<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Liberté!</title>
	<atom:link href="https://liberte.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://liberte.pl</link>
	<description>Liberté! - Otwartość, odpowiedzialność, wiedza</description>
	<lastBuildDate>Mon, 08 Jun 2026 08:43:23 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=4.9.22</generator>

<image>
	<url>https://liberte.pl/app/uploads/2018/05/cropped-li-fav-32x32.png</url>
	<title>Liberté!</title>
	<link>https://liberte.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Nowy-stary liberalizm</title>
		<link>https://liberte.pl/nowy-stary-liberalizm/</link>
		<comments>https://liberte.pl/nowy-stary-liberalizm/#respond</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Jun 2026 08:42:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Bartłomiej Staniszewski]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70491</guid>
		<description><![CDATA[<p>Liberalizm przegrywa. Czy to w Polsce, czy na świecie, liberałowie mają się w sondażach kiepsko. We Francji popierany przez obecnego prezydenta Emmanuela Macrona kandydat centroprawicowej partii Horizons, Édouard Philippe, przegrywa w sondażach z kandydatem skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego, Jordanem Bardellą o około 20 punktów procentowych. We Włoszech, po wielu latach rządów, narodowo-konserwatywni Fratelli d&#8217;Italia nie [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/nowy-stary-liberalizm/">Nowy-stary liberalizm</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: 400;">Liberalizm przegrywa. Czy to w Polsce, czy na świecie, liberałowie mają się w sondażach kiepsko. We Francji popierany przez obecnego prezydenta Emmanuela Macrona kandydat centroprawicowej partii </span><i><span style="font-weight: 400;">Horizons,</span></i><span style="font-weight: 400;"> Édouard Philippe, przegrywa w sondażach z kandydatem skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego, Jordanem Bardellą </span><a href="https://www.lopinion.fr/politique/dune-election-a-lautre-ou-sont-les-idees-par-monique-canto-sperber"><span style="font-weight: 400;">o około 20 punktów procentowych</span><span style="font-weight: 400;">.</span></a><span style="font-weight: 400;"> We Włoszech, po wielu latach rządów, narodowo-konserwatywni </span><i><span style="font-weight: 400;">Fratelli d&#8217;Italia</span></i> <a href="https://www.lopinion.fr/politique/dune-election-a-lautre-ou-sont-les-idees-par-monique-canto-sperber"><span style="font-weight: 400;">nie zwalniają</span></a><span style="font-weight: 400;"> i komfortowo prowadzą w sondażach, wyprzedzając zarówno centrolewicową Partię Demokratyczną, jak i centroprawicową </span><i><span style="font-weight: 400;">Forza Italia</span></i><span style="font-weight: 400;">. </span><a href="https://www.wahlrecht.de/umfragen/insa.htm"><span style="font-weight: 400;">W Niemczech</span></a><span style="font-weight: 400;"> popularność otwarcie skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec tylko wzrosła od czasu wyborów parlamentarnych w 2025 roku kosztem ordoliberałów z CDU. Historyczna ostoja niemieckich liberałów, Wolna Partia Demokratyczna, nie przekracza nawet progu wyborczego. W Wielkiej Brytanii i w Polsce natomiast liberałów prawie już nie ma — zostali wypchnięci ze sceny politycznej przez, z jednej strony, coraz bardziej autorytarną prawicę, a z drugiej – wyczerpaną socjaldemokrację (w Polsce), lub nowopowstały populistyczny socjalizm (w Wielkiej Brytanii). </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Daleko nam od nirwany, którą liberałowie cieszyli się na przełomie wieku. Niespełna dwadzieścia lat temu obywatele Wielkiej Brytanii wybierali między centrolewicowym liberalizmem Tony&#8217;ego Blaira, a centroprawicowym liberalizmem Davida Camerona, zaś Polacy zagłosowali na Donalda Tuska, który wówczas prowadził konserwatywno-liberalną kampanię pod hasłem budowy </span><a href="https://wiadomosci.wp.pl/druga-irlandia-czyli-wpadka-donalda-tuska-6037410533958785a"><span style="font-weight: 400;">„drugiej Irlandii”</span><span style="font-weight: 400;">.</span></a><span style="font-weight: 400;"> Zaledwie sześć lat później — nieprzypadkowo w następstwie globalnego kryzysu finansowego — Tusk dystansował się już od liberalizmu i zaczął przedstawiać siebie jako </span><a href="https://www.wprost.pl/415604/tusk-nazwal-sie-socjaldemokrata-slusznie.html"><span style="font-weight: 400;">socjaldemokratę</span></a><span style="font-weight: 400;">.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Rodzi się pytanie pod adresem liberałów: dlaczego ponieśliśmy porażkę? Dla niektórych, w tym dla Tuska, odpowiedź jest prosta — ponieśliśmy ją, bo liberalizm był błędem. Byłoby to jednak zbyt łatwe wytłumaczenie. Centralna wartość liberalizmu — wolność życia wedle własnej wolnej woli — wydaje się być zbyt wartościowa, by po prostu ją porzucić. W rzeczywistości liberalizm poniósł porażkę, bo zapomniał o swoich korzeniach. Dla centrolewicy zdegenerował się w menedżerski identytaryzm, a dla prawicy: w ideologiczny libertarianizm. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Gdy na horyzoncie liberalizmu zaczęły zbierać się ciemne chmury, w Wielkiej Brytanii założono think tank </span><i><span style="font-weight: 400;">Bright Blue</span></i><span style="font-weight: 400;">. Teraz, gdy jesteśmy w samym środku tej burzy, opublikowaliśmy zbiór esejów czołowych brytyjskich polityków i myślicieli, aby wspierać renesans liberalizmu — jego nową-starą wizję, spójną z myślą wielkich liberalnych filozofów XVIII, XIX i XX wieku, ale i zdolną sprostać wyzwaniom XXI wieku; wizję zdolną naprawić liberalne grzechy ostatnich kilku dekad.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Pierworodnym grzechem jest tutaj wstyd przed historią. Być może chcąc odróżnić się od konserwatystów liberałowie tak bardzo zakochali się w nowoczesności, że zaczęli patrzeć z góry na przeszłość i zapomnieli o własnych korzeniach. Dzisiaj zbyt często kojarzeni są z lewicą gospodarczą, identytarnym kolektywizmem lub bezwzględnym libertarianizmem — ideałami, które byłyby obce ojcom liberalizmu. Liberalizm powinien po pierwsze oznaczać umożliwianie osobistej wolności, a nie wtłaczanie ludzi w bezmyślne kolektywy na podstawie polityki tożsamości — to, co stało się znakiem rozpoznawczym amerykańskich liberałów w ostatnich dekadach. Liberałowie powinni też jednak rozumieć, że rząd nie jest jedynym źródłem restrykcji, a kaprysy prywatnych interesów mogą być równie autorytarne, jak kaprysy rządu, co John Locke dostrzegał już w XVII wieku, kiedy jako pierwszy naprawdę formułował, co oznacza własność prywatna.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W praktyce ta nowa-stara doktryna jest wciąż zdolna odpowiedzieć na niektóre z największych wyzwań współczesności. Pierwszym z nich są nierówności społeczne. W Wielkiej Brytanii stosunek majątku domowego do przeciętnych rocznych zarobków domowych wzrósł z około 2,5 w latach powojennych do około 6 obecnie. Od lat 90. Polska przeszła podobną transformację: w 1995 roku majątek gospodarstw domowych wynosił zaledwie około 50% rocznego dochodu rozporządzalnego; </span><a href="https://www.oecd.org/en/data/indicators/household-net-worth.html"><span style="font-weight: 400;">dziś jest to około 120%</span><span style="font-weight: 400;">.</span></a><span style="font-weight: 400;"> To, że ludzie są zamożniejsi, jest dobre, ale w miarę jak majątek się kumuluje, a stosunek dochodów do majątku pogarsza, coraz większa część życiowych szans determinowana jest nie przez własne wybory, lecz przez okoliczności, w których przyszliśmy na świat.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Rozwiązanie? Były brytyjski naczelny sekretarz skarbu, Liam Byrne, sugeruje w naszym zbiorze esejów nie bezwarunkowy dochód podstawowy, ale bezwarunkowy kapitał podstawowy, gdzie każdy obywatel otrzymuje od państwa wydzielone fundusze do zainwestowania. Singapur już stosuje podobny mechanizm. Kapitalizm nie jest wtedy zarezerwowany wyłącznie dla tych, którym poszczęściło się odziedziczyć kapitał, lecz dostępny dla dobra wszystkich.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Liberalizm oferuje też odpowiedź na kryzys demograficzny. Na Zachodzie kobiety mają z reguły znacznie mniej dzieci, </span><a href="https://ifstudies.org/blog/the-global-fertility-gap"><span style="font-weight: 400;">niż same chciałyby mieć</span></a><span style="font-weight: 400;"> — w prawie każdym zachodnim kraju kobiety relacjonują, że chcą mieć średnio </span><a href="https://epc2024.eaps.nl/uploads/241255"><span style="font-weight: 400;">pomiędzy dwojgiem a trojgiem dzieci</span><span style="font-weight: 400;">.</span></a><span style="font-weight: 400;"> Najlepszą odpowiedzią na słabą dzietność jest więc umożliwienie kobietom posiadania tylu dzieci, ile chcą. Kobiety powinny mieć swobodę łączenia obowiązków związanych z opieką nad dziećmi z pracą zawodową, bez konieczności dokonywania wyboru między jednym a drugim, jak postulują w swoim eseju ekonomiści Paul Gregg i Gavin Kelly. Pracodawcy nie powinni wymagać od kobiet, aby rezygnowały z zostania mamą, często na rzecz niejasnych korzyści wynikających z nieelastycznych godzin wyłącznie stacjonarnej pracy. Przeciętny pracownik jest nie tylko </span><a href="https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11254825/"><span style="font-weight: 400;">bardziej zadowolony i produktywny</span></a><span style="font-weight: 400;">, kiedy możwe pracować zdalnie wtedy, kiedy jest to odpowiednie, ale i pary, w których oboje rodziców spędza przynajmniej jeden dzień w tygodniu pracując zdalnie, mają średnio </span><a href="https://www.kcl.ac.uk/news/could-working-from-home-help-reverse-declining-birth-rates"><span style="font-weight: 400;">o 0,32 dzieci więcej</span></a><span style="font-weight: 400;"> niż podobne pary, w których rodzice muszą pracować stacjonarnie.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nasz zbiór oferuje też odpowiedź na problem wysokich kosztów mieszkań dla dużych rodzin. Można je obniżyć jedynie poprzez wzrost podaży owych mieszkań, więc liberałowie powinni aktywnie promować liberalne podejście do prawa budowlanego. Dowodów na skuteczność takiego podejścia jest wiele. Dobrym przykładem jest prawo wprowadzone w 2016 w Auckland w Nowej Zelandii, które dało domyślne pozwolenie na budowę wyższych kamienic blisko stacji kolejowych. Spowodowało ono </span><a href="https://www.brightblue.org.uk/higher-ground-living-standards/"><span style="font-weight: 400;">15-procentowy spadek</span></a><span style="font-weight: 400;"> we współczynniku stawek do cen mieszkań, podczas gdy ten sam współczynnik wzrósł o 8 proc. w reszcie kraju.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Liberałowie także jako jedyni oferują wizję rozwiązania problemu uzależnień. Zamiast minimalizowania prewalencji substancji uzależniających, poinniśmy skupić się na minimalizowaniu szkód z nimi związanych. Karanie ludzi za używanie substancji, takich jak alkohol czy narkotyki, może działać prewencyjnie, zanim ktoś wpadnie w nałóg, ale zupełnie zawodzi w przypadku tych, którzy już są uzależnieni. Jak pisze dla naszego zbioru neuropsychofarmakolog David Nutt, od 2001 roku, kiedy Portugalia zdekryminalizowała używanie narkotyków, liczba związanych z nimi zgonów spadła o 70 proc. Dla porównania: w Wielkiej Brytanii, która prowadziła w tym okresie coraz bardziej restrykcyjną politykę narkotykową, liczba takich zgonów podwoiła się między 2012 a 2024 rokiem. Liberalne podejście polegałoby nie na delegalizacji używania narkotyków, ale doprowadzeniu do warunków, w których ich użytek jest stosunkowo bezpieczny. Ta sama logika powinna dotyczyć tytoniu, otyłości i alkoholu — ten ostatni jest już główną przyczyną śmierci osób poniżej 50. roku życia — poprzez ułatwienie dostępu do mniej szkodliwych alternatyw, zamiast karania tych, którzy tkwią w złych nawykach.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Ważna jest też kwestia kontroli politycznej. Zaufanie polityczne osiąga </span><a href="https://www.southampton.ac.uk/news/2025/02/democracy-in-crisis-trust-in-democratic-institutions-declining-around-the-world.page"><span style="font-weight: 400;">na całym świecie</span></a> <span style="font-weight: 400;">najniższe wartości w historii. Andy Street, były Mayor hrabstwa West Midlands, tłumaczy w swoim eseju, jak populiści wykorzystują poczucie bycia kontrolowanym przez odległe elity, by mobilizować wyborców przeciwko liberałom, którzy to rzekomo owe elity reprezentują. By temu zaradzić, liberałowie powinni oddać lokalnym społecznościom większą kontrolę nad tym, co dzieje się w ich własnym mieście czy dzielnicy: czy to poprzez </span><i><span style="font-weight: 400;">„street votes”</span></i><span style="font-weight: 400;"> — referenda dla mieszkańców danej ulicy lub sąsiedztwa, pozwalające im automatycznie na dany rodzaj zabudowy, aukcje gruntów państwowych na rzecz spółdzielni mieszkaniowych, czy nawet dewolucję fiskalną, która umożliwiłaby większą lokalną kontrolę nad państwowymi inwestycjami oraz opodatkowaniem. Warto przypomnieć, że za poprzedniej kadencji rządu PiS jednym ze sposobów kontrolowania samorządów było </span><a href="https://wspolnota.org.pl/newsletter/nik-potwierdza-rzad-pis-skroil-samorzady"><span style="font-weight: 400;">ograniczenie ich funduszy</span></a><span style="font-weight: 400;"> i zmuszanie lokalnych polityków do ubiegania się o doraźne środki z Warszawy w zamian za polityczne przysługi.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nasza książka zawiera też wiele innych pomysłów, ale najważniejsza jest zmiana w samej filozofii liberalizmu. Przez ostatnie kilka dekad liberałowie bronili przegranego konsensusu. Protekcjonalne wielkomiejskie elity pouczały zwykłych ludzi, próbując przekonać ich, że lepiej wiedzą, jakie są ich rzeczywiste problemy. Ta wersja liberalizmu jest martwa — zarówno w Polsce, jak i za granicą — odrzucona przez wyborców i niezdolna do realizacji własnych obietnic. Była jednak antytezą tego, czym liberalizm powinien być w rzeczywistości — wiarą, że ludzie powinni mieć swobodę życia zgodnie z własnym przekonaniem o tym, co jest dla nich dobre.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Wyborcy nie chcą autorytaryzmu. Widzimy tego przebłyski — czy to na Węgrzech, gdzie Viktora Orbána pokonał bardziej umiarkowany i instytucjonalistyczny Péter Magyar, czy w USA, gdzie popularność Donalda Trumpa </span><a href="https://www.nytimes.com/interactive/polls/donald-trump-approval-rating-polls.html"><span style="font-weight: 400;">spada z każdym kolejnym tygodniem</span><span style="font-weight: 400;">.</span></a><span style="font-weight: 400;"> Zamiast bronić skompromitowanego status quo z przełomu wieków, liberałowie muszą znowu przejść do ofensywy, oferując konstruktywną wizję nowego-starego liberalizmu; wizję, w której każdy człowiek może być panem samego siebie.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>red. Katarzyna Bieńkiewicz</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/nowy-stary-liberalizm/">Nowy-stary liberalizm</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/nowy-stary-liberalizm/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Biały terror: Neonaziści w Niemczech. Rozmowa z Jacobem Kushnerem [PODCAST]</title>
		<link>https://liberte.pl/bialy-terror-neonazisci-w-niemczech-rozmowa-z-jacobem-kushnerem-podcast/</link>
		<comments>https://liberte.pl/bialy-terror-neonazisci-w-niemczech-rozmowa-z-jacobem-kushnerem-podcast/#respond</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Jun 2026 07:00:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Liberal Europe Podcast]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[4liberty]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[ELFpodcast]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[LiberalEuropePodcast]]></category>
		<category><![CDATA[narodowosocjalistyczne podziemie]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[nsu]]></category>
