<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753</atom:id><lastBuildDate>Sun, 12 Feb 2012 00:07:04 +0000</lastBuildDate><title>METKI</title><description /><link>http://metki.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>136</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/Metki" /><feedburner:info uri="metki" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><feedburner:browserFriendly></feedburner:browserFriendly><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-4760208019515936478</guid><pubDate>Sat, 11 Feb 2012 23:25:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-02-12T00:30:37.139+01:00</atom:updated><title>Nowy Jork, znowu!</title><description>&lt;div align="justify"&gt;
Wyskakuję niczym Filip z konopii i uprzejmie witam wszystkich, którzy z niepojętych dla mnie przyczyn wciąż zaglądają na mojego bloga - tak, oczywiście śledzę wszystkie pokazy z Nowego Jorku! Zupełnie tak, jak wy. Poczułam w sobie ciągoty misyjne i póki nie przymknie nas jakiś ACTA patrol będziemy tu poznawać trendy Jesień 2012. Pomyślałam, że niedopuszczalne jest, aby ktoś tu wchodził i brał stare kolekcje za te pierwszej świeżości. Nie obiecuję regularnego uzupełniania - ale kto wie, może tym razem dotrwam aż do Paryża! Pokazy od kilku dni śledzę na ulubionej stronie &lt;a href="http://nowfashion.com/"&gt;Nowfashion&lt;/a&gt;, kanale &lt;a href="http://www.youtube.com/user/LiveRunway/MBFW"&gt;LiveRunway&lt;/a&gt; oraz na nowym &lt;a href="http://www.style.com/photowall"&gt;Photo Wall&lt;/a&gt; na Style.com. Jeśli macie jakieś swoje wygodne miejscówki, chętnie je poznam ;) Za chwilę rozpocznie się pokaz Alexandra Wanga, a my zobaczymy, co działo się wcześniej.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
Zacznę od tego, co sama najbardziej lubię, czyli nawiązania do mody vintage. Dzisiaj, gdy oglądałam relację z pokazu Ruffian aż piszczałam z radości. Niby to wszystko już gdzieś widziałam, a znowu mi się podoba. Projektanci marki sięgneli do tradycji angielskiej wsi, eleganckiej mody przedwojennej czy tej z lat 50tych. Mamy tu dopracowane w ostatnich szczegółach płaszcze z wełnianej kraty, kostiumy z mięsistych kaszmirów w soczystych barwach, miękkie welurowe spódnice podkręślające krągłość pośladków, drobne pepitki na nienagannie uszytych żakietach, kolorowe kapelusze o lekko spuszczonych na oczy rondach, wszędobylskie guziki, zupełnie staroświeckie i zbędne. W tej kolekcji robi na mnie wrażenie przede wszystkim dobre szycie: marynarki, płaszcze, spodnie: wszystko tu jest jakby wyjęte z innego czasu - tudzież, z pokazu Galliano czy McQueena. Tak mogłaby wyglądać moja szafa. Za modernizację retro robią wstawki ze skóry, złote dodatki, krzyczące kolory. Wybaczcie mi ten akt chorobliwej nostalgii, ale musze od razu wspomnieć o tym pokazie - i nie myślcie sobie, że taki jest Nowy Jork. Co to, to nie!&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
&lt;img src="http://img806.imageshack.us/img806/174/ruffianfw2012.jpg" /&gt;
&amp;nbsp;Kolejny dzisiejszy pokaz, który chwilami naprawdę mnie zachwycił, to Jill Stuart. Z ostatniej, wiosennej, kolekcji pozostała dziewczęcość, natomiast po pastelach nie ma ani śladu. W tej kolekcji dominuje ostry kontrast czerni i bieli oraz koronki. Są także kwiaty, ale nie są to motywy rodem z angielskich zasłon, lecz kwiaty ironiczne, kiczowate: ani to retro, ani bohomazy graficzne z lat 80tych. Wśród deseni pojawiają się też ananasy - i to w odcieniach śliwki! Wszystko ogólnie prowadzi do mianownika "indie" (młodzież powie raczej "hipster", ale ja jestem już starsza...) - łączki jak z secondhandu, grube, kaszmirowe płaszcze na dwa rzędy guzików, lamowane satyną, świetne skater dresses ze wstawkami z koronki. To są złe dziewczynki. Na koniec świetne transparentne bluzki i sukienki z kryształkami, cudaczne. Niby Jill Stuart świetnie się spisała, ale przecież jakby zgapiła coś od Prady i duetu Proenza Shouler...&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
&lt;img src="http://img842.imageshack.us/img842/6471/jillstuartfw2012.jpg" /&gt;
&amp;nbsp;Całkiem niezła kolekcję pokazała Rebecca Minkoff. Oglądając to, myślę - w to można się ubrać, to jest świetne. Słowa ta nie przychodzą mi do głowy często, gdy oglądam kolekcje rodzimych, świecznikowych, projektantów. A tutaj - dobra moda uliczna z mocnymi akcentami: brokatami w szmaragdzie, świetnymi nowoczesnymi printami, melanżami. Jak widać, w modzie nadal będzie motyw wężowy, kolor żółty, metalowe suwaki i męskie marynarki. Projektantka może Ameryki tutaj nie odkrywa, ale po prostu wie - tak będziemy się ubierać!&lt;/div&gt;
&lt;img src="http://img715.imageshack.us/img715/5804/minkofffw2012.jpg" /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
Na koniec mojej "rozgrzewki" blogowej kolekcja Rachel Comey (ja nie zwariowałam - o Jasonie Wu i spółce napiszę jutro, a widzę już, że Alexander Wang pokazał naprawdę świetną, mocną rzecz!). Tym razem (jak to często bywa) projektantka postawiła na jesienny minimalizm. Ogólnie ta tendencja w NY dobrze się zarysowuje - jesień jest tu raczej prosta i pozbawiona efektu "wow". W kolekcji Comey sama kwintesencja stylu - proste spodnie i koszule, minimalistyczne sukienki, ozdobione tylko siatką lub graficznym nadrukiem, duże oversize'owe płaszcze, modne winylowe tkaniny, które swoją fakturą robią większe wrażenie niż niejedna misterna koronka. Comey rzadko odchodzi od palety bieli, szarości i czerni, czasem tylko zdradza ją ze srebrem i kratkami - mimo wszystko jej projekty są bardzo kobiece, eteryczne. Uczciwa, dobra moda - jak ja coś takiego kocham!&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;img src="http://img535.imageshack.us/img535/4695/rachelcomfw2012.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
PS. Wybaczcie literówki i błędy - trochę mi się spieszyło :) No i ten nowy blogger to dla mnie czarna magia, ale wkrótce ogarnę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-4760208019515936478?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2012/02/wyskakuje-niczym-filip-z-konopii-i.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-7800015000029261318</guid><pubDate>Mon, 12 Sep 2011 21:28:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-09-12T23:28:06.044+02:00</atom:updated><title>Is New York really new?</title><description>&lt;div align="justify"&gt;
Dziwne - przez czas mojego niebytu blogowego zmieniło się naprawdę dużo: blogger ma nowy edytor (który na operze ma miliard błędów i oczywiście nie sprawdza pisowni), nowe layouty, nowe opcje, a ja w zupełnym lesie. Do tego zjadło mi mój elaborat na temat Dereka Lama! I to zaraz po eksplozji miksera w kuchni (kolejnej eksplozji w kuchni???), którą mogłam przypłacić śmiertelnymi oparzeniami (spokojnie, jestem typem allenowskiego hipochondryka...). Ja tego nie przeżyję, muszę to napisać od nowa??? OK, zrobię to tylko ze względu na Lama. Zatem: od początku!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
Nowy Jork póki co nie powala na kolana - zarówno pokazy, jak i zdjęcia streetowe są jak odbicia odbicia. I choć w modzie powtórka nie jest dziwną sprawą, to czemu mam tak wyjątkowe, obezwładniające poczucie dejavu? Od wskrzeszonego, minimalistycznego retro, przez fascynację sportem, colour-blocking po  błysk i blask cekinów? Oj, nudno w tej Ameryce, już przebieram nogami, żeby polecieć do Londynu! Ale przecież jest kilka dobrych momentów!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
Jeden dobry moment to Derek Lam. Tym razem projektant pokazał kolekcję bardzo kobiecą, na swój sposób elegancką, której kluczem jest minimalizm, czy wręcz pewna surowość (przychodzi mi tu na myśl (tak znowu mi przychodzi!) angielskie słowo "austerity", które zresztą jest jednym z moich ulubionych słów). W oszczędnej gamie barw (jeśli brać pod uwagę nasze fluorescencyjne czasy!) Lam tworzy kobietę przywodzącą na myśl postaci z obrazów Hoppera: doprawcowane w ostatnich szczegółach, subtelne, a zarazem bardzo nowoczesne. Mocując swą kolekcję w klimacie retro (inspiracja artystycznym klimatem lat 50tych/60tych), Lam nie bawi się w groteskowe przebieranki miłośniczek perełek z lamusa, lecz punkt ciężkości swojej mody przenosi niemal w futuryzm. Surowe, proste linie, kontrastujące kolory, bardzo nowoczesne "koronki", holograficzne tkaniny zszywane w dość niezwykły patchwork. Lam pokazuje świetne rzeczy ze skóry, po mistrzowsku łączy żółty z brązem (wiedzieliśmy już setki razy to połączenie, ale czy widzieliśmy je w takim wydaniu?), czerń i biel łączy za pomocą lamówek - powstaje genialny płaszcz, a także bluzka z organzy, której koronkowe wykończenie przywodzi na myśl teatralizowaną klasykę spod znaku Laurenta czy Lacroixa. Zresztą Lam kłania się również i Pradzie, bo skąd pomysł na te mozaikowe tkaniny w wielkie błękitne wzory? Projektant równie doskonale wypada w stylizacjach monochromatycznych: z koralowej skóry szyje wspaniały, minimalistyczny płaszcz na bazie klasycznego trencza. No i wreszcie - jeśli na sali był jeszcze ktoś przekonany, że nigdy nie założy tej cholernej długości midi (litości, nie wszystkie mamy po 175 bez obcasów!), to teraz już musi się złamać. Koronkowe, cudownie barwne spódnice Lama kojarzą się z tapicerkami ze starych filmów, jest w nich tyle klasy. No chyba, że ktoś stawia na maxi, bo w tej właśnie długości Lam projektuje świetne suknie wieczorowe ze spiczastymi dekoltami na plecach. Idealnie piękne. A do wszystkiego: wąż! wąż! wąż! Zgadnijcie, kto dziś kupił szyfonową koszulę w motyw węża za 4,60? No tak - i nie zawaham się jej użyć. Ale dość tego elaboratu. Musicie mi wybaczyć: jestem zakochana. W Dereku Lamie oczywiście. I w takiej wiośnie!
&amp;nbsp;&lt;img src="http://img534.imageshack.us/img534/3267/dereklamss2012.jpg" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
No tak - moda to często koegzystujące, lecz zupełnie wykluczające się trendy. I tak Alexander Wang konsekwentnie trzyma się konwencji sportowego hi-tech. Dziewczyny Wanga z doskonale przylizanymi włosami (no cóż, ten trend fryzjerski jest dla mnie zagadką, lecz może w krajach, gdzie wśród ludności bardziej powszechna jest codzienna higiena, jest to rodzaj awangardy!) uprawiają różne rodzaje sportów: od trywialnego biegania po różnego typu dyscypliny motorowe (wybaczcie, sport to dla mnie niewiadoma), być może nawet wyścigi na motocyklach (wnoszę z dodatków, którymi są gustowne kaski w hawajski motyw). Tylko dlaczego w tym czasie noszą obrzydliwe buty na obcasie z najprawdziwszymi czubami?! Spokojnie, dlaczego ja się naśmiewam z najbardziej rozwojowego amerykańskiego projektanta? Dość tego. Kolekja Wanga ma w sobie kilka naprawdę fajnych momentów - po pierwsze, genialny płaszcz nr 31, granatowy, z naszyciami, to będzie hit! Po drugie, dokonale wykorzystane wzory: siateczka, print hawajski (ja wam mówię, to będzie masthef, ba! &lt;a href="http://www.stylebubble.co.uk/.a/6a00e5508e95a9883301543558e501970c-700wi"&gt;już jest!&lt;/a&gt;), sportowe geometryczne wzory na ciekawych półtransparentnych tunikach. Po trzecie, okrągłe nity na skórze, które już kiedyś z taką wprawą wykorzystał Christopher Kane. No i dodatki: plecaki przedłużone w tuby oraz buty: czy możemy o tym nie rozmawiać? Czemu czuby wracają, i to białe, i to z obróżką???&lt;/div&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
&lt;img src="http://img143.imageshack.us/img143/5205/wangss2012.jpg" /&gt;
Bardzo fajną linię trzymają projektanci marki Helmut Lang. Oglądając ich kolejną kolekcję, możemy być pewni, że minimalizm to nie znaczy nuda. Czerń, biel, potem długo długo nic, i w końcu: szary oraz żółty, jako kontrapunkt. Prostota formy: subtelne asymetrie, naddarcia, draperie. Jest w tym coś, z przedwojenych eksperymentatorów, a zarazem coś, co przekonuje mnie (myślę, że nie tylko mnie), że w modzie awangarda nie jest historycznie tak łatwa do przeforsowania. A może: noszenie awangardy wymaga specyficznej wrażliwości, jakiegoś nonszalanckiego podejścia, które często niebiezpiecznie graniczy ze złym gustem. Po prostu konsekwencja tych projektantów robi na mnie ogromne wrażenie, tylko czy umiałabym coś takiego nosić?&lt;/div&gt;
&lt;img src="http://img198.imageshack.us/img198/9229/helmutlangss2012.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
I na deser trochę kolorów, czyli Jill Stuart. Cieszy mnie, że colour-blocking zostaje w modzie na kolejne sezony. Z pewnością wszyscy już zaoptrzyli swoje szafy w tego rodzaju ciuchy - a nie ulega wątpliwości, że po swym schyłku trend ów będzie dla nas tak obrzydliwy, jak niegdysiejsze buty z kadwratowymi przodami czy spódnice o asymetrycznych rozpierdakach. Póki co, eksploatujmy kolory kontrastujące, a szczególnie pastele. W kolekcji Jill Stuart dominują pastelowe sukienki z obniżoną talią, beże sparowane z niebieskimi deseniami, romantyczne plisowane szyfony, dziewczęce piżamowe wzory, pikówki. A to wszystko takie słodkie, cukiereczek. Tak, tak - takie rzeczy tylko w Ameryce!&lt;/div&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
&lt;img src="http://img339.imageshack.us/img339/1636/jillstuartss2012.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-7800015000029261318?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/09/is-new-york-really-new.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>23</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-7191292318555557015</guid><pubDate>Sat, 10 Sep 2011 17:04:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-09-10T23:25:31.279+02:00</atom:updated><title>New York... again</title><description>&lt;div align="justify"&gt;
Oh it's a long long while from May to December but days grow short when you reach September... Pojawiam się niczym królik z kapelusza właśnie we wrześniu. Znowu jest tydzień mody, znowu jest milion obrazków do obejrzenia. Nie ma co się tłumaczyć, trzeba się zabrać do oglądania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy klikałam w słowa "Richard Chai Love" śmiało wyobrażałam sobie kolejny genialny pomysł oparty o warstwy, zabawę formami, dyskretny kolor. A tymczasem Richard Chai mnie zaskoczył - nie tylko kolorowo ubranym facetami na wybiegu... Otóż projektant, wpisując się w jeden z mocniejszych trendów ostatnich sezonów, postawił na mieszankę printów. Duże kwiaty i paski w najróżniejszych konfiguracjach. Do tego odrobina męskiego sznytu: idealnie skrojone marynarki i spodnie, płaskie buty, gładko upięte włosy. Nie wiem dlaczego, ale gdy przeglądam tę kolekcję, coś mi mówi: Paul Smith... Oczywiście wiem dlaczego, ponieważ jakiś czas temu pod auspicjami tej marki zaserwowano nam prawie identyczny pomysł. Jednak jest tu też trochę Chai, jakiego znamy: przeźroczyste koszulki, zabawne spódnico-fartuszki zapinane na suwak: sylwetka rozdzielona na trzy części. Świetne też sukienki jakby pospinane pinezkami: to już n-ty pomysł na odświeżenie klasyka z lat 50tych, niedzielno-popołudniowej sukienki w wielkie kwiaty. Tu nasuwa mi się refleksja - ileż to jeszcze kwiatów będziemy musieli obejrzeć w życiu na ubraniach? Inspekcja prowincjonalnych bazarów i lekko abstrakcyjnych imprez typu dożynki powiatowe (:D) dała mi do myślenia w tej kwestii, i nie chodzi tu bynajmniej o folklorystyczne zapaski itp. Kwiaty nam powiędły, jak śpiewała Mira z owych stron. Kwiaty są już tak brzydkie jak droga wiązanka zbierana z weselnej podłogi o 5tej nad ranem. Kwiaty są martwe, nie chcę widzieć kwiatów. Kwiaty na wałeczkach nas biodrami, kwiaty na elastycznej sukiece z bufkami za dźwadzieciapieć złotych, kwiaty na chińskich koturnach z awangardowo nałożonym klejem szewskim. Wiosna i kwiaty - jakie to zaskakujące! Może ktoś wie, o co mi chodzi... nieważne. No ale Richard Chai i jego piżamowe wiązanki:&lt;br /&gt;
&lt;img src="http://img220.imageshack.us/img220/8989/richarchaiss2012.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;
No właśnie - Cynthia Rowley i kolejna wiązanka (!) wiosennych inspiracji. Tutaj kwiaty mamy na satynie, w delikatnie dalekowschodnim stylu. Ale jeśli myśleliście, że nie ma nic sprytniejszego niż połączenie kwiatów i pasków, to Cynthia powie wam: spróbujcie połączyć kwiaty i zygzaki! I jeszcze bluzki z siatki. Jest kilka rzeczy, które podobaja mi się w tej kolekcji, a przede wszystkim geometryczne przeszycia i baskinki (zresztą przebój sezonu jesiennego - uwielbiane przeze mnie od zawsze).&lt;br /&gt;
&lt;img src="http://img153.imageshack.us/img153/5914/cynthiass2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;
Jason Wu w swojej nowej kolekcji jakby stara się uciec przed samym sobą. Hot-pants, sportowe parki, spódnice z asymetryczną listwą, przeźroczyste wiatrówki: to nie przystoi Pierwszej Damie! No właśnie - Wu zapragnął poeksperymentować, ale oprócz kilku ładnych prób w limonkowej zieleni, mamy jakby powtórkę z jego dawnych kolekcji. Świetnie wąskie spodnie sparowane z baskinkami, zwiewne sukienki z jedwabiu drukowanego w niebieskie kwiaty (!), wielkie suknie na czerwone dywany, dla modowego oka to prawie straszydełka z satyny. Ostatnio oglądałam świetny franuski film pt. Gigola, była tam postać prostytutki/wartiatki o wiele mówiącej ksywie "Dolly". To są suknie dla Dolly, prawdziwa moda jest chyba gdzie indziej...
&lt;img src="http://img835.imageshack.us/img835/6345/jasonwuss2012.jpg" /&gt;
Kolekcja Nicole Miller od razu mi się spodobała. Dlaczego? Ponieważ nie pojawił sie tutaj żaden kwiatek! Hura. W zamian projektantka pokazuje nam nowoczesną, dynamiczną modę miejskę, w której chodzi o dwie rzeczy: wrażenie na przechodniach oraz wygodę. Za wrażnie odpowiadają duże geometryczne wzory: baaaardzo kolorowe paski, szachownice, naszycia ze skóry, mocny zjawiskowy kolor. Za wygodę: dżerseje, długości midi, sportowe kurtki, legginsy. I wychodzi moda, którą chce się nosić. A przecież chyba o to w modzie chodzi - to taka moja reflekcja z ostatnich kilkudziesięciu godzin, rozpiętych między szukaniem w sklepach jakichkolwiek ciuchów na jesień a padnięciem na łóżku w zamroczeniu alkoholowym najtańszym winem z Marks&amp;amp;Spencer. Jeśli ktoś chce w licznych sieciówkach w centrum kupić coś do noszenia (a nie posiada złotej karty kredytowej), niech lepiej nie naraża się na straty moralne w sklepach. Nic nie ma. Poza schematem "lata 70te", "słodka jak Jackie", "kolory fluo" "powrót do pracy i szkoły", "angielski styl retro" w sklepach nie ma praktycznie nic. A już napewno nie ma tam tak świetnych ciuchów jak te z kolekcji Nicole Miller. Można ronić łzy, ale całkiem serio - zostaje chyba tylko zabranie się do maszyny.
