<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:blogger='http://schemas.google.com/blogger/2008' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698</id><updated>2026-05-10T00:31:42.963+02:00</updated><category term="nie ma rady na to..."/><category term="Wakacje..."/><category term="Bóg się rodzi"/><category term="Jesień idzie"/><title type='text'>Jak wieść parafialna niesie...</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default?redirect=false'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>162</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-5688525234060933903</id><published>2025-05-02T10:44:00.001+02:00</published><updated>2025-05-02T10:44:54.588+02:00</updated><title type='text'>Wszystko Chmielewskie (III)</title><content type='html'>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;C.D.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;(III)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Dziesięć minut później na podjazd pod dworcem podjechał obszerny SUV w kolorze perlistego abażura, zapiszczał oponami i znaleźli się w centrum orkanu. Przez okno pasażera dało się widzieć babcię Janeczkę, patrzącą z kamienną twarzą na wprost siebie, czyli z grubsza na mało atrakcyjny budynek poczty. W tym czasie pan Januszek w trakcie zawieszonych w czasie 30 sekund wrzucił całość bagaży przez tylną klapę samochodu, jak i umieścił dzieci na tylnych fotelikach. Dość gwałtowne protesty Romka dotyczące wtłaczaniu go w nader ciasny fotelik dziecięcy zostały totalnie zlekceważone, trzasnęły trzy zapięcia pasów, trzasnęły przednie drzwiczki i dobrzmiało czwarte trzaśniecie pasa kierowcy, po czym ponownie asfalt do spółki z oponami zajęczały przy gwałtownym ruchu, który wgniótł dzieci w oparcia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Ha! -pan Januszek wpatrzony we wsteczne lusterko gracko wywinął kierownicą tuż przed przerażonym pieszym, w galopie usiłującym uskoczyć z przejścia dla pieszych. - Widzieliście?! Prawie mnie miał! Już wyciągał smartfona! Tadadadada -da! - tu cmoknął się w zwiniętą w kułak lewą pięść.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Pani Janeczka westchnęła i obróciła wzrok w kierunku trzech par nader okrągłych oczu. -Wybaczcie maniery mojego męża, ma swego rodzaju idee fixe, i gdy dopada go ten stan zapomina o bożym świecie. Witamy na tzw. Świętej Warmii, co historycznie oznacza udzielne księstwo biskupów warmińskich w ramach drugiej Rzeczypospolitej, a dla obecnej ludności rodzaj świętego spokoju. Życie płynie tu wolniej i spokojniej, poza tym szalonym miastem, silącym się nie wiedzieć czemu na metropolię. - prychnęła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Ja bardzo przepraszam! - pan Januszek zgrabnie skręcił na wiadukt nad torami, całkowicie już wolny od poprzedniego podekscytowania. -Cześć. Ale znów go przysłali! A ja wcale nie jestem wariatem! - to dodał bez poprzedniej pewności siebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Dzieci spojrzały po sobie z pewną rezerwą, choć Florka powstrzymała się przed podłączeniem do slotu kości pamięci z napisem „schorzenia psychiczne”.&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIJSdaraPPXPk0cSLKMoe8X3Ep5wxmX4Z0X0Z1CZsfa_Pq4O2aW_YzcaXUIJKndq3EiVTSj-zRIMeLrW2RyrSPwtNtrrZKDRwuGAi4YSEIyNpWayGQQQ64Kk4BWCv05rxMeUcDUDOcYnxP1TashyphenhyphenlTfpZI8gIgVGGSJRUtoc73dQydq_OgERKZ88jOaCoq/s1408/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1408&quot; data-original-width=&quot;704&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIJSdaraPPXPk0cSLKMoe8X3Ep5wxmX4Z0X0Z1CZsfa_Pq4O2aW_YzcaXUIJKndq3EiVTSj-zRIMeLrW2RyrSPwtNtrrZKDRwuGAi4YSEIyNpWayGQQQ64Kk4BWCv05rxMeUcDUDOcYnxP1TashyphenhyphenlTfpZI8gIgVGGSJRUtoc73dQydq_OgERKZ88jOaCoq/s320/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg&quot; width=&quot;160&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Janeczka westchnęła ponownie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Należy się wam pewne wyjaśnienie sytuacji. Dwa miesiące temu dziadek jechał ulicą w centrum, która nota bene od lat powinna być deptakiem. - prychnęła. - Usłyszał niepokojące dźwięki od strony prawego tylnego koła, więc by nie blokować ulicy zjechał na miejsce parkingowe. Wysiadł, podszedł do tylnego koła, pochylił się i wyciągnął z bieżnika sterczący kamyczek, ten właśnie który robił taki raban. Po czym wrócił za kierownice, a za wycieraczką sterczał mu już mandat za nieopłacenie miejsca parkingowego. Na nic były jego tłumaczenia miejskim wydziale do tych spraw.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Jasne! Nie mieli działu do spraw olsztyńskich kamyczków w bieżnikach! - pan Januszek ponownie poczerwieniał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Cicho! No więc mandat zapłacić musiał. Było zdjęcie zaparkowanego samochodu i zdjęcie braku biletu parkingowego. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Nikt mnie tam nie słuchał… -pan Januszek powiedział to z rozżaleniem. -Co mi tam te kilkadziesiąt złotych, ale żeby choć sprawiedliwie …&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-A potem dostał jeszcze trzy mandaty, w dość podobnych okolicznościach. I żadnej możliwości udowodnienia, że wcale nie parkował w tych miejscach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;--Bo to był bardzo inteligentny student! Tylko nieuk! Nijak nie mogłem mu zaliczyć! - zdecydowanie oświadczył pan Januszek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Ale kto?… - odważyła się zapytać Zuzanna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-No właśnie ten parkingowy! Jak wyleciał ze studiów to zamiast pójść do McDonalda jak każdy uczciwy człowiek zatrudnił się w Zarządzie Dróg i Komunikacji, wredne bydlę… Ale za pół roku zmieniamy samochód, tak szybko mnie już nie namierzy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Pani Janeczka spojrzała na niego z pobłażaniem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Prędzej przestawi cię na komunikację miejską i zostanie kanarem. Już nie masz tych lat… - dodała z sentymentem wyraźnie widocznym na twarzy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;W międzyczasie samochód skręciwszy jeszcze tylko jeden raz, wjechał w orzeźwiający chłód lasu.&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/5688525234060933903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2025/05/wszystko-chmielewskie-iii.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/5688525234060933903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/5688525234060933903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2025/05/wszystko-chmielewskie-iii.html' title='Wszystko Chmielewskie (III)'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIJSdaraPPXPk0cSLKMoe8X3Ep5wxmX4Z0X0Z1CZsfa_Pq4O2aW_YzcaXUIJKndq3EiVTSj-zRIMeLrW2RyrSPwtNtrrZKDRwuGAi4YSEIyNpWayGQQQ64Kk4BWCv05rxMeUcDUDOcYnxP1TashyphenhyphenlTfpZI8gIgVGGSJRUtoc73dQydq_OgERKZ88jOaCoq/s72-c/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg" height="72" width="72"/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-3810782680090628516</id><published>2025-04-16T09:48:00.001+02:00</published><updated>2025-04-16T09:53:11.252+02:00</updated><title type='text'>Wszystko Chmielewskie (II)</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi_Ybt_UVPQh6t2FGFb58ipPlsFYNR350XIDLh1eMSZyPebFKPuEymKN911vqGhyphenhyphenzfpWi2O0WMQrnGv-F6-b_L2C4p2dloR31mVrBL6zywvQ7bNlhZV9KBONuzkNCCCuvDdajJYtTa1gjr7txzvQxCpvzZrL_HyuxZe5qU2sL-1uicXG6lIlINKUubMNcrU/s1408/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1408&quot; data-original-width=&quot;704&quot; height=&quot;477&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi_Ybt_UVPQh6t2FGFb58ipPlsFYNR350XIDLh1eMSZyPebFKPuEymKN911vqGhyphenhyphenzfpWi2O0WMQrnGv-F6-b_L2C4p2dloR31mVrBL6zywvQ7bNlhZV9KBONuzkNCCCuvDdajJYtTa1gjr7txzvQxCpvzZrL_HyuxZe5qU2sL-1uicXG6lIlINKUubMNcrU/w328-h477/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg&quot; width=&quot;328&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;C.D.&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Romek wychylił się do połowy przez okno przedziału, ale wciąż nie widział niczego prócz drzew i pustego przystanku autobusowego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;- Nie wiem, musisz chyba zobaczyć z drugiej strony, gdy stawaliśmy widziałam człowieka – Zuzanna z zadumą wpatrywała się w odwinięty przez siebie pakunek – Hej! Wiem co nasz tato będzie dziś jadł na obiad. Nasze kanapki na drogę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Skąd wiesz? - Romek kręcił głową w obie strony przez okno korytarza. -Słuchajcie, tu jest napisane że Mława. Mława to chyba miasto, nie? A tu nic nie ma, tylko ten daszek na pagajach…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Może miasto mają dopiero dobudować, na razie zrobili peron, żeby się budowlańcom łatwiej przyjeżdżało – mruknęła Zuzia -Będzie jadł nasze kanapki, bo zapakował nam ten schab na kotlety który rano przywiozła babcia Karolina. Nawet ubity mamy. Myślicie, że jak położę je na tej półeczce to się usmażą na słońcu? Ja się smażę…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Romek wrócił do przedziału i z rozmachem usiadł naprzeciwko dziewczynek. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Daleko jeszcze ten Olsztyn?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Florcia podstawiła Zuzi swój tablet pod nos.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Jakaś godzina z kawałkiem. Florka, sprawdź, co to jest ten Olsztyn. I te Lipławki też sprawdź, z tego co mówili to jest tam las i o kwadrans od ratusza w Olsztynie, to pewnie coś jak u nas Pole Mokotowskie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Florcia sprawnie zmieniła pendrive w tablecie i przegalopowała palcami po wirtualnej klawiaturze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Co ona robi? - Romek z zaskoczeniem obserwował poczynania Florci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Pół roku temu mieliśmy awarię internetu. Florka wpadła w histerię, bo doszła w książce do kawałka gdzie jakiemuś Zbyszkowi kat ma obciąć głowę, a tu fiuuu i nie wiadomo co dalej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Od tej pory ściąga wszystko co może do pamięci. -machnęła głową w górę, w stronę pokaźnej walizki umieszczonej na miejscu dla bagaży. -Ma tam pół internetu i Bibliotekę Narodową.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Florcia nie odrywając wzroku od ekranu energicznie pokręciła głową.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-No dobrze, pół Biblioteki. I na pewno słownik polsko – wietnamski.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-A po co jej słownik polsko -wietnamski?!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Zuzanna spojrzała z ukosa na młodszą siostrę. -Kiedyś się struła wołowiną w pięciu smakach, bo była zrobiona z nieświeżej wieprzowiny, więc teraz woli wiedzieć, co je…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Florcia pokiwała głową i zaprezentowała tablet siostrze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-OK, to mamy. Olsztyn, miasto wojewódzkie, sratatata, tumtumtum… O jest, 166 tysięcy mieszkańców, jakiś tam przemysł – Zuzia szybko przewijała stronę. - Słuchajcie, tu jest napisane że w Olsztynie jest największy w Europie las na terenie miasta! To babcia Janeczka chyba mieszka pod tym lasem?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Florcia energicznie odebrała siostrze tablet, stuknęła weń kilkukrotnie palcem i ponownie zaprezentowała siostrze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Aha, widzę. Lipławki, liczba mieszkańców, dane z 2023 roku…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Zamilkła. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Romek spojrzał na nią wyczekująco. Po dłuższej chwili złamał swą męską dumę, trzymając się zasad humanizmu nie wytrzymał i zapytał. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Coś się tak zacięła na tym 2023 roku? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Nie na roku… Liczba mieszkańców – sześć osób…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Romek odruchowo kłapnął rozwartą paszczą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;- O w mordę. To im podniesiemy populację o jedną trzecią...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Pociąg zatrzymał się na stacji. Wykopki wokół wciąż wyraźnie świadczyły, że są w centrum rozwoju cywilizacji, niewiele bowiem się różniły od widoków znanych z warszawskich dworców. Duże połaci piachu i gliny, gdzieniegdzie inkrustowane znudzonym elementem pionowym wspartym na szpadlu i przekąszającym coś w rodzaju długiej buły z parówką wewnątrz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Widzisz swoją babcię? - Zuzanna właśnie zdjęła z półki bagaż siostry i usiłowała w miarę delikatnie ściągnąć swój, w związku z czym nie miała czasu na podziwianie widoków na zewnątrz wagonu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Roman przerwał zamaszyste kręcenie głową poza obrębem wagonu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Ano babci, ani dziadka. Może się zgubili w tym lesie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Zuzia z westchnieniem ulgi uwolniła zaplątaną w paski plecaka dłoń.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Wykluczone. Dziadek Paweł setki razy opowiadał o wycieczkach organizowanych przez ciocię Janeczkę w Kongo. Dżungla w Kongo jest większa od tej w Olsztynie, widziałam na mapie. Może to nie ten Olsztyn? Byliśmy kiedyś w Częstochowie, tam gdzieś też był Olsztyn. A wczoraj to nasz tatko kupował bilety - zaznaczyła znacząco.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Romek oderwał wzrok od peronu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Do tamtego też jedzie się przez Mławę?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Florcia wyłączyła tablet, chwyciła rączkę walizki i wyszła z przedziału w kierunku wyjścia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-To tutaj. -Zuzia kiwnęła głową w stronę Romka. - Florka nigdy się nie gubi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Zeszli na peron. Widoczny naprzeciwko budynek dworca bił po oczach świeżością oraz nieokreślonym brakiem charakteru. Terkot telefonu Romka przyjęto ze zdecydowaną aprobatą. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Babcia. Dam na głośny, co będę powtarzać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Mówiłam safandule, jedźmy wcześniej, to nie, matematyczna głowa, obliczył co do minuty jakby od wczoraj tu mieszkał! - dźwięczny głos babci Janeczki poderwał w powietrze trzy rybitwy siedzące na peronowej latarni. Romek roztropnie ściszył telefon o trzy kreski. -Wyjdźcie przed dworzec, my tam będziemy za jakiś czas. Skręcaj w las, ten korek będzie tak tu stał do południa! To do dziadka, nie do was, skaranie boskie, nie przewidział zepsutej ciężarówki na wjeździe do miasta, wczoraj się urodził... No! Jest szansa, że za dwadzieścia minut będziemy. Co się tak rozglądasz?! Jedź siermięgo, co z tego ze grzyby, grzyby masz pod domem! Co ja z nim mam Romeczku, pół dnia studenci czekali na zaliczenie, bo przepadł w lesie! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;W tle dało się usłyszeć nieco przytłumiony glos dziadka Januszka -Studenci będą tu i za pół roku, a takich kani nie będzie, miałem zostawić?! Sam zeżrę resztę, jednej ci nie zostawię...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Kochani, zajmijcie się czymś na dworcu przez chwilę, niedługo będziemy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Głos dziadka był słabo słyszalny, niemniej przebił się przez szmer dobiegający z otoczenia. -Niby czym maja się zająć na naszym dworcu? Tam jeszcze niczego nie ma. Będą liczyć nowoczesne szyby w elewacji?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;Odpowiedzi babci nie dosłyszeli, zapewne zakryła dłonią mikrofon.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Jasne, babciu. -Romek pośpiesznie uciął ewentualny wybuch treści niepedagogicznych. - Policzymy gołębie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-No, to długo wam nie zejdzie. -głos babci jakby poweselał. -Siedzieć, liczyć, nie jeść hot dogów z automatu i nie ruszać się nigdzie. I korzystajcie z wolności, zaraz wam się to skończy! - ewidentnie celowo sardonicznie zarechotała do telefonu, co w sposób niestety dla niej niewidoczny spotkało się jedynie z zespołowo potrójnym uśmieszkiem politowania. -Pa!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;white-space-collapse: preserve;&quot;&gt;-Paaa... - unisono odparło młode pokolenie chwytając bagaże, by podążyć w stronę dworca.&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/3810782680090628516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2025/04/wszystko-chmielewskie-ii.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/3810782680090628516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/3810782680090628516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2025/04/wszystko-chmielewskie-ii.html' title='Wszystko Chmielewskie (II)'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi_Ybt_UVPQh6t2FGFb58ipPlsFYNR350XIDLh1eMSZyPebFKPuEymKN911vqGhyphenhyphenzfpWi2O0WMQrnGv-F6-b_L2C4p2dloR31mVrBL6zywvQ7bNlhZV9KBONuzkNCCCuvDdajJYtTa1gjr7txzvQxCpvzZrL_HyuxZe5qU2sL-1uicXG6lIlINKUubMNcrU/s72-w328-h477-c/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg" height="72" width="72"/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-1684325391713280702</id><published>2025-04-12T21:45:00.005+02:00</published><updated>2025-04-12T21:45:55.900+02:00</updated><title type='text'>Strach i Zuzia</title><content type='html'>&lt;p&gt;&amp;nbsp;I.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Najlepsze miejsce jest za szafą. Oprócz zagubionych koralików, rozciągniętych frotek, pojedynczych skarpetek i pękniętej piłeczki pingpongowej, są tu wspaniałe „koty” z kurzu. I pająki. Pająki są najfajniejsze. Takie tłuściutkie, na włochatych nóżkach. Tkają swoje pajęczyny najczęściej w okolicach lewej, oczywiście tylnej nogi szafy. Tu jest najbezpieczniej. Nawet w środy i w soboty, gdy Mama odkurza, rura ssawki nie dociera tak daleko. Czasem przebiegają tędy kosarze. Są bardzo podobne do pająków, ale mają dłuższe i cieńsze nóżki, a oczy zamiast na głowie wyrosły im na grzbiecie. Chyba zresztą nie miały innego wyjścia, gdyż kosarze nie mają głów.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pod łóżkiem też jest miło. Co prawda tutaj Mama sprząta regularnie, więc niełatwo o ciekawe towarzystwo, za to wieczorami, gdy w pokoju panuje półmrok, pod łóżkiem staje się naprawdę pięknie. Wymarzone wprost miejsce na zabawę. Można popatrzeć na kapcie-króliczki, można poskrzypieć materacem. Raz nawet odwiedził mnie tu duży, zielony świerszcz, ale on woli chodzić po ścianach, więc w końcu przeprowadził się za szafę. Mądrala, wie co dobre! Ale tutaj, pod łóżkiem, najlepiej słucha się bajek, które Mama czyta Zuzi na dobranoc. A ja bardzo lubię bajki. Oczywiście najbardziej lubie te straszne, bo choć one zawsze dobrze się kończą, zanim Mama zamknie książeczkę zdarza się, że Zuzia podciąga kołderkę aż pod same oczy, gotowa zaciągnąć ją po czubek głowy!&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A nocą uwielbiam czaić się za drzwiami. To jest dopiero świetna rozrywka! Gdy czasem Zuzia musi w nocy wstać i wyjść z pokoju, już na nią czekam. Bardzo lubię słuchać tupotu jej małych stóp na posadzce, gdy pędem zmierza do bezpiecznego schronienia w łóżeczku. Och, wcale nie chodzi o to, że lubię ja straszyć. Ja po prostu taką mam pracę.&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ach, przepraszam, nie przedstawiłem się Wam jeszcze. Jestem Strachem. Strachem Zuzi, oczywiście.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdy noc sypnie w oczy piachem,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I mrok spadnie na mieszkanie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ty przywitaj się ze Strachem,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co Twój pokój ma na stanie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mama lampę już wyłącza,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A gdy ciemność zapanuje,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ja wypuszczam lęków pnącza,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z cienia nagle wyskakuję!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pohukuję gdzieś zza szyby,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo sapię za plecami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niby wiesz, że to na niby,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale boisz się czasami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czaję się pod łóżkiem w ciszy,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Albo szafą lekko skrzypię.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Myślisz może, że to myszy?...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie! To ja na ciebie łypię!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czasem błyskam podczas burzy,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I na gromach nutę gram.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mam zębiska, nochal duży&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oraz wielkie oczy mam.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Aby mi się nie nudziło&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ma zabawa nie jest błaha,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bowiem jest mi bardzo miło,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdy wieczorem miewasz Stracha!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;II.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Mamo, nie gaś jeszcze światła!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ależ Zuziu, jest już późno, naprawdę czas już spać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale mamo...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Co takiego, kochanie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ja się trochę boję...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Czego się boisz córeczko?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Bo gdy ty gasisz światło i wychodzisz, nachodzi mnie straszny strach!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mądre dziecko. Poznało się na mnie bardzo szybko. A wiadomo, że jestem Najstraszliwszym Ze Strasznych Strachów. Strachów Zuzi, ale to tylko na razie, z czasem na pewno awansuję. Nawet nie muszę się specjalnie starać, taką jestem Jego Najstraszliwością.