<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;DUcNRnw5eyp7ImA9WhVTGEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386</id><updated>2012-03-04T11:31:37.223+01:00</updated><title>Grzegorz Giedrys</title><subtitle type="html" /><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>102</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/GrzegorzGiedrys" /><feedburner:info uri="grzegorzgiedrys" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><feedburner:emailServiceId>GrzegorzGiedrys</feedburner:emailServiceId><feedburner:feedburnerHostname>http://feedburner.google.com</feedburner:feedburnerHostname><entry gd:etag="W/&quot;DEEFQns8fyp7ImA9WhVTFkU.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-7881636317329595740</id><published>2012-03-02T01:59:00.001+01:00</published><updated>2012-03-02T12:10:13.577+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-03-02T12:10:13.577+01:00</app:edited><title>Syndrom sztokholmski</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/zW_lTLbuAvk" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z początku mogłeś sobie na wiele pozwolić. Myślałeś, że panowie docenią niezależne i krytyczne myślenie, że właśnie dlatego tu się znalazłeś, że byłeś inny, wyróżniałeś się. I z początku tak właśnie było – panowie stawiali ciebie za wzór dla innych członków systemu. Miałeś przestrzeń do działania, mogłeś snuć śmiałe plany i realizować nowe pomysły. Nie było żadnych granic. Byłeś samodzielny w złym systemie – bez jakichkolwiek licencji i warunków. Panowie motywowali cię ciepłym słowem i zachęcali do wytężonej pracy. Drobny błędów nie dostrzegali, błędy zasadnicze zwalali na karb świeżości i niemal młodzieńczego zaangażowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poczułeś się na tyle silny, że chciałeś zaznaczyć swoją pojedynczość w  systemie, chciałeś otworzyć go na inne systemy. Żyłeś urojeniami, co w krótki i bolesny sposób panowie ci udowodnili. Twoja twarz przypominała twarze z podręcznika psychologii – przechodził przez nią lekki uśmieszek upokorzenia, który nie chciał się zastąpić żadnym grymasem. Wszystko w twoim ciele wydawało się bez sensu – słowa zamieniały się w zbędne sylaby, gesty należały do kogoś obcego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pamiętasz „Wygnanie z raju” Masaccia? Krwawy toruński anioł wskazał ci niegościnne i jałowe ziemie, na których będziesz żył w bólu. Ocalałeś w systemie, ale zasady się zmieniły. Najpierw się brzydziłeś panami, próbowałeś się buntować, nadludzkim wysiłkiem woli walczyłeś o siebie. Przegrałeś. Duma nie pozwoliła ci zrezygnować i odejść. Choć „duma” w tym wypadku to chyba nie jest najlepsze słowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Później zacząłeś rozumieć panów. Zacząłeś patrzeć na siebie ich oczami. To, co zrobiłeś, było rzeczywiście złe i spotkała ciebie zasłużona kara. Na miejscu panów postąpiłbyś podobnie, na miejscu panów wyznaczyłbyś sobie dotkliwszą karę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I teraz gdy powiedzą coś od siebie, gdy zażartują albo krzepiąco poklepią cię po ramieniu, oczy delikatnie zachodzą ci mgłą. A gdy złość panów dotyka kogoś w twoim otoczeniu, modlisz się, aby nigdy mu tego nie zapomniano, aby przyszła złość z przyzwyczajenia skupiała się na nim. Nie stać ciebie na najmniejszy odruch współczucia, jest tylko radość z czyjejś porażki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aż wreszcie zauważyłeś, że to była tylko próba. Panowie wyciągnęli dłoń, abyś do nich dołączył, do creme de la creme panów, do ich świętego oficjum, do najbardziej ciasnego kręgu. Zapomniałeś o dawnych upokorzeniach i wątpliwościach, które w nocy wyrywały ciebie ze snu. Jeszcze do nich nie należysz, na razie im asystujesz, ale kiedyś pogardliwym wzrokiem pana spojrzysz na człowieka, którego twarz zakryje maska ze wstydu i paniki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-7881636317329595740?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/oyzRZ2575ii6HzWJXXtIgDOhlZQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/oyzRZ2575ii6HzWJXXtIgDOhlZQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/oyzRZ2575ii6HzWJXXtIgDOhlZQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/oyzRZ2575ii6HzWJXXtIgDOhlZQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/tbE5uHT9OO8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/7881636317329595740/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/03/syndrom-sztokholmski.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/7881636317329595740?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/7881636317329595740?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/tbE5uHT9OO8/syndrom-sztokholmski.html" title="Syndrom sztokholmski" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/zW_lTLbuAvk/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/03/syndrom-sztokholmski.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0MMRnc5fip7ImA9WhVTEUU.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-1134152234406141369</id><published>2012-02-25T03:21:00.002+01:00</published><updated>2012-02-25T15:51:27.926+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-25T15:51:27.926+01:00</app:edited><title>Joanna Scheuring-Wielgus zmienia status związku na „to skomplikowane”</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/RG73Pk1yUj8" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Joanno, umówmy się najpierw na bezpieczne słowo,&lt;br /&gt;
zróbmy to dla twojego dobra. Bezpieczne słowo, &lt;br /&gt;
coś jak „turkusowa rewolucja”, które w porę skończy zabawę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umówmy się, że pewnych granic nie należy przekraczać,&lt;br /&gt;
Toruń w nomenklaturze porno to zła dziurka. &lt;br /&gt;
Jak dorośniesz, zrozumiesz, że polityka to nie są „Nowości”. &lt;br /&gt;
Polityka to jesteśmy my, tu, na tym wysypisku śmieci.&lt;br /&gt;
I powiesz temu miastu:&lt;br /&gt;
„Wstań, Toruniu, wstań z kolan i otrzyj usta. &lt;br /&gt;
Przełknij ślinę gorzką jak nikotyna,&lt;br /&gt;
przełknij coś, co tylko odbywa się i milknie”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zróbmy coś z tym miastem. &lt;br /&gt;
Niech nad Collegium Maius zawiśnie żałoba,&lt;br /&gt;
niech telebimy na pl. Rapackiego ogłoszą narodowe rekolekcje. &lt;br /&gt;
Spokój na stadionach, spokój u Rymanowskiego, &lt;br /&gt;
poważne telefony do Miecugowa.&lt;br /&gt;
Cejrowski znów staje się państwowcem, &lt;br /&gt;
Sekielski milczy, Semka przeprasza na wizji, &lt;br /&gt;
zapłakana Olejnik, Lis zakłopotany czeka, aż uratują go reklamy, &lt;br /&gt;
Michnik znów pisze o Mickiewiczu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Masz czterdzieści lat. &lt;br /&gt;
Śmierć w tym wieku już nikogo nie dziwi.&lt;br /&gt;
Tylko ona wszystko odmienia i naprawia, &lt;br /&gt;
odbywa się i milknie,&lt;br /&gt;
jest ostatecznym słowem w ludzkiej dyplomacji, &lt;br /&gt;
jest najczulszym z boskich gatunków zniszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co może stać się kobiecie po czterdziestce? &lt;br /&gt;
Demoniczne opętanie przez Margaret Thatcher? &lt;br /&gt;
George Soros pod postacią dokuczliwego poltergeista porozrzuca pranie?&lt;br /&gt;
Noam Chomsky jako chupacabra z Bielan?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Michał Zaleski i Waldemar Przybyszewski, gdy słyszą „Sto lat” dla ciebie,&lt;br /&gt;
gdy słyszą te słowa, przewracają się w grobach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Wiersz napisany z okazji 40. urodzin Joanny. &lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-1134152234406141369?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/J-vObDfx1EzXK1haQN1TJZTdKJ4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/J-vObDfx1EzXK1haQN1TJZTdKJ4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/J-vObDfx1EzXK1haQN1TJZTdKJ4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/J-vObDfx1EzXK1haQN1TJZTdKJ4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/ZgiDFYb-NNg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/1134152234406141369/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/joanna-scheuring-wielgus-zmienia-status.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/1134152234406141369?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/1134152234406141369?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/ZgiDFYb-NNg/joanna-scheuring-wielgus-zmienia-status.html" title="Joanna Scheuring-Wielgus zmienia status związku na „to skomplikowane”" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/RG73Pk1yUj8/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/joanna-scheuring-wielgus-zmienia-status.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkYMSHY6eSp7ImA9WhRaGUw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-2112354623383498946</id><published>2012-02-22T02:19:00.002+01:00</published><updated>2012-02-22T12:29:49.811+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-22T12:29:49.811+01:00</app:edited><title>Syndrom oblężonej twierdzy</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/0g_MNpS9hM0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Toruniu powstało stowarzyszenie Teraz Most, które zamierza dać odpór fali ataków na  inwestycję stulecia. Termin „powstało” jest w zasadzie mało precyzyjny – stowarzyszenia o tej nazwie próżno szukać w KRS. Możliwe, że Teraz Most to tylko oficjalna nazwa na cały zbiór tajnych związków i organizacji, które zamierzają walczyć z Hecerem – na wpół mitycznym internautą przedstawianym przez swoich przeciwników jako Człowiek, Który Chce Wstrzymać Toruń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Hecer ulega specyficznej metempsychozie. Jest figurą doskonałego wroga. Bywa Toruniem Bez Hałasu, Wojciechem Giedrysem, Platformą Obywatelską, czasami multiplikuje się i staje się ośmioma mieszkańcami ulicy Świerkowej. Antytoruńskie zło ukrywa się pod wieloma mylącymi nazwami, ale jego czar pryska, gdy tylko prezydent wymieni jedno z jego imion. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Most, odkąd zaczęła się jego budowa, nie wymagał wsparcia politycznego – nie trzeba było skrzykiwać posłów, profesorów, członków rady prezydenckiej i społeczników. Toruńscy urzędnicy twierdzą, że inwestycja jest przygotowana w zgodzie z wszelkimi standardami i absolutnie nic nie sugeruje, że przedsięwzięciu cokolwiek grozi, ale jednak zaplecze polityczne Michała Zaleskiego zamierza sięgać po wyjątkowe środki jak np. szukanie poparcia społecznego, zbieranie podpisów, działania PR. Skąd ta potrzeba – hmmm – spontanicznego oddolnego ruchu, który zwalczy wrogą reakcję? Chęć przypodobania się pryncypałowi? Może przewidywane realne zagrożenie inwestycji – w jej merytorycznym i finansowym kształcie? A może po prostu przygotowanie gruntu do cudownej interwencji politycznej, która uratuje miasto z wielkiej, choć urojonej opresji? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaki sposób stowarzyszenie będzie zabiegało o to, żeby most JEDNAK powstał w Toruniu? Chce działać radykalnie, błyskotliwie i brawurowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Możliwe, że to zwolennicy akcji bezpośredniej, wychowani na doświadczeniach kontrkultury końca lat 60. Na ulicy Świerkowej w Toruniu pojawi się żywy łańcuch albo siedzący protest, ale gdy te metody zawiodą studenci z pieśnią zespołu H5N1 na ustach wyjdą na ulice i z trzydziestek szóstek, jedenastek i dwudziestek dwójek wyrośnie na moście płonąca barykada. Można złamać kilku ludzi, ale nie złamie się idei. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Możliwe, że postawią na agresywny PR. Sekretarki wszystkich rządowych i unijnych instytucji nie nadążą z odbieraniem korespondencji i ogłoszą mailowe bankructwo. Hasła wspierające toruńską inwestycję dostaną najlepszy czas antenowy, nazwiska ojców założycieli staną się tagami w Pudelku, ich poczynania przejdą do niejednej miejskiej legendy, nawet kucharki i krawcowe będą śpiewały ballady o ich buncie. Zakłopotany Tusk będzie musiał na nowo skonstruować rząd. Spece od marketingu będą zastanawiali się, jak zarobić na Nowych Oburzonych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Anonymous zmieni swoje hasło na &lt;a href="http://tts.imtranslator.net/Jsuc"&gt;to&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na ogół jednak ludzie, którzy opracowują strategie społecznej manipulacji, źle kończą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-2112354623383498946?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/d-iZ1mVrgbAuZhloeGDrpRR-7nM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/d-iZ1mVrgbAuZhloeGDrpRR-7nM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/d-iZ1mVrgbAuZhloeGDrpRR-7nM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/d-iZ1mVrgbAuZhloeGDrpRR-7nM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/7vuAYwGrYn0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/2112354623383498946/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/syndrom-oblezonej-twierdzy.html#comment-form" title="Komentarze (5)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2112354623383498946?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2112354623383498946?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/7vuAYwGrYn0/syndrom-oblezonej-twierdzy.html" title="Syndrom oblężonej twierdzy" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/0g_MNpS9hM0/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>5</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/syndrom-oblezonej-twierdzy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMCSXk4cCp7ImA9WhRaFEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-7219194343310794135</id><published>2012-02-17T03:07:00.002+01:00</published><updated>2012-02-17T03:07:48.738+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-17T03:07:48.738+01:00</app:edited><title>Jak obrabować podatnika</title><content type="html">Zapanowała moda na filmy promujące miasta. Szczególnie w Toruniu, który reklamuje Toruń  kilkoma takimi produkcjami – na ogół za pieniądze podatników. Zaczęło się od raczej nieciekawego filmu w reżyserii Łukasza Karwowskiego, który wkrótce da się poznać jako twórca kolejnej zupełnie nieśmiesznej polskiej komedii „Kac Wawa”. Filmowiec pokazał miasto wyludnione, którego mieszkańcy gromadzą się jedynie z okazji meczu żużlowego na Motoarenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Później ktoś zrealizował wideo o roztańczonym Toruniu. Idea słuszna, wykonanie przyzwoite, ale założenie, że Toruń powinien się chwalić roztańczoną młodzieżą wydaje się dość głupkowate. Nie można też zapomnieć o fatalnym lip dubie w wykonaniu studentów UMK, który powstał za dotację unijną, czyli też z naszej kasy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urzędnicy dają się nabrać na hasła o promocyjnym potencjale takich produkcji. W przypadku lip dubu przynosi to zupełnie odwrotny efekt niż zakładany – film był dość powszechnie wyśmiewany jako zupełna porażka. To skok na kasę podatników.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedawno w sieci pojawił się klip „Toruń – miastem festiwali”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/Z8kOLgtfno8" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyzwoicie zrealizowana produkcja, z żywymi mieszkańcami, ale znów hasło wydaje się nieco głupkowate. Nie jesteśmy Edynburgiem, żeby się pod tym podpisywać. Nie mamy nawet przyzwoitego letniego festiwalu teatralnego – następcy świętej pamięci Bulwaru. Lato jest u nas martwe. W nieco mniejszym Olsztynie program kulturalny w wakacje wydaje się ciekawszy i bardziej zróżnicowany pod względem gatunkowym. Twórcy zapomnieli też o Kontakcie – najważniejszym festiwalu odbywającym się w Toruniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czekam na film o „Toruń – city of sports”, realizujący kolejne hasło naszych oświeconych urzędników. A tymczasem, drodzy czytelnicy, polecam wideo promujące ideę BiT City, czyli szybkiej kolei miejskiej między Bydgoszczą a Toruniem. Autorzy wygrali internet.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/bkVaXe_lf9E" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-7219194343310794135?