujący wodę z jeziora poprzez dziurawy i sikający na boki wąż strażacki).&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEglWkF4wgaBPlS0JxbPG7RffcWdCjXFpuE1g5uU8N2Gr2irSiEiQJsf2xw3M0bVj_Pgl4wO0Rp6AV-PCzNpHmbasdwngLpmRbSY8lpwlGnqfO1Oz8vbXaM-6QL3wNVxfRwNkkzDa9ssGwY/s1600-h/SSA40604.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEglWkF4wgaBPlS0JxbPG7RffcWdCjXFpuE1g5uU8N2Gr2irSiEiQJsf2xw3M0bVj_Pgl4wO0Rp6AV-PCzNpHmbasdwngLpmRbSY8lpwlGnqfO1Oz8vbXaM-6QL3wNVxfRwNkkzDa9ssGwY/s320/SSA40604.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5302364899085183682&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przenieśliśmy się na drugą stronę jeziora na polankę (gdzie mieliśmy zamiar wczoraj w nocy dotrzeć), gdyż w naszym obozowisku nie było wcale cienia, a słońce paliło. Chcieliśmy tam poodpoczywać, poleżeć nad jeziorem, pokąpać się. Polanka z bliska jednak wyglądała jak z najgorszego koszmaru. &lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt; Tyle śmieci i odpadów nad brzegiem jeziora nie widzieliśmy jeszcze nigdzie. Po prostu morze śmieci. Papiery, opakowania, wielkie dwulitrowe butelki po piwie Natakhtari. Gruzini to po prostu naród śmieciarzy, najwyraźniej nieuś&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEilCughJYb9vP2Y9po_NZnEzHztqSCJCL19Q28lxj1MlRpbYWyY5tjRimupuHL_69wA0zyYviRzB2dPKhLiLuiwV1sdZQtA0lV1slTAC_FfWGhIqPOPEHN1CWjFDGkU63WFcjizcwSEp_M/s1600-h/IMG_4185.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEilCughJYb9vP2Y9po_NZnEzHztqSCJCL19Q28lxj1MlRpbYWyY5tjRimupuHL_69wA0zyYviRzB2dPKhLiLuiwV1sdZQtA0lV1slTAC_FfWGhIqPOPEHN1CWjFDGkU63WFcjizcwSEp_M/s320/IMG_4185.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5302364897379190450&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;wiadomionych, że śmieci które wyrzucają prosto do jeziora czy rzeki prędzej czy później do nich wrócą.&lt;br /&gt;*Mała ciekawostka: kiedy wychodziliśmy już (wygonieni) z kwatery w Kazbegi, zabraliśmy ze sobą worki z odpadami, które mieliśmy zamiar wyrzucić do najbliższego śmietnika. Gdy spytaliśmy miejscowego Gruzina, gdzie można pozbyć się odpadów, ten bez zażenowania powiedział machając ręką: „Do rzeki!”. W rzece faktycznie pływała w tym czasie fura śmieci. Problem w tym, że owa rzeka uznawana jst za jedną z najczystszych w Gruzji, cała miejscowość czerpie z niej wodę, a nawet sprzedaje się wodę butelkową o nazwie „Kazbegi”.&lt;br /&gt;Na szczęście odrobinę dalej udało się znaleźć skrawek jeziora tylko „trochę” zanieczyszczony. Woda była ciepła i dość czysta, więc resztę popołudnia spędziliśmy tutaj.&lt;br /&gt;Później tradycyjnie wizyta w r&lt;i&gt;estoranie&lt;/i&gt; (ostre, chinkali, chaczapuri…) oraz krótka wizyta w sklepie. Zaskakujące jest to, że praktycznie wszyscy mieliśmy dzisiaj problemy z żołądkiem. Czy było to spowodowane miejscową wodą? Jedzeniem? A może winem od nadzwyczaj przyjacielskiego Gruzina? Tego niestety raczej się nie dowiemy.&lt;br /&gt;Kiedy zbliżał się wieczór, dostaliśmy z Polski pierwsze niepokojące SMS-y. „Konflikt w Osetii Płd. Się zaostrza”; „Wojska gruzińskie w&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhnYyXFmm-mZepOccArOg8aDoDqww3Qe9CDRuh5aomsYIUgZG28FGrEpGu2mnm0MKpV-EqlQ71ohsCZyDvfJxXdrbNS1pmpcDl7WiDn9SVYYvDYQS_1LU1xkJX_8x_jkky55cwtwCUge8/s1600-h/SSA40609.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhnYyXFmm-mZepOccArOg8aDoDqww3Qe9CDRuh5aomsYIUgZG28FGrEpGu2mnm0MKpV-EqlQ71ohsCZyDvfJxXdrbNS1pmpcDl7WiDn9SVYYvDYQS_1LU1xkJX_8x_jkky55cwtwCUge8/s320/SSA40609.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5302364902094353394&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;kroczyły do Południowej Osetii”. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy co to oznacza i w co owy konflikt może się przerodzić… [był 8 sierpnia 2008r.]&lt;br /&gt;Międzyczasie postanowiliśmy porobić nocne zdjęcia fortecy Ananuri z pobliskiego most&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi7rX9bvydntIeZXiuXWz7MLW9Ybghr27RTNMxo5bmjSD9kjLZi-8qhQPHRC2DuUBVA6cgFgt84DYu3x60EeUfWS4dOWlVFn6xOBWxunEkdh8_Y-4ZlHbsalnKimOZu0kb8GAfCqnJRC8k/s1600-h/IMG_4203.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi7rX9bvydntIeZXiuXWz7MLW9Ybghr27RTNMxo5bmjSD9kjLZi-8qhQPHRC2DuUBVA6cgFgt84DYu3x60EeUfWS4dOWlVFn6xOBWxunEkdh8_Y-4ZlHbsalnKimOZu0kb8GAfCqnJRC8k/s320/IMG_4203.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5302365177631589186&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;u. Podczas ustawiania statywów na barierce, zaświeciło latarkami i podeszło do nas trzech uzbrojonych w Kałasznikowy policjantów. Okazało się, że ze względu na obecną &lt;i&gt;plohą sytuacyję&lt;/i&gt; na północy Gruzji, policjanci zostali przydzieleni do obserwowania i pilnowania tego strategicznego mostu. Niestety zbyt wiele o co chodzi z ową &lt;i&gt;sytuacyją&lt;/i&gt; nie chcieli nam wyjaśnić, nie zezwolili także aby robić im zdjęcia…Czyżby konflikt południowo-osetyjski miał wkroczyć w decydującą fazę? &lt;/div&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 1.25cm; margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/2721413236586569118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/2721413236586569118' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/2721413236586569118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/2721413236586569118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/02/24-ty-dzien-podrozy-czyli-chill-out.html' title='24-ty dzień podróży, czyli Chill-out'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgiwl4yCRBrI_2ZUpOZ2BFx9-oRnLl4NnNosjB20fxV-GGh7GOe3hXIA3MSLTHEIlJn_zW14CEB1r2XR95jbDT9xlTefmSb4rseok7uguv9lhyphenhyphenk7Is1mBUXF80r9UCPzx90W7v8kyMX31M/s72-c/IMG_4166-1.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-5855286750979616530</id><published>2009-02-12T18:59:00.022+01:00</published><updated>2009-12-27T18:56:47.312+01:00</updated><title type='text'>23-ci dzień podróży, czyli Śpimy pod mostem</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjVw8MT2s2gmQt706rPkc5RbSJacfe2JNP7d5KcCGuJLg5xIUr4zygeFJc624v9PEU36KYQ2qS2RcYkfcmpNji8aMzqySq463cTgziEGZngrm0kjZ5dgvNLhQV275SVnPb713aYr7vw1U/s1600-h/SSA40569.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjVw8MT2s2gmQt706rPkc5RbSJacfe2JNP7d5KcCGuJLg5xIUr4zygeFJc624v9PEU36KYQ2qS2RcYkfcmpNji8aMzqySq463cTgziEGZngrm0kjZ5dgvNLhQV275SVnPb713aYr7vw1U/s320/SSA40569.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5301973351417044114&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Na szczęście rano było dużo czasu na odpoczynek. Planowany odjazd marszrutki z centrum Kazbegi dopiero o 15. Do tego czasu składamy obozowisko, jemy śniadanie, myjemy się w źródełku. Zostajemy niestety zbesztani przez robotnika pracującego przy remoncie kościoła. Według niego, myjąc w źródełku nogi, dokonaliśmy niecnego i ohydnego aktu profanacji tego świętego miejsca. Niestety było to jedyne źródło wody w okolicy.&lt;br /&gt;O godzinie 13 byliśmy już spakowani i gotowi do zejścia. Schodzimy całą 10-tką. Chmury cały czas zasłaniają najwyższe szczyty Ka&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhiFmLQU0cIgxqypn7CSUao4r8m56neOfiL2d_GiNxGfSkcocXv39Ym5EUteIVlzGW7aAqL_qVvzaK1v6sZtGjl_lJit7lSP5VrIxW5D6lztzCB_6hENJ_Z9Z-lw1rlAYjZusBd0kytLeQ/s1600-h/IMG_4136.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhiFmLQU0cIgxqypn7CSUao4r8m56neOfiL2d_GiNxGfSkcocXv39Ym5EUteIVlzGW7aAqL_qVvzaK1v6sZtGjl_lJit7lSP5VrIxW5D6lztzCB_6hENJ_Z9Z-lw1rlAYjZusBd0kytLeQ/s320/IMG_4136.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5301973354571700706&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ukazu, ale na szczęście po drugiej stronie doliny dobrze widoczny jest 4-tysięcznik Mt.Kuro. Schodzenie spod Tsmindy Sameby do Kazbegi idzie jak z płatka, praktycznie bez zatrzymania i postojów. Po drodze zdumiewające spotkanie. Oto dwoje anglików, których spotkaliśmy w &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhP7Gct0DbqDoCCxTaIIKAvjjcpt0pHcozQoAFENQiddLsqRTlGK0GuvQGvVSm93miwBfDFk_HxDuT2WVjrWdzTR6_JwU53SY8fjlDwtBK3az1o0LNaq9adN5So4gtlqEmhSYplHZcrm9I/s1600-h/IMG_4044.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhP7Gct0DbqDoCCxTaIIKAvjjcpt0pHcozQoAFENQiddLsqRTlGK0GuvQGvVSm93miwBfDFk_HxDuT2WVjrWdzTR6_JwU53SY8fjlDwtBK3az1o0LNaq9adN5So4gtlqEmhSYplHZcrm9I/s320/IMG_4044.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5301973353074168274&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;marszrutce w Batumi i którzy „zgubili się” w Kutaisi. Jak widać, dzięki swojemu przewodnikowi z rozmówkami gruzińskimi, udało im się jakoś przeżyć. Ciekawe, czy będzie nam dane spotkać się z nimi jeszcze w Tbilisi.&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na dole wszystko według planu – podstawiony ford tranzit czeka w centrum Kazbegi na pasażerów i na planowany odjazd. Ciekawa sytuacja – kierowca każe nam zakupić ‘bilety’ w kiosku obok. Niesłychane, bo zwykle kierowcy biorą kasę do kieszeni bez żadnych rachunków i paragonów. A tu – normalny bilet, a zamiast liczydła w kiosku – kasa fiskalna.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhOiDSZ0YKUGuA-JIY_ntAD5f-tVVxPyVUn844_xlw8n2hxmCMzczdQe4nOvfnn7whO7UoVbKm7E-0ym8N6F4HenSVSi8rySQJACPM9niRi3F1h5f9llIGjQHTygywaOTtdUPhAPEHnuq0/s1600-h/P8063739-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhOiDSZ0YKUGuA-JIY_ntAD5f-tVVxPyVUn844_xlw8n2hxmCMzczdQe4nOvfnn7whO7UoVbKm7E-0ym8N6F4HenSVSi8rySQJACPM9niRi3F1h5f9llIGjQHTygywaOTtdUPhAPEHnuq0/s320/P8063739-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5301980561842274114&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Kupujemy bilety do Anauri (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;ka-GE&quot;&gt;&lt;b&gt;ანანური&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;)&lt;/span&gt;. Choć miasto to leży w połowie drogi między Kazbegi a Tbilisi, musimy zapłacić pełną stawkę, czyli 10 lari za osobę. Miasto to posiada malowniczo położoną twierdzę tuż nad brzegiem jeziora (zdjęcie tej twierdzy zdobi nawet okładkę naszego przewodnika). Cała twierdza jest bardzo dobrze zachowana. Można wspiąć się nawet na kilkunastometrową wieżę, aby podziwiać panoram&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9AXXA7Ix94RxZ7P2H-UUux2g_gAlfZBC2ZJ__1OKOsvuvSMUbldgPEnFP3T1_CwkB1ufa8OgaoPNtCWSxofn8mlq8jAUdJrSeFk1J7b_xAQ8Tv3uCDrmfBOBwIC7_lSbc7HpAqyDqU8I/s1600-h/P8063738.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 239px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9AXXA7Ix94RxZ7P2H-UUux2g_gAlfZBC2ZJ__1OKOsvuvSMUbldgPEnFP3T1_CwkB1ufa8OgaoPNtCWSxofn8mlq8jAUdJrSeFk1J7b_xAQ8Tv3uCDrmfBOBwIC7_lSbc7HpAqyDqU8I/s320/P8063738.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5301973359052882882&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ę okolicy. W murach warowni dosłownie upakowane są dwie cerkwie i jeszcze dodatkowa wieża. Jedna z cerkwi jest już niedziałająca i została przerobiona na grobowiec jakiejś ważnej persony. Gołe, ceglane mury i panujący wewnątrz półmrok tworzą ciekawą, niepewną atmosferę. Właściwa cerkiew jest dość młoda – pochodzi zaledwie z XVII wieku. Zewnętrze mury są pokryte płaskorzeźbami przedstawiającymi krzyże z winorośli, zwierzęta, anioły. W środku natomiast można zobaczyć ciekawe freski – w tym gruzińską wersję „Sądu Ostatecznego”.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhy7T4kZ62d_xuQVQhZAtbRTWxdxx5zWZLbyjZS_jKhCTjqiQ3zwiMkkF5XeQ8vflvN3jQY4N-NtxRG6R7GksgLC7ZG5N9f5t_KNW9w51mof38Q7psiOYzk4c17NP05PgLEo7h3m_-BR6g/s1600-h/SSA40600.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhy7T4kZ62d_xuQVQhZAtbRTWxdxx5zWZLbyjZS_jKhCTjqiQ3zwiMkkF5XeQ8vflvN3jQY4N-NtxRG6R7GksgLC7ZG5N9f5t_KNW9w51mof38Q7psiOYzk4c17NP05PgLEo7h3m_-BR6g/s320/SSA40600.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5301975795278011618&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Międzyczasie trzeba coś przekąsić, wybieramy się więc do wioski i restauracji oddalonej o ok. 1km od twierdzy. Menu? A jakże, znowu te same cztery potrawy na krzyż…Chaczapuri, chinkali, ostre, salad…Na szczęście jest też coś nowego – &lt;i&gt;świnina z kartioszkami&lt;/i&gt;, jak to określiła pani (strasznie tłuste). Posiłek zajął nam jednak zdecydowanie za dużo czasu. Była już 20, ściemniało się, a my byliśmy jeszcze bez jedzenia na śniadanie i bez miejsca na nocleg.&lt;br /&gt;Gdy zwiedzaliśmy twierdzę, naszą uwagę przykuły ciekawie wyglądające polanki, ulokowane tuż nad brzegiem jeziora. Jednak aby się do nich dostać, należało przejść przez wielki most zawieszony dobrych 20 metrów nad ziemią na drugą stronę, a później w dół skarpą. Zejście jednak okazało się niemożliwe. Stroma, usiana kamieniami skarpa, a do tego panująca już ciemność skutecznie zmusiły nas do zmiany planów.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9thwfW0ue8WToYdAQtEFBvk7eDO88_6WccOISZCWYygzC3qAqgLKTZhSwj6QWS_FzEnV-3pciwuR1RE4gsjK6y480BodlxDUzA6WB7F__SxmCCLU2NzEbjW6hv211qFbGSr_yPXvoOmY/s1600-h/IMG_4167.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9thwfW0ue8WToYdAQtEFBvk7eDO88_6WccOISZCWYygzC3qAqgLKTZhSwj6QWS_FzEnV-3pciwuR1RE4gsjK6y480BodlxDUzA6WB7F__SxmCCLU2NzEbjW6hv211qFbGSr_yPXvoOmY/s320/IMG_4167.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5301975798270936018&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Postanowiliśmy więc ulokować się nad jeziorem pod warownią. Szukając odpowiedniego miejsca na rozbicie namiotów przy pomocy latarek i czołówek, po raz kolejny daliśmy się przekonać o niesamowitej gruzińskiej gościnności…&lt;br /&gt;Nad jeziorem spotkaliśmy samochód (czarny mercedes), pełen mocno już podpitych Gruzinów, którzy najwidoczniej robili sobie tam imprezę. Byliśmy nieco zaniepokojeni, gdy zaczęły do nas podchodzić wyrośnięte ‘byki’ na gołej klacie. Znając polskie realia, mogliśmy domyślać się, że będą z tego kłopoty i sytuacja może skończyć się dość nieprzyjemnie. Jednak nie w Gruzji! Zostaliśmy serdecznie przywitani i naraz na masce samochodu pojawiły się smakołyki – chleb, melony, karton pełen mięsa no i oczywiście domowe wino. Nie mogliśmy odmówić.&lt;br /&gt;Gruzini chcieli dać świadectwo swojej gościnności i jeszcze nalegali abyśmy z nimi jechali zwiedzać Tbilisi. Nie dawało się ich przekonać, że jesteśmy zmęczeni i jedyne o czym teraz marzymy to sen w namiocie. Po dobrych kilkudziesięciu minutach zaczynało to już być niec&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiCBopS69NhiLL_zAlN8gvHmzGw3EbSnsMKe-2FmUpZoHNvV3M8T5Vq4WJmuf3QGbKrNG7sdyOwITf3Pj-AxBy7EVTwaMpae-gZmD3bXl0_8fIf_9B7I8rmnT4hU9TcQctRlUk-PAvdD-A/s1600-h/IMG_4173P-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0px auto 10px; display: block; float: left; text-align: left; cursor: pointer; width: 496px; height: 148px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiCBopS69NhiLL_zAlN8gvHmzGw3EbSnsMKe-2FmUpZoHNvV3M8T5Vq4WJmuf3QGbKrNG7sdyOwITf3Pj-AxBy7EVTwaMpae-gZmD3bXl0_8fIf_9B7I8rmnT4hU9TcQctRlUk-PAvdD-A/s200/IMG_4173P-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5303089440437061122&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;o męczące i na wszelkie możliwe sposoby próbowaliśmy dać do zrozumienia że dziękujemy za poczęstunek i że odezwiemy się jak będziemy w Tbilisi. Na szczęście po jakimś czasie udało nam się „uwolnić” od towarzystwa nazbyt miłych Gruzinów, i po chwili rozbiliśmy obozowisko nad jeziorem praktycznie pod samym mostem. Rozkładając namioty nie obeszło się bez chwili grozy. Tuż przy namiocie wystawała z ziemi przerażająca, na wpół zakopana dziecięca głowa. Na szczęście okazała się ona tylko starą lalką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/5855286750979616530/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/5855286750979616530' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/5855286750979616530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/5855286750979616530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/02/23-ci-dzien-podrozy-czyli-spimy-pod.html' title='23-ci dzień podróży, czyli Śpimy pod mostem'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhjVw8MT2s2gmQt706rPkc5RbSJacfe2JNP7d5KcCGuJLg5xIUr4zygeFJc624v9PEU36KYQ2qS2RcYkfcmpNji8aMzqySq463cTgziEGZngrm0kjZ5dgvNLhQV275SVnPb713aYr7vw1U/s72-c/SSA40569.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-5080276026005033815</id><published>2009-02-09T20:28:00.031+01:00</published><updated>2009-02-09T21:32:30.326+01:00</updated><title type='text'>22-gi gdzień podróży, czyli Lodowiec i Niebezpieczna Przeprawa</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjkYlSLtiNzafae94_Ra79vpQqM305YWKhp2216WcrHY89ZfpwkqMVXBKQHX2SPf9npu7cnq5VWM_VdwCce_88Krh3Tx9OnBAIQE587Uc5l_q-OS-1nh20TPVnT90lKPi1UoxPnUN6lNEA/s1600-h/P1050755.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjkYlSLtiNzafae94_Ra79vpQqM305YWKhp2216WcrHY89ZfpwkqMVXBKQHX2SPf9npu7cnq5VWM_VdwCce_88Krh3Tx9OnBAIQE587Uc5l_q-OS-1nh20TPVnT90lKPi1UoxPnUN6lNEA/s320/P1050755.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300883103613413794&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ponieważ dziś czekała nas długa wędrówka do lodowca i z powrotem (wg przewodnika 6h w jedną stronę), zarządziliśmy pobudkę na 7.00 i wyjście wstępnie na 8.00. Nawiasem mówiąc noc w górach na wysokości prawie 2200m n.p.m. była dość zimna – trzeba było porządnie się ubrać przez załadowaniem do śpiwora. Po spakowaniu zapasów wody, jedzenia, zabraniu &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhHgKK_QIaKZIjH4_1Vln6Yo8yRtkrw_NBNYNYaS3FQqqU6rVME9oQPYlzN7dzb6O2qmYuFRNH8gcnH61BkTUevr76G7ve-hqCxapAa2rDq4hAOCujB7bl-EEhzh8X_-zvhCy3zcjgNwdA/s1600-h/P1050760.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhHgKK_QIaKZIjH4_1Vln6Yo8yRtkrw_NBNYNYaS3FQqqU6rVME9oQPYlzN7dzb6O2qmYuFRNH8gcnH61BkTUevr76G7ve-hqCxapAa2rDq4hAOCujB7bl-EEhzh8X_-zvhCy3zcjgNwdA/s320/P1050760.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300883101211458306&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ciepłych kurtek i ubrań (w wysokich górach nigdy nic nie wiadomo) byliśmy gotowi do wyjścia.  Razem z nami wspomniana dwójka poznaniaków. Kiedy wyruszaliśmy, cała nasza polana oraz wyższe partie gór były pokryte mgłą oraz chmurami. Nie było co marzyć aby ujrzeć cokolwiek w promieniu 100m, a co dopiero Kazbek, w kierunku którego zmierzaliśmy.  Najpierw szliśmy granią, później szlak szedł skrajem zbocza. Słońce, mimo że cały czas niewidoczne, zaczynało już grzać i zrobiło się ciepło – można było iść w krótkich rękawkach.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgb7U-e4JC3SMaHpiJ6HA7G0GJPtLiu5k6KVUMFFBab4Q52FCDcv0q8SCa6un1Ir4dXCw7jqpGXs8sWL7DMZGCJAGvAcAVT8T1KiT2KnAjQrDHdE9aR9seWoUQHCQANZa1_nMVO4qQS4uE/s1600-h/P1050761-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgb7U-e4JC3SMaHpiJ6HA7G0GJPtLiu5k6KVUMFFBab4Q52FCDcv0q8SCa6un1Ir4dXCw7jqpGXs8sWL7DMZGCJAGvAcAVT8T1KiT2KnAjQrDHdE9aR9seWoUQHCQANZa1_nMVO4qQS4uE/s320/P1050761-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884027410628386&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cały czas doskwierała nam mgła i chmury, które skutecznie zasłaniały ścieżkę i uniemożliwiały oglądanie górskich szczytów. Kiedy szlak stał się bardziej kamienisty, a roślinność bardziej skąpa i karłowata, w końcu udało nam się wyjść poza linię chmur i naszym oczom ukazało się błękitne niebo. W oddali było już widać szczyt wzgórza i przełęcz Sabertse, z której mieliśmy nadzieję zobaczyć nasz cel. I nie myliliśmy się. Kilkaset metrów dalej, z przełęczy, było widać potężny, choć w dalszym ciągu spowity chmurami Kazbek.                                                                     Skalny szczyt był w wielu miejscach pokrytym białym puchem. &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghRgIr9htbj6Fayuu_D1_fCB8rQgEsbgRNy0f-1lUGIY1qtG26jZCAtojhDZpePK-P4hCJ5O5D3mJ8nlD0iY0d4EHG1RDOmqJ3SigOFVzWomMUFw5k9fw84AXJHUGcxxz-R9VYSUJwYv0/s1600-h/P1050765.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghRgIr9htbj6Fayuu_D1_fCB8rQgEsbgRNy0f-1lUGIY1qtG26jZCAtojhDZpePK-P4hCJ5O5D3mJ8nlD0iY0d4EHG1RDOmqJ3SigOFVzWomMUFw5k9fw84AXJHUGcxxz-R9VYSUJwYv0/s320/P1050765.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300883106011203650&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Nieco poniżej &lt;i&gt;Mkinwarcweri&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;zalegał masywny lodowiec Gergeti. Był koloru biało-niebiesko-brązowego i wydawał się nieco brudny od zalegającego na nim piachu. Z lodowca wychodził wielki jęzor, spod którego wypływał bystry strumień roztopionej wody formujący potężną rzekę, której szum i łoskot słychać było już z daleka. Nieco powyżej lodowca można było ujrzeć Stację Meteo – obowiązkowy przystanek jeżeli planowało się zdobycie szczytu.&lt;br /&gt;Pogoda i zachmurzenie zmieniały się z minuty na minutę. Zrobiło się też dużo wietrzniej i zimniej. Nie chcąc tracić czasu i dobrej dyspozycji fizycznej, rozdzieliliśmy się na mniejsze podgrupy. Gdy część odpoczywała, ja z Kubą poszliśmy w kierunku lodowca. Należało przez jakiś czas iść kamienną ścieżką w dół wzdłuż zbocza, a później w górę korytem górskiej rzeki. Koryto to było dość szerokie i pokryte dużymi głazami i kamieniami. Sądząc po wyżłobieniach w gruncie, wydawało się, że niegdyś rzeka ta była znacznie szersza i większa. Mimo, że teraz strumień nie był bardzo silny, to przekroczenie go suchą stopą nastręczało nieco trudności. Trzeba było iść w górę nurtu, gdzie można było znaleźć odpowiednie miejsce do przeskoczenia rzeki po śliskich kamieniach. Dalej ścieżka szła ciągle w górę.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPJ7qlcLM3MMQqqKFxOu1f2Epih2D2uuLjdrHhqPG15c4bHeqS2fZ-fabV5FTyvYYH9vviQK68hEuCba7zsg5e-bAeF_2CCXhtXE3WfTaIe5OCRizeYPvkS-azVwKLCLxQIY8DcV7ShbU/s1600-h/P1050779.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPJ7qlcLM3MMQqqKFxOu1f2Epih2D2uuLjdrHhqPG15c4bHeqS2fZ-fabV5FTyvYYH9vviQK68hEuCba7zsg5e-bAeF_2CCXhtXE3WfTaIe5OCRizeYPvkS-azVwKLCLxQIY8DcV7ShbU/s320/P1050779.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300883109789012834&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po jakimś czasie zza niewielkiego wzniesienia wyłoniła się potężna lodowcowa rzeka. To właśnie jej odgłos tak dobrze cały czas słyszeliśmy. Nurt był bardzo silny, ogromne ilości wytopionej z lodowca brązowo-błotnistej wody spływały z wielkim hukiem w pobliską kilkunastometrową przepaść. Czuć było tą niesamowitą, dziką siłę żywiołu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg_2WwY-P4lFkc-WpavszLYOu7zBZ2FIeMsOOQt3T7-ATnu6mMJTB_rvupf4T8mG5-DVphZP0Uno_rL_jv3Q7SjhoIYceWCUosn8DQ4qwsZ5HO8r_-4X6G6l4R-422n7BokhOW00wnBp3w/s1600-h/P1050789.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg_2WwY-P4lFkc-WpavszLYOu7zBZ2FIeMsOOQt3T7-ATnu6mMJTB_rvupf4T8mG5-DVphZP0Uno_rL_jv3Q7SjhoIYceWCUosn8DQ4qwsZ5HO8r_-4X6G6l4R-422n7BokhOW00wnBp3w/s320/P1050789.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884035520149234&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Chcieliśmy przekroczyć tą lodową rzekę, tak aby zbliżyć się do schroniska i jednocześnie starając się ominąć czoło lodowca. Jednak idąc w górę strumienia po postrzępionych skałach i roztrzaskanych głazach, nie sposób było znaleźć dogodne miejsce do przekroczenia nurtu cało i bezpiecznie. Idąc cały czas w górę, byliśmy już właściwie na lodowcu. Brak było jakiejkolwiek wyznaczonej ścieżki. Pod luźnym i śliskim piaskiem i żwirem widać było niemal przeźroczysty, zmrożony na kamień lód. Lód cały czas topił się, krople przeradzały się w pojedyncze strużki żlebiące niewielkie korytka, które w później wpadały we wspomnianą wyżej potężną lodowcową rzekę.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEijt6O3Mk6_s4NzenzgqJF-O4BX3SlHETpqEhXm70cboTylu3EqLPdJxkNQnxHWbicYhpZqHUxBTcQtiNp2hpotOam5B6Adgk9RkR2NfSMCVQXO6onLajjwoh60Kh1FBYFdmQO_FVcwKFY/s1600-h/P1050792.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEijt6O3Mk6_s4NzenzgqJF-O4BX3SlHETpqEhXm70cboTylu3EqLPdJxkNQnxHWbicYhpZqHUxBTcQtiNp2hpotOam5B6Adgk9RkR2NfSMCVQXO6onLajjwoh60Kh1FBYFdmQO_FVcwKFY/s320/P1050792.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884032952750082&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Nie było innej drogi jak tylko próbować obejść rzekę z lewej strony (z prawej była kilkunastometrowa przepaść) i dostać się do położonego wyżej czoła i boku lodowca. Mieliśmy nadzieję na możliwość przejścia lodowca w poprzek w kierunku Stacji Meteo. Napotkany na drodze Szwajcar (polskiego pochodzenia nawiasem mówiąc) jednak zbił nas nieco z tropu. Według niego, przejście przez lodowiec o tej porze bez specjalistycznego sprzętu i raków było bardzo niebezpieczne. Nie chcąc ryzykować ewentualnego poślizgnięcia i upadku w przepaść, Szwajcar zawrócił. No nic. Spróbujemy zatem dojść do podnóża Gegreti i wtedy ocenimy sytację.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgVTBKad5DVOA3-X3upj5O8j3jbVjH9kS3Fmef28F6dkYWl_-jP6EE0pRgPE5bmxfV03PNj3rin794U_tqQZl7OLENTHIeshoZv4YPhUF4fM14BCoAmoiRbOCQbGZ6Aoape-Ipvl8Amv9c/s1600-h/P1050790.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgVTBKad5DVOA3-X3upj5O8j3jbVjH9kS3Fmef28F6dkYWl_-jP6EE0pRgPE5bmxfV03PNj3rin794U_tqQZl7OLENTHIeshoZv4YPhUF4fM14BCoAmoiRbOCQbGZ6Aoape-Ipvl8Amv9c/s320/P1050790.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884031920337602&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Oddalając się od rzeki krajobraz stawał się iście księżycowy. Niewysokie i strome pagórki pokryte śliskim, luźnym rumoszem skrywały pod sobą zmrożoną lodową skałę. Nie było widać żadnego życia, żadnej trawy, tylko lód, skały i kamienie. Mgła w dalszym ciągu ograniczała widoczność do kilkudziesięciu metrów. Droga stawała się też coraz trudniejsza i bardziej wymagająca. Nie trudno było o poślizgnięcie, utratę równowagi i osunię&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgVVG_ERN60CWIGAPZmctx8w8oSc9xrPieeKRvc3Wt2gKnN9O8yP3NO8yGvGbhKM8y3JH7lhmLNZVI1vxm6HjnaWQLItWbJFnL6hMPIW4mL7WkxFpIQwdyd_AHN1PhIrKBfGIA9FoWa3oc/s1600-h/IMG_3541.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgVVG_ERN60CWIGAPZmctx8w8oSc9xrPieeKRvc3Wt2gKnN9O8yP3NO8yGvGbhKM8y3JH7lhmLNZVI1vxm6HjnaWQLItWbJFnL6hMPIW4mL7WkxFpIQwdyd_AHN1PhIrKBfGIA9FoWa3oc/s320/IMG_3541.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884718398204626&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;cie w dół. Gdy wchodziliśmy na kolejne szczyty i pagórki w nadziei ujrzenia czoła lodowca i jakiegoś celu, widać było tylko kolejne kamieniste i jałowe wzgórza. Czekając na największym wzniesieniu, w oddali zobaczyliśmy resztę naszej grupy. Najwyraźniej szli inną drogą niż nasza dwójka, bardziej na lewo, omijając w ten sposób potężną lodową rzekę.&lt;br /&gt;Po spotkaniu rozmówiliśmy się co do dalszych planów i trasy. Skoro według szwajcara droga w poprzek lodowca była nie do przejścia, nie było więc co forsować się za wszelką cenę z dojściem do schroniska. Postanowiliśmy więc, że spróbujemy dość pod lodowiec jak najwyżej się da.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjo42SLUYFDwa5LAkxLeo-cFkUdEI56Gx86moaVHkJbOZdjwXrOi-GGEYXOYjGrnvmj992NDFQ694IFsQwRa6L7mfV4RqAmHv-XG6TomElEEaQ5HSbyqaUCmvaKn8guPeW15_Al-Je6fs0/s1600-h/P1050800.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjo42SLUYFDwa5LAkxLeo-cFkUdEI56Gx86moaVHkJbOZdjwXrOi-GGEYXOYjGrnvmj992NDFQ694IFsQwRa6L7mfV4RqAmHv-XG6TomElEEaQ5HSbyqaUCmvaKn8guPeW15_Al-Je6fs0/s320/P1050800.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884038197250610&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;W oddali niewyraźnie zza chmur widoczna była lodowa grań, gdzie jak się wydawało, można było przejść na drugą stronę masywu Kazbeka i do schroniska trawersem przez lodowiec. Jednak droga stawała się coraz trudniejsza. Luźne kamienie i śliski żwir wraz z wystającym spod piasku żywym lodem &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi9ZSuBUtl9h1eyeXaFmEApFEu2lBjUdzCro1gui_rfKj0GyVdbghRsXut_TdK08O7YRAh4AB6AAuC073iea3ln8AmtiYyIaqpgo3CLpfMnZSkwn5ITrYB0NUOIxU19iwX_kMrD8BPdIAA/s1600-h/P1050801.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; float: left; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi9ZSuBUtl9h1eyeXaFmEApFEu2lBjUdzCro1gui_rfKj0GyVdbghRsXut_TdK08O7YRAh4AB6AAuC073iea3ln8AmtiYyIaqpgo3CLpfMnZSkwn5ITrYB0NUOIxU19iwX_kMrD8BPdIAA/s320/P1050801.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884712404670514&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;skutecznie utrudniały wspinaczkę. Dawał się we znaki brak wysokogórskiego sprzętu. Na dalszą wędrówkę zdecydowałem się jednak sam, reszta grupy została i postanowiła na mnie zaczekać aż wrócę z grani. Przedzierałem się przez ten jałowy, martwy krajobraz coraz wyżej i wyżej. Grań była już w zasięgu wzroku, ale po chwili znów mgła wszystko zasłaniała. Zostało już tylko kilkadziesiąt metrów. Niepewny grunt, śliskie lodowe i strome podłoże, jeden n&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKVuzGclICFLGs8B1Dwv9g-RnSJT7NWKUghf8XwcY45JoLa7dghhC0s3D8t3GyFwLawptdT-26mED0NBxDQ9vaJKPo6yvQ0xji54yfG2zKfINr6C8sGhT3_44LK3DJMGP_oHlu9s7puRs/s1600-h/P1050802.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKVuzGclICFLGs8B1Dwv9g-RnSJT7NWKUghf8XwcY45JoLa7dghhC0s3D8t3GyFwLawptdT-26mED0NBxDQ9vaJKPo6yvQ0xji54yfG2zKfINr6C8sGhT3_44LK3DJMGP_oHlu9s7puRs/s320/P1050802.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884710677004482&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;iepewny krok i zlatuję dwa metry w dół razem z niewielką lawiną kamienisto-błotną. Wciąż idę dalej. Pogoda zmienia się w mgnieniu oka, dookoła gęsta mgła, wieje wiatr, zimno. Oglądam się za siebie, jednak nikogo nie widzę. Kolejny upadek. Ląduje tym razem na kolanach i osuwam się starając się rękami chwytać skał i hamować. Coraz trudniej utrzymać równowagę na tym zdradzieckim gruncie. Im wyżej, tym wiatr coraz silniejszy, a mgła osadza kropelki rosy na moich włosach i twarzy. Spoglądam w górę. Stromy lodowy jęzor wydaje się nie do przebycia. Wraz z kolejnym upadkiem i osunięciem postanawiam dać sobie spokój. Rezygnuję i zawracam. Do grani pozostało zaledwie 10 metrów.&lt;br /&gt;Ze względu na mgłę nie widać moich towarzyszy. Schodzenie po lodowym osuwisku okazuje się jeszcze trudniejsze niż wspinanie się, ale na szczęście postępuje znacznie szybciej. Po dołączeniu do grupy już w 10-tkę postanawiamy zejść na dół do obozu. Powinno nam to zająć około 2,5h.