<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;DUYBR348eSp7ImA9WhRaE0Q.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340</id><updated>2012-02-16T04:59:16.071-08:00</updated><title>Niezależny Głos Patriotyczny</title><subtitle type="html" /><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>30</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/Maopolanie" /><feedburner:info uri="maopolanie" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry gd:etag="W/&quot;DEINQnk_eSp7ImA9Wx9WGE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-3302726718924957742</id><published>2011-01-23T10:16:00.001-08:00</published><updated>2011-01-23T10:16:33.741-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-23T10:16:33.741-08:00</app:edited><title>Walka o Polskę</title><content type="html">Od dwudziestu laty czujemy, że coś jest nie tak. Demokracja, wolny rynek, wolne media, otwarte granice niby są. Transformacja ustrojowa zapełniła półki sklepowe. Ale czujemy, że w Polsce to jakby nie Polacy rządzą. Czujemy, że owoce wysiłku Polaków ktoś przejmuje. Polacy krok za krokiem pozbawiani są własności swoich przedsiębiorstw i ziemi. Prezydent Izraela pozwolił sobie nawet na wyrażenie publicznego zadowolenia z tego powodu. Polacy w coraz mniejszym stopniu uczestniczą w podziale dochodu przedsiębiorstw oraz w coraz większym stopniu są obciążani daninami publicznymi. Ktoś lub coś dusi polskie rodziny uniemożliwiając wychowywanie dzieci w liczbie zapewniającej nie tylko wzrost, ale nawet utrzymanie liczebności narodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środowiskach niepodległościowych i patriotycznych rozmaicie diagnozowano sytuację Polaków. Wskazywano, że Polską rządzą sprzeniewierzeni agenci, działający nie w interesie Polaków, a swoich zagranicznych mocodawców. Sugerowano, że we władzach jest nadreprezentacja osób żydowskiego pochodzenia, które bardziej kierują się ideą syjonizmu niż ideą polskości. Te przesłanki wskazywano jako przyczyny klęski dwóch prawicowych rządów: Jana Olszewskiego oraz Jarosława Kaczyńskiego. Ugruntowuje się przekonanie, że bez względu na to kto rządzi i tak nic nie zmienia się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brak jakościowych zmian jest faktem. Elity postsolidarnościowe licytują się wyłącznie na słowa, epatują tematami zastępczymi, obrzucają się inwektywami. Zmiany prawa mają charakter kosmetyczny. Jakby coś pozostawiono. Coś ukrytego. Coś dysponującego narzędziami bardzo silnej władzy. Władzy, która trzyma Polaków żelazną ręką, bez względu na wyniki wyborów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedynym narzędziem pozapolitycznej władzy jest pieniądz. Jak to narzędzie skonstruowano? Czy to po prostu tajne kanały finansowania partii politycznych z zagranicy? Szwajcarskie konta? Źródła finansowania korupcyjnej prywatyzacji? Wydaje się, że to musi być coś znacznie bardziej uniwersalnego. Coś powszechnego, wszędzie widocznego, ale o niedostrzegalnej władzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pieniądz. Skąd ten pieniądz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W powszechnym przeświadczeniu źródłem pieniądza jest bank centralny – Narodowy Bank Polski. Na pierwszy rzut oka nie widzimy niczego podejrzanego. Nazwa radująca serca Polaków –  „narodowy”. Narodowe banknoty i monety – złoty. Bank w pełni państwowy. Ale na tym idyllicznym obrazie jest skaza. Na praktycznie cały majątek (na koniec listopada 2010 r. 311 mld zł) „narodowego” banku składają się aktywa zagraniczne (na koniec listopada 2010 r. 307 mld zł) – przede wszystkim obligacje krajów Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Bilans NBP nie pozostawia najmniejszych złudzeń. Za każdą emisję złotego w banku centralnym są nabywane aktywa zagraniczne. Gdzie? Za granicą. Od kogo? Od ich posiadaczy – dealerów – najpotężniejszych banków inwestycyjnych świata. Banki inwestycyjne oczywiście nie trzymają złotego w swoich skarbcach lub na rachunku w NBP. Kupują za niego polskie obligacje. Kupują za niego polskie firmy, ziemię. Jak nie robią tego osobiście to udzielają swoim zaufanym korporacjom kredytów. Wyemitowany złoty trafia w rezultacie do obiegu w Polsce. W efekcie mieliśmy przedsiębiorstwa, ziemię, a mamy wątpliwej jakości w czasie światowego kryzysu zadłużeniowego obligacje państw zachodnich i jednocześnie dług wobec zagranicy. Genialna wymiana. Dokonująca się na naszych oczach. W biały dzień. Traktowana jako świetny i wspaniały system światowej bankowości. Za świstki zagranicznych papierów skarbowych (nawet nie świstki – zapis w komputerach) wyzbywamy się majątku trwałego Polaków i zadłużamy się. Na jaką skalę? „Jedyne” 307 mld zł, równowartość 98 mld dolarów (wg kursu z 30 listopada 2010 r.).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak działa system emisji naszego pieniądza w naszym „narodowym” banku. To dlatego inwestorzy zagraniczni panoszą się po Polsce. Nasz bank centralny podaje im na tacy środki (złotego) na zakup aktywów w Polsce. Niby widzimy to w bilansie NBP od dwudziestu lat, ale nie łączyliśmy tego z dziwnymi postępami prywatyzacji przez zagranicznych inwestorów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gwoli sprawiedliwości w wielkiej prywatyzacji uczestniczą też „strategiczni” inwestorzy krajowi. Krajowi z nazwy. Skąd te na początku transformacji golce miały pieniądze? Za co nabywają i teraz? Ano głównie za kredyty pochodzące z zachodnich wielkich banków. Są typowymi słupami. Zagraniczny bank finansuje ich, oni kupują polską firmę. Trochę potrzymają, a później odsprzedają temu, kogo wskaże im bank. Dostają za to swoje srebrniki. Czytamy o nich w listach najbogatszych. Ale to również lista najbardziej zadłużonych, dzięki łasce zagranicznych banków inwestycyjnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety to półprawda. Nawet nie półprawda. Jest jeszcze gorzej. Znowu pieniądz. W bilansie NBP znajdujemy informację o ilości wprowadzonych do obiegu monet i banknotów. Na koniec listopada 2010 r. jest ich 101 mld zł. Tymczasem w tej samej chwili banki komercyjne posiadały 767 mld zł depozytów w tym 336 mld zł depozytów bieżących głównie ludności i przedsiębiorców. Jakim cudem NBP wprowadził do obiegu tylko cząstkę pieniędzy, które figurują jako depozyty w bankach? To prawdziwy cud bankowości. Banki komercyjne same emitują pieniądze poprzez zapisy na prowadzonych przez siebie kontach. Emisji dokonują poprzez udzielenie kredytu. Przyznając kredyt zapisują go i jako dług kredytobiorcy (do spłaty) i jako zobowiązanie wobec kredytobiorcy (jako środki na bieżącym rachunku depozytowym do dyspozycji kredytobiorcy). Skala emisji pieniądza przez banki komercyjne jest wielokrotnie większa niż emisji banku centralnego. Podaż pieniądza na koniec listopada 2010 r. wyniosła 763 mld zł. Gotówka w obiegu stanowiła tylko 13,2 % podaży pieniądza. Bank centralny nie ma monopolu emisyjnego pieniądza. Głównym emitentem pieniądza w gospodarce są banki komercyjne. To one decydują komu, ile i na co udzielą kredytów i tym samym ile pojawi się w gospodarce pieniądza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To olbrzymia władza. Władza w wymiarze indywidualnym. Przedsiębiorstwo działa, finansując się w części kredytem. Pewnego dnia bank mówi nie damy nowego kredytu. Przedsiębiorstwo traci płynność, traci wartość. Postawiony pod ścianą właściciel zmuszony jest sprzedać za niską cenę, temu kto ma dostęp do kredytu i zadziwiającą wiedzę o trudnej sytuacji finansowej, którą teoretycznie może mieć tylko bank. Władza w wymiarze systemowym. Koledzy bankierzy, ogłaszamy prosperity, udzielamy kredytów na nieruchomości. Niech pracownicy banków wypruwają z siebie żyły i flaki i wciskają kredyty hipoteczne komu się da. Ceny nieruchomości rosną. Kredyty rosną. Aż pewnego dnia. Koledzy bankierzy strzyżemy owieczki, koniec z nowymi kredytami, stopy procentowe w górę, ceny nieruchomości w dół. Coraz więcej kredytobiorców nie spłaca. Banki egzekwują, Zaufani, którym banki udostępniły kredyty kupują za niską cenę, stary właściciel do końca życia zostaje z górą długu. Ci kredytobiorcy, którzy bardzo mocną zacisną pasa może uratują dom, mieszkanie, a ich krwawica utuczy bankierów. Im bardziej skoordynowana akcja właścicieli banków, tym obfitsze żniwa. Dlatego strzyżenie owieczek nie ogranicza się do jednego sektora, większe zyski dla bankierów rodzi wywołanie sztucznego boomu, a następnie depresji w całej gospodarce. Wszystko wystrzeliwuje do góry, a następnie leci na pysk, nie ma gdzie się schronić, a ratunek, pieniądz, ma bankier.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziel i rządź. System emisyjny z dominacją prywatnych banków to właściwie kalka feudalizmu. Nadanie ziemi zastąpiło przyznanie kredytu. Czynsz lub pańszczyznę zastąpiły odsetki i prowizje. Ale istota władzy pozostała ta sama. Dystrybucja własności po uważaniu z daniną dla władcy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kim są bankierzy w Polsce? W ciągu dwudziestu lat większość akcji państwowych banków została sprzedana bankierom za granicą, którzy są wyjątkowo wstrzemięźliwi w podstawowej informacji, kto ich kontroluje. Czy są to konkurencyjne przedsiębiorstwa finansowe, czy też oligopol lub monopol. Bankierzy są do tego stopnia wstrzemięźliwi, że tylko przy okazji dochodzeń Kongresu USA wyciekają informacje o prywatnych właścicielach największego banku centralnego świata amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W Europie pytań o kontrolę nad bankami komercyjnymi nawet nikt nie śmie zadawać. Zadziwiająca asymetria informacji. Bankierzy jako kredytodawcy chcą wiedzieć o nas wszystko, a o sobie skąpią wiadomości. Czy dlatego, że nitki bankowości w Europie i Stanach Zjednoczonych pociągają osoby z tej samej rodziny, która robiła to w XIX i na początku XX w.?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki prywatyzacji banków w Polsce bankierzy zagraniczni uzyskali w Polsce władzę nad gospodarką. Bez żadnych wyborów. Bez żadnej polityki. Niewidoczną. Ale oczywistą i rzeczywistą. Przejęli kontrolę nad narodowym pieniądzem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z brakiem polityki to przesada. Bankierzy sponsorują teatrzyk cieni. Kukiełki, które gonią się i pokrzykują na scenie politycznej. Kukiełki z prasy, radia, telewizji. Kukiełki z firm badających opinie społeczne. Kukiełki z instytutów naukowych. Wyborcy mają dostrzegać barwne i dynamiczne spoty wyborcze, wielkoformatowe kolorowe plakaty, morza ulotek, fascynującą rywalizację „poważnych” kandydatów, fachowe opinie „ekspertów”. Komu tam chce się obliczyć koszt tych gadżetów w stosunku do oficjalnych wydatków partii politycznych na kampanie wyborcze. Blichtr, puder, barokowa wystawność. Program. Jaki program? Hasła, życzenia, gruszki na wierzbie i kiełbasa wyborcza zgodnie z wynikami sondaży. I karuzela kręci się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec. Wszystko stracone. Pielęgnowanie takich postaw, to również element teatrzyku. Źródło potęgi i władzy bankierów to jednocześnie ich pięta achillesowa. Wystarczy użyć ich narzędzi w przeciwnym kierunku. Przeznaczanie renty emisyjnej banku centralnego nie na nabywanie aktywów zagranicznych, a na wypłatę dywidendy z własności NBP przez każdego Polaka, ucina prezentowanie przez Polaków na tacy polskich przedsiębiorstw. Pełne rezerwy od depozytów bieżących eliminują emisję pieniądza przez banki komercyjne, które stają się pośrednikami pomiędzy posiadaczami depozytów terminowych, a kredytobiorcami. Funkcję emitenta w całości odzyskuje bank centralny z korzyścią, również finansową, dla każdego Polaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się, że tak łatwo jak właściciele zagranicznych banków komercyjnych uzyskali dominującą władzę w Polsce, mogą tę władzę stracić. Proces likwidacji tej władzy rodzi szansę na natychmiastową spłatę zagranicznego długu publicznego (finansowaną z części aktywów rezerwowych). Umożliwia spłatę istotnej części długu krajowego. Obniża ponoszone przez budżet państwa koszty obsługi długu. Otwiera drogę do powstania polskiego banku depozytowo-kredytowego o największych w systemie bankowym kapitałach własnych oraz z bezkonkurencyjną ofertą depozytowo-kredytową. Pojawia się również możliwość nabycia nie radzących sobie w nieuprzywilejowanych warunkach banków przez Polaków po cenie adekwatnej do trudności, z którymi stające się zwykłymi firmami pośrednictwa finansowego banki mogą borykać się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walka o Polskę to walka o polski system bankowy, polski bank centralny i polski pieniądz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tomasz Urbaś&lt;br /&gt;
21 stycznia 2011&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za: Tomasz Urbaś blog&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-3302726718924957742?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/IG9dLswc62HAqXg2NCMfy5SN2c4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/IG9dLswc62HAqXg2NCMfy5SN2c4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/IG9dLswc62HAqXg2NCMfy5SN2c4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/IG9dLswc62HAqXg2NCMfy5SN2c4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/xI9A5V4k8RQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/3302726718924957742/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2011/01/walka-o-polske.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/3302726718924957742?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/3302726718924957742?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/xI9A5V4k8RQ/walka-o-polske.html" title="Walka o Polskę" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2011/01/walka-o-polske.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0QNRX4_eSp7ImA9Wx9WEU0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-1849811326023097161</id><published>2011-01-15T06:23:00.000-08:00</published><updated>2011-01-15T06:23:14.041-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-15T06:23:14.041-08:00</app:edited><title>Kluczem jest gaz</title><content type="html">Kluczem jest gaz – wywiad z Wiktorem Suworowem, byłym agentem wywiadu GRU &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Wiktorem Suworowem, byłym agentem sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, autorem książek o historii Związku Sowieckiego, rozmawia Mariusz Bober&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przedstawiciele władz rosyjskich już w pierwszych godzinach po tragedii 10 kwietnia 2010 r. “wiedzieli”, jaka jest jej przyczyna. Zaprezentowany raport MAK podtrzymuje początkowe tezy Rosjan o winie polskich pilotów.&lt;br /&gt;
- Nie mam pojęcia, jak można postawić takie tezy tuż po katastrofie. Trudno to w ogóle komentować. W historii Związku Sowieckiego zdarzało się, że np. Stalin zaraz po zabójstwie członka Politbiura Siergieja Kirowa, działacza bolszewickiego, uważanego za poważnego konkurenta Stalina do funkcji sekretarza generalnego partii komunistycznej, wiedział już, kto to zrobił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas prezentacji raportu na temat katastrofy przedstawiciele MAK zapewniali, że jest to niezależna instytucja, “nieulegająca naciskom”.&lt;br /&gt;
- Ależ oczywiście, że MAK nie jest niezależną komisją. Niezależne komisje badania wypadków lotniczych funkcjonują na Zachodzie – w Szwecji, Szwajcarii itd. Tymczasem Rosja jest niezwykle skorumpowanym krajem. MAK jest całkowicie zależny od premiera Władimira Putina i jego urzędników. Nie ma tu znaczenia, że skupia również ekspertów z innych państw byłego Związku Sowieckiego. Właściwie oni wszyscy pochodzą z krajów rządzonych autorytarnie. Niektórzy są zależni od Putina, niektórzy nie. Ale opinię każdego z nich i głos w MAK można kupić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sposób działania oraz wiarygodność tego komitetu można porównać do sposobu prowadzenia przez rosyjskie organa śledztw, np. w sprawach zabójstw dziennikarzy, przestępstw wojennych czy katastrofy okrętu podwodnego “Kursk”?&lt;br /&gt;
- Tak. Wówczas to naprawdę niezależni dziennikarze i eksperci dociekali prawdy i wskazywali różne fakty, które pomagały wyjaśnić katastrofy czy też zabójstwa. W ten sposób czasem ujawniano przestępcze działania przedstawicieli wojska albo władz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zna Pan przypadek sprawy, która byłaby niewygodna dla władz Rosji, a jednak została uczciwie wyjaśniona?&lt;br /&gt;
- Niestety nie. To jest przestępczy reżim i takie są również jego działania. Wcześniej czy później dojdzie do całkowitego załamania tego systemu władzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego?&lt;br /&gt;
- Ponieważ w normalnie funkcjonującym państwie należy inwestować w rozwój infrastruktury, nie tylko drogowej. Chodzi także o budowę mostów, infrastruktury energetycznej – linii przesyłowych, elektrowni itd. Tymczasem w Rosji nikt w ogóle nie inwestował w jakąkolwiek infrastrukturę. Ta, która jest, pochodzi jeszcze z czasów Związku Sowieckiego. Zresztą nie chodzi wyłącznie o samą jej budowę. To jeszcze szerszy problem. By ją utrzymać, trzeba też wyszkolić ludzi, którzy będą o nią dbali, itd. To zaś oznacza, że trzeba przeznaczyć pewne pieniądze na edukację. Dziś już widoczne są oznaki załamywania funkcjonowania rosyjskiej infrastruktury w różnych dziedzinach. Myślę, że już w najbliższym czasie może dojść w Rosji do wielu katastrof technicznych, będących konsekwencją tego złego stanu infrastruktury. To może przyczynić się do upadku obecnego systemu władzy w Rosji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakie miejsce w planach “strategicznej współpracy” Rosji z UE zajmuje Polska?&lt;br /&gt;
- Polska jest bardzo ważna dla Rosji, ale nie ze względu na relacje z Unią, a przynajmniej nie jest to najważniejszy powód. W rosyjskiej polityce wobec Polski zaszła rzeczywista zmiana. Gdy w ubiegłym roku w Polsce zaczęto szukać gazu łupkowego na dużą skalę, Moskwa przestraszyła się, że staniecie się dużym eksporterem tego surowca. A to byłoby bardzo dla niej groźne. Gdybyście zaczęli produkować gaz i ropę na dużą skalę, relacje polsko-rosyjskie zmieniłyby się diametralnie. Rosyjscy politycy od razu zaczęliby mówić: “Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, wręcz braćmi, nieprawdaż?”. Gdyby Polska stała się dużym producentem gazu, uderzyłoby to w rosyjskie interesy. Przecież większość dochodów rosyjskich to wpływy z eksportu ropy i gazu. Gdyby wasz kraj przejął znaczną część udziału w zaopatrzeniu Europy w gaz, Rosja musiałaby zmienić swoją politykę i stałaby się bardzo przyjazna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Handel gazem wyznacza kierunki rosyjskiej polityki.&lt;br /&gt;
- Dlatego odebranie przez Polskę rynku zbytu na rosyjskie surowce mogłoby nawet doprowadzić do zniszczenia rosyjskiego systemu politycznego. Oczywiście, że dla Rosji relacje z Polską jako krajem członkowskim Unii – ze względu na potrzebę ułożenia dobrych relacji Moskwy ze Wspólnotą – są również istotne. Jednak moim zdaniem, ważniejsze są tak naprawdę względy ekonomiczne i perspektywa wydobycia w Polsce na dużą skalę gazu. Przecież ci wszyscy oligarchowie związani z Kremlem, i sam Putin, są uzależnieni od dochodów z eksportu surowców energetycznych. Rosja tak naprawdę produkuje jedynie karabiny kałasznikow, matrioszki i paliwa. Problem w tym, że sprzęt wojskowy szybko się starzeje, a trzeba ponosić duże nakłady na unowocześnianie go, aby zapewnić jego konkurencyjność na rynkach zagranicznych. Obecnie rozwijane są głównie projekty broni i środków militarnych, które powstały jeszcze w czasach Związku Sowieckiego. Ale wkrótce okażą się przestarzałe i nikt nie będzie ich potrzebował. Matrioszek Europa specjalnie nie potrzebuje… Jeśli więc jeszcze Polska przejęłaby nawet część rynków zbytu na rosyjski gaz, Moskwa mocno by to odczuła. To jest prawdziwa przyczyna zmiany polityki Kremla wobec Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję za rozmowę.&lt;br /&gt;
za:bibula.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-1849811326023097161?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8Iw7C-NipBYSQECSGUkTiNbhkZA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8Iw7C-NipBYSQECSGUkTiNbhkZA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8Iw7C-NipBYSQECSGUkTiNbhkZA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8Iw7C-NipBYSQECSGUkTiNbhkZA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/n6rqfDW8JwE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/1849811326023097161/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2011/01/kluczem-jest-gaz.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/1849811326023097161?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/1849811326023097161?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/n6rqfDW8JwE/kluczem-jest-gaz.html" title="Kluczem jest gaz" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2011/01/kluczem-jest-gaz.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEQDQ3czfyp7ImA9Wx9XEUs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-2776341447591581906</id><published>2011-01-04T10:39:00.000-08:00</published><updated>2011-01-04T10:39:32.987-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-04T10:39:32.987-08:00</app:edited><title>Pracujemy najdłużej, najciężej i za najniższe wynagrodzenia</title><content type="html">Przewidywana emigracja do Niemiec po otwarciu rynku szacowana jest na 400 tys. osób, ale boję się, że będzie znacznie większa, np. rzędu miliona. Opustoszeją domy w zachodniej i północnej Polsce, bo Niemcy świadomie kierują swoją ofertę na tereny, które były niemieckie przed wojną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z prof. Adamem Glapińskim, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawia Małgorzata Goss&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miniony rok w gospodarce możemy zaliczyć do udanych? Czego możemy się spodziewać w nadchodzącym 2011 roku?&lt;br /&gt;
- Na tle sytuacji światowej gospodarki rok 2010 okazał się dla Polski lepszy, niż sądziliśmy. Generalnie sytuacja na świecie jest rozchwiana, istnieje ogromny obszar niepewności, więc można się było obawiać negatywnych scenariuszy. Na szczęście udało nam się wyjść obronną ręką. W przyszłym roku sytuacja się nie zmieni. Na tle innych krajów europejskich tempo rozwoju Polski jest niezłe, choć absolutnie nie zaspokaja naszych aspiracji i nie przybliża nas do wymarzonego poziomu “średniego zachodniego dobrobytu”. Bezrobocie jest wysokie, ale ustabilizowane. Złotówka ma spory obszar do wzmacniania się, co przy okazji działa antyinflacyjnie, tj. nie zmusza do prowadzenia twardej polityki antyinflacyjnej w warunkach wzrostu. Natomiast jest wiele potencjalnych niebezpieczeństw, poczynając od narastającego polskiego długu publicznego, kompletnego niepanowania przez rząd nad finansami publicznymi, populistycznej polityki prowadzonej “od zakrętu do zakrętu”. Jeszcze nigdy minister finansów nie prowadził tak “upolitycznionej” polityki finansowej! Wszystko podporządkowane jest doraźnym celom politycznym, a narastające trudności gospodarcze spychane są na później, prawdopodobnie w nadziei, że osiągnięcie maksymalnego pułapu nastąpi wówczas, gdy odpowiedzialność przejdzie już w inne ręce. To jest ogromne niebezpieczeństwo…&lt;br /&gt;
Drugim niebezpieczeństwem jest rozwój sytuacji na Węgrzech. Abstrahując od tego, że bardzo pozytywnie oceniam rząd węgierski i to, co próbuje robić w gospodarce, to obiektywnie rzecz biorąc – rezultaty jego działań prowadzą do zmasowanego ataku zewnętrznego na walutę węgierską oraz cały system finansowy. Forint jest rozchwiany. A pamiętajmy, że forint traktowany jest przez inwestorów, także tych spekulacyjnych, na równi ze złotym. Tak już jest, choć nie ma to fundamentalnego uzasadnienia. Zatem sytuację na Węgrzech trzeba obserwować bardzo uważnie, ponieważ może ona oznaczać dla nas poważne kłopoty.&lt;br /&gt;
Potencjalne niebezpieczeństwo dla naszej gospodarki wiąże się też z zahamowaniem wzrostu w Niemczech. Niemcy ciągną polską gospodarkę, jesteśmy od nich uzależnieni. Gdy tam gospodarka się rozwija, to i u nas się rozwija, gdy tam następuje recesja, to i u nas tempo wzrostu spada. Perspektywy gospodarki niemieckiej na przyszły rok są dobre, ale pewna niewiadoma wiąże się z sytuacją gospodarki światowej, zwłaszcza chińskiej, od której Niemcy są silnie uzależnieni. A tam się szykuje obniżenie tempa wzrostu spowodowane zacieśnianiem polityki pieniężnej przez Chiny.&lt;br /&gt;
Ewentualne zagrożenie wynika też z napięcia militarnego na Półwyspie Koreańskim. Jego eskalacja mogłaby oznaczać gwałtowne podrożenie surowców, zwłaszcza ropy naftowej. Potężnym zagrożeniem jest też sytuacja w Hiszpanii, której problemy finansowe bardzo narosły, także wskutek nieodpowiedzialnej polityki budżetowej prowadzonej przez władze w okresie dobrej koniunktury. Prawdopodobnie szykuje się atak spekulacyjny na Hiszpanię. Europa, jak sądzę, przygotowała się do tego problemu, który prawdopodobnie wybuchnie z całą mocą. Tylko że rezultat będzie taki, że oprócz Ameryki także Europa zacznie masowo drukować pieniądze. Ogólna prognoza na przyszły rok – to masowy druk pieniądza zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakie będą tego skutki?&lt;br /&gt;
- To oznacza inflację w skali świata, poszukiwanie przez inwestorów innych miejsc inwestowania, zamieszanie na rynku walutowym. Z tego punktu widzenia dla Polski korzystne jest to, że znajdujemy się poza strefą euro – dzięki własnej walucie możemy sobie zapewnić wyższe tempo wzrostu. Oczywiście kłopoty euro będą się przenosić na złotego, co przy naszym wysokim zadłużeniu i politycznej niemożności przezwyciężenia problemu deficytu może mieć złe konsekwencje. Niemniej jednak nasza sytuacja w całym tym zamieszaniu jest relatywnie dobra, a nasze fundamenty są stabilizowane – paradoksalnie – przez niedorozwój gospodarki, w której przedsiębiorstwa nie korzystają z kredytu, system bankowy zajmuje się wszystkim innym poza kredytowaniem gospodarki, a wymiana zagraniczna ma niewielki wpływ na gospodarkę. Z racji tego zacofania jesteśmy stosunkowo odporni na kryzys. Do tego trzeba dodać polskich konsumentów, którzy są nieprzyzwyczajeni do gospodarki rynkowej i zachowują niezmącony optymizm przy wydawaniu pieniędzy, chociaż nie mają zasobów. Dla nich samych stanowi to zagrożenie, ale dla gospodarki jest korzystne, bo w Polsce popyt konsumpcyjny jest tym czynnikiem, który nieodmiennie ciągnie gospodarkę, napędzając jej rozwój. Towarzyszy temu entuzjazm przedsiębiorców, którzy chcą nadrabiać zaległości. Ludzie w Polsce po prostu chcą się dorabiać, pracują najdłużej i najciężej w Europie, za najniższe wynagrodzenia. To może trudne dla pracowników, ale z punktu widzenia makroekonomii jest to pozytywny element. Dlatego na nadchodzący rok w gospodarce patrzę z umiarkowanym optymizmem. Jeśli dotychczasowe trendy się utrzymają, to szykuje się wzrost w tempie 4 proc. PKB, inflacja wyższa, ale pod kontrolą (gdyż następować będzie powolna aprecjacja złotego), na rynku pracy nie będzie napięć i presji płacowej, jako że związki zawodowe w Polsce zostały zniszczone i praktycznie nie istnieją, co dla pracobiorców jest niekorzystne, ale dobre dla gospodarki. Dług będzie narastał, jednak nie spodziewam się nagłego wybuchu problemów na skalę Hiszpanii. Stąd mój umiarkowany optymizm, z zastrzeżeniem, że jeśli zmaterializują się zagrożenia płynące z Węgier, Korei czy Hiszpanii – scenariusz może okazać się inny. Przeciętnych Polaków te wydarzenia raczej nie będą dotykać, uderzą natomiast w ludzi zamożnych, którzy inwestują oszczędności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W maju przyszłego roku otworzy się niemiecki i austriacki rynek pracy, co nasza gospodarka z pewnością odczuje…&lt;br /&gt;
- Przewidywana emigracja do Niemiec po otwarciu rynku szacowana jest na 400 tys. osób, ale boję się, że będzie znacznie większa, np. rzędu miliona. Dla młodych ludzi, którzy będą mogli zdobywać tam zawodowe wykształcenie i jednocześnie pobierać wynagrodzenie, otworzy się życiowa szansa – znajdą na obczyźnie dobre warunki życia i zatrudnienia, których nie mieli w kraju. Dla nas jako Narodu to zła wiadomość, bo znów nastąpi transfer tego, co jest naszym największym kapitałem – wyjadą młodzi, prężni, chętni do pracy. Opustoszeją domy w zachodniej i północnej Polsce, bo Niemcy świadomie kierują swoją ofertę na tereny, które były niemieckie przed wojną. Dla nas będzie to oznaczać brak ludzi do pracy i proinflacyjny nacisk na wynagrodzenia. To nie są zdrowe trendy. Wynika z nich, że cały czas drepczemy w miejscu w stosunku do naszych aspiracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod względem rozwoju gospodarczego bliżej nam do państw rozwiniętych czy jednak biednych?&lt;br /&gt;
- Zestawianie Polski z krajami rozwiniętymi nie ma sensu. Jesteśmy gospodarką wschodzącą i do tego rodzaju krajów możemy się porównywać. Jako kraj wschodzący z natury mamy większą przestrzeń szybkiego wzrostu. Są kraje wschodzące, które notują kilkunastoprocentowy wzrost gospodarczy, np. Chiny czy niektóre kraje Ameryki Południowej. Powinniśmy do podobnego tempa aspirować. Wysokie tempo wzrostu, wielkie nakłady na kapitał ludzki i postęp techniczny – to jedyna szansa dogonienia krajów rozwiniętych. Obecny, w miarę przyzwoity wzrost gospodarczy bynajmniej nas nie zadowala, ponieważ nie przesuwa nas na skali bogactwa narodowego i nie zapobiega emigracji z Polski.&lt;br /&gt;
Trzeba zaznaczyć, że jesteśmy obecnie najatrakcyjniejszym miejscem dla kapitału krótkoterminowego na świecie. W stosunku do PKB na głowę mieszkańca u nas ilość tego kapitału jest największa. Kapitał spekulacyjny napływa, bo jesteśmy krajem pewnym, politycznie stabilnym, zawsze wypłacalnym – “płaczemy krwią”, ale płacimy. Zainteresowanie spekulantów naszą walutą utrzymuje się od dawna i różnie może być. Płynny kurs złotego jak do tej pory się sprawdzał. Problemem są kredyty hipoteczne w walutach obcych. Wprawdzie dla części klasy średniej były szansą dojścia do własnego mieszkania, ale nie możemy rozwijać tego typu kredytu, gdyż stanowi ogromne zagrożenie dla finansów państwa i samych rodzin, które muszą spłacać wyższe raty z powodu mocnego franka szwajcarskiego.&lt;br /&gt;
Jeśli porównamy Polskę do sąsiednich gospodarek wschodzących, to Węgry, nie mówiąc już o Czechach, są krajem bogatszym od nas, o poziomie życia o wiele wyższym od naszego. Kiedy więc patrzymy z politowaniem, że gdzieś – czy to w Hiszpanii, czy na Węgrzech – jest kryzys, musimy pamiętać, że my – nawet bez kryzysu – żyjemy na niższym poziomie. Dla nas tempo wzrostu 4 proc. PKB jest za małe, żeby iść naprzód. Nam potrzebny jest rząd, który będzie prowadził świadomą politykę gospodarczą, a nie rządził od przypadku do przypadku. Konieczna jest rozbudowa infrastruktury, nakłady na kapitał ludzki – naukę, oświatę, badania naukowe. Bez tego nie dokonamy skoku! Jednak póki co – trzymamy się, przy relatywnie bardzo niskich płacach i niskim poziomie życia. Gdybyśmy tkwili obecnie w tzw. wężu walutowym, by – jak chciał premier – w 2011 czy 2012 roku przyjąć euro – nasza pozycja byłaby dużo gorsza i panowałby totalny marazm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście na skutek trudnej sytuacji ekonomicznej przez wiele lat o euro nie będzie mowy?&lt;br /&gt;
