<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:blogger='http://schemas.google.com/blogger/2008' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2372035392077575256</id><updated>2024-09-11T22:28:24.469+02:00</updated><category term="mystery"/><category term="sensacyjne"/><category term="obyczajowe"/><title type='text'>Opowiadania i krótkie historie</title><subtitle type='html'>Opowiadania, które rodzą się w mojej głowie oraz historie prawdziwe (być może).</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://duhol.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default?redirect=false'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Chcesz zamieścić opowiadanie?</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09207521327946358851</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>6</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2372035392077575256.post-6321183747164629157</id><published>2011-10-31T18:42:00.000+01:00</published><updated>2011-10-31T18:42:11.672+01:00</updated><title type='text'>wtfff.pl - fails compilation</title><content type='html'>&lt;a href=&quot;http://www.wtfff.pl/#.Tq7dyYUukQs.blogger&quot;&gt;wtfff.pl - fails compilation&lt;/a&gt;: wtfff.pl - fails compilation. najlepsze faile w internecie. oglądaj zdjęcia i filmiki tylko na http://www.wtfff.pl</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duhol.blogspot.com/feeds/6321183747164629157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/10/wtfffpl-fails-compilation.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/6321183747164629157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/6321183747164629157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/10/wtfffpl-fails-compilation.html' title='wtfff.pl - fails compilation'/><author><name>Chcesz zamieścić opowiadanie?</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09207521327946358851</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2372035392077575256.post-4844151045888528953</id><published>2011-02-21T21:26:00.001+01:00</published><updated>2011-02-21T21:38:51.603+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="mystery"/><title type='text'>Prawda</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Michał przez ponad godzinę chodził alejkami. Co chwilę przystawał i rozglądał się. Czekał na swojego przyjaciela, który niósł dla niego wieści. W końcu wypatrzył go między drzewami. Jego zachowanie wzbudziło w nim lekki niepokój. Zatrzymywał się za każdym drzewem i oglądał za siebie. Tak jakby krył się przed kimś. Michał pomachał ręką, aby wskazać swoją pozycję. Tamten tylko zrobił gwałtowny ruch ramieniem, co oznaczać miało, żeby nie patrzył w jego kierunku. Spojrzał jeszcze kilka razy zza drzewa i podszedł do Michała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chyba ktoś mnie śledził - powiedział cichutko&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kto miałby cię śledzić? Dlaczego nie mówisz mi wszystkiego? Przecież tu chodzi o moją żonę!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wiem, przepraszam, ale nie mogę mówić ci wszystkiego, bo sprawa dotyczy ciebie bezpośrednio, a nie mamy jeszcze pewności czy to on. Nie chce, abyś zrobił coś głupiego pod wpływem impulsu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Rozumiem. Powiedz przynajmniej czy zdobyłeś ten numer rejestracyjny?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak, zdobyłem, ale coś mi tu nie pasuje. Kiedy rozmawiałem z informatorem zachowywał się dziwnie. Mówił tak, jakby wyuczył się kwestii na pamięć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To znaczy?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Odniosłem wrażenie, że ktoś mu kazał lub go zmusił. Nie jestem pewien czy powiedział mi prawdę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ale dlaczego? Kto miałby kazać zwykłemu ćpunowi okłamać prywatnego detektywa w sprawie jak ich pełno. Nie wierzysz mu? Myślisz, że cię okłamał i podał fałszywy numer tego samochodu?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Sam już nie wiem. I tak muszę sprawdzić w policyjnej bazie do kogo należy auto. Może jednak mówił prawde.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A co z tym twoim ogonem? Czemu myślisz, że ktoś cię śledził?