<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375</atom:id><lastBuildDate>Tue, 14 Apr 2026 22:35:13 +0000</lastBuildDate><category>książki</category><category>włosy</category><category>lifestyle</category><category>makijaż</category><category>pielęgnacja twarzy</category><category>moda</category><category>pielęgnacja ciała</category><category>perfumy</category><category>paznokcie</category><category>gadżety i akcesoria</category><category>biżuteria</category><category>denko</category><category>wystrój wnętrz</category><title>Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. </title><description>Recenzje literatury. </description><link>http://www.okiem-julii.pl/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Julia)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>1407</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-2970781198234140835</guid><pubDate>Tue, 14 Apr 2026 22:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-04-15T00:09:47.861+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title> Monika Klara Krajniak - Jesteście tylko przyjaciółmi? Rodzina Tylczyńskich. Tom 1 - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Sagi rodzinne to opowieści
złożone z wartości - jakże potrzebne w pędzącym dzisiaj coraz szybciej świecie,
w jakim relacje z bliskimi często są odsuwane na dalszy plan. Wykreowane
wielowymiarowo i napisane w uśmiechający sposób, gwarantują doskonałą rozrywkę
i relaks, tak niezbędny po kolejnym trudnym dniu. Jeśli ich bohaterowie są
zarysowani wielobarwnie i prezentują sobą i własnymi wyborami pewien starodawny
urok, tym większa przyjemność z poznawania ich losów. Dokładnie takich
znalazłam za przywołującą wiosnę okładką powieści „Jesteście tylko przyjaciółmi?”
- pierwszego tomu serii „Rodzina Tylczyńskich” autorstwa Moniki Klary Krajniak.
Choć najczęściej przebywam w mrocznych książkowych rzeczywistościach, tego
rodzaju odprężające narracje są dla mnie dobrą odskocznią. Lekką, pozwalającą odpocząć
skołatanym nerwom i uciekającym wiecznie w rozbieżnych kierunkach myślom, a
przy tym pełną… nadziei. Autorka debiutuje pozytywną, skupioną na rodzinie,
więzach oraz przyjaźniach fabułą, którą w takim kształcie niestety rzadko
obecnie można znaleźć w rodzimej prozie. Niezepsutą, skoncentrowaną na
najważniejszych wartościach - a do tego podaną estetyczną warstwą językową. Podobną
codzienności, w pełni realistyczną, a jednak ma się wrażenie, że przenoszącą
równocześnie w minione czasy. Przyznaję, iż poznawszy 367 stron historii
Pisarki w jeden wieczór, nie mogę się doczekać, aby się przekonać, jak potoczą
się dalsze perypetie wielodzietnej rodziny Tylczyńskich, której członków
zdążyłam polubić niemalże bez wyjątku od pierwszego rozdziału opowieści. Oto
gawęda, jaka otula - zabiera do krainy pewnej przyjaźni, z której być może wyniknie
coś więcej… W małej wiosce Dąbrowa żyje bowiem dwójka młodych ludzi, jacy od
dziecka pozostają nierozłączni i wiedzą o sobie niemalże wszystko. Przed jednym
z nich otwierają się jednak bramy dorosłości - czas studiów i wolności, którymi
to niestety można się szybko zachłysnąć i zapomnieć o wszystkim, co kiedyś było
nader ważne… Choć może relacje na całe życie przezwyciężą chwilową fascynację
nieznanym?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEie619TLSaG-u0WSB-2Vez76ABF-VntscIwI9fm1dSZtQ19cq9qnyChnV_mlAxuFhwWPhdMOoKv98kuLDANgjJcBuuEFiCwhEObEHmOCYdagtwn-rZs48K-CvUusT8_b863NOhmmiq9aDJ_ZDMunYMzdpagEnokvqEB8gp-HMlZLXFIBAbxaJd0wfTjZFQ/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEie619TLSaG-u0WSB-2Vez76ABF-VntscIwI9fm1dSZtQ19cq9qnyChnV_mlAxuFhwWPhdMOoKv98kuLDANgjJcBuuEFiCwhEObEHmOCYdagtwn-rZs48K-CvUusT8_b863NOhmmiq9aDJ_ZDMunYMzdpagEnokvqEB8gp-HMlZLXFIBAbxaJd0wfTjZFQ/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Tylko jak wrócić do
normalności, kiedy jedno spojrzenie, jeden pocałunek, potrafi przewrócić cały
świat do góry nogami?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Od najmłodszych lat było tak,
że właściwie nie istnieliście jako osobne byty, Melania i rok starszy od niej,
mieszkający po sąsiedzku Daniel, tylko duet. Od wspólnych zabaw w piaskownicy,
po dziecięce zabawy i nastoletnie spacery - widywaliście się praktycznie
każdego dnia, uznając za o wiele mniej atrakcyjne spędzanie czasu w pojedynkę. Zarówno
Twoja rodzina, jak i familia chłopaka - obie liczne - natrząsają się z tego z
uśmiechem i dogryzają Wam, kiedy tylko mogą, że właściwie nie musicie formalizować
łączącej Was relacji, wszak wszyscy postrzegają Was jako naturalną parę; od
przyjaźni do prawdziwego związku. Cóż… sądzi tak każdy poza Tobą i Danielem.
Uważacie, że znacie się lepiej niż brat i siostra, a zatem o żadnej miłości
romantycznej nie może być mowy. Znacie swoje myśli na chwilę przed ich wygłoszeniem,
dokańczacie wypowiadane zdania, czytacie z twarzy niczym znawcy emocji - wszak
widzieliście cały wachlarz u tej drugiej osoby. Tylko skoro tak, jeśli
faktycznie nie dopuszczasz do siebie rozterek odnośnie tego czy Daniel mógłby
się stać swoim chłopakiem, to dlaczego na myśl o tym, że już niedługo wyjedzie
na studia do Gdańska, a przed Tobą jeszcze rok przedmaturalnej nauki, robi Ci
się zimno, smutno i zwyczajnie pusto? Chociaż nie masz w tych kwestiach
doświadczenia, bo nigdy nie znałaś innych relacji niż ta, dumasz czasem, że to
nie do końca typowe dla „tylko” przyjaciół. A może właśnie przeciwnie… Lecz
jeżeli pozwolisz roztrząsaniom dryfować dalej, co ostatnio czasem Ci się
zdarza, nie wyobrażasz sobie, by Daniel miał prawdziwą dziewczynę - a Ty
jakiegokolwiek partnera. Zazdrość do tej pory była Ci obca, ale czasem nawiedza
Twój i tak cokolwiek wybuchowy ogląd rzeczywistości. Boisz się też, że jak już
przyjaciel chwilę po Twojej osiemnastce przeniesie się na studia, mimo złożonych
obietnic, szybko o Tobie zapomni - i nie będzie pisał do Ciebie wiadomości czy
przyjeżdżał do rodziny w odwiedziny tak często, jak przyrzekał. Niestety
najczarniejsze scenariusze okażą się słuszne… Czy będziesz mieć dość siły i
cierpliwości, by zawalczyć o tę znajomość, gdy okaże się to konieczne? Gdzie leżą
granice poświęcenia i przywiązania?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ale mimo tych starań wciąż
wracała do niego, wracała do wspomnień, do tego, jak w jednej chwili wszystko
się zmieniło. I to było to, czego nie mogła zrozumieć… Dlaczego jej serce nie
chciało odpuścić i zapomnieć? Przecież nie była w nim zakochana, wiec to
powinno być łatwe, prawda?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Konsekwentnie realizujesz
postanowienie, że w trakcie tego roku to nauka będzie dla Ciebie najważniejsza
- w końcu zaważy to na całej Twojej przyszłości, jako że do egzaminów maturalnych
już całkiem niedługo. W realizacji zadania często towarzyszy Ci brat bliźniak,
dzięki czemu przygotowanie do kolejnych zajęć jest o wiele prostsze i
przyjemniejsze. Codziennie skupiasz się na przyswajaniu materiału, z czym nie
koliduje Ci już pomoc rodzinie w polu czy obejściu domostwa - zimą tego rodzaju
prac jest o wiele mniej. I tylko czasem wzrok ucieka Ci w kierunku milczącego
telefonu. Odkąd Daniel wyjechał na październikowe studia, właściwie nigdy nie
odzywa się pierwszy. Czasem tylko odpowiada półsłówkami i to wiele dni po tym,
jak prześlesz mu SMS. Coraz częściej sądzisz, że chyba pora spróbować wymazać
go ze swojego życia i zbudować własne. Skoro kilka miesięcy sprawiło, iż zupełnie
porzucił Cię dla nowych znajomych i innych rozrywek niż kontakt z przyjaciółką
ponoć na całe życie, czy naprawdę wciąż jest wart choć skrawka Twojej uwagi? Jednak
mimo wszystko przeszłość jest dla Ciebie zbyt ważna, by ot tak o nim zapomnieć.
Niepokoją Cię także doniesienia jego rodzeństwa o tym, że w gdańskich klubach
młody mężczyzna jest widziany na niemalże każdej imprezie, o czym świadczą
liczne internetowe fotorelacje. Jakbyś słuchała o zupełnie innej osobie - Twój
druh w życiu nie zaniedbałby planów na następne lata dla chwilowego wyszalenia
się na kolejnych przyjęciach. Może jednak, czego jeszcze nie chcesz do siebie
dopuścić, wcale już nie znasz swojego przyjaciela z młodych lat. Może to już
zupełnie inna osoba. Ale może, być może, warto jeszcze o nią zawalczyć - bo
właśnie przeżywa problemy, które odreagowuje w niespodziewany sposób. I,
przyznaj wreszcie przed sobą, czy naprawdę przez te wszystkie lata i teraz
wciąż aktualne jest twierdzenie, iż… jesteście tylko przyjaciółmi?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Omawiali nie tylko drobne
sprawy, ale także snuli wspólne plany na przyszłość, marząc o życiu, które zamierzali
budować razem. To było czymś więcej niż tylko wymianą słów, stanowiło
obietnicę, że ich przyszłość będzie pełna wsparcia, miłości i wspólnych chwil
szczęścia.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Monika Klara Krajniak
stworzyła opowieść, która urzeknie zarówno miłośników sag rodzinnych, jak i
powieści obyczajowych oraz tych przeznaczonych dla młodzieży. Pierwszy tom
serii „Rodzina Tylczyńskich” o podtytule „Jesteście tylko przyjaciółmi?” to
bowiem wielowątkowa narracja, jakiej obiektywnie nie da się nie lubić,
niezależnie od wieku. Pełna uśmiechu, powabu i wartości - a przy tym dzięki
całemu wachlarzowi zmyślnie wykreowanych postaci obiecująca na przyszłość. Część
pierwsza zabiera czytelnika w świat dwójki przyjaciół i skupia przede wszystkim
na relacji pomiędzy nimi, ale Autorka przy okazji zręcznie przedstawia odbiorcy
liczną rodzinę głównych bohaterów, dzięki czemu ma on nadzieję, że pozna ich
dalsze losy sylwetek pobocznych w kolejnych odsłonach opowieści. W tej urzekła
mnie także warstwa językowa, która pozostaje elegancka, a przy tym ma się
wrażenie, że jest lekka jak piórko. Krajniak bez dwóch zdań ma talent do tego,
by snuć swoją gawędę niczym przyjaciółka siedząca tuż obok przy dogasającym ognisku
- i przenieść nią w świat szeptanych właśnie słów. Jeżeli saga rodzinna lub fabuła
o młodzieńczych pierwszościach - miłościach, zauroczeniach, tragediach,
radościach, smutkach, szczęściach i tych zawirowaniach, które wydają się być końcem
świata, choć w istocie, z perspektywy czasu, były tylko ważkimi doświadczeniami
- to właśnie taka. Z ciepłym dla odmiany uśmiechem polecam, pozostawiając „Jesteście…?”
z notą 8/10. To świetna lektura dla każdego, kto w szarzejącym, zaśniedziałym i
pełnym zgrozy codziennej świecie szuka promyków słońca. Także tego, co to
jeszcze na chwilę chowa się za obłokiem ciemnej gnuśności - jeśli się wierzy,
że za nim może pojawić się jakiekolwiek światło. Gratuluję Autorce debiutu,
który określiłabym mianem literackiej nadziei.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Chyba nie zdawałam sobie sprawy, że tyle
czasu upłynęło, ale to dlatego, że jestem z Tobą niesamowicie szczęśliwa.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/04/monika-klara-krajniak-jestescie-tylko-przyjaciolmi-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEie619TLSaG-u0WSB-2Vez76ABF-VntscIwI9fm1dSZtQ19cq9qnyChnV_mlAxuFhwWPhdMOoKv98kuLDANgjJcBuuEFiCwhEObEHmOCYdagtwn-rZs48K-CvUusT8_b863NOhmmiq9aDJ_ZDMunYMzdpagEnokvqEB8gp-HMlZLXFIBAbxaJd0wfTjZFQ/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-3005078095294449749</guid><pubDate>Thu, 09 Apr 2026 00:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-04-10T01:37:46.719+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Dagmara Warszewska-Kołacz - Piekielna osiemnastka - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Główna bohaterka powieści „Piekielna
osiemnastka” ma na imię Julka… i w tak wielkim stopniu jest mną, że chyba
powinnam podejrzewać Autorkę o rzeczywiste konszachty z diabłem. Każdą kolejną
stronę tego naznaczonego wątkami paranormalnymi thrillera czytałam z wręcz
makiawelicznym uśmiechem, jako że w literaturze nie trafiłam jeszcze na postać,
która miałaby ze mną tak wiele wspólnego. Julia ubiera się jedynie na czarno -
nie uznaje innych kolorów a jej stylizacje należałoby określić mianem mrocznie
rockowych. Uwielbia słuchać muzyki i ma do niej niesamowitą pamięć. Jeśli raz
wpadnie jej w ucho jakiś utwór, jest w stanie odtworzyć go z głowy. Za najciekawszą
spośród jej umiejętności uznaję natomiast niezwykłą smykałkę do języków obcych.
Uczy się ich z ogromną łatwością, najwięcej czerpiąc z tłumaczeń tekstów, które
niekiedy… jakoby same materializują się w jej jaźni. To natomiast wprawia w
konsternację nauczycieli, jacy za wszelką cenę usiłują udowodnić jej próbę oszustwa
czy niewiedzę - i irytują się niezmiernie za każdym razem, gdy okazuje się to niemożliwe.
Pozornie nie uważa na lekcjach, lecz mimo tego potrafi odpowiedzieć bezbłędnie
na wszystkie pytania belfrów. Nie musi spędzać licznych godzin na nauce jak
reszta jej rówieśników - co dla wykładających niemiecki lub angielski jest na
tyle podejrzane, że podczas zajęć niemalże zatruwają życie dziewczyny zagadnieniami
wykraczającymi ponad podstawę programową. Wydawać by się mogło, iż tego rodzaju
książkowy wątek jest mało realistyczny - jednak, kto chodził do mojego
prestiżowego z nazwy liceum, ten w cyrku się nie śmieje, chyba, że przez łzy. &lt;/span&gt;&lt;span face=&quot;&amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif&quot; style=&quot;font-size: 12pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt; Zaręczam, zdarzają się i historie, o
jakich filozofom się nie śniło, a co dopiero jednostkom innym niż przeciętne.
Julka jest na domiar dla niej złego odmienna niż reszta - a przy tym wychowuje
się w małej wiosce, w jakiej niczego nie da się utrzymać w tajemnicy. Jako
jedyna nieochrzczona, pozostaje także szkolnym wyrzutkiem, za przyjaciółkę
mając tylko wyklętą dziewczynę. Cóż… tak bohaterka jest mną, jak i ja jestem
nią. Wielce.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXdeVq1JisQUZnfPIRaU7RfEU0L3DISd0Gv3m06mOOSOISb12QxDptIAwaO-DQ-iTwJwIjZRJyAA7_pKZSfNXuwzF7QWkPDz6u-a6TsH4yFWUTEEaO5mvnOP-qPQ0xhuhowqJz4QkYlMGUfcRV3fHtgcY7WHigvNPwzaj4wpVS_bb_4quayOYBZqmmMY0/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXdeVq1JisQUZnfPIRaU7RfEU0L3DISd0Gv3m06mOOSOISb12QxDptIAwaO-DQ-iTwJwIjZRJyAA7_pKZSfNXuwzF7QWkPDz6u-a6TsH4yFWUTEEaO5mvnOP-qPQ0xhuhowqJz4QkYlMGUfcRV3fHtgcY7WHigvNPwzaj4wpVS_bb_4quayOYBZqmmMY0/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Julka uśmiechnęła się
blado. Gdyby miała brać do siebie wszystko, co mówią o niej ludzie, już dawno
wylądowałaby na jakimś oddziale psychiatrycznym.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;W życiu nastolatka, który
uczęszcza do szkoły średniej i zbliża się do magicznej linii osiągnięcia
pełnoletności, istnieje kilka istotnych wydarzeń, do których dni odlicza się z
niemal nabożną czcią. Połowinki, studniówka, matura - i naturalnie osiemnastki.
Wyprawione z większym lub mniejszym rozmachem, ponoć są tą imprezą, jaką
wspomina się z nostalgią przez całe dorosłe życie. Każda osoba z klasy zaprasza
wszystkie pozostałe, rodzinę, innych przyjaciół, znajomych i… kogo tylko
zapragnie. Zazwyczaj przygotowania do tych niesamowitych tańców i hulanek pochłaniają
mnóstwo myśli i niebagatelne kwoty pieniędzy. Rozdawane na holach szkół
zaproszenia przyjmowane są z wypiekami na twarzy, a niektóre z poniedziałków
okazują się nader ciężkie - te po jednym z niezapomnianych party. Teoretyzuję
jako postronny, wnikliwy obserwator ludzi. Swoją osiemnastkę spędziłam z
butelką szampana, muzyką i książkami we własnej, pustej oprócz tego komnacie.
Jestem jednak pewna, że będziesz w stanie zrozumieć owładniętą zbliżaniem się do
owej prywatki bohaterkę książki Dagmary Warszewskiej-Kołacz, jeżeli choć raz
poczułeś się w jakimkolwiek gronie osób jako wyrzutek społeczny. Odmieniec, za
plecami którego szepczą wszyscy pozostali - nieprzychylne, obraźliwe, obelżywe
słowa. Ktoś wykluczony z określonej grupy ludzi tylko dlatego, że okazuje się
wyróżniać. Ponadprzeciętny i przez to uważany za dziwnego, w najlepszym
przypadku. Człowiek, co to chciałby tylko przystawać i poczuć się częścią, ale
to niemożliwe - niesłuszna i niechciana sława go wyprzedza. Ta z krzywdzących
plotek i szyderczych domysłów, uzupełnianych za każdym razem, gdy zostaną przekazane
z ust do ust iście teatralnym szeptem. I jestem pewna, że jeśli choć przez moment
miałeś okazję stać się taką Julką, odbierzesz powieść Pisarki jako cokolwiek
wstrząsające studium odrzucenia i samotności. Poza tym jednak, tak samo jak ja,
będziesz rozkoszować się wizją pewnego smaganego piekielnym ogniem: co by było,
gdyby… Pozostaję przeświadczona, że każdy, mając szansę zemścić się jakże uśmiechająco
dotkliwie i boleśnie za doznane krzywdy, długo by się nad tym nie zastanawiał. Czy
jednak rozterki moralne są w stanie przyćmić przygotowania do osiemnastki? &lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Julka od razu pomyślała o
swojej osiemnastce. Wyobraziła sobie trzydziestoosobową grupkę osób ze swojej
szkoły. Staliby ściśnięci i wyczekiwali, aż Julka wejdzie na salę. A gdy tylko
przekroczy próg, zaczęliby śpiewać Sto Lat. Kelnerka wjechałaby z ogromnym tortem,
a ona pomyślałaby życzenie i zdmuchnęła świeczki. Właśnie. Jeszcze nie miała
najważniejszego: życzenia.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Czasem się zastanawiasz,
jakby to było, gdyby wychowywali Cię mama i tata. Czy teraz ekscytowaliby się
faktem, że już niedługo będziesz dorosła, tak samo jak Ty? Myślisz ze smutkiem,
że nigdy nie będzie Ci dane się o tym przekonać. Mieszkasz z ciocią i wujkiem,
którzy adoptowali Cię, gdy Twoja rodzicielka zniknęła w niejasnych
okolicznościach. Ojca nigdy nie poznałaś - nikt nie wie zresztą, kim jest. I
choć kochasz przybraną familię jak własną, brak prawdziwej jest kolejnym z
kamyków na stosie tych, które sprawiają, że rówieśnicy Cię unikają. Kiedy
wchodzisz z niepełnosprawną przyjaciółką do szkoły, tłum rozstępuje się przed Tobą
niczym Mojżeszowe Morze Czerwone - i to wcale nie dlatego, by zrobić miejsce na
przejazd wózka inwalidzkiego. Jesteś inna, zatem nikt poza drugą równie samotną
osobą Cię nie akceptuje. Pewnie, zdążyłaś już do tego przywyknąć na przestrzeni
lat, choć, gdybyś miała przed sobą nie udawać, tego rodzaju ostracyzm za każdym
razem spowija cieniem kolejny kawałek Twojej duszy. Czas wolny spędzasz samotnie
w pokoju, za towarzystwo mając przede wszystkim literaturę. Niekiedy odwiedzasz
także mieszkającego po sąsiedzku Gabriela - mrocznego jegomościa, który pozwala
Ci grać na własnym pianinie, dzięki czemu uwalniasz kotłujące się w Tobie
emocje muzyką. Ostatnio jest jeszcze ten głos w Twojej głowie, który podpowiada
Ci bardzo ciemne wizje… zemsty. A gdy te zaczynają się samoistnie realizować, jako
nieochrzczony ustronnik, budzisz w maleńkiej wiosce jeszcze większe
przerażenie. Boją się tego, czego nie potrafią pojąć ograniczonym rozumem.
Ciebie jednak także niepokoi to, co się dzieje, choć, do diabła, właśnie o tak
widowiskowych vendettach śniłaś niezliczoną ilość razy. Lecz skoro już o szatanie
mowa, co by się stało, gdyby tak pojawił się jeden - na Twoich usługach? Może
wtedy przestałabyś się bać, że na Twoją osiemnastkową imprezę przybędą tylko
duchy tych, których skrycie pragnęłaś na niej ujrzeć… Albo ona sama nie miałaby
już większego znaczenia. Co tak naprawdę miałoby je, jeśli dałoby się
obserwować zasłużoną odpłatę brzydkim za nieładne, obrzydliwym za ohydne?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„To było trochę tak jak mam
z grą na pianinie. Albo nie. Raczej z językami. Po prostu ktoś to tłumaczy w
mojej głowie. I teraz też słyszałam takiego dobrego podpowiadacza.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Odkładając na bok wszelkie
prywatne inklinacje, jak rzetelny recenzent powinien, uważam, iż Dagmara Warszewska-Kołacz
ma nieczęsto spotykany talent do łączenia realistycznych historii z wątkami
nadnaturalnymi. Udowadnia to jej najnowsza powieść pod tytułem „Piekielna
osiemnastka”, która jest skrzyżowaniem młodzieżowej narracji thrillerowej z
elementami paranormalnymi. Szczerze przyznawszy, nie spodziewałam się
absolutnie tego, że ta fabuła porwie mnie w świat rodem z genialnego filmu „Adwokat
diabła” i średnio udanej opowieści „Carrie” Kinga - jednak z o wiele bardziej
złożonym tłem psychologicznym. Nacechowane również „Portretem Doriana Graya”
Wilde’a, zabiera czytelnika do rzeczywistości, jaką w określonych
okolicznościach bardzo łatwo sobie wyobrazić. Jak smutne bowiem jest
obserwowanie przez wiele lat tego, iż wszyscy od Ciebie stronią, choć w istocie
nie wyrządziłeś im niczego złego? Jak ważna stać się może ta jedna,
osiemnastkowa impreza, jeżeli to taka Twoja prywatna, ostatnia szansa na to, by
inni pokazali Ci, że nie jesteś dla nich towarzyskim pariasem? Jak bardzo przyjęcie
może stać się wówczas obsesją? Z jak ogromnym drżeniem dłoni wypisujesz staranne
zaproszenia, jakże trzęsą się zderzające się myśli w głowie, gdy zbierasz się
na odwagę, by je w końcu wręczyć? Co będzie, jeśli w odpowiedzi znowu usłyszysz
ten towarzyszący Ci ciągle niczym koszmarne echo, szyderczy śmiech? Cóż… i
wreszcie, czy gdybyś, niczym książkowa Julka, otrzymał szansę na to, by nagiąć
zdarzenia i rzeczywistość do własnych oczekiwań, w każdym wybranym kształcie -
skorzystałbyś z niej? Nad tym, co uczyniłabym sama, nie muszę się ni
milisekundy zastanawiać. O tym dywagowałam z własnymi głosami w głowie, wizje
te dalej są mi zresztą nader bliskie. Warszewska-Kołacz operuje stosunkowo
prostą warstwą językową, niestroniącą od kolokwializmów, jednak uważam, że w
pełni przystaje ona do treści tej opowieści. Smutnej, nieco przerażającej -
niewygodnie prawdziwej, jeśli się wciąż nie zatraciło pewnej iskry empatii. Choć
jednej, o co często trudno. 8/10 dla definitywnie pomysłowej fabuły.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Julka wyobraziła sobie, że
przystawia temu baranowi do głowy pistolet i naciska spust, a jego łeb niczym
arbuz rozpryskuje się po całej klasie i na białych ścianach zostawia strużki
krwawego soku.” (Mmm, licealne wizje!)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/04/dagmara-warszewska-kolacz-piekielna-osiemnastka-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXdeVq1JisQUZnfPIRaU7RfEU0L3DISd0Gv3m06mOOSOISb12QxDptIAwaO-DQ-iTwJwIjZRJyAA7_pKZSfNXuwzF7QWkPDz6u-a6TsH4yFWUTEEaO5mvnOP-qPQ0xhuhowqJz4QkYlMGUfcRV3fHtgcY7WHigvNPwzaj4wpVS_bb_4quayOYBZqmmMY0/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-611042502578135788</guid><pubDate>Fri, 03 Apr 2026 23:33:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-04-04T20:37:40.976+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Beata Ziaja - U schyłku czasów - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Opowiadania nie należą do
łatwej formy literackiej, wszak przy użyciu niedużej ilości słów ich autor musi
wyrazić bardzo wiele, jeśli mają być uznane za udane. Z drugiej strony, to
właśnie one uważane są za oddające w pełni kunszt, jakim dysponuje pisarz. Sama
najbardziej lubię historie spowite ulotną mgiełką ezoteryki, które przemawiają
do tej cząstki duszy, jaka doskonale wie, że - cytując Hamleta: „świat jest
pełen tajemnic, zjawisk i niezwykłości, których ludzki rozum, nauka czy
filozofia nie są w stanie pojąć lub przewidzieć”. Która przyjmuje, że Mickiewiczowskie:
„czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” jest w
pełni&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;zasadne, ponieważ to, co
transcedentalne, stanowi immanentną część ludzkiego świata i świadomości. A
także wyobraźni, która często zabiera człowieczą istotę w podróż po tym,
czego&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nie da się przeniknąć rozumem a
tym bardziej namacalnie dotknąć. Niewątpliwymi mistrzami tego rodzaju opowiadań
byli Edgar Allan Poe oraz H. P. Lovecratft, którzy wyznaczyli ich niedościgły
wzorzec. Wykreowana w ich dziełach atmosfera, pełna niepewności i przeszyta na
wskroś tajemniczością, niejednokrotnie balansuje na granicy jawy i snu, a także
racjonalności i szaleństwa. Nie tylko zachwyca, ale i daje poczucie obcowania z
niewytłumaczalnym, które przez szeroko otwarte odrzwia imaginacji zyskuje
dostęp do samego serca, by już nigdy z niego nie ustąpić. Gatunek ten na ogół
stanowi emocjonalne połączenie fantastyki, science-fiction, ludowych wierzeń, i
horroru, czerpiąc pełnymi garściami z gotyckiej tradycji. Ujęty w odpowiednio
obrazowo przedstawione wydarzenia, zawsze pozostawia po sobie niezapomniane
wrażenie. Udowadnia to recenzowany zbiór opowiadań. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Trzymani przez nich za
ręce, powoli wkraczamy do Krainy Cieni - tam, gdzie kończą się wszystkie
ludzkie ścieżki.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Zdanie zamykające ostatnie
z opowiadań doskonale oddaje klimat utworów Pisarki, do których przeniosę Cię
właśnie teraz. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgwFSRux_Z7_C5RAqHgjRLzMavJGBk9jxfWXyid9T1x_uC1qhgGWguJqxA_-9nK3D2NN5BZyu_Qoa90D8hKb0UykyEI9zbXJslDrX-Syz4QZ2fJ556Hz71fH-tR4C1pgp7wxszpIdiAuzgZ9Kl5B20ebjSvNuT6ijqDQZpP4I2WnI-xtY93MmzdVN80qpQ/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgwFSRux_Z7_C5RAqHgjRLzMavJGBk9jxfWXyid9T1x_uC1qhgGWguJqxA_-9nK3D2NN5BZyu_Qoa90D8hKb0UykyEI9zbXJslDrX-Syz4QZ2fJ556Hz71fH-tR4C1pgp7wxszpIdiAuzgZ9Kl5B20ebjSvNuT6ijqDQZpP4I2WnI-xtY93MmzdVN80qpQ/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Marzydło”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Strzeż się mamidła, które pozornym
pięknem potrafi zaprowadzić na skraj przepaści każdego, kto kieruje się zdrowym
rozsądkiem i rzekomo umie trzymać pasje na wodzy. Ułuda bowiem to rzecz bardzo
niebezpieczna, jaka wiedzie na manowce rozumu. A może właśnie pragnij tego
szaleńczego w swej istocie wyobrażenia, które stanowi ucieczkę od szarej
rzeczywistości - nie do zniesienia dla wszystkich potrafiących marzyć. Tych,
którzy nie chcą wracać do świata, jaki przykrawa wszystkich do tego samego,
miałkiego wymiaru. Gorszego niż śmierć, bo zabijającego duszę, nie ciało;
groźniejszego niż zapomnienie, bo czyniącego z człowieka byt bez emocji i
wyższych pragnień. Czasami lepiej jest przenieść się do krainy cieni, jak pisał
Edward Stachura: „Zginąć by można jak nic: Do żył/Jest nóż./Lub w dół/Na bruk/Z
wysoka./(...) Ale czy warto?/Może nie warto?/Ech, chyba warto.../Tak, tak -
warto./Bardzo to warto./O, tak - to warto./Jeszcze jak warto!”&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Kiedy nie widzi się już
przed sobą ścieżki - bo wokoło szybko zapada zmrok, który nigdy się nie
podniesie - jedyna myśl to lot bez rozpostartych skrzydeł!” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„O człowieku, który nauczył
się latać”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Czy chciałbyś wzlecieć
ponad świat w wielobarwnej podróży do jego krańców, na skrzydłach imaginacji,
bez granic i ograniczeń? W podniebne przestworza, w których nie ma zazdrości,
podłości ani żadnego z brudów, jakich doświadcza się co dnia na tym padole łez?
A cena? Czy jesteś gotowy zapłacić cenę strachu i poczucia utraty nadziei za
taki właśnie luksus? Albowiem pamiętaj - na błękitnym globie nic nie jest za
darmo a prozaiczność, jak nienasycony Lewiatan, czeka tylko na okazję, aby
ściągnąć Cię z nieboskłonu i uczynić jednym z tych, którzy nie mają ani siły,
ani ochoty na snucie szmaragdowych fantazji… Intrygująca wariacja na temat mitu
o Ikarze, który nie bał zbliżyć się do słońca, bo uskrzydlały go nie pióra
zespolone woskiem przyziemności, ale własna wyobraźnia i pragnienia. Mnie
nieodłącznie kojarzy się z obrazem Marca Chagalla „Nad miastem”,
przedstawiającym malarza i spoczywającą w jego objęciu narzeczoną w locie nad
osadą, prawdopodobnie Witebskiem i z „Odą do młodości” Mickiewicza - jej rymami:
„(...) dodaj mi skrzydła!/ Niech nad martwym wzlecę światem/W rajską dziedzinę
ułudy: Kędy zapał (…) Nowości potrząsa kwiatem/I obleka w nadziei złote
malowidła!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Odwzajemnił uśmiech, a
potem obydwaj, ciągle trzymając się za ręce, rozpłynęli się na świetlistym
szlaku...”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Wymarłe miasto”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Czyż nie jest szaleńcem
ten, kto nie pasuje do tego świata i stroni od jego powabów? Zamyka się w swoim
uniwersum, gardzi towarzystwem ludzi a wynosi ponad nich kwiaty jako symbol
prawdziwego piękna? Uważa człowiecze uniwersum za odrażające i nie do
zniesienia? Jeśli jesteś właśnie takim bytem, uważaj, gdyż, jak napisano w
Przesłaniu Pana Cogito: „nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką/chłostą
śmiechu” i uznają za wariata, którego należy leczyć. A może i Ty sam, pod
wpływem nacisków otoczenia, uznasz, że potrzebujesz pilnie terapii i poddasz
się jej, wyruszając w drogę do wymarłego miasta po szczepionkę, która zmieni
Twój ogląd rzeczywistości i uczyni jednym z szarych „zjadaczy chleba”,
strącając w niebyt - udział tak wielu z nich...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Wtedy nagle wszystko
zrozumiał, ale nie było już odwrotu! (…) z krzykiem na ustach wybiegł w swój
nowy -oby lepszy! - świat”.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Miłość nigdy nie ustaje”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Czy wiesz, jak potężna może
być miłość? Taka, która nigdy nie wygasa i jest silniejsza niż śmierć? Jaka
odciska się dialogami lekkimi jak muśnięcie ust, przepełnionymi płomiennym
uczuciem i jednocześnie wszechogarniającym poczuciem bezbrzeżnego smutku? W
której bliskość duchowa jest znacznie ważniejsza od cielesnej? I dla jakiej
jesteś w stanie poświęcić wszystko, nawet samego siebie. Bo przecież, jak
powiedziano w Hymnie o miłości: „Miłość nie zazdrości,/nie szuka poklasku,/nie
unosi się pychą;/nie jest bezwstydna/nie szuka swego,/nie unosi się gniewem/nie
pamięta złego/Miłość nigdy nie ustaje”. Jeśli nigdy jej nie doświadczyłeś,
wiedz, że - jak trafnie wskazał poeta: „nie zaznasz słodyczy w niebie”. Dla
mnie najpiękniejsze z opowiadań w tym Zbiorze - bardzo zbliżone w wyrazie do
miłosnego hymnu Nicka Cave&#39;a „Are You the One that I&#39;ve Been Waiting For?” z
jego zapadającymi w serce słowami: „Twoja dusza jest moją kotwicą, nigdy nie
pytającą się o uwolnienie, cóż śpij teraz, śpij teraz, zabierz ze sobą, jeśli
chcesz przyczyny, gdyż&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;cóż, tylko na
ciebie czekam.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(...) małżonkowie nie
zwracali na to uwagi. Zmierzając za Aniołem Śmierci do krainy, gdzie miłość
nigdy nie ustaje, patrzyli tylko na siebie...”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Cytadela”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Gdy nadejdzie ta ostatnia
noc, w czasie której będziesz jeszcze miał szanse odwrócić swój los i pozostać
wśród żywych, a tak naprawdę od dawna już martwych, o wypalonych duszach i
oczach oszalałych z trwogi przed nieznanym - nie zawahasz się i ruszysz tropem
miłości w stronę niezbadanego. Porzucisz bez żalu świat, który nie ma Ci już
nic do zaoferowania. Ponieważ nawet najmniejsza cząstka duszy, jaką możesz
dzięki temu ocalić, jest bardziej drogocenna niż cały bezmiar dni, jakie
musiałbyś spędzić bez niej. Jak pisał w wierszu rosyjski poeta Gumilev: „na tym
świecie wszystko już zostało mi ofiarowane: cień nocy i światło słońca, i
uroczysty bezkres eteru, w którym łagodnie migoczą planety/Nie szukam już
niczego więcej.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Bramy cytadeli otworzą się
przede mną po raz ostatni, a potem zamkną na zawsze. A ja pójdę, tak jak wielu
przede mną prosto w stronę Wzgórz.. I nie będę się oglądał za siebie!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Dzisiaj ty, jutro ja”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Gdy runie świat, który
otulał Cię ciepłym kokonem bezpieczeństwa, gdy wszystko, co znałeś, zamieni się
w pył, staniesz twarzą w twarz ze swoim szkaradnym obrazem w lustrze.
Nieuchronnie przeistoczysz się w mutanta, wyznającego starą zasadę,
obowiązującą w uniwersum dżungli, w jakie zamieniła się Twoja z pozoru
niezniszczalna cywilizacja: „Dzisiaj ty, jutro ja”. Interesujące post-apo, które
dowodzi, że słowo „człowiek” wcale nie brzmi dumnie. Prawdziwości tytułu dowiódł
Aleksander Sołżenicyn - w jego „Archipelagu gułag” wśród nieszczęsnych więźniów
obozów obowiązywało zawołanie: „Ja zdechnę jutro, ale ty dzisiaj”…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Pilnuję prawa, więc jestem
człowiekiem! Lubię okrucieństwo, to przecież ludzkie! Bardzo lubię panować nad
innymi. (…) Ostatni człowiek skonał cicho, zanim na niebie pojawił się świt...”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ukryty skarb”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Świetnie napisana,
wypełniona pozazmysłowym pierwiastkiem makabreska, która dowodzi, że do
znalezionego skarbu należy podchodzić nader ostrożnie i broń Boże nie
ofiarowywać go nowożeńcom. Mnie najbardziej ujęły Andersenowskie w swoim
wyrazie pląsy zabawek, jakie przywodzą na myśl „Ołowianego żołnierzyka” - jego
najbardziej melancholijną i z pozoru nieszczęśliwie zakończoną baśń. Piękną. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Pokusa”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Znakomicie skonstruowana i
niepozbawiona czarnego humoru opowiastka, snująca paralelę pomiędzy wodzeniem
na pokuszenie księdza a skierowaniem na manowce - poza bramy raju praojca Adama
przez jakże ponętną Ewę. W roli głównej, jak zawsze zakazany owoc, lecz tym
razem nie jabłko, a… niewieście wdzięki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ksiądz wciąż klęczy z
twarzą ukrytą w dłoniach. Bardzo cierpi! (…) odtąd kościół wieczorami będzie
pusty i zamknięty na głucho. Tak na wszelki wypadek... Od wszystkich pokus!” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Domek nad oceanem”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Najdłuższe i najbardziej
mroczne z opowiadań. Swoista „Kronika zapowiedzianego szaleństwa i śmierci”, jeśliby
strawestować tytuł powieści autorstwa Mario Varagasa Llosy. Tajemniczy dom nad
wodą, która kiedyś pochłonęła ukochanego i pozostawiła w nieutulonym żalu jego
lubą, snującą posępne pieśni o tęsknocie. Nowi lokatorzy oraz nieuchronna
tragedia, która wiedzie do opętania i wiecznego snu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Przeprawiając się przez
rzekę”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Krótki a zarazem przewrotny
fresk literacki z Charonem i Styksem w roli głównej. Mnie nieodparcie kojarzy
się z przepełnionym nostalgią obrazem szwajcarskiego mistrza pędzla, Arnolda
Böcklina - „Wyspa umarłych”. Poza tym - ze wspaniale oddającym jego klimat
wierszem Tadeusza Przerwy-Tetmajera i strofami: „Wyspa umarłych…/Nagie, strome
skały, wkoło dalekie, nieskończone morze, gaj cyprysowy, ciszą skamieniały,
spokój wód wieczny… (…) I w długiej łodzi o milczącym wiośle Charon tu z brzegu
białe wiezie dusze i w ciemne, wąskie wwozi je zarośla (…) Tu dusze cieniom
podobne, milczące, snują się białe przez ciemną zieloność (…) patrzą po falach szklannych i bezdennych, (…) patrzą się w mglistą, wieczną nieskończoność.” Cytat z
początku recenzji pochodzi właśnie z tego opowiadania. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&amp;nbsp;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„U schyłku czasów” to intrygujący
zbiór opowiadań, który stworzyła Beata Ziaja. W mojej ocenie powinien go poznać
każdy, kto ceni sobie błyskotliwy kunszt literacki. Taki, jaki skrzy się w
niewielkich objętościowo, ale jakże wymownych dzięki semantycznemu talentowi
Autorki, oryginalnych formach. Właściwie każdy z tekstów w tym tomie uwodzi
przesłaniem i rzadko spotykaną emocjonalnością. Wszystkie są tajemnicze, choć
równocześnie krzyczą melancholią, pozostają pełne nostalgii i nieodparcie wodzą
za sobą wyobraźnię czytelnika wprost w oniryczny świat baśni, wiecznej miłości,
nieuchronnego nieszczęścia i samotności na przekór wszystkim i wszystkiemu.
