<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss version="2.0"><channel><title>Kadarka</title><link>http://www.kadarka.info</link><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/Kadarka" /><description>Cybertaniec</description><language>en</language><lastBuildDate>Fri, 27 Aug 2010 00:21:20 PDT</lastBuildDate><generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator><sy:updatePeriod xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/">hourly</sy:updatePeriod><sy:updateFrequency xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/">1</sy:updateFrequency><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/Kadarka" /><feedburner:info xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" uri="kadarka" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><item><title>?</title><link>http://www.kadarka.info/2010/08/znak-zapytania/</link><category>Wata słowna</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Thu, 26 Aug 2010 10:03:38 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=2030</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p>Czy to już jesień? Przycupnęła niedaleko, na krawężniku i śmieje się rozpustnie z wiatrem, a on coraz śmielej rozbiera drzewa z liści. Wczoraj zasłoniła słońce nićmi babiego lata, a rano wygoniła ptaki z łąki.</p>
<p>Śpiewałam niedawno tę piosenkę:</p>
<p><object width="480" height="385"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wO-RmPe6b7k?fs=1&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0&amp;color1=0x5d1719&amp;color2=0xcd311b"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/wO-RmPe6b7k?fs=1&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0&amp;color1=0x5d1719&amp;color2=0xcd311b" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"></embed></object></p>
<p>Dziś gdzie nie zajrzę, tam jesień. Blogi, serwisy, TV. Sama zaczęłam się za nią oglądać. Po co? Przecież jest lato, krótkie sukienki i spodenki, wysokie temperatury i jeziora, piłki, paletki, rolki, rowery…<br />
Jesień? A kysz!!!</p>
]]></content:encoded><description>Czy to już jesień? Przycupnęła niedaleko, na krawężniku i śmieje się rozpustnie z wiatrem, a on coraz śmielej rozbiera drzewa z liści. Wczoraj zasłoniła słońce nićmi babiego lata, a rano wygoniła ptaki z łąki. Śpiewałam niedawno tę piosenkę: Dziś gdzie nie zajrzę, tam jesień. Blogi, serwisy, TV. Sama zaczęłam się za nią oglądać. Po co? [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/08/znak-zapytania/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">1</slash:comments></item><item><title>Pismo obrazkowe</title><link>http://www.kadarka.info/2010/08/pismo-obrazkowe/</link><category>Moje podwórko</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Thu, 19 Aug 2010 07:00:45 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=2019</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p>Mży. Obawiałam się deszczów co dnia, przez dwa tygodnie. Ale tylko dziś jest nieciekawie na wyjście z domu, reszta urlopu upłynęła pogodnie i wietrznie, bezdeszczowo. Gryzły mnie jednak wspomnienia poprzednich lat, kiedy byłam zamknięta pod bezpiecznym i ciepłym dachem. Uzbroiłam się wiec w narzędzia. Postanowiłam zadrobić zaległości w oglądaniu filmów. Po czterech seansach miałam dość i wzięłam się za czytanie. Najpierw sieć, potem leżąca koło mnie grubaśna książka. Cały czas dużo jeździłam po okolicy, może nawet więcej niż zwiedzałam. Łapałam małe ślady promieni słonecznych przebijających się pomiędzy grubą warstwą fantazyjnie uformowanych chmur. Tak wybiłam się też z rytmu czytania. Obserwacja była dla mnie tym, czym tlen, mogłam nie mówić nic przez całą podróż. W sklepie za 2E zobaczyłam blejtram, a w LIDLu dokupiłam 5 podstawowych akryli. Tylko pędzli nie mogłam znaleźć, nawet te w zestawach były miniaturowe, kiepskie jakościowo. Któregoś dnia, na wyprzedaży, znalazłam książki – <em>Color palette</em> do scrapookingu i <em>Great parties</em>. A od czego mam palce? Palców nie wypróbowałam, na szczecie nie pozwoliły na to warunki domowe. Często znajduję coś, czego nie szukam, a co się przydaje i rodzi się kłótnia – za dużo mam tych giftów! Na razie nie mam tu szans posłużyć się którymś z projektów, ale co najważniejsze, to doskonała inspiracja i świetne zdjęcia bez konieczności wgłębiana się w tajniki języka obcego. Zostawiam robótki ręczne na deser. Bardzo okazyjnie udało mi się trafić album S. Dali. Pięknie wydany, z dużą ilością reprodukcji i tekstu. Postaram się przebrnąć przez literki, w przeciwnym razie zostaje wyobraźnia, moja i Salvadora&#8230; </p>