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zdawało mi się, że od spotkania z informatorem jechał za mną czarny samochód. Kiedy to zauważyłem, zacząłem kręcić się trochę po mieście, a on nadal był gdzieś w pobliżu. Dopiero kilka minut temu już go nie widziałem, ale wolałem zachować ostrożność. Chyba jest OK.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chyba coś ci się zdawało. Sprawdź ten numer i daj mi znać kim on jest.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Sprawdzę i jeśli gość będzie zgadzał się z opisem świadka, zaczniemy działać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pamiętaj, że jeśli to on to jest mój, tylko mój.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wiem, pamiętam. Obiecałem ci, że dokonasz swojej zemsty.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Stali chwilę w ciszy i rozeszli się w przeciwnych kierunkach. Michał miał już obmyślany cały plan, każdą minutę, którą spędzi z zabójcą swojej żony. Kochał ją tak bardzo, że bez znaczenia było dla niego kim jest ten facet. Czy jest biedny czy bogaty, czy ma rodzinę czy nie. Nie obchodziło go to. W jego głowie siedziała tylko jedna myśl. Zadać mu tyle cierpienia fizycznego ile tylko może wytrzymać człowiek, aby nie umrzeć. Pragnienie zemsty było tak ogromne, że nawet jego przyjaciel, Krzysztof nie był w stanie go od tego odwieść. Obiecał mu pomóc odnaleźć zabójce, tylko dlatego, żeby Michał nie popełnił błędu i nie skrzywdził jakiejś niewinnej osoby. Kiedy Michał wrócił do swojego pokoju, położył telefon na nocnej szafce i wyciągnął butelkę z barku. Poszukiwania zaprowadziły ich w drugi koniec kraju. Aby nikt nie dowiedział się, że nadal prowadzą poszukiwania, mimo iż policja ich zaprzestała z braku dalszych śladów, Michał zatrzymał się w hotelu. Krzysztof miał znajomego w mieście i u niego się zatrzymał. Obydwaj wiedzieli, że będzie lepiej jeśli nie będę widziani razem, a ich spotkania były zawsze bardzo krótkie i odbywały się w różnych miejscach. Najczęściej w mało zatłoczonych, gdzieś na uboczu. Michał ciągle zastanawiał się dlaczego policja tak szybko dała sobie spokój z dochodzeniem i dlaczego kazali nie robić niczego na własną rękę. Przecież znaleźli świadka, który widział gościa wpadającego do auta i opisał go, mieli też fragment numeru rejestracyjnego samochodu zabójcy. Nie rozumiał takiego postępowania policjantów, którzy prowadzili oficjalnie sprawę. Myśląc o tym po raz kolejny, przeszło mu przez głowę, że może ktoś wpłynął na tych policjantów. Może ktoś kazał zamknąć sprawę. Pomyślał w ten sposób, przypominając sobie dzisiejszą rozmowę z Krzysztofem. O tym, że ktoś go śledził. A jeśli rzeczywiście tak było? Jeśli za tym wszystkim stoi jakaś osoba lub osoby, które mają tak dużą władzę, żeby zmusić policję do zamknięcia sprawy zabójstwa. Ale dlaczego miałoby tak być? Przecież ani on, ani jego żona nie byli nikim ważnym. Byli zwykłymi, przeciętnymi ludźmi ze zwykłymi problemami. W żaden sposób nie wyróżniali się spośród tłumu. Dlaczego ten morderca miałby być chroniony? Przez kogo? Policja ustaliła, że śmierć jego żony nie była zamierzonym działaniem, a wynikiem nieszczęśliwych wydarzeń. Dla niego i Krzysztofa było tak samo. Irena wracała z pracy jak co dzień, było już ciemno, padał mocny deszcz. Widoczność na drodze była słaba. Irena jechała bardzo spokojnie. Była dobrym kierowcą i wiedziała, że nie ma co szarżować przy takiej pogodzie. Kiedy przejeżdżała przez skrzyżowanie, kierowca jadący na drodze podporządkowanej nie zatrzymał się na stopie i z ogromnym impetem uderzył w lewy bok auta Ireny. Zginęła na miejscu. W tej samej chwili, kiedy ona umierała, Michał poczuł straszny ból i zemdlał. Tak mocno byli ze sobą związani, tak bardzo się kochali. Kiedy odzyskał przytomność wiedział, że coś się stało, wiedział, że zdarzyła się tragedia. Telefon od policjanta był tylko potwierdzeniem jego wewnętrznych odczuć. Po tym wydarzeniu przez miesiąc nie wychodził z domu. Był w tak złym stanie, że nie poszedł nawet na jej pogrzeb. Nie był w stanie pogodzić się z tym co się wydarzyło. Kiedy przestał rozpaczać, na tyle, aby zacząć racjonalnie myśleć, postanowił, że znajdzie winowajcę, tego morderce. Obiecał sobie, że nie spocznie dopóki nie odbierze temu człowiekowi tego co zostało jemu zabrane; życia. Co wieczór dopadały go te myśli, nic innego nie siedziało w jego głowie, pragnienie zemsty zawładnęło jego całym umysłem. Leżał na łóżku wpatrując się na telefon, czekał na informacje od Krzysztofa. Nagle rozświetlił się wyświetlacz i telefon zaczął rytmicznie pikać. Szybko się podniósł, złapał za aparat, spojrzał na ekran i przystawił do ucha.