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wczorajszego wieczoru tylko przez chwilę poczaiłem się w cieniu tego dużego kwiatka pod oknem. Widziałem, że mała patrzyła na mnie przez chwilę, zanim nakryła głowę kołdrą. Ciekawa rzecz, taka kołdra. Nie potrafię się pod nią dostać. Wystarczy nakryć się nią zupełnie, a ja znikam jakbym był zwykłą mgiełką, a nie porządnym Strachem! Dlatego, gdy Zuzia się nakryła, zrezygnowałem z dalszego straszenia i poszedłem spać do pająków. Straszenie to bardzo wyczerpująca praca.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Dobrze, posiedzę jeszcze przez chwilę obok ciebie i porozmawiamy. Bo strach czasem wcale nie jest taki straszny. Wystarczy go tylko oswoić.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Tak jak wujek oswoił kawkę? I teraz ona przylatuje do niego na śniadanie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-No, prawie. Musisz porozmawiać ze swoim strachem, i wytłumaczyć mu, że jesteś już na tyle duża, że nie musisz się go bać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A czy on zrozumie, mamo?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Strachy dużych dziewczynek bywają dość rozsądne. Na pewno zrozumie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z zadowolenia aż poczerwieniałem. No jasne, że jestem rozsądny. Na przykład nigdy nie wychodzę na słońce, bo światło słoneczne mi szkodzi. Rozpuszczam się w nim i muszę czekać aż do zmierzchu, by dojść do siebie. Mam też swoje zasady, na przykład nigdy nie straszę, gdy Zuzia jest zmęczona. Przecież wówczas musi szybko zasnąć, by mogła nazajutrz obudzić się wypoczęta. Albo gdy jest bardzo radosna, też mi wówczas wesoło i nie mam nastroju do straszenia. Ale dzisiaj wszystko jest jak zazwyczaj, Mama już gasi światło, wychodzi z pokoju i zostajemy z Zuzią sami. No to do roboty...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Strachu!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To do mnie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Hej, Strachu, jesteś tu?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, sam nie wiem. Odpowiedzieć?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Oj, Strachu, jesteś czy nie, bo za chwilę już muszę spać!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chyba jestem... Więc -&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Hmm... jestem...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oho! Pisnęła! Wystraszyłem ją troszkę. Dobra nasza, wieczór zaczyna się całkiem udanie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Strachu?! Czy ty jadasz dzieci?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dotąd niespecjalnie zastanawiałem się nad swoją dietą. Oczywiście zdarzało mi się od czasu do czasu coś podjeść. Ale dzieci? Fuj! Dzieci są ruchliwe i zadają mnóstwo trudnych pytań, zdecydowanie jako posiłek były by zbyt kłopotliwe!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie, raczej nie. Jak dotąd.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Strachu! Musimy poważnie porozmawiać! Czy lubisz „krówki”?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaskoczyła mnie trochę. Chyba nie umiem rozmawiać z dziećmi. Chyba. Bo przecież nigdy nie próbowałem. Z dorosłymi też nie, bo jestem strachem Zuzi, a ona na pewno jeszcze nie jest dorosła. I skąd mogę wiedzieć, czy lubię „krówki”? Ich też nie próbowałem. Podobnie jak zjadania ludzi o wzroście nieznacznie ponadstołowym...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Jak chcesz, weź sobie kilka. Ja nie mogę, bo już myłam zęby, ale ty się nie krępuj, są na szafce pod lampką.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Powoli wysunąłem się spod łóżka. Ciekawość kiedyś mnie zgubi. Jak smakują „krówki”??? Może jak pajęczynka ze świeżym kurzem? W ciszy wyciągnąłem rękę w stronę talerzyka z krówkami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A wolisz kruche czy mordoklejki?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Drgnąłem, a cukierki rozsypały mi się po całej podłodze. Kilka wpadło nawet za szafę. To dobrze, jeśli mi posmakują, będę miał je na zapas.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie zaskakuj mnie tak, Zuziu! Napędziłaś mi stracha! Co to są mordoklejki?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-To ciebie można wystraszyć?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Hmm, okazuje się, że tak... A ty czego się boisz? I co to są mordoklejki?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ciebie. I ciemności.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-No, coś ty! Atawistyczny lęk przed ciemnością, wyabstrahowany ze swego kulturowego kontekstu...- nie, tak chyba nie było najlepiej, oczy Zuzi zrobiły się niemal tak duże jak wówczas, gdy szurałem szufladą i dmuchałem jej w ucho.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Jak można bać się ciemności? Przecież po ciemku jest najprzyjemniej!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nieprawda! Jest strasznie! Niczego nie widać wyraźnie, a ty się czaisz po kątach!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Poczułem się lekko urażony. Czajenie się po kątach stanowiło istotną część mojej pracy, a przecież nie było wcale łatwe. Trwać przez długie minuty w bezruchu jako cień filodendrona, by w wyobraźni dziecka przeistoczyć się w smoka to prawdziwa sztuka! Byle jaki strach tego nie potrafi!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-W ciemności łatwo wyobrazić sobie rozmaite rzeczy. Ty widzisz w nich mnie, więc wyobrażasz sobie same straszne rzeczy. Nieposkładana skarpetka staje się Groźnym Gryzaczem, światło księżyca maluje na ścianie czarownicę, a wzorzyste kwiatki na zasłonie stają się srogim zbójem. A przecież, gdy zamkniesz oczy, twój pokój stać się może bajkową krainą, łąką na górskim zboczu w ciepły, letni dzień, na której pasą się śnieżnobiałe, łagodne jednorożce. Wszystko zależy od ciebie. To ty decydujesz, co chcesz w swych marzeniach zobaczyć. Ja pojawiam się jedynie wówczas, gdy sama o mnie pomyślisz. Choć tak naprawdę, wcale nie jestem taki straszny. Tylko wybacz, moja droga, na środku pokoju czaić się nie będę! Mam swoje zasady. Tam jest za dużo światła. To nie są odpowiednie warunki do pracy dla stracha. Nie ma głupich!- zapowiedziałem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W przedpokoju, tuż przy drzwiach do sypialni Zuzi dało się słyszeć ciche kroki. To na pewno Tato! –To ja na razie znikam. Jeśli chcesz, porozmawiamy jutro. I dziękuję za „krówkę”!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Klamka w drzwiach opuściła się powoli, drzwi uchyliły się i w szczelinie obok futryny pojawiła się głowa Taty. Ledwie zdążyłem wsunąć się pod łóżko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Jeszcze nie śpisz? Z kim rozmawiałaś?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Z nikim, tatusiu. Z Nikim właściwie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Kochanie, jutro poniedziałek, wcześnie wstajemy, powinnaś już spać. Dobrej nocy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Dobranoc, tatku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Drzwi zatrzasnęły się cicho. Prześcieradło uniosło się powoli i ujrzałem głowę Zuzi, zaglądającej do mojej kryjówki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Udało mi się nie okłamać taty. I przy okazji nadałam ci imię. Dobranoc, Niki!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Dobranoc, Zuziu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To całkiem ładne imię, Niki.&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I zasnęła.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cóż, dzisiaj się chyba nie dowiem, co to są te mordoklejki...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bury kot, kot pręgowany,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kot bez butów, niegłaskany,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie boi się nikogo.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdy noc na parapecie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chadza własną drogą&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po świecie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Koty znają różne sprawy,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Których każdy jest ciekawy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale kot jest milczek&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I nic nie mówi głośno,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bo to maniery wilcze...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc poproś go.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niech ci o nocy opowie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdyż ma zwyczaje sowie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Porusza się po zmroku,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gna lęki do świtania&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I na każdym swym kroku&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Je przegania.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;III.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niełatwo być oswojonym strachem. Przyzwyczaiłem się do nocnego trybu życia, więc teraz często zdarza mi się ziewać, gdy Zuzia wezwie mnie do siebie przed wieczorem. Troszkę to dziwne, mieć Stracha, nie mając stracha, ale nie narzekam. Bo ma to swoje dodatnie strony, nie muszę już chować się w cieniu, można pogadać nie tylko z pająkami, co pewien czas wychodzimy razem z Zuzią na spacer. No i są jeszcze „krówki”! Pychotka! Chociaż nie przepadam, gdy ciągutki sklejają mi zęby. Strach ze zlepionymi zębami wygląda jednak nieco niepoważnie. Tylko, czy ja na pewno wciąż jestem jeszcze strachem?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Strachu!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Słuam hie Zuu...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie jedz tylu cukierków. Mamusia powiedziała, że od tego psują się zęby.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Aee aa ylho ohetshke...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ładne mi tylko troszeczkę! W torebce już widać dno. Zostaw kilka dla mnie, Niki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To prawda. Widać dno. Bardzo małe robią te torebki. I cukierki też są bardzo małe, wystarczy kilka razy kłapnąć i już ich nie ma. Rozpuszczają się jak śnieg w lipcu, czy co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-To ja zjem jeszcze tylko jednego. Tego kakaowego. Jaki pyszny... Łoj!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Co się stało?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Łoj! Ojejejejejej! Mój ząb!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Co się stało z twoim zębem?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-No boli mnie! Łoj!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A mówiłam ci, żebyś nie jadł tylu słodyczy. Pokaż, który?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ten. Ojoj! Jak boli!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Więc będziesz musiał pójść do dentysty. Pamiętasz? Byłeś tam ze mną.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Doskonale to pamiętam. Byłem wówczas bardzo dużym strachem. I mogłem sobie pozwolić, by było mnie widać. Przez całą drogę do gabinetu stomatologicznego szedłem z Zuzią, dumnie wyprostowany i kłaniałem się wszystkim po drodze. A co tam, niech wiedzą jakiego Zuzia ma stracha! Potem w poczekalni pogadałem sobie z kolegami, innymi strachami, którzy przyszli ze swoimi dzieciakami. Większość z nich też była tam po raz pierwszy. A potem weszliśmy z Zuzią i Mamą do gabinetu, a pani doktor posadziła Zuzię na takim dziwnym fotelu i zaczęła żartować. Nie podobało mi się to, bo z każdym żartem robiłem się coraz mniejszy, a nikt nie lubi się kurczyć zaraz po śniadaniu. Potem pani doktor zrobiła Zuzi zastrzyk znieczulający, ale tak szybko, że ani Zuzia, ani ja niemal tego nie zauważyliśmy. No i zaraz potem już mnie nie było. Dopiero wieczorem w domu, obejrzałem sobie przerwę między zębami Zuzi, miejsce po usuniętym bolącym zębie. Teraz nie ma po tej przerwie nawet śladu, wyrósł tu piękny, nowy ząb. A Zuzia nigdy już mnie nie zabrała ze sobą do dentysty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-No pewnie głuptasie, miałam tam stracha tylko przez chwilę, na początku! Ale szybko mi przeszedłeś. Teraz chodzę tam tylko z mamą. Już nie jesteś mi tam potrzebny. Przecież nie jestem już małą dziewczynką, która bałaby się dentysty! Ty też nie masz się czego bać. Najlepiej idź tam już jutro rano.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Łatwo jej powiedzieć. Nigdy nie była Strachem, który ma stracha...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chciałbym zbudzić się w krainie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z czekolady zbudowanej,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdzie jeziora są budyniem&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Słodkim maczkiem posypanym.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tam pod słońcem z galaretki&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wśród żelkowych krzewów masy&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdzie w syropie są brzoskwinie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I słodzone ananasy,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Płynie strumyk kakaowy,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W którym rybki niosą z dna mi&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Muszle z gumy balonowej&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oraz z ciasta z bananami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdzie las wafelkowców rośnie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pod cukrowej waty chmurą,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Siedziałbym na chałwosośnie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z miną zawsze nieponurą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chciałbym... Chociaż to marzenia&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Są tak zwanej ściętej głowy...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Za to mam dziś do pieczenia&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pyszny torcik orzechowy!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;IV.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ech. Zuzia się wczoraj zakaszlała, zakichała i poszła spać do łóżka w sypialni rodziców. Dziś czuła się już lepiej, więc wróciła do naszego pokoju. Długo kręciła się po wieczornym myciu, ustawiała zabawki na półkach, poprawiała trzy razy poduszkę, ale wyraźnie odwlekała chwilę w której miałaby się położyć do snu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wreszcie zapaliła nocną lampkę przy łóżku, zgasiła główne światło i wsunęła się pod kołdrę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Wciąż boli cię gardło? - zapytałem, gdyż zachowywała się zupełnie inaczej niż każdego innego dnia.&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie patrzyła wcale mi w oczy, a jak wiadomo trudno je przeoczyć, tak wielkie są oczy stracha. A ja domyśliłem się, w czym rzecz.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wczoraj wieczorem, gdy Zuzia już powinna spać, lecz z powodu choroby jeszcze marudziła, rodzice włączyli na telewizorze bajkę. Straszną bajkę o czarownicy, a jeśli ja mówię, że straszną, to właśnie taka była, znam się na tym jak nikt! Później w nocy Zuzia bardzo rzucała się na łóżku przez sen, gdyż śniła jej się ta okropna czarownica polująca na dzieci! Nic dziwnego, że teraz bała się zasnąć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Zuziu?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Tak, Niki?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Wiesz, że tak naprawdę nie ma żadnych czarownic?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale ja ją widziałam. W telewizorze!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ba! W telewizorze można zobaczyć wiele rzeczy, które tak naprawdę nie istnieją. Widziałaś kiedyś gadającego królika albo białego konia z tęczową grzywą? Aha! Nie wszystko co tam pokazują jest prawdą i nie można we wszystko wierzyć. A już na pewno nie w czarownice. Ich wcale nie ma. Możesz zupełnie spokojnie spać. To są takie zmyślenia dla małych dzieci i dużej dziewczynce nie wypada w nie wierzyć, zapewniam cię.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zuzia jakby się nieco uspokoiła, ale chyba nie całkiem ją przekonałem. Bo zapytała:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- A ty? Ty też jesteś zmyśleniem dla małych dzieci?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Aż mnie zatkało z oburzenia na taką bezczelność!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Czekaj, czekaj, myśl tak dalej, a wystraszę cię bardziej niż ta zmyślona czarownica! A teraz gaś światło i śpij! Dobranoc!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Dobranoc Strachu...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ja - zmyślony! Pffff... Też coś! Ale wymyśliła!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zewsząd bajka nas otacza&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;i świat wymyślony.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lecz ku prawdzie raczej zbaczaj,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;bo ma dobre strony.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie oszuka, nie zawiedzie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;mgły rozwieje z głowy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;pomoże ci w biedzie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;gdy kłopot gotowy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I tylko czasami,&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;gdy smutek ogarnie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;i marnie z tą prawdą się czujesz,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Świat zostaw za drzwiami,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;napełnij się snami,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;wierz w bajkę, w marzenia się unieś...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;V.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gruuuummmm..... Gruuuudyyyduuuum! Trzask! Trzask! Bruuuuuuummmm....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Niki! Niki!!! Gdzie jesteś Strachu?!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Siedziałem jej na ramieniu. I znów byłem całkiem spory. Zuzia stanowczo nie lubiła burzy! Nie dziwię się jej, bo wiem, że burza potrafi być naprawdę groźna. Ale mieszkam już od wielu lat w tym domu i wiem że jest doskonale zabezpieczony piorunochronami. To są te druty, które okalają cały dach i schodzą do ziemi w kilku miejscach. Gdyby Zuzia mieszkała ze mną na drzewie, to ho ho, sam bym się bał! Drzewa podczas burzy są bardzo niebezpieczne, gdyż błyskawice uwielbiają uderzać w wysokie obiekty, takie jak drzewa, kominy i anteny telefonii komórkowej. Lubią uderzać też w góry. Ale przede wszystkim lubią metal. Dlatego tak chętnie wskakują na druty piorunochronów, a po nich podróżują wprost do ziemi. I dlatego wszystkie budynki, nie tylko wysokie, mają instalację odgromową. Niestety, wszelkie moje argumenty, jakich używałem by Zuzię uspokoić, przegrywały z zygzakami błyskawic i pomrukiem gromów. Cóż, nawet mądre dzieci mają prawo bać się burzy. W tajemnicy powiem wam, że Mama Zuzi też się boi burzy, choć jest już całkiem dorosła. Tylko że Mama, burzą się także zachwyca. Bo niewiele jest piękniejszych widowisk, jakie Natura potrafi nam, ludziom przedstawić. Pokazuje nam, że mimo naszych osiągnięć technicznych, komputerów, telefonów, samochodów, samolotów i promów kosmicznych, w porównaniu z jej potęgą jesteśmy wciąż jeszcze bardzo mali. Tylko jak doskonale nam to pokazuje! Błyskawice potrafią czasem przebiec w ciągu części sekundy, więc tak krótko jak trwa mrugnięcie oczami, pół nieba! I to odbijając się niekiedy od wielu chmur, tak że tworzą malowniczo rozjarzony zygzak na tle burego tła. Nawet najszybsze rakiety tego nie potrafią! A deszcz burzowy, siekący raz w tą, raz w tamtą stronę. Przez chwilę padający grubymi, rzadkimi i powolnymi kroplami, to znów drobny, gęsty i rzęsisty, jak gdyby chmura jak najszybciej chciała się go pozbyć. Tak, burza jest groźna, ale za to jaka cudowna!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Wiesz co, Zuziu? Jeśli wolisz, to schowaj się na razie pod koc. Burza za chwilę przejdzie, zawołam cię wówczas, może będziemy mogli obejrzeć razem tęczę?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Warzyło się w burzy,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;więc trzask - do kałuży&lt;/p&gt;&lt;p&gt;wnet piorun nieduży&lt;/p&gt;&lt;p&gt;uderzył z chmur w dół.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W kałuży zawrzało,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;już woda się burzy,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aż krzak dzikiej róży&lt;/p&gt;&lt;p&gt;zanurzył się wpół.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pan kucharz się przy tym,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;z talerzem rozbitym,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;nie stojąc jak wryty&lt;/p&gt;&lt;p&gt;przeczołgał pod stół.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ujrzawszy strużynę&lt;/p&gt;&lt;p&gt;w toń wrzucił pierzynę,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;stworzywszy wyżynę&lt;/p&gt;&lt;p&gt;zaryczał jak wół:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Niegrzeczna ty burzo,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;pozwalasz za dużo&lt;/p&gt;&lt;p&gt;ty sobie podróżą,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;co wznosi tu muł!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ja tobie pogrożę -&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- mam w kuchni trzy noże -&lt;/p&gt;&lt;p&gt;i może być gorzej&lt;/p&gt;&lt;p&gt;bym lepiej się czuł!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Uniknął powodzi&lt;/p&gt;&lt;p&gt;gdy wodę zagrodził,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;lecz choć nie na lodzie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;pośliznął się był.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A burza z chichotem&lt;/p&gt;&lt;p&gt;uciekła z powrotem,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;kałuża zaś potem&lt;/p&gt;&lt;p&gt;zmieniła się w pył...