<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;A0YCSHkycCp7ImA9WhRWE0w.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319</id><updated>2011-12-31T00:12:49.798-08:00</updated><category term="rodriguez" /><category term="media" /><category term="bieszczady" /><category term="2009" /><category term="pozycjonowanie" /><category term="machulski" /><category term="biutiful" /><category term="dokument" /><category term="robin hood" /><category term="blip" /><category term="avatar" /><category term="droga" /><category term="kultura" /><category term="hillcoat" /><category term="jarmusch" /><category term="ranking" /><category term="hiszpania" /><category term="życie" /><category term="piekorz" /><category term="napisy.info" /><category term="święta" /><category term="klikalność" /><category term="amerykański" /><category term="aronofsky" /><category term="polityka" /><category term="angelina jolie" /><category term="korpo" /><category term="internet" /><category term="mikroblogi" /><category term="salt" /><category term="wiejskifilozof" /><category term="black swan" /><category term="e-marketing" /><category term="granice kontroli" /><category term="góry" /><category term="aguilar" /><category term="gadu gadu" /><category term="lankosz" /><category term="polski" /><category term="science-fiction" /><category term="social network" /><category term="telekomunikacja" /><category term="serial" /><category term="reklama" /><category term="facebook" /><category term="recenzja" /><category term="sport" /><category term="muzyka" /><category term="viral" /><category term="arriaga" /><category term="cameron" /><category term="zima" /><category term="2010" /><category term="media relations" /><category term="ińarritu" /><category term="fincher" /><category term="twitter" /><category term="marketing" /><category term="public relations" /><category term="TVP" /><category term="wigilia" /><category term="film" /><category term="social media" /><category term="snowboard" /><category term="zapowiedź" /><title>MemoryFive</title><subtitle type="html">Kontestacje (nie)banalne</subtitle><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>57</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/Memoryfive" /><feedburner:info uri="memoryfive" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry gd:etag="W/&quot;DUIHQX4-fip7ImA9WhdXFUg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-6409510141394145433</id><published>2011-08-28T11:52:00.000-07:00</published><updated>2011-08-28T11:52:10.056-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-08-28T11:52:10.056-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wiejskifilozof" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="życie" /><title>W poszukiwaniu straconego czasu</title><content type="html">Jest niedzielny wieczór, a ja zamiast zająć się kontemplowaniem ostatnich godzin weekendu znowu myślę o robocie. Kto zadzwoni, kto napisze maila, kto się wkurwi i gdzie wybuchnie pożar. I myślę sobie, że nie jest to problem zbyt dużej odpowiedzialności i presji w pracy, bo na to akurat jestem już całkiem skutecznie uodporniony. Pracę mam też raczej ciekawą, więc nie mogę powiedzieć że jestem znudzony. No to co to kurwa jest?&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pamiętacie ten obraz Salvadora Dali, na którym zegary spływały w dół jakby były namalowane zbyt rzadką farbą? Otóż, moi drodzy, ten obraz wcale nie nazywa się "Czas" albo "Sraczkowate zegary". Prawdziwy tytuł to "Uporczywość pamięci". Co autor chciał nam przez to powiedzieć? Że czas to strumień świadomości. Jego upływ może być szybszy albo wolniejszy w zależności od tego, jakie czynności albo wspomnienia są z jego upływem związane. Najgorsze ponoć są dłużyzny, czyli sytuacja, w której to co robimy nie budzi żadnych emocji. Wtedy czas subiektywnie mija nam wolno. Ale w rzeczywistości jego tempo jest ciągle takie same. Co to oznacza w praktyce? Że mamy poczucie straconego czasu. Że mogliśmy zrobić więcej, mogliśmy zająć się czymś innym. Nie mamy czasu, chociaż nic wyjątkowego nie robimy. Też tak macie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak się składa, że ja bardzo nie lubię nie mieć czasu. Ostatnio przydarza mi się to nagminnie, stąd być może moja tęsknota za wakacjami, bezrobociem, słodkim opierdalaniem się. Winę zwalam na pracę, bo tam przecież spędzam 1/3 doby. Ale ważne jest też to, co poza robotą. Alokacja czasu wolnego też u mnie szwankuje. Ostatnio sporo grzebię w internecie, tracę czas na debilnych serwisach służących do zabijania czasu. Nie rozwijam się, mam odłożonych na bok mnóstwo projektów, które czekają na zakończenie. W kącie upchane są książki, podręczniki do nauki języków, filmy do obejrzenia. A ja siedzę i siedzę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pocieszam się, że idzie jesień i może znowu mi się zachce. Bo lato strasznie pomieszało mi w głowie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-6409510141394145433?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/msNcq30pFmbni44-TYBoz6TgIV0/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/msNcq30pFmbni44-TYBoz6TgIV0/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/msNcq30pFmbni44-TYBoz6TgIV0/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/msNcq30pFmbni44-TYBoz6TgIV0/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/ne9p2MT4m2o" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/6409510141394145433/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2011/08/w-poszukiwaniu-straconego-czasu.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/6409510141394145433?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/6409510141394145433?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/ne9p2MT4m2o/w-poszukiwaniu-straconego-czasu.html" title="W poszukiwaniu straconego czasu" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2011/08/w-poszukiwaniu-straconego-czasu.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0IFSXs7eip7ImA9Wx9aE0w.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-3569904205717193944</id><published>2011-03-05T00:58:00.000-08:00</published><updated>2011-03-05T00:58:38.502-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-03-05T00:58:38.502-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>"Jak zostać królem", czyli biografia jąkały</title><content type="html">Tegoroczny laureat najważniejszego Oscara to opowieść o człowieku, który podczas II wojny światowej stawił czoła samemu Hitlerowi. Tom Hopper ujmuje jednak męstwo Henryka VI od strony jego jedynej wady - dzielny król był potwornym jąkałą. Kino uwielbia takie paradoksy.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2011/01/czarny-abedz-czyli-katastrofa.html"&gt;&lt;b&gt;"Czarny łabędź, czyli katastrofa&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2011/01/symulacje-zycia-recenzja-filmu-mr.html"&gt;&lt;b&gt;Symulacje życia - recenzja filmu "Mr Nobody"&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/11/social-network-czyli-facebook-obnazony.html"&gt;&lt;b&gt;"Social Network", czyli Facebook obnażony&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
W historii przedstawionej w "Jak zostać królem" największym paradoksem jest jednak to, że tak naprawdę wcale nie musiała się wydarzyć. Jąkanie Henryka VI jest wprawdzie obiektywnie stwierdzone, jednak żadna z metod leczenia, której poddawany jest król nie została nigdy oficjalnie potwierdzona. Nie jest tajemnicą, że brytyjska rodzina królewska od lat milczy przy okazji przygotowywania filmów opowiadających o jej losach. Tak było choćby w przypadku "Królowej" w reżyserii Stevena Frearsa, z oscarową Helen Mirren w roli Elżbiety II. Tam również nikt z rodziny królewskiej nie weryfikował ani nie zatwierdzał scenariusza - i to pomimo faktu, że wydarzenia dotyczą niezwykle ważnej dla całej Wielkiej Brytanii tragicznej śmierci Księżnej Diany, a główną bohaterką obrazu jest wciąż panująca królowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdzie ten biografizm? Zarówno w przypadku "Jak zostać królem", jak i "Królowej" fabuła nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością i jest artystyczną projekcją scenarzystów, a nie dziełem żmudnej historiograficznej roboty. Dla miłośników obiektywizmu jest to poważny zarzut. Dla miłośników sztuki to z kolei ostateczny tryumf opowieści nad prawdą historyczną. Dożyliśmy bowiem czasów, w których to, jak było naprawdę, mało kogo interesuje. Przeszłość rozpatruje się wyłącznie w kategoriach estetycznych. Co zresztą nie jest w kinie nowym zjawiskiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Sześćdziesiąt tysięcy prawd&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
W 1988 r. pojawienie się na ekranach światowych kin filmu Martina Scorsese „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, wywołało jeden z największych skandali w historii kinematografii. Przedstawiony w tym obrazie wizerunek Chrystusa tak dalece odbiegał od wszelkich „świętości”, że szybko został okrzyknięty przez krytyków najbardziej kontrowersyjnym filmem wszech czasów. Dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chrystus według Scorsese jest raczej niedojrzałym emocjonalnie neurotykiem, niż dumnym i odważnym Synem Bożym, który godnie wypełnia swoje przeznaczenie. Reżyser szczególny nacisk kładzie na ludzki aspekt życia Jezusa, dokonując, przynajmniej w oczach zagorzałych krytyków filmu, zamachu na jego niepodważalną świętość. W tym filmie kontrowersyjne jest właściwie wszystko: od wyboru aktora do roli Chrystusa (niebieskookiego blondyna Willema Dafoe), poprzez dość groteskową w wielu miejscach scenografię, a kończąc na inspirowanej muzyką arabską ścieżce dźwiękowej autorstwa Petera Gabriela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do „listy zarzutów” warto dodać fakt, że literacki pierwowzór filmu Scorsese - powieść Nikosa Kazantzakisa – ściągnęła na autora anatemę ze strony Kościoła prawosławnego, a hierarchowie Kościoła rzymskokatolickiego umieścili książkę na istniejącym do 1966 roku indeksie ksiąg zakazanych. Zresztą równie barwne są dzieje samego filmu. W wielu krajach (w tym także i w Polsce) film Scorsese nigdy nie trafił do oficjalnej dystrybucji kinowej...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Zabawy życiem&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Jezus jest zresztą absolutnym rekordzistą światowego biografizmu. Przez dwa tysiąclecia doczekał się ponad sześćdziesięciu tysięcy biografii! Jest to tym bardziej interesujące, że prawie niczego nie wiemy o jego pierwszych trzydziestu latach, a potwierdzone fakty z jego biografii nie zajmują więcej niż kilka akapitów. Dla badacza roboty tu niewiele. I tu pojawiają się artyści...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podobnie w przypadku króla Henryka VI. Co w oscarowym filmie Toma Hoppera jest prawdą? Sam Colin Firth, odtwórca głównej roli, przyznał w wywiadzie udzielonym Elżbiecie Królikowskiej-Avis z miesięcznika "Kino", że bardzo niewiele. Wiadomo na pewno, że Henryk VI przez lata walczył z problemem jąkania. Ale tego jak walczył, nie wie nikt. Z tego względu "Jak zostać królem" więcej mówi o problemie jąkania występującym u scenarzysty filmu, niż u brytyjskiego następcy tronu. W konsekwencji Hopper nie ma skrupułów, aby Henryka turlać po dywanie, poddawać eksperymentalnej terapii polegającej na wykrzykiwaniu wulgaryzmów czy wkładać mu do ust metalowe kulki. Wszystkie chwyty dozwolone - oczywiście w służbie rozrywki światowej publiczności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo w nowoczesnej biografistyce nie o zgodność z oryginałem chodzi. Kluczowa jest możliwość uczestnictwa w wydarzeniach, które pretendują do miana historycznego. Przecież widzowie kochają filmy oparte na faktach. Klauzula "based on true story" to zawsze gwarancja silnych emocji, wzruszeń, a często nawet łez. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Magia nazwiska&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Okazuje się wręcz, że aby wywołać "złudzenie realności" widzowi wystarczy znane nazwisko. Tak było w przypadku "Kopii mistrza" Agnieszki Holland, czy "Amadeusza" Formana. W tym drugim filmie fabuła nie ma nic wspólnego z życiem Mozarta (film jest adaptacją sztuki teatralnej), co nie przeszkadza uznawać dzieła czeskiego twórcy za najbardziej wpływową filmową biografię Wolfganga Amadeusza. "Sądzę, że publiczność chce się spotykać w kinie z ciekawymi ludźmi, ale jest jej wszystko jedno, czy to osoby autentyczne czy nie" - przekonywał Forman w wywiadzie udzielonym w 2000 roku Barbarze Hollender.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy aby na pewno? Bez względu na wszystko, nazwisko to klucz do historycznej prawdy. Można spierać się o podobieństwo i zgodność z faktami historycznymi, ale tożsamość nie podlega dyskusji, działa na wyobraźnię i daje do myślenia. W konsekwencji znacznie lepiej sprzeda się historia o jąkającym się królu angielskim, niż ta sama opowieść o piekarzu jąkale z walijskiej prowincji. Choć w istocie chodziłoby o pokonywanie identycznych barier i słabości, to za powodzenie króla Henryka chcemy trzymać kciuki, a rzeczony piekarz niechże radzi sobie sam. W ostateczności niechże wyrabia ten chleb w milczeniu. Nikogo to przecież nie obchodzi!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://static3.blip.pl/user_generated/avatars/1156968_standard.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-3569904205717193944?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/w8d6DLhJQPokIodbfsrnigW9uZI/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/w8d6DLhJQPokIodbfsrnigW9uZI/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/w8d6DLhJQPokIodbfsrnigW9uZI/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/w8d6DLhJQPokIodbfsrnigW9uZI/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/xv69Vs7lbgw" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/3569904205717193944/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2011/03/jak-zostac-krolem-czyli-biografia-jakay.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/3569904205717193944?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/3569904205717193944?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/xv69Vs7lbgw/jak-zostac-krolem-czyli-biografia-jakay.html" title="&quot;Jak zostać królem&quot;, czyli biografia jąkały" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2011/03/jak-zostac-krolem-czyli-biografia-jakay.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C04BQH05fSp7ImA9Wx9VE0k.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-888587568384349218</id><published>2011-01-29T14:54:00.000-08:00</published><updated>2011-01-29T14:59:11.325-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-29T14:59:11.325-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="black swan" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>"Czarny łabędź", czyli katastrofa</title><content type="html">Dla przeciętnego widza balet klasyczny to zdecydowanie najtrudniejsza ze sztuk. Balet w kinie, odtańczony przez Natalie Portman i zaaranżowany przez Darrena Aronofskiego, jest jeszcze gorszy. Powoduje ból mózgu i dupy, a u widzów wywołuje kolektywne ziewanie.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;O co tu chodzi?!&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Generalnie nie wiadomo... Podstawowy problem jest taki, że Aronofsky nie poradził sobie z fabułą. Pierwsza połowa filmu opowiada totalnie o niczym. Albo inaczej: fabuła istnieje, o ile widz się jej domyśli. Chaosu, jaki wprowadził reżyser, nie da się wytłumaczyć ani chęcią zwiększenia dramatyzmu ani zastosowaniem scenariuszowej zmyły. Warsztatowo Aronofsky jest kilka kilometrów za Ińarritu i lata świetlne za braćmi Coen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Mina Natalii&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Największa gwiazda "Czarnego Łabędzia" gra przy pomocy jednej miny na przestraszono-cnotliwo-płaczliwą baletnicę. Nie wiecie jaka to mina? To włączcie sobie ten film w dowolnym momencie i przypatrzcie się wyrazowi twarzy Natalie Portman. Aktorka, którą cenię za kilkanaście innych ról wygląda, jakby znalazła się w obsadzie przez przypadek. Brak jej lekkości Alice z "Bliżej" czy Sam z "Powrotu do Garden State". Portman w roli baleriny jest mało przekonująca, a jej charakterystyka ewidentnie nie pasuje do tej roli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Szkolne błędy&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
To, że film jest słaby aktorsko można byłoby przeboleć. Najgorzej jednak, że Aronofsky popełnił w "Czarnym łabędziu" niewybaczalne błędy. Nieprawidłowo zaakcentowane są praktycznie wszystkie wątki: relacje Niny z matką, relacje Niny z Beth, zaburzenia psychiczne Niny, destrukcyjny geniusz Thomasa... Brak jest precyzji i głębi w prowadzeniu wątków, a to z kolei wprowadza chaos. Widz, który musi się zbyt wiele domyslać przestaje utożsamiać się z bohaterem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W filmie brak mocnych zwrotów akcji. Aronofsky od razu wykłada na stół wszystkie karty, jakie posiada. Od początku mamy zatem jednostajny i słabo czytelny obraz obsesyjnego perfekcjonizmu. Ale przecież to wszystko w kinie już było. I to zrobione w znacznie lepszym stylu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kompletnie niewykorzystana jest również Winona Ryder w roli Beth. Wiemy o niej tyle, że była wielką tancerką, ale poszła już na emeryturę. Okoliczności musimy się, oczywiście, domyślać. Tak samo, jak jej roli w całej fabule.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Wpadka&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Może się zdarzyć każdemu. Aronofskiemu "Czarny łabędź" ewidentnie nie wyszedł. Fabuła, jak się już jej domyślimy, nie jest jeszcze taka zła. Film jest po prostu zmarnowany warsztatowo. Brak tu napięcia, dramatyzmu i autentyzmu, czyli tego, co było przecież najmocniejszą stroną i "Requiem dla snu" i "Pi". Uwzględniając uprzedni dorobek tego twórcy chcę wierzyć, że przy okazji "Czarnego łabędzia" po prostu zaliczył wpadkę. Tak samo, jak Fincher zaliczył ją przy "Zodiaku"...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Plusik&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Należy się za dwie rzeczy. Charakteryzacja i zdjęcia to absolutne mistrzostwo. Zresztą z tego też filmy Aronofskiego od zawsze słynęły. Przynajmniej to udało się więc uratować. Portman w zależności od sceny zmienia się nie do poznania, a jej makijaże i charakteryzacje sceniczne robią piorunujące wrażenie. Tak samo jest ze zdjęciami: scena przemiany Niny w czarnego łabędzia czy zbliżenia pomiędzy Portman a Milą Kunis to już mistrzostwo świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zmienia to jednak faktu, że film ogląda się potwornie ciężko. Nie polecam mało cierpliwym - wyjdziecie z kina zanim film na dobre się zacznie. A wtedy przegapicie dwie sceny, o których pisałem powyżej!&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://static3.blip.pl/user_generated/avatars/1156968_standard.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-888587568384349218?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yiEIy0o9Wl0Ht0TT7_V-wm2Bt6w/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yiEIy0o9Wl0Ht0TT7_V-wm2Bt6w/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yiEIy0o9Wl0Ht0TT7_V-wm2Bt6w/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/yiEIy0o9Wl0Ht0TT7_V-wm2Bt6w/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/ZaifFS5eRPQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/888587568384349218/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2011/01/czarny-abedz-czyli-katastrofa.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/888587568384349218?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/888587568384349218?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/ZaifFS5eRPQ/czarny-abedz-czyli-katastrofa.html" title="&quot;Czarny łabędź&quot;, czyli katastrofa" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2011/01/czarny-abedz-czyli-katastrofa.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUcFSXY4cCp7ImA9Wx9XFUs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-4632061177862595587</id><published>2011-01-09T00:30:00.000-08:00</published><updated>2011-01-09T00:50:18.838-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-09T00:50:18.838-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="sport" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="snowboard" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="góry" /><title>Jak skręcać na snowboardzie, czyli poradnik młodego deskarza</title><content type="html">Aby nasza jazda przypominała wyczyny bardziej doświadczonych snowboardzistów, trzeba nauczyć się skręcać. Coś, co na początku wydaje się niemożliwe, z czasem stanie się zupełnie naturalnym elementem jazdy. Poniżej kilka rad dotyczących tego, jak się zabrać do nauki.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/nauka-jazdy-na-snowboardzie-czyli.html"&gt;&lt;b&gt;Nauka jazdy na snowboardzie, czyli nieznośny ból dupy&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/12/pokora-czyli-dziwka-ta.html"&gt;&lt;b&gt;Pokora, czyli dziwka ta&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/07/fani-na-kilogramy-czyli-spoecznosc-za.html"&gt;&lt;b&gt;Fani na kilogramy, czyli społeczność za wszelką cenę&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Kiedy już opanujemy podstawową technikę jazdy na snowboardzie (czyli jazda tzw. liściem i umiejętność skutecznego zatrzymywania się), można zacząć naukę tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli skręcania oczywiście. Jest to o tyle problemowe, że wymaga płynnego przenoszenia ciężaru ciała z pięt na palce, a także ustawiania dechy równolegle do stoku. To jest właśnie pierwsza poważna zagadka, jaką we własnej głowie musi rozwikłać każdy początkujący snowboardzista. Bo przecież jak deska jest prostopadle, to rozpędzamy się niemiłosiernie szybko, a w dodatku nie da się zatrzymać. No i jak, do cholery, omijać przeszkody na stoku?!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najważniejsze to mieć opanowane hamowanie w obu płaszczyznach, czyli na pięty (jadąc przodem) i na palce (jadąc tyłem). Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, naukę jazdy trzeba zacząć właśnie od hamowania... Kiedy już uznamy, że potrafimy się skutecznie zatrzymać, nie robiąc przy okazji krzywdy sobie i innym użytkownikom stoku, próbujmy podczas jazdy przesuwać deskę do pozycji zjazdowej (czyli równolegle do stoku). Niech nasza jazda w końcu zacznie przypominać wyczyny tych, którzy na snowboardzie jeżdżą od jakiegoś czasu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polecam zapoznać się z tym wideo tutorialem:&lt;br /&gt;
