<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Gucio Movie</title>
	<atom:link href="http://www.gucio-movie.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.gucio-movie.pl</link>
	<description>o filmach, filmowcach i dźwiękowcach</description>
	<lastBuildDate>Fri, 11 Mar 2016 19:29:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=4.1.5</generator>
	<item>
		<title>#OscarsSoWhite</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/oscarssowhite/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/oscarssowhite/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Mar 2016 19:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[Oscary]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=416</guid>
		<description><![CDATA[<p>Rozmaite przeszkody wielorakiej natury znów wchodzą nieco w drogę pisaniu i dlatego zastanawiałam się czy nie darować sobie w tym roku wspominania o Oscarach. Po gali zmieniłam zdanie. Tym razem jednak nie będzie o filmach, o święcie kina, złotej nocy Hollywood ani wielkim targowisku próżności, lecz o aferze, która przyćmiła wszystko i zrujnowała radochę z [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/oscarssowhite/">#OscarsSoWhite</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Rozmaite przeszkody wielorakiej natury znów wchodzą nieco w drogę pisaniu i dlatego zastanawiałam się czy nie darować sobie w tym roku wspominania o <a href="http://oscar.go.com/" target="_blank">Oscarach</a>. Po gali zmieniłam zdanie. Tym razem jednak nie będzie o filmach, o święcie kina, złotej nocy Hollywood ani wielkim targowisku próżności, lecz o aferze, która przyćmiła wszystko i zrujnowała radochę z tej imprezki.</p>
<p>#OscarsSoWhite</p>
<p>Mam na ten temat kilka przemyśleń, nie do końca poprawnych politycznie. Zostaliście ostrzeżeni.</p>
<p><span id="more-416"></span>
<p>Powiedzmy najpierw w skrócie o co chodzi. Afera wybuchła w dniu ogłoszenia nominacji do Oscarów i bardzo szybko została rozdmuchana do niebotycznych rozmiarów, przy których koniec świata to pikuś. Okazało się bowiem, iż wśród nominowanych zaobserwować można skandaliczny brak osób czarnoskórych. Poza nominacją za scenariusz całkowicie pominięto <a href="http://www.filmweb.pl/film/Straight+Outta+Compton-2015-652435" target="_blank">&quot;Straight Outta Compton&quot;</a>, nie został nominowany żaden czarnoskóry aktor, słowem – katastrofa, blamaż i skandal. W jednej sekundzie na Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej posypały się gromy i zalała ją fala krytyki ze wszystkich stron. Po kolei kolejne gwiazdy, aktorzy i reżyserzy wiadomego koloru skóry i nie tylko zaczęli zapowiadać bojkot gali i nawoływać do tego samego innych (nie rozśmieszajcie mnie…).</p>
<p>Sama gala też rzecz jasna została kompletnie zdominowana przez jeden powracający jak bumerang temat. Traf chciał, że prowadzącym był w tym roku czarnoskóry aktor i komik Chris Rock. Bardzo jestem ciekawa jakie myśli przelatywały przez jego głowę, kiedy całe to zamieszanie się zaczęło. Przypuszczam, że czarnoskóra społeczność próbowała go namówić do rezygnacji z tej prestiżowej fuchy w ramach rasowej solidarności. Od początku byłam zdania, że nie powinien rezygnować, byłby idiotą gdyby to zrobił i za to, że się nie ugiął ma ode mnie szacun. Z drugiej strony było mi go żal i współczułam mu ogromnie, bo stanął nagle przed trudnym zadaniem i z pewnością musiał odczuwać presję. Zignorować temat i nie odnieść się do niego w ogóle? Nie da rady. Bagatelizować? To by się wiązało z jeszcze większym narażeniem się czarnym współbraciom. Potraktować rzecz serio i potępić? To by nie leżało w konwencji gali, która ma być przede wszystkim dobrą zabawą, wszak przecież dlatego na prowadzących są wybierani komicy, aktorzy komediowi, słowem: osoby z poczuciem humoru. Od nich się wymaga, aby sypali żartami z obu rękawów. Cała ta zgraja białasów nie przyszła tam po to, żeby dostać ochrzan.</p>
<p>Osobiście jestem zdania, że Chris Rock z tej potyczki wyszedł zwycięsko. W otwierającym monologu zaatakował kwestię z marszu, zachowując przy tym zdrowe proporcje żartów i złośliwości. Był zabawny, ale też nie oszczędził nikogo, wszystkim się oberwało po równo. Z jednej strony wbijał szpile rasistowskiemu Hollywood, z drugiej wyśmiał Jadę Pinkett-Smith bojkotującą Oscary z powodu braku nominacji dla jej męża Willa Smitha. Chris Rock dostał szansę stania się rzecznikiem prasowym Afroamerykanów na forum światowym, z milionami par oczu w niego wpatrzonych i śmiem twierdzić, że nieźle tę szansę wykorzystał.</p>
<p>Wracając jeszcze do sedna sprawy. Czarnoskórzy artyści protestują, bojkotują, napiętnują, krzyczą o rasizmie i dyskryminacji, co jest i śmieszne i smutne, a nawet rzekłabym – żenujące. No bo chwilunia. Akademia ma w chwili obecnej ponad 6 tysięcy członków. Nie analizowałam jej struktury rasowej, ale domyślam się, że Afroamerykanie stanowią w niej przytłaczającą mniejszość (bo gdyby było inaczej mielibyśmy dziś problem odwrotny). Jakkolwiek by jednak nie było nominowani, a później zwycięzcy, wybierani są w drodze głosowania, czyli rzec by można – demokratycznych wyborów. Więc nie bardzo rozumiem o co dokładnie Akademia jest oskarżana? Że sobie usiedli wszyscy w kółeczku i postanowili wspólnie dokopać czarnym? Że z czystej złośliwości się umówili, żeby na czarnych nie głosować? Każdy głosuje jak mu się podoba. Zawsze będzie to wybór subiektywny, prawdopodobnie w większości przypadków ukierunkowany osobistymi sympatiami lub antypatiami, niekoniecznie mającymi jakikolwiek związek z kolorem skóry. Kto to sprawdzi czy głosujący w ogóle obejrzeli wszystkie nominowane filmy? Wśród nominowanych w tym roku niema osób czarnoskórych, bo tak po prostu wyszło w głosowaniu. Można się na to obrażać i uważać za niesprawiedliwe, ale niech mi teraz szanowny jeden z drugim oburzonym wytłumaczy, jakie niby widzi rozwiązanie? Powinno być zastrzeżone w regulaminie, że należy oddać głosy na ileś procent Afroamerykanów, czy jak? Jestem jak najbardziej za tym, żeby doceniać wszystkich, którzy są tego godni, niezależnie od rasy, płci, poglądów i pochodzenia. Ale wymuszanie czegoś w imię sprawiedliwości nie ma z nią w istocie nic wspólnego. Bo przyznawanie nagrody osobie czarnoskórej kosztem białej wyłącznie z powodu koloru skóry jest niestety takim samym rasizmem, jak w sytuacji odwrotnej. Czego większość zdaje się nie rozumieć, bo przecież białas okradziony z należnych mu zaszczytów nie ma prawa czuć się pokrzywdzony.</p>
<p>Druga rzecz, która mnie w całej tej sytuacji uderzyła – dlaczego protestują tylko Afroamerykanie? Dlaczego nie Meksykanie albo Azjaci? Też jest ich tam sporo. A osiągnięcia akurat na polu Oscarów mają jeszcze mniejsze. Ci to by dopiero mieli co protestować. Ale albo mają to w nosie albo się nie czują pokrzywdzeni. Mam wrażenie, że robieniem takiej zadymy tak naprawdę szkodzi się tylko sprawie. Przecież tu chodzi chyba o to, żeby zostać docenionym za swoją pracę, a nie o to, żeby coś dostać z łaski czy litości, albo żeby udobruchać społeczność i odfajkować, że sprawa załatwiona. Bo jeśli tak ma być, to od teraz każda następna nagroda dla osoby czarnoskórej będzie w pewnym sensie splamiona poprawnością polityczną.</p>
<p>Na koniec dwa postulaty.</p>
<p>Postulat pierwszy: czy Leo mógłby dostać w końcu Oscara? No ileż można?! … a nie, przepraszam, to już nieaktualne <img src="http://www.gucio-movie.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif" alt=";)" class="wp-smiley" /></p>
<p>Postulat drugi: czy w przyszłym roku galę mógłby poprowadzić Louis C.K.? Słowo daję, jego prezentacja nagrody za najlepszy krótkometrażowy dokument była najlepszym momentem wieczoru <img src="http://www.gucio-movie.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif" alt=":)" class="wp-smiley" /></p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/oscarssowhite/">#OscarsSoWhite</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/oscarssowhite/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Plus / minus: &quot;Earl i ja, i umierająca dziewczyna&quot;</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-earl-i-ja-i-umierajaca-dziewczyna/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-earl-i-ja-i-umierajaca-dziewczyna/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Nov 2015 06:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Plus / minus]]></category>
		<category><![CDATA[adaptacja]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=414</guid>
		<description><![CDATA[<p>Kiedy chcę czasami poudawać, że jestem jedną z tych osób, które uznają jedynie kino ambitne i brzydzą się popcornową papką z multipleksów (choć oczywiście nie jestem jedną z tych osób), przeglądam co mają do zaoferowania festiwale kina niezależnego. W tym roku na festiwalu w Sundance jury i publiczność były bardzo zgodne – nagrodę główną oraz [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-earl-i-ja-i-umierajaca-dziewczyna/">Plus / minus: &quot;Earl i ja, i umierająca dziewczyna&quot;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy chcę czasami poudawać, że jestem jedną z tych osób, które uznają jedynie kino ambitne i brzydzą się popcornową papką z multipleksów (choć oczywiście nie jestem jedną z tych osób), przeglądam co mają do zaoferowania festiwale kina niezależnego. W tym roku na festiwalu w Sundance jury i publiczność były bardzo zgodne – nagrodę główną oraz nagrodę publiczności zdobył film <a href="http://www.filmweb.pl/film/Earl+i+ja%2C+i+umieraj%C4%85ca+dziewczyna-2015-723832" target="_blank">&quot;Earl i ja, i umierająca dziewczyna&quot;</a>. Tym sposobem trafiłam na prawdziwą perłę.</p>
<p><span id="more-414"></span>
<p>Greg jest typem kolesia, który za wszelką cenę chce pozostać z boku i w nic nie ingerować. Ma rozpracowane wszystkie kliki w liceum, ze wszystkimi żyje w neutralnej zgodzie, ale jednocześnie nigdzie nie należy. Zawieszony z boku, jakby nie miał swojego miejsca na świecie. Jego najlepszym przyjacielem jest Earl, którego Greg uparcie nazywa współpracownikiem (pewnie dlatego, że nazwanie go przyjacielem byłoby zbyt osobiste). Kiedy ich znajoma ze szkoły dowiaduje się, że ma białaczkę, matka Grega bezpardonowo wręcz wymusza na nim, by zrobił dla chorej dziewczyny coś miłego. W ten absurdalny wręcz sposób ma swój początek przyjaźń Grega i Rachel.</p>