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/b8NlHcJmlg_B7yNcRmNA3h8ZRaU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/b8NlHcJmlg_B7yNcRmNA3h8ZRaU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/b8NlHcJmlg_B7yNcRmNA3h8ZRaU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/b8NlHcJmlg_B7yNcRmNA3h8ZRaU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/usHd-e-VGM8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/7219194343310794135/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/jak-obrabowac-podatnika.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/7219194343310794135?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/7219194343310794135?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/usHd-e-VGM8/jak-obrabowac-podatnika.html" title="Jak obrabować podatnika" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/Z8kOLgtfno8/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/jak-obrabowac-podatnika.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0cERH05eCp7ImA9WhRbGE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-2476368945422221984</id><published>2012-02-10T01:30:00.004+01:00</published><updated>2012-02-10T01:50:05.320+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-10T01:50:05.320+01:00</app:edited><title>Ekshumacja katarzynki</title><content type="html">&lt;blockquote&gt;To niewątpliwie najbardziej osobista i najbardziej wielowarstwowa z książek autora „S@motności w Sieci”. Nieżyjąca matka (Irena Wiśniewska) pisze z czeluści piekielnych do swojego ukochanego syna Janusza na Facebooku. &lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;Powieść zaczyna się od urodzin Hitlera, które właśnie odbywają się w piekle, a później jest już tylko ciekawiej. Znajdziemy tu oryginalne rozważania o pochodzeniu człowieka, o Bogu, sztuce, tajemniczej chemii ludzkich uczuć. Dowiemy się, dlaczego za każdym razem, kiedy jest w Moskwie, Janusz L. Wiśniewski odwiedza grób pewnej młodej kobiety...&lt;br /&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/Tckr6IFVWPU" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Piekło Wiśniewskiego to dobrze zorganizowane miejsce, gdzie Facebook jest en vogue, a informacji szuka się na stronach www.skype.hell i www.google.hell, popularna jest wikipedia.hell, a w telewizji ogląda się kanał Hell24. Po sferach piekielnych spacerują (poza führerem i generalissimusem) m.in. Pinochet, Milošević i bin Laden, Einstein, Freud i Curie-Skłodowska, Klimt, Picasso i van Gogh, Baudelaire i Hemingway, Leśmian i Wojaczek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiśniewski przedstawia swoją autorską teorię tzw. bogonów, czyli cząsteczek boskich, które współtworzą materie wszechświata. W magnetyczny sposób opisuje metodę, jaką kochankowie mogą wyekstrahować z krwi i zobaczyć łączące się łańcuchy swoich DNA.&lt;br /&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/y-Fsfou190s" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Autor porusza temat swojego życia w Niemczech. „Synuś. Bo Ty Niemcem nigdy nie będziesz, prawda?” - pyta go zza grobu matka. Ona sam w ostatniej chwili nie wsiadła w styczniu 1945 r. na pokład statku Wilhelm Gustloff, tym samym unikając śmierci podczas bombardowania...&lt;br /&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/C67BNsOhD5c" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Fragmenty opisu książki „Na fejsie z moim synem” Janusza Leona Wiśniewskiego pochodzą ze strony Empik.com.&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Któregoś dnia młody mężczyzna i młody kobieta – załóżmy, że będą to studenci polonistyki – pod osłoną nocy staną z łomami przy Dworze Artusa. Przeprowadzą ekshumację katarzynki Janusza Leona Wiśniewskiego – autora takich zdań:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Ale róże ciągle lubię i gdy już się uspokoję tego 31 stycznia i gdy wieczorem piję herbatę z rumianku i słucham jego ulubionego Cohena, to myślę, że on jest właśnie jak róża. A róża ma też kolce. I myślę, że można płakać ze smutku, że róża ma kolce, ale można również płakać z radości, że kolce mają róże. Kolce mają róże. To jest ważniejsze. To jest znacznie ważniejsze. Mało kto chce mieć róże dla kolców... Ale przy Cohenie ma się takie myśli. Bo on jest taki przeraźliwie smutny. Rację ma ten brytyjski krytyk muzyczny: do każdej płyty Cohena powinni dodawać darmowe brzytwy. Wieczorem 31 stycznia potrzebuję herbaty z rumianku i właśnie Cohena. To przy jego muzyce i przy jego tekstach mimo tego jego sztandarowego smutku najłatwiej jest mi poradzić sobie z moim własnym.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-2476368945422221984?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QQZvfy-LNhJBLh_Kf4WOO8rrtkg/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QQZvfy-LNhJBLh_Kf4WOO8rrtkg/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QQZvfy-LNhJBLh_Kf4WOO8rrtkg/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QQZvfy-LNhJBLh_Kf4WOO8rrtkg/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/46wrwB8ES-M" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/2476368945422221984/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/ekshumacja-katarzynki.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2476368945422221984?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2476368945422221984?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/46wrwB8ES-M/ekshumacja-katarzynki.html" title="Ekshumacja katarzynki" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/Tckr6IFVWPU/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/ekshumacja-katarzynki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CU8CQ38zcSp7ImA9WhRbFU8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-5042594615863485899</id><published>2012-02-06T02:22:00.001+01:00</published><updated>2012-02-06T11:24:22.189+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-06T11:24:22.189+01:00</app:edited><title>Drugie narodzenie Olsztyna</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/7sFzaEXPDks" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do miast rodzinnych wraca się w święta. W święta można wyjść z domu, zobaczyć, jak zmieniło się otoczenie, kiedy się tu nie było. Co nowego powstało, co rozsypało się w proch. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ludzie się nie zmienili – gdy wszyscy wokół bogacili się albo biednieli, oni zostali tacy sami. Z tą samą alkoholową rezygnacją w oczach, z olsztyńską sennością w mowie i geście, ze szczerą odpowiedzią „Nic nowego” na grzecznościowe i retoryczne pytanie: „Co tam?” &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak jakby czas zatrzymał się w ostatnich latach liceum i zakonserwował szkolne gwiazdy socjometryczne. Które robią kariery jako pracownicy w firmach swoich ojców albo jako przedstawiciele handlowi z samochodem i prawem jazdy kategorii B. Których zastaje poranek następnego dnia w podłej knajpie prawie w centrum miasta. Olsztyn jest właśnie takim fajnym kumplem z liceum, któremu się nie powiodło. Bo gdy wszyscy wokół bogacili się albo biednieli, on w ogóle się nie ruszył z miejsca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najgorszy w tym mieście jest fatalizm. Olsztynianie przypominają trochę skazańca, którego prowadzi się na szafot. Mimo tego, że ma okazję do ucieczki i nawiązania równej walki z przeciwnikiem, będzie spokojnie szedł. Bo taki jego los. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Władza go rucha, on nie ruszy władzy, bo nie ma sensu ruszać władzy. Po co zmieniać władze, jak przyjdą po nich kolejne władze? Być może będą gorsze. Po co protestować, gdy prezydent ogłasza tak wielkie cięcia w budżecie kultury, że unicestwia kilka instytucji i cennych przedsięwzięć artystycznych? Ratusz i marszałek zabrali nam wszystko i nic nie mamy? Widać byliśmy za mało obrotni w tych okrutnych czasach. Dobrze, że dali święty spokój, że nie czepiali się. Mogło być gorzej. Dziękujmy za to, co mamy. Inni mają jeszcze mniej. Nie upominajmy się o nasze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Olsztynie „społeczeństwo obywatelskie” brzmi jak slogan z programu grantowego Fundacji Batorego. Samorząd wybiera się z obrzydzeniem, bo ani się obejrzymy, a nasi wybrańcy przestaną się mieścić w kategorii „My”, a trafią do szufladki z napisem „Oni”. Nie ma się zresztą co przejmować polityką – weźmy sobie do serca słowa tego Niemca Bismarcka: „Ludzie nie powinni widzieć, jak się robi kiełbasę i politykę”. Bardzo ciekawa postawa w świecie, w którym wszystko jest polityczne. Niech tam sobie Oceania walczy z Eurazją, a Wschódazja z Oceanią. Za chwile się to wszystko pozmienia tak, że będziemy wiedzieli, po której stronie walczymy. Nie zabierajmy głosu, zróbmy to dla naszego dobra i milczmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Olsztynianin w swoim mieście czuje się jak w przedpokoju. Albo się wchodzi w nie głębiej, albo się je zostawia. Możliwe, że to spadek mentalny po tym, że większość mieszkańców nie wywodzi się z tego regionu. Ten emocjonalny bagaż przekazany przed dziadów przesiedleńców ze Wschodu, ta skaza w DNA, przekazywana nam jako zbiorowa mądrość pokoleń, skutecznie powstrzymuje olsztynian przed rozgoszczeniem się w Olsztynie. Tak jakby ktoś zakodował w mieszkańcach, że na wszelki wypadek nie należy się tutaj zakorzeniać, bo znów ktoś może załomotać kolbą w drzwi i dać pięć minut na wyprowadzenie najcenniejszych dzieci. Nie ma się co specjalnie przyzwyczajać, przyjdą dawni właściciele albo jeszcze gorsi, bo nowi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Władze lubią władzę. Lubią formować się i rozformowywać. Reorganizować urząd pod pozorem remontu. Albo remontować pod pozorem reorganizacji. Rzesze urzędników niespecjalnie lubią zmiany. Przyjdzie nowe i będzie chciało nowego. Spróbuje modyfikować system, ale zrazi się po pierwszych niepowodzeniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Władza jest przemyślna. Literatura wspaniale się rozwija, wspaniale sobie radzi bez ingerencji  państwa, więc zetnijmy jej dotacje. Muzycy coraz lepiej sobie poczynają, nie rozwijajmy infrastruktury koncertowej, wystarczy zamkowy amfiteatr. Pozarządówka chce rozmawiać o przyszłości miasta, zadeklarujmy gotowość do rozmowy, ale nie przesadzajmy z entuzjazmem. Inwestować można w papiery, na kulturę daje się jałmużnę, dla świętego spokoju. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O Olsztynie na ogół jest cicho, nie mówi się o nim w ogóle. Czasami jakiś zbłąkany artysta wspomni publicznie o nagrodzie na spotkaniach zamkowych, czasami ktoś dostrzeże pisarzy albo muzyk wygra w głośnym konkursie telewizyjnym. O wszystkich, którym się powiodło poza granicami miasta, mówi się źle. Najtrudniej się znosi sukcesy przyjaciół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy wszystko wokół bogacą się albo biednieją, miasto zostaje z zerowym balansem. Jest takie jak znajomy, który był matrymonialną rewelacją na giełdzie towarzyskiej w liceum. Jest niezmienne, jak prababka wilniucząca sobie z duchami na krzesełku w przedpokoju. Jak zapomniany członek rodziny, którego nie daje się wyprosić z imprezy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Olsztyn przywieziony w bydlęcym wagonie poddaje się bez walki. Zna swoje wady, ale jest z siebie zadowolony. Musi się znaleźć ktoś, kto znajdzie choćby pęknięcie w tym kokonie i poprowadzi nóż do światła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/T83kLrNp1qs" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Tekst pojawił się na portalu &lt;a href="http://kulturaolsztyna.pl/"&gt;Kultura Olsztyna&lt;/a&gt;, któremu zależy na przyszłości mojego rodzinnego miasta.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-5042594615863485899?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/InOtcwkPgYUbDLjw9-16EjcyyNw/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/InOtcwkPgYUbDLjw9-16EjcyyNw/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/InOtcwkPgYUbDLjw9-16EjcyyNw/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/InOtcwkPgYUbDLjw9-16EjcyyNw/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/ERzujcK_oio" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/5042594615863485899/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/drugie-narodzenie-olsztyna.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/5042594615863485899?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/5042594615863485899?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/ERzujcK_oio/drugie-narodzenie-olsztyna.html" title="Drugie narodzenie Olsztyna" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/7sFzaEXPDks/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/drugie-narodzenie-olsztyna.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D04EQXc_fSp7ImA9WhRbEks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-634173125753651063</id><published>2012-02-03T03:49:00.004+01:00</published><updated>2012-02-03T11:45:00.945+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-03T11:45:00.945+01:00</app:edited><title>Czarne czarne serce (proza)</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/_tH3jwdmk98" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiesz, dziewczyno, że to się nie uda? Nie przetrwa. Masz 18 lat. To nie jest na zawsze, nie jest do końca. Rana po nim będzie długo krążyła w twoich żyłach. Po co to wszystko? Po co zaczynać?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słuchaj mnie. Słuchaj. Ta historia nie różni się od innych historii. To spotkanie, to pierwsze spotkanie, odkąd o sobie zaczyna mówić się „my”, obrasta w mitologię. Zawsze. Nie wiedział, jak zacząć. Po prostu wzięłam go za rękę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czułam się przy nim cała z pluszu. Doskonale znany spektakl. Znasz? Puzderka, pudełeczka wyściełane aksamitem, śmieszne pocztówki, szczeniaczki i koteczki, marginesy zeszytów pokryte jego inicjałami, pierwsza próba podpisu jego nazwiskiem, torebki po perfumach, różowe koperty i woniejący lawendą różowy papier, odcisk ust na białej kartce papieru, breloki w kształcie serca, całą noc rozmawiałam z nim w myślach, bileciki z nutami i miarą „dolce”, serce z gąbki starannie przyklejone do bileciku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pamiętam figurki z masy solnej. Figurka łosia z rewolwerem w dłoni. Zawsze kupował mi badziewie na urodziny, na kolejne rocznice. Nieważne było, czy drogie czy tanie; ważne, że zabawne i słodkie. Wchodził się do sklepu z badziewiem i brał szkaradną figurkę, te najbardziej szkaradne nadawały się do tego najlepiej. Dawał mi, a ja mówiłam, że słodko, i cieszyłam się, i stawiałam obok innych szkaradzieństw z masy solnej. Cała kolekcja urodzin i rocznic. Cała kolekcja walentynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolekcja listów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Najdroższa ma! Właśnie niezwykle aktywnie uczę się języka angielskiego. Mister Nauczyciel wypisuje na tablicy niejakie phrasal verbs prawdopodobnie tylko po to, aby nam to powtórzyć. Przepisałem i wracam do roboty po stokroć przyjemniejszej - do wyznawania Tobie miłości. &lt;br /&gt;
Dzisiaj jest trzydziestego września i jak nakazuje tradycja obchodzimy naszą dziewiątą miesięcznicę. Kochanie moje najdroższe - nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo Cię uwielbiam, bardziej od wszystkiego na Ziemi. &lt;br /&gt;
Jeszcze raz muszę Ciebie przeprosić za swoje pismo. Najprawdopodobniej będę musiał Ci przeczytać ten list, a jego sens wytłumaczyć, ponieważ jednocześnie odrabiam angielski i piszę do Ciebie. Nie mogę się doczekać Ciebie: Twojej słodkiej i całuśnej buzi, nie mogę się doczekać Twojego uśmiechu, dotyku i głosu. Uwielbiam, gdy szepczesz do mnie słowa miłości. Uwielbiam ten wzrok, jakim mnie obdarzasz - taki ciepły, serdeczny. &lt;br /&gt;
(Przerwa na angielski) Napisałem już dziesięć zdań z phrasal verbs. Są beznadziejne np. „Mój pies zaatakował mnie”, „To policja go zabiła” i tym podobne bzdury. &lt;br /&gt;
Kocham Cię. &lt;br /&gt;
P. S. Zapomniałem nadmienić, że Cię kocham.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