		<category><![CDATA[służby wywiadowcze]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[terroryzm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70564</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jak bardzo niebezpieczna jest skrajna prawica w Niemczech? Co powinniśmy wiedzieć o nasileniu się terroryzmu neonazistowskiego? Jaka jest rola służb specjalnych w Niemczech? Leszek Jażdżewski rozmawia z Jacobem Kushnerem, dziennikarzem międzynarodowym zajmującym się tematyką migracji, terroryzmu i brutalnego ekstremizmu, nauki oraz zdrowia w Afryce, Niemczech i na Karaibach. Jest autorem książek „China’s Congo Plan” oraz [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/bialy-terror-neonazisci-w-niemczech-rozmowa-z-jacobem-kushnerem-podcast/">Biały terror: Neonaziści w Niemczech. Rozmowa z Jacobem Kushnerem [PODCAST]</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<h4>Jak bardzo niebezpieczna jest skrajna prawica w Niemczech? Co powinniśmy wiedzieć o nasileniu się terroryzmu neonazistowskiego? Jaka jest rola służb specjalnych w Niemczech? Leszek Jażdżewski rozmawia z Jacobem Kushnerem, dziennikarzem międzynarodowym zajmującym się tematyką migracji, terroryzmu i brutalnego ekstremizmu, nauki oraz zdrowia w Afryce, Niemczech i na Karaibach. Jest autorem książek „China’s Congo Plan” oraz „Biały terror. Neonaziści w Niemczech” (2026, Wydawnictwo Czarne). Jest także wykładowcą dziennikarstwa na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku.</h4>
<h3>Leszek Jażdżewski (LJ): Czym jest ruch Narodowosocjalistycznego Podziemia (NSU) w Niemczech i co skłoniło Pana do zbadania tego rzadko poruszanego w mediach zjawiska?</h3>
<p><strong>Jacob Kushner (JK):</strong> Jako korespondent zagraniczny stacjonowałem w Afryce Wschodniej, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Narodowosocjalistycznym Podziemiu. Relacjonowałem ataki na uchodźców LGBTQ w całej Afryce Wschodniej. Podczas fali napływu osób ubiegających się o azyl do Europy w latach 2014, 2015 i 2016 zacząłem dostrzegać doniesienia o atakach na tego typu osoby w Niemczech. Zacząłem jeździć do Niemiec, aby zebrać informacje na temat tych ataków w małych miasteczkach w różnych regionach, gdzie ludzie próbowali podpalić ośrodki dla uchodźców, aby uniemożliwić im osiedlenie się w ich społecznościach.</p>
<p>Właśnie podczas tych wyjazdów usłyszałem o NSU. Była to grupa terrorystyczna, która powstała i zradykalizowała się w latach 90. w mieście Jena we wschodnich Niemczech, kilka godzin drogi od Berlina. W latach 2000. grupa ta dokonywała strasznych ataków, morderstw i zamachów bombowych na imigrantów i dzieci imigrantów w całych Niemczech. Już same te zbrodnie były szokujące, ale innym elementem, który zszokował niemiecką opinię publiczną, gdy sprawa wyszła na jaw w 2013 roku, było to, że terroryści uniknęli zatrzymania.</p>
<p>Przez trzynaście lat ta grupa terrorystyczna przetrwała, ukrywając się w Niemczech i dokonując kolejnych ataków przez wiele lat, nie będąc nigdy schwytana przez policję. Ten element zafascynował mnie jako dziennikarza. Jednym z podstawowych obowiązków w pracy dziennikarskiej jest bowiem pociąganie władz do odpowiedzialności, a ja chciałem zrozumieć, w jaki sposób uniknęli oni aresztowania i dlaczego niemieckie władze tak długo przymykały na to oko.</p>
<h3>LJ: Z jakiego środowiska wywodzą się główni członkowie grupy z Jeny i w jaki sposób z nastolatków stali się zradykalizowanymi i wpływowymi ekstremistami?</h3>
<p><strong>JK</strong>: Narodowosocjalistyczne Podziemie było siecią zrzeszającą różnych członków, ale trzej główni członkowie dorastali jako nastolatkowie w mieście Jena w latach 90. Był to okres wysokiego bezrobocia w Niemczech Wschodnich, naznaczony niepokojem po upadku muru berlińskiego i zjednoczeniu Niemiec, które wiązało się z zamknięciem wielu fabryk. To właśnie te kwestie budziły niezadowolenie tej trójki.</p>
<p>Warto jednak zauważyć, że dwie z tych trzech osób nigdy nie doświadczyły problemów z bezrobociem, podobnie jak ich rodziny. Uwe Mundlos był synem profesora informatyki na uniwersytecie. Był bardzo biegły w obsłudze komputerów i studiował; ani on, ani jego rodzice nigdy nie mieli problemów z zatrudnieniem. Podobnie rodzina Uwe Böhnhardta miała stałe zatrudnienie, choć wykonywali oni zawody typowe dla klasy robotniczej.</p>
<p>Sytuacja Beate Zschäpe była nieco bardziej skomplikowana. Jej matka często przenosiła się między Bukaresztem a Jeną w poszukiwaniu pracy, studiowała różne kierunki, ale nigdy nie utrzymywała zatrudnienia przez dłuższy czas. Jej sytuacja w większym stopniu odzwierciedlała trudności, z jakimi borykali się wówczas mieszkańcy wschodnich Niemiec.</p>
<hr />
<p><iframe src="https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/soundcloud%253Atracks%253A2325439511&amp;color=%23ff5500&amp;auto_play=false&amp;hide_related=false&amp;show_comments=true&amp;show_user=true&amp;show_reposts=false&amp;show_teaser=true&amp;visual=true" width="100%" height="300" frameborder="no" scrolling="no"></iframe></p>
<div style="font-size: 10px; color: #cccccc; line-break: anywhere; word-break: normal; overflow: hidden; white-space: nowrap; text-overflow: ellipsis; font-family: Interstate,Lucida Grande,Lucida Sans Unicode,Lucida Sans,Garuda,Verdana,Tahoma,sans-serif; font-weight: 100;"><a style="color: #cccccc; text-decoration: none;" title="European Liberal Forum" href="https://soundcloud.com/europeanliberalforum" target="_blank" rel="noopener">European Liberal Forum</a> · <a style="color: #cccccc; text-decoration: none;" title="White Terror: A True Story of Murders, Bombings, and Germany's Far Right with Jacob Kushner" href="https://soundcloud.com/europeanliberalforum/white-terror-a-true-story-of" target="_blank" rel="noopener">White Terror: A True Story of Murders, Bombings, and Germany&#8217;s Far Right with Jacob Kushner</a></div>
<hr />
<p>Ich ideologia zaczęła się kształtować w wyniku niezadowolenia ze społeczeństwa i poczucia, że nie ma w nim dla nich należnego miejsca. Uważali, że imigranci znajdują się w lepszej sytuacji niż oni sami, co nie było zgodne z faktami. Po upadku muru mieli znacznie więcej możliwości niż imigranci. Wielu pracowników tymczasowych w Niemczech Wschodnich całkowicie straciło pracę, borykało się z problemami wizowymi i musiało opuścić fabryki, stocznie i ośrodki noclegowe, w których mieszkali, aby po raz pierwszy spróbować samodzielnie zbudować sobie życie. Ich antyimigranckie i antysemickie przekonania niekoniecznie wynikały z ich osobistych doświadczeń ekonomicznych, choć właśnie takie poglądy zaczęli wyznawać.</p>
<p>Pierwsze wykroczenia zaczęli popełniać już jako nastolatkowie. Angażowali się w takie działania, jak profanowanie żydowskich pomników i grobów przywódców żydowskich. W końcu zaczęli eksperymentować z materiałami wybuchowymi, umieszczając bomby rurowe na stadionach i w innych miejscach, w tym potencjalnie przed domami imigrantów. Początkowo radykalizowali się jako prowokatorzy. W Niemczech Wschodnich lat 90. nie było skuteczniejszego sposobu na prowokację lub bunt niż zostanie neonazistą. W końcu w pełni przyjęli twardą ideologię neonazistowską. Nie rozwijali się w izolacji; dorastali w sieci skrajnie prawicowych ekstremistów w całym kraju związkowym Turyngii, co oznacza, że radykalizowali się w ramach znacznie większej grupy.</p>
<h3>LJ: Czy mógłby Pan opisać ambiwalentne relacje między niemieckimi służbami specjalnymi, policją a skrajnie prawicowym ruchem NSU, zwłaszcza w kontekście wykorzystywania informatorów?</h3>
<p><strong>JK</strong>: Czytelnicy mojej książki zapoznają się z postacią o imieniu Tino Brandt. Tino Brandt był prawdopodobnie ideologicznym przywódcą skrajnie prawicowej sceny w tym kraju. Pracował dla skrajnie prawicowego wydawnictwa, wydając prawicowe książki. W wolnym czasie organizował skrajnie prawicowe wiece i koordynował działania grup. Prowadził szkolenia prawne dla neonazistów na temat tego, jak uniknąć zatrzymania podczas przewożenia broni w pojazdach lub jak postępować z policją, aby mogli przeprowadzać brutalne ataki. Pełnił rolę przywódcy.</p>
<p>Tino Brandt był również informatorem państwowej agencji wywiadowczej. Ten przywódca skrajnie prawicowej sceny otrzymywał pieniądze niemieckich podatników, które, jak sam później przyznał, inwestował bezpośrednio z powrotem w to środowisko. To właśnie pieniądze niemieckich podatników pomogły sfinansować sieć ekstremistów, w ramach której radykalizowali się terroryści z Narodowosocjalistycznego Podziemia.</p>
<p>Jeśli chodzi o relacje między policją a agencjami wywiadowczymi, to policja prowadziła w pewnym momencie dochodzenie w sprawie Tino Brandta i jego sieci w związku z około trzydziestoma przestępstwami &#8211; od profanacji pomników po przemoc wobec lewicowych aktywistów. Kiedy policja zwróciła się do prokuratury o postawienie zarzutów Brandtowi i jego współspiskowcom, służby wywiadowcze Turyngii interweniowały, aby go chronić, ponieważ był ich informatorem. Przyznały się do tej interwencji. Mimo że nie dostarczał on użytecznych informacji wywiadowczych, płacono mu po prostu za to, że był dobrze umieszczonym informatorem.</p>
<p>Konflikt ten osiągnął punkt kulminacyjny, gdy policja w końcu uzyskała nakaz przeszukania domu i komputera Tino Brandta. Jego koordynator wywiadowczy dowiedział się o zbliżającym się przeszukaniu poprzedniego wieczoru i ostrzegł Brandta, aby ukrył swój komputer, ponieważ nadchodzi policja. Następnego ranka Tino Brandt czekał na policję przy drzwiach i dobrowolnie przekazał swój komputer; jednak dysk twardy został usunięty, ponieważ Brandt został wcześniej ostrzeżony. Niemiecka agencja wywiadowcza aktywnie utrudniała policji wykonywanie jej obowiązków i pomagała oskarżonemu przestępcy w uniknięciu sprawiedliwości. To pokazuje, jak wyglądała sytuacja w tamtym okresie i dlaczego agencja wywiadowcza raczej nie traktowała poważnie sieci, która stała się później znana jako Narodowosocjalistyczne Podziemie.</p>
<h3>LJ: Co pozwoliło tym osobom działać przez trzynaście lat i popełniać liczne brutalne przestępstwa przeciwko imigrantom bez zatrzymania?</h3>
<p><strong>JK</strong>: Czas trójki w Jenie dobiegł końca, gdy policja uzyskała nakaz przeszukania ich garaży, gdzie produkowali bomby. Trio uciekło, ponieważ policja źle przeprowadziła operację tego dnia, a tych trzech osób nigdy więcej nie widziano razem publicznie. Przez lata ukrywali się w różnych miastach we wschodnich Niemczech. Ich zdolność do unikania schwytania ułatwiała rozległa sieć przyjaciół, którzy wynajmowali dla nich mieszkania i zapewniali kampery wykorzystywane do napadów na piętnaście banków w celu sfinansowania ich działalności. Otrzymywali oni od tej sieci znaczną pomoc w pozyskiwaniu broni oraz wsparcie logistyczne.</p>
<p>Policja nie zdołała ich zatrzymać, ponieważ ich nie szukała. Za każdym razem, gdy mordowano imigranta, policja przybywała na miejsce zdarzenia i natychmiast obarczała winą ofiarę. Niezależnie od tego, czy ofiarą był mężczyzna pochodzenia tureckiego w swojej knajpie z kebabami, czy w sklepie z narzędziami, policja automatycznie przypisywała zbrodnię tureckiej mafii lub konfliktom z udziałem Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Traktowała te zdarzenia wyłącznie jako przestępczość zorganizowaną.</p>
<p>Policja spędzała czas na przesłuchiwaniu członków rodzin – żądając od żon, córek, synów lub ojców przyznania się, kto zabił ofiarę lub jakie istniały spory – zamiast zidentyfikować rzeczywistych sprawców. Policja była zaślepiona instytucjonalnym rasizmem do tego stopnia, że nie mogła pojąć, iż to biali Niemcy, a nie imigranci, dokonywali tych ataków. Ta perspektywa pozwoliła, by przemoc trwała tak długo.</p>
<p>W międzyczasie agencje wywiadowcze utrzymywały w środowiskach skrajnej prawicy licznych informatorów, takich jak właśnie Tino Brandt. Albo nigdy nie otrzymały one informacji dotyczących Narodowosocjalistycznego Podziemia – co niektórzy analitycy uważają za mało prawdopodobne – albo otrzymały je, ale nie podjęły żadnych działań, powtarzając swoje wcześniejsze zachowanie z Turyngii.</p>
<p>W swojej książce śledzę losy agenta wywiadu, który opowiedział mi o swoich działaniach związanych z informatorem ze skrajnej prawicy, który mógł mieć powiązania z siecią Narodowosocjalistycznego Podziemia. Uniknięcie sprawiedliwości wynikało z połączenia instytucjonalnego rasizmu ze strony policji oraz niechęci agencji wywiadowczych do narażania swoich informatorów w celu ochrony społeczności imigrantów. Kiedy agencja podejmuje działania na podstawie informacji od informatora, często naraża to źródło i pozbawia je użyteczności. Rodzi to pytanie, dlaczego agencje wywiadowcze przekazywały pieniądze podatników skrajnie prawicowym ekstremistom – którzy wykorzystywali te fundusze do przeprowadzania ataków – a następnie odmawiały wykorzystania tych źródeł do ochrony społeczeństwa i społeczności imigrantów.</p>
<h3>LJ: Czy istnieją podwójne standardy w odniesieniu do krajowego terroryzmu skrajnie prawicowego w porównaniu z terroryzmem zagranicznym lub islamistycznym? Jeśli takie podwójne standardy istnieją, to jakie czynniki wpływają na tę rozbieżność?</h3>
<p><strong>JK</strong>: Podwójne standardy z pewnością istnieją. Zanim porównamy terroryzm skrajnie prawicowy z terroryzmem islamistycznym, warto przyjrzeć się, jak władze traktują terroryzm lewicowy. W rozmowach z władzami w Niemczech słyszy się, że w czasie, gdy miały miejsce te ataki, nie postrzegano przemocy prawicowej jako terroryzmu. Zamiast tego historycznym punktem odniesienia dla terroryzmu była Frakcja Czerwonej Armii, która zajmowała się porwaniami dyrektorów banków, oraz samolotów i innymi aktami lewicowej przemocy. Taka jest argumentacja władz, dlaczego początkowo interpretowały te morderstwa jako przestępczość zorganizowaną. Władze mają uprzedzenia, bo tradycyjnie są przyzwyczajone do śledztw w sprawach terroryzmu lewicowego, a nie prawicowego.</p>
<p>Jako Amerykanin widzę ogromne uprzedzenia w Stanach Zjednoczonych w traktowaniu skrajnie prawicowych ekstremistów w porównaniu z islamistami, zarówno przed 11 września, jak i po nim. W książce „The Terror Factory” dziennikarz Trevor Aaronson pokazuje, jak rząd Stanów Zjednoczonych po 11 września sfałszował wiele spraw dotyczących islamistycznego terroryzmu, stosując metody przypominające prowokację policyjną. Federalne Biuro Śledcze (FBI) identyfikowało osoby muzułmańskie o niestabilnej psychice, przekonywało je do działania pod wpływem gniewu i angażowało w spiski mające na celu zdobycie broni do przeprowadzenia ataku. FBI inscenizowało te wydarzenia, aby zapewnić wyroki skazujące i pokazać, że agencja traktuje islamski terroryzm poważnie.</p>
<p>Ta rozbieżność utrzymuje się także w przypadku współczesnych ataków terrorystycznych dokonywanych przez osoby rasy białej w Stanach Zjednoczonych. Dylann Roof, biały ekstremista, który dokonał masakry na czarnoskórych parafianach w kościele w Charleston, opublikował manifest wyjaśniający swoje motywy; mimo to prokuratorzy nie postawili mu zarzutów na podstawie przepisów dotyczących terroryzmu. Świadczy to o niezdolności do dokładnego zdefiniowania terroryzmu. Prokuratorzy mogli sądzić, że nie uda im się uzyskać wyroku skazującego za terroryzm, ponieważ amerykańska ława przysięgłych mogłaby nie uznać tego czynu za terroryzm, co ilustruje rozbieżność w postrzeganiu społecznym tego zjawiska.</p>
<p>Społeczeństwo często kojarzy terroryzm wyłącznie z ekstremizmem islamskim; jednak od 11 września więcej Amerykanów zginęło z rąk skrajnie prawicowych ekstremistów niż islamskich. W Stanach Zjednoczonych odnotowano trzy razy więcej ataków skrajnej prawicy niż ataków Islamistów, a podobna sytuacja dotyczy także Niemiec. Konieczne jest zatem ponowne zdefiniowanie tego, co stanowi terroryzm.</p>
<p>Kilka lat temu w Niemczech miała miejsce próba zamachu stanu przeprowadzona przez grupę Reichsbürger, której celem było obalenie rządu. Jeden z jej przywódców, książę Heinrich XIII Reuss, mieszkał w zamku nad rzeką Saale. Po jego aresztowaniu magazyn „Der Spiegel” opisał go jako arystokratę ubranego w tweedową marynarkę, zauważając, że nie przypomina on typowego terrorysty. Ta dziennikarska ocena była błędna. W krajach, w których ludność jest w przeważającej mierze biała, takich jak Niemcy i Stany Zjednoczone, dane empiryczne pokazują, że większość terrorystów to biali mężczyźni o poglądach prawicowych, dokładnie tacy jak książę Reuss. Wśród opinii publicznej i dziennikarzy utrzymuje się zatem błędne przekonanie, że terroryzm kojarzy się przede wszystkim z grupami islamistycznymi, mimo że dane wskazują, iż jest to zjawisko głównie skrajnie prawicowe.</p>