<p>Jeśli po powyższym opisie wydaje Wam się, że będziecie mieli do czynienia z kolejnym melodramatem o nastoletniej miłości z chorobą w tle &#8211; mylicie się.</p>
<p>Jesse Andrews, adaptujący na scenariusz własną powieść, zręcznie bawi się treścią, kpiąc z patetycznych i tandetnych historii miłosnych, serwując nam kalejdoskop przejaskrawionych i karykaturalnych postaci na drugim planie (począwszy od przedstawicieli poszczególnych szkolnych nacji, poprzez wytatuowanego historyka, skończywszy na rodzicach Grega i matce Rachel, fenomenalnie granych przez Connie Britton, Nicka Offermana i Molly Shannon), co krok puszczając do nas oko i sypiąc ironią na prawo i lewo, oplatając to wszystko narracją Grega pełną subtelnego humoru i nie gubiąc przy tym sedna tej historii. To jest film o przyjaźni. O chorobie, która wbrew temu, co próbuje nam się wpierać, wcale nie uczy niczego o pięknie życia, lecz tylko i wyłącznie je rujnuje. Jest to też film o tym, jak wiele można zrobić dla drugiej osoby, jeśli się po prostu jest obok.</p>
<p>Z kolei Reżyser Alfonso Gomez-Rejon przez cały film bawi się formą. Jeździ kamerą w dziwnych kierunkach, serwuje nam ujęcia w dziwnych kadrach i bawi się perspektywą. Czasem przyspiesza dynamicznym montażem i gwałtownie urywanymi ujęciami przeplecionymi wstawkami z kretyńskich filmów Grega i Earla, by za chwilę zwolnić przy długiej statycznej scenie całkiem pozbawionej montażu. Czasem widz odnosi wrażenie, że reżyser postanowił eksperymentować ze wszystkimi pomysłami jakie mu wpadły do głowy, ale po końcowym efekcie widać, że w tym szaleństwie jest metoda. Gomez-Rejon skrupulatnie wybranym spośród tego szaleństwa scenom nadaje tak wielki ciężar emocjonalny, że nie sposób się nie rozpłakać. Scena, kiedy Greg odwiedza Rachel w szpitalu i pokazuje jej film, który dla niej zrobił, jeszcze długo będzie mi stała przed oczami…</p>
<p>P.s. Dzisiejszy wpis ślę ze specjalną dedykacją dla kogoś, kto na pewno będzie wiedział, że o niego chodzi. Dziękuję, że robisz tak wiele, będąc obok.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-earl-i-ja-i-umierajaca-dziewczyna/">Plus / minus: &quot;Earl i ja, i umierająca dziewczyna&quot;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-earl-i-ja-i-umierajaca-dziewczyna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Plus / minus: &#8220;Southpaw&#8221;</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-southpaw/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-southpaw/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Oct 2015 21:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Plus / minus]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[sport]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=411</guid>
		<description><![CDATA[<p>Wszyscy znamy ten schemat. Mistrz świata, niepokonany bokser, ma wszystko czego można zapragnąć, mieszka w pałacu, kasą rzuca na prawo i lewo, żyć nie umierać. I wtedy ma miejsce punkt zwrotny, nasz bohater stacza się na samo dno, by się od niego odbić i w blasku chwały powrócić na szczyt. Widzieliśmy to setki razy, ta [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-southpaw/">Plus / minus: &ldquo;Southpaw&rdquo;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Wszyscy znamy ten schemat. Mistrz świata, niepokonany bokser, ma wszystko czego można zapragnąć, mieszka w pałacu, kasą rzuca na prawo i lewo, żyć nie umierać. I wtedy ma miejsce punkt zwrotny, nasz bohater stacza się na samo dno, by się od niego odbić i w blasku chwały powrócić na szczyt. Widzieliśmy to setki razy, ta sama historia w różnych wariantach. Tak? Nie. A przynajmniej nie całkiem. Owszem, schemat jest dokładnie ten sam. Tylko deprechy po drodze znacznie więcej… Oto mamy <a href="http://www.filmweb.pl/film/Do+utraty+si%C5%82-2015-609966" target="_blank">&#8222;Southpaw&#8221;</a>.</p>
<p><span id="more-411"></span></p>
<p>W sumie mogłam się czegoś takiego spodziewać po facecie, który stworzył <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Synowie+Anarchii-2008-479538" target="_blank">&#8222;Synów Anarchii&#8221;</a> (w pewnym momencie przedostatniego sezonu nawet dla mnie zrobiło się tam zbyt depresyjnie…). Kurt Sutter ma dar do pisania historii, dzięki którym prawdziwy świat wydaje się nagle piękny i cudowny. Tekst Suttera na taśmę filmową przeniósł Antoine Fuqua, reżyser fenomenalnego <a href="http://www.filmweb.pl/Dzien.Proby" target="_blank">&#8222;Dnia próby&#8221;</a>, i wyszła z tego całkiem niezła kinowa uczta.</p>
<p>Billy Hope (nomen omen) miał wszystko, po czym z dnia na dzień wszystko stracił w najbardziej tragicznych okolicznościach, jakie można sobie wyobrazić. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że Billy prawdopodobnie nigdy nie musiał myśleć sam za siebie. Zawsze to inni podejmowali decyzje za niego. On miał tylko wyjść na ring i sprać przeciwnika na kwaśne jabłko, w czym jest zresztą bardzo dobry. Kiedy więc Billy zostaje nagle sam, stery przejmuje koleś, dla którego liczy się tylko kasa i interes. A widz już wie, że ostateczny upadek się zbliża i będzie bardzo bolesny. Wydawać by się mogło, że gorzej już być nie może. Po czym jest gorzej. A potem jeszcze gorzej… i jeszcze gorzej. Aż w końcu człowiek ma ochotę zagrzebać się w jakiejś czarnej dziurze i nigdy stamtąd nie wychodzić. Serio, ten film przydałoby się oglądać na antydepresantach, bo bez tego jest ciężko.</p>
<p>Główny zarzut, jaki można w przypadku &#8222;Southpaw&#8221; postawić jest taki, że naprawdę strasznie długo trzeba czekać, zanim sytuacja głównego bohatera zacznie się w końcu poprawiać. Wygrzebywanie się z bagna rusza właściwie dopiero na pół godziny przed końcem filmu, wszystko przed tym jest jedną wielką spiralą nieszczęścia. Z drugiej jednak strony może właśnie o to chodzi. Billy jest tak ze wszystkich stron zadręczany, że kibicujemy mu coraz bardziej. A poza tym… Kurt Sutter. On inaczej pisać nie potrafi. Kolejnym zarzutem może być fakt, że &#8222;Southpaw&#8221; faktycznie powiela schemat przerobiony już w kinie na tysiąc sposobów. Ale przed tym to akurat chyba nie ma ucieczki. Kto by takie historie oglądał, gdyby się źle kończyły? Ja na pewno nie.</p>
<p>Plusów natomiast jest całkiem sporo. Na czele z obsadą, począwszy od grającego główną rolę Jake&#8217;a Gyllenhaala. Z każdym kolejnym filmem ten człowiek coraz bardziej mi imponował, nie inaczej jest tym razem. Forest Whitaker irytował mnie tutaj znacznie mniej niż zwykle, co też okazało się miłą niespodzianką. Jedną z najjaśniejszych gwiazd filmu jest jak dla mnie młodziutka Oona Laurence, grająca Leilę Hope. Stworzona przez nią i Jake&#8217;a Gyllenhaala relacja między córką a ojcem jest tak prawdziwa i wzruszająca, że kilkakrotnie w czasie seansu pociekły mi łzy po policzkach.</p>
<p>Wielką zaletą jest również to, że cała historia została pokazana w sposób bardzo realistyczny. Nigdy nie oglądałam boksu, ale mniej więcej tak to sobie wyobrażam. Dwóch zakrwawionych gości, którzy w trakcie 12 rundy ledwo stoją na nogach. Większość filmów z tego nurtu przedstawia nam wersje cukierkowe, w których facet dostający cięgi przez 11 rund nagle w ostatniej doznaje przebudzenia i wgniata przeciwnika w parkiet, choć wcześniej nie był go w stanie nawet pogłaskać. W &#8222;Southpaw&#8221; walki nie wyglądają elegancko i ślicznie. Wręcz przeciwnie &#8211; tutaj się czuje, że to boli. W końcu możemy także zobaczyć co się dzieje po walce. Zawodnika plującego krwią, opuchniętego, z trudem czołgającego się pod prysznic. Co więcej, po zachowaniu tych facetów naprawdę widać, że ileś lat ciągłego obrywania po ryju nie pozostawia człowieka obojętnym.</p>
<p>Dodatkowym plusem dla mnie osobiście jest muzyka. Piękna, minimalistyczna i elektryzująca ścieżka dźwiękowa autorstwa zmarłego w katastrofie lotniczej Jamesa Hornera, przeplatająca się z mocnymi kawałkami hip-hopowymi idealnie leżącymi w klimacie filmu. Coś fantastycznego. Jest to jeden z nielicznych soundtracków, których słucham w całości.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-southpaw/">Plus / minus: &ldquo;Southpaw&rdquo;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-southpaw/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tematycznie: powiało feminizmem</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-powialo-feminizmem/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-powialo-feminizmem/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 Aug 2015 16:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Tematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[telewizja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=408</guid>
		<description><![CDATA[<p>Każdy kto mnie zna może zaświadczyć, że nie jestem feministką. Do feminizmu jest mi równie daleko jak stąd do Plutona. A przynajmniej feminizmu w tak zajadłym, nienawistnym wydaniu, jakie obecnie atakuje nas ze strony wszechobecnych w mediach pseudo-feministek. Osobiście uważam, że te, za przeproszeniem, babsztyle robią wszystkim nam, normalnym kobietom, bardzo czarny PR. Dziękujemy ślicznie. [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-powialo-feminizmem/">Tematycznie: powiało feminizmem</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Każdy kto mnie zna może zaświadczyć, że nie jestem feministką. Do feminizmu jest mi równie daleko jak stąd do Plutona. A przynajmniej feminizmu w tak zajadłym, nienawistnym wydaniu, jakie obecnie atakuje nas ze strony wszechobecnych w mediach pseudo-feministek. Osobiście uważam, że te, za przeproszeniem, babsztyle robią wszystkim nam, normalnym kobietom, bardzo czarny PR. Dziękujemy ślicznie. Za to &quot;ratowanie&quot; nas z &quot;uciemiężenia&quot; powinnyście wszystkie w piekle się smażyć. Anyway, feminizm a&#8217;la babsztyle działa mi na nerwy. Bardzo. Więc kiedy przyszedł mi do głowy pomysł na dzisiejszego posta, poczułam się trochę nieswojo z obawy, że zostanę wrzucona do jednego wora z babsztylami. Nie chciałam jednak pomysłu porzucić &#8211; stąd wstęp, który mam nadzieję jasno mój stosunek do feminizmu obrazuje.</p>