I ten intymny język też stracisz. Ten sekretny kod, którym nazywaliście rzeczy, ludzi, siebie. Tinko tinko, fiutałek, otki, spatki, spańki, słodka dziurka, niuniek i niuńka, pisiuńka, Misianio, kurtałka, motyle, butałki, nóżunie. Wszystkie części ciała. Wszystkie części garderoby. Wszystkie imiona. Ten intymny świat umiera. Śmierć języka jest gorsza niż śmierć narodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, który widział moje włosy łonowe. Gdy sprawy zaszły wystarczająco daleko, po prostu powiedziałam: „Następnym razem po prosty weź kondomy, ok?”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pamiętam tamtą pościel, pamiętam nawet koc. Niebieski, miły w dotyku. Pachniał później moim wnętrzem. Odcisnął się na nim mokry kontur ciała. Święty całun, tak go czcił. I te chwile kiedy mama krzątała się po kuchni, te chwile kiedy ojciec wchodził do domu, brzęcząc znajomo kluczami. Kiedy w niepokoju, jeszcze złączeni, słuchaliśmy, czy ich ciężkie kroki nie zbliżają się do nas. Ta cisza między nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza wspólna kąpiel jest zawsze później niż seks. To bardzo intymne. „Chcesz żebym zrobiła to buziom?” - chciałam go ośmielić, choć sama nigdy tego nie robiłam. Pomyślałam, że trochę infantylności nie zaszkodzi. „Opowiedz, jak było”. Lubiłam, gdy opowiada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pamięta ten lęk. Na pewno. Ten pierwszy lęk, najbardziej niszczycielski, który burzy w jednej chwili cały świat. Przez kilka dni dojrzewał do przypadkowego ojcostwa. Nie musiał dojrzewać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studia. Szczęśliwie się złożyło, że wybraliśmy filologię w Toruniu. Ja byłam lepsza z gramatyki, on z literatury. Dawaliśmy sobie radę. Razem pracowaliśmy do egzaminów. Ja robiłam notatki, on mi wykładał literaturę i pomagał w pisaniu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najdziwniejsze jest to, że choćbym nie wiem, jak starała sobie przypomnieć, nie mogę nic powiedzieć o dwóch latach, które poprzedziły nasze rozstanie. Wcześniej wszystko odbywało się w jakimś rytmie. Z czasem przestałam go czuć. Wszystko było takie oczywiste. On był.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogliśmy się już na siebie patrzeć. Unikałam go. Wstydziłam się za niego. Najgorsza rzecz ze wszystkich - wstydzić się za kogoś. Swój wstyd zawsze lżej znieść. Wstyd za kogoś upokarza dwie osoby. Nie przyznawałam się do niego. Raz gdy pojawił się na wydziale, pochyliłam głowę. Nie odbierałam telefonów. Mówiłam, że spałam. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lista usprawiedliwień  wydłużała. Nie dziś. Jutro. Muszę poczytać, powtórzyć materiał, będę zmęczona. Moi znajomi są w sąsiednim pokoju, jest cicho, ludzie usłyszą, muszę się umyć, boli mnie coś tam w środku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie będziecie mogli na siebie patrzeć. Do każdej rozmowy będzie potrzebny pretekst. Będziecie zmęczeni. Będziecie. Jak stary nawyk z dzieciństwa, który trzeba z siebie wyplenić. Jak ssanie kciuka, jak obgryzanie paznokci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez pięć lat, które przeżyłam w stałym związku, nauczyłam się tylko, jak rozstawać się w złym stylu. „Ja tu siedzę i czekam, a ty gdzieś tam sobie życie układasz, gnoju” - krzyczałam, gdy mi opowiedział o niej. Nie wiem, dlaczego ale wtedy poczułam, że muszę się ubrać na biało. Cała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Płakałam, gdy ktoś obcy poznawał moje ciało. Bo wiedziałam, że wszystko skończone i nie ma nadziei. To było coś poważnego. Tak wtedy mi się wydawało. Później unikałam siebie w lustrze. Pierwszy raz. Długo po wszystkim się myłam. Nazajutrz gdy wstałam, umyłam się znów. Wiedziałam, że nie jestem czysta. Ale moje ciało wiedziało, że za każdym następnym razem spotkanie z innymi ciałami będzie przychodziło łatwiej. Bo wierzy w swoją niewinność - tak silnie, jak nie uwierzy kiedyś w swoją śmierć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyno, oni wszyscy później chętnie ciebie przyjmą - z wszystkimi twoimi nawykami i ulubionymi pozycjami. I w niektórych twoich gestach odczują niepokojącą obecność innych mężczyzn. To proste, tylko trudno o tym mówić: że tamci się nad tobą pocili, że wypełniali w ten oczywisty sposób, że w lustrach byłaś później inna, w lustrach trochę obca, że odtąd było łatwiej, że mniej bolało, że czuło się to bardziej w środku. Że poruszali się w mięsie oswojonego zwierzęcia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po co to wszystko? Po co zaczynać te proste historie? Masz 18 lat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobrze, już dobrze. Już, już. To bajka. Tu nic nie jest naprawdę. To bajka, w której w końcu wylądujesz w małej chatce ze swoim księciem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za górami za lasami w czarnym czarnym lasie stał czarny czarny dom. Czarne czarne drzwi broniły do niego dostępu. Za czarnymi czarnymi drzwiami mieszkała chora chora dziewczynka. Wychodziła na skraj swojego czarnego czarnego snu. Patrzyła swoimi czarnymi czarnymi oczami w czarne czarne niebo. W dłoniach szorstko ściskała czarne czarne serce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-634173125753651063?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VnzOLB1HP2fOc5tkKggaUB6llbU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VnzOLB1HP2fOc5tkKggaUB6llbU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VnzOLB1HP2fOc5tkKggaUB6llbU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VnzOLB1HP2fOc5tkKggaUB6llbU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/a9O8efrKVpw" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/634173125753651063/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/czarne-czarne-serce-proza.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/634173125753651063?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/634173125753651063?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/a9O8efrKVpw/czarne-czarne-serce-proza.html" title="Czarne czarne serce (proza)" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/_tH3jwdmk98/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/czarne-czarne-serce-proza.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMBSHg4cCp7ImA9WhRbEUw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-6515066352630248237</id><published>2012-02-01T03:38:00.003+01:00</published><updated>2012-02-01T17:40:59.638+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-01T17:40:59.638+01:00</app:edited><title>Puste plastikowe kubeczki</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/BxSNpAU4fm8" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę się Wam do czegoś przyznać. W zeszłym roku wcale nie miałem zamiaru iść do wyborów. W przedwyborczą sobotę byłem wręcz pewien, że nie zrobię tego, co zwykle robiłem: zatykałem nos i głosowałem. Teraz w jednym przypadku wybrałem Ruch Palikota. Obiecuję poprawę i nie będę brał więcej udziału w tej zabawie, bo zostali mi tylko korwiniści, Pawlak i PiS. Na wszystkich swoich wybrańcach zawsze solidnie się rozczarowywałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruch Palikota to partia spektaklu, która bez mediów nie ma ani siły, ani reprezentacji. A gdy tylko prasa albo telewizja głębiej się przyjrzy temu – zapewne efemerycznemu - zjawisku na polskiej scenie politycznej, wychodzi cała miałkość tej formacji. Postulaty rozdzielenia państwa od Kościoła zakrzyczą jałowym sporem o krzyż na sali plenarnej sejmu. Dyskusję nad ustawą o związkach partnerskich zepsują zupełnie nierealnymi w tej konfiguracji politycznej hasłami o emancypacji gejów i lesbijek. Nie prościej byłoby stworzyć ramy prawne, które byłyby do przyjęcia przez sejmową konserwę, a później przy lepszej koniunkturze wprowadzić zapisy o związkach partnerów jednej płci? Zepsuli klimat wokół tej ustawy na tyle, że w najbliższej przyszłości nie da się nic z tym zrobić. Zapomnijmy o depenalizacji marihuany – skutecznie zdołali zniesmaczyć do tego pomysłu pozostałych posłów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najważniejsze, że będą pajacyki w „Szkle kontaktowym”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze gorzej Ruch Palikota prezentuje się na szczeblu lokalnym. Odnoszę wrażenie, że toruńscy członkowie tej partii wygrali nagrodę pocieszenia w jakimś konkursie na najlepsze wystąpienie publiczne. To zbieranina ludzi, których nazwiska nic nie mówią nawet osobom, które doskonale orientują się w małostkach lokalnego życia politycznego. Działacze o temperamencie politycznym kontrolerów biletów, maczystowskie wicewąsy, puste plastikowe kubeczki, które na konferencjach prasowych zawsze składają palce w piramidkę, bo tak podejrzeli u Balcerowicza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruch Palikota w Toruniu nie błysnął jak dotąd pomysłem na miasto. Nie opowiedział się po żadnej ze stron, wstrzymuje się dyplomatycznie od głosu. Tworzy nieustannie lokalne struktury, formuje się. Aleksander Weiwer, szef toruńskiego RP, w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” zaznaczył:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;W radzie miasta pewnie zastąpimy SLD. Najbliższa jest nam Platforma, ale nie mogę wykluczyć koalicji z prezydenckim Czasem gospodarza. Trudno mi sobie wyobrazić za to sojusz z PiS-em.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
A to oznacza, że niespecjalnie różnią się od SLD, najbliższa pod względem ideowym jest dla nich PO, co oczywiście nie powstrzyma ich przed dzieleniem się władzą z prezydenckim ugrupowaniem. Trudno im sobie wyobrazić sojusz z partią Kaczyńskiego, ale – hej – czego się nie robi dla stołka wiceprezydenta? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Głupio się patrzy na dorosłych ludzi, jak idą z drabiną przez miasto, niosąc z udawanym entuzjazmem maskę, o której istnieniu dowiedzieli się w sobotę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;DOPISEK:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Palikotowcy nie zastanowili się, komu zakrywają twarz maską Guya Fawkesa. Po co zasłaniać Kopernika, który był znacznie większym rewolucjonistą niż twórca nieudanego spisku prochowego? Palikotowcy mogli spokojnie wykorzystać postać patrona Torunia do uświadomienia mieszkańcom, czym w istocie jest ACTA. Bo kontrola nad własnością intelektualną nie jest wcale rzeczą nową. Gdy żył i pracował Kopernik, Kościół miał niemal wyłączność na kopiowanie i dystrybucję książek. Rzym wpisał dzieło Kopernika na indeks, aby zapobiec jego dystrybucji. Pamiętajmy też, że za przekład i egzegezę Biblii karano w tych czasach śmiercią. Palikotowcy, gdyby chwilę pomyśleli, dopiekliby klerowi, przypomnieliby światu Kopernika i ostrzegliby torunian przed ACTA.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-6515066352630248237?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MKvJEpIQVIKW8a465g-Ac86Vp9E/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MKvJEpIQVIKW8a465g-Ac86Vp9E/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MKvJEpIQVIKW8a465g-Ac86Vp9E/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MKvJEpIQVIKW8a465g-Ac86Vp9E/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/0QxKYQ5oELE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/6515066352630248237/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/puste-plastikowe-kubeczki.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6515066352630248237?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6515066352630248237?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/0QxKYQ5oELE/puste-plastikowe-kubeczki.html" title="Puste plastikowe kubeczki" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/BxSNpAU4fm8/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/02/puste-plastikowe-kubeczki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ak4MR3s5cSp7ImA9WhRUFE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-3433172094479277158</id><published>2012-01-17T04:16:00.002+01:00</published><updated>2012-01-24T13:43:06.529+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-24T13:43:06.529+01:00</app:edited><title>Witajcie w naszej bajce</title><content type="html">1. &lt;br /&gt;
Mazury w zeszłym roku startowały w plebiscycie na Siedem Cudów Świata Natury, w którym znalazły się na zaszczytnym czternastym miejscu. Teraz kandydatem do miana jednego z siedmiu najpiękniejszych miast na świecie jest Toruń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urzędnicy już zaczęli grzać silniki, żeby zdobyć ten zaszczytny tytuł – już spamują, już zachęcają do spamu, do bezmyślnego klikania i wypełniania formularzy. Nasze władze dużą wagę przykładają do tytułów, które trzeba sobie wytupać, a nie wydreptać na wąskich korytarzach rządowych i unijnych instytucji. Przepadła Europejska Stolica Kultury, Toruń był chyba jedynym miastem, który zupełnie zapomniał o Euro 2012. Ostatni liczący się tytuł zdobyła poprzednia administracja – miejsce na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz zadowolimy się drugim miejscem w internetowej sondzie „Rzeczpospolitej” i powalczymy o zaszczytną lokatę w zabawie przygotowanej przez jakiś szwajcarskich cwaniaków. Ale czego się nie robi dla banerka na oficjalnej stronie miasta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. &lt;br /&gt;
Zawsze uważałem, że Starówka jest tylko martwą dekoracją. Nigdy na nią nie zwracałem większej uwagi. Przez pięć lat mieszkałem nad sklepem z rowerami i indonezyjskimi meblami. Zaraz obok obok szkoły dla pielęgniarek wykwitała katedra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbyt wielka. Te sklepienia i filary, toczone bez umiaru. I wśród nich jeden Bóg, który jest Bogiem zazdrosnym, i Bóg drugi, który chce przeglądać się w tysiącach obrazów stworzonych na swoje podobieństwo i chwałę. Wszystko zaczyna się od włożonej do kropielnicy miski ze święconą wodą. Takiej, w której moczy się brudne ubrania i opuchnięte stopy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W toruńskich kościołach wierni czują się jak turyści, zimno tam u Pana i pachnie naftaliną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. &lt;br /&gt;
Nie ma lepszego Torunia na świecie niż Toruń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza sztuka współczesna jest współczesna, bo sztuka jest sztuka, jak mówił nasz brat Bogusław Linda. Mówią, że poczucie humoru jest funkcją inteligencji i nawet artyści, którzy do nas przyjeżdżają, dają się na ten aforyzm nabrać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/QBhfHHg2Glk" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym idolom odległe są życiowe i artystyczne kompromisy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/vrlbokZPP48" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze telewizje są wzorem najwyższych standardów dziennikarskich. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/EPcKIci2ytM" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasza młodzież jest niecierpliwa i niepokorna. Wie, co ze sobą robić w czasie wolnym od pracy i nauki. &lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/6TgY9GaAdvs" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze władze mają spójny pod względem ideologicznym wizerunek.&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/XaF8ICpBK0k" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze wieczorowe eventy łączą świat biznesu i mody. Mamy swojego Michela Adama i jego kolekcje diamentów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/uRn36vtIS0Q" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po co ścigać się na głosy z byle Bydgoszczą, skoro już jesteśmy cudem?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-3433172094479277158?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lm437uEFrHLETXRjEad8azmafXQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lm437uEFrHLETXRjEad8azmafXQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lm437uEFrHLETXRjEad8azmafXQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lm437uEFrHLETXRjEad8azmafXQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/yMrWFYjVnjU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/3433172094479277158/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/01/witajcie-w-naszej-bajce.html#comment-form" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/3433172094479277158?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/3433172094479277158?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/yMrWFYjVnjU/witajcie-w-naszej-bajce.html" title="Witajcie w naszej bajce" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/QBhfHHg2Glk/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/01/witajcie-w-naszej-bajce.