<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;DU4BRH4zfip7ImA9WhVTFEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144</id><updated>2012-02-28T17:52:35.086+01:00</updated><category term="catering" /><category term="granatowy żakiet" /><category term="terrarium" /><category term="regał" /><category term="miłość" /><category term="zebranie" /><category term="dyliżans" /><category term="piasek" /><category term="tęknienie" /><category term="syn" /><category term="biuro" /><category term="kamienie" /><category term="wyuzdanie" /><category term="hotel" /><category term="pejcz" /><category term="sklep zoologiczny" /><category term="zakonnica" /><category term="puszka" /><category term="biurwa" /><category term="Cock" /><category term="usta" /><category term="spacer" /><category term="czytanie" /><category term="kutas" /><category term="wspomnienia" /><category term="wanna" /><category term="łysol" /><category term="Hanka" /><category term="weterynarz" /><category term="impreza" /><category term="pomarańcza" /><category term="ciepła woda" /><category term="żarcie dla kota" /><category term="plecak" /><category term="czapka" /><category term="ślub" /><category term="mydło" /><category term="szkoła" /><category term="groby" /><category term="koci żwir" /><category term="skarpetki" /><category term="matka" /><category term="globus" /><category term="wino" /><category term="wychowanie psa" /><category term="rada nadzorcza" /><category term="papieros" /><category term="dziura" /><category term="obiad" /><category term="okulary" /><category term="lekarz" /><category term="winda" /><category term="multimedialny" /><category term="grabki" /><category term="babcia" /><category term="znicze" /><category term="bielizna" /><category term="kąpiel" /><category term="Relax" /><category term="seks" /><category term="miska" /><category term="miś" /><category term="Jorg" /><category term="Guiness" /><category term="Morze Czerwone" /><category term="świecący" /><category term="tort" /><category term="meksykaniec" /><category term="Japonia" /><category term="zaufanie" /><category term="wszystkich świętych" /><category term="spokój" /><category term="małżeństwo" /><category term="szlafrok" /><category term="gryzienie" /><category term="indyk" /><category term="Stefen" /><category term="Oliwier" /><category term="slipki" /><category term="biszkopt" /><category term="elektryczność" /><category term="bar" /><category term="posiedzenie" /><category term="alkohol" /><category term="grejpfruty" /><category term="skórzaki" /><category term="erotyka" /><category term="katakumby" /><category term="kontakt" /><category term="mięso" /><category term="rozwód" /><category term="relaks" /><category term="zdjęcie" /><category term="woda" /><category term="jadeit" /><category term="kosz" /><category term="adidasy" /><category term="wychowawczyni" /><category term="wymioty" /><category term="Mrugaczka" /><category term="kolorowy" /><category term="Kegla" /><category term="Marta" /><category term="koszyk" /><category term="błoto" /><category term="szczeniak" /><category term="plaża" /><category term="skórzany" /><category term="draka" /><category term="tolerancja" /><category term="podryw" /><category term="klop" /><category term="łza" /><category term="karma" /><category term="marmur" /><category term="półka" /><category term="złość" /><category term="Alex" /><category term="kiełbasa" /><category term="akwarium" /><category term="walentynki" /><category term="morze" /><category term="jajko" /><category term="wierność" /><category term="kuweta" /><category term="uszatka" /><category term="pantofle" /><category term="drinki" /><category term="rower" /><category term="sofa" /><category term="wódka" /><category term="kości" /><category term="ZEN" /><category term="drożdżówka" /><category term="teściowa" /><category term="spodnie" /><category term="Uto" /><category term="plecy" /><category term="ginekolog" /><category term="kurczak" /><category term="palec" /><category term="buziak" /><category term="świece" /><category term="golasy" /><category term="tytoń" /><category term="prostata" /><category term="basen" /><category term="sędzia" /><category term="makówka" /><category term="mielone" /><category term="partnerzy" /><category term="patelnia" /><category term="zakupy" /><category term="pies" /><category term="wołowina" /><category term="tancbuda" /><category term="całowanie" /><category term="zaspanie" /><category term="żwirek" /><category term="samochód" /><category term="uda" /><category term="stelaż" /><category term="dres" /><category term="grill" /><category term="piwo" /><category term="recepcjonistka" /><category term="petshop" /><category term="podniecenie" /><category term="zdrada" /><category term="tweedowe spodnie" /><category term="kot Pusia" /><category term="pampersy" /><category term="czapka z daszkiem" /><category term="bąk" /><category term="wakacje" /><category term="prysznic" /><category term="gąbka" /><category term="związek" /><title>Nieumiejętnie pisany blog</title><subtitle type="html" /><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>96</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/NieumiejtniePisanyBlog" /><feedburner:info uri="nieumiejtniepisanyblog" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><feedburner:emailServiceId>NieumiejtniePisanyBlog</feedburner:emailServiceId><feedburner:feedburnerHostname>http://feedburner.google.com</feedburner:feedburnerHostname><entry gd:etag="W/&quot;A04DQn06fip7ImA9WhRaFEw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-598953272131545350</id><published>2012-02-16T20:19:00.001+01:00</published><updated>2012-02-16T20:19:33.316+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-16T20:19:33.316+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="uszatka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="szkoła" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="plecak" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="czapka" /><title>Dziewięćdziesiąty szósty. Antek i czapka uszatka.</title><content type="html">-Halo, dzień dobry. Pani Hanna? - głos w słuchawce wyraźnie zrezygnowany próbował nawiązać sensowna konwersację.&lt;br /&gt;
-Tak,
 dzień dobry. Jak mniemam wychowawczyni Antka? - Hanka zniecierpliwiona 
wiedziała doskonale kto dzwoni. Na wszelki wypadek zapisała sobie ten 
numer już dawno temu, bo ilość telefonów ze szkoły jakie dostawała w 
ciągu roku szkolnego, generowała najprawdopodobniej większość sumy 
rachunku za telefon jaki płaciła szkoła. - Czy coś się stało? - Hanka 
już podekscytowana samym telefonem wysapała do słuchawki.&lt;br /&gt;
-Właściwie
 to nic. Hmmmm mam czasem jednak wrażenie, że za mało uwagi poświęca 
pani synowi - nastąpiła pytająca cisza w czasie której Hankę oblał zimny
 pot a źrenice przesłoniły jej prawie całe gałki powodując, że wyglądała
 w tej chwili jak zjawisko nadprzyrodzone rodem z sąsiedniej planety.&lt;br /&gt;
-Yyy. Jak to za mało czasu? - zdziwiła się.&lt;br /&gt;
-Kiedy
 ostatnio sprawdzała pani choćby to, czy syn spakował książki do plecaka
 na odpowiedni dzień tygodnia i odpowiednie lekcje? - nauczycielka 
wysyczała w słuchawkę jakby chciała wbić Hance szpilę w plecy.&lt;br /&gt;
-No wie pani? Sprawdzam to właściwie prawie każdego dnia - oburzyła się.&lt;br /&gt;
-No właśnie, prawie - nauczycielka westchnęła tylko w słuchawkę.&lt;br /&gt;
-Proszę
 pani, to dziecko ma dwanaście lat, trudno abym traktowała go wciąż jak 
gnojka, który nie potrafi nic sam zrobić. Jego obowiązkiem jest 
chodzenie do szkoły i wynoszenie śmieci. Nie mogę nieustannie za nim 
chodzić i sprawdzać czy spakował zeszyt czy nie - Hanka zdenerwowana 
zarzutami nauczycielki uciekła się do podniesienia głosu. W końcu 
belferka nie mogła jej nic zrobić przez telefon.&lt;br /&gt;
-Proszę się nie 
denerwować. Może trochę za ostro potraktowałam temat. Chodzi o to, że 
Antek przyszedł dziś do szkoły kompletnie wyjęty z rzeczywistości - 
zawiesiła głos.&lt;br /&gt;
-Jak to wyjęty z rzeczywistości?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Budzik
 zadzwonił w pokoju chłopaków punkt 6:11. Zawsze ustawiali go na dziwnie
 krzywą godzinę, bo ani Antek ani Michał nie lubili wstawania o 
kwadratowych godzinach w stylu 6:30, 7:15 itd.&lt;br /&gt;
-Co za różnica czy 
wstanę o pełnej godzinie czy trzy minuty po niej - zwykł przekomarzać 
się Michał z Hanką, która zresztą najczęściej przyznawała mu rację w tej
 kwestii i sama miała swój budzik nastawiony na 5:38.&lt;br /&gt;
Za oknem 
panowała kompletna ciemność poranna. Szara, wręcz ponura atmosfera 
zaspanego mieszkania i tego co działo się za oknem powodowała, że 
otworzenie oczu sprawiało większy problem Antkowi niż rozwiązanie 
zadania z matematyki.&lt;br /&gt;
Michał przewrócił się na drugi bok i ani myślał wstawać. Jęknął tylko coś pod nosem.&lt;br /&gt;
-Dzień
 dobry dzieciaki. Może byście już się zwlekli z wyr. Wypada pójść do 
szkoły - Hanka rozczochrana jakby w nią piorun w nocy regularnie 
znajdował miejsce rozładowań stała w drzwiach i cedziła słowa przez 
szczękościsk poranny.&lt;br /&gt;
-Mam dziś na popołudnie - wyjęczał spod kołdry Michał.&lt;br /&gt;
-Słoneczko
 moje, gejusku, masz dziś na 9:10, dziś jest czwartek a nie środa - 
oświeconym tonem Hanka zaordynowała porządek dnia i jednym ruchem 
ściągnęła z Michała całą kołdrę.&lt;br /&gt;
-Ej! Nie lubię jak tak robisz! Nie idę na pierwszą lekcję.&lt;br /&gt;
-Nie jęcz dziecko, bo śniadania nie będzie. Wstawaj. A ty Antuś co taki jakiś? Nie wyspałeś się - zwróciła się do Antka.&lt;br /&gt;
-Miałem koszmara. Przepuść mnie idę siku.&lt;br /&gt;
Poszedł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Chłopaki
 zostawiam was dziś na pastwę komunikacji miejskiej niestety, bo sama 
muszę pojechać do sąsiedniego biura zarządu po dokumenty, a to droga w 
drugą stronę niż wasza szkoła, tak więc...&lt;br /&gt;
-Dobra luz. daj na bułkę - przerwał jej Michał i wystawił w jej stronę śnieżnobiałe zęby w sztucznym uśmiechu.&lt;br /&gt;
-Nie
 pyskuj geju bo poszczuję Cię wujkiem Dawidem - zaśmiała się i ucałowała
 chłopaków na pożegnanie - a i pamiętajcie, że mogę was zgarnąć ze 
szkoły dziś.&lt;br /&gt;
-Kobieto idźże już bo jęczysz - Michał wypchnął Hankę z kuchni w stronę drzwi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Antek wszedł do szkoły. Usiadł na ławce w szatni i przywitał się z kolegą.&lt;br /&gt;
-Cześć, zrobiłeś zadanie z matematyki to ze strony 34? - zapytał Hubert.&lt;br /&gt;
-Cześć, zrobiłem. Ono było łatwe, ale nie mogłem sobie poradzić z tym z 35 strony. Zostawiłem je. Idziemy? - zapytał Huberta.&lt;br /&gt;
-A ty się nie rozbierasz?&lt;br /&gt;
-A
 no tak - Antek szybko ściągnął kurtkę i przebrał buty po czym jednym 
ruchem chciał zdjąć z głowy swoją czapkę czołgistkę. Pluszowy garnek z 
nausznikami w kolorze zdechłego kreta z paseczkami i zapięciem na 
zatrzaski i skuwkę. Szarpnął raz - nie puściła, szarpnął drugi raz - 
zacisnęła się jeszcze mocniej. Zrezygnował z próby oswobodzenia swojej 
głowy z czapki i postanowił pójść do klasy w czapce. Ważne żeby się nie 
spóźnić na lekcję do pani Cieśli, bo będzie się piłować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Antku
 a Ty nie zamierzasz przepraszam zdjąć swojego nakrycia głowy? - pani 
Cieśla syknęła ostro do Antka - co to za maniery, żeby na lekcję 
przychodzić w czapce?!&lt;br /&gt;
-Przepraszam - skruszył się Antek - ale nie mogę zdjąć czapki.&lt;br /&gt;
Klasa parsknęła śmiechem, ale on całkiem poważnym tonem kontynuował.&lt;br /&gt;
-Chodzi o to, że mi się zatrzasnęła na głowie - klasa chichotała jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
-Cisza! - wrzasnęła nauczycielka - Jak to zatrzasnęła? Ściągaj ją i to już!&lt;br /&gt;
-Ale
 niech pani sama zobaczy, że nie mogę - Antek podniósł się z krzesła i 
wystawił twarz do nauczycielki, która żwawym krokiem podeszła do 
chłopca.&lt;br /&gt;
-Coś ty zrobił?&lt;br /&gt;
-Nie wiem, szedłem do szkoły i coś 
mnie uwierało w brodę to poprawiłem sobie i nagle się w szatni okazało, 
że nie mogę zdjąć czapki.&lt;br /&gt;
-To może nożyczkami spróbujemy - wpadła na pomysł Cieśla - czy ktoś z was ma nożyczki? - zwróciła się do klasy, ale bez odzewu.&lt;br /&gt;
-Mama mnie zabije jak zniszczę czapkę, którą kupiła mi w zeszłym tygodniu - wygłosił swoje obawy Antek.&lt;br /&gt;
-Dziecko
 drogie, spadłeś chyba z innej planety. Gdzie w ogóle masz zeszyt i 
książkę? - zapytała Cieśla patrząc na pustą ławkę Antka i jego kolegi.&lt;br /&gt;
-O kurcze! - westchnął Antek - Zapomniałem plecaka.&lt;br /&gt;
-A
 o czym w ogóle pamiętasz dziś? - z nie dowierzaniem zapytała 
nauczycielka - widzę, że głowy nie zapomniałeś, bo utknęła w Twojej 
uszatej czapce, ale chyba zapomniałeś wziąć ze sobą rozum.&lt;br /&gt;
Antek zachichotał.&lt;br /&gt;
-Przepraszam proszę pani.&lt;br /&gt;
-Nie przepraszaj mnie. Chodź idziemy do wychowawcy, może coś poradzi.&lt;br /&gt;
-Oj nie... znów będzie dzwonić do mamy - zmartwił się Antek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Pani
 Hanno przyzna pani, że to niecodzienna sytuacja - wychowawczyni Antka 
patrząc na Hankę nie mogła powstrzymać się od śmiechu.&lt;br /&gt;
-Przyznaję - Hanka parsknęła śmiechem patrząc na syna. Nauczycielka nie wytrzymała i obie chichrały jak dzieci patrząc na Antka.&lt;br /&gt;
-Anti
 - Hanka zwróciła się do syna - Ty i te Twoje pomysły, obiecaj mi przy 
pani nauczycielce, że nadrobisz cały dzisiejszy materiał ze szkoły, 
jasne?&lt;br /&gt;
-Obiecuję.&lt;br /&gt;
-Czy mogę go zabrać wcześniej ze szkoły? - Hanka zapytała wychowawczynię.&lt;br /&gt;
-Tak. W tym stanie nic dziś nie zrobi. Niech się może wyśpi i oprzytomnieje trochę.&lt;br /&gt;
-Do widzenia!&lt;br /&gt;
-Do widzenia Antku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-598953272131545350?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/x6O3jC-Xg7Qwx7Y4FWD-Z3THFfo/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/x6O3jC-Xg7Qwx7Y4FWD-Z3THFfo/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/x6O3jC-Xg7Qwx7Y4FWD-Z3THFfo/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/x6O3jC-Xg7Qwx7Y4FWD-Z3THFfo/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/pILIidZrXm0" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/598953272131545350/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/02/dziewiecdziesiaty-szosty-antek-i-czapka_16.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/598953272131545350?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/598953272131545350?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/pILIidZrXm0/dziewiecdziesiaty-szosty-antek-i-czapka_16.html" title="Dziewięćdziesiąty szósty. Antek i czapka uszatka." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/02/dziewiecdziesiaty-szosty-antek-i-czapka_16.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkMFRnY6cSp7ImA9WhRaFE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-594385396253510313</id><published>2012-02-16T16:00:00.000+01:00</published><updated>2012-02-16T16:00:17.819+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-02-16T16:00:17.819+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="walentynki" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="patelnia" /><title>Dziewięćdziesiąty piąty. Walentynki z patelnią.</title><content type="html">-Dlaczego jesteś taka wściekła kochana? - Dawid wiedział doskonale jak przywitać Hankę w progu.&lt;br /&gt;
-Błagam
 Cię! Chociaż nie Ty, nie dziś i nie tutaj - wysapała sykliwie Hanka - 
Choć nie cierpię Walentynek, to jednak liczyła, że chociaż spotka mnie 
coś miłego tego dnia. A dziś na dodatek dzień singla. Żenada. Dawid co u
 Ciebie - zmieniła szybko temat udając, że ją to interesuje.&lt;br /&gt;
-Dobra
 dobra słonko nie zmieniaj tematu. Mów co się stało - nie dawał za 
wygraną. Chwycił Hankę za rękę i pociągnął za sobą do swojego gabinetu.&lt;br /&gt;
Poszła jak na skazanie.&lt;br /&gt;
-Przyszłam wczoraj do domu i nic nie zastałam.&lt;br /&gt;
-Co masz na myśli nic?&lt;br /&gt;
-No
 nic, żadnej kolacji, żadnej kąpieli, żadnego buziaka. Nic. A Karol cały
 poprzedni tydzień błagał mnie o zostawienie mu kluczy do mieszkania.&lt;br /&gt;
-No ale co liczyłaś, że będziesz miała walentynkową niespodziankę?&lt;br /&gt;
-No choć coś niewielkiego. No właściwie coś niewielkiego dostałam - zawiesiła głos.&lt;br /&gt;
-Czyli?&lt;br /&gt;
-Patelnię.&lt;br /&gt;
-Co?&lt;br /&gt;
-Ano, patelnię. Teflonową w kolorze czerwonym.&lt;br /&gt;
-No to kolor miłości kochana - zachichotał Dawid.&lt;br /&gt;
-Szkoda, że jej nie wzięłam ze sobą do pracy to bym Ci teraz przyjebała nią w łeb głąbie.&lt;br /&gt;
-Oj nie denerwuj się stara, złość piękności szkodzi. No ale o co chodzi z tą patelnią? - dopytywał.&lt;br /&gt;
-Karol zostawił mi karteczkę w kuchni: "&lt;i&gt;Kupiłem Ci Misiu patelnię, bo tamta w szafce ma porysowany teflon. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.&lt;/i&gt;"
 A jak wrócił do domu to stwierdził, że kwiaty bym i tak wyrzuciła a 
czekolady nie jadam. Więc patelnia jego zdaniem była strzałem w 
dziesiątkę.&lt;br /&gt;
-No coś w tym jego rozumowaniu jest - popatrzył na nią z wyraźną powagą.&lt;br /&gt;
-Ty żartujesz? - nie dowierzała.&lt;br /&gt;
-Nie!
 Ma rację. Kwiaty sam też w końcu wyrzucam, czekoladki które kupuje mi 
Miś oddaje Tobie lub dziewczynom z handlowego, a tak masz przynajmniej 
patelnię, też bym wolał dostać coś do domu - wyjaśnił szybko Dawid z 
nieskrywaną satysfakcją.&lt;br /&gt;
-Ty nic nie rozumiesz! To będzie moje 
poranne chomonto! Już to widzę, wstanę rano przed Karolem i usłyszę: 
Kochanie zrób mi proszę jajecznicę na tej nowej czerwonej patelni... - 
zasmuciła się - już ja mu jajecznicę zrobię, ale między nogami - 
warknęła pod nosem.&lt;br /&gt;
-Słuchaj to się wymienimy. Ja też w tym roku nie dostałem nic ciekawego - Dawid zmartwił się lekko.&lt;br /&gt;
-A co dostałeś?&lt;br /&gt;
-Skarpetki z palcami.&lt;br /&gt;
-Fajnie!&lt;br /&gt;
-To
 moja jedenasta para. W dodatku są zielone. Nie lubię zielonego. Nawet 
sobie pomyślałem, że może Misiek mnie zdradza i kupił je dla kochanka, 
ale tłumaczył się, że nie i ja mu wierzę.&lt;br /&gt;
-Przynieś jutro te skarpetki a ja przyniosę patelnię. Będzie wymiana. A Ty co mu kupiłeś?&lt;br /&gt;
-Ja?
 Nic. Dostał w prezencie wyuzdany seks - zaśmiał się szyderczo na myśl o
 poprzedniej nocy - mamy ciche dni od pół roku, więc postanowiłem, że 
coś trzeba zmienić. No i był seks - wyraźnie zadowolony z siebie 
poklepał Hankę po ramieniu - nie smutaj się kochana, faceci to larwy.&lt;br /&gt;
-Ano, żebyś wiedział. Ale Arturro mnie wczoraj uraczył kawą z prądem u siebie w gabinecie, nie mówiłam Ci?&lt;br /&gt;
-Nie.&lt;br /&gt;
-Dolał whiskey do kawy. Ledwo wyszłam z tego piekła o własnych siłach. Uciekłam właściwie.&lt;br /&gt;
-A co znów proponował niecne igraszki?&lt;br /&gt;
-Stwierdził, że można by urządzić jakieś swingers party i wspomniał nawet o Tobie, żebyś wpadł ze swoim Miśkiem.&lt;br /&gt;
-Ty przynieś jutro tą patelnię. Zrobimy z niej użytek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-594385396253510313?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uF7rRSw_tn1_FhAend6vJAXK8nc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uF7rRSw_tn1_FhAend6vJAXK8nc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uF7rRSw_tn1_FhAend6vJAXK8nc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uF7rRSw_tn1_FhAend6vJAXK8nc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/ptFkXLR6xUc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/594385396253510313/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/02/dziewiecdziesiaty-piaty-walentynki-z.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/594385396253510313?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/594385396253510313?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/ptFkXLR6xUc/dziewiecdziesiaty-piaty-walentynki-z.html" title="Dziewięćdziesiąty piąty. Walentynki z patelnią." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/02/dziewiecdziesiaty-piaty-walentynki-z.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkUMSXczeSp7ImA9WhRVFE0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-3417570768296118530</id><published>2012-01-12T22:38:00.000+01:00</published><updated>2012-01-12T22:38:08.981+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-12T22:38:08.981+01:00</app:edited><title>Dziewięćdziesiąty czwarty. Radca 2</title><content type="html">-Paryski ile horrorów oglądałeś jak byłeś dzieckiem? - śledczy trzymając kierownicę w lewej dłoni spojrzał na siedzącego obok aspiranta skulonego w swojej czarnej kurtce.&lt;br /&gt;
Był pochmurny zimny dzień. Mimo, że wszech obecnie panowała zima, na ziemię nie spadł ani jeden płatek śniegu od miesiąca, może dłużej. Za to raczył świat swą obecnością deszcz z kroplami trudnymi do spostrzeżenia nie mówiąc o czuciu ich na twarzy - zupełnie jakby ktoś rozpylił w powietrzu ogromne ilości wody, która ani myśli spaść w końcu na ziemię. Było mokro i zimno, szaro i przytłaczająco. Ludzie poubierani w kolory szarości i brązów przemykali szybkim truchtem po chodnikach lub przestawali z nogi na nogę oczekując przy przejściach dla pieszych aż zapali się dla nich nadzieja na szybka ucieczkę w suche, ciepłe miejsce. Bramę, sklep czasem dom lub samochód.&lt;br /&gt;
Jechali do kostnicy, zgodnie z obietnicą śledczego Paryski miał dziś swoją inicjację w tym miejscu. Dotąd widywał jedynie zwłoki w kilku sprawach w jakich uczestniczył jako posiłkowy. Nigdy się im specjalnie nie przyglądał uważając, że nie ma potrzeby patrzeć na ciało z którego życie uleciało nieokreślony czas temu. Wiedział jednak w duchu, że aby ostatecznie przyjęto go w jednostce w której pracował od trzech lat, musiał w końcu przejść chrzest z trupami. Nie pałał radością z tego powodu, ale na samą myśl ogarniała go wewnętrzna euforia. Nie wiedział dlaczego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Panie komisarzu, nie wiem, nigdy nie liczyłem, ale pewnie setki - wyjaśnił Paryski.&lt;br /&gt;
-Setki powiadasz... a w kostnicy byłeś kiedyś?&lt;br /&gt;
-Tylko jak moja babcia zmarła jedenaście lat temu. Szedłem wtedy tam z matką, która chyba tak samo jak i ja była w niej pierwszy raz. Chyba się bała, bo pamiętam, ze rękę trzymała mi tak kurczowo w uścisku, że zbielała mi wzięła i straciłem chwilowo w niej czucie - na to wspomnienie uśmiechnął się pod nosem i w oczekiwaniu patrzył na komisarza.&lt;br /&gt;
-No to pewnie wiesz jak to jest...- Bartek zawiesił głos, bo w tej chwili na myśl przyszły mu wszystkie stereotypowe kostnice jakie znał z filmów oglądanych w dzieciństwie. Długie, szare korytarze prowadzące w czarną czeluść, oświetlone szeregiem świateł pod sufitem, gdzie któreś z nich zawsze mrugało lub gasło na dłuższą chwilę potęgując przygnębiający charakter miejsca. Zawsze z kolegami zastanawiał się dlaczego bohaterowie tych filmów szli na oślep w stronę ciemności jaka na nich czekała na końcu tych korytarzy i uznawali, że sami uciekaliby gdzie pieprz rośnie oby tylko nie przekonać się co skrywa owa niewiadoma czerń.&lt;br /&gt;
Wzdrygnął się. Wiedział, że filmy wcale nie tak dalekie były od rzeczywistego obrazu tego, który czekał na&lt;br /&gt;
nich za dwie przecznice.&lt;br /&gt;
Zatrzymał samochód skośnie wjeżdżając na chodnik przed czteropiętrowym szarobrunatnym budynkiem szpitala, w którym z reguły znajdowały się wszystkie zwłoki zwiezione z miasta mające znaczenie w sprawach, które dostawał Bartek. Szpital miał oddział medycyny sądowej i fantastycznie archaistycznie wyposażoną salę sekcyjną, która przyprawiała nawet najtwardsze umysły o zawrót głowy i dreszcze na karku. Nie raz będąc tam przypadkiem, po jakieś papiery lub z kolegą z wydziały, Bartek widział jak nagle z kamiennego stołu osuwa się szarozielona noga lub któraś w pracownic niesie słój lub zawiniątko z bliżej nieokreśloną częścią ludzkiego ciała. Materiał sekcyjny?&lt;br /&gt;
Zawsze twierdził, że pracownicy takich miejsc muszą coś brać przed pracą, żeby nie zwariować. Jakieś coś na uspokojenie albo porządną dawkę czystej na pokrzepienie.&lt;br /&gt;
Sam nosił ze sobą piersiówkę czystej, na wypadek gdyby rzeczywistość okazała się bardziej skostniała niż mogło się wydawać. Wyciągnął ją teraz z wewnętrznej kieszeni swojego szarego płaszcza i podał Paryskiemu.&lt;br /&gt;
-Masz młody. Chlapnij sobie. Może się okazać, że Ci bebechy przewróci w drugą stronę na widok jaki Cię czeka - zaśmiał się.&lt;br /&gt;
-Ale panie komisarzu, pan prowadzi.&lt;br /&gt;
-Tak, prowadzę przede wszystkim śledztwo, więc nie utrudniaj.&lt;br /&gt;
Młody chwycił metalowe naczynie wygięte lekko i przechylił duży łyk wpuszczając rozgrzewający, palący wręcz płyn prosto do gardła. Skrzywił się, otarł usta i oddał flaszkę komisarzowi.&lt;br /&gt;
-Jezu co to jest?&lt;br /&gt;
-Samogon dzieciaku, lepsze to od tego szajsu, który sprzedają w sklepach. Trzyma w pionie i nie daje paść w poziomie - wyjaśnił Bartek i zatrzasnął drzwi samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-3417570768296118530?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rJvhT6lhKUvxT3el4iJRvsMW_SE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rJvhT6lhKUvxT3el4iJRvsMW_SE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rJvhT6lhKUvxT3el4iJRvsMW_SE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rJvhT6lhKUvxT3el4iJRvsMW_SE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/QkFQmJYIz9E" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/3417570768296118530/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/01/dziewiecdziesiaty-czwarty-radca-2.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/3417570768296118530?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/3417570768296118530?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/QkFQmJYIz9E/dziewiecdziesiaty-czwarty-radca-2.html" title="Dziewięćdziesiąty czwarty. Radca 2" /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/01/dziewiecdziesiaty-czwarty-radca-2.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEcFQXg8cSp7ImA9WhRVE0w.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-2370101317285671023</id><published>2012-01-11T19:10:00.002+01:00</published><updated>2012-01-11T21:00:10.679+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-11T21:00:10.679+01:00</app:edited><title>Dziewięćdziesiąty trzeci. Radca 1.</title><content type="html">-Dzień dobry. Kancelaria Krzemski-Kujawiak. Słucham? - miły głos sekretarki powitał ją w słuchawce.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry. Czy zastałam może pana Adama?&lt;br /&gt;
-Przykro mi ale pan Adam jest nieobecny dziś w pracy. Czy mogłabym w czymś pomóc? Może chciałaby pani skontaktować się z innym naszym radcą?&lt;br /&gt;
-Nie, dziękuję. Jestem matką pana Adama. Proszę mi powiedzieć czy nie zostawił może państwu żadnej wiadomości? Nie mogę się do niego dodzwonić.&lt;br /&gt;
-Matką? Ojej tak mi przykro, ale niestety nie mamy od niego żadnej wiadomości - głos sekretarki wyraźnie zmienił ton na zimny, przejęty. Złamała się w końcu i chlipnęła.&lt;br /&gt;
-Nie rozumiem - kobieta niepewnie wycedziła słowa - czy coś się stało? Halo? Nie mogę się skontaktować z Adamem! Halo!!&lt;br /&gt;
Ale po drugiej stronie już nikogo nie było. Głucha cisza opanowała łącze zasysając zdyszane słowa matki w niezmierzoną przestrzeń łączy telefonicznych. W bezkresność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Mamy dwa podobne przypadki - młodszy aspirant zwrócił się do śledczego - w sensie, że obie ofiary wyglądały dość groteskowo kiedy je znaleziono. Choć musi pan przyznać panie komisarzu, że trudno oczekiwać pięknych zwłok po upadku z takiej wysokości wprost na kamienie - uśmiechnął się szyderczo pod nosem patrząc na śledczego.&lt;br /&gt;
-Ty się Paryski nie śmiej. Mamy tu poważny problem. Ładuj dupę w samochód, bo jedziemy obejrzeć oba ciała - zaordynował komisarz ściągając z wieszaka swój szary stereotypowy płaszcz.&lt;br /&gt;
Miał siwe przerzedzone mocno włosy mimo, że wiekiem ledwo sięgał czterdziestki, ale stres w pracy i problemy rodzinne dawały mu się we znaki tak bardzo, że rwanie włosów z głowy w obliczu nawarstwiających się problemów było niczym w porównaniu z kilkoma próbami samobójczymi jego żony.&lt;br /&gt;
Nie dawał po sobie poznać, że jakieś koszmary życia drążą jego relacje rodzinne. Był twardym facetem o surowym charakterze i ostrych rysach. Zwali go czasem "kawał dziada", bo usposobienie miewał iście dziadowskie. Zawsze stawiał na swoim a przeciwników miażdżył spokojem i rozmową na najwyższym możliwym poziomie inteligencji. Nie brakowało mu jej.&lt;br /&gt;
W młodości nie przypuszczał, że zostanie kiedykolwiek policjantem ba, śledczym zajmującym się najbardziej dziwnymi i skomplikowanymi sprawami w tym kraju. A słali go do wszystkiego co tylko wydawało się dziwne, niespójne logicznie i przerażające w logice sprawcy. Specjalizował się w tym. Uwielbiał wnikać w umysły morderców i popaprańców, którzy zajmowali najwyższe miejsca w kartotekach policyjnych nie tylko w kraju, ale i zagranicą. Analizował dogłębnie każde zachowanie i powód, dla którego każdy z tych wszystkich zwyrodnialców, których spotkał przez prawie dwadzieścia lat swojej pracy, dopuszczał się zbrodni jaką popełnił.&lt;br /&gt;
Marzył kiedyś o karierze muzyka. Grał jako dzieciak na saksofonie i puzonie. Puzonistą był jego ojciec, którego przypadkiem zastrzelono w czasie potyczek mafijnych w jednej z dzielnic na przedmieściach. Miał wtedy trzynaście lat i był pełen energii i nadziei, że ojciec poprowadzi go ścieżką muzyczną ku wielkiej karierze. Ale nadzieje trafiła kula kaliber dziewięć milimetrów i to był jego punkt zwrotny.&lt;br /&gt;
Saksofon kupił sam jako zadość uczynienie śmierci ojca, ku jego chwale i czci. Za pieniądze, które składał latami i za te które dostał od matki na osiemnaste urodziny.&lt;br /&gt;
Pamiętał ten dzień doskonale. Obudził się wtedy wyjątkowo wcześnie. To był piątek, słoneczny kwietniowy dzień, było ciepło, wyjątkowo ciepło szczególnie, że do końca marca leżał śnieg i nie zapowiadało się na wczesne przyjście wiosny. Lekcji tego dnia miał niewiele. Już wczesnym popołudniem wraz z kolegami przybiegli do jego domu by zorganizować na szybko urodzinowe przyjęcie inne niż wszystkie te, które były organizowane przez jego znajomych z klasy. Miało być ścisłe grono znajomych, matka, brat i muzyka, którą wraz z przyjaciółmi pielęgnował w każdy weekend i wieczór, kiedy tylko była okazja.&lt;br /&gt;
Matka przywitała ich w drzwiach. Była uśmiechnięta jak mało kiedy - taki los samotnej wdowy z dwójką dorastających chłopców na głowie i długami w bankach tak wielkimi, że sprzedanie całego majątku nie pokryłoby nawet dna na którym się znaleźli. Trzymała to w tajemnicy przed chłopcami ale on doskonale wiedział, że od śmierci ojca zbliżali się z prędkością światła do przepaści finansowej. Nigdy nie prosił od matki żadnych pieniędzy. Każdą sumę jaką udało mu się zarobić dzielił na trzy - dla matki, dla brata i dla siebie. A starał się dorabiać gdzie się tylko dało. Głównie przygrywając na okolicznościowych imprezach lub dla znajomych jako najęty przez nich muzyk, ale zdarzały się też intratne propozycje i koncerty. Wtedy wpadała znacząca suma.&lt;br /&gt;