<p><span id="more-408"></span>
<p>Jakiś czas temu usłyszałam z ust dość znanej amerykańskiej aktorki komentarz, że wszystkie najlepsze główne role zawsze są przeznaczone dla mężczyzn, a stanowczo zbyt mało mamy silnych głównych ról kobiecych. W ostatnich latach sporo oglądam seriali, a że zachodnia telewizja przeżywa najwyraźniej swój złoty wiek, powstaje coraz więcej produkcji wybitnych, tworzonych przez coraz bardziej wybitne nazwiska. Wniosek wysnuwam taki, iż owa dość znana amerykańska aktorka nie ma racji. Kobiety niejednokrotnie kradną facetom cały show.</p>
<p>Pomijając przypadki oczywiste, jak &quot;Seks w wielkim mieście&quot; czy &quot;Gotowe na wszystko&quot; (z czego ani jednego ani drugiego nie oglądałam i oglądać nie zamierzam, bo taka już ze mnie męska szowinistka), co rusz możemy się natknąć na silne, niesamowite, zapyliste, hardkorowe twardzielki, sto razy lepsze od dziesięciu Carrie&#8217;ch Bradshaw razem wziętych. I o nich słów kilka &#8211; oto mój subiektywny przegląd.</p>
<p>Uzbierała się już cała pokaźna grupa przedstawicielek organów ścigania, którym faceci jedynie partnerują. Przykładowo w <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Castle-2009-488486" target="_blank">&quot;Castle&quot;</a> mamy policjantkę, Kate Beckett, do której przyczepia się pisarz kryminałów i odtąd razem prowadzą dochodzenia, zaś we <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Fringe%3A+Na+granicy+%C5%9Bwiat%C3%B3w-2008-467127" target="_blank">&quot;Fringe&quot;</a> Olivia Dunham jest agentką FBI, a dwaj partnerujący jej panowie są naukowcami. Zarówno Kate jak i Olivia są twardsze od większości facetów, a przy tym inteligentne i śliczne. Inteligencji nie można też odmówić Carrie Mathison z <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Homeland-2011-595358" target="_blank">&quot;Homeland&quot;</a>. Agentka CIA, świetna w swojej pracy, na co dzień zmagająca się z chorobą dwubiegunową. Owszem, irytująca jak mało kto, częściej miałam ją ochotę udusić niż jej kibicować, ale przyznać trzeba, że jak się ta kobieta zaweźmie, to faceci powinni jej schodzić z drogi.</p>
<p>Mówiąc o kobietach, które człowiek chce mieć po swojej stronie &#8211; numerem jeden w tej kategorii musi być Olivia Pope, fenomenalna spin doktorka i specjalista od zarządzania kryzysowego z serialu <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Skandal-2012-625611" target="_blank">&quot;Skandal&quot;</a>, która ma coś do udowodnienia nie tylko jako kobieta, ale też jako osoba czarnoskóra. Wyciszy aferę, zminimalizuje szkody, ochroni reputację, znajdzie brudy na przeciwnika. Słowem &#8211; kiedy gówno uderza w wentylator, dzwonisz do Olivii. Bohaterka ma niestety swoje wady, z których naczelną jest uwikłanie w uwłaczający godności romans z prezydentem (żonatym). Wydawać by się mogło, że Olivia jest zbyt mądra i zbyt dużo wie o mechanizmach wielkiej polityki, by się w coś tak idiotycznego i toksycznego wpakować. A tymczasem się pakuje, wciąż od nowa, nawet gdy już wszystko szlag trafia. Łatwo by to mogło ją wyeliminować z listy zapylistych bohaterek, gdyby nie była tak niesamowita kiedy obok nie ma Fitza. Być może jestem uprzedzona, bo w mojej osobistej opinii Fitz jest mięczakiem i dupkiem, no ale cóż… Powiem tylko tyle, że wszystkie sceny z Olivią i Fitzem najchętniej bym od razu przewinęła. Za to kiedy Olivia i jej Gladiatorzy wkraczają do akcji &#8211; aż miło patrzeć!</p>
<p>A jeśli ktoś ma ochotę na podwójną dawkę wrażeń, warto sięgnąć po <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Uk%C5%82ady-2007-432002" target="_blank">&quot;Układy&quot;</a>. Bohaterkami są dwie prawniczki &#8211; doświadczona i bezwzględna Patty Hewes (franca jakich mało) oraz młoda, ambitna, niewinna i pełna ideałów Ellen Parsons. Przez pięć sezonów kroczą po cienkiej granicy między współpracą a rywalizacją (czasem wręcz ocierającą się o krwawą wojnę) i jeszcze nigdy nie widziałam tak emocjonującego pojedynku.</p>
<p>Jeśli zaś wolimy klimat bardziej wesoły, mamy do dyspozycji Leslie Knope z <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Parks+and+Recreation-2009-501087" target="_blank">&quot;Parks and Recreation&quot;</a>. Jest ona najbardziej optymistycznie nastawioną do życia i pracy osobą na całym Bożym świecie. Zawsze uśmiechnięta, pracowita, ambitna, niesamowicie zorganizowana i bezgranicznie poświęcona służbie lokalnej społeczności. Ma sto pomysłów na minutę, każdą akcję jest w stanie przygotować od ręki, pracuje za dziesięciu, a prywatnie jest najlepszą przyjaciółką jaką można mieć, zawsze pomoże w potrzebie, nigdy nie zapomni o twoich urodzinach i jeszcze da ci najcudowniejszy prezent w historii wszystkich prezentów. I ma obłędne poczucie humoru. A jej ulubioną potrawą są gofry z górą bitej śmietany. Leslie Knope For President!</p>
<p>Serial <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Pami%C4%99tniki+wampir%C3%B3w-2009-502112" target="_blank">&quot;Vampire Diaries&quot;</a> jest jedną z moich grzesznych przyjemności. Niby człowiek wie, że powinien poświęcać czas na coś ambitniejszego, ale przerwać ciężko. Niestety przedstawicielki płci pięknej stanowią tutaj pasmo niewykorzystanych szans, z których największą i najbardziej bolesną jest Bonnie Bennett. Idealnie pasowałaby do dzisiejszej listy, gdyby tylko scenarzyści pozwolili jej częściej błyszczeć. Dziewczyna jest niezniszczalna, umierała już trzy razy i zawsze udawało jej się wrócić (fani prawdopodobnie urządziliby ogólnoświatowy strajk, gdyby uśmiercono Bonnie Bennett). Straciła prawie całą rodzinę w dramatycznych okolicznościach, wycierpiała więcej niż można sobie wyobrazić i wciąż nie dostaje żadnej taryfy ulgowej. A, no i jest potężną wiedźmą. Klan Bennettów przewija się w historii magii w co trzecim zdaniu, więc Bonnie automatycznie została nominowana etatową wiedźmą, niezawodną i dostępną na każde zawołanie. Słowo daję, Bonnie jest tak absurdalnie ofiarną i bezinteresowna osobą, że aż boli patrzeć.</p>
<p>Kiedy mamy jednego lub parę głównych bohaterów, a reszta jest wyraźnie na drugim planie, sprawa jest prosta i podział obowiązków jasny. Kiedy jednak mamy wielu bohaterów pierwszoplanowych, wtedy opowiadana historia oraz odzew widowni weryfikują, kto się utrzyma a kto nie. Najlepszym przykładem, jaki teraz przychodzi mi do głowy, jest serial <a href="http://www.filmweb.pl/serial/The+100-2014-689083" target="_blank">&quot;The 100&quot;</a>. Akcja dzieje się w różnych miejscach i rozbita jest na różne wątki, splątane jednak w spójną fabułę. Mamy bardzo wielu bohaterów, z czasem niektórzy wybijają się na tle innych i po dwóch sezonach śmiało można powiedzieć, że spośród nich miażdżącą przewagę mają kobiety. Octavia Blake szybko przemienia się z &quot;dziewczynki&quot; w twardą wojowniczkę, która niczego się nie boi. Raven Reyes jest mega zdolnym mechanikiem, bez niej, jej pomysłów i zdolności prawdopodobnie nikt by nie przeżył. Lexa i Indra &#8211; szefowa tubylców i przywódczyni jednego z klanów &#8211; są bezlitosne i nie warto z nimi zadzierać.</p>
<p>Najważniejsza od początku jest Clarke Griffin , która szybko wyrasta na liderkę ludzi z Arki. Jest mądra i ciepła, ale w razie potrzeby umie podjąć ekstremalnie trudne decyzje. Wszyscy odruchowo oczekują od niej odpowiedzi na każde pytanie, a ona dla swoich ludzi zrobi dosłownie wszystko. Honor facetów ratuje głównie Bellamy Blake, dzielący z Clarke pozycję lidera. Bellamy jest praktycznie jedyną osobą, która ją wspiera zawsze, niezawodnie i bez względu na wszystko. Jeden. Jeden facet, którego nie zdominowały całkowicie kobiety. Nieźle.</p>
<p>Moją najnowszą serialową miłością jest <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Orphan+Black-2013-659116" target="_blank">&quot;Orphan Black&quot;</a>. Nie ma się co oszukiwać, tym serialem rządzą kobiety. A konkretniej: Tatiana Maslany i wszystkie grane przez nią bohaterki. Ale o tym więcej przy następnej okazji. Bo TE kobiety zasługują na więcej słów. Dużo więcej.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-powialo-feminizmem/">Tematycznie: powiało feminizmem</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-powialo-feminizmem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak to się robi: Marvel Cinematic Universe</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/jak-to-sie-robi-marvel-cinematic-universe/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/jak-to-sie-robi-marvel-cinematic-universe/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Jul 2015 17:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Jak to się robi?]]></category>
		<category><![CDATA[adaptacja]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[komiks]]></category>
		<category><![CDATA[Marvel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=406</guid>
		<description><![CDATA[<p>Marvel Studios potrafi doskonale dwie rzeczy: robić dobre filmy i zarabiać na tym kupę kasy. Stworzyli najbardziej dochodową franczyzę w historii kina, a nie powiedzieli jeszcze przecież ostatniego słowa. Marvel Cinematic Universe (lub jak się w żargonie fanów mówi: MCU) to już nie jest seria, to już nie jest projekt, to świetnie naoliwiona maszyna, której [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/jak-to-sie-robi-marvel-cinematic-universe/">Jak to się robi: Marvel Cinematic Universe</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://marvel.com/movies" target="_blank">Marvel Studios</a> potrafi doskonale dwie rzeczy: robić dobre filmy i zarabiać na tym kupę kasy. Stworzyli najbardziej dochodową franczyzę w historii kina, a nie powiedzieli jeszcze przecież ostatniego słowa. Marvel Cinematic Universe (lub jak się w żargonie fanów mówi: MCU) to już nie jest seria, to już nie jest projekt, to świetnie naoliwiona maszyna, której nie sposób zatrzymać. Przynajmniej dopóki ludzie nie powiedzą: dość.</p>
<p><span id="more-406"></span>
