<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;AkACSHg9cCp7ImA9WhRXGEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964</id><updated>2011-12-26T01:19:29.668+01:00</updated><category term="praca" /><category term="Londyn" /><category term="studia" /><category term="taniec irlandzki" /><category term="przemyślenia" /><title>Myśli nieposkładane</title><subtitle type="html" /><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>58</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/MyliNieposkadane" /><feedburner:info uri="mylinieposkadane" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry gd:etag="W/&quot;AkACSHY4cSp7ImA9WhRXGEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-3720584801569788014</id><published>2011-12-26T01:03:00.001+01:00</published><updated>2011-12-26T01:19:29.839+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-26T01:19:29.839+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="przemyślenia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Święta na Wyspach</title><content type="html">Pierwsze oznaki zbliżających się świąt można zauważyć w Londynie dużo wcześniej niż w Polsce - już pod koniec września w sklepach nieśmiało zaczynają pokazywać się kartki świąteczne, drobne ozdoby i małe choinki. Tak jednak, jak w Polsce przygotowania do sezonu świątecznego poprzedza wyprzedaż zniczy, wieńców i kwiatów na Wszystkich Świętych, tak w Anglii w podobnym okresie dekoracje są nieco bardziej mroczne, lecz trochę na wesoło. Do końca października największym zainteresowaniem cieszy się bowiem Halloween. Choć nie jest to dzień wolny od pracy, najsłynniejsza handlowa ulica Londynu - Oxford Street - w godzinach popołudniowych wypełniona jest po brzegi przebierańcami i łowcami przecen. W tym okresie rewelacyjnie sprzedają się zarówno cukierki w pudełkach z napisem "trick or treat!", maski jak na bal przebierańców, mroczne kostiumy, akcesoria, których nie powstydziłby się niejeden rasowy zombie, jak i różnokształtne pomarańczowe dynie, sztuczne pajęczyny, czarne peleryny, miotły, spiczaste kapelusze, a nawet pączki z nietoperzami z czarnego lukru. Na początku listopada można załapać się jeszcze na tydzień ostatecznych przecen towarów, które nie sprzedały się do Halloween, po czym klimat zmienia się na bożonarodzeniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza zmienia się chyba Oxford Street. Remonty nabierają tempa, &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-PMfElsjFozU/TvebRpHsrfI/AAAAAAAAA7Y/IR-1D9JPW9Y/s1600/DSCF8301.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-PMfElsjFozU/TvebRpHsrfI/AAAAAAAAA7Y/IR-1D9JPW9Y/s320/DSCF8301.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;aby zdążyć ze wszystkim przed świętami i robotnicy zaczynają pracować na kilka zmian. Na początku grudnia została ponownie otwarta stacja metra Tottenham Court Road, dzięki czemu mogę bezpośrednio, bez przesiadek, wybrać się do raju zakupowego w mniej niż pół godziny. Wszędzie zaczynają pojawiać się choinki, na drzewach zawieszane są kolorowe lampki, a w sklepach można usłyszeć obowiązkowe "White Christmas". Kuszą pierwsze promocje świąteczne, a Oxford Street jest częściowo wyłączona z ruchu od początku grudnia. Bynajmniej nie sprawia to, że przemieszczanie się jest prostsze i szybsze - tłum jest po prostu równomiernie rozłożony na całej szerokości dwóch chodników i dwukierunkowej jednopasmowej ulicy. Przy mojej stacji metra wieczorami świecą się kolorowe lampki w kształcie litery "A" (od nazwy stacji: Archway). Przed budynkiem, w którym pracuję, na Broadgate Circle można pojeździć na łyżwach, a Crispy Creme (czyli moje ulubione jeszczetrochowe pączki) wprowadziły specjalną serię świąteczną - pączki w kształcie choinek i polukrowane na bałwanki. I te &lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-QK9MEZpQskY/TvebJEJRDxI/AAAAAAAAA64/8KnicdCOu28/s1600/DSCF8297.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-QK9MEZpQskY/TvebJEJRDxI/AAAAAAAAA64/8KnicdCOu28/s320/DSCF8297.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;same zestawy słodyczy, co na Halloween, tylko tym razem zapakowane w kolorystyce bożonarodzeniowej. Naprawdę żałuję, że nie miałam czasu wpaść do Harrods'a żeby zobaczyć, jak tam wyglądają przygotowania świąteczne - mam nadzieję, że jakaś część tego wszystkiego zostanie jeszcze w styczniu, gdy wrócę do Anglii. Małą namiastką był jednak Selfridges - wielki dom towarowy, w którym można kupić dosłownie wszystko, sam dział ze słodyczami jest porównywalnej wielkości do średniego Tesco w Polsce, a od wejścia pachnie drogimi perfumami. Nie da się tego opisać - trzeba po prostu zobaczyć. Gigantyczna przestrzeń w głównym holu, wysokie sklepienia, monstrualne warkocze z choinek i łańcuchów zwieszające się po ścianach i błyszczące bombki wielkości arbuzów. Oczywiście nienagannie ubrana i kulturalna obsługa, ceny jak w Harrodsie i więcej gapiów niż klientów. I choć w tej krainie wiecznego deszczu można raczej zapomnieć o śniegu, przepiękne kolędy zastępuje oklepane "Jingle Bells" i "White Christmas", a ze względu na ogromne zróżnicowanie kulturowe Boże Narodzenie to przede wszystkim święto komercyjne, to jednak klimat świąt czuje się tam bardziej, niż w Polsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wesołych Świąt !&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-3720584801569788014?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YhUnyDGEgLxq1rwUrtALCHijktE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YhUnyDGEgLxq1rwUrtALCHijktE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YhUnyDGEgLxq1rwUrtALCHijktE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YhUnyDGEgLxq1rwUrtALCHijktE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/Dny3L8iZBLM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/3720584801569788014/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/12/swieta-na-wyspach.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/3720584801569788014?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/3720584801569788014?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/Dny3L8iZBLM/swieta-na-wyspach.html" title="Święta na Wyspach" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/-PMfElsjFozU/TvebRpHsrfI/AAAAAAAAA7Y/IR-1D9JPW9Y/s72-c/DSCF8301.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/12/swieta-na-wyspach.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0UCSHY4fSp7ImA9WhRTGE8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-1652124932069890128</id><published>2011-11-09T01:59:00.001+01:00</published><updated>2011-11-09T08:54:29.835+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-09T08:54:29.835+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="praca" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Londyn na trochę dłużej</title><content type="html">Przed wylotem obiecywałam regularne wpisy i że dużo się będzie działo. Średnio to niestety wyszło, bo pojawiło się nagle bardzo dużo obowiązków, a wolnego czasu jak na lekarstwo. Ale zacznijmy od początku:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;odlot Katowice (KTW) godz. 06:00 przylot do Londyn Luton (LTN) godz. 07:25&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Tym razem bilet w jedną stronę. Muszę przyznać, że o ile Wizzair, zaliczający się do tak zwanych tanich linii lotniczych nie jest już wcale taki tani jak kiedyś, o tyle umożliwia przewiezienie naprawdę sporych ilości bagażu w bezkonkurencyjnie niskiej cenie. Przez internet można wykupić 3 sztuki bagażu nadawanego, z czego każda walizka może ważyć do 32kg i na trasie do Londynu kosztuje 90zł od sztuki. Jakby komuś było mało, na lotnisku można wykupić kolejne 3 i przyjemność ta kosztuje 135zł od sztuki. Oczywiście nie zakładałam nawet, że uda mi się zmieścić w jedną czy dwie walizki. Miałam jednak nadzieję, że uda się we trzy, ale w końcu wyszły z tego cztery, a i tak wszystkiego nie udało się zabrać. Pakowanie, jak zwykle na ostatnią chwilę, trwało całą noc i bez snu dotarłam na lotnisko w środku nocy. Nawet nie wiem kiedy samolot wzniósł się nad chmury, odsłaniając czyste niebieskie niebo, bo cały lot, wyłączając jedynie start i lądowanie, przespałam jak niemowlak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieszkam w północnym Londynie, na granicy 2. i 3. strefy. Okolica bardzo w porządku - niedaleko jest klub fitness z siłownią i basenem, kilka sklepów, pubów i przede wszystkim blisko do stacji metra i przystanków autobusowych. Do pracy dojeżdżam codziennie około 20 minut metrem - nieziemsko zatłoczoną Northern Line w kierunku centrum. Jest to dość specyficzna nitka, na której poza godzinami natężonego ruchu, można spotkać różne osobliwości.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-xNGpZIypxM0/TrnFdd3a5mI/AAAAAAAAA5c/QTYU76KnNzU/s1600/dscf6667.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-xNGpZIypxM0/TrnFdd3a5mI/AAAAAAAAA5c/QTYU76KnNzU/s320/dscf6667.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-_oCeu6FV6cs/TrnGbxN3kwI/AAAAAAAAA5k/ffKngWZmpug/s1600/dscf6513.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-_oCeu6FV6cs/TrnGbxN3kwI/AAAAAAAAA5k/ffKngWZmpug/s320/dscf6513.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Jedną z bardziej zatloczonych stacji, obok słynnej Kings Cross St Pancras (znanej między innymi z filmów o Harrym Potterze), jest bowiem Camden Town, które, jak już kiedyś pisałam, jest bardzo zróżnicowaną i kolorową dzielnicą. I tak na przykład w zeszłym roku do wagonika wsiadł wielki pluszowy miś i zajął całe siedzenie. Czasami już patrząc na współpasażerów można z całą pewnością stwierdzić, że mają coś wspólnego z Camden, bo jest w nich coś osobliwego. Jednak tak naprawdę każda stacja metra jest inna i nie ma dwóch takich samych stacji. Niektóre zdecydowanie wyróżniają się wzorami na podłogach, kafelkami, kolorami korytarzy czy ścian. Na jednych zawsze można posłuchać muzyki na żywo, na innych zamiast ruchomych schodów są windy. Poza tym każda nitka metra ma inne pociągi - różnią się między sobą kolorem rurek, siedzeniami (zarówno kolorystycznie, jak i pod względem rozmiaru i rozłożenia) i głosem zapowiadającym kolejne stacje (jednak chyba na wszystkich jest to głos kobiecy). We wszystkich wagonikach jednak jest duszno i gorąco, a po siedzeniach porozrzucane są gazety, które przyniosly ze sobą poranne sardynki, a następnie zostały aby mógł przeczytać je ktoś następny. I tak wszyscy w metrze czytają - książki, porozrzucane gazety, eBooki na Kindlach, iPadach, tabletach i telefonach komórkowych. Jeśli nie czytają to słuchają muzyki albo grają w jakieś gry na swoich elektronicznych zabawkach. W zdecydowanej większości milczący, zajęci sobą, anonimowi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano rzadko kiedy udaje mi się wcisnąć w pierwszy pociąg, a i tak gdy w końcu uda się wsiąść, czuję się jak sardynka wciśnięta w wyjątkowo ciasną, gorącą i duszną puszkę. Powrót wcale nie jest lepszy, ale przynajmniej nic mnie nie goni i mogę poczekać na bardziej dogodny wagonik. Dużo czytam po drodze - głównie książki podróżnicze National Geographics Beaty Pawlikowskiej w wydaniu kieszonkowym, bo są tak małe, że mieszczą się do kieszeni płaszcza, a poza tym jedna taka książeczka wystarcza na około 3-4 podróże metrem. Niedawno gdy skończyły mi się "Blondynki", przerzuciłam się na Pratchetta, ale to nie jest dobra lektura na dojazdy do pracy - jest zdecydowanie zbyt długa i przeczytanie średniej grubości książki zajmuje około 2 tygodni. Czasami w metrze zdarza mi się zasnąć. Doszłam w tym do perfekcji - potrafię zasnąć niemal w każdej możliwej pozycji: na siedząco, stojąco, opierając się o ścianę, czy przytulając się do rurki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-MYBk65AHYAw/TrnO1FOuIgI/AAAAAAAAA50/wTRpYRy0b3M/s1600/DSCF8219.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-MYBk65AHYAw/TrnO1FOuIgI/AAAAAAAAA50/wTRpYRy0b3M/s320/DSCF8219.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Gdy przyleciałam do Londynu we wrześniu, kończyło się właśnie przepiękne, gorące lato. Potem przyszła jesień - z początku sucha, ciepła i wietrzna, obsypana żółtozielonymi skromnymi dywanami liści i ciepłobrązowymi kasztanami w jasnych, zielonych łupinkach. Aktualnie pogoda w Londynie jest dość depresyjna i choć nie pada tak dużo jak zimą, to wszystko jest bure, zimne i mokre. Mam to szczęście, że jak wychodzę do pracy, na lunch, czy wracam do domu, to akurat nie pada, ale w środku nocy budzi mnie ulewa bębniąca wielkimi kroplami o świetlik w dachu w moim mieszkaniu i o parapety. Rano wszystko tonie w deszczu, a czerwone autobusy smętnie mkną przez mokre ulice. Jedynie metro się nie zmienia - tu jak zawsze jest dziki upał i do pracy jedzie się na sardynkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-1652124932069890128?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dZAFg88p1PmEujHQV17lmlfMpRA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dZAFg88p1PmEujHQV17lmlfMpRA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dZAFg88p1PmEujHQV17lmlfMpRA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dZAFg88p1PmEujHQV17lmlfMpRA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/PeFPMBee6-8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/1652124932069890128/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/11/londyn-na-troche-duzej.html#comment-form" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/1652124932069890128?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/1652124932069890128?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/PeFPMBee6-8/londyn-na-troche-duzej.html" title="Londyn na trochę dłużej" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/-xNGpZIypxM0/TrnFdd3a5mI/AAAAAAAAA5c/QTYU76KnNzU/s72-c/dscf6667.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/11/londyn-na-troche-duzej.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUcDQHY4eyp7ImA9WhdQFEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-2989541622915927804</id><published>2011-08-16T03:11:00.000+02:00</published><updated>2011-08-16T03:11:11.833+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-08-16T03:11:11.833+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="przemyślenia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="studia" /><title>Coś się kończy, coś się zaczyna</title><content type="html">Dużo się działo w ostatnim czasie. Pod koniec czerwca wyprowadziłam się z  Krakowa i wróciłam do Gliwic. Przy okazji zdałam sobie sprawę z tego,  jak szybko minęły te 4 lata. Czas jednak strasznie szybko biegnie.  Pamiętam jak szukałam mieszkania, a potem jak się wprowadzałam -  zupełnie jakby to było wczoraj. Mam straszny sentyment do miejsc, do małych rzeczy, których niektórzy ludzie w ogóle nie zauważają, do widoku za oknem, do zapachów i dźwięków... Każde nowe miejsce brzmi inaczej, inaczej pachnie, inaczej wygląda. Trudno to wszystko ubrać w słowa. Kraków pachnie historią, moją ulubioną kawiarnią, zmokniętymi drzewami na Plantach po burzy, podmokłą trawą na Błoniach, iglakami za moim oknem. Jednym słowem dużą ilością małych rzeczy, które składają się w barwną, plastyczną, nieco magiczną całość. Londyn, dla porównania, pachnie zupełnie inaczej - nowością, dużym miastem, indyjskimi restauracjami i fastfoodami, wszechobecnym Starbucksem i deszczem w dużych ilościach. Ale w Londynie po deszczu nie pachnie mokrą trawą, tak jak w Krakowie - to jest zapach bardziej zbliżony do arbuza rozmlaskanego na betonie pod kołami czerwonych piętrowych autobusów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To zabawne, ale najwięcej miejsc, z którymi czuję się w jakiś sposób związana emocjonalnie, odkryłam w pierwszym i ostatnim roku mieszkania w Krakowie - zupełnie jakby te lata "w środku" nie przyniosły niczego nowego. I tak mam w Krakowie moją ulubioną &lt;a href="http://www.podsloncem.com/"&gt;restaurację&lt;/a&gt;,&amp;nbsp;&lt;a href="http://vegarestauracja.pl/"&gt;bar wegetariański&lt;/a&gt;,&amp;nbsp;&lt;a href="http://wedelpijalnie.pl/"&gt;kawiarnię&lt;/a&gt;, czy &lt;a href="http://www.tribalfitness.pl/"&gt;klub fitness&lt;/a&gt;. Zresztą trudno nie mieć, gdy mieszka się w jakimś mieście przez dłuższy czas. W szczególności to ostatnie trochę szkoda, że odkryłam dopiero w drugiej połowie 4. roku - może nie zrobiłby się ze mnie wtedy taki pączuś w masełku gdyby nastąpiło to ze 2 lata wcześniej ;) Pewnie, że będę tęsknić. Już tęsknię. Ale zapewne będę tu też czasami wracać - może nie tak często jakbym chciała, ale do woli mogę to robić przynajmniej w miękkich, kolorowych realistycznych snach, jakie miewam od czasu do czasu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sesję udało się zaliczyć (prawie) w terminie. Zaliczenia (poza jednym, nad którym pracuję) również. Te kilka miesięcy to był pracowity czas - miałam dodatkowe przedmioty z innej specjalności i o ile w trakcie semestru jeszcze jakoś udawało się wszystko pogodzić w czasie, o tyle gdy zaczęła się sesja i zdobywanie zaliczeń, nie było już tak różowo. Do tego jakby było mało (może po prostu tak niewinnie wyglądało) na początku semestru postanowiłam zaangażować się w &lt;a href="http://www.ey.com/PL/pl/Careers/Students/Programs/Uniwersytet-EY"&gt;Uniwersytet Ernst&amp;amp;Young&lt;/a&gt;. Wyszło z tego fajne przedsięwzięcie, rozwijająca praca, ciekawe warsztaty, no i miło było odwiedzić Warszawę, którą ostatni raz widziałam w klasie maturalnej. Ale uważam, że mimo zasuwania i roboty po łokcie, a także niestety zawalania części przedmiotów na studiach, było warto. Niewątpliwie bardzo pomocny w realizacji tych wszystkich przedsięwzięć jest indywidualny tok studiów, jaki w tym roku udało mi się otrzymać od mojej uczelni. Do tego doszły teraz trochę nowe, ciekawe perspektywy, więc ogólnie bardzo polecam zajęcia Uniwersytetu wszystkim studentom kierunków informatycznych i pokrewnych - dobra okazja do samorozwoju w trochę inną stronę niż to jest możliwe na studiach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem trwają intensywne przygotowania do września. Od kilku tygodni uczę się gotować, zbieram i przepisuję wszelkie domowe przepisy i dodaję do obserwowanych różne ciekawe blogi kulinarne. Co nieco już potrafię ugotować i upiec i nawet jako tako mi to&amp;nbsp; wychodzi, więc może zacznę trochę eksperymentować, jak już nabiorę pewnej wprawy. Ale raczej nie planuję przekształcać bloga w relację z kuchennych starć, choć mam nadzieję, że w najbliższym czasie będę mieć trochę więcej czasu i tematów do pisania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tytuł dzisiejszego wpisu nie nawiązuje bynajmniej do słynnego zbioru opowiadań fantasy. Zabawne, ale z całego cyklu opowieści o Wiedźminie, którą notabene pochłonęłam w całości w gimnazjum, jest to jedyna pozycja, której do dziś nie przeczytałam. W okresie mojej wzmożonej fascynacji twórczością Andrzeja Sapkowskiego jakoś nie było jej w bibliotece, a później odeszła w zapomnienie. Trzeba to będzie nadrobić przy najbliższej okazji - najlepiej zaraz po przebrnięciu przez niemal kompletną kolekcję Pratchettów i książek podróżniczych autorstwa Beaty Pawlikowskiej. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-2989541622915927804?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/6rjIDL5hyangM8vFRyFDwgJT1zY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/6rjIDL5hyangM8vFRyFDwgJT1zY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/6rjIDL5hyangM8vFRyFDwgJT1zY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/6rjIDL5hyangM8vFRyFDwgJT1zY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/PbXaTjjzJyg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/2989541622915927804/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/08/cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna.html#comment-form" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/2989541622915927804?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/2989541622915927804?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/PbXaTjjzJyg/cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna.html" title="Coś się kończy, coś się zaczyna" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/08/cos-sie-konczy-cos-sie-zaczyna.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkIDRnszcSp7ImA9WhZaFUg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-4585921021122842099</id><published>2011-07-01T18:17:00.002+02:00</published><updated>2011-07-01T23:09:37.589+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-07-01T23:09:37.589+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="taniec irlandzki" /><title>Gdyby kózka nie skakała...</title><content type="html">Ale skakała i wyszło tak jak wyszło. W tym roku nie pisałam o przygotowaniach do czerwcowego finałowego ceilidh, ponieważ w połowie maja skręciłam kostkę. Chociaż jest już początek lipca, niestety w dalszym ciągu nie byłabym w stanie zatańczyć szkockich highlandów, ani zatupać podstawowych kroków ze stepu irlandzkiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xaTeT9Lev7c/Tg3rYggkAoI/AAAAAAAAA3c/zXrz8FZjs8s/s1600/DSCF7724.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-xaTeT9Lev7c/Tg3rYggkAoI/AAAAAAAAA3c/zXrz8FZjs8s/s320/DSCF7724.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;A wyglądało tak niewinnie. Podczas highlandów coś cichutko chrupnęło i przeturlałam się przez pół sali, ale ból nie był nie do zniesienia, kostka nie spuchła, ani nie zmieniła koloru. Wydawało się, że tylko wyskoczyła na chwilę ze stawu, po czym wróciła z powrotem, co zdarza się jej dość często. Nawet następnego dnia udało mi się pójść na uczelnię, choć schody były dość problematyczne, ale poza tym wszystko w porządku. Niestety zanim udało się dotrzeć do lekarza, kostka zdążyła dość znacznie spuchnąć, a efekt diagnozy można podziwiać na dołączonym zdjęciu. Przy okazji przegrałam zakład i wiszę znajomemu piwo - założyliśmy się o to, czy włożą mi nogę w szynę. Zawsze musi być ten pierwszy raz ;-) Po kilku dniach nauczyłam się już chodzić o kulach, a szynę zmieniłam na elastyczny usztywniacz. Do tego kupione w promocji biało-różowe szerokie trampki z szerokimi sznurówkami i już było o wiele wygodniej. Co prawda dziś jestem w stanie założyć już dowolne buty, a także chodzić na fitness, ale o tańcu mogę zapomnieć jeszcze przez najbliższych kilka tygodni. Planuję jednak do tego wrócić jesienią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem ceilidh się odbyło, jak co roku, w drugiej połowie czerwca. Poniżej prezentuję filmiki występów, w których miałam brać udział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa zaawansowana: układ irlandzki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7ub4j0AF26k?version=3&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7ub4j0AF26k?version=3&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Grupa zaawansowana: układ szkocki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/QgItS6yzqe0?version=3&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/QgItS6yzqe0?version=3&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Grupa podstawowa: step irlandzki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KFt-QzvDm7A?version=3&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KFt-QzvDm7A?version=3&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