&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/1nsxhaazw-0?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/1nsxhaazw-0?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A zatem do dzieła. To nie jest łatwe, ale zdecydowanie wykonalne, jeśli wcieli się w życie kilka cennych sugestii:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;1. Znajdź odpowiedni stok&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Dobry stok do nauki to taki, który ma niewielkie nachylenie terenu. Im mniejsza prędkość tym łatwiej pokonać własne lęki. Poza tym dobrze uczyć się na równym stoku, czyli takim, którego właściciel pamięta, że czasami warto go przetrzeć ratrakiem. Dlatego dobrym pomysłem jest zameldować się na stoku z samego rana. Delikatny stok pozbawiony muld to, moim zdaniem, gwarancja szybkich postępów w nauce. Do tego celu polecam Zieleniec. Ja i mnóstwo moich znajomych przełamało tam swoje lęki :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;2. Pracuj stopami&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Podczas przechodzenia z jazdy przodem w jazdę tyłem, bardzo ważna jest praca stóp. Krótko mówiąc, trzeba jakoś pomóc desce w pokonaniu oporu, jaki stawia śnieg. Jeśli więc chcesz się obrócić z pięt na palce, rób to tak, żeby dolna krawędź deski nie była nadmiernie obciążona. Wtedy decha będzie się swobodnie prześlizgiwać po śniegu, a Ty będziesz zaliczał mniej wywrotek. Zrozumienie tej prostej zasady zajęło mi niestety kilka dni, podczas których zaliczyłem chyba z kilkaset upadków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;3. Ugnij kolana&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Skręcanie na sztywnych nogach jest nie tylko mało efektywne, ale i niebezpieczne. Jak trafisz na jakąś muldę, to nie będziesz miał możliwości, żeby ją zamortyzować. Nierówności podczas skręcania są sporym wyzwaniem. Najlepiej kiedy ich nie ma na stoku (co jest prawie niemożliwe) albo kiedy nie będziemy na nich skręcać (co jest możliwe, ale cholernie trudne). Mulda przy skręcaniu na prostych nogach to po prostu pewna wywrotka. Dlatego tak ważna jest praca kolan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;4. Skręcaj całym ciałem&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Najgorsze wywrotki na snowboardzie to takie, w których upadasz ze skręconym tułowiem. Łatwo wtedy sobie coś złamać (na przykład nogę :-). Unikniesz tego, jeśli będziesz skręcał całym ciałem, a nie wyłącznie stopami. Z deską nie wolno walczyć podczas jazdy - trzeba nauczyć się wykorzystywać jej właściwości. Obrót zawsze powinien być inicjowany przez barki i biodra, a cały ruch wspierany pracą nóg. Jak to pojmiesz - liczba wywrotek zmniejszy się o połowę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;5. Nie bój się prędkości&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Brzmi absurdalnie? Pamiętaj jednak, że hamowanie to Twoja praca, którą wykonujesz przeciwko grawitacji. Dlatego im tego hamowania więcej, tym bardziej obciążasz mięśnie i stawy, czyli szybciej się zmęczysz. Kiedy już nauczysz się skręcać, nie hamuj zbyt mocno przy każdym przechodzeniu z pięt na palce. Na początku jest to oczywiście trudne, ale warto pamiętać o tym, że w miarę wzrostu naszych umiejętności tego hamowania powinno być coraz mniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;6. Obserwuj innych deskarzy&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Ale nie tylko po to, żeby na nich nie wpaść! Bardzo wiele można się nauczyć po prostu podglądając jak to robią inni. Patrząc na innych snowboardzistów szybko można się zorientować który z nich ma deskę po raz pierwszy, a który po raz setny. Zdradza to swobodna jazda i, oczywiście, prędkość. Obserwujcie jak obracają całe ciało, jak pracują tułowiem i rękami. To naprawdę cenna nauka dla początkujących!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli macie jeszcze jakieś dobre rady na temat skręcania - piszcie w komentarzach!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Jeszcze jeden film. Moim zdaniem ten gość robi te skręty idealnie!&lt;br /&gt;
&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bX-5rpqaLd8?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bX-5rpqaLd8?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Be patient and... good luck! :-)&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://static3.blip.pl/user_generated/avatars/1156968_standard.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-4632061177862595587?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/5h4JYdLlb5m8-mn4kX9qFwn4wYs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/5h4JYdLlb5m8-mn4kX9qFwn4wYs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/5h4JYdLlb5m8-mn4kX9qFwn4wYs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/5h4JYdLlb5m8-mn4kX9qFwn4wYs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/5LK_I_BwxtQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/4632061177862595587/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2011/01/jak-skrecac-na-snowboardzie-czyli.html#comment-form" title="Komentarze (7)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/4632061177862595587?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/4632061177862595587?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/5LK_I_BwxtQ/jak-skrecac-na-snowboardzie-czyli.html" title="Jak skręcać na snowboardzie, czyli poradnik młodego deskarza" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>7</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2011/01/jak-skrecac-na-snowboardzie-czyli.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ck8DQXkzcSp7ImA9Wx9QGUs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-5460948757757396990</id><published>2011-01-02T01:33:00.000-08:00</published><updated>2011-01-02T01:34:30.789-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-01-02T01:34:30.789-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="życie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>Symulacje życia - recenzja filmu "Mr Nobody"</title><content type="html">Człowiek składa się z wyborów, których dokonuje. Wspominając życie, pamiętamy nie tylko o tym co się wydarzyło, ale też to, co by się stało, gdyby koleje losu potoczyły się inaczej. Oba obrazy często wydają się równie nierzeczywiste. Przypomniał mi o tym Jaco van Dormael w swoim nowym - doskonałym - filmie.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/11/social-network-czyli-facebook-obnazony.html"&gt;&lt;b&gt;"Social Network", czyli Facebook obnażony&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/08/single-man-czyli-jeden-dzien-z-zycia.html"&gt;&lt;b&gt;"Single Man", czyli dzień z życia samotnego geja&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/06/robin-hood-czyli-jak-zgwacic-legende.html"&gt;&lt;b&gt;"Robin Hood", czyli jak zgwałcić legendę Średniowiecza&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Historie alternatywne&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Stary człowiek na łożu śmierci opowiada dziennikarzowi historię swojego życia. Jest obiektem zainteresowania, ponieważ jest najstarszy z żyjących, bo przeżył najwięcej. Ma więc najwięcej do powiedzenia. Niestety, jak to ze starymi ludźmi bywa, Nemo Nobody bredzi. Miesza mu się czas i przestrzeń, osoby i zdarzenia, o których mówi, zdają się nie posiadać żadnych wewnętrznych powiązań. Dla dziennikarza - myślącego racjonalnie - taka wizja życia jest głęboko niewystarczająca. No bo jak to wszystko opisać w artykule prasowym zajmującym ledwie kilka kolumn? Dla Nemo wręcz przeciwnie - owa feeria barw, zapachów, gestów i słów stanowi istotę jego długiego życia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Historie, jakie snuje Nemo rzeczywiście nie stanowią jedności; często toczą się wręcz równolegle, posiadając swoją własną dramaturgię i dynamikę. Ich bohater stawiany jest przed wyborami niemożliwymi - których na pewnym etapie życia doświadczył każdy z nas. Nemo jednak miał tą wspaniałą możliwość, że mógł przeżyć każdy z potencjalnych wątków. Jednocześnie wsiadł z matką do pociągu i pozostał na peronie z ojcem. Wziął ślub z trzema kobietami i każda była dla niego tą jedyną. Miał piękny dom z basenem i żył jako bezdomny. Nemo przeżył wszystkie alternatywne rozwiązania, dokonał wszystkich wyborów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaki to wszystko ma sens? Czy taki sposób narracji oferuje widzowi jakąkolwiek naukę? Jedynie taką, że życie jest niepoznawalne - ale to już wiedzieliśmy. Nie od parady napisano ponad dwa tysiące biografii Jezusa, a zagadkę obciętego ucha Van Gogha wyjaśniono na ponad osiemdziesiąt sposobów. Wiemy tylko to, co się wydarzyło. Cała reszta jest fikcją. Niedoskonałą symulacją rzeczywistości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/fdXkUzOuHRQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/fdXkUzOuHRQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Obraz z obrazu&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
"Mr Nobody" czerpie pełnymi garściami z koncepcji Jeana Baudrillarda. Nie wdając się z skomplikowane szczegóły, mniej więcej chodzi o to, że dostęp do przeszłości mamy wyłącznie za pośrednictwem innych przekazów. Przeszłość (historia) jest dla nas dostępna tylko w formie zapośredniczonej - z książek, filmów, opowieści... Doświadczamy historii, którą już ktoś zinterpretował. Aby zrozumieć, nasz umysł wykonuje więc kolejny "obraz z obrazu". To samo dotyczy życia. Im większe oddalenie czasowe, tym mniej jesteśmy pewni jak konkretnie wyglądało dane wydarzenie. Naszą przeszłość postrzegamy raczej w wymiarze etycznym; fakty nie mają większego znaczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To dlatego w życiu Nemo fikcja miesza się z rzeczywistością. Mało tego: poprzez obecność fikcji, rzeczywistość staje się równie fikcyjna. Realnie istniejący ludzie i rzeczy stają się obiektami żyjącymi wyłącznie w świadomości Nemo. Rzeczywistość jako taka zostaje więc zastąpiona przez hiperrzeczywiste obrazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Ale ale...&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Nie zgadzam się z opinią, że tematyka filmu jest wtórna, że wszystko to już było w "Otwórz oczy" Amenabara, w "Jak we śnie" Gondry'ego czy w "Kochankach z bieguna polarnego" Medema. Idąc tym tropem, nie byłoby sensu kręcić filmów grozy, bo przecież wszystko już było w "Lśnieniu"... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkałem się też z zarzutami, że "Mr Nobody" jest mocniejszy audiowizualnie niż fabularnie. Perfekcyjne skomponowanie kadrów i wyjątkowo trafny dobór piosenek to jednak tylko środek, a nie cel ostateczny. To nie "Baraka", która była tylko do oglądania. "Mr Nobody" dał mi do myślenia, przywołał wiele wspomnień dotyczących, lepszych albo gorszych, wyborów. Które z nich sprawiły, że jestem tym kim jestem? Może wszystkie? A może bez względu na to, co bym wybrał, i tak byłbym tą samą osobą? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli sztuka jest od zadawania pytań, to "Mr Nobody" powinien być pozycją obowiązkową dla każdego, kto uważa się za miłośnika kina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tematyka filmu jest mi zresztą szczególnie bliska. Pracę magisterską napisałem właśnie o nieprzejrzystości życia, o konieczności dokonywania jego interpretacji. "Mr Nobody" to jedna z najlepszych filmowych metafor dokumentujących te nierówne zmagania. To film tak samo piękny wizualnie, jak trudny w odbiorze. Ale myślę że warto się z nim zmierzyć. Zachwycić się pojedynczymi kadrami i przepysznym bogactwem życia.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://static3.blip.pl/user_generated/avatars/1156968_standard.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-5460948757757396990?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Je9v8-35NdEcnqaBpROJ3NeGGm8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Je9v8-35NdEcnqaBpROJ3NeGGm8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Je9v8-35NdEcnqaBpROJ3NeGGm8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Je9v8-35NdEcnqaBpROJ3NeGGm8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/daNpetxCURY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/5460948757757396990/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2011/01/symulacje-zycia-recenzja-filmu-mr.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5460948757757396990?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5460948757757396990?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/daNpetxCURY/symulacje-zycia-recenzja-filmu-mr.html" title="Symulacje życia - recenzja filmu &quot;Mr Nobody&quot;" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2011/01/symulacje-zycia-recenzja-filmu-mr.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEcNQnc8fCp7ImA9Wx9QFE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-7159435679244576310</id><published>2010-12-26T14:21:00.000-08:00</published><updated>2010-12-26T14:21:33.974-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-12-26T14:21:33.974-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="reklama" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="marketing" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="public relations" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="korpo" /><title>Pokora, czyli dziwka ta</title><content type="html">Chłoniemy ją od dzieciństwa, karnie pochylając głowy - przed rodzicami, nauczycielami, wykładowcami, a potem przełożonymi, prezesami, klientami... Bo zawsze jest ktoś, komu trzeba oddać należną cześć, w każdej sytuacji dobrze jest pochylić kark. Taka losu marnego kolej.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/o-fajnych-reklamach-ktore-nie-reklamuja.html"&gt;&lt;b&gt;O fajnych reklamach, które nie reklamują&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/07/fani-na-kilogramy-czyli-spoecznosc-za.html"&gt;&lt;b&gt;Fani na kilogramy, czy społeczność za wszelką cenę&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/niewykorzystany-potencja-czyli-e.html"&gt;&lt;b&gt;Niewykorzystany potencjał, czyli e-marketing w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Pokora w wersji biznesowej zawsze mnie przerażała. W mojej branży to nagminne. Ludzie, którzy mają kontakt z klientem pokorę powinni mieć opanowaną do perfekcji. Przecież klient nasz pan, co zawsze rację ma. No więc srając żarem do słuchawki i rozpływając się podczas spotkań przy konferencyjnym stole po cichu snujemy plany wysłania ich w podróż powrotną na ich małą, nieszczęśliwą planetę... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowolenie klienta jest nawet ważniejsze, niż perspektywa korzyści, które odniesie z naszych działań. Jego zadowolenie jest celem samym w sobie. Bo klient zadowolony opłaca faktury. I ani myśli, żeby przenieść biznes do innej agencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten konflikt interesów wpadają wszystkie agencje. Niezależnie czy zajmują się pozycjonowaniem www, zakupem mediów, działaniami wizerunkowymi czy kreacją reklam - muszą podporządkować się widzimisie klientów. I dopóki obcujemy z kompetentnymi osobami, nie ma problemu. Gorzej jak przyjdzie wizjoner, który chce założyć na Facebooku fanpage swojej rzeźni albo zakładu pogrzebowego. Albo chciałby, żeby w kreacji graficznej bannera reklamowego znalazła się blondynka, brunetka i ruda. I to niezależnie od tego, że reklamujemy hotel dla zwierząt... Interesem agencji jest spełnić oczekiwania klienta. Specjalistyczne doradztwo to raczej śliski temat i to nie tylko dlatego, że w agencjach mocy przerobowych często wystarcza tylko na zadowalanie. Lepiej klienta przytulić choćby na trzy miesiące, niż pozwolić przytulić go na trzy miesiące innej agencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiadomo jak jest: przychodzi klient z mega fajnym pomysłem i pyta czy mu go zrealizujemy za x PLN. Daję sobie rękę uciąć, że trzy czwarte agencji wzięłoby zlecenie nawet pomimo faktu, że pomysł klienta uznaliby za absurdalny. Od pokory do cynizmu jest zaskakująco blisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Agencje konkurują ze sobą przy pomocy własnego wizerunku. Jedni lansują się eventowo inni social mediowo, a jeszcze inni - ekspercko. Lans plus śliczna oferta to połowa sukcesu. Klientów się wabi i łowi, a nie przekonuje merytoryką. Żniwo zbiera się dzięki świetnie skonstruowanej ofercie, ulepionej na podstawie badań marketingowych i opinii speców od psychologii reklamy...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego więc jestem w tym biznesie i w jakiś tam sposób go napędzam? Świetne pytanie. Może dlatego, że szanuję pracę, a klientów staram się traktować jako partnerów w biznesie, a nie jak maszynki do produkcji pieniędzy. Nie zmienia to jednak faktu, że w roli wyrobnika od wszystkiego i specjalisty od robienia laski klientowi widzę się niespecjalnie.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-7159435679244576310?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/sPYDgvrapOcwzn30hCKc-_1YSAs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/sPYDgvrapOcwzn30hCKc-_1YSAs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/sPYDgvrapOcwzn30hCKc-_1YSAs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/sPYDgvrapOcwzn30hCKc-_1YSAs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/SOX_pNyk-V8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/7159435679244576310/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/12/pokora-czyli-dziwka-ta.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/7159435679244576310?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/7159435679244576310?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/SOX_pNyk-V8/pokora-czyli-dziwka-ta.html" title="Pokora, czyli dziwka ta" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/12/pokora-czyli-dziwka-ta.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkEHQXg8cSp7ImA9Wx5aEk0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-4995299532772019683</id><published>2010-11-06T16:28:00.000-07:00</published><updated>2010-11-08T00:23:50.679-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-11-08T00:23:50.679-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="social media" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="fincher" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="facebook" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>Social Network, czyli Facebook obnażony</title><content type="html">Dawid Fincher miał bajecznie proste zadanie. Wystarczyłoby, gdyby na "Social Network" wybrali się wyłącznie posiadacze kont na Facebooku, a finansowy sukces byłby murowany. Najdziwniejsze jest jednak to, że film o mediach społecznościowych jest przejmująco... aspołeczny.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/o-fajnych-reklamach-ktore-nie-reklamuja.html"&gt;&lt;b&gt;O fajnych reklamach, które nie reklamują&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/09/w-pogoni-za-kciukiem-czyli-marketing-na.html"&gt;&lt;b&gt;W pogoni za kciukiem, czyli marketing na fejsbuku&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/dziennikarstwo-obywatelskie-czyli-jak.html"&gt;&lt;b&gt;Dziennikarstwo obywatelskie, czyli jak zarabiać na cudzej pracy&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;"Social Network" rozczarowuje&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Bynajmniej nie dlatego, że to zły film - Fincher takich nie robi. Rozczarował, bo jest filmem bezpiecznym. Nie stawia pytań, nie prowokuje dyskusji o serwisach społecznościowych i nie rozbiera na części pierwsze fenomenu największego z nich. Fincher woli poruszać się po wierzchu, niż zagłębić w odmętach zjawiska. Użytkowników, "zbiorową świadomość" każdej sieci społecznościowej, zastąpił kompletnie aspołecznymi i niezbyt komunikatywnymi, a mimo wszystko wszechwiedzącymi, twórcami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale... może właśnie o to chodziło. Może Fincher po prostu zadrwił z konsumentów social media?