<p>Ale po kolei, wszak siedem lat temu chyba nawet szefom Marvela nie śnił się taki sukces. Wszystko zaczęło się w maju 2008 roku, kiedy do kin wszedł pierwszy <a href="http://www.filmweb.pl/Iron.Man" target="_blank">&quot;Iron Man&quot;</a>. Film zarobił pół miliarda dolarów, krytyka go pokochała, widzowie jeszcze bardziej, a Robert Downey Jr. sprawiał wrażenie, jakby urodził się do roli Tony&#8217;ego Starka. Dwa lata później <a href="http://www.filmweb.pl/film/Iron+Man+2-2010-478702" target="_blank">&quot;Iron Man 2&quot;</a> powtórzył sukces &quot;jedynki&quot; i wtedy chyba nie było już odwrotu, choć inni bohaterowie: Hulk, Thor i Kapitan Ameryka zarabiali nieco mniej. Maszyna się rozpędziła, a wszystkie 5 filmów stanowiło preludium do tego, na co wszyscy czekali – <a href="http://www.filmweb.pl/film/Avengers-2012-371515" target="_blank">&quot;Avengers&quot;</a>. Półtora miliarda dolarów, ludzie zachwyceni, rozrywka na 5+, czego chcieć więcej? &quot;Avengers&quot; oficjalnie zakończyło tak zwaną Fazę Pierwszą MCU.</p>
<p>Faza Druga potoczyła się wręcz błyskawicznie, bo jak się jest na fali, to trzeba działać szybko. Iron Man, Thor i Kapitan Ameryka powrócili w swoich filmach, które umilały ludziom czas oczekiwania na <a href="http://www.filmweb.pl/film/Avengers%3A+Czas+Ultrona-2015-637247" target="_blank">&quot;Age of Ultron&quot;</a>. Wybił się nieco <a href="http://www.filmweb.pl/film/Kapitan+Ameryka%3A+Zimowy+%C5%BCo%C5%82nierz-2014-615202" target="_blank">&quot;Winter Soldier&quot;</a>, który totalnie zmienił reguły gry – wszystko co znaliśmy do tej pory uległo dekonstrukcji, zmienił się także ton całości na znacznie poważniejszy. Fazę Drugą zamyka dzisiaj <a href="http://www.filmweb.pl/film/Ant-Man-2015-257691" target="_blank">&quot;Ant-Man&quot;</a>, który chyba (oby) będzie jednym z tych bardziej na luzie mieszkańców MCU. Moim bezspornie ulubionym filmem Fazy Drugiej (i jednym z ulubionych w ogóle) jest, o dziwo, <a href="http://www.filmweb.pl/film/Stra%C5%BCnicy+Galaktyki-2014-594357" target="_blank">&quot;Guardians of the Galaxy&quot;</a>. Być może dlatego, że nie spodziewałam się po tym filmie dokładnie niczego, a dostałam 130% więcej. Doskonała obsada (szczególnie Chris Pratt jest strzałem w dziesiątkę), olbrzymia dawka humoru i dobrej zabawy, ciekawa historia o wyrzutkach, po których nikt nie spodziewa się niczego dobrego. Naprawdę świetne kino. Ale o tym więcej kiedy indziej, bo nie recenzje chciałam dziś pisać, ale skomentować fenomen.</p>
<p>Jego sedno polega na tym, że Marvel nie tylko ma dobre produkty, ale też wie jak je promować. Nie ma wątpliwości, że jest to obecnie najpotężniejszy gracz na rynku adaptacji komiksów, drudzy w kolejce – DC i Warner Bros. – nie mają w tej bitwie szans. Napatrzyli się na sukces Marvela i zachciało im się zrobić coś podobnego, ale zaczynają chyba dość późno (pierwsza próba nie wypaliła w związku z dramatycznym wręcz fiaskiem <a href="http://www.filmweb.pl/film/Green+Lantern-2011-242379" target="_blank">&quot;Green Lantern&quot;</a>). Oficjalnie pierwszym filmem w uniwersum DC jest <a href="http://www.filmweb.pl/film/Cz%C5%82owiek+ze+stali-2013-305388" target="_blank">&quot;Man of Steel&quot;</a> z 2013 roku, ale właściwa maszyna ruszy dopiero w przyszłym roku wraz z premierą drugiej części. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że ilekroć DC próbuje nawiązać walkę z Marvelem, ten natychmiast odpowiada ze zdwojoną siłą. Kiedy Warner Bros. w październiku ubiegłego roku ogłosiło plany filmowe w związku z uniwersum DC, dosłownie dwa tygodnie później Marvel zrobił dokładnie to samo tylko sto razy lepiej. Zorganizowane zostało coś na kształt wielkiej konferencji prasowej, na której szef Marvel Studios Kevin Feige zaprezentował plany odnośnie Fazy Trzeciej MCU i dosłownie zmiótł DC z powierzchni ziemi. Nie mieli litości. Było mnóstwo niespodzianek, na scenie pojawili się Chris Evans i Robert Downey Jr., a także świeżo obsadzony w roli Czarnej Pantery Chadwick Boseman. Zaproszeni goście dostali taką dawkę wrażeń, że pewnie wyszli stamtąd z mokrą bielizną. A kinowy kalendarz mają zapełniony do 2019 roku. Całkiem nieźle, jak na imprezę organizowaną na szybko.</p>
<p>Nieprawdopodobny sukces wszystkich filmów ze stemplem Marvela sprawił, że Faza Trzecia, która rozpocznie się w przyszłym roku, wygląda z jednej strony naprawdę imponująco, a z drugiej ryzykownie, ponieważ zakłada, że za kilka lat ludzie wciąż będą ciekawi. Filmów w samej Fazie Trzeciej będzie aż 10, obok postaci znanych pojawią się też zupełnie nowe. Fazę rozpocznie <a href="http://www.filmweb.pl/film/Captain+America%3A+Civil+War-2016-706209" target="_blank">&quot;Civil War&quot;</a> – wiadomość ta sprawiła, że ludzie dosłownie oszaleli.</p>
<p>MCU z biegiem lat i napływem pieniędzy stopniowo się rozrastał. Drugoplanowa postać z &quot;Avengers&quot;, Agent Phil Coulson, stał się tak uwielbiany przez fanów, że aż wskrzeszono go z martwych (co nieco komplikuje sprawę, gdyż Avengers wciąż myślą, że Coulson nie żyje…) i dano własny serial <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Agenci+T.A.R.C.Z.Y.-2013-668019" target="_blank">&quot;Agents of S.H.I.E.L.D.&quot;</a>, który spokojnie wytrzymuje porównanie z filmami. Swój serial ma również <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Agentka+Carter-2015-716662" target="_blank">&quot;Agent Carter&quot;</a>, a Netflix wypuścił już <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Daredevil-2015-702252" target="_blank">&quot;Daredevila&quot;</a> i są plany na kolejne seriale. Fabuły coraz bardziej się ze sobą przeplatają, niektóre filmy i seriale mają większy wpływ na główny wątek, inne mniejszy, ale wszystko dzieje się w tym samym uniwersum. Kiedy trzeba ogarnąć tyle rzeczy na raz, istnieje silna obawa, że prędzej czy później to wszystko przestanie się trzymać kupy. Oglądanie trzeciej części przygód Tony&#8217;ego Starka nie ma sensu jeśli się nie widziało &quot;Avengers&quot;. Końcówka pierwszego sezonu &quot;Agents of S.H.I.E.L.D.&quot; dzieje się bezpośrednio po wydarzeniach z &quot;Winter Soldier&quot; i bezpośrednio z nich wynika. Założenie jest takie, żeby była konieczność obejrzenia wszystkiego, jeśli się chce wszystko rozumieć. A kaska leci. Pomysł wyborny, wykonanie przeważnie doskonałe, ale to już jest chyba taki moment, kiedy należy sobie postawić kilka pytań. Z czego podstawowe brzmi: jak długo jeszcze ludzie będą chcieli to oglądać? Już teraz wygląda to tak, jakby Marvel ścigał się sam ze sobą. Rozumiem ten dylemat – cały czas podkręcają tempo, bo w przeciwnym wypadku ktoś im zarzuci, że robią w kółko to samo. Tyle że takim podejściem można sobie łatwo strzelić w stopę, bo w końcu zaczyna się przesadzać w drugą stronę i wpada się w pułapkę, którą roboczo lubię nazywać „syndromem Transformersów”. Widzowie, wbrew temu co się o ich inteligencji uważa, nie lubią gdy się im wciska pięknie opakowany badziew. W &quot;Age of Ultron&quot; twórcy przesadzili. Da się to wyczuć w recenzjach, sygnałem jest też wynik kasowy. Choć film zarobił masę szmalu, to jednak przegrał z <a href="http://www.filmweb.pl/film/Jurassic+World-2015-556929" target="_blank">&quot;Jurassic World&quot;</a>, który przy znacznie mniejszym budżecie już zarobił więcej, a jeszcze nie zszedł z ekranów.</p>
<p>Szefom Marvel Studios powinna się zaświecić ostrzegawcza lampka. Za sobą mamy &quot;Age of Ultron&quot;, który budzi mieszane uczucia, ale przecież przed nami jest &quot;Civil War&quot;, dwie części <a href="http://www.filmweb.pl/film/Avengers%3A+Infinity+War+Part+1-2018-693758" target="_blank">&quot;Infinity War&quot;</a> i masa filmów pomiędzy nimi. Trzeba uważać. Na szczęście ratunkiem okazują się ekranizacje, które pozostają nieco na uboczu w stosunku do głównego trzonu MCU. Takie jak na przykład &quot;Guardians of the Galaxy&quot;. Niewiele w tym momencie wiemy o filmach Fazy Trzeciej, więc pozostaje mieć nadzieję, że Marvel wyjdzie jednak z tego wszystkiego obronną ręką. Póki co fakt pozostaje faktem – na dzień dzisiejszy jest imperium Marvela, a potem długo długo nic.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/jak-to-sie-robi-marvel-cinematic-universe/">Jak to się robi: Marvel Cinematic Universe</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/jak-to-sie-robi-marvel-cinematic-universe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Plus / minus: &quot;B&#243;g nie umarł&quot;</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-bg-nie-umarl/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-bg-nie-umarl/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 May 2015 20:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Plus / minus]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=404</guid>
		<description><![CDATA[<p>Świeżo upieczony student pierwszego roku, w ramach przedmiotu fakultatywnego, ląduje na zajęciach z filozofii u profesora Radissona. Na dzień dobry wykładowca, chcąc uniknąć zbędnych i w swoim mniemaniu idiotycznych dyskusji na temat siły wyższej, żąda od studentów, aby wszyscy podpisali deklarację, że nie wierzą w Boga (przynajmniej w czasie jego wykładów, potem już sobie mogą [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-bg-nie-umarl/">Plus / minus: &quot;B&oacute;g nie umarł&quot;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Świeżo upieczony student pierwszego roku, w ramach przedmiotu fakultatywnego, ląduje na zajęciach z filozofii u profesora Radissona. Na dzień dobry wykładowca, chcąc uniknąć zbędnych i w swoim mniemaniu idiotycznych dyskusji na temat siły wyższej, żąda od studentów, aby wszyscy podpisali deklarację, że nie wierzą w Boga (przynajmniej w czasie jego wykładów, potem już sobie mogą wierzyć do woli). Kilkadziesiąt osób na sali potulnie podpisuje się na karteczkach &#8211; poza naszym dzielnym głównym bohaterem, rzecz jasna. Josh ma taki mały problem, że jest chrześcijaninem i pod taką deklaracją sumienie mu zwyczajnie nie pozwala się podpisać. Radisson, zbity z tropu faktem, że ktoś mu się stawia, proponuje Joshowi układ. Jeśli nie zgadza się z tezą, że Boga można co najwyżej między bajki włożyć, musi na forum całej grupy udowodnić antytezę &#8211; <a href="http://www.filmweb.pl/film/B%C3%B3g+nie+umar%C5%82-2014-684049" target="_blank">&quot;Bóg nie umarł&quot;</a>.</p>