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPHB1ZAP_fGc4AekfRbj6alVF90fSzsNSKcYB8x83u4FpcvSfeEnfhQhypM0OThbikNtefvBRZgd3y4spzEVhVmSDYA8pdFQx2yNGOkKjk0Wu9-Cb9MPyNyySBEzmmOsRz1bkyew_f7cE/s1600-h/IMG_3537.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPHB1ZAP_fGc4AekfRbj6alVF90fSzsNSKcYB8x83u4FpcvSfeEnfhQhypM0OThbikNtefvBRZgd3y4spzEVhVmSDYA8pdFQx2yNGOkKjk0Wu9-Cb9MPyNyySBEzmmOsRz1bkyew_f7cE/s320/IMG_3537.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300884707841490610&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Próbujemy drogi tuż przy boku lodowego jęzora, jednakże okazuje się ona zbyt niepewna, pełna lodowych szczelin i korytek. Trzeba zawrócić na kamieniste pagórki pokryte rumoszem i kontynuować drogę w dół. Mijamy z lewej stro&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBEE_yYmTAAe-0bo4phB24xIHUPwQwp_n7nvGlYUiJqHTWKqTcIbfswvlkrEegG3pJNPm14eAUvqpbYjfx2iqrSftlNYEITRP5ABU_fWtqea2-Sq040oIZRSzm7pMGLP-HAeoI1stqnrc/s1600-h/P1050803.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBEE_yYmTAAe-0bo4phB24xIHUPwQwp_n7nvGlYUiJqHTWKqTcIbfswvlkrEegG3pJNPm14eAUvqpbYjfx2iqrSftlNYEITRP5ABU_fWtqea2-Sq040oIZRSzm7pMGLP-HAeoI1stqnrc/s320/P1050803.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300886151667256754&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ny potężną lodowcową rzekę nad przepaścią, a po niedługim czasie natrafiamy na strumień, który musimy jakoś przekroczyć. Z niemałymi trudnościami udaje się przeskoczyć po kamieniach na drugi brzeg. Dalej ścieżka jest dość prosta, więc pokonujemy ją dość szybkim marszem. Jeszcze przed zmrokiem docieramy do obozu. Jesteśmy tak zmęczeni, że tylko przygotowujemy na prędce jakieś zupki chińskie i zaraz kładziemy się spać. Nawet ogniska nie chce nam się palić. To był bardzo wyczerpujący dzień pełen wrażeń. &lt;/div&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 1.25cm; margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/5080276026005033815/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/5080276026005033815' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/5080276026005033815'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/5080276026005033815'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/02/22-gi-gdzien-podrozy-czyli-lodowiec-i.html' title='22-gi gdzień podróży, czyli Lodowiec i Niebezpieczna Przeprawa'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjkYlSLtiNzafae94_Ra79vpQqM305YWKhp2216WcrHY89ZfpwkqMVXBKQHX2SPf9npu7cnq5VWM_VdwCce_88Krh3Tx9OnBAIQE587Uc5l_q-OS-1nh20TPVnT90lKPi1UoxPnUN6lNEA/s72-c/P1050755.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-7316497077854350950</id><published>2009-02-07T17:36:00.021+01:00</published><updated>2009-02-09T19:07:06.702+01:00</updated><title type='text'>21-szy dzień podróży, czyli U Podnóży Kazbeka</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgEyxDEEeZyIHC-qLMcf6SB5mFaupLgbBmI9KaFaclhAQe9VHfL6YPsi9mnhLnS5aw_SPinFx_5oJpSC27plbAnyElOpm8-rXPz_tyE-P4FjF2yjSIWLUszjB9JhE5T1ZJztB2zsFAbxEk/s1600-h/IMG_4004.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgEyxDEEeZyIHC-qLMcf6SB5mFaupLgbBmI9KaFaclhAQe9VHfL6YPsi9mnhLnS5aw_SPinFx_5oJpSC27plbAnyElOpm8-rXPz_tyE-P4FjF2yjSIWLUszjB9JhE5T1ZJztB2zsFAbxEk/s320/IMG_4004.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300096480583245490&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Dziś mamy zamiar opuścić kwaterę i ruszyć w końcu w konkretne góry. Próba w miarę wczesnego wyjścia spaliła jednak na panewce, gdy zaczęliśmy przyrządzać na &lt;i&gt;zawtrak&lt;/i&gt; ogromną jajecznicę z 30 jajek. Pani właścicielka była już bardzo zdenerwowana i kazała nam w pośpiechu opuścić pokoje, wręcz się wynosić, gdyż ponoć czekali już następ&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg-Mo2NEQfe6zphM65RYeJGIedLusEUu1IwNeiqIY_Brn9hmHKy2qI7A-CLolfXPv_u9yYgmzPxEFub2W-OMt9SiQnOijpH1z8RU4SbDS57s_nZOjxeoKZ0TkzzThgSuKb5CpQ0ppKueas/s1600-h/P8043716.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg-Mo2NEQfe6zphM65RYeJGIedLusEUu1IwNeiqIY_Brn9hmHKy2qI7A-CLolfXPv_u9yYgmzPxEFub2W-OMt9SiQnOijpH1z8RU4SbDS57s_nZOjxeoKZ0TkzzThgSuKb5CpQ0ppKueas/s320/P8043716.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300096487252577794&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ni turyści.&lt;br /&gt;Po wymeldowaniu zrobiliśmy w sklepiku zakupy – zapasy żywności na 3 dni (klika chlebów, zupki w proszku, sery, konserwy itd.), wodę i inne. Pani sprzedawczyni od przesuwania dziesiątek paciorków na liczydle aż się pogubiła i długo nie mogła obliczyć należnej kwoty. W międzyczasie po raz pierwszy od naszego przybycia, chmury w wysokich partiach gór nieco się rozrzedziły i odsłoniły nam majestatyczny Kazbek. Szczyt ten, prawie cały pokryty śniegami, jest znacznie wyższy od innych i góruje w okolicy. Naszym celem na dziś jest dotarcie do klasztoru Świętej Trójcy Tsminda Sameba (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;წმინდა&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;სამება&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;), &lt;/span&gt;widocznego z dołu na tle wielkiego Kazbeka.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrvBCQ7KiJnxXdynZbnImeNzqnuJbX4ibOxzk2J7NrjcwMjGeoYumbELhbfnJTLxTmcS4hq4p0ijNhji_Vv1vYnJBcAyN8rTgXSiNXKrDLYyaNKTwhKNX7tgWjuRSjd0MyAWyVG_6PeUg/s1600-h/P8043731.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrvBCQ7KiJnxXdynZbnImeNzqnuJbX4ibOxzk2J7NrjcwMjGeoYumbELhbfnJTLxTmcS4hq4p0ijNhji_Vv1vYnJBcAyN8rTgXSiNXKrDLYyaNKTwhKNX7tgWjuRSjd0MyAWyVG_6PeUg/s320/P8043731.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300098507163069874&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Do kościoła, znajdującego się na wysokości 2170m n.p.m. (miejscowość Kazbegi jest na wysokości ok. 1740m n.p.m.), prowadzą dwie drogi – bardziej stroma na przełaj zajmująca godzinę, oraz droga dla samochodów przewid&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhMM9pDORGqbO41XHHmFgeiJ7b15uLNdlGPiBv9akNQY8JbbLy3Q_N-u-wJpWZyiRVkHAx-7dZooY7Nw8pTBq4yVTnufQJSyMIcYjAPktxUVT06Tv38d9w8oBM0eQGogSllzusS7e_O8qc/s1600-h/P1050733.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhMM9pDORGqbO41XHHmFgeiJ7b15uLNdlGPiBv9akNQY8JbbLy3Q_N-u-wJpWZyiRVkHAx-7dZooY7Nw8pTBq4yVTnufQJSyMIcYjAPktxUVT06Tv38d9w8oBM0eQGogSllzusS7e_O8qc/s320/P1050733.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300096487870260498&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ziana na 3 godziny (da się przebyć w 1,5h). Każdy wybiera wariant optymalny dla siebie. Idzie się naprawdę przyjemnie, jest cień, nie ma takiej mordęgi jak przy podejściu pod Lomistmę w parku Borżomi. Po około dwóch godzinach już wszyscy byli na górze pod kościołem Świętej Trójcy. Kościół ten jest bardzo znany i stał się wręcz symbolem Gruzji. Jego malownicze położenie sprawia, że można go zobaczyć praktycznie na każdej gruzińskiej widokówce i w każdym przewodniku.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg-hnR50HUq0m9MOQpjrJfZDLlBudzVVDQrSQcyH-lk4YljDSNCCjiZv2kF61-6SfgMML-O-4VTD0DJhjvUq6NRkXvyZwCed_rfQ2Dofjv2teb6mq3EEaBsUOL7SgKwC0nFJQISumoqa8Q/s1600-h/P1050736.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg-hnR50HUq0m9MOQpjrJfZDLlBudzVVDQrSQcyH-lk4YljDSNCCjiZv2kF61-6SfgMML-O-4VTD0DJhjvUq6NRkXvyZwCed_rfQ2Dofjv2teb6mq3EEaBsUOL7SgKwC0nFJQISumoqa8Q/s320/P1050736.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300096490965694930&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po ulokowaniu się przy źródełku (świętej) wody, w planach nie mamy za wiele (poza rozbiciem namiotów). Nie namierzamy na razie nigdzie się dalej ruszać, resztę dnia przeznaczamy więc na odpoczynek i zaleganie na słońcu. Leżąc beztrosko mogliśmy obserwować ludzi przybyłych na górę do Tsmindy Sameby. Wśród nich były gromady japończyków z aparatami, Austriak/podróżnik/poliglota mówiący dobrze po polsku no i oczywiście multum polaków.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhb2fDia8onMYNB2V1caJDIKPvonaYd5i9Je0hEzJ-7q3vbJWkGqq3LF-HgwMbUVXVgNTK1k32PhEiji38utRJQ8ZjjWT9tmlEL3AQFbh0luCbFy6N_4BP7Ky8jaybtwzQLro-ayBVOwOs/s1600-h/IMG_4142.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhb2fDia8onMYNB2V1caJDIKPvonaYd5i9Je0hEzJ-7q3vbJWkGqq3LF-HgwMbUVXVgNTK1k32PhEiji38utRJQ8ZjjWT9tmlEL3AQFbh0luCbFy6N_4BP7Ky8jaybtwzQLro-ayBVOwOs/s320/IMG_4142.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300098186411583314&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang=&quot;en-US&quot;&gt;- Hi guys,&lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;en-US&quot;&gt; where are you from?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- We are from Poland.&lt;br /&gt;- Aha, my też, cześć.&lt;br /&gt;Ten dialog można było słyszeć wiele razy. Gdy już wolnymi krokami zbliżał się wieczór, rozbiliśmy namioty niedaleko za wzgórzem, mając cały czas dobry widok na Tsmindę Samebę z jednej strony, a masywny Kazbek (który raz po raz odsłaniał się i chował za chmurami) z drugiej. Wieczorem rozpaliliśmy rów&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhoV3zAuvcffn4l_-hXH4O8oWT75MZfRI2EpUPA8A9S8oWtLWJK90kSZgqlzs5mfhe4z8X1NFVHX-a54E6n96UpIv25GEC5fhLOJPCrKGq67xYWTJ_5Qv3Z0y8a-G2uGmuHW_ZvBd9hk3k/s1600-h/P1050743.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhoV3zAuvcffn4l_-hXH4O8oWT75MZfRI2EpUPA8A9S8oWtLWJK90kSZgqlzs5mfhe4z8X1NFVHX-a54E6n96UpIv25GEC5fhLOJPCrKGq67xYWTJ_5Qv3Z0y8a-G2uGmuHW_ZvBd9hk3k/s320/P1050743.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5300107418131668050&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;nież ognisko, choć mieliśmy niemałe trudności z uzbieraniem odpowiedniej ilości suchego drewna. Do ognia przysiadła się również para studentów z Poznania, który ulokowali się po drugiej stronie polany. Mamy na jutro podobne plany, więc wyruszymy w góry w kierunku Stacji Meteorologicznej i Lodowca pod Kazbekiem razem w dziesiątkę.&lt;br /&gt;Kiedy tak sobie siedzieliśmy przy ognisku i zjadaliśmy różne smakołyki, nagle natknął się na nas zbłąkany Gruzin. Nie mieliśmy pojęcia co tu robił na wysokości 2200m n.p.m. w środku nocy, ale był już nieźle wstawiony a jego mowa na tyle bełkotliwa i niewyraźna, że praktycznie nie dało się go zrozumieć. Kiedy nie mówił, jego przekrwione oczy wpatrywały się jednostajnie w punkt. Było to dość przerażające. Mroczny Gruzin nie zaszczycił nas jednak długo swoją niepokojącą obecnością. &lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/7316497077854350950/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/7316497077854350950' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/7316497077854350950'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/7316497077854350950'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/02/21-szy-dzien-podrozy-czyli-u-podnozy.html' title='21-szy dzień podróży, czyli U Podnóży Kazbeka'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgEyxDEEeZyIHC-qLMcf6SB5mFaupLgbBmI9KaFaclhAQe9VHfL6YPsi9mnhLnS5aw_SPinFx_5oJpSC27plbAnyElOpm8-rXPz_tyE-P4FjF2yjSIWLUszjB9JhE5T1ZJztB2zsFAbxEk/s72-c/IMG_4004.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-6352547786427398290</id><published>2009-02-04T21:33:00.033+01:00</published><updated>2009-02-04T22:58:56.018+01:00</updated><title type='text'>20-ty dzień podróży, czyli Wieże z Kamienia</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg9ZNRjgPBRiGh1AT29mKxcBFbmCqLve4RYSuAfXNOyblwnf8q6Hu6y_2-o3Gj-ZcRQbprU3zCco2tCa1dXRqdiCCCaR4zaA07j0c-YytJwHqBFCZ0QKgkQbXij7LyNG016AabNLUJxtW0/s1600-h/P1050668.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg9ZNRjgPBRiGh1AT29mKxcBFbmCqLve4RYSuAfXNOyblwnf8q6Hu6y_2-o3Gj-ZcRQbprU3zCco2tCa1dXRqdiCCCaR4zaA07j0c-YytJwHqBFCZ0QKgkQbXij7LyNG016AabNLUJxtW0/s320/P1050668.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5299048821343754834&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po porannym myciu (co było nieco utrudnione przez owy rozwalony kran) oraz śniadaniu ruszyliśmy na miasto. W lokalnej informacji turystycznej nabyliśmy mapy regionu Kazbegi i okolicy (średniej jakości, wydrukowane po prostu na kilku kartkach na drukarce atramentowej) oraz dowiedzieliśmy się o ciekawych i wartych obejrzenia miejscach.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhR-qT8-K4NtqAkZDr3DY4nKGvw-d21nZJxYVNdcnk7BH3dfl3GojMDYiOfrk14OfprRE1WxQrdrwUrtevRc_y1b-1iarIRlcAANvjiu3Wz6WjLtQntICjLWigZkzRAokfS2qKFZ_9ncXE/s1600-h/DSC00290.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 323px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhR-qT8-K4NtqAkZDr3DY4nKGvw-d21nZJxYVNdcnk7BH3dfl3GojMDYiOfrk14OfprRE1WxQrdrwUrtevRc_y1b-1iarIRlcAANvjiu3Wz6WjLtQntICjLWigZkzRAokfS2qKFZ_9ncXE/s320/DSC00290.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5299047452738847298&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Na zwiedzanie okolicy Stepantsmindy planujemy przeznaczyć cały dzisiejszy dzień. Ruszamy więc w dół rzeki do pobliskiego Sno (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;სნო&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;), gdzie ponoć znajdują się zabytkowe kamienne wieże obserwacyjne. Szlak prowadzi brzegiem rzeki Tergi, więc nie można się zgubić. Czasem ścieżka idzie bardzo wąską krawędzią na stro&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh42lwdxXVI9_m2cQzTyZqFgGyftQ9ezqxF6_udqSNDZiAhWSdrCdO_BzNwx1xA-bIUF5U5lJ90bZ8mnjxbVB266dpbPiY-Ab2_31MyywYGsjiqW_L4QjO3uBQExtNr3uo4i8IVsGIDa64/s1600-h/IMG_3966.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh42lwdxXVI9_m2cQzTyZqFgGyftQ9ezqxF6_udqSNDZiAhWSdrCdO_BzNwx1xA-bIUF5U5lJ90bZ8mnjxbVB266dpbPiY-Ab2_31MyywYGsjiqW_L4QjO3uBQExtNr3uo4i8IVsGIDa64/s320/IMG_3966.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5299047460445459458&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;mym zboczu, ale ogólnie nie sprawia większych trudności. Sno to wioska jak każda inna. Ciekawie jednak wygląda zabudowa i płoty wykonane warstwami z ciosanych kamieni, które swą strukturą przypominają drewno. W centralnym punkcie wioski oczywiście znajduje się wieża. Nie jest wysoka, jednak dojście na jej szczyt jest niedostępne. Wieże służyły do ko&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjNmxj6v6TqUeGUuofgvfA6vGp4olWhy8UqLakUpYwmXjZKjGddXG49U3KGBdDBM7OndbVjHAwRR9ch2Dsc1WSU4MMo8LdpbXItRCeDgy0TEdhKX997Ip8H-JAmT-AUpIQW1PJvg4HAgfI/s1600-h/IMG_3442.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 225px; height: 337px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjNmxj6v6TqUeGUuofgvfA6vGp4olWhy8UqLakUpYwmXjZKjGddXG49U3KGBdDBM7OndbVjHAwRR9ch2Dsc1WSU4MMo8LdpbXItRCeDgy0TEdhKX997Ip8H-JAmT-AUpIQW1PJvg4HAgfI/s320/IMG_3442.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5299048825416143106&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;munikacji między sąsiednimi osadami. W owych czasach, gdy nadciągał wróg (a to z południa albo od strony północnej z drugiej strony Kaukazu) w wieży rozpalano ogień. Był on widoczny w sąsiedniej wiosce i dzięku temu cała okolica była dość szybko zaalarmowana o nadciągającym nieprzyjacielu. Wieże te to istota Kaukazu. Kiedyś było ich dość sporo, choć obecnie tylko gdzieniegdzie możemy spotkać dobrze zachowane konstrukcje. Tą w miasteczku Sno można zobaczyć, nie jest to jednak jakaś super rewelacja.&lt;br /&gt;Następnym miasteczkiem na trasie jest Sioni (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;სიონი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;), gdzie oprócz wspomnianej kamiennej wieży&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEguGDmAPqNE8OW0XB5SFhhGaRkv4N1NoThyphenhyphenaAtNtF_gjKXrCdnteZLHu7bYQjy_tJ608Y7Mef0CS8drWaRAmK0fG1lU1epCSkWb-d_4Af9rGf4_iaj7Fsp5KNtkRVi_V7jCVMr7OLySBBQ/s1600-h/SSA40390.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 207px; height: 276px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEguGDmAPqNE8OW0XB5SFhhGaRkv4N1NoThyphenhyphenaAtNtF_gjKXrCdnteZLHu7bYQjy_tJ608Y7Mef0CS8drWaRAmK0fG1lU1epCSkWb-d_4Af9rGf4_iaj7Fsp5KNtkRVi_V7jCVMr7OLySBBQ/s320/SSA40390.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5299049141137057250&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; ma znajdować się także zabytkowy kościół z IX wieku. Miasteczko to jest oddalone o kilka kilometrów od Sno. Wieża ma dość ciekawe położenie na górującym w okolicy wysokim wzgórzu, tuż nad główną drogą. Można też wejść do środka po drabinie. Jest dość ponuro i nieco ciasno. Warto pokreślić, że niektóre wieże pełniły funkcje rónież obronne (ponoć  służyły za schronienie dla całej wioski w razie wojny). Obok znajduje się kościół. Jednak nie wszystkim było dane wejść do środka ze względu na ostry rygor stróża/popa/dozorcy w zielonym mundurze. &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgjg-N_SVWiVpD2_DDVTDhmMfaZL5XF57F4ivAq3OY-RIKOx2v0a5TnfQ3Agy_pSjBdWkv-yLK_Z20Wh757rC3Ed8wgvPg24VIHwHOq7zaTi_Coue0LwIfQt_yzvoQ98g0kDCS5CODRl_A/s1600-h/IMG_3485.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgjg-N_SVWiVpD2_DDVTDhmMfaZL5XF57F4ivAq3OY-RIKOx2v0a5TnfQ3Agy_pSjBdWkv-yLK_Z20Wh757rC3Ed8wgvPg24VIHwHOq7zaTi_Coue0LwIfQt_yzvoQ98g0kDCS5CODRl_A/s320/IMG_3485.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5299048811781563746&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Mężczyzn wpuszczał tylko w długich spodniach, a kobiety tylko w chustach i spódnicach. Nie przechodziła nawet sztuczka z pożyczaniem i zamianą spodni... Byliśmy trochę zawiedzeni, bo przebyliśmy niezły kawał drogi żeby tu dotrzeć, i jak się okazuje nieco na marne.&lt;br /&gt;W drodze powrotnej do pensjonatu (do miasteczka było około 2,5h &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;pieszką&lt;/span&gt;) naszą uwagę przykuł szyld „Chinkalnia”, czyli jak się można domyślić, lokal serwujący gruzińskie pierogi. Gdy szliśmy w stronę Sioni również mijaliśmy ten przytułek, jednak wydawało nam się że restauracja (był szyld z napisem „Fast food”) składała się z białego ogrodowego stolika rozstawionego na podwórku i pięciu krzesełek na krzyż, pośród których pasła się krowa. Jednak po dalszych oględzinach okazało się, że lokal znajdował się głębiej w podwórku wewnątrz budynku. W środku było bardzo ła&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhLiVxPkr7pr_2PaMxvm4MWFUrufZTcsHuIoUgldYhr2_JPqrYqWloqRB7UE5YoTV26VRKISanl2APQ5zrKLkMyOlzudWo0zpnYlUcEDI41DzyfHvQ3ld8k6ocN0MAJvSgSkNFroY0BCJc/s1600-h/IMG_3450.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 193px; height: 288px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhLiVxPkr7pr_2PaMxvm4MWFUrufZTcsHuIoUgldYhr2_JPqrYqWloqRB7UE5YoTV26VRKISanl2APQ5zrKLkMyOlzudWo0zpnYlUcEDI41DzyfHvQ3ld8k6ocN0MAJvSgSkNFroY0BCJc/s320/IMG_3450.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5299047457717180674&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;dnie, i co ciekawe, cała restauracja była podzielona na oddzielne pokoje gdzie były stoliki. Podobne rozwiązanie widzieliśmy w Tbilisi. Może Gruzini nie lubią jak ktoś im przeszkadza gdy jedzą chinkali?&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj_QPgNpBDGDu9a8oSn9Le-bF3fezA8EgaA0cvqOxLS9BZYNAURWMStWsOSnjAU46-K62HC1i5jS45MAaJFxiGlitcUwR6UWUXf0jEX2z_BpPVOXY88CWGNwgiOv3jEFH1ZmprWigMkkIs/s1600-h/IMG_3444.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 295px; height: 224px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj_QPgNpBDGDu9a8oSn9Le-bF3fezA8EgaA0cvqOxLS9BZYNAURWMStWsOSnjAU46-K62HC1i5jS45MAaJFxiGlitcUwR6UWUXf0jEX2z_BpPVOXY88CWGNwgiOv3jEFH1ZmprWigMkkIs/s320/IMG_3444.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5299047458156212562&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po całym dniu łażenia byliśmy bardzo głodni więc złożyliśmy zamówienie na przeszło kilkadziesiąt dużych pierogów. Do tego doszło jeszcze domowe wino (2 lari/1 litr = tanio!), ciasto (które nota bene nazywało się &lt;i&gt;pierog&lt;/i&gt;). Pierogi w porządku, lepsze jednak były te w Wardzii.&lt;br /&gt;Gdy opuściliśmy &lt;i&gt;restorana&lt;/i&gt; było już ciemno. Do naszej kwatery dotarliśmy bardzo szybko, idąc szybkim truchtem. Była już prawie północ. Mąż pani właścicielki nawet nas nie poznał, pytając zdziwiony „A wy to kim w ogóle jesteście?” Nie minęło dużo czasu i już znaleźliśmy się w łóżkach. Przebyta dziś trasa nie była specjalnie trudna, ale czuło się w nogach przebyte kilometry. &lt;/div&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 1.25cm; margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/6352547786427398290/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/6352547786427398290' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/6352547786427398290'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/6352547786427398290'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/02/20-ty-dzien-podrozy-czyli-wieze-z.html' title='20-ty dzień podróży, czyli Wieże z Kamienia'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg9ZNRjgPBRiGh1AT29mKxcBFbmCqLve4RYSuAfXNOyblwnf8q6Hu6y_2-o3Gj-ZcRQbprU3zCco2tCa1dXRqdiCCCaR4zaA07j0c-YytJwHqBFCZ0QKgkQbXij7LyNG016AabNLUJxtW0/s72-c/P1050668.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-3030146470310243960</id><published>2009-01-31T20:59:00.013+01:00</published><updated>2009-02-02T16:09:30.119+01:00</updated><title type='text'>19-ty dzień podpróży, czyli Georgian Military Highway</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_sta4ApaD3d2mtXle-eafYoZLYmYuNO0IWeKDN4FCT2MkdVLmhrK8KMCF3n0UFKsKijUPMK5G06DJErP6nmtPO4xgU2e9gZAioYdSF9TP7WwoIiK5Ba9rlYL4jhb5GRjvvQPFm8QzXrg/s1600-h/P1050654.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_sta4ApaD3d2mtXle-eafYoZLYmYuNO0IWeKDN4FCT2MkdVLmhrK8KMCF3n0UFKsKijUPMK5G06DJErP6nmtPO4xgU2e9gZAioYdSF9TP7WwoIiK5Ba9rlYL4jhb5GRjvvQPFm8QzXrg/s320/P1050654.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297923437368528770&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Chcąc zdążyć na pociąg, wstajemy o 7 rano. Spało się tak sobie, byliśmy ciągle nękani przez bezpańskie psy ujadające w nocy oraz usiłujące się dostać do naszych namiotów. Nie tracąc czasu, szybko pakujemy się i wyruszamy do skalnego &lt;i&gt;gorada &lt;/i&gt;(cena to aż 10 lari + 2 za nocleg). Miasto to, inaczej niż Wardzia (gdzie miasto jest wydrążone w skale kilkadziesiąt metrów nad ziemią), &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiPnxntbnKoREqpBZifNnBBusCWKEBT9YyfyIQbyazoNKd68ZCjJsKMJekCAXEgMzsmzgkaXObNrXV9RvyKF04Ma8u9abVMOw_GYeAhF18rJlN55VdIKE-cUWp7TPnf7VgVj6kRpLJmKWY/s1600-h/IMG_3365.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiPnxntbnKoREqpBZifNnBBusCWKEBT9YyfyIQbyazoNKd68ZCjJsKMJekCAXEgMzsmzgkaXObNrXV9RvyKF04Ma8u9abVMOw_GYeAhF18rJlN55VdIKE-cUWp7TPnf7VgVj6kRpLJmKWY/s320/IMG_3365.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297923416112179106&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;jest bardziej płaskie, rozłożyste, i zajmuje ogólnie większą powierzchnię. Ma mniej jaskiń i komnat, ale niektóre z nich są bardzo duże, jak np. osławiona sala tronowa. Kamienne komnaty i wykute okienka wyglądają zupełnie jak plan filmu „Flintstonowie”. Gdzieniegdzie widoki psują nieudolne próby konserwacji komnat oraz duże betonowe słupy podtrzymujące stropy. Ogólne wrażenia bardzo OK, ale cena chyba jest nieco wygórowana.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiK663JdcXRceHWMG5lPpEVxmgDDspakejEsiUyaE3ehmefdwknD8Rtaswpwe7PSM4Cy-bNkwd6WNA9doHqOVi6QafEkyJcyAjrMpzbr6hvmoH1MkcCgxmsJsZFppkYyXEYG-GlQ5QsbqA/s1600-h/P1050657.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiK663JdcXRceHWMG5lPpEVxmgDDspakejEsiUyaE3ehmefdwknD8Rtaswpwe7PSM4Cy-bNkwd6WNA9doHqOVi6QafEkyJcyAjrMpzbr6hvmoH1MkcCgxmsJsZFppkYyXEYG-GlQ5QsbqA/s320/P1050657.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297923889799862978&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Musimy spieszyć się na pociąg do Tbilisi. Do &lt;i&gt;wagzala&lt;/i&gt; docieramy tuż przed odjazdem &lt;i&gt;pajezdu.&lt;/i&gt; Jednak to co widzimy w wagonach wywołuje lekkie zdziwienie. Pociąg jest zupełnie inny niż ten którym jechaliśmy wcześniej. Wagony stare, rozklekotane drzwi ledwo się domykają, brak kilku szyb, obdrapana farba. Zupełnie jakby wagony były dawno wycofane z użytku w Rosji i teraz na starość trafiły tutaj, na główną linię kolejową w Gruzji. Babuszki chodzą i sprzedają piwo, chleb, papierosy a nawet cukierki na sztuki. Podróż takim pojazdem również ma jakiś swój urok.&lt;br /&gt;Do stolicy Gruzji Tbilisi (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;თბილისი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;), docieramy koło godziny 12. Pierwsze wrażenia raczej umiarkowane. Miasto niczym się nie wyróżnia, ten sam bałagan co w reszcie gruzińskich miast (przynajmniej okolice dworca Borżomskiego). Zapewne Tbilisi ma jeszcze wiele ciekawych miejsc i tajemnic do odkrycia, jednakowoż w danej chwili nie zamierzamy tutaj zostawać na dłużej. Zostawimy sobie to miasto na koniec, żeby nie było problemów ze spóźnieniem na samolot 14-tego sierpnia (tj za 12 dni). Teraz mamy zamiar udać się Gruzińską Drogą Wojenną w kierunku Kazbegi na Kaukazie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgO_VZA8gvqZoN-jhsGvhP1MiuMhQpdm15eRq6Lqq0QtU4WQ2nSc2RI6729JsySKpXM03rqA_gZSUwkCAH5TPn6XEq9wzOtFfRo9wTFkHPFP5ZTSm89hlldJd6wy070SDtskm8OEkFCOGU/s1600-h/IMG_3382.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgO_VZA8gvqZoN-jhsGvhP1MiuMhQpdm15eRq6Lqq0QtU4WQ2nSc2RI6729JsySKpXM03rqA_gZSUwkCAH5TPn6XEq9wzOtFfRo9wTFkHPFP5ZTSm89hlldJd6wy070SDtskm8OEkFCOGU/s320/IMG_3382.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297923890064892978&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Przed opuszczeniem Tbilisi zahaczamy jeszcze o restaurację. Menu jest takie same, o ile nie identyczne, co w innych restauracjach. Chaczapuri, ostre, chinkali, szaszłyk, sałatka z pomidorów. Pięć potraw na krzyż, większego wyboru nie ma. Lokal natomiast jest ciekawie urządzony. Oprócz głównej sali jadalnej, znajdują się tu także indywidualne komnaty do spożywania posiłków w odosobnieniu i z dala od zgiełku.&lt;br /&gt;Marszrutki do Kazbegi odchodzą z dworca Didube – można tam bez problemu pojechać metrem (koszt przejazdu 40 tetri – tanio). Na parkingu można znaleźć wiele różnych aut, każde odjeżdżające w innym kierunku. Należy jednak poświęcić trochę czasu i nie wsiadać do pierwszej lepszej marszrutki. Pierwszy kierowca który nas zaczepił chciał aż 20 lari od osoby, a słyszeliśmy od Polaków którzy byli już w Kazbegi, że spokojnie można się zabrać za 10 lari (droga jest dość dobra i sporo osób tam jeździ). Ze znalezieniem odpowiedniej marszrutki nie było problemu, niestety wyszła ona nas 12,5 lari (kierowca chciał dodatkowe 2,5 za nasze bagaże). Gdy załadowaliśmy się i w środk&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhYY39oa_s4veRNb6f71WeoshayTnZEwFTQiCY0X2h6UfaZ_XwMRWtA1PUbS0kZKKO17OvHGfyfyObsak8lDu0OLrx8QDPbfQx1bpaSpfAlzwV-IlPjziMdP2pGn31bUv_JCY3gwzDNTpA/s1600-h/IMG_3388.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhYY39oa_s4veRNb6f71WeoshayTnZEwFTQiCY0X2h6UfaZ_XwMRWtA1PUbS0kZKKO17OvHGfyfyObsak8lDu0OLrx8QDPbfQx1bpaSpfAlzwV-IlPjziMdP2pGn31bUv_JCY3gwzDNTpA/s320/IMG_3388.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297927755447848322&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;u czekaliśmy na odjazd, spotkała nas ciekawa sytuacja. Do marszrutki wlazł jakiś koleś w białej koszuli, którego pierwszy raz na oczy widzieliśmy, i który podając się za kierowcę zażądał od nas zapłaty z góry. Od razu wydało nam się to podejrzane. Nieznajomego trochę zbiło z tropu gdy konsekwentnie odmawialiśmy wydania mu pieniędzy. Nie z nim ustalaliśmy cenę, a poza tym płaci się zazwyczaj na końcu. Mógł to być przecież jakiś cwaniak, który polował na naiwnych turystów, i który by później najpewniej przepadł jak kamień w wodzie. Jednak po jakimś czasie ów cwaniak znowu się pojawił, tym razem faktycznie w towarzystwie kierowcy. Nie podobało nam się to że chcą od nas pieniądze od razu, ale nie było innego wyjścia (podobno pieniądze były potrzebne na paliwo, ale cwaniak w białej koszuli schował całą kwotę do kieszeni i odszedł nękać innych pasażerów marszrutek – jak jakiś lokalny mafioso trzymający w ręku cały parking).&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj39rFiRJjbXQ4GXLZkb1JrhL3sp1clvZw-n4Fwnub2Mcdh9FTNQC1gMIFC3NvV9VHlrukdrFtRFcN87gkjXY_nCcZ-mWczqsovUNtLf6bS0MX1I2gwVk38u3N_GCpfYMIz6qBMBK4BBsw/s1600-h/IMG_3387.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj39rFiRJjbXQ4GXLZkb1JrhL3sp1clvZw-n4Fwnub2Mcdh9FTNQC1gMIFC3NvV9VHlrukdrFtRFcN87gkjXY_nCcZ-mWczqsovUNtLf6bS0MX1I2gwVk38u3N_GCpfYMIz6qBMBK4BBsw/s320/IMG_3387.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297923420527576978&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Zostało tylko tradycyjnie poczekać aż tranzit się zapełni (zapakowali nawet jakiegoś starego Rubina owiązanego kocem) i ruszamy w drogę. Przed nami około 150 km słynnej Gruzińskiej Drogi Wojennej. Droga ta łączy Tbilisi z Władykaukazem w Rosji poprzez Przełęcz Krzyżową paśmie Kaukazu. Niestety przejście graniczne między Rosją i Gruzją jest obecnie zamknięte ze względu na konflikt między oboma krajami. Szlak ma bardzo ważne znaczenie strategiczne, był znany już w starożytno&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiFyNVQdPBLtchEPwCLiglaja-AXQlbwJr-KCGf9Z1KxsLfX-7Wjn1Z16sR7-cXTz5byJGvgLxq2yynwUutWm0fc3XODWsm1PMdRJl36pXb3wogSl_IMlj6jxkVS5acjA6YbVE2kDBlWK8/s1600-h/IMG_3471-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiFyNVQdPBLtchEPwCLiglaja-AXQlbwJr-KCGf9Z1KxsLfX-7Wjn1Z16sR7-cXTz5byJGvgLxq2yynwUutWm0fc3XODWsm1PMdRJl36pXb3wogSl_IMlj6jxkVS5acjA6YbVE2kDBlWK8/s320/IMG_3471-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297927753658970226&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ści. Droga wije się serpentynami wśród malowniczych gór wielkiego Południowego Kaukazu. Jadąc busem staramy się podziwiać widoki, jednak z marszrutki dość kiepsko się to wszystko ogląda. Kierowca (o dziwo) jedzie dość spokojnie, może to ze względu na telewizor owinięty kocem który wiezie.&lt;br /&gt;Po drodze mijamy również miejscowość Ananuri i ogromny zbiornik z wodą o turkusowym kolorze. Będzie to doskonałe miejsce na odpoczynek w drodze powrotnej z Kaukazu. Zbliżając się do Kazbegi, na jednym z mostów na głównej drodze przejazd tarasują krowy – dobrych kilkadziesiąt sztuk bydła zrobiło sobie legowisko na środku drogi i nic sobie z tego nie robi (a pod krowami 5-centymetrowa warstwa ‘parkietu’). Typowy obrazek na gruzińskich bezdrożach.