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0QCSHcyfip7ImA9WhRVEUQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-2537029433271244644</id><published>2012-01-10T02:15:00.003+01:00</published><updated>2012-01-10T11:29:29.996+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-10T11:29:29.996+01:00</app:edited><title>Apokalipsa wg św. Przemysława</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VFhoTVbPKzM/TwuQ9hYa0_I/AAAAAAAAAH8/6LuO90CEbC8/s1600/13049683.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="349" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-VFhoTVbPKzM/TwuQ9hYa0_I/AAAAAAAAAH8/6LuO90CEbC8/s400/13049683.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inicjatywa Kulturalna obudziła się ze snu zimowego i zaczęła wklejać linki na Facebooka. Nie wiem, czy jakakolwiek rewolucja zaczęła się od filmiku z ziewającym kotkiem, ale jakby co poproszę o taki właśnie sygnał do jej rozpoczęcia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczególnie zainteresował mnie link z wiadomością z oficjalnego serwisu Urzędu Miasta Torunia, który przedstawił swoje plany na Euro 2012. Jak wiadomo, większość polskich miast marzy o tym, aby ich centra zamieszkały orangutany, które będą się przez trzy tygodnie żywiły piwem i kebabem. Toruń oczywiście nie odstaje od peletonu i usiłuje przygotować dla nich coś w rodzaju programu artystycznego. Pomnik Kopernika zamieni się w pomnik białoczerwonego kibola, rynek - w pijalnię browara, a osiedlowe orliki ożyją od radosnych bluzgów rywalizujących ze sobą gimnazjalistów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby zyskać szacunek ludzi ulicy, odbędzie się konkurs graffiti. Do klimatu szlachetnych zmagań na boisku nawiążą wystawy Muzeum Okręgowe i Dworu Artusa. Nie może zabraknąć wypieku pierników i innych łakoci dla naszych milusińskich – muzeum przygotuje ekspozycję pierników wypieczonych z okazji Euro 2012. W pięknych okolicznościach Starówki, wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, będzie można sobie porżnąć w piłkarzyki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbędzie się także event pt. „Piłkarski rap”. To nie będzie niestety ustawka kiboli Elany i Apatora, ale zwyczajny mecz między Reprezentacją Artystów Polskich a Reprezentacją Torunia. Organizatorzy nie wyjaśniają, dlaczego impreza odwołuje się do szlachetnego gatunku muzycznego; zdradzają jedynie, że w składzie lokalsów zagrają urzędnicy, politycy, sportowcy, dziennikarze, artyści, biznesmeni i mieszkańcy Torunia – nie tacy tam zwykli, tylko wyselekcjonowani w konkursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Toruńska Agenda Kulturalna jak zwykle stara się popsuć święta i już w czerwcu zaprasza na „Koniec świata 2012 w Toruniu”, czyli imprezę „związaną z przepowiednią astronomiczną dotyczącą końca świata”. TAK ma doświadczenie w spieprzaniu wszystkich plenerów w mieście, więc możemy być spokojni o jedno: prorok Eliasz nie zstąpi z Niebios i nie rzeknie: „Teraz!”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mamy jeszcze pół roku, aby pospekulować, jak będzie wyglądała ta katastrofa estetyczna o biblijnej skali. Zanim spłonie trzecia część ziemi, drzew i wszystka trawa zielona, ulicami miasta przejdzie barwny korowód aktorów Baja Pomorskiego w strojach z epoki. Zanim trzecia część wód stanie się krwią, na rynku odbędzie się fireshow. Zanim trzecia część wód stanie się piołunem, zobaczymy widowiskowy pokaz fajerwerków. Pojawi się Abaddon, czyli dj Adamus, który zaznajomi prowincję z najnowszymi stołecznymi trendami muzyki house. Dwie miriady miriad wolontariuszy będzie rozdawało okolicznościowe ulotki z logo ESK. Gdyby Toruń był ładniej położony, wspiąłbym się na jakąś górkę, z której lepiej byłoby widać, jak Bestia 666 połyka to niewdzięczne miasto. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zawsze liczyłem, że zginiemy w wyniku pełnoskalowego konfliktu jądrowego, a tu niestety TAK przygotował dla nas kosmiczny kataklizm. Każdy ma taką śmierć, na jaką sobie zasłużył. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/ltc5EsuyBh4" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-2537029433271244644?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZDUEJo0YmkzdhqnKJ14_KFADxCw/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZDUEJo0YmkzdhqnKJ14_KFADxCw/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZDUEJo0YmkzdhqnKJ14_KFADxCw/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZDUEJo0YmkzdhqnKJ14_KFADxCw/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/hB4AzPWjF18" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/2537029433271244644/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/01/apokalipsa-wg-sw-przemysawa.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2537029433271244644?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2537029433271244644?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/hB4AzPWjF18/apokalipsa-wg-sw-przemysawa.html" title="Apokalipsa wg św. Przemysława" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/-VFhoTVbPKzM/TwuQ9hYa0_I/AAAAAAAAAH8/6LuO90CEbC8/s72-c/13049683.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/01/apokalipsa-wg-sw-przemysawa.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DU4EQH0zcSp7ImA9WhRWGEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-6456749295722575624</id><published>2012-01-06T01:49:00.005+01:00</published><updated>2012-01-06T14:51:41.389+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-06T14:51:41.389+01:00</app:edited><title>Ta rewolucja zaczęła się w Bydgoszczy</title><content type="html">Gdy dostałem newsletter ze strony kulturawbudowie.pl, nie mogłem zupełnie uwierzyć w to, co czytam. Bydgoszczanie zrobili rzecz, która całkowicie wyprzedziła w czasie jakiekolwiek – nawet te najbardziej śmiałe - postulaty kongresów kultury w Krakowie i Wrocławiu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oddali kulturę w ręce ludzi. Zlikwidowali wydział kultury w Urzędzie Miasta, w to miejsce powołali Biuro Kultury Bydgoskiej, które – oprócz administracji nad infrastrukturą kulturalną - zamierza pilnować postanowień Bydgoskiego Paktu dla Kultury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To rozwiązanie pionierskie, bez precedensu w najnowszej historii tego kraju - władze miasta oddają część swoich zadań mieszkańcom – przenoszą na nich odpowiedzialność za kształt swojej kultury.  Samorządność. Demokracja. Solidarność. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To już nie jest miasto z tej piosenki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/PlCUS8FaATs" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-6456749295722575624?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/mFv2CC31yFJDNxX9L1kHlcCiZZE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/mFv2CC31yFJDNxX9L1kHlcCiZZE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/mFv2CC31yFJDNxX9L1kHlcCiZZE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/mFv2CC31yFJDNxX9L1kHlcCiZZE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/ckW9BYlNvWg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/6456749295722575624/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/01/ta-rewolucja-zaczea-sie-w-bydgoszczy.html#comment-form" title="Komentarze (5)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6456749295722575624?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6456749295722575624?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/ckW9BYlNvWg/ta-rewolucja-zaczea-sie-w-bydgoszczy.html" title="Ta rewolucja zaczęła się w Bydgoszczy" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/PlCUS8FaATs/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>5</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/01/ta-rewolucja-zaczea-sie-w-bydgoszczy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkQNRHw7fip7ImA9WhRWFUg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-2854025978486592799</id><published>2012-01-03T03:05:00.007+01:00</published><updated>2012-01-03T03:39:55.206+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-03T03:39:55.206+01:00</app:edited><title>Nowe standardy w HR. Wersja toruńska</title><content type="html">&lt;a href="http://imgur.com/n3fk2"&gt;&lt;img src="http://i.imgur.com/n3fk2.png" alt="" title="Hosted by imgur.com" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-2854025978486592799?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZeGPg1bYud8lHwicp2quXoFa5Vk/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZeGPg1bYud8lHwicp2quXoFa5Vk/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZeGPg1bYud8lHwicp2quXoFa5Vk/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZeGPg1bYud8lHwicp2quXoFa5Vk/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/piU5Z7MErM4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/2854025978486592799/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/01/nowe-standardy-w-hr-wersja-torunska.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2854025978486592799?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2854025978486592799?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/piU5Z7MErM4/nowe-standardy-w-hr-wersja-torunska.html" title="Nowe standardy w HR. Wersja toruńska" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2012/01/nowe-standardy-w-hr-wersja-torunska.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkYEQn46cSp7ImA9WhRWE0k.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-3421292984656033837</id><published>2011-12-31T17:15:00.000+01:00</published><updated>2011-12-31T17:15:03.019+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-31T17:15:03.019+01:00</app:edited><title>Dobrze, że to się skończyło</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/pSK-1guFLDk" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rok 2011 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rok 2011 był rokiem rozczarowań i utraty złudzeń, egoizmu, który wygrał z duchem zbiorowości, okopania się na swoich pozycjach, a nie zdobywania przyczółków na liniach wrogów. To był pierwszy rok, który Toruń przeżył bez marzeń o tytule Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. Wiele nadziei wiązałem z Turkusową Rewolucją - w tym roku wrzenie zupełnie wygasło. Rewolucja strąca głowy i zmienia hierarchie, ta jednak wybrała drogę legitymizacji ancien regime. W Toruniu marzenia o zmianie środowisko artystyczne postanowiło oddać politykom i profesjonalnym firmom zajmującym się marketingiem miast. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Bydgoszczy jest zupełnie inaczej – środowisko podpisało z władzami miasta pakt, który nakazuje administracji ciągłe i progresywne wsparcie instytucji, organizacji pozarządowych i artystów. Wytargowało dla siebie dwa miliony złotych i wszystko wskazuje, że w przyszłym roku ten trend się utrzyma. W tym czasie Toruń postanowił zachować status quo – pobieżna lektura budżetu na 2012 rok mówi jedno: nie zmieni się nic. A jeśli w finansowaniu kultury nic się nie zmienia, kultura bieduje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bydgoszcz – te wyśmiewane przez torunian Kielce województwa kujawsko-pomorskiego – będzie najmocniejszym i najbardziej dynamicznym ośrodkiem w regionie. Niewykluczone, że wielu naszych artystów będzie pracowało przede wszystkim na rzecz wielkiego sąsiada. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zastój w Toruniu się pogłębi. Turkusowe eNeRDe będzie promowało swoich didżejów. Studenci znów niczego nie zrobią. Artyści będą narzekali. Toruńska Agenda Kulturalna – spadkobierca instytucji, która pogrzebała nasze szanse na 2016 rok – wybroni się znów przed zamknięciem. CSW wyda wszystkie swoje pieniądze na jedną nieistotną wystawę i przez kolejne miesiące będzie robiła prezentacje związkowej sztuki. Do Od Nowy przyjdzie mniej widzów. Dwór Artusa, Toruńska Orkiestra Symfoniczna, Wozownia, CK Zamek Krzyżacki raz na jakiś czas pozwolą sobie na coś ciekawego. Środowiska nie będą już dzieliły konflikty, nie będzie konkurencji, nie będzie wymiany idei – będzie cichy żal nad własną małością przy pięćdziesiątce wódki w Kontrapunkcie albo w jeszcze gorszym miejscu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Toruń stanie się zwykłym, niespełna dwustutysięcznym miastem w kraju, którego władze boją się mówić o kryzysie. Najsilniejsi wyjadą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby przyjąć, że władze Torunia miewają równie apokaliptyczne myśli, nieco nowego sensu nabiera przyznanie najwyższego miejskiego odznaczenia Wiesławowi Smużnemu - artyście, który fetyszyzuje wszystkie ładne liczby: daty typu 12.12.12 i godziny typu 10.10. Czyżby prezydent przeczuwał, że to najstosowniejszy i ostatni moment, żeby przyznać mu to wyróżnienie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-3421292984656033837?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CnXcBQVqJ3FugsaURHOsk44I5Pk/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CnXcBQVqJ3FugsaURHOsk44I5Pk/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CnXcBQVqJ3FugsaURHOsk44I5Pk/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CnXcBQVqJ3FugsaURHOsk44I5Pk/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/m_hWndK38C4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/3421292984656033837/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/dobrze-ze-to-sie-skonczyo.html#comment-form" title="Komentarze (7)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/3421292984656033837?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/3421292984656033837?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/m_hWndK38C4/dobrze-ze-to-sie-skonczyo.html" title="Dobrze, że to się skończyło" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/pSK-1guFLDk/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>7</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/dobrze-ze-to-sie-skonczyo.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A0EASHY5fip7ImA9WhRXFUk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-447095654019273596</id><published>2011-12-22T03:45:00.001+01:00</published><updated>2011-12-22T11:27:29.826+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-22T11:27:29.826+01:00</app:edited><title>Najświętsze słowa mojego życia</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/wx0JKlaLMqA" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czasami zdaje mi się, że myśl ludzka zmierza do jednego kulminacyjnego momentu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do tej pory myślałem, że osiągnęła ten punkt w chwili, gdy pojawiło się Battlefield: Bad Company 2. Teraz wiem, że myliłem się – jesteśmy jedynym światem, który ma Battlefield 3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kciukach zrobiły mi się odciski. W ciasnych mapach używam supporta, w wolnych inżyniera. W środę przed północą zestrzeliłem swoim SU pierwszy wrogi samolot. Ciężko uwierzyć, ale koleś był gorszym pilotem ode mnie. Gra jest po prostu epicka i - przed świętami i podsumowaniami -  mogę się zdobyć tylko na bałwochwalczy zachwyt nad sieciową strzelanką. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli macie BF3 i xboksa, zaproście mnie do znajomych. Jestem vertigoziggurat – na cześć tajnego levelu Quake'a bez grawitacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod choinkę dostanę Skyrim, więc czekają mnie pracowite święta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/pJKeqcL7MFs" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-447095654019273596?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/G-23AwbDQy3O4UC5_7RUCDBlxTU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/G-23AwbDQy3O4UC5_7RUCDBlxTU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/G-23AwbDQy3O4UC5_7RUCDBlxTU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/G-23AwbDQy3O4UC5_7RUCDBlxTU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/BNtTVYZJIdM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/447095654019273596/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/najswietsze-sowa-mojego-zycia.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/447095654019273596?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/447095654019273596?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/BNtTVYZJIdM/najswietsze-sowa-mojego-zycia.html" title="Najświętsze słowa mojego życia" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/wx0JKlaLMqA/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/najswietsze-sowa-mojego-zycia.