<p>Są jednak przypadki, kiedy na piśmie obrazkowym opieram wszystko. Weźmy na przykład, kolokwialnie mówiąc, jadłodajnię, niekoniecznie w obcych krajach. Czytając menu, zagłębiając się w sekretny przepis, nie bardzo mam pojęcie nie tylko o jakimś składniku, ale jak potrawa wygląda. Pech może być wtedy, gdy zdjęcie jest spłowiałe, kiepskiej jakości albo niczym nie przypomina dania, które stanie na stole. Nie zaznajomiona z kulturą, językiem, widząc przy nazwie potrawy zdjęcie, skacze z radości – zrazy w sosie pomidorowym albo naleśniki z serem. Tak PROSZĘ pana – pokazuje – TOOO. Pominę fakt, że TOOO, to nawet nie suflet i gryzę się w język przy jedzeniu i wymawianiu nazwy potrawy. Najczęściej dobrze odczytuję pismo obrazkowe i trafiam w smaczek. Kręcenie nosem tłumaczę oryginalnym składnikiem, nigdy inaczej!</p>
<p>Do życia potrzebne jest światło. Do fotografii najlepsze światło słoneczne. Ono potrafi wydobyć kontrast z dotykanym przedmiotem, nadać mu wyraz i niewidzianą wcześniej ciekawość.</p>
<p>Przez parę popołudni udało mi się je złapać jak na zamówienie. Połapię i dziś. W przeciwnym razie poszukam w sklepach <img src='http://www.kadarka.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> . </p>
<p><img alt="" src="http://1mqqyg.bay.livefilestore.com/y1pj-Ry3eWEFuW13HLsFn2VMQIYF-QNJAX7CytVQIfPWMj7eHKc4i1bqhfLTH-E397AX1T4aaILoOYrotwHP29NXYh8nOMw-l6Z/dungarvan.jpg?psid=1" title="dungarvan" class="aligncenter" width="500" height="333" /><br />
<img alt="" src="http://1mqqyg.bay.livefilestore.com/y1pIE94H9F2Adkno29O9KfRF82KoxZdhEtpphd6DCzjSOLewYAFYzrTTJBxPV2ym3f2yRHLo-LJG7eObcGYfTAaIakcacK70CHx/baszta%20w%20s%C5%82omie.jpg?psid=1" title="baszta w słomie" class="aligncenter" width="500" height="333" /></p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><img alt="" src="http://1mqqyg.bay.livefilestore.com/y1pcb4EpZ9QJmKp8uesYuBm8rMEvXsoBvDV8Aid-wkALpJbuiE05Pd_RdIgAoZi0cgMR0N96tU7dN02eL4ZlGjses6vqGQMHHNw/hook%20head.jpg?psid=1" title="hook head" width="500" height="333" /><p class="wp-caption-text">fotografie własne</p></div>
]]></content:encoded><description>Mży. Obawiałam się deszczów co dnia, przez dwa tygodnie. Ale tylko dziś jest nieciekawie na wyjście z domu, reszta urlopu upłynęła pogodnie i wietrznie, bezdeszczowo. Gryzły mnie jednak wspomnienia poprzednich lat, kiedy byłam zamknięta pod bezpiecznym i ciepłym dachem. Uzbroiłam się wiec w narzędzia. Postanowiłam zadrobić zaległości w oglądaniu filmów. Po czterech seansach miałam dość [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/08/pismo-obrazkowe/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">14</slash:comments></item><item><title>Śniadanko</title><link>http://www.kadarka.info/2010/08/sniadanko/</link><category>Moje podwórko</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Tue, 17 Aug 2010 03:00:13 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=2008</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p>Śniadanko nie zawsze musi być zdrowe. A co zrobić jeśli bardzo rzadko jest? To już problem na powakacyjne rozterki, kiedy przychodzi konfrontacja z ulubionymi dżinsami i zbyt prawdomównymi koleżankami. Wakacje trwają, słychać szum oceanu, słońce od czasu do czasu wyjrzy zza chmury, upału nie ma, a i popada przelotnie. Najważniejsze jest błogie lenistwo, które czasem we śnie realnymi koszmarami się przyśni. Ale jak napisałam powyżej, głowa od niepozałatwianych spraw będzie mnie bolała  po wakacjach. </p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><img alt="" src="http://1mqqyg.bay.livefilestore.com/y1pi4sA4p2jJNsS4mRr4bU5aoMM6BJlSZbGRrADeluUYHTyawgYhPAswLAEcEnp8FUQT1kN0SwuBfvwUTreHdsTzRTqMQLxDyxY/sniadanko.jpg?psid=1" title="śniadanko" width="500" height="419" /><p class="wp-caption-text">fot. własna</p></div>
<p>Jeszcze wczoraj za płotem rosła pszenica, dziś rano ją zżęli, stąd ten rogalik na śniadanko. Od kłosa do bułeczki ciężka droga, ale czego nie robi się z czasowej nudy <img src='http://www.kadarka.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> . Po herbatę i cytrynę pobiegłam do sklepu, było o wiele bliżej <img src='http://www.kadarka.info/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' /> .</p>