A na koniec zdjęcie z Małgorzatą "Rudą" Wilczyńską (wystylizowaną na rasowe zombie), która prowadziła w tym roku zajęcia grupy zaawansowanej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-djgOyN-RXIw/Tg3zrqaG2QI/AAAAAAAAA3o/OBgSykRJhnk/s1600/DSC06581.JPG" imageanchor="1"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-djgOyN-RXIw/Tg3zrqaG2QI/AAAAAAAAA3o/OBgSykRJhnk/s400/DSC06581.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-4585921021122842099?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/gAKSdAjTDI2XYhJqe3V-NBFyyks/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/gAKSdAjTDI2XYhJqe3V-NBFyyks/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/gAKSdAjTDI2XYhJqe3V-NBFyyks/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/gAKSdAjTDI2XYhJqe3V-NBFyyks/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/x-ab-6-ts0Y" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/4585921021122842099/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/07/gdyby-kozka-nie-skakaa.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/4585921021122842099?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/4585921021122842099?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/x-ab-6-ts0Y/gdyby-kozka-nie-skakaa.html" title="Gdyby kózka nie skakała..." /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-xaTeT9Lev7c/Tg3rYggkAoI/AAAAAAAAA3c/zXrz8FZjs8s/s72-c/DSCF7724.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/07/gdyby-kozka-nie-skakaa.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DU4HQns7eSp7ImA9WhZQE0k.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-3300727351153581980</id><published>2011-04-20T21:52:00.007+02:00</published><updated>2011-04-21T03:05:33.501+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-04-21T03:05:33.501+02:00</app:edited><title>Wiosna ach to Ty :)</title><content type="html">Po długim oczekiwaniu i wyjątkowo pięknej, białej, mroźnej zimie - dokładnie takiej, jaką smoki lubią najbardziej - nareszcie przyszła wiosna. W okamgnieniu zakwitły krzaki magnolii i drzewa owocowe, zazieleniły się trawniki, a drzewa niemal z dnia na dzień wypuściły pączki i pierwsze jasnozielone listki. Wygląda na to, że mimo dużego opóźnienia, nawet kasztanowce zdążą nadrobić zaległości do majówki i matury będą musiały jak co roku odbyć się planowo ;) Do pełni szczęścia brakuje chyba tylko owoców sezonowych, w tym obecnych już zazwyczaj pod koniec kwietnia polskich truskawek gruntowych. Niestety holenderska odmiana szklarniowa, która pojawiła się kilka tygodni temu w supermarketach, okazała się być jednorazową przygodą - z truskawkami wspólny mają jedynie zapach i wygląd, ale w smaku są zupełnie nijakie, wodniste i bardziej przypominają kwaśne jabłko, niż słodki, dojrzewający na słońcu owoc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z okazji zbliżających się wielkimi krokami świąt, na Rynku w Krakowie przez kilka dni można było odwiedzić Jarmark Wielkanocny. Wśród małych budek i większych straganów, pełnych kolorowych ozdób, produktów żywnościowych, kartek świątecznych i wszechobecnych palm wielkanocnych, każdy może znaleźć coś dla siebie. Jak zwykle można było wzbogacić swoją kolekcję monet o dodatkowe egzemplarze na stoisku promocji regionu, kupić różnego rodzaju sery, wędliny i chleby, nierzadko trudno dostępne na codzień w sklepach; wybić pamiątkową monetę, a także zjeść coś na miejscu lub stać się posiadaczem kolejnego wyjątkowo starannie wykończonego obiektu figurkopodobnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/--k3riK63Ris/Ta-BfeLPC_I/AAAAAAAAAzI/xV_zWxU6AaU/s1600/ser_austriacki.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/--k3riK63Ris/Ta-BfeLPC_I/AAAAAAAAAzI/xV_zWxU6AaU/s320/ser_austriacki.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tym razem moją uwagę przykuło stoisko z serami austriackimi z dwoma całkiem nieźle mówiącymi po polsku starszymi panami. Mnie osobiście zainteresował jedenastomiesięczny ser górski, który okazał się być tak pokaźnych rozmiarów, że abym mogła go skosztować, a następnie kupić, do jego pokrojenia potrzebne były dwie osoby. Ser okazał się bardzo smaczny, jednak wydziela tak silną, niezbyt apetyczną woń, że do lodówki trafił zawinięty w podwójną warstwę folii. Zaopatrzyłam się też na stoisku litewskim w chleb na powidłach śliwkowych (tym razem wybrałam wersję bez kminku) oraz piernik, posypany wiórkami orzechów ziemnych. Z daleka kusiła jeszcze budka z owocami w czekoladzie, ale oparłam się pokusie, choć jabłka zalane gorzką czekoladą i czerwonym lukrem wyglądały równie przepysznie jak banany w biało-brązowej polewie i nie ustępowały bynajmniej w niczym nadzianym na patyk truskawkom w mlecznoczekoladowej otoczce. Aż ślinka cieknie na samo wspomnienie, ale w końcu mamy wiosnę i zamiast dodać sobie kilka kilogramów, wolałabym trochę odjąć. Pracuję nad tym intensywnie, więc jestem dobrej myśli :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie tygodnie były naprawdę pracowite, a w szczególności ostatnie dni, ale nadchodzące święta nie zapowiadają bynajmniej odpoczynku. Co prawda w tym roku mam dłuższą przerwę, bo nie mam zajęć między Wielkanocą a majówką, ale też więcej rzeczy do zrobienia, nadrobienia i pozałatwiania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aktualnie jednak kusi mnie leżący na półce Pratchett - mam ochotę pożreć go w całości, w komplecie z okładką na deser, co uczynię już za chwilę z dziką radością.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-3300727351153581980?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Oiv2Q3JZmVS8EXSA9B_XAxk7Or4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Oiv2Q3JZmVS8EXSA9B_XAxk7Or4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Oiv2Q3JZmVS8EXSA9B_XAxk7Or4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Oiv2Q3JZmVS8EXSA9B_XAxk7Or4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/Tj7haoDXzgY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/3300727351153581980/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/04/wiosna-ach-to-ty.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/3300727351153581980?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/3300727351153581980?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/Tj7haoDXzgY/wiosna-ach-to-ty.html" title="Wiosna ach to Ty :)" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/--k3riK63Ris/Ta-BfeLPC_I/AAAAAAAAAzI/xV_zWxU6AaU/s72-c/ser_austriacki.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/04/wiosna-ach-to-ty.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A0QFQn04fCp7ImA9WhZSEk4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-3147062773983484928</id><published>2011-03-23T02:44:00.007+01:00</published><updated>2011-03-27T17:21:53.334+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-03-27T17:21:53.334+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="studia" /><title>Studia magisterskie: czas start</title><content type="html">Od jakiegoś czasu mogę mówić o sobie, używając takich słów jak "absolwent", czy "inżynier" - jak to dumnie brzmi. Momentami aż kusi mnie aby wyrobić sobie jakieś stosowne pieczątki i wizytówki. Na ostatnich laboratoriach nawet jeden z prowadzących żartobliwie czytając listę obecności, dodawał każdemu przed nazwiskiem stosowny tytuł. Ale do rzeczy, czas zejść na ziemię, bo nadszedł kolejny semestr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka tygodni temu zaczęłam studia magisterskie z informatyki na wydziale EAIiE AGH. Po długich wahaniach zdecydowałam się ostatecznie na specjalność &lt;i&gt;Systemy  interaktywne i metody wizualizacji&lt;/i&gt;. Decyzja nie była prosta - kusiło mnie także &lt;i&gt;&lt;b style="font-weight: normal;"&gt;Wytwarzanie i integracja systemów informatycznych&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, ale mam nadzieję, że nie będę żałować. Poza specjalnością, należało wybrać także 3 z 6 bloków obieralnych (każdy złożony z 2 przedmiotów - pierwszy w tym semestrze, drugi w następnym) oraz 2 z 4 przedmiotów obieralnych. Tu akurat wybór nie przysporzył mi trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że już od pierwszych dni jestem bardzo pozytywnie zaskoczona - nie ma praktycznie żadnych nudnych wykładów. To stwierdzenie może brzmi szokująco, choć z drugiej strony nie powinno, bo trudno, aby np. wykłady matematyczne były szczególnie pasjonujące - chyba, że ktoś czuje swoisty pociąg do równań różniczkowych, ale ja nie należę do grona tych osób. Do tej pory bywało to różnie na poszczególnych semestrach, ale jeszcze nigdy nie było tak, żeby każdy wykład był naprawdę ciekawie prowadzony. Do tego stopnia ciekawie prowadzony, że ja - śpioch naczelny - co poniedziałek jestem zła na siebie gdy znowu zaśpię na 8:00. Dotychczas godzina ta kwalifikowała się jako środek nocy, a zajęcia o tej porze były barbarzyństwem w czystej postaci. Odnoszę wrażenie, że niektórzy wykładowcy, którzy mieli z nami wcześniej zajęcia w ramach innych przedmiotów, po prostu dopiero teraz mają szansę w pełni się zrealizować i prowadzą coś, czego wykładanie sprawia im prawdziwą przyjemność, bo aż miło się słucha. Moim osobistym faworytem zostanie chyba jednak wykład z Administracji Systemów Komputerowych - naprawdę może trudno w to uwierzyć czytając tę nazwę, ale niektórzy nawet z wykładu o systemach plików potrafią zrobić swoiste show. Laboratoria też zapowiadają się całkiem ciekawie, choć od samego początku widać, że pracy będzie naprawdę dużo i jeszcze przyjdą dni, gdy będę narzekać, że jak zwykle się nie wyrabiam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A skoro już o wyrabianiu się mowa - w tym semestrze mam silne postanowienie aby panować nad tym co mam do zrobienia, co nade mną wisi, a co może poczekać i nie jest aż tak pilne. Dotychczas było zbyt dużo cudownych zbiegów okoliczności, które ratowały mnie w ostatniej chwili przed kompletną katastrofą, a wszystko dlatego, że czegoś sobie nie zapisałam, o czymś zapomniałam, a sprawy super ważne wyleciały mi z głowy, aby przypomnieć się, gdy jest już za późno. Zmianie podejścia niewątpliwie służy fakt, że po raz pierwszy od kiedy zaczęłam studia, nie mam żadnych zaległych rzeczy z poprzednich semestrów - żadnych warunków ani przedłużonych projektów. Wdrażam się zatem w &lt;a href="http://www.davidco.com/what_is_gtd.php"&gt;Getting Things Done&lt;/a&gt; i choć póki co moje zarządzanie czasem nie uległo jakiejś znacznej poprawie, to przynajmniej mam świadomość, że wszystko co mam do zrobienia jest zapisane w jednym miejscu. I od razu śpi się spokojniej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-3147062773983484928?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wXh3KVUZhWeNBzI3DFnXyA5_lLs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wXh3KVUZhWeNBzI3DFnXyA5_lLs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wXh3KVUZhWeNBzI3DFnXyA5_lLs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/wXh3KVUZhWeNBzI3DFnXyA5_lLs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/g4FDRbq6ki8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/3147062773983484928/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/03/studia-magisterskie-czas-start.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/3147062773983484928?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/3147062773983484928?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/g4FDRbq6ki8/studia-magisterskie-czas-start.html" title="Studia magisterskie: czas start" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/03/studia-magisterskie-czas-start.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUUARnk_fip7ImA9WhZTGE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-5565573428223389219</id><published>2011-02-15T21:58:00.003+01:00</published><updated>2011-03-22T23:34:07.746+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-03-22T23:34:07.746+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="przemyślenia" /><title>Magisterka inżynierka informatyczka czyli równouprawnieniu na siłę mówię dość</title><content type="html">Ostatnio na blogu Google Polska przeczytałam, że Google Kraków organizuje Dzień Kobiet. Nie byłoby w tym nic zabawnego, gdyby nie użyte w &lt;a href="http://googlepolska.blogspot.com/2011/02/google-krakow-organizuje-dzien-kobiet.html"&gt;poście&lt;/a&gt; słowo "inżynierka" odnoszące się do kobiet inżynierów. Według Słownika Języka Polskiego PWN, słowa "inżynierek" używa się lekceważąco mówiąc o inżynierze, a słowo "inżynierka" brzmi zupłenie jak jego żeńska forma. Sformułowanie z drugiej strony trochę bawi, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przez ostatni rok używałam go mając na myśli pracę inżynierską. Analogicznie, koledzy ze starszych lat swoje prace magisterskie nazywają magisterkami, ale nie chciałabym aby po ukończeniu studiów drugiego stopnia nazywano mnie "magisterką inżynierką informatyczką". Obiecuję, że w taki przypadku będę nieprzyjemnie warczeć, szczerząc złowieszczo kły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu drażni mnie moda na wciskanie na siłę żeńskich końcówek wszędzie gdzie się tylko da. Dotychczas jednak odnosiło się to głównie do wykonywanych przez obie płcie zawodów i dało się jeszcze mimo uszu puścić "psycholożki" i "informatyczki". Trudno jest mi sobie jednak wyobrazić oficjalne tytuły: profesorka, doktorka, magisterka. Analogicznie chętnie pośmieję się z żeńskich form zawodów typu: nurek, chirurg, stolarz, piekarz, górnik. Przykłady można mnożyć na pęczki. Równouprawnienie jakieś jest, bo ciężko też wyobrazić sobie męskie formy zawodów typu kosmetyczka. Przedszkolanek się jakoś obronił jako odpowiednik przedszkolanki, ale i tak brzmi to zabawnie. Osobiście czekam z niecierpliwością na żeńskie formy moich odwiecznych faworytów - szambonurka, hydraulika i śmieciarza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-5565573428223389219?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/SfF4L9EfjMCx6Ibkr7Tvt-snPcY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/SfF4L9EfjMCx6Ibkr7Tvt-snPcY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/SfF4L9EfjMCx6Ibkr7Tvt-snPcY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/SfF4L9EfjMCx6Ibkr7Tvt-snPcY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/BNBkfNFyZVU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/5565573428223389219/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/02/inzynierka-magisterka-informatyczka.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/5565573428223389219?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/5565573428223389219?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/BNBkfNFyZVU/inzynierka-magisterka-informatyczka.html" title="Magisterka inżynierka informatyczka czyli równouprawnieniu na siłę mówię dość" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/02/inzynierka-magisterka-informatyczka.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkUCSXwycCp7ImA9Wx9UEE8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-7597341037939383496</id><published>2011-02-06T21:31:00.000+01:00</published><updated>2011-02-06T21:31:08.298+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-06T21:31:08.298+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="studia" /><title>Pani inżynier</title><content type="html">We środę około godziny 9:30 zostałam oficjalnie panią inżynier. To tak dumnie brzmi, że aż mnie kusi aby wyrobić sobie wizytówki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mam wreszcie trochę czasu dla siebie - następny semestr zaczyna się dopiero w marcu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam miesiąc wolnego, bez czekających na mnie egzaminów i zaliczeń w sesji poprawkowej odłożonych "na później". Wydaje mi się, że było to zaraz po maturze (nie licząc około tygodnia po całkiem udanej sesji zimowej z zeszłego roku), czyli trochę temu ;) Wreszcie mogę pochłonąć wszystkie nieinformatyczne książki, których przez ostatnich kilka miesięcy przybywało na mojej półce wprost proporcjonalnie do rosnącej ochoty na ich przeczytanie i odwrotnie proporcjonalnie do czasu jaki mogłam na nie przeznaczyć. Znajdzie się też czas na białe szaleństwo połączone z relaksem na basenach termalnych na Słowacji i kilka dni w Londynie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-7597341037939383496?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/78qOpIeWVHxIJlIbLeAstelKHXY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/78qOpIeWVHxIJlIbLeAstelKHXY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/78qOpIeWVHxIJlIbLeAstelKHXY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/78qOpIeWVHxIJlIbLeAstelKHXY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/9zFpvgzNR-0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/7597341037939383496/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/02/pani-inzynier.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/7597341037939383496?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/7597341037939383496?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/9zFpvgzNR-0/pani-inzynier.html" title="Pani inżynier" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2011/02/pani-inzynier.