Matka nigdy nie pytała skąd ma pieniądze wierzyła i w duchu wiedziała, że są zarobione uczciwą pracą. Od pewnej kłótni nie oponowała przed przyjęciem od niego małych sum jakie jej wręczał. Kiedyś zaprotestowała twierdząc, że nie musi jej oddawać zarobionych na siebie pieniędzy. Obraził się, nakrzyczał na nią i rozpłakał. Powiedział jej wtedy, że nie może jej nie pomagać, bo sama nie da sobie rady. Miała przecież zbyt niskie zarobki w sklepie, do którego chodziła co dzień rano i wracała późnym popołudniem, by związać koniec z końcem.&lt;br /&gt;
Kiedy chłopcy wbiegli do domu, złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie.&lt;br /&gt;
-Mój mały Bartek. No teraz już Bartłomiej - uśmiechnęła się ponownie - życzę Ci, żeby dorosłość była dla Ciebie łaskawa i życzliwa. Marzenia spełnią Ci się na pewno jeśli będziesz dobrym człowiekiem - mówiąc te słowa wcisnęła mu w rękę szarą kopertę z narysowanym odręcznie serduszkiem.&lt;br /&gt;
Zmieszał się, ale był zadowolony. Nie czuł wstydu przed kolegami. Wszyscy wiedzieli, że jego matka jest najwspanialszą matką jaką znali. Nie raz mimo wielkiego zmęczenia pozwalała ich paczce przesiadywać u niego w pokoju do późnych godzin nocnych mimo, że rano szli do szkoły. Przynosiła im wtedy ciepłe jeszcze ciasto i herbatę na miłe chwile. Dziękowali bardziej zmieszani niż mogli sobie wyobrazić. Mieli właściwie do niej usposobienie jak do dobrej ciotki, na którą przeważnie można liczyć, która zrozumie ich świat niezależnie od absurdalności sytuacji w jakich się znajdowali lub pomysłów jakie uskuteczniali.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry pani Klumm - chórkiem przywitali matkę Bartka.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry chłopcy. No jak mniemam niebawem wszyscy będziecie już pełnoletni - spojrzała im prosto w oczy serdecznie jakby chciała zaraz i im złożyć życzenia na zaś.&lt;br /&gt;
-No ja to już za tydzień - Mikołaj odezwał się prędko - dlatego też skoro już pani zaczęła, to w imieniu swoim i mojej mamy chcemy zaprosić panią i oczywiście Ciebie Bartek na piątek wieczór. Mama przygotowała podobno jakąś niespodziankę, ale znając ją to pewnie tort i kawa - zaśmiał się - no a pani później pewnie będzie grać z moimi rodzicami w brydża. Ojciec mówił, że go pani ostatnio ograła - na te słowa roześmiali się wszyscy.&lt;br /&gt;
-No muszę powiedzieć, że Twojemu tacie ostatnio karta nie poszła. Oczywiście, że się pojawimy, prawda Bartek?&lt;br /&gt;
-Tak. Mamo - zagaił - dziękuję! - wykrzyczał kiedy tylko uchylił na poczekaniu rąbek koperty, z której wyzierała spora sumka pieniędzy - ale... nie mogę przyjąć tego prezentu.&lt;br /&gt;
-Bartek, to są pieniądze, które wspólnie z ojcem i Twoją babcią zbieraliśmy na tą okazję. Tata marzył wtedy, że pewnie będzie tego dużo więcej i że może uda się pojechać za to na jakaś rodzinną wycieczkę, ale ostatecznie uzbierałyśmy z babcią po śmierci taty tylko tyle.&lt;br /&gt;
-Tylko? Mamo to majątek!&lt;br /&gt;
-Nie przesadzaj. Widziałam w zeszłym tygodniu, że w sklepie u Ernesta był nowy towar. Przywieźli saksofony z niklowanymi klapami... - zawiesiła głos widząc, że w oczach Bartka pojawiają się łzy. Chyba szczęścia.&lt;br /&gt;
-Staaaaary ale masz farta - Kuba zarumienił się na samą myśl o nowym instrumencie - to będzie ekstra!&lt;br /&gt;
Wybiegli z domu.&lt;br /&gt;
Niespełna kilka godzin później z pokoju Bartka gdzie siedziała cała jego paczka, matka i brat dobywały sie dźwięki urodzinowego, nowego saksofonu o którym marzył od dawna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-2370101317285671023?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C91_84mU_-CiFLqPvJwAoX1veik/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C91_84mU_-CiFLqPvJwAoX1veik/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C91_84mU_-CiFLqPvJwAoX1veik/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C91_84mU_-CiFLqPvJwAoX1veik/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/p8pleMK4tq8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/2370101317285671023/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/01/dziewiecdziesiaty-trzeci-radca-1.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2370101317285671023?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2370101317285671023?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/p8pleMK4tq8/dziewiecdziesiaty-trzeci-radca-1.html" title="Dziewięćdziesiąty trzeci. Radca 1." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/01/dziewiecdziesiaty-trzeci-radca-1.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ak8AQnszcCp7ImA9WhRVEko.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-802476590271250271</id><published>2012-01-11T11:47:00.000+01:00</published><updated>2012-01-11T11:47:23.588+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2012-01-11T11:47:23.588+01:00</app:edited><title>Dziewięćdziesiąty drugi. Radca.</title><content type="html">-Ja pana skądś znam - młoda dziewczyna kiwająca się w rytmie wstrząsów jakim podlegał cały wagon tramwaju spojrzała na niego wymownie.&lt;br /&gt;
W jednej chwili obleciał go przeraźliwy strach, niepokój i lęk niezdefiniowany, który wycisnął na skronie kropelki nerwowego potu. Serce zabiło mu szybciej jakby ktoś postanowił nagle uderzyć w nie wielkim młotem. Rozkołatało się. Skóra spowita delikatną warstwą chłodnego potu ścisnęła jego ciało w ogromnym spazmie więżąc wnętrzności w przeraźliwym uścisku.&lt;br /&gt;
-Pani się myli - szepnął młodej do ucha - na pewno się pani myli - powtórzył patrząc jej prosto w oczy szeroko rozwartymi źrenicami. Przestraszyła się. Wlepione w nią gałki zdawały się nie mieć tęczówek. Źrenice ogromne i puste wymuszały w niej stwierdzenie - Tak nie znam pana. - jęknęła prawie zahipnotyzowana pod nosem i odwróciła głowę. Rzucił szybkie spojrzenia na ludzi wokół nich. Zdawało się, że nie mają 
zielonego pojęcia o otaczającej ich rzeczywistości. Nie chłonęli świata 
zmysłami, traktując wszystko jak ślizgawkę po której dzień w dzień 
zjeżdżali wciąż tą samą trasą ku swoim planom i obowiązkom. Bez żadnego 
zastanowienia się nad głębszym sensem rzeczywistości i bez punktu 
zaczepienia. Nie zdawali sobie sprawy jak głęboko zakorzenieni są w 
ilości doznań jakie oferuje im świat. Stali jak posągi, bladzi, 
nieuczesani, ze słuchawkami w uszach, bez czucia.&lt;br /&gt;
Dziewczyna zamaszystym ruchem ręki próbowała złapać barierkę by utrzymać równowagę w kolebiącym się wagonie, ale nie zdążyła. Runęła jak kłoda na ludzi stojących wokół niej. Kompletnie bezwładne ciało osunęło się po plecach jakiegoś młodzieńca ze słuchawkami w uszach, który trącony mocnym uderzeniem dziewczyny głośno wyraził swoje niezadowolenie z wyrwania go z upojnego świata muzyki w jakim właśnie tonął.&lt;br /&gt;
Mężczyzna spojrzała na niego - Heh, głupek - pomyślał - nic nie rozumie, nie wie i nie czuje - po czym odwrócił się udając, że sam tkwi w osłupieniu.&lt;br /&gt;
Rozległ się krzyk.&lt;br /&gt;
Ludzie spostrzegli nagle ogrom tragedii jaka właśnie działa się na ich oczach w ich bezpośrednim towarzystwie.&lt;br /&gt;
Na podłodze leżało wyschnięte dziewczęce chuchro odziane w modny czerwony płaszczyk i kozaczki w kolorze buraczków. Takim samym jak plama, która wyciekała spod jej głowy. Twarz wykrzywiona w przeraźliwym grymasie patrzyła bezwiednie pod siedzenia tramwaju jakby szukała tam upuszczonej przed chwilą szminki lub rękawiczki.&lt;br /&gt;
Ale nie szukała niczego. Taplała się jedynie w rosnącej kałuży krwi cieknącej z ust. Życie uleciało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pociągnął lekko nosem. Chciał przez chwilę w swym lęku poczuć ich zapachy, głębię racjonalności by móc uspokoić ciało. Musiał wysiąść z tramwaju. Nie mógł być ponownie rozpoznany. Nie mógł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Samobójcy nie planują swoich samobójstw. Zwyczajnie to robią. W najmniej
 oczekiwanym dla siebie i otoczenia momencie łapią za nóż, żyletkę, 
sznur. Stają na barierkach mostów nad rzekami, wiaduktach kolejowych, 
wskakują pod pędzące samochody lub lekkim zamaszystym ruchem połykają 
fiolkę tabletek kolorowych jak tęcza. Nie piszą listów pożegnalnych, nie
 obdzwaniają najbliższych, nie zakładają odświętnego stroju.&lt;br /&gt;
W tym mieście nawet utopić się nie da, bo jak już stajesz przy barierce 
mostu, gotowy do skoku, w koniuszkach palców czując delikatne mrowienie a
 włosy na głowie lekko jeżą się z podniecenia, uginając nieznacznie 
kolana, napinając mięśnie do skoku, nagle czujesz na swoich plecach czyjś wzrok. Odwracasz głowę z wyraźnie malującym się na twarzy 
zdziwieniem pomieszanym z zaskoczeniem i widzisz wpatrującego się w 
Ciebie mężczyznę.&lt;br /&gt;
-Tak to już czas - mężczyzna odezwał się do skoczka po czym skinął lekko głową. W jego oczach malowała się bezkresna pustka. Właściwie nie miał oczu tylko dwie czarne czeluści ziejące chłodem i nicością, z której dobywały się ledwie słyszalne głosy, wrzaski przerażenia i błagalne prośby.&lt;br /&gt;
-Tak... - zwiesił głos skoczek. Chwilę zastanowił się jeszcze po czym ugiął kolana - to już czas - skoczył.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-802476590271250271?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JJuYcMIUOT-W0ZR4IXiQ6SJ2-Zo/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JJuYcMIUOT-W0ZR4IXiQ6SJ2-Zo/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JJuYcMIUOT-W0ZR4IXiQ6SJ2-Zo/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JJuYcMIUOT-W0ZR4IXiQ6SJ2-Zo/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/bxj3pBegryU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/802476590271250271/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/01/dziewiecdziesiaty-drugi-radca.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/802476590271250271?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/802476590271250271?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/bxj3pBegryU/dziewiecdziesiaty-drugi-radca.html" title="Dziewięćdziesiąty drugi. Radca." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2012/01/dziewiecdziesiaty-drugi-radca.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUECRnw9fCp7ImA9WhRXFEQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-6601709622838106769</id><published>2011-12-17T11:01:00.001+01:00</published><updated>2011-12-21T21:01:07.264+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-21T21:01:07.264+01:00</app:edited><title>Dziewięćdziesiąty pierwszy. Trudne powroty.</title><content type="html">-O tak! Powroty są zawsze trudne panie doktorze - Hanka westchnęła rozciągnięta na czerwonej, skórzanej kozetce ustawionej w mrocznym gabinecie swojego terapeuty. Przytłumione delikatne światło rzucało blask na soczysto-zieloną ścianę pomalowaną na pierwszy rzut oka niechlujnie, zupełnie jakby malarz odwalał fuszerę po spożyciu całej flachy. Ale efekt mazanych pasów, raz ciemniejszych, raz jaśniejszych był zamierzony. Kiedyś Hanka nawet dociekała sensu tej tragedii malarskiej - to jest imitacja zielonej łąki, na której trawa nie jest nigdy jednolicie zielona, a mimo to uspokaja swoją głębią koloru - wyjaśnił jej wtedy terapeuta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dlaczego uważasz, że powroty są trudne? - facet siedzący w wezgłowiu kozetki dopytywał Hankę jakby był realnie zainteresowany tym co powie. Był, bo Hanka jako jedna z jego nielicznych pacjentek - a praktykę terapeuty prowadził od niedawna - dostarczała mu nie tylko materiału do pracy opowiadając o swoich problemach, ale przede wszystkim poważnej dawki humoru. Nie miała nic przeciwko, jeśli zaśmiał się z tego co mu mówi - było jej nawet wygodniej opowiadać, bo wiedziała, że nie siedzi przed nią słup soli.&lt;br /&gt;
Podobał jej się. Dostała jego numer od koleżanki ze studiów - podobno razem studiowali, choć Hanka szczerze wątpiła w prawdziwość tego studiowania i łatwiej jej było przyjąć wersję, że uskuteczniali łozkową ekwilibrystykę.&lt;br /&gt;
Sama miała na niego nie raz ochotę. Przychodziła do niego zawsze odstawiona jak na randkę, bo w głębi duszy wierzyła, że może któregoś dnia terapia będzie miała charakter bardziej dosadny niż samo gadanie. Ale niestety pan doktor, mimo swojej ogromnej wyrozumiałości i otwartości, przestrzegał zasad etyki pracy i o seksie mowy nie było. Chyba, że po sesji terapeutycznej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-No wiesz, powroty zawsze wiążą się moim zdaniem z elementem pogodzenia się z popełnionymi błędami i uświadomieniem sobie, że dobrze nie było, ale może być lepiej. Pod warunkiem oczywiście, że pamięta się co było nie tak - puściła wodze fantazji rozciągając się jak kocica.&lt;br /&gt;
-To ciekawe. Co masz na myśli?&lt;br /&gt;
-Ostatni wypad z moją siostrą.&lt;br /&gt;
-Byłyście na imprezie?&lt;br /&gt;
-W oficjalnej wersji tak.&lt;br /&gt;
-A nieoficjalnej? - zainteresował się terapeuta.&lt;br /&gt;
-Pewnie byłyśmy, ale pamiętam szczątkowe momenty - zaśmiała się - generalnie pamiętam fioletowe i czerwone światła przy barze w "BuffloClub" i później kilka scenek. To było trudne. To był ogromny wysiłek z mojej strony, żeby sobie to przypomnieć - wyjaśniła.&lt;br /&gt;
-Czy ta impreza miała za zadanie Cię rozerwać?&lt;br /&gt;
-W pewnym sensie. Ale na pewno nie rozerwała Dawida i jego męża. Obudziłam ich - skruszona zawiesila głos.&lt;br /&gt;
-To znaczy - drążył temat - oni nie byli z wami na imprezie?&lt;br /&gt;
-Nie. Marta wyciągnęła mnie na balety. Był ładny wieczór, ciepły jak na jesień - zaczęła opowiadać - kurcze no wiesz, piątek i te sprawy, ja styrana po całym tygodniu, Karol na wyjeździe w Belgii, dzieciaki u babci a ja sama w chacie, więc poszłam. No ale wróciłam inną trasą, bo było mi bliżej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Coś mu się śniło, bo kręcił się niemiłosiernie po całym łóżku jęcząc coś pod nosem. Jedynym ratunkiem, by zostać strąconym kopniakiem w przepaść za łóżkiem było przytulenie go i powolne uspokojenie. Tak tez zrobiłem.&lt;br /&gt;
-To tylko sen kochanie - wtuliłem się w Dawida od tyłu i szepnąłem do ucha. Uspokoił się, mruknął i zasnął na nowo.&lt;br /&gt;
Zza okna niósł się delikatny szum ulicy. Padał deszcz, który powodował, że każdy przejeżdżający samochód szumiał bardziej niż na sucho. Podłogę sypialni oświetlało delikatne światło lampek "antypotykaczek".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Pan się tu zatrzyma - wycedziła przez zęby do taksiarza. Wręczyła mu plik banknotów i wysiadła z taksówki.&lt;br /&gt;
-Oho! Ziemia zmienia bieguny - pomyślała i runęła jak długa na chodnik. Usiadła.&lt;br /&gt;
-Za dużo proszę pani - taksiarz wysiadł za nią z plikiem pieniędzy.&lt;br /&gt;
-Taaaa, taaaa jach zię szłowiech napijeee to jusz wtdy&amp;nbsp; wieee, sze za duszo.... - wyjaśniła siedząc na krawężniku.&lt;br /&gt;
-Za dużo mi pani dała. Proszę iść do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Siedziała chwilę moknąc. Jej jeansowe spodnie chłonęły wilgoć z zimnego chodnika zmieniając się powoli w mokre wspomnienie o wygodnych spodniach.&lt;br /&gt;
Wstała.&lt;br /&gt;
Do drzwi od klatki, w której czekało na nią zbawienne mieszkanie jej przyjaciół dzieliło ją kilka metrów, które pokonała nieznanym sobie sposobem utrzymywania pionu z użyciem wszelkiego rodzaju środków pomocy doraźnej - słupa, drzewa, ręki prawej lub lewej. Stała na nogach utrzymując stały kąt pomiędzy udami - był zdecydowanie rozwarty. Gdyby mogła, palcami stóp zrolowałaby chodnik oby tylko dodatkowo utrzymać pion. Wiatr wiał zdecydowanie za mocno.&lt;br /&gt;
Miała przed oczami czarny kwadrat tajemniczo wciśnięty w ścianę bloku. Mrugał na nim zbyt zielony jak na ta porę dnia kursor a podświetlane na zielono cyferki otoczone okrągłymi dziurkami dla lepszego trafienia w nie, kusiły - Dotknij też mnie!&lt;br /&gt;
Podjęła próbę - 2.... chwila zastanowienia - 2... i omylnie 3. Ciach. Ni chu chu. Jeszcze raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z błogiego snu wyrwał mnie przeraźliwy dzwonek telefonu.&lt;br /&gt;
-Jesu! - syknąłem odskoczywszy od ciepłego ciała, które obejmowałem - dlaczego ja nie wyłączyłem telefonu - szybka myśl przeleciała mi przez głowę.&lt;br /&gt;
-Halo?&lt;br /&gt;
-Szy muchbyśśś mi ofoszyś dźwi? Nieee mokę sobie daś radfy...&lt;br /&gt;
-Hanka? Czekaj już schodzę - zaskoczony zwlokłem się z łóżka. Znała przecież kod do naszego mieszkania, dlaczego nie weszła po prostu - pomyślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złapałem za klamkę i pchnąłem drzwi od klatki. Na zewnątrz pustka.&lt;br /&gt;
-Hanka - wyjrzałem za drzwi - jesteś tu?&lt;br /&gt;
-Tiaa, nie mogłam sobie dać rady z domofonem, no zobacz - wyciągnęła w moją stronę rękę. Trzymała w niej telefon wyświetlaczem oślepiając mnie - zobacz nie działa.&lt;br /&gt;
-Hanka, kochanie to jest telefon a nie domofon - wyjaśniłem łapiąc ja by nie wywinęła orła. Trzymała się cudem na nogach.&lt;br /&gt;
-Boszszs faktycznie - zamyśliła się - to w takim razie z kim gadałam przez domofon? - spojrzała na mnie pytająco oczekując, że uchylę jej rąbka tajemnicy.&lt;br /&gt;
Spojrzałem na domofon. Migał na nim numer naszych sąsiadów - kurde no to stara będzie piłować mordę jutro - pomyślałem szybko mając na uwadze sąsiadkę - wiekową staruszkę.&lt;br /&gt;
-Nie wiem kochanie z kim rozmawiałaś prze domofon ale w telefonie wykręciłaś numer chyba do samego pana boga - uśmiechnąłem się patrząc na wyświetlacz komórki - ciąg matematyczny powtarzających się cyferek świadczył o wielokrotnych próbach zadzwonienia do naszego mieszkania, do Marty i do Dawida. Ale jakim cudem do cholery udało się jej zadzwonić na moją komórkę - myśl była tak błyskotliwa, że prawie niemożliwe stało się to w jednej chwili.&lt;br /&gt;
-Chodź dziecko na górę. Skułaś się jak szpadel - wprowadziłem Hankę do mieszkania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-6601709622838106769?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-c97WWc2WFMphhCo74Tfa4YlC60/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-c97WWc2WFMphhCo74Tfa4YlC60/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-c97WWc2WFMphhCo74Tfa4YlC60/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-c97WWc2WFMphhCo74Tfa4YlC60/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/eP7KbXflq98" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/6601709622838106769/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/dziewiecdziesiaty-pierwszy-trudne.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/6601709622838106769?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/6601709622838106769?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/eP7KbXflq98/dziewiecdziesiaty-pierwszy-trudne.html" title="Dziewięćdziesiąty pierwszy. Trudne powroty." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/dziewiecdziesiaty-pierwszy-trudne.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkYGSX04fCp7ImA9WhRXEUw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-965066605859087326</id><published>2011-12-11T11:26:00.000+01:00</published><updated>2011-12-17T10:28:48.334+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-17T10:28:48.334+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="sędzia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ślub" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wspomnienia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="rozwód" /><title>Dziewięćdziesiąty. Hanka i wyrok 1.</title><content type="html">"Niniejszym ogłaszam Was mężem i żoną..." - w głowie Hanki zabrzmiał głos odległych wspomnień, kiedy wraz z Robertem stali na ślubnym kobiercu przyrzekając sobie dozgonną miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że się nie puszczą aż do śmierci.... że się nie podpuszczą aż do śmierci.... że sobie nie odpuszczą aż do śmierci...&lt;br /&gt;
-Kurwa! - syknęła pod nosem - Że się nie... co? Cholera co za brednie - jęknęła.&lt;br /&gt;
-Hanka? Wszystko w porządku? - Marta zaniepokoiła się zachowaniem siostry.&lt;br /&gt;
-Tam jest jak? Że się nie podpuszczą czy nie puszczą aż do śmierci? - patrzyła na Martę pytającym wzrokiem jakby jej siostra była co najmniej wyrocznią Delficką. Ale chyba bez odpowiedzi, a przynajmniej sensownej, takiej jakiej Hanka właśnie oczekiwała.&lt;br /&gt;
-Hanka, sędzia ogłasza za chwilę orzeczenie. Skup się kobieto na rozprawie - próbowała postawić siostrę do pionu - o czym ty myślisz?&lt;br /&gt;
-Oj na wspominki mnie wzięło. Patrz no, cholera przyrzekał mi podpuchę - uśmiechnęła się Hanka, kiedy na salę ponownie wszedł orszak sędziowski.&lt;br /&gt;
-Niniejszym ogłaszam - zagrzmiał głos starego, kurduplowatego sędziego z kozią bródką, która wyglądała jak przyklejony do brody kawałek lisiego futra - że uznaję Państwa - za męża i żonę - w głowie Hanki ponownie zagrzmiały fanfary a w niebo wzleciały białe gołębie i oklaski poniosły się po kaplicy, welon powiewał nad śnieżnobiałym trenem sukni ślubnej, w której ledwie dysząca od uścisku gorsetu Hanka, przemierzała zimne wnętrze kaplicy, by wydostać się na zewnątrz, by dostać w twarz pociskiem z ryżu i mozolnie zbierać z brukowanego chodnika przed kaplicą, złote monety o nominale od 1 do 5 groszy, szła by chłonąć chwilę nowego życia u boku swojego, własnego męża, póki jej młotek sędziowski nie zbudził - rozprawę uznaję za zakończoną. Dziękuję, można się rozejść - ostatnie słowa karła z brodą brzmiały jak podziękowanie za wspólne sranie.&lt;br /&gt;
-No to jesteś ustawiona na całe życie kochana - Marta pocieszała siostrę, która myślami dalej błądziła po nawach katedry - Hanka? Jesteś tam czy porwali Cię kosmici? - upewniała się, że nie mówi do pustej czaszki.&lt;br /&gt;
-Yyy.... co? Jestem, jestem. A jaki jest wyrok? - zapytała bezwiednie, choć w jej mózgu telepały się rozważania nad sensem rzucania monet młodej parze - przecież się człowiek namęczy, żeby to pozbierać, a uzbiera ledwie dychę - myślała.&lt;br /&gt;
-Co ty? Nieprzytomna jesteś?&lt;br /&gt;
-Ślub mi się przypomniał. Adekwatny do wyroku tylko nie w tę stronę - wyjaśniła półszeptem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-965066605859087326?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RPXu3CVMRVXqko-KBTQT0yWRtBU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RPXu3CVMRVXqko-KBTQT0yWRtBU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RPXu3CVMRVXqko-KBTQT0yWRtBU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/RPXu3CVMRVXqko-KBTQT0yWRtBU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/nUMn4kacw3w" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/965066605859087326/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/dziewiecdziesiaty-hanka-i-wyrok-1.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/965066605859087326?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/965066605859087326?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/nUMn4kacw3w/dziewiecdziesiaty-hanka-i-wyrok-1.html" title="Dziewięćdziesiąty. Hanka i wyrok 1." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/dziewiecdziesiaty-hanka-i-wyrok-1.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ck4CQHs6fip7ImA9WhRQE0Q.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-3653702550938634512</id><published>2011-12-09T01:05:00.001+01:00</published><updated>2011-12-09T01:36:01.516+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-09T01:36:01.516+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="tytoń" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="marmur" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kosz" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="papieros" /><title>Osiemdziesiąty dziewiąty. Hanka rzuca 1.</title><content type="html">-Gdzie one kurwa są. Ja pierdolę, nie wytrzymam. Oszaleje zaraz na piździcę albo dostanę jebolca pipy - gorączkowała się po cichu Hanka siedząc z głową w szafce pod zlewem kuchennym. Szurała czymś.&lt;br /&gt;
-Mamo co robisz? - Sylwek zaciekawiony stał i patrzył na kuper matki wystający zza otwartych drzwiczek szafki.&lt;br /&gt;
Jeb! Impet z jakim przyfasoliła od spodu w zlew kuchenny przewrócił w nim stojące szklanki po kolacji z chłopakami i narobił łomotu jakby się miała zaraz żenić. Wystraszyła się.&lt;br /&gt;
-Nic dziecko, szukam - wyjaśniła krótko z łomoczącym sercem w piersi - dlaczego ty jeszcze nie śpisz? Znów garderobiany potwór wylazł z szafy czy siusiu? - dopytywała z głębi podzlewowej syna, który dygocąc nieco z zimna, stał boso w samej pidżamie na kuchennej marmurowej podłodze.&lt;br /&gt;
-Nieee - wyjaśnił leniwie - szuranie mnie zbudziło. Myślałem, że to myszy.&lt;br /&gt;
-Szuranie? - Hanka wychyliła głowę zza drzwiczek - Aaaa! Ojej! Obudziłam Cię?&lt;br /&gt;
-No.&lt;br /&gt;
-Dlaczego ty nie masz kapci na nogach? Do łóżka marsz! - zaordynowała i wskazała palcem kierunek w którym powinien się udać Sylwek.&lt;br /&gt;
-A co ty tam szukasz w tym koszu?&lt;br /&gt;
-Nic. Zgubiłam coś.&lt;br /&gt;
-A nie możesz tego poszukać rano? Nie znam się na zegarku jeszcze ale jest chyba już bardzo późno wiesz? - oświecił matkę i uśmiechnął się.&lt;br /&gt;
-Ta? Co ty nie powiesz gnojku. Do łóżka marsz! - załapała syna za ramię i zaprowadziła do pokoju - Jest po drugiej a ty jutro idziesz do przedszkola - wyjaśniał zakrywając go kołdrą i całując w czoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróciła do kuchni.&lt;br /&gt;
W rozgrzebanym po brzegi kuble na śmieci dostrzegła skrawek swojego celu poszukiwań. I oto nastała wiekuista światłość, rozpromieniły się wszelkie myśli Hanki i głosy anielskie zabrzmiały na całą kuchnię, a przynajmniej w Hanki głowie, bo oto dostrzegła w kuble pudełko fajek. Pudełko, które jeszcze dwa dni wcześniej cisnęła z impetem do kosza, czyniąc tym samym mocne postanowienie poprawy, zrzekłszy się brzemienia palaczki.&lt;br /&gt;
Stała teraz i patrzyła w śmietnik jak w studnię marzeń lub obraz objawienia. Gęba się jej rozjechała w uśmiechu i nie czekając ani chwili dłużej dopadła do kubła jak wygłodniała żulerka z ulicy.&lt;br /&gt;
-Jestem uratowana - syknęła pod nosem łapczywie wydobywając z kosza pudełko fajek - Oj kurwa. Pogniecione - zmartwiła się - ale może fajki nie ucierpiały - promień nadziei rozświetlił jej lica.&lt;br /&gt;
-Kurwa! - syknęła - jednak zgniecione - wyciągnęła zwłoki dwóch papierosów z pudełka.&lt;br /&gt;
Jeden pęknięty był wzdłuż na skutek miażdżącej siły hankowej dłoni, a od drugiego odpadł filtr zabierając ze sobą spory kawałek bibułki utrzymującej tytoń w miejscu. Więcej fajek nie było.&lt;br /&gt;
-Nic to, alleluja, nie takie się paliło w szkole. Zaraz was zreanimuję - wypaliła żartobliwie do papierosów,&amp;nbsp; które delikatnie położyła na kuchennym stole.&lt;br /&gt;
-Choć cholera bez filtra to jak Popularne albo Radomskie. Matko stare niedobre czasy - skrzywiła się na samą myśl palenia fajek bez filtra. - Dobra, trudno - zaryzykowała - jak nie zajaram to nie zasnę.&lt;br /&gt;
Próbowała przez chwilę wcisnąć nieco więcej tytoniu z jednej fajki do drugiej czyniąc tym samym coś w rodzaju składaka papierosowego, ale niestety obie fajki wyzionęły w jednej chwili ducha rozpadając się całkowicie. Tytoń rozsypał się po stole.&lt;br /&gt;
-Fak! - zaklęła - no i co ja teraz zrobię - zamyśliła się i wysunęła szufladę, w której zwykle chowała swoje kuchenne szpargały z zeszytem z przepisami włącznie.&lt;br /&gt;
Wyrwała z niego jedną kartkę i usypała na niej pospiesznie ścieżkę z zebranego ze stołu tytoniu.&lt;br /&gt;
-Będzie jak w szkole ale trudno.&lt;br /&gt;
Oderwała nadmiar papieru i skręciła szluga jak zawodowiec oblizując końcówkę papieru by się jakoś skleiła z resztą papieru. Zakręciła końce jak cukierek i odpaliła zapalniczkę, którą podłożywszy pod koniec szluga roznieciła mały płomień na końcu zawiniątka.&lt;br /&gt;
Zwęglający się papier wysłał w powietrze dymek o zapachu spalenizny a żarzące się kawałki tytoniu zaczynały pachnieć papierosem.&lt;br /&gt;
-Mmmm - zaciągnęła się i po chwili głośno zakaszlała - Maaaaatko jaka ohyda - skrzywiła się odstawiając fajkę od ust - smakuje jak bym słomę paliła. Z czego się teraz kurwa papier robi? - zamyśliła się patrząc badawczo na kawałek papieru.&lt;br /&gt;
-Dobra. Kobieto, kij z tym. Walić to. Mniam mniam blee - uśmiechnęła się&amp;nbsp; i znów pociągnęła dymka - zjaram do połowy a jutro kupię kolejną paczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-3653702550938634512?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/A6kqM6J0r_m8f3sW4TI2v_r16d4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/A6kqM6J0r_m8f3sW4TI2v_r16d4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/A6kqM6J0r_m8f3sW4TI2v_r16d4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/A6kqM6J0r_m8f3sW4TI2v_r16d4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/rAyenNkDfjk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/3653702550938634512/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-dziewiaty-hanka-rzuca-1.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/3653702550938634512?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/3653702550938634512?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/rAyenNkDfjk/osiemdziesiaty-dziewiaty-hanka-rzuca-1.html" title="Osiemdziesiąty dziewiąty. Hanka rzuca 1." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-dziewiaty-hanka-rzuca-1.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkEFR309eSp7ImA9WhRQEkw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-7197289047556421885</id><published>2011-12-06T23:23:00.001+01:00</published><updated>2011-12-07T00:36:56.361+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-07T00:36:56.361+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="rower" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="ZEN" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="piasek" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kamienie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="szlafrok" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Japonia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="grabki" /><title>Osiemdziesiąty ósmy. ZEN vs. Hanka</title><content type="html">&lt;div class="Ksika"&gt;
-Na co ona mnie znów namówiła. Kurwa, będę cały wieczór grzebać
w piachu. Co to ja grabarz jestem, czy jakaś grabarzowa? Cholera nawet nie wiem
jak się nazywa po polsku żona grabarza. Choć&amp;nbsp;to oni taki zawód mają, że
kij ich wie, może to flaszka a może łopata. Czy teraz przypadkiem grobów nie
kopie się jaką minikoparką rodem z firmy CAT albo jakiejś Husquarny? Zresztą
nie wiem. Ostatni raz grzebałam w piachu jak mi chomik zdechł. Byłam wtedy
dziewczynką. Mniejszą niż wtedy kiedy nawalałam chłopaków. Cholera, zabiłam
tego chomika. Teraz z perspektywy czasu wydaje mi się to absurdalne, że można
zabić chomika hulahop. Serio, dzisiaj pomyślałabym, że to jakieś brednie, a ja
przecież zaciukałam zwierza. Ale to kurde przypadek był, że na niego akurat
spadło. Dostał w łeb i zasnął na wieki. Musiałam go pogrzebać, a że łopatki
swojej nie miałam to mi matka z balkonu naszego domku łyżkę do zupy rzuciła.