]]></content:encoded><description>Śniadanko nie zawsze musi być zdrowe. A co zrobić jeśli bardzo rzadko jest? To już problem na powakacyjne rozterki, kiedy przychodzi konfrontacja z ulubionymi dżinsami i zbyt prawdomównymi koleżankami. Wakacje trwają, słychać szum oceanu, słońce od czasu do czasu wyjrzy zza chmury, upału nie ma, a i popada przelotnie. Najważniejsze jest błogie lenistwo, które czasem [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/08/sniadanko/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">11</slash:comments></item><item><title>Dlaczego uciekłam z domu</title><link>http://www.kadarka.info/2010/08/dlaczego-ucieklam-z-domu/</link><category>Niepamiętnik</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Wed, 11 Aug 2010 14:05:11 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=1994</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p><div id="attachment_2000" class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/08/muszle.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/08/muszle.jpg" alt="" title="muszle" width="500" height="346" class="size-full wp-image-2000" /></a><p class="wp-caption-text">fot. własna</p></div><br />
Warto uciekać z domu. Z bloga trudnej, bo albo się jest literą, albo z tej krainy się niknie. Piszę, żeby ślad został chociaż po chęci, że spróbuję poczuć się na chwilkę kimś innym. Wróżę niestety, że stereotypy myślowe podążą za mną. Jeśli mi się nie uda – powklejam tylko fotki.<br />
Dlaczego uciekłam, i od czego.</p>
<p>Bo jakie są podobieństwa w ucieczce dorosłego i nastolatka? Wielkie. Ten drugi chce pobyć trochę sam, z dala od nerwowych, rozpitych, zabieganych, olewających i karzących (itp…) rodziców, którzy uważają, iż odrobina ciepła nie należy się dziecku, które przekroczyło dziesiąty rok życia. Być może na wygnaniu spotka kogoś, kto go zrozumie, pokaże inne drogi, pomoże, przytuli… i być może zostanie dzieckiem ulicy. Wybór ucieczki dorosłego ściele lepsze perspektywy, chodzi głównie o kasę. Oczywiście w tym przypadku nazywam to wakacjami/urlopem/wojażami, ale nie da się ukryć, jest to ucieczka od szarej rzeczywistości, krzywej twarzy szefa, rachunków, garów i …dzieci. Wiec albo one uciekają, albo ja. Lepiej jeżeli one popilnują obtłuczonych ścian, podleją na śmierć kwiatki, wściekle pomuzykują z kolegami, nźli mieliby spać pod mostem i żywić się odpadkami.<br />
Obydwa byty chcą tylko wolności.</p>
<p>Uciekłam od dzieci – swoich i nie swoich.<br />
Od własnych. Od bycia matką i ojcem jednocześnie. Od wyszarpywania sobie skrawka świętego spokoju. Od mijania ich w drzwiach kuchni z pytaniem: co z ciebie wyrosło? Od niechybnego tracenia ich z każdym krzykiem o nie wyrzucone śmiecie. I od strachu z braku wiedzy na trudne i banalne zadane przez nie pytania.<br />
Uciekłam też od dzieci cudzych. Cudze dzieci, w odróżnieniu od moich, jak również od większości dzieci, nie mogą uciec nigdzie, więzi je własne ciało. W tym wypadku uciekłam od swojej nadszarpniętej cierpliwości, od rozmów i tłumaczeń wciąż tych samych tematów, od nałogu kreatywności w organizowaniu prac na coraz niższym poziomie, z czego połowa jest wykonana przeze mnie, co doprowadza moją ambicję do poczwórnej apelacji. I jeszcze od bycia babcią klozetową, kuchtą, fakturzystą, grafikiem, terapeutą, fotografem, wnioskodawcą projektów UE, nie mając stałego zatrudnienia…</p>
<p>To niestety tylko część listy z wynurzeniami – dlaczego uciekłam. Będę jeszcze uciekała…</p>
]]></content:encoded><description>Warto uciekać z domu. Z bloga trudnej, bo albo się jest literą, albo z tej krainy się niknie. Piszę, żeby ślad został chociaż po chęci, że spróbuję poczuć się na chwilkę kimś innym. Wróżę niestety, że stereotypy myślowe podążą za mną. Jeśli mi się nie uda – powklejam tylko fotki. Dlaczego uciekłam, i od czego. [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/08/dlaczego-ucieklam-z-domu/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">32</slash:comments></item><item><title>Wzgórze</title><link>http://www.kadarka.info/2010/07/wzgorze/</link><category>Niepamiętnik</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Tue, 27 Jul 2010 14:08:57 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=1979</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p>Zadarłam głowę szukając Okazji. Zadzierałam długo i wysoko, bo siedziała w najwyżej stojącej gondoli wielgachnego Młyna.</p>
<p>- Złaś stamtąd! Chcesz się porzygać!? – krzyczałam, a głos rozbijał się o gorące powietrze. </p>
<p>Nigdy nie była tak wysoko. Kołysała się na najwyższym szczycie leżącego u jej stóp miasta. Czuła się znów jak mała dziewczynka, która przestępowała kolejny próg wtajemniczenia. Na chwilkę mogła być duża w świecie dorosłych. Ba, to ona była największa, pod spodem, jak mrówki uwijali się Oni. </p>
<p>- Pracujcie, ja popatrzę! </p>
<p>Na dole majaczyła karuzela z wielkimi-małymi końmi i karetami, diabelska kolejka, młot i samochodziki.<br />
Poprzez przymknięte powieki, dostrzegła  chłopca, który prosi opiekunów o watę. Mała dziewczynka sięgnęła w pęk podejrzanych, długich sznurówek. Pani, spośród brudnych lalek i spłowiałych misiów wyciągnęła znów piłeczkę do ping ponga! A to pech, matka zbeształa ją za wyrzucone pieniądze. Ja chcę na strzelnicę! To ona z okiem przy wygiętej lufie wiatrówki próbuje ustrzelić dziurawego kwiatka. Strzelaj w różę! Sztywno zamontowana oręż nie daje się nijak ruszyć. Pach! Śrut utkwił w tekturowej pustce podziurawionego wozu. Wiara w najlepiej ulokowane ostatnie oszczędności zamieniła się w płacz. </p>
