<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:blogger='http://schemas.google.com/blogger/2008' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344</id><updated>2024-09-05T13:23:45.891-07:00</updated><title type='text'>Laicki i ordynarny blog kulturalny</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default?redirect=false'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>19</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-842833824844303309</id><published>2014-03-10T14:53:00.002-07:00</published><updated>2014-03-10T14:55:08.048-07:00</updated><title type='text'>Funnel of Love</title><content type='html'>&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpFirst&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;Taki tam króciutki tekst z nowego Magla o nowym Jarmuschu. Kawał kina! Smacznego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpFirst&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.horror-fix.com/wp-content/uploads/2014/02/01-only-lovers-left-alive.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://www.horror-fix.com/wp-content/uploads/2014/02/01-only-lovers-left-alive.jpg&quot; height=&quot;159&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpFirst&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpFirst&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpFirst&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpFirst&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;Słysząc
słowo „wampir” automatycznie podążamy jedną z dwóch ścieżek – z jednej strony
dystyngowany krwiopijca, nota bene hrabia, który przed aktem wyssania ofiary
uwiedzie ją podczas kolacji przy świecach, zaimponuje erudycją i zaproponuje
nocleg, z drugiej zaś na wpół zdziczała, opętana żądzą krwi bestia, która
zamiast przez słomkę, wlewa w siebie krew wiadrami. Jim Jarmusch nie byłby
jednak sobą, gdyby nie zaproponował wampira zupełnie nowego, wampira na miarę
naszych czasów.U Jarmuscha dramatyczne zatapianie kłów w tętnicy szyjnej
praktycznie nie występuje, w końcu kto chciałby pobrudzić swoje z precyzją
dobrane ubrania, niszcząc sobie przy tym fryzurę?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;Widzowie
zaznajomieni z twórczością białowłosego gentlemana z Ohio wiedzą, czego można
się po nim spodziewać –to typ reżysera, który pozostaje wierny własnemu,
niezwykle wyrazistemu stylowi i zawsze jest chętny do podzielenia się z
niewinnym widzem sporą dawką goryczy i rozczarowania światem ukazanymi w swojej
unikalnej, statycznej i nihilistycznej perspektywie. Choć prawdą jest, że
Jarmusch to nie Danny Boyle, który nakręcił już chyba film w każdym możliwym
gatunku, to prawdą jest również, że konwencja, w której Jim czuje się
najswobodniej, ciągle się nie wyczerpała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;Bohaterami
swojego najnowszego filmu Jarmusch uczynił dwójkę niesamowicie zblazowanych
artystów-wampirów, granych przez Toma Hiddlestone’a i Tildę Swinton, którzy po
latach rozłąki postanawiają odbudować swój związek sprzed setek lat. Wszystko szło
w mozliwie najlepszą stronę, do momentu przybycia młodszej siostry wampirzycy,
lolitki o twarzy Mii Wasikowskiej. Fabuła nigdy nie była tym, co w tworzeniu
filmów kręciło Jarmuscha najbardziej, jednak przyznać trzeba, że w porównaniu z
innymi jego dziełami&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 12pt;&quot;&gt;„Tylko
kochankowie przeżyją” zachowują wręcz zawrotne tempo, a historia nie jest
jedynie wyciętym fragmentem ze słynnego zdania Hitchcocka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;Znacznie
ważniejsze niż fabuła są tradycyjnie konstrukcja postaci, miejsce akcji, muzyka
i kompozycyjne mistrzostwo Jarmuscha, który po raz kolejny obrazem opowiada
więcej niż słowem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://31.media.tumblr.com/971a0909cf8932eeb5b4d73815c56298/tumblr_mxic59BvjI1qzoziho4_1280.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://31.media.tumblr.com/971a0909cf8932eeb5b4d73815c56298/tumblr_mxic59BvjI1qzoziho4_1280.jpg&quot; height=&quot;210&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;Wampiry Jarmuscha zamiast zasadzać się w
ciemnych zaułkach na worki z Arh+ wolą kulturalnie skorumpować lekarza, który
za odpowiednią opłatą odstąpi torebkę życiodajnego płynu, lub też w
konspiracyjnym stylu, godnym wielkich narkotykowych transakcji przekazywać
sobie walizki z nią w małej kawiarence. Nawiązanie do narkotyków nie jest
przypadkowe, bowiem krew u Jarmuscha nie działa jak ekwiwalent schabowego -
poza dostarczeniem sił witalnych pozwala również wyruszyć na „wycieczkę” w
starym, dobrym, rockowym stylu. Naznaczeni wymownymi imionami Adama i Ewy
krwiopijcy przez setki lat obcowania z największymi umysłami zamieszkującymi
Ziemię stali się bardziej spragnieni sztuki, miłości i doznań duchowych niż
krwi śmiertelnych. Adam, jako awangardowy muzyk , żyje w symbiozie ze swoim
ludzkim roadie, który zapewnia mu dostawy rzadkich gitar, których sam dotyk
jest dla bohaterów źródłem ekscytacji, Eve pochłania poezję. Gdy wampiry
spotykają się w Detroit, by odnowić łączące ich uczucie, film zyskuje trzeciego
(w zasadzie czwartego, po genialnej muzyce) głównego bohatera. Cudownie
sfilmowane miasto, będące kiedyś symbolem przemysłowej potęgi Stanów odgrywa
rolę Nowego Jorku z wcześniejszych dokonań twórcy – jest brudnym,
klaustrofobicznym, pordzewiałym miejscem, gdzie czas się zatrzymał, a wraz z
nim wszyscy znajdujący się na terenie miasta. Dosadnie określa to główny
bohater, nazywając mieszkańców bandą zombie. Typowe dla Jarmuscha patrzenie na
świat przez różowe okulary. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;W sferze
audiowizualnej film jest perfekcyjny. Statyka obrazu, nisko ustawiona kamera i
wylewająca się z ekranu pozorna monotonia to znaki rozpoznawcze reżysera,
zaczerpnięte w prostej linii od japońskiego mistrza, Yasujiro Ozu. Niezwykle
wazną role pełni również ścieżka dźwiękowa, z tytułem tego tekstu na czele.
Dopełnia, komentuje, wprowadza bohaterów w najbardziej emocjonalne stany.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;„Only
Lovers Left Alive” jest triumfalnym powrotem Jarmuscha do formy po
nieszczególnie udanym „Limits of Control”. Reżyser stworzył film równocześnie
nietypowy dla siebie - z nieco szybszą akcją i, przede wszystkim, wprowadzając
wątek nadprzyrodzony, co zdaje się kłócić z jego tendencją do przedstawiania
swoich bohaterów w wyjątkowo naturalistyczny sposób, na tle równie
nieprzyjemnych lokacji – i zawierający wszystkie składniki, pozwalające
określić obraz mianem „czystego Jarmuscha” – z charakterystycznym stylem
kręcenia, masą czarnego humoru przebijającego się w erudycyjnych dialogach
bohaterów i tym nieuchwytnym „czymś”, co sprawia, że nie ma wątpliwości co do
autora dzieła.&amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&#39;allowfullscreen&#39; webkitallowfullscreen=&#39;webkitallowfullscreen&#39; mozallowfullscreen=&#39;mozallowfullscreen&#39; width=&#39;320&#39; height=&#39;266&#39; src=&#39;https://www.youtube.com/embed/BXV19NfP3hA?feature=player_embedded&#39; frameborder=&#39;0&#39;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormalCxSpMiddle&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/842833824844303309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2014/03/funnel-of-love.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/842833824844303309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/842833824844303309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2014/03/funnel-of-love.html' title='Funnel of Love'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-5453203896672495563</id><published>2013-10-28T14:01:00.002-07:00</published><updated>2013-10-28T14:04:15.968-07:00</updated><title type='text'>Totalna Fikcja</title><content type='html'>Tekst na filmwebowe &quot;Powiększenie&quot; -nie do końca udany, ale może nie do końca tragiczny, za to na pewno bardzo długi. Smacznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;&quot;&gt;Wojna to pokój. Wolność to niewola. Ignorancja to
siła.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: white; background-position: initial initial; background-repeat: initial initial; font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Na rewelacje Edwarda Snowdena o wścibskim rządzie Stanów
Zjednoczonych, którzy przez &lt;i&gt;PRYZMAT &lt;/i&gt;podgląda
i podsłuchuje Bogu ducha winnych Amerykanów niemal wszyscy zareagowali
zdumieniem. Nie powinni, przecież już przeszło 75 lat temu George Orwell w
swoim „Roku 1984” opisał funkcjonowanie państwa nadopiekuńczego, które z
okutymi butami wchodzi w intymność swoich obywateli, ba, my sami nosimy w sobie
zestaw cech Wielkiego Brata, podglądacza ostatecznego.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.thehollywoodnews.com/wp-content/uploads/1984-John-Hurt.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;180&quot; src=&quot;http://www.thehollywoodnews.com/wp-content/uploads/1984-John-Hurt.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;Ministerstwo Obfitości &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;background-color: white;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: white; background-position: initial initial; background-repeat: initial initial; font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Choć w realnym świecie pojęcie myślozbrodni nie figuruje w
kodeksie karnym, szereg twórców w powieści Orwella znalazł pożywkę dla swojej
kreatywności. Dosadna wizja totalitarnego państwa stale pobudza wyobraźnię
twórców, zarówno tych wyglądających z szuflady z napisem „kino ambitne”, jak i
rozhasanych reżyserów kina popularnego. Oprócz dosłownych ekranizacji powstał
szereg reinterpretacji, a także filmów, nad którymi po prostu unosi się
fatalistyczny, orwellowski duch.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Jako pierwszy zekranizowania „Roku...” podjął się Michael
Anderson w niespełna 7 lat po wydaniu książkowego pierwowzoru. Wersja z 1956
zniknęła jednak w pomroce dziejów, jedynym wartym zapamiętania akcentem była
obsadowa ciekawostka – głównego bohatera, Winstona Smitha, zagrał Edmond
O’Brien (O’Brien to postać kluczowa dla fabuły książki). Znacznie bardziej
udana okazała się próba z tytułowego roku. „Rok 1984” A.D 1984 w reżyserii
Michaela Radforda kusił świetną obsadą z Johnem Hurtem i Richardem Burtonem na
czele, doskonałą, brudną scenografią i wiernością pierwowzororowi. Żadnej z
dosłownych interpretacji książki nie udało się jednak osiągnąć siły
oddziaływania wersji literackiej właśnie poprzez kurczowe trzymanie się
książki. Świat wykreowany przez Orwella w dosłownym wydaniu zdaje się nie do
zaakceptowania w kinie, ponieważ trudno zaklasyfikować go do konkretnego
gatunku – nie jest to ani science-fiction, ani dramat w sensie stricte –a co za
tym idzie, ciężko wtłoczyć go w ramy seansu filmowego. Ostra satyra sącząca się
z kart powieści umyka gdzieś w tłumaczeniu na język filmu, dlatego za znacznie
lepsze uznaje się filmy zaledwie „Rokiem” inspirowane, maglujące Angsoc przez
wrażliwość twórcy. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ministerstwo Miłości&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSrVvXfgOhAL6M84bQQbRo2hPM0fHOdVlU_3mszzEo10j3tfFepYw&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSrVvXfgOhAL6M84bQQbRo2hPM0fHOdVlU_3mszzEo10j3tfFepYw&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Na przykład filmy takie jak „Ucieczka Logana” autorstwa
Michaela Andersona (twórcy pierwszej ekranizacji „Roku” z 1954r.). Beznadzieja
życia bohaterów „Ucieczki” nie ogranicza się, jak w „1984” do wegetowania i
tłamszenia indywidualności. Tutaj, pomimo pozornej idylli, wszyscy ludzie po
swoich 30. urodzinach zmuszani są do popełnienia samobójstwa, w celu
dostąpienia rzekomej reinkarnacji. W „Ucieczce Logana” poza jasnymi
Orwellowskimi inspiracjami w postaci Wielkiego Brata i bezlitosnego
totalitarnego państwa przyszłości z całym propagandowym bogactwem inwentarza
przebija motyw sekty, parareligijnego uwielbienia. Obydwa wątki doskonale się
ze sobą łączą, tworząc przerażającą wizję zdegenerowanej przyszłości w bardzo
orwellowskim duchu. Podobną tematykę podejmuje „Wyspa” Michaela Baya – w
zamkniętym, ultranowoczesnym kompleksie żyją setki ludzi, których kazdy krok
jest kontrolowany, a niewłaściwe zachowania stają się przedmiotem
natychmiastowej interwencji odpowiednich służb. Gdy bohater, grany przez Ewana
McGregora Lincoln sześć-echo, odkrywa, że świat, w którym żyje nie jest tym, na
co wygląda, postanawia uciec, zabierając ze sobą Jordan Dwa-Delta (Scarlett
Johansson). Pomimo stricte rozrywkowego rodowodu „Wyspa” czerpie z Orwella
pełnymi garściami, przenosząc do swojego świata nie tylko elementy ustroju
Oceanii, ale także typy bohaterów i ich poszczególne zachowania. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Na przeciwległym biegunie znajdują się bohaterowie, którzy
po odkryciu, że świat nie jest wcale taki, jakim widzieli go do tej pory,
zamiast uciekać, usiłują wziąć sprawy we własne ręce, nierzadko pokaźnie
umięśnione i uzbrojone w cały arsenał broni palnej. Tak właśnie postąpił Nada z
„Oni żyją” Johna Carpentera z 1988 roku, który po założeniu specjalnych
okularów zobaczył świat, jakim jest naprawdę – pełnym propagandy miejscem rządzonym
przez... kosmitów. Miejscem, w którym ludzie tylko pozornie są wolni, w
rzeczywistości zaś niczym marionetki realizują plany nowych władców naszej
planety. Grany przez zapaśnika Roddy’ego Pipera Nada po doznaniu oświecenia
chwyta za broń i przyłącza się do ruchu oporu, by obalić tyranię
zakamuflowanych kosmitów. „Oni żyją” to w gruncie rzeczy średnio zrealizowane
kino klasy B z drewnianym aktorstwem i kiepskim scenariuszem, ale orwellowska i
antykonsumpcyjna zarazem wymowa sprawia, że stają się czymś więcej. O klasie
filmu w dużym stopniu decyduje jedna, konkretna scena, w pewien sposób
surrealistyczna bijatyka, podczas której jedna ze stron jest gotowa oddać kawał
zdrowia, aby tylko nie przejrzeć na oczy. Strach przed utratą wygodnego życia
wygrywa z możliwością poznania prawdy.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Bliższą książce i poważniejszą wizję przedstawił Kurt Wimmer
w swoim „Equilibrium”. Film posiada własną tożsamość, nie kopiuje Orwella
wprost, ale ogrom analogii nie daje złudzeń, że do czynienia mamy z autorską
interpretacją „Roku”. Tłumienie indywidualności, skuteczne zabijanie ludzkich
odruchów, wąska grupa uprzywilejowanej elity, inwigilacja, bezwzględna walka z
jakimkolwiek przejawem sprzeciwu, człowiek, który ma dość – to wszystko cechy
wspólne książki oraz filmu. U Wimmera „1984” ukrywa się pod fasadą
wysokooktanowej akcji i świetnych efektów specjalnych. Pomimo położenia
większego nacisku na walory wizualno-rozrywkowe, wizja Orwella przedstawiona
została w sposób sugestywny i niepokojący, do czego w znacznym stopniu przyczynili
się aktorzy, z Christianem Bale’m na czele, którzy świetnie wywiązali się ze
swoich ról. Swoistą syntezą obydwu obrazów jest „V jak Vendetta”. Wysmakowany
stylistycznie film przedstawia walkę romantycznego V z totalitarną władzą,
walkę wolności osobistej z państwem, wolność tą kradnącym. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ministerstwo Głupich
kroków&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Wszystkie z wymienionych wyżej filmów, poza dosłownymi
ekranizacjami, przemycały ducha „Roku 1984” pod przykrywką kina gatunkowego.
Jak się jednak okazało, by Orwell mógł uderzyć z pełną mocą nie trzeba było
wprowadzać do niego baletowych walk czy&amp;nbsp;
niesamowitych efektów specjalnych. Jedyne, czego potrzeba było do
popełnienia ekranizacji możliwie bliskiej ideałowi to odpowiedni człowiek,
który przefiltrowałby książkę przez własną percepcję, która wchodzi w rezonans
z percepcją twórcy „Roku 1894”. Mowa o Terry’m Gilliamie, który w 1985 roku
nakręcił „Brazil”, będące zarówno dziełem na wskroś gilliamowym, na wskroś
pythonowskim, jak i na wskroś orwellowskim. Gilliam zdarł z pierwowzoru wierzchnią
warstwę powagi i ubrał go w kostium absurdu. Satyra zawarta w dziele przestała
być przesadnie ponura, co nie znaczy, że w głębi film nie pozostał mroczny,
brudny i depresyjny. Całości dopełnia niepodrabialny zmysł estetyczny twórcy,
kreującego psychodeliczne wizje i surrealistyczne zachowania z niebywałą
precyzją. Nie bez powodu „Brazil” uznawany bywa za najlepszy film lat 80.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Wielcy my patrzymy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://samcik.blox.pl/resource/048d77066633ccb29f6e789a6df0d161351.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;180&quot; src=&quot;http://samcik.blox.pl/resource/048d77066633ccb29f6e789a6df0d161351.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Przyglądanie się przez ekran telewizora totalitarnym tworom
w skali makro bywa przerażające, lęk przed ziszczeniem się owego czarnego
scenariusza jest rzeczą absolutnie naturalną. Rzadko jednak jesteśmy sobie w
stanie uświadomić, że niemal każda ze składowych „Roku 1984” istnieje również w
mikroskali, nie na terenie państwa, tylko pokoju. Czymże innym niż wtrąceniem
do kilkupokojowej Oceanii są igraszki Jigsawa z nadmiernie rozrośniętej serii
„Piła”? Czy fabuła „Lotu nad Kukułczym Gniazdem” nie rozgrywa się gdzieś w
Ministerstwie Miłości? Nieustannie obserwowani ludzie zmuszani przez
zawiadującego wszystkim tyrana do wykonywania sprzecznych ze swoim sumieniem
czynności, w sytuacji stałego zagrożenia – brzmi znajomo. Sam Roman Polański z
braku rzeczywistego Wielkiego Brata wytworzył kolektywny obraz swoich sąsiadów
z „Lokatora” jako wiecznie inwigilujących, śledzących każdy jego krok szpiegów.
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Idąc o krok dalej, czy tak trudno w nas samych, widzach,
byłoby znaleźć cechy Wielkiego Podglądacza? Odchodząc od samej istoty seansu
filmowego jako wejścia w przestrzeń życiową wykreowanych przez bohaterów
postaci, są obrazy, które smakując zakazanym owocem, magnetycznie przyciągają
wzrok lekko zmieszanego widza. Takim filmem jest na przykład „Funny Games”
Michaela Hanekego. Stężenie okrucieństwa i przemocy jest w filmie tak duże, że
naturalną reakcją byłoby odwrócenie wzroku. (Anty)Bohaterowie są tego świadomi,
tak samo jak wiedzą, że mimo wszystko wzroku nie odwrócimy, dlatego stosują
szereg zabiegów, czasem nawet dosłownie puszczając oko, utwierdzając tylko w
przekonaniu, że oto przez dziurkę od klucza obserwujemy coś, co nie jest
przeznaczone dla naszych oczu. I nie możemy się od tej dziurki oderwać.&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: white; background-position: initial initial; background-repeat: initial initial; font-family: Arial, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Jeszcze nie tak dawno temu cała Polska z wypiekami na twarzy
przyglądała się, poprzez działające dwadzieścia cztery godziny na dobę kamery,
mieszkańcom domu „Wielkiego Brata”. Zamknięci w nim ludzie, bez dostępu do
świata zewnętrznego za zadanie mieli zaskarbić sobie przychylność widzów, która
skutkowała dłuższym ich pobytem w owym domu i zwiększeniem szansy na końcową
nagrodę. Poza wykreowaniem szeregu niskojakościowych celebrytów i
przyczynieniem się do powstania perełki rodzimej kinematografii - „Gulczas, a
jak myślisz?” -&amp;nbsp; program zwrócił uwagę
na&amp;nbsp; ciekawe socjologicznie zjawisko.