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- i co?? Masz coś??&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mam. Za pięć minut na dole w barze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Krzysztof rozłączył się zaraz po wypowiedzeniu tych słów. Michał zaniepokojony tonem swojego rozmówcy, nałożył buty i kurtę, spojrzał w lustro i opuścił swój pokój. Nie chciał czekać na windę, skorzystał więc ze schodów. Biegł i myślał co się działo, że Krzysztof postanowił spotkać się z nim właśnie w hotelu i dlaczego za pięć minut. Wcześniej umawiali się z co najmniej godzinnym wyprzedzeniem, tak na wszelki wypadek. Dotarł do baru, rozejrzał się powoli po sali i dopiero po dłuższej chwili zobaczył swojego przyjaciela. Siedział w głębi sali, w zacienionym kącie. Wyglądało to tak jakby się przed kimś chował. Michał podszedł powoli, rozglądał się. Siadając zapytał:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co się dzieje? O co chodzi?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Siadaj.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co jest?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Sprawdziłem ten numer. Okazało się, że nie ma takiego w policyjnej bazie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Oszukał cię sukinsyn.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Oszukał. Wiedziałem, że coś kręci. Poszedłem do niego wydusić prawdę. Trochę się stawiał, heh, ale w końcu powiedział prawdę. Powiedział, że &quot;on&quot; mu kazał skłamać. Zapłacił mu, żeby nas zwodził.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jaki &quot;on&quot;??&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie wiem. Nie zdążył powiedzieć. Wydusiłem od niego ten prawdziwy numer, a w chwilę później ktoś ostrzelał pokój z dachu przeciwnego budynku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co ty mówisz!? Nic ci nie jest? Wszystko w porządku, nie jesteś ranny?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Spoko. Jest OK. Przecież już siedzę w tym interesie kilka lat i wiem co robić w takiej sytuacji. Niestety ten menel nie miał szczęścia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co teraz? Sprawdzisz ten numer?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaraz to załatwię, ale najpierw... &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Krzysztof zamilkł i zaczął ze skupieniem patrzeć w stronę baru. Siedział tam człowiek w długim płaszczu i kapeluszu, Który spoglądał co chwilę w ich stronę. Detektyw znał ten typ. Już wiedział, że coś się dzieje. Spojrzał na Michała i powiedział:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wychodzimy stąd.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dokąd idziemy?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Do mojego znajomego. Tam sprawdzimy tą rejestrację.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Powoli wstali i udali się do wyjścia hotelowego baru. Kiedy znaleźli się już na ulicy Krzysztof przyśpieszył. Michał szybko go dogonił i zapytał:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co znowu?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- W barze był człowiek, który mnie śledzi od czasu ucieczki z meliny tego ćpuna.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Michał obejrzał się, ale nikogo nie widział. Nie bardzo wiedział o co chodzi Krzysztofowi. Od wcześniejszego spotkania zachowywał się dziwnie, lecz on niczego podejrzanego nie zauważył. Detektyw zatrzymał się i powiedział do niego:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Masz ten numer. Wiem, że to jest auto twojego gościa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dlaczego mi to dajesz? Przecież miałeś mieć pewność. A jeśli znowu dał ci jakiś fałszywy numer?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie. To jest to. Widziałem to w jego oczach. Nie oszukał mnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ale dlaczego mi to dajesz? Przecież działamy jeszcze razem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Na wszelki wypadek.