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUMDQHk_fCp7ImA9WhZTGE4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-9121843988506951705</id><published>2010-12-23T22:26:00.004+01:00</published><updated>2011-03-22T23:37:51.744+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-03-22T23:37:51.744+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="przemyślenia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="studia" /><title>Studia dwustopniowe - koszmar, który miał ułatwić studiowanie w Zjednoczonej Europie</title><content type="html">Proces boloński, który zapoczątkował w Polsce ideę studiow dwustopniowych, obchodził w zeszłe wakacje swoje 10. urodziny. O ile w przypadku studiów kończących się dotychczas po 5 latach tytułem magistra pomysł ten nie wpłynął bardzo destrukcyjnie na program nauczania, o tyle na przykładzie własnym mogę powiedzieć z całą pewnością, że ma bardzo negatywy wpływ na uczelnie techniczne kształcące magistrów inżynierów. Bo choć zapewne nikomu nie podoba się to, że chcąc uzyskać wykształcenie wyższe porównywalne do starszych kolegów i koleżanek, musi napisać nie jedną a dwie prace, przejść dwie obrony oraz egzamin wstępny na II stopień, to nie jest to jeszcze koniec świata. Pod warunkiem, że to wszystko odbywa się w semestrze letnim. Może ktoś wdrażający proces boloński nie miał wystarczającej wyobraźni, a może był humanistą, któremu nie robi specjalnej różnicy, czy będzie bujać w obłokach w ciągłym bloku 10 semestrów, czy w trybie 6+4. Nie wiem i nie interesuje mnie to. Uczelnie techniczne do końca protestowały przeciwko wprowadzaniu tej chorej idei, jaką jest podział studiów inżynierskich na 7+3. Założę sie, że osoba reprezentująca Polskę w tym całym nonsensie ani przez chwilę nie pomyślała o tym, że dla niektórych oznacza to kończenie jednych studiów i zaczynanie kolejnych w czasie prawie zerowym. Ale może po kolei o co chodzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dotychczas było tak: 9 semestrów przedmiotów i 10. semestr, na którym są 2-3 seminaria i czas na pisanie pracy magisterskiej. Dzieląc 10 na 7+3, chcąc dać czas na pisanie prac (inżynierskiej i magisterskiej) siłą rzeczy należało by znacznie ograniczyć program 7. semestru, co oznaczało by, że nowemu pokoleniu magistrów inżynierów przekaże się 90% przekazywanej dotychczas wiedzy. Można też oczywiście nie przejąć się tym, że czasu jest mniej i skompresować całość w wyjątkowo nieprzyjemnego potworka, zakładając, że "jakoś to będzie". Nie wiem, jak radzą sobie z tym inne kierunki, wydziały, czy uczelnie. Mój radzi sobie tak średnio, ale jest to wina w głównej mierze osób stojących gdzieś wyżej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to wygląda w moim przypadku? Nieciekawie. Po przejściu przez 1. rok, po którym odpadło najwięcej osób, myślałam, że najtrudniejsze już za mną. Zimowe semestry były dla mnie zwykle prostsze, a letnie - trudniejsze, kilka razy złapało się jakiś warunek, czasem miało trochę szczęścia, a czasem pecha, to jakoś to szło. Ostatni semestr na własne życzenie był nieco hardcorowy, ale to dlatego, że uparłam się aby lecieć na praktyki do Londynu. W sumie patrząc na to, jak to wszystko wyszło, gdybym była na studiach jednolitych, może za rok zrobiłabym to po raz kolejny, tylko w jakieś bardziej egzotyczne miejsce (Nowa Zelandia wygląda całkiem obiecująco). Przyznam, że czuję się jak królik doświadczalny. Jestem pierwszym rocznikiem, na którym testuje się ten nowy arcygenialny pomysł, który jest regularnie komentowany przez zdecydowaną większość osób z mojego roku w formie średnio cenzuralnej, której pozwolę sobie nie przytaczać z racji publicznego charakteru bloga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba oddać honor uczelni i przyznać, że poszli nam na rękę, chociażby dlatego, że nie mamy w 7. semestrze żadnych egzaminów (poza egzaminem końcowym z semestrów 1-6). Na dodatek Katedra udostępniła na swojej stronie kompletną listę pytań testowych wielokrotnego wyboru na egzamin wstępny, a egzamin końcowy tworzony jest na podstawie tej samej puli pytań. Prowadzący poszczególne przedmioty w zdecydowanej większości byli bardzo pomocni na wszelkiego rodzaju konsultacjach w sprawie pytań (choć niestety nie wszyscy, a paradoksalnie im trudniejsze pytania z danego przedmiotu, tym chęci mniejsze). Pomijam już zupełnie fakt, że nikt tych pytań przez lata nie ruszał, a od tego czasu zmienili się zarówno prowadzący, jak i program studiów. Część pytań ma jedyną słuszną wersję odpowiedzi na slajdach wykładowych, w innych trzeba się domyślać, co układający miał na myśli, jeszcze inne nie zawierają żadnej poprawnej odpowiedzi; część pytań ma potencjalnie różne poprawne odpowiedzi w zależności od tego, kto prowadził wykład gdy byly układane razem z kluczem, a inne zawierają definicje, które w zależnosci od literatury mogą być niekiedy całkowicie ze sobą sprzeczne. Przemilczę już może to, że próba wygooglowania słów kluczowych niektórych pytań zwraca jako jedyny wynik... link do spisu pytań ze strony Katedry. Dobrze, wystarczy już tego użalania się nad egzaminem. Przygotowanie do niego zabrało mi ładnych kilka tygodni, ale przynajmniej mam to już za sobą, zdane na ocenę bardzo dobrą. To chyba moja pierwsza od pamiętnego egzaminu z fizyki na 2. semestrze ocena 5.0 z egzaminu, do którego się tyle przygotowywałam. Egzamin to niestety nie wszystko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Największym problemem jest przeładowanie materiału na 7. semestrze. Mam 8 naprawdę pracochłonnych przedmiotów i niestety nie wszystkie w moim odczuciu nauczą mnie tego, czego naprawdę powinny. Gdy zapisywałam się na Aplikacje WWW, ktorych gwoździem programu miał byc framework RubyOnRails to nie po to, aby przez 4 z 5 laborek konfigurować Apache'a na czas, a zadanie z Railsów robić samodzielnie fakultatywnie w domu przez Święta Bożego Narodzenia. Na Geometrii Obliczeniowej z kolei okazało się, że zadawane zadania do zrobienia w 2h15min laboratorium znacznie przekraczają przeznaczony na nie czas i wymagają jeszcze długich godzin siedzenia nad nimi w domu, a po modyfikacjach sposobu prowadzenia zajęć zniknął co prawda problem poprawiania zadań w domu, ale pojawiła się konieczność przychodzenia na zajęcia z elastyczym gotowcem aby w ogóle móc się wyrobić czasowo. Szkoda też, że od kilku laborek wałkujemy dokładnie te same zagadnienia, zmieniając tylko implementację (język, używane biblioteki, środowisko), bo przedmiot zapowiadał się naprawdę ciekawie, a trochę się zawiodłam na części praktycznej. Owszem, nie na wszystkim jest taka masakra, ale są przedmioty-potworki, które wzięte razem sprawiają, że semestr staje się przerąbany. Do tego wszystkiego trzeba jeszcze znaleźć czas na pisanie pracy inżynierskiej (i co z tego, że w zespołach 2-4 osobowych, skoro roboty jest po uszy). Przestałam chodzić na wykłady i część ćwiczeń, na których nie jest sprawdzana obecność. Śpię zdecydowanie za mało, na dodatek w dziwnych godzinach i ciągle wszystko jest "na wczoraj", a ja nie mogę wykopać się z zaległości. Nie wiem jak radzą sobie z tym problemem inni, ale założę się, że gdyby nie współpraca i handel wymienny, mało kto byłby w stanie obronić się w terminie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A właśnie, terminy. Co prawda od października 2007 roku wiadomo, że w lutym 2011 będzie trzeba przeprowadzić obronę prawie 100 osób, a następnie rekrutację i wyrobić się z tym czasowo w określonych normach, ale wszystkie władze na uczelni zlewały to do samego końca. Zarządzenie rektora z dnia 31 maja 2010 w sprawie organizacji roku akademickiego 2010/2011 nie przewiduje zupełnie czegoś takiego jak rekrutacja na następny stopień. Miesiąc temu ktoś puknął się w czoło, że to przecież nie zadziała i oznajmił wszystkim prowadzącym na roku, że zajęcia semestru zimowego zostają skrócone o 2 tygodnie. Część się tym przejęła i dostosowała do zmian po ludzku, część skondensowała program przedmiotu (bo przecież "nie można niczego opuścić"). Zaliczenia mamy uzyskać do 14. stycznia aby nie mieć problemów lub do 28. stycznia aby mieć nikłą szansę dostania się na kolejny stopień, ale z problemami. Pracę w dziekanacie trzeba złożyć do 28. stycznia, a do tego trzeba uzyskać absolutorium i wszystko mieć zamknięte. Przyjęcie wszystkich dokumentów od 1 osoby ma trwać przeciętnie około 20 minut, dziekanat otwarty jest 4 dni w tygodniu w godzinach 9-12, a nas jest prawie 100 osób, co sprawia że nie możemy się wszyscy rzucić 28.01 i liczyć na to, że zdążymy. Obrony przez 3 dni, na początku lutego. Wszystko jest na ostatnią chwilę. Co prawda od 2,5 roku wiadomo, że w końcu przyjdzie ten dzień, kiedy grupa królików doświadczalnych będzie się rekrutować na kolejny stopień studiów, ale wszystkim się wydaje, że to jest jakaś nieokreślona daleka przyszłość. Dalej nie ma spójnego syllabusa studiów magisterskich, nie wiadomo co jest na którym semestrze, z czego są egzaminy ani czy specjalizacje mają jakieś wspólne przedmioty. Niektóre grupy odpowiedzialne za poszczególne specjalizacje starają się co prawda wypromować i dotrzeć jakoś do studentów, ale co z tego, skoro strona Katedry (na której każdy szuka najnowszych wiadomości) od kilku ładnych lat nie posiada aktualnych informacji i nikt się tym nie przejmuje. Nadal niektórzy uważają, że to, że "wiadomo powszechnie", że coś jest dobre wystarcza, aby ludzie przychodzili sami i nie trzeba się reklamować. To ma niestety krótkie nogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiem jak trudno jest się wycofać z procesu bolońskiego, ale uczelnie techniczne robią ponoć wszystko co mogą aby przywrócić 5letni program lub chociaż sensowniej go podzielić. Mówi się też o wydłużeniu studiów o pół roku lub podzieleniu ich w takim samym stosunku jak studia uniwersyteckie. Oczywiście zauważam także pozytywne aspekty takiego podziału studiów - robiąc drugi kierunek wystarczy dobrnąć do tytułu licencjata i można przekwalifikować się w krótszym czasie niż dotychczas. Szczerze dziwi mnie jednak, że 29 państw podpisało taki dokument, nie przejmując się jednocześnie uznawalnością dyplomów wydawanych w poszczególnych krajach. Ostatnio ze zdumieniem dowiedziałam się, że ani moja matura, ani tytuł inżyniera, ktory mam nadzieję niedługo otrzymać, nie są w ogóle uznawane np. w Wielkiej Brytanii. I na odwrót - gdybym uzyskała wyższe wykształcenie na Wyspach, nie zostało by ono automatycznie uznane w Polsce. Jeśli mi zależy, muszę je sobie nostryfikować. O ile z uznaniem dyplomu inżyniera za odpowiednik angielskiego BSc nie powinno być żadnych problemów, o tyle za uznanie brytyjskiego dyplomu MSc w Polsce mogą być już problemy. W Anglii studia magisterskie trwają bowiem rok. Fakt, proces boloński trochę pomoże przy nostryfikacji - teraz już przynajmniej nie będzie sytuacji, w której polskie studia magisterskie uznawane są za BSc Hons (no bo jednolite, jedna obrona więc BSc, a że 5letnie to dołóżmy Hons).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Mam postanowienie noworoczne - mniej narzekać ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-9121843988506951705?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/V2qF8E5vpD7pHPo_2dpVLdAlPK4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/V2qF8E5vpD7pHPo_2dpVLdAlPK4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/V2qF8E5vpD7pHPo_2dpVLdAlPK4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/V2qF8E5vpD7pHPo_2dpVLdAlPK4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/Mp5A5tKbRKU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/9121843988506951705/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/12/studia-dwustopniowe-koszmar-ktory-mia.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/9121843988506951705?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/9121843988506951705?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/Mp5A5tKbRKU/studia-dwustopniowe-koszmar-ktory-mia.html" title="Studia dwustopniowe - koszmar, który miał ułatwić studiowanie w Zjednoczonej Europie" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/12/studia-dwustopniowe-koszmar-ktory-mia.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkEMQno9cSp7ImA9Wx5bGEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-302105888353018171</id><published>2010-11-03T02:13:00.005+01:00</published><updated>2010-11-04T07:04:43.469+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-11-04T07:04:43.469+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Londyńskie akademiki</title><content type="html">Od kilku tygodni nieustannie miałczę, że nie mam czasu, że wszystko co robię jest na "wczoraj", i że chciałabym się wreszcie wyspać. Tak, to wszystko prawda. Ale dzisiaj robię sobie wolne. Co by nie zwariować. W ramach wolnego - ciąg dalszy wspominek z Londynu. Dzisiaj będzie o akademikach, w których mieszkałam w te wakacje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały mój wakacyjny pobyt w Londynie nie napisałam gdzie właściwie mieszkałam w tym czasie. Wspominałam tylko o problemach ze znalezieniem lokum przy okazji ogólnego marudzenia na wszystko co się da po kolei. Nie było to bynajmniej takie proste.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNJMoFsqGPI/AAAAAAAAAt8/PbhnO66_myk/s1600/claredale5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNJMoFsqGPI/AAAAAAAAAt8/PbhnO66_myk/s320/claredale5.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Dobra wiadomość jest taka, że stosunkowo łatwo w krótkim czasie można znaleźć informacje o wszystkich wolnych pokojach - dużo akademików prowadzi rezerwację miejsc przez internet. Praktycznie każda uczelnia ma swój własny system wykupu miejsc, a w przypadku braku wolnych miejsc często proponuje inne zakwaterowanie (np. w akademiku innej uczelni). Niestety miałam pecha i nie dość, że nie było miejsc w żadnym uczelnianym akademiku, to jeszcze żadne z potencjalnych miejsc nie znajdowało się w odległości mniejszej niż 30min do pracy. Pozostały zatem dwa miejsca, niezwiązane z żadną z uczelni: Claredale House i Sir John Cass Hall. Z opisu na stronach &lt;a href="http://www.cassandclaredale.co.uk/"&gt;Cass&amp;amp;Claredale&lt;/a&gt; wynikało, że choć pokój w Sir Johnie jest droższy o £20 funtów tygodniowo, to jednak się opłaca. Oglądnęłam wszystkie dostępne w internecie zdjęcia, skonsultowałam wszelkie wątpliwości drogą mailową (bardzo dobry kontakt!) i podjęłam decyzję. Skontaktowałam się wcześniej z innymi Polakami z MIMUWu, którzy również mieli staż w UBSie w tym czasie co ja i trochę zdziwiło mnie, że wszyscy wybierają się do Claredale, ale jakoś zignorowałam ten fakt. Nie byłam w stanie zrozumieć jak mając do wyboru miejsce, w którym wszystko jest na miejscu (wymiana pościeli i ręczników co tydzień, wyposażona kuchnia, sprzątanie pokoju i śniadanie) można wybrać to, w którym wszystko, począwszy od pościeli, a kończąc na sztućcach, trzeba przynieść ze sobą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Sir John Cass Hall&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Pierwszy tydzień mieszkałam u znajomych. Niestety we wszystkich akademikach okres wynajmu wakacyjnego zaczynał się dopiero w poniedziałek, kiedy zaczynałam pracę (przyleciałam w piątek), a ponadto w większości nie było już wolnych pokojów. Minął tydzień i nadszedł czas przeprowadzki. Jeszcze w maju zapłaciłam  z góry za pierwszy tydzień £140, a w cenie miał być pokój z tzw "niemieckim śniadaniem kontynentalnym" (cytat). Osobiście zwrot "śniadanie kontynentalne" kojarzy mi się ze słodką minimalistyczną bułeczką z dodatkiem dżemu i nie pasuje do niego ani trochę przymiotnik "niemiecki". Niewiele się pomyliłam. Śniadanie było faktycznie minimalistyczne - szwedzki stół, na którym codziennie dokładnie w tych samych miejscach stołu można było znaleźć płatki na mleku, jajecznicę bez dodatku soli, kilka plasterków żółtego sera i szynki, masło, słodkie rogaliki francuskie i chrupiące bagietki. W połączeniu z godziną, o której je podawano, ta konfiguracja była w pełni uzasadniona - wystarczyło sięgnąć tam, gdzie ostatnio gdy nie przysypiało się na stojąco stał dany produkt i w zasadzie z zamkniętmi oczami można było przygotować sobie śniadanie. Pokój faktycznie miał 7m2. Jedyne adekwatne określenie, jakie przychodzi mi do głowy (i o dziwo wszystkim pozostałym osobom, które kiedykolwiek go widziały) to "nora".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNCsxiKjZEI/AAAAAAAAAtg/PMIZxdqvMaY/s1600/john4.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="205" src="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNCsxiKjZEI/AAAAAAAAAtg/PMIZxdqvMaY/s200/john4.jpg" width="242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNCsnH5daPI/AAAAAAAAAtY/la4n4OM5gto/s1600/john1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="205" src="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNCsnH5daPI/AAAAAAAAAtY/la4n4OM5gto/s200/john1.jpg" width="275" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja norka była zatem długa i wąska, a łóżko na tyle małe i przysunięte do minimalistycznego okienka, że bałam się, że w nocy wydryfuję przed siebie, na wyjątkowo niski parapet i obudzę się piętro niżej na chodniku. Dryf wgłąb pokoju uniemożliwiał stolik z wentylatorem, pod którym stała lodówka, a ruch w bok utrudniała z jednej strony ściana, z drugiej - krzesło stojące na styk z biurkiem. Na tych 7m^2 faktycznie znajdowała się szafa, biurko, krzesło, umywalka, lodówka i stolik, ale nie było miejsca na cokolwiek innego. Oczywiście drzwi zatrzaskiwały się automatycznie po wyjściu z pokoju, więc wszędzie trzeba iść z kluczem.&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNCs0Y_DbPI/AAAAAAAAAtk/KWBEKfksVEY/s1600/john2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNCs0Y_DbPI/AAAAAAAAAtk/KWBEKfksVEY/s200/john2.jpg" width="180" /&gt;&lt;/a&gt;Widok z minimalistycznego okienka wprost na magazyn Tesco, do którego codziennie o 5 rano przyjeżdżała dostawa, tłukąc się niemiłosiernie oraz minimalistyczne okienko, które skutecznie uniemożliwiało wywietrzenie pokoju (a w czerwcu i lipcu temperatura nie spadała poniżej 25st) to jeszcze nic. Najgorzej było z łazienkami. Przed wyjazdem zapewniono mnie, że "ilość łazienek jest wystarczająca". W rzeczywistości, na 48 pokojów znajdujących się na piętrze przypadała jedna łazienka damska i jedna męska, z których każda zawierała 2 (słownie: dwa) prysznice, 3 toalety i 2 umywalki ze wspólnym lustrem. W praktyce oznaczało to poranną kolejkę do prysznica, w której bywało, że trzeba było stać ponad godzinę. Jeśli chodzi o sam prysznic, to dało się co prawda wyregulować siłę strumienia wody, jak i temperaturę, ale słuchawka była na stałe przymocowana do jednego z kątów ściany. Kabina prysznicowa oczywiście otwarta z jednej strony, zasłonięta tylko materiałową zasłonką, która przyklejala się do wszystkiego zaraz po odkręceniu wody.&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNCs29rzPRI/AAAAAAAAAto/Ta-TjeBKHbE/s1600/john3.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNCs29rzPRI/AAAAAAAAAto/Ta-TjeBKHbE/s320/john3.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt; Żeby nie było za prosto, do łazienki trzeba było przemaszerować długim, wąskim korytarzem z drzwiami przeciwpożarowymi w połowie. Jakby tego było mało, kuchnia co prawda była wyposażona we wszystko czego potrzeba (każdy miał teoretycznie swoją szafkę na kluczyk, choć w praktyce nigdy się nie zamykały), ale kilka dni po tym, jak się wprowadziłam, zaczął się w niej remont. Na szczęście kuchnie na piętrze były dwie, ale miałam to nieszczęście mieszkać vis-a-vis remontowanej kuchni. Na dodatek zero kontaktu z innymi ludźmi. Nigdy nie dowiedziałam się jak wygląda i gdzie znajduje się pralnia, bo nawet nie miałabym gdzie rozwiesić suszących się ubrań. Wytrzymałam dwa tygodnie, potem miałam dość. Kilka dni po przeprowadzce dowiedziałam się, że piętro niżej w Sir  Johnie mieszkał znajomy znajomego z UBSa, który był na stażu w innym  banku w City. Szkoda, że nie poznaliśmy się wcześniej, bo pewnie wiele  razy mijaliśmy się chociażby jadąc do pracy, a było by o wiele raźniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Claredale House&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Zupełnie przypadkiem udało mi się załapać na wolne miejsce. Koleżanka przeprowadzała się do innego akademika i zwolnił się pokój. Warunki już na pierwszy rzut oka o wiele lepsze. Każdy kompleks mieszkaniowy skladał się ze wspólnej kuchni, łazienki oraz 4 osobnych sypialni - w każdej duże jednoosobowe łóżko (a pod nim dodatkowe wysuwane metalowe koszyki), pojemna szafa, duże biurko, krzesło, kilka półeczek, wielkie okno (!) z parapetem na odpowiedniej wysokości i kawałek wolnej, niezagospodarowanej przestrzeni dywanu. Bez problemu we wnękę przy łóżku zmieściła się walizka (w Sir Johnie stała pod biurkiem uniemożliwiając korzystanie zarówno z krzesła, jak i biurka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNC1GLx6GhI/AAAAAAAAAts/vDnzRHkGRZA/s1600/claredale1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNC1GLx6GhI/AAAAAAAAAts/vDnzRHkGRZA/s200/claredale1.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNC1IR_QO0I/AAAAAAAAAtw/MnpRUpUH95M/s1600/claredale2.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://3.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNC1IR_QO0I/AAAAAAAAAtw/MnpRUpUH95M/s200/claredale2.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNC1L3wXK4I/AAAAAAAAAt0/lO7YzTT9E7U/s1600/claredale3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNC1L3wXK4I/AAAAAAAAAt0/lO7YzTT9E7U/s200/claredale3.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNC1PUOf2mI/AAAAAAAAAt4/O-jwgTBm0hs/s1600/claredale4.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNC1PUOf2mI/AAAAAAAAAt4/O-jwgTBm0hs/s200/claredale4.