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhslWA0lpSXn5rQQKX5Jvd_MPKV4pYlVNC23ymCMCnQcnYpUc4ybqJpB9PSMLf9N4Db9lxPcdws6E9PKY3xAbumAdGqthq3NXNgNpqOacIyq1S49kK6WWpFjGzABm9Y53LphIEYwgneHzI/s1600-h/IMG_3406.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhslWA0lpSXn5rQQKX5Jvd_MPKV4pYlVNC23ymCMCnQcnYpUc4ybqJpB9PSMLf9N4Db9lxPcdws6E9PKY3xAbumAdGqthq3NXNgNpqOacIyq1S49kK6WWpFjGzABm9Y53LphIEYwgneHzI/s320/IMG_3406.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297923426290657186&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Wkrótce docieramy do Kazbegi (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ქაზბეგი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;)&lt;/span&gt;, jest to niewielka miejscowość położona w dolinie u podnóży wielkich kaukaskich szczytów (w ogóle obecna nazwa miasta to Stepantsminda (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;ka-GE&quot;&gt;&lt;b&gt;სტეფანწმინდა&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;), &lt;/span&gt;ale nikt, nawet mieszkańcy, nie używa nowej nazwy). Spoglądając w górę, doskonale widoczny jest klasztor Tsminda Sameba - przez niektórych uważany nawet za symbol Gruzji. Będzie to nasz cel i przyszła baza wypadowa do górskich wędrówek. Za klasztorem niewyraźnie majaczy drugi co do wielkości szczyt Gruzji Kazbek (Gruzini nazywają go Mkinwarcweri&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;მყინვარწვერი) &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;, co można tłumaczyć jako Lodowy Szczyt), jego wysokość to 5047 m n.p.m. Jest to cel wielu alpinistów i wysokogórskich wypraw wspinaczkowych. My nie zamierzamy jednak tam się wspinać, ze względu na brak umiejętności i sprzętu. Kazbek na razie jest niewidoczny i przysłaniają go chmury – może później pogoda będzie lepsza.&lt;br /&gt;Zaraz po znalezieniu się w centrum Kazbegi dochodzi do zabawnej sytuacji. Stajemy się obiektem „targów” miejscowej ludności, oferującej nam zakwaterowanie. Kobiety niczym przekupki na targu przekrzykują się i wręcz wyrywają nas sobie z rąk. Przenocowanie ośmiu osób to wszakże zarobek nie do pogardzenia.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXQuLFkADsQn-zYfwwPXknY0tWAnnfoMBs9briCVKlia3p7bENzBZ6JwwTVKZYdAfU1VGZEQUlt2zoOAXQfcjJu76kjJBFvWazlYTkkrV5G3qihH3M5IZb1_sofQzkv11NI6hjbaGNA-k/s1600-h/IMG_3441.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXQuLFkADsQn-zYfwwPXknY0tWAnnfoMBs9briCVKlia3p7bENzBZ6JwwTVKZYdAfU1VGZEQUlt2zoOAXQfcjJu76kjJBFvWazlYTkkrV5G3qihH3M5IZb1_sofQzkv11NI6hjbaGNA-k/s320/IMG_3441.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297927747844092514&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- Są moi, ja ich pierwsza zobaczyłam!&lt;br /&gt;- Nieprawda! Mój kuzyn ich tu przywiózł! Wynajmę pokój za 15 lari! Chodźcie!&lt;br /&gt;- A ja wynajmę za 10! Chodźcie ze mną!&lt;br /&gt;Tak to wyglądało. Pensjonariuszki przekonywały nas jeszcze, że to właśnie ICH dom znajduje się w centrum miasta (niby 10 minut pieszo do tego „centrum”). Ponadto zapewniały nas, że &lt;i&gt;wsio jest: &lt;/i&gt; łóżko jest, &lt;i&gt;dusch &lt;/i&gt;jest, ciepła woda jest. Nie chcąc decydować się na pierwszą lepszą ofertę, podzieliliśmy się na grupki i zrobiliśmy rekonesans po kazbedzkich hotelach, pensjonatach i kwaterach. Zdecydowaliśmy się na miejsce w prywatnej kwaterze u pewnej rodziny za 10 lari. Warunki OK, pokoje (2+6) bardzo ciekawie pomalowane. Jest prąd, można więc podładować akumulatory i telefony. Jedynie łazienka zdawała się nie spełniać naszych oczekiwań. &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhzxh37VryQyOEciwy79EPfJRfXCfpViWOe9-3IviJ0ueqeC62dVh-nKOMKllR7n-sgZrEhrwpZigIXFWTFRjNMyDW9CN0MxaSCfg7-mqW_zrvw1B3NnufjE2kSdtUOxs6_E-LSBaozMLo/s1600-h/P1050693.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhzxh37VryQyOEciwy79EPfJRfXCfpViWOe9-3IviJ0ueqeC62dVh-nKOMKllR7n-sgZrEhrwpZigIXFWTFRjNMyDW9CN0MxaSCfg7-mqW_zrvw1B3NnufjE2kSdtUOxs6_E-LSBaozMLo/s320/P1050693.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297924788446894866&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Dzieliliśmy ją z właścicielami domu, nie było osobnej dla gości. Samo wyposażenie łazienki też było takie sobie – chwiejny i gibający się na boki klozet sprawiał wrażenie jakby zaraz miał się przewrócić. Do tego wanna i prysznic – prysznic służył także do spłukiwania wody w klozecie (ze względu na brak spłuczki). Wykończenie wszystkiego i wykonanie było takie, że od razu odpadł ze ściany kran, co wywołało złość u pani właścicielki. Poza tym termin „ciepła woda” to zdaje się pojęcie względne. Dla pani ciepła woda oznaczała lekko podgrzaną wodę ze strumienia, a więc wciąż zimną (choć nie lodowatą). W dodatku właścicielka wyrażała zdziwienie i niezadowolenie, gdy ktoś chciał skorzystać z łazienki dwa razy w ciągu dnia: „Ej, co ty robisz, przecież już się dziś myłeś!”.&lt;br /&gt;Ustalamy plany na najbliższe dni. Prawdopodobnie zostaniemy tutaj w Kazbegi dwie noce. Przez wyruszeniem w wysokie góry chcemy także zobaczyć okolicę. &lt;/div&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 1.25cm; margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/3030146470310243960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/3030146470310243960' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/3030146470310243960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/3030146470310243960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/19-ty-dzien-podprozy-czyli-georgian.html' title='19-ty dzień podpróży, czyli Georgian Military Highway'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_sta4ApaD3d2mtXle-eafYoZLYmYuNO0IWeKDN4FCT2MkdVLmhrK8KMCF3n0UFKsKijUPMK5G06DJErP6nmtPO4xgU2e9gZAioYdSF9TP7WwoIiK5Ba9rlYL4jhb5GRjvvQPFm8QzXrg/s72-c/P1050654.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-1451407184057676000</id><published>2009-01-31T19:02:00.001+01:00</published><updated>2009-02-01T20:16:21.062+01:00</updated><title type='text'>18-ty dzień podróży, czyli Gori i Tawariszcz Stalin</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPpV3MB4NUhhh44lheSW6RmvUwQE5Zdh90dmS5pYHNhMOsZbdhVdW3rBWIurU-XQFOs9_GNvZ9dLuGkjNxBmxrG19Nm7yGw9vy1cZ-Y3w0cva_JA-MENvTcgxfsvpXuXc7w0XgOqOTZy0/s1600-h/P8013694.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPpV3MB4NUhhh44lheSW6RmvUwQE5Zdh90dmS5pYHNhMOsZbdhVdW3rBWIurU-XQFOs9_GNvZ9dLuGkjNxBmxrG19Nm7yGw9vy1cZ-Y3w0cva_JA-MENvTcgxfsvpXuXc7w0XgOqOTZy0/s320/P8013694.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297817394295137346&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Nazajutrz musieliśmy wstać w miarę wcześnie aby załapać się na transport do Achalcyche a później do Gori (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;გორი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;). Chętnie zostalibyśmy dłużej na zamku, ale niestety czas nas gonił. Pożegnaliśmy się więc z Miszą i jego kompanami wręczając im małe podarki z Gdańska. Misza żałował, że nie ma dla nas nic w zamian, ale to nic nie szkodzi – jego gościnna starczyła aż nadto.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgIGyakKts5pOT3cWWFoqcq2MwVOYUnHg7QGYw3QXAlFk4ZppDAWIxqHViGdhHm8o24IwRrNrx8IL-xzz5Cq1ls3ThTtHiSj4xPKI6toZdAo5uVqPwniBb-jmVHdoJVXRClKz_PmTo6nNI/s1600-h/DSC00259.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgIGyakKts5pOT3cWWFoqcq2MwVOYUnHg7QGYw3QXAlFk4ZppDAWIxqHViGdhHm8o24IwRrNrx8IL-xzz5Cq1ls3ThTtHiSj4xPKI6toZdAo5uVqPwniBb-jmVHdoJVXRClKz_PmTo6nNI/s320/DSC00259.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297814696515717938&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Aby szybciej i łatwiej złapać jakąś marszrutkę, wyszliśmy z wioski i poszliśmy do głównej przelotowej drogi. Jednak przez długi czas nic nie przejeżdżało oprócz wywrotek z kruszywem budowlanym z pobliskiej budowy. Na szczęście po jakimś czasie udało nam się złapać pomarańczowego forda transita (jednak nie marszrutkę) i dogadać się z kierowcą na podwózkę do Achalcyche. Ponieważ był to zwykły ‘dostawczak’, załadowaliśmy się po prostu z plecakami do tyłu na pakę.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhORGfrHxPzcvURa5L0b3WEWRvgep_5yy4t0LDEWb8qVn94hoo4hMYngz4ZWqGRjkuoYA6K2qOaNSYKqstL0ChwB46Btbp3h0JtVVO2jJ9Hz0xQ4xhTEFjTyiIZCvVtOgcLnwx02rn5OQ/s1600-h/DSC00260.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhORGfrHxPzcvURa5L0b3WEWRvgep_5yy4t0LDEWb8qVn94hoo4hMYngz4ZWqGRjkuoYA6K2qOaNSYKqstL0ChwB46Btbp3h0JtVVO2jJ9Hz0xQ4xhTEFjTyiIZCvVtOgcLnwx02rn5OQ/s320/DSC00260.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297814701481718434&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest wesoło, zostajemy poczęstowani arbuzem, a po chwili dosiada się do nas zabawny Gruzin. Niestety nie mówi on po rosyjsku ani w żadnym innym przyzwoitym ludzkim języku, dogadywać więc musimy się na migi. Na szczęście nie jest to trudne – Grigorij posiada bardzo sugestywną i wesołą mimikę twarzy, bardzo energicznie też gestykuluje. Żeby podróż minęła jeszcze weselej, Grigorij kupił w przydrożnym sklepie flaszkę gruzińskiego alkoholu. Podróż do Achalcyche minęła bardzo szybko i w wesołej atmosferze.&lt;br /&gt;W Achalcyche (nazwa ta oznacza dosłownie „nową twierdzę”) nie bawimy jednak zbyt długo. Jest tu muzeum (które polecał nam dziedzic Misza) oraz rzeczona twierdza, ale my szybko odnajdujemy dość tanią marszrutkę do Gori (8 lari) i odjezdżamy.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZvhSHPhIcxMa_ofle-befjkljs0pWL1tzIQCzTVS3ZUflUXmRcyqxF2clq8nISe9z9tAWohPaQe9OWerqIBElIGc08lH9w0ULALGKxQeh0awF1_Be87-yMbEz4iCmZscxIxhhnQmh8-0/s1600-h/IMG_3355.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZvhSHPhIcxMa_ofle-befjkljs0pWL1tzIQCzTVS3ZUflUXmRcyqxF2clq8nISe9z9tAWohPaQe9OWerqIBElIGc08lH9w0ULALGKxQeh0awF1_Be87-yMbEz4iCmZscxIxhhnQmh8-0/s320/IMG_3355.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297817397452096146&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Gori (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;გორი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;) jest średniej wielkości miastem, leżącym na głównej drodze między Kutaisi i Tbilisi. Miasto to słynie z tego iż wydało na świat Iosifa Dżugaszwili, znanego również jako Stalin (prawdziwe gruzińskie imię: &lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;ka-GE&quot;&gt;&lt;b&gt;იოსებ&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;ka-GE&quot;&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ჯუღაშვილი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;, &lt;/b&gt;pseudonim &lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;ka-GE&quot;&gt;&lt;b&gt;სტალინი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;)&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;.&lt;/b&gt; Muzeum Stalina jest więc jednym z pierwszych punktów na liście do odwiedzenia w Gori (choć słyszeliśmy wcześniej że muzeum to tak naprawdę nic ciekawego). Wstęp do budynku muzeum jest jednak bardzo drogi – 15 lari, to jest nawet więcej niż za pałac Topkapi w &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEixencYndHcGlZd0kG3EN5oqFNrfmVALxru9VOrUpe2twPH5-hKNuwuSbOFTuzKZErviybPPDc-gqGLM_SoZX2jz9yvIHimyg7FqpwKEFg9iGkQNVW8YDL3VQ0e5mOc6HS5keJLjLOygBE/s1600-h/P1050620.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEixencYndHcGlZd0kG3EN5oqFNrfmVALxru9VOrUpe2twPH5-hKNuwuSbOFTuzKZErviybPPDc-gqGLM_SoZX2jz9yvIHimyg7FqpwKEFg9iGkQNVW8YDL3VQ0e5mOc6HS5keJLjLOygBE/s320/P1050620.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297909766916630530&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Turcji, więc darujemy sobie. Do obejrzenia za darmo na terenie muzeum jest oryginalny dom narodzin Stalina, schowany pod sklepieniem zdobionym w sierpy i młoty. Zobaczyć można także luksusowy wagon kolejowy, którym Generalissimus jeździł po świecie. Oczywiście na terenie muzeum znajduje się także wielki pomnik, pod którym Gruzini chętnie robią sobie zdjęcia. Kult Stalina w Gruzji jest wciąż bardzo silny, a w okolicach Gori to już w ogóle. Gruzini uważają Stalina za geniusza, wielkiego stratega o ogromnych zdolnościach przywódczych. Cenią go też za to że „zabił więcej Rosjan niż Gruzi&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEij671fFfaw9x0jEV4NtApx6YE5p6D2j0e9nqSrElw12AdhQzYYrw2DRnltXgyh9dmaf7_X4yN-EWEHjvGtXTWhtqH-qfvRkyXgxLCd09M4D-lD8SvZZTwHmI-M2mulkuSFBV5pFr1V1SQ/s1600-h/IMG_3340.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEij671fFfaw9x0jEV4NtApx6YE5p6D2j0e9nqSrElw12AdhQzYYrw2DRnltXgyh9dmaf7_X4yN-EWEHjvGtXTWhtqH-qfvRkyXgxLCd09M4D-lD8SvZZTwHmI-M2mulkuSFBV5pFr1V1SQ/s320/IMG_3340.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297820465883035778&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;nów” (ale jest to rzadka opinia). Kult jest rozpowszechniony zwłaszcza wśród starszej części społeczeństwa. Wiele razy widzieliśmy w domach u ludzi popiersia i portrety Stalina. Nie wszyscy Gruzini jednak podzielają to uwielbienie. Młodsi, tacy jak dziedzic Misza, widzą w Stalinie nikogo innego jak tylko zbrodniarza.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUHRhBII_ZNweYTdEm-szyCoBJhWooMbyc-Jt-UVSK7j-4whV6EEGJZ4UDUc8EIhdhOVXtD3ufBeJViMBzgQEPOAU2cI_PDxoTOaehI7ecCgwW1aez-ZG2IkVksoAgVaV5kBeXLx8LJ88/s1600-h/IMG_3338.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUHRhBII_ZNweYTdEm-szyCoBJhWooMbyc-Jt-UVSK7j-4whV6EEGJZ4UDUc8EIhdhOVXtD3ufBeJViMBzgQEPOAU2cI_PDxoTOaehI7ecCgwW1aez-ZG2IkVksoAgVaV5kBeXLx8LJ88/s320/IMG_3338.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297817397286969186&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Darując sobie muzeum, zahaczamy jeszcze o twierdzę (Goris-cyche), położoną na wzgórzu w centrum miasta. Mimo, że jest ona dość duża i ma bardzo dobrze zachowane mury, jakiegoś specjalnego wrażenia nie robi. Można z góry zobaczyć panoramę miasta.&lt;br /&gt;Na tym kończymy wizytę w Gori – na noc chcemy udać się kawałek za miasto do Upliscyche (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;უფლისციხე&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;)&lt;/span&gt;, gdzie znajduje się kolejne po Wardzii skalne miasto. Dyskusja z kierowcami marszrutek okazuje się jednak bezowocna. Żądają aż 30 lari za zaledwie parę kilometrów trasy. Z pomocą przychodzi taksówkarz, który podsłuchał naszą rozmowę. Jego oferta to 20 lari za dwa samochody dla nas wszystkich.&lt;br /&gt;Po krótkiej przejażdżce jesteśmy już w Upliscyche. Krajobraz jest bardzo skalisty, suchy. Skały i głazy tworzą bardzo ciekawe formy. Szybko rozbijamy obozowisko (mamy już niemałą wprawę). Niestety przygotowanie kolacji zepsuła nam burza. Na szczęście znaleźliśmy schronienie przed deszczem w kanciapie strażników skalnego miasta.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwqoxmdLxpsbBUOBPWrXwYhHixGJZCgRyQg6hCpVprx93Ti5LyUAUOLRJWqkywf3GOyX4p6JHLNsjEXPVD8jSda-7ES8APXsk3hhdWSbbQHNtjdFAinMH-0HVHAoO038yGaveqjWtmPKU/s1600-h/DSC00255.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwqoxmdLxpsbBUOBPWrXwYhHixGJZCgRyQg6hCpVprx93Ti5LyUAUOLRJWqkywf3GOyX4p6JHLNsjEXPVD8jSda-7ES8APXsk3hhdWSbbQHNtjdFAinMH-0HVHAoO038yGaveqjWtmPKU/s320/DSC00255.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297814695205814450&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Mamy okazję pooglądać gruzińską telewizję (jakieś przemówienie prezydenta Saakaszwilego) oraz zaciągnąć języka u strażników, co do jutrzejszego transportu do stolicy Tbilisi. Opcji ma&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi7ou8u_IHCgjCGWJA2xdM-5vaEb-tu6Uhz80VIqQFkHWrPLpexTrtBsIi7qqoywjLzsFR6rI3F-bwV2fXOk4byM5laKIkc4ABDhz6tBTj2fepEkyOwJBe0aYB-a16ZI34Bz2zOQSUIpt0/s1600-h/P1050639.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi7ou8u_IHCgjCGWJA2xdM-5vaEb-tu6Uhz80VIqQFkHWrPLpexTrtBsIi7qqoywjLzsFR6rI3F-bwV2fXOk4byM5laKIkc4ABDhz6tBTj2fepEkyOwJBe0aYB-a16ZI34Bz2zOQSUIpt0/s320/P1050639.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297817391226808402&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;my kilka. Najodpowiedniejszą będzie jednak bezpośredni pociąg za 1 lari. Niestety taka jest specyfika gruzińskiego kolejnictwa, że pociągi jeżdżą bardzo, bardzo rzadko, nawet na głównej trasie łączącej największe miasta. Interesujący nas pociąg odjeżdża o 10.30 z oddalonej o 2km stąd stacji, co daje nam bardzo mało czasu na poranne zwiedzanie Upliscyche. &lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/1451407184057676000/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/1451407184057676000' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/1451407184057676000'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/1451407184057676000'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/02/18-ty-dzien-podrozy-czyli-gori-i.html' title='18-ty dzień podróży, czyli Gori i Tawariszcz Stalin'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPpV3MB4NUhhh44lheSW6RmvUwQE5Zdh90dmS5pYHNhMOsZbdhVdW3rBWIurU-XQFOs9_GNvZ9dLuGkjNxBmxrG19Nm7yGw9vy1cZ-Y3w0cva_JA-MENvTcgxfsvpXuXc7w0XgOqOTZy0/s72-c/P8013694.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-3387948005802175363</id><published>2009-01-31T17:31:00.015+01:00</published><updated>2009-02-01T14:42:41.299+01:00</updated><title type='text'>17-ty dzień podróży, czyli zamek, harcerze i dziedzic Misza</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9LZUQpNzJs0S2U2EhDHAXIWuugldx3DK_6xPMB-CXbRRtVzEENvdZq3OfJcgdhhg1nqJcl_af8p8fe78SZuiVwNk-ijyxyxB2PG0NG3VETx5qcpow0unRjPvf2tK4HdqjtsxWwVdk4CA/s1600-h/IMG_3258.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9LZUQpNzJs0S2U2EhDHAXIWuugldx3DK_6xPMB-CXbRRtVzEENvdZq3OfJcgdhhg1nqJcl_af8p8fe78SZuiVwNk-ijyxyxB2PG0NG3VETx5qcpow0unRjPvf2tK4HdqjtsxWwVdk4CA/s320/IMG_3258.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500198068843410&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ostatni dzień pobytu w Wardzii. Szybko wstajemy i składamy nasz obóz. Jak się dowiedzieliśmy, o 10.30 planowany był odjazd marszrutki w kierunku Chertwisi (gdzie znajdowała się stara twierdza) oraz Achalcyche. Najpierw jednak obowiązkowe śniadanie w naszej ulubionej restauracyjce. Ponieważ wczoraj wyjedliśmy pani wszystkie jajca, wyjątk&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi6Fz3womgoilv2BHo0HIzjPa_cyzKQSWs-0RTlWCjcA3pSjDwtE06dIMFlLl98xol01BUfQastT4tj487biQMSK8sto6dDWmhp-XdH-TcIr26S2vKV5cvKr1yTpIi2AUOTCOlyvDsy948/s1600-h/IMG_3265.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi6Fz3womgoilv2BHo0HIzjPa_cyzKQSWs-0RTlWCjcA3pSjDwtE06dIMFlLl98xol01BUfQastT4tj487biQMSK8sto6dDWmhp-XdH-TcIr26S2vKV5cvKr1yTpIi2AUOTCOlyvDsy948/s320/IMG_3265.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500196640965074&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;owo dla nas zgodziła się przyrządzić chinkali. Jednak przygotowanie pierogów, zagniecenie ciasta, zmielenie mięsa itd. zajęło nieco dłużej niż obiecała nam pani bufetowa. Posiłek był bardzo dobry, ale niestety spóźniliśmy się na ‘rejsową’ marszrutkę do Chertwisi. Nie pozostało nic innego, jak czekać na następny bus do 15.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgUnT1nyWzCSAIzkQ7A1uNgYcMz4Uq7sCM3Op4SB-51LYEnR2ac-ZwTHoVTlksOIb-CqvmyXi0mHA_BcqbMX3vVoGVovwqOIzu91ku5IOFSx_9BZdYSGliCFzOl6n_A1P6KDmBOCTuA7Zg/s1600-h/DSC00206.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgUnT1nyWzCSAIzkQ7A1uNgYcMz4Uq7sCM3Op4SB-51LYEnR2ac-ZwTHoVTlksOIb-CqvmyXi0mHA_BcqbMX3vVoGVovwqOIzu91ku5IOFSx_9BZdYSGliCFzOl6n_A1P6KDmBOCTuA7Zg/s320/DSC00206.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500189218558018&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Mamy więc sporo czasu. Część grupy postanowiła się wybrać na wycieczkę w pobliskie góry (do tzw. Kołchozu, gdzie podobno widać też latające sępy i orły), a część została na parkingu pod kasami skalnego miasta. Na parkingu poznaliśmy kolejną grupę Polaków. P&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjkE_1ZUZWU2Yb-L8VV7ns3WLvIsgn3tWtr1Z9o8ENgRBQLv-rj8k84eozS9ovPslW1b0AeycVKa4ghEqMm2yZUi7ZBryWG4WIx97cqKyb1YJByowkrEHihvjz82mIsHKTcXUyzFkjyCeY/s1600-h/IMG_3217.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjkE_1ZUZWU2Yb-L8VV7ns3WLvIsgn3tWtr1Z9o8ENgRBQLv-rj8k84eozS9ovPslW1b0AeycVKa4ghEqMm2yZUi7ZBryWG4WIx97cqKyb1YJByowkrEHihvjz82mIsHKTcXUyzFkjyCeY/s320/IMG_3217.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500191581137698&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;odobnie jak my przybyli to Gruzji drogą lądową, przeżyli też horror na granicy turecko-gruzińskiej. Po jakimś czasie w końcu przyjechała rejsowa marszrutka. Plan był taki, żeby jechać już od razu do Achalcyche pomijając twierdzę Chertwisi, gdyż zatrzymując się tam kosztowałoby nas to cały dzień (a to była jedna z ostatnich marszrutek w tym kierunku). Jednak część grupy koniecznie chciało wysiadać w Chertwisi, nie bacząc na obiekcje innych i ewentualny rozpad grupy. Rozdzielanie i późniejsze czekanie na siebie nie wiadomo gdzie i odnajdywanie nie miało najmniejszego sensu, wybraliśmy więc mniejsze zło i za cel obraliśmy twierdzę.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjQNxwsYQqkGOoHtW2hcpeSbANQ3DYmY_zNNSpZIg5hwSknK_mPBHlKXQno6QqlN5MToc1_pdTSP2vIw2XpD6R61eunx1nlzUV-cLUalJEA2lhZcbvazWq_zbMFUbUrycUuomYD8-cheI0/s1600-h/P1050612.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjQNxwsYQqkGOoHtW2hcpeSbANQ3DYmY_zNNSpZIg5hwSknK_mPBHlKXQno6QqlN5MToc1_pdTSP2vIw2XpD6R61eunx1nlzUV-cLUalJEA2lhZcbvazWq_zbMFUbUrycUuomYD8-cheI0/s320/P1050612.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500202073744866&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Chertwisi (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ხერთვისი) &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;leży na drodze między Wardzią i Achalcyche (koszt przejazdu 2 lari). Okazała twierdza zlokalizowana była na wysokiej skale, w miejscu gdzie łączą się dwa nurty rzek (nazwa Chertwisi po gruzińsku oznacza właśnie takie miejsce). Jak się okazało, twierdza była „z&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi3R-neFY33Ikkr0YwJaq2GqfQt2J4Jt3zlJ9Dt5kNgp7uEK-bBWPKLb7amrhYDTfSXfQcJp2VPw5p92PD5nFJOhQSgkW4cQe7u-3WSU2IFF-uSUdAAGfeqoK_12N-dzBC53vBTYJH5-oQ/s1600-h/IMG_3896.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi3R-neFY33Ikkr0YwJaq2GqfQt2J4Jt3zlJ9Dt5kNgp7uEK-bBWPKLb7amrhYDTfSXfQcJp2VPw5p92PD5nFJOhQSgkW4cQe7u-3WSU2IFF-uSUdAAGfeqoK_12N-dzBC53vBTYJH5-oQ/s320/IMG_3896.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500770439892898&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;amieszkała” przez grupę studentów i wolontariuszy z Gruzji i Rosji, którzy zajmowali się między innymi jej renowacją. Jeden z nich, Dawid z Władywostoku (tak się przedstawił) oprowadził nas po zamku oraz przedstawił swoim kolegom i koleżankom. Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Pozwolono nam rozbić namioty w murach zamku i korzystać z ciepłej wody w łazience. Zagraliśmy też integracyjny mecz Polska kontra Gruzja w siatkówkę (a raczej w gruzińską odmianę ‘kartofla’). Zostaliśmy zaproszeni również na posiłek.&lt;br /&gt;W murach Chertwisi poznaliśmy Michaela – Miszę, który okazał się być ‘dziedzicem’ tej twierdzy. Chertwisi należało niegdyś do jego przodków. Dzięki Bogu Misza znał bardzo dobrze angielski, więc można było swobodnie porozmawiać (aniżeli męczyć się z naszym łamanym rosyjsko-polskim). Misza okazał się prawdziwą skarbnicą wiedzy nt. historii Gruzji i nie tylko. Zaskakujące było to, że historia jego krewnych i przodków została opisana w czytanych przez nas książkach.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOzz9EhrBdsEhyeEW3mJOgKgGa4z2jBeniieMBntOOIf2Xj42PUmv7mUWpsimxjjX8lhEqsLMp82F8zazMkkjAGOGrOLFO863QNXYr7Z3hvo9ngJO-tpMEGBTuenMrDr7AXVy566lnvKE/s1600-h/IMG_3314.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOzz9EhrBdsEhyeEW3mJOgKgGa4z2jBeniieMBntOOIf2Xj42PUmv7mUWpsimxjjX8lhEqsLMp82F8zazMkkjAGOGrOLFO863QNXYr7Z3hvo9ngJO-tpMEGBTuenMrDr7AXVy566lnvKE/s320/IMG_3314.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500769893489106&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nastała pora wieczornej uczty. Stół nie uginał się co prawda od potraw, ale nie brakowało miejscowego sera, placków, wina oraz chleba. No i oczywiście czaczy. Ta czacza była tak mocna, że po przyłożeniu ognia paliła się jasnoniebieskim płomieniem. Misza opowiedział nam historię Polaka, który niedawno odwiedził Chertwisi i który sądził, że „jest Polakiem i potrafi pić” i tak mocna czacza nic mu nie zrobi…Gdy upił się jak bela, miejscowi powiesili go na belce stropowej za nogi, posmarowali twarz sadzą i zaczęli go okładać drewnianymi kijami. Podobno był to tradycyjny sposób na wytrzeźwienie...&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiiA8zczMc4PZazdDzDgu0Kejm8W3NrgrPkEdRim7r8niPBeqQUMFZF6MEcGkyaPD5xgJAYlr7oMAn-uXw6CWaoa3gHrdN3uoYxAtlrWatnB4TTgIASgisV6ttzTrzVgBufRY8p5nysWbQ/s1600-h/IMG_3910.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiiA8zczMc4PZazdDzDgu0Kejm8W3NrgrPkEdRim7r8niPBeqQUMFZF6MEcGkyaPD5xgJAYlr7oMAn-uXw6CWaoa3gHrdN3uoYxAtlrWatnB4TTgIASgisV6ttzTrzVgBufRY8p5nysWbQ/s320/IMG_3910.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500778021892210&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Podczas wieczerzy byliśmy świadkami jednego z najważniejszych gruzińskich zwyczajów – toastów. W Polsce toasty mają znaczenie jedynie symboliczne, można wypić co najwyżej „za zdrowie” i to wszystko. W Gruzji natomiast jest zupełnie inac&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi4szleUH4YS6B-MXkZre4a_DUmaceoabX-aHoUrnl0enQYkEZHSNNAZD-lEwAj7VB4Sj9JnVx0rJZngOc1amApFgWNiC9e638cdJuj-PnbACwl7JfKU_AZAkx9ngXbxMcowTIRr4-dxm8/s1600-h/IMG_3911.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi4szleUH4YS6B-MXkZre4a_DUmaceoabX-aHoUrnl0enQYkEZHSNNAZD-lEwAj7VB4Sj9JnVx0rJZngOc1amApFgWNiC9e638cdJuj-PnbACwl7JfKU_AZAkx9ngXbxMcowTIRr4-dxm8/s320/IMG_3911.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297500770951403474&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;zej. Toasty wznoszone czaczą są poważne i  mają bardzo duże znaczenie. Gdy się je wypowiada, wszyscy milkną i słuchają głosu &lt;i&gt;tamady. &lt;/i&gt;Wypowiadanie toastu trwa długo i jego treść pochodzi prosto z serca, a nie jest wyuczona z pamięci. Często też teść toastu jest spontanicznie i monotonnie rymowana – podobnie do mnisich chorałów w kościele. Podczas wypowiadania toastu za zdrowie matek, które nas urodziły i wychowały, miejscowy góral aż miał łzy w oczach. Nie zabrakło też paru toastów na naszą cześć – cieszono się z naszego przybycia i życzono udanego pobytu i szczęśliwego powrotu do domu. Dla tego momentu warto było przyjechać do Gruzji. &lt;/div&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 1.25cm; margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/3387948005802175363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/3387948005802175363' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/3387948005802175363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/3387948005802175363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/17-ty-dzien-podrozy-czyli-zamek.html' title='17-ty dzień podróży, czyli zamek, harcerze i dziedzic Misza'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9LZUQpNzJs0S2U2EhDHAXIWuugldx3DK_6xPMB-CXbRRtVzEENvdZq3OfJcgdhhg1nqJcl_af8p8fe78SZuiVwNk-ijyxyxB2PG0NG3VETx5qcpow0unRjPvf2tK4HdqjtsxWwVdk4CA/s72-c/IMG_3258.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-8829847515690482379</id><published>2009-01-30T18:12:00.012+01:00</published><updated>2009-01-30T18:58:01.724+01:00</updated><title type='text'>16-ty dzień podróży, czyli w Skalnym Goradzie</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvv0GiqxWFQbrwX5cRcxUt3XLuhpyz3b5GqH2TB5ccjNpunJewiT3BZ6tfSnchxWeXD0jR46ahMtoNAkstMhtAlRxesBqYKEostflUAsZ900tE0zGiIGWe1oqFTcESyNimpss1TwThLg0/s1600-h/P1050533.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvv0GiqxWFQbrwX5cRcxUt3XLuhpyz3b5GqH2TB5ccjNpunJewiT3BZ6tfSnchxWeXD0jR46ahMtoNAkstMhtAlRxesBqYKEostflUAsZ900tE0zGiIGWe1oqFTcESyNimpss1TwThLg0/s320/P1050533.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297138390939918914&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Dziś w planach m.in. zwiedzanie skalnego miasta. Najpierw wypadało by jednak coś &lt;i&gt;zawtrakać, &lt;/i&gt;czyli po prostu zjeść śniadanie. W restauracji w której kupowaliśmy wczoraj pierogi zamówiliśmy ogromną jajecznicę i kilka chaczapuri. Ku naszemu zdziwieniu, pani odmówiła nam wydania chinkali, gdyż było to danie ponoć nieodpowiednie na tą porę dnia (ceny: kawa,herbata 1 lari, chaczapuri 3lari, 1 jajko do jajecznicy (pieriemłane jajca) 1 lari – drogo).&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj7v2tHuKFcGxbvhq-zwgOW_Tmp8uLfsgy08FPsi-ndDC0LJTTC4zs_U4BYpP5OAWzherWW3_xAvtCvqa2OlWjXkTboybIn4veJkB2YcOSs82sW_q4Cf9qNqfM6aDiXnIcnG3pIG4QZkYU/s1600-h/IMG_3818.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj7v2tHuKFcGxbvhq-zwgOW_Tmp8uLfsgy08FPsi-ndDC0LJTTC4zs_U4BYpP5OAWzherWW3_xAvtCvqa2OlWjXkTboybIn4veJkB2YcOSs82sW_q4Cf9qNqfM6aDiXnIcnG3pIG4QZkYU/s320/IMG_3818.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297147520931370850&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Najedzeni i uzbrojeni w aparaty fotograficzne, udaliśmy się w kierunku skalnego &lt;i&gt;goradu&lt;/i&gt;. Cena za wstęp to 6 lari. Miasto jest pokaźnych rozmiarów, a i tak udostępniona zwiedzającym jest tylko jego mała część. Większość miasta została zniszczona w wyniku trzęsień ziemi i wrogich mongolskich najazdów. W mieście znajduje się przeszło 300 wydrążonych w skale komnat i pieczar. W ich wnętrzu na ścianach znajdują się półki oraz inne wgłębienia, panuje też bardzo przyjemny chłód. Korytarze i schody zapewniające komunikacje między poszczególnymi kondygnacjami i jaskiniami biegną na zewnątrz, kilkadziesiąt metrów nad ziemią. W mieście znajduje się także monastyr, którym opiekuje się garstka miejscowych mnichów. Jedną z największych atrakcji miasta okazały się długie tunele łączące pomieszczenia klasztorne. Wykute w skale, wąskie i niskie, skryte były w absolutnej ciemności. Przebycie tych korytarzy bez latarki po omacku było nie lada przeżyciem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgU99a6uWQJnKRV9fRdcwsoyiFyD1Fq2xVfmqeU4Y01ynNRP_hOCyZc5wrGyKOCy2BoWlFCXlGsYVXHtFTxo9sQlyVdfX33xY26yPsAmqL0hlgcHt6vN2gBKzDMN6ozZTMqt658jCIK2CA/s1600-h/P1050535.