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Podał mu małą karteczkę, na której było kilka cyfr i liter. Michał ją wziął i schował do kieszeni. Popatrzył na przyjaciela i zapytał cicho:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co się dzieje?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mam złe przeczucia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nagle rozległ się huk wystrzału. Krzysztof dostał prosto w serce i osunął się na ziemie. Michał również padł, ale nie był ranny. Przewrócił się ze strachu. Spojrzał w stronę skąd padł strzał. W ciemnej uliczce spostrzegł tylko twarz. Oczy były przysłonięte przez kapelusz, a na jej połowę padał cień. Twarz nagle zniknęła w ciemności. Michał odwrócił się do Krzysztofa. Niestety ten już nie żył. Michał nie wiedział co ma myśleć, co ma robić. Usiadł na chodniku i schował twarz w otwarte dłonie. Mówił do siebie cicho - znajdę cie sukinsynu. Znajdę cie i zabije.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;...cdn...&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duhol.blogspot.com/feeds/4844151045888528953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/prawda.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/4844151045888528953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/4844151045888528953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/prawda.html' title='Prawda'/><author><name>Chcesz zamieścić opowiadanie?</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09207521327946358851</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2372035392077575256.post-5890139702467579686</id><published>2011-02-11T22:47:00.003+01:00</published><updated>2011-02-13T13:19:31.366+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="sensacyjne"/><title type='text'>Partnerzy</title><content type='html'>- Długo jeszcze? - zapytała zniecierpliwiona.&lt;br /&gt;
- Nie. Nie wiem. Nie przeszkadzaj.&lt;br /&gt;
- Hmmm, a w czym ja ci przeszkadzam?&lt;br /&gt;
- A jak ci się wydaje? Nie mogę się skupić.&lt;br /&gt;
- Już nic nie mówię.&lt;br /&gt;
- I dobrze, bo jak będziesz ciągle gadała to nigdy nie otworze tego zamka.&lt;br /&gt;
Siedzieli w całkowitej ciemności próbując otworzyć sejf pewnego bogatego gangstera, który okradł ich kilka dni wcześniej. Nie były to pieniądze, ani żadne kosztowności. Ten drobiazg, ta mała rzecz, o ile można o tym tak powiedzieć, miała większą wartość niż największe skarby tego świata. Tylko dwie osoby wiedziały co to jest. Pierwsza z nich siedziała na fotelu w tymże gabinecie z dziurą w głowie. Druga otwierała zamek, aby odebrać swoją własność.&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
- Otworzysz to kiedyś?&lt;br /&gt;
- Kiedyś otwo...ciiiiiii.&lt;br /&gt;
Na chwile zapadła całkowita cisza. Oboje przestali nawet oddychać. Za drzwiami było słychać jakieś szmery.&lt;br /&gt;
- Szybciej - szepnęła - otwórz to i zwijajmy się stąd.&lt;br /&gt;
- Już prawie, już...&lt;br /&gt;
Zamek cichutko pstryknął.&lt;br /&gt;
- Podejdź do drzwi i posłuchaj co tam się dzieje.&lt;br /&gt;
- Chce to zobaczyć. Chce wiedzieć co to jest.&lt;br /&gt;
- Idź. Lepiej będzie dla Ciebie, jeśli jeszcze nie będziesz wiedziała o co chodzi. Idź.&lt;br /&gt;
Wstała i najciszej jak umiała zbliżyła się do drzwi, odwracając się kilka razy w jego stronę. Nic nie zobaczyła, bo on wszystko skutecznie zasłaniał ciałem. Przyłożyła ucho do drzwi. Wsłuchiwała się bardzo uważnie, ale nic już nie usłyszała. Szmery ucichły.&lt;br /&gt;
- Nic już nie słyszę. Nikogo tam nie ma.&lt;br /&gt;
- OK. podłóż tutaj dwa ładunki. Ja idę na dól oczyścić teren i uzbroić pozostałe bomby. Spotkamy się za dwie minuty na dole.&lt;br /&gt;