Pamiętam, że miałam ziemię pod pazurami później przez kilka dni. Doszorować
mnie matka nie mogła a chłopacy w szkole śmiali się, że jestem biedna i wyrywam
korzenie, żeby jeść. Matko! Jakie to popierdolone czasy były. Miałam strupy na
kolanach, bo później mnie mój świętej pamięci ojciec na rowerze chciał nauczyć
jeździć. A że chomika już nie miałam to ojciec i rower jakiś mi tam wynalazł.
Taka kurwa drezyna, że wstyd na niego było wsiadać, a kolana przy nauce
równowagi pozdzierałam jakbym co najmniej roczną pokutę na grochu odklęczała
u&amp;nbsp;proboszcza na parafii. No właśnie ten nasz proboszcz kurde jakiś w
dodatku dziwny był. Klepał&amp;nbsp;dzieci po głowie. Zawsze musiał mi swoje grube
paluchy położyć na świeżo umytych włosach, które matka pieczołowicie w pocie
czoła niedzielnym porankiem, grzebieniem mi czesała wyrywając kołtuny
straszliwe. Miałam kurwa taki hełmofon na czaszce, że na wojnę mogłam bez hełmu
iść albo się z bykami na rogi brać. Kurwa, brylantyna była w modzie. No a teraz
modne są te jak im tam, no&amp;nbsp;iwenty i dżamprezy. Boże ja taka nie na czasie
jestem przez to siedzenie w biurze całymi dniami. Jeszcze teraz taka pora, że
wstaję rano i kurwa noc, wracam z pracy i znów kurwa noc, no normalnie nie wiem
kiedy słońce zdąża przelecieć ten nieboskłon. Nawet nie mam ochoty, żeby mnie
Karol przelatywał, bo taka styrana jestem wieczorem, że jak już wpadnę do domu
i wyściskam się z&amp;nbsp;Sylwkiem i pogonię Antka do lekcji to już mi sił nie
starcza na wyganianie Konrada do domu, nie&amp;nbsp;mówiąc o figlach z Karolem. No
i później rano mijam się w korytarzu z Konradem jak wychodzi z&amp;nbsp;łazienki z
porannym, młodzieńczym wzwodem i biegnie do łóżka Michała, a ten chrapie jak
jego ojciec. Ja nie wiem jak Konrad to wytrzymuje, ale ja bym mu gębę
zakneblowała skarpetami. No, ale&amp;nbsp;co ja mogę. No i jak już legnę taka
zjebana po całym dniu koło Karola w łóżku, to on już wie, że&amp;nbsp;ja&amp;nbsp;zmęczona
jestem i właściwie fajnie było by się pobzykać, ale leżała bym jak gumowa lalka
z&amp;nbsp;rozdziawioną gębą do laski, rękami zgiętymi w pół z zaciśniętymi na
niewidzialnym kutasie rękami i&amp;nbsp;nogami rozłożonymi na za dziesięć druga jak
ręce na kierownicy na nauce jazdy. No jaki pożytek z&amp;nbsp;takiej lali. A ja to
lubię się porządnie zabawić i czerpać z tego przyjemność po maksie. No właśnie
kurde a przyjemnie mi się tak leży też koło Karola i jak wącham jego lekko
spocone pachy wtulona w&amp;nbsp;jego ramię. Kurde zawsze mam wtedy mokro, no taki
samiec to na mnie działa. I czasem się zastanawiam, że on w ogóle chce być ze
mną, że ja ostatnio taka nijaka i niedostępna jestem jak&amp;nbsp;abonentka poza
zasięgiem. Kurcze a w dodatku Marta, no pipa dzwoni do mnie ostatnio z&amp;nbsp;propozycją,
żebym poszła na jakiś zen. A ja w ogóle nie czaję o co jej chodzi. Pomyślałam,
że&amp;nbsp;to&amp;nbsp;może jakiś nowy sport albo coś, a ona do mnie, że to sztuka
relaksacji i takie tam pierdy, że&amp;nbsp;mi&amp;nbsp;się przyda, że się rozluźnię -
nie wiem jak można bardziej, jak i tak po porodzie trzech kloców wagi cztery
sto cud, że moja cipka się jeszcze zaciska - no to jak można być luźniejszą?
Chyba, że&amp;nbsp;mówiła o odprężeniu, to ja nie wiem, jakoś się chyba skupić bym
nie mogła. No ale ona, że&amp;nbsp;tam&amp;nbsp;mantra jest, masaże, jakaś muzyka,
malowanie i takie tam pierdy. Zadzwoniła do mnie, że&amp;nbsp;przyjdzie i
przyniesie mi jakiś kupon na darmową trzy godzinną sesję i żebym sobie
zarezerwowała sobotę, to pójdziemy razem. No to zarezerwowałam i poszłyśmy. Ja
jebię, laska od wejścia do mnie z&amp;nbsp;tacą ciastek wyskoczyła, no to ja bach
dwa i jeszcze dwa do torebki, a ta się tylko uśmiechnęła. Ja&amp;nbsp;to&amp;nbsp;ciastko
jedno do pyska ładuję a tam kurde papier w środku. No ja rozumiem, ale kurde
nie sądziłam, że w Japonii jedzą ciasto z papierem. Dopiero później mi moja
oświecona siostra powiedziała, że tam była wróżba. No se myślę - spryciarze z
tych kitajców - oszczędzają na wróżkach. Przynajmniej nie siedzi Ci taka przed
twarzą i nie smędzi głupot, że coś jej się tam w kuli ukazało, a&amp;nbsp;później
że to tylko fragment jej szminki, którą niechcący wypluła w czasie mowy
soczystej wprost na szklaną kulę. No ale poszłyśmy. Ja to w ogóle nie tutejsza
jestem jeśli chodzi o kulturę inszą, niż&amp;nbsp;europejska, bo w Azji nigdy nie
byłam a i nie interesowało mnie zbytnio co tam się dzieje. No&amp;nbsp;ale&amp;nbsp;laska
w szlafroku zapiętym po kokardkę zaprowadziła nas do oddzielnych pokoi obok
siebie i&amp;nbsp;kazała się rozebrać i przebrać w podobne szlafroki co ona.
Jeeeezusiu kochany, nigdy nie sądziłam, że zawinięcie prześcieradła wokół
siebie będzie graniczyło dla mnie ze sztuką cyrkową. Ile ja się kurwa
nawywijałam i namachałam łapami, żeby w ten materiał zawinąć. No ale się udało.
Stałam jak&amp;nbsp;ta pinda i czekałam. Laska w szlafroku jak mnie zobaczyła to
zaczęła chichrać, że źle, że&amp;nbsp;potrzebuję rąk do grabienia i malowania, a
poza tym, nie mam jak usiąść, bo mnie materiał ogranicza. No kurde, owinęłam
się jak larwa i stałam w tym kokonie czekając na rozkazy a tu masz ci los no.
Ale pomogła mi się wykutać z tego zawiniątka i w końcu klapnęłam o własnych
siłach na&amp;nbsp;poduszce położonej na samym środku maluteńkiego pokoiku. Serio,
człowiek z klaustrofobią to by se tam włosy w dredy przerobił z przerażenia
albo pozbawił się wziął oczu, żeby nie widzieć. No, ale&amp;nbsp;laska coś tam
poklikała i nagle rozległa się muzyczka. A właściwie szum, jakby ktoś trawę
szlauchem podlewał - tak mi się od razu skojarzyło, no i niechybnie mój sąsiad
od razu mi przed oczami stanął jak podlewa swój zielony trawniczek, na który
jego pies oddaje tony bobków. No a ten, żeby choć przystojny był, a to kurde
takie sadło spasione, wylezie to to na tą zieleninę w samych szortach z lat
pięćdziesiątych i świeci golizną i swoimi chudymi nogami, które ledwo utrzymują
jego wielki brzuch. Kurde postrach ulicy normalnie, a do tego granatowe
skarpetki podciągnięte pod kolana i klapki Kubota. No bajka dla chcących pozbyć
się chcicy na seks. No ale muzyczka, to znaczy ten szum niesie się a ja zamykam
oczy i odpływa, a lachon do mnie, że nie nie, nie zasypiamy i wręcza mi
drewniane kurde grabie. Se myślę - kurwa co jest? Mam się pobawić w
ogrodniczkę? No a ona, że&amp;nbsp;tu&amp;nbsp;jest piasek i żebym wsłuchując się w
dźwięki, rytmicznie rysowała grabkami wzory na piasku, a&amp;nbsp;na każdym
zakręcie jaki zrobię, żebym kładła czarny lub biały kamień. No to patrzę, a
obok sterta kamieni - przygotowana na wypadek chęci ukamienowania mnie w razie,
gdybym nie wykonała polecenia i zasnęła od tego szumu. Myślę - no dobra laska,
zrobię jak zechcesz. Że to niby odpręża i&amp;nbsp;uspokaja. Siedziałam jak ten
jełop i szurałam grabiami po piachu, a myśli same mi się do łba cisnęły jak
oszalałe. Że zaraz zasnę, więc musiałam się skupić na "niezaśnięciu",
jak już się skupiłam na samym grabieniu, to nagle mi w brzuchu z głodu zaczęło
burczeć, bo śniadania oczywiście mi moja kochana siostra nie pozwoliła zjeść,
bo na ZEeeeN trzeba być oczyszczonym. Sraty taty, kloca bym postawiła i po
sprawie. No ale żołądek się odezwał to mnie rozpraszał swoim buczeniem. No ale
chwilę później zgrał się w jedno z tym szumem z głośników, więc było luzacko.
Jebnęłam biały kamień na rogu w zakolu wzorku na piasku i grabiłam dalej, ale
oczywiście nie, nie mogłam siedzieć spokojnie, bo mi ten kamień nagle
niesymetrycznie wyglądał i się nie komponował, no więc nie wiedziałam, czy mogę
go usunąć. A jak przyjdzie ten Lachon i mnie zaciuka innym kamieniem ze&amp;nbsp;sterty
za to, że odważyłam się zabrać kamień z piasku po tym jak go tam cisnęłam? No i
rozkminka nad tym jak by to wyglądało gdyby mi łeb albo twarz przemodelowała
otoczakiem. Ale ostatecznie doszłam do wniosku, że dla świętego spokoju
lachona, zostawię ten przybytek natury w miejscu, gdzie&amp;nbsp;legł za moją
sprawczą mocą. Nagle szum zmienił się w pluskanie, no to mi do głowy wakacje
z&amp;nbsp;Dawidem i Martą się przypomniały, to zaczęłam się chichrać jak powalona.
Na co kurde nagle łomot w ścianę - Ciszej tam! - no to się kurwa odprężę jak mi
tu nawet na śmiech nie pozwalają. Patrzę na tą&amp;nbsp;ścianę a ona z drewna i
papieru. Jeszcze chwila i sąsiad zza ściany zrobiłby dziurę no i&amp;nbsp;po&amp;nbsp;intymności
wspomnienie. A pluskanie coraz silniejsze w głośnikach, jakby deszcz albo
wodospad. Siedzę, drobię ten piach, rzucam kamieniami, szum mi szumi w uszach a
w nerkach rewolucja. Jak&amp;nbsp;bym się nie skontrolowała, to zlałabym się pod
siebie albo do tego piachu jak Pusia w&amp;nbsp;multimedialny żwirek, ale nie
siedziałam twardo. Trwało to może kilka minut, ale nie wytrzymałam - Kurwa!
Zaraz się zleje przez ten szum wody, jak można się przy tym skupić -
wywrzeszczałam i&amp;nbsp;opuściłam pokój. Lachon popatrzyła na mnie. Zrobiłam się
purpurowa ze złości i nawrzeszczałam na siostrę, że mi jakieś chińskie terapie
wciska, kiedy ja potrzebuję spokoju ducha. No i właśnie tak wylądowałam u pana,
panie doktorze. A miało być tak cudownie.

&lt;/div&gt;
&lt;div class="Ksika"&gt;
-Pani Hanno czy chciałaby pani dodać do tej opowieści coś
jeszcze? - szpakowaty doktor w wieku około pięćdziesiątki popatrzył na Hankę
znad okularów pytająco.&lt;/div&gt;
&lt;div class="Ksika"&gt;
-Nie. Chyba nie.&lt;/div&gt;
&lt;div class="Ksika"&gt;
-Tak więc zaczniemy od tego, że ma pani okresowy zespół napięcia
emocjonalnego wywołany stresem w pracy - wypalił wstępną diagnozą.&lt;/div&gt;
&lt;div class="Ksika"&gt;
-A po ludzku? - niecierpliwiła się Hanka, patrząc na psychologa
jak na zjawisko pogodowe.&lt;/div&gt;
&lt;div class="Ksika"&gt;
-Brakuje pani urlopu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-7197289047556421885?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/tO6B074dSfnORn89VFPnSCSIRqo/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/tO6B074dSfnORn89VFPnSCSIRqo/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/tO6B074dSfnORn89VFPnSCSIRqo/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/tO6B074dSfnORn89VFPnSCSIRqo/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/Q4ZVAfj117c" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/7197289047556421885/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-osmy-zen-vs-hanka.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/7197289047556421885?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/7197289047556421885?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/Q4ZVAfj117c/osiemdziesiaty-osmy-zen-vs-hanka.html" title="Osiemdziesiąty ósmy. ZEN vs. Hanka" /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-osmy-zen-vs-hanka.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkADQHc_fSp7ImA9WhRRGEs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-2995021344879637166</id><published>2011-12-02T21:11:00.001+01:00</published><updated>2011-12-02T22:19:31.945+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-02T22:19:31.945+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="groby" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="znicze" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wszystkich świętych" /><title>Osiemdziesiąty siódmy. Hanka i wszystkich świętych.</title><content type="html">-Haniu to co, widzimy się u Ciebie za około godzinę - głos w słuchawce brzmiał jeszcze chwilę.&lt;br /&gt;
-Dobrze mamo, czekam na Ciebie, a teraz dzwonię do Marty, bo też ma przyjechać, ale nie wiem o której.&lt;br /&gt;
-No to pa córeczko!&lt;br /&gt;
-Pa!&lt;br /&gt;
Odłożyła telefon na stół i podreptała do pokoju Michała.&lt;br /&gt;
-Słuchaj, jedziesz z nami na cmentarz czy wolisz popilnować braci? - zapytała.&lt;br /&gt;
-Mamoooo muszę?&lt;br /&gt;
-No dałam ci wybór młody człowieku.&lt;br /&gt;
-A Konrad?&lt;br /&gt;
-A nie możesz choć jeden dzień się z nim nie widzieć? Jak kocha to zrozumie - uśmiechnęła się do syna.&lt;br /&gt;
-Kochać kocha, ale nie wiem czy zrozumie. A czy nie mógłby przyjechać do mnie, to razem byśmy popilnowali Sylwka - wypalił do matki.&lt;br /&gt;
-Już ja wiem jak by wyglądało to wasze pilnowanie. Antek siedział by z głową w szafce ze słodyczami a Sylwek hipnotyzowałby się durnymi kreskówkami lub grą komputerową. A wy, a wy znów figo fago. Że tez musiałeś odziedziczyć chuć po ojcu. Eh - westchnęła - dobra, wiesz co zabiorę chłopaków, a ty dzwoń do Konrada.&lt;br /&gt;
-Dzięki! Jesteś najukochańsza pod słońcem - zerwał się na równe nogi i pocałował ją w policzek.&lt;br /&gt;
-Wiem, w końcu jestem TWOJĄ matką - zamknęła drzwi.&lt;br /&gt;
Przeszła do pokoju Sylwka, w którym aktualnie przebywał też Antek - grali w jakąś piracką grę kłócąc się co chwila o to kto ma pierwszeństwo ruchu.&lt;br /&gt;
-Chłopaki ubierać się! Ale to już, jedziemy na cmentarz z babcią i ciocią Martą - zaordynowała.&lt;br /&gt;
-Jej! A będę mógł się pobawić woskiem? - zapytał Antek.&lt;br /&gt;
-Jasne - zgodziła się Hanka - jak chcesz to zrobię z Ciebie żywą figurę woskową - zażartowała i wyciągnęła Sylwkowi z szafy granatowy sweter w białe romby - masz dziecko, załóż to na siebie, bo jest chłodno, a ty zmień spodnie - zwróciła się do Antka, popatrzyła jeszcze chwilę - albo wiesz co, nie, nie zmieniaj.&lt;br /&gt;
-Dlaczego?&lt;br /&gt;
-A chcesz się bawić woskiem?&lt;br /&gt;
-A czy ja też mogę? - zapytał Sylwek?&lt;br /&gt;
-Tak, jasne może obaj w ogóle stańcie w płomieniach. Będziemy na cmentarzu, więc generalnie pół problemu mniej. Zakopię wasze zwęglone zwłoki gdzieś pod sosną koło dziadka grobu i po kłopocie - zażartowała znowu i ruszyła dzwonić do Marty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dobra będę za pół godziny. Mam zgarnąć mamę po drodze?&lt;br /&gt;
-A zdążysz? Ona ma być u mnie za godzinę.&lt;br /&gt;
-To ją zgarnę, bo na pewno kupiła zniczy jak w zeszłym roku. Pamiętasz?&lt;br /&gt;
-Taaa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko za Konradem zamknęły się drzwi od Michała pokoju, do drzwi znów ktoś zadzwonił. Po chwili w korytarzu pojawiła się Marta z dwoma reklamówkami obijających się o siebie zniczy, a tuż za nią szła Bożena równie obładowana.&lt;br /&gt;
-A po cholerę wy to taszczycie do mnie? - Hanka zaskoczona patrzyła na siostrę i matkę.&lt;br /&gt;
-Pojedziemy Twoim samochodem, bo się inaczej nie zmieścimy - wyjaśniła Marta.&lt;br /&gt;
-No dobra. zabieramy chłopaków, bo Michał siedzi w domu z Konradem.&lt;br /&gt;
-O no to świetnie, w końcu młodzi pobędą sobie sami a my zajmiemy się chwilę gnojami - ucieszyła się Bożena i zamknęła za sobą drzwi. Rzuciła na podłogę korytarzy tobołki pełne kwiatów i zniczy po czym skierowała się szybko do pokoju Michała.&lt;br /&gt;
-Cześć chłopaki! Nie przeszkadzam? - zapytała nie pukając wcześniej. Młodzi odskoczyli od siebie jak poparzeni.&lt;br /&gt;
-Yyyy cześć babciu - zmieszany Michał podniósł się z łóżka.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry pani - jeszcze bardziej zmieszany Konrad przywitał się.&lt;br /&gt;
-Oj przestańcie się już czerwienić. Chodź daj pyska, bo dawno Cię nie widziałam - zwróciła się do Michała. Młody podszedł do niej i ucałował w policzek kiedy ta szepnęła mu na ucho:&lt;br /&gt;
-Pamiętaj, żeby nie być zbyt łatwym. A tu masz - ukradkiem wyciągnęła do Michała rękę z zawiniątkiem,w&amp;nbsp; którym znajdowała się złożona jak origami stówa - wyjdźcie gdzieś do kina albo teatru, nie ma co się kisić w chacie - uśmiechnęła się i wcisnęła młodemu origami do ręki.&lt;br /&gt;
-Ale nie trzeba.. - zmieszał się Michał.&lt;br /&gt;
-Bierz gnoju jak babcia daje.&lt;br /&gt;
-Ok - uśmiechnął się - dziękuję.&lt;br /&gt;
Bożena skinęła głową do Konrada na znak pożegnania i zamknęła drzwi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Fajną masz babcię, i mamę, i w ogóle fajną masz rodzinę - Konrad nieco zaskoczony sytuacją wyszeptał do Michała.&lt;br /&gt;
-Ta, no cóż nie wybierałem sobie. Idziemy do kina później?&lt;br /&gt;
-Z Tobą zawsze - uśmiechnął się i przytulił Michała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Mamo! Zamierzasz postawić znicz na każdym grobie na cmentarzu? - Hanka patrząc na zaopatrzenie w znicze, jakie Bożena przytargała wraz z Martą, zapytała matkę.&lt;br /&gt;
-Nie, dlaczego?&lt;br /&gt;
-No zobacz, no - zwróciła się do Marty - ona jest nieprzytomna! Nakupowałaś zniczy jak na dwa cmentarze - zwróciła się do matki.&lt;br /&gt;
-Oj tam, przynajmniej będzie ładnie oświetlony - machnęła ręką Bożena.&lt;br /&gt;
-Tia, jeśli po odpaleniu wszystkich na raz nie będzie naszego grobu widać z kosmosu, to zapewne posłuży marynarzom lub pilotom za punkt nawigacyjny. Co to kurwa ma być? Światełko do nieba czy co? - podniosła reklamówkę ze szklanymi zniczami w kolorach tęczy i przewróciła oczami na znak niedowierzania.&lt;br /&gt;
-Kochana, zmarłym trzeba oświetlać drogę w zaświatach - wyjaśniła matka.&lt;br /&gt;
-Taką ilością rozświetlisz drogę nawet ślepemu - zaśmiała się Hanka i spojrzała na siostrę, która purpurowa ze śmiechu trzęsła się kuchni.&lt;br /&gt;
-Się tam nie chichraj stara tylko bierz gnoje za bety i do samochodu - zarządziła Hanka i wcisnęła na nogi czerwone szpilki na grubym obcasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tego dnia była typowo jesienna, mokre powietrze muskało policzki powodując, że stawały się czerwone od chłodu w kilka sekund. Niebo spowite było grubą warstwą szarych chmur a wiatr lekko strącał ostatnie liście z drzew, które nie wiadomo dlaczego, w takie dni jak ten, wydawały się straszyć swoją golizną.&lt;br /&gt;
-Jedziemy najpierw do ciotki? - upewniła się Hanka siedząca za kierownicą swojego BMW wciśnięta w czerwony welurowy płaszcz z wielkim kapturem. Wyglądała jak dorosła wersja czerwonego kapturka, albo jak czerwony kapturek z ciężkich pornosów.&lt;br /&gt;
-No chyba najlepiej będzie - Bożena po chwili zastanowienia się odpowiedziała niepewnie - bo do ojca pojedziemy na sam koniec.&lt;br /&gt;
-No dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysiadły wszystkie prawie jednocześnie jak trzy damy. Czerwony, niebieski i biały. Ich płaszcze z daleka wyglądały jak poszarpana flaga Francji na tle ponurego nieba. Tuż za białym płaszczem kręciły się dwa dzieciaki - Sylwek i Antek.&lt;br /&gt;
-Daj poniosę coś - wyrwała Marcie reklamówkę z ręki - Boże Bożena coś ty nakupowała - Hanka wciąż nie mgła wyjść z podziwu dla zaradności matki.&lt;br /&gt;
-Patrzcie ile ludzi - Marta skinęła głową w stronę bramy cmentarnej.&lt;br /&gt;
Cmentarz był ogromny, przynajmniej takie sprawiał wrażenie na Hance i Marcie, kiedy były smarkulami w wieku Sylwka. Później już nigdy się nie zastanawiały nad jego gabarytami i pojemnością dla pomieszczenia trupów. Zawsze kiedy na niego przychodziły intuicyjnie obierały azymut i gnały co sił w nogach ścigając się, która dotrze na grób pierwsza. Siadały na ławeczce cudem wciśniętą przy pomniku grobu ciotki i gadały, gapiły się na znicze, na ludzi i na chłopaków, których co rusz oceniały. Zastanawiały się też dlaczego groby na tym cmentarzu są poustawiane tak gęsto.&lt;br /&gt;
Ścieżki między pomnikami wyglądały jak miniautostrady wydeptane przez malutkie nóżki krasnoludków, które w mniemaniu dziewczynek musiały mieszkać gdzieś niedaleko, skoro łażą po cmentarzu wydeptując ścieżki między grobami.&lt;br /&gt;
W rzeczywistości doskonale wiedziały, że same wielokrotnie przyczyniły się do powstania wąskich pasm przecinających cmentarz we wszystkie strony, kiedy stawiały noga przed nogą idąc gęsiego, tak samo jak każdy inny odwiedzający to miejsce.&lt;br /&gt;
-Kuźwa! - wysapała Bożena - jestem na tym cmentarzu kilka razy w roku. Przez te ścieżki powinnam chodzić jak modelka, kurwa, a ja sobie zaraz nogi tu połamię - chwiała się z prawa na lewo trzymając uniesione do góry dwie siaty ze zniczami, aby przypadkiem nie uderzyć nimi o któryś z mijanych przez siebie pomników.&lt;br /&gt;
-Mamo, my wszystkie powinnyśmy chodzić tu jak modelki - zaśmiała się Marta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dotarły w końcu do upragnionego pomnika, gdzie faktycznie cudem wciśnięta między groby ławka, zajęta była właśnie przez syna i synową ciotki, która wąchała kwiatki od spodu. Tuż obok stał wdowiec i jego nowy nabytek żeński pod postacią pomarszczonej Blondyny z włosami, które fryzurą zatrzymały się w latach sześćdziesiątych. Miała na sobie wypłowiały brązowy płaszcz i zielone pantofle z poprzedniej epoki.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry - Hanka przywitała się z wujostwem - cześć Tomek, cześć Aniu - zwróciła się do kuzyna i jego żony - siema stara - podała rękę Blondynie, do której nie kryła niechęci.&lt;br /&gt;
-O! Świetnie, że jesteście - Tomek ucieszył się na widok znajomych twarzy, najwidoczniej znudzony już mocno towarzystwem swojej macochy i "nicniemowiącego" ojca - przejmiecie wartę - wyjaśnił.&lt;br /&gt;
-Wartę? - zaskoczona Hanka parsknęła głośno - a co Ciotka wychodzi z grobu i trzeba ją przypilnować, żeby nie ruszała się z miejsca? - zażartowała sobie.&lt;br /&gt;
-Tak, w razie gdyby wystawiała swoją nadgnitą głowę walnij ją łopatą - podchwycił żart Tomek ku niezadowoleniu Blondyny.&lt;br /&gt;
-Nie mów tak o swojej matce Tomciu - obruszyła się.&lt;br /&gt;
-Przestań, na żartach się nie znasz? - Henryk strofował Blondynę.&lt;br /&gt;
-Pozwólcie, że postawię cioci jakieś znicze - Marta wyciągnęła zza pleców torbę ze szklanymi świecidłami i zaczęła przeglądać zapasy - może być niebieski? Może.&lt;br /&gt;
Zapaliła znicz i postawiła na pomniku.&lt;br /&gt;
-Martusia, przesuń go bardziej w lewo, na tą podstawkę, żeby się pomnik nie zachlapał, no i będzie symetrycznie - poleciła Blondyna.&lt;br /&gt;
-Yyy, a jak ma się niby zachlapać jak świeczka jest w szkle? - zdziwiona zapytała.&lt;br /&gt;
-No wiesz, jak wiatr zawieje to się wosk wyleje. Ale przesuń go chociaż, żeby było symetrycznie.&lt;br /&gt;
-Przepraszam a czy ja tu mozaikę ze zniczy uskuteczniam czy przyszłam poświecić ciotce w drodze w zaświatach?&lt;br /&gt;
Blondyna zamknęła się na dobre.&lt;br /&gt;
Tomek z Anką pożegnali się z ojcem i dziewczynami, potarmosili chłopców po włosach i poszli dalej krokiem modelek w głąb cmentarza.&lt;br /&gt;
Antek z Sylwkiem przelewali nad pomnikiem wosk ze zniczy chlapiąc nim na granitową płytę ku niezadowoleniu Henryka i Blondyny, którzy w końcu nie chcąc wywoływać wojny rodzinnej usunęli się z cmentarza pożegnawszy się czule.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Mamo, mamo, zobacz zrobiłem młotek do plasteliny - Sylwek piskliwym głosem zwrócił na siebie uwagę Hanki, która pobladła momentalnie patrząc na dzieło swojego syna.&lt;br /&gt;
Siedział tyłkiem na granitowej płycie grobu trzymając w rękach woskową podobiznę siusiaka, a właściwie kutasa w zwodzie.&lt;br /&gt;
-Matko moja i wszyscy święci - zawyła Hanka patrząc z przerażeniem na Bożenę i Martę - dziecko dorgie oszaleję zaraz przez Ciebie!&lt;br /&gt;
-Oj no przestań! - Bożena ją uspokajała - Niech się bawi, w końcu to tylko siusiak.&lt;br /&gt;
-Mamo, na cmentarzu?&lt;br /&gt;
-Lepiej, że na cmentarzu a nie w kościele - zachichotała Marta.&lt;br /&gt;
-Sylwek, ulep coś innego proszę a nie takie brzydkie rzeczy tak?&lt;br /&gt;
-No dobrze, a może być psia kupa?&lt;br /&gt;
Wszystkie na raz parsknęły śmiechem.&lt;br /&gt;
-Gupku! Odlej sobie pięść z wosku - polecił bratu Antek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-2995021344879637166?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/3eZ97WsSEHc3XLKvO7SUbqyCf-g/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/3eZ97WsSEHc3XLKvO7SUbqyCf-g/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/3eZ97WsSEHc3XLKvO7SUbqyCf-g/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/3eZ97WsSEHc3XLKvO7SUbqyCf-g/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/MHZikW3cuvw" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/2995021344879637166/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-siodmy-hanka-i.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2995021344879637166?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2995021344879637166?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/MHZikW3cuvw/osiemdziesiaty-siodmy-hanka-i.html" title="Osiemdziesiąty siódmy. Hanka i wszystkich świętych." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-siodmy-hanka-i.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;D0QASHc6eyp7ImA9WhRRF0g.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-6950219619487285699</id><published>2011-12-01T15:37:00.001+01:00</published><updated>2011-12-01T17:02:29.913+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-01T17:02:29.913+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kurczak" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kiełbasa" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wołowina" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="indyk" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="złość" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="mięso" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="zakupy" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="mielone" /><title>Osiemdziesiąty szósty. Pupil 4. "Nie dla psa kiełbasa"</title><content type="html">&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="mso-hyphenate: none;"&gt;
&lt;/div&gt;
Stałem przy ladzie ze świeżym mięsem rozglądając się za co ciekawszymi
kąskami dla naszej małej rodzinki.&lt;br /&gt;
Udziec wołowy raz, mięso mielone kilogram raz, steki wołowe sztuk 6 raz. Lądowały po