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całkowita powierzchnia była na tyle duża, że można było sobie pozwolić na bałagan. Współdzielona kuchnia z dużymi oknami wychodzącymi na dziedziniec była częstym miejscem spotkań po pracy, więc zniknęło uczucie odosobnienia. W pralni dostępne były cztery pralki na  £2 i cztery suszarki na  £0,50. Czynsz można było płacić czekiem (polecam, świetna sprawa gdy nie chce się latać po Hackney z gotówką w zębach i nie uśmiecha się nam również podawanie szczegółów karty, aby sami ściągnęli należność), nie było też problemów z odbiorem paczek czy listów. Miła, zielona okolica, blisko do pracy i do wyboru: 2 autobusy, metro, pociąg. Faktycznie, mieszkanie w Claredale wymagało zainwestowania w pościel, kołdrę, poduszkę i ręczniki (wyposażenie kuchni przywieźli ze sobą pozostali współlokatorzy), ale było warto. Jednak MIMUW wiedział co wybiera ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Hackney słynie z tego, że jest tanią, czarną i niezbyt bezpieczną okolicą. O ile jednak Claredale jest przy głównej drodze, w dość spokojnym miejscu, na pograniczu Shoreditch i Bethnal Green, o tyle Sir John Cass Hall to bardziej pogranicze Hackney Wick i Leyton. I choć nikt mnie nie pobił, nie okradł i nie miałam żadnych nieprzyjemności, o tyle trochę nieswojo czułam się gdy wieczorem zaczepiały mnie różne dziwne typy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-302105888353018171?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/08aDy3Rprz8LG98GFJOU6sMN5vk/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/08aDy3Rprz8LG98GFJOU6sMN5vk/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/08aDy3Rprz8LG98GFJOU6sMN5vk/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/08aDy3Rprz8LG98GFJOU6sMN5vk/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/QDtVplKhtig" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/302105888353018171/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/11/londynskie-akademiki.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/302105888353018171?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/302105888353018171?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/QDtVplKhtig/londynskie-akademiki.html" title="Londyńskie akademiki" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TNJMoFsqGPI/AAAAAAAAAt8/PbhnO66_myk/s72-c/claredale5.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/11/londynskie-akademiki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkIBQncyeSp7ImA9Wx5UE0s.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-5729668973454321452</id><published>2010-10-16T23:54:00.002+02:00</published><updated>2010-10-18T02:09:13.991+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-18T02:09:13.991+02:00</app:edited><title>Krakowska mgła</title><content type="html">Zaczął się kolejny rok akademicki i aż wierzyć się nie chce, że to już siódmy semestr, po którym dostanę ładny papierek i tytuł inżyniera. Jak to zwykle na początku roku, niewiele się dzieje, więc korzystając z okazji postanowiłam udać się na weekend do Londynu. Termin wyglądał obiecująco, zwłaszcza, że kolejne weekendy praktycznie aż do obrony mam gęsto upakowane różnego rodzaju nieprzekładalnymi sprawami. Nie przepadam co prawda za linią Ryanair, zdecydowanie wolę latać Easyjetem, ale tym razem nie było wyboru. Bilet kupiłam z dużym wyprzedzeniem i zadowolona z siebie udałam się wczoraj w nocy na Balice.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;From Krakow (KRK) to London-Stansted (STN)&lt;br /&gt;
Fri, 15Oct10 Flight FR2437 Depart KRK at 21:50 and arrive STN at 23:20&lt;br /&gt;
From London-Stansted (STN) to Krakow (KRK)&lt;br /&gt;
Sun, 17Oct10 Flight FR2436 Depart STN at 18:00 and arrive KRK at 21:25 &lt;/blockquote&gt;Od samego początku coś było nie tak. Najpierw okazało się na dworcu w Krakowie, że zmienił się rozkład jazdy pociągów do Balic i czekałam na następny pociąg dobre 45 minut. Na miejsce dotarłam jednak na długo przed planowanym odlotem, więc nic się nie stało. Na lotnisku zdziwił mnie nieco tłum ludzi, ustawionych przy tabliczkach z różnymi nazwami miejscowości zagranicznych, jednak na pierwszy rzut oka wyglądało to na wycieczki zorganizowane, czekające na dalszy transport, więc nie wzbudziło to żadnych podejrzeń. Przy kontroli bezpieczeństwa usłyszałam rozmowę celników o odwołanych lotach, ale wszystko wskazywało na to, że lot do Londynu odbędzie się planowo. Problemy zaczęły się koło 21:20 gdy okazało się, że samolot z Londynu do Krakowa, którym mieliśmy lecieć, wylądował w Pyrzowicach z powodu gęstej mgły. Niewyspana i zmęczona, marzyłam tylko o tym, aby jak najszybciej znaleźć się w samolocie, a tutaj lot najpierw przekierowany, później odwołany, następnie znowu przekierowany. W skrócie wyglądało to mniej więcej tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
21:20&lt;br /&gt;
Samolot z Londynu kołuje nad Balicami, ale z powodu gęstej mgły nie podchodzi do lądowania. Ląduje w Pyrzowicach. Będziemy lecieć z Pyrzowic, do których przewiozą nas autobusem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
21:30&lt;br /&gt;
Przechodzimy przez bramki do autobusu, każdemu sprawdzana jest karta pokładowa. Autobusem podjeżdżamy do sali przylotów. Odprawa paszportowa i lądujemy przy informacji przy wejściu do budynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
21:40&lt;br /&gt;
Pojawia się informacja, że lot zostaje odwołany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
21:50&lt;br /&gt;
Samolot poleci jednak z Pyrzowic. Czekamy na autobus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
22:10&lt;br /&gt;
Podstawili autobusy, sprawdzili wszystkim karty pokładowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
23:15&lt;br /&gt;
Pyrzowice. Trzeba przyznać, że choć lotnisko leży bardzo na uboczu (jakieś 30min drogi od końca płatnego odcinka autostrady A4), to jest o wiele ładniejsze, lepiej zorganizowane i nowocześniejsze niż lotnisko w Balicach. Są dodatkowe pokoje dla matek z dziećmi, kilka knajpek, w których można coś zjeść, 4 punkty kontroli bezpieczeństwa (a nie 2) i wrażenie ogólne jest o wiele bardziej pozytywne. Nawet w środku nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
23:30&lt;br /&gt;
Połowa ludzi przeszła przez kontrolę bezpieczeństwa. Przy okazji okazalo się, że kupiony na strefie wolnocłowej w Balicach alkohol, trzeba jednak zostawić lub wypić, bo mimo specjalnego opakowania, nie można go ze sobą zabrać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
23:45&lt;br /&gt;
Zmagania z biurokracją. Będą nam drukować nowe karty pokładowe. W międzyczasie przyjechał autobus z przekierowanego lotu czarterowego do Hurgandy, wiec tłum dziki. Alkohol można jednak przewieźć, ale pod warunkiem włożenia go do bagażu nadawanego. Na wagę bagażu nikt już nie zwraca uwagi. Ludzie dzielą się na tych, którzy pospiesznie opróżniają flaszki, wkładają do bagażu, proszą innych o włożenie do bagażu, i tych, co się awanturują. Pani wydająca karty ma dość i wzywa ochronę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
00:00&lt;br /&gt;
Wszyscy jeszcze raz przez kontrolę bezpieczeństwa. W Krakowie bez problemu przejdzie, jeśli zostawi się laptopa w plecaku, tutaj chyba dokładniej prześwietlają bagaż, bo na ekranie monitora widać zdecydowanie wiecej. Plecak wraca jeszcze raz na prześwietlenie, tym razem laptop osobno w koszyczku z innymi metalowymi przedmiotami. Potem kontrola paszportowa. I błyskawiczne ładowanie nas do samolotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
00:15&lt;br /&gt;
Dowcip nocy: "Priority boarding". W pierwszej kolejności oczywiście osoby z pierwszeństwem wejścia na pokład. Nie ma to jak priority boarding 3 godziny po czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
03:00&lt;br /&gt;
Samolot wylądował na Stansted. Może to ze zmęczenia, ale miałam wrażenie, że wszystko było o wiele bardziej głośne niż zazwyczaj - zarówno sam lot, jak i zmiana ustawienia skrzydeł przy starcie i podchodzeniu do lądowania. Widok przez okno był za to wyjątkowo piękny. Gęsta mgła nad miastami (zarówno w Katowicach, jak i Londynie) delikatnie rozpraszała pomarańczowe światła lamp ulicznych, które układały się w rozmaite kształty geometryczne. Może to lekkie zboczenie, ale całość wyglądała jak jeden wielki układ scalony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
04:15&lt;br /&gt;
Golders Green. Autobus z lotniska pędził przez puste ulice jak szalony i przyjechał 15 minut przed czasem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszłam spać koło 6 nad ranem. Niewątpliwie popsuło to plany weekendowe, bo zamiast wstać o jakieś cywilizowanej godzinie, spałam do godzin popołudniowych. Mam nadzieję, że chociaż lot powrotny będzie bardziej cywilizowany, choć nawet przy lądowaniu w Pyrzowicach, daje to dodatkowe 1,5h na przejazd do Balic, więc da się przeżyć ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec dodam jeszcze, że pamiętam o zaległych postach z mojego poprzedniego pobytu w Londynie - tworzą się :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-5729668973454321452?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RN4A9oiFo4q-K8a6KIpnTafha4k/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RN4A9oiFo4q-K8a6KIpnTafha4k/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RN4A9oiFo4q-K8a6KIpnTafha4k/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RN4A9oiFo4q-K8a6KIpnTafha4k/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/UVT_gI74eKQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/5729668973454321452/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/10/krakowska-mga.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/5729668973454321452?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/5729668973454321452?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/UVT_gI74eKQ/krakowska-mga.html" title="Krakowska mgła" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/10/krakowska-mga.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0cCQX49eSp7ImA9Wx5UGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-4096306820561220295</id><published>2010-09-19T00:07:00.001+02:00</published><updated>2010-10-23T15:37:40.061+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-23T15:37:40.061+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Kolorowe Camden Town</title><content type="html">Camden Town, nazywane rajem wszelakich subkultur to dzielnica, którą warto odwiedzić z kilku powodów. Jeśli jesteście fanami kultury alternatywnej, szukacie markowych glanów, starych płyt winylowych, wysadzanych ćwiekami skórzanych pasków albo właśnie odkryliście w sobie punka i chcecie wymienić całą garderobę, to nie mogliście trafić lepiej.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TJSFHw_wTCI/AAAAAAAAAs4/OHvEam9jz3k/s1600/DSCF6658.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TJSFHw_wTCI/AAAAAAAAAs4/OHvEam9jz3k/s400/DSCF6658.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na ulicach jest tłoczno, gwarno i kolorowo. Spotkamy tu ludzi w każdym wieku (choć głównie młodzież) z fantazyjnymi fryzurami, ubranych w kolorowe, kontrastowe ubrania, jak i mrocznych metalowców i dzieci-kwiaty. W jednym z zaułków minęła mnie drobna starsza pani około 60tki, w odblaskowych srebrnych legginsach z cekinami, obcisłej różowej bluzeczce na ramiączkach i czarnych kozakach na wysokim koturnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Camden to jednak nie tylko wyjątkowo kolorowa dzielnica tolerancji. W porcie jest także targ rybny, ale jeśli zależy nam na dobrym towarze, trzeba wstać dość wcześnie rano. Znajduje się tu również Camden Lock - największy i najbardziej znany w Londynie targ, pełen jedzenia z całego świata, restauracji, pubów, sklepów i straganów ulicznych.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TJUUAwIt8FI/AAAAAAAAAtI/vwlILxhHaQA/s1600/DSCF6661.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TJUUAwIt8FI/AAAAAAAAAtI/vwlILxhHaQA/s400/DSCF6661.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TJS8aTp-bvI/AAAAAAAAAtA/o62Yr8mxUYs/s1600/DSCF6665.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TJS8aTp-bvI/AAAAAAAAAtA/o62Yr8mxUYs/s400/DSCF6665.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Przyznam szczerze, że trafiłam tutaj całkiem przypadkiem. Wszystko zaczęło się od rozmowy o jedzeniu w polskim pokoju na kanale firmowego irca. Od dłuższego czasu stęskniłam się za pierogami ruskimi i ktoś (pozdrowienia dla Łukasza M.) polecił mi udać się w tym celu na targ do Camden. Zapisałam sobie szczegółowo wskazówki dojazdu i dojścia i szczerze mówiąc nie spodziewałam się na miejscu zastać nic więcej poza dużym targowiskiem. Jeszcze przed wyjściem znajomi słysząc gdzie się wybieram, uśmiechali się mówiąc, że będzie kolorowo, ale tak naprawdę nie wiedziałam kompletnie nic o miejscu, do którego pojechałam. Jakie bylo moje zdziwienie gdy na miejscu zastała mnie parada punków, a targ okazał się być ogromny. Zanim dotarłam do polskiego stoiska, na którym kupiłam armię pierogów, gołąbków i bigosu, minęła dobra godzina. Instrukcje były co prawda dość prezycyzjne*, ale bardziej przydatne gdy próbuje się trafić w to samo miejsce drugi raz. Była to dobra okazja aby spróbować jedzenia z innych stron świata lub chociażby zobaczyć jak różnorodna jest kuchnia w zależności od regionu. I tak odpowiednio Brazylię reprezentowała głównie kuchnia owocowa, Włochy i Hiszpanię - makarony i pizza, Japonię i Chiny - sushi, Nową Zelandię - pieczone świnki morskie (brr), Indie - bliżej niesprecyzowane jedzenie, którego zawarte w nim przyprawy już z dużej odległości skutecznie udrożniały drogi oddechowe, Grecję - jagnięcina i feta, Turcję - kebab. Skusiłam się na kozinę, która reprezentowała Afrykę Południową - ciekawe w smaku mięso o konsystencji zbliżonej do wołowiny, ale to raczej jednorazowa przygoda ;)&amp;nbsp; Na uwagę zasługuje także punkt z przepyszną kawą, nieco dalej - świeżo wyciskany sok pomarańczowy i nieprzyzwoicie słodkie pączki (chociaż zdecydowanie wolę &lt;a href="http://www.krispykreme.co.uk/"&gt;Krispy Kreme&lt;/a&gt;). Oczywiście zobaczyłam tylko niewielką część Camden Lock, ale przy następnym dłuższym pobycie w Londynie, z pewnością będę bywała tam zdecydowanie częściej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Camden Town najłatwiej dostać się metrem nitką Northern Line. Niestety stacja jest wyjątkowo zatłoczona, szczególnie w weekendy. Na targu nie zapłacimy kartą, a najbliższy bankomat jest w odległości  około 20 minut pieszo, dlatego jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy,  dobrze zaopatrzyć się w gotówkę przy stacji metra. Jeśli chodzi o polskie stoisko, polecam szczególnie pierogi ruskie i gołąbki w sosie pomidorowym (więcej informacji na stronie &lt;a href="http://www.pierogicompany.com/"&gt;Pierogi Company&lt;/a&gt;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;* dla zainteresowanych: idąc od strony rzeki, przed niebieskim  wiaduktem 'Camden Lock' należy skręcić w lewo, następnie ponownie w  lewo, zostawiając za sobą włoskie pizze na wynos, dalej prosto i na  końcu w prawo przy stoisku brazylijskim&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-4096306820561220295?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dGY8swLeOKMGP4iYok8jalkKVRE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dGY8swLeOKMGP4iYok8jalkKVRE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dGY8swLeOKMGP4iYok8jalkKVRE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/dGY8swLeOKMGP4iYok8jalkKVRE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/TUiZ6EzwoXM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/4096306820561220295/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/09/kolorowe-camden-town.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/4096306820561220295?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/4096306820561220295?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/TUiZ6EzwoXM/kolorowe-camden-town.html" title="Kolorowe Camden Town" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TJSFHw_wTCI/AAAAAAAAAs4/OHvEam9jz3k/s72-c/DSCF6658.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/09/kolorowe-camden-town.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CU4BRnw6cCp7ImA9Wx5UGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-6624690020861609532</id><published>2010-08-08T00:34:00.001+02:00</published><updated>2010-10-23T16:25:57.218+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-23T16:25:57.218+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Czerwony autobus</title><content type="html">Posty publikowane są z pewnym opóźnieniem, za co z góry przepraszam wszystkich czytelników. Z natłoku innych zajęć, blog odszedł trochę w zapomnienie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzisiaj będzie o komunikacji miejskiej. Jest ona dość droga w tym kraju, zwłaszcza w porównaniu do polskiej, ale za to umożliwia dostanie się praktycznie do każdej części Londynu. Najszybszym sposobem przemieszczania się jest niewątpliwie metro, składające się z 11 linii, z których każda kursuje na kilku trasach. Wagoniki jeżdżą średnio co kilka minut, więc poza godzinami szczytu, kiedy to trudno się zmieścić do środka, jest to bardzo wygodny środek transportu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.tfl.gov.uk/assets/downloads/standard-tube-map.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="280" src="http://www.tfl.gov.uk/assets/downloads/standard-tube-map.gif" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Główne remonty przeprowadzane są w weekendy, dlatego jeśli planujemy podróżować w tym czasie, dobrze jest sprawdzić wcześniej, które nitki nie jeżdżą. Poza metrem, dostępna jest także linia jeżdżąca po powierzchni (tzw Overground) oraz lekka kolej DLR.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieść gminna niesie, że w bardziej oddalonych od centrum strefach Londynu jeżdżą także tramwaje (i to nawet piętrowe), ale nie widziałam nigdy żadnego. Po całym mieście kursują za to słynne czerwone autobusy.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TIY-noW-BdI/AAAAAAAAAsw/zy1c7zdFe4Y/s1600/autobus.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="235" src="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TIY-noW-BdI/AAAAAAAAAsw/zy1c7zdFe4Y/s400/autobus.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że przejażdżka autobusem to ciekawe przeżycie z kilku powodów. Na samym początku należy podkreślić, że miejsca na piętrze zaraz przy przedniej szybie to rewelacyjny punkt widokowy. W środku autobusu zamontowanych jest zazwyczaj około 16 kamer i jeśli dodatkowo jest też monitor, to nie dość, że można oglądnąć samego siebie ze wszystkich stron, to dodatkowo mamy również widok na to, co się dzieje na zewnątrz (trzeba przyznać, że niebardzo rozumiem do czego to potrzebne). O ile autobusy różnią się między sobą wymiarami (są zarówno przegubowe, jak i pojedyncze, piętrowe oraz zwykłe), ilością zamontowanych kamer, modelem, czy tablicami rejestracyjnymi, to jedna rzecz pozostaje niezmienna niezależnie od płci i koloru skóry kierowcy - sposób prowadzenia pojazdu. Nie wiem co trzeba zrobić aby zdobyć uprawnienia kierowcy autobusu, ale mam nieodparte wrażenie, że szkolenie przeprowadzane jest na małych furgonetkach wypełnionych po brzegi gęsto poupychanymi ziemniakami, a żeby zdać egzamin należy przejechać określoną trasę nie gubiąc po drodze żadnego ziemniaka. Kierowcy angielskich autobusów specjalizują się bowiem w rozpędzaniu się na krótkich dystansach oraz gwałtownym hamowaniu z opcją zatrzymania pojazdu w miejscu, co w przypadku schodzenia po schodach w trakcie hamowania pozwala zapoznać się bliżej z takimi pojęciami jak "przyspieszenie" czy "siła bezwładności". Co prawda nie zdarzyło mi się nigdy spaść ze schodów, ale tylko dlatego, że trzymałam się kurczowo barierki, i że na koncu schodów znajduje się dość szeroka ściana, na której można się w ostateczności zatrzymać. Jest jednak wiele bardziej pozytywnych stron takiego właśnie szkolenia na kierowcę, pomiając znaczne wmocnienie mięśni ramion i nóg. Kilkuminutowa podróż z początkującym kierowcą nie pozwoli zmęczonemu, wracającemu do domu po pracy pasażerowi przespać własnego przystanku, gdyż każde ruszenie poprzedza dość silne szarpnięcie, najbardziej odczuwalne w okolicach pępka, a każde hamowanie sprawia potencjalną możliwość dokładnego przypomnienia sobie co jedliśmy na obiad. Oczywiście nie jest tak źle i przedstawiam to trochę w krzywym zwierciadle, ale trzeba przyznać, że polscy kierowcy prowadzą wyjątkowo spokojnie w porównaniu do brytyjskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o ceny, londyńska komunikacja nie należy niestety do tanich, jest droga nawet dla samych Brytyjczyków. Już przy więcej niż 2-3 przejazdach opłaca się zainwestować w kartę miejską Oyster, z którą podróżowanie jest o wiele tańsze. Jest to karta zbliżeniowa, którą można doładowywać za każdym razem wybraną przez nas kwotą lub kupić bilet okresowy (tygodniowy, miesięczny, roczny) na dwie określone strefy (numerowane od 1 do 6). Co prawda bilet miesięczny w strefach 1-2 kosztował mnie miesięcznie prawie £100 (lepiej nie przeliczać tego na złotówki), ale bez tego pojedynczy przejazd metrem kosztowałby mnie £4. Trzeba za to przyznać, że mimo korków w centrum w godzinach szczytu (co często sprawia, że podróż autobusem w środku lata staje się koszmarem) i weekendowych remontów metra, całość funkcjonuje bardzo sprawnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-6624690020861609532?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/LmcVjdV4VrjvPbB_E-PyCzWmmpY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/LmcVjdV4VrjvPbB_E-PyCzWmmpY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/LmcVjdV4VrjvPbB_E-PyCzWmmpY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/LmcVjdV4VrjvPbB_E-PyCzWmmpY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/EswlPE1_c1g" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/6624690020861609532/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/09/czerwony-autobus.html#comment-form" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/6624690020861609532?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/6624690020861609532?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/EswlPE1_c1g/czerwony-autobus.html" title="Czerwony autobus" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TIY-noW-BdI/AAAAAAAAAsw/zy1c7zdFe4Y/s72-c/autobus.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/09/czerwony-autobus.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CU8GRnk8cCp7ImA9Wx5UGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-3412684020231480785</id><published>2010-07-08T21:00:00.002+02:00</published><updated>2010-10-23T16:23:47.778+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-23T16:23:47.778+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Kraj solonego masła i fast foodów organicznych</title><content type="html">Dzisiaj napiszę o angielskim jedzeniu. Krążą o nim różne opowieści, w większości negatywne. Obiektywnie trzeba przyznać, że jest tutaj zupełnie inaczej niż w Polsce - od asortymentu w sklepach, przez pory i rodzaje posiłków, po nawyki żywieniowe Brytyjczyków. Po pewnym czasie można się jednak do tego przyzwyczaić lub, co jest nieco bardziej czasochłonnym zadaniem, trzymać się swojej diety.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Śniadanie&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
