<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Nieustanne zmiany</title>
	<atom:link href="https://nieustannezmiany.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://nieustannezmiany.wordpress.com</link>
	<description>Życie jest zmienne, ja tak samo.Mam nadzieję, że opowiadania, które tu umieszczam wywołają zmianę, choćby uśmiech na twarzy.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 12 Dec 2019 16:42:43 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>

<image>
	<url>https://nieustannezmiany.wordpress.com/wp-content/uploads/2019/10/cropped-logo-1.png?w=32</url>
	<title>Nieustanne zmiany</title>
	<link>https://nieustannezmiany.wordpress.com</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">158780100</site><cloud domain='nieustannezmiany.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="https://nieustannezmiany.wordpress.com/osd.xml" title="Nieustanne zmiany" />
	<atom:link rel='hub' href='https://nieustannezmiany.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
	<item>
		<title>Rozdział III</title>
		<link>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/12/12/rozdzial-iii/</link>
					<comments>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/12/12/rozdzial-iii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Mili]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Dec 2019 16:42:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Anthony]]></category>
		<category><![CDATA[dzieciństwo]]></category>
		<category><![CDATA[miasto]]></category>
		<category><![CDATA[obowiązki]]></category>
		<category><![CDATA[opowieść]]></category>
		<category><![CDATA[targ]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nieustannezmiany.wordpress.com/?p=81</guid>

					<description><![CDATA[Każdą dobrą opowieść wypadałoby zacząć od „Dawno, dawno temu…” lub „za lasami, za górami”. W tym przypadku jednak nie byłyby one odpowiednie, gdyż zdarzenia te mogą dziać się właśnie teraz, tuż obok nas, w mieście okalającym górujący nad nim zamek, w&#160; Tretorii. Życie toczy się tam znacznie spokojniej niż na szlacheckich dworach, ale i tak &#8230; <a href="https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/12/12/rozdzial-iii/" class="more-link">Czytaj dalej <span class="screen-reader-text">Rozdział III</span></a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph"><em>Każdą dobrą opowieść wypadałoby zacząć od „Dawno, dawno temu…” lub „za lasami, za górami”. W tym przypadku jednak nie byłyby one odpowiednie, gdyż zdarzenia te mogą dziać się właśnie teraz, tuż obok nas, w mieście okalającym górujący nad nim zamek, w&nbsp; Tretorii. Życie toczy się tam znacznie spokojniej niż na szlacheckich dworach, ale i tak nie można mówić tu o nudzie. Weźmy za bohaterów tej opowieści jedną z wielu mieszczańskich rodzin, właściwie niewyróżniającą się niczym szczególnym.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Rodzina ta jest stosunkowo niewielka. Składa się z jedynie trzech osób: ojca, matki i synka. Nie żyją może w luksusach, ale są razem szczęśliwi. Małżeństwo dogaduje się ze sobą dobrze. Gołym okiem widać, że się kochają i mimo że nie mają zbyt wiele wolnego – on jest stolarzem, a ona krawcową – starają się spędzać ze sobą jak najwięcej czasu. I oczywiście ze swoim małym synkiem.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Pewnego dnia, gdy chłopiec miał około siedmiu lat, mama zabrała go na rynek. Zazwyczaj po sprawunki chodziła sama, ale tym razem do miasta przyjechało wielu kupców z egzotycznymi towarami, które chciała pokazać synowi. W końcu, które dziecko nie lubi odrobiny niecodziennych słodyczy czy kolorowych zabawek? Nie byli może zbyt bogaci, ale raz na jakiś czas mogli pozwolić sobie na zbędny wydatek.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Gdy dotarli na miejsce, chłopiec stanął jak zaczarowany i rozglądał się dookoła z otwartą buzią. Otaczało ich mnóstwo kramów i kramików we wszystkich kolorach tęczy. Na każdym blacie leżały inne towary. Tu słodycze… tu kolorowe przyprawy… tu jedwabne suknie… tam śliczne pozytywki i pierzaste kapelusze. A to tylko to co udało mu się zobaczyć spośród tłumu ludzi, których było chyba jeszcze więcej niż cudownych przedmiotów. Wokół panował ogromny rozgardiasz, kupcy zachwalali swoje towary krzycząc, a gospodynie targowały się równie głośno. Wszyscy gdzieś się śpieszyli, biegali w tę i z powrotem.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Chłopiec mocno złapał mamę za rękę. Nie chciał zgubić się w takim tłumie. Kobieta sprawnie poruszała się w kierunku odpowiednich straganów i kupowała potrzebne produkty. Czasami widząc głodny wzrok synka patrzącego na słodycze, dodawała je do rachunku. Malec dawno nie był tak szczęśliwy. Wszystko dookoła było ciekawe, słodycze przepyszne, a przede wszystkim – mógł spędzić dużo czasu z mamą.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>W pewnym momencie, gdy kobieta wyjątkowo długo zatrzymała się przy jednym stoisku, uwagę chłopca zwróciła czarna kotka podążająca w kierunku bocznej uliczki. Obejrzał się na mamę, która nadal zajęta była dyskutowaniem z kupcem o różnych rodzajach barwników. Nawet nie zauważyłaby, gdyby zniknął na kilka minut…</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Po chwili chłopiec mknął już za kotem. Gdy dotarł do alejki, zwierzęcia nie było nigdzie widać. Przejście było bardzo wąskie, może na jednego dorosłego mężczyznę. Wzdłuż nachylających się do siebie ścian stało mnóstwo skrzynek. Prawdopodobnie kot schował się w jednej z nich. Chłopiec obejrzał się jeszcze raz na mamę – nadal stała przy straganie – i zanurkował między skrzynki.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph">… W pewnym momencie usłyszał kroki dwóch osób i męskie głosy. Brzmiały na wzburzone. Znaczy, jeden z nich, drugi przepełniony był strachem. Czując, że lepiej nie dać się zobaczyć, chłopiec jeszcze głębiej zakopał się w skrzynki. Przez szparę w drewnie zobaczył wreszcie mężczyzn. Jeden był rosły, łysy, a twarz przecinała mu blizna. Drugi ledwo sięgał mu do barków, wyglądał na wychudzonego, ubranie miał brudne. Nic dziwnego w slumsach. Mężczyźni przez chwilę rozmawiali o czymś, co w gruncie rzeczy nie interesowało chłopca, więc odpłynął myślami w stronę zaginionego kota. Nagle sytuacja w alejce zmieniła się. Chudy padł na kolana i głośno błagał:</p>