Czasami przewrotne, zawsze z zaskakującą puentą, znakomicie skonstruowane i
świetnie napisane. Pełne poetyckiej wrażliwości i siły wyrazu. Dowodzące, że
„schyłek czasów” nie oznacza końca dobrej literatury. We mnie wybudziły spiżowe
serce dzwonu dawno nieprzeżywanych wzruszeń. Czegóż chcieć więcej? 9/10&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/04/beata-ziaja-u-schylku-czasow-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgwFSRux_Z7_C5RAqHgjRLzMavJGBk9jxfWXyid9T1x_uC1qhgGWguJqxA_-9nK3D2NN5BZyu_Qoa90D8hKb0UykyEI9zbXJslDrX-Syz4QZ2fJ556Hz71fH-tR4C1pgp7wxszpIdiAuzgZ9Kl5B20ebjSvNuT6ijqDQZpP4I2WnI-xtY93MmzdVN80qpQ/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-2685945519803647752</guid><pubDate>Thu, 02 Apr 2026 00:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-04-02T02:00:09.636+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Iwona Feldmann - Wakacje z szefem. Rosy - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Pięknie mroczna wyklejka,
zaczernione pierwsze strony rozdziałów, pełne zwracających uwagę grafik, rysunkowe
ilustracje oraz elegancka okładka z literami, które skrzą się odcieniem fuksji
- właśnie w tak estetycznym wydaniu Iwona Feldmann sprezentowała czytelnikom
pierwszy tom serii „Wakacje z szefem” o podtytule „Rosy”, wziętym od imienia
głównej bohaterki. Jako miłośnik wizualizacji, muszę stwierdzić, iż tego
rodzaju spójność jest więcej niż mile widziana. Z pewnością wszelkie fanki
historii romantycznych przyznają mi rację - wszak opowieści o relacjach dobrze
jest okrasić odpowiednio przyciągającą wzrok warstwą optyczną! Wystarczy jednak
o zaletach, które można dostrzec na pierwszy rzut oka, bo przecież w każdej
książce, mimo wszystko najważniejsza jest treść. W tę standardowo wprowadzę Cię
w recenzji - zwichrowanej halucynacji semantycznej, która zaprosi Cię do
odbycia pewnej nieplanowanej podróży z mężczyzną, jakiego do tej pory znałaś
tylko z firmowych zebrań, niemiłych rozmów i eleganckich korytarzy. Choć pracujesz
dla Cartera Bellamy od ponad sześciu lat, dotychczas nie miałaś o nim
najlepszego zdania. I trudno Ci się dziwić - w końcu wyniosła pyszałkowatość
młodego i nieprzyzwoicie przystojnego miliardera raczej nie są cechami, jakich
inteligentna kobieta, utalentowany analityk finansowy, może poszukiwać u
mężczyzny. Jak to jednak często bywa, w każdej grze karty zmieniają się co
rozdanie - i potrafią tak nagle, co niespodziewanie odwrócić passę. Tymczasowa
nieobecność zarządzającego Twoim działem przyjaciela sprawi, że już niedługo będziesz
miała okazję pracować dla samego prezesa i poznać go znacznie lepiej niż do tej
pory. Ogarnięta prywatnymi problemami z pogarszającym się stanem matki na
czele, wcale nie potrzebowałaś akurat teraz nowych wyzwań. Nikt jednak nie
pytał o Twoje chęci, a raczej z ironicznie uniesionym kącikiem pięknie
wykrojonych ust stwierdził, że przed Tobą delegacja do Kalifornii. Tyleż słonecznej,
co gorącej - i to niekoniecznie za sprawą samej pogody… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhItwBFyd1VgGUpqhWFgC24qpiG9exQgW7kX0dXo7U300wu3QzCJiMs4Q543JZh8ii6qWldVkbGWTvnT9nPyR2tgh6Xarx82Z38JxAahhDzNcZYOJKKYD9tPG5tQvwM2SyIWm3OHRA2oHfYL3h0uOmVIDskZKsjeYUcCPywkmjxXucnsTsd1OIRpGivEMI/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px)%20(1).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhItwBFyd1VgGUpqhWFgC24qpiG9exQgW7kX0dXo7U300wu3QzCJiMs4Q543JZh8ii6qWldVkbGWTvnT9nPyR2tgh6Xarx82Z38JxAahhDzNcZYOJKKYD9tPG5tQvwM2SyIWm3OHRA2oHfYL3h0uOmVIDskZKsjeYUcCPywkmjxXucnsTsd1OIRpGivEMI/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px)%20(1).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Ty jesteś tak piękna, że
aż niebezpieczna. I to mnie kręci: piękna i inteligentna tak, że przy Tobie
tracę zmysły. (…) Na tym polega podejmowanie decyzji. Zawsze coś tracimy, aby
zyskać w zamian coś zupełnie innego (…).”&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Wiecznie zabiegana, bez
reszty poświęcasz się sprawom firmy, która bez Ciebie z pewnością nie
funkcjonowałaby tak dobrze jak teraz. Często sobie myślisz, że gdyby nie analityczne
zarządzanie kwestiami finansowymi, jakim od ponad połowy dekady się trudnisz, z
pewnością nie działałaby aż tak prężnie. Uwielbiasz to, co robisz - liczby są Twoim
bezpiecznym światem, dzięki Twoim zasługom odpowiednio uporządkowanym - w
przeciwieństwie do tego prywatnego. W biurze wciąż jest coś do zrobienia, choć nie
odczuwasz tego jako przytłaczającej presji, z pewnością głównie dlatego, że
zarządzający Waszym działem szef to także Twój przyjaciel. Współpraca z nim to
dla Ciebie czysta przyjemność… do dzisiejszego dnia, kiedy okazało się, że musi
nagle wyjechać, a przedstawienie zarządowi wyników i całej prezentacji spocznie
na Twojej głowie. Nie denerwujesz się nieprzygotowaniem, bo wszystko jest
dopięte na ostatni guzik - ale tym, że będziesz musiała przemawiać. Nie tym
zajmujesz się na co dzień i niezbyt lubisz skupiać na sobie uwagę całego
otoczenia. A już szczególnie prezesa, aroganckiego Cartera Bellamy, który dotychczas
odzywa się do Ciebie najczęściej tylko z przypadku - lub wtedy, kiedy podczas
zebrań ma ochotę Ci dogryźć czy próbuje złapać Cię na niewiedzy. Wygładzasz
elegancki strój i w pośpiechu zmierzasz do sali konferencyjnej. Zatrzymujesz
się jeszcze na chwilę przed drzwiami, by wyrównać oddech i poprawić okulary na
nosie a przy tym uspokoić skołatane przed prowadzeniem spotkania nerwy. I
akurat w tym momencie, cóż za idealne wyczucie, dokładnie na wpatrywaniu się w
swoje odbicie w szybie przyłapuje Cię pan prezes. Jak to ma w zwyczaju, oczywiście
okrasza sytuację złośliwym komentarzem. Jeżeli chciał wyprowadzić Cię z
równowagi, z niechęcią przyznajesz w duchu, że mu się udało. Oczywiście nie
możesz tego jednak po sobie pokazać, zatem zakładasz na twarz maskę chłodnego
profesjonalizmu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„To, co jeszcze niedawno wydawało
się snem - on, ja, ta chwila - działo się naprawdę, a ja momentami traciłam
oddech, gdy myślałam o tym, co jeszcze może się zdarzyć.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Niechciane wpadnięcie na
Cartera tuż przed ważnym spotkaniem na szczęście nie wybija Cię z rytmu -
zaskakujesz wszystkich przygotowaniem i kompetencją. Niestety, od tej pory
będziesz pracowała pod jego pieczą, nad czym z pewnością znowu ucierpi Twoje niezawodowe
życie. Narzeczony, z którym mieszkasz, od długiego czasu narzeka zresztą na
Twoje coraz późniejsze powroty i faktycznie w głowie potwierdzasz, że wracasz z
pracy coraz później, przez co w lokum właściwie jesteś gościem, który zjawia
się w nim tylko, by zjeść kolację, odświeżyć się i zażyć krótkiego, niezbędnego
snu, po czym wrócić do firmy. Co gorsza, ostatnio ze zdrowiem Twojej mamy nie
jest najlepiej. Jak już wkrótce się okaże, by przeżyć, będzie potrzebowała szybkiej
i bardzo kosztownej operacji. Kurczący się czas wolny dzielić więc będziesz na
dwa domy, co jeszcze bardziej zdenerwuje Twojego partnera. Podobnie jak to, że
najpewniej pozostanie Ci zadłużyć się na dużą kwotę, aby pomóc finansować
leczenie matki. Gdybyś miała wolne na rozmyślania momenty, z pewnością zastanowiłabyś
się, czy ten związek w ogóle ma jeszcze sens. Owszem, często po prostu się mijacie,
ale czujesz także, że Twój mężczyzna ani Cię nie wspiera, ani nie rozumie - ani
nawet nie stara się tego zrobić. Jego wieczne narzekania na absolutnie wszystko
raczej nie wróżą Wam najlepiej. Do rozwikłania masz jeszcze jedną kwestię, choć
właściwie nie masz tu wielkiego pola do popisu czy czegokolwiek do powiedzenia
w tej sprawie. Właśnie usłyszałaś od Cartera, że powinnaś się pakować, bowiem
ruszasz z nim w nader istotną delegację. Co prawda ostatnimi czasy dogadujesz się
z nim nieco lepiej, mogłabyś nawet powiedzieć, że z pewną dozą sympatycznej
koleżeńskości, ale wciąż niezbyt wierzysz w to, że mężczyzna ma swoją ludzką
twarz - cieplejszą i definitywnie odmienną od tej, jaką prezentuje światu. Może
właśnie ten wyjazd udowodni Ci, że nie tylko da się z nim zaprzyjaźnić, ale i…
niespodziewanie wejść w zupełnie inną relację? Albo stwierdzisz, iż - co zdarzyło
się w Kalifornii, powinno tam właśnie pozostać? Będziesz miała odwagę, by
pozwolić się sobie o tym przekonać?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Nie sądziłam, że w mojej
szarej, zabieganej codzienności znajdę przestrzeń na przyjemność, odrobinę rozrywki
i radości. Może warto spróbować i zobaczyć, co przyniesie przyszłość?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Romans biurowy z lubianym
przez czytelniczki motywem, w ramach którego to on zakochuje się pierwszy, a do
tego jest przełożonym głównej bohaterki - oto „Wakacje z szefem. Rosy” Iwony Feldmann
w głównym zarysie. Co intrygujące, powieść pierwotnie była li gorącym opowiadaniem
- w związku z czym w tej rozbudowanej do serii wersji naczelne postaci zyskują
o wiele więcej czasu na nawiązanie prawdziwej, złożonej relacji. Akcja
początkowo jest dość wolna, przez co przystaje do tak zwanego nurtu „slow burn”
- ogranicza się do przedstawienia świata wielkiej korporacji oraz naczelnych postaci.
Wydarzenia zaczynają rozgrywać się barwniej od chwili wspólnej delegacji, na
jaką Carter zabiera Rosy, w czym dużą rolę odgrywają również sylwetki osób, jakie
dołączają wówczas do fabuły. Z uwagi na pełne emocji, otwarte zakończenie, w którym
uczestniczą, jestem nader ciekawa, jak rozwinie się związany z nimi wątek. Za
interesujące uważam wplecenie do historii motywu śmiertelnej, zagrażającej
życiu choroby matki Rosy - ta część treści bez wątpienia powoduje
zaniepokojenie i chęć poznania dalszego ciągu opowieści. W kwestii minusów,
choć jestem fanką miłosnych tekstów, myślę, iż niektóre wydarzenia przedstawione
są nieco zbyt dosadnie - pozbyłabym się też tak zwanych przekleństw funkcyjnych,
na przykład w postaci warknięć. Jestem zaintrygowana tym, jaki finał otrzyma,
po cokolwiek dramatycznym niedomknięciu, wątek Cartera i tyleż pięknej, co
wartościowej analityk finansowej. Jeżeli szukasz romansu biurowego na lekki
wieczór albo też jesteś kolekcjonerem tych estetycznie wydanych, z pewnością to
dla Ciebie dobra propozycja literacka. Z minusem: 7/10.&amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„I choć to trochę przerażało,
nie mogłam zaprzeczyć, że jakaś część mnie pragnęła tego wszystkiego - jego,
tego świata, tej szalonej pięknej przygody i powoli akceptowałam to uczucie,
które odkryłam w nocy.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/04/iwona-feldmann-wakacje-z-szefem-rosy-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhItwBFyd1VgGUpqhWFgC24qpiG9exQgW7kX0dXo7U300wu3QzCJiMs4Q543JZh8ii6qWldVkbGWTvnT9nPyR2tgh6Xarx82Z38JxAahhDzNcZYOJKKYD9tPG5tQvwM2SyIWm3OHRA2oHfYL3h0uOmVIDskZKsjeYUcCPywkmjxXucnsTsd1OIRpGivEMI/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px)%20(1).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-9114985600629387558</guid><pubDate>Wed, 01 Apr 2026 21:27:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-04-01T23:27:00.370+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Patrycja Dzień - Dalia - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Napisanie powieści z
wątkami dla dorosłych czytelników nie jest prostym zadaniem. Jeśli ma być czymś
więcej niż tylko przedstawieniem czysto fizycznej relacji pomiędzy bohaterami,
trzeba dodatkowo zadbać o wiele istotnych kwestii. W mojej ocenie przede
wszystkim same postaci nie mogą być płaskie - a tak skonstruowane, by czytelnik
chciał się dowiedzieć, co się pomiędzy nimi wydarzy. Otoczone odpowiednimi
przeżyciami i okraszone właściwą dawką charakterystycznych cech, zdecydowanie zachęcą
odbiorcę do poznania swoich losów. Jeśli autor zdecyduje się nadać im inteligentnego
poczucia humoru - tym lepiej. Poza tym uważam, że rzadko kiedy w literaturze
wywodzącej się z romansu teatr dwóch aktorów, czyli naczelnych sylwetek,
okazuje się wystarczający. Doskonale zatem, jeśli dodatkowo wprowadzi się do
narracji wątki rodzinne czy powiązane z przyjaciółmi. Czym barwniejsze, tym
ciekawsze okazuje się książkowe tło - wszak jego wielowątkowość zawsze jest
zaletą. Jeżeli są wartościowe - zaczynam uśmiechać się, tym razem nie
makiawelicznie, jeszcze szerzej. Pewien ewenement, ponieważ podczas lektury „Dalii”
Patrycji Dzień poczułam się nader zachęcona do jak najszybszego poznania
dalszych stron historii już po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron. Główna
bohaterka, pisarka Maria jest bowiem tak przykuwającą uwagę osobą, że niemalże
od razu kradnie serce odbiorcy nader nietypową kreacją. Choć na co dzień tworzy
udane fabuły fantasy, tym razem staje przed nią zupełnie inne wyzwanie: napisać
erotyk. Początkowo narzeka na ten pomysł, kierując skargi do psa malamuta, który
jest absolutnie uroczym towarzyszem, ale - jak to ma w zwyczaju, decyduje się na
spróbowanie sił w nieznanym gatunku. Po krótkim ochłonięciu w przydomowym
warsztacie, w jakim produkuje na zamówienie oryginalne, drewniane wyroby,
zgadza się na cokolwiek szalony pomysł wydawcy - i odwiedziny pewnego klubu,
który ma jej posłużyć za inspirację. I tu cały galimatias dopiero się
rozpoczyna… Może bezpieczniej byłoby zostać przy fantastyce? &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt; &lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgLPmWJbopnGSJYyUR5SktP83IaRTlGhcLiPdPcKG4eyMD90rFReemJzHsRT1lJVOl5ri1wO7PDObEjN4cBCkiVPVXCv5mYfDGXC4zx0vVh0_LneETCQ36hOo2EmALcZUA_Z0tSprJqK1kZPSMTcSpHXKfPYFUtIK2ilIqQ7-g422yYCM9F4ePpoCmjgAU/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgLPmWJbopnGSJYyUR5SktP83IaRTlGhcLiPdPcKG4eyMD90rFReemJzHsRT1lJVOl5ri1wO7PDObEjN4cBCkiVPVXCv5mYfDGXC4zx0vVh0_LneETCQ36hOo2EmALcZUA_Z0tSprJqK1kZPSMTcSpHXKfPYFUtIK2ilIqQ7-g422yYCM9F4ePpoCmjgAU/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Jak mam niby wykreować z
polotem fabułę w książce, której podstawą są dupy, dupa lub dupsko, łamane
przez następną dupę? Okraszone serią kutasów w różnym rozmiarze? że opisy wyszukane,
że może liryczne? Albo nietuzinkowo? Musi być przecież jakaś osnowa (…).”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Zażywałaś właśnie spokojnej
kąpieli słonecznej, dzięki której Twoja skóra ma ten godny pozazdroszczenia,
oliwkowy odcień, kiedy odebrałaś cokolwiek wytrącający z równowagi telefon. Oto
wszystko wskazuje na to, że Twojemu wydawcy i przyjacielowi coś definitywnie
zaszkodziło. Zwariował - albo wpadł na naprawdę intratny pomysł, dzięki jakiemu
jego biznes odniesie sukcesy na innych polach. Na standardowych, a właściwie
tych fantastycznych, sama mu je przyniosłaś - wszak Twoje powieści naprawdę
dobrze się sprzedają. Co jednak strzeliło mu do głowy, aby poszerzyć profil
działalności akurat o książki dla dorosłych czytelników? W dodatku, jako że mężczyzna
zna Twoje zwichrowanie oraz nietypowe podejście do życia, nie ma to być w żadnym
razie powieść dla pensjonarek, którą te dalej czytają pewnie z wypiekami na
twarzy pod kołdrą, aby nikt ich na tej obrazoburczej czynności nie przyuważył. Erotyk,
jakiego wykreowanie właśnie zostało Ci zlecone, ma być czymś ożywczym w świecie
podobnej literatury. Właśnie od jakichś piętnastu minut żalisz się na
postawione przed Tobą wyzwanie jedynemu osobnikowi płci męskiej w Twoim życiu,
z którym tworzysz udaną, stałą i pełną zabawnych, podnoszących na duchu momentów
relację - wiernemu psu malamutowi, jaki wydaje się doskonale rozumieć Twoje
rozterki. Patrząc na jego poczynania, też masz właśnie ochotę wykopać jakąś roślinę
z Twojego ogrodu - i zająć jej miejsce, aby powąchać kwiatki od spodu. Jak Ty
masz niby napisać powieść osiemnaście plus, skoro tego rodzaju literatura w
ogóle nie jest Twoją bajką? Postanawiasz odreagować w pomieszczeniu, w jakim pobyt
od zawsze Cię uspokaja i pozwala przemyśleć to, nad czym wcale dumać się nie chce.
Zakładasz szary i aseksowny fartuch, przygotowujesz narzędzia i chwytasz w dłonie
pierwszą deskę do obróbki. Twój drewniany interes rozwinął się tak, że już on
sam pozwoliłby Ci na godne życie… Ale nie, szalonemu mózgowi, który od lat Cię
męczy, jeszcze pisarką się być zachciało. Jakbyś mało miała na głowie - to,
myślisz z przekąsem, masz jeszcze więcej. Z dystansem do siebie roztrząsasz w
głowie możliwe sceny książki dla dorosłych i po chwili dochodzisz do wniosku,
że to naprawdę poroniony pomysł, by Ci ją zlecać. No cóż… czyli właściwy. &lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Powiedz, już masz następny
pomysł w głowie, prawda (…)?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Jak szybko się okazuje, na
szczęście nie będziesz musiała wymyślić wszystkich elementów do nowej powieści
sama. Twój wydawca umówił Cię bowiem z kimś, kto ma pełnić rolę podobną konsultantowi…
i zabrać Cię w miejsce, z którego będziesz mogła czerpać natchnienie. Dalia bez
wątpienia nie jest typowym klubem, o czym tajemniczo informuje Cię znajomy już
na samym początku. Więcej dowiesz się już niebawem od Sebastiana Historyka,
który tym nazwiskiem został Twoim zdaniem opatrzony przez samą ironię Losu -
zarośniętemu i wielkiemu panu o aparycji Wikinga daleko bowiem do kogokolwiek
pełniącego rzeczoną profesję. Pierwsze spotkanie z Twoim nowym współpracownikiem,
który ma Cię wprowadzić do nieznanego świata wypada wręcz komicznie irytująco.
Gdybyś miała określić go jednym słowem, pewnie zdecydowałabyś się na gbura. Na
domiar złego takiego, którego z chęcią otrułabyś arszenikiem z uwagi na denerwującą
osobowość. Rozważasz to zresztą na poważnie przez moment, kiedy szykujesz dla
niego herbatę. Choć Twój wydawca utrzymywał, że ten zamknięty w sobie i
cokolwiek dziwny jegomość zyskuje przy bliższym poznaniu, na razie nie widzisz
ku temu żadnych przesłanek. Zachodzi Ci za skórę niemalże każdą ripostą,
uśmiecha się ironicznie - czego domyślasz się po oczach, jako że resztę twarzy
niemalże w całości zakrywają zarost i broda - a przy tym wydaje się raczej mało
pomocny względem zadania, które Cię czeka. Skoro jednak zgodziłaś się podjąć
rękawicę i spróbować napisać nietypowy dla Ciebie tekst, akceptujesz także
wszystkie konsekwencje, które się z tym wiążą. Przed pierwszą wizytą w mającej
posłużyć Ci za miejsce narodzin pisarskiej weny Dalii, jesteś nieco niespokojna.
Nie do końca wiesz bowiem, czego się spodziewać - poza tym Historyk radził, byś
wystroiła się tak, jak gdyby sam owiany złą sławą Markiz de Sade miał się z Tobą
spotkać. Nie wyobrażasz sobie, by jakikolwiek klub, choć z niewielką ich
ilością miałaś do tej pory do czynienia, a już na pewno nie w tym kształcie,
sprawił, że oto pomysł na erotyczną fabułę zmaterializuje Ci się w szalonej
głowie. Może jednak od dawna tam był - tylko Ty jeszcze go nie trafiłaś? Wszak
niektóre przybytki służą odkryciom… i przekraczaniu granic.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Najważniejsze jest w życiu
robienie tego, co się lubi, co sprawia Ci radość i pozwala się realizować. Nie
robisz tego, może robiłeś, ale już nie robisz (…).”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Szczerze napisawszy, aż trudno
mi uwierzyć w to, że „Dalia” to debiut Patrycji Dzień. Choć nieco obawiałam się
tej lektury - okazało się, że całkowicie niesłusznie. Po pierwsze, Pisarka
kreacją głównej bohaterki i targającymi nią rozterkami wykazuje się wręcz
zaskakującym poziomem autoironii. Zarówno Autorka jak i jej barwna,
wielowymiarowa naczelna postać tworzą przecież literaturę dla dorosłych - a przy
tym obie wykazują się względem niej dystansem. W tej powieści najbardziej
urzekają mnie jednak jeszcze trzy kwestie. Elementy przeznaczone dla pełnoletnich
czytelników, czyli sceny z rzeczonego klubu, przedstawione są realistycznie -
przy czym Dzień skupia się nie tylko na blaskach, ale głównie na cieniach pracy
w podobnych lokalizacjach. Poza tym, cała narracja może poszczycić się
doskonałymi żartami sytuacyjnymi na bardzo dobrym poziomie, na skutek czego
książka okazuje się naprawdę dobrą rozrywką, w jakiej poczucie humoru zasługuje
wręcz na miano osobnego bohatera. A skoro już o nich - relacje rodzinne,
przyjacielskie i właściwie wszystkie w tej powieści wielokrotnie mnie
uśmiechnęły i rozbawiły. Trudno pisać tu o często dostrzegalnej w podobnych
propozycjach literackich pustce, jako że ten „pierwszy raz” Pisarki jest
zwyczajnie pełen wartości i wciągającej fabuły, dla jakiej warto spędzić z tą
opowieścią czas. Treści dla odbiorców osiemnaście plus w żadnym razie nie
dominują tekstu - stanowią jego dopełnienie i dodają historii odpowiednich
rumieńców. Jeżeli gawędy erotyczne, w mojej ocenie złożone właśnie w taki
sposób. Zapewniam Cię, że tego rodzaju bohaterki nie miałeś jeszcze okazji
poznać, co polecam zmienić. Zaręczę także, że doprawdy niewtórny historyk jej
się trafił. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt; Nie
mogę się doczekać kolejnego, może być nocnego, spotkania z twórczością Dzień.
8/10 - nader przyjemna rozrywka! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Chciałabym cofnąć czas,
mieć dzisiejszy mózg i tamte czasy przed sobą. Zostałabym chyba szefową mafii.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/04/patrycja-dzien-dalia-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgLPmWJbopnGSJYyUR5SktP83IaRTlGhcLiPdPcKG4eyMD90rFReemJzHsRT1lJVOl5ri1wO7PDObEjN4cBCkiVPVXCv5mYfDGXC4zx0vVh0_LneETCQ36hOo2EmALcZUA_Z0tSprJqK1kZPSMTcSpHXKfPYFUtIK2ilIqQ7-g422yYCM9F4ePpoCmjgAU/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-2500447022561582819</guid><pubDate>Mon, 30 Mar 2026 21:17:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-04-01T00:39:02.737+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Grzegorz Kapla - Ziarno zła - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Pewna lokata w tegorocznym rankingu
najlepszych przeczytanych książek oraz nota 11/10 nie oddadzą w pełni tego, jak
misternie skonstruowaną szkatułką tragedii jest „Ziarno zła” - powieść Autora,
którego zdążyłam… obdarzyć nienawiścią już po pierwszych kilku przeczytanych
rozdziałach. W pozytywnym znaczeniu tego słowa, ponieważ jako literat odczuwam
naturalną zazdrość względem niespotykanie ogromnego talentu, jakim bez
wątpienia dysponuje Pisarz. Mieć oryginalny pomysł na fabułę, zaprezentować go
w udany sposób, przedstawić umiejętnie czytelnikowi sztafaż barwnych postaci -
to wszystko trudne, choć w pełni wykonalne. Twórca jednak na tym nie
poprzestaje, prawdopodobnie postanowiwszy postawić poprzeczkę o wiele wyżej. Do
powyższych dołączają bowiem inne elementy, które wynoszą prozę na o wiele
ambitniejszy poziom. Trzecioosobowa narracja to swego rodzaju żonglerka, jako
że płynnie i naprzemiennie rzuca światło na wydarzenia, które stają się
udziałem wielu bohaterów. Pozornie takich, którzy nie mają ze sobą wiele wspólnego,
pomijając pewne determinujące przyszłość wydarzenie z przeszłości. W istocie -
osoby, które finalnie po zawirowaniach i świetnie wprowadzonych plot twistach,
spotkają się na jednej, wielkiej scenie - w przedstawieniu tak dramatycznym, że
aż zatrzymującym niemiejącego odbiorcę w miejscu. Do tego Kapla zdecydował się
na bardzo rzadki zabieg literacki, z którym ostatnio miałam do czynienia… wiele
lat temu we własnym tekście. Jakże pysznie było zobaczyć jego realizację na 413
stronach! Anadiploza, czyli paralelizm składniowy, zastosowany na poziomie
kompozycji rozdziałów z wariacyjnym przekształceniem frazy to sztuka
niesamowicie trudna. (Pisząc prościej: ostatnie zdanie rozdziału poprzedniego i
pierwsze kolejnego są złożone z podobnych słów, choć różne - i właściwie wplecione
w treść.) Zabawę słowotwórstwem, którą tak cenię, widać zresztą u Autora
wielokrotnie. Z tego „Ziarna zła” wykiełkowało, nie przesadzając, dzieło. Idealnie
niewtórny przedstawiciel literatury pięknej. Najwyższych lotów!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjF2Fr6yTYPnRR9dLwtkwRbVZCcO-U7ZquidqT7Nfcp16rGqobpiJYckTne88bytDHAB9KxYcvba_Kp4wPx31ippHpGYNUkfLBvz79jLxp1oz8dO-H2XSMrFZRosD86R7cs3joQ04dE9fVSOkjsPAfcVr7sCWGzKtD9ByJzAp2rblYUkJ7q31umZbXWNXo/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjF2Fr6yTYPnRR9dLwtkwRbVZCcO-U7ZquidqT7Nfcp16rGqobpiJYckTne88bytDHAB9KxYcvba_Kp4wPx31ippHpGYNUkfLBvz79jLxp1oz8dO-H2XSMrFZRosD86R7cs3joQ04dE9fVSOkjsPAfcVr7sCWGzKtD9ByJzAp2rblYUkJ7q31umZbXWNXo/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„W jakiś niezrozumiały dla
samego siebie sposób ufał, że wierność tej jednej przysiędze sprzed lat potrafi
oczyścić go ze wszystkiego. To przecież była przysięga tak samo ostateczna jak
śmierć. Była jego kawałkiem Silmarilu, zamkniętym w delikatnej fiolce, a jednak
potrafiłaby w czeluściach Mordoru wyczarować światło. Była jego okruchem
nadziei.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Dzień najwyższych lotów. Zbliża
się Wigilia, w trakcie jakiej co roku na nowo Bóg się rodzi a moc truchleje -
ale tym razem nie tylko ona podda się ledwo wyczuwalnym drżeniom wiary. Efekt
skrzydeł motyla albo ta jedna kostka domina, która najbardziej przerażająco jak
tylko można wprawi w ruch całą układankę, jakiej każdy element ma w sobie inną
wariację roztrząsań: co by było, gdyby…? Czy jeśli choć pojedyncza składowa
którejś z sytuacji byłaby odmienna, nie doszłoby do tego wszystkiego? Sędzia, dziennikarz
telewizyjny, policjant i profesor - czterej mężczyźni, których wiele lat temu
połączyła zmowa milczenia. Niepisany, choć przyklepany podzielonym na czworo
starym banknotem pakt, w ramach którego do końca życia każdy z członków grupy
jest zobowiązany do pomocy temu, jaki się do niego odezwał, bez zadawania
żadnych pytań. Nieistotne, czego dotyczy prośba, jak ryzykowna się wydaje, z
czym jest związana. Czterej muszkieterowie, którzy raz wojowali za siebie
podczas szkolnej wycieczki i równie dobrze już wówczas mogli za siebie zginąć.
Choć poranieni wewnętrznie i naznaczeni niepowetowaną stratą oraz odpływającą w
otoczce otumaniających kłamstw tragedią, doczekali dorosłości. Odnieśli sukcesy
- okupione oszustwami lub okraszone ciężką pracą. Dwaj z nich, związani ze
światem prawa, stworzyli udany duet, działający drastycznie sprawnie, by
oszukać każdy system. Pozostała dwójka czasem tylko wspomina, że dwadzieścia
lat temu, wśród górskich pasm i łańcuchów wczepionych w skały wydarzyło się
coś, za co być może kiedyś przyjdzie im niewyobrażalnie wiele zapłacić. Wszak
ponoć natura nie znosi próżni a na skutek minionej tragedii, za jaką nikt nie
odpokutował należycie, wciąż ktoś powinien ponieść cenę. Tylko… ile powinna
wynieść, jeśli była li odpłaceniem brzydkim za ohydne - zasłużonym złym za
podłe? I kto by pomyślał, że przedzielony na cztery części banknot zapragnie połączyć
się w jedność tego samego dnia? Jak małe jest prawdopodobieństwo, że dawny
kwartet akurat tej doby będzie potrzebować pomocy reszty zespołu? Chichot Losu
zawsze rozlega się w najmniej oczekiwanych momentach.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(…) pogrążył się w jakichś
chmurnych wspomnieniach, tych, co czynią źrenice oczu wyblakłe jak śniedź. Wiesz,
że kiedyś krył się tam jakiś blask, ale to już była odległa przeszłość.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Przeznaczenie śmieje się
nie w chwilach, w jakich się tego oczekuje. Kostki domina opadają z głośnym
echem, które rezonuje w pozostałych częściach układanki. Każda kolejna to
zazębiający się element następnych mechanizmów. Spróbuj sobie wyobrazić, że
wszystkie są ze sobą połączone. Do samochodu wykładowcy, który właśnie zakończył
spotkanie z kolegą po fachu, wsiada mężczyzna mówiący ze wschodnim akcentem. Składa
profesorowi propozycję nie do odrzucenia, jednocześnie wikłając w sprawę jego
młodą i uzależnioną od substancji wyskokowych żonę. Równocześnie syn sędziego
właśnie ulega wypadkowi samochodowemu - w okolicznościach, które postawiłyby go
w bardzo niekorzystnym świetle, gdyby oczywiście ujrzały to dzienne. Chłopak
słabej psychiki wraz z towarzyszącą mu dziewczyną trafia do położonego na
obrzeżach miasta domu doktora, jaki niegdyś uczestniczył w nader szemranych
interesach. Tymczasem policjant robi wszystko, by zatuszować powierzone mu
wydarzenia, chwilę temu otrzymawszy kolejny telefon - niestety nie od
niebanalnie rozrywkowej kochanki. Na skutek nadużywania alkoholu, telewizyjny prezenter
o podejrzanie przystojnej aparycji jeszcze bardziej pogrążył się w marazmie,
związanym z nieuleczalną chorobą matki. Na domiar złego, w domu kobiety już
niedługo wybuchnie pożar. Na miejsce trafi młoda policjantka, jakiej za
codzienne towarzystwo wystarczyć musi mruczący jegomość. Co ciekawe, fatum
splecie ją z niewidzianym od dawna funkcjonariuszem, który dopiero co postrzelił
na służbie pierwszego człowieka. W nieco innej lokalizacji kobieta, jaka
zdecydowała się poddać nielegalnemu zabiegowi, wciąż walczy o życie - choć
nawet nie jest świadoma tego, że balansuje na cienkiej granicy między światami.
A gdzieś na niebie, w strugach deszczu, opadającego na rzeczywistość na zmianę
ze świątecznym śniegiem, być może właśnie pojawiła się pierwsza gwiazdka.
Światło, które pozwoli nareszcie wyrosnąć ziarnu zła, zasianemu wiele lat
wcześniej - albo doszczętnie je spali. A w tych promieniach podzielony na
czworo dwie dekady wcześniej banknot scali się lub spopieli. Ciężko nie wierzyć
w ciężar przeznaczenia…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(…) rozumie, że ten chłód,
dystans (…) to nie pycha, ale lęk. Strach przed tym, że ktoś dostrzeże prawdę.
Lęk przed upokorzeniem. (…) Niektórzy są dojrzali już jako dzieci, a inni są
dziećmi całe życie.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Choć trudno dać temu wiarę,
wszystkie zarysowane powyżej wątki Grzegorz Kapla złożył w jedną całość. Tak
udaną i zmyślną, że aż mogłoby się to wydawać niemożliwe. A jednak! &lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Do tego Autor urzekł mnie dodatkowo poza dramatyczną
złożonością nieodkładalnej historii także innymi kwestiami. W swoją opowieść
udanie wplótł utwory muzyczne, które - wyobrażone - dodają nut odpowiedniego
tragizmu poznawanym wydarzeniom. W tych uczestniczą również… koty, które
odegrają w fabule niebanalną rolę, co dodatkowo uśmiecha. Poza tym Pisarz nader
ironicznie wypowiada się o rzeczywistości, przy czym prezentuje oryginalnie
inteligentne poglądy. Wśród bohaterów tak smutnych, że aż od początku
wydających się zmierzać do nieuchronnie najgorszego końca, znajdują się także
ci wartościowi - jak chociażby piękne wręcz w swym oddaniu małżeństwo
zajmującego się nielegalnymi interesami doktora. Urzeka dwoistość natury! Na
uwagę zasługują również niemożliwe do przewidzenia do samego końca plot twisty,
spośród który każdy zostaje odpowiednio wyjaśniony. Twórca posłużył się
właściwie niezliczoną ilością postaci, motywów i zwrotów akcji oraz pozornie
nieznaczących wydarzeń - a przy tym nie potracił po drodze żadnego z umiejscowionych
w narracji elementów. W tej sztuce, bo tym właśnie jest „Ziarno zła”,
dziesiątki nici, które na początku tylko łaskoczą odbiorcę w nos, czyniąc mu intelektualnego
psikusa, splatają się finalnie w jeden, nader skomplikowany wzór. Teatr
dramatycznego piękna. Literatura najwyższej jakości, której Autor udowadnia
zarówno osobom z własnej branży, jak i czytelnikom, że wciąż są jeszcze książki,
w jakich dbałość o formę i niezwykle artystyczną konstrukcję szkatułkową stanowią
ważkie wartości. O poświęceniu, wierności przekonaniom, wadze przyjaźni, błędach
rodziców, zaniedbaniach tych, co to mieli chronić, zapłacie za zadawnione winy.
I o tym, że nic się nie dzieje przez przypadek, a jedna odwrócona karta jest w
stanie zachwiać całym światem. Ziarno zła zawsze wykiełkuje, niezależnie od
gruntu, na jaki trafiło. 11/10 i lokata w top10. Grzegorz Kapla to zaś
sztukmistrz tragedii oraz katastroficznego artyzmu. &lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ambicja, determinacja,
konsekwencja w działaniu. (…) nauczyła się, czym jest zemsta. Można wyć z
wściekłości, ale można też stać się najlepszą wersją siebie i wszystko zmienić.
Zostać księżniczką. (…) Zazdrość to takie budujące uczucie, jeśli tylko
wykorzysta się je do pracy nad sobą. (…) ona nie ma łatwej historii (…).”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/grzegorz-kapla-ziarno-zla-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjF2Fr6yTYPnRR9dLwtkwRbVZCcO-U7ZquidqT7Nfcp16rGqobpiJYckTne88bytDHAB9KxYcvba_Kp4wPx31ippHpGYNUkfLBvz79jLxp1oz8dO-H2XSMrFZRosD86R7cs3joQ04dE9fVSOkjsPAfcVr7sCWGzKtD9ByJzAp2rblYUkJ7q31umZbXWNXo/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-89670706639755830</guid><pubDate>Sun, 29 Mar 2026 21:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-29T23:58:59.709+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Patricia Highsmith - Drżąca ręka fałszerza - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Maghreb to nie tylko część
Afryki, to także styl życia i sposób pojmowania świata. Swoista sztuka bytu.
Każdy przybysz, snujący rojenia o wyższości kulturalnej nad autochtonami,
przekonany, iż chroni go jakże cienki naskórek zachodniej cywilizacji, szybko
łapie się na tym, iż powoli, lecz nieuchronnie staje się jego częścią, czy tego
chce, czy nie. Jest jak wir, wciągający obcego w czeluści, których granice
biegną od bezkresnych piasków Sahary, poprzez liche arabskie lepianki aż po
rozgwieżdżone niebo, na którym można dostrzec każdą, nawet najmniejszą gwiazdę.
Proces ten nie ominął i Twojej osoby. Namacalnie dostrzegasz, jak kropla po
kropli sączy się w Ciebie tutejsza atmosfera, niezauważalnie zmieniając ogląd
świata i podejście do teraźniejszości. Niemal fizycznie czujesz, jak Afryka
trawi Cię w swoich bezdennych trzewiach krok po kroku, kawałek po kawałku.
Wystarczyły dwa tygodnie pobytu w Tunezji, byś przejął tutejsze podejście do
upływu czasu, który odmierzasz już nie godzinami i minutami, ale całymi dniami.
Zmienił się nawet wygląd Twojej skóry, ogorzałej od palących promieni słońca i
smaganej gorącym tchnieniem wiatru sirocco. Nie masz pojęcia czy na końcu tej
drogi będziesz czystszy i bardziej wolny od złudzeń przeszłości, czy
przeciwnie, ale wiesz jedno - przepełniająca Cię tęsknota pozostała taka sama.
Za tym, by mieć swoje miejsce na świecie, do którego chce się wracać i osobą,
dla której jesteś ważny, a może nawet najważniejszy. Niezasklepione rany bolą
najbardziej, zwłaszcza, gdy zostały zadane przez kogoś, kto był całym Twoim
światem. Komu niczego nie mogłeś odmówić, godząc się z radością na rolę cienia
podążającego za wyśnionym bytem. Od rozwodu, który położył kres Twojemu
dwuletniemu małżeństwu, minęło już półtora roku, a masz wrażenie, jakby miał
miejsce przed miesiącem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwim21_pk0ZvsWp6sb-Vkf6ecbmB99HXZxC9WeXF2F-AVxfavb0YQDUYDiBtKX_e4gBopNnUvAK2zNyuy9uUhuPPE6cpMrrpqpsEsJyvyxEPsPLoUmmaupLk-HXHeKeyZowTEacZm-GBp5hUQSHfGAv6mih-y06WkxCvrCxa-mX3VCSIkGDXklj_j5nRU/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwim21_pk0ZvsWp6sb-Vkf6ecbmB99HXZxC9WeXF2F-AVxfavb0YQDUYDiBtKX_e4gBopNnUvAK2zNyuy9uUhuPPE6cpMrrpqpsEsJyvyxEPsPLoUmmaupLk-HXHeKeyZowTEacZm-GBp5hUQSHfGAv6mih-y06WkxCvrCxa-mX3VCSIkGDXklj_j5nRU/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„(...) unosił się jak obca
drobinka (którą był) w bezkresie Afryki, lecz zarazem czuł stuprocentową
pewność, że dzięki Afryce łatwiej wszystko przetrawi.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Banalna historia, jakich
wiele: romans&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;z pieprzonym
ekstrawertykiem, który jak dworski błazen był w stanie rozbawić Lotte w każdych
okolicznościach i okazywał nieustanne, cielęce&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;zainteresowanie, co przesądziło, że nad Tobą zatrzasnęło się z hukiem
wieko trumny. Uchyliłeś je do pewnego stopnia, poznając Inę, ale tak naprawdę w
głębi duszy jesteś wypalony i przerażony wizją zaufania innej kobiecie. Sam nie
wiesz, co do niej czujesz. Jesteście razem, ale tak naprawdę w sposób
niedookreślony. Nawet to, że w końcu się pobierzecie, ustaliliście między
słowami, w pełni dorozumianie. Czekasz na jakikolwiek list od niej, po kilka
razy dziennie rozpytując w hotelu, czy przyszła do Ciebie depesza. Nieodmiennie
jednak recepcjoniści o nieodgadnionych oczach i obojętnym wyrazie twarzy
odpowiadają tym samym zwrotem: non, m&#39;sieur. Sam ślesz wiadomość za
wiadomością, jednak bez najmniejszego rezultatu. Potem włóczysz się po plaży
czy wsiadasz do samochodu i jedziesz zapoznać się z tutejszymi zabytkami, by
pod koniec dnia jak zwykle powrócić do swojej krzyczącej samotności. Coraz
bardziej niepokoi Cię, iż nie masz także żadnej informacji od Johna
Castlewooda, który zamówił u Ciebie napisanie scenariusza do filmu „Trio”, jakiego
akcja ma się rozgrywać właśnie w Tunezji. To dlatego znalazłeś się w tym
afrykańskim kraju - miałeś nasiąknąć jego klimatem. Mężczyzna wypłacił nawet
tysiąc dolarów zaliczki, a teraz zamilkł, choć przecież umawialiście się
inaczej. Potrzebujesz jego wskazówek, więc jak na razie zarzuciłeś prace nad
scenariuszem. Jednak dzięki temu piszesz każdej doby po kilka stron powieści,
dla której nie masz jeszcze nawet tytułu. Znasz tylko jej zarys - ma opowiadać
o człowieku, który tworzy własne normy moralne, pozostając obojętnym wobec
tych, jakie narzuca społeczeństwo. Z poprzednich książek - pierwsza osiągnęła
sukces, druga cieszyła się dużo mniejszym powodzeniem. Do trzeciej - „Gra w
jeśli” prawa wykupiła wytwórnia filmowa, więc gratyfikacje z tego tytułu
zapewniły Ci dostatnie życie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Nie musisz więc martwić się
o pieniądze i tylko od Ciebie zależy, kiedy wrócisz do pustego mieszkania na
Manhattanie, do którego i tak nic Cię nie ciągnie. Niedawno poznałeś Francisa
Adamsa - rodaka, który przebywa tu od wielu lat i mieszka w wynajmowanym
bungalowie. Jak większość Amerykanów, jest wścibski, gadatliwy i przekonany o
swojej moralnej wyższości nad tutejszymi, których uważa w zasadzie za
koczowników. Jednym słowem - irytujący gość. Peroruje całymi godzinami o swoim
wielkim narodzie, któremu przyświeca misja zbawienia świata poprzez narzucenie
każdemu, kto się nawinie demokracji, jankeskiego stylu życia. A pomimo tego nie
stronisz od jego towarzystwa, w końcu to Twój jedyny łącznik z tym światem,
który na razie pozornie porzuciłeś.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ingham uśmiechnął się
lekko na myśl o rozterkach serca w wieku dojrzewania, o samotności, niemożności
porozumienia z innymi. Wszyscy mamy takie doświadczenia za sobą (…) - są jak
skałki w strumieniu, pomiędzy którymi należy przepłynąć, które powodują lekkie
rany i zadrapania i których istnienie przeczuwamy nieświadomie, tak więc -
podobnie jak ból narodzin - cierpienie tego rodzaju pozostaje w końcu tylko
mglistym wspomnieniem.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Innym Twoim interlokutorem
jest Duńczyk Anders Jensen, na którego natknąłeś się w jednym z tutejszych
obskurnych barów, gdy przyszedł do niego ze swoim nieodłącznym wilczurem.