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo jak, jeśli nie drwiną, nazwać fakt, że religię o nazwie Facebook stworzył cyniczny i zakompleksiony programista? Że wymyślił to głównie po to, aby lepiej przyjrzeć się okolicznym studentkom? Że ukradł projekt pewnym przedsiębiorczym wioślarzom? Że zrezygnował z przyjaźni na rzecz interesów? I w końcu, że największą globalną sieć kontaktów zbudował człowiek, który w ogóle nie zna pojęcia przyjaźni i ludzi traktuje instrumentalnie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego pierwsze wrażenie jest takie, że "Social Network" stawia Facebooka w niekorzystnym świetle. Błąd. Jeśli już, to obrzuca błotem twórców, ale oni są akurat dla użytkowników kompletnie nieistotni. Facebook żyje własnym życiem i ma się świetnie. Nad losem aspołecznego gnojka, jakim okazał się być Mark Zuckenberg, nie pochyli się prawdopodobnie żaden z użytkowników. Tak samo, jak nikogo nie interesuje co robi i z kim sypia właściciel Castoramy. Dopóki w sklepie można kupić porządne młotki w dobrej cenie, prawdopodobnie mógłby być nawet pedofilem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Co z wizerunkiem Facebooka?&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Idąc tym tropem, nie widzę przeszkód, aby użytkownicy Facebooka masowo klikali "Lubię to" za każdym razem, kiedy jest mowa o "Social Network". Wizerunek największego serwisu społecznościowego nie jest i nigdy nie był zagrożony, czego obawiali się niektórzy eksperci. Mało tego: jestem przekonany, że po premierze filmu jego popularność jeszcze wzrośnie! Ta bezrefleksyjność to znak rozpoznawczy nie tylko Facebooka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo w świecie Web 2.0 wystarczy wzbudzić zainteresowanie. I nie mam tu na myśli wyłącznie Internetu, ale też to, co jest "poza" nim. Wzbudzanie zainteresowania powoli wypiera informowanie. Korzystają z tego nie tylko e-marketingowcy, ale też PRowcy czy specjaliści od reklamy. Użytkownicy sami oceniają czy dany projekt jest dla nich użyteczny, czy może nie warto zaprzątać sobie nim głowy. Świat opiera się na viralu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mało entuzjastyczne recenzje "Social Network" nie zaszkodzą filmowi. Cały sens komunikacji zawiera się w oddziaływaniu na emocje. Grunt, żeby mówili, żeby pisali, żeby pokazywali... I "lajkowali" na Facebooku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i Fincher pokazał. W filmie modnym, ciekawym, poprawnym warsztatowo i dobrze zagranym. Pokazał ludzi z pasją, którzy potrafią być szokująco bezwzględni. W tym sensie "Social Network" ma bardzo uniwersalne przesłanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale. Krytycy i anonimowi filmożercy obejrzą, zrecenzują i za kilka miesięcy o "Social Network" zapomną. Użytkownicy Facebooka też obejrzą, "zalajkują", napiszą ze dwa zdania komentarza i ruszą na poszukiwanie kolejnej podniety.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A ja dalej się będę zastanawiał, czy tego typu konsumpcja sztuki ma jeszcze jakiś sens.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-4995299532772019683?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ye_HFb8PS8Lr0xl1ZV5LJp3KbW4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ye_HFb8PS8Lr0xl1ZV5LJp3KbW4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ye_HFb8PS8Lr0xl1ZV5LJp3KbW4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ye_HFb8PS8Lr0xl1ZV5LJp3KbW4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/Pr5THrQMRNQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/4995299532772019683/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/11/social-network-czyli-facebook-obnazony.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/4995299532772019683?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/4995299532772019683?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/Pr5THrQMRNQ/social-network-czyli-facebook-obnazony.html" title="Social Network, czyli Facebook obnażony" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/11/social-network-czyli-facebook-obnazony.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0AESH8ycCp7ImA9Wx5VEks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-2158942602543678581</id><published>2010-10-04T15:04:00.000-07:00</published><updated>2010-10-04T23:55:09.198-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-04T23:55:09.198-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="amerykański" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="rodriguez" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>Maczeta, czyli rzeźnia i lans</title><content type="html">Filmy dzielą się na dobre, złe i głupie. "Maczeta" Rodrigueza jest ponadgatunkowa - jest i zła i głupia. Za dużo tu bezmyślnego rżnięcia, a za mało poezji i finezji. A szkoda, bo potencjał na dobre kino akcji był całkiem duży.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/06/robin-hood-czyli-jak-zgwacic-legende.html"&gt;&lt;b&gt;Robin Hood, czyli jak zgwałcić legendę średniowiecza&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/juz-pierwsza-scena-filmu-scorsese.html"&gt;&lt;b&gt;Wyspa Tajemnic - recenzja&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/08/single-man-czyli-jeden-dzien-z-zycia.html"&gt;&lt;b&gt;Single Man, czyli jeden dzień z życia samotnego geja&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Maczeta to film, który wpisuje się w aktualny ogólnoświatowy trend i generalnie radzi sobie bez fabuły. Jest tylko kilka skreślonych na kolanie wątków, które w niektórych miejscach (chcę wierzyć, że nieprzypadkowo) na siebie nachodzą, tworząc w mózgu widza optyczne złudzenie sensu, ładu i składu. Ale to tylko, drogi widzu, pozory. Bo nie o fabułę tu przecież chodzi. No bo jest maczeta, którą można napieprzać bez opamiętania, jest cysterna sztucznej krwi, którą podstawił reżyser-producent. Jest też Jessica Alba, której gra aktorska wprawdzie w dalszym ciągu przypomina boiskowe nawyki Grzegorza Rasiaka, ale to nie przeszkadza jej w byciu piekielnie-seksowną-latynoską-babką. W roli ozdobnika świetnie sprawdziła się też Lindsay Lohan, która nawet nie musiała grać. Rodriguez postanowił ją po prostu rozebrać i uśpić. I to jest zdecydowanie najlepszy pomysł dla panny Lohan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Tnij i rżnij&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
A o co chodzi w najnowszym dziele Rodrigueza? Fabuły może przecież nie być, ale intryga to co innego. Jest przebrzydły amerykański polityk, który brata się z jeszcze bardziej przebrzydłą meksykańską szują. Panowie mają ambicję zbudowania na całej amerykańsko-meksykańskiej granicy mur, zamykając drogę nielegalnym emigrantom i monopolizując przerzut nielegalnych towarów. Plan niecny, ale, oczywiście, niewykonalny. Na ich drodze staje... pan Maczeta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytułowy bohater gra kilkoma różnymi kozikami i jedną miną na wkurwionego Meksykańca. Inspiracją do takiej ekranowej pozy był prawdopodobnie obecny na planie Steven Seagal (tu w roli meksykańskiego bossa narkotykowego), który generalnie w swoim wachlarzu popisów aktorskich nie posiada mimiki. Seagal na ekrania pojawia się jednak na tyle rzadko, że widz nie ma czasu opatrzeć się z jego betonową gębą. W tym sensie Rodriguez miał na żelaznego Stevena świetny pomysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pozorom nie twierdzę, że z herosa, maczety, sztucznej krwi i ślicznych lasek nie da się ukręcić dobrej fabuły. Ba! Twierdzę, że to jak najbardziej wykonalne! Problem w tym, że u Rodrigueza zabrakło odpowiednich proporcji. Rzeźnia jest zaskakująco sterylna, a rozwałka mało przekonująca. Sztuczna krew w jakiś magiczny sposób omija ciała i ubrania głównych bohaterów. Rozwałka bardziej przypomina więc tą z Drużyny A niż z epickich dzieł Tromy. Danny Trejo w roli Maczety to w zamyśle taki latynowski Brudny Harry, który najpierw wyrżnie maczetą 90 proc. ludności, a od niedobitków wyciągnie strzępy informacji. Niestety. Trejo jest tylko marną karykaturą Eastwooda; to taki Schwarzenegger z "Terminatora 3" - zupełnie nie wiadomo po co pojawia się na ekranie. A sceny komiczne, jak ta, w której Maczeta próbuje pisać smsa, nadają się najwyżej do ilustrowania debilnych pomysłów scenarzysty w szkołach filmowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Chaos niekontrolowany&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Bezsensowny lans i sterylność "Maczety" podkreśla jedna z ostatnich scen, w której pospolite ruszenie Meksykańców szykuje się do ostatecznej bitwy. Rodriguez zadbał o wszystko: są wypasione fury z hydraulicznym zawieszeniem a'la gangsta rap, są fajne laski z krótkich bialutkich bluzeczkach, są gigantyczne giwery, a nawet chopper uzbrojony w działo przeciwpancerne. Nie wiadomo tylko kto jest dobry, a kto zły, komu kibicować, komu słusznie należy się łomot, a kto dostaje przez przypadek. W konsekwencji sens filmu pogrąża się w lansie i scenach niemalże batalistycznych, a kolorowe samochodziki-zabawki w fatalnym stylu zamykają jedyny sensowny w tym dziele wątek jednoczenia się uciskanych przez Amerykanów nielegalnych emigrantów z południa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako wyznawca "Desperado" i miłośnik "Grindhouse" jestem najnowszym filmem Rodrigueza po prostu rozczarowany. Quentina Tarantino od lat odróżnia od twórcy "Maczety" klasa i warsztat, polegający na umiejętności zapanowania nad wszystkimi podjętymi wątkami. Tym filmem Rodriquez z całą pewnością nie dogoni króla gatunku. Śmiem twierdzić, że wytwórnia Troma zrobiłaby z tego scenariusza znacznie lepszy film, i to za kilka procent budżetu, jaki zgromadził Rodriguez. Na takie filmy po prostu szkoda prądu, kasy i, przede wszystkim, dup widzów, którzy będą musieli wysiedzieć dwie godziny w ciasnym kinowym fotelu. Następnym razem włączę sobie którąś z części "Toksycznego mściciela"...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-2158942602543678581?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dIz1leSntfys9owqNXcEOvNkQX4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dIz1leSntfys9owqNXcEOvNkQX4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dIz1leSntfys9owqNXcEOvNkQX4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dIz1leSntfys9owqNXcEOvNkQX4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/8xtD3W5UY14" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/2158942602543678581/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/10/maczeta-czyli-rzeznia-i-lans.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/2158942602543678581?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/2158942602543678581?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/8xtD3W5UY14/maczeta-czyli-rzeznia-i-lans.html" title="Maczeta, czyli rzeźnia i lans" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/10/maczeta-czyli-rzeznia-i-lans.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkIMSXYzcCp7ImA9Wx5QGUk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-4389832780110524820</id><published>2010-09-07T14:36:00.000-07:00</published><updated>2010-09-08T04:16:28.888-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-09-08T04:16:28.888-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="social network" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="social media" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="marketing" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="facebook" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="public relations" /><title>W pogoni za kciukiem, czyli marketing na fejsbuku</title><content type="html">Firmy lubią fejsbukowe kciuki i żyją złudzeniami, że są one wyznacznikiem popularności marki i obietnicą gigantycznych zysków w przyszłości. Osobom prowadzącym kampanie w social media brakuje odwagi aby wytłumaczyć zwierzchnikowi, że ci, którzy polubili dany Fan Page najprawdopodobniej ani trochę się z nim nie utożsamiają.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/07/fani-na-kilogramy-czyli-spoecznosc-za.html"&gt;&lt;b&gt;Fani na kilogramy, czyli społeczność za wszelką cenę&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/07/fani-na-kilogramy-czyli-spoecznosc-za.html"&gt; &lt;/a&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/zabij-sie-na-facebooku-czyli-jak-zyc.html"&gt;&lt;b&gt;Zabij się na Facebooku, czyli jak żyć bez wirtualnej społeczności&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/byc-albo-nie-byc-czyli-social-media-w.html"&gt;&lt;b&gt;Być albo nie być, czyli social media w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Jak na razie skutecznie udaje mi się omijać sidła, które co rusz zakładają na mnie użytkownicy fejsbuka. Udaje mi się nie klikać w coraz to bardziej wymyślne grupy i strony fanów. Nie komentuję różnych dziwacznych postów, nie wysyłam nawet zaproszeń do ludzi, których rzekomo powinienem znać. Cała ta potrzeba uczestnictwa w postaci pokazywania kciukiem że coś lubię jest mi jakoś dziwnie obca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym bardziej mi z tym nieręcznie, kiedy sobie uświadomię, że z racji wykonywanej pracy po prostu muszę się w tą kciukologię zagłębić. I to trochę przygnębia. Szczególnie kiedy nad łbem stoi klient i mówi, że im więcej fanów na ich Fan Page'u, tym bardziej zadowolony będzie prezes. A prezesowi nikt się nie odważy wytłumaczyć, że liczba kciuków na fejsbuku nie czyni z jego firmy wielkiej korporacji, że działania w social media powinny być częścią strategii działań PR, a nie strategią. A ja się tylko uśmiecham i myslę sobie jak skuteczną w naszym kraju mamy branżę PR, skoro tak pięknie przeszczepiła potrzebę uczestnictwa w mediach społecznościowych na grunt biznesowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chociaż w sumie powinienem się cieszyć, bo dzięki temu mam przecież robotę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niepokoi mnie jednak łatwość i powszechność uczestnictwa w rozmaitych wirtualnych grupach. Wystarczy jedno kliknięcie, a otworzą się przed nami zasoby niemal każdej wirtualnej minispołeczności. Nie podoba mi się, że na portalach społecznościowych informujemy się nawzajem o sprawach, o których nigdy byśmy znajomym nie powiedzieli. A w fejsbuka pakujemy jak do wora z prezentami wszystkie prawdy objawione o nas samych. Po co nam to? Nie wiem. Czy da się to wykorzystać biznesowo? Zdecydowanie tak. I to mnie niepokoi jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale z racji tego, że nie mam w sobie zbyt wiele skurwysyństwa i wrodzonej pazerności, staram się klientów hamować i tłumaczyć, że social media nie są dla wszystkich. Ostatnio tłumaczyłem to przedstawicielowi jednej z największych sieci piekarni w Polsce. Gość siedział i oczom nie wierzył, kiedy mu wykładałem, że Facebook nie jest najlepszym miejscem do promocji kajzerek i bagietek. I to nawet jak się ma doskonale wypromowaną markę. Bo ludzie kupują bułki kajzerki bezwiednie, w sklepie za rogiem. Nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś tarabanił się pół miasta po lepsze rzekomo pieczywo. Myślę, że przez ten mój mały sabotaż więcej jest Fan Page'ów, których nie prowadzę. Myślę, że z tego powodu przed nosem przeleciała mi niemała kasa. Ale niech tam...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łatwość stworzenia wirtualnego fanklubu, a także zostania wirtualnym fanem w pewien sposób psuje rynek marketingu i public relations. W ten sposób rozleniwiamy użytkownika. Utwierdzamy go w przekonaniu, że jest pępkiem świata, że za marne kliknięcie należy mu się nagroda albo chociaż dobre słowo (choć za to drugie niektórzy już teraz nie raczą kliknąć w kciuk!). Fan Page na Facebook.com to najbardziej interesowny kanał zdobywania potencjalnych klientów, jaki tylko może sobie wyobrazić marketingowiec. Mało tego: uważam, że marketingowcy wychowani w nieco bardziej klasycznych czasach nie będą potrafili pojąć specyfiki tego rynku. Że ciągle trzeba robić konkursy, że trzeba się starać, rozmawiać z użytkownikami, czasami wręcz włażąc im w tyłki. Bo klient patrzy i rozlicza. Zamiast spojrzeć w wyniki sprzedaży i na liczbę zamówień najczęściej spogląda niestety na liczbę kciuków. Tłumaczenia, że kampania na fejsbuku będzie mniej skuteczna niż zwykła reklama kontekstowa w Google już do niego nie trafiają. Co też w pewnym sensie jest porażką klasycznego marketingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-4389832780110524820?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/mdy1CfGJ5oy8T6_y-y8VmG-qi1g/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/mdy1CfGJ5oy8T6_y-y8VmG-qi1g/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/mdy1CfGJ5oy8T6_y-y8VmG-qi1g/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/mdy1CfGJ5oy8T6_y-y8VmG-qi1g/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/PmDO_2mCDl8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/4389832780110524820/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/09/w-pogoni-za-kciukiem-czyli-marketing-na.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/4389832780110524820?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/4389832780110524820?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/PmDO_2mCDl8/w-pogoni-za-kciukiem-czyli-marketing-na.html" title="W pogoni za kciukiem, czyli marketing na fejsbuku" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/09/w-pogoni-za-kciukiem-czyli-marketing-na.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkIAR34-eip7ImA9Wx5RFUQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-8903062801301428738</id><published>2010-08-23T14:22:00.000-07:00</published><updated>2010-08-23T14:22:26.052-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-08-23T14:22:26.052-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>Single Man, czyli jeden dzień z życia samotnego geja</title><content type="html">Wbrew tytułowi recenzji to nie jest kolejny film wychwalający pod niebiosa homoseksualne uniesienia. Debiut Toma Forda skromnie próbuje być uniwersalną opowieścią o poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Czasami mu się nawet udaje. W pozostałych momentach jest pretensjonalnie i nudno.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/06/robin-hood-czyli-jak-zgwacic-legende.html"&gt;&lt;b&gt;Robin Hood, czyli jak zgwałcić legendę średniowiecza&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/juz-pierwsza-scena-filmu-scorsese.html"&gt;&lt;b&gt;Wyspa Tajemnic - szybka recenzja&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/woko-fabuy-filmu-avatar-dyskusja.html"&gt;&lt;b&gt;Wokół fabuły filmu Avatar - dyskusja merytoryczna&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Reżyser (i scenarzysta w jednym) zaczyna marnie: sceną makabrycznego snu  ze śmiertelnym wypadkiem samochodowym i topielcem, wyciągniętym z  nocnej szafki rewolwerem... Suspens, trzeba przyznać, jakości raczej  marnej. Bo w "Samotnym człowieku" nie ma scen, które miałyby trzymać  widza w napięciu. To raczej rozpisany na role monolog o nieszcześliwym,  lekko nawet żałosnym człowieku, który snuje się po Los Angeles  wykładając na uczelni tezy Aldousa Huxleya - hedonisty kontestującego  swój hedonizm, ideowego preukursora New Age. Huxley ma tu być kluczem do  zrozumienia granego przez Colina Firtha bohatera, a sam bohater -  metaforą współczesnej bohemy rodem z Miasta Aniołów, tej znanej choćby z  serialu "Californication", nurzającej się w luksusie, biegle  korzystającej ze zdobyczy cywilizacji, ale ideowo zagubionej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Colin Firth w roli geja ujmuje stylem. Przy pomocy doskonale skrojonego garnituru, wypastowanych butów, idealnej fryzury i brytyjskiego akcentu maskuje swoje nieszczęście i domniemany ból istnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mam wątpliwości, że można z powyższych założeń ukręcić mądre i refleksyjne kino. Tom Ford jednak wykonał swoje zadanie w najlepszym wypadku poprawnie. Brakuje tu polotu, autentyzmu i finezji. Widać, że twórca bał się głębiej wejść w niektóre wątki, dać wyraźniejsze rysy postaciom, po ludzku upaprać je w błocie i poniżyć... W tej sterylnej nieomal historyjce za mało jest treści, a za dużo pustosłowia. Aż żal, że tej historii nie dostał do sfilmowania Paul Haggis albo przynajmniej Sam Mendes. Wtedy może nawet i pistolet by w końcu wystrzelił i choć raz by się okazało, że do huxleyowskiego nowego wspaniałego świata można czasem wpuścić nieco smrodu.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-8903062801301428738?