<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:blogger='http://schemas.google.com/blogger/2008' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086</id><updated>2024-10-04T18:54:47.994-07:00</updated><category term="Specjalny przypadek"/><category term="Nie patrz tak na mnie"/><category term="Soren - Wampir"/><category term="Yagen - człowiek"/><category term="Akemi - Wampir"/><category term="Robin - Wampir"/><category term="Chuuya - wampir"/><category term="Na ratunek! (Zadanie 2)"/><category term="Pomarańcze mogą zranić"/><category term="Dimitrij - człowiek"/><category term="Kagehira - wampir"/><category term="Aleksandra - człowiek"/><category term="Ava - Wampir"/><category term="Gabriel - Wampir"/><category term="Juuzou - człowiek"/><category term="Przypadkowe spotkanie"/><category term="Tobiasz - wampir"/><category term="W poszukiwaniu stanowiska! (Zadanie 3)"/><category term="Ayato - wampir"/><category term="Felicjan - Wampir"/><category term="Juliette - człowiek"/><category term="Krwawa nić"/><category term="Shinya - wampir"/><category term="Strażnik"/><category term="Sztuka opanowania"/><category term="odchodzą"/><category term="Annmarie - człowiek"/><category term="Elias - wampir"/><category term="Fioletowy parasol"/><category term="Informacje"/><category term="O lewie Norwegu i Rosjance"/><category term="Rozpoczynamy trening! (Zadanie 1)"/><category term="Zamknięta znajomość"/><title type='text'>Project Hope</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25'/><author><name>Missingami</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03405014712795652963</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPtgQYQe-ojuJD5BpI6UMlK9o0_OBgtfYDu5JWHzHKqRHNEnCtFr3FF2SMjSBf3vhNJ-PboWKFfXiYYfHmRaJjWKxqifDAVpDwl8zp87M0fWrvtQVrNHeJKG6f8k6Qog/s220/3a2e627a60f14264ac55445b2be2e622f044d156_00.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>75</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-1144017830465199105</id><published>2018-11-15T08:51:00.001-08:00</published><updated>2018-11-15T08:51:06.199-08:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Akemi - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nie patrz tak na mnie"/><title type='text'>Od Akemi CD Robina  „Nie patrz tak na mnie”</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/11/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html#more&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Robin to demon – usłyszałam z jego ust na tyle cicho, że nikt inny by tego nie usłyszał... Potem wsłuchałam się w jego dalszą opowieść.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Jedyną częścią, jakiej mi brakuje, jest Robin. Za bardzo się do niego przyzwyczaiłem przez te lata – powiedział i zabrał ręce, po czym się położył.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–To wszystko, co mówiłeś... Jest jakieś dziwne. Pomieszane.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Wiem Akemi, wiem to doskonale, dlatego nie lubię o tym rozmawiać, ale proszę cię o jedno. Zostaw mnie teraz samego, chcę po prostu wypocząć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Popatrzyłam na niego smutna i kiwnęłam głową. Potrzebuje odpoczynku, więc wstałam i wyszłam. Ubrałam buty i cicho wydostałam się z mieszkania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Musiałam się ulotnić. Musiałam sobie poradzić jakoś z tymi wiadomościami. Nie wiedziałam, jak poukładać swoje myśli. Poszłam więc tam, gdzie mogłam na spokojnie pomyśleć. Tam, gdzie się poznaliśmy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Schowałam się koło jeziora pod drzewem. Usiadłam na kurtce i podciągnęłam kolana pod brodę, obejmując je rękoma. Musiałam zostać sama. Tak bardzo chciało mi się płakać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie wiem, co uderzyło mnie bardziej – to, że Seven ma nieproszonego gościa, którym jest Robin, czy to, że tak bardzo został w przeszłości skrzywdzony przez wampiry. To pierwsze, na początku, napawało mnie niemałym strachem. W końcu opętał go demon. Podstępny twór, który w dodatku podawał się za jego ojca. Ojca, którego zabiły wampiry, a za którym młody Cortez tak bardzo tęsknił. A później co, sam stał się tym, których tak bardzo nienawidzi. W tym momencie po moim policzku popłynęła pierwsza łza. A po niej kolejne... I kolejne... Tego potoku nie mogłam zatrzymać...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
po kilkunastu minutach wstałam i ruszyłam do mieszkania z mocnym postanowieniem. Nie zamierzam zostawić Sevena, choćby nie wiem co. Corteza, bo tak ma naprawdę na imię. Pięknie, swoją drogą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Weszłam po cichutku do mieszkania. Zajrzałam do sypialni i widziałam, że mój towarzysz jeszcze śpi. Ostrożnie wycofałam się z pomieszczenia i poszłam do kuchni. Musiałam się napić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyjęłam z lodówki dawkę krwi. Chwyciłam pierwszą z brzegu szklankę i upiłam łyk. Ach, doskonały napój, wyśmienita jakość. Wypiłam szybko, umyłam szklankę i odstawiłam ją na suszarkę. A potem zajęłam się swoimi sprawami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po godzinie usłyszałam ruch w kuchni. Seven już nie spał. Poszłam tam, oparłam się o ramę drzwi i zobaczyłam go przy stole ze szklanką krwi... I bez maseczki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Dlaczego nie odpoczywasz? - zapytałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Spojrzał na mnie ze wzrokiem, jakby był skopanym zwierzakiem, który prosił o litość. Wyglądał marnie. Zrobiło mi się go żal. Mimowolnie zaczęłam mu czytać w myślach. Oh, ok... Po tym, co wyczytałam, aż sama się uśmiechnęłam. Pomijając smutny fakt, jak bardzo był zawstydzony, że znów widzę go bez maseczki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–I co tam ciekawego wyczytałaś? - uśmiechnął się. Jejku, jak on się pięknie uśmiecha...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Ja? masz interesujący styl, jeśli chodzi o bokserki, jak nie owce, misie, to jakieś Ameryki czy inne duperele z filmów – powiedziałam i lekko się zaczerwieniłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–A w tobie buzuje krew po tych słowach. I to widzę doskonale.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Se... Co... Nawet już nie wiem, jak mam się do ciebie zwracać.. - zwiesiłam głowę ze smutkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po chwili zobaczyłam, jak wstaje, podchodzi do mnie i bierze mnie na ręce. Nawet nie miałam chwili, by coś powiedzieć. Był przecież taki osłabiony, a chce mnie dźwigać. Posadził mnie na stole, oparł się rękami o blat i zbliżył do mnie. A ja odchyliłam głowę, by móc popatrzeć na niego bez maseczki choć jeszcze przez chwilę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Boisz się? - zapytał, z wyraźną ciekawością.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–N... Nie boję, oszalałeś chyba – uśmiechnęłam się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
I wtedy mnie pocałował. Zdążyłam wyczytać jedynie tyle, że źle mu z tym, że muszę patrzeć na jego blizny. Ale przecież one mi wcale nie przeszkadzają!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po chwili puścił mnie, podszedł do stołu i wziął maseczkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Cholera... - jęknęłam cicho i zeszłam ze stołu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Chcesz może trochę? - pokazał ruchem głowy na szklankę z krwią.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Nie odmówię, choć już dzisiaj piłam – podeszłam do niego, wzięłam szklankę, a potem upiłam z niej łyk.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Doskonałej jakości napój – powiedział, gdy oddałam mu szklankę z resztką dawki, która on potem dokończył.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–To prawda. Nie kosztuje mało, ale za tak dobrą krew warto zapłacić, nie sądzisz? - oparłam się o blat stołu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–To prawda – odrzekł i umilkł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyraźnie widziałam, że coś go gryzie. Wyglądał na mocno zmieszanego. Popatrzyłam mu w oczy i od razu wiedziałam, o co chodzi. Blizny. Maseczka. Którą wciąż miał w ręce, nie nałożoną na twarz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Spojrzał na mnie i od razu wiedział, o co mi chodzi, więc szybko ubrał maseczkę. Posmutniałam lekko, bo tak dobrze było go widzieć bez niej. Ten jego uśmiech... Jest po prostu nieziemski.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Akemi... - powiedział tylko i złapał mnie za brodę, patrząc w oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Cortez... - powiedziałam cicho i spojrzałam na niego z załzawionymi oczami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–A jednak to imię... Dlaczego? I, ey, nie płacz – popatrzył na mnie troskliwie i otarł kciukiem moje łzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–To twoje prawdziwe imię. Jest naprawdę ładne. I bardzo mi się podoba – przytuliłam twarz do jego ręki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Dziwnie to słyszeć, ale dzięki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Wybacz, jeśli to problem...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Nie, ok, jest w porządku – odparł i lekko się uśmiechnął, bo mimo maseczki było widać, że unoszą mu się kąciki ust.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Dlaczego tak bardzo nie lubisz pokazywać się bez maseczki? - przysunęłam się do niego i oparłam głowę na jego ramieniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Widziałaś, jak wyglądam... Ta szpetna morda... - objął mnie niepewnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Cortez, to nieprawda. Nigdy tak nie myśl. To nie twoja wina, że tak wyglądasz – zaprotestowałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Wiem... Ale... Po prostu mi wstyd za to, jak wygląda moja twarz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Mogę cię prosić o jedno?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–O co takiego? - spiął się lekko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Nie noś przy mnie maseczki, ok? - odsunęłam się od niego, by móc mu spojrzeć w oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Jesteś pewna? - odparł smutno.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Ey, Cortez – dotknęłam ręką jego policzka. - Nie smuć się, proszę. I tak, jestem tego pewna. Poza tym... Masz nieziemski uśmiech – zarumieniłam się mocno, ale było mi teraz wszystko jedno.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Nigdy nikt mi tego nie powiedział – uśmiechnął się. - Dobrze, skoro takie jest twoje życzenie... - powiedział i zdjął maseczkę, choć widać było, z jak wielkim trudem mu to przychodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Gdy tu nie będziesz, możesz ją nosić. Ale przy mnie... Wolę widzieć twoją twarz całą. I twój piękny uśmiech. Proszę? - zrobiłam niewinną minkę i się roześmiałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Ok ok – sam też się roześmiał, a potem się uśmiechnął.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Ojej – popatrzyłam na niego i aż się rozpłynęłam z rozkoszy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Och Akemi, Akemi... - powiedział cicho i mnie pocałował. Długo, przeciągle i słodko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Jesteś wariatem, wiesz? - odrzekłam po dłuższej chwili.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–Wiem – zrobił głupkowatą minę i się roześmiał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–To co teraz robimy? - odparłam i wtuliłam się w niego, czekając na jakiś pomysł.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/1144017830465199105/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/11/od-akemi-cd-robina-nie-patrz-tak-na-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/1144017830465199105'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/1144017830465199105'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/11/od-akemi-cd-robina-nie-patrz-tak-na-mnie.html' title='Od Akemi CD Robina  „Nie patrz tak na mnie”'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-6139413776643477023</id><published>2018-11-02T14:58:00.003-07:00</published><updated>2018-11-15T08:49:07.637-08:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nie patrz tak na mnie"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Robin - Wampir"/><title type='text'>Od Robina CD Akemi &quot;Nie patrz tak na mnie&quot; </title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/10/od-akemi-cd-robina-nie-patrz-tak-na-mnie.html#more&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Siedząc tak wtulonym i słysząc jej pytania, przeszły mnie ciarki, nie lubię o tym opowiadać, każdy mi wtedy mówił, że coś tu nie gra, ja po prostu tego nie posłuchałem i skończyło się jak zwykle.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po głębszym zastanowieniu się jak to wytłumaczyć zacząłem mówić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Robin to demon - powiedziałem to na tyle cicho, że sam nie byłem przekonany czy to usłyszała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdy miałem z siedem lat i byłem jeszcze normalnym człowiekiem, gardziłem wampirami, nienawidziłem ich za to co zrobili mojemu ojcu, który zginął. Chciałem aby te stworzenia wyniosły się jak najdalej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy byłem trochę starszy, z kolegami stwierdziliśmy, że pobawimy się tablicą ochu.. ochujała czy jak to tam się zwie, my w dzieciństwie tak na to mówiliśmy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chciałem przywołać ducha mojego ojca, wszystko szło dobrze, znaczy tak myśleliśmy. Zapytałem o imię aby się upewnić czy to mój ojciec, okazało się, że demon napisał to samo imię, więc ja jako mały debil ucieszyłem się i zacząłem pytać, przy okazji nie wiedziałem, że otworzyłem wrota do naszego świata.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po kilku dniach, byłem smętny, osowiały, ale gdy ktoś chciał mi przywalić w szkole ja waliłem dużo mocniej, gdyż demon już we mnie siedział. Później dałem się ugryźć, zostałem wampirem i tak jest do teraz. Robin, po prostu zawładnął wszystkim. Sam się pogubiłem czy on siedzi we mnie czy ja w nim - westchnąłem ciężko, opierając czoło o jej kark. Nazywam się Cortez.. nie pamiętam już nawet swojego nazwiska, a Siódemką zostałem gdy mnie ugryziono, byłem siódmym z kolei.. - wyszeptałem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Siedząc tak, poczułem się trochę lepiej, choć nie wiem dlaczego jej to wszystko mówiłem. Jestem idiotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wiedziałem, że gorączka spada, ale dzieje się to bardzo powoli, przez co byłem osłabiony i najchętniej leżałbym cały dzień. Niestety, nie potrafię tak. Mnie musi być wszędzie pełno, nie umiem usiedzieć na miejscu, ale czuję, że jak wstanę to padnę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jedyną częścią jaką mi brakuje jest Robin, za bardzo się już do niego przyzwyczaiłem przez te lata. - mówiąc to&amp;nbsp; zabrałem ręce z jej ciała, aby się położyć. Byłem wyczerpany a za razem, najchętniej poszedłbym biegać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Eh moje głupie pomysły.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kładąc się już pod koc, poczułem na dłoni jej dłoń.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To wszystko.. co mówiłeś, jest jakieś dziwne. Pomieszane.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiem Akemi, wiem to doskonale, dlatego nie lubię o tym rozmawiać, ale proszę cię o jedno. Zostaw mnie teraz samego, chce po prostu wypocząć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dziewczyna tylko skinęła głową i poszła w swoim kierunku, choć doskonale wiedziałem, że jest w domu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ja za to odwróciłem się na drugi bok i starałem się nie myśleć o tym wszystkim co było kiedyś. Nie ma to najmniejszego sensu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez dobre pół godziny rozmyśleń przymknąłem oczy i zasnąłem, ale nie na długo.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Budząc się, już bez tej śmiesznej gorączki ruszyłem w stronę kuchni i wyjąłem z lodówki dawkę krwi. Nareszcie coś co nie ma futra..&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zabrałem szklankę z suszarki i usiadłem przy stole, nalewając do owego naczynia czerwoną ciecz.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zapach był intensywny, co oznaczało świeżą krew doskonałej jakości.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zdjąłem maskę i opierając się na dłoni zamieszałem krwią a następnie zbliżyłem szklankę do ust. Napój był pyszny, tak cholernie nie chciałem go kończyć, że piłem na raty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zagapiłem się w szklankę i znów zacząłem uciekać myślami w jakieś chore strony, ale ma szczęście ocknąłem się z tego transu słysząc Akemi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dlaczego nie odpoczywasz?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W odpowiedzi uniosłem szklankę z krwią i popatrzyłem na nią, choć wiem, że mój wzrok wyglądał jak by ktoś skopał psa, a ten pies prosiłby o litość.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czułem jej wzrok na sobie i doskonale wiedziałem, że czyta mi w umyśle, ale to ignorowałem, co jedynie może jeszcze stamtąd wygrzebać, to jakieś dzikie tajemnice, jak np, że lubię nosić bokserki w misie czy owce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I co tam ciekawego wyczytałaś? - zapytałem lekko się uśmiechając, gdzie mogła ten uśmiech zobaczyć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja..? Masz interesujący styl jeśli chodzi o bokserki, jak nie owce misie to jakieś Ameryki czy inne duperele z filmów - lekko się zaczerwieniła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A w tobie buzuje krew po tych słowach, i to widzę doskonale.