Okazał się być malarzem, który zresztą idealnie pasuje do bohatera Twojej nienapisanej
jeszcze powieści. Wydaje się być pozbawiony jakichkolwiek skrupułów moralnych i
może to właśnie Cię do niego wabi. Stanowi wymowny kontrapunkt dla Adamsa, z
jego całą nieznośną świętoszkowatością. W Tunezji jest od ośmiu miesięcy, a
przyjechał tu by leczyć „na słońcu” załamanie nerwowe, jak zalecił mu
psychiatra. Pierwsze spotkanie zakończyło się wizytą w jego odrażającym pokoju,
obok którego w „łazience” ziała dziura w podłodze pełniąca rolę ustępu. Po
interesującej rozmowie, zapoznałeś się z jego obrazami, które nawet przypadły
Ci do gustu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Gdy jednak zapalił dwie
świeczki, jakie wstawił do butelek po alkoholu, po czym objął Cię ramieniem,
zrozumiałeś, że miał także inne plany. Grzecznie uniknąłeś jego oczekiwań, a że
nie był natarczywy, rozstaliście się w doskonałej komitywie. Ruszając w powrotną
drogę, natknąłeś się na specyficzne tunezyjskie realia. Najpierw potknąłeś się
o coś, co leżało na trotuarze. Gdy wstałeś i zapaliłeś zapałkę, w jej poświacie
dostrzegłeś, że to ciało człowieka, pod jakiego brodą widniał wyraźny ślad
cięcia, które prawie oddzieliło głowę od tułowia. Uznałeś szybko, że to nie
Twoja sprawa, w końcu tutaj to w zasadzie chleb powszedni i na nikim nie robi
wrażenia. Wszyscy kierują się jedną zasadą: Inszallah... Bóg tak chce. Ciała
tego rodzaju nieszczęśników nad ranem znikają w niedalekich piaskach pustyni,
tak jakby nigdy nie istnieli... Gdy dotarłeś w pobliże samochodu zaparkowanego
pod szynkiem, dostrzegłeś przy nim starego znajomego - kulawego, starego Araba,
który z uporem charakterystycznym dla autochtonów, za każdym razem, gdy
pozostawiałeś auto, próbował dostać się do wnętrza, aby ogołocić je ze
wszystkiego co wpadnie mu w ręce. Na Twój widok umknął jak zwykle z
nieprawdopodobną wręcz szybkością. Tym razem jednak mu się udało, gdyż
nieopatrznie pozostawiłeś okno uchylone na kilka centymetrów. Zniknęły ręcznik
plażowy i marynarka. Wściekły, byłeś jedynie w stanie posłać w jego kierunku
pyszną wiązankę przekleństw, okraszonych życzeniem szybkiej śmierci. Jakbyś
zapomniał, że to nie zależy od Ciebie, ale od Allaha. Jakbyś nie uświadomił
sobie jeszcze, że nie jesteś u siebie, ale w świecie, w którym nigdy nie
będziesz swój. Wkrótce staniesz przed wyzwaniem, które po raz kolejny da Ci
zakosztować tego przeszywającego poczucia wyobcowania, zwłaszcza wyzucia z norm
moralności, którym hołduje się tylko w Twoim zachodnim uniwersum, pełnym
lśniących przedmiotów i wielkich słów, lecz pozbawionym nawet cząstki duszy.
Okażesz się wytrawnym fałszerzem, jakiemu w najważniejszej chwili - tuż przed złożeniem
nieswojego podpisu pod dokumentem, niedostrzegalnie zadrży ręka, zwiastująca
rozpad wszechświata tak długo pielęgnowanych wyobrażeń co do samego siebie, jak
i otaczającej rzeczywistości.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(...) doświadczał czegoś w
rodzaju przebłysków nieuświadomionych pytań: „Kim ja w ogóle jestem?” „Czy my
istniejemy albo w jakim stopniu istniejemy jako jednostki, bez znajomych,
rodziny, bez ludzi, z którymi nas cokolwiek łączy, dla których nasz istnienie
ma choćby najmniejszą wagę?”. To było osobliwe jak przeżycie religijne.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Drżąca ręka fałszerza” to
powieść z dziedziny literatury pięknej, którą napisała Patricia Highsmith,
uznana amerykańska mistrzyni psychologicznego thrillera. Jej bohaterem jest
Howard Ingham, twórca, który w poszukiwaniu weny do stworzenia zleconego mu
scenariusza filmowego przyjeżdża do północnoafrykańskiej Tunezji. Pomimo upływu
kilkunastu dni nie ma żadnego kontaktu ani ze swoją dziewczyna, ani ze
zleceniodawcą. Ogarnięty nudą, zaczyna kreować nową książkę, której główna
postać, kierująca się wyłącznie stworzonymi przez siebie moralnymi kanonami,
staje się jego swoistym alter ego. Wkrótce zaczyna doznawać niepokojących
sytuacji, jakie rzucą się cieniem na jego przyszłość i zmuszą do dokonania
rozrachunku z przeszłością. Od pierwszych stron powieści czytelnika otacza
świetnie wykreowana przez Pisarkę duszna atmosfera, w której nawet
najdrobniejsze wydarzenia przepojone są nieustannie narastającą złowieszczą
nutą, pieczętowaną atmosferą kraju, w jakim zderzają się dwie całkowicie obce
sobie cywilizacje - europejska (francuska) i arabska. Choć istnieją obok siebie
od ponad stu lat, nigdy nie uległy zespoleniu, kierując się całkowicie
odmiennymi zasadami. Dla człowieka zachodu, jakim jest główny bohater,
nieprzenikniona fasada Maghrebu staje się katalizatorem wyzwalającym głęboko
uśpione pod kulturową powłoką namiętności i obawy. Nie unika on przy tym
ważkich pytań o istotę człowieczeństwa, a także podstawy etyczne, które powodują
ludzkością. Czy są jedynie cienką błoną, łatwo pękającą pod wpływem wyzwań, czy
też tkwią tak mocno w każdej osobie, że stanowią niewzruszone latarnie,
nieodmiennie wytyczające jasno określony sposób postępowania? Klimat tej
propozycji literackiej przypomina mi „Kwartet aleksandryjski” Lawrence’a
Durrella, „Pod osłoną nieba” Paula Bowlesa czy zwłaszcza „Obcego” Alberta
Camusa z ich niepowtarzalną północnoafrykańską aurą, przeszywającą bohaterów na
wskroś i wyznaczającą kręte ścieżki ich losów i nieoczywistych, często
amoralnych wyborów. Warstwa językowa tej propozycji literackiej jest klasą samą
w sobie. Oszczędna w wyrazie, z „ubogimi” dialogami, doskonale koresponduje z
klimatem narracji. Na najwyższe uznanie zasługuje także świetnie nakreślona
sylwetka psychologiczna Inghama - o wyjątkowo bogatym i obrazowo przedstawionym
życiu wewnętrznym. W kierunku dziewiątki - solidne 8/10. Po tak złożone,
inteligentne i świetnie zaserwowane opowieści chciałoby się sięgać jak
najczęściej. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Odnosił wrażenie, że
niewidzialna siła podnosi go do góry, coraz wyżej i wyżej. Nie ma, pomyślał,
nie ma nic rozkoszniejszego na świecie niż porwać w objęcia kobietę, która
jest… zapowiedzią kłopotów.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/patricia-highsmith-drzaca-reka-falszerza-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwim21_pk0ZvsWp6sb-Vkf6ecbmB99HXZxC9WeXF2F-AVxfavb0YQDUYDiBtKX_e4gBopNnUvAK2zNyuy9uUhuPPE6cpMrrpqpsEsJyvyxEPsPLoUmmaupLk-HXHeKeyZowTEacZm-GBp5hUQSHfGAv6mih-y06WkxCvrCxa-mX3VCSIkGDXklj_j5nRU/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-8523796564843880417</guid><pubDate>Thu, 26 Mar 2026 21:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-26T22:13:33.512+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Iwona Feldmann - Rozdzieleni - tom I - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Snułaś tyle planów na ten
dzień i wszystkie musiałaś odłożyć na później za sprawą SMS-a wzywającego na
pilną rodzinną naradę. Otrzymałaś go od babci, która mieszka na obrzeżach Tarnowskich
Gór, gdzie musisz dojechać z Katowic - a to całkiem spory kawałek. Teraz
siedzisz w samochodzie, wściekając się na ogromne korki. W końcu jednak
docierasz na miejsce i jak zwykle wita Cię ogromny rwetes. Są wszyscy
członkowie familii, których nie widziałaś od dłuższego czasu, więc powitaniom
nie ma końca. Wszystkim dyryguje babcia Wiktoria, jaka pomimo swoich blisko
osiemdziesięciu dwóch lat wygląda i zachowuje się niczym osoba dużo młodsza.
Nigdy nie brakowało jej energii, a teraz jest jej istnym wulkanem. Uwagę
zwracają jej niesamowicie błękitne oczy, odziedziczone po własnej babci Anieli.
Ta ostatnia przeżyła osobistą tragedię, gdyż jako córka niezbyt zasobnych
chłopów, wbrew własnej woli została wydana za mąż za syna bogatego gospodarza.
Była najpiękniejszą dziewczyną we wsi, więc rodzice bez skrupułów
przehandlowali dziecko w zamian za apanaże. Ten krok przyczynił się do rozpadu
rodziny. Bracia - Antek i Jakub nie zaakceptowali tego wyboru. Od dawna marzyli
o wyjeździe do USA, więc oburzeni uznali, że przyszedł na to czas. Gorąco
namawiali siostrę, aby im towarzyszyła, jednak ta odmówiła. Koniec końców osiedli
na stałe w Wielkiej Brytanii, a kiedy po wojnie nad Europą zapadła Żelazna
Kurtyna, kontakty pomiędzy rodzeństwem się urwały. Do tego stopnia, że obydwie
rodzinne gałęzie nic o sobie nie wiedziały. Jak oświadcza babcia Wiktoria,
właśnie uległo to zmianie, dlatego też zwołała wszystkich do siebie. John
Hunter - wnuk Jakuba wynajął firmę detektywistyczną z zadaniem odnalezienia
krewnych w Polsce. Po ustaleniu miejsca ich pobytu, wystosował zaproszenie na
oficjalne obchody swoich dziewięćdziesiątych urodzin.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEggJR6JLT-o08DlHs-Sz3M3i5XLA-a1eh9VW6ZRNF7qgUJqeL-NAJoofSzWZ9aNn_YUjqcXfur_6OV_A-BIwLDw6ZcoYZ0Chsv3gMiKktgGQ8ZfJdXI9Mhc-d6ELfPjy8RBiHzn7x_ShgBw_lNNuq1B4JGMa3nvgjIR94RWMnQb3sjOtgtPhhyst8wx0js/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEggJR6JLT-o08DlHs-Sz3M3i5XLA-a1eh9VW6ZRNF7qgUJqeL-NAJoofSzWZ9aNn_YUjqcXfur_6OV_A-BIwLDw6ZcoYZ0Chsv3gMiKktgGQ8ZfJdXI9Mhc-d6ELfPjy8RBiHzn7x_ShgBw_lNNuq1B4JGMa3nvgjIR94RWMnQb3sjOtgtPhhyst8wx0js/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Stali naprzeciwko i
wpatrywali się w siebie. Był wysoki, niesamowity i tak cholernie przystojny, że
z trudem oddychała.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Hojność Johna sięgnęła tak
daleko, że opłacił dwa bilety na samolot. Zapewnił też zakwaterowanie i
wyżywienie przez dziesięć dni w pięciogwiazdkowym hotelu. Chwilę później
dowiadujesz się, że zostałaś wyznaczona jako osoba, która ma towarzyszyć babci
w podróży do Londynu. Początkowo energicznie odmawiasz, ale staruszka nie chce
słyszeć o Twoich obiekcjach. A jest ich sporo. Trzy miesiące temu w końcu
otrzymałaś umowę o pracę a pracodawca nie będzie patrzył przychylnym okiem na
ewentualny urlop. Poza wykonywaniem zawodu architekta, trudnisz się malarstwem
i prowadzisz własne strony internetowe, od czasu do czasu sprzedając swoje
dzieła, co przynosi Ci wiele satysfakcji. Wymaga to ciągłego nadzoru nad
rynkiem, więc trudno Ci pogodzić się z porzuceniem go na prawie dwa tygodnie.
Jednak żadne protesty nie są w stanie zmienić decyzji nestorki, więc w końcu
ulegasz żądaniom, znajdując i dobre strony całej sytuacji. W stolicy Anglii byłaś
już parę razy w interesach, za każdym razem upłynniając parę obrazów. Masz
nadzieję, że i tym razem tak będzie, a co więcej, rysuje się możliwość
zorganizowania wystawy Twoich prac. To stanowiłoby spełnienie skrytych marzeń i
potwierdzało, że jesteś prawdziwie cenioną artystką. Dwa tygodnie później
pakujesz rzeczy do walizki i zmierzasz na lotnisko. Po krótkim locie wysiadacie
na Heathrow, skąd odbiera Was przesympatyczna para: Max - wnuk Johna oraz jego
narzeczona Olga. Po krótkim przywitaniu, jedziecie do mieszkania Twojej
przyjaciółki Róży, w którym macie spędzić pierwszą noc. Szybko się
rozgaszczacie, a następnie udajecie na zwiedzanie miasta. Wieczorem, pomimo że
jesteś zmordowana, decydujecie się pójść do ekskluzywnego klubu. Nie byłoby Cię
stać na taki luksus, gdyby nie pracodawca dziewczyny, który kiedyś kupił kilka
Twoich obrazów a teraz zarezerwował stolik i wypłacił sute kieszonkowe.
Towarzyszą Wam cztery inne dziewczyny z Polski, więc świetnie się bawicie. Urodą
natychmiast zwracacie uwagę gości. Pub jest pełen wytwornych Anglików, którzy
dosłownie pożerają Was wzrokiem i wykorzystują każdą okazję, aby nawiązać
bliższą znajomość. Odrzucacie jednak zdecydowanie wszelkie karesy, nie chcąc się
wikłać w przelotne romanse. Po północy do zabawy dołącza jeszcze jeden
mężczyzna, który od razu wpada Ci w oko. Jest niezwykle przystojny i
dystyngowany.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Choć nie masz takich
zwyczajów, łapiesz się na tym, że wpatrujesz się w niego maślanym wzrokiem.
Przywołujesz się do porządku, jednak szybko spostrzegasz, że również cieszysz
się jego zainteresowaniem. Spojrzenie faceta śledzi każdy Twój krok a gdy
wypijasz drinka, niezwłocznie zjawia się kelner z następnym, opłaconym przez adoratora.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Zdecydowanie preferowała
swoje zaplanowane subtelne, stabilne życie, które stworzyła, niż jakąkolwiek
znajomość z Jamesem. On nie był w jej życiu potrzebny. Był krótkim, bolesnym
epizodem, który właśnie dobiegł końca.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Gdy DJ zaczyna grać wolne
kawałki, ruszacie do baru. Zanim do niego docierasz, nieznajomy zastępuje Ci
drogę i prosi o taniec. Nie jesteś w stanie odmówić i po chwili toniesz w jego
ramionach. Czujesz nieznane wcześniej upojenie - aż trudem oddychasz. Jesteś
bliska podjęcia decyzji, aby spędzić z uroczym mężczyzną noc, choć pewnie
później byś jej żałowała. Na szczęście przyjaciółki wybawiają Cię z kłopotu -
zbierają się do wyjścia. Dziękujesz czarusiowi za mile spędzone chwile i do
nich dołączasz, wybudzając się z dziwnego stanu, jaki jednak głęboko zapadł w
Twoje serce. Następnego dnia ponownie zjawiają się Max i Olga. Wsiadacie do
luksusowej limuzyny, która wiezie Was ku rezydencji Johna. W trakcie rozmowy
dowiadujesz się, że przyjęcie urodzinowe przewidziane jest na trzysta osób. Gdy
docieracie na miejsce, przed Twoimi oczyma rozpościera się ogromna posiadłość,
której centrum stanowi potężny gmach w gregoriańskim stylu. Początkowo czujesz
się onieśmielona tak wielkim bogactwem gospodarza, jednak jego wylewność i
wyraźna radość ze spotkania szybko uśmierzają wszelkie obawy. Babcia zaś jest
wniebowzięta i wzruszona, szybko nawiązuje też wspólny język z krewnymi. Reszta
dnia upływa na rodzinnych wspominkach oraz rozmowach o teraźniejszości. Przed
wyznaczoną godziną kolacji postanawiasz zwiedzić przepiękny ogród.
Przechadzając się po nim, łowisz uchem urywki konwersacji. Męski głos wyraźnie
określa Was mianem przybłęd, czyhających na majątek dziadka. Drugi, należący do
Maxa, zdecydowanie temu zaprzecza. Gdy podchodzisz bliżej, ze zdumieniem
spostrzegasz, że jego interlokutorem jest mężczyzna, którego poznałaś
poprzedniej nocy w pubie. Okazuje się być drugim wnukiem Johna i zarazem
zarozumiałym dupkiem, którego nie zamierzasz tolerować. Rozzłoszczona i
dotknięta do żywego jego słowami, wdajesz się w ostrą pyskówkę, którą kończysz
z mocnym postanowieniem, aby tego jegomościa starannie unikać. Serca jednak nie
da się oszukać a nakazy rozumu nie są w stanie zmienić przeznaczenia...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Serce waliło jej jak
oszalałe, gdy przytulił ją do siebie i czule pocałował. To był odlot. Podobał
jej się tak bardzo, że aż nie potrafiła uwierzyć w swoje szczęście.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Pierwszy tom dylogii „Rozdzieleni”
Iwony Feldmann to romans z elementami obyczajowymi, którego bohaterką jest Anna
- młoda kobieta, parająca się architekturą i malarstwem. Na zaproszenie
zaginionej w pomroce dziejów rodziny z Wielkiej Brytanii wraz ze swoją babcią
udaje się do Londynu. Tam poznaje Jamesa - aroganckiego wnuka nestora rodu, z
którym początkowo łączą ją niezbyt przyjazne stosunki, jakie jednak szybko
przeradzają się w gorący romans. Z biegiem czasu kobieta staje wobec
konieczności podjęcia niełatwych życiowych decyzji, a związek z młodym
Anglikiem zamienia się w istne tango miłości i nienawiści zarazem… Dynamiczną i
obrazową narrację przejmują naprzemiennie dwie naczelne postaci, dzięki czemu
czytelnik może z łatwością wczuć się w stan ich jaźni. Co bardzo mi się
podobało, opowieści te przetykane są licznymi retrospekcjami, ukazującymi losy
Anieli, której bracia wyemigrowali do Anglii. Te należą do nader interesujących
i przemawiających do wyobraźni odbiorcy. Dziewczyna wydana przez zachłannych
rodziców za mąż, poddana jest przemocy ze strony zamożnych teściów, a następnie
w dramatycznych okolicznościach przeżywa piekło drugiej wojny światowej… W mojej
ocenie wplecenie podobnie dramatycznych nut do romantycznej historii okazało
się dobrym pomysłem. Warstwie językowej nie mam wiele do zarzucenia - typowa
dla miłosnych gawęd, może niekiedy jest tylko trochę zbyt egzaltowana (za dużo wzajemnych
zachwytów kochanków) i nieco za dużo w niej sprowadzania rodzącego się uczucia
do jego czysto fizycznej strony. Feldmann stworzyła publikację, z jaką można spędzić
całkiem udany, definitywnie damski wieczór. Przede mną kontynuacja „Rozdzielonych”
- podobnie jak tom pierwszy urzekająco opatrzona barwionymi brzegami.
Recenzowaną część pozostawiam z notą 7/10 i polecam na chwilę, w jakiej poszukujesz
ognistej, romansowo-familijnej rozrywki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Zdała sobie (…) sprawę, że
(…) jest jej pasją i namiętnością (…). Przed nią stał szereg wyborów i
decyzji.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/iwona-feldmann-rozdzieleni-tom-I-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEggJR6JLT-o08DlHs-Sz3M3i5XLA-a1eh9VW6ZRNF7qgUJqeL-NAJoofSzWZ9aNn_YUjqcXfur_6OV_A-BIwLDw6ZcoYZ0Chsv3gMiKktgGQ8ZfJdXI9Mhc-d6ELfPjy8RBiHzn7x_ShgBw_lNNuq1B4JGMa3nvgjIR94RWMnQb3sjOtgtPhhyst8wx0js/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-6571536373937492273</guid><pubDate>Sat, 21 Mar 2026 23:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-22T00:13:51.018+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>K. Gawron - Zły kadr - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Zły kadr” to połączenie
thrillera, tragedii i elementów grozy w niezwykle klimatycznie udane ujęcie -
debiut, dla jakiego miałam przyjemność napisać polecajkę na skrzydełko. Goszczę
na nim wespół z Maxem Czornyjem, co jako psychofanka Autora uważam za ogromne
wyróżnienie! Zdecydowałam się na okraszenie pierwszej powieści Pisarza o
pseudonimie K. Gawron następującymi słowy: „Odcięci od świata przez śnieżycę
czy uwięzieni w kadrze z koszmarów? Zamiast filmu, ekipa nagrała coś, czego nie
da się wyreżyserować… Granica między rolą a przerażającą rzeczywistością zatarła
się szybciej, niż spadały kolejne białe płatki. Dom stał się klatką, obiektyw
świadkiem, a strach najsurowszym reżyserem. &amp;lt;Zły kadr&amp;gt; to osaczający
thriller o tym, że oko kamery nigdy nie mruga. Odważysz się w nie spojrzeć?” -
i myślę, że zdania te doskonale przystają do niepokojącej atmosfery, która
eskaluje wraz z każdą przewróconą stroną lektury. Wydawać by się mogło, że to wszystko
przecież niejednokrotnie w literaturze już było: śnieżyca, ustronny dom na wsi,
klaustrofobiczne odcięcie od świata, brak zasięgu, trup i coraz większa
nieufność, jaką odczuwa do sobie zgrana wcześniej paczka znajomych. Owszem, ale
- co udowadnia powiązany ze środowiskiem kinowym twórca opowieści, wciąż można
stworzyć z wykorzystywanymi wcześniej motywami w pełni oryginalną narrację, jakiej
doskonale stopniowane napięcie sprawia, że nie można się od niej oderwać ani na
chwilę. Oto thriller, którego każda strona powoduje u czytelnika uczucie trwożącego
zimna i pożądane ciarki strachu. W mojej ocenie to jednak także w dużej mierze napisana
pięknym, choć niestroniącym od uzasadnionej brzydoty, językiem opowieść o
odrzuceniu i konieczności przywdziewania masek, za którymi o wiele trudniej
kogoś skrzywdzić. O talencie i pasji, jakie to niekiedy muszą usunąć się w cień
- i oczekiwać wiernie na realizację marzeń. O zadrach sprzed wielu lat, które będą
uwierać dopóty, dopóki się ich nie pozbędzie, co zaś czasem jest możliwe tylko
poprzez zemstę. I o tym, jak wiele czyni się, by osiągnąć cel…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSNzfobI3NqGW129iJEoXN5x_J2m-y59ez9u9nEH4KOYLPkS1YWJ-qxDCWH_zsB5k9kqoi5TXfAwo6X0uiHNsc-L6aI6sWI59V_042BTHIVaTsVdPU8_kenZDwJlkGwY-kQvOsg_d1v5EfzGCRkZlrvWXPjgTd8QYfeM9g_1o3qLZCDLH6lSR7f_x0gHk/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px)%20(1).png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSNzfobI3NqGW129iJEoXN5x_J2m-y59ez9u9nEH4KOYLPkS1YWJ-qxDCWH_zsB5k9kqoi5TXfAwo6X0uiHNsc-L6aI6sWI59V_042BTHIVaTsVdPU8_kenZDwJlkGwY-kQvOsg_d1v5EfzGCRkZlrvWXPjgTd8QYfeM9g_1o3qLZCDLH6lSR7f_x0gHk/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px)%20(1).png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Rdzawa plama tonęła za
szczytami gór, rozlewając się krwawym blaskiem po strzępach chmur. (…) to
wszystko znaki, sekretne ostrzeżenia. Łatwiej je zignorować. Niebo, gdy ma
nadejść noc ciężka i krwawa, próbuje jeszcze coś powiedzieć. Maluje się
szkarłatem na obłokach. To ostatni krzyk. Jednak nikt nie słucha. Bo i po co?” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Zawsze chciałeś być kimś
znaczącym w filmowym świecie. Choć montażyści często są niedoceniani, jako że
działają na zapleczu i mało kto wie właściwie, jak wiele wnoszą do produkcji,
wystarczyłoby Ci w zupełności, gdybyś mógł zajmować się tym, co kochasz
najbardziej. Ambitne, raczej niszowe kino grozy, najlepiej w czarno-białych
ujęciach. Projekty artystyczne, w jakich prawdziwy klimat tworzy skrzętnie budowany
artyzm - dzięki umiejętnie złożonym klatkom. Szybko przekonałeś się jednak, że
śni Ci się coś, co nieznanemu nazwisku w dzisiejszym świecie niełatwo jest osiągnąć.
Choć ćwiczysz się w swojej profesji już od czasów szkoły średniej, nigdy nie spotkałeś
się ze zrozumieniem, a bajkowa szansa na karierę nie spadła Ci magicznie z
nieba, jak niektórym - wiesz, że na tę musisz zapracować samodzielnie. Dawniej
wyśmiewany przez kolegów jako szalony artysta, wiecznie z oczami utkwionymi w
tym czy innym ekranie. Dziwak, odmieniec, niepokojąco odseparowany od wszystkich
innych trzpiotek. Obecnie ktoś, kto - aby jakkolwiek się utrzymać - zarabia na
życie czymś, czego z każdym kolejnym zleceniem coraz bardziej nienawidzi:
montażem filmów z pełnych pijaństwa wesel, nadętych komunii i innych uroczystości
rodzinnych, które napawają Cię rosnącym zniechęceniem do świata. Mógłbyś być kimś
wielkim, gdybyś poświęcił się w pełni pracy nad prywatnymi projektami, wiesz to
- od zawsze to wiedziałeś. I wierzyłeś w to całym sobą, w kontynuacji jakiej to
misji od pewnego czasu pomaga Ci… głos w głowie. Bywa, że przychodzi nocą i całkiem
niezapowiedziany. Odzywa się nieproszony i maluje czarne wizje, których finał
prowadzi jednak do Twojego zwycięstwa. Namawia do złego i… obiecuje, że już
niedługo zyskasz szansę, by stać się KIMŚ - jeśli tylko go posłuchasz. A potem
otrzymujesz propozycję nowego zlecenia. Oto Twój moment.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Czasem mam wrażenie, że połowa
świata składa się właśnie z takich postaci, gotowych zawsze podsumować Cię jednym
zdaniem i sprowadzić do żartu. Choć sami wyglądają jak nieśmieszny żart.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Reżyser, która jest odpowiedzialna
za powstanie jednej nagrodzonej produkcji zaprasza Cię do udziału w projekcie,
w jakiego sukces pokłada ogromną nadzieję. Dramatyczny scenariusz, niszowe kino,
surowe kadry - montaż, który ma grać na emocjach widza. To jest to, myślisz
sobie i odkładasz na bok składanie filmu z kolejnego nudnego przyjęcia. Już
jutro wyruszysz z zebraną naprędce ekipą wprost do małej, położonej na
obrzeżach, bieszczadzkiej wsi, gdzie będą odbywać się nagrania. Pakujesz wierny
komputer i już wkrótce siedzisz cudem upchnięty w niewielkim samochodzie całej
drużyny. Podróż nie należy do przyjemnych - także dlatego, że pogoda
postanowiła pokazać, czym jest prawdziwa zima. Gdy docieracie na miejsce, śnieżyca
wydaje się tylko przybierać na sile, choć wcale nie uważasz, by było to coś
złego - pokryta białym puchem chata krewnego jednego z towarzyszy jest bardzo
klimatyczna. Choć przy tym szokująco skromna, jak i jej gospodarz. Pierwsze
tarcia w zespole zaczynają się tuż po przybyciu, kiedy okazuje się, że w tych
zimnych warunkach nie będziecie mieli nawet możliwości skorzystania z normalnej
toalety. Cóż jednak - po ochłonięciu wszyscy dochodzicie do wniosku, że wielka
sztuka najczęściej wymaga poświęceń. Jakoś będziecie musieli wytrzymać te kilkanaście
dni, jeżeli macie zrealizować wszystkie sceny zawarte w scenariuszu. Lokujesz
się na poddaszu i z duszą na ramieniu włączasz sprzęt, który posłuży Ci do montażu.
Od samego początku trudno jednak skupić Ci się na pracy, do jakiej zostałeś włączony.
Wszystko to za sprawą Mai - przejętej artyzmem i nieco egzaltowanej pani
reżyser, z jaką w głowie coraz częściej pojawiają Ci się niepokojące i okraszone
ścieżką dźwiękową wizje. A potem, na skutek całkowitego załamania pogody,
zostajecie całkowicie odseparowani od świata. Zasięg znika. Pojawia się za to
zmasakrowane ciało, zaś w przydomowej szopie - nieznajomy, który tak umiejętnie
włada słowami, że kilkoma zdaniami nastawia Was wszystkich przeciwko sobie,
nakręcając spiralę wzajemnych podejrzeń. I nim bestialskie szaleństwo rozpanoszy
się w wiejskiej chacie na dobre, pewnym stanie się, że na pamiątkę po nim nie
pozostanie zły kadr - a możliwie najgorszy… Albo, jak zresztą chciałeś, w swej
wielkości bezśmiertny.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Wiesz, jaka to jest męczarnia,
kręcić chałtury i udawać, że Cię to nie wypala? (…) A potem się dziwi, że nie
jestem miła. Że nie uśmiecham się jak idiotka. Że się spinam… (…) w żyłach
krążyło jej AAAD - alkohol, adrenalina, artystyczna desperacja, koktajl
półlegalny, lecz zaskakująco skuteczny.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Na scenie polskiej literatury
brakuje pisarzy, którzy w umiejętny sposób łączą pełnogatunkowy thriller z
elementami grozy oraz sztuki w postaci tragedii, przynajmniej w mojej ocenie.
Najczęściej do mrocznych fabuł wkrada się tyle skrawków kryminału, że pierwotna
forma książki ewoluuje w nie to, czego się oczekiwało. Z tego właśnie powodu
uważam, że K. Gawron to pseudonim, o jakim niebawem będzie głośno. Uważam, że
to bardzo ożywczy powiew lodowatej, cienistej świeżości na arenie wszelkich mrocznych
historii. Autor nader umiejętnie włada zdaniami, z których składa opowieść
pełną niepokoju. Największe uznanie budzi przy tym fakt, że warstwa językowa
jest poetycka podczas budowania klimatu i wręcz brutalna wówczas, gdy sceny tego
wymagają. Trzecioosobowe spojrzenie na fabułę pozwala zaś na płynne zobaczenie
wydarzeń z perspektywy każdego z wielu bohaterów. Genialną okazuje się także postać
nieznajomego - moim zdaniem to wprowadzenie do narracji… psującego szyki
pozostałym, wszechwiedzącego narratora. Pyszne - wszak w takie zabiegi literackie
naprawdę trzeba umieć. Własne serce szybko oddałam zaś montażyście samotnikowi,
z którym bardzo łatwo można się utożsamić, jeżeli pełni się jedną z artystycznych
profesji. Niezmiernie raduje mnie fakt, że na thrillerowym horyzoncie oto
zmaterializowało się przede mną spod płatków śniegu i nieprzeźroczy szyb pomalowanych
szronem coś niespodziewanie nieprzewidywalnie niepokojącego. Jeśli szukasz książki
pełnej suspensu, napięcia i najczarniejszych czerni - oto doskonały wybór. Niekiedy
nawet rzekomo „Zły kadr” może się bowiem okazać więcej niż dobry, a o to więcej
właśnie Pisarza proszę. 8/10&lt;span style=&quot;text-transform: uppercase;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(…) to nie jest to, co
chciałeś robić, prawda? (…) myślałeś, że będziesz opowiadał historie, a montujesz
przypadkowych, spoconych i pijanych ludzi (…) ile jeszcze zrobisz takich filmów,
zanim zapomnisz, jak wyglądały Twoje własne pomysły? (…) a może już dawno
przestałeś marzyć (…).”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/k-gawron-zly-kadr-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSNzfobI3NqGW129iJEoXN5x_J2m-y59ez9u9nEH4KOYLPkS1YWJ-qxDCWH_zsB5k9kqoi5TXfAwo6X0uiHNsc-L6aI6sWI59V_042BTHIVaTsVdPU8_kenZDwJlkGwY-kQvOsg_d1v5EfzGCRkZlrvWXPjgTd8QYfeM9g_1o3qLZCDLH6lSR7f_x0gHk/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px)%20(1).png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-3829033022728932852</guid><pubDate>Sat, 21 Mar 2026 21:07:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-21T22:07:05.058+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Mariusz Kanios - Negatyw - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Nie cierpisz takich spraw.
Zawsze brzydziły Cię narkotyki, choć nie obwiniasz za ich używanie&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nieszczęśników, jacy nie mogą się bez nich
obejść. Całą niechęć skupiasz na tych, którzy najpierw podstępem wciągają ich w
nałóg a potem bezlitośnie wykorzystują słabość, jaką sami wywołali. Gdyby to od
Ciebie zależało, oskarżyłbyś wszystkich dilerów o udział w ludobójstwie.
Niestety jako prokurator musisz się ograniczyć do stosowania obowiązujących
przepisów, a te są zdecydowanie zbyt łagodne, nad czym bolejesz. Najbardziej
przerażają Cię dzieciaki, które po paru latach raczenia się zakazanymi
substancjami zachowują się jak zombie lub przypominają osoby o wiele lat
starsze a do tego po strasznych przejściach. Aż pewnego dnia znajduje się ich
już bez życia. Dzisiaj będziesz miał do czynienia z jednym z nich - ofiarą
przedawkowania. Jak zwykle w pobliże miejsca zbrodni docierasz komunikacją
miejską. Ubrany w garnitur i elegancki, długi płaszcz, z nienagannie
wypastowanymi butami, przyciągasz wzrok współpasażerów. Skromnych wymagań co do
materialnej strony życia oraz dbałości o wygląd nauczyłeś się w latach, gdy
byłeś księdzem. Zrezygnowałeś z powołania, nie mogąc pogodzić się z tuszowaniem
występków przełożonych. Skończyłeś studia prawnicze, odbyłeś aplikację i
zacząłeś zajmować się ściganiem przestępców. A także naprawianiem świata,
oczywiście w tym skromnym wymiarze, na jaki możesz mieć wpływ. Tak naprawdę w
głębi ducha pozostałeś sługą bożym, z misją pomocy bliźnim. A wiara daje Ci w
tym wielkie oparcie, choć często prowadzisz z Najwyższym zażarte i gniewne
dyskusje. Wiele osób&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;dostrzega, że
jesteś życzliwym i sumiennym człowiekiem, więc cieszysz się nie tylko uznaniem,
ale przede wszystkim wielkim szacunkiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgx9CgP4Hqlm9rWjC5Ty-TuxUdjpNmsZA3gP29Sw05ppHV0VJkE-akP3qdXtJDjw3_NHUXpSnQcm6W5ZV2HHSWMlS5nqYExdEPWT45PdTSa29aR2RwqTB94k2U-OsJsT7UWiTsn1F5ynmKnvHOPkbA3ozy8DVDkQFLzu-5CFRsvtZnERn3ImlJ51sYLplA/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgx9CgP4Hqlm9rWjC5Ty-TuxUdjpNmsZA3gP29Sw05ppHV0VJkE-akP3qdXtJDjw3_NHUXpSnQcm6W5ZV2HHSWMlS5nqYExdEPWT45PdTSa29aR2RwqTB94k2U-OsJsT7UWiTsn1F5ynmKnvHOPkbA3ozy8DVDkQFLzu-5CFRsvtZnERn3ImlJ51sYLplA/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Prosił Boga, aby to
się&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nie zdarzyło. Aby cofnął swój
okrutny wyrok i zostawił to dziecko w spokoju. Aby jakimś cudem dziewczynka
przeżyła. Bo czymże mu ona zawiniła? (…) Nie mógł się z tym pogodzić i zadawał
kolejne trudne pytania.”&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Gdy stajesz pod kamienicą,
rzuca Ci się w oczy jej opłakany stan. Przypomina bardziej ruinę niż
zamieszkały budynek. Klatka wygląda, jak z horroru a panujący na niej zapach
utrudnia swobodne oddychanie. Ledwie uchylasz drzwi wejściowe, a już wpadła na Ciebie
w pełnym pędzie zaniedbana, wyglądająca na siedemnaście lat dziewczyna. Odbija
się od Ciebie jak piłka i upada na podłogę. Wyraźnie widzisz, że jest mocno
wychudzona i pod wpływem środków odurzających. Gdy pytasz jak się nazywa,
przedstawia się jako „Pisklak”, najwyraźniej używając „ksywy”, pod jaką znana
jest w środowisku narkomanów. Zaraz potem pojawia się umundurowany policjant,
więc wydajesz mu polecenie, aby odwiózł nastolatkę do szpitala i zmierzasz do
mieszkania na pierwszym piętrze. Jego wygląd przekracza najgorsze oczekiwania.
Jest nieprawdopodobnie brudne i zdewastowane. Po ścianą na śmierdzącym barłogu
leżą zwłoki chłopaka, „na oko” około dwudziestoletniego. W jego przedramieniu
tkwi pusta strzykawka, której zawartość wstrzyknięto do żyły, co przyprawiło
go o szybką śmierć. Przeszukujesz mu kieszenie, ale nie znajdujesz żadnych
dokumentów, które mogłyby potwierdzić tożsamość. Twoją uwagę zwraca, że nieszczęśnik
nie jest wyniszczony fizycznie a na rękach nie ma śladów innych wkłuć. Od razu
przychodzi Ci na myśl, że ktoś pomógł mu zejść z tego świata. Nie masz jeszcze
żadnych tropów, więc zarządzasz odwiezienie ciała do zakładu medycyny sądowej
oraz pobranie odcisków palców z całego pomieszczenia, co towarzyszący Ci stróże
prawa wykonują bez szemrania. Potem udajesz się na piechotę do szpitala, aby
porozmawiać z Pisklakiem, który wcześniej w takiej panice rzucił się do
ucieczki. Na SOR-ze kłębi się tłum pacjentów, więc na lekarza czekasz parę
godzin. Gdy w końcu przychodzi, wypytujesz o stan zdrowia dziewczyny, a także o
jej dane personalne. Dzwonisz do komendy, aby je potwierdzić i okazuje się, że
są fałszywe. Chwilę później dowiadujesz się, że nastolatka samowolnie opuściła
placówkę, kradnąc ubranie leżącej obok niej na sali kobiety, czego niestety
nikt nie spostrzegł. W rzeczach, które oddała do pralni, znajdujesz kartę
komunikacji miejskiej wystawioną na Wiktorię Galek. W tej sytuacji ustalenie adresu
zamieszkania jest tylko formalnością.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt;&quot;&gt;Konfrontacja z rodzicami
nie należy do przyjemnych. Matka wyraźnie obawia się postawy męża, a ten po
prostu nie chce rozmawiać, twierdząc, że zerwał z córką wszelkie stosunki. Gdy
jednak wychodzisz na zewnątrz, kobieta Cię dogania i prosi, abyś wrócił, gdy
ojciec wyjdzie do pracy. I tak właśnie robisz. Z chaotycznej opowieści
dowiadujesz się, że Wiktoria była mistrzynią małopolski juniorów w sprincie a
rolę jej trenera odgrywał rodziciel. Gdy pojechała na zawody do Warszawy, w jej
moczu wykryto narkotyki i zdyskwalifikowano. Jak się okazało, dostała je od
kolegi z drużyny.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„To było bardzo
przygnębiające doświadczenie, nawet dla prokuratora z ponad trzydziestoletnim
stażem. Nędza, jaką wydobywały narkotyki z (…) ludzi, była przerażająca.