W Polsce uważane jest za najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Ma być sycące i dawać energię na cały dzień. Tutaj śniadania są ciężkie - jada się jajka smażone na bekonie, pieczarki, smażone/pieczone kiełbaski, fasolę, pomidory a do tego obowiązkowo grzanki z solonym masłem, kawa lub herbata i sok pomarańczowy. Niektórzy na śniadanie jedzą także owsiankę, ale choć próbowałam w kilku miejscach (m.in. PretAManger i na stołówce w pracy), to nie przypadła mi szczególnie do gustu - jest rozgotowana, bez smaku i pływa w zdecydowanie zbyt dużej ilości mleka. Oczywiście można się żywić gotowymi kanapkami, dostępnymi w różnorodnych zestawieniach w licznych sklepach oferujących jedzenie na wynos, ale wadą takiego rozwiązania jest stosunkowo wysoka cena (około £2,5 - £4 za kanapkę) i wysoka wartość kaloryczna posiłku. Niestety każda tego typu kanapka jest po pierwsze zrobiona z białego pieczywa, a poza tym zawiera majonez lub/i żółty ser. Na zdecydowanej większości produktów jest dopisek "organic". Rozumiem to słowo, ale liczba kalorii umieszczona na małej etykietce i tak bije po oczach, więc co to za różnica, czy to jest organiczne czy nie, skoro ma przynajmniej dwa razy za dużo kalorii. Jeśli ktoś nie musi dbać o linię, może jest mu wszystko jedno, ale dla mnie ma to znaczenie.&lt;br /&gt;
Śniadania jem zatem w domu, przed wyjściem do pracy. Najczęściej jest to ciemny chleb posmarowany masłem z szynką/salami lub serem (najczęściej kozim lub pleśniowym) lub rybą (makrela lub łosoś), czasami odtłuszczony biały serek typu grani i do tego warzywa - pomidory/ogórki/rzodkiewki/cebulka. Sporadycznie zdarza mi się kupić białe pieczywo, aby nie było tak monotonnie. Rzadko mam rano czas na herbatę, najczęściej piję ją dopiero w pracy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Lunch&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Z początku wydawało mi się, że to jakiś dziwny twór - trochę pomieszanie drugiego śniadania ze wczesnym obiadem. Najczęściej jadany jest między godziną 13 a 15. Ludzie w pracy dzielą się na tych, których lunch składa się z kanapek i słodkich ciasteczek, oraz tych, którzy w tym czasie spożywają ciepłe posiłki w białych kartonowych kubeczkach. Nie jada się tutaj zup, co nie oznacza, że nie można ich tutaj kupić. Należy jednak uważać, bo nie mają one nic wspólnego z zupami, które spotyka się w Polsce. Dotychczas testowałam francuską zupę cebulową i aktualnie nie mam ochoty na dalsze odkrywanie zupnych "smakołyków" - zupa ta, z której pływały duże kawałki czerwonej cebuli, była w kolorze ciemnobrązowym, o silnym pikantnym aromacie pieczonej cebuli i przypraw przypominających magi. Po dwóch łyżkach uznałam, że już wystarczy i że nie chcę mieć więcej nic wspólnego z zawartością mojego tekturowego pojemniczka i całość wylądowała w koszu. Na małej stołówce, którą mamy w pracy, w czasie lunchu można kupić najczęściej ryż lub makaron z sosem i mieszanką zawierającą mięso oraz frytki i smażone kiełbaski. Próbowałam dwa razy ryż z czymś, co miało być kurczakiem, i żyję, ale nie było to szczególnie smaczne. Za pierwszym razem przypominało trochę gulasz, za drugim moj żołądek jeszcze pół nocy zionął ogniem. W końcu postanowiłam sprawdzić, co można zjeść poza pracą. Standardowo - kanapki, reklamujące się już rano jako pieczone specjalnie na porę lunchu, gorące "wrapy" (warzywa w sosie w mięsem zawinięte w ciasto naleśnikopodobne), a oprócz tego McDonalds, Burger King i słodkie bułeczki, pączki, ciasteczka. Oczywiście ponownie, większość fast foodów sprzedawanych na wynos ma etykietkę "organic". Po kilku dniach zaczęłam ją traktować jako informację "jestem droższy bo z lepszych składników", a nie jako "jestem organiczny czyli zdrowy". Organiczny, czy nieorganiczny - tutaj tuczy tak samo. Na dodatek jedzenie z Pret po pewnym czasie traci na atrakcyjności i się przejada - w sumie wszystko co tam można kupić, jest trochę na to samo kopyto. Wczoraj udało mi się wypatrzyć szyld z napisem "Salad Factory", więc zwabiona chwytliwą nazwą weszłam do środka. Strasznie drogo, gotowe produkty na półkach jakoś nie mówią mi do ucha "będę smaczny", a długa kolejka skutecznie odstrasza przed ladą, przy której można sobie zamówić sałatki przygotowywane na bieżąco z wybranych składników.&lt;br /&gt;
Po tygodniu odżywiania się kanapkami, niezidentyfikowanymi ryżami i wrapami, kupiłam w supermarkecie udko z kurczaka, ziemniaki i sałatkę i odgrzałam całość w mikrofalówce w pracy. Całość kosztowała mnie £5, ale tak przecież nie można codziennie. Postanowiłam zatem w porze lunchu jeść przede wszystkim owoce i jogurty, przesuwając porę obiadu właściwego na godzinę wyjścia z pracy. Do tego przez cały dzień wypijam kawę i hektolitry różnorakich herbat bez cukru, których mamy dość duży wybór w pracy. Teoretycznie powinna to być godzina 17 (choć dotychczas zdarzyło się to może kilka razy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Obiad&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Ponoć na Wyspach występuje taki posiłek i jest jedzony wieczorami. Zdarzyło mi się jeść coś takiego gdy byłam w Londynie na ferie zimowe.&lt;br /&gt;
Zazwyczaj po dotarciu do domu z pracy jedyną rzeczą, o której myślę, jest miękkie łóżko, ale zdarza mi się od czasu do czasu coś przygotować. Najczęściej są to smażone na patelni krewetki lub kurczak w bliżej nieokreślonym sosie z ryżem lub odgrzewane pierogi. Na chwilę obecną mam zbyt małą lodówkę w akademiku aby móc ugotować sobie zupę na 3 dni, ale mam nadzieję, że po przeprowadzce w weekend się to zmieni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Zakupy&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Cenowo nie jest tragicznie, chociaż jednak drożej niż w Polsce. Generalnie tańsze są kosmetyki. Warto wiedzieć, że produkty marki Tesco dzielą się tutaj na 3 kategorie: Tesco Value (najgorsze, najtańsze - te przywędrowały do Polski), Tesco (przeciętne) i Tesco Finest (najwyższa jakość, najwyższa cena, często lepsze jakościowo od innych "markowych" produktów). Samo Tesco występuje też w 3 odmianach - Tesco (duże), Tesco Metro (średnie) i Tesco Express (małe). Trzeba uważać na ceny w Marks&amp;amp;Spencer, bo jest tam generalnie strasznie drogo - najbardziej to widać po owocach i warzywach, które są czasem 2-3 razy droższe niż w innych sklepach. Zakupy żywnościowe najczęściej robię w Tesco i Co-Operative. Ciekawostką jest, że &lt;span class="bbtext"&gt;w prawie każdym supermarkecie można kupić kwiaty i  większość z nich ma coś jakby datę ważności, czyli gwarantowany okres przez  który nie powinny zwiędnąć - jeśli zwiędną, można reklamować i dostać nowe ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class="bbtext"&gt;Jeśli chodzi o masło, to w większości przypadków jest solone i trochę się trzeba naszukać, aby znaleźć bez soli. Osobiście polecam irlandzkie Kerrygold i francuskie President - zarówno jedno, jak i drugie można też kupić w Polsce. Nie mogę nigdzie znaleźć białego twarogowego sera z krowiego mleka, ale za to fani koziego mleka i sera będą się tutaj czuli jak w raju - można kupić dosłownie wszystko, co tylko przyjdzie do głowy. W praktycznie każdym sklepie jest szeroki wybór salai, w tym przepyszne niemieckie i włoskie, jednak fani węgierskiego Pickwicka raczej będą niepocieszeni. Z nieco większymi problemami znajdziemy biały ser typu grani w 3 smakach: naturalny, z cebulką i z ananasem. Mleko występuje w kilku wariantach: pełnotłuste (4% tłuszczu), odtłuszczone (2%) i light (0,5%). Bez problemu znajdziemy też każdy możliwy żółty ser. Najtrudniej o dobrą wędlinę - wszystko poza salami to w zasadzie szynka konserwowa w różnych wariantach. Chleb da się kupić - zarówno dobre białe pieczywo, jak i pełnoziarniste ciemne (choć o to trudno i nie wszędzie jest dostępne z powodu małego zainteresowania). Jogurty popadają trochę w skrajność - albo pełnotłuste albo odtłuszczone ze zdecydowaną przewagą liczebną produktów typu light. Do tego bardzo dużo jedzenia z serii "WeightWatchers", które bynajmniej nie charakteryzuje się jakąś porażająco niską ilością kalorii, a po przeglądnięciu wszystkich produktów, znalazlam tylko kilka, które nie zawierałyby żółtego sera. Nie znalazłam stoisk rybnych, takich jak w Polsce i jedyne ryby to te paczkowane i to najczęściej tylko dwa rodzaje - makrela i łosoś (zwykłe lub wędzone w miodzie). Może mam pecha, a może po prostu takowe nie występują. Nie znalazłam także śledzi w śmietanie, zupek/kisieli/galaretek/budyni w proszku, kiszonej kapusty, ogórków kiszonych, pasztetu, nie wspominając już o żurku, barszczu, pierogach, gołąbkach, czy naleśnikach. Z tego co wiem, część z tych rzeczy można kupić w polskich sklepach np. w dzielnicy Ealing Broadway.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span class="bbtext"&gt;Wielka Brytania to zdecydowany raj dla łasuchów - kiedy przechodzę koło działu ze słodyczami, towary na półkach niemalże mówią "zjedz mnie". Trzeba przyznać - są okropnie jeszczetrochowe, tuczące i uzależniające. Uwielbiam tutejsze świeżo wyciskane i przecierane soki, zwłaszcza te z cząstkami owoców, które mają krótki termin ważności i trzeba je trzymać w lodówce. Kosztują &lt;/span&gt;przeciętnie £2 za litrową butelkę. Nie ma zbyt dużego wyboru smaków - głównie pomarańczowy i jabłkowy, zdarza się też jabłko z dodatkami (gruszka, bez, mango, malina), ale przez najbliższe kilka tygodni nie powinny mi się znudzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span class="bbtext"&gt;Podoba mi się tutaj to, że niezależnie od pory roku jest dokładnie taki sam asortyment owocowo-warzywny i wszelkie owoce można kupić zarówno w czerwcu, jak i grudniu. Na dodatek mają podobne ceny. Fakt, że w lutym truskawki z Maroka smakują inaczej niż w lipcu z Kent, ale można je kupić i też są bardzo smaczne. Lubię też wejść do sklepu i za kasą spotkać uśmiechniętego sprzedawcę, który nie zachowuje się, jakby postawiono go tam za karę (co niestety jest bardzo częste w sklepach w Polsce). Zazwyczaj, zwłaszcza w mniejszych sklepikach, spakują wszystko do reklamówek tak, aby nic się nie pogniotło i ciężar był w miarę zrównoważony, porozmawiają chwilę, uśmiechną się. Mam oczywiście świadomość, że takie zachowanie wynika z tego, że mają to wpisane do umowy jako warunki, które muszą spełniać, i że jeśli nie będą mili, to po prostu stracą pracę, ale jako konsumenta średnio mnie to obchodzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class="bbtext"&gt;&lt;br /&gt;
Wyjeżdżając do Anglii przywiozłam ze sobą ciemny chleb żytni na zakwasie pieczony przez moją mamę, chleb żytni razowy, wędliny z &lt;a href="http://www.bacowkatowary.pl/"&gt;Bacówki&lt;/a&gt; (szynka, polędwica, kabanosy), pierogi (ruskie, z serem, z truskawkami) i lekarstwa (zwłaszcza te na receptę).&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-3412684020231480785?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/A6nSCzREU9SHL5GAOm2_NbDLhxk/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/A6nSCzREU9SHL5GAOm2_NbDLhxk/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/A6nSCzREU9SHL5GAOm2_NbDLhxk/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/A6nSCzREU9SHL5GAOm2_NbDLhxk/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/JiawkhK_8kM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/3412684020231480785/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/07/kraj-solonego-masa-i-fast-foodow.html#comment-form" title="Komentarze (5)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/3412684020231480785?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/3412684020231480785?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/JiawkhK_8kM/kraj-solonego-masa-i-fast-foodow.html" title="Kraj solonego masła i fast foodów organicznych" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>5</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/07/kraj-solonego-masa-i-fast-foodow.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUUCR38yeSp7ImA9Wx9UEkg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-1188483204906306457</id><published>2010-07-03T16:24:00.002+02:00</published><updated>2011-02-09T14:14:26.191+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-09T14:14:26.191+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="praca" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Londyńskie opowieści</title><content type="html">W weekend przeprowadzałam się z Archway, gdzie mieszkałam pierwszy tydzień, do akademika w Hackney. Trzeba było też odebrać z dworca autobusowego Victoria Coach Station walizkę, w której rodzice wysłali mi pozostały bagaż, który nie zmieścił się do samolotu. Jest to stosunkowo tani i szybki sposób dostarczenia przesyłki z Polski do Anglii, bo autobus jedzie nieco ponad 24 godziny i transakcja jest z ręki do ręki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miejsce, w którym aktualnie mieszkam to &lt;a href="http://www.cassandclaredale.co.uk/cass"&gt;Sir John Cass Hall&lt;/a&gt;. Mój pokój ma około 7m2 i składa się z dość małego łóżka, okna, stolika, a nad nim 2 szafek, krzesła, umywalki, lustra, małej lodówki i szafy. Wszystko niestety bardzo malutkie, a okno mam tuż nad łóżkiem, więc jeśli za bardzo będę się w nocy wiercić, to przez nie wypadnę :P. Na piętrze 48 pokoi, 2 łazienki - damska i męska, w każdej 2 prysznice, 3 toalety i 2 umywalki. W pobliżu akademika znajduje się Tesco Metro i niestety mam to szczęście, że moje okno wychodzi na zaplecze, więc codziennie rano budzi mnie przyjeżdżająca dostawa. W cenie jest co prawda śniadanie (słodkie rogaliki, chleb tostowy, dżem, szynka konserwowa, żółty ser) i wymiana pościeli i ręczników co tydzień, ale mimo wszystko jest to dość drogie zakwaterowanie - 140 funtów za tydzień. Plusem jest też to, że kuchnia jest w pełni wyposażona w garnki, sztućce, naczynia, 16 palników elektrycznych, mikofalówkę i 4 piekarniki. Całkiem przyzwoity jest też dojazd do pracy - około 25 minut autobusem w porannych godzinach szczytu. Doprawdy genialny jest widok, gdy wjeżdża się do City - niemal można wyznaczyć granicę między zwykłą zabudową Londynu a wielkimi, nowoczesnymi przeszklonymi budynkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień był stosunkowo pracowity. Szkolenia, wykłady, wprowadzenie do używanych technologii, omówienie architektury tworzonego systemu, a jednocześnie konfigurowanie stacji roboczej. Cały poniedziałek instalowałam potrzebne oprogramowanie. We wtorek dostałam drugi monitor, szkoda tylko, że innego rozmiaru niż ten pierwszy. We środę miałam już dwa tego samego rozmiaru. Telefonu dalej nie mam, ale za to dostałam własną szafkę, póki co jeszcze bez klucza. Przydzielono mi pierwsze zadanie - mam napisać jakieś ATF testy do projektu, o którym jeszcze nie mam pojęcia co robi. Póki co przerabiam przyspieszony kurs XSLTa aby w ogóle zrozumieć kod. W czwartek po pracy mieliśmy Circus Space, czyli zajęcia w grupach, na których uczyliśmy się chodzić na szczudłach, żonglowac piłeczkami, robiliśmy ludzkie piramidy i skakaliśmy przez wielką skakankę. Całkiem fajna zabawa. W piątek wreszcie dowiedziałam się co robi mój team. Mój manager usiadł ze mną i wszystko mi po kolei wytłumaczył w wyjątkowo prosty sposób. Świetnie :) Tego mi brakowało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przyszły weekend przeprowadzam się do&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.cassandclaredale.co.uk/claredale"&gt;Claredale&lt;/a&gt;, bo koleżanka się wyprowadza i zostawia wolny pokój. Tam akademik składa się z oddzielnych mieszkań i w każdym znajduje się łazienka i kuchnia. Płaci się 120 funtów tygodniowo, chociaż trzeba wcześniej zainwestować we własną pościel, kołdrę, poduszkę i wyposażenie kuchni. To, gdzie ja będę mieszkać, będzie miało 4 pokoje, w których mieszkają Polacy z UW, którzy tak jak ja, są na stażu w UBSie. Zapowiada się bardzo pozytywnie :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-1188483204906306457?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Wth8RNlmjS9DDT4BKDnotRrlZe4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Wth8RNlmjS9DDT4BKDnotRrlZe4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Wth8RNlmjS9DDT4BKDnotRrlZe4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/Wth8RNlmjS9DDT4BKDnotRrlZe4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/8lD45b67MwE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/1188483204906306457/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/07/londynskie-opowiesci.html#comment-form" title="Komentarze (6)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/1188483204906306457?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/1188483204906306457?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/8lD45b67MwE/londynskie-opowiesci.html" title="Londyńskie opowieści" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>6</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/07/londynskie-opowiesci.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUEHRXg8eSp7ImA9WhZSEE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-7234707354694798056</id><published>2010-06-30T00:46:00.005+02:00</published><updated>2011-03-25T00:00:34.671+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-03-25T00:00:34.671+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="praca" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Krwawe początki</title><content type="html">Przed wylotem zobowiązałam się do regularnych relacji z życia i pracy w Królestwie Brytów, tym samym zamieszczam zatem pierwszego posta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Dzień pierwszy&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Początki były trudne. Pierwszego dnia zaczęłam o 8:30 serią spotkań powitalnych i wykładów wprowadzających bardzo ogólnie do tego, czym się będziemy zajmować przez najbliższy czas. Oczywiście nikt się nie wyspał, było strasznie gorąco i siedzieliśmy w ponad 200 osób na sali bez okien, z kiepsko działającą klimatyzacją. Najpierw nam słodzili - jacy to jesteśmy świetni, że się tutaj dostaliśmy, jaka ogromna szansa przed nami stoi. Swoją drogą, jest tutaj całkiem fajna ekipa Polaków z infomatyki z MIMUWu. Potem uprzedzili, sprowadzając na ziemię, że godziny pracy w umowie, określone jako 9-17 bynajmniej nie oznaczają, że nie będziemy zostawać dłużej (zostało wręcz powiedziane, że oczekują od nas zaangażowania, polegającego między innymi na zostawaniu w pracy w nadgodzinach gdy jest to wskazane). Uświadomiono nam też, że patrzą cały czas na naszą pracę i oceniają nas pod różnymi aspektami. Trzeba tutaj dodać, że słowo "nieobowiązkowe" w praktyce oznacza "bardzo zalecane", co odnosi się zwłaszcza do tzw "community affairs", które zajmują czasem całe popołudnie. Pierwszego dnia dostało nam się od razu, że ziewamy i śpimy na wykładzie. Sprawa była bardziej skomplikowana. Po pierwsze wykład był śmiertelnie nudny - przez pierwszą połowę prowadzący wlókł się nieziemsko wolno przez slajdy, wpadając z anegdotki w anegdotkę, a te co ciekawsze urywał w połowie, tłumacząc się brakiem czasu. Druga połowa wykładu, gdy zorientował się, że przerobił 1/5 slajdów, polegała na przewijaniu prezentacji w tempie ekspresowym i czytaniu wyrwanych z kontekstu zdań. Na dodatek na sali było gorąco i duszno, wykład trwał 3 godziny i był ostatnim z serii wykładów, które z małymi przerwami odbywały się od 9:30 rano.&lt;br /&gt;