- Tu panią zaskoczę: szczerze mówiąc – nie wiem! Euro jest pomysłem politycznym, a nie ekonomicznym. Gospodarka europejska do wspólnej waluty nie jest przygotowana, bo wspólna waluta musi oznaczać wspólną politykę fiskalną, podatkową, a tak nie jest. A zatem euro to pomysł stricte polityczny. Z tego, co zostało ujawnione, wiemy, że Francja zgodziła się prawdopodobnie na zjednoczenie Niemiec pod warunkiem przyjęcia wspólnej waluty. Chodziło jej o to, by uniknąć dyktatu gospodarki niemieckiej i marki. Euro jest więc raczej gwarancją pokoju europejskiego i stabilności politycznej niż pomysłem ekonomicznym. Skoro tak, to można przyjąć, że jeśli Niemcy i Francja uznają w pewnym momencie, że Polska powinna się znaleźć w strefie euro, to się w niej znajdziemy bez względu na kryteria ekonomiczne. Nie ukrywajmy, że rola niemieckiej woli gospodarczej i politycznej jest – zwłaszcza przy obecnym układzie politycznym – bardzo znacząca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta decyzja polityczna może nas zatem zaskoczyć. Ale przecież eurostrefa chwieje się w posadach…&lt;br /&gt;
- Gdyby nawet euro upadło, co jest mało prawdopodobne ze względów politycznych, to sytuacja niewiele się zmieni. Powstanie wówczas strefa marki niemieckiej jako waluty najsilniejszej, stabilizującej z punktu widzenia inwestorów, i także Polska byłaby w nią wciągnięta. Tak to wygląda. Euro zaskakująco szybko może nas objąć, wystarczy wola polityczna Niemiec i Francji, a wszystkie kryteria formalne z Maastricht pójdą w kąt. Euro jest utrzymywane ze względu na koncepcję Europy jako kontynentu niepociętego nacjonalizmami w sferze gospodarki, które prowadzą do starć i wojen. To jest odwieczny problem Europy. Gdy ustała zimna wojna, wrócił problem zbyt silnych Niemiec. Francja to przede wszystkim miała na względzie, wprowadzając euro. Pomysł wspólnej waluty jest pomysłem na połączenie interesów. Tyle że wspólny pieniądz bez wspólnej polityki fiskalnej cały czas trzeszczy w szwach. Wspólna polityka fiskalna zaś jest dalece niekorzystna dla wielu krajów, w tym dla Polski, i trudno jest ją przeforsować na europejskim forum. Dlatego projekt europejski od pewnego czasu stoi w miejscu. Nawet ma się słabiej niż na początku, ale też nikt go nie będzie chciał zlikwidować. Pozostaję umiarkowanym optymistą, ale i w pewnej mierze pesymistą, ponieważ sytuacja Polski jest dziś równie trudna, jak przez setki lat bywała. I jeszcze przez jakiś czas tak będzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję za rozmowę.&lt;br /&gt;
za : bibula.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-2776341447591581906?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JHqtN7rjRYkuEs9bxMc2ZmS7-X0/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JHqtN7rjRYkuEs9bxMc2ZmS7-X0/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JHqtN7rjRYkuEs9bxMc2ZmS7-X0/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JHqtN7rjRYkuEs9bxMc2ZmS7-X0/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/DxHllesiso0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/2776341447591581906/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2011/01/pracujemy-najduzej-najciezej-i-za.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/2776341447591581906?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/2776341447591581906?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/DxHllesiso0/pracujemy-najduzej-najciezej-i-za.html" title="Pracujemy najdłużej, najciężej i za najniższe wynagrodzenia" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2011/01/pracujemy-najduzej-najciezej-i-za.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0MDR3g6fyp7ImA9Wx9RFko.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-5057491500788925943</id><published>2010-12-18T04:31:00.000-08:00</published><updated>2010-12-18T04:31:16.617-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-12-18T04:31:16.617-08:00</app:edited><title>Strzelali w tył głowy</title><content type="html">&lt;b&gt;To oni strzelali w tył głowy&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden z oprawców, którzy w stalinizmie wykonywali wyroki śmierci na polskich patriotach, do dziś pobiera wysoką emeryturę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W latach 1944 – 1956 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej stracono ponad tysiąc osób. Wiele z nich było ofiarami Piotra Śmietańskiego i Aleksandra Dreja. Ustaliliśmy, że obaj już nie żyją. Innemu seryjnemu zabójcy z więzienia w Kielcach i Radomiu, płk. Wacławowi Ziółkowi, III RP płaci co miesiąc cztery tys. złotych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W latach 1945-50 Piotr Śmietański był na Mokotowie dowódcą plutonu egzekucyjnego. Sądząc z podpisów na protokołach wykonania wyroków śmierci – ledwo piśmienny. W praktyce żadnego plutonu nie było. Zabijał tylko on.  Miał jedną, wypróbowaną metodę – zabijał strzałem w tył głowy, metodą sowiecką. W ten sposób zostali zamordowani polscy oficerowie w Katyniu. Zabijał żołnierzy AK, NSZ, WiN, działaczy niepodległościowych – wszystkich, którzy nie podobali się “ludowej” władzy.&lt;br /&gt;
Wśród najbardziej znanych więźniów, od kuli Śmietańskiego zginęli:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Witold Pilecki – 25 maja 1948 r.,&lt;br /&gt;
Hieronim Dekutowski, “Zapora” – 7 marca 1949 r.,&lt;br /&gt;
Adam Doboszyński – 29 sierpnia 1949 r.,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ich nazwiska można dziś znaleźć na pamiątkowej tablicy umieszczonej na więziennym murze. Zostali pogrzebani prawdopodobnie na “Łączce” – dzisiejszej kwaterze “Ł” cmentarza wojskowego na Powązkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DO IZRAELA?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śmietański zaczynał w bezpiece (Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie) na początku 1945 r. jako wywiadowca. Funkcja kata kryje się pod terminami: “do dyspozycji szefa” i “oficer do zleceń”. Był też “agentem zaopatrzenia”, chyba po to, aby bardziej urozmaicić sobie monotonną pracę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do niedawna nie wiedzieliśmy, jak ten etatowy morderca wygląda. Po raz pierwszy zdjęcie starszego sierżanta Piotra Śmietańskiego opublikowano w albumie Jacka Pawłowicza “Rotmistrz Witold Pilecki 1901 – 1948″ (Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej). Namówiłem historyka IPN, aby prócz materiałów ikonograficznych przedstawiających rotmistrza, jego rodzinę i współpracowników, pokazać także twarze morderców – od przywódców komunistycznej partii i państwa, szefostwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, po “oficerów” śledczych bezpieki, sędziów, prokuratorów, w końcu Śmietańskiego. Jacek Pawłowicz najdłużej szukał właśnie jego fotografii. Ale jest, udało się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po opublikowaniu albumu rozdzwoniły się telefony – wreszcie, po latach mogliśmy zobaczyć twarz (w bardziej dosadnych słowach: mordę) tego oprawcy. Ale zaraz pojawiło się pytanie: Co się z nim dzieje? Nikt nigdy go nie odszukał. Ze skąpych relacji wiemy jedynie, że więźniowie Mokotowa nazywali go “Lodziarz” lub “Poniatowski”, ze względu na długie bokobrody. Potem pojawiła się informacja, że wyjechał do Izraela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
JEDEN STRZAŁ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W egzekucji rotmistrza, prócz Śmietańskiego, brał udział m. in. zastępca naczelnika więzienia mokotowskiego Ryszard Mońko (dwa zawody: technik rolniczy i mechanik, do 1962 r. był m.in. naczelnikiem więzienia w Częstochowie). Pięć lat temu, podczas procesu Czesława Łapińskiego oskarżonego przez IPN o udział w mordzie sądowym na Witoldzie Pileckim, zeznawał (jako świadek!!!): – 25 maja 1948 r., między godz. 21 i 21.30 do mojego gabinetu zgłosiło się czterech panów, dwóch w mundurach wojskowych, dwóch po cywilnemu. Byli z bezpieki. Na polecenie prokuratora [Stanisława Cypryszewskiego - TMP] rozkazałem doprowadzenie Pileckiego na miejsce straceń. To był mały, oddzielnie stojący budynek za X Pawilonem, którym rządził MBP, a oficerowie służby więziennej nie mieli tam wstępu. Widziałem, jak prowadzili Pileckiego pod ręce, a on poprosił ich, żeby go puścili, bo chce iść sam. Weszli do środka, ja zostałem na zewnątrz. Słyszałem jeden strzał. Lekarz w wojskowym mundurze wszedł do budynku i stwierdził zgon”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mońko pamiętał też Śmietańskiego, ale nie wiedział, co teraz robi. Informacji o kacie z Rakowieckiej nie ma w polskiej ewidencji: Wydziale Kadr Centralnego Zarządu Służby Więziennej, Centralnym Departamencie Kadr MON, Archiwum Wojsk Lądowych i jego trzech filiach, Biurze Ewidencji i Archiwum UOP. Śmietański nie figuruje również w rejestrze PESEL. W związku z brakiem jakichkolwiek danych o mordercy śledztwo przeciwko niemu zostało w 2004 r. umorzone. Ostatecznie okazało się, że Piotr Śmietański… zmarł jeszcze w 1950 r. na gruźlicę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
MEDALIK Z MATKĄ BOSKĄ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po Śmietańskim strzałem w tył głowy na Mokotowie zabijał inny starszy sierżant Aleksander Drej. Podobno był wyjątkowo zachłanny, wykłócał się o każdą nagrodę za egzekucję. W końcu doczekał się – zarządzeniem nr 19 MBP za ofiarną pracę w zwalczaniu wrogiego podziemia otrzymał premię w wysokości 30 tys. zł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wojewódzkim UBP w Warszawie pojawił się prawie równo ze Śmietańskim – w lutym 1945 r., też w roli młodszego wywiadowcy (skończył w 1954 r. jako młodszy referent, czyli służbowej kariery nie zrobił). Tak jak Śmietański był “do dyspozycji szefa” i “do zleceń”. Lubił chwalić się, że tak bohatersko walczył w czasie wojny w szeregach Armii Ludowej, że został dwukrotnie ranny. Jego akta nic o tym jednak nie mówią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drej zamordował wielu, którzy naprawdę poświęcali życie dla wolnej Polski, m.in. Zygmunta Szendzielarza, dowódcę V Brygady Wileńskiej. Był 8 luty 1951 r. Z celi major “Łupaszko” został wyprowadzony wczesnym wieczorem. Prokurator odczytał wyrok śmierci w imieniu Rzeczpospolitej. Potem oprawcy zmusili Szendzielarza, aby pochylił się do przodu. Chcieli, aby zobaczył leżące na schodach martwe ciała trzech swoich kolegów, zabitych przed chwilą. Kula dosięgła “Łupaszkę” o godz. 20.15. Tak przynajmniej wynika z protokołu egzekucji. Drej jest podpisany jako dowódca plutonu egzekucyjnego. Jednak strzelał w tył głowy tylko on sam. Mimo upływu lat zwyczaje na Rakowieckiej nie zmieniły się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niecały miesiąc później, 1 marca 1951 r. – w piwnicach domku gospodarczego na Mokotowie – wykonał wyrok na siedmiu członkach IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Komendant, ppłk Łukasz Ciepliński, wiedział, że nie będzie miał pogrzebu, tylko zostanie wrzucony pod osłoną nocy do jakiegoś bezimiennego dołu. Dlatego tuż przed śmiercią połknął medalik z Matką Boską. Mimo to jego ciała, jak i podkomendnych do dziś nie udało się odnaleźć. Drej zabijał w dziesięciominutowych odstępach, co oznacza, że egzekucja całego IV Zarządu WiN trwała 70 minut. Gdyby miał pomocników, gdyby naprawdę istniał zapisany w ubeckich papierach pluton egzekucyjny, sprawa mogła pójść znacznie sprawniej…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
“POCHOWANI” W GNOJÓWCE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drej spełniał się w roli kata już za czasów Śmietańskiego. 19 lutego 1947 r. późnym wieczorem pojawił się w Płońsku. W tamtejszym więzieniu mówiło się, że przyjechał funkcjonariusz UB z centrali, czyli z Rakowieckiej. Dlaczego Drej zawitał do Płońska? Miał zastrzelić trzech mężczyzn – żołnierzy Ruchu Oporu Armii Krajowej. Bronisław Urbański ps. Andrzej, “Ślepy”, Zygmunt Ciarka “Sowa” i Marceli Gajewski “Mściciel” 9 grudnia 1946 r. zostali skazani na KS przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie. Mieli jednak nadzieję, że unikną śmierci – za trzy dni wchodziła w życie amnestia, która miała ich objąć. Nawet więzienni strażnicy powtarzali im, że mogą spać spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak Aleksander Drej na darmo by nie przyjeżdżał. Minęło kilka godzin i w towarzystwie innych funkcjonariuszy więziennych wyprowadził trzech żołnierzy Niepodległej na zaplecze płońskiego aresztu. Było kilka minut przed trzecią w nocy. Konwój zatrzymał się przy należącej do zakładu karnego chlewni. Tu Drej otworzył do niewinnych ogień. Najpierw posłał do nich serię z karabinu, potem wyciągnął pistolet i dobijał każdego strzałem z pistoletu w głowę. Teraz trzeba było zabitych “pochować”. Nie namyślając się wiele wrzucił ich ciała do dołu, wyżłobionego przez strumień gnoju i błota, wylewających się z chlewni. Aby żaden ślad nie pozostał, przykrył trupy ROAK-owców jeszcze jedną warstwą gnojówki. Plan faktycznie powiódłby się, gdyby nie świadek, przyjaciel jednego z zamordowanych, który widział całe zdarzenie z okna celi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po odejściu z bezpieki Aleksander Drej przez rok pracował w milicji. Został jednak zwolniony wobec braku “przygotowania do służby w MO”, gdyż “przez okres służby w BP st. sierż. Drej wykonywał zlecenia specjalne”. Krwawy kat zmarł kilka lat temu w Warszawie. Do końca pobierał resortową emeryturę dla szczególnie zasłużonych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
MAJOR PLAMA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze jeden oprawca, który miał już nie żyć, ale okazało się, że była to celowa dezinformacja. To Wacław Ziółek – kat z Kielc, ur. w 1927 r., znany w ubecji jako “major Plama”. Typ ten nie tylko był naczelnikiem kieleckiego więzienia, ale osobiście wykonywał wyroki śmierci na członkach antykomunistycznego podziemia. To on również torturował słynnego “Szarego” – Antoniego Hedę. Katem był również w więzieniu w Radomiu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stefan Bembiński “Harnaś” (który 9 września 1945 r. wraz ze swoim oddziałem przeprowadził brawurową akcję zajęcia Radomia, zdobycia tamtejszego więzienia i uwolnienia aresztowanych) w wydanych w 1996 r. wspomnieniach “Te pokolenia z bohaterstwa znane” pisał, że w radomskim areszcie “wczesnym rankiem wykonywano codziennie wyroki śmierci. (…) Kat, Wacław Ziółek, występujący przy wykonywaniu tej czynności w polskim mundurze porucznika, zjawiał się w więzieniu po południu. (…) Kazał oddziałowemu otwierać cele ze skazańcami i z korytarza przyglądał się im. Taksował każdego. Był dobrym rzemieślnikiem. Za każdy wyczyn otrzymywał 600 do 700 ówczesnych zł. Potem wychodził na zewnętrzne podwórko, sprawdzał, czy na drodze przemarszu ze skazanym nie ma zanieczyszczeń, kamieni, kawałków żelaza czy drewna. Z kolei kierował się do garażu. Sprawdzał, czy pętla dobrze się zaciska, czy urządzenie uruchamiające zapadnię działa cicho i sprawnie. Potem wychodził z więzienia i zjawiał się rano”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prócz uśmiercania niewinnych Wacław Ziółek ma na koncie jeszcze inne “sukcesy” – w 1946 r. z ramienia resortu uczestniczył (m.in. razem z Adamem Humerem) w prowokacji, którą PRL-owska historiografia nazwała “pogromem kieleckim”. Dziesięć lat później Ziółek przeszedł do Milicji Obywatelskiej, a w latach 90. na emeryturę (w stopniu pułkownika). O niemałych pieniądzach, które dostaje, pisaliśmy na wstępie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tadeusz M. Płużański&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-5057491500788925943?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MsvBAZ4an7fU354sSF4q4oLvlzE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MsvBAZ4an7fU354sSF4q4oLvlzE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MsvBAZ4an7fU354sSF4q4oLvlzE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MsvBAZ4an7fU354sSF4q4oLvlzE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/ivM0lSqr3eM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/5057491500788925943/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/12/strzelali-w-ty-gowy.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/5057491500788925943?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/5057491500788925943?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/ivM0lSqr3eM/strzelali-w-ty-gowy.html" title="Strzelali w tył głowy" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/12/strzelali-w-ty-gowy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0cDSHo6fCp7ImA9Wx9SF0g.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-2587803113641553180</id><published>2010-12-07T11:44:00.001-08:00</published><updated>2010-12-07T11:44:39.414-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-12-07T11:44:39.414-08:00</app:edited><title>Rodzinna historia Prezydentowej w aktach IPN</title><content type="html">Anna Komorowska do dziś nie doczekała się poważnej biografii, chociaż jej historia jest fascynująca. Jej rodzice to funkcjonariusze MBP, a później MSW, zwolnieni w 1968 r. na fali haniebnych antysemickich czystek, do końca działali w PZPR. Ona sama była harcerką „Czarnej Jedynki” i wyszła za mąż za Bronisława Komorowskiego, silnie wówczas związanego z opozycją i Kościołem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chociaż wcześniej żony prezydentów RP i ich rodziny – Danuta Wałęsa, Jolanta Kwaśniewska i śp. Maria Kaczyńska zostały dokładnie opisane przez media – w przypadku żony obecnego prezydenta niewiele o niej i jej rodzinie wiadomo. Trzeba przyznać, że ona sama nie ułatwia dziennikarzom pracy – bardzo dużo opowiada o rodzinie męża, niewiele natomiast mówi o sobie i o swoich rodzicach. Tych informacji nie ma także w jej życiorysie na oficjalnej stronie internetowej prezydenta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wywiadzie, który dla „GW” przeprowadziła w marcu tego roku Teresa Torańska, żona ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego wspomniała o swojej rodzinie w kontekście działalności opozycyjnej męża: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Rodzice byli już na emeryturze. Tata chorował. Nie przypominam sobie, żeby ze mną rozmawiali. Prawdopodobnie SB chciało wykorzystać to, że moi rodzice całą młodość byli po tamtej stronie barykady. I wydawało im się, że tą metodą coś wskórają. Ale to im by się nie udało. Rodzice bardzo lubili Bronka (…)”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z kolei w wywiadzie dla najnowszego wydania miesięcznika „Twój Styl” Anna Komorowska tak mówi o swoim domu rodzinnym:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Ciepły, życzliwy, troskliwy, choć bez luksusów. Mam młodszą siostrę, krótko po maturze wyjechała do Anglii. Rodzice nie protestowali, uważali, że każda z nas dokonuje wyborów sama. Obserwowali, ale pozostawiali nam duży margines wolności. Pamiętam, jak tata przyjechał na mój pierwszy obóz harcerski. Trafił niefortunnie – kuchnia, w której miałam dyżur, nie odniosła tego dnia szczególnych sukcesów kulinarnych. Tata zauważył, że to sztuka przypalić kompot…(…). Tata pożyczył motorower jednemu z kolegów, który zabrał na niego Bronka, i trochę poszarżowali po lesie. Motorower trzeba było reperować. W ten sposób tata poznał mojego przyszłego męża”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znacznie więcej informacji jest w dokumentach, które znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej i w Archiwum Akt Nowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzenie warszawsko-krakowskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolf i Estera Rojer – dziadkowie Anny Komorowskiej ze strony matki – przed wojną mieszkali w Warszawie. 24 stycznia 1929 r. urodziła im się córka – Hana Rojer, matka Anny Komorowskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Urodziłam się w Warszawie. Do 1939 roku chodziłam do szkoły powszechnej w Warszawie, przerwałam z powodu wybuchu wojny. Rodzice moi trudnili się rzeźnictwem. Po śmierci rodziców (ojciec zmarł w 1942 w Otwocku) matka za nielegalny handel została rozstrzelana w 1943. Byłam wtedy dzieckiem niemającym i prawie nieznającym nikogo. Zainteresowali się mną znajomi rodziców, którzy zabrali mnie do siebie i wyrobili mi potrzebne dokumenty” – pisała w swoim życiorysie, który złożyła w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, matka obecnej Pierwszej Damy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki wyrobionym podczas okupacji dokumentom Hana Rojer, córka Wolfa i Estery, zmieniła tożsamość: nazywała się Józefa Deptuła i była córką Jana i Stanisławy z domu Rybak. Do momentu wywozu do Niemiec mieszkała w domu Deptułów przy ul. Radzymińskiej na warszawskiej Pradze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
 Wolf i Estera Rojer – dziadkowie Anny Komorowskiej ze strony matki – przed wojną mieszkali w Warszawie. 24 stycznia 1929 r. urodziła im się córka – Hana Rojer, matka Anny Komorowskiej. Podczas okupacji zmieniła tożsamość na 'Józefa Deptuła i była córką Jana i Stanisławy z domu Rybak.' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyzwolenie spod okupacji niemieckiej 16-letniej Józefie przynieśli amerykańscy żołnierze. Ona nie chciała zostać na Zachodzie – wróciła do Polski, do Białegostoku, gdzie mieszkała jej kuzynka Anna Wojszelska, działaczka Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, później Polskiej Partii Robotniczej, pracownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie, która w 1946 r. załatwiła jej pracę w nadzorowanym przez NKWD Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z kolei dziadkowie Anny Komorowskiej ze strony ojca – Władysław i Zofia Dziadzia – pochodzili z Krakowa. 18 kwietnia 1925 r. urodził im się syn Jan, ojciec Anny Komorowskiej. Dziadek obecnej Pierwszej Damy pracował jako woźny w PKO.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chociaż wcześniej żony prezydentów RP i ich rodziny – Danuta Wałęsa, Jolanta Kwaśniewska i śp. Maria Kaczyńska zostały dokładnie opisane przez media – w przypadku żony obecnego prezydenta niewiele o niej i jej rodzinie wiadomo. Trzeba przyznać, że ona sama nie ułatwia dziennikarzom pracy – bardzo dużo opowiada o rodzinie męża, niewiele natomiast mówi o sobie i o swoich rodzicach. Tych informacji nie ma także w jej życiorysie na oficjalnej stronie internetowej prezydenta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wywiadzie, który dla „GW” przeprowadziła w marcu tego roku Teresa Torańska, żona ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego wspomniała o swojej rodzinie w kontekście działalności opozycyjnej męża: „Rodzice byli już na emeryturze. Tata chorował. Nie przypominam sobie, żeby ze mną rozmawiali. Prawdopodobnie SB chciało wykorzystać to, że moi rodzice całą młodość byli po tamtej stronie barykady. I wydawało im się, że tą metodą coś wskórają. Ale to im by się nie udało. Rodzice bardzo lubili Bronka (…)”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z kolei w wywiadzie dla najnowszego wydania miesięcznika „Twój Styl” Anna Komorowska tak mówi o swoim domu rodzinnym:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Ciepły, życzliwy, troskliwy, choć bez luksusów. Mam młodszą siostrę, krótko po maturze wyjechała do Anglii. Rodzice nie protestowali, uważali, że każda z nas dokonuje wyborów sama. Obserwowali, ale pozostawiali nam duży margines wolności. Pamiętam, jak tata przyjechał na mój pierwszy obóz harcerski. Trafił niefortunnie – kuchnia, w której miałam dyżur, nie odniosła tego dnia szczególnych sukcesów kulinarnych. Tata zauważył, że to sztuka przypalić kompot…(…). Tata pożyczył motorower jednemu z kolegów, który zabrał na niego Bronka, i trochę poszarżowali po lesie. Motorower trzeba było reperować. W ten sposób tata poznał mojego przyszłego męża”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znacznie więcej informacji jest w dokumentach, które znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej i w Archiwum Akt Nowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzenie warszawsko-krakowskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolf i Estera Rojer – dziadkowie Anny Komorowskiej ze strony matki – przed wojną mieszkali w Warszawie. 24 stycznia 1929 r. urodziła im się córka – Hana Rojer, matka Anny Komorowskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Urodziłam się w Warszawie. Do 1939 roku chodziłam do szkoły powszechnej w Warszawie, przerwałam z powodu wybuchu wojny. Rodzice moi trudnili się rzeźnictwem. Po śmierci rodziców (ojciec zmarł w 1942 w Otwocku) matka za nielegalny handel została rozstrzelana w 1943. Byłam wtedy dzieckiem niemającym i prawie nieznającym nikogo. Zainteresowali się mną znajomi rodziców, którzy zabrali mnie do siebie i wyrobili mi potrzebne dokumenty” – pisała w swoim życiorysie, który złożyła w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, matka obecnej Pierwszej Damy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki wyrobionym podczas okupacji dokumentom Hana Rojer, córka Wolfa i Estery, zmieniła tożsamość: nazywała się Józefa Deptuła i była córką Jana i Stanisławy z domu Rybak. Do momentu wywozu do Niemiec mieszkała w domu Deptułów przy ul. Radzymińskiej na warszawskiej Pradze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyzwolenie spod okupacji niemieckiej 16-letniej Józefie przynieśli amerykańscy żołnierze. Ona nie chciała zostać na Zachodzie – wróciła do Polski, do Białegostoku, gdzie mieszkała jej kuzynka Anna Wojszelska, działaczka Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, później Polskiej Partii Robotniczej, pracownik Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szczecinie, która w 1946 r. załatwiła jej pracę w nadzorowanym przez NKWD Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z kolei dziadkowie Anny Komorowskiej ze strony ojca – Władysław i Zofia Dziadzia – pochodzili z Krakowa. 18 kwietnia 1925 r. urodził im się syn Jan, ojciec Anny Komorowskiej. Dziadek obecnej Pierwszej Damy pracował jako woźny w PKO.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do wybuchu wojny Jan Dziadzia chodził do krakowskich szkół – w 1939 r. ukończył II klasę gimnazjum.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„W jesieni 1940 zacząłem uczęszczać do szkoły rzemiosł w Krakowie, jednak po kilku dniach przeniosłem się na kursy przygotowawcze do liceum budowlanego, po ukończeniu kursu odbyłem 2,5-miesięczną praktykę budowlaną w Wydziale Zielnym Zarządu Miejskiego w Krakowie. Do grudnia 1942 byłem uczniem Wyższej Szkoły Budownictwa Wodnego w Krakowie, naukę musiałem przerwać wskutek otrzymania wezwania na roboty w przemyśle niemieckim. Aby pozostać w Krakowie, wstąpiłem do pracy w Centralnym Urzędzie Rolnictwa w Krakowie, gdzie przez parę miesięcy byłem posłańcem, następnie pracowałem w powielarni, od lata 1944 roku jako urzędnik w ekspedycji pocztowej, przepracowałem w tej instytucji dwa lata. Po wyzwoleniu Krakowa od okupanta przygotowywałem się do matury chcąc wstąpić na politechnikę, lecz zostałem w kwietniu 1945 roku zmobilizowany.(…)” – pisał w swoim życiorysie złożonym w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego ojciec Anny Komorowskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lipcu 1945 r. został odkomenderowany do II Armii Ludowego Wojska Polskiego, którą dowodził gen. Karol Świerczewski. Jako jeden z bardziej wykształconych żołnierzy (rozpoczęte gimnazjum, znał biegle niemiecki w mowie i w piśmie) został szefem kancelarii Inspektoratu Osadnictwa Wojskowego w Poznaniu. Prowadził kancelarię tajną i ogólną, wydawał skierowania na działki osadnicze na ziemiach odzyskanych. Jego przełożonym byli sowiecki generał Iwan Mierzycan i ppłk Jan Górecki, przedwojenny działacz Komunistycznej Partii Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jan Dziadzia, już jako członek Polskiej Partii Robotniczej, skończył służbę wojskową w 1946 r., a dwa lata później napisał podanie o przyjęcie go do pracy w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W archiwach IPN znajduje się podpisane przez niego zobowiązanie. „Ja Dziadzia Jan współpracownik MBP zobowiązuję się wiernie służyć sprawie wolnej, niepodległej i demokratycznej Polski. Zdecydowanie zwalczać wszystkich wrogów demokracji. Sumiennie wykonywać będę wszystkie obowiązki służbowe. Tajemnicy służbowej dotrzymam i nigdy jej nie zdradzę. W razie rozgłaszania wiadomych mi tajemnic służbowych będę surowo ukarany według prawa, o czym zostałem z góry uprzedzony” – czytamy w dokumencie z 17 marca 1948 r.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rok później, 26 lutego 1949 r., Jan Dziadzia złożył ślubowanie, które potwierdzono protokołem: „Ślubuję uroczyście stać na straży wolności, niepodległości i bezpieczeństwa państwa polskiego, dążyć ze wszystkich sił do ugruntowania ładu społecznego opartego na wewnętrznych, gospodarczych i politycznych zasadach ustrojowych Polski Ludowej i z całą stanowczością, nie szczędząc swoich sił, zwalczać jego wrogów (…)” – czytamy w protokole ślubowania, które złożył w IV Departamencie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego m.in. przed płk. Józefem Kratko, byłym członkiem KPP, jednym z najgroźniejszych funkcjonariuszy MBP (w latach 50. był on w II Zarządzie Sztabu Generalnego, a w 1969 r., na skutek antysemickich czystek, wyjechał do Izraela).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jan Dziadzia i Józefa Deptuła poznali się na przełomie 1949/1950 i są przykładem tzw. resortowego małżeństwa. I chociaż takie związki były zalecane, to funkcjonariusze MBP na zawarcie małżeństwa musieli uzyskać zgodę przełożonych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„W dniu 6 VIII wpłynął do tutejszego wydziału raport porucznika Dziadzia Jan – st. referenta Departamentu IV w sprawie udzielenia zezwolenia na zawarcie związku małżeńskiego z sierż. Deptułą Józefą c. Jana, sekretarką VIII WUBP w Szczecinie. Po przeanalizowaniu akt osobowych ustaliłem:&lt;br /&gt;
Ob. Józefa Deptuła c. Jana ur. 24 I 1929 r. w Warszawie pochodzenie społeczne robotnicze, członek PZPR (PPR), ZMO, ZWM.&lt;br /&gt;
Do 1943 przebywała przy rodzicach, w tymże roku została schwytana i wywieziona na roboty do Niemiec. W Niemczech początkowo pracowała jako pomoc domowa, a następnie w fabryce amunicji. W fabryce istniała organizacja, która miała na celu sabotaże. Do w/w organizacji należała Deptuła Józefa. Po wyzwoleniu przez wojska amerykańskie wróciła do kraju 25 VIII 1945. Po powrocie zamieszkała u kuzynki w Białymstoku i przez w/w kuzynkę dostała się do pracy w aparacie BP w Organach BP od 10 V 1946. Obecnie na stanowisku sekretarki.&lt;br /&gt;
Charakterystyki ma negatywne: Jest bardzo opryskliwa, zajmuje się plotkami i intrygami. O pracę nie dba. Ojciec w/w z zawodu rzeźnik zmarł w 1942 r., matka została rozstrzelana przez okupanta za handel. W/w nazwisko rodowe brzmi Rojer Hana c. Wolfa.&lt;br /&gt;
Wobec powyższego proponuję udzielić zezwolenia na zawarcie związku małżeńskiego por. Dziadzi Janowi z sierż. Deptułą Józefą. Referent Sekcji 1 Wydz I DEP. Kadr MBP ppor Z. Turowski” – czytamy w dokumencie MBP z 22 sierpnia 1952 r.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy przełożeni z MBP wyrazili zgodę, Józefę Deptułę przeniesiono służbowo ze Szczecina do Warszawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„W związku z zezwoleniem na zawarcie związku małżeńskiego z pracownikiem Dep. IV MBP Dziadzią Janem, proszę o przeniesienie mnie do Warszawy. Związku nie mogę zawrzeć formalnie ze względu na brak dokumentów legalizacyjnych na obecne nazwisko, które przybrałam podczas okupacji. O zalegalizowanie tego nazwiska ubiegam się przez Wydział Personalny WUBP w Szczecinie. Proszę o traktowanie małżeństwa jako faktyczne, a formalnie zostanie ono zawarte po uzyskaniu niezbędnych dokumentów” – pisała w sierpniu 1952 r. Józefa Deptuła. We wrześniu tego samego roku została przeniesiona do Warszawy, a 13 września 1953 r. dostała dokument o zmianie personaliów: z Hany Rojer c. Wolfa i Estery, w nowym dowodzie osobistym będzie figurowała jako Deptuła Józefa c. Jana i Stanisławy. Jak wynika ze znajdującego się w IPN dokumentu, 21 września 1953 r. w Urzędzie Stanu Cywilnego Warszawa Mokotów Jan Dziadzia i Józefa Deptuła zawarli związek małżeński.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyna z Mokotowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obecna Pierwsza Dama urodziła się 11 maja 1953 r. jako Anna Dziadzia. W 1954 r. jej ojciec złożył wniosek o zmianę nazwiska – od 8 lipca 1954 r. Jan, Józefa i Anna noszą nazwisko Dembowscy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do zmiany nazwiska przyczyniła się najprawdopodobniej sytuacja rodzinna ojca Anny Komorowskiej, o czym może świadczyć dokument znajdujący się w jego aktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Warszawa dnia 4.4. 1953&lt;br /&gt;
