<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421</atom:id><lastBuildDate>Fri, 08 Jul 2011 05:27:24 +0000</lastBuildDate><title>Inszallah</title><description>Inszallah, albo orientalna włóczęga</description><link>http://jgluchowski.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (korko_czong)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>24</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/Inszallah" /><feedburner:info uri="inszallah" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><feedburner:emailServiceId>Inszallah</feedburner:emailServiceId><feedburner:feedburnerHostname>http://feedburner.google.com</feedburner:feedburnerHostname><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-8211597467135910687</guid><pubDate>Wed, 21 Apr 2010 17:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-04-21T11:23:49.901-07:00</atom:updated><title>22-gi dzień podróży, czyli Lew, Tygrys i Eufrat</title><atom:summary>        Jako iż jest to nasz ostatni pełny dzień w Aleppo i w Syrii, postanawiamy wykorzystać go na całodniową wycieczkę poza miasto. Mając do wyboru zwiedzanie kolejnych starożytnych ruin, tj. świątynię Szymona Słupnika albo Umarłe Miasta, decydujemy się na coś zgoła innego – wycieczkę nad Eufrat.         Eufrat to ogromna rzeka, zaopatrująca w wodę pitną większość mieszkańców Syrii. To właśnie </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/OyHlukq_szc/22-gi-dzien-podrozy-czyli-lew-tygrys-i.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S887dI9aawI/AAAAAAAABLk/uCAg96l6_x0/s72-c/DSC00791.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/OyHlukq_szc" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/04/22-gi-dzien-podrozy-czyli-lew-tygrys-i.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-4447310334783558803</guid><pubDate>Wed, 21 Apr 2010 17:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-04-21T10:50:32.055-07:00</atom:updated><title>21-szy dzień podróży, czyli powrót do Aleppo (przez Damaszek)</title><atom:summary>        Nie da się ukryć, że nasza wyprawa na Bliski Wschód powoli dobiega końca. Jeszcze tyko dwa dni w Syrii, po czym będziemy już w drodze powrotnej do domu. Dzisiaj jednak chcemy dostać się do Aleppo, zahaczając po drodze o Damaszek. Marszrutka z Maaluli dowiozła nas na sam główny dworzec. Jak to na każdym większym dworcu, przed wejściem sprawdzają nas wykrywaczem metali i prześwietlają nasze</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/4Z2aiofB6k0/21-szy-dzien-podrozy-czyli-potwor-lew.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S884u1U2zVI/AAAAAAAABK0/raCnmcvmNFY/s72-c/P1080952.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/4Z2aiofB6k0" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/04/21-szy-dzien-podrozy-czyli-potwor-lew.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-3042740142431884860</guid><pubDate>Sun, 28 Mar 2010 19:25:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-28T12:40:08.768-07:00</atom:updated><title>20-ty dzień podróży, czyli u Siostrzyczek w Klasztorze</title><atom:summary>         Rano ustalić trzeba plany na te ostatnie parę dni, które nam zostały w Syrii. Decydujemy, że dziś udamy się do położonej niedaleko Damaszku Maaluli – jest to miejsce, gdzie jeszcze od czasów biblijnych mówią po aramejsku. Następnego dnia pojechalibyśmy do Aleppo, skąd zrobili jednodniowy wypad nad Eufrat. Wyprawa już powoli dobiega końca i trzeba też zastanawiać się nad powrotem do domu.</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/-tYavZfDP90/20-ty-dzien-podrozy-czyli-u.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S6-qtRA7VOI/AAAAAAAABJg/8e_G8XGQznM/s72-c/P1080884.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/-tYavZfDP90" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/03/20-ty-dzien-podrozy-czyli-u.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-1404116631771857836</guid><pubDate>Thu, 25 Mar 2010 20:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-25T13:25:07.402-07:00</atom:updated><title>19-ty dzień podróży, czyli szybki powrót do Damaszku</title><atom:summary>