<p class="wp-block-paragraph">&#8211; Proszę, proszę! Następnym razem… Proszę! Wszystko, zrobię wszystko, tylko… tylko proszę! Proszę daj mi cza-!</p>



<p class="wp-block-paragraph">Nie dane mu było jednak dokończyć. Duży poruszył się z szybkością błyskawicy. Chłopiec zobaczył tylko światło odbijające się w metalu i chudy zamilkł. Upadł na ziemię, a wokół niego zaczęła się tworzyć bordowa kałuża. Łysy wytarł ostrze o koszulę leżącego, schował je za pas, rozejrzał się dookoła i wyszedł z alejki.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Chłopiec stał oszołomiony za skrzynkami. Nie wiedział co się stało. Nagle poczuł jak o nogi ociera mu się kot. Ten sam, który przyprowadził go do tej alejki. Otrząsnął się z pierwszego szoku i powoli wyszedł zza skrzynek. W środku czuł pustkę, to pierwszy raz, gdy doświadczył czegoś takiego. Pierwszy raz, gdy ujrzał ciemniejszą stronę miasta. Ale An, nie mogła powiedzieć tego księżniczce Aureli, prawda?&#8230;</p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>…Wygrzebawszy się ze skrzynek, chłopiec zobaczył, że kot stoi u wylotu uliczki. Przy straganie nadal stała jego mama, ale nie rozmawiała już z kupcem. Nerwowo rozglądała się za swoim synkiem. Chłopiec widząc to, szybko do niej podbiegł.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Kobieta z ulgą na twarzy złapała go za rękę i ruszyli dalej, zwiedzać kolorowe kramiki. Chłopiec przez resztę wycieczki nie oddalił się od mamy nawet na krok. Żałował, że nie udało mu się pobawić z kotem.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph">…Przynajmniej tak powiedział mamie, gdy spytała, dlaczego jest taki milczący. Nie chciał jej przecież martwić…</p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Wrócili do domu późnym wieczorem, obwieszeni zakupami. Mama zrobiła na kolację potrawkę z kupionej na targowisku dziczyzny. Jedząc opowiadali ojcu jak minął im dzień, co zobaczyli, czego się dowiedzieli. Siedzieli razem do późnej nocy, po czym położyli się spać w oczekiwaniu na kolejny dzień…</em></p>