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;VI.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co to był za dzień! Wciąż nie mogę się uspokoić. A zaczęło się całkiem zwyczajnie, po obiedzie Mama wyszła z Zuzią na plac zabaw. Mama usiadła jak zawsze na ławeczce, a Zuzia pobiegła do swoich koleżanek. Patrzyłem na to z balkonu, bo zazwyczaj podczas zabawy na podwórku nie mam zbyt wiele do roboty. Bo niby czego Zuzia ma się tam bać? Co najwyżej betonowego placyku do jazdy na rolkach, gdzie kiedyś zdarła sobie skórę na kolanach, ale dziś nawet nie wzięła ze sobą rolek. A jednak!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale mi dołożyłaś pracy! Całe popołudnie biegałem między mamą, a tobą! I zobacz jak teraz wyglądasz, podrapany nos, zapuchnięta warga i ten kokon na ręce... Boli cię jeszcze?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Trochę boli. I żal mi mamy, naprawdę była przestraszona.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Tego mi nie musisz mówić, sam wiem najlepiej...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaczęło się od tego, że na podwórku Wojtek powiedział, że dziewczyny to tchórze. Boją się wszystkiego. Boją się wejść na drzewo, zjeść cztery lody raz za razem, zadzwonić do drzwi sąsiada i szybko uciec po schodach. Nawet huśtać się wysoko boją, bo są takie niezdary. No i wówczas Zuzia wzięła się pod boki, dmuchnęła na swoją wiecznie opadającą na oczy grzywkę i na szeroko rozstawionych nogach stanęła przed Wojtkiem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Więc wypróbujmy, kto będzie odważniejszy! Kto na huśtawce podleci wyżej, wygrywa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wojtek to największy chłopak na naszym podwórku który jeszcze nie chodzi do szkoły. A Zuzia malusieńka, nawet ja, jej Strach jestem od niej większy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I zaczęli się huśtać. Wojtek ma długie nogi, wiec szybko zaczął wznosić się wyżej niż Zuzia, ale im był wyżej, tym mniej ochoczo nimi machał. Tymczasem na sąsiedniej huśtawce Zuzia dopiero się rozpędzała...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A potem ławeczka uciekła spod Zuzi, słońce zrobiło fikołka, a karetka pogotowia bardzo głośno wyła i mrugała na niebiesko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale poleciałam wyżej od Wojtka?! Wygrałam!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ano wyżej, wyżej... A na pewno dalej... Ech... Obiecaj mi, że już nigdy czegoś takiego nie zrobisz. To nie wypada, bym miał o ciebie stracha!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bujam się wysoko&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W górze.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Moczę sobie nogi&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W chmurze.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Frotka trzyma ład we włosach&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kiedy wspinam się w niebiosa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak dorośli w przestrzeń latam,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Z góry widać więcej świata,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dłużej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdybym potrafiła,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To ptakiem bym była.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nad drzewem, wysoko&lt;/p&gt;&lt;p&gt;i równa obłokom.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;VII.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A co jeśli się w nocy zepsuje i nie zadzwoni?!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Na pewno zadzwoni, to całkiem nowy budzik.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nowe rzeczy też się psują. To ciastko które schowałam sobie &quot;na potem&quot; do szuflady też było nowe, i co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale schowałaś je trzy tygodnie temu... A budzik to nie ciastko, nie masz się czego bać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Tobie to łatwo mówić! To nie ty idziesz jutro pierwszy raz do szkoły!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaśmiałem się w duchu. Czego jak czego, ale pierwszego dnia szkoły Zuzi na pewno nie opuszczę! Przecież beze mnie nie wiedziałaby czego się bać... Choć sam za bardzo także nie wiedziałem na czym ma polegać moja nowa praca. Jeszcze nigdy nie chodziłem do szkoły.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Oczywiście, że nie zostawię cię samej. Jesteśmy przecież przyjaciółmi, skoro ty idziesz do szkoły, to ja też. Będziemy się tam świetnie bawić. Chyba...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tu ogarnęły mnie pewne wątpliwości. Zuzię raczej także, gdyż zapytała podejrzliwie:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A w tej szkole to co...?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Co co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-No co się tam robi?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie miałem pewności, ale na wszelki wypadek zrobiłem baaardzo mądra minę i odparłem:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Bawi się. I uczy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale czego?- Zuzia miała pewne podejrzenia z którymi dzieliła się ze mną od miesiąca, ale pewności nie mieliśmy oboje.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Wszystkiego! Żeby być mądrzejszym.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zuzia jakby posmutniała.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Wszystkiego to ja się jutro nie nauczę, żeby nie wiem co...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale to chyba dłużej niż jutro, ta szkoła?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I tak siedzieliśmy oboje na brzegu łózka wpatrując się w nastawiony budzik. Gdyż oboje trochę się tej szkoły obawialiśmy. Starsze koleżanki Zuzi z mądrymi minami opowiadały jakie to trudne chodzić już do szkoły, nie to co bycie przedszkolakiem, o nie. Ale przecież wciąż miały czas na zabawę, i do tego znały obecnie bardzo dużo nowych piosenek, a także opowiadały bardzo ciekawe historie, których nauczyły się w szkole. Więc może nie taka szkoła straszna, jak ją malują?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zapewne myśleliśmy o tym samym, bo w pewnym momencie oboje równocześnie westchnęliśmy:&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- Co ma być, to będzie. Może ta szkoła nie będzie aż taka straszna?&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie wiem jak Zuzia, ale ja mam wrażenie jakbym się strasznie postarzał. Dobrze przynajmniej, że znamy już litery, a nawet potrafimy je zaplatać w wyrazy, jak pająk swoje pajęczynki! Eh, jakoś to będzie!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na ciemnym strychu, w starym pianinie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Któremu strun od wieków brak,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Grał raz Pan Pająk na pajęczynie,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Trącając struny swej nici wspak.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Rondo odnorem stało się więc,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Aria airą, opus supoem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A Pająk raźnie grał swoją pieśń&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nicując nuty z wielkim mozołem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I może nocą dzień by się stał,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdyby we wsteczne dźwięki się wsłuchał,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A pająk nadal wstecz dźwięk by grał,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lecz do pianina wleciała mucha.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W nici pajęczej lepkie witraże&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wpadła glissandem po kres istnienia...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pan Pająk rzucił precz swe pasaże&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I raźno zabrał się do jedzenia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A zwykłym rytmem szczęk jego szczęk&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Brzmiał pośród kurzu, co tańczył w słońcu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niósł po kolei sztućców się brzęk -&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Skrzydełka, nóżki, brzuszek na końcu...&lt;/p&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/1684325391713280702/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2025/04/strach-i-zuzia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/1684325391713280702'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/1684325391713280702'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2025/04/strach-i-zuzia.html' title='Strach i Zuzia'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-7222317806094744119</id><published>2025-04-11T13:44:00.005+02:00</published><updated>2025-04-12T20:53:38.610+02:00</updated><title type='text'>Wszystko Chmielewskie (I)</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvRd8nmiB_gAqj_xsM4DUhdFpJZj0zvYgfLsjMhyphenhyphenSmjq121J80a4-VWpuPO92-utT1YH260jH2HT9sCM28WZikEiAoPDrr0KJf5wnYygxyDvg0pD5eDQnNxQqq1qbpXpX-KlWiqs-A2wKIF5jBfz6181480bySNyBgwd4tLxNgUVOWCfOmL7pfnduCCkMN/s1408/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1408&quot; data-original-width=&quot;704&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvRd8nmiB_gAqj_xsM4DUhdFpJZj0zvYgfLsjMhyphenhyphenSmjq121J80a4-VWpuPO92-utT1YH260jH2HT9sCM28WZikEiAoPDrr0KJf5wnYygxyDvg0pD5eDQnNxQqq1qbpXpX-KlWiqs-A2wKIF5jBfz6181480bySNyBgwd4tLxNgUVOWCfOmL7pfnduCCkMN/s320/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg&quot; width=&quot;160&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;WSTĘP&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Upały panujące tego czerwcowego dnia na Mokotowie nie obejmowały zatopionego w zieleni starego budynku obrośniętego winem tak szczelnie, że niemal zatracającego swą sylwetkę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tylko w jednym miejscu od zielonego tła wyraźnie odcinały się trzy niezbyt duże sylwetki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Deliberują. - Zuzanna szepnęła w dół i wygodniej usadowiła się na grubej gałęzi winorośli oplatającej dom.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale co mówią?! - Romek niecierpliwił się, jak zwykle zresztą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A co mają mówić? To co zwykle. Że babcia Janeczka jest nieodpowiedzialna, że dziadek Paweł może swoje poręczenie sobie… No sami wiecie, co może. I że już lepiej nas wysłać z panią Teresą w ten jej rejs kajakiem na siedemdziesiąte urodziny...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;- To ja już wolę do babci Janeczki! -Romek miał z lekka przerażony wyraz twarzy. -Babcia Teresa stale przepytuje mnie z historii! Nie dociera do niej, że to zupełnie coś innego, niż za jej młodości. Ona uczyła się tylko o piramidach, Grekach, Juliuszu Cezarze. I chyba jeszcze o Krzywoustym. A mnie dochodzi dodatkowo to całe po tym, już za jej życia, bitwa pod Grunwaldem i te trzy rozbiory zrobione przez carycę Katarzynę i Hitlera…&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Florka energicznie pokiwała głową.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Romek wspiął się nieco po kracie i zdecydowanie szarpnął sznurówką Zuzi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ale jedziemy, czy nie jedziemy?!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No ba. To pytanie od dwóch tygodni zaprzątało umysły trójki bardzo młodych ludzi. Plany na lato wyglądały bowiem w tym roku niezbyt ciekawie. Gdyż czynniki wyższe sprzysięgły się przeciwko wszystkim częściom rodziny i nie rokowały dobrze wszystkim zainteresowanym znanych i lubianych wakacji w pensjonacie pani Danusi w Jantarze.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Tyy! Posuń się na tej gałęzi! Też chcę coś słyszeć. - Romek energicznie wspiął się nieco wyżej, tuż pod otwarte okno pierwszego piętra.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziadek Paweł odstawił na stół XIX-wieczne pudełko na cygara, którym poprzednio z zapałem wymachiwał przez ostatnie kilka minut.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Tereskę wykluczam! Pamiętacie jak kilka lat temu szukaliśmy ją przez Policję na Mierzei, a ona w tym czasie szukała Złotego Pociągu w Sudetach? Nie powierzę swoich wnuczek tak nieobliczalnej osobie! A my, sami wiecie. Nic na to nie poradzimy. Kontrakt z NASA rzecz święta, musimy znów tam jechać. A w Kanadzie nie będziemy mieć czasu na zajmowanie się dziećmi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Babcia Karolina wsparła męża. - Absolutnie wykluczone. My tam spędzamy w laboratoriach czasem nawet i cały dzień. A moje wnuczki są cokolwiek ruchliwe. I mają czasem zbyt... ekstrawaganckie pomysły.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pani Agnieszka obruszyła się nieco.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Ależ mamo! Jak możesz? Może i Chodorowski nie zamordował tej swojej żony, ale fabrykę amfetaminy u niego znaleźli! Każdy może się pomylić, a to przecież tylko dzieci!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Cud, że mi wnuczek nie wymordowali...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nawet ich nie zauważyli. -pani Agnieszka, doskonale znająca swoje córki powiedziała to z pewną rezygnacją.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-A widzisz, czyli jak coś robią, to z głową. - dziadek Paweł z dumą i rozmachem powrócił na fotel. -A u mojej siostry będą mieli i opiekę, i dobre warunki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niewielki problem polegał na tym, że pani Agnieszka miała zaległy termin złożenia doktoratu, a jej mąż otrzymał propozycję nie do odrzucenia, wiążącą się zarówno z możliwością szybszej spłaty kredytu, jak i nieobecnością w kraju przez najbliższe pół roku. A ojciec Romka, pan Stanisław...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Mama spędziła dwa lata wśród Papuasów na Nowej Gwinei, chyba da sobie chyba radę z trójką dzieci? - pan Stanisław zauważył niepewnie. -Mnie jakoś wychowała.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ciotka Magda zamaskowała prychniecie atakiem kaszlu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Poza tym to tylko nieco ponad dwie godziny od Warszawy. Środek cywilizacji europejskiej!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W pokoju wściekły jazgot panujący od blisko godziny zamienił się w lekki szmer...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niespodziewanie głos zabrała pani Krystyna, seniorka rodu siedząca dotychczas cicho na szezlongu w kącie i stoicko dziergająca sweter z wełny.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Stasieńku, a kiedy tam ostatnio byłeś?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pan Stanisław zgarbił się z lekka i zmarszczył czoło. -No tego. Ten... Jakoś tak...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pani Krystyna przesunęła okulary na czubek nosa i spojrzała na niego z pobłażaniem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-To może ja ci przypomnę?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wzrok pana Stanisława błądził gdzieś w dal, a cała jego sylwetka dawała wyraźne sygnały totalnego skupienia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie byłeś tam nigdy. Moja córka, a twoja matka, od 15 lat, od kiedy kupili ten dom zawsze odwiedzała cię w Warszawie. Masz zapewne pełna skrzynkę zdjęć ich domu, ale sam nie pojechałeś tam ani razu. Na pewno doskonale wyobraziłeś sobie ich dom i jego otoczenie, ale... - westchnęła cicho. - Ech, wy, poloniści...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pan Stanisław wyglądał na stropionego.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Może rzeczywiście?... Ojciec stale w pracy, mama albo wykłady albo te wyjazdy po całym świecie&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale że aż tyle sobie wyobrażałem?! - powiedział to jakby z lekką dumą...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pani Krystyna z pobłażaniem pokiwała głową.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;-Nie ma o czym dyskutować. Nikt nie ma czasu latem zająć się dziećmi, a Janeczka i Januszek zgłosili taką chęć. Czyli zdecydowaliśmy. Mój mąż chyba już nie stęka w kuchni, czyli albo czeka nas pogrzeb, albo nareszcie wymienił reduktorek pod ten nowy kran. Więc może wreszcie ktoś zaparzy tę herbatę?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nikt w pokoju nie usłyszał trójosobowego westchnienia ulgi dobiegającego z winorośli oplatającej dom...&lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/7222317806094744119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2025/04/wszystko-chmielewskie-i.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/7222317806094744119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/7222317806094744119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2025/04/wszystko-chmielewskie-i.html' title='Wszystko Chmielewskie (I)'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvRd8nmiB_gAqj_xsM4DUhdFpJZj0zvYgfLsjMhyphenhyphenSmjq121J80a4-VWpuPO92-utT1YH260jH2HT9sCM28WZikEiAoPDrr0KJf5wnYygxyDvg0pD5eDQnNxQqq1qbpXpX-KlWiqs-A2wKIF5jBfz6181480bySNyBgwd4tLxNgUVOWCfOmL7pfnduCCkMN/s72-c/Dzieciaki%20do%20ksi%C4%85zki.jpeg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-947103816565591735</id><published>2014-10-29T23:52:00.000+01:00</published><updated>2014-10-29T23:52:34.729+01:00</updated><title type='text'>Modlitwa Warmińska - slowa bez melodii, piosenka bez słów</title><content type='html'>Brakowało mi wewnetrznej strofy, dopisałem i czekam by ją zmienić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mam już wiele czasu,&lt;br /&gt;
mam swoje przecież lata.&lt;br /&gt;
Gdy z czasem cicho zniknę,&lt;br /&gt;
cóż, mała w końcu strata.&lt;br /&gt;
Tylko zostawić sobie&lt;br /&gt;
małe co nieco zechcę.&lt;br /&gt;
Interes jest uczciwy.&lt;br /&gt;
Tobie zostawiam resztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo po jeziorze&lt;br /&gt;
pod żaglem płyną łodzie.&lt;br /&gt;
To także jest zbyt mało,&lt;br /&gt;
ale tak piękne, Boże.&lt;br /&gt;
Zabierz mi resztę, proszę,&lt;br /&gt;
i zostaw mi te żagle.&lt;br /&gt;
Zostaw mi je na wieczność,&lt;br /&gt;
a resztę zabierz nagle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brakuje mi zwątpienia,&lt;br /&gt;
nie dopisuje wiara&lt;br /&gt;
Przynajmniej pozostała&lt;br /&gt;
chęć, aby się postarać.&lt;br /&gt;
Daj mi uwierzyć, proszę,&lt;br /&gt;
a ja Ci może za to &lt;br /&gt;
kawałek świata stworzę,&lt;br /&gt;
a Ty mi coś ponadto...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niebie światła&lt;br /&gt;
mijają gwiazdozbiory,&lt;br /&gt;
być może to niewiele,&lt;br /&gt;
lecz zawsze świecą w porę.&lt;br /&gt;
Tylko tych kilka świateł&lt;br /&gt;
co świecą od półwiecza,&lt;br /&gt;
Ty mi, mój dobry Boże&lt;br /&gt;
na zawsze już obiecaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewiele mi zostało&lt;br /&gt;
radości i cierpienia,&lt;br /&gt;
i Ty mi tego, proszę,&lt;br /&gt;
broń Boże, też nie zmieniaj.&lt;br /&gt;
Więc kiedy mnie ogarnie&lt;br /&gt;
jasność niebytu święta,&lt;br /&gt;
swojego ja dotrzymam,&lt;br /&gt;
o Twoim Ty pamiętaj.&lt;br /&gt;
Bo na błękicie&lt;br /&gt;
małych obłoczków chmara.&lt;br /&gt;
Na zawsze się o takie&lt;br /&gt;
dla mnie, błagam, postaraj.&lt;br /&gt;
Resztę mi zabierz, proszę,&lt;br /&gt;
tylko tych chmurek parę&lt;br /&gt;
pozostaw Panie Boże&lt;br /&gt;
jako ostatni podarek.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/947103816565591735/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2014/10/modlitwa-warminska-slowa-bez-melodii.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/947103816565591735'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/947103816565591735'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2014/10/modlitwa-warminska-slowa-bez-melodii.html' title='Modlitwa Warmińska - slowa bez melodii, piosenka bez słów'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-212220022615365892</id><published>2014-10-07T12:21:00.000+02:00</published><updated>2014-10-07T12:21:17.348+02:00</updated><title type='text'>Napiszę, skoro nic nie piszę.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Wakacyjna miłość&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Było jezioro, słońce, obłoki,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
ona Niewielka, a on Wysoki,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Do tego dodał los i przypadek&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
dziewiczy rumień, małżeńską
zdradę,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
nieco liryki, zadumań ździebko,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
i atmosferę od doznań lepką.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Zbyt ciepłe drinki, zbyt chłodne
lato,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
miłość przelotna i nic ponadto.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
A gdy wystygły noce sierpniowe&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
wnet rozgorzały uczucia nowe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Niewielka wsydzi się letnich uciech,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Wysoki darzy żonę uczuciem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
A pozostała im z lata tego&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
mgiełka tak zwiewna jak u Dantego,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
i połączyła ich aż po grób&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
wspólna grzybica stóp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/212220022615365892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2014/10/napisze-skoro-nic-nie-pisze.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/212220022615365892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/212220022615365892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2014/10/napisze-skoro-nic-nie-pisze.html' title='Napiszę, skoro nic nie piszę.'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-6755121240016752683</id><published>2014-08-22T19:23:00.001+02:00</published><updated>2014-10-07T12:18:00.404+02:00</updated><title type='text'>Lustereczko, powiedz przecie...</title><content type='html'>