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgU99a6uWQJnKRV9fRdcwsoyiFyD1Fq2xVfmqeU4Y01ynNRP_hOCyZc5wrGyKOCy2BoWlFCXlGsYVXHtFTxo9sQlyVdfX33xY26yPsAmqL0hlgcHt6vN2gBKzDMN6ozZTMqt658jCIK2CA/s320/P1050535.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297145757266228418&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Na zwiedzaniu miasta zeszło nam koło 2h. Mieliśmy jeszcze do końca dnia sporo czasu, wyruszyliśmy więc na przechadzkę w dół rzeki w kierunku twierdz&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHVq95Y8TNO-4iWSl_G9fkQTzAEZVxoAPcEJLG2KTlr5WEDjlX-krKe7bvPlUuIsBprtkxVq74rshbC8TrCmGT1eKYB1p1wmI3FiQKsFQGla4UnR3NKal9cmjpN1c0I8gvvoLGc_Ix7FA/s1600-h/P7303602.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 239px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHVq95Y8TNO-4iWSl_G9fkQTzAEZVxoAPcEJLG2KTlr5WEDjlX-krKe7bvPlUuIsBprtkxVq74rshbC8TrCmGT1eKYB1p1wmI3FiQKsFQGla4UnR3NKal9cmjpN1c0I8gvvoLGc_Ix7FA/s320/P7303602.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297138392628974834&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;y Tmogvi (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;თმოგვი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;), której ruiny mogliśmy podziwiać jadąc tutaj marszrutką. Do twierdzy było jakieś 5km. Oczywiście po pewnym czasie zboczyliśmy ze szlaku i szliśmy do Tmogvi własnymi ścieżkami, poprzez szczyty skalnych wzgórz.&lt;br /&gt;Na trasie spotkaliśmy zaganiającego właśnie spore ilości bydła pasterza. Otario, mimo że był to stary i niezbyt majętny człowiek, ugościł nas tym co miał – poczęstował nas płaskim gruzińskim chlebem (puri - &lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;ფური&lt;/span&gt;), ogórkami oraz dziwnym słonym włóknistym serem. Nie mogło się też obyć rzecz jasna bez kropelki czaczy.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgXDF-SrOcXtY5AH-4SahdoT_6ySBTvvh8X9QXvbwS7aGGowFoJeKvGc44mueDP85i3JKyUnbfjjGBOVvCkfBtG0yc4lOhRAN9w3jAoO_2ZboFqvBh9jypq7tRJyFr4rsDTAK7mCpUDaIQ/s1600-h/IMG_3232.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgXDF-SrOcXtY5AH-4SahdoT_6ySBTvvh8X9QXvbwS7aGGowFoJeKvGc44mueDP85i3JKyUnbfjjGBOVvCkfBtG0yc4lOhRAN9w3jAoO_2ZboFqvBh9jypq7tRJyFr4rsDTAK7mCpUDaIQ/s320/IMG_3232.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297141303495331250&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po jakimś czasie ruszyliśmy dalej zdobywać twierdzę. Prowadziła do niej długa i dość stroma ścieżka, usiana kamieniami oraz suchą trawą, która niemiłośniernie wbijała się w nogi i kaleczyła stopy. Po chwili zwykłe podchodzenie przerodziło się w rasową wspinaczkę po kamiennych, niemalże pionowych murach twierdzy. Trzeba było łapać się rękami skał i uważnie stawiać stopy na obluzowane kamienie, starając się w miarę możliwości nie spaść w przepaść. Obrana przez nas droga ‘na skróty’ okazała się trudniejsza niż sądziliśmy. W oddali widzie&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqmAy7dtgJcrExuy7tPgYg-zfvUoS-38rIkqS0LZPuDm4oQZeE9hLyYV-WdiSaETrUOd0t0Oox46HPO0bsQtSLo8mheqtzcG0jscZN3ff7JfLE5fCEXbjl3oMzUHqwl9IFHp-bTU0mfQA/s1600-h/P1050604.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqmAy7dtgJcrExuy7tPgYg-zfvUoS-38rIkqS0LZPuDm4oQZeE9hLyYV-WdiSaETrUOd0t0Oox46HPO0bsQtSLo8mheqtzcG0jscZN3ff7JfLE5fCEXbjl3oMzUHqwl9IFHp-bTU0mfQA/s320/P1050604.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297139114838600466&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;liśmy szlak z nieco łagodniejszym podejściem, ale już nie było sensu zawracać, więc parliśmy do przodu.&lt;br /&gt;Trudy wspinaczki z nadwyżką rekompensowały widoki. Położenie twierdzy na szczycie wysokiego wzgórza zapewniało wspaniały widok na dolinę rzeki Kura oraz resztę okolicy Wardzii. Dolina wyrzeźbiona przez rzekę z niemal pionowymi ścianami skalnymi przypominała miejscami mały kanion w Kolorado. Choć twierdza sama twierdza Tmogvi to już kompletna ruina i tylko gdzieniegdzie widać ocalałe kawałki murów i leżące bez ładu cegły, to mimo wszystko warto tutaj się wybrać aby podziwiać krajobraz.&lt;br /&gt;Z zejściem postanowiliśmy już nie ryzykować i obraliśmy łagodną drogę zgodnie z oznaczeniem szlaku. Gdy z oddali ujrzeliśmy strome mury, po których nieświadomi niebezpieczeństwa się wspinaliśmy, aż ciarki przechodziły po plecach.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhk-TVwxlA-_qxkWsKaUbDMvy1BQLDM-TlwjFHKtfHtrjACKFq8q9dGKmL7UWiw66wC-lVc7r2ydfjUJntmpHleu6cHXKCpovb1PyPrintu42VzrkvkOsbfNop4TJoq6-MNqzgHQucKstY/s1600-h/P1050577.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhk-TVwxlA-_qxkWsKaUbDMvy1BQLDM-TlwjFHKtfHtrjACKFq8q9dGKmL7UWiw66wC-lVc7r2ydfjUJntmpHleu6cHXKCpovb1PyPrintu42VzrkvkOsbfNop4TJoq6-MNqzgHQucKstY/s320/P1050577.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297139112352608546&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po powrocie do obozowiska wyposażyliśmy się w ręczniki aby zażyć kąpieli w źródłach termalnych, o których wyczytaliśmy w Internecie. Najpierw jednak wizyta w znajomej restauracji i kolacja. &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjI1p_6FKh7ADW2fEssQnVDqoNjtyuanLYx7MLaCbUZopu8aFV0D1xhdMGCit8eebJwbng-IMeu3yjYNWSxbNvmrgDovxC1dDOWt03esOJ7rffi3-nx73muJsIVqK33LkF8VpXrV23jUQ0/s1600-h/P1050592.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjI1p_6FKh7ADW2fEssQnVDqoNjtyuanLYx7MLaCbUZopu8aFV0D1xhdMGCit8eebJwbng-IMeu3yjYNWSxbNvmrgDovxC1dDOWt03esOJ7rffi3-nx73muJsIVqK33LkF8VpXrV23jUQ0/s320/P1050592.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297139115070152242&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Spotkaliśmy też kolejną grupę turystów z Polski – dopiero co odjechała jedna grupa, a już przyjeżdżają następni (w Wardzii spotkaliśmy łącznie 4-5 ekip z Polski). Wymieniliśmy się wrażeniami z podróży, poradami oraz ciekawostkami dotyczącymi planowanych do odwiedzenia przez nas miejsc (m.in. region Kazbegi).&lt;br /&gt;Po kolacji był już późny wieczór, a my jeszcze pragnęliśmy znaleźć te gorące źródła. Polacy powiedzieli nam, że znajdujące się obok źródełko to nic specjalnego, jest brudne i śmierdzi siarką, jednak od lokalnych mieszkańców dostaliśmy namiar na inne. Wyszliśmy spory kawałek za miasto. Z boku zauważyliśmy kilku młodzieńców stojących przy samochodach, postanowiliśmy podejść i zaciągnąć języka. Jeden z Gruzinów (który chwalił się, że pochodzi z samej Moskwy) miał akurat urodziny. Gdy spytaliśmy się, gdzie można znaleźć źródło gorącej wody, zaproponował nam…kąpiel w wannie za 2 lari od osoby. &lt;/div&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 1.25cm; margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;   &lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/8829847515690482379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/8829847515690482379' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8829847515690482379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8829847515690482379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/16-ty-dzien-podrozy-czyli-w-skalnym.html' title='16-ty dzień podróży, czyli w Skalnym Goradzie'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvv0GiqxWFQbrwX5cRcxUt3XLuhpyz3b5GqH2TB5ccjNpunJewiT3BZ6tfSnchxWeXD0jR46ahMtoNAkstMhtAlRxesBqYKEostflUAsZ900tE0zGiIGWe1oqFTcESyNimpss1TwThLg0/s72-c/P1050533.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-1914035868720648860</id><published>2009-01-29T19:46:00.015+01:00</published><updated>2009-01-29T20:20:51.592+01:00</updated><title type='text'>15-ty dzień podróży, czyli ruszamy na południe</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhOcytCrHwoLLeSfAHtRg1AS77ndphktNwj91s1jWdaq1trnpt7CPYKIKU9l2DANh8jUoJmAeki3WtIQ6SnTpy5ug1VNFdunh0nPXK3MPxjOdn1iwps8rfUTlVV4MKXwvezxxKJmGBTeJU/s1600-h/IMG_3067.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhOcytCrHwoLLeSfAHtRg1AS77ndphktNwj91s1jWdaq1trnpt7CPYKIKU9l2DANh8jUoJmAeki3WtIQ6SnTpy5ug1VNFdunh0nPXK3MPxjOdn1iwps8rfUTlVV4MKXwvezxxKJmGBTeJU/s320/IMG_3067.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296791365568073970&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Dowiedzieliśmy się od zarządcy hotelu, że pociąg do Achalcyche odjeżdża dopiero o 15 po południu, mieliśmy więc sporo czasu rano aby spokojnie zjeść śniadanie. Stacja kolejowa oddalona była o 4km od wioski. Po wczorajszych trudach byliśmy strasznie połamani, w &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhGorEPEZKh8pa_TAegs5KS27uRSV5kpO3bRJN6jwUi8hRd77wzebPvgD47r6fIW1esLbZWXsdEaWwqutDBZniw9j6tWl3Dc7SEgiLLYF5Q65f6bd0yPaM-gMHjW3N3RPGi0tb7fkUmSJA/s1600-h/IMG_3757.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhGorEPEZKh8pa_TAegs5KS27uRSV5kpO3bRJN6jwUi8hRd77wzebPvgD47r6fIW1esLbZWXsdEaWwqutDBZniw9j6tWl3Dc7SEgiLLYF5Q65f6bd0yPaM-gMHjW3N3RPGi0tb7fkUmSJA/s320/IMG_3757.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296791427937770194&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;mięśniach porobiły się zakwasy. Mimo to, odcinek przebyliśmy bardzo szybko. Niestety nie było bezpośredniego połączenia do Achalcyche. Należało najpierw udać się do Chaszuri, gdzie krzyżują się magistrale kolejowe i wsiąść w inny pociąg. Ceny biletów kolejowych w Gruzji są bardzo niskie – za 30km odcinek do Chaszuri zapłaciliśmy po 1 lari. Jednak przeciwwagą dla niskich cen pociągów jest ich sporadyczna liczba – ledwie dwa pociągi na dzień (na głównej trasie Kutaisi-Tbilisi). Nie wszędzie można też dojechać koleją. W tym przewagę mają marszrutki – można pojechać zawsze i wszędzie, ale cena też jest odpowiednio wyższa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEis1ikcu0Ff33wSZ_Gxjx0VExMVjnkof5MnYiR6V3pYawSqrdG8-OGO4no-lSzeQT7hYF88h-vb8TIVuS_eH7WYmCmBxePbObd7kOt-U2H0yuervruOTH-1VFC_PXBZRYw_4Q9X8Qy5vfg/s1600-h/P1050499.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEis1ikcu0Ff33wSZ_Gxjx0VExMVjnkof5MnYiR6V3pYawSqrdG8-OGO4no-lSzeQT7hYF88h-vb8TIVuS_eH7WYmCmBxePbObd7kOt-U2H0yuervruOTH-1VFC_PXBZRYw_4Q9X8Qy5vfg/s320/P1050499.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296791859777519218&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Warunki w pociągu bardzo dobre. Czysto, schludnie, wygodne miękkie siedzenia. W Chaszuri jednak czekało nas rozczarowanie. Następny pociąg do Achalcyche dopiero o godzinie 23, tj. za 8 godzin. Cena 2 lari. Mając do wyboru bezczynne czekanie w jakimś gruzińskim Tczewie do wieczora i przybycie do Achalcyche w środku nocy, decydujemy się na marszrutkę. Oczywiście od razu po wyjściu z budynku dworca przyczepił się jakiś kierowca. Zaproponowana przez niego cena wydawała nam się nieco wygórowana – 10 lari od osoby do Achalcyche i 20 lari do Wardzii, gdzie docelowo zmierzaliśmy. Chcieliśmy jeszcze popytać się innych kierowców o ich ceny do Wardzii, ale „Gruby” umiał dbać o swoje interesy – podchodził za nami do swoich kolegów marszrutkarzy i mówił coś do nich po gruzińsku, w wyniku czego inni kierowcy albo nie chcieli nam podać ceny albo podawali jeszcze większą niż 20 lari.  Widocznie panuje tu taki zwyczaj, że kto pierwszy upatrzy klienta, to należy on do niego.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgExZogSetiy4vhl4Xb8f20Dmsoku1Nz5G-rAmTvSDVeHmLGeOeRYt_7D9nauNARG0xgAsCiuQ3lmy4FHpzybQPzBXGCSaaQl8Fkb4QGxVHvGvQjLxT_laFNDXj1uv-8hZVCbJmlH71kkk/s1600-h/IMG_3070-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgExZogSetiy4vhl4Xb8f20Dmsoku1Nz5G-rAmTvSDVeHmLGeOeRYt_7D9nauNARG0xgAsCiuQ3lmy4FHpzybQPzBXGCSaaQl8Fkb4QGxVHvGvQjLxT_laFNDXj1uv-8hZVCbJmlH71kkk/s320/IMG_3070-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296791442376660178&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Gruby denerwował się, że nie chcemy z nim jechać, wg niego 20 lari to była &lt;i&gt;charosza&lt;/i&gt; &lt;i&gt;suma&lt;/i&gt;. Zjedliśmy jeszcze obiad w przydworcowej kafejce (blińczyki – rodzaj gruzińskich ‘sajgonek’, smażonych w głębokim tłuszczu za 0,30lari/szt.) i załadowaliśmy się do transita grubego &lt;i&gt;Coco&lt;/i&gt;. Ponieważ było nas tylko osiem osób, &lt;i&gt;Coco&lt;/i&gt; jeździł jeszcze po mieście i próbował zgarnąć dodatkowych pasażerów. Nie za bardzo mu się to udawało, więć wkrótce ruszyliśmy w drogę. Przejeżdżając przez Achalcyche zobaczyliśmy obdrapane i walące się wielkie bloki z płyty – pamiątki z czasów komunizmu. Miasto, podobnie jak Kutaisi, nie było zbyt ładne. Po wyjechaniu z miasta krajobraz uległ diametralnej zmianie. Jechaliśmy doliną, w dole rwąca rzeka, a po bokach coraz większe i większe góry. Zrobiło to na nas ogromne wrażenie. Z jednej strony podziwialiśmy piękne górskie widoki, zrujnowane starożytne skalne twierdze i warownie, a drugiej strony patrzyliśmy uważnie na drogę, gdyż &lt;i&gt;Coco&lt;/i&gt;, jak przystało na&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrREUYbUpNXuIt6iRt2DDB9f5cfk4drG9yf85-5f3jci8aHid19-J-cGrDjIRdQOcQUn1HBeB8cmLAQEWWMY0nsrUTsXKaa_P9-6dUYUb9PW9YVniv2bbmjEGrLsxtsXNzxy2CZ4iAbNk/s1600-h/IMG_3167-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrREUYbUpNXuIt6iRt2DDB9f5cfk4drG9yf85-5f3jci8aHid19-J-cGrDjIRdQOcQUn1HBeB8cmLAQEWWMY0nsrUTsXKaa_P9-6dUYUb9PW9YVniv2bbmjEGrLsxtsXNzxy2CZ4iAbNk/s320/IMG_3167-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296791853282155730&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; gruzińskiego kierowcę marszrutki, wyprzedzał na zakrętach przy słabej widoczności i dziurawej nawierzchni. Gdy na granicy przyczepności ścinał zakręt nad przepaścią, zamurowało nas, gdy w dole zobaczyliśmy wrak samochodu…&lt;br /&gt;Po jakichś 2h dojechaliśmy w końcu do Wardzii. Wardzia (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ვარძია)&lt;/b&gt;&lt;/span&gt; jest niewielką wioską słynącą z monumentalnego skalnego miasta. Wygląda ono niesamowicie. Niezliczone ilości jaskiń, jam, tuneli, korytarzy. Wszystko wykute i wydrążone w litej skale na niemalże pionowym zboczu góry kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Rozliczając się z Grubym przyznaliśmy mu rację co do tych 20 lari. Droga była bardzo &lt;i&gt;ploha&lt;/i&gt; i trudna, a poza tym doświadczyliśmy pięknych widoków.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi9fHWLAqb6TJoatUilVlrDvF_SN5uWvDmTLI-vbZ2vmBgkgxfGzaPJJiApnyTa-ITRh1BQnQohayYTTOBbOKnONw2yEtakmN_-aqiccz7yMuX144leCRlIJ6_x0bkQGHNpQHTYexEs_aw/s1600-h/IMG_3113.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi9fHWLAqb6TJoatUilVlrDvF_SN5uWvDmTLI-vbZ2vmBgkgxfGzaPJJiApnyTa-ITRh1BQnQohayYTTOBbOKnONw2yEtakmN_-aqiccz7yMuX144leCRlIJ6_x0bkQGHNpQHTYexEs_aw/s320/IMG_3113.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296791456513372402&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Będąc już w Wardzii postanowiliśmy sprawdzić nasz kontakt z Batumi. Ukazaliśmy „list żelazny” od Mirzy lokalnemu Gruzinowi z zamiarem przetłumaczenia tych fikuśnych szlaczków na ‘nasze’ (czyli na rosyjski, angielskiego tutaj nikt nie zna) i wskazania miejsca zamieszkania jego przyjaciół (Mirzy). Niestety mieszkali oni spory kawałek od Wardzii, około 12km. Jeszcze zobaczymy, ale chyba sobie darujemy…&lt;br /&gt;Przyszedł czas na znalezienie noclegu. Mogliśmy wybrać zakwaterowanie w jakimś hotelu czy prywatnej kwaterze, jednak zdecydowaliśmy się na lepszą opcję. Rozbiliśmy się z namiotami na polanie w pobliżu rzeki, tuż pod podnóżem skalnego miasta. &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhFlgMQ6jIcJRQlzyMsswKEqXhAXdMt6Cb2JgueWlob7XG0IdM6saMeqcZgOpDhw6kbrW_bvYJA8yKQ_FDbvTbPFJmVgGn9RwKLM9iVUQ_zhG43wiN-4wv5g65RRmS50GpFDWgU_k72wJg/s1600-h/P1050491.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhFlgMQ6jIcJRQlzyMsswKEqXhAXdMt6Cb2JgueWlob7XG0IdM6saMeqcZgOpDhw6kbrW_bvYJA8yKQ_FDbvTbPFJmVgGn9RwKLM9iVUQ_zhG43wiN-4wv5g65RRmS50GpFDWgU_k72wJg/s320/P1050491.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296791870091547458&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Tak niesamowitego miejsca na nocleg próżno by szukać gdzie indziej. W Gruzji można rozbijać się praktycznie wszędzie i nikt nie robi specjalnych problemów. Podczas gdy jedna drużyna rozstawiała namioty, druga udała się do wioski z zamiarem kupienia czegoś do jedzenia. Wrócili po dobrej godzinie, niosąc na rękach wielką tacę z &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;chinkali&lt;/span&gt; – wielkimi mięsnymi pierogami, oraz kilkoma butelkami domowego wina. Pysznie.&lt;br /&gt;Wspólną decyzją postanawiamy, iż zostaniemy w Wardzii trochę dłużej. Oprócz samego skalnego miasta, wokół Wardzii znajduje się wiele innych atrakcji i ciekawych zabytków i miejsc wartych odwiedzenia.&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/1914035868720648860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/1914035868720648860' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/1914035868720648860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/1914035868720648860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/15-ty-dzien-podrozy-czyli.html' title='15-ty dzień podróży, czyli ruszamy na południe'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhOcytCrHwoLLeSfAHtRg1AS77ndphktNwj91s1jWdaq1trnpt7CPYKIKU9l2DANh8jUoJmAeki3WtIQ6SnTpy5ug1VNFdunh0nPXK3MPxjOdn1iwps8rfUTlVV4MKXwvezxxKJmGBTeJU/s72-c/IMG_3067.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-895615062423648514</id><published>2009-01-28T22:09:00.015+01:00</published><updated>2009-01-28T23:31:09.181+01:00</updated><title type='text'>14-ty dzień podróży, czyli Nasz Zbawiciel Soso</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjUGhGBxxKkLXwRGX_omhrnvyLFqlZNw03XNMi08qicInfN8Ya1SAOktDVVNV9xPFgpA_5vIhOtoWsQNsdTL1a59o2zI_MIqSzpSJPpVE8-Jkznj75764taSNeXEwaYBB4XKCLlVu8uRD4/s1600-h/IMG_3060.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjUGhGBxxKkLXwRGX_omhrnvyLFqlZNw03XNMi08qicInfN8Ya1SAOktDVVNV9xPFgpA_5vIhOtoWsQNsdTL1a59o2zI_MIqSzpSJPpVE8-Jkznj75764taSNeXEwaYBB4XKCLlVu8uRD4/s320/IMG_3060.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296464333644637234&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Dzisiejszego dnia czekać nas miała 6,5 godzinna wędrówka. Najpierw szlakiem nr 1, później mieliśmy dojść do rozwidlenia i dalej iść innym szlakiem. Na szczęście czekało nas głównie schodzenie, choć pierwszy odcinek zaczynający się u stóp schroniska nie napawał optymizmem. Dobre kilkadziesiąt metrów ostrego i stromego podejścia, największego jak do tej pory. Chatę opuściliśmy koło 11. Podejście pokonaliśmy bez większych problemów – po wczorajszym byliśmy już zaprawieni w boju. Kontynuując wędrówkę szlakiem Nikolowa Romanowa dotarliśmy do stóp wzgórza. Na tej wysokości nie było już drzew, tylko sama zielona trawa. Szczyt było dobrze widać spod schroniska – dopatrzyliśmy nawet pasących się koni.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjr5qOORgyPd-Olag9tLQ0ZHYyl-0zERRetSP7NUxBHfAcoB7d6w0sD-gSxjj-OYpNvGXYn8mNB0FweYdqpwk6WsmHBPDHXGsbj78Y1qaxBPkwNp4095L_h8eogXcP6zGVF0ugtL2U7VdM/s1600-h/IMG_3763.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjr5qOORgyPd-Olag9tLQ0ZHYyl-0zERRetSP7NUxBHfAcoB7d6w0sD-gSxjj-OYpNvGXYn8mNB0FweYdqpwk6WsmHBPDHXGsbj78Y1qaxBPkwNp4095L_h8eogXcP6zGVF0ugtL2U7VdM/s320/IMG_3763.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296464346450747154&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szliśmy coraz wyżej i wyżej. Dotarliśmy nawet do poziomu chmur. Zimna i wilgotna mgiełka była bardzo orzeźwiająca i przez do bardzo zmniejszała trudy wędrówki. Kierując się ku szczytowi wzgórza, chmury i mgła stawały się coraz gęstsze. Spływały one w dół ze stoku z duża prędkością prosto w nasze oczy. Widoczność ograniczyła się do zaledwie 10-ciu metrów. Na naszych ubraniach i włosach zaczęły osadzać się miniaturowe kropelki wody, które wyglądały jak lodowa szadź. Zaczęło się też robić zimniej. Znajdowaliśmy się na wysokości ponad 2000m n.p.m. Z powodu ograniczonej widoczności nie za bardzo widzieliśmy oznaczenia szlaku – kierowaliśmy się więc nieco na instynkt oraz na azymut wg (nawiasem mówiąc dość powierzchownej) mapy z przewodnika.&lt;br /&gt;Na szczycie naszym oczom ukazał się niewielki budynek. Był to niewielki kościółek, w środku znajdował się miniaturowy ołtarz i mnóstwo obrazków świętych, w tym obraz przedstawiający Świętą Iverię i „Drzewo Życia”. Skorzystaliśmy z okazji i wykorzystaliśmy bezpieczne mury kościółka jako schronienie i miejsce na krótki odpoczynek.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh2Aqubn5IOz5audx_fvMs42Qfa82GnjkWEJ4JymInFcQtMF6eRaIDeVsHWxlj2FpfXLqzPrBs8hahDzV5NL6mgu1zs_cCbLB25C1sSI9HkrGAm7CI2h4WK0_LR2fxl9kCGaFbYAXWgWqA/s1600-h/P1050456.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh2Aqubn5IOz5audx_fvMs42Qfa82GnjkWEJ4JymInFcQtMF6eRaIDeVsHWxlj2FpfXLqzPrBs8hahDzV5NL6mgu1zs_cCbLB25C1sSI9HkrGAm7CI2h4WK0_LR2fxl9kCGaFbYAXWgWqA/s320/P1050456.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296464335234694818&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ruszyliśmy dalej. Po chwili marszu we mgle na naszej drodze stanął pewien człowiek. Co on tu robił na takim odludziu na szczycie góry? Był to pasterz, który pilnował bydło i konie które mijaliśmy idąc tutaj. Zapytawszy o drogę w kierunku wioski Marielisi, pasterz wskazał nam odpowiedni kierunek. Idąc drogą na Marielisi liczyliśmy że prędzej czy później trafimy na rozwidlenie szlaków. Jednak nie było nam to dane…&lt;br /&gt;Zaczęliśmy schodzić z wysokich wzgórz. Po drugiej stronie góry zstępujące i pędzące chmury już tak nie doskwierały i nieco poprawiła się widoczność (50m). Szliśmy chwilę nad bezkresnym urwiskiem, po czym wkroczyliśmy do lasu. Stare i powykręcane korzenie i konary drzew były całe pokryte mchem oraz porostami. Soczyście zielone krzewy i wilgotne od deszczu liście przypominały raczej amazońską dżunglę aniżeli górski las. Całość zatopiona była w szarej, rzadkiej mgle. Wędr&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrxwH0r5P1rqeyOpn7Rw-Z9pmu3KxO_qgnaylgfweFJmzP088AdwDgaX2hYbvU-n9mtl78_e9pEesjLJvbL6zSTmhaO-bhjvjRKW9axSr-dlsAOLlvHMiUcQMwyRRSbaBHt15wS6WH5QY/s1600-h/P1050459.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrxwH0r5P1rqeyOpn7Rw-Z9pmu3KxO_qgnaylgfweFJmzP088AdwDgaX2hYbvU-n9mtl78_e9pEesjLJvbL6zSTmhaO-bhjvjRKW9axSr-dlsAOLlvHMiUcQMwyRRSbaBHt15wS6WH5QY/s320/P1050459.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296459542485957634&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ówka przez ten mroczny, gęsty las sprawiała niesamowite wrażenie. Podłoże po którym przyszło nam iść było bardzo błotniste i grząskie. Trzeba było bardzo rozważnie stawiać kroki, szukać odpowiedniej drogi, wyszukiwać bezpiecznie przejścia, , chwytać się gałęzi dla równowagi. Jeden fałszywy krok, źle postawiona noga i but zapadał się w błocie. Idąc cały czas w dół, przedzierając się przez podmokły, ciemny las, walczyliśmy z zimnem i błotem. Klimat tej wędrówki był jakby nie z tej ziemi.&lt;br /&gt;Jednakże po paru godzinach takiej przeprawy byliśmy już bardzo zmęczeni. Mimo rozważnie stawianych kroków, nasze buty całe były umorusane w błocie i mokre. Już od pewnego momentu nie obchodziło nas gdzie stąpamy, tylko parliśmy do przodu przez kałuże błota i wody. Nie wiedzieliśmy nawet, czy idziemy dobrą drogą - szlak nie był wcale oznaczony. Krocząc i przedzierając się przez błotniste, zdradliwe ścieżki, zaczęliśmy powoli powątpiewać w słuszność obranej drogi. Rozwidlenia szlaków, którego tak wypatrywaliśmy, nie było.&lt;br /&gt;Po jakimś czasie wyszliśmy na  odsłoniętą od drzew polanę. Z boku, pod starym drzewem,  znajdował się grób. Na kamiennym nagrobku widniał portret zmarłego, wyryte było również imię : &lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;როსარინ&lt;/span&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi-WCP2LrHSi-rwvKsvci77nkJqo8UBbXiPmdmkkUSiZHZjICq-d-2p6eHCUO5m6sPf1ragbxjSe2kkJwaD-Dwjwfz_tgOBzQdQoRn7_M2rGXYS18BJbzRNrJuF4n75a8yNNkkwBZ_Zixo/s1600-h/P1050460.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi-WCP2LrHSi-rwvKsvci77nkJqo8UBbXiPmdmkkUSiZHZjICq-d-2p6eHCUO5m6sPf1ragbxjSe2kkJwaD-Dwjwfz_tgOBzQdQoRn7_M2rGXYS18BJbzRNrJuF4n75a8yNNkkwBZ_Zixo/s320/P1050460.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296459546684389730&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; (Rosarin). Obok nagrobka stała na wpół pełna butelka z jakąś przezroczystą cieczą oraz &lt;i&gt;stakan. &lt;/i&gt;Jak się okazało, była to czacza. Została najprawdopodobniej tu zostawiona, aby każdy wędrowiec przechodzący koło miejsca pochówku Rosarina mógł wypić za pokój jego duszy. Tak też uczyniliśmy, licząc, że duch Rosarina pomoże nam obrać właściwą drogę przez gęsty las.&lt;br /&gt;Byliśmy już bardzo zmęczeni i zrezygnowani. W marszu byliśmy już od dobrych paru godzin a droga nieustannie prowadziła w dół. Z czasem weszliśmy na kamienisty szlak jakiegoś starego górskiego potoku. Wąski korytarz, w około okalały był przez krzewy i gałęzie, a pod nogami strumień, śliskie skały, luźne kamienie i błoto. Dużo błota. Utrata równowagi i upadek był tylko kwestią czasu...&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj0fHsVELPmxnx4iAFznDYx1WB8DccSIuTFyPRBKKZkKyPD6nGVtig_SFgXmBeX7OlbPjwAp3g8Rycpzm3JsoNtryC8N3H-Nxl42nA1MN1XaoF3zXt6mUx4_8_DvbZ9GhO2vVhKW4XmEKY/s1600-h/P1050457.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj0fHsVELPmxnx4iAFznDYx1WB8DccSIuTFyPRBKKZkKyPD6nGVtig_SFgXmBeX7OlbPjwAp3g8Rycpzm3JsoNtryC8N3H-Nxl42nA1MN1XaoF3zXt6mUx4_8_DvbZ9GhO2vVhKW4XmEKY/s320/P1050457.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296464345981311810&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Gdy strudzeni szliśmy tym kamienistym korytarzem, nastąpiło niespodziewane spotkanie. Czyżby duch Rosarina przysłał nam pomoc? Ni stąd ni zowąd, przed nami stanęło trzech mężczyzn. Uzbrojeni w karabiny, siedzieli na kucykach i prowadzili ze sobą jeszcze dwa małe źrebaki. Widocznie przeprowadzali konie przez park. Gdy spytaliśmy ich o drogę i o rozwidlenie, ich odpowiedź wprawiła nas w zdumienie. Znajdowaliśmy się daleko poza szlakiem, w miejscu nie zaznaczonym na żadnej mapie. A więc zgubiliśmy się! Musiało to nastąpić już na samym początku, gdy w gęstych chmurach przy małej widoczności podchodziliśmy pod wzgórze i obchodziliśmy szczyt. Teraz mieliśmy dwa wyjścia – albo zawrócić, albo kontynuować schodzenie, udając się w kierunku wioski Marielisi. Według spotkanych ‘rangerów’, do wioski było aż 25km…&lt;br /&gt;Nie mieliśmy zbytnio wyboru. Albo zawrócić i spróbować odnaleźć szlak i spać nie wiadomo gdzie, albo iść w dół do wioski. Postanowiliśmy iść w dół. Jeden z jeźdźców , imieniem Soso, widząc naszą trudną sytuację, postanowił nam pomóc. Przełożył część naszych plecaków na swojego konia, odciążając tym część naszej ekipy. Soso powiedział, że &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEioPYzYtXiTEYgF3naWv7xymm-nQs20DjUhMnSiTYYWjGzQibOLmEGcWdSzmkQBLZRtp-6n4fghskwcdIRmzSUtXng2VV5yU5-uXfUIe5ZSvx_VK1qHguEHbnXskfF-SQIXdks0bKM9p6o/s1600-h/IMG_3045.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEioPYzYtXiTEYgF3naWv7xymm-nQs20DjUhMnSiTYYWjGzQibOLmEGcWdSzmkQBLZRtp-6n4fghskwcdIRmzSUtXng2VV5yU5-uXfUIe5ZSvx_VK1qHguEHbnXskfF-SQIXdks0bKM9p6o/s320/IMG_3045.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296459553895083106&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;odeskortuje nas do najbliższej &lt;i&gt;gastienicy, &lt;/i&gt;czyli hotelu, który miał być oddalony o jedynie 3 km drogi.&lt;br /&gt;Jednak z 3 km zrobiły się 3 godziny. Droga była bardzo trudna i wymagająca. Dużo luźnych i obsuwających się kamieni, śliskiego błota, stromo. Schodzenie okazało się znacznie bardziej trudniejsze od wczorajszego podchodzenia pod górę. W podchodzeniu bardziej liczyła się siła i mięśnie, schodzenie natomiast jest bardziej trudniejsze technicznie i obciążające stawy.&lt;br /&gt;Szliśmy tak przez wzgórza, polany, kręte wąwozy, pastwiska, żleby, koryta wyschniętych potoków. Byliśmy już bardzo zmęczeni. W pewnym momencie naszym oczom ukazał się podnoszący na duchu widok – przepiękny pejzaż z potężnymi górami, mniejszymi wzgórzami i pagórkami, wszystko usiane malutkimi wiejskimi domkami. Oto Marielisi. Do schroniska pozostało już niewiele drogi.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNbOzukjW89wlKRzflX5llb4_Uau0FNdFFonxc6iXMfSf4Wgxp-BfpAaMQsoeLivHLaKMYqq-Edz_FuhpFrhDWjbSWgadUEiW1hM9lFs90rXDq9pTqGrlY7X33o2_MBFdmVHZpGWm1Q8k/s1600-h/IMG_3036.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNbOzukjW89wlKRzflX5llb4_Uau0FNdFFonxc6iXMfSf4Wgxp-BfpAaMQsoeLivHLaKMYqq-Edz_FuhpFrhDWjbSWgadUEiW1hM9lFs90rXDq9pTqGrlY7X33o2_MBFdmVHZpGWm1Q8k/s320/IMG_3036.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296459560158018530&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po chwili dotarliśmy do rozwidlenia dróg. Soso oznajmił, iż tutaj nasze drogi niestety rozchodzą się. Pomocny pasterz musiał odstawić źrebaki do sąsiedniej wioski. Żegnając się z Soso, wręczyliśmy mu widokówkę z Gdańska i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Gdyby nie on, do tej pory zapewne błąkalibyśmy się gdzieś poza szlakami w lesie w parku Borżomi.&lt;br /&gt;Do Marielisi zostało już tylko 3km. Gdy ubraliśmy ponownie nasze plecaki, wydawały się one ze dwa razy cięższe. Droga cały czas była bardzo podobna. Wąski, kręty wąwóz prowadzący w dół i sterty kamieni. Na szczęście błoto już się skończyło.&lt;br /&gt;Zapadał już zmrok, a my wciąż byliśmy daleko od znalezienia hotelu. Napotkany człowiek wskazał nam drogę, ale chyba pomylił kierunki i przez to straciliśmy trochę czasu na błądzenie po okolicy po ciemku. Po godzinie &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjZGBgrlkMHGgGxCKHt_YnEQn60LThYm7tCVVibJQ6NLLFyHALMiGIVKZ2Dno1GDnGZPNwL-aUVu7JkzyDEASYBXBU5Y3CCFXNyz1nnCI0lk6ZkCDzbZJc18sZD8F1A6qoNzT_N4qz5LqU/s1600-h/P1050484.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjZGBgrlkMHGgGxCKHt_YnEQn60LThYm7tCVVibJQ6NLLFyHALMiGIVKZ2Dno1GDnGZPNwL-aUVu7JkzyDEASYBXBU5Y3CCFXNyz1nnCI0lk6ZkCDzbZJc18sZD8F1A6qoNzT_N4qz5LqU/s320/P1050484.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296459562335333650&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;znaleźliśmy po drugiej stronie rzeki poszukiwany hotelik. Przemoczeni i zmęczeni, nie marzyliśmy o niczym innym jak o kąpieli i ciepłej strawie. Pukamy do drzwi. W środku ciemno. Zamknięte!