&lt;img src="http://img51.imageshack.us/img51/2918/nicolemillerss2012.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;
Po tej dawce geometrii oczywiście przydałby się jakiś kwiat (!). Z łatwością znajdziemy ów w nowej kolekcji Petera Soma. Tu dla mnie też zaskoczenie: liczyłam na coś bardziej formalnego, jak świetna jesienna kolekcja. Tymczasem kwiaty pojawiają się tu jako clue: są wielkie, satynowe, zmultiplikowane. Na szczęście oprócz nich jest też kilka fajnych płasczy w stylu lat 60tych, print z zabawnymi głowami zebr i ciekawie zastosowana kurza stopka. A do wszystkiego mokasyny na gigantycznych platformach. Ogólnie jednak - to wszystko już było i nudzi!!!&lt;br /&gt;
&lt;img src="http://img192.imageshack.us/img192/9676/petersomss2012.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
I wreszcie zdrowa dawka sportu, czyli nowa kolekcja Rag&amp;amp;Bone. No cóż - próżno wpatrywać się w nowe lookbooki Zary czy innego HMu, żeby wykoncypować modę na miarę panów Neville'a i Wainwrighta. Bo to właśnie jest moda. Owa wieczna teraźniejszość,  o której bajali filozofowie sprzed wieku ;) Gdyby ktoś chciał się od was dowiedzieć przez deiksję, co to jest moda, możecie śmiało wskazać mu ten pokaz. Pełna nonszalancja, świeżość. Połączyć idealnie skrojoną turkusową marynarkę, platformy na bazie sneakersów, bluzeczkę na troczek, nabłyszczaną spódnicę, torebkę na szydełku i bransoletki a la szpitalna opaska identyfikacyjna? Proszę bardzo - wszystko to w kolekcji Rag&amp;amp;Bone. No i okulary/gogle. Absolutna bomba. Chyba najlepsza wiosenna kolekcja do tej pory - a teraz czekamy na Wanga ;D Już przed północą!&lt;/div&gt;
&lt;div align="justify"&gt;
&amp;nbsp;&lt;img src="http://img840.imageshack.us/img840/5994/ragboness2012.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-7191292318555557015?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/09/new-york-again.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-5465005301256472842</guid><pubDate>Tue, 17 May 2011 13:29:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-05-17T16:03:23.945+02:00</atom:updated><title>Fashion Week SHOWROOM</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Dzisiaj relacja z showroomu tegorocznej edycji Fashion Week. Tym razem showroom był przestronny, a ilość i różnorodność prezentowanych w namiocie marek z pewnością zaspokoiła potrzeby wszelkich  "macaczy" i zakupoholików. Wstęp był wolny, więc każda osoba mogła praktycznie z ulicy wejść do tej miniaturowej galerii handlowej, zrewidować najnowsze trendy, porozmawiać z projektantami i ubrać się od stóp do głów. Jak widać Fashion Week nie jest zamkniętą imprezą modową, gdzie wstęp mają tylko wtajemniczeni... Na zdjęciach moje ulubione "stoiska": kreatywna biżuteria Kariny Królak, genialne fartuchy kuchenne COOKIE (naprawdę cudowny pomysł na prezent), nowa kolekcja "Dune" Martyny "Mysikrólik" Czerwińskiej, torebki Klaudii Rozwadowskiej (polecam!), upcyklingowa kolekcja marki Neogotik (świetne ciuchy!), uniseks w wersji retro Łukasza Stachowicza, wielowarstwowe spódnice Doroty Cebuli-Molik. Pełna lista projektantów i wszelkie dane znajdziecie &lt;a href="http://fashionweek.pl/pl/wydarzenia-glowne/showroom.html"&gt;tutaj.&lt;/a&gt; Ja sama oczywiście nie oparłam się tym licznym pokusom i zakupiłam ironiczno-sentymentalną koszulkę od Pan Tu Nie Stał oraz żakiet Jagody Piekarskiej (love at first sight...) ze sklepu Retrovintage. Natomiast wszystkim maniaczkom bielizny polecam projekty &lt;a href="http://www.blogger.com/www.rilkephilosophy.blogspot.com"&gt;Rilli Pawlaczyk:&lt;/a&gt; ciągę nie mogę zapomnieć jej koronkowych gorsecików i mam nadzieję, że wkrótce któryś z nich trafi do mojej szuflady z bielizną. Naprawdę w Polsce są doskonali młodzi projektanci!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img853.imageshack.us/img853/610/fwshowroom1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img51.imageshack.us/img51/6546/fwshowroom2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img14.imageshack.us/img14/8198/fwshowroom3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img31.imageshack.us/img31/886/fwshowroom4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img855.imageshack.us/img855/3709/fwshowroom6.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img190.imageshack.us/img190/880/fwshowroom5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img838.imageshack.us/img838/8238/fwshowroom7.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img268.imageshack.us/img268/392/fwshowroom8.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img706.imageshack.us/img706/2748/fwshowroom9.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img580.imageshack.us/img580/8403/fwshowroom10.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img820.imageshack.us/img820/1775/fwshowroom11.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img824.imageshack.us/img824/2295/fwshowroom12.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img812.imageshack.us/img812/9382/fwshowroom13.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img853.imageshack.us/img853/8540/fwshowroom14.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img156.imageshack.us/img156/508/fwshowroom15.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img192.imageshack.us/img192/5946/fwshowroom16.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img812.imageshack.us/img812/148/fwshowroom17.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img193.imageshack.us/img193/6061/fwshowroom18.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img841.imageshack.us/img841/5035/fwshowroom19.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img221.imageshack.us/img221/3117/fwshowroom20.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/2883/fwshowroom21.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img813.imageshack.us/img813/3157/fwshowroom22.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img808.imageshack.us/img808/1474/fwshowroom23.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-5465005301256472842?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/05/fashion-week-showroom.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>14</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-5082768259476442701</guid><pubDate>Fri, 13 May 2011 18:18:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-05-13T20:44:54.842+02:00</atom:updated><title>Hala Expo</title><description>Dzisiaj porcja zdjęć z głównej lokalizacji łódzkiego Fashion Week. Chwała organizatorom za ten wybór (aż mnie ciarki przechodzą, jak sobie przypomnę październikowe sceny przy wejściu do namiotu w Białej Fabryce...): tym razem miejsc na widowni było naprawdę mnóstwo, a na pokazy wchodziło się naprawdę sprawnie. W następnym poście relacja z przybudówki do Hali Expo, czyli showroomu. Na zdjęciach poniżej sporo znanych twarzy, w tym blogerki &lt;a href="http://www.styleslicker.com/"&gt;StyleSlicker&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.thestylecrusader.org/"&gt;StyleCrusader &lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://www.parkandcube.com/"&gt;Shini&lt;/a&gt; Polecam wszystkim relacje z FW na ich blogach, a szczególnie zdjęcia streetowe i backstage Maldorora u Shini.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img98.imageshack.us/img98/3545/lodzexpo1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img594.imageshack.us/img594/5898/lodzexpo2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img109.imageshack.us/img109/4171/lodzexpo4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img823.imageshack.us/img823/4593/lodzexpo3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img854.imageshack.us/img854/7518/lodzexpo5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img856.imageshack.us/img856/892/lodzexpo6.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img4.imageshack.us/img4/9337/lodzexpo7.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img807.imageshack.us/img807/9522/lodzexpo8.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img839.imageshack.us/img839/7434/lodzexpo10.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img837.imageshack.us/img837/56/lodzexpo9.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img851.imageshack.us/img851/3467/lodzexpo11.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img850.imageshack.us/img850/6003/lodzexpo12.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img863.imageshack.us/img863/4526/lodzexpo13.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img218.imageshack.us/img218/3810/lodzexpo14.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img62.imageshack.us/img62/4103/lodzexpo15.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img703.imageshack.us/img703/3638/lodzexpo16.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img204.imageshack.us/img204/3002/lodzexpo17.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img64.imageshack.us/img64/1889/lodzexpo18.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img12.imageshack.us/img12/5753/lodzexpo19.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img35.imageshack.us/img35/6093/lodzexpo20.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img863.imageshack.us/img863/2483/lodzexpo21.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img543.imageshack.us/img543/5746/lodzexpo22.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img703.imageshack.us/img703/6971/lodzexpo23.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img543.imageshack.us/img543/2388/lodzexpo24.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img197.imageshack.us/img197/9826/lodzexpo25.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img508.imageshack.us/img508/9915/lodzexpo26.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img607.imageshack.us/img607/1320/lodzexpo27.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img16.imageshack.us/img16/1918/lodzexpo28.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img840.imageshack.us/img840/7206/lodzexpo29.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img709.imageshack.us/img709/2609/lodzexpo30.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img220.imageshack.us/img220/1227/lodzexpo31.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img508.imageshack.us/img508/7973/lodzexpo32.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img863.imageshack.us/img863/4025/lodzexpo33.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img852.imageshack.us/img852/2500/lodzexpo34.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img31.imageshack.us/img31/3463/lodzexpo35.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img815.imageshack.us/img815/4656/lodzexpo36.jpg" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-5082768259476442701?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/05/hala-expo.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-625994083977629223</guid><pubDate>Mon, 09 May 2011 20:55:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-05-09T23:10:48.326+02:00</atom:updated><title>Tymienieckiego 5/7</title><description>&lt;p&gt;Dzisiaj garść fotek z tej (najbardziej urokliwej) lokalizacji łódzkiego Fashion Week: sobotni poranek w oczekiwaniu na pokazy OFF.&lt;/p&gt;&lt;img src="http://img715.imageshack.us/img715/9582/lodz20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/726/lodz20114.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img683.imageshack.us/img683/1988/lodz20113.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img689.imageshack.us/img689/2708/lodz20115.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img703.imageshack.us/img703/2867/lodz20116.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img27.imageshack.us/img27/4937/lodz20117.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img198.imageshack.us/img198/8333/lodz20118.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img27.imageshack.us/img27/2081/lodz20119.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img831.imageshack.us/img831/9669/lodz201110.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img535.imageshack.us/img535/499/lodz201111.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img651.imageshack.us/img651/7231/lodz201112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img571.imageshack.us/img571/8222/lodz201113.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img64.imageshack.us/img64/103/lodz201114.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img852.imageshack.us/img852/1132/lodz201115.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img716.imageshack.us/img716/2196/lodz201116.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img18.imageshack.us/img18/3234/lodz201117.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img220.imageshack.us/img220/3793/lodz201119.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img830.imageshack.us/img830/2440/lodz201120.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img638.imageshack.us/img638/1064/lodz201121.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img546.imageshack.us/img546/6572/lodz201118.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img27.imageshack.us/img27/9247/lodz201122.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img829.imageshack.us/img829/6176/lodz201123.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img819.imageshack.us/img819/6675/lodz201124.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img818.imageshack.us/img818/383/lodz201125.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img580.imageshack.us/img580/2153/lodz201126.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img840.imageshack.us/img840/9966/lodz201127.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img837.imageshack.us/img837/1571/lodz201128.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img850.imageshack.us/img850/7752/lodz201129.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img98.imageshack.us/img98/8250/lodz201130.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img6.imageshack.us/img6/1442/lodz201131.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img156.imageshack.us/img156/6306/lodz201132.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img4.imageshack.us/img4/1428/lodz20111.jpg" /&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-625994083977629223?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/05/tymienieckiego-57.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-2462742275991737874</guid><pubDate>Sun, 08 May 2011 11:49:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-05-08T14:42:02.185+02:00</atom:updated><title>Pozdrowienia z Łódź Fashion Week</title><description>&lt;p align="justify"&gt;Wynurzam się znikąd i bez zbędnych wstępów wklejam małą zajawkę relacji z łódzkiego tygodnia mody. W Łodzi spędziłam piątek i sobotę -dwa naprawdę pracowite dni: wczorajsze pokazy okazały się maratonem trwającym prawie 12 godzin! Wchodzimy, wychodzimy, wchodzimy, wychodzimy, a w międzyczasie: oglądamy... No właśnie, tak wygląda Fashion Week. Tym razem brawa dla organizatorów za dużą zmianę na lepsze jeśli chodzi o miejsce i dogranie całej imprezy. W Łodzi było naprawdę fajnie! Tym bardziej cieszę się, że widziałam przynajmniej te dwa dni. A teraz kilka zdjęć z piątku - więcej (duuuużo więcej) i relacja z pokazów wkrótce.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img689.imageshack.us/img689/7811/lfw20111.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img864.imageshack.us/img864/1066/lfw20113.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img854.imageshack.us/img854/3232/lfw20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img9.imageshack.us/img9/5778/lfw20114.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img806.imageshack.us/img806/6942/lfw20115.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img717.imageshack.us/img717/4415/lfw20116.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img35.imageshack.us/img35/3773/lfw20119.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img14.imageshack.us/img14/2595/lfw20117.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img508.imageshack.us/img508/4773/lfw201110.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img585.imageshack.us/img585/2537/lfw20118.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img863.imageshack.us/img863/3292/lfw201112.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-2462742275991737874?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/05/pozdrowienia-z-odz-fashion-week.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-5663950987327900556</guid><pubDate>Fri, 18 Feb 2011 18:14:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-02-18T22:29:54.891+01:00</atom:updated><title>New York FW 2</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Dużo się dzieje i przyznaję, że czasami już po prostu nie ogarniam! Nie nadążam za pokazami i tygodniami mody - Nowy Jork właśnie się kończy, a już zaczynają się prezentacje kolekcji w Londynie. Genialne w obecnych tygodniach mody jest to, że transmisje internetowe osiągnęły naprawdę doskonałą jakość: większość nowojorskich pokazów oglądałam na żywo na specjalnym kanale Youtube: zdecydowanie najbardziej (pod względem dramaturgiczym) podobał mi się pokaz Badgley Mischka z fenomenalną muzyką Davida Bowie (nie muszę dodawać, że po prostu szczęka mi opadła na widok, jak cudowna Alla Kostromichova otwiera ten pokaz!) oraz zwariowany walentynkowy pokaz Betsey Johnson, gdzie podczas wielkiego finału projektantka zrobiła na wybiegu gwiazdę i szalała razem ze stylistką Seksu w wielkim mieście, Patricią Field (swoją drogą, obie te panie za rok skończą po siedemdziesiąt lat!!!). Jednak Nowy Jork nie zrobił na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia: kolekcje właściwie są patchworkiem różnych powrotów: raz wracają lata 70te, raz 90te, sporo we wszystkim przerysowania, elegancji stylizowanej na retro (która powoli (?) staje się już nieco pretensjonalna), dużo błysku, koronek i sukienek maxi: pokrótce, fasonów i tkanin, które ocierają się o totalny kicz. Mam nadzieję, że Londym przyniesie trochę świeżości, a można oglądać już od dziś na &lt;a href="http://www.londonfashionweek.co.uk/digitalschedule_aw11.aspx"&gt;oficjalnej stronie internetowej LFW.&lt;/a&gt; Najwyższa pora przejrzeć najciekawsze nowojorskie pokazy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alexander Wang stworzył niewątpliwie jedną z najbardziej oryginalnych kolekji tego NYFW. Projektant ten jak zwykle zaskakuje bogactwem swojego modowego języka, świeżością pomysłów i fantastyczną umiejętnością tworzenia zawsze czegoś, co jest właśnie "tym czymś" w modzie. No cóż - gdyby nie projektanci, tacy jak Wang, bez końca bylibyśmy skazani na śliczne kobietki w ślicznych sukienkach i bardzo bardzo drogich futrach - Wang pokazuje, jak może się ubrać aktywna kobieta, która nigdy nie będzie mieć więcej niż 35 lat - jako grupa docelowa Wanga fanstastycznie się czuję, oglądając jego projekty. Ubóstwiam projektantów, dla których moda jest czymś więcej (a raczej czymś mniej) niż zjawiskowe kreacje na wieczorne wyjścia. Pragnę mody przeznaczonej dla osób, które "wychodzą" również w dzień. I Wang mi ją daje. A jeśli wnioskować z jego najnowszej kolekcji, to będą bardzo chłodne dni, zapowiada się kolejna mroźna zima, a na taką zimę najlepsza jest... puchowa kurtka! W tym miejscu mała dygresja: pewnie jak większość osób nienawidzę puchowych kurtek, zwanych potocznie "kołdrą" lub "śpiworem". Gdy mam na sobie taką kurtkę czuję się jak ludzik Michelin, zresztą pewnie mają tak wszyscy. Na tę zimę dziwnym zrządzeniem losu kupiłam z drugiej ręki oryginalną kurtkę Moncler w kolorze mocnego burgundu (za przysłowiowe grosze, choć długo nie mogłam uwierzyć, że trafił mi się taki łup, kurtka wyglądała jak nowa i absolutnie nigdy nieużywana) i głupio się przyznać, ale nie wyobrażam sobie, że przy temperaturze poniżej 10 stopni wyjdę na dwór w czymkolwiek innym: nienawidzę puchowych kurtek, ale jeszcze bardziej nienawidzę zimna. Wang spojrzał na puchowe, pikowane kurtki całkiem świeżym okiem (choć drugim spoglądał gdzieś w lata 90te, kiedy to królowały oversize'y i płaszczowo-kurtkowe monstra), i dostarczył nam nam modnych ciepłych okryć. Zimową kurtkę wystarczy ekstremalnie wydłużyć z tyłu, połączyć z dzianinową peleryną, nadać jej sportowy fason lub uszyć ją z wełny i ortalionu (koniecznie metalizowanego). Wang po mistrzowsku łączy tkaniny: sztuczne futro zestawia z błyszczącym dżersejem, lureksowe spodnie zestawia z kurtką uszytą z futra, satyny i matowej wełny. Do tego koniecznie metalizowane, złote buty - w razie zimna pikowana cholewka. Pod kurtkami - rockowe marynarki i spodnie, dużo szmizjerek z przejrzystych tkanin, puchate swetry. Cieszę się, że Wang wraca do swojego starego stylu po moim zdaniem trochę nieudanej kolekcji wiosennej.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img64.imageshack.us/img64/6349/wangfw20111.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img146.imageshack.us/img146/1060/wangfw20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Do zupełnie innej modowej bajki trafił w tym sezonie Marc Jacobs. Sama sie boję słów o Wielkim Elektroniku, które napisałam pod adresem kolekcji Haute Couture Armaniego (NB. chyba nie doceniłam kolekcji Givenchy - wokalistka Florence and the Machine (absurdalne, ale jakoś utożsamiam się z jej anturażem) wyglądała wprost cudownie w sukni z tej kolekcji podczas&lt;a href="http://www.fashionfame.com/wp-content/uploads/2011/02/2011-grammys-florence-welch.jpeg"&gt;rozdania nagród Grammy).&lt;/a&gt; Tu jest prawie jak w krainie Elektronika - wszystko lśni, błyszczy, opalizuje, nawet zabawne bereciki, a gdzie nie spojrzeć kropki i groszki (czy aby za rogiem nie czai się Alojzy Bąbel? XD). Nie widać końca kiczu i przebieranki. Od lureksu do lateksu, wszystko jest egzotyczne i ryzykowne. Ciekawe są jednak fasony: kimonowe rękawy bardzo podobne do tych z ostatniej kolekcji Prady, idealnie dopasowane spódnice z wysokim stanem, dopasowane sukienki z bufkami, taliowane płaszcze i kurtki. Wszystko jest jednocześnie bardzo zwariowane, ale też bardzo rygorystyczne. Gdy patrzę na tę kolekcę, przypomina mi się film Joergena Letha &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=3R4E1nm6SYw"&gt;o perfekcyjnym człowieku,&lt;/a&gt; wszystko jest zdecydowane, mocne, pełne wigoru. A kropki? - ojej, chyba mam już oczopląs! Dobrze, że na koniec jest trochę koronki. Swoją drogą, skad ten wielki come back koronek, to dla mnie wielkie zaskoczenie tego fashion weeka!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img88.imageshack.us/img88/3520/marcjacobsfw20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img25.imageshack.us/img25/373/marcjacobsfw20111.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img19.imageshack.us/img19/4894/marcjacobsfw20113.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;O wiele łagodniejsza, a może wręcz anielska, jest kolekcja Marc by MJ. Dominuje tu trend powrotu do lat 70tych: dzwony, kolorowe, wzorzyste sukienki, ciepłe kolory ziemi. Na dokładkę trochę metalizowanych tkanin i błysku. Jednak jest to bardzo przyzwoita kolekcja, która zwiastuje zapewne jesienny repertuar popularnych sieciówek. Swoją drogą, dziś na wyprzedażach udało mi się jeszcze upolować dżinsową sukienkę (marzyłam o nieprzecieranym dżinsie i go mam!) oraz skórzane mokasyny, a na dokładkę jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona ludźmi na ulicach Warszawy, coraz więcej genialnie ubranych osób! Ale wracajmy do Marca Jacobsa:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img813.imageshack.us/img813/8632/mmjacobsfw20111.jpg" /&gt; &lt;br /&gt;Zupełnie inny modowy klimat to kolekcja Badgley Mischka, o której wspominałam przed chwilą. Projektanci postawili na nieskazitelną elegancję, tworząc głównie kreacje wieczorowe - porywające suknie w dokonałej oprawie wizażu i fryzur stylizowanych na lata 30-40. W tej kolekcji najbardziej podobają mi się detale: operowe rękawiczki w naprawdę szalonych kolorach, szlachetne tkaniny, cały ten duch dawnej elegancji, który towarzyszy prezentowanym stylizacjom. No i kolory: amarant, butelkowa zieleń, czerwień. Czekam niecierpliwie na oskarową noc - pewnie którąś z tych sukienek zobaczymy na czerwonym dywanie.