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Se..Co.. Nawet już nie wiem jak się do ciebie mam zwracać - zwiesiła lekko głowę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ja w tym czasie wstałem od stołu i podszedłem do niej biorąc ją szybko na ręce, chciałem to zrobić jak najszybciej, aby nie zaczęła protestować. Posadziłem ją na stole a następnie sam oparłem się rękoma o blat i zbliżyłem się do niej, a ta się odchyliła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Boisz się? - zapytałem zaciekawiony widząc ją w takim stanie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- N.. nie boje, oszalałeś chyba - zauważyłem na jej twarzy cień uśmiechu i wtedy ją pocałowałem, nie był to długi pocałunek, ale wystarczający. Ona po prostu, za długo już się patrzyła na moją szpetną mordę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zgarniając z blatu szklankę i maseczkę oparłem się o futrynę i czekałem na to co zrobi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chcesz może trochę? - zamieszałem krwią i czekałem na to co ona zrobi.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/6139413776643477023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/11/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6139413776643477023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6139413776643477023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/11/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html' title='Od Robina CD Akemi &quot;Nie patrz tak na mnie&quot; '/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-821967575770985108</id><published>2018-10-08T07:38:00.001-07:00</published><updated>2018-10-10T10:29:42.639-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Akemi - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nie patrz tak na mnie"/><title type='text'>Od Akemi CD Robina &quot;Nie patrz tak na mnie&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/10/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez cały czas patrzyłam na niego i nie mogłam uwierzyć w to, jak szybko zmienił się na twarzy. Nie chodziło o jego moc, umiejętność przemiany w Robina lub w drugą stronę. Ale... Jeśli chodzi o Sevena, wydawał się taki opanowany, pewny siebie i silny. A teraz, gdy na niego patrzyłam, wyglądał zupełnie inaczej. Jakby skurczył się w sobie, posmutniał. Nie wspominając o tym, co z jego twarzą zrobił Robin. Z chęcią sama bym go pobiła, bo sobie zasłużył. Jednak nie to teraz było najważniejsze. Teraz myślałam jedynie o tym, jak pomóc Sevenowi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zaczął mówić... Opowiadał o tym, jak potraktowali go w Radzie, co zrobił z nim Robin... Opowiadał o tym chorym człowieku, którego przyprowadzili, jak zrobili z Sevena, nie z Robina, ofiarę i kłamcę... Było mi naprawdę przykro i źle. Żadna istota z naszej rasy nie jest wzorem cnót, moralności ani przykładem do naśladowania. Ale jak można tak kogoś&amp;nbsp; potraktować dla głupiego kaprysu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po naszej rozmowie zostawiłam go śpiącego i wyszłam. Powiedziałam Sevenowi, że muszę załatwić kilka spraw. Skłamałam, ale nie do końca. Faktycznie musiałam coś zrobić, ale nie chciałam mu o tym mówić. Musiałam załatwić nam pożywienie... Potrzebowaliśmy krwi, oboje. On zwłaszcza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Udałam się w jedno miejsce, gdzie dostępność krwi wysokiej jakości nie była problemem. Weszłam do klubu i rozejrzałam się za moim stałym dostawcą. Gdy znalazłam go w tłumie, natychmiast do niego podeszłam i wyjaśniłam mu całą sprawę. Gdy usłyszał moją historię, popatrzył na mnie dziwnie. Zmroziłam go wzrokiem i natychmiast poprosiłam o świeży zapas krwi. Od razu spełnił moje polecenie, bo poszedł na zaplecze i przyniósł mi sporych rozmiarów pudełko. Spojrzałam do środka i z zadowoleniem pokiwałam głową. Zapłaciłam mu rządną sumę plus mały dodatek za szybką realizacją zlecenia i wyszłam na zewnątrz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zastanawiając się, co ze sobą zrobić przez ten czas, gdy Seven śpi, udałam się na przechadzkę. Nie wiem, dlaczego ani jak, ale do głowy przyszło mi, żeby sprawdzić miejsce,w&amp;nbsp; którym znalazłam Sevena wczoraj w nocy. Poszłam tam niespiesznym krokiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy byłam już na miejscu, zaczęłam się uważnie rozglądać, by znaleźć cokolwiek. Wtedy znalazłam to drzewo, o którym mówił Seven. Troszkę się wystraszyłam, gdy zobaczyłam, jak bardzo jest wgniecione, ile tam krwi i skóry... To nie był piękny widok, nawet jak dla odpornego na takie rzeczy wampira. Szybko usunęłam ślady bicia. Potem popatrzyłam na jeziorko i wszystko mi się przypomniało... Miałam ochotę się rozpłakać, ale natychmiast zganiłam się w myślach za ten pomysł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po dłuższej chwili stania tam i patrzenia się bez sensu w wodę, postanowiłam udać się do mieszkania. Nie potrafiłam tego wyjaśnić, ale tęskniłam za Sevenem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy weszłam do mieszkania, od razu coś mi nie pasowało. Czułam, jak napinają mi się mięśnie. Coś jest mocno nie tak... Odstawiłam szybko zapasy krwi do lodówki i ruszyłam na przeszukiwanie wszystkich pokoi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pierwszym, co mnie uderzyło, był silny zapach krwi. Przerażona tym, co poczułam dzięki moim wyostrzonym zmysłom, udałam się pospiesznie za wonią. Dotarłam do łazienki i aż cofnęłam się na korytarz. Tam było tak wiele krwi... Matko, co tu się stało? Musiałam szybko poszukać Sevena i wyjaśnić całą tą sytuację.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy weszłam do mojej sypialni, nie znalazłam go tam. Teraz byłam już poważnie przerażona. Gdzie jest Seven? I co miała znaczyć cała ta krew w łazience? Chciało mi się płakać i krzyczeć jednocześnie. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Jedyne, co mi przyszło do głowy, to to, żeby posprzątać cały ten bajzel. I zaczekać na Sevena...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zdążyło już się ściemnić. Po jakichś dwóch czy trzech godzinach czekania usłyszałam, jak otwierają się drzwi. To musiał być on. Wstałam szybko z podłogi i ruszyłam do wejścia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Gdzie ty byłeś? - zapytałam, gdy go zobaczyłam i zmroziłam go lodowatym spojrzeniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Musiałem załatwić kilka spraw, proszę, daj mi spać dalej, przynajmniej jeszcze teraz... - odparł zrezygnowany, wyminął mnie i poszedł do sypialni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poszłam szybko za nim i zobaczyłam, jak leży na kanapie. Widać było, że ewidentnie nie może spać. Usiadłam przy nim i patrzyłam na niego, starając się jakoś opanować nerwy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Nie boisz się, że Robin wyjdzie? - zapytałam po dłuższej chwili.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Nie, aktualnie nie, gdyż stwierdził, że ma mnie dość... Chyba przynajmniej na ten moment – odparł cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Chociaż coś... - westchnęłam cicho i patrzyłam mu w oczy. Nie chciałam jednak czytać jego myśli.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Akemi... Podasz mi koc? Zimno mi, chyba mam gorączkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Ok ok... - odparłam cicho i wstałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Znalazłam w szafie koc. Wyjęłam go i ruszyłam w jego kierunku. Okryłam go ostrożnie i usiadłam przy nim. I, nie wiedząc czemu, pocałowałam go w czoło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- A to za co? - zapytał zdziwiony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Nie wiem, jakoś tak... - odparłam i odwróciłam twarz, bo poczułam, jak się rumienię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Ey ey, Akemi, chodź tu – powiedział i odwrócił moją twarz w jego stronę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Co chcesz? - próbowałam udawać obrażoną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- No ey, nie bądź taka... - zrobił smutną minę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Debil – odparłam naburmuszona i odwróciłam się do niego tyłem...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po chwili poczułam, jak obejmuje mnie od tyłu i przytula się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Miałeś leżeć, Seven.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Przecież leżę – powiedział i poczułam, jak się głupio uśmiecha, bo miał twarz opartą o moje ramię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Gdzie byłeś? Martwiłam się o ciebie, głupku... - zapytałam zrezygnowana.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- U lekarza... Naprawdę. - odparł i dodał po chwili. - U kogoś, kogo znałem... Z Projektu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Jesteś idiotą, naprawdę – powiedziałam cicho i oplotłam się jego rękami. - Wiesz przecież, że mogli cię złapać... Zabrać...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Nie byłem w Projekcie, tylko w jego gabinecie. Pomógł mi, tyle.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Ta, czuję... Po gorączce zwłaszcza – odparłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Akemi, nie gniewaj się – powiedział i pocałował mnie w kark. - Jest lepiej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- A co miała znaczyć cała ta krew w łazience?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Gdy cię nie było, obudziłem się w łazience, przy toalecie, wszędzie była krew... Czułem i nadal czuję, że czegoś mi brakuje... Jakby ważnej części mnie...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Martwiłam się o ciebie... - odparłam i chwyciłam jego dłonie. - Byłeś tak wymęczony i wyczerpany, w dodatku Robin strasznie cię skatował, że nawet twój wampirzy organizm nie wytrzymał i zacząłeś, cóż, malować w łazience obrazy... Krwią...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Wiem, wybacz mi... - powiedział i wtulił się we mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Gdy spałeś, wyszłam... W lodówce masz zapas krwi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Jesteś cudowna, wiesz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Powiedzmy – pozwoliłam sobie na uśmiech. - A teraz powiedz mi... Jak to właściwie jest z Tobą i Robinem? I czego ci tak bardzo brakuje? Jakiej ważnej części ciebie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy zapytałam o to wszystko poczułam, jak lekko się spina. Westchnął i zaczął po chwili mówić.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/821967575770985108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/10/od-akemi-cd-robina-nie-patrz-tak-na-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/821967575770985108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/821967575770985108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/10/od-akemi-cd-robina-nie-patrz-tak-na-mnie.html' title='Od Akemi CD Robina &quot;Nie patrz tak na mnie&quot;'/><author><name>Missingami</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03405014712795652963</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPtgQYQe-ojuJD5BpI6UMlK9o0_OBgtfYDu5JWHzHKqRHNEnCtFr3FF2SMjSBf3vhNJ-PboWKFfXiYYfHmRaJjWKxqifDAVpDwl8zp87M0fWrvtQVrNHeJKG6f8k6Qog/s220/3a2e627a60f14264ac55445b2be2e622f044d156_00.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-4531627070677899289</id><published>2018-10-06T11:29:00.004-07:00</published><updated>2018-10-10T10:29:56.386-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nie patrz tak na mnie"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Robin - Wampir"/><title type='text'>Od Robina CD Akemi &quot;Nie patrz tak na mnie&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/09/od-akemi-do-robina-cd-nie-patrz-tak-na.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dostałem doła, sam nie wiedziałem co ze sobą począć. Mam wyjść czy zostać? Wszystkie myśli wędrują w stronę przeszłości i tego co działo się jakiś czas temu bądź dalej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Patrząc na Akemi wiedziałem dwie rzeczy..&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po pierwsze, że się z nią kochałem, a po drugie, że Robin jej nienawidzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Co ja mam zrobić? Ona mi się cholernie podoba, wiadomo ten drugi dureń ma swój gust, ale jakoś nie mogę tego tak zostawić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Młoda kobieta oczekiwała ode mnie jakiejś odpowiedzi, a ja sam nie wiedziałem co mam mówić, od czego zacząć. Wszystko to krążyło gdzieś w przestrzeni mych myśli.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy minęło, cóż.. trochę czasu zacząłem mówić niepewnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tych blizn nie odziedziczyłem po złapanym wampirze. Mam je od jednego z byłych ludzi rady. Przywlekliśmy pewnego dnia człowieka, człowieka chorego, Robin zrobił to specjalnie, ja nie chciałem mieć z tym nic wspólnego, ale on się uparł.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zamieniliśmy się miejscami, a raczej to Robin stwierdził, że ja mam się pokazać, bo on jest zmęczony. Prawda była taka, że doskonale wiedział, że oberwie za to, a nie chciał pokaleczyć siebie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Stałem się po prostu ofiarą, ofiarą, której nikt nie wierzył. Wszystko zostało zrzucone na mnie, to ja chciałem wszystkich zabić, to ja ukradłem truciznę i inne bajki tego typu. Robin i może wygląda lepiej, ale ma mózg pięciolatka, który chce się tylko popisywać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poza tym, nie wiem czy to dobry pomysł abym tutaj przebywał, nie chcę znów oberwać.. - westchnąłem ciężko i patrzyłem na nią wyczekująco.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Współczuję - powiedziała cicho - Seven, wiesz, że możesz tutaj przebywać ile chcesz, ja cię nie wyganiam, szczególnie nie w takim stanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jakim? Kilka nowych blizn nikomu jeszcze nie zaszkodziło - powiedziałem z lekkim uśmiechem i mocnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chciałem wstać i iść sobie, ale dopadły mnie mocne zawroty głowy więc wróciłem do pozycji siedzącej, przy okazji nachylając się i łapiąc za głowę. Kurwa, dlaczego to ja mam zawsze pecha.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wszystko w porządku? - zapytała łagodnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic nie jest w porządku - oparłem się wygodnie patrząc w ścianę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mój organizm potrzebował odpoczynku, ale bałem się. Jestem tchórzem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie chcę aby Robin zrobił jej krzywdę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Akemi, ja na prawdę muszę iść.. - powiedziałem patrząc na nią.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdzie pójdziesz? Do projektu nie wejdziesz...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Fakt, cholera, nie pomyślałem o tym. Jestem idiotą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zostań tutaj, ja sobie z nim poradzę jeśli się pojawi i radzę ci się przespać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mamoo, ale ja nie chcę - lekko się uśmiechnąłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie dyskutuj, ja muszę załatwić kilka spraw, a ty możesz odpocząć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie miałem już sił się kłócić, byłem strasznie osłabiony więc położyłem się na kanapie i obserwowałem jak dziewczyna opuszcza pomieszczenie. Nie mam pojęcia co ona robiła, gdyś usnąłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chciałbym wiedzieć co mi się śniło i jakim prawem znalazłem się pod muszlą klozetową. Malowałem cudne obrazy krwią, czuje się strasznie, jak by czegoś mi brakowało, czegoś ważnego, ważnej części mnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy skończyłem me dzieła, niczym Picasso wyszedłem z jej mieszkania i udałem się w jedno miejsce, które było mi znane, jeśli chodzi o przebywanie tego osobnika. Był to lekarz, który dokładniej nazywał się Soren, musiałem do niego iść, bo mój stan jest kiepski, a czuje się jak by mnie coś zjadło i wypluło.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dotarłem tam w ostatnim momencie, gdyż owy facet się zbierał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zaczekaj chwilę! - krzyknąłem za nim, a ten się odwrócił.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Seven, co ci się stało? - popatrzył na mnie zamyślony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Robin.. jak zawsze to on.. weź mi pomóż puki go nie ma..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Postaram się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wytłumaczyłem mu całą sytuacje, a ten wszystko notował w swoim notesie, miałem wrażenie, że zaraz zejdę nim on coś zrobi, ale się pomyliłem. Byłem osłabiony z powodu braku krwi, nie piłem dawno, przez tego jebanego ciecia. Przy okazji, Soren stwierdził, że na razie Robin odszedł, może to potrwać od dwóch tygodni tym razem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tak tym razem, zdarzały się już takie rzeczy ale one były kilku godzinne, bądź dniowe, ale przez to nie wiedziałem co mam ze sobą robić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Odpocznij gdzieś, wiem, że na projekt cię nie wpuszczą ale znajdź sobie jakieś miejsce... - to były ostatnie słowa Sorena nim się teleportował.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ruszyłem do domu Akemi, przy okazji polując na jakąś łatwą ofiarę. Cóż nie będę przecież tutaj głodował.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy już dotarłem do celu czułem, że jestem rozpalony, organizm szaleje, ale to już norma kiedy Robin wybiera się na wakacje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdzie ty byłeś? - na wejściu spotkał mnie jej lodowaty wzrok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Musiałem załatwić kilka spraw, proszę daj mi spać dalej, przynajmniej jeszcze teraz... - wyminąłem ją i położyłem się na kanapie. Nie mogłem zasnąć przez co patrzyłem się w sufit, starając się odpowiadać na wszelkie pytania dziewczyny.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie boisz się już, że Robin wyjdzie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, aktualnie nie, gdyż stwierdził, że ma mnie dość... chyba, przynajmniej na ten moment.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Opowiedziałem jej o tym po czym poprosiłem o koc, gdyż wkurza mnie ta gorączka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jestem jak dziecko, dziecko, które się pogubiło i potrzebuje drogowskazu..