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZawZBATm8IQuNx90HxrtwIMkgso/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZawZBATm8IQuNx90HxrtwIMkgso/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZawZBATm8IQuNx90HxrtwIMkgso/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ZawZBATm8IQuNx90HxrtwIMkgso/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/hwhsxYAUo8s" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/8903062801301428738/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/08/single-man-czyli-jeden-dzien-z-zycia.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/8903062801301428738?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/8903062801301428738?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/hwhsxYAUo8s/single-man-czyli-jeden-dzien-z-zycia.html" title="Single Man, czyli jeden dzień z życia samotnego geja" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/08/single-man-czyli-jeden-dzien-z-zycia.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0ANQnc7eCp7ImA9Wx5XEEs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-5599978620432242545</id><published>2010-07-18T14:23:00.000-07:00</published><updated>2010-09-09T13:56:33.900-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-09-09T13:56:33.900-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="social media" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="e-marketing" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="facebook" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="media" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="public relations" /><title>Fani na kilogramy, czyli społeczność za wszelką cenę</title><content type="html">Opłacalność inwestycji w działania marketingowe w serwisach społecznościowych to w branży temat tabu. Najważniejsze jest zachowanie pozorów i odpowiedź na rynkowy popyt na tzw. Social Media. O tym, że koszty budowania społeczności są z reguły wyższe niż zyski z jej posiadania nie mówi się wcale.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/web-20-upady-mit-o-stuprocentowym.html"&gt;&lt;b&gt;Web 2.0 - obalony mit o stuprocentowym użytkowniku&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/zabij-sie-na-facebooku-czyli-jak-zyc.html"&gt;&lt;b&gt;Zabij się na Facebooku, czyli jak żyć bez e-społeczności?&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/byc-albo-nie-byc-czyli-social-media-w.html"&gt;&lt;b&gt;Być albo nie być, czyli social media w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Powiedzieć, że każda polska firma myśli o zaistnieniu w świadomości internautów to truizm. Nic dziwnego, skoro najbardziej atrakcyjni konsumenci są aktywnymi użytkownikami Internetu. Do wyciągnięcia jest zatem całkiem sporo żywej gotówki. Nad tym jak sprawić, by "pieniądze teoretyczne" trafiły do firmowej kasy głowi się coraz większa armia ludzi zajmujących się obsługą kampanii marketingowych i wizerunkowych w Internecie. Coraz częściej mam niestety wrażenie, że sporą część tej grupy stanowią osoby, dla których budowanie społeczności wokół marki lub produktu jest celem samym w sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O tym, że tak jest dobitnie przekonali mnie "specjaliści", którzy wystąpili podczas pierwszego, za przeproszeniem, Social Media Day. Ale o tym w dalszej części programu. Najpierw zajmijmy się dylematem:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Czy fan to klient?&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Na serwisie Facebook.com społeczności fanów skupionych wokół danej marki biją rekordy popularności. Ponad 150 tys. osób lubi Małego Głoda. Odzieżowe marki Cropp i House zgromadziły ponad 100 tys. wirtualnych miłośników. To nie pomogło firmie LPP S.A. (właścicielowi obu marek) utrzymać się nad kreską: &lt;a href="http://www.bankier.pl/inwestowanie/profile/wynikifinansowe/LPP-skonsolidowany-raport-kwartalny.html"&gt;w pierwszym kwartale firma zanotowała stratę netto&lt;/a&gt;, a przychody ze sprzedaży są na poziomie roku 2008. Pomimo, że firma idzie z marketingowym duchem czasu, to sprzedażowo zrobiła krok w tył. To jaskrawy, ale niejedyny przykład na to, że sukces w społeczności nie przekłada się na sukces rynkowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przypadku firmy Danone kwestia ustalenia zwrotu z inwestycji w działania na Facebooku jest wyjątkowo kłopotliwa. To, że armia wirtualnych fanów codziennie zostawia na tablicy kilkadziesiąt wpisów dotyczących Małego Głoda nie oznacza jeszcze sukcesu sprzedażowego. Mały Głód od lat jest bardzo mądrze promowany w niemal wszystkich kanałach marketingowych - i to zarówno ATL, jak i BTL. Fanpage miał więc szanse na mocny i dynamiczny start. Niemniej jednak zmierzenie skuteczności kampanii na fejsbuku wydaje się być zadaniem arcytrudnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjaliści od społeczności internetowych powiedzą w tym miejscu, że nie ważny jest poziom sprzedaży, ale wzrost rozpoznawalności marki i jej dobry wizerunek - tak zwane "wartości niematerialne". Okej, powiedzcie to szefostwu firmy, która upadnie z powodu kiepskiego wyniku finansowego, pomimo, że jej kolorowy fanpage dorobił się pięciocyfrowej społeczności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fan nie jest klientem. W najlepszym wypadku jest klientem potencjalnym. Przywiązanie konsumentów do marek w Internecie wciąż jest przecież bardzo niskie. Ja, jako członek społeczności Małego Głoda, w ogóle nie kupuję serków Danio. Bo nie lubię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Użytkownik za 20 groszy&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Na Allegro.pl można sobie kupić fanów. W pakiecie - 100 znajomych za 20 zł. Osoby, które wystawiają tego typu aukcje gwarantują, że pozyskają dla naszego konta tysiąc nowych aktywnych użytkowników w czasie ok. 96 godzin. Taki przyrost użytkowników to marzenie każdego specjalisty od kreowania wizerunku w Internecie. "Nadmuchane" konta świetnie przecież wyglądają w oczach klienta. A i szef być może pochwali... Kasa leci, wszyscy są zadowoleni. A jakie są realne profity z posiadania tysiąca fanów? Stu tysięcy? Czy lepiej posiadać setkę związanych z marką klientów, czy sto razy więcej widmowych kont nie-wiadomo-skąd (rym przypadkowy - zapewniam).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zainteresowanych kupnem fanów chciałbym jednak rozczarować: Tego typu oferty to nie jest handel żywym towarem, tylko handel wiedzą z zakresu szybkiego pozyskiwania użytkowników. Zamiast wydawać grubą kasę na budowanie społeczności poprzez aukcje na Allegro warto poszperać w Internecie i poczytać o metodach zdobywania fanów na Facebooku. Czytanie nie boli. Wbrew obiegowej opinii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Po co marce dialog z klientem?&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Podczas konferencji Social Media Day "specjaliści" od ePR przekonywali innych specjalistów od ePR, że w sieciach społecznościowych niezbędne jest prowadzenie dialogu. Że monolog trzeba zastąpić dialogiem, że komunikacja musi być dwustronna. Bla bla bla. Ameryki to oni nie odkryli, ale niechże im będzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle że osoby, które uważają, że rozmawiając z internautami poprzez serwisy społecznościowe można realnie wpływać na sprzedaż produktu tkwią, w moim przekonaniu, w fatalnym błędzie. Internauci uodpornili się już na reklamy w sieci, nie patrzą i nie klikają w bannery, pomijają wyniki sponsorowane w wyszukiwarce Google. Dlaczego mieliby się więc nabrać na kryptoreklamową działalność prowadzoną w serwisach społecznościowych? Wbrew pozorom użytkownicy Internetu nie są debilami i potrafią zachowywać się racjonalnie. Jest więc bardzo prawdopodobne, że nachalna agitacja na forach internetowych i w serwisach społecznościowych przyniesie marce więcej szkody niż pożytku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marketing w sieciach społecznościowych wciąż jest w Polsce na samym początku drogi. Na razie działania w obszarze Social Media nie zapewniają żadnej marce realnego sukcesu sprzedażowego (i śmiem twierdzić ze również wizerunkowego). Firmy jednak wierzą w społeczności i są chętne do budowania relacji z potencjalnymi klientami. To akurat jest bardzo pozytywne zjawisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warto jednak przestrzec przed nadmiernym optymizmem. Spodziewane zyski z tworzenia społeczności skupionej wokół marki równie dobrze mogą się pojawić w ciągu kilku miesięcy, ale może też nie być ich wcale przez kilka lat. Na razie jednak brakuje nam metodologii działania i wiarygodnych sposobów mierzenia wyników kampanii. Albo działamy na hurra albo kopiujemy wzorce amerykańskie. Nietrudno się domyśleć, że obie metody mają bardzo konkretne wady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Napisałem ten tekst z dwóch powodów. Mam wrażenie, że coraz więcej firm bezsensownie topi swoje pieniądze w sieciach społecznościowych, ulegając dziwacznej modzie na posiadanie wirtualnej społeczności. W dyskusji o tzw. Social Media zbyt często wpadamy w pusty zachwyt nad technologią, zapominając, że działania w sieciach społecznościowych jednak mają do czegoś prowadzić...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-5599978620432242545?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fHiScHb2W7JasM2LrxZAwI8Y2Wk/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fHiScHb2W7JasM2LrxZAwI8Y2Wk/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fHiScHb2W7JasM2LrxZAwI8Y2Wk/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/fHiScHb2W7JasM2LrxZAwI8Y2Wk/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/kGrauZWbXWc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/5599978620432242545/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/07/fani-na-kilogramy-czyli-spoecznosc-za.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5599978620432242545?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5599978620432242545?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/kGrauZWbXWc/fani-na-kilogramy-czyli-spoecznosc-za.html" title="Fani na kilogramy, czyli społeczność za wszelką cenę" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/07/fani-na-kilogramy-czyli-spoecznosc-za.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0cBRnk_fCp7ImA9WxFUEEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-5622697821644125373</id><published>2010-06-20T09:18:00.000-07:00</published><updated>2010-06-20T09:24:17.744-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-06-20T09:24:17.744-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="robin hood" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>Robin Hood, czyli jak zgwałcić legendę średniowiecza</title><content type="html">Pamiętacie sympatycznego faceta w rajtuzach, który dawał biednym mieszkańcom Nottingham nadzieję na lepsze jutro? Pamiętacie gładko ogolone ryło Kevina Costnera? Jeśli te skojarzenia budzą w Was miłe wspomnienia - nie idźcie na Robin Hooda Ridleya Scotta.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/katyn-wersja-20-czyli-magia-dziea.html"&gt;&lt;b&gt;Katyń wersja 2.0, czyli magia dzieła sztuki&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/06/opowiedz-narysuj-zaspiewaj-czyli-czym.html"&gt;&lt;b&gt;Opowiedz, narysuj, zaśpiewaj - czyli czym byłby świat bez narracji&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/wadcy-marionetek-czyli-dziennikarze-na.html"&gt;&lt;b&gt;"Władcy marionetek", czyli rzecz o słabości dziennikarstwa&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Bo Russell Crowe kopie Costnera z półobrotu w piękne i gładko ogolone lico, a potem dojeżdża go walcem... Wszystko w imię dziwnej ambicji reżysera, żeby z radosnego eposu o dzielnym Robinie księciu złodziei uczynić klasyczną epicką nawalankę. Wyszło trochę śmiesznie, trochę strasznie i generalnie lekko mdławo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robin Hood ma cholernego pecha do aktorów. Grającego jedną miną Costnera, czystego i z gładko ogolonym ryłem, zastąpił grający dwoma minami Russell Crowe - śmierdzący i nieskomplikowany. Jest trochę jak w tym dowcipie o prosiaczku który po wyjściu z wojska zamienił się w dziką świnię. Costner to chłopaczek w rajtuzach, a Crowe to budzący respekt mężczyzna w kolczudze. Łączy ich to, że obaj wywiązali się ze swojej roli bardzo marnie. Chociaż mnie osobiście wersja "na sterydach" przypadła do gustu znacznie bardziej niż plackowaty Costner. Tyle że mam podejrzenia, że od Costnera lepszy byłby nawet robot C3PO, więc to dla Crowe'a żaden powód do dumy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Robin Hood" Scotta to hybryda "Walecznego serca" i "Gladiatora". Jest widowiskowo, epicko i realistycznie. Mamy nawet wątek miłosny - wyciosany w scenariuszu po chamsku niczym tępą strzałą po spróchniałym drewnie. Mimo wszystko ogląda się ten film nieźle. Być może trochę z sentymentu, bo przecież na romantycznej historii Robina wychowało się moje pokolenie, a piosenka "Everything I Do, I Do It For You to obowiązkowa pościelówa grana na każdej szkolnej dyskotece w latach 90.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Piosenka Adamsa do pooglądania i odsłuchania&lt;/i&gt; &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ZGoWtY_h4xo" target="blank"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
W historii opowiedzianej przez Ridleya Scotta takich fajerwerków brak. Film nie zapisze się niczym ani na kartach historii kina, nie wykreuje żadnych ikon popkultury. Widz po prostu posiedzi w sali kinowej, zeżre popcorn, a potem wróci do domu i do historii o dzielnym Robinie raczej już nie wróci. W tym sensie zgadzam się z Marcinem Sendeckim z "Przekroju" - szkoda legendy Robina. &lt;i&gt;Recenzja Sendeckiego do poczytania &lt;/i&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.przekroj.pl/kultura_film_artykul,6809.html" target="blank"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie trochę szkoda, że Ridleyowi nie bardzo wyszło.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-5622697821644125373?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/INRj1zZ5HNtMNgPTVVncwoktqvc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/INRj1zZ5HNtMNgPTVVncwoktqvc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/INRj1zZ5HNtMNgPTVVncwoktqvc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/INRj1zZ5HNtMNgPTVVncwoktqvc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/oVGyP7lbnnE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/5622697821644125373/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/06/robin-hood-czyli-jak-zgwacic-legende.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5622697821644125373?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5622697821644125373?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/oVGyP7lbnnE/robin-hood-czyli-jak-zgwacic-legende.html" title="Robin Hood, czyli jak zgwałcić legendę średniowiecza" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/06/robin-hood-czyli-jak-zgwacic-legende.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEUCQX87fip7ImA9WxFWF04.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-5175965429072578417</id><published>2010-06-05T02:44:00.000-07:00</published><updated>2010-06-05T04:11:00.106-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-06-05T04:11:00.106-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="dokument" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="media" /><title>Opowiedz, narysuj, zaśpiewaj - czyli czym byłby świat bez narracji</title><content type="html">Opowieści budzą emocje, uczą i dają do myślenia. Opowieściami od wieków bawią nas artyści. Ale prawdziwe mistrzostwo w tej dziedzinie zdobyli dziennikarze i politycy.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/wadcy-marionetek-czyli-dziennikarze-na.html"&gt;&lt;b&gt;"Władcy marionetek", czyli rzecz o słabości dziennikarstwa&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/03/woko-biografii-kapuscinskiego-czyli.html"&gt;&lt;b&gt;Biografia Kapuścińskiego, czyli kolejna rozprawa o metodzie&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/katyn-wersja-20-czyli-magia-dziea.html"&gt;&lt;b&gt;Katyń 2.0, czyli magia dzieła sztuki&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Raczej trudno zaakceptować fakt, że rozumienie świata opiera się na narracji. Bo teoria mówiąca, że poznajemy rzeczywistość poprzez fikcję budzi niepewność. Ale przecież żeby coś pokazać, wyjaśnić i powiedzieć zawsze trzeba zrobić skrót z rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani z telewizji czytająca wiadomości. Na każdym kanale jest inaczej ubrana, używa innych słów. Ale w gruncie rzeczy gada całkiem podobnie. Coś o wojnach, konfliktach władzy, trzęsieniach ziemi. Ostatnio modne są powodzie i katastrofy samolotów. Ale na chwilę obecną to o czym gada nie jest aż tak ważne. Najważniejsze jest to, że gdyby przestała opowiadać, to nic byśmy się o świecie nie dowiedzieli. Popularność Moniki Olejnik, Tomka Lisa, a nawet Kuby Wojewódzkiego bierze się właśnie z ich metody narracji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tomasz Zimoch komentujący wydarzenia sportowe. Drący się jak obdzierany ze skóry indyk, pieprzący od rzeczy o odmrożonym nosku Małysza, porównujący Justynę Kowalczyk do kaktusa czy wreszcie wypowiadając legendarne "Turku kończ ten mecz" bawi nas samą narracją. Nie o samo wydarzenie przecież chodzi, ale o to jak On o tym wydarzeniu mówi. A im piękniej Zimoch pieprzy tym piękniejsza wydaje się sportowa rzeczywistość. Kto by dzisiaj pamiętał mecz Widzew Łódź - Broendby Kopenhaga gdyby nie agonalne wycie Zimocha?&lt;br /&gt;
&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/33qR5XD_5gs&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/33qR5XD_5gs&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Ale urwał" wypowiadane przez bezimiennego bohatera filmu z YouTube to kolejna narracja, która zyskuje miano kultowej. Ślizgające się po oblodzonej górce auta same w sobie robią wrażenie. Ale do historii internetu przejdzie tylko komentarz.&lt;br /&gt;