<p><span id="more-404"></span>
<p>Od razu powiem szczerze &#8211; cała opisana powyżej scena jest ohydna i śmieszna jednocześnie (w negatywnym znaczeniu tego słowa). Josh sprawia wrażenie inteligentnego młodego człowieka, który ma w główce wszystko dobrze poukładane, zaś Radisson wygląda jak pseudointelektualista, który nie znosi, gdy ktoś poddaje w wątpliwość jego poglądy (co tylko dowodzi, że taki z niego profesor filozofii, jak z koziej dupy trąba). Najpierw oznajmia studentom wprost, że swój przedmiot traktuje poważnie, więc jeśli ktoś liczy na łatwe zaliczenie, powinien od razu wyjść. Respekt. Potem zarzuca studentów listą kilkunastu nazwisk wybitnych filozofów i pyta, co oni wszyscy mają ze sobą wspólnego. Bingo! Wszyscy są ateistami. Tutaj następuje monolog generalnie wyśmiewający wszystkich, którzy ateistami nie są, tak żeby ci z obecnych, którzy ewentualnie myślą nieco inaczej, po tym potoku szyderstw bali się do tego przyznać. Potem czas na podpisanie deklaracji niewiary połączone z łapówką &#8211; jeśli osiągniemy jednogłośny konsensus w kwestii Boga, będziemy mogli z czystym sumieniem ominąć tę część kursu i skupić się na rzeczach ważniejszych (dodatkowa presja, bo jeśli ktoś się wyłamie, ucierpi cała grupa). Przy zbieraniu deklaracji Radisson pozwala sobie nawet na wybitnie śmieszny komentarz, że jeden ze studentów napisał &quot;Bóg&quot; z małej litery, więc chyba zasługuje na dodatkowe punkty. Widz już wie, że Josh będzie tym, który się wyłamie, a Radisson jest w takim szoku, jakby zdarzyło mu się to pierwszy raz w życiu. Wyzywa niesfornego studenta na pojedynek, który sam już uważa za wygrany, a na koniec zadaje grupie dodatkową lekturę, żeby jeszcze bardziej ich do chłopaka zniechęcić. Kopanie przeciwnika zanim w ogóle zacznie się pierwsza runda? Nieładnie.</p>
<p>Josh przez cały film jest sam przeciwko światu. Dziewczyna (nieprawdopodobnie wręcz irytująca) niby rozumie, dlaczego Josh nie chce wyprzeć się wiary, ale w zamian próbuje wymusić proste rozwiązanie &#8211; zmienić fakultet. W jej planach na ich wspólne życie nie ma miejsca na ryzyko popełnienia przez jej chłopaka akademickiego samobójstwa z powodu jakiegoś idiotycznego wykładu z filozofii. Nie rozumie, że dla Josha to byłoby jak oddanie meczu walkowerem. Rodzice chłopaka, choć nigdy nie widzimy ich na ekranie, też namawiają go, by nie ryzykował. Najwyraźniej nikt jego punktu widzenia nie rozumie, a im bardziej główny bohater jest gnębiony, tym bardziej będziemy mu kibicować i trzymać kciuki, żeby się nie złamał.</p>
<p>Pomiędzy debatą o Bogu mamy w filmie kilka wątków pobocznych. Wielebny Dave z pobliskiego kościoła gości u siebie przyjaciela misjonarza, co skłania go do pewnych przemyśleń na temat własnej pracy (omawianie z chórem listy utworów na nadchodzący koncert wydaje mu się trochę blade w porównaniu z pracą misjonarza, walczącego o nowe dusze gdzieś w trzecim świecie). Amy, dziennikarka, blogerka, aktywistka, wegetarianka, humanistka i ewolucjonistka w jednym, dowiaduje się, że ma raka i zostaje na świecie całkiem sama, gdy jej chłopak okazuje się dupkiem. Mina, dziewczyna Radissona, w przerwach pomiędzy użeraniem się z bucowatym profesorem, opiekuje się chorą na demencję matką. Ayisha, nawrócona chrześcijanka, ukrywa swoją wiarę przed agresywnym ojcem muzułmaninem, a Chińczyk Martin staje na podobnym rozdrożu, kiedy całe to gadanie o Bogu zaczyna się podobać jemu, a tatusiowi w Chinach wręcz przeciwnie. Gościnnie na trzecim planie pojawiają się Willie i Korie Robertsonowie oraz chłopaki z Newsboys, wszak nic tak nie działa na wyobraźnię jak świadectwa z życia wzięte.</p>
<p>Wracając do głównego wątku &#8211; przeprowadzony przez Josha dowód jest podzielony na trzy części. Część pierwsza: Wielki Wybuch. Część druga: ewolucjonizm. Część trzecia: obecność zła na świecie. Przywoływane zostają najważniejsze argumenty, w dyskusji przewijają się po kolei najbardziej znane teorie i nazwiska &#8211; Steven Weinberg, Georges Lemaitre, Richard Dawking, Stephen Hawking, John Lennox, Lee Strobel, Karol Darwin. Pojawia się też obowiązkowy traktat o moralności i wolnej woli. Wszystko to już słyszałam wcześniej, ale jeśli ktoś nigdy się tematyką sporów o początek wszechświata i istnienie siły wyższej nie interesował, być może o niektórych teoriach nie słyszał. Cała rzecz momentami ociera się o wywód akademicki, pełen co prawda skrótów i uproszczeń oraz raczej jednostronny, tym niemniej wysiłek należy docenić. Josh do swoich prezentacji profesjonalnie się przygotowuje, jest wygadany i pewny swego, podczas gdy Radisson wysuwa prawdziwy kontratak właściwie tylko raz, rzucając teorią Hawkinga o spontanicznym samostworzeniu wszechświata, o której chłopak nie miał pojęcia. Profesorowi udaje się jednak zagiąć przeciwnika tylko tymczasowo.</p>
<p>Czytałam wiele komentarzy zarzucających filmowi &quot;Bóg nie umarł&quot; tendencyjność. Nie sposób się z tym zarzutem nie zgodzić, ale też nie widzę w tym fakcie niczego dziwnego. Każdy twórca, który bierze na warsztat jakikolwiek temat, z góry ma na ów temat jakiś pogląd, a co za tym idzie jego dzieło nie będzie w pełni obiektywne. Krytycy piszą, że to chrześcijańska propaganda? Wszędzie, gdzie tylko pojawia się gorący społecznie temat, w mniejszym lub większym stopniu towarzyszy mu propaganda. Dzieła prawdziwie obiektywne naprawdę należą do rzadkości. Tak to już jednak jest, że chrześcijan łatwo się atakuje, bo jest nas dużo, więc nie mamy prawa narzekać. A nietolerancja, jak wiadomo, pojawia się tylko wtedy, gdy większość rzuca się na mniejszość, nigdy odwrotnie.</p>
<p>Zgadzam się, że &quot;dosłowny&quot; to bardzo delikatne określenie w przypadku tego filmu. Pozytywne i negatywne postaci zostają określone tak jednoznacznie, że nie ma miejsca na nic pomiędzy. Mało tego &#8211; mamy tutaj jedną, wielką i niekończącą się paradę stereotypów. Absolutnie wszystko jest do bólu przewidywalne, począwszy od tego, że wszyscy ateiści to idioci. Kółko wzajemnej adoracji, z profesorem Radissonem na czele, to banda zakochanych w sobie bufonów, którym za jedyny argument wystarczy przekonanie, że wiara w siłę wyższą jest czymś śmiesznym. Mina, która całkiem przypadkiem jest chrześcijanką, traktowana jest przez kółko wzajemnej adoracji jak ktoś gorszy. Gdy podczas wspólnej kolacji wypływa temat jej wiary, wszyscy patrzą się na nią jak na trędowatego. Radisson na oczach całej reszty jawnie wyśmiewa ignorancję swojej dziewczyny, po czym ta uskutecznia szybką ucieczkę. Słusznie, też bym nie chciała przebywać z takimi niewychowanymi debilami. Tyle że ja najpierw bym mu jeszcze lutnęła w gębę na do widzenia.</p>
<p>Scena przy kolacji jest najbardziej jaskrawym przykładem idei ciągnącej się przez cały film. Na tle tego całego zepsucia Josh prezentuje się jak człowiek ze szczerego złota. Jest wyważony, mądry, poukładany, nie próbuje wszystkich wokół na siłę nawracać, podczas gdy Radisson to jego przeciwieństwo &#8211; furiat, egoista i głupek, który wszystkim chce narzucić swoją wizję świata. Jest nawet taka scena, gdy Radisson wręcz biednemu chłopakowi grozi, że zniszczy jego szanse na karierę prawniczą, jeśli ten nie odpuści (ani chybi podpada to pod jakiś paragraf). Generalnie nie pozostawiono miejsca na wątpliwości, po której stronie leży racja, co oczywiście było w pełni zamierzone. Twórcy co prawda sami wkładają swoim krytykom broń do ręki tak stronniczym podejściem do tematu, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby się tym zbytnio przejmowali, tym bardziej, że film odniósł spory sukces komercyjny. &quot;Bóg nie umarł&quot; nie jest dziełem wybitnym, niektóre momenty są boleśnie wręcz patetyczne, ale inne (te bardziej skromne i proste) potrafią ścisnąć za serduszko. Nie siląc się na bezstronność, film z założenia ma przedstawiać racje jednej strony tego odwiecznego konfliktu i jako taki sprawdza się moim zdaniem całkiem nieźle. Bardzo to dla mnie miłe zaskoczenie.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-bg-nie-umarl/">Plus / minus: &quot;B&oacute;g nie umarł&quot;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-bg-nie-umarl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tematycznie: tam i z powrotem</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-tam-i-z-powrotem/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-tam-i-z-powrotem/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Apr 2015 15:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Tematycznie]]></category>
		<category><![CDATA[adaptacja]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=402</guid>
		<description><![CDATA[<p>Nie jestem nawet zła. Jest mi smutno. Wraz z ostatnim rozdziałem &#34;Hobbita&#34; skończyła się pewna epoka. Przez niemal 15 lat rytm życia ogromnej rzeszy kinomaniaków (i tolkienomaniaków) wyznaczały kolejne wycieczki do Śródziemia. Kiedy po nieprawdopodobnym sukcesie &#34;Drużyny Pierścienia&#34;, &#34;Dwóch Wież&#34; i &#34;Powrotu Króla&#34; (zarówno komercyjnym jak i artystycznym) Peter Jackson na dość długi czas postanowił [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-tam-i-z-powrotem/">Tematycznie: tam i z powrotem</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Nie jestem nawet zła. Jest mi smutno. Wraz z ostatnim rozdziałem &quot;Hobbita&quot; skończyła się pewna epoka. Przez niemal 15 lat rytm życia ogromnej rzeszy kinomaniaków (i tolkienomaniaków) wyznaczały kolejne wycieczki do Śródziemia. Kiedy po nieprawdopodobnym sukcesie <a href="http://www.filmweb.pl/Wladca.Pierscieni.Druzyna.Pierscienia" target="_blank">&quot;Drużyny Pierścienia&quot;</a>, <a href="http://www.filmweb.pl/Dwie.Wieze" target="_blank">&quot;Dwóch Wież&quot;</a> i <a href="http://www.filmweb.pl/Powrot.Krola" target="_blank">&quot;Powrotu Króla&quot;</a> (zarówno komercyjnym jak i artystycznym) Peter Jackson na dość długi czas postanowił od Śródziemia odpocząć, uznałam to za dobry znak. Oczywiście wiedziałam, że pomysł przeniesienia na duży ekran również &quot;Hobbita&quot; prędzej czy później powróci, ale cieszyłam się, że Jackson zwlekał z tym tak długo. Bo przecież logiczniej byłoby doić tę krowę od razu, zanim ludzie zapomną jak było fajnie. A skoro nie doją to znaczy, że chcą film zrobić dobrze, a nie tylko dla kasy. Chyba jednak trochę się pomyliłam.</p>