<p>- Dlaczego znów się nie udało? – szepnęła Okazja, tuląc policzek do zimnego metalu gondoli. </p>
<p>Tam na dole, to nie rozcięte kolano, pała w dzienniku, czy seria zastrzyków przysparzały jej kłopotów. Dziś miała szczęście, że Młyn zepsuł się, a ona górowała nad wszystkimi. Była jednym ciałem małą dziewczynką i dorosłą kobietą, przeszłość mieszała się z teraźniejszością. I słyszała głos Szatana, który kiedyś zabrał Chrystusa „na bardzo wysoką górę, pokazał mu wszystkie królestwa świata i rzekł do niego:  Dam Ci to wszystko (tibi dabo), jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”.<br />
- Złap okazję, może odda ci szacunek! – krzyczała Okazja, ściskając w ręku garść zielonych żetonów i szykując się na bardzo długą i wysoką podróż. </p>
<p>Młyn ruszył. </p>
<p><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/07/Tibidabo.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/07/Tibidabo.jpg" alt="" title="Tibidabo" width="500" height="346" class="aligncenter size-full wp-image-1988" /></a><br />
<a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/07/Tibidabo1.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/07/Tibidabo1.jpg" alt="" title="Tibidabo1" width="500" height="346" class="aligncenter size-full wp-image-1981" /></a><br />
<div id="attachment_1982" class="wp-caption aligncenter" style="width: 360px"><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/07/Tibidabo2.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/07/Tibidabo2.jpg" alt="" title="Tibidabo2" width="350" height="500" class="size-full wp-image-1982" /></a><p class="wp-caption-text">Tibidabo</p></div></p>
]]></content:encoded><description>Zadarłam głowę szukając Okazji. Zadzierałam długo i wysoko, bo siedziała w najwyżej stojącej gondoli wielgachnego Młyna. - Złaś stamtąd! Chcesz się porzygać!? – krzyczałam, a głos rozbijał się o gorące powietrze. Nigdy nie była tak wysoko. Kołysała się na najwyższym szczycie leżącego u jej stóp miasta. Czuła się znów jak mała dziewczynka, która przestępowała kolejny [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/07/wzgorze/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">10</slash:comments></item><item><title>Rzeczywistość wraca jak niespłacone weksle</title><link>http://www.kadarka.info/2010/07/rzeczywistosc-wraca-jak-niesplacone-weksle/</link><category>Moje podwórko</category><category>Wata słowna</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Sun, 18 Jul 2010 13:35:36 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=1974</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p>…albo niewierny mąż.<br />
Niewolnicy życia spłacają zaciągnięty dług. Jestem dziś tego przykładem, jeszcze na urlopie, a jedną nogą w pracy. Ostatnio na blogu przestoje powstają jak w szwajcarskim serze. Z braku weny, ale głównie czasu, bo nie umiem opublikować czegoś napisanego na siłę. A to trwa i trwa. Nie pamiętam jak przeżyłam tydzień przed urlopem, galopowałam pomiędzy poprzeczkami i bojami, a na urlopie nie potrafiłam się zatrzymać. Dopiero upał i nasycone wodą powietrze przypomniały mi, że muszę porzucić zawrotną szybkość i przygotować się nicnierobienia. Zastanawiam się ile człowiek musi spędzić czasu na nicnierobieniu, by się znudzić. Podejrzewam, że długo, w żadnym wypadku nie dwa tygodnie! Dwa tygodnie ucieczki od rzeczywistości, to okres wytężonej pracy! Z zakupionymi przewodnikami i mapami trzeba udać się w jak najwięcej wskazanych tam miejsc! I są nerwy, że nie można się porozumieć, trzeba płacić za autostradę, że się zgubiło, że się przejadło miejscowymi frykasami… Niewolnik czasu musi kupić pamiątki i wysłać do rodziny kartki, miałby ochotę pobyczyć się na plaży, pofotografować obce ciała, ale kolejne, obcojęzyczne muzeum powinno być zaliczone. Wszakże trzeba się uczyć, chociażby wiedza i duma z wycieczki miałaby być nabyta głównie z internetu, a przewodniki mogą nie wspominać o wielu kruczkach, które opowiada się znajomym po powrocie do rzeczywistości. Już widzę otwarte ze zdziwieniem usta, wpatrujące się w zamorskiego wczasowicza. Dziś ludzie wyjeżdżają coraz częściej i coraz dalej. Ale jest dużo wiecznych niewolników swojej rzeczywistości. Nigdy niewyjeżdżających poza okrąg własnej gminy, województwa. O odrębnych rzeczywistościach czerpią wiedzę z TV, często przekłamaną, na książki ich nie stać. </p>