<p class="wp-block-paragraph">&#8211; Myślę, że na dzisiaj starczy opowieści, nie sądzisz księżniczko? – spytała An, po dotarciu do tego momentu opowieści.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Dziewczynka wydała z siebie rozczarowane mruknięcie, ale zgodziła się. Służka zajęła się już jej włosami, nie dość, że były doskonale rozczesane, to nastolatka zdążyła nawet zapleść jej warkocze. Niedługo zaczną się jej lekcje.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Jakby na zawołanie, rozległo się pukanie do drzwi, a zaraz po nim stłumiony głos pani Swinton.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&#8211; Aurelio, czas udać się do biblioteki.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Dziewczynka niechętnie wstała, rzuciła ostatnie spojrzenie na An i zgarbiona podeszła do drzwi. Nie lubiła porannych lekcji. Zazwyczaj była to historia. Dziewczynka nie była w stanie zrozumieć, do czego może jej się to przydać, zwłaszcza, że to takie nudne… Zdecydowanie wolałaby słuchać opowieści An aż do obiadu, ale pani Swinton byłaby zła, pewnie powiedziałaby tacie, że opuszcza lekcje… A dziewczynka nie chciała narażać się na gniew króla. Wzdrygnęła się i otworzyła drzwi.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Gdy księżniczka wyszła, An otrząsnęła się ze wspomnień i zaczęła sprzątać. Nie może przecież uciekać od obowiązków, nie dostałaby wtedy jedzenia… Dziewczyna nucąc pod nosem rozpoczęła porządki od starcia kurzu z szafek i szafeczek.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Nie była nawet świadoma, że melodia, którą wypełniała ciszę, to ta sama, którą śpiewała jej matka tamtego dnia przed snem…</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/12/12/rozdzial-iii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">81</post-id>
		<media:content url="https://0.gravatar.com/avatar/cba3a8e80218329c87fd98927626e1b193b5764a127760d5632bb646a8de79fe?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">emkab000</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Rozdział II</title>
		<link>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/22/rozdzial-ii/</link>
					<comments>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/22/rozdzial-ii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Mili]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 Oct 2019 18:45:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[An]]></category>
		<category><![CDATA[Anthony]]></category>
		<category><![CDATA[crossdressing]]></category>
		<category><![CDATA[dziecko]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[księżniczka]]></category>
		<category><![CDATA[kłamstwa]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[pokojówka]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[szlachta]]></category>
		<category><![CDATA[włosy]]></category>
		<category><![CDATA[zamek]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nieustannezmiany.wordpress.com/?p=67</guid>

					<description><![CDATA[–An! An! – Służąca nie miała czasu zareagować. Tuż po usłyszeniu wołania poczuła ciężar zderzający się z jej nogami. Spojrzała w dół i zobaczyła rozczochrany kłębek szczęścia w postaci siedmioletniej dziewczynki. – Ciebie również miło widzieć, księżniczko. – powiedziała An z czułością w głosie. – Ale nie sądzisz, że Pani Swinton nie byłaby zadowolona widząc &#8230; <a href="https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/22/rozdzial-ii/" class="more-link">Czytaj dalej <span class="screen-reader-text">Rozdział II</span></a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">–An! An! – Służąca nie miała czasu zareagować. Tuż po
usłyszeniu wołania poczuła ciężar zderzający się z jej nogami. Spojrzała w dół
i zobaczyła rozczochrany kłębek szczęścia w postaci siedmioletniej dziewczynki.</p>



<p class="wp-block-paragraph">– Ciebie również miło widzieć, księżniczko. – powiedziała An
z czułością w głosie. – Ale nie sądzisz, że Pani Swinton nie byłaby zadowolona
widząc cię teraz? Hmm?</p>