Budziła jego litość jako człowieka, ale i sprzeciw jako przedstawiciela wymiaru
sprawiedliwości. (…) Ludzie zarabiający na narkotykach, wiedzą, jak ta zabawa
się skończy.”&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Na dowód kobieta pokazuje
grupowe zdjęcie, na którym obok jej córki widnieje chłopak. Od razu
spostrzegasz, że to ten, który niedawno umarł z przedawkowania. Młodzi bardzo
się przyjaźnili, jednak po tamtym incydencie przestali się spotykać a on sam
został wyrzucony nie tylko z teamu sportowego, ale także ze szkoły. Wiktoria
pod wpływem stresu zaczęła coraz częściej sięgać po zakazane substancje - niejednokrotnie
doprowadzała się do stanu nieprzytomności i nie wracała na całe noce. Ustalasz,
że rodzice próbowali jej pomóc, ale bez skutku. Nic nie dawało zabieranie
telefonu czy areszty domowe. Zawsze w jakiś sposób umiała załatwić sobie
„działkę”. W końcu, gdy doszło do tragedii, o której matka nie chce
rozmawiać,&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;bezsilny&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;ojciec kazał jej wynosić się z domu. Od tego
czasu o jej losie niczego nie wiadomo. Po tym, co usłyszałeś, decydujesz, że za
wszelką cenę musisz odnaleźć Wiki, aby uchronić ją od jeszcze gorszych
niebezpieczeństw. Od znajomej prokurator pożyczasz akta śledztwa prowadzonego w
sprawie rodziny. Znajduje się w nich film, który wywołuje na Tobie ogromne
wrażenie. Wyraźnie widać na nim, jak Wiktoria, zamknięta w mieszkaniu z
trzyletnią siostrą, przez okno wciąga na sznurku narkotyki, które uzyskała za
odstąpienie dilerowi swojego telefonu. Gdy po ich zażyciu zasypia na łóżku,
dziewczynka aplikuje sobie wszystkie pozostałe tabletki. Na własne oczy widzisz
jej agonię i czujesz, jak serce pęka Ci z żalu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt;&quot;&gt;To jednak tylko dopinguje
Cię do zintensyfikowania poszukiwań dziewczyny, która niewątpliwie wpakowała
się w nowe kłopoty, skoro przebywała w jednym budynku z denatem. Czy jednak
miała związek ze śmiercią chłopaka? Prowadząc śledztwo, będziesz musiał
zanurzyć się w świat narkotykowej patologii, przy okazji stykając się ze
sprawą skorumpowanego policjanta, pracującego „pod przykryciem” w tym
środowisku. Wasze losy połączą się w węzeł, po którego rozplątaniu nic już nie
będzie takie samo.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Miał wrażenie, że znów
stanął pod ścianą. Bezradny, jak przed laty, gdy zrzucił sutannę (…). Dziś znów
był pełen wątpliwości. Bo nawet jeżeli znajdzie tę dziewczynę, to czy uda mu
się uratować ją przed nią samą?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Negatyw” Mariusza Kaniosa
to kryminał i zarazem trzecia część serii „Prokurator Michał Stróż”. Miałam
przyjemność recenzować dwie poprzednie i mogę stwierdzić, że i najnowsza jest
równie pasjonująca. Tym razem prokurator Stróż zajmuje się sprawą zgonu
chłopaka, który przedawkował heroinę. Sposób śmierci budzi wątpliwości, gdyż
wskazuje na udział osób trzecich. Tropy wiodą do mafii narkotykowej oraz nastoletniej
przyjaciółki zmarłego, Wiktorii Galek. Dziewczyna jest uzależniona od środków
odurzających i pośrednio odpowiada za śmierć trzyletniej siostry. W sprawę
zamieszany jest także uzależniony od hazardu i skorumpowany policjant komisarz
Marcin Wróbel, który działa w środowisku przestępczym pod przykrywką i
podejmuje ze swoimi przełożonymi oraz gangsterami własną grę, doprowadzając do
tragedii, jakiej nikt się nie spodziewał…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Narracja prowadzona jest
naprzemiennie z punktu widzenia każdego z bohaterów, co niewątpliwie wzbogaca odbiór
opowieści i pozwala wczuć się w stan jaźni wszystkich postaci. Co więcej, prowadzona
jest całkiem dynamicznie, dzięki czemu czytelnik śledzi wydarzenia z zainteresowaniem,
chcąc koniecznie dowiedzieć się dalszego ciągu historii. Na szczególną pochwałę
zasługują świetnie skonstruowane sylwetki tytułowego bohatera oraz komisarza
Wróbla, który mógłby posłużyć za wzór całkowicie amoralnego i pozbawionego
jakichkolwiek skrupułów funkcjonariusza, co to nie cofnie się przed niczym, aby
zdobyć fundusze na zaspokajanie swoich pragnień. Wątki z jego udziałem należą
do najbardziej pasjonujących i działających na wyobraźnię. Powieść Kaniosa to
także przejmujące ostrzeżenie przed sięganiem po zakazane substancje oraz wymowne
oskarżenie dla wszystkich tych, którzy zajmują się ich rozprowadzaniem, nie
bacząc na dramatyczne konsekwencje jakie wywołują one (zwłaszcza) wśród młodych
ludzi. Warstwie językowej książki nie mam niczego do zarzucenia, ale do staranności
w tym zakresie Pisarz już zdążył wszystkich przyzwyczaić. „Negatyw” to świetna
lektura dla wszystkich tych, którzy nie stronią od mocnych wrażeń a przy tym
wykazują się wrażliwością i niezgodą na brud tego świata. 8/10&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(…) był dziś w świetnym
humorze. Pierwszy raz od kilku tygodni przespał całą noc (…). Cieszył się
chwilą. Spokój ducha dawało mu poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/mariusz-kanios-negatyw-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgx9CgP4Hqlm9rWjC5Ty-TuxUdjpNmsZA3gP29Sw05ppHV0VJkE-akP3qdXtJDjw3_NHUXpSnQcm6W5ZV2HHSWMlS5nqYExdEPWT45PdTSa29aR2RwqTB94k2U-OsJsT7UWiTsn1F5ynmKnvHOPkbA3ozy8DVDkQFLzu-5CFRsvtZnERn3ImlJ51sYLplA/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-397114219823229820</guid><pubDate>Fri, 20 Mar 2026 23:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-21T00:00:59.471+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Anna Wolf - Więzy krwi - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;Anna Wolf zdążyła zawojować
me serce za sprawą kilku powieści z prostej, choć niestety rzadko możliwej
obecnie do dostrzeżenia przyczyny. Otóż, w mojej skromnej opinii recenzenta to
jedna z najlepszych współczesnych polskich pisarek, jeśli chodzi o kreowanie
niezwykle ciepłych relacji rodzinnych między bohaterami oraz wartościowych
fabuł. Dawniej kwestia, wydawałoby się, dość oczywista w świecie literatury
romantycznej. Dziś niejako święty Graal, którego odnalazłam również w trzecim
tomie cyklu „Rodzina Marshall” - uśmiechającej lektury, jaka pozostaje świetną
rozrywką. Pełna postaci, które lubią słowa: impertynencja, charakterność,
przekomarzanki i zawadiackość, obfituje jednak przede wszystkim w uczucia i
wszystko to, co tytułowe więzi tworzy. Nie udaje także czegokolwiek, czym nie
jest - a stanowi po prostu doskonały wybór na ten wieczór, kiedy pragniesz
świetnie się bawić. I cóż… jest bogata również w dość zwariowane zwroty akcji,
na skutek czego myślę, że ekranizacja książki „Więzy krwi” miałaby szansę stać
się kinowym hitem. Komedią romantyczną, na jaką można wybrać się zarówno w
parze podczas Walentynek, jak i w trakcie kobiecego wypadu czy w samotności,
kiedy chce się zobaczyć coś… zwyczajnie dobrego. Jeżeli nie miałeś okazji
poznać cokolwiek zwichrowanej, bajecznie bogatej, a przy tym niezblazowanej
fortuną rodziny Marshall, myślę, że to doskonały moment. Trzy części opowieści
z tak pozytywną energią definitywnie świetnie nastroją Cię na wiosnę.
Recenzowana uświadomi także, że moja teoria jest jak najbardziej słuszna. Jeśli
coś jest Ci przeznaczone, trafi do Ciebie tą czy inną ścieżką. Może przy okazji
odmieni kilka istnień i zobrazuje fakt, że wszystko, czego szukałeś, jest tak
naprawdę na wyciągnięcie ręki - choć czasem wydaje się absolutnie nieosiągalne.
I niekoniecznie w tym tkwi jego urok - to Ty musisz to zawojować! &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 106%; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgaWmfABBICfVGGOohyphenhyphengsMSlURrzjjUrTdMNB5BtuE2iOmT86JUK31mFCuyuV6zf_emHy-MkpjzXE3ALA7NUYR_F7hOwgzYsgexlSrkFBUDaX6ASf92_kZv1G0BZKUkf697fyBN2V-VLuzBH79wsD9nA9izMzZ9CKPEUMDNj497D5A9hwQ4K4rSYsMiWPo/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgaWmfABBICfVGGOohyphenhyphengsMSlURrzjjUrTdMNB5BtuE2iOmT86JUK31mFCuyuV6zf_emHy-MkpjzXE3ALA7NUYR_F7hOwgzYsgexlSrkFBUDaX6ASf92_kZv1G0BZKUkf697fyBN2V-VLuzBH79wsD9nA9izMzZ9CKPEUMDNj497D5A9hwQ4K4rSYsMiWPo/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;„Ach, czyli wiesz, z kim
masz przyjemność. Skoro tak, to nawet nie będziemy Ci grozić. Lepiej zrób, co
mówimy, tak po prostu będzie dla Ciebie lepiej.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;Nie obiecywałaś sobie wiele
po czasie spędzonym z Asherem - który od pewnego czasu był Twoim kochankiem i
równocześnie najbardziej uciążliwym szefem z możliwych. Układ jawił się prosto
i przewidywalnie, choć gdzieś w głębi duszy myślałaś, że może i on poczuje do
Ciebie coś więcej i zdecyduje się wejść w prawdziwy związek. Coś na kształt
przyjaciół z korzyściami dawno przestało Ci wystarczać, choć przecież
wiedziałaś doskonale, że to mężczyzna o nader złej opinii, jeśli chodzi o ilość
kobiet, z którymi się go widuje. Trudno się temu dziwić - jest bajecznie bogaty
a do tego nieznośnie przystojny i przy tym pozostaje inteligentnym towarzyszem,
kiedy tylko włączy odpowiednio czarujący tryb swojej osobowości. I tak, przecież
mówił Ci wprost, że oczekuje jedynie świetnej zabawy w Twojej kompanii, bo
relacje na dłużej czy nie daj Szatanie te sformalizowane powodują nieprzyjemne
ciarki na jego ciele, ale… No tak, mózg swoje - a serce jak zawsze próbuje pokrzyżować
mu szyki, zmierzając w drugą stronę. Nie spodziewałaś się zresztą, że wchodząc
do jego gabinetu przyłapiesz go z inną niewiastą i to w dodatku niemalże in flagranti,
bo ze spodniami opuszczonymi do kostek. Panowie, nieodmiennie identycznie
poszukujący czegoś nowszego, tudzież ciekawszego - tylko dlatego, że jeszcze
nieodkrytego. Cóż. Przełykasz gorzkość całej sytuacji na zwolnieniu lekarskim,
bo póki co nie wyobrażasz sobie produktywnej pracy dla tej… męskiej kurtyzany. Na
polu zawodowym i tak zawsze przesadnie sobie dogryzaliście, próbując przeforsować
własne zdanie, więc po całym zajściu z pewnością będzie o wiele gorzej.
Najchętniej byś się zwolniła - wszak wcale nie musisz pracować, bo - o czym Ash
nie wie - jesteś dziedziczką niemałej fortuny. Zwyczajnie lubisz to zajęcie i -
na nieszczęście - tę świnię, którą gdzieś tam w zakamarkach umysłu dalej
planujesz zmienić i w sobie rozkochać. Naturalnie tuż po tym jak zmienisz życie
szefa w piekło, by zrozumiał, co mógł stracić i łaskawie dasz się przebłagać,
odzyskać i mianować pełnoprawną dziewczyną. Dalekosiężne plany… a Los swoje.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;„Żyję i mam się całkiem
dobrze. Poza tym będę jej powtarzał, że ją kocham, tak długo, aż mi uwierzy.
Udowodnię jej, że to prawda.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;Kiedy w końcu litościwie i z
widocznym z pięciu kilometrów fochem pojawiasz się w siedzibie firmy, Asher
zachowuje się, co było do przewidzenia, jak gdyby nie złamał Ci serca i niczego
złego właściwie się nie dopuścił. Wiedziałaś, że można się tego spodziewać, ale
i tak - choć zbiera Ci się na łzy lub krwawy i nader obrazowy mord - trzymasz
gardę i odrobinę liczysz na to, że sam Cię zwolni. Nic takiego się nie dzieje,
zatem twardo informujesz, że od tej pory Wasza relacja będzie czysto zawodowa.
Mężczyźnie nie jest to w smak, jednak teraz to definitywnie nie on dyktuje
warunki, o czym bardzo szybko będzie miał okazję się przekonać. Trzeba
przyznać, że kobiety to absolutni mistrzowie planowania zemst doskonałych - i
to w najdrobniejszych detalach. Ku radości, do miasta właśnie powrócił Twój brat
z wyboru,&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;jakiego rodzice adoptowali, kiedy
był jeszcze dzieckiem. Obecnie jest wziętym modelem o ciele, które mogłoby
zawstydzić samego diabła - a już z pewnością Twojego szefa. W związku z tym, że
nie-krewny jest także Twoim najlepszym przyjacielem, już wkrótce tuż przed
nosem Asha rozgrywa się teatr iście komiczny - no, choć może niekoniecznie dla
głównego odbiorcy. Ty bawisz się więcej niż doskonale… do momentu, kiedy to
inny przejmuje scenariusz i z góry narzuca Ci w nim początkowo tragiczną,
nieprzewidzianą i całkowicie szokującą rolę… Reżyserowi Przeznaczenie na imię,
takie złośliwe w dodatku, więc boisz się, co odsłoni ostatni akt… Pewnym jest,
że kiedy wśród publiczności zasiądą Wasze barwne i oddane Wam rodziny, będzie
się działo. Kurtyna w górę!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;„Absolutnie nie. Po prostu
daję ostrzeżenie. Przez wzgląd na to, że wchodzą Państwo do rodziny (…) liczę
na uszanowanie mojej prośby.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;Kreując swoje powieści,
Anna Wolf z pewnością respektuje ważne prawiło: rodzina i najbliżsi są
najważniejsi na całym świecie. Należy być im wiernym, okazywać wsparcie i szacunek
a - jeśli i kiedy trzeba - skoczyć za nimi w ogień, jeżeli zrobiliby to samo i na
Ciebie zasługują. Jakże przyjemnie o tym przeczytać! Uśmiechnąć się w trakcie
lektury romansu „Więzy krwi” i wielokrotnie umierać ze śmiechu, na skutek zabawnych
zwrotów akcji, które wynikają z fabuły. Familijna komedia pomyłek z nutami
miłości - tak właśnie sklasyfikowałabym trzeci tom cyklu „Rodzina Marshall”.
Niezmiernie cieszy mnie fakt, że dziełem przypadku lub przeznaczenia pewnego pięknego
dnia moje recenzenckie, zazwyczaj mroczne przecież ścieżki, przecięły się z
tymi twórczymi Autorki. Tego rodzaju powieściowe spotkania udowadniają mi
bowiem, że scena polskiej literatury romantycznej wciąż ma pewien, rzec by
można, starodawny urok. Uwielbiam takie narracje - o funkcji czysto
rozrywkowej, jaką - wbrew pozorom - niełatwo ostatnimi czasy odnaleźć w
książkach. I jeszcze jeden plus. Wolf prezentuje odbiorcy tak barwną i
pozytywną plejadę postaci, że… nie sposób nie zapałać dziką sympatią do praktycznie
wszystkich bohaterów. A to już wręcz niewykonalne. Dziękuję za pełną humoru
opowieść, jaka zagwarantowała mi świetny wieczór - i czekam na kolejną! 8/10 -
jako że to po prostu bardzo dobra gawęda. &lt;span style=&quot;text-transform: uppercase;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;„Życie pisze jednak najlepsze
i czasem najgorsze scenariusze.”&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/anna-wolf-wiezy-krwi-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgaWmfABBICfVGGOohyphenhyphengsMSlURrzjjUrTdMNB5BtuE2iOmT86JUK31mFCuyuV6zf_emHy-MkpjzXE3ALA7NUYR_F7hOwgzYsgexlSrkFBUDaX6ASf92_kZv1G0BZKUkf697fyBN2V-VLuzBH79wsD9nA9izMzZ9CKPEUMDNj497D5A9hwQ4K4rSYsMiWPo/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-1358715214169484596</guid><pubDate>Thu, 19 Mar 2026 22:17:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-19T23:17:30.190+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Żaneta Górecka - Nieudane doręczenie - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;O debiucie, który okazał
się szokująco złożony - i to niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Praca w kancelarii
komorniczej to niezbyt łatwy kawałek chleba. Czasami próba zwykłego doręczenia
zawiadomienia o wszczęciu postępowania egzekucyjnego może skończyć się
poszczuciem psem a nawet rękoczynami. Na szczęście jesteś byłym policjantem,
więc szybko dajesz sobie radę ze zbyt krewkimi dłużnikami i członkami ich
rodzin. Dziś jest poniedziałek, więc jak zwykle z samego rana pojawiasz się w
biurze, tym razem jednak w nie najlepszym nastroju - daje o sobie znać
weekendowy kac. Wyraźnie czujesz suchość w ustach a głowa pulsuje Ci tępym
bólem. Do tego Twoje oblicze znaczy wielki siniak pod okiem - skutek wdania się
w bójkę z damskim bokserem i ochroną w pubie. Rozpaczliwie próbujesz sobie
przypomnieć, kto odwiózł Cię po wszystkim do domu, ale niestety masz dziurę we
wspomnieniach. Witasz się zdawkowo ze swoim współpracownikiem - Łucją
Adamczewską i raczysz kawą, z ulgą siadając na krześle. Byłeś pewien, że to
właśnie ona poratowała Cię w nocy, ale wyraźnie widzisz, że nie miała z tym nic
wspólnego, więc odpuszczasz sobie rozmyślanie o problemie i zaczynasz zajmować
się pracą. Porządkujesz szybko dokumenty i pakujesz je do teczki. Po chwili
ruszacie samochodem w teren. Śpieszycie się, gdyż macie sporo wezwań do
rozwiezienia. Pierwsze z nich trzeba dostarczyć Henrykowi Zielińskiemu, który
mieszka w niewielkiej wsi - Malanowie. Dzięki nawigacji niebawem docieracie na
miejsce, mijając po drodze przeraźliwie puste i zaśnieżone pola. Wysiadacie i
obrzucacie wzrokiem spory dom, wyglądający jednak na mocno zaniedbany. Sprawia
wrażenie opuszczonego - odpadający tynk pozostawił po sobie liszaje, w oczy
rzucają się też niemiłosiernie zarośnięty ogród oraz przekrzywiony płot. Gdy
pukasz do drzwi, odpowiada Ci głucha cisza.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi34MxvsfRI0Vphn7sXtoaoxjwrb1b0ZhIQ_qHhi67BJDvNrdL9MU1ii-sZzVXxTEWHOX2Dok3KJbhcdf1JdzknMpiAoYPAuN_kPoHqRsJs9g67jLeJma1Ajbue1ZHGEDTLP8_p9WxFaxwxc4g4qOfgIf-6THbUmpnzi-FjoaloSPlwTkIqaamcuV7ZHYM/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi34MxvsfRI0Vphn7sXtoaoxjwrb1b0ZhIQ_qHhi67BJDvNrdL9MU1ii-sZzVXxTEWHOX2Dok3KJbhcdf1JdzknMpiAoYPAuN_kPoHqRsJs9g67jLeJma1Ajbue1ZHGEDTLP8_p9WxFaxwxc4g4qOfgIf-6THbUmpnzi-FjoaloSPlwTkIqaamcuV7ZHYM/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Był inteligentny, kąśliwy,
ale zawsze z szacunkiem dla innych. Błysk w jego oczach mówił, że nie ma
problemu, którego nie da się rozwiązać, a nawet jeśli coś nie wychodziło,
potrafił obrócić to w żart.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Po chwili naciskasz klamkę,
a wtedy wrota uchylają się z niemiłosiernym skrzypnięciem. Choć wołasz, że masz
urzędową przesyłkę, nie przynosi to żadnego skutku. Ruszasz więc w głąb ciemnym
korytarzem i napotykasz widok, jakiego nie doświadczyłeś nigdy z życiu, choć
jako policjant miałeś do czynienia z najbardziej brutalnymi zbrodniami.
Najpierw widzisz nogi wystające zza drzwi pokoju i rozrzucone pod nienaturalnym
kątem, a potem resztę zmasakrowanego ciała, z którego krew pokrywa nawet ściany
pomieszczenia. Wprawdzie nie dajesz rady utrzymać żołądka w ryzach i
wymiotujesz, ale pchany zawodowym przyzwyczajeniem, zaraz potem dokonujesz
pobieżnej obdukcji. Stan plam opadowych wskazuje wyraźnie, że gospodarz nie
żyje od dłuższego czasu, więc nie próbujesz podejmować jakichkolwiek czynności
ratunkowych. Zresztą musisz zająć się Łucją, która stoi osłupiała i w wyraźnym
szoku. Delikatnie ujmujesz ją pod ramię i wyprowadzasz na zewnątrz. Chwilę
później pod nieruchomość podjeżdżają z wyciem syren i błyskiem „kogutów” trzy
samochody policyjne. Widocznie ktoś już dokonał powiadomienia o makabrze, co
oznacza, że nie Wy pierwsi odkryliście ofiarę zabójstwa. Wietrzysz kłopoty,
gdyż jako były kolega nie cieszysz się zbyt wielką popularnością wśród stróżów
prawa. I wcale się nie mylisz. Policjanci traktują Cię z lekceważeniem i
zastrzegają z przekąsem, abyś stawiał się na każde wezwanie, ponieważ od tego
momentu uzyskujesz status świadka. Tego dnia nie zapomnisz do końca życia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Drzwi trzasnęły za nią głucho,
a wraz z tym dźwiękiem coś się w niej domknęło.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;W policyjnej pracy jedno
jest niezmienne - właśnie w tej chwili ktoś kogoś zabija, z tego czy innego
powodu, bądź akurat się do tego szykuje. Dlatego, gdy dostałaś polecenie, aby
udać się na miejsce zbrodni, przyjęłaś to z rezygnacją. Jesteś śledczym, który
widział już chyba wszystko, więc po prostu odhaczysz następną sprawę. To niekończący
się proces, z którym dawno się pogodziłaś. Jednak gdy parkujesz pod domem
Henryka Zielińskiego w Malanowie i zbliżasz się do pobladłego, stojącego na ganku
kolegi, od razu wiesz, że to nie będzie tylko kolejny trup. Gdy wchodzisz do
środka, w Twoje nozdrza uderza zapach śmierci i zwietrzałej krwi. Ciało denata
jest w strasznym stanie. Twarz została zmasakrowana, tak jakby sprawca chciał
nie tylko zabić ofiarę, ale w ogóle wymazać jej istnienie z tego świata. Nawet
na Tobie robi to tak ogromne wrażenie, że z trudem powstrzymujesz się przed
opuszczeniem pomieszczenia, aby zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza.
Współpracownik Antek pokrótce informuje, że brak jest jakichkolwiek śladów
włamania czy walki, więc właściciel najwyraźniej znał sprawcę. Zgon nastąpił
przynajmniej 48 godzin temu a sposób potraktowania ciała wskazuje na działanie
w szale - takim, w jakim człowiek nie uderza na oślep, ale dokładnie kontroluje
to, co robi. Winowajcą musiała więc kierować ogromna nienawiść. Zanim udaje Ci
się przetrawić te rewelacje, dobiega Cię głośne skrzypnięcie schodów, które
przecież w pustym domu nie ma prawa się rozlec. Wymieniasz z Antkiem spojrzenia
i obydwoje odruchowo sięgacie po broń. Bezszelestnie zbliżacie się do stopni, a
wtedy w ich połowie ukazuje się Wam przyczyna hałasu. Dumnie prężąc się,
spogląda na Was z wielkim zaciekawieniem i demonstruje wszem i wobec
obciągnięte gołą skórą ciało. Z osłupienia wybudza Was głośne miauknięcie. Rozluźniona,
bierzesz sfinksa z niemiłosiernie wystającymi żebrami w ramiona, na co reaguje
przyjaznym mruczeniem. Pierwszy raz widzisz tego „ufoludka” z bliska i musisz
przyznać, że to wyjątkowo oryginalne zwierzę. Od razu przychodzi Ci na myśl,
aby zabrać go do swojego mieszkania, przecież właściciel nie będzie już w
stanie się nim opiekować. Masz już nawet dla niego imię - Gorgonzola, gdyż jego
zapach i wygląd kojarzą się Tobie właśnie z tym serem. Jednak teraz masz do
zrobienia w tym strasznym miejscu jeszcze jedną rzecz - musisz sprowadzić
miejscowego proboszcza, aby zmówił modlitwę za nieszczęśnika, który padł ofiarą
tak bestialskiego morderstwa…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Jej piwne oczy potrafiły
przenikać ludzi na wskroś. W jej spojrzeniu było coś, co sprawiało, że
podejrzani czuli się nieswojo, a koledzy z wydziału woleli nie testować jej
cierpliwości. (…) Czerwień była jej znakiem rozpoznawczym - symbolizowała
nieustępliwość, której nigdy jej nie brakowało.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Z pewnością „Nieudane
doręczenie” Żanety Góreckiej to zawiły i nieoczywisty kryminał. Jego głównymi
bohaterami są dwaj komisarze policji, choć swoją rolę odgrywa także były stróż
prawa, obecnie pracujący w kancelarii komorniczej. Narracja prowadzona jest
wokół makabrycznego morderstwa, jakiego ofiarą padł właściciel zaniedbanego
domu w małej wsi. Sprawa dodatkowo się gmatwa, gdy w bagażniku samochodu
zaparkowanego nieopodal nieruchomości śledczy odkrywają odciętą głowę. Trzeba
przyznać, że Autorka do pewnego momentu udanie myli tropy, zaś osoba zabójcy
jest zaskakująca. Powieść jest wielowątkowa, a motywy kierujące sprawcą mają
swoje korzenie w wydarzeniach sprzed trzydziestu laty. I na tym właściwie
kończą się dobre strony tej propozycji literackiej. Ubolewam nad tym, bo to
debiut - jednak myślę, że z korzyścią dla przyszłych historii Pisarki będzie je
wymienić oraz opisać, jako że Górecka ma potencjał, któremu zwyczajnie brakuje
uładzenia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Warstwa językowa jest zbyt
ekspresyjna i emfatyczna. Na przykład: „tak właśnie minęła ta podróż: pełna
kontrastów, pytań i ulotnych obrazów, które jeszcze długo miały odbijać się w
ich sercach”, przy czym dotyczy to trasy, jaką prawie bez słowa i w ciągu
krótkiego czasu przebyli pracownicy kancelarii komorniczej, aby wręczyć
dłużnikowi banalne powiadomienie. I dalej: „Dźwięk jej kroków był cichy, a
powietrze w Malanowie, jak zawsze, miało w sobie coś niepokojącego”. Prawdę
pisząc, po raz pierwszy zetknęłam się z określeniem, by wiejskie powietrze było
niepokojące... Patolog, który dokonuje sekcji ciała ofiary, prowadzi w trakcie niemiłosiernie
długie rozważania o istocie życia oraz roli jaką odgrywa w nim serce: „Zawsze
wydawało mi się najbardziej samotnym miejscem w ciele człowieka. Pracuje bez
ustanku, dzień po dniu, często w ciszy i bez wdzięczności... dopóki któregoś
dnia nie pęknie.” czy: „Patrzę na to serce i zastanawiam się, czy umarło nagle,
bo zostało brutalnie zatrzymane, czy już wcześniej nosiło ślady walki. Blizny.
Zmęczenie. Niewypowiedziane słowa, które miały zostać w ukryciu.” i jeszcze:
„To właśnie ono - ten kawałek mięśnia - napędzało kiedyś całe życie. (…) Ile
emocji przepłynęło przez jego komory? Ile razy zadrżało z miłości, zacisnęło
się z gniewu, załkało z żalu? (…) Cichy organ po wielkiej pracy.” Potem
następuje podobna tyrada na temat mózgu. I tak przez bite 4 strony. Na
szczęście w tym momencie Pani patolog natyka się na tkwiące głęboko w gardle
denata… ludzkie jądra! (Nie żartuję!). Przez chwilę obawiałam się, że obrazowa
elegia zostanie wygłoszona także na ich cześć, ale do tego nie doszło. Szkoda -
teraz trochę tego żałuję, bo niewątpliwie byłoby to ciekawe doznanie
czytelnicze. Podobnych fragmentów jest w książce bardzo wiele - lubię piękne
rozważania w każdej opowieści, ale jednak muszą mieć one sens i uzasadnienie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Powieść dotknięta jest także
licznymi nieracjonalnymi i po prostu niespotykanymi zdarzeniami. Pierwszy raz
zetknęłam się z przypadkiem, gdy komisarze po dokonaniu wstępnej autopsji
ciała, które jest brutalnie zmasakrowane, osobiście udają się do księdza, aby
ten odmówił modlitwę za nieszczęśnika i to na miejscu zbrodni. Mogłabym to z
trudem zrozumieć, gdyby tej jeszcze żył i konieczne byłoby udzielenie
ostatniego namaszczenia. Choć i to jest zupełnie nieprawdopodobne. Duchowny
oczywiście przyjeżdża (!), kręci się tam i ówdzie, zadeptuje ślady, po czym
spełnia żądania policjantów. Całe szczęście, że zamordowany nie należał do
kościoła uniwersalnego, wówczas bowiem trzeba by przywieść duchownych także
innych wyznań.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Policjantka Maja umawia się
w pubie (!) ze swoim kolegą, który jako pierwszy pojawił się na miejscu mordu,
po czym słucha jego opowieści o tym, co widział. Dlaczego tam, a nie drogą
służbową, pozostaje niezgłębioną tajemnicą. Co więcej, chwilę później zjawia
się akurat tam Mateusz Jasiński, z jakim kobieta kiedyś była w związku i który,
jak wiadomo, pierwszy odkrył ciało. Zbieg okoliczności… widocznie przeznaczenie
uparło się, by te dwie zagubione dusze połączyć. I tak by się pewnie stało,
gdyby policjantka nie okazała się lubić pań. Na szczęście w kręgu bohaterów
pojawia się nowa patolog, która podziela takie właśnie zainteresowania, więc
nawiązuje się nić nowego stadła. A poza tym, co szczególnie interesujące, były
partner śledczej bez niczyjej wiedzy zabiera z miejsca zbrodni ważny dowód a na
pytanie, dlaczego to zrobił, w zasadzie odpowiada, że… nie ma pojęcia. Potem w
końcu wydusza, że chodziło mu o odzyskanie jej względów, można by więc ukuć
nowe powiedzenie: przez kradzież dowodów do serca policjanta.... Szkoda, ze nie
wyszło.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;12 dni (!) po wszczęciu
śledztwa policjanci w końcu przesłuchują sąsiadkę, jaka oznajmia, że widziała
obcy samochód, którego kierowca był w domu denata w dzień morderstwa. Dzięki
Bogu, uchylając firankę wskazuje go palcem stróżom prawa, więc Ci wreszcie
wpadają na pomysł, że nieznane auto, którego nikt we wsi wcześniej nie widział,
zaparkowane od prawie dwóch tygodni (!) w pobliżu miejsca zbrodni może mieć
związek ze sprawą. Ale i to nie wystarcza... Szczęśliwie dla przebiegu tak
dynamicznie prowadzonego śledztwa, na posterunku pojawia się żona brata ofiary,
do którego właśnie należy ten automobil. Okazuje się, że pojechał on 12 dni
temu do swojego brata, czyli zabitego i wszelki ślad po nim zaginął. Kobieta,
znając doskonale adres, nie robi nic, aby we własnym zakresie wyjaśnić, co jest
przyczyną tej nieobecności (!), choć od samego początku miała złe przeczucia co
do rodzinnej wizyty, a i mąż nie ukrywał swojego zdenerwowania przed jej
odbyciem. Dopiero to wydarzenie dopinguje śledczych do przeszukania auta,
dzięki czemu znajdują w jego bagażniku odciętą głowę… - nieco sobie poleżała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Może to i lepiej, że na nią
trafili, gdyż śledczy mają do czynienia z tak krwiożerczym mordercą, że ten
jest w stanie w biały dzień dostać się do zakładu medycyny sądowej (!!!) i, co
następuje: zabić lekarza, zabrać ciało swej ofiary przechowywane w chłodni a do
tego porwać panią patolog, do której skłaniają się uczucia policjantki Mai. Nie
mogę pozbyć się z umysłu widoku mężczyzny słusznej postury, w odzieniu uwalanym
krwią doktora, wynoszącego z placówki pod jedną z pach skostniałego, nagiego trupa
a pod drugą jego omdlałą pracownicę… Jest też ksiądz, który rewolwer wyjmuje
znienacka spod sutanny (!). Barwna plejada się wylosowała. Sądzę zresztą, że poznawszy
tak kwieciście i poetycko wyrażającą się panią patolog pewien przedstawiciel tejże
samej profesji z mojego ulubionego serialu „Dexter” mógłby się zakochać. Jest
to niezła myśl, jako że „Nieudane doręczenie” ma zakończenie otwarte.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;To nie wszystko, co w
fabule uraziło mnie jako recenzenckiego wyjadacza, od lat wielu rozsmakowanego
w najmroczniejszych lekturach, ale… musiałabym właściwie opisać całą książkę, by
wskazać każdą z rażących nielogiczności. A tak pozostaje mi mieć nadzieję, że
kolejne propozycje Autorki zyskają na jakości - a ta znajdzie swoich
czytelników wśród fanów mniej wymagających lektur. Za mnogość pomysłów, choć za
dużo ich w jednej opowieści i płynność oraz wielość kreacji dałabym z dwoma minusami:
4/10. Jako że to debiut, niech będzie piątka z uśmiechem na przyszłość.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/zaneta-gorecka-nieudane-doreczenie-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi34MxvsfRI0Vphn7sXtoaoxjwrb1b0ZhIQ_qHhi67BJDvNrdL9MU1ii-sZzVXxTEWHOX2Dok3KJbhcdf1JdzknMpiAoYPAuN_kPoHqRsJs9g67jLeJma1Ajbue1ZHGEDTLP8_p9WxFaxwxc4g4qOfgIf-6THbUmpnzi-FjoaloSPlwTkIqaamcuV7ZHYM/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-7274453979706355845</guid><pubDate>Wed, 18 Mar 2026 22:54:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-18T23:54:44.869+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Konrad Cieplik - Witaj, piękna pastereczko - recenzja</title><description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;Właściwe miejsce,
odpowiedni czas i przeznaczona chwila - wielka trójka, której zaistnienie w tym
samym momencie zakrawa na prawdziwy cud. Najczęściej dopiero z perspektywy
teraźniejszej myśli się o przeszłej, dodając niezliczoną ilość „co by było,
gdyby…”, jakie to jednak przecież nie znajdą już nigdy praktycznych odpowiedzi
i zostaną kolejnymi elementami barwnych dywagacji, czynionych pod osłoną nocy.
Jeśli masz talent literacki, może niektóre spośród nich posłużą za pomysł na
powstanie barwnej powieści. Inne przedyskutujesz w gronie najbliższych
przyjaciół a znaczna część, rozmyta przez czas, zwyczajnie zatrze się w
niepamięci. Swoją DEBIUTANCKĄ książką Konrad Cieplik uśmiecha czytelnika
nietuzinkowym pomysłem na historię, z której płynie zgoła inne przesłanie.
Zdaniem charakternych bohaterów propozycji literackiej o dźwięcznym tytule
„Witaj, piękna pastereczko” absolutnie nic nie przydarza się przypadkowo a…
zaistnienie wspomnianej wcześniej, wyjątkowej trójcy jest częstsze niż mogłoby
się to wydawać. Przyznaję, że lubię poznawać fabuły, które przeczą moim
prywatnym doświadczeniom (te wskazują raczej, że jeśli wszystkie kataklizmy i
złe rzeczy, jakie da się wyobrazić, mają stać się czyimś udziałem, na trzysta
procent będę to ja &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 106%; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;), jako że
każdorazowo udowadniają mi pewną wyjątkowość tak zwanej losowości. Choć jestem
skończonym i zdeklarowanym pechowcem, w pełni wierzę w determinizm. Jeżeli coś
zostało Ci zapisane - trafi do Ciebie, niezależnie od krętości ścieżki, którą
uparcie zmierza. Z tegoż powodu myślę, że niemożliwe nie istnieje - nawet,
jeśli rachunek prawdopodobieństwa jest bliski zera, należy spodziewać się
niespodziewanego, bo Los jest w swojej pomysłowości nader złośliwy i uparty.
Nieco jak ja… a już z pewnością jak podróżujący Harleyem po Albanii mężczyzna,
który wcale nie miał się tam znaleźć i nadspodziewanie oklęta opiekunka owiec o
tragicznej przeszłości… czyli bohaterowie recenzowanej książki. Tej
gawędziarskiej wyprawie daleko do standardowych!&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhUFwNYc6y7uZAV6IYzZLvaQFH2QpLPpa5lgphbOTqD6i-s0GRDojUm5HzDadVcSmUckZObtXAAOWu0ED4JUUyTUBjXsvFXw37-colcmefRQEO57VCkaw9tm4GX7El9uNYUF7AabTrcQmWQ7FYBVqFfZYXG99M4gYFBayMHjvZQIDMGtflf7ua523QVhF0/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhUFwNYc6y7uZAV6IYzZLvaQFH2QpLPpa5lgphbOTqD6i-s0GRDojUm5HzDadVcSmUckZObtXAAOWu0ED4JUUyTUBjXsvFXw37-colcmefRQEO57VCkaw9tm4GX7El9uNYUF7AabTrcQmWQ7FYBVqFfZYXG99M4gYFBayMHjvZQIDMGtflf7ua523QVhF0/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Nie wiedziałem, że już za
moment moje życie stanie się opowieścią, którą będę chciał zapamiętać na
zawsze.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Kiedy spoglądasz na moment, w którym
zobaczyłeś ją po raz pierwszy, z obecnej perspektywy, masz stuprocentową
pewność: właśnie tak miało być. Musiało. Te wszystkie niewidoczne od razu
wskazówki, pozornie zwyczajne zdarzenia, splecione w jedną całość -
poprowadziły Cię ku nieprzewidywalnemu jak zawsze przeznaczeniu. Rajd
motocyklowy po wielu krajach, jakich przecież odbyłeś w swoim życiu mnóstwo - a
jednak nie taki co zawsze. Identyczny Ty, emeryt lat 61, przemierzający szosy
świata na ulubionej, najwierniejszej maszynie, z obrazami życia zapisanymi na
ciele licznymi tatuażami. Niby taki sam, a w tamtej jednej chwili przecież
zupełnie inny. Odmienne było wszystko, mimo tak wielu stycznych z bliźniaczymi
doświadczeniami poprzednich lat. Zacząwszy od początku, nie powinieneś wrócić
wcale do Albanii, jaką dopiero co niedostatecznie zwizytowałeś podczas
przejazdu. Zepsute dwa koła przyjaciela, naprawa, kolejne przeszkody i w końcu
to uczucie, za którym bez większych refleksji postanowiłeś podążyć. Nie
potrafisz wytłumaczyć, dlaczego. Hotelowy pokój i pobyt wśród malowniczych
wzgórz upływały Ci przyjemnie - lecz właściwie bez większych atrakcji.
Przepiękne krajobrazy i wijąca się między szczytami górskimi przez wiele
kilometrów asfaltowa wstęga, którą chciałeś przejechać, miała jednak o wiele
więcej do zaoferowania niż możliwość zrobienia niezapomnianych fotografii czy
pobycia ze swoimi myślami na łonie majetstatycznej natury. Zwalniasz, jak i
znerwicowany kierowca w samochodzie przed Tobą, który próbuje bezrozumnie
pogonić klaksonem stado właśnie przecinających środek jezdni owiec. A Ciebie…
uderza strzała Amora, piorun zesłany z niebios czy przeznaczenie, jakkolwiek to
nazwać. Oto przed Tobą zjawisko w postaci zatrważająco pasterki, która wydaje
się nijak nie pasować do tego miejsca ani samego zdarzenia. Wiatr rozwiewa jej
czarne włosy, spojrzenie pozostaje poetycko zamyślone, choć nie brakuje mu
przekory. Towarzyszą jej dwa ogromne psy, ale nie zwracasz jeszcze na nie
większej uwagi - na razie Twój wzrok wędruje po historii, którą kobieta
zapisała na ciele igłą i tuszem. Właśnie w tej chwili już rozumiesz: musiałeś
się tu znaleźć, by poznać ją słowo po słowie - ta jej przeszła właśnie
nierozerwalnie splotła się z Twoją teraźniejszą.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;„(…) jesteś cudowną
dziewczyną (…) ale masz dziurę w duszy.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;Jej młode oczy są takie
stare… Po krótkiej i dość impertynenckiej pogawędce z dziewczyną umawiasz się z
nią w jej tymczasowo zaimprowizowanym w okolicy obozowisku, do którego właśnie
zmierza ze zwierzętami. Jeszcze bezimienna jest tak intrygująca, że
postanawiasz zrezygnować z noclegu w hotelu i spędzić z nią na rozmowie
przynajmniej tę jedną noc, a najlepiej jeszcze kilka kolejnych. Kiedy stado
jest już zabezpieczone a Twój motocykl prowizorycznie zaparkowany, rozpalacie
ognisko i urządzacie sobie klimatyczny piknik. Dwudziestodwulatka imieniem
Louise pochodzi z Marsylii i, czego zdążyłeś domyślić się wcześniej, wśród
kojącej ciszy albańskich wzgórz próbuje odnaleźć siebie na nowo, jednocześnie
ukrywając przez resztą świata. Kiedy rozmawiasz z kobietą, masz wrażenie, że
jesteście dwójką dobrych przyjaciół, którzy spotkali się po drugiej przerwie.