kolei w moim koszyku.&lt;br /&gt;
-Może wezmę udka na wagę - pomyślałem szybko i ustawiłem
się w kolejce.&lt;br /&gt;
-Dwa kilogramy udek z kurczaka poproszę, do tego dwa kilogramy piersi z
kurczaka i dwa całe kurczaki - wyrecytowałem pani za ladą.&lt;br /&gt;
-Czy coś jeszcze? - zapytała podając mi zapakowane w folię kurczaki.&lt;br /&gt;
-Wie pani co, może ze&amp;nbsp; cztery kilogramy tych kości wołowych z mięsem, dwa kilogramy żeberek i tą całą pierś z indyka - zamyśliłem się - albo nie! Zamiast piersi indyka wezmę całego indyka - uśmiechnąłem się po czym zacząłem szamotać się z kieszenią kurtki w poszukiwaniu telefonu, który właśnie w tej chwili postanowił roztrąbić się na pół sklepu melodyjką rodem z Fasolek.&lt;br /&gt;
-Szlag by to, gdzie ja wsadziłem ten telefon - burknąłem pod nosem - Halo? Haaaalo? - nasłuchiwałem. Po drugiej stronie konwersacji Dawid wyraźnie coś robił, ale był tak tym zajęty, że nie dał rady wydusić do mnie słowa. Czekałem.&lt;br /&gt;
-Haaalo! - warknąłem w słuchawkę. Dalej cisza.&lt;br /&gt;
Ekspedientka zmierzyła mnie wzrokiem jakby pierwszy raz w życiu widziała człowieka z telefonem komórkowym kupującego zapas mięsa na pół roku.&lt;br /&gt;
Ludzie za mną zaczęli nerwowo przeskakiwać z nogi na nogę fukając co chwila pod nosem, patrzyli badawczo na mnie, na moje ubranie, buty, okulary i zegarek dopatrując się w nich być może oznak niepoczytalności a może oznak obfitości bogactwa. Czegokolwiek by się tam nie dopatrywali, nie znaleźli tego. Słuchali mojej niemej konwersacji przez telefon mówiąc do mnie swoimi ślepiami: Idź już stąd buraku, chcemy kupić salceson!"&lt;br /&gt;
Wścibsko wtykali swoje ślepia w wypełniony już prawie po brzegi mój koszyk, szukając inspiracji i pomysłu na to co wrzucić jeszcze do swoich koszy lub czym żywią się inni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze słuchawką przy uchu, w oczekiwaniu aż mój wspaniały mąż postanowi się w końcu odezwać przejechałem koszykiem tuż obok lodówki po brzegi wyładowanej mięsiwem pochodzącym z różnych jak&amp;nbsp; sądziłem miejsc świata. Ot choćby szynki ze Schwarzwaldu, czy Parmeńskiej albo Berlinek, które z Berlinem mają tyle wspólnego co ja z Hiroszimą.&lt;br /&gt;
W końcu odezwał się.&lt;br /&gt;
-Cholera! Ale ja nic nie zrobiłem - odrzekłem w słuchawkę kompletnie zaskoczony tym, że właśnie nawrzeszczał na mnie jakbym co najmniej niechcący wyprał jego białe koszulki z czerwonymi slipami.&lt;br /&gt;
Głos w słuchawce grzmiał.&lt;br /&gt;
-Dobra zadzwoń później, albo nie dzwoń. Niedługo będę w domu - warknąłem i rozłączyłem rozmowę.&lt;br /&gt;
-A może by tak kiełbaski w kawałku - zadumałem się nad krakowską i zwyczajną, które swoim wyglądem przypominały mi, że ostatni posiłek jadłem zdecydowanie za dawno temu. Żołądek kurczył mi się w tempie ekspresowym powodując, że im dłużej tkwiłem w tym sklepie, tym bardziej byłem wkurzony. Do tego ten telefon, że coś niby w chacie się stało. Czyli jednak Draka coś wykombinowała.&lt;br /&gt;
Władowałem do koszyka kiełbasę i pognałem do kas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Trzysta siedemdziesiąt cztery złote i dwanaście groszy - wysapała na koniec przerzucania moich zakupów kasjerka. Miała minę jakby kazano jej codziennie rano zasiadań na drewnianym kołku utrzymującym ją pionie przed kasą na wypadek gdyby zechciała zemdleć z przepracowania. Słyszałem kiedyś, że kasjerkom w hipermarketach nie pozwalano wychodzić do toalety, co wzbudzało oburzenie i pomysłowość pracodawców, którzy kazali im zakładać pieluchomajtki by nie musiały wychodzić na siusiu. Osiem godzin to osiem godzin z rzędu a nie w kawałkach - przypomniałem sobie nagle.&lt;br /&gt;
Na dźwięk "dwanaście groszy" zadudniła mi w głowie piosenka Kazika, w której rozdzielał niebotycznie dużą sumę pomiędzy delikwentów, w których gronie była i Jadzia. Dla Jadzi niech se Jadzia wsadzi - wystękałem pod nosem cicho.&lt;br /&gt;
-Co proszę? - zapytała kasjerka.&lt;br /&gt;
-Nie nic, przypomniała mi się piosenka - uśmiechnąłem się.&lt;br /&gt;
-Jasne, dwanaście groszy - zajarzyła od razu - niech se Jadzia wsadzi, piękne. Ale z grzeczności nie obrażę pana - wypięła cyc bardziej do przodu by uwydatnić kieszonkę białej koszuli na której zapięta była plakietka: "Jadwiga - starszy specjalista obsługi klienta - kasjer".&lt;br /&gt;
Głupio mi się zrobiło natychmiast, ale skąd do cholery mogłem wiedzieć, że końcówka kwoty za zakupy będzie miała cokolwiek wspólnego z babą siedząca na kasie, przy której postanowiłem rozładować swoje potrzeby żywieniowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Świetnie kurwa, będę się teraz tarabanił z tymi torbami na trzecie piętro sam, bo przecież nie mogli zainstalować windy w naszym wspaniałym trzypiętrowym apartamentowcu, bo i po co? Na trzecie piętro można wbiec i zbiec bez zadyszki. A niepełnosprytni i niepełnosprawni? - pomyślałem w duchu - oni to jak za komuny... na ręce i do góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dawid dopadł do mnie aby odciążyć mnie od dźwigania kilogramów spożywki.&lt;br /&gt;
-Daj to misiu. Dlaczego nie powiedziałeś? Zszedłbym na dół Ci pomóc - wymamrotał mi w twarz próbując przy okazji dać całusa.&lt;br /&gt;
-Przecież Ci powiedziałem, że będę niedługo w domu, mogłeś zejść. No nieważne - usiłowałem uniknąć zderzenia z jego głową i ustami. Nie miałem ochoty na mizianie w momencie kiedy mój organizm domaga się polowania na mięso.&lt;br /&gt;
-Daj rozpakuję to, a ty się rozbierz - rozkazał - o kupiłeś dużo mięsa! Mamy jakąś imprezę w planach?&lt;br /&gt;
-Nie! - krzyknąłem z korytarza - kości są dla Draki.&lt;br /&gt;
-Aha i kiełbaska pewnie też? - zapytał.&lt;br /&gt;
-Nie, nie dla pieska kiełbasa tylko dla nas. Dla pieska jest wołowina i indyk oraz udka - popatrzyłem na niego z wyrzutem - piesek musi jeść zdrowo, żeby robić zdrową kupkę - syknąłem.&lt;br /&gt;
-Oj no przesadzasz, nie trzeba było jej kupować od razu udźca wołowego.&lt;br /&gt;
-Pani weterynarz m inne na ten temat zdanie. Jeszcze będzie tak, że będziemy się dzielić pieczonym butem kiedy nasza sunia będzie wpierdalać schabowe - uśmiechnąłem się ironicznie i pocałowałem Dawida w czoło.&lt;br /&gt;
-Oj tam, nie będzie tak źle. Poza tym ona ma swoja suchą karmę...&lt;br /&gt;
-Która się skończyła wczoraj - przerwałem mu - trzeba zamówić większy worek.&lt;br /&gt;
-To są większe?&lt;br /&gt;
-Tak. Mają pięćdziesiąt kilogramów. Zapas na miesiąc, choć biorąc pod uwagę jej spust, mogę się mylić - przeanalizowałem szybko wartości - a swoją drogą co się stało?&lt;br /&gt;
-A! Kurde ale nie denerwuj się - spuścił głowę jakby to on był winny.&lt;br /&gt;
-No mów i tak już jestem zły, bo głodny.&lt;br /&gt;
-Ale nie rób jej nic, proszę.&lt;br /&gt;
-Dawid - uciąłem krótko spodziewając się, że musiało się stać coś naprawdę złego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Wezwij karetkę! - wrzasnąłem - Ale już, jak nie zabiorą mnie to zabiorą ją - sapałem wściekły do granic. Na purpurowej twarzy malował mi się wyraz tego co miałem ochotę zrobić z tą suką.&lt;br /&gt;
-Będziesz teraz kurwa wpierdalał kotleciki z psa jak się do niej dorwę. Lepiej wyprowadź ja teraz bo zaraz ja się wyprowadzę - syczałem plując jadem.&lt;br /&gt;
-Miś, to jeszcze szczeniak - próbował mnie uspokoić Dawid - ona jeszcze nie rozumie - zmartwił się.&lt;br /&gt;
-To ja jej kurwa wołowinkę i udka kupuję a ona wpierdala mi kanapę i wyrywa prąd ze ściany?! Od dzisiaj je tylko suche! Zwyczajna jest dla Ciebie - cisnąłem pętem w Dawida, który oszołomiony moją złością próbował ratować zwierza przed moim gniewem.&lt;br /&gt;
Ona wiedziała doskonale, że oberwie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka dni później przyczłapała do mnie siedzącego na kanapie. Przez te kilka dni odsuwałem ją od siebie, odpędzałem, żeby dać jej do zrozumienia, że jest nie mile widziana. Tego dnia położyła mi głowę na kolanie i jęknęła patrząc mi prosto w oczy wzrokiem, który złamałby nawet najtwardsze serca.&lt;br /&gt;
-No chodź tu głupia mordo! - złapałem ja za pysk - Obiecaj mi, że nie tkniesz się więcej do mebli i kontaktów, bo przerobię Cię na hot dogi, albo sama to zrobisz grzebiąc przy elektryczności.&lt;br /&gt;
Zamerdała ogonem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-6950219619487285699?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/sTK23mBXehTVsjovr3A6YRQyACw/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/sTK23mBXehTVsjovr3A6YRQyACw/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/sTK23mBXehTVsjovr3A6YRQyACw/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/sTK23mBXehTVsjovr3A6YRQyACw/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/P-2hK4IQKHM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/6950219619487285699/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-szosty-pupil-4-nie-dla.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/6950219619487285699?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/6950219619487285699?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/P-2hK4IQKHM/osiemdziesiaty-szosty-pupil-4-nie-dla.html" title="Osiemdziesiąty szósty. Pupil 4. &quot;Nie dla psa kiełbasa&quot;" /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-szosty-pupil-4-nie-dla.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Dk8FQ3k8cCp7ImA9WhRRF0k.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-2300899538214268067</id><published>2011-12-01T12:41:00.001+01:00</published><updated>2011-12-01T14:06:52.778+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-01T14:06:52.778+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="skórzany" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="stelaż" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kontakt" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="błoto" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="gryzienie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="sofa" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="elektryczność" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="dziura" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="gąbka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="spacer" /><title>Osiemdziesiąty piąty. Pupil 3. Energia tkwi w ścianie.</title><content type="html">Wszedłem głębiej do salonu oczekując, że może za chwilę uderzy mnie porażający widok katastrofy mieszkaniowej wywołanej nieznanym działaniem naszej pupilki. Być może odkryje jej nowe możliwości lub zdolności o jakich nie mieliśmy pojęcia z Dawidem. Może odkryję, że wcale nic się nie stało tak naprawdę a moja panika z powodu dziwnie zachowującego się psa jest nieuzasadniona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Intuicyjnie zacząłem rozglądać się za kością, którą zostawiłem Drace rano w nadziei, że zaabsorbuje ona psa tak bardzo, że żadne nowe pomysły na urozmaicanie sobie czasu do głowy jej nie przyjdą.&lt;br /&gt;
Nie przyszły, a przynajmniej nowe. W salonie jak zwykle: sofa pod ścianą, wielkie okno telewizora po przeciwnej stronie, szklany stolik przed sofą, dywanik - bagno. Firanki w oknach, rolety zasunięte na "półgwizdka". Nic specjalnego.&lt;br /&gt;
Wszedłem odważnie w głąb mieszkania zachowując się jak zwykle, bez ekscesów i spodziewania się, że jednak może mnie coś zaskoczyć, bo nic nie zaskoczyło.&lt;br /&gt;
-Zeżarłaś całą kość?! - zdziwiłem się mówiąc do psa merdającego ogonem na mój głos - boże! Przecież to miała być dla Ciebie kość na cały przynajmniej tydzień - zmartwiłem się rozbudowując w swoich myślach wizję biedo głodowej z powodu potwornego apetytu suki. Widziałem jak z Dawidem dzielimy się jednym zielonym groszkiem na obiad w towarzystwie gałązki koperku, a nasz pies pałaszuje krwisty stek wołowy rozpostarty na brzegach swojej metalowej, ogromnej miski.&lt;br /&gt;
-A może jednak nie zeżarłaś tylko zakopałaś gdzieś w pieleszach - skierowałem się do sypialni, gdzie na ogromnym łóżku pościelonym przeze mnie rano, piętrzył się kołtun pościeli, poduszek i kołdry niczym futurystyczna wizja rzeźbiarza: "Ekspresja stosunków łóżkowych".&lt;br /&gt;
-Jesu! Draka, czy ty nie możesz nie włazić na łóżko tak, żeby nic nie robić? - zwróciłem się do psa licząc chyba na to, że odezwie się do mnie ludzkim głosem i porozmawiamy przy kawie i ciastku o zasadach panujących w naszym domu. &lt;br /&gt;
Nie odezwała się ale chyba zrozumiała co mam na myśli, bo spuściła ogon w wyrazie skruchy po czym ponownie zamerdała nim odwróciwszy się do mnie zadem.&lt;br /&gt;
Zerkała co chwilę w stronę okna i sofy, ale nie miałem pojęcia czego też ona chce więc nie zawracałem sobie tym głowy.&lt;br /&gt;
-Dobra kochana - oznajmiłem - wyjdę z Tobą najpierw na dwór, żebyś mogła siknąć w trawę a nie na dywanik a później wróci pan i zajmie się tobą troszkę w czasie kiedy ja będę robił zakupy. Jasne? - zapytałem znów oczekując odpowiedzi. Doczekałem się szczeknięcia. Ta suka chyba rozumiała jednak to co się do niej mówi, albo zwyczajnie zareagowała na słowo: spacer.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień nie był zachęcający do szaleństwa w trawie, liściach i biegania za psem, co jednak nie przeszkadzało zwierzowi, który cale dnie spędzał w oczekiwaniu na swoich wspaniałych właścicieli, wymyślając na bieżąco nowe zabawy i zajęcia, które pochłoną mu nudny czas oczekiwania.&lt;br /&gt;
-Draka! Wyłaź stamtąd! - krzyknąłem widząc jak niefrasobliwie nasz piesek, przepraszam Dawida piesek z całym impetem wskakuje do jednej z naprawdę niewielu kałuż pełnych błota i liści. Popatrzyła tylko porozumiewawczo na mnie po czym zaczęła kopać. W poszukiwaniu zaginionej kości - pomyślałem. Matko jak ja ją teraz wpuszczę do domu? Przecież jej kompletnie upierdolona w błocie. No nie ma co trzeba ją wyprać po spacerze. Dlaczego takie chwile trafiają się zawsze mnie - dopytywałem losu.&lt;br /&gt;
-Draka! Drakusia! - rozległo się nagle wołanie z któregoś z krańców parku, który rozciągał się po przeciwnej stronie naszego bloku.&lt;br /&gt;
-O! Dawid! A Ty co tu robisz - zdziwiłem się - nie powinieneś być w pracy jeszcze?&lt;br /&gt;
Draka doskoczyła do niego wskakując łapami wprost na szarobury płaszcz i zostawiając na nim swoje odciski łap na wypadek badania daktyloskopijnego.&lt;br /&gt;
-Draka! Przestań! - skarcił ją Dawid - No powinienem ale poprosiłem o możliwość wyjścia wcześniej bo wiedziałem, że trzeba zrobić dziś zakupy zarówno dla nas jak i dla pieseczka - uśmiechnął się i wyszczerzył zęby wprost na język Draki, która skakała z radości jak oszalała.&lt;br /&gt;
-No to chyba ja sam pojadę na te zakupy, a ty zajmiesz się suką, bo zobacz co ona z siebie zrobiła przed chwilą - skinąłem głową w stronę psa, który pognał nie przejmując się już nami w stronę grupki ptaków obradujących na trawniku.&lt;br /&gt;
-OK, możemy tak zrobić. Trzeba będzie ją chyba wykapać co? W ogóle to wszystko w porządku? - zainteresował się widząc, że na mojej twarzy malowały się mieszane uczucia wynikające z ciągłej niepewności, że w domu wszystko jest w porządku poza futurystyczną rzeźbą w sypialni i tajemniczym zniknięciem pokaźnej kości.&lt;br /&gt;
-Nie, nie wszystko OK. Ale jak wrócisz do domu rzuć okiem dokładnie na mieszkanie czy oby ona nic nie zmajstrowała, bo jakoś dziwnie mnie dziś przywitała.&lt;br /&gt;
-No dobrze, ale coś zauważyłeś?&lt;br /&gt;
-Tylko tyle, że wjebała cała tą kość wołową, którą jej wczoraj sparzyłem. A przecież żarcie w misce miała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dawid wszedł do mieszkania i od samego progu rozejrzał się podejrzliwie. Nic nie zauważył, poza tym, że Draka dziwnie spuściła ogon przechodząc obok winkla na którym zawieszony był wieszak na obrania bieżące. Zdjął buty i brudny płaszcz, który cisnął na rant fotela. swoją biurowa teczkę ustawił przy barze kuchennym i skierował się do łazienki.&lt;br /&gt;
Zawołał Drakę do siebie i rozpiął z szelek, po czym silnym ruchem skierował ją wprost do wanny by ją nieco wypłukać po spacerze.&lt;br /&gt;
Wyglądała jak kawałek ziemi na czterech łapach z oczami.&lt;br /&gt;
-Chodź tu kobieto i przestań się wyrywać - rozkazał - muszę Cię wypłukać bo zasyfisz cały dom - wyjaśnił także licząc na absolutne z jej strony zrozumienie tematu.&lt;br /&gt;
Pluskał ją chwilę po czym otarł ręcznikiem i pozwolił aby wytrzepała się sama z resztek żrącej jej skórę wody. Zawsze po kąpieli zachowywała się jakby co najmniej wyskoczyła z kwasu lub pieca. pobiegła tarzać się na swoim dywaniku-wychodku po czym zaległa pod kaloryferem i fukała co chwila z niezadowolenia obserwując Dawida bacznie.&lt;br /&gt;
-No i co koleżanko zrobiłaś z kością? Zakopałaś ją gdzieś? - Dawid rozglądał się po domu - O no piękna figura! A co to takiego? Wariacja na temat pościeli? - zaśmiał się na widok koszmaru jaki zbudowała w sypialni suka w czasie normalnego nudnego dnia.&lt;br /&gt;
-O i jest też kość, a raczej wspomnienie po kości - wyciągnął spod poduszki resztkę trzonu kości jakiegoś woła wyglądającą jak makabryczne narzędzie tortur rodem ze średniowiecza, służące chyba do rozrywania trzewi. -Ach kochana rozrabiasz nam trochę - podszedł do mokrej jeszcze Draki i schylił się by ją pogłaskać.&lt;br /&gt;
-O kurwa! Draka! No to już przegięcie! - nagle poderwał się z podłogi i podszedł do jednego z dwóch czarnych, skórzanych foteli stanowiących komplet z sofą. Na jego boku, tuż przy oparciu widniała piękna, przepastna, wygryziona dziura, z której wyzierało śnieżnobiałe wypełnienie zrobione z dziwnego rodzaju gąbki i drewniany stelaż.&lt;br /&gt;
-No to się kurwa będzie działo! Draka kurwa! Nowe meble! Ja pierdolę - zdenerwował się Dawid i przeszedł na drugą stronę salonu w stronę kuchni by sięgnąć po swój telefon. Wykręcił numer i przystawił ucho do słuchawki.&lt;br /&gt;
Coś skwierczało i trzaskało. Odstawił na chwilę telefon od ucha i nasłuchiwał. Bez zmian. Ewidentnie słyszał jak coś strzela, jakby iskry. Skwierczenie. Nie zważając na to, że w telefonie odezwał się jakiś głos Dawid nasłuchiwał. Zaniepokoił go ten dźwięk. Schylił się ku podłodze i dalej nasłuchiwał. Kątem oka spostrzegł jak tuż obok jego ucha wystaje z kontuaru kuchennego wtyczka gniazdka elektrycznego, która jeszcze zapewne kilka godzin wcześniej tkwiła w ścianie przymocowana do niej śrubkami.&lt;br /&gt;
Teraz dyndała na dwóch kablach wystając kilkanaście centymetrów ze ściany obłupane i skruszonej jakby ktoś chciał włamać się w tym miejscu do ukrytego za wtyczką sejfu.&lt;br /&gt;
Wydobywał się z niej cichy ale dobrze słyszalny dźwięk charakterystyczny dla skwierczenia prądu a co jakiś czas pojawiała się niebieska, niefrasobliwa iskierka dając znać, że prąd tam jest.&lt;br /&gt;
-Jesu! - krzyknął Dawid. Głos w słuchawce umilkł. - Czyś ty do reszty oszalał! - wrzasnął do psa.&lt;br /&gt;
-Ale o co chodzi!? Przecież ja nic nie zrobiłem - głos w słuchawce nagle odezwał się po chwili milczenia.&lt;br /&gt;
-O matko! Sorry to nie do Ciebie, tylko do Draki. Boże muszę kończyć. Zadzwonię do Ciebie za chwilę, bo mamy tu poważny problem - rozłączył się.&lt;br /&gt;
Draka leżała na panelach pod kaloryferem patrząc na Dawida smutnymi skruszonymi oczami. Trzęsła się trochę nie wiadomo czy ze strachu przed karą czy z zimna po kąpieli. Pewne było, że nie z powodu prądu, który mógł zrobić z niej Hot Doga w sekundę.&lt;br /&gt;
Czy pozyskiwała niespożytą energię ze źródła tkwiącego w ścianie? A może jadła zbyt energetyczne posiłki. Nagle jasne okazało się, że sama w domu przebywać niespecjalnie może.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-2300899538214268067?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ccO25Qlxq9mLbD1k8hQ6bCMI5Hs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ccO25Qlxq9mLbD1k8hQ6bCMI5Hs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ccO25Qlxq9mLbD1k8hQ6bCMI5Hs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ccO25Qlxq9mLbD1k8hQ6bCMI5Hs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/_AkzWtYhuJg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/2300899538214268067/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-piaty-pupil-3-energia.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2300899538214268067?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2300899538214268067?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/_AkzWtYhuJg/osiemdziesiaty-piaty-pupil-3-energia.html" title="Osiemdziesiąty piąty. Pupil 3. Energia tkwi w ścianie." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-piaty-pupil-3-energia.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A0UGR3w5fSp7ImA9WhRRF04.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-8399675871943692571</id><published>2011-12-01T11:24:00.001+01:00</published><updated>2011-12-01T12:33:46.225+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-01T12:33:46.225+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="woda" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="karma" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="weterynarz" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="miska" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wychowanie psa" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kości" /><title>Osiemdziesiąty czwarty. Pupil 2. Miłe początki.</title><content type="html">&lt;br /&gt;
Przez pierwszych kilka dni kwiliła nieustannie, telepiąc się na gumowych nogach z kąta w kąt szukając niewiadomego, dotykając z impetem nosem podłogi. Popuszczała siuśki jak popadnie, a kupę robiła w biegu.&lt;br /&gt;
Przez pierwsze kilka dni mieściła się w dwóch dłoniach. Jak kłębek wełny zwijała się w kulkę i dopasowywała do kształtu w którym właśnie postanowiła legnąć i zasnąć słodko nie zważywszy na to czy śpi w kojcu, na poduszce czy w bucie, który przed chwilą osikała.&lt;br /&gt;
-Popatrz jaka słodka kruszynka - zdrobniałym głosem powiedziałem do Dawida, trzymając w dłoniach Drakę. Patrzyła na SWOJEGO pana małymi zaspanymi oczkami. Nie sposób było zareagować inaczej niż wybuchem słodkiej miłości i całusa w jej małą główkę.&lt;br /&gt;
-No widzisz. A ty mówiłeś, że będą kłopoty i że pies i że się nie zgadzasz i takie tam - strofował mnie chwilę - a teraz sam się nie możesz od niej odkleić.&lt;br /&gt;
-No bo jak nie kochać takiego cudownego stworzonka jak ona? Zobacz jakie ma śliczne oczka - przybliżyłem jej pyszczek do twarzy męża pozwalając by zetknął się z jego nosem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyraźnie nasze stosunki targane jesiennymi nastrojami uległy poprawie. Zupełnie jakby pojawienie się nowych obowiązków w postaci psa, zainicjowało w nas na nowo żarliwe uczucia do siebie. Całowaliśmy się znów z namiętnością, bez szczególnego powodu i nie były to buziaki na dzień dobry czy dobranoc, a żarliwe, namiętne i pełne erotyzmu sesje wymiany płynów ustrojowych, które nam obu sprawiały masę zwyczajnej, ludzkiej radości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lizała wszystko co popadnie od kropli kremu do golenia, która spadła niechcący na podłogę po nasze oczy, nos i zęby, które szczerzyliśmy do niej jak groteskowe postaci z rzeźb.&lt;br /&gt;
Spała, jadła, szczała i srała by znów pójść spać. Dywanik w salonie powoli zmieniał się z dnia na dzień w psi wychodek nasączając się feromonami i kolorami wprost z maleństwa, które zagościło w naszym domu.&lt;br /&gt;
-Trzeba ją w końcu nauczyć sikać w określonym miejscu Dawid, bo nasz dywanik zmieni się w bagno - zaordynowałem pewnego dnia.&lt;br /&gt;
-Dobrze, kupię w sklepie takie specjalne pampersy dla psa.&lt;br /&gt;
Pampersy dla psa. Kurwa czego to ludzie nie wymyślą - przemknęło mi przez głowę. W myśli widziałem już biegającą po domu sukę w białych puchatych majtach, śliniącą się w skupieniu kiedy właśnie postanawia namoczyć swojego pampersa.&lt;br /&gt;
-Pampersy? - zdziwiłem się.&lt;br /&gt;
-Oj no to są takie specjalne maty zrobione z czegoś takiego jak pampersy. Pies może sobie na nie sikać i nic się nie wylewa.&lt;br /&gt;
Z dywanika też nic się nie wylewa, a ona ewidentnie upodobała sobie to miejsce na wychodek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostawała sama w domu na długie godziny, kiedy my pracowaliśmy. Dawid całe dnie przesiadywał w biurze a ja mimo pracy zdalnej, przemierzając wielokilometrowe trasy po województwie, za każdym razem myślałem co się właściwie dzieje w domu. Czy Draka przypadkiem nie leje w moje pantofle lub czy właśnie nie postanowiła skosztować skórzanej sofy w salonie, bo zeżarła już całą karmę wraz z miską i wciąż jest głodna. A może swędzą ją zęby, które od niedawna zaczęła pokazywać gryząc nasze ręce, palce i właściwie wszystko co można było pogryźć lub zatopić w tym zęby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpadałem od czasu do czasu do domu, by skontrolować sytuację. Zastawałem ją najczęściej w błogim śnie "gdziebądźto" dowolnym miejscu naszego mieszkania. Czasem musiałem przekopać stertę wiórów gazecianych lub papieru toaletowego, bo ta postanowiła, zmęczona ciężkim rwaniem, zasnąć w swoim impresjonistycznym dziele.&lt;br /&gt;
-Jak do cholery dostałaś się do papieru - pomyślałem rozgarniając sterty kawałków kolorowej srajtaśmy - przecież papier jest w łazience, a ona jest... - zwiesiłem głos patrząc na uchylone drzwi łazienki.&lt;br /&gt;