        Noc była bardzo ciepła. Opowieści o temperaturach poniżej zera na pustyni można włożyć między bajki. Być może po części jest to prawda, ale nie o tej porze i nie w tej okolicy. Niestety nie mogliśmy sobie dłużej pospać. Jeszcze przed pojawieniem się pierwszych promieni słońca  musieliśmy już wstawać – o godzinie ósmej odjeżdżał pierwszy i jedyny autobus z Visitors Center za wioską Rum.</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/ewDGXm9Zgxw/19-ty-dzien-podrozy-czyli-szybki-powrot.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S6u_ak6B9GI/AAAAAAAABIo/dBElmvmEQ0M/s72-c/P1080787.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/ewDGXm9Zgxw" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/03/19-ty-dzien-podrozy-czyli-szybki-powrot.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-7070331487917080968</guid><pubDate>Mon, 22 Mar 2010 18:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-23T14:15:27.401-07:00</atom:updated><title>18-ty dzień podróży, czyli bosą stopą przez Czerwoną Pustynię</title><atom:summary>        Wyspać się na szczycie naszego spartańskiego dachu niestety nie było kiedy. Wstać trzeba było nieco po piątej, gdyż już o szóstej przyjeżdżał jedyny (!) autobus jadący na pustynię Wadi Rum. Aż się wierzyć nie chciało, takie turystyczne miejscowości, zbijające tyle kasy na turystach, łączył ledwie autobus jeden na dzień. Autobus (taka większa marszrutka) tani też nie był (5 żydów od osoby)</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/3-z49Rsksdg/wadi-rum.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S6ki8WdhPTI/AAAAAAAABHQ/psayAoXrNLU/s72-c/P1080519.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/3-z49Rsksdg" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/03/wadi-rum.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-6192517809039778782</guid><pubDate>Sat, 20 Mar 2010 13:51:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-20T16:10:58.422-07:00</atom:updated><title>17-ty dzień podróży, czyli Indiana Jones i Skarbiec Faraona</title><atom:summary>       Noc była  nieco chłodna, spać nie dawała też wkurzająca i cieknąca spłuczka. Na  dodatek, ktoś w nocy zarzygał cały kibel. Podłoga, deska, muszla,  wszystko było urąbane resztkami żarcia. Niestety rano nikt nie chciał  się przyznać do tego bałaganu. Nawet straszliwie skacowany Kanadyjczyk,  który wstawał w nocy i wydawał z łazienki dziwne odgłosy, też teraz  zarzekał się, że to nie on. 
</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/ajuxMqJSACs/17-ty-dzien-podrozy-czyli-indiana-jones.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S6TTamqVKTI/AAAAAAAABFA/i_nzNecPpws/s72-c/P1080226.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/ajuxMqJSACs" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/03/17-ty-dzien-podrozy-czyli-indiana-jones.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-1984576357486020609</guid><pubDate>Wed, 17 Mar 2010 20:49:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-22T12:51:24.616-07:00</atom:updated><title>16-ty dzień podróży, czyli Złodziej w sutannie</title><atom:summary>          Rankiem miejscowi porozjeżdżali się już do domów i mieliśmy całe źródełko z wodospadem dla siebie. Taaaak, ciepła termalna woda to jest jednak to. Wczoraj kiedy przybyliśmy zmęczeni po prawie całym dniu przedzierania się przez górzyste pustkowia w pełnym słońcu, obcowanie z tą wodą było jak z najgorszego koszmaru. Teraz jednak była ona wprost idealna.          Dziś również mamy dosyć </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/VdGdzv-duYE/16-ty-dzien-podrozy-czyli-zodziej-w.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S6E_3GbWCuI/AAAAAAAABBQ/rGjafODvPao/s72-c/P1080151.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/VdGdzv-duYE" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/03/16-ty-dzien-podrozy-czyli-zodziej-w.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-5662606030543540720</guid><pubDate>Mon, 15 Mar 2010 21:24:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-22T12:55:13.240-07:00</atom:updated><title>15-ty dzień podróży, czyli Mojżesz i Cudowe Źródełko</title><atom:summary>          Dziś czekał nas pracowity dzień. Z samego rana wstajemy i długo dyskutujemy nad planem podróży po Jordanii. Rozważamy wiele możliwości i długo nie możemy dojść do porozumienia gdzie jechać najpierw. Problem leży przede wszystkim w niezbyt rozwiniętej jordańskiej komuni- kacji lub po prostu z jej brakiem. Regularne autobusy kursują tylko między bardzo dużymi miastami (trasa z północy na </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/9HbG81AtinI/15-ty-dzien-podrozy-czyli-mojzesz-i.