<h3>LJ: Czy ujawnienie sprawy Narodowosocjalistycznego Podziemia oraz późniejszych planów zamachu stanu zasadniczo zmieniło kulturę instytucjonalną dotyczącą skrajnej prawicy w Niemczech, czy też zagrożenie to jest nadal w dużej mierze bagatelizowane w obliczu politycznego wzrostu popularności ruchów antyimigranckich, takich jak Alternatywa dla Niemiec (AfD)?</h3>
<p><strong>JK</strong>: Istnieje wiele badań dotyczących korelacji między radykalną retoryką a przemocą polityczną. Po ujawnieniu działalności Narodowegocojalistycznego Podziemia odbył się pięcioletni proces pięciu członków tej organizacji, co zostało opisane w mojej książce. Ujawnienie tej sprawy wywołało ogromne poruszenie w całych Niemczech. Bundestag wszczął trzy odrębne dochodzenia w sprawie Narodowegocojalistycznego Podziemia, aby ustalić, w jaki sposób grupa ta uniknęła wcześniejszego wykrycia. W rezultacie szefowie federalnej agencji wywiadowczej oraz jednej lub dwóch agencji wywiadowczych na szczeblu krajowym zostali zwolnieni i zastąpieni.</p>
<p>Obecna sytuacja niesie ze sobą sprzeczne sygnały, sugerujące, że choć Niemcy wdrożyły pewne reformy instytucjonalne, to wciąż borykają się z istotnymi problemami. Wzrosła świadomość społeczna na temat skrajnej prawicy wewnątrz niemieckich sił zbrojnych i policji. Na przykład w Badenii-Wirtembergii wykryto grupę policjantów, którzy rozmawiali o przeprowadzeniu ataku terrorystycznego i wrobieniu imigrantów w celu wywołania wojny rasowej. Zatrzymano także żołnierza, Franco Albrechta, który planował atak terrorystyczny przy użyciu broni wykradzionej z wojska z zamiarem wrobienia imigranta w celu wywołania wojny rasowej. Chociaż przypadki te pokazują, że zagrożenie nadal istnieje, ich ujawnienie wskazuje, że władze aktywnie prowadzą dochodzenia i wykrywają te struktury. Trudno jest jednak stwierdzić, czy odzwierciedla to poprawę skuteczności działań organów ścigania, czy też przypadki te stanowią jedynie ułamek niewykrytej działalności ekstremistycznej.</p>
<p>Niemniej jednak Niemcy podchodzą do tych zagrożeń bardziej rygorystycznie niż Stany Zjednoczone. W Stanach Zjednoczonych skrajnie prawicowe grupy, takie jak Oath Keepers, od lat aktywnie rekrutują czynnych żołnierzy i weteranów do własnych bojówek, jednak polityczna wola przeciwstawienia się tej infiltracji instytucjonalnej pozostaje niewielka. Podczas administracji Obamy Departament Bezpieczeństwa Krajowego sporządził raport pokazujący, w jaki sposób skrajnie prawicowe grupy kierowały prowadzoną rekrutację na amerykańskie siły zbrojne. Późniejsza publiczna i polityczna reakcja przeciwko prezydentowi Obamie za opublikowanie fragmentów tego raportu była tak gwałtowna, że administracja oficjalnie wycofała dokument. Reakcja ta świadczy o wewnętrznym oporze w Stanach Zjednoczonych przed uznaniem skali przemocy skrajnej prawicy.</p>
<p>W tym konkretnym kontekście Niemcy wykazują większą gotowość instytucjonalną do zmierzenia się z tym problemem, choć w sektorze wywiadowczym nastąpiły jedynie minimalne zmiany strukturalne. Hans-Georg Maaßen, który przez kilka lat pełnił funkcję szefa federalnej agencji wywiadu wewnętrznego Niemiec, utrzymywał dobrze udokumentowane powiązania ze skrajną prawicą i został opisany przez „Die Zeit” jako niemiecki Steve Bannon. Ponadto Bundestag sprawuje ograniczony nadzór parlamentarny nad tymi agencjami wywiadowczymi. Opinia publiczna nie ma dostępu do informacji dotyczących liczby aktywnych informatorów wykorzystywanych przez państwo, a sam Bundestag otrzymuje bardzo ograniczone informacje. W rezultacie zakres fundamentalnych zmian systemowych pozostaje niejasny.</p>
<p>Społeczeństwa borykają się z ogromnymi trudnościami, gdy muszą uznać, że głównym zagrożeniem dla ich bezpieczeństwa są podmioty krajowe. Dobrym przykładem jest Gordian Meyer-Plath, niemiecki oficer wywiadu, który później został szefem agencji wywiadowczej na szczeblu państwowym. Podczas wizyty w Oklahoma City National Memorial – miejscu zamachu bombowego przeprowadzonego przez białego ekstremistę, w którym zginęło 168 osób – zauważył, że w księgarni przy pomniku znajdowała się obszerna literatura na temat globalnego ekstremizmu islamskiego, brakowało jednak książek poruszających konkretny rodzaj terroryzmu krajowego, który miał miejsce w tym miejscu. Ta obserwacja podkreśla utrzymujący się opór społeczny, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, przed dokładnym rozpoznaniem i zajęciem się terroryzmem wewnętrznym takim, jakim jest naprawdę.</p>
<h3>LJ: Biorąc pod uwagę, że polityka ustępstw i przesuwanie spektrum politycznego w prawo nie zdołały osłabić ruchów takich jak Alternatywa dla Niemiec ani ograniczyć skrajnej prawicy, jakie strategie strukturalne powinni wdrożyć Europejczycy i Amerykanie, aby przeciwdziałać temu zagrożeniu?</h3>
<p><strong>JK</strong>: Oczywiste jest, że partie centrystyczne lub centroprawicowe nie są w stanie zadowolić osób o poglądach antyimigranckich. Poglądy ksenofobiczne często nie mają związku z racjonalnymi lub ekonomicznymi motywacjami. Przesuwanie się dalej w kierunku prawicy nie działa, gdy wyborcy mają alternatywę, taką jak Alternatywa dla Niemiec czy Partia Republikańska w Stanach Zjednoczonych, która wyraźnie sprzeciwia się imigracji. Liderzy partii politycznych muszą wziąć pod uwagę istniejące badania pokazujące, że tego typu ustępstwa zawodzą jako strategia.</p>
<p>W Europie stwarza to trudną do osiągnięcia równowagę. Liberałowie często podchodzą ostrożnie do nadmiernej ingerencji państwa i rozszerzania uprawnień agencji wywiadowczych. W Niemczech agencjami wywiadowczymi kierowały historycznie osoby, które czasami sympatyzowały z tymi ekstremistami lub przynajmniej nie były skłonne wykorzystywać swoich danych wywiadowczych do ochrony społeczności imigrantów.</p>
<p>Podstawowym wyzwaniem w Niemczech i całej Europie jest uznanie prawdziwego charakteru tych zagrożeń poprzez gromadzenie i publikowanie kompleksowych danych statystycznych. Dopiero stosunkowo niedawno Niemcy zaczęły publikować dane policyjne skupiające się konkretnie na przemocy skrajnej prawicy, obok danych dotyczących przemocy lewicowej i islamistycznej. Rozwiązanie tego problemu zaczyna się od zidentyfikowania źródła terroryzmu. Dziennikarze również ponoszą za to odpowiedzialność, ponieważ w doniesieniach międzynarodowych częściej porusza się temat ataków islamistycznych niż skrajnie prawicowych.</p>
<p>Partie polityczne muszą przestać działać w oparciu o założenie, że ksenofobia zniknie, jeśli po prostu dostosują swoją politykę do potrzeb tych wyborców. Zdrowe środowisko polityczne wymaga odrębnych partii o jasnych, konkurujących ze sobą programach, tak aby społeczeństwo miało jasny wybór. Widzimy tę walkę również w Stanach Zjednoczonych, gdzie Partia Demokratyczna ma trudności z określeniem swojego stanowiska w tych kwestiach. Prezydent Barack Obama deportował więcej osób niż jakikolwiek inny prezydent w najnowszej historii Stanów Zjednoczonych. Liderzy Demokratów muszą zdecydować, czy będą próbować naśladować politykę imigracyjną Donalda Trumpa, czy też stworzą niezależny, odrębny program. Jako dziennikarz dostrzegam potrzebę wyraźnego zróżnicowania stanowisk partii politycznych w kwestii imigracji.</p>
<hr />
<p><em><strong>Jacob Kushner będzie gościem tegorocznej edycji Igrzysk Wolności</strong>, współorganizowanych przez Europejskie Forum Liberalne (ELF) w dniach 23-25 października w EC1 w Łodzi. </em></p>
<p><em>Dowiedz się więcej: <a href="https://igrzyskawolnosci.pl/">https://igrzyskawolnosci.pl/</a></em></p>
<hr />
<p><em>Niniejszy podcast został wyprodukowany przez Europejskie Forum Liberalne we współpracy z Movimento Liberal Social i Fundacją Liberté!, przy wsparciu finansowym Parlamentu Europejskiego. Ani Parlament Europejski, ani Europejskie Forum Liberalne nie ponoszą odpowiedzialności za treść ani za jakiekolwiek wykorzystanie niniejszego podcastu.</em></p>
<hr />
<p><em>Podcast jest dostępny także na platformach </em><a href="https://soundcloud.com/user-628442269"><em>SoundCloud</em></a><em>, </em><a href="https://podcasts.apple.com/be/podcast/liberal-europe-podcast/id1467620293"><em>Apple Podcast, </em></a><a href="https://www.stitcher.com/podcast/liberal-europe-podcast"><em>Stitcher</em></a><em> i </em><a href="https://open.spotify.com/show/1PYQ5zRlm6a9V5Lf0tXDez"><em>Spotify</em></a></p>
<hr />
<p><em>Z języka angielskiego przełożyła dr Olga Łabendowicz</em></p>
<hr />
<p><em>Czytaj po angielsku na <a href="https://4liberty.eu/white-terror-a-true-story-of-murders-bombings-and-germanys-far-right-with-jacob-kushner-podcast/">4liberty.eu</a></em></p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/bialy-terror-neonazisci-w-niemczech-rozmowa-z-jacobem-kushnerem-podcast/">Biały terror: Neonaziści w Niemczech. Rozmowa z Jacobem Kushnerem [PODCAST]</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/bialy-terror-neonazisci-w-niemczech-rozmowa-z-jacobem-kushnerem-podcast/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dziennikarze pod okiem AI</title>
		<link>https://liberte.pl/dziennikarze-pod-okiem-ai/</link>
		<comments>https://liberte.pl/dziennikarze-pod-okiem-ai/#respond</comments>
		<pubDate>Tue, 26 May 2026 10:26:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Beniuszys]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70557</guid>
		<description><![CDATA[<p>Czy Karol Nawrocki sprowadzał prostytutki dla gości Grand Hotelu w Sopocie? Czy Donald Tusk cieszył się z katastrofy w Smoleńsku wraz z Putinem? Czy Antoni Macierewicz był lub nawet jest rosyjskim agentem?  W rozgrzanej do czerwoności polskiej debacie publicznej od bardzo wielu już lat padają takie i inne oskarżenia, niekiedy formułowane przez wrogich aktorów politycznych, [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/dziennikarze-pod-okiem-ai/">Dziennikarze pod okiem AI</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Czy Karol Nawrocki sprowadzał prostytutki dla gości Grand Hotelu w Sopocie? Czy Donald Tusk cieszył się z katastrofy w Smoleńsku wraz z Putinem? Czy Antoni Macierewicz był lub nawet jest rosyjskim agentem?<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>W rozgrzanej do czerwoności polskiej debacie publicznej od bardzo wielu już lat padają takie i inne oskarżenia, niekiedy formułowane przez wrogich aktorów politycznych, niekiedy publikowane w postaci wyników pracy dziennikarskiej, tak czy inaczej zawsze przez media amplifikowane. Dotąd osoby publiczne, będące mimowolnymi bohaterami tego rodzaju historii – niezależnie od tego, czy i w jakim stopniu publikacje na ich temat pokrywały się z faktami – miały tylko jedną, klasyczną drogę, aby się przed nimi próbować bronić. Była to oczywiście droga pozwów sądowych, często kosztowna, a niemal zawsze długotrwała i pełna znoju. Rezultaty takich pozwów były dla strony niesłusznie pomówionej zresztą nierzadko niesatysfakcjonujące: dementi w postaci krótkiej adnotacji drobnym drukiem nie docierało nawet do ułamka czytelników pierwotnej, sensacyjnej publikacji, a czas oczekiwania na wyrok powodował, że opinia publiczna o całym zamieszaniu niekiedy już nawet zdążyła całkowicie zapomnieć.<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>Choć wymiar sprawiedliwości w różnych krajach działa z różną skutecznością w tego rodzaju sprawach, to jednak dość powszechne jest niezadowolenie z niego. To zapewne dlatego Peter Thiel i jego przyboczny Aron D’Souza postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć narzędzie umożliwiające bohaterom prasowych kontrowersji „oczyszczenie się” z podejrzeń czy zarzutów w ciągu około 72 godzin. Platforma o nazwie Objection, której start ogłoszono w kwietniu i która jest inicjatywą D’Souzy, hojnie wspomożoną przez miliardera Thiela, reklamuje się jako narzędzie skutecznego zablokowania zniesławień i „ochrony dobrego imienia” ludzi na świeczniku, czy to ze świata polityki, biznesu, kultury czy jakiegokolwiek innego obszaru życia publicznego. Podstawową zasadą działania Objection jest oddanie publikacji prasowych pod osąd sztucznej inteligencji pod kątem zgodności z faktami oraz wywarcie presji na dziennikarzach i publicystach, aby we wszczętych tam „postępowaniach” uczestniczyli. Wszystko bowiem ma odbywać się pod rygorem odwrócenia sytuacji, w której teraz to dobre imię autorów tekstów i innych materiałów medialnych zostaje położone na szali.</p>
<p>Jak to działa? Każda osoba, na temat której powstanie prasowa publikacja i która uzna, że została w tej publikacji pomówiona lub na podstawie fałszywych informacji w jakikolwiek sposób ukazana w niekorzystnym świetle, może zgłosić na platformie sprzeciw, czyli tytułowe „objection”. O ile tylko uiści opłatę w wysokości 2.000 dolarów, sprawa zostanie zarejestrowana i odtąd, w błyskawicznym tempie, zacznie się przygotowanie do wydania „wyroku”. Autor poddanego w wątpliwość materiału zostanie wezwany do przedłożenia wszystkich źródeł, na których się opierał, zaś – niezależnie od jego gotowości do zareagowania na to wezwanie (co, rzecz jasna, musi być dobrowolne) – wyselekcjonowany zespół złożony rzekomo z „byłych agentów” FBI, CIA i innych agencji śledczych przeprowadzi własne śledztwo, usiłując zweryfikować stan faktyczny. W kolejnym etapie wszystkie tak zdobyte materiały zostaną przedłożone „ławie przysięgłych AI” złożonej z kilku różnych modeli językowych (m.in. OpenAI, Google, xAI, Anthropic i Mistral), która wyda werdykt, albo potwierdzający materiał prasowy, albo dezawuujący go jako kłamliwe pomówienie, albo ewentualnie niejednoznaczny. Zarówno sam werdykt, jak i wcześniejsze etapy procedury (poza personaliami „byłych agentów”) będą jawne i na bieżąco raportowane na stronach Objection. Opinia publiczna ma od razu wiedzieć, że dany tekst został zakwestionowany co do jego prawdziwości (Objection chce znakować np. tweety zawierające linki do kwestionowanych tekstów na zasadzie podobnej do „uwag społeczności” na X, dawnym Twitterze), na którym etap procedury weryfikacyjnej sprawa się w danym momencie znajduje, ile godzin pozostało do planowanego ogłoszenia „wyroku” oraz, oczywiście, jak ostatecznie „wyrok” ten brzmi.</p>