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Leżałem przykryty i patrzyłem na dziewczynę, która zaczęła wypytywać mnie dalej.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/4531627070677899289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/10/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/4531627070677899289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/4531627070677899289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/10/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html' title='Od Robina CD Akemi &quot;Nie patrz tak na mnie&quot;'/><author><name>Missingami</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03405014712795652963</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPtgQYQe-ojuJD5BpI6UMlK9o0_OBgtfYDu5JWHzHKqRHNEnCtFr3FF2SMjSBf3vhNJ-PboWKFfXiYYfHmRaJjWKxqifDAVpDwl8zp87M0fWrvtQVrNHeJKG6f8k6Qog/s220/3a2e627a60f14264ac55445b2be2e622f044d156_00.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-4918898545158687602</id><published>2018-09-29T07:14:00.002-07:00</published><updated>2018-10-10T10:30:01.463-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Akemi - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nie patrz tak na mnie"/><title type='text'>Od Akemi do Robina CD „Nie patrz tak na mnie” +18</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/09/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadnie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Tak... Szybciej... Błagam. - wydobyło się z moich ust.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zrobił to, o co prosiłam. I zrobił to idealnie. Nie tylko poruszał się we mnie tak, jak nikt wcześniej, czym doprowadzał mnie co chwilę do nieziemskiej rozkoszy, ale dotykał mnie tak, jakby wiedział, które punkty mojego ciała są najbardziej wrażliwe. Jezu, w łóżku Seven był boski. I, jak mniemam, w przedbiegach wygrywał w tej kategorii z Robinem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po jakimś czasie doszłam razem z nim. Od dawna nie miałam tak nieziemskiego seksu. Patrzyłam na niego i w głowie miałam myśl, że nie chciałam, by mnie teraz zostawiał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Jesteś taka cudowna... - mruknął, gdy wysunął się ze mnie. Czułam, jak gładzi mnie po policzku i zarumieniłam się. Matko, do jakiego stanu on mnie doprowadza, zganiłam się w myślach. Otwarłam oczy, żeby na niego popatrzeć, ale wystraszyła mnie jego mina.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Teraz cię przepraszam na chwilę... Ale... Ale Seven musi stąd wypierdalać w podskokach – powiedział na wpół Seven, na wpół Robin.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Potem zobaczyłam tylko, jak szybko wciągnął ubrania i wybiegł z mieszkania. Zszokowana i zmartwiona, zaczęłam za nim krzyczeć. Prosiłam, momentami wręcz błagałam, by wrócił. Żeby wszedł do mieszkania. Nie byłam pewna, co się stało, ale z jego oczu udało mi się wyczytać jedynie tyle, że Robin nie pochwalał tego, co wydarzyło się pomiędzy mną a Sevenem. Ba, wręcz był wkurwiony. I to mocno. Nie chciałam zostawić tak Sevena, więc czym prędzej wstałam i ubrałam swoje rzeczy. Wzięłam klucze od mieszkania i wybiegłam w miasto.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie oni mogli pobiec, więc zaczęłam od miejsc najbliżej mojego domu. Przechodziłam przez wszystkie zakątki, zajrzałam w każde miejsce, które nie było widoczne dla przechodniów, zajrzałam we wszystkie zakamarki, niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Nigdzie ich nie było. Byłam bezsilna. Spędziłam dwie godziny na bezmyślnym szukaniu chłopaków, bo kompletnie nie miałam pojęcia, gdzie mogą być. Do głowy przychodził mi już tylko jeden pomysł – park, w którym się poznaliśmy. Czym prędzej tam pobiegłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy dotarłam na miejsce, zaczęłam bacznie się rozglądać. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach, w końcu go znalazłam. Leżał na trawie... Podbiegłam bliżej i wtedy to zobaczyłam... Te blizny na jego twarzy... Od prawego policzka po lewą stronę twarzy, na szyi... To dlatego nosił maseczkę. Jenak nie to mnie najbardziej przeraziło. Stan, w jakim go znalazłam, był opłakany... Miał rozwaloną twarz, jakby ktoś uderzał nią o coś wielokrotnie, nie mówiąc o rozwalonym łuku brwiowym, był cały mokry i wyglądał, jakby nie oddychał. Sprawdziłam puls. Był, na całe szczęście. Matko, co tu się musiało dziać?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Choć kompletnie nie wiedziałam jak, podniosłam go i, jak tylko mogłam najszybciej, zabrałam z powrotem do siebie, bo nie miałam lepszego pomysłu. Gdy zamknęłam drzwi mieszkania, szybko położyłam Sevena na łóżku i poszłam po jakieś środki dezynfekujące, bandaże albo plastry. Gdy wróciłam, przemyłam ostrożnie jego rany i opatrzyłam je najlepiej, jak mogłam. Ciągle się nie budził, co wprawiało mnie w jeszcze większy niepokój. Gdy skończyłam, zostawiłam go, żeby w spokoju mógł leżeć i usiadłam na podłodze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czekałam tak kolejną godzinę, gdy nagle usłyszałam, jak się poruszył. Szybko wstałam i po cichu podeszłam do niego, przysiadając na skraju łóżka. Widziałam, że jest zdezorientowany i szuka maseczki, a gdy jej nie znalazł, zasłonił szybko twarz ręką, bo zobaczył mnie. Zrobiło mi się głupio i smutno, że nie oddałam mu jej od razu, jak tylko opatrzyłam mu rany.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Jak się czujesz? - zapytałam niepewnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Ja pierdole, moja głowa.... Moje wszystko... - jęknął cicho, zza zasłoniętej ręką twarzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Wybacz... Wybiegłeś tak nagle z mieszkania... Widziałam, że Robin wyszedł.... Bardzo się wystraszyłam. Szukałam cię kilka godzin i w końcu znalazłam cię w parku, w którym się poznaliśmy. Wzięłam cię jakimś cudem i z powrotem zaprowadziłam tutaj, do mojego mieszkania. Opatrzyłam ci rany i pozwoliłam spać.– powiedziałam z troską w głosie. Chciałam dotknąć jego twarzy, ale czym prędzej cofnęłam rękę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Ile spałem? - zapytał naburmuszony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;U mnie godzinę. Ile ogółem, nie wiem... Seven... Co się właściwie stało?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Jeśli w ogóle chcesz ze mną rozmawiać, oddaj mi, do cholery, maseczkę – powiedział wściekły. Gdy zobaczył moją smutną minę, złagodniał nieco i dodał – Proszę, daj mi ją... Wyglądam jak potwór... Nie patrz na mnie...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Proszę... - odparłam smutna i podałam mu jego maseczkę, którą wcześniej wyczyściłam. Odwróciłam się, bo wiedziałam, że nie chce, bym na niego patrzyła, i podciągnęłam kolana pod brodę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Siedziałam tak chwilkę gdy nagle poczułam, jak nieśmiało obejmuje mnie od tyłu. Lekko się wzdrygnęłam i poczułam jego niepewność, ale chwyciłam go za ręce, więc objął mnie pewniej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Akemi, ja... Przepraszam – powiedział tylko i zamilkł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Co się właściwie stało?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Gdy skończyliśmy się rżnąć wyszedł Robin. Wiesz, wielce niezadowolony i wkurwiony. Wiedziałem, że będzie źle i musiałem uciec. Wybacz – powiedział niepewnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Wystraszyłam się, naprawdę. To... Nie wyglądało dobrze – odparłam, otulając się ciaśniej jego rękami. - Co się właściwie stało?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Robin nazwał cię dziwką. Nie odpowiadam za tego idiotę. Nie spodobało mu się to, co zrobiliśmy, choć ja odczuwałem ogromną satysfakcję. I, o dziwo, radość. Gdy udało mi się w połowie przemienić, już tam, w parku, zaczął nawalać moją twarzą o drzewo, potem podtapiać, a na końcu dostałem kamieniem w twarz. No i później mnie znalazłaś.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Ok... - odparłam cicho i odwróciłam się przodem do niego. Patrząc mu prosto w oczy, powiedziałam – Widziałam je... Te blizny...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Nie patrz więcej na nie. Jestem okropny, wyglądam jak potwór – wytrzymał moje spojrzenie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Wiesz dobrze, że to nieprawda – pogładziłam czule jego policzek. - Skąd je masz? - zapytałam, dotykając jego policzka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Patrzył na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. Nie odtrącił mojej ręki, złapał ją dłonią i przytulał do swojego policzka. Siedzieliśmy tak chwilę i patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałam, z jakim trudem przychodzi mu to wyznanie, więc nie zamierzałam czytać mu w myślach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po jakimś czasie, nie wiem nawet jakim, odparł:&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Wiesz nieco o mnie.. To ślady po pazurach. Walka. Z wampirem wyższym – odparł cicho, dalej nie puszczając mojej dłoni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
–&lt;span style=&quot;white-space: pre;&quot;&gt; &lt;/span&gt;Wiem... - westchnęłam cicho. - Sprowadzacie Radzie wyjątkowo trudne przypadki wampirów, zgadza się? - zapytałam niepewnie i spuściłam wzrok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Udało mi się dojrzeć wielki ból w jego oczach. Gdy spuściłam wzrok poczułam, jak delikatnie chwyta mnie dłonią za brodę i podciąga ją lekko do góry. Wtedy zobaczyłam, jak bardzo jest smutny i czułam, że chce przeprowadzić ze mną poważną rozmowę.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/4918898545158687602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/09/od-akemi-do-robina-cd-nie-patrz-tak-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/4918898545158687602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/4918898545158687602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/09/od-akemi-do-robina-cd-nie-patrz-tak-na.html' title='Od Akemi do Robina CD „Nie patrz tak na mnie” +18'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-6535209486324643037</id><published>2018-09-27T12:50:00.005-07:00</published><updated>2018-10-10T10:30:06.703-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nie patrz tak na mnie"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Robin - Wampir"/><title type='text'>Od Robina Cd Akemi &quot;Nie patrz tak na mnie&quot; +18</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-akemi-do-robina-cd-nie-patrz-tak-na.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie mogłem wytrzymać, musiałem ją pocałować, choć na chwilkę przymknąć jej te piękne usta.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Uśmiechnąłem się lekko, choć ona tego nie widziała, ale to dobrze, gdyż moja twarz nie należy do pięknych. Owszem mam ładne oczy, przynajmniej tak kiedyś słyszałem, ale gdy ktoś zdejmuje mi maskę, czuje się nagi i przygnębiony, gdyż wiem, jak to wszystko wygląda. Ciesze się z tego względu, że ona miała zamknięte oczy, gdyż nie widziała mego paskudnego ryja.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Znalezienie ciebie nie stanowiło dużego wyzwania. Masz specyficzne perfumy, a w pobliżu nikogo innego nie ma. - po tych słowach chwyciłem za sznureczki z tyłu głowy i zaciągnąłem je mocniej, gdyż nie chciałem, aby spadła mi maska.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Poza tym, jesteś śliczna, więc dlaczego miałbym nie przychodzić do ciebie? - wiem, że w moich oczach widać rozbawienie, co nie jest dobre, ale nie mogę inaczej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co ty w ogóle mówisz? Mam najpopularniejsze perfumy, jakie istnieją.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiesz, są damskie, to za specyficzność mi wystarczy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Akemi zaśmiała się cicho, na moje stwierdzenie, że jest śliczna.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Seven jesteś niezłym kłamcą, ale cóż, coś czuje, że masz nieco inne zamiary.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ja bez większego zastanowienia chwyciłem ją w pasie i patrzyłem jej w te cudne oczy. - znasz mnie za dobrze.. a to źle.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co ty kombinujesz Seven? - mruknęła uroczo, zarzucając mi ręce na kark.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jestem wiecznym kombinatorem - rzekłem cicho i skierowałem się w stronę kanapy, po czym położyłem na niej dziewczynę, a następnie powędrowałem dłońmi pod jej koszulę, aby dotknąć jej brzucha. - jak zamkniesz oczy, a nie będziesz żałować..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zostaw mnie, pogrzało cię, nie zgodzę się tak szybko na to - bez ostrzeżenia walnęła mi z liścia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ał.. bądź grzeczna co? - przejechałem jej palcami po żebrach, po czym wróciłem na jej brzuch.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Seven - zaśmiała się, co znaczyło, że albo ją rozbawiłem, albo połaskotałem. - Z resztą co ty mi możesz zrobić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czyli chcesz się jednak o tym przekonać - mruknąłem, zjeżdżając twarzą do jej brzucha.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po chwili poczułem, jak sznureczki od maski się poluzowują - zostaw, nie dotykaj tego - warknąłem wkurzony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pozbądź się jej wreszcie co? - usłyszałem jej cichy głos.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pozbędę się, jak zamkniesz oczy i dasz mi działać..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie czekałem długo, aby ona wykonała moje polecenie. Jej powieki były zamknięte, więc pozbyłem się materiału z twarzy, po czym połączyłem swoje usta z jej, a moje dłonie zaczęły wędrować w górę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Powoli zacząłem odpinać guziki jej koszuli, a następnie zjechałem ustami na jej brzuch, aby się trochę zabawić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Me dłonie zaczęły kierować się niżej, jak najszybciej chciałem pozbyć się wszystkich rzeczy z niej, gdyż nie wiem, kiedy Robin powróci.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bez większego namysłu wziąłem się w garść i zrobiłem to, co planowałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wszedłem w nią bez ostrzeżenia, a ta jęknęła dość głośno, ja nie miałem ochoty się oszczędzać, więc przyspieszyłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak.. szybciej.. błagam.. - te słowa usłyszałem z jej ust.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bez namysłu zrobiłem, to co chciała, a ja przy okazji pieściłem jej piersi, byłem w niebie i ona też, widziałem to na jej twarzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Doszedłem po niedługim czasie, więc jeszcze z niej nie wychodząc, założyłem ponownie maskę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś taka cudowna.. - mruknąłem, gładząc ją po policzku i patrząc na jej rozanieloną twarz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wychodząc z nie,j poczułem, że Robin chce wyjść, jest to zły znak, bardzo zły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Teraz cię przepraszam na chwilę.. ale.. ale Seven musi wypierdalać stąd w podskokach - od drugiego ale wyszedł Robin, na dodatek wkurwiony jak cholera.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyszedłem bez niczego z mieszkania i stanąłem pod drzewem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Robin&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Co to kurwa miało znaczyć, czy pod moją &quot;nieobecność&quot; ten chuj przeleciał tę dziwkę?! To niedopuszczalne!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Krzyki, jakie wymienialiśmy w głowie były nie do zniesienia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Lewa ręka była moja, więc wkurwiony chwyciłem Sevena za włosy i walnąłem o drzewo, na dodatek kilka razy. Fakt to też moja głowa, ale byłem na tyle wściekły, że o tym nawet nie myślałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po czym skierowałem ciało tego debila w stronę wody i zacząłem podtapiać, nie panowałem nad sobą ani trochę, nie wiedziałem nawet, jakie będą konsekwencje, więc skazywałem tego jebanego idiotę na coraz większe tortury aż do momentu, kiedy zemdlałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Seven&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ból, jaki mnie przeszedł w chwili kiedy oberwałem kamieniem w łuk brwiowy, był cholerny. Wydałem z siebie dźwięk rozpaczy i padłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie mam pojęcia, ile czasu leżałem na trawie, ale czułem zapach krwi, gdyż wiem, że nią plułem, a miałem na sobie maseczkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia, gdzie teraz jestem, to na pewno nie jest ziemia, jest tutaj dość miękko, a moja ręka powędrowała na twarz. Nie czuje materiału.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kurwa mać..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zasłoniłem miejsce, które nie miało wychodzić na światło dzienne.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Moje jebane blizny.. mój paskudny ryj jest teraz widoczny..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak się czujesz? - usłyszałem damski głos.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/6535209486324643037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/09/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6535209486324643037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6535209486324643037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/09/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html' title='Od Robina Cd Akemi &quot;Nie patrz tak na mnie&quot; +18'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-2768815361058926823</id><published>2018-09-25T12:51:00.000-07:00</published><updated>2018-10-10T10:30:17.466-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Soren - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Specjalny przypadek"/><title type='text'>Od Soren&#39;a CD Yagen&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Widząc zdziwioną minę Yagena, mój wzrok powędrował za nim, chciałem się dowiedzieć, co znajduje się w kopercie, a przy okazji gapić się bezczelnie na wyspanego i promiennego.. em, zaraz.. może nie promiennego, bo się spóźnił, mężczyznę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wlepiając w niego me oczy, zacząłem odczuwać głód.