Do Dyrektora Departamentu Kadr MBP w miejscu&lt;br /&gt;
Raport &lt;br /&gt;
por. Dziadzia Jan Słuchacz OSP MBPP &lt;br /&gt;
Melduję, że ojciec mój Władysław Dziadzia zam. w Krakowie w ub. roku wiosną powiedział mi, że zamierza studiować biblię – wówczas w trakcie rozmowy dał się przekonać o niesłuszności tego i sprawa na tym utknęła. Latem oświadczył zdecydowanie, że postanawia wstąpić do sekty – rozmowa nasza doszła do ostrego postawienia sprawy i dałem ojcu do wyboru – albo zrezygnuje z sekty, albo my zerwiemy ze sobą kontakt – tutaj ojciec zawahał się i przyrzekł dać mi odpowiedź listownie. O powyższym wiedzieli tow. płk Kratko i tow. Jankiewicz sekretarz POP.&lt;br /&gt;
Wobec milczenia ze strony ojca jesienią wysłałem do niego list, dopytując o decyzję. W m-cu grudniu ub.r. otrzymałem odpowiedź, że ojciec nie rezygnuje z wstąpienia do sekty. Od tego czasu kontakt z ojcem zerwałem” – czytamy w tajnym raporcie Jana Dziadzi. Po zerwaniu kontaktów z ojcem Jana Dziadzię z Krakowem już nic nie łączyło – matka Zofia zmarła w 1944 r.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lata dzieciństwa Anny Komorowskiej i jej młodszej siostry Elżbiety to jednocześnie lata największej kariery jej rodziców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śmierci Stalina Jan i Józefa Dembowscy zostali w resorcie spraw wewnętrznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 1954 r. Jan pracuje w Departamencie IV (zajmującym się ochroną gospodarki), natomiast Józefa pełni funkcję kierownika kancelarii Wydziału Ogólnego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Miasta Stołecznego Warszawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwa lata później Józefa Dembowska pracowała już w wydziale ewidencji operacyjnej Wydziału „C” Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym samym roku ojciec Anny Komorowskiej skończył kurs aktywu kierowniczego MBP i na własną prośbę został skierowany do pracy operacyjnej. „Politycznie wyrobiony. Przyczynił się do rozpracowania kilku spraw” – czytamy w opinii służbowej Jana Dembowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początku 1959 r., tuż przed rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej Ani Dembowskiej, jej ojciec został skierowany do biura ministra spraw wewnętrznych. Kilka miesięcy później otrzymał stanowisko w związanym ze Służbą Bezpieczeństwa Biurze „T” MSW, czyli techniki operacyjnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karierę w MSW w tym czasie robi również Józefa Deptuła. W 1962 r. z dobrym wynikiem ukończyła kurs specjalistyczny Biura „C” Służby Bezpieczeństwa MSW. Bierze aktywny udział w życiu społecznym i partyjnym, w 1966 r. została delegowana do Biura „C” MSW do Grupy specjalnej, gdzie jest jedną z wyróżniających się pracowników. Rodzice Anny Komorowskiej są cenieni przez przełożonych z MSW: wielokrotnie nagradzani różnymi odznaczeniami, dostają kolejne podwyżki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja drastycznie zmieniła się na początku 1968 r. Do MSW zaczęły napływać ohydne antysemickie donosy, najpierw na Józefę Deptułę, a później na Jana Dembowskiego. Ostatecznie, jak niemal wszyscy funkcjonariusze MSW, których dotknęła czystka antysemicka, zostali zwolnieni. W lutym 1968 r. z KSMO musiała odejść Józefa Dembowska. Dostała wprawdzie pełne uposażenie emerytalne, ale to była mała pociecha dla 39-letniej emerytki. W kwietniu z MSW na takich samych warunkach i z takich samych powodów w stopniu podpułkownika został zwolniony z MSW ojciec Anny Komorowskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 1969 r. Anna Dembowska była już uczennicą renomowanego liceum im. Tadeusza Rejtana na Mokotowie i należała do legendarnej drużyny harcerskiej im. Romualda Traugutta „Czarnej Jedynki”. Podczas jednego z rajdów harcerskich poznała harcerza Bronisława Komorowskiego, za którego wyszła za mąż w 1977 r. „(…) Byłam na piątym roku. Pobraliśmy się u św. Antoniego na Senatorskiej. Przed ślubem na całe wakacje pojechaliśmy do pracy do Austrii. Tam wpadliśmy na pomysł ślubu w Jerozolimie, to było nasze marzenie. W końcu zwyciężył rozsądek – doszliśmy do wniosku, że pieniądze przeznaczymy na mieszkanie” – mówiła o ślubie z Bronisławem Komorowskim Pierwsza Dama w „Twoim Stylu”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka lat wcześniej wyjechała na stałe do Wielkiej Brytanii Elżbieta Dembowska, siostra Anny Komorowskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dorota Kania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość artykułu w najnowszym wydaniu tygodnika “Gazeta Polska”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-2587803113641553180?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EFEcaZKRdGxoRF7-QhbRiJyjRzE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EFEcaZKRdGxoRF7-QhbRiJyjRzE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EFEcaZKRdGxoRF7-QhbRiJyjRzE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/EFEcaZKRdGxoRF7-QhbRiJyjRzE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/_u1sdStZ6Ko" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/2587803113641553180/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/12/rodzinna-historia-prezydentowej-w.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/2587803113641553180?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/2587803113641553180?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/_u1sdStZ6Ko/rodzinna-historia-prezydentowej-w.html" title="Rodzinna historia Prezydentowej w aktach IPN" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/12/rodzinna-historia-prezydentowej-w.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A04GR3g6eSp7ImA9Wx9TE08.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-4082465974334282786</id><published>2010-11-21T00:58:00.001-08:00</published><updated>2010-11-21T00:58:46.611-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-11-21T00:58:46.611-08:00</app:edited><title>Męczeństwo Roberta Biedronia</title><content type="html">Podczas gdy najtężsi politycy wysilają całą swoją pomysłowość i energię, jakby tu odsunąć konkurentów od władzy, a ściślej – od jej zewnętrznych znamion, jako że politycy w Polsce żadnej władzy nie mają, bo prawdziwą władzę dzierżą tajniacy - podczas gdy media głównego nurtu usiłują wmówić opinii publicznej, że losy Polski, a może nawet Europy zależą od tego, do której partii zapisze się teraz pani Jakubiak z panią Kluzik-Rostowską, kiedy tłuściutki europoseł Michał Kamiński wypłakuje swoje krzywdy w ramionach pana redaktora Morozowskiego z TVN, specjalisty od tak zwanych „dziennikarskich prowokacji” z udziałem Renaty Beger, kiedy poseł Paweł Poncyliusz proklamuje „ruch, ale nie partię” – prawdziwa batalia o zakres naszej wolności w Polsce, albo tej resztówce, jaka wkrótce z niej pozostanie po realizacji przez strategicznych partnerów scenariusza rozbiorowego, toczy się na ulicach Warszawy. Jak wiadomo, 11 listopada Marsz Niepodległości zorganizowany przez Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolską, napotkał zaporę w postaci rzeszy przedstawicieli 40 organizacji o profilach i celach tak odmiennych, że trudno by znaleźć dla nich jakiś wspólny mianownik – może poza okolicznością, że wszystkie, a przynajmniej większość z nich korzysta w różnej formie jeśli nie z funduszy publicznych – jako tzw. organizacje pozarządowe – to ze wsparcia Fundacji Batorego, gdzie jeden z najbardziej wpływowych w Polsce ludzi, pan Smolar karmi z ręki różnych postępaków za pieniądze „filantropa”, który w ten sposób werbuje sobie agenturę wpływu w „społeczeństwach otwartych”, które akurat pragnie zoperować. Więc ta rzesza skupiona za transparentem z napisem „Faszyzm nie przejdzie” zablokowała wyjścia z Placu Zamkowego. W rezultacie Marsz Niepodległości musiał pod pomnik Romana Dmowskiego przy Placu na Rozdrożu przejść inną trasą, którą „antyfaszyści” też próbowali zablokować, ale już bezskutecznie. Następnego dnia obydwie, że tak powiem, strony ogłosiły sukces. Organizatorzy Marszu – bo – chociaż trasą inną od pierwotnie ustalonej z władzami Warszawy – jednak doszli tam, gdzie chcieli dojść. „Antyfaszyści” – ale tu oddajmy głos Sewerynowi Blumsztajnowi, redaktorowi „Gazety Wyborczej”, która – w myśl wskazań Lenina o organizatorskiej funkcji prasy – tych wszystkich aktywistów zmobilizowała. Z obfitości serca usta mówią, a ponieważ red. Seweryn Blumsztajn nigdy nie odznaczał się specjalną lotnością umysłową, to nie potrafi ukryć swoich prawdziwych myśli i mówi szczerze. I cóż następnego dnia napisał w swojej gazecie, to znaczy – w żydowskiej gazecie dla tubylczych Polaków? „Krakowskim Przedmieściem za wielkim transparentem „Faszyzm nie przejdzie” ruszył ponad dwutysięczny pochód. Antyfaszyści wołali: „Krakowskie jest nasze!”. To symboliczna scena, bo Krakowskie Przedmieście w latach 30-tych było królestwem ONR. Żyd w jarmułce nie bardzo mógł się tam pokazać”. No proszę – i od razu wiadomo, o co chodzi. Nie o żaden „faszyzm”, bo faszyzm dopiero w Unii Europejskiej znalazł odpowiednie warunki rozwoju, toteż rozwija się w tempie stachanowskim, przy zachwyconym cmokaniu zarówno „Gazety Wyborczej”, jak i żydowskich gazet dla innych tubylczych europejskich narodów. Chodzi o to, by „Żyd w jarmułce” nie tylko mógł się „pokazać” na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie – ale żeby decydował, kogo tam wpuścić, a kogo nie. Red. Adam Michnik nigdy by takiej nieostrożności nie popełnił, no ale on jest od red. Seweryna Blumsztajna nieporównanie inteligentniejszy i przebiegły. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło i oto dzięki szczerości red. Blumsztajna, wiemy o co z tym całym „faszyzmem” chodzi naprawdę. Dopiero na tym tle możemy ocenić skalę manipulacji biednymi, głupiutkimi polskimi dziećmi, które w przekonaniu, że z tym „faszyzmem” to wszystko naprawdę, własnymi ciałami torują drogę „Żydowi w jarmułce”, który – tylko patrzeć – jak zacznie od nich i od ich potomstwa pobierać myto za prawo wstępu na Krakowskie Przedmieście i w inne, atrakcyjne miejsca. Niezależnie od irytacji, widok tych biednych, ogłupionych przez cwaniaków polskich dzieci budzi litość aż do łez.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyszkoleni w socjotechnice jeszcze przez Stalina, wytrawni manipulatorzy wiedzą, że antyfaszyzm powinien mieć również swoich męczenników. I tak się znakomicie złożyło, że po 11 listopada gruchnęła wieść o męczeństwie pana Roberta Biedronia, przywódcy polskich sodomitów. Pan Biedroń również zagradzał „faszystom” drogę własnym wypielęgnowanym ciałem, a skoro Wielki Brat patrzył, sprawdzał obecność i oceniał aktywność, to nie tylko zagradzał biernie, ale uderzył w czynów stal. Został zatrzymany przez policję i teraz twierdzi, że w radiowozie został pobity. Z góry wykluczyć tego nie można, bo funkcjonariusze mogli paść ofiarą nieporozumienia i być może czynione przez pana Biedronia próby nawiązania przyjaznego dialogu wzięli za rodzaj seksualnego molestowania, któremu natychmiast dali odpór. Ta możliwa przecież scena pokazuje, jakie zasadzki kryje w sobie tolerancja. Z jednej strony niepodobna odmówić sodomitom prawa do uczuciowej ekspresji nawet w momencie aresztowania, ale z drugiej – czy policjant wykonujący stresujące obowiązki ma prawny obowiązek poddawania się zabiegom, które subiektywnie ocenia jako molestowanie seksualne? Jestem pewien, że casus pana Biedronia stanie się przedmiotem szczegółowego roztrząsania na studiach genderowych, gdzie wyzwolone panie poświęcają się medytacji nad własną płciowością. Zresztą nie tylko tam, bo jestem pewien, że i sztuka estradowa nie pozostanie w tyle. Jeśli tylko Fundacja Batorego sypnie groszem, to tylko patrzeć, jak pojawią się pieśni sławiące czyny pana Roberta Biedronia, podobnie jak w swoim czasie – Horsta Wessela: „Kameraden die Rotfront und Reaktion erschossen / Marschieren im Geist in unseren Reihen mit”. (towarzysze zastrzeleni przez Rotfront i reakcję w duchu maszerują w naszych szeregach). Jak bowiem wiadomo – na co Francuzi wymowni mają nawet przysłowie że les extremes se touchent – co się wykłada, że przeciwieństwa się stykają – antyfaszyści, wprawdzie jeszcze nie umundurowani, ale pod względem metod coraz bardziej upodabniają się do do bojówek S.A., więc musi to znaleźć jakiś wyraz również w kulturze masowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widać to zresztą nie tylko na ulicach, ale i w rządowej telewizji, która w stachanowskim tempie wyprodukowała fabularyzowany film, osnuty na kanwie męczeństwa pani Barbary Blidy. Trzeba docenić koordynację; z jednej strony poseł Ryszard Kalisz w swojej sejmowej komisji robi co może, by ustanowią solidne fundamenty kultu pani Blidy jako santo subito, a z drugiej – rządowa telewizja już ma gotowy jej filmowy wizerunek jako melancholijnej ikony tubylczych antyfaszystów, niczym Ewuni, czyli Evity Peronowej dla Argentyńczyków. Dopiero na tym tle rozumiemy przyczyny, dla których Salon tak natarczywie dążył do wyrwania rządowej telewizji z rąk „byłego neonazisty” Piotra Farfała i dla których zarówno nasi Umiłowani Przywódcy, jak i Zakon Synów Przymierza, czyli żydowska loża B’nai B’rith próbuję spacyfikować Radio Maryja. Tubylcy nie mogą mieć dwóch panów – co by im tylko dostarczało rozterek i wątpliwości. Muszą mieć jednego, który nie tylko powie im, co mają wiedzieć i w co mają wierzyć, ale również – którędy wolno im chodzić, a którędy nie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stanisław Michalkiewicz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
www.michalkiewicz.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-4082465974334282786?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/H_GgZ8kYFTM2H3-TFwHLNNqPYR4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/H_GgZ8kYFTM2H3-TFwHLNNqPYR4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/H_GgZ8kYFTM2H3-TFwHLNNqPYR4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/H_GgZ8kYFTM2H3-TFwHLNNqPYR4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/Fho9bZ_xzPY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/4082465974334282786/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/11/meczenstwo-roberta-biedronia.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/4082465974334282786?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/4082465974334282786?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/Fho9bZ_xzPY/meczenstwo-roberta-biedronia.html" title="Męczeństwo Roberta Biedronia" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/11/meczenstwo-roberta-biedronia.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkEFSHc7eyp7ImA9Wx5aFEQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-7661328547581618958</id><published>2010-11-11T10:03:00.001-08:00</published><updated>2010-11-11T10:03:39.903-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-11-11T10:03:39.903-08:00</app:edited><title>Wygwizdać niepodległość! – Rafał A. Ziemkiewicz</title><content type="html">Filozofowie tylko opisują świat, a powinni zacząć go zmieniać − zaświeciło kiedyś w łepetynie Karolowi Marksowi i wiadomo, co z tego wynikło. To samo zadanie, które Marks postawił filozofii, „Gazeta Wyborcza” stawia swoim dziennikarzom. Nie wystarczy, by opisywali oni świat; nawet gdy go opisują takim, jakim być powinien, a nie jakim jest w rzeczywistości. Gazeta ma ambicję świat zmieniać: inspirować powstawanie ruchów politycznych i eliminować je, wpływać na nominacje personalne, i tak dalej. Jedną z form aktywnego robienia przez gazetę Michnika polityki jest patronowanie jedynie słusznym manifestacjom ulicznym, których często jest − pod pozorem informowania o „spontanicznych inicjatywach” − faktycznym inspiratorem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak było ze „spontanicznymi” manifestacjami przeciwko „faszyście” w Ministerstwie Edukacji Narodowej − które zresztą zwołane zostały jeszcze zanim Roman Giertych został ministrem, pierwotnie jako spontaniczny protest przeciwko nauczaniu w szkole religii; wobec trafiającej się okazji wystarczyło tylko dopisać kilka nowych transparentów. Tak było, kiedy przerażona „budzącym się demonem polskiego patriotyzmu” i perspektywą „budowania wokół katastrofy narodowego mitu” gazeta spektakularnie zerwała narodową żałobę, nagłaśniając zadymę przeciwko pochówkowi śp. Lecha Kaczyńskiego (podobnie zresztą, przygotowywaną pierwotnie jako manifestacja przeciwko planowanemu nadaniu mu honorowego obywatelstwa Krakowa) i rozpętując wokół grupki zdziczałych nienawistników propagandę, iż „wawelski pochówek podzielił Polaków”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tych i innych sukcesach „Wyborcza” wzięła na celownik Święto Niepodległości. Od tygodni zwołuje swe kadry do „wygwizdania” Marszu Niepodległości; z kolejnych materiałów przyszli uczestnicy tego planowanego anty-11listopada dowiadują się, jak skutecznie uniemożliwić patriotyczną manifestację, jak skupiać na sobie uwagę mediów, jak prowokować… Gazeta Michnika opublikowała nawet apele do sponsorów, by zechcieli wyposażyć organizowaną przez nią „spontaniczną” demonstrację w stosowny sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiadomo − gdy Młodzież Wszechpolska urządza kontrmanifestację przeciwko legalnie paradującym „gejom”, to jest skandal, horrendum, bezprawie i włosy z głowy. Gdy „geje” będą blokować legalną manifestację z udziałem m.in. Wszechpolaków, to macherzy z „Wyborczej” są zachwyceni: tak właśnie wygląda w ich przekonaniu poszanowanie dla prawa i tolerancja. Tak, jak Goering o tym, kto jest Żydem, tak oni, nie żadne tam sądy rejestrowe czy prokuratury, rozporządzają prawem orzekania, kto jest faszystą i ma być wykluczony z życia publicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu idzie o coś więcej, niż tylko kibicowanie wojnie politycznych subkultur. Rzekoma „walka z faszyzmem” to tylko oczywisty dla każdego obserwatora pretekst. Zapewne, mogą się znaleźć w Marszu Niepodległości grupy skrajne, których ideologia budzi sprzeciw. Tak jest z każdą manifestacją i z każdą ideą − ale nie słyszałem, by hasło „sprawiedliwości społecznej” sprowadzano do NKWD, a krytykę bankierów do „Czerwonych Brygad”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Michnikowszczyzna, jak słusznie zauważył niedawno Jarosław Marek Rymkiewicz, i za którą to prawdę ciągany jest teraz po sądach, od zarania III RP pracuje intensywnie nad obrzydzeniem Polakom ich tradycji, polskiego patriotyzmu, nad wykorzenieniem narodowej dumy, nad skarykaturowaniem i spotwarzeniem naszej historii, której punktem centralnym, jak niedawno mogliśmy w „Wyborczej” przeczytać, ma być nie nic innego, tylko zbrodnia w Jedwabnem. Atak na Święto Niepodległości, zohydzanie jednego z jej ojców jako „faszysty”, to kolejny krok w walce o przeoranie świadomości tubylców, toczonej przez to środowisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekaw jestem, czy i tym razem pojawi się wśród „młodych z fejsbuka” osławiony „Niemiec” i jego karna drużyna warszawskich alfonsów, która tak gracko uwijała się pod krzyżem ma Krakowskim Przedmieściu. Na pewno będzie tam tłum reporterów, modlących się do swojego bożka postępu o jakikolwiek wybity ząb, rozbity nos, a najbardziej o obrazek jakiegoś hajlującego łysola (zresztą, nawet jak się nie trafi, to są jeszcze fotoszopy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, wybiorę się tam osobiście. Po to, by namawiać wszystkich Polaków: „chodźcie z nami”, i by powtarzać: nie dajmy się sprowokować. Nie jesteśmy jakimiś kundlami, jak nam to uparcie wmawiają ludzie podający się za nasze elity; mamy powody do narodowej dumy, i mamy powody ją przeżywać, szczególnie w tym właśnie dniu. Wycie i gwizdy zgonionego przez „Wyborczą” lewactwa zaświadczą najlepiej, jak bardzo manifestacja w Dniu Niepodległości jest nam wszystkim potrzebna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rafał A. Ziemkiewicz&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-7661328547581618958?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t-3lwUhewwUfaUC5-94Yl0o7bfs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t-3lwUhewwUfaUC5-94Yl0o7bfs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t-3lwUhewwUfaUC5-94Yl0o7bfs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/t-3lwUhewwUfaUC5-94Yl0o7bfs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/VCGkp9nF6t8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/7661328547581618958/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/11/wygwizdac-niepodlegosc-rafa-ziemkiewicz.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/7661328547581618958?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/7661328547581618958?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/VCGkp9nF6t8/wygwizdac-niepodlegosc-rafa-ziemkiewicz.html" title="Wygwizdać niepodległość! – Rafał A. Ziemkiewicz" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/11/wygwizdac-niepodlegosc-rafa-ziemkiewicz.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkMFSXY4fip7ImA9Wx5aEE8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-3002462210316498938</id><published>2010-11-06T00:26:00.001-07:00</published><updated>2010-11-06T00:26:58.836-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-11-06T00:26:58.836-07:00</app:edited><title>PO przejęciu "Wiadomości". "Usuwanie niepokornych dziennikarzy".</title><content type="html">PO przejęciu "Wiadomości". "Usuwanie niepokornych dziennikarzy". &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Ostatni patrzący władzy na ręce program informacyjny, "Wiadomości" telewizji publicznej, został przejęty przez sympatyków rządzącej koalicji. Oto zebrane przez  reporterów portalu wPolityce.pl komentarze w tej sprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rafał Ziemkiewicz:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decyzji niestety należało się spodziewać, ponieważ wiadomo, że trwa wielkie czyszczenie, dożynanie watahy. Odwołuje się szefa programu informacyjnego, który odniósł duży sukces. To pokazuje, że wbrew upowszechnianemu stereotypowi to co dzieje się w mediach nie ma nic wspólnego z komercją, widzowie głosujący rzekomo pilotami, nie mają w rzeczywistości nic do powiedzenia. Sprawa jest wyłącznie kwestią układu politycznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krzysztof Skowroński:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwołanie Jacka Karnowskiego nie jest informacją zaskakującą, bo kto czyta gazety ten wiedział, że coś takiego się stanie. Chociaż jest złą wiadomością. Złą, bo media w Polsce powinny być pluralistyczne, a Jacek Karnowski jest wybitnym dziennikarzem, który dbał o rzetelną informację. Jednocześnie jako punkt wyjścia nie przyjmował aksjomatu wielu niestety dziennikarzy, że wszystko, co robi PiS jest złe, a wszystko co robią inni jest dobre. Dzięki temu pokazywał Polskę inaczej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brak tego programu zuboży opis świata jaki będą mieli do wyboru Polacy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Witold Kołodziejski:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To konsekwencja zmian w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, w Radzie Nadzorczej i w Zarządzie TVP. Wiadomości oceniałem jako bardzo dobrze przygotowywany program, w pełni profesjonalny, co potwierdzały doskonałe wyniki oglądalności. Nigdy nie stwierdziliśmy naruszenia jakichkolwiek standardów dziennikarskich. Gdybyśmy jednak mieli się zajmować tym dokładnie w odniesieniu do całego rynku, to są telewizje gdzie znaleźlibyśmy dużo takich przykładów, dużo mocniejszych. Ale o tym na przykład Gazeta Wyborcza milczy, za to ustami swoich - jak to nazwał jeden z  jej byłych publicystów - cyngli -  pisze kogo należy zwolnić z mediów publicznych. I to niestety jest teraz wykonywane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A dzisiaj duża część społeczeństwa, sądząc po wyniku wyborów prezydenckich prawie połowa Polaków, jest pozbawiona programu informacyjnego i telewizji, która by była bliska ich wartościom. W tej chwili monopol światopoglądowy staje się faktem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Profesor Zdzisław Krasnodębski:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odczytuję to w kontekście tych wezwań powszechnych do pojednania. Z jednej strony wygłasza się tego rodzaju słowa, wzywa się do zgody, kontynuuje się retorykę obecnego prezydenta, głoszącego, że "zgoda buduje". A jednocześnie mamy co jakiś czas tego typu wiadomości. Ludzi o innych poglądach na Polskę się usuwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Eliminuje się z życia publicznego dziennikarzy, którzy nie podzielają zachwytu obecną władzą. I informacja o odwołaniu Jacka Karnowskiego jest tego potwierdzeniem. "Wiadomości" były jedynym głosem, innym od chóru takich samych programów informacyjnych. Wcześniej było usunięcie programu Pani Anity Gargas i Bronisława Wildsteina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zszokowała mnie jeszcze jedna rzecz. Bo kiedy "Gazeta Wyborcza" podawała tę informację, napisała, że oficjalnie te programy zostały zdjęte z powodu spadającej oglądalności, ale tak naprawdę to w gruncie rzeczy chodziło o to, że reprezentowały narrację pisowską. Padła w ten sposób kolejna bariera przyzwoitości. Kiedyś napisano by odwrotnie... Dziś ten przymiotnik "pisowski" pozwala wyrzucić z pracy każdego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To wszystko elementy szerszego zjawiska. Wyczytałem właśnie, że kiedy jeden z  profesorów Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu wypowiedział się przeciwko In vitro, rektor jego uczelni orzekł publicznie, że sprawdzi czy tenże profesor ma prawo wyrażać swoje zdanie czy nie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mamy do czynienia z zamykaniem ludziom  ust, naruszaniem podstawowej zasady demokracji, że jest wielość źródeł informacji, że jest wiele poglądów ze sobą rywalizujących.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Wiadomości" były w ostatnim czasie dla wielu ludzi programem bardzo cennym. I nie widziałem by w jakikolwiek sposób naruszały zasady rzetelności i obiektywizmu. A robiły dużo dobrego, na przykład na serio podejmowały temat tragedii smoleńskiej i śledztwa w tej sprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to jest element "narracji pisowskiej"? To absurd. Bo właśnie brak dociekliwości innych dziennikarzy w tej sprawie jest ich poważnym zaniechaniem. Podobnie jak z zarzutami o rzekomy brak przedstawiania stanowiska drugiej strony. To nieprawda. A zarzut dziwi zwłaszcza na tle standardów na przykład w telewizji TVN.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To wszystko potwierdza moją pesymistyczną ocenę sytuacji. Mamy do czynienia z usuwaniem niepokornych dziennikarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A kto ich zastępuje? Z tego co wiem następczyni pana Jacka Karnowskiego to pani, która była prezenterką a wcześniej informowała o pogodzie. Nie znam jej, ale nie wydaje mi się by były to kwalifikacje wystarczające do kierowania tak poważnym programem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piotr Semka:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ciągu ostatniego tygodnia dwa razy przekonałem się, że z "Faktów" TVN nie dowiaduję się wszystkiego, co jest ważne, by dokładnie zrozumieć daną sprawę. Pierwszy raz gdy miało dojść do spotkania między prezydentem Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim. To dopiero z "Wiadomości" TVP dowiedziałem się, że jeden z wyznaczonych terminów nachodzi na zaplanowaną debatę w Sejmie, w czasie której miał występować Jarosław Kaczyński. Podobna sytuacja zaistniała po pogrzebie Pana Marka Rosiaka w Łodzi. To "Wiadomości" TVP zaprezentowały kluczowe fragmenty naprawdę ważnego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego. Zarówno programy informacyjne TVN , jak i Polsatu, potraktowały to wydarzenie w sposób bardzo wyrywkowy, a w przypadku TVN opatrzony na dodatek bardzo wyrazistym komentarzem Katarzyny Kolendy - Zaleskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - w ciągu tygodnia mogłem dowiedzieć się o ważnych sprawach, których nie znalazłem w  innych stacjach. Sięgając dalej pamięcią można wymieniać wiele takich sytuacji. Choćby upowszechnienie filmu pokazującego, jak niszczony jest, tuż po katastrofie, wrak Tupolewa czy wskazywanie na wątpliwości dotyczące jakości śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli więc teraz pozostaną mi tylko TVN i Polsat plus "Wiadomości" TVP, które nie sądzę by pod rządami pani Wyszyńskiej były nadal dociekliwe, to muszę stwierdzić, ze moje prawo do informacji szerokiej i różnej, zostanie ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Największym problemem polskich mediów jest dzisiaj ich unifikacja. Widać to doskonale na przykładzie tygodników. Nie ma żadnej różnicy w nastawieniu ideowym pomiędzy "Przekrojem", "Wprostem", "Polityką" a "Newsweekiem". Teraz to samo zacznie się na gruncie dzienników telewizyjnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już w tej chwili trudno odróżnić TVN od Polsatu. Obawiam się, że do tej dwójki dokładnie tak samo wyglądających i mających dokładnie takie same poglądy i nastawienie serwisów informacyjnych, dołączy teraz trzeci, kierowany przez panią Wyszyńską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To powoduje unifikację debaty publicznej. Coraz częściej spotykam się się z sytuacjami, gdzie trudno mi dyskutować z ludźmi, którzy czerpią informację wyłącznie z głównych prywatnych mediów elektronicznych. Bo kiedy przytaczam kontrargumenty, moi rozmówcy kiwają głowami i stwierdzają - ale my o tym nie słyszeliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mamy bowiem nadmiar dociekliwości w stosunku do jednych i zupełny brak dociekliwości wobec drugich. To powoduje, że Polacy będą mieli sfalsyfikowany obraz rzeczywistości. A prawdziwy obraz sytuacji to klucz do zdrowej demokracji.&lt;br /&gt;