Bardzo ostrożnie uchylił drzwi, spojrzał i błyskawicznie opuścił gabinet. Marie zgodnie z poleceniem podłożyła C4. Zegar ustawiła na pięć minut. Tyle czasu było im potrzebne, aby zdążyć zejść na dół, pomóc w ewentualnym &quot;sprzątaniu&quot; i uciec razem z Mark&#39;iem na bezpieczną odległość. Wysadzenie budynku w powietrze było pomysłem Mark&#39;a. Taka mała zemsta. Jaki to miało sens, nie wiedziała, bo przecież mieszkający tam gangster był martwy, zapewne większość personelu też. Widocznie wyjście z pompą miało poprawić Mark&#39;owi humor. Wyszła cicho z pokoju i skierowała się w kierunku schodów. Powoli przesuwała się przy ścianie nasłuchując czy nikt się nie zbliża. Gdy doszła do skraju ściany, przy schodach, wychyliła się, by mieć pewność, że może bezpiecznie zejść na dół. W zasięgu jej wzroku nie było nikogo. Nikogo żywego. Ochroniarze leżeli na podłodze. Mark szybko sobie poradził - pomyślała i ruszyła na dół. Na ścianach były już porozkładane bomby. Skierowała się w stronę drzwi wyjściowych. Tam mieli się spotkać. Szła powoli, bo przecież nie mogła mieć pewności, że dom jest wyczyszczony. Mark&#39;a nie było nigdzie widać i słychać. Przechodząc obok jednej z bomb, spojrzała kątem oka na licznik zegara. Oczy otworzyły jej się bardzo szeroko. 4...3... . Ruszyła jak pocisk w stronę wyjścia. Przez jej głowę przemknęła tylko jedna myśl. Żeby tylko zdążyć, żeby tylko zdążyć. Była już bardzo blisko drzwi, kiedy nastąpiła eksplozja. Podmuch rzucił nią tak mocno, że wyleciała razem z nimi na zewnątrz domu. W jej ciele znajdowało się mnóstwo odłamków. Miała pełną świadomość, że chyba jej się nie udało. Leżała przez dłuższą chwilę na boku czekając na koniec. Mark był w pobliżu, musiał mieć przecież pewność, że Marie nie wyszła z tego cało. Kiedy zauważył, że leży na trawie przed płonącym budynkiem i jeszcze się rusza, wyszedł z miejsca obserwacji i powoli poszedł w jej kierunku. Przeładował broń.&lt;br /&gt;
- Miałaś być w środku i się spalić, żeby cie nie zidentyfikowali. No cóż, nie wyszło. Teraz będę musiał wpakować ci kule. Mam nadzieję, że i tak do mnie nie dotrą.&lt;br /&gt;
- Dlaczego to zrobiłeś? - resztką sił zapytała&lt;br /&gt;
- Bo nie będziesz mi więcej do niczego potrzebna - odparł w uśmiechem na twarzy.&lt;br /&gt;
Wyciągnął nogę, położył jej na barku i obrócił na plecy. Padł strzał. Nastąpiła cisza, którą przerwał odgłos upadającego na ziemię ciała. Marie trzymała w dłoni swoją broń. Przez moment patrzyła w jego otwarte oczy, w których nie było już życia. Wzięła ostatni oddech i zamknęła swoje.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duhol.blogspot.com/feeds/5890139702467579686/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/partnerzy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/5890139702467579686'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/5890139702467579686'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/partnerzy.html' title='Partnerzy'/><author><name>Chcesz zamieścić opowiadanie?</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09207521327946358851</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2372035392077575256.post-2136327112938125798</id><published>2011-02-08T23:58:00.001+01:00</published><updated>2011-02-09T09:23:45.043+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="sensacyjne"/><title type='text'>Ostatnie zadanie</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie będzie łatwo - pomyślał przeglądając dossier. Wiedział, że jeśli wykona to zadanie, będzie miał wystarczająco dużo pieniędzy by zaszyć się na tropikalnej wyspie i porzucić ten krwawy fach. Zbyt długo w tym siedział, zbyt wiele zdjęć przeszło przez jego ręce. Był już na skraju swojej wytrzymałości psychicznej. Wystarczyło, że  na ulicy dzieciak wystrzelił petardę, a on błyskawicznie podnosił rękę do biodra, by sięgnąć po broń. Za dużo na nim ciążyło, widział zbyt wiele twarzy ludzi, których już nie ma. Dwa cele, publiczne miejsce i ma wyglądać na wypadek. Klient płaci i wymaga. 350 tyś to chyba odpowiednia kwota za prawie niemożliwe - powiedział cicho do siebie. Przeglądał papiery, poznawał nawyki i przyzwyczajenia swoich przyszłych ofiar. Ufff, nie będzie łatwo - pomyślał i zaznaczył jedyne, możliwe miejsce na wykonanie zadania w żądany sposób.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp;Przeglądał zdjęcia z restauracji gdzie państwo Michalczyk jedli razem kolację w każdy czwartek. Stolik był umieszczony w rogu sali, w promieniu trzech metrów nie było nikogo oprócz osobistej ochrony potentatów branży telekomunikacyjnej. Zdjęcia oglądał bardzo szczegółowo. Porównywał wygląd stolika i rzeczy znajdujących się na nim na fotografiach z różnych dat. Musiał coś znaleźć, coś co otworzyłoby mu drogę do działania. Po kilku minutach w jego głowie zaczął tworzyć się plan, ale musiał znaleźć sposób na jego rozpoczęcie...