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Odchyliłem się na krześle i przejechałem językiem po kłach, po czym chwyciłem się dłonią krawędzi biurka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Cóż mój instynkt zaczyna szaleć, Yagen najwidoczniej nie był zachwycony po przeczytaniu listu, gdyż jego krew zaczęła płynąć szybciej, przez co wzmacniał on moje łaknienie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy ten odwrócił się w moją stronę, usłyszałem zdanie z jego ust.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Idziesz jutro ze mną w teren..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Że przepraszam, kurwa co? Gdzie ja idę?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Teren zazwyczaj oznacza wielu rannych, krew. Tak to będzie mieszanka wybuchowa, ja, mój instynkt i duża ilość czerwonej cieczy. Na samą myśl cieknie mi ślinka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy ten chciał wrócić na zaplecze, usłyszałem tylko ciche słowo, ale musiałem zniknąć, bo Yagen by dobrze nie skończył.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Teleportowałem się na jakieś totalne wypizdowie. Nawet nie wiem czyj to teren, ale po prostu musiałem coś zjeść, a jak na razie krwisty stek mnie nie przekonał, a tym bardziej krew zwierzęca.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie myśląc długo, zaatakowałem jakiegoś przechodnia, niestety on jak na złość musiał się wiercić, kręcić i krzyczeć, choć jego krzyki nie trwały zbyt długo. Skręciwszy mu kark, umilkł, a ja w spokoju mogłem się napić. Gdy już zaspokoiłem głód, spojrzałem na siebie i zobaczyłem, że mam koszulkę we krwi, co mnie lekko podirytowało. Nienawidzę tych, co się kręcą. Oblizałem kły po uczcie, a następnie przeniosłem się do swojego pokoju. Muszę się przebrać, bo nie mam zamiaru wyglądać, jak bym zjadł pół wioski. Fakt, jedną rzecz stwierdzę od razu. Ten człowiek nie miał mojej ulubionej grupy krwi, ale wole to niż skrzywdzić przez głupi instynkt Yagena.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pozbyłem się koszulki i wrzuciłem ją od razu do pralki. Nie powiem, że nie, ale pranie i tak muszę zrobić, więc włączyłem urządzenie, po czym wróciłem do pomieszczenia z szafą i wybrałem inną koszulkę, a następnie ruszyłem powoli do gabinetu. Nie minęło dużo czasu, a znalazłem się u celu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poczułem na sobie wzrok mężczyzny stojącego za mną, fakt czułem krew.. dość dobrą grupę, ale byłem syty, więc nawet na to nie zareagowałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Otworzyłem drzwi i wpuściłem go, gdyż on przyszedł do Yagena.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ja nie zajmuje się ludźmi.. przynajmniej tak stwierdził mężczyzna, z którym pracuje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zająłem swoje miejsce i zacząłem zastanawiać się, co jest ze mną nie tak, pomijając fakt, bycia wampirem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Potrafię być wtedy, ale zazwyczaj jestem dość miły, no, chyba że kogoś jem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jestem uparty, zadzierający z tymi, co nie trzeba.. w sumie jak na faceta przystało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wzdychając ciężko, stwierdziłem, że napiłbym się czegoś, ale to po pracy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mój organizm trochę z to zapłaci, ale szklaneczka dobrej whisky jeszcze nikomu nie zaszkodziła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zostawiając kitel w gabinecie, ruszyłem w swoją stronę, ale usłyszałem głos za sobą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mam nadzieje, że nie będę miał z tobą jutro problemów..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli będzie trochę krwi, to możesz mieć.. choć hmm, możesz mieć je niedługo, głodny się robię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nawet nie próbuj!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Idziesz na jakiegoś drinka? Whisky, wino, czy herbata - zapytałem prosto z mostu, czekając na jego odpowiedź.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/2768815361058926823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/09/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/2768815361058926823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/2768815361058926823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/09/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek.html' title='Od Soren&#39;a CD Yagen&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-380555068970658961</id><published>2018-08-28T11:15:00.002-07:00</published><updated>2018-10-10T10:30:28.558-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Specjalny przypadek"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Yagen - człowiek"/><title type='text'>Od Yagen&#39;a CD Soren&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Odłożyłem jedynie okulary na bok kompletnie nie zwracając uwagi na jego prośby. Ja? Połamany? Nigdy nie miałem zakwasów od spania w nie wygodnej pozycji bądź na nie wygodnym meblu...no... nie licząc krzesła w moim gabinecie lekarskim.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen no.... - Jęknął po raz kolejny dając sobie sprawę, że nie mam zamiaru się ruszyć ze swojego miejsca.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Daj mi spokój już... - Westchnąłem zamykając oczy chcąc skorzystać z ostatnich godzin nocy na jakiś spokojniejszy sen. Może faktycznie przydałby mi się jakiś wypoczynek? Dzień w dzień jest tak samo. Wstaje wcześnie rano, idę do gabinetu, gdzie zajmuje się nierozważnymi pacjentami, a po pracy wracam z powrotem do pokoju, gdzie przygotowuje się przed snem. W nocy oczywiście się budzę i znów zasypiam, by wszystko zatoczyło koło i zaczęło się od początku. Potrzebowałem czegoś, co by zakłóciło tą przeklętą codzienną rutynę. W końcu ile można tak w kółko to samo robić?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Soren już mnie nie budził, więc ponowne zaśniecie było tylko kwestią czasu. Nic mnie już nie budziło, nie śniło, ani nie zakłócało mojego spoczynku. Jedynie co mi się nie zgadzało po obudzeniu się, to brak właściciela pokoju w którym się znajdowałem i ... na litość boską, czemu ja leżałem na jego łóżku, a nie na fotelu? Przecież to na nim zasypiałem...pamieć nie powinna mnie chyba mylić. Zmarszczyłem niezadowolony brwi i spojrzałem na zegarek stojący na szafce nocnej niedaleko mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;12.34&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Założyłem okulary próbując jeszcze raz przeczytać daną godzinę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;12.35&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Boże... jeżeli istniejesz, to dlaczego mnie tak nienawidzisz? Normalnie w gabinecie jestem już od 7, a teraz jest już po południu, a ja nadal znajduje się w pokoju tego wkurzającego wampira. Zerwałem się szybko na nogi prześlizgując się mało używanymi korytarzami do mojego pokoju. jeszcze mi brakowało, by jakiś członek zobaczył mnie w piżamie o tej porze. To by zrujnowało wszytko na co pracowałem tyle czasu...cały szacunek i respekt poszedłby w zapomnienie. Przebranie i ogarnięcie się nie zabrało mi nawet 10 minut... chciałem jak najszybciej dostać się do gabinetu i zapomnieć o całej tej sytuacji. Wparowałem do pomieszczenia lekarskiego bez żądnego pukania, czy oznaki, że nadchodzę. Soren jedynie na mnie spojrzał nico zdezorientowany i uniósł jedną brew szykując się zapewne do zapytania mnie, co ja tu robię...niech se to daruje, bo nie ręczę za siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen... Co tak późno? To do ciebie nie podobne - Spojrzał przelotnie na zegarek, który zbliżał się do pokazania 13. No ja zaraz mu wyrwę te kły i zrobię z nich naszyjnik.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czemu mnie cholero nie obudziłeś i przeniosłeś na swoje łóżko? - Warknąłem zdyszany zamykając za sobą drzwi. Dopiero teraz czułem jak się zmęczyłem latając w te i we wte spiesząc się. Muszę się ogarnąć i sprawdzić, czy niczego nie zepsuł... miałem też nadzieje, że nikogo tu nie było przed moim przyjściem i białowłosy nie dorwał się do zapasów krwi w lodówce na zapleczu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
-&amp;nbsp;Chciałem abyś się wyspał. Nie sądziłem, że będziesz spał tak długo..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To normalne, że niektórzy ludzie tak śpią... ale nie ja... mniejsza - Poszedłem szybko do sąsiedniego pomieszczenia zgarniając przy okazji z biurka jakieś karty. Czyli jednak ktoś był... chyba, ze bez potrzeby je wyciągnął tylko po to, by narobić bałaganu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Twierdzisz, że nie jesteś normalny?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie... twierdze, że reszta ludzi jest nienormalna. Tracą czas na sen, choć w tym czasie mogli by dokształcać się w zawodzie - Odpowiedziałem już nieco spokojniej. - Ktoś był tu?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ta... jakiś dzieciak z czerwoną czupryną. Zjadł jakieś ludzkie jedzenie, czy coś - Nie musiałem więcej go słuchać, by wiedzieć o co chodzi. Będę musiał znów go złapać i jeszcze raz pouczyć, bo to już się robi chore. Czy on nie mógł się w końcu nauczyć, że te jego ukochane truskawki są złe i nie dla niego? Próbuje mu to wbić do łba odkąd pierwszy raz postawił stopę na terenie projektu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Coś jeszcze? - Dopytałem, gdy skończył poprzednią wypowiedź.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jakiś białas przyniósł list do ciebie i gadał coś o jakimś wyjściu - Wyjrzałem na niego zza drzwi nieco zaskoczony. List i wyjście? O co im znów chodziło. Zabrałem kopertę z rąk wampira i delikatnie sztyletem rozciąłem jej bok. Bez problemu poznałem pismo szefa , a jego treść...cóż... mało mi się podobała.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na szczęście nie chodziło o jakieś pouczenia, czy inne sprawy związane z moim &quot;podopiecznym&quot;. Po prostu szykowali jakąś akcje ratunkową i potrzebowali lekarza...a ja się na to nadawałem. Świetnie... jakieś odstępstwo od codziennej rutyny. Cieszyć się, czy płakać? Lustrowałem spojrzeniem reszte tekstu, aż dotarłem na drobny dopisek na samym&amp;nbsp; końcu papieru.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Zabierz Sorena ze sobą, by poznał prace lekarza terenowego.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chyba go bóg opuścił, albo ja muszę zmienić okulary.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Idziesz jutro ze mną w teren - Tylko to dałem rade wyburczeć nim ponownie zniknąłem na zapleczu by zrobić sobie kubek mocnej herbaty.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;Soreeen?&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/380555068970658961/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/380555068970658961'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/380555068970658961'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek.html' title='Od Yagen&#39;a CD Soren&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-1310027550042733734</id><published>2018-08-16T11:06:00.002-07:00</published><updated>2018-10-10T10:30:53.759-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Aleksandra - człowiek"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="O lewie Norwegu i Rosjance"/><title type='text'>Od Aleksandry do Felicjana &quot;O lwie, Norwegu i Rosjance&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zanotować. Nigdy więcej nie zostawiać na biurku pełnej konewki. Nawet malutkiej. Jeszcze na skraju blatu, to też ważne. Bo nawet jeśli to nie ty ją strącisz, to ci przyjdzie mechaniczna pierdoła, uzna, że zgubiła gryzak, to skubnie sobie kawałek mebla. Dobre? Oczywiście, drewno brzozowe, czyli musi smakować wybornie. Sasza westchnęła obserwując miejsce zdarzenia. Chyba będzie musiała wszystkie kanty jakąś gumą obkleić, by nie mógł się do nich dobrać. Tak, tak powinna zrobić. I meble będą całe i lew. Albo weźmie go na smycz i będzie miał dla siebie tylko starannie oczyszczony ze wszystkiego kąt pokoju. Krzywdy sobie bynajmniej nie zrobi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ale to był plan na przyszłość, a teraz ten nieszczęsny przerośnięty kot leżał na podłodze w małej kałuży wody. Obok niego leżało narzędzie zbrodni, w postaci małej, zielonej konewki. Sam droid nie ruszał się, co raz tylko któraś z jego łap drgała delikatnie wskutek powstałego w jego przewodach zwarcia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- No i co, durny ty kocie? - stęknęła Aleksandra i założyła ręce na piersi. - Powinnam cię teraz za karę tak zostawić, ale i tak nie będziesz tego pamiętać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Muszę go przetransportować do sal technicznych, pomyślała, a w jej głowie natychmiast pojawiło się bardzo ważne pytanie. Tylko jak ja go tam zaniosę? Nie miała ochoty rozkładać go na części i kursować z każdą osobno. Za dużo czasu musiałaby na to poświęcić. Poprosić kogoś o pomoc? Ha, dobre, każdy jej powie, że jest zajęty. Wszyscy byli dziś wyjątkowo zabiegani, pewnie jak zwykle tylko ona nie była w temacie, co się w ogóle odwala.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A może nie jest z tobą tak źle? - spytała po chwili namysłu i przykucnęła przy zielonym droidzie. - Odpalimy cię na chwilę, przejdziemy się do pomieszczeń technicznych i tam się tobą zajmiemy, co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ostrożnie uruchomiła lwa i cofnęła się o krok. Zwierzę poruszyło się, jednak nie były to tak gładkie ruchy, jakimi mogło pochwalić się na co dzień. Widać było, iż coś jest z nim nie tak. Vladimir podniósł się, ale nie dało się nie zauważyć, że cały czas się chwieje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobra, mój drogi. - Zwróciła na siebie uwagę swojego metalowego przyjaciela. - Teraz spokojnie chodź za mną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Szybko podeszła do drzwi i otworzyła je na oścież. Gestem wskazała wyjście, a Rover zaskrzeczał nad jej głową i wyleciał na korytarz chcąc zademonstrować, co lew ma zrobić. Ten przechylił ze zgrzytem łeb i nim jakkolwiek brązowowłosa zdążyła zareagować biegiem wypadł z pomieszczenia i pognał przed siebie. Słychać było jak biegnie, niosło się to wybitnym echem, który obudziłby nawet zmarłego. Jeszcze co raz musiał się obijać o ściany, bo nie możliwym było, by utrzymywał równowagę bądź miał kontrolę nad ruchami. Nie z zalanymi obwodami. Okularnica wyjrzała ostrożnie ze swojego pokoju i rozejrzała się. Tutaj nikogo nie było, ale jak ten dzikus na kogoś wpadnie...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kurwa... - podsumowała cicho i wsadziła ręce do kieszeni bluzy. - Jobanyj durak. Weź go teraz złap, maratonów się zachciało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dostanie jej się. Jak nic. Nie ma bata by go dopadła nim ktokolwiek go usłyszy. Pewnie nawet teraz kogoś taranuje, albo ktoś już go goni i ma zamiar donieść dowództwu o wolno biegającym, zalanym dzikim zwierzęciu. Zatrzasnęła za sobą drzwi i ruszyła szybko korytarzem starając się słuchem namierzyć, jak daleko znajduje się Vladimir.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Felicjan?&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/1310027550042733734/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-aleksandry-do-felicjana-o-lwie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/1310027550042733734'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/1310027550042733734'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-aleksandry-do-felicjana-o-lwie.html' title='Od Aleksandry do Felicjana &quot;O lwie, Norwegu i Rosjance&quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-7836654322980241835</id><published>2018-08-07T05:46:00.000-07:00</published><updated>2018-08-07T05:51:02.357-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Akemi - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nie patrz tak na mnie"/><title type='text'>Od Akemi do Robina CD „Nie patrz tak na mnie”</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Stałam tak przed Robinem, a raczej przed Siódemką, i czekałam na to, co powie. Po jego minie wyraźnie było widać, że bije się z myślami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Gdzie iść? Też pytanie, najlepiej od razu do łóżka maleńka – usłyszałam odpowiedź z jego ust. Nie, żebym nie była zadowolona z tego, co usłyszałam, ale miałam wrażenie, że w tym towarzystwie nie wszystkim jest to na rękę. Nie wszystkim z naszej, tak na dobrą sprawę trójki, był na rękę taki obrót spraw.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po chwili grzebania w głowach chłopaków zrzedła mi mina. Czy oni naprawdę myślą, że czytanie w ich myślach jest tylko powodem do manipulacji? Tak naprawdę robiłam to dla rozrywki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Ile botoksu wpieprzyłaś w te arbuzy? - to pytanie padło już z ust Robina, który stał oparty o pobliskie drzewo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Brzydzą mnie ludzkie sposoby poprawiania sobie urody. A to, na co patrzysz, jest tylko i wyłącznie moje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Robin zrobił wymowną minę, jakby czekał na moją reakcję, a ja dalej wpatrywałam się w jego oczy. Skoro daje mi taką możliwość do wchodzenia mu do głowy, dlaczego z tego nie skorzystać? Zawsze przecież mógł przestać na mnie patrzeć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dalej zdenerwowana tym, co powiedział, nie mogłam już dłużej wytrzymać i zaczęłam zbliżać się do niego z wyciągniętą pięścią. Nie zaszkodziłoby trochę mu przywalić. Gdy byłam już dostatecznie blisko, by wymierzyć cios, nagle poczułam, jak łapie mnie szybko za nadgarstek. Trzeba przyznać, że miał niesamowity refleks. I cholernie mocny uścisk...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– I co teraz? Masz jeszcze jedną rączkę i nóżki, ale jakoś się nie boję – zaczął na mnie warczeć i jeszcze mocniej zacisnął dłoń na moim nadgarstku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Stop! - krzyknęłam na niego, bo ręka zaczęła mnie już boleć. Patrząc w jego oczy usłyszałam, że Seven wręcz krzyczał, aby Robin przestał ściskać jak młot mój nadgarstek. Co, wcześniej był taki odważny, a teraz nagle zaczął mnie bronić? Jednocześnie zdziwiona i zaciekawiona krzyknęłam znów – Pogrzało cię!?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Się ciesz, że nie zaciągnąłem cię do rady, bo tam każdy wampir powyżej rangi A- jest mordowany za bycie w Projekcie – wzruszył ramionami Robin i odszedł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– W takim razie miałam spore szczęście! I wiem, że sam do nich należysz! - krzyknęłam jeszcze za nim i dalej stałam pod drzewem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zaczęłam rozmasowywać swoją rękę i biłam się z własnymi myślami. Popatrzyłam na obolałą część ciała i spostrzegłam, że lekko zsiniała. Cholera, jest naprawdę silny, pomyślałam. Po chwili zaczęłam się rozglądać za Robinem. Faktycznie, gdzieś odszedł. Nie mogłam go znaleźć, więc stwierdziłam, że wrócę do mieszkania. Co innego mogłam robić w tym momencie? Po kilku minutach szybkiego marszu byłam z powrotem u siebie. Nadgarstek nadal mnie bolał, ale nie zwracałam na to uwagi. W głowie nadal miałam Robina. I Sevena. Niby to tylko kolejny napotkany wampir, ale ta dwójka nie mogła opuścić moich myśli. Byli zbyt intrygujący, bym mogła o nich zapomnieć. Zrzuciłam z siebie ubranie i szybko włożyłam luźną i długą do pasa czerwoną koszulę w kratę. Po zmianie ubrania podeszłam do lodówki i wzięłam ze środka dawkę krwi. Szybko wzięłam łyk tego słodkiego napoju i pozwoliłam mu rozpłynąć się po organizmie. Uwielbiałam delektować się smakiem krwi, więc położyłam się na łóżku z butelką, pogrążając się w myślach na temat Robina i Siódemki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Kto to mógł być? Przecież nie utrzymuję kontaktów&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