Pragniemy podglądać innych, ich codzienne życie. „Big Brother” to nie tylko
zadania, podczas których uczestnicy musieli wykazać się sprawnością, luzem czy
dystansem do siebie, to głównie oglądanie porannej toalety mieszkańców czy przygotowywanie
przez nich posiłków. Transmitowane na żywo. W takim środowisku Peter Weir
umieścił bohatera swojego „Truman Show”. Truman Burbank jest bohaterem
największego reality show w dziejach. Każdy jego krok śledzą dziesiątki kamer,
najdrobniejszy nawet ruch jest transmitowany na żywo. Istnieje jednak jedna
zasadnicza różnica między bohaterem, a uczestnikami Big Brothera – Truman nie
ma pojęcia, że jego życie stanowi rozrywkę dla milionów telewidzów. Gdy
dowiaduje się, że każde zdarzenie, od witających go sąsiadów, aż po przyjęcie
urodzinowe jest starannie wyreżyserowane, podejmuje próbę wydostania się spod
gigantycznego klosza. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ewaporacja&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Co jednak, gdy podglądanie życia nie wystarcza? Naturalnym
następstwem jest chęć podejrzenia śmierci. W tym kierunku poszedł Stephen King,
gdy opublikował „Wielki Marsz”. Tytułowy marsz to transmitowane na wielką skalę
zawody. Stu nastoletnich chłopców ma za zadanie maszerować z prędkością 4 mil
na godzinę. Każdy, kogo pokona zmęczenie, dostaje czerwoną kartkę – kule z
karabinu.&amp;nbsp; King opisuje niezdrową fascynację
widzów, dopingujących równie głośno zawodników, co dzierżących karabiny
żołnierzy. Bliźniaczo podobny zamysł przyświecał twórcom „Igrzysk Śmierci”. W
totalitarnym państwie przyszłości co roku para&amp;nbsp;
trybutów z każdego z dwunastu dystryktów kraju musi zmierzyć się ze
sobą, walcząc na śmierć i życie. Poza mordowaniem się nawzajem uczestnicy muszą
dbać również o to, by publiczność, a za nimi sponsorzy, obdarzyli ich sympatią,
która skutkować może nadesłaniem paczki z lekami lub bronią. Choć wizje z
„Truman show” czy „Igrzysk Śmierci” zrodziły się wyłącznie w wyobraźni twórców,
to obydwie stanowią rozbudowaną wersję reality show „Wielkiego Brata”.
Zgłoszenia do programu zastąpiło wcielenie do niego bez woli bohatera, a smsy
poparcia zastąpiono decyzją, kto przeżyje kolejny dzień. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Dwójmyślenie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Już czwarte pokolenie z przerażeniem zaczytuje się w magnum
opus George’a Orwella, zapominając, że wizja zawarta w powieści może znaleźć
swoje odzwierciedlenie we współczesnym świecie, choć nie zawsze na tak wielką,
międzynarodową skalę. Wynajdowanie podobieństw między rzeczywistością, a
światem wymienionych filmów może prowadzić do niepokojącej konstatacji –chęć
podglądania, inwigilowania innych i decydowania o ich losie nie jest wyłącznie
domeną wynaturzonych ustrojów politycznych, chęci te tkwią często w jednostkach,
które dla wielkiej polityki nie istnieją. Innymi słowy – Wielki Brat siedzi w
każdym z nas.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/5453203896672495563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/10/totalna-fikcja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/5453203896672495563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/5453203896672495563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/10/totalna-fikcja.html' title='Totalna Fikcja'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-2659464297483676849</id><published>2013-10-23T14:11:00.001-07:00</published><updated>2013-10-23T14:11:14.112-07:00</updated><title type='text'>Szczęście - Tkwimy w tym razem</title><content type='html'>Pierwszy tekst po przerwie nazwijmy-to-wakacyjnej. Recenzja &quot;Brazil&quot;, którą napisałem na &quot;Powiększenie&quot; Filmwebu, w którym zająłem jedno z zaszczytnych miejsc 5-400. Smacznego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Szczęście – tkwimy w
tym razem&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;Są
sytuacje, w których nie da się uniknąć używania pewnych słów-kluczy. Tak jak
grając w brydża co i rusz słyszymy &lt;i&gt;pas&lt;/i&gt;,
a wyprowadzając na spacer psa krzyczymy &lt;i&gt;aport&lt;/i&gt;,
tak pisząc o filmach Terry’ego Gilliama nie sposób nie użyć całego zestawu
słownych wytrychów. Surrealistyczny, wizjonerski, psychodeliczny, plastyczny,
ironiczny – określenia te pojawiają się w odniesieniu do dowolnego niemal filmu
reżysera. Są jednak obrazy byłego Pythona, w których owe klucze ledwie poruszyłyby
jedną z wielu zapadek misternego zamka. Do tych filmów należy używać wytrychów
większego kalibru – precyzyjny, prześmiewczy, ponury, brudny, mistrzowski.
Najdoskonalszym przykładem z teki reżysera jest &lt;i&gt;Brazil&lt;/i&gt; z 1985 roku. Ten groteskowy miks Orwella z Kubrickiem przez
wielu uważany jest za szczytowe osiągnięcie Gilliama, zaś równie liczna grupa
uważa go za najlepszy film całej dekady. Czy słusznie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSohCE1wRGHNYcY92cLC4spTi_crc8StoVx5juWpoORB-UtZnGS&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSohCE1wRGHNYcY92cLC4spTi_crc8StoVx5juWpoORB-UtZnGS&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;Głównym
bohaterem &lt;i&gt;Brazil&lt;/i&gt; jest Sam Lawry,
pracownik Ministerstwa Informacji w antyutopijnym świecie, po którym dokładny
przewodnik znajduje się na kartach „Roku 1984” George’a Orwella. Wszechobecna
inwigilacja, ograniczenie wolności obywateli, agresywna propaganda, rozwinięte
ponad miarę aparaty przymusu z wielkim zapałem wykonujące swoje obowiązki to
niewesoła codzienność Sama. Bohater zdaje się jednak nienajgorzej wpasowywać w
mechanizm funkcjonowania państwa, przynajmniej za dnia. W nocy, w swoim łóżku,
z nudnego urzędnika przemienia się w skrzydlatego bohatera, walczącego z
bestiami i ratującego z opresji piękną kobietę. Zbiegiem okoliczności Lowry
zostaje wplątany w zamieszanie, zbliżające go do dziewczyny ze snów, ale będące
jednak bardzo nie w smak stróżom porządku społecznego, nieznoszącym
indywidualności biurokratom.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;Brazil&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt; jest ostrą jak brzytwa satyrą na
techno- i biurokratyzm, być może ostrzeżeniem, ale w pierwszej kolejności
autorską i błyskotliwą interpretacją ponadczasowego dzieła Orwella.
Przedstawiony w filmie świat jest karykaturalny i groteskowy, zamieszkujący go
ludzie zindoktrynowani i apatyczni. Jakikolwiek przejaw własnej inicjatywy lub
sprzeciwu, nawet obiektywnie niegroźny, zostaje brutalnie stłumiony gdzieś w
podziemiach Ministerstwa. Być może ze względu na beznadziejność położenia Sama
widz angażuje się w jego historię i mu kibicuje. Zwłaszcza, jeśli w rolę
Lowry’ego wciela się ktoś taki jak Jonathan Pryce. Niezdarność i nerwowość,
którą nadał swojemu protagoniście Pryce sprawia, że do olbrzymiej dawki
czarnego, absurdalnego humoru dorzuca się łyżeczkę slapsticku. Przed
Ministerstwem Informacji Sam ewidentnie odbywał staż w Ministerstwie Głupich
Kroków. To własnie humor jest tym, co odróżnia film Gilliama od literackiego
pierwowzoru. Cięty, błyskotliwy, z wyraźnymi pythonowskimi korzeniami i na
stałe wpisany w wykreowany przez reżysera świat dowcip wcale jednak nie
sprawia, że świat ten wydaje się mniej brudny. Wręcz przeciwnie, absurd kpiny
współgra z genialną, psychodeliczną scenografią, która jest jednym ze znaków
firmowych Gilliama, a także z urozmaiconą, momentami rozbuchaną do granic
ścieżką dźwiękową, tworząc surrealistyczny zwid, halucynację, z której pozornie
chciałoby się jak najszybciej obudzić. Pomimo jego odrażającej natury, w
zwidzie tym jest coś hipnotyzującego, co sprawia, że widzi się go pięknym i
obudzenie się byłoby de facto najmniej satysfakcjonującym rozwiązaniem. Ot,
geniusz twórcy, którego niepodważalnym dowodem jedna z końcowych sekwencji,
pościg – absolutny audiowizualny majstersztyk.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://whatculture.com/wp-content/uploads/2008/10/brazil21.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;177&quot; src=&quot;http://whatculture.com/wp-content/uploads/2008/10/brazil21.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;Tytuł
recenzji jest tekstem widniejącym na jednym z propagandowych billboardów w
filmie. Faktycznie, w owej karykaturalnej wizji szczęścia tkwią wszyscy razem –
miotający się Sam, jego uzależniona od operacji plastycznych matka, ukochana,
inwigilowani i zabijani bez skrupułów szarzy obywatele. Wszyscy w nim tkwią, od
owego szczęścia nie da się uciec. Świat w „Brazil” zmierza ku ostatecznemu
upadkowi ludzi, ich moralności i indywidualności, ale dzięki Gilliamowi jest to
naprawdę przepiękna katastrofa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&#39;allowfullscreen&#39; webkitallowfullscreen=&#39;webkitallowfullscreen&#39; mozallowfullscreen=&#39;mozallowfullscreen&#39; width=&#39;320&#39; height=&#39;266&#39; src=&#39;https://www.youtube.com/embed/pGdnFoK9Uws?feature=player_embedded&#39; frameborder=&#39;0&#39;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/2659464297483676849/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/10/szczescie-tkwimy-w-tym-razem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/2659464297483676849'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/2659464297483676849'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/10/szczescie-tkwimy-w-tym-razem.html' title='Szczęście - Tkwimy w tym razem'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-1556139194897230397</id><published>2013-10-23T13:53:00.001-07:00</published><updated>2013-10-23T13:53:08.816-07:00</updated><title type='text'>Vozvrashchenie</title><content type='html'>Wracam do nieregularnej blogowej aktywności po szeroko pojętych wakacjach. Mam w zanadrzu kilka tekstów, więc można spodziewać się sporej częstotliwości w nadchodzących dniach. Zacznę już za chwileczkę, już za momencik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&#39;allowfullscreen&#39; webkitallowfullscreen=&#39;webkitallowfullscreen&#39; mozallowfullscreen=&#39;mozallowfullscreen&#39; width=&#39;320&#39; height=&#39;266&#39; src=&#39;https://www.youtube.com/embed/-kBL1zVGmp0?feature=player_embedded&#39; frameborder=&#39;0&#39;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/1556139194897230397/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/10/vozvrashchenie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/1556139194897230397'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/1556139194897230397'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/10/vozvrashchenie.html' title='Vozvrashchenie'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-7312335175663959273</id><published>2013-06-17T04:46:00.002-07:00</published><updated>2013-06-23T04:16:06.714-07:00</updated><title type='text'>Refn nie wybacza</title><content type='html'>&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;Pierwszy od dawna wpis na bloga, traktujący (werble) o Refnie, a mianowicie o jego najnowszym dziele, &quot;Only God Forgives&quot;. Zdaję sobie sprawę, że większość ostatnich wpisów każe sugerować, że blog zamienił się w fanpage szalonego Duńczyka, ale obiecuję, że to ostatni o nim wpis aż do następnego filmu. W niedługim czasie postaram się wrzucić coś zupełnie z Refnem niezwiązanego, prawdopodobnie o Deadpoolu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;A tymczasem - Smacznego:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.aceshowbiz.com/images/still/only-god-forgives09.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;172&quot; src=&quot;http://www.aceshowbiz.com/images/still/only-god-forgives09.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;Znów dałem się nabrać
Refnowi. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;Duńczyk jest najbardziej nieprzewidywalnym spośród
przewidywalnych reżyserów. Z jednej strony wiadomo, że kino jego można nazwać
autorskim, jak żadne inne spośród pukających obecnie do powszechnej świadomości
twórców, z drugiej jednak chwilowy flirt z mainstreamem przy okazji „Drive”
pozwalał spodziewać się&amp;nbsp; filmu dla
stosunkowo szerokiej widowni. W takim przekonaniu umacniały publikowane
sukcesywnie trailery oraz urywki filmu, kipiące od emocji i adrenaliny,
sugerujące, że „Tylko Bóg Wybacza” będzie tajskim bliźniakiem „Drive”. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;Prawdopodobnie nie tylko ja dałem się nabrać. Sądząc po
pustoszejących w trakcie seansu salach kinowych i niewybrednych komentarzach
filmowych smakoszy po raz kolejny Refn może zacierać ręce, że udało mu się
upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Stworzył film głęboko medytacyjny, na
wskroś artystyczny (o czym za chwilę), sprzedał go zaś jako twór z pogranicza
thrillera i kryminału. A ludzie wychodzący w trakcie pokazu? Cóż, i tak nie
byli dla Duńczyka targetem, a ewentualne łzy smutku zawsze otrzeć może sobie
zarobionymi na nich dolarami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;Valhalla Drivin’&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiqYwMS1zrKN9o2Fj8u29o2kEa8xcep2i38RififWSXrbPtxjSPjiVwbCaevzNCPO1tgCp8SXnL_RYGVKDiDqN4djwWeOKDVtdN2EHty2gxKQj5CmoD23hLT9I5sPubKxFSQDgKrvY9WbDs/s400/only-god-forgives07.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;172&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiqYwMS1zrKN9o2Fj8u29o2kEa8xcep2i38RififWSXrbPtxjSPjiVwbCaevzNCPO1tgCp8SXnL_RYGVKDiDqN4djwWeOKDVtdN2EHty2gxKQj5CmoD23hLT9I5sPubKxFSQDgKrvY9WbDs/s320/only-god-forgives07.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;Nowy film Refna jest prostą historią o zbrodni i zemście,
niemym pojedynku porucznika tajwańskiej policji i gangstera.&amp;nbsp; Za Filmwebem:&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; background-position: initial initial; background-repeat: initial initial; color: white;&quot;&gt;„&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; background-position: initial initial; background-repeat: initial initial; color: white;&quot;&gt;Julian (Ryan Gosling) w Bankoku jest właścicielem
klubu, w którym prowadzi nie do końca legalne interesy. Kiedy jego brat Billy
zostaje zamordowany, życie Juliana radykalnie się zmienia. Ich matka (Kristin
Scott Thomas) oczekuje, że młodszy syn odnajdzie zabójców brata i go pomści.
Mężczyzna – mimo oporów i wątpliwości – postanawia dotrzeć do człowieka, który
prawdopodobnie stoi za śmiercią Billy&#39;ego. Wie tylko, że w ciemnych zaułkach
miasta nazywają go Aniołem Zemsty...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background: black; color: white; mso-bidi-font-family: Arial; mso-highlight: black; mso-shading: #F1F1F1; mso-themecolor: background1;&quot;&gt;Tradycyjnie już u Refna fabuła nie jest najistotniejszym elementem
jego filmów. Jest tylko pretekstem do przekazania emocji, przemyśleń lub też
czystko estetycznych doznań na miarę najwyższej sztuki. Jeżeli reżyser od
samego początku swojej kariery zdradzał inklinacje w stronę formalnej
oryginalności i estetycznej doskonałości swoich dzieł, to w „Only God...”
doprowadził stronę formalną do absolutu. Każde ujęcie jest ucztą dla oczu, ani
jeden kadr nie jest skomponowany niedbale czy wstawiony na siłę.
Charakterystyczne dla twórcy długie, senne ujęcia w połączeniu z genialną
ścieżką dźwiękową Cliffa Martineza wprowadzały widza w hipnotyczny, oniryczny
stan. Wszechobecna symetria, symbolizująca prawdopodobnie ład i porządek
wielokrotnie zaburzana jest przez sceny czystej przemocy. Przez większość filmu
na obiektyw kamery nałożony jest krwistoczerwony filtr, który dość
jednoznacznie każe kojarzyć miejsce akcji z piekłem. Większośc bohaterów wydaje
się być całkiem dobrze urządzona w owym piekle, tylko nieliczni wyglądają,
jakby trafili tam za karę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background: black; color: white; mso-bidi-font-family: Arial; mso-highlight: black; mso-shading: #F1F1F1; mso-themecolor: background1;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background: black; color: white; mso-bidi-font-family: Arial; mso-highlight: black; mso-shading: #F1F1F1; mso-themecolor: background1;&quot;&gt;W „Tylko Bóg...” nastąpiło odwrócenie typowego dla Refna układu sił w
ramach płci. Najmocniejszą, centralną postacią, która nosi w sobie
charakterystyczne dla twórcy cechy, takie jak nieustępliwość, bezwzględność,
bezlitosność czy wyrachowanie, jest kobieta. Matka głównego bohatera (grana
przez świetną Kirstin Scott Thomas) jest dla filmu tym , kim dla Bronsona był
Tom Hardy a dla „Drive” postać Ryana Goslinga. O ile w kazdym poprzednim obrazie
główny bohater był przedstawieniem idei męskości, o tyle tę rolę w „Tylko
Bóg...” przejmuje własnie Scott Thomas. Sprawia to, że jej bohaterka jest w
zasadzie jedyną postacią z krwi i kości, pozostali protagoniści reżysera są
jedynie emanacjami idei, które za nimi stoją i ich konfrontacja na bokserskim
ringu nie jest bijatyką między dwoma facetami, raczej czymś na kształt boksu
między dobrem i złem, przy czym nikt nie wie, kto jest tym dobrym, a kto złym.