&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VcqRzg-J52A&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VcqRzg-J52A&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jak to jest z rzeczami większymi?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Politycy kłamią. Czyli to, co mówią nie ma pokrycia w ich czynach. Kłamią wszyscy od lewej do prawej. Ale to właśnie słowami zdobywa się popularność. Chcesz być dobrym politykiem - musisz mieć dobre opowieści. To dlatego Bronisław Komorowski zawsze będzie gorszym politykiem od Donalda Tuska. Polecam obejrzeć film "Władcy Marionetek" i poczytać mój tekst: &lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/wadcy-marionetek-czyli-dziennikarze-na.html"&gt;Władcy Marionetek, czyli rzecz o słabości dziennikarstwa&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film dokumentalny. Ostatnio znowu rozgorzała dyskusja na temat jego granic. Znów ktoś przywołał twórczość Kieślowskiego. I od tego będzie się już zaczynać każda dyskusja o dokumentach. Po wsze czasy. Aż ktoś się nie wyrzyga...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie istotą filmu dokumentalnego jest właśnie element narracji. Jeśli to czyni dokument mniej dokumentalny - niechże i tak będzie. Ale jak można opowiadać o Korei Północnej, globalizacji i wojnach bez punktu widzenia? Ustawienie kamery na granicy obu Korei byłoby może i ciekawym eksperymentem, ale filmu dokumentalnego się z tego nie ulepi. Ergo: bez ingerencji twórcy, czy, jak tam woli gawiedź, "dokumentalisty", będziemy mieli tylko ciąg nic nie znaczących obrazów. Ktoś to musi pociąć, skomentować, oprawić w formę. Opowiedzieć. Obrazy i słowa nieoprawione nie powiedzą nic...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A może powiedzą?&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-5175965429072578417?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BdijaoNDABU_e2sWSrtNHMkUETs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BdijaoNDABU_e2sWSrtNHMkUETs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BdijaoNDABU_e2sWSrtNHMkUETs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BdijaoNDABU_e2sWSrtNHMkUETs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/74K_wcTk_qo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/5175965429072578417/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/06/opowiedz-narysuj-zaspiewaj-czyli-czym.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5175965429072578417?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5175965429072578417?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/74K_wcTk_qo/opowiedz-narysuj-zaspiewaj-czyli-czym.html" title="Opowiedz, narysuj, zaśpiewaj - czyli czym byłby świat bez narracji" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/06/opowiedz-narysuj-zaspiewaj-czyli-czym.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CU8MRH84fSp7ImA9WxFSEks.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-3647449886437152355</id><published>2010-04-14T09:48:00.000-07:00</published><updated>2010-04-14T09:51:25.135-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-04-14T09:51:25.135-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="polityka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="media" /><title>Katyń wersja 2.0, czyli magia dzieła sztuki</title><content type="html">Żałoba narodowa to dobry czas dla symboli. Symboliczna okazała się nawet emisja filmu "Katyń" w rosyjskiej telewizji. Nagle cały świat chce zrozumieć tą tragedię, nauczyć się jej z perspektywy polskiego artysty.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/wadcy-marionetek-czyli-dziennikarze-na.html"&gt;&lt;b&gt;"Władcy marionetek", czyli rzecz o słabości dziennikarstwa&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/03/woko-biografii-kapuscinskiego-czyli.html"&gt;&lt;b&gt;Biografia Kapuścińskiego, czyli kolejna rozprawa o metodzie&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/woko-fabuy-filmu-avatar-dyskusja.html"&gt;&lt;b&gt;Wokół fabuły filmu "Avatar" - dyskusja merytoryczna&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Przypadek dzieła Andrzeja Wajdy jest zresztą zadziwiający. &lt;b&gt;W czasach obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej na emisję filmu nie zdecydowała się przecież żadna polska stacja telewizyjna. Tymczasem Rosjanie zdołali pokazać "Katyń" aż dwa razy w ciągu tygodnia.&lt;/b&gt; Tak jakby za pomocą filmu chciano załatwić jakąś sprawę. Przekonać społeczeństwo, że las katyński to w rosyjskiej historii miejsce wyjątkowo wstydliwe. Ta edukacja ma się odbywać przy pomocy filmu. Polskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem "Katyń" Wajdy nie jest przecież filmem dokumentalnym. A takich powstało przynajmniej kilka - jeden z pierwszych pokazała telewizja BBC, czterdzieści lat temu. "Katyń" to zaledwie opowieść oparta na faktach, zapis zbiorowej pamięci. Ale to właśnie medialna siła fabuły stworzonej przez Wajdę została wykorzystana do przekazania straszliwej prawdy o zbrodni NKWD.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydaje się, że nie ma w tym żadnego przypadku. Przecież świat poznajemy wyłącznie za pośrednictwem telewizji, narracji, fabuły. &lt;b&gt;Przywykliśmy do tego, że media kształtują rzeczywistość. Dlaczego zatem mielibyśmy odmawiać im prawa do pokazywania własnej wersji przeszłości?&lt;/b&gt; To rosyjskie rozliczenie w bolesną przeszłością, symbol, który być może przyniesie realne działania władz - na przykład w postaci odtajnienia dokumentów. Choć w to akurat nie chce mi się wierzyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontekst, w jakim znalazł się film Wajdy czyni z tego dzieła podwójny symbol podwójnej narodowej tragedii, rozciągniętej w czasie pomiędzy rokiem 1940 a 2010. &lt;b&gt;"Katyń" to teraz dzieło misyjne, żeby nie powiedzieć misjonarskie.&lt;/b&gt; Film chcą pokazać telewizje z niemal całego świata - w tym portugalskie, amerykańskie i kanadyjskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wtórny obieg "Katynia" pokazuje jak ogromna jest siła fabularnej opowieści historycznej. To właśnie na fabule zbudowaliśmy nasze rozumienie historii - od "Ben Hura" poczynając, a kończąc na "Życiu na podsłuchu" czy "Goodbye Lenin". Pal licho realizm, zapomnijmy o zgodności z tzw. prawdą historyczną. &lt;b&gt;Przeszłość sfilmowana jest znacznie ważniejsza od tej realnej, wyznaczanej przez naturalny upływ czasu. Uwielbiamy oglądać te pocztówki, wyrywkowe zapisy z miejsc, które istnieją wyłącznie na filmowej taśmie. &lt;/b&gt;Widz domaga się przecież czegoś więcej niż "twardych" historycznych dowodów - on chce przede wszystkim zrozumieć, uczestniczyć w wydarzeniach, które są dostępne wyłącznie w pamięci nielicznych albo nie ma ich już wcale.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I to właśnie jest magia sztuki.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-3647449886437152355?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8wnWdf4FUIL_NTMXot1pOhZ0wT4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8wnWdf4FUIL_NTMXot1pOhZ0wT4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8wnWdf4FUIL_NTMXot1pOhZ0wT4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8wnWdf4FUIL_NTMXot1pOhZ0wT4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/uMESA1V_brY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/3647449886437152355/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/katyn-wersja-20-czyli-magia-dziea.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/3647449886437152355?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/3647449886437152355?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/uMESA1V_brY/katyn-wersja-20-czyli-magia-dziea.html" title="Katyń wersja 2.0, czyli magia dzieła sztuki" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/katyn-wersja-20-czyli-magia-dziea.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUcFR3s9cSp7ImA9WxFTGUo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-1130085842510620082</id><published>2010-04-11T02:03:00.000-07:00</published><updated>2010-04-11T02:10:16.569-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-04-11T02:10:16.569-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="2010" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>Wyspa tajemnic - szybka recenzja</title><content type="html">Już pierwsza scena filmu Scorsese wgniata w fotel. Później widz wpada w siedzenie coraz głębiej - aż do zaskakującego finału. "Wyspa tajemnic" to zdecydowanie najbardziej niepokojący film roku.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/wino-truskawkowe-czyli-bieszczady-w.html"&gt;&lt;b&gt;"Wino truskawkowe, czyli Bieszczady w roli głównej&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2009/12/fabua-avatara-czyli-co-sie-kryje-za.html"&gt;&lt;b&gt;Fabuła Avatara, czyli dlaczego ziewałem w kinie&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2009/12/granice-miosci-ciemna-strona-uczuc.html"&gt;&lt;b&gt;"Granice miłości" - ciemna strona uczuć&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Do więzienia znajdującego się na odciętej od świata wyspie przybywa młody szeryf. Przybywa w celach służbowych - ma do rozwiązania zagadkę zniknięcia jednej z więźniarek. Chociaż lepszym słowem wydaje się być "pacjentek", bo wyspa jest eksperymentalnym szpitalem psychiatrycznym, w którym osadza się najtrudniejszych skazańców. Tajemnicę tego miejsca Scorsese odkrywa stopniowo. I robi to po mistrzowsku. Skojarzenia z twórczością Alfreda Hitchcocka i Stanleya Kubricka nie wydają się być ani trochę przesadzone. Jest krew, mrok i suspens.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy film Scorsese ma szansę stać się kolejnym klasykiem w swoim gatunku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótko po seansie zacząłem się zastanawiać nad potężną siłą psychicznej traumy. Czy wszystkie nasze działania są podyktowane racjonalnymi przesłankami? A może sterują nami siły przeszłości, wciąż otwarte wątki minionych działań. Być może racjonalizm to tylko wymysł współczesnego świata; może wszyscy jesteśmy wariatami - mniej lub bardziej kontrolowanymi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tym polega magiczna siła niepokoju tego filmu. Ci, którzy lubią nurzać się w odmętach własnej świadomości będą "Wyspą tajemnic" zachwyceni. Widzom o słabszych nerwach polecam przed seansem potrenować zaciskanie mięśni zwieraczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HYVrHkYoY80&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/HYVrHkYoY80&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-1130085842510620082?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8cdYB55ADPmycJ7cD5P-bqP9Qak/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8cdYB55ADPmycJ7cD5P-bqP9Qak/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8cdYB55ADPmycJ7cD5P-bqP9Qak/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/8cdYB55ADPmycJ7cD5P-bqP9Qak/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/FBuzpVcvpIc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/1130085842510620082/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/juz-pierwsza-scena-filmu-scorsese.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/1130085842510620082?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/1130085842510620082?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/FBuzpVcvpIc/juz-pierwsza-scena-filmu-scorsese.html" title="Wyspa tajemnic - szybka recenzja" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/juz-pierwsza-scena-filmu-scorsese.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkUERHw4cSp7ImA9WxFTF08.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-5986179086744077965</id><published>2010-04-08T03:50:00.000-07:00</published><updated>2010-04-08T03:56:45.239-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-04-08T03:56:45.239-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="pozycjonowanie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="e-marketing" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="internet" /><title>Niewykorzystany potencjał, czyli e-marketing w polskich firmach</title><content type="html">Marketing w Internecie to dla bardzo wielu polskich przedsiębiorstw całkowicie dziewicze terytorium. Ci, którzy decydują się tam wkroczyć często dają się naciągnąć na drogie i mało efektywne formy promocji. Pozostali mają do e-marketingu stosunek silnie analny.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/precle-niedopieczone-czyli-jak-nie.html"&gt;&lt;b&gt;Precle niedopieczone, czyli jak nie tworzyć wpisów presell page&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/byc-albo-nie-byc-czyli-social-media-w.html"&gt;&lt;b&gt;Być albo nie być, czyli social media w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/zabij-sie-na-facebooku-czyli-jak-zyc.html"&gt;&lt;b&gt;Zabij się na Facebooku, czyli jak żyć bez e-społeczności?&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Przedsiębiorstwa, w których zdarzyło mi się pracować miały spore problemy ze skutecznym marketingiem w Internecie. Ktoś im kiedyś zrobił stronę internetową. Ale co z tego, skoro jest brzydka i rzadko aktualizowana? Ktoś kiedyś zadzwonił i zaproponował pozycjonowanie. Ale jak skutecznie pozycjonować stronę bez odpowiedniej treści? Podobnie rzecz się ma z wszelkimi reklamami internetowymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego tak mało polskich firm przyswoiła sobie prosty fakt, że jak już się użytkownika zainteresuje bannerem, to warto też poświęcić trochę czasu na przygotowanie podstrony, na którą tego użytkownika skierujemy? Kto będzie potrafił zmienić globalne myślenie rodzimych przedsiębiorców, ten zdobędzie sławę i bogactwo. Próbowało wielu, ale udało się nielicznym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Kosmiczny mailing&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Dostałem zlecenie przygotowania mailingu reklamowego. Uzgodniłem treść, wymyśliłem w miarę chwytliwy slogan reklamowy i tytuł. Poskładałem to wszystko do kupy w HTMLu. I tu pojawił się problem: nie mamy absolutnie żadnej podstrony na naszej witrynie, do której moglibyśmy odesłać zainteresowanego użytkownika. &lt;i&gt;- Linkuj do strony głównej&lt;/i&gt; - powiedziała Góra. Mrok totalny. Przecież ten biedny user, nasz potencjalny klient, w pięć sekund zapomni czego dotyczył mailing. A nawet jak nie zapomni, to się wkurzy, bo przecież na naszej stronie żadnej informacji o reklamowanym produkcie nie znajdzie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak się nie ma przygotowanej dobrej strony lądowania, to robi się dobrze naszej konkurencji. Bo taki user jak się zainteresuje produktem, to wpisze sobie jego nazwę w Google. Dla niego liczy się fakt zakupu towaru, a nie fakt zakupu towaru od nas. Tego niestety nie udało mi się wytłumaczyć Górze. Mailing poszedł do bazy liczącej ponad 3 tys. adresów z linkiem do strony głównej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Święte bannery&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Równie popularną metodą wywalania pieniędzy w błoto są bannery reklamowe. Jak się nie ma człowieka, który ma jakiekolwiek doświadczenie w obsłudze kampanii bannerowych, to jest prawie pewne, że przepuści budżet reklamowy na nie-wiadomo-co.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Faktem jest, że kampanie bannerowe to studnia bez dna. Da się ją przeprowadzić albo za 5 tys. zł albo za 50 tys. zł. W zasadzie jako kwotę maksymalną możecie sobie podstawić największą liczbę, jaka przyjdzie Wam do głowy. Powierzchni reklamowej i liczby odsłon na pewno wystarczy, aby przepuścić nawet najbardziej abstrakcyjne kwoty. Pytanie o efektywność takiej reklamy to jednak zupełnie inna kwestia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mój poprzedni pracodawca z lubością puszczał bannery reklamowe na jednym z największych portali branżowych, który nie miał praktycznie żadnych atutów - oprócz niezłych statystyk. Powierzchnia reklamowa była (jest) w kompletnie idiotycznym miejscu, gdzie mało kto patrzy - nie mówiąc już o tym żeby się tam zapuszczać kursorem myszy. Efekt: na 100 tys. odsłon banner wygenerował potworne 150 kliknięć. Czyli w reklamę klikała jedna osoba na jakieś... 670, którym się ona wyświetlała. CTR był doprawdy fantastyczny: 0,0015. Jeśli więc weźmiemy pod uwagę, że za 100 tys. odsłon firma zapłaciła 2 tys. złotych, to okaże się, że koszt jednego kliknięcia wynosi ponad 13 zł! Te porażające statystyki nie zmieniły jednak decyzji firmy - dalej miałem emitować reklamy na tym portalu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Magia pozycjonowania&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Największy odjazd to spotkanie z pozycjonerem. Informatyk zamknięty w jednym pomieszczeniu z typowym polskim przedsiębiorcą to gwarancja mocnych wrażeń. Klucz do sukcesu pozycjonera to odpowiednie definicje. Co to są wyniki organiczne? Jak działa wyszukiwarka internetowa? Po co nam linki zewnętrzne? I tak dalej i tak dalej. Trzeba być przygotowanym na najgłupsze pytania natury teoretycznej. O cenach i skuteczności działań rozmawia się najkrócej. Istotą pracy pozycjonera jest skuteczne przekonywanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Smutne jest jednak to, że wielu pozycjonerów wykorzystuje ten fakt do nabijania sobie stanu konta niemal za nic nie robienie. Małe polskie przedsiębiorstwo działające w jednej branży nie musi płacić grubej kasy za pozycjonowanie. Mało tego: firmy mogą we własnym zakresie, przy zaangażowaniu minimalnych środków finansowych, znacząco poprawić swoją pozycję w Google. Do tego potrzebna jest podstawowa wiedza, z którą jednak żaden pozycjoner się nigdy nie podzieli. W naszym społeczeństwie człowiek od pozycjonowania to magik, który dzięki magicznym sztuczkom zakrzywia rzeczywistość. I tak samo, jak nie zadajemy sobie trudu, by poznać warsztat iluzjonisty, nie chce nam się dowiedzieć niczego o pozycjonowaniu. Wolimy dać się zahipnotyzować bajerancką ofertą i co miesiąc płacić kilkuset złotowy abonament.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Zrób to sam&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
E-marketing jest specyficzną branżą, w której w ostatnich latach pojawiło się wielu specjalistów, którzy absolutnie nie mogą znaleźć zatrudnienia za godziwe pieniądze. Gdyby jednak w każdej firmie zatrudnić fachowca w tej dziedzinie, wówczas zarobiłby on na sporą część swojego etatu po prostu optymalizując koszty działań marketingowych. Nie trzeba wydawać kilku tysięcy złotych miesięcznie, aby wygenerować większy ruch na firmowej stronie www. Można to zrobić znacznie taniej poprzez ogólnodostępne metody promocji w sieci. Trzeba tylko wiedzieć jak to się robi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego w moim przekonaniu uczciwy e-marketingowiec powinien przede wszystkim edukować i zaangażować innych pracowników firmy do promowania firmowej strony przy każdej nadającej się do tego okazji. Trzeba mówić o dobrych stronach "siania" linkami, o zbawiennym wpływie częstego aktualizowania strony www, przekonywać do prowadzenia bloga, do aktywności na branżowych forach. Jeśli firmy nie stać na tego typu działania, to jak do cholery stać ją na warte kilka tysięcy złotych reklamy?!&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-5986179086744077965?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CQRWG2EbrCEb9jvp4yS13bMWYaY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CQRWG2EbrCEb9jvp4yS13bMWYaY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CQRWG2EbrCEb9jvp4yS13bMWYaY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/CQRWG2EbrCEb9jvp4yS13bMWYaY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/_Bc8IpBRDgk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/5986179086744077965/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/niewykorzystany-potencja-czyli-e.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5986179086744077965?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5986179086744077965?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/_Bc8IpBRDgk/niewykorzystany-potencja-czyli-e.html" title="Niewykorzystany potencjał, czyli e-marketing w polskich firmach" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/niewykorzystany-potencja-czyli-e.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0MCRHw4fSp7ImA9WxFWF04.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-3816281381980055557</id><published>2010-04-02T07:52:00.000-07:00</published><updated>2010-06-05T02:51:05.235-07:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-06-05T02:51:05.235-07:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="dokument" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="polityka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="media" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="public relations" /><title>"Władcy marionetek", czyli rzecz o słabości dziennikarstwa</title><content type="html">Brudna, zakłamana i niekompetentna jest polska klasa polityczna według Tomasza Sekielskiego. Choć z wieloma tezami zawartymi we "Władcach marionetek" trudno się nie zgodzić, to TVN-owski dokument ma też drugie dno: bezlitośnie dowodzi słabości współczesnego dziennikarstwa.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sekielski chce w swoim filmie rozliczać polityków za słowa. Pokazuje sytuacje, w których wartość wszelkich deklaracji w polityce jest bliska zeru. Autor zapomina jednak, że to właśnie dziennikarze odpowiadają za sukces lub porażkę polityków. Wypowiadane przez polityków kłamstwa obciążają zatem konto dziennikarzy. Warto o tym pamiętać oglądając "Władców marionetek".&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/o-fajnych-reklamach-ktore-nie-reklamuja.html"&gt;&lt;b&gt;O fajnych reklamach, które nie reklamują&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/03/woko-biografii-kapuscinskiego-czyli.html"&gt;&lt;b&gt;Wokół biografii Kapuścińskiego, czyli kolejna rozprawa o metodzie&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/web-20-upady-mit-o-stuprocentowym.html"&gt;&lt;b&gt;Web 2.0 - obalony mit o stuprocentowym użytkowniku&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Sekielski nie tylko rozlicza, ale i łaja. Tuska za przedwyborcze obietnice. Ziobrę za zbyt arbitralne wyroki. Polityków lewicy policzkuje za dołączenie się do wojny w Iraku, a Andrzeja Barcikowskiego za wysuwanie politycznych oskarżeń pod adresem niewinnego asystenta posła Gruszki. Jest poruszająco i przejmująco - szczególnie wtedy, kiedy Barcikowski staje twarzą w twarz z Marcinem Tylickim albo Kwaśniewski musi stawić czoła rodzicom żołnierzy, którzy zginęli w Iraku. W wielu swoich tezach Tomasz Sekielski ma rację. Rzetelnie pokazuje dalszy ciąg rozmaitych afer politycznych ostatnich lat. Pytanie tylko na ile wszystkie te dziennikarskie wybiegi mają sens. czy istotą uprawiania polityki nie jest permanentne kłamanie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Fuck the white rabbit &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Szczególnie uderzające jest zetknięcie idei politykowania (reprezentowanej przez kilkuletnie dzieci mówiące chórem wiersz o Polaku Małym) z brutalną rzeczywistością, w której polityka nie ma nic wspólnego z pracą na rzecz społeczeństwa i przybiera postać cynicznych polityków. Idea polityki to raczej opowieść o korporacji; bezdusznej maszynie do wyciągania pieniędzy z państwowych subwencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się, że w tej grze nie chodzi o to żeby gonić króliczka, ale żeby go dopaść i jak najszybciej pożreć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest jednak w filmie Sekielskiego coś, co szczególnie daje do myślenia. W świecie rozpasanych polityków ważną rolę powinni odgrywać dziennikarze. Świadomi tego faktu wszelkiej maści "pracownicy mediów" (celowo używam tego mało chlubnego określenia) napawają się swoją wielkością, tworząc wszechwładne koncerny medialne o statusie porównywalnym z samą polityką. Dochodzi zatem do sytuacji, w której dziennikarz prowadzi z politykiem dialog. Zamiast pytać - sugeruje odpowiedzi. Zamiast dogłębnie badać sprawę - zadowala się ochłapami. Zamiast informować - dokonuje manipulacji faktami. To zrównanie dziennikarzy i polityków jest szczególnie niekorzystne dla tych pierwszych i czyni z nich "pracowników mediów" właśnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;News dnia&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Przykładów takiego zachowania jest we "Władcach marionetek" przynajmniej kilka. Ot bulwersujące zniszczenie 750 tys. podpisów pod słynną akcją "4 razy TAK". Dlaczego fakt ten nigdy nie stanął w ramówce "Wiadomości", "Faktów", "Informacji" jako temat dnia? Dlaczego nikt nigdy nie sprawdził co stało się ze słynnymi pudłami, w których swoje nadzieje złożyło 3/4 miliona Polaków?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marcin Tylicki, asystent posła Gruszki w czasach działania komisji śledczej ds. PKN Orlen. ABW zarzucała mu szpiegostwo na rzecz Rosji. Ostatecznie oczyszczony z zarzutów młody człowiek nie może jednak mówić o happy endzie: jego matka nie wytrzymała ciężaru oskarżeń i zmarła, a sam poseł Gruszka do dziś nie doszedł do siebie po ciężkim wylewie krwi do mózgu. W tej sprawie dziennikarska rzetelność skończyła się na zarzutach dla Tylickiego. Potem sprawa została zepchnięta z czołówek przez inne, znacznie gorętsze afery.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pielęgniarka Ewa ze Skarżyska-Kamiennej okazała się konstruktem teoretycznym. Ewę wyciągnął Donald Tusk podczas debaty prezydenckiej. Ale w interesie dziennikarzy nie było weryfikowanie tej informacji. Nikt Tuska nie rozliczył z fałszerstw podczas tej debaty. Dziennikarskiej rzetelności nie wystarczyło nawet na wykonanie telefonu do szpitala w rzeczonym mieście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Nierzetelność na wagę złota&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