Dostaliśmy karty, dzięki którym możemy wchodzić do budynku, masę makulatury, terminarz na następne kilka dni i naklejkę z imieniem, nazwiskiem i działem, w którym pracujemy. Ponadto długopis, coś co wygląda jak przenośny mikrofon i plecak (notabene bardzo wygodny). Lunche są okropne, choć ten pierwszy na tle kolejnych, był jeszcze w miarę znośny. Na lunch są oczywiście kanapki zrobione z białego chleba tostowego lub czegoś co przypomina nieco pitę. Jeśli chodzi o ich zawartość, to czasami trudno stwierdzić co właściwie mają w środku. Najbezpieczniejsze były kanapki z białym serem, ogórkiem i rzodkiewką; najbardziej ryzykowne z owocami morza lub/i mieszanką zawierającą żółty ser, majonez oraz bliżej niezidentyfikowaną zieleninę i inne dziwne składniki. Do picia kawa, herbata, wściekle słodkie soki z ogromną zawartością cukru, woda i coca-cola. Po wyjściu z pracy o 17 nawet nie miałam ochoty na obiad. Do domu wróciłam bez dowodu (musiałam go oddać razem z oświadczeniem, że mam prawo podjąć pracę na terenie Wielkiej Brytanii), armią listów z NatWestu oraz z deklaracją do podpisania, że zgadzam się na to, aby mnie fotografowano i filmowano bez mojej wiedzy (WTF).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Dzień drugi&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Zaczął się od podwójnej kawy, która przegrała z pitym wczoraj na litry świeżo wyciskanym zimnym sokiem pomarańczowym (mniam, uwielbiam). Na dzień dobry znów dostaliśmy te dziwne naklejki co wczoraj i choć niektórzy mieli jeszcze wczorajsze, kazali nam wziąć nowe. Dowiedzieliśmy się dzisiaj, że w stosunku do osób, które wczoraj przysnęły na wykładzie, będą wyciągane konwekwencje (cokolwiek to znaczy), czyli straszenia ciąg dalszy. Dzisiaj wykłady były ciekawsze niż wczoraj, chociaż o wiele dłuższe, to jednak skośnooka prowadząca, która twierdzi, że pochodzi z Kanady, potrafiła przynajmniej jakoś nawiązać kontakt ze słuchaczami, mówiła prostym językiem i opowiadała obrazowe anegdotki, dzięki którym lepiej można było zrozumieć materiał. Pod koniec dnia - Treasure Hunt Team Building Exercise, czyli zabawa w podchody w centrum Londynu. Zabawa fajna, choć upał był nieziemski, ale trochę źle przygotowana, bo większość odpowiedzi na pytania z formularza dało się wygooglać, więc w praktyce był to w znacznej mierze konkurs na to, który zespół ma więcej iPodów i komórek z dostępem do internetu. Zrobiliśmy parę fajnych zdjęć, bo w ramach konkursu mieliśmy się też fotografować całą grupą w różnych miejscach Londynu. Postaram się coś wrzucić, gdy dostanę je od Anahity, która miała aparat. Dzień o wiele bardziej pozytywny od poprzednich, może z tą różnicą, że nie jestem w stanie chodzić - każde, nawet najwygodniejsze buty, po prostu wysiadają przy takich biegach na orientację w upale po mieście, nawet w ślimaczym tempie.&lt;br /&gt;
Udało mi się aktywować obsługę konta przez internet. Szkoda, że z tzw "housing allowance" potrącili nam 40% podatek (to z powodu niezłożonego P46, którego nie mogę wypełnić nie mając NINu). Mam za to książeczkę czekową i książeczkę do wpłat na konto. Karta debetowa dalej nieaktywna - nie udało się jej dzisiaj aktywować przez SMSa ani kanał internetowy, który uporczywie wmawia mi, że to dlatego, że mam mniej niż 16 lat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Dzień trzeci&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Najcięższy dzień, bo od 08:00 do 21:30. Właściwie nic godnego szczególnej uwagi. Najpierw prezentacja o tym, jak należy pracować, jakiego słownictwa należy używać i co mówić a czego nie, aby nie urazić innych członków ekipy. Uważam, że było by o wiele bardziej przydatne, gdyby poza dość banalnymi scenkami rodzajowymi, omówiono chociaż pobieżnie co w danej kulturze jest tematem tabu, o czym się rozmawia, jakie są zwyczaje. W końcu w samym dziale IT, liczącym 46 osób, mamy ludzi z całego świata, którzy mają różny kolor skóry, różne religie i zwyczaje i choć każdy ma jakiś próg tolerancji i bierze poprawkę na to, że można danej kultury nie znać, to dobrze było by nawet nieumyślnie nie urazić kogoś, z kim przyjdzie nam pracować do końca intenshipu. Później było o tym, jak należy się ubierać do pracy, jak się należy zachowywać, czego od nas oczekują, itp. Trzeba przyznać, że bardzo fajnie słucha się, gdy przedstawicielka HRów, ubrana pierwszego dnia we wściekle różową ciemną garsonkę, mówi o tym, że dress code to business casual i że powinniśmy się przed podjęciem pracy upewnić, jaki strój nas obowiązuje. Próbowałam się od nich tego bezskutecznie dowiedzieć przez dobry miesiąc w kwietniu, za każdym razem otrzymując inną odpowiedź, ale to miło z ich strony, gdy deklarują się, że służą pomocą. Kolejny raz usłyszeliśmy wyrzut o ziewaniu w poniedziałek na wykładzie. Założę się, że ostatniego dnia też to usłyszymy. Przy okazji wyczailiśmy już o co chodzi z naklejkami. To po prostu forma weryfikacji czy wszyscy przyszli punktualnie na wykład i kto się spóźnił. Podczas jednej z przerw zauważyliśmy, że na sali są włączone kamery, a w drugim pokoju za ścianą można sobie całość oglądać. No to już wiadomo skąd będą wiedzieli kto ziewał, kto spał i po co była zgoda na filmowanie (nie można było tego nie podpisać).&lt;br /&gt;
Lunch był wyjątkowo badziewny. Wyglądał trochę jak resztki kanapek z poniedziałku i był mało zjadliwy. Nie zawiodły tylko paskudnie jeszczetrochowe cytrynowe kruche ciasteczka w białej czekoladzie. Jak tak dalej pójdzie, po 11 tygodniach mieszkania tutaj, znowu będzie ze mnie okrągły pączuś. Na koniec dnia spotkanie powitalne, na które ledwo dokulałam. Zapowiadali pyszne jedzenie i koncert Londyńskiej Orkiestry Symfonicznej. Koncert ominął chyba nas wszystkich, bo był ledwo słyszalny w szumie rozmów. Jedzenia nie zauważyłam, bo jedyne co było to coś przypominające wielkością przystawki do przystawek, wino i napoje. Atmosfera oficjalna, wszystko sztywne, poważne, niby takie biznesowe, ale chyba wszyscy spodziewaliśmy się czegoś bardziej na luzie. Pointegrowaliśmy się zatem w najbliższym gronie, poznałam dziewczyny z Dubaju i Maroka i posłuchałam, jak to ciężko jest w IBD (Oddział Bankowości Inwestycyjnej), gdzie pracują od 8 rano do 1 w nocy. Większość zmyła się do domu przy pierwszej nadarzającej się ku temu okazji. Do domu wracałam boso, bo ból obtartych od wczoraj stóp włożonych do jakichkolwiek butów był nie do zniesienia. Moja karta debetowa jest wreszcie aktywna. Z radości poszłam napełnić lodówkę i zarejestrować Oystera, nabijając na niego bilet miesięczny na strefy 1-2.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Dzień czwarty&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Nakarmili nas wściekle słodkim śniadaniem, ale doceniam. Pierwszy dzień prawdziwej pracy - poznaliśmy naszych managerów, zostaliśmy przydzieleni do zespołów. Będę pracować w Operations, choć w systemie widnieję jako "IT C&amp;amp;S FI Derivatives" (FI to Fixed Income, ale co to jest C&amp;amp;S nie mam pojęcia). Tak wygląda budynek, w którym pracuję:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TIX9Is7BIdI/AAAAAAAAAso/-DKdEXr1M7w/s1600/DSCF6701.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TIX9Is7BIdI/AAAAAAAAAso/-DKdEXr1M7w/s400/DSCF6701.JPG" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Cały dzień walczyliśmy z hinduskim Help Deskiem, próbując uzyskać dostęp do komputera (nie ma to jak praca w korporacji). Konto mam mieć aktywne jutro. Po pracy banalne szkolenie z Excela w ramach "Happy Computers", które choć trwało 4 godziny, to nie było w żaden sposób odkrywcze. Za to lunch, choć prawie cały na słodko, był o wiele bardziej sycący niż wczorajszy catering na imprezie powitalnej. Kuleję mniej niż wczoraj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Dzień piąty&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Cały dzień w pracy. Dostałam moją stację roboczą (póki co 1 monitor z 2, komputer, myszkę, klawiaturę, fotel, 3m2 biurka; czekam jeszcze na telefon), udało mi się powoli uzyskać dostęp do części funkcjonalności systemu. Przyjdzie mi tworzyć w Javie i przy okazji pewnie poznam Hibernate, Springa i zgłębię JUnita. Uprawiają programowanie ekstremalne, więc mają codzienne spotkania SCRUMowe, Sprinty, releasy, kochają Agile'a, TDD, continuous integration. Mam fajny zespół, dzisiaj poznałam mojego line managera. Nie wiem jeszcze co będę robić, póki co konfiguruję środowisko pracy. Wszystkie uprawnienia, progamy wymagają złożenia odpowiednich requestów w systemie, które realizowne są na zasadzie ticketów, ale pojedyncza iteracja potrafi trwać kilka dni. Urok dużych korporacji. To był chyba pierwszy dzień bez nadgodzin.&lt;br /&gt;
Wieczorem dwie godziny pływałam w wannie. Bardzo relaksujące :) Po powrocie z pracy najchętniej uciekłabym od całej cywilizacji od razu do łóżka spać. Wreszcie weekend.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-7234707354694798056?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4_Igifu1aQWmlsGvuFa-E_nd4fQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4_Igifu1aQWmlsGvuFa-E_nd4fQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4_Igifu1aQWmlsGvuFa-E_nd4fQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4_Igifu1aQWmlsGvuFa-E_nd4fQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/QNPP1pPoSjs" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/7234707354694798056/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/06/krwawe-poczatki.html#comment-form" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/7234707354694798056?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/7234707354694798056?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/QNPP1pPoSjs/krwawe-poczatki.html" title="Krwawe początki" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TIX9Is7BIdI/AAAAAAAAAso/-DKdEXr1M7w/s72-c/DSCF6701.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/06/krwawe-poczatki.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUQFQnkzeyp7ImA9Wx9UEkg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-2142504871145932302</id><published>2010-06-20T20:30:00.006+02:00</published><updated>2011-02-09T14:15:13.783+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-09T14:15:13.783+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="studia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="praca" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Pierwsze dni w Londynie</title><content type="html">Przed wylotem udało się zamknąć całkiem pokaźną część sesji. Z 5 egzaminów zdałam 3 (Kompilatory, Teorię Obliczeń i Złożoności Obliczeniowej oraz Automaty na warunku z zeszłego roku), 1 oblałam w zerówce (Inżynierię Oprogramowania), a z 1 nie mam jeszcze wyników (Architektury). Udało się również zaliczyć Systemy Rozproszone, czyli najbardziej czasochłonny przedmiot w tym semestrze. Co prawda zaliczenie wyszło idealnie na styk, bo uzyskałam co do punkta, równo 50%, więc prawie przytrzasnęło mi ogon, ale liczy się efekt. Mam też zaliczenie z lektoratu, IO, TOIZO, Bezpieczeństwa Systemów Komputerowych i Kompilatorów. Na wrzesień przełożyłam prace nad Pracownią Projektową, w ramach której powstaje projekt inżynierski, będący prac inżynierską. Nie wiadomo jeszcze jak będzie z projektem z baz danych. Ogólnie statystyki przedstawiają się więc następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;table border="2"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr align="center"&gt; &lt;td&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;czerwiec &lt;/td&gt; &lt;td&gt;nie wiadomo &lt;/td&gt; &lt;td&gt;wrzesień &lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;tr align="center"&gt; &lt;td&gt;zaliczenia &lt;/td&gt; &lt;td&gt;6 &lt;/td&gt; &lt;td&gt;1 &lt;/td&gt; &lt;td&gt;1 &lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt; &lt;td style="text-align: center;"&gt;egzaminy &lt;/td&gt; &lt;td style="text-align: center;"&gt;3 &lt;/td&gt; &lt;td style="text-align: center;"&gt;1 &lt;/td&gt; &lt;td style="text-align: center;"&gt;1&amp;nbsp; &lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
Dość optymistycznie to wszystko wygląda :) Nie sądziłam, że to kiedykolwiek powiem, ale ta sesja była całkiem przyjemna. Szkoda tylko, że zaliczenia mieszały się z egzaminami, wszystko na ostatnią chwilę i często wynikiem niesamowicie szczęśliwego zbiegu okoliczności. Całość udało się zamknąć do czwartkowego wieczora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wylot w piątek, wczesnym popołudniem. Nie będzie żadnych zdjęć ani specjalnych relacji, bo cały lot przespałam jak niemowlak, a w tych chwilach gdy odzyskiwałam przytomność, za oknem nie było nic wartego szczególnej uwagi. Obudziło mnie dopiero lądowanie, bo dość gwałtownie uderzyliśmy kołami o pas startowy. Kraków żegnał mnie słoneczną, upalną wręcz pogodą; Londyn przywitał silnym wiatrem, zachmurzonym niebem i gwałtowną ulewą. Trzeba przyznać, że Luton jest wyjątkowo małym lotniskiem i choć czas dojazdu do centrum Londynu jest krótszy niż choćby ze Stansted, to nawet nie ma się gdzie napić dobrej kawy. Niestety Pret A Manger jest tylko w strefie wolnocłowej po odprawie, a Costa Coffee była akurat zamknięta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dotarciu do miejsca, w którym będę mieszkać najbliższy tydzień (północno-wschodni Londyn) zabrałam się za Recommended Online Pre-Work, którego z racji sesji nie zdążyłam zrobić wcześniej, ale po pobieżnym przeglądnięciu nie wyglądało jakoś wyjątkowo strasznie. Po spędzeniu nad tym wczoraj około 4 godzin, podczas których z 8 częściowego kursu zdążyłam przerobić 38 slajdów z 79 dostępnych w 1. części, zwątpiłam. Liczba slajdów brzmi faktycznie niegroźnie, ale na pierwszy rzut oka nie było widać, że slajdy mają podslajdziki w ilości nieco większej. Ogólnie wygląda to na intensywny roczny kurs z zakresu ekonomii i bankowości inwestycyjnej. Może było by łatwiej przez to brnąć, jakbym znała chociaż polskie odpowiedniki i orientowała się mniej więcej w temacie. Wtedy z pewnością zaoszczędziłabym trochę czasu na tłumaczeniach, domyślaniu się o co chodzi i nie musiałabym przerabiać wszystkich slajdów. Nie poddaję się jednak, będę brnąć dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzisiaj wybory prezydenckie, więc wcześniej zarejestrowałam się w Wydziale Konsularnym Ambasady RP w Londynie. Spodziewałam się gigantycznych kolejek, jakie można przy każdych wyborach oglądać w telewizji, dlatego nie rejestrowałam się w głównej siedzibie Ambasady. Nic bardziej mylnego. Około 15:00 lokale niemal świeciły pustkami:&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TB5cNnU-0WI/AAAAAAAAAsA/f5S0WfvWq-I/s1600/ambasada.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="301" src="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TB5cNnU-0WI/AAAAAAAAAsA/f5S0WfvWq-I/s400/ambasada.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Prawdopodobnie przyczyniła się do tego większa niż dotychczas ilość lokali wyborczych, gdyż w tym roku utworzono ich aż 5 w samym Londynie. Głos w słusznej sprawie został jednak oddany i obywatelski obowiązek uważam za spełniony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec mała obserwacja:&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Głosowanie w wyborach Prezydenta  Rzeczypospolitej Polskiej &amp;nbsp;w obwodach głosowania utworzonych za  granicą odbywa się w lokalu obwodowej komisji wyborczej w ciągu jednego  dnia, bez przerwy, między godziną 6.00 a 20.00 czasu  miejscowego.&lt;/blockquote&gt;Cisza wyborcza kończy się jednak o 20:00 czasu polskiego. W chwili gdy piszę tego posta, jeszcze przez 30 minut można oddać głos w Londynie, podczas gdy portale podają już pierwsze przybliżone sondażowe wyniki wyborów. Dziwna ta cisza wyborcza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-2142504871145932302?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/IckFWIU3wy8iCSuuBNil0p-2XwQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/IckFWIU3wy8iCSuuBNil0p-2XwQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/IckFWIU3wy8iCSuuBNil0p-2XwQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/IckFWIU3wy8iCSuuBNil0p-2XwQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/hjBzQ6hD3P8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/2142504871145932302/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/06/pierwsze-dni-w-londynie.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/2142504871145932302?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/2142504871145932302?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/hjBzQ6hD3P8/pierwsze-dni-w-londynie.html" title="Pierwsze dni w Londynie" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TB5cNnU-0WI/AAAAAAAAAsA/f5S0WfvWq-I/s72-c/ambasada.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/06/pierwsze-dni-w-londynie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkACQn8_eSp7ImA9Wx5UGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-6739867866876906529</id><published>2010-06-14T14:16:00.001+02:00</published><updated>2010-10-23T16:39:23.141+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-23T16:39:23.141+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="taniec irlandzki" /><title>Finałowe ceili</title><content type="html">Będzie krótko i treściwie, bo czas goni, a już w piątek wylatuję do Londynu. Wczoraj odbyło się finałowe Ceili w Rotundzie. Świetna zabawa, szkoda, że nie mogłam zostać do końca. Poza nielicznymi wpadkami i potknięciami, uważam że wszystkie grupy spisały się na medal (zwłaszcza grupa zaawansowana w układzie irlandzkim, wielkie brawa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa nazwana przez Rudą nie-tak-bardzo-początkującą też pokazała co potrafi ;) Układ irlandzki wygląda może niepozornie, ale pracowaliśmy nad nim praktycznie większość drugiego semestru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4wofHhy3mwk&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/4wofHhy3mwk&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Układ szkocki potraktowany był trochę po macoszemu. Pierwszy raz zatanczyliśmy go tydzień przed występem, wszystkim do ostatniej chwili myliły się kroki, ale jakoś to wyszło. Filmik poniżej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bDcba8GBkDI&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bDcba8GBkDI&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Za rok zapisuję się na zaawansowane miękkie i podstawowy step. Już nawet upatrzyłam odpowiednie buty i jeśli nie przywiozę stosownych z Anglii, to z pewnością kupię je w Polsce zaraz po powrocie ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-6739867866876906529?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/m0HXxpIeOlKklUVhT5czvlZ0EAQ/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/m0HXxpIeOlKklUVhT5czvlZ0EAQ/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/m0HXxpIeOlKklUVhT5czvlZ0EAQ/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/m0HXxpIeOlKklUVhT5czvlZ0EAQ/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/DAhJmBID4go" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/6739867866876906529/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/06/finaowe-ceili.html#comment-form" title="Komentarze (5)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/6739867866876906529?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/6739867866876906529?