praktycznie z nikim, prócz moich dostawców krwi. Nie zamierzałam jednak otwierać, więc siedziałam cicho i udawałam, że nie ma mnie w domu, dalej rozkoszując się resztą krwistego trunku, którego niewiele już w butelce pozostało. Pukanie jednak nie ustawało i po kilku minutach postanowiłam w końcu wstać i otworzyć te cholerne drzwi. Gdy otwarłam, zobaczyłam za nimi... Siódemkę! Do ciężkiej cholery, co on tu robił!? Przecież nie wiedział, gdzie mieszkam! Skąd więc wytrzasnął mój adres!? Zdenerwowana do granic możliwości czułam wręcz, jak świerzbią mnie już kły. Miałam ochotę go zagryźć. Niemal od razu chciałam&amp;nbsp; zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale zdążył wstawić stopę między drzwi a ramę, a po chwili wszedł do mojego mieszkania, jakby był u siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Wybacz za niego. Ponosi go ostatnio – powiedział tylko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Chyba nie mam wyboru, jak z wami pogadać, co? - odparłam zdenerwowana i oparłam się o drzwi z założonymi na piersiach rękami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Niezbyt – odparł z bezczelnym uśmieszkiem na twarzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zamknęłam drzwi na klucz i patrzyłam w oczy Siódemki. Chyba postanowił udawać zabawnego, bo z jego myśli nie mogłam wyczytać nic konkretnego. Patrzyłam tak na niego i zaczęłam mówić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Wiem, że obaj jesteście w Projekcie. Wiem też, co robią z takimi, jak my. Wy też jesteście powyżej rangi A-, chłopcy, a żyjecie – zobaczyłam jego zaciekawioną minę, więc postanowiłam kontynuować. - Powiedziałeś, że mam się cieszyć, że nie zaprowadziliście mnie do rady. Wiem też, co pomyślałeś o mnie, gdy otwarłam drzwi. Więc moje pytanie brzmi... Po co to wszystko? - skończyłam swoją krótką przemowę i czekałam na jego reakcję.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Akemi... Nie byłoby nic przyjemnego w tym, żeby cię tam zaprowadzić. Nie wiemy o tobie nic. Niczym nie zawiniłaś, a więc wychodzi na to, że twoje mordercze skłonności siedzą gdzieś tam, ukryte głęboko w środku. Poza tym... Skoro wiesz, co myślałem, gdy tu przyszedłem, to wiesz, dlaczego tego nie zrobiłem – odparł wymijająco.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Ok, dobrze. Powiedzmy, że ci wierzę, Seven. A Robin, co on a to wszystko?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Wewnętrznie drze na mnie ryja. Zresztą, po co pytasz, skoro i tak grzebiesz nam w głowach i wiesz wszystko, co się tam dzieje – odparł i zbliżył się do mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Ok – patrzyłam na niego zaciekawiona. - Wiesz, co zastanawia mnie jeszcze bardziej niż to wszystko, o co pytałam przed chwilą?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– No co? - zapytał, stając nade mną i opierając rękę na drzwiach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
– Dlaczego mnie odszukałeś? Dlaczego tu przyszedłeś? I skąd, do cholery jasnej, wiedziałeś, gdzie mieszkam? - próbowałam być złowroga, poważna i groźna, ale nie mogłam się powstrzymać i po chwili się roześmiałam. Było wyraźnie widać, że jest zdziwiony moją reakcją, ale po chwili sam się roześmiał. Patrzył mi przez chwilę w oczy, po czym pocałował lekko w usta i podjął temat.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/7836654322980241835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-akemi-do-robina-cd-nie-patrz-tak-na.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/7836654322980241835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/7836654322980241835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-akemi-do-robina-cd-nie-patrz-tak-na.html' title='Od Akemi do Robina CD „Nie patrz tak na mnie”'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-5982657449827758906</id><published>2018-08-06T05:57:00.003-07:00</published><updated>2018-08-06T05:58:09.376-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Soren - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Specjalny przypadek"/><title type='text'>Od Soren&#39;a CD Yagen&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek_31.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Miałem serdecznie dość tego dnia, przez co mój organizm był wykończony. Leżąc tak na łóżku myślałem o tym co się stało, chciałem o tym wszystkim zapomnieć, gdyż nie było mi to na rękę. Nie chciał bym być zamordowany przez jakiś idiotów. Choć ja sam wtedy nie myślałem o tym, że są kamery. Wkurwia mnie powoli ten projekt. Wymordował bym tutaj prawie wszystkich. Oni są wkurwiający i nudni za razem. Kilka minut później mój organizm miał dość mojego pierdolenia, więc zasnąłem. W tych godzinach mózg stwierdził, że będą mi się śniły jakieś głupie sny, oraz ma wyimaginowana przyszłość z drugą połówką, której twarzy nie znam, gdyż w każdym śnie druga osoba jest zamazana..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Obudziłem się lekko przerażony, gdyż widziałem własną śmierć poprzez urwanie mi głowy. Nikt nie chce być świadkiem takich rzeczy, nikt.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Spojrzałem na zegarek i zauważyłem, że jest już druga trzydzieści dwie. Cóż tyle z mojego spania. Przetarłem dłonią twarz i ruszyłem w stronę łazienki aby pozbyć się potu z ciała biorąc chłodny prysznic. Po drodze zgarnąłem czarne jeansy i czystą bieliznę, aby się od razu przebrać, choć patrząc na temperaturę jaka panuje w pokoju zrezygnowałem z koszulki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wracając z małego pomieszczenia po jakiś dziesięciu minutach, usiadłem na łóżku i spojrzałem na śpiącego Yagena. Cóż, chyba nie będzie rano zadowolony z tego, że go kości bolą. Cóż, wybrał sobie fotel a miał do wyboru łóżko, przecież sam bym się na nim przespał. Nie śpię nawet długo, więc bym nie zwrócił uwagi na bolące kości. Patrząc na niego było mi go cholernie szkoda. Mogłem mu od razu wybić pomysł ze spaniem na fotelu. Obserwowałem go uważnie. Tak, Yagen mi się cholernie podoba. Jest upierdliwi, ale za razem stanowczy jak i przystojny. Rozmyślając chwilę o różnych bzdetach usłyszałem jakiś pomruk, a później coraz głośniejsze słowa wydobywające się z ust Yagena, następnie ten zaczął krzyczeć i miotać się na meblu. Kurczę, nie chcę aby się poobijał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen - wstałem i ukucnąłem przy nim, patrząc na niego, a za razem próbując go uspokoić. - Yagen, co się dzieje? - zapytałem głośniej, a ten się obudził. Mężczyzna był nie obecny, patrzył w jedno miejsce oraz oddychał ciężko. Na moje oko był wystraszony więc zaciskał coraz mocniej dłoń na podłokietniku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
On oczywiście wyminął moje pytanie. Czyżby mnie ignorował? Może che unikać, ma mnie dość? Z resztą kto by nie miał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen, posłuchaj, to był tylko sen, to się nie stało ponownie.. - położyłem dłoń na jego, licząc na to, że nie dostanę w twarz za ten czyn.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- T...to nic....naprawdę... Jestem przyzwyczajony - powoli przetarł oczy, prawdopodobnie starając się wymazać to wszystko z myśli - Nie przejmuj się mną.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak mam się nie przejmować, jak ćwiczysz tutaj jakieś nowe sztuki walki wraz z krzykiem, podczas koszmaru? Połóż się może na łóżko, co? Ja usiądę na fotelu, bo tak czy inaczej się wyspałem...- na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, przez co moja dłoń powędrowała w stronę jego włosów, które właśnie zaczęły opadając na twarz.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wracam do siebie.... To będzie lepszy wybór - po tych słowach mężczyzna delikatnie odepchnął moją dłoń, później wstał chwiejąc się, przy okazji wyminął mnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czy ja znowu coś zjebałem? Czy to wszystko ma jakiś jeszcze głębszy sens? Czy mam się dalej za nim uganiać?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Te pytania pojawiały się coraz częściej w mojej głowie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen, chcesz wyjść o trzeciej w nocy na korytarz, aby spotkać jakiegoś wygłodniałego wampira?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A ty nie jesteś głodnym wampirem w zamkniętym pomieszczeniu? - po tych słowach uniósł jedną brew i lustrował mnie uważnie swym przenikliwym spojrzeniem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wampirem owszem, ale głodny nie jestem, przynajmniej nie teraz. Jak bym chciał, to użył bym mocy aby przenieś się i coś zjeść poza projektem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Po tym wszystkim bym ci nie radził. Będą cię teraz obserwować, a ja mogę nie dać rady uratować twojego nie ogarniętego tyłu. Nawet bym tego nie chciał.. - po tych słowach ruszył ponownie w stronę nie wygodnego mebla i ułożył się na nim.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen, przejdź na łóżko, ja już nie będę spał, więc posiedzę, a ty odpocznij, bo jesteś zmęczony, widać to po tobie, a w pracy lepiej abyś był wypoczęty. Proszę, zrób to dla siebie, bo spałeś smacznie na tym fotelu do momentu koszmaru.. ale po co masz być połamany?&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/5982657449827758906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/5982657449827758906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/5982657449827758906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek.html' title='Od Soren&#39;a CD Yagen&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-6884742985496063388</id><published>2018-08-05T05:03:00.005-07:00</published><updated>2018-08-05T05:03:44.380-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Nie patrz tak na mnie"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Robin - Wampir"/><title type='text'>Od Robina Cd Akemi &quot;Nie patrz tak na mnie&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-akemi-cd-robina-nie-patrz-tak-na-mnie.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po dłuższym przemyśleniu sobie tego wszystkiego, wiedziałem, że Seven nieźle się by z nią bawił, tylko szkoda, że prawidłowe ciało należy do mnie i to ja będę decydować z kim mam się pieprzyć. Z resztą Seven często pakuje się w beznadziejne sytuacje, które nie są mi na rękę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdzie iść? Też pytanie, najlepiej od razu do łóżka maleńka - chciałem w tej chwili ugryźć się w język, ale na moje nieszczęście, aktualnie wyglądam jak Siódemka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie podoba mi się to, że szpera nam w głowach, przecież ona może to wykorzystać jak tylko chce, a ja sobie nie pozwolę na żadne manipulacje moim ciałem, jak i umysłem przez laskę z kilometrowymi cyckami!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ile botoksu wpieprzyłaś w te arbuzy? - zapytałem opierając się o pobliskie drzewo i wróciłem do prawidłowej formy, bo miałem dość Sevena. Fakt, nie interesowało mnie to za bardzo, ale chcę po prostu odciągnąć moją drugą stronę od myśli gwałtu, jak na ten moment.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Lichy blondynek dobrze wie, że jestem asem, ale jak mam z kimś się już pieprzyć to wolę facetów, albo przynajmniej płaskie laski, które wyglądają uroczo i pchają mi się same do łóżka, tylko na przelotny seks.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czekałem chwilę na jej reakcje, aż do momentu kiedy ruszyła w moją stronę z pięścią. Ups, że jestem szybszy i nie specjalnie się jej boję.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chwyciłem dziewczynę dość mocno za nadgarstek, aby się uspokoiła i odwróciłem lekko wzrok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I co teraz? Masz jeszcze jedną rączkę i nóżki, ale jakoś się ciebie mała nie boję.. - warczę przez zęby i ściskam dość mocno jej nadgarstek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Robin, przestań! - to były słowa Sevena, co to się stało, obrońca kobiet się znalazł? Zaśmiałem się tylko pod nosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Stop! - usłyszałem wręcz krzyk dziewczyn, więc zabrałem rękę i zauważyłem, że jej nadgarstek lekko zsiniał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pogrzało cię?! - jak na złość usłyszałem jednocześnie głos Akemi oraz Sevena.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wzruszyłem na to obojętnie ramionami i chciałem po prostu odejść, ale Siódemka nie dała mi tej satysfakcji.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Się ciesz, że nie zaciągnąłem cię do rady, bo tam każdy wampir powyżej rangi A- jest mordowany za bycie w projekcie - po tych słowach ruszyłem w swoją stronę bijąc się z Sevenem wewnątrz.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jesteś idiotą! - to były jego pierwsze słowa kiedy zostawiłem tą dziewczynę i odszedłem na dość daleką odległość.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Masz Siódemko jakiś problem? To wypierdalaj z tego ciała, jesteś jak pasożyt.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie? Mam z tobą za dużo przyjemności w łóżku, więc nie odejdę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Szedłem tak dłuższą chwilę kierując się do swojego pokoju, ale Seven jak na złość stwierdził, że jest głody. Ja grzecznie chciałem iść zjeść jak ludzie, ale nie, on stwierdził, że są tu lepsze kąski więc przyjął swoją paskudną mordę i ruszył na poszukiwania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ja w tym czasie się wyłączyłem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Szukanie smakołyka, było wymówką. Dziwię się, że on na to się nabiera.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ruszyłem w stronę gdzie ten debil zostawił dziewczynę, ale już jej tam nie znalazłem, więc postanowiłem jej poszukać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dotarłem pod jej drzwi po kilku minutach, więc upewniłem się, że maseczka jest dobrze zawiązana i zapukałem do jej pokoju.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Trochę stałem pod drzwiami i oczekiwałem otwarcia, chciałem już nawet sobie iść, ale zdążyła otworzyć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Od razu chciała je ponownie zamknąć, ale przystawiłem nogę aby tego nie zrobiła, a następnie wszedłem jak do siebie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wybacz za niego. Ponosi go ostatnio - zacząłem, a dziewczyna, która cholernie mnie kręciła stanęła oparta o drzwi i zaczęła mówić.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/6884742985496063388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6884742985496063388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6884742985496063388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/08/od-robina-cd-akemi-nie-patrz-tak-na-mnie.html' title='Od Robina Cd Akemi &quot;Nie patrz tak na mnie&quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-5232528995827428251</id><published>2018-07-31T08:11:00.001-07:00</published><updated>2018-07-31T08:11:30.571-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Specjalny przypadek"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Yagen - człowiek"/><title type='text'>Od Yagen&#39;a CD Soren&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zawsze szanowałem te chwile, w których raz na jakiś czas mogłem się w spokoju położyć i w końcu odpocząć... nie chodziło mi o pogrążenie się w krainie &quot;miłych&quot; snów... chodzi o ogół. Ta chwila, gdy możesz się położyć na łóżku, przy zapalonej lampie i z ulubioną książką przed oczami. Nie chcesz by ktoś ci ją przerywał, a tym bardziej jakiś gość z działu ochrony, który mówi, że ktoś pod moim nadzorem (nie żebym się o to prosił) wpadł w jakieś kłopoty. No co ja mu do cholery mówiłem? Mógł chociaż nie ujawniać tego, że kogoś zabił... a tym bardziej w projekcie. Skrzyżowałem ręce na piersi obserwując uważnie całe to debilne zgromadzenie i ich wymianę zdań. Czasami mam wrażenie, że niektórzy ludzie i wampiry to po prostu oddzielna wspólna rasa pod dobrze znaną nazwą Debili.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen - Poczułem na sobie spojrzenie białowłosego. Bał się? A to ci nowość... wcześniej tak skakał, a teraz stał się potulny jak baranek. Śmierć w końcu do niego dotarła? - Wierzysz mi czy w ich bajki? Mam zginąć, a ty poniesiesz też konsekwencje? Czy masz pomysł jak to racjonalnie wyjaśnić...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kamery - Westchnąłem zrezygnowany. Strażnicy chyba zbytnio nie ogarnęli o co mi chodzi, gdyż spojrzeli po sobie - Czy wy do cholery nie rozumiecie słowa monitoring? Sprawdźcie go zanim kogoś bezpodstawnie oskarżacie bando ułomów! - Nie mogłem potrzymać mojego podniesionego głosu. Traciłem przez to wszystko czas, jak i nerwy. Chciałem jak najszybciej wrócić do pokoju i po prostu pójść spać, by rano zacząć wszystko od początku... bez żądnych nieprzyjemnych wydarzeń.