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img263.imageshack.us/img263/4918/badgleymfw2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec tego posta wróćmy jednak na ziemię i spójrzmy jeszcze raz na coś do noszenia poza dywanami. Kolejna świetna kolekcja Derek Lam! Projektant korzysta z inspiracji zarówno latami 70tymi, jak i 90tymi. Od oversize'owych płaszczy i marynarek po wieczorowe kombinezony, Lam raczej minimalistycznie podchodzi do formy: przez jego projekty przebija przede wszystkim prostota - mało tu "kobiecych" falbanek czy opalizujących butów. Lam stworzył kolekcję po męsku romansującą z powerlookiem lat 90tych. Na koniec - piękne plisowane suknie w stylu lat 70tych, a najpiękniejsza ta w czerwieni.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img151.imageshack.us/img151/3980/lamfw2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Był już Lam, to teraz będzie Lim ;D Podobieństwo nazwisk tym razem przekłada się również na zbieżność modowych klimatów. I tutaj wracają przerysowane formy lat 90tych: duże płaszcze z naszywanymi kieszeniami, długie kardigany, pudełkowe sukienki maxi i zwężane spodnie marchewy z dodatkowo wszytą zakładką. Lim uwielbia również gry fakturami tkanin: skóry namiętnie łączy z dzianinami i satynami. A kolory: soczyste zielenie, kobalty i rudawy brąz. Bardzo, bardzo udana kolekcja Phillip Lim!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img441.imageshack.us/img441/4646/31limfw2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jedna wycieczka do NYC i szybko przemieszczamy się do Londynu. Właśnie obejrzałam pokaz PPQ i już nie wyobrażam sobie jesieni bez opalizującej czerwonej szminki ;-)&lt;br /&gt;3.1 Philip Lim&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-5663950987327900556?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/02/new-york-fw-2.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-8857984404837474113</guid><pubDate>Sat, 12 Feb 2011 21:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-02-13T00:27:08.788+01:00</atom:updated><title>New York FW 1</title><description>&lt;div align="justify"&gt;"I'm gonna take you, big town - come on, New York!", &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rQYJjY4t_TY"&gt;świetna piosenka&lt;/a&gt; zagrzewająca do boju w tych dniach. W Nowym Jorku dzieje się naprawdę bardzo dużo, świeżutkie zdjęcia z pokazów sypią się jak płatki śniegu z lutowych puchatych chmur. Na samym początku tygodnia mody odbyła się też kolejna edycja &lt;a href="http://heartifb.com/evolving-influence/"&gt;konferencji "Evolving Influence",&lt;/a&gt; chyba największego spotkania bloggerów z całego świata. Dzięki Livestream-om można było właściwie brać udział w tym wydarzeniu bez wychodzenia z domu... Co do samych pokazów: trudno jeszcze mówić o jakichś krystalizujących się trendach, ale na pewno w modzie będą koronki, soczyste kolory, metalizowane tkaniny i geometryczne desenie - w pewnym sensie to powtórka z wiosennych trendów (które przecież dopiero wchodzą do sklepów, ale baczni obserwatorzy pokazów mody chyba traktują je już jak jakieś lekko przebrzmiałe melodie... NB. wiosenne kolekcje zyskują chyba dopiero w konkretnych stylizacjach - zakochałam się w 14latce ubranej &lt;a href="http://fashionrules.com/wp-content/uploads/2011/02/Hailee-Steinfeld-in-Miu-Miu.jpg"&gt;w nową kolekcję Miu Miu&lt;/a&gt; podczas Berlinale). Pokazów jest bardzo dużo, pora się im przyjrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypada zacząć od Jasona Wu, który kolejny raz zaskoczył dojrzałością i perfekcją swojej kolekcji. Na jesień Wu proponuje styl nieskazitelnie elegancki: dużą rolę odgrywa tu tradycyjne krawiectwo - płaszcze, marynarki i spodnie wyglądają jakby szyto je przy asyście suwmiarki, zachwycają kobiece bluzki z małymi kokardkami pod szyją, idealnie dopasowane spodnie. Na melanżowe tweedy i granatowe wełny Wu naszywa pasma koronek (mnie ten pomysł bardzo kojarzy się z kolekcją Stelli McCartney), koronkowe kwiaty i aplikacje z koralików ułożonych w roślinny motyw. Powtarza się graficzny deseń liści, właściwie będący odpowiednikiem kotków i piesków Prady sprzed kilku sezonów. Na wieczór suknie z marabuta i rozcięte na boku powłóczyste maxi. Smaczku dodają koronkowe woalki. Pierwsza część tej kolekcji jest wspaniała i już można założyć, że za kilka miesięcy stanie się istnym żerowiskiem sieciówek odzieżowych. Co zabawne, trykotowa bluza z obszytymi koronką rękawami sama wygląda jak kopia podobnych bluz z Topshopu czy HM ;-) Czyżby moda wtórnie cyrkulowała z dołu na górę? Trochę rozbawił mnie ten bluzowy incydent!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img190.imageshack.us/img190/9577/jasonwufw20111.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img842.imageshack.us/img842/1476/jasonwufw20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna kolekcja, która bardzo mi się podoba to dzieło panów Costello Tagliapietra. Najwidoczniej mam słabość do tych projektantów, właściwie co sezon o nich piszę! :0 Uwiodły mnie kolory: soczysty pomarańczowy, żółty, fiolet. W kolekcji dominują sukienki - kimonowe, dość luźne, drapowane, dzianinowe sukienki/kolumny: idealne do codziennego noszenia. Obok kolorów - szarości i brudna biel w naprawdę doskonałym wydaniu. No i cekiny: zadomowiły się już w warunkach dziennych i wszystko wskazuje na to, że przyszła jesień (i oczywiście wiosna) będzie naprawdę błyszcząca.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img37.imageshack.us/img37/2198/costellofw2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Kompletnie zawróciły mi w głowie dwie kolekcje prawie zupełnie szare: Doo.Ri i mój od jakiegoś czasu ulubieniec, Richard Chai. Kolekcja Doo.Ri niewątpliwie mieści się w nurcie mody niezależnej: nie są to fatałaszki na czerwone dywany, raczej stylizacje miejskie, bardzo przemyślane, może nawet momentami hermetyczne. Długość jest tu zawsze długością maxi, sylwetka kolumną, a jedynymi kolorami są szary (do którego projektanta podeszła z prawdziwą maestrią), czerń i granat. Kolekcja jest wybitnie minimalistyczna, a jednak bardzo bogata formalnie: są tu i drapowania w jedwabnym dżerseju, i kontrasty faktur, przeźroczystości, koronki, zabawy puchatymi dzianinami, zróżnicowane fasony. Przede wszystkim, jest tu prostota i pomysł, brak nachalnego lansowania trendów i całkiem pokorne podejście do mody. Kurcze, to jest świetne!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img52.imageshack.us/img52/4229/doorifw2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Richard Chai zaś po wspaniałej wiosennej kolekcji z transparentnymi szyfonami w roli głównej na zimę postanowił nas przede wszystkim ciepło ubrać. Co za miła odmiana w świecie modowych fanaberii, gdzie w zimowych kolekcjach często pojawiają się hotpantsy i krótkie rękawy. Richard Chai otula kimonowymi płaszczami z melanżowej wełny w stalowych odcieniach, dzianinowymi sukienkami maxi, plisowanymi spodniami o szerokich nogawkach. Na drugim biegunie tej kolekcji: szyfonowe sukienki i topy wyszywane cekinami, falbanki i kwiaty. Kolejna udana kolekcja tego projektanta.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img26.imageshack.us/img26/7694/richardchaifw2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej szaloną kolekcję do tej pory przedstawili chyba projektanci Rag&amp;amp;Bone. Dominują tu graficzne wzory i sportowe fasony - nietrudno dopatrzyć się inspiracji odzieżą treningową w stylu kolekcji Balenciagi, uniformami baseballistów czy też praktyków innych absurdalnych sportów, o których nie mam bladego pojęcia. Z drugiej strony, uśmiech w stronę brytyjskiej tradycji: kolory Union Jack, kraty, kroje zapożyczone ze szkockich spódnic, wełniane peleryny. Wszystkie te elementy dają niezły miszmasz i całkiem nieoczekiwaną interpretację trendu łączenia pozornie niepasujących deseni. Ponad wszystko w tej kolekcji genialne są buty - mocne, patchworkowe, na fantastycznych obcasach/słupkach. Kolekcja odjechana, ale bardzo ciekawa.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img15.imageshack.us/img15/3170/ragbonefw20111.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img404.imageshack.us/img404/2964/ragbonefw20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;A jeśli wróżyć z futrzanych kurtek na &lt;a href="http://www.nowfashion.com/12-02-2011-alexander-wang-ready-to-wear-fall-winter-2011-new-york-show-269.html"&gt;pokazie Alexandra Wanga&lt;/a&gt; (miał miejsce dosłownie minutkę temu ;-)), kolejna zima będzie znów mroźna i nieprzyjemna. Ale o tym już w kolejnym poście...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-8857984404837474113?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/02/new-york-fw-1.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-5894119466967158147</guid><pubDate>Thu, 10 Feb 2011 18:31:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-02-11T00:21:17.698+01:00</atom:updated><title>Pomiędzy sezonami</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Mój blog niestety znowu zamarł w bezruchu - z powodów wyjątkowo mało błahych, raczej śmiertelnie poważnych. Życie się skomplikowało, a wiele planów roztrzaskało się w sposób zupełnie nagły i absurdalny. Czuję się głupio pisząc to - w końcu w świecie modowych blogów powinno być optymistycznie i kolorowo! Nie można się chwalić złym losem, trzeba raczej pewnym krokiem iść na kolejne zakupy i realizować nowe, wspaniałe "projekty". A może właśnie dla takich życiowych fikcji jest taki blog? Tak więc go potraktujmy, niech będzie naszym monidłem i upiększającym sklepowym lustrem! Luty to czas raczkowania nowego sezonu: w sklepach przeważają wiosenne kolekcje, Paryż odkrył już karty najnowszego Haute Couture, a w Nowym Jorku zaczyna się właśnie pierwszy z tygodni jesiennej mody. Okres wyprzedażowy już prawie zakończony - tu z dumą stwierdzam, że pierwszy raz w życiu udało mi podejść do sprawy racjonalnie. Zamiast pakować do szafy kolejne reklamówki z przecenionymi swetrami, jeansami i t-shirtami, które byłyby po prostu sobowtórami tego wszystkiego, co z tej szafy co sezon wyrzucam do kosza na używaną odzież, postanowiłam kupić minimalną ilość rzeczy wartościowych. W ten sposób do mojej prywatnej kolekcji dołączył skórzany płaszcz z Zary (jedna z tych rzeczy, którą kupuje się na lata), wygodna skórzana torebka w modnym cielistym beżu oraz dwie pary butów: szalone botki z kolorowego zamszu oraz czółenka na platformie, z których jestem wyjątkowo dumna, bo sygnowane są nazwiskiem samej Jil Sander, królowej europejskiego minimalizmu. Ten ostatni zakup przekonał mnie, że warto zaglądać do warszawskiego TK Maxx-a: w tym sklepie naprawdę można upolować coś niesamowitego. Ludowa mądrość mówi, że bez metki nie ma podnietki - i taka też jest prawda (jak powiada wróżbita Maciej ;))) Te jedne "żilsandery" zaspokoiły mój modowy apetet na przynajmniej kilka tygodni - satysfakcja z takich zakupów jest zupełnie wyjątkowa: wreszcie ma się coś z tego laminowanego świata "wielkich projektantów", coś, co mogło się wydawać nieosiągalne, nieracjonalne, iluzoryczne. A gdy zestawia się własnego Kenzo, czy własnego Daksa z własnymi butami Jil Sander to świat staje się mimo wszystko troszkę lepszy: panuje w nim ład i harmonia... mimo wszystko. No cóż: gdy zastanowić się nad światem modowych "rzeczy", nie sposób nie zgubić się w bezmiarze infantylnych doświadczeń... Nic dziwnego, że archetypem modowego zachowania jest dziecinne buszowanie w maminej szafie. A teraz: w świat!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój blog przemilczał wiosenne pokazy Haute Couture? Niebywałe. Myślę jednak że nikt nie nazwałby tych pokazów wyjątkowymi, może z wyjątkiem określenia "wyjątkowo nudne". Coś musi być w tej natrętnej myśli: haute couture skończyło się wraz z domem mody Christiana Lacroix, teraz nie ma już na co czekać. Armani zafundował nam kolekcję strojów w sam raz dla Wielkiego Elektronika: wszystko niemożliwie lśniło, a metalizowanym tkaninom nie było końca. Myślę jednak, że wspaniałe czasy takiej mody odeszły wraz z końcem triumfów Rabanne'a i Muglera. To, co bawiło jeszcze w doskonałym teledysku George'a Michaela Too Funky (teledysk ma prawie 20 lat!) jako groteskowy, odrealniony świat mody, jest zupełnie papkowate w wykonaniu współczesnych popowych piosenkarek, które mają tyle uroku i charyzmy, co masowo wytwarzane różowe kiełbaski prężące się na półce w sklepie mięsnym. A przecież to takie właśnie osoby są głównymi nosicielkami tzw. kontrowersyjnych kreacji. Nie chodzi mi nawet o to, że sama ta moda jest zła: po prostu użytek z niej robiony jest w tak fatalnym guście, że z niedowierzaniem porównuje się ubrania z wybiegu oraz ubrania na tzw. celebrytach. Nota bene, taki szok porównawczy (choć w trochę innej skali) pojawił się u mnie również podczas oglądania zdjęć z gali Złotych Globów - jak się okazuje moda nie zawsze znosi próbę noszenia, bo jak uwierzyć, że &lt;a href="http://blog.powersellerunion.com/wp-content/uploads/2011/01/heidi-klum-marc-jacobs.jpg"&gt;to i to&lt;/a&gt; jest jedną i tą samą sukienką? Natomiast Armani po prostu mnie rozśmieszył, choć z jego Haute Couture wynieść można jedną ważną lekcję: metalizowane materie będą jednym z hitów tej wiosny.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img717.imageshack.us/img717/6267/armianiprivehc2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Prognozę tę potwierdza Lagerfeld, który w swej raczej rutynowej kolekcji Haute Couture szanelowskie garsonki połączył z cekinowymi spodniami i zręcznie zestawił tradycyjną wełnę boucle z metalicznymi wyłogami i lamówkami, a koronki połączył z błyszczącymi brokatami i lureksowym haftem. Ta kolekcja wydaje mi się wyjątkowo casualowa jak na kolekcję HC, a sam pomysł Lagerfelda jest kolejnym współczesnym nawiązaniem do czasów Diagilewa i Baletów Rosyjskich - to się nazywa nieustający wpływ na modę!!!      &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img827.imageshack.us/img827/8068/chanelhcss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Kolekcje HC Valentino i Givenchy okazały się rozczarowaniem: były po prostu nudne. Podczas gdy kolekcja Valentino jest niezwykle poprawna i elegancka (żeby nie powiedzieć rutynowa), to nowy pomysł Riccardo Tisci jest dla mnie cokolwiek niezrozumiały. Projektant zainspirował się sztuką japońską: rezultatem są przepiękne suknie i troszkę mniej piękne rogo-chełmy na głowach modelek - być może jestem zbyt leniwa, żeby przeanalizować tę historię (choć wciągnięty jest w nią również mój ukochany śpiewak Antony z Antony and the Johnsons), jednak na chwilę obecnę nie rozumiem tych ekstrawagancji. Rutynową kolekcję sukien pokazał jak zwykle Elie Saab, natomiast Galliano również dość rutynowo zajął się historycznymi rysunkami, które dla Diora w czasach powojennych tworzył słynny, czy raczej ikoniczny, ilustrator Rene Gruau. Kolekcja Diora jest piękna, choć nie zaskakuje. Galliano bawiąc się gradientami oddaje siłę nacisku ołówka, tkaniny noszą desenie charakterystycznych kresek, szkicowanych tylko częściowo faktur. Sam pomysł stworzenia kolekcji na podstawie ilustracji innych kolekcji jest wyjątkowo ciekawy: dla badaczy mody ta wolta nosi znamiona intelektualnej podniety najlepszego sortu ;-) A co ta kolekcja daje laikom? Myślę, że szczęście z obcowania z nostalgicznym pięknem - moim zdaniem właśnie taka jest obecna funkcja Haute Couture i Galliano właściwie jako jedyny wywiązał się z zadania w sposób celujący! Do tego te zupełnie niedzisiejsze makijaże i pozy modelek, wspaniała scenografia jak z obrazu Chirico... Wiele osób to z pewnością irytuje, ale w wydaniu Galliano dla Diora dla mnie jest zupełnie doskonałe - delikatnie ironiczne, a przede wszystkim zachwycające...&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img41.imageshack.us/img41/5761/diorhcss20111.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img8.imageshack.us/img8/3641/diorhcss20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Jednak najciekawszą kolekcję HC na sezon wiosenny pokazał Jean Paul Gaultier. Projektant jak zwykle konsekwetnie bazował na modzie punkowo-rockowej oraz androgynicznej stylistyce. Repertuar Gaultiera był właściwie taki sam jak zawsze: męskie garnitury obnażające gorsety, skórzane spódnice, kabaretki, a na głowach irokezy. O wyjątkowości tego pokazu świadczy jednak forma: modelki wchodziły na wybieg z numerami w ręku - każdemu numerowi przypisany był tytuł (nawiązujący do piosenek The Clash, ale również do Baudelaire'a) oraz krótki opis, odczytywany przez doskonale znany głos Catherine Deneuve. Pokazowi w tym czasie nie towarzyszyła muzyka. To zupełnie niesamowity pomysł, a każdy czytelnik klasycznego "Systemu mody" Barthesa miał w czasie lektury tego pokazu ciarki na plecach ;-) Ubiory dyskursywne i ubiory realne zostały ustawione w jednym rzędzie, a insynuacja dotycząca ich statusów semiotycznych zaszumiała w głowie jak najlepszy szampan. Na koniec szalony kankan i zupełnie serdeczne uśmiechy. Za to kocham Gaultiera - mam nadzieję, że wy też. A jutro wyruszamy do Nowego Jorku!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img135.imageshack.us/img135/8466/gaultiersshc2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img832.imageshack.us/img832/7052/gaultiersshc20112.jpg" /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-5894119466967158147?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/02/w-oczekiwaniu.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-4366992879796385739</guid><pubDate>Tue, 11 Jan 2011 18:18:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-01-12T00:26:19.426+01:00</atom:updated><title>Prefall 2011 2</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Sypnęło nowymi kolekcjami z przedjesienną modą, a my mamy niezły przedsmak tego, co będzie działo się za miesiąc, gdy rozpocznie się nowojorski tydzień mody. Ja sama zaś żałuję, że wcześniej nie wpadłam na pomysł wyjazdu ma całkiem bliskie modowe wydarzenie, a więc Fashion Week w Berlinie. Od dawna szukam pretekstu, żeby odwiedzić to cudowne miasto, ale niestety jest już za późno na zgłoszenia: rejestracja na pokazy wrześniowe już w toku, więc może warto obstawiać przyszły sezon! Ciekawa jestem, jak wygląda ta impreza w wydaniu niemieckim, szczególnie organizacyjnie. Tymczasem spójrzmy, co nowego z Ameryki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od pokazu Oscara de la Renty, który co prawda miał miejsce na początku grudnia, ale doskonale komponuje się z trendami z poprzedniego wpisu, szczególnie kolorystycznie. Pomysły de la Renty nigdy nie odchodzą daleko od klasycznej elegancji: w kolekcji jak zwykle dominują szykowne suknie, tym razem najchętniej zdobione koronką, kwiatowymi haftami lub piórami marabuta. Projektant stawia przede wszystkim na czerń, odcienie pudrowe, ale także na bardzo wyrazistą makową czerwień, mocny róż i turkus. W części dziennej kolekcji królują garsonki, jedwabne szyfonowe sukienki, a także całkiem niezobowiązujące - jak na tego projektanta - komplety ze spodniami w kolorach, które już z całą pewnością będą przebojami jesieni: miodowych brązach, szmaragdzie, szarościach i czerwieni. Ta luźniejsza wersja jest w tej kolekcji znacznie ciekawsza, a niektóre zestawienia są wprost bajeczne, np. to ze skórzaną drapowaną spódnicą czy skórzanymi czarnymi spodniami: czasem i de la Renta pokaże pazurki.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img834.imageshack.us/img834/2617/delarentaprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img706.imageshack.us/img706/496/delarentaprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;A skoro już mowa o pazurkach, to w przypadku nowej kolekcji Lanvin jest ich całkiem sporo. Nie chodzi mi o samą modę, bo ta nie odbiega znacznie od tego, do czego Elbaz nas już przyzwyczaił. Natomiast prezentacja kolekcji to zestaw zdjęć, na których modelki paradują po paryskim atelier Lanvin z prawdziwie dzikimi kocurami (takimi jak na przykład tygrys czy lew!), wilkami i białymi niedźwiedziami. Nie jestem zwolenniczką tzw. "ekologii" (która w swej medialnej wersji ma niewiele wspólnego z dbaniem o środowisko naturalne), ale tygrys na smyczy to dla mnie jakaś ściema. Przypuszczam jednak, że na wielu osobach robi to duże wrażenie. Po dość kiczowatej kolekcji, którą co rusz spotkać można na sale'owych wieszakach, Lanvin moim zdaniem musi troszkę nadrabiać miną. Co do ubrań: zapowiada się jesień w sukienkach maxi i grzecznych kompletach rodem z filmów z Audrey Hepburn. Do wszystkiego koniecznie odrobina zwierzęcych motywów.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img831.imageshack.us/img831/5637/lanvinprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img5.imageshack.us/img5/2420/lanvinprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;W kolekcji Celine Phoebe Philo przemyciła wreszcie trochę nowości: z ewidentnej fascynacji modą brytyjską powstały płaszcze i żakiety w drobną lub większą kratkę, kraciaste spodnie i długie mekintosze (ten z metalizowanej tkaniny jest zabójczy). Oczywiście Philo kroi wszystko w swój charakterystyczny, oszczędny sposób: tu i ówdzie przewija się typowy dla niej trapez. Ważną rolę w tej kolekcji odgrywa również patchwork: z tweedów czy jeansu oraz typowe dla tej projektantki skórzane panele. Patchwork to moim zdaniem dość ryzykowny motyw, kojarzy mi się z bazarową modą lat 90tych, ogólnie z tandetą (być może nawet w stylu najnowszego idola internetu, FashionMana z WarsawFashion ;DDD) - być może kolekcja Celine przywróci tej technice jakieś pozytywne konotacje. Do wszytkiego obowiązkowo eleganckie spodnie o wąskich nogawkach, szyte z błyszczącej satyny i zaprasowane w kant. Na koniec modne cętki i skóra. To bardzo ciekawa kolekcja, ale przecież można się tego spodziewać po tegorocznej laureatce nagrody Designer of the Year.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img401.imageshack.us/img401/1663/celineprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img200.imageshack.us/img200/3015/celineprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Kolekcja Prefall przywróciła mi wiarę w modowy geniusz Alexandra Wanga. W swojej wiosennej odsłonie projektant trochę odfrunął (delikatnie mówiąc..), a jego dziwna wersja bieli raczej mnie nie przekonała. Tym razem wraca stary dobry Wang: skórzane kurtki, sprany jeans, przeźroczyste bluzki i dużo bardzo "niezależnej" czerni. Na dokładkę spora dawka kobiecości: na ubraniach pojawiają sie krojone z koła falbany (świetny pomsył Wanga pewnie za chwilę podchwycą wszystkie sieciówki), kobiece asymentryczne sukienki na ramiączku typu spaghetti. Mała dokładka rudego brązu i całkiem klasyczny smoking: i oto wspaniały, przekorny Wang.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img197.imageshack.us/img197/551/wangprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img825.imageshack.us/img825/3347/wangprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Bez większych niespodzianek w kolekcji Valentino. Projektanci nauczyli już nas kojarzyć swoją modę z morzami falbanek, cielistymi kolorami, koronką, a także piękną czerwienią Valentino. Jak zwykle nieskazitelna elegancja, a z współczesności dwie drapieżne skórzane sukienki.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img15.imageshack.us/img15/1623/valentinoprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Równie mało zaskakująca jest kolekcja Stelli McCartney. W dodatku projektanta zagubiła gdzieś kobiecą talię i prawie wszystkie (z wyjątkiem dwóch sukienek) swoje pomysły oparła na sylwetce oversize. Mcartney stawia głównie na beże i ciemne granaty, ale w kolekcji znalazło się również trochę koloru: workowate swetry w graficzne wzory w szmaragdowej zieleni i kilka czerwonych akcentów w postaci prostych monochromatycznych zestwów. Jednak te wielkie workowate płaszcze odrobinę mnie przerażają: poniżej 175 wygląda się w nich odrobinę groteskowo...