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/DAhJmBID4go/finaowe-ceili.html" title="Finałowe ceili" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>5</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/06/finaowe-ceili.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkUMQHo-eCp7ImA9Wx5UGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-8367938737489297788</id><published>2010-06-02T03:20:00.006+02:00</published><updated>2010-10-23T16:31:21.450+02:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-10-23T16:31:21.450+02:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="studia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="taniec irlandzki" /><title>Idzie sesja</title><content type="html">&lt;div class="comment_text"&gt;Znajomy z roku o 3 w nocy zastanawia się na Facebooku czy to on biega po suficie za uczelnianymi projektami, czy to one go ganiają. Ciężko powiedzieć. Osobiście uważam, że projekty mają taką nieciekawą własność, że rzucają się z pazurami i gryzą właśnie wtedy, gdy efektywność pracy studenta powinna rosnąć wykładniczo (tj na noc przed oddaniem projektu). Efekt jest taki, że zamiast odpowiedniego spięcia się w sobie, wewnętrznej mobilizacji i przeznaczenia wszystkich sił aby wreszcie zamknąć dany projekt, skończyć go i zapomnieć o wszystkich traumatycznych chwilach, w których się przewija - czas biegnie w jedną stronę, a praca w drugą. Wszystkie znaki wskazują jednoznacznie - idzie sesja. Wielkimi krokami i jest już tuż-tuż.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co, plan zagłady na najbliższe dni o dziwo realizuje się bez poważniejszych zgrzytów. Co prawda niektóre rzeczy się przesuwają "na później" (bo tak najłatwiej) ale jakoś się to wszystko jeszcze trzyma. Nawet pojawiła się nadzieja na zaliczenie laborek z systemów rozproszonych w pierwszym terminie w czerwcu, i choć stoi to jeszcze pod dużym znakiem zapytania, wydaje się to realne. Większym problemem jest narastający z dnia na dzień brak ochoty do zrobienia czegokolwiek, zwłaszcza wstania z łóżka po 2-4 godzinach snu, i stan, w którym coś co powinno mi zająć godzinę, zajmuje około 5 razy dłużej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oszczędzę Wam śliniących się potworów z przygotowań do sesji jesiennej, które można zobaczyć &lt;a href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2009/08/sliniace-sie-potwory-kontrataktuja.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Podsumowanie będzie bardziej optymistyczne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weekend był pozytywny. W nocy z piątku na sobotę spałam 14 godzin, a z soboty na niedzielę - 12. Niestety w niedzielę tak krótko, bo były dodatkowe zajęcia z tańca irlandzkiego i trzeba było na nie dojechać na Osiedle Złotego Wieku. Tak na marginesie - Osiedle Złotego Wieku brzmi ładnie. Nazwa przystanku - Mistrzejowice I też brzmi niegroźnie. Wielki napis na budynku na wprost przystanku: "Osiedle Tysiąclecia" brzmi już mniej ciekawie. Rzut okiem na mapę Krakowa, do wujka Googla i kilku nagłówków gazet i już chyba nie chcę tam więcej wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia były nieziemsko męczące, ale przyjemne. Miła odmiana - sala, która ma lustra i duże okna oraz którą ktoś posprzątał, a nie tylko zamiótł miotłą kurz, jak w Bakałarzu. Nasz układ finałowy jest wypasiony ;) Poniżej nasza wspaniała czwórka (mam nadzieję, że obie Kasie i Magda nie mają nic przeciwko, że umieszczam to zdjęcie na blogu):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TAWvfAJBgdI/AAAAAAAAAq0/Vw2kUbtDlc4/s1600/dscf6273.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TAWvfAJBgdI/AAAAAAAAAq0/Vw2kUbtDlc4/s640/dscf6273.jpg" width="456" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Następne wpisy prawdopodobnie dopiero po ceili finałowym, które odbędzie się w niedzielę, 13. czerwca o 18:30 w klimatyzowanej sali Rotundy w Krakowie, przy ul. Oleandry 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A później już w miarę regularna (postaram się) relacja z życia codziennego na tymczasowej emigracji.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-8367938737489297788?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/K9AQTGVAZ8nplXPeVzNRPNdjp5o/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/K9AQTGVAZ8nplXPeVzNRPNdjp5o/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/K9AQTGVAZ8nplXPeVzNRPNdjp5o/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/K9AQTGVAZ8nplXPeVzNRPNdjp5o/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/GwZJ34A9j2Q" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/8367938737489297788/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/06/idzie-sesja.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/8367938737489297788?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/8367938737489297788?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/GwZJ34A9j2Q/idzie-sesja.html" title="Idzie sesja" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TAWvfAJBgdI/AAAAAAAAAq0/Vw2kUbtDlc4/s72-c/dscf6273.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/06/idzie-sesja.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkcGQXo-fSp7ImA9Wx9UGE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-543369597231904259</id><published>2010-05-26T12:35:00.003+02:00</published><updated>2011-02-15T22:07:00.455+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-15T22:07:00.455+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="przemyślenia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="studia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Wiatrówka pilnie poszukiwana</title><content type="html">Do wylotu zostały 23 dni. A dokładniej 23 dni i 23 noce (tak, to robi różnicę).&lt;br /&gt;
&lt;blockquote&gt;Easyjet&lt;br /&gt;
18June Krakow London Luton Dept 13.00 Arrive 14.30&lt;br /&gt;
04Sept London Luton Krakow Dept 13.05 Arrive 16.35&lt;/blockquote&gt;Kalendarz jest napięty. Praktycznie codziennie coś się dzieje i to w dużych ilościach. Szczegółowa rozpiska na najbliższe 23 dni wygląda jak plan zagłady. Do tego przyspieszona sesja, którą i tak udało się w miarę sensownie rozłożyć tak, aby była szansa na zdanie chociaż części egzaminów w czerwcu. No zachciało mi się praktyk zagranicznych, to mam. Pocieszające jest to, że przynajmniej wrzesień mam teoretycznie wolny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Noce są krótkie, a w dzień nie ma kiedy spać. Zeszłoroczny pomysł zakupu wiatrówki celem wyrżnięcia (lub chociaż postraszenia) ćwierkających wściekle ptaszków, które skutecznie uniemożliwiają zaśnięcie o 4 nad ranem, jest znów aktualny. Wróble, kukułki i sroki nie są w Polsce pod ochroną, nieprawdaż ;) ?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niniejszym oświadczam, że w dniach 19-20 czerwca nie odbieram telefonów ani poczty, nie ma mnie na Skypie/gg/pidginie, nie wchodzę na forum i nie chcę oglądać cywilizacji. No, może poza spełnieniem obywatelskiego obowiązku w niedzielę. Tak, wiem, że jeden głos niby niczego nie zmienia, a żeby go oddać trzeba wyciągnąć z Urzędu Miasta stosowny papierek i znaleźć jeszcze później jakiś konsulat/ambasadę, ale jakby wszyscy tak myśleli to nikt by nie głosował. Ja głosuję. Zawsze. Uważam to za swój obywatelski obowiązek i jak najbardziej popieram kraje, w których głosowanie jest obowiązkowe dla wszystkich obywateli. Podpisuję się rękami i nogami pod tym pomysłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli pogoda dopisze, zamierzam spędzić cały ostatni czerwcowy weekend w parku. Mądrzy ludzie twierdzą, że to działa relaksująco. W tym momencie jest mi wszystko jedno czy będzie to Hyde Park, czy pobliski Hampstead Heath. Ważne aby był duży, zielony, stosounkowo pusty (lub na tyle duży aby można się było swobodnie rozproszyć) i ćwierkająco-szumiący.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-543369597231904259?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BgtI5VbTSleBokXhdKN7o9o0ii8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BgtI5VbTSleBokXhdKN7o9o0ii8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BgtI5VbTSleBokXhdKN7o9o0ii8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BgtI5VbTSleBokXhdKN7o9o0ii8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/uxEHwbHgofo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/543369597231904259/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/05/wiatrowka-pilnie-poszukiwana.html#comment-form" title="Komentarze (6)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/543369597231904259?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/543369597231904259?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/uxEHwbHgofo/wiatrowka-pilnie-poszukiwana.html" title="Wiatrówka pilnie poszukiwana" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>6</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/05/wiatrowka-pilnie-poszukiwana.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUQBRX46fyp7ImA9Wx9UEkg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-1252843933636063213</id><published>2010-05-19T02:56:00.002+02:00</published><updated>2011-02-09T14:15:54.017+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-09T14:15:54.017+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="praca" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Praca w Królestwie Brytów</title><content type="html">Zanim zaczęłam szukać ofert pracy na Wyspach wydawało mi się, że samo znalezienie miejsca pracy to największy problem. Wszyscy co prawda mówili, że to najmniejszy problem, ale jakoś wtedy to nie bardzo docierało. No jak to, te miesiące poświęcone na szukanie ofert, wypełnianie aplikacji, rozwiązywanie testów i rozmowy kwalifikacyjne to nie jest problem? Muszę jednak przyznać, że sporo w tym racji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O praktykach zaczęłam myśleć w wakacje. Wtedy jeszcze wydawało mi się, że szukać ich będę tylko i wyłącznie w Polsce, bo przecież tak najłatwiej. O tym, że łatwiej jednak było mi znaleźć pracę za granicą, niż w Polsce przekonałam się niedawno, patrząc jak rekrutują się znajomi z roku. Około sierpnia zaświtała w głowie myśl, żeby może szukać jednak poza Polską. Na początku grudnia skończyłam pisać CV. Nie miałam pojęcia, że to może zająć tyle czasu i wymagać tak wielu iteracji, zanim z tekstu spisanego byle jak po polsku powstanie w miarę przyzwoity angielski twór LaTeXowy. Najbardziej czasochłonne okazało się tłumaczenie "inżyniera" z powodu braku brytyjskiego odpowiednika&amp;nbsp; - BSc to licencjat, BEnga nie można sobie wpisać, to może BSc Hons, ale czy to z kolei nie będzie za bardzo na wyrost? Dużo czasu zajęło też szukanie osób do referencji, więc bardzo serdecznie dziękuję tym osobom, które zdecydowały się ich udzielić. Najwięcej czasu jednak zajęło składanie wszystkiego do kupy, tłumaczenie na angielski w taki sposób, aby było to poprawne językowo, techniczne, zwięzłe a jednocześnie łatwe w odbiorze i aby jego strona wizualna była bez zarzutu. List motywacyjny, pisany podobnie jak CV wspólnymi siłami, udało się skończyć na początku stycznia. Aplikacje (w sumie około 50, a w każdej formularze, ankiety i pytania otwarte) składałam od listopada do lutego. Kiedy w końcu się udało, byłam przez moment chyba najszczęśliwszą osobą na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chciałam serdecznie podziękować Sebastianowi i Pawłowi, bez których to wszystko by się nie udało, oraz Radkowi, dzięki któremu dość dobrze wiedziałam czego się spodziewać na rozmowie kwalifikacyjnej i jak się do tego odpowiednio przygotować. Równocześnie dementuję pogłoski, jakoby zależało mi tylko i wyłącznie na tym, żeby to był Londyn, a czy to będą truskawki czy praca w IT to już wszystko jedno. Tak, zależało mi na tym, aby był to Londyn z bardzo oczywistych powodów, ale na Irlandię, Walię, czy Szkocję też bym nie marudziła, a składałam też podania w inne części świata. Przez pewien czas na liście była nawet Nowa Zelandia, jako alternatywne miejsce stażu w UBSie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No dobrze, dostałam się na staż. Fajnie, złapałam szczęście za ogon i co dalej? Formalności i wydatki. Cała armia formalności. Wydatki na szczęście zwrócą się w okolicach połowy stażu. Ale może po kolei&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Offer of an internship &amp;amp; Background Screening&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
To nie tylko podpisanie gotowego dokumentu, będącego na dodatek jedynie "ofertą pracy", a nie "umową o pracę". To również wypełnienie formularza, tzw Background Screening, w którym należy się dosłownie wyspowiadać z ostatnich 5 lat swojego życia: miejsc mieszkania, edukacji, pracy, finansów, kwestii prawnych. Do wszystkiego jeszcze w komplecie osoby do referencji. Niby nic, a zajmuje dużo czasu. Na końcu podpisuje się formularz, w którym wyraża się zgodę na to, by prywatna agencja detektywistyczna sprawdziła czy wszystko to co napisaliśmy jest zgodne z prawdą. Z oferty pracy dowiaduję się za to, że podczas 10tygodniowego stażu będę mieć 5 dni wolnego. Fajnie :) Całość wysyłam przesyłką kurierską (nie miałabym odwagi wysyłać tego zwykłą pocztą, zwłaszcza że pracodawca prosił, by było to wysłane kurierem), co kosztuje mnie 100zł. Pierwszy wydatek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Pre-Employment Health Questionnaire&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Ankieta zdrowotna, na szczęście do uzupełnienia online. Nie ma się czego bać, ale znowu zajmuje czas. Najbardziej czasochłonne jest znajdowanie chorób w słowniku, bo automatyczne tłumaczenie strony translatorem Googla niestety zawodzi. Tym razem trzeba się wyspowiadać ze wszystkich chorób, które miało się okazję przebyć, podać ilość przechorowanych dni w ciągu ostatniego roku i dwóch lat oraz napisać ile się pali, ile pije tygodniowo z wyszczególnieniem poszczególnych rodzajów alkoholu (zamknięty test wyboru). Do kompletu brakuje mi jeszcze tylko pytania o numer buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Konto bankowe&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
O tym pisałam już w poprzednim poście. Koszty, jakie ponoszę poza rozmowami telefonicznymi to bilety lotnicze. Ostatecznie ten punkt można by sobie odpuścić, licząc się jednak z tym, że pierwszą wypłatę dostanie się z pewnym opóźnieniem. Jako że i tak lecę na weekend do Londynu, to załatwiam sprawę przy okazji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;National Insurance Number&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Czyli numer ubezpieczenia społecznego. Taki numerek trzeba sobie załatwić, aby móc pracować. Odpowiednik polskiego NIPu i PESELu. Anglicy mają prościej, bo dostają go automatycznie po skończeniu 16. roku życia. To dopiero przede mną, bo będę to załatwiać w pierwszych dniach pracy i UBS w tym pomaga, więc powinno być ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Home Office&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Tutaj trzeba się zarejestrować jeśli będzie pracowało się dłużej niż miesiąc. Jako że znów tę procedurę upraszcza UBS, więc zapewne ominie mnie konieczność przedstawiania umowy o pracę lub listu od pracodawcy, a także dowodu na to, że wynagrodzenie, które będę otrzymywać jest wynagrodzeniem co najmniej minimalnym. Na dzień dobry zabiorą mi paszport lub dowód osobisty i będą się nad nim pastwić około 2-3 tygodnie. Później odeślą go pocztą. Zwykłą pocztą, w najzwyklejszej kopercie, nawet nie poleconym. Ciekawe ile z tych przesyłek nigdy nie dotarła do adresata. Trzeba też zapłacić 90 funtów. Na szczęście opłata jest jednorazowa i płaci się ją tylko raz w życiu. W tym momencie zżera mnie dzika ciekawość czy ludzie jadący na truskawki też muszą przez to wszystko przechodzić. Nie sądzę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Mieszkanie&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
No bo przecież trzeba gdzieś mieszkać. O wynajmie mieszkania na okres 10 tygodni można zapomnieć. Tak zwany "short let" to zazwyczaj wynajem na okres minimum 3-6 miesięcy. Można oczywiście szukać pokoju i choć też niełatwo coś znaleźć, to już o wiele prościej. Zdecydowanie najłatwiej dostać akademik i jest on chyba najtańszą opcją. Po przeszukaniu wszystkich londyńskich akademików udało mi się znaleźć dwa w miarę rozsądnych cenach, w których były jeszcze miejsca, a czas dojazdu do pracy był w granicach do 40 minut. Za jednoosobowy pokój (nie ma innych) o powierzchni około 7m2 będę płacić 140 funtów tygodniowo. W pokoju jest łóżko, biurko, krzesło, szafa, mała lodówka i umywalka z lustrem. Łazienki, pralnia, suszarnia, wyposażona kuchnia do współdzielenia z innymi mieszkańcami na korytarzu. W cenie mam niemieckie śniadanie kontynentalne (cokolwiek to ma być), więc liczę na to, że oszczędzę trochę na jedzeniu, co będzie miało znaczenie głównie do pierwszej wypłaty. Czas dojazdu do pracy od momentu wyjścia z akademika to około 25 minut autobusem. Da się przeżyć. Kolejny wydatek to zaliczka na akademik w postaci 140 funtów, które z racji ostatnich wahań walut zjadają mi z konta 682zł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Bagaż&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Biletami lotniczymi na szczęście nie muszę się martwić. Gorzej z bagażem. Może jeszcze facet byłby w stanie spakować się w 20kg na 10 tygodni, ale mi to zdecydowanie nie wychodzi. Należy podkreślić, że 20kg nie oznacza bynajmniej, że tyle fizycznie można ze sobą zabrać, bo jednak walizka też swoje waży. Mam nadzieję, że do tego czasu islandzkie wulkany przestaną produkować chmury pyłowe, bo nie uśmiecha mi się ponad 24godzinna jazda autobusem, ani tym bardziej 19godzinna przeprawa pociągiem z Warszawy z przesiadką w Brukseli (na którą notabene nietrudno się spóźnić). Bagaż będę wysyłać przesyłką kurierską. Są firmy, które za 1kg biorą 1 funta, więc wysłanie drugiej walizki nie wygląda już tak strasznie. Czas dostawy zazwyczaj 2-5 dni w systemie door-to-door.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;u&gt;Dress code&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;