&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Nie warto nawet kopii kruszyć&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
aby potwierdzić znany fakt&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Sny tak jak oczy zwierciadłem są
duszy,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
rzeczą to pewną jest od lat.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Wytłumaczyli światli ludzie,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
ot, Zygmunt Freud, ten z prawej
pierwszy,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
że choć na codzień trwasz w
obłudzie,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
w swych snach o niebo jesteś
szczerszy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Ja to potwierdzam, swe gardło
zdzieram:&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&quot;Autorytety czczę i im wierzę!&quot;.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Lecz w mym przypadku, jasna cholera,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
nie mogę zgodzić się w żadnej
mierze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Bo gdy mnie senna ogarnie mara,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
a oniryczność wzrok mi oprószy&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
i gdy pamiętam (jak sie postaram)&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
co mi właściwie gra w mojej duszy...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
...nie widzę siebie w tym ni pięć
cali.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
I nie są moje sny zwierciadłem&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
tego, co duszę moją pali,&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
lecz tego, co wieczorem zjadłem...&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/6755121240016752683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2014/08/lustereczko-powiedz-przecie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6755121240016752683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6755121240016752683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2014/08/lustereczko-powiedz-przecie.html' title='Lustereczko, powiedz przecie...'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-1198283682040644262</id><published>2014-05-02T23:32:00.003+02:00</published><updated>2014-10-07T12:18:00.398+02:00</updated><title type='text'>Oboje</title><content type='html'>Swędzi mnie prawy bok.&lt;br /&gt;Rankiem i kiedy zmrok zapada.&lt;br /&gt;
Przegrałem życie o włos,&lt;br /&gt;
ale to nie zagłada.&lt;br /&gt;
Nie &amp;nbsp;szkodzi, bo to już o krok.&lt;br /&gt;
Jedno i drugie się dobrze zapowiada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oboje na &quot;A&quot;,&lt;br /&gt;
oboje na &quot;Naj&quot;&lt;br /&gt;
zmienią kiedyś kraj.&lt;br /&gt;
Oboje.&lt;br /&gt;
Jedno moje,&lt;br /&gt;
drugie Twoje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisałaś wiersze tak głębokie,&lt;br /&gt;
w ich głębi zapadał zmrok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/1198283682040644262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2014/05/oboje.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/1198283682040644262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/1198283682040644262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2014/05/oboje.html' title='Oboje'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-4499388364316180486</id><published>2013-12-14T00:24:00.000+01:00</published><updated>2013-12-14T00:28:21.437+01:00</updated><title type='text'>Zaległości!</title><content type='html'>Ze zdumieniem zauważyłem jak bardzo zaniedbałem bloga... Wiec hurtem wrzucę zaległości z pierwszego półrocza:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mózg leży na chodniku.&lt;br /&gt;
Pewnie w wypadku wyniku.&lt;br /&gt;
Zużyty nieco, &lt;br /&gt;
fałda na fałdzie.&lt;br /&gt;
Ciekawe,&lt;br /&gt;
kto go znajdzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mózg leży na chodniku.&lt;br /&gt;
Sam jeden, uwagę więc przykuł.&lt;br /&gt;
Babcia stanęła, na grypę chora,&lt;br /&gt;
szukała kalafiora.&lt;br /&gt;
Ale że była weganką,&lt;br /&gt;
cynk tylko dała koleżankom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyszły, zrobione na bóstwo.&lt;br /&gt;
&quot;Eeee. To jest chyba lustro!&lt;br /&gt;
Musimy iść do SPA,&lt;br /&gt;
coś w końcu zmarszczkom&lt;br /&gt;
radę da!&quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracali z nocnej wycieczki&lt;br /&gt;
Litwini... Nie, to z innej beczki...&lt;br /&gt;
Blokersi wracali z imprezy.&lt;br /&gt;
Więc chował się kto w Boga wierzy.&lt;br /&gt;
Spojrzeli. Mózg.&lt;br /&gt;
No cóż. Byli już po wieczerzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec, już nie w porę&lt;br /&gt;
Studentki pod parasolem&lt;br /&gt;
na mózg spojrzały, zachichotały.&lt;br /&gt;
&quot;Gdyby miał resztę,&lt;br /&gt;
wart byłby zgrzeszeń,&lt;br /&gt;
a tak, to tylko ma morał&quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I morał stanął nad mózgiem.&lt;br /&gt;
&quot;Po cóż me wnioski próżne.&lt;br /&gt;
Mózg, i to nie pierwszej świeżości.&lt;br /&gt;
Pewnie rzucony w złości.&lt;br /&gt;
Premier w Warszawie, w robocie.&quot;&lt;br /&gt;
A mózg na ulicy, w Sopocie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
================================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Optymizmu szczypta&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponad wzgórzami zapada noc.&lt;br /&gt;
Otwarte oczy i ciepły koc.&lt;br /&gt;
Księżyc rozparty na z mgły pościeli&lt;br /&gt;
świeci mi w okno. Tylko w pysk strzelić!&lt;br /&gt;
Bo on wciąż patrzy jak głodny kot.&lt;br /&gt;
I zamiast wiersza wychodzi gniot...&lt;br /&gt;
Więc, gdy nie mogę zasnąć i pośnić,&lt;br /&gt;
liczę radości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mogło się nie przydarzyć w życiu.&lt;br /&gt;
A jednak się przydarzyło.&lt;br /&gt;
Normalna praca, normalne dziecko,&lt;br /&gt;
normalna miłość&lt;br /&gt;
Mogło być gorzej, a jest chyba lepiej.&lt;br /&gt;
Coś z Tamtej Strony w ramię mnie klepie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mogło nie wyjść, a przecież wyszło.&lt;br /&gt;
A na dodatek,&lt;br /&gt;
jeszcze będzie &lt;br /&gt;
piękna przyszłość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
===============================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Mury runą?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak zastanawiam się i myślę,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
oraz zachodzę w głowę,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
po co, gdy już runęły mury,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
postawiliśmy nowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego tą najtrwalszą&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zasadą, jak świat światem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&quot;Nie będzie Polakowi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ten inny Polak bratem.&quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego tak już mamy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i z jakiej to przyczyny,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
że burząc budujemy,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
stawiajac zaś niszczymy...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
===========================================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Człowiek z Dziurą (ekologiczną)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
z cyklu: &quot;Spotkania z ciekawymi ludźmi.&quot; (1)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Często parkujac samochód pod swoim blokiem widziałem jednego ze swych sąsiadów. Zazwyczaj ciągnął za sobą dwukołowy wózek, wypełniony rozmaitym śmieciem. Pustymi butelkami, kartonami, gazetami, plastikiem, chińskimi butami z bardzo sztucznej skóry, monitorami i telewizorami, a raz nawet konsolami do gier pewnej firmy z Bardzo Dalekiego Wschodu. Spotykaliśmy się przy windzie, gdzie z racji starszeństwa puszczałem go przodem wraz z wózkiem, by następnie wtulić się w pozostały skrawek windy (za to z dostepem do klawiszy). Pan zawsze grzecznie odpowiadał na moje &quot;dzień dobry&quot;, ładunek z racji małobiologicznego pochodzenia raczej nie trącił, a karaluchy, tak zazwyczaj chętne towarzyszeniu ludziom z podobnymi upodobaniami z upodobaniem omijały nasz blok, więc z czasem nawet polubiłem Pana z Wózkiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nosił starannie utrzymany sarmacki wąs, przy rytualnym &quot;dzień dobry&quot; uśmiechał się nieśmiało, patrzac gdzieś w dal niedosiężną, choć jednak ograniczona szybem windy. Wózek zaopatrzył w odboje ze starych opon, by nie obijać postronnych użytkowników swego otoczenia twardymi kantami. Słowem - ideał lekko zdziwaczałego sąsiada.&lt;br /&gt;
We wtorek (a może to było w środę, nie pamietam, bo wracałem około południa z pracy, niedospany z brakiem nadziei na niedopicie), sąsiad tuż po sakramentalnym &quot;na dziewiąte proszę&quot;, zagadał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Pan się pewno dziwi?&lt;br /&gt;
-A czemu? - spytałem zdziwiony.&lt;br /&gt;
-No, że ja, z tym wózkiem, codziennie w windzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaprzeczyłem grzecznie. Zdziwiony bowiem byłem. Z moich obliczeń, poczynionych mimochodem podczas wielokrotnej mej drogi z pracy do domu wynikało bowiem, że Pan z Wózkiem zwiózł w miedzyczasie naszego wspólnego pomieszkiwania w jednym bloku do swojego mieszkania kubaturę odpadków cywilizacyjnych dającą sie zawrzeć w płaskowyżu Dekan. Wraz z wszystkimi zamieszkująjącymi ten obszar Hindusami.&lt;br /&gt;
-No cóż, są na świecie rzeczy, o których sie nie śniło Euklidesowi. -mój przyjazny uśmiech chyba przełamał lody typowego sąsiedztwa, gdyż Pan z Wózkiem chwycił mnie z nagła za rękę, przycisnął do swej piersi i wyznał:&lt;br /&gt;
-Muszę panu coś wyznać!&lt;br /&gt;
Bardziej odsunać się już nie mogłem. Kąt windy tuż obok klawiszy nie jest zbyt obszerny. Sąsiada lubiłem, ale tak raczej na zasadzie skojarzenia z sikorkami na parapecie zimą. Przyjemnie popatrzeć, a parapet wciąż niezasrany.&lt;br /&gt;
-Wciśnie pan parter? - zapytał nieśmiało.&lt;br /&gt;
To nie był zły sasiad. Wcisnąłem.&lt;br /&gt;
-Dziękuję. Żyję, jak pan zapewne wie, samotnie. I brakuje mi osoby, z którą mógłbym się pożegnać.&lt;br /&gt;
-Pan gdzieś wyjeżdża? -zapytałem zaskoczony, gdyż od siedmiu lat przyzwyczaiłem sie do stałych zwyczajów Pana z Wózkiem, a często nawet będac na wakacjach odruchowo myślałem o nim o ustalonych porach.&lt;br /&gt;
-To krótka historia, ale sam nie wiem, czy ma pan tyle czasu. Pan przeważnie na siódme.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeważnie! Jeśli on to zauważył, to pewnie lada moment zauważy ktoś inny... Może nawet żona. A może ja lubię wysiadać na siódmym? Może nie ma to nic wspólnego z panią Moniką? I jej biodrom jak wiolonczela Amatich. I jej... Nie, to nie ma nic z tym wspólnego!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Lubię mieć trochę ruchu po pracy, pan rozumie, osiem godzin na krześle... -byłem zażenowany, ale starałem się, by było to nieprzesadne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Rozumiem! Przepraszam, ale tak rzadko z kimkolwiek rozmawiam, że sam nie wiem, co mam rozumieć, a co nie. - nie żenował się, raczej z solidarności męsko-męskiej, niż z własnej potrzeby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Ależ proszę bardzo. Na dziewiąte?&lt;br /&gt;
-Prosiłbym...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W okolicach drugiego piętra sąsiad zaczął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Wyrastałem w biednym domu. Moja mamusia miała tylko mnie, jedynego, a na domiar nieślubnego. Jak się po latach domyśliłem, tatusia nie miałem. To był czas już nowoczesnych imprez integracyjnych, a jednak wciąż podtrzymywanych wódką z czerwoną kartką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mamusia była księgową. Od dziecka jedynymi przyrządami mechanicznymi w domu, tak pociągającymi mężczyzn płci męskiej, prócz pralki &quot;Frania&quot;, były - maszyna arytmetyczna z korbką, oraz dziurkacz żeliwny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kalkulator nie pociągał mnie. Poznawszy zasady jego działania z rozczarowaniem stwierdziłem, że 2+2 za każdym razem równa się 4. Będąc dzieckiem ubogim po rodzicach, aczkolwiek rozwinietym (z tej samej strony) zdecydowałem, że 2+2=4 nie będzie stranowić o moim życiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziurkacz był o wiele ciekawszy. Dziurki co prawda miały stałą średnicę, za to przy odrobinie dobrej woli (oraz dzięki napojom alkoholowym, gdyż w międzyczasie dorosłem), stawały się coraz to bardziej nieprzewidywalne, a co za tym idzie, ciekawsze. Postanowiłem więc poświęcić się tej dziedzinie. Pokochałem ją, zwłaszcza, że z czasem zacząłem osiągać zadziwiające rezultaty w tej sferze. Już w wieku 18 lat byłem ekspertem, którego koncerny serowarskie błagały o pozytywną recenzję ich serów, a zwłaszcza najbardziej cennych ubytków w ich serach, a Akademia Nauk ZSRR prosiła o komentarz na temat przestrzeni między oficjalnymi danymi, a wynikami badań jej co bardziej niepokornych akademików. Konwicki pisząc &quot;Dziurę w niebie&quot; osobiście czytał mi świeżo napisane fragmenty. Nurkowałem z Cousteau, z Hawkingiem rozstrzygnęliśmy wyścig na wózkach (widzi pan te wgiecia na ramie? Zepchnął mnie do rowu pod Bełchatowem, twardy zawodnik!). Aż po tak wielu latach zajmowaniem się teorii dziur, zdecydowałem się swoje domysły sprawdzić empirycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-A miał pan jakieś rezultaty? Empiryczne mam na myśli - spytałem, jak to się mówi, &quot;dla podtrzymania razgawora&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmieszał się chyba. Bo, choć o tym nie wspomniałem, z wygladu był człowiekiem skromnym i pozbawionym egocentryzmu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Miałem. A nawet wciąż mam. Możemy na górę?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz już zaciekawiony wcisnąłem przycisk na panelu windy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-To całkiem świeża sprawa, eksperymentuję nad nią od najwyżej siedmiu lat. Stworzyłem dziurę w czasoprzestrzeni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że interlokutor zdążył mnie już zafascynować, nie zdziwiłem się. Ale lekki niepokój pozostał.&lt;br /&gt;
-Czarną? -zapytałem z niepokojem.&lt;br /&gt;
-Nie, jak pan widzi- zademonstrował wyciągając ze spodni kieszeń z imponująca dziurą wewnątrz - raczej szarą. No, szaroburą, sam pan rozumie, swoje lata już ma, a łatwiej mi umieścic pralkę w dziurze, niż na odwrót.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyglądał na lekko zawstydzonego, więc pośpiesznie zapewniłem go o swym zrozumieniu. Z wyglądu tak dziury, jak i spodni, tudzież wytartego paletka wyraźnie było widać, że Pana z Dziurą nie stać na cotygodniowy zakup nowej pralki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-I do czego ten wynalazek może służyć? - zapytałem, już całkowicie zafascynowany Panem z Wózkiem, a właściwie z Dziurą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-No jak to? - Pan z Dziurą lekko pokiwał głowa nad moją miedomyślnością. - Sam pan wie, jakie ilości śmieci wytwarza nasza cywilizacja! Gigametry kwadratowe! Więc ja, w miarę swych sił staram sie je utylizować. Czyli prościej, upychać w swojej dziurze. Ze świata codziennie znika nieco śmieci, choć powiem panu, że moja wydajność oczyszczająca w stosunku do chęci samozagłądy świata jest dalece niewydajna... Ale staram się. - tu znów sie uśmiechnął, patrząc, teraz już wiem, na swoją dziurę w kieszeni, a nie w podłogę windy. -Można jeszcze na parter?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcisnąłem przycisk na panelu windy. Do głowy cisnęły mi się tysiące myśli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-To wspaniałe, co pan robi! Szkoda, że nie opowiedział mi pan o tym wcześniej! Miałem mnóstwo butelek, plastiku, oraz inne niebiodegradawalne odpadki!&lt;br /&gt;
-Pana śmieci, pan wybaczy, też podbierałem. A dziś chciałem się po prostu pożegnać.&lt;br /&gt;
-Ależ! Pan gdzieś wyjeżdza?&lt;br /&gt;
Nieco skrępowany zadreptał w miejscu.&lt;br /&gt;
-Dzielnicowy ostatnio pytał o moją żonę. Sam pan rozumie, tyle pytań i tak mało odpowiedzi. Pewnie będę ją musiał poprosić o wyjaśnienia na piśmie dla władzy... A panu serdecznie dziekuję za rozmowę, dobrze się wreszcie komuś wygadać...&lt;br /&gt;
Wykonałem minę rozumiejącego faceta. A sąsiad wyjął z kieszeni dziurę, i ze słowami &quot;Pan wybaczy, ja po żonę spadam&quot; wszedł w nią.  I spadł.&lt;br /&gt;
---------------------------------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;
Wcisnąłem siódme.&lt;br /&gt;
Muszę sie odstresować. Nasza cywilizacja niestety nie potrafi odróżnić pereł od karmy dla wieprzy. A przecież w internecie jest tyle stron o skarmianiu nierogacizny...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek płacę od pół roku czynsz sąsiada. W końcu tak niewiele osób chce z nami szczerze porozmawiać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
====================================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Krótki wiersz (dwujęzyczny) na piątkowy wieczór ;)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdejmij stanik &lt;br /&gt;
and don&#39;t panic.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
====================================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Coś na ząb (impresja poranna znad szczątków)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to jest,&lt;br /&gt;
że gryzie pies&lt;br /&gt;
wszystko, tak jak leci.&lt;br /&gt;
Co spod psów wystaje,&lt;br /&gt;
spokoju nie daje.&lt;br /&gt;
Trzeba gryźć! Jak dzieci...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pan jak na złość gumową kość&lt;br /&gt;
rzucił, by szkód uniknąć.&lt;br /&gt;
Dywan, no cóż, jest w strzępach już,&lt;br /&gt;
więc trzeba kość, niesmaczną dość...&lt;br /&gt;
Bo Panu będzie przykro...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tylko obrus jeszcze,&lt;br /&gt;
bo prawie jest na ziemi.&lt;br /&gt;
A stary kapeć pieści&lt;br /&gt;
cudownie podniebienie.&lt;br /&gt;
Pan jeszcze śpi, cichutko więc,&lt;br /&gt;
nie trzeba mu przeszkadzać.&lt;br /&gt;
...gumowa kość, wymyślił ktoś...&lt;br /&gt;
Może tę książkę od sąsiada?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A potem kilka gniewnych słów,&lt;br /&gt;
rulon z gazety, kąt.&lt;br /&gt;
Warto chyba było.&lt;br /&gt;
...I będzie też miło&lt;br /&gt;
jutro znów wziąć&lt;br /&gt;
coś na ząb.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=========================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ułamek z liczby, czyli piszemy z Młodym.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Młody dostał zadanie z matmy. Filologiczne... Napisaliśmy wspólnie, bo chyba pani nauczycielka przecenia możliwości 11 -latka. Temat zadania: napisz wierszyk o obliczaniu ułamka z liczby. Młody mi wytłumaczył, co to jest ten ułamek, to nawet zabawne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.: Wierszyk Młodego był może nawet lepszy, ale to nie jego blog!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
Niekiedy głowa wpada w zamęt.&lt;br /&gt;
Lecz po co płacze oraz lament?&lt;br /&gt;
Oto jest wytrych do wiedzy zamku,&lt;br /&gt;
czyli twa ściąga do ułamków.&lt;br /&gt;
Ja ci opowiem, a ty ćwicz, by&lt;br /&gt;
obliczyć szybko ułamek z liczby.&lt;br /&gt;
Otóż, bierzemy jakieś działanie,&lt;br /&gt;
z pozoru trudne niesłychanie.&lt;br /&gt;
I dam tu przykład takiego questu:&lt;br /&gt;
czym cztery piąte są z dwudziestu?&lt;br /&gt;
Z pozoru trudne, lecz już widzicie,&lt;br /&gt;
mianownik z dołu, licznik na szczycie,&lt;br /&gt;
by się nie wpędzić w dom bez klamek,&lt;br /&gt;
prędko mnóż liczbę przez ułamek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od razu stało się już jaśniej,&lt;br /&gt;
bo w mianowniku piątka właśnie,&lt;br /&gt;
co równo się w dwudziestce mieści&lt;br /&gt;
i cztery razy jest w jej treści.&lt;br /&gt;
A więc kolego, koniec spania,&lt;br /&gt;
szybko zabieraj się do skracania!&lt;br /&gt;
Już nastąpiła chwila miła -&lt;br /&gt;
dwudziestka w czwórkę się zmieniła,&lt;br /&gt;
w jedynkę piątka, prosta rzecz,&lt;br /&gt;
i cały kłopot poszedł precz.&lt;br /&gt;
Piękny to widok oraz szczery,&lt;br /&gt;
mnóż cztery pierwsze razy cztery,&lt;br /&gt;
aby po chwili mieć wynik właśnie:&lt;br /&gt;
te cztery piąte to jest szesnaście!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby nie plątać się w wynikach&lt;br /&gt;
dąż do wspólnego mianownika.&lt;br /&gt;
A może teraz mi powiecie&lt;br /&gt;
ile z piętnastu jest dwie trzecie?...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
===========================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;CUKRÁŘSKÁ BOSSANOVA&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Jaromir Nohavica&lt;br /&gt;
(tłumaczenie własne Haca) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mój kumpel&lt;br /&gt;
rankiem ciastek je dla siedmiu gąb&lt;br /&gt;
a kiedy już je przełknie&lt;br /&gt;
myśli o repecie&lt;br /&gt;
zje ją z ochotką&lt;br /&gt;
Bo mówi&lt;br /&gt;
że dobrego nie zaboli ząb&lt;br /&gt;
bo to tak pięknie&lt;br /&gt;
chodzić po świecie&lt;br /&gt;
i mieć&lt;br /&gt;
w ustach słodko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sława,&lt;br /&gt;
cukier i kawa&lt;br /&gt;
i pół litra becherówki&lt;br /&gt;
Rata, rata, rata,&lt;br /&gt;
znowu strata,&lt;br /&gt;
i znowu dług na cztery stówki.&lt;br /&gt;
Wszyscy cukiernicy w całym kraju&lt;br /&gt;
tylko dla niego ciastka wypiekają&lt;br /&gt;
A on im się odwdzięcza w pieśni słowem&lt;br /&gt;
śpiewając tę słodziutką bossanovę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mój kumpel Karel&lt;br /&gt;
z czarnego bzu uwielbia sok&lt;br /&gt;
i mówi, że jest jak marzenie,&lt;br /&gt;
glukozowy wyborowy odjazdowy&lt;br /&gt;
Lecz powiem wam:&lt;br /&gt;
patrzcie, jak mu rośnie&lt;br /&gt;
krągłość, jakby w ciąży chodził rok,&lt;br /&gt;
a ja mam zmartwienie,&lt;br /&gt;
że się zmienia w piłkę&lt;br /&gt;
i ktoś go kiedyś kopnie przez pomyłkę&lt;br /&gt;
A ja zostanę sam,&lt;br /&gt;
zupełnie sam...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sława...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mój kumpel Karel Plihal&lt;br /&gt;
Już od dawna swych nie widział stóp&lt;br /&gt;
Figura dosłownie&lt;br /&gt;
powierzchnią powala,&lt;br /&gt;
portki na trzy ary&lt;br /&gt;
Ale mówi:&lt;br /&gt;
węglowodan nie oznacza grób&lt;br /&gt;
ma w brzuchu kotłownię&lt;br /&gt;
w której to się spala,&lt;br /&gt;
ja to pochwalam, innych powala&lt;br /&gt;
A on je bon pari....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sława...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
==========================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miłość nie wybacza.&lt;br /&gt;
Zapamięta, przypomni, &lt;br /&gt;
przepłacze.&lt;br /&gt;
Miłość nie zapomina.&lt;br /&gt;
poklepie, zagłaszcze,&lt;br /&gt;
i dobrą do złej zrobi minę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A potem znów płakać będzie,&lt;br /&gt;
aż do suchych powiek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest miłością jedynie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo miłość to kobieta.&lt;br /&gt;
To mężczyzna.&lt;br /&gt;
To człowiek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
==========================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Gdzie jesteś Wiosno?!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdzie jesteś, Wiosno, i czemu&lt;br /&gt;
rzuciłaś mnie tak nagle?&lt;br /&gt;
Chciałbym to wiedzieć, po prostu,&lt;br /&gt;
zanim mnie wezmą diabli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może już do Lata pędzisz&lt;br /&gt;
i tak się zapomniałaś w biegu?&lt;br /&gt;
Byś była bliżej choć o piędzi&lt;br /&gt;
wysikam imię Twe na śniegu... ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
===========================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Przychodzi baba do lekarza...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pan kotek był chory&lt;br /&gt;
i leżał w łóżeczku,&lt;br /&gt;
i przyszedł pan Doktór...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz z innej beczki -&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani Zima była&lt;br /&gt;
już lekko zmęczona.&lt;br /&gt;
Coś ją łamie, dusi,&lt;br /&gt;
czuje, że już kona.&lt;br /&gt;
Minał marzec przecież&lt;br /&gt;
i kwiecień już mija.&lt;br /&gt;
A tu pustka w łonie,&lt;br /&gt;
co kąsa jak żmija...&lt;br /&gt;
Poszła do lekarza,&lt;br /&gt;
w ramach  NFZetu.&lt;br /&gt;
Pan doktor ją zbadał:&lt;br /&gt;
&quot;Jest OK, kobieto.&lt;br /&gt;
Oziebłość masz w normie,&lt;br /&gt;
jajeczka też były.&lt;br /&gt;
Może przyjdź za miesiąc&quot;.&lt;br /&gt;
Ponad jej to siły...&lt;br /&gt;
&quot;Lecz panie doktorze,&lt;br /&gt;
tak nieśmiało spytam,&lt;br /&gt;
w końcu przeciez jestem&lt;br /&gt;
zwyczajna kobita...&lt;br /&gt;
Kwiecień już w połowie,&lt;br /&gt;
a we mnie ta troska:&lt;br /&gt;
już o dobry miesiąc&lt;br /&gt;
spóźnia mi sie wiosna...&quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=======================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Marsz postępu&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plujmy na groby, łammy krzyże,&lt;br /&gt;
lejmy na znicze, Biblie palmy.&lt;br /&gt;
Białe nazwijmy czarnym, a&lt;br /&gt;
Czarnych po pyskach walmy!&lt;br /&gt;
Niech sobie szczeka ciemny lud,&lt;br /&gt;
kaganiec się na niego znajdzie,&lt;br /&gt;
zmyjemy przeszłych wieków brud,&lt;br /&gt;
zatęchły w patriotów bajdzie.&lt;br /&gt;
Tęczą rozbite błysną łby&lt;br /&gt;
czarnosecinnych homofobów,&lt;br /&gt;
nowej przyszłości idą dni,&lt;br /&gt;
dni zaorania grobów.&lt;br /&gt;
Nastanie piękny, nowy czas,&lt;br /&gt;
zmieciemy przeszłość między bajki.&lt;br /&gt;
Już wiedzie ku przyszłości nas&lt;br /&gt;
Nike obuta w nowe najki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nikt nam nie zrobi nic,&lt;br /&gt;
bo z nami nowy Śmigły-Rydz!&lt;br /&gt;
Choć z wrzodu ścieka mętna ropa,&lt;br /&gt;
nikt nam nie zrobi nic,&lt;br /&gt;
każde nam kłamstwo ujdzie i pic.&lt;br /&gt;
Za nami Europa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
============================================&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
napisane od stycznia do 28.06.2013r.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/4499388364316180486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/12/zalegosci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4499388364316180486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4499388364316180486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/12/zalegosci.html' title='Zaległości!'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-6368677472374271671</id><published>2013-11-09T20:14:00.001+01:00</published><updated>2013-11-09T20:14:18.018+01:00</updated><title type='text'>Niewielka kropelka</title><content type='html'>