&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img227.imageshack.us/img227/1233/mccartneyprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast panowie Proenza Schouler postawili na naprawdę mocne desenie: clue całej kolekcji stanowią upstrzone drobnymi wzorami swetry i sukienki: charakterystyczne dla tej marki żebrowane paski w dość nieoczywistych kolorach sąsiadują z inspiracjami retro z lat 70tych i delikatnymi etnicznymi cytatami. Fasony oscylują od męskich długich marynarek po proste kobiece sukienki i dzianinowe lejące maxi z pasów tkaniny z widocznymi szwami. Jeśli kolor to mocny: żółty lub wściekły róż. Czy ja już mówiłam, że uwielbiam tych projektantów? &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img249.imageshack.us/img249/9871/proenzaprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img529.imageshack.us/img529/6025/proenzaprefall20112.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-4366992879796385739?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/01/prefall-2011-2.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-5466205702509328930</guid><pubDate>Thu, 06 Jan 2011 12:31:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-01-06T21:43:04.053+01:00</atom:updated><title>Prefall 2011</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Tym razem wywiało mnie z bloga na miesiąc! Niewybaczalne? Nie wiem. Koniec roku był dla mnie okresem pewnego przełomu: pierwszy raz od wieków mieszkanie zostało posprzątane w ścisłym sensie tego słowa. Wielke świąteczne odgracanie zajęło prawie tydzień: wszystkie kurze zostały pieczołowicie powycierane, hałdy  przedmiotów różnorakich rozczłonkowane i uporządkowane, skupiska nieznanego sortu bałaganu wyniesione do "kosza PCK", znanego obecnie jako kosz Wtórpolu. Wyrzuciłam naprawdę mnóstwo ubrań, które zalegały w szafie od lat, brutalna banicja spotkała naderwane buty, znoszone dżinsy i na-zawsze-za-małe bluzki. Cała masa znalazła się w torbach z napisem "SWAP", poluję więc na jakąś porządną imprezę wymiankową. W ferworze walki nawet kot doznał dotkliwych ataków astmy (od unoszącego się kurzu), a ja sama musiałam skonfrontować się z faktami: jestem uzależniona od magazynów. Większość dostępnych półek była zagracona właśnie kupowanymi przeze mnie namiętnie od lat hochglancami: ciężko wyrzucić coś, za co zapłaciło się 7-10 złotych, trzeba to składować, wszak "może się przydać". Jeśli myślicie, że udało mi się przemóc i wyrzucić do kosza ostatnie 8 roczników "Twojego Stylu", "Przekroju" i "Elle", dziesiątki Vogue'ów, K-magów i Exklusiv-ów, to naprawdę mnie przeceniacie. Setki magazynów kolorowych zaległy w piwnicy na łonie wyrzuconego tam (to akurat bez sentymentu, w wręcz przeciwnie) flagowego produktu Ikei, regału Billy. Ponieważ porządkiem zawiadowała osoba postronna w stosunku do tej gazetowej manii, co rusz musiałam w mieszkaniu zgłaszać hasło "Strefa wolna od magazynów!", a obok piętrzyła się wielka kolumna "ekskluzywnych" garbów. Nie muszę pisać, jak cała sprawa była zabawna, choć przenoszenie tego wszystkiego prowadziło do niebagatelnego zmęczenia. Musiałam przyrzec, że ograniczę ilość kupowanych magazynów. Przeżywam teraz straszne katusze: wchodzę do ulubionego Trafficu tylko po to, żeby nawąchać się nowej farby drukarskiej, muskam ukochane rogi magazynów i wychodzę z pustymi rękoma. I choć argumentacja o sile nabywczej środków wydawanych miesięcznie na ten kolorowy nałóg przemówiła mi trochę do rozsądku (za kilkaset złotych rocznie wydane na magazyny mogę mieć np. nowy obiektyw fotograficzny), to wiem, że wkrótce znowu się zacznie i będę wpadać do mieszkania, obładowana lśniącym balastem. I tu pojawia się drugi dylemat przełomu 2010/11. Aby ograniczyć magazyny, postanowiłam kupić wreszcie miniaturowy notebook, z którym mogę udać się do ulubionej księgarni, by tam bezkarnie oddawać się gazetowym rozkoszom i notować najistotniejsze ciekawostki. Od kilku dni chodzę po wszystkich sklepach z elektroniką i przeżywam niemałą frustrację: na rynku są setki modeli netbooków, żaden mi nie odpowiada. Moim sztandarowym wymaganiem jest matowa matryca, tylko na takiej umiem pracować przy komputerze. Inna sprawa to projekt: poza wymarzonym Samsungiem N310 (całkowicie wyprzedany) nic właściwie nie jest warte uwagi. Jeśli już znajdę jakiś w miarę ładny model, to okropna błyszcząca matryca całkowicie go dyskwalifikuje. Zresztą, te uwagi dotyczą ogólnie wszystkiego w sklepach: zahaczyłam już nawet o wyprzedaże - nie znalazłam nic ciekawego, wszystko jest mdłe i nijakie, a okropne złoża ubrań wystawione z niższymi kwotami na metkach wprawiają mnie w zniesmaczenie. Przecież dwa tygodnie temu wyrzuciłam roczny płaszczyk z Zary, który po kilku założeniach zamienił się w szmatę, a inne wyprzedażowe łupy z ubiegłych sezonów założyłam może dwa, góra trzy razy. Mam tyle par butów, że spokojnie mogłyby z tego zbioru korzystać cztery inne osoby. Większość trzymam pod kluczem, żeby się nie poniszczyły. Jeszcze raz dochodzę do znanego skądinąd wniosku: pora skończyć z kupowaniem byle czego, tylko po to, by zaspokoić swoje rządze i dać upust manii wydawania małych sum. Pefekcyjna szafa mogłaby się składać z kilkunastu rzeczy - ważne, żeby w nich chodzić. Ubrania są po to, żeby je nosić. Oto więc moje noworoczne postanowienie: będę nosić własne ubrania! ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długo byłam odcięta od internetu - doszło nawet do tego, że kolekcje Prefall zaczęły mi się śnić w formie krótkich felietonów w Panoramie. Zabawne, że ludzki umysł podczas snu potrafi wytwarzać jakichś nieznanych-znanych projektantów i nadchodzące na pokaz gwiazdy rodem z The Sartorialist. O ile pamiętam śnił mi się pokaz jakiegoś Jasona lub Jonathana, przełomowy niczym kreacje Arkadiusa sprzed lat. Swoją drogą, jak bez niego jest smutno w polskim światku mody, aż się łezka w oku kręci. Tymczasem prawdziwe pokazy Prefall czekają na omówienie! Phillip Lim kolejny raz mnie zachwycił. Ów niespełna czeterdziestoletni projektant jest z pewnością jednym z głównych graczy na amerykańskiej scenie modowej: stylami żongluje często w dość zaskakujący sposób (wystarczy porównać dwie kolejne kolekcje Prefall - ubiegłoroczną, inspirowaną Bianką Jagger i obecną), ale zawsze w tym, co robi, jest jakiś podstawowy sznyt niezależnej mody. Taka jest również kolekcja Prefall 2011: projektant pokazał tu swoją wersję mody biurowo-miejskiej. We wspaniałej palecie w czerni, granacie, bieli oraz modnych kolorach ziemi Lim stworzył dość oszczędne, niezwykle praktyczne ubrania do codziennego noszenia. Od bazujących na klasycznej koszuli tunik, poprzez minimalistyczne sukienki, garsonki i płaszcze po spodnie o prostych nogawkach i świetne dzianiny oraz ważne w tej kolekcji dodatki z króliczego futra: pomysły Lima zaprezentowane zostały w spójnych zestawach, tworzących całość szafy potencjalnej "nosicielki". Pikanterii tej biurowej modzie dodają elementy skórzane oraz zastosowanie modnych już od kilku sezonów niezobowiązujących,  trykotowych bluz i spodni. Na koniec triumf koloru, który zapowiada się na hit przyszłego sezonu: pomarańczowy to dobra inwestycja na obecnych wyprzedażach. Ta kolekcja Lima wydaje mi się pod każdym względem doskonała, jestem pewna, że główna linia Jesień 2011 będzie równie udana: przekonamy się już w lutym.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img703.imageshack.us/img703/1126/limprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img413.imageshack.us/img413/2988/limprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo spodobała mi się również świetnie zaprezentowana kolekcja Diane von Furstenberg. Z bardzo mocnej inspiracji latami 70tymi powstała kolekcja odznaczająca się szlachetną prostotą. Obok typowych dla projektantki wzorzystych sukienek portfelowych główną rolę grają proste komplety w przepięknie skomponowanych barwach: musztardowe żółcie, ciepłe brązy i bordo, delikatne odcienie morskiej zieleni i błękitów, rudości i delikatny turkus. Naprawdę ta kolekcja jest ucztą dla oczu. Szczególnie podobają mi się szmaragdowe zielenie połączone z kolorem musztardowym. Oraz oczywiście dyskretna kobiecość wykreowana przez Furstenberg: owa klasyczna, kobieca sylwetka z zaznaczoną talią, którą ubrania mają eksponować, a nie deformować. Obserwuję ostatnio nastolatki i przeraża mnie to, co się dzieje z figurami dziewczyn: workowate bluzy czy swetry i spodnie biodrówki to jakiś koszmar polskich ulic - nie wiem, jak wy, ale ja bym chętnie całe to towarzystwo widziała w sztywnych gorsetach! Dla odreagowania rzeczywistości przenosimy się do pięknego świata DvF.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img602.imageshack.us/img602/392/furstenbergprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img694.imageshack.us/img694/1818/furstenbergprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Błękity, brązy i szmaragdy pojawiają się również w inspirowanej retro kolekcji Fendi. Mamy tu tylko 16 stylizacji, ale część dzienna zdecydowanie przypomina pomysły Furstenberg, zaś w odsłonie wieczorowej znajdujemy się gdzieś na przełomie lat 70tych i 80tych. Ponoć inpiracja przyszła z filmu Dolce Vita Felliniego - mamy tu przekrój mody ktoktajlowo-balowej: od bufiastej sukienki w drobny deseń poprzez wieczorowe garnitury aż po długie asymetryczne suknie. Jednak to pierwsza, dzienna część kolekcji może sygnalizować kolejny krok Lagerfelda: wszystko wskazuje na to, że lata 70te powróciły na dobre.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img508.imageshack.us/img508/9383/fendiprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img820.imageshack.us/img820/2717/fendiprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Ultraseksowną kolekcję pokazał Zac Posen. Kolejny raz wracają tu lata 70te, ale w bardziej psychodelicznej wersji (mnie ten styl kojarzy się z Givenchy). Posen stawia przede wszystkim na dopasowane sukienki z eksponującymi dekolt gorsetami: zarówno w wersji mini, jak i syreniej maxi. Poza tym - mocno wcięte w pasie wełniane marynarki z ołókowymi spódnicami, futra i szerokie spodnie. A pośród tego wszystkiego kontrowersyjna modelka o "kobiecych" kształtach, Crystal Renn. Trzeba przyznać, że jest to najbardziej odjechana prezentacja kolekcji Prefall do tej pory!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img412.imageshack.us/img412/3885/zacposenprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/9019/zacposenprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec tego odcinka Chanel! Tym razem Lagerfeld wybrał się na wycieczkę do Bizancjum, zafascynowany postacią cesarzowej Teodory, żony Justyniana I, pochodzącej z cyrkowej rodziny. Głównym kolorem kolekcji jest więc złoto (oprócz ukochanej przez projektanta czerni), a bogactwo ornamentów przyprawia o zawrót głowy. Najpiękniejsze są tu zdecydowanie suknie z morskiej satyny, zdobione mozaikowymi panelami w złocie i srebrze, przywodzące na myśl sztukę Art Deco. Lagerfeld wykorzystuje również motywy perskich kobierców, bogatę orientalną biżuterię. Projektant ironicznie wplata między te historyczne ispiracje płaszcz o graficznych wzorach czy spodnie niebezpiecznie przypominające dżinsy. Gdyby pokazy mody były mistrzostwami w przepychu, Lagerfeld z pewnością stanąłby na najwyżyszym podium. Myślę, że ta kolekcja spokojnie mogłaby nosić miano Haute Couture.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img10.imageshack.us/img10/92/chanelprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img8.imageshack.us/img8/1060/chanelprefall20112.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-5466205702509328930?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2011/01/prefall-2011.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>7</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-6812553645365187603</guid><pubDate>Mon, 06 Dec 2010 13:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-12-06T17:05:25.260+01:00</atom:updated><title>Zima i jesień</title><description>&lt;p align="justify"&gt;"Winter kept us warm, covering Earth in forgetful snow" - te słynne słowa Eliota same przychodzą na myśl przy każdej inspekcji świata za oknem. Jest zima, a zimowy czas posiada swoje osobliwości: niby jest go bardzo wiele, niemiłosiernie się dłuży, ale potem nagle ulega zakłóceniu, kurczy się jak wyprany w wysokiej temperaturze sweter. Za chwilę święta, Nowy Rok, a potem już z górki, dzień się wydłuża. Natomiast 10. lutego (czyli już za 2 miesiące!) w Nowym Jorku rozpoczyna się sezon pokazów na kolejną zimę. A przed zimą oczywiście występuje w przyrodzie jesień i w związku z tym obecnie serwisy modowe zapełniają się już fotografiami kolekcji Pre-fall. Za chwileczkę napiszę o pierwszych nowinkach, najpierw jednak jeszcze trochę zimowych rzeczy z tego sezonu.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;Zima jak zwykle skłoniła mnie do zintensyfikowania lektury: przez ostatnie dni przeczytałam m.in. ciekawą książkę, którą poleciła nasza komentatorka, autorka bloga dla pożeraczy książek, &lt;a href="http://buksy.wordpress.com/"&gt;Buksy.&lt;/a&gt; Mowa tu o powieści Lindy Grant pt. "The Clothes on Their Backs". Powieść ta faktycznie jest bardzo dobra, napisana wyśmienitą angielszczyzną (autorka znalazła się z tą powieścią na shortlist Nagrody Bookera za rok 2008), czyta się wyjątkowo przyjemnie. Sama tematyka, wpisująca się w szerszy kontekst rewizjonistyczny względem multikulturalizmu, jest obecnie wyjątkowo aktualna, a wątek samookreślenia i odnajdywania wypartych żydowskich korzeni - w literaturze łatwy do zbanalizowania (niestety autorka też częściowo nie oparła się tej pokusie) - jest tu potraktowany dość nowatorsko, powiedziałabym: na opak. Powieść jest pełna retrospekcji, ale jej właściwa akcja toczy się w Londynie lat 70tych, kiedy ruchy neofaszystowskie i kryzys ekonomiczny doprowadzały do radykalnych zachowań społecznych, ulicznego terroru. Bohaterką powieści jest urodzona po wojnie w Anglii córka żydowskich emigrantów z Budapesztu, wychowywana na rdzenną Angielkę, która dopiero po studiach odkrywa uwikłanie swej rodziny w burzliwą historię europejskich Żydów. Osią jej samoodkrywania jest przemilczana przez rodziców barwna postać wujka, legendarnego londyńskiego alfonsa i kamienicznika, a jednocześnie ofiary nazistowskich zbrodni. Bohaterka Grant staje się jego pomocnicą w pisaniu autobiografii, a jednocześnie ofiarą jego neuroz, towarzyszką ostatnich dni. Postaci opisywane przez Grant są z jednej strony bogate psychologicznie, z drugiej funkcjonują na zasadzie jakiegoś niekończącego się sztafażu. Składają się z ubrań, dodatków, schodzonych butów, założonych na bakier kapeluszy. Ich tożsamość opiera się na każdorazowym wyborze stylizacji, wejściu w rolę, jaką w formie gotowej oferuje strój. Autorka z prawdziwą maestrią stosuje tę technikę budowania postaci, a uniwersum powieści zapełniają osobliwi dostawcy ciuchów, czyli tożsamości: stary Polak, właściciel londyńskiego lumpeksu, który ciągle ma na sobie co najmniej kilka warstw płaszczy i marynarek, a którego gazetowe zawiniątka, zawiązane sznurkiem, zawierają stare żakiety Chanel Paris; ekscentryczna sąsiadka prowadząca nocny tryb życia, która w tobołkach nosi ze sobą gałgany, stare koronki i krepdeszyn; przesadnie zadbana Murzynka, która kopertowe sukienki z jedwabnego dżerseju rozdysponowuje jak wróżka nowe wcielenia. To piękna i niezwykła powieść - polecam jako świetny prezent pod choinkę, choć lojalnie ostrzegam, że nie jest to "simplified English" ;-). Bardzo mi się podoba strategia narracyjna Grant: ciągła zabawa dramatem i powierzchnią. Jeśli uwielbiacie ciuchy i obserwowanie ludzi na ulicy, jest to zdecydowanie ksiażka dla was.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Przez ostatnie dni przeczytałam też wreszcie książkę &lt;a href="http://www1.sulekha.com/mstore/saranya-patel/albums/default/A_Vintage_Fashion_gif.gif"&gt;"Vintage Fashion"&lt;/a&gt;, która leży u mnie na półce od bardzo wielu miesięcy. Do tej pory zadowalałam się wertowaniem przepięknych ilustracji: fotografie obejmują zarówno historyczne archiwa, jak i detale zachowanych w muzeach stroju eksponatów, którym trudno odmówić miana prawdziwej sztuki. Autorki przyjęły porządek chronologiczy i poprzez dekady uczą odróżniać autentyczną odzież vintage od nowszych imitacji, instruują, jak dbać o ubrania z przeszłości, jak je zestawiać, które fasony pasują do określonych sylwetek. Przede wszystkim, książka jest genialnym źródłem informacji na temat tych mniej znanych wielkich projektantów oraz kopalnią inspiracji, anegdot, sekretów kroju odzieży haute couture. Okazuje się np., że przed wojną cekiny wykonywane były z żelatyny, a pranie takich zabytkowych kreacji w wodzie może skończyć się dosłownym rozpuszczeniem bezcennych aplikacji ;) Z książki również dowiecie się, która projektantka tak naprawdę wymyśliła popularne obecnie bluzki i swetery z iluzją kokardy na dekolcie, dlaczego w latach powojennych marynarki i spodnie straciły mankiety i w którym filmie wystąpił sklep Comme des Garcons. Naprawdę - świetny prezent gwiazdkowy, książka, która nigdy się nie nudzi. Jak mogłam jej wcześniej nie przeczytać?! ;-) W planach mam już nową książkę o krawiectwie couture: polecam wszystkim molom książkowym zakupy przez e-bay, książki przychodzą szybciej niż z Polski ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;A teraz troszkę mody z wybiegów! Zima tak mnie rozleniwiła, że nie chce mi się już wracać do wiosennych pokazów, od razu przejdziemy do Pre-fall. Nowa kolekcja Rag&amp;amp;Bone jest świeża i wyjątkowo "niezależna". Dominuje miejski minimalizm w dość nonszalanckim, sportowym wydaniu. Królują drapowane lekko tuniki w szarościach, bieli i granacie oraz spódnice o niebezpiecznej długości do pół łydki lub maxi z seksownym rozcięciem na boku. Do wszystkiego nieśmiertelne ramoneski lub kamizele z kieszeniami typu cargo. No i deseń w paski: tym razem drobne i wąskie lub bawiące się przeźroczystościami. Bardzo miła kolekcja, bez zadęcia. Po wizycie w Łodzi już teraz wiem, że tego najbardziej brakuje polskiej modzie: takich właśnie prostych kolekcji dla prawdziwych, młodych kobiet. Kochani projektanci, zamknijcie swoje satyny głęboko w pawlaczach!!!!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img686.imageshack.us/img686/5899/ragboneprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Świetne wrażenie zrobiła na mnie nowa kolekcja Pringle. Projektantka marki, Clare Waight Keller zainspirowała się zdjęciami z początku lat 60tych i starymi kolekcjami Pringle. Wyszła świeża, wspaniała kolekcja w beżach, subtelnych melanżach  i szarościach, osłodzona tylko odrobiną rudości, śliwki i szmaragdu. Projektanta świetnie formuje sylwetkę, wydłuża ją optycznie dzięki przykrótkim spodniom i wykończonym kożuszkiem botkom. Często naśladuje charakterystyczną dla lat 60tych linię trapezu lub A. Świetne dzianiny, wygodne spódnice z dużą kontrafałdą z przodu, naszywane kieszenie z dużymi patkami, ozdoby z futra - ta kolekcja jest po prostu trafiona w 10tkę. Świetna również na tę zimę!!! Inspirowanie się w codziennych stylizacjach bardzo wskazane ;-)&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img222.imageshack.us/img222/7674/pringleprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img225.imageshack.us/img225/2729/pringleprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo ładnie wygląda również kolekcja Elie Tahari. Kolorystyka mnie wprost oczarowała i przy co drugim zdjęciu patrzyłam zachwycona na tak odważne kolory, zestawione w tak dobry sposób. Czerwienie i fiolety, żółty i miodowy, mieszanka różnych odcieni grafitu - oto koronny dowód, że odzież typu "office" nie musi być nudna. Ja sama w tej chwili zachorowałam już na złote rękawiczki, zestawione z szarym kardiganem i prostymi spodniami: obłędny pomysł. W kolekcji również nietypowe dla tej marki stroje wieczorowe.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img560.imageshack.us/img560/5823/tahariprefall2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img152.imageshack.us/img152/6571/tahariprefall20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie Michael Kors, który serwuje swój typowy miejski look: proste sukienki, długie płaszcze, marynarki. Sporo mocnych kolorów: od rażącego wprost kobaltu po głęboką czerwień. Na koniec posągowe suknie w greckim stylu. I co tu więcej mówić... Kors to Kors ;-) Szanujcie swoje czerwone płaszcze: będą modne również za rok!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img607.imageshack.us/img607/1672/korsprefall2011.jpg" /&gt;         &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-6812553645365187603?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/12/zima-i-jesien.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>9</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-1216500245341007415</guid><pubDate>Sat, 27 Nov 2010 20:17:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-11-27T22:51:42.798+01:00</atom:updated><title>Zimowo</title><description>&lt;p align="justify"&gt;Dziś będzie post powracający, czyli o tym, owym, bez ładu i składu. Troszkę porzuciłam ostatnio blogowanie, ale dopadła mnie jesienna chandra. A jednak modowo całkiem sporo się dzieje. Ot - kolekcja Lanvin dla HM, o której pisałam dwa tygodnie temu. Nadzieje były wielkie, a ciuchy są według mnie prawdziwym rozczarowaniem. Niby "All silk", a wiele z nich wygląda po prostu tandetnie - słodka różowa suknia z asymetrycznym dekoltem przypomina jakieś materie stosowane na co dzień w... produkcji akcesoriów do sprzątania mieszkań, buty są przesłodzone (choć akurat one są najlepiej wykonane, mają nawet skórzane podeszwy), sukienki zbyt galowe lub zbyt różowe, natomiast płaszcz, który zdecydowałam się przymierzyć, zostawił na mojej cudownie czystej wełnianej spódnicy powłokę z nitek i paprochów sypiącej się tkaniny. Do tego miał sztuczny futrzany kołnierz przypominający ozdoby ze złotych czasów stadionu. Niestety ta współpraca jest niemal kompletną klapą. Natomiast sam H&amp;amp;M szturmuje polskie ulice, w tym tę najdroższą: trzypiętrowy sklep na rogu Nowego Światu i Foksal to prawdziwe novum w tej części Warszawy: &lt;a href="http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8727830,Na_Nowym_Swiecie_rewolucja__Nowy_sklep_odmieni_ulice_.html"&gt;wyczytałam&lt;/a&gt;, że tak duże domy towarowe nie powstawały w tym miejscu od wojny. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zamkną sklep z charakterystycznym logo Salamandra, a teraz wygląda to tak:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img7.imageshack.us/img7/9941/hmnswiat.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Zakupowa mapa stolicy uległa ostatnio przetasowaniom: prawie naprzeciwko salonu H&amp;amp;M otwarto nowy, dwupiętrowy oddział outletu In-Fashion: sama się dziś przekonałam, że można tam znaleźć świetne, oryginalne ciuchy. Końcówki kolekcji, ubrania projektantów, duńskie marki znane z wzornictwa retro (Edith&amp;amp;Ella, Lysgaard, Pieszak), dużo dobrych tkanin, wśród których główną rolę gra jedwab: i to ten, który naprawdę wygląda jak jedwab ;-) Ceny przystępne, już od 40 złotych. W dawnych Domach Towarowych Centrum w tym tygodniu hucznie otwarto ogromny, trzypiętrowy salon Reserved - miałam przyjemność brać udział w imprezie pod hasłem "Beautiful story" i doskonale się bawiłam ;-) Mocnym punktem wieczoru był koncert Moniki Brodki - dzięki swojej odwadze ta dziewczyna znana z TV chyba wychodzi wreszcie na ludzi: przede wszystkim, śpiewa po polsku, jest bezpretensjonalna, no i... dobrze ubrana! Brodka się zmieniła i przez lata zmienia się też Reserved: zapowiada się współpraca z młodym, zdolnym Konradem Parolem, a ostatnia kampania reklamowa marki jest prawdziwym hitem. Ja jednak nadal czekam na pełną dostępność świetnych ciuchów linii Reserved Fashion!!! Podczas imprezy można było robić "nocne" zakupy w Reserved z bardzo atrakcyjną zniżką: żałuję, że nie odkupiłam swojej świeżo zgubionej, ukochanej czapki z tego sklepu :((, za to postanowiłam podbić wypatrzone już wcześniej stoisko nowej marki LPP: Home&amp;amp;You. Na trzecim piętrze znajdziecie mnóstwo fajnych pomysłów na wystrój mieszkania, no i na świąteczne prezenty: cieszę się, że Reserved jest też miejscem, gdzie można na szybko kupić jakiś gadżet do domu: we wtorek zaopatrzyłam się m. in. w nowy stylowy fioletowy koc w grochy (już ulubiony). Oto przegląd oferty sklepu:&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img84.imageshack.us/img84/5844/homeyou.