<p>Ciekawym narzędziem stosowanym przez Objection w celu wywarcia presji na dziennikarzach, aby zwyczajnie nie ignorowali spraw „wytaczanych” ich tekstom, jest tzw. „rating honorowy”. Z biegiem czasu Objection chce zbudować cały system oceniania rzekomej prawdomówności dziennikarzy i reporterów poprzez przypisywanie konkretnym nazwiskom autorów konkretnych ratingów. A na wysoki rating trzeba będzie sobie zasłużyć. Za zignorowanie wezwania do udziału w procedurze sprawdzającej są naturalnie punkty ujemne, podobnie jak za „wyroki” podważające tezy z tekstów czy za odmowę zdjęcia i sprostowania tekstu, który AI uzna za fałszywy, kłamliwy, przeinaczony czy naciągnięty. Punkty dodatnie są za zaangażowanie się dziennikarza w obronę swojego tekstu oraz za wykazanie jego prawdziwości poprzez dostarczenie modelom językowym (w ciągu 24 godzin od złożenia „pozwu”) konkretnych dowodów na opublikowane tezy. Przy czym źródła też są oceniane różnorodnie: dokumenty urzędowe czy e-maile bohaterów tekstu są oceniane wysoko jako źródła, natomiast informacje od anonimowych informatorów, w tym <i>whistleblowerów</i>, mają dla Objection wartość praktycznie zerową. Oznacza to, że tekst oparty na (nawet dwóch i więcej niezależnych od siebie) anonimowych źródłach, których dziennikarz nie ujawni Objection z imienia i nazwiska (czego naturalnie żaden szanujący się człowiek mediów nie uczyni), jest praktycznie bez szans na „wyrok” zwalniający z zarzutu nieprawdziwości. Tak napisane są prompty dla modeli językowych i tak mają one klasyfikować i oceniać zebrane materiały.<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>Peter Thiel staje się w ostatnich latach coraz bardziej znany ze swojej politycznej aktywności, nie tylko jako patron kariery politycznej obecnego wiceprezydenta USA, J.D. Vance’a, nie tylko jako jeden z najbogatszych ludzi na świecie, założyciel PayPala i członek wąskiej elity krezusów z branży <i>big tech</i>, a także nie tylko jako libertarianin, który w głośnym tekście napisanym na fali kryzysu finansowego 2008 r. uznał wolność gospodarczą za niekompatybilną z demokracją. Thiel obecnie jest domorosłym teoretykiem apokalipsy, który wieszczy nadejście Antychrysta i wzywa do bezwzględnej brutalności w obronie tożsamości cywilizacji zachodniej, do rozkładu której prowadzić mają jakoby liberalna demokracja, wolność słowa, debata publiczna i transparentność procesów rządzenia państwem. Na długiej liście winowajców słabości i dekadencji Zachodu Thiel umieszcza naturalnie wolne media, a ich skłonność, aby interesować się życiem i działalnością ludzi z technologicznego świecznika, budzi jego furię. To podejście miliardera niewątpliwie zostało ukształtowanie przez rzeczywiście nieciekawe doświadczenie, gdy plotkarski, stroniący od publikacji wysokich lotów portal <i>Gawker</i> poinformował świat o rzekomym homoseksualizmie Thiela. Ten wówczas poprzysiągł zemstę i zaangażował się – z pomocą D’Souzy – finansowo w pozew przeciwko wydawcy, złożony zresztą przez kogoś innego (konkretnie przez Hulka Hogana, którego seks-taśmę <i>Gawker</i> także upublicznił), w efekcie doprowadzając portal do upadłości i likwidacji. Oczywiście batalie sądowe zajęły wiele lat. Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, która potrafi pracę tłumaczy, grafików czy programistów wykonywać w kilka sekund, u obu panów musiała zaświtać idea, że modele językowe są zdolne także wykonywać ekspresowo pracę sędziów.<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>D’Souza jest pewien, że będą w tym równie dobre, co ludzie. Owszem, źródłowe kody niektórych użytych przez Objection modeli nie zostały upublicznione, a ich twórcy niekiedy przyznawali w wywiadach, że sami nie do końca rozumieją tok „wnioskowania” ich własnych modeli. Oczywiście szeroko rozpoznane jest także zjawisko halucynacji, gdy modele językowe zawierają w swoich odpowiedziach oczywiste nonsensy (przykładowo autor tego tekstu od jednego z modeli dowiedział się niedawno o sobie samym, iż jest wybitym inżynierem i założycielem odnoszącego kolosalne sukcesy start-upu na rynku energii). Jednak szef Objection macha na to ręką i wskazuje, że wyroki wydawane przez ludzi pełniących urzędy sędziowskie (lub wchodzących w skład ław przysięgłych) także bywają uzależnione od tego, czy sędzia w dany dzień był głodny, zmęczony, znużony, poirytowany lub chory, a już na pewno od tego, czy podsądny wydał mu się sympatyczny czy nie. Zresztą gwarantem zastosowania naukowych rygorów przez system ewaluacji Objection ma być były inżynier NASA i SpaceX Elona Muska, Kyle Grant-Talbot, który na platformie pełni rolę dyrektora technicznego.<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>D’Souza wytyka mediom, że stały się politycznie stronnicze, tożsamościowe – ze szkodą dla własnej rzetelności i ocen. Deklarowane w sondażach zaufanie do mediów tzw. głównego nurtu spadło w USA do zaledwie 28%. Dla inicjatora Objection jest to argument za podważeniem ich wpływu na przebieg debaty publicznej, za odejściem od wstępnego zakładania, iż publikowane wiadomości pokrywają się z faktami. Dopiero brak „pozwu” ze strony opisanych osób lub odrzucenie go przez AI powinno być momentem uznania materiał prasowy za zweryfikowany i godny uwagi odbiorców. D’Souza wskazuje też na asymetrię pomiędzy dziennikarzem/mediami a opisywanymi bohaterami ich publikacji. Ci drudzy nie mają dostępu do równie licznej publiczności, aby skutecznie zanegować ewentualne pomówienie, upływ czasu działa na ich niekorzyść, nie mają wglądu w informacje o źródłach, jeśli te są anonimowe. Są na świeczniku. Tymczasem praca dziennikarza od strony warsztatu nie jest podobnie kontrolowana, odbywa się poza okiem publicznej oceny. Opinia publiczna nie ma narzędzi, aby ocenić, czy media dochowały standardów i rzetelności. Brakuje transparencji: media taśmowo pociągają innych do odpowiedzialności, ale same jej unikają. Potrafią w kilka godzin zniszczyć czyjąś karierę zawodową, szczególnie skutecznie w dobie <i>cancel culture</i>.<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>Objection przede wszystkim ma odwrócić logikę tej relacji. Teraz to dziennikarz ma mieć mało czasu na zajęcia stanowiska i komentarz w postaci reakcji na wezwanie do przedłożenia dowodów i źródeł. To jego dobre imię i nawet przyszłość zawodowa ma stanąć pod znakiem zapytania. To on jest oskarżonym lub podejrzanym o przekłamania, który musi się bronić. To wobec niego ma być skierowane ostrze sceptycyzmu opinii publicznej, gdy obok jego tekstu pojawi się znaczek Objection. To procedowanie nad jakością jego pracy i etyką postępowania odbywa się w czasie rzeczywistym na platformie i jest do wglądu wszystkich ludzi na świecie z dostępem do sieci. Niewypowiedzianą wprost nadzieją D’Souzy i Thiela wydaje się uzyskanie choćby częściowego „efektu mrożącego”, który ograniczy ochotę niektórych autorów do kolejnych publikacji na temat ludzi polityki i zwłaszcza biznesu. Objection to w gruncie rzeczy digitalny i zautomatyzowany SLAPP. Poza tym jego inicjatorzy zapewne z radością chcą wylać tutaj dziecko w postaci <i>whistleblowerów</i> z kąpielą. Ryczałtowe zdezawuowanie anonimowych informatorów i sygnalistów, wręcz uczynienie z nich swoistego „obciążenia” dla wizerunku autora i odbioru tekstu, to dla tzw. możnych tego świata większy spokój i mniejsze obawy, że takie czy inne machlojki i naruszenia prawa kiedykolwiek ujrzą światło dzienne. To potencjalny cios w splot społeczny funkcji czwartej władzy, wynaturzenie liberalnej demokracji poprzez pozbawienie jej kluczowych narzędzi kontrolnych, oślepienie opinii publicznej i zwrócenie ludziom władzy i pieniądza tej przewagi, którą odebrała im w pewnym momencie rosnąca transparentność.<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>Objection jest produktem skrojonym pod potrzeby poirytowanej dziennikarską kontrolą elity, która wszystko jest w stanie sobie kupić, poza wolnością od podejrzliwości opinii publicznej. Oczywiście kwota 2.000 dolarów jest znacząco niższa od kosztów sądowych batalii z powództwa cywilnego, ale nie jest to, z drugiej strony, kwota na tyle niska, aby za dobrą monetę przyjąć deklaracje D’Souzy, iż jest to narzędzie, z którego może skorzystać każdy pomówiony obywatel. Zwłaszcza że system nie przyjmuje zgłoszeń globalnych, odnoszących się do całych artykułów, a tylko do pojedynczych twierdzeń. Jeśli zatem w danym materiale znalazło się 10 faktów, które bohaterowi tekstu się nie podobają, to musi uiścić 20.000 dolarów i otworzyć 10 oddzielnych spraw. Jest więc jasne, kto będzie w stanie poszczególne media i poszczególnych autorów nękać niezliczoną mnogością wytaczanych spraw. Albo jeszcze gorzej: kto będzie mógł zorganizować poprzez platformę istny <i>doxxing</i> wobec pojedynczego dziennikarza, celem zastraszenia, odebrania głosu, być może ostatecznie wyparcia z zawodu.</p>
<p>Pomysłodawcy Objection docelowo pragną przekształcenia środowiska medialnego tak, aby światło dziennie mogły ujrzeć wyłącznie zatwierdzone przez osoby wymieniane w tekście artykuły oraz wyłącznie autoryzowane wywiady (autoryzacja to rzecz na Zachodzie dużo mniej przyjęta aniżeli w polskiej praktyce dziennikarskiej). Optymalnie autor tekstu zawierałby z jego bohaterem przed publikacją umowę cywilną, gdzie ten pierwszy zobowiązywałby się przedłożyć swoje źródła na wypadek złożenia przez tego drugiego „pozwu” oraz zapłacić kary umowne na wypadek zakwestionowania fragmentów tekstu przez Objection, a dodatkowo wydawca zgadzałby się wycofać publikację w takim przypadku i za nią przeprosić. Trudno sobie wyobrazić, że jakiekolwiek poważne redakcje i poważni dziennikarze będą szli na taki układ. Jednak samo istnienie narzędzia, które taką weryfikację pracy dziennikarskiej w rzekomo „niezależny” sposób umożliwia, będzie budzić podejrzliwość opinii publicznej wobec mediów wzbraniających się zeń korzystać, co będzie oznaczać dalszy spadek zaufania społecznego wobec mediów. Niskie „ratingi honorowe” będą w końcu faktycznie wykluczać z zawodu. Można też mieć obawy, że tłumaczenia redakcji o dochowaniu standardów rzetelności, o uzyskaniu wiadomości i jej potwierdzeniu u kilku niezależnych źródeł, o dołożeniu wszelkich starań ich weryfikacji w dokumentach, o uważnej i krytycznej pracy wewnętrznych działów <i>fact-checkingu</i> mogą blaknąć w zderzeniu z mocno oddziałującym na wyobraźnię werdyktem „niezależnej” AI.<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>Model działania Objection stawia dziennikarzy na przegranej pozycji. Nie ma dobrego wyjścia wobec alternatywy „ujawnić swoje anonimowe źródła czy patrzeć jak własny tzw. rating spada coraz niżej”. Objection może stać się narzędziem szybkiego „zużywania się” autorów, którzy przy bardzo niskim ratingu zaczną być odrzucani przez opinię publiczną, wobec czego redakcje poczują się zmuszone zastępowania ich „niezgranymi”, świeżymi nazwiskami na nowy cykl. Będą utrudniać redakcjom decyzje o publikowaniu najważniejszych, ale skazanych na wzbudzenie kontrowersji materiałów, co wywoła dalszy uszczerbek na jakości życia politycznego i społecznego. Ostatecznie, jeżeli Objection się przyjmie, o przyszłości czwartej władzy może zdecydować walka na wiarygodność. Media nie mają tutaj obecnie najmocniejszych kart, ale nowa platforma jest pod tym względem zupełnie niezapisaną kartą, nie jest na razie ani wiarygodna, ani niewiarygodna. Pozbawienie modelu „wyrokowania” przez Objection wiarygodności i powagi może być jedyną drogą dla redakcji i autorów, aby zachować możliwość dalszego uprawiania swojego zawodu.<span class="Apple-converted-space"> </span></p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/dziennikarze-pod-okiem-ai/">Dziennikarze pod okiem AI</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/dziennikarze-pod-okiem-ai/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>IGRZYSKA WOLNOŚCI REKRUTUJĄ: Młodszy/a koordynator/ka w Biurze Logistyki Gości</title>
		<link>https://liberte.pl/igrzyska-wolnosci-rekrutuja-biuro-logistyki-gosci/</link>
		<comments>https://liberte.pl/igrzyska-wolnosci-rekrutuja-biuro-logistyki-gosci/#respond</comments>
		<pubDate>Fri, 15 May 2026 07:42:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Redakcja Liberté!]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Igrzyska Wolności]]></category>
		<category><![CDATA[biuro]]></category>
		<category><![CDATA[goście]]></category>
		<category><![CDATA[Łódź]]></category>
		<category><![CDATA[logistyka]]></category>
		<category><![CDATA[oferta]]></category>
		<category><![CDATA[polecane]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[rekrutacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70531</guid>
		<description><![CDATA[<p>Zespół Igrzysk Wolności, festiwalu idei organizowanego dorocznie przez łódzką Fundację Liberte!, poszukuje członków i członkiń zespołu do Biura Logistyki Gości na stanowiska Młodszych Koordynatorów/ek.  Nabór online trwa do: 31/05/2026 [23:59] (niedziela) Rozmowy kwalifikacyjne (przeprowadzane osobiście): 07-14 czerwca 2026 Rozpoczęcie pracy: koniec czerwca 2026 Twój zakres obowiązków: Koordynacja logistyki (noclegi, loty, transport krajowy itp.) i organizacja [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/igrzyska-wolnosci-rekrutuja-biuro-logistyki-gosci/">IGRZYSKA WOLNOŚCI REKRUTUJĄ: Młodszy/a koordynator/ka w Biurze Logistyki Gości</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<h2><strong>Zespół Igrzysk Wolności, festiwalu idei organizowanego dorocznie przez łódzką Fundację Liberte!, poszukuje członków i członkiń zespołu do Biura Logistyki Gości na stanowiska Młodszych Koordynatorów/ek. </strong></h2>
<p><strong>Nabór online trwa do: 31/05/2026 [23:59] (niedziela)</strong></p>
<p><strong>Rozmowy kwalifikacyjne (przeprowadzane osobiście):</strong> 07-14 czerwca 2026</p>
<p><strong>Rozpoczęcie pracy: </strong>koniec czerwca 2026</p>
<h4>Twój zakres obowiązków:</h4>
<ul>
<li aria-level="1">Koordynacja logistyki (noclegi, loty, transport krajowy itp.) i organizacja pobytu gości krajowych i zagranicznych w festiwalu.</li>
<li aria-level="1">Zapewnienie płynności komunikacji między Zespołem Igrzysk Wolności a gośćmi.</li>
<li aria-level="1">Wykonanie zadań administracyjnych i rozliczeniowych związanych z udziałem gości w festiwalu.</li>
<li aria-level="1">Wspieranie działań promocyjnych.</li>
<li aria-level="1">Wykonywanie innych zadań wynikających z zakresu pełnionych obowiązków.</li>
</ul>
<h4>Wymagania:</h4>
<ul>
<li aria-level="1">Doskonała organizacja pracy.</li>
<li aria-level="1">Otwartość, uprzejmość, dyplomacja i pozytywne nastawienie.</li>
<li aria-level="1">Umiejętność samodzielnego planowania własnych działań.</li>
<li aria-level="1">Umiejętność pracy pod presją czasu.</li>
<li aria-level="1">Dyspozycyjność i elastyczność w okresie zatrudnienia.</li>
<li aria-level="1">Kreatywność i umiejętność samodzielnego rozwiązywania problemów.</li>
<li aria-level="1">Dostępność na miejscu w Łodzi w ustalone dni &#8222;biurowe&#8221; (praca w systemie hybrydowym).</li>
<li aria-level="1">Bardzo dobra znajomość języka angielskiego w mowie i piśmie.</li>
<li aria-level="1">Umiejętność obsługi Google Workspace.</li>
<li aria-level="1">Prawo jazdy kategorii B (mile widziane).</li>
</ul>
<h4>Oferujemy:</h4>
<ul>
<li aria-level="1">Zdobycie wartościowego doświadczenia przy organizacji jednego z największych festiwali idei w Polsce.</li>
<li aria-level="1">Możliwość <strong>zatrudnienia w jednym z dwóch trybów</strong>: 1) zatrudnienie <strong>na okres 5 miesięcy</strong> (<span style="text-decoration: underline;">czerwiec-sierpień w wymiarze pół etatu, wrzesień-październik w wymiarze pełnego etatu</span>); w tym trybie oferujemy <strong>honorarium</strong> w wysokości 2.500,00 PLN brutto przez pierwsze 3 miesiące (1/2 etatu) i 5.000,00 PLN brutto przez kolejne dwa miesiące (cały etat); 2) zatrudnienie <strong>na okres 2 miesięcy</strong> (wrzesień-październik) <span style="text-decoration: underline;">w pełnym (cały etat) lub niepełnym wymiarze godzin (1/2 lub 3/4 etatu)</span>; w tym trybie honorarium jest wprost proporcjonalne do ustalonego wymiaru czasu prac<span style="text-decoration: underline;">y</span>.</li>
<li aria-level="1">Pracę częściowo w systemie hybrydowym &#8211; niezbędna jest jednak obecność w ustalone dni &#8222;biurowe&#8221; (nasze biuro znajduje się w centrum Łodzi).</li>
</ul>
<hr />
<p><strong>Zgłoszenia prosimy wysyłać przez formularz online: <a href="https://forms.gle/MfFECZaFqgPXzkne8">https://forms.gle/MfFECZaFqgPXzkne8</a></strong></p>
<hr />
<p>Dołącz do naszego zespołu i pomóż stworzyć niezapomniane wydarzenie!</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/igrzyska-wolnosci-rekrutuja-biuro-logistyki-gosci/">IGRZYSKA WOLNOŚCI REKRUTUJĄ: Młodszy/a koordynator/ka w Biurze Logistyki Gości</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/igrzyska-wolnosci-rekrutuja-biuro-logistyki-gosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rusza II edycja Letniej Szkoły Igrzysk Wolności!</title>
		<link>https://liberte.pl/rusza-ii-edycja-letniej-szkoly-igrzysk-wolnosci/</link>
		<comments>https://liberte.pl/rusza-ii-edycja-letniej-szkoly-igrzysk-wolnosci/#respond</comments>
		<pubDate>Thu, 14 May 2026 10:20:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Redakcja Liberté!]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70537</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jeśli interesuje Cię to, jak działają państwo, gospodarka i współczesna polityka, a do tego chcesz poznawać ludzi, którzy nie boją się myśleć ambitnie o przyszłości Polski i Europy to mamy coś dla Ciebie. W dniach 10–12 lipca spotkamy się w Czystebłotach na trzydniowym spotkaniu organizowanym przez Fundację Liberté!, łączącym debaty, warsztaty oraz wspólną pracę nad [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/rusza-ii-edycja-letniej-szkoly-igrzysk-wolnosci/">Rusza II edycja Letniej Szkoły Igrzysk Wolności!</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p dir="ltr">Jeśli interesuje Cię to, jak działają państwo, gospodarka i współczesna polityka, a do tego chcesz poznawać ludzi, którzy nie boją się myśleć ambitnie o przyszłości Polski i Europy to mamy coś dla Ciebie.</p>
<p dir="ltr">W dniach 10–12 lipca spotkamy się w Czystebłotach na trzydniowym spotkaniu organizowanym przez Fundację Liberté!, łączącym debaty, warsztaty oraz wspólną pracę nad konkretnymi pomysłami.</p>