<p>Wtedy przydają się miejscowe rodzynki, którym poszczęściło się w doświadczeniu odmiennych stanów świadomości, lecz opowiadając sąsiadom narażeni są niedowierzania i kpiny. Przykro się robi nawet, kiedy niedowierzają zdjęciom, posądzając autora o znaczny retusz. Nie dziwi jednak. Żeby zrozumieć niejednokrotnie trzeba poczuć wiatr, kamień, pasek na skórze, być w trudnej sytuacji czy własnoręcznie nacisnąć guzik migawki. </p>
<p>Świadomość zmienia człowieka, o ile chce przyjmować informacje, które do niego zewsząd płyną. Nie jestem jednak pewna czy czyni go szczęśliwszym. Żyjąc na własnym końcu świata, uprawiając poletko pszenicy, oddychając własnym lasem, można zatęsknić na śmierć za czymś niedoścignionym i mało ważnym. Tak naprawdę.</p>
<p>Wracając do rzeczywistości bardzo miło jest usłyszeć: jest nam bez ciebie ciężko.<br />
Życzę tego każdemu człowiekowi – osiadłemu i wędrowcowi.<br />
<div id="attachment_1976" class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/07/widok.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/07/widok.jpg" alt="" title="widok" width="500" height="375" class="size-full wp-image-1976" /></a><p class="wp-caption-text">fot. własna</p></div></p>
]]></content:encoded><description>…albo niewierny mąż. Niewolnicy życia spłacają zaciągnięty dług. Jestem dziś tego przykładem, jeszcze na urlopie, a jedną nogą w pracy. Ostatnio na blogu przestoje powstają jak w szwajcarskim serze. Z braku weny, ale głównie czasu, bo nie umiem opublikować czegoś napisanego na siłę. A to trwa i trwa. Nie pamiętam jak przeżyłam tydzień przed urlopem, [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/07/rzeczywistosc-wraca-jak-niesplacone-weksle/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">24</slash:comments></item><item><title>Schronisko</title><link>http://www.kadarka.info/2010/06/schronisko/</link><category>Inspiracje</category><category>hotel</category><category>okazja</category><category>pokój</category><category>łóżko</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Sun, 27 Jun 2010 13:55:14 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=1964</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p><div id="attachment_1965" class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/06/pandora.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/06/pandora.jpg" alt="" title="pandora" width="500" height="402" class="size-full wp-image-1965" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Shadow7</p></div><br />
Przedstawiam Ci Okazję.</p>
<p>Okazja, raczej introwertyczka, woziła ze sobą plik gęsto zapisanych kartek. Za względu na pracę musiała przemieszczać się często po kraju. Dość szybko kartki poszarzały, a ich rogi zmieniły kąty. Wymemłane, w formie szmacianej, trafiły prawie do kosza. Pik kartek zaczęła przepisywać od nowa. Nie potrafiła z nich zrezygnować, były dla niej czymś na kształt drogowskazu życiowego. Połowy maczku nie udało się odczytać, więc zastąpiła go innym, równie poważnym i głębokim.  </p>
<blockquote><p><em>&#8220;Najlepszym sposobem na smutek jest nauczenie się czegoś nowego.&#8221;</em></p></blockquote>
<p>Przeczytała i pomyślała, że nie jest smutna, a sztuka przepisywania weszła jej na tyle w krew, że ta myśl nie przystaje do jej życia. A może… czas coś zmienić?</p>
<blockquote><p><em>&#8220;Generalnie, zmieniamy się z jednego z dwóch powodów: inspiracji lub desperacji.&#8221;</em></p></blockquote>
<p>Nudziły ją i męczyły konferencje i kursy, nudne rauty i puste pokoje. Gdzieś wewnątrz zaczął kiełkować bunt przeciw marazmowi i kierowaniu jej czasem. Zaczęła przepisywać coraz szybciej, dużo więcej niż planowała. Ostatnią maksymą, jaką wcisnęła było: </p>
<blockquote><p><em>&#8220;Ludzie spieszą się w pracy, dlatego niedbale ją wykonują; spieszą się w używaniu życia, dlatego jego smaku nie odczuwają; spieszą się w odpoczynku, dlatego nie mogą wypocząć.&#8221;</em></p></blockquote>
<p>Dlaczego więc nie zatrzymać się? Zaczęła zastanawiać się nad zmianą. Odtąd regularnie wyrzucała część kartek i zastępowała świeżymi zapiskami. </p>
<p>Nie odróżniała od siebie pokoi hotelowych – mających przyciągnąć klientów pozornym wymuskaniem i sterylnością. Bił od nich chłód, ale wiedziała jak odczytać ich historię. Hotele, o wysokim standardzie, rzadko nosiły ślady bytności gości, czy pokojówek, ona wybierała bardziej kameralne, w starych kamienicach albo zapomniane, na uboczach dróg. Zamykała drzwi na klucz, odsuwała łóżka i szafki. Spod nich wychodzili ludzie. Różni – tacy, którzy chcieli przeżyć miłosną przygodę albo początkujący rockmani. Kawałki prezerwatyw i ubrań tarzały się z kotami na podłodze, pęknięte lusterko noszące oznaki wściekłości, drobne, włosy i podarte papiery, z których można było odczytać zadziwiające chimery. Większość znalezisk niosła do recepcji, gdzie zaskoczona pani zaklinała się, że wcześniej nic takiego nie miało miejsca.<br />