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEMFRn8yfSp7ImA9WhRXEE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-6634692339465938918</id><published>2011-12-16T03:26:00.000+01:00</published><updated>2011-12-16T03:26:57.195+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-16T03:26:57.195+01:00</app:edited><title>Rozmowa kwalifikacyjna. Wersja toruńska</title><content type="html">&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WzMLpSGMqhY/TuqsIXCz_GI/AAAAAAAAAGs/dvEpXC4C4YQ/s1600/rozmowakw" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="350" width="500" src="http://1.bp.blogspot.com/-WzMLpSGMqhY/TuqsIXCz_GI/AAAAAAAAAGs/dvEpXC4C4YQ/s400/rozmowakw" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-6634692339465938918?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bA4146K3Jzmrh08AWW4dHJ3Yd8s/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bA4146K3Jzmrh08AWW4dHJ3Yd8s/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bA4146K3Jzmrh08AWW4dHJ3Yd8s/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bA4146K3Jzmrh08AWW4dHJ3Yd8s/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/010To55a2JA" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/6634692339465938918/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/rozmowa-kwalifikacyjna-wersja-torunska.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6634692339465938918?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6634692339465938918?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/010To55a2JA/rozmowa-kwalifikacyjna-wersja-torunska.html" title="Rozmowa kwalifikacyjna. Wersja toruńska" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-WzMLpSGMqhY/TuqsIXCz_GI/AAAAAAAAAGs/dvEpXC4C4YQ/s72-c/rozmowakw" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/rozmowa-kwalifikacyjna-wersja-torunska.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUMBQ349eSp7ImA9WhRQGUk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-358664907549405078</id><published>2011-12-15T02:03:00.004+01:00</published><updated>2011-12-15T11:04:12.061+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-15T11:04:12.061+01:00</app:edited><title>Nuklearna zima</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/tEl8G1LhSbY" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pamiętam, że bałem się „Porannej wiadomości”. Mim wykrzywia się dla telewidzów, straszy ich mięsem języka, zamaskowani maszerują po hałdach, a werble dają sygnał do wystrzału. Jest schron – jak w powracającym złym śnie o pachnących trutką piwnicach w bloku przy ul. Kaliningradzkiej. Spocony mężczyzna i kobieta - z jej wszystkimi miękkimi granicami, miejscami, gdzie się wilgotna nie domyka. Zamykam oczy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pamiętam później kuchnię w domu na Traugutta, galaretę stygnącą na parapecie, „Białą flagę” w Radiu Olsztyn, pieczeń przewiązaną sznurkiem, gotujące się warzywa na sałatkę, matkę, jak mówi: „Ciechowski nie żyje. Taki młody człowiek”. Chociaż nie wiem, jak bym się starał, nie przypomnę sobie, czy za oknem był śnieg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy umiera Violetta Villas – królowa tandety, matka chrzestna polskiego bezguścia, symbol naszego nieudacznictwa, alegoria zmarnowanych szans i urojeń – naród płacze, szykuje państwowy pogrzeb i reprezentatywną kwaterę. O jej bezradności i heroizmie wiedzą kucharki i sprzątaczki. O jej dewocji mówią listy pasterskie, głośniki na dworcach i w windach. Tomasz Lis zacina się w połowie zdania, wzdycha, bawi się zakłopotany mikrofonem. Wstrzymuje się od głosu, nie potwierdza, nie zaprzecza. Wszyscy rozpaczają, że nie dostrzegali ewidentnych znaków – stygmatów na nadgarstkach papieży, płaczących krwią figurek Madonny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy o poecie mówi się w głównym wydaniu „Wiadomości”, to znaczy, że poeta nie żyje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/c-gLOBLIKSk" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Władza należy do tego, kto trzyma mikrofon.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-358664907549405078?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/HfDkLGoMxJjw2iq4KRXgPv3L8Nw/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/HfDkLGoMxJjw2iq4KRXgPv3L8Nw/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/HfDkLGoMxJjw2iq4KRXgPv3L8Nw/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/HfDkLGoMxJjw2iq4KRXgPv3L8Nw/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/Zpm46u6vJMc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/358664907549405078/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/nuklearna-zima.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/358664907549405078?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/358664907549405078?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/Zpm46u6vJMc/nuklearna-zima.html" title="Nuklearna zima" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/tEl8G1LhSbY/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/nuklearna-zima.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMMSH0-cCp7ImA9WhRQFkk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-6446450892318232590</id><published>2011-12-11T23:59:00.001+01:00</published><updated>2011-12-12T00:01:29.358+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-12T00:01:29.358+01:00</app:edited><title>Nienawiść. Wersja toruńska</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/ZnHmskwqCCQ" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Raz jeszcze powtarzam - to red. Giedrys jako redaktor zajmujący się kulturą w lokalnej gazecie jest odpowiedzialny za: 1. Pokazywanie środowiska artystycznego jako skłócone, zwaśnione i drapieżnie skaczące sobie do oczu. 2. Sam podsyca różne waśnie i konflikty poprzez snucie różnych domysłów w stylu teorii spiskowej.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Grzegorz Giedrys powinien zostać politykiem i tam realizować swoje fantazje na temat urabiania rzeczywistości do swoich wyobrażeń. Nie będzie musiał dłużej udawać obiektywizmu. Albo niech już będzie tym poetą, czy dramaturgiem. Bo nie można być jednocześnie twórcą i dziennikarzem. Nie można jednocześnie wystawiać sztuki w CWCW Wicza i pisać o tym artykułów, nie można odbywać spotkań autorskich w Dworze Artusa i jednocześnie recenzować pracy dyrektora tego przybytku. Tak się po prostu nie da, a przynajmniej normalna gazeta na to nie pozwala. &lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Apeluję do naczelnego gazwybu o odsunięcie redaktora Giedrysa z działu kultury. Jeśli już musi być w redakcji, niech pisze o polityce, albo żużlu!&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Jaką wysoką klasę bezrozumny bidoku? Boisz się ,że pozostanie ci rozdawanie ulotek na bezrobociu i wypisujesz bzdety ,żeby przypodowac się miejscowej klice? Trzeba było skończyć techniczną uczelnię ,wówczas pracy nie brakowałoby dla ciebie a tak jestes jedynie posłusznym pieskiem poszczekujacym tak jak pan nakaże.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Moim zdaniem jedyne co było wysokie na tym festiwalu i krótko po nim to wysokoprocentowy alkohol wypity m. in. przez autora artykułu a następnie wysoka ilość promili w krwi. Ps. CV do gazet nie muszę pisać ,bo w młodości chciało mi się uczyć matematyki i innych ścisłych przedmiotów. Dzięki temu nie muszę obecnie robić z siebie błazna .&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;gg po raz kolejny podniecony bzdetną imprezką. On sam jest gwiazdą lokalnej głupoty.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Giedrys przynosi wstyd dziennikarstwu przez brak etyki. Wykorzystuje Gazete do swych prywatnych interesow bo promuje swoich kolesiow. Ten festiwal do kompletne dno. Wydano kupe pieniedzy by grupka tandeciarzy kolesiow kolesiow Giedrysa mogla sie zabawic i skasowac pare groszy.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Giedrys skompromitowal sie ostatecznie jest calkowicie niewiarygodny&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Giedrys nie kompromituj się chłopie dalej.Weż się lepiej za łopatę i buduj A-1.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Koleś jest kompletnym, wręcz doskonałym ignorantem. I do tego jeszcze robi błędy stylistyczne i logiczne. Czy ktoś wie, dlaczego go jeszcze nie wyrzucili?&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;O ile się nie będziemy czepiać, wyhodujemy sobie w tym mieście kolejną Smoktunowicz-Lisową i dopiero będzie. Niech Giedrys wie, że pełni wobec nas rolę SŁUŻEBNĄ, tak samo jak piekarz, hydraulik czy śmieciarz i jego widzimisię nas w ogóle nie interesuje. Jest pismakiem na posadzie gazety miejskiej i jego spaczony gust i poglądy nie stanowią meritum jego pracy - powinien sie skupić na przekazywaniu INFORMACJI a nie swoich poglądów. O stylu nie wspomnę gdyż przypomina mi on estetykę lidera formacji "Boys". Niech pan Giedrys mniej patrzy na szklaną rybę na swoim telewizorze i sztuczne owoce w oszklonym kredensie a trochę więcej w słownik Jodłowskiego/Taszyckiego...&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Giedrys wez Ty sie za cos konkretnego chloptasiu bo oczerniasz ludzi którym nawet nie dorastasz do pięt!Nawet w 1% nie zrobiles tyle dla miasta i ludzi ile jego głowa oraz jego wspolpracownicy. Krytykować każdy może niczym sie nie wyrozniasz.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Tu sie nie ma czym krępować tylko pisać byle szczerze i dosadnie. W końcu nie czepiamy się bogu ducha winnego człowieka tylko świętej krowy która redaktorem stała się chyba za odpowiedniej osobie wykonanego loda. &lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Wszystkie cytaty pochodzą z toruńskiego forum Gazety.pl.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-6446450892318232590?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/OmmNn3Ycm7Z9s8JNmGyzs62MUxc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/OmmNn3Ycm7Z9s8JNmGyzs62MUxc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/OmmNn3Ycm7Z9s8JNmGyzs62MUxc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/OmmNn3Ycm7Z9s8JNmGyzs62MUxc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/2gAY2spPZnc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/6446450892318232590/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/nienawisc-wersja-torunska.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6446450892318232590?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6446450892318232590?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/2gAY2spPZnc/nienawisc-wersja-torunska.html" title="Nienawiść. Wersja toruńska" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/ZnHmskwqCCQ/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/nienawisc-wersja-torunska.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0YHQX86eSp7ImA9WhRQEkU.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-697213470983358385</id><published>2011-12-07T19:05:00.000+01:00</published><updated>2011-12-07T19:05:30.111+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-07T19:05:30.111+01:00</app:edited><title>Harmony Korine z Torunia</title><content type="html">Raz na jakiś czas ląduję w zakątku YouTube, gdzie użytkownicy zamieszczają swoje prywatne filmy. Praktycznie nikt w te strony nie zagląda. Czasami ktoś je podlinkuje w jakimś serwisie z internetowymi dziwactwami i wideo na chwilę zyskuje popularność. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wielką ciekawością śledzę profil jednego z użytkowników, który zamieścił już ponad 300 filmików. To nie są materiały przygotowane przez profesjonalistę. Autor z pasją dokumentalisty rejestruje toruńskie imprezy klubowe i domówki. To świat spoza turystycznych haseł, bez makijażu, retuszu i montażu. Filmy doskonale pokazują, jak wygląda weekendowe życie Torunia poza modnymi i jasnymi knajpami. Jego produkcje zaludnia przedziwny bestiariusz postaci: są imprezowiczki, dzieciaki popisujące się przed kamerą, zmęczeni klubowicze i studenci. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę, że profesjonalnemu reżyserowi i montażyście bez trudu by przyszło ułożenie tego materiału w spójną fabularnie całość. Długie godziny spędziłem na tłumaczeniu Marcinowi Gładychowi i Sebastianowi Płocharskiemu, jak wyobrażam sobie film według mojego scenariusza. Okazuje się, że film jest gotowy i czeka na swojego reżysera. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/OVJBY3XkYtc" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/UFBJQ-BFX1w" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/b3XtlGbEVFA" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/XSUAXihS2HU" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/oP1BSIM_-dQ" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/JGdDNt8uUAY" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/5SYDhAQBbwc" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/Z_LrPeDsPws" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/QS2DxYftHSM" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/Bue8Uyowt5M" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-697213470983358385?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BOoksj83J_zVVTrEZoKuR8haI_M/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BOoksj83J_zVVTrEZoKuR8haI_M/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BOoksj83J_zVVTrEZoKuR8haI_M/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BOoksj83J_zVVTrEZoKuR8haI_M/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/Y2WDzavU8jk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/697213470983358385/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/harmony-korine-z-torunia.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/697213470983358385?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/697213470983358385?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/Y2WDzavU8jk/harmony-korine-z-torunia.html" title="Harmony Korine z Torunia" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/OVJBY3XkYtc/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/harmony-korine-z-torunia.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0IHRHc8eSp7ImA9WhRRF00.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-8061319400855311101</id><published>2011-12-01T03:12:00.002+01:00</published><updated>2011-12-01T03:12:15.971+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-01T03:12:15.971+01:00</app:edited><title>Studencki czwartek (proza)</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/QOIDlYVlOV8" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek w kulturze studenckiej jest dniem szczególnym. Studenci mniej chętnie piją w piątki, bo wtedy miasto muszą dzielić z mieszkańcami. A to zawsze niepotrzebne, groźne i złe. W czwartki wszyscy się otwierają na studencką brać – kuszą ją magicznymi zniżkami, wstępem wolnym, nowymi heteryckimi i gejowskimi drinkami. To w zasadzie najgorsza klientela, która oszczędza na napiwkach, kupi jedno piwo i dwanaście słomek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak jak nakazuje tradycja, niektórzy zaczną pić w wynajętych mieszkaniach lub w akademikach. Ale na miasto iść trzeba. To wielka czwartkowa kompulsja – nikt o zdrowych zmysłach nie będzie przecież obciążał studenta jakimiś nieistotnymi wykładami w piątek, a jeśli obciąży, to na liście puszczonej wśród słuchaczy zbierze mało wpisów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studenci to z pewnością najbardziej przeszacowana grupa społeczna. Wiele się od nich oczekuje, niewiele dają w zamian. Dobrze czują się w niewoli uczelnianego feudalizmu. Najgorsi są ci z akademików. Wszyscy chodzą w kapciach, wszyscy trzymają gdzieś elektryczne czajniki i grzałki, wszyscy walczą na swój osobisty sposób z żółtaczką i czerwonką w WC i snują się po korytarzach z ręcznikami we włosach. Studentki przed snem nakładają na siebie pomady i mazie, brunetki co trzeci dzień się depilują, blondynki co tydzień. Pod prysznicem wokół palca może ci się owinąć znoszony kondom. Krany ktoś pourywa, w spłuczce chłodzi się piwko, a pisuary zawsze są zatkane papierem toaletowym. Brzydzę się tą subkulturą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brzydzę się jej opowieściami. Że Igor z polonistyki obudził się ze skórką jabłka we włosach, a chłopacy wcześniej przecież mu powtarzali, że wódki nie należy zakąszać jabłuszkiem. Że Piotr z prawa na kacu totalnie się rozszczelnił, tak że koledzy z pokoju nie wiedzieli, czy dzwonić po hydraulika, czy na pogotowie. Że Ania z szóstki ma swoje ulubione seksualne krzesełko w palarni na półpiętrze. Że Asia na zawsze pozostawi odciski swoich dłoni na ścianie pod prysznicem - w to samo miejsce wgniatało ją kilku mieszkańców ze starszych roczników.