<p><span id="more-402"></span>
<p>Nakręcenie &quot;Władcy Pierścieni&quot; było jak porwanie się z motyką na Słońce. Książka jest dziełem monumentalnym i ma rzesze fanów wśród wszystkich pokoleń na całym świecie. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania nawet największych sceptyków. Rozmiary pierwowzoru wymuszały pewne skróty, pojawiały się mniej lub bardziej potrzebne zmiany, ale były one w większości zrozumiałe lub w najgorszym przypadku były do zaakceptowania (czytaj: nie rujnowały całości). Jacksonowi udało się podołać nie tylko wyzwaniom technicznym (efekty wizualne zapierały dech w piersiach, jak na ówczesne możliwości), udało mu się również coś ważniejszego. Uchwycił ducha tej historii. Przyjaźń, honor, poświęcenie &#8211; tam się czuło, że to nie są puste słowa. Drużyna stanowiła jedność nawet wtedy, kiedy zostali rozdzieleni. Akcja była bardzo intensywna, a mimo to bohaterowie mieli wystarczająco dużo czasu, aby ich wzajemne relacje stały się dla nas wiarygodne. Pierwsza trylogia Jacksona jest piękna, wzruszająca, imponująca, po prostu EPICKA.</p>
<p>Kiedy oficjalnie ogłoszono, że ruszają prace nad &quot;Hobbitem&quot;, ludzie wpadli w euforię. I ja też wpadłam. A potem zaczęły stopniowo dochodzić do nas niepokojące wieści. Najpierw historię podzielono na pół i pomyślałam sobie, że to najwyraźniej będzie baaardzo wierna adaptacja. Potem &quot;Hobbit&quot; przekształcił się w trylogię i zrobiło się całkiem zabawnie. Jackson uzupełnił treść o informacje z dodatków, a potem jeszcze dał się ponieść wyobraźni i dopisał kilka rzeczy całkiem w sufitu. Gdyby efekt zwalał z nóg, prawdopodobnie wybaczylibyśmy Jacksonowi wszystko.</p>
<p>Nie mówię, że w trylogii o hobbicie nie ma nic dobrego. Dobrego jest wiele. Gdybym mogła powybierać to całe dobro i złączyć w całość, powstałaby naprawdę świetna adaptacja. Weźmy <a href="http://www.filmweb.pl/film/Hobbit%3A+Niezwyk%C5%82a+podr%C3%B3%C5%BC-2012-343217" target="_blank">&quot;Niezwykłą podróż&quot;</a>. Pierwsze spotkanie Bilba i Gandalfa? Cudeńko. Scena z trollami? Całkiem niezła. Zagadki z Gollumem? REWELACJA. <a href="http://www.filmweb.pl/film/Hobbit%3A+Pustkowie+Smauga-2013-469867" target="_blank">&quot;Pustkowie Smauga&quot;</a> też miało niezłe momenty. Pająki? Obrzydliwe, ale tak w ogóle to wypas. Spotkanie Bilba ze smokiem? Fantastyczne, Smaug wyszedł perfekcyjnie. <a href="http://www.filmweb.pl/film/Hobbit%3A+Bitwa+Pi%C4%99ciu+Armii-2014-662242" target="_blank">&quot;Bitwa Pięciu Armii&quot;</a> to właściwie jedna wielka nawalanka, niewiele się dzieje poza tym. Choć przyznaję, że rozpierducha, jakiej Smaug dokonał w Mieście na Jeziorze bardzo mi się podobała. I skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie ryczałam jak dziecko, gdy Bilbo żegnał się z Thorinem.</p>
<p>Oto jest bowiem problem całej tej trylogii &#8211; tyle, za przeproszeniem, nasrano wątków pobocznych i czasami absurdalnych scen akcji, że Bilbo Baggins stał się właściwie drugoplanową postacią we własnej historii. Co jak co, ale w tej bajce to chyba jednak HOBBIT powinien grać pierwsze skrzypce. Martin Freeman jest DOSKONAŁY. Lepszego Bilba być nie mogło, to jest jedyny facet, który powinien grać tę rolę. Brak mi słów by wyrazić, jak rewelacyjny jest Bilbo Baggins w wykonaniu Freemana. Najlepszy hobbit EVER. Gdyby tylko pozwolono mu być na pierwszym planie cały czas (jak być powinno), film byłby cudowny.</p>
<p>Powszechnie w kinie królujące zasada, że w kolejnych filmach wszystkiego musi być więcej i mocniej niż w poprzednich, również w przypadku &quot;Hobbita&quot; zbiera swoje żniwo. Sceny akcji są rozdmuchane do przesady i czasem naprawdę można mieć tego dość. Jednak byłabym w stanie przymknąć na to oko, technika poszła do przodu, chłopcy chcieli się zabawić. Ja to nawet rozumiem. Mój główny zarzut leży gdzie indziej. Przez trzy seanse &quot;Hobbita&quot; miałam wciąż nieodparte wrażenie, że twórcy chcą powielić wszystkie możliwe motywy z &quot;Władcy Pierścieni&quot; (no bo przecież tam się powiodło, więc tego się trzeba trzymać) i podnieść je o poziom wyżej, choć przecież &#8211; taki oto paradoks &#8211; wagę powinny mieć tutaj mniejszą. Wyszła z tego trochę parodia niestety.</p>
<p>Punkt pierwszy. Wróg powrócił, ciemność ogarnia Śródziemie, zło wyłazi z ukrycia, mamy przesrane. Nawet kiedy chodzi o wypędzenie smoka, tak naprawdę chodzi o Saurona, bo całe zło na świecie jest przez to, że Sauron powrócił. Nie pozostawiono żadnych niedopowiedzeń, fabułę &quot;Hobbita&quot; dokładnie pozszywano z &quot;Władcą Pierścieni&quot;, żeby się wszystko ładnie złożyło w całość. Tyle że zanim akcja &quot;Władcy Pierścieni&quot; się w ogóle zacznie musi minąć jeszcze 60 lat&#8230; Tłuką nas tym Sauronem po głowie, odwracając niepotrzebnie uwagę od głównego wątku.</p>
<p>Punkt drugi. W ramach przenoszenia z &quot;Władcy Pierścieni&quot; wszystkiego co się da, przenieśliśmy również Legolasa, robiąc z niego przy okazji jeszcze większego cyborga i akrobatę. Koleś jest niezniszczalny i wszechmocny najwyraźniej. Musicie wiedzieć, że ja kocham Legolasa, to jedna z moich ulubionych postaci u Tolkiena. Jego obecność w &quot;Hobbicie&quot; ma o tyle sens, że jego ojciec jest częścią tej historii. Doklejenie Legolasa było więc stosunkowo łatwe do zrobienia. Szkoda tylko, że zostaje wciągnięty w uwłaczający jego godności trójkąt miłosny z Kilim i Tauriel, co niezwłocznie prowadzi nas do punktu trzeciego.</p>
<p>Punkt trzeci. Przyjaźń, która we &quot;Władcy Pierścieni&quot; zrodziła się między Legolasem a Gimlim była i powinna na wieki wieków pozostać WYJĄTKOWA. A teraz nam wpierają, że to nie tylko było możliwe wcześniej, ale nawet możliwe było, żeby elf się w krasnoludzie zakochał dosłownie po 5 minutach rozmowy. Wybaczcie, ale bez jaj. Nie zrozumcie mnie źle, Kili jest super. Budzi największą sympatię ze wszystkich krasnoludów (no, może poza Balinem). W sumie nie mam nawet nic przeciwko, żeby robił maślate oczy do Tauriel, która nawet naprawdę nie istnieje, bo przecież ten motyw też już znamy (Gimli patrzył wszak w Galadrielę jak w święty obrazek). Wkurza mnie natomiast niemiłosiernie, że cały ten kretyński wątek zachwiał wyjątkowością późniejszej relacji Legolasa z Gimlim, ukradł nam jakąś drobną jej cząstkę, a koniec końców nic z niego nie wynikło, więc tak naprawdę traciliśmy tylko czas.</p>
<p>Punkt czwarty. Thorin Dębowa Tarcza we wszystkich trzech filmach konsekwentnie próbuje spychać Bilbo Bagginsa na boczny tor i zająć miejsce na stanowisku &quot;główny bohater tej historii&quot;. Thorin jest postacią kultową. A wybrany do zagrania tej roli Richard Armitage jest naprawdę świetny. Niestety twórcy po raz kolejny tłuką nas po głowach, przy każdej możliwej okazji robiąc z Thorina mini-Aragorna (nie tylko z Thorina zresztą, kolejnym mini-Aragornem staje jest Bard). Znowu król, który musi powrócić. Sęk w tym, że nie jest to motyw całkiem kradziony, bo Thorin faktycznie był prawowitym władcą i faktycznie chodziło o to, żeby powrócił (podobnie jak Bard był rzeczywiście potomkiem władców Dali). I dlatego podwójnie wkurzające jest to, że na każdym kroku brutalnie przekraczana jest granica, za którą aluzja przestaje być subtelna, a zaczyna być irytująco sztuczna i wtórna. Problematyczne jest jeszcze jedno. Thorin zostaje nam przedstawiony jako półbóg niemalże, najwspanialszy wódz, za którym wszyscy są gotowi pójść w ogień. I trochę mi się to kłóci z faktem, że przez trzy filmy Thorin zachowuje się jak totalny dupek. Próbuje się to usprawiedliwiać za pomocą Thranduila, który zostaje odmalowany jako jeszcze większy dupek, nie wiedzieć czemu sprowadzony do roli najbardziej negatywnej postaci (swoją drogą wątek ojca-dupka też już chyba gdzieś widzieliśmy…). Co wciąż moim zdaniem nie zmienia faktu, że ta nienawiść Thorina do elfów bardzo szybko staje się męcząca, szczególnie w momencie, gdy bez żadnej konkretnej przyczyny jest niewybaczalnie nieuprzejmy w stosunku do Elronda i to w jego własnym domu.</p>
<p>Punkt piąty. Kolejny przykład wątku, który jest w sumie wierny książce, a przy tym niechcący staje się smutną parodią &#8211; Arcyklejnot. Rzeczywiście był przedmiotem obsesji Thorina i głównym powodem jego szaleństwa, ale winna tu była chciwość krasnoluda. Uporczywe kojarzenie Arcyklejnotu z Pierścieniem wypada nie tylko śmiesznie, ale w moim odczuciu psuje również cały efekt (tym bardziej, że Pierścieniem też się nas bez przerwy tłucze po głowie, a Bilbo uzależnia się od niego wręcz błyskawicznie). Nie dość, że dosłownie wszyscy się gapią w Arcyklejnot z chorym podziwem, to jeszcze przez przypadek podkopywana zostaje przez to moc samego Pierścienia. Pierścień był śmiertelnie niebezpieczny nie dlatego, że był piękny (to w końcu na oko tylko zwykła obrączka), ale dlatego, że posiadał piekielną moc. Arcyklejnot to po prostu nieziemskiej urody kamień, symbol władcy, a nie narzędzie zniszczenia wykute przez wcielonego diabła.</p>
<p>Przyznaję, że do twórczości Tolkiena mam stosunek bardzo emocjonalny. &quot;Władca Pierścieni&quot; pozostanie moją najukochańszą książką już chyba na zawsze. Nie jestem w stanie wyrazić słowami, jak ważne jest to dla mnie dzieło i jak wielkie wrażenie wciąż na mnie robi, ilekroć do niego powracam. Chciałabym przymknąć oko na wszelkie wady trylogii o hobbicie, nie dać się wytrącić z równowagi pojawieniem się Radagasta i cieszyć z prostego faktu, że Beorn nie podzielił losu Toma Bombadila i pojawia się w filmie na te 5 minut. Wytężałam wszystkie siły woli, ale nie mogę. Kompletna dekonstrukcja jednej z najbardziej kultowych powieści mojego dzieciństwa jest jednak ponad moje siły.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-tam-i-z-powrotem/">Tematycznie: tam i z powrotem</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/tematycznie-tam-i-z-powrotem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Plus / minus: &quot;Kingsman: Tajne służby&quot;</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-kingsman-tajne-sluzby/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-kingsman-tajne-sluzby/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Mar 2015 20:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Plus / minus]]></category>