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Strażnicy chyba zszokowani moim rozkazem szybko zabrali się za przeszukiwanie nagrań. Czy oni serio tak bardzo chcieli udupić Sorena? W sumie nie zdziwiłbym się...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiec? - Stanąłem za nimi uważnie ich obserwując. poprawiłem na dodatek okulary, gdy jeden z nich podejrzanie drgnął. Banda debili - Uznam ten odruch za odpowiedź. Zgłoszę cały incydent jutro z samego rana do Ivana, by on się wami zajął. Nie zapominajcie do cholery gdzie jesteście... mamy tu żyć w pokoju z wampirami, a nie szukać winy u tego, który ma najwyższą rangę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Sam skakał nam do gardeł. To była sa.... - Nie dałem mu dokończyć, gdyż w tym samym czasie jego nos spotkał się z czubkiem mojego noża. Grożenie im to ni był dobry pomysł, ale ich gadanie mnie już męczyło&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jeśli chcecie mieć języki i struny głosowe to radzę wam się zamknąć. To ON się bronił przed waszymi głupimi oskarżeniami. Koniec tematu.... rozejść się! - Schowałem z powrotem ostrze na swoje miejsce i wyszedłem z pomieszczenia na do widzenia trzaskając drzwiami. Dość tego... moja tolerancja na takie głupoty została już dawno przekroczona i tylko ta beznadziejna sytuacja ratowała ich przed poparzeniami 3 stopnia, a następnie przed wizytą w moim gabinecie. I tak porozmawiam sobie jutro z szefem, bo takich idiotów w tym projekcie dawno nie widziałem. Co to za ludzie, którzy tu należą i od razu szukają winy w wampirze klasy A+ ? Wiem, że są tutaj inni z wyższą rangą, a jakoś ich się nie czepiali. A tak... przyniósł zwłoki... wielkie mi coś. Lepiej by on jest przyniósł niż leżały na tym korytarzu, by ktoś inny je znalazł.... wtedy nie byłoby za miło.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen! - Usłyszałem za sobą znany mi głos, którego nie chciałem już dzisiaj słyszeć, a tym bardziej widzieć twarzy tego osobnika. Mimo to zatrzymałem się spoglądając na niego przez ramię z czystą rządzą mordu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czego znowu chcesz? - Syknąłem dając mu jasno do zrozumienia, że chce mieć spokój, a on mi go właśnie zabiera.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Miałem dać ci spokój, po wyjściu od ciebie, ale trafiłem na to ciało, ja nic nie zrobiłem - Westchnął cicho patrząc na mnie przepraszająco. Serio się bał tego , że będę na niego wściekły? Jest to raczej nie możliwe....&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wiem przecież o tym. Monitoring wszystko zdradził. Tylko to uratowało ci dupę - Syknąłem odwracając z powrotem wzrok u powoli obrałem kurs do swojego pokoju. Moje łóżko wzywa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przepraszam, za to, że cię wezwali..... - Ponownie się zatrzymałem by uważnie zlustrować go spojrzeniem. On naprawdę przepraszam? Co się stało... To serio robiło się dziwne i podejrzane. Może oni podali mu jakiś specyfik wywołujący skruchę? O ile takie coś istnieje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wracaj do siebie - Mruknąłem już spokojniej obierając kurs do jego pokoju. Wolałem go przypilnować, choć wątpię, że miał zamiar się stąd jeszcze wymykać na polowanie po tym wszystkim. Mimo to... coś nakazywało mi poczekać w jego pokoju aż nie zaśnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Idę... może choć trochę się prześpię&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To dobry pomysł .... - Wszedłem z nim do jego mieszkania i zająłem miejsca na fotelu. Czułem an sobie jego pytający wzrok... no bo po co tu przylazłem?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zanim cokolwiek powiesz. Po prostu chce mieć świadomość, że po prostu pójdziesz spać i nie wpakujesz się znowu w jakiś głupi incydent.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mów, ze zamierzasz tutaj spać....&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie zamierzam - Zmarszczyłem nieco broi na ten niedorzeczny pomysł. Nie dość że sam mam problemy ze snem we własnym łóżku, to nie chce wiedzieć, co by się działo na fotelu w obecności wampira. Na te słowa Soren jedynie wywrócił oczami i położył się na swoje miejsce. Ja jedynie zdjąłem okulary, które zaczęły mnie przyprawiać o ból nasady nosa. Będę musiał je wymienić... ale to później. Kątem oka spojrzałem na białowłosego, który leżał obecnie odwrócony do mnie plecami i nawet nie drgnął . Zacząłem się nawet zastanawiać, czy jakoś w dziwnych okolicznościach nie umarł. Nie miałem jednak sił by nad tym rozmyślać, gdy oczy jak na złość zaczęły mi się same zamykać. Stres zaczął odpuszczać, a na dodatek Soren miał przyjemnie ciepło w pokoju... mieszanka zabójcza jak dla mnie. Nie dałem rady się oprzeć temu by na chwile nie przymknął oczu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&amp;lt;Soren? &amp;gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/5232528995827428251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek_31.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/5232528995827428251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/5232528995827428251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek_31.html' title='Od Yagen&#39;a CD Soren&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-8195956722883669989</id><published>2018-07-29T02:08:00.001-07:00</published><updated>2018-07-29T02:08:11.289-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Ayato - wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sztuka opanowania"/><title type='text'>Od Ayato CD Shinyi &quot;Sztuka opanowania&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-shinyi-do-ayato-sztuka-opanowania.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Cóż. Musiał przyznać, że dał się ponieść dobrej zabawie, całkowicie tracąc czujność. Spodziewał się posiłków z innych miast, ale nie tak szybko. Szok trwał krótko, lecz wystarczająco, by powylegiwać się na stercie gruzu. Przyjemnie, niczym na madejowym łożu w średniowieczu. Mroczki przed oczami były wynikiem dość mocnego przywalenia głową, prawdopodobnie o ścianę, bądź dach. Nie było czasu o tym myśleć, gdy obcy wampir przetransportował go do zapuszczonego domostwa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nie przyglądał mu się za bardzo, próbując umysłem ogarnąć to, co się właśnie działo. Najpierw strzelają, potem wynoszą? Kiedy przesłuchanie albo obcięcie głowy? Z zamyślenia wyrwał go niewielki gest ze strony blondyna, jakim było przyłożenie palca do ust w celu zachowania ciszy przez Ayato. Ściągnął brwi, kiedy w tym samym momencie tamten złapał za strzałę tkwiącą w jego ramieniu. Jak zaczął ją wysuwać, dopiero dało się wyczuć ból.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zachowanie ciszy nie wyszło tak dobrze, jak wyobrażał to sobie obcy chłopak. Ayato zawył niemalże jak pies, po chwili odpychając go od siebie na drugi koniec domostwa. Jeszcze pomóc chcą! Toż to nie do pomyślenia dla fioletowowłosego, który na odległość czuł smród ludzi na mundurze tamtego. Podniósł się z podłogi, nie mając zamiaru dać się złapać. Byle strzała to za mało, by go zatrzymać, także posłał pogardliwe spojrzenie blondynowi, wychodząc wybitym oknem, będącym na wprost frontowych drzwi. Kroki reszty oddziału, wraz z tymi starymi gałganami, dało się słyszeć, lecz byli jeszcze, dla Sakamakiego oczywiście, w bezpiecznej odległości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przemieszczał się bezszelestnie pomiędzy budynkami, na razie ani myśląc o wejściu na którykolwiek z dachów, bo tam na pewno będą go szukać. Szczęścia trochę było, ponieważ ludzie, na czas złapania Ayato przez tę bandę, zamknęli się w swoich domostwach. Po pewnym czasie miał dość łażenia uliczkami jak imbecyl, ponieważ miał wrażenie, że łazi w kółko, dlatego wskoczył na pierwszy lepszy blaszany dach. Tamże przysiadł przy szerokim, murowanym kominie, który to nijak imał się wyglądem do całej budowli. Zacisnął usta i złapał zdrową dłonią za strzałę. Nie bolało, póki nie ruszył w kierunku wyciągnięcia jej. Wziął głęboki oddech, zamknął oczy, po czym na ślepo przystąpił do działania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dla niego trwało to wieczność, a tak naprawdę parę sekund. Po wyciągnięciu tego cholerstwa nie chciał tracić czasu na patrzenie się, dlatego od razu to wyrzucił, robiąc odrobinę hałasu na blaszanym dachu. Klnąc pod nosem, zwinął się stamtąd jeszcze prędzej. To była jego ulubiona bluza, a teraz miała wielką, zakrwawioną dziurę. Nie zamierzał tak łatwo odpuścić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Swe miejsce zamieszkania miał nieco dalej, w wolnostojącym pustostanie. Tam, na samej górze, gdzie człowiek nie mógł wejść, gdyż wszystkie podjazdy oraz drabiny zostały zniszczone, miał wszystko czego zapragnie, aż do późnej jesieni. Nie zdziwił go widok samotnie siedzącego młodszego brata na rozlazłej kanapie. Dłonią rozczochrał mu włosy i przysiadł obok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;— Gdzie Laito? — zapytał, zdejmując bluzę, po czym zaczął dogłębnie oglądać ranę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;— Poszedł do lasu… — Odparł cicho, siadając po turecku, by zafascynować się raną starszego brata.&amp;nbsp; — Woo. Bolało?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Rana nie wyglądała tak tragicznie, jak wcześniej. Regeneracja robiła swoje, jednocześnie kradnąc mu nieco sił. Spojrzał na rodzonego brata, widząc głód w jego oczach. Tak naprawdę, idąc do miasta, miał nadzieję złapania najstarszego z nich, by w końcu coś upolowali. Zamiast niego, złapał w ramię strzałę. W tym czasie, kiedy Ayato błądził po uliczkach, lamus wrócił i poszedł polować do lasu na cuchnącą błotem sarnę. Czasami naprawdę zastanawiał się, czy coś ich jeszcze łączy, oprócz genów. Musiał wrócić do odizolowanej części miasta i, nawet z oddziałem na karku, upoluje coś dla swojego rodzeństwa. Wystarczy zaczekać do wieczora…&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Krótka drzemka, powrót cudownego brata z kurą w dłoniach doprawiła nieco ich życie komediodramatem, po czym mógł pobiec z powrotem do zbiorowiska bezbronnych. Nie pomińmy jeszcze kłótni Ayato z najstarszym bratem, który tylko słownie starał się go powstrzymać przed kolejnym wypadem. Machnął tylko nań dłonią, założył dziurawą bluzę i wyskoczył z pustostanu. Nie spieszył się. Im później, tym lepiej. Jeśli w oddziale byli jacyś ludzie, w nocy miał przewagę. Równie dobrze może się wszystko skończyć na zwinięciu młodej niewiasty z domu, tuż sprzed ich nosów. Z tą „niewiastą” Ayato mógłby polemizować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Ukrył się pomiędzy dwoma kominami rozebranej do połowy starej kotłowni, gdzie miał doskonały widok na większą część dzielnicy. Teraz był na tyle czujny, że usłyszał kroki stawiane na ubitym piachu. Och tak, ofiara była coraz bliżej, a tamtych ani widu, ani słychu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Idealnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&amp;lt; Shinya? Rozkręćmy to~ &amp;gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/8195956722883669989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-ayato-cd-shinyi-sztuka-opanowania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/8195956722883669989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/8195956722883669989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-ayato-cd-shinyi-sztuka-opanowania.html' title='Od Ayato CD Shinyi &quot;Sztuka opanowania&quot;'/><author><name>Missingami</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03405014712795652963</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPtgQYQe-ojuJD5BpI6UMlK9o0_OBgtfYDu5JWHzHKqRHNEnCtFr3FF2SMjSBf3vhNJ-PboWKFfXiYYfHmRaJjWKxqifDAVpDwl8zp87M0fWrvtQVrNHeJKG6f8k6Qog/s220/3a2e627a60f14264ac55445b2be2e622f044d156_00.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-4036765808674725939</id><published>2018-07-27T09:10:00.002-07:00</published><updated>2018-07-27T09:10:51.976-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Dimitrij - człowiek"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Pomarańcze mogą zranić"/><title type='text'>Od Dimitrija CD Chuuyi &quot;Pomarańcze mogą zranić&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-chuuyi-cd-dimitrija-pomarancze-moga.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co ? Już? - Spojrzałem na niego mało zadowolony. Ojciec potrafił czasem wszystko zniszczyć...choćby nawet nie świadomie, choć zapewne wiedział o tym. Brawa dla niego. - Jest jeszcze jasno, mamy spokój... tamci mogą jeszcze chyba poczekać. W końcu tatko jest dobry w zdobywaniu czasu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dzieciaku ... obowiązki to obowiązki. Skoro wzywają to trzeba iść - Chuuya wydawał się być nie przekonany i spojrzał w stronę powoli zachodzącego słońca za ruinami miasta. W sumie... jak dla mnie były to normalne budynki, choć opuszczone i nieco sponiewierane. Brak okien, dachów, czy szczątki ścian na drogach...dla mnie to nic nowego. Wojna zniszczyła to, czego nie zdążyłem zobaczyć, dlatego chciałem jak najszybciej zakończyć to. Ta bezsensowna walka nie wiodła w końcu do niczego, a przyszłe pokolenia powinny zobaczyć przyszłość w lepszym świetle... przyszłość w której wampiry i ludzie znów dojdą do porozumienia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Przypomnij mi... - Odezwałem się po dłuższej chwili milczenia , gdy wpatrywałem się w miasto - Dlaczego ta wojna wybuchła? - Pytanie wydawało się bezsensowne...w końcu dobrze znałem na nie odpowiedź. Nakahara był również tego świadomy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wampiry podejrzewały ludzi, że chcą ich otruć poprzez zażywanie jodu, by uniknąć skutków promienia z Czarnobyla. - Mimo to odpowiedział na moje pytanie niepewnie...jakby podejrzewał, że coś kombinuje. Pf... jak zwykle.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Też uważasz, że ludzie ich truli? W sensie świadomie... Jakby wiedzieli, że wtedy krew nie nadaje się do spożycia - Spojrzałem na niego spokojnie oczekując szczerej odpowiedzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie sądzę - Pokręcił spokojnie głową, przymykając na moment powieki. - Wtedy jeszcze nie prowadzono tak szczegółowych badań nad wampirami. Po prostu były i trzeba było ich karmić. To wszystko. Mogli podejrzewać, że krew z jodem będzie... Niesmaczna? Albo będzie miała inny wpływ na wampiry? Ale to były spekulacje... Nic poza tym..&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jednak truła.... coś jak cyjanek potasu na ludzi. - Zaśmiałem się cicho, choć raczej nie powinienem. Przez ten związek, jak i jod zginęła cała masa istnień podczas wojny. Pokręciłem szybko głową przybierając ponownie delikatny uśmiech, jakby ten temat nie miał miejsca w naszej rozmowie. - Chodź Chuu ... możemy jeszcze zajść w parę miejsc.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Czy ty wcześniej słuchałeś co się do ciebie mówi? Twój ojciec chce bym wrócił ...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jakoś mu to wytłumaczę - Machnąłem od niechcenia ręką. - Z resztą... poradzi sobie. Zawsze sobie radził. Nawet jak ciebie nie było w pobliżu, a teraz korzysta z twojego dobrego serca, byś mu pomagał w papierkach. Więc spędź choć ten jeden dzień ze mną Chuu... proszę. - Spojrzałem na niego błagalnie splatając palce obu dłoni przy swoim podbródku. Widocznie zadziałało to na rudowłosego, gdyż westchnął jedynie zrezygnowany i pokręcił głową. Czując zwycięstwo zabrałem się za zbierania koca oraz koszyka piknikowego. Fakt, że będzie nam nieco ciążyć, lecz cóż poradzić.... należy korzystać z tej nielicznej okazji, gdy na legalu mogliśmy opuścić teren placówki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To gdzie chcesz iść? - Zapytał, gdy już wszystko było ładnie poskładane. Próbował mi nawet odebrać koszyczek, bym go nie dźwigał, lecz nie dałem mu go.&amp;nbsp; W końcu słaby nie jestem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Gdziekolwiek - Stanąłem dumne na krawędzi zbocza pozwalając, by wiatr rozwiał moje włosy - Miasto jest w końcu duże, nie? Fakt, że puste, ale zakładam, że wciąż będzie można znaleźć tu coś ciekawego. Na przykład.... - Przechyliłem głowę na bok przypominając sobie mapę , którą kiedyś znałem dosłownie na pamięć - Matero? Właśnie... wszyscy się boją iść do metra... może zobaczymy czemu?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Może dlatego, że grożą zawaleniem, mogą być tam zwierzęta i wygłodniałe wampiry? - Chuuya Uniósł jedną brew, jakby to była oczywista odpowiedź...i w sumie była... ale czy ja się tym przejmowałem? Nie... ryzyko jest teraz nieodłączną częścią życia, więc trzeba było próbować, póki się to życie miało.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Udajmy, że nie było tej odpowiedzi - Uśmiechnąłem się niewinnie przez ramię po czym zacząłem schodzić ze zbocza....wróć... to było bardziej zjeżdżanie na biednych butach uważając, by nie wywalić się o jakiś wystający kamień, czy zagłębienie. Nie miałem zamiaru ubrudzić swojego munduru do tego stanu w jakim był teraz płaszcz mojego znajomego. Pewnie mi nie daruje tego i będzie kazał mi to własnoręcznie prać... już to widzę. - No chodź! - Krzyknąłem zdając sobie sprawę, że Japończyk nadal stoi na górze i patrzy gdzieś w dal. Bał się? No naprawdę? Przecież ja miałem broń, a on .... wszystko inne. Pewnie zda sobie sprawę, gdy będzie coś nam grozić. Byłem pewien swoich umiejętności i tego, że razem jesteśmy zgraną parą. Na lepszego partnera raczej nie mogłem trafić, gdyż po prostu za dobrze się już znaliśmy... w końcu 4 lata na parne nie poszły. Rozumieliśmy się nawet czasami bez słów....albo dostrzegaliśmy w wypowiedziach ukryte drugie dno, czego inni nie widzieli. Niby głupia umiejętność, lecz przydatna...nawet jak większość czasu się ze sobą droczyliśmy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy rudzielec łaskawie zszedł na dół do mnie bez zbędnych słów ruszyłem w stronę najbliżej mi znanego zejścia do metra. Już na karku czułem dreszczyk , co zdecydowanie mi się podobało. Szkoda, że ktoś nie podzielał mojego entuzjazmu... a przynajmniej widziałem to w jego oczach, które skierowane były na budynki dookoła nas. Coś w nich było niepokojącego?