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Przełom listopada i grudnia to też okres świątecznych kiermaszy i swapów. Dzisiaj w Warszawie odbywało się ich kilka: ten w 1500m2 na Powiślu troszkę mnie zmroził, bo wyglądał mniej więcej &lt;a href="http://img521.imageshack.us/img521/1986/img98470.jpg"&gt;tak&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://img34.imageshack.us/img34/9578/img9816w.jpg"&gt;tak&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://img696.imageshack.us/img696/7669/img9840y.jpg"&gt;tak&lt;/a&gt;. Szalony tłum rzucał się na wysypywane z toreb ciuchy jak stado dziwnych ptaków... Idea była taka, że każdy przynosi, co chce, i co chce zabiera. Jednak rządziło prawo silniejszego. Nie mam pojęcia, jaka jest recepta na dobry swap - z doświadczenia wiem, że te imprezy nie wychodzą zbyt różowo: albo nikt nie chce się wymieniać lub żąda za ciuchy astronomicznych sum, albo zadwolony wychodzi tylko ten, kto umie się sprytnej rozpychać i chwytać ciuch w locie ;) Chyba najlepiej byłoby na starcie przyjmować ciuchy do wielkiej puli i zastępować je jakimiś kuponami: wtedy każdy mógłby przynajmniej wziąć najwyżej tyle, ile sam przyniósł. Na szczęście zupełnie nie mam już odzieżowych pragnień: ubrań mam za dużo, mogłoby się u mnie w szafie ubierać codziennie kilka osób - dlatego z lekkim zdziwieniem obserwowałam "grzebaczy". No ale cóż: ostatnio przez okno widziałam dziki tłum, czekający na poniedziałkową premierę nowej kolekcji lumpeksu: po otwarciu drzwi kilkadziesiąt osób rzuciło się do środka jak łowcy okazji z Black Friday. Jak to dobrze mieć pełną szafę! ;) Przyznaję, że od jakiegoś czasu pęd ludzi do ubrań jest dla mnie co najmniej niezrozumiały, a opaczna logika kupowania odzieży zupełnie mnie dołuje. Przecież chodzimy do sklepów w poszukiwaniu okazji: wybieramy często rzeczy dość tanie, które szybko się zniszczą, a to dlatego, że za kilka dni musimy (po prostu musimy!) sobie coś nowego kupić: nie po to, żeby zaspokoić potrzebę ciała, które ma być odziane, ale żeby zaspokoić swój nałóg. Gdy uzależnienie to gasimy czymś cennym, wartościowym, pięknym: wtedy może mieć rangę kolekcjonowania. Gdy zaś rzucamy się na tandetę i masówkę, to tak jakbyśmy popędzili do taniego marketu kupować plastikowe pidżamy z napisem "Sweat dreams" (autentyk z Biedronki) lub przecenioną, słabej jakości żywność, wyłącznie dlatego, że jest ona taka tania i że można mieć jej tak dużo. Często obserwuję ludzi w sklepach z używaną odzieżą i uważam, że można o nich i ich zachowaniach napisać wielotomową powieść: oni nie kupują w związku z potrzebami, ani nawet pragnieniami - oni kupują, by zabić swój czas, zmarnować go. Ale dość już tych smutków... &lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Kiermasz w 1500m2 kilka razy pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo spodobały mi się zobaczone po raz pierwszy na żywo opaski właścicielki sympatycznego sklepu vintage &lt;a href="http://carrotandparrot.com/"&gt;Carrot&amp;amp;Parrot&lt;/a&gt;. Są śliczne i solidnie wykonane, polecam na sezon świąteczno-karnawałowy. Polki często boją się odważniejszych nakryć głowy, a przecież taki dodatek jest w stanie zmienić całą stylizację w prawdziwe cudo. Dookoła po kolei zamykają się zakłady modniarskie - to jedno ze smutniejszych zjawisk detalicznego handlu: niepokojące, odświętne kształty na wystawach modystek od dziecka wprawiały moją wyobraźnię w ruch. Teraz jest już naprawdę coraz biedniej pod tym względem. Ale wiele osób nadal ma wspaniałe pomysły i ich prace można było nabyć dziś na Solcu: najbardziej podobały mi się naszyjniki z krawatów autorstwa Anny Wykrój i kolczyki z przewrotnie wykorzystanym logotypem Vuittona - zapachniało Almodovarem!  Mam nadzieję, że teraz blog już nieco drgnie i posty będą pojawiać się częściej. A na dworze zrobiło się tymczasem całkiem biało!!!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img72.imageshack.us/img72/4972/img9827c.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img525.imageshack.us/img525/8352/img9832l.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img408.imageshack.us/img408/4162/swap1500.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-1216500245341007415?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/11/zimowo.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>7</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-7572715128260755855</guid><pubDate>Sat, 13 Nov 2010 14:21:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-11-14T00:00:54.700+01:00</atom:updated><title>Chez Lanvin</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Mało jest chyba blogów modowych na świecie, na których jeszcze nie było wzmianki o kolaboracji H&amp;amp;M i Lanvin. Dziś i ja rozstaję się z tą skromną mniejszością ;-) Do tej pory wydawało mi się, że dla H&amp;amp;M projektowali już naprawdę wielcy: od najbardziej znanych nazwisk mody 20tego wieku: Karla Lagerfelda, Cavalliego czy Soni Rykiel po mistrzów awangardy: Viktora&amp;amp;Rolfa i Rei Kawakubo. Gdzieś w internecie krążyły plotki o kolaboracji z Missoni. Natomiast wiadomość o tym, że dla H&amp;amp;M zaprojektuje Lanvin zelektryzowała chyba wszystkich entuzjastów mody. Nie tylko dlatego, że "Lanvin" i "Alber Elbaz" to bez wątpienia najgorętsze modowe hasła ostatniej dekady, ale przede wszystkim dlatego, że Lanvin to najstarszy istniejący dom mody na świecie, a jego historia wiąże się z prestiżem, luksusem i wysublimowaną elegancją. Ta współpraca w pewnym sensie nie ma precedensu (choć Lanvin od dwóch sezonów projektuje również świetne dżinsowe rzeczy dla Acne). Kolejny raz - jak przy każdej kolaboracji H&amp;amp;M - nasuwa się pytanie: Kto na tej współpracy zyska, a kto straci? Czy mariaż z tanią siecią odzieżową podkopie prestiż Lanvin?&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jedno jest pewne - we wtorek 23. listopada przed sklepami H&amp;amp;M (w Warszawie na Marszałkowskiej i w Złotych Tarasach) ustawią się gigantyczne kolejki, oczywiście jak zwykle zdominowane przez allegrowych drobnych ciułaczy i bijące się parasolkami po głowach histeryczki. Sama z dumą przyznaję, że nigdy nie uczestniczyłam w tym szaleństwie: żałuję tylko, że nie mam nic z mojej ulubionej do tej pory kolaboracji (Viktor&amp;amp;Rolf), za to różne inne zdobycze upolowałam w bardzo atrakcyjnych cenach na wyprzedażach H&amp;amp;M, gdy ubrania wróciły na wieszaki po nieudanym tournee na serwisach aukcyjnych. Z jeszcze innego powodu te kolaboracje już tak mnie nie nęcą: po pierwsze, dwa kroki dalej w TK Maxx-ie widziałam ostatnio wełniany płaszcz Calvina Kleina za 600 złotych czy niezwykle piękny haftowany płaszczyk Manoush za 400 z groszami, po drugie - jako zdeklarowana pasjonatka vintage - wiem, że za równowartość sukienki z HM (600-800 złotych) w polskich warunkach, gdzie jeszcze ciągle odzież vintage jest niedoceniana, mogę mieć na wieszakach w swojej szafie kilka innych, niezwykle wartościowych ubrań, do tego prawdziwych unikatów, w których nigdy nie wpadnę na mieście na swoje lustrzane odbicie. Produkty nie robią już na mnie wrażenia, jedynie znaleziska ;-) A ponieważ historia wydaje mi się o wiele bardziej ekscytująca niż każdorazowa aktualność, w tym poście napiszę troszkę o tym, co właściwie znaczy "Lanvin" i dlaczego ta współpraca jest taka wyjątkowa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Historia Lanvin zaczyna się od niezwykle ciężkiej pracy założycielki tego domu mody, Jeanne Lanvin, urodzonej w Paryżu w 1867 roku. Jako najstarsze dziecko w wielodzietnej rodzinie Jeanne już jako nastolatka pracowała po 14 godzin dziennie. Była szwaczką w jednej z podparyskich pracowni, w okresie wakacyjnym pracowała jako szwaczka w Barcelonie. Już w 1885 roku - jako 18latka! - założyła swoją własną pracownię przy &lt;a href="http://www.fashiontraveler.com/newsite/media/fotos/tiendas/Lanvin15Faubourg15III.jpg"&gt;Faubourg Saint-Honore&lt;/a&gt; (do tej pory mieści się tam siedziba Lanvin) i zajęła się modniarstwem - po prostu dlatego, że w porównaniu z krawiectwem to pierwsze wymaga o wiele mniejszych środków na zakup materiałów (w tych czasach suknie szyło się z kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu metrów tkaniny). Lanvin odniosła sukces, a jej życiorys świadczy o tym, że był to sukces kobiety niezwykle niezależnej, wyemancypowanej. W roku 1895 wyszła za mąż za włoskiego hrabiego Emilio di Pietro, związek jednak szybko się rozpadł, a jego najważniejszym owocem była córka, Marie-Blanche - jak się okazało, prawdziwa siła sprawcza w rozwoju marki Lanvin. Samotnie wychowująca dziecko Lanvin, zaczęła szyć dla córeczki bajeczne suknie, które jednak nie były kopiami sukien dorosłych. Były kolorowe, dziewczęce. Ich styl szybko zyskał uznanie paryskiego towarzystwa - między innymi, dzięki sprytnemu wybiegowi reklamowemu. Matka z córką w każdą niedzielę wybierały się na trybuny  paryskich wyścigów konnych, zawsze zasiadały w pierwszym rzędzie. Gdy ktoś pytał o sukienki córki, w zanadrzu miały przygotowane wizytówki pracowni ;-) Interes kwitł, a suknie i styl Lanvin rozwijały się wraz z córką projektantki, Marie-Blanche. Motyw matki i córki zdobi również historyczne metki Lanvin, zaprojektowane przez adoratora Lanvin (i Coco Chanel!), Paula Iribe. Więcej na ten temat przeczytacie na jednym z &lt;a href="http://muzealnemody.blogspot.com/2010/10/idealny-duet.html"&gt;moich ulubionych polskich blogów o modzie, "Muzealne mody".&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://www.npr.org/programs/morning/features/2003/jan/vuillard/lanvinlg.jpg" /&gt; &lt;img src="http://a.imageshack.us/img254/7198/lanvinj.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="right"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Portret J. Lanvin, Edouard Vuillard&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=924278"&gt;npr.org&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Plakat Lanvin z początku 20tego wieku, Paul Iribe&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Już w roku 1909 Lanvin została członkinią Syndykatu Wysokiego Krawiectwa. Jej suknie charakteryzował bardzo kobiecy styl, stroniący jednak od awangardy czy eksperymentów z sylwetką. Krytyka ochrzciła je mianem "sukien stylowych", robe de style (więcej na ten temat i przykłady &lt;a href="http://muzealnemody.blogspot.com/2010/11/stylowa-suknia.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;) w opozycji do modnych w latach 20tych krojów prostych, z obniżoną talią. Więcej sukien na &lt;a href="http://www.metmuseum.org/toah/hi/hi_lanvinjeanne.htm"&gt;stronie MetMuseum.&lt;/a&gt; Kreacje Lanvin wyróżniały się też kolorem, a szczególnie tzw. "bleu Lanvin", zaczerpniętym z malarstwa Boticellego i Fra Angelico. Był to również kolor, który zdobił &lt;a href="http://www.lesartsdecoratifs.fr/francais/arts-decoratifs/collections-26/parcours-27/chronologique/art-nouveau-art-deco/les-salles-300/l-appartement-prive-de-jeanne/chambre-a-coucher-de-jeanne-lanvin"&gt;wnętrza domu Lanvin&lt;/a&gt;, zaprojektowane przez Armanda Rateau, a obecnie odtworzone w Musée des Arts Décoratifs w Paryżu. Po wojnie obok mody firma Lanvin otworzyła sklepy z artykułami wystroju wnętrz, odzieżą męską oraz bielizną. W 1927 roku Lanvin wypuściła na rynek słynne perfumy "Arpege", które swą popularnością w owym czasie wyprzedziły nawet wspaniały zapach Nr 5 Chanel ;-) Zresztą, stroje Lanvin dla wielu kobiet były pewną alternatywą dla nowej kobiecości, lansowanej przez Coco Chanel.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Firmie Lanvin należy się również palma pierwszeństwa jeśi chodzi o męską odzież Haute Couture. Projektowaniem tej linii zajął się bratanek Lanvin, a specjalnością stały się słynne, haftowane uniformy Akademii Francuskiej. Jeanne Lanvin zmarła zaraz po Wojnie w 1946 roku. Jej córka (wówczas już hrabina de Polignac) powierzyła posadę projektanta Hiszpanowi, Antonio del Castillo. Historia powojenna Lanvin toczyła się ze zmiennym szczęściem, z dość częstymi zmianami projektantów, wśród których najbardziej znani to Jules-François Crahay, Claude Montana czy Eric Bergère. Marka przez lata przechodziła z rąk do rąk, a obecnie (od dekady) znajduje się w rękach tajwańskiej magnatki prasowej. Jednak to właśnie projektant marki od roku 2001 - Alber Elbaz - dał Lanvin nowe życie i nową jakość. Za linię męską odpowiedzialny jest od 2006 roku przystojny Holender, Lucas Ossendrijver.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img257.imageshack.us/img257/7879/lucasossendrijveralbere.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Elbaz to niezwykła figura. Pod iloma względami jest on Innym? Urodzony w Maroku Żyd, homoseksulista, groteskowy niski grubas w rogowych okularkach i muszce, facet, który odbył obowiązkową służbę w izraelskim wojsku, do tego projektant mody, lew salonowy. Postać barwna z niezłym CV: w Nowym Jorku pracował u Geoffrey Beene'a, potem u Guy Laroche'a, projektował linię Rive Gauche u Yves Saint Laurenta (zwolnił go Tom Ford, wówczas dyrektor kreatywny Grupy Gucci) oraz pracował dla prestiżowej włoskiej marki Krizia. Wreszcie w 2001 został głównym projektantem Lanvin, gdzie rozwinął skrzydła i przeobraził swoje marzenia o projektowaniu w rzeczywistość. Wydaje mi się, że Lanvin nie mogło spotkać nic lepszego niż Elbaz, a Elbaza nic lepszego niż Lanvin. Jego styl u Lanvin to przede wszystkim kobiecość, czyli kwintesencja tej marki: od lat znakiem rozpoznawczym są asymetryczne sukienki, misterne draperie, duże falbany, odrobina nostalgii, ale zawsze w nowoczesnym wydaniu. Ostatnio motywy etniczne, frędzle, duża biżuteria. Zresztą, kolekcje Lanvin zawsze komentuję na blogu w okresie paryskiego tygodnia mody. Ta ostatnia jest wyjątkowo piękna i doskonale przemyślana. A jaka jest kolekcja Lanvin dla H&amp;amp;M? - może odrobinę kiczowata, i ponoć niezbyt dobra jakościowo. Jednak, gdy patrzę &lt;a href="http://fashionvibe-blog.blogspot.com/2010/11/lanvin-for-h-part-2.html"&gt;tu&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.theblondesalad.com/2010/11/h-lanvin-dress-on-my-body-d.html"&gt;tu&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://www.theblondesalad.com/2010/11/yellow-h-lanvin-dress.html"&gt;tu&lt;/a&gt;, nie mogę przestać się zachwycać. Myślę, że wiele sukien z tej kolekcji ozdobi np. panny młode. Po własny egzemplarz można się ustawiać 23. listopada - radzę już teraz ćwiczyć kondycję ;-)      &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-7572715128260755855?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/11/chez-lanvin.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-2263326891884196464</guid><pubDate>Sun, 07 Nov 2010 17:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-11-07T20:15:39.966+01:00</atom:updated><title>Łódź Fashion Philosophy 4</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Była mała przerwa - a teraz nadrabiamy zaległości. W czołówce pozytywnych łódzkich pokazów niewątpliwie sytuuje się kolekcja "Worried about you" Michała Szulca. Młody projektant jako jeden z niewielu bohaterów polskiego tygodnia mody do swojej pracy podchodzi bez zadęcia: po prostu tworzy modę, w której można chodzić na co dzień, nie tylko po wybiegu. Poza tym, jego kolekcję uważam za najpełniejszą i najbardziej spójną: wszystko świetnie dopracowane od stylizacji modelek (zabawne okulary, warkocze typu kłos, fajne buty) po energetyczną muzykę (Brodka), rozwijanie jednego zamysłu w miarodajnej ilości stylizacji. Może taka pochwała brzmi banalnie, ale naprawdę wśród łódzkich pokazów wiele dosłownie kończyło się zanim zdążyło się zacząć - ciężko powiedzieć, że 10 sukienek to wiosenna kolekcja. W przypadku pokazu Szulca nikt raczej nie wyszedł niezaspokojony. Projektant jest niewątpliwie minimalistą - operuje szarościami i cielistymi kolorami, fasony są raczej proste i łatwe do zestawienia, tkaniny naturalne, z przewagą jakże prostej i uniwersalnej bawełny. Wykończenia typowe dla mody awangardowej: zewnętrzne szwy, zabawa fakturami tkanin, draperie, graficzne nadruki, nieoczywiste potraktowanie kobiecej sylwetki. Świetnym pomysłem w tej kolekcji było użycie tkanin kojarzących się z modą wysoką - koronek, cekinów na tiulu: dzięki nim pokaz miał sporą dramaturgię. Szulc pokazał zarówno sukienki czy tuniki, jak i bardzo ciekawie skrojone spodnie (takiej ilości cięć nie miały chyba nawet kreacje Maldorora ;D), kaskadowe marynarki, a nawet całkiem ciekawe płaszcze. Krótko mówiąc, pod wieloma aspektami kolekcja ta była bardzo dopracowana. Moje zdjęcia są troszkę rozmarzone, ale więcej znajdziecie na przykład &lt;a href="http://www.luxlux.pl/artykul/16393/fashion_week_poland_-_michal_szulc"&gt;tutaj&lt;/a&gt; oraz na bardzo fajnym, &lt;a href="http://fflaneuse.blogspot.com/2010/10/fashion-week-poland-1-micha-szulc.html"&gt;odkrytym dzisiaj przeze mnie blogu,&lt;/a&gt; który wszystkim serdecznie polecam!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img688.imageshack.us/img688/3480/lfw80.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img190.imageshack.us/img190/3811/lfw81.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img545.imageshack.us/img545/2949/lfw82.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img12.imageshack.us/img12/9885/lfw83.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img839.imageshack.us/img839/6790/lfw84.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img828.imageshack.us/img828/1410/lfw85.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img208.imageshack.us/img208/7153/lfw86.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img294.imageshack.us/img294/5380/lfw87.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img513.imageshack.us/img513/9751/lfw88.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Niniejszym wyczerpałam pulę własnych zdjęć z Łodzi ;-) Jeśli chodzi o inne kolekcje, to z pewnością bardzo podobała mi się Jagoda Piekarska, projektantka Ochnika, która pokazywała swoje projekty w nurcie Off. Przede wszystkim była to bardzo solidnie uszyta kolekcja - gdy patrzyłam na ubrania wydawało mi się, że te szwy naprawdę mają podstawowe znaczenie w konstrukcji stroju, było to nawet dość staromodne, ale w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa. Prawdziwa rzadkość podczas łódzkiej imprezy - solidnie uszyte ubranie! ;-) Projektantka wykreowała ciekawą, zdecydowaną kobiecość: nawet kurtki idealnie podkreślały sylwetkę klepsydry (taka kurtka to prawdziwe marzenie!). Tkaniny dość zróżnicowane: od jedwabnych satyn i przejrzystego tiulu po różne wcielenia naturalnej skóry. Kolorystyka dość ciemna, ożywiona modnym miodowym brązem. Bardzo, ale to bardzo udana kolekcja - polecam wam &lt;a href="http://flashfashion.pl/video/smooth_criminal___jagoda_piekarska"&gt;filmik z kolekcją i małym wywiadem z projektantką.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Inną bardzo kobiecą kolekcję pokazała Natalia Jaroszewska. Projektantka, jako właściwie jedyna, wpisała się w silną wiosenną tendencję powrotu do lat 70tych. Za muzę obrała prawdziwą ikonę letniego sezonu - Biancę Jagger. W ciepłych, jasnych  kolorach Jaroszewska zaprojektowała spodnie szwedy, zwiewne wieczorowe suknie, a także delikatne małe sukienki w linii A z jedwabiu w hippiczny deseń oraz szorty i bluzki z metalizowanych tkanin. Do kompletu cudne miodowe kozaki z zamszu i złote dodatki. Ogólnie kolekcja dość bezpieczna, jednak Natalia Jaroszewska jest tak autentyczna w tym, co robi, że trudno się nie zachwycić. Choć przyznać trzeba gwoli sprawiedliwości, że zapatrzenie w słynną już kolekcję &lt;a href="http://www.style.com/fashionshows/review/2011RST-PLIM"&gt;Resort 3.1 Phillip Lim&lt;/a&gt; było znaczne :-)&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img594.imageshack.us/img594/3152/jaroszewska1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img521.imageshack.us/img521/5349/jaroszewska2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align=right&gt;zdjęcia &lt;a href="http://www.warszawianki.pl/u-natalii-jaroszewskiej-bez-zmian/?img=42501"&gt;warszawianki.pl &lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Z innych pokazów bardzo podobała mi się króciuteńka kolekcja Ani Poniewierskiej, której zdjęcia i krótką recezncję możecie zobaczyć &lt;a href="http://designedinpoland.blogspot.com/2010/10/fashion-week-poland-ania-poniewierska.html"&gt;tutaj.&lt;/a&gt; Jeśli chodzi o modę męską, to najwięcej pochwał usłyszałam pod adresem Moniki Ptaszek (fotorelacja &lt;a href="http://www.luxlux.pl/artykul/16394/fashion_week_poland_-_monika_ptaszek"&gt;tutaj)&lt;/a&gt; oraz Konrada Parola (zdjęcia &lt;a href="http://maisonchaplin.blogspot.com/2010/10/konrad-parol-spring-summer-2011-poland.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; i u moich &lt;a href="http://smietnikowe-lanspudernice.blogspot.com/2010/11/konrad-parol.html"&gt;ulubionych LansPudernic ;*)&lt;/a&gt; Kolejne relacje z Łodzi mam nadzieję już za kilka miesięcy ;-)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-2263326891884196464?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/11/odz-fashion-philosophy-4.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-8042747044000777192</guid><pubDate>Sun, 24 Oct 2010 13:41:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-24T16:16:28.496+02:00</atom:updated><title>Łódź Fashion Philosophy 3</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Dziś wyjątkowo tylko fotograficznie - zebrałam wszystkie najciekawsze zdjęcia z dni spędzonych w Łodzi. Miałam ze sobą tylko malutką kartę 256 MB, ale i tak sporo napstrykałam. Zdecydowanie pobyt na FW przypomniał mi, jak uwielbiam robić zdjęcia, jak ogromną radość mi to przynosi. W związku z czym już rozglądam się za nowym obiektywem, wreszcie chyba od kompletu, choć kolekcja moich oldskulowych Japończyków zawsze będzie powodem do dumy. Na obrazkach starałam się przemycić trochę atmosfery FW, a na wielu znajdziecie polskie bloggerki: prześliczną &lt;a href="http://evelinefashion-diary.blogspot.com/"&gt;Ewelinę,&lt;/a&gt; dbającą o każdy szczegół stroju &lt;a href="http://veronicafraticelli.blogspot.com/"&gt;Weronikę,&lt;/a&gt; &lt;a href="http://vintagegirl.blox.pl/html"&gt;Vintage-girl,&lt;/a&gt; która wygląda jak kadr wyjęty z filmu noir, &lt;a href="http://agatiszka.blogspot.com/"&gt;Agatiszkę&lt;/a&gt; w pelerynie własnego pomysłu, zwariowaną &lt;a href="http://jemerced.blogspot.com/"&gt;Jessicę,&lt;/a&gt; której przedtem w ogóle nie kojarzyłam, a która okazała się jedną z lepiej ubranych dziewczyn w Łodzi, i wiele innych osób, których twarze (i ciuchy!) zapewne znacie doskonale z internetu ;-) Uwzględniłam też sporą kolekcję butów - wierzcie mi, chodzenie po kocich łbach na terenie Białej Fabryki w szpilkach było niezłą sztuką... W ostatnim poście na temat FW napiszę o pozostałych kolekcjach.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img713.imageshack.us/img713/2954/lfw30.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img177.imageshack.us/img177/5924/lfw31.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/4242/lfw33.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img843.imageshack.us/img843/9655/lfw34.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img525.imageshack.us/img525/5760/lfw35.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img201.imageshack.us/img201/8574/lfw36.