W starych budynkach zawsze odnajdywała pluskwy. W drewnianych łóżkach konserwowały się dość dobrze, i musiała odrywać część tapicerki, by upewnić się, że żaden owad nie wbije jej w nocy kłów. Tylko klienci widzieli rano świeżą krew na bieluśkich ręcznikach, właściciele przepraszali i nic nie robili.<br />
Nie biegła z wrzaskiem o zmianę pokoju; co by dała przeprowadzka skoro pluskwy czają się pod podłogą całego budynku? Odsuwała mebel, wyrywała cześć obicia i, nałożywszy maseczkę, spryskiwała obficie podłogę i drewniane deski łóżka. Potem otwierała okna i wychodziła na umówioną kolację. Niewygodni goście tracili na kilka dni zainteresowanie jakąkolwiek krwią.<br />
Wtedy to, z jednej z szafek, wylatywała dziwna rzecz, niepasująca do pluskiew, obrazów udających autentyki, cennika, telefonu, obszczerbionych kubków i włosów w wannie. Biblia. Kiedy zobaczyła ją po raz pierwszy, myślała, że jej poprzednik zostawił książkę nieopatrznie. Recepcjonistka popatrzyła na nią podejrzanie.<br />
- Biblia? Jest w każdym pokoju. Jeśliby jej nie było, mogłaby się pani martwić.</p>
<p>- A po co ludziom w hotelu Biblia? Do poduszki? Nie bierzecie pod uwagę agnostyków, dla nimfomanów też jakieś gazetki w tym zimnym pokoju się przydadzą. A dzieci, czemu nie ma dla nich książeczek? Starsze babcie lubią kulinaria, kobiety poradniki… Czemu Biblia? </p>
<p>Pani za kontuarem nie była przeszkolona w odpowiedziach na tego typu pytania.</p>
<p>- Bo jest uniwersalna…</p>
<p>Otworzyła Biblię na przypadkowej stronie.</p>
<p>- <em>&#8220;To, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną oznacza, że zmieszają się oni przez ludzkie nasienie, ale nie będą się odznaczać spoistością, podobnie jak żelazo nie da pomieszać się z gliną.&#8221; </em>(Ks. Daniela 2: 43, Biblia Tysiąclecia)<br />
Do czego przyda mi się ten werset, gdy otworzę go przed kolejną służbową podróżą? Albo ktokolwiek inny? Jak mam go rozumieć? </p>
<p>Recepcjonistka zająknęła się, że niby wyrwane z kontekstu, nie jest znawczynią…</p>
<p>- Tym bardziej większość ludzi…</p>
<p>Okazja pogrzebała w przepastnej torbie i wyciągnęła plik świeżo zapisanych kartek. Wbiła palec na chybił trafił w jeden z cytatów:</p>
<p>- <em>&#8220;Mała gimnastyka poranna. Wstaję właściwą nogą, otwieram okno duszy, skłaniam się przed wszystkim, co żyje, zwracam twarz ku słońcu, przeskakuję kilka razy przez swój cień i śmieję się z całego serca.&#8221;</em> &#8211; Hans Kruppa  – przeczytała z pełnym zrozumieniem. – Albo <em>&#8220;Głupia stałość jest ulubieńcem ciasnych umysłów” </em>- Ralph Waldo Emerson.<br />
Biblia do celów prognostycznych straciła na aktualności.  </p>
<p>Okazja pogadała sobie… z niezrozumieniem i szeroko otwartymi ustami pani recepcjonistki.<br />
Nie było to dla niej nowością, lubiła zadawać proste pytania. Rozanielała ją reakcja rozmówcy, a i odpowiedź, niemniej nieprzemyślana i dość szczera. Czasem nic, niema prośba, by sobie poszła. I opuszczała hotel, pensjonat, niekiedy podrzędny hostel, gdy już nie miała sił szukać czegoś lepszego. Wielu z poznanych przypadkiem ludzi pozostawiało w niej szybko opowiedziany kawałek życia. Wielu błogosławiło jej dar milczenia i zadawania właściwych pytań. A ona, zamykając drzwi, smutniała. Że nie spotka tych ludzi już nigdy, nie zobaczy tego pokoju, nie położy się spać w tym łóżku. Zostawiała marzenia, łzy i słowa. Gdy zdążyła coś polubić musiała odjeżdżać.<br />
Okazji nie spotyka się przypadkiem, trzeba jej szukać &#8211; przeczytała słowa na jednej z karteluszek, a może to były jej własne?</p>
]]></content:encoded><description>Przedstawiam Ci Okazję. Okazja, raczej introwertyczka, woziła ze sobą plik gęsto zapisanych kartek. Za względu na pracę musiała przemieszczać się często po kraju. Dość szybko kartki poszarzały, a ich rogi zmieniły kąty. Wymemłane, w formie szmacianej, trafiły prawie do kosza. Pik kartek zaczęła przepisywać od nowa. Nie potrafiła z nich zrezygnować, były dla niej czymś [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/06/schronisko/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">22</slash:comments></item><item><title>Buty na drzewie</title><link>http://www.kadarka.info/2010/06/1959/</link><category>Wata słowna</category><category>buty na drzewie</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Mon, 14 Jun 2010 14:04:59 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=1959</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/06/drzewobut.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/06/drzewobut.jpg" alt="" title="drzewobut" width="425" height="400" class="aligncenter size-full wp-image-1958" /></a></p>