		<category><![CDATA[adaptacja]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=400</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jazda na maksa, po bandzie i na pełnym gazie. Tak podsumowałam &#34;Kingsman&#34; we wczorajszym smsie do mojego brata, świeżo po powrocie z seansu kinowego. Zabawa, przyznaję, była przednia. Jeśli ktoś dobrze się czuje w klimatach pastiszu i tęskni za kinem szpiegowskim spod znaku klasycznego Jamesa Bonda &#8211; &#34;Kingsman&#34; to coś dla niego. Pierwsza scena, tak [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-kingsman-tajne-sluzby/">Plus / minus: &quot;Kingsman: Tajne służby&quot;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Jazda na maksa, po bandzie i na pełnym gazie. Tak podsumowałam <a href="http://www.filmweb.pl/film/Kingsman%3A+Tajne+s%C5%82u%C5%BCby-2014-682272" target="_blank">&quot;Kingsman&quot;</a> we wczorajszym smsie do mojego brata, świeżo po powrocie z seansu kinowego. Zabawa, przyznaję, była przednia. Jeśli ktoś dobrze się czuje w klimatach pastiszu i tęskni za kinem szpiegowskim spod znaku klasycznego Jamesa Bonda &#8211; &quot;Kingsman&quot; to coś dla niego.</p>
<p><span id="more-400"></span>
<p>Pierwsza scena, tak zwany prolog &#8211; Bliski Wschód, 17 lat temu. Helikopter zbliża się do kamiennej twierdzy, zaczyna się bardzo delikatna rozpierducha (tak tylko, żeby nas wprowadzić w klimat), w tle leci intro do &quot;Money for nothing&quot; Dire Straits, a widz myśli sobie: będzie czad! No i jest, pełen czad. Wszystko w tym filmie jest przerysowane i naciągane do granic absurdu, szpiegowskie zabawki wyglądają jak żywcem wyjęte z pracowni Q, agenci w perfekcyjnie skrojonych (i kuloodpornych) garniturach są najprawdziwszymi z prawdziwych dżentelmenów, czarny charakter jest równie śmieszny, co kompletnie szalony, a powiedzieć, że &quot;trup ściele się gęsto&quot; byłoby niedopowiedzeniem stulecia.</p>
<p>Fabuła, luźno oparta na komiksie Marka Millara i Dave&#8217;a Gibbonsa, jest generalnie prosta i przewidywalna &#8211; dla tajnej organizacji szpiegowskiej, działającej pod przykrywką firmy krawieckiej ( LOL ), ratowanie świata to chleb dość powszedni. Harry Hart vel Galahad (wymiatający Colin Firth) bierze pod swe doświadczone skrzydła chłopaka z ulicy, Eggsy&#8217;ego Unwina, którego ojciec, zanim przedwcześnie zakończył żywot, przymierzał się do zostania Kingsmanem. Kiedy przy nieudanej próbie odbicia <strike>Luke&#8217;a Skywalkera</strike>, przepraszam, profesora Arnolda (autentycznie nie poznałam Marka Hamilla i odkryłam ten fakt dopiero na napisach końcowych) ginie jeden z agentów, pozostali muszą &#8211; zgodnie z odwieczną tradycją &#8211; przedstawić swoich kandydatów na wakat. Czempionem Harry&#8217;ego zostaje, jakżeby inaczej, Eggsy. Na tle eleganckich i bufonowatych chłopców z wyższych sfer wygląda on dramatycznie nie na miejscu, ale jest na tyle twardy i na tyle cwany, że nie da się złamać grupce idiotów ze srebrnymi łyżeczkami w tyłkach. Podczas gdy Eggsy i inni mali chłopcy bawią się na obozie dla rekrutów (lub też, jak powiedziałby Merlin: biorą udział w najbardziej niebezpiecznej rozmowie kwalifikacyjnej na świecie), Harry i inni duzi chłopcy próbują rozkminić, czemu nagle na całym świecie różne VIPy zapadają się pod ziemię, ludziom wybuchają głowy i w ogóle co się u licha dzieje?</p>
<p>Akcja w tym filmie jest absurdalna. Od momentu sceny rzezi w kościele (z &quot;Free bird&quot; Lynyrd Skynyrd grającym w tle) twórcom puszczają wszelkie hamulce, a dalej jest jeszcze więcej i mocniej. Dla niektórych może to być ciut za dużo i ta część widowni pewnie wolałaby, żeby akcja zatrzymała się pół kroku wcześniej. Nawet ja bym polemizowała, czy naprawdę potrzebne było AŻ tyle. Jest to jednak moja jedyna wątpliwość, ponieważ koniec końców &quot;Kingsman&quot; to po prostu pierwszorzędna rozrywka. Colin Firth, Samuel L. Jackson i Mark Strong (jego Merlin jest cudowny) fantastycznie bawią się swoimi postaciami i co krok puszczają do nas oko. Młody Taron Egerton nie dał się zostawić w tyle, jego Eggsy jest uroczy.</p>
<p>Reżyser i scenarzysta Matthew Vaughn wykazał się świetną ręką i wyczuciem stylu. Miksuje ze sobą sceny poważne i komiczne, pomiędzy wplatając akcję o niesamowitym tempie i jakimś cudem udaje mu się zachować porządek i uniknąć bałaganu. Wszystko razem staje się jedną wielką pieśnią pochwalną na cześć kina w stylu starych dobrych Bondów sprzed ery Daniela Craiga. W filmie jest nawet taka scena, gdy Harry i Valentine, racząc się fast foodami z McDonalda, rozmawiają o współczesnym kinie szpiegowskim, zbyt poważnym i zdecydowanie mniej fajnym niż klasyczne Bondy. Aż się łezka w oku kręci.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-kingsman-tajne-sluzby/">Plus / minus: &quot;Kingsman: Tajne służby&quot;</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-kingsman-tajne-sluzby/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z małego ekranu: świat Vince&#8217;a Gilligana</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/z-malego-ekranu-swiat-vincea-gilligana/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/z-malego-ekranu-swiat-vincea-gilligana/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Mar 2015 19:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Z małego ekranu]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[seriale]]></category>
		<category><![CDATA[telewizja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=397</guid>
		<description><![CDATA[<p>Kilka tygodni temu Saul Goodman, ku uciesze wszystkich niecierpliwie oczekujących na ten moment fanów &#34;Breaking Bad&#34;, powrócił na mały ekran. Czy da się w ogóle opisać słowami, jak bardzo zdążyliśmy zatęsknić za specyficznym klimatem Albuquerque (tak, Saul, my też nie umiemy przeliterować tej nazwy…) w Nowym Meksyku? &#34;Better Call Saul&#34; nie zawodzi. W &#34;Breaking Bad&#34; [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/z-malego-ekranu-swiat-vincea-gilligana/">Z małego ekranu: świat Vince&#8217;a Gilligana</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Kilka tygodni temu Saul Goodman, ku uciesze wszystkich niecierpliwie oczekujących na ten moment fanów <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Breaking+Bad-2008-430668" target="_blank">&quot;Breaking Bad&quot;</a>, powrócił na mały ekran. Czy da się w ogóle opisać słowami, jak bardzo zdążyliśmy zatęsknić za specyficznym klimatem Albuquerque (tak, Saul, my też nie umiemy przeliterować tej nazwy…) w Nowym Meksyku? <a href="http://www.filmweb.pl/serial/Better+Call+Saul-2015-697645" target="_blank">&quot;Better Call Saul&quot;</a> nie zawodzi.</p>
<p><span id="more-397"></span>
<p>W &quot;Breaking Bad&quot; Walter White (genialny Bryan Cranston) dowiaduje się, że ma raka i prawdopodobnie wkrótce umrze. Z jego nauczycielskiej pensji rodzina ledwo wiąże koniec z końcem, syn jest niepełnosprawny, drugie dziecko w drodze, a wizja pozostawienia rodziny z górą długów i bez środków do życia jest nie do zniesienia. Walter White ma jednak jeden talent. Jest genialnym chemikiem. Kiedy przez zupełny przypadek dowiaduje się, że jego były uczeń Jesse Pinkman (równie genialny Aaron Paul) zszedł na złą drogę i został producentem metamfetaminy, to jakby opatrzność sama podsuwała rozwiązanie: &quot;Walter, ty też mógłbyś to robić i mógłbyś to robić LEPIEJ&quot;. I tu ma swój początek droga, która prowadzi tylko w jedną stronę &#8211; w dół.</p>
<p>Po drodze towarzyszy nam cały kalejdoskop ciekawych postaci. Skyler (żona Waltera), która irytuje widza nawet wtedy, gdy ma rację. Jej równie irytująca siostra Marie Schrader i szwagier/agent DEA Hank Schrader. Gus Fring, elegancki, uprzejmy, elokwentny i przerażający jak cholera. Saul Goodman, niezupełnie uczciwy prawnik, który zawsze zapodaje najlepsze teksty (&quot;Drug dealer getting shot? I&#8217;m gonna go out on a limb here and say it&#8217;s been known to happen&quot;). Mike Ehrmantraut, były glina, prywatny detektyw, szef ochrony, hitman, cleaner&#8230; wszystko w jednym. Pierwsze skrzypce w historii grają rzecz jasna Walter White i Jesse Pinkman, przy czym ten drugi okazał się małym zaskoczeniem. Pierwotnie Jesse miał być katalizatorem &#8211; scenarzyści planowali go uśmiercić już w pierwszym sezonie i tym wydarzeniem popchnąć historię Waltera w odpowiednim kierunku. Na szczęście szybko z tego pomysłu zrezygnowali. Cranston i Paul stworzyli między swoimi bohaterami wręcz elektryzującą więź, która na dłuższą metę dawała znacznie większe możliwości, niż gdyby Walter został sam.</p>
<p>Patrząc na przerażonego i nieporadnego Waltera z początku pierwszego sezonu oraz na Heisenberga z sezonu ostatniego, ciężko jest uwierzyć, że to ta sama osoba. Jednak nikt, kto śledził losy Waltera od początku do końca, nie zada nigdy pytania &quot;jak to się stało?&quot;. Fenomen tego serialu polega na tym, że powolne staczanie się Waltera White&#8217;a w przepaść odbywa się, z braku lepszego słowa, naturalnie. Każda kolejna decyzja zdaje się logicznie wynikać z poprzedzających ją wydarzeń, które z kolei są rezultatem decyzji wcześniejszych i tak koło się toczy. Scenarzyści sterują wszystkim z tak perfekcyjną precyzją, że totalnie nieprawdopodobna historia przemiany poczciwego nauczyciela chemii w narkotykowego bossa wydaje nam się całkiem wiarygodna. I jakimś cudem na końcu, mimo pięciu sezonów różnych okropieństw, wciąż kibicujemy Walterowi i Jesse&#8217;mu (szczególnie Jesse&#8217;mu, w moim przypadku). Właśnie dlatego &quot;Breaking Bad&quot; jest jednym z najlepszych seriali w dziejach telewizji.</p>