<p dir="ltr"><strong>Tegoroczna edycja skupi się m.in. na:</strong><br />
&#8211;  rozwoju nowych technologii i ich wpływie na społeczeństwo, gospodarkę oraz demokrację,<br />
&#8211; potencjalnych skutkach rozszerzenia Unii Europejskiej dla Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej.</p>
<p dir="ltr">W programie znajdą się także rozmowy o politykach publicznych, gospodarce, bezpieczeństwie i wyzwaniach współczesności.</p>
<p dir="ltr">Do udziału zapraszamy osoby do 30. roku życia &#8211; doktorantów, studentki i studentów, absolwentów oraz młodych profesjonalistów zainteresowanych sprawami publicznymi, ekonomią, polityką i nowymi technologiami.</p>
<p dir="ltr"><strong>Co czeka uczestników?</strong></p>
<p>&#8211; spotkania z ekspertami, praktykami i publicystami,<br />
&#8211; warsztaty nastawione na współpracę i wymianę doświadczeń,</p>
<p>&#8211; kameralna atmosfera i sieć wartościowych kontaktów,<br />
&#8211; możliwość pisania artykułów dla Liberte!,<br />
&#8211; pełne pokrycie kosztów udziału &#8211; zapewniamy noclegi, wyżywienie oraz atrakcje.</p>
<p dir="ltr">Jeśli chcesz spędzić kilka lipcowych dni na intensywnych rozmowach, sporach i szukaniu odpowiedzi na pytania o przyszłość Polski i Europy- zapraszamy do zgłoszeń.</p>
<p><strong>I tura rekrutacji zamyka się 7 czerwca.</strong></p>
<p dir="ltr">Formularz rekrutacyjny:<br />
<a href="https://forms.gle/8zQDPCnCEPFMD9Wh6" target="_blank" rel="noopener" data-saferedirecturl="https://www.google.com/url?q=https://forms.gle/8zQDPCnCEPFMD9Wh6&amp;source=gmail&amp;ust=1778837834641000&amp;usg=AOvVaw02a5AUvKu3JKGaSyXLKT6i">https://forms.gle/<wbr />8zQDPCnCEPFMD9Wh6</a></p>
<p dir="ltr">Do zobaczenia w Czystebłotach!</p>
<p style="text-align: left;">
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/rusza-ii-edycja-letniej-szkoly-igrzysk-wolnosci/">Rusza II edycja Letniej Szkoły Igrzysk Wolności!</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/rusza-ii-edycja-letniej-szkoly-igrzysk-wolnosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ukraina – co dalej z tożsamością?</title>
		<link>https://liberte.pl/ukraina-co-dalej-z-tozsamoscia/</link>
		<comments>https://liberte.pl/ukraina-co-dalej-z-tozsamoscia/#respond</comments>
		<pubDate>Wed, 13 May 2026 14:23:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Ziemowit Szczerek]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70514</guid>
		<description><![CDATA[<p>Ukraina jest jedna – tak brzmi oficjalna państwowa narracja i jest to narracja do pewnego stopnia prawdziwa. Wojna nie tylko zjednoczyła Ukrainę, ale również ją wzmocniła, i to do tego stopnia, że kraj ten stał się jedną z ważniejszych potęg militarnych regionu. Ale czy wszystkie problemy ze spójnością Ukrainy zostały zażegnane?</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/ukraina-co-dalej-z-tozsamoscia/">Ukraina – co dalej z tożsamością?</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: 400;">Ukraina jest jedna – tak brzmi oficjalna państwowa narracja i jest to narracja do pewnego stopnia prawdziwa. Wojna nie tylko zjednoczyła Ukrainę, ale również ją wzmocniła, i to do tego stopnia, że kraj ten stał się jedną z ważniejszych potęg militarnych regionu. Ale czy wszystkie problemy ze spójnością Ukrainy zostały zażegnane?</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jurij Andruchowycz, ukraiński pisarz z Iwano-Frankiwska, który dawniej kojarzył się bardziej z zachodnioukraińskością, a dziś – z ukraińskością rozumianą ogólnie, twierdzi, że czasy podziału Ukrainy na wschód i zachód przeszły do historii, a wszystkie narracje dotyczące takiego podziału są już tylko i wyłącznie wodą na młyn kremlowskiej propagandy. Podobnie myśli wielu zachodnioukraińskich intelektualistów – dziś nawet za przywoływanie klasycznych tekstów Mykoły Riabczuka o „dwóch Ukrainach”, czyli jej części wschodniej, którą reprezentuje Donieck, i zachodniej, którą reprezentuje Lwów – można dostać reprymendę i zostać wyzwanym od pożytecznych idiotów Putina. Inna sprawa, że już sam Riabczuk pisał, że być może Lwów i Donieck nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego, ale pomiędzy nimi jest gigantyczny obszar, z Kijowem na czele, który łączy i spaja oba terytoria.</span></p>
<figure id="attachment_70517" style="width: 1024px" class="wp-caption aligncenter"><img class="size-large wp-image-70517" src="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03143-2-1024x683.jpg" alt="" width="1024" height="683" srcset="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03143-2-1024x683.jpg 1024w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03143-2-300x200.jpg 300w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03143-2-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-caption-text">fot. Marek Bednarz</figcaption></figure>
<p><span style="font-weight: 400;">To wszystko prawda, ważne jednak, żeby dostrzegać niuanse, które mogą doprowadzić w przyszłości do powtórnych podziałów. Choćby dlatego, że rozgrywa je już teraz Rosja. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Pod skórą narodowej jedności nadal kryje się bowiem konflikt: pohabsburski i popolski zachód Ukrainy w oczach nie tylko jej wschodu, ale i centrum, nadal ma mieć tendencję do pouczania części wschodniej i traktowania jej z wyższością jako „posowieckiego” terytorium, na którym dopiero po Majdanie udało się wykrzesać idee ukraińskości. Wschód natomiast – na którym skupiła się rosyjska inwazja, i na terenie którego niszczone są miasta i osady – bardzo źle znosi tego typu uwagi, zwracając tradycyjnie uwagę, że Lwów – „mały Wiedeń”, dawna stolica austriackiej Galicji – bawi się i przesiaduje w kawiarniach, podczas gdy miasta wschodu przyjmują na siebie cały ciężar ataku. Zachód Ukrainy kontrargumentuje, że na wojnie ginie mniej więcej podobna liczba Ukraińców ze wschodu i z zachodu. Wschód uważa natomiast, że to jednak oni częściej zmuszeni są opuszczać swoje domy i uciekać na zachód, gdzie padają ofiarą krzywdzących stereotypów, niespecjalnie różnych od tych, którymi są obarczani na emigracji – na przykład w Polsce. </span></p>
<figure id="attachment_70519" style="width: 1024px" class="wp-caption aligncenter"><img class="size-large wp-image-70519" src="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03396-1-1024x683.jpg" alt="" width="1024" height="683" srcset="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03396-1-1024x683.jpg 1024w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03396-1-300x200.jpg 300w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03396-1-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-caption-text">fot. Marek Bednarz</figcaption></figure>
<p><span style="font-weight: 400;">Ukraińskie </span><i><span style="font-weight: 400;">nation building</span></i><span style="font-weight: 400;"> jest aktualnie w pełnym galopie: buduje się ukraińską tożsamość nie tylko na bazie spuścizny Rusi Kijowskiej, Halickiej czy Kozaczyzny, ale też zachodnioukraińskiego nacjonalizmu spod znaku Szuchewycza i Bandery, o co, notabene, ma do Ukraińców pretensje nie tylko wschodnia Ukraina, gdzie postacie te – podobnie jak wszędzie indziej w ZSRR – nigdy nie były popularne, ale i Polska. Trzeba jednak pamiętać, że baza tożsamości wielu mieszkańców Ukrainy nadal kryje się, a w najlepszym wypadku ledwie wychodzi ponad podbudowę radziecką. Sprawia to, że wielu Ukraińców nie tylko słucha podobnej muzyki, co Rosjanie (choć od czasu, gdy rosyjskich utworów nie puszcza się w ukraińskim radiu, zjawisko to odnosi się już głownie do starych utworów, z czasów ZSRR i nieco późniejszych) i ogląda podobne filmy i seriale, ale nadal podlega podobnym wzorcom kulturowym. Można to prześledzić porównując, na przykład, ukraińską diasporę w Polsce z rosyjską diasporą w – powiedzmy – Tbilisi. Nawet cmentarze wojenne urządzane są w podobnym guście w Rosji i w Ukrainie: są to rzędy ziemnych kopczyków z flagami narodowymi oraz flagami i emblematami oddziałów, w których pochowani służyli. </span></p>
<figure id="attachment_70516" style="width: 1024px" class="wp-caption aligncenter"><img class="size-large wp-image-70516" src="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC04638-1-1024x683.jpg" alt="" width="1024" height="683" srcset="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC04638-1-1024x683.jpg 1024w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC04638-1-300x200.jpg 300w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC04638-1-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-caption-text">fot. Marek Bednarz</figcaption></figure>
<p><span style="font-weight: 400;">Ba, Ołeksij Arestowycz, były doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego (który zaczął mówić po ukraińsku na poważnie dopiero po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji) twierdził, że Ukraina jest czymś w rodzaju „lepszej wersji” Rosji (podobnym narodem, dlatego nie powinna rezygnować z nazwy „Ruś” w nazwie i pozostawać „Rusią – Ukrainą”) i że z powodzeniem mogłaby, podobnie jak Moskwa, domagać się bycia dziedzicem ZSRR. I że dlatego właśnie Putin tak Ukrainy nienawidzi – uważa ją za coś w rodzaju „rosyjskiego Tajwanu” – miejsca, w którym historia tego samego kraju poszła inaczej, i które pokazuje alternatywny sposób funkcjonowania – prozachodni, bardziej liberalny, demokratyczny, choć skorumpowany. </span></p>
<figure id="attachment_70520" style="width: 1024px" class="wp-caption aligncenter"><img class="size-large wp-image-70520" src="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03439-2-1024x683.jpg" alt="" width="1024" height="683" srcset="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03439-2-1024x683.jpg 1024w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03439-2-300x200.jpg 300w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC03439-2-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-caption-text">fot. Marek Bednarz</figcaption></figure>
<p><span style="font-weight: 400;">Dlatego trudno powiedzieć, czy po tym, jak nastanie pokój, Ukraina zawsze już będzie do Rosji nastawiona negatywnie. Przykład Gruzji i umiejętne usadzenie przez Rosję na czele państwa Bidziny Iwaniszwilego, cichego realizatora interesów Moskwy – zaraz po wojnie, podczas której Moskwa o mało nie zdobyła Tbilisi – pokazuje, że wszystko jest możliwe. Pokazuje to również przykład Ihora Kołomojskiego, ukraińskiego oligarchy z Dniepra, który najpierw wzmacniał ukraińską tożsamość, finansując własne oddziały, które nie pozwoliły na rozprzestrzenienie się prorosyjskiego (i wspieranego przez Rosję) buntu na obwód dniepropietrowski, a następnie – z pragmatycznych powodów – zmienił front i zaczął flirtować z rosyjską wizją rzeczywistości. </span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Owszem, Ukraina dziś jest silna i antyrosyjska. Ale Rosja, nawet po skończonej wojnie, będzie starać się przeciągnąć ją na swoją stronę. Warto o tym pamiętać. </span></p>
<figure id="attachment_70518" style="width: 1024px" class="wp-caption aligncenter"><img class="size-large wp-image-70518" src="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC04197-1-1024x683.jpg" alt="" width="1024" height="683" srcset="https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC04197-1-1024x683.jpg 1024w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC04197-1-300x200.jpg 300w, https://liberte.pl/app/uploads/2026/05/DSC04197-1-768x512.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-caption-text">fot. Marek Bednarz</figcaption></figure>
<p>&nbsp;</p>
<p>red. Katarzyna Bieńkiewicz</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/ukraina-co-dalej-z-tozsamoscia/">Ukraina – co dalej z tożsamością?</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/ukraina-co-dalej-z-tozsamoscia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kim jest Rumen Radew? Rozmowa z Marią Simeonovą [PODCAST]</title>
		<link>https://liberte.pl/kim-jest-rumen-radew-rozmowa-z-maria-simeonova-podcast/</link>
		<comments>https://liberte.pl/kim-jest-rumen-radew-rozmowa-z-maria-simeonova-podcast/#respond</comments>
		<pubDate>Fri, 08 May 2026 09:34:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Liberal Europe Podcast]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[4liberty]]></category>
		<category><![CDATA[Bułgaria]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[ELFpodcast]]></category>
		<category><![CDATA[LiberalEuropePodcast]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[przyszłość]]></category>
		<category><![CDATA[rumenradew]]></category>
		<category><![CDATA[rząd]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>
		<category><![CDATA[wyniki]]></category>
		<category><![CDATA[zmiana]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70484</guid>
		<description><![CDATA[<p>W jaki sposób ostatnie wybory zmieniły bułgarską scenę polityczną? Jakie będą europejskie priorytety nowo powołanego rządu? Jakie jest główne przesłanie Rumena Radewa? I na czym polegał sekret, który pomógł mu zapewnić sobie zwycięstwo? Leszek Jażdżewski rozmawia z Marią Simeonovą, szefową biura w Sofii przy Europejskiej Radzie Stosunków Zagranicznych (ECFR). Jej obszary zainteresowań obejmują politykę zagraniczną [&#8230;]</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/kim-jest-rumen-radew-rozmowa-z-maria-simeonova-podcast/">Kim jest Rumen Radew? Rozmowa z Marią Simeonovą [PODCAST]</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<h4>W jaki sposób ostatnie wybory zmieniły bułgarską scenę polityczną? Jakie będą europejskie priorytety nowo powołanego rządu? Jakie jest główne przesłanie Rumena Radewa? I na czym polegał sekret, który pomógł mu zapewnić sobie zwycięstwo? Leszek Jażdżewski rozmawia z Marią Simeonovą, szefową biura w Sofii przy Europejskiej Radzie Stosunków Zagranicznych (ECFR). Jej obszary zainteresowań obejmują politykę zagraniczną UE, region Morza Czarnego, rolę Bułgarii w UE oraz Bałkany Zachodnie. Przed objęciem tej funkcji pełniła rolę koordynatorki biura w Sofii oraz ds. Bałkanów Zachodnich w ECFR. Przed dołączeniem do ECFR we wrześniu 2020 roku Simeonova pracowała jako urzędniczka w bułgarskim Ministerstwie Finansów.</h4>
<h3>Leszek Jażdżewski (LJ): Czy istnieje jakiś konkretny aspekt wyników wyborów w Bułgarii lub ogólnie bułgarskiej polityki, który Pani zdaniem został pominięty w debacie publicznej, a który powinniśmy lepiej zrozumieć?</h3>
<p><strong>Maria Simeonova (MS):</strong> W ciągu ostatnich czterech czy pięciu lat przywykliśmy w Bułgarii do głosowania w wyborach. W samych wyborach parlamentarnych głosowaliśmy osiem razy, nie wspominając o wyborach lokalnych i prezydenckich. Ustanowiliśmy swego rodzaju rekord. Ponieważ wybory te były wyjątkowe, doprowadziliśmy do fragmentacji politycznej na skalę trudną do powtórzenia w Europie, choć jest to trend, który zaczyna się pojawiać na całym kontynencie. Wzbudziło to spore zainteresowanie, zwłaszcza że wybory w Bułgarii odbyły się tuż po wyborach na Węgrzech.</p>
<p>W tym i przyszłym roku w Europie odbędzie się wiele ważnych wyborów; naturalnie nasuwa się więc pytanie o ich znaczenie dla przyszłości Europy. Wynik wyborów w krajach na wschodnim skrzydle ma kluczowe znaczenie dla planów Unii Europejskiej w zakresie bezpieczeństwa, obrony i konkurencyjności.</p>
<hr />
<p><iframe src="https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/soundcloud%3Atracks%3A2314870004%3Fsecret_token%3Ds-jcrK1HltIap&amp;color=%23ff5500&amp;auto_play=false&amp;hide_related=false&amp;show_comments=true&amp;show_user=true&amp;show_reposts=false&amp;show_teaser=true&amp;visual=true" width="100%" height="300" frameborder="no" scrolling="no"></iframe></p>
<div style="font-size: 10px; color: #cccccc; line-break: anywhere; word-break: normal; overflow: hidden; white-space: nowrap; text-overflow: ellipsis; font-family: Interstate,Lucida Grande,Lucida Sans Unicode,Lucida Sans,Garuda,Verdana,Tahoma,sans-serif; font-weight: 100;"><a style="color: #cccccc; text-decoration: none;" title="European Liberal Forum" href="https://soundcloud.com/europeanliberalforum" target="_blank" rel="noopener">European Liberal Forum</a> · <a style="color: #cccccc; text-decoration: none;" title="Who Is Rumen Radev? with Maria Simeonova" href="https://soundcloud.com/europeanliberalforum/who-is-rumen-radev-with-maria/s-jcrK1HltIap" target="_blank" rel="noopener">Who Is Rumen Radev? with Maria Simeonova</a></div>