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S56jdpUWbiI/AAAAAAAABAs/iebEHWkNXxI/s72-c/Syria2009+030.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/9HbG81AtinI" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/03/15-ty-dzien-podrozy-czyli-mojzesz-i.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-8518949857367182184</guid><pubDate>Tue, 23 Feb 2010 19:41:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-23T12:04:49.220-08:00</atom:updated><title>14-ty dzień podróży, czyli Welcome to Jordan!</title><atom:summary>Po traumatycznych nocnych przeżyciach chcieliśmy jak najszybciej opuścić ten obskurny przytułek. Spakowaliśmy się czym prędzej i zostawiliśmy plecaki w obejściu, po czym poszliśmy w głąb miasta w poszukiwaniu jakiegoś spożywczaka i udaliśmy się na zwiedzanie amfiteatru. Obiekt był naprawdę okazały. Ten niegdyś wielki ośrodek kulturalny i teatr na kilkanaście tysięcy miejsc (jeden z największych w</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/zcUW_tK9-CA/14-ty-dzien-podrozy-czyli-welcome-to.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S4QrHknoRiI/AAAAAAAAA9s/cvxyuMXmGok/s72-c/P1080026.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/zcUW_tK9-CA" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/14-ty-dzien-podrozy-czyli-welcome-to.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-4049436685342060595</guid><pubDate>Mon, 22 Feb 2010 21:08:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-22T13:29:27.057-08:00</atom:updated><title>13-ty dzień podróży, czyli Khaleel i Friends Forever!</title><atom:summary>Po smacznym, acz niezbyt obfitym śniadanku, zbieramy się powoli i opuszczamy hostel.  Żeby nie być głodnym, strzelamy sobie jeszcze po falafelu w naszej ulubionej budzie z syryjskim żarciem. Falafel to typowa syryjska przekąska podobna do kebaba, z tym, że zamiast mięsa zawiera kulki zmielonej i smażonej w gorącym tłuszczu ciecierzycy. Dosyć dobre to i bardzo tanie, ale trzeba utrafić na dobrą </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/pdSlKiOxEug/13-ty-dzien-podrozy-czyli-khaleel-i.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S4LvmhMSI7I/AAAAAAAAA8c/gDEnmZ0-moY/s72-c/IMG_1346.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/pdSlKiOxEug" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/13-ty-dzien-podrozy-czyli-khaleel-i.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-9122216508624818457</guid><pubDate>Mon, 22 Feb 2010 20:21:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-22T12:47:22.231-08:00</atom:updated><title>12-ty dzień podróży, czyli na daszku w Damaszku</title><atom:summary>Noc niestety nie należała do udanych – spokój skutecznie uprzykrzał niemiłosiernie wyjący wentylator i ciągłe zawodzenie muezzinów (męczą nas tym śpiewaniem już od wschodu słońca). W łazience czekała nas za to mała niespodzianka. Jak się okazało, ktoś nabazgrał flamastrem na drzwiach napis „Arka Gdynia”.
Jako iż cała nasza czwórka pochodziła z Trójmiasta, zostaliśmy „oskarżeni” o pozostawienie </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/QQ9_ho67Ojk/12-ty-dzien-podrozy-czyli-na-daszku-w.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S4LniVZ5HtI/AAAAAAAAA8U/mPD-mLoy5Hg/s72-c/P1070979.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/QQ9_ho67Ojk" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/12-ty-dzien-podrozy-czyli-na-daszku-w.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-365136897923217264</guid><pubDate>Tue, 16 Feb 2010 20:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-22T12:13:49.486-07:00</atom:updated><title>11-ty dzień podróży, czyli Zenobia, Baal i profesor Michałowski</title><atom:summary>Rankiem, po umyciu się i zjedzeniu śniadania w stylu kontynentalnym (a więc chleb, jajko, dżem, jakieś serki, oliwki i herbata), należało odpowiednio przygotować się do wyjścia na pustynię. Spakowaliśmy zapasy wody, nasmaro- waliśmy twarze i uszy kremem z filtrem UV, po czym obwiązaliśmy głowy kefijami, aby chronić je przed szkodliwym działaniem słońca i wiatru.