za : wPolityce.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-3002462210316498938?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GhsvOAzhhAzcSD3QZ1ZM1FjzkAU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GhsvOAzhhAzcSD3QZ1ZM1FjzkAU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GhsvOAzhhAzcSD3QZ1ZM1FjzkAU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GhsvOAzhhAzcSD3QZ1ZM1FjzkAU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/OSTfiT6FxPI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/3002462210316498938/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/11/po-przejeciu-wiadomosci-usuwanie.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/3002462210316498938?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/3002462210316498938?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/OSTfiT6FxPI/po-przejeciu-wiadomosci-usuwanie.html" title="PO przejęciu &quot;Wiadomości&quot;. &quot;Usuwanie niepokornych dziennikarzy&quot;." /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/11/po-przejeciu-wiadomosci-usuwanie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CE8MRX47cSp7ImA9Wx5UFko.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-6058788973454857946</id><published>2010-10-21T07:54:00.001-07:00</published><updated>2010-10-21T07:54:44.009-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-21T07:54:44.009-07:00</app:edited><title>Czy czeka nas “noc długich noży”</title><content type="html">Morderca Marka Rosiaka to funkcjonariusz SB, kapitan MO, notowany w aktach krakowskiego WUSW?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dr. Markiem Mariuszem Tytką z Uniwersytetu Jagiellońskiego, pracownikiem oddelegowanym do Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ryszard Caba to były wieloletni funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa w randze kapitana… &lt;br /&gt;
– Możemy mówić o faktach dotyczących osoby funkcjonariusza krakowskiej Służby Bezpieczeństwa, notowanego w aktach WUSW – Ryszarda Caby, kapitana MO (w SB zasadniczo nie było stopni – tak więc mówienie o kapitanie SB byłoby błędem merytorycznym), to są rzeczy publikowane, znane historykom. Milicja Obywatelska działała jako jedna struktura, była podzielona na osobne wydziały. Wzmożone działania SB obserwujemy szczególnie w kilku wydziałach, np. w wydziale ds. walki z opozycją, wydziale ds. walki z Kościołem katolickim itd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ryszard C. to ta sama osoba, której nazwisko widnieje w publikacjach Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie poświęconych krakowskiej opozycji lat 80. XX wieku?&lt;br /&gt;
– To rzecz policji, prokuratury i sądu. Nie chciałbym wchodzić w kompetencje tych wyspecjalizowanych organów państwowych, które – moim zdaniem – powinny rzetelnie ustalić dane sprawcy, a nie zamiatać sprawę pod dywan z jakichś powodów, np. ze względu na poprawność polityczną. Dla mnie osobiście człowiek, który wie, jak się używa pistoletu i jak się strzela celnie tak, aby na pewno zabić – to nie ktoś z ulicy, jakiś taksówkarz, ale zawodowiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co wiemy o Ryszardzie Cabie?&lt;br /&gt;
– Ryszard Caba pojawia się m.in. w książce naukowej (dofinansowanej przez ówczesne Ministerstwo Edukacji i Dziedzictwa Narodowego) pt. “Opozycja małopolska w dokumentach 1976-1980″ w wyborze i opracowaniu Adama Rolińskiego, znanego krakowskiego historyka solidarnościowego, przy współpracy Krystyny Bielawskiej, podziemnej działaczki solidarnościowej (lata 80.) z Biblioteki Jagiellońskiej i Marcina Orskiego. Książkę wydała Fundacja Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie w 2003 roku. Następnie odnajdujemy informacje o Ryszardzie Cabie w książce pt. “Stan wojenny w Małopolsce” w opracowaniu śp. Zbigniewa Solaka (solidarnościowca z krakowskiej PAN, rozpracowanego przez SB) i Jarosława Szarka, przy współpracy dr. Henryka Głębockiego (UJ, IPN), Jolanty Nowak i ww. historyka Adama Rolińskiego. Książka została wydana w Krakowie w 2005 r. przez FCDCN, IPN i Zarząd Regionu NSZZ “Solidarność” Małopolska. Są to bardzo obszerne (odpowiednio: 1100 stron i ok. 500 stron), solidne monografie, bardzo dobrze udokumentowane, wiarygodne z punktu widzenia historiograficznego. Informacje tam zawarte są wielokrotnie sprawdzone źródłowo. Mówię o tym specjalnie, podkreślam, żeby nie było wątpliwości co do prawdziwości ustaleń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jakich spraw delegowany był Ryszard Caba w czasach PRL?&lt;br /&gt;
– Ryszard Caba rozpracowywał m.in. środowiska opozycyjne w Krakowie w późnych latach PRL. Czytamy o nim w książce “Stan wojenny w Małopolsce” na stronach 329, 331, 356. 18 czerwca 1985 opracował plan działań operacyjnych prowadzonych przeciwko KPN w Krakowie w ramach SOR “Konspiratorzy”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kogo rozpracowywał spośród krakowskiej opozycji?&lt;br /&gt;
– Delegowany był do spraw rozpracowania krakowskiej opozycji solidarnościowej i niepodległościowej, m.in. krakowskich podziemnych struktur Konfederacji Polski Niepodległej – rozpracował znanego działacza niepodległościowego Ryszarda Bociana (KPN), długoletniego więźnia politycznego w latach 80. Ryszard Caba inwigilował także środowisko związane z otoczeniem Bogdana Klicha (obecnego ministra obrony) i Bogusława Sonika (obecnego europosła PO). 26 listopada 1985 r. pojawiła się informacja operacyjna, podpisana przez Ryszarda Cabę, a dotycząca tzw. Inicjatywy Obywatelskiej w Obronie Praw Człowieka Przeciw Przemocy, KPN, Małopolskiego Oddziału Liberalno-Demokratycznej Partii “Niepodległość”, Ruchu “Wolność i Pokój”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Caba był notowany w aktach IPN w Krakowie?&lt;br /&gt;
– Tak, jest notowany m.in. w aktach Instytutu Pamięci Narodowej, np. w dokumentach o sygnaturze IPN Kr/2/2/27, t. 3, karta 128 i w innych. W książce &lt;br /&gt;
pt. “Opozycja małopolska w dokumentach 1976-1980″ czytamy (s. 795) “notatkę urzędową” z 19 kwietnia 1978 r. podpisaną przez Ryszarda Cabę, kapitana, starszego inspektora Wydziału Śledczego w WUSW w Krakowie (tekst dotyczy przesłuchania Bogusława Sonika 19.04.1978 r.).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy wiadomo, jak potoczyła się jego “kariera” po 1989 roku?&lt;br /&gt;
– Zapewne wiadomo. Ale nie wszyscy pytani chcą mówić w obawie przed dekonspiracją cieszącego się poważaniem (w lokalnym otoczeniu wśród nieznających go sąsiadów) “zasłużonego starszego pana”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według ustaleń policji, Ryszard C., zanim dokonał zbrodniczego czynu, przez cztery dni przebywał w Łodzi. Wszystko wskazuje na to, że bardzo precyzyjnie przygotowywał się do zbrodni. &lt;br /&gt;
– SB szkoliła swoich ludzi w różnych umiejętnościach, także w celnym strzelaniu do ludzi tak, aby zranić, i tak, aby zabić. Czy Ryszard C. to ktoś z ulicy, przypadkowy frustrat, nielubiący PiS? Moim zdaniem, nie. Cała rzecz była zaplanowana, pytanie tylko: cui bono? W czyim interesie była ta śmierć niewinnego człowieka i ciężkie zranienie innego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie zaobserwowała ostatnio uaktywnienie się w przestrzeni publicznej byłych esbeków?&lt;br /&gt;
– Mogę mówić tylko za siebie i w swoim imieniu. Uważam, że esbecy, ubecy, a także przedstawiciele Wojskowych Służb Informacyjnych PRL zawsze byli aktywni w przestrzeni publicznej RP, pośrednio albo bezpośrednio. Tylko nie wszyscy chcieli to zauważyć. Jeden znany krakowski esbek, który rozpracowywał w czasach PRL Kościół katolicki, w czasach III RP uruchomił hurtownię zasłon i dywanów – wyposażenia kościołów. Sprzedawał latami towary Kościołowi, który przedtem sam inwigilował. Perfidia i brak moralnych hamulców wśród byłych esbeków są ogromne. To ludzie bez sumienia, zasad moralnych, kierujący się interesem materialnym i nienawiścią do “wrogów” PRL. Spodziewam się serii tego typu morderstw politycznych na czyjeś zamówienie. Zabici: Eugeniusz Wróbel i asystent PiS w Łodzi, to dwa przypadki jednej serii morderstw ludzi Prawa i Sprawiedliwości w krótkim czasie, w ciągu dwóch, trzech dni. Morderstwa te mają przykryć medialnie inne sprawy ważne dla państwa, jak katastrofa smoleńska, zadłużenie publiczne, budżet itd. Znamienne jest to, że na kilka dni przed przekazaniem projektu raportu MAK w sprawie smoleńskiej tragedii narodowej i tuż przed podpisaniem niekorzystnej dla Polski umowy gazowej z Rosją – giną ludzie PiS. Komuś zależy na tym, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od ważnych spraw państwa. Czy czeka nas “noc długich noży” i nawrót totalitaryzmu? Jan Paweł II przestrzegał nas, że liberalizm wiedzie do totalitaryzmu, i to się zaczyna chyba sprawdzać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję za rozmowę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 21 października 2010, Nr 247 (3873)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-6058788973454857946?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RkqwYZVvtKRtWku2kHgmUkyAU4Q/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RkqwYZVvtKRtWku2kHgmUkyAU4Q/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RkqwYZVvtKRtWku2kHgmUkyAU4Q/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RkqwYZVvtKRtWku2kHgmUkyAU4Q/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/2WbHDy5WmS4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/6058788973454857946/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/10/czy-czeka-nas-noc-dugich-nozy.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/6058788973454857946?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/6058788973454857946?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/2WbHDy5WmS4/czy-czeka-nas-noc-dugich-nozy.html" title="Czy czeka nas “noc długich noży”" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/10/czy-czeka-nas-noc-dugich-nozy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ak8FRnw5eyp7ImA9Wx5VEE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-8196972182727465609</id><published>2010-10-02T01:31:00.001-07:00</published><updated>2010-10-02T01:40:17.223-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-02T01:40:17.223-07:00</app:edited><title>NOWA SZLACHTA DLA TUBYLCÓW</title><content type="html">Stanisław Michalkiewicz: Nowa szlachta dla tubylców&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Gdy stary Gnom wciąż na mównicy / wyliczał komy i procenty / Bagno i jego harcownicy / chyłkiem włazili na urzędy” – napisał w słynnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” Janusz Szpotański. Rzecz dotyczyła wprawdzie lat 60. i zapomnianego już dzisiaj konfliktu między Władysławem Gomułką a generałem Moczarem, ale okazuje się, że historia się powtarza i zacytowane słowa pasują jak ulał do premiera Donalda Tuska, a zwłaszcza – kazania, jakie wygłosił podczas konwencji Platformy Obywatelskiej 25 września. Kazanie to było znakomitym świadectwem utraty poczucia rzeczywistości, podobnie zresztą, jak w przypadku Władysława Gomułki, który do ostatniej chwili nie zauważył, że złocą mu rogi, aż na skutek tak zwanych wydarzeń grudniowych w roku 1970 został od rządów odsunięty. Bo jakże inaczej ocenić sytuację, kiedy z jednej strony premier opowiada z trybuny, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, podczas gdy po burzliwej rozmowie w gabinecie ministra Rostowskiego od finansów sam Leszek Balcerowicz wyszedł z połamanymi okularami? Nie tylko wyszedł, ale kilka dni później, konkretnie – 28 września, w samym sercu Warszawy, na skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi, uruchomił zegar długu publicznego, który na „dzień dobry”, o godzinie 13.00, pokazał kwotę ponad 724 miliardów złotych. Wprawdzie okna kancelarii premiera nie wychodzą na to skrzyżowanie, więc zegar Balcerowicza nie musi kłuć go w oczy, ale przecież nie o to chodzi. Taka demonstracja świadczy o rozpoczęciu zwijania parasola ochronnego nad premierem Tuskiem – bo przecież na wypadek kryzysu finansów publicznych lepiej z góry upatrzyć sobie winowajcę, tym bardziej że nadaje się on również na moralnego sprawcę katastrofy smoleńskiej, oczywiście po stronie polskiej – bo widać wyraźnie, że obydwa niezależne śledztwa doprowadzą do odmiennych konkluzji. Rosyjskie – że katastrofa cywilnego samolotu Tu-154 zawiniona jest wyłącznie przez stronę polską, i polskie – że wojskowy samolot Tu-154 rozbił się również na skutek zagadkowego zachowania funkcjonariuszy rosyjskich. Jeśli zatem zajdzie taka potrzeba – o ile oczywiście kiedykolwiek zajdzie – trzeba będzie nieubłaganym palcem wskazać jakiegoś winowajcę zaniedbań w organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, zwłaszcza że ich stwierdzenie nie powinno nastręczać żadnych trudności nawet niezależnej prokuraturze, nie mówiąc już o niezawisłym sądzie. Nawiasem mówiąc, są jeszcze sędziowie, i to nie tylko „w Berlinie”, ale również w Warszawie. Oto sędzia Piotr Schab wskazał, że skoro Polska jest w UE, a sądy innych państw członkowskich podważyły rosyjski list gończy za Ahmedem Zakajewem, który poza tym ma w Wielkiej Brytanii azyl polityczny, to Polska musi te orzeczenia respektować i żadnej ekstradycji Zakajewa dokonać nie może. Z jednej strony to bardzo ładnie, że Polska nie kuca przed Rosją, ale z drugiej – widać wyraźnie, że poprzez orzecznictwo sądowe zostaną w Polsce wprowadzone wszystkie rozwiązania zawarte w Karcie Praw Podstawowych, któreśmy, jak wiadomo, „odrzucili”.&lt;br /&gt;
Wracając zaś do premiera Tuska, to objawy zwijania parasola ochronnego przez tych, którzy go dotychczas nad nim trzymali, można dostrzec również po zbiorowym proteście Salonu przeciwko minister Radziszewskiej, pod którym, obok pani filozofowej Środy, obok pani Henryki Krzywonos jako zastępczej matki „Solidarności”, podpisała się również Maja Frykowska „Frytka” – jako autorytet moralny. Takie grono sygnatariuszy jest zwiastunem nowego etapu – etapu „modernizacji”, w który Polska, za sprawą zarówno wpływowych europejsów, jak i tubylczych razwiedczyków, właśnie wkracza w ramach przygotowań do scenariusza rozbiorowego. Chodzi również o forsowanie hiszpańskiej drogi do socjalizmu, którą najwyraźniej upodobał sobie nie tylko SLD, ale i Salon, liczący na ostateczne zmonopolizowanie rządów nad tubylczymi – chciałem napisać: „duszami”, ale Salon przecież uważa, że należący do mniej wartościowego narodu tubylcy żadnych dusz nie mają i jeśli nawet są podobni do rodzaju ludzkiego, to tylko na podstawie zewnętrznych pozorów. Wymaga to oczywiście głębokiego przetasowania nie tylko sceny politycznej, bo to dla prawdziwych kierowników naszego nieszczęśliwego kraju mały pikuś, ale przede wszystkim przebudowy tubylczej szlachty. Stąd obok pani filozofowej Środy obecność panny Frykowskiej, reprezentującej środowisko „młodych, wykształconych, z wielkich miast”, po którym modernizatorzy mniej wartościowego narodu tubylczego tak wiele sobie obiecują.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
www.michalkiewicz.pl&lt;br /&gt;
&lt;script type="text/javascript"&gt;
widgetId = 1276;
width= 480;
height= 124;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;
&lt;script id="widgetWebeRX4" type="text/javascript" src="http://www.weben1.com/Scripts/GenerateWidget.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-8196972182727465609?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/X815KOQMgN0ac2yQkpgRVifIx1o/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/X815KOQMgN0ac2yQkpgRVifIx1o/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/X815KOQMgN0ac2yQkpgRVifIx1o/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/X815KOQMgN0ac2yQkpgRVifIx1o/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/AxcoQ5Tppto" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/8196972182727465609/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/10/nowa-szlachta-dla-tubylcow.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/8196972182727465609?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/8196972182727465609?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/AxcoQ5Tppto/nowa-szlachta-dla-tubylcow.html" title="NOWA SZLACHTA DLA TUBYLCÓW" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/10/nowa-szlachta-dla-tubylcow.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUQDR3o-fip7ImA9Wx5WE0w.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-278304899426709494</id><published>2010-09-06T09:21:00.001-07:00</published><updated>2010-09-24T01:36:16.456-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-09-24T01:36:16.456-07:00</app:edited><title>Grzęzawisko wielkości 770 miliardów</title><content type="html">Grzęzawisko wielkości 770 miliardów &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dług publiczny rośnie. W ciągu jednego dnia zadłużenie Polski zwiększa się o ok. 270 mln zł! Uświadomienie sobie tego może człowieka przyprawić o ciężki ból głowy. Można temu przeciwdziałać, licząc na cudowne przyspieszenie gospodarki o ładnych kilka procent, wtedy rząd mógłby nazbierać więcej pieniędzy z podatków (ekonomiści mówią wówczas o wysokim wzroście produktu krajowego brutto). Można też – i tego chwyta się rząd Tuska – spróbować prywatyzacji na potęgę, ale tutaj nasuwa się refleksja, co będzie, jak już wszystko zostanie sprzedane? Nad głową każdego z nas wisi zadłużenie, które zbliża się do 20 tys. zł, wobec 12,2 tys. zł, w 2005 r. i 7,3 tys. zł w roku 2000. Dług publiczny Polski na koniec tego roku na pewno będzie wynosił ponad 770 mld zł – powiedzieli “Naszej Polsce” analitycy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatnich latach dług eksploduje&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdego dnia państwowy dług publiczny Polski przyrasta o 270 mln zł &lt;br /&gt;
Stan finansów Polski jest zły, a nawet bardzo zły – nie kryje w licznych wywiadach prof. Krzysztof Rybiński ze Szkoły Głównej Handlowej. Powiedzmy to, o czym mówi dzisiaj wiele osób: dług publiczny jest dziś o wiele wyższy niż za Edwarda Gierka. Wchodziliśmy w kapitalizm z długiem w wysokości 1,1 tys. dolarów na głowę Polaka. Ponad dwadzieścia lat temu dług publiczny wynosił 42,2 mld dolarów. Trzeba pamiętać, że dług zaciągnięty przez każdy rząd jest taki, jak każdy inny – należy go spłacić. W marcu ub. roku Polska spłaciła ostatnią ratę długów zaciągniętych w latach 70. wobec Klubu Paryskiego, czyli wierzycieli rządowych. Do spłacenia pozostaje jeszcze zadłużenie wobec banków komercyjnych. Ten dług wynosi 340 mln dolarów i musi zostać uregulowany do 2024 r. W III RP, jak wiadomo, zadłużyliśmy się na nowo, zadłużenie zagraniczne skarbu państwa na początku ub. roku wynosiło ponad 46,35 mld dolarów, zadłużenie krajowe 122,57 mld dolarów. Razem – 168,92 mld dolarów. Minęło półtora roku i widzimy, co się dzieje, dług niemal eksploduje. Polska stała się prawdziwym dłużnym grzęzawiskiem, ostatnie lata mocno nas pogrążyły, jeszcze trochę i trudno będzie wysunąć nos nad gęste, dłużne błoto. Tyle go jest, że nasze długi spłacać za nas będą dzieci i wnuki, a kto wie, czy i nie prawnuki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mamy rząd kochający biurokrację&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczególnie szybki przyrost długu obserwujemy od trzech lat. Zadłużenie, w porównaniu do tego, co było, niezwyczajnie szybko zaczęło w tym czasie przyrastać w całym sektorze finansów publicznych, eksplodowało szczególnie zadłużenie krajowe, łącznie ze zobowiązaniami samorządów oraz zadłużenie zagraniczne. Zaciągnęliśmy nowe wielkie zobowiązanie finansowe, jakie tylko się dało: krótkoterminowe, długoterminowe i średnioterminowe, których przyrost jest ściśle powiązany z występowaniem deficytów budżetowych. Kto jest temu winien? Kolejne rządy z ich marną, niecelną polityką finansową Od dawna nie umiemy żyć bez rosnącego długu publicznego (nie tylko zresztą my, inni też, patrzmy jednak przede wszystkim na siebie i nie przyrównujmy sytuacji Polski do sytuacji np. do Stanów Zjednoczonych, bo to śmieszne), ponieważ co roku pożyczamy więcej pieniędzy niż ich jesteśmy w stanie pozyskać do państwowej kasy. Dług publiczny jest niczym innym, jak zsumowaniem nadmiernych apetytów wyrażających się deficytami budżetowymi, wydatków ponad stan, państwa i instytucji publicznych. W przyjmowanych corocznie przez Sejm ustawach budżetowych rządy z góry zakładają, że wydatki i wpływy do państwowej kasy absolutnie się nie zbilansują i trzeba wyciągnąć ręce po pożyczki, sprzedając coraz więcej obligacji i bonów skarbowych, prywatyzować za wszelka cenę. W br. Polacy pracowali więcej niż pół roku na wydatki zaplanowane przez rząd. Tylko czekać, kiedy będą pracować na te wydatki cały boży rok. A rząd ze swojej strony sobie nie żałuje, tworzy dziesiątki tysięcy dodatkowych etatów urzędniczych w administracji państwowej, które w 2010 r. będą kosztowały budżet państwa ponad 4 mld zł. Mówi się już o Platformie Obywatelskiej, jako o partii wspierającej i rozwijającej w Polsce machinę biurokratyczną. Okazuje się, że liberalizm nie jedno ma imię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Banki mogą zająć “część państwa”?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W miarę wzrostu długu publicznego rosną koszty jego obsługi. W tym roku spłaty rat i odsetek kapitałowych pochłoną 35 mld zł. Rząd Donalda Tuska wytworzył w tym roku niebywałą dziurę budżetową, która rozrosła się do 100 mld zł, 50 mld zł umieszczone zostało w budżecie, a drugie 50 mld zł to są deficyty jednostek samorządów terytorialnych i ogromne kwoty wypchnięte poza budżet, przy pomocy tzw. kreatywnej księgowości. Tegoroczna “dziura” powiększy wydatnie państwowy dług publiczny. Czy tak może dziać się bez końca? I czy państwo może zbankrutować? Na internetowych stronach Narodowego Banku Polskiego informują, że państwo zbankrutować nie może, ale dodają, że “za niespłacone długi wierzyciele mogą zająć część państwa”. Bez wojny międzynarodowe instytucje finansowe, czyli m.in. banki, mogłyby zająć “część państwa”, brzmi to niezbyt zrozumiale, ale jednak niepokojąco, bo nie wiadomo, czym banki, nie posiadając konwencjonalnych armat, będą do nas strzelać? I czy chodzi o ziemię? A jeśli tak, to z ludźmi czy może raczej “oczyszczoną”, bez nich? Jeżeli jednak z ludźmi, czy mogą być wśród nich np. emeryci i czy będą mieli zagwarantowane swoje świadczenia albo czy banki zechcą przyjąć pod swój dach także osoby chore? Poruszamy się wśród niedomówień. A może jest mowa “tylko” o ewentualnym zajęciu przez instytucje finansowe zakładów przemysłowych i kopalń znajdujących się jeszcze w portfelu resortu skarbu? Niedługo będzie w tym portfelu ziało pustką, wszystko, co tam mają, zostanie upłynnione.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ecofin dał Polsce czas do 2012 r.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Analitycy podają zazwyczaj wysokość długu publicznego, w relacji do PKB (tj. wartości tego wszystkiego, co wyprodukujemy w ciągu roku). Na podstawie danych z ostatnich siedmiu miesięcy prognozują, że dług publiczny na koniec 2010 r. zbliży się do 55 proc. PKB i może przekroczyć tzw. drugi próg ostrożnościowy. Wierzyciele od takich pożyczkobiorców mogą zażądać wyższej premii za zwiększone ryzyko spłaty zadłużenia. Wyliczono, że każdy dodatkowy punkt relacji długu do PKB pociąga za sobą wzrost premii dla inwestorów za ryzyko pożyczki od 1,2 do 1,6 punktów procentowych. Pożyczający musi być więc wiarygodny, bo może zapłacić podwójnie i wpaść w potworną spiralę zadłużenia. Mamy konstytucyjny zapis, a także zapis unijny, że dług publiczny nie może przekraczać 60 proc. PKB. Przejście przez ten próg byłoby przekroczeniem ostatniego, trzeciego progu ostrożnościowego, jeśli tak rzeczywiście by się stało, następny budżet (według wspomnianych zapisów) musiałoby zostać skonstruowany bez uwzględniania jakiegokolwiek deficytu. To przecież nierealne. Przypomnijmy, że rok temu Ecofin, czyli ministrowie finansów Unii Europejskiej, dali Polsce czas do 2012 r. na doprowadzenie deficytu budżetowego do granicy poniżej granicy 3 proc. PKB (mamy 7 proc.). Po przekroczeniu 60 proc. długu publicznego w relacji do PKB, jak już nieraz pisaliśmy na stronach poświęconych gospodarce, sytuację mielibyśmy dramatyczną, ponieważ rząd zostałby zobligowany do oszczędności rujnujących gospodarkę, m.in. nie byłoby mowy o jakiejkolwiek działalności prorozwojowej. Kto wie, czy nas w przekroczenie trzeciego progu ostrożnościowego rząd nie wpakuje, ponieważ od miesięcy nie podejmuje żadnych ważnych decyzji dotyczących naprawy finansów publicznych. Zadawala się mizdrzeniem do elektoratu, żeby wygrać wszystkie możliwe wybory. Tymczasem finanse publiczne zapadają się coraz głębiej w grzęzawisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Wiesława Mazur&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Artykuł ukazał się w tygodniku “Nasza Polska” Nr 35 (774) z dnia 31 sierpnia 2010 r.&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;script type="text/javascript"&gt;
widgetId = 1259;
width= 500;
height= 130;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;
&lt;script id="widgetWebeRX4" type="text/javascript" src="http://www.weben1.com/Scripts/GenerateWidget.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-278304899426709494?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JjXkeSsLIOL4oRr0gnRVhGwhh8E/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JjXkeSsLIOL4oRr0gnRVhGwhh8E/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JjXkeSsLIOL4oRr0gnRVhGwhh8E/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JjXkeSsLIOL4oRr0gnRVhGwhh8E/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/STG9Me20LKs" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/278304899426709494/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/09/grzezawisko-wielkosci-770-miliardow.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/278304899426709494?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/278304899426709494?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/STG9Me20LKs/grzezawisko-wielkosci-770-miliardow.html" title="Grzęzawisko wielkości 770 miliardów" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/09/grzezawisko-wielkosci-770-miliardow.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUECSXY5fCp7ImA9Wx5WE0w.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-1201336052248653211</id><published>2010-09-01T11:43:00.001-07:00</published><updated>2010-09-24T01:41:08.824-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-09-24T01:41:08.824-07:00</app:edited><title>Rok 1939 – sojusznicy daleko, a wrogowie blisko</title><content type="html">Niedawno obchodzona 90. rocznica zwycięstwa polskiego pod Warszawą była okazją do przypomnienia, że Ojczyznę i Europę w sierpniu 1920 roku uratowaliśmy samodzielnie i w osamotnieniu. Wrogów mieliśmy blisko, a przyjaciół – bardzo nielicznych – daleko. Taka sytuacja – geopolityczna oraz dyplomatyczna – była cechą charakterystyczną całego dwudziestolecia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednym z aksjomatów polityki zagranicznej II Rzeczypospolitej było przekonanie, że naszym najpewniejszym sojusznikiem jest i pozostanie Francja. W 1921 roku została podpisana umowa o współpracy wojskowej i politycznej, która była niejako potwierdzeniem tego przeświadczenia. Jednak już cztery lata później Paryż, zawierając w Locarno traktat z Niemcami Stresemanna, który gwarantował tylko tyle, że Niemcy uznają swoje zachodnie granice (o wschodnich nic nie wspomniano), okazał swoje faktyczne désintéressement sprawami swojego polskiego sojusznika. Dziesięć lat później zaangażowanie się francuskiej dyplomacji w konstruowanie tzw. paktu wschodniego, czyli próba wciągnięcia stalinowskiego Związku Sowieckiego w szerszy układ polityczno-wojskowy o ostrzu antyniemieckim, raz jeszcze udowodniło, że na wschodzie dla Francji najważniejszym sojusznikiem nie jest Warszawa. Na dodatek III Republika w tym okresie przechodziła serię ostrych kryzysów politycznych, a przede wszystkim opadło ją znużenie moralne. Okrzyki: “Nie chcemy umierać za Gdańsk!”, z roku 1939 były tylko uzewnętrznieniem procesu upadku morale, który nad Sekwaną miał o wiele dłuższą historię.&lt;br /&gt;
Brytyjczycy aż do 1939 roku kontynuowali swoją tradycyjną politykę niezawierania wiążących ich paktów sojuszniczych z żadnym mocarstwem (państwem) kontynentalnym. To brytyjska dyplomacja w 1935 roku dała pierwszy sygnał do polityki appeasementu, czyli systematycznego ulegania kolejnym żądaniom Adolfa Hitlera, zgadzając się na proces remilitaryzacji Niemiec. Najdalej na wschód Europy oczy brytyjskich dyplomatów sięgały nad Ren i kraje późniejszego Beneluksu. Udowodnił to aż nazbyt przekonująco rok 1938 i ugięcie się Arthura Neville’a Chamberlaina w Monachium przed “naprawdę ostatnim żądaniem kanclerza Niemiec” w sprawie Niemców Sudeckich i właściwie całej Czechosłowacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stany Zjednoczone krótko po zakończeniu I wojny światowej powróciły na ścieżkę polityki izolacjonistycznej, której wyrazem była odmowa Senatu USA ratyfikowania traktatu wersalskiego (przypomnijmy, że jego integralną częścią było postanowienie powołujące do życia Ligę Narodów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sojusznicy chwiejni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiosną 1939 roku – po wkroczeniu wojsk niemieckich do Pragi i ogłoszeniu przez Berlin utworzenia Protektoratu Czech i Moraw – nad Sekwaną i Tamizą obudziło się zainteresowanie Polską. 31 marca 1939 roku brytyjski premier Chamberlain, przemawiając w Izbie Gmin, udzielił Polsce gwarancji, że Zjednoczone Królestwo nie zgodzi się na akt agresji wymierzony w niepodległość i integralność terytorialną Polski. Z tym że od początku Foreign Office za jedynego, potencjalnego agresora wobec Polski uważało Niemcy. Ex definitione wykluczano z tego kręgu Związek Sowiecki. Po drugie zaś, brytyjskie gwarancje (do których zaraz dołączyli ze swoimi Francuzi) nie oznaczały wcale intencji istotnego militarnego zaangażowania się Wielkiej Brytanii czy Francji w rejonie Europy Środkowej.&lt;br /&gt;
Rozpoczęte wiosną i kontynuowane latem 1939 roku rozmowy polskich oraz brytyjskich i francuskich sztabowców były traktowane przez Londyn i Paryż jako zasłona dymna, bardziej jako element uspokojenia (czyt. oszukania) polskiego sojusznika, a nie sposób wypracowania skutecznego planu obrony przed agresją III Rzeszy. W kwietniu 1939 roku, tuż przed rozpoczęciem się wspomnianych rozmów, nasi brytyjscy i francuscy partnerzy uzgodnili między sobą, że “w pierwszej fazie wojny jedyną bronią ofensywną, której będą mogli skutecznie użyć sprzymierzeni, będzie broń ekonomiczna”. W lipcu 1939 roku francuscy i brytyjscy sztabowcy wspólnie uznali, że “los Polski będzie zależeć od ostatecznego wyniku wojny (…) a nie od naszej zdolności odciążenia początkowego naporu na Polskę”.&lt;br /&gt;
De facto więc jeszcze przed 1 września 1939 roku nasi zachodni alianci postanowili, że Polska będzie walczyć w osamotnieniu. Dodajmy, że równolegle z rozmowami toczonymi z przedstawicielami naszych władz dyplomatyczno-wojskowe delegacje z Francji i Wielkiej Brytanii prowadziły negocjacje z Józefem Stalinem, ciągle postrzeganym przez zachodnie demokracje jako cenny partner w nadchodzącej zbrojnej konfrontacji z Niemcami. Odżywała w ten sposób stara idea “paktu wschodniego” i jeszcze starsze (sprzed 1914 roku) przekonanie zachodnich dyplomatów, że na wschodzie Europy liczy się tylko Rosja jako realna przeciwwaga dla mocarstwa niemieckiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybiegając nieco naprzód, należy w tym kontekście przypomnieć nikłe protesty, jakie na Zachodzie wzbudziła agresja sowiecka 17 września 1939 r. oraz brak reakcji brytyjskiej dyplomacji w latach 1939-1941 na domaganie się przez polskie władze potępienia przez naszych zachodnich sojuszników aneksji dokonanych na ziemiach polskich przez Związek Sowiecki oraz okrutnych represji, jakie spadały w tym czasie na polskich obywateli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O tych sympatiach wiedziano doskonale w Warszawie. 25 sierpnia 1939 roku został zawarty formalny sojusz polsko-brytyjski. Sojusznicy zobowiązali się w nim do “udzielenia sobie natychmiast wszelkiego poparcia i pomocy środkami będącymi w ich dyspozycji”. Zasługą naszej dyplomacji było zawarte we wspomnianym traktacie zastrzeżenie, że układające się strony zobowiązywały się do niezawierania z innymi państwami układów, których “egzekucja mogłaby przynieść uszczerbek suwerenności lub nienaruszalności terytorialnej drugiej układającej się strony”. Parę lat później w Teheranie (1943) i Jałcie (1945) nasi zachodni sojusznicy gładko przeszli do porządku dziennego nad tymi zobowiązaniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wrogowie zdecydowani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sojuszników – chwiejnych i ślepych na jedno oko (jedyny wróg to Niemcy) – mieliśmy daleko. Wrogów – zdecydowanych i stałych w swojej wrogości wobec Polski – mieliśmy bardzo blisko. Nie trzeba przypominać, że drogi do wybuchu II wojny światowej nie utorowała przede wszystkim słabość zachodnich dyplomacji i upadek morale zachodnich społeczeństw (choć z pewnością były to czynniki, które odegrały niepoślednią rolę), ale sowiecko-niemiecki pakt o nieagresji z 23 sierpnia 1939 roku.&lt;br /&gt;