-No pięknie kurwa, zjadłaś nam cały zapas papieru debilko - uśmiechnąłem się do machającej z radości ogonem Draki. Pogłaskałem zwierza mimo, że należał się jej wpierdol, ale w końcu jeszcze nie rozumiała, że zrobiła źle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jadła jeszcze niewiele. Wsadzała swój pysk w miskę z suchą karmą w taki sposób, że po kilku ruchach wszystkie suche kolorowe kulki karmy leżały wszędzie, ale nie w misce. Być może na podłodze lepiej się prezentowały, być może smakowały inaczej zjedzone wprost z desek paneli, a może była tak zachłanna i głodna, że siłą głodu wyrzucała jedzenie z miski. Nie bawiła się nim. Pochłaniała kulki jak odkurzacz by później wylizać do czysta miejsca, w których nieszczęsna karma leżała. Wodę zawsze miała wylaną całkowicie. Zastanawiało mnie czy jest tak niezdarna, że włazi cała do wodopoju sądząc, że będzie absorbować płyn powierzchnią futra czy może wolała zlizywać płytką kałużę z podłogi, gdzie buszowały jak dziki w zbożu, miliardy bakterii i brudu. Może to było odżywcze. Coś w tym musiało być, bo po miesiącu nie mieściła się już w dłoniach - dopasowywała się do zagłębienia między nogami siedzącego lub układała się jak struna rozciągnięta na plecach pokazując z wdziękiem swoje wdzięki. A może chciała, żeby ją drapać po sutkach. Może. Zrobiła się z niej powoli całkiem pokaźna krowa, której już tak łatwo i prosto nie można było dźwignąć na ręce.&lt;br /&gt;
-Dawid czy ot przypadkiem nie miała być jakaś mała rasa? - zapytałem pewnego dnia zaniepokojony rozmiarami jakie Draka osiągała w przeciągu ostatnich kilku dni. A rosła jak na drożdżach, co widać było choćby na miliardzie zdjęć, które 
nieustannie praktycznie robiliśmy jej z Dawidem na zmianę.&lt;br /&gt;
-Wiesz co no chyba miała, ale to jest mieszanka owczarka kaukaskiego i niemieckiego - wyjaśnił - a to nie są jakoś mocno duże psy chyba.&lt;br /&gt;
Pobladłem z przerażenia. Przypomniał mi się owczarek niemiecki, którego miałem w dzieciństwie i który zwał się Tarzan (czyt. Tażan). Pamiętałem jak regularnie pożerał przypadkiem hodowane przez mojego ojca kury. Zwykle była to ewidentnie ich wina, bo właziły mu w drogę. Niemniej jednak małym psem nie był. A może to było złudzenie - ja mały chłopiec a on jak dla mnie duży, groźny pies. Może. Owczarka kaukaskiego widziałem kilka razy, ale te ewidentnie wydawały się duże, masywne i futrzaste.&lt;br /&gt;
-Kurwa! Dawid! To tak jak zmieszać słonia z żyrafą - przestraszyłem się.&lt;br /&gt;
-Oj nie przesadzaj, to suka, więc na pewno nie urośnie jak samiec. Kłąb będzie miała na pewno mniejszy.&lt;br /&gt;
Kłąb, kłąb kurwa chyba głąb ten kto mieszał te psy - pomyślałem. Ale miłość, która już zdążyła wykiełkować i zakorzenić się w moim sercu do Draki jakoś dziwnie nie pozwalała mi się sprzeciwić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chodziła już, ba! Biegała. Miała kopyta niewspółmiernie duże do reszty swojego luźnego korpusu. Poruszała się trochę jak ameba, galaretowatymi ruchami galopowała z jednego kąta domu w drugi. Tupała przy tym jakby miała łapy z betonu. Przystawała na chwilę w swojej szalonej gonitwie by niespodziewanie podzielić się z nami swoim moczem lub uznawała, że właśnie nastąpiła ta chwila kiedy trzeba puścić pawia, bo żarcie skotłowało się jej w żołądku w czasie uskuteczniania szczenięcych zabaw.&lt;br /&gt;
Nagle półkilogramowa paczka karmy wystarczała na jeden dzień, a potwór domagał się więcej i więcej. W rezultacie wizyty u weterynarza i porady: Jaką karmę jej kupować aby była bardziej syta i odpowiadała jej potrzebom żywieniowym? Weterynarz poleciła karmienie jej już także normalnym jadłem w postaci żywego mięsa.&lt;br /&gt;
Żywego mięsa? Kurde mam ją zabierać na polowanie do lasu? Chyba coś nie tak. A chodziło o mięso kurczaka, jakąś wołowinę lub raz na jakiś czas kości, by mogła sobie spiłować na nich zęby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pewnego dnia przed wyjściem do pracy - Dawid wyszedł 2 godziny wcześniej zostawiając mnie samego z Draką - jakkolwiek to zabrzmiało, tak było - postanowiłem dać naszej pupilce zajęcie, jak sądziłem wtedy na caaaały wspaniały tydzień. Nie to żeby miała w domu siedzieć tyle sama, ale to był dobry dzień na rozpoczęcie piłowania swoich zębów na czymś innym niż drewniane krzesła kuchenne.&lt;br /&gt;
Rzuciłem Drace wielką, przepastnie mięsną kość udźca wołowego, wcześniej sparzoną, by przypadkiem nie złapała jakiegoś syfa lub nie zarzygała nam mieszkania po zjedzeniu surowego.&lt;br /&gt;
Ucieszyła się jak dziecko, którym w końcu trochę była. Nie udało mi się już nawet jej pogłaskać na dowiedzenia, bo przyssała się do kości jak pijawka.&lt;br /&gt;
-No to psa nie ma. Będzie spokój na caaaały piękny dzień.&lt;br /&gt;
Z takim przeświadczeniem zamknąłem drzwi spokojny, że w domu nie zadzieje się nic złego.&lt;br /&gt;
Wróciłem tego dnia wcześniej niż Dawid, który zaległ na jakimś biurowym spotkaniu, zresztą i on i Hanka uprzedzali mnie o tym wcześniej, że to będzie trudny tydzień w biurze. Nie szło im coś z Artimaxem i praca piętrzyła się bez końca.&lt;br /&gt;
Od progu przywitała mnie siedząca spokojnie i machająca z zadowolenia Draka. Coś zmajstrowała - pomyślałem. Nigdy przecież nie witała nikogo siedząc spokojnie.&lt;br /&gt;
Nagle naskoczyła na mnie z radością wylizując wszelkie dostępne swojemu jęzorowi okolice mojego ciała. Być może pomyślała, że skoro coś zmajstrowała a ja nie wkurzam się na nią, to wszystko jest OK i można przejść do porządku dziennego obrad.&lt;br /&gt;
Zawał był blisko. Gdyby nie okulary moje oczy krążyły by teraz na orbicie okołoziemskiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-8399675871943692571?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uw6Co6fUMXXdUdk75h2R9iE63Vo/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uw6Co6fUMXXdUdk75h2R9iE63Vo/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uw6Co6fUMXXdUdk75h2R9iE63Vo/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/uw6Co6fUMXXdUdk75h2R9iE63Vo/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/Z7G3dvjtwzY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/8399675871943692571/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-czwarty-pupil-2-mie.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/8399675871943692571?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/8399675871943692571?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/Z7G3dvjtwzY/osiemdziesiaty-czwarty-pupil-2-mie.html" title="Osiemdziesiąty czwarty. Pupil 2. Miłe początki." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-czwarty-pupil-2-mie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkIHQXk9eSp7ImA9WhRRF04.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-4670130744091367182</id><published>2011-12-01T10:34:00.001+01:00</published><updated>2011-12-01T11:15:30.761+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-12-01T11:15:30.761+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="pies" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="szczeniak" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="draka" /><title>Osiemdziesiąty trzeci. Pupil 1. Początek pewnej Draki.</title><content type="html">-Będziemy mieć psa - Dawid krótką, ale treściwą wiadomością uraczył mnie wróciwszy do domu z pracy.&lt;br /&gt;
Był pochmurny, chłodny dzień. Mgła snuła się ulicami wnikając w najmniejsze zakamarki naszego życia przesłaniając nam widok na sąsiadów balkon i wieżowce celujące w niebo niespełna dwa, trzy kilometry od naszych okien. Mleko, jakby bańka białego płynu pękła gdzieś wysoko i zalewała świat. Humory z tego powodu nie dopisywały nam obu, tym bardziej, że od kilku dni mieliśmy tak zwane "cichedni". Seks ograniczał się do zwalenia sobie konia przed pójściem spać zupełnie mechanicznie i bez polotu, jakbyśmy chcieli zmęczyć się wzajemnie z myślą: "Idź już kurwa spać, bo przynudzasz swoją egzystencją". Wymiana zdań polegała na zdawkowych odpowiedziach zamykających się w "taknie" lub "może" z rzadka wymienianych na nie wiem. Dialogi wyglądały jak poszarpany przez wściekłego psa scenariusz życia małżeńskiego ze zdradą w tle.&lt;br /&gt;
Nie byliśmy pokłóceni. Nie - najwyraźniej jesień wbijała nas z impetem w dół emocjonalny nie zważając czy wybije nam oczy czy zęby. Obaj nie cierpieliśmy tej pory roku jak ognia. Ale obaj też nie wiedzieliśmy jak przejść nad nią do porządku codziennego. Równie dobrze mogliśmy przeczytać ulotkę dołączoną do opakowania lub skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy dzień niewłaściwie stosowany zagrażał naszemu zdrowiu lub życiu, przy użyciu słów lub kuchennych narzędzi.&lt;br /&gt;
-Jak to będziemy mieć psa? - zainteresowałem się lekko zdenerwowany - A kto go będzie pilnował? Wyprowadzał na spacer, karmił i pielęgnował?&lt;br /&gt;
-Ja. To będzie mój pies - wyjaśnił i zatrzasnął za sobą drzwi do łazienki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;Coś mnie zabolało w tej wypowiedzi. "Jego pies" - chyba pierwsza rzecz, o ile psa można nazwać rzeczą, która jest jego odkąd jesteśmy razem. Jego i tylko jego - przecież podkreślił to wyraźnie. Nawet naczynia w zlewie po jego kanapkach były NASZE. Coś w Naszym mieszkaniu co generalnie zajmowało naszą wspólna przestrzeń życiową nagle stawało się obce dla mnie.&lt;br /&gt;
-Jak to Twój? Dlaczego nie zapytałeś mnie wcześniej? Nie powiedziałeś nic? - dudniłem głosem o drzwi przykładając ucho w oczekiwaniu na odpowiedź.&lt;br /&gt;
-O matko a to ja mam Ci o wszystkim mówić?&lt;br /&gt;
-Ej no wydaje mi się, że kwestia psa dotyczy nas obu a nie tylko Ciebie. W końcu będzie mieszkał z NAMI a nie tylko z Tobą.&lt;br /&gt;
Otworzył drzwi i popatrzył na mnie z niezrozumieniem w oczach.&lt;br /&gt;
-Przecież tyle razy mówiłeś, że fajnie byłoby mieć psa lub kota, więc o co Ci teraz chodzi? Załatwiłem nam szczeniaka.&lt;br /&gt;
-Dawid czy ty nic nie rozumiesz?&lt;br /&gt;
-No nie, nie rozumiem, jak zwykle zresztą twoim skromnym zdaniem - przemknął obok mnie zostawiając w kompletnym zakłopotaniu z myślami, które strumieniem spłynęły d mojej głowy.&lt;br /&gt;
-Kurcze, czy coś jest nie tak? Dlaczego my się kłócimy? - zapytałem.&lt;br /&gt;
-A kłócimy się? - popatrzył znów na mnie bez zrozumienia - Ty się kłócisz. Masz pretensje o psa, którego przyniosę do domu niebawem, a którego obaj chcieliśmy mieć.&lt;br /&gt;
Faktycznie cholera, czepiałem się bez powodu sprawy o której obaj marzyliśmy. W końcu to będzie jego pies, nie mój. On będzie dbał o spacery, jedzenie, pielęgnację i wychowanie. Ja będę jednym z mebli salonowych, ruchomych od czasu do czasu, na które pies popatrzy lub nie zwróci uwagi. Będę kawałkiem mięsa chrapiącym tuż obok właściciela psa. Czym ja się kurwa przejmuję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka dni później Dawid przyszedł do domu z koleżanką, która dzierżyła w rękach fioletowe zawiniątko. Wyglądała jak Matka Boska Beznadziejna okutana w szalik na głowie i puchową kurtkę z dzieciątkiem w fioletowym czymś na rękach.&lt;br /&gt;
Serce mi prawie pękło - z zawiniątka wyzierała na świat maleńka główka czarno-brunatnego szczenięcia z zamkniętymi oczami i bajecznie czarnym, mokrym nosem. Kwiliło. Nie wiedziałem i oni chyba też nie, czy bardziej z zimna czy z przerażenia nieświadomością tego co je czeka w nowym życiu.&lt;br /&gt;
-Boże to ten szczeniak? - zapytałem przyciszonym głosem jakbym obawiał się, że mały się zbudzi i zacznie wyć w niebogłosy, bo został wyrwany ze spokojnego snu.&lt;br /&gt;
-Tak - Dawid przejął maleństwo z rąk koleżanki.&lt;br /&gt;
-Jest śliczne! Jak się wabi? Ma już jakieś imię? - dopytywałem.&lt;br /&gt;
-Draka, wabi się Draka - wyjaśniła koleżanka - to suczka.&lt;br /&gt;
-O fajne imię - uśmiechnąłem się. Dopiero po chwili pomyślałem: Oby imię nie determinowało charakteru tego zwierza".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-4670130744091367182?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/10CIoC3MZCHwi7q6nPw5BRW7ML8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/10CIoC3MZCHwi7q6nPw5BRW7ML8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/10CIoC3MZCHwi7q6nPw5BRW7ML8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/10CIoC3MZCHwi7q6nPw5BRW7ML8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/SJytV5ns8ww" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/4670130744091367182/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-trzeci-pupil-1-poczatek.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/4670130744091367182?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/4670130744091367182?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/SJytV5ns8ww/osiemdziesiaty-trzeci-pupil-1-poczatek.html" title="Osiemdziesiąty trzeci. Pupil 1. Początek pewnej Draki." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/12/osiemdziesiaty-trzeci-pupil-1-poczatek.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUYHR347eip7ImA9WhRRFk0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-8338128311972345162</id><published>2011-11-29T23:37:00.001+01:00</published><updated>2011-11-29T23:52:16.002+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-29T23:52:16.002+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="tęknienie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="łza" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="globus" /><title>Osiemdziesiąty drugi. Hanka 4.</title><content type="html">-Mamo... tęsknisz czasem za tatą?&lt;br /&gt;
Sylwek siedział na skórzanej białej sofie opierając głowę o skulone nogi Hanki. Oglądali razem jakiś nic nie znaczący film w telewizji. Hanka delikatnie czesała jego blond włosy, zakręcała je sobie wokół palca wskazującego prawej ręki i myślała.&lt;br /&gt;
-Wiesz Misiu, tak. Tęsknię.&lt;br /&gt;
-To dlaczego taty z nami nie ma?&lt;br /&gt;
-Bo widzisz, tatuś postanowił inaczej ułożyć swoje życie. Zresztą wiesz, ze jest marynarzem i pływa po świecie.&lt;br /&gt;
-Antek mówi, że tata mieszka na drugiej stronie globusa. To prawda?&lt;br /&gt;
-No poniekąd prawda. Mieszka teraz w Argentynie, to taki kraj gdzie jest bardzo ciepło i jest dużo owoców.&lt;br /&gt;
-A tam jest tak ciepło jak u nas w lecie?&lt;br /&gt;
-O nawet bardziej.&lt;br /&gt;
-I co tata tam robi?&lt;br /&gt;
-Wiesz, no mieszka, pracuje, żyje sobie.&lt;br /&gt;
-A myśli czasem o nas?&lt;br /&gt;
Hanka zwątpiła skąd w głowie kilkulatka takie pytania&lt;br /&gt;
-Wydaje mi się, że tak. Choć powinieneś sam zadać mu to pytanie.&lt;br /&gt;
-No ale jego nie ma tutaj.&lt;br /&gt;
-Ale dzwoni czasem przecież do nas.&lt;br /&gt;
-No to muszę się go zapytać wtedy. A czy on ma tam kogoś?&lt;br /&gt;
-Kochanie a dlaczego o to pytasz?&lt;br /&gt;
-No bo nie chciałbym, żeby czuł się tam samotny, to w końcu strasznie daleko, skoro mieszka po drugiej stronie globusa. Bo Ty przynajmniej masz nas i babcie i Karola, a tata?&lt;br /&gt;
-Wiesz no tak się składa, że ma taką koleżankę tam.&lt;br /&gt;
-Aha. I to dlatego tam mieszka?&lt;br /&gt;
-Wiesz kochanie, życie dorosłych jest mocno skomplikowane szczególnie między kobietą a mężczyzną i czasami taki tata i taka mama nie dogadują się w jakichś sprawach i dlatego się rozstają.&lt;br /&gt;
-Aha, ale tata zostanie naszym tatą, prawda?&lt;br /&gt;
-Tak, i zawsze będę ja i babcie. Zawsze będziemy Was kochać, bo jesteście najważniejsi.&lt;br /&gt;
-Wiesz co mamo, ja wiem, że wy razem nie jesteście i chyba nie będziecie, ale chciałbym żeby tato nie był samotny, bo tak daleko od domu to pewnie czułby się samotny, ale też nie chcę, żebyś ty była samotna dlatego fajnie, że Karol czasem do Ciebie przychodzi. Wiesz, że on jest fajny? Lubię go i Antek też.&lt;br /&gt;
Hanka patrzyła na Sylwka w skupieniu i osłupieniu.&lt;br /&gt;
-A ty go lubisz? - ciągnął dalej Sylwek.&lt;br /&gt;
-Tak kochanie, lubię Karola.&lt;br /&gt;
-A tato nie ma nic przeciwko, że on do Ciebie przychodzi?&lt;br /&gt;
-Wiesz, tatę to chyba nie specjalnie obchodzi, ale na pewno by chciał, żebyśmy wszyscy byli szczęśliwi. Szczególnie Wy.&lt;br /&gt;
Sylwek przytulił się mocniej do Hanki i położył głowę kierując wzrok na ekran telewizora.&lt;br /&gt;
-Mamo...&lt;br /&gt;
-Tak?&lt;br /&gt;
-Kocham Cię.&lt;br /&gt;
-Ja Ciebie też synku - wytarła łzę z prawego policzka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-8338128311972345162?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MVrzVc0GIyECtk2rlpTA70WFtUI/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MVrzVc0GIyECtk2rlpTA70WFtUI/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MVrzVc0GIyECtk2rlpTA70WFtUI/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MVrzVc0GIyECtk2rlpTA70WFtUI/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/Bl09RPFdhso" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/8338128311972345162/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/osiemdziesiaty-drugi-hanka-4.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/8338128311972345162?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/8338128311972345162?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/Bl09RPFdhso/osiemdziesiaty-drugi-hanka-4.html" title="Osiemdziesiąty drugi. Hanka 4." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/osiemdziesiaty-drugi-hanka-4.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Ak4FQ344cSp7ImA9WhRRFUU.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-2257757254799254710</id><published>2011-11-29T09:33:00.001+01:00</published><updated>2011-11-29T18:48:32.039+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-29T18:48:32.039+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="petshop" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kot Pusia" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="sklep zoologiczny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kolorowy" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="terrarium" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kuweta" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="świecący" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="koci żwir" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="akwarium" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="multimedialny" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="żwirek" /><title>Osiemdziesiąty pierwszy. Koci żwirek.</title><content type="html">-Hurra! Ale będzie super! - wybuchnęli radością Antek z Sylwkiem na wiadomość o nowym domowniku, którego niebawem dostarczyć miała ciocia Marta.&lt;br /&gt;
-No dobra chłopaki, ale to Wy będziecie się zajmować pupilem, a nie ja - Hanka wyraźnie postawiła granice.&lt;br /&gt;
-Mama ma rację, chłopcy oddaję wam Pusię pod opiekę na około trzy tygodnie i liczę, że to Wy się nią zajmiecie a nie mama - Marta pogłaskała Sylwka po głowie.&lt;br /&gt;
-Ciocia, ja Ci obiecuję, że będę z nią wychodził na spacer codziennie rano - Sylwek całkowicie poważnie potraktował temat.&lt;br /&gt;
-Kochanie ale z kotkami się na spacer nie wychodzi.&lt;br /&gt;
-Łeeee, a co się z nimi robi poza tym, że głaszcze? - nieco zmartwiony Sylwek dopytywał o nowe możliwości zagospodarowania czasu zwierzęcia.&lt;br /&gt;
-Głupku, koty się karmi i głaszcze, a poza tym one cały czas śpią albo się myją - wyjaśnił Antek.&lt;br /&gt;
-No kochany nie przesadzaj - Marta stanęła w obronie praw zwierząt - a i żebym nie zapomniała, chciałabym dostać ją z powrotem w stanie w miarę nienaruszonym więc Antonio... - zawiesiła głos patrząc Antkowi głęboko w oczy.&lt;br /&gt;
-Tak, tak wiem - wyjęczał i razem z Martą wyrecytował - żadnych eksperymentów na kocie.&lt;br /&gt;
-Właśnie.&lt;br /&gt;
-Czyli nie możemy jej zamknąć w szafie - zmartwił się Sylwek.&lt;br /&gt;
-No nie.&lt;br /&gt;
-A możemy ją wykąpać?&lt;br /&gt;
-Hanka, wiesz co, ja to się zaczynam zastanawiać czy ja chcę zostawić u Ciebie swojego kota - zwróciła się do Hanki Marta - przyjadę z tej delegacji i dostanę od was zamiast kota, dywanik z kota albo pasztet lub bujne wspomnienie o puszystym kocie, albo jakiegoś kota syjamskiego bez włosów lub z irokezem na grzbiecie.&lt;br /&gt;
Sylwek zachichotał.&lt;br /&gt;
-Spokojnie siostrzyczko, postaram się dopilnować, żeby Pusia nie wyprała się przypadkiem w pralce i nie wlazła do lodówki lub zmywarki - Hanka była pełna spokoju - będzie miała swoje legowisko w kuchni pod oknem, tylko nie wiem gdzie postawić kuwetę. Może w korytarzu, albo w łazience to przynajmniej zapach nie będzie mnie zabijał - zaśmiała się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy dni później Hanka wysłała Marcie sms z zapytaniem: "Gdzie kupić piasek dla kota?"&lt;br /&gt;
W odpowiedzi dostała: "Nie piasek tylko żwirek. Kup jej żwirek zachęcający kota do sikania. Sklepy zoologiczne lub supermarkety. Pa"&lt;br /&gt;
-Żwirek zachęcający kota do sikania? - zdziwiła się Hanka - co to kurwa jest? No nic to, trzeba wybrać się na zakupy.&lt;br /&gt;
Wsiadła do samochodu i pognała do najbliższego centrum handlowego. W drodze zdążyła zadzwonić do mnie pięć razy z zapytaniem co słychać, czy Dawid śpi, czy mamy plany na wieczór i czym jest "żwirekzachęcającykotadosikania".&lt;br /&gt;
-Hanka jak boga kocham nie mam pojęcia co to takiego - zaskoczony wydukałem w słuchawkę - może to jakiś kurde multimedialny pakiet zachęt - myślałem jak typowy człowiek od reklamy.&lt;br /&gt;
-Kurwa! Pakiet multimedialny dla kota?&lt;br /&gt;
-No nie wiem kochana, nie mam żadnego zwierzęcia poza Dawidem w łóżku. Nie mam zielonego pojęcia jak daleko poszedł postęp technologiczny w dziedzinie produktów dla zwierząt - wyjaśniałem.&lt;br /&gt;
-No dobra, czyli mówisz, że to może być jakiś żwirek multimedialny - podsumowała Hanka - zobaczę co jest w sklepie.&lt;br /&gt;
Nim odnalazła upragniony sklep zoologiczny zdążyła zakupić dwie nowe sukienki, buty na późną jesień, pasek z najnowszej kolekcji pasujący do spodni, które zakupiła w zeszłym tygodniu, nowy zestaw cieni do powiek, tusz do rzęs w dwóch odcieniach, szampon przeciwłupieżowy, szampon push-up, maseczkę do twarzy, maseczkę do ciała, balsam do ciała, balsam do ust, balsam do picia i dwie pary rękawiczek dla Michała.&lt;br /&gt;
Obładowana torbami ledwo dotaszczyła się do sklepu, z którego niosły się odgłosy ćwierkania, szumienia, szeleszczenia i piski wszelakiego rodzaju, ale przede wszystkim śmierdziało z niego jak ze stodoły a wszystko miała umilić lekka muzyka i odgłosy lasu.&lt;br /&gt;
-Kurwa od kiedy to chomiki żyją w lasach lub przy wodospadach. Nie sądzę, żeby szum wody lub liści wpływał na nie uspokajająco. Nie mówiąc o rybach, które przecież są głuche jak pień - marudziła cicho pod nosem do siebie przeciskając się z trudem między regałami, na których ustawione ciasno akwaria z rybami, patyczakami, karaczanami, jaszczurkami i pajęczakami groziły nagłym osunięciem się na ziemię i wypuszczeniem ze swoich szklanych czeluści szkaradnych zwierząt o niewiadomej jadowitości.&lt;br /&gt;
-Chryste! Grubym wstęp wzbroniony, powinni napisać przed wejściem - wypaliła nagle do jednego ze sprzedawców stojącego na krańcu sklepu, do którego to krańca zmierzała usilnie od kilku chwil. Torby ocierały się o terraria i akwaria pod którymi rozłożone na luźnych półkach leżały wszelkiego rodzaju karmy, odżywki i "bógraczywiedzieć" co jeszcze w plastikowych woreczkach lub pojemnikach. Schyliła się zaciekawiona do jednego z takich pojemników by zaobserwować, że w istocie zgromadzone są w nim w wielkim kołtunie i suple dżdżownice.&lt;br /&gt;
-Jaaaah... po co się sprzedaje takie rzeczy? - zapytała sama siebie.&lt;br /&gt;
-Dla wędkarzy proszę pani, żeby nie musieli biegać z łopatami przed pójściem na ryby - wyjaśnił spokojnie młody człowiek, który był poniekąd celem przeciskania się Hanki między regałami.&lt;br /&gt;
-A! No mój ojciec wychodził wieczorem, żeby je kopać na rano na ryby. Myślałam zawsze, że to sama frajda znaleźć je samemu - wyjaśniła szybko - ale może się myliłam. Wie pan dziewczynki nie zawsze podzielają pasje swoich ojców. Ja wolałam rąbać drewno na opał - spojrzała badawczo na chłopaka, który usilnie powstrzymywał się od śmiechu - lub bawić się lalkami, głównie męskimi - wybuchnęła śmiechem na co młody równie soczyście wyszczerzył swoje uzębienie.&lt;br /&gt;
-Rozumiem.&lt;br /&gt;
-A tam akurat. Zaglądałam lalkom w majtki, żeby zobaczyć czy coś tam mają. Pan pewnie zaglądał w majtki lalce Barbie - spojrzała na niego - spoko, mam trzech synów, chłopcy to zwyczajnie robią.&lt;br /&gt;
-Młody uśmiechnął się ponownie po czym zapytał:&lt;br /&gt;
-Czy mogę pani jakoś pomóc?&lt;br /&gt;
-Jasne, weź no kochany na chwilę te torby popilnuj - rzuciła siaty na podłogę - a ja idę szukać multimedialnego żwirku dla kota. Chyba, że powiesz mi gdzie jest, to nie będę musiała zostawiać tu toreb.&lt;br /&gt;
-Przepraszam, czego pani szuka? Multimedialnego żwirku?&lt;br /&gt;
-Noo, chyba macie taki?&lt;br /&gt;
-Niestety nie wiem jaki to żwirek. Mamy tylko zwyczajny, taki szary, zwykły.&lt;br /&gt;
-Ooo, to nie dobrze - zmartwiła się. Ja potrzebuję multimedialnego. No nic to, to ja idę sobie w takim razie jak nie macie takiego. Mam tylko prośbę.&lt;br /&gt;
-Tak?&lt;br /&gt;
-Asekuruj za mną, żebym nie zbiła jakiegoś terrarium lub czegokolwiek, bo nie chciałabym pojechać do domu z patyczakiem we włosach lub ptasznikiem na bluzce chyba, że była by to klamra do włosów lub broszka - uśmiechnęła się i wyszła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-No to zrobiłam z siebie debila - pomyślała. Wyciągnęła z kieszeni smartfona i wpisała w wyszukiwarkę: sklepy zoologiczne w okolicy.&lt;br /&gt;
Telefon mielił przez chwilę dane by wyświetlić nagle na ekranie listę dostępnych rekordów odpowiadających wpisanych słowom.&lt;br /&gt;