Nie ma między Wami żadnych niezręczności, a wręcz wydawać by się mogło, że ta
niezwykła noc ewoluuje w coś więcej niż koleżeństwo. Niektóre dusze, nawet
zjednoczone dziełem przypadku, są sobie pisane - jednak Ty póki co postanawiasz
spełnić swój cel i dowiedzieć się jak najwięcej o tej niezwykłej istocie. Najpierw
postanawiasz przypodobać się towarzyszącym niewieście psom, co (jak przekonała
się spora liczba panów &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 106%; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;; mso-fareast-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;) najczęściej jest
rozsądnym rozwiązaniem (pro tip: prawidła wskazują, iż koty też winno się od
razu obłaskawić, a najlepiej w sobie rozkochać, jeśli pani dla odmiany jest
kociarą jak ja). Później zaś, zgodnie z obietnicą rzuconą chwilę wcześniej,
opowiadasz jej o sobie - kim w istocie jest ten szalony Michał z Harleyem i
głową pełną zwichrowania. A stąd już prosta droga, by zanurzyć się w
niewyobrażalnie tragicznym i przez to tak nęcąco pięknym żywocie młodej
pasterki, którą każdego kolejnego dnia zapragniesz witać tym samym, zawadiackim
uśmiechem i ciepłymi słowami. Pewnym jest, że nie wiadomo, dokąd zabiorą dwójkę
rozbitków te szalone i nieplanowane wakacje… Skąd do wieczności?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;„Nie jestem opowieścią.
Jestem dziurą po niej (…).”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;Odczuwam dysonans
poznawczy, jako że Konrad Cieplik potrafi w swoim debiucie niczym poeta
opisywać piękno albańskiej natury, ale też… kreować dialogi składające się
nadmiernie często niemalże z samych przekleństw. Gdyby nawet historia ta
wydarzyła się naprawdę, a jej bohaterowie właśnie tak „żywiołowo i
emocjonalnie” ze sobą konwersowali, myślę, że na potrzeby uchwycenia
literackiego piękna i nadania treści płynności, warto byłoby je okrasić
estetyczniejszą warstwą językową. Notoryczne stosowanie wyrazów powszechnie
uznawanych za obelżywe, co ciekawe, w większości przez młodą i piękną pasterkę
(„Że CO?! Że niby JA anioł?! No to się kurwa zdziwisz! (…) No toś, KURWA, wymyślił.”
- na przykład, przy czym rzeczony przecinek służy często także opisom czynności
- „Kurwa - westchnęła.” Dodatkowo Michał bywa typowym mistrzem podrywu, chociażby
informując „maleńką”, że „rozjebała mu system” zmaterializowaniem się… i tak
bardzo dalej. Niestety wyrazy te łączą się w rodzinki w wielu, wielu zdaniach,),
wybijało mnie z czytelniczego rytmu - zamiast ciekawić się tekstem, w pewnym
momencie zaczęłam je liczyć i nieco się przeraziłam. Imponujący motyw różnicy
wieku nie przekracza natomiast granic dobrego smaku. Sama historia jest bardzo
statyczna - lwią jej część zajmują rozmowy pomiędzy głównymi postaciami. Pełne
zabawnych anegdot i tragicznych retrospekcji, są bez wątpienia ciekawe, choć
przyznam, że okrasiłabym je bogatszą liczbą dynamicznych akcji. Spacery po
pastwiskach i wśród wzgórz nadają opowieści atmosfery senności - na szczęście tej
w malowniczym otoczeniu. Myślę również, że tak wyjątkowe miejsce, w którym
rozgrywają się narracyjne wydarzenia, aż prosi się o szersze opisanie
okolicznych obyczajów, tła kulturowo-społecznego. Samo zakończenie pozostawiło
u mnie niedosyt - miałam nadzieję na zupełnie inny, może bardziej widowiskowy
finał. Powieść obyczajowa „Witaj, piękna pastereczko” to właściwie teatr dwóch
aktorów, którzy występują w sztuce o tym, jak powstają wspomnienia oraz nieuchronności
przeznaczenia. Dla miłośników spokojnych akcją lektur, owiewających jaźń niczym
albańsko-górski wiatr (który czasem brzydko szepcze). Na szynach i z
zaciekawieniem na przyszłość, z dwoma minusami: 6/10. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 106%;&quot;&gt;„Była inna niż wszystkie.
Mimo że miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, w jej oczach widziałem
doświadczenie kobiety, która przeżyła więcej niż niejedna pięćdziesięciolatka. &lt;span style=&quot;text-transform: uppercase;&quot;&gt;A&lt;/span&gt; może i więcej niż setki kobiet na
całym świecie. Przeszła przez piekło, a jednak wciąż potrafiła się uśmiechać.
Nie tylko przetrwała - ona przeżyła.&lt;span style=&quot;text-transform: uppercase;&quot;&gt;”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/konrad-cieplik-witaj-piekna-pastereczko-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhUFwNYc6y7uZAV6IYzZLvaQFH2QpLPpa5lgphbOTqD6i-s0GRDojUm5HzDadVcSmUckZObtXAAOWu0ED4JUUyTUBjXsvFXw37-colcmefRQEO57VCkaw9tm4GX7El9uNYUF7AabTrcQmWQ7FYBVqFfZYXG99M4gYFBayMHjvZQIDMGtflf7ua523QVhF0/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-2075984724785225169</guid><pubDate>Wed, 18 Mar 2026 17:35:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-18T18:35:48.540+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Aidan Hart - Ikony świąteczne. Historia, znaczenie, symbolika - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Malarstwo ikonowe to sztuka
sakralna, będąca klasą samą w sobie. Jest nieporównywalne i nie do pomylenia z
żadnym innym - oddziałuje na zmysły w niezwykle specyficzny sposób. Nic w tym
dziwnego, gdyż jego pochodzenie wywodzi się z kultury Bizancjum, nosi więc
znamię dla niej bardzo charakterystyczne - ogromne bogactwo wyrazu, poddane
jednak ścisłemu rygoryzmowi. Teoretycznie próżno szukać w nim kunsztu Giotto di
Bandone, średniowiecznego czarodzieja pędzla, który zrewolucjonizował malarską
wizję chrześcijańskiego eposu i wprowadził do swoich przepięknych obrazów
trójwymiarowość oraz początki operowania światłocieniem, jak choćby w arcydziele
„Pojmanie Chrystusa” vel. „Pocałunek Judasza” (1303/1305 r.), w którym odbiorca
godzinami może z zachwytem analizować zbiegające się spojrzenia głównych
postaci, będące nieśmiertelnym spleceniem niewidzialną nicią dwóch ich rodzajów
- niewinnego i zdradzieckiego. Na zdrowy rozum, ikony nie dorównują dziełom
innego mediewalnego giganta sztuki Simone Martini, którego „Zwiastowanie” (1333
r.) oszałamia patrzącego mistrzowskim przedstawieniem postaci i bogactwem
skąpanych w złocie kolorów. Z pozoru nie są w stanie konkurować także z
„Mistycznymi zaślubinami&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;św. Franciszka”
(1437/1444 r.) Stefano Sassetty, „bijącego” po oczach” prezentowaną co prawda
wstydliwie, a jednak przepyszną urodą trzech cnót, najpierw stojących przed
obliczem bożego wybrańca, by „po chwili” unieść się nad nim w ślicznie ukazanym
łuku swych ciał. Nie przenikają one zgrozą werycznym ukazaniem cielesnych
skutków męki Zbawiciela, jak na płótnie Andrei Mantegny „Opłakiwanie zmarłego
Chrystusa” (1467/1480), gdzie rany Syna Boga, zadane bestialsko wbijanymi
gwoździami, dosłownie przepalają wzrok każdego, kto miał okazję oglądać ten
niezwykły obraz, zadając krzyczące pytanie o granice wytrzymałości ludzkiego
ciała poddanego niewysłowionym katuszom.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi4yF3IgGv7P7-7ks4itejgeXlkyH1UhfltOGkSYdrzutwRdol9bcEZBmP3RO2ITnGbxxAFC8CEqPRCo3bywtZbkGBq32xicc5DZum7Lf_yOI41961b82RCSx7fvBh0-OWGnRDrAEKB01yKwC-p0EbsOoFWtM3ArOA9pFPANGrVTvnDHvFZ4Q4CGMCcYtQ/s5705/IMG_5644.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;5705&quot; data-original-width=&quot;3803&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi4yF3IgGv7P7-7ks4itejgeXlkyH1UhfltOGkSYdrzutwRdol9bcEZBmP3RO2ITnGbxxAFC8CEqPRCo3bywtZbkGBq32xicc5DZum7Lf_yOI41961b82RCSx7fvBh0-OWGnRDrAEKB01yKwC-p0EbsOoFWtM3ArOA9pFPANGrVTvnDHvFZ4Q4CGMCcYtQ/s16000/IMG_5644.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Ikonę możemy porównać do
krajobrazu ukazującego nam wciąż nowe panoramy i tajemnice do odkrycia.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;A jednak ikony zawierają w
sobie niewytłumaczalne coś, co daje poczucie obcowania ze sztuką czystą w swoim
wyrazie, wręcz uświęconą, można by użyć określenia „dziewiczą”. Przemawiają nie
do rozumu, uwodzonego umiejętnościami twórców, ale prosto do serca, w którym na
ogół kotłują się wszelkie człowiecze namiętności. I jako takie są w stanie
zaczarować odbiorcę, który na ich widok ma ochotę uklęknąć w skupieniu i oddać
cześć temu, co nieuchwytne i związane z tak osobistą rzeczą, jaką jest wiara w
nadprzyrodzone i święte, a przy tym nie w pełni dostępne ubogiemu ludzkiemu
poznaniu. Po takiej właśnie sztuce zabiera w podróż czytelnika Autor
recenzowanego albumu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Każdy wielbiciel malarstwa
powinien zetknąć się z ikonami - są bowiem żywym przykładem, że wiara w Boga
może zostać przeniesiona bezpośrednio na podłoże, na którym jest odmalowywana i
stanowić swoisty negatyw postrzegania przez jaźń ich twórców objawionych prawd
i scen biblijnych. Ich geneza wywodzi z późnoantycznego malarstwa portretowego
i wiąże się ściśle ze wschodnim Chrześcijaństwem reprezentowanym przez
Cesarstwo Bizantyjskie, w którym mianem tym określano wszystkie przedstawienia
Chrystusa, Matki Bożej, aniołów, świętych i różnorakich scen wynikających z
Pisma Świętego. Po upadku mocarstwa malarstwo ikoniczne rozwijało się na tych
terenach, gdzie sięgały jego wpływy - na Bałkanach, a zwłaszcza na Rusi, czego
skutkiem jest kojarzenie go przede wszystkim z Kościołem Prawosławnym. Obecnie
definiuje się w ten sposób jedynie obrazy przenośne, wykonane na ogół na
drewnianej desce lipowej, olchowej czy cedrowej. Tak czy inaczej, ikony
zadomowiły się także na zachodzie Europy, budząc szacunek niewątpliwym i
monumentalnym pięknem. Tak samo było w Polsce. Co charakterystyczne, dzieła te
były tworzone według ściśle określonego wzorca - istniały specjalne
podręczniki, na ogół „produkowane” przez mnichów, które zawierały szczegółowe
wskazówki, określające sposób prokurowania owych „obrazów”.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Można by napisać, że ikony
są jak wiara - przyjmuje się je bowiem z całym towarzyszącym sztafażem i
surowym, często wręcz chropowatym wdziękiem. Szczególne wrażenie robią na
odbiorcy te, które wiążą się z wielkimi religijnymi świętami, celebrowanymi
hucznie przez Kościół Chrześcijański. Ich bardzo żywiołowy proces recepcji na
Zachodzie zapoczątkowało średniowiecze, gdy pielgrzymi mniej więcej od IV do
VII wieku za sprawą Wypraw Krzyżowych w końcu mogli bez przeszkód odwiedzać
Ziemię Świętą. Tam właśnie zetknęli się z ikonami - obrazami, które nabywali i
przywozili ze sobą do rodzinnych stron. Przedstawiały one te uświęcone momenty,
które najsilniej oddziaływały na wyobraźnię wyznawców - narodziny Maryi, Jej
ofiarowanie w Świątyni, Zwiastowanie, Boże Narodzenie, Chrzest i Przemienienie
Pańskie, wjazd Chrystusa do Jerozolimy, Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie,
Wniebowstąpienie, Zaśnięcie Matki Boskiej czy Podwyższenie Krzyża.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ikona zaprasza patrzącego,
by żył w paradoksie objawienia i tajemnicy, w napięciu między tym, co znane, a
akceptacją nieznanego, między światłem, a brzemienną ciemnością.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Warto wspomnieć, że Dzień
powicia Matki Bożej to pierwsze święto prawosławnego roku liturgicznego. Jest
on bowiem „prapoczątkiem” i niejako z niego wynikają wszystkie pozostałe. Nic
więc dziwnego, że jako niezwykle doniosłe a przy tym bardzo radosne wydarzenie,
stało się przedmiotem znaczącej liczby ikonicznych wyobrażeń. Najstarszym
spośród nich jest iluminacja z Menologionu Bazylego II, będącego manuskryptem
datowanym na rok około tysięczny oraz fresk z kościoła Hagia Sophia (Mądrości
Bożej). Wszystkie wcześniejsze padły ofiarą rozpowszechnionego w Bizancjum
ruchu Ikonoklastów, zwanych Obrazoburcami, którzy w VIII i IX wieku z zacięciem
niszczyli obrazy przedstawiające święte osoby, uznając je za sprzeczne z
zasadami wiary. Przyczynili się do tego również muzułmańscy zdobywcy,
dopuszczając się tych samych bezrozumnych czynów.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Jednak na szczęście na tych
nielicznych zachowanych do dzisiaj można dostrzec istotę magii ikonowego
malarstwa. Wystarczy spojrzeć na „Narodzenie Maryi” zachowane w klasztorze na
Synaju, by zrozumieć z jak specyficznym rodzajem sztuki ma się do czynienia.
Przedstawianym postaciom pozornie brakuje „ruchu” - są jakby zastygłe,
uchwycone w danej chwili, a przy tym „bryłowate”, wręcz geometrycznie obłe.
Jednocześnie urzekają feerią niezwykle nasyconych barw swych pysznych strojów,
błyszczących i odświętnych. Także wielkie, złote aureole przyciągają uwagę.
Jednak wszystkie te elementy nie są najważniejsze - a sama odmalowana scena
skrywa bogatą symbolikę, której bezbłędne odczytanie jest generalnie dostępne
tylko dla fachowców posiadających odpowiednie wykształcenie. Wzrok patrzącego
prześlizguje się od przedstawionego w prawym rogu świętego Joachima i
towarzyszącego mu anioła, poprzez skupione przy stole kobiety będące
pomocnicami w połogu, aż po leżącą na łóżku świętą Annę, by w końcu paść na
siedzącą malutką Maryję, przedstawioną jako już kilkuletnie dziecko. Zwraca
uwagę kompletny bark symetrii całej tej sceny. Wynika to przyjętego przez
twórcę założenia - narodzenie jest jedynie początkiem, zaczynem tego, co stanie
się w przyszłości, a dziecko przygotowywane jest do roli, jaką ma spełniać w
Bożym planie. Intensywne, radosne w wyrazie barwy mają oczywisty sens - to
moment tryumfu, spełnienia się cudu poczęcia dziecka w łonie niepłodnej Anny i
procesu odnowienia przymierza człowieka z Bogiem. Niewątpliwie to jedna z
najpiękniejszych ikon, która przemawia do wyobraźni i stanowi znakomity
przykład dzieła, jakie wprawdzie nie jest doskonałe pod względem sztuki
malarskiej, a jednak wywołuje u odbiorcy podziw dla niewątpliwe „atomowej” siły
wyrazu.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Niezwykle ciekawa jest XIX-wieczna
ikona pochodząca z Rosji, która przedstawia „Ofiarowanie Maryi w Świątyni” -
jako reprezentatywna dla nurtu tego malarstwa w państwie carów. Wizualizuje
wprowadzenie 3-letniej Maryi do Świątyni Jerozolimskiej przez jej rodziców,
Joachima i Annę oraz jej powitanie przez arcykapłana Zachariasza jako duchowego
przewodnika. Co charakterystyczne, na jednej rozbudowanej scenie ukazano trzy
warstwy wydarzeń: najpierw panny dokonują wprowadzenia dziecka do świątyni,
potem rodzice przekazują je arcykapłanowi, wreszcie w formie „miniaturki”
znajdującej się w prawym górnym rogu ukazano karmienie Maryi przez anioła.
Postacie przedstawione są w typowo „bizantyjskim” stylu, w powłóczystych,
wschodnich szatach, mieniących się kolorami złota i purpury. Uwagę zwraca
architektoniczne przedstawienie samej świątyni, niejako „otulające” odmalowane
postaci. Pierwsza część budowli to jej zewnętrzny dziedziniec, w języku
teologicznym oznaczający samodoskonalenie poprzez praktykowanie cnót. Środkowa -
kryje w sobie ołtarz, symbol zjednoczenia z Bogiem. Wreszcie prawa, ze
stopniami wiodącymi do Maryi i anioła, to Miejsce Święte, tak zwany Dziedziniec
Izraelitów. Udzielane pożywienie oznacza karmienie bożymi słowami. Jak zawsze
ikona, poza wizualnym pięknem, przekazuje więc symbolikę, dzięki której można
„odczytać” jej prawdziwe przesłanie. I to właśnie jest w niej najbardziej
pociągające - fakt, że jest nie tylko dziełem, które można podziwiać za walory
czysto artystyczne, ale stanowi też intelektualne wyzwanie, jakie karmi
równocześnie oczy, rozum i duszę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Ikon świątecznych jest
bardzo wiele a każda z nich ma do opowiedzenia własną historię, która wywodzi
się z Pisma Świętego i przemawia do transcendentnego pierwiastka ludzkiej
natury. Ich poziom artystyczny także jest różny. Wszystkie są natomiast niezbitym
dowodem na to, że sztuka sakralna jest ważnym elementem ludzkiej kultury i
cywilizacji.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ikony (…) związane z
każdym świętem mają wiele warstw. Pierwszą jest opowiedzenie prostej historii.
Kolejna zawiera głębokie prawdy, które ujawniają się dopiero z czasem, a także
w miarę zdobywania wiedzy.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Dzieło pod tytułem „Ikony
świąteczne. Historia, znaczenie, symbolika”, które napisał Aidan Hart, to
monumentalny album. Jego przedmiotem jest malarstwo ikonowe, jakie obrazują
wydarzenia związane z największymi świętami Kościoła Chrześcijańskiego oraz
wynikają z wydarzeń z Piśma Świętego i Apokryfów. Sam Autor jest niezwykle
ciekawą postacią. Urodzony w Wielkiej Brytanii, a związany z Nową Zelandią,
pracował jako zawodowy rzeźbiarz. W wieku 25 lat przeszedł na Prawosławie i
zajął się tworzeniem ikon oraz wykładaniem i opisywaniem zasad ich „pisania”,
czyli tworzenia. Dzięki temu wnosi do recenzowanej książki wiele unikalnych
spostrzeżeń oraz tez wynikających z własnych doświadczeń. Co więcej, znaczna
część publikacji jest poświęcona jego własnym dziełom - przepięknym, niezwykle
nasyconym barwami ikonom, tworzonym ściśle według obowiązujących kanonów.
Pisarz zdecydował się podzielić książkę na rozdziały, których nazwy odpowiadają
poszczególnym wydarzeniom&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;liturgicznym.
Obejmują one: Narodzenie Maryi, Ofiarowanie Maryi w Świątyni, Zwiastowanie,
Boże narodzenie, Ofiarowanie Pańskie, Chrzest Pański, Przemienienie Pańskie,
Wjazd do Jerozolimy, Ukrzyżowanie, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie Pańskie,
Pięćdziesiątnica, Zaśnięcie Matki Bożej oraz Podwyższenie Krzyża. Wszystkie
zawierają szczegółowe omówienie historii powstania ikon, ich rozwoju na
przestrzeni dziejów, dokładny opis malarskiej koncepcji i kompozycji,
religijnego znaczenia, a także bogatej symboliki, przepojonej prawdami wiary.
Całość poprzedzona jest obszernym wprowadzeniem i opisaniem tradycji ikony na
Wschodzie i Zachodzie. Propozycja literacka zawiera również Zakończenie, będące
rekapitulacją rozważań i bardzo przydatny Glosariusz. Oczywiście jej częścią są
także: Bibliografia oraz Przypisy. Odbiorca ma więc do czynienia z dziełem
holistycznym, całościowo ujmującym temat ikon świątecznych we wszystkich jego
aspektach, także stricte duchowych.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Jakość Albumu sprawia
imponujące wrażenie. Reprodukcje ikon są niezwykle staranne, dzięki czemu wręcz
„ożywają” one przed wzrokiem czytelnika. Co szczególnie cenne, ich kolory są
bardzo nasycone, a przedstawiane prace zachowują krystaliczną ostrość, co
powoduje, że oglądający ma wrażenie obcowania z dziełami w ich oryginalnej
postaci - tak jakby był w stanie oglądać je „na żywo”. Niejednokrotnie zajmują
całą stronę, z dbałością o ukazanie najmniejszych nawet detali, co ułatwia ich
przyswajanie i dostrzeganie istotnych szczegółów. Monumentalizm wydania budzi
niekłamany podziw. Jego wymiary to 27,5 x 21,5 centymetrów, a całość zamknięta
jest w „pancernych” okładkach, otulających blisko 500 kart błyszczącego,
kredowego papieru najwyższej jakości. Zarówno na stronie tytułowej, jak i
tylnej reprodukowane są piękne ikony autorstwa samego Harta - „Przemienienie
Pańskie” oraz „Zmartwychwstanie”. Wydawnictwu Jedność należą się wielkie brawa
za tak staranne podejście do zagadnienia! Pod względem literackim Album również
prezentuje najwyższy poziom. Narracja prowadzona jest w żywy i obrazowy sposób,
daleki od akademickiego zadęcia, co niewątpliwie sprzyja jej recepcji przez
odbiorcę. Charakteryzuje ją dynamizm i przejrzystość, więc nie wywołuje
poczucia znużenia natłokiem informacji, których jest naprawdę wiele. To
niestety rzadkość wśród lektur tego rodzaju, a więc szczególnie cenna i
zasługująca na uznanie. „Ikony…” to spójne dzieło, które ucieszy oczy, umysł i
duszę każdego miłośnika pięknych wrażeń a także będzie cenną ozdobą biblioteki przez
wielkie B. 10/10&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„W obecnym czasie żyjemy
między tym, co rzeczywiste, a tym co nierzeczywiste. Bóg dokonał wszystkich
rzeczy niezbędnych do odkupienia każdego człowieka. Każdy jest teraz wolny i
może opuścić więzienie, a mimo to nie każdy wyszedł z więzienia. Widzimy wokół
siebie wielkie cierpienie i zło.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/aidan-hart-ikony-swiateczne-historia-znaczenie-symbolika-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi4yF3IgGv7P7-7ks4itejgeXlkyH1UhfltOGkSYdrzutwRdol9bcEZBmP3RO2ITnGbxxAFC8CEqPRCo3bywtZbkGBq32xicc5DZum7Lf_yOI41961b82RCSx7fvBh0-OWGnRDrAEKB01yKwC-p0EbsOoFWtM3ArOA9pFPANGrVTvnDHvFZ4Q4CGMCcYtQ/s72-c/IMG_5644.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-8110410900617660750</guid><pubDate>Tue, 17 Mar 2026 21:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-17T22:01:17.304+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Joanna Jax - Zagubieni w mroku - recenzja patronacka</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;W mroku można zatracić się bez
reszty i zagubić na długo - wszak nie bez powodu wielu bezpowrotnie się w nim
zakochuje. Raz umiłowawszy wszystko, co pochodzi z ciemności, niechętnie
wybiera się to, co świetliste, łatwe i przyjemne. Czerń ma jednak sporo
odcieni, spośród jakich niektóre okazują się niebezpieczne, niezależnie od tego,
jak kusząco by się jawiły. Z pewnością do nich właśnie można zaliczyć powojenną
zamieć, w której wirują odłamki próbującej złożyć się na nowo codzienności.
Tej, w jakiej goszczą od wielu lat bohaterowie drugiej książki, którą
zdecydowałam się przyjąć w tym roku pod medialne skrzydła - romansu historycznego
Joanny Jax. Jako niespełna jedenastolatka i jeszcze młodsza dziewczynka, Ewa
Zakrzewska była świadkiem wydarzeń, których definitywnie nie powinno widzieć
żadne dziecko. Jednokrotnie ujrzawszy wszechpotężny ogrom zła, nigdy nie jest
się już tą samą osobą, co jeszcze chwilę temu. Jeśli natomiast jest się zmuszonym,
by obserwować go wciąż i raz jeszcze, przez okres kilku lat, to właśnie z tych
doświadczeń tworzy się siebie zupełnie na nowo. Jak ktoś, kto podczas drugiej
wojny światowej był świadkiem ciągłej makabry oraz zapętlającego się tragizmu
ma zbudować dobre, pełne wartości życie, w którym poczuje się bezpiecznie?
Należy jedynie podejrzewać, iż wymaga to nadludzkiej siły. Tą zaś przecież
musiały cechować się tak zwane wojenne sieroty, dla których słowo dzieciństwo przestało
istnieć z chwilą oddania pierwszego strzału przez wrogą armię. Choć „Zagubieni
w mroku” szukają się i odnajdują głównie w roku 1969 na terenie Berlina Wschodniego,
dzięki umiejętnie wplecionym w fabułę retrospekcjom naczelnej postaci, czytelnik
podróżuje w czasie i przestrzeni również do Polski niszczonej właśnie przez nazistów
i trawionej ogniem zniewolenia. Zestawienie tych dwóch światów daje zaś efekt, jaki
wstrząsa niepowtarzalnie. Młoda architekt, która właśnie jedzie na zagraniczny
staż, wciąż jest przecież tamtą małą dziewczynką… Nawet, jeśli tylko w jaźni.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvnDnT9LGynoNcWuLzpVO8F8gT5LlUc2ODMInFGqZeQHM83kFK2L5DhG4BEfHNEDW7KI6_WiRPto-7KDQpL-2DjlsFP5v_bkQbSDJ0S5UCZTShyphenhypheni7qSugrzAzc-OnI6n9NFz6cOCF-yqlh-0UaIhJy-ibYgGUcyky9W7GwhVU3UcW67TeqcTxRQwtL1-Q/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvnDnT9LGynoNcWuLzpVO8F8gT5LlUc2ODMInFGqZeQHM83kFK2L5DhG4BEfHNEDW7KI6_WiRPto-7KDQpL-2DjlsFP5v_bkQbSDJ0S5UCZTShyphenhypheni7qSugrzAzc-OnI6n9NFz6cOCF-yqlh-0UaIhJy-ibYgGUcyky9W7GwhVU3UcW67TeqcTxRQwtL1-Q/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„A jednak tak bardzo
chciała żyć… Nigdy, nawet gdy była bardzo chora albo nieprzytomnie głodna i
zziębnięta, nie myślała o tym, że lepiej byłoby umrzeć i już nie męczyć na tym
łez padole. Wierzyła, że pisany jest jej inny los i pewnego dnia będzie szczęśliwa.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Wszyscy Twoi bliscy rozmyli
się w uchodzących w cień resztkach rozrzedzonej już, wojennej mgły. A jednak Ty
przetrwałaś. Przeżyłaś, kiedy zmarznięte palce w zbyt ciasnych i rozpadających
się butach sztywniały tak, że ledwie mogłaś nimi poruszać, by iść dalej. Dałaś
radę, gdy niemieccy panowie przyszli Was wysiedlić i odebrały Ci pierwszego czworonożnego
przyjaciela z dzieciństwa. Kiedy znalazłaś się w obozie przejściowym a za jedyny
posiłek służył Ci czerstwy chleb z dżemem buraczanej barwy, zaś za towarzystwo
przyjaciółka spod zamojskiej wioski i jej niespełna pięcioletni brat, jakim
musiałyście się opiekować. Wtedy, kiedy ojciec wyszedł do wojska, aby już nigdy
nie powrócić. Gdy mamę ulokowano za płotem Twojej tymczasowej kwatery jako
dorosłą; tak blisko, lecz tak daleko - nie mogłaś nawet na sekundę jej
odwiedzić. I tego dnia, kiedy starszy brat zaryzykował dla Ciebie po raz pierwszy
i ostatni. I jeszcze później, jak już wyratowana cudem przez panią Genowefę
cieszyłaś się, pomagając jej w domowych obowiązkach - bo miałaś ciepłe posłanie
i odrobinę jedzenia, dzielone z ocalonymi razem z Tobą Heleną i Maciejem. Miałaś
wszelkie przesłanki, by podejrzewać, że Bóg chyba ma dla Ciebie jakąś misję na
przyszłość, skoro przeszedłszy przez takie kręgi piekła, wciąż oddychasz i to
wespół z trio, wydawać by się mogło, nie do rozdzielenia. Jednak po sekundzie względnego
spokoju blondwłosy aniołek został Wam odebrany i przepadł w pomroce dziejów.
Zostałaś sama z wierną koleżanką i przyrzeczeniem: kiedyś ustalisz, co stało
się z jej bratem. Skoro tyle lat po wojnie wciąż nic o nim nie wiadomo, pozostaje
mieć nikłą nadzieję, że jakimś cudem i on nadal żyje. Może Twoim przeznaczeniem
jest odsłonić tę kartę - zaraz obok przypomnienia sobie, czym jest szczęście. Szansę
stworzyłaś sama: właśnie pakujesz się na staż w renomowanej pracowni
architektonicznej we wschodnim Berlinie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(…) nie zazna szczęścia.
To magiczne określenie zazwyczaj nie dotyczyło całego życia. To były chwile,
które zapadały w pamięć i serce. Z tego składał się ludzki los i jeśli chciała
kolekcjonować te najpiękniejsze momenty, musiała pozwolić im zaistnieć.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Helena ostrzega, abyś uważała
na siebie jeszcze bardziej niż zazwyczaj, choć i tak jesteś nieufna w stosunku
do ludzi. Oprócz odbycia praktyk, które otworzą Ci drogę do dalszej kariery w
świecie projektów budowlanych, zamierzasz bowiem udać się do odpowiednich urzędów
i zawoalowanie wywiedzieć się o losy pewnego Niemca, u jakiego mama
przyjaciółki pracowała chwilę przed początkiem drugiej wojny światowej. Czasami
zarówno Helcia, jak i Maciej jej towarzyszyli a Twoją przyjaciółkę od dawna dręczy
przeczucie, iż to właśnie ta rodzina mogła mieć udział w zniknięciu chłopca.
Pani Kauffman interesowała się nim ponad miarę, komplementując jako aryjczyka
doskonałego… (Dygresja: cóż, tę aryjskość rasy widać w czasach współczesnych
wręcz uroczo kolorowo, przepraszam, musiałam; ironia losu. &lt;/span&gt;&lt;span face=&quot;&amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif&quot; style=&quot;font-size: 12pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;) Do momentu porwania właściwie to Ty i
Helena go wychowywałyście, zatem ustalenie powojennych dziejów dawno dorosłego już
malca to jeden z Twoich punktów honoru. Kolejnym jest niezauroczenie się powabnym,
choć podejrzanie szorstko-ciekawskim Marcusem, z jakim od niedawna masz styczność
w pracy. Choć wcześniej mieszkał i projektował w Dreźnie, na skutek tragicznych
wydarzeń w jego rodzinie, właśnie przeniósł się do Berlina i chyba na Ciebie
uwziął, bo robi wszystko, aby zostać Twoim przyjacielem. Czekający na Ciebie w
Polsce mąż nie jest problemem - wszak związek to tylko formalny, trwający
jedynie z uwagi na mieszkanie, mimo licznych zdrad zaślubionego. Kłopotem okazuje
się ktoś obcy, kto tylko czeka w ukryciu, aby znowu dopuścić się knowań i zepsuć
Marcusowi szyki… Kim jest? I dokąd w nowych, choć wciąż tak starych dziejach,
los rzuci „Zagubionych w mroku”? W miejsce z pewnością zbudowane z zagrożeń, bo
oto czujny i zdeterminowany, oszalały mściciel czeka z (wręcz pysznymi dla mnie)
słowami: „(…) patrzy, jak życie uchodzi z jego ofiary. Tak, potrafiła to sobie
wyobrazić i gdy to robiła, czuła jakiś perwersyjny dreszczyk. Ona także
niszczyła swoich wrogów i gdyby mogła pozostać bezkarna, wyeliminowałaby ich na
zawsze”. Łatwo zatracić się w zawierusze. &lt;/span&gt;&lt;span face=&quot;&amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif&quot; style=&quot;font-size: 12pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ja wyznaję zasadę, że albo
wszystko, albo nic. Nie lubię półśrodków i pewnie dlatego nie jestem kobietą łatwą
we współżyciu.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Szczerze napisawszy,
zaprojektowałabym inną okładkę dla „Zagubionych w mroku” Joanny Jax. Z ledwie
zarysowanymi, ulatującymi w cienistość sylwetkami postaci, których krawędzie wydają
się rozmywać w ciemniejącej szarości. W mojej ocenie to bowiem w dużej mierze
opowieść o niekompletności oraz poszukiwaniu własnego kształtu we wciąż
targanym wieloma niepokojami świecie. Dzięki wspomnieniom Ewy Zakrzewskiej,
głównej bohaterki historii, to jednak również potrafiące poruszyć, jako że całkiem
barwnie odmalowane słowami, retrospekcje z czasów drugiej wojny światowej. Przedstawiane
głosem dorosłej kobiety, która nadal widzi je jako mała dziewczynka, nieoszczędzana
przez przeszłość. Pozbawiona niemalże wszystkiego, trwa - a siłę charakteru uznaje
za oczywisty element osobowości. Cenne - jako że dziś coraz częściej zatracone.
W sukurs naczelnej postaci żeńskiej przychodzi Marcus - pozornie ustatkowany
mężczyzna, lecz w dużej mierze życiowy rozbitek. Tratwa, która dryfuje
właściwie bez większego przeznaczenia. Dopiero sterująca nią wodą powoduje spory
wstrząs w codziennej rzeczywistości i… być może prowadzi do odwiecznego
przeznaczenia. Dokąd? Tego dowiesz się już dzięki lekturze recenzowanej książki
o warstwie literackiej przystającej do polskich romansów historycznych (choć to
mój patronat, jaki wzięłam pod skrzydła z wielu względów, nieznaczny minus,
którego nigdy nie przestanę podkreślać: faszyzm i nazizm NIE SĄ synonimami),
cenionych głównie przez kobiecą część czytelniczek. Jestem pewna, iż wszystkie
te będą zachwycone najnowszą fabułą opowieści Jax. O tym, jak się zagubić, by
do reszty siebie nie potracić i kiedy jeszcze jest nadzieja, by cokolwiek odnaleźć…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Jednak czy (…) nie była to
zmyślona (…) historia? Nie potrafił połączyć pewnych kropek i bardzo go to
męczyło. Musiał jednak pogodzić się z faktami i żyć dalej, uznając, że i tak
miał więcej szczęścia niż inni. Przeżył.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/joanna-jax-zagubieni-w-mroku-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjvnDnT9LGynoNcWuLzpVO8F8gT5LlUc2ODMInFGqZeQHM83kFK2L5DhG4BEfHNEDW7KI6_WiRPto-7KDQpL-2DjlsFP5v_bkQbSDJ0S5UCZTShyphenhypheni7qSugrzAzc-OnI6n9NFz6cOCF-yqlh-0UaIhJy-ibYgGUcyky9W7GwhVU3UcW67TeqcTxRQwtL1-Q/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-957997701900468926</guid><pubDate>Tue, 17 Mar 2026 16:18:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-17T17:18:24.763+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Piotr Żymełka - Amerykańska afera - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Masz sekret, którego nie
możesz wyjawić nawet najbliższym. Niewidzialny wróg toczy Twoje ciało,
odbierając nie tylko siłę fizyczną, ale także wszelką nadzieję na przyszłość. A
obydwie te moce są bardzo potrzebne w walce, którą podjąłeś z wrogiem swojej
ojczyzny. Polska pozostaje pod zaborami już prawie sto lat, a Ty nigdy się z
tym nie pogodziłeś. Jesteś konspiratorem i przynależysz do organizacji
niepodległościowej „Głos Orła”. Twoje brawurowe i zarazem często lekkomyślne
wyczyny budzą zgrozę w jej kierownictwie, a zwłaszcza w kapitanie Janie
Skrzetuskim - Twoim dowódcy. Jednak ten toleruje wyskoki, jakich się
dopuszczasz. To dawny przyjaciel Twojego ojca, którego Rosjanie zesłali na
Syberię i od lat nie ma o nim żadnych wiadomości. W skrytości ducha jest dumny,
że jego syn nie zna pojęcia strachu, choć zarazem bardzo się martwi, czy nie
podzielisz losu rodziciela. Właśnie dostajesz od niego kolejną burę za
najnowszy wyczyn, który po raz kolejny udowodnił Twoją ułańską fantazję, a
zarazem naraził na wielkie niebezpieczeństwo. Poważyłeś się bowiem na rzecz bardzo
zuchwałą. Dostałeś się na bal wydawany z okazji urodzin cara Aleksandra III
przez namiestnika Josifa Hurko - generał-gubernatora, sprawującego nadzór nad
byłym Królestwem Polskim. Świeżo poznana, zalotna dama, żona jednego z polskich
urzędników obcej władzy, pod wrażeniem Twojego uroku, wyraziła zgodę na
przedstawienie Cię oficjelowi. Idealnie zgrało się to z Twoim planem. Gdy
wsłuchiwałeś się w głos perorującego i zadufanego w sobie Rosjanina, Twój
towarzysz Maciej Skrzetuski - udając kompletnie pijanego, popchnął Cię w taki
sposób, że wylałeś na carskiego dowódcę wino ze swojego kieliszka. Zdenerwowany,
zaczął wykrzykiwać w Twoim kierunku obelgi i zanim zdołał się zorientować, już
trzymałeś w ręku jeden z jego drogocennych orderów, po czym skierowałeś się
śpiesznym krokiem do wyjścia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjemQw5lEOAwldFN2wCAh25c4vmh7x8aboZ_yNTjyYWZ4XtkaFhQ9R1nWlVK72uslRjbjidDphNIYVnZPcn0ObX55ka7ddV3ERfpOpih2XveX6FC00E98HFGsp-ih0wCgEeIoO-8K83Fb7u1u4n7lMsiEWmw0OKjgdh0qZ5yLtUa4JRsoUBkztyowR2GzA/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjemQw5lEOAwldFN2wCAh25c4vmh7x8aboZ_yNTjyYWZ4XtkaFhQ9R1nWlVK72uslRjbjidDphNIYVnZPcn0ObX55ka7ddV3ERfpOpih2XveX6FC00E98HFGsp-ih0wCgEeIoO-8K83Fb7u1u4n7lMsiEWmw0OKjgdh0qZ5yLtUa4JRsoUBkztyowR2GzA/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Doskonale pamiętała nieco
zbyt wyrywnego i skorego do bitki Liszewskiego, którego poznała w Egipcie.
Pełnego życia i emanującego zaraźliwym entuzjazmem. Nie potrafiła uwierzyć w
przemianę, jaka zaszła w tym człowieku.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Gdy znajdowałeś się w
połowie drogi do drzwi Sali Balowej Pałacu na Wyspie, zaczął się rwetes pełen wznoszonych
okrzyków, by zatrzymać „polską swołocz”. Na Twojej drodze wyrośli dwaj
wartownicy, więc niewiele się namyślając, chwyciłeś za krzesło i wybiłeś nim
jedną z wielkich szyb a potem wyskoczyłeś w ślad za nim na podwórzec. Zerwałeś
się do biegu, uciekając przed zaciętą pogonią. I właśnie wtedy dała znać o
sobie Twoja choroba. Zabrakło Ci tchu a pot obficie sperlił czoło. Oparłeś się
o drzewo, ze zgrozą myśląc, że nie dasz rady uczynić więcej żadnego kroku. Na
szczęście rozległ się tętent kopyt i przed Twoimi oczami zmaterializował się
Maciej na koniu. Pomógł Ci nań wsiąść i galopem opuściliście niebezpieczne
miejsce. Teraz stoisz przed kapitanem Skrzetuskim, który wściekły czyni Ci
wyrzuty, że naraziłeś nie tylko siebie, ale i jego syna. Na chwilę się
zapowietrza, gdy spokojnym głosem wyjaśniasz, że nie miałeś wyjścia, gdyż
przyczyną brawurowej akcji był zakład o to, że zdobędziesz odznaczenie
namiestnika. Po takim dictum z Twojej strony opuszcza bezsilnie ręce oraz
oświadcza, że decyzją rady zostajesz zawieszony w prawach członka „Głosu Orła”
i od tej chwili masz całkowity zakaz podejmowania jakichkolwiek działań w jego
imieniu. Spodziewałeś się tego, więc nie robi to na Tobie większego wrażenia.
Większy niepokój wywołuje w Tobie kolejna informacja, zgodnie z którą byłeś
poszukiwany przez nieznanego obcokrajowca, jaki gorączkowo wypytywał o Ciebie w
miejscach, w których zwykle bywasz. Gdy próbowano go złapać, zaczął uciekać i
wpadł do Wisły. Po wyłowieniu ciała, znaleziono przy nim cały arsenał -
pistolet, nóż, garotę i kilka innych śmiercionośnych narzędzi. Wnioskujesz, że
ktoś niechybnie chce Twojej śmierci. Podejrzenia kierujesz ku Moskalom, w końcu
mocno zalazłeś im za skórę. Jednak dzień później wyjaśnia się, że jesteś w
błędzie. Zostajesz wezwany do kapitana, który podsuwa Ci pod nos telegram.