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img638.imageshack.us/img638/7755/lfw37.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img222.imageshack.us/img222/7046/lfw38.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img197.imageshack.us/img197/9712/lfw39.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img149.imageshack.us/img149/7020/lfw40.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img594.imageshack.us/img594/8210/lfw41.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img263.imageshack.us/img263/8283/lfw42.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img256.imageshack.us/img256/7624/lfw44.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img254.imageshack.us/img254/8447/lfw45.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img4.imageshack.us/img4/8937/lfw46.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img94.imageshack.us/img94/2309/lfw47.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img94.imageshack.us/img94/7646/lfw48.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img408.imageshack.us/img408/514/lfw49.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img64.imageshack.us/img64/4112/lfw50.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img513.imageshack.us/img513/4597/lfw51.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img267.imageshack.us/img267/7449/lfw52.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img808.imageshack.us/img808/6712/lfw53.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img99.imageshack.us/img99/7387/lfw54.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img515.imageshack.us/img515/6533/lfw55.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img837.imageshack.us/img837/2630/lfw56.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img89.imageshack.us/img89/5214/lfw57.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img836.imageshack.us/img836/6025/lfw58.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img264.imageshack.us/img264/8388/lfw59.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img181.imageshack.us/img181/8049/lfw60.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img178.imageshack.us/img178/7936/lfw62.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img684.imageshack.us/img684/7909/lfw65.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img638.imageshack.us/img638/2773/lfw64.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img217.imageshack.us/img217/1126/lfw63.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img44.imageshack.us/img44/1729/lfw61.jpg" /&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-8042747044000777192?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/odz-fashion-philosophy-3.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>8</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-6797579763832858677</guid><pubDate>Wed, 20 Oct 2010 20:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-21T01:24:58.058+02:00</atom:updated><title>Łódź Fashion Philosophy 2</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Przy wertowaniu harmonogramu łódzkiego tygodnia mody i planowaniu swojego wyjazdu wydawało mi się, że ilość pokazów jest znikoma. Jednak po sobotnim maratonie od 11nastej rano już na wysokości pokazu MMC (siódma wieczorem) byłam nieźle wypompowana. Do tego stopnia, że przy kolekcji Paprocki&amp;amp;Brzozowski spasowałam, patrząc tylko z niedowierzaniem na tłum kłębiący się przed wejściem i naczelną jednego z największych modowych portali odprawioną z kwitkiem ;-) Pokazów jest jednak dużo, choć byłoby miło gdyby kilkudzisięciominutowe przerwy między poszczególnymi prezetnacjami można było poświecić na coś bardziej kreatywnego niż stanie w kolejce na następny pokaz. Tak sobie myślę, że może pokazy powinny się odbywać w dwóch różnych lokalizacjach równolegle: myślę, że dla większości osób wybór tego lub innego projektanta nie byłby trudny - w końcu jeśli ktoś lubi progresywną modę to patrzenie ze stłumioną złością na kolejny pochód satynowych sukienek jest dla niego stratą czasu. A tak niestety było przez pierwsze kilka kolekcji sobotniej "Alei projektantów". Oj, chyba będę dziś krytyczna dla odmiany... Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś mnie zaproszą ;DDD&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień poszła kolekcja "Langner". Jak czytam w moim wspaniałym folderze Fashionweeka (warto się zakręcić koło stolika z rejestracją ;-)) twórczyni marki, Marta Jagiełło, doświadczenie w branży zdobywała w pracowni sukien ślubnych. I to niestety widać: jedynym właściwie fasonem jest sukienka, wszystko w jedwabiach, wszystko bezpieczne, nawet kolorystyka. Do tego zupełnie niedzisiejsze, masakrujące sylwetkę fasony z obniżonym stanem. Nudnawo. Choć moim zdaniem w tej projektantce drzemie niezły potencjał: ciekawe geometryczne formy falban, staranne wykończenia, asymetrie, duch minimalizmu, ładne maxisukienki, które momentami przypominały mi projekty Marrasa dla Kenzo. Po prostu brak tu jakiegoś bigla, dzięki któremu te sukienki po prostu robiłyby wrażenie. W ogóle w Łodzi niejednokrotnie zastanawiałam się, czy projektanci widzą w swoich ciuchach jakichkolwiek odbiorców: w końcu życie nie kończy się na galach i eleganckich kolacjach. Wystarczyło rozejrzeć się dookoła, żeby zobaczyć, że 99% widowni jest zupełnie niekompatybilne z satynowym stylem choć okazja była w sumie całkiem podniosła. W tej konfrontacji ktoś musiał być niemodny. &lt;a href="http://kobieta.wp.pl/gid,12766176,img,12766243,kat,26315,title,Langner-powiew-swiezosci-na-Fashion-Week-Poland,galeriazdjecie.html"&gt;Tutaj&lt;/a&gt; znajdziecie zdjęcia całości.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img844.imageshack.us/img844/7866/langner1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img130.imageshack.us/img130/8105/langner2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img810.imageshack.us/img810/3935/langner3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img32.imageshack.us/img32/2990/langner4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img403.imageshack.us/img403/6758/langner5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Całkiem podobne odczucia towarzyszyły mi podczas śledzenia pokazu kolekcji "Plich". Ładne stylizacje z wielkimi kokami i opaskami zapowiadały coś w rodzaju Prady, choć ostatnio mój odbiór jest zmącony przez wystylizowane tak hostessy na otwarciu salonu Marks&amp;amp;Spencer przy Marszałkowskiej ;-) Jak też się okazało, trop był złudny. Nie było to nic zaskakującego czy eksperymentalnego, a z tego przecież słynie nasza Miuccia. Kolekcja raczej znowu była... dość bezpieczna. Dominowała wyrafinowana prostota: jedwabne (a jakżeby inaczej) sukienki w modnych, cielistych kolorach, troszkę nawiązań do lat 60tych (trapezowe sukienki), a na drugą nóżkę troszkę nawiązań do lat 90tych: nasycone czerwienie małych sukienek, wypoduszkowane ramiona, mocne "krawieckie" (czym zastąpić słowo tailored?) marynarki w stalowych kolorach; cekinowe sukienki, które z kolei kojarzyły się z latami 80tymi, a na dokładkę szyfonowe sukienki w kratkę, które miały w sobie coś z lat 70tych. Jednym słowem: chaos. Z tego materiału można było spokojnie stworzyć ze trzy różne kolekcje, tylko spójnie je rozwinąć... a wychodziło się z namiotu mając wrażenie, że wszystko się już gdzieś widziało, bez żadnej konkretnej refleksji. Po profesjonalne fotografie odsyłam was do Wirtualnej Polski, która chyba jako jedyny portal stanęła na wysokości zadania jeśli chodzi o dobre zdjęcia z pokazów. Ja z moim archaicznym Canonem wypstrykałam tyle - i to bez lampy błyskowej i autofocusa, jestem z siebie dumna! ;-)&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img51.imageshack.us/img51/2581/plich1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img696.imageshack.us/img696/5096/plich2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img52.imageshack.us/img52/9827/plich3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img254.imageshack.us/img254/3231/plich4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img214.imageshack.us/img214/347/plich5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img409.imageshack.us/img409/411/plich6.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Historia powtórzyła się podczas pokazu Monnari. Znów pojawiła się owa tajemnicza wyrafinowana elegancja, tym razem podkręcona lekko etno w postaci biżuterii XXL. Znów przeważały proste formy, natomiast podejście do koloru uległo polaryzacji: albo cieliste, kawowe jasne odcienie (dobre tło dla etnicznej biżuterii), albo mocne kolory: pomarańczowy, znany juz z bloga chartreuse, zielenie, no i cekiny, bardzo błyszczące cekiny ;-) Wszystko jednak sprawiało wrażenie nazbyt konfekcyjne, żeby móc aspirować do prawdziwej mody. Zresztą Monnari to dziwna marka, ani ja w wieku lat 30tu, ani moja mama w wieku... no starszym ode mnie ;-) nie jesteśmy w stanie znaleźć tam nic dla siebie. Niby wszystko ładne, ale jak na odzież szytą w Chinach dosyć drogawe. Niby odważniejsze niż gdzie indziej, a jednak bezpieczne i postarzające. Niby marka odnotowała najbardziej spektakularne bankructwo polskiego kryzysu, a jednak istnieje... No nie - dla mnie zbyt wiele tych niejasności. Choć jedno jest pewne - pomarańczowy będzie kolorem wiosny i lata ;-)&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img375.imageshack.us/img375/9066/monnari1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img214.imageshack.us/img214/5564/monnari2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img412.imageshack.us/img412/332/monnari3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img694.imageshack.us/img694/4504/monnari4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img521.imageshack.us/img521/429/monnari5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img35.imageshack.us/img35/4675/monnari6.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img704.imageshack.us/img704/3295/monnari7.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Po tych rozczarowaniach nie było mi już tak spieszno do namiotu, ale okazało się, że akurat na ten pokaz należało się bezapelacyjnie stawić, bo wreszcie był czymś ciekawym! Agnieszka Maciejak sama stanowi wspaniałą reklamę swojej mody: jedna z bardziej wyrazistych postaci w tłumie gości FW, charyzmatyczna artystka. (Tu mała dygresja - właśnie moje oko powędrowało w FW-owym kajecie na blok z tłumaczeniem biogramu projektantki: czyżby nasz kolega translator google maczał palce w tej angielszczyźnie? kolejna uwaga do organizatorów: zatrudnijcie tłumacza, który zna angielski!!!! jakby co zgłaszam się na ochotnika ;-)). Kolekcja Maciejak po prostu ustawiła umysły publiczności na torze wybranym przez artystkę. Mocny kombinezon z szyfonu i czarnego winylu na cudnej urody modelce Marzenie Pokrzywińskiej (właścicielce niebiańskich nóg i wesołego pieska) to był głośny akord: wreszcie coś awangardowego! Potem było jeszcze lepiej: czarne sukienki z transparentnymi karczkami, ramiona wzmocnione piórami, metaliczne wstawki i doskonałe wykończenia ze skóry, zabawa matowymi i lśniącymi patchworkami o charakterze trybalnych ornamentów. Słowem: wszelkie trendy wiosenne, które oglądaliśmy od Nowego Jorku po Paryż. Wszystko fantastycznie spójne i wyraziste. Brawo - to był bez wątpienia najlepszy pokaz, jaki widziała podczas polskiego FW. I wreszcie oddech świeżego powietrza! Tym razem gorąco plecam obejrzenie &lt;a href="http://kobieta.wp.pl/gid,12766020,img,12766047,kat,26315,title,Agnieszka-Maciejak-ndash-krolowa-kontrastow-Agnieszka-Maciejak-krolowa-kontrastow,galeriazdjecie.html"&gt;zdjęć na WP.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img408.imageshack.us/img408/7949/maciejak1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img801.imageshack.us/img801/5975/maciejak2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img214.imageshack.us/img214/2320/maciejak3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img163.imageshack.us/img163/9751/maciejak4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img375.imageshack.us/img375/5408/maciejak5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img403.imageshack.us/img403/7928/maciejak6.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img295.imageshack.us/img295/4052/maciejak7.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img214.imageshack.us/img214/9545/maciejak8.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;i mały bonus (obok modelki idzie Agnieszka Maciejak):&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;img src="http://img232.imageshack.us/img232/5621/img7754p.jpg" /&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;Następnie zrobiło się już bardzo tłoczno, a wiosenną kolekcję zaprezentowało studio MMC. Bardzo liczyłam na ich pokaz, bo czytałam dobre recenzje z ostatnich dokonań tego duetu projektantów, jednak chyba tym razem forma przygniotła samą treść, czyli projekty odzieży. Namiot wypełnił gęsty dym, a na wybieg weszła przepiękna tego wieczoru Pati Yang. Akurat w pociągu do Łodzi czytałam ciekawy wywiad z nią w Exklusivie i cały dzień chodziły mi po głowie jej wywody o trawie jęczmiennej. A tu taka niespodzianka. Pati zelektryzowała publiczność, a gdy się siedziało w sektorze najbliżej wyjścia dla modelek, to po prostu trudno było od niej oderwać oczy. A sama kolekcja? Stonowane kolory, głównie szarości, dość minimalistyczne ubrania, asymetrie, spiczaste ramiona, metalizowane tkaniny, futrzane dodatki - i ani grama satynowej kiecki. Niewątliwie była to jedna z lepszych kolekcji tego wieczoru - a może lepiej: jedna z dwóch, które się tego wieczoru wybroniły.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img218.imageshack.us/img218/7952/mmc1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img177.imageshack.us/img177/5739/mmc2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img253.imageshack.us/img253/9316/mmc3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img508.imageshack.us/img508/9036/mmc4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img714.imageshack.us/img714/3848/mmc5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img89.imageshack.us/img89/1164/mmc6.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img219.imageshack.us/img219/1856/mmc7.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img263.imageshack.us/img263/7917/mmc9.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img69.imageshack.us/img69/5424/mmc11.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img816.imageshack.us/img816/2588/mmc10.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;No a potem była rozczarowująca kolekcja Natashy Pavluchenko z włoskim stylem (?!) i sztucznymi kwiatami w roli głównej, nie wspominając o roli głównej Ilony Felicjańskiej. Natomiast jak już pisałam późniejsza historia sobotnich pokazów jest mi nieznana, a najbardziej żałuję Plastikowego, który wieczorem prezentował się w nurcie offowym. No ale cóż - trzeba się było sczilałtować koło północy, zagryźć szampana ogórkiem kwaszonym(tu buziaczek dla Madziary ;-)), odwiedziić łódzkie kluby (do Łodzi Kaliskiej na 100% jeszcze kiedyś wrócę), potańczyć i ogólnie odreagować ten pracowity dzień. A o niedzieli napiszę w kolejnym poście.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-6797579763832858677?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/odz-fashion-philosophy-2.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-6300816613019523427</guid><pubDate>Sun, 17 Oct 2010 23:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-19T14:52:46.503+02:00</atom:updated><title>Łódź Fashion Philosophy</title><description>&lt;div align="justify"&gt;&lt;img src="http://img246.imageshack.us/img246/3866/fwcollage.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img401.imageshack.us/img401/512/fw2c.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Weekend spędziłam w Łodzi na naszym rodzimym FashionWeeku. Oczywiście przywiozłam mnóstwo wrażeń, tym bardziej że w ogóle był to mój pierwszy pobyt w Łodzi (tak tak, wiem, że to absurdalnie brzmi...). Samo miasto jest dziwaczne, sprawia wrażenie niekończącej się robotnicznej dzielnicy - przeszłość bardzo często występuje tu pod postacią ruiny: rozsypujące się fasady wprost błagają o konserwację, a jednak ich stan rozkładu jest niezwykle sensualny, może nawet seksowny. Wąskie ulice, rozchybotane tory kolejowe, bogactwo starych fabrycznych hal i rzędy familoków, groteskowe pałace fabrykantów, strzeliste kocioły górujące ponad niską, depresyjną zabudową nadszarpniętych kamienic... Trzeba oddać Łodzi sprawiedliwość: wasze ruiny są jeszcze piękniejsze! Dzięki uprzejmości &lt;a href="http://agatiszka.blogspot.com/"&gt;Agatiszki&lt;/a&gt; miałam w mieście zapewniony komfort mieszkaniowy oraz towarzyski: serdecznie dziękuję! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Co do samej imprezy mam mieszane uczucia, ale ogromnie się cieszę, że brałam w niej udział. Po pierwsze, spotkałam mnóstwo starych znajomych, a bardzo wiele osób poznałam w kuluarach wydarzeń FashionWeeka. Dwa dni dawały możliwość obejrzenia całkiem dużej ilości pokazów: zarówno projektantów spoza mainstreamu, którzy zgrupowani zostali pod hasłem "Off out of schedule", jak i marek/projektantów już bardzo rozpoznawalnych, prezentowanych w namiocie "Alei projektantów" w Białej Fabryce/Muzeum Włókiennictwa. Przyznaję, że to ten pierwszy cykl pokazów zrobił na mnie większe wrażenie - stare fabryczne hale ze ścianami pokrytymi łuszczącą się farbą i rzędami podniszczonych ceramicznych płytek stanowią niezwykle unikalne, klimatyczne tło dla niezależnej mody, natomiast sami projektanci w polskich realiach naprawdę zaskakują świeżością podejścia do mody. Popołudniowe pokazy główne były dla mnie lekko rozczarowujące, może nazbyt trącące myszką, a wrażenie to dodatkowo spotęgował bałagan organizacyjny z tłumami kłębiącymi się przed wejściem do namiotu, ogólnym ściskiem i dzikimi okrzykami w roli głównej. Sobota to chyba był mały zgrzyt tej imprezy, ale mam nadzieję, że organizatorzy wyciągną wnioski i za pół roku będzie już w tym zakresie o wiele lepiej. Same pokazy Alei projektantów pod względem poziomu były bardzo zróżnicowane - od satynowych sukien w stylu weselno-galowym po wspaniale progresywny pokaz Agnieszki Maciejak, czarującą publiczność Pati Yang podczas pokazu MMC oraz świeżutki i apetyczny pokaz Michała Szulca. Szczegóły wieczornych imprez w kolejnym poście. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Oprócz pokazów FashionWeek to również cała masa wydarzeń towarzyszących, m.in. showroom, gdzie oprócz ubrań i akcesoriów projektantów można też było zaopatrzyć się w ciuchy vintage ze sklepów on-line (nie uwierzycie - przy pierwszym stoisku znalazłam w rewelacyjnie niskiej cenie fenomenalną sukienkę Tsumori Chisato, to nazywam przyciąganiem ciuchów i ludzi!, niestety nie kupiłam, gdyż fason był zabójczy dla mojej sylwetki...). Showroom projektu &lt;a href="http://www.re-act.pl/"&gt;Re-act&lt;/a&gt; ulokowany został w łódzkiej Manufakturze (bardzo mi się spodobała!), niestety mi i Agatiszce nie do końca udało się zdążyć z odwiedzinami, choć obejrzałyśmy jeszcze m. in. projekty Joanny Paradeckiej i recyklingową serię Maldorora - oj cudowne ciuchy! Łódzki FashionWeek to również wystawy, szkolenia, instalacje artystyczne oraz Łódź Design Festival, odbywający się w ścisłym sąsiedztwie. Poza tymi wszystkimi modowymi wydarzeniami łódzka impreza to przede wszystkim ludzie, kolorowe stylizacje i świetna atmosfera (no i oczywiście nieograniczone darmowe drinki dla mediów i vipów :DDD). A teraz po kolei - przygotujcie się na spore ilości zdjęć (tym razem wszystkie są mojego autorstwa)!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img175.imageshack.us/img175/4910/lfw14.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img692.imageshack.us/img692/1508/lfw13.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img254.imageshack.us/img254/1061/lfw15.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img219.imageshack.us/img219/9786/lfw16.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img221.imageshack.us/img221/9787/lfw11.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img246.imageshack.us/img246/4883/lfw12.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;W sobotni poranek jako pierwszy zobaczyłam pokaz Maldorora. Powiem całkiem szczerze, że do tej pory podziwiałam tego projektanta za niezależność i konsekwencję, ale nie byłam do końca przekonana do jego pomysłów. Jednak wiosenna kolekcja Maldorora bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła: zamiast spodziewnej mrocznej czerni zobaczyłam niezwykle romantyczną, zwiewną kolekcję z... Jolą Rutowicz w roli głównej. Świetny chwyt marketingowy, tym bardziej, że dobór modelek był niezwykle ciekawy (co zresztą zweryfikowałam podczas swojej rozmowy z projektantem): dziewczyny o dosyć heroinowej urodzie i podkrążonych oczach genialnie prezentowały się w ciepłych brązach, koronkach i muślinowych kreacjach w kolorze kości słoniowej. To była zdecydowanie jasna strona Maldorora. Projektant w dość luźny sposób podchodzi do zagadnienia fasonu - jego stroje są jakby globalne: sukienki równie dobrze wyglądają jako tuniki założone do spodni czy delikatnych legginsów; delikatne, ale jednocześnie charakterystyczne formy dają spore możliwości kreowania ekspresyjnych stylizacji. Maldoror stawia na asymetrie, surowe wykończenia, ale też na misterne koronki, baskinki i jasne odcienie brązu, czym świetnie wpisuje się we wiosenne trendy, które od ponad miesiąca macie okazję śledzić na moim blogu ;-) Jest modnie, ale niekonfekcyjnie. Stopy modelek zdobiły fantastyczne buty United Nude - podobno są bardzo wygodne mimo dość zwariowanej konstrukcji. Nabrałam na nie prawdziwego apetytu!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img139.imageshack.us/img139/9016/lfw1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img227.imageshack.us/img227/6907/lfw2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img89.imageshack.us/img89/7320/lfw3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img243.imageshack.us/img243/7318/lfw4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img836.imageshack.us/img836/2900/lfw5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img833.imageshack.us/img833/1553/lfw6.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img686.imageshack.us/img686/373/lfw7.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img87.imageshack.us/img87/8533/lfw8.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img100.imageshack.us/img100/3413/lfw9z.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img827.imageshack.us/img827/5724/lfw10.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img690.imageshack.us/img690/8417/lf7p.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img87.imageshack.us/img87/1267/lfw22.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Następny smaczny kąsek sobotnich pokazów OFF to bajecznie kolorowa kolekcja Martyny Czerwińskiej Mysikrólik. Fabryczną halę ozdobiły slogany "CHANGE YOUR SKIN", "COLORIZE YOURSELF" i "WE WANT ROMPERS", a modelki miały na sobie ściśle przylegające do ciała kombinezony w naprawdę mocnych kolorach. Do tego rude peruki, taneczny krok i oldskulowa piosenka a la Filipinki. Jak można się spodziewać, ten show wprowadził wszystkich w naprawdę pozytywny nastrój. Oprócz kombinezonów w kolekcji również trykotowe tuniki, spodenki oraz całkiem fajna geometryczna biżuteria. No cóż - kombinezon to najwyraźniej uniwersalny ubiór. Mysikrólik zaprasza was też do konkursu fotograficznego, &lt;a href="http://www.mysikrolik.com/"&gt;szczegóły tutaj,&lt;/a&gt; warto brać udział, bo nagrodą jest Holga 120.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img26.imageshack.us/img26/8386/lfw18.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img246.imageshack.us/img246/5817/lfw19.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img230.imageshack.us/img230/2346/lfw20.