<p class="wp-block-paragraph">Pani Swinton to guwernantka odpowiedzialna za wychowanie księżniczki.
Była to kobieta w średnim wieku, z większą ilością włosów siwych niż
kolorowych. Nie tolerowała ona manier innych niż perfekcyjne, dlatego
wcześniejsze zachowanie Aurelii uznałaby za co najmniej nieodpowiednie. Księżniczka
nie powinna zachowywać się w taki sposób, niczym jakaś… plebejuszka. Najprawdopodobniej,
gdyby taka scena wydarzyła się w obecności kobiety, dziewczynka zmuszona byłaby
słuchać wykładu o poprawnym noszeniu się aż do kolacji.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Na twarzy księżniczki Aurelii na moment pojawił się grymas,
najprawdopodobniej wynikający z niechęci do wspomnianej postaci. Jednakże twarz
dziewczynki szybko się rozpogodziła. Wzięła An za rękę i zaczęła ją prowadzić z
korytarza, w którym to na nią napadła, w kierunku swojego pokoju.</p>



<p class="wp-block-paragraph">An cieszyła się, że praktycznie od początku jej pobytu w
zamku została przydzielona do księżniczki Aurelii. Co prawda cztery lata temu dziewczynka
miała jakieś trzy latka i nie do końca można było spędzać z nią czas. Służąca
zaczynała swoją pracę od sprzątania komnaty dziecka, układania zabawek i okazjonalnego
przewijania malucha. Później, w miarę jak księżniczka rosła, coraz więcej czasu
spędzała bawiąc się z nią, czy w inny sposób umilając jej dzień. </p>



<p class="wp-block-paragraph">Mimo, że nie było po niej tego widać, Aurelia była dość
samotnym dzieckiem. Jej ojciec, król Fabian, spędzał całe dnie rozwiązując
sprawy państwowe, a nawet gdyby miał czas, był osobą raczej oschłą i
niedostępną, jak na władcę przystało. Matce dziewczynki, królowej Lukrecji,
daleko było do idealnej rodzicielki. Jej głównym zajęciem było lawirowanie
wśród dworskich intryg i organizowanie wytrawnych przyjęć dla szlachetnie
urodzonych. Niezbyt przejmowała się swoimi dziećmi. Zresztą, nie można się jej
dziwić. W końcu przyszły na świat w wyniku aranżowanego małżeństwa, urodzenie potomków
było jej obowiązkiem, wychowanie – nie.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Oprócz w gruncie rzeczy obojętnych na jej los rodziców
dziewczynka miała także brata, Nathana. Był on jednak dużo starszy niż Aurelia.
Gdy księżniczka była niemowlęciem, książę ćwiczył już szermierkę z najlepszymi najemnikami.&nbsp; W związku z tak dużą różnicą wieku,
rodzeństwo nie spędzało ze sobą zbyt wiele czasu.</p>



<p class="wp-block-paragraph">An otrząsnęła się ze swoich rozmyślań w niezbyt przyjemny
sposób: potknęła się o wystający z podłogi kamień i mało brakowało, a
przewróciłaby się. Na szczęście trzymająca ją malutka rączka pozwoliła jej zachować
równowagę. Uśmiechnęła się do dziewczynki w podziękowaniu. Nie chciała z samego
rana przywitać się z podłogą, zwłaszcza, że dotarły do bardziej zaludnionej
części zamku. Wzdłuż ścian szybko przemieszczały się służące, śpieszące do
swoich obowiązków. Środkiem korytarza co jakiś czas przechodził jakiś
szlachcic, akurat przebywający w zamku. </p>



<p class="wp-block-paragraph">Idąc dalej, dziewczęta minęły jednego z takich szlachciców, barona
Buckley. Był on w zasadzie stałym bywalcem dworu, spędzał na nim większą część
roku. An szturchnęła dyskretnie księżniczkę, aby się przywitała, a sama
pokornie skłoniła głowę. Jej status społeczny był tak niski, że nie miała prawa
nawet patrzeć w oczy temu mężczyźnie. Gdyby zrobiła coś co by go uraziło…
mogłaby nie zobaczyć kolejnego dnia. Nikt nie wstawiłby się za prostą,
niewychowaną służącą. No, może Aurelia, ale któż wysłuchałby opinii
siedmiolatki?</p>



<p class="wp-block-paragraph">– Dzień dobry! – powiedziała Aurelia z szerokim uśmiechem na
twarzy.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Baron spojrzał się na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Po
chwili An poczuła, jak mężczyzna omiata ją spojrzeniem, niemalże oceniając jej
wartość. Chwilę później mężczyzna ruszył w dalszą drogę, nie wypowiedziawszy ani
słowa.</p>