Osoba podpisująca się jako „Adam Defer” wskazuje, że potrzebuje pomocy i
wyznacza pilne spotkanie w Paryżu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Domyślasz się natychmiast,
że to pseudonim, jaki przybrał sir Richard Barwood, z którym całkiem niedawno
udaremniłeś zamach na życie cara Aleksandra III. W ten sposób zapobiegliście
wybuchowi nieuchronnego konfliktu pomiędzy europejskimi krajami, narażając się
jednocześnie potężnym i wpływowym ludziom, którym na tym zależało. Trop w tej
sprawie biegnie ku producentom broni i amunicji z USA, jacy na całej awanturze
chcieli zbić wielki majątek. Zapewne chcą zemścić się za pogrzebanie ich
zamiarów i nasyłają zawodowych zabójców, którzy mają uśmiercić wszystkich mających
związek z tą sprawą. Jak przypuszczasz, Anglik także musiał paść ofiarą
zamachu, skoro zwraca się o pomoc właśnie do Ciebie. Podejmujesz więc decyzję o
wjeździe do stolicy Francji na wyznaczoną naradę, czym rozpoczynasz szaloną i bardzo
niebezpieczną przygodę, wiodącą od miasta zakochanych, poprzez Stany
Zjednoczone, aż do słonecznej Italii. W jej trakcie spotkasz starych wrogów,
ale także utraconą przyjaciółkę, na widok której Twoje serce wzbierze dawnym
uczuciem…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„,(...) po raz kolejny
zauważył jaka jest piękna. Najchętniej wziąłby ją w ramiona i nigdy nie
wypuścił. Ale ukłucie bólu przypomniało mu o chorobie, o tym, że będzie coraz
gorzej (…). Zasłużyła sobie, by zacząć nowe życie. Nie mógł i nie chciał jej
tego pozbawiać. (…) Raz w życiu nie będzie egoistą.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Jak zwykle siedzisz w
spowitym dymie pomieszczeniu londyńskiego klubu arystokratów i taksujesz
wzrokiem schodzących się coraz tłumniej gości. Na widok jednego z nich - Jima
Lovella, krzywisz się z niechęcią, podnosisz z krzesła i zmierzasz w kierunku
biblioteki. Nie przepadasz za tym jegomościem, z którym zawsze wymieniasz
kąśliwe, cierpkie uwagi. Zanim udaje Ci się przekartkować jeden z wielu tysięcy
spoczywających tu woluminów, rozlega się odgłos potężnego wybuchu. Biegiem
wracasz do sali i Twoim oczom ukazuje się widok leżącego na podłodze,
zakrwawionego człowieka. Jak się okazuje, Twój interlokutor odebrał od posłańca
przeznaczoną dla Ciebie paczkę.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Gdy ją
odłożył, doszło do eksplozji, jaka ciężko go raniła. Od razu przychodzi Ci na
myśl jedyne wyjaśnienie - ktoś potężny zmierza do usunięcia Cię z tego świata.
Dochodzisz do wniosku, że musi to mieć związek z niedawno udaremnioną przez
Ciebie próbą zamachu na rosyjskiego władcę. Ponieważ towarzyszył Ci w tym
dziele Polak - Stanisław Liszewski, z drżeniem serca wysyłasz do niego telegram
z prośbą o spotkanie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Masz nadzieję, że jeszcze
żyje i się na nie stawi, a wtedy razem wpadniecie na pomysł, co z tym fantem
zrobić. Tym samym właśnie uruchomiłeś lawinę wypadków, których barwność i
dynamika przekroczą Twoje najśmielsze oczekiwania…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Gdzieś tam czają się ci,
którzy czyhają na moje życie, pomyślał. I nagle poczuł przypływ złości. Chciał
zaledwie rozkoszować się miłym popołudniem w klubie, porozmawiać o gonitwie
konnej i ostatniej ofierze mordercy zwanego Kubą Rozpruwaczem. Zamiast tego
mało co nie zginął z rąk tajemniczego zamachowca.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Amerykańska afera” Piotra
Żymełki to retro kryminał i zarazem kontynuacja powieści „Carska afera”. Równie
brawurowy i błyskotliwy co ona! Jego bohaterem jest duet, którego nie da się
zapomnieć - błyskotliwy polski szlachcic Stanisław Liszewski oraz nieco
kostyczny, typowo angielski gentleman Richard Barwood, podchodzący z flegmą do
nawet najbardziej zaskakujących wydarzeń. Narracja rozpoczyna się nader
plastyczną sceną zabójstwa szefa francuskiego wywiadu wojskowego, zaś chwilę później
fabuła tylko przyśpiesza i zaczyna się prawdziwa „jazda bez trzymanki”. Tym
razem obydwaj panowie muszą stawić czoła konsekwencjom udaremnienia zamachu na
cara Aleksandra III. Zleceniodawcy, którym pokrzyżowali zamiary, chcą wywrzeć
zemstę i nasyłają na nich płatnych morderców. Istny kalejdoskop wręcz szaleńczo
przebiegających wydarzeń wiedzie główne postaci przez Francję oraz Stany
Zjednoczone aż do Italii. Warstwa językowa opowieści jest staranna i obrazowa -
w pełni przystaje do dopracowanej treści. Przed licznymi zaletami, małe minusy -
niewielkie prawdopodobieństwo możliwości zajścia niektórych spośród opisywanych
scen, bohaterowie, którzy zawsze wychodzą obronną ręką, nawet ze skrajnie
niebezpiecznych i wydawałoby się beznadziejnych opresji, a także przesycenie
wrażeniami niezwykle szybko przebiegających wydarzeń. Choć osobiście tego
rodzaju dynamikę i konwencję jak najbardziej cenię, zaś niesnaski te nie
odbierają przyjemności z obcowania z tą błyskotliwą książką!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Pochwalić mogę natomiast za
o wiele większą liczbę kwestii. Wyobraźnia oraz inwencja twórcza Autora zdają
się nie mieć granic. Dla przykładu: roztaczają wizję polskiego szlachcica, który
paraduje w stroju kowboja z nieodłącznymi Coltami przy pasie, wdaje się w
saloonowe bójki i strzelaniny ze złoczyńcami z dzikiego zachodu czy pędzi na
złamanie karku po paryskim bruku pierwszym na świecie samochodem parowym.
Wszystko to ukazane jest w świetnie oddanym retro- klimacie, ze szczegółowo
odmalowanymi realiami epoki. Jak w poprzedniej powieści, także i w tej Pisarz udanie
konfrontuje charaktery obydwu naczelnych bohaterów. Choć obaj są swoim całkowitym
przeciwieństwem, idealnie zgrywają się w dążeniu do osiągnięcia założonego
celu. To wybuchowy, a jednak niezwykle pociągający koktajl. Ciekawym wątkiem
jest również choroba Liszewskiego, która kładzie się cieniem na opisywane
wydarzenia i równocześnie dodaje całej narracji dramatyzmu. Ta ostatnia jest
prowadzona w mistrzowski sposób, zaś całość zamyka się efektownym finałem,
pełnym barwnie przedstawionych pościgów oraz walk wręcz. Brawa należą się
Żymełce za otwarte zakończenie, za sprawą którego na scenę wkracza nowa,
zaskakująca postać a czytelnik pozostaje w niepewności co do losów Polaka... Z
czystym sercem polecam każdemu, kto lubi wartką akcję w historycznym entourage.
9/10&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Skrzetuski wsadził nabitą,
choć niezapaloną jeszcze fajkę do ust i wziął list z rąk przyjaciela. Z
zainteresowaniem rozerwał szary pakunek, a następnie wydobył ze środka kilka
złożonych na czworo kartek. (…) Już przy pierwszych słowach otworzył szeroko oczy
- nie mógł uwierzyć w to co widział.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/piotr-zymelka-amerykanska-afera-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjemQw5lEOAwldFN2wCAh25c4vmh7x8aboZ_yNTjyYWZ4XtkaFhQ9R1nWlVK72uslRjbjidDphNIYVnZPcn0ObX55ka7ddV3ERfpOpih2XveX6FC00E98HFGsp-ih0wCgEeIoO-8K83Fb7u1u4n7lMsiEWmw0OKjgdh0qZ5yLtUa4JRsoUBkztyowR2GzA/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-8401078692956184509</guid><pubDate>Fri, 13 Mar 2026 22:02:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-13T23:02:24.444+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Harlan Ellison - Opowiadania najlepsze - recenzja</title><description>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Literatura science-fiction
stanowi niezrównany wehikuł, za pomocą którego jej autorzy oraz odbiorcy mogą
pędzić przez przyszłość z bagażnikiem pełnym przeszłości. Umożliwiającym, pod
płaszczykiem opowiadania o wiekach, które dopiero nadejdą, wnikliwe
roztrząsanie spraw znanych ludzkości od samych jej początków. Jeśli chcesz
przeczytać niezrównane studium przeraźliwej samotności w świecie pełnym
bliźnich, bezsiły wobec nieznanego i miłości potężniejszej od wszelkich
przeciwności - sięgnij po „Solaris” Stanisława Lema. Masz ochotę poznać naturę
totalitaryzmów, wobec których jednostka jest niczym a wszelkie przejawy życia
podporządkowane są życzeniom władzy i stworzonego przez nią systemu przy
wydatnym udziale uciskanych - zapoznaj się ze słynnymi dystopiami: „Rok 1984”
George&#39;a Orwell ‘a, „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya oraz „451 stopni
Fahrenheita” Raya Bradbury’ego. Gdy interesują Cię zagadnienia pozbawionej
wszelkich skrupułów walki o objęcie rządów, mechanizmy sterujące imperiami oraz
istota bezlitosnego żywiołu rewolucji, rozpętanej przez demagogów - weź do ręki
„Diunę” Franka Herberta. Chciałbyś zagłębić się w pełną zadumy opowieść o
kalejdoskopie postaw wobec nieubłaganej siły, wiodącej do upadku cywilizacji
oraz granicy poświęceń, ofiaruj parę godzin „Wojnie światów” Herberta Georges&#39;a
Wellsa. Wyliczać dzieła z tego gatunku, które opisują światy wyimaginowane, a
jednak przerażająco prawdziwe, zajmujące się tak naprawdę człowiekiem, stanem
jego jaźni, marzeń i tęsknot, obaw i najgorszych ze strachów; tym wszystkim, co
unosi go i dręczy, można by bez końca. Do tegoż kanonu należy także twórczość
Harlana Ellisona, niepokornego i przez długi czas wyklinanego Pisarza,
zajmującego się fantastyką naukową, którego zbiór opowiadań jest przedmiotem
niniejszej recenzji. On sam był postacią niezwykłą; jedną z tych, które ufają,
że ludzkie uniwersum może być lepsze niż faktycznie jest.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhcQUZAE_TO0sDj4Djxj-s187txEU6FRhlYsomXWEWsKNrprXP-NLc6jvgNZtXqjHdlC0Ry8E48uRcCXpv3rPRBR_BxM53H_2cKxUsbH1eguPcllt_bJgsv64s31CYdv38TETMKJqjXa0jeKp3ulWOmARab2x49uCYjjoAq8KstGNcBrd61yfKn2V_d3LE/s1440/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1440&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhcQUZAE_TO0sDj4Djxj-s187txEU6FRhlYsomXWEWsKNrprXP-NLc6jvgNZtXqjHdlC0Ry8E48uRcCXpv3rPRBR_BxM53H_2cKxUsbH1eguPcllt_bJgsv64s31CYdv38TETMKJqjXa0jeKp3ulWOmARab2x49uCYjjoAq8KstGNcBrd61yfKn2V_d3LE/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Wierzył, że należy starać
się ulepszyć człowieka tu i teraz, a nie w nieznanej otchłani po tamtej
stronie. W imię tego poświęcał swoje pieniądze, bezpieczeństwo, a kilkakrotnie
nawet życie.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Literacki wyraz takiej
postawy przenika każde z opowiadań Autora, który nie kryje, że wcale nie będzie
o to łatwo, zwłaszcza wobec wyzwań, jakie mogą spotkać ludzkość w przyszłości.
„Nie mam ust, a muszę krzyczeć” zabierze Cię, Czytelniku do wnętrza
wszechwładnego komputera, w którym piątka ostatnich ludzi, skazanych na wieczną
niewolę, zmaga się z demonami własnej przeszłości i nienawiścią maszyny,
chcącej odebrać im resztki człowieczeństwa. Jej „uczucia” są spowodowane własną
paradoksalną niemocą - może wprawdzie działać i trwać, ale nie jest w stanie
prawdziwie żyć, w sposób, który nadaje sens egzystencji.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Obdarzyliśmy go
samoświadomością. Nieumyślnie oczywiście, a jednak. Tylko, że właśnie przez to
wpadł w pułapkę. AM nie był Bogiem, lecz maszyną. Oszalały z wściekłości, zabił
prawie wszystkich ludzi, lecz wciąż tkwił w matni. Nie mógł podróżować, nie mógł
się zachwycać, nie mógł przynależeć.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Pochylić trzeba czoła za
tak wnikliwe poruszenie tematu, jaki w dobie rozwoju sztucznej inteligencji,
budzi coraz więcej obaw wśród tych, którzy uważani są za „panikarzy”, a być
może widzą więcej i dalej niż wielbiciele nieograniczonego postępu.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Tytułowe „Kajaj się,
Arlekinie - rzekł Tiktator” przywodzi na myśl „Rok 1984” Orwella. Opisuje
zmagania „szaleńca” z systemem, który całkowicie podporządkował sobie życie
społeczeństwa. Bezlitosny i narzucający wszystkim wymogi nienaruszalnej
punktualności w „służbie” zbiorowości, zgładza jej członków, gdy tracą dla
niego wszelką przydatność. Czy istnieje wyjście z takiej opresji? Przesłanie
Pisarza jest zarazem negatywne, jak i pełne wiele mówiącej nadziei, która stała
się katalizatorem implozji tak wielu totalitaryzmów, opierającej się na
jakimkolwiek, nawet najmniej znaczącym oporze wobec rządzących nimi zasad.
Znakomite zilustrowanie starego przysłowia o „kropli drążącej skałę”, nawet tę
najtwardszą i wyglądającą na nienaruszalną, a także przejmująca analiza
mechanizmu silnego bezsilnością i obojętnością tworzących go trybików.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Tak więc Everett C. Marm
został załatwiony (…), ale nie można zrobić omletu bez rozbicia kilku jajek i
podczas każdej rewolucji ginie kilka osób, które nie powinny, a jednak muszą
zginąć, ponieważ tak już jest, lecz jeśli rezultatem jest choć niewielka
zmiana, wydaje się to opłacalne”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Skowyt bitych psów” to
opowieść o banalnym, ulicznym morderstwie, które staje się asumptem do wydarzeń
zmieniających życie pewnej kobiety, głównej bohaterki. W pozbawionym sentymentu
świecie pełnym drapieżników, tylko pełne podporządkowanie się Baalowi
gwarantuje bezpieczeństwo, a miłość i każde inne czyste uczucie musi ugiąć się
pod naporem brudu i zła. To kapitalny obraz współczesnego miasta,
odczłowieczonego i pochłaniającego bez reszty swoich mieszkańców. Czyniących z
nich niewolników okrucieństwa, tworzącego krąg niepowstrzymanej przemocy, przy
milczącej zgodzie tych, którzy mogą, a jednak nie mają odwagi tego
zmienić.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Niczego innego nie możesz
oczekiwać, kiedy upchniesz tylu ludzi w betonowej klatce z autobusami i
taksówkami, srającymi wszędzie psami, całodniowym i całonocnym hałasem, bez
pieniędzy i wystarczającej liczby mieszkań, bez knajpy w której można dostać
porządnego drinka...”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Na równi pochyłej”&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;to najpiękniejsze z opowiadań, oniryczne i
pełne ezoteryki, rozgrywające się, a jakże inaczej, w Nowym Orleanie. Studium
miłości, człowieczych postaw wobec tego uczucia, a także poświęceń, jakie trzeba
ponieść, aby zachowało swoją moc. Dwa duchy - mężczyzny i kobiety,
wędrujące&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;się po spowitym poranną mgłą,
starym, pięknym cmentarzu i rozprawiające o swoich przeszłych wyborach. W
wymowie podobne nieco do drugiej części „Dziadów” Adama Mickiewicza i równie
działające na wyobraźnię. Odwołujące się do tego pierwiastka duszy, który nigdy
nie zniża się do ziemskiej miałkości.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ona nigdy nie kochała. Ja
kochałem za bardzo. Przesada w czymś tak delikatnym jak miłość jest potworną
zniewagą w oczach Boga Miłości. I niektórzy z nas - którzy nigdy nie pojęli, iż
ratunkiem jest złoty środek - ci z nas są skazywani na wieczną tułaczkę (…).”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Mefisto w onyksie” to
przewrotna historia seryjnego mordercy. Pełna ukrytych znaczeń, z doskonale
poprowadzonym wątkiem zamiany dusz, traktuje o miłości i zbrodni, budując
paralelę pomiędzy tymi dwoma skrajnymi afektami.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;Towarzyszące czytelnikowi
od pierwszych stron napięcie znajduje apogeum w końcowej scenie, która
całkowicie zmienia sposób postrzegania wcześniej snutej narracji, kryjąc
tajemnicę za nieprzeniknioną maską, nałożoną na twarz nieszczęśnika siedzącego
na elektrycznym krześle. Nieodzownie przywodzi na myśl utwór „The Mercy Seat” nieocenionego
Nicka Cave’a.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Dym unosił się spod
czarnej maski zasłaniającej jego, moją twarz i słyszałem niemy krzyk (…).
objąłem ją, przyciągnąłem do siebie, przycisnąłem twarz do jej ramienia i
przytuliłem ją; słyszałem krzyk rozbrzmiewający długo, przynajmniej w moich
uszach, a w końcu tylko wiatr...”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Jednak myliłby się ten, kto
oczekuje poruszania przez Ellisona tylko „poważnych” tematów. Nie stroni on
bowiem również od humoresek. „Dżin bez popitki” jest ukłonem wobec tych
wszystkich kobiet, które inteligencją i pomysłowością przewyższają swoich
partnerów. Małżeństwo, stara lampa nabyta w magicznym sklepie i dżin, który od
wieków cierpi katusze, wtłoczony w jej zbyt małą dla niego przestrzeń. Jego
uwolnienie jest skutkiem, oczywistego wydawałoby się pomysłu, na jaki jednak
nie był w stanie wpaść właściciel artefaktu płci męskiej i został w tym
wyręczony (na swoje szczęście) przez żonę. Panowie, nie jest hańbą dzielić
życie z kimś, kto stanowi szyję, kręcącą ukrycie głową! Wiedzą o tym wszyscy,
którzy mieli okazję wypić niejeden kielich goryczy.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Danny machnął ręką. Jaki
sens protestować? Wiedział, że Connie jest uparta, kiedy się z nią żenił (…).
On jednak też był uparty; z pewnością zdoła postawić na swoim.
Prawdopodobnie.”&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Jak wygląda nocne życie na
Cassaldzie?” to wielce obrazowa wizja inwazji obcych, którzy są perfekcyjnymi
maszynami do uprawiania seksu i doprowadzają w oczywisty sposób do zagłady
ludzkości. Zaiste, nawet przyjemność w zbytnim nadmiarze kończy się zawsze źle.
Sugestywne i zabawne, z niespodziewanym udziałem karaluchów, które jako jedyne
są w stanie przetrwać nieuchronny koniec cywilizowanego świata, co zresztą
zawsze prorokowali naukowcy, jednak tylko w kontekście atomowych grzybów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„W trakcie swych wszystkich
podróży po kraju odkrył, że karaluchy są jedynymi stworzeniami, z którymi
Cissadanie nie uprawiają seksu. Najwyraźniej były zbyt obrzydliwe nawet dla
nich. Niepowstrzymywane karaluchy mnożyły się na całym świecie.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Opowiadania najlepsze”
Harlana Ellisona to zbiór krótkich form literackich z gatunku science- fiction.
Jest ich dziewiętnaście i podzielone zostały na pięć bloków o wiele mówiących
tytułach: „Gniewni bogowie”, „Zagubione dusze”, „Upływ czasu”, „Jaśniejsza
strona” oraz „Ostatnie słowo”. Powiązane nastrojem i tematyką, stanowią
zwierciadło, w którym przegląda się ludzkość, ze wszystkimi jej skomplikowanymi
uczuciami, cierpieniem, bezsilnością, mechanizmami społecznymi oraz strachem
przed nieznanym i samą sobą. Żartobliwe, poważne, tajemnicze, a zarazem
nieodmiennie budzące ciekawość. Frapujące formą i wynikającym z nich
przesłaniem. Nie sposób przejść obok nich obojętnie tym wszystkim, którzy cenią
wirtuozerię słów kreślonych intrygującym piórem Pisarza, jakiego wyobraźnia
zdaje się nie znać granic. Czasami brudne i odrzucające, a jednak zmuszające do
refleksji nad człowieczą naturą i otaczającym światem. Często trudne w odbiorze
i sprawiające wrażenie nieuładzonych i chaotycznych, pisanych w manierze
„strumienia świadomości”, a przy tym stanowiące soczewkę, w której skupiają się
wszelkie podniety i obawy dostępne homines sapientes. Piękne i obrazoburcze,
dłuższe i krótsze, nie stronią od zadawania ważnych, egzystencjonalnych pytań,
na które odpowiedź nie jest ani oczywista, ani łatwa. To fantastyka dostępna
tylko dla najwybitniejszych przedstawicieli tego gatunku literackiego, wiodąca odbiorcę
do odkrywania i definiowania tego, co nieznane i nieprzeniknione od samego
zarania. Czy udana? Odpowiedź każdy znajdzie sam w tym niezwykłym Zbiorze. Wielkie
oklaski należą się Wydawnictwu Rebis nie tylko za przybliżenie twórczości tak
nieszablonowego Pisarza, który w Polsce jest praktycznie nieznany, ale także za
bardzo staranne wydanie książki. Sugestywna, mroczna okładka doskonale
koresponduje z tematami, które są za nią poruszane, a jej solidność i
doskonałej jakości papier budzą niekłamane uznanie. Tak to się robi, Panie i
Panowie! 8/10&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/harlan-ellison-opowiadania-najlepsze-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhcQUZAE_TO0sDj4Djxj-s187txEU6FRhlYsomXWEWsKNrprXP-NLc6jvgNZtXqjHdlC0Ry8E48uRcCXpv3rPRBR_BxM53H_2cKxUsbH1eguPcllt_bJgsv64s31CYdv38TETMKJqjXa0jeKp3ulWOmARab2x49uCYjjoAq8KstGNcBrd61yfKn2V_d3LE/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20x%201440%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-2934408212747348392</guid><pubDate>Tue, 10 Mar 2026 00:08:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-10T01:08:43.726+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Elżbieta Barczyk - Cierń w mroku - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Można być komuś solą w oku…
lecz i cierniem w mroku. Osobą, która tak bardzo nie pasuje do pozostałych, że rezygnuje
ze wszystkiego i postanawia nigdy nie opuszczać cienia. Jakie to uczucie, kryć się
w nieprzeniknionych ciemnościach, nie pozostawać w jednym miejscu zbyt długo,
by nie dać się zauważyć ani pojmać, rozmawiać tylko z przeszłością i wspomnieniami
- w głowie? Wydaje się, że to tak zaawansowany stopień osamotnienia, że aż
przeraża. Tymczasem bohater o tajemniczej historii, wykreowany przez Elżbietę
Barczyk udowadnia, iż w niektórych okolicznościach nauczenie się życia w pojedynkę
i w niewidoczności jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż przyłączenie się do bezpiecznej
aczkolwiek… nieposiadającej żadnych wartości grupy. Szczególnie, jeśli jest się
odmieńcem jak Val, który alternatywnie mógłby sprzeniewierzyć się wszystkiemu i
stać marionetką zarządzających światem wampirów lub wilkołaków albo członkiem kliki
człowieczych służących na usługach bestii. Mężczyzna, element ludzki o nietypowych
zdolnościach, pragnie zaś tylko, by nikt nie zwracał uwagi na jego marną
personę, przemykającą szemranymi zaułkami krainy, gdzie po wybuchu Słońca panuje
wieczna czerń i od jakiej sam Bóg dawno odwrócił wzrok, skrajnie rozczarowany
jej obecnym kształtem. Niestety, na skutek szalonych splotów okoliczności,
spokój jest ostatnim, co będzie mu dane. Jeden nierozważny krok prowadzi wprost
w przepaść nieprzewidywalnych konsekwencji - a jego samego na świecznik najpotężniejszych
(nie)żyjących stworzeń. Próba udowodnienia, że resztki sumienia wciąż znajdują
się na właściwym miejscu sprawia, że dotychczas bezimienną, nieposiadającą
koniecznego numeru, nieistotną osobą Vala interesuje się zarówno alfa wilków,
jak i książę krwiopijców. Z jakiego jednak powodu sama wierchuszka miałaby
stoczyć bój o to, by mieć kogoś tak pozornie nieważnego i nijakiego po stronie
swojego klanu? Odpowiedzi szukać należy głęboko w minionych czasach, w których
była jeszcze nadzieja na lepsze i świetliste oraz w… niezłomności. To o niej
bowiem opowiada przede wszystkim „Cierń w mroku”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhYaYnY2pCPlsx7qJW2kGdMOZx6uTg3VvzV8TZwyPxcheKK0hDit2SZZBMlMNspA5vlyqHKPYSFrAB9DOJWF7-mhyKu4Mib-fmTsiI2Fsz6CWP1tcYNwouu_SAtJzBaX0f_HkEqFjc5KTw-LlBeQGgHb6y3-84S3R-q3aDnIzyJO6zm5rSsxEOJTcZoBfM/s1350/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1350&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhYaYnY2pCPlsx7qJW2kGdMOZx6uTg3VvzV8TZwyPxcheKK0hDit2SZZBMlMNspA5vlyqHKPYSFrAB9DOJWF7-mhyKu4Mib-fmTsiI2Fsz6CWP1tcYNwouu_SAtJzBaX0f_HkEqFjc5KTw-LlBeQGgHb6y3-84S3R-q3aDnIzyJO6zm5rSsxEOJTcZoBfM/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt;&quot;&gt;„Ludzie nauczyli się
wypierać niewygodną prawdę. Nie chcą o niej myśleć czy rozmawiać. Łatwiej i
bezpieczniej jest żyć w kłamstwie. Ślepo poddawać się temu, co sądzi większość
i podążać za ogłupionym tłumem, zamiast choć raz pomyśleć samodzielnie.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Jesteś przyzwyczajony do
tego, że nie masz żadnego towarzystwa oprócz zniszczonego plecaka, w jakim tkwi
kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Dawno temu nastąpił wybuch, po którym cały świat
spowiła ciemność, rozpraszana tylko tu i ówdzie sztucznym oświetleniem, dlatego
bez problemu przemykasz poza radarem jasności z rozstawionych w strategicznych
miejscach reflektorów. Żyjesz jak bezdomny, którym w istocie się stałeś - odziedziczony
po ostatnim żyjącym bliskim dom dawno już zarósł zapuszczeniem. Odwiedzasz go
możliwie rzadko, gdy jesteś w okolicy - zwyczajnie boisz się szwendać w pobliżu,
które zresztą wiąże się ze zbyt dużą ilością bolesnych wspomnień. Jesteś Val i
choć zaliczasz się do najniższej warstwy społecznej, czyli zwykłych ludzi - ani
zwykły nie jesteś, ani tak jak cała reszta nie posiadasz koniecznego, nadanego
numeru, który zastępuje imię i nazwisko. Dla wszelkich systemów nie istniejesz
więc wcale i bardzo Ci to odpowiada. Za to, by nikt o Tobie nie wiedział, poświęciło
zresztą wiele mnóstwo krewnych. Gdyby ktokolwiek miał pojęcie o Twojej nietypowości,
źle by się to dla Ciebie skończyło a panujące frakcje są już ze sobą
wystarczająco skłócone, by jeszcze dokładać im powodów do kolejnych sporów i
wojenek. Nienawiścią darzysz zresztą po równo każdą z nich. Władzę dzierżą do
spółki wampiry oraz wilkołaki - mieszkające wśród swoich, lecz wciąż poszukujące
następnych zwycięstw lub, najlepiej, pokonania tych drugich i wyeksterminowania
ich, aby rządzić samodzielnie. Prawa, jakich ludzie nie mają praktycznie wcale,
zostały ustalone do spółki przez posiadających kły i futro. A człowiecze
jednostki… cóż, współpracują z obiema frakcjami bestii, by zyskać jakkolwiek
lepszy żywot, przywileje czy apanaże. Pozostali najczęściej krótko chodzą po
tym świecie, mordowani dla zabawy czy gdy tylko przetną przypadkiem drogę któregoś
spośród panów i odważą się nie wykonać jego woli. Zarówno wampiry, jak i wilkołaki
mogą nakłonić człowieka do absolutnie wszystkiego samym głosem. Każdego… oprócz
Ciebie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Ja po prostu nie ufałem
ludziom. Bałem się otworzyć przed kimkolwiek serce i duszę. Wszystkie moje
sekrety muszę trzymać głęboko w sobie. (…) przekazał mi swoją wizję świata.
Może nie jest ona zbyt popularna i wielu może się z nią nie zgadzać, ale nadal
będę postępować tak, jak dyktuje mi serce. Nawet, jeśli nie będzie to łatwe.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Dziadek. To on pokazał Ci,
że Twoja odmienność niekoniecznie jest wadą - ale czyni Cię tak wyjątkowym, że
nikt nie może się o niej kiedykolwiek dowiedzieć. Zrobił zresztą wszystko, co w
jego mocy, a nawet i poza nią, aby ochronić Ciebie i Twój sekret. To tę barwną
osobę wspominasz w najczarniejszych chwilach osamotnienia, odtwarzając mgnienia
przeszłości i bajarskie opowieści niczym film, gdy wędrujesz mrocznymi ulicami
i walczysz o życie. To ostatnie zdarza się zresztą ostatnio przerażająco często,
bo co rusz czyhają na Ciebie absolutnie niespodziewane i śmiertelnie niebezpieczne
zagrożenia. Najpierw słabi ludzie postanowili sprzedać informację o Twojej chwilowej
kryjówce pod mostem, pewnie za ten czy inny bezcen. Później, kierowany niemądrymi
dla większości wartościami, których na przekór złu i słabościom nie zamierzasz
się wyzbyć, zobaczywszy przed kolejną z Twoich miejscówek wysoko postawionego i
bardzo rannego wilkołaka, zdecydowałeś się nim zaopiekować do momentu
wyzdrowienia, czym ściągnąłeś na siebie uwagę licznej grupy futrzaków i nie
tylko. Nie możesz bowiem zapomnieć o tym, iż sam książę wampirów z pewnością
coś knuje. Jeszcze niejasno, lecz z pewnością to kwestia czasu, złożył Ci
właściwie obietnicę rychłej propozycji nie do odrzucenia. Żyłeś sobie spokojnie,
nie wadząc nikomu, a nagle bez wytchnienia co chwila walczysz o dalsze oddechy,
przewożony z miejsca na miejsce, przesłuchiwany i męczony niechcianym towarzystwem
najpotężniejszych spośród władnych. W dodatku wszyscy zachwycają się Twoim
niezłomnym, niewzruszonym i skrajnie stoickim charakterem małomównego, tajemniczego
osobnika, któremu absolutnie na niczym nie zależy. Nie dajesz się kupić, spotwarzyć
ani skruszyć, co wprawia w konsternację zarówno najważniejsze wampiry jak i
wilkołaki. A wszyscy pragną Cię u swojego boku. Teraz? I każdy chciałby
wiedzieć, kim, u licha, jesteś. Cóż… mistykiem, który wystygł - pozostawiając
cynika. Z własną misją…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;
„(…) próbowali zmusić do wystąpienia przeciw własnej naturze, do porzucenia wpojonych
mi od urodzenia zasad. Nie udało im się mnie złamać, ale zapłaciłem za to
bardzo wysoką cenę. I dlatego nigdy im tego nie zapomnę.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;(…) Zimny i obojętny, ze skostniałym sercem.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Bohater utrzymanej we właściwej
Elżbiecie Barczyk, mistycznej atmosferze z pogranicza jawy i snu powieści mówi wprost,
że można zobojętnieć, gdy żyje się na świecie, który spowija mrok. Tymczasem w
tej stanowiącej swoisty moralitet historii to właśnie jego wierność wartościom
mimo wszystko, niezłomność i okazywanie sumienia okazują się najistotniejszymi
elementami narracji. Niemruganie i całkowity spokój - niezależnie od okoliczności.
Przyjmowanie ciosów od losu bez okazania ani jednej emocji. Darowanie życia i
zdrowia wtedy, kiedy każdy inny dopuściłby się niecnego uczynku, byle zyskać na
tym cokolwiek dla siebie. Samotne i dzielne podążanie pod prąd - i jednocześnie
niepożądanie czegokolwiek. Postronnie można by stwierdzić, że to li stagnacja,
ale gdy pozna się przeszłość oraz osobowość (zresztą jego oczami, dzięki -
niekiedy zbyt - &lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;licznym dygresjom i
wewnętrznym rozważaniom) Vala bliżej, szybko uzna się go za… jednego z
nielicznych pozostałych w opowieści, prawdziwie człowieczych ludzi i postać do
podziwiania. Istny „Cierń w mroku”, który uwiera… wszystkich słabszych, nawet
całkowicie nierzucającą się w oczy, nieszukającą zwady obecnością - ledwie
skrytą w mroku, lecz mimo tego wyczuwalną. Tego rodzaju jednostki w każdym,
fabularnym czy prawdziwym świecie, powodują niczym niesprowokowaną
nienawiść&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;- tylko dlatego, że ich
odbicia w lustrach ukazują coś odmiennego i równocześnie lepszego niż u
pozostałych. Jak najczęściej to bywa, zamiast poprawić siebie, bezkształtna
masa woli spróbować każdą metodą pozbyć się tego innego, stojącego ponad nią.
Nie inaczej jest w powieści Autorki - liczącej zaledwie 256 stron, ale jakże wartościowej
historii. Pełnej smutku i ciemności. Z bohaterem typu John Wick, lecz w
przypadku Barczyk należy po prostu przyjąć konwencję. Z nostalgiczną postacią
Dziadka, wyłaniającą się z retrospekcji. I z morałem… bo tylko niezłomne,
wierne i inne niż wszystko ma znaczenie. Solidne 7/10.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Robię to, aby udowodnić samemu
sobie, że coś jestem wart, że nawet jeśli inni spisali mnie na straty, to nie
poddam się tak łatwo i nadal będę żył na przekór wszystkim, bez względu na to,
ile bólu będzie mnie to kosztować.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/elzbieta-barczyk-ciern-w-mroku-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhYaYnY2pCPlsx7qJW2kGdMOZx6uTg3VvzV8TZwyPxcheKK0hDit2SZZBMlMNspA5vlyqHKPYSFrAB9DOJWF7-mhyKu4Mib-fmTsiI2Fsz6CWP1tcYNwouu_SAtJzBaX0f_HkEqFjc5KTw-LlBeQGgHb6y3-84S3R-q3aDnIzyJO6zm5rSsxEOJTcZoBfM/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-3026162753096100633</guid><pubDate>Sun, 08 Mar 2026 16:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-08T17:37:07.664+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Agata Czykierda Grabowska - Przez milion burz - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;I oto
nadeszła kolejna burza w Twoim życiu. Po tylu latach, które poświęciłaś
korporacji… Wyzbyłaś się dla niej osobistych podniet, przesiadywałaś w pracy do
późnego wieczora i nabawiłaś się nerwicy, a potem zostałaś przeżuta, wyciśnięta
jak cytryna i wyrzucona praktycznie bez słowa wyjaśnienia. Oficjalnie dlatego,
że zlikwidowano Twój dział eventów, ale wiesz, że to skutek machinacji Twojego
byłego partnera, z którym rozstałaś się w burzliwych okolicznościach. Ma duże
wpływy w branży i wykorzystał je bez chwili wahania. Gorzko myślisz o tym,
jakim jest niegodziwcem, ale cóż - zajęta głównie robotą, nie byłaś w stanie
dostrzec tego wcześniej. Teraz wsiadasz do samochodu i ze zgrozą zastanawiasz
się, co z Tobą będzie. W głowie masz pustkę, podobnie jak na koncie. Odłożyłaś
trochę pieniędzy, jednak nie starczy ich na długo. Żyłaś chwilą i nie
oszczędzałaś, przekonana, że masz pewne zatrudnienie a przełożeni bardzo Cię
cenią. Teraz przekonałaś się, jak bardzo się pomyliłaś - byłaś tylko drobnym
trybikiem w wielkiej machinie, który wymienia się bez żadnego żalu i
zastanowienia nad jego losem. Dalej wszystko toczy się, jak to na ogół wygląda
w takich przypadkach. Najpierw faza wyparcia - całe dni spędzane w piżamie,
zamawiana chińszczyzna i zaległe odcinki seriali, oglądane jeden za drugim.
Potem etap wzmożenia - całe tony CV rozsyłane do wszelkich możliwych
pracodawców, oczywiście bez najmniejszego skutku - złą opinię masz już
wyrobioną a rynek pracy przeżywa zapaść. Wreszcie czas depresji, opartej na
uświadomieniu sobie, że w błyskawicznym tempie zmierzasz do roli finansowego
pariasa, bez żadnych widoków na przyszłość, czemu w żaden sposób nie możesz
zapobiec.&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjFQu_7A3mP_xltgifiDsc57d49hv6vQoKNNXH35yGkPfmKl1jmz4D7P5uu_hX5DNDVOMeL0K0wS9ybmQrza0grhYFy7roLkolOojwqX60LFvxt37F7A57-JNcAJsrMWVS02n1A-_b__4QnxzZSpf3HubU8ba3ttskKrcDabjkpIKjRSrhyphenhyphengHQrifd-nA4/s1350/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1350&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjFQu_7A3mP_xltgifiDsc57d49hv6vQoKNNXH35yGkPfmKl1jmz4D7P5uu_hX5DNDVOMeL0K0wS9ybmQrza0grhYFy7roLkolOojwqX60LFvxt37F7A57-JNcAJsrMWVS02n1A-_b__4QnxzZSpf3HubU8ba3ttskKrcDabjkpIKjRSrhyphenhyphengHQrifd-nA4/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;„Nigdy
nie lubiłam się nad sobą użalać. Chciałam byś silna - jak moi rodzice, którzy
zawsze dawali sobie radę. Przez lata parłam do przodu niczym taran, przebijając
się w strukturach korporacji (…). To we mnie siedziało.”&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;W
końcu jednak stajesz wobec twardej prawdy - na koncie zostało Ci środków
jedynie na dwa tygodnie i to tylko w wypadku, gdy wprowadzisz radykalny plan
oszczędnościowy. Zaczął się więc okres przyśpieszonego trzeźwienia i
gorączkowego rozpatrywania wszelkich dostępnych planów ratunku. Trzeba przyznać,
że nie ma ich zbyt wielu. Zaciągnięcie pożyczki od przyjaciół lub rodziców absolutnie
odpada, gdyż nie wyobrażasz sobie takiego upokorzenia. Zresztą - w jaki sposób
miałabyś oddać dług? Kredytu w banku również nie dostaniesz. A przecież już
niedługo nie będziesz w stanie zapłacić czynszu za wynajmowane mieszkanie.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Zostało więc Ci tylko jedno - zdecydować się
na to, o czym myślałaś już dawno temu, jednak nigdy&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nie miałaś czasu się tym zająć. Ani ochoty -
zbyt wiele wspomnień i sentymentów łączy Cię z tym miejscem. Chodzi o sprzedaż
odziedziczonego po dziadkach domu na wsi. Tego samego, w którym spędziłaś
najszczęśliwsze chwile dzieciństwa i młodości. W jakim po raz pierwszy
nieprzytomnie się zakochałaś. Właśnie w nim pękło Ci serce, gdy wydało się, jak
bardzo źle ulokowałaś swoje uczucia. Tak naprawdę, pomimo upływu kilkunastu
lat, do teraz nie otrząsnęłaś się z tego zawodu. Traktowałaś mężczyzn z wielką
dozą nieufności i zachowywałaś wobec nich dość oziębłą postawę, aby żaden już
nigdy nie skrzywdził Cię w tak straszny sposób. Tak czy inaczej, stanęłaś wobec
wyboru… bez wyboru - musisz upłynnić nieruchomość, jeśli masz mieć szansę na
przetrwanie najbliższych kilku miesięcy. Być może za jakiś czas wyjedziesz do przyjaciółki,
która kupiła niewielki dom w Hiszpanii. Tam odpoczniesz psychicznie i wpadniesz
na koncept umożliwiający wydostanie się z obecnych tarapatów. Nie namyślasz się
więc długo i pakujesz osobiste rzeczy do torby podróżnej. Potem wsiadasz do
samochodu i zmierzasz w kierunku przeznaczenia. Wkrótce wjeżdżasz do
niewielkiego miasteczka, z którym łączy Cię tak wiele wspomnień. Bardzo
niewiele się w nim zmieniło, więc szybko rozpoznajesz znajome kąty, skąpane w kwietniowym
słońcu. Zatrzymujesz się przed zaniedbaną furtką, wyjmujesz klucze i otwierasz
niemiłosiernie skrzypiący zamek. Dalej rozciąga się istne dzikie pole - sięgająca
Ci do piersi trawa i pełno śmieci, wśród których dominują butelki i reklamówki. Najwidoczniej
opuszczone podwórko dziadków stało się miejscem wabiącym wszelakiej
proweniencji amatorów dobrej zabawy. No cóż, będą musieli rozstać się z
ulubionym grajdołkiem, gdyż zamierzasz przeprowadzić w nim niezbędne porządki.