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brzydzę się jej opowieściami, zwłaszcza tymi zmyślonymi, które atakują w różnych lokalnych wariantach. Że w dziesięciopiętrowcu w campusie była taka impreza, że z ósmego piętra wywalili faceta w tekturowym pudle z napisem „Misja na Marsa”, a gdy przyjechała policja, funkcjonariusze znaleźli drugie oplombowane pudło ze studentem i napis „Misja ratunkowa”. Że młody prawnik miesiąc leczył połamane ręce po tym, jak dozorca zauważył, że trzęsie się, trzymając się słupu uczelnianego radiowęzła; podejrzewał, że zamknął obwód, a w rzeczywistości próbował usunąć źdźbło trawy z buta. Że w campusie grasuje seryjny morderca, który usuwa studentom narządy wewnętrzne. Że ich profesor powiedział studentce, by odpowiadała na jego pytania zza drzwi, bo tak jest brzydka. Że profesor był tak rozgarnięty, że zostawił dwójkę dzieci w autobusie i oddawał się rozmyślaniom aż do pętli. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brzydzę się tymi opowieściami. Jak studentki mówią, że boją się świra z prawego skrzydła akademika, który po pijaku zwykł chodzić z nożem po korytarzu. Aby dojść do pokoju, wbijał go w ścianę i sunął po niej, dopóki nie znalazł swoich drzwi. Nieszczęśliwie kochał się w pewnej studentce, która kiedyś nad ranem zobaczyła nóż wbity w numer na drzwiach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brzydzę się opowieściami. Miesiączki mieszkających w jednym pokoju po pewnym czasie się zrównują. Ta, która dominuje, panuje również nad nocą, czasem i miesiącem. Miesiączka tej słabszej się przesuwa, kobieta niepokoi się. Brzuch twardnie, wyobraźnia nakazuje przeżywać jej młodości nad ranem, pochylać się nad muszlą, czytać ulotki załączane do testów ciążowych, szanować swój poranny mocz. Miesiączka tej silniejszej jest jak zegar, ona właśnie niezmiennie oddziela to, co kategoryczne, od tego, co małe, słabe i kruche.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zepsucie się rodzi właśnie w kolonijnej atmosferze, bo jest pani, która wszystkiego pilnuje. Pani, której trzeba się bać - nocna portierka, dzienna portierka, kierowniczka akademika. I ten radosny cichy zepsuty seks prosto w oczy, gdy na łóżku obok śpi koleżanka, przemycanie się z pokoju do pokoju. I liczenie, w ilu siatkach na śmieci po sobocie radośnie czerwienieje lukrowana prezerwatywa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie studentki wydają się bardzo do siebie podobne. Mają te same przyzwyczajenia, te same pasje, tak samo się z nimi rozmawia, tak samo zyskują przy bliższym poznaniu, do ich ciasnych cipek trzeba się przedzierać przez miliony uprzedzeń. Ale w końcu się otwierają przed tobą i dopuszczają do siebie. Wszystkie są identyczne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta obrzydliwa subkultura w czwartek wydawała się nie do uniknięcia. W Tratwie, położonej niemal na brzegu Wisły, dało się jeszcze wytrzymać. Najciekawiej jak zwykle było przy barze. Mimo stosunkowo wczesnej pory barmani byli już mocno wcięci. Z lewej strony blisko siebie trzymali stałych bywalców, z prawej zostawili trochę miejsca dla tych, którzy chcieli coś zamówić w tradycyjny sposób. Miłosz i Broda tego wieczora pracowali jedynie nad kolejnymi kieliszkami żołądkowej gorzkiej z mlekiem. To bez wątpienia najbardziej sfrustrowany lokal w mieście – z barmanami chleją dawne nadzieje lokalnej awangardy muzycznej, przyszli wzięci biznesmeni, niedoszli emigranci, którzy postanowili jednak wrócić do kraju, gdzie na nich czekał wiernie Tratwowy alkoholizm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokal uprawiał swoje spiskowe wizje. Opowiadał, jak kiedyś wylądował w zachodnich Niemczech na jakimś pustkowiu. Wtem niedaleko niego zatrzymał się czarny nieoznakowany SUV. Wypadło z niego czterech wysokich facetów w czarnych garniturach. &lt;br /&gt;
- Znalazł się pan na terenie tajnego nieistniejącego ośrodka badań rakietowych – cytował nam Amerykanina. &lt;br /&gt;
Pokal urwał opowieść i przeszedł do wniosków.&lt;br /&gt;
- I dlatego w całej gminie, landzie czy co tam oni mają, nie słychać było ptaków. Owadów też. &lt;br /&gt;
Biedny barman coraz silniej osuwał się w szaleństwo. Gdyby Janusz Korwin-Mikke stwierdził, że Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki i Donald Tusk to humanoidalne jaszczury, z pewnością by w to uwierzył - i w jąkaniu, zmęczonym sapaniu i sepleniącym syku rozpoznałby pierwsze oznaki bolesnej transformacji w gada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten wieczór w Tratwie niestety należał do reggae. Połowę lokalu zdominowali miłośnicy jamajskiego folkloru. Wśród nich Królowa Rege. Arystokratycznie znudzona. Niepokojąco piękna. Długie do połowy pleców proste jasne włosy, głębokie niebieskie oczy, genialnie uwyraźniona rzeźba obojczyków zdradza pełne i niepokorne piersi, tylko ta mała blizna nad górną wargą, która nie szpeci, a przydaje jej głosowi delikatnego ciepła. Dzięki tej przerwie w skórze wyglądała na niedoskonałe dzieło natury, która zawstydziła się, że stwarza taką doskonałość, i pozostawiła na Królowej Rege jedną prawie niedostrzegalną skazę. Przeczysta. Immaculata wśród najgorszego brudu i programowego zaprzaństwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od kilku lat widzieliśmy ją w towarzystwie faceta, który śpiewał w miejscowym potentacie na rynku reggae. Kochała go, choć szczerze ale skrycie gardziła jego największą pasją – głupkowatemu bieganiu w miejscu przed mikrofonem i śpiewaniu wysokim głosikiem z fatalnym jamajskim akcentem komunałów o miłości, słońcu i Jah. Gangsta rasta soldzia junajt, ło joj – zajawiał na początku koncertu, a nastolatki bez seksu i charyzmy łkały w swoich zalęknionych małych serduszkach z nieproduktywnej miłości do niego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brzydzili ją. Nieustannie pachnieli paczuli, a ten zapach kojarzył się ze śmiercią – nadmiarem wieńców i wiązanek w domu zmarłego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedyś jej Jarek był słodkim chłopcem, który swoją ruską gitarę z wielką naklejką WOSP zarzynał kolejnymi wykonaniami Whisky moja żono, Bieszczady jakie cudne, Pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko. Postanowiła być jego, gdy po gwałtownej chwili ciszy po Obławie przeszedł w konfesję Bluesa o czwartej nad ranem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale raz wypuściła go na Woodstock do Żar i Jarek na zawsze się zmienił. Został frutarianinem (który mimo wszystko jadł ryby, bo uznał, że to owoce morza), długie czarne włosy skręcił sobie na jabola w dredy (ten punkowiec nieudolnie przypalił mu końcówki, włosy śmierdziały spalenizną jeszcze przez kilka tygodni), zaczął pachnieć inaczej (przeklęte olejki paczuli jak kondukt żałobny), nosić słoneczne trójkolorowe dodatki (a tak lubił czerń, zdarzało się, że przyciemniał sobie włosy i paznokcie, aby swojemu ogniskowemu graniu nadać odpowiednio dramatycznego sznytu). Do tego ci odrażający ludzie, którzy tak zapomnieli się w pielęgnowaniu własnej indywidualności, że zdecydowali się czcić tego samego naćpanego bożka, słuchać jednej muzyki, nosić się identycznie, a ich żołądki i jelita trawiły różne niepopularne kiełki, zboża, strąki i tłuszcze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żołnierze Jah wznosili kolejne toasty. Królowa Rege, udając entuzjazm, uderzała w szkło. Oczy Jarka napełniały się wtedy bezgraniczną miłością do Królowej Rege. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jazzgod. Od wejścia uderzył znajomy zaduch. Żadna wentylacja nie pomoże, żadne najnowsze szwedzkie wynalazki z branży klimatyzacyjnej, gdy do małego lokalu wepchnie się 200 osób. Ściany w Jazzgodzie pokryte są potem, w tych warunkach rozwijają się nieznane biologii gatunki grzybów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyny w bluzkach na ramiączkach, chłopcy w podkoszulkach. Na parkiecie temperatura wydaje się najwyższa. Nieco spokojniej jest za barem, który nieco tłumi hałasy sali tanecznej, ale i tam trzeba podnosić głos albo nachylać się do rozmówcy. Ale nie wszyscy postanowili zacząć czwartkową imprezę w lokalu. W podwórku za Jazzgodem trzech studentów w pośpiechu opróżniało puszki z piwem. Nie chcieli przepłacać. &lt;br /&gt;
- Szybciej, szybciej! Tu są chyba kamery! - dopingowali się nerwowo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Studentki bez żenady popisywały się nowymi tatuażami. Dziewczęta raczej nie orientowały się w zawiłej symbolice tribali na ramionach, łydkach, plecach, dłoniach. Studentka filozofii ponad kostką wytatuowała sobie żółwia - nie zrozumiała, dlaczego zaproponowałem jej, aby na drugiej nodze narysowała sobie Achillesa. Jej tatuaż akurat nie wyszedł. Ten, kto go robił, pisał jakby na zatłuszczonym papierze. Skóra dawała się przebić, ale nie trzymała pigmentu. &lt;br /&gt;
- To prawdziwy tatuaż? - próbowałem go zmyć śliną. Dziewczynie się to podobało, ale odeszła do swojego towarzystwa.&lt;br /&gt;
Podobno kobiety noszą się nieskromnie, kiedy jajeczkują. W Jazzgodzie miesiąc unosił się nad głowami większości studentek. Założyły tak przyciasne spódniczki bez halek, że przez materiał widać paski od stringów. Inne założyły tak ciasne spodenki, że odciskał się ich - jak to mawiają Amerykanie - camel toe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym tarłowisku czułem się obco i staro. Wszystkich tutaj tylko interesują kierunki studiów, roczniki, muzyka, alkohol, imprezy, inne knajpy. Gdy absztyfikanci słyszą, że rozmawiają z polonistkami, uważają na język. Gdy rozmawiają ze studentkami z ekonomii, stawiają im alkohol. Prawniczkom mówią, że z prawem to najchętniej mieliby problemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tutaj nawet klasyczni padlinożercy są podlejszej jakości. Aby zdobyć naiwne serce panny z prowincji, muszą obmyślić sobie nową biografię. Ten wysoki i wysuszony opowiadał, że jest chory i wkrótce umrze. Prawie cztery lata temu zwiastował sobie jedynie dwa tygodnie życia. Cudownie ozdrowiały mówi tę historię coraz to innym dziewczynom. Ubarwia ją czasami tym, że zajmował się kiedyś przemytem broni i że został ciężko ranny w strzelaninie z czeską służbą graniczną. Wiadomo, czescy pogranicznicy są surowi ale sprawiedliwi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten za to ukończył internetowy kurs uwodzenia. Aby zdobyć wymarzoną kobietę, przy stoliku naśladuje każdy jej gest. Jeśli ona podnosi szklankę do ust, on też podnosi. Jeżeli odpala papierosa, robi to samo. A przede wszystkim uważnie słucha partnerki i mobilizuje ją do kolejnych wyznań. Znajoma opowiadała mi, że kiedyś musiał przechodzić próbę zdecydowanego podrywu i zaproponował jej alternatywę: rozmowę o seksie albo o cegłach. Rzecz jasna, wybrała cegły. Nasz absolwent szkoły uwodzenia - na jej nieszczęście - okazał się nudnym technikiem budowlanym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około północy studenci stali się melodramatyczni i coraz ostrzej rzucali się na zwierzynę. Alkohol wreszcie zadziałał. Kilku wyszło na zewnątrz, żeby ochłonąć. Niektórzy opuścili lokal, nie wytrzymawszy tempa. Około pierwszej część osób zeszła z parkietu. Niektóre pary zaszyły się w co ciemniejszych miejscach, aby tam odnaleźć chwilę intymności. W ich zachowaniu było mimo wszystko wiele taktu. Ale nie zawsze tak to wygląda. Barmani, gdy kończą tu pracę, idą do Milesa. Kred - wkurwiony szukał soku bzowego dla jakiejś panny - często skarżył się na kretynizm studentów, ich wrodzone bałaganiarstwo, które objawia się na przykład pozostawianiem swojej bielizny intymnej w najróżniejszych nietypowych zakątkach klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili parkiet zapełnił się. Ale o dziwo - zdecydowaną przewagę liczebną mieli na nim gimnazjaliści. Nadmiar alkoholu wyraźnie sprawił, że nie chcieli spędzić dalszej części nocy samotnie. W tych swoich staraniach wyglądali komicznie. Podpity młodzieniec wymachiwał przed twarzami dziewczyn chudymi ramionami, układając z nich nieznane figury geometryczne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zabawa stała się coraz bardziej rozpaczliwa. Wreszcie na parkiecie doszło do drobnej   przepychanki. Ale konflikt został szybko zażegnany. Niektórzy faceci rzeczywiście podrywali, tak jakby dopiero co wyszli z koszar i kilka dni wcześniej odstawili dietę zasobną w brom. W kilkunastu osaczali ofiarę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O takiej porze zdarzają się sytuacje dramatyczne. Wkurwiona porzucona laska przyjęła kiedyś w  toalecie dwanaście studenckich i licealnych kutasów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Milesie było spokojnie - zaraz mieli się tu zwalić wszyscy niedopici po imprezach w innych klubach. Paweł Performer umówił się z Ulą z Suwałk. Dzień wcześniej piliśmy z jej znajomymi przy jednym stoliku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kojarzę jedynie, że pięknie sprawił się Miles, żeby przywiązać do siebie Suwałki. Ich pierwsza noc w lokalu owocowała w niespodzianki. Słyszały, że to artystyczny lokal i że czasami można tutaj spotkać prawdziwych artystów. Dziewczyny nie dowierzały. Po chwili, jak na zawołanie, przyszedł Mazowiecki z teczką na szkice. Za nim wpadł szef miejscowego ZPAP-u. Był pijany i każdego metalowca targał lekko za włosy. Potem do lokalu zawitał grajek uliczny z wiecznie ogorzałą twarzą. Znały go, więc przekonały się zupełnie do cyganeryjnego charakteru tego miejsca. Agnieszka z Suwałk była niegdyś harcerką, więc intonowała pieśni znane tylko jej zastępowi. Opowiadały o przyjaźni, intymności i harcerskiej uczciwości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paweł zauważył, że siedząca przy nim Ula spływa powoli po krześle. Objął ją, aby nie zsunęła się pod stolik. Dziewczyna z wdzięcznością spojrzała na niego i prawie przez sen umówiła się z nim na następny dzień. Miała taką uroczą właściwość, że gdy była już wstawiona, lewe oko uciekało jej na bok. Drugim sygnałem jej upojenia była krzykliwość. Zezując na salę, wykrzykiwała: „Pal gumiaka”, czyli prawdopodobnie najtęższe suwalskie przekleństwo. Marta zaś na lewo i prawo rozdawała tajemnicze uśmiechy. Była naprawdę ładna – długie, proste włosy, duże oczy. Jej drobne palce były lekko sine od nadmiaru biżuterii. Byle pierścionek z cyrkonią zaciskał się na jej palcu. Potem zaczęła oddawać się. Najpierw dyskdżokejom, bo byli modni, potem gitarzystom lokalnych zespołów, bo występowali na juwenaliach. Jedynym ratunkiem dla tych improduktywek z Suwałk jest znalezienie sobie bogatych i cierpliwych małżonków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tego dnia Paweł zauważył, że do lokalu weszła Cycata, i od razu porzucił pijaną Ulę. Poszedł do niej i nawiązał kontakt. Spytała się go pewnie o jakość swojego biustu, bo już po chwili performer podtrzymywał jej piersi. Znajome z Suwałk doniosły jej zaraz o tym, więc musiałem wytłumaczyć kolegę. Cycata stała się porzuconą przez chłopaka kuzynką artysty. Była meblem, który w dowolne miejsce można było przenieść. Mogła zagrać każdy rekwizyt. Cycata nie mówiła. Łatwo robiono z niej męczennicę, kogoś, kto potrzebuje pocieszenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Suwałki były obciachowe. Jedna miała narzeczonego i nie miała zasad. Jedna chciała nie mieć zasad i nie miała narzeczonego. Jedna chciała narzeczonego, ale miała zasady. Wszystkie zasady i tak w końcu wzięły w łeb. Były na czwartym roku i nie chciały wracać do Suwałk. Były małomiasteczkowymi grupis, chociaż z początku nie oddawały się nikomu. Przyznawały się do znajomości z wszystkimi ludźmi pełniącymi funkcje publiczne. Kręciły się zawsze koło barmanów i obsługi. Przeszły na „ty” z ulicznymi gitarzystami. Czasami przychodził do Milesa ich znajomy, który w czasie występów na Szerokiej przymocował sobie do nogi  tamburyno. Wyglądało to tak, jakby Paul McCartney przymocował do nogi swoją żonę. W lokalach bluesowych, dyskotekowych czy jazzowych zamawiały zawsze Stare Dobre Małżeństwo. Wszyscy się z nich śmiali. Nikt nie rozumiał ich dobrego samopoczucia. Nawet dość mocny komentarz nie wywoływał w ich umysłach najmniejszego poruszenia. Próbowały zgrywać uduchowione, a tak naprawdę były zwykłymi vivami. Chciały być wyraźne, a były mdłe jak palmale lajty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszędzie czyhały studenckie pułapki matrymonialne. Weźmy na przykład taką Dominikę z rusycystyki. Karierę rozpoczęła od związku z nauczycielem rosyjskiego w liceum – 55-letnim panem domu, którego uważała za swoją wielką nastoletnią miłość. Na studiach oddawała się tylko świrom. Ten pierwszy ją bił, drugi śledził, wyzywał, założył podsłuch w akademiku, pobił kolegę z roku, z którym zagadała się na korytarzu. Trzeci postanowił, że rzuci się dla niej z mostu. Za pierwszym razem zablokował ruch w całym mieście, gdy policjanci bezskutecznie łapali go po całej przeprawie. Za drugim  wpierdol spuścili mu wkurwieni do białości kierowcy, którzy znów musieli czekać godzinę w korku. Czwartemu  w akademiku urządziła detoks – leczyła go z amfetaminizmu, więc na przemian się pocili w siebie, na przemian leczyli z kaca. Jednocześnie sypiała też z wykładowcami ze swojego kierunku. Nie miała też nic przeciwko z romansowaniem z tymi, którzy uczyli na innych wydziałach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spała też z Filipem - gdy po południu ocknął się w jej łóżku, czekał na niego tradycyjny obiad: ziemniaki tłuczone, schabowe w migdałowej panierce z plastrem sera i buraczki z cebulką. Wiedział, że Ruska Dominika zarzuca na niego swoje pluszowe sieci, że licznik jej wybił cztery lata na studiach. Nie dał się lasce. Zjadł i uciekł. Ruska Dominika bawiła się w najlepsze w Milesie. Do wszystkich kawałków miała taką samą choreografię – kiedy barman wybierał coś spokojniejszego, zwalniała jedynie tempo kroków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Unikać należy też bywalczyń klubów studenckich, które trzymają się w kilkuosobowych grupkach. Uważają się za istoty całkowicie niezależne, ale gdy choć jedna z nich znajdzie sobie studenta, one też chcą mieć swojego. Gdy jedna z nich żegna studenta, inne chcą je wesprzeć w panieństwie i porzucają swoich studentów. Uważają się za lepsze od nołnejmsów i neutralsów, lasak tanich i niewydepilowanych. Chcą wyszczekać się za młodu, żeby później wiedzieć, kiedy szczekać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie są do niczego. Liczą, że w drodze zawodowej pomoże im dyplom uniwersytecki i kilka wolontariatów – liberalna gospodarka ceni darmową siłę roboczą. Rozpaczliwie zachowują się w okolicach czwartego roku. Bo co się stanie, gdy im matrymonialnie się nie powiedzie? Pokończą te swoje niepraktyczne studia, z których i tak nic nie wyniosą, i wrócą do siebie. Do wsi, do gminnych kin, w których nowością jest „Titanic”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więc ciężko pracują, aby wstydu nie było, aby zadowolić rodzinę, która dała im pięcioletnie memorandum na brak kasy i poszukiwanie faceta z kasą. Na piątym roku mają już swoich wymarzonych grubych facetów z latynoską bródką i w tajemnicy przed nimi biorą regularnie kwas foliowy, aby ich pierwsze dziecko urodziło się bez dodatkowej pary chromosomów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wolno być z nimi, bo to oznacza prawdziwe kłopoty. Ich wyszczekanie nie raz sprawiło mi problemy z dresiarzami, którzy nie mają poczucia humoru, ale wiedzą, że dziewcząt nie powinno się bić. Chętnie pobiją za to ich chłopaków. Wtedy jest źle. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Proste pytanie: ilu z nas, panowie, w czasie podobnej sytuacji nie chciałoby krzyknąć: „Dobra. Bierzcie dziewczynę i zostawcie mnie spokoju”?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-8061319400855311101?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YwO16-e2ncOh1X1ZI_dbPISBxmE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YwO16-e2ncOh1X1ZI_dbPISBxmE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YwO16-e2ncOh1X1ZI_dbPISBxmE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YwO16-e2ncOh1X1ZI_dbPISBxmE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/9gFZcizIpC0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/8061319400855311101/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/studencki-czwartek-proza.html#comment-form" title="Komentarze (7)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/8061319400855311101?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/8061319400855311101?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/9gFZcizIpC0/studencki-czwartek-proza.html" title="Studencki czwartek (proza)" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/QOIDlYVlOV8/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>7</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/12/studencki-czwartek-proza.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0INQXo-cCp7ImA9WhRRFk8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-4024730199749540520</id><published>2011-11-30T04:59:00.002+01:00</published><updated>2011-11-30T04:59:50.458+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-30T04:59:50.458+01:00</app:edited><title>Revolution will not be televised</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/1iJGoWfE7-M" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Toruń ma wiele twarzy. Dla niektórych jest „miastem sportu”, dla innych „miastem rowerów” albo „Europejską Stolicą Kultury 2016”, jeszcze inni widzą w nim „miasto roztańczone”, w którym żyje się z pasją, a gdzie gotyk jest na dotyk, a kosmos na wyciągnięcie ręki. Nie dajcie się zwieść sloganom - jeśli ktoś chce przekonać się, jaki jest Toruń w rzeczywistości, powinien koniecznie zobaczyć miasto z perspektywy stacji TVK. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie Toruń i jego dynamiczną codzienność najlepiej definiuje plansza tytułowa „Aktualności toruńskich”, którą zapewne przygotował hipster rozkochany w możliwościach graficznych telegazety z lat 90. Za spikerką nie ma gwarnego newsroomu, co jest też w gruncie rzeczy ciekawą odskocznią od stylistyki dużych stacji telewizyjnych. Irytować może jej zbyt staranna wymowa obcobrzmiących nazwisk i akcent inicjalny, który wyraża szczery entuzjazm i osobiste zaangażowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście nikt tu nie poszukiwał gorączkowej ucieczki od nudy konferencji prasowych. Jest na to niezawodny sposób. Skręcić pilnych dziennikarzy zawzięcie notujących coś w kajecikach albo radiowców krzepko dzierżących pałki w dłoni, którzy z lekkim uniesieniem i błyskiem w oku rejestrują każdą wypowiedź. Są jeszcze fotoreporterzy, ci zawsze wykazują się inwencją i płaszczą się przed bohaterami albo nerwowo przeglądają zdjęcia w aparacie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiem, jakie standardy dziennikarskie obowiązują w tej stacji. Na pewno dalekie jest jej dziennikarstwo opiniotwórcze i interwencyjne, w jakimś stopniu walczące i niepokorne. Ich newsy to zwizualizowane wersje oficjalnych komunikatów. Bez humoru, bez luzu, zawsze na wysokim diapazonie, tak jakby generał znów ogłaszał znaną wiadomość. Powstaje wrażenie, że w Toruniu mieszkają sami urzędnicy i działacze. Raz na jakiś czas pozwala się wygadać mieszkańcom. Dużo jest prezydenta, który mówi w pierwszym newsie „Współdziałanie” albo na jubileuszu szkoły muzycznej, gdzie chyba złośliwie cytuje się jego dość niefortunną wypowiedź: „W Państwa szkole wszystko naprawdę gra, i to najwyższych tonach”. Znaczy się: piszczy?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I język – skrzypi jak Polska Agencja Prasowa w latach 80. Krzysztof Koman - raczej człowiek nowy w tej branży – odpowiada za materiał, w którym ponury głos w tle mówi: „Odznaczenia przyznane Pomorskiemu Okręgowi Wojskowemu i generałowi Zbigniewowi Dulebie to wyraz uznania władz samorządowych dla instytucji, która po 92 latach istnienia zostaje rozformowana decyzją ministra obrony narodowej”. Później pada: „radni omawiali również perspektywę finansową i zadania do realizacji kompleksowego programu gospodarki wodnej naszego województwa”. Jak to brzmi? Jak meldunek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To jaki jest Toruń? Piękny. Instytucje pełne są tytanów pracy, którzy kosztem wolnego czasu pochylą się nad problemem mieszkańca, dziennikarze są czujni i niepokorni, urzędnicy są merytorycznie przygotowani i mają odpowiedź na wszystkie pytania, gale są uroczyste i odświętne, tablice są poświęcone i odsłonięte, inwestycje są konieczne i kończą się w terminie, krytyka jest zawsze mile widziana, debata jest ważna i ważne jest wsłuchanie się w głos mieszkańców, artyści są szaleni i niepokorni, inicjatywy są szlachetne i powinny być kontynuowane, remonty bywają niedogodne, skrzyżowania są przejezdne, mecenasi są hojni i wrażliwi, budżet jest proinwestycyjny i progresywny, studenci są pilni i rozkoszni, radni są jednomyślni, wizyty są gospodarskie, a prezydent jest zawsze kadrowany z dołu, co w dostojny sposób uwydatnia jego wrodzone cechy przywódcze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I kiedy się zacznie, a zacznie się niebawem, nikt nawet nie dojrzy pierwszych objawów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/JNHiYk2_DSg" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-4024730199749540520?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B_IW_OPRHXaFoaUadMSUslrvYwE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B_IW_OPRHXaFoaUadMSUslrvYwE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B_IW_OPRHXaFoaUadMSUslrvYwE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/B_IW_OPRHXaFoaUadMSUslrvYwE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/J2b3RAqmbZE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/4024730199749540520/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/revolution-will-not-be-televised.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/4024730199749540520?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/4024730199749540520?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/J2b3RAqmbZE/revolution-will-not-be-televised.html" title="Revolution will not be televised" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/1iJGoWfE7-M/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/revolution-will-not-be-televised.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUcCSXcycCp7ImA9WhRREU8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-7044574699410578067</id><published>2011-11-24T04:18:00.003+01:00</published><updated>2011-11-24T10:31:08.998+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-24T10:31:08.998+01:00</app:edited><title>Do przyjaciół studentów</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/njG7p6CSbCU" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mówiąc o studentach, zwykle cytuję myśl jednego z profesorów, który powtarzał, że stan toruńskiej kultury można zdefiniować, posługując się pewną sinusoidą: co pięć lat sytuacja w mieście się diametralnie zmienia, po dobrych rocznikach przychodzą roczniki słabe. Nie pomylę się chyba za bardzo w diagnozie, stwierdzając, że znajdujemy się w  niepłodnej fazie cyklu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli się rozejrzymy po pejzażu kulturalnym miasta, okaże się, że najciekawsze inicjatywy artystyczne w ostatnich latach to dzieła pokolenia przełomu lat 70. i 80.: eNeRDe, Instytut B61, Tofifest, Kontrapunkt. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodzi na to, że ta przeklęta Generacja Nic zdominowała Toruń i próżno szukać u nas cennych przedsięwzięć kulturalnych autorstwa studentów. W tym morzu bezwładu i pasywności są oczywiście nieliczne wyjątki, które jedynie udowadniają, jak licha jest jakość działań twórczych młodej społeczności akademickiej. Toruń nie doczekał się kultury studenckiej, której znakiem w innych ośrodkach jest wręcz nadprodukcja kabaretów, zespołów muzycznych, alternatywnych teatrów, grup eksperymentalnych i amatorskiego ruchu krytycznego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To wszystko oczywiście się przekłada na frekwencję na imprezach artystycznych – chyba jedynie Teatr Horzycy nie może narzekać na brak widowni. Tracą wszyscy: organizatorzy festiwali, koncertów, wystaw, spotkań literackich. Tendencja spadkowa jest szczególnie widoczna w przypadku Od Nowy – coś się stało, że studenci nie chcą przychodzić do jedynego klubu studenckiego w mieście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taka jest kultura w mieście, jaki jest uniwersytet. Można mieć pretensje do trzydziestoletnich liderów środowiska artystycznego, że w tym momencie skupiają się na własnych karierach, ale większe baty należą się studentom, którzy w żaden sposób nie chcą wypełniać pustki po nich. Jest miejsce do działania – bez problemu można zorganizować dziś imprezę w eNeRDe, Kontrapunkcie, Bunkrze, Drażach, Tratwie, a nawet w Dworze Artusa, Domu Muz, CK Zamek Krzyżacki. Bez budżetu albo z budżetem minimalnym. Ze wsparciem magistratu, jego instytucji albo samorządu województwa. Gdzie są teatry i literaci? Nie ma poezji śpiewanej i kabaretu? Gdzie są młode zespoły muzyczne?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety muszę to powiedzieć: za moich czasów nie było takich możliwości. Zacząłem studia w momencie, gdy powstawało województwo kujawsko-pomorskie i wówczas nikt nawet nie marzył o zdobywaniu pieniędzy z tego źródła. Początkowo nie było otwartych konkursów na miejskie dotacje. Panowała wolnoamerykanka. Nie mogliśmy liczyć też na samorząd studencki, który kasę ładował w juwenalia. Ale to nie powstrzymało nas od założenia ostatniego pisma literackiego w tym mieście, wydania serii książek, organizacji regularnych imprez w Piwnicy Pod Aniołem i Domu Muz oraz przygotowania kilku edycji Majowego Buumu Poetyckiego. Pierwszy empikowy numer „Undergruntu” - blisko tysiąc egzemplarzy - rozszedł się w niecały tydzień. Byliśmy wtedy na drugim i trzecim roku studiów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wszystko dlatego że gdzieś w okolicach pierwszego roku dotarło do nas, że generalnie będzie źle, o ile czegoś ze sobą nie zrobimy. Wokół panowała kompletna pustka, którą jak pionierzy zaczęliśmy zaludniać nowymi ideami i zdarzeniami. Nie było problemów z publicznością – na imprezach w Piwnicy Pod Aniołem bywało u nas nawet trzysta osób. Na zwykłych nudnych recytacjach studenckiej poezji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poczytałem sobie Wasze komentarze pod wpisem o lip dubie. Nie da się obronić tego wideo w żaden sposób. Narzekania, że w nagraniu wzięło udział 80 studentów, tylko potwierdzają tezę o niewielkim potencjale tego młodego środowiska. Aż ciężko uwierzyć, że całą społeczność stać jedynie na tak nudnego gluta – do tego jeszcze przy pełnej aprobacie uczelni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drodzy studenci, wszyscy usunęli się ze sceny, nie ma konkurencji, są możliwości. Piękne dekoracje do zdobycia i wypełnienia treścią. Miasto jest wasze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-7044574699410578067?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/V8ZPaidEgDahjXZhTB-jaS_Lmhg/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/V8ZPaidEgDahjXZhTB-jaS_Lmhg/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/V8ZPaidEgDahjXZhTB-jaS_Lmhg/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/V8ZPaidEgDahjXZhTB-jaS_Lmhg/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/9OAVY8hXSx0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/7044574699410578067/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/do-przyjacio-studentow.html#comment-form" title="Komentarze (16)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/7044574699410578067?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/7044574699410578067?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/9OAVY8hXSx0/do-przyjacio-studentow.html" title="Do przyjaciół studentów" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/njG7p6CSbCU/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>16</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/do-przyjacio-studentow.