Pogoda była niezmienna od paru dni</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/Qx0OB7YnUhQ/11-ty-dzien-podrozy-czyli-zenobia-baal.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S3sEEy0-6iI/AAAAAAAAA5c/gnPznoeKOVg/s72-c/IMG_1177.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/Qx0OB7YnUhQ" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/11-ty-dzien-podrozy-czyli-zenobia-baal.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-4037810849544882876</guid><pubDate>Sun, 14 Feb 2010 21:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-14T14:08:12.693-08:00</atom:updated><title>10-ty dzień podróży, czyli Zamek, pustynia i droga do Bagdadu</title><atom:summary>Noc była jednak dość chłodna. Cały czas wiał wiatr, który potęgował uczucie zimna. Doskwierał też hałas motorów. Okoliczni Syryjczycy mieli w zwyczaju urządzać sobie motorowe wycieczki i rajdy w środku nocy i wyciskać ostatnie konie mechaniczne ze swoich maszyn. Rano mieszkańcy Hosn musieli mieć nie lada zagadkę, co to za dziwolągi śpią w śpiworach pod mostem przy ich zamku.Po porannym śniadaniu </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/-Xh1SI0NpH4/10-ty-dzien-podrozy-czyli-zamek.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S3ht7k_2oCI/AAAAAAAAA30/lHY9bGOAnMA/s72-c/IMG_0954.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/-Xh1SI0NpH4" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/10-ty-dzien-podrozy-czyli-zamek.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-289210716910690995</guid><pubDate>Sun, 14 Feb 2010 18:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-14T10:27:37.890-08:00</atom:updated><title>9-ty dzień podróży, czyli śpimy pod mostem</title><atom:summary>Dzisiaj mamy sporo planów. Przede wszystkim chcemy odwiedzić jeszcze raz suki na Starym Mieście. Dzisiaj jest normalny dzień targowy, więc pewnie będą one tętnić życiem. Poza tym jeszcze chcemy zobaczyć stary szpital psychiatryczny, o którym wiele ciekawego słyszeliśmy, a także fabrykę mydła, z którego Aleppo słynie w całej Syrii i na świecie. Później mamy zamiar opuścić Halab na południe w </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/U0QVKjpAF7A/9-ty-dzien-podrozy-czyli-spimy-pod.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S3g6tlAVyOI/AAAAAAAAA10/0wmMrpwzs1o/s72-c/IMG_0890.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/U0QVKjpAF7A" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/9-ty-dzien-podrozy-czyli-spimy-pod.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-7466310287229381111</guid><pubDate>Wed, 10 Feb 2010 21:12:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-10T23:33:00.951-08:00</atom:updated><title>8-my dzień podróży, czyli Aleppo i Suk-al-Madine</title><atom:summary>Nazajutrz, po odespaniu wczorajszego ciężkiego dnia, powoli zbieramy się i ruszamy na miasto. Warto zaznaczyć, że jest właśnie piątek – jest to święty dzień dla muzułmanów (tak u nas niedziela).  Prawie wszystkie urzędy i duża część sklepów jest zamknięta. Na ulicach też jakby mniej ludzi.
Pierwsze kroki kierujemy ku cytadeli Aleppo, którą mieliśmy okazję oglądać  wczoraj w nocy od zewnątrz.  </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/1J9gWin9CtI/8-my-dzien-podrozy-czyli.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S3MgF2ZuyAI/AAAAAAAAA1U/BlcNusQ3eYU/s72-c/IMG_0837.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/1J9gWin9CtI" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/8-my-dzien-podrozy-czyli.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-1263010203814292402</guid><pubDate>Mon, 08 Feb 2010 20:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-11T00:00:36.647-08:00</atom:updated><title>7-my dzień podróży, czyli Salam Alejkum!</title><atom:summary>
Turecki autokar to oczywiście pełen luksus. Klima, tv, napoje, przekąski itd. Podróż mija spokojnie. Autokary zapewniają dobry komfort, można nawet liczyć na kilka godzin snu. Ani się obejrzeliśmy jak minęło 15 godzin i ponad 1000km drogi. Nawet nie zauważyliśmy kiedy byliśmy w Ankarze, a już za oknami było widać suche wyżyny południowej Turcji.