&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: Times New Roman, serif;&quot;&gt;Niewielka
kropelka po twarzy się toczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: Times New Roman, serif;&quot;&gt;Niewielka
kropelka, a serce też broczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: Times New Roman, serif;&quot;&gt;Niewielkie
kropelki, wilgocią niewinne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: Times New Roman, serif;&quot;&gt;Kropelki niewielkie. A życie już inne...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/6368677472374271671/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/11/niewielka-kropelka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6368677472374271671'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6368677472374271671'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/11/niewielka-kropelka.html' title='Niewielka kropelka'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-6123302597276933185</id><published>2013-04-13T22:40:00.001+02:00</published><updated>2013-04-13T22:40:12.662+02:00</updated><title type='text'>Sowiecki człowiek żyje, czyli Czechow wiecznie żywy.</title><content type='html'>
    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;h1 class=&quot;cqi_s_no cqi_t_post cqi_oid_500288&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/h1&gt;
&lt;div class=&quot;fb-like&quot;&gt;
    &lt;div class=&quot;fb-like-item fb&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;height: 20px; width: 95px;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;fb-like-item twitter&quot;&gt;
   
   
  &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;ad-gallery-disabled&quot;&gt;
      &lt;img alt=&quot;&quot; src=&quot;http://mm.salon24.pl.s3.amazonaws.com/98/7c/987c6a8e6a4a51584c2abd0bc98ad9a1,2,0.jpg&quot; /&gt;
        &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;post-content&quot;&gt;
&lt;br /&gt;