<p class="wp-block-paragraph">An od zawsze wiedziała, że szlachcice to specyficzna grupa ludzi.
Nie powinno jej więc dziwić zachowanie barona. Jednakże coś w jego spojrzeniu… przyprawiało
ją o dreszcze niepokoju. Wzruszyła ramionami i podążyła za księżniczką. W zamku
codziennie przytrafiało się coś niepokojącego, nie było sensu się nad tym rozwodzić.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Chwilę później dziewczęta dotarły nareszcie do komnaty
Aurelii. Było to pomieszczenie wielkości chyba całego domu rodzinnego An, a mieszkając
w nim nie wydawał się on ciasny. Najwięcej miejsca zajmowało bogato zdobione
łóżko z baldachimem, w którym zmieściłyby się spokojnie cztery osoby. Na nim najspokojniej
w świecie leżała miękka puchowa kołdra w jedwabnej pościeli. Wśród luksusowego wystroju
pokoju, taki przejaw bogactwa niczym się nie wyróżniał. Mimo to An wiedziała,
że zimą zrobiłaby wszystko za takie okrycie, musiało być nie dość, że bardzo
miękkie, to przede wszystkim dające dużo ciepła. </p>



<p class="wp-block-paragraph">Po komnacie rozstawione były liczne szafeczki, kuferki i
komódki, Bóg jeden wie co w nich wszystkich było. W ciągu wszystkich lat pracy
w tym pomieszczeniu An poznała zawartość tylko kilku z nich. W tym toaletki i wszystkich
jej małych szufladek. Podeszła do niej teraz i wyjęła białą, zdobioną złotem szczotkę
z końskiego włosia, po czym odwróciła się do księżniczki i zapytała:</p>



<p class="wp-block-paragraph">– Gotowa? – Dziewczynka pokiwała energicznie głową. Bardzo
lubiła jak An ją czesała. Robiła to bardzo delikatnie, a warkocze przez nią
zaplecione długo się trzymały. – To chodź, usiądź tutaj – Nastolatka wskazała
na małą pufkę, koło toaletki.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Aurelia podeszła skocznym krokiem i niemal rzuciła się na
siedzisko. Gdy dziewczynka usiadła prosto, An zgrabnie uklękła za nią i powoli,
metodycznie zajęła się rozplątywaniem kołtunów w złotych włosach księżniczki. </p>



<p class="wp-block-paragraph">– An? ­ – spytała nieśmiało dziewczynka.</p>



<p class="wp-block-paragraph">– Hmm? – wymruczała w odpowiedzi nastolatka.</p>



<p class="wp-block-paragraph">– Opowiesz mi historię? – Wyraz twarzy dziewczynki można
było opisać tylko jako „szczenięcy wzrok”.</p>



<p class="wp-block-paragraph">– Jaką historię, księżniczko?</p>



<p class="wp-block-paragraph">– No… No wiesz – speszyła się dziewczynka. ­ ­– <strong>Tę</strong> historię. </p>



<p class="wp-block-paragraph">Dziewczynka nie doczekała się odpowiedzi, odwróciła się więc
lekko i patrząc w nierozumiejące oczy An, dodała konspiracyjnym szeptem:</p>



<p class="wp-block-paragraph">– &nbsp;No wiesz. Tę o
świecie poza zamkiem.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Widząc oczekiwanie na twarzy księżniczki, nastolatka nawet nie
protestowała. Poświęciła chwilę na uporządkowanie myśli i wspomnień i zaczęła snuć
swoją opowieść…</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/22/rozdzial-ii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">67</post-id>
		<media:content url="https://0.gravatar.com/avatar/cba3a8e80218329c87fd98927626e1b193b5764a127760d5632bb646a8de79fe?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">emkab000</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Rozdział I</title>
		<link>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/20/rozdzial-i/</link>
					<comments>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/20/rozdzial-i/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Mili]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Oct 2019 19:05:32 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Anthony]]></category>
		<category><![CDATA[crossdressing]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[początek]]></category>
		<category><![CDATA[szlachta]]></category>
		<category><![CDATA[służba]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nieustannezmiany.wordpress.com/?p=55</guid>