Taki wynalazek cywilizacji w świecie bankowości (i nie tylko). I choć tam, gdzie będę pracować, dopuszczono o dziwo pastelowe kolory zarówno garsonek, jak i bluzek, to wcale niełatwo znaleźć coś w odpowiednim kroju, rozmiarze, kolorze, fasonie i z dobrego materiału, nie zostawiając przy tym fortuny w sklepie. To przynajmniej jest ta "przyjemna" część formalności ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To chyba na tyle, jeśli chodzi o rzeczy, z jakimi ostatnio przyszło mi się zmierzyć. Są oczywiście jeszcze jakieś teoretycznie nieobowiązkowe szkolenia z zakresu bankowości inwestycyjnej, ale to już część szkolenia i pracy, jaką będę wykonywać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A tymczasem, patrząc w kalendarz, zdaję sobie sprawę z tego, że przecież to już za miesiąc, niektóre projekty są w lesie, jeszcze gdzieś musi się zmieścić sesja a ja nie zaczęłam się nawet uczyć. Najwyraźniej odpocznę sobie dopiero we wrześniu ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-1252843933636063213?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BOA7B9-2PljFe2ncjw33yfEHoo0/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BOA7B9-2PljFe2ncjw33yfEHoo0/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BOA7B9-2PljFe2ncjw33yfEHoo0/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/BOA7B9-2PljFe2ncjw33yfEHoo0/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/48TCGvbtOek" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/1252843933636063213/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/05/praca-w-krolestwie-brytow.html#comment-form" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/1252843933636063213?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/1252843933636063213?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/48TCGvbtOek/praca-w-krolestwie-brytow.html" title="Praca w Królestwie Brytów" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/05/praca-w-krolestwie-brytow.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUQMQXo-cCp7ImA9Wx9UEkg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-1435346247758695488</id><published>2010-05-16T15:58:00.002+02:00</published><updated>2011-02-09T14:16:20.458+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-09T14:16:20.458+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="praca" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Konto bankowe w Wielkiej Brytanii</title><content type="html">To wcale nie takie proste, jeśli się nie ma stałego adresu zamieszkania w Wielkiej Brytanii, który można potwierdzić rachunkami wystawionymi na nasze nazwisko. Podstawą założenia jakiegokolwiek konta są właśnie te święte rachunki i 2 dowody tożsamości ze zdjęciem, na których widnieje nasz cudowny angielski adres. Są oczywiście konta dla obcokrajowców. Niestety w zeszłym roku skończyła się współpraca NatWestu z PKO BP, ale UBS oferuje pomoc w zakładaniu konta w NatWeście. Traktuję to jako ostatnią deskę ratunku i szukam dalej. Można jeszcze przed wyjazdem założyć konto HSBC Passport. Konto to ma jednak opłaty za prowadzenie wysokości 8 funtów i trzeba podpisać umowę na 12 miesięcy, płacąc 90 funtów z góry. Odpada. Ciekawą ofertę ma też Barclays, ale po wczytaniu się w regulamin okazuje się, że nie unikniemy opłat i potwierdzenia adresu. Dobrze prezentuje się Lloyds i jego konto Classic Account, ale trzeba fizycznie przyjść do oddziału, nie da się tego załatwić zdalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wolałabym jednak uniknąć latania, więc zainteresowałam się ofertą konta Current Plus Account w NatWeście. Wszystko wygląda pięknie do momentu gdy okazuje się, że bank wymaga podpisu notariusza/prawnika/pracownika jakiegokolwiek banku na formularzu w języku angielskim z wyciągiem danych z paszportu. Na formularzu należy złożyć podpis w obecności osoby potwierdzającej zgodność. Trzeba jeszcze zrobić notarialną kopię paszportu. Podpisu na formularzu odmawiają kolejno: prawnik, notariusz, rodzimy bank, oddział UBS w Krakowie, konsul Wielkiej Brytanii w Krakowie, konsul generalny w Warszawie, ambasada. Ostatecznie zgodziłby się konsul Stanów Zjednoczonych, ale coś jest nie tak z formalnościami i odmawia. W ambasadzie dowiaduję się, że podpisywali te dokumenty jeszcze w lutym, ale później strona brytyjska im zabroniła, więc już tego nie robią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedyne wyjście jakie zostaje jeśli chce się otrzymać jakąkolwiek kasę przed końcem lipca to polecieć do Londynu. Po rozmowie z polską i brytyjską infolinią i doprecyzowaniu wszystkich szczegółów umawiam się na spotkanie w Lloydsie i jednocześnie zabieram ze sobą dokumenty do podpisania w NatWeście w przypadku niepowodzenia. Jako termin wybieram weekend majowy i lecę. W oddziale NatWestu, do którego się udałam chyba pierwszy raz w życiu widzieli taki formularz na oczy. Ponieważ to rzekomo nietypowa sprawa, więc wymagała konsultacji. Zadzwonili w kilka miejsc, skserowali dokumenty i po godzinie wyszłam stamtąd z podpisanym świstkiem i potwierdzeniem paszportu. Pracownik oddziału, który to wszystko pozałatwiał chciał się ze mną umówić na lunch, ale z braku czasu odmówiłam. Może następnym razem ;) Idę do Lloydsa. Pani zajmująca się zakładaniem kont pyta na wstępie o różne rzeczy, po czym daje mi formularz. Uzupełniam. Po 20 minutach dowiaduję się, że nie zakładają kont osobom, które od co najmniej 6 miesięcy nie mieszkają w Anglii i nie mają potwierdzenia adresu, nawet jeśli jest tylko tymczasowy. Na dodatek chcieliby list od pracodawcy. Pani nie interesuje specjalnie co mówi ich strona internetowa oraz obie infolinie, a wezwanie kierownika oddziału niewiele zmienia. Jestem wkurzona. Na szczęście zrekompensował to całkiem mile spędzony weekend we dwoje, ale nie zmienia to faktu, że konta jak nie było, tak nie ma. Uzupełniam formularz do NatWestu, który dociera do UBSa kilka dni później pocztą. Po weekendzie dostaję maila z banku, że moje konto zostało założone. Naprawdę nie wiem jak przebiegałaby ta cała procedura gdyby nie wsparcie pracodawcy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie, to jeszcze nie koniec historii. Konto jest faktycznie założone, ale jest nieaktywne. Jako że mój adres korespondencyjny przy załatwianiu konta przez UBS jest moim adresem pracy, więc stosowne dokumenty zapewne będą na mnie czekały na biurku 21. czerwca. Od tego czasu trzeba liczyć około tydzień zanim konto będzie aktywne i zanim będzie można korzystać z książeczki czekowej, karty płatniczej i systemu internetowego. Ale może będzie się dało chociaż wyciągnąć gotówkę w lokalnym oddziale.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkoda, że nie wyszło z tymi praktykami w Nowej Zelandii albo USA, gdzie też składałam. Dopiero byłoby zabawnie ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-1435346247758695488?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/WgqP3PBWgrEqdO5ru8b2q-jhKKU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/WgqP3PBWgrEqdO5ru8b2q-jhKKU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/WgqP3PBWgrEqdO5ru8b2q-jhKKU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/WgqP3PBWgrEqdO5ru8b2q-jhKKU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/b_0aFYsoPj4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/1435346247758695488/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/05/konto-bankowe-w-wielkiej-brytanii.html#comment-form" title="Komentarze (5)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/1435346247758695488?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/1435346247758695488?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/b_0aFYsoPj4/konto-bankowe-w-wielkiej-brytanii.html" title="Konto bankowe w Wielkiej Brytanii" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>5</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/05/konto-bankowe-w-wielkiej-brytanii.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkcNQH4zfip7ImA9Wx9UGE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-5823174562059174136</id><published>2010-05-12T18:24:00.005+02:00</published><updated>2011-02-15T22:08:11.086+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-15T22:08:11.086+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="przemyślenia" /><title>Wiosennie deszczowo</title><content type="html">Dawno tu nie zaglądałam. Weszłam właściwie dzisiaj tylko po to, aby zamknąć bloga, którego i tak nie miałam czasu od dawna aktualizować. Dam mu jeszcze jedną szansę i dodam kilka archiwalnych postów, zapisanych gdzieś na dysku ;) Przy okazji witam serdecznie nowego obserwatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dużo się zmieniło od ostatniego wpisu. Zima w tym roku była niesamowicie malownicza, mroźna i śnieżna. Dokładnie taka, jaką smoki lubią najbardziej (no, może pomijając temperaturę -20, w której wegetuje się nienajlepiej). Miło było  wracać z uczelni do domu po zmroku, patrząc co dzień na małe, srebrzyste drobinki mieniące się przepięknie w świetle latarni. Szkoda tylko, że zabrakło białego szaleństwa na nartach, tarzania się po białym, świeżym puchu i wzajemnego obrzucania się śnieżkami. Ale może po kolei.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwa tygodnie lutego spędziłam w Londynie. Trochę pozwiedzałam, ale niewiele, bo leciałam tam z niezamkniętą sesją (no po prostu tak uwielbiam sieci komputerowe, że nie mogliśmy się ze sobą rozstać przez wszystkie 3 terminy) i przygotowywałam się do rozmowy. Wszystko poszło pomyślnie i choć zimowa angielska pogoda (czytaj: leje cały czas) przyprawia o lekko depresyjny nastrój, dostałam się szczęśliwie na praktyki :) Po powrocie do Polski zima się skończyła. Niestety nie skorzystałam z okazji wyjazdu na narty, bo po pierwsze praktyki, po drugie kontuzja kolana, której nabawiłam się na tańcu irlandzkim. W tym roku odpuściłam, ale za rok jadę na pewno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało mi się już zaklepać akademik na czas mojego pobytu w Londynie, poczynić pewne kroki w celu założenia konta bankowego (to wcale nie takie proste) i mam już kupione bilety lotnicze (na szczęście to ostatnie mi finansują). W Królestwie Brytów będę zatem w terminie 18.06-04.09. Rzut oka na kalendarz roku akademickiego i widać, że sesja będzie musiała być przyspieszona. Na szczęście nie tylko ja mam ten problem, więc jakoś to na pewno będzie. A póki co praca, praca, praca... Bo to przecież już za niecałe 6 tygodni !&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bujam się na fotelu przy biurku, rytmicznie w przód i w tył patrząc przez okno na ciemne chmury biegnące szybko i bezgłośnie po brunatno niebieskim niebie oraz na małe, nieliczne, zbłąkane szare obłoczki. Potem odchodzę, idę do kuchni po gorącą czarną herbatę z imbirem i pomarańczą, znów wracam. Siedzę na łóżku, z kolanami przytulonymi do klatki piersiowej, zawinięta w świeżą, pachnącą, miękką w dotyku cicho szeleszczącą pościel i wpatruję się w pierwsze wielkie krople wiosennego deszczu, które stukają o parapet, roztrzaskując się na miliony kropelek, które spływają gładko w dół, tworząc kałużę kilka metrów niżej przy krawędzi trawnika. Cichutkie, prawie niesłyszalne kap-kap, stuk-stuk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec co nieco w nurcie New Age, tym razem niemieckiego muzyka Urlicha Schulza, znanego jako Oliver Shanti. Muzyka bynajmniej nie brzmi europejsko ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OdFOTXJPjM8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OdFOTXJPjM8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-5823174562059174136?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/eUN9eTWv1jxhxfeiFsJOesF4oXo/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/eUN9eTWv1jxhxfeiFsJOesF4oXo/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/eUN9eTWv1jxhxfeiFsJOesF4oXo/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/eUN9eTWv1jxhxfeiFsJOesF4oXo/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/vl0JDryJtbY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/5823174562059174136/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/05/wiosennie-deszczowo.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/5823174562059174136?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/5823174562059174136?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/vl0JDryJtbY/wiosennie-deszczowo.html" title="Wiosennie deszczowo" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/05/wiosennie-deszczowo.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkYBSH44fip7ImA9Wx9UGE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-6370301787431822934</id><published>2010-01-22T20:04:00.009+01:00</published><updated>2011-02-15T22:09:19.036+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-15T22:09:19.036+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="przemyślenia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Londyn" /><title>Pierwszy lot samolotem</title><content type="html">Po trzech miesiącach bezowocnego składania aplikacji na praktyki zagraniczne, które musimy odbyć na uczelni po 3. roku, wreszcie ktoś się odezwał. Najpierw jedno interview telefoniczne, poprzedzone testami ze znajomości C/C++, które niespecjalnie mi poszło, ale przynajmniej nauczyłam się jakich pytań należy się spodziewać. Poza tym to była moja pierwsza tego typu rozmowa w życiu, na dodatek przez telefon i po angielsku z człowiekiem, który mówił bardzo szybko i niewyraźnie, a słychać go było jak ze studni. I w poniedziałek, zupełnie znienacka, zadzwonili do mnie z Londynu z miejsca, w którym aplikację uzupełniłam byle jak i w ostatniej chwili, a o dodatkowych testach, które mi przesłali, prawie zapomniałam i rozwiązywałam je ostatecznie w środku nocy, na kilka godzin przed deadlinem. Zadzwonili zatem z pytaniem, czy mogę przylecieć za 2 dni do Londynu. W pierwszym momencie ogromna radość pomieszana z szokiem, potem lekka panika. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem, nie byłam też na Wyspach, a na dodatek nie przeszłam ani jednego interview na żywo (przez telefon się nie liczy, to zupełnie inna bajka). Szkoda było jednocześnie odmówić. Poleciałam. Na miejscu miałam dużo szczęścia, bo w trakcie testów kwalifikacyjnych był alarm przeciwpożarowy i ewakuowano cały budynek. Oznacza to w praktyce więcej czasu na przygotowanie się do decydującej rozmowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piszę te słowa siedząc na pokładzie samolotu do Polski. Jest 12:21 GMT. Mam miejsce przy dwóch malutkich okienkach na wysokości skrzydła i patrzę właśnie, jak promienie słońca odbijają się na zamarzniętym, pokrytym szronem skrzydle. To niesamowite, jak widać te chmury z góry, mając zawsze nad sobą czyste niebieskie niebo. Ten widok przypomina nieco krajobraz po bitwie poduszkowej, jaka miała miejsce na krakowskim rynku w kwietniu zeszłego roku. Jedyne porównanie jakie przychodzi mi w tej chwili do głowy, to właśnie taki poduszkowy puch w ogromnych ilościach, porozrzucany równomiernie po dużej powierzchni z nielicznymi błękitnymi prześwitami. Słoneczko grzeje mocno w pysio, nagrzewa włosy i lekko oślepia. Chyba polubię te samoloty ;) Najbardziej mi się podoba jak startuje, bo ogólnie to latanie jest trochę jak wyjątkowo spokojna kolejka górska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TBKt10-WlYI/AAAAAAAAArc/L5fI9F0seko/s1600/zachod.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TBKt10-WlYI/AAAAAAAAArc/L5fI9F0seko/s320/zachod.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TBKtoGSUSoI/AAAAAAAAArU/4dkYvosq16c/s1600/chmury.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TBKtoGSUSoI/AAAAAAAAArU/4dkYvosq16c/s320/chmury.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jest 12:42 GMT i lecimy nad morzem, a w powietrzu na czystym, niebieskim niebie widać białe, równe szlaki, które zostawiły po sobie inne samoloty. Pilot powiedział, że to ma być północna Polska, ale chyba trochę na to za wcześnie. Te chmury są naprawdę genialne. Wyglądają trochę jak stok narciarski, po którym właśnie przejechał ratrak, aby przygotować trasę zjazdową. I przelatują koło nas też inne samoloty - wydaje się, że lecą tak szybko, ciągnąc za sobą długie białe nitki spalin i właściwie tylko dzięki nim można powiedzieć, że się poruszamy do przodu, bo przez resztę czasu mam wrażenie, że stoimy w miejscu. A teraz widać kilka warstw chmur, a pod nimi od czasu do czasu da się zauważyć wijące się rzeki. Kawałek dalej wisi sobie w powietrzu kilka małych, pierzastych zagubionych chmurek. Ogólnie odbieram to jako bardzo relaksujące, spokojne, powolne bujanie z przepięknymi, malowniczymi widokami za oknem. I chyba się zakochałam w tym bajkowym krajobrazie. Szkoda tylko, że smok występuje dzisiaj w wersji ziewającej przeciętnie raz na minutę ;) Przed następnym lotem się wyśpię ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podobał mi się Londyn. Szczególnie magiczna jest ta dysproporcja między ogromnymi, przeszklonymi budynkami w centrum, nowoczesnym (przynajmniej jak dla mnie) metrem, angielskimi pociągami a tym jak wyglądają niektóre stacje metra (szczególnie Archway), które przypominają bardziej szyby górnicze z niedbale podwieszonym oświetleniem i kablami pociągniętymi byle jak, byle w linii prostej. Jak będę następnym razem w Londynie, to koniecznie chcę się przejechać czerwonymi piętrowymi autobusami i zwiedzić kilka miejsc, zaczynając od tych najbardziej rozpoznawalnych, które widziałam dotychczas tylko na filmach, pocztówkach, w książkach i gazetach. Trochę szkoda, że nie zrobiłam żadnych zdjęć, ale też nie bardzo była ku temu okazja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Siedzę w samolocie z Anglikami, którzy lecą na weekend do Krakowa. Są przekonani, że Kraków jest stolicą Polski, a ubrani są tak, że byłoby mi w tym zimno w Londynie, a co dopiero w Polsce, w której pada śnieg i jest -10st.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
//edited: Zadzwonili dzisiaj, że testy przeszłam pomyślnie, i że zapraszają ponownie w lutym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-6370301787431822934?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/r7xM8RgUMxIPmUclUWyj0pHDFKc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/r7xM8RgUMxIPmUclUWyj0pHDFKc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/r7xM8RgUMxIPmUclUWyj0pHDFKc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/r7xM8RgUMxIPmUclUWyj0pHDFKc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/r2RlXLkCDrE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/6370301787431822934/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/01/pierwszy-lot-samolotem_22.html#comment-form" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/6370301787431822934?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/6370301787431822934?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/r2RlXLkCDrE/pierwszy-lot-samolotem_22.html" title="Pierwszy lot samolotem" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_DeiIvjJwbdE/TBKt10-WlYI/AAAAAAAAArc/L5fI9F0seko/s72-c/zachod.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2010/01/pierwszy-lot-samolotem_22.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkYDRHkyeCp7ImA9Wx9UGE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-358517629087556964.post-8141375065558134630</id><published>2009-12-05T17:12:00.001+01:00</published><updated>2011-02-15T22:09:35.790+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-02-15T22:09:35.790+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="przemyślenia" /><title>Czekając na zimę</title><content type="html">Zrobił się grudzień, a ja prawie cały czas nie mam czasu, aby się wyspać, a co dopiero coś tu napisać. Tydzień temu wracałam do domu i uciekł mi pociąg. Z nudów przeszłam się Galerią Krakowską, pięknie przystrojoną na zbliżające się Boże Narodzenie. Jednak jakoś nie byłam w stanie poczuć atmosfery. Czegoś tym nadchodzącym świętom i pseudozimie brakuje. Chyba śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwielbiam śnieg. Potrafię godzinami patrzeć przez okno, gdy pada na ziemię wielkimi płatami, a światło lamp sodowych, odbijane przez każdy pojedynczy płatek sprawia, że niebo wydaje się pomarańczowe. Tęsknię za zimowym obliczem iglaków, których gałęzie pokryte są grubymi śniegowymi pierzynkami. Brakuje mi białych chodników, aut ślizgających się po nieodśnieżonych ulicach i drogowców, których zima niezmiennie co roku zaskakuje w okresie między grudniem a lutym. Kocham piszczący pod butami świeży, zwarty, niezmrożony jeszcze śnieg charakterystyczny dla temperatury w okolicach -5 st.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pamiętam jeszcze jak przez mgłę czasy, gdy biegałam po szkolnym podwórku z kolegami i koleżankami z innych klas i rzucaliśmy w siebie śnieżkami, nacieraliśmy nawzajem śniegiem nasze zmarznięte czerwone, szczypiące na mrozie policzki. A potem wracało się do domu, wyglądając jak półtora nieszczęścia i słuchając, że będziemy chorzy, bo znowu bawiliśmy się bez szalika, bo wrócilśmy do domu bez czapki, bo została gdzieś w jednej z zasp śnieżnych, a w ogóle to czemu mamy jedną rękawiczkę swoją a drugą cudzą. I niestety prawie każdą taką wojnę śnieżkową przypłacałam co najmniej katarem, a w połowie przypadków zapaleniem oskrzeli, co nie zmienia faktu, że w pierwszy dzień w szkole po chorobie i tak szło się na podwórko i chociaż częściowo uczestniczyło w zabawie. Jak byłam mała, zima była jakaś porządniejsza, a nie taka jak teraz - na niby. Padało tyle śniegu, że na osiedlach tworzyły się gigantyczne zaspy śnieżne i długie korytarze, prawie jak w labiryncie, a nadchodzących ludzi poznawało się po szeleście ubrań i skrzypieniu śniegu pod butami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wymagam, aby zima trzymała twardo od początku grudnia do połowy marca. Chciałabym po prostu, aby w końcu przyszła i nie skończyła się po kilku dniach paskudną chlapą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/358517629087556964-8141375065558134630?l=dzwoneczek88.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rNMCtXI3RF2-ueqYFJWeJNCVy_s/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rNMCtXI3RF2-ueqYFJWeJNCVy_s/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rNMCtXI3RF2-ueqYFJWeJNCVy_s/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rNMCtXI3RF2-ueqYFJWeJNCVy_s/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/MyliNieposkadane/~4/sq0Cp4QGAG8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/feeds/8141375065558134630/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://dzwoneczek88.blogspot.com/2009/12/czekajac-na-zime_05.html#comment-form" title="Komentarze (6)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/8141375065558134630?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/358517629087556964/posts/default/8141375065558134630?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/MyliNieposkadane/~3/sq0Cp4QGAG8/czekajac-na-zime_05.html" title="Czekając na zimę" /><author><name>dzwoneczek88</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15722597442415086883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="27" height="32" src="http://1.bp.blogspot.com/-0g9ZO6baqnI/Tlule3D8QoI/AAAAAAAAA44/JfSNaiPkWfo/s220/na_statku5.JPG" /></author><thr:total>6</thr:total><feedburner:origLink>http://dzwoneczek88.blogspot.com/2009/12/czekajac-na-zime_05.html</feedburner:origLink></entry></feed>