Na Otogar w Gaziantep przyjechaliśmy koło 10. Jest</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/gwTaLaBvrcw/7-my-dzien-podrozy-czyli-salam-alejkum.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S3BqyNzsJlI/AAAAAAAAAzc/-llS7xyxeDM/s72-c/IMG_0870.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/gwTaLaBvrcw" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/7-my-dzien-podrozy-czyli-salam-alejkum.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-2762778117253047360</guid><pubDate>Mon, 08 Feb 2010 19:24:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-08T11:31:58.636-08:00</atom:updated><title>6-ty dzień podróży, czyli na kolanach u Mustafy</title><atom:summary>Rano czekało nas pakowanie plecaków i przygotowanie się do dalszego wyjazdu. Zdaliśmy klucze i umówiliśmy się z kolesiem z recepcji na zostawienie bagaży na przechowanie do popołudnia. Po uregulowaniu rachunku, zostało nam jeszcze parę ładnych godzin do wykorzystania. Maciek z Mariuszem udali się promem do Haremu aby kupić bilety do Gaziantep (woleliśmy mieć bilety wcześniej, aby potem nie </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/CizHTGuuRy0/6-ty-dzien-podrozy-czyli-na-kolanach-u.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S3BjqswnqOI/AAAAAAAAAxM/wRBFGnxeX2o/s72-c/P1070464.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/CizHTGuuRy0" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/6-ty-dzien-podrozy-czyli-na-kolanach-u.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-7608597739181527079</guid><pubDate>Mon, 08 Feb 2010 18:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-08T11:41:11.128-08:00</atom:updated><title>5-ty dzień podróży, czyli kebab z derwisza</title><atom:summary>Przez zaropiałe oczy i z obolałymi plecami od niewyspania witamy Stambuł. Trzeba się jakoś przedostać do interesującego nas centrum miasta, ale nie mamy jeszcze lirów tureckich. Nawet do kibla nie chcą nas wpuścić z resztami bułgarskich lewów. Na domiar złego, w okolicy Otogaru nie ma żadnego kantoru. Oczywiście napotkani taksiarze są bardzo chętni na wymianę naszych dolarów, jednak Bóg wie po </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/Mdr5GgTRq0w/5-ty-dzien-podrozy-czyli-kebab-z.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S3BonFcIDuI/AAAAAAAAAx8/WXyfAjPahQI/s72-c/P1070353.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/Mdr5GgTRq0w" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/5-ty-dzien-podrozy-czyli-kebab-z.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-3597523257613559991</guid><pubDate>Sat, 06 Feb 2010 20:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-06T12:20:42.766-08:00</atom:updated><title>4-ty dzień podróży, czyli piechotą do Bułgarii</title><atom:summary>Kto jechał autokarem jakiś dłuższy dystans wie jaka to mordęga. Wyspać się w pozycji siedzącej po prostu się nie da. Jeszcze gorzej jest w przypadku pozycji 'na mózgojeba' – gdy głowa oparta o okno podskakuje na wertepach i wali w szybę jeb jeb jeb. Do Bukaresztu docieramy zgodnie z planem, tj. na 4 nad ranem. Jest jeszcze ciemna noc. Zatrzymaliśmy się na dworcu Otogar Est. Nie wiemy jednak w </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/2Tio8ZH40zw/4-ty-dzien-podrozy-czyli-piechota-do.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S23JVabBHbI/AAAAAAAAAs0/4bOLlltuxHc/s72-c/IMG_0256.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/2Tio8ZH40zw" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/4-ty-dzien-podrozy-czyli-piechota-do.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-6437625862442485688</guid><pubDate>Sat, 06 Feb 2010 19:39:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-06T11:51:41.499-08:00</atom:updated><title>3-ci dzień podróży, czyli Suczawienie w Suczawie</title><atom:summary>Czerniowice przywitały nasz gęstym, rzęsistym deszczem. Aby przedostać się do Rumunii, musieliśmy udać się na dworzec autobusowy leżący na drugim końcu miasta. Szczęśliwym trafem akurat zajechał właściwy trolejbus i nie musieliśmy iść w tej ulewie taki kawał. Na dworcu – niespodzianka. Oto przed wejściem czeka sobie na klientów kierowca busa - rakiety z Suczawy, ten sam, z którym jechaliśmy rok </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/EtKF9bs6rj8/czerniowice-przywitay-nasz-gestym.