Pakt Ribbentrop – Mołotow z jednej strony usuwał trapiący Niemców od czasów Ottona von Bismarcka koszmar konieczności toczenia wojny na dwa fronty, z drugiej dawał Stalinowi korzystny punkt startowy do podjęcia dalszej agresji w głąb Europy. Decydował o tym wszystkim słynny tajny protokół zapowiadający IV rozbiór Polski i podział “stref wpływów” między Niemcami a Sowietami w całej Europie Środkowej – od Finlandii po Rumunię. Przypomnijmy, że Stalin to, co w sierpniu 1939 roku dostał od Hitlera, ponownie otrzymał, tym razem od zachodnich demokracji, na początku 1945 roku w Jałcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postpolityka: historię zapomnieć; jest dobrze!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Taka była historia. Teraz, u progu XXI wieku, jest zupełnie inaczej. Zasadniczo mamy postpolitykę, czyli panujące wśród “młodych, wykształconych z dużych miast” przekonanie, że bezpowrotnie do przeszłości odeszła epoka wojen, twardo realizowanych interesów narodowych, tajnej dyplomacji; jesteśmy w NATO i w Unii Europejskiej, mamy potężnych sojuszników za Atlantykiem i żyjemy na zielonej wyspie. Jedyne poważne zagrożenie to “budzące się demony polskiego patriotyzmu”, grupa ludzi stojących pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu i polityk, który “obrażał” wielu swoim milczeniem po 10 kwietnia, a gdy się odezwał, okazał się “człowiekiem pełnym resentymentów i nienawiści”. Tyle postpolityka propagowana z rozmaitych stacji telewizyjnych (“nasi przyjaciele z Polsatu i TVN”).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jakie są realia? Takie m.in., że naszą całą armię możemy zmieścić na jednym stadionie piłkarskim średniej wielkości. Zupełna przepaść w porównaniu z II Rzecząpospolitą, dla której armia była oczkiem w głowie i dla której ponoszono wielkie wyrzeczenia. Unia Europejska – co widać gołym okiem (por. kryzys euro) – przechodzi kryzys, nie tylko polityczny, również przyszłość NATO nie przedstawia się w różowych barwach. Wszystko to odbywa się na tle wzrastającego désintéressement Waszyngtonu sprawami Europy, a zwłaszcza naszego regionu. Atrapa rakiet typu Patriot na Mazurach jest tutaj aż zanadto wymowna. Atrapa gwarancji bezpieczeństwa dla Polski – zupełnie jak wiosną i latem 1939 roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To prawda, że Rosja także przeżywa kryzys (chyba najbardziej dotkliwy w kontekście demograficznym). Należy jednak pamiętać o słowach Bismarcka, że “Rosja nigdy nie jest na tyle słaba, żeby nie należało jej się obawiać”. A jest czego. Ostatnio do Białorusi dołączyła Ukraina jako państwo, w którym wpływy Kremla rosną systematycznie (umowa o przedłużeniu obecności rosyjskiej floty wojennej na Krymie). Sprawa Gazociągu Północnego przekonuje, że epoka twardego realizowania narodowych interesów Rosji oraz Niemiec, kosztem Polski, nie odeszła bynajmniej do przeszłości. Nie kto inny, jak obecny szef MSZ Radosław Sikorski porównał swego czasu Nord Stream do paktu Ribbentrop – Mołotow. Ale wtedy nie “dorzynał jeszcze watahy” i nie uczył publiki skandować kupletów o “byłym prezydencie”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Parafrazując początek Sienkiewiczowskiej “Trylogii”, można powiedzieć, że rok 2010 jest to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastują jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. &lt;br /&gt;
Znaków nam nie brakuje. Ile mamy czasu?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Doc. dr hab. Grzegorz Kucharczyk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor jest kierownikiem Pracowni Historii Niemiec i Stosunków Polsko-Niemieckich Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, autorem m.in. książek: “Czerwone karty Kościoła”, “Pierwszy holocaust XX wieku”, “Kielnią i cyrklem. Laicyzacja Francji w latach 1870-1914″.&lt;br /&gt;
za:bibula.com&lt;br /&gt;
&lt;script type="text/javascript"&gt;
widgetId = 1260;
width= 500;
height= 130;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;
&lt;script id="widgetWebeRX4" type="text/javascript" src="http://www.weben1.com/Scripts/GenerateWidget.js"&gt;&lt;/script&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-1201336052248653211?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Q9je_xhWK99y5UhKqMeoN1-1MgM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Q9je_xhWK99y5UhKqMeoN1-1MgM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Q9je_xhWK99y5UhKqMeoN1-1MgM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Q9je_xhWK99y5UhKqMeoN1-1MgM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/GPEqGdhdDUg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/1201336052248653211/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/09/rok-1939-sojusznicy-daleko-wrogowie.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/1201336052248653211?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/1201336052248653211?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/GPEqGdhdDUg/rok-1939-sojusznicy-daleko-wrogowie.html" title="Rok 1939 – sojusznicy daleko, a wrogowie blisko" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/09/rok-1939-sojusznicy-daleko-wrogowie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUANQ3o4fyp7ImA9Wx5RGU4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-7223151605563538596</id><published>2010-08-27T11:29:00.001-07:00</published><updated>2010-08-27T11:29:52.437-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-08-27T11:29:52.437-07:00</app:edited><title>Ostatnia taka bitwa</title><content type="html">Ostatnia taka bitwa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Była to bitwa, na którą polskie dowództwo ostrzyło sobie zęby od dwóch miesięcy; choć nie stała się rozstrzygająca, stanowiła istotny element w demontażu znienawidzonej Konarmii [...].Był to spektakl, jakiego Europa nie oglądała już nigdy więcej” (prof. Norman Davis)&lt;br /&gt;
„Armia spod znaku Czerwonego Sztandaru i armia łupieżczego Białego Orła stają twarzą w twarz w śmiertelnym pojedynku. Ponad martwym ciałem Białej Polski jaśnieje droga ku światowej pożodze. Na naszych bagnetach poniesiemy szczęście i pokój ludzkości pełnej mozołu. Na zachód!” (fragm. rozkazu z 2 VII 1920 r. dowódcy Frontu Zachodniego Michaiła Tuchaczewskiego)&lt;br /&gt;
Czerwona orda&lt;br /&gt;
W sierpniu 1920 r. 1 Armia Konna, największa i najdziksza armia wśród wojsk bolszewickich, dowodzona przez Siemiona Budionnego, szła przez Polskę na pomoc wojskom Tuchaczewskiego wycofującym się spod Warszawy. Niczym tatarskie ordy Konarmia zostawiała za sobą spustoszone wioski, grabiła, paliła i mordowała „polskich panów” w imię rewolucji, mającej ogarnąć płomieniem Europę, a potem cały świat (co w efekcie oznaczałoby, że każdy kontynent byłby równocześnie megaobozem koncentracyjnym). 11. Dywizja Kawalerii 7 czerwca spaliła w Berdyczowie szpital wraz z 600 rannymi Polakami i siostrami Czerwonego Krzyża.&lt;br /&gt;
K. Jachymek: „Jakoż najechało się bolszewików, a wszystko na koniach. My z niezwyciężonej konnej armii Budionnego, mówili [...]. Co którego Polaka złapali, co był w gminie albo w inszym urzędzie pracował, zaraz wyprowadzali do parni i kula w łeb. Bez pardonu. A na gminie wywiesili wielki czerwony napis "Niech żyje Polska Republika Radziecka" i na rynku wiece organizowali, gdzie ichni komisarze o wolności, jaką przynoszą, gadali”. &lt;br /&gt;
S. Kantor: „Nigdy nie zapomnę widoku bolszewików, chociażby ze względu na ich wygląd i zachowanie. Niczym nie przypominali wizerunku żołnierza. Karabiny mieli zwieszone na sznurkach lub łańcuchach. Płaszcze, kurtki, waciaki - każdy inny, jak nie z tego świata. Wszyscy zmęczeni i głodni. Nasze gospodarstwa ogołocili z żywności dla siebie i dla zwierząt. Łapali kury i nie odzierając ich z pierza, bez patroszenia, piekli je na paleniskach ułożonych z kamieni. W porównaniu z nimi polski ułan wyglądał "jak malowany". Pomimo zmęczenia - dumny i dostojny, z szablą przy boku, w mundurze i czapką z orzełkiem”.&lt;br /&gt;
„Malowane dzieci”&lt;br /&gt;
„Dzieci” z 1 Dywizji Jazdy płk. Juliusza Rómmla, wchodzącej w skład Grupy Pościgowej gen. Hallera, dostały rozkaz powstrzymania tej hordy. Od miesięcy ułani walczyli i cofali się przed nawałą „wyzwolicieli”, czasem ponosili ciężkie straty. Będąc spadkobiercami wielowiekowej tradycji polskiej jazdy nie tracili ducha walki, chcieli „odpłacić” bolszewikom za najazd. Taki dzień nadszedł 31 sierpnia 1920 r., choć Polacy jeszcze o tym nie wiedzieli. Nie wiedzieli też, że wezmą udział w największym boju z Konarmią w całej wojnie; że doświadczą „smaku” własnych dział; że bitwa ta będzie tak krwawa, zacięta, pełna chwil grozy, dynamiczna, piękna i ... z przerwą na obiad.&lt;br /&gt;
Choć polscy żołnierze pochodzili z różnych formacji czasów Wielkiej Wojny, wyposażenie mieli z różnych armii, to złączeni byli tradycją jazdy polskiej, dyscypliną, wysokim poczuciem honoru i dumy z odbywanej służby. W wojsku wrastały koleżeńskie i przyjacielskie więzy; oficerowie szanowali godność podwładnych, a ci darzyli ich zaufaniem. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach większość szeregowych to byli prości ludzie, których w czasie służby oficerowie po prostu wychowywali, począwszy od higieny osobistej, a skończywszy na edukacji. Oficerowie nauczeni byli świecić przykładem także w czasie walk (tylko w ten sposób mogli zdobyć szacunek podwładnych) biorąc w nich udział w pierwszej linii. Każdy członek ułańskiego stada niezależnie od stopnia był zahartowany fizycznie i wyszkolony w posługiwaniu się bronią białą i strzelecką. No i wreszcie – niezależnie od miejsca urodzenia – ułanów cechowała bitność, ta przemożna wola lania każdego okupanta. Takie wojsko można tylko pokochać, choć ci, którym było dane stanąć przeciw nim, zachowywali zdecydowanie odmienne zdanie (jeśli w ogóle po „randez vous” z polską kawalerią zachowali głowy).&lt;br /&gt;
Siły polskie pod Komarowem to 1500 żołnierzy, ok. 70 ciężkich karabinów maszynowych i 12-16 dział. Czerwoni do dyspozycji mieli ponad 6000 żołnierzy (6. i 11. DK), ok. 350 ciężkich karabinów maszynowych i ok. 50 dział.&lt;br /&gt;
Odsiecz „Wołodyjowskiego”&lt;br /&gt;
Polsko-ukraińska załoga Zamościa odparła atak wojsk Budionnego i stanęła na drodze na zachód. Gen. Haller ze swoją Grupą Pościgową odciął wrogowi odwrót; od północy szli legioniści. Konarmia znalazła się w potrzasku. Drogę ucieczki wybrano przez polską jazdę. Historia przytaknęła, że nie był to dobry wybór.&lt;br /&gt;
By osłaniać 13 Dywizję Piechoty i mieć dobrą pozycję do dalszych działań należało zająć wzgórze 255. Zadanie to wykonywał 2 Pułk Ułanów Rokitniańskich (nazwa pochodziła od szaleńczej szarży pod Rokitną w 1915 r.). Stamtąd dostrzegli tabory kozackie, które zaatakowano. 8 Pułk Ułanów zdobywa tabor samochodowy sztabu Budionnego. Na krańcu wzgórza pojawiają się masy kawalerii Konarmii, które ruszają na ułanów 2 Pułku.&lt;br /&gt;
Rokitniańczycy nie czekając aż zaleje ich kolumna kozacka ruszają do szarży. Jest ich tylko dwustu. Szanse mają bliskie zeru, bo naprzeciw pędzi na nich kilka sowieckich pułków. Wzajemny ostrzał rośnie. Szwoleżerowie „wrzucają” koniom galop, wydają okrzyk, unoszą szable. Linie jazdy uderzają o siebie, rozlega się potężny krzyk walczących i szczęk broni. Polacy roznoszą pierwsze szeregi kozackie, ale kolejne wyhamowują polską jazdę. Ta garstka długo nie wytrzyma takiej przewagi wroga.&lt;br /&gt;
W tym momencie przybywa 9 Pułk Ułanów, który ma za sobą 20 km drogi. Z miejsca ruszają dwa szwadrony, by wesprzeć kolegów. Kolejne polskie szable tracąc połysk, zyskują krwawy nalot. Kozacy zostali odepchnięci, ale widząc, że za 9 PU nie ma żadnego wsparcia kontratakują. Co jakiś czas odrywają się od skłębionej masy konno-ludzkiej polskie szwadrony i powracają szarżą. Bolszewików przybywa, obchodzą skrzydła polskiej linii. Artyleria i broń maszynowa przecinają pociskami całe pole, rażąc obie strony. Dowódca 9 PU mjr Dembiński liczy na swój odwód - 3 szwadron. Nagle dzieje się coś strasznego: na ten oddział spada salwa granatów czyniąc z niego krwawą miazgę. Rozerwanych i podziurawionych odłamkami jest 23 żołnierzy (w tym 11 zabitych), padło 18 koni - szwadron przestaje istnieć. To jednak nie strzelali bolszewicy, a artyleria 13 DP, z którą nie było łączności. Nie była to niestety, jedyna celna salwa własnej artylerii, która dosięgła ułanów.&lt;br /&gt;
Polacy słabną, ręce mdleją im od ciągłego „obracania” szablą. Ileż można ciąć potwora, któremu ucina się odnóża, a na ich miejsce odrastają kolejne? Wreszcie na pole bitwy wpada rtm. Tadeusz Komorowski na czele 12 PU Podolskich z 6 BK. Ten 25-latek nie zważając na przestrzeloną rękę, prowadzi pułk do szarży, uderzając w bok brygady kozackiej szykującej się do natarcia na prawe skrzydło 7 BK (ten niewielki wzrostem oficer i znakomity jeździec zostanie później dowódcą Armii Krajowej). Później włączają się do ataku 1 PU Krechowickich i 14 PU Jazłowieckich. Po pół godzinie pole zostaje oczyszczone z nieprzyjaciół. Kto z kozaków nie rzucił się do ucieczki umierał, mając jako ostatni widok w życiu twarz polskiego ułana.&lt;br /&gt;
Szarża ułanów rtm. Krzeczunowicza&lt;br /&gt;
Po 3 godzinach morderczych zmagań można było odetchnąć i posilić się. Pod wieczór ułani 6 BK ruszają jako pierwsi na Werbkowice, potem 7 BK: 8 i 2 PU, w ariergardzie jest najbardziej wyczerpany i przerzedzony 9.  – ułani prowadzą zmęczone konie.&lt;br /&gt;
Nagle na tyłach kolumny wyrastają kozackie pułki 6 DK. 6 BK nie może pomóc, ułani z 7 BK, którzy całe przedpołudnie bili się z sowietami, mogą liczyć tylko na własne uszczuplone siły. Znowu ułani 9 pułku, niesieni bardziej honorem niż siłą koni, ruszają do szarży na masy wyjącej złowieszczo kawalerii. Terkot broni maszynowej gęstnieje. Baterie 6 BK samorzutnie odwracają działa i biją w kozackie hordy, ryjąc w nich bruzdy. Zdaje się, że zaraz bolszewicy przełamią linię polską. Walka toczy się na szable, pistolety, sztylety i gołe pięści.&lt;br /&gt;
Do 8 PU dołączają sztaby dywizji i brygady, wszyscy dobywają szabel i pistoletów. Rtm. Krzeczunowicz prowadzi szwadrony do ataku jak w czasie musztry: przepisowe odstępy, linie wyrównane, rotmistrze na czele szwadronów. Ostatnie kilkadziesiąt metrów ułani pokonują w galopie, dobywając z koni resztek sił. Kozacy „witają” ich salwą i w tym momencie 8 Pułk wpada na nich z gromkim krzykiem, siejąc śmierć szablami. Sowieci nie wytrzymują tej szarży i rzucają się do ucieczki. Polacy jadą na karkach bolszewii jeszcze przez 3 km.&lt;br /&gt;
Straty po stronie polskiej wyniosły około 400 zabitych i rannych (w tym 9 Pułk został dosłownie zmielony: 54 zabitych i 66 rannych), ubito 500 koni. Sowieci mieli ok. 4000 zabitych i rannych. Największe od czasów Napoleona starcie kawalerii zakończyło się przetrąceniem kręgosłupa „niezwyciężonej” Konarmii, której szczątki zostały 20 IX wycofane z frontu.&lt;br /&gt;
Korzystałem m.in. z książki Beaty Biszczan i Anny Wojdy „Komarów. Ocalić od zapomnienia” cz. 2, www.bitwapodkomarowem.pl. &lt;br /&gt;
Grzegorz Hajduk&lt;br /&gt;
grzechhajduk@poczta.onet.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-7223151605563538596?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VHb-vPj_RKUFK4aFU54EEcOv6I4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VHb-vPj_RKUFK4aFU54EEcOv6I4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VHb-vPj_RKUFK4aFU54EEcOv6I4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/VHb-vPj_RKUFK4aFU54EEcOv6I4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/mNHHGkp4Hbk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/7223151605563538596/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/08/ostatnia-taka-bitwa.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/7223151605563538596?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/7223151605563538596?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/mNHHGkp4Hbk/ostatnia-taka-bitwa.html" title="Ostatnia taka bitwa" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/08/ostatnia-taka-bitwa.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUAERH0yeyp7ImA9Wx5RGU4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-2791711739588505538</id><published>2010-08-27T11:28:00.000-07:00</published><updated>2010-08-27T11:28:25.393-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-08-27T11:28:25.393-07:00</app:edited><title>Palmiry - okruch zbrodni niemieckich</title><content type="html">„Omówiłem [...] ten nadzwyczajny program pacyfikacyjny, którego celem była przyspieszona likwidacja [...] większości buntowniczych polityków głosząc opór i innych osobników politycznie podejrzanych [...], położenie kresu tradycyjnej polskiej przestępczości. Przyznaję otwarcie, że w rezultacie będzie musiało się rozstać z życiem kilka tysięcy Polaków, głównie ze sfer ideowych przywódców polskich” (Generalny gubernator Hans Frank, 30 maja 1940 r.) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zobowiązanie do uśmiercania &lt;br /&gt;
Niemcom po klęsce militarnej Rzeczypospolitej w 1939 r. nie wystarczało, że Polska jest pobita i okupowana przez dwóch lewicowych agresorów-ludobójców. Władze III Rzeszy, podobnie jak Związku Sowieckiego, chciały, by w przyszłości Polacy nie byli zdolni do jakiegokolwiek buntu i walki. Polacy, znani z tego, że jak się biją to robią to w taki sposób, że lepiej wtedy być w innym miejscu, nie mogli mieć ludzi zdolnych do tworzenia zrębów podziemia.&lt;br /&gt;
Dlatego też dr Frank, skądinąd bardzo dobrze wykształcony ludobójca, powiedział w maju 1940 r.: „Dla nas wszystkich jako narodowych socjalistów nakazem chwili jest podjęcie zobowiązania, że dołożymy wszelkich starań, by w narodzie polskim nie wykrystalizował się już żaden opór”. Pamiętać należy, że machina niemiecka zaczęła „dokładać starań” już od września 1939 r. Niemcy mieli na koncie masowe mordy na jeńcach polskich i ludności cywilnej.&lt;br /&gt;
„Akcja Inteligencja”, trwająca z przerwami do 1943 r. miała plon śmierci ok. 100 tys. Polaków, w tym 50 tys. zgładzonych w tzw. „akcji bezpośredniej”, jak elegancko Niemcy nazywali rozstrzelanie; kolejne 50 tys. wysłano do obozów koncentracyjnych, gdzie końca wojny doczekali nieliczni. Nie sposób w jednym artykule nawet wymienić wszystkich miejsc  mordów, obozów, akcji specjalnych, rachunków ofiar, akcji wysiedleńczych. Sama „Akcja T4” to niewyobrażalny koszmar (czy jeszcze ktoś z nauczycieli historii wspomina o niej w ogóle?). Jakimż bydlęciem trzeba być, by np. zamordować 500 upośledzonych dzieci, podając im śmiertelne dawki Luminalu?&lt;br /&gt;
Akcja AB&lt;br /&gt;
Polska ziemia wchłaniała coraz więcej polskiej krwi w setkach egzekucji i pacyfikacji. Jednym z miejsc, gdzie „nadludzie” wcielali w życie ołowiem ideały socjalizmu narodowego były Palmiry. Jedno z wielu symboli kaźni narodu polskiego. „Nadzwyczajna akcja pacyfikacyjna” (akcja AB - Außerordentliche Befriedungsaktion) w 1940 r. objęła całe Generalne Gubernatorstwo. W Puszczy Kampinoskiej w czasie tajnych egzekucji od grudnia 1939 r. do lipca 1941 r. Niemcy zgładzili 1757 osób. Mordowali każdego, kto w ich uznaniu był niebezpiecznym dla III Rzeszy; dotyczyło to również kobiet. W pierwszej kolejności były to osoby wykształcone, politycy lub wojskowi. „Wynik” akcji AB w maju i lipcu 1940 r. to 3500 ofiar.&lt;br /&gt;
Skazańców przywożono z więzień warszawskich, głównie z Pawiaka i rozstrzeliwano nad wcześniej wykopanymi dołami. Zbrodnie palmirskie miały nigdy nie zostać ujawnione – miejsca mordów zamaskowano zasadzając las (ileż podobieństw do Zbrodni Katyńskiej!). W Palmirach jest 2115 grobów, m.in. Janusza Kusocińskiego - złotego medalisty na Olimpiadzie w Los Angeles w 1932 r., Macieja Rataja - marszałka Sejmu, Jana Pohoskiego - wiceprezydenta Warszawy, bł. Zygmunta Sajny - księdza.&lt;br /&gt;
Ostatni bieg&lt;br /&gt;
M. Tuszyński stwierdził, że proroctwem Mickiewicza było nazwanie w „Panu Tadeuszu” najszybszego z chartów – „Kusym”. Według S. Kisielewskiego postać ta, „to najczystszy i najbardziej przekonujący symbol wartości tak fizycznych, jak i duchowych, zawartych w przepięknej idei sportu”. Mowa o Januszu Kusocińskim. Za bohaterską obronę Warszawy „Kusy” dostał Krzyż Walecznych (pomimo dwukrotnego ranienia nie chciał opuścić stanowiska; na początku wojny nie powołano go z powodu kontuzji kolana). Sanitariuszce, która się dziwiła, że ma takie szczupłe nogi, a zwyciężał tylu światowych „debeściaków” bieżni, klarował, że na stadionie kierowała nim ambicja i miłość do Ojczyzny. „Mógłbym paść, byle tylko zwyciężyć!”.&lt;br /&gt;
Nie były to czcze słowa. „Kusy” biegnąc w 1932 r. na dystansie 10.000 m od 15-go okrążenia przeżywał katusze, bo kolce butów wbijały mu się w stopy – kolczatki były wygodne do biegu po terenie trawiastym, a tu była twarda olimpijska bieżnia. Cierpiał, ale biegł i to tak, że dobiegł pierwszy. Publiczność szalała na cześć Polaka, a „Kusy”, nowy rekordzista olimpijski, z powodu skatowanych stóp nie był w stanie się cieszyć. Lekarz jak je ujrzał zabronił mu startu w kolejnym biegu. Choć miał 165 cm wzrostu i prasa po jego debiucie dwa lata wcześniej pisała, że ma „rozpaczliwy styl biegania” był gigantem woli walki, mistrzem polskiej i światowej bieżni. Dziś jest patronem wielu szkół.&lt;br /&gt;
Będąc członkiem organizacji wojskowej „Wilki”, kiedy był torturowany w gestapowskim areszcie na Pawiaku, nie wydał nikogo. Niemcy traktowali do specjalnie: miał kajdany na rękach i nogach. Wg świadectwa osoby, która go widziała: „Zobaczyłam przed sobą zbolałego, zgarbionego starca, [miał wtedy 33 lata] ledwie mógł się poruszać”. Tacy ludzie byli niebezpieczni dla „rasy panów” i jedyne, co „panowie” mogli z takimi niezłomnymi zrobić to unicestwić fizycznie i wrzucić do tajnego dołu.&lt;br /&gt;
Kiedy lufy niemieckich karabinów jeszcze dymiły w lesie palmirskim, „Kusy” - tak jakby po strzale na start - wyruszył w swój ostatni bieg. I choć zostawił za sobą ziemską sławę jednego z najpopularniejszych sportowców Polski międzywojennej, przed sobą miał jakże wspaniałą Metę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grzegorz Hajduk&lt;br /&gt;
grzechhajduk@poczta.onet.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-2791711739588505538?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/r_G6xUeybBnDLvReR-3hQVcAU8Q/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/r_G6xUeybBnDLvReR-3hQVcAU8Q/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/r_G6xUeybBnDLvReR-3hQVcAU8Q/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/r_G6xUeybBnDLvReR-3hQVcAU8Q/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/DSk2CiREkXw" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/2791711739588505538/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/08/palmiry-okruch-zbrodni-niemieckich_27.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/2791711739588505538?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/2791711739588505538?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/DSk2CiREkXw/palmiry-okruch-zbrodni-niemieckich_27.html" title="Palmiry - okruch zbrodni niemieckich" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/08/palmiry-okruch-zbrodni-niemieckich_27.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEAMRXw8fip7ImA9Wx5TFkk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-4080962524349209950</id><published>2010-07-31T23:06:00.000-07:00</published><updated>2010-07-31T23:06:24.276-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-07-31T23:06:24.276-07:00</app:edited><title>Wywiad z prof. Witoldem Kieżunem</title><content type="html">66. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego&lt;br /&gt;
Z prof. Witoldem Kieżunem, żołnierzem Armii Krajowej ps. “Krak”, “Wypad”, członkiem oddziału specjalnego “Harnaś” walczącego w Powstaniu Warszawskim, odznaczonym Krzyżem Virtuti Militari przez gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, rozmawia Mariusz Bober&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powstanie Warszawskie trwało 63 dni, ale przygotowywano się do niego od początku okupacji. Pana pokolenie nigdy nie złożyło broni.&lt;br /&gt;
– Niemcy pozbawili nas młodości. Teraz młodzieży trudno jest wyobrazić sobie, jak się wówczas żyło. Przez pięć lat godzina policyjna od godz. 21.00 do godz. 5.00, a nieraz nawet od godz. 19.00. Nie było telewizji, radia ani teatru czy kina. Jak wiadomo, w niemieckim kinie siedziały wtedy “tylko świnie”. Żadnych zawodów sportowych, czasem tylko graliśmy w piłkę w parku Żeromskiego na Żoliborzu, zawsze jednak towarzyszył nam strach przed tzw. łapanką. Gdy ktoś wychodził z domu, to nie wiedział, czy wróci. Kiedyś latem poszliśmy nad Wisłę i niemal cudem uniknęliśmy aresztowania. Niemcy organizowali łapanki nawet na plaży. Ktoś przechodzący ostrzegł nas, zdążyliśmy wskoczyć do Wisły i przepłynąć na drugą stronę. Nawet w drodze na Mszę św. nie można było czuć się bezpiecznie. Pamiętaliśmy uroczysty ślub w kościele św. Aleksandra, gdy Niemcy otoczyli świątynię i wszystkich aresztowali. Dlatego idąc na Mszę św., zawsze stawałem blisko ołtarza, licząc, że w razie czego ucieknę przez zakrystię. Ale później ktoś uświadomił mi, że Niemcy na pewno obstawiliby również to wyjście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak dla Pana zaczęło się Powstanie?&lt;br /&gt;
– Czekaliśmy na rozpoczęcie walk od 28 lipca 1944 r., gdy zarządzono mobilizację. Przewieźliśmy broń do mieszkania, w którym zorganizowano zbiórkę – wiedzieliśmy już, że mamy zdobywać Komendę Miasta, naprzeciwko Hotelu Europejskiego. Ale ostatecznie łącznik przyniósł rozkaz, by zostawić broń i rozejść się do domów. Na zbiórkę przygotowującą do Powstania trzeba było poczekać do 1 sierpnia. W pierwszych dniach doświadczaliśmy niezwykłej solidarności i jedności, gdy milion ludzi czuło i myślało tak samo. Ludność cywilna z entuzjazmem odnosiła się do nas, chcąc pomagać w budowie barykad, oddając nam jedzenie itd. To było coś niesamowitego – zwycięstwo nad strachem i nad śmiercią, wyzwolenie z małości natury ludzkiej. Pamiętam atak na komendę policji. W noc poprzedzającą tę akcję, 23 sierpnia, przed zaśnięciem pomyślałem sobie, że może to być ostatni dzień w moim życiu. Ale nie robiło to na mnie wielkiego wrażenia. Gdy próbuję oddać ówczesny stan mojej psychiki, przypominają mi się słowa z “Wesela”: “Tak by się nam serce rwało do ogromnych… wielkich rzeczy”. Nie zważaliśmy na niebezpieczeństwo. Szliśmy do walki z przekonaniem: jeśli zginę, to trudno, ale przynajmniej jednego Niemca zabiję. Tak duża była w nas chęć odwetu za ukradzioną młodość, za morderstwa, łapanki i ciągły terror.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Która z Pana akcji była najbardziej udana?&lt;br /&gt;
– Atak na Pocztę Główną, gdy udało mi się wziąć kilkunastu jeńców niemieckich do niewoli oraz sporo broni i amunicji. Ważne było opanowanie domu parafialnego kościoła Świętego Krzyża ze zdobytym ciężkim karabinem maszynowym, oraz komendy niemieckiej policji, kiedy również udało mi się zdobyć karabin maszynowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za te akcje został Pan odznaczony przez samego generała Tadeusza Bora-Komorowskiego orderem Virtuti Militari…&lt;br /&gt;
– Byłem tym całkowicie zaskoczony. Kazano nam się stawić na ul. Kredytową 6, gdzie – jak nam powiedziano – miała się odbyć wizytacja komendanta głównego AK. Spotkaliśmy tam wiele oddziałów. Wywołano 14 żołnierzy, wśród nich niespodziewanie znalazłem się i ja. Dostałem też awans na podporucznika. Wcześniej zaś, 19 sierpnia, otrzymałem Krzyż Walecznych i awans na plutonowego podchorążego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A który moment Powstania był najtrudniejszy?&lt;br /&gt;
– Akcja na Woli – przebicie się przez ul. Wolską. Potem bardzo trudne były walki na ul. Żelaznej, gdzie mieliśmy przeciwko sobie niemieckie czołgi. Wymyśliłem wtedy bombę własnej konstrukcji, zrobioną z niemieckiego granatu w dużej puszce po konserwach i otoczonego plastikiem [silny materiał wybuchowy - red.]. Udało się, ładunek uszkodził czołg. Ale zaraz potem pojazd odwrócił lufę w naszym kierunku i wystrzelił. Na szczęście trafił w przeciwległą część wyjazdowej bramy budynku. Wystrzał ogłuszył mnie do tego stopnia, że sprawdzałem sprawną ręką, czy wszystkie części ciała mam na swoim miejscu. Gorzej skończyło się to dla mojego kolegi, podchorążego o pseudonimie “Łoś”. Został ciężko ranny i trafił do szpitala. Następnego dnia Niemcy zbombardowali budynek… Później też miałem dużo szczęścia. Pamiętam, jak ostrzeliwałem pozycje niemieckie na ulicy Wolskiej zza beczek z piaskiem, przez małą lukę między nimi. Zdążyłem wystrzelić kilka magazynków, gdy przyszedł kolega, by mnie zmienić. Już po 10 minutach został trafiony… Na szczęście przeżył, choć do końca Powstania leżał w szpitalu. Nieco mniej szczęścia miałem podczas walk na bazarze między Nowym Światem a ulicą Kopernika. Ostrzeliwaliśmy z kolegą Niemców przez dziurę w murze. Co pewien czas szybko wychylaliśmy się przez nią, strzelaliśmy i cofaliśmy się na swoje miejsca. Ale za którymś razem, gdy tylko wychyliłem się, kula niemal otarła się o moją głowę i wyrwała kawałek ucha. Nie zważałem jednak na to.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pana rodzina też miała tyle szczęścia?&lt;br /&gt;
– Na szczęście moja mama przeżyła. Zginęła natomiast, w trakcie walk w elektrowni na Powiślu, moja jedyna, ukochana stryjeczna siostra, Basia Kieżun. Po upadku Powstania nasze mieszkanie, tak jak cała kamienica, wyleciało w powietrze. Straciliśmy dorobek kilku pokoleń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od początku należał Pan do Armii Krajowej?&lt;br /&gt;
– Pierwszą naszą – byłych absolwentów Gimnazjum im. Księcia Poniatowskiego – organizacją konspiracyjną była wojskowa organizacja “Bicz”. Już w pierwszych dniach października 1939 r. starszy o jedną klasę gimnazjalną kolega, Adam Rzewuski, który przed wojną zdążył ukończyć roczny kurs Szkoły Podchorążych, zaproponował mi dobranie przeze mnie czwórki kolegów do działania podziemnego w strukturze piątkowej. Z każdej piątki tylko jej dowódca znał wyższego przełożonego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakie były zadania tej konspiracji?&lt;br /&gt;
– Naszym pierwszym zadaniem było odnajdywanie ukrytej broni we wrześniu 1939 r. i nauka sztuki wojskowej. Na początku udało się nam znaleźć skrzynkę granatów w Cytadeli. W 1940 r. Niemcy aresztowali dwóch naszych dowódców: Adama Rzewuskiego i Bogdana Grycnera. Grycner zginął w Palmirach, a Rzewuski w obozie koncentracyjnym. Mimo tych strat, działalność konspiracyjna rozwijała się dynamicznie. Coraz częściej jednak ktoś z naszych kolegów, znajomych i członków rodzin ginął na Pawiaku czy w Auschwitz i innych obozach. Coraz bardziej narastała wrogość i chęć odwetu na Niemcach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten sposób spontanicznie rodziło się pragnienie zrywu?&lt;br /&gt;