-Sklep mięsny, dziczyzna, sex shop, weterynarz, zakład pogrzebowy, zoologiczny shop, pet shop. Kurwa jakich ludzie używają słów by pozycjonować swoje sklepy w internecie - zamyśliła się chwilę nad bezmyślnością propozycji jakie miała przed oczami na wyświetlaczu. -No dobra, mamy dwie aleje stąd jakiś niewielki sklepik zoologiczny. Może tam - musiała jedynie doczłapać się do samochodu z tobołami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dzień dobry! Czy dostanę u Państwa żwirek multimedialny? - zapytała prawie od razu Hanka.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry! Multimedialny? - ekspedientka w średnim wieku zaciekawiła się - a co to takiego?&lt;br /&gt;
-No piach dla kota, tylko jakiś taki z bajerami - wyjaśniła Hanka - no wie pani.&lt;br /&gt;
-Szczerze mówiąc nie wiem. Choć mamy żwirek w różnych kolorach i kształtach o różnej gramaturze i ziarnistości, higroskopijny i perfumowany - wymieniała sprzedawczyni.&lt;br /&gt;
-A świecący w nocy, grający i śpiewający macie? - zażartowała Hanka.&lt;br /&gt;
-Śpiewającego i grającego nie mamy, ale świeci w nocy ten zielony - kobieta wyciągnęła z szuflady ze żwirem garść kamyczków.&lt;br /&gt;
-Nie no, nie o taki mi chodzi.&lt;br /&gt;
-No to innego nie mamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kurwa na jaka cholerę kotu świecący żwir do szczania? Że niby ma łatwiej trafić w nocy do kuwety jak będzie widział, że świeci? A ten perfumowany? Że niby co? Pochłania zapachy czy co? Kolorowy - cholera jakby kotu sprawiało różnicę jakiego koloru będzie piach do którego walnie kloca lub siknie obficie.&lt;br /&gt;
Hanka intensywnie myślała co ma zrobić i gdzie jeszcze szukać "żwiruzachęcającegokotadosikania".&lt;br /&gt;
Znów wpisała w telefon wyszukiwanie sklepów zoologicznych.&lt;br /&gt;
-No dobra jedziemy dalej - powiedziała pod nosem i ruszyła do samochodu.&lt;br /&gt;
Jechała jakiś czas kiedy spostrzegła wielki bilboard z reklamą, z której mizdrzył się do niej kot siedzący na trawie, na której rozsypane były kamienie. Napis na reklamie głosił: "Twój kot wie gdzie, a my wiemy jak go do tego zachęcić". Strzałka i adres na reklamie wskazywały kierunek.&lt;br /&gt;
Pisk opon, ostry skręt w prawo i Hanka znalazła się na autostradzie do kocich niebios kuwety.&lt;br /&gt;
-Bry. Szukam żwiru dla kota.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry. A jakiego konkretnie?&lt;br /&gt;
-Multimedialnego.&lt;br /&gt;
-Jakiego?&lt;br /&gt;
-No multimedialnego, takiego co to zachęci kota do srania w jedno miejsce - wyjaśniła zniecierpliwiona Hanka.&lt;br /&gt;
-Ach już rozumiem! Zachęcającego do sikania?&lt;br /&gt;
-Tak. Tylko niech mi pani powie, że ten żwir nie gada, nie miauczy, nie mruczy i nie śpiewa lub gra, bo oszaleję jak mi w domu będzie co godzinę odgrywał hejnał na siusiu dla kota.&lt;br /&gt;
-Nie, spokojnie - uśmiechnęła się młoda dziewczyna ubrana w czarny t-shirt z napisem "PetShop&amp;amp;Toys" parodiując nazwę znanego zespołu. -Ten żwirek nie gra, nie śpiewa, nie miauczy i w ogóle nie wydaje żadnych odgłosów.&lt;br /&gt;
-No to świetnie, ale lepiej, żeby też nie wydawał specjalnych zapachów - sprostowała Hanka.&lt;br /&gt;
-To może ja pani pokażę - młoda skierowała Hankę skinieniem ręki w stronę góry usypanej z różnych worków w głębi sklepu. -To są wszystkie żwiry jakie mamy, a ten o którym pani mówi jest tu - wskazała - chodzi o to, że jest nasączony przyjemnym dla kota zapachem, który pobudza zwierzę i nakłania do oddania moczu właśnie w tym miejscu. Ponadto absorbuje nieprzyjemne zapachy jakie kot zostawia w kuwecie.&lt;br /&gt;
-O ludu! Jaka technologia. Biorę pięć worków. Na trzy tygodnie starczy? - zapytała Hanka.&lt;br /&gt;
-Oj na trzy tygodnie to starczy pani w zupełności jeden. One są bardzo wydajne te żwiry.&lt;br /&gt;
-A co mielą kupę?&lt;br /&gt;
-Nie ale niech mi pani wierzy, koty nie brudzą tak bardzo jak się wydaje.&lt;br /&gt;
-Świetnie, niech będzie jeden. Niech żyje technologia. Tylko dlaczego musiała w dwóch innych sklepach zrobić z siebie debila. Gdybym wiedziała, że pół soboty spędzę na poszukiwaniu magicznego żwiru, który kot mojej siostry i tak osra i go nie doceni, kazałabym Pusi sikać do paprotki albo do zlewu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pusia leje na żwir i generalnie sra na to.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-2257757254799254710?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/y4bOZ739W5Ju8fR1Ob_OIXy6KHA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/y4bOZ739W5Ju8fR1Ob_OIXy6KHA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/y4bOZ739W5Ju8fR1Ob_OIXy6KHA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/y4bOZ739W5Ju8fR1Ob_OIXy6KHA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/JXWN32v70ag" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/2257757254799254710/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/osiemdziesiaty-pierwszy-koci-zwirek.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2257757254799254710?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2257757254799254710?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/JXWN32v70ag/osiemdziesiaty-pierwszy-koci-zwirek.html" title="Osiemdziesiąty pierwszy. Koci żwirek." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/osiemdziesiaty-pierwszy-koci-zwirek.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUcFRXozeSp7ImA9WhRRFEQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-2512346067692320226</id><published>2011-11-28T12:20:00.001+01:00</published><updated>2011-11-28T17:16:54.481+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-28T17:16:54.481+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="impreza" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="grill" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="catering" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="biszkopt" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="tort" /><title>Osiemdziesiąty. Zmiękczanie biurwy 3. Grill.</title><content type="html">Po godzinie 18:00 większość gości już była lekko wstawiona. Dbałość gospodyni o dobre samopoczucie zaproszonych osób nie ograniczała się tylko do serwowania napojów wyskokowych i dobrego żarcia, ale również do samej atmosfery, a że Hanka potrafi wytworzyć wokół siebie całkiem miłe i przyjazne otoczenie, nikt nie mógł narzekać na brak czegokolwiek.&lt;br /&gt;
Tego wieczora było naprawdę gorąco, nie tylko z powodu ogólnie panującego skwaru, ale i z powodu tego jak bawili się goście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Czy ta laska pod pergolą to jest... - Hanka zawiesiła głos patrząc na Dawida jak w obrazek.&lt;br /&gt;
-Tak, to jest Agnieszka - Dawid stał oparty o ścianę, popijał jakiś kolorowy trunek i co chwila puszczał mi oczko udowadniając mi tym samym, że ma mnie na oku i że wciąż mu zależy.&lt;br /&gt;
-Piękna, a gdzie jest twój Karol? - Dawid zainteresował się nagłym brakiem Hanki kochanka.&lt;br /&gt;
-Pojechał na dwa tygodnie w delegację do Moskwy - zmartwiła się i wychyliła na znak pogodzenia się z tym faktem, łyk wódki ze szklanki.&lt;br /&gt;
-Oj no to niefajnie.&lt;br /&gt;
-Weź nic nie mów. A Wy mrugacie do siebie jak by się wam coś w oczy stało. Weź go przeleć a nie się mizdrzysz. W razie czego w szufladzie macie gumki i niezbędny sprzęt do zabawy gdybyście mieli ochotę. &lt;br /&gt;
-Kochana, nie omieszkam nie skorzystać, ale póki co patrz na to co się dzieje a ja idę pogadać z gośćmi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tuż pod pergolą, na której Hanka pieczołowicie kazała ogrodnikowi przychodzącemu do niej raz w tygodniu, hodować różnorakie zielsko w postaci róż i begonii, rozstawiony był stół, obfitujący w kolorowe jadło, kanapki, przystawki, sałatki i całe badziewie jednorazowe jakim firma cateringowa dysponowała.&lt;br /&gt;
-Kurwa, opróżnili chyba magazyny, żeby się pozbyć plastikowej zastawy. A to wszystko akurat do mnie na imprezę - pomyślała w duchu Hanka przyglądając się rozwojowi sytuacji pod pergolą.&lt;br /&gt;
Agnieszka kręciła się tam jak smród po gaciach, co chwila rozmawiając i egzaltacyjnie witając się z kolejnymi osobami, które najprawdopodobniej znała z biura lub z któregokolwiek zorganizowanych przez Hankę zebrań.&lt;br /&gt;
Popijała jakieś coś brązowe ze szklanki, co na pierwszy rzut oka wyglądało na zwyczajną colę z lodem. W rzeczywistości jednak mogło to być coś, co sprawiało, że Agnieszka z niemuzykalnej larwy stawała się wszędobylskim lachonem z glutem śliny na brodzie na widok roznegliżowanych do krótkich spodenek i opiętych koszulek, facetów. Bliżej sobie znanych mężczyzn witała serdecznym uśmiechem i całusem w policzek.&lt;br /&gt;
-Wow, ona się kurwa umie całować, a nie wygląda - Dawid zerkając raz na Hankę raz na Agnieszkę wyszeptał mi do ucha.&lt;br /&gt;
-No wiesz, w końcu jest lachonem i ma swoje lata nie? - wycedziłem mało zdziwiony uwagą Dawida.&lt;br /&gt;
-Miśku to objaw świętości w naszym biurze - Dawid próbował mi wyjaśnić niesamowitość sytuacji jaką obserwował - jej aureola lśni jaśniej od świetlówki w kiblu!&lt;br /&gt;
-Zupełnie jak moja - zażartowałem i dałem Dawidowi buziaka kierując się następnie do stołu przy którym owa świętość biurowa rozpościerała swe wdzięki.&lt;br /&gt;
-Cześć! Jestem Agnieszka - wypaliła mi za plecami dotykając mojego prawego pośladka, wiła się przy tym jakby chciała swoją żmijowską naturą owinąć się wokół mojego uda i wessać się we mnie jak pijawka - a ty pewnie jesteś... - zawiesiła głos.&lt;br /&gt;
-Jestem tzw. mężem Dawida - zamknąłem szybko temat i wyswobodziłem się z jej lepkich palców.&lt;br /&gt;
-Haha, to jakaś postać biblijna? - zapytała z uśmiechem.&lt;br /&gt;
-Biblia, kochana, za to co ja robię z Dawidem w łóżku, skazałaby mnie i jego na kamieniołomy i wieczne potępienie. Nie, jestem postacią absolutnie realną, która na dodatek sprawia Dawidowi niebotyczne przyjemności w postaci seksu wszelakiej maści i koloru.&lt;br /&gt;
-Jesteś jego alfonsem?&lt;br /&gt;
-Nie. Mówiłem, że jestem jego mężem.&lt;br /&gt;
-To Ty byłeś na zdjęciu z imprezy - ożywiła się nagle.&lt;br /&gt;
-Zdjęciu?&lt;br /&gt;
-Oj Dawid oglądał ostatnio zdjęcia na komputerze i przypadkiem widziałam jak się całuje z jakimś kolesiem na imprezie.&lt;br /&gt;
-A możliwe, że to ja. Lubię się całować. Szczególnie publicznie.&lt;br /&gt;
-O! Hahaha to może i ja się przydam?&lt;br /&gt;
-Nie. Nie liżę muszli ani nie siorpię ślimaków. Wybacz moja droga ale jestem gejem w czystej postaci.&lt;br /&gt;
-Jak samo objawienie. Eh, wy zawsze jesteście tacy, że można tylko pomarzyć - zamyśliła się chwilę spuszczając głowę.&lt;br /&gt;
-Co masz na myśli? - zainteresowałem się.&lt;br /&gt;
-No wiesz, wymuskani, mądrzy, inteligentni, zadbani, kochający, spokojni, rozumiejący - wymieniała słownik zachowań, które w tamtym momencie wydały mi się kompletną abstrakcją biorąc pod uwagę mój związek z Dawidem.&lt;br /&gt;
-Hola hola, skąd Ci takie głupoty do głowy przychodzą?&lt;br /&gt;
-Co? Nie wiem. Jakoś tak mi się wydaje. Kurwa seksu nie miałam chyba z rok - zwierzyła się - no nic ale na Ciebie w tej kwestii liczyć nie mogę, bo nie zanurzysz swojego pęta w moją muszelkę - zmartwiona podreptała do jakiegoś kolesia w białej koszulce bez rękawów i granatowych, jeansowych, krótkich spodenkach. Na nogach miał japonki, a włosy nażelowane jakby łeb moczył w galarecie przez dobę.&lt;br /&gt;
Zmacała go po pępku, dała całusa i weszła do mieszkania. On podreptał za nią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-To Arturro z handlowego - wyjawił mi jak tajemnicę Dawid wskazując kolesia, który poszedł za Agnieszką.&lt;br /&gt;
-A to ten co mu jakaś laska laske robiła w samochodzie na parkingu u Was w pracy? - dopytałem o szczegóły.&lt;br /&gt;
-Tak. To właśnie ten. I tak, to właśnie ta - wyjaśnił sarkastycznie Dawid.&lt;br /&gt;
-Ale ona mi właśnie mówiła, że seksu nie miała dawno.&lt;br /&gt;
-Seksu może nie miała, ale pałę ciągnie regularnie z tego co wiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Godzinę później towarzystwo bawiło się już na całego. Eliza tańczyła z jakimś włochatym roznegliżowanym kolesiem na stole pod pergolą, co rusz zahaczając włosami o pędy róż. Koleś wyginał śmiało ciało na tyle niezdarnie, że sałatki pod jego stopami zamieniały się z każdą chwilą bardziej w kolorową breję.&lt;br /&gt;
-Może to i lepiej, przynajmniej nikt tego nie wyrzyga - zastanawiała się głośno Hanka - a swoja drogą nie widzieliście Agnieszki?&lt;br /&gt;
-Nie widziałem jej od czasu kiedy chciała poderwać mi męża - zaśmiał się Dawid a Hanka spojrzała na mnie pytająco.&lt;br /&gt;
-No co? Mnie nie pytaj, ja jej nie znam, ale skoro mówicie, że jest taka święta to proponuję zajrzeć do sypialni. Może śpi. Od czasu kiedy zniknęła z tym jak mu tam Arturro, ja też jej nie widziałem.&lt;br /&gt;
Skierowaliśmy się we troje do domu wprost do kuchni, skąd dobywał się systematyczny delikatny szelest i stękanie.&lt;br /&gt;
O wyspę, która ustawiona jest mniej więcej po środku kuchni, odwrócony do nas plecami po przeciwnej stronie blatu, opierał się pośladkami jakiś facet w krótkiej, białej koszulce. Z prawej strony wyspy natomiast, wystawały dwa kikuty damskich nóg wetkniętych chyba na siłę w czerwone baletki i&amp;nbsp; tak ułożone, że wiadomym było, że ich właścicielka najprawdopodobniej klęczy. Koleś rytmicznie poruszał prawą ręką skupiając się usilnie na jednostajnym wysiłku fizycznym przykładając swoją siłę do czegoś co mogło nam się jedynie malować w wyobraźni jako jego stercząca pała, którą właśnie walił. Cel był najwyraźniej niedaleko.&lt;br /&gt;
-Aga! Już prawie - wysapał lekko - zaraz będzie gotowe.&lt;br /&gt;
-Zaczekaj jeszcze chwilę. Dam Ci jeszcze jajka - wystękała właścicielka nóg.&lt;br /&gt;
-Ale samo białko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na naszych twarzach malował się grymas zaskoczenia i zdziwienia. Hanka snuła dzikie wizje jak to Arturro spuszcza się obficie białym płynem wprost ze swojego jak go sobie wyobrażała dużego, żylastego kutasa wprost na twarz jasnowłosej Agnieszki, która rozsmarowuje sobie jego spermę po twarzy zlizując to co jej się uda. Dawid doznał natychmiastowego wzwodu jak wywnioskowałem z wyglądu jego spodenek, a mnie się ciepło zrobiło na samą myśl, że jesteśmy właśnie świadkami pornola w kolorze na żywo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dobrze samo białko, tylko muszę je znaleźć - wystękała Agnieszka.&lt;br /&gt;
-Daj spokój, zaraz będzie gotowe, a i tak nic nie widzisz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Znaleźć? - zastanowiłem się chwilę w kompletnym zdziwieniu - jak to znaleźć? Nic nie widzi? To ostre zabawy muszą tu odchodzić - zastanawiałem się dalej patrząc na niecodzienną scenę.&lt;br /&gt;
-Wow - szepnął mi do ucha Dawid - zawiązał jej oczy i teraz będzie się na nią zlewał - wysyczał podekscytowany muskając moje ucho. Hanka spojrzała na nas jak matka na synów by ich uciszyć.&lt;br /&gt;
-Yhym, to takie zabawy odchodzą u mnie w kuchni? - Hanka w końcu nie wytrzymała i odezwała się do niespodziewanych intruzów.&lt;br /&gt;
Arturro podskoczył zaskoczony obecnością osób trzecich w czasie kiedy on urządza sobie kuchenną orgię. W tym samym czasie jakiś huk rozległ się za wyspą zza której nagle wychyliła się kompletnie rozmierzwiona Agnieszka. Uśmiechnęła się.&lt;br /&gt;
-Yyy to nie tak. To miała być niespodzianka - próbowała wyjaśnić.&lt;br /&gt;
-Niespodzianka? No to się Wam udało. Kurde ludzie seks w kuchni, świetnie, ale nie lepiej było zrobić to w sypialni nie narażając się na nakrycie? - Hanka próbowała dociekać sensu sprawy.&lt;br /&gt;
-Seks? - Arturro odwrócił się całkowicie nie dowierzając w to co słyszy - jaki seks?&lt;br /&gt;
W ręce trzymał plastikową miskę wypełnioną półpłynną masą w kolorze kanarka, w której zanurzony był trzonek trzepaczki rytmicznie opadający i unoszący się w masie.&lt;br /&gt;
-Robimy Ci tort niespodziankę, ale biszkopt nam się zepsuł, więc postanowiliśmy zrobić nowy - Artur ciągnął dalej wyjaśnienia.&lt;br /&gt;
-Tort kurwa? Jaki znów tort? - Dawid przetarł oczy i zakrył ręką swoją erekcję.&lt;br /&gt;
-No, bo chcieliśmy Ci zrobić niespodziankę, a ja umiem piec torty, mam nawet składniki ze sobą, no i chciałam go przystroić sama - wyjaśniła szybko Agnieszka - tylko, że mi szkło kontaktowe wypadło i właśnie go szukam.&lt;br /&gt;
-Jezu! Kurwa z kim ja pracuję! - westchnęła Hanka i roześmiała się - dzieciaki zostawcie to , choć to miłe z Waszej strony, ale gotowy tort stoi już w lodówce. Zaraz go podam.&lt;br /&gt;
Agnieszka podniosła się z podłogi, zamoczyła palec w masie, którą żarliwie ubijał Arturro.&lt;br /&gt;
-Mmmm smaczne misiu - uśmiechnęła się do Arturro i pociągnęła go na zewnątrz na imprezę - a Pani Pani Hanno jest świetną gospodynią - zwróciła się do Hanki.&lt;br /&gt;
-Kochana, chciałam Cię zmiękczyć tą imprezą, ale widzę, że nadajemy na tych samych falach - Hanka uśmiechnęła się do Agnieszki i do mnie po czym sprzątnęła szybko rozgardiasz na blacie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tort faktycznie był smaczny, a masę ubitą przez Arturro wespół z Agnieszką, Hanka upiekła jeszcze tego wieczora i polała obficie bitą śmietaną. Bo bitwa na żarcie musiała się odbyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-2512346067692320226?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/UmkHxiBg4dCSI6DZLL7a4FRYf-4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/UmkHxiBg4dCSI6DZLL7a4FRYf-4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/UmkHxiBg4dCSI6DZLL7a4FRYf-4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/UmkHxiBg4dCSI6DZLL7a4FRYf-4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/o_RtQJ9RxqQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/2512346067692320226/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/osiemdziesiaty-zmiekczanie-biurwy-3.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2512346067692320226?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2512346067692320226?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/o_RtQJ9RxqQ/osiemdziesiaty-zmiekczanie-biurwy-3.html" title="Osiemdziesiąty. Zmiękczanie biurwy 3. Grill." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/osiemdziesiaty-zmiekczanie-biurwy-3.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A0UGQHs-fSp7ImA9WhRRFEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-6274212613871252222</id><published>2011-11-23T14:43:00.001+01:00</published><updated>2011-11-28T12:20:21.555+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-28T12:20:21.555+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wino" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="półka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="koszyk" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="piwo" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="alkohol" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="regał" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wódka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="zakupy" /><title>Siedemdziesiąty dziewiąty. Zmiękczanie biurwy 2. Zakupy.</title><content type="html">Poranek w biurze zapowiadał się całkiem spokojnie. Był piątek, ludzie zdezelowani już kompletnie po całym trudnym tygodniu pracy, wypiciu całego tankowca kawy i zjedzeniu piekarni ciastek śniadaniowych mieli dość i biura, i pracy, i patrzenia na siebie wzajemnie. To był trudny tydzień.&lt;br /&gt;
Dawid rozsiadł się wygodnie w porannym fotelu, nazywał go tak bo po całej nocy był chłodny i wygodny, otworzył laptopa i spostrzegł liścik na biurku:&lt;br /&gt;
"Grill jutro o 17:00 u mnie. Pomożecie mi w zakupach chłopaki" podpisano Hanka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Po pierwsze: Dzień dobry, po drugie, dlaczego jutro i po trzecie jak to? - Dawid wypalił do słuchawki zanim Hanka zdążyła pomyśleć, kto właściwie zakłóca jej poranne picie kawy i gapienie się w nowy numer poczytnej gazety.&lt;br /&gt;
-Y, bo są moje urodziny, dzień dobry, heloł i generalnie nie stresuj się. Dzwoń do męża i umawiaj nas na jutro - Hanka sprytnie wybrnęła z tematu - Chciałam też zauważyć, że Twoja wspólniczka jest zaproszona więc wiesz.&lt;br /&gt;
-Ta tutaj niemuzykalna, która spóźnia się do pracy?&lt;br /&gt;
-Właśnie ta - zakończyła Hanka i odłożyła słuchawkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zakupy z Hanką w kwestii spożywki powinny odbywać się zawsze w towarzystwie i najlepiej w jakimś sklepie typu Makro lub Selgros, gdyż ostatnie zakupy z nią w sklepie spożywczym skończyły się dla mnie koszmarnym bólem nóg i pleców, a dla niezainteresowanych klientów staniem w kolejce przez ok 4 godziny. W tym czasie kasjerka obsługująca nas miała minę jakby jej się sam Jezus objawił tylko dlatego, że spostrzegła tony artykułów, które musiała nabić na kasę &lt;br /&gt;
Tym razem jednak szefowa Dawida ograniczyła się do zakupu na własną rękę napojów alkoholowych i mniej alkoholowych. A ograniczenie postanowiła zrealizować w najmniej odpowiednim do tego sklepie, gdzie kolejki tworzą się kilometrowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czekaliśmy z Dawidem na Hankę pod drzwiami centrum handlowego, przestając z nogi na nogę i ocierając pot z czół. Słońce nie świeciło jakoś specjalnie mocno, ale nie ruszało się kompletnie nic, co normalnie rusza się pod wpływem choćby lekkiego wiatru. Gdyby nie wiatry ludzi przechodzących wzdłuż pasażu chodnika, przysiągłbym, że kosmos wessał całą atmosferę z Ziemi. Powietrze było gęste i nieruchome jak budyń a do tego przepełnione wonią potu, pierdami i bekaniem. Cała ludzka esencja namiętnych zapachów i feromonów.&lt;br /&gt;
Jej auto podjechało z lekkim piskiem na parking tuż przy nas, gdzie akurat udało się Hance znaleźć wolne miejsce.&lt;br /&gt;
-Jesu! Kobieto jesteś nareszcie! - wysapał Dawid na widok wysiadającej z klimatyzowanego BMW Hanki - My się tu topimy a Ty sobie jeździsz klimatyzowaną bryką! - ucałował Hankę w policzek po czym oddał ją mnie, bym i ja mógł się przywitać.&lt;br /&gt;
Miała zimną jak ryba skórę pokrytą lekką warstwą balsamu kokosowego i czymś w rodzaju szronu.&lt;br /&gt;
-Cześć Kochanie - wysapałem - ale jesteś oziębła - zażartowałem&lt;br /&gt;
-No jak na sukę rasową przystało, ale wierzcie mi kurwa zmarzłam w samochodzie a tu wysiadam i tak gęsto, że nie ma czym oddychać. Chodźcie - złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę sklepu - Mam dwie listy - wsadziła rękę do kieszeni swoich krótkich, przewiewnych spodenek lnianych które mimo wszystko opinały się na jej pośladkach jak lateks na skórze dominy. Na cycki naciągnęła coś w rodzaju szerokiego stanika-koszulki. W każdym razie ledwo to to utrzymywało jej wielkie piersi w ryzach nie pozwalając im wyskoczyć na zewnątrz.&lt;br /&gt;
Widok kobiety z takimi balonami w towarzystwie dwóch spoconych samców z trzydniowym zarostem i opalenizną rodem z Rodos musiał wzbudzać zainteresowanie przechodniów. Co rusz ktoś na nas zerkał, uśmiechał się lub gapił bezczelnie na hankowe cycki.&lt;br /&gt;
Hanka podała Dawidowi kartkę, na której skrupulatnie wypisane były gatunki wina i piwa oraz podane ilości.&lt;br /&gt;
Wzięliśmy z Dawidem dwa koszyki; jeden na wino, drugi na piwo i ruszyliśmy na stoisko z alkoholem. Hanka w tym czasie podreptała do alkoholi ciężkich i co chwila wrzucała do koszyka coraz to nowszą butelkę trunku. Skakała po półkach jak małpa tylko po to by dosięgnąć upragnioną butelkę z procentami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-No to kurwa pięknie, postoimy w tej kolejce - wyjęczał Dawid widząc, że przed nami przy kasie stoi co najmniej kilkanaście osób, a o innej wolnej kasie można było pomarzyć.&lt;br /&gt;
-Ty, Hanka a co z jedzeniem? Bo kupiliśmy tylko alkohol - zapytałem.&lt;br /&gt;
-No chyba nie sądzisz Misiu, że stałam przy garach i gotowałam dla 20 osób - popatrzyła na mnie pobłażliwie - jak myślisz?&lt;br /&gt;
-Myślę, że jak zwykle zamówiłaś catering - stwierdziłem odważnie - a chłopaków wysłałaś do babci.&lt;br /&gt;
-Gdybym Cię nie znała pomyślałabym, że mnie szpiegujesz. A swoją drogą jesteśmy tu dziś, bo gorzelnia nie chciała mi sprzedać alkoholu w cenie hurtowej bez akcyzy - wyjaśniła nagle.&lt;br /&gt;
-Chcesz powiedzieć, że byłaś w gorzelni? - zdziwił się Dawid.&lt;br /&gt;
-Tak, ale mówię Wam, co za debile. Ja tam chciałam ze sto litrów wziąć a oni do mnie z akcyzą no...&lt;br /&gt;
Taśma kasy przejechała do przodu zwalniając nam miejsce na rozładowanie baterii alkoholowej, która zalegała w naszych trzech koszykach. Kasjerka popatrzyła na naszą trójkę ze zdziwieniem i zaczęła nabijać powoli trunki, które Hanka w ekwilibrystycznych pozach zdobywała skacząc między regałami.&lt;br /&gt;
-Zaopatrujecie państwo AA czy jakiś przytułek dla pijaczków? - wyszeptała pod nosem młoda, gruba dziewczyna na kasie.&lt;br /&gt;
-Nie, to na imprezę. Duże potrzeby odstresowania - wyjaśniła z uśmiechem Hanka.&lt;br /&gt;
Młoda już nic nie mówiła. Rezolutnie i dokładnie skanowała każdą butelkę twardego alkoholu i wkładała na powrót do koszyka Hanki.&lt;br /&gt;
-Liczyć to razem? - zorientowała się młoda grubcia.&lt;br /&gt;
-Tak.&lt;br /&gt;
Taśma przesuwała się w ślimaczym tempie, a jak tylko zwalniało się miejsce na jej końcu Dawid dostawiał kolejne butelki wina. Z daleka wyglądało to jakby na taśmie rozłożyła się tęcza. Wina białe, różowe, czerwone. Butelki zielone, przeźroczyste, białe, niebieskie, brązowe, czerwone... feria barw i kolorów. Ludzie patrzyli na nas dziwnie. Powietrze w sklepie lekko falowało od wentylatorów, które co jakiś czas skrzypiały, jakby zmęczone mieleniem ciężkiego, gorącego powietrza wydawały z siebie ostatnie tchnienie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Czy coś jeszcze? - młoda widocznie zdyszana nabijaniem na kasę i podnoszeniem każdej z tysiąca butelek do skanera wydyszała do Hanki.&lt;br /&gt;