O mediach często mówi się per czwarta władza. Jakże zaszczytne to miano i jakże hańbiące jednocześnie jest pisanie o dziennikarzach w kontekście ich władzy. Jeśli bowiem władza jest zakłamana i niekompetentna, to podobne przymiotniki należy przypisywać dziennikarzom. W pogoni za kolejnym sensacyjnym newsem są oni gotowi porzucić swoją rzetelność, zapomnieć o funkcji kontrolnej wobec wszelkiej "władzy". Dziennikarze dali się politykom wciągnąć w swoją grę. Sensacyjny materiał jest dziś ceniony wyżej niż materiał rzetelny. Takie są bezduszne wymogi telewizji. Żeby coś dało się sprzedać, musi być na to popyt. A przyzwyczajone do teledyskowego montażu i internetowego skanowania treści "marionetki" nie są zainteresowane pogłębioną informacją. I kółko się zamyka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale to dobrze, że co jakiś czas ktoś nakręci film taki, jak "Władcy marionetek" albo niedawne "Przechytrzyć fakty" (o manipulacjach dokonywanych przez dziennikarzy stacji Fox News). To pozwala trzymać kontakt z rzeczywistością i na wszystkie podawane w mediach "fakty" patrzeć przez nieco przeczyszczoną soczewkę.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-3816281381980055557?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lonRS6ZI5S_svm150k0CCM7B_AM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lonRS6ZI5S_svm150k0CCM7B_AM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lonRS6ZI5S_svm150k0CCM7B_AM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lonRS6ZI5S_svm150k0CCM7B_AM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/XLu1fqBLgj4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/3816281381980055557/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/wadcy-marionetek-czyli-dziennikarze-na.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/3816281381980055557?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/3816281381980055557?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/XLu1fqBLgj4/wadcy-marionetek-czyli-dziennikarze-na.html" title="&quot;Władcy marionetek&quot;, czyli rzecz o słabości dziennikarstwa" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/04/wadcy-marionetek-czyli-dziennikarze-na.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D04ARX85eyp7ImA9WxBbFEQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-5060623622201314402</id><published>2010-03-13T07:53:00.000-08:00</published><updated>2010-03-13T07:59:04.123-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-03-13T07:59:04.123-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="media" /><title>Wokół biografii Kapuścińskiego, czyli kolejna rozprawa o metodzie</title><content type="html">Książkowa biografia Ryszarda Kapuścińskiego to w ostatnich tygodniach temat podejmowany wyjątkowo często. Mówią o niej wszyscy. Liberałowie bronią metodologii, a kościelna prawica krytykuje poziom merytoryczny. I nikomu nie przyszło do głowy, żeby na "Kapuściński non-fiction" spojrzeć jak na zwykłą książkę.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skalę debaty o książce "Kapuściński non-fiction", którą popełnił Artur Domosławski, dobrze oddają teksty opublikowane w tej sprawie na łamach "&lt;b&gt;&lt;a href="http://wyborcza.pl/kapuscinski/0,104743,7596222.html" target="blank"&gt;Gazety Wyborczej&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;". Lektura tych dzieł wybranych autorstwa, pożal się Boże, ludzi kultury jest bolesna i trochę śmieszna. Wielu z autorów, ludzi nierzadko mieniących się tytułami naukowymi, w XXI. wieku przedstawia poglądy rodem z lat 60. i 70. wieku XX, kiedy przedstawiciele "klasycznej" filozofii historii po raz pierwszy starli się z tzw. narratywistami. Fala krytyki "nowego podejścia" przetoczyła się wówczas nie tylko po zawodowych historykach, ale też, co znacznie bardziej szokujące, po pisarzach i filmowcach, którzy mieli ochotę przedstawiać własną wersję wydarzeń historycznych.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/stracone-pokolenie-gdzie-tam.html"&gt;&lt;b&gt;Stracone pokolenie? A gdzie tam!/a&amp;gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/reklama-ktora-chciaa-byc-sztuka.html"&gt;&lt;b&gt;Reklama, która chciała być sztuką&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/woko-fabuy-filmu-avatar-dyskusja.html"&gt;&lt;b&gt;Wokół fabuły filmu Avatar - dyskusja merytoryczna&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Dziś wszyscy, którzy krytykują książkę Domosławskiego wysuwają dokładnie takie same argumenty, jakie pięćdziesiąt lat temu posypały się na głowy tych, którzy ośmielili się pisać o wielkich tego świata w sposób inny, niż poprzez "exegi monumentum". Mało tego - o Domosławskim zrobiło się na tyle głośno, że w jego sprawie głos chcą zabrać wszyscy: od dziennikarzy pokroju Tomasza Lisa, Moniki Olejnik i Jacka Żakowskiego po wybitnych historyków i tzw. "ludzi kultury". &lt;b&gt;Każdy chce Domosławskiego albo przytulić albo go kopnąć. Grunt to opowiedzieć się po jednej ze stron.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Grzech kłamstwa&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Domosławski punkt po punkcie dowodzi, że jego - i całych pokoleń polskich dziennikarzy - mistrz od początku dość swobodnie traktował faktograficzną stronę swojej twórczości. Efekt i dramatyzm narracji przeważały często nad wiernością faktom. (...) W efekcie takich zabiegów musimy zacząć traktować twórczość reporterską Kapuścińskiego z dystansem. Owszem, opis bywa mistrzowski, tyle że odbiorca powinien zostać uprzedzony o przyjętej konwencji i, by tak rzec, niefrasobliwym podejściu do faktów - pisze &lt;b&gt;Krzysztof Burnetko&lt;/b&gt;.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
A to ci niespodzianka. Bronisław Malinowski, największy polski antropolog kultury, również wykazywał zdumiewająco luźne podejście do faktografii. Mało tego: braki w swojej wiedzy zastępował literacką fikcją. Skandal? Nie, to po prostu jedyna możliwość opisu miejsc, wydarzeń i ludzi. Burnetko pisze, że w świetle przytoczonych przez Domosławskiego faktów wszystkie opisy dokonane przez Kapuścińskiego to zaledwie paradokumenty. Nie mam wątpliwości, że tak jest w istocie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;W rzeczywistości wszystkie "dokumenty" to "paradokumenty"&lt;/b&gt;. Choćby przez to, że każdy "dokument" ma swojego autora, który nieustannie manipuluje faktografią - przez sam dobór faktów, a także rozłożenie akcentów w narracji.&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
Grzech pychy&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Biografia Kapuścińskiego to bomba podłożona pod polską szkołę reportażu. Teraz można już tylko zbierać szczątki. (...) We wszystkich moich reportażach bohaterowie są prawdziwi. Wszystkich spotkałem. Mają prawdziwe imiona (a jeśli musiałem je zmienić, to uprzedzam). Ich historie są prawdziwe. Widziałem, co opisywałem. Naprawdę kiedyś jakiś gówniarz przyłożył mi nóż do gardła na ulicy w Durbanie - pisze &lt;b&gt;Adam Leszczyński&lt;/b&gt;.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
"Kapuściński non-fiction" podważa, według Leszczyńskiego, metodę pracy wielu rzetelnych polskich reportażystów. &lt;b&gt;Domosławski robi kupę nie tylko na pomnik Kapuścińskiego, ale i na notatki z miejsc, do których dotarła cała rzesza polskich badaczy.&lt;/b&gt; Tym samym Leszczyński kreuje się na autora obiektywnego, samozwańczo stawiając się w opozycji do nieobiektywnego Domosławskiego. Leszczyński popełnia, w mojej opinii, grzech pychy. Buduje swoją pozycję fachowca w sposób niedopuszczalny: odcinając się od wszelkich manipulacji, reporterskich cięć i świętego przywileju skrótu i autorskiego montażu faktów. Leszczyński opisuje obiektywnie. Domosławski opisuje nieobiektywnie. Jakie piękne kłamstwo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Rozprawiając o metodzie&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;W rzeczywistości debata o biografii Kapuścińskiego dotyczy metodologii pracy biografisty.&lt;/b&gt; Wracamy więc do sporu "starych" z "młodymi", do pozytywistów z narratywistami. Zarzucanie Domosławskiemu braku spójności z obowiązującą faktografią jest śmieszne i żałosne. Mówienie o tym, że celem biografii było zdjęcie Kapuścińskiego z piedestału to absurd. Wytaczanie Domosławskiemu procesu o naruszenie dóbr to już przejaw głupoty na poziomie pierwotnym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do książki Domosławskiego podchodzę bez emocji. Biograf nie jest bowiem w stanie zmienić mojego dobrego zdania o Kapuścińskim. Jednocześnie mam świadomość, że papier jest cierpliwy i zniesie każdą, nawet tą najdzikszą wizję, która narodzi się w umyśle twórcy. Nie mam przy tym żadnych wątpliwości co do tego, że&lt;b&gt; jakakolwiek wiedza historyczna jest dostępna jedynie na gruncie interpretacji&lt;/b&gt;. Ocena książki Domosławskiego jest zatem wyłącznie oceną estetyczną i moralną. Oceniamy bowiem jego interpretację historii. Jeśli kogoś to bawi - proszę bardzo. Ale czyż nie lepiej byłoby raz jeszcze przeczytać "Cesarza"?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O jałowości sporu toczącego się na łamach mediów niech świadczy prosty przykład: naszą wiedzę o Holocauście czerpiemy z książek Herlinga-Grudzińskiego, Hanny Krall, Hanny Arendt, a także z rozmaitych dzieł filmowych, teatralnych i poetyckich. Ostatecznie, pomimo istnienia dzieł takich, jak oscarowy film "Życie jest piękne" Benigniego, niedawne "Bękarty Wojny" Tarantino czy głośny komiks "Maus" nie mamy problemów z jednoznaczną identyfikacją Holocaustu. Bez mrugnięcia okiem odróżniamy obraz prawdziwy od zwyczajnej fałszywki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jestem przekonany, że tak będzie również z Kapuścińskim, który broni się jako genialny autor i reportażysta. Kapuściński wciąż jest mistrzem reportażu, wciąż powinniśmy się zachwycać jego opisami miejsc i ludzi. Robienie szumu wokół książki Domosławskiego, która moim zdaniem nie jest ani szczególnie odkrywcza ani kontrowersyjna, to przejaw zwyczajnej ciasnoty umysłu. Dlatego w sporze o jego książkę nie zamierzam opowiadać się za żadną ze stron. W sprawach z góry przegranych lepiej jest pozostać z boku.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-5060623622201314402?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/7h3-dxmOLZzf53ZaQ12PbfjxEoE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/7h3-dxmOLZzf53ZaQ12PbfjxEoE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/7h3-dxmOLZzf53ZaQ12PbfjxEoE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/7h3-dxmOLZzf53ZaQ12PbfjxEoE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/xn27kKViwFc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/5060623622201314402/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/03/woko-biografii-kapuscinskiego-czyli.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5060623622201314402?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/5060623622201314402?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/xn27kKViwFc/woko-biografii-kapuscinskiego-czyli.html" title="Wokół biografii Kapuścińskiego, czyli kolejna rozprawa o metodzie" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/03/woko-biografii-kapuscinskiego-czyli.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUINSH08fip7ImA9WxBUEUQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-2984714517479110965</id><published>2010-02-26T07:14:00.000-08:00</published><updated>2010-02-26T07:19:59.376-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-26T07:19:59.376-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="media" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="public relations" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ranking" /><title>Kultura z Internetu, czyli organów ścigania walka z wiatrakami</title><content type="html">Statystyczny Polak czyta pół książki rocznie. W tym czasie przesłucha zaledwie 15 minut legalnej płyty z muzyką. A ile dóbr kultury ściągnie z Internetu? Pewnie ze 100 giga. Z palcem w nosie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale jak ma być normalnie skoro w polskich realiach bardziej się opłaca kupować w amerykańskim sklepie Amazon.com niż w jak najbardziej polskim Empik.com. Nowa płyta Arctic Monkeys kosztuje 17 dolarów (48 zł) wraz z dostawą pod Twoje europejskie drzwi. Empik sprzeda Ci ją za 53 zł i to tylko pod warunkiem, że samodzielnie pojedziesz odebrać towar do ich sklepu. Słowo absurd jest chyba zbyt słabym określeniem na powyższą sytuację...&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/o-fajnych-reklamach-ktore-nie-reklamuja.html"&gt;&lt;b&gt;O fajnych reklamach, które nie reklamują&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/reklama-ktora-chciaa-byc-sztuka.html"&gt;&lt;b&gt;Reklama, która chciała być sztuką&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/byc-albo-nie-byc-czyli-social-media-w.html"&gt;&lt;b&gt;Być albo nie być, czyli social media w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;No i jak tu ma być normalnie? Gołym okiem widać, że Polakom w kulturalnej edukacji ciągle coś przeszkadza. Bo płyty audio są drogie, bo do kina chodzi motłoch, bo w telewizorze to tylko reklamy i gołe dupy z reality szołów. O potrzeby kulturalne młodego pokolenia dba jednak Wspaniały Internet. Tam za darmo można mieć wszystko to, za co normalnie trzeba zapłacić. Mi się to podoba.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniżej subiektywny ranking PR-owskich zabiegów, które miałaby mnie zachęcić do legalnego nabywania szeroko pojętych dóbr kultury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Bojaźń i Drżenie&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Prawie 177 tys. zł - tyle warte są moje zbiory muzyki i filmów według kalkulatora zamieszczonego na stronie &lt;b&gt;&lt;a href="http://kalkulatorkar.pl/" target="blank"&gt;kalkulatorkar.pl&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Strach się bać - toż to prawie połowa wartości małego mieszkania we Wrocławiu! Ale wytężam wzrok i kilka linijek dalej czytam, napisane maleńką czcionką, że to tylko szacowana przez administratora serwisu wartość moich zasobów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zastanawiam się jednak co ów administrator miał na myśli? Dlaczego straszeniem internautów próbuje się załatwić sprawy, które powinny być załatwione z perspektywy poselskiej ławy?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Administratorowi przypominam zatem, że w myśl polskiego prawa:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;a) nielegalne jest rozpowszechnianie muzyki/filmów, a nie ich posiadanie,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;b) ściganie tego typu przestępstw odbywa się na wniosek osoby pokrzywdzonej,&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;c) przed sądem trzeba wykazać nielegalność działań rzekomego pirata i jakoś obejść tzw. domniemanie niewinności.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej o sprawie &lt;b&gt;&lt;a href="http://prawo.vagla.pl/node/6954" target="blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; w, jak zawsze wyczerpującym, wyjaśnieniu Piotra Waglowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/wpisy-pozycjonujace-presell-page.html"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S4fEy-mdCeI/AAAAAAAAACM/6qTaJYqfOkA/s400/banner1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
Cenowa rewolucja&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Kupiłem ostatnio płytę z dumną etykietką "Zagraniczna płyta, polska cena". Świetnie, tylko że najwyraźniej dystrybutor postanowił zejść z ceny kosztem jakości wydania. Rozpadające się pudełko, niechlujnie złożona książeczka, brzydko tłoczona płyta... Żal.pl, jak to się zwykło mówić w takich sytuacjach. W takiej sytuacji nawet te niecałe 40 zł za płytkę wydaje się być ceną zawyżoną. A mogłoby być tak pięknie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Zlituj się, piracie!&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Tworzenie muzyki, filmów, a także gier i programów komputerowych kosztuje. Często na jeden produkt pracuje kilkaset osób. To fakt z którym nie warto polemizować. Problem jednak w tym, że na finalnym produkcie próbuje zarobić jeszcze kilka tysięcy innych osób, kompletnie nie związanych z procesem twórczym. I na to mojej zgody nie ma i nigdy nie będzie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przykładowe wyliczenie struktury cen płyty można znaleźć na portalu &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.ftb.pl/news/437_0_1/krazek-cd-dlaczego-tak-drogo.htm" target="blank"&gt;ftb.pl&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Wynika z niego, że sprzedawana w sklepie za 40 zł płyta polskiego wykonawcy mogłaby spokojnie kosztować niewiele ponad 20 zł, pokrywając przy tym zyski twórców i producenta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Kampania dezinformacyjna&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Ile razy słyszeliście, że format mp3 obniża jakość dźwięku? Albo że filmy w formacie DivX oglądane na zestawach kina domowego to radykalne zaniżanie jakości materiału audio/wideo?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawda jest taka, że większość normalnych użytkowników nie potrzebuje płyty audio jako nośnika muzyki. Bo po zakupie od razu przerobi sobie muzykę na mp3 i wrzuci na iPoda, mp3, telefon. A płyta będzie leżeć i śmierdzieć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A co do filmów... Ja i tak wolę chodzić do kina. A podniecanie się jakością transmisji uzyskiwaną na domowym sprzęcie odbieram szczególną jako formę fetyszu.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-2984714517479110965?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/3GNk0jIGyXOnAgONUlI_QSKOolE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/3GNk0jIGyXOnAgONUlI_QSKOolE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/3GNk0jIGyXOnAgONUlI_QSKOolE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/3GNk0jIGyXOnAgONUlI_QSKOolE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/els_5emxUOQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/2984714517479110965/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/kultura-z-internetu-czyli-organow.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/2984714517479110965?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/2984714517479110965?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/els_5emxUOQ/kultura-z-internetu-czyli-organow.html" title="Kultura z Internetu, czyli organów ścigania walka z wiatrakami" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S4fEy-mdCeI/AAAAAAAAACM/6qTaJYqfOkA/s72-c/banner1.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/kultura-z-internetu-czyli-organow.