<p>Kiedy w drugim sezonie pojawia się postać popularnego, choć nieco skrzywionego moralnie prawnika, przyjmujemy go takim jaki jest, zupełnie jakby taki się po prostu urodził. Saul szybko stał się postacią uwielbianą przez fanów i jeszcze przed finałem &quot;Breaking Bad&quot; zapadła decyzja o stworzeniu siostrzanego serialu. Niedługo później fani oszaleli z radości na wieść, iż powróci w nim nie tylko Bob Odenkirk jako Saul Goodman, ale również Jonathan Banks jako równie uwielbiany Mike Ehrmantraut. Spin-off, zatytułowany &quot;Better Call Saul&quot;, zabiera nas kilka lat wstecz, gdy Saul Goodman nosił jeszcze nazwisko Jimmy McGill, harował za grosze przy najdrobniejszych sprawach jako obrońca z urzędu i czekał na wymarzoną wielką sprawę, na której będzie mógł wypłynąć.&#160; Tym razem wiemy jak historia się skończyła, a dopiero się dowiemy, jak się zaczęła. Do Saula Goodmana, którego wszyscy znamy i kochamy, daleka droga. Lecz po tych kilku pierwszych odcinkach już jestem ogromnie szczęśliwa, że dane mi będzie to zobaczyć.</p>
<p>Twórcą i pomysłodawcą obu seriali jest ten sam człowiek &#8211; Vince Gilligan. Sympatyczny, skromny człowieczek ze świetnym poczuciem humoru. Na dźwięk jego głosu nie sposób się nie śmiać (serio, włączcie sobie pierwszy z brzegu wywiad). Vince Gilligan i świat &quot;Breaking Bad&quot; na oko wydają się być tworami z zupełnie różnych galaktyk. Może miał facet szczęście, a może naprawdę jest takim geniuszem, jak twierdzą ludzie, którzy mieli okazję z nim pracować. Jest mi wszystko jedno. Tylko nie przestawaj, Vince!</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/z-malego-ekranu-swiat-vincea-gilligana/">Z małego ekranu: świat Vince&#8217;a Gilligana</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/z-malego-ekranu-swiat-vincea-gilligana/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Plus / minus: oscarowa &#243;semka (część II)</title>
		<link>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-oscarowa-semka-czesc-ii/</link>
		<comments>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-oscarowa-semka-czesc-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Feb 2015 09:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gucio]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Plus / minus]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[Oscary]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gucio-movie.pl/?p=395</guid>
		<description><![CDATA[<p>Miejsce czwarte &#8211; &#34;Grand Budapest Hotel&#34; Cóż mogę rzec, ten film jest po prostu komiczny. Historia o ekscentrycznym konsjerżu, tak totalnie abstrakcyjna, że wręcz absurdalna. Już od jakiegoś czasu jestem fanką twórczości Wesa Andersona, teraz też mnie nie zawiódł. &#34;Grand Budapest Hotel&#34; jest jednocześnie wszystkim po trochu &#8211; komedią, dramatem, kryminałem, baśnią &#8211; splecionymi ze [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-oscarowa-semka-czesc-ii/">Plus / minus: oscarowa &oacute;semka (część II)</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Miejsce czwarte &#8211; <a href="http://www.filmweb.pl/film/Grand+Budapest+Hotel-2014-661817" target="_blank">&quot;Grand Budapest Hotel&quot;</a></p>
<p>Cóż mogę rzec, ten film jest po prostu komiczny. Historia o ekscentrycznym konsjerżu, tak totalnie abstrakcyjna, że wręcz absurdalna. Już od jakiegoś czasu jestem fanką twórczości Wesa Andersona, teraz też mnie nie zawiódł. &quot;Grand Budapest Hotel&quot; jest jednocześnie wszystkim po trochu &#8211; komedią, dramatem, kryminałem, baśnią &#8211; splecionymi ze sobą w jedną historię bardzo sentymentalną. Wizualnie film jest przepiękny, pełen przepychu i wyolbrzymień, absolutnie zachwycający zarówno obrazem jak i muzyką. Prawdziwa artystyczna uczta dla oka i dla duszy. W obsadzie plejada gwiazd na wszystkich możliwych planach i w rolach epizodycznych. Przypuszczam, że każdy aktor zgodziłby się zagrać epizod u Andersona z pocałowaniem ręki i za darmo. Szczególnie warto zwrócić uwagę na Tony&#8217;ego Revolori, grającego postać młodego Zero, który już w swojej pierwszej dużej roli dokonuje wielkich rzeczy.</p>
<p><span id="more-395"></span>
<p>Miejsce trzecie &#8211; <a href="http://www.filmweb.pl/film/Gra+tajemnic-2014-644005" target="_blank">&quot;Gra tajemnic&quot;</a></p>
<p>Totalne przeciwieństwo &quot;Teorii wszystkiego&quot;. Udało się tu wszystko, co tam zawiodło. Przeplatające się ze sobą trzy plany czasowe, świetny balans między osiągnięciami naukowymi Alana Turinga i jego dramatem osobistym, a wszystko poprowadzone w świetnym tempie i trzymające w napięciu. Widz w równym stopniu emocjonalnie angażuje się w rozgryzienie Enigmy, jak i w przyjaźń młodego Alana Turinga z chłopcem imieniem Christopher. Film ma również bardzo dobrą obsadę, na czele z moim ukochanym Benedictem Cumberbatchem, którego mogłabym prawdopodobnie oglądać w każdym filmie i nigdy by mi się nie znudził. Piekielnie inteligentny, zarozumiały i nieco antypatyczny Turing &quot;zalatuje&quot; Sherlockiem, ale kto by się tym przejmował, kiedy tak świetnie mu to wychodzi? &quot;Gra tajemnic&quot; nie zawodzi pod żadnym względem. Całe szczęście, że obejrzałam ją zaraz po &quot;Teorii wszystkiego&quot;, moja wiara w kino została szybko przywrócona.</p>
<p>Miejsce drugie &#8211; <a href="http://www.filmweb.pl/film/Whiplash-2014-698847" target="_blank">&quot;Whiplash&quot;</a></p>
<p>Niesamowicie intensywny film, już dawno nie oglądałam niczego w takim napięciu. Historia perkusisty Andrew, dla którego życiową ambicją jest zostanie najlepszym perkusistą na świecie, w dążeniu do czego ważnym krokiem ma być dostanie się do prestiżowego zespołu jazzowego Terence&#8217;a Fletchera. Chłopak dopina swego, po czym zaczyna się koszmar. Fletcher w ciągu pięciu sekund potrafi zmienić się z poczciwego wujka w sadystycznego potwora, który rzuca w studentów talerzami, publicznie miesza ich z błotem, doprowadza do emocjonalnej ruiny i na skraj załamania nerwowego. Andrew mimo kolejnych upokorzeń nie potrafi odpuścić, bo za bardzo mu zależy. Właściwie przez cały film mogłoby być na ekranie tylko dwóch aktorów i nikt nie zauważyłby różnicy, bo tylko oni się liczą. Miles Teller (warto zapamiętać to nazwisko, chłopak jest fantastyczny) i J.K. Simmons (kwestia Oscara za rolę drugoplanową jest raczej zamknięta) tworzą niesamowity duet. Trzecią główną postacią w filmie jest sama muzyka. Sekwencje muzyczne są tak nakręcone, że aż zapiera dech w piersiach.</p>
<p>Miejsce pierwsze &#8211; <a href="http://www.filmweb.pl/film/Birdman-2014-680709" target="_blank">&quot;Birdman&quot;</a></p>
<p>W mojej opinii bezapelacyjny numer jeden. Główny bohater, Riggan Thomson, przebrzmiała gwiazda hollywodzkich hitów o ptasim superbohaterze, wystawia na Broadway&#8217;u sztukę na podstawie zbioru Raymonda Carvera &quot;What we talk about when we talk about love&quot;, dzięki czemu ma nadzieję nie tylko powrócić na szczyt, ale przede wszystkim udowodnić sobie i światu, że potrafi tworzyć Wielką Sztukę. Jego wysiłki wyglądają czasami żenująco, więc śledząc zakulisowe przygotowania i kolejne próby widz nie może się oprzeć wrażeniu, że całe przedsięwzięcie zakończy się spektakularną katastrofą. Podczas gdy na pierwszym planie Riggan przechodzi swój egzystencjalny kryzys, na drugim planie własne egzystencjalne kryzysy przechodzą wszyscy pozostali bohaterowie. W wymiarze globalnym z kolei fabuła zostaje wrzucona w sam środek wszystkich możliwych konfliktów. Broadway vs Hollywood. Teatr vs kino. Komercja vs wielka sztuka. Aktorstwo vs popularność. Artysta vs celebryta. Poważna krytyka vs Facebook, Twitter, ilość odsłon na YouTube. Tak naprawdę nikt i nic nie wychodzi z tej wojny zwycięsko, wszystko ulega dekonstrukcji. Z jednej strony Hollywood jest śmiesznym festiwalem próżności, pełno jest w filmie odniesień do współczesnej popkultury (pada przy okazji sporo nazwisk). Tymczasem z drugiej strony Ważna Pani Krytyk (która przysięga zniszczyć sztukę Riggana, niezależnie od tego czy okaże się zła czy nie, z zemsty za skalanie celebryckimi buciorami jej ukochanego teatru) sama zostaje oskarżona o to, że krytykiem sztuki zostaje się wtedy, gdy samemu nie potrafi się jej tworzyć.</p>
<p>Michael Keaton w głównej roli dokonuje rzeczy wręcz magicznych, za niego będę najmocniej trzymać kciuki dzisiejszej nocy. Na drugim planie dzielnie towarzyszy mu plejada fantastycznych aktorów, Edward Norton jak zawsze jest w doskonałej formie. Technicznie &quot;Birdman&quot; jest arcydziełem. Cały film nakręcony został tak, by sprawiać wrażenie jednego długiego ujęcia, montaż jest praktycznie niewidoczny. Kamera podąża za poszczególnymi aktorami, sceny są upiornie długie, a dialogi odbywają się zawsze w jednym ujęciu (zapewne nikt nie chciał być tą osobą, która spartoli dziesięciominutową scenę przy ostatniej kwestii). Logistycznie całe przedsięwzięcie z pewnością było niezwykłym wyzwaniem. Cała historia musiała być zawczasu przemyślana od a do z, żeby to się w ogóle dało skleić w całość (kto, gdzie, kiedy i po co ma się pojawić, żeby zachować ciągłość fabuły), a w trakcie kręcenia cała ekipa przed i za kamerą musiała zagrać idealnie w punkt, żeby w połowie ujęcia nic się nie rozleciało. Kiedy próbuję sobie wyobrazić ten ogrom pracy, mózg mi się przegrzewa. Reżyser Alejandro González Inárritu stworzył tym samym zupełnie nową jakość i nie wydaje mi się, żeby prędko ktoś był w stanie to powtórzyć. Nie był to jednak trik dla samego triku, gdyż nie tylko wrzuca widza w środek akcji, a bohaterów czyni bardziej prawdziwymi, ale też bezpośrednio koresponduje z fabułą filmu. Wszak w dobie produkcji filmowych, gdzie obraz przeskakuje tak szybko, że oko za nim nie nadąża, teatr wciąż jest miejscem, gdzie akcja dzieje się na żywo.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-oscarowa-semka-czesc-ii/">Plus / minus: oscarowa &oacute;semka (część II)</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="http://www.gucio-movie.pl">Gucio Movie</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gucio-movie.pl/plus-minus-oscarowa-semka-czesc-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