-Nie, to wszystko.&lt;br /&gt;
-Uff czuję się jakbym spędziła dwie godziny na siłowni - uśmiechnęła się i podała Hance należność z kasy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-6274212613871252222?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/v4MX48Q50C_XV_yKE-Yvnsoh70E/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/v4MX48Q50C_XV_yKE-Yvnsoh70E/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/v4MX48Q50C_XV_yKE-Yvnsoh70E/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/v4MX48Q50C_XV_yKE-Yvnsoh70E/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/h9bLFCjvMgQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/6274212613871252222/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-dziewiaty-zmiekczanie.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/6274212613871252222?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/6274212613871252222?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/h9bLFCjvMgQ/siedemdziesiaty-dziewiaty-zmiekczanie.html" title="Siedemdziesiąty dziewiąty. Zmiękczanie biurwy 2. Zakupy." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-dziewiaty-zmiekczanie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEEERnc6cSp7ImA9WhRREEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-1319007813265762942</id><published>2011-11-23T00:00:00.000+01:00</published><updated>2011-11-23T12:10:07.919+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-23T12:10:07.919+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="grill" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="biurwa" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="tweedowe spodnie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="biuro" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="zdjęcie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="granatowy żakiet" /><title>Siedemdziesiąty ósmy. Zmiękczanie biurwy 1.</title><content type="html">Dźwięk otrzymanego maila wyrwał Dawida z zamyślenia. Pospiesznie dopadł do komputera i otworzył okno programu pocztowego by przeczytać wiadomość.&lt;br /&gt;
Nudził się tego dnia niesłychanie. Minęło już pięć dni od czasu kiedy przeniesiono jego skromną personę z boksu na korytarzu, do gabinetu w szeregu gabinetowym.&lt;br /&gt;
Sam, biedaczek w pustym pokoju z dwoma biurkami, dwoma fotelami, dwoma komputerami, jednym oknem na całą ścianę i on.&lt;br /&gt;
-Kurwa przecież ja tu pierdolca klaustrofobicznego dostanę albo szału pizdy, jak będę sam tu siedział - zamyślił się w czasie, gdy tajemniczy mail otwierał się mozolnie.&lt;br /&gt;
Brakowało adresata, ale program antyspamowy tego nie wyłapał. Kiedy w końcu na ekranie powoli odkrywało się przed Dawidem ewidentnie przeładowane wielkością zdjęcie, do drzwi ktoś zapukał.&lt;br /&gt;
-Proooszę - krzyknął.&lt;br /&gt;
W drzwiach pojawiła się młoda dziewczyna. Blondynka o smukłej twarzy i maleńkich ustach. Miała za to wielkie oczy, co w całokształcie sprawiało, że wyglądała jak lemur. Miała na sobie dobrze skrojoną białą bluzkę i czarne spodnie przewiązane z dupy dopasowanym szarym rzemieniem. Z trudem utrzymywała się na kosmicznie spiczastych szpilach z siedmio centymetrowymi obcasami w kolorze czerwieni. W dłoniach trzymała dwa ogromne, przepastne wręcz segregatory wypełnione papierem i kartonik z kwiatkiem i wystającą ramką zdjęcia.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry - nieśmiało zaczęła.&lt;br /&gt;
-Cześć! Ty pewnie jesteś... - zawiesił głos Dawid w odpowiedzi.&lt;br /&gt;
-Agnieszka - przedstawiła się - będę z Panem pracować w tym gabinecie.&lt;br /&gt;
-O ludu - ucieszył się i wstał by przywitać nową - już myślałem, że pierdolca tu dostanę sam - wypalił.&lt;br /&gt;
-Yyy, przepraszam co proszę? - zawstydziła się Agnieszka.&lt;br /&gt;
-Oj zluzuj laska poślady. Przyzwyczaisz się. Zapomniałem, że jesteś z Handlowego gdzie rządzi wszechmocny Arturro - zaśmiał się i poprowadził ją do biurka, które zarezerwowane było właśnie dla niej.&lt;br /&gt;
-Będziesz musiała się przyzwyczaić, bo w naszym dziale normalnie nie jest - wyjaśnił dla pewności Agnieszce, która skwaszoną nico miną potwierdziła zrozumienie jego wypowiedzi, a jednocześnie wyraziła zgodę na przetwarzanie danych osobowych w celu przeprowadzenia jej przez proces przystosowania do życia w tej dżungli.&lt;br /&gt;
-Aha - stęknęła tylko - czy to normalne, że w pracy oglądacie takie zdjęcia? - skinęła głową w stronę Dawidowego laptopa.&lt;br /&gt;
-O kurwa! - krzyknął, kiedy na jego ekranie pojawiło się zdjęcie z imprezy, na którym w namiętnym pocałunku wymieniał swoje płyny ustrojowe z jakimś równie nawalonym jak on facetem.&lt;br /&gt;
-Nic mi do tego oczywiście - zmieszała się Agnieszka - ale wolałabym chyba unikać tu takich widoków lub móc czuć się swobodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stali oboje przy ekspresie do kawy. Ona w czarnej, krótkiej tuż nad kolana spódnicy, która opinała się na jej dużych, ale mimo wszystko zgrabnych udach, ciemno granatowym żakiecie z rękawami na 3/4 i szpilach takich, że mogłaby zajrzeć żyrafie w oczy. On w tweedowej marynarce koloru zdechłego morza przed sztormem, obcisłych jak getry czarnych spodniach, które z daleka połyskiwały jakby były ze skóry i pantoflach koloru trzydniowej kociej kupy. Rozmawiali.&lt;br /&gt;
-Taka cnota, że kurwa aureola mi znów nad głową zaświeciła - wyżalił się Dawid.&lt;br /&gt;
-No co Ty dajesz? I ona ma pracować z nami? Dla mnie? Kurwa! - westchnęła Hanka - przecież ona nie przeżyje sercowo tygodnia z Tobą - zażartowała.&lt;br /&gt;
-Już mi uwagę zwróciła z pięć razy, że nucę pod nosem, że chodzę, że mówię sam do siebie - żal Dawida niósł się dalej.&lt;br /&gt;
-To ona niemuzykalna jest? Trzeba będzie ją rozbujać - zamyśliła się chwilę gapiąc się w filiżankę.&lt;br /&gt;
-No nie będzie chyba tak łatwo. Mówię Ci, kij w dupie po same oczy, aż strach wyciągnąć, bo się biedaczka złamie.&lt;br /&gt;
-Wiesz no mam pewien pomysł. Zresztą ona już nie pracuje dla Artura, tylko... - pytającym wzrokiem popatrzyła na Dawida.&lt;br /&gt;
-...tylko dla NAS SA - zaśmiał się - no a co to za pomysł?&lt;br /&gt;
-Zaproszę ją na grilla, którego urządzam za tydzień. Rozbujamy ją troszeczkę, niech pozna nasze metody pracy i naszych ludzi. Zaproszę nasz dział, niech się ludziska pobawią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-1319007813265762942?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JukGLeY3qwNt0Mz89CnQpMJzxEY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JukGLeY3qwNt0Mz89CnQpMJzxEY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JukGLeY3qwNt0Mz89CnQpMJzxEY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JukGLeY3qwNt0Mz89CnQpMJzxEY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/6-1-125aUfo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/1319007813265762942/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-osmy-zmiekczanie-biurwy.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/1319007813265762942?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/1319007813265762942?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/6-1-125aUfo/siedemdziesiaty-osmy-zmiekczanie-biurwy.html" title="Siedemdziesiąty ósmy. Zmiękczanie biurwy 1." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-osmy-zmiekczanie-biurwy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUcCSXg-cSp7ImA9WhRREEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-2278288372440924101</id><published>2011-11-21T17:09:00.001+01:00</published><updated>2011-11-23T11:11:08.659+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-23T11:11:08.659+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="prostata" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="lekarz" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="palec" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="mydło" /><title>Siedemdziesiąty siódmy. Hanka 2.1</title><content type="html">-Antek, obiecaj mamie, że nigdy więcej nie zjesz mydła - Hanka uśmiechnęła się do gnojka życzliwie przeczesując jego włosy palcami.&lt;br /&gt;
-Obiecuję mamo. Ale my naprawdę nie wiedzieliśmy, że to mydło. Bartek zjadł aż dwie kulki, a ja tylko jedną - skruszony wydyszał prawie przez łzy.&lt;br /&gt;
-No dobrze już synek, nie smutaj. Nie wiem co się podaje człowiekowi po zjedzeniu mydła, ale myślę, że jeszcze sobie rzygniesz nie raz - uśmiechnęła się otwierając synowi drzwi samochodu.&lt;br /&gt;
Antek niczym zbity pies, kompletnie osłabiony wdrapał się na siedzenie pasażera. Hanka zatrzasnęła za nim drzwi i przeszła na swoje siedzenie.&lt;br /&gt;
-Synek a co z tym palcem? - zapytała przypomniawszy sobie rozmowę z wychowawczynią.&lt;br /&gt;
-Jaki palec? - zdziwił się Antek, któremu co chwila odbijało się po zjedzeniu czekoladowego mydła. W samochodzie unosił się już zapach wanilii i czekolady od jego bekania.&lt;br /&gt;
-No podobno złamałeś palec.&lt;br /&gt;
-O kurde zapomniałem z tego wszystkiego - Antek wyciągnął lewą rękę z kieszeni bluzy i pokazał Hance.&lt;br /&gt;
Na pierwszy rzut oka wszystko z ręką było OK, ale po bliższym przyjrzeniu się Hanka spostrzegła, że palec wskazujący jest nieco bardziej odchylony niż reszta.&lt;br /&gt;
-Nie boli Cię ten palec? - Hanka zszokowana patrzyła na syna.&lt;br /&gt;
-Nie. Dziwne nie? - roześmiał się Antek i za chwilę pobladł. Okazało się bowiem, że próba zgięcia go nie była już bezbolesna - Aua aua - w oczach chłopca pokazały się łzy.&lt;br /&gt;
-Dziecko drogie - westchnęła - jedziemy na pogotowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Palec jest tylko wybity - młody lekarz spojrzał na Antka wymownie. Chyba wiedział mniej więcej jak to się w ogóle stało, więc czekał chwilę porozumiewawczo patrząc na chłopaka w oczekiwaniu, aż ten się złamie i przyzna.&lt;br /&gt;
-Antek, co wyście robili?&lt;br /&gt;
-Oj no utknął mi ten palec - zawiesił głos.&lt;br /&gt;
-Utknął gdzie?&lt;br /&gt;
-Mamo muszę mówić?&lt;br /&gt;
-Antek.&lt;br /&gt;
-Ja myślę, że pani syn próbował hmmm no właśnie nie bardzo wiem czego mógł próbować, bo możliwości jest co najmniej kilka - włączył się do rozmowy lekarz.&lt;br /&gt;
-To znaczy? - z zainteresowaniem patrzyła na niego Hanka.&lt;br /&gt;
-Powiem wprost: badanie palpacyjne prostaty. Mówi to coś pani?&lt;br /&gt;
-Łomatkobosko kochana! - wysapała Hanka - Ty też? - zwróciła się do Antka.&lt;br /&gt;
-Nie! Oj mamo to był eksperyment naukowy - zmieszany i zaczerwieniony Antek nie wiedział gdzie ma oczy zatrzymać.&lt;br /&gt;
-Jaki eksperyment? Chłopie masz dopiero 13 lat - wydyszała Hanka.&lt;br /&gt;
-Mamo już 14 lat - poprawił ją Antek - a poza tym chcieliśmy z Bartkiem sprawdzić gdzie jest ta cała prostata. No to sprawdziliśmy sobie sami tyle, że ktoś akurat wszedł do łazienki i nas wystraszył, a mój palec się zaklinował no i wygiął, bo akurat na nim siedziałem - wyjaśnił bez ogródek Antek i spojrzał na matkę.&lt;br /&gt;
-No i słyszał pan panie doktorze. Czy z takimi dziećmi nie można oszaleć? Ale jak ich nie kochać. Przecież to w imię nauki - spojrzała na doktora.&lt;br /&gt;
-Wie pani co, ja coś pani dam - lekarz odwrócił się i wyciągnął z szuflady w swoim biurku książeczkę - proszę, to taki mały leksykon "Moje ciało" powinien pomóc chłopakowi zrozumieć gdzie "TA" prostata jest, bez zbędnych eksperymentów - uśmiechnął się do Antka lekarz.&lt;br /&gt;
-Dzięki, a co z palcem?&lt;br /&gt;
-Proponuję okład z sody, żeby się nie zrobiła opuchlizna. A zaraz Ci go nastawię - lekarz mówiąc to złapał palec Antka i szarpnął nim jakby chciał wyrwać chłopakowi pół ręki - no i już, gotowe.&lt;br /&gt;
-Ja z Wami oszaleje, chodź naukowcu, jedziemy na lody i okłady z sody - Hanka zwróciła się do Antka - dziękujemy panu bardzo za wyrozumiałość i pomoc - podziękowała lekarzowi i zamknęła drzwi gabinetu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-2278288372440924101?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C5zcFzbzXQ_rp6J0uEhmSutdHKY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C5zcFzbzXQ_rp6J0uEhmSutdHKY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C5zcFzbzXQ_rp6J0uEhmSutdHKY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/C5zcFzbzXQ_rp6J0uEhmSutdHKY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/6NZAt0vYPW4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/2278288372440924101/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-siodmy-hanka-21.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2278288372440924101?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2278288372440924101?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/6NZAt0vYPW4/siedemdziesiaty-siodmy-hanka-21.html" title="Siedemdziesiąty siódmy. Hanka 2.1" /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-siodmy-hanka-21.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUMGQHo9eSp7ImA9WhRREEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-5652999254797249199</id><published>2011-11-18T23:00:00.000+01:00</published><updated>2011-11-23T11:17:01.461+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-23T11:17:01.461+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="żarcie dla kota" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="obiad" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="puszka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="teściowa" /><title>Siedemdziesiąty szósty. Hanka 3.</title><content type="html">-Gdzie postawić te zakupy? - zapytałem zdyszany.&lt;br /&gt;
-W kuchni na stole możesz je rzucić. Rozgość się, zaraz do Ciebie przyjdę - krzyknęła do mnie Hanka z głową w bagażniku usilnie próbująca wydobyć coś z jego głębi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzuciłem zakupy na stół i nastawiłem kawę w ekspresie.&lt;br /&gt;
-Co właściwie cię naszło, żeby zrobić takie wielkie zakupy?&lt;br /&gt;
-Teściowa.&lt;br /&gt;
-A i wszystko jasne. Postanowiła wpaść?&lt;br /&gt;
-Chce zobaczyć czy sobie radzę z wychowaniem chłopaków. Nic mi nie mów błagam. Nienawidzę tej baby jak ognia. Ona myśli, że jak przyjedzie raz na pół roku zobaczyć jak dorastają jej wnuki to świat tymi przyjazdami zbawi. Jedyne co później robi to psioczy i wysyła kochanemu mojemu mężowi eks, sprawozdania z działalności firmy Hanka and Hanka Spółka z .o.o. - wysyczała Hanka.&lt;br /&gt;
-Chyba żartujesz.&lt;br /&gt;
-Ani trochę - skwitowała i zaczęła wypakowywać zakupy chowając je kolejno do szafek i na półki - I wiesz co, ta larwa syjamska zostanie tu caaałe 4 dni. Już dziś wzięłam środki uspokajające, żeby przypadkiem jej nie zamordować przy drzwiach pociągu. Swoją drogą liczę na to, że mi pomożesz w czasie jej obecności zapanować nad sobą - spojrzała na mnie.&lt;br /&gt;
-Pomogę no jasne, że pomogę - zapewniłem ją i włożyłem rękę do jednej z toreb - Hanka! - zagaiłem - macie kota?&lt;br /&gt;
-Nie.&lt;br /&gt;
-To chyba pomyliłaś puszki w sklepie - pomyślałem w duchu kiedy ta wyszła do łazienki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stała przy kuchence, odziana w zdechłozielony fartuch kuchenny, po którego fakturze rozrzucone były kolorowe warzywa i owoce. Zawsze się zastanawiałem, jaki chory człowiek projektuje grafiki tkanin na takie wyroby.&lt;br /&gt;
Mieszała w żeliwnym rondelku krwistoczerwony sos pomidorowy, który co rusz chlipiąc z garnka pryskał na wszystkie strony.&lt;br /&gt;
-No i teraz, mój drogi dodajesz dwa ząbki czosnku i tajemniczy składnik - z szyderczym uśmiechem Hanka cisnęła do rondla czosnek.&lt;br /&gt;
-No a ten tajemniczy składnik? - zapytałem.&lt;br /&gt;
-Za chwilę, muszę otworzyć puszkę - odwróciła się na pięcie i wyjęła z szafki półlitrową puszkę z etykietą, na której widniała przeurocza mordka łaciatego kota.&lt;br /&gt;
-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że wrzucisz to do sosu - zaniepokojony spojrzałem na Hankę.&lt;br /&gt;
-Nie. Jeszcze nie - uśmiechnęła się - to wrzucę dopiero później, bo mięso się rozpadnie i nie będzie go czuć.&lt;br /&gt;
-Hanka - zmartwiłem się - czy to jej oby nie zaszkodzi?&lt;br /&gt;
-Człowieku, a ty myślisz, że co ja jej daje od kilku lat jak jest u nas? - postawiła przede mną retoryczne pytanie i spojrzała porozumiewawczo - nie przypominam sobie, żeby jakiś kot moich znajomych od tego zdechł, więc moja teściowa tym bardziej nie padnie.&lt;br /&gt;
Otworzyła szybko puszkę wykładając mięso do szklanej miski. Sęk w tym, że o ile zdążyłem sobie dobrze przypomnieć smak tego specjału, którego kiedyś z ciekawości postanowiłem spróbować, pamiętałem że to mięso jest raczej bez smaku.&lt;br /&gt;
-Jesteś walnięta.&lt;br /&gt;
-Niemniej od Ciebie, poza tym wiem, że dzieciaki jak są u niej jedzą na podwieczorek bajadery. A jak wiesz to ciastka z przeglądu tygodniowego cukierni. Sorry Winnetou ale na pasożyta szkoda kasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Oh Haniu - odezwała się stara - jak Ty się starasz żeby mi dogodzić.&lt;br /&gt;
-Noo nawet twoje ulubione mięsko przygotowałam - sztuczną życzliwością Hanka raczyła obdarzyć darmozjada w postaci teściowej.&lt;br /&gt;
-Nie wiem jak ty to robisz, że ono jest takie delikatne w smaku i konsystencji takie puszyste, miękkie i delikatne - zachwycała się teściowa połykając kolejny kęs kociego żarcia - i ta galaretka, no bajka. Ty to chyba musisz to przygotowywać na kilka dni wcześniej.&amp;nbsp; Koniecznie musisz mi dać przepis - zaordynowała teściowa.&lt;br /&gt;
Patrzyłem na Hankę czekając na jej reakcję z niecierpliwością. Ta stała chwilę odwrócona plecami do stołu po czym odwróciła się nagle. Myślałem, że będzie miała w dłoni tasak kuchenny, żeby starą posiekać na gulasz, albo choć pustą puszkę po kocim żarciu, żeby uświadomić gościa czym jest raczona. Ale nie, Hanka odwróciła się, a nad jej głową widziałem chmurkę rodem z komiksów "Przepis to: czwarta półka w jedenastej alejce supermarketu X - dział: Żarcie dla kotów."&lt;br /&gt;
-Oj mamo - odezwała się w końcu Hanka - to banalnie proste, przecież to wieprzowina w galarecie - skwitowała - kiedyś Robert nauczył mnie ją robić - wyjaśniła Hanka ze sztucznym uśmiechem na twarzy.&lt;br /&gt;
-Oj kochana proszę Cię. Mój syn i gotowanie. Jedyne co potrafi zrobić to odgrzać gulasz z puszki - zachichotała stara. Na jej twarzy rozlał się grymas wspomnień o ukochanym synu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym przysiąc, że Robert był jej oczkiem w głowie do tego stopnia, że była mu w stanie wybaczyć wszelkie błędy związane z założeniem rodziny i spłodzeniem za pomocą Hanki trzech dryblasów. W końcu był jej synem. Szkoda tylko, że będąc marynarzem wolał ostać się w Argentynie przy lachonie rodem z Ameryki łacińskiej niż dźwigać ciężar wychowawczy oraz znosić niedzielne obiadki ze słodką do bólu rodziną i teściową.&lt;br /&gt;
Jedyne czego Robertowi zarzucić nie można było to fakt, że regularne wpływy na konto Hanki jakie słał każdego ósmego dnia miesiąca wystarczały Hance na to, by chłopaków wyposażyć w najdogodniejsze narzędzia niezbędne do życia nowoczesnego nastolatka. Sama mogła swoją wypłatę przeznaczyć na swoje przyjemności, na urządzenie domu i odłożyć grosz na czarną godzinę.&lt;br /&gt;
Dodatkowo mimo rozwodu jaki Hanka miała z Robertem od bitych pięciu lat, wciąż mieli z Robertem całkiem niezły kontakt w kwestii znajomości. Potrafili się dogadać jak koledzy w barze, ale zupełnie nie potrafili spędzić ze sobą konstruktywnie choćby jednego dnia jako małżeństwo.&lt;br /&gt;
Hance to nie przeszkadzało. Ba było jej to nawet na rękę, biorąc pod uwagę, że żaden gach nie wylegiwał się na jej ulubionej kanapie z piwem w ręku i brzuchem wystającym z za małej koszulki. Jedyne wylegujące się tam samce potrafiła przegonić jednym spojrzeniem - jak matka na syna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dziękuję! Obiad był pyszny - stara wstała od stołu zostawiając nas z Hanką przy pustych talerzach, które za chwilę chwyciła by wrzucić do zmywarki.&lt;br /&gt;
Jedliśmy z Hanka wersję soft owego obiadu, czyli sos z warzywami, pod pretekstem, że przechodzimy na wegetarianizm. Stara łyknęła to jak cukierka.&lt;br /&gt;
-Pozmywam - zaoferowałem się.&lt;br /&gt;
-Oj nie nie, ja pozmywam - zaczęła licytację teściowa - a wy możecie przygotować podwieczorek.&lt;br /&gt;
-Bajadery? - sarkastycznie zapytała Hanka.&lt;br /&gt;
-O a skąd wiedziałaś, że przywiozłam?&lt;br /&gt;
-Znam mamę nie od dziś - mruknęła pod nosem Hanka i zaczęła rozpakowywać pakunek jaki stara wniosła do jej kuchni dwie godziny wcześniej.&lt;br /&gt;
-Wrzuci mama do kosza? - Hanka podała teściowej zgnieciony papier, który ta chwyciła z impetem i wrzuciła&amp;nbsp; do kubła na śmieci.&lt;br /&gt;
-Hanka? - zapytała ją z niepokojem.&lt;br /&gt;
-Tak? - w tym momencie w głowie Hanki pojawił się obraz puszki po kocim gulaszu leżącej na samym wierzchu kosza. Przerażona spojrzała na mnie, skinęła palcem i gestem podcinania szyi zwerbalizowała swój rychły koniec.&lt;br /&gt;
Z niepokojem spojrzałem na Hankę i teściową czekając na rozwój wydarzeń, ale nie wytrzymałem.&lt;br /&gt;
-To mój kot. To znaczy żarcie dla mojego kota. Stąd ta puszka w koszu - wyjaśniłem nerwowo.&lt;br /&gt;
-Jaki kot? - syknęła Hanka.&lt;br /&gt;
-Kot? Masz kota? A gdzie on jest? - zainteresowała się teściowa.&lt;br /&gt;
-Yyyyy pewnie teraz gdzieś hasa po ogrodzie w poszukiwaniu myszy - zachichotałem.&lt;br /&gt;
-Myszy? Karmisz kota specjalistycznym żarciem i pozwalasz mu jeść brudne, ohydne, chore myszy z ogrodu? - zdziwiła się stara.&lt;br /&gt;
-No tak. No jak każdy dobry kot musi umieć polować - wyjaśniłem zadowolony z siebie kątem oka widząc jak Hanka za plecami teściowej gestykuluje w moją stronę ukazując mi różne możliwości śmierci zbiorowej, indywidualnej każdego z nas i przez uduszenie.&lt;br /&gt;
-Wy geje jesteście dziwni, ale rozumiem, że kot jest substytutem jakiegoś braku - stara nie dawała za wgraną - to idź po niego, bo w listopadzie to on za wiele myszy nie złapie, a i przeziębić się na dworze może. Ziąb straszliwy - zamartwiała się o kota.&lt;br /&gt;
Na twarzy Hanki malował się obraz przerażenia a na jej czole migał czerwonym światłem neon: "No to jestem w czarnej dupie."&lt;br /&gt;
-Kota Ci się kurwa zachciało - syknęła cicho Hanka w moją stronę.&lt;br /&gt;
-Bo ja to chciałam w ogóle zapytać Cię Haniu nie o puszkę i kota, ale o to czy zgodziłabyś się, żeby chłopcy przyjechali do mnie na święta - wypaliła stara stojąc nad zlewozmywakiem - a no i mam nadzieję, że to mięsko z całym szacunkiem dla twojej sztuki kulinarnej, nie pochodziło z puszki dla kota.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-5652999254797249199?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rvJ0UsHAkJJrHYrhE7Uro8sJv-A/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rvJ0UsHAkJJrHYrhE7Uro8sJv-A/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rvJ0UsHAkJJrHYrhE7Uro8sJv-A/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rvJ0UsHAkJJrHYrhE7Uro8sJv-A/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/uwwHH8CCZEg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/5652999254797249199/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-piaty-hanka-3.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/5652999254797249199?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/5652999254797249199?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/uwwHH8CCZEg/siedemdziesiaty-piaty-hanka-3.html" title="Siedemdziesiąty szósty. Hanka 3." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-piaty-hanka-3.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUMMRH4-eCp7ImA9WhRREEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-2739681231746456718</id><published>2011-11-18T18:26:00.000+01:00</published><updated>2011-11-23T11:18:05.050+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-23T11:18:05.050+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wymioty" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wychowawczyni" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="szkoła" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="mydło" /><title>Siedemdzeisiąty piąty. Hanka 2.0</title><content type="html">-Kowalska, słucham - Hanka odebrała telefon, który od kilkunastu minut nie dawał jej spokoju w jej pracy.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry. Z tej strony Marzanna Kutefał. Jestem wychowawczynią Pani syna, Antka - odezwał się głos w słuchawce.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry, tak, tak kojarzę. Czy coś się stało?&lt;br /&gt;
-No właściwie to tak. Pani syn się czymś zatruł, ponieważ wymiotuje od prawie godziny. Sądzę, że powinna pani przyjechać do szkoły, bo to nie wszystko.&lt;br /&gt;
-Jak to nie wszystko? - dopytywała Hanka - co się jeszcze stało?&lt;br /&gt;
-Proszę przyjechać niezwłocznie. Porozmawiamy.&lt;br /&gt;
-Dobrze będę za pół godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dawid! Przejmujesz biuro - wydała polecenie Hanka po czym stanęła na sali boksów i oznajmiła - Ludziska! Halo! - na jej wołanie ludzie zatrzymali się chwilowo i patrzyli na nią - Na czas mojej dzisiejszej nieobecności sprawy kierować do Dawida. Ani mi się ważyć do mnie dzwonić. Dziękuję! - zakończyła, a ludziska ponownie ruszyli się z miejsc - Dawid, Ciebie to nie dotyczy. Muszę jechać do szkoły Antka - zwróciła się już bezpośrednio do Dawida - to dziecko mnie kiedyś do wariatkowa wpędzi.&lt;br /&gt;