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S23DINyCmGI/AAAAAAAAArk/jxpX53Pr24Q/s72-c/IMG_0224.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/EtKF9bs6rj8" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/czerniowice-przywitay-nasz-gestym.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-8009639582341600240</guid><pubDate>Sat, 06 Feb 2010 19:03:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-06T11:22:06.147-08:00</atom:updated><title>2-gi dzień podróży, czyli z Krakowa do Lwowa</title><atom:summary>                      Niestety w pociągach jest tak, że jakby się człowiek nie starał, to i tak się nie wyśpi. Nie pomogły nawet fotele lotnicze. Sen był bardzo płytki, przerywany, lub po prostu go nie było. O 4 rano słońce już zaczęło niemiłosiernie świecić i przebijać się przez zaropiałe powieki. Nie ma jednak co narzekać, na korytarzu inni mieli znacznie gorzej. Pociąg wyraźnie zwalnia. To </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/2ENwdQuoI7s/2-gi-dzien-podrozy-czyli-z-krakowa-do.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S227jhITIMI/AAAAAAAAAp8/fEkewBlZtDs/s72-c/IMG_0176.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/2ENwdQuoI7s" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/2-gi-dzien-podrozy-czyli-z-krakowa-do.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-2033887994155451657</guid><pubDate>Sat, 06 Feb 2010 18:48:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-02-06T11:24:44.429-08:00</atom:updated><title>1-szy dzień podróży, czyli zaczynamy wyprawę</title><atom:summary>Pierwszy odcinek wyprawy i zarazem jeden z najdłuższych jaki mamy do przebycia za jednym razem, to przejazd pociągiem PKP przez całą Polskę z Gdańska aż do Przemyśla. Stamtąd mieliśmy zamiar przedostać się na Ukrainę i dalej podróżować już na południe przez Rumunię, Bułgarię aż do Turcji. Pociąg pośpieszny z przesiadką w Krakowie odjeżdżał z peronu w Gdańsku - Wrzeszczu o 19.40. Krótkie </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/Rv6VoYLuV8c/1-szy-dzien-podrozy-czyli-zaczynamy.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S225N6EWkEI/AAAAAAAAAp0/qKh7hSRbwH8/s72-c/P1070176.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/Rv6VoYLuV8c" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/02/1-szy-dzien-podrozy-czyli-zaczynamy.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-6982914118430890021</guid><pubDate>Sun, 03 Jan 2010 18:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-01-03T11:34:20.336-08:00</atom:updated><title>Uczestnicy wyprawy</title><atom:summary>





Maciek











Kuba






Mariusz








  

Jacek (korko_czong) - autor niniejszego bloga i relacji.</atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/22o4l_CNFWU/uczestnicy-wyprawy.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/_lesJMm5KAkU/S0Dk2RtIkII/AAAAAAAAAns/DGGZ-9kbQX0/s72-c/IMG_1261-1.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/22o4l_CNFWU" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/01/uczestnicy-wyprawy.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3809527198656059421.post-1636321085514604792</guid><pubDate>Sun, 03 Jan 2010 17:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-01-03T09:44:13.446-08:00</atom:updated><title>Wstęp. Przygotowania do podróży.</title><atom:summary>Podczas jednej z poprzednich podróży Braci do Turcji, napotkany w Stambule doświadczony podróżnik zasiał w ich głowach ideę przyszłej wyprawy, opisując niezwykłość odległych krain Bliskiego Wschodu – Syrii i Jordanii, a także życzliwość i gościnność ludzi tam żyjących. Miał tam czekać na nas tajemniczy klimat orientu prosto z baśni Tysiąca i Jednej Nocy, zapomniane przez czas i przysypane </atom:summary><link>http://feedproxy.google.com/~r/Inszallah/~3/B4Es3tHJbOo/wstep-przygotowania-do-podrozy.html</link><author>noreply@blogger.com (korko_czong)</author><thr:total>0</thr:total><description>&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Inszallah/~4/B4Es3tHJbOo" height="1" width="1"/&gt;</description><feedburner:origLink>http://jgluchowski.blogspot.com/2010/01/wstep-przygotowania-do-podrozy.html</feedburner:origLink></item></channel></rss>