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0YFR346cSp7ImA9WxBVGEs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-8939388891273590026</id><published>2010-02-22T09:48:00.000-08:00</published><updated>2010-02-22T09:51:56.019-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-22T09:51:56.019-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="reklama" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="marketing" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="media" /><title>O fajnych reklamach, które nie reklamują</title><content type="html">Aby stwierdzić, że reklama telewizyjna schodzi na psy nie trzeba posiadać wiedzy fachowej. Wystarczy przeprowadzić test: obejrzeć w całości jeden pełny blok reklamowy, a potem wypisać produkty, które były reklamowane. Ja spróbowałem i... poległem.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Problem polega nie tylko na tym, że oglądamy kilkanaście spotów w krótkim czasie. Nie o nagromadzenie reklam chodzi, ale o sam przekaz, jaki niesie ze sobą każdy z tych filmów. Treść redukuje się do minimum, aby ustąpić miejsca rozmaitym "kreatywnym" formom zabawiania gawiedzi. Bo na sam produkt nikt już nie chce patrzeć. Najważniejsze jest opakowanie, które musi być, a jakże, zajebiste.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za Alem i Laurą Ries (autorami świetnej książki "Upadek reklamy i wzlot public relations") stawiam tezę, że reklama przestała reklamować i rozpoczęła swoje drugie, postreklamowe życie jako produkt kultury masowej. Produkt, a jakże, zajebiście kosztowny.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/zabojczy-promien-z-kosmosu-czyli-ghana.html"&gt;&lt;b&gt;Zabójczy promień z kosmosu - smsowy kryzys w Ghanie/a&amp;gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/reklama-ktora-chciaa-byc-sztuka.html"&gt;&lt;b&gt;Reklama, która chciała być sztuką&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/precle-niedopieczone-czyli-jak-nie.html"&gt;&lt;b&gt;Precle niedopieczone, czyli jak nie tworzyć wpisów presell page&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Cukiereczek&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Reklamy Plusa z kabaretem Mumio w roli głównej uchodzą za kultowe. Ja bym powiedział inaczej: to arcydzieło krótkiej formy kabaretowej, które nie ma nic wspólnego z klasyczną reklamą. No bo któż wie, bez podglądania na YouTube, jaką usługę Plusa reklamuje Kopytko? Albo Córka Mandaryna? Albo Człowiek Montujący Neon na Dachu? Nie wiadomo. Z całą pewnością wszyscy oni reklamują Plusa. Ale czy taka reklama ma szansę wpłynąć na wzrost rozpoznawalności produktu? Że o zwiększeniu sprzedaży już nie wspomnę...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;object height="340" width="560"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Ddc6aWZLrQY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Ddc6aWZLrQY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obejrzyjcie hurtem i sami powiedzcie czy tym spotom nic nie można zarzucić. Moim zdaniem kreatywność twórców "trochę" jednak wyprzedza samą ideę reklamowania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Trzysekundowe logo&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Reklamy Plusa mają jednak ten "plus", że w większości kadrów logo sieci jest widoczne w tle. Więc jak klient nie wie kogo reklamuje Mumio, to sobie klient to zobaczy. Ale nie w każdej reklamie jest tak łatwo. Ot taka reklama firmy Bridgestone. Sekund liczy sobie równo trzydzieści, a logo wjeżdża na ekran w sekundzie... dwudziestej ósmej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;object height="340" width="560"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XODLWtqCoNY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XODLWtqCoNY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodam tylko, że to jedna z tym absurdalnie drogich reklam emitowanych w przerwie meczu o Super Bowl. Moim zdaniem nie warto było wydawać kasy na taki spot. Bo ludzie będą pamiętać tylko uwolnienie wieloryba. A to czy auto jechało na oponach Bridgestone czy może na Michelinach jest średnio istotne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniższa reklama też pochodzi z puli Super-drogich-spotów-Bowl, ale przynajmniej jej treść odnosi się do samego produktu. I podoba mi się zdecydowanie bardziej od tej poprzedniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;object height="340" width="560"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/0Nxz-qiA8UQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/0Nxz-qiA8UQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Reklamować, ale po co?&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Wracając do tezy zawartej na początku tego posta, należy zadać pytanie o celowość reklamowania produktów w telewizji. Albo o celowość reklamowania w ogóle. Czy pozostała już tylko funkcja estetyczna? W takim razie wydaje się, że największym wyzwaniem jest trwałe złączenie tego reklamowego dzieła sztuki z produktem. Króliczka z marką Energizer (wielu ludzi nie wie jakie baterie reklamuje króliczek), kabaretu Mumio z marką Plus, TurboDymoMana z 36 i 6 i tak dalej... To jedyna szansa reklamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przeciwnym wypadku rzeczywiście będzie tak, jak przewidzieli Al i Laura Ries: reklama zacznie reklamować samą siebie. I na spotach Plusa skorzysta wyłącznie kabaret Mumio, a na filmach 36 i 6 - TurboDymoMan.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-8939388891273590026?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/1UrOIJ_xTB39H087aZonxYpqPc8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/1UrOIJ_xTB39H087aZonxYpqPc8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/1UrOIJ_xTB39H087aZonxYpqPc8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/1UrOIJ_xTB39H087aZonxYpqPc8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/KKwXjWXXlak" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/8939388891273590026/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/o-fajnych-reklamach-ktore-nie-reklamuja.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/8939388891273590026?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/8939388891273590026?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/KKwXjWXXlak/o-fajnych-reklamach-ktore-nie-reklamuja.html" title="O fajnych reklamach, które nie reklamują" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/o-fajnych-reklamach-ktore-nie-reklamuja.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkENSXk4fyp7ImA9WxBVE0g.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-3484148268308201743</id><published>2010-02-16T11:59:00.000-08:00</published><updated>2010-02-16T12:04:58.737-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-16T12:04:58.737-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="pozycjonowanie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="e-marketing" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="internet" /><title>Precle niedopieczone, czyli jak nie tworzyć wpisów presell page</title><content type="html">Wpisy presell page, czyli popularne precelki to skuteczna i stosunkowo tania metoda na pozycjonowanie strony internetowej. Czasami jednak za niską ceną idzie niestety jeszcze niższa jakość wykonania. Bo poziom niektórych precli coraz częściej każe mi wątpić w inteligencję ich twórców...&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idei preclów krytykować nie zamierzam, bo sam dość często zajmuję się ich "smażeniem". Nie jest to robota specjalnie czasochłonna, a w skali miesiąca można spokojnie uzbierać na paliwo do samochodu :-) Niemniej jednak mam świadomość, że precle to pod wieloma względami brutalny gwałt na języku polskim, a same katalogi to mało logiczne agregatory danych, na których zdecydowanie więcej do roboty mają roboty Google'a niż ludzie. Jednak myślenie o preclach wyłącznie w kategoriach, że "tego i tak nikt nie przeczyta" to błąd. Prawda jest bowiem taka, że nikt nie przeczyta kiepskiego precla. Te, które są napisane porządnie mogą przynieść efekty w postaci bezpośrednich wejść na stronę pozycjonowanej firmy, nie mówiąc już o kwestiach poprawy jej wizerunku.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/od-kogo-nasza-klasa-zerznea-swoj-nowy.html"&gt;&lt;b&gt;Od kogo Nasza-Klasa zerżnęła nowy slogan reklamowy?/a&amp;gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/dziennikarstwo-obywatelskie-czyli-jak.html"&gt;&lt;b&gt;Dziennikarstwo obywatelskie, czyli jak zarabiać na cudzej pracy&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/byc-albo-nie-byc-czyli-social-media-w.html"&gt;&lt;b&gt;Być albo nie być, czyli social media w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Seksownie o... PKP?!&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
"Sexowne, erotyczne i apetyczne wpisy … ale ze smakiem!" - czytamy w nagłówku po wejściu do katalogu 2sexy.pl. Fajnie, bo ciężko jest znaleźć katalog presell page, w którym treści erotyczne byłyby akceptowane przez moderatora. Ale porzućcie nadzieję Wy, którzy podejmujecie się trudnego zadania wypozycjonowania erotyki. Regulamin tego, seksownego i erotycznego, katalogu jasno zabrania... linkowania do stron erotycznych. Nic więc dziwnego, że pojawiają się w nim artykuły o nowym rozkładzie jazdy PKP lub meblach na wymiar. No, chyba że to dla kogoś jest akurat seksowne ;-) Niemniej jednak twórcy tego katalogu precli przeszli sami siebie.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S3r3_VO2-dI/AAAAAAAAAB0/xAmS2l3oyOc/s1600-h/precle1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="340" src="http://4.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S3r3_VO2-dI/AAAAAAAAAB0/xAmS2l3oyOc/s400/precle1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Okłamywanie robota&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Kreatywność autorów precli bywa porażająca. Bo czasami trzeba się naprawdę mocno natrudzić, żeby po raz 15. napisać o tym samym, ale w inny sposób. Ale to nie znaczy, że można perfidnie i prostacko kłamać. Wiatr fantazji poniósł autora poniższego wpisu w rejony totalnej abstrakcji. Mianowicie wymyślił on sobie pismo o nazwie "prawnik Wrocław". Ten periodyk miałby zapewne spore szanse na rynku wydawniczym, ale póki co istnieje wyłącznie w myślach autora precla. Swoją drogą ciekawe czy z jego roboty cieszy się zleceniodawca? Śmiem wątpić...&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S3r4Ji_CeeI/AAAAAAAAAB8/ZauT5OO34MU/s1600-h/precle2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="342" src="http://1.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S3r4Ji_CeeI/AAAAAAAAAB8/ZauT5OO34MU/s400/precle2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Prawo jazdy Piła&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Oto przykład frazy niemożliwej. No bo jak sklecić sensowne zdanie z bezsensowną frazą w środku? To niestety codzienność przy pisaniu precli. "Noclegi Szklarska Poręba", "catering Jelitkowo", a nawet wspomniany "prawnik Wrocław" wymagają od twórcy wpisu presell page zabiegów niemal akrobatycznych, żeby wpis trzymał się przysłowiowej kupy. Ale to co zrobił autor wpisu Prawo Jazdy Piła to już preclowe mistrzostwo świata. Przeczytajcie (najlepiej dwa razy) i spróbujcie znaleźć choć jedno zdanie, które ma jakikolwiek sens. To taki trochę telegram, tylko że zamiast "stop" jest "prawo jazdy piła" :-) Czyta się to bajecznie: "Prawo jazdy Piła często jest to szkoła, praca, rodzina (brak czasu na rozrywkę) i ich czas jest bardzo ważny dla ich samych jak również dla ich rodzin i najbliższych. Prawo jazdy Piła". Piła tango po prostu.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S3r4QnYHCSI/AAAAAAAAACE/MvJ6_1KnWz4/s1600-h/precle3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="347" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S3r4QnYHCSI/AAAAAAAAACE/MvJ6_1KnWz4/s400/precle3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;Jeśli znacie inne przykłady ekstremalnej patologii panującej w świecie precli, piszcie w komentarzach. Możemy je napiętnować wspólnymi siłami :-)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-3484148268308201743?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/7IQJUJMbNx-zXYa10-px1XApKkM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/7IQJUJMbNx-zXYa10-px1XApKkM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/7IQJUJMbNx-zXYa10-px1XApKkM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/7IQJUJMbNx-zXYa10-px1XApKkM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/mbUmPEWhTxU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/3484148268308201743/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/precle-niedopieczone-czyli-jak-nie.html#comment-form" title="Komentarze (5)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/3484148268308201743?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/3484148268308201743?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/mbUmPEWhTxU/precle-niedopieczone-czyli-jak-nie.html" title="Precle niedopieczone, czyli jak nie tworzyć wpisów presell page" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/S3r3_VO2-dI/AAAAAAAAAB0/xAmS2l3oyOc/s72-c/precle1.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>5</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/precle-niedopieczone-czyli-jak-nie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ck8DQH07cSp7ImA9WxBVEEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-6319854783778056752</id><published>2010-02-13T06:21:00.000-08:00</published><updated>2010-02-13T06:21:11.309-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-13T06:21:11.309-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kultura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="amerykański" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="serial" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="recenzja" /><title>Californication, czyli najlepszy serial w którym coś poszło źle</title><content type="html">Sex, drugs i rock'n'roll. Na tej filozofii wychowało się kilka amerykańskich pokoleń. Twórcy serialu Californication udowadniają jednak, że ten uwspółcześniony rodzaj hedonizmu wcale nie musi prowadzić do szczęścia.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Wszyscy bohaterowie uprawiają seks, a co odcinek zmieniają się partnerzy. W przerwach między jednym a drugim stosunkiem postacie palą zielsko, chleją wódę i przeklinają". Cytat zadziwiająco trafny jak na Nonsensopedię. Serialowa Sodoma i Gomora w Californication jest niepodważalna. Ale przyznacie chyba, że gdyby twórcy na tym poprzestali, wówczas niespecjalnie byłoby o czym pisać?&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/woko-fabuy-filmu-avatar-dyskusja.html"&gt;&lt;b&gt;Wokół fabuły filmu Avatar - dyskusja merytoryczna/a&amp;gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/reklama-ktora-chciaa-byc-sztuka.html"&gt;&lt;b&gt;Reklama, która chciała być sztuką&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/byc-albo-nie-byc-czyli-social-media-w.html"&gt;&lt;b&gt;Być albo nie być, czyli social media w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Bo Californication to serial wyjątkowo przewrotny. Hank Moody, główny bohater serii, jest pisarzem borykającym się z artystyczną niemocą. Ale to wcale nie jest jego największy problem. Moody kocha kobietę, z którą nie potrafi się związać. Chce, by ludzie doceniali jego ambitną twórczość literacką, ale jego dzieło jest znane z prostackiej hollywoodzkiej ekranizacji (filmowcy zamieniają tytuł "God hates us all" na "Little thing called love"). Moody kocha Nowy Jork, ale mieszka w znienawidzonej Californii. Ma wstręt do nowych technologii, a mimo to prowadzi swojego bloga. Niepowodzenia na niemal wszystkich frontach odbija sobie w łóżku. Ale przygodny seks rzadko kiedy kończy się dobrze. Kobiety go okradały, wykorzystywały, a nawet biły.&lt;br /&gt;
&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/gQ7yaQhXJAI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/gQ7yaQhXJAI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
W pierwotnym założeniu wysoki poziom moralnej deprawacji bohaterów Californication to soczewka, w której mają się skupić problemy współczesnych amerykańskich czterdziestolatków. Niezależnych finansowo, trochę rozpuszczonych i prostackich, ale wyjątkowo zagubionych i samotnych. Moody to przywódca stada i jednocześnie żywy dowód na to jak wiele trzeba zmienić, aby od słów przejść do czynów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Straciłem mnóstwo czasu na jałowe dyskusje zarówno z miłośnikami jak i antyfanami Californication. Bo choć sam siebie stawiam raczej w tej pierwszej roli, to jednak nie podzielam bezkrytycznego zachwytu tych, którzy są pod wpływem powierzchownego uroku pisarza Hanka. Bo siła Californication to nie David Duchovny, któremu twórcy niespodziewanie ofiarowali drugie serialowe życie. Californication to tragikomiczny pamiętnik człowieka, którego życie składa się wyłącznie z zakrętów. Proste odcinki są krótkie i raczej niespodziewane. Moody przez trzy sezony próbuje udowodnić sam sobie (i nam), że hedonizm nie musi prowadzić do zatracenia, a najlepszą drogą na odzyskanie życiowej równowagi nie jest zawierzenie ślepemu losowi, ale niezaprzeczalnie silnemu uczuciu miłości. Jak się jednak okaże, nie wszystkie grzechy przeszłości można oddzielić grubą krechą, a sprawiedliwość, już nie moralna, ale w postaci bezdusznej Temidy, czuwa nawet nad artystą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Californication to seans ożywczy. Jeśli macie dość wiecznie naburmuszonego House'a albo śmiesznych na siłę postaci z innych amerykańskich seriali, polecam zapoznać się z tym, co ma nam do przekazania Pan Humorzasty.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-6319854783778056752?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NbtGIg5FHVEvcO0G1XxtNAyezp4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NbtGIg5FHVEvcO0G1XxtNAyezp4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NbtGIg5FHVEvcO0G1XxtNAyezp4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/NbtGIg5FHVEvcO0G1XxtNAyezp4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/96zpWaUxLYQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/6319854783778056752/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/californication-czyli-najlepszy-serial.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/6319854783778056752?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/6319854783778056752?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/96zpWaUxLYQ/californication-czyli-najlepszy-serial.html" title="Californication, czyli najlepszy serial w którym coś poszło źle" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/02/californication-czyli-najlepszy-serial.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEEFSHg9cSp7ImA9WxBXGU8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-4675845192274518624</id><published>2010-01-31T00:17:00.000-08:00</published><updated>2010-01-31T00:30:19.669-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-31T00:30:19.669-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="social network" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="e-marketing" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="viral" /><title>Złap Beckhama za jaja, czyli autopromocja po włosku</title><content type="html">Seks i celebryci świetnie pasują do cyberprzestrzeni. Połączenie tych elementów to gwarancja marketingowego sukcesu. Prowadząca program Le Iene, puszczanego we włoskiej telewizji Mediaset, postanowiła publicznie sprawdzić "rozmiar" Davida Beckhama. Dosłownie.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/reklama-ktora-chciaa-byc-sztuka.html"&gt;&lt;b&gt;Reklama, która chciała być sztuką&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/dziennikarstwo-obywatelskie-czyli-jak.html"&gt;&lt;b&gt;Dziennikarstwo obywatelskie, czyli jak zarabiać na cudzej pracy&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/byc-albo-nie-byc-czyli-social-media-w.html"&gt;&lt;b&gt;Być albo nie być, czyli social media w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Programy telewizyjne mają wyjątkowo interesujące sposoby na promocję w Internecie. Krążący od kilku dni po Internecie filmik z tego doniosłego wydarzenia obejrzało już ponad milion widzów serwisu YouTube. Szybkość rozprzestrzeniania się tej informacji jest zatem imponująca. Po raz kolejny sprawdza się reguła mówiąca o tym, że dobry marketing wirusowy musi być trochę zboczony. Zresztą zobaczcie sami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7kXUCLsgNiA&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7kXUCLsgNiA&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wielkość penisa Beckhama, piersi Cichopek, tipsy Joli Rutowicz, piesek Paris Hilton... Dlaczego ludzi interesują takie rzeczy? Może dlatego, że kochamy porównywać, oceniać i krytykować?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedno jest jednak pewne. Firmy wydają gigantyczne pieniądze na reklamę prasową, telewizyjną i w Internecie. Ale nawet najbardziej kosztowna forma reklamowa nie zastąpi porządnego virala. Przykład Le Iene dowodzi tego w sposób modelowy. Przeciętny Europejczyk wie, że we Włoszech istnieje państwowa telewizja Rai. Teraz usłyszał o prywatnej Mediaset. PR jak się patrzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Całe zamieszanie zostało wywołane przez kampanię reklamową bielizny, w której wziął udział Beckham. Skrót z kampanii w piekielnie nudnym filmiku poniżej :D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hAukhD4q7Kg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hAukhD4q7Kg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-4675845192274518624?