<p>Wczoraj przejeżdżałam obok powyższego drzewa, które zaowocowało butami. Do dziś nie wydało prawie wcale liści. Właściwie drzewo z roku na rok wydaje coraz mniej liści, jakby buty były dla nich konkurencją. Odstraszają odorem? Niektóre są zniszczone, ale większość nowych i firmowych dziwi porzuceniem przez właściciela. Teorii butów na drzewie jest wiele. Tu, w sercu skatepark’u, oznacza dokonanie jakiejś akrobacji, przejście do następnego etapu. Żołnierze mieli też swoje drzewa, które po zakończonej definitywnie służbie ozdabiali zniszczonym obuwiem. A i nowożeńcy wbrew naturze zawieszali obuwie na gałęziach. Kiedyś, nad jeziorem  dzieciaki robiły sobie kawały, zarzucając  obuwie kolegom wysoko w górę – kto wyżej rzuci. I był ubaw, bo kto będzie wspinał się na czubek drzewa? Nawet jeśli miałby wracać boso, daleko, daleko do domu?</p>
<p>Buty na gałęziach, buty na nogach, na wystawach, śmietniku, w szafie – czy to nie wszystko jedno?</p>
<p><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/06/butynadrzewie.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/06/butynadrzewie.jpg" alt="" title="butynadrzewie" width="333" height="500" class="aligncenter size-full wp-image-1960" /></a></p>
]]></content:encoded><description>Wczoraj przejeżdżałam obok powyższego drzewa, które zaowocowało butami. Do dziś nie wydało prawie wcale liści. Właściwie drzewo z roku na rok wydaje coraz mniej liści, jakby buty były dla nich konkurencją. Odstraszają odorem? Niektóre są zniszczone, ale większość nowych i firmowych dziwi porzuceniem przez właściciela. Teorii butów na drzewie jest wiele. Tu, w sercu skatepark’u, [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/06/1959/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">19</slash:comments></item><item><title>Grzebiąc palcem w bucie</title><link>http://www.kadarka.info/2010/06/grzebiac-palcem-w-bucie/</link><category>Wata słowna</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Thu, 03 Jun 2010 05:02:25 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=1952</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p>Dziś mam wolne, dziś i tylko dziś. Miał być długi weekend, cztery dni, ale został okrojony tylko do czwartku. Wyspać się nie umiem. Wstałam rano i szukam punktu zaczepienia, bez codziennej pogodni zgubiłam rytm.  Pogrzebię sobie palcami w kapciu – myślę. I myślę, że to za mało, dodam do tego oglądanie, może coś napiszę. Coś to sztuka, bo wylewają się ze mnie jedynie żale i pogoń za realizację zaczętych spraw. Nie lubię smęcić, a pisząc o sobie zaczynam tak robić. Kiedyś moim marzeniem było żyć w pędzie &#8211; praca-dom-uczelnia-kursy-przyjemności… brak czasu na myślenie, bo nawet noc nie dawałaby tyle ciemności by skryć tok postępowania. Potem spełniły się marzenia, konkretnie i zadaniowo, co konsekwentnie realizuję. I dochodzę do smutnego wniosku, że tak też być nie może. Do życia potrzebna jest równowaga. Szczęście łapać w zbyt długie myśli i słowa ludzi, którzy tak naprawdę nic dla mnie nie znaczą? Tak działa net, podziemie, jak je nazywam. Albo wczytywać się w książki, szukając odpowiedzi na gryzące pytania. To tylko maleńka cześć życia, zarys teorii, który trzeba wcielić w żywot. Nie chcę wracać do podziemi, z przeszłości zostanie jedynie pisanie i część emocji. Nie chcę nawet pamiętać o szczegółach wielu internetowych wybryków i rozmów, choć mnóstwo mnie nauczyły. </p>
<p>Niedawno chciałam opowiedzieć komuś o pozarealnym życiu. Urwałam na początku, bo ktoś był osobą poważną, a moja opowieść wydawała się śmieszna. Z psychologicznego punktu widzenia net jest udokumentowaną kopalnią wiedzy o nas samych, a jednak opowiadając o nim nie byłam wstanie pozbyć się podsumowań i gdybań. Moja opowieść nie mogła trwać, bo wielu zachowań nie rozumiem po dziś dzień, a że lubię mieć pewną całość, zakończyłam: trzeba doświadczyć, poczuć w głowie, by rozumieć. Niewykluczone, że kiedyś zbiorę materiał i opowiem mu o dziecku drzemiącym we mnie, które budzi się w necie i realizuje marzenia. Małą cząstkę marzeń, bo większa część to oczy, w których można się przejrzeć, usta, które zadają ciekawe pytania i nie stronią od odpowiedzi i ciało, bez którego większa część wypowiedzi i zachowania nie byłaby zrozumiała.</p>