Nikt nie będzie chciał przecież kupić nieruchomości w tak opłakanym stanie. Z
duszą na ramieniu wchodzisz do budynku. Obawiasz się, że zalęgły się w nim
gryzonie, których szczerze nie cierpisz. Na szczęście, Twoje obawy okazują się
nieuzasadnione. Czujesz ulgę, jak się okazuje, zdecydowanie przedwcześnie.&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;„Zatęskniłam
za babcią i dziadkiem. Zapomniałam już, jak bardzo mi ich brakuje. Moje życie w
ostatnich latach przypominało jakiś cholerny kołowrotek, w którym nie było
miejsca na tęsknotę, żałobę ani żadne z uczuć, które trzeba po prostu przejść.”&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;Rozglądasz
się z uwagą po wnętrzu i czujesz, jak serce ściska Ci się z tęsknoty. Wszystko
wygląda tak, jak przed laty - jakby dziadkowie tylko na chwilę wyszli w sobie
tylko znanych sprawach. W oknach wiszą te same firanki, zza których oglądałaś
świat, meble się nie zmieniły, jedynie pokryły grubą warstwą kurzu. Zastygasz
na dłuższą chwilę, wywołując w głowie prześwietlone slajdy przeszłości i
poddając nastrojowi chwili. I właśnie wtedy dobiega Cię rumor ze strychu, po
którym następują głośne stuki. Ogarnia Cię strach. Wyobraźnia wyświetla niezwykle
sugestywny obraz tłustego szczura, wielkości dorodnego kota, który niechybnie
rzuci Ci się do gardła. Chcąc ratować życie, rzucasz się do okna, które
otwierasz w panicznym pośpiechu. Przed skokiem oglądasz się za siebie i
czujesz, jak chwilę później kosmaty stwór uderza w Twoją twarz, drapiąc ją do
krwi. Leżąc obolała na zewnątrz, uświadamiasz sobie, że padłaś ofiarą ataku
krwiożerczego nietoperza. Na szczęście potwór już zniknął, więc w pośpiechu
udajesz się do najbliższej przychodni. Przyjmuje Cię lekarka, która z
politowaniem słucha żądań, aby niezwłocznie podać szczepionkę przeciw
wściekliźnie. Próbuje Cię od tego odwieść, jednak gdy widzi, że nie zamierzasz
ustępować, w końcu wyraża zgodę. Triumfując, zmierzasz do gabinetu zabiegowego.
Kiedy wchodzisz do środka, dostrzegasz plecy pielęgniarza. Mężczyzna się
odwraca… i rozpoznajesz w nim Huberta - swoją nastoletnią miłość. Taksujesz go
wzrokiem i musisz przyznać, że choć bardzo się zmienił, to nadal jest niezwykle
przystojny. Ujmujący
uśmiech i niezwykłe, błyszczące oczy pozostałe takie same, jak przez wielu laty
a parę mimicznych zmarszczek dodaje mu tylko uroku. Witacie się i chwilę
rozmawiacie, po czym mężczyzna przystępuje do wykonania zabiegu. Cóż. Wbita w
Twoją skórę igła sięgnie nie tylko żyły, ale samego serca, które wskutek
zachodzących wypadków w końcu pozbędzie się pancerza, jakim otoczyłaś je w
ciągu tylu lat. Przeszłość upomni się o swoje prawa, a pamięć, jak to często
bywa, okaże się bardzo zwodnicza…&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;„Skinęłam
głową, czując, że właśnie tego teraz chcę. Chcę zostać. Tej nocy nie chciałam
być sama.”&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;„Przez
milion burz” Agaty Czykierdy- Grabowskiej to romans z elementami powieści
obyczajowej. Jego bohaterami są Martyna, młoda kobieta, która po utracie pracy
w korporacji wyjeżdża na wieś, aby przygotować do sprzedaży dom dziadków oraz
Hubert, pielęgniarz w miejscowej przychodzi. Przed wielu laty łączyła ich
młodzieńcza miłość, zakończona w tragicznych okolicznościach. Obydwoje o niej
nie zapomnieli, więc ponowne spotkanie budzi dawne uczucia. Co z tego wyniknie?
To musisz już sprawdzić, sięgając po książkę, jakiej warstwa literacka przystaje
do fabuły. Sporo w niej obrazowo ukazanych wspomnień czy opisów porywów serca,
co definitywnie spodoba się fanom historii miłosnych. Narracja przetykana jest
licznymi retrospekcjami i prowadzona z punktu widzenia obydwu postaci, co pozwala
na zrozumienie ich drogi życiowej oraz przeżywanych rozterek. Sama fabuła jest
łatwa do przewidzenia, więc jej rozwój nie zaskakuje odbiorcy. Nie uważam
jednak tego za szczególną wadę - wszak każdy świadomy czytelnik, sięgając po
taką lekturę, wie, czego się spodziewać i przyjmuje konwencję, jaką rządzi się
ten gatunek. Wielbiciele polskich romansów o ciekawym tle obyczajowym z
pewnością będą usatysfakcjonowani - tym bardziej, że przeszłość bohaterów kryje
w sobie wielką tajemnicę. 7/10 - poprawna, przyjemna powieść na jeden wieczór,
w trakcie jakiego marzy Ci się relaksująca i życiowa narracja.&amp;nbsp;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;„Ten
nietoperz, który mnie ugryzł, musiał naprawdę zarazić mnie szaleństwem. Ale w
przeciwieństwie do wścieklizny na to nie było żadnej szczepionki.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/agata-czykierda-grabowska-przez-milion-burz-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjFQu_7A3mP_xltgifiDsc57d49hv6vQoKNNXH35yGkPfmKl1jmz4D7P5uu_hX5DNDVOMeL0K0wS9ybmQrza0grhYFy7roLkolOojwqX60LFvxt37F7A57-JNcAJsrMWVS02n1A-_b__4QnxzZSpf3HubU8ba3ttskKrcDabjkpIKjRSrhyphenhyphengHQrifd-nA4/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-8171311421947799835</guid><pubDate>Fri, 06 Mar 2026 23:21:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-08T00:37:38.516+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Hannah McBride - Mad Love - recenzja patronacka</title><description>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt;&quot;&gt;„Mad Love” Hannah McBride to
tak bardzo ja - a cała trylogia, która dzięki tej książce zyskała zasłużenie
emocjonujący finał, to czysta ADRENALINA. Wziąć pod swoje cieniste skrzydła
tekst, który tak doskonale ze mną rezonuje - oto pierwszy i jakże przy tym ogromny
tegoroczny zaszczyt. Domknięte już trio Pisarki składa się z niemalże
wszystkiego, co uważam za „swoje”. To tragedia, jakiej kolejne akty odsłaniane
są na wzór nieuniknionego chaosu, spowodowanego przez jedną, przypadkowo
opadającą na inne, kostkę domina. Thriller o nieprzewidywalnym przebiegu,
zaskakujący wieloma odcieniami psychopatycznych osobowości, których szaleństwo
jest wręcz teatralnie trwożące. Powieść akcji i sensacji, rodem z najlepszych
mafijnych produkcji, od jakich nie można się oderwać ani na sekundę. Romans, do
którego skalista ścieżka wiedzie jedynie pod stromą górę - a niekiedy i ku
przepaści; bez drogi wstecz, choć bohaterowie o złożonych charakterach oraz
skomplikowanej przeszłości kroczą nią bez zastanowienia nad odwrotem. Wreszcie
jednak, cykl „Mad world” to dla mnie przede wszystkim wielowymiarowy dramat
rodzinny. O sukcesji, co to staje się brzemieniem i ciężarze utrzymania w jej
imię nieposzlakowanej opinii. O mylących pozorach - wypracowanej dla członków
familii dziedziców otoczce bajkopisarzy, dla jakiej nienaruszenia poważy się na
absolutnie wszystko. Złotej klatce, ohydnej stronie bogactwa. I najsilniej… O
tym, jak wielką wiarę i wierność pokłada się w rodzicach i w jak ogromnym
stopniu, za wszelką cenę, próbuje się ich chronić przed krzywdą - mimo tego, że
zawiedli dziesiątki i setki razy. O tym, kiedy w końcu należy powiedzieć sobie
dość i przyznać, iż nie da się ratować kogoś, kto nigdy nie wybrał Ciebie - i
że to przypadek od dawna stracony. O niezłomności i niemruganiu, niezależnie od
okoliczności. O bezpowrotnym odchodzeniu od minionego i zostawaniu dla tych, którzy
udowodnili, że warto. O miłości. Bo przecież wszystkie opowieści są tak
naprawdę o miłości.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiOyr6KGXM-zKHnDW2sjaGXwlWzLVCk3V7yUVkgfQb8cYQILXfBPmL2G4feBrK2r7b8iUVxRz6HwlVa6aMszixybIQlNkmsE87HdQzfZ_av6Hip5fjJfbjbH2KOdJ0KKSKkrIaah9m9oSzbLh1fC1IwYmpC0dUO_Ve5PKwc2DpkmvmFA5L8g-D-xpx4Uc/s1350/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1350&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiOyr6KGXM-zKHnDW2sjaGXwlWzLVCk3V7yUVkgfQb8cYQILXfBPmL2G4feBrK2r7b8iUVxRz6HwlVa6aMszixybIQlNkmsE87HdQzfZ_av6Hip5fjJfbjbH2KOdJ0KKSKkrIaah9m9oSzbLh1fC1IwYmpC0dUO_Ve5PKwc2DpkmvmFA5L8g-D-xpx4Uc/s16000/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt;&quot;&gt;„Początkowo z tym
walczyłam, ale każdy osiąga punkt krytyczny, wiesz? (…) W którymś momencie
zaakceptowanie tego po prostu miało więcej sensu. (…) Dam radę. Pomyślałam, że może
jeżeli powtórzę te słowa wystarczająco wiele razy, staną się prawdą.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Lecz zanim nadeszła miłość,
musiała zahartować się stal. Jeszcze nie jesteś niezniszczalna - i to właśnie
ten decydujący moment, w jakim możesz wybrać tylko spośród dwóch opcji:
przetrwać z wysoko podniesioną głową, by kiedyś zemścić się i niszczyć lub… dać
się zniszczyć. Poza tym, że w piekle, nie masz pojęcia, gdzie się obecnie znajdujesz.
Biały kitel, kolejne nakłucie na przedramieniu, pozbawione pościeli posłanie.
Kakofonia dźwięków, która rozlega się bez uprzedzenia, odtwarzana potem w
zapętleniu godzinami - a może te nienawistne głosy pochodzą z Twojej przeszłości
i zwyczajnie oszalałaś. Dniami i nocami wychładzane a potem przegrzewane
pomieszczenie zalewane jest światłem tak ostrym, że półsen, w który zapadasz,
nie daje żadnego wytchnienia. Zorientowałaś się już, że leki lepiej zażywać bez
prób uniknięcia następującego po nich otępienia, osłabienia i wyzucia z emocji.
Z siebie. I nawet, nim uświadomisz sobie, że przecież jesteś wojowniczką, przez
chwilę, mgnienie stroboskopowej kuli, która nie chce przestać wypalać Ci
wzroku, pomyślałaś, że może lepszą opcją byłoby po prostu odpuścić. Poddać się.
Odpłynąć. Siebie pożegnać. Uschnąć tu, bo targnąć się na życie ani jak, ani
czym. Zamknięta w ośrodku, porwana przez psychopatycznego ojca - może kiedyś
niczym upragnione przez niego, posłuszne i bezwolne zombie, stanąć u jego boku
i nie wiedzieć kim jesteś i że w ogóle jesteś. Jednak potem sobie przypominasz
i mimo tortur odtwarzasz niczym film. O tym, że zamordował Twoją dopiero co
poznaną siostrę bliźniaczkę, z którą chciałaś tylko na chwilę zamienić się
życiami (o ironio!). O tym, co stało się z Twoją matką, jak zwykle niedecyzyjnie,
niedyspozycyjnie nieobecną. O Twoim mężu, który podpaliłby za swoich cały świat
- i że Ryan wespół z paczką przyjaciół, rodziną z wyboru, z pewnością już po
Ciebie idzie. I że nigdy, przenigdy nie dasz ojcu wygrać. Ty się nie podajesz. Dumnie
podnosisz głowę, mimo że ledwo potrafisz prosto ją utrzymać. Nie mrugasz. Nie
mrugniesz, Madison.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(…) zaakceptowałem dawno
temu, że mogę być łowcą albo zwierzyną i wybrałem rolę, dzięki której nie będę
ofiarą? (…) Ludzie odczuwają ogromną potrzebę plotkowania kosztem bólu innych.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Pozostaje Ci nadzieja, że
Maddie wciąż oddycha, niezbędna ojcu do pozyskania środków z funduszu
powierniczego a przy tym trzymająca się ufności w tym, że ją uratujesz. Choć
dlaczego miałaby jeszcze komukolwiek wierzyć, opuszczona przez wszystkich,
którzy kiedykolwiek byli jej bliscy i zawiedziona przez każdego, kto powinien być
jej oparciem? Nie wolno Ci tak myśleć, co w ogóle dzieje się z Tobą, że stałeś
się tak delikatny i pesymistyczny. Wiesz. Ona też ma świadomość tego, co do
niej czujesz, musi mieć. A Ty będziesz w kółko, aż do chwili gdy Ash i reszta
Waszej paczki ustali miejsce pobytu Mads i uda się Wam ją odbić, powtarzał sobie
jedno - to, co tak wiele razy widziałeś na własne oczy. Twoja żona to
wojowniczka. Warrior. Najsilniejsza osoba, jaką znasz - a obracając się wśród
najbogatszych i równocześnie najbardziej szemranych na tym świecie, spotkałeś
ich już mnóstwo. Pomimo tego, masz jednak także świadomość, że musicie się
pospieszyć, jeżeli chcesz odzyskać dziewczynę żywą, bo trudno o większego
psychopatę, lubującego się w krzywdzeniu bliskich, niż Twój przymusowy i niebawem
martwy teść. Opuściwszy mury więzienia po zaaranżowanym przez niego
przedstawieniu, podejmujesz krwawą krucjatę o odzyskanie ukochanej, a także o
to, by Wasza burzliwa historia nareszcie otrzymała zasłużenie spokojne
zakończenie. Kiedy, a nie - jeśli się uda, zadbasz także, by zemsta smakowała
tak wybornie jak nigdy. Choć Twoi przyjaciele dawno zauważyli, że zmieniasz się
na bardziej ludzkie, jedno pozostało niezmienne - nikt nie ma prawa jakkolwiek
skrzywdzić tych, na których Ci zależy. Myślałeś, że miłość to słabość - czuły
punkt, w który uderzają wrogowie i kolejny do ochrony. Niedawno zrozumiałeś, że
to także niszczycielska siła, jaka… po spopieleniu buduje świat. ‘Cause in this
Mad World the only thing that matters is Mad Love. Wasza opowieść - wszak
wszystkie tak naprawdę są o miłości.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Dobrze wiesz, jakie to uczucie,
gdy człowiek musi walczyć o każdy dzień. Gdy ranią go i porzucają ludzie,
którzy powinni go chronić. Wiesz, jak to jest dorastać w strachu (…).
Poprzysiągłem sobie, że się z tego wygrzebię.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Zerknąwszy na kuszącą blichtrem,
feerią barw i blaskiem okładkę „Mad Love” Hannah McBride (tak jak Pisarka
sądzę, iż brokat to osobny kolor!) można błędnie założyć, że oto jedna z wielu
historia o bogatej młodzieży, uwikłanej w prędkie uczucia, szybkie pieniądze i
trudne do wyobrażenia afery. Cóż… gdybym jako dumny patron nie znała złożoności
i niewtórnej jakości treści całej trylogii, poleciłabym tak właśnie uczynić.
Wielkie, pozytywne rozczarowania, czyli zaskoczenia, literackie, są jednym z
najbardziej ważkich czytelniczych uczuć. Wśród tak wielu światowych opowieści łatwiej
o te niebędące oksymoronem, zatem jeszcze bardziej docenić należy kunszt młodej
Pisarki, jaka złożyła około 1700 stron w trzech tomach powieści łącznie z
samych emocjonujących wydarzeń i nie postawiła przy tym ani jednego zbędnego
słowa. Niezliczone akcje nie stanowią jednak tła dla papierowych postaci -
każdy z bohaterów cechuje się oryginalną osobowością i… składa się z różnych
odcieni tragedii. Stąd wniosek patrona: może to właśnie one czynią sylwetki wielowymiarowymi
a ludzi wartościowymi? Stal musi się zahartować a książkowa persona przejść przez
wiele, by mogła stać się zapamiętana. A może po prostu lubię się nurzać w
poezji nieszczęścia - choć jedno nie wyklucza drugiego. Gwoli formalności, 10/10
dla finału (kamień także nie mruga) mojej ulubionej trylogii ostatnich lat.
Twojej uwadze polecam cytaty z tejże grafiki a tę szaloną opowieść fanom
thrillerów, dramatów, romansów, sensacji… Wróć. Wszystkim kolekcjonerom przeżyć,
kochającym adrenalinę i doskonałe historie. Mad stories, ‘cause maybe every
story is, in the end, about love but… also every love is a little bit mad, isn’t
it? &lt;/span&gt;&lt;span face=&quot;&amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif&quot; style=&quot;font-size: 14pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt; line-height: 107%;&quot;&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 14pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„(…) mogłam kontrolować
swoje reakcje. To ode mnie zależało, jak sobie poradzę z tym, co się dzieje teraz
i co się stanie w przyszłości. Mogłam usiąść i się załamać albo wziąć się w
garść i sklecić z tych wszystkich połamanych elementów coś mocniejszego. Coś, czego
nikt nie będzie mógł mi odebrać.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/hannah-mcbride-mad-love-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiOyr6KGXM-zKHnDW2sjaGXwlWzLVCk3V7yUVkgfQb8cYQILXfBPmL2G4feBrK2r7b8iUVxRz6HwlVa6aMszixybIQlNkmsE87HdQzfZ_av6Hip5fjJfbjbH2KOdJ0KKSKkrIaah9m9oSzbLh1fC1IwYmpC0dUO_Ve5PKwc2DpkmvmFA5L8g-D-xpx4Uc/s72-c/Bez%20tytu%C5%82u%20(1080%20%C3%97%201350%20px).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-653318493603721798</guid><pubDate>Thu, 05 Mar 2026 18:07:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-05T22:40:38.176+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Krzysztof Nodar Ciemnołoński - PolakoGruzin. Kaukaska ziemia źródeł - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Gruzja - kraj olśniewających pięknem,
monumentalnych zboczy gór Kaukazu, wspaniałych zabytków kultury sakralnej,
malowniczo wznoszących się warowni oraz wielkich nierówności społecznych. Pełen
sprzeczności, ujmujący i niedający się zapomnieć. Podobno kto choć raz ujrzał
go na jawie, nie przestaje o nim śnić, nieodmiennie marząc o powrocie na „balkon
Europy”, jak obrazowo nazywa się ten wyjątkowy zakątek. Taki właśnie los stał
się udziałem Autora, który w dodatku jest z owym miejscem ściśle zespolony
więzami rodzinnymi.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Historia należy do
gatunku tych, które można opowiadać w blasku ogniska, a jednocześnie stanowi
przykład, jak „pokręcone” były ścieżki polskich losów w końcu XIX stulecia... Przodek
Pisarza, Tadeusz Nowkuński był jednym z tych rodaków, którzy szanse na karierę
dostrzegli na Dalekim Wschodzie. Starannie wykształcony (ukończył studia
medyczne w Kijowie i Berlinie), wykazał się wielką odwagą i wraz z żoną Heleną oraz
synem Aleksandrem wsiadł w pociąg, który zawiózł całą rodzinę do Harbinu w
Chińskiej Mandżurii, znajdującą się pod carskim protektoratem. Tam dołączył do
licznej, bo 10-tysięcznej diaspory, jaka w ogromnej większości zajmowała się
budową linii kolejowych. Na miejscu został dyrektorem rosyjskiego szpitala,
szybko zdobywając wielkie uznanie zasługami w walce z epidemiami dżumy i
cholery. Syn wybrał karierę inżyniera, wytyczającego tysiące kilometrów szyn
zmierzających z Chin aż na wybrzeże Morza Czarnego w Gruzji. Podczas jednego z
licznych rautów zwrócił uwagę na Nino Tumaniszwili, piękną Gruzinkę - córkę
carskiego generała i damy na dworze Romanowów. Nie był mile widziany jako
absztyfikant, gdyż dla słynnej rodziny taki związek stanowił oczywisty
mezalians.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxghWVl4oPB7MpYcDdgktZnoYixThW01KZDxult2YwOKZmBZHI_lYFn0ZVuN8TMVTmCMWDoHM-UpQGtgjP0N_QrMX1Uhc3YBzU9iwSf0ukwbg8OgLaLvQq87e5QBzhz77J7_X0yoHoxbLa2BV3hQY_6G8docW7C-D3825KpQWui70VRjCan4ino4_1J0A/s1350/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1350&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxghWVl4oPB7MpYcDdgktZnoYixThW01KZDxult2YwOKZmBZHI_lYFn0ZVuN8TMVTmCMWDoHM-UpQGtgjP0N_QrMX1Uhc3YBzU9iwSf0ukwbg8OgLaLvQq87e5QBzhz77J7_X0yoHoxbLa2BV3hQY_6G8docW7C-D3825KpQWui70VRjCan4ino4_1J0A/s16000/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Kim jestem, skąd przychodzę, dokąd
zmierzam? Czy to moje miejsce? Dlaczego właśnie mnie to spotkało? I co mam
zrobić z tym bagażem, który ktoś bez pytania wetknął w moje ręce? (…) nie
byłbym tym, kim jestem, gdyby dawno, dawno temu pewien zawadiaka nie wyruszył
na szaloną eskapadę z wątkiem miłosnym…”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Zakochany po uszy, zdobywa się na
czyn, który przyświeca kochankom od zarania dziejów - porywa obiekt westchnień
i „zmusza” do ślubu. Wkrótce na świat przychodzi dwoje dzieci, w tym Helena,
zwana „Lalą”. Wichry historii zmuszają wszystkich do opuszczenia Chin i
przeniesienia się do niepodległej już Polski. W 1943 roku „Lala” wychodzi za
mąż a ze związku przychodzi na świat Jerzy Ciemnołoński - ojciec Autora. Ten
ostatni wychowywany jest w kulturze obydwu narodów, zna jednak Gruzję tylko z
opowiadań krewnych. Wkrótce ulega to zmianie. W 2008 roku Jerzy przeprowadza
się do kaukaskiej ojczyzny, a w lipcu 2007 roku dołącza do niego syn, na razie
w charakterze turysty. Przed oczyma 22-letniego, młodego człowieka wreszcie
rozpościera się kraina, którą dotychczas znał jedynie z domowych klechd i snów.
Zanurza się więc w pachnący różami kraj, starając się zachować w pamięci każdą
jego cząstkę. A ten może odurzyć, pyszniąc się nie tylko niebywale pięknymi
krajobrazami, ale także zabytkami, które przyprawiają o zawrót głowy. Do
najbardziej niezwykłych należy klasztor Dawit Garedża, położony w południowo-wschodniej
części kraju. Zapoczątkowany we wczesnym średniowieczu i rozbudowywany przez
całe stulecia, wykuty w czystej skale kompleks składa się z 13 zespołów jaskiń,
ciągnących się aż na terytorium Azerbejdżanu i stanowi dowód na to, do czego
zdolni są ludzie kierujący się w życiu hasłem „ora et labora”. Nie jest zresztą
jedyny. Podobny charakter ma Wardzia - miasto-schron z przełomu XII i XIII w.
oraz Uplisciche - najstarsze, gdyż pochodzące z I tysiąclecia p.n.e. skalne
miasto w Gruzji. Szlak wędrówki biegnie od stolicy kraju - Tblisi, poprzez
Mcchetę, będącą historycznie pierwszym miastem stołecznym, aż do Gori, w którym
urodził się ludojad Stalin. Pyszni się ono wielkim, utrzymanym w
socrealistycznym stylu, muzeum czerwonego kacyka. Zwiedzając jego sale, nie
sposób wzdrygnąć się na wspomnienie czynów tego, którego tak bezwstydnie czci.
Następnym przystankiem jest miasteczko Achalciche, w którego garnizonie służyło
wielu zesłańców z Polski. Z uwagi na mroźne zimy, obdarzone jest złowrogą dla
lechickich uszu nazwą „gruzińskiej Syberii”. Przez stulecia stanowiło istny
tygiel narodów, w którym przeplatały się wpływy wyznawców prawosławia,
katolicyzmu, judaizmu i muzułmanów.&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Wznosi
się w nim potężna twierdza Rabati - dowód, jak wielkie znaczenie przypisywano
mu w dawnych czasach.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Nie mniej malownicze jest Kutaisi,
starodawne miasto, założone na terenach historycznej krainy, zwanej Kolchidą.
Ją samą rozsławił ją mit o przygodach Argonautów, którzy pod wodzą Jazona
poszukiwali na jej terenie „złotego runa” cudownego barana. Podobnych miejsc,
urzekających pięknem i śladami przeszłości, jest w Gruzji bez liku. W każdym z zakątków
można spotkać ludzi przyjmujących gości z otwartymi rękoma i ofiarujących im
wszelkie dostatki domostwa.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Szczerych i
przyjaznych, często kierujących się omszałymi ze starości zwyczajami przodków.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Możesz wegetować na poboczu życia
jak poszatkowana kulami iluzja człowieka - albo iść tą jednokierunkową przed
siebie, do przodu, po gruzińsku: pirdapir. To wyrażenie staje się moim hasłem
przewodnim, moim drogowskazem, którego będę się kurczowo trzymał przez resztę
egzystencjalnych kilometrów.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Charakter Gruzji doskonale oddaje
legenda o jej powstaniu, która zresztą szczególnie przypadła mi do gustu.
Według niej, po stworzeniu świata Bóg rozdawał ziemię, więc wszystkie narody
stanęły do zaciekłej rywalizacji o swoją część. Tylko Gruzini, zgodnie ze swoim
narodowym charakterem, oddawali się na uboczu uczcie, jedząc, pijąc sławne
wino, wznosząc toasty i śpiewając na Jego cześć. Gdy po niewczasie spostrzegli,
że cały glob został już rozdysponowany, przybiegli do Pana Niebios i trwożnie
zaczęli prosić o nadanie także im ziemskiej ojczyzny. Stwórca, obezwładniony
ich dobrocią i zdolnością do czerpania prostych radości z życia, postanowił
oddać im własny raj. Jednak myliłby się ten, który Gruzję postrzegałby jedynie
jako szczęśliwą krainę, pełną pięknych ludzi oraz cieszącą oczy i umysł. Jest
to bowiem państwo pełne radykalnych sprzeczności. Przyjazne oblicza autochtonów
skrywają drugą twarz - tę, która jest powodem do wstydu. Dotyczy to zwłaszcza
stosunków międzyludzkich. Społeczeństwo gruzińskie jest bardzo konserwatywne i
oparte na radykalnie patriarchalnym modelu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby
nie jego wypaczenia. Mężczyźnie wolno wszystko - tylko z tego powodu, że nim
jest, podczas gdy kobiety wtłaczane są w rolę „paprotki”, która nie tylko nie
ma nic do powiedzenia, ale musi także zrezygnować z jakiegokolwiek rozwoju
osobistego. Jej jedyną rolą jest pełnienie „obowiązków żony”.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;88% Gruzinów uważa, że kobiety są od
zajmowania się domem, a żywicielami rodziny mają być wyłącznie mężczyźni. Na to
nakłada się swoisty kult „maczyzmu”, sprowadzający się do przyzwolenia na
liczne romanse facetów, przy surowym potępieniu tego zjawiska w piękniejszej
części narodu. Piętno odciska również inny rodzaj hipokryzji. Jakakolwiek
golizna czy poryw namiętności w przestrzeni publicznej są nie do pomyślenia.
Pary, nawet w związku małżeńskim, unikają trzymania się za ręce, nie mówiąc już
o pocałunku. Jednocześnie wszelkie rekordy bije oglądalność filmów osiemnaście
plus, którymi młodzi Gruzini nasiąkają, jak gąbki. Rezultatem jest całkowicie
wypaczony obraz cielesnej miłości, który przenoszą na swoje przyszłe stadła, co
skutkuje wieloma dramatami osobistymi i ich faktycznym rozpadem. Bicie kobiet
jest na porządku dziennym. Według miarodajnych badań, 26 % z nich doznało
przemocy ze strony najbliższych krewnych, jednak tylko 5% zgłasza ten fakt na
policję. Jeszcze do niedawna w wielu miejscach kraju kobiety rodzące i
miesiączkujące zamykano w stodołach czy wieżach jako „nieczyste”. Oficjalnie stosunek
jest dopuszczalny tylko po ślubie i wcale nie tak łatwo o antykoncepcję, więc
jej rolę pełni abo*rcja, którą przeprowadza się bez żadnych przeszkód prawnych.
Statystyczna Gruzinka przechodzi w życiu średnio 1,6 tego przerażającego „zabiegu”.
Co szczególnie tragiczne, wiele dziewczynek zachodzi w ciążę w wieku 13-14 lat
i to bynajmniej nie w wyniku romantycznej miłości, ale wskutek uświęconego
tradycją porwania i gw*ałtu, dokonywanego przez „rozkochanego” w nich
młodzieńca. Choć wesela są niezwykle huczne, często wyprawiane na setki osób,
„miłosny szał” panów młodych szybko mija. Powszechnym zjawiskiem są 20-letnie
samotne matki, wracające do domu rodzinnego z dwoma czy trzema potomkami. Nie
mają żadnych szans na zmianę swojego położenia, gdyż pracodawcy łypią na nie
niechętnym okiem a byli mężowie nie kwapią się do płacenia alimentów, co jest
zupełnie bezkarne. Kraj toczą także wszechwładna korupcja i obszary
niewyobrażalnej wręcz nędzy, które sąsiadują z wykwitami kłującego w oczy
bogactwa. Do takiego właśnie, „nieoczywistego” kraju przeniósł się na stałe w
2014 roku Autor i do dziś pozostaje jego mieszkańcem, legitymując się
określeniem PolakoGruzin. Tu poznał żonę Sophy i założył szczęśliwą rodzinę,
snując kolejną nić łączącą Polskę z kaukaskim zakątkiem, podobno szczególnie
preferowanym przez Boga. Czy tak jest w istocie, można dociec zanurzając się w
recenzowanej książce, w jakiej znajdziesz niezliczoną ilość niezwykłych
ciekawostek.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Rządzący wydają miliony lari na
powiewające zewsząd flagi albo na kamyczki do dekoracji pasów między jezdniami
w Tbilisi, a za rogiem ludzie z domów obitych blachą falistą zastanawiają się,
jak związać koniec z końcem. I końca tej przybierającej na sile paranoi nie
widać…”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„PolakoGruzin. Kaukaska ziemia
źródeł” Krzysztofa Nodara Ciemnołońskiego to fascynujący przewodnik po jednej z
kolebek cywilizacji, jaką od zarania dziejów jest Gruzja. Przyodziany w formę
reportażu z długich i owocnych podróży po kraju, okraszony jest licznymi
anegdotami i szczegółowymi opisami absolutnie wszystkich miejsc, które warto
odwiedzić. Niewątpliwa&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;fascynacja
Pisarza drugą ojczyzną znajduje upust w porywających opisach zwiedzanych
zakątków, obrazowych i bardzo plastycznych. Autorowi nie sposób odmówić talentu
literackiego. Użyty język budzi niekłamany podziw starannością i elegancją, a
przy tym pełen jest celnych i interesujących dygresji. W efekcie czytelnik
otrzymuje dzieło, na którego blisko 800 stronach zaklęta jest poruszająca i
rozpalająca wyobraźnię gawęda o historii, obyczajach i stosunkach społecznych
Gruzji, a także jej zabytkach, przyrodzie i krajobrazach - to kompletny obraz
tego niezwykłego państwa. Dla osób zainteresowanych tematem istna uczta dla
zmysłów - jeden z najbardziej niezwykłych reportażo-przewodników, z jakimi się zetknęłam. Zdecydowanie
bliższy formą literaturze pięknej, aniżeli często nudnym i suchym podobnym propozycjom
czytelniczym. Całość emanuje emocjami i podziwem dla narodu, który, pomimo tylu
przeciwności, zachował swoje tradycje i przyrodzoną, góralską dumę, choć nie
brak również wątków odsłaniających mniej urokliwą twarz społeczeństwa. Ta
warunkowana jest źle pojętym konserwatyzmem (jaki sam w sobie cenię), którego
uparcie się trzyma, jakby nie dostrzegając, że czasy się zmieniły i nabrały
innej dynamiki. Skutkiem jest rozpad więzi społecznych - zwłaszcza rodzin,
które nie są dostosowane do odmiennych warunków egzystencji, dalekich od tych,
w jakich bytowali przodkowie. Książka wydana jest nader starannie - zdobi ją
wiele kolorowych zdjęć, które urzekają i pozwalają na literacką podróż, śladem
opisywanych historii. 9/10 - wyprawa definitywnie warta odbycia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;Standard&quot; style=&quot;text-align: justify; text-justify: inter-ideograph;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Ludzie ciągle pytają mnie o mocne i
słabe strony Gruzji, o to, co tu zachwyca i drażni. Na Kaukazie odpowiedź nigdy
nie jest prosta. I czy w ogóle trzeba jej szukać?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/krzysztof-nodar-ciemnolonski-polakogruzin-kaukaska-ziemia-zrodel-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxghWVl4oPB7MpYcDdgktZnoYixThW01KZDxult2YwOKZmBZHI_lYFn0ZVuN8TMVTmCMWDoHM-UpQGtgjP0N_QrMX1Uhc3YBzU9iwSf0ukwbg8OgLaLvQq87e5QBzhz77J7_X0yoHoxbLa2BV3hQY_6G8docW7C-D3825KpQWui70VRjCan4ino4_1J0A/s72-c/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-4871603572013706060</guid><pubDate>Thu, 05 Mar 2026 02:18:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-05T03:18:08.443+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Anthony Horowitz - Morderstwa w Marble Hall - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Przedpremierowo
o tytule idealnym dla miłośników zagadek kryminalnych, świetnie napisanej prozy
oraz fanów literackiego świata. „Morderstwa w Marble Hall” zaskakują bowiem nie
tylko interesująco zaprezentowanymi przez główną bohaterkę kulisami
działalności wydawnictw, ale także inną niespodzianką. Anthony Horowitz, nie
bez powodu znany oraz ceniony, zdecydował się na uwielbianą przeze mnie
wariację na temat konstrukcji szkatułkowej i wewnątrz swojej powieści zamieścił
maszynopis książki innej postaci. Choć jego akcja rozgrywa się o wiele wcześniej
i rozpoczyna w roku 1955, zmyślny czytelnik z pewnością da się wplątać w szereg
znajdujących się w nim szarad i dostrzeże, iż ta swoista narracja wewnątrz narracji
ma więcej wspólnego z aktualnymi przeżyciami sylwetek bieżącej linii fabularnej
niż mogłoby się wydawać. Na uznanie zasługuje także fakt, iż Autor okrasił obie
historie przystającymi do nich warstwami literackimi i równocześnie utrzymał
przekonująco dwie formy gatunkowe… finalnie w sposób udany łącząc je w jedną.
Znać mistrzowskie pióro, w jakim każdy, pozornie nieistotny nawet detal,
odnajduje pełne wyjaśnienie, dopełniając uśmiechającej złożonością mozaiki z słów.
I tak oto „Morderstwa…” stają się współczesnym kryminałem o mającej duże
zasługi w wydawniczym świecie pani redaktor o barwnej osobowości, do której
właśnie wróciło znane z przeszłości nazwisko, z jakim powiązana twórczość już
niejednokrotnie próbowała… ją zabić. Równocześnie jednak, właśnie dzięki zawartemu
w tej opowieści maszynopisowi, to także retro historia spod ciemnej gwiazdy, w
której z pewnością zaczytałaby się chociażby słynna Christie. Dla mnie z kolei ta
propozycja literacka Horowitza o pięknym projekcie okładki to przede wszystkim gawęda
o świecie pisarzy, w jakim równie chętnie się gości, co… chciałoby się go spopielić,
a potem stworzyć od nowa. Mimo dwoistej natury, wciąż jest jednak cenniejszy od
tego rzeczywistego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrRLTl-mxoCWlqKi2y5AH3_DQkvHXZQE1lQZFQLRLofNX_xdNeORwS5nU0JeSjZJbwxuPKw3VJlBLIYIvIYdGxOEXHtjEcNroRDzfe95wFjEl7nnW7ozYEN8luePeeb7vH89_Q-5zWPvJauYrCPieKGeAnlVMD_0DVK4bUoFeEzjXie3GawO5ghFVqSKc/s1350/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1350&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrRLTl-mxoCWlqKi2y5AH3_DQkvHXZQE1lQZFQLRLofNX_xdNeORwS5nU0JeSjZJbwxuPKw3VJlBLIYIvIYdGxOEXHtjEcNroRDzfe95wFjEl7nnW7ozYEN8luePeeb7vH89_Q-5zWPvJauYrCPieKGeAnlVMD_0DVK4bUoFeEzjXie3GawO5ghFVqSKc/s16000/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Czy
naprawdę istnieje coś takiego jak szczęśliwe zakończenie? Ale czy nie jest tak,
że każdy pisarz tworzy bohaterów na wzór ludzi, których naprawdę spotkał na
swojej drodze?”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Jeśli
coś jest Ci przeznaczone - bywa, że będzie do Ciebie powracało niczym bumerang,
nim nie zorientujesz się, że musisz wypełnić swój los. Taka myśl pojawia się po
rozmowie telefonicznej, którą właśnie odbyłaś z Michaelem Flynnem - szefem
wydawnictwa Causton Books, na zlecenie którego pracujesz jako redaktor - wolny
strzelec. Po wielu burzliwych wydarzeniach, tymczasowej przeprowadzce na Kretę
i rozstaniu z partnerem, dopiero co wróciłaś do północnej części Londynu i
zaaranżowałaś własne mieszkanie, a już okazuje się, że przeszłość się o Ciebie
upomina. Cóż, może nie dosłownie, bo po jej większości zostały zgliszcza (tak
samo jak po siedzibie wydawcy, dla jakiego wówczas pracowałaś), ale wszystko
wskazuje na to, że pewien bohater bestsellerów - detektyw z minionego stulecia
- uparcie spróbuje znów znaleźć się w Twoim życiu. Choć Alan Conway, jedno z
Twoich redaktorskich odkryć, od dłuższej chwili nie żyje, doczekawszy nader
przewrotnie tragicznego końca, wykreowanemu przez niego panu Pünd nie chce się
pozwolić odejść, nieco w myśl zasady, że nie zabija się kury, znoszącej złote
jaja. Miałaś udział w sukcesie dwóch ostatnich z dziewięciu części opisującej jego
perypetie kryminalnej serii - i oto właśnie Michael proponuje Ci opiekę nad
dziesiątą. Gdyby pomysłodawca cyklu wciąż żył, z pewnością odmówiłabyś przyjęcia
zlecenia, wziąwszy pod uwagę chwiejną, nerwową i wrażliwą na krytykę osobowość
mężczyzny (choć z przekąsem myślisz sobie, że to cechy większości pisarzy,
traktujących własne dzieła niczym dzieci specjalnej troski), ale Flynn
informuje, że tekst jest autorstwa spadkobiercy Alana, jakiego miałaś zresztą
okazję poznać wcześniej. Twój poprzedni pracodawca wydał dwie jego książki -
kryminały, które okazały się zbyt szalenie ambitne, by odnieść większy sukces. Eliot
Crace to także wnuk świętej pamięci Miriam - jednej z najsłynniejszych autorek
książek dla dzieci. Po krótkim namyśle, przerwanym przez przypomnienie o
zbliżających się terminach spłaty kredytu, przyjmujesz wyzwanie i akceptujesz
zlecenie, tym samym… na powrót sprowadzając fatum do swojego życia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Co
zostanie z prozy, jeśli odbierzemy jej oryginalność?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Sam
pomysł kontynuowania serii poczytnego pisarza po jego śmierci przez zupełnie innego
twórcę wydaje Ci się nieatrakcyjny i na swój sposób zły - jakby za wszelką cenę
chciano zarobić na fali popularności, nie bacząc na szacunek względem zmarłego.
Jednak cóż, jak wskazuje Twoje redaktorskie doświadczenie, skoro jest
zapotrzebowanie na kontynuację cyklu, której domagają się szaleni fani, zawsze
ktoś postanowi ją stworzyć, próbując przy okazji powiększyć otrzymaną w spadku fortunę.