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img192.imageshack.us/img192/9175/lfw21.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img186.imageshack.us/img186/139/lfw17.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-6300816613019523427?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/odz-fashion-philosophy.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>6</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-2957438673609334308</guid><pubDate>Fri, 15 Oct 2010 18:16:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-15T23:05:44.926+02:00</atom:updated><title>Paris FW 5</title><description>&lt;div align="justify"&gt;W dzisiejszym odcinku odrobina awangardy z paryskich pokazów. Rei Kawakubo ostatnimi czasy uprawia na paryskim tygodniu mody działalność poniekąd publicystyczną. Projektantka ironicznie komentuje panujące trendy, wywraca komercję do góry nogami, lustruje lewą stronę modowych hitów. Tym razem dość literalnie - większość płaszczy z wiosennej kolekcji Kawakubo ma rękawy i kołnierze całkiem blisko ziemi, a marynarki w dość diaboliczny sposób ozdobione są na plecach swą "pustą" kopią. Trzeba przyznać, że ciarki przechodzą po plecach, gdy ogląda się zdjęcia z pokazu. Takie "puste" ubiory niepokoiły kiedyś Dickensa w słynnym passusie "Skeczów Boza" - zresztą ten pokaz jest próbą przemyślenia dwoistości w ogóle, osią tej dwoistości jest opozycja żywe/nieżywe, a może raczej: ożywione/nieożywione. Pod koniec pokazu modelki chodzą już w parach, i to jakby wyjętych z japońskiego horroru. A wszystko rozbraja uśmiech - w arcyzabawnym geście Kawakubo bierze na warsztat tzw. powrót kobiecych kształtów z jesiennych kolekcji Prady i Vuittona. Projektantka zakłada modelkom sztywnione biustnosze z anty-buduarowego czarnego tworzywa, a linię bioder kreśli tak przesadnie, że staje się ona luźnym torbielem... No i na "wybieg" wkraczają niemal idealne kopie słynnych sukienek a la lata 50te z kolekcji Jacobsa dla Vuittona: jedna nawet ma identyczne odszycie na dole spódnicy ;-) Tylko że: te sukienki na plecach też mają doszytą syjamską bliźniaczkę. Co chce nam powiedzieć Kawakubo - moim zdaniem dość trafnie komentuje ów kuriozalny powrót kobiecości, który faktycznie jest jak pułapka, w którą złapali nas projektanci. Cóż to za kobiecość, która dobrze wygląda tylko na niebotycznie wysokich chudzielcach? Jeśli z chudych robi pełnych, to z pełnych robi otyłych. Po prostu. Poza tym publicystycznym wątkiem, Kawakubo stworzyła kolejną wspaniałą kolekcję, która uczy nas myśleć o modzie, przypomina, że w przypadku mody jest w ogóle o czym myśleć...    &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img203.imageshack.us/img203/9894/cdgss2012.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img834.imageshack.us/img834/7839/cdgss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Hussein Chalayan również nie tonuje swojego radykalizmu. Jego moda coś mówi, najczęściej w kontekście stricte antropologiczym. Tym razem projektant komentuje różnie rodzaje kulturowej izolacji. Na twarzach i głowach modelek czarne chustki - nietrudno odgadnąć, do czego pije Chalayan, ale sam twierdzi, że są to aluzje do historii Japonii. Zresztą Chalayan zakrywanie twarzy kobiet komentował już w swojej karierze w dość kontrowersyjny sposób. Na wybiegu pojawiają się czarne, zakapturzone postaci - ogólnie, tematem tej kolekcji jest opresja, przemoc, którą realizować można również przez ubiór. Dominują projekty dosłownie wyciosane - architektoniczne sukienki i koszule. I do tego fartuszek z idealnymi kobiecymi kształtami - świetne. Gdy patrzę na te projekty nie dziwię się, że ostatnio nazwisko Chalayana bardziej kojarzy się ze sztuką (wystawa w zeszłym roku w Londynie, w tym w Tokio) niż z modą.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img808.imageshack.us/img808/7289/chalayanss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Może chwila wytchenienia od tych mroków. Kolekcja Kenzo w tym roku jubileuszowa - 40 lat stuknęło marce, z tej okazji Antonio Marras powraca do japońskich motywów. W kolekcji dominują wspaniałe jedwabie drukowane w stylizowane kwiaty, buty na gigantycznych platformach, ale też biel w luźnym sportowym wydaniu. Marras wyczarowuje też ciekawe patchworki, nie boi się ryzykownych połączeń deseni. Na finał wspaniała parada mody etno - jakie to wszystko romantyczne!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img541.imageshack.us/img541/7053/kenzoss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Tsumori Chisato w tym roku świętuje 20lecie działalności - a pokaz jak zwykle jest bardzo kolorowy. Lekka, dziewczęca kolekcja - jak dla mnie wygląda na połączenie Soni Rykiel z Castelbajaciem. Od motywów marynarkich po &lt;a href="http://www.style.com/slideshows/2010/fashionshows/S2011RTW/TCHISATO/RUNWAY/00490m.jpg"&gt;infantylne naszywane zwierzątka.&lt;/a&gt; Jedno z moich marzeń to posiadanie ubrań tej projektantki na własność - są po prostu magiczne. Od czego mamy -ebay? Muszę zapolować!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img145.imageshack.us/img145/9568/chisatoss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Junya Watanabe jeszcze raz w krainie pasków. Wyszła z tego troszeczkę szalona kolekcja marynarska. Gdyby nie te dość odjechane stylizacje na głowach modelek - maski, dziwne kapelusze, peruki - byłaby to całkiem zwyczajna letnia kolekcja pasiastych ciuchów. No właśnie - siła przyciągania japońskich projektantów polega na tym, że odrealniają zupełnie pokazy mody, w ogóle zmieniają sposób w jaki się na takie pokazy patrzy. A przecież to zwyczajne paseczki, które szturmem wzięły ulice całego świata, modowe blogi i serca projektantów. Po prostu. A w kolekcji Watanabe klimat jak z Śmierci w Wenecji - prawdziwa parada kuracjuszy, plażowiczów. Swoją drogą zastanawiam się, czy występująca w Konkursie Chopinowskim Yuri Watanabe to rodzina projektanta, ale nie udało mi się w tej materii nic stwierdzić z całą pewnością...&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img411.imageshack.us/img411/467/watanabess2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Limi Yamamoto w kolekcji Limi Feu bawi się konwencjami męskie/damskie, a jej projekty są ironicznym komentarzem do instytucji małżeństwa. Moda ślubna to kuriozalna sprawa - nie jestem w stanie pojąć umiłowania kobiet do absurdalnych sukienek-bez czy sukienek-łabędzi, które kupowane są na tą specjalną okazje za nienormalnie wysokie ceny z sakramentalnym "Tradycji musi stać się zadość". Rozumiem, że tradycji może stać się zadość, gdy wykonujemy zupełnie nieistotne czynności: kasujemy bilet czy pijemy szampana w kolejnego takiego-samego-jak-każdy-inny sylwestra, ale żeby umizgiwać się do tradycji w ten ponoć najważniejszy dzień naszego życia?! Tego już zbyt wiele. No cóż - jestem antagonistką małżeństw, jakoś nie mam przekonania do tej przegniłej instytucji, małżeństwo postrzegam jako akt konformizmu, kapitulacji (dobrze, że mój konkubent tego nie czyta, bo przecież ciągle go nakłaniam do ślubu i zgarnięcia całej puli prezentów :DDD). Z drugiej strony, nie mierzi mnie raczej ten fakt u otoczenia. Ale jeśli już składać broń, to w sposób spektakularny. Kiedy wczoraj w TK Maxxie zobaczyłam doskonałą jedwabną sukienkę Manoush drukowaną w olbrzymie kwiaty, pomyślałam sobie: wymarzona suknia ślubna. Do tego ekonomiczna, jedyne 500 złotych. Limi Yamamoto pokazuje inne, bardziej minimalistyczne oblicze panny młodej z lekko rockowycm przesłaniem (stąd te martensy) - jeśli kogoś kochasz, nie musisz niczego dowodzić otoczeniu idiotycznymi uroczystościami. A suknia ślubna może być ultraprosta, czarna, porwana, może być melonikiem i edwardiańskimi spodniami ;-) Mamy taką rodzinną historię jakby rodem z powieści Angeli Carter - ktoś stracił zmysły, to w przeddzień ślubu żelazko nadpaliło welon... Traktuję ten rodzinny romans jako przestrogę przed zbytnią wiarą w konwenanse. A historia mody ślubnej jest naprawdę fascynująca, białe suknie są naprawdę nowym wynalazkiem - muszę poszukać jakiejś książki na ten temat...&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img715.imageshack.us/img715/22/limifeuss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec tata Limi, Yohji Yamamoto. Równiez kocha martensy, również kocha minimalizm, czerń i biel. Yamamoto w mrocznym, gotyckim wydaniu: twarze modelek obsypane bladym pudrem z mocnymi czerwonymi ustami - to wystarczy by wyznaczyć nastrój pokazu. W tej kolekcji Yamamoto wyjątkowo dużo dość psychodelicznych deseni. Wszystko jednak zawsze wraca do ukochanej przez projektanta czerni. Na koniec prawdziwie mocne wyznanie: &lt;a href="http://www.style.com/slideshows/2010/fashionshows/S2011RTW/YJIYMOTO/RUNWAY/00420m.jpg"&gt;This is me!&lt;/a&gt; Ostatni odcinek Paryża (nie myślcie sobie, że ominęłabym &lt;a href="http://www.style.com/slideshows/2010/fashionshows/S2011RTW/MMARGIEL/RUNWAY/00160m.jpg"&gt;Margielę&lt;/a&gt; ;-)) już po weekendzie.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img819.imageshack.us/img819/1695/yamamotoss2011.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-2957438673609334308?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/paris-fw-5.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-3658788800886991377</guid><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 16:26:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-13T22:31:57.052+02:00</atom:updated><title>Paryż FW 5</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Dosyć niespiesznie podchodzę do podsumowania ostatnich paryskich pokazów - czas nas jednak goni, bo już za chwilę łódzki Fashion Week, na którym będę ;) i mam nadzieję troszkę wam tu zrelacjonować. Zobaczymy, jak to wyjdzie, a ja umieram już z ciekawości, bo nie byłam na żadnej z dotychczasowych edycji tego wydarzenia. Niestety ominie mnie dość ciekawy piątkowy &lt;a href="http://www.re-act.pl/"&gt;pokaz Re-act,&lt;/a&gt; ale liczę, że w internecie będzie sporo zdjęć - gdzieś już widziałam fotki nowej kolekji Joanny Paradeckiej: pomysłowość tej projektantki mnie zachywca. W ogóle ostatnio w naszym kraju szykuje się chyba jakaś mała modowa rewolucja, a może raczej wojna podjazdowa - tak przynajmniej zapowiada &lt;a href="http://starybrowar5050.com/artandfashionfestival/2009/1489"&gt;Hania Rydlewska.&lt;/a&gt; Ponoć wszystko ma się obrócić na lepsze po tej edycji poznańskiego Art&amp;amp;Fashion Festival, a zmaterializować w formie modowego dodatku do Exklusiva. Niecierpliwie czekam aż ktoś w polskim czasopismie skrytykuje modę - co ja mówię, ja tego wyglądam jak czterech jeźdźców apokalipsy... No ale - Paryż!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chanel - jak zwykle przepych i teatr, ale za to u Karla chyba nastąpiło całkowite sprzężenie odmładzania fizycznego z duchowym: poużywał sobie trochę na chanelowskich żakiecikach i garsonkach - szykownie je podarł, podziurawił, ogólnie sponiewierał. Szczególnie fajne są szare dżinsy (!) z pokaźną ilością powycinanych otworów - zupełnie nieoczekiwane jak na Chanel. W kolekcji również dużo piór (szczególnie piękne te czarne, kogucie), przejrzystych szyfonów oraz kwiatów. Do kompletu buty na koturnie - trzeba przyznać, że w kategorii "Manrepeller" zajęłyby miejsce na podium ;-) Moim zdaniem są wyjątkowo okropne, ale najwyraźniej, jak mówi slogan reklamowy: ugly shoes are a global issue. Cały pokaz inspirowany wspaniałym i wspaniale nudnym (sama zasnęłam przy dwóch kolejnych próbach obejrzenia) filmem "Zeszłego lata w Marienbadzie" Alaina Resnais ze wspaniałym scenariuszem Alaina Robbe-Grilleta. Imponująca sceneria pokazu odzwierciedlała &lt;a href="http://8oinks.com/files/2009/06/last_year_at_marienbad.jpg"&gt;filmowy krajobraz,&lt;/a&gt; a elementem spajającym wszystko jest fakt, że suknie do owego prawie niemego filmu zaprojektowała sama Coco Chanel. Film Resnais to przede wszystkim mocne obrazy i jakaś dojmująca nostalgia: pomysł połączenia motywów z tego filmu i pokazu mody wydaje mi się doskonały.  &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img88.imageshack.us/img88/3364/chanelss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img440.imageshack.us/img440/516/chanelss20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Jean Paul Gaultier zażartował całkiem w swoim stylu wypuszczając jako pierwszą na wybieg gargantuiczną piosenkarkę Beth Ditto. Mam na ten temat swoje zdanie, ale nie będę narażać się na oskarżenia o wąski umysł czy przesadną wiarę w lansowane medialnie standardy urody, w każdym razie dla mnie tusza to zło, każdy nadmierny kilogram jest diaboliczny, szatan ma na drugie tłuszcz, a na trzecie cellulit ;-) No ale przecież zabawne to było... Kolekcja Gaultiera jak najbardziej gwiazdorsko-punkowa: dominują porzeszone ramiona, plisowane (!) ramoneski, ciężkie martensy, fryzury a la Ziggy Stardust i psychodeliczne makijaże. Lata 70te objawiły się tu w ostrzejszej postaci. Na osłodę falbanki i roślinne desenie - już któryś raz Gaultier lansuje palmowe liście. Zastrzyk seksu zapewniają koronki, gorsety i body-stockings - kolekcja jest bardzo Gaultierowska, ale dla mnie w duchu Vivienne Westwood. A najzabawniejsze w tym wszystkim były okulary 3-D, które na koniec założył Gaultier: chciałabym zobaczyć ten trend na ulicach :D&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img824.imageshack.us/img824/567/gaultierss20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img838.imageshack.us/img838/3475/gaultierss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Okazało się jednak, że Gaultier dopiero w tym sezonie żegna się z Hermesem. Tym razem jest to już naprawdę kolekcja pożegnalna. Zatriumfowały typowe dla tej marki motywy hippiczne - wszechobecne, ale dyskretne. Kolekcja jest niezwykle elegancka i jak na tego projektanta wprost minimalistyczna - Gaultier nie oddala się zbytnio od męskich garniturów, operuje wyłącznie kolorami ziemi, czernią, bielą. Pikanterii kolekcji dodają tylko fetyszystyczne gorsety i uprzęże (które zapowiadają się na hit przyszłej wiosny, jakkolwiek absurdalnie to brzmi).&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img209.imageshack.us/img209/8136/hermesss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;John Galliano udał się w ulubione czasy międzywojenne, a za inspirację kolekcji obrał ciekawą postać ówczesnej bohemy artystycznej, którą była Maria Lani. Nie czytałam niestety na jej temat zbyt wiele (trzeba nadrobić!), w każdym razie była to Polka (!), którą w Paryżu portretowało kilkudziesięciu najwybitniejszych malarzy pod pretekstem tworzenia obrazu, który miałby zagrać w filmie grozy, gdzie Lani zagra wraz ze swoim portretem główną rolę :D Intryga dość zabawna, trzeba przyznać - w każdym razie sprytna Polka zagrała na nosie wielkim artystom i z większością dzieł uciekła do Ameryki, gdzie - jak można przypuszczać - spieniężyła wszystko z dużym zyskiem. Czy o tym jeszcze nikt nie napisał powieści? Toż to genialna historia. Galliano przełożył ten historyczny slapstick na piękną, nostalgiczną kolekcję, która sama jest niezłym dziełem sztuki. Galliano po prostu czaruje - czyste piękno!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img801.imageshack.us/img801/3658/gallianoss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img155.imageshack.us/img155/5075/gallianoss20112.jpg"&gt;&lt;br /&gt;I na koniec tego artystycznego posta wiosenna kolekcja Vivienne Westwood. Pokaz jak zwykle z ideologicznym przesłaniem, Westwood tym razem ratuje naszą ginącą planetę. Oczywiście jestem wysoce nieufna, gdyż słowo "ekologia" ostatnimi czasy nabrało już naprawdę groteskowej otoczki - ludzie, którzy nie potrafią odróżnić modrzewia od klonu, a na obiad zajadają stek czy mielone, z wielkim znawstwem opowiadają o wyczerpujących się zasobach naturalnych czy maltretowaniu zwierząt. Takiej "ekologii" nie kupuję, natomiast Westwood zawsze mnie uwodzi. Nie ma rady. Wiosenna kolekcja jest wyjątkowo elegancka, a jednocześnie świeża, dziewczęca. Najbardziej podobają mi się cieliste sukienki.  &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img176.imageshack.us/img176/4259/westwwodss2011.jpg" /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-3658788800886991377?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/paryz-fw-5.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-8127166203825102270</guid><pubDate>Sat, 09 Oct 2010 18:59:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-10T01:55:24.894+02:00</atom:updated><title>SWAP, czyli październik miesiącem wymieniania</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Na chwilkę wyprowadzamy blog z Paryża i robimy wycieczkę do Warszawy ;) W tym roku portal Stylio drugi raz zorganizował akcję "Dzień bezgotówkowej wymiany ciuchów", co różnym osobom pełnym inicjatywy dało możliwość organizowania SWAPów i tym podobnych wydarzeń modowych. Warszawską imprezę zorganizowała m.in. znana wszystkim bloggerka &lt;a href="http://www.styleoff.pl/"&gt;Suzaa,&lt;/a&gt; a wymienianie i kupowanie ciuchów miało miejsce w "Obiekcie znalezionym" pod Zachętą. No cóż - miałam dziś niezły ubaw, patrząc jak ciuchy piętrzą się na marmurowych schodach, o których pisałam w ostatnim poście ;-) Prawie wdarły się do szacownego gmachu owej czcigodnej świątyni sztuk... Stwierdzam, że odczuwały (jeżeli ciuchy mogą odczuwać) instynktowne przyciąganie do prac Annette Messanger, znajdujących się dwa piętra wyżej!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img171.imageshack.us/img171/3407/swap1k.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img839.imageshack.us/img839/4738/swap2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img98.imageshack.us/img98/9711/swap3.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Poza swapowiczami w Obiekcie swoje ciuchy prezentowały również online'owe sklepy - szczególnie lubię takie okazje do obmacania sobie rzeczy, które znam tylko z bajecznych zdjęć w internecie. Jako konfekcyjna fetyszystka poczułam sie wreszcie spełniona. Zresztą była to już druga taka impreza w Obiekcie - podczas grudniowej &lt;a href="http://www.foto-fashion.com/ce/ce058.htm"&gt;Moustache Yard Sale&lt;/a&gt; można było do woli macać ciuchy Green Establishmentu, Auć Bella (sklep obecnie przeniósł się do fabryki Konesera) czy projektantek Zemełka i Pirowska (zwłaszcza ich ciuchy po obmacaniu wydały mi się warte każdej kasy - perfekcyjne wykonanie!). Dzisiaj na SWAPie objerzałam sobie solidnie ubrania i akcesoria z prężnie rozwijającego się internetowego mulitibrandu &lt;a href="http://www.modmod.pl/"&gt;Modmod,&lt;/a&gt; który kojarzycie już zapewne m. in. z &lt;a href="http://harel.blox.pl/2010/08/Bluzy-Boho.html"&gt;bloga Harel.&lt;/a&gt; Natychmiast zapragnęłam mieć koszulkę z Krecikiem, ale też świetne sukienki hiszpańskiej marki Kling (dobre tkaninowo i fajnie, kobieco skrojone) oraz londyńskiej Eucalyptus Clothing (sukienka w paseczki wyglądała wypisz wymaluj jak kreacje Vivienne Westwood). Zachwyciły mnie też opaski "Zip Friendly" z kolekcji &lt;a href="http://www.modmod.pl/kategorie/36-opaski"&gt;Maja Miusow dla Modmod&lt;/a&gt; - fantastyczny gadżet, a wykonanie robi wrażenie swoją pieczołowitością ;-)&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img440.imageshack.us/img440/2223/swap6.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img163.imageshack.us/img163/3469/swap5.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img830.imageshack.us/img830/3003/swap7.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Kilka kroków dalej znalazłam kolejny multibrand, &lt;a href="http://www.ejtyfree.pl/"&gt;Ejtyfree.&lt;/a&gt; Dziewczyny, z którymi świetnie mi się rozmawiało, promują w Polsce amerykańskie marki, zupełnie niedostępne w sklepach stacjonarnych, takie jak Wildfox Couture, Juicy Couture czy CC Skye. Półka cenowa nieco wyższa, ale też odzież podczas mojej taktylnej inspekcji ;-) została zweryfikowana jako solidna tkaninowo - swetry z mięciutkiej wełny, jedwab i dobra bawełna. Na koszulkach naprawde fajne nadruki ;-) No i można u nich dostać sukienki BCBG Max Azria i t-shirty Marca Jacobsa...&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img837.imageshack.us/img837/8001/swap14.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Z vintage'owego frontu w Obiekcie pojawiły się sympatyczne dziewczyny z &lt;a href="http://www.ciuchowelove.com/ciuchowelove/Ciuchowe_Love.html"&gt;CiuchoweLove.&lt;/a&gt; Doceniam takie przedsięwzięcia, gdzie słowo "vintage" naprawdę znaczy to, co powinno: ciuchy sprzed co najmniej 20 lat w naprawdę oryginalnym wydaniu. Po kolekcji widać, że jest dziełem koneserek - a można tu znaleźć praktycznie wszystko od fenomentalnej skórzanej kurtki z tęczowo kolorowego zamszu po suknię ślubną retro czy autorską "ciężką" biżuterię. Już wkrótce CiuchoweLove będzie dostępne w &lt;a href="http://www.stara-ochota.pl/"&gt;galerii Stara Ochota&lt;/a&gt; - serdecznie polecam!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img831.imageshack.us/img831/3021/swap8.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img844.imageshack.us/img844/4810/swap9.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img404.imageshack.us/img404/5163/swap10.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Miłośniczki przypinek (i nie tylko) na SWAPie miały okazję zaopatrzyć się w &lt;a href="http://www.popo.art.pl/"&gt;Popo Galerii&lt;/a&gt; - przyznaję, że te broszki w realu wyglądają jeszcze fajniej niż na zdjęciach: wykrojone z tkanin malutkie zwierzątka automatycznie przenoszą człowieka do innego świata, no mówię wam: lepsze od kadzidełek i innych dopalaczy ;D&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img229.imageshack.us/img229/7923/swap4.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz autorskiej biżuterii w Obiekcie zagościły też autorskie ciuchy - pierwszy raz oglądałam ubrania projektu Madoxa i naprawdę mi się spodobały. Młody projektant Damian Nowacki specjalizuje się w modzie męskiej, na SWAPie zaprezentował kolekcję ekstrawaganckich męskich spodni, a zachwyciła mnie przede wszystkim dbałość o detal. Worki kieszeniowe i odszycia lamowane charakterystycznymi "dworskimi" tkaninami (np. moim ukochanym żakardem), a spodnie ciekawe konstrukcyjnie i uszyte z dobrych gatunkowo wełen. Kolejny raz przekonuję się, że w dobrym projektowaniu liczy się przede wszystkim pasja, a nie dyplom ASP. No a spodnie równie fajnie wyglądają na żądnych mody kobietach - SWAPowa cena 200 złotych wydała mi się wyjątkowo atrakcyjna za tak szlachetne tkaniny! Myślę, że o Madoxie jeszcze usłyszymy. &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img413.imageshack.us/img413/3939/swap11.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img411.imageshack.us/img411/3864/swap12.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img156.imageshack.us/img156/8820/swap13.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec bonus, który wypatrzyłam w oknie galerii na Nowym Świecie. Ciągle wraca do mnie obraz jedwabiu drukowanego w twarze marynarzy z &lt;a href="http://images.nymag.com/fashion/fashionshows/2010/spring/main/europe/womenrunway/jcdc/images/14.jpg"&gt;wiosennej kolekcji Castelbajaca.&lt;/a&gt; Kiedyś na Wittgensteinowskiej ścieżce mocno interesowałam się teoriami obrazów zwielokrotnionych i chyba dlatego te projekty tak wyryły mi się w pamięci. Tymczasem dzisiaj w witrynie - suknia ślubna z jedwabych falban z nadrukiem pary młodej z przeszłości - wow, ależ piękne! To się nazywa witryna!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img177.imageshack.us/img177/1252/swap15.jpg" /&gt;   &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. I moje najnowsze internetowe odkrycie - &lt;a href="http://www.manrepeller.com/"&gt;blog Manrepeller:&lt;/a&gt; dawno już się tak nie uśmiałam z modowego bloga :DDD&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-8127166203825102270?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/swap-czyli-pazdziernik-miesiecem.