– Taka była wtedy atmosfera. Dlatego analizowanie teraz sensu powstania przez ludzi, którzy nie przeżyli okupacji Warszawy, jest obciążone trudnością wczucia się w tę atmosferę chęci odwetu na Niemcach, narastającą w miarę przedłużania się okresu niemieckiego bestialstwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do samego Powstania Niemcy nie dowiedzieli się o Pana działalności?&lt;br /&gt;
– Wiosną 1944 r. przeprowadzili aresztowania w naszej kompanii łączności pułku AK “Baszta”, nazywanej wówczas pseudonimem dowódcy “Lucjan” [Jerzy Stawiński, po wojnie znany pisarz, autor scenariuszy filmowych - przyp. red.]. Dostałem ostrzeżenie, że również jestem zagrożony aresztowaniem. Przeniosłem się do opuszczonego mieszkania, należącego do mojego stryja. Dostałem wtedy przydział do oddziału specjalnego do działań dywersyjnych batalionu “Gustaw”. W mieszkaniu urządziliśmy skład broni naszego oddziału. Przechowywałem: pistolety maszynowe, pistolety ręczne, granaty polskie i niemieckie, amunicję, zapasowe magazynki itd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystko było przygotowane do Powstania?&lt;br /&gt;
– Do akcji dywersyjnych – oczywiście, i do Powstania. Dlatego gdy w lipcu 1944 roku zobaczyliśmy niemieckich maruderów w Warszawie, jadących nawet na chłopskich wozach, nie mogliśmy usiedzieć w miejscu. Podobnie było z resztą warszawiaków. W stolicy zaczęło pojawiać się coraz więcej niemieckich samochodów, uciekały całe rodziny. Widać już było totalny odwrót Niemców. Doszło do tego, że zaczęliśmy kupować broń od niemieckich żołnierzy… Gdyby w takiej atmosferze, jaka zapanowała, Powstanie nie wybuchło, i tak byłoby wiele ofiar. Niemcy bowiem nakazali, żeby 100 tys. mężczyzn – mieszkańców Warszawy – zgłosiło się do kopania okopów. Stawiło się… kilkanaście osób. Niemcy musieli odebrać to jako otwarty bunt. Ich reakcja mogła być tylko jedna – doprowadzić ludzi przymusowo, np. poprzez masowe aresztowania. Inna rzecz, że w moim środowisku nie wierzyliśmy, iż chodzi tu o kopanie okopów, ale o zabezpieczenie się przed Powstaniem poprzez wywózkę, a może i masowe rozstrzeliwania. Niemcy dobrze wiedzieli, że Warszawa jest największym punktem oporu w Europie. Wiadomo było w dodatku, już od 1942 r., że jeśli Hitler wygra wojnę, ze stolicy Polski zrobi 200-tysięczne niemieckie miasto Warschau, bez Polaków… Poza tym coraz częściej nasze oddziały przenosiły broń do punktów zbiórek. A przecież niemieckie patrole też nie spały. Istniało duże ryzyko, że jeżeli jakiś oddział wpadnie, rozpęta się strzelanina, która łatwo mogła się w tak napiętych realiach przerodzić w niekontrolowany wybuch. Moi koledzy mieszkali na Żoliborzu. W takiej sytuacji natychmiast przybiegliby do mojego mieszkania po broń. Zresztą ja sam na pewno pospieszyłbym na pomoc kolegom z innych oddziałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Utrzymał Pan broń w mieszkaniu do samego Powstania?&lt;br /&gt;
– Gdy 28 lipca 1944 r. nadszedł rozkaz mobilizacji, mieliśmy z dwoma kolegami przewieźć ją na miejsce zbiórki. Pamiętam niezwykłą sytuację. Przewoziliśmy dorożką nasz arsenał w walizkach, gdy nagle na stopień wskoczył niemiecki podoficer… i zażądał, by podwieźć go szybko na czoło maszerującej kolumny żołnierzy. Nieco uspokojeni zaczęliśmy go wypytywać, co się dzieje. Potwierdził, że to klęska Niemców w wojnie z Sowietami i że się ewakuują. Być może jednak dzięki niemu dojechaliśmy niezatrzymywani z Żoliborza aż do ul. Bonifraterskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy rzeczywiście realna była groźba niekontrolowanego wybuchu Powstania?&lt;br /&gt;
– Niestety tak, z powodów, o których wcześniej mówiłem. Trzeba też pamiętać, że oprócz AK w Polsce i w Warszawie działała też Armia Ludowa. Możliwe było, że to ona pierwsza rozpocznie Powstanie. Tym bardziej że właśnie wtedy nadająca z Moskwy Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki zaczęła apele: “Rodacy – nawoływano – chwytajcie za broń. Przyszła chwila zemsty. Armia Czerwona jest blisko, pomożemy wam. Skończy się ten straszny czas okupacji!”. Sam to słyszałem. Mieliśmy możliwość słuchania radia, bo matka jednego z moich kolegów była Niemką i mogła legalnie mieć radioodbiornik. Była przeciwniczką Hitlera, a jej syn wraz z nami brał udział w powstaniu… Po wojnie stanęła przed sądem PRL, ale proces skończył się owacją na jej cześć. Podsumowując, można powiedzieć, że zapanowała wówczas sytuacja jak w greckiej tragedii – było to położenie bez wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego?&lt;br /&gt;
– Ponieważ Powstanie nie zostało jeszcze wystarczająco dobrze przygotowane. Zły był sam moment wybuchu, bo zryw stanowił akt dywersji, a to organizuje się tuż nad ranem, a nie o godz. 17.00. Nie pomyślano też o wykorzystaniu kanałów w celach dywersyjnych. Wykorzystywaliśmy je później, głównie do transportu rannych i przegrupowywania się. Poza tym Stany Zjednoczone Ameryki i Francja przyznały nam prawa kombatanckie, uznając AK za część Polskich Sił Zbrojnych… pod koniec Powstania. Tymczasem taka decyzja powinna być podjęta najpóźniej drugiego lub trzeciego dnia po jego wybuchu. Taka opieszałość w uznaniu nas za armię aliancką miała charakter wręcz zbrodniczy, bo gdy Niemcy pochwycili naszych żołnierzy, to ich mordowali, nawet tych rannych. W ten sposób wymordowali rannych powstańców ze szpitala na Starówce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego alianci tak późno uznali AK za armię sojuszniczą?&lt;br /&gt;
– Myślę, że z powodu zdecydowanie prosowieckiej polityki prezydenta USA Franklina D. Roosevelta. Swoje stanowisko wytłumaczył – z zastrzeżeniem zachowania tajemnicy przez 25 lat po swojej śmierci – ks. kard. Francisowi J. Spellmannowi [metropolita Nowego Jorku w latach 1939-1967 - red.]. Hierarcha postanowił interweniować u Roosevelta, gdy ten zdecydował się zawrzeć umowę o pomocy ze Stalinem. Kardynał zaniepokoił się, że władze USA pomagają reżimowi, który prześladuje chrześcijan. Na te uwagi Roosevelt odpowiedział, że po pierwsze – Stalin właśnie ponownie otworzył cerkwie prawosławne w ZSRS, a po drugie – USA po wojnie muszą mieć sojusz ze Związkiem Sowieckim, aby zniszczyć imperializm brytyjski, francuski itd. Amerykański prezydent twierdził, że to USA zaczęły w XVIII wieku proces demontażu kolonializmu brytyjskiego, ale nie został on dokończony. Roosevelt liczył, że po zwycięskiej wojnie z Niemcami doprowadzi w sojuszu z ZSRS do likwidacji kolonializmu. Dlatego nie zgodził się po zwycięstwie w Afryce na propozycję Winstona Churchilla dotyczącą ataku poprzez Grecję, Jugosławię i dalej na północ, aż do Polski, ale zdecydował się uderzyć na Włochy. Nie chcąc psuć sobie relacji ze Stalinem, nie zmusił go też do udostępnienia sowieckich lotnisk samolotom z pomocą dla powstania. Dopiero w drugiej połowie września, po wielu naciskach z różnych stron, doprowadził do zgody Stalina na lądowanie samolotów amerykańskich z bezużytecznymi już dla upadającego Powstania zrzutami broni. Warto też pamiętać, że Stalin groził Rooseveltowi, że jeśli będzie zbytnio na niego naciskał, zawrze rozejm z Niemcami. Działanie przeciwko interesom Polski było więc na rękę Rooseveltowi… Nie chciał, by alianci znaleźli się w Polsce jeszcze przed Sowietami, którzy musieliby wtedy zadowolić się przedwojennymi granicami, co uderzało w ich interesy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na konferencji w Teheranie w 1943 r. dokonano podziału Europy na strefy wpływów. Dlatego armie alianckie celowo spowolniły front walk z Niemcami? &lt;br /&gt;
– Rzeczywiście, kolejny element, który pogorszył sytuację powstania, to zatrzymanie ofensywy antyniemieckiej przez Stalina, i to przed samą Warszawą. Miało to jeszcze jedną konsekwencję. Na wstrzymaniu działań na froncie wschodnim o pięć miesięcy skorzystali Niemcy, którzy zaatakowali Amerykanów w Ardenach. Ponadto wyhamowanie dotychczasowego szaleńczego wręcz tempa ofensywy antyniemieckiej opóźniło cały wschodni front. Gdyby nie to, Sowieci byliby w Berlinie zapewne w styczniu 1945 r., a nie w maju. To oznacza, że mogliby zakończyć wojnę, dochodząc np. aż do Monachium. A wtedy już nie cofnęliby się. Kontrolowaliby Europę. Roosevelt przystałby na to, bo miałby silnego sojusznika w walce z kolonializmem mocarstw europejskich. A wtedy zapewne do dziś żylibyśmy w PRL. Dlatego można powiedzieć paradoksalnie, że Powstanie uratowało Europę przed komunizmem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wątpił Pan w słuszność decyzji o rozpoczęciu walk?&lt;br /&gt;
– Nie. Powstanie było mimo wszystko lepszym wyborem. Gdyby nie wybuchło, prawdopodobnie bylibyśmy mordowani tak jak Żydzi w obozach i rozstrzeliwani na ulicach Warszawy. Powtarzam: była to tragedia grecka, każde rozwiązanie było tragiczne. Pamięć o Powstaniu jest bardzo ważna. Kształtuje tożsamość Narodu, tak jak pamięć o holokauście łączy i podtrzymuje tożsamość narodu żydowskiego. Ludzkość powinna jednak wyciągnąć jeszcze inną naukę. Trzeba zrobić wszystko, by nie dopuszczać do wojen. Jest niepojęte, dlaczego światowa historia jest nieustannie teatrem wojny. Przecież nasze życie jest takie krótkie…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję za rozmowę.&lt;br /&gt;
za : bibula.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-4080962524349209950?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/SSaD_xD-w-nBPniMmTcy4bxy-yU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/SSaD_xD-w-nBPniMmTcy4bxy-yU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/SSaD_xD-w-nBPniMmTcy4bxy-yU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/SSaD_xD-w-nBPniMmTcy4bxy-yU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/gZalp6C048k" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/4080962524349209950/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/07/wywiad-z-prof-witoldem-kiezunem.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/4080962524349209950?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/4080962524349209950?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/gZalp6C048k/wywiad-z-prof-witoldem-kiezunem.html" title="Wywiad z prof. Witoldem Kieżunem" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/07/wywiad-z-prof-witoldem-kiezunem.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ck8GRHg-eip7ImA9WxFaEU8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-2164189956315404141</id><published>2010-07-14T08:20:00.000-07:00</published><updated>2010-07-14T08:20:25.652-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-07-14T08:20:25.652-07:00</app:edited><title>Prawdę o Smoleńsku musi usłyszeć Polska i cały świat</title><content type="html">&lt;b&gt;Prawdę o Smoleńsku musi usłyszeć Polska i cały świat – rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
“Leszek zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku, i poradził, bym się przespał”. Z Jarosławem Kaczyńskim rozmawiają Katarzyna Gójska-Hejke i Tomasz Sakiewicz (“Gazeta Polska”).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy czuł Pan niepokój przed podróżą Brata do Katynia? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie sprawa zaczęła się wówczas, gdy zakwestionowano prawo wyjazdu prezydenta z rodzinami katyńskimi na coroczne uroczystości upamiętniające zamordowanych polskich oficerów. Podkreślam słowo coroczne, bo to właśnie 10 kwietnia każdego roku, a nie jak premier 7 kwietnia, organizowano wyjazd na cmentarz katyński. Tymczasem po telefonie Władimira Putina do Donalda Tuska członkowie jego gabinetu zaczęli ogłaszać wprost, że do Katynia nikt prezydenta nie zaprasza i jego wyjazd na obchody 70. rocznicy tej zbrodni nie jest koniecznością i powinnością, ale czymś w rodzaju niezrozumiałej zachcianki. Ku mojemu zdumieniu rozpoczęło się podważanie prawa Lecha Kaczyńskiego do udziału w tej uroczystości. Muszę przyznać, że choć atak był kuriozalny, nawet jak na obyczaje gabinetu Tuska i jego medialnych sojuszników, to jednak nie wzbudził we mnie jakiegoś szczególnego zdziwienia, a wiedziałem już, że są zdolni posunąć się bardzo daleko. Niepokoiło, że tym razem wprost grają z Rosjanami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prezydent wahał się, czy pojechać do Katynia? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Absolutnie nie. Przez pewien czas nie było jednak pewne, jak się tam uda i jak ten wyjazd zostanie zorganizowany. Później – nie pamiętam dokładnie kiedy – pojawiła się koncepcja dwóch wyjazdów. Premier oddzielnie i prezydent oddzielnie. Lech Kaczyński miał jechać razem z coroczną delegacją środowisk katyńskich, a Donald Tusk specjalnie do Putina. Chcę mocno podkreślić, że organizatorem tego corocznego wyjazdu środowisk katyńskich był rząd. Prezydent poleciał do Katynia rządowym samolotem. Nie prezydenckim – bo takiego nie było i nie ma. To rząd Donalda Tuska dużo wcześniej odmówił głowie państwa prawa do korzystania z tupolewa. Dopiero po katastrofie ministrowie i sam premier zaczęli nazywać ten samolot prezydenckim. To dość znamienne. Tym bardziej że prezydentowi usiłowano odmówić samolotu niejeden raz. Tak było przed słynnym wyjazdem do Tbilisi, gdy Gruzję zaatakowały wojska rosyjskie. Premier Tusk chciał odmówić Lechowi Kaczyńskiemu prawa do polecenia rządowym samolotem. Uległ po telefonie prezydenta Busha do prezydenta RP. Prezydent USA z całą mocą poparł wtedy plan Lecha Kaczyńskiego. Donald Tusk przestraszył się międzynarodowej kompromitacji i wycofał swoje zastrzeżenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pan też miał polecieć do Smoleńska 10 kwietnia? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak. Nie poleciałem z powodu stanu zdrowia Mamy. Było dla nas oczywiste, że przynajmniej jeden z nas musi przy niej być. Wcześniej nawet nocami razem czuwaliśmy w szpitalu. Z natury rzeczy to ja, a nie mój brat, musiałem zrezygnować z lotu do Smoleńska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie miał Pan jakichś przeczuć przed tą podróżą Brata? Nie bał się Pan tym razem o Niego? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolałem, żeby Leszek jechał pociągiem – taki specjalny pociąg wyjechał z Warszawy do Smoleńska. To pamiętam bardzo dobrze. I nawet do pewnego momentu Brat też chciał tak zrobić. Ostatecznie zdecydował się na lot samolotem, bo wcześniej musiał polecieć do Wilna na spotkanie z panią prezydent Litwy. Ale to oznaczało, że nie będzie mógł pojechać pociągiem z rodzinami katyńskimi. Przyznam, iż zmartwiłem się tym. Jednak nie przeczuwałem zbliżającej się katastrofy. Muszę też powiedzieć, że od jakiegoś czasu namawiałem prezydenta, by zrezygnował z latania tupolewami. Mówiłem to także jego współpracownikom. Wszyscy rozkładali ręce i mówili: „to czym latać?”. Mówiąc wprost, to były takie graty, że nikt się nimi nie powinien poruszać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy po raz ostatni widział Pan Brata? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szpitalu u Mamy. To było późnym wieczorem w piątek. Rozmawiał ze mną, z Mamą i z prezydenckim lekarzem, który następnego dnia także zginął. Ja również rozmawiałem z panem docentem Lubińskim. Pamiętam, że pytałem go nawet, jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew. Nawet myślałem, że to może lepiej. Później jednak przypomniałem sobie wszystkie awarie JAK-ów. 10 kwietnia o 6 rano Leszek obudził mnie telefonem. Później zadzwonił o 8.20. Myślałem, że już wylądował i dzwoni ze Smoleńska. Bardzo rzadko dzwonił z telefonu satelitarnego z samolotu. Powiedział mi, że z Mamą wszystko w porządku, i poradził, bym się przespał. Pamiętam doskonale, że użył określenia: „bo się rozpadniesz”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tylko o tym Pan rozmawiał wtedy z Panem Prezydentem? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokładnie. Tak wyglądała ta bardzo krótka rozmowa. Dosłownie kilka zdań. Zresztą pamiętam, że zerwało połączenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zdziwiło to Pana? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie. Bo za każdym razem gdy rozmawiałem z Bratem przez telefon satelitarny podczas lotu – a powtarzam, było zaledwie kilka takich przypadków – połączenie się zrywało. Te rozmowy były bardzo krótkie. Dosłownie kilkuzdaniowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak się Pan dowiedział o katastrofie? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyznam, że nie posłuchałem rady Leszka. Nie położyłem się spać, tylko ubierałem się i szykowałem do odwiedzenia Mamy. Akurat goliłem się, gdy zadzwonił telefon. Byłem pewien, że to brat telefonuje już ze Smoleńska. Usłyszałem jednak jakiś nieznajomy glos. Chyba był to któryś ze współpracowników ministra Sikorskiego. Później słuchawkę przejął sam minister. Poznałem go. Nie miałem cienia wątpliwości, że stało się coś złego. Dowiedziałem się, że doszło do katastrofy. Rozbił się samolot. Wszyscy zginęli. Powiedziałem mu: „To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów”. Na tym rozmowa się skończyła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy minister Sikorski odpowiedział na te słowa? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie. Chyba zresztą sam odłożyłem słuchawkę. Po kwadransie był następny telefon. Miałem cień nadziei, że może jednak ktoś przeżył. Znów dzwonił Sikorski i kategorycznie stwierdził, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Pamiętam jego słowa: „to był błąd pilota”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie miał wątpliwości co do tego? Już wtedy wiedział, że zawinił pilot? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak. Oznajmił mi to zdecydowanie i jednoznacznie. Teraz myślę, że zarówno Sikorski, jak i sam Tusk bali się, że publicznie powtórzę to, co powiedziałem Sikorskiemu podczas pierwszej rozmowy telefonicznej. Jednak moje myśli skierowane były wtedy całkowicie na Mamę. W jej stanie nie przeżyłaby tej strasznej informacji. Popędziłem do szpitala i poprosiłem o stworzenie Mamie takich warunków, by uchronić ją przed wiadomością o śmierci Leszka. Nie było to proste – leżała na 8-osobowej sali. W szpitalu lekarze podali mi środki uspokajające. Bardzo mi pomogły. Gdy zabezpieczyłem Mamę, miałem już tylko jeden cel – jak najszybciej pojechać do Smoleńska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kto zorganizował tę podróż? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjaciele. Szczególnie muszę wyróżnić Staszka Kostrzewskiego. Był ze mną też mój cioteczny brat. Bardzo pomógł Paweł Kowal. Początkowo wydawało się, że to nierealne, ale dzięki ich determinacji udało się. Wynajęli samolot. Lotnisko w Smoleńsku zostało zamknięte, polecieliśmy zatem do Witebska na Białorusi. Wcześniej namawiano mnie, bym poleciał z Donaldem Tuskiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kto namawiał? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie pamiętam. Dzwonił ktoś od premiera. Miałem wrażenie, że Donald Tusk zdecydował się polecieć do Smoleńska wtedy, gdy dowiedział się, że ja tam lecę. Być może się mylę, ale tak to zapamiętałem. Nie chciałem jednak lecieć z premierem. Poleciałem z przyjaciółmi. Wylądowaliśmy zresztą w Witebsku przed Tuskiem. Strona białoruska zachowała się bardzo poprawnie. Na lotnisku czekał autokar i samochód osobowy. Wsiedliśmy i ruszyliśmy w drogę do Smoleńska. Po drodze zorientowaliśmy się, że tempo jazdy jest spowalniane. Dziś wiem, że nasze postoje i powolne tempo jazdy były wymuszone przez ścigającą nas delegację z premierem Tuskiem, który koniecznie chciał dotrzeć do Smoleńska przed nami. W pewnym momencie limuzyna z Donaldem Tuskiem minęła nas i dopiero wtedy pozwolono nam normalnie jechać. To była zresztą jakaś kompletna paranoja. Bo jeśli premier polskiego rządu ścigał się ze mną, kto pierwszy dojedzie do miejsca katastrofy, to widocznie szczególnie zależało mu, by się tam pokazać. Państwo wybaczą, ale nie jestem w stanie nawet zrozumieć takiej mentalności. Ja jechałem do ciał moich najbliższych – do Leszka, Marylki, Przyjaciół. To, co wyrabiał wówczas pan Tusk, po prostu nie mieści mi się w głowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ma Pan pewność, że was zatrzymywano celowo? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mam co do tego wątpliwości. Rozmawialiśmy z kierowcą. Mówił nam „nie lzja”. Ale jak limuzyna z premierem Tuskiem bez zatrzymania nas minęła, rozkaz przestał obowiązywać. Dopiero w Smoleńsku znowu nas spowalniano. W pewnym miejscu zaczęliśmy dosłownie kręcić się w kółko, zanim dotarliśmy do lotniska, które znajduje się przecież niedaleko centrum Smoleńska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W kampanii prezydenckiej unikał Pan wypowiedzi o katastrofie smoleńskiej. Czy teraz też tak będzie? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie chciałem, by śmierć moich najbliższych stała się głównym tematem kampanii wyborczej. Jednak jest sprawą zupełnie oczywistą, że państwo polskie nie może przejść do porządku nad tą niespotykaną wprost tragedią. Uczynię wszystko, by wyjaśnić przyczyny katastrofy samolotu rządowego. To jest dziś dla mnie najważniejsze i osobiście, i politycznie. Będę zabiegał o wyciągnięcie konsekwencji nie tylko prawnych wobec tych, którzy mogli przyczynić się do tego zdarzenia, ale także politycznych i moralnych. Ustalenie osób odpowiedzialnych politycznie za katastrofę smoleńską nie wymaga śledztwa. Ale to trzeba powiedzieć w odpowiednim momencie tak, by usłyszała o tym cała Polska i cały świat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim w środowym wydaniu tygodnika “Gazeta Polska”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-2164189956315404141?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/plxl8U-t_6-D2YW-2b7e61X3AU4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/plxl8U-t_6-D2YW-2b7e61X3AU4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/plxl8U-t_6-D2YW-2b7e61X3AU4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/plxl8U-t_6-D2YW-2b7e61X3AU4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/GUlf9oWrsG0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/2164189956315404141/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/07/prawde-o-smolensku-musi-usyszec-polska.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/2164189956315404141?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/2164189956315404141?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/GUlf9oWrsG0/prawde-o-smolensku-musi-usyszec-polska.html" title="Prawdę o Smoleńsku musi usłyszeć Polska i cały świat" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/07/prawde-o-smolensku-musi-usyszec-polska.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CU4DSX47fip7ImA9WxFbF0s.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-279827519285752797</id><published>2010-07-10T05:12:00.001-07:00</published><updated>2010-07-10T05:12:58.006-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-07-10T05:12:58.006-07:00</app:edited><title>Powrót układów sprzed afery Rywina</title><content type="html">Wynikiem strategii obecnej ekipy rządzącej, która wpisuje się w dziedzictwo Okrągłego Stołu, jest państwo zachowujące się do szpiku poprawnie politycznie i niezdolne do artykułowania własnych interesów strategicznych, państwo o ograniczonej suwerenności&lt;br /&gt;
Z dr. Piotrem Naimskim, byłym doradcą szefa BBN i członkiem Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, rozmawia Justyna Wiszniewska &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ogłoszeniu wstępnych, sondażowych wyników wyborów prezydenckich w pierwszej kolejności Bronisław Komorowski podziękował Tadeuszowi Mazowieckiemu i Lechowi Wałęsie. Jaki układ polityczny odsłonił ten symboliczny gest? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Obecna ekipa rządząca jest strukturą polityczną będącą bezpośrednią kontynuacją porozumienia okrągłostołowego z 1989 r., a w związku z tym kontynuacją tego, co w polskiej polityce przeważało i ją determinowało w ciągu ostatnich 20 lat. Niechęć do odważniejszych, szybszych zmian, samoograniczanie stawianych celów (może to proste dziedzictwo po hasłach “samoograniczającej się rewolucji” z czasów “Solidarności”?), niechęć do przyjmowania personalnej odpowiedzialności za decyzje i realizacje dużych projektów. Brak wiary w to, że Polacy mogą sobie powiedzieć – chcemy, możemy i umiemy! Z tego wynika przemożna chęć do cedowania odpowiedzialności i decyzji. W kraju – z rządu na inne struktury, a za granicą – z Warszawy do Brukseli albo do Moskwy. Wynikiem takiej strategii jest państwo zachowujące się do szpiku poprawnie politycznie i niezdolne do artykułowania własnych interesów strategicznych, państwo o ograniczonej suwerenności. I, trzeba dodać, państwo chwalone przez otoczenie – jakżeby inaczej!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża część Polaków zaczęła o władzy mówić “oni”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- I to jest bardzo zły objaw. Sytuacja ta powoduje, że duża część naszego społeczeństwa nie bierze udziału w życiu publicznym. To się przekłada również na wynik wyborczy. Mam na myśli nie tylko liczbę osób głosujących i to, który kandydat wygrywa, ale również liczbę osób nieuczestniczących w wyborach. Mówienie o tegorocznej frekwencji wyborczej, która wynosiła 55,31 proc., że była dość wysoka, jest de facto zgodą na wykluczenie z procesu politycznego w Polsce bardzo licznej grupy Polaków. Zmiana tej tendencji w kierunku zainteresowania się tych, którzy do wyborów nie chodzą, sprawami publicznymi, jest być może najważniejszą kwestią, jaka powinna być podniesiona i analizowana w najbliższej przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Część naszych rodaków straciła zaufanie do przedstawicieli władzy i wiarę w to, że mają realny wpływ na kształt życia politycznego? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dużą rolę odgrywają zawiedzione nadzieje, że władza jest uczciwa oraz skuteczna. Powszechnie panuje przekonanie, że władza sądownicza jest nieskuteczna, władza administracyjna opieszała, a struktury gospodarcze przeniknięte są przez ludzi skorumpowanych itd. Niedobra atmosfera, jaka panuje w Polsce wokół kwestii gospodarczych, jest wynikiem afer, które co jakiś czas są ujawniane. To powoduje, że nasze społeczeństwo ma małe zaufanie do oficjalnego życia politycznego i gospodarczego. Próba zmiany sposobu funkcjonowania państwa z okresu rządu PiS w latach 2005-2007 została zarzucona i można powiedzieć, że skutecznie powrócono, jeżeli chodzi o sposób sprawowania władzy, do okresu sprzed afery Rywina. Afera hazardowa jest tego dowodem. Niestety, szansa na zmianę, która pojawiła się po aferze Rywina, została skutecznie zablokowana przez rząd PO, a wybór Bronisława Komorowskiego na prezydenta utrwali ten stan rzeczy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedną z pierwszych decyzji, jakie podjął pełniący wówczas obowiązki prezydent Bronisław Komorowski, było bardzo szybkie podpisanie nowelizacji ustawy o IPN. Pojawia się w związku z tym pytanie o dalsze losy tej instytucji i procesu lustracji w Polsce – możliwości odsunięcia od sprawowania władzy osób uwikłanych we współpracę ze służbami PRL.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kwestia tzw. lustracji w Polsce jest, niestety – moim zdaniem – już bezpowrotnie rozwiązana negatywnie. Istnieją co prawda pewne procedury, które jednak są ułomne i nieskuteczne. Powodują, że od strony formalnej można twierdzić, że kwestia lustracji jest uregulowana, ale co chwila dowiadujemy się, iż istniejące procedury nie gwarantują odsunięcia od spraw publicznych czy też gospodarczych ani byłych agentów, ani byłych funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki. Ci ludzie w wielu środowiskach dominują, jeśli nie liczebnie, to narzucając swoje wzorce postępowania. Niestety, dotyczy to m.in. wielu środowisk akademickich, co jest szczególnie bolesne, bo fałszywe autorytety ciągle wyprowadzają tam na manowce młodych ludzi. Nie udało nam się w Polsce przeprowadzić chociażby tego, co pastor Joachim Gauck osiągnął w Niemczech. Ważniejszą jednak kwestią jest sama instytucja IPN i związany z nią niezwykle istotny problem zachowania pamięci historycznej naszego Narodu oraz możliwość prowadzenia badań dotyczących historii drugiej połowy XX wieku w Polsce. Wejście w życie wspomnianej nowelizacji oznacza poddanie IPN politycznej kurateli ze strony tego środowiska politycznego, które rozliczenia w sensie politycznym i historycznym z PRL podjąć nie chciało i nie chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Także stosunkowo młody aparat partyjny PO obawia się tego, co kryją archiwa IPN.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jest to problem związany m.in. z tym, że w skład obecnej polskiej elity politycznej czy gospodarczej wchodzi dużo osób, i niekoniecznie są to osoby starsze, które były uwikłane albo jeszcze w struktury peerelowskie, albo w tę miękką transformację postpeerelowską, czyli w to, co działo się w latach 90. ubiegłego wieku. Chodzi o mechanizmy powiązań środowiskowych, sposoby załatwiania różnych kwestii, zdobywania pozycji, pierwszych większych pieniędzy, których ujawnienie może okazać się dla wielu osób kompromitujące. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bronisława Komorowskiego poparł również gen. Marek Dukaczewski, miał nawet wypić szampana za jego zwycięstwo. Co Pan o tym sądzi, biorąc pod uwagę fakt, że sam Komorowski głosował przeciw rozwiązaniu WSI? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jest takie powiedzenie w Polsce: “Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem ci, kim jesteś”. Sądzę, że ma ono bardzo dobre zastosowanie w tym przypadku. Bronisław Komorowski pokazał swoich przyjaciół, a właściwie jego przyjaciele się ujawnili, przy okazji tych wyborów. Smutne jest to, że obóz polityczny, który zdobył pełnię władzy w Polsce, jest reprezentowany przez prezydenta, który ma wsparcie środowisk byłej wojskowej bezpieki, a partia polityczna, która ma większość i jest partią rządzącą, była zakładana z kolei przez gen. Gromosława Czempińskiego (według jego oświadczenia, które nigdy nie zostało zdementowane). I to jest sytuacja z jednej strony dziwna i niepokojąca, a z drugiej smutna i symbolizuje moment historyczny, w jakim Polska się w tej chwili znajduje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaki sposób sytuacja ta może przełożyć się na sposób uprawiania polityki przez rząd i prezydenta?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Obawiam się w szczególności działań PO i Bronisława Komorowskiego w relacjach z zagranicą. Głównym problemem, na który warto zwrócić uwagę w prowadzeniu polityki zagranicznej czy polityki bezpieczeństwa, jest problem zachowania suwerenności decyzji i suwerenności zachowań, czyli własnej podmiotowości. Niestety, polityka prowadzona przez rząd Donalda Tuska zmierza do ograniczenia suwerenności polskich działań i polskich decyzji. Dramatycznym symbolem tego jest oddanie śledztwa w sprawie katastrofy pod Katyniem Rosjanom, bez specjalnych nacisków z ich strony, a wprost przeciwnie – pomimo deklaracji składanych w początkowym etapie śledztwa przez prezydenta Miedwiediewa, że prokuratury: rosyjska i polska, razem będą prowadziły to śledztwo. Badania opinii publicznej wskazują, że olbrzymia większość Polaków zareagowała na tę decyzję zdecydowanie negatywnie, odbierając ją jako poniżenie polskiego państwa i osobistą obrazę. Rząd i prezydent muszą mieć charakter i odwagę. Trudno nie zgodzić się z Jarosławem Kaczyńskim, który twierdzi, że Polska powinna stawiać sobie cele przekraczające nasze dzisiejsze możliwości, czyli że powinna chcieć więcej niż to, co jest teoretycznie możliwe do osiągnięcia. Tylko wtedy bowiem można wykorzystać maksimum drzemiącej w Polakach siły. Powinniśmy te możliwości wykorzystywać, a warto podkreślić, że nie są one wcale takie małe. Dotyczy to także naszej aktywności na terenie Unii Europejskiej, która obecnie ma charakter działań jedynie dostosowujących się, a nie kształtujących nową rzeczywistość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednym z takich wyzwań okazała się możliwość pozyskiwania przez Polskę gazu ze złóż łupkowych. Czy może to się okazać naszą szansą na niezależność energetyczną? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Perspektywa zagospodarowania niekonwencjonalnych złóż gazonośnych w Polsce rysuje się bardzo obiecująco. Co prawda media i politycy w ostatnich miesiącach stworzyli wokół tego zagadnienia zbyt sensacyjną atmosferę, twierdząc, że to będzie przełom dla Polski, a nawet dla Europy w krótkim czasie. Pozostając optymistą, trzeba zdawać sobie sprawę, że za – powiedzmy – 8-10 lat w Polsce będzie wydobywać się gaz w sposób niekonwencjonalny na skalę przemysłową w takiej ilości, która pozwoli w dużym stopniu uniezależnić nasz kraj od szantaży monopolistycznego dostawcy rosyjskiego, a to już byłby olbrzymi sukces. Przedsięwzięcie musi być oparte na współpracy z firmami, które dysponują technologiami wydobycia gazu z tego rodzaju złóż i równocześnie uwzględniać interes państwa polskiego. Głównie są to firmy amerykańskie, które już przystąpiły do badań i pierwszych wierceń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wszystkich tego typu przedsięwzięciach, np. w Danii, Niemczech, Norwegii, Stanach Zjednoczonych, firmy wydobywające gaz czy też inne kopaliny wpłacają do Skarbu Państwa – właściciela złóż, określone ustawami sumy. Trzeba zadbać, by w Polsce było podobnie. Warto przypomnieć, że złoża w Polsce są własnością Skarbu Państwa, a tylko na określony czas udzielana jest koncesja poszukiwawcza lub wydobywcza konkretnej firmie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy zapisy ustawy Prawo geologiczne i górnicze zabezpieczają w pełni interes państwa polskiego w kwestii eksploatacji wspomnianych złóż?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Należy przejrzeć obowiązujące prawo geologiczne i górnicze, które reguluje kwestię udzielania koncesji, a także sposób dzielenia się zyskami z państwem polskim, i jeśli trzeba – dostosować je do standardów i dzisiejszych potrzeb. Istnieją dobre wzorce uregulowań w Norwegii, Danii, Niemczech, Holandii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co jest najistotniejsze w rozwoju energetycznym Polski na najbliższe lata?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Musimy zróżnicować źródła dostaw gazu i ropy naftowej. Eksport tych surowców przez niektóre kraje jest traktowany jako narzędzie działania politycznego i w szczególności dotyczy to Rosji. Po pierwsze, powinniśmy jak najszybciej zbudować gazoport w Świnoujściu i nie rezygnować z budowy gazociągu łączącego Danię z Polską. Nadal warto dążyć do otwarcia korytarza transportowego dla ropy naftowej z basenu Morza Kaspijskiego przez Morze Czarne do Polski. Drugą bardzo istotną kwestią jest modernizacja polskich elektrowni, które są stare, zdekapitalizowane, mało wydajne i w ciągu najbliższych lat wymagają olbrzymich inwestycji, właściwie całkowitej wymiany. Aby zrozumieć skalę problemu, warto sobie uzmysłowić, że koszt budowy gazoportu w Świnoujściu stanowi zaledwie ułamek kosztów, które będą musiały być poniesione na budowę nowych bloków energetycznych. Niewykluczone, że jest to w tej chwili najpoważniejszy problem, bo może się w pewnym momencie okazać, że mamy w Polsce za mało prądu elektrycznego. Po trzecie, powinniśmy prowadzić badania naukowe pod kątem wprowadzania nowych technologii, które pozwolą utrzymać węgiel jako podstawę dla polskiej elektroenergetyki. Węgla mamy dużo i chodzi o to, aby go efektywnie i w czysty sposób wykorzystywać, a równocześnie nie ulegać nieuzasadnionemu dyktatowi ze strony tych, którzy chcą “walczyć z klimatem” w skali globalnej, nakładając haracz na te kraje, które produkują energię z węgla. Po czwarte, uważam, że trzeba konsekwentnie inwestować w energetykę jądrową.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję za rozmowę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Doktor Piotr Naimski pełnił również funkcje: sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki i był odpowiedzialny za bezpieczeństwo dostaw surowców energetycznych do Polski w latach 2005-2007, doradcy ds. bezpieczeństwa w gabinecie politycznym premiera Jerzego Buzka w latach 1999-2001 oraz szefa Urzędu Ochrony Państwa w rządzie Jana Olszewskiego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-279827519285752797?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/H_wCxXttKLQ5VPZ8Zwe3eOqde7Y/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/H_wCxXttKLQ5VPZ8Zwe3eOqde7Y/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/H_wCxXttKLQ5VPZ8Zwe3eOqde7Y/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/H_wCxXttKLQ5VPZ8Zwe3eOqde7Y/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/fsrYLlKLDD4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/279827519285752797/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/07/powrot-ukadow-sprzed-afery-rywina.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/279827519285752797?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/279827519285752797?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/fsrYLlKLDD4/powrot-ukadow-sprzed-afery-rywina.html" title="Powrót układów sprzed afery Rywina" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/07/powrot-ukadow-sprzed-afery-rywina.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0ECQns5fip7ImA9WxFbE0k.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-5231703122388390833</id><published>2010-07-05T07:53:00.000-07:00</published><updated>2010-07-05T07:54:23.526-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-07-05T07:54:23.526-07:00</app:edited><title>Komorowski - Prezydentem</title><content type="html">Do Pałacu  przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu, siedziby głowy państwa polskiego, zamierza się wprowadzić nowy lokator – Bronisław Komorowski. Jego drogi do najważniejszego urzędu w państwie nie poprzedziła porywająca kampania ani brawurowe zwycięstwo zakończone pospolitym ruszeniem Polaków do urn. Komorowski nie ma prawa mówić o silnym mandacie społecznym. Prawie połowa wyborców została w domach. Dlaczego? To dobre pytanie dla socjologów i zadanie dla polityków. Diagnoza i zaordynowanie środków zaradczych wydają się niezbędne, jeśli chcemy uniknąć pogłębiającej się alienacji z życia publicznego grupy, na razie, tylko potencjalnych wyborców. Komorowski przeczołgał się do prezydentury. Jaka ona będzie? Nie ma złudzeń, że nie modelowa. Przed nami pięć lat prezydentury regresywnej. To nie jest dobra wiadomość dla Rzeczypospolitej. Komorowski nie jest samodzielnym politykiem, mężem stanu gotowym do wyjścia z roli partyjnego frontmana. Ani razu w tej kampanii nie stworzył nawet pozoru koncepcji budowy silnego państwa zdolnego do skutecznej walki o swoje interesy w Europie. To nie będzie prezydentura ofensywnej eksploracji nowych obszarów wzmacniających potencjał narodowy. Politycy Platformy nie chcą nawet bronić tego, co do tej pory udało się wywalczyć. Nie ma też złudzeń, że Komorowski i jego zaplecze partyjne porzucą dotychczasowe tryby agresywnej, wściekle antypisowskiej retoryki. Platforma ma wilczy apetyt, chce wziąć wszystko, nawet za cenę wypalenia życia publicznego do gołej ziemi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Katarzyna Orłowska-Popławska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marszałek z cechami figuranta&lt;br /&gt;
Komorowski nie jest osobą decyzyjną, jego prezydentura sprowadzać się może do wykonywania poleceń lidera swojej partii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dr. Bogdanem Więckiewiczem, socjologiem z WSKSiM, rozmawia Paweł Tunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaki obraz Bronisława Komorowskiego jako ewentualnego prezydenta Polski wyłania się z jego kampanii wyborczej?&lt;br /&gt;
– Obraz pana Komorowskiego, moim zdaniem, był inny niż ten kreowany przez media. Nie była to wcale osoba łagodna, ciepła, lecz osoba, która wbrew hasłu “Zgoda buduje” pokazała, że potrafi być dosyć agresywna, zaczepna i szukająca zaczepki, by sprowokować konkurenta politycznego. Dlatego myślę, że hasło jego kampanii jest w rzeczywistości puste, a świadczą o tym jego partyjni koledzy, wspierający go i używający języka brutalnego, niedopuszczalnego w życiu publicznym i tak naprawdę niszczącego to życie, dzielącego, a nie godzącego. Jeżeli by wygrał, to byłby to prezydent popełniający bardzo dużo gaf. Obawiam się, że może to być niestety osoba niekompetentna, nie wiem, czy będzie właściwie reprezentowała nas na arenie międzynarodowej, bo nie ma podstawowej wiedzy w zakresie funkcji pełnionych przez niektóre osobistości czy w zakresie funkcjonowania instytucji międzynarodowych. Dlatego jego prezydentura wcale nie musi przynieść nam więcej korzyści niż strat. Może być tak, że nie poradzi sobie na arenie międzynarodowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komorowski może liczyć na pewną osłonę medialną. Te błędy byłyby minimalizowane…&lt;br /&gt;
– Na ocenę przyszedłby czas dopiero wtedy, kiedy zobaczylibyśmy go w tej roli, zwłaszcza na arenie międzynarodowej. Tu, w Polsce, jego błędy czy gafy będą jakoś marginalizowane i bagatelizowane, tuszowane przez jego politycznych kolegów czy sprzyjające mu media. Natomiast w relacjach międzynarodowych nie da się tego ukryć, bo media zagraniczne na pewno to wychwycą, a to wpłynie w konsekwencji na relacje Polski z innymi krajami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marszałek byłby uzależniony od swego zaplecza politycznego i lidera PO, Donalda Tuska?&lt;br /&gt;
– Komorowski mówił o wielu istotnych problemach w sposób bardzo ogólny. Mówił pod koniec kampanii, że jest przeciwny reformie KRUS, a wcześniej PO była za reformą KRUS. Wiele ważnych kwestii, chociażby jak pomóc osobom najbiedniejszym, osobom wykluczonym społecznie – było zupełnie pominiętych. Także tylko wspominał na temat szkolnictwa. Dlatego jego działania jako prezydenta należałoby ocenić w perspektywie nie jego samego jako osoby, ale raczej w perspektywie jego zaplecza politycznego. Komorowski będzie realizował to, czego chce Platforma, nie sądzę, by był on politykiem samodzielnym. Moim zdaniem, osobą decyzyjną będzie Donald Tusk, a Komorowski będzie raczej wykonywał polecenia lidera swojej partii. Mamy przykład, kiedy Komorowski odwiedzał powodzian i robił to w towarzystwie Donalda Tuska, który w jakimś sensie przewodził tym spotkaniom, a przecież Komorowski jako kandydat na prezydenta powinien odgrywać tam pierwszorzędną rolę, szukać rozwiązania problemów, a stał z tyłu za liderem swojej partii. Moim zdaniem, gdyby wygrał, to jako prezydent szybko odejdzie od obietnic wyborczych i nie będzie realizował swojego programu, ale raczej program partii. Jeżeli będzie chciał pokazać, że nie jest osobą konfliktową, to będzie musiał godzić się na propozycje premiera, a to wyklucza samodzielność, w innym wypadku narazi się na zarzuty, że nie jest zgodny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję za rozmowę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za: Nasz Dziennik, Poniedziałek, 5 lipca 2010, Nr 154 (3780)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-5231703122388390833?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/G8Q-Qkn8iP3zBSkdyoHTs1HWZd0/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/G8Q-Qkn8iP3zBSkdyoHTs1HWZd0/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/G8Q-Qkn8iP3zBSkdyoHTs1HWZd0/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/G8Q-Qkn8iP3zBSkdyoHTs1HWZd0/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/9DUZNMvT9fY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/5231703122388390833/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/07/komorowski-prezydentem.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/5231703122388390833?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/5231703122388390833?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/9DUZNMvT9fY/komorowski-prezydentem.html" title="Komorowski - Prezydentem" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/07/komorowski-prezydentem.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0AHQHk8cCp7ImA9WxFUFEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-329336220202567320</id><published>2010-06-25T01:48:00.000-07:00</published><updated>2010-06-25T01:48:51.778-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-06-25T01:48:51.778-07:00</app:edited><title>Przed drugą turą – lewica czyha</title><content type="html">Rozważmy jeszcze raz, jaka Polska będzie wynikiem naszych wyborów: czy znajdziemy się w obwodzie zamkniętym, który zrobi z nas nie drugą Japonię lub Irlandię, ale drugą Hiszpanię, czy też otworzy się pole dla odzyskiwania zrębów naszej niepodległości i suwerenności opartych na zasadach płynących z chrześcijaństwa.&lt;br /&gt;
Czeka nas druga tura wyborów, gdzie zmierzy się ze sobą tylko dwóch kandydatów – jeden wystawiony przez Prawo i Sprawiedliwość, drugi przez Platformę Obywatelską. Sztabowcy już pracują, dziennikarze ćwiczą zestawy nowych argumentów, politycy poprawiają krawaty. Będzie walka, i tak naprawdę nie wiadomo, kto wygra. To zaostrza apetyty chętnych i rozgrzewa atmosferę wśród wyborców. I mielibyśmy nieomal mundial na własnym boisku, gdyby nie tragiczny kontekst tych właśnie wyborów i gdyby nie wyjątkowo groźne konsekwencje, jakie mogą one za sobą pociągnąć, gdy władza znajdzie się całkowicie w jednym ręku. Dlatego drugiej tury wyborów nie można przespać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy chodzi o pierwszą turę, to większość sztabowców miała kłopoty z rozeznaniem aktualnych nastrojów społecznych. Po prostu nie nadążali ze swoimi sondażami, strategiami i blefami, elektorat zaczął gdzieś uciekać. Próbowano go przygwoździć prognozą wyrazistego wyniku, który przesądzał o wygranej jednego z kandydatów już w pierwszej turze, ale ten blef się nie udał. Przewaga topniała, by stać się z perspektywy drugiej tury niewiele znaczącą. W międzyczasie uciekł im trzeci kandydat, bo dobrze wypadł w telewizji, a teraz będzie języczkiem u wagi dla obu pretendentów. Niewiele brakuje, aby to on ich pogodził, niczym Jankiel w “Panu Tadeuszu”, gdy stojące po przeciwległej stronie drogi karczmy toczyły ze sobą odwieczny spór: “On pierwszy zgodził kłótnie, często nawet krwawe/Między dwiema karczmami: obie wziął w dzierżawę”. Dwóch się bije, a trzeci skorzysta. A skorzysta zwłaszcza wtedy, gdy kandydat bardziej prawicowy za nisko będzie mu się kłaniał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed pierwszą turą podejmowano najrozmaitsze tematy nie dlatego, że były one ważne wedle jakiegoś obiektywnego klucza, ale ze względu na to, co zadziała znacząco na elektorat i to tak, by wpuścić w pułapkę kontrkandydata. Przy okazji fastrygowano wizerunek kontrkandydata, który miał zniechęcić do niego elektorat. Kandydat PiS miał więc być groźnym watażką, który pozamyka wszystkich do więzienia. Ta wersja z dnia na dzień była coraz mniej przekonująca. Z kolei z kandydata PO robiono “Ruska”, zwłaszcza w obszarze twórczości internetowej, co trafiło na wyjątkowo podatny grunt. Tak czy inaczej walka przed pierwszą turą była nieco rozproszona ze względu na udział zbyt wielu kandydatów, a także nie koncentrowała się na sprawach, które są najważniejsze dla państwa polskiego i społeczeństwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przecież dla nas, jako państwa, kluczową sprawą jest określenie parametrów naszej niepodległości i kierunku współpracy (zależności?) międzynarodowej, w tym utrzymania sojuszy i opracowania koncepcji niezależności energetycznej kraju. Jako społeczeństwo musimy jasno wiedzieć, czy prezydent zamierza respektować podmiotowość Narodu Polskiego jako dziedzica tysiącletnich dziejów, czy uznaje normalną rodzinę za środowisko poczęcia, narodzin i rozwoju człowieka, czy wreszcie respektuje prawo każdego człowieka do życia od chwili poczęcia do naturalnej śmierci – by przy odpowiedzi pozytywnej wspierać stanowione prawo, a blokować takie, które naszemu Narodowi, polskim rodzinom i człowiekowi zagraża. Niestety, tematy takie poruszano sporadycznie, by nie powiedzieć – chaotycznie, głównie dlatego, że uznawane są za zbyt kontrowersyjne lub objęte cenzurą politycznej poprawności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To nie brazylijski serial&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co będzie dalej? Przeciętny wyborca rzadko kiedy zamienia się w polityka, który na chłodno analizuje każde “za” i “przeciw” w odniesieniu do wszystkich spraw, jakie mieszczą się w ramach kompetencji prezydenta. Przeciętny wyborca, zwłaszcza polski, nastawiony jest raczej emocjonalnie, a więc każde “za” i każde “przeciw” wzbudza w nim zapał lub niechęć czy wręcz nienawiść. Powodem emocji mogą być sprawy wielkie, ale też i małe, wręcz drobiazgi. Wśród tych ostatnich najmniejsze znaczenie ma już kolor krawata lub szkieł kontaktowych. A jednak sztabowcy czuwają w sposób szczególny nad tymi drobiazgami, bo wiedzą, że w skali masowego elektoratu ma to olbrzymie znaczenie. Zły kolor krawata lub “nie te oczy” mogą radykalnie wpłynąć na wysokość wyborczych słupków. Jeśli tak faktycznie jest, jeśli taka prawidłowość ma miejsce, to nie można jej lekceważyć. Jednak to nie jest powód, aby kampanię w ogóle zamieniać w rewię mody. Kandydat musi być człowiekiem poważnym – mieć wyrobione zdanie na istotne dla państwa i społeczeństwa tematy, a także być zdolnym do przekazania ich w sposób komunikatywny. Niestety, jakże często się zdarza, że w pogoni za wielkim elektoratem tematy poważne nikną z pola widzenia, a na plan pierwszy wysuwa się kabaret albo prowokacja. Politycy zamieniają się w aktorów seriali brazylijskich, bo wiedzą, że ukrywa się za nimi wielomilionowy telewidz. Problem jednak w tym, że serial żyje wyłącznie wśród atrap i w przestrzeni wirtualnej, natomiast polityka wpływa na nasze życie realne, życie i śmierć, bo przecież to politycy legalizują nie tylko życiodajne, ale i zbrodnicze prawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opozycjoniści na pasku postkomuny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga tura wyborów to dwie zupełnie różne wizje Polski. Odwoływanie się do korzeni solidarnościowych obu kandydatów nie ma tu już żadnego sensu. Zbyt wiele bowiem się zdarzyło w ciągu ostatniego dwudziestolecia, by wspominać tamten odległy czas, gdy na fali młodości różni ludzie włączali się do walki z komuną. W roku 1989 nastąpił przecież “cudowny” upadek owej komuny, tyle że ona znalazła sposób na odrodzenie się w nowej rzeczywistości, jak również na to, by zagospodarować swoich dawnych zagorzałych przeciwników. Dla wielu z nich komuna była bardzo atrakcyjna. Był to przecież świat ludzi władzy, którzy posiadali bogate doświadczenie życiowe i polityczne, szerokie, międzynarodowe kontakty; którzy kierowali się swoistym etosem – gdzie swoim autentycznie się pomaga, a wrogów autentycznie się niszczy; gdzie można zrobić wielką kasę i nie trzeba się martwić o to, jak przetrwać do pierwszego lub do jakiego kraju wyjechać za pracą; a wreszcie, gdzie można dobrze urządzić nie tylko siebie, ale najbliższą rodzinę, krewnych i przyjaciół, kierując ich do pracy w biznesie, w sądach, w mediach, w placówkach dyplomatycznych lub w polityce. Taki system zaczął po roku ‘89 żyć własnym życiem. Pojawiła się nowa jakość – państwo niewidzialne w państwie widzialnym. Naprzeciw tego niewidzialnego, ale skutecznego państwa stało państwo widzialne, państwo ludzi skłóconych i krótkowzrocznych, państwo ludzi, których przyszłość nie była pewna i którzy nie potrafili nikomu zapewnić przyszłości, bo za nimi szło społeczne odium i wilczy bilet. Czy nie lepiej być pragmatykiem i powiązać się z tymi, którzy są skuteczni i zapobiegliwi?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na takie pytanie wielu z tzw. opozycjonistów odpowiedziało pozytywnie i zostało przygarniętych przez ludzi dawnego systemu. Teraz czerpią z tego profity. Robią kariery, o jakich wcześniej im się nie śniło – zachowują status dawnego opozycjonisty i są wpierani przez dawnych komunistów. Czyż to nie jest idealna sytuacja dla trzech magistrów, którzy obecnie zajmują najwyższe stanowiska w naszym państwie? Komuniści to nie tylko oficjalni członkowie postkomunistycznego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, bo to w jeszcze większym stopniu byli członkowie służb specjalnych, zarówno milicji, jak i Wojskowych Służb Informacyjnych. To właśnie w takim tle powstała Platforma Obywatelska, w takim tle doszła do władzy i w takim tle chce zniszczyć polską demokrację, by sięgnąć po pełnię władzy, właśnie wzorem PZPR. Ten wzór jest im podsuwany przez tych, którzy otoczyli ich swoją opieką nie tyle na poziomie ideologicznym, co propagandowym, gdyż ideologie się zmieniają, ale reguły propagandy pozostają te same. Ta czarna propaganda była odpowiedzią na każdorazową próbę przeprowadzenia dekomunizacji i lustracji, aż w końcu trzech magistrów-opozycjonistów zablokowało i jedno, i drugie, paraliżując przy okazji działalność Instytutu Pamięci Narodowej. Sytuacja wymarzona dla postkomunistów, którzy pamiętają o orientalnej zasadzie, zaszczepionej przez komunistów z bratniego ZSRS, aby nie brać na siebie bezpośredniego odium za zniszczenie wroga, lecz by powstało wrażenie, że wróg sam siebie zlikwidował albo że był to wynik walki bratobójczej. Do takiej konfrontacji wewnętrznej sprowokowano środowiska wywodzące się z “Solidarności”, taką metodę stosuje się nadal wobec Kościoła, próbując ustawić przeciwko sobie księży, a nawet biskupów.&lt;br /&gt;
Dlatego idąc do drugiej tury wyborów, musimy dobrze przemyśleć, czy i kto stoi w tle obu kandydatów, a nie tylko brać pod uwagę, co na bieżąco będą deklarować lub jak będą wyglądać, czy wreszcie nie możemy kierować się sympatią lub antypatią czysto osobistą. To ostatnie nic nie znaczy, najważniejsze jest owo tło, czyli kto za nimi stoi jako realna siła polityczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie kłaniać się lewicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tura wyborów odsłoniła nieobecność prawie połowy uprawnionych do głosowania. Socjologowie będą badać, dlaczego ludzie ci do głosowania nie poszli. Z pewnością powodów będzie wiele, poczynając od zupełnego zobojętnienia na sprawy ogólnopaństwowe lub wręcz dziecinnej niefrasobliwości, poprzez obrażenie się na politykę, a kończąc na braku wymarzonego czy idealnego kandydata. Jest jak jest, w naszym typie demokracji nikogo do głosowania zmuszać nie wolno. Obaj kandydaci z pewnością jednak będą chcieli sięgnąć po ten nieczynny elektorat. Ale będzie to bardzo trudne, bo na apatię polityczną złożyły się lata wprowadzania Polaków w błąd przez wielu polityków i wielu kandydatów, przez zawiedzione nadzieje, zwłaszcza ze strony tzw. prawicy. Gdy rozczarował Lech Wałęsa, to przez dwie kadencje prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, gdy zawiodła AWS, do władzy doszedł SLD. A dziś? Gdy zawodzi Platforma, to na jej miejsce już wciska się znowu SLD. Dlaczego elektorat postkomunistyczny jest nadal tak znaczący i aktywny? Dlaczego chcąc zdjąć z siebie odium PRL, elektorat ten woli być określany mianem lewicy, a co rozpoznał właśnie kandydat PiS? Odpowiedź jest prosta: trzymanie warty przy dziedzictwie PRL, a tym samym i Związku Sowieckiego nie rokuje już, poza sentymentem, żadnej przyszłości, teraz trzeba znaleźć nową twarz, którą lepi socjalizm zachodni, na czele z Hiszpanią. To jest ten socjalizm na zewnątrz wyluzowany, swojski, czego znakiem jest rozpięta koszula bez krawata. Ale od wewnątrz czai się potwór. Ten potwór, który legalizuje zwyrodniałe prawa odbierające człowiekowi prawo do życia, a rodzinie prawo do wychowywania własnych dzieci; który obecnie legalizuje homoseksualizm, a w niedalekiej przyszłości zalegalizuje zoofilię; który za głównego wroga uznaje chrześcijaństwo i Kościół katolicki. Taka jest prawdziwa natura nowej lewicy, kto wie, czy nie gorszej od starej lewicy, czyli sowieckiego komunizmu. Tego trzeba być świadomym.&lt;br /&gt;
Dlatego w poszukiwaniu elektoratu nie można się lewicy zbyt nisko kłaniać, bo łatwo upaść, a trudno się wyprostować. Trzeba zachować swój kręgosłup, jeśli się deklaruje swą narodową tożsamość i wiarę. Zwłaszcza że lewica potrafi takich zgiętych polityków wcześniej lub później zagospodarować, a oni nawet nie będą wiedzieli, kiedy to się stanie, tak będzie to zrobione sprytnie i gładko. Raczej trzeba szukać nowego elektoratu, którego nie brakuje, niż zdawać się na elektorat z odzysku, bo z punktu widzenia politycznego jest to bardzo ryzykowne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed drugą turą patrzmy kandydatom na ręce, trzymajmy ich za słowa, wypowiedziane dawniej i dziś, sięgajmy też do przeszłości, jakie czyny były ich udziałem, rozważmy jeszcze raz, jakie siły za nimi stoją, a wreszcie, jaka Polska i jaka demokracja będą wynikiem naszych wyborów: czy znajdziemy się w obwodzie zamkniętym, który zrobi z nas nie drugą Japonię lub Irlandię, ale drugą Hiszpanię, czy też otworzy się pole dla odzyskiwania zrębów naszej niepodległości i suwerenności opartych na respektowaniu podstawowych zasad płynących z chrześcijaństwa. Innego wyboru nie ma, obecnie jest tylko ten. Trzeba się zdecydować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piotr Jaroszyński&lt;br /&gt;
za:www.bibula.com&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-329336220202567320?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/iWpEwbHUGFvmDRYp_2HrehVHOds/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/iWpEwbHUGFvmDRYp_2HrehVHOds/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/iWpEwbHUGFvmDRYp_2HrehVHOds/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/iWpEwbHUGFvmDRYp_2HrehVHOds/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/GlhzpZx_lAE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/329336220202567320/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/06/przed-druga-tura-lewica-czyha.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/329336220202567320?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/329336220202567320?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/GlhzpZx_lAE/przed-druga-tura-lewica-czyha.html" title="Przed drugą turą – lewica czyha" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/06/przed-druga-tura-lewica-czyha.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ck8NSX89cCp7ImA9WxFUEEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-7413185319024701303</id><published>2010-06-20T09:21:00.001-07:00</published><updated>2010-06-20T09:21:38.168-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-06-20T09:21:38.168-07:00</app:edited><title>Testy lojalności</title><content type="html">Ajajajajajajaj! „Pani traci już wszelką powagę”… Mówię oczywiście o żydowskiej gazecie dla Polaków, czyli prasowym organie pana redaktora Adama Michnika, zgodnie z rozkazem („a my wszyscy za drogim Bronisławem”) angażującej się po stronie marszałka Bronisława Komorowskiego. Mimo mobilizacji totalnej, notowania pana marszałka muszą wyglądać umiarkowanie, bo wśród jego zwolenników dominuje nie tyle siła spokoju, co przeciwnie – zaniepokojenie, aż po granice bezradnej irytacji. W tej sytuacji jeszcze nie wiadomo, czy generał Marek Dukaczewski, szef Wojskowych Służb Informacyjnych, których jak wiadomo, już „nie ma”, będzie mógł już w niedzielny wieczór uraczyć się szampanem. Pan generał Dukaczewski odgrażał się bowiem, że w przypadku wygranej marszałka Komorowskiego z radości otworzy szampana. Oficjalnie chodzi mu o to, że marszałek Komorowski jako jedyny sprzeciwiał się rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych. Tego oczywiście lekceważyć nie można, bo lojalność pana marszałka wobec WSI błyszczy nawet na tle posłusznej wobec razwiedki Platformy Obywatelskiej, ale przecież nie o sprzeciw tu chodzi, bo zgodnie ze zbawiennymi pouczeniami filozofa Tadeusza Kotarbińskiego, „nieistnienie jest atrybutem zaszczytnym, przysługującym także Bogu i sprawiedliwości” – więc i formalne nieistnienie Wojskowych Służb Informacyjnych jest tylko wyższą formą ich obecności w polskim życiu publicznym, jako okupanta całego państwa. Okupacja ta sprawowana jest za pośrednictwem agentury, pracowicie ulokowanej również przez ostatnie 20 lat we wszystkich, bez żadnego wyjątku, środowiskach społecznych zarówno w imieniu własnym – jak i w coraz większym stopniu – w imieniu strategicznych partnerów, coraz mocniej ujmujących w swoje wypróbowane ręce ster europejskiej polityki. Dlatego poparcia swego udzielił marszałku Bronisławu Komorowskiemu również słynny lider lewicy Włodzimierz Cimoszewicz, którego gorliwość wywołała zaskoczenie nie tylko szeregowych działaczy, ale nawet samego Aleksandra Kwaśniewskiego. Jest to zrozumiałe tym bardziej, że przed laty intrygi PO posługującej się podstawioną Włodzimierzu Cimoszewiczu w charakterze asystentki panią Jarucką, zniechęciły go nie tylko do kandydowania na prezydenta, ale nawet do jakiejkolwiek działalności politycznej. Teraz jednak panią Jarucką niezawisły sąd właśnie skazał za rozpuszczanie o Włodzimierzu Cimoszewiczu fałszywych pogłosek, a i na niego samego też musiały zadziałać jakieś Siły Wyższe, bo okazał wielkoduszność i marszałka Komorowskiego poparł, żeby tylko przeszkodzić Jarosławu Kaczyńskiemu w reaktywacji IV Rzeczypospolitej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widmo reaktywacji IV Rzeczypospolitej spędza również sen z powiek reżyseru Andrzeju Wajdzie, który już nie może z tego niepokoju znaleźć sobie miejsca, podobnie jak inne autorytety moralne z Władysławem Bartoszewskim na czele. Władysław Bartoszewski poskarżył się na pogróżki, jakich nie oszczędzili mu anonimowi korespondenci i w związku z tym nawet otrzymał ochronę Biura Ochrony Rządu, jako ostatni nasz skarb narodowy, który nam pozostał po zgonie „Drogiego Bronisława” czyli Bronisława Geremka. Wszystko to powinno wznieść na przepastne wyżyny popularność marszałka Komorowskiego, bo wiadomo, że nic tak nie pomaga kandydatowi, jak prześladowania, jeśli już nie jego samego, to przynajmniej jego zwolenników – ale chyba nie wzniosło i to nie tylko ze względu na gafy, z jakich marszałek zdążył już zasłynąć. Najsłynniejsza dotyczyła zamiaru wyprowadzenia Polski „z NATO”, co marszałek miał nawet skonsultować już z zaskoczonym premierem Tuskiem. W wielu środowiskach nie przysparzają marszałkowi Komorowskiemu popularności koncepty posła Palikota w iście biłgorajskim stylu, zaś nudna debata, jaka odbyła się w państwowej telewizji z udziałem 4 kandydatów reprezentujących ugrupowania parlamentarne, przysporzyła sympatii raczej liderowi SLD Grzegorzowi Napieralskiemu, chociaż „jako człowiek” był on „zasmucony” woltą Cimoszewicza. Na stan notowań nie wpłynął również proces, jaki marszałek Komorowski wytoczył Jarosławowi Kaczyńskiemu przed niezawisłym sądem za to, że sztab prezesa PiS zarzucił mu opowiedzenie się za prywatyzacją szpitali. Marszałka Komorowskiego tak to oburzyło, jakby PiS przypisał mu co najmniej zamiar obrabowania nie tylko szpitali, ale nawet wszystkich pacjentów, a chociaż niezawisły sąd przyznał mu rację, to zwycięstwo to może okazać się pyrrusowe, ponieważ ostatecznie demaskuje nie tylko samego marszałka Komorowskiego, ale również całą Platformę Obywatelską, w oczach zwolenników wolnego rynku, których liczba chyba rośnie zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Pokolenie to zaczyna rozumieć, że dalsze umacnianie w Polsce modelu sitwowego kapitalizmu kompradorskiego, którego głównym beneficjentem jest razwiedka z komunistycznym rodowodem, grozi im w Polsce dożywotnią marginalizacją, albo koniecznością emigracji, a samo państwo skazuje w najlepszym razie na chroniczną słabość, a w najgorszym – nawet na scenariusz rozbiorowy. Świadczą o tym wysokie notowania w internecie, a więc medium raczej zdominowanym przez młodzież, Janusza Korwin-Mikke, prezentującego się jako kandydat antysystemowy i atakującego zarówno PiS, jak i Platformę z prawej, wolnorynkowej strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja marszałka Komorowskiego jest tym trudniejsza, że Jarosław Kaczyński prezentuje się jako gołąbek pokoju, który nade wszystko pragnie nie tylko zakończenia „wojny polsko-polskiej”, to znaczy – doprowadzenia do wielkiej koalicji Platforma Obywatelska – Prawo i Sprawiedliwość, ale również ocieplenia stosunków z Rosją, której nie szczędził komplementów w ostatnim wywiadzie dla agencji „Nowosti”. Wprawdzie Salon uchwalił, że nie wierzy w pokojową metamorfozę Jarosława Kaczyńskiego, a podsycanie wątpliwości w pozytywną przemianę „Jarka-Podróbki” stanowi główny nurt czarnej propagandy uprawianej przez posła Palikota, ale cóż to znaczy w zestawieniu z recenzją wystawiona Jarosławowi Kaczyńskiemu przez samego prezydenta Dymitra Miedwiediewa, który w prezesie PiS dostrzegł ostatnio wybitnego męża stanu? Następstwem tej diagnozy był wspomniany wywiad dla agencji „Nowosti” – a to wskazuje, że Rosjanie, którzy w sprawach polskich raczej są zorientowani niezależnie od sondaży i opinii Salonu, muszą realistycznie oceniać zarówno perspektywy marszałka Komorowskiego, jak i możliwości Jarosława Kaczyńskiego. Ich zachowanie potwierdza przypuszczenie, jakie prezentowałem od samego początku, że dobry gracz nie stawia wszystkiego na jedna kartę, więc i strategiczni partnerzy nie zamierzają zostać zakładnikami premiera Tuska i marszałka Komorowskiego. Znacznie bardziej odpowiada im sytuacja, gdy będą mogli wybierać jako arbitrzy między obozem zdrady i zaprzaństwa i obozem płomiennych obrońców interesu narodowego, którzy nie tylko traktat lizboński, ale i inne traktaty też podpiszą, może nawet znowu bez czytania, jeśli zajdzie taka nieubłagana konieczność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A właśnie tubylcze władze, na skutek prowokacji, albo zwyczajnie – głupiej nadgorliwości tajniaków na lotnisku Okęcie, będą musiały przejść test lojalności. Chodzi oczywiście o aresztowanie niejakiego Uri Brodskiego, prawdopodobnie agenta Mosadu, którego wydania oczekują od Polski Niemcy na podstawie tzw. europejskiego nakazu aresztowania za sfałszowanie paszportu i poświadczenie nieprawdy – a więc przestępstwa ścigane również w Polsce. Władze Izraela z kolei twierdzą, że przed izraelskim sądem Uri Brodski też zostanie praworządnie osądzony. Taktownie nie wspominają, że nie mają zaufania do polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale to jest zrozumiale samo przez się. Decyzja należy oczywiście do niezawisłego sądu, ale to z pewnością zbyt duży wiatr na jego wełnę, toteż jestem pewien, że każdą dobrą radę zwłaszcza ze strony razwiedki, niezawisły sąd przyjąłby z wdzięcznością. Zwłaszcza, że i tak źle i tak niedobrze, bo za odmowę ekstradycji do Niemiec z pewnością obraziłaby się Nasza Złota Pani Aniela, dotknięta brakiem zaufania premiera Tuska do niemieckiego wymiaru sprawiedliwości, a z kolei odmowa spełnienia oczekiwań władz Izraela może spowodować pojawienie się nie tylko na łamach „prasy międzynarodowej”, ale i przeznaczonej dla tubylczych Polaków opinii, że Polacy „znowu” wydają Żydów Niemcom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stanisław Michalkiewicz&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-7413185319024701303?