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkIHR384eSp7ImA9WhRSGUg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-8233485134964929002</id><published>2011-11-22T03:18:00.003+01:00</published><updated>2011-11-22T10:35:36.131+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-22T10:35:36.131+01:00</app:edited><title>Lip dub po toruńsku. Coś dla zmęczonych poczuciem rytmu</title><content type="html">UMK jest ostatnim uniwersytetem na świecie, który stworzył swój lip dub. Wideo powstało w wyniku przetargu nieograniczonego na kampanię reklamową budowy Collegium Humanisticum na Bielanach - tego wymaga od uczelni Unia Europejska, która przyznała jej dotację na inwestycję. Nie żartuję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szedłem o zakład, że będzie katastrofa. No i jest katastrofa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;object type="application/x-shockwave-flash" data="http://tv.umk.pl/extp/ExtPlayer.swf" width="540" height="322"&gt; &lt;param name="movie" value="http://tv.umk.pl/extp/ExtPlayer.swf"/&gt;&lt;param name="allowScriptAccess" value="always" /&gt;&lt;param name="flashVars" value="movieID=1458&amp;amp;width=540" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Choć trudno uwierzyć, mogło być jeszcze gorzej. UMK chciało usilnie zabłysnąć na demotach  w całym kraju z tekstem: „Toruń. Tu się śpiewa lip duby”. Uczelnia zażyczyła sobie w specyfikacjach przetargowych, żeby piosenkę nagrał i wykonał w wideoklipie chór akademicki UMK. Z góry narzucili też kawałek, który mieli wykonać studenci – to „Freedom” Duke'a Ellingtona. Nie ma co dawać zbyt wiele freedomu studentom, bo wszystko zepsują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście nasza wszechnica odeszła od pierwotnego konceptu i wybrała coś bardziej – jak to się mówi – up to date. Niewiele to pomogło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek jest całkowicie żenujący. Ekipa z miasta (Rydzyk? Zaleski?) nakazuje uprowadzenie Kopernika, który jest większą ikoną niż ekipa z miasta. Prosta motywacja. Szkoda tylko, że nie zdążyliśmy polubić Mikusia, bo gubi się wśród studentów na pustych korytarzach Collegium Humanisticum. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kopernik ucieka przez salę wykładową bez wykładowcy – wiadomo, niektórzy prowadzą intensywne badania nad środowiskiem studentów pozbawionym obecności wykładowcy. Gonią go blues brothers, ich prędkość mierzy suszarką aspirantka sztabowa – coś ewidentnie musiała przeskrobać, że teraz w odblaskach musi straszyć sankcją. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Collegium Humanisticum jest puste i wyludnione, na ścianach nic nie wisi. Studenci ruszają się jakoś niemrawo, pobudzają się na widok kamery, ale średnio im to idzie. Jest bardzo nudno, jakby właśnie specjaliści od BHP na obowiązkowym szkoleniu opowiadali doskonale znane anegdoty, że nie należy myć owoców ciepłą wodą i że znają robotnika z fabryki chemikaliów, który w tak zapalczywym gniewie dłubał sobie w nosie, że przepalił na wylot przegrodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbyt długo już mieszkam w internecie, żeby mnie coś takiego jak lip dub poruszało. Konwencja, która ma rok, jest w tych przestrzeniach zabytkiem. Generalnie cały filmik najlepiej podsumowuje ta fejkowa reklama:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/2HiuCaaQhxg" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-8233485134964929002?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D6KXjWNKT_b24JgG9VGb8bmhFI8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D6KXjWNKT_b24JgG9VGb8bmhFI8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D6KXjWNKT_b24JgG9VGb8bmhFI8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D6KXjWNKT_b24JgG9VGb8bmhFI8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/lPKP9VDIzFk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/8233485134964929002/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/lip-dub-po-torunsku-cos-dla-zmeczonych.html#comment-form" title="Komentarze (42)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/8233485134964929002?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/8233485134964929002?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/lPKP9VDIzFk/lip-dub-po-torunsku-cos-dla-zmeczonych.html" title="Lip dub po toruńsku. Coś dla zmęczonych poczuciem rytmu" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/2HiuCaaQhxg/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>42</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/lip-dub-po-torunsku-cos-dla-zmeczonych.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkUEQ3czeSp7ImA9WhRSFkw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-2672166468026863096</id><published>2011-11-18T02:35:00.004+01:00</published><updated>2011-11-18T12:03:22.981+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-18T12:03:22.981+01:00</app:edited><title>Solistki</title><content type="html">Najłagodniej rzecz ujmując, wokalistki mają w Polsce przesrane. Liczba śpiewających pań na naszym rynku jest ograniczona jakąś dziwną kwotą. Powinny dominować, bo nie da się w tym kraju znaleźć faceta, który równałbym się z Georgem Michaelem albo Eltonem Johnem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Toruń też nie błyszczy męskimi głosami - jeden Sławek Uniatowski wiosny nie czyni. Wokaliści nie są generalnie źli, ale trudno, żeby panowie z Manchesteru, Kobranocki, Sofy, Hotelu Kosmos, MGM i innych zespołów konkurowali z głosami popowymi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Toruniu pojawiły się trzy wspaniałe głosy: Hanna Drewnowska, Joanna Fostiak i Joanna Solarska. Wszystkie mają już na koncie jakieś tam dokonania, ale tak naprawdę pełnię ich wokalnego kunsztu można dopiero rozpoznać w popie, który kocha mocne kobiece głosy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Te trzy wokale przedstawił didżej Ike na swojej płycie „Listen”. Ike ma niezły instynkt do dobierania sobie żeńskich wokali. Pod tym kątem płyta robi piorunujące wrażenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Proszę Państwo, oto Solistki:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Hanna Drewnowska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/cGs3s9Jiz_8" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Joanna Fostiak&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/YK-fSV_eyuM" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Joanna Solarska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/WhG3T47ZhDM" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od lat wrażenie na mnie robi magiczny wokal Marty Rogalskiej z Pchełek. A ostatnio przeżyłem estetyczny wstrząs w Hippisówce, gdzie z „Rolling in the Deep” zmierzyła się na karaoke Marta Lityńska. Podejrzewam, że w komplementach przekroczyłem wówczas delikatnie jakąś małą granicę żenady, ale było warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu coś ciekawego zaczyna się w Toruniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-2672166468026863096?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/PQwLtDuPlKpapH1fj8GqDKRda3g/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/PQwLtDuPlKpapH1fj8GqDKRda3g/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/PQwLtDuPlKpapH1fj8GqDKRda3g/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/PQwLtDuPlKpapH1fj8GqDKRda3g/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/ZRRzPBz3CZY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/2672166468026863096/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/solistki.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2672166468026863096?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2672166468026863096?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/ZRRzPBz3CZY/solistki.html" title="Solistki" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/cGs3s9Jiz_8/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/solistki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEcFSXczcSp7ImA9WhRSFE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-6607963223392179881</id><published>2011-11-16T01:06:00.000+01:00</published><updated>2011-11-16T01:06:58.989+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-16T01:06:58.989+01:00</app:edited><title>11.11.11 Wyznania chłopca z getta</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/XnYtthWK-do" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na ulicach spotykasz się z agresją. Taką personifikowaną w 17-letnim gnojku z nożem. Ty, dorosły w końcu mężczyzna, mówisz o tym ze wstydem. Dałeś się skroić nielatowi. Który twoją komórkę sprzeda, żeby mieć na melodyjki w komórce. Bo to rzecz dumy: dałeś się rozbić gówniarzowi, dałeś się podejść. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak możesz być lewicowcem, kiedy własna klasa robotnicza – jej synowie i córki – ta klasa robotnicza, którą zachwalasz, o której prawa się upominasz, ona ciebie kroi, pozbawia ciebie dóbr i dumy. Co ty na to? Dlaczego odwracasz głowę, kiedy siedzisz obok pijanej kobiety w autobusie? Dlaczego? Wraca z hipermarketu. Wypiła po drodze, bo nie chciała się z nikim dzielić swoim wstydem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak możesz być lewicowcem, kiedy się brzydzisz proletariatem. Brzydzisz się publicznych toalet, publicznych zlewów i śmieci. Przerażają ciebie klamki w urzędach i pociągach. Dlaczego się bronisz przed dotykaniem poręczy i oparć? Dlaczego nawet pieniądze są brudne? Dlaczego wolisz karty? Przelewy. Te pieniądze przekładali w palcach. Twoja duma jest w wyższości nad żebrakiem, którego sumienie kupujesz za złotówkę. Twoja wyższość jest w karcie płatniczej o wysokim limicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aborcja, prawa mniejszości seksualnych, prawa kobiet, bezpłatna oświata i lecznictwo. Ta mantra. Obrzydzenie na widok bezdomnego, obrzydzenie na widok niedouczonego młodego przestępcy, którego przed 24. rokiem życia czeka jedynie perspektywa przesiedzenia kilku lat w celi dla młodocianych niegrypsujących. Którym życzysz jak najgorzej, mimo że mieszczą w boskim planie zbawienia poprzez aborcję, prawa mniejszości seksualnych, prawa kobiet, bezpłatną oświatę i lecznictwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lewica nie chce, aby proletariat się reprodukował. Aborcja utnie problem rodzin wielodzietnych. Większe prawa mniejszości seksualnych usankcjonują niepłodny model partnerstwa. Nie ma ryzyka, że powstanie kolejny proletariusz. Prawa kobiet oznaczają to, że samice będą miały więcej do powiedzenia, jeśli chodzi o swoje ciało. Na wypadek, gdyby chciały rodzić proletariuszy. Gdy ci proletariusze się już urodzą, niech wiedzą, że znakiem pozycji społecznej jest wykształcenie, które na razie mogą odebrać za darmo. Dzięki temu podzielą świat na tych, którzy mówią „przyszłem” i „poszedłem”. A to zawsze celnie rozróżnia klasy. A lecznictwo? Niech proletariusze wiedzą, że się  nimi opiekujemy. Że nie zniszczy ich alkoholizm, nikotynizm, narkomania. To jest ta lewicowość: zrobić, żeby jak najmniej było skurwysynów z wąsami, w drelichowych lub kreszowych szelestach, w rozciągniętych spodniach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo oni mają tę przewagę, że się rozmnażają. U nich dziecko nie jest zobowiązaniem i inwestycją. Ono po prostu jest. Dziecko dla nas jest szokiem, który zmienia świat. Dla nich jest oczywistością. Spałeś, zapłodniłeś. Prosty schemat fabularny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śmierć? Śmierć też jest stałym kosztem. Życie nie ma dla nich takiej wartości jak dla nas. To oni  łamią sobie karki na basenach, to oni zabijają się po wyjeździe z dyskoteki, tracą głowy w czasie jazdy na motorze. Przypadkiem wyskakują z okien po pijaku, biją się do pierwszej krwi lub śmierci. Śmierć otulonego klubowym szalikiem chłopca w barwach klubowych. Dłoń spalona od racy na meczu piłkarskim. Nóż w brzuchu na podmiejskiej zabawie. Życie nie ma dla nich znaczenia, więc wybraliśmy dla nich bezpłatną i sterylną aborcję. I konsultacje psychologiczne w razie wątpliwości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bohaterami twoich fantazji są młodzi mężczyźni, których zwykle dzieli od ciebie kordon policji. Żeby ich uspokoić, trzeba dać im żużel i piłkę. Raz na jakiś czas kusić promocjami, dać im trochę zarobić. Nie spalą twojego samochodu, nie obrzucą ci domu kamieniami. Możesz spać spokojnym snem zrealizowanej klasy średniej. Nie musisz się z nimi liczyć, siedzisz w swoim getcie, otoczony cytatami z Marksa i garścią młodzieńczych truizmów. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jestem lewicowcem. Nie wzrusza mnie giełda, nie płaczę, czytając „Puls biznesu”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/B0oAxzYdZDo" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-6607963223392179881?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/I_7hXgGEQeYpurMgRCraOHqc-1U/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/I_7hXgGEQeYpurMgRCraOHqc-1U/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/I_7hXgGEQeYpurMgRCraOHqc-1U/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/I_7hXgGEQeYpurMgRCraOHqc-1U/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/_eFzaoJVPxo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/6607963223392179881/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/111111-wyznania-chopca-z-getta.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6607963223392179881?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/6607963223392179881?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/_eFzaoJVPxo/111111-wyznania-chopca-z-getta.html" title="11.11.11 Wyznania chłopca z getta" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/XnYtthWK-do/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/111111-wyznania-chopca-z-getta.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ck8DQ3c6fip7ImA9WhRSEEw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-1832894754213739386.post-2234266023904260809</id><published>2011-11-11T02:31:00.002+01:00</published><updated>2011-11-11T12:27:52.916+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-11T12:27:52.916+01:00</app:edited><title>Moja Kolorowa Niepodległa</title><content type="html">&lt;iframe width="550" height="350" src="http://www.youtube.com/embed/tmaWYEuLhrQ" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teatr Wiczy obchodzi w tym roku dwudziestolecie istnienia. 11 listopada – w kolejne rocznice powstania zespołu – przyjaciele teatru spotykają się i wspólnie świętują. Tym razem padło na Kontrapunkt. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed ponad dziesięć lat wytrwale śledziłem losy tego teatru. Byłem na najważniejszych premierach, otwarciach i zamknięciach festiwali, swego czasu rezydowałem w ich knajpie w piwnicy Ratusza Staromiejskiego. Wiele naszych dyskusji przeciągało się do rana. Nieraz kończyły się totalnym zniszczeniem albo kłótnią. Zawsze to były inspirujące i owocne spotkania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zespół znam od podszewki. Romek Pokojski wykształcił rozpoznawalny styl inscenizacji. Twórca Teatru Wiczy może przygotowywać spektakle na podstawie klasyki dramatycznej, sztuki dla dzieci i manifesty polityczne, ale i tak na wszystkim zostawi swój znak. Nawet w reporterskim tekście poszukuje możliwości stworzenia widowiska przełamującego realizm. Wszędzie, gdzie widz domaga się autentyczności, on buduje świat umowny i nierzeczywisty. W scenach odjechanych w kierunku surrealizmu – na przekór oczekiwaniom - mocno trzyma się rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
11 listopada Kolorową Niepodległą spędzę wśród ludzi, z których wielu mogę zaliczyć do grona przyjaciół.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1832894754213739386-2234266023904260809?l=grzegorzgiedrys.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/aBYiwhMu-YFLYLnwYHKmLK2BPQ4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/aBYiwhMu-YFLYLnwYHKmLK2BPQ4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/aBYiwhMu-YFLYLnwYHKmLK2BPQ4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/aBYiwhMu-YFLYLnwYHKmLK2BPQ4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/GrzegorzGiedrys/~4/sxsSQ9gUEVg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/feeds/2234266023904260809/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/moja-kolorowa-niepodlega.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2234266023904260809?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/1832894754213739386/posts/default/2234266023904260809?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/GrzegorzGiedrys/~3/sxsSQ9gUEVg/moja-kolorowa-niepodlega.html" title="Moja Kolorowa Niepodległa" /><author><name>Grzegorz Giedrys</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/tmaWYEuLhrQ/default.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://grzegorzgiedrys.blogspot.com/2011/11/moja-kolorowa-niepodlega.html</feedburner:origLink></entry></feed>