W tym miejscu trzeba wsadzić łyżkę dziegdziu, ponieważ mimo, że to tylko
emanacje, to jednak w filmie musiały mieć jakąś twarz. Obsada skompletowana
została niemal perfekcyjnie, niemal każda rola wbijała w fotel, ale jest jedno
ale. Ale nazywa się Ryan Gosling. O ile trudno wyobrazić sobie, żeby w „Drive”
ktoś mógł być choćby o włos lepszy, o tyle w najnowszym filmie Gosling zachowuje
się jak karykatura wykreowanej w tamtym obrazie postaci. Przez większość filmu
jego toczony bardzo paskudną odmianą kompleksu Edypa (co bardzo istotne dla
odczytania całej jego psychologicznej struktury) bohater sennie wpatruje się w
przestrzeń z miną zbitego szczeniaka. Oczywiście ta mina i to spojrzenie oddają
emocje i stan ducha głównego bohatera, jednak mając w pamięci „Drive” nie
sposób nie pomyśleć, że Gosling w „Only God...” to Driver przeglądający się w
bardzo krzywym zwierciadle.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;background-color: #f1f1f1; background-position: initial initial; background-repeat: initial initial;&quot;&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: red;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;„Only God Forgives” zdecydowanie bliżej ma do filozoficznego
“Valhalla Rising” niż popkulturowego „Drive”. Ponury, przygaszony filtr
nałożony na kamerę, oniryzm wylewający się z ekranu i olbrzymie nasycenie
symboliką (czy to religijną, czy też filozoficzną) niemal każdego kadru
sprawia, że trudno rozłączyć te dwa filmy. &amp;nbsp;W „Valhalli” bezimienny bohater płynął łodzią
ku jądru ciemności, prosto do piekła. Wygląda na to, że Ryan Gosling,
odjeżdżając w siną dal na zakończenie „Drive”, dotarł właśnie do celu podróży
Bezimiennego. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://cinema-way.com/wp-content/uploads/2013/05/Kristin-Scott-Thomas-in-Only-God-Forgives-.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;224&quot; src=&quot;http://cinema-way.com/wp-content/uploads/2013/05/Kristin-Scott-Thomas-in-Only-God-Forgives-.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;Pomimo, że uważam „Only God Forgives” za świetny film,
ciężko jest mi go z czystym sumieniem polecić. Potrafi wymęczyć widza monotonią
i przytłoczyć statycznością obrazu. Kinomani szukający akcji zmierzającej z
punktu A do B będą zawiedzeni, podobnie fani „Drive”. Jeżeli jednak ktoś, jak
ja, uwielbia „Valhallę Rising”, na seansie poczuje się jak w domu. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;W filmwebowej skali oceniłbym „Tylko Bóg Wybacza” po
jednokrotnym obejrzeniu na 8. Nie wyżej, bo choć ten film to czysty Refn, to
nawałnica symboliki i ukrytych znaczeń nieco mnie przygniotła, więc
prawdopodobnie gdybym jeszcze kiedyś skusił się na ten obraz, obejrzał go
dokładniej, ocena mogłaby podskoczyć o punkt.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/7312335175663959273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/06/refn-nie-wybacza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/7312335175663959273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/7312335175663959273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/06/refn-nie-wybacza.html' title='Refn nie wybacza'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiqYwMS1zrKN9o2Fj8u29o2kEa8xcep2i38RififWSXrbPtxjSPjiVwbCaevzNCPO1tgCp8SXnL_RYGVKDiDqN4djwWeOKDVtdN2EHty2gxKQj5CmoD23hLT9I5sPubKxFSQDgKrvY9WbDs/s72-c/only-god-forgives07.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-3995112922787040264</id><published>2013-04-27T06:39:00.001-07:00</published><updated>2013-04-27T06:39:46.232-07:00</updated><title type='text'>Zagraj to jeszcze raz, Dinokrokodylu</title><content type='html'>Krótki i lekki okolicznościowy tekst przedsesyjny, będący czubkiem góry lodowej wspaniałości, jaką są tragicznie złe filmy. Smacznego:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Głośno sapiąc, plując jadem i szczerząc kły, wielkimi
krokami zbliża się mityczna bestia, postrach intelektualnej elity
społeczeństwa, przyszłych przywódców narodu i fanów zniżek na przejazdy
komunikacją miejską – SESJA. Co najgorsze, francy praktycznie nie da się zabić,
odpędzona wraca z przerażającą regularnością. Ilu studentów tyle sposobów na
radzenie sobie z jej gorącym oddechem na karku, jednak najpopularniejsze
zdecydowanie są dwa – rzetelna nauka oraz prokrastynacja. W ramach drugiego
podejścia polecam seans najgorszych filmów świata – po pierwsze to doskonała
rozrywka, po drugie zaś oglądanie nierównego starcia grupy biednych,
biuściastych cheerleaderek z Sharktopusem lub innym Gatoroidem może uzmysłowić,
że statystyka to wcale nie najgorsze bagno, w jakie można wdepnąć.&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://ecx.images-amazon.com/images/I/613cF2m50pL._SL500_AA300_.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://ecx.images-amazon.com/images/I/613cF2m50pL._SL500_AA300_.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/o:p&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2&gt;
Jim Wynorski – the Boss&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Mówiąc o złych filmach nie sposób nie poświęcić miejsca donowi
Corleone złego filmu o swojsko brzmiacym nazwisku. Jim Wynorski spłodził
(wydalił?) przeszło 80 filmów, które podzielić można zasadzniczo na trzy
kategorie – złe filmy, złe filmy o potworach, złe porno parodie znanych filmów.
Do jego najwspanialszych dzieł należą zdecydowanie te, które opowiadają
wzruszające historie o spotkaniu nieprzystosowanych stworzeń (w zależności od
filmu – genetycznie zmutowane jaszczury lub amerykańska młodzież w różnych
konfiguracjach) i ich krwawych waśniach. Filmy takie jak „Komodo kontra Kobra”,
„Dinokrokodyl versus Supergator” czy najnowsza „Piranhoconda” wycisną łzę z oka
największego nawet twardziela. Ciekawostką w filmach Wynorskiego są gościnne
występy prawdziwych aktorów, w różnych epopejach zobaczyć mogliśmy m.in.
Michaela Madsena, C.Thomasa Howella czy Davida Carradine’a.&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
&lt;/h2&gt;
&lt;h2&gt;
Ed Wood – hipsteryzacja złego kina&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://1.fwcdn.pl/po/44/96/104496/7522256.6.jpg?l=1360208012000&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://1.fwcdn.pl/po/44/96/104496/7522256.6.jpg?l=1360208012000&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Dawno temu żył sobie człowiek imieniem Ed Wood. Ed bardzo
kochał filmy, niczego nie pragnął bardziej niż stać się wielkim reżyserem,
legendą Hollywood. Brakowało naszemu bohaterowi tylko jednego – talentu. Nie
przejmował się tym jednak zbytnio i uparcie tworzył gniot za gniotem. I pewnie
by nasz Ed odszedł w niepamięć, gdyby w książce &lt;span class=&quot;apple-converted-space&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&quot;The Golden Turkey
Awards&quot; nie nadano mu miana „najgorszego reżysera wszechczasów”. Za magnum
opus Wooda uznano „Plan 9 z kosmosu”, niemal dokumentalny obraz o inwazji
kosmitów, ożywiających zmarłych i owymi zombiakami manipulujących w celu
eksterminacji ludzkości. A, tak, i o wampirach. Aktorzy byli, scenografia
niekoniecznie, do tego budżet filmu wynosił mniej więcej tyle, ile przeciętny
student SGH tygodniowo wydaje na papierosy. Nawet jeśli nie pali.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Kult,
który narósł wokół Wooda po wydaniu wymienionej wyżej książki sprawił, że stał
się on jednym z najmodniejszych tematów rozmów hipsteryzującej młodzieży, zaś
„Plan 9 z kosmosu” zagościł obok „Ojca Chrzestnego” i „Czasu Apokalipsy” na liście
filmów, które każdy powinien zobaczyć. Być może nie o taką sławę pierwotnie
naszemu Edowi chodziło, ale podejrzewam, że nie miałby nic przeciwko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
&lt;/h2&gt;
&lt;h2&gt;
Troma – skonsultuj się z psychiatrą lub egzorcystą&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.horrortalk.com/images/reviews_q_w/TromeoJuliet/Tromeo12.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;http://www.horrortalk.com/images/reviews_q_w/TromeoJuliet/Tromeo12.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Jeśli regularnie zażywasz twarde narkotyki, a w wolnych
chwilach szyjesz sobie kombinezon narciarski z ludzkiej skóry zasłuchując się w
Stachusky’ego, koniecznie zapoznaj się z filmami Tromy!&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Zwykle kiedy ogląda się film, który z założenia jest zły,
widz dobrze się bawi, obserwując celową nieporadność i brak logiki. W przypadku
Tromy widz marzy o zamknięciu twórców w pokojach bez klamek.&amp;nbsp; „Tromeo i Julia”, „Toxic Avenger” czy
„Barbarzyńska Nimfomanka w Piekle Dinozaurów” są filmami chorymi, to trzeba
powiedzieć już na wstępie. Widać, że twórcy chcieli zrobić filmy złe,
niesmaczne i kiczowate, ale ich wizje zdecydowanie wyszły poza granice zwykłego
złego kina. Miażdżone głowy (arbuzy), wyrywane jelita (papier toaletowy),
ludzie-świnie, toksyczni mściciele i penisy potwory są tam na porządku
dziennym. Potężna dawka niesmacznej psychodelii.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Jednym słowem gorąco polecam, Troma jest super.&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
&lt;/h2&gt;
&lt;h2&gt;
Martwy mózg Władcy Pierścieni&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhFiKS9xDPQUL01wxDzdj0U0KN6NDOIWA862vxEFKh392jndA92U-iTzMhMN8-YjJdOy4fG4GRG-LjDomCzxWmALDgfgq0EHGQrEty83PR9ljlC4ovxjm_7XcD2Uz2lTIjfZP0mNeoJWt0/s320/Braindead+-+Szczuroma%C5%82pa.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhFiKS9xDPQUL01wxDzdj0U0KN6NDOIWA862vxEFKh392jndA92U-iTzMhMN8-YjJdOy4fG4GRG-LjDomCzxWmALDgfgq0EHGQrEty83PR9ljlC4ovxjm_7XcD2Uz2lTIjfZP0mNeoJWt0/s320/Braindead+-+Szczuroma%C5%82pa.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Zanim Peter Jackson zaczął kręcić pięciogodzinne reklamówki
Nowej Zelandii uchodził za geniusza niezależnego kina spod znaku makabry i
złego smaku. „Zły Smak” to zresztą tytuł jego debiutanckiego filmu, w którym
Obcy przerabiają ludzi na intergalaktyczny Fast-Food.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Najdoskonalszym dokonaniem wczesnego Jacksona był jednak
film „Martwica Mózgu” (de facto jedyny przytoczony tu film, który zyskał
faktyczne uznanie krytyki). Chwytająca za serce fabuła (kobieta ugryziona przez
małposzczura powoli zamienia się w zombie), pyszne aktorstwo i doskonała
psychologiczna konstrukcja postaci świetnie współgrają z wysmakowanymi scenami
delikatnie ukazanej przemocy. Ani jedno słowo w poprzednim zdaniu nie jest
prawdą, co powinno być wystarczającą zachętą, by na własne oczy przekonać się,
że nie ważne co aktualnie robisz, i tak masz szansę wyreżyserować Władcę
Pierścieni.&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
&lt;span lang=&quot;EN-US&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2&gt;
&lt;span lang=&quot;EN-US&quot;&gt;Komando [czyt. Come (on)
Arnold!]&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://sarcastig.files.wordpress.com/2008/09/commando_022.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://sarcastig.files.wordpress.com/2008/09/commando_022.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span lang=&quot;EN-US&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Najbardziej dostępny ze wszystkich filmów wymienionych w tym
wartościowym zestawieniu, często puszczany jako jako mega hit czy inne
superkino. W odróżnieniu od wcześniej wymienionych filmów twórców „Komando” nie
krępował ciasny budżet, a w obsadzie mieli niekwestiowanego gwiazdora. Powstał
jednak film zły, co było najlepszym, co mogło mu się przydarzyć. Niesamowite
dialogi (Right? WRONG), setki martwych wrogów Arnolda, poległych w równym
stopniu od kul, co od granitowego akcentu przyszłego gubernatora Florydy i
niemożliwa do przecenienia możliwość zobaczenia na własne oczy, jak
Schwarzenegger po morderczym pojedynku zabija Freddie’gp Mercury’ego wyrwaną ze
ściany rurą. Wielkie kino.&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
Weź się poucz&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Jako się rzekło, najgorsze filmy na świecie mają nie tylko
walor rozrywkowy, ale także edukacyjny. Pozwalają przekonać się o przykrych
konsekwencjach przebywania zbyt blisko małposzczurów, drażnienia
trzydziestometrowych dinokrokodyli czy wskakiwania do toksycznych odpadów, ale
poza tym mają tę unikalną właściwość, że zaaplikowane w odpowiedniej dawce
potrafią skutecznie zachęcić do nauki, by choć trochę podnieść zgwałcone przez
seans IQ.&amp;nbsp; Warto jednak pamiętać, że
nadmiar nauki równie dobrze co zupełne lenistwo doprowadzić może do Martwicy
Mózgu.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/3995112922787040264/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/04/zagraj-to-jeszcze-raz-dinokrokodylu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/3995112922787040264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/3995112922787040264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/04/zagraj-to-jeszcze-raz-dinokrokodylu.html' title='Zagraj to jeszcze raz, Dinokrokodylu'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhFiKS9xDPQUL01wxDzdj0U0KN6NDOIWA862vxEFKh392jndA92U-iTzMhMN8-YjJdOy4fG4GRG-LjDomCzxWmALDgfgq0EHGQrEty83PR9ljlC4ovxjm_7XcD2Uz2lTIjfZP0mNeoJWt0/s72-c/Braindead+-+Szczuroma%C5%82pa.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-8857315465339493608</id><published>2013-02-22T18:08:00.000-08:00</published><updated>2013-02-22T18:08:04.670-08:00</updated><title type='text'>Overdrive &#39;n&#39; Overdose</title><content type='html'>&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Całkiem ciekawy eksperyment, bo tekst napisany po pijaku.
Hyyp! Smacznego.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Podobno dobrej książki nie da sie streścić w dwóch
zdaniach. Chcąc choćby w części przybliżyć jej świetność musimy bardziej lub
mniej się w nią zagłębić. Choć daleki jestem od przyjęcia takiego twierdzenia
jako aksjomatu, to w tym konkretnym przypadku jestem gotów sie z nim zgodzić. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Gdybym miał wskazać jeden jedyny film, z którym zabrałbym
się na bezludną wyspę, wybór byłby trudny. Bo czy wziąć ze sobą piękną Dużą
Rybę, czy elokwentną Tokijską Opowieść, czy może szalone Dazed and Confused?
Myślę jednak, że wziąłbym skrajnie męskie, skrajnie romantyczne, skrajnie „adrenalinowe”,
skrajnie kiczowate, w końcu skrajnie popkulturowe &amp;nbsp;Drive, film chyba najciekawszego „świeżego”
twórcy, Nicolasa Windinga Refna. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.frenchtouchinfo.com/wp-content/uploads/2011/11/drive-cover2.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;http://www.frenchtouchinfo.com/wp-content/uploads/2011/11/drive-cover2.jpg&quot; width=&quot;315&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Powszechnie utartym stereotypem jest, że kobiety
uwielbiają historie miłosne, melodramaty. Męskiej części populacji z reguły
zawiłe miłosne intrygi i cukierkowo-dramatyczne zwroty wątpliwej akcji
dostarczały równie wątpliwej przyjemności co seks z przerażonym jeżem. W 2011
roku pojawiło się jednak Drive, które okazało się koncentratem z wspomnianych
melodramatów, bardzo drobno przefiltrowanym przez męską percepcję . Mówiąc „męską”,
mam na myśli pewien kod kulturowy, każący utożsamiać z tym co samcze to, co
jest proste, szczere, niewymagające słów. Taki właśnie jest stosunek
bezimiennego kierowcy (Drivera, dla przejrzystości), do poznanej przypadkiem
sąsiadki. Mimo, że w całym filmie ani razu nie pada magiczne wyznanie na „K”,
to każdy widz już po kilku chwilach będzie pewien, że do czynienia mamy z
miłością z gatunku tych największych, bezgranicznych, każących poświęcić siebie
dla dobra ukochanej osoby. Owej delikatnej myśli przewodniej filmu w żaden
sposób nie jest w stanie zakłócić forma podania tego, w moim skromnym
mniemaniu, absolutnego arcydzieła. Mimo, że Drive obfituje w charakterystyczną
dla Refna niezwykle plastycznie ukazaną przemoc (WINDA),&amp;nbsp; to często jest ona łagodzona, lub też
zupełnie marginalizowana przez sceny w pewien dziwny, hipnotyzujący sposób
romantyczne (WINDA!). &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Forma! Nieczęsto zdarza się, by w parze z wysmakowaną ,
precyzyjną, porywającą formą szła naprawdę bogata treść. Poprzedni akapit
traktował z lekka o treści, pora o formie. Refn znany jest z tego, że radzenie
sobie z finansowymi niedostatkami potrafi zmienić w sztukę. To, co w innych
produkcjach uważane byłoby za fuszerkę, u niego, po zastosowaniu miliona
zabiegów formalnych zyskuje świeżość w podaniu, a także drugie dno w
interpretacji. &amp;nbsp;Mimo, że Drive jest
najbardziej komercyjnym filmem reżysera, a co za tym idzie najmniej radykalnym
jeśli chodzi o eksperymentowanie z taśmą, to samo patrzenie na niego sprawia
niewypowiedzianą przyjemność. W największym skrócie Drive wygląda tak, jakby
Jarmusch do spółki z Tarantino zekranizowali GTA. Powolne, nawet leniwe sceny,
przedstawione w długich, statycznych ujęciach przeplatają się z teledyskowymi
sekwencjami. Ten rwany rytm filmu, wbrew opiniom wielu amatorów mocnych, acz
pustych wrażeń, dostarcza uważnemu widzowi więcej adrenaliny niż choćby milion
trupów położonych przez dowolnego Stallone’a. Skoro wspomniałem o adrenalinie,
nie sposób nie wspomnieć o ścieżce dźwiękowej, która zarówno w warstwie
lirycznej, jak i czysto muzycznej zdaje się komentować sytuację zaistniałą na
ekranie lub też dopełniać ją w niezwykle poruszający (nawet tak niechętne
muzyce elektronicznej serce jak moje) sposób.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Nawet jednak odarte z miłosnego kontekstu, zupełnie
formalnie zignorowane Drive pozostaje arcygenialnym, świetnym słabym filmem
klasy B. &amp;nbsp;Prolog o bezimiennym wirtuozie
kierownicy, który za dnia para się kaskaderką, nocą zaś bezpiecznie i piekielnie
szybko transportuje przestępców z punktu zapalnego A do bezpiecznego punktu B
jest wstępem do przedstawienia &amp;nbsp;niezbyt
zagmatwanej, jednak trzymającej w napięciu głownej osi fabularnej, a
przynajmniej odłamu osi, skupionego na Driverze, postanawiającemu przy pomocy
swoich unikalnych zdolności pomóc sąsiadowi, który znalazł się w kłopotach, bo
mafia w niezbyt wysublimowany sposób domaga się od niego zwrotu przyjacielskiej
pożyczki. Mimo, że fabuła nie jest może zbyt wyrafinowana, to angażuje widza w
stopniu, który pozwala mu na rozkoszowania się innymi, genialnymi elementami
filmu.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Ostatnim składnikiem, który złożył sie na niesamowitość
Drive, jest sama postać Drivera. Charakter grany przez Ryana Goslinga to czysty
ekstrakt z męskości. Każdy mężczyzna chciałby być nim, a każda kobieta
chciałaby być z nim. Milczący, przedkładający czyny nad słowa brutal, który
jednak pod niezwykle twardą, zewnętrzną powłoką skrywa ogromną wrażliwość.