					<description><![CDATA[Zza horyzontu powoli wyłaniało się słońce. Nadchodził nowy dzień. Anthony delikatnie osuszył świeży tusz, zwinął kartkę i razem z piórem schował ją pod luźny panel podłogowy. Nie wiedział skąd wzięła się ta kryjówka, ale odkąd ja odkrył, jakieś trzy lata temu, chował tam wszystkie cenne dla siebie rzeczy. Jak dotąd nikt nie znalazł jego małej &#8230; <a href="https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/20/rozdzial-i/" class="more-link">Czytaj dalej <span class="screen-reader-text">Rozdział I</span></a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Zza
horyzontu powoli wyłaniało się słońce. Nadchodził nowy dzień. Anthony
delikatnie osuszył świeży tusz, zwinął kartkę i razem z piórem schował ją pod
luźny panel podłogowy. Nie wiedział skąd wzięła się ta kryjówka, ale odkąd ja
odkrył, jakieś trzy lata temu, chował tam wszystkie cenne dla siebie rzeczy.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Jak
dotąd nikt nie znalazł jego małej skrytki i bardzo był z tego zadowolony.
Właściwie zadowolony to mało powiedziane. W końcu od „tajności” tej kryjówki
poniekąd zależało jego życie. Niektóre z rzeczy, które pisał w swoich małych
listach… Zerknął nerwowo za okno, na stryczek stojący pośrodku dziedzińca i
wzdrygnął się.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Doskonale
wiedział, że nie powinien. Że pisanie listów do martwej osoby nie miało sensu.
Racjonalnie zdawał sobie z tego sprawę. Ale potem nadchodziły takie dni, że
tylko to pozwalało mu uniknąć szaleństwa. Tylko te krótkie momenty tuż przed
świtem przypominały mu kim naprawdę jest. Tylko wtedy… tylko wtedy mógł być
naprawdę sobą.</p>



<p class="wp-block-paragraph">W
cichym dotychczas pokoju nagłe bicie dzwonów zegarowych odbiło się głośnym
echem. Raz… Dwa… Trzy… Cztery… Pięć… Pięć uderzeń. Anthony spokojnie wstał z
krzesła, podszedł do łóżka i delikatnie wsunął się pod stary koc, jedyną rzecz
ogrzewającą go w chłodne noce. I czekał. Niezbyt długo. Już lata temu nauczył
się zamkowej rutyny.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;O piątym dzwonie budzi się ochmistrzyni. Około
trzydziestu sekund zajmuje jej wygrzebanie się z łóżka. W minutę po dzwonach na
korytarzach można już usłyszeć jej kroki. Pokój Anthony’ego znajdował się na
końcu korytarza, właściwie pokój to chyba trochę za dużo powiedziane, bo było
tam wystarczająco miejsca tylko na łóżko i małe biurko. W każdym razie dotarcie
do jego drzwi zajmowało ochmistrzyni kolejne trzy minuty. </p>



<p class="wp-block-paragraph">Tym
oto sposobem, gdy ochmistrzyni po stuknięciu w drzwi (udającym pukanie)
gwałtownie weszła do środka dokładnie cztery minuty po wybiciu ostatniego
dzwonu, zastała grzecznie „śpiącego” Anthony’ego i ani śladu po jego
wcześniejszych aktywnościach.</p>



<p class="wp-block-paragraph">­­–
Wstawaj! Ruchy! Raz, raz! – wykrzyczała kobieta, po czym skierowała się do
wyjścia. – Co za leniwe babsko, jak można tyle spać! – dodała pod nosem,
oczywiście na tyle głośno, że Anthony z łatwością ją usłyszał.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Po
wyjściu ochmistrzyni chłopak zgrabnie wysunął się spod kołdry. Sięgnął pod
łóżko i z niemałym wysiłkiem wyciągnął swoją „szafę”. Właściwie to zwykłą,
starą walizkę, nic innego nie byłoby w stanie się tam zmieścić, ale lubił
bardzo wymyślać jej inne nazwy. Była szafą, kosmetyczką, kuferkiem… wszystkim
czego akurat potrzebował, zwłaszcza, że znajdowały się w niej wszystkie jego
rzeczy.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Stara
walizka pochodziła jeszcze z czasów, gdy nie mieszkał w zamku, miał więc do
niej sentyment. Zawiasy dawno pokryły się rdzą, a cienkie skórzane paski w
każdej chwili groził zerwaniem się. Mimo to nawet jakby było go stać, nie
zmieniłby jej na żadną inną, bo właśnie tę walizkę dała mu Matka na dziesiąte
urodziny. </p>