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chuu? - Spojrzałem na niego , lecz nie słysząc żadnej odpowiedzi... wróć.... nawet nie raczył spojrzeć w moją stronę. Napuszyłem policzki powtarzając imię chłopaka. - Chuuya nooo - Jęknąłem ostatecznie dźgając go w żebra. Dopiero wtedy zamrugał zdezorientowany i spojrzał na mnie nie wiedząc o co chodzi. - No w końcu.... nie ignoruj mnie. Coś nie tak? Patrzysz jakoś nieobecnie na wszystkie budynki...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&amp;lt; Chuu? &amp;gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/4036765808674725939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-dimitrija-cd-chuuyi-pomarancze-moga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/4036765808674725939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/4036765808674725939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-dimitrija-cd-chuuyi-pomarancze-moga.html' title='Od Dimitrija CD Chuuyi &quot;Pomarańcze mogą zranić&quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-6165791867739334796</id><published>2018-07-25T15:08:00.000-07:00</published><updated>2018-07-25T15:08:42.764-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Soren - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Specjalny przypadek"/><title type='text'>Od Soren&#39;a CD Yagen&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Siedząc na łóżku uważnie śledziłem usta Yagena, z których wydobywał się piękny głos. Spijałem każde słowo, byłem zachłanny, chciałem aby mówił tak przez całą noc.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy była połowa historii, coś zaczęło mi nie pasować, ona miała być o wampirze.. na dodatek niegrzecznym, a wydaje mi się, że popłynął trochę i zaczął opowiadać coś czego nie chciał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po krótkiej chwili od skończenia historii, zabrał okulary wychodząc z pomieszczenia, a ja siedziałem na łóżku i nie wiedziałem co mam zrobić. Coś mnie powstrzymywało. Chciałem za nim iść, ale wiedziałem, że wychodząc pójdę jeszcze zapolować, nie chcę sprowadzić na niego kłopotów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Schowałem twarz w dłonie i siedziałem tak dobre pięć minut, póki mnie coś nie tknęło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ruszyłem pod prysznic, myśląc czy to na pewno dobry pomysł. Chłodne krople spływały po moim nagim ciele, uspakajając mnie, chciałem aby to trwało jak najdłużej, ale przecież, nie jestem aż tak brudny aby tutaj siedzieć trzy godziny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyszedłem, wytarłem się dokładnie i ubrałem dresy, które służą mi do spania. Wole spać w bokserkach, ale nie dziś.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wzdychając ciężko, skupiłem się aby dostać się w miejsce gdzie jest aktualnie Yagen.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po krótkiej chwili wylądowałem w jego pokoju, a on był raczej w łazience, gdyż słyszałem jak krople wody uderzają o podłoże.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Usiadłem grzecznie w fotelu i zastanawiałem się, co ja mu powiem jak wyjdzie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po dłuższej chwili usłyszałem jak dłoń chłopaka dotyka klamki, a on sam wychodzi z łazienki w samym ręczniku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co ty tutaj robisz?! - to była jego pierwsza reakcja, na to, że tutaj siedzę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chcę przeprosić, po prostu głupio mi się zrobiło. Mogłem nie mówić o durnych bajkach, pogrzało mnie trochę - jego wzrok badał mnie, czułem to na sobie, cholernie miłe uczucie.. - Wiem, że bajka miała być o wampirze, ale domyślam się, że to co mówiłeś dotyczyło twojej rodziny, prawda?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
On milczał, choć widziałem, że zastanawiał się nad tym co ma powiedzieć. Szczerze? Nie musiał nic mówić, wtedy bym miał pewność, że właśnie o to chodziło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Wyjdź stąd - usłyszałem po dłuższym czasie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen, chcę jakoś pomóc..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pomożesz jak stąd wyjdziesz, natychmiast! - krzyknął choć na jego twarzy bardziej zauważyłem rozpacz czy też bitwę o to co ma powiedzieć. Najwidoczniej była to najbezpieczniejsza droga. Cóż nie miałem wyjścia, wyszedłem drzwiami jak cywilizowany wampir i pierwsze co poczułem na korytarzu to krew. Zapach musiał nieść się już dłuższy czas, bo nie był aż tak intensywny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Cholera, trzeba było się durniu teleportować. Ruszyłem za tym cudnym zapachem, który drażnił moje nozdrza i po dłuższym czasie dotarłem do miejsca skąd dochodził ten cudny zapach. Moim oczom ukazał się obraz, którego nie chciałbym widzieć w tym momencie. Przede mną leżał chłopczyk, mający mniej więcej dwanaście lat, któremu brakowało dolnej połowy ciała. Ja jednak bardziej skupiłem się na wampirze, który pożywiał się krwią rozszarpanego dziecka. Nie powiem, że nie chciałbym być na jego miejscu. Musiałem się powstrzymać, Yagen nie może mieć przeze mnie kłopotów. Wampir gdy tylko mnie zauważył, wziął nogi za pas i tyle go widziałem. Cholera..&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nikt raczej nie chce oglądać martwego dziecka na korytarzu, więc wziąłem jego ciało na ręce i ruszyłem w miejsce gdzie składowane są zwłoki. Pech mnie prześladuje, gdyż chcąc wejść do pomieszczenia zatrzymali mnie i stwierdzili, że to ja zrobiłem to temu chłopczykowi, gdyż byłem cały we krwi. No kurwa nie pojmuję tych ludzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mężczyźni zabrali ode mnie ciało, po czym ruszyli ze mną do swojej kwatery aby wszystko wyjaśnić. Świetnie, nie chciałem robić Yagenowi problemów, a teraz wjebałem się w jakieś bagno, które będzie się za mną ciągnąć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mówię wam po raz dziesiąty, ja tego nie zrobiłem... wyszedłem z pokoju i po prostu ruszyłem za zapachem krwi - miałem dość siedzę tutaj od jakiś dwudziestu minut i tłumaczę tym baranom, że byłem grzeczny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ciekawe, wymyślaj kłamstwa dalej, jesteś wampirem z poziomu A+, na dodatek masz nadzór, który również poniesie konsekwencje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ja pierdole, rozmawiam z rozumnymi istotami, czy z debilami?! - krzyknąłem za co oberwałem w twarz. Jebane gnoje..&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po niedługim czasie usłyszałem jak ktoś kładzie dłoń na klamce, nie musiałem się nawet odwracać, aby wiedzieć, że wszedł to zmęczony Yagen i stanął w bezruchu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Posiadasz nadzór nad nim, prawda? - zapytał jeden z mężczyzn.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak, o co chodzi?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O morderstwo.. zabił chłopca tylko dlatego, że był głodny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic takiego cholera nie zrobiłem! Nie chcę mu robić problemów, zrozumcie to w końcu, to był ktoś inny, ja chciałem tylko odnieść ciało..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kłam dalej, a zginiesz szybciej niż myślisz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie kłamię! - wstałem szybko łapiąc mężczyznę za kołnierzyk i podniosłem do góry, przyduszając go do ściany. - Nic takiego nie zrobiłem, zrozumiesz to w końcu?! - drugi z mężczyzn odciągnął mnie i ponownie usadził na krześle.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Cóż, czeka cię śmierć, chcesz coś powiedzieć, przed tym?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Yagen - spojrzałem na niego błagalnie aby coś zrobił, gdyż sam byłem przerażony tym co się dzieje. - Wierzysz mi czy w ich bajki? Mam zginąć, a ty poniesiesz też konsekwencje? Czy masz pomysł jak to racjonalnie wyjaśnić...&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/6165791867739334796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6165791867739334796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6165791867739334796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek.html' title='Od Soren&#39;a CD Yagen&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-3048192399893204444</id><published>2018-07-24T10:45:00.001-07:00</published><updated>2018-07-24T10:45:10.709-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Juuzou - człowiek"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Kagehira - wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="odchodzą"/><title type='text'>Kagehira i Juuzo odchodzą</title><content type='html'>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjuhIAnoZMyqspwxFmod17rG1i3tspLChjWiFnuw4vvJYCXReRIHlV4ZhyphenhyphenLc4hI1QIltSA-gl3gUH-_fYpBuycCfLrbeCI5ikVLIbZ6DU-SuA5cEQrMB0ivGTBhkehNIexnL6Qp3LjgZf10/s1600/Suzu.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;478&quot; data-original-width=&quot;525&quot; height=&quot;291&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjuhIAnoZMyqspwxFmod17rG1i3tspLChjWiFnuw4vvJYCXReRIHlV4ZhyphenhyphenLc4hI1QIltSA-gl3gUH-_fYpBuycCfLrbeCI5ikVLIbZ6DU-SuA5cEQrMB0ivGTBhkehNIexnL6Qp3LjgZf10/s320/Suzu.png&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-_mq_M5PU_3NsZSIzItgIHJH6ywjQcb-GpvsGy5xJvIHKZXuPzJLj92odPZ5TRjpFgnSQj6IkhhlMKtInmb7TlGQWsILnGxNW5QHkf5bWjPb3pVC4lpAPWxH9jBaVjBKW0ti6TDzxlOFi/s1600/Kage.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;478&quot; data-original-width=&quot;525&quot; height=&quot;291&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-_mq_M5PU_3NsZSIzItgIHJH6ywjQcb-GpvsGy5xJvIHKZXuPzJLj92odPZ5TRjpFgnSQj6IkhhlMKtInmb7TlGQWsILnGxNW5QHkf5bWjPb3pVC4lpAPWxH9jBaVjBKW0ti6TDzxlOFi/s320/Kage.png&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Powód&lt;/b&gt;: Decyzja operatorki | Brak czasu&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/3048192399893204444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/kagehira-i-juuzo-odchodza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/3048192399893204444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/3048192399893204444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/kagehira-i-juuzo-odchodza.html' title='Kagehira i Juuzo odchodzą'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjuhIAnoZMyqspwxFmod17rG1i3tspLChjWiFnuw4vvJYCXReRIHlV4ZhyphenhyphenLc4hI1QIltSA-gl3gUH-_fYpBuycCfLrbeCI5ikVLIbZ6DU-SuA5cEQrMB0ivGTBhkehNIexnL6Qp3LjgZf10/s72-c/Suzu.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-4540701238824706538</id><published>2018-07-10T02:31:00.000-07:00</published><updated>2018-07-10T02:31:46.298-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Gabriel - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="W poszukiwaniu stanowiska! (Zadanie 3)"/><title type='text'>Od Gabriela &amp;quot;W poszukiwaniu stanowiska!&amp;quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Czas znaleźć pracę, stwierdził nieopatrznie pewnego dnia, może trochę zbyt pochopnie, jednak z całą pewnością zbyt głośno, wywołując tym serię zdarzeń, które nieodwracalnie wpłynęły na jego życie. Wprawdzie już od dawna z utęsknieniem wyczekiwał jakieś rewolty, czegoś, co jego istnienie przekształciłoby w końcu w pełnoprawne bycie. Nie sądził jednak, że gdy owe zmiany się pojawią, zaczną zachodzić w tak gwałtowny sposób. Można powiedzieć, że wręcz lawinowo, jakby miały nadejść i przeminąć praktycznie tak szybko, jak się pojawiły. Niczym chwilowy ból migrenowy, a nie permanentny stan, który mógłby trwać i trwać, aż po dziś. Jednak, czy były to zmiany dobre? Trudno stwierdzić, lecz jeśliby patrzył z perspektywy lat, to z pewnością przyniosły nieco więcej pozytywów, niż tylko nerwice i wrzody żołądka, jak to sam zainteresowany lubi mówić. Co prawda trzeba przyznać, że początki nie należały do najłatwiejszych, ale jak to pewna białowłosa wampirzyca określiła, jeśli coś się chce, to wpierw trzeba się nacierpieć. Wprawdzie do tych słów zazwyczaj pozwalała sobie dodać komentarz, w którym wytykała mało chwalebny zawód losu, ale to nie było tu najistotniejsze. Ważny jest tu jednak fakt, że to właśnie Pani Dobra Rada stała się tym całym motorem napędowym, który przypilnował, żeby to postanowienie Gabrysia, nie wypaliło się, jak to już kiedyś bywało. Znając ówczesny zapał mężczyzny, obiecała, że choćby miała poruszyć niebiosa, znajdzie dla niego robotę i wyciągnie go z tego marazmu, w którym tkwił praktycznie od dnia, kiedy opuścił swoje rodzinne strony. Jak się okazało tylko po to, żeby zostać spoliczkowany przez życie, które jasno wyjaśniło mu, że w tym ruskim garusie wcale nie jest lepiej, a nawet można powiedzieć, że sprawy wyglądają na jeszcze gorsze.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Z Marzeliną — tak właśnie brzmiało imię tego czorta w lateksie — znali się jeszcze z lat dziecięcych, głównie przez to, że ich rodzice żyli w zażyłych stosunkach. Także duży wpływ miał na to fakt, że na blokowisku tylko oni mieli przydługie zęby. (Ludzkie dzieci jakoś nie chciały się z nimi bawić, a inne wampiry były od nich dużo starsze i nie zamierzały dopuszczać do swojej grupy takich podlotków, jak oni.) Wówczas byli dla siebie jak rodzeństwo. Na te dobre i złe chwile, bez względu na wszystko i to z przyrzeczeniem na mały palec. Niestety ten stan utrzymywał się tylko do ukończenia przez nich szkoły, gdy wampirzyca postanowiła wyjechać. Praktycznie łapiąc los za ogon, udało jej się uciec na wschód Europy, pozostawiając jednak Gabriela w dublińskim mortusie, aby doświadczył wojny w całej swej paskudnej okazałości.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nie oznacza jednak, że dziewczyna zapomniała o swoim druhu z dzieciństwa, bo kilkanaście lat później powróciła na stare śmieci. Wprawdzie nie zabawiła w swoich rodzinnych stronach za długo, jednak tym razem wyjeżdżając, zabrała także swojego przyjaciela. Mężczyzna po dziś dzień zachodzi w głowę, jak jej się udało przeprowadzić go przez granicę i to bez większych problemów. Jednak dla bezpieczeństwa przyjmiemy, że to była jedna z jej tak zwanych &quot;magicznych&quot; sztuczek, której natury raczej nie warto poznawać. To samo tyczy się też sposobu, w jaki to załatwiła mu pracę.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Tak, jak obiecała, tak momentalnie uruchomiła cały skomplikowany mechanizm koneksjowo-kumoterski i praktycznie z dnia na dzień umówiła go na rozmowę kwalifikacyjną. Oprócz tego zapewniła mu odpowiedni strój, pomogła sklecić CV, a nawet przyprowadziła go pod same drzwi, jakby obawiając, że mężczyzna mógłby stchórzyć w ostatniej chwili i nie stawić się na spotkanie. Zwłaszcza że od razu można było poznać po wampirze, że nie czuł się zbyt dobrze z myślą o tym, co miało zaraz nadejść. Może zbytnio tego po sobie nie pokazywał, ale stresował się wtedy przeokropnie. Nocy nie przespał, śniadania też nie tknął, a ręce musiał chować za siebie, aby nikt nie zobaczył, jak bardzo mu drżą. Do budynku zaś wszedł praktycznie na miękkich nogach i tylko cudem nie zająknął się, gdy tłumaczył sekretarce, z jakim problemem przybył.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Na szczęście zestresowanego Gabriela kobieta za biurkiem okazała się całkiem miła, co nieco uspokoiło mężczyznę. Nie szczędziła uśmiechów i pomimo bycia człowiekiem nie okazywała większych obiekcji przed rozmową z wampirem. Wszystko tłumaczyła powoli, ciągle upewniając się, że ten czegoś nie pomyli, wykazując przy tym przeogromne zrozumienie dla nieco skonfundowanego Connella. Nawet nie skomentowała jego strasznie krzywego podpisu, tylko przybiła obok stempel i wydała mu przepustkę.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Gabriel został pokierowany na wyższe partie biurowca, gdzie teoretycznie ktoś miał się nim zająć. Wychodząc jednak z windy już na docelowym piętrze, trafił na kogoś. Mężczyznę, zapewne jednego z pracowników, który właśnie klęczał na ziemi i próbował pozbierać porozrzucane papiery. Białowłosy widząc zamieszanie mimowolnie, nie wiedzieć dlaczego zapytał, czy może pomóc. Przy tym wyciągnął dłoń do zszokowanego nieznajomego, którego lico od razu rozjaśnił szeroki uśmiech. Nie zwlekając długo, na nastawioną rękę wampira rzucił kilka teczek, a sam pozbierał kartki, które powypadały z akt. I nim białowłosy się zorientował, ten wpakował go w bieganinę od pokoju do pokoju. Wprost mówiąc, Connell został wykorzystany, a z racji, że w owej chwili był nieco otumaniony, nie potrafił odmówić potrzebującemu. Zwłaszcza że pracownik szybko wciągnął go w intensywną rozmowę, przez co nawet nie mógł pomyśleć, że źle zrobił. Urzędnik początkowo dziękował po stokroć, tłumaczył się, co robił na środku korytarza i jak dużo ma tu pracy, że nie wyrabia, a drukarka wzięła i zdechła. Potem jednak z jakiegoś powodu przeszedł do tematów stricte związanych z białowłosym. Od prozaicznych pytań o mienie, płynie przeskoczył na powody jego wizyty, plany i oczekiwania związane z tym miejscem. Wypytywał nawet o jego poglądy, zainteresowania czy ulubione jedzenie. W ciągu kilku minut wyciągnął z Gabriela wszystko, a co istotniejsze chłopak nie miał większych obiekcji przed dzieleniem się z nim tymi informacjami. Nie przeszło mu przez myśl, że jakieś to podejrzane, a ten pocieszny, starszy mężczyzna (wprawdzie był od białowłosego trochę młodszy, ale wiadomo, ludzka biologia działa inaczej) może mieć jakieś złe intencje. Sprzedał się cały i to za miłe uśmiechy, zachęcony przez nieco zachrypnięty, ale za to cholernie przyjemny głos. Za te niebieskie oczy, dwudniowy zarost skropiony wodą ze średniej półki, pogniecioną koszulę i krawat wepchnięty w brustaszę. A przede wszystkim za tą przeciętność, taką niewinną normalność, charakterystyczną dla typowego człowieka, którego jedynym zmartwieniem mogło być nieposłuszne ksero i zimna kawa.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jakie więc było zdziwienie, że po tym, jak Gabriel pomógł mu odnieść cała papierologię, ten całkiem normalny mężczyzna wyciągnął do niego dłoń, przedstawił się i zapytał, czy nie zechce z nim pracować.