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dzień dobry - powiedział cicho. Ten stolik mi pasuje. Ten w rogu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Stolik jest dostępny tylko do godziny dziewiętnastej - poinformował go kelner.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Spojrzał na zegarek i zapewnił kelnera, że zdąży zjeść do osiemnastej trzydzieści.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Proszę, niech Pan siada. Zaraz podejdę do Pana po zamówienie - powiedział pracownik restauracji podając menu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Usiadł powoli. Wyposażenie było takie jak na wszystkich zdjęciach. Wszystko stało tak samo. Popielniczka, lampka, serwetki. Idealnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co dla Pana?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pozycję 6 i białe wino.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kiedy kelner odszedł od stolika, zaczął działać. Zgasił lampkę, rozejrzał się dyskretnie czy nie wzbudził tym zainteresowania wśród pozostałych gości. Nie było ich zbyt wielu, wiec miał dużą swobodę. Odchylił ją lekko i kilkoma ruchami przyczepił do niej dwa przewody. Zrobił to tak, że opadały one na stolik. Ponownie rozejrzał się i włączył lampkę. Pierwsza, najłatwiejsza część planu zakończona. Odetchnął głęboko i wstał. Szybkim krokiem udał się w kierunku wyjścia. Nikt nawet na niego nie spojrzał, nie wzbudził zainteresowania swoją osobą. W tym momencie miało to ogromne znaczenie. Musiał jeszcze dziś wrócić do restauracji, aby zrealizować tą trudniejszą część.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Spojrzał przez okno. Cele już były na miejscu. Śmiali się, zachowywali się bardzo swobodnie. W końcu nie wiedzieli o tym, że zginą tego wieczoru. Ich głośne zachowanie nie przeszkadzało nikomu. Ochroniarze siedzieli przy sąsiadujących stolikach czytali gazety. Co jakiś czas spoglądali na salę i na swoich pracodawców. Wybrał miejsce gdzie spędzić kilka następnych minut. Miał szczęście. Loża, od której droga do toalet przecinała drogę od kuchni do stolika Michalczyków, dokładnie na środku restauracji, była wolna. Usiadł spokojnie, zamówił wodę i czekał, aż pokaże się kelner z deserem dla kobiety. W chwili gdy otworzyły się drzwi od kuchni, wstał i ruszył w jego kierunku. Zbliżając się do niego zapytał:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Przepraszam, gdzie jest toaleta?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tam - powiedział kelner wskazują ręką i odwracając głowę w tym samym kierunku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W tej właśnie chwili uniósł rękę i wrzucił do deseru malutką kapsułkę. Z przekazanych informacjach od zleceniodawcy było napisane, że pani Michalczyk była silnie uczulona na jad pszczół. Nawet jedno użądlenie mogło wywołać bardzo ostrą reakcję alergiczna, wstrząs, a nawet śmierć. W kapsułce była czysta esencja,&amp;nbsp; więc od momentu jej połknięcia pani M. pozostało kilka minut życia. Na sekcji wyjdzie, że użądliła ją pszczoła, wiec tu sprawa jest czysta. Po prostu miała pecha. Po kilku chwilach spędzonych w toalecie wrócił do swojej loży, aby dalej obserwować rozwój wydarzeń. Czekał do chwili, aż pierwszy cel zaczął dziwnie się zachowywać. Gdy się zaczęło, opuścił szybko restaurację. Nikt nawet na niego nie spojrzał, wszyscy z zaciekawieniem spoglądali na panią M, która zaczęła chrząkać i furczeć. Mąż zaczął ją wypytywać co się dzieje, ale ona nie mogła już nic powiedzieć. Ochroniarze wstali ze swoich miejsc i zaczęli się nerwowo rozglądać. Po kilku sekundach kobieta zaczęła się dusić, łapać za szyję i miotać na swoim krześle. Pan Michalczyk z krzykiem, zerwał się na nogi i uderzył w stolik. Przewrócił przy tym prawie pełne kielichy z wodą, która rozlała się po całym stole. Doskakując do umierającej żony oparł łokieć o jego krawędź. W tej samej chwili wystrzelił bezpiecznik i zgasło światło. Ludzie zaczęli krzyczeć, wstawać i biegać w panice po całej restauracji. Kierownik sali krzyczał żeby się uspokoić, żeby zostać na swoich miejscach. Podbiegł do skrzynki z bezpiecznikami i gdy tylko zapaliło się światło nastała cisza. Na podłodze leżała martwa&amp;nbsp; pani M, a obok niej, jej mąż z otwartymi ustami i wywróconymi oczami. Prąd wywołał u niego uszkodzenie rozrusznika serca i zatrzymanie krążenia. Wszytko wyglądało jak tragiczny wypadek. Idealnie - pomyślał idąc spokojnym krokiem w stronę swojego auta. Na jego twarzy pojawiło się wielkie zadowolenie. W końcu mógł przejść &quot;na emeryturę&quot;. Sięgnął po klucze do kieszeni, ale ich nie wyjął. Zamarł w bezruchu, otworzył szeroko oczy i zaraz je zamknął. Opuścił głowę. Tą krótką ciszę przerwał świst wystrzelonej kuli, która dała mu jego upragnioną emeryturę. Był martwy zanim upadł.