<hr />
<h3>LJ: Jak Bułgarzy oceniają te wyniki wyborów i jakie są nastroje w związku z perspektywą rządu, który w końcu może przetrwać pełną czteroletnią kadencję?</h3>
<p><strong>MS:</strong> Dla wielu Bułgarów jest to sytuacja zupełnie bezprecedensowa. Takiego zwycięstwa jednej partii nie widzieliśmy od lat 90. Wiele osób nie pamięta takiego wydarzenia. To zupełnie inna sytuacja. Po przeprowadzeniu siedmiu wyborów i byciu świadkami niezdolności partii politycznych do zapewnienia stabilności, solidnych programów politycznych lub wiarygodnych odpowiedzi na pytania stawiane przez obywateli – oraz nieudolności w oferowaniu rozwiązań problemów, z którymi zmagamy się od wielu lat, takich jak korupcja i zawłaszczanie państwa – wynik ten przynosi poczucie ulgi. Nie powiedziałabym jednak, że panuje powszechny entuzjazm co do samego wyniku, ale odczuwa się sporą ulgę. Czy to poczucie przyniesie pozytywne, czy negatywne skutki, dopiero się okaże; jednak obywatele Bułgarii potrzebowali takiego wyniku, aby móc zwolnić tempo i spróbować odnaleźć się w złożonym środowisku geopolitycznym, gospodarczym i finansowym. W czasie trwania kryzysu staliśmy się pełnoprawnymi członkami strefy Schengen i dołączyliśmy do strefy euro. Teraz jest moment, aby zwolnić tempo i spróbować zastanowić się, gdzie Bułgaria powinna się pozycjonować w tym jakże burzliwym i złożonym środowisku geopolitycznym.</p>
<h3>LJ: Jakie były strukturalne przyczyny fragmentacji politycznej, która nastąpiła po upadku partii GERB w 2020 roku, i jak to się stało, że aż do teraz w tak wielu wyborach nie udało się uzyskać wyraźnej większości?</h3>
<p><strong>MS:</strong> Aby to zrozumieć, musimy się cofnąć do roku 2020 i spróbować przybliżyć atmosferę panującą w Bułgarii oraz ówczesne warunki i okoliczności. Bojko Borisow jest prawdopodobnie najbardziej znanym bułgarskim politykiem. Został premierem w 2009 roku, zaledwie dwa lata po przystąpieniu Bułgarii do Unii Europejskiej w 2007 roku, a jego partia GERB zdołała zdominować życie polityczne w Bułgarii w latach 2009–2020; powiedziałabym, że aż do dnia ostatnich wyborów. Oznacza to, że przez jedenaście lub dwanaście lat GERB dominował na scenie politycznej, ale nie tylko. To GERB dominował w narracji dotyczącej tego, co dla Bułgarii oznacza przynależność do Unii Europejskiej i NATO, ponieważ do NATO przystąpiliśmy w 2004 roku. To na GERB, jako sile politycznej stojącej na czele kraju, spoczywała odpowiedzialność za wyjaśnienie obywatelom Bułgarii nie tylko ich praw, lecz także obowiązków.</p>
<p>Przez lata Bułgaria zmagała się z problemami korupcji i niedokończonymi reformami sądownictwa. Dlatego właśnie tylko dla Bułgarii i Rumunii stworzono specjalny mechanizm współpracy i weryfikacji, tzw. CVM (ang. <em>Cooperation and Verification Mechanism</em>), który miał istnieć przez zaledwie kilka lat, aby monitorować postępy w reformach, których nie ukończyliśmy w momencie przystąpienia do Unii Europejskiej, ale w rzeczywistości obowiązywał on znacznie dłużej niż początkowo planowano. Z jednej strony wynika to z braku postępów Bułgarii w walce z korupcją i w zakresie realizacji reformy sądownictwa. Z drugiej strony oczekiwano, że Bułgaria wniesie know-how i doświadczenie do debaty na temat polityki zagranicznej UE w kontekście integracji Bałkanów Zachodnich i szerszego regionu Morza Czarnego.</p>
<hr />
<p style="text-align: center;"><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/X03womYklgo?si=drf0trlfp8reY1mo" width="560" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe></p>
<hr />
<p>W tamtym okresie, czyli w pierwszych latach po przystąpieniu do Unii Europejskiej, Bułgaria skupiała się dużo bardziej na sobie – na zakończeniu procesu integracji z UE, czyli przystąpieniu do strefy Schengen i strefy euro. Stało się to priorytetem polityki zagranicznej Bułgarii, zamiast wywierania jakiegokolwiek wpływu lub dzielenia się wiedzą w regionie. Z tego punktu widzenia priorytety polityki zagranicznej Bułgarii były bardzo introwertyczne – były to priorytety rządów, które powstały po naszym przystąpieniu do Unii Europejskiej. W pewnym momencie, gdy Bułgaria nie przyjęła stanowiska, jakiego oczekuje się od kraju stanowiącego zewnętrzną granicę Unii Europejskiej, a problemy z praworządnością i korupcją nie znikały, doprowadziło to do pewnego niezadowolenia, które wybuchło w 2020 roku. Odbywały się protesty przeciwko, zasadniczo, korupcji, a wówczas to partia Bojko Borisowa uosabiała ten brak postępów na froncie antykorupcyjnym. Właśnie wtedy zasadniczo rozpoczęła się fragmentacja polityczna.</p>
<p>Przypomnijmy sobie rok 2020; to w tamtym okresie borykaliśmy się z pandemią COVID-19, a dwa lata później rozpoczęła się rosyjska wojna w Ukrainie. Jeszcze zanim wybuchła wojna, borykaliśmy się z narastającym kryzysem energetycznym, który był odczuwalny również tutaj. Jednoczesne wystąpienie wielu kryzysów, nie tylko w Bułgarii, ale w całej Europie, doprowadziło do rozprzestrzenienia się projektów politycznych, które opierały się na populistycznych hasłach w celu zdobycia poparcia wyborców. W 2020 roku, kiedy rozpoczął się kryzys partii politycznych w Bułgarii, istniało wiele przyczyn fragmentacji i podziałów. Wewnętrznym czynnikiem wyzwalającym były protesty przeciwko powszechnej korupcji. Z drugiej strony, kiedy rozpoczął się cykl wyborczy, powstające małe projekty polityczne wykorzystywały jedną obietnicę, aby przyciągnąć wyborców, ale nie były w stanie stworzyć kompleksowego programu politycznego do rządzenia krajem.</p>
<h3>LJ: Kim jest Rumen Radew i na czym polega sekret jego wpływów politycznych oraz ostatnich wyborczych sukcesów?</h3>
<p><strong>MS: </strong>Rumen Radew jest zarówno osobą publiczną, jak i bardzo skrytą. W okresie od 2020 roku do wyborów 19 kwietnia bułgarskim partiom nie udało się stworzyć stabilnego rządu. W ciągu tych pięciu czy sześciu lat powstały trzy regularne rządy, z których ostatni przetrwał rok i był najdłużej funkcjonującym. W sytuacji, gdy partie polityczne uzyskiwały maksymalnie dwadzieścia lub nieco ponad dwadzieścia procent poparcia obywateli, tworzenie koalicji było bardzo trudne. Jednak Rumen Radew był jedynym stabilnym elementem na bułgarskiej scenie politycznej.</p>
<p>Jako ówczesny prezydent – wygrał wybory i został prezydentem w 2017 roku przy poparciu Bułgarskiej Partii Socjalistycznej – cztery lata później został wybrany na drugą kadencję.</p>
<p>Jego druga kadencja zbiegła się w czasie z kryzysem politycznym i ujawniła specyfikę ustroju konstytucyjnego. Prezydent w Bułgarii jest wybierany w wyborach bezpośrednich, ale nie posiada władzy wykonawczej; pełni raczej funkcję reprezentacyjną. Jednak w trakcie kryzysu politycznego stało się jasne, że to prezydent dokonuje nominacji. Mianował wiele rządów tymczasowych; to prezydent decydował, kto będzie premierem tymczasowym, wybierał ministrów i tak dalej. Przez te pięć lat niestabilności politycznej Rumen Radew sprawował władzę poprzez powoływanie rządów tymczasowych, a mieliśmy ich mnóstwo.</p>
<p>Z drugiej strony prezydentura jako instytucja daje platformę do komunikowania się z narodem. Wyobraźmy sobie sytuację niestabilności gospodarczej, finansowej i politycznej, z wojną w Ukrainie i wojną na Bliskim Wschodzie. W tej sytuacji prezydent miał platformę, dzięki której mógł krytykować rządy lub wyrażać swoje poglądy. Bardzo często Rumen Radew mówił rzeczy, które większość Bułgarów chciała usłyszeć. To sprawia, że bułgarski prezydent tradycyjnie cieszy się wysokim poparciem, ale faktem jest również to, że Rumen Radew był prezydentem w bezprecedensowo burzliwych czasach. Po siedmiu przedterminowych wyborach stało się jasne, że tylko on jest w stanie przełamać ten schemat fragmentacji.</p>
<p>Spodziewano się, że w pewnym momencie wejdzie do polityki i stworzy własną partię. Zrezygnował na kilka miesięcy przed końcem swojej drugiej kadencji. Dla wielu było to zaskoczeniem, ponieważ jest on byłym pilotem wojskowym i istniały pewne oczekiwania, że skończy swoją pracę, a następnie wkroczy do tej rywalizacji. Zrezygnował jednak na początku tego roku, wykorzystując ogromne protesty w Bułgarii, które wybuchły w listopadzie i grudniu ubiegłego roku. Protesty te zostały wywołane sposobem negocjacji budżetu państwa, ale przyczyną leżącą u ich podstaw był po raz kolejny sprzeciw Bułgarów wobec powszechnej korupcji i zawłaszczaniu państwa. Radew wykorzystał swoją popularność jako prezydent; wykorzystał protesty z grudnia ubiegłego roku, które były największymi w Bułgarii od lat 90. oraz fakt, że w ciągu ostatnich pięciu lat nie było żadnej realnej alternatywy dla tej fragmentacji, której doświadczamy.</p>
<h3>LJ: Biorąc pod uwagę jego nową rolę, wiążącą się z pełnią władzy wykonawczej, jakie są główne postulaty Rumena Radewa, kto go popiera i jaki wpływ jego przywództwo będzie miało na Unię Europejską?</h3>
<p><strong>MS: </strong>Rumen Radew jako prezydent spotkał się z zarzutami o pro-rosyjskie poglądy. Kiedy wybuchła wojna, stwierdził, że sankcje wobec Rosji są nieskuteczne. Krytykował Unię Europejską i kwestionował pomoc finansową i wojskową dla Ukrainy. Kto go popiera? Ludzie, którzy podzielają podobne poglądy na temat geopolityki, ale nie tylko. To właśnie Rumen Radew wysunął tezę, że Bułgaria nie jest gotowa do przystąpienia do strefy euro i zaproponował przeprowadzenie referendum w tej sprawie.</p>
<p>Przez te wszystkie lata, kiedy był prezydentem, ludzie z jego otoczenia, którzy niekoniecznie podzielali jego poglądy, zaczęli się od niego dystansować. Osoby, które zaczynały z nim pracę na początku, nie były tymi, z którymi pozostał na początku roku, kiedy opuszczał urząd prezydenta.</p>
<p>Jego zachowanie podczas kampanii dużo bardziej oparte na retoryce. Często porównuję go do Giorgii Meloni we Włoszech, kiedy startowała w wyborach w 2022 roku. Nie mówię tu o treści ich poglądów, ale o podejściu. Jest to coraz bardziej populistyczny rodzaj narracji i krytyki wobec Unii Europejskiej, coś, czego obywatele chętnie słuchają, zmagając się z różnymi problemami i odczuwając niepewność. Kiedy Meloni została premierką, nie zrealizowała tych populistycznych obietnic; wręcz przeciwnie, stała się bardzo chętna do współpracy w ramach Unii Europejskiej i NATO.</p>
<p>Rumen Radew jest pod tym względem bardzo podobny. Chciał skonsolidować znaczną część elektoratu i to mu się udało. Przechwycił wyborców wszystkich pozostałych partii w bułgarskim parlamencie. Począwszy od skrajnej prawicy, straciły one dwie trzecie swoich wyborców na rzecz Rumena Radewa. GERB, partia Bojko Borisowa, również poniosła poważne straty. Reformatorska, proeuropejska koalicja liberalna również straciła część elektoratu, ale zyskała nowych wyborców, więc bilans się wyrównał. Przyciągnął on elektorat, który nie ma jednolitego profilu. Taki był cel jego bardziej niejednoznacznego, a jednocześnie krytycznego nastawienia.</p>
<p>W rezultacie musi on teraz zwracać się do elektoratu składającego się z umiarkowanych prorosyjskich, umiarkowanych proeuropejskich i antyeuropejskich obywateli. To będzie najtrudniejsza część jego zadania: jak przemówić do wszystkich tych ludzi i zadowolić jak największą część tego elektoratu. Z drugiej strony musi zbudować partię od podstaw.</p>
<p>Jeśli zaś chodzi o ludzi z jego otoczenia, to nie są oni zbyt popularni w przestrzeni publicznej i niewiele o nich wiadomo. Przyciągnął na przykład kilku znanych sportowców, co przyczyniło się do uzyskania lepszego wyniku. Jednak istniała pewna dwuznaczność co do zespołu, który za nim stoi, oraz co do programu politycznego, który ich łączy. Najpilniejsze zadania, które stoją przed Rumenem Radewem wynikają z jego strategii wyborczej: po pierwsze, należy szybko stworzyć partię od podstaw, unikając ryzyka związanego z tego typu procesem, a po drugie, znaleźć wspólny mianownik dla tego zróżnicowanego elektoratu.</p>
<h3>LJ: Dlaczego porównania między Rumenem Radewem a Viktorem Orbánem są nietrafione i jak należy rozumieć stosunek Radewa do Rosji, biorąc pod uwagę tradycyjne powiązania Bułgarii z tym krajem oraz obecny kontekst geopolityczny?</h3>
<p><strong>MS: </strong>Często porównywano go do Orbána i przedstawiano jako polityka o prorosyjskim nastawieniu. Nie podobało mu się, że opisywano go w ten sposób, ale musimy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, co to znaczy być ‚prorosyjskim&#8217; w dzisiejszych czasach. Jeśli przyjrzymy się jego wypowiedziom, takim jak sprzeciw wobec pomocy dla Ukrainy i kwestionowanie sankcji wobec Rosji, to musimy odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy, że jest prorosyjski w sytuacji, gdy Rosja zaatakowała suwerenne państwo. To bardzo niedaleko od bułgarskiego wybrzeża; zarówno Ukraina, jak i Rosja graniczą z Morzem Czarnym. Konsekwencje tych wydarzeń są bardzo bliskie. W tej sytuacji wszelkie tego typu wypowiedzi, w których sprzeciwia się udzielaniu wsparcia Ukrainie, mogą być korzystne dla Rosji, bo, mówiąc wprost, nie wspierając Ukrainy, pomaga się Rosji.</p>
<h3>LJ: Czy uważa Pani, że Radew będzie blokował inicjatywy Unii Europejskiej tak samo jak Viktor Orbán, czy też będą one nadal realizowane?</h3>
<p><strong>MS: </strong>Po pierwsze, Viktora Orbána już nie ma. Nie sądzę, aby Rumen Radew chciał być jedyną osobą blokującą cokolwiek w Unii Europejskiej. Po drugie, ponieważ ma większość w bułgarskim parlamencie – co jest bezprecedensowym wydarzeniem od 1997 roku – będzie teraz dążył do uzyskania zewnętrznej legitymizacji. Nie jest on nową twarzą dla europejskich przywódców ani dla NATO. Będzie dążył do zdobycia uznania za granicą, a aby je uzyskać, będzie musiał wykazać się współpracą. Po trzecie, Bułgaria nie odniesie żadnych korzyści, blokując inicjatywy Unii Europejskiej. Rumen Radew ma na koncie retorykę skierowaną do odbiorców krajowych, a jednocześnie podejmuje konkretne działania w Brukseli. Czasami między tymi dwoma aspektami występowały rozbieżności.</p>
<p>Mówiąc wprost, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej, Rumen Radew nie ma żadnego interesu w blokowaniu czegokolwiek. Potwierdził on, że przyszłość Bułgarii leży w Unii Europejskiej i w NATO. Jako były pilot wojskowy być może będzie dostrzegał większą wartość w NATO niż w Unii Europejskiej. Będzie chciał pracować nad zwiększeniem zdolności obronnych Bułgarii; wie, jak to zrobić, i głośno o tym mówił od momentu pojawienia się na bułgarskiej scenie politycznej. Aby to osiągnąć, musi współpracować ze swoimi partnerami w Unii Europejskiej i NATO. Nie ma dla niego najmniejszego sensu ani żadnych korzyści w podejmowaniu działań sprzecznych z ineteresami większości Bułgarów, którzy są proeuropejscy. Chociaż Bułgaria bywa postrzegana w Unii Europejskiej jako kraj stosunkowo prorosyjski, to jednak zdecydowana większość Bułgarów czuje się częścią wspólnoty euroatlantyckiej. Radew zdaje sobie z tego sprawę i wie, że konkretne korzyści płynące z członkostwa w tych organizacjach są bardzo istotne, zwłaszcza jeśli chodzi o fundusze unijne.</p>
<p>Jednym z jego pierwszych celów będzie odblokowanie części funduszy unijnych, które zostały wstrzymane z powodu braku postępów w realizacji niektórych reform, a dokładniej w zakresie reformy wymiaru sprawiedliwości. Jeśli uda mu się uwolnić te środki, będzie to dla niego pozytywny sygnał i duży sukces, zwłaszcza w sytuacji, gdy nasilają się kryzysy, a inflacja jest dość wysoka.</p>
<p>Fundusze unijne stanowią element, który może zjednoczyć tę zróżnicowaną grupę wyborców. W pierwszej kolejności Radew zapewne skoncentruje się na zadaniach bieżących, takich jak kryzys gospodarczy, jednak jego głównym celem jest walka z zawłaszczeniem państwa. Zyskał poparcie dzięki grudniowym protestom antykorupcyjnym i teraz musi spełnić związane z tym oczekiwania. Jeśli zrealizuje reformę sądownictwa i będzie skutecznie walczył z korupcją, to pomoże mu to również w umocnieniu swojej pozycji w oczach europejskich przywódców.</p>
<hr />
<p><em>Niniejszy podcast został wyprodukowany przez Europejskie Forum Liberalne we współpracy z Movimento Liberal Social i Fundacją Liberté!, przy wsparciu finansowym Parlamentu Europejskiego. Ani Parlament Europejski, ani Europejskie Forum Liberalne nie ponoszą odpowiedzialności za treść ani za jakiekolwiek wykorzystanie niniejszego podcastu.</em></p>
<hr />