Minimalistycznie zagranego Drivera cechuje także pewien przejmujący smutek i
poczucie samotności, bo o ile z reguły Kierowca jest doskonale logiczny i
bezwzględny wobec wrogów, o tyle w obecności swojej miłości na wierzch wychodzi
jego drugie oblicze – niezmiernie smutnego, samotnego człowieka, który jeśli
chodzi o zachowanie doskonale wpasował się w otaczający go bezwzględny świat, stał
sie jego doskonałym trybem, jednak wewnętrznie jest przez ten świat bezustannie
raniony. Właśnie taka niejednoznaczność i tajemniczość postaci, połączona z
doskonałą, minimalistyczną grą Ryana Goslinga, który wolał grać oczami niż
resztą ciała, co jest najwyższą formą kunsztu aktorskiego, daje tak
oszałamiający efekt.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Drive jest w moim odczuciu niepowtwarzalnym doznaniem
zarówno estetycznym, jak i emocjonalnym, co czyni z niego dzieło absolutnie
wybitne. Co więcej, można Drive rozpatrywać również w innych kategoriach, z
innymi punktami zaczepienia, próbować interpretować je w innym świetle lub
względem innych kryteriów. &amp;nbsp;Troszkę tylko
liznąłem pod wpływem chwili to, czym dla mnie jest Drive. A choć na pewno nie
jest najlepszym filmem, jaki widziałem, prawdopodobnie nie łapałby się nawet do
pierwszej 50, to zdecydowanie jest moim ulubionym obrazem i kocham w nim każdą
klatkę, każdą sekundę. Po ok. 10 seansach owego dzieła mogę stwierdzić, że z
której strony bym na Drive nie patrzył, film ów jest dla po prostu doskonały.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Tak jak pisałem na początku, dobrej książki nie da się
streścić w dwóch zdaniach. Jeśli chodzi o filmy, sformułowałem inną
prawidłowość – „O wybitnym filmie nie da sie po prostu zamienić dwóch zdań”.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
A ja mógłbym o Drive dyskutować i dyskutować i
dyskutować...&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/8857315465339493608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/02/overdrive-n-overdose.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/8857315465339493608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/8857315465339493608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/02/overdrive-n-overdose.html' title='Overdrive &#39;n&#39; Overdose'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-7584224329015843250</id><published>2013-02-19T06:51:00.004-08:00</published><updated>2013-02-19T06:51:56.576-08:00</updated><title type='text'>Jak oni grają. I grają.</title><content type='html'>Jakoś nie moge się zabrać do pisania, bo dawno nie widziałem filmu wartego tekstu, ale chyba niedługo wezmę się za jakiś histeryczny pean o Drive, albo może Johnny poszedł na wojnę, albo Refn. No nie wiem. A tymczasem kolejny z maglowych tekstów, taka raczej wyliczanka, o paru muzykach, którzy postanowili pograć w filmach. Smacznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Jak oni grają. I grają.&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Sukces, nieważne czy
komercyjny czy artystyczny, nie zawsze idzie w parze ze spełnieniem. Często
zdarza się, że muzycy, którzy zdążyli już wyrobić sobie markę, szukają szansy,
by zaistnieć na innym artystycznym poletku – między innymi w filmie. Część
kreacji jest czysto rzemieślniczym, niejednokrotnie siermiężnym i szpetnym
tworem, podczas gdy inne, tworzone przez prawdziwych ludzi renesansu noszą
znamiona dzieł sztuki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.romek.netrom.pl/files/romek/Tom%20Waits%204.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;http://www.romek.netrom.pl/files/romek/Tom%20Waits%204.jpg&quot; width=&quot;257&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Night on Earth&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Jednym z najlepszych przykładów
artysty zamieniającego wszystko czego się dotknie w złoto (niestety często
tylko w przenośni – sprzedaż jego płyt w Stanach długo utrzymywała się w
granicach błędu statystycznego) jest Tom Waits. Wokalista,
multiinstrumentalista, aktor, pijak. Człowiek – instytucja, którego zasługi dla
muzyki trudno zliczyć, niemal od początku kariery próbował sił w filmie. Ze
względu na radiową urodę grywał głównie epizody, niemniej wielu profesjonalnych
aktorów z pewnością pozazdrościłoby Tomowi współpracy z takimi reżyserami jak
Francis Ford Coppola, Jim Jarmusch czy Terry Gilliam. Każda z granych przez
niego postaci idealnie wpisywała się w muzyczny wizerunek Waitsa – barowego
barda, ironicznego komentatora rzeczywistości – i tworzyła z nim harmonijną
całość.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Zaczynał w 1978 r. małą
rólką w &lt;i&gt;Paradise Alley&lt;/i&gt; Sylvestra
Stallone. Waits zagrał tam samego siebie, pianistę o wiele mówiącym przydomku
Mumbles. Po takim starcie Waits nawiązał współpracę z Francisem Fordem Coppolą,
która zaowocowała takimi obrazami jak &lt;i&gt;Rumble
Fish&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Cotton Club&lt;/i&gt;. Role w tych
filmach nie wymagały od niego większego kunsztu, gdyż Tom Waits obsadzany był w
skórze Toma Waitsa. Grał barmana lub trębacza, czyli postaci, które kreował na
scenie podczas występów i w barach podczas popijania. Szansę na wykazanie się
warsztatem, faktycznego wykreowania postaci pod egidą Coppoli muzyk dostał
dopiero w 1992 roku w filmie &lt;i&gt;Dracula&lt;/i&gt;,
gdzie wcielił się w postać R.M. Renfielda, oszalałego byłego sługi Draculi,
żywiącego się owadami. Obsadzenie Toma Waitsa w roli szaleńca nie było może
szczytem kreatywności, ale krok na drodze do wyciągnięcia go z zalanej whisky
szuflady został postawiony. I nie był to pierwszy krok, bo już w 1986 r. Waits
poznał się z równym sobie szaleńcem, Jimem Jarmuschem. Ten outsider, skrajny
introwertyk, lubujący się w demitologizowaniu amerykańskiego snu i pokazywaniu
rzeczywistości bynajmniej nie różowej, a szarej, wstawionej i z niedopałkiem
papierosa tkwiącym w ustach wydawał się idealnym kompanem dla Waitsa. Rola w &lt;i&gt;Poza Prawem&lt;/i&gt; do dziś pozostaje jedynym
filmem z Tomem Waitsem w roli głównej. Czarno-biały obraz, z typowymi dla
Jarmuscha goryczą i ironią, opowiada historię ucieczki trzech osadzonych z
więzienia. Tom gra Zacka, DJ-a, który dał się wplątać w gangsterskie porachunki
i został złapany na przewożeniu zwłok w bagażniku. Waits zdawał się być
stworzony do współpracy z Jimem Jarmuschem, będąc człowiekiem, o którym ten
drugi opowiadał w każdym ze swoich wczesnych filmów. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Najbardziej znanymi
kreacjami Waitsa pozostają epizod w &lt;i&gt;Kawie
i Papierosach&lt;/i&gt; Jarmuscha, w którym wystąpił z Iggy&#39;m Popem oraz niedawna
rola w &lt;i&gt;Parnassusie&lt;/i&gt; Terry&#39;ego
Gilliama, gdzie wcielił się w role demonicznego Pana Nicka, diabła, który
trzyma w szachu tytułowego doktora. Z niewiadomych przyczyn Waits nigdy nie
przeniknął jednak do masowej świadomości widowni i nie uzyskał statusu gwiazdy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Synchronicity&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Zgoła odmiennym przypadkiem
jest filmowa przygoda Stinga, który zdobył olbrzymią popularność jako wokalista
grupy &lt;i&gt;The Police&lt;/i&gt;. „Blond Kupidyn” nie
musiał grywać dwuminutowych epizodów u niszowych reżyserów, dostawał znaczące
role w mainstreamowych filmach, aktorstwo porzucił jednak w 2003 r. Karierę
filmową zaczął z przytupem, debiutował w &lt;i&gt;Kwadrofonii&lt;/i&gt;
jako idol i guru modsów, subkultury młodzieżowej z Wielkiej Brytanii, pałającej
gorącą nienawiścią do rockersów. Subkulturowa rywalizacja jest jednak tylko
tłem dla dramatu pokoleniowego, osadzonej w nietypowych realiach historii o
dojrzewaniu i szukaniu swojego miejsca w świecie. Film, będący luźną
ekranizacją rock-opery &lt;i&gt;The Who,&lt;/i&gt;
zyskał przy wydatnej pomocy Stinga miano filmu kultowego. Pięć lat po
imponującym debiucie Gordon Sumner zagrał
jedną z wiodących ról w &lt;i&gt;Diunie&lt;/i&gt; Davida
Lyncha. Surrealistyczny obraz science-fiction opowiada o walce klanów o pozyskanie
„przyprawy”, substancji używanej do podróży kosmicznych. Film nie oczarował
krytyków, ale okazał się najbardziej kasowym dziełem w dorobku reżysera. W rok
po premierze &lt;i&gt;Diuny&lt;/i&gt; na ekrany wszedł
film z najbardziej nietypową rolą Stinga. Muzyk wcielił się w nim w doktora
Frankensteina, opętanego wizją stworzenia idealnej kobiety. Po wielu próbach
udaje mu się powołać do życia twór o niebanalnym imieniu Ewa. Już po fakcie
okazuje się, że może lepiej byłoby skorzystać z oferty portalu randkowego. Choć
sam film nie prezentuje sobą nader wysokiego poziomu, Sting stworzył wiarygodną
kreację. Po &lt;i&gt;Oblubienicy Frankensteina&lt;/i&gt;
skupił się na karierze muzycznej. Na kolejną dużą rolę musiał czekać do 1988
roku, kiedy zagrał w &lt;i&gt;Burzliwym
Poniedziałku&lt;/i&gt;, zaskakującym brytyjskim dreszczowcu. Pomimo obsady najeżonej
gwiazdami (Melanie Griffith, Tommy Lee Jones) Sting wypadł zaskakująco dobrze
jako właściciel klubu jazzowego. Ostatnią zapadającą w pamięć rolą twórcy &lt;i&gt;Roxanne&lt;/i&gt; była drugoplanowa kreacja w
filmie Guya Ritchiego &lt;i&gt;Porachunki&lt;/i&gt;.
Sting wcielił się tam w rolę JD, właściciela baru, jedynego człowieka, który
ograł w karty lokalnego gangstera. Tą rolą faktycznie zakończył swoją karierę
aktorską i było to zakończenie w stylu rozpoczęcia – z przytupem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;b&gt;The Eminem Show&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Jeśli Tom Waits bywał
obsadzany w roli samego siebie, Eminem dostał o sobie cały film. Człowiek,
który nie miał wiele wspólnego w filmem i aktorstwem, ale miał za to historię,
którą opowiedział za pośrednictwem &lt;i&gt;Ósmej
Mili&lt;/i&gt;. Obraz traktuje o tygodniu z życia Jimmy&#39;ego „B-Rabbita&quot; Smitha,
młodego BIAŁEGO rapera, który próbuje osiągnąć sukces w dziedzinie zdominowanej
przez czarnych. Coś jak karzeł w NBA. Postać tę można, a nawet trzeba,
utożsamiać z Eminemem, gdyż film oparty jest na jego życiu. Tym, co nadaje temu
sztampowemu w gruncie rzeczy filmowi o młodym gniewnym/dzielnym/zdolnym, który
mimo wszelkich przeciwności losu osiąga sukces, spełnia wielkie marzenie, jest
odtwórca głównej roli. Eminem nadaje swojej postaci bolesnej wręcz
autentyczności, wrzuca w nią całą swoją wściekłość, co sprawia, że momentami ma
się wrażenie oglądania dokumentu, a nie koloryzowanej fabuły. &lt;i&gt;Ósma mila&lt;/i&gt; jest pierwszym i jak dotąd
ostatnim przykładem aktorskich poczynań rapera, więc raczej nieprędko
przekonamy się, czy Marshall Mathers jest nieoszlifowanym aktorskim diamentem,
czy po prostu historia, którą przedstawiał w &lt;i&gt;Ósmej Mili&lt;/i&gt; była historią tak osobistą, że przed kamerą nie tyle
grał, tylko przeżył przeżywał ją jeszcze raz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://haphazardnessryan.files.wordpress.com/2012/08/fightclub_272pyxurz.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;203&quot; src=&quot;http://haphazardnessryan.files.wordpress.com/2012/08/fightclub_272pyxurz.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;raduje się serce, raduje się dusza&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Cienka Czerwona Kredka Do
Oczu&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
I w końcu, człowiek o którym
nie można zapomnieć w tego typu zestawieniach, choć w tym przypadku droga,
którą przebył, jest odwrotna. Zaczynał on jako aktor niewielką rólką w roku
1995, grając w nieco niedocenianych &lt;i&gt;Skrawkach
życia&lt;/i&gt;, by w 2002 r. stać się bożyszczem nastolatek i hersztem zbrodniczej
grupy zrzeszonej pod banderą &lt;i&gt;30 Seconds
to Mars&lt;/i&gt;. Nie byłoby o nim w tym tekście nawet słowa, gdyby nie fakt, że pan
Jared Leto miał irytujący zwyczaj pojawiania się w większości dobrych/głośnych
filmów na świecie. Wspomnieć wystarczy choćby takie tytuły jak, &lt;i&gt;Cienka Czerwona linia &lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Podziemny Krąg&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Requiem dla Snu&lt;/i&gt;. Zaskakujące jest to, że zamiast jako niezły
(momentami świetny) aktor Jared Leto w masowej świadomości istnieje jako
wymalowany idol emo-nastolatek, gdyż warunki do wejścia do bardzo szeroko
pojętej pierwszej ligi Hollywood zdecydowanie ma.&lt;b&gt;Hall of Fame/Shame&lt;/b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
W tekście nie zmieściło się
oczywiście wielu równie lub nawet bardziej utalentowanych muzyków, którzy grać
potrafili nie tylko na estradzie żeby przytoczyć tylko Davida Bowie (&lt;i&gt;Labirynt&lt;/i&gt;), Cher (&lt;i&gt;Maska&lt;/i&gt;), nawet raper Ice-T znalazł swoją niszę, czynnie współtworząc
filmy klasy B, C, D itd. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
Nie zawsze jednak transfer
gwiazdy estrady na ekran kończy się sukcesem. Istnieje dziwna korelacja między
stopniem wyrafinowania tworzonej przez gwiazdę muzyki, a jej zdolnościami
aktorskimi. Na poparcie takiej tezy można przytoczyć przykład Britney Spears (&lt;i&gt;Dogonić marzenia&lt;/i&gt;), Janet Jackson (&lt;i&gt;Gruby i Chudszy 2&lt;/i&gt;), czy Rihannę
(ekranizacja gry w statki &lt;i&gt;Battleship&lt;/i&gt;).
Przed kamerą nie da się niestety wystąpić z playbacku lub korzystać z
dobrodziejstw AutoTune&#39;a. Parafrazując słowa Jerzego Stuhra – śpiewać każdy
może, ale z talentem do grania trzeba się urodzić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/7584224329015843250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/02/jak-oni-graja-i-graja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/7584224329015843250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/7584224329015843250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/02/jak-oni-graja-i-graja.html' title='Jak oni grają. I grają.'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-7576266724391534099</id><published>2013-02-10T16:56:00.001-08:00</published><updated>2013-02-10T17:00:11.760-08:00</updated><title type='text'>Po sobotnich balach chodniki zarzygane...</title><content type='html'>Do nowego Magla, pobieżnie o filmach Smarzowskiego, wersja wstępna, przedkorekcyjna blabla. 8000 znaków to bardzo niewielki limit jak na tak duży temat. W zasadzie wszystko jest ledwie liźnięte, o każdym z tych filmów można by napisać doktorat, ale mam nadzieję, że jakaś w miarę przejrzysta myśl z tego grafomańskiego smęcenia wynika. Smacznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Piekło, każdy naród ma swój własny kocioł, w którym doznaje
uciech gotowania się w smole i gorącym oleju. Przy każdym kotle stoi diabeł.
Gdy któryś z Francuzów, Greków, czy innych Ugandyjczyków próbuje wygramolić się
z kotła, diabeł od razu dźga prewencyjnie delikwenta szpicem, by ten nie
pomyślał sobie, że z tego piekła da się wygramolić. Tylko przy kotle Polaków
brak jakichkolwiek strażników, bo gdy którykolwiek próbuje się wydostać, rolę
diabłów z radością pełnią inni Polacy, z werwą ściągając kolegę na samo dno
gara.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Wrzucanie widza właśnie do takiego kotła umiłował sobie
Wojciech Smarzowski, najbardziej polski &amp;nbsp;z polskich reżyserów (tak, znacznie bardziej
polski od niejakiego Andrzeja Wajdy). I pomimo, że w kontekście ogólnej
kondycji rodzimej kinematografii takie określenie można by uznać za
pejoratywne, to w tym przypadku jest wyrazem uznania dla najwyższego kunsztu
autora, ponieważ nikt jak Smarzowski nie potrafi&amp;nbsp; wyciągnąć na powierzchnię narodowych przywar,
które siedzą głęboko w Polakach. Analiza Polaka w wykonaniu Smarzola (jak sam
każe do siebie mówić) nie ogranicza się jednak do kultywowania stereotypów o
naszym kraju, które są zakorzenione w umysłach przeciętnego Europejczyka czy
Amerykanina. W jego filmach pokazane są te zachowania i mentalność, które
zrozumieć mogą tylko osoby na codzień żyjące w Polsce, w kraju, w którym
polityczna transformacja przebieg(ł)a całkiem sprawnie, podczas gdy ta mentalna
ciągle jest w powijakach. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Filmy Smarzowskiego cechuje brud i moralna zgnilizna bohaterów,
które wydają się być nie tyle zwichnięciem ich własnego moralnego kręgosłupa,
co zwyrodnieniem wywołanym przez komunistyczną spuściznę i społeczne
przyzwolenie, a nawet pochwałę kombinatorstwa i oportunizmu. Smarzowski
pokazuje Polskę spoconą i śmierdzącą gorzałą, Polskę lewych interesów i równie
nieprawych ludzi. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Małżowina&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Niespełna godzinny, telewizyjny debiut reżysera z 1998r na
pozór nie wpisuje się w poetykę jego późniejszych dzieł, ponieważ zamiast
pokazania brzydkiego wycinka panoramy społeczeństwa polskiego skupia się
bardziej na jednostce, jej problemach, przemyśleniach i jej radzeniu sobie z
rzeczywistością. Moim zdaniem jednak ten film jest kluczowy dla odczytania
późniejszej twórczości Smarzola, ponieważ (nad)wrażliwe oko może zauważyć, że
główny bohater koreluje w pewien sposób z widzem zaznajamiającym się z
„Weselem”, „Domem złym” czy „Drogówką”.&amp;nbsp;
Niby jest odizolowany w swoich czterech ścianach od otaczającego go
brudu, niby obserwuje wszystko przez zniekształcający obraz wizjer/ekran, ale
podświadomie czuje, że sam w sobie również ma sporą porcję tych odrażających
cech, jak główny bohater,&amp;nbsp; „robiący w
kulturze” M. który wnikliwie obserwuje otaczający go świat – wrzeszczącego
sąsiada-alkoholika, paplającą sąsiadkę, odgłosy miłości bynajmniej
nieplatonicznej, czyli całą kakofonię, która jest tak charakterystyczna dla
filmów Smarzowskiego. Pomimo dystansowania się od tych zachowań (&quot;zupełnie jak zwierzęta&quot; - mawia M.) sam bohater tkwi w tym samym bagnie, co znienawidzeni sąsiedzi. Korzysta z usług prostytutek, a jego spotkania z kumplami kończą się z reguły łazienkowymi sesjami poalkoholowych wymiotów.&amp;nbsp;Ot, taka drobna codzienna hipokryzja.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Wesele&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
W 2004 roku Smarzowski zabrał widzom pośrednika w percepcji
jego filmów, jakim był M. i kazał samodzielnie dochodzić do nieciekawych
wniosków o samych sobie. Fabuła „Wesela” kręci się wokół wiejskiego ślubu,
który bogaty gospodarz, Wojnar, wyprawia swojej ciężarnej córce. Wesele trzeba
wyprawić, bo co sobie ludzie o córce lokalnego bogacza pomyślą. I nieważne jest
to, że pan młody panny młodej nie kocha – dostanie sportowy samochód, to
powinno być wystarczającym zadośćuczynieniem. Zresztą ów samochód, jak i
wszystko inne na tym weselu, jest mocno podejrzane. Zapłaty za auto domaga się
mafia, wódka pochodzi z przemytu, a bigosu podawanego gościom w żaden sposób
nie można nazwać świeżym. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://m.ocdn.eu/_m/701d0e7e3feae8396282319ef7936f7c,12,1.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;239&quot; src=&quot;http://m.ocdn.eu/_m/701d0e7e3feae8396282319ef7936f7c,12,1.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
„Wesele” osadzone jest we współczesnych czasach, jednak
bohaterowie filmu wyglądają na żywe relikty peerelowskiej mentalności. Lewe
interesy, drobne machlojki, pozerstwo, a wszystko spowite w oparach wódki,
którą weselnicy wlewają w siebie w ilościach hurtowych. Hurtowo wylewa się z
ekranu również główny polski towar eksportowy – żółć i zawiść w stosunku do
każdego. Gospodarz organizuje wesele w myśl zasady „zastaw się, a postaw się”.