&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duhol.blogspot.com/feeds/2136327112938125798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/ostatnie-zadanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/2136327112938125798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/2136327112938125798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/ostatnie-zadanie.html' title='Ostatnie zadanie'/><author><name>Chcesz zamieścić opowiadanie?</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09207521327946358851</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2372035392077575256.post-725859640537881577</id><published>2011-02-06T14:00:00.006+01:00</published><updated>2011-02-11T23:07:44.967+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="obyczajowe"/><title type='text'>Najpewniejsze własne łóżko!</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mój znajomy opowiedział mi o pewnym zdarzeniu, które niekorzystnie wpłynęło na jego psychikę, na szczęście tylko na chwilę. Nauczyło go również, że nie wolno po imprezie kłaść się spać do nie swojego łóżka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Sobota. Po pięciu dniach pracy w końcu można odpocząć, zrelaksować się, gdzieś wyjść wieczorem. Do klubu, pubu może na jakąś imprezkę. Taka była moja pierwsza myśl, kiedy otworzyłem oczy w sobotni poranek. Nawet nie przypuszczałem, że to co się wydarzy dwadzieścia cztery godziny później jest w ogóle możliwe.&lt;/div&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;No dobra, trzeba wstać i się ogarnąć. Kilka minut w łazience, śniadanie, papieros. Dzwonimy do Bartka. On z pewnością już ma jakiś plan. Zawsze w sobotni wieczór wychodzimy razem. Czasem idziemy we dwóch, czasem zbierzemy jakąś ekipę i zaczynamy zabawę. Najczęściej w jakiś klubie. Pijemy, tańczymy z nowo poznanymi dziewczynami, świetnie się bawimy. Po kilku minutach rozmowy zostało ustalone, że dziś idziemy na domówkę do jego kolegów z pracy. Organizują spotkanie kilku znajomych z jakieś tam okazji. Ja ich nie znam, ale Bartek jest tak świetnym sprzedawcą, że nie miał większego problemu, żeby mnie wkręcić. Czas płynął powoli, aż przyszedł wieczór. PARTY TIME! Mieliśmy spotkać się pod domem jego kolegów ok. dwudziestej. Podjechałem, poczekałem, pojawił się Bartek. Idziemy - powiedział - tylko muszę ci o czymś powiedzieć, żebyś czegoś nie palnął. Aż się przestraszyłem. Bartek wyjaśnił mi, że ci koledzy mieszkają razem nie dlatego, że oszczędzają wynajmując razem dom, tylko dlatego, że są parą. Ok, będę się pilnować, żeby przykrości gospodarzom nie zrobić - oznajmiłem z uśmiechem na twarzy. Drzwi otworzył Grzegorz, zaraz podszedł do nas Malcolm. Malcolm był czarnoskórym algierczykiem, który studiował w naszym kraju i postanowił już tu zostać. Pogadaliśmy z nimi przez chwilę i poszliśmy w tłum. Na imprezie było może dwadzieścia osób. Nikt niczym się nie wyróżniał, normalni ludzie, którzy przyszli się trochę odstresować. Tylko jedna osoba od razu przyciągnęła moją uwagę. Jako, że lubię poznawać nowych ludzi, w szczególności kobiety, bez wahania do niej podszedłem. Dagmara, tak miała na imię. Była bardzo ładna, miała bardzo miły głos. Rozmawiała bardzo swobodnie, jakby znała mnie od lat. Może dlatego, że była sprzedawcą jak Bartek i miała najlepsze wyniki w firmie. Bawiliśmy się doskonale. Cały wieczór i pół nocy tańczyliśmy, piliśmy, wygłupialiśmy się. Po kilku godzinach wariowania, lekko zmęczeni fizycznie, ale nie sobą, postanowiliśmy przenieść się w jakieś spokojniejsze, bardziej dyskretne miejsce. Trafiliśmy na piętro do sypialni gospodarzy. Weszliśmy nie zapalając światła i położyliśmy się na łóżku. Na dole grała muzyka, ludzie szaleli, śmiali się, ale na górze dzięki były tak przytłumione, że działały jak środek uspokajający. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwile, leżąc obok siebie i nawet nie wiem kiedy odpłynąłem. Myślałem, że dla mnie impreza skończy się inaczej. Myślałem, że będzie wręcz odwrotnie, że zamiast spać będę mięć fajny seks z fajną dziewczyną. Niestety zmęczenie wygrało, a ja musiałem zadowolić się ciekawym snem. Po jakimś czasie zaczęło robić się jasno za oknem. Byłem przykryty kocem od stóp do głów, spałem bardzo płytko, gdy nagle poczułem jak jej ręką zaczęła krążyć poniżej mojego pasa. Leżałem nieruchomo uśmiechając się. Zdaje się, że coś z tego będzie - pomyślałem. Nic nie robiłem, dałem jej pełną swobodę w działaniu i nie miałem potrzeby interweniować. Rozpięła moje spodnie, delikatnie je ściągnęła i się zaczęło. Nawet nie drgnąłem, kiedy mnie pieściła. Było wspaniale! Nigdy jeszcze nie nie miałem tak cudownych przeżyć! Żadna kobieta wcześniej nie dostarczyła mi takich wrażeń! Właśnie... Kiedy skończyła, z wielkim zadowoleniem na twarzy odkryłem nas i... O KURWA!!! Między moimi nogami zobaczyłem czarną twarz i ogromne, białe, przerażone oczy. MALCOLM?!!! CO JEST??! Z wiadomych powodów Malcolm nie mógł odpowiedzieć. Wyrwał z sypialni jak oparzony, a ja nie mogłem się ruszyć, w takim byłem szoku. Po dłuższej chwili wstałem, zapiąłem spodnie i poszedłem na dół. Towarzystwo spało, więc po cichu ubrałem się i wyszedłem. Przez całą drogę do domu nie mogłem się skupić na prowadzeniu auta. Na szczęście była niedziela, godziny poranne, wiec dałem radę dojechać do domu cały. Szybko rozebrałem się i położyłem. Byłem strasznie zmęczony po nocy, ale za cholerę nie mogłem zasnąć. Ta twarz tak siedziała i w głowie, że nie wiedziałem jak się od tego uwolnić. Cały dzień leżałem w łóżku. Bartek wydzwaniał, ale nie odbierałem. Nie mogłem mu powiedzieć co się stało, nie mogłem też powiedzieć, że wyszedłem z Dagmarą. Cały tydzień siedziało mi to wszystko w głowie, przez co nie mogłem się na niczym skupić. W sobotę spotkałem się z Bartkiem z pubie, ale o nic nie pytał. Nie było sprawy. Po kilku tygodniach przeszło mi całkowicie. Zapewne Malcolm był przekonany, że w jego łóżku śpi jego partner, dlatego taka sytuacja zaistniała. Nigdy, przenigdy nie położę się spać u kogoś w domu w innym miejscu niż kuchenny stołek. Z Dagmarą również się więcej nie spotkałem, bo myśl o niej przywodziła złe skojarzenia. A może coś by z tego było?...&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duhol.blogspot.com/feeds/725859640537881577/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/najpewniejsze-wasne-ozko-tylko-dla.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/725859640537881577'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/725859640537881577'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/najpewniejsze-wasne-ozko-tylko-dla.html' title='Najpewniejsze własne łóżko!'/><author><name>Chcesz zamieścić opowiadanie?</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09207521327946358851</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2372035392077575256.post-3259735671618361571</id><published>2011-02-04T21:50:00.007+01:00</published><updated>2011-02-06T16:39:56.118+01:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="mystery"/><title type='text'>Początek</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mijały dni. Ciągłe czekanie doprowadzało go do szału. Nie miał żadnych  informacji o tym co sie dzieje z jego rodziną. Czekał na jakiś sygnał,  telefon, sms, cokolwiek. Odkąd zamknęli granice kontakt był niemożliwy. O  synów nie martwił się tak bardzo jak o nią. Ona była kluczem do całej  operacji, tylko ona mogła zakończyć to co on rozpoczął wiele lat temu...&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duhol.blogspot.com/feeds/3259735671618361571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/poczatek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/3259735671618361571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2372035392077575256/posts/default/3259735671618361571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duhol.blogspot.com/2011/02/poczatek.html' title='Początek'/><author><name>Chcesz zamieścić opowiadanie?</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09207521327946358851</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>