<p><em>Podcast jest dostępny także na platformach </em><a href="https://soundcloud.com/user-628442269"><em>SoundCloud</em></a><em>, </em><a href="https://podcasts.apple.com/be/podcast/liberal-europe-podcast/id1467620293"><em>Apple Podcast, </em></a><a href="https://www.stitcher.com/podcast/liberal-europe-podcast"><em>Stitcher</em></a><em> i </em><a href="https://open.spotify.com/show/1PYQ5zRlm6a9V5Lf0tXDez"><em>Spotify</em></a></p>
<hr />
<p><em>Z języka angielskiego przełożyła dr Olga Łabendowicz</em></p>
<hr />
<p><em>Czytaj po angielsku na <a href="https://4liberty.eu/who-is-rumen-radev-with-maria-simeonova-podcast/">4liberty.eu</a></em></p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/kim-jest-rumen-radew-rozmowa-z-maria-simeonova-podcast/">Kim jest Rumen Radew? Rozmowa z Marią Simeonovą [PODCAST]</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/kim-jest-rumen-radew-rozmowa-z-maria-simeonova-podcast/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ochota na słodycze</title>
		<link>https://liberte.pl/ochota-na-slodycze/</link>
		<comments>https://liberte.pl/ochota-na-slodycze/#respond</comments>
		<pubDate>Fri, 08 May 2026 08:59:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Magdalena M. Baran]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Demokratyczny tort]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70411</guid>
		<description><![CDATA[<p>Przyjaciel powiedział mi kiedyś, że najczęstszą odpowiedzią, jakiej udzielają Polki i Polacy zapytani o zjedzony właśnie tort jest: „Dobry, nie za słodki”. I chyba podobnie chcielibyśmy myśleć o naszej demokracji. Dobra, nie za słodka. Dobra, działająca, bez niepotrzebnych ozdobników. Bo choć ma wady, to nic lepszego nie wymyśliliśmy.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/ochota-na-slodycze/">Ochota na słodycze</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-weight: 400;">Jakiś czas temu przestało mnie ciągnąć do słodyczy. Ciasta, czekoladki, cukierki, batoniki, galaretki stały mi się niemal obojętne. Czasem zdarza się jakaś nieprzesłodzona monoporcja, kiedy indziej z lubością próbuję jedna łyżeczkę deseru zamówionego przez któregoś ze współbiesiadników. Lubię też piec, ale bez precyzyjnego odmierzania składników, raczej „na oko”, z pamięci, by zapach piekącego się sernika utulił dom tym cudownym słodkawym zapachem. To wychodzi mi perfekcyjnie. Inaczej ma się rzecz z tortami, bo choć można robić je z pamięci, to wymagają więcej niż samego procesu doboru składników, odpowiedniego ich ze sobą zmieszania, czy wreszcie pieczenia, gdzie – jeśli nie schrzanisz – wszystko powinno się udać. Teoretycznie. Jest jeszcze kwestia dekoracji, tych wszystkich posypek, marcepanowych ozdóbek, kiedy indziej naturalnych kwiatów czy orzechów albo klasycznych zdobień z masy, wyciskanych przez cukierniczy rękaw. I tyle? </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Są też wszelkie preferencje, które wypadałoby znać, zanim przystąpi się do całego procesu – pieczenia lub zakupu. I nie ma tak, że zawsze wszystkim dogodzisz. Co by nie zrobić, to zawsze znajdzie się jakiś niezadowolony. Że niby cukier chrzęści, że masa nie taka lekka jak u babci, że orzechy za drobno zmielone, a „te truskawki to chyba z mrożonki”, że lepiej z cukierni na drugim końcu miasta, a nie z tej za rogiem, że „tort za punkty”, więc ktoś tu kogoś nie traktuje wystarczająco serio. Że miało być miło, a wyszło jak zwykle. Każdy dostaje swój kawałek. Szczęśliwie, jeśli wedle preferencji, choć zamiast „co się komu słusznie należy”, znów mamy dyskusje, że ktoś dostał więcej czekolady, że kawałek za cienki (albo przeciwnie), że tu się coś posypało, że „resztę się zamrozi”, że</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">wszędzie „te okruszki”. Oszaleć można. A miało być miło. Chociaż z drugiej strony… nikt tego nie obiecywał.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Przy tym torcie – urodziny, imieniny, chrzciny, śluby, komunie czy inne okazje – spotykamy się raz na czas. Raz na czas mamy coś, czym powinniśmy się podzielić, co do czego możemy się zgodzić lub nie. Decydujemy, jak go pokroić, co komu przypadnie, czy ów podział będzie sprawiedliwy. Czasem idziemy na kompromis, kiedy indziej – bo i tak się zdarza – obrażeni trzaskamy drzwiami. Oczekujemy, że skoro już dobrowolnie bierzemy udział w jakiejś uroczystości, to zostaniemy potraktowani fair. Fakt, jedni dostają porcje tak duże, że trudno je zmieścić na talerzu. Inni takie, które trzeba oglądać pod lupą. Bywa, że są i tacy, co nie dostają nic, bo podobno przyszli za późno, nie zapisali się na listę, albo „na głodnych nie wyglądają”. </span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">Podział zależy też od dobrego gospodarza, od troski o innych, chęci poznania ich naprawdę, a nie przyglądania się im tylko powierzchownie, od umiejętności słuchania preferencji, dostrzegania różnic, czasem uprzedzania potrzeb. Widzenia wszystkich przy tym samym stole, niezależnie od tego, czy któraś ciotka rozmiłowana jest w innej niż on/ona wizji czy partii, a wujowie zaraz pokłócą się o sportowe barwy. Bo nie chodzi tylko o to, żeby było miło. Lepiej, żeby było prawdziwie.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">A przecież podobnie ma się rzecz z demokracją. Wielu lubi ją przedstawiać jako wielki, pięknie (kwestia gustu, o której się nie dyskutuje) udekorowany tort. Stoi na środku stołu, pachnie świeżością i obietnicą, że każdy dostanie swój kawałek. Demokracja obiecuje, że miejsca wystarczy dla wszystkich, ale czasem trzeba się o to miejsce upomnieć, a czasem po prostu je sobie wywalczyć. Ale dopóki tort stoi na środku, dopóty jest o co się spierać albo o co się wspólnie troszczyć. W teorii wygląda to wzorcowo: pieczemy, kroimy, jemy. W praktyce – jak to z tortami bywa – dla porządku najpierw trzeba ustalić, kto trzyma nóż.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-weight: 400;">***</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Przyjaciel powiedział mi kiedyś, że najczęstszą odpowiedzią, jakiej udzielają Polki i Polacy zapytani o zjedzony właśnie tort jest: „Dobry, nie za słodki”. I chyba podobnie chcielibyśmy myśleć o naszej demokracji. Dobra, nie za słodka. Dobra, działająca, bez niepotrzebnych ozdobników. Bo choć ma wady, to nic lepszego nie wymyśliliśmy.</span></p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/ochota-na-slodycze/">Ochota na słodycze</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/ochota-na-slodycze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Demokracja przy stole, nierówność pod stołem. O peryferiach, które nie chcą już jeść okruchów</title>
		<link>https://liberte.pl/demokracja-przy-stole-nierownosc-pod-stolem-o-peryferiach-ktore-nie-chca-juz-jesc-okruchow/</link>
		<comments>https://liberte.pl/demokracja-przy-stole-nierownosc-pod-stolem-o-peryferiach-ktore-nie-chca-juz-jesc-okruchow/#respond</comments>
		<pubDate>Fri, 08 May 2026 08:56:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Kalinowski]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Demokratyczny tort]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://liberte.pl/?p=70328</guid>
		<description><![CDATA[<p>Demokracja nie rozpada się najpierw od zamachu na instytucje. Często wcześniej rozpada się od cichego przyzwolenia na to, by część obywateli żyła w poczuciu, że ich los ma mniejszą wagę.</p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/demokracja-przy-stole-nierownosc-pod-stolem-o-peryferiach-ktore-nie-chca-juz-jesc-okruchow/">Demokracja przy stole, nierówność pod stołem. O peryferiach, które nie chcą już jeść okruchów</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><b>Demokracja ma o sobie dobre zdanie. Lubi mówić językiem równości, wspólnoty, uczestnictwa i praw obywatelskich. W tej opowieści każdy głos waży tyle samo, każdy obywatel jest równie ważny, a wspólnota polityczna pozostaje otwarta dla wszystkich. To piękna narracja &#8211; i coraz bardziej niepełna.</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Demokracja ma o sobie dobre zdanie. Lubi mówić językiem równości, wspólnoty, uczestnictwa i praw obywatelskich. W tej opowieści każdy głos waży tyle samo, każdy obywatel jest równie ważny, a wspólnota polityczna pozostaje otwarta dla wszystkich. To piękna narracja – i coraz bardziej niepełna. Bo jeśli spojrzeć na demokrację nie od strony konstytucyjnych deklaracji, lecz od strony codziennego doświadczenia ludzi, szybko okaże się, że wielu z nich nie żyje w świecie równego obywatelstwa, lecz w świecie różnej wagi życia. Formalnie mają te same prawa. W praktyce dostają mniej: mniej usług, mniej bezpieczeństwa, mniej uwagi, mniej uznania, mniej wpływu. Mogą głosować, ale nie współdecydować. Mogą uczestniczyć, ale nie współkorzystać. Mogą stać przy stole, ale wciąż zbyt często żywią się tym, co z niego spadnie.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie piszę tego przeciw demokracji. Przeciwnie –z przekonania, że pozostaje ona najlepszym ze znanych nam sposobów organizowania wspólnoty politycznej, bo jako jedyna daje obywatelom prawo korekty władzy, język sporu bez przemocy i obietnicę równej politycznej godności. Właśnie dlatego nie wolno mylić jej obrony z bezkrytycznym przyzwoleniem na jej ubożenie. Demokracja nie jest dogmatem, którego należy strzec przed pytaniami, lecz ustrojem, który właśnie dzięki pytaniom, sporom i samonaprawie zachowuje sens. Krytyka jej społecznych ślepot nie jest więc podważaniem demokracji, ale dbaniem o nią.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">I właśnie tu zaczyna się prawdziwy problem współczesnej demokracji. Nie w samym sporze o procedury, choć ten pozostaje ważny. Nie tylko w konflikcie o instytucje, choć i on ma znaczenie zasadnicze. Najgłębszy kryzys rodzi się tam, gdzie demokracja przestaje być doświadczeniem wspólnoty równych obywateli, a staje się systemem zarządzania nierównością w eleganckim języku zasad. Jedni mają realny dostęp do praw, inni głównie ich obietnicę. Jedni korzystają z państwa jako z narzędzia bezpieczeństwa i rozwoju, inni spotykają je najczęściej w formie opóźnienia, odmowy, niezrozumiałej procedury albo lekceważącego tonu. Jedni mogą traktować demokrację jak naturalne środowisko swojego życia, inni uczą się, że jest ona raczej ceremoniałem, który co kilka lat przypomina im, że są potrzebni, by potem znów o nich zapomnieć.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Właśnie dlatego trzeba dziś powiedzieć coś, czego demokratyczne centrum przez długi czas nie chciało usłyszeć: peryferia nie są wyłącznie miejscem na mapie. Peryferia zaczynają się tam, gdzie kończy się pełne obywatelstwo. Można mieszkać na wsi, w małym mieście, w miasteczku oddalonym od szlaków rozwojowych i żyć na peryferiach demokracji. Ale można też mieszkać w wielkiej metropolii, kilka przystanków od centrum, i doświadczać dokładnie tego samego: gorszego dostępu do usług, słabszej pozycji wobec instytucji, niestabilnej pracy, zależności, niewidzialności. Peryferyjność nie jest więc tylko geograficzna. Jest społeczna, polityczna i symboliczna. Jest doświadczeniem ludzi, którzy wiedzą, że wspólnota polityczna mówi o nich chętnie, ale rzadziej mówi z nimi. Którzy formalnie należą do systemu, lecz realnie zajmują w nim miejsce niższe, mniej chronione i mniej znaczące.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">To rozróżnienie ma znaczenie fundamentalne, bo przez lata zbyt łatwo przyzwyczajono nas do obrazu Polski podzielonej według prostego klucza: nowoczesne centrum i opóźniona prowincja. W takiej narracji duże miasta miały być miejscem rozumu, tolerancji, liberalizmu i dojrzałej demokracji, podczas gdy obszary oddalone od wielkomiejskich centrów przedstawiano jako rezerwuar frustracji, resentymentu, niedostosowania, czasem wręcz politycznej niedojrzałości. Była to opowieść wygodna dla tych, którzy mogli uznać własne położenie za naturalny punkt odniesienia dla całego społeczeństwa. Ale była też opowieścią głęboko fałszywą. Bo nie dostrzegała, że centrum nie jest jedynie miejscem, lecz pozycją. To nie tylko duże miasto. To także dostęp do języka instytucji, kapitału kulturowego, pewności siebie, sieci kontaktów, ochrony przed ryzykiem, prawa do bycia słuchanym serio. Można mieszkać w metropolii i nie mieć żadnego udziału w jej symbolicznym centrum. Można żyć w pobliżu bogactwa, a równocześnie funkcjonować w warunkach permanentnej podrzędności.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Samo słowo „peryferia” nie jest zresztą niewinne. Niesie w sobie spojrzenie centrum, które uzurpuje sobie prawo do wyznaczania tego, co główne, właściwe i rozwojowe oraz tego, co poboczne, zapóźnione i wtórne. Trzeba więc używać go ostrożnie. Nie po to, by utrwalać hierarchię, lecz po to, by ją ujawnić. Bo jeśli już mówić o peryferiach, to nie jako o miejscu gorszym z natury, ale jako o doświadczeniu ludzi, których przez lata ustawiano dalej od zasobów, wpływu i uznania.</span></p>
<p><b>Peryferia codzienności</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Dlatego peryferia trzeba rozumieć szerzej: jako trwałe doświadczenie mniejszej wagi. To doświadczenie ludzi, którzy niemal na każdym kroku uczą się, że ich czas wart jest mniej, ich zdrowie może poczekać dłużej, ich droga do szkoły, pracy czy lekarza jest problemem prywatnym, ich lęki są przesadne, a ich gniew politycznie podejrzany. To właśnie są okruchy demokracji. Nie tylko niższe dochody, choć one pozostają ważne. Okruchami są również resztki uwagi, resztki ochrony, resztki uznania. Okruchami jest sytuacja, w której obywatel ma prawo, ale jego egzekwowanie zależy od tego, czy ma samochód, czas, znajomości, kompetencje językowe, dostęp do internetu, siłę psychiczną, żeby kolejny raz przebijać się przez obojętność instytucji. Okruchami jest życie w świecie, w którym nieustannie trzeba udowadniać, że własny problem jest naprawdę problemem.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie chodzi zresztą o pojedyncze frustracje. Chodzi o strukturę codzienności. O brak transportu publicznego, który unieważnia część praw obywatelskich, bo prawo do dobrej edukacji, leczenia czy pracy bez możliwości dojazdu staje się fikcją. O system ochrony zdrowia, który zbyt często nagradza mobilność i zaradność, a karze tych, którzy mają ich najmniej. O szkołę, która zamiast wyrównywać szanse, nierzadko utrwala dystans wynikający z miejsca urodzenia. O rynek pracy, który dla jednych jest przestrzenią rozwoju, a dla innych szkołą zależności, prowizorki i lęku. O mieszkalnictwo, które w wielkich miastach staje się coraz bardziej obszarem selekcji klasowej, a poza nimi często skazuje ludzi na stagnację. O usługi publiczne, które są formalnie powszechne, lecz praktycznie rozłożone nierówno. W takich warunkach człowiek nie musi czytać wielkich traktatów o wykluczeniu, żeby wiedzieć, że dostał mniej. On to po prostu przeżywa.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Ale jest jeszcze coś ważniejszego niż sama nierówność dostępu. Jest nim nierówność godności. Można być ubogim, a zarazem traktowanym z szacunkiem. Można mieć ograniczone zasoby, a mimo to czuć, że instytucje publiczne są po coś, że istnieją również dla mnie. Dziś zbyt wielu ludzi ma przeciwne doświadczenie. Spotykają państwo nie jako wspólnotę ochrony, ale jako chłodny mechanizm, który działa sprawniej wobec silniejszych. Stają się petentami drugiej kategorii. Są opisywani jako problem, koszt, obciążenie albo trudny elektorat. Mówi się o nich językiem zarządzania, diagnozy i pedagogiki. Zbyt rzadko językiem partnerstwa. I właśnie wtedy demokracja zaczyna pękać w miejscu najczulszym: w obszarze uznania.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Bo człowiek może znieść wiele, ale nie znosi dobrze pogardy. A jedną z największych słabości współczesnego demokratycznego centrum jest to, że przez długi czas nie rozumiało własnej pogardy. Nie tej wulgarnej, ostentacyjnej, krzyczącej. Znacznie groźniejsza jest pogarda chłodna, wykształcona, pewna siebie, opakowana w język rozsądku i kompetencji. Pogarda, która nie wyzywa, lecz unieważnia. Która nie musi mówić: jesteś gorszy, bo wystarczy, że daje do zrozumienia: twoje doświadczenie jest mniej ważne, twój gniew mniej racjonalny, twoje lęki mniej nowoczesne, twoje wybory mniej odpowiedzialne. To pogarda, która każe części społeczeństwa bez końca uczyć się cierpliwości, podczas gdy inni traktują własny komfort jako rzecz naturalną.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Część lubi opowiadać o sobie językiem merytokracji. Chętnie wierzą, że ich pozycja jest wyłącznie wynikiem talentu, pracy, kompetencji i wysiłku, jakby nie miały znaczenia miejsce urodzenia, kapitał kulturowy domu, dobra szkoła, sieć kontaktów, język pewności siebie czy zwykłe szczęście trafienia do świata, który od początku był bardziej ich niż cudzy. W tej opowieści sukces staje się dowodem zasługi, a porażka podejrzanym świadectwem braku starań. I właśnie tu rodzi się jedna z najbardziej brutalnych form współczesnej nierówności: nierówność usprawiedliwiona moralnie. Bo najgorsza nie jest sama przewaga jednych nad drugimi. Najgorszy jest moment, w którym przewaga zaczyna uchodzić za naturalny porządek rzeczy, a sprzeciw wobec niej za przejaw niedojrzałości, roszczeniowości lub cywilizacyjnego zapóźnienia. Wtedy nierówność przestaje być problemem do naprawienia, a staje się normą, której ofiary mają jeszcze obowiązek się podporządkować.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Część osób zbyt łatwo uznawało, że wystarczy mieć rację instytucjonalną i moralną, by zachować społeczną wiarygodność. Że wystarczy stać po stronie konstytucji, praworządności i europejskich wartości, by automatycznie reprezentować tych, którzy żyją w niepewności, zależności i poczuciu pomniejszenia. Tymczasem demokracja nie broni się wyłącznie przez słuszne zasady. Broni się także przez to, czy obywatele widzą w niej własne życie. Czy czują, że ktoś rozumie ich codzienny ciężar. Czy ich doświadczenie nie jest stale filtrowane przez klasowe i kulturowe poczucie wyższości tych, którzy uważają się za naturalnych właścicieli demokratycznego rozsądku.</span></p>