By zademonstrować swoje bogactwo gotów jest niemal na każdą brudną zagrywkę.
Goście, ledwo widzący na oczy, zastanawiają się tylko, jak komu podłożyć
świnię, względnie wychędożyć druhnę w obskurnej toalecie. Doskonałym
komentarzem do moralnej kondycji weselników jest repertuar weselny, w którym
pijacka wersja „Roty” przeplata się z „Białym Misiem”. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Dom Zły&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Brzydota protagonistów Smarzola swoje korzenie miała w
czasach PRLu, czasach nędznej wódki, biedy i zwierzęcego seksu. Nie tej Polski
walczącej o wolnośc waszą i naszą, ale tej umorusanej, zapitej i życzącej
sąsiadowi skręcenia karku, albo przynajmniej spalenia domu. Jak w żadnym innym
swoim filmie reżyser dehumanizuje bohaterów, w sposób najbardziej jaskrawy
pokazując, co jest w nich najpodlejsze. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Środoń wiedzie nijakie życie wiejskiego zootechnika. Nie
wychyla się, nie chce od życia niczego więcej. Wszystko zmienia się wraz ze
śmiercią jego żony.&amp;nbsp; Gwałtowny upadek
moralny bohatera nie sprawia, że staje się wyrzutkiem zdrowego społeczeństwa,
tylko pozwala mu wyrównać do jego poziomu, poziomu „jak ja nie zjem Ciebie, to
Ty zjesz mnie”. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
„Dom Zły” jest jak do tej pory najbardziej ponurym filmem w
dorobku reżysera, jedynym promykiem nadziei jest scena narodzin dziecka, która
pozwala przypuszczać, że los się jeszcze może odmienić. Jednak w kontekście
twórczości Smarzowskiego berbeć symbolizować może coś zupełnie odwrotnego&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Róża&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
W nagrodzonej na WFF „Róży” autor cofa się o kolejne
pokolenie, pokazując powojenne, traumatyczne i faktycznie przerażające losy
Mazurów. Przedstawia raczej losy ofiar, niż oprawców. W każdym poprzednim
filmie Smarzowski stosował jakiś zabieg, który w jakiś sposób pokazywał, że to,
co widzimy na ekranie to nie dokumentalny zapis wydarzeń, tylko film. W
„weselu” była to groteska, w „Domu Złym” pewna nadrealność , zaś w „Małżowinie”
ciekawe zabiegi formalne. W „Róży” wszystko cechuje się bolesnym wręcz
realizmem, co potęguje emocjonalne oddziaływanie filmu. Nietypowe jest to, że
swoim protagonistą Smarzol ustanowił postać niemal krystalicznie czystą,
niezłomną. Tadek jest skrajnie różny od innych filmowych bohaterów reżysera.
Być może tak dobra postać została wprowadzona dla kontrastu, pokazania jasnego
punktu, ponieważ skala zła obecnego w filmie pobiła wszelkie rekordy, nie tylko
w polskim kinie. Róża jest filmem wielkim, choć przerażającym, ponieważ
Smarzowski wychodzi poza granice Polski i pokazuje, że zło jest rzeczą
uniwersalną i pomimo najszczerszych chęci i starań nawet najczystszych
jednostek, zazwyczaj triumfuje.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;Drogówka&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Najnowszy, jeszcze świeży film wesołego Wojtka traktuje o
grupie policjantów z warszawskiej drogówki. Stróże prawa przedstawieni są w sposób,
w jaki lubią myśleć o nich ludzie z pokolenia JP (bynajmniej bez liczebnika 2
na końcu skrótu). To banda skorumpowanych, wiecznie pijanych i niepotrafiących
utrzymać chuci na wodzy indywiduów, których naczelną wartością w życiu jest
oportunizm, a z nihilizmu uczynili niemal religię. Każdy z siódemki bohaterów
symbolizuje jeden z grzechów głównych, ale nikt nie ogarnicza się wyłącznie do
swojej specjalności, więc wszyscy taplają się w jednym bagnie. Film posiada tak
wielką moc oddziaływania również dlatego, że zepsuci w nim nie są wyłącznie
główni bohaterowie, zepsute jest całe miasto, w którym żyją i pracują. Przeraża
to, że mentalna spuścizna Polski Ludowej siedzi głęboko w dosłownie każdym,
kogo wyłapie oko kamery. Brak jest postaci stricte pozytywnych, brak jest też
jakiejkolwiek nadziei, bo gdy głównemu bohaterowi udaje się w pewnym stopniu
wyjść z zakrętu, spotyka go spóźniona, ale zasłużona kara. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://img.interia.pl/rozrywka/nimg/7/i/Kadr_filmu_Drogowka_6047407.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;194&quot; src=&quot;http://img.interia.pl/rozrywka/nimg/7/i/Kadr_filmu_Drogowka_6047407.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Najstraszniejsze w filmach Smarzowskiego jest to, że oglądając
je ma się dziwną świadomość gdzieś z tyłu głowy, że filmy te, mimo wielkiego
przejaskrawienia i hermetyczności wycinków polskiego społeczeństwa (policjanci,
wiejscy weselnicy) którego dotyczą, w pewien sposób opowiadają o samym widzu.
Taki paradoks jego filmów – niby ten obraz nas nie dotyczy, a jednak boli.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/7576266724391534099/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/02/po-sobotnich-balach-chodniki-zarzygane.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/7576266724391534099'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/7576266724391534099'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/02/po-sobotnich-balach-chodniki-zarzygane.html' title='Po sobotnich balach chodniki zarzygane...'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-4181126302021008446</id><published>2013-02-09T14:47:00.001-08:00</published><updated>2013-02-09T14:47:29.922-08:00</updated><title type='text'>Lubię filmy, które znam. Te znam, bo widziałem je po kilka(naście) razy.</title><content type='html'>&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Miałem wstawić tekst o „Drogówce”, Smarzowskim w szerszym
ujęciu i o tym, jak wielkimi gnojami wszyscy według tego uroczego dżentemlena
jesteśmy, ale nie czuję się dziś na siłach, by spłodzić tak posępny tekst, więc
Smarzowskie przyjemności będą jutro/pojutrze/w Maglu, a dziś coś zdecydowanie
mniej zobowiązującego. Jako się rzekło a propos filmowego podsumowania roku,
postanowiłem rozwinąć ideę różnorakich topów. Na pierwszy ogień rzucę niezwykle
wysublimowane kryterium – top ileśtam moich ulubionych filmów. Nie najlepszych,
jakie widziałem, tylko ulubionych, takich, które mogę oglądac bez przerwy.
Wbrew pozorom różnica jest znaczaca. Kolejność jest raczej przypadkowa,&amp;nbsp; film nr 1 wcale nie musi być moim ulubionym
wszechczasów, bo jednego takiego nie mam. Smacznego.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpFirst&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;1.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Tokijska Opowieść&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://1.fwcdn.pl/ph/08/14/110814/202970.1.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;http://1.fwcdn.pl/ph/08/14/110814/202970.1.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpFirst&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Jarmusch trzydzieści lat przed Jarmuschem.
Piękna, leniwa opowieść o tym, że starych drzew się nie przesadza, pokazująca
zderzenie spokojnego świata ludzi starszych z rozpędzonym, nowoczesnym światem
ich dzieci. Wszystko to na tle niesamowicie sfilmowanego Tokio, będącego
równorzędnym z postaciami wykreowanymi przez aktorów bohaterem filmu.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;2.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Dystrykt 9&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.obmawiamy.pl/wp-content/uploads/2009/10/dystrykt-9-425x249.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;187&quot; src=&quot;http://www.obmawiamy.pl/wp-content/uploads/2009/10/dystrykt-9-425x249.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Klasyka ksenofobii i nietolerancji,
doskonale zuniwersalizowana poprzez zastąpienie
czarnoskórych/rudych/gejów/Żydów przybyszami z kosmosu. Pokazuje, że najgorszym
potworem jaki istnieje w znanym nam świecie nie jest chupacabra, dwugłowy rekin
czy krewetkopodobny kosmita, ale człowiek.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;3.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Kraina Traw&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.pluscamerimage.pl/data/img/dea78396b95deab.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;200&quot; src=&quot;http://www.pluscamerimage.pl/data/img/dea78396b95deab.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
W moim prywatnym rankingu najlepszy film
Terry’ego Gilliama, będąca bardzo subtelnym cytatem z Alicji w Krainie Czarów,
a także dowód na niczym nieograniczoną wyobraźnię twórcy. Gilliam to taki
dojrzalszy Burton do kwadratu, a Kraina Traw to jego magnum opus.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;4.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Duża Ryba&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://gregsaltiel.com/wp-content/uploads/2011/06/Big-Fish.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;198&quot; src=&quot;http://gregsaltiel.com/wp-content/uploads/2011/06/Big-Fish.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Specjalnie w sąsiedztwie Krainy Traw, w
celu skonfrontowania Burtona z Gilliamem. Duża Ryba, w przeciwieństwie do
Tideland reprezentuje typ bajkowości, który nie przyprawia widza o koszmary,
funduje mu za to olbrzymi uśmiech na twarzy. Poza szalona wyprawą głównego
bohatera, która sama w sobie jest świetna, Big Fish w bardzo uroczy i piękny sposób
traktuje o trudnych relacjach w rodzinie i o tym, że dobrze czasem pomarzyć.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;5.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Big Lebowski&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqpvxy7r5cBx05IjXztjt6ckrqlndUYYfKNuerEHj2Lms_s771OceK4x9AmGQ2KWOJOAakLElEWqMWf1_JKG4lMzVUEyLk2FQHUiqn-S1ors5Jq8kdbENcLBd1K7zGw3isMFEY_fWBL44/s1600/the_big_lebowski.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;292&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqpvxy7r5cBx05IjXztjt6ckrqlndUYYfKNuerEHj2Lms_s771OceK4x9AmGQ2KWOJOAakLElEWqMWf1_JKG4lMzVUEyLk2FQHUiqn-S1ors5Jq8kdbENcLBd1K7zGw3isMFEY_fWBL44/s320/the_big_lebowski.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Gdyby ktoś obiektywnie próbował zrobić
ranking „najfajniejszych filmów świata”, Big Lebowski miałby zapewnione miejsce
na podium. W tym filmie fajne jest wszystko: główny bohater, jego koledzy,
fabuła, dialogi, muzyka, wszystko. Chyba najlepsze wcielenie tych weselszych
braci Coen.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;6.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Komando&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.eoinbutler.com/wp-content/uploads/2010/06/Commando.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;172&quot; src=&quot;http://www.eoinbutler.com/wp-content/uploads/2010/06/Commando.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Niesamowicie przerysowane kino akcji. Gdyby
zebrać do kupy wszystkie najbardziej męskie momenty z dylogii „Niezniszczalnych”,
nie osiągnięto by nawet połowy męskości, którą emanował w tym filmie Arnie. Onelinery
ostre jak brzytwa, brzytwy ostre jak brzytwa i rekordowa ilość trupów zapewniły
Komando status filmu kultowego.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;7.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Upadek&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.radiownet.pl/system/post/media_posts/avatars/57252/large/falling_down.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;180&quot; src=&quot;http://www.radiownet.pl/system/post/media_posts/avatars/57252/large/falling_down.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Każdy może mieć zły dzień. Taki zły dzień
miał William „D-Fens” Foster. Korek, upał, bzycząca mucha. Zamiast jednak kląć
pod nosem William wychodzi z samochodu i, by zdążyć na urodziny córki idzie
piechotą przez miasto, siejąc zniszczenie i chaos wszędzie gdzie się pojawi.
Ale tak naprawdę chce tylko spokoju. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;8.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Leon Zawodowiec&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://1.fwcdn.pl/ph/06/71/671/181939.1.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;http://1.fwcdn.pl/ph/06/71/671/181939.1.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Jeden z dwóch „męskich romansów”, które
znalazły się na tej liście. W dziwny sposób piękna historia relacji
mordercy-analfabety z jedenastoletnią dziewczynką z dysfunkcyjnej rodziny, w
dodatku rodziny wymordowanej przez skorumpowanych policjantów. Ponadto świetne,
inteligentne kino sensacyjne. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;9.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Nieugięty Luke&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.mediabistro.com/fishbowlla/files/original/CoolHandLuke.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://www.mediabistro.com/fishbowlla/files/original/CoolHandLuke.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Kontestacja niemająca zmienić świata, tylko
będąca style bycia bohatera. Nawet jednak tak egoistyczna postawa, jeśli jest
szczera i prawdziwa, może okazać się inspirująca.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;10.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Uczniowska Balanga&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://mesfilmclub.com/wp-content/uploads/2012/10/dazed-and-confused.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;178&quot; src=&quot;http://mesfilmclub.com/wp-content/uploads/2012/10/dazed-and-confused.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Radość z życia w czystej postaci. Film
osadzony w latach 70, pełnych wspaniałej muzyki, wolności i narkotyków. Dazed
and confused to jeden z obrazów, które widziałem na pewno powyżej 10 razy i za
każdym razem oglądając tęskniłem za czasami, w których nigdy nie żyłem. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;!--[if !supportLists]--&gt;11.&lt;span style=&quot;font-size: 7pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;!--[endif]--&gt;Drive&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhMWEl896a31KVkQOngbt-H6Vcdy6PVeh-3gdiQ6cf51Kojs6VwW-IqIAU_h6Y7z2lRP6mFeRN85U4W2xQ1dqWgSfPh7xSnCeJdtJyXR0jWbIwR_sqILdB6UC-Ku0soNHnBxj-KEUoQSjg/s1600/drive-2011-movie-1024x768-wallpaper-6756.jpeg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhMWEl896a31KVkQOngbt-H6Vcdy6PVeh-3gdiQ6cf51Kojs6VwW-IqIAU_h6Y7z2lRP6mFeRN85U4W2xQ1dqWgSfPh7xSnCeJdtJyXR0jWbIwR_sqILdB6UC-Ku0soNHnBxj-KEUoQSjg/s320/drive-2011-movie-1024x768-wallpaper-6756.jpeg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot; style=&quot;mso-list: l0 level1 lfo1; text-indent: -18.0pt;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
Ten film każdy facet powinien oglądać w
walentynki ze swoją drugą połową. Drive jest melodramatem dla mężczyzn,
najbardziej romantycznym filmem, jaki kiedykolwiek widziałem. Gdybym miał się
pokusić o wybranie jednego ulubionego filmu, Drive biłoby się o palmę
pierwszeństwa z Dużą Rybą. W tym filmie doskonałe jest wszystko.