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Ntdu-ORZg7yS9e5kJA_tJ3vEnJM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Ntdu-ORZg7yS9e5kJA_tJ3vEnJM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Ntdu-ORZg7yS9e5kJA_tJ3vEnJM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Ntdu-ORZg7yS9e5kJA_tJ3vEnJM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/zqUuEldSxmg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="related" href="http://www.bibula.com/?p=23157" title="Testy lojalności" /><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/7413185319024701303/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/06/testy-lojalnosci.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/7413185319024701303?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/7413185319024701303?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/zqUuEldSxmg/testy-lojalnosci.html" title="Testy lojalności" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/06/testy-lojalnosci.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkMMRX8zfyp7ImA9WxFVFU4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-8793049676285225102</id><published>2010-06-14T11:01:00.000-07:00</published><updated>2010-06-14T11:01:24.187-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-06-14T11:01:24.187-07:00</app:edited><title>Dorzynania watahy ciąg dalszy – Stanisław Michalkiewicz</title><content type="html">Minął właśnie drugi miesiąc od katastrofy samolotu wiozącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego żonę oraz kilkudziesięciu wysokich dygnitarzy cywilnych, wojskowych i duchownych oraz działaczy Rodzin Katyńskich. Jak wiadomo, wszyscy pasażerowie samolotu i jego załoga zginęli. Rosjanie pod przewodnictwem generała FSB Tatiany Anodiny próbują ustalić przyczyny tej katastrofy, a ustalenia te zmierzają do potwierdzenia przedstawionej już na samym początku hipotezy, że przyczyną tą był błąd pilota. Strona polska, która ze swoim suwerennym śledztwem nadal cierpliwie czeka na dokumenty, które mają przysłać jej Rosjanie, idzie krok dalej – że mianowicie przyczyną błędu pilota była „presja” jakiej piloci zostali poddani przez Dysponenta Samolotu. W każdym razie żarliwą wiarę w taki przebieg wypadków demonstruje środowisko „Gazety Wyborczej”, które zresztą już od 7 kwietnia, to znaczy – od uroczystości zorganizowanych w Katyniu przez rosyjski rząd z udziałem polskich gości z premierem Tuskiem na czele, nie może się doczekać polsko-rosyjskiego pojednania. Ciekawe, że jeszcze kilka lat temu to właśnie „Gazeta Wyborcza”, wyrażająca punkt widzenia żydowskiego lobby, nie dawała się nikomu prześcignąć w niechęci do zimnego rosyjskiego czekisty Putina – no a teraz jednym susem wskoczyła do pierwszego szeregu Stronnictwa Ruskiego. Nieomylny to znak, że rozmowy, jakie przeprowadził 18 sierpnia ubiegłego roku w Soczi izraelski prezydent Szymon Peres z rosyjskim prezydentem Dymitrem Miedwiediewem mogły dotyczyć nie tylko jakichś odległych obszarów i spraw, ale również – a może nawet przede wszystkim – rozwoju sytuacji w Europie Środkowej. Skoro zatem środowisko „GW” wydaje się na sto procent przekonane iż Głównym Sprawcą katastrofy w Smoleńsku był prezydent Lech Kaczyński, zaś w toczącej się aktualnie kampanii prezydenckiej nie ukrywa sympatii do pana marszałka Bronisława Komorowskiego, który z kolei wydaje się bardziej związany z razwiedką, niż którykolwiek z pozostałych kandydatów, może z wyjątkiem pana dra Andrzeja Olechowskiego – to może to zapowiadać przebudowę tubylczej sceny politycznej w kierunku pożądanym nie tylko przez strategicznych partnerów, tzn. – Naszą Złotą Panią Anielę i zimnego rosyjskiego czekistę Putina, ale również – lobby żydowskie, czyli starszych i mądrzejszych, którzy najwyraźniej wiele sobie po tym obiecują.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszym, ale nie jedynym sygnałem nadchodzących przetasowań wydaje się głosowanie nad kandydaturą prof. Marka Belki na prezesa Narodowego Banku Polskiego. Prof. Marek Belka był – oczywiście bez swojej wiedzy i zgody – zarejestrowany w swoim czasie przez razwiedkę aż pod dwoma operacyjnymi pseudonimami i nawet obecny premier Donald Tusk jeszcze na początku 2005 roku czynił mu gorzkie wyrzuty, że swojej przeszłości nie przedstawia w sposób jasny. Wtedy jednak prof. Belka był premierem dziwnego rządu, do którego nie przyznawało się żadne spośród parlamentarnych ugrupowań, ale którzy rządził sobie bez problemów, jak gdyby nigdy nic. Najwyraźniej musiały wspierać go jakieś Siły Wyższe, których, jak wiadomo, „nie ma”. Te same Siły Wyższe musiały dzisiaj, gdy – jak to skwapliwie i proroczo zauważył podczas zmiany watahy pan Radosław Sikorski – weszliśmy w etap „dorzynania watahy”, podsunąć panu marszałku Komorowskiemu kandydaturę pana prof. Belki na stanowisko prezesa NBP. Jak zauważył koalicyjny wprawdzie, ale dlaczegoś kandydaturze prof. Belki niechętny pan wicepremier Waldemar Pawlak, ci, którzy panu marszałku kandydaturę tę podsunęli do przeforsowania, nawet nie zadali sobie trudu, by porządnie przygotować mu papiery kandydata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Papiery może nie były dopięte na ostatni guziczek, ale za to przygotowaniom do przeforsowania kandydatury pana prof. Belki na odcinku politycznym nie tylko niczego zarzucić nie można, ale nawet ich skuteczność skłania do dalej idących wniosków. Oto bowiem początkowo niechętny kandydaturze prof. Belki przewodniczący SLD i kandydujący na prezydenta Grzegorz Napieralski, po rozmowie ze starszymi i mądrzejszymi, a konkretnie – z byłym prezydentem naszego państwa Aleksandrem Kwaśniewskim, nagle zmienił zdanie i klub SLD w podskokach kandydaturę prof. Marka Belki poparł, dzięki czemu został on wybrany na prezesa NBP. Aleksander Kwaśniewski, który do niedawna piastował coś w rodzaju posady stróża nocnego przy jakiejś żydowskiej jaczejce, badającej postępy ksenofobii i antysemityzmu w Europie, objął nową posadę szefa stowarzyszenia pod nazwą Jałtańska Strategia Europejska, należącego do ukraińskiego nababa Wiktora Pińczuka. Dobry kogut w jajku pieje, więc pochodzący z żydowskiej rodziny Wiktor Pińczuk od dawna objawiał niebywały dryg do biznesu, ale prawdziwie przepastne wyżyny otworzyły się przed nim, gdy poślubił córkę ukraińskiego prezydenta Leonida Kuczmy. Wtedy został miliarderem, obok Tatara Rinata Achmetowa najbogatszym na Ukrainie i chociaż zainicjowana przez „filantropa” Jerzego Sorosa, który włożył w ten interes 20 mln dolarów, „pomarańczowa rewolucja” nieco popsuła mu szyki, to przecież nie stracił nawet kopiejki, no a teraz, po zmianie prezydenta i rządu na Ukrainie ponownie rozwija skrzydła. Objęcie posady agenta Wiktora Pińczuka przez Aleksandra Kwaśniewskiego nie tylko wyjaśnia przyczyny, dla których obóz postępu gwałtownie zapragnął pojednania polsko-rosyjskiego, ale również rzuca światło na siłę argumentacji, której musiał ulec Grzegorz Napieralski. Może on i młody, ale przecież na tyle kumaty, żeby rozumieć, że skoro weszliśmy w etap dorzynania watah, to bezpieczniej jest słuchać starszych i mądrzejszych nawet, gdy w charakterze ich porte parole występuje Aleksander Kwaśniewski. Jałtańska strategia to nie żarty; to może być wstęp do przebudowy nie tylko tubylczej politycznej sceny, ale nawet – kawałka Europy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więc kiedy już prof. Marek Belka szczęśliwie został wybrany na prezesa NBP, Sejm zajął się odrzuceniem sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji za 2009 rok. Wcześniej sprawozdanie to odrzucił Senat, a kiedy w ciągu 14 najbliższych dni odrzuci je również pełniący obowiązki prezydenta marszałek Bronisław Komorowski, to kadencja Krajowej Rady się zakończy. Oznacza to, że na miejsce związanych z PiS Wiktora Kołodziejskiego i Barbary Bubuli, związanego z Akcją Katolicką Piotra Boronia, związanego najpierw z SLD a później – z Samoobroną Tomasza Borysiuka i związnego z Młodzieżą Wszechpolską i LPR Lecha Haydukiewicza zostaną powołane inne osoby, które – już jako nowa Krajowa Rada – będą mogły powołać nowe rady nadzorcze TVP i Polskiego Radia, które wybiorą nowych prezesów i zarządy, a tamci – dorżną wszystkie watahy jakie jeszcze pozostały w centrali i ośrodkach regionalnych. Nowa Rada zrewiduje pewnie też niektóre koncesje na nadawanie i nie jest wykluczone, że skoncentruje się na Radiu Maryja – bo zwłaszcza ono samym swoim istnieniem zakłóca ład medialny, jaki jeszcze w 1989 roku zaprojektował generał Kiszczak ze swoimi konfidentami i przy niejakim udziale pożytecznych idiotów. Wtedy zapanuje taka wolność słowa, jak za czasów Ojca Narodów Józefa Stalina. Ale bo też „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku”, więc kiedy strategiczni partnerzy przy udziale starszych i mądrzejszych, za pośrednictwem tubylczej razwiedki posługującej się swoimi konfidentami, przystępują do przebudowy tubylczej politycznej sceny przed zamierzoną przebudową tej części Europy, to nie czas na grymasy i jakieś wolnościowe fanaberie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wprawdzie niezadowoleni już wkrótce nie będą mieli gdzie nawet pisnąć, ale „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności”, więc Sejm na wszelki wypadek wybrał na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich panią profesor Irenę Lipowicz. Pani prof. Lipowicz, od początku związana z „partią zagranicy”, czyli najpierw Unią Demokratyczną, a potem – Unią Wolności, sprawiała zawsze wrażenie grzecznej, wzorowej uczennicy, więc jeśli nawet na początku udawała, to consuetudo est altera natura, co się wykłada, że przyzwyczajenie jest drugą naturą i teraz też, jak przystało na grzeczną uczennicę, na pewno będzie słuchała starszych i mądrzejszych, zwłaszcza, że od 2008 roku dyrektorowała Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, która próbuje jeszcze ściślej związać Polskę i Polaków z Niemcami. Czegóż chcieć więcej – więc Senat na pewno ją zatwierdzi. Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji prezes Jarosław Kaczyński pragnie już tylko zakończenia „wojny polsko-polskiej”, a w Siedlcach powiedział, co to ma konkretnie oznaczać. Konkretnie ma oznaczać koalicję PiS z PO, która akurat rządzi Siedlcami. Czy jest to jaskółka zapowiadająca wiosnę, czy raczej jakiś anachroniczny wyjątek na etapie dorzynania watah? Czy starsi i mądrzejsi go ułaskawią?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stanisław Michalkiewicz&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-8793049676285225102?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uXsoeZG2vQgbTY3prl2ymKRz-9k/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uXsoeZG2vQgbTY3prl2ymKRz-9k/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uXsoeZG2vQgbTY3prl2ymKRz-9k/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uXsoeZG2vQgbTY3prl2ymKRz-9k/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/cBug3_v4WhU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="related" href="http://www.bibula.com/?p=22863" title="Dorzynania watahy ciąg dalszy – Stanisław Michalkiewicz" /><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/8793049676285225102/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/06/dorzynania-watahy-ciag-dalszy-stanisaw.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/8793049676285225102?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/8793049676285225102?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/cBug3_v4WhU/dorzynania-watahy-ciag-dalszy-stanisaw.html" title="Dorzynania watahy ciąg dalszy – Stanisław Michalkiewicz" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/06/dorzynania-watahy-ciag-dalszy-stanisaw.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C04BQ3w-cSp7ImA9WxFRF00.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-7632911219828581401</id><published>2010-05-01T01:15:00.000-07:00</published><updated>2010-05-01T01:19:12.259-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-05-01T01:19:12.259-07:00</app:edited><title>Zakazano robienia zdjęć przy krypcie pary prezydenckiej</title><content type="html">Flesze aparatów zakłócają spokój przy krypcie Marii i Lecha Kaczyńskich - doszli do wniosku dostojnicy kościelni i zabronili robienia zdjęć. Władze Katedry na Wawelu wprowadziły wczoraj całkowity zakaz fotografowania w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów, gdzie pochowana jest prezydencka para. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Podjęliśmy taką decyzję, żeby zachować powagę miejsca i dać możliwość skupienia ludziom, którzy przychodzą tam oddać cześć zmarłym - tłumaczy ks. Zdzisław Sochacki, proboszcz katedry na Wawelu. - Wcześniej osoby robiące zdjęcia często wprowadzały zamieszanie i blokowały kolejkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla większości turystów decyzja ta jest jednak niezrozumiała. - To zły pomysł - uważa Arkadiusz Kowal z Krakowa. - Na Wawel przyjeżdża wiele osób z całej Polski oraz turyści z zagranicy. Takie zdjęcie to dla nich często bardzo ważna pamiątka - argumentuje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ja także nie rozumiem tej decyzji - przyznaje pan Artur z Warszawy, który korzystając z tego, że jest w Krakowie na delegacji, pierwszy raz wybrał się wczoraj na Wawel. - Kiedy poszedłem do krypty, było tam zaledwie sześć osób. Turysta, który chciałby zrobić zdjęcie, na pewno nie blokowałaby kolejki - mówi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sarkofag Lecha i Marii Kaczyńskich można odwiedzać za darmo codziennie od 9 do 19.30. Prezydencka para została pochowana w przedsionku krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W krypcie znajduje się już grobowiec marszałka Józefa Piłsudskiego. Jak przyznaje ks. Zdzisław Sochacki, obecnie przed wejściem do krypty nie ma już tłumów oczekujących, by dostać się do środka. - Jednak w weekend spodziewamy się znów licznej grupy turystów. Nasza decyzja ma nas uchronić przed zamieszaniem, jakie może wtedy wyniknąć. Nie chcę na razie zdradzać, kiedy zakaz zostanie cofnięty - mówi ks. Sochacki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I podkreśla, że zakaz robienia zdjęć został wprowadzony na życzenie osób chcących postać dłużej przed sarkofagiem i pomodlić się za zmarłych. - Otrzymujemy już liczne podziękowania od tych ludzi za naszą decyzję - zaznacza kapłan.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-7632911219828581401?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ECYifSbGwivlJO8IpexVExEtcWA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ECYifSbGwivlJO8IpexVExEtcWA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ECYifSbGwivlJO8IpexVExEtcWA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ECYifSbGwivlJO8IpexVExEtcWA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/dGEHF6TbZuI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/7632911219828581401/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/05/zakazano-robienia-zdjec-przy-krypcie.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/7632911219828581401?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/7632911219828581401?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/dGEHF6TbZuI/zakazano-robienia-zdjec-przy-krypcie.html" title="Zakazano robienia zdjęć przy krypcie pary prezydenckiej" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/05/zakazano-robienia-zdjec-przy-krypcie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0AGQHk-cCp7ImA9WxFREk0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-6449408355845067072</id><published>2010-04-25T07:17:00.000-07:00</published><updated>2010-04-25T07:28:41.758-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-04-25T07:28:41.758-07:00</app:edited><title>Już ośmiu kandydatów na prezydenta</title><content type="html">Do Państwowej Komisji Wyborczej wpłynęły zawiadomienia od komitetów wyborczych czterech kolejnych kandydatów na prezydenta - Bronisława Komorowskiego, Janusza Korwin-Mikkego, Bogdana Szpryngiela i Bogusława Ziętka. W sumie dotychczas do PKW zgłosiło się osiem komitetów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę zgłosiły się komitety Andrzeja Leppera i Marka Jurka, wcześniej w piątek - Waldemara Pawlaka i Kornela Morawieckiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgłoszenie komitetu to pierwszy krok na drodze do rejestracji kandydata w wyborach prezydenckich, które odbędą się 20 czerwca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komitety wyborcze mają czas na zawiadomienie PKW o swoim powstaniu do poniedziałku do godz. 16.15. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komitet może utworzyć minimum 15 osób, mających uprawnienia do głosowania. Do zawiadomienia o powstaniu komitetu, składanym w PKW, trzeba dołączyć - obok tysiąca podpisów z poparciem - zgodę kandydata na powołanie komitetu, zgodę na kandydowanie, a także oświadczenie lustracyjne kandydata - a jeśli już je złożył - informację, kiedy i gdzie to zrobił. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli wszystkie dokumenty niezbędne do rejestracji komitetu wyborczego będą prawidłowe, PKW w ciągu trzech dni podejmie uchwałę o jego rejestracji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do 6 maja do północy, czyli na 45 dni przed dniem głosowania, powinni z kolei zarejestrować się kandydaci na prezydenta. Do rejestracji kandydata niezbędne jest zebranie 100 tys. podpisów. Obywatel, który chce udzielić swojego poparcia konkretnemu kandydatowi, powinien podać swoje imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer PESEL i złożyć podpis. Podpisy będą weryfikowane i liczone przez specjalnych rachmistrzów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marszałek sejmu Bronisław Komorowski, po śmierci Lecha Kaczyńskiego wykonujący obowiązki prezydenta, został kandydatem jeszcze pod koniec marca. Wtedy wygrał wewnętrzne prawybory w Platformie Obywatelskiej. Komorowski powiedział wówczas, że walka o prezydenturę to droga do wielkiego celu, jakim jest dogonienie głównego peletonu krajów tzw. "starej Unii". Przekonywał też, że Polsce potrzebny jest prezydent zdolny do wyznaczania i uzgadniania najważniejszych celów ogólnonarodowych i ogólnopaństwowych, zdolny do "budowania na trudnej, podzielonej z natury swojej scenie politycznej, choćby minimum politycznego obejmującego wszystkich". Podkreślał, że Polska potrzebuje prezydenta, który "pomaga, a nie przeszkadza", "nie blokuje procesu modernizacji kraju". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Janusz Korwin-Mikke to były lider Unii Polityki Realnej, a obecnie szef partii Wolność i Praworządność. Chęć ubiegania się urząd prezydenta ogłosił pod koniec lutego. Jest wspólnym kandydatem zarówno swojej obecnej partii, jak i UPR. Tegoroczny start w wyborach prezydenckich będzie już jego czwartym podejściem do wyścigu do fotela głowy państwa. W 1995 roku zdobył poniżej 3% głosów, w późniejszych wyborach w 2000 i 2005 roku głosowało na niego mniej niż 1,5% Polaków. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bogdan Szpryngiel w 2009 r. kandydował do Parlamentu Europejskiego z ramienia Komitetu Wyborczego Libertas. W okręgu obejmującym województwa opolskie i dolnośląskie uzyskał wówczas 286 głosów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bogusław Ziętek to przewodniczący Polskiej Partii Pracy i równocześnie szef znanego z radykalnych akcji związku zawodowego "Sierpień 80". PPP określa się sama mianem "największej pozaparlamentarnej lewicowej partii" w kraju. W jej programie dominują hasła socjalistyczne i antyliberalne. Niespełnioną ambicją PPP pozostaje wprowadzenie kandydatów do sejmu. W 2007 r. w wyborach parlamentarnych PPP uzyskała niespełna 1% głosów, dwa lata później w wyborach do PE - 0,7%.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-6449408355845067072?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QOCC653A-PyQlT-eR1vVmBDnLy8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QOCC653A-PyQlT-eR1vVmBDnLy8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QOCC653A-PyQlT-eR1vVmBDnLy8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QOCC653A-PyQlT-eR1vVmBDnLy8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/-Ey-ALzjjuI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/6449408355845067072/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/04/juz-osmiu-kandydatow-na-prezydenta.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/6449408355845067072?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/6449408355845067072?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/-Ey-ALzjjuI/juz-osmiu-kandydatow-na-prezydenta.html" title="Już ośmiu kandydatów na prezydenta" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/04/juz-osmiu-kandydatow-na-prezydenta.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0ADQXo-fCp7ImA9WxFTGUQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-360211907871277830</id><published>2010-04-11T06:15:00.000-07:00</published><updated>2010-04-11T06:16:10.454-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-04-11T06:16:10.454-07:00</app:edited><title>Wielka narodowa tragedia</title><content type="html">&lt;strong&gt;Wielka narodowa tragedia&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Prezydent Lech Kaczyński zginął w tragicznym wypadku lotniczym w Smoleńsku. Razem z nim zginęła jego małżonka oraz kilkadziesiąt najważniejszych osób w kraju. Na pokładzie rządowego Tu-154 było 96 osób.&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-360211907871277830?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D6ci2ZdYoI-zMXzUgM7D3-H3BH4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D6ci2ZdYoI-zMXzUgM7D3-H3BH4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D6ci2ZdYoI-zMXzUgM7D3-H3BH4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/D6ci2ZdYoI-zMXzUgM7D3-H3BH4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/VwkPSRgZVl8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/360211907871277830/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/04/wielka-narodowa-tragedia.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/360211907871277830?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/360211907871277830?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/VwkPSRgZVl8/wielka-narodowa-tragedia.html" title="Wielka narodowa tragedia" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/04/wielka-narodowa-tragedia.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEEMRH07fyp7ImA9WxBaFkU.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-4429668341925915340.post-5444580773471727067</id><published>2010-03-27T02:36:00.000-07:00</published><updated>2010-03-27T02:38:05.307-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-03-27T02:38:05.307-07:00</app:edited><title>Senator PiS: 8,5 tys. zł k... - i przeżyj se za to</title><content type="html">Senator PiS Tadeusz Skorupa próbował wymusić od biznesmena z Podczerwonego (Małopolska) działkę - poinformował "Tygodnik Podhalański". Tygodnik na swojej stronie internetowej cytuje rozmowę senatora z lokalnym biznesmenem. Skorupa nakłania w niej przedsiębiorcę, aby odstąpił mu część swojej działki. Senator PiS zapowiedział już skierowanie do prokuratury sprawy nagrania - poinformowało RMF FM. Skorupa broni się, że wypowiedzi są zdobyte nielegalnie. Rzecznik dyscypliny klubu PiS Marek Suski poinformował, że zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające wobec Skorupy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według RMF FM Skorupę nagrał sam biznesmen. - Polityk żądał terenu pod postawienie wiatraków. To był element decydujący całej naszej rozmowy - powiedział Maciej Król. Senator PiS chciał rozwinąć własny biznes - elektrownie wiatrowe. Do tego potrzebny był mu teren biznesmena. Przedsiębiorcy natomiast potrzebna była działka, na którą starostwo rozpisało właśnie przetarg. Skorupa zagroził więc, że wykorzystując swoją pozycję unieważni przetarg. Kiedy mu się to nie udało, do przetargu przystąpiła żona senatora, po to, aby podbić cenę. - W każdej pozycji byłem przegrany - w ten sposób biznesmen tłumaczył, dlaczego nagrał propozycję polityka i ujawnił ją w lokalnej prasie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ja też był przedsiębiorcą, a nie jakimś politykiem nienormalnym. I wiem, co wszystko kosztuje i co to pieniądze zarabiać. &lt;br /&gt;Ja też muszę jakiego pilnować interesu, bo ja za chwilę nie będę miał na kampanię wyborczą pieniędzy. Bo z tych co dostaję z senatu, to jest k... psie pieniądze&lt;br /&gt;Senator PiSJa też muszę jakiego pilnować interesu, bo ja za chwilę nie będę miał na kampanię wyborczą pieniędzy. Bo z tych co dostaję z senatu, to jest k... psie pieniądze - tak według "Tygodnika Podhalańskiego" senator przekonywał biznesmena podczas spotkania. - Na paliwo dla mnie i na garniturek. Na ubranie k... 9 tysięcy, a teraz to nawet zaczęli mi płacić 8 i pół. Straszne pieniądze. Przeżyj se za to. A za trzy roki to auto zajeździsz. To jest urągające dla parlamentarzysty. Takie moje zdanie jest. A jaki k... pokój mamy. W jakich warunkach trzeba mieszkać. To k... bezdomni w Niemczech mają lepsze warunki - miał powiedzieć senator. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skorupa w rozmowie z RMF FM zapowiedział już skierowanie sprawy do prokuratury. - To są informacje zdobyte nielegalnie, nie będę się do tego ustosunkowywał, media nie mogą tak postępować z osobami publicznymi - tłumaczył Skorupa. Król na razie nie podjął decyzji, czy zgłosić sprawę do prokuratury. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Została wszczęta procedura wyjaśniająca. Nie przesądzam jej wyniku. Pan senator ma siedem dni na złożenie szczegółowych wyjaśnień. Potem będzie można wyciągnąć jakieś wnioski - poinformował po południu Suski. - Widzę bardziej próbę zrobienia afery, niż samą aferę. Z mojej pobieżnej znajomości sprawy wynika, że są pewne niezręczności, nie ma jednak złamania prawa - dodał. Według Suskiego, w sprawie są poważne wątpliwości. - To była prywatna rozmowa. Nie można kogoś podsłuchiwać, nagrywać prywatnej rozmowy i ją później wykorzystywać, bo to jest zabronione - zaznaczył. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzecznik dyscypliny klubu PiS zaznaczył, że nie ma niczego niedozwolonego w tym, że Skorupa lub ktoś z jego bliskich wziął udział w przetargu. - Żaden człowiek nie powinien kląć, ale nie znam osoby, która by nie użyła takich słów. Nie jest to na pewno powód do chluby. W prywatnych rozmowach ludzie bardzo często używają takich słów - ocenił Suski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4429668341925915340-5444580773471727067?l=malopolanie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/59Px-Df4UEqyeyk1WKZUxcOnfwg/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/59Px-Df4UEqyeyk1WKZUxcOnfwg/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/59Px-Df4UEqyeyk1WKZUxcOnfwg/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/59Px-Df4UEqyeyk1WKZUxcOnfwg/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Maopolanie/~4/Jrwb-mxD1BM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://malopolanie.blogspot.com/feeds/5444580773471727067/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://malopolanie.blogspot.com/2010/03/senator-pis-85-tys-z-k-i-przezyj-se-za.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/5444580773471727067?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/4429668341925915340/posts/default/5444580773471727067?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Maopolanie/~3/Jrwb-mxD1BM/senator-pis-85-tys-z-k-i-przezyj-se-za.html" title="Senator PiS: 8,5 tys. zł k... - i przeżyj se za to" /><author><name>RN</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://malopolanie.blogspot.com/2010/03/senator-pis-85-tys-z-k-i-przezyj-se-za.html</feedburner:origLink></entry></feed>