<p><b>Kryzys reprezentacji</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">W tym miejscu ujawnia się kryzys głębszy niż zwykły spadek zaufania do polityków. To kryzys reprezentacji. Coraz więcej ludzi ma poczucie, że nikt ich naprawdę nie reprezentuje, nawet jeśli wielu chce ich politycznie zagospodarować. Są obecni w sondażach, segmentacjach, strategiach wyborczych i medialnych analizach. Są liczeni, mierzeni, klasyfikowani. Ale nie są słuchani w sensie rzeczywistym. Partie mówią w ich imieniu, ale rzadko wyrastają z ich doświadczenia. Chętnie przyjeżdżają na prowincję lub na obrzeża metropolii, ale często tylko po to, by wygłosić kilka gotowych zdań i wrócić do własnego języka, własnych problemów i własnego świata. Reprezentacja staje się wówczas spektaklem obecności pozorowanej. Ktoś występuje na scenie demokracji, ale nie niesie do centrum ciężaru życia tych, których rzekomo reprezentuje.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">To jeden z powodów, dla których tak wielu obywateli przestało traktować demokratyczny system jako coś naprawdę wspólnego. Demokracja ich liczy, ale ich nie słyszy. Analizuje ich zachowania, ale nie uznaje ich doświadczenia za źródło wiedzy o wspólnocie. Chce ich głosu, ale nie ich współsprawstwa. W ten sposób prawo wyborcze zostaje zachowane, ale poczucie politycznej podmiotowości słabnie. Obywatel coraz częściej wie, że jest potrzebny przede wszystkim w dniu wyborów, w czasie kampanii, w chwili kryzysu legitymizacji. Potem znów wraca do roli kogoś, komu tłumaczy się rzeczywistość z góry.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Demokracja pęka nie tylko w instytucjach i budżetach. Pęka także w języku. Wykluczenie zaczyna się często od słów, które pozornie jedynie porządkują rzeczywistość, a w istocie ustawiają ludzi w hierarchii ważności. Roszczeniowi, przegrani, niewyedukowani, beneficjenci, elektorat protestu, prowincja, która nie rozumie – to nie są niewinne etykiety. To sposób odbierania podmiotowości tym, których najpierw opisuje się z góry, a potem uznaje, że nie trzeba ich już naprawdę słuchać. Kto zostaje wcześniej nazwany, ten rzadziej bywa traktowany jako równorzędny partner rozmowy. W ten sposób język staje się narzędziem politycznej segregacji: jedni występują jako racjonalni uczestnicy debaty, inni jako materiał do objaśniania, korygowania i dyscyplinowania. A przecież wspólnota demokratyczna zaczyna się właśnie tam, gdzie człowiek przestaje być kategorią, a znów staje się głosem.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">To właśnie tu rodzi się jeden z najbardziej niebezpiecznych paradoksów współczesnej demokracji: system formalnie otwarty może być społecznie zamknięty. Może gwarantować procedury, a zarazem produkować poczucie bezsilności. Może chronić zasady, lecz nie dawać ludziom doświadczenia, że są współwłaścicielami porządku politycznego. A jeśli człowiek nie czuje się współgospodarzem wspólnoty, prędzej czy później zacznie szukać tych, którzy obiecają mu choćby namiastkę siły.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Zanim pojawia się gniew polityczny, bardzo często wcześniej pojawia się wstyd. Wstyd z powodu gorszego adresu, gorszej szkoły, gorszego akcentu, gorszej pracy, gorszych butów, gorszego obycia. Wstyd z powodu tego, że człowiek nie zna kodów kulturowych, którymi „elity” posługują się bez wysiłku, że nie potrafi mówić własnego doświadczenia w języku uznawanym za właściwy, że wchodzi do instytucji z poczuciem, iż od początku jest w niej kimś słabszym. Ten wstyd ma ogromne znaczenie polityczne, bo długo zamyka usta. Każe tłumaczyć własne porażki sobie samemu. Każe wierzyć, że problem tkwi we mnie, nie w strukturze świata. Dopiero po czasie wstyd może zamienić się w gniew. A kiedy zamienia się w gniew, bywa gwałtowny, bo niesie w sobie całe lata milczenia, samoobwiniania i przymusowego dostosowywania się do reguł, których nigdy nie ustalano wspólnie.</span></p>
<p><b>Populizm jako żerowanie na upokorzeniu</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Właśnie w tej luce rosną partie kontestu, protestu i skrajności. Nie dlatego, że społeczeństwo nagle zakochuje się w radykalizmie. Nie dlatego, że ludzie masowo odrzucają demokrację jako taką. Częściej dzieje się coś innego: odrzucają demokrację taką, jakiej doświadczają – chłodną, protekcjonalną, nierówną, ślepą na ich codzienny ciężar. Partie populistyczne i skrajne wchodzą tam, gdzie demokratyczne centrum zostawiło pustkę. Oferują nie tyle dobre rozwiązania, ile rozpoznanie gniewu. Nie tyle uczciwą diagnozę, ile uznanie emocji, które wcześniej były bagatelizowane albo zawstydzane.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Populista jest często politycznym hochsztaplerem, ale byłoby błędem widzieć w nim wyłącznie oszusta. Jest on także brutalnym diagnostą społecznej rany. Widzi miejsca upokorzenia szybciej niż ci, którzy przez lata mówili ludziom, że obiektywnie żyje im się coraz lepiej. Dostrzega, że człowiek może mieć większy telewizor niż dwadzieścia lat temu, a jednocześnie głębsze poczucie, że jego życie ma mniejszą wagę. Rozumie, że nie da się w nieskończoność zasypywać ludzi językiem modernizacji, kiedy ich codzienność składa się z niepewności, zależności i bycia stale gorszym wobec tych, którzy lepiej odnaleźli się przy stole. I właśnie dlatego populizm tak skutecznie żywi się społecznym upokorzeniem. Nie leczy go… przeciwnie, najczęściej przetwarza je w resentyment, wskazuje wrogów, rozbija wspólnotę, handluje emocjami, upraszcza rzeczywistość. Ale wcześniej potrafi zrobić jedną rzecz, której demokraci zbyt długo nie umieli: uznać, że ludzie mają powód do gniewu.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Trzeba to powiedzieć jasno: partie kontestu nie rosną dlatego, że mają lepszy projekt państwa. Rosną dlatego, że lepiej wyczuwają głód godności. Tam, gdzie systemowi demokraci widzą irracjonalność wyborców, deficyt kompetencji obywatelskich albo niepokojącą podatność na manipulację, radykałowie widzą ludzi upokorzonych, pominiętych i znużonych rolą statystów we własnym państwie. To nie znaczy, że mają rację. To znaczy jedynie, że rozpoznają ranę, którą inni przez lata zbywali pouczeniem. I sypią na nią sól… A kiedy rana zostaje nazwana, a czasami wręcz rozdrapana, nawet fałszywa obietnica ulgi może wydawać się bardziej przekonująca niż najbardziej elegancki wykład o konieczności obrony instytucji.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">To powinno być dla demokratów sygnałem alarmowym. Nie wystarczy potępiać populizmu. Nie wystarczy opisywać go jako zagrożenia dla liberalnego porządku. Trzeba jeszcze zapytać, jakie warunki społeczne uczyniły go wiarygodnym. Trzeba odważyć się zobaczyć, że partie skrajne żywią się nie tylko własną agresją, ale także ślepotą tych, którzy przez lata nie zauważali, jak głęboko część społeczeństwa odsunęła się od wspólnego stołu. Populizm nie jest wypadkiem przy pracy demokracji. Bardzo często jest jej społecznym rachunkiem wystawionym po latach nierównego uczestnictwa.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">To nie znaczy, że należy usprawiedliwiać skrajność. Skrajność potrafi niszczyć instytucje, zatruwać język publiczny, normalizować przemoc symboliczną i rozszczelniać granice demokratycznej wspólnoty. Ale nie pokona się jej samym moralnym oburzeniem. Nie pokona się jej również technokratycznym pouczaniem. Można ją osłabić tylko wtedy, gdy odbierze się jej paliwo. A paliwem tym jest właśnie doświadczenie ludzi, którzy od dawna czują, że są obywatelami drugiej kategorii.</span></p>
<p><b>Demokracja musi odzyskać sens społeczny</b></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Dlatego pytanie o peryferia jest w istocie pytaniem o to, czy demokracja potrafi jeszcze być wspólnotą, a nie jedynie procedurą. Czy potrafi zejść z piedestału zasad i wrócić do poziomu codziennego życia. Czy zrozumie, że człowiek nie żyje samą konstytucją, tak jak nie żyje samym wzrostem PKB. Żyje dostępem do lekarza, szkoły, transportu, mieszkania, stabilnej pracy, bezpieczeństwa i szacunku. Żyje poczuciem, że nie jest traktowany jak ciężar, lecz jak współgospodarz. Żyje przekonaniem, że jego głos nie kończy się na akcie wyborczym, ale ma ciąg dalszy w sposobie, w jaki urządzone jest państwo.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Peryferia nie chcą dziś litości. Nie chcą też jałmużny podawanej w rytmie kampanii. Nie chcą być egzotycznym dodatkiem do opowieści o rozwoju ani społecznym marginesem, którego emocje należy od czasu do czasu uspokoić. Chcą pełnego obywatelstwa. Chcą równego prawa do usług, wpływu, bezpieczeństwa i uznania. Chcą, by państwo nie było dla nich bardziej odległe niż dla tych, którzy mieszkają bliżej instytucjonalnego centrum. Chcą, by demokracja przestała traktować ich jak przypis do głównego tekstu nowoczesności.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">To oznacza konieczność głębokiej korekty myślenia po stronie demokratycznego centrum. Nie da się dłużej mówić o obronie demokracji, ignorując materialne i symboliczne warunki uczestnictwa w niej. Nie da się budować wspólnoty na przekonaniu, że jedni mają naturalne prawo do kształtowania kierunku zmian, a inni mają się do nich cierpliwie dostosować. Nie da się w nieskończoność przeciwstawiać nowoczesności i resentymentu, jeśli nowoczesność dla zbyt wielu obywateli oznacza po prostu życie pod presją, bez gwarancji, że ktoś w ogóle uzna ich stratę, lęk i zmęczenie za politycznie istotne.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">To wszystko jest tym bardziej niebezpieczne, że demokracja liberalna i transformacja ustrojowa obiecywały przecież coś więcej niż tylko zmianę procedur. Obiecywały wejście do wspólnego świata szans, awansu, bezpieczeństwa i współudziału. Dla wielu ta obietnica się spełniła — i właśnie dlatego tak łatwo przyszło im uwierzyć, że system zasadniczo działa. Ale dla wielu innych pozostała ona niespełniona, zawieszona albo cofnięta. Otrzymali wolność formalną, lecz nie uzyskali równych warunków korzystania z jej owoców. Otrzymali prawo wyboru, lecz nie otrzymali porównywalnej zdolności kształtowania własnego losu. I może właśnie dlatego dzisiejszy bunt jest tak głęboki: nie wyrasta jedynie z biedy czy frustracji, ale z poczucia, że obietnica wspólnego stołu została zrealizowana wybiórczo. Że niektórzy zostali do niego zaproszeni naprawdę, a innym przez lata pokazywano jedynie, z której strony wolno im podejść.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Demokracja nie rozpada się najpierw od zamachu na instytucje. Często wcześniej rozpada się od cichego przyzwolenia na to, by część obywateli żyła w poczuciu, że ich los ma mniejszą wagę. Demokracja przegrywa nie wtedy, gdy obywatele chcą więcej. Przegrywa wtedy, gdy przez lata słyszą, że ich kolej jeszcze nie nadeszła. Gdy mają wierzyć, że najpierw trzeba zadbać o wzrost, inwestycje, konkurencyjność, metropolie, innowacyjność, a dopiero potem o tych, którzy żyją dalej od autostrad, uczelni, instytucji i prestiżu. Przegrywa wtedy, gdy część obywateli widzi, że inni nie tylko dostają większe kawałki tortu, ale jeszcze uzurpują sobie prawo do decydowania, kto zasłużył na dokładkę, a kto powinien nauczyć się cierpliwości i umiaru. Przegrywa wtedy, gdy wspólny stół okazuje się wspólny jedynie z nazwy.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">A przecież właśnie o to toczy się dziś gra. Nie tylko o ochronę instytucji przed tymi, którzy chcieliby je rozmontować. Także o uratowanie demokracji przed jej własną społeczną ślepotą. Przed przekonaniem, że można być ustrojowo przyzwoitym i społecznie obojętnym. Przed iluzją, że procedury wystarczą tam, gdzie zbyt wielu ludzi żyje w poczuciu pomniejszenia. Przed pychą części osób, które sądzą, że mają monopol na rozsądek, choć coraz słabiej rozumieją świat poza własnym kręgiem bezpieczeństwa.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Jeśli demokratyczne centrum tego nie pojmie, kolejne partie kontestu będą rosły nie dlatego, że oferują lepszą przyszłość, lecz dlatego, że lepiej wyczuwają upokorzenie. Będą mówiły językiem gniewu, bo gniew pozostawiony bez odpowiedzi zawsze znajdzie sobie reprezentację. Będą obiecywały zemstę tam, gdzie zabrakło sprawiedliwości. Będą oferowały brutalne poczucie godności tam, gdzie demokracja liberalna zbyt długo proponowała jedynie cierpliwość, adaptację i kolejne instrukcje obsługi nierównego świata.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Nie ma w tej diagnozie tęsknoty za światem poza demokracją. Jest coś dokładnie odwrotnego: przekonanie, że demokracja zasługuje na więcej niż rytualną obronę i mniej niż ślepą lojalność wobec jej niedomagań. Ustrój, który opiera się na wolności, równej godności i politycznym współuczestnictwie, nie słabnie od krytyki. Słabnie wtedy, gdy własne niespełnione obietnice zaczyna traktować jak temat niewygodny, a nie jak wezwanie do naprawy.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Peryferia nie chcą już jeść okruchów. Chcą być przy stole naprawdę. Nie jako dekoracja wspólnoty, nie jako źródło wyborczej legitymacji, nie jako obiekt socjologicznej ciekawości. Jako równoprawni współgospodarze. I jeśli demokracja nie potrafi im tego dać, sama wystawia wyrok na własną wiarygodność. Bo stół, przy którym jedni ucztują, a inni mają się zadowolić resztkami, nie jest stołem demokracji. Jest tylko dobrze oświetloną sceną nierówności. A demokracja, która staje się sceną, prędzej czy później przestaje być wspólnotą.</span></p>
<p><span style="font-weight: 400;">Najlepszą obroną demokracji nie jest udawanie, że zawsze działa dobrze, lecz odwaga mówienia, gdzie przestała być wierna własnym obietnicom.</span></p>
<p>The post <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl/demokracja-przy-stole-nierownosc-pod-stolem-o-peryferiach-ktore-nie-chca-juz-jesc-okruchow/">Demokracja przy stole, nierówność pod stołem. O peryferiach, które nie chcą już jeść okruchów</a> appeared first on <a rel="nofollow" href="https://liberte.pl">Liberté!</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>https://liberte.pl/demokracja-przy-stole-nierownosc-pod-stolem-o-peryferiach-ktore-nie-chca-juz-jesc-okruchow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!--
Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: https://www.boldgrid.com/w3-total-cache/

Page Caching using disk: enhanced (Page is feed) 

Served from: liberte.pl @ 2026-06-08 12:11:39 by W3 Total Cache
-->