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-4506080727916867883</guid><pubDate>Thu, 07 Oct 2010 21:12:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-08T21:15:24.423+02:00</atom:updated><title>Paryż FW 4</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Stało się - paryski tydzień mody dobiegł końca! Jak zwykle ogarnia mnie lekkie przygnębienie: zostało mi do przejrzenia jeszcze tylko kilka pokazów. Na kolejne atrakcje trzeba będzie czekać do lutego! Dzisiaj w nowo zakupionych szwedach (i to australijskich!) testowałam styl lat 70tych - przyznaję, że w tym fasonie spodni czuję się troszkę dziwnie. Na ulicach 90% dżinsów to rurki lub proste nogawki, w rozszerzanych spodniach chodzą tylko ludzie, którzy od nastu lat nie rewidowali swojej garderoby. Czy w tym kraju można być modnym, skoro trendy u nas zdobywają ulice kilka sezonów po tym, jak stają się przebrzmiałe? ;D A moje nogi w szwedach były z punktu widzenia ich właścicielki zupełnie odrealnione: być może ja również w życiu codziennym pielęgnuję swoją obsesję na punkcie dychotomii ciało/ubiór, ale słowo daję - ciężko mi dziś było rozpoznać odbicie w lustrze. No i ciągle nie wiem, czy odpowiednio skróciłam te spodnie - jaka powinna być idealna długość szwedów, ile obcasa powinno wystawać spod nogawki, czy w ogóle powinno być widać buty? Hmmmm. Nie wiem, nie wiem, nie wiem. W szwedach podobałam się chyba tylko panom pilnującym dzieł sztuki w Zachęcie, bo oni od zawsze są tacy staromodni, no a na dokładkę obydwie wystawy w galerii dotyczą nurtującego mnie (dziś w sposób szczególny) problemu ciała. Zaciekawiły mnie prace Jakuba Ziółkowskiego, który z uporem maniaka rozkłada ciało na części pierwsze, a sam proces rozkładu dość zabawnie kwituje rojami owadów a la Salvador Dali. Natomiast monograficzna prezentacja Annette Messager dostarcza naprawdę niesamowitych przeżyć. Nie wiem, jak wy, ale ja nie lubię efekciarstwa w sztuce, a szczególnie w sztuce galeryjnej. Wolę dzieła sztuki, które nie narzucają mi się ze swoją wyjątkowością czy splendorem. Zdecydowanie mocniej reaguję na rzeczy spotykane pozornie en passant, tak jak na niedawną &lt;a href="http://www.artmuseum.pl/news.php?id=Wystawa_Kunst_Werke"&gt;wystawę z berlińskiego KW w Muzeum sztuki nowoczesnej na Pańskiej,&lt;/a&gt; o której &lt;a href="http://foppreview.com/?p=459&amp;amp;lang=pl"&gt;tak ładnie pisze&lt;/a&gt; mój szanowny kolega Michał. Wspaniałe &lt;a href="http://www.artmuseum.pl/galleries.php?g=wystawa&amp;amp;l=0&amp;amp;t=2&amp;amp;i=04.jpg"&gt;buty Markusa Schinwalda,&lt;/a&gt; czy niepokojące &lt;a href="http://www.artmuseum.pl/galleries.php?g=wystawa&amp;amp;l=0&amp;amp;t=2&amp;amp;i=12.jpg"&gt;Panny z Awinionu&lt;/a&gt; Thomasa Zippa podziwiać można było po drodze z Świętokrzyskiej do Złotych Tarasów ;D - nie trzeba było się nastawiać na sztukę, żeby zostać przez sztukę dotkniętym. A szczególnie ta ostatnia, kapiąca na chodnik praca w zaciemnionym przejściu Emilii robiła piorunujące wrażenie. W Warszawie zamiera już tradycja gustownych witryn, a prace profesjonalnych visual merchandiserów są tak banalnie schematyczne, że nie ma się w ogóle nad czym rozwodzić. Tymczasem za Emilią można było skosztować dawnych rozkoszy witrynowego wojeryzmu - kto stracił szansę, niech żałuje... Ta wystawa w zamknietej galerii byłaby pretensjonalna, nieskuteczna. Natomiast wystawa Messager w Zachęcie moim zdaniem nie traci na zamknięciu w dostojnych murach, odgrodzonych od rzeczywistości marmurowymi schodami. Są artyści, których sztuka ma moc dobroczynnego wpływania na galeryjne warunki. Szczególnie ciekawe są dwie instalacje: Przyjemność/Nieprzyjemność, gdzie z sufitu dużej sali w Zachęcie zwisają liczne, dość niepokojące obiekty, a wśród nich tytułowe słowa, wypchane niczym zabawki, uszyte ręcznie ze starych materiałów w ciekawe desenie. Ta sala jest innym światem... Ostatnia instalacja "Wietrzyk" to właściwie miniwidowisko teatralne - w zaciemnionej sali pod gigantycznym jedwabnym woalem ukrywają się podświetlane co jakiś czas mikroświaty, złożone z pluszaków i innych dziwnych rzeczy, które by można opatrzyć zbiorowym mianem "śmieci". Messager to wspaniały bricoleur. Co jakiś czas pod jedwabnym woalem zaczyna działać duży wentylator - wietrzyk deformuje krajobraz, potem powraca spokój. Nie wiem, co takiego jest w instalacji, ale warto wystawić się na to świeckie misterium. Inny ciekawy punkt retrospektywy Messager to &lt;a href="http://wydarzenia.o.pl/2010/09/annette-messager-na-pokaz-faire-parade-zacheta-warszawa/am-historia-sukienek1-2010-09-17/"&gt;"Historia sukienek"&lt;/a&gt; - stroje zamknięte w szklanych witrynkach zaopatrzone są w wotywne miniaturowe obrazki, pamiątki jakichś niejasnych wydarzeń. Praca niczego nie wyjaśnia, angażując jednocześnie widza w świat tych zamkniętych w "trumnach" sukienek. Bardzo wam polecam wizytę w Zachęcie, wystawa jest frapująca! Ale wracajmy do Paryża!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Louis Vuitton. Nie mogę powiedzieć, że nie oczekiwałam tego ruchu po Marcu Jacobsie. Gościom pokazu podał na początek cytat ze słynnych &lt;a href="http://www.dwutygodnik.com.pl/artykul/221-camp-notatki-susan-sontag.html"&gt;"Notatek o kampie"&lt;/a&gt; Susan Sontag, a sama kolekcja jest mistrzostwem w sztuczności. Już wiosenny autorski pokaz Jacobsa zapowiadał obranie kampowego kursu - niezwykle kiczowate makijaże, charakterystycznie odrealniona paleta barw, wielkie sztuczne kwiaty i spalone trwałe. To musiał być kamp. W kolekcji dla Louis Vuitton dominuje poetyka szablonowego orientalizmu pod postacią przesłodzonej chinoiserie. "Chińska" moda wcale nie dziwi - co najmniej od szanghajskiej kolekcji Pre-fall Chanel wiadomo, że motywy orientalne zostaną w modzie na dłużej. Jacobs w tym pokazie wykazał się prawdziwą maestrią jeśli chodzi o kontrolowanie nadmiaru - zupełnie odciął się od modnych lat 50tych, ale modus działania tej kolekcji jest prawie identyczny. Wystarczy wybrać odpowiedni modowy punkt zaczepienia i sprowadzić go do absurdu: żeby było jeszcze bardziej "chińsko" niż było do tej pory gdziekolwiek indziej. I jest. Od wypchanych tygrysów po frędzlowe łatki na lamowanych sukienkach - Jacobs trafił w dziesiątkę. I dał nam niezłą wskazówkę na lato - nie chodzi o jakiś konkretny trend, bo moda już od dawna nie zajmuje się wyznaczaniem konkretnych dominujących trendów. Chodzi o klimat, nastrój, dopracowaną stylizację, wykreowanie całkiem sztucznego stylu, choćby w całkiem złym guście. Bo na tym polega kamp. Cieszę się, że to słowo wreszcie trafi do hochglanzów dla dojrzewających dziewcząt - jeśli tylko dlatego ktoś miałby pójść tropem Susan Sontag, to wiwat dla mody! &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img715.imageshack.us/img715/8858/vuittonss20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img403.imageshack.us/img403/5166/vuittonss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Sarah Burton pierwszy raz w sposób pełny zaprezentowała się jako projektantka marki Alexander McQueen i choćby nawet ktoś bardzo zaostrzył sobie pióro, to nie miałby się do czeg przyczepić. Po prostu - udało się. Pokaz budzi automatyczne skojarzenia ze stylem McQueena, nie jest to dziwne - skoro Burton pracowała z projektantem od nastu lat, najwidoczniej łączyła ich wspólna wizja. Jak zwykle - kolekcja osadzona jest w modzie historycznej: dworskie żakardy i malowane jedwabie zostały modowo oswojone niewykończonymi brzegami, zmiękczonymi "nadciętymi" ramionami, falbanami przyszywanymi na linii podkowy (oj fajne te falbany!). Drogocenna koronka uśmiecha się szydełkowymi kwiatami. Całkiem sporo tu elementów organicznych - piór, futrzanych wykończeń, skóry ciętej w kszałt liści, motylich skrzydeł, a nawet kłosów zboża. Choć ta ostatnia sukienka wygląda trochę jak wieniec dożynkowy ;P Burton udało się w tej kolekcji przemycić najistotniejszy element stylu McQueena - to iście rzemieślnicze piękno, drobiazgową dbałość o szczegóły, spójność wizji. Bardzo podobają mi się również stylizacje fryzur modelek - plecionki wykończone potarganymi warkoczami. Ta kolekcja to dopiero otwarcie dla Burton: co zrobi z potencjałem McQueena dowiemy się w kolejnych pokazach...&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img145.imageshack.us/img145/999/mcqueenss20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img714.imageshack.us/img714/9919/mcqueenss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie ostatnia wiosenna odsłona Prady, czyli kolekcja Miu Miu. Wybieg zamienił się w scenę z reflektorem oświecającym miejsce pośród czerwieni, który mi osobiście skojarzył się z filamami Davida Lyncha ;-) Projektantce chodziło raczej o obsesję gwiazdorstwa, stąd też zdobiące wiele projektów... gwiazdki! Ale też kolory - srebro, złoto, czerwień, kobalt, biel, czerń, wszystko w połyskującej satynie. Ciekawa jest ta kolekcja Prady - niby nawiązuje do mody retro (bo jak inaczej nazwać białego łabędzia w stylu grafik z końca 19tego wieku czy plisowania), z drugiej strony, jest niezwykle ironiczna. Bo co gwiazdorskiego jest w plisowanej dłuższej sukience z podkrojem szyi dokładnie zakrywającym dekolt? Zagadkowa kolekcja, ale cieszę się, że Prada ciągle dąży do czegoś nowego, nie eksploatuje własnych sukcesów. Tylko czy ja mam coś w gwiazdki lub łabędzie? ;-)&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img524.imageshack.us/img524/3347/miumuiuss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-4506080727916867883?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/paryz-fw-4.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-2571092026054381044</guid><pubDate>Tue, 05 Oct 2010 18:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-05T23:28:31.337+02:00</atom:updated><title>Paryż FW 3</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Na chwilkę odpłynęłam od paryskiego tygodnia mody - nawiedziła mnie szanowna sorella i wreszcie miałam szansę przejrzeć jesienną ofertę sklepów. Ponieważ coraz rzadziej zaopatruję się w sieciówkowym obiegu większość śródmiejskich przybytków konsumpcji opuszczałam z niesmakiem. Wygórowane ceny, koszmarna jakość, brak prawdziwie ciekawych ciuchów - zaczynam się zastanawiać, co jest tak naprawdę pociągającego w gigantycznych masówkach... W ogromnym sklepie sportowym (wizyta w nim spotęgowała moją niechęć do skomercjalizowanego sportu) nabyłam tylko parę wymarzonych kaloszy, które tak naprawdę są gumowymi butami do jazdy konnej. I jaka to była radość: na półce, z której literalnie wymieciono wszystko od rozmiaru 37 do 42 czekała na mnie jedna jedyna, ostatnia i idealnie pasująca para 36 ;-) Zdaję sobie sprawę, że ta półka zapełni się przy kolejnej dostawie, a po mieście śmigają dziesiątki takich kaloszy, ale jako kosument poczułam się spełniona. Teraz czekam na deszcz, śnieg, pluchę - już nie są mi straszne, a przynajmniej nie są straszne moim stopom! Ale póki co świeci słońce i wieje mocny wiatr, a w stolicy Francji dobiega końca tydzień mody...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paryż na tle innych wydarzeń ostatniego miesiąca wydaje się miejscem dość nudnym. Kilkoma rzeczami jestem wręcz rozczarowana. Dajmy na to: nowa kolekcja Chloe. Zaczynam mieć już obsesję, że sezon jesienny wypadł pod względem modowym wyjątkowo dobrze, wyraziście - teraz ciężko nadgonić te wszystkie ikoniczne kolekcje. A do takich z pewnością należała jesienna, ciepła, beżowo-brązowa kolekcja Chloe. Na wiosnę Hannah MacGibbon proponuje o wiele więcej bieli, więcej stylu sportowego, a z drugiej strony: sporo dość rozpasanych jak na tę projektantkę sukien wieczorowych. I jest w tej części wieczorowej coś z ostatniego pokazu Lanvin: tak samo cieliste góry, tak samo szerokie, plisowane doły. I tu zawitały wieczorwe lata 70te, choć w kolekcji Chloe jak zwykle wyróżnia się dość intensywne zastosowanie skór naturalnych. Znowu jest dość ascetycznie, a może nawet już odrobinkę nudno. Natomiast kolekcja butów jest dla mnie nie do przyjęcia: rozdeptane baletki w pudrowym różu i sandały trzymające się na dużym placu u nogi nie wydają mi się ani estetyczne, ani wygodne. Może się czepiam, ale na chwilę obecną minimalizm zaczyna mocno nużyć...&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img375.imageshack.us/img375/1334/chloess2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img839.imageshack.us/img839/5368/chloess20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna projektantka, która w tym sezonie moim zdaniem wypadła dość blado, to Stella McCartney. Podczas gdy dość oszczędne zestawy w męskim stylu są naprawdę doskonałe, to pozostała część kolekcji jest dla mnie wątpliwa. A szczególnie epizod dżisowy - dżinsowe bluzy z szerokimi rękawami i dość pokraczne spódnico-spodnie w ogóle do mnie nie przemawiają. Wydają mi się nieprzyjemne w noszeniu - skoro dżins ów zachowuje swój przerośnięty kształt, to zakładam, że jest twardy i sztywny. No nie wiem - w ogóle nie znoszę dżisnowych total-looków, bo kojarzą mi się z latami 90tymi, czyli pewnym odzieżowym koszmarem. Stella pokazała również swoją wersję maxisukienek zapożyczonych z lat 70tych - dla unowocześnienia dodała im głębokie rozcięcia, eksponujące nogi. I znowu coś mi tu nie gra, coś mi się nie podoba. A na koniec wzory - i to jakie! Wypisz wymaluj - cerata! Miuccia miała swoje banany, a Stella ma cały asortyment cytrusów, wraz z listowiem. Tak - wiem, że to jedwab, że to ma być piękne. Dla mnie w tej chwili raczej groteskowe, choć nie wykluczam, że teraz w secondhandach będę się rozglądać za takimi gadżetami ;-) A taką ładną sukienkę w cytryny niedawno przepuściłam... No cóż - projektanci mają lepsze i gorsze momenty, moim zdaniem ten należy to tych ostatnich.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img716.imageshack.us/img716/3271/stellass2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img830.imageshack.us/img830/4498/stellass20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedna rozczarowująca chwila: debiutancki pokaz Ungaro Gilesa Deacona. Od kilku miesięcy zastanawiałam się, jak młody rebeliant wpisze się w poetykę czegoś tak szacownego jak Ungaro. Po pierwsze, błędem chyba było zasypanie wybiegu kiczowatymi kwiatkami, trawnikiem i volkswagenem garbusem. Na tym szalonym tle koronkowe ciuchy wyglądają dość absurdalnie. OK - może takie było zamierzenie, ale efekt jest dość nieudany. Rozumiem, że kolekcja miała być maksymalnie kampowa, bo tę poetykę kontrolowanego kiczu uwielbia Deacon - jednak to, co jest fantastyczne w jego autorskich kolekcjach, tu jakoś nie wypaliło. Mocne makijaże, ciężka biżuteria, fryzury a la Tymoszenko sparowane z koronkami, piórami, widoczną bielizną i czarnymi rajstopami - a wszystko na tle garbusa przysypanego stokrotkami. Hullo? Nawet dla mnie to zbyt wiele. Do tego ciuchy naprawdę nie robią piorunującego wrażenia. Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img339.imageshack.us/img339/2848/ungaross2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;A teraz będą już tylko zachwyty i pochwały. Najpierw Celine. Phoebe Philo mocno trzyma się swojej wersji minimalizmu. Nową kolekcję Celine wypełniają znane już proste fasony romansujące z luźnym stylem sportowym: bawełniane tuniki, koszule, spodnie o prostych nogawkach. Tę bazę Philo wzbogaciła elementami stylu etno - są grubo plecione wełniane okrycia, geometryczne zdobienia lekko przypominające modne wzory trybalne. Kolorystyka bieli, czerni i beżu podejmuje odważny romans z niebieskim, brązem oraz mocnym pomarańczowym. I kolekcja Celine gotowa.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img833.imageshack.us/img833/8784/celiness2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img684.imageshack.us/img684/3360/celiness20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Riccardo Tisci na wiosnę wpadł w dość mroczny nastrój. Nowa kolekcja Givenchy to nic więcej niż czerń, biel, panterka, przeźroczystości, suwaki i mocne buty na platformie. Z tych elementów powstają stylizacje kojarzące się z gotyckimi subkulturami. Oczywiście gdyby to nie był Tisci, to bym na to sarkała, ale on potrafi w tak kontrolowany sposób odegrać na wybiegu jakiś spektakl, że trudno nie mieć respektu. No i przede wszystkim Tisci najdoskonalej po tej stronie Atlantyku (i po tej stronie kanału La Manche ;-)) wykorzystał potencjał transparentnych tkanin. Uuuuuuu - mocne!&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img715.imageshack.us/img715/408/givenchyss20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img829.imageshack.us/img829/4496/givenchyss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;I na finał tego posta moja najukochańsza do tej pory paryska kolekcja. Stefano Pilati. Na fali tegorocznej wystawy retrospektywnej YSL projektant oddał hołd Laurentowi w sposób naprawdę imponujący. Powrotów do Laurenta w tych tygodniach mody było już kilka, ale Pilati pokazał niezwykłą klasę. Modelki w nieskazitelnym, lekko teatralnym makijażu, z upiętymi włosami, z paznokciami w ciemnym burgundzie, w złotych butach, złotej biżuterii. Na tym tle wspaniałe projekty Pilati: klasyczne trencze i wełniany płaszcz z szerokim, stębnowanym kołnierzem, wieczorowe kombinezony, pachnące latami 70tymi sukienki, portfelowe spódnice wykończone wyrazistą falbaną, eleganckie suknie z jedwabiu drukowanego... w odciski palców. A wszystko takie kontrolowane, spójne, na wysokim C! Ach, szczęka mi opadła na widok tych cudowności. Bravissimo, Pilati! Tylko czy to nie jest przypadkiem jakiś antykwariat, muzeum mody...? Nie, odpędzam szybkę tę myśl. Wszak jestem zakochana. &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img85.imageshack.us/img85/3592/yslss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img704.imageshack.us/img704/5817/yslss20112.jpg" /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-2571092026054381044?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/paryz-fw-3.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2197833767571506753.post-8391615517447111568</guid><pubDate>Sat, 02 Oct 2010 21:19:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-03T01:04:29.048+02:00</atom:updated><title>Paryż FW 2</title><description>&lt;div align="justify"&gt;Miałam zaczynać od innych spraw, ale Viktor i Rolf zawładnęli moim umysłem ;-) Otóż najbardziej spektakularni projektanci tego sezonu (i wielu innych sezonów zresztą też) postanowili dać upust swojej idee fixe, którą w obecnym czasie jest... koszula. Tak tak... coś przeczuwałam pisząc przy kolekcji Balenciagi o koszulach: koszule niby do lamusa już odstawione, niby niemodne, niby biurowe. W sklepach coraz więcej alternatyw dla koszuli: najróżniejsze fruwadła, drapowane topy, falbanki, a tymczasem koszule wychodzą na pierwszy plan i walczą o swoje miejsce na piedestale mody ;-) Nowa kolekcja Viktora&amp;amp;Rolfa to prawdziwa oda do koszulowej bluzki. Wszystko zaczyna się niezwykle mocno: na wybiegu pojawia sie oversize'owa bluzka ze zwielokrotnionymi mankietami, tuzinem kołnierzyków. Koszulowa mania to jednak nie tylko zwielokrotnienie i powiększenie: gdy przyjrzeć się detalom bluzka cała jest obszyta wystrzępionymi kawałkami tkaniny (świetny pomysł DIY - zaraz chyba siadam do maszyny ;-)), a mankiety w ironicznym geście pokryto lśniącymi perełkami. To jakaś superkoszula: najbardziej koszulowa z koszul. Od tego nasycenia instancji ideą projektanci przechodzą przez wszelkie wynaturzenia koszuli: koszula ma baskinkę długą niczym tren, koszula jako szmizjerka jest najbardziej uniwersalnym ze strojów, koszula przenika do materii spodni i wystaje z nich niczym rozcięta nogawka, koszula dopasowuje się do figury dzięki wstawkom z koronki (cudowne!), koszula ma niezwykle długi gors z zaszewkami, koszula jest wszystkim: nawet suknią ślubną. Piękny gest - teatralna suknia z kołnierzyków i mankietów, jak dzieło Picassa, "Akt schodzący po schodach" Duchampa. Po prostu - nasi panowie nie mogą dać spokoju naszym myślom: bezmyślnej konfekcyjnej modzie za każdym razem oferują niezłą konfrontację, jeśli tylko z mankietów i kołnierzyków. To zabawne - czytam właśnie ciekawą książkę o Franzu Fiszerze (polskim filozofie ;-)) - ponoć jako wieczny rezydent podróżował wyłącznie ze stosem książek i... kołnierzyków ;-) &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img696.imageshack.us/img696/753/viktorrolfss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img137.imageshack.us/img137/9299/viktorrolfss20112.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;Nowa kolekcja Lanvin jest równie doskonała pod względem koncepcyjnym. Alber Elbaz (w przedzień swojej ogólnoświatowej (pop)ularności dzięki kolaboracji HM+Lanvin) postanowił głośno pozastanawiać się, jak blisko ciała może być ubranie. Wielkie bum i na wybieg wkraczają spektakularne sukienki z doskonale cielistej, wręcz nieistniejącej góry i zwiewnej, długiej plisowanej spódnicy. Sarkazm Elbaza tkwi w szczegółach: na gorsach skórzana uprząż zdobiona na szyi owadzią broszką, na stopach sandały z obcasem, który przywodzi na myśl różne formy opresji: korekcyjny mechanizm, usztywnienie, ludzki rodzaj podkowy. Wow! Doskonale pięknie wyłożny podstawowy antagonizm mody: wcielony strój i upiększający karcer. Nie wiem, jak wy, ale ja przy takich wywrotowych pomysłach czuję miłe mrowienie pod czaszką ;-) Później jest jeszcze lepiej: cieliste, cudownie dopasowane sukienki z jedwabnego dżerseju asymetrycznie ozdobione drapowanymi odszyciami, często zapinanymi na suwak. Jakby strój podawał rękę ciału - troszkę wariackie te porównania, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo język przesycony jest metaforyką cielesności i ubioru... Następnie seria marynarek z lekko podkreślonymi ramionami i bardzo cieliste sukienki, wręcz kombinezony. Potem seria opiętych plisowań rodem z kolekcji Miyake. Potem nagle długie szmizjerki i duże płaszcze z kreszowanych tkanin i wreszcie spełnienie snu ciała o ubiorze-ciele: beżowe body spowite drapowanym szyfonem, najlepiej w zgaszonej czerwieni lub szarościach. Szybko jednak z odsieczą przychodzi zbroja: ulubione przez Elbaza do niedawna trybalne zdobienia, mocno wyszywane blaszkami, wzmocnione na ramionach projekty, które wyglądają jak zapożyczone ze średniowiecznego romansu. Kończy się jednak lekko - ostatnią, czarną suknię zdobioną stylizowane pióra ;-) Wspaniała jest ta kolekcja, a najbardziej podoba mi się ten zrealizowany z chirurgiczną precyzją pomysł i wynikająca stąd dramaturgia. Brawo, Lanvin! &lt;br /&gt;&lt;img src="http://img405.imageshack.us/img405/8061/lanvinss20112w.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img178.imageshack.us/img178/7670/lanvinss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;W nowej kolekcji Diora John Galliano pokazał troszeczkę odmienione oblicze stylu marynarskiego. Jeśli nie da się już trawestować Chanel, bo marynarskie paseczki są już dosłownie wszędzie, od najdroższych butików po bazarowe stoliki - co wtedy nosić w lecie? No jak to! Trzeba całkiem serio ubrać się po marynarsku - z szafy ikonicznego marynarza pożyczyć charakterystyczną białą czapeczkę, płócienną parkę, bluzę, kamizelkę, marynarskie spodnie i marynarskie buty. A czy jeszcze wtedy pozostaje coś z kobiecości? No jasne. Trzeba być tylko wystylizowanym na pin-up! Grzywka zakręconą na rolkę, krótka sukienka w kwiaty i wysokie obcasy, szminka, naszyjnik z nenufarów oraz kocie okulary. Podoba mi się - zabawna, lekka letnia kolekcja Diora. Przede wszystkim akcesoria są niezwykle przyjemne - torby w kształcie marynarkich worków, pióra, filcowe kwiaty, sznury, frędzle. Pierwszy raz od dawna nie jest przyciężko.&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img810.imageshack.us/img810/8540/diorss2011.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img267.imageshack.us/img267/7402/diorss20112.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2197833767571506753-8391615517447111568?l=metki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://metki.blogspot.com/2010/10/paryz-fw-2.html</link><author>noreply@blogger.com (Kaka Bubu)</author><thr:total>3</thr:total></item></channel></rss>