&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Zabawne, jak niewiele się zmieniło od 
czasów tzw. &quot;Komuny&quot;, skoro nie tylko ja bawiłem się świetnie podczas 
próby generalnej sztuki Aleksandra Wampiłowa &quot;Dwadzieścia minut z 
aniołem&quot; w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. To, że śmiali się 
starsi, było dość zrozumiałe, świetny tekst i masa odniesień do młodości
 przeżytej w tamtej rzeczywistości robią swoje. Ale śmiali się także 
młodzi uczestnicy tej, nie zawaham się przed hiperbolą, uczty dla 
przepony. Wawiłow zmarł młodo, więc młodym okiem zauważał absurdy świata
 jakie go otaczały. Bo przecież nie świat zmienia ludzi, tylko ludzie 
się zmieniają, by przetrwać w czasem bardzo nierzeczywistym świecie...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Tekst dwóch jednoaktówek jest diamentem 
najczystszej wody, ale jedynie odpowiedni szlif uczyni z diamentu 
brylant. Reżyser spektaklu Andrzej Bartnikowski chyba praktykował u 
holenderskich szlifierzy diamentów, gdyż będąc częstym gościem w 
olsztyńskim teatrze, po raz pierwszy w zasadzie nie mam sie do czego 
przyczepić! Gdyby nie nieco zbyt głosny podkład muzyczny w niektórych 
fragmentach sztuki, oraz lekka manieryczność Agnieszki Gizy w roli 
lokatorki pokoju 210 (choć w zasadzie wcale nie rażąca, a &amp;nbsp;zbyt 
współczesna, co jako człowiekowi starej daty może jedynie za bardzo 
przypominać jego wiek), mógłbym popaść w ekstazę, oraz w złudną wiarę, 
że w polskim teatrze nie jest wcale tak źle.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Maciej Mydlak, &amp;nbsp;ostatnio stale w 
wyśmienitej formie - obie role to wyśmienicie zagrany koncert tego 
aktora. Nie znam sie na teatrze, ale mam egoistyczną nadzieję że nie 
zostanie zbyt wcześnie odkryty przez inne sceny, co dałoby mi 
niewątpliwa przyjemność obcowania z jego kreacjami na deskach 
olsztyńskiego Jaracza przez jeszcze długi czas.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Marcin Kiszluk, bardzo wiarygodny jako 
człowiek prosty - wbrew pozorom, zagranie prostaczka to wielkie wyzwanie
 dla intelektu! A on sobie świetnie z tym radzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Agnieszka Pawlak - to kolejna jej rola 
która mnie zachwyciła. Poprzednio widziałem ją w &quot;Rewizorze&quot;, gdzie 
grała osobę o przynajmniej kilkanaście lat starszą niż w pierwszej z 
opisywanych przeze mnie jednoaktówek, a co najmniej o pięć w drugiej z 
nich, a zagrała je równie wiarygodnie. Niesamowite! Nie bede zaskoczony,
 gdy na swoje osiemdziesiąte urodziny zagra Ofelię! Aż żałuję, że, 
biorac pod uwagę statystykę, raczej tego nie zobaczę... ;)&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Agnieszka Giza mnie nie zachwyciła, ale 
raczej wpływ na to miała jej gra w początkowej części pierwszej 
jednoaktówki. Może to trema, może &amp;nbsp;niedoświadczenie, młodej jednak 
aktorki, bo potem było już tylko lepiej. A mimo, że w końcówce miała juz
 niewiele do zagrania, wypadła całkiem dobrze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Grzegorz Gromek ... Właśnie tu można 
rzeczywiście zrozumieć, czemu wielkim aktorem jest. &amp;nbsp;W obu częściach 
spektaklu zagrał, nie, BYŁ dwiema zupełnie różnymi od siebie postaciami.
 I to tak wykreowanymi, że zawłaszczał scenę dla siebie. Dlatego 
polecam, gdy pojawia się w tej sztuce Gromek, patrzeć tez na boki, bo 
może państwu umknąć sporo innych pieknie zagranych postaci.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Wreszcie Cezary Ilczyna i Marian 
Czarkowski. Nieco żałuję, że tekst sztuki nie dał więcej okazji 
wykazania możliwości aktorskich tych panów. Rola Doktora Borysa jest 
niewielka, tym bardziej nalezy docenić Cezarego Ilczynę, że nie odpuścił
 jej sobie. Doktor jest jak najbardziej wiarygodny, zmęczony po dyżurze i
 zmęczony swoim przyjacielem. Jeśli ktoś z was zna prywatnie lekarza, to
 jest on właśnie taki, jak doktor Borys Ilczyny...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Przy ocenie ról Mariana Czarkowskiego 
zawahałbym się. Gratuluję reżyserowi świetne wyrezyserowanie go w roli 
radiowego sprawozdawcy sportowego! &amp;nbsp;Tu aktor błyszczy, jest fenomenalny i
 zgodnie z wymową sceny panuje nad nią niepodzielnie (mimo że 
potencjometr radia dzieli jego wypowiedzi bez milosierdzia :P ).&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Jednak w drugiej cześci spektaklu jako 
Chomontow jest zbyt... No właśnie trudno mi określić zbyt &quot;co&quot;. Bo jest i
 wiarygodny, i naiwny , i czysty. Myślę, że autor sztuki w tym przypadku
 za bardzo przywiązał się do dwóch innych bohaterów, zaś prosty przekaz 
jaki ma do wypowiedzenia aktor grający Chomontowa, jest właśnie zbyt 
prosty, zbyt oczywisty dla nas, ludzi żyjących w nieprostej 
rzeczywistości. i tu miałbym w zasadzie jedyny zarzut do autora sztuki: &lt;em&gt;deus ex machina&lt;/em&gt;
 to bardzo delikatny mechanizm, nie wystarczy go stworzyć i umieścić w 
akcji,&amp;nbsp; trzeba też oliwić,&amp;nbsp; konserwować i dać czas na zamortyzowanie się
 ;) Choć z drugiej strony postać ta, jak i postać Metrampaża są jedynie 
kluczykami, jakimi autor otwiera puszki, jakimi są jego bohaterowie. Jak
 najbardziej w barwnie krwistym &lt;em&gt;томатном соусе.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Podziękowania dla reżysera spektaklu, 
Andrzeja Bartnikowskiego. Wykorzystał bardzo pomysłowo ciekawą 
scenografię Anny Męczyńskiej, co świadczyć o jego szacunku do innych 
twórców. W tym aktorów. A im pozwolił grać. Myślę, że nie raz i nie dwa 
utemperował rozszalałą twórczość tych ostatnich, dzieki czemu ostatni 
stali sie pierwszymi. Dla mnie to jeden z nielicznych przykładów na to, 
jak ważna jest równowaga między tekstem a aktorem, i jak wiele dla 
zachowania tej równowagi może uczynić reżyser. Bartnikowskiemu to sie 
udało. Przy okazji wydobył z tekstu i aktorów to, co zapewne autor 
miałby na myśli, pisząc te teksty obecnie. Nie tylko teraz, ale i tu...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Nie napiszę, o czym opowiadają obie 
jednoaktówki zawarte w tym spektaklu. W komedii zaskoczenie to podstawa.
 Mogę jedynie Państwu zarekomendować ten spektakl, półtorej godziny 
świetnej zabawy we wręcz porażająco świetnym towarzystwie fenomenalnych 
aktorów. Jeśli będziecie państwo w Olsztynie, radzę zarezerwować 
wcześniej bilety – warto!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;(z e-teatr.pl:&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Dwadzieścia minut z aniołem - Aleksander Wampiłow&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;tytuł realizacji: Dwadzieścia minut z aniołem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;miejsce premiery: Teatr im. Stefana Jaracza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;data premiery: 13-04-2013&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;reżyseria: Andrzej Bartnikowski&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;tłumaczenie: Grażyna Strumiłło-Miłosz&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;scenografia: Anna Męczyńska&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;opracowanie muzyczne: Andrzej Bartnikowski&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Obsada:&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;- Przygoda z metrampażem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Wiktoria - Agnieszka Giza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Potapow - Marcin Kiszluk&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Kałoszyn - Maciej Mydlak&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Maryna - Agnieszka Pawlak&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Kamajew - Grzegorz Gromek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Rukosujew - Cezary Ilczyna&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;- Dwadzieścia minut z aniołem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Chomątow - Marian Czarkowski&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Anczugin - Marcin Kiszluk&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Ugarow - Grzegorz Gromek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Bazilski - Maciej Mydlak&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;em&gt;Faina - Agnieszka Pawlak )&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/6123302597276933185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/04/sowiecki-czowiek-zyje-czyli-czechow.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6123302597276933185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6123302597276933185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/04/sowiecki-czowiek-zyje-czyli-czechow.html' title='Sowiecki człowiek żyje, czyli Czechow wiecznie żywy.'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-6495452378265647725</id><published>2013-01-24T23:06:00.001+01:00</published><updated>2013-01-24T23:07:09.777+01:00</updated><title type='text'>&quot;Pod Świerkiem&quot;</title><content type='html'>Pijemy wódkę, &lt;br /&gt;
z gwinta, „Pod Świerkiem”.&lt;br /&gt;
Czas odrobinę się dłuży.&lt;br /&gt;
Życie za krótkie&lt;br /&gt;
choć na przepierkę,&lt;br /&gt;
więc lepiej oko przymrużyć.&lt;br /&gt;
Siedzę przy stole,&lt;br /&gt;
skanuję wokół,&lt;br /&gt;
choć jednym okiem na razie.&lt;br /&gt;
Chyba tak wolę.&lt;br /&gt;
Dla dwojga oczu&lt;br /&gt;
za dużo chyba wrażeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Knajpa „Pod Świerkiem”,&lt;br /&gt;
mecyje wielkie,&lt;br /&gt;
ot, kilka stołów i szynkwas.&lt;br /&gt;
A barman w ręku&lt;br /&gt;
ma brudną ścierkę.&lt;br /&gt;
Bo czysta, to już rarytas...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łysawy facet&lt;br /&gt;
z wielkim kałdunem&lt;br /&gt;
na swój zasiłek rwie laski.&lt;br /&gt;
Choć nie ma pracy,&lt;br /&gt;
dobrze się czuje.&lt;br /&gt;
Od jutra ma wikt w Caritasie.&lt;br /&gt;
A obok student,&lt;br /&gt;
z politologii,&lt;br /&gt;
grzebie paluchem w portfelu.&lt;br /&gt;
Starczy na piwo.&lt;br /&gt;
Gorzej już było.&lt;br /&gt;
Gorzej już było dla wielu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Knajpa „Pod Świerkiem”,&lt;br /&gt;
mecyje wielkie,&lt;br /&gt;
ot, kilka stołów i lustro.&lt;br /&gt;
A barman w ręku&lt;br /&gt;
ma brudną ścierkę.&lt;br /&gt;
Bo bez niej czułby się pusto...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pijemy wódkę, &lt;br /&gt;
z gwinta, „Pod Świerkiem”.&lt;br /&gt;
Za kilka złotych od łebka.&lt;br /&gt;
To może smutne,&lt;br /&gt;
ale co więcej&lt;br /&gt;
może nas w życiu spotkać?&lt;br /&gt;
Siedzę przy stole,&lt;br /&gt;
Wiesiek już pod nim.&lt;br /&gt;
Takie są nasze rozrywki.&lt;br /&gt;
Chyba to wolę,&lt;br /&gt;
bo tak swobodniej&lt;br /&gt;
nad światem mi się myśli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Knajpa „Pod Świerkiem”,&lt;br /&gt;
mecyje wielkie,&lt;br /&gt;
ot, kilka stołów i niebo.&lt;br /&gt;
A barman w ręku&lt;br /&gt;
ma brudną ścierkę.&lt;br /&gt;
Brudną jak nasza codzienność.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/6495452378265647725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/01/pod-swierkiem.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6495452378265647725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6495452378265647725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/01/pod-swierkiem.html' title='&quot;Pod Świerkiem&quot;'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-2310315448893462078</id><published>2013-01-16T17:17:00.005+01:00</published><updated>2013-01-16T17:17:48.291+01:00</updated><title type='text'>Polska kobieta</title><content type='html'>Nie wezmą jej krzykiem,&lt;br /&gt;ni traumy wynikiem.&lt;br /&gt;Nie pójdzie za Niemca,&lt;br /&gt;choć wokół niej nędza.&lt;br /&gt;Nakarmi, pokocha,&lt;br /&gt;doceni i ziści.&lt;br /&gt;Najlepsza w miłości.&lt;br /&gt;I w nienawiści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska kobieta.&lt;br /&gt;Nie z soli, nie z roli,&lt;br /&gt;nie z vinegretta.&lt;br /&gt;Choć głowa ją boli...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;Kobieta polska&lt;br /&gt;w marmurach.&lt;br /&gt;No...&lt;br /&gt;Co poniektóra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej czystość przeczysta&lt;br /&gt;za tysiąc czterysta.&lt;br /&gt;Utrzyma rodzinę,&lt;br /&gt;a odpocznie krzynę.&lt;br /&gt;Kaganek oświaty&lt;br /&gt;dla dzieci poniesie.&lt;br /&gt;I za to jej kwiaty&lt;br /&gt;aż po życia jesień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska kobieta.&lt;br /&gt;W słońcach i cieniach&lt;br /&gt;kocha swego faceta.&lt;br /&gt;Choć to jej się zmienia...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;Kobieta polska,&lt;br /&gt;polska gwiazda.&lt;br /&gt;Choć&lt;br /&gt;nie każda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I za to jej chwała,&lt;br /&gt;(orderów nie&amp;nbsp; miała).&lt;br /&gt;Że gdy świat się pruje,&lt;br /&gt;codzienność ceruje.&lt;br /&gt;Śniadanie wykona&lt;br /&gt;i łóżko pościele.&lt;br /&gt;Tak wiele da ona.&lt;br /&gt;...a my tak niewiele...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska kobieta.&lt;br /&gt;W kilku słowach,&lt;br /&gt;a to przecież powieść- rzeka.&lt;br /&gt;A do tego rozwojowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;Kobieta polska,&lt;br /&gt;w marzeń chmurach.&lt;br /&gt;Tylko która?..</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/2310315448893462078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/01/polska-kobieta.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/2310315448893462078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/2310315448893462078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/01/polska-kobieta.html' title='Polska kobieta'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-8663008930381410732</id><published>2013-01-13T00:01:00.003+01:00</published><updated>2013-01-13T00:01:37.559+01:00</updated><title type='text'>Zima?</title><content type='html'>sen zapadł cicho&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nad brzozami w melancholiach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oddycha&amp;nbsp; styczeń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;anielskim włosem jak z cynfolii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie ma zieleni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i to szybko się nie zmieni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a wokół&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zima trwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wokół biało&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zasypało&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zawieje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zamiecie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na świecie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;szedł pan do pani&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;bo miał uczuć bukiet dla niej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie odrzuciła&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zaawansowana wiekiem bowiem była&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czy coś to zmienia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;takie są ścieżki przeznaczenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;choć wokół&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zima trwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wokół biało&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zasypało&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zawieje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zamiecie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na świecie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz żyją&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pani z panem, a pan z panią&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;może to miłość&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;lub może inna życia całość&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie ma odwrotu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;bo to błogi święty spokój&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;chociaż wokół&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zima trwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wokół biało,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zasypało,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zawieje i zamiecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co Wy tam wiecie...