<p class="wp-block-paragraph">Z
„szafy” wyjął swój uniform: prostą, bawełnianą sukienkę o bliżej niezidentyfikowanym
kolorze. Kiedyś była chyba kremowa, ale obecnie najlepszym określeniem byłby
sprany szary.&nbsp; Sukienka sięgała prawie do
ziemi zasłaniając nawet stopy, ale na szczęście nie ciągnęła się po niej.
Czyszczenie codziennie brzegów materiału z błota i kurzu zgromadzonego na
podłodze byłoby irytujące. Rękawy kończyły się w połowie przedramion, dając
wystarczającą ilość ciepła zimą, a jednocześnie nie ograniczając ruchów. </p>



<p class="wp-block-paragraph">Z
głębszych odmętów walizki wygrzebał stary gorset. Niby taka niepozorna rzecz, a
jednak niezbędna. Jak siedemnastoletni chłopak miałby udawać dziewczynę bez
niego? Figura od razu by go zdradziła, mimo, że z natury był dość
androgeniczny. Lekkie wcięcie w tali zapewniane przez gorset było więc
niezbędne do jego małej maskarady.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Ostatnim
co wyjął z szafy były kosmetyki i grzebień. Spadek po matce. Grzebyk dostała
ona od ojca niedługo przed ślubem. Był on przepiękny, jak na coś posiadanego
przez prostych ludzi. Wykonany z kości, ozdobiony malutkimi kamyczkami w
kolorze jej oczu – zieleni. Kosmetyki należące do Matki co prawda dawno się już
skończyły, ale pojemniczki pozostały i umieszczał w nich wykonane samodzielnie
specyfiki. Do przybielenia twarzy używał zmielonej i zmieszanej z wodą
pszenicy, którą podbierał regularnie, ale w małych ilościach z kuchni. Róż do
polików okazjonalnie podbierał szlachciankom, dzięki czemu mógł sobie pozwolić
na dziewczęcy rumieniec. Zdarzało mu się także przyciemnić lekko linię rzęs i
brwi basmą, którą dostawał od kupców w zamian za drobne przysługi.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Nie
posiadał może wiele, ale wystarczało mu to. Przecież… nie chciał się wyróżniać.
Widział co działo się z pięknymi dziewczynami na zamku, szczególnie tak niskiej
rangi jak on. Gdy upodobał je sobie jakiś szlachcic, dostawały w przydziale
jego komnaty do sprzątania. Wiadomo co działo się dalej. Dla niektórych kobiet
była to właściwie całkiem niezła okazja. Rozłożyć nogi w zamian za trochę
lżejsze traktowanie, kilka prezentów, przywilejów płynących z bycia blisko tych
wpływowych… to wcale nie duża cena. Zwłaszcza, że tak naprawdę nie miały
wyboru.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Z
reguły dziewczyny nie odmawiały, nie śmiały odmówić, ale gdy już któraś stawiła
opór… najczęściej znikała. Nikt, może oprócz ochmistrzyni, nie wiedział co
dokładnie się z nią działo. Plotki mówiły, że zostawała zgwałcona i albo zabita,
albo wyrzucona na bruk, albo przeniesiona do wiejskiej posiadłości danego
szlachcica, gdzie nie miała już żadnych praw. Te opcje dla nikogo nie brzmiały
zachęcająco, dlatego szlachcie zwyczajnie się nie odmawiało. </p>



<p class="wp-block-paragraph">Anthony
nie chciał się wyróżniać. Bardzo nie chciał. Jego mały sekret wyszedłby wtedy
na światło dzienne. A jaka kara mogłaby go czekać za oszukiwanie rodziny
królewskiej? Wolał się nad tym nie zastanawiać. Ale z drugiej strony… chyba
jeszcze gorsze byłoby odkrycie jego tożsamości. Gdyby dowiedzieli się, że dalej
żyje… Raczej już długo by to nie trwało.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Porzucając
ponure myśli, Anthony skupił się na przyszykowaniu się na kolejny długi dzień.
Ubrał się, pomalował, rozczesał długie blond włosy i splótł je w warkocz
sięgający do pasa (kiedy te włosy tak urosły?). Odetchnął głęboko i mentalnie
przestawił się na swoją personę. Na bycie <em>An, </em>pokojówką księżniczki
Aurelii.</p>



<p class="wp-block-paragraph">–An?
– dało się słyszeć dziewczęcy głos zza drzwi. To Delia, najbliższa przyjaciółka
An na zamku. Jednak nawet ona nie znała jej sekretu. Sekrety na zamku pozostają
sekretami tylko dopóki, dopóty tylko ty sam o nich wiesz.</p>