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FawEBSh_VYRlTc9_0H8qS73EUgg/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FawEBSh_VYRlTc9_0H8qS73EUgg/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FawEBSh_VYRlTc9_0H8qS73EUgg/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FawEBSh_VYRlTc9_0H8qS73EUgg/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/y_dWVmvgvow" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/4675845192274518624/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/zap-beckhama-za-jaja-czyli-autopromocja.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/4675845192274518624?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/4675845192274518624?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/y_dWVmvgvow/zap-beckhama-za-jaja-czyli-autopromocja.html" title="Złap Beckhama za jaja, czyli autopromocja po włosku" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/zap-beckhama-za-jaja-czyli-autopromocja.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A08MSHo7eCp7ImA9WxBXFEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-1605842446009337625</id><published>2010-01-25T12:01:00.000-08:00</published><updated>2010-01-25T12:04:49.400-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-25T12:04:49.400-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="avatar" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="science-fiction" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="film" /><title>Wokół fabuły filmu Avatar - dyskusja merytoryczna</title><content type="html">Niezrozumienie fabuły, nieczułość na uniwersalny przekaz i bezkresną głupotę zarzuca mi czytelnik mojego bloga po lekturze recenzji filmu "Avatar". Cóż, w cyber-świecie każdy ma prawo krytykować. Ja postanowiłem być niepokorny i skrytykowałem krytykę...&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Nie spodziewałem się, że moja recenzja "Avatara" odbije się tak szerokim echem. Oprócz burzliwej dyskusji na Filmwebie otrzymałem też kilka maili od czytelników. Ten, którego obszerne fragmenty przytaczam poniżej, jest zdecydowanie najciekawszy, bo jego autor miażdżąco krytykuje mój pogląd na ten film (wyrażony w recenzji, która jest do przeczytania &lt;b&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2009/12/fabua-avatara-czyli-co-sie-kryje-za.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;). &lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2009/12/fabua-avatara-czyli-co-sie-kryje-za.html"&gt;&lt;b&gt;Fabuła Avatara, czyli dlaczego ziewałem w kinie&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2009/12/najgupsze-filmy-2009-r-top-10.html"&gt;&lt;b&gt;Najgłupsze filmy 2009 r. - TOP 10&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2009/12/avatar-czyli-prawdopodobnie-najlepszy.html"&gt;&lt;b&gt;Avatar, czyli (prawdopodobnie) najlepszy film na świecie&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;Na zarzuty postanowiłem odpowiedzieć publicznie. Łukaszowi Braciszewskiemu - autorowi owego maila - serdecznie dziękuję i zachęcam do dalszej polemiki w formie komentarza do tego posta. Cytaty przytaczam w wersji oryginalnej i bez cenzury :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote style="color: #ffe599;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;W ogóle mam pewne wątpliwości czy zrozumiałeś film. Czepiasz się, o "drzewo" bo? No słucham? Skoro żyli na innej planecie w dziczy to do czego mieli się modlić? Do sokoła milenium z gwiezdnych wojen?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Mogą się modlić do czego chcą, byle nie do drzewa. Bo drzewo to ziemski symbol. A w filmach science-fiction warto być kreatywnym. Przykład sokoła milenium to bardzo dobry przykład. James Cameron mógłby się trochę bardziej wysilić. Mogła to być Wielka Nornica albo Biała Paproć. Ale wara od drzewa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote style="color: #ffe599;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Czepiasz się, że wpuścili go do siebie pomimo tego, że nie lubią ludzi, ale szerloku holmsie stało się tak, dlatego, że ich Bóg (w tym przypadku drzewo) dało im znak.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Czyli że ten "znak" to wystarczający powód żeby zaufać przedstawicielowi totalnie obcej i śmiertelnie groźnej cywilizacji? Sorry, ale dla mnie to jest właśnie definicja naiwności. A jakbym przyszedł do Ciebie do domu z siekierą to kto musiałby dać Ci znak i jakich argumentów musiałbym użyć, żebyś dobrowolnie wpuścił mnie do środka?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote style="color: #ffe599;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Idąc Twoim tokiem rozumowania w każdym filmie, w którym pojawia się kosmos i inne planety można by było zrzucić bombę atomową or sth. Gdyby taki był zamiar to reżyserem byłby Johnny Woo, a nie Cameron i film byłby gniotem, ale widać wolisz filmy z "amerykańskimi" wybuchami. Aż dziwne, że się nie przyczepiłeś, że konie nie wybuchały, albo helikoptery kiedy pilot dostał z łuku.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Po pierwsze ani James Cameron ani tym bardziej John Woo nie pochodzą z USA. Ale rozumiem co masz na myśli. Po drugie to w "Avatarze" chyba nie było żadnego konia. Były jakieś kopytne, ale żeby to od razu nazywać koniem? Po trzecie jakoś mnie nie przekonuje tłumaczenie, że stara dobra rozwałka z CKM-u jest bardziej atrakcyjna niż jebnięcie pociskiem ziemia-ziemia albo bombardowanie z "niewidzialnego" B2. Nie mówiąc już o oddziałach Delta Force siejących partyzantkę na tyłach wroga. Faktem jest, że "Avatar" nic nie wnosi do uzbrojenia w filmach o przyszłości. A przypominam, że w "Gwiezdnych Wojnach" rycerze Jedi mieli fajowskie miecze. Nie wspomnę już o Niszczycielu Tlenu z klasycznej Godzilli. Takie bajery urozmaicają film. Ty wolisz klasyczne napierdalanie z kałacha. Ja nie. I tu się różnimy.&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote style="color: #ffe599;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Nie winne buzi, buzi, no fakt, jakby się poruchali to film by był lepszy. (...) W (tu jeszcze raz przytoczę ten film) Gwiezdnych Wojnach też Ci brakowało, że Luke nie puknął swojej siostry?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Luke nie puknął siostry, ale nie można też o nim powiedzieć, że był wybitnie przywiązany do jednej kobiety :D. Chodzi o to, że wątek miłosny w "Avatarze" ma duży potencjał, ale jest poprowadzony niechlujnie. Z ostatnich doniesień prasowych wynika, że nie tylko ja chcę zobaczyć jak TO robią na Pandorze. Jak donosi m.in. &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/wiecej-seksu-w-avatarze-na-plytach-dvd,51797,1" target="blank"&gt;Newsweek&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, Seks zobaczymy sobie na DVD.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;blockquote style="color: #ffe599;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Film przekazuję masę wartości i pokazuje ludzką naturę (Zdanie wypowiedziane przez generała "Odpowiemy terrorem na terror."). Ludzie tylko tyle potrafią, wpierdzielić się na obcy teren (weźmy afrykę, zamieszkałą przez jakieś plemiona) i zabijać niewinne kobiety, dzieci i mężczyzn dla diamentów np.. Ukazuje też to co ludzie zatracili i "zabili" dla własnej wygody i żądzy zmieniania wszystkiego w koło. Film pokazał, że są ważniejsze wartości niż pieniądze, bogactwo, władza, technologia i Bóg wie co jeszcze.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;
Sorry, ale Twoja interpretacja jest cholernie banalna. Podobną laurkę można wystawić jeszcze przynajmniej dziesięciu innym filmom science-fiction z ostatniej dekady (od Matrixa poczynając). Dla mnie fabuła Avatara to nic innego jak marnej jakości zlepek motywów z klasyków gatunku. Ot weźmy "Zamglony horyzont", książkę Mike'a Resnicka. Badacz obcych cywilizacji przybiera "obcą" postać i próbuje załatwić zgodę lokalnego rządu (whatever) na wydobywanie cennych surowców. Przy okazji będzie miał możliwość poznania najbardziej tajemniczych rytuałów cywilizacji. Planeta Pandora przypomina tą z "Planety śmierci" Harrisona. Też jest śmiertelnie niebezpieczną dżunglą, w której na każdym kroku czają się dzikie bestie. Patent z Chosen One jest znacznie starszy od kina, nie mówiąc już o boskim drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film pokazał, że od pieniędzy, władzy i bogactwa ważniejsza jest miłość i oddanie. Jakiż to piękny przekaz dla głodującej Afryki albo potwornie uciskanej Korei Północnej (bo jak rozumiem do tego pijesz). Jeśli intencją Camerona była krytyka władz największych mocarstw, to będzie to głos słabo słyszalny. Bo Cameron nie zaproponował żadnego innego rozwiązania. A mógł - np. jakby doprowadził do pokojowego porozumienia pomiędzy ludźmi a na'vi. Ale porozumienie jest znacznie mniej efektowne niż napierdalania z kałacha. Tego chyba łatwo się było domyśleć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-1605842446009337625?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Af5Nkbn1tgc09FNhgfxm2KhI720/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Af5Nkbn1tgc09FNhgfxm2KhI720/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Af5Nkbn1tgc09FNhgfxm2KhI720/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Af5Nkbn1tgc09FNhgfxm2KhI720/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/-JTMmSxV5Vk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/1605842446009337625/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/woko-fabuy-filmu-avatar-dyskusja.html#comment-form" title="Komentarze (7)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/1605842446009337625?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/1605842446009337625?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/-JTMmSxV5Vk/woko-fabuy-filmu-avatar-dyskusja.html" title="Wokół fabuły filmu Avatar - dyskusja merytoryczna" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>7</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/woko-fabuy-filmu-avatar-dyskusja.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A0UHRnY4fip7ImA9WxBXE0k.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-3339161495648617319.post-7619510003110479843</id><published>2010-01-24T07:57:00.000-08:00</published><updated>2010-01-24T08:07:17.836-08:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-24T08:07:17.836-08:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="telekomunikacja" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="marketing" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="public relations" /><title>Plus GSM vs. uparty klient, czyli jak negocjować warunki umowy</title><content type="html">Najlepsza sieć komórkowa to ta w której płacimy rachunki - tak wynika z zachowania klientów, którzy zadziwiająco rzadko decydują się na zmianę operatora. Okazuje się jednak, że warto się zorientować co oferuje konkurencja. Choćby po to, aby zdobyć przewagę negocjacyjną podczas przedłużania umowy.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zasada jest prosta - im bliżej końca umowy tym operator będzie bardziej skłonny do ustępstw. A jeśli jeszcze postraszyć go odejściem do innej sieci wymachując w salonie wypowiedzeniem umowy, wówczas gotowi są wznieść się na wyżyny. Tak, niestety, wygląda w naszym pięknym kraju praktyka przedłużania umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych (i nie tylko zresztą). Mój przykład potraktujcie zatem jako wskazówkę.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zobacz też:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/zabojczy-promien-z-kosmosu-czyli-ghana.html"&gt;&lt;b&gt;Zabójczy promień z kosmosu - smsowy kryzys w Ghanie&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/dziennikarstwo-obywatelskie-czyli-jak.html"&gt;&lt;b&gt;Dziennikarstwo obywatelskie, czyli jak zarabiać na cudzej pracy&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/byc-albo-nie-byc-czyli-social-media-w.html"&gt;&lt;b&gt;Być albo nie być, czyli social media w polskich firmach&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Po pierwsze: olej Pana na infolinii&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Dwuletni okres umowy kończył się w styczniu 2010 r. Pierwszy telefon od handlowca z Plus GSM dostałem w okolicach października. Człowiek ten zaoferował mi abonament podobny do tego, z którego obecnie korzystałem. Mogłem też skorzystać z usługi Wybrany Numer. Szybko się jednak okazało, że Wybrany Numer to nie to samo co Darmowy Numer, a "nowe" abonamenty mają w Plusie mniej korzystne przeliczniki minuty/sms niż "stare".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze gorzej było z telefonami. Oferta Plusa dostępna na ich stronie internetowej to jeden wielki żal.pl. A ja chcę dostać fajny aparacik, skoro mam płacić przez dwa lata abonament, który nota bene jest dla mnie średnio korzystny. Problem w tym, że po dwóch latach, jakie minęły od poprzedniego przedłużania umowy, Plus GSM (jak zresztą każdy polski operator) przespał skok technologiczny na rynku telekomunikacyjnym. Za telefon z Wi-Fi liczą sobie jak za zboże; z nawigacją GPS jest nieco lepiej, ale to wciąż nie są korzystne stawki. Usłyszawszy jakie mam wymagania co do nowego aparatu telefonicznego, człowiek z Plusa użył argumentu najgorszego z możliwych: "jak się chce coś porządnego to trzeba za to zapłacić". Panu Handlowcowi kazałem więc spadać na drzewo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Po drugie: najważniejsza jest logika&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Droga telefoniczna była zatem dla mnie spalona. Nie widziałem już możliwości negocjowania z warszawskim przedstawicielem firmy, bo obawiałem się kolejnego wkurwa w przypadku natrafienia na podobnego, jak poprzedni Pan Handlowiec, buraka. Jakoś na początku grudnia poszedłem więc do zwykłego salonu Plus GSM. I to już była komedia. Pani nie potrafiła mi przedstawić żadnej konkretnej oferty, mieszała się w zeznaniach, a na koniec stwierdziła, że nie ma aktualnie na stanie żadnego telefonu, który by spełniał moje wymagania. A jak już w końcu rzuciła na stół jakąś ofertę, to była ona znacznie gorsza od tej, którą dostałem przez telefon ponad miesiąc wcześniej! Dramat. Plus powinien bardziej uważnie rozdawać licencje przedstawicielom handlowym. Albo im przynajmniej jakieś regularne szkolenia robić...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Po trzecie: sprawdź co u konkurencji&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Nie ma nic gorszego niż niekompetentny przedstawiciel handlowy. Trzy minuty i już wiem, że nic u niego nie załatwię, że zmarnuję czas i spieprzę sobie humor. A wkurzony klient działa odruchowo. Co też i ja uczyniłem: po wyjściu z salonu Plusa udałem się prosto do konkurencji. Na pierwszy ogień poszedł Play. Dwa razy więcej minut i dwa razy niższy abonament przez pierwsze pół roku. Słowem Play rozłożył Plusa na łopatki przy pierwszym podejściu. Wtedy po raz pierwszy powiedziałem sobie, że zmieniam operatora w połowie stycznia, kiedy moja umowa z Plusem wygaśnie. Co nie znaczy, że Plus nie dostał ode mnie kolejnej szansy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Po czwarte: postaw sprawę na ostrzu noża&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
W Nowym Roku pojawiłem się w autoryzowanym wrocławskim salonie Plus GSM uzbrojony w pisemne wypowiedzenie umowy. Po krótkim streszczeniu mojej sytuacji i przebiegu dotychczasowych negocjacji z operatorem zażądałem od handlowca konkretu: Taryfa Syberyjska 55, Wybrany Numer i Sony Ericsson W715 w rozsądnej cenie. I nie inaczej. Dwa pierwsze warunki to byłby pikuś nawet dla tego debilnego handlowca na infolinii. Gorzej z telefonem. 149 zł - taka była pierwsza propozycja cenowa. Bardzo ciekawa, szczególnie w kontekście propozycji październikowej, kiedy ten sam model oferowano mi za 119 zł!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaproponowałem handlowcowi, aby jeszcze raz przemyślał swoją propozycję. Ten pochylił się nad klawiaturą i... w cudowny sposób ze 149 zł zszedł z ceną do symbolicznej złotówki. - Trzeba było tak od razu - pomyślałem. Okazało się jednak, że tego modelu od ponad dwóch tygodni nie ma w magazynach Plusa. Firma sprzedaje i reklamuje towar, którego nie ma. Handlowiec wyczuł moją irytację i zaproponował, że zarezerwuje mi egzemplarz W715 i zadzwoni do mnie jak tylko przyjadą do Polski z fabryki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Po piąte: wal do kierownika&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
No i zadzwonił - kilka dni po wygaśnięciu dwuletniej umowy z operatorem. Uradowany wpadam do salonu, obsługa bez kolejki, telefon już czeka w pudełeczku, umowa gotowa do podpisu. Wszystko pięknie, klient jest zadowolony. Jest tylko jeden szkopuł. W czasie mojego oczekiwania na telefon Plus GSM zmienił cenniki telefonów. I W715 kosztowałby mnie teraz już nie złotówkę, tylko... 109 zł! A to już jawne robienie sobie jaj z klienta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powyższej sytuacji widziałem tylko dwa wyjścia: rozwiązanie umowy albo wizyta u kierownika wrocławskiego salonu. Okazało się, że aby skorzystać z opcji nr 2 niezbędna jest opcja nr 1. Tak też zrobiłem. Kierownik zjawił się zanim handlowiec zdążył wydrukować formularz rozwiązania umowy. Dwuminutowa rozmowa i wracamy do symbolicznej złotówki za telefon. Czyli jednak się da, wszystko dla Szanownego Pana Klienta. Miło, grzecznie i merytorycznie wyjaśniliśmy sobie z Panem kwestię nielogicznego marketingu operatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Morał: nie można było tak od początku?&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Okazuje się, że nawet u największego polskiego operatora sieci GSM można wynegocjować korzystną umowę. Klient nie musi być traktowany przedmiotowo i ma coś do powiedzenie w negocjacjach. Ale jest jeden warunek: trzeba być upierdliwym i upartym. Bez tego pozostałbym pewnie przy słowach Pana z warszafki, który odkrywczo twierdził, że porządne rzeczy kosztują więcej pieniędzy. To on był bezpośrednim sprawcą tego, że zdecydowałem się całą tą batalię z Plusem i postanowiłem wygrzebać im z tyłków porządny telefon w niskiej cenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego przedłużanie umów proponuję Wam potraktować jako ćwiczenie z asertywności i technik negocjacyjnych. Konkurencja na rynku jest na tyle duża, że każdy klient powinien być traktowany z należytym szacunkiem. Plus doskonale wie, że rezygnacja jednego abonenta to kilku innych, którzy przestaną wierzyć w operatora. Marketing szeptany działa: przecież zaraz rozpowiem wszystkim krewnym i znajomym królika, jaki to Plus niedobry, a, dajmy na to, Play fajowy. Dlatego w negocjacjach trzeba to umiejętnie wykorzystać; idźcie na całość i nie stawiajcie się w pozycji typowego polskiego petenta, który czeka na wyrok Pana Urzędnika. Bo to już nie te czasy.&lt;br /&gt;
&lt;table&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&amp;nbsp; &lt;td&gt;&lt;a href="http://memoryfive.blogspot.com/"&gt;&lt;img align="left" alt="MemoryFive" height="80" hspace="10" src="http://img686.imageshack.us/img686/231/handg.jpg" vspace="10" width="80" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;b&gt;Copyright @MemoryFive. Skontaktuj się z autorem drogą &lt;a href="mailto:memorysix@gmail.com"&gt; mailową&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3339161495648617319-7619510003110479843?l=memoryfive.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/DL-GF2Dpj9-Adn2aFtY5M0ZV4c0/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/DL-GF2Dpj9-Adn2aFtY5M0ZV4c0/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/DL-GF2Dpj9-Adn2aFtY5M0ZV4c0/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/DL-GF2Dpj9-Adn2aFtY5M0ZV4c0/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/Memoryfive/~4/7uKPcXSU_5k" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://memoryfive.blogspot.com/feeds/7619510003110479843/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/plus-gsm-vs-uparty-klient-czyli-jak.html#comment-form" title="Komentarze (7)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/7619510003110479843?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/3339161495648617319/posts/default/7619510003110479843?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/Memoryfive/~3/7uKPcXSU_5k/plus-gsm-vs-uparty-klient-czyli-jak.html" title="Plus GSM vs. uparty klient, czyli jak negocjować warunki umowy" /><author><name>memorysix</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="32" height="32" src="http://2.bp.blogspot.com/_WhKbrg_N36g/SzftL_eF-DI/AAAAAAAAAAM/XE2XIhpwREQ/S220/hand.jpg" /></author><thr:total>7</thr:total><feedburner:origLink>http://memoryfive.blogspot.com/2010/01/plus-gsm-vs-uparty-klient-czyli-jak.html</feedburner:origLink></entry></feed>