</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/8663008930381410732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/01/zima.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/8663008930381410732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/8663008930381410732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2013/01/zima.html' title='Zima?'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-4875744564002746498</id><published>2012-12-08T23:24:00.002+01:00</published><updated>2012-12-08T23:24:15.153+01:00</updated><title type='text'>Papier na papierze.</title><content type='html'>Mam papier od Boga.&lt;br /&gt;Niby nic, celuloza.&lt;br /&gt;Na niej kilka słów.&lt;br /&gt;&quot;Wybaczę. Bądż zdrów&quot;.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/4875744564002746498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/12/papier-na-papierze.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4875744564002746498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4875744564002746498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/12/papier-na-papierze.html' title='Papier na papierze.'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-8876452442540556496</id><published>2012-12-03T15:43:00.001+01:00</published><updated>2012-12-03T15:45:54.590+01:00</updated><title type='text'>Modlitwa warmińska</title><content type='html'>Nie mam już wiele czasu,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
mam swoje przecież lata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy z czasem cicho zniknę,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
cóż, mała w końcu strata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tylko zostawić sobie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
małe conieco zechcę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Interes jest uczciwy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tobie zostawiam resztę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo po jeziorze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
pod żaglem płyną łodzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To także jest zbyt mało,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ale tak piękne, Boże.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zabierz mi resztę, proszę,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i zostaw mi te żagle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostaw mi je na wieczność,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a resztę zabierz nagle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewiele mi zostało&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
radości i cierpienia,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i Ty mi tego, proszę,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
broń Boże, też nie zmieniaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więc kiedy mnie ogarnie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
jasność niebytu święta,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
swojego ja dotrzymam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
o Twoim Ty pamiętaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo na błękicie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
małych obłoczków chmara.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zawsze się o takie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
dla mnie, błagam, postaraj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę mi zabierz, proszę,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
tylko tych chmurek parę&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
pozostaw Panie Boże&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
jako dla mnie podarek.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/8876452442540556496/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/12/modlitwa-warminska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/8876452442540556496'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/8876452442540556496'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/12/modlitwa-warminska.html' title='Modlitwa warmińska'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-1125523663110446454</id><published>2012-11-22T23:04:00.001+01:00</published><updated>2012-11-22T23:04:19.317+01:00</updated><title type='text'>Nie będę, i może dobrze? :)</title><content type='html'>By być bardem,&lt;br /&gt;
mam wrażliwość nazbyt twardą.&lt;br /&gt;I do tego brak mi głosu,&lt;br /&gt;
a więc bardzić mi nie sposób.&lt;br /&gt;
Myślą zaś ogarniam głębię&lt;br /&gt;życia, ale&lt;br /&gt;
niezupełnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę Dylanem,&lt;br /&gt;
ani Villonem,&lt;br /&gt;
bo być tak wielkim,&lt;br /&gt;
to jest chore.&lt;br /&gt;Nie będę nawet pisarzem gminnym.&lt;br /&gt;
Bo znacznie lepiej&lt;br /&gt;
piszą inni....</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/1125523663110446454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/11/nie-bede-i-moze-dobrze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/1125523663110446454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/1125523663110446454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/11/nie-bede-i-moze-dobrze.html' title='Nie będę, i może dobrze? :)'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-6154371708973958573</id><published>2012-11-16T20:34:00.001+01:00</published><updated>2012-11-16T20:35:38.982+01:00</updated><title type='text'>New Civilization Blues</title><content type='html'>Napisałem na fejsbuku, &lt;br /&gt;
jak wyjmować łuki z juków, &lt;br /&gt;
w Naszej Klasie przypomniałem&lt;br /&gt;
jak się w Dorci D. kochałem,&lt;br /&gt;
Mam opisy też na tlenie,&lt;br /&gt;
gdyż w opisach się nie lenię.&lt;br /&gt;
Tylko Twitter jęczy z braku,&lt;br /&gt;
tak &lt;br /&gt;
mi brak tych kilku znaków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Płynie we mnie milion rzek&lt;br /&gt;
cywilizacji.&lt;br /&gt;
W rzekach płynie tylko ściek.&lt;br /&gt;
Abominację&lt;br /&gt;
czuję do siebie! Moja maksyma:&lt;br /&gt;
Jestem Cloaca Maxima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drukiem już się nie wydaję,&lt;br /&gt;
staromodne to zwyczaje.&lt;br /&gt;
Z braku głosu nie slamuję,&lt;br /&gt;
choć się w slamie nieźle czuję.&lt;br /&gt;
Geniusz mój szczególnej troski,&lt;br /&gt;
może być muzykiem boskim?&lt;br /&gt;
Bo to tylko szczęścia łut...&lt;br /&gt;
Ale &lt;br /&gt;
wcale nie znam nut...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Płynie we mnie milion rzek&lt;br /&gt;
cywilizacji. &lt;br /&gt;
W rzekach płynie tylko ściek.&lt;br /&gt;
Abominację&lt;br /&gt;
czuję do siebie. A moje motto:&lt;br /&gt;
...Nie ma motta. Wokół mnie błotto...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Życie mam realistyczne,&lt;br /&gt;
Zmarznę lub się mało wyśpię.&lt;br /&gt;
Bywa, nie jem, chociaż piję,&lt;br /&gt;
bo nie chlebem człowiek żyje.&lt;br /&gt;
Piszę bzdury i na blogach,&lt;br /&gt;
z Bogiem lub też mimo Boga,&lt;br /&gt;
tak ogólnie, w sumie prima&lt;br /&gt;
tylko, &lt;br /&gt;
sensu już w tym ni ma...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Płynie we mnie milion rzek&lt;br /&gt;
cywilizacji. &lt;br /&gt;
W rzekach płynie tylko ściek.&lt;br /&gt;
Abominację&lt;br /&gt;
czuję do siebie. A myśl przewodnia:&lt;br /&gt;
Teraz pić, wytrzeźwieć do dnia...</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/6154371708973958573/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/11/new-civilization-blues.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6154371708973958573'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6154371708973958573'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/11/new-civilization-blues.html' title='New Civilization Blues'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-768620168019005850</id><published>2012-11-08T16:16:00.000+01:00</published><updated>2012-11-08T16:16:30.418+01:00</updated><title type='text'>Środa. Dzień bezmuzny</title><content type='html'>Makulatura spod mego pióra&lt;br /&gt;szepcze wśród liści szelestu&lt;br /&gt;Brak w niej podmiotu,&lt;br /&gt;zgęszczeń, metafor,&lt;br /&gt;crescenda i anapestu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisana w środę, tak mimochodem,&lt;br /&gt;hiperbol wielu w niej nie ma.&lt;br /&gt;Ot, kilka wersów&lt;br /&gt;całkiem bez sensu.&lt;br /&gt;Bo coś napisać trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowa nad ranem wystukiwane,&lt;br /&gt;z dala od wen momentalnych.&lt;br /&gt;Literek masa&lt;br /&gt;nie pierwszej klasy,&lt;br /&gt;a rym też nie nazbyt nachalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już od pojutrza, gdyby się uprzeć,&lt;br /&gt;mogę mieć dni bardziej płodne.&lt;br /&gt;Dziś to dylemat,&lt;br /&gt;bo Muzy nie mam.&lt;br /&gt;Muza ma dziś znów wychodne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------------------------------------------&lt;br /&gt;Świeży wierszyk co czwartek miedzy 22:00 a północą,&lt;br /&gt;w audycji &quot;W stronę Krainy Łagodności&quot;&lt;br /&gt;http://radio-aspekt.de</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/768620168019005850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/11/sroda-dzien-bezmuzny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/768620168019005850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/768620168019005850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/11/sroda-dzien-bezmuzny.html' title='Środa. Dzień bezmuzny'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-6697128426019969422</id><published>2012-11-02T20:34:00.003+01:00</published><updated>2012-11-02T20:34:42.244+01:00</updated><title type='text'>Marmury i granity</title><content type='html'>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8kXn3gZqnVmNEVFicTeLnA2aoWeHJg0TRemy2zt_VPq3qN5DeKPDS1TeUcMLGr_jxnzti7yEmmoXiAH7HSZkIL-SRtdEizEuO-i4qMtc8H933DXdIa9hCYkKh88CepdSBSdtDQJgbqueI/s1600/Zdj%C4%99cie0327+%5B800x600%5D.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8kXn3gZqnVmNEVFicTeLnA2aoWeHJg0TRemy2zt_VPq3qN5DeKPDS1TeUcMLGr_jxnzti7yEmmoXiAH7HSZkIL-SRtdEizEuO-i4qMtc8H933DXdIa9hCYkKh88CepdSBSdtDQJgbqueI/s320/Zdj%C4%99cie0327+%5B800x600%5D.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Brzozy w krzyż pocięte,&lt;br /&gt;jak marmury i granity.&lt;br /&gt;Sentymenty święte,&lt;br /&gt;by nikt nie pozostał nikim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stupy, &lt;br /&gt;wieże z kości słoniowej&lt;br /&gt;dla wszystkich tych.&lt;br /&gt;I owych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kurhany.&lt;br /&gt;Kurhany w pamięci stawiane,&lt;br /&gt;kurhany w pamięci&lt;br /&gt;by tych, co byli&lt;br /&gt;uświęcić.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/6697128426019969422/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/11/marmury-i-granity.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6697128426019969422'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/6697128426019969422'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/11/marmury-i-granity.html' title='Marmury i granity'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8kXn3gZqnVmNEVFicTeLnA2aoWeHJg0TRemy2zt_VPq3qN5DeKPDS1TeUcMLGr_jxnzti7yEmmoXiAH7HSZkIL-SRtdEizEuO-i4qMtc8H933DXdIa9hCYkKh88CepdSBSdtDQJgbqueI/s72-c/Zdj%C4%99cie0327+%5B800x600%5D.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-2442138628842238581</id><published>2012-10-06T15:26:00.000+02:00</published><updated>2012-10-06T15:31:23.076+02:00</updated><title type='text'>Nie rozumiem!</title><content type='html'> Od lat mnie ściga pewien argument,&lt;br /&gt;
przyznaję, dość logiczny, w sumie...&lt;br /&gt;
W dwóch wersjach jest: „Bo tak.” „Bo nie.”&lt;br /&gt;
Aż żyć mi odechciewa się...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak koleżanki, kochanki i żony&lt;br /&gt;
stawiają mnie przed nieodgadnionym.&lt;br /&gt;
Może by dały jakiś znak,&lt;br /&gt;
co jest „Bo nie.”, a co „Bo tak.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czasem już nawet coś zakumam.&lt;br /&gt;
Pewnie nad światem stoi łuna?&lt;br /&gt;
Może ślimaki śpią na wznak?&lt;br /&gt;
„Nie, nie ślimaki!” Czemu? „Bo tak!”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak mam ten fakt w w swym życiu unieść?&lt;br /&gt;
Skoro niczego nie rozumiem?...&lt;br /&gt;
Lecz coś da żyć mi, i pomoże -&lt;br /&gt;
przecież być może jeszcze gorzej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O co Ci chodzi, kochanie moje?&lt;br /&gt;
Nie piję, w domu nic nie broję.&lt;br /&gt;
Kocham Cie stale, zamykam drzwi...&lt;br /&gt;
Powiedz mi o co chodzi Ci...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W temacie kobiet niewiele umiem,&lt;br /&gt;
Jak mnie wkurzają, zazwyczaj szumię.&lt;br /&gt;
Na niby niby, bardziej na złość,&lt;br /&gt;
bo jakże nie mieć mam Cię dość?:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Za mało bywasz, zbytnio pracujesz,&lt;br /&gt;
pijesz za dużo i tym się trujesz!&lt;br /&gt;
Kochasz za mało, choć tulisz dość&lt;br /&gt;
Ja wiem... To właśnie mnie na złość...”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po prostu kocham, ot, dopust Boży...&lt;br /&gt;
Z Tobą zjeść zupę, z Tobą położyć.&lt;br /&gt;
Z Tobą wytrzymać Twe swary wszelkie.&lt;br /&gt;
To poświęcenie jest niewielkie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I wówczas zjawia się z powietrza&lt;br /&gt;
superformuła znacznie lepsza!&lt;br /&gt;
I zawsze mnie wyszuka w tłumie:&lt;br /&gt;
&quot;Bo Ty niczego nie rozumiesz!”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja wciąż Cię kocham, moja kochana.&lt;br /&gt;
Kocham z wieczora, oraz z rana.&lt;br /&gt;
Lecz teraz, tak naprawdę, w sumie,&lt;br /&gt;
Ja Cię Kochanie nie rozumiem...</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/2442138628842238581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/10/nie-rozumiem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/2442138628842238581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/2442138628842238581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/10/nie-rozumiem.html' title='Nie rozumiem!'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Wichrowe Wzgórza</georss:featurename><georss:point>53.896550285240444 20.514736175537109</georss:point><georss:box>53.887193785240441 20.49499517553711 53.905906785240447 20.534477175537109</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-4193366289038448487</id><published>2012-09-09T00:38:00.002+02:00</published><updated>2012-09-09T00:41:23.259+02:00</updated><title type='text'>Mała M.</title><content type='html'>Ta miłość trwała tak krótko,