-Co się stało? - zapytał Dawid.&lt;br /&gt;
-Nie wiem, ale poza tym, że rzyga coś jeszcze, ale ta siksa nie chciała mi powiedzieć. Lecę - włożyła na siebie długi blado-brązowy płaszcz i pognała do garażu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Dzień dobry - Hanka zapukała do pokoju nauczycielskiego i weszła przedstawiając się.&lt;br /&gt;
-Dzień dobry, jest pani wreszcie - podeszła do Hanki kobieta w średnim wieku - proszę za mną Pani Kowalska.&lt;br /&gt;
-Ale co się stało? - zaniepokoiła się Hanka.&lt;br /&gt;
-Pani syn bawił się na przerwie z kolegami i złamał palec. Poza tym zjedli z Barańskim kostkę mydła - szybko i skrótowo wyjaśniła wychowawczyni.&lt;br /&gt;
-Jak to złamał palec? Który?&lt;br /&gt;
-Środkowy, proszę pani. Ale bardziej martwi mnie sprawa mydła, ponieważ chłopcy wymiotują.&lt;br /&gt;
-Środkowy palec? A co oni robili? - dopytywała zaskoczona Hanka.&lt;br /&gt;
-Podobno nic takiego, ale o tym dowiemy się po rozmowie Pani z synem - skinęła do Hanki ręką wskazując drzwi do sali.&lt;br /&gt;
Siedział tam Antek, wspomniany Barański, czyli Bartek - dobry kolega Antka, którego Hanka znała całkiem nieźle, bo odwiedzał Antka czasem, oraz rodzice Bartka, państwo Barańscy.&lt;br /&gt;
Hance przez chwilę przemknęła myśl w głowie - Jak ten Barański wytrzymuje z taką zołzą jak Beata. Przecież to to kurde nigdy nie widziało pracy na oczy, ubiera się jak lafirynda z Poznańskiej i tępe jest jak burak w marcu.&lt;br /&gt;
-Cześć, dzień dobry - Hanka przywitała się z Barańskimi.&lt;br /&gt;
-Cześć Hanka - Artur Brański podniósł się by przywitać ją podaniem dłoni, ale jego kurtkę od tyłu blokowała Beata.&lt;br /&gt;
-Twój syn namówił podobno Bartka na zjedzenie mydła - wypaliła Beata tonem jakby miała pretensje do całego świata.&lt;br /&gt;
-Oj mamoooo! Przestań! - burknął widocznie zmęczony rzyganiem Bartek - nikt mnie nie namawiał do niczego - wyjaśnił.&lt;br /&gt;
-Taaak? A to mydło to sam zjadłeś?&lt;br /&gt;
-Sam i poczęstowałem Antka - wyjaśnił szybko.&lt;br /&gt;
-To prawda, Bartek dał mi kawałek tej kostki - cichym głosem wydusił z siebie Antek po czym beknął żarliwie mydlanym polotem.&lt;br /&gt;
-Co za mydło? Co za pomysł? - wychowawczyni wyraźnie zdenerwowana patrzyła na chłopców. Na co Bartek sięgnął do kieszeni plecaka i wyciągnął z niej zawiniątko w papierze.&lt;br /&gt;
-Bartek! - krzyknęła Barańska - czy to, czy Ty...?&lt;br /&gt;
Bartek trzymał w ręce papierową torebkę z brązowo-czekoladowymi kulkami do złudzenia przypominającymi praliny lub cukierki czekoladowe. Wysypał je na ławkę i delikatnie poukładał w rządku.&lt;br /&gt;
-Boże! Dziecko, co Ci przyszło do głowy!? - Barańska się wściekła.&lt;br /&gt;
-Myślałem, że to cukierki i wziąłem kilka do szkoły - skruszony Bartek wycisnął z siebie cichutkim głosem.&lt;br /&gt;
-A co to właściwie jest? - Hanka zainteresowana sięgnęła po jedną z kulek i powąchała ją. Poza aromatycznym zapachem czekolady i wanilii poczuła intensywną woń środków powierzchniowo czynnych zwanych pospolicie mydłem. -Ha! To jest mydło! - odkryła prawdę przed zgromadzonymi, na co Barańska spuściła głowę.&lt;br /&gt;
-To moja wina - wystękała Beata - kupiłam w zeszłym tygodniu w nowej mydlarni te mydlane praliny do kąpieli i położyłam je w kuchni, odruchowo.&lt;br /&gt;
-Czyli chłopcy zjedli mydło z przeświadczeniem, że to cukierki. Pięknie! To nie wychowawcze - oburzyła się Kutefałowa.&lt;br /&gt;
-Chwila, chwila - Hanka rozpoczęła - a czy pani - zwróciła się do wychowawczyni - kiedy była dzieckiem nie popełniła żadnego błędu? Nie jadła pani piasku z piaskownicy, nie dłubała w nosie i nie robiła fikołków na trzepaku? Nie łaziła pani po drzewach i nie biła się z chłopakami na podwórku? Zawsze miała pani nieskazitelnie czystą sukienkę i uczesane włosy? Nigdy nie zjadła pani chwasta lub kawałka gipsu udając, że to potrawa z ekskluzywnej restauracji znajdującej się na pani podwórku?&lt;br /&gt;
Barańska patrzyła na Hankę ze zdziwieniem nie mniejszym niż wychowawczyni.&lt;br /&gt;
-Proszę nie strofować dzieci swoją miarą, zapominając o tym co sama pani robiła kiedyś. Antek chodź idziemy chłopie do domu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-2739681231746456718?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-Q8V0rwaKU3OAE_6D-HIwwRdvog/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-Q8V0rwaKU3OAE_6D-HIwwRdvog/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-Q8V0rwaKU3OAE_6D-HIwwRdvog/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/-Q8V0rwaKU3OAE_6D-HIwwRdvog/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/bcA09z2In7U" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/2739681231746456718/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdzeisiaty-szosty-hanka-2.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2739681231746456718?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2739681231746456718?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/bcA09z2In7U/siedemdzeisiaty-szosty-hanka-2.html" title="Siedemdzeisiąty piąty. Hanka 2.0" /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdzeisiaty-szosty-hanka-2.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUcBQ3w_fSp7ImA9WhRSFkw.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-2321812831347207061</id><published>2011-11-18T12:16:00.001+01:00</published><updated>2011-11-18T12:50:52.245+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-18T12:50:52.245+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wierność" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="partnerzy" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="związek" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="seks" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="małżeństwo" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="zdrada" /><title>Siedemdziesiąty czwarty. Wujek.</title><content type="html">-Będziesz kiedyś w podobnej sytuacji, to pewne. To zwyczajnie kwestia czasu.&lt;br /&gt;
-Skąd masz tą pewność?&lt;br /&gt;
-Po pierwsze wiem trochę więcej o życiu i ludziach od Ciebie. Po drugie, mam trochę więcej doświadczeń od Ciebie, a w końcu po trzecie to środowisko mimo wszelkich zapewnień nie zmienia się od wieków.&lt;br /&gt;
-No a co z tymi co są w długich związkach?&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Hmmm.... Wszyscy jesteśmy hipokrytami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Dlaczego?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Bo szukamy miłości, akceptacji, szczęścia, fajnego ciacha lub przystojnego faceta
wyliczając pożądane cechy i umiejętności.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-A czy to źle?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Nie, ale często żądamy od kogoś tego czego
sami nie mamy lub co chcielibyśmy sami mieć.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Ale ja nie szukam nikogo takiego, chciałbym żeby mnie ktoś pokochał.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-To naturalne Młody i bardzo dobrze, że tak myślisz. Niestety gros z nas przyłapuje się w końcu na tym, że szuka tzw. ideału. Kiedy już pojawia się ktoś, kto wypełnia nam dzień i myśli stajemy się zazdrosnymi palantami,
którzy z dnia na dzień zaczynają ograniczać swoją drugą połówkę, chcąc
zachować ją tylko dla siebie. To niby naturalne, bo zazdrość jest ludzka. Stajemy się egoistami, którzy pod przykrywką
troski i chęci posiadania kogoś bliskiego tak naprawdę zabierają drugiej osobie
wolność i autonomię.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-No ale to chyba normalne, że w związkach ludzie są sobie wierni i chcą mieć siebie na wyłączność. Czy nie?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-To teoria. Niestety nie sprawdza się ani w związkach homo, ani w związkach hetero.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Jak to?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Czym jest dla Ciebie dziś wierność?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Noooo chyba tym, że nie spotykam się z nikim innym niż z Filipem. W sensie, że nie uprawiam seksu z nikim innym.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-A co z uczuciami?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Trudno mi powiedzieć. Lubię go i często o nim myślę.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-A kochasz go?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Nie wiem.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-No właśnie. Wierność to przede wszystkim kwestia uczuć. Oczywiście zgodzę się, że kwestia seksu także, ale ta druga z czasem traci znaczenie. Ludzie bywają wybredni i nudzą się szybko. To nie jest zawsze tak, że małżeństwo z wieloletnim stażem uprawia seks regularnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Nie?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Nie. Niezależnie od rodzaju związku czas działa na relacje seksualne niespecjalnie korzystanie. Oczywiście seks jest, bo on prawie nigdy nie znika, podobnie jak przywiązanie, ale pożądanie już niestety tak.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Czyli co? Ludzie w długich związkach odbębniają stosunki?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Niezupełnie, ale seks staje się elementem a nie przyjemnością wynikającą samą z siebie i pożądania. Wiele związków jakie znam z długoletnim stażem funkcjonuje na zasadzie otwartych relacji.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Czy to oznacza, że spotykają się z innymi?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-W pewnym sensie tak. Kiedyś twoja mama powiedziała, że bzykanie się z tym samym facetem trzydzieści lat zwyczajnie staje się nudne. Nic już nie zaskakuje, przeważnie trwa tyle samo, jest takie samo, partner nie odkrywa już niczego, bo już najprawdopodobniej odkrył wszystko.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-No a co z fantazjami?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Jeśli nie zostały zrealizowane wcześniej to im później, tym trudniej się do nich przekonać i je zrealizować. Dlatego tak ważne jest by na początku mówić otwarcie o swoich potrzebach.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Hmmm no ale małżeństwa trwają. Dlaczego?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Masz pewnie na myśli to, że się nie rozpadają, że ludzie żyją ze sobą. Ale niestety bardzo często żyją jak dwie oddzielne jednostki. Tak samo często się zdradzają, mają problemy emocjonalne i seksualne jak pary nie zalegalizowane lub związki homo. Nie rozpadają się, bo są dzieci, parcie społeczne, rodzina, wspólny dom, kredyty, znajomi i cała masa przekonań. A to wszystko jak beton scala tych ludzi ze sobą mimo, że nie mają ochoty na siebie patrzeć. Często, coraz częściej niestety rozwiązaniem takiej sytuacji jest rozwód.A u nas? Zwykłe rozstanie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Czyli, że małżeństwa też się zdradzają?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-No a myślałeś, że papierek zmienia ludzi w maksymalnie wierne istoty? Nie. Dalej jesteśmy tylko ludźmi i podlegamy ciągle tym samym prawom natury.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Czy to oznacza, że nie wierzysz w wierność?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Nie. To oznacza, że wierzę, że można kochać drugą osobę nad życie. Że można kwestie emocjonalne oddzielić od czystego seksu. Że można tak funkcjonować z drugą osobą, że wspólne życie jest pełne ekscytacji i wspólnych pragnień, a przede wszystkim, że dwie osoby dążą do tego samego celu, a seks nie jest wyznacznikiem niczego poza przyjemnością.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-No ale czy to znaczy, że można się spotykać na seks z kimś innym kiedy się chce?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
-Nie, to wymaga akurat przedyskutowania i szczerości między partnerami. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-2321812831347207061?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/W3VuTQg-R2fn_ITr6sRMHY6ZwUE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/W3VuTQg-R2fn_ITr6sRMHY6ZwUE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/W3VuTQg-R2fn_ITr6sRMHY6ZwUE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/W3VuTQg-R2fn_ITr6sRMHY6ZwUE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/rF-hBUIXzpo" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/2321812831347207061/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-czwarty-wujek.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2321812831347207061?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/2321812831347207061?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/rF-hBUIXzpo/siedemdziesiaty-czwarty-wujek.html" title="Siedemdziesiąty czwarty. Wujek." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-czwarty-wujek.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEMGSH85fSp7ImA9WhRSFUs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-259753242959717143</id><published>2011-11-17T11:59:00.001+01:00</published><updated>2011-11-17T22:47:09.125+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-17T22:47:09.125+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podryw" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="bar" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="okulary" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="dres" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="czytanie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="buziak" /><title>Siedemdziesiąty trzeci. Podryw.</title><content type="html">Siedzę przy barze. Wstawiony już trochę kilkoma z rzędu podwójnymi wódkami z Martini.&lt;br /&gt;
Świat kręci się troszkę, ale pion i fason trzymam dzielnie. Nawet nie bełkoczę, a myśli układają się w spójną, sensowną całość.&lt;br /&gt;
-Dostanę wodę za piątaka - pytam barmana.&lt;br /&gt;
-Tak, jasne - uśmiecha się do mnie młoda, promienna twarz Buziaka - gazowaną czy bez bąbelków? - pyta.&lt;br /&gt;
-Bez - kładę na blat monetę orzełkiem do góry.&lt;br /&gt;
-Chcesz mi coś powiedzieć? - zwracam się do kolesia, który stoi pół kroku ode mnie po mojej lewicy. Od kilku minut uważnie przygląda się mojej twarzy badając ja wzrokiem cal po calu, komórka po komórce. Widzę kątem oka jego krzywo założoną czapkę z daszkiem, luźne spodnie w kolorze niebieskich szarości z nic nie znaczącymi nadrukami, bluzę dresową obszerną jak worek i jego zarost na twarzy, codziennie skrupulatnie pielęgnowany by przypadkiem ani jeden włosek nie urósł za długi, a tym bardziej nie urósł nie w tą co trzeba stronę. -Dresik - myślę szybko i odwracam się do niego twarzą. Widzę teraz dokładnie jego przeogromne źrenice i minę jakby skupiał się nad niezwykle trudnym zadaniem z fizyki kwantowej lub rozprawką filozoficzną. -Jeszcze chwila skupienia i sraczki dostanie biedaczek - myślę dalej i odzywam się do obserwatora.&lt;br /&gt;
-Patrzysz na mnie jak na kopulujące biedronki. Coś mam na twarzy? &lt;br /&gt;
Chłopaczek chwilę jeszcze zerka na mój lewy profil i pokazuje mi swoje równiutkie ząbki w kolorze poszarzałej bieli.&lt;br /&gt;
-Czytam.&lt;br /&gt;
-Czytasz? A to ja mam powieść na ryju? - zdziwiony dopytuję.&lt;br /&gt;
-Co masz napisane na okularach? - pyta.&lt;br /&gt;
Patrzę na niego ze zdziwieniem. chwytam za oprawki i ściągam bryle by przyjrzeć się im uważnie, mniej uważnie niż on. By odkryć co też ja mam kurwa na oprawkach. -Jeśli jest to coś innego niż "Made in China" to będę zaskoczony - myślę sobie zerkając na brzeg oprawki.&lt;br /&gt;
-Coś na B... - wyjaśnia mi dres.&lt;br /&gt;
Patrzę jeszcze chwilę. Zerkam na oprawki i na niego.&lt;br /&gt;
-Wiesz co, kurwa, bez okularów nie widzę co tu jest napisane - stwierdzam i zakładam pingle na nos.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-259753242959717143?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rTvHgdsbkFNxH7eNasW4jiwrRCY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rTvHgdsbkFNxH7eNasW4jiwrRCY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rTvHgdsbkFNxH7eNasW4jiwrRCY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rTvHgdsbkFNxH7eNasW4jiwrRCY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/4SHAm5AtPsw" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/259753242959717143/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-trzeci-podryw.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/259753242959717143?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/259753242959717143?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/4SHAm5AtPsw/siedemdziesiaty-trzeci-podryw.html" title="Siedemdziesiąty trzeci. Podryw." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-trzeci-podryw.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0cMSHc9cCp7ImA9WhRSFUg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-7828262596819637144.post-6396315263763425632</id><published>2011-11-16T12:28:00.001+01:00</published><updated>2011-11-17T18:31:29.968+01:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2011-11-17T18:31:29.968+01:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="zakonnica" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="hotel" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wyuzdanie" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="miś" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Guiness" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="erotyka" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wanna" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="katakumby" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="łysol" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kąpiel" /><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="pampersy" /><title>Siedemdziesiąty drugi. Wakacje z pomarańczą 3. Łysol, miś i zakonnica.</title><content type="html">Zachowywaliśmy się dwie przekupy. Jedno przekrzykiwało drugie w wymyślaniu co też możemy z cichym wielbicielem robić.&lt;br /&gt;
Szliśmy po miękkiej wykładzinie hotelowego korytarza, która miła za zadanie wygłuszać wszelkiego rodzaju niedogodne dla gości dźwięki. Jedyne co wygłuszała w naszym przypadku to kroki.&lt;br /&gt;
Korytarz ciągnął się i zakręcał jak makaron prowadząc nas w nieznane czeluści pokojowych zakątków.&lt;br /&gt;
-Trzy ile ten pokój? - zapytałem Hankę, która dzierżyła w dłoni zgnieciony już kawałek papieru, na którym łysol wypisał nam namiary na dobrą orgię.&lt;br /&gt;
-Trzy jeden dwa dwa, a my jesteśmy przy 3013. Kurwa idziemy nie w tą stronę - Hanka ocknęła się, złapała mnie pod ramię i pociągnęła w przeciwną stronę CockRelax Hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-3118, 3120, o i mamy 3122 - oznajmiła mi jakbym nie zauważył gdzie się obecnie znajdujemy - to co? Pukamy? - upewniła się.&lt;br /&gt;
-No pukaj - rozkazałem.&lt;br /&gt;
Zapukała. Zza drzwi dobył się ledwo słyszalny krzyk. Schwyciła za klamkę i pchnęła drzwi. Weszliśmy do ponurego dwuizbowego apartamentu, który wypełniony był blaskiem zapalonych świec. Okna zasłonięte kotarami nie wpuszczały do środka ani promyka światła odbijanego przez księżyc. Wyglądało to trochę jak katakumby albo perwersyjny salonik niecnych zabaw sado maso.&lt;br /&gt;
Łózko nakryte było taką samą narzutą jak w całym hotelu, na ścianach delikatnie mrugały cienie poruszane przez światło świec. W sąsiedniej izbie na środku stał stół i kilka krzeseł pogrążonych w ciemnościach, a widocznych tylko dzięki marnemu światłu świec.&lt;br /&gt;
-Witajcie.&lt;br /&gt;
Odskoczyliśmy od tajemniczej pustki jak poparzeni. Hanka wytężyła wzrok jakby szukała zgubionej soczewki. Nagle z mroku wyłoniła się powoli włochata postać.&lt;br /&gt;
-Kurwa! Spierdalamy, to jakieś szatańskie nasiesienie - odwróciła się do mnie i próbowała wypchnąć z pokoju.&lt;br /&gt;
Kiedy nagle zobaczyliśmy całą postać, która szybkim ruchem sięgnęła ściany by zapalić nieco mocniejsze światło.&lt;br /&gt;
I oto stał przed nami wysoki szczupły facet z trzydniowym zarostem na kwadratowej twarzy, przebrany za pluszowego niedźwiedzia. Miał na sobie kompletny strój od kaptura imitującego głowę pluszaka z uszami i częścią pyszczka, po pluszowy skafander lub coś w rodzaju pluszowego kombinezonu z wielką pluszową łatą na brzuchu jaśniejszą od pozostałego futra. Skafander był na tyle dokładną imitacją, że dłonie i stopy doskonale odzwierciedlały łapki pluszowych zabawek. Stał i uśmiechał się do nas.&lt;br /&gt;
Hanka osłupiała, patrzyła na niego jak na zjawisko społeczne. Spojrzała na mnie i znów na niego.&lt;br /&gt;
-No to kurwa mamy imprezę - stwierdziłem po chwili sam będąc zaskoczonym maksymalnie.&lt;br /&gt;
-Chciałbym Was wykąpać i prosić o to żebyście później założyli na siebie to - bez żenady koleś zdradził nam swoje zamiary względem naszych osób, po czym wyciągnął zza winkla paczkę pieluch dziecięcych.&lt;br /&gt;
-Jak to wykąpać? I założyć pampersy? - Hanka nie wierzyła w to co słyszy?&lt;br /&gt;
-No chciałbym umyć was w wannie, jak dzieci, delikatnie masując wasze ciała, Twoje piersi, Twojego peniska - koleś zwrócił się po kolei do każdego z nas - a później założylibyście te pampersy i moglibyśmy się pobawić - wyjaśnił dokładnie cały plan.&lt;br /&gt;
Patrzyłem na niego z niedowierzaniem, kątem oka widząc jak Hance szczęka opada do samej ziemi.&lt;br /&gt;
-Hanka odpalaj wrotki, spierdalamy - rozkazałem i chwyciłem ja za rękę - sorry koleś ale my się nie bawimy w takie akcje - wypaliłem do niego.&lt;br /&gt;
-No ale przecież zatrzymaliście się w hotelu, który nazywa się CockRelax myślałem, że właśnie po to by spełnić swoje odjechane fantazje - posmutniał nagle i zsunął z głowy kaptur z głowy misia.&lt;br /&gt;
-Przecież to Hotel spa zboczeńcu! - Hanka nie dawała za wygraną.&lt;br /&gt;
-Hahaha, kochani spa to może i jest, ale po godzinach jak się gościom chce. Masaże, sauna i takie tam. To hotel erotyczny. A ja was akurat rozpoznałem w pubie, bo widziałem jak się meldowaliście na recepcji. Od razu mi się spodobaliście więc dlatego zagadałem i zaprosiłem Was do siebie na małe wyuzdane zabawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słuchaliśmy go chwilę uważnie zastanawiając się czy jesteśmy na tyle pijani, że rzeczywistość nam gdzieś umknęła czy faktycznie nie doczytaliśmy broszury z ofertami miejsc reklamującymi się jako spa.&lt;br /&gt;
Koleś szybko wyłapał nasze zdezorientowanie po czym sięgnął do stolika.&lt;br /&gt;
-Patrzcie, to reklama tego hotelu - podsunął nam pod nosy dokładnie tę samą broszurę, którą mieliśmy w swoim pokoju - o tu - wskazał palcem - 'Hotel Spa spełniający najbardziej skrajne i niecodzienne zachcianki naszych gości. Pozwól sobie na odrobinę szaleństwa i spełnij swoje łóżkowe fantazje" - przeczytał tekst pod zdjęciem frontu hotelu.&lt;br /&gt;
-No tośmy kurwa nie doczytały - Hanka parsknęła śmiechem po czym oznajmiła - koleś z nami się tak nie zabawisz, ale możemy zabawić się tradycyjnie.&lt;br /&gt;
-Szkoda. A obiecałem żonie filmik z zabawy - wypalił bezpośrednio.&lt;br /&gt;
-Co!? Filmik!? - zdębiałem - Hanka idziemy stąd! - złapałem ją za rękę i wyciągnąłem z pokoju na korytarz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy żwawym krokiem doszliśmy do naszego apartamentu drzwi okazały się uchylone. W głębi pokoju słychać było lekki szelest wkładanych do walizki ubrań.&lt;br /&gt;
-Marta? - zapytałem pustkę.&lt;br /&gt;
-Kurwa kurwa kurwa! Tak to ja! - z drugiej sypialni wyłoniła się Marta z roztrzepanymi włosami i pomiętą bluzką - czy wy wiecie co ten barman chciał zrobić? - zapytała.&lt;br /&gt;
-Jak my Ci powiemy co nasz tajemniczy wielbiciel chciał zrobić to padniesz - rozpocząłem słowną licytację.&lt;br /&gt;
-No na pewno nie kazał Wam się przebrać za zakonnicę i robić sobie loda, kiedy on udawał księdza - zmartwiła się - Hanka źle przeczytałyśmy broszurę, to hotel erotyczny.&lt;br /&gt;
-Tak wiemy to już od naszego Misia w przebraniu, który chciał widzieć nas w pampersach - wyjaśniła Hanka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7828262596819637144-6396315263763425632?l=nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/kG2HFCJkiIdGzcTHxM_6PzZGiN4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/kG2HFCJkiIdGzcTHxM_6PzZGiN4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/kG2HFCJkiIdGzcTHxM_6PzZGiN4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/kG2HFCJkiIdGzcTHxM_6PzZGiN4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~4/Y7hY1yh6N04" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/feeds/6396315263763425632/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-drugi-wakacje-z.html#comment-form" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/6396315263763425632?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/7828262596819637144/posts/default/6396315263763425632?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/NieumiejtniePisanyBlog/~3/Y7hY1yh6N04/siedemdziesiaty-drugi-wakacje-z.html" title="Siedemdziesiąty drugi. Wakacje z pomarańczą 3. Łysol, miś i zakonnica." /><author><name>CzaroDziej</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10519881713197092782</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="16" height="16" src="http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://nieumiejetniepisanyblog.blogspot.com/2011/11/siedemdziesiaty-drugi-wakacje-z.html</feedburner:origLink></entry></feed>