&lt;br /&gt;Co robić? Jakimś zrządzeniem losu przechodzący człowiek obiecał poinformować odpowiednie osoby o przybyciu gości. Po chwili &lt;i&gt;gastienica&lt;/i&gt; stała przed nami otworem.&lt;br /&gt;Warunki w środku były bardzo dobre, wręcz luksusowe. Miękkie łóżka, czajnik elektryczny, 2 łazienki z ciepłą wodą. Cena też adekwatna, bo aż 20 lari za osobę. Jednak byliśmy już w takim stanie że cena nas najmniej obchodziła. Ciepły prysznic i miska gorącej zupy to było to na co czekaliśmy.&lt;br /&gt;Nasza przygoda z parkiem Borżomi zakończyła się nieco przedwcześnie. Po dzisiejszej przeprawie mieliśmy jednak dość na jakiś czas trekkingu. &lt;/div&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 1.25cm; margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/895615062423648514/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/895615062423648514' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/895615062423648514'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/895615062423648514'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/14-ty-dzien-podrozy-czyli-z.html' title='14-ty dzień podróży, czyli Nasz Zbawiciel Soso'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjUGhGBxxKkLXwRGX_omhrnvyLFqlZNw03XNMi08qicInfN8Ya1SAOktDVVNV9xPFgpA_5vIhOtoWsQNsdTL1a59o2zI_MIqSzpSJPpVE8-Jkznj75764taSNeXEwaYBB4XKCLlVu8uRD4/s72-c/IMG_3060.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-3286485830892450671</id><published>2009-01-28T19:37:00.013+01:00</published><updated>2009-01-29T20:09:50.737+01:00</updated><title type='text'>13-ty dzień podróży, czyli Mały Kaukaz i nasza pierwsza wspinaczka</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhJeZozoXvDAj805gLuII6p_wjwzghM35t7xlB6fflNWc82NBEjQ6Kd4VxCyiNvjcb7_5FmQCZcF22RiE1VOiWytqvjlHKsMMZ09A3V4jR9aCX-6P7CFdDhTpeCjR7j4BhbqBaUet9veyU/s1600-h/P1050429.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhJeZozoXvDAj805gLuII6p_wjwzghM35t7xlB6fflNWc82NBEjQ6Kd4VxCyiNvjcb7_5FmQCZcF22RiE1VOiWytqvjlHKsMMZ09A3V4jR9aCX-6P7CFdDhTpeCjR7j4BhbqBaUet9veyU/s320/P1050429.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296416607908821746&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Spanie w namiocie gdy nad ranem zaczyna palić słońce nie należy do najprzyjemniejszych. Panujący w namiotach zaduch był nie do wytrzymania. Nie spieszyliśmy się zbytnio z myciem i śniadaniem. Dziś w planach mieliśmy 5-cio godzinn&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3px6C8I8xeDK9bBmyvY33iV_6PR1NkILG0Y9eAXPGAz_3-5iZ2iYPRVYhRT8lfQ-H1ruybcbYlT3azMJZq1cJ82qeNricecDolBImeYI0aPtKj_F3146HI3-uLFviaGjImsdmVbi7b28/s1600-h/P7273599.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3px6C8I8xeDK9bBmyvY33iV_6PR1NkILG0Y9eAXPGAz_3-5iZ2iYPRVYhRT8lfQ-H1ruybcbYlT3azMJZq1cJ82qeNricecDolBImeYI0aPtKj_F3146HI3-uLFviaGjImsdmVbi7b28/s320/P7273599.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296420068090305042&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ą (wg przewodnika) wspinaczkę. Koło godziny 11 ruszyliśmy w górę szlakiem turystycznym nr 1 (Szlak Nikolowa Romanowa). Na końcu odcinka czekać na nas miało schronisko górskie Lomistma, gdzie planowaliśmy nocleg.&lt;br /&gt;Najpierw około pół godziny podchodzenia pod szlak (wzdłuż rurociągu) i mamy początek odcinka. Przed nami strome zbocze. Musimy się wspinać wąskimi krętymi ścieżkami, przypominającymi górskie serpentyny.&lt;br /&gt;Wspinamy się cały czas w górę. Plecaki z prowiantem i wodą wrzynają nam się w skórę. Każdy próbuje pochodzić własnym tempem. Idąc i idąc zbocze wydaje się nie mieć końca. Całe szczęście, że idziemy wśród drzew w cieniu, inaczej wspinaczka wyglądała by zupełnie inaczej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhtqI52flGYqscILdNjHDhPiiFjy_raVLXZ5oYcz_d01NpSzqQqKC01jv5Vp_DJ52pe4hlI3n-lsPnH7eC3-7kBGyCS6lV9g_4UukbWCl4d2lToqlMWjUfN-j_C0xq4yzhfbWROooAO22k/s1600-h/P1050437.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhtqI52flGYqscILdNjHDhPiiFjy_raVLXZ5oYcz_d01NpSzqQqKC01jv5Vp_DJ52pe4hlI3n-lsPnH7eC3-7kBGyCS6lV9g_4UukbWCl4d2lToqlMWjUfN-j_C0xq4yzhfbWROooAO22k/s320/P1050437.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296416965042301362&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Jest dość ciężko. Niektórzy zostają w tyle. Przerwy robimy już nie co pół godziny, ale już co 10 i 5 minut. Cały czas pod górę, przedzieramy się przez krzaki, chaszcze, powalone drzewa. Jest gorąco i nasze zapasy wody szybko się kurczą. Jesteśmy już nieco zmęczeni, a nie dotarliśmy nawet do połowy odcinka.&lt;br /&gt;Po około 2,5h wędrówki na szlaku spotkaliśmy strażnika parku. Bardzo go zdziwiło co tutaj robimy, i co najważniejsze, gdzie są nasze bilety?! Usiłujemy wytłumaczyć strażnikowi, że wchodząc do parku&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIcMz1DNxwe93T5DGAH6fNFmM8knSVbdqz6DhzonUaavtzBHu5pcJfNTWS5-AEz4dKcN6-MbXvDlAbfl_Q73fvv2kzLeoJJD2XqnTBewtLeVFli8hN8euh8OGJYMRAZ5hUS96h9u7U9AY/s1600-h/DSC00155-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIcMz1DNxwe93T5DGAH6fNFmM8knSVbdqz6DhzonUaavtzBHu5pcJfNTWS5-AEz4dKcN6-MbXvDlAbfl_Q73fvv2kzLeoJJD2XqnTBewtLeVFli8hN8euh8OGJYMRAZ5hUS96h9u7U9AY/s320/DSC00155-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296420063985123314&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; budka była zamknięta i opuszczona. Chętnie byśmy kupili bilet, tylko nie było od kogo. Strażnik był jednak nieugięty. Jego werdykt był dla nas szokiem – mieliśmy zawrócić do wejścia do parku, kupić bilety i wypełnić formularz rejestracyjny. Wizja schodzenia i ponownej morderczej wspinaczki i podchodzenia pod górę z plecakami była dla nas nie do pomyślenia.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjVV3KtBk-mAQdXLdqIbw2BWGPg8B8F8FicxfXaXmYPLsUCXf2DEBtgcNKbO0DzzCy5ptVoYWyR2L5R6fc01lwMpV0Q0ZrRjgSreRMaQOzY0PGdI7fKbfoviDpOQoWKHjWBL_17JEoxv4U/s1600-h/DSC00137.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjVV3KtBk-mAQdXLdqIbw2BWGPg8B8F8FicxfXaXmYPLsUCXf2DEBtgcNKbO0DzzCy5ptVoYWyR2L5R6fc01lwMpV0Q0ZrRjgSreRMaQOzY0PGdI7fKbfoviDpOQoWKHjWBL_17JEoxv4U/s320/DSC00137.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296420073621572402&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Próbowaliśmy przekonać strażnika o bezcelowości powrotu do bram parku w naszej sytuacji, gdy byliśmy już w połowie szlaku. Strażnik skonsultował się telefonicznie ze swoim przełożonym, któremu wytłumaczyliśmy naszą sytuację i przedstawiliśmy plan wędrówki po parku. Udało nam się na szczęście znaleźć rozwiązanie. Dogadaliśmy się, że wszelkich formalności dopełnimy na wyjściu z parku w okolicy wioski Ackuri, przy drodze na Achalcyche.&lt;br /&gt;Wracamy do kontynuowania naszej wędrówki. Została jeszcze około połowa trasy, na szczęście większość podchodzenia mamy już za sob&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIE6NE6EkLi5x1P00odbZ-4YWs1_nkC2KznxMLxyP_9vlT7TjmnbaklH4NDOoRmqQOsDsyGOO99HlIdBZqAI0U0XvUO77hFgQGgpyv-Sp3axGcL8wwcQkxXufyOjURhuErEfbKXljKuLs/s1600-h/DSC00165.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIE6NE6EkLi5x1P00odbZ-4YWs1_nkC2KznxMLxyP_9vlT7TjmnbaklH4NDOoRmqQOsDsyGOO99HlIdBZqAI0U0XvUO77hFgQGgpyv-Sp3axGcL8wwcQkxXufyOjURhuErEfbKXljKuLs/s320/DSC00165.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296416602190179650&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ą. Po około godzinie słychać można było pierwsze grzmoty. Zbliżała się burza, zaczęły zbierać się także nisko położone chmury. Schowaliśmy się pod krzakami i drzewami próbując uniknąć przemoknięcia. Mimo, że bezpośrednio udało nam się uniknąć deszczu, dalszą drogę do schroniska musieliśmy przebyć w mokrej trawie. Buty przemokły nam do suchej nitki w mgnieniu oka. Niedogodności po części rekompensowały widoki na górskie hale i łąki spowite gęstą mgłą i chmurami. Większości szczytów nie było jednak widać ze względu na słabą widoczność.&lt;br /&gt;Po około 6 h w końcu dotarliśmy do długo oczekiwanego schroniska. Był to niewielki, drewniany domek, w środku znajdowało się kilka piętrowych łóżek, stół, a także żeliwny piecyk. Nie potrzebowaliśmy nic więcej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdEoa2TmEJiK1aSqSpJDyrbuLvRVcQrw1LHWq9OQ0H0vu4JXxzQ0BuwbXxjEEv8GzCCD5Fm-W7ehcpS4Bl9Z4GYJwyUq2UjfFsjeXT77oyTA9WMUVNTFBHNsVcp1d_IRFiXRUDyDXA3Y8/s1600-h/P1050449.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdEoa2TmEJiK1aSqSpJDyrbuLvRVcQrw1LHWq9OQ0H0vu4JXxzQ0BuwbXxjEEv8GzCCD5Fm-W7ehcpS4Bl9Z4GYJwyUq2UjfFsjeXT77oyTA9WMUVNTFBHNsVcp1d_IRFiXRUDyDXA3Y8/s320/P1050449.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296416967915021874&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Z niewyobrażalną przyjemnością i ulgą zdjęliśmy nasze przemoczone spodnie i buty. Zorganizowaliśmy wyprawę po wodę do gotowania do oznaczonego drogowskazami źródełka  - okazało się one być położone dobrych 15 minut od schroniska, a szlak pozostawiał wiele do życzenia. Dzięki wodzie mogliśm&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgdMACJjQiJZPlzmLIQsuJrq_0ihVa9C_qSF2DhtCw6cPn9XYHTxydvhUughuYRDRqXVzyIliUbyF7BSgL5opgLuPfhLN9EV4IGAF_e2Hbo0eqLrtLNdoBNc6vSH9Y4U1ZBBPQzPrUbIH4/s1600-h/IMG_3009.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgdMACJjQiJZPlzmLIQsuJrq_0ihVa9C_qSF2DhtCw6cPn9XYHTxydvhUughuYRDRqXVzyIliUbyF7BSgL5opgLuPfhLN9EV4IGAF_e2Hbo0eqLrtLNdoBNc6vSH9Y4U1ZBBPQzPrUbIH4/s320/IMG_3009.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296416965664322610&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;y przyrządzić kolację – gorące kubki i zupki chińskie, kaszki itd. Postanowiliśmy także odpalić piecyk aby trochę nagrzać schronisko i wysuszyć buty. Po chwilowych problemach, z komory buchał czerwony gorący płomień. Ciepło bijące od piecyka było tak duże, że buty zaczęły nam się przypalać i przypiekać i w wyniku czego w całej chatce śmierdziało spaloną gumą. Jednak jest coś za coś – albo buty suchutkie i nieco przypalone, albo zimne i mokre. &lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/3286485830892450671/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/3286485830892450671' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/3286485830892450671'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/3286485830892450671'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/13-ty-dzien-podrozy-czyli-pierwsza.html' title='13-ty dzień podróży, czyli Mały Kaukaz i nasza pierwsza wspinaczka'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhJeZozoXvDAj805gLuII6p_wjwzghM35t7xlB6fflNWc82NBEjQ6Kd4VxCyiNvjcb7_5FmQCZcF22RiE1VOiWytqvjlHKsMMZ09A3V4jR9aCX-6P7CFdDhTpeCjR7j4BhbqBaUet9veyU/s72-c/P1050429.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-8580364513395487938</id><published>2009-01-28T18:08:00.026+01:00</published><updated>2009-01-28T18:52:38.982+01:00</updated><title type='text'>12-ty dzień podróży, czyli idziemy w góry</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;  &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSgHm2QpMLq1F2CDQVQhGZ4fbXjqI9OGxZsjTbhm-AvZu9zyrK-VFcsU8SzEpGpaFrldEuca6DW2t37N7sn9SoshrENmkvu5tPkQTtRWsv196Lf4Aaj_e63oW1vd7GmZ6iA9LydV5nolk/s1600-h/P1050412.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSgHm2QpMLq1F2CDQVQhGZ4fbXjqI9OGxZsjTbhm-AvZu9zyrK-VFcsU8SzEpGpaFrldEuca6DW2t37N7sn9SoshrENmkvu5tPkQTtRWsv196Lf4Aaj_e63oW1vd7GmZ6iA9LydV5nolk/s320/P1050412.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296393573524363602&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ze wstawaniem zbytnio się nie spieszyliśmy, choć poranne słońce skutecznie wywaliło wszystkich z namiotów na trawę. Po spakowaniu obozowiska wypadało pożegnać się z mnichami z Gelati. Wręczyliśmy im w podzięce widokówkę z Gdańska, uprzednio podpisawszy się na &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhHKMRFDzofiDQDrVXCG2B-RyoaptUjqqAsktWP5buBWEUffe3sKeVOjg3FXgdlT8UpYzTS2NRH0_OrXFTWhQc6UwWZob3zKRT0Jpe-Ww3Vc3iBj7HlevQUFvva3C0JMU1UVNntpWlk2ds/s1600-h/P7253551.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 239px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhHKMRFDzofiDQDrVXCG2B-RyoaptUjqqAsktWP5buBWEUffe3sKeVOjg3FXgdlT8UpYzTS2NRH0_OrXFTWhQc6UwWZob3zKRT0Jpe-Ww3Vc3iBj7HlevQUFvva3C0JMU1UVNntpWlk2ds/s320/P7253551.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296393570318769522&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;niej. W zamian również otrzymaliśmy kartki przedstawiające klasztor. Pozostało wrócić do Kutaisi i poszukać transportu do Borżomi. Marszrutkarz (oczywiście w fordzie tranzicie) zabrał nas spod klasztoru za 1 lari per capita na dół do centrum miasta, a za dodatkowe 0,50 lari zgodził się podwieźć do miejsca z którego odchodzą dalekobieżne autobusy. Nie musieliśmy szukać długo transportu, gdyż od razu zostaliśmy zaczepieni przez kierowców. Oczywiście przedsiębiorczy kierowcy marszrutek stosowali rozmaite &quot;taktyki&quot; pozyskiwania klientów, np. mówili że w kierunku Borżomi nikt nie jedzie, i że tylko oni mogą nas „wyjątkowo” zabrać za astronomiczną kwotę…&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQA2rZ86pDS18M1pvO5IkDc9DKnQCYFObKDtijoF7Rw56Kt8YtZn6b8sclIonWtmek0U_zWvtojpERWUpEKlPq4QcxScpGpCf1dXNFVA11nceUFqgoPHf_a-S__z8tyjJ3Kcq_hyI1t0c/s1600-h/IMG_2950.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQA2rZ86pDS18M1pvO5IkDc9DKnQCYFObKDtijoF7Rw56Kt8YtZn6b8sclIonWtmek0U_zWvtojpERWUpEKlPq4QcxScpGpCf1dXNFVA11nceUFqgoPHf_a-S__z8tyjJ3Kcq_hyI1t0c/s320/IMG_2950.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296398089646308274&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Zrobiliśmy mały rekonesans po dworcu. Dworzec był w opłakanym stanie – brudny, szary, obdrapany. Na każdym rogu żebracy i babuszki sprzedające świeczki oraz gumy i papierosy na sztuki. Rozklekotane autobusy z silnikami na wierzchu skutecznie nas odstraszały, choć pewnie przejazd nimi zapewniałby moc wrażeń. Po chwili znaleźliśmy jednak odpowiednią marszrutkę za cenę 15 lari od osoby (ciekawe bo był to volkswagen)&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Żarka&lt;/i&gt; była nie do zniesienia. Zimne piwo z dużej plastikowej butelki tylko częściowo pomagało zniwelować upał. Zamieniliśmy słowo z kierowcą. Opowiadał nam o pięknych, &lt;i&gt;krasiwych &lt;/i&gt;terenach rejonu Borżomi. Pokazał nam również rozlewnię eksportowanej na całą Gruzj&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKt-gASktof56dQXnj8RvfI1uSvvIEW2o7d960TOqKncQdLfDRjzkWaX_FDzP4bBFTwbk8nfmqRDgGkCobsyeRepT7b6rQONnPsPgAm9ClI3f8EbR-EtUv_lWG5Zx7Dpw0Ovt3o9fHff8/s1600-h/IMG_3703.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKt-gASktof56dQXnj8RvfI1uSvvIEW2o7d960TOqKncQdLfDRjzkWaX_FDzP4bBFTwbk8nfmqRDgGkCobsyeRepT7b6rQONnPsPgAm9ClI3f8EbR-EtUv_lWG5Zx7Dpw0Ovt3o9fHff8/s320/IMG_3703.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296393567909406482&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ę wody mineralnej „Borjomi”. Oprócz tego dowiedzieliśmy się od niego kilka ciekawych rzeczyna temat Gruzji. Po transformacji i upadku komunizmu ludziom jest ciężko, pozamykane są wielkie zakłady i fabryki (po drodze mijamy dużo ich ruin), panuje duże bezrobocie, a jak już jest jakaś praca, to bardzo słabo płatna. W Polsce na początku było podobnie, jednak u nas sytuacja wygląda dużo lepiej, panuje większy &lt;i&gt;pariadok. &lt;/i&gt;Gruzja jeszcze potrzebuje wiele czasu aby sytuacja ludzi zmieniła się na lepsze.&lt;br /&gt;Kierowca zgodził się nas dostarczyć nieco dalej niż ustalaliśmy na początku. We wiosce Likani (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ლიქანი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;), położonej 4 km za Borżomi, znajdowało się bowiem wejście do parku narodowego Borżomi-Karagouli. Stamtąd chcieliśmy zacząć naszą wędrówkę w góry i trekking. Na miejscu postanowiliśmy skorzystać z okazji i wykąpać się w rzece. Prąd był bardzo wartki, było płytko i bardzo dużo uprzykrzających życie kamieni, a poza tym mnóstwo śmieci. Miasto to jako uzdrowisko najlepsze czasy ma już chyba za sobą.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhLTL973M35nopg_cl8SyK7fj1v0IFwj4h0p-078LTapesKKpBZo6tRm55Uw2H1pCInRST_rgB3y_mY6BRPqCBHGZonMu5DSBAGgTYwt6vezK19z3wVy3-OArdSKXwj73hvKiGg6jzAluo/s1600-h/P1050415.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhLTL973M35nopg_cl8SyK7fj1v0IFwj4h0p-078LTapesKKpBZo6tRm55Uw2H1pCInRST_rgB3y_mY6BRPqCBHGZonMu5DSBAGgTYwt6vezK19z3wVy3-OArdSKXwj73hvKiGg6jzAluo/s320/P1050415.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296393576765618802&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ponieważ mieliśmy zamiar wyruszać w wysokie góry, postanowiliśmy przed ostatecznym wyjściem porządnie się najeść. Jednak menu z pobliskiej restauracji nie było zbyt zachęcające. Nie to co w Batumi... Podczas posiłku z zewnątrz było słychać odgłosy nadciągającej burzy. W górach pogoda bardzo szybko ulegała zmianie. Nie minęło 10 minut a już spadły pierwsze krople, które za chwilę przerodziły się w ulewę. Pierwszy deszcz w Gruzji – jakaż odmiana po skąpanym w słońcu kurorcie Batumi. Na szczęście po około 20 minutach ulewa ustała i można było ruszyć dalej. Należało zrobić zapasy żywności i wody na 3 dni - tyle planowaliśmy wędrować po górskich szlakach parku narodowego. Sklepy w Likani były jednak dość słabo zaopatrzone. Wykupiliśmy cały chleb we wsi, parę puszek skumbrii w&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZT2q3wpyaWxx_TMPTQlr0jest2pK4EOuUhXYvTlAx9WUVluK5uxGkRAiTddieXHIWlpGKvX_8-jhUSrrYWlEHsW6e3-r6_L6M-JCeufkhWf3RUfZxGWwnXXjTNsh4fOEHu5mAv9qFbKY/s1600-h/DSC00100.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZT2q3wpyaWxx_TMPTQlr0jest2pK4EOuUhXYvTlAx9WUVluK5uxGkRAiTddieXHIWlpGKvX_8-jhUSrrYWlEHsW6e3-r6_L6M-JCeufkhWf3RUfZxGWwnXXjTNsh4fOEHu5mAv9qFbKY/s320/DSC00100.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296393561681258978&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; tomacie oraz zupy w proszku. Zabawne było patrzeć, jak pani należność za towary liczy na…liczydle.&lt;br /&gt;Na zrobieniu zapasów i posiłku straciliśmy sporo czasu. Zbliżała się godzina 18, za dwie godziny miało już być ciemno. Chcieliśmy więc tylko wejść do parku i znaleźć szybko jakieś miejsce do rozbicia namiotów. W góry ruszylibyśmy z samego rana. Podzieliliśmy się zapasami, zapakowaliśmy wszystko i ruszyliśmy w kierunku wejścia do parku. Plecaki były dużo cięższe niż do tej pory – zapasy jedzenia i wody pitnej na 3 dni trochę jednak ważyły.&lt;br /&gt;Po około 45-minutach wędrówki wzdłuż drogi dotarliśmy do bramy parku narodowego. Wejście oddzielał dość wysoki szlaban, obok stała budka strażnika. Chyba ze względu na późną porę (godzina 19), była ona już zamknięta i strażnika nie było. Nie bacząc na to, wkroczyliśmy do parku. Po kilkuminutowej wędrówce znaleźliśmy dogodną polanę na której można by było się rozbić i przenocować. Obozowisko było gotowe w pół godziny.   &lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/8580364513395487938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/8580364513395487938' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8580364513395487938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8580364513395487938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/12-ty-dzien-podrozy-czyli-idziemy-w.html' title='12-ty dzień podróży, czyli idziemy w góry'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSgHm2QpMLq1F2CDQVQhGZ4fbXjqI9OGxZsjTbhm-AvZu9zyrK-VFcsU8SzEpGpaFrldEuca6DW2t37N7sn9SoshrENmkvu5tPkQTtRWsv196Lf4Aaj_e63oW1vd7GmZ6iA9LydV5nolk/s72-c/P1050412.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-4280674232483999808</id><published>2009-01-27T19:17:00.040+01:00</published><updated>2009-01-28T15:36:59.026+01:00</updated><title type='text'>11-ty dzień podróży, czyli Monachomachia</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjNKCL-zOg404rj9Rr_hB7S-5cW7lVba8QHysuIJClI6pQiDo_5R6-IA1AYhVbIaR4wtj72KXIWFnmMUgF65MCiMx5FJtZhyvTF0zZRXzZe2byjFIqTShX7VJxfN45Lci_AJixanGAuAZE/s1600-h/DSC00094.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjNKCL-zOg404rj9Rr_hB7S-5cW7lVba8QHysuIJClI6pQiDo_5R6-IA1AYhVbIaR4wtj72KXIWFnmMUgF65MCiMx5FJtZhyvTF0zZRXzZe2byjFIqTShX7VJxfN45Lci_AJixanGAuAZE/s320/DSC00094.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296040425583838930&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Wstajemy wcześnie rano aby załapać się na jadącą w kierunku uzdrowiska Borżomi marszrutkę. Żegnamy się serdecznie z pracownikami hotelu, z Mirzą, z Dziadkiem, po czym bierzemy plecaki i w drogę na &lt;i&gt;awtowagzal.&lt;/i&gt; Po negocjacjach z kierowcami ustalamy cenę 20 lari za osobę za przejazd do miasta Achalcyche (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ახალციხე&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;), skąd można wyjechać i do Borżomi i do Wardzii, gdzie mieszka przyjaciel Mirzy. Pakujemy plecaki na dach marszrutki i ładujemy się do środka.  Ni  stąd ni zowąd na postój przychodzi także Lado i nalega, żeby się zabrać z nami w dalszą podróż. Lado twierdzi, że  bez niego ani jego cennych wskazówek nie poradzimy w Gruzji.  Przez te parę dni zżyliśmy się ze sobą i ciężko  mu się rozstać z nami...&lt;br /&gt;Musimy czekać, aż mikrobus się zapełni, w przeciwnym razie kierowcy nie opłaca się jechać. Po chwili dołącza do nas dwóch Anglików. Podobnie jak my, przyjechali do Gruzji w celach turystycznych, ale zamierzają również zwiedzić Armenię i częściowo Azerbejdżan. Nie znają w ogóle rosyjskiego i z Gruzinami próbują porozumiewać się po angi&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh7403eHFzz0z5d-fgq82Q5N4a6qDrOBfg_sp5pyT1c_S0lqhECdCIMet92QpXPZj6CjvtbQj0BQD11L06m27YNpovErlxjycSD9CePa7zsrZ-kNc9QTO_XAga2rsLxU3i275ILs_Js89w/s1600-h/P1050406.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh7403eHFzz0z5d-fgq82Q5N4a6qDrOBfg_sp5pyT1c_S0lqhECdCIMet92QpXPZj6CjvtbQj0BQD11L06m27YNpovErlxjycSD9CePa7zsrZ-kNc9QTO_XAga2rsLxU3i275ILs_Js89w/s320/P1050406.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296049581401766450&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;elsku (co jest praktycznie niemożliwe) oraz po gruzińsku (!), którego podstaw uczą się z nierozłącznego przewodnika. Ambitnie. Czekając na zapełnienie i odjazd busa dowiadujemy się od Anglików, że mają zamiar jechać do Kutaisi (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ქუთაისი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;) , dużego miasta leżącego na płn-wsch. Trochę nas to zaniepokoiło, gdyż Kutaisi leży zupełnie nie po drodze do naszego Achalcyche. Okazuje się jednak, że marszrutka jedzie nieco okrężną drogą, najpierw zahaczając o Kutaisi (tędy idzie główna i lepsza droga). Chwila namysłu, rzut oka na mapę i podejmujemy decyzję. Znowu zmiana planów!&lt;br /&gt;Teraz mamy zamiar, podobnie jak Anglicy, wysiąść w Kutaisi, gdzie moglibyśmy zwiedzić zabytkową katedrę Bagrati oraz monastyr w pobliskim Gelati. Dopiero później byśmy jechali do Borżomi i do Wardzii. Idziemy gadać z &lt;i&gt;wozitielem&lt;/i&gt; (kierowcą) o naszej zmianie planów, ale ten zaczyna coś kręcić. Mówi, że do Kutaisi w ogóle nie jedzie, później, że może pojechać ale za 50 lari od łebka…W końcu udaje nam się z nim dogadać i ustalamy cenę 12 lari od osoby, czyli dokładnie taką jak Anglicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypadało by napisać parę słów o ruchu drogowym w Gruzji. Otóż jest ciężko. Kierowcy jeżdżą dosłownie jak wariaci. Wyprzedzanie na trzeciego przy słabej widoczności czy branie  z&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2lJVkE1kcxAkQ4o5n7NjFt_5Fl_5DVkkh7nNZqBhmULlIh8klt_NcFTrWeA4t0lhvRBLcNfDZsomCR4XdjsrxIzLME49nlJUMPZ4QA5IvSeWgMlkoR-x86jmU2n0_d6yvt2ienGFdg7E/s1600-h/IMG_3081.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2lJVkE1kcxAkQ4o5n7NjFt_5Fl_5DVkkh7nNZqBhmULlIh8klt_NcFTrWeA4t0lhvRBLcNfDZsomCR4XdjsrxIzLME49nlJUMPZ4QA5IvSeWgMlkoR-x86jmU2n0_d6yvt2ienGFdg7E/s320/IMG_3081.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296049588748147090&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;akrętów na granicy przyczepności nad przepaścią nie robi na nikim wrażenia. Dla pieszych przejście przez jezdnię to istny koszmar. Tutaj pierwszeństwo ma zawsze samochód. Nawet na pasach, pieszy musi uciekać przed pędzącym w jego kierunku i trąbiącym samochodem. Widok zalegających na środku drogi krów też nie jest niczym szczególnym.&lt;br /&gt;Transport publiczny jest w powijakach. Rejsowe autobusy dalekobieżne są w opłakanym stanie. Lukę wypełniają więc prywatni kierowcy, oferujący przejazdy marszrutkami na bliskie i średnie odległości (między sąsiednimi miastami). Marszrutki są bardzo popularne w krajach byłego ZSRR, np. też na Ukrainie. Większość, bo prawie 99% wszystkich pojazdów to przerobione fordy tranzity z czarną skórą na przedniej masce, zabierające kilkanaście osób. Kierowcy zazwyczaj jednak upychają do środka tyle osób ile się da i wychodzi często ponad 20 osób (wraz z bagażami). Zamawiając marszrutkę kluczową rzeczą jest ustalenie ceny przed wyruszeniem. Płacimy dopiero na miejscu (choć niektórzy żądają zapłaty z góry, niby na paliwo).&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEheAZRCynvnrzKHMdandHX_Ve8oz_zliyr5kayxGI9PCHDUVLa8zWY9moSzue2_g48QlFNZk60G51ymDmvrEVKooJYycrzsxtzJXcsa4ScmlO4WmlFPwOrCcb9STP5avIIVuzDvU4hqwIw/s1600-h/IMG_3701.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEheAZRCynvnrzKHMdandHX_Ve8oz_zliyr5kayxGI9PCHDUVLa8zWY9moSzue2_g48QlFNZk60G51ymDmvrEVKooJYycrzsxtzJXcsa4ScmlO4WmlFPwOrCcb9STP5avIIVuzDvU4hqwIw/s320/IMG_3701.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296041348160227666&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Droga do Kutaisi przebiega spokojnie. Tzn. kierowca oczywiście pędzi jak szalony i wyprzedza kogo tylko się da, trąbiąc przy tym na zawalidrogi i ostrzegając światłami mijane pojazdy. Po jakimś czasie docieramy na miejsce na dworzec miejski, który jest położony w centrum. Pierwsze wrażenie raczej niespecjalne. Choć Kutaisi jest jednym z najstarszych miast na świecie (początki są datowane na 2000 r. p.n.e., była to starożytna stolica Kolchidy), to miasto jest ogólnie brzydkie... Obdrapane kamienice, walące się budynki, opuszczone fabryki pamiętające chyba jeszcze czasy Stalina, na każdym kroku żebracy i dzieci wyciągające dłonie z prośbą o pieniądze. Zupełnie inaczej niż w kurortcie Batumi. W Kutaisi nie zamierzamy długo zostawać, chcemy tylko zobaczyć interesującą nas katedrę oraz monastyr w Gelati, po czym wyjechać nie tracąc zbyt wiele czasu. Autobusem miejskim (koszt to jakieś grosze) podjeżdżamy pod drogę do katedry Bagrati. Znajduje się ona na wzgórzu nad miastem, więc czeka nas trochę podchodzenia z plecakami. Międzyczasie odłączają od nas dwaj Anglicy. Mieliśmy dziś spędzić razem cały dzień, ale oni zniknęli gdzieś chcąc zostawić plecaki w bezpiecznym miejscu. Ich strata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2jzN14SQ93K023xDwbA7Gvn7ohLsnos8FfxafNtAjPceA1KzLtQL-nLwqTDPs_W5c77OjGQvZISgmASBaDFdwcpXnH63S9-XXae4wyx5JcmwJeq3D9NAGgccGpTQfixx5qdXBIWnR5W4/s1600-h/P1050400.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2jzN14SQ93K023xDwbA7Gvn7ohLsnos8FfxafNtAjPceA1KzLtQL-nLwqTDPs_W5c77OjGQvZISgmASBaDFdwcpXnH63S9-XXae4wyx5JcmwJeq3D9NAGgccGpTQfixx5qdXBIWnR5W4/s320/P1050400.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296041345589864658&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po drodze do katedry zahaczamy jeszcze o pobliski kościół. Był to jeden z najdziwniejszych obiektów sztuki sakralnej jakie było dane nam ujrzeć. W środku ściany i sklepienia były pokryte malowidłami przedstawiające sceny z życia świętych. Styl tych ‘malunków’ pozostawiał jednak wiele do życzenia. Malunki były proste, kolorowe, wręcz dziecinne. Ogromne oczy sugerowały raczej postaci z jakiejś japońskiej kreskówki aniżeli świętych apostołów. Widocznie taki był styl lokalnego ludowego artysty.W oddali natomiast widoczna była już&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXnXERnPFk0nf1RWx-jWewAz-HS1S9Vu591d5SgIqI3Xkb_LhNKt0aSaUE92fx01KmNj_uhr5kH-SH0Y0HZjxk8WnAGrNuQoPSj06PYzKbeRfs8d0oW-odovBoizebNJdo-3whOcmHi94/s1600-h/P1050398.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXnXERnPFk0nf1RWx-jWewAz-HS1S9Vu591d5SgIqI3Xkb_LhNKt0aSaUE92fx01KmNj_uhr5kH-SH0Y0HZjxk8WnAGrNuQoPSj06PYzKbeRfs8d0oW-odovBoizebNJdo-3whOcmHi94/s320/P1050398.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296043448270333106&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; katedra. Gdy podeszliśmy bliżej, okazało się że mamy małego pecha. Katedra bowiem była w trakcie generalnego remontu i cała była pokryta zasłaniającymi ją rusztowaniami. Sama katedra jest bardzo stara (XI w.), i jest praktycznie ruiną. Nie posiada dachu, a wewnątrz jeszcze nie tak dawno temu pasły się krowy.&lt;br /&gt;Za katedrą znajdowały się też pozostałości osady. Ze wzgórza rozciągał się widok na Kutaisi oraz na rwącą rzekę przepływającą przez miasto. Pospacerowaliśmy trochę po ruinach, porobiliśmy zdjęcia, poleżeliśmy sobie w cieniu. Po około 2h udaliśmy się do naszego następnego punktu na liście – monastyru. Napotkany człowiek spytany o marszrutkę do Gelati nie tylko zaprowadził nas na miejsce, ale również zafundował naszej ósemce przejazd. Jako typowy Gruzin, nie chciał nawet słyszeć o pieniądzach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhqU4URHU7vP4fLOtxN_NOVzP-shtl77yU5xq55KOkuBMDFFe-qA8cVai_Qvvus2Oh7Sl4Hb6XLOFILqN9IeyBeIXWQOhOFl41p-P65V_hhkhn1rxjiya8lCxLQXUjfiYamA-Ipv5tcrS4/s1600-h/P7253574.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 239px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhqU4URHU7vP4fLOtxN_NOVzP-shtl77yU5xq55KOkuBMDFFe-qA8cVai_Qvvus2Oh7Sl4Hb6XLOFILqN9IeyBeIXWQOhOFl41p-P65V_hhkhn1rxjiya8lCxLQXUjfiYamA-Ipv5tcrS4/s320/P7253574.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296041350724932594&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Gelati (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;გელათი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;) znajduje się około 10km za miastem na wysokich wzgórzach. Prowadzi do niego stroma, niemal górska serpentyna. Po kilkunastu min&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZ6JjI-LAnPLJM0ZcbAU9SkKY5fjUOITkCo6U5_Qxu_PgD7zfjmeJdQPvWibMjhQsO4QiB1Hx8bhpkWK2M77UqN2rF_ty-QaJKhQAWXnszjqRlcPGlRg-Mwwao35pY7zusKFKXVAL436M/s1600-h/IMG_2921.