jak krótko kwitną magnolie.

Raz tylko płynęła łódką

w słowika nocnych symfoniach.

Niedługi wstęp - na jedną noc,

 i rozwinięcia nie było...
 
Ot, ledwo się zaczęła i

zaraz skończyła się miłość.



Zielona miłość.
Zaczęła się i skończyła.
Może czasu jej zabrakło na dorosłość.
Mało jej było...
Cóż, krótka miłość.
Zwyczajna miłość,
po prostu.

 

Małe miłości są małe,

współczuć im można jak jętkom.

Bo szybko buchają żarem,

a stygną tak samo prędko.

Brak im jest czasu na pranie,

zmywanie naczyń, rozmowy

Do bani takie kochanie,

które od jutra masz z głowy.

 

Zielona miłość.

Zaczęła się i skończyła.

Może czasu jej zabrakło na dorosłość.

Mało jej było...

Cóż, krótka miłość.

Zwyczajna miłość,

po prostu.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/4193366289038448487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/09/maa-m.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4193366289038448487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4193366289038448487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/09/maa-m.html' title='Mała M.'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-4447863090574705183</id><published>2012-09-09T00:36:00.000+02:00</published><updated>2012-09-09T00:37:00.753+02:00</updated><title type='text'>Literatura palacza</title><content type='html'>Kupiłem w kiosku znowu, niestety,&lt;br /&gt;fajki, zapałki oraz gazety.&lt;br /&gt;Były w nich wojny, napady, hordy,&lt;br /&gt;i celebryci, i inne mordy.&lt;br /&gt;Lecz przeraziła mnie, nie udaję -&lt;br /&gt;literatura na paczce fajek.&lt;br /&gt;Czytałem wcześniej setki horrorów,&lt;br /&gt;ale nie z musu, tylko z wyboru.&lt;br /&gt;Subtelność tekstu wiała zamiecią,&lt;br /&gt;czarno na białym na jedną trzecią.&lt;br /&gt;Minister zdrowia na dedykacji &lt;br /&gt;chce mnie przekonać do swoich racji:&lt;br /&gt;Życzy mi raka, zawału serca&lt;br /&gt;i impotencji mej chce bluźnierca.&lt;br /&gt;Pisze też że do tego zmierzam,&lt;br /&gt;by mieć coś w sobie, jak w tyłku jeża.&lt;br /&gt;Że mi wątroba pęknie lub szelki,&lt;br /&gt;czy inne wewnątrz duperelki.&lt;br /&gt;Oraz dowodzi, że naukowcy&lt;br /&gt;dawno nazwali mnie samcem owcy.&lt;br /&gt;Ja się z nim zgadzam, jestem kretynem,&lt;br /&gt;nie zaoszczędzę, wcześniej się zwinę,&lt;br /&gt;kaszelek rankiem zamiast erekcji,&lt;br /&gt;a potem sekcja mimo obiekcji.&lt;br /&gt;Lecz wciąż winietkę zamieszcza nową&lt;br /&gt;wpędzając w traumę mnie nerwową.&lt;br /&gt;Wiec odstawiłem literaturę&lt;br /&gt;co treści niesie dla mnie ponure.&lt;br /&gt;Dymek mam w płucach, w słuchawkach blues,&lt;br /&gt;życie mam w dupie, a w życiu luz...</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/4447863090574705183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/09/literatura-palacza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4447863090574705183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4447863090574705183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/09/literatura-palacza.html' title='Literatura palacza'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-5357343075703408795</id><published>2012-08-13T16:35:00.001+02:00</published><updated>2012-08-13T16:36:20.617+02:00</updated><title type='text'>O trzeciej nad ranem</title><content type='html'>W mym mieście o trzeciej nad ranem&lt;br /&gt;latarnie tylko znaczą firmament.&lt;br /&gt;Jakiś pijak opiera się o płot,&lt;br /&gt;jakieś światło z okna rozprasza mrok.&lt;br /&gt;Ktoś nie zdążył, ktoś inny zaczyna.&lt;br /&gt;Czyjaś skarga i czyjaś wina.&lt;br /&gt;W moim mieście, nim przyjdzie świt&lt;br /&gt;nie jest szczęśliwy nikt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I o tej porze, nie wiem czemu,&lt;br /&gt;zaczyna się, co pewien czas,&lt;br /&gt;ta moja koniunkcja z Wenus,&lt;br /&gt;bo księżyc dawno zgasł.&lt;br /&gt;Wciąż Cie szukam, choćbym miał Cię&lt;br /&gt;na wyciągnięcie ręki swej.&lt;br /&gt;O tej porze, tu w moim mieście&lt;br /&gt;...śnię...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O trzeciej nad ranem w mym mieście,&lt;br /&gt;nie ma kaca na razie, nareszcie...&lt;br /&gt;Tramwaj huczy w studni ścian,&lt;br /&gt;w głowie dudni dobrze znany stan.&lt;br /&gt;Ktoś powraca, ktoś inny wychodzi.&lt;br /&gt;Zapomniana gorzała się chłodzi...&lt;br /&gt;W moim mieście, nim pojawi się dzień&lt;br /&gt;pod latarniami cień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A o tej porze, nie wiem po co&lt;br /&gt;ja kocham Cię, co pewien czas.&lt;br /&gt;Choć gwiazdy po deszczu się błocą,&lt;br /&gt;a księżyca nie ma i u gwiazd...&lt;br /&gt;I wciąż szukam, choć tak nienachalnie&lt;br /&gt;miejsca tego pośród ulic stu,&lt;br /&gt;  o tej porze, tu w moim mieście&lt;br /&gt;do snu...</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/5357343075703408795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/08/o-trzeciej-nad-ranem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/5357343075703408795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/5357343075703408795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/08/o-trzeciej-nad-ranem.html' title='O trzeciej nad ranem'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-117430254330713698.post-4533404737759813421</id><published>2012-07-20T20:25:00.003+02:00</published><updated>2012-07-26T17:11:24.144+02:00</updated><title type='text'>Co tam...</title><content type='html'>Kiedy umrę, będzie mi głupio &lt;br /&gt;Będzie sinozielono i trupio. &lt;br /&gt;Czy przetrwa dusza, czy też w pył? &lt;br /&gt;Co tam. I tak nie będę żył. &lt;br /&gt;Może spadnie deszcz, lub zaświeci wszędzie. &lt;br /&gt;Co tam... &lt;br /&gt;Mnie już nie będzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref: Bo cóż to za życie w niebycie,&lt;br /&gt;zachwycać nie może obficie.&lt;br /&gt;Na jeden raz to za mało,&lt;br /&gt;bo więcej, bo więcej się chciało...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakopią mnie pewnie lub spalą,&lt;br /&gt;albo jeszcze coś udoskonalą.&lt;br /&gt;Trupem stanę się totalnym, &lt;br /&gt;martwo tak niepowtarzalnym...&lt;br /&gt;Czy umrę może zimą, czy też w lecie... &lt;br /&gt;Co tam... &lt;br /&gt;Nie powtórzę się przecież. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref: Bo cóż to za życie w niebycie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będą inni na świecie wszędzie. &lt;br /&gt;Tylko mnie już, cholera, nie będzie. &lt;br /&gt;Choć, co tam, że nie będzie mnie, &lt;br /&gt;choć tak bardzo, bardzo się chce. &lt;br /&gt;Wszak nie żyło mi się dotąd doskonale... &lt;br /&gt;Co tam! &lt;br /&gt;Na złość nie umrę wcale!!! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref: Bo cóż to za życie w niebycie...</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/feeds/4533404737759813421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/07/co-tam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4533404737759813421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/117430254330713698/posts/default/4533404737759813421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wiesciparafialne.blogspot.com/2012/07/co-tam.html' title='Co tam...'/><author><name>Hacintho</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10166402295589737625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEittldQbRJYjyaNJ79JgmtA1PbTZ55heMhIX7f5KONU7QsVqe2a5Imsetg3tAgBzvvXYO9i2HAqDqnm1k_VjI4Ccv-_YRxkZxfKLZ55c3TQsdRD_cx5zKvbjEH7sY5ZGA/s220/Snapshot_002.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>