<p>Z nadmiaru czasu wolnego zapomniałam, że czeka mnie egzamin z historii sztuki. Zamierzam zdać go w weekend, wiec czas zabrać się do roboty. Internet, to bardzo dobre narzędzie, kiedy nie ma się stałego dostępu do książek i artykułów, a ma się do wykreowania nie wiadomo co. Pracę twórczą – mogę zaśpiewać, zatańczyć, wygłosić referat, przebrać się i udawać mima, zrobić prezentację i z siebie głupa. Mogę wszystko poza przedstawieniem obrazów i biografii autora. <div id="attachment_1953" class="wp-caption aligncenter" style="width: 510px"><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/06/jerzy-tchorzewski.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/06/jerzy-tchorzewski.jpg" alt="" title="jerzy-tchorzewski" width="500" height="423" class="size-full wp-image-1953" /></a><p class="wp-caption-text">Jerzy Tchórzewski</p></div></p>
]]></content:encoded><description>Dziś mam wolne, dziś i tylko dziś. Miał być długi weekend, cztery dni, ale został okrojony tylko do czwartku. Wyspać się nie umiem. Wstałam rano i szukam punktu zaczepienia, bez codziennej pogodni zgubiłam rytm. Pogrzebię sobie palcami w kapciu – myślę. I myślę, że to za mało, dodam do tego oglądanie, może coś napiszę. Coś [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/06/grzebiac-palcem-w-bucie/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">16</slash:comments></item><item><title>Krew i woda</title><link>http://www.kadarka.info/2010/05/krew-i-woda/</link><category>Wata słowna</category><dc:creator xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Kadarka</dc:creator><pubDate>Fri, 21 May 2010 13:30:55 PDT</pubDate><guid isPermaLink="false">http://www.kadarka.info/?p=1940</guid><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><![CDATA[<p><a href="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/05/kasztan.jpg"><img src="http://www.kadarka.info/wp-content/uploads/2010/05/kasztan.jpg" alt="" title="kasztan" width="500" height="375" class="aligncenter size-full wp-image-1946" /></a></p>
<p>Nie zdążyłam nic napisać ani wkleić tej fotki, a bzy i kasztany przekwitły. W obliczu katastrof, które nawiedziły nasz kraj, czym jest ów kwitnący kasztan? W tym roku na pewno będzie kojarzył się z ukwieconymi roślinami w nurcie wezbranych rzek albo z ludźmi na dachach swoich domów, mający te piękne kwiaty na wyciągnięcie ręki. </p>
<p>Kasztanowiec podczas kwitnienia ma w sobie jakąś mistyczną moc. Niby biały, a jeśli się mu przyjrzeć zawiera w sobie róż, żółć i brąz. I żadna matura nie wypadnie dobrze bez jego kwitnienia. Nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek nasze władze miały przenieść egzamin dojrzałości na inny termin.</p>
<p>Dojrzałości nie da się przenieść na inny termin, nie uda się uniknąć pełnej odpowiedzialności za własne czyny. Ona zaczyna się już wcześniej od ciekawości świata, nieśmiałych doświadczeń i buntu w przeforsowaniu własnego zdania. Intensywnie poszukiwania własnej tożsamości nie skończą się nigdy, choć w czasie matur wybuchają z wielką siłą. Jakby czas kwitnienia, zapach i piękno barw miały nam zrekompensować późniejsze lata. Lata zbierania owoców odpowiedzialności i uginania karku. Zderzenie z rzeczywistością jest bardzo trudne, kiedy przychodzi zbyt wcześnie. Jeśli na naszej drodze pojawi się woda z pozornie niegroźnej rzeczki zabiera wszystko – dorobek całego dzieciństwa, młodości: pożyczone zeszyty, nieprzeczytane książki, lampkę, łóżko. Dziecinnie łatwo złamać bunt samotnego nastolatka trzęsącego się na balkonie, przemoczonego do ostatniej suchej nitki. Może nie udało mu się jeszcze odebrać świadectwa dojrzałości, a może nawet do niego nie podchodził, nie jest to ważne.  Istotą jest jak wykorzysta dany mu czas, nie czego nauczyły go książki, ale plac zabaw i ludzie. Z liter niewiele dowie się o świecie, będzie teoretyzował i zdębieje przy pierwszym rzecznym wirze. Im więcej karuzel i niepogód  zaliczy, tym większa szansa na suchszą drogę w przyszłości. Szkoda, że nie ma ubezpieczeń od  smarkatych poczynań, które  gwarantowałyby cofnięcie czasu i zrobienie korekty. Albo chociażby odsunięcie o parę lat zawirowań cichych rzek. </p>
<p>Czasem zwijam się do pozycji embrionalnej i wspomina dawne lata, kiedy tak spieszno mi było odebrać świstek papieru z napisem: dowód osobisty&#8230; </p>
]]></content:encoded><description>Nie zdążyłam nic napisać ani wkleić tej fotki, a bzy i kasztany przekwitły. W obliczu katastrof, które nawiedziły nasz kraj, czym jest ów kwitnący kasztan? W tym roku na pewno będzie kojarzył się z ukwieconymi roślinami w nurcie wezbranych rzek albo z ludźmi na dachach swoich domów, mający te piękne kwiaty na wyciągnięcie ręki. Kasztanowiec [...]</description><wfw:commentRss xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/">http://www.kadarka.info/2010/05/krew-i-woda/feed/</wfw:commentRss><slash:comments xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/">25</slash:comments></item></channel></rss>