<p class="wp-block-paragraph">–Już
idę! – Nikt nie pomyślałby, że tak słodki głosik należy tak naprawdę do
chłopaka. Normalnie uznałby go za przekleństwo, ale żyjąc tak jak żyje, był
niesamowicie przydatny.</p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Przedstawienie
czas zacząć…</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/20/rozdzial-i/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">55</post-id>
		<media:content url="https://0.gravatar.com/avatar/cba3a8e80218329c87fd98927626e1b193b5764a127760d5632bb646a8de79fe?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">emkab000</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Preludium</title>
		<link>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/19/preludium-a/</link>
					<comments>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/19/preludium-a/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Mili]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Oct 2019 19:30:08 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Anthony]]></category>
		<category><![CDATA[blog]]></category>
		<category><![CDATA[drama]]></category>
		<category><![CDATA[genderbender]]></category>
		<category><![CDATA[lgbt]]></category>
		<category><![CDATA[list]]></category>
		<category><![CDATA[mxm]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[pl]]></category>
		<category><![CDATA[preludium]]></category>
		<category><![CDATA[szlachta]]></category>
		<category><![CDATA[yaoi]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://nieustannezmiany.wordpress.com/?p=27</guid>

					<description><![CDATA[Gdyby lata temu ktoś spytałby mnie jak wyobrażam sobie swoją przyszłość, nie byłoby to tak. Właściwie… nawet nie przyszłoby mi do głowy, że jest taka opcja. Niewiarygodne jak się to zmienia, prawda Matko? &#160;Minęło ile? Sześć lat? Coś koło tego. A ja zamiast spędzać dni na łonie natury, jeździć konno, polować czy uganiać się za &#8230; <a href="https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/19/preludium-a/" class="more-link">Czytaj dalej <span class="screen-reader-text">Preludium</span></a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph"><em>Gdyby lata temu ktoś spytałby mnie jak wyobrażam sobie
swoją przyszłość, nie byłoby to tak. Właściwie… nawet nie przyszłoby mi do
głowy, że jest taka opcja. Niewiarygodne jak się to zmienia, prawda Matko?</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>&nbsp;Minęło ile? Sześć
lat? Coś koło tego. A ja zamiast spędzać dni na łonie natury, jeździć konno,
polować czy uganiać się za miejscowymi panienkami… plotę warkoczę małej
dziewczynce. Jakby tego było mało, nie jakiejś zwykłej wiejskiej pannie, a
księżniczce.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Wiem, Matko, też nie chcę tego robić. Nie chcę służyć
rodzinie, która nas zniszczyła, która… która mi cię odebrała. Ale jaki mam
wybór? Tylko to lub… lub… </em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Wybacz, nie dokończę tej myśli. Nie jestem w stanie.
Żyjąc na tym dworze otacza mnie wystarczająco dużo przemocy, żebym nie chciał
się nad nią rozwodzić, gdy nie muszę. Ale najgorsza wbrew pozorom nie jest
wszechobecna brutalność. Najgorsze są intrygi.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Zawsze mówiłaś mi, że arystokracja nurza się w luksusach,
nie przejmuje niczym. I miałaś rację. Częściowo. Bo za tym wszystkim, za
względną nonszalancją, kryje się krew. Całe morze krwi. Za słodkimi słówkami,
miłymi komplementami, niewinnymi pytaniami kryje się jad, wrogość i nienawiść.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Nie widziałem nigdy wcześniej ludzi tak lubujących się w
hipokryzji. Ich słów nigdy nie można rozumieć dosłownie. Ich działań nigdy nie
można brać za bezinteresowne. Ich uczuć… to co wydaje się ich uczuciami
zazwyczaj jest zwykłą ułudą…</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Wybacz Matko, muszę kończyć. Obowiązki wzywają. Jak
zwykle mam nadzieję, że uda mi się przetrwać ten dzień.</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>&nbsp;Twój,</em></p>



<p class="wp-block-paragraph"><em>Anthony</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://nieustannezmiany.wordpress.com/2019/10/19/preludium-a/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">27</post-id>
		<media:content url="https://0.gravatar.com/avatar/cba3a8e80218329c87fd98927626e1b193b5764a127760d5632bb646a8de79fe?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">emkab000</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