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZ6JjI-LAnPLJM0ZcbAU9SkKY5fjUOITkCo6U5_Qxu_PgD7zfjmeJdQPvWibMjhQsO4QiB1Hx8bhpkWK2M77UqN2rF_ty-QaJKhQAWXnszjqRlcPGlRg-Mwwao35pY7zusKFKXVAL436M/s320/IMG_2921.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296049594793678130&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;utach jazdy naszym oczom ukazał się okazały kompleks klasztorny. Składał się on z dużej głównej katedry, kilku pomniejszych kościółków, dzwonnicy, oraz pomieszczeń dla mnichów. Całość pochodzi z XI w. (w Gruzji nie jest to niczym szczególnym), jest też wpisana na listę Dziedzictwa Światowego UNESCO. Na zwiedzanie monastyru mamy trochę mało czasu, w planach mieliśmy dzisiaj jeszcze dostanie się do Borżomi. Niestety (a może stety), nasze plany przejęły zupełnie nieoczekiwany obrót…&lt;br /&gt;Podczas przechadzki między klasztornymi zaułkami spotkaliśmy ogrodnika zajmującego się przyklasztornym sadem. Widząc biednych, umęczonych studentów z plecakami jak my, postanowił nam pomóc. Dostaliśmy od niego chleb, trochę wina, śliwki, konfitury, jakiś dziwny kwaśny sos. Ogrodnik zaoferował nam także nocleg na terenie mona&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh49mSwMDNPNCtnBFLoQOX-o1LHyNC0eEQYt3nRe_dXOyuNSwfqwk9MkapGM8mTX7h1pYxcnTkoR9vIrrSEikvtMO-C_DWycFFvAo-wh6i0-iFtyre9cJvHyoE8kpyPWJLkPGPX7exz-xU/s1600-h/IMG_2955.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh49mSwMDNPNCtnBFLoQOX-o1LHyNC0eEQYt3nRe_dXOyuNSwfqwk9MkapGM8mTX7h1pYxcnTkoR9vIrrSEikvtMO-C_DWycFFvAo-wh6i0-iFtyre9cJvHyoE8kpyPWJLkPGPX7exz-xU/s320/IMG_2955.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296042147211906498&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;styru – pod warunkiem jednak, że dziewczyny będą spały poza jego murami. Nie zapominajmy, że jednak to jest wciąż klasztor i obowiązują tutaj pewne wiekowe tradycje i zasady. Ogrodnik również oprowadził nas nieco po okolicy. Pokazał nam ogród, w którym rosły śliwki i winogrona z których pędził wino (i nie tylko…). W rogu była też uwiązana kózka o wdzięcznym imieniu Szaszłyk. Ogrodnik pokazał nam także ciekawe miejsca poza klasztorem. Jak się okazało, w Gelati znajdował się niegdyś duży kompleks monastyrów. W latach świetności jakieś 1000 lat temu, znajdowało tu się kilkanaście klasztorów. Teraz to jednak pozostawione same sobie zarośnięte ruiny i leżące tu i w ówdzie kamienie. Zastygła krew na głazach świadczyła o trudnej przeszłości Gruzinów, nękanych przez tureckie najazdy (tak naprawdę to były tylko c&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghBEB6xhbrIMFJ0wwtl0qrmdFBbm0_JmIdclnmYlYi2V2P04RWeN42GOTPrxn6YK0SlmY2GBf0Dc60S6VqHVpofi0n7Ltf-zaHNTTlEKkbw8G5lh0MP-lwtxxjWXMW-DcVgNM9F3_PP-A/s1600-h/IMG_2951.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghBEB6xhbrIMFJ0wwtl0qrmdFBbm0_JmIdclnmYlYi2V2P04RWeN42GOTPrxn6YK0SlmY2GBf0Dc60S6VqHVpofi0n7Ltf-zaHNTTlEKkbw8G5lh0MP-lwtxxjWXMW-DcVgNM9F3_PP-A/s320/IMG_2951.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296041354958544098&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;zerwone porosty, ale tak jest ciekawiej).&lt;br /&gt;Potem, aby tradycji stało się zadość, pojawiła się i czacza (oczywiście w plastikowej butelce po jakiejś fancie). Wypiliśmy kilka kolejek, za każdym razem wznosząc toasty – a to za przyjaźń (&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;mir i drużba)&lt;/span&gt;, a to za Gruzję, a to za Polskę. Takie toasty to istota gruzińskiej tradycji. Toasty (te poważne) wznosi się oczywiście własnoręcznie pędzoną &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;czaczą&lt;/span&gt; i pije do dna. Piwem natomiast można wznosić toasty takie dla żartów i z przymrużeniem oka (np. za rosyjską piechotę, albo żeby komuś się powinęła noga itp.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhhEycsp8A6HnvA_bQrkkBaNT46JPmASs8YmUhgTM561x4JGakhpGh7pS1wP2o1B_DA6ghQrlolJVtxn1Oo6xVbOd9_oLtmXr9tqjW5kHP3qFHCL9QCFMMwjtnljXBVl9TPAGdzMtdo91Y/s1600-h/DSC00103.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhhEycsp8A6HnvA_bQrkkBaNT46JPmASs8YmUhgTM561x4JGakhpGh7pS1wP2o1B_DA6ghQrlolJVtxn1Oo6xVbOd9_oLtmXr9tqjW5kHP3qFHCL9QCFMMwjtnljXBVl9TPAGdzMtdo91Y/s320/DSC00103.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296040437804276290&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Gdy tak siedzieliśmy sobie na trawce pod klasztorem sącząc kompot, dołączył do nas jeszcze jeden – jak wówczas sądziliśmy – mnich. Po kolejce czaczy zaproponował kąpiel w lokalnym baseniku – był to po prostu zbiornik wodny, do którego dopływała woda ze świętego źródełka wybijająca spod dzwonnicy. Byliśmy nieco zdziwieni, na jakim „luzie” żyją tutejsi mnisi. Nie zastanawiając się długo, rozebraliśmy się wskoczyliśmy na „bombę” do przyklasztornego basenu. Niestety tylko chłopaki, gdyż wg wiekowej tradycji kobiety nie mogły&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgN9U0L-FgglV5ZhOrnkfDicTbDH0tGWdz7maoNNd5UzxyM1HfuW3rDQeXpN-MxsoOBdUqQl9PmAK3TVC97yR3YXVWMQl-W8BbR-YYh3xuA3pfCbuqc3swivHLZy3V-pI-PoXklNSs7n6k/s1600-h/IMG_2965.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgN9U0L-FgglV5ZhOrnkfDicTbDH0tGWdz7maoNNd5UzxyM1HfuW3rDQeXpN-MxsoOBdUqQl9PmAK3TVC97yR3YXVWMQl-W8BbR-YYh3xuA3pfCbuqc3swivHLZy3V-pI-PoXklNSs7n6k/s320/IMG_2965.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5296041360521667330&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; korzystać z tej samej wody. Woda była nieco brudna, i podobno żyły w niej nawet jakieś hodowlane ryby, ale mimo to była bardzo orzeźwiająca. Kąpiel w świętym źródełku w murach średniowiecznego klasztoru z listy UNESCO – to nie zdarza się często.&lt;br /&gt;Po paru chwilach skończyły się nabożeństwa w katedrze i wychodzący z niej śpiewający mnisi nie byli zbytnio zadowoleni z naszej małej kąpieli, ale przymrużyli na to oko. Mnich (jeden z dwóch przebywających na stałe w klasztorze) dał nam też do zrozumienia, że spanie w murach klasztoru nie jest dobrym pomysłem – zaproponował więc ruiny położonego obok żeńskiego monastyru. Zgodziliśmy się  na tą propozycję, gdyż nie chcieliśmy sprawiać żadnych problemów mnichom ani obsłudze klasztoru Gelati. Po posiłku udaliśmy się na wskazane miejsce aby rozbić namioty. Będzie to nasz pierwszy nocleg na wyjeździe pod gołym niebem. Noc była gorąca, nie trzeba było spać w namiocie, więc położyliśmy się po prostu na trawie na karimatach.&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; &lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/4280674232483999808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/4280674232483999808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/11-ty-dzien-podrozy-czyli-monachomachia.html' title='11-ty dzień podróży, czyli Monachomachia'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjNKCL-zOg404rj9Rr_hB7S-5cW7lVba8QHysuIJClI6pQiDo_5R6-IA1AYhVbIaR4wtj72KXIWFnmMUgF65MCiMx5FJtZhyvTF0zZRXzZe2byjFIqTShX7VJxfN45Lci_AJixanGAuAZE/s72-c/DSC00094.JPG" height="72" width="72"/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-8775231069837968224</id><published>2009-01-26T21:50:00.026+01:00</published><updated>2009-01-29T17:51:20.112+01:00</updated><title type='text'>10-ty dzień podróży, czyli lekka zmiana planów</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgq49XrBe_Y5M5wkFTrvu1M60dvRaf3EMOsglnh-Uv7km5y4pqOfmSjaDdeM8iWbyTOCodAJ_TdIjWgsvRotNNUTfSgoX9NicnZNrQBQ7q-g4JazN-AB2BE1b9YWMUOG_XXxhyphenhyphenSS26zDpM/s1600-h/P1050347.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgq49XrBe_Y5M5wkFTrvu1M60dvRaf3EMOsglnh-Uv7km5y4pqOfmSjaDdeM8iWbyTOCodAJ_TdIjWgsvRotNNUTfSgoX9NicnZNrQBQ7q-g4JazN-AB2BE1b9YWMUOG_XXxhyphenhyphenSS26zDpM/s320/P1050347.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295709628444768722&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 10%;&quot;&gt;Dziś mamy zamiar wyjechać w końcu z Batumi (bo ileż można zalegać w nadmorskim kurorcie gdy tyle jeszcze do zwiedzenia) i udać się do portu Poti. Z ciekawości zahaczamy jednak jeszcze o agencję lotniczą sprzedającą bilety na samolot (dostaliśmy cynk od wykładowcy z uniwersytetu że warto spróbować). Ku naszej uciesze, można dość tanio polecieć z Tbilisi (stolica Gruzji) do Kijowa na Ukrainie. Koszt biletu na 3 tygodnie przed wylotem to niecałe 240 lari (360zł). Kusząca propozycja. Samolot mamy bowiem pewny, a rejs promem nie dość że trwa dłużej, to jeszcze wcale nie jest pewne czy dostaniemy bilety na wybrany przez nas termin. No i nie musielibyśmy jechać do Poti i kombinować. Musimy to przemyśleć.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJm3XBHkdW6pBQC4Uax8TjkCf5BVrdWV8WTZHd-vEi3OK376jQc3dWQqwcdU2Y_bC4BHH0ULf_225jCZLtoqo0Q_9BZWoTDAKvM7vL7frxH9iWuynvlcqNJjhXBNHKMW09EaD1470ocQs/s1600-h/IMG_2856.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJm3XBHkdW6pBQC4Uax8TjkCf5BVrdWV8WTZHd-vEi3OK376jQc3dWQqwcdU2Y_bC4BHH0ULf_225jCZLtoqo0Q_9BZWoTDAKvM7vL7frxH9iWuynvlcqNJjhXBNHKMW09EaD1470ocQs/s320/IMG_2856.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295709632770987602&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Międzyczasie udajemy się marszrutką za miasto do położonego nieopodal parku botanicznego (wstęp 6 lari, nie ma zniżek). Park jest dość zaniedbany, najlepsze czasy świetności ma już niestety za sobą. Nad wejściem widać pozostałości wyciągu krzesełkowego idącego nad parkiem. Sam park gromadzi na sporej powierzchni drzewa i krzewy z różnych stron świata. Przejście całego parku wzdłuż to dobre 2 godziny (6km). Idąc wśród rozmaitej roślinności fitogeograficznej, zamieniamy słowo z panią z &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhE-nOP6DNVuf25D4zIAn-Ryd9_ABrP9_34IhosM5sW5aZj2KrgfTIAOYv8eLUGNSuxOQGWg1azQn6-tCpesCH3t5KYdr3xNwHL8YHN26gXAUgvzT7PDsg50bsgOzycWReEMsdACwcKoFk/s1600-h/P1050352.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhE-nOP6DNVuf25D4zIAn-Ryd9_ABrP9_34IhosM5sW5aZj2KrgfTIAOYv8eLUGNSuxOQGWg1azQn6-tCpesCH3t5KYdr3xNwHL8YHN26gXAUgvzT7PDsg50bsgOzycWReEMsdACwcKoFk/s320/P1050352.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295709637929994162&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;obsługi parku. Żali się nam, że za ‘komuny’ było dużo lepiej, a teraz gdy nastał kapitalizm to jest bieda i ludzie ledwie wiążą koniec z końcem. Pani niegdyś była nauczycielką języka rosyjskiego i jeździła do Moskwy, do Niemiec. Teraz, gdy pozamykano rosyjskojęzyczne szkoły, zmuszona jest pracować w parku i od paru lat nie była nawet nad morzem, które z parku widać doskonale.&lt;br /&gt;Namyśliliśmy się. Będziemy wracać samolotem przez Ukrainę. Rozmaite zalety przelotu przeważyły, a poza tym niektórzy uczestnicy wyprawy związani są terminami i muszą wrócić w określonym czasie do Polski (samolotem będą szybciej). Planowany wylot z Tbilisi to 14 sierpień. Pozostały więc równo 3 tygodnie na zwiedzanie Gruzji. Mamy nadzieje że w tak krótkim czasie uda nam się zobaczyć jak najwięcej (choć np. Lado uważa że 3 tygodnie to zdecydowanie za mało).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiwK_AYKpehife2tKYTxqsTgWlOgfDLeTw72q5P1SJXMZDqgrg1CN14jwBAM2U_4iONaSPwQzKNMsg43VJPNt6JA05zRcOdto9JdwRgF3VkeEAGn11iLXtbp5KSHafvPbj8PtfLL6w_CVo/s1600-h/IMG_2861.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiwK_AYKpehife2tKYTxqsTgWlOgfDLeTw72q5P1SJXMZDqgrg1CN14jwBAM2U_4iONaSPwQzKNMsg43VJPNt6JA05zRcOdto9JdwRgF3VkeEAGn11iLXtbp5KSHafvPbj8PtfLL6w_CVo/s320/IMG_2861.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295709645176407026&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Weryfikujemy trochę plany na najbliższe dni. Skoro już nie musimy jechać do nadmorskiego Poti, możemy się u&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZXeiBSYSk-jQx01UtNKU1L4uuradai2GvBJ5hPflbD_gF0aJuVpmnuI6AR-orcwmZlbfjynSARKAh1vMcez_lxVugyjZaLp1Mx5rDGcgVImnx6k1udj7E0muEWuMs34d3gcpMU-KCDJ8/s1600-h/P7243543.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 239px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZXeiBSYSk-jQx01UtNKU1L4uuradai2GvBJ5hPflbD_gF0aJuVpmnuI6AR-orcwmZlbfjynSARKAh1vMcez_lxVugyjZaLp1Mx5rDGcgVImnx6k1udj7E0muEWuMs34d3gcpMU-KCDJ8/s320/P7243543.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295711370700518098&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;dać w kierunku Borżomi, do parku narodowego Borżomi-Karagouli, tak jak planowaliśmy wcześniej. Na koniec wycieczki po Gruzji mamy zamiar udać się do Tbilisi, gdzie spokojnie będziemy oczekiwać na samolot. Kupno biletów lotniczych jednak trochę nam zajęło. Mamy mało czasu na znalezienie marszrutki. Marszrutki „rejsowe” w kierunku Borżomi jechały wcześnie rano. Może uda nam się wynająć coś prywatnie. Lado prowadzi nas jakimiś skrótami przez ciasne zaułki Batumi na parking oddalony nieco od dworca. Próbujemy dogadać się z kierowcami, jednak bezskutecznie. Gruby kierowca w marynarskim ubranku rzuca wysoką cenę 300 lari (wychodzi po 37,5 lari za osobę, więc koszmarnie drogo). Szybko kalkulujemy co nam się bardziej opłaca i decydujemy że rezygnujemy z wyjazdu dzisiaj. O wiele lepszą opcją będzie zostanie w Batumi jeszcze jedną noc i wyruszenie do Borżomi jakimś normalnym połączeniem z samego rana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgc_jaPEkhJ-K7xZXi7nCLqEWSDIEJNiliMIxrj4myTWFoa3sLR5LT3KqqEG5MqdQq6aXLcu3rKQKVc_wIj5qHh7b5WMo1tqTMKZMpMKM1XBv9uU2pxayLCj-HFLmYOjMsymo6eCUeiFOA/s1600-h/IMG_2891.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgc_jaPEkhJ-K7xZXi7nCLqEWSDIEJNiliMIxrj4myTWFoa3sLR5LT3KqqEG5MqdQq6aXLcu3rKQKVc_wIj5qHh7b5WMo1tqTMKZMpMKM1XBv9uU2pxayLCj-HFLmYOjMsymo6eCUeiFOA/s320/IMG_2891.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295709647632215138&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;W naszym hotelu na szczęście zostajemy przyjęci z otwartymi ramionami (jak powiedział Dziadzia, „&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;Prabl&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;iema niet!&lt;/span&gt;”). Wyjawniamy nasze plany na następne dni Mirzy. Po wizycie w Borżomi mamy zamiar udać się na południe do Wardzii, o której każda napotkana osoba opowiadała nam że to &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;prikra&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;sne&lt;/span&gt; miejsce (czyli przepiękne). Jak się okazuje, mieszka tam też &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;drug &lt;/span&gt;Mirzy. Mirza pisze więc dla nas list polecający, który mamy okaza&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh7lPPblBkHMzFWU6irEEsA5y0chMEEaquN6CJvyjKrLwfVLEoISJByD79S45bSZJblgLJyg41TGLwqVlTlCmNVX8lW2TkXUZcR0EqyRSkkq9t4IFF-B_uW6FepKhTuDZ9udwD9_p2dEoM/s1600-h/IMG_2895.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh7lPPblBkHMzFWU6irEEsA5y0chMEEaquN6CJvyjKrLwfVLEoISJByD79S45bSZJblgLJyg41TGLwqVlTlCmNVX8lW2TkXUZcR0EqyRSkkq9t4IFF-B_uW6FepKhTuDZ9udwD9_p2dEoM/s320/IMG_2895.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295710297601596066&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;ć po przybyciu na miejsce. Niestety nie mamy pojęcia co jest w nim napisane (wszystko po gruzińsku), ale dzięki owemu listowi będziemy mieli w Wardzii zapewniony nocleg i posiłek. Jesteśmy bardzo ciekawi co z tego wyniknie. Ponieważ już nie będziemy wracać nad morze, chcemy ostatni wieczór w Batumi skrzętnie wykorzystać na kąpiel w Morzu Czarnym. Po kąpieli udajemy się jeszcze trochę pospacerować po bulwarze, a potem do hotelu. Żegnamy się z Lado, który bardzo nalega aby mógł jechać dalej razem z nami. Niestety na to nie możemy się zgodzić, nie możemy brać za niego odpowiedzialności. &lt;/p&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/8775231069837968224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/8775231069837968224' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8775231069837968224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8775231069837968224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/10-ty-dzie-podry-czyli-lekka-zmiana.html' title='10-ty dzień podróży, czyli lekka zmiana planów'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgq49XrBe_Y5M5wkFTrvu1M60dvRaf3EMOsglnh-Uv7km5y4pqOfmSjaDdeM8iWbyTOCodAJ_TdIjWgsvRotNNUTfSgoX9NicnZNrQBQ7q-g4JazN-AB2BE1b9YWMUOG_XXxhyphenhyphenSS26zDpM/s72-c/P1050347.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-2520148912819186985</id><published>2009-01-26T19:10:00.046+01:00</published><updated>2009-01-26T20:41:33.662+01:00</updated><title type='text'>9-ty dzień podróży, czyli poznajcie Lado !</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;!--   @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm }   P { margin-bottom: 0.21cm } &lt;/style--&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhFzxejepgo6Jd3PAbTa3tqdkgO8xchddYWZkQhEweweOhaRXsCZm9WWmxgd6tzM21aQ-02GotKPL8LmZh_FnZ5EtozaxLgNWPfubOfGq3GK05s30x0mLTsEkkXXq-aNaxUTsEXV3fIAE/s1600-h/DSC00103-1.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhFzxejepgo6Jd3PAbTa3tqdkgO8xchddYWZkQhEweweOhaRXsCZm9WWmxgd6tzM21aQ-02GotKPL8LmZh_FnZ5EtozaxLgNWPfubOfGq3GK05s30x0mLTsEkkXXq-aNaxUTsEXV3fIAE/s320/DSC00103-1.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295667372754751234&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 10%;&quot;&gt;Rano uregulowaliśmy należną kwotę za nocleg naszemu właścicielowi. Zdecydowaliśmy, że w kurorcie Batumi zostaniemy jeszcze jeden dzień, zapłaciliśmy więc z góry 200 lari. Po śniadaniu czekały na nas obowiązki. Należało dowiedzieć się o połączenie autobusowe do Borżomi (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ბორჯომი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;), które było naszym następnym przystankiem wg. obranego wcześniej planu.  Jest to uzdrowisko leżące nieco nad wschód od Batumi ,pamiętające jeszcze carskie czasy, słynące z bardzo dobrej źródlanej wody.&lt;br /&gt;Drugą rzeczą, jaka należało załatwić (i to nawet ważniejszą), było zarezerwowanie i o ile to możliwe kupienie biletów powrotnych na prom na Ukrainę. Planowany powrót miał by nastąpić z Batumi za około 3-4 tygodnie. Wcześniej słyszeliśmy, że z dostaniem biletów na prom są niemałe problemy. Ciężko dostać bilet ze względu na to że wiele osób jest chętnych na rejs, a poza tym biura potrafią z dnia na dzień anulować rezerwację bez podania przyczyny. Dlatego woleliśmy się ubezpieczyć i nabyć bilety zawczasu. Jednak w porcie odesłali nas z kwitkiem, tu obsługuje się tylko przewozy towarowe, kontenery, tankowce itd. Polecono nam zwrócić się do firmy INSTRA zajmującej się również przewozami pasażerskimi (biuro na tej samej ulicy co nasz hotel).&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 10%;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhs8kQIU_xYJ9n_D3WEnMTxdlUZfzB7u8lJGBjnFg3nkZx-Jcm7A7vgBq-ySCAKrOMLdY8GU5AHS4jQ9LiCxilkrOrudNulF1A_Ed7PYje9ogqLF2yMiOD3IAAg1iXl3winZQn2kiY0KTs/s1600-h/P7233467.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 239px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhs8kQIU_xYJ9n_D3WEnMTxdlUZfzB7u8lJGBjnFg3nkZx-Jcm7A7vgBq-ySCAKrOMLdY8GU5AHS4jQ9LiCxilkrOrudNulF1A_Ed7PYje9ogqLF2yMiOD3IAAg1iXl3winZQn2kiY0KTs/s320/P7233467.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295675281565834338&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;                Niestety w biurze też wielkie rozczarowanie – nie ma możliwości wypłynięcia z Batumi, ani nawet kupienia biletów. Posiadane przez nas informacje okazały się błędne. Odesłano nas do siedziby biura&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiTKqsn_qFqdA-ZOGyvK_2wp2ceieDbtrfDanWT7bpHF81hE_5P2BiD8NzdBb5_Ix2j8XT2DJvVyXKqFIxWz61kjPCClgjPYyNcul6ysuWXW3QluGzIwqqkpOcFF_k9Y4f5-Q7mZP_bbBA/s1600-h/IMG_2760.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiTKqsn_qFqdA-ZOGyvK_2wp2ceieDbtrfDanWT7bpHF81hE_5P2BiD8NzdBb5_Ix2j8XT2DJvVyXKqFIxWz61kjPCClgjPYyNcul6ysuWXW3QluGzIwqqkpOcFF_k9Y4f5-Q7mZP_bbBA/s320/IMG_2760.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295667677628832786&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; w Poti (&lt;span style=&quot;font-family:Sylfaen,serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;ფოთი&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;), jest to miasto portowe kilkadziesiąt km na północ. Podobno jedynie stamtąd można popłynąć na Ukrainę. Nie pozostało nic innego jak podróż do Poti, jednak trochę komplikuje nam to nasze plany. Teraz będziemy musieli przebyć całą naszą trasę po Gruzji w odwrotnym kierunku. Mówi się trudno. Obyśmy tylko dostali te bilety. Ponowne wracanie drogą lądową przez Turcję nie za bardzo nam się uśmiecha.&lt;br /&gt;Do Poti udamy się z samego rana. Chcemy zostać jeszcze trochę w Batumi i w jego okolicach, gdyż jest to bardzo ciekawe miasto i wiele byśmy stracili wyjeżdżając od razu. Podczas poszukiwań zabytkowej batumijskiej synagogi (miała tam się znajdować wg. przewodnika), natknęliśmy się na pewnego gruzińskiego młodzieńca. Na początku chciał od nas „wysępić” papierosa. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że z tym młodym, rezolutnym chłopaczkiem związany będzie cały nasz pobyt w Batumi…&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 10%;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhu03RI5UuZq5hV8P38FB5iXLDjk20Zze-WKcotcSqFsQMT7J51JYh0dPd074n1gR1LvC2FYm0V99Jjcp29_hbZ71katwCWoO71bgS-6Q-tvHMp3jMzI6B-I1IIvwIVRoHFqK0UBdXadMw/s1600-h/IMG_3549.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhu03RI5UuZq5hV8P38FB5iXLDjk20Zze-WKcotcSqFsQMT7J51JYh0dPd074n1gR1LvC2FYm0V99Jjcp29_hbZ71katwCWoO71bgS-6Q-tvHMp3jMzI6B-I1IIvwIVRoHFqK0UBdXadMw/s320/IMG_3549.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295669699788415506&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold;&quot;&gt;Lado&lt;/span&gt; (tak miał na imię ów chłopak), stał się naszym przewodnikiem po mieście. Chętnie pomagał nam znaleźć różne ciekawe miejsca, dogadywał i targował się z kierowcami, oprowadzał po okolicy. To był dobry układ i dla niego i dla nas. My zyskaliśmy całkiem niezłego przewodnika znającego gruzińskie realia i z którym bardzo łatwo było nam się dogadać, a Lado mógł nam potowarzyszyć. Widocznie towarzystwo starszych kolegów z zagranicy najwyraźniej mu imponowało. Przez cały nasz pobyt w stolicy Adżarii byliśmy z Lado niemal nierozłączni, choć czasami jego towarzystwo było dla nas ciężarem. Nie podobało nam się że chłopak próbuje z nami zgrywać dorosłego paląc papierosy i pijąc piwo.&lt;br /&gt;Nie mogąc znaleźć wyszczególnionej w przewodniku synagogi, udaliśmy się więc za miasto do pobliskiego Gonio (&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;font-family:Sylfaen,serif;&quot; &gt;გონიო&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;) – mijaliśmy to miasteczko jadąc od granicy. Znajduje się tu zabytkowy zamek/forteca, pamiętająca jeszcze czasy starożytnego Rzymu (wstęp na teren 2 lari). &lt;/span&gt;&lt;a style=&quot;font-weight: normal;&quot; onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi4Jp4xiHdCMqtWRHveTst-UejyP_VKi7idRPen1Oa2d9gWDcGKMS1TKzsTsESTFNoXMl9V1zae8ScPWm1Mn38PVeJzcuSNI640tX_fNgDbh4vLlujeiHp83PSlUdWx8h6hkKw48_ecWp0/s1600-h/P1050323.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi4Jp4xiHdCMqtWRHveTst-UejyP_VKi7idRPen1Oa2d9gWDcGKMS1TKzsTsESTFNoXMl9V1zae8ScPWm1Mn38PVeJzcuSNI640tX_fNgDbh4vLlujeiHp83PSlUdWx8h6hkKw48_ecWp0/s320/P1050323.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295666860908689106&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Forteca zajmuje dość dużą powierzchnię, choć zachowały się jedynie kamienne mury z blankami a z miasta które było wewnątrz murów nie pozostał ślad. Ciekawe, bo forteca wygląda prawie jak kompleks świątyń w Angkor Wat w Kambodży. Rośliny i drzewa wprost „wżarły” się w kamienne mury, okalając je swoimi konarami. W środku zamiast zabudowy znajduję się za to owocowy sad – rosną tu różne owoce, kiwi, mandarynki, tykwy (gruzińskie dynie - przysmak L&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;ado).                             Gdy obeszliśmy dokładnie mury twierdzy, Lado zaproponował, że można by się udać do pobliskiej miejscowości Sarpia, która leży tuż obok granicy tureckiej. Jak powiedział Lado, znajduje się tam &lt;i&gt;balszaja skala&lt;/i&gt;, z której można &lt;i&gt;prigat&lt;/i&gt; do wody. Gdy dojechaliśmy na miejsce, naszym oczom ukazała się ogromna, 6-7 metrowa skała, z której miejscowi szaleńcy faktycznie skakali na główkę do krystalicznie czystej, turkusowej wody. Wyglądało to tak jak na pocztówce. Z początku próbowaliśmy naszych sił skacząc z mniejszych skałek na „bombę”. Odwagi na skok z najwyższej wysokości starczyło tylko nielicznym. Gdy się patrzyło z góry na wodę poniżej, widok był niemal paraliżujący. Jednak gdy się przełamało pierwszy strach, lot w dół zapewniał sporo mocnych wrażeń.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 10%;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhmpMlEDig-kOD62VvUlLwYIngGLqndN5M2heK0AWfHwt_qdIlIXVRycEZs-I71wSsxd5zQwWo0QNiU2CRI8KPaEZhSHLwC_AUnkfmTq7SmRt-38g4el9iY9zEDb3Uu2GifXQVODDU777E/s1600-h/P1050332.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhmpMlEDig-kOD62VvUlLwYIngGLqndN5M2heK0AWfHwt_qdIlIXVRycEZs-I71wSsxd5zQwWo0QNiU2CRI8KPaEZhSHLwC_AUnkfmTq7SmRt-38g4el9iY9zEDb3Uu2GifXQVODDU777E/s320/P1050332.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295667817286392962&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;             Po powrocie marszrutką (10 lari za wszystkich) do hotelu, udaliśmy się na posiłek do tej samej restauracji co wczoraj. Zamówiliśmy między innymi słynne gruzińskie chaczapuri, czyli placki ze słonym serem. Porcje jednak były ogromne i nie wszyscy sobie poradzili. Oprócz tego bardzo dobre zimne lokalne piwo za śmieszną wręcz cenę 1 lari.&lt;br /&gt;W hotelu nowi ludzie. Mirza – nowy pracownik oraz nowi goście, w tym wykładowca batumijskiego uniwersytetu. Porozmawialiśmy z nim nieco na temat szkolnictwa oraz obecnej sytuacji politycznej w Gruzji. W niektórych rejonach Gruzji, tj. w leżącej na północnym zachodzie Abchazji oraz w Południowej Osetii jest bowiem niespokojnie. Te zbuntowane prowincje chcą się oddzielić od Gruzji i uniezależnić od rządu w Tbilisi. Ogłosiły nawet niepodległość, choć nie uznawaną przez społeczność i organizacje międzynarodowe. Separatyści w obu prowincjach są wspierani politycznie, militarnie oraz gospodarczo przez Rosję, a Rosja szuka sposobu na włączenie prowincji w skład Federacji Rosyjskiej.&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-indent: 10%;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwUST1_Auvvv0paZCtvtfiMKWeOHWrtfUwJU1YBQ4RZTnoZkYzT08ApfLPGiR4xphXzR5_ySGyuPiyvTG2A-DYXPVgSvY0taOnrNZ0T0sI_RrEwhIZYgpbcWvxbgFPJBFgrkTrIhLtC0s/s1600-h/IMG_3601.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwUST1_Auvvv0paZCtvtfiMKWeOHWrtfUwJU1YBQ4RZTnoZkYzT08ApfLPGiR4xphXzR5_ySGyuPiyvTG2A-DYXPVgSvY0taOnrNZ0T0sI_RrEwhIZYgpbcWvxbgFPJBFgrkTrIhLtC0s/s320/IMG_3601.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295668960478356434&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;            Wieczorem znowu wyszliśmy na bulwar. Tym razem udaliśmy się pod pomnik Medei, mitycznej Kolchidzkiej czarodziejki. Według mitu, grecki heros Jazon wraz ze swoimi towarzyszami ze statku Argo, dotarli właśnie do wybrzeży Gruzji (starożytnej Kolchidy) podczas wyprawy po Złote Runo. Pomnik przedstawia właśnie Medeię, dzierżącą w dłoni pozłacaną baranią skórę. Jednak największą atrakcją placu okazały się fontanny. Wiele strumieni wody wystrzeliwało w górę w rytm lecącej muzyki, tworząc niesamowite układy. Najfajniejsze było to, że można było dosłownie wejść do fontanny, pobawić się, zmoczyć, popluskać. Świetny pomysł, dla ludzi, aby mogli się wyżyć i odrobinę poszaleć. Gdyby tylko w Polsce coś takiego mogli zrobić, zamiast zwykłych standardowych i nudnych fontanienek.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgiLMhrRAKtPZ-2ITZtMkJQTY3RmRDZ6sJmDhi03FO8l4ttiDLc2aPjvzJX0GxxL5I09aQQsY_H1prXE-pB9WSg-E5ryw-iyBUdBDKohnH6vAXZaH2NFUFpQiP1U994CEwkpI5TBAJdWFw/s1600-h/IMG_2825.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgiLMhrRAKtPZ-2ITZtMkJQTY3RmRDZ6sJmDhi03FO8l4ttiDLc2aPjvzJX0GxxL5I09aQQsY_H1prXE-pB9WSg-E5ryw-iyBUdBDKohnH6vAXZaH2NFUFpQiP1U994CEwkpI5TBAJdWFw/s320/IMG_2825.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295668048098399234&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Przemoczeni do suchej nitki wracamy do hotelu. Niektórzy już idą spać, a my ucinamy sobie pogawędkę z Mirzą. Okazuje się, że ten młody, niespełna 29-letni człowiek jest stomatologiem i ukończył 5-letnie studia medyczne. Jednak paradoksalnie pracuje teraz jako hotelarz, gdyż zarobki dentystów w Gruzji są śmiesznie małe. Dostajemy od Mirzy również kilka cennych rad. Mimo, że w Gruzji jest dużo więcej uczciwych i pomocnych ludzi niż w takiej Turcji, to trzeba uważać. Mirza ocenia liczbę &lt;i&gt;charoszych &lt;/i&gt;ludzi w Turcji na niecałe 3%.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/2520148912819186985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/2520148912819186985' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/2520148912819186985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/2520148912819186985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/9-ty-dzie-podry-czyli-poznajcie-lado.html' title='9-ty dzień podróży, czyli poznajcie Lado !'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhFzxejepgo6Jd3PAbTa3tqdkgO8xchddYWZkQhEweweOhaRXsCZm9WWmxgd6tzM21aQ-02GotKPL8LmZh_FnZ5EtozaxLgNWPfubOfGq3GK05s30x0mLTsEkkXXq-aNaxUTsEXV3fIAE/s72-c/DSC00103-1.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-6834503022376577609</id><published>2009-01-26T17:45:00.023+01:00</published><updated>2009-01-28T17:55:45.478+01:00</updated><title type='text'>8-my dzień podróży, czyli გამარჯობა ბათუმი !</title><content type='html'>&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrKB3xO7s1zN_S_R4HZVaMtjF7M7ZaQ8VRLWFpF9KazVPw5uPCUlfqVL2Rh7gHZLw0xQUUn8vsyJdsZRkUhoKgyIAGWNGMaV2CKNIzaTgCHGhWtSli_6NKWiZZJoVzWYZQnNwWz21xOqU/s1600-h/IMG_2783.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrKB3xO7s1zN_S_R4HZVaMtjF7M7ZaQ8VRLWFpF9KazVPw5uPCUlfqVL2Rh7gHZLw0xQUUn8vsyJdsZRkUhoKgyIAGWNGMaV2CKNIzaTgCHGhWtSli_6NKWiZZJoVzWYZQnNwWz21xOqU/s320/IMG_2783.