W literaturze zresztą podobne przedłużenia opowieści o znanej postaci niejednokrotnie
osiągnęły sukces, zatem nie Tobie to oceniać. Twoim zadaniem jest sprawić, by
dziesiąta część przygód o wielbionym przez masy detektywie była tak dobra, jak
tylko to możliwe. Zaraz po powrocie ze spotkania z Flynnem przenosisz się do
świata z roku 1955 - wprost do otrzymanego maszynopisu. Nalegałaś na wersję
drukowaną, bo - o czym Twój szef wie już doskonale - najlepiej pracuje Ci się na
papierze, na jaki z urokiem minionych lat przelewasz &lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;redaktorskie myśli, wskazówki i poprawki,
które później omawiasz z autorem treści. Trzymana w rękach historia okazuje się
być na dobrym poziomie, choć po chwili ubarwia ją mnóstwo Twoich dopisków. Podczas
lektury zauważyłaś także, że młody Eliot definitywnie ma wiele wspólnego z
nieżyjącym Alanem - wszystko wskazuje na to, że i w tworzonych przez niego
treściach kryje się mnóstwo szarad i ukrytych znaczeń, zupełnie jak u
poprzednika. Masz wrażenie, że niektóre rozdziały wręcz traktują o jego
prawdziwej rodzinie… Mimo niechęci, którą ta myśl powoduje, nie możesz się
doczekać, aż poznasz dalszy ciąg historii. Dobrze się zresztą składa - jeszcze
tego samego dnia Flynn informuje, że Crace chciałby się z Tobą spotkać w siedzibie
wydawnictwa następnego dnia, jeśli to tylko możliwe. Można by pomyśleć: ot, nic
zwyczajnego, pierwsza narada redaktora z autorem - niezbędna tym bardziej, że
termin publikacji książki jest bliższy niż dalszy. Tymczasem właśnie to
wydarzenie obudzi demony przeszłości i zdeterminuje całą Twoją przyszłość - a także
los bestsellerowej serii i jej głównego bohatera. A może wszystko to było już
dawno przesądzone?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„(…)
dla rozrywki prowadził drobne gierki z czytelnikami. (…) jego książki są pełne
zagadek, których pewnie nie zauważy żaden (…).”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Nieżyjący
pisarz, który wcale nie lubił pisać, a przypadkiem przytroczył sobie do nogi
kulę - wydał kryminał tak dobry, że aż wydawca zmusił go do stworzenia wielu
tomów kontynuacji. W ramach vendetty na domagających się tego czytelnikach, w
swoich treściach kamuflował rozmaite zemsty słowne. Najróżniejsze szyfry i
zagadki, mnogość ukrytych i nie do końca sympatycznych wiadomości, wreszcie -
uczynienie ze znanych w rzeczywistym świecie osób czarnych bohaterów. Czyż to
nie brzmi pięknie? &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;
Śmierć jednak nie wybiera, podobnie jak nieprzypadkowy lot ze szczytu wieży
prywatnej wilii, zatem od mąk twórczych uwalnia Alana bruk twardy - a za przedłużenie
misji odpowiadają bohaterowie powieści „Morderstwa w Marble Hall”, z jakiej to
Anthony Horowitz uczynił niemałą sztukę. Doskonała rozrywka intelektualna
zabiera czytelnika w świat dwóch różnych fabuł, które okazują się splatać we
wspólny wzór, choć warto zauważyć, że zarówno współczesna opowieść, jak i umiejscowiony
w niej maszynopis dzielą się na wiele… opowieści w opowieściach. Nie da się tego
nazwać kuglarską sztuczką literata - trzeba zwyczajnie przyznać, że Autor ma dużą
finezjo-fantazję oraz niezaprzeczalny talent. Choć mnie osobiście najbardziej
urzeka wielowymiarowe przedstawienie postaci Susan - doświadczonej pani redaktor,
znającej doskonale realia wydawniczego świata, która nie boi się słodko-gorzkich
i ironicznych refleksji na jego temat. Najcenniejszym wnioskiem pozostaje
jednak to, że mimo wielu rozczarowań, jakich w nim doznała, wciąż żyje miłością
do literatury, bez której… byłaby zwyczajnie niekompletna. Lub też - nie byłoby
jej wcale. Mocne 8/10 - piękna matrioszka… pełna matrioszek i zabawa
najwyższych lotów. PS I jak sugeruje okładka… kryminał faktycznie może zabić. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Pisarze
nie są podobni do innych ludzi. Wszystkie te godziny spędzone w samotności,
obsesyjne dumanie nad każdym słowem&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;- to
sprawia, że stają się neurotyczni, nerwowi, kapryśni albo (…) zwyczajnie podli.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/anthony-horowitz-morderstwa-w-marble-hall-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrRLTl-mxoCWlqKi2y5AH3_DQkvHXZQE1lQZFQLRLofNX_xdNeORwS5nU0JeSjZJbwxuPKw3VJlBLIYIvIYdGxOEXHtjEcNroRDzfe95wFjEl7nnW7ozYEN8luePeeb7vH89_Q-5zWPvJauYrCPieKGeAnlVMD_0DVK4bUoFeEzjXie3GawO5ghFVqSKc/s72-c/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-7225145970037467413</guid><pubDate>Wed, 04 Mar 2026 19:27:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-03-04T20:27:27.802+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Weronika Kalisiak - Znaki przeznaczenia - recenzja</title><description>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Ciężar
korony bywa przekleństwem, o czym przekonały się niezliczone rzesze władców.
Nawet przygotowywani do tej roli od zawsze, przywdziawszy nareszcie diadem na
głowę, okazywali się przerażeni wszystkimi konsekwencjami panowania nad całym
królestwem - szczególnie na początku, choć w niektórych przypadkach niepewność
nie znikała nigdy, zastąpiona przez nabywane stopniowo doświadczenie czy wypracowaną,
chłodną i dumną odwagę oraz spokój zasiadania na tronie. Głównej bohaterce
powieści Weroniki Kalisiak Autorka powierzyła jeszcze trudniejsze zadanie.
Solvendorem, krainą Światła i Powietrza - podobnie jak pozostałymi trzema
landami: Ognia i Wojny, Wody i Iluzji oraz Cienia i Ziemi - zawsze zarządzali
panujący, którzy władają magicznymi mocami. Tymczasem Alanya właśnie zostaje monarchą,
lecz mimo wszelkich prób i niezliczonych starań, nie potrafi odnaleźć w sobie
żadnych nadnaturalnych umiejętności, których, jak się obawia, jej poskąpiono. Sytuacja
patowa - nie może się do tego przyznać przed doradcami i świtą w obawie o
rychły przewrót. Wszyscy są zresztą przekonani, że dysponuje odpowiednią siłą
nie z tego świata, nadaną z urodzenia, tylko jeszcze, na szczęście, nie musiała
tego udowodnić. Dopiero co ogłoszona królową, ma zresztą o wiele więcej
zmartwień na głowie. Na skutek ataków cienistych bestii, z których mało kto wychodzi
żywy, z mapy zaczynają znikać kolejne wioski, po jakich pozostają zgliszcza.
Dorzuciwszy do tego wdrażanie w nowe obowiązki, pierwsze dni panowania młodej kobiety
na tronie można uznać za cokolwiek burzliwe. Dodatkowy chaos w głowie wprowadzają
jednak dopiero dwaj panowie - przybyły na koronację, wierny przyjaciel z
dzieciństwa w majestatycznie dorosłej wersji oraz pojawiający się w coraz
bardziej trwożących snach, czarnowłosy nieznajomy, przez którego Alanya boi się
zmrużyć oczy, nie wiedząc, co zastanie ją w kolejnej, budzącej grozę wizji. Na
co wskażą „Znaki przeznaczenia”?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEidIX7GUxIMImRRlG6swJFwVriGYgzdsA1jM5ui3ie9NSOStRoqGQ3mWT0wXUU1q4io2RqSCphxzc1nxEFB9xcAYduf2fD6cpX2H6HZvAh8qt7BseZzdaaEpGvFzb1cVevHjT3Rp-Vvwfs49ob18v_rTYWOs9CkeYf2b366iis4kSmEh0GHrXmhkWtEUOo/s1350/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1350&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEidIX7GUxIMImRRlG6swJFwVriGYgzdsA1jM5ui3ie9NSOStRoqGQ3mWT0wXUU1q4io2RqSCphxzc1nxEFB9xcAYduf2fD6cpX2H6HZvAh8qt7BseZzdaaEpGvFzb1cVevHjT3Rp-Vvwfs49ob18v_rTYWOs9CkeYf2b366iis4kSmEh0GHrXmhkWtEUOo/s16000/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„To
nie była tylko suknia koronacyjna - to była zbroja królowej, symbol jedności i
wieczności rodu, w którym splatały się Światło i Cień, złoto i srebro,
dziedzictwo i przyszłość.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Zatem
dokonało się - od teraz już nie Twój ojciec jest królem Solvendoru. Od tej
chwili to Ty jesteś odpowiedzialna za całą krainę. Światło prześwieca przez
witrażowe okna i przemyka po Twojej uroczystej kreacji, zatrzymując się na złotym
diademie. Oddana przyjaciółka Wiktoria próbuje Ci dodać otuchy i utrzymuje, że
ów zdobny atrybut władzy wydaje się być dla Ciebie stworzony. Matka nie towarzyszy
Ci w tym wyjątkowym dniu, właściwie jej nie znałaś. Starasz się unieść głowę jak
najwyżej i kroczyć prosto - przybrawszy postawę prawdziwego władcy. Na balu koronacyjnym
ze śmiałością i ćwiczoną powagą spoglądasz wszystkim zebranym w oczy. Musisz nadrabiać
pełnią odwagi, nawet, jeżeli na razie jest w dużej mierze udawana. Nie możesz pokazać
komukolwiek, że magiczne moce, przystające do władców Królestwa Światła i
Powietrza, jeszcze się w Tobie nie obudziły. W pewnym momencie czujesz nieprzyjemne
dreszcze, przechodzące Ci po karku. Zupełnie, jak gdyby ktoś Cię obserwował,
choć nikogo takiego nie zauważasz. Uciekasz na chwilę myślami do coraz mroczniejszych
snów, które ostatnio nawiedzają Cię w nocy. Czarne włosy postawnego mężczyzny,
który stoi do Ciebie tyłem i szepcze trwożne słowa. Cienistość szarzejącej okolicy.
Szemrząca woda i szelest skrzydeł. W bezdenną przepaść lot… Czyżby z majaków
wyłaniało się proroctwo, które stara się wskazać Ci drogę? Z rozważań wyrywa
Cię Kaen - ktoś, z kim w młodości spędzałaś każdą wolną chwilę. Druh szalonych
zabaw, gotowy skoczyć za Tobą w ogień. Powiernik, jakiego traktowałaś niczym
brata i najlepszego przyjaciela. Obecnie książę Vireldy, Królestwa Wody i
Iluzji w wersji przystojnego, blondwłosego mężczyzny, której to wcale się nie
spodziewałaś. Kiedy porywa Cię do tańca, zauważasz, jak bardzo zmienił się,
odkąd ostatni raz go widziałaś. Wciąż jest jednak tym uśmiechającym się zawadiacko,
a przy tym będącym oparciem i otuchą chłopcem, który był w Twoim życiu od
zawsze. Choć teraz oboje jesteście już przecież kimś zupełnie innym, dzierżąc
ciężar rodowych obowiązków. I są jeszcze Twoje krainy senne… które w końcu się
materializują.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Gniew
w niej buzował, mieszał się z poczuciem upokorzenia i czymś jeszcze. Czymś, co
było jak cichy szept w jej wnętrzu, obiecujący, że nadejdzie dzień, w którym
spojrzy im wszystkim w oczy z góry. Dzień, w którym to ona będzie decydować,
komu zada ból.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Srebrzysty
blask tatuażu, który wydaje się niemalże razić w oczy. Ziemia kruszy się pod
Twoimi stopami i tworzy dookoła popękane ścieżki, jakie zapadają się, próbując
pochłonąć Cię w nicość. Wiatr dmie tak silnie, że uderzające Cię po twarzy
włosy wyciskają z oczu łzy. I ten otoczony zjawami z cienia, wysoki, bezimienny
mężczyzna, którego oblicza wciąż nie możesz dostrzec. Złowieszcze słowa… a może
wskazówki? Z nocy na noc nawiedzające Cię koszmary stają się coraz dłuższe i
bardziej męczące. Budzisz się z nich przerażona i niewyspana, przez co trudno
Ci należycie skupić się na sprawach królestwa. Mimo tego jednak przekornie wyczekujesz
nocy, mając nadzieję, że odsłonią większy kawałek prawdy… a przy tym ciemnowłosy
jegomość na swój sposób Cię fascynuje. Tymczasem dostajesz zaproszenie na przyjęcie
w sąsiedniej krainie. Decydujesz się zabrać ze sobą Wiktorię, która wydaje się
być szczęśliwa, że po koronacji wciąż jest dla Ciebie najwierniejszym towarzyszem.
To właśnie ta wizyta okaże się momentem przełomowym, który unaoczni Ci, że od
tej pory musisz być najsilniejszą wersją siebie. Zahartowaną niczym stal w zbrojowni
i gotową na wszystko. Wyrwa położona dokładnie pomiędzy królestwami Solvendoru,
Drakhaimu, Vireldy oraz Narthoru z każdą chwilą się powiększa a chroniące jej
magiczne zapory słabną. Oto chwila najwyższej próby, czas na sojusze i
zjednoczenia - a przy tym pokazanie, że zasługujesz na to, aby być prawdziwym
władcą. Czy jesteś w stanie sprostać skumulowanym wyzwaniom, bez posiadania
magicznych rodowych i pełnej wiedzy o przeszłości własnej i sąsiednich krain,
które, co ustaliłaś dzięki materializującemu się w bibliotece skrybie, kiedyś
były Jednią? Pora na przystąpienie do wojny, jakiej wynik zapisze się znakiem
przeznaczenia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Królowa
powinna pamiętać, że zbyt długie wpatrywanie się w jedną figurę może odwrócić
uwagę od reszty szachownicy.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;Pierwszy
tom serii „Przeznaczenie Jedni” i zarazem debiut Weroniki Kalisiak to powieść,
która zdecydowanie przypadnie do gustu miłośnikom romantasy, w jakim rozterki
głównej bohaterki i jej dylematy uczuciowe stają się naczelną osią fabuły. Dopiero
co koronowana i niezbyt przygotowana do roli władcy podczas kryzysu, Alanya
dodatkowo staje przed wyborem prywatnym - skłonić się ku mrocznemu nieznajomemu
ze snów czy cenionemu od dawna, świetlistemu przyjacielowi, który chciałby
trwać u jej boku jako ktoś więcej. Definitywnie przypadło mi do gustu wplecenie
do książki motywu onirycznego, jaki dodaje rozgrywającym się wydarzeniom
atmosfery zagrożenia. Jestem niezmiernie ciekawa, w jaki sposób Pisarka rozwinie
opowieść w kolejnym tomie, jako że w „Znakach przeznaczenia” wielu wyjaśnień mi
zabrakło. Chętnie dowiem się, co stało się z ojcem Alanyi czy jakimi konkretnie
mocami władają przywódcy czterech krain. Codzienne narady oraz królewskie
obrzędy zostały też potraktowane nieco skrótowo - miałam wrażenie, że młoda
monarchini wręcz się na nich nudzi, czekając tylko, by jak najszybciej z nich
zbiec. Zamiast rządzić i pokazać się jako silna głowa, która dopiero co przywdziała
diadem, większość czasu spędza na pełnych rozmyślań spacerach. Krytykowana
przez doradców… mdleje. Dobrze, że to świat fantastyczny, bo myślę, że w chwili
zagrożenia wszystkich krain, podobnie egzaltowanie werterowski, przez co irytujący,
władca dawno padłby ofiarą zamachu jako nieudolny. Praktycznie każdy rozdział historii
rozpoczyna się od pobudki Alanyi, co warto byłoby urozmaicić. Warstwę językową
uważam natomiast za interesującą - pasuje do romantasy a przy tym zdecydowanie
urzeka bajkowością opisów. Kalisiak przedstawia monarsze kreacje czy pałacowe
komnaty tak, że aż ma się wrażenie wędrowania po nich wespół z bohaterką. Jeżeli
jednak owych przechadzek będzie w drugim tomie mniej, zdecydowanie skorzysta na
tym dynamika akcji. Nie mogę się doczekać, by przekonać się, jak przebiegnie
dalsza przemiana młodej dziewczyny w pełnoprawnego władcę. Liczę też, że w
kontynuacji historii wszystkie królestwa i ich obyczaje zostaną jeszcze
barwniej przedstawione. „Znaki przeznaczenia” pozostawiam z oceną dobrą, 6/10 z
minusami (oraz wliczonym ogromnym plusem za pomysł na zjawiskowe iluzje w
wiadomym królestwie!) i polecam fanom romantycznego fantasy. Wypatruję
kontynuacji a dla siebie wybieram Królestwo Ognia i Wojny. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;;&quot;&gt;„Siła?
(…) Czasem siła leży w tym, by nie odwracać wzroku. By pozwolić ogniowi Cię
dotknąć.”&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/03/weronika-kalisiak-znaki-przeznaczenia-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEidIX7GUxIMImRRlG6swJFwVriGYgzdsA1jM5ui3ie9NSOStRoqGQ3mWT0wXUU1q4io2RqSCphxzc1nxEFB9xcAYduf2fD6cpX2H6HZvAh8qt7BseZzdaaEpGvFzb1cVevHjT3Rp-Vvwfs49ob18v_rTYWOs9CkeYf2b366iis4kSmEh0GHrXmhkWtEUOo/s72-c/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-2703711163766385974</guid><pubDate>Sat, 28 Feb 2026 18:52:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-02-28T19:52:41.924+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Mimi Lisette - Coma. Na dnie snu - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Nigdy nie przypuszczałam,
że utrzymane w komediowej koncepcji fantasy skrzyżowane z powieścią akcji,
którego druga część tomu pierwszego (!) liczy 686 stron rozkocha mnie w sobie
na tyle, że nie będę mogła się doczekać kontynuacji, jaka - na co wszystko wskazuje
- także będzie duetem. Świadczy to niezbicie o fakcie, że Mimi Lisette
dysponuje niesamowitym talentem literackim. Nie tylko porywa bowiem bez reszty
do wykreowanego przez siebie, na wskroś oryginalnego świata, ale i przez ponad
1300 kart niezmiennie bawi czytelnika. Przekomarzanki pomiędzy licznymi postaciami
zostały w „Comie” wyniesione na zupełnie inny poziom, będąc immamentną częścią
pełnej akcji i emocjonujących plot twistów fabuły. W świecie śniących i walczących
o oświecenie, skrytych przebudzonych, personalnie najbardziej urzeka mnie
jednak… elitarny oddział militarny, zwany Bad Boysami. Nie ukrywam, umiejscowienie
naczelnych postaci w tejże jednostce wojskowej budzi moją sympatię - i to
ogromną. Najczęściej tak się właśnie składa, że w podobnie męskich światach
rozgrywają się najsilniej zabawne narracyjne wydarzenia, co Autorka wykorzystuje
wręcz brawurowo. A już wrzucenie do owej formacji zbrojnej pyskatej,
niepokornej i inteligentnie ironicznej sylwetki, która przekornie i
impertynencko mianowała się Heleną Trojańską (historię oryginalnej zna chyba
każdy &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;) udowadnia, że Pisarce ani
finezjo-fantazji, ani animuszu nie brakuje. I owszem, podczas lektury pierwszej
części tomu pierwszego zaśmiewałam się do rozmazania odwiecznie tragicznego
makijażu, aczkolwiek czytając kontynuację o podtytule „Na dnie snu” nieestetycznie
parskałam i wybuchałam szyderczym rechotem godnym szaleńca z częstotliwością najbardziej
niebezpiecznego psychopaty (minuta ciszy dla zaniepokojonego bardziej niż zwykle
Męża), co potwierdza, że Lisette nie tylko utrzymała poziom fabularno-komiczny,
ale i cudem nieznanym… jeszcze podniosła sobie poprzeczkę, czyniąc go wyższym!
Chapeau bas. A ja dalej pytam, gdzie można się do takiej dowcipnej kompanii
zapisać! Dla koleżanki oczywiście… &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhVGwvzZazfGYPwR_a9qbKYOOgfGiigmqJc5deDG-xet2Ql03bcdY3CzZpRJAOud_1wJsrEhXs3ZdYeO3BL37vxUMawKY8eVHu7l34LmE3Gyh0hxz3_wiLsTCh0jVu38oflab6AH91gKvGcwknKTQvT-w8u7rEHeFjgFgJvEO1ys7YRPg5lkujW-4Q90fQ/s1350/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1350&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhVGwvzZazfGYPwR_a9qbKYOOgfGiigmqJc5deDG-xet2Ql03bcdY3CzZpRJAOud_1wJsrEhXs3ZdYeO3BL37vxUMawKY8eVHu7l34LmE3Gyh0hxz3_wiLsTCh0jVu38oflab6AH91gKvGcwknKTQvT-w8u7rEHeFjgFgJvEO1ys7YRPg5lkujW-4Q90fQ/s16000/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Muszę oddać kapitanowi, że
w godny podziwu sposób zachował się kulturalnie i nie zaczął od razu strzelać.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Kiepska to pobudka, przyznać
trzeba. Czerwone, burdelowe światło i pasy na Twoim ciele niezbicie potwierdzają,
że tkwisz uwięziona w wątpliwej sławy przybytku Gandzialfa, a zatem wszystko
poszło tak źle, jak tylko mogło. Norma. Nie odnalazłaś siostry, nie udało Ci
się opuścić Comy a ani Twój obecny właściciel, ani oddział Bad Boysów, który
pewnie uważa Cię za zdrajcę, ani rebelianci, nie zlikwidowali Cię całkowicie,
przez co pozostajesz zakładnikiem. A przynajmniej tak dumasz w rzadkich
chwilach przebłysków świadomości, jako że najwyraźniej służysz tu póki co za obiekt
doświadczalny, szprycowana co dobę inną mieszanką iście matrixowych świństw. Helena
królikiem, też coś, gonić się nie dajesz. Jak jednak na Twoje niewątpliwe
szczęście do niezabijalności przystało, pewnego dnia drzwi do celi otwiera nie pierwszy
klient, a mężczyzna, który w ramach długu ma Ci pomóc się stąd uwolnić. I tak
oto trafiasz na wolność. Wybuchową - w sam środek strzelaniny, pełnej krwiożerczych,
uzbrojonych dzieci i karłów (chwila, to coś w Twoich żyłach chyba dalej działa)
w towarzystwie mężczyzny w krokodylich butach, staruszki w hipisowskich szatach
oraz… nieprzebijalnej bariery, jaką stworzyłaś energią sama. Ups. Akcja, reakcja
- szkoda tylko, że przy okazji podobnych wyczynów coraz bardziej uszczuplasz
kruszec Bramy - jedynego przejścia między światem żywych a tymczasowo śniących,
ale tym będziesz martwiła się później. Na razie cieszy Cię fakt, że uniknęłaś śmierci
a wcześniej deprawacji ciała w Mieście Grzechu - i to poruszając się po nim w dziwkofatałaszku.
Pędzisz za podejrzanie zażywną babcinką kanałami i docierasz na teren Opactwa,
przed jakim wdajesz się w jeszcze nietrzeźwą i wielce pouczającą pogawędkę z żądnym
krwi i flaków murem z bluszczu, dziękując mu wylewnie za to, że Cię nie zżarł. A
mógł i chciał! Chwała Heleno-refleksowi. Przed oblicze samego Opata docierasz
już w habicie, co uważasz za jeszcze większą obelgę dla cielesności niż poprzednia
kurtyzanokiecka. Z ojczulkiem zawierasz zaś pakt ochronny, którego jeszcze
pożałujesz - ale wówczas wydaje Ci się jedyną drogą ku odzyskaniu wspomnień i
ocaleniu Bad Boysów, do których… właśnie po poużywkowemu zadzwoniłaś. Ups, did
it again.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Tak bardzo chciałam, żeby…
żeby… Nie miałam prawa niczego od niego chcieć. Nie mogłam żądać więcej, niż
mogłam mieć. Nie w tym świecie, nie z nim. On był iluzją, snem, a ja tylko
mgnieniem.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Potwierdziwszy organoleptycznie,
że przybyły z odsieczą kapitan Ice to naprawdę on, tłumisz w sobie chęć
pocałowania go ponownie. Słusznie, wszak już za chwilę toczycie słowno-militarne
starcie z niejakim gościem Bez Jaj. A później wszystko przebiega z górki. Tracąc
na tydzień wszelką przeszłość w mrokach niepamięci po miksturze od starej wiedźmy
Opata, trafiasz z powrotem, gdzie jako żołnierza i Heleny Trojańskiej Twoje
miejsce - do kwatery Bad Boysów. W związku z tym, że chwilowo ich nie poznajesz,
z niemałą dozą śmiechu i konsternacji odkrywasz ich na nowo. Cola jest uroczy
jak zawsze, Pietia - zbyt piękny, by był prawdziwy a sam Ice wydaje się właśnie
odsłaniać duszę nieirytującego romantyka, co wprawia w zdziwienie nawet Rudą,
jedyną kobietę poza Tobą, jaka wytrzymuje z tą zgrają. Bohaterem dnia staje się
jednak niedorajda Kazah, jaki właściwie koło amunicji przebywać nie powinien, który
właśnie próbował zdać egzaminy. Zamiast odzyskać punkty, po jego szczerych i
cokolwiek prosto-męskich odpowiedziach na teście (na przykład: jeśli widzisz
rebeliantkę, zamiast powiadomić dowódcę, sprawdzasz w portfelu obecność
prezerwatyw), oddział stracił ich jeszcze więcej. Jedyna metoda na to, by nie musieć
oddawać siedziby to… wygrać konkurs na Mistera Comy. Dla uroczych w swym
szaleństwie wojskowych misja wydaje Ci się tak nieprawdopodobna, że aż się jej
podejmujesz - wyłonisz spośród bandy najlepszego kandydata i przygotujesz go do
pokazu… Po dywagacjach przy ognisku, w trakcie jakich okazuje się, że nikt tak
zwierzęco nie wyje „My heart will go on” co Kazah, przechodzisz do rozmów z
przyszłymi panami miss. Wszystko, co może opaść, lewituje w dół już, gdy
porucznik Kokos mówi o zaklinaniu drzew podczas sikania - by te rosły duże i zdrowe.
O bitwach centymetrowych nie wspominając. Miarkę przebiera jednak odpowiedź na
pytanie, jaka jest najkrótsza droga do serca kobiety. Otóż… ostrym nożem przez
klatkę piersiową. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😂&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;mso-spacerun: yes;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Tymczasem do konkursu dołącza kapitan Ice,
względem którego Twój mózg pisze jeszcze głupsze i dziksze scenariusze niż zwykle
a całą Comę ogarnia pełnowymiarowa wojna… Źle Ci w tym cokolwiek spokojnym, czerwono-naćpanym
przybytku wątpliwej klasy w sumie było?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Znam Cię, wiem, że jesteś
zdolna do wszystkiego, gdy coś sobie ubzdurasz, nie bacząc na to, jak wiele
ryzykujesz.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Druga część tomu pierwszego
serii „Coma” pod tytułem „Na dnie snu” to jedna z tych nieodkładalnych
opowieści, po lekturze których natychmiast pragnie się, najlepiej równie
obszernej, kontynuacji. I teleportu do oddziału elitarnej jednostki wiernych
pełnionym funkcjom, wartościom oraz sobie i bliskim, nieprzyzwoicie komicznych
i przystojnych Bad Boysów - ale to inna sprawa. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt; No
co, godnych pozazdroszczenia umiejętności militarnych należy się uczyć od najlepszych!
Jak Mimi Lisette na szczęście zapowiada, w przygotowaniu jest już II tom tej nietuzinkowej
opowieści, w jakiej uwielbia się, dla odmiany względem większości książek,
niemalże wszystkich pozytywnych bohaterów. „Wesoła kompanija” już po pierwszych
rozdziałach staje się bliska i kochana niczym to lepsze rodzeństwo - cóż, jeśli
kazirodztwo nie rodziłoby konsekwencji. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;
Wciąż czyhające i eskalujące zagrożenie nad Comą, które w końcu prowadzi do pełnoskalowego
konfliktu zbrojnego, rozgrywa się w eskorcie niepoliczalnego komizmu sytuacyjnego,
skomplikowanego tła psychologicznego każdej z postaci czy wątków przystających
do romantasy, które Lisette prezentuje niesztampowo - bo z niegasnącym uśmiechem.
Z poważnie wyglądających armat wystrzeliwane są komediowe kule, wrogie obozy rozgrywają
strategie militarne teatralnych trup a żołnierze… cóż, odkrywają w sobie talenty
don juanów i modeli CK - co nie oznacza ani Cesarsko-Królewskiej armii, ani
Ciężkiego Karabinu Maszynowego w niedoliterowaniu, a poczciwego Calvina Kleina
od bielizny. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt; Jest
śmieszno (przeważnie) i straszno (czasami) i miłośnie (czas cały) - bo i w książkowych
mężach o średnim umundurowaniu i sporym roznegliżowaniu przebierać można. A tak
na poważnie, choć było to z Marsem (ten też się tu przyda) śmiertelnym:
KAPITALNA, SKOŃCZONA HUMORESKA złożona z dynamicznej akcji, inteligentnego
humoru i wszystkiego tego, czego świetnym powieściom życzę. 10/10 - czego
chcieć więcej. Poza kontynuacją na już… no i teleportem! &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Po prostu… jesteś jak mgnienie,
jak suma oddechów. Jesteś… a już Cię nie ma, więc powiedz mi wszystko, zanim
znikniesz i zostawisz mnie z (…) tysiącem pytań bez odpowiedzi.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/02/mimi-lisette-coma-na-dnie-snu-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhVGwvzZazfGYPwR_a9qbKYOOgfGiigmqJc5deDG-xet2Ql03bcdY3CzZpRJAOud_1wJsrEhXs3ZdYeO3BL37vxUMawKY8eVHu7l34LmE3Gyh0hxz3_wiLsTCh0jVu38oflab6AH91gKvGcwknKTQvT-w8u7rEHeFjgFgJvEO1ys7YRPg5lkujW-4Q90fQ/s72-c/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-111415558168502375.post-3697830947515021813</guid><pubDate>Fri, 27 Feb 2026 18:52:00 +0000</pubDate><atom:updated>2026-02-27T19:52:20.546+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książki</category><title>Aleksandra Gmyrek - Sekret Nieudanych Związków. Pamiętnik Alex.Gi - recenzja</title><description>&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Gdybym chciała sprawić, że
sztafaż moich byłych nieudaczników, zwanych przeszłymi partnerami, zejdzie z
owego padołu łez na zawał, opowiedziałabym co nieco albo i więcej o ich godnych
pożałowania zachowaniach. Póki co pomysł ten trzymam w blokach startowych, za
lepszą karę uznając fakt, że nie znają dnia ani godziny a przy tym muszą się jeszcze
nieco pomęczyć w swych nędznych żywotach, z daleka li obserwując, jak wiele
utracili wraz z naszymi relacjami. Miałeś chamie złoty róg - i te sprawy. Choć
cytat ten poznałam wiele lat wstecz, jakoś wciąż uśmiecha. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt; Aleksandra Gmyrek nader nietypowo i
niesamowicie estetycznie zaserwowanym w formie pamiętnika poradnikiem zdecydowała
się zaś przedstawić czytelnikom uczuciową przeszłość - wszystko po to, by ci wyciągnęli
z niej własne lekcje i zaczęli pracować nad prywatnymi relacjami. Koncepcja
świetna, bo najczęściej tak to właśnie bywa, że dostrzega się pewne niuanse
dopiero, gdy spojrzy się na nie chłodnym, zazwyczaj cudzym okiem. A zapewniam, że
czterej panowie, z jakimi związki opisuje w memuarowym stylu Alex. Gi są
plejadą barwną a przy tym tak w krzywym zwierciadle odmalowaną, że czytając o
ich postawach niejednokrotnie stwierdzisz: ups… przecież ja dokładnie takiego
mężczyznę znałam. Gdyby nie były to prywatne zapiski z kroniki zwierzeń
Autorki, sama czułabym się cokolwiek dziwnie - wśród przedstawionego kwartetu
znalazłam wszak wiele podobieństw do znanych mi kreatur. Z perspektywy dużej
liczby minionych lat, poznawanie podobnych sylwetek dzięki literaturze bawi i
uśmiecha - choć gdybym wciąż tkwiła w definitywnie toksycznych relacjach, być
może takie teksty otworzyłyby mi oczy znacznie wcześniej. Stąd też uważam, że
nabrawszy właściwej wartości własnej i przeszedłszy konieczną, lecz trudną
drogę ku lepszemu, Autorka zdecydowała się na doskonały krok (łatwiej się uczy
na błędach postaw innych), opisując personalne przypadki nieudanych związków w
formie intymnych zapisków podanych z dozą humoru. Może dzięki nim choć jedna
osoba dostrzeże… kiedy nie warto marnować ni sekundy więcej. Otóż: CZĘSTO.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFV6_kbbXvjIGfTugJmZFt4iv3gdjMOqtG8XkwIfLsPHeNRlnOz4-5shFJWXeogK227H69xrjZOijrpXhNw_3t71rFGPsEbmXyOvnZ4ebvhhL4ROxZU-lMsJ14hM2TXP-AaJ49Fc_YtFlkXBihyphenhyphenvzBGjjpM-eq1mxUABXhf2EH0CVoAUWoms6GOYRnsJY/s1350/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1350&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFV6_kbbXvjIGfTugJmZFt4iv3gdjMOqtG8XkwIfLsPHeNRlnOz4-5shFJWXeogK227H69xrjZOijrpXhNw_3t71rFGPsEbmXyOvnZ4ebvhhL4ROxZU-lMsJ14hM2TXP-AaJ49Fc_YtFlkXBihyphenhyphenvzBGjjpM-eq1mxUABXhf2EH0CVoAUWoms6GOYRnsJY/s16000/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;

&lt;span&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Czyżby chodziło o to, że
źle dobierałam partnerów? Że czegoś nie widziałam? Ale jak to możliwe, że przez
tyle lat trafiałam wciąż na mężczyzn, którzy najpierw mnie idealizowali, a
potem - niemal niepostrzeżenie - zaczynali mnie traktować zupełnie inaczej? Serio,
PIĘTNAŚCIE lat i ani jednego trafionego egzemplarza? To już nie był przypadek,
to wyglądało jak moja życiowa specjalizacja” SO ME &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;, sans-serif; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;😂&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 107%;&quot;&gt;!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Co robisz, jeśli szereg
określonych, wydających się zmierzać do sukcesu działań, przynosi skutek
odwrotny do planowanego? To proste. Powielasz błędy i próbujesz tak długo, aż…
w końcu Ci się uda. Musi. Coś o tym wiem. Kompleksu Mesjasza nie da się oszukać
tak łatwo, a przecież gdzieś tam na pewno jest ten jeden jedyny książę na
białym koniu, którego trzeba… No właśnie - co? Uratować z wysokiej wieży,
znaleźć mu wspomnianego rumaka, najlepiej jeszcze delikatnie go na nim usadzić
a potem podziwiać z każdej strony, jak dostojnie na nim wygląda. Jeśli tkwiąc w
siodle (jeżeli wybrał na oklep, uciekać, tu i święci niewiele zdziałają, testowane),
zrobi zbolałą minę, warto zapytać, co się stało i czy chce się tym podzielić -
wszak jako nadobna niewiasta, która ratuje, a jakiej ratować nie trzeba, ze
wszystkiego zrobisz sałatkę a na każdy problem znajdziesz rozwiązanie. Mając
już pewien bagaż doświadczeń, odróżnisz, czy grymas ten powstał z uwagi na
niezadowolenie czyhającej w tle mamusi w wersji 2.0, czy jednak jest miną
zbitego spaniela, w sukurs jakiej powinien od razu podążyć Twój wypowiedziany
odpowiednio emocjonalnym i zafrasowanym tonem tekst (bez obaw, po tym jak wyrzekniesz
go raz setny, w końcu uda Ci się nawet nie robić znudzonego marsa!): CZY
CHCIAŁBYŚ POROZMAWIAĆ O TWOJEJ ŻONIE? Bywa bowiem i tak, że z wybranki rycerza,
którego mianowałaś sama, stajesz się jego kumplem, powiernikiem, doradcą i psychoterapeutą.
Aleksandra Gmyrek to wie i wiem to ja - choć ja wtedy jeszcze przekornie nie
uciekam tam, gdzie zamki fosę mają, tylko kontynuuję wywiad. Nie macie bowiem
pojęcia, jak ogromny materiał do przyszłej książki można zebrać, takich tragicznych
historii słuchając. O trzeciej w nocy, w środku dnia, gdy ona znowu coś zrobiła
i właściwie zawsze wtedy, kiedy Ty już wiesz, że nic z tego nie będzie, ale on
dalej aktorzy, kocio-shrekuje spojrzeniem i w pełni poważnie pyta, czy mogłabyś
raz jeszcze go wysłuchać. Chętnie - w prawdziwym życiu brakuje tragikomedii. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Kochanie, planujesz mi życie
trochę jak dyktator, a ja chcę po prostu grać na PlayStation…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Przepraszam, Autorko - za
prywatę, ale co się (krzywo) naśmiałam podczas czytania Twoich uczuciowych
perypetii, to moje. Tym cokolwiek osobistym intro chciałam przekazać, dlaczego napisany
przez Ciebie pamiętnik silniej niż bardzo ze mną rezonuje. Sama, nim poznałam
męża, a i to do zwyczajnych spotkań nie należało, wszak to ja, miałam bowiem tę
samą supermoc co Ty - debilo-radar. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😂&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt; Magiczny
kompas na największych idiotów, który z dokładnością do milimetra, drgając
wesoło i mrugając neonowym różem, abym na pewno go nie przeoczyła, wskazywał mi
kolejną ofiarę do upolowania… czyli oczywiście zmiany. Zmiany na lepsze pod
każdym możliwym kątem, której dokonać mogłam tylko ja, by na końcu obwieścić:
mój Ci on. Taki spojler, że ani nigdy nie wyszło, ani nie było warto - a finalnie
to ja stawałam się wszystkim, tylko nie sobą. Cóż, czasami też w wersji nieco
biedniejszej, bo podobnie jak Ty, kochałam w widowiskowe gesty i przerysowanie
drogie prezenty. A niech pamięta, niechże żałuje, co stracił, niech ma! I tak oto
Ty na rozstanie podarowałaś mężczyźnie zegarek, a ja poszłam o, cóż, wiele kroków
dalej. Wpadłabyś na to, by na pożegnanie przytargać… gramofon? Chłopakowi już
byłemu, wielokrotnie bogatszemu, co to w łazience wannę na lwich łapkach skubany
miał i dwa zlewy o złotych kranikach… No właśnie. Minuta ciszy dla mojego szaleństwa
- i druga szczęśliwa dla faktu, że najpierw kupiłam winylową płytę (z kiczowatą
muzyką, jaką naturalnie bardzo starałam się polubić), a jegomość stwierdził, że…
wraca do dziewczyny i musi dysk przed nią schować. Problemów narobiłam! Przeszedł
mi ten gramofon, a i dobrze - szkoda go na łbie głupim roztrzaskać. Czy
chciałabym wtedy, Pisarko, na Twoją opowieść trafić? Nie masz pojęcia, jak
bardzo. Zaoszczędziłabym honor i pieniądze, a może i pewien błąd wcześniejszy
pod tytułem: Ty mi tu wszystko planujesz na dekadę jak dyktator a ja chciałem
tylko w spokoju pograć na PlayStation (tak wiem, to u Ciebie inaczej)! Ludzie…
a ja dla podłego człeka zostawiłam nawet muzykę ambitną na rzecz łupanek Energy
i gry fabularne typu Mafia dla Angry Birdsów. Po latach myślę w sumie, iż
największym błędem, przekreślającym relację był fakt, że dla tegoż ostatniego
układał pan X strategię tygodniami, jak tym ptaszorem z procy odpowiednio strzelić
(trudne!), a ja wzięłam i go bezczelnie na dzień dobry ograłam. Well: jeśli związek
ma być udany, tego się nie robi. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Byłam przeszczęśliwa. Serio.
Chodziłam po świecie jak zakochana żarówka - wręcz promieniowałam szczęściem i endorfinami.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;Szalona kawalkada uczuciowych
zawirowań, jaką Aleksandra Gmyrek w stylu pamiętnikowo-poradnikowym przedstawiła
w „Sekrecie nieudanych związków” to lektura, od której wręcz nie można się
oderwać. I to całkiem uniwersalna, ponieważ dla osób pozostających w
szczęśliwych relacjach będzie to doskonała rozrywka, a dla tych, jakie wciąż
poszukują drugiej połowy, z pewnością okaże się zbiorem cennych rad, które
wyniesie się z treści. Owszem, dla każdego tytułowa tajemnica to coś innego, wszak
nie ma tu jednego, złotego środka, ale dzięki „spojrzeniu z zewnątrz” o wiele
łatwiej jest dojrzeć wciąż powielane, szkodliwe „modus operandi” czy elementy
wspólnego pożycia, które zdrowe nie są - i nigdy takimi się nie staną. Piękne
wydanie i liczne wstawki graficzne sprawiają, że podane lekko i z uśmiechem
rady Alex. Gi zapadają w pamięć. Sam tekst niesie pewną magię - w trakcie
czytania przekonujesz się, że przynosząca obustronną satysfakcję relacja
uczuciowa zaczyna się od jednostki - jej wartości, sposobu postrzegania siebie,
świata oraz tej drugiej osoby. Ten nienachalny poradnik, udanie wpleciony w
formę prywatnej kroniki przeżyć, z pewnością jest czymś unikatowym w dobie przeintelektualizowanych
treści, nakazujących, jak powinno się żyć. Poznając historię czterech cennych nauczek
- pełnych zwichrowanych chwil związków Pisarki - sam wyciągniesz z nich istotne
lekcje. Dzięki nim przekonasz się także, że Autorka, kobieta taka jak Ty, może
się stać kimś na kształt Twojej bratniej duszki - wszak jej doświadczenia,
wzięte wprost z codzienności, pozostają bliskie posiadanym. Jaki jest sekret
nieudanych związków (oprócz zwyciężenia rundy w Angry Birds i kupienia
gramofonu w formie prezentu na rozstanie &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;)?
Liczę, że sam odpowiesz na to pytanie po niewątpliwie istotnej, literackiej przygodzie,
spędzonej z Alex. Gi. 7/10 - bardzo dobrze spędzony czas, który… zawiódł mnie
wprost w objęcia komicznych wspomnień. Jak zasugerowałam wcześniej, nie znacie
dnia ani godziny, bójcie się… To znaczy, kto wie - może kiedyś zobaczycie podobny
zbiór o przeszłości z moim zdjęciem na okładce. Would be fun, I promise! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;„Nie dość, że odbierałam,
to jeszcze miałam gotową odpowiedź z trzech możliwych wersji: radosną,
tajemniczą i niby przypadkiem słodką.” (Znane - a za planem A, B i C powinno
podążać 7 kolejnych liter! &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;,sans-serif; font-size: 12.0pt; line-height: 107%; mso-ascii-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-char-type: symbol-ext; mso-hansi-font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; mso-symbol-font-family: &amp;quot;Segoe UI Emoji&amp;quot;;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;Centaur Now Display&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 107%;&quot;&gt;)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description><link>http://www.okiem-julii.pl/2026/02/aleksandra-gmyrek-sekret-nieudanych-zwiazkow-pamietnik-alex-gi-recenzja.html</link><author>noreply@blogger.com (Julia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFV6_kbbXvjIGfTugJmZFt4iv3gdjMOqtG8XkwIfLsPHeNRlnOz4-5shFJWXeogK227H69xrjZOijrpXhNw_3t71rFGPsEbmXyOvnZ4ebvhhL4ROxZU-lMsJ14hM2TXP-AaJ49Fc_YtFlkXBihyphenhyphenvzBGjjpM-eq1mxUABXhf2EH0CVoAUWoms6GOYRnsJY/s72-c/Kopia%20%E2%80%93%20Bez%20nazwy%20(Post%20na%20Instagram%20(45)).PNG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item></channel></rss>