Minimalistyczna gra Goslinga, genialna muzyka (choć normalnie nie słucham
elektroniki), prosta, ale wspaniała fabuła, gęsty klimat, który de facto trudno
opisać i w końcu ocean emocji, który wylewa się z ekranu. Ciężko jest opisać,
czym dokładnie jest Drive, poza tym, że w moim prywatnym mniemaniu jest
arcydziełem. To tak, jakby Tarantino i Jarmusch wyreżyserowali GTA. Cudo&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
i taki bonus&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;object width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;BLOGGER-youtube-video&quot; classid=&quot;clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000&quot; codebase=&quot;http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0&quot; data-thumbnail-src=&quot;http://0.gvt0.com/vi/EAFCg_XcNqg/0.jpg&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/EAFCg_XcNqg&amp;fs=1&amp;source=uds&quot; /&gt;&lt;param name=&quot;bgcolor&quot; value=&quot;#FFFFFF&quot; /&gt;&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot; /&gt;&lt;embed width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot;  src=&quot;http://www.youtube.com/v/EAFCg_XcNqg&amp;fs=1&amp;source=uds&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpMiddle&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoListParagraphCxSpLast&quot;&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/4181126302021008446/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/02/lubie-filmy-ktore-znam-te-znam-bo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/4181126302021008446'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/4181126302021008446'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/02/lubie-filmy-ktore-znam-te-znam-bo.html' title='Lubię filmy, które znam. Te znam, bo widziałem je po kilka(naście) razy.'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqpvxy7r5cBx05IjXztjt6ckrqlndUYYfKNuerEHj2Lms_s771OceK4x9AmGQ2KWOJOAakLElEWqMWf1_JKG4lMzVUEyLk2FQHUiqn-S1ors5Jq8kdbENcLBd1K7zGw3isMFEY_fWBL44/s72-c/the_big_lebowski.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-53149259446633183</id><published>2013-01-31T15:26:00.001-08:00</published><updated>2013-01-31T15:26:30.874-08:00</updated><title type='text'>Życie, życie jest nowelą...</title><content type='html'>&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: red;&quot;&gt;UWAGA SPOJLERY WIELKIE JAK STODOŁA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6WWLJPHwJjgQrcqq55n7H9U3-hz9-GoB7RsWtFNhyXyouinWK6OenbDJfh_dVosW532ZZbn_fyd-WcX6hVvb_wc8RxkLjatVqzHYMWIByF3bzRcPs9AUrUSJnxQEOxAbmhZxLQ4hEYTPW/s1600/Holy-Motors-612x300.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;156&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6WWLJPHwJjgQrcqq55n7H9U3-hz9-GoB7RsWtFNhyXyouinWK6OenbDJfh_dVosW532ZZbn_fyd-WcX6hVvb_wc8RxkLjatVqzHYMWIByF3bzRcPs9AUrUSJnxQEOxAbmhZxLQ4hEYTPW/s320/Holy-Motors-612x300.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Kino surrealistyczne ma w sobie coś, co nieodparcie mnie do
niego przyciąga. Nie jestem pewien, czy jest to spowodowane faktem, że
odrealnione, dziwaczne obrazy przypominają widzowi, że to co widzi na ekranie
to tylko film, coś, co go namacalnie nie dotyczy, czy też przeciwnie,
surrealistyczne motywy eksponowane przez reżyserów mają swój odpowiednik,
kłębiący się gdzieś głęboko z tyłu głowy widza. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Lubię też, kiedy film nie jest jednoznaczny. Nie mam tu na
myśli otwartego zakończenia w stylu genialnego „Before Sunset”, które każe się
zastanawiać, jak potoczą się losy bohaterów, tylko kiedy obraz można
interpretować na wiele sposobów i każdy jest &amp;nbsp;właściwy.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Lubię w końcu, kiedy krótki opis fabuły filmu nic a nic o
nim nie powie, vide „Drive” czy „Donnie Darko”.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Udało mi się kilka dni temu pójść na film, który łączy wszystkie
wymienione powyżej cechy. Mowa o „Holy Motors” w reżyserii radosnego Leosa
Caraxa. Za filmwebem: Bohaterem
filmu jest Oscar, milioner pracujący dla tajemniczej agencji. Jego zadanie
polega na wcielaniu się w obcych ludzi i poświęcaniu dla nich własnej
tożsamości.&amp;nbsp; Opis intrygujący, ale w
rzeczywistości ledwie przemykający się po istocie tego, czym dla mnie było Holy
Motors. A było kilkoma filmami i jednym niepowtarzalnym doznaniem&amp;nbsp; zawartymi w niecałych dwóch godzinach seansu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Po
pierwsze Holy Motors to doskonała zabawa w kino. „O filmie w filmie w ramach
filmu”, cytując klasyka. Już pierwsza scena, w której mężczyzna w piżamie
wstaje z łóżka, by sekretnymi drzwiami dostać się na wypełnioną salę kinową, w
domyśle tę, na której to my się znajdujemy, pokazuje, że będzie to po części
obraz autotematyczny. W miarę rozwoju wypadków (choć film w zasadzie nie
posiada fabuły, ma raczej budowę nowelową. Lepszym określeniem byłoby „w miarę
rozwoju bohatera”) ten autotematyzm staje się jeszcze bardziej widoczny. Każda
nowelka, każde wcielenie bohatera to mini hołd złożony poszczególnym gatunkom
filmowym, od horroru, przez melodramat, SF, aż po musical. Do mojej
zdegenerowanej wyobraźni zdecydowanie bardziej przemawia odrealniony, może
nieco makabryczny ukłon niż słodki hołd w stylu „Artysty”. W tym pierwszym
podejściu jakby więcej szacunku, mniej wazeliny.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Po
drugie to świetna, surrealistyczna jazda, na którą zabiera nas limuzyną główny
bohater. „Praca” Oskara nie polega na wcielaniu się w dane postacie, ale na
przeistoczeniu się w nie. Jeśli postać musi kogoś zabić, Oskar go zabija, jeśli
trzeba porwać modelkę z sesji zdjęciowej, robi to. Co ciekawe, nawet gdy
zostaje wielokrotnie postrzelony, otrzepuje się i wsiada z powrotem do
limuzyny, bo przeciez nie może spóźnić się na kolejne spotkanie. Mimo, że staje
się żądanymi postaciami bez reszty, cały czas zdaje sobie sprawę z tego, że nie
jest nigdy sobą, co świetnie ilustruje scena melodramatyczna, gdy Oskar przez
chwilę jest umierającym starcem, któremu w ostatnich chwilach towarzyszy siostrzenica.
Po planowym zgonie owego wujaszka bohater grzecznie przeprasza siostrzenicę i
zabiera się do wyjścia, ale zanim opuści pokój, podziękuje siostrzenicy za miłą
współpracę. Jak się okazuje, owa kobieta trudni się tym samym co główny
bohater. Obydwoje są aktorami, których nikt nie filmuje, nikt nie ogląda. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Po
trzecie w końcu, i, moim zdaniem tym, co najważniejsze, Holy Motors jest
okropnie posępną metaforą tego, kim ludzie w ogóle, a Ty, widzu, w szczególe,
są obecnie, a raczej kim nie są. A na pewno nie są sobą. Kluczowe dla takiego
odczytania filmu były dla mnie pierwsza i ostatnia scena filmu.&amp;nbsp; Pierwsza, z reżyserem obserwującym salę
kinową pokazuje, że widzowie są również wewnątrz filmu, a co za tym idzie, są
aktorami, podobnie jak Oskar. Groteskowe przebieranki, przywdziewanie różnych
masek w zależności od sytuacji jest domeną każdego człowieka, nawet jeśli po
wyjściu z seansu te maski się nie zmieniają, to i tak jakaś maska jest
przytwierdzona siłą obowiązków, zobowiązań, pędu za wygodą i poszukiwaniem
spokoju. Żaden człowiek nie jest do końca sobą, okłamuje zarówno siebie jak i
innych, nie ma w życiu żadnych świętości. Święte są tylko motory (w zasadzie z
angielska silniki), czym wali widza po oczach ostatnie ujęcie, gdzie
zaparkowane na noc limuzyny, identyczne do tej, w której podróżował główny
bohater, ożywają i wdają się między sobą &amp;nbsp;w pogawędki. Gdyby się zastanowić, to właśnie
te limuzyny rozwoziły ludzi do miejsc, w których mają założyć odpowiednią
maskę, to one decydowały, kogo i kiedy mają ludzie udawać. Spełniały rolę
bóstw, decydujących o losie pasażerów. Ludzie okłamują siebie, okłamują innych,
udają kogoś, kim nie są tylko dlatego, że wymaga tego sytuacja, a rolę Boga
pełnią przedmioty materialne, co doskonale pokazuje wyjałowienie bohaterów,
którzy żarliwie kult owych świętych silników wyznają. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Nie
jest to zdecydowanie miły i ciepły film, w sam raz na niedzielne popołudnie, al
e niezaprzeczalnie Holy Motors już na początku roku zagwarantowały sobie
miejsce w moim prywatnym &amp;nbsp;top ileśtam
filmów 2013 (tak, wiem, na świecie 2012).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
PS. Podczas
jednej z podróży ze spotkania na spotkanie Oskar znajduje w samochodzie
karteczkę z napisem &amp;nbsp;„antrakt”. Oto, jaka
wspaniałość po tym następuje:&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&#39;allowfullscreen&#39; webkitallowfullscreen=&#39;webkitallowfullscreen&#39; mozallowfullscreen=&#39;mozallowfullscreen&#39; width=&#39;320&#39; height=&#39;266&#39; src=&#39;https://www.youtube.com/embed/lR9ktdI4LFM?feature=player_embedded&#39; frameborder=&#39;0&#39;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/53149259446633183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/01/zycie-zycie-jest-nowela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/53149259446633183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/53149259446633183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/01/zycie-zycie-jest-nowela.html' title='Życie, życie jest nowelą...'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6WWLJPHwJjgQrcqq55n7H9U3-hz9-GoB7RsWtFNhyXyouinWK6OenbDJfh_dVosW532ZZbn_fyd-WcX6hVvb_wc8RxkLjatVqzHYMWIByF3bzRcPs9AUrUSJnxQEOxAbmhZxLQ4hEYTPW/s72-c/Holy-Motors-612x300.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-7360817506164625845</id><published>2013-01-29T14:18:00.000-08:00</published><updated>2013-01-29T14:18:23.682-08:00</updated><title type='text'>Odyseja filmowa 2012</title><content type='html'>Żeby nadrobić blogową posuchę, wklejam trochę spóźnione filmowe podsumowanie minionego roku, które (miejmy nadzieję) ukaże się w lutowym numerze Magla. Dość pobieżnie zebrałem tam filmy w kilku kategoriach (dobre/niedobre/aktor/aktorka/debiut/polskie/głupie, a wspaniałe). Nie jest to w zasadzie żaden poważniejszy tekst, raczej szybka polecajka, niemniej postaram się niedługo napisać coś dłuższego o niektórych poruszonych tam sprawach (do Ciebie mówię, Nicolasie Windingu Refnie), albo rozwinąć nieco ideę różnych TOP ileśtam czegośtam.&lt;br /&gt;
Smacznego:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Odyseja Filmowa 2012&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Jeśli jest luty, to czas na hiperhipsterskie filmowe
podsumowanie minionego roku. Hipsterskie nie dlatego, że znajdują się w nim
undergroundowe filipińskie dramaty inicjacyjne, tylko dlatego, że pisane jest
nawet nie przed, ale już po tym, kiedy takie podsumowania były modne. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Od razu słówko sprostowania – nie każdy z wymienionych
filmów swoją światową premierę miał w anno domini 2012, ale jako że przecież
nikt nie korzysta z żadnych szemranych źródeł pozyskiwania filmów (a i wujek w
Ameryce jest towarem raczej deficytowym), przy tworzeniu zestawienia liczyła
się data polskiej premiery kinowej.&lt;/div&gt;
&lt;h1&gt;
Film Roku&lt;/h1&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
W 2012 roku najwięcej emocji wzbudzało delikatne, bardzo
uczuciowe i subtelne kino. Miejsce trzecie zajmują niesłychanie
optymistyczni&amp;nbsp; &lt;i&gt;Nietykalni &lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt; line-height: 115%; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-language: PL;&quot;&gt;Oliviera Nakache i Erica Toledano. &lt;i&gt;Nietykalni&lt;/i&gt; bardzo jasna, zabawna, ale i
wzruszająca opowieść o nietypowej przyjaźni sparaliżowanego milionera i
opiekującego się nim czarnego imigranta, która szturmem zdobyła nie tylko
szczyty box office’u, ale i wdarła się na filmwebowe podium filmów
wszechczasów. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt; line-height: 115%; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-language: PL;&quot;&gt;Drugie miejsce przypada filmowi nastrojowo mieszczącemu się na przeciwnym
biegunie niż &lt;i&gt;Nietykalni&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Miłość&lt;/i&gt; Michaela Hanekego jest dziełem
przygnębiającym, choć w pewien hipnotyzujący sposób pięknym. Skazana na
przegraną walka starszego mężczyzny z postępującą chorobą ukochanej żony
została perfekcyjnie sportretowana przez mistrza emocjonalnego rozjeżdżania
widza walcem, Michaela Hanekego, autora tak sielskich obrazków jak &lt;i&gt;Funny&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Games&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Video&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Benny’ego&lt;/i&gt;.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12.0pt; line-height: 115%; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-fareast-language: PL;&quot;&gt;Tytuł najlepszego filmu A.D 2012, a także najgorszego tłumaczenia tegoż
roku&lt;span class=&quot;msoIns&quot;&gt;&lt;ins cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:04&quot;&gt;,&lt;/ins&gt;&lt;/span&gt; należy sie najnowszemu dziecku Wesa
Andersona – &lt;i&gt;Moonrise&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Kingdom&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Kochankowie&lt;/i&gt; &lt;i&gt;z&lt;/i&gt; &lt;i&gt;księżyca&lt;/i&gt;). Słowo „dziecko” nie zostało
użyte przypadkowo, bowiem oglądając ten film widać, ile Anderson włożył w niego
pasji i miłości. Każda scena jest nietypowa, często formalnie przewrotna,
chciałoby się powiedzieć że „fikuśna”, jak dziecko właśnie. Fabuła nie jest
skomplikowana – lata 60 XXw. Para nastolatków ucieka z domu &lt;span class=&quot;msoDel&quot;&gt;&lt;del cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:05&quot;&gt;.&lt;/del&gt;&lt;/span&gt; dorośli
organizują poszukiwania zakochanych – ale naprawdę nie trzeba zaskakujących
zwrotów akcji czy wielkiej psychologii, by stworzyć doskonały film. &lt;i&gt;Kochankowie...&lt;/i&gt; emocjonalnie odwołują się
do takich dzieł jak &lt;i&gt;Duża&lt;/i&gt; &lt;i&gt;ryba&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Interstate&lt;/i&gt; &lt;i&gt;60&lt;/i&gt;. Łączy go z
nimi również pewna cudowna naiwność, lekka nierealność i fakt, że zarówno
podczas, jak i po seansie nie można z twarzy zmazać gigantycznego uśmiechu.
Warto napomknąć również o genialnej obsadzie z Brucem Willisem i Billem
Murrayem na czele.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: 12pt; line-height: 115%;&quot;&gt;Co ciekawe, najlepszy film, który można było premierowo obejrzeć w tym
roku w polskich kinach&lt;span class=&quot;msoIns&quot;&gt;&lt;ins cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:07&quot;&gt;,&lt;/ins&gt;&lt;/span&gt; powstał w 2009 roku, a wizytę w
naszym kraju zawdzięcza chyba tylko komercyjnemu sukcesowi kolejnego filmu
reżysera. Mowa o &lt;i&gt;Valhalla&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Rising&lt;/i&gt; Nicolasa Windinga Refna (&lt;i&gt;Drive&lt;/i&gt;). Refn brutalnie wrzuca widza w
błoto, w którym na łańcuchu miota się główny bohater (przerażający Mads
Mikkelsen), a później każe towarzyszyć mu w mrocznej krucjacie, również wgłąb
siebie. W tym filmie nordyckie wierzenia mieszają się z chrześcijaństwem, a &lt;i&gt;Jądro&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Ciemności&lt;/i&gt; spotyka wspomniane &lt;i&gt;Drive&lt;/i&gt;.
Nastroju całości dopełnia techniczna strona obrazu, utrzymanego w tonacji
szarej, brudnej, brzydkiej lub ich hybrydach. Ktoś kiedyś gdzieś powiedział, że
gdyby &lt;i&gt;Czas&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Apokalipsy&lt;/i&gt; kręcono współcześnie, to wyglądałby właśnie jak &lt;i&gt;Valhalla&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Rising&lt;/i&gt;.&lt;span style=&quot;color: red;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h1&gt;
Rozczarowanie&lt;/h1&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
W zeszłym roku rozczarowań było zaskakująco niewiele. Gdy
jakiś film zdradzał potencjał, w większości przypadków go wykorzystywał, gdy
jednak filmy zawodziły, to przeważnie zawodzili też mistrzowie, którzy za nimi
stali.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Jednym z największych rozczarowań roku były &lt;i&gt;Mroczne&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Cienie&lt;/i&gt; Tima Burtona, które zamiast na szaloną przejażdżkę kolejką
górską zabierały widza raczej na karuzelę z plastikowymi konikami.&amp;nbsp; Film podtrzymał ideę trzymania dzikiej
wyobraźni na wodzy, jak to miało miejsce w „Alicji w krainie czarów”.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Drugim mistrzem, który w 2012 „się popsuł” był Roman
Polański, którego &lt;i&gt;Rzeź&lt;/i&gt; okazała się
być nieskomplikowanym teatrem telewizji z niezłymi dialogami, przykrą
psychologiczną płycizną i zbyt jaskrawie przerysowanymi postaciami. Nawet
stuprocentowo gwiazdorska obsada i &lt;span class=&quot;msoIns&quot;&gt;&lt;ins cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:10&quot;&gt;jej &lt;/ins&gt;&lt;/span&gt;niezłe
&lt;span class=&quot;msoDel&quot;&gt;&lt;del cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:10&quot;&gt;jej &lt;/del&gt;&lt;/span&gt;aktorstwo nie sprawiły, by &lt;i&gt;Rzeź&lt;/i&gt; awansowała z przeciętnego na niezły
film.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoBodyText&quot;&gt;
Największym rozczarowaniem, bo związane z nim były
prawdopodobnie największe oczekiwania, okazał się &lt;i&gt;Prometeusz&lt;/i&gt; Ridleya Scotta. Załoga statku pod tytułową nazwą
wyrusza, by znaleźć początki ludzkości. Znajduje jednak coś, co może być jej
końcem. Film, który nawet jeśli nie miał być stuprocentowym prequelem &lt;i&gt;Obcego&lt;/i&gt;, odbierany był jako jego duchowy
następca. Scott tymczasem zaserwował widzom doskonałe technicznie, słabe
klimatycznie i tragiczne logicznie widowisko, które do legendy „obcego” ma się
jak &lt;i&gt;Dirty&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Dancing&lt;/i&gt; do &lt;i&gt;Wirującego&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Seksu&lt;/i&gt;. Nijak.&lt;/div&gt;
&lt;h1&gt;
&amp;nbsp;Guilty Pleasure&lt;/h1&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Najprzyjemniejsza z kategorii, choć w tym roku nie obrodziło
we wspaniale nieambitne filmy, a przynajmniej niewiele z nich przebiło sie do
głównego nurtu. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Na najniższym stopniu podium uplasował się &lt;i&gt;Artysta&lt;/i&gt;, który choć był tylko banalną
opowiastką, był równoczesnie filmem lekkim, bardzo zabawnym, urokliwym, a także
oryginalnym, bo pokazuje, że formuła filmu niemego wbrew pozorom się nie
wyczerpała.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Drugie miejsce zajmują &lt;i&gt;Muppety&lt;/i&gt;,
które triumfalnie przypomniały o sobie nieco starszej widowni, a efektownie
przedstawiły się młodszej. Prawda jednak jest taka, że podczas seansu każdy na
sali miał 8 lat. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Tytuł The Guiltiest Pleasure roku 2012 należy się ex aequo
dwóm filmom, z których żadnego nie ogląda się po odejściu od wigilijnego stołu
– są to &lt;i&gt;Niezniszczalni&lt;/i&gt; &lt;i&gt;2&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Pirania&lt;/i&gt;
&lt;i&gt;3DD&lt;/i&gt;. W pierwszym z tych hołdów dla
starego, dobrego, grindhouse’owego kina stężenie trupa na&lt;span class=&quot;msoIns&quot;&gt;&lt;ins cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:13&quot;&gt; &lt;/ins&gt;&lt;/span&gt;minutę
i testosteronu&lt;span class=&quot;msoIns&quot;&gt;&lt;ins cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:13&quot;&gt; &lt;/ins&gt;&lt;/span&gt;na&lt;span class=&quot;msoIns&quot;&gt;&lt;ins cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:13&quot;&gt; &lt;/ins&gt;&lt;/span&gt;kilogram
herosa przekracza wszystkie dopuszczalne normy, a wszystko to z gigantycznym
przymrużeniem oka i tonami autoironii, w drugim zaś inwazja krwiożerczych&lt;span class=&quot;msoIns&quot;&gt;&lt;ins cite=&quot;mailto:Karolina%20Pierzcha%C5%82a&quot; datetime=&quot;2013-01-06T00:14&quot;&gt;,&lt;/ins&gt;&lt;/span&gt; zmutowanych piranii na park wodny
zamienia studenckie święto w krwawą walkę o przeżycie. Jako dodatkową
rekomendację warto napomknąć, że w Piranii gra niespodziewanie zdystansowany
wobec siebie David Hasselhoff, a 3DD bynajmniej nie oznacza żadnej
futurystycznej technologii, a rozmiar staników bohaterek.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h1&gt;
Polska&lt;/h1&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
W tej kategorii top 3 mógł być tylko jeden, wątpliwa jest
tylko kolejność tytułów na podium. &lt;i&gt;W&lt;/i&gt; &lt;i&gt;ciemności&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Pokłosie&lt;/i&gt;
absolutnie zamiotły konkurencję pod dywan.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Dzieło Agnieszki Holland ląduje na miescu trzecim, bo choć
całość, jako przejmująca historia lwowskiego cwaniaczka z narażeniem życia
pomagającego podczas wojny grupce Żydów prezentowała się doskonale, to
brakowało mu czegoś, co charakteryzuje dwa pozostałe wyróżnione filmy, czyli
pewnej autentyczności, „brudu”, nawet upodlenia ludzi zmuszonych do krycia się
w kanałach.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Takiego brudu aż w nadmiarze mają &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Pokłosie&lt;/i&gt;. Drugi z
tych filmów wyszedł spod ręki mistrza polskiego-amerykańskiego kina, Władysława
Pasikowskiego, traktuje o całej palecie złych emocji i uczynków między
mieszkańcami zapadłej polskiej wsi na tle mordu w Jedwabnem i jako film
gatunkowy z pogranicza kryminału i thrillera jest kolejnym przykładem na kunszt
twórcy &lt;i&gt;Psów&lt;/i&gt; . Jednak tym, o czym
mówiło się najwięcej w kontekście tego filmu to nie dobra gra aktorska, ciekawy
scenariusz i napięcie towarzyszące widzowi, tylko spór o to, czy Twoja prawda
jest mojsza od mojej, bo moja jest najmojsza i &amp;nbsp;o ostracyzmie wobec wszystkich twórców, z Maciejem
Stuhrem na czele.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Najlepszym polskim filmem ubiegłego roku była &lt;i&gt;Róża&lt;/i&gt; Wojciecha Smarzowskiego, reżysera,
którego każdy film urasta do rangi wydarzenia. Gdyby polskie kino współczesne
miało wystawić swój okręt flagowy, byłyby to skrajnie depresyjne, mroczne i
własnie brudne filmy Smarzowskiego, który w każdej kolejnej produkcji obnaża
to, co w ludziach jako jednostce, ale także i w nas jako Polakach jest
najgorsze. U Smarzowskiego trudno jest znaleźć uśmiech, pełno jest za to
cynizmu. „Róża” to historia trudnej relacji żołnierza i wdowy po niemieckim
żołnierzu rozgrywająca się napolskiej wsi świeżo po ormalnym zakończeniu wojny.