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295652369718577682&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; Podróż minęła spokojnie, w autokarze spało się nadzwyczaj dobrze (dla porównania w drodze do Turcji koszmarnie). Niestety mieliśmy spore opóźnienie, bowiem na granicy znaleźliśmy się o godzinie 15.30. I tu nastąpiła mała konsternacja. Dowiedzieliśmy się od pani pilotki że możemy zostać i przekroczyć granicę w autobusie, jednak jest spora kolejka i może to nam zająć 2-3h. Inną opcją było opuszczenie autokaru i przekroczenie granicy pieszo, co miało wg jej zapewnień pójść jak z płatka. Dalej do Batumi mielibyśmy dostać się marszrutkami.&lt;br /&gt;Przez chwilę nie wiedzieliśmy za bardzo co robić, nie chcieliśmy opuszczać autokaru, mieliśmy przecież opłacony transport do samego Batumi. Chwila zamieszania i jednak wysiadamy, zabieramy bagaże i udajemy się do przejścia, jak się okazuje razem ze wszystkimi pasażerami, z Mehmedem też. Docieramy do przejścia i tu szok. Ludzi pełno. Armeńców, Gruzinów. Warunki na po stronie tureckiej wprost koszmarne. Stoimy w kolejce do jednego z dwóch okienek po pieczątkę do paszportu. Z nieba leje się skwar, a my stoimy w pełnym słońcu. Jest okropnie gorąco, a kolejka prawie w ogóle nie posuwa się do przodu - kolejka to za dużo powiedziane, po prostu masa ludzi pcha się bez ustalonego kierunku. Ludzie się niecierpliwią i zaczynają szturchać i przepychać. Część z nas rezygnuje i staje w „kolejce” do drugiego okienka, może będzie szybciej…&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8nvmbDOqyjfyu-uLvcw3dnhp_r3HHDNnJOCoRcwvASzN5ylRpTynj_Fj2NYHycHcsxTW1xd1qABnpK3wMdSsHXIoZdtmgquNvr7RuWP7AWzzXcKKzYTIPQy9k5eSu8v1AUSBFCtYwqPs/s1600-h/DSC00092.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8nvmbDOqyjfyu-uLvcw3dnhp_r3HHDNnJOCoRcwvASzN5ylRpTynj_Fj2NYHycHcsxTW1xd1qABnpK3wMdSsHXIoZdtmgquNvr7RuWP7AWzzXcKKzYTIPQy9k5eSu8v1AUSBFCtYwqPs/s320/DSC00092.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295654893507122978&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ciągle stoimy. Do drugiego okienka dopchali się nasi, więc wszyscy zaczynamy się nieco na chama pchać aby przekazać paszporty do ostemplowania.  Niektórzy Gruzini się denerwują. Nie podoba im się to, że my młodzi próbujemy ominąć tą bezkształtną kolejkę. Wszystkim powoli zaczynają puszczać nerwy. Dochodzi do przepychanek, ktoś nas szturcha, w naszą stronę i nie tylko leci stek wyzwisk i gróźb, których znaczenia nie chcemy nawet znać. Słońce ciągle niemiłosiernie grzeje. Gdy już po wielu stresach przychodzi nasza kolej, turecki pogranicznik niespodziewanie zamyka nam okienko przed nosem. Emocje udzielają się wszystkim. Nie pozostaje nic innego jak powrót do pierwszego okienka i czekanie od nowa na swoją kolej.&lt;br /&gt;Międzyczasie widzimy jak nasz pusty autokar przekracza granicę bez żadnych przeszkód i zaraz zawraca do Turcji, nie dojeżdżając w ogóle do Batumi… W końcu po prawie dwóch godzinach stania, przepychanek, itd., dostajemy czego chcemy. Straciliśmy mnóstwo czasu i nerwów dla jednej głupiej pieczątki. Nie wiem jak Turcja chce marzyć o członkostwie w UE z taką obsługą na granicach. Po stronie gruzińskiej natomiast zupełna odmiana, jakby obrót o 180°. Przyjmują nas bez problemu, a ze względu na to że jesteśmy turystami (świadczą o tym ogromne plecaki z przytroczonymi karimatami), obsługują nas poza kolejnością przez przejście samochodowe&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgtg9vrxMOCvF6bRshTWEKeLtbq64dAJG65ufUSvzT0D1AC8TB3G9N-AqYrs5CkESJYhIO7J2X8umN55lbCOSu9d-X156zuGiTRTJSRxl2v-ZYNGDLBGwJKt7S-m2b91oBvpUl-P0pD-nw/s1600-h/IMG_2854.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgtg9vrxMOCvF6bRshTWEKeLtbq64dAJG65ufUSvzT0D1AC8TB3G9N-AqYrs5CkESJYhIO7J2X8umN55lbCOSu9d-X156zuGiTRTJSRxl2v-ZYNGDLBGwJKt7S-m2b91oBvpUl-P0pD-nw/s320/IMG_2854.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295653173844086130&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;. &lt;span style=&quot;font-weight: bold;&quot;&gt;Jesteśmy w Gruzji! Cel osiągnięty! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jest też i uczynny Mehmed. Kierujemy się z nim do marszrutki (12 USD/8 os.) i jedziemy do naszego miasta docelowego. Po drodze Mehmed opowiada nam nieco o mieście i właśnie mijanych budynkach, w tym twierdzy Gonio. Obiecuje nas podwieźć pod &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;charoszą gastienicę&lt;/span&gt;, a później oprowadzić po Batumi. Jednak kiedy przychodzi co do czego, rezygnujemy… Po części dlatego, że nie do końca potrafiliśmy się porozumieć naszym słabym rosyjskim, a po drugie po doświadczeniach z Turcji jesteśmy nieco nieufni w stosunku do napotkanych nieznajomych. Głupio trochę wyszło, Mehmed bowiem jako Gruzin oferował nam bezinteresowną  pomoc.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhM8BmL6MTqrbnZt5BilFtKKYedBIbKvYqen6pZmawaQzkwFd9A5-XYDvJr_4qjyaUKqTe8liQAeKzpYjyJ571tAF3dK2Bo1BSBf1-ecRxrOuJ44EHUXJs7fHLak_f1KvOq39dwSyc-LeU/s1600-h/P7233480.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhM8BmL6MTqrbnZt5BilFtKKYedBIbKvYqen6pZmawaQzkwFd9A5-XYDvJr_4qjyaUKqTe8liQAeKzpYjyJ571tAF3dK2Bo1BSBf1-ecRxrOuJ44EHUXJs7fHLak_f1KvOq39dwSyc-LeU/s320/P7233480.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295653631292727058&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po krótkim rozeznaniu okazało się że hotel do którego zostaliśmy podwiezieni faktycznie był bardzo tani. Trochę mieliśmy trudności z dogadaniem się z hotelowym „Dziadzią”, jednak z pomocą tłumaczki udało się nam go przekonać do ceny 100 gruzińskich lari za naszą ósemkę za noc (a więc po 12,5 lari, tj. ok. 25zł).&lt;br /&gt;Jeszcze nie zdążyliśmy się dobrze wprowadzić ani nawet wnieść naszych walizek, a już na własnej skórze przekonaliśmy się, że opowieści o słynnej gruzińskiej gościnności nie są ani odrobinę przesadzone. Właściciel hotelu w mig postawił na stole kieliszki i przyniósł butelkę po dwulitrowej Fancie z jakimś przezroczystym płynem. To &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;czacza &lt;/span&gt;– tradycyjny gruziński samogon, cholernie mocny. Dziadek chwalił się nam że sam go &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;zdielal&lt;/span&gt;  i że ma około 66%. Nie pozwolił nam nic zrobić, nawet wyjść na chwilę na miasto aby &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;pamienit diengi,&lt;/span&gt; dopóki nie wypijemy trzech solidnych kolejek. Trzy na ‘dzień dobry’ musi wypić każdy gość, to gruzińska tradycja. Po dziesięciu natomiast można spokojnie już iść spać.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi79NaoXV4p9IO5mZZvaibJvTCjlkwQIO5Eatck3BTgoFlKDoYtY8H3W4dZJUNYjt4GR6mD80gPvHf40UFRXrRFglQytV5hLyzxEc_UWnD_WfClCWhykQfUje36pBsuPMyywgU-VaGkLP0/s1600-h/IMG_2885.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi79NaoXV4p9IO5mZZvaibJvTCjlkwQIO5Eatck3BTgoFlKDoYtY8H3W4dZJUNYjt4GR6mD80gPvHf40UFRXrRFglQytV5hLyzxEc_UWnD_WfClCWhykQfUje36pBsuPMyywgU-VaGkLP0/s320/IMG_2885.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295650145524927986&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pomiędzy kolejnymi kolejkami czaczy i toastami, Dziadek opowiadał nam jak to był w wojsku w Leningradzie i tam nauczył się rosyjskiego, a także - pić.  W końcu udało nam się uwolnić nazbyt gościnnego właściciela &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;gastienicy&lt;/span&gt;. Poszliśmy na miasto kupić lokalną walutę (1 USD = 1,39 GEL, gruziński lari), trochę pozwiedzać i zobaczyć bulwar. Batumi, jako miasto leżącym nad gorącym Morzem Czarnym, nastawione jest głównie na turystykę. W mieście znajduje kilka wspaniałych fontann. które są w pełni zautomatyzowane i sterowane komputerowo ze zmiennym natężeniem przepływu i ciśnieniem tworząc rozmaite ciekawe sekwencje. Wszystkie ważniejsze budynki, w tym szklany budynek parlamentu palmy, drzewa, pomniki, podświetlone są kolorowymi światłami. Na nadmorskim bulwarze znajdują się kawiarenki, restauracje, kluby. Zupełnie inaczej niż w naszych kurortach, gdzie pełno jest jakichś beznadziejnych budek z goframi i lodami oraz stoisk sprzedających tandetę.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgOkgEPWzzwMsnEfqLe2Be7gatC3QvOjGe8FlnnM9JkNS30MFm4rUNJ25RlCq_1E3tdPeY71a1PXAtCN0TM-8Yo2Bo6XmkVob6_fJeZA3_jQlmjysAwUhZD4pJtQ8kxIo_PDDxfgGHyLaM/s1600-h/P1050387.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgOkgEPWzzwMsnEfqLe2Be7gatC3QvOjGe8FlnnM9JkNS30MFm4rUNJ25RlCq_1E3tdPeY71a1PXAtCN0TM-8Yo2Bo6XmkVob6_fJeZA3_jQlmjysAwUhZD4pJtQ8kxIo_PDDxfgGHyLaM/s320/P1050387.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295655663179208226&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Batumi jest jednym z największych miast Gruzji, jest to także stolica regionu Adżaria (ma swój autonomiczny parlament). Znajduje się tutaj także port mający duże znaczenie dla regionu, stąd wypływają tankowce z ropą.  Po spacerze na deptaku nadszedł czas na posiłek. Pan Dziadzia z hotelu polecił nam restaurację położoną tuż obok naszego miejsca pobytu (ulica Kutaisi). Za 1,5 lari (około 2,20zł) można było się najeść do syta i do tego bardzo smacznie. Ponieważ (jeszcze) nie znaliśmy gruzińskiego ani ich pokręconego i niepowtarzalnego alfabetu, o zrozumieniu menu mogliśmy tylko pomarzyć. Na szczęście kucharka zaprosiła nas do kuchni i pozwoliła &#39;wskazać palcem&#39; zamawiane potrawy. Do wyboru &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;ostre&lt;/span&gt; (rodzaj gulaszu), &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhapgnI4k3xyVeOgWewkPj4_lpKxrBPgXuOJIKnR-BBtyNI2yaUTY6FqtMxYljYBsMbBoJu0tOvQUIlqytj45J_QY-_g7-e7vjkvNqKztkCL0mQv20ChgwtuNlh9i8YXSmnaoRQCrp-TVE/s1600-h/P1050336.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 184px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhapgnI4k3xyVeOgWewkPj4_lpKxrBPgXuOJIKnR-BBtyNI2yaUTY6FqtMxYljYBsMbBoJu0tOvQUIlqytj45J_QY-_g7-e7vjkvNqKztkCL0mQv20ChgwtuNlh9i8YXSmnaoRQCrp-TVE/s320/P1050336.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295653853804353442&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;lobio&lt;/span&gt; (fasola), &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;a&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;dziab sandali &lt;/span&gt;(leczo), szaszłyk (wiadomo, taki jaki zachwalał Grigorij z Pancernych), a także c&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;haczapuri &lt;/span&gt;(placki nadziewane serem).&lt;br /&gt;Po zjedzeniu kolacji zbliżał się już wieczór, ale postanowiliśmy jeszcze trochę połazić po Batumi no i wykąpać się w Morzu Czarnym. Było już bardzo ciemno, ale nie przeszkadzało to w czerpaniu przyjemności z kąpieli. Woda była bardzo ciepła, jedyny mankament to niezbyt ładne kamieniste plaże, po których poruszanie się na boso sprawiało nieco problemów.&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/6834503022376577609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/6834503022376577609' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/6834503022376577609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/6834503022376577609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/podr-mina-spokojnie-w-autokarze-spao-si.html' title='8-my dzień podróży, czyli გამარჯობა ბათუმი !'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrKB3xO7s1zN_S_R4HZVaMtjF7M7ZaQ8VRLWFpF9KazVPw5uPCUlfqVL2Rh7gHZLw0xQUUn8vsyJdsZRkUhoKgyIAGWNGMaV2CKNIzaTgCHGhWtSli_6NKWiZZJoVzWYZQnNwWz21xOqU/s72-c/IMG_2783.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-5819699895868544934</id><published>2009-01-25T22:03:00.018+01:00</published><updated>2009-01-26T17:45:44.836+01:00</updated><title type='text'>7-my dzień podróży, czyli targujemy się!</title><content type='html'>&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEip5yiCwHEYFwEeF8JpjTqZmAK5s1ECowTuWjAza0Fstn3peKUFtLui0L3Ti7Cg9kCgrz8ybaBuM5swa4vpvrdova3qttbnJfVMtXVNQ5ptVn29AQ1VYUmttIr0w8k-1JC1put3CHS_w_M/s1600-h/IMG_2686.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEip5yiCwHEYFwEeF8JpjTqZmAK5s1ECowTuWjAza0Fstn3peKUFtLui0L3Ti7Cg9kCgrz8ybaBuM5swa4vpvrdova3qttbnJfVMtXVNQ5ptVn29AQ1VYUmttIr0w8k-1JC1put3CHS_w_M/s320/IMG_2686.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295341894698049282&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ostatni dzień pobytu w Istambule. Dzisiaj po południu wyruszamy autobusem w kierunku Gruzji. Jednak wcześniej na celownik bierzemy Grand Bazaar. Jest to wielkie targowisko przykryte zdobionymi sklepieniami zupełnie jak w meczecie. Stoisk i sklepików jest bardzo dużo, ale prawda jest taka, że asortyment oferowany przez sklepikarzy powtarza się. Wygląda to, jakby wszyscy sprzedawcy zaopatrywali się w towar w jednej hurtowni. Trudno wypatrzeć coś ciekawego, coś niepowtarzalnego, coś, czego nie mają inni. Stoisk mogło by być spokojnie o połowę mniej.  Gdy już się upatrzy jakiś interesujący nas przedmiot, należy nie omieszkać potargować się. Pierwszą usłyszaną cenę od sprzedawcy (zazwyczaj bardzo wygórowaną) można spokojnie zbić do ¼ albo mniej. Potem zaczynają się negocjacje i licytacja. Ważne żeby nie zaczynać licytacji od swojej maksymalnej ceny. Jeżeli już zdecydowało się ostro targować o jakiś przedmiot, wypada go kupić, bo inaczej może nas spotkać niezadowolenie i gniew ze strony Turka.&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghDMttAI3poezCcbdlTNwKIl8LBjfnWxxNIpUbWWr9gQG0BV8VD4iyhBhEzfeAyGZebxJ_utKu_RDnzdni7i6_sETqYZhyZH1Nv5gDB8OKdTfYSmbQvo9lOgKF2t6FcvFUamF6187HxPc/s1600-h/P1050280.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghDMttAI3poezCcbdlTNwKIl8LBjfnWxxNIpUbWWr9gQG0BV8VD4iyhBhEzfeAyGZebxJ_utKu_RDnzdni7i6_sETqYZhyZH1Nv5gDB8OKdTfYSmbQvo9lOgKF2t6FcvFUamF6187HxPc/s320/P1050280.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295342956059246658&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; Po udanej transakcji sprzedawcy pocierają otrzymanymi banknotami o swój podbródek – jest to gest wyrażający zadowolenie z powodu ubicia dobrego interesu.&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;O wiele lepsze wrażenie od Wielkiego Bazaru zrobił jednak Spice Bazaar – czyli bazar z przyprawami. Jest o wiele mniejszy, ale oprócz tego samego asortymentu (szaliki, poduszki, lampiony, lampy alladyna, ceramika, szisze, stroje „Mały Sułtan” i inne suweniry), oferuje również masę aromatycznych ziół i przypraw, usypanych duże kopce. Do tego dochodzą tureckie słodycze („Turkish Delight” – ciągnące się niby-galaretki zatopione w cukrze pudrze). Dzięki obecności przypraw i ziół cały bazar u&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg3jNLJQQuwaa0-wCuTinVRNRNqfKEVwLwJxisH0-ViDScWKvPYCTV8kwYe6V_IR14yQDY_E4sD7nAvg6K_GiJ5Iu7YQlL_VzfZslsJi96uPl5bESX3-BgSDx3gO2vRnmn4Yc2Bvc16Cvo/s1600-h/P1050286.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg3jNLJQQuwaa0-wCuTinVRNRNqfKEVwLwJxisH0-ViDScWKvPYCTV8kwYe6V_IR14yQDY_E4sD7nAvg6K_GiJ5Iu7YQlL_VzfZslsJi96uPl5bESX3-BgSDx3gO2vRnmn4Yc2Bvc16Cvo/s320/P1050286.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295342592344453410&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;nosi się wspaniałym aromatem.&lt;br /&gt;Po wizycie na bazarach, zostało tylko kupienie jedzenia na drogę i spakowanie się. Za ostatnie grosze kupiliśmy pyszną czekoladową chałwę oraz ekmek , czyli wielką turecką bułę. Zostało nam tylko 5 ‘groszy’.  Czas było na wyruszenie w kierunku dworca autobusowego Otogar, gdzie miał, zgodnie z tym co powiedział pan z biura, czekać na nas autobus. Tramwajem, a później metrem (identyczne żetony po 1,40 YTL kupowane w budkach) dojechaliśmy do Otogaru. Jakże wielkie było nasze zdziwienie, gdy usłyszeliśmy od tureckiego pracownika biura przewozowego, że musimy wracać metrem do miejsca z którego przybyliśmy. Znowu kupowanie żetonów, znowu wsiadanie do metra. Turek razem z nami. Wysiedliśmy na stacji Asaray, a dalej do postoju autobusów prowadził na&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOjJZOn-oqro1qAyAG1KDZWGolUki-7NUk1JX4LnZRw-HrEeS_O4eeAC3P_OLmVswtLPuOEK7gTIbWlLNoattndZFwe-upV4my_T8odqDfdRjxxN23JeWnduFgABqyivHrcA6Bk0IHkg4/s1600-h/P7193429.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOjJZOn-oqro1qAyAG1KDZWGolUki-7NUk1JX4LnZRw-HrEeS_O4eeAC3P_OLmVswtLPuOEK7gTIbWlLNoattndZFwe-upV4my_T8odqDfdRjxxN23JeWnduFgABqyivHrcA6Bk0IHkg4/s320/P7193429.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295341718546553330&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;s ów Turek.&lt;br /&gt;Na parkingu czekało łącznie 4-5 autobusów, wszystkie jechały w kierunku Gruzji, co dało się poznać po nazwach miejscowości na przednich szybach w jeszcze nam nieznanym, dziwnym, alfabecie. Gdy załadowaliśmy bagaże do naszego pojazdu (z niewiele nam mówiącym napisem &lt;span style=&quot;font-weight: bold;&quot;&gt;ბათუმი&lt;/span&gt;) i zajęliśmy miejsca, Turek z biura znowu się nam objawił, mówiąc „Bakszysz, bakszysz”. Najwyraźniej chciał od nas pieniędzy za swoje „usługi”. Jakie usługi? Za wskazanie miejsca postoju autokaru? Zażądał od wszystkich 20 lirów. Strasznie dużo. Próbowaliśmy go zbyć jakimiś drobniakami, ale powtarzał tylko „Problem, problem”. W końcu dostał praktycznie wszystkie nasze ostatnie monety i zdenerwowany, że nie ‘wydoił’ dostatecznie turystów, odszedł i dał nam spokój.&lt;br /&gt;Autokar bardzo podobny do tego którym przyjechaliśmy do Istambułu. Klima jest, TV, sympatyczna pani z obsługi serwuje napoje i ciastka. W autokarze większy tłok niż poprzednio, jedzie dużo Gruzinów, łatwo ich poznać po dziwnej mowie i charakterystycznie przyciętych wąsach. Wyruszamy parę minut po 18, planowany przyjazd do gruzińskiego &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjt5Gzu0e8rhcjnwlrITS2_0oXjh9PY8G__zMQUQHRlDHTgxSuZQfUL3-ysxnDQYWetIlka956XRQnLeGDgkJtAXmi5ARtRUea3zrF5F3Mhyphenhyphenm2RN4VM35wNXd5Had-USjiPwCaojYuoH68/s1600-h/P7193428.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjt5Gzu0e8rhcjnwlrITS2_0oXjh9PY8G__zMQUQHRlDHTgxSuZQfUL3-ysxnDQYWetIlka956XRQnLeGDgkJtAXmi5ARtRUea3zrF5F3Mhyphenhyphenm2RN4VM35wNXd5Had-USjiPwCaojYuoH68/s320/P7193428.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295341558212556834&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Batumi o godzinie 12 dnia następnego. Przejeżdżamy przez most nad cieśniną Bosfor. Jeszcze trochę i już jesteśmy w Azji, choć wciąż w ogromnym Istambule. Przed nami długa droga, praktycznie przez całą Turcję. Siedzący za nami Gruzini zagadują nas i zaczynamy pogawędkę. Porozumiewamy się łamanym rosyjskim (wiadomo, gruziński odpada), Gruzini natomiast po rosyjsku  mówią perfekt. Czaszami ciężko się dogadać i zrozumieć… Pewien Gruzin (a raczej Turek gruzińskiego pochodzenia, niech będzie się nazywał Mehmed) zaproponował nam podwózkę z granicy do Batumi, gdyż jak się dowiedzieliśmy, są niemałe problemy z przekraczaniem granicy. Oprócz tego Mehmed, jako mieszkaniec Batumi, zaoferował nam obwózkę po mieście i pokazanie najciekawszych miejsc, znalezienie taniego hotelu itd. Na razie delikatnie mu powiedzieliśmy że &lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;podumajem&lt;/span&gt; i uzgodnimy wszystko już na miejscu w Gruzji. &lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/feeds/5819699895868544934/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/8299451158513281298/5819699895868544934' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/5819699895868544934'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/5819699895868544934'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/7-my-dzie-podry-czyli-targujemy-si.html' title='7-my dzień podróży, czyli targujemy się!'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEip5yiCwHEYFwEeF8JpjTqZmAK5s1ECowTuWjAza0Fstn3peKUFtLui0L3Ti7Cg9kCgrz8ybaBuM5swa4vpvrdova3qttbnJfVMtXVNQ5ptVn29AQ1VYUmttIr0w8k-1JC1put3CHS_w_M/s72-c/IMG_2686.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-8338586708245664766</id><published>2009-01-25T21:20:00.018+01:00</published><updated>2009-01-25T21:42:20.116+01:00</updated><title type='text'>6-ty dzień podróży, czyli Nabij faje !</title><content type='html'>&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjthyphenhyphenglWRxqzqVKKQeGqG4qmE80LSK81Ob-YYp3H5MtakybjKdTvZn6LgtptAiMrS6YtghkE9dnvfAYD2OXpLEK3fq2faa7Y5j3q_1_Gnjx4IhbiI5LAzpPRdIIlL7WRjCVChwYTBaC2-A/s1600-h/P1050119.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjthyphenhyphenglWRxqzqVKKQeGqG4qmE80LSK81Ob-YYp3H5MtakybjKdTvZn6LgtptAiMrS6YtghkE9dnvfAYD2OXpLEK3fq2faa7Y5j3q_1_Gnjx4IhbiI5LAzpPRdIIlL7WRjCVChwYTBaC2-A/s320/P1050119.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295329947715624850&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;        Nazajutrz czekały na nas kolejne atrakcje Istambułu i zabytki. Dzień zaczęliśmy od wizyty w Muzeum Archeologicznym. Muzeum to w swoich zbiorach posiada niezliczone okazy z okresu starożytności, okresu hellenistycznego i rzymskiego. Ogrom zabytków, pomników, zdobionych grobowców, a także tradycyjnych „gablotek” z potłuczonymi skorupkami garnuszków po prostu przytłacza. Okazy zgromadzone są w kilkunastu salach na trzech kondygnacjach w wielkim budynku. Można spokojnie poświęcić cały dzień a i tak nie zobaczyć wszystkiego. Z ciekawszych eksponatów można wyróżnić starożytny traktat pokojowy napisany pismem klinowym  na glinianej tabliczce, oraz przedmioty pochodzące ze starożytnej Troi, która była położona na obecnym terytorium Turcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNWcC2r_cCq8l4Lds_oc8HiRw3WiuPmJHMMI4MQ6eQWSwgkBhlwIVkbOUbWJNE67VfzfzQdq4B-NpZK2WmujH2nQZ45c1dira35YBV4mEwxUy2EJjH_MhrxZfIE2SGCjrfTPt0TiDvLiQ/s1600-h/P1040993.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNWcC2r_cCq8l4Lds_oc8HiRw3WiuPmJHMMI4MQ6eQWSwgkBhlwIVkbOUbWJNE67VfzfzQdq4B-NpZK2WmujH2nQZ45c1dira35YBV4mEwxUy2EJjH_MhrxZfIE2SGCjrfTPt0TiDvLiQ/s320/P1040993.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295330619328732882&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;rzyszła kolej na świątynie-muzeum Hagia Sofia. Hagia Sofia (tłumaczone z greckiego jako „Święta Mądrość”) jest chyba najsłynniejszym zabytkiem miasta. Powstała w VI w., pierwotnie jako chrześcijańska bazylika, jeszcze w Bizancjum. Została przemianowana na meczet wraz z upadkiem Konstantynopola w 1453r. Teraz świątynia pełni wyłącznie funkcję muzeum (wstęp 10 YTL).  Podczas naszej wizyty akurat przypadał akurat remont głównej kopuły. Na samym środku aż po sufit ustawione było gigantyczne rusztowanie, które nieco przeszkadzało w zwiedzaniu. Można jednak wejść piętro wyżej i przechadzając się między krużgankami podziwiać słynne mozaiki przedstawiające m.in. Chrystusa oraz innych świętyc&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ6wmq7YMdxLsI-p6RuKXR9s4bFKWJNj4VQQfjaG4kAZUekBZsfXfYMkdflyf9ZDY7zEUV8cYLyG53N9r1TBUYal_rfuOMxDGviuL_qGNIQ1m5w5Ew7UAd1n_QVS5bX5OHot30e0jWhRQ/s1600-h/P1040994.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ6wmq7YMdxLsI-p6RuKXR9s4bFKWJNj4VQQfjaG4kAZUekBZsfXfYMkdflyf9ZDY7zEUV8cYLyG53N9r1TBUYal_rfuOMxDGviuL_qGNIQ1m5w5Ew7UAd1n_QVS5bX5OHot30e0jWhRQ/s320/P1040994.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295331772725064738&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;h. Interesujące jest to, że ciągle możemy oglądać te mozaiki. Muzułmanie, których religia zabrania umieszczania wizerunków ludzi w takich miejscach, część mozaik albo usunęli albo zamalowali. Na uwagę zasługuję również dziura w kolumnie z lewej strony od wejścia. Według tradycji, wsadzenie kciuka do otworu w „płaczącej kolumnie” i przekręcenie dłoni o 360* pomaga „przekręcić” meczet w stronę Mekki, gdyż jako pierwotnie chrześcijańska świątynia, Haga Sofia nie jest poprawnie zwrócona.&lt;br /&gt;Po wizycie w świątyni-muzeum byliśmy bardzo zmęczeni i postanowiliśmy odpocząć trochę na trawie w parku. W tym miejscu warto zauważyć, że w Istambule prawie w ogóle a może i wcale nie ma psów. To zupełnie przeciwieństwo np. Rumunii, gdzie bezpańskie psy grasują po ulicach całymi sforami i ujadają w nocy. Można tutaj spotkać natomiast bardzo dużo kotów leniwie spacerujących po mieście lub wylegiwujących się na wycieraczkach domów. Podczas wizyty  w parku uwagę przykuwają też młodzi chłopcy w wieku około 7 lat ubrani bardzo odświętnie w strój „Mały Sułtan”. Gdy się spytaliśmy miejscowego Turka o co chodzi, ten jednoznacznym gestem wskazał nożyczki – malców czekało dziś obrzezanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXo2rW6j09RT96Sb4-HMCMHhGUfa-mEDbc0obIJ_oZAlKuEUzefYDowCVUrTF_F84HcUsnTAlopSNelUVj9spnX8PsOkwbDCONPfgYHqBzztK5rb0zAxiYvGoEY6GyG-YNYobLsDnxOIs/s1600-h/IMG_3470.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXo2rW6j09RT96Sb4-HMCMHhGUfa-mEDbc0obIJ_oZAlKuEUzefYDowCVUrTF_F84HcUsnTAlopSNelUVj9spnX8PsOkwbDCONPfgYHqBzztK5rb0zAxiYvGoEY6GyG-YNYobLsDnxOIs/s320/IMG_3470.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295330404566748706&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Zbliżał się już wieczór, stwierdziliśmy, że warto jeszcze raz wybrać się za Złoty Róg w okolice wieży Galata i deptaka Beyoglu. Myśleliśmy o posiłku w jakiejś małej knajpce oraz o spróbowaniu siszy, czyli tradycyjnej arabskiej fajki wodnej. Wybraliśmy miejsce w zacisznej bocz&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj4wZIjIwu8OmNa5TUlGMG2bMgNufP7Kgx0Gfs2BDRI7m59CSMdS-WOI1gArWJgMG-jS7vQU2XP8bGMdtc5xYYQjOvqsehhWYflmS0UR9_74H7rOFKa7aZPaQm2GhszYdW1fA0xtMZTC28/s1600-h/IMG_2668.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj4wZIjIwu8OmNa5TUlGMG2bMgNufP7Kgx0Gfs2BDRI7m59CSMdS-WOI1gArWJgMG-jS7vQU2XP8bGMdtc5xYYQjOvqsehhWYflmS0UR9_74H7rOFKa7aZPaQm2GhszYdW1fA0xtMZTC28/s320/IMG_2668.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295330262447074546&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;nej alejce głównego deptaka. Przy rozstawionych na zewnątrz stolikach siedzieli Turcy. Popijali właśnie  herbatę z tradycyjnych małych szklanek w kształcie tulipana i grali sobie w Nardi (gra nieznana raczej w Polsce, inna nazwa to Tryktrak lub Backgammon).&lt;br /&gt;Złożyliśmy zamówienie na tytoń o smaku melona i czaj. Zasiedliśmy wygodnie w fotelach i podziwialiśmy jak pan z kawiarni zaczyna przygotowania do palenia fajki. Najpierw zaczął rozpalać węgle do czerwoności za pomocą olbrzymiego płomienia z jakby spawarki. Wyglądało to niesamowicie, wszędzie dookoła leciały snopy iskier. Następnie pracownik nabił zamówiony przez nas tytoń smakowy do cybucha, który dokręcił do dzbana z wodą. Położył czerwone węgle na cybuchu i jął intensywnie rozpalać tytoń mocno zaciągając biały dym przez &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEje8_V4y_dnj0WF8A8Tgqdi_TMxzhArvr2IaNu8X0POB-vS_cH65pN97uqKQs25nssyFixMESPTAmYkKSJYNWx-mhc6F6UC2IW6Gk6j0sv_D8XFx_64ouQbhGn7SnowmVD_Y7Q3RE9slww/s1600-h/DSC00071.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEje8_V4y_dnj0WF8A8Tgqdi_TMxzhArvr2IaNu8X0POB-vS_cH65pN97uqKQs25nssyFixMESPTAmYkKSJYNWx-mhc6F6UC2IW6Gk6j0sv_D8XFx_64ouQbhGn7SnowmVD_Y7Q3RE9slww/s320/DSC00071.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295330089720805506&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;długi elastyczny zdobiony wąż, aż woda w dzbanie zaczęła bulgotać. Przyszła kolej na &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgDpVDdwIXQMJtiHrOgbuJL62jRSpzKbt-gQbNJmXHTLwqm1OaWE2BufnSmaxpJwwtz4tKbCQO8bMlvaCysoKQ6yC4p3olxlPZ5hsnHUjNMMT0HoJw8TDCQfvJUonMKU1yg61nVi1vR2DE/s1600-h/IMG_2679.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgDpVDdwIXQMJtiHrOgbuJL62jRSpzKbt-gQbNJmXHTLwqm1OaWE2BufnSmaxpJwwtz4tKbCQO8bMlvaCysoKQ6yC4p3olxlPZ5hsnHUjNMMT0HoJw8TDCQfvJUonMKU1yg61nVi1vR2DE/s320/IMG_2679.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295330980650704434&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;nas. Palenie tytoniu smakowego z nargili w niczym nie przypomina palenia papierosów. Dym jest chłodny, zupełnie nie drapie w gardło, i co najważniejsze, dobrze smakuje. Jedno nabicie fajki (10 YTL) starcza spokojnie na kilkadziesiąt pociągnięć.&lt;br /&gt;Noc była jeszcze młoda, więc wyruszyliśmy na spacer wzdłuż deptaka Beyoglu. Oczywiście naganiacze nakłaniali nas do odwiedzenia rozmaitych klubów, lokali, restauracji. Dotarliśmy do końca deptaka i zaczęliśmy kierować się do hotelu. Uwagę przykuwała sterta śmieci walających się po deptaku. Nie było widać prawie w ogóle śmietników takich jak u nas. Turcy widocznie się nie przejmują i wyrzucają śmieci na ziemię, a służby porządkowe w nocy wszystko dokładnie sprzątają, tak że rano ulice są nie do poznania. &lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8338586708245664766'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8338586708245664766'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/6-ty-dzie-podry-czyli-nabij-faje.html' title='6-ty dzień podróży, czyli Nabij faje !'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjthyphenhyphenglWRxqzqVKKQeGqG4qmE80LSK81Ob-YYp3H5MtakybjKdTvZn6LgtptAiMrS6YtghkE9dnvfAYD2OXpLEK3fq2faa7Y5j3q_1_Gnjx4IhbiI5LAzpPRdIIlL7WRjCVChwYTBaC2-A/s72-c/P1050119.JPG" height="72" width="72"/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-9059338563424062315</id><published>2009-01-25T15:22:00.014+01:00</published><updated>2009-01-25T21:08:20.086+01:00</updated><title type='text'>5-ty dzień podróży, czyli Hello my friend i Jądro Ciemności</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjxLhBp_cXDC6bzpIU1_J4wuajP7x6v8VNk_7hujMKral33kue0_U5rgUSp0ACO8DXieVDc6vxK1vvfrg9pyn-CvyC2h0ZtHd8R7V4KtCX8YfGmFU-cG-8LrbSSVw18ROHjH9JlI7EfJRk/s1600-h/P7193397.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjxLhBp_cXDC6bzpIU1_J4wuajP7x6v8VNk_7hujMKral33kue0_U5rgUSp0ACO8DXieVDc6vxK1vvfrg9pyn-CvyC2h0ZtHd8R7V4KtCX8YfGmFU-cG-8LrbSSVw18ROHjH9JlI7EfJRk/s320/P7193397.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295249224324530066&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Ze snu wyrwał nas donośny śpiew. To Muezzin – muzułmański duchowny, który z minaretu melodyjnym śpiewem nawołuje wiernych do modlitwy. Okazuje się, że już jesteśmy w Stambule, w bazie Torusa. Przybyliśmy trochę wcześniej niż planowano, więc kierowcy pozwolili nam pospać jeszcze trochę w autokarze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jest godzina 6.00. Musimy opuścić już autokar. Zabieramy nasze ciężkie plecaki i ruszamy w Wielki Stambuł. Na szczęście autokar zatrzymał się dość blisko centrum i nie musimy podjeżdżać nigdzie tramwajem, zresztą i tak nie mamy pieniędzy. Kierujemy się w stronę dzielnicy meczetów Eminönű, gdzie również znajduje się duża ilość tanich hosteli dla młodzieży. Dzielnica ta znajduje się w europejskiej części miasta, w samym rogu nad Bosforem. Tutaj właśnie znajdują się największe zabytki Istambułu. Nie będziemy musieli więc przebywać dużych odległości aby dostać się do interesujących nas obiektów.