W &lt;i&gt;Róży &lt;/i&gt;wszyscy zostali przez wojnę
bardzo ubrudzeni brudem, którego nie da się zmyć, a który rzuca się w oczy w
pierwszej kolejności.&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
Aktor/Aktorka&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Wśród panów bezkonkurencyjny okazał się Michael Fassbender,
który w tym roku próbował (bez skutku) dźwigać całego Prometeusza, gdzie grał
androida, który, paradoksalnie był najbardziej ludzki spośród całej plastikowej
załogi. W korespondencyjnym pojedynku z Ryanem Goslingiem Fassbender zdaje się
wysuwać na delikatne prowadzenie.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Wśród pań najsilniej w pamięci zapadła Tilda Swinton, która
rok otworzyła niezwykłą, emocjonalną rolą w „Musimy porozmawiać o Kevinie”, a
zakończyła udziałem w najlepszym filmie roku – „Moonrise Kingdom”. Jest żywym
dowodem na to, że seksualność to w zawodzie aktora jedynie dodatek, który może
pomóc, ale nie powinien być fundamentem kariery.&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
Debiut&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Nie obrodziło w tym roku w głośne debiuty, ale kilka z nich
z pewnością wartych jest zapamiętania.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Na trzecim miejscu próba zmierzenia się z legendą Jima
Jarmuscha. „Robert Mitchum nie żyje” to w dużym stopniu udane antykino drogi,
gdzie bohaterowie przegrani są już na starcie i tak naprawdę nie mają sensu w
życiu. Podróż, w przeciwieństwie do romantycznego ujęcia amerykańskiego nie ma
im w niczym pomóc. Po prostu się przydarzyła.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Kolejnym przykuwającym uwagę debiutem jest fenomenalny
dokument „To nie Kalifornia” prezentowany w ramach tegorocznego Warszawskiego
Festiwalu Filmowego. Film opowiada o narodzinach skateboardingu w szarych
realiach NRD. To doskonały film o sprzeciwie i pasji do deskorolki, na której z
łatwością można było przeskoczyć mur berliński.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Bezdyskusyjnie najlepszym debiutem 2012 roku okazały się być
„Bestie z południowych krain”, będące w istocie trzema filmami w jednym,
dodatkowo wymieszanymi w doskonałych proporcjach. Po pierwsze „Bestie...” to
smutny obrazek słodkiej Hushpuppy żyjącej w dysfunkcyjnej rodzinie, po drugie
to niezbyt nachalne kino katastroficzne, po trzecie w końcu wszystko to
doprawione zostało wielką garścią realizmu magicznego. Film komplenty, który
uwodzi subtelną narracją, poczuciem humoru i pewnym nieśmiałym optymizmem
przebijającym się przez beznadzieję.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&#39;allowfullscreen&#39; webkitallowfullscreen=&#39;webkitallowfullscreen&#39; mozallowfullscreen=&#39;mozallowfullscreen&#39; width=&#39;320&#39; height=&#39;266&#39; src=&#39;https://www.youtube.com/embed/QwxYiVXYyVs?feature=player_embedded&#39; frameborder=&#39;0&#39;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/7360817506164625845/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/01/odyseja-filmowa-2012.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/7360817506164625845'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/7360817506164625845'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/01/odyseja-filmowa-2012.html' title='Odyseja filmowa 2012'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-9192234405623729044</id><published>2013-01-29T14:05:00.000-08:00</published><updated>2013-01-29T14:05:11.225-08:00</updated><title type='text'>Powrót tysiąclecia</title><content type='html'>Minął już prawie rok, od kiedy ostatnio coś tu wstawiłem. Nie wiem, dlaczego przestałem pisać, ale wiem, że znowu chciałbym to robić i mam nadzieję, że teraz regularnie będę zapełniał serwer nudnymi, infantylnymi wynurzeniami na tematy, o których nie mam większego pojęcia. Wydaje mi się, że po 12 miesiącach spędzonych na leżeniu, okazjonalnym douczaniu się i aktywnym psuciu wątroby z powrotem osiągnąłem poziom zarozumialstwa upoważniający do głoszenia jedynej słusznej drogi rozumowania i odbioru filmów. Kto się nie zgadza, ten kiep*&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
*to tak w razie, gdyby w poszukiwaniu jakiejś dziwnej pornografii ktoś jednak przypadkiem trafił na tego bloga.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Pioseneczka okolicznościowa:&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&#39;allowfullscreen&#39; webkitallowfullscreen=&#39;webkitallowfullscreen&#39; mozallowfullscreen=&#39;mozallowfullscreen&#39; width=&#39;320&#39; height=&#39;266&#39; src=&#39;https://www.youtube.com/embed/x-VODzscDr4?feature=player_embedded&#39; frameborder=&#39;0&#39;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/9192234405623729044/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/01/powrot-tysiaclecia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/9192234405623729044'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/9192234405623729044'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2013/01/powrot-tysiaclecia.html' title='Powrót tysiąclecia'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-5449905028885364394</id><published>2012-02-02T16:53:00.000-08:00</published><updated>2012-02-02T16:53:23.466-08:00</updated><title type='text'>Taka tam młócka</title><content type='html'>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
No, teraz tekst, który ma szansę stać się żelazną klasyką grafomanii i egzaltacji. Na &quot;Rzezi&quot; byłem. Oto, co nabazgrałem:&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2012/01/Rze%C5%BA_2-550x390.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;226&quot; src=&quot;http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2012/01/Rze%C5%BA_2-550x390.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Roman Polański umie robić filmy. Zdarzały mu się filmy
niezłe, jak wtedy, kiedy wpakował Harrisona Forda w kłopoty albo tropił
wąpierze, zdarzają mu się filmy świetne, jak wtedy, gdy kazał Mii Farrow
urodzić dziecko szatana albo Jackowi Nicholsonowi cofnąć się o filmową epokę,
zdarzają mu się filmy wybitne, jak wtedy, gdy sam postradał zmysły w paryskiej
kamienicy, ale zdarzają mu się też filmy co najwyżej średnie. Właśnie do tej
ostatniej kategorii, mimo najszczerszych chęci pochylenia się nad geniuszem reżysera,
zaliczyć trzeba „Rzeź”.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Fabuła jest nadzwyczaj prosta – dwie pary, przedstawiciele
amerykańskiej klasy średniej, nadzwyczaj uprzejmi i ułożeni, spotykają się, by
przedyskutować bójkę swoich synów. Z początku przyjazne spotkanie przeradza się
w regularną wojnę z ciągłą zmianą frontów, bohaterowie pokazują swoje prawdziwe
oblicza. Tyle.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
„Rzeź” jest adaptacją kontrowersyjnej ponoć sztuki „Bóg
mordu”. Teatralny rodowód przejawia się choćby tym, że cała akcja toczy się w
zasadzie w jednym pomieszczeniu, aktorów występujących w filmie można bez
problemu zliczyć na palcach jednej ręki, a siłą napędową obrazu jest dialog
między bohaterami. Już kiedyś komuś udało się stworzyć fascynujący i trzymający
w napięciu film realizujący wszystkie wymienione wytyczne, ale do tego trzeba
być Sidneyem Lumetem. Pomimo pozornego braku pola dla realizatorskiej wyobraźni
Pawłowi Edelmanowi udało się stworzyć film ciekawy ze strony wizualnej. Pomimo
braku faktycznego ruchu postaci dzięki montażowi uzyskujemy wrażenie dynamiki podkreślającej
słowną szermierkę bohaterów. Same dialogi również stoją na wysokim poziomie, a
kształtu i smaku nadają im aktorzy, dobrze dobrani do swych ról. Moim osobistym
faworytem jest Christoph Waltz, jedyna pełnokrwista postać z całego kwartetu.
Jodie Foster z kolei w moim odczuciu w pewnych momentach przeszarżowała, co nie
zmienia faktu, że gra aktorska jest jednym z atutów filmu. Wymienione przeze
mnie pozytywy prawdopodobnie wystarczyłyby, żeby każdy inny film uznać za kawał
solidnej roboty, ale że rzecz tyczy się Romana Polańskiego, to i wymagania są
odpowiednio wyższe. Pora wsadzić łychę dziegciu do tej beczki miodu.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Tym, co najbardziej przeszkadzało w odbiorze i wsiąknięciu w
film była skrajna archetypiczność postaci, które jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdżki przenosiły się z jednego bieguna zachowań na zupełnie przeciwny, przy ich całkowitej beznadziejności. Podobna
umowność, pewne przejaskrawienie w kreowaniu postaci obecna była również w
przytoczonych wcześniej „12 gniewnych ludziach”, jednak specyfika filmu Lumeta
pozwalała tę umowność zaakceptować. U Polańskiego nie do przełknięcia jest
rozdzielanie bohaterom cech w taki sposób, by nie znalazł się dla nich wspólny
mianownik. Dość karkołomną próbą byłoby porównanie postaci do kolorów, jednak
myślę, że mogłoby dobrze zobrazować sytuację w filmie. Oto Kate Winslet jest
zimno niebieska, by zaraz przybrać kolor wściekło pomarańczowy, Jodie Foster
jest koloru ciepło żółtego, by po wolcie przeistoczyć się (dosłownie i w
przenośni) w purpurę, John C. Reilly jest przezroczysty, by stać się czerwonym.
Wszystkie te kolory zmieniają się jak w kalejdoskopie, ale w żaden sposób się
ze sobą nie mieszają, co sprawia, że uczucie umowności i pewnego „przegięcia”
towarzyszy widzowi przez cały film. Tylko Christoph Waltz przez cały film jest stalowoszary,
czym wyróżnia się spośród innych In plus, ponieważ jest jedynym bohaterem,
który nie wydaje się być marnym aktorem, a prawdziwym człowiekiem z krwi i
kości. Protagoniści reprezentowali sobą jeden, określony typ człowieka tylko po
to, by w trakcie filmu w sposób gwałtowny stać się swoim przeciwieństwem. Nie
ma miejsca na jakiekolwiek zachowania pośrednie, albo jest się czarnym, albo
białym. W końcówce co prawda bohaterowie pod wpływem tak emocji jak i szkockiej
zawierają pewne sojusze, zjednoczeni na wspólnym froncie, pozostając jednak w
obrębie swojej indywidualnej, odmienionej charakterystyki, nabierając tym samym
bardziej ludzkiego wymiaru, jednak w moim odczuciu dobra końcówka nie równoważy
zbyt powierzchownego przedstawienia postaci i rozwoju akcji.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Pojawiają się głosy, że nowy film Polańskiego jest arcydziełem bezlitośnie obnażającym wady amerykańskiej klasy średniej. Mógłby z powodzeniem takim filmem zostać, gdyby opowiadał o prawdziwych ludziach, a nie manekinach naszpikowanych stereotypowymi cechami.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
„Rzeź” miała potencjał by stać się naprawdę ciekawym,
wielowymiarowym filmem, skończyło się jednak na momentami niezłej komedii.
Trochę mało, jak na człowieka uznanego za geniusza.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Cieszy fakt, że Polański ciągle szuka czegoś nowego, nie
ogranicza się do jednego tematu, gatunku czy poetyki, a nuż z tych poszukiwań
wyjdzie kolejne dzieło na miarę „Lokatora”, cieszy też fakt, że podjął się
niełatwej próby dość dosłownego przeniesienia sztuki teatralnej na wielki
ekran, zachowując przy tym teatralną specyfikę, z jednością czasu, miejsca i
akcji na czele. Ale Polański nie jest Sidneyem Lumetem.&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/5449905028885364394/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/02/taka-tam-mocka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/5449905028885364394'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/5449905028885364394'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/02/taka-tam-mocka.html' title='Taka tam młócka'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-8313248005964075718</id><published>2012-02-01T03:25:00.000-08:00</published><updated>2012-02-01T03:29:09.763-08:00</updated><title type='text'>To nie jest kraj dla młodych wampirów</title><content type='html'>Dobra, teraz coś dla ludzi o mocnych nerwach. Napisane bezpośrednio po obejrzeniu &quot;Martina&quot; coś. nie wiem, czy to ma jakąkolwiek formę, jest jednym wielkim peanem bla bla bla. ale wrzucę, bo tak. Na zdrówko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_XambdWDN49LjVn56KHroRKxXWa_mrh9bTKKiHVHGj_RAANyUo1jBUfnzigwdp3J9Dr3VFvZshFWu8pIJ1t0sqceddC-JPcI2BjseW5F3DL0V34BWpiaVUWd8jzn_cnmcpPbUYM75Fr23/s400/Martin4.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;239&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_XambdWDN49LjVn56KHroRKxXWa_mrh9bTKKiHVHGj_RAANyUo1jBUfnzigwdp3J9Dr3VFvZshFWu8pIJ1t0sqceddC-JPcI2BjseW5F3DL0V34BWpiaVUWd8jzn_cnmcpPbUYM75Fr23/s320/Martin4.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;Film&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;oglądałem na raty, do najlżejszych nie należy, ale pomiędzy kolejnymi seansami nie&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;mógł wyjść mi z głowy. W zasadzie nie wiem, czy to bardziej dramat o alienacji,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;dorastaniu i poczuciu wyobcowania ubrany w horrorowy kubraczek, czy też horror z&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;elementami psychoanalizy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;Martin pozornie przedstawiony jest jako osoba chora psychicznie, ale nie w ten sposób,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;co Rutger Hauer w &quot;Autostopowiczu&quot; lub Jack Nicholson w &quot;Lśnieniu&quot;. Nie jest to typ&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;psychopaty ze śmiechem na ustach zabijającego swoje ofiary. od razu widać, jak&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;chłopak cierpi. Cierpi z powodu samotności, cierpi z powodu nieprzystosowania do&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;otaczającego go świata, którego najwyraźniej nie rozumie, cierpi, bo jest inny. Jako&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;formę wyzwolenia się z tego cierpienia wybrał drogę wampirów, które poznał dzięki&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;starym filmom. Przejmujący obraz miotającego się w bezradności wrażliwca zestawiony&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;jest ze szczegółowo pokazanymi scenami przemocy, jakiej chłopak się dopuszcza, co&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;robi piorunujące wrażenie i wywołuje skołowanie u widza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;Doskonała są muzyka i scenografia przywodzące momentami na myśl filmy noir,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;doskonałe są czarno-białe wstawki, doskonałe jest aktorstwo i w końcu doskonały jest&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;cały film, zaś końcowa scena wbiła mnie w fotel i zacząłem się zastanawiać, czy to Martin&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;był szalony, czy szalony był świat, który go otaczał. Nie wiem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;Pewne jest z kolei to, że postać głównego bohatera skonstruowana jest po mistrzowsku,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;to jedna z bardziej sugestywnych kreacji niezrównoważonego człowieka, jakie zdarzyło&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;mi się widzieć. Budzi skrajne emocje (naprawdę budzi, nie tylko w założeniu), od&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;poczucia obrzydzenia do dopingowania mu w próbie tworzenia normalnej relacji z&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;kobietą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;Zbyt długie rozmyślanie nad tym niewątpliwym dziełem i sposób, w jaki stworzony został&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;bohater, jak i całe groteskowe środowisko, w którym dane mu było żyć, prowadzi do&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;wielu karkołomnych hipotez: &quot;A co, jeśli Martin nie zabijał, a szalony był Coda, który&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;naginał rzeczywistość do swoich potrzeb, bo przecież Martin to Nosferatu?&quot;, &quot;A co, jeśli te&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;chore wybryki były jedynie wytworem samotnego, zdesperowanego umysłu?&quot; .&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;Zdając sobie sprawę z bezsensu tych rozważań, zakończę ten chaotyczny pean.&lt;/span&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: black; color: white; font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif; line-height: 16px;&quot;&gt;*Tutaj zamieszczam linka do nieco bardziej ustrukturyzowanej wersji przemysleń nt. tego filmu, bo nie będę wklejał dwóch podobnych tekstów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: arial, tahoma, verdana, sans-serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: white; line-height: 16px;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://www.sendspace.pl/file/9e907f76b1459c1698093b7&quot; style=&quot;background-color: black;&quot;&gt;Cheers&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/8313248005964075718/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/02/to-nie-jest-kraj-dla-wampirow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/8313248005964075718'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/8313248005964075718'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/02/to-nie-jest-kraj-dla-wampirow.html' title='To nie jest kraj dla młodych wampirów'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_XambdWDN49LjVn56KHroRKxXWa_mrh9bTKKiHVHGj_RAANyUo1jBUfnzigwdp3J9Dr3VFvZshFWu8pIJ1t0sqceddC-JPcI2BjseW5F3DL0V34BWpiaVUWd8jzn_cnmcpPbUYM75Fr23/s72-c/Martin4.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-6624259562143149692</id><published>2012-01-22T03:41:00.000-08:00</published><updated>2012-01-22T03:46:05.142-08:00</updated><title type='text'>Zagraj to jeszcze raz, Kermit</title><content type='html'>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://gfx1.fdb.pl/sic7ds&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;http://gfx1.fdb.pl/sic7ds&quot; width=&quot;216&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&amp;nbsp;Zdarzyło mi się parę
dni temu pójść na przedpremierę Muppetów, a że nie ma lepszego sposobu na
zbicie patosu niż pisanie o gadającej pluszowej żabie i zakochanej w niej
równie pluszowej świni, skrobnę o nich parę słów.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Każdy, kto kiedykolwiek zetknął się z dzieciakami Jima
Hensona wie, czego można spodziewać się po najnowszym filmie z ich udziałem –
tony slapstickowego-absurdalnego humoru, kilotony większych bądź mniejszych całkiem
żywych gwiazd specjalnych oraz megatony nawiązań do popkultury i ciepłej,
wyzbytej wszelkiego cynizmu ironii. Fabuła nawet była!&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Oto Walter, największy fan Muppetów podczas wycieczki do Los
Angeles przypadkowo dowiaduje się o planach niecnego Texa, który chce zburzyć
teatr Muppetów i wydobywać stamtąd ropę. O planach dowiaduje się Kermit i
postanawia zebrać rozproszoną po świecie paczkę kukiełek, by dać największy
Muppet Show w historii i zebrać kwotę umożliwiającą wykupienie i uratowanie
teatru, czasu jednak jest niewiele.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
No dobra, nikt nie ukrywał, że fabuła w tym przypadku będzie
miała czwartorzędne znaczenie. Jest ona tylko pretekstem do kanonady gagów,
piosenek, zabawnych dialogów i setek innych zabiegów wywołujących uśmiech u
widza w wieku od 3 do 103 lat. Muppety od zawsze były swego rodzaju Latającym
Cyrkiem Monty Pythona dla dzieci, operowały głównie parodią, choć od Johna
Cleese’a i spółki różniło je to, że na celownik brały popkulturę – opery mydlane,
filmy, mody, znane piosenki, programy telewizyjne. Tak jest i tym razem, w
bardzo ciepły i nienachlany sposób wyśmiane zostało dosłownie wszystko, czym
karmi się masową publiczność, choć „wyśmiane” to nieodpowiednie słowo. Bardziej
na miejscu byłoby „puściły oczko do widza”, i to do każdego widza, od małych
dzieci, przez fanki „Diabeł Ubiera się u Prady”, aż po ludzi zaznajomionych z
Tarantino. Wielką sztuką jest zmieszczenie takiej ilości gagów i nawiązań w
jednym filmie bez wywołania uczucia przesytu, a Muppety, będące w istocie
kolażem motywów, klisz, czy wręcz konkretnych scen znanych z kultury
popularnej, ogląda się jednym tchem. Nie usiłują jednak kukiełki być zabawne na
Shrekową modłę, który tak naprawdę filmem dla dzieci nie był. Siła Muppetów
tkwi w tym, że całą treść dla dojrzalszego widza zawierają w nieco naiwnej, ale
przez to rozbrajająco szczerej formie, w świecie, w którym Muppety reprezentują
dzieci, zmuszone do konfrontacji z dorosłymi. Albo raczej to z dziecka, co
chciałby w sobie zachować każdy dorosły, ale tylko nielicznym (jak gościom ich
programu w serialu, czy Gary’emu, głównemu „prawdziwemu” bohaterowi najnowszej
wersji kinowej) się to udaje.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Chwała twórcom, którzy zdecydowali się pozostawić styl
wizualny Muppetów bez zmian i nie silili się na „innowacyjne” ekstrawagancje,
dzięki czemu dla każdego zaznajomionego z Kermitem i spółką film może być miłą
wycieczką w przeszłość i pewnego rodzaju pokrzepieniem, że trochę dziecka w nas
jeszcze tkwi.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
W obrazie przewija się cała armia „prawdziwych” gwiazd,
występ każdej z nich, choćby epizodyczny wydaje się wynikać z faktu, że po
prostu chcieli znaleźć się w tym filmie, bo Muppety to ich bajka, a jeśli nawet
jest inaczej, to twórcy podchodzą do tego z dystansem (gwiazdka Disneya mówiąca,
że przyszła, bo agent jej kazał). Wymienić znanych i lubianych, którzy
wystąpili w filmie będzie ciężko, ale, od czego jest Internet. Uwaga, W FILMIE
O KUKIEŁKACH podziwiać mogliśmy m.in. Jasona Segela (przy okazji twórca
scenariusza), Chrisa Coopera, Jacka Blacka, Zacha Galifanakisa, Whoopi
Goldberg, Emily Blunt, Selenę Gomez, Davida Grohla, Neila Patricka Harrisa i
wielu innych.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Coś z tym filmem jest nie tak, skoro nawet taki ponury snob
jak ja przez cały seans miał na twarzy uśmiech przyprawiający o skurcze mięśni
twarzy, a niekiedy śmiechem zagłuszał przeważające w sali dzieci. Albo po
prostu się starzeję i zaczynam doceniać czystą radość bijącą z ekranu od tych
małych pluszowych hippisów. Tak czy inaczej, z całego mojego przegniłego serca
polecam każdemu*&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
*Znowu zapomniałem, że nikt tego nie czyta&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&#39;allowfullscreen&#39; webkitallowfullscreen=&#39;webkitallowfullscreen&#39; mozallowfullscreen=&#39;mozallowfullscreen&#39; width=&#39;320&#39; height=&#39;266&#39; src=&#39;https://www.youtube.com/embed/U5X4N2exOsU?feature=player_embedded&#39; frameborder=&#39;0&#39;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
wiem, że to nie muppet, ale nie mogłem się powstrzymać&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/6624259562143149692/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/01/zagraj-to-jeszcze-raz-kermit.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/6624259562143149692'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/6624259562143149692'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/01/zagraj-to-jeszcze-raz-kermit.html' title='Zagraj to jeszcze raz, Kermit'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-3992561116117879033</id><published>2012-01-17T15:16:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T15:16:54.125-08:00</updated><title type='text'>Trochę starych śmieci part 2</title><content type='html'>A oto i drugi tekst wygrzebany z lamusa, traktujący ogólnie o Jarmuschu i trochę o jego pierwszym filmie, &quot;Nieustających Wakacjach&quot;. Na tym mam nadzieję zakończę część wspominkową i wszystko, co opublikuję na tym blogu będzie świeże.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Jim Jarmusch
wielkim reżyserem jest – zdanie to jest mantrą wielu kinomanów, do których sam
się nieskromnie zaliczam. Siwowłose enfant terrible amerykańskiego kina
niezależnego, inspiracje czerpiące z dokonań francuskiej Nowej Fali oraz dzieł
Yasujiro Ozu swoimi gorzkimi filmami na stałe wpisało się w historię kina. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Filmy Jarmuscha
nie należą do przyjemnych i prostych w odbiorze. W ciężkiej formie estetycznej
podaje na talerzu te cechy ludzkiej osobowości, których istnienie poprzednie
pokolenie starało się zanegować. Próżno u Jarmuscha szukać feerii barw,
wielkich czynów, głębokich przeżyć, wiatru we włosach, tak charakterystycznego
dla kina lat 60 i 70. Świat jest przedstawiony w odcieniach szarości, ludzie
pogrążeni są w marazmie, a włosy, lekko przetłuszczone, poruszyć może jedynie
ironiczne kiwnięcie głową. Stany nie są utopią znaną z amerykańskiego snu,
pięknym miejscem, gdzie spełniają się marzenia. Stany to brudne ulice,
zaniedbane domy zamieszkane przez apatycznych ludzi bez twarzy.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Powątpiewanie w
prawdziwość kolorowej idei wykreowanej przez pokolenie dzieci kwiatów pokazuje
Jarmusch najdobitniej w swoim pierwszym pełnometrażowym filmie, zrealizowanych
za pieniądze ze stypendium Nieustających Wakacjach z 1980 roku. Reżyser
pokazuje w nim dwa i pół dnia z życia Alliego Parkera, „turysty na
nieustających wakacjach”. Allie nie ma domu, szkoły ani zawodu, sensem jego
życia jest włóczęga. Jak sam twierdzi, wędrówki mają być remedium na dręczące
go bezsenność oraz – paradoksalnie – samotność, którą stara się postrzegać jako
swój świadomy wybór. Niezależnie jednak od tego, jaki dystans&amp;nbsp; pokonuje, nie potrafi uciec od samotności.
Nawet w trakcie spotkania ze swoją dziewczyną bohater wydaje się zupełnie
nieobecny, zdystansowany wobec świata. Podczas wędrówek po Nowym Jorku, którego
„złe” dzielnice są bohaterami nie mniej ważnymi niż sam Allie, spotyka cały
kalejdoskop postaci, będących żywymi dowodami na fałsz, jakim okazał się
amerykański sen. Weteran wojny wietnamskiej, która odcisnęła na jego psychice
nieodwracalne piętno, ciężko chora matka czy uliczny saksofonista zdają się być
przestrogą i świadectwem na to, że świat nie jest pomalowany na różowo.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Jarmusch jest
mistrzem w tworzeniu fascynujących filmów, w których nic się nie dzieje, czego
najlepszym przykładem są właśnie Nieustające Wakacje. Najważniejszym wzorcem
dla estetycznej sfery filmów Jarmuscha były dokonania Yasujiro Ozu,
„najbardziej japońskiego z japońskich reżyserów”, a szczególnie jego magnum
opus, „Tokijska Opowieść”. Statyczna, nisko ustawiona kamera, niespotykanie
długie ujęcia wypełnione po brzegi codziennością i monotonią. Hitchcock
powiedział kiedyś, że film to życie z wyciętymi kawałkami nudy. Można by
żartobliwie odnieść to porównanie do dzieł Jarmuscha, mówiąc, że są one właśnie
tymi wyciętymi kawałkami. Zarówno dla Ozu, jak i Jarmuscha miejsce akcji jest
równie istotne, co losy bohaterów. Japończyk eksponuje w „Tokijskiej Opowieści”
Tokio, symbolizujące zderzenie się tradycji z nowoczesnością, Jarmuscha zaś
pociąga mroczna strona Nowego Jorku, uwypuklająca jeszcze wewnętrzną pustkę i
marazm, w którym tkwi bohater. Podobne zespolenie miejsca akcji i bohatera jest
typowe dla dokonań nowej fali francuskiej, z której Jarmusch merytorycznie i
tematycznie czerpie, stąd mamy film swobodnie skonstruowany, unikający
motywowania zachowań bohaterów zdrowym rozsądkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Pełnometrażowy
debiut Jarmuscha uważam za najlepszy spośród czterech (pozostałe to „Poza
prawem”, „Mystery Train” i „Inaczej niż w raju”) filmów kontestujących idee
pokolenia hippisowskiego oraz amerykański sen. Depresyjna atmosfera, potęgowana
klimatyczną muzyką Johna Luriego, oraz zdjęcia Toma DiCillo, a także,
oczywiście, cudownie dotknięta geniuszem Jarmuscha sprawia, że o „Nieustających
Wakacjach” naprawdę trudno jest zapomnieć. Myślę, że z tym filmem, jak i z całą
twórczością dżentelmena z Ohio powinien zapoznać się każdy, kto w kinie szuka
czegoś więcej niż eksplozji i umięśnionych herosów.&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/3992561116117879033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/01/troche-starych-smieci-part-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/3992561116117879033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/3992561116117879033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/01/troche-starych-smieci-part-2.html' title='Trochę starych śmieci part 2'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-453846929167042985</id><published>2012-01-17T08:32:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T08:32:23.270-08:00</updated><title type='text'>Trochę starych śmieci</title><content type='html'>Znalazłem na dysku kilka starych tekstów. Pisane trochę pod przymusem. Aż kipią od egzaltacji i patosu, niemniej wstawię dwa z nich, ku przestrodze. Mam nadzieję, że nowe wpisy będą nieco wyższej próby i nikt nie zostanie zabity patosem, choć często zdarza mi się podnosić niektóre filmy wręcz do sfery sacrum. Na szczęście mało jest takich. Normalnie kawał ze mnie zrzędliwego gnoja.&amp;nbsp;&lt;div&gt;
A oto i pierwszy ze wspomnianych tekstów, w teorii quasi-recenzja &quot;Dystryktu 9&quot;, a w praktyce jeden wielki pean na jego cześć. Na zdrówko.&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&quot;Kanon klasyki
science-fiction ostatnio poszerzył się w 2009 roku. Do Obcego, Predatora, Łowcy
Androidów i Matriksa dołączył dramat SF, Dystrykt 9. Reżyserem jest Neil
Blomkamp, nieznany szerzej twórca z RPA.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Obsada
skompletowana została w większości w rodzimym kraju reżysera. Pomimo braku
nazwisk z pierwszych stron prasy brukowej, aktorzy spisali się bardzo dobrze.
Na szczególną uwagę zasługuje odtwórca roli Wikusa van de Meerwe, Sharlto
Copley.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Słowo „dramat” nie znalazło się przy
określeniu gatunku przypadkowo, gdyż pomimo świetnych efektów specjalnych i
widowiskowych scen walki to właśnie wewnętrzne zmagania bohaterów są motywem
wiodącym w dziele Blomkampa. Film podejmuje problem ksenofobii i nietolerancji
na niespotykaną wcześniej, kosmiczną skalę. Po przybyciu kosmitów na Ziemię
wszyscy spodziewali się wielkiego konfliktu zbrojnego lub skoku
cywilizacyjnego. Niestety, nic podobnego nie nastąpiło. Pomimo umiejętności
przemierzania przestrzeni kosmicznej i zaawansowanej technologii kosmici stali się
zwykłymi uchodźcami, ulokowanymi w urągającym wszelkiej godności warunkach w
południowoafrykańskim getcie, gdzie szerzy się przestępczość i nielegalny
handel. Obcy gośćmi są niewygodnymi, co daje im się odczuć na każdym kroku.
Sytuacja między rasami zaostrza się, gdy kosmici są przymusowo przesiedlani do
ośrodka o jeszcze niższym standardzie. Przybysze z kosmosu nie są dla ludzi
jednak całkowicie bezużyteczni. Dysponują bronią o niewyobrażalnej dla
człowieka mocy, której jednak ludzie nie potrafią użyć…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tak przedstawiony zarys fabuły każe
sądzić, że „Dystrykt 9” to kolejny film, w którym główne role graja nie
aktorzy, tylko krew i wybuchy. Nic bardziej mylnego, film jest pełnokrwistym
dramatem ubranym jedynie w szaty science-fiction. Przybysze z kosmosu zdają się
być wprowadzeni do filmu wyłacznie w celu uniwersalizacji, gdyż zamiast nich w
podobnym getcie mogłaby się znaleźć dowolna grupa etniczna lub wyznaniowa.
Ludzi, jako gospodarzy i strażników getta cechuje rasizm i obrzydzenie, którym
darzą obcych. Nietrudno sobie wyobrazić w podobnym getcie zamknięte mniejszości
narodowe w krajach Bliskiego Wschodu lub przypomnieć przypadek Getta
Warszawskiego. W „Dystrykcie” schemat filmu science-fiction został odwrócony o
180 stopni. To nie kosmici są drapieżcami, powodującymi cierpienie człowieka.
To człowiek, w sposób bardziej wyrafinowany niż Obcy z filmu Ridleya Scotta,
zadaje ból innej rasie, która robi wszystko, żeby przetrwać. Najbardziej
przerażającą konkluzją nasuwającą się po obejrzeniu filmu jest to, że człowiek
jest po stokroć okrutniejszy niż najbardziej odrażający najeźdźca z kosmosu,
gdyż nie kieruje nim półzwierzęcy instynkt czy głód, ale czyste zło, głęboko w
nim zakorzenione. Śmierć zadawana przez standardowego potwora z kosmosu była
szybka i bezbolesna, podczas gdy uchodźcom w „Dystrykcie” każe się wegetować,
stopniowo pogarszając im warunki bytowania i odbierając wszelką godność.
Człowiek znęca się nad ofiarą nie tylko fizycznie, zadaje jej też cierpienia
psychiczne.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;&quot;&gt;Film jest
bezbłędny w warstwie technicznej, ale to jest akurat najmniej istotne
i zasługuje jedynie na niewielką wzmiankę. Efekty specjalne i muzyka stoją na
najwyższym światowym poziomie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jak pisałem we wstępie, „Dystrykt 9”
wpisał się moim zdaniem w kanon klasyki filmów science fiction, będąc
równocześnie jednym z najgłębszych dzieł tego gatunku w historii. Nieprzyznanie
„Dystryktowi” Oscara za najlepszy film na rzecz płaskiego i oklepanego „The
Hurt Locker: w pułapce wojny” uważam za wielką pomyłkę. Film polecam wszystkim,
którzy od kina oczekują nie tylko łatwej i przyjemnej rozrywki, ale nie boją
się zmierzyć z niewygodnymi i wciąż aktualnymi problemami. Szkoda, że Stanley
Kubrick nie dożył premiery „Dystryktu 9”. Być może zrewidowałby swoje
stwierdzenie, że jedynym arcydziełem powstałym za jego życia jest „Dekalog”
Kieślowskiego.&quot;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;margin-bottom: 0.0001pt;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,&amp;quot;serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/453846929167042985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/01/troche-starych-smieci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/453846929167042985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/453846929167042985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/01/troche-starych-smieci.html' title='Trochę starych śmieci'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8810203849312443344.post-3988074682218050292</id><published>2012-01-16T14:34:00.000-08:00</published><updated>2012-01-16T14:34:58.696-08:00</updated><title type='text'>Dobry Wieczór</title><content type='html'>Z powodu zbliżającej się sesji postanowiłem założyć bloga.&lt;br /&gt;
Będę pisał o bzdetach, dzięki którym chce mi się wstawać rano z łóżka. O SZTUCE pisać będę. Dość wąsko pojętej, bo za krótki jestem, żeby porywać się na rzeźbę, malarstwo czy inne instalacje. Poezji zbyt wiele też się tu nie uświadczy. Moje zainteresowanie literaturą piękną zaczyna się na Edgarze Allanie Poe, a kończy na bardzo brzydkiej literaturze pięknej spod znaku Jima Morrisona.&lt;br /&gt;
Długo i namiętnie przelewać będę moje grafomańskie wypociny na temat filmów, bo to o filmach głównie chcę pisać. stylistycznie i merytorycznie zamęczać będę zarówno świeżo przyswojone obrazy, jak i te, które zrobiły na mnie kiedyś wrażenie, nieważne czy pozytywne, czy negatywne.&lt;br /&gt;
Myślę, że skrobnę czasem coś niecoś o muzyce, względnie muzykach, choć nie kręci mnie ona (oni) aż tak, jak przemysł filmowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
ps. Dobra, i tak wiem, że ten blog jest pisany &quot;do szuflady&quot;, więc winszuję sobie klarownego wyjaśnienia jego założeń i wraz z gratulacjami załączam brzydką piosenkę:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;object width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;BLOGGER-youtube-video&quot; classid=&quot;clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000&quot; codebase=&quot;http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0&quot; data-thumbnail-src=&quot;http://3.gvt0.com/vi/qVaEPx_VyXs/0.jpg&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/qVaEPx_VyXs&amp;fs=1&amp;source=uds&quot; /&gt;
&lt;param name=&quot;bgcolor&quot; value=&quot;#FFFFFF&quot; /&gt;
&lt;embed width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot;  src=&quot;http://www.youtube.com/v/qVaEPx_VyXs&amp;fs=1&amp;source=uds&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot;&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/feeds/3988074682218050292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/01/dobry-wieczor.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/3988074682218050292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8810203849312443344/posts/default/3988074682218050292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kulturwa-osobista.blogspot.com/2012/01/dobry-wieczor.html' title='Dobry Wieczór'/><author><name>Moskau</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03624103904873453990</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>