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEigQ-1yRIv0YeG0QkTRLp71QEF0ZarUEW-W5CGHXh9D-UWgyQoS94qRwUC3R0wM-MnwNl-hrsj90BZyvKuuzqzbuaEwdLjQl0ePe7jcADgomoALjacq7rdDeSXf8Rw9SrKIEKHH6iBWXpM/s1600-h/IMG_2596.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEigQ-1yRIv0YeG0QkTRLp71QEF0ZarUEW-W5CGHXh9D-UWgyQoS94qRwUC3R0wM-MnwNl-hrsj90BZyvKuuzqzbuaEwdLjQl0ePe7jcADgomoALjacq7rdDeSXf8Rw9SrKIEKHH6iBWXpM/s320/IMG_2596.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295251589812561266&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Jest wcześnie rano, sklepy i kantory jeszcze pozamykane. Na ulicach prawie w ogóle nie ma ludzi. Widok ośmiorga turystów objuczonych plecakami wzbudził jednak ciekawość napotkanego Turka. Opowiedział on nam niesamowitą historię, na którą prawię się nabraliśmy. Okazuje się, że każdy, kto przyjeżdża do Istambułu musi być ‘wkręcony’ w jakiś kawał. Dzięki temu będzie miał udany pobyt.&lt;br /&gt;Podzieleni na podgrupy szukamy taniego hostelu w którym mogli byśmy się zatrzymać na parę dni. Sprawdzamy więc najpierw „zagłębie hosteli”, gdzie na jednej ulicy oraz w bocznych alejkach znajduje się ich przeszło dwadzieścia. Już tutaj można być świadkiem ogromnej tureckiej dbałości o klienta. Pracownicy hosteli, choć jeszcze zmęczeni i zaspani, nawołują, zapraszają do środka, oprowadzają, pokazują wnętrze, oferują różne atrakcje. Robią wszystko, abyśmy się zatrzymali właśnie u nich. Mamy nieco trudności ze znalezieniem miejsca dla ośmiu osób. Najniższą cenę za nocleg jaką udaje nam się wynegocjować to 17 YTL za osobę (YTL to turecki lir, za jednego dolara płacą około 1,1 YTL), w tym śniadanie, Internet i inne atrakcje.&lt;br /&gt;Jednak decydujemy się na o wiele tańszy hotel położony nieco dalej. Hotel Erenler położony jest dość blisko sułtańskiego pałacu Topkapi. Nie jest on stricte przystosowany dla podróżników i turystów jak hostele, ale nocleg kosztuje tylko 10 YTL/os w 6-cio osobowym pokoju(oczywiście po negocjacji). Wynajmujemy jeszcze pokój 2-os (12,5YTL/os). Jesteśmy zmęczeni, więc zalegamy na łóżkach i próbujemy odespać podróż. Dziś czeka nas długi i pracowity dzień.&lt;br /&gt;Po paru godzinach ruszamy na zwiedzanie Istambułu. &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgSQaqYCfwssp7f2UJ8HM7jdd0ia45s9S3O1th6f1GA1wgR-VLm33Mdwwi4DahRo9nEgstzqmshpTw4d4Kyw_Ileh6ZzdP0hsuatYQWgrNsBqOruHHreeY5LwmC8zuX4RSHRYPcN579ju4/s1600-h/DSC00031.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgSQaqYCfwssp7f2UJ8HM7jdd0ia45s9S3O1th6f1GA1wgR-VLm33Mdwwi4DahRo9nEgstzqmshpTw4d4Kyw_Ileh6ZzdP0hsuatYQWgrNsBqOruHHreeY5LwmC8zuX4RSHRYPcN579ju4/s320/DSC00031.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295249073621245554&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;W oko wpada duża ilość meczetów i charakterystycznych, strzelistych minaretów. Na każdym kroku ktoś próbuje ci coś sprzedać – a to wodę (Suksu! Suksu!), a to paciorki, a to kukurydze, skarpetki itd. Gdy przechodzi się koło restauracji czy nawet budki z kebabami (których jest tu pełno), nawoływacze witają wszystkich zwrotem „Hello my friend!” i nalegają aby się skorzystało z ich oferty. Gdy dowiadują się, że jesteśmy z Polski, witają nas swojskim „Dzień dobry, my friend!” i dalej usiłują nas gdzieś zaciągnąć lub coś wcisnąć. Czasem ciężko jest odmówić, ale na razie mamy inne plany.&lt;br /&gt;Przed nami TOPKAPI – monumentalny pałac Sułtanów Osmańskich – jeden z największych zabytków miasta (w sumie chyba największy). Pałac jest wprost ogromy i zajmuje dużą powierzchnie tuż nad brzegiem Bosforu. Wstęp kosztuje 10 YTL, ale nie sposób wszystkiego zobaczyć w przeciągu paru godzin. Oprócz wspaniałej architektury pałacowej z bogato zdobionymi ornamentami, złoceniami, itp., w Topkapi znajdziemy multum eksponatów z sułtańskiego skarbca. Wśród przedmiotów wysadzanych diamentami, szmaragdami, rubinami, miejscami aż kipiącymi od przepychu i złota, na uwagę zasługuje słynny sułtański ceremonialny sztylet (częsty motyw z pocztówek), wielki diament, a także relikwie – w tym odcisk stopy samego Mahometa i inne święte przybory.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhyiFcSv0SobTsWSmpVYofZznCTrb55fmNFJYl3k1wnAQlCD1nRAzcwN4Z4XdV1WyR3yNH9ZPzHVk_6O2OlD_GO8zjKTkOa7vKCya1sGAGx4fWn0WhE9kj8Uiwwb7QnMaUVRvMWOjezw0/s1600-h/P1040891.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhyiFcSv0SobTsWSmpVYofZznCTrb55fmNFJYl3k1wnAQlCD1nRAzcwN4Z4XdV1WyR3yNH9ZPzHVk_6O2OlD_GO8zjKTkOa7vKCya1sGAGx4fWn0WhE9kj8Uiwwb7QnMaUVRvMWOjezw0/s320/P1040891.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295249380854388914&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Za wstęp do Haremu, czyli kompleksu, gdzie mieszkały konkubiny, nałożnice i żony sułtana wraz ze strzegącymi porządku eunuchami trzeba zapłacić kolejne 10 YTL, ale nie są to stracone pieniądze. Liczne komnaty są upiększone ornamentami, pięknymi kaflami i mozaikami. Kopuły w każdej większej komnacie są pokryte robiącymi wrażenie wspaniałymi freskami, złotem, zdobieniami, cytatami z Koranu. Zwiedzanie całego kompleksu pałacowego Topkapi zajęło nam prawie 4h, a i tak nie zdołaliśmy zobaczyć wszystkiego.&lt;br /&gt;Gdy my zwiedzaliśmy pałac, Kuba wraz z Łukaszem, którzy już byli wcześniej w Istambule, pojechali na dworzec autobusowy w celu zakupienia biletów do Gruzji. Bilety kosztowały około 40 euro, a Turek z biura powiedział, żeby przyjść jutro na dworzec żeby wskazać miejsce, z którego miał odjeżdżać autobus.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDK0CLN0N3jdqQFLXMxozLSY8LoKJSLfc0-a5qsw80pSvE4Y-VIvskPgE9TYMI-QSnSN1JKWeLRHMi1-DrpFDVmPSkLEIrMo0NlAugYP4iGL2zLsTwdsejMRYzysny6oNuw8_LIuelrFA/s1600-h/P7193416.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 239px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDK0CLN0N3jdqQFLXMxozLSY8LoKJSLfc0-a5qsw80pSvE4Y-VIvskPgE9TYMI-QSnSN1JKWeLRHMi1-DrpFDVmPSkLEIrMo0NlAugYP4iGL2zLsTwdsejMRYzysny6oNuw8_LIuelrFA/s320/P7193416.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295249476079957042&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Następny na naszej liście do zwiedzania jest Błękitny Meczet – jeden z symboli miasta. Jak w każdym muzułmańskim meczecie, przed wejściem należy zdjąć buty, a kobiety muszą nałożyć chusty i spódnice (jak ktoś nie ma to rozdają przy wejściu). W środku wielką kopułę, pokrytą pięknymi błękitnymi freskami i motywami roślinnymi, podtrzymują cztery masywne kamienne filary zwane ‘słoniowymi nogami’. Wygląda to naprawdę imponująco. Podłoga wyłożona jest miękkim dywanem, a nad głowami znajdują się żelazne żyrandole i świece. Wszystko wygląda wspaniale, jednak dobre wrażenie psuje nieco tłum turystów szwędających się po meczenie i pstrykających non stop fotki, gdy w międzyczasie muzułmanie odprawiają swoje modły (Błękitny Meczet to normalnie działająca świątynia).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhIwCsWnOk8vUGqSHStJVGJemcJjTbKP-x2y8s4KTd9ZX7Y3m_3Mkzw7MkA9Crrtlfy_IRs4nhh_n6hlStfMj3hV6lbkvQ8QJb8KGHrHzRKWFX_xk6-r_URU1nt68Zs3V5jKyYbeOUiq1s/s1600-h/P1050033.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 228px; height: 304px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhIwCsWnOk8vUGqSHStJVGJemcJjTbKP-x2y8s4KTd9ZX7Y3m_3Mkzw7MkA9Crrtlfy_IRs4nhh_n6hlStfMj3hV6lbkvQ8QJb8KGHrHzRKWFX_xk6-r_URU1nt68Zs3V5jKyYbeOUiq1s/s320/P1050033.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295250563150718946&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Pogoda jest bardzo ładna, choć czasami słońce mocno dokucza. Postanawiamy przedostać się na drugą stronę kanału, za Złoty Róg (cały czas jest to część europejska). Znajduje się tam dzielnica rozrywki, Beyoglu, z licznymi restauracyjkami, kawiarniami, palarniami fajek wodnych a także dyskotekami i klubami. Nad dzielnicą króluje wieża Galata – charakterystyczny punkt tej części miasta. Droga do Beyoglu wiedzie przez dwupoziomowy most Galacki. Na dolnym poziomie znajduje się cały rządek kawiarni i restauracji, oczywiście z nawoływaczami z frazą „Hello my friend” na ustach. Na wyższym poziomie znajduje się jezdnia oraz torowisko, tutaj także swoje miejsce upatrzyli liczni wędkarze. Jest ich pełno – stoją ciasno jeden obok drugiego i co chwile zanurzają wędziska w Bosforze. Zbiory mają jednak skromne – wędkarzy jest chyba za dużo na występującą ilość ryb.&lt;br /&gt;Beyoglu ma swój urok. Do wieży Galata prowadzi wąska i bardzo stroma uliczka. Po bokach oprócz standardowych kebabów i tym podobnych, znajdują się sklepy z instrumentami oraz muzycznym sprzętem elektronicznym z najwyższej półki (sklepów tych naliczyliśmy przeszło kilkadziesiąt). Z wieży Galata rozpościera się widok na cały Stambuł i cieśninę Bosfor, jednak tym razem darujemy sobie, gdyż cena 10 YTL za widoczek wydaje się być grubo przesadzona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEglbkgBznFPMXJb4tRE0dMSj1Yt_XeTzIIsPgnkQYWyGvsikGIWf9yeSymzS8cy9BZijF3TiDfBlohjTgnAWpe0i7lKaTHsQ7LQOxHRNtk_i6yObIpy3uepdKedwqnQ-2RAebXfBAO71yI/s1600-h/P7193433.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 239px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEglbkgBznFPMXJb4tRE0dMSj1Yt_XeTzIIsPgnkQYWyGvsikGIWf9yeSymzS8cy9BZijF3TiDfBlohjTgnAWpe0i7lKaTHsQ7LQOxHRNtk_i6yObIpy3uepdKedwqnQ-2RAebXfBAO71yI/s320/P7193433.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295249686018105394&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;Podróż do Jądra ciemności. &lt;/span&gt;Po wizycie na głównym szerokim deptaku Beyoglu, Kuba zaproponował abyśmy odwiedzili położone „niedaleko” Muzeum Adama Mickiewicza. Skąd lokalizacja muzeum polskiego wieszcza w takim miejscu? Nie wiadomo. I jak się później okazało, wizyta w tym miejscu była jednym z przeżyć którego nigdy nie zapomnimy.  Wyszliśmy z dzielnicy przecinając ruchliwą 3-pasmową jezdnie. Była to granica między dwoma różnymi światami. Wkroczyliśmy bowiem w rejon zamieszkały przez biedotę, niby-slumsy (choć to za mocne słowo). Wąska droga prowadziła ostro w dół. Zamiast sklepików i kawiarni – obdrapane i popadające w ruinę kamieniczki i domy. Po ulicy przetaczały się sterty gnanych przez wiatr śmieci. Między ponurymi budynkami rozpostarte były linki z praniem należące do mieszkańców. Patrzyli oni na nas, a ich zimny wzrok zdawał się być przeszywający na wylot. Zupełnie jakby zadawali sobie pytanie, co pcha takich nieświadomych turystów w tak niedostę&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjmvUK_8bGT3MmqHNeLPv7-_pwaypB-qDd9aJeg9CRrdIbn-BUgck1uP37aAzKXtIY0t2G0ZIfNe18D9yEYxLtEYdgwrcHkvXMXoSrOVGRpaV5D76MptbMxdWryMP5kIcCLEaSA93v9HJw/s1600-h/IMG_2618.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjmvUK_8bGT3MmqHNeLPv7-_pwaypB-qDd9aJeg9CRrdIbn-BUgck1uP37aAzKXtIY0t2G0ZIfNe18D9yEYxLtEYdgwrcHkvXMXoSrOVGRpaV5D76MptbMxdWryMP5kIcCLEaSA93v9HJw/s320/IMG_2618.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295249852357720594&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;pne i straszne miejsce.&lt;br /&gt;Idziemy dalej w dół ulicy. Z każdym krokiem zbliżaliśmy się do jądra jakiejś nieopisanej, bezkresnej ciemności. Z każdym krokiem pogrążaliśmy się głębiej i głębiej w mroku. Nasza wędrówka wydawała się nie mieć końca. Szliśmy i szliśmy, ulica wiła się niczym przewód, na którego końcu podpięty był on – Adam Mickiewicz. Zostaliśmy zaczepieni przez miejscowych mieszkańców. Na twarzy jednego z nich, ubranego w łachmany Turka, rysowały się oznaki szaleństwa. Drugi Turek był natomiast schludnie ubrany, zupełnie nie pasował do otaczającej nas ciemnej okolicy. Gdy zapytawszy dowiedział się o celu naszej wędrówki, jego twarz nabrała kamiennego wyrazu.&lt;br /&gt;- Nie idźcie tam – ostrzegł nas. – People there crazy !&lt;br /&gt;Czyżby wyglądało na to, że głębiej w najmroczniejszych zakamarkach Beyoglu czekała na nas jeszcze większa ciemność?&lt;br /&gt;- There more danger, you not go there! – ostrzeżenie turka  o czyhającym u kresu podróży niebezpieczeństwie wydawała się być przekonywująca. Wskazał nam też miejsce, gdzie można, gdybyśmy potrzebowali, nabyć narkotyki. Pozbierawszy ostatnie resztki zdrowego rozsądku, postawiamy jednak zawrócić. Czy mogliśmy postąpić inaczej? Dalej była tylko groza. Groza…Groza.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhv94mztt_GvHSkta_fIi_ZekFcZWfK1gJ5GVxPtIPVcVRt8XGusXVhMCFuqRpYEURWsRWrcYUlkn8OA9ra124NQGdLL5Km0Vwt_G6Ima9gUGHdMwrbd2JIRHAvAz96re6pzfq3N6jYRqo/s1600-h/IMG_2630.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhv94mztt_GvHSkta_fIi_ZekFcZWfK1gJ5GVxPtIPVcVRt8XGusXVhMCFuqRpYEURWsRWrcYUlkn8OA9ra124NQGdLL5Km0Vwt_G6Ima9gUGHdMwrbd2JIRHAvAz96re6pzfq3N6jYRqo/s320/IMG_2630.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295250092452331906&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Po tym wyczerpującym doświadczeniu wracamy przez kanał z powrotem do dzielnicy Eminonu. Postanawiamy zahaczyć też o niewielki meczet położony przy moście. Meczet ten sprawia jednak  zgoła inne wrażenie niż ogromny i nastawiony na turystów „Blue Mosque”. Mimo, że ten jest znacznie mniejszy i nie tak bogato zdobiony, czuć tutaj przestrzeń i obecność boskiej siły. Siadamy w środku na miękkim dywanie, a w rogu tylko jeden muzułmanin oddaje pokłony Allahowi zwracając się w stronę Mekki. „Allah Akbar”.&lt;br /&gt;To był bardzo męczący dzień. Część poszła od razu spać, a my (część męska) udaliśmy się na hotelowy taras, gdzie pod gwiazdami zajadaliśmy się soczystym arbuzem i popijaliśmy piwo „Efes” (w sklepach mały wybór alkoholi i drogo, muzułmanom zabrania pić religia). Mimo wieczoru, jest bardzo ciepło i na upartego można było spać na dworzu na karimatach. Siedząc tak poznaliśmy mówiącego po polsku Turka. Studiował on we Wrocławiu architekturę, ma też żonę polkę. Duża część spotkanych przez nas Turków ma coś wspólnego z Polską. Albo tam studiowali, albo się pożenili, albo robili kiedyś z Polakami biznesy handlując skórą i futrami. &lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/9059338563424062315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/9059338563424062315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/5-ty-dzie-podry-czyli-hello-my-friend-i.html' title='5-ty dzień podróży, czyli Hello my friend i Jądro Ciemności'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjxLhBp_cXDC6bzpIU1_J4wuajP7x6v8VNk_7hujMKral33kue0_U5rgUSp0ACO8DXieVDc6vxK1vvfrg9pyn-CvyC2h0ZtHd8R7V4KtCX8YfGmFU-cG-8LrbSSVw18ROHjH9JlI7EfJRk/s72-c/P7193397.JPG" height="72" width="72"/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-5308018865810082242</id><published>2009-01-25T14:42:00.011+01:00</published><updated>2009-01-26T17:23:01.049+01:00</updated><title type='text'>4-ty dzień podróży, czyli Bułgarski pościg</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Pobudka o godzinie 5 minut 10. Niezbyt pośpiesznie wstajemy, myjemy się, pakujemy. Po zdaniu kluczy oraz pilota od TV (który w ogóle nam się nie przydał), udajemy się na Autogar z zamiarem kupienia biletów do Istambułu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNeOkpqdx8YBfu3_F1oGVAuMwV6241HBNTvD_RXLiUsN4_YFqMkQA5r4147BtGtQeYNd5Ph3fmZGxrga4urHBrfS_l-cVRniitKlXXPMOh0SxEBc5W4vLmTTFiAwpYJdWEySOaYgR8cgU/s1600-h/IMG_3195.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNeOkpqdx8YBfu3_F1oGVAuMwV6241HBNTvD_RXLiUsN4_YFqMkQA5r4147BtGtQeYNd5Ph3fmZGxrga4urHBrfS_l-cVRniitKlXXPMOh0SxEBc5W4vLmTTFiAwpYJdWEySOaYgR8cgU/s320/IMG_3195.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295203177579824866&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; Na dworcu poznajemy dwóch polaków, podobnie jak my obładowanych plecakami. Przedsiębiorczy kierowcy marszrutek od razu chcieli ich i nas zwerbować do swego auta. Okazuje się, że widok takiego młodego człowieka z plecakiem, z przytroczonym namiotem i karimatą, dla miejscowej ludności to pewien stereotyp młodego Polaka. Widocznie duża część naszych rodaków podróżuje tędy w podobny sposób. Co ciekawe, chłopaki również zmierzają do Gruzji autobusem przez Turcję. Zamierzają wspinać się na górę Kazbek na Kaukazie.&lt;br /&gt;Przejazd na trasie Suczawa-Istambuł oferują dwie firmy – Murat oraz Torus, i jak się okazuje, nie stanowią one dla siebie konkurencji. Cena za przejazd kosztuje 80 USD (lub 175 LEI) niezależnie od firmy i nie podlega negocjacji, mimo naszych usilnych prób. Kupujemy bilety w Torusie. Po otrzymaniu reszty od kasjerki nie zgadzają się nam nasze rachunki. Żądamy więc ponownego przeliczenia pieniędzy. Okazuje się, że rumuńska (albo turecka) kasjerka „pomyliła” się na naszą niekorzyść o 50 USD.        W końcu oddaje nam nasze pieniądze jak gdyby nigdy nic. Chyba jest to dla nas nauczka na przyszłość, iż trzeba uważać na oszustów i cwaniaków tylko czyhających na nasze pieniądze.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgxcQKEyqDFN24dnlYoFbapTOBYjvwsx2pi8ILnHJkJdMopj_2JLA-DpQvUdDuuL5k6fQb9MKXOX57x7UECnzxS5b-JO_5u9d_WqRA4X0cnZtA6d_7xZ4pNrKMk6n3g7vgqTc3E0E75jQ/s1600-h/IMG_3274.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgxcQKEyqDFN24dnlYoFbapTOBYjvwsx2pi8ILnHJkJdMopj_2JLA-DpQvUdDuuL5k6fQb9MKXOX57x7UECnzxS5b-JO_5u9d_WqRA4X0cnZtA6d_7xZ4pNrKMk6n3g7vgqTc3E0E75jQ/s320/IMG_3274.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295229233960685602&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; Autokar jest dość nowy, posiada klimatyzację, wideo, panie z obsługi serwują na życzenie kawę, herbatę i inne napoje. Po około 6h od wyjazdu z Suczawy nasze pęcherze dochodzą do głosu. Pytamy się pilotki, kiedy będzie jakiś postój na toaletę. Jakże duże było nasze zdziwienie, gdy usłyszeliśmy, że dopiero w Bukareszcie, tj po 9h od wyjazdu! Po wielu próbach udaje nam się w końcu wyperswadować oczekiwany postój. Dojeżdżamy do Bukaresztu, stolicy Rumunii. Tutaj firma przewozowa Toros ma swoją bazę (Murat ma zaledwie ulicę dalej). Zatrzymujemy się aż na 1,5h, postanawiamy więc ten czas wykorzystać na poznanie nieco miasta. Jednak baza Torusa znajduje się zbyt daleko od śródmieścia, więc nie mieliśmy szans tam dojechać. Szwędamy się więc po okolicznych uliczkach i ulicach. Dzielnica Bukaresztu w której się znajdujemy raczej niezbyt ciekawa, same warsztaty samochodowe, jakieś stare budynki, ruiny. Zabijając czas czekamy na wyjazd.&lt;br /&gt;Już w drodze, jedziemy razem z Muratem i jakimś innym autobusem w małym konwoju. Obsługa raczy nas paroma nie najwyższych lotów filmami kina akcji. Za oknami dość monotonne widoki. Przeważnie suche równiny, polany, niewielkie wzgórza w oddali. Uwagę zwraca ogromna wręcz ilość słupów energetycznych wysokiego napięcia, które prawdę mówiąc szpecą rumuński krajobraz.&lt;br /&gt;Dojeżdżamy do granicy bułgarskiej. Odprawa&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrgbBMyf_ccJUt9sLBfPiVZBW-s2qKLkIvJgVo_FXWxLNxrrHQqjz7oqgdxO_UoquZqxBjAb5PzrFjFTX9N9p62S03x466cOMlLIzZWDF4_mCx5AhEVVOohrjqjsJ6MJwrOOcj3z7vsD4/s1600-h/IMG_3296.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrgbBMyf_ccJUt9sLBfPiVZBW-s2qKLkIvJgVo_FXWxLNxrrHQqjz7oqgdxO_UoquZqxBjAb5PzrFjFTX9N9p62S03x466cOMlLIzZWDF4_mCx5AhEVVOohrjqjsJ6MJwrOOcj3z7vsD4/s320/IMG_3296.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295229628545406082&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt; paszportowa przebiega sprawnie i bez problemu. Wkraczając do Bułgarii diametralnie zmieniają się widoki za oknem. Wzgórza i niewielkie góry zaczynają się robić coraz wyższe, w oddali na wzniesieniach widać zrujnowane skalne zamki. Wspinamy się coraz wyżej i wyżej, a zwykła kręta droga przeradza się z czasem w stromą serpentynę usianą co jakiś czas tunelami. Po paru godzinach przed nami kolejna granica i kolejna odprawa, tym razem bułgarsko-turecka. Tutaj już nie idzie tak sprawnie. Kolejka spora, kierowcy w osobowych samochodach zaczynają się denerwować i trąbią. Wychodzimy z autokaru, czeka nas dobrych kilkadziesiąt minut czekania.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt; Po przekroczeniu bułgarskiej części czas na część turecką. Udajemy się w kierunku budki aby nabyć wizy turystyczne do Turcji (30-dniowe). Trochę dziwne, że koleś w budce zażądał aż 12 EUR za wizę która normalnie kosztuje 10 EUR. Kiedy mówimy mu że nie mamy euro tylko dolary, koleś, choć niechętnie i z oporem, wyjmuje kalkulator i zaczyna w ogromnych mękach przeliczać należną kwotę na dolary. Nie wiemy jakiego przelicznika użył, ale wychodzi mu 15 USD za wizę, wiec dla nas nieco taniej.&lt;br /&gt;Po odprawie jedziemy dalej. Jesteśmy już w Turcji, jest godzina ok. 23, do Istambułu zostało około 2-3h drogi. Postanawiamy wykorzystać ten czas na spanie i odpoczynek.&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/5308018865810082242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/5308018865810082242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/4-ty-dzie-podry-czyli-bugarski-pocig.html' title='4-ty dzień podróży, czyli Bułgarski pościg'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiNeOkpqdx8YBfu3_F1oGVAuMwV6241HBNTvD_RXLiUsN4_YFqMkQA5r4147BtGtQeYNd5Ph3fmZGxrga4urHBrfS_l-cVRniitKlXXPMOh0SxEBc5W4vLmTTFiAwpYJdWEySOaYgR8cgU/s72-c/IMG_3195.JPG" height="72" width="72"/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8299451158513281298.post-8180836505393676875</id><published>2009-01-25T13:02:00.026+01:00</published><updated>2009-01-26T20:28:19.959+01:00</updated><title type='text'>3-ci dzień podróży, czyli</title><content type='html'>Słodką drzemkę przerywa pani z obsługi pociągu. Należy już oddać pościel, gdyż właśnie zbliżamy się do stacji docelowej (jak nie oddamy zaraz pościeli to pani zamknie na klucz toaletę). No właśnie - czas na poranną toaletę. Niestety ustępy w pociągu pozostawiają wiele do życzenia. Niski standard, brud, smród, uryna…&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJsvuaQcmJchmT7H6ETcqrKsm8eqd-ChByQe_bQXglZld2TRf97u0NgbZ_cKvcMHICJ_uRfPgvqdUfLRM8FtD2my-FkNdg8JKSMMyEsnbUY1UaJ1Gf5j4gDswWxHne1n1muYfGnahPw_I/s1600-h/IMG_3177.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJsvuaQcmJchmT7H6ETcqrKsm8eqd-ChByQe_bQXglZld2TRf97u0NgbZ_cKvcMHICJ_uRfPgvqdUfLRM8FtD2my-FkNdg8JKSMMyEsnbUY1UaJ1Gf5j4gDswWxHne1n1muYfGnahPw_I/s320/IMG_3177.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295212009940626146&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Dojechaliśmy do Czerniowic (Чернівці). Od razu po wyjściu z pociągu na peronie zagadnął nas jakiś Ukrainiec. Zapytał dokąd zmierzamy  i od razu zaproponował podwózkę (jako iż jechał w tym samym kierunku), oczywiście nie za darmo. „Naciągacz” – pomyśleliśmy sobie i poszliśmy dalej. Jak się później okazało, nie było to ostatnie spotkanie z Ukraińcem.&lt;br /&gt;Z plecakami i całym ekwipunkiem ruszyliśmy na mias&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjVVLHmHIf4nw9PPBvAy9s_tjWmMpV1ojzzCs79vAbGkxHqUeviYVRIq0IwjxQGC6LExoXTOa7Qp3cjILSYPGWguJTNntHneFhtPya3ObzmAuw5ByJzgopbhhIBsTKXCFziVDO0prydx6U/s1600-h/P1040834.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjVVLHmHIf4nw9PPBvAy9s_tjWmMpV1ojzzCs79vAbGkxHqUeviYVRIq0IwjxQGC6LExoXTOa7Qp3cjILSYPGWguJTNntHneFhtPya3ObzmAuw5ByJzgopbhhIBsTKXCFziVDO0prydx6U/s320/P1040834.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295204497374074562&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;to. Opuszczając budynek dworca kierujemy się w górę w kierunku centrum. Czerniowice to bardzo ładne miasto, dużo architektury secesyjnej, której w naszym Gdańsku nie ma za dużo. Pochodziliśmy trochę po mieście starając się zobaczyć z niego jak najwięcej – m.in. okazały budynek uniwersytetu. Międzyczasie zatrzymaliśmy się na placu tuż pod pomnikiem wieszcza ukraińskiego Szewczenki, w celu zjedzenia śniadania. Komunikacją miejską (nie ma biletów, płaci się kierowcy na zakończenie kursu ok. 1 UAH) wróciliśmy na dworzec żeby złapać transport, najlepiej rejsowy autobus, do Rumunii. Okazało się że niestety autobus już odjechał, ale oto znowu pojawił się Ukrainiec z per&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgs_vF2zCJYRmbC-3DT50EVaaR934Cw1fqrRBqW2e9lXNpyjgxkX000O3zRYJvvjurGHQxCT6vwv0KoDHX8AVYjvqBBLNrH42OclDebiIQXPFaqeNMhhbJaO-iyh2bYqqhjRawPcJODdE8/s1600-h/P1040836.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgs_vF2zCJYRmbC-3DT50EVaaR934Cw1fqrRBqW2e9lXNpyjgxkX000O3zRYJvvjurGHQxCT6vwv0KoDHX8AVYjvqBBLNrH42OclDebiIQXPFaqeNMhhbJaO-iyh2bYqqhjRawPcJODdE8/s320/P1040836.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295207981747469746&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;onu. Nie mając zbytnio wyjścia, zgodziliśmy się z nim zabrać do Suczawy (Suceava), za 50 UAH od osoby (ok. 25zł). Trochę drogo, zważywszy ze to tylko kilkadziesiąt kilometrów. Czekając na parkingu na odjazd można było uraczyć się ukraińskim przysmakiem – kwasem chlebowym, prosto z wielkiego beczkowozu.&lt;br /&gt;Gdy zapełniliśmy wszystkie miejsca w mikrobusie (inaczej nie opłaca się jechać), ruszyliśmy w drogę. W radiu kilkakrotnie można było słyszeć hit ukraińskich rozgłośni „U nas na rejonie” (rap w stylu gangstersko-ulicznym). Czerniowice leżą dość blisko granicy ukraińsko-rumuńskiej. Na granicy spotkaliśmy polskiego strażnika granicznego, który został wysłany tutaj w ramach nadzorowania uszczelniania granic Unii Europejskiej. Pogadaliśmy trochę i dostaliśmy od strażnika nieco rad dotyczących Rumunii.Za kilkadziesiąt minut byliśmy już na miejscu w Suczawie. Kupiliśmy lokalną walutę – LEI. Banknoty są bardzo ciekawie wykonane – są bowiem z plastiku.&lt;br /&gt;Trzeba było szukać miejsca na nocleg, gdyż autobusy odchodzące do Istambułu wyruszały dopiero o 7 rano. Niestety wszystkie miejsca w hoteliku koło dworca autobusowego były już zajęte. &lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJpZD5-7mrdsetGDE3kX63-FIc0DJYIAaUoo05fHCB6zcjsKFMFfVWILomY_vK2fZazsAShIaQDvGFOsfggvQvtqaUqK5gw0hNa-3RaoSU70PSIYp9qNhLE8w7NpUek9mOsrucZ1EyaMM/s1600-h/P7173389.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: left; cursor: pointer; width: 239px; height: 320px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJpZD5-7mrdsetGDE3kX63-FIc0DJYIAaUoo05fHCB6zcjsKFMFfVWILomY_vK2fZazsAShIaQDvGFOsfggvQvtqaUqK5gw0hNa-3RaoSU70PSIYp9qNhLE8w7NpUek9mOsrucZ1EyaMM/s320/P7173389.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295202657346709634&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Napotkany pod kantorem Rumun-poliglota, władający biegle 14-toma językami, skierował nas do hotelu położonego niedaleko dworca kolejowego, po drugiej stronie miasta. Zanim tam się udaliśmy, odwiedziliśmy jeszcze targ (wybór w sumie spory, głównie warzywa, owoce, aromatyczne zioła. Ceny podobne jak w Polsce) oraz kilka cerkwi i kościołów. Cerkwie wyglądają w sumie podobnie – w środku panuje półmrok, ściany są bogato zdobione freskami przedstawiającymi wizerunki świętych, wiszą tam też ikony. Nie ma miejsc siedzących dla wiernych, ołtarz wygląda też inaczej niż w naszych kościołach. W cerkwiach znajdują się 3 pary drzwi, które otwierają się i przez które przechodzi pop (prawosławny ksiądz) w zależności od święta i uroczystości.&lt;br /&gt;Po odwiedzeniu świątyń skierowaliśmy się do hotelu położonego w rejonie dzielnicy Gare de Burdujeni. Przejazd autobusem komunikacji miejskiej niezależnie od trasy to koszt 1 LEI (kupuje się od biletera w autobusie). Na miejscu okazało się, ku naszej uciesze, że są wolne miejsca i to taniej niż się spodziewaliśmy. Za dwa pokoje 4-osobowe zapłaciliśmy razem 170 LEI, co daje ok. 20zł/os. W pokojach były łazienki, przyszedł więc czas na pierwszą w podróży kąpiel. Po ok. 2h pobytu zebraliśmy się i ruszyliśmy na miasto w poszukiwaniu jakiejś restauracji, byliśmy bowiem piekielnie głodni. Naszą uwagę przyciągnęła „Eugenia”.&lt;br /&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9SNEkpRI0T5BsnEkQ6obpJBBbdHuEHEH-WqvY3OCL1diB1XFby9L-gSXbURu7lpT2NwOc_XcZ2SrdkMrduCAXWlJmcjQdQ8jI20QXEHmXssJ8EHrh6H6fKDDjunPo-MDlm77lFiIwh_A/s1600-h/IMG_3233.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9SNEkpRI0T5BsnEkQ6obpJBBbdHuEHEH-WqvY3OCL1diB1XFby9L-gSXbURu7lpT2NwOc_XcZ2SrdkMrduCAXWlJmcjQdQ8jI20QXEHmXssJ8EHrh6H6fKDDjunPo-MDlm77lFiIwh_A/s320/IMG_3233.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5295233775440270258&quot; border=&quot;0&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Specjalnie dla nas otworzono kuchnię, gdyż teoretycznie było już zamknięte. Restauracja, położona w piwnicy, niedaleko targu, wyglądała jak żywcem przeniesiona z PRL-u. Zamówiliśmy głównie sznycle, jednak gdy pani (niestety nie Eugenia) dała nam na spróbowanie fasoli z mięsem, wnet prawie wszyscy zmienili zamówienie. Jedzenie było pyszne, a rumuńskie piwo ohydne. Zbliżał się wieczór. Postanowiliśmy jeszcze udać się na lokalny zabytkowy zamek położony na skraju miasta. Było już dość późno, ściemniało się, jednak zamek był wciąż otwarty dla turystów (2 LEI/os). Zamek z XVI w., dość dobrze zachowany, z ogromną fosą i dużymi kamiennymi murami, lecz oczywiście nie tej klasy co nasz Malbork. Przesiedzieliśmy pod gołym niebem kawałek czasu, racząc nasze podniebienia winem i rumuńskim serem. Ze względu na porę byliśmy zmuszeni wracać do hotelu pieszo na drugi koniec miasta. Rano musimy wcześnie wstać, aby załapać się na autobus do Turcji.&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8180836505393676875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8299451158513281298/posts/default/8180836505393676875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gambitgruzinski.blogspot.com/2009/01/3-ci-dzie-podry-czyli.html' title='3-ci dzień podróży, czyli'/><author><name>korko_czong</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06069653737009714010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6BMyle_LObbsPGzNBlmaWjom8nHV22QLlT_D8cqUM40b_5Gocuv57whulpCiaVxHGYjTVJ5NzGGUA7Bdxo7EAtq_PMZsjRsYU6JO_Zllp28AhYzp1sOPscAI85ikXvII/s220/183079251046af8ac099f6c.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJsvuaQcmJchmT7H6ETcqrKsm8eqd-ChByQe_bQXglZld2TRf97u0NgbZ_cKvcMHICJ_uRfPgvqdUfLRM8FtD2my-FkNdg8JKSMMyEsnbUY1UaJ1Gf5j4gDswWxHne1n1muYfGnahPw_I/s72-c/IMG_3177.JPG" height="72" width="72"/></entry></feed>