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Od tego czasu minęło sześć, a może i nawet siedem długich lat, podczas których wydarzyło się tak wiele, że tamte zdarzenia wydają się całkiem odległe. Na samą myśl o tamtych chwilach Gabriel nieco się krzywi, odczuwając wstyd za swoje zachowanie i za to, jaki był. Obecnie nigdy nie pozwoliłby uczuciom tak bardzo sobą zawładnąć, a przede wszystkim nie poddałby się tak łatwo tego typu manipulacjom. Jednakże, gdyby tamtego dnia do placówki Projektu przyszedłby współczesny Gabryś z pewnością, nie doszłoby do tego spotkania. Nie wpadłby na tego mężczyznę, obecnie jego przełożonego i jednego z negocjatorów. Sam zapewne nie mógłby się także poszczycić tym tytułem, choć obecnie też nie ma pewności, czy rzeczywiście jest pełnoprawnym negocjatorem. Niby Hook niejednokrotnie mówił o nim, jako o współpracowniku, prawej dłoni i tym podobne, ale jakoś do chwili obecnej Gabriel nie miał większej możliwości, aby się wykazać. Czasami nawet miewał wrażenie, że jego obowiązki dotyczą całkiem czegoś innego.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;— Gaaabryś!&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wampir, słysząc swoje imię, które ktoś w okropny sposób zgwałcił, oderwał wzrok od wypełnianych rubryk i spojrzał w miejsce, z którego dobiegało to skomlenie. Znad kupy syfu i papierów porozrzucanych na biurku naprzeciwko, wyłoniła się czarna czupryna i ręka, która dziarsko dzierżyła przybrudny kubek. Jakie to zirytowanie ogarnęło wampira, gdy dojrzał, jak owa łapa potrząsała wymownie naczyniem, definitywnie czegoś oczekując. Nie odezwał się jednak ani słowem, opuścił głowę i powrócił do uprzednio wykonywanego zajęcia. Tylko po to, aby dokończyć jedną kolumnę, wstać i zabrać od mężczyzny kubek&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/4540701238824706538/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-gabriela-poszukiwaniu-stanowiska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/4540701238824706538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/4540701238824706538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-gabriela-poszukiwaniu-stanowiska.html' title='Od Gabriela &amp;quot;W poszukiwaniu stanowiska!&amp;quot;'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-822299258282025418</id><published>2018-07-09T13:21:00.001-07:00</published><updated>2018-07-09T13:21:34.904-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Ava - Wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Zamknięta znajomość"/><title type='text'>Od Avy Do Chuuyi &quot;Zamknięta znajomość&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Upał nie był tym, co Ava lubiła najbardziej. Szczerze mówiąc był tym, co znajdowało się na jej liście rzeczy znienawidzonych i bardzo znienawidzonych, ale nikogo kontrolującego pogodę nie obchodziły najwyraźniej preferencje różowowłosej panienki. Łatwo się domyślić, że w związku z tym nie była w najlepszym humorze, a jej cykl snu pozostawiał wiele do życzenia. Potwornie rozdrażniona kładła się spać przed południem i równie wściekła budziła się wieczorem, aby ponarzekać na niesprawiedliwość świata i wykorzystać pozostały jej czas doby. Nie, żeby była specjalnie wypoczęta. Nawet kiedy starała się wypocząć była co chwila budzona przez wyjątkowo wrednego człowieka, którego ostatnio udało jej się złowić. Chłopak aż prosił się o pozbawienie głowy zamiast ręki i choć Avuś najchętniej dałaby sobie z nim spokój, to krew nie rośnie przecież na drzewach. Chcąc zdobyć kolejnego żywiciela musiałaby wyjść na zewnątrz w ten skwar, w samym środku dnia… Porywanie ludzi nie było proste i szybkie, zdążyłaby się upiec na tym słońcu! Wobec tego męczyła się z tym debilem. I kropka, zrobi z nim coś jak miną największe upały… Na razie wolała uwalniać się od niego wieczorami, kiedy wybywała ze swojego miejsca zamieszkania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Tak było też tym razem. Noc spędziła poza kryjówką, na jakimś placu, ćwicząc swoją echolokację. Wyniki tego treningu nadal nie były zadowalające. Fakt, od kilku tygodni postęp był wyraźnie widoczny, ale wciąż zbyt mały, żeby mogła stwierdzić coś więcej, niż obecność słupa na środku przejścia, lub odległość od budynków czy ścian. Coraz bardziej podziwiała nietoperze. Swoją drogą, te stworzonka mocno ją przypominały - choćby nocnym cyklem życia, który w większości prowadziły. Panna Fialová odczuwała do tych istotek swego rodzaju sympatię. Nie byłaby zawiedziona, gdyby jako wampir posiadała umiejętność przemiany w jedno z takich zwierzątek, tak, jak ludzie często myśleli, że wampiry umieją. Choć szczerze mówiąc, nie potrafiła pojąć, skąd w głowach dwunożnych krewnych małp wziął się tak niedorzeczny pomysł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dzisiejszy poranek był na szczęście całkiem chłodny. Znienawidzona tak przez wampirzycę pogoda postanowiła wreszcie współpracować i słońce przykryły chmury, co oznaczało, że mogła zostać na zewnątrz przez trochę dłuższy czas. Oczywiście, że postanowiła z tego skorzystać - spędzanie więcej czasu niż musiała z tym idiotą, będącym jej posiłkiem, doprowadziłoby ją do ostatecznego utracenia rozumu. I tak było z nią wystarczająco źle, nie musiała jeszcze się torturować.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Do kryjówki postanowiła wrócić dopiero przed południem, kiedy ciepło zaczęło dawać się we znaki, a jej samopoczucie mocno się osłabiło. Znowu rozdrażniona przemierzała ulice zniszczonego miasta, przeklinając pod nosem warunki pogodowe. Budynek, który aktualnie zamieszkiwała, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Był to utrzymany w niezłym stanie mały bliźniak, w którym wampirzyca pozbyła się środkowej ściany, aby uczynić go większym i zapewnić sobie możliwość ewakuacji drugim wejściem. Człowiek przebywał w łazience, zamknięty na klucz. Cóż, nie było tam okien, a drzwi były całkiem solidne, nie istniała więc zbyt duża możliwość ucieczki ofiary… Co nie zmienia faktu, że wrzaski i walenie w drzwi regularnie przerywały jej sen. Ten człowiek był wyjątkowo wkurzający. I głupi. Bardzo głupi. Już pominąwszy pytania w stylu “Co zamierzasz ze mną zrobić?”, czy głośne zapewnienia w stylu, że to co Ava robi, jest nielegalne. Po prostu debil… Najzwyklejszy debil.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Rozmyślając nad tymi sprawami dotarła do domu. I kiedy już miała wejść do środka, zauważyła przez okno jakiś ruch. Ktoś przebywał w jej kryjówce i nie był to porwany przez nią idiota. Jej ciśnienie podniosło się nieco. Ktoś tak po prostu wlazł do jej domu! Mógł to być przypadkowy przechodzień lub ktoś, kto usłyszał wrzaski człowieka i postanowił to sprawdzić. Lub ktoś, kto specjalnie jej szukał. W normalnym przypadku, słowianka zapewne ewakuowała by się z okolicy i znalazła nową kryjówkę, jak wiele razy wcześniej. Ale tym razem nie miała na to najmniejszej ochoty. Była wściekła, niewyspana i gotowa spędzić kolejne godziny w towarzystwie najbardziej denerwującej osoby na świecie. A KTOŚ TAK PO PROSTU WSZEDŁ DO JEJ DOMU? O no no, nie ma mowy! Wyszarpnęła siekierę zza paska i wsunęła się do środka uważając, aby drzwi nie zaskrzypiały. Minęła przedpokój i bezszelestnie skierowała się do salonu, gdzie wcześniej zauważyła ruch. Faktycznie, w środku ktoś był. Spojrzała na postać spode łba.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Rodzice nie nauczyli, żeby nie wtykać nosa w sprawy obcych? - mruknęła ze złością, wbijając wzrok różnokolorowych oczu w postać, która nagle wydała jej się dziwnie znajoma...&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/822299258282025418/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-avy-do-chuuyi-zamknieta-znajomosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/822299258282025418'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/822299258282025418'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-avy-do-chuuyi-zamknieta-znajomosc.html' title='Od Avy Do Chuuyi &quot;Zamknięta znajomość&quot;'/><author><name>Missingami</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03405014712795652963</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPtgQYQe-ojuJD5BpI6UMlK9o0_OBgtfYDu5JWHzHKqRHNEnCtFr3FF2SMjSBf3vhNJ-PboWKFfXiYYfHmRaJjWKxqifDAVpDwl8zp87M0fWrvtQVrNHeJKG6f8k6Qog/s220/3a2e627a60f14264ac55445b2be2e622f044d156_00.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-3354035794311415945</id><published>2018-07-07T12:06:00.002-07:00</published><updated>2018-07-07T12:06:20.410-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Juliette - człowiek"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="odchodzą"/><title type='text'>Juliette odchodzi!</title><content type='html'>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEha-ItNFIw2DhIHrgFQTO8a3BQoJf2vJFGhceVnzwzSwB6PAsdcj6SXyy6hgzpo1M7fOHS2HLz_UjXHIryMEnQJZ21sz4dsBspfnh61dn0zhxeBEdez9TgydEmDCahC7hptw0adhShCtGUJ/s1600/YUI.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;478&quot; data-original-width=&quot;525&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEha-ItNFIw2DhIHrgFQTO8a3BQoJf2vJFGhceVnzwzSwB6PAsdcj6SXyy6hgzpo1M7fOHS2HLz_UjXHIryMEnQJZ21sz4dsBspfnh61dn0zhxeBEdez9TgydEmDCahC7hptw0adhShCtGUJ/s1600/YUI.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Powód&lt;/b&gt;: Brak aktywności i pierwszego opowiadania.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/3354035794311415945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/juliette-odchodzi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/3354035794311415945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/3354035794311415945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/juliette-odchodzi.html' title='Juliette odchodzi!'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEha-ItNFIw2DhIHrgFQTO8a3BQoJf2vJFGhceVnzwzSwB6PAsdcj6SXyy6hgzpo1M7fOHS2HLz_UjXHIryMEnQJZ21sz4dsBspfnh61dn0zhxeBEdez9TgydEmDCahC7hptw0adhShCtGUJ/s72-c/YUI.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-6454380220635502716</id><published>2018-07-06T16:45:00.002-07:00</published><updated>2018-07-06T16:45:37.681-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Chuuya - wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Pomarańcze mogą zranić"/><title type='text'>Od Chuuyi CD Dimitrija &quot;Pomarańcze mogą zranić&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/06/od-dimitrija-cd-chuuyi-pomarancze-moga.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Och, naprawdę, Dimitrij?! W umyśle rudzielca pojawiła się silna chęć zamordowania przyjaciela za znieważenie jego ukochanego płaszcza. Nie wspominając o wydaniu na pastwę tego... Dzieciaka-koali, który ilekroć widział Nakaharę kleił się do niego jak tylko mógł. Doprawdy irytujące było z niego stworzenie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Będziesz czyścił mi płaszcz, ty pożeraczu hurtowych ilości pomarańczy!!! - Wydarł się na całe gardło, gdy tylko świat przestał mu wirować przed oczami. W pierwszej chwili nawet nie zwrócił większej uwagi na wtulonego w niego białowłosego, dopiero kiedy chciał się podnieść, ale coś mu przeszkodziło, przypomniał sobie o obecności informatora. Z głośnym warknięciem zrzucił z siebie zawiedzionego chłopaka i podniósł się, otrzepując ciuchy. Oj, będzie prał to wszystko ręcznie pod czujnym okiem Chuu. Nie daruje tego blondynowi tak łatwo, nawet jeśli to dzień jego urodzin.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;I jeszcze jak na złość zgubił swój kapelusz i nigdzie w zasięgu wzroku go nie widział. Z drugiej strony, kiedy spadał za pierwszym razem z Todorovskim i za drugim z Calebem trawa przykryła ich całkowicie. I zafarbowała mu płaszcz. Zgrzytnął zębami, wdrapując się powoli pod górę, rozglądając się przy okazji za swoją zgubą. Informator oczywiście człapał za nim. Chłopak w goglach również poszukiwał kapelusza z tą różnicą, że on go wypatrzył pośród zielonej trawy i dosłownie zanurkował w nią, by odzyskać czarny materiał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zirytowany wampir odebrał swoją własność z rąk uradowanego, który najwyraźniej oczekiwał jakichś podziękowań. Ale jeśli tak, to za mało znał wkurzonego Chuuyę, bo tylko warknął coś pod nosem, że ma się do niego nie przytulać i ruszył dalej pod górę. Oczywiście jego adorator nie za wiele sobie z tego zrobił, zresztą tak samo jak z poprzednich tysięcy razy, kiedy rudzielec powtarzał mu te same słowa. Nie skutkowały nawet groźby, a tego też próbował. Chłopak był nie do zdarcia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dopiero kiedy stanął obok rozłożonego koca, na którym blondyn delektował się swoim ukochanym ciastem, będąc niemal w siódmym niebie, zorientował się, że coś w tej sytuacji jest nie tak.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Caleb, co ty właściwie tutaj robisz? Zwiałeś z placówki? - Zmrużył lekko powieki, lustrując informatora uważnym spojrzeniem. Nawet Dimitrij oderwał się na moment od swojego skarbu, by przysłuchać się odpowiedzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Ivan prosił, żebyś się pośpieszył. Wie, że dał ci dzień wolny na spędzenie do z jego synem, ale jesteś mu pilnie potrzebny. Jakieś papiery z Moskwy przyszły i musisz się nimi zająć. - Odparł, kręcąc głową, a kiedy skończył posłał współczujące spojrzenie jeszcze bardziej zirytowanemu wampirowi. Teraz właściwie był wkurwiony. Czy ci ludzie z wielkiego miasta nie mogli poczekać kilka godzin? Naprawdę liczył, że będzie mógł poświęcić ten dzień solenizantowi. Przetarł jedynie twarz dłonią, wzdychając ciężko. Tutaj jego złość się nie przyda ani trochę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Przekaż mu, że będę za godzinę lub dwie. Tyle te dupki z Moskwy chyba mogą poczekać. - Drugie zdanie wypowiedział raczej do siebie ściszonym głosem, chociaż i białowłosy, i blondyn to słyszeli. Ten pierwszy skinął głową, po czym pomachał im na pożegnanie i zbiegł ze zbocza. Nakahara przyglądał się temu, zaciekawiony czy chłopak zdoła utrzymać równowagę, czy jednak zaliczy bliskie spotkanie z ziemią. O dziwo nawet się nie potknął, dlatego niezbyt zadowolony wrócił do poświęcania uwagi nowemu współlokatorowi, który pożarł już ponad połowę ciasta. Tak długo zajęło mu wdrapanie się tu czy to Di miał takie szybkie tempo zjadania swoich pyszności w obawie, że zrobi to za niego ktoś inny?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~~*~~~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wybranie tego miejsca było naprawdę dobrym pomysłem, co uświadomił sobie dopiero gdy dane mu było spędzić ponad godzinę na niezobowiązujących rozmowach z młodym Todorovskim, podziwiając przy okazji miły dla oka widok i wygrzewając się w promieniach słońca. Szkoda tylko, że zbliżał się czas, kiedy musiał się zbierać. W końcu kazał przekazać przywódcy, że będzie o mniej więcej określonej porze i choć bardzo nie chciał, to posada doradcy zobowiązywała. Chociaż czasem czuł się raczej jak sekretarka Ivana, na którą ten zrzucał, na szczęście tylko część papierowej roboty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zadowolony blondyn leżał na kocu tuż obok Chuuyi z rękami podłożonymi pod głowę. Uśmiechał się lekko, co rudzielec zauważył z ulgą. Czyli niespodzianka mu się podobała. Oczywiście mógł to stwierdzić już po samej początkowej reakcji młodszego, ale wolał widzieć jego zadowolenie na koniec.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Również uśmiechnął się lekko, podpierając rękoma za plecami. Właściwie gdyby nie panorama zniszczonego miasta przed nimi można by pomyśleć, że wszystko wróciło do normy. Że wcale nie ma już żadnej wojny, że nie trzeba się mieć cały czas na baczności, pamiętać, że w każdej chwili możesz zostać zaatakowany, że w każdej chwili ktoś gdzieś ginie postrzelony, przestrzelony lub zagryziony. Ta chwila spokoju i względnej beztroski była naprawdę potrzebna im obojgu. A bardziej chyba nawet Dimitrijowi, w końcu Chuu zaznał życia bez wojny. Nie za wiele, ale jednak, czyż nie?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Na myśl o tym nieco posmutniał i spojrzał w bok na Rosjanina. Wyglądał jakby spał i śnił o czymś naprawdę przyjemnym, a to przez ten delikatny jak płatek śniegu uśmiech, w który układały się jego wargi. Przez te cztery lata Nakahara nauczył się już zauważać takie drobne, ledwo widoczne szczegóły.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhFDQPKxwVvHOQ8HBq-29D4X8AR8QSnu9BNJXQb7HUj2_L8bZEondKyVHqtDy6GxKVXFHox3gy3X_UzV2EeXg1RK1my5wbn2HbzaROAWLDFh1raQccz7XwgPQHjjHdQZdMmGcxTpfZiH_o/s1600/ezgif.com-gif-maker+%25281%2529.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;270&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;172&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhFDQPKxwVvHOQ8HBq-29D4X8AR8QSnu9BNJXQb7HUj2_L8bZEondKyVHqtDy6GxKVXFHox3gy3X_UzV2EeXg1RK1my5wbn2HbzaROAWLDFh1raQccz7XwgPQHjjHdQZdMmGcxTpfZiH_o/s320/ezgif.com-gif-maker+%25281%2529.gif&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Pochylił się nieco w jego stronę, przykładając ostrożnie dłoń do jego policzka i przeciągając bardzo delikatnie opuszkiem kciuka po jego wargach. Blade powieki uniosły się niemal natychmiast, pozwalając turkusowym tęczówkom wbić się w postać wampira ze zdziwieniem i lekkim zmieszaniem. Rudzielec odrobinę się wystraszył tak nagłą, a jednak zupełnie spokojną reakcją, więc wycofał się dość szybko, zachowując przy tym zupełny spokój.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Miałeś resztki ciasta na ustach. - Wzruszył ramionami, jakby to była jedna z najbardziej oczywistych rzeczy na świecie. Blondyn podniósł się do siadu, wycierając w panice wierzchem dłoni usta. Starszy zaśmiał się cicho, klepiąc go po ramieniu. - Podnoś się, muszę wracać, a samego cię tu nie zostawię. - Podniósł się na równe nogi i przeciągnął, prostując zastałe kości. - A taaaaaak mi się nie chceee.... - Jęknął żałośnie, spoglądając prosto w niebo.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;i&gt;Dimitrij? Ciut krócej tym razem? Nie? No cóż, próbowałam ;-;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/6454380220635502716/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-chuuyi-cd-dimitrija-pomarancze-moga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6454380220635502716'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/6454380220635502716'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-chuuyi-cd-dimitrija-pomarancze-moga.html' title='Od Chuuyi CD Dimitrija &quot;Pomarańcze mogą zranić&quot;'/><author><name>Missingami</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03405014712795652963</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPtgQYQe-ojuJD5BpI6UMlK9o0_OBgtfYDu5JWHzHKqRHNEnCtFr3FF2SMjSBf3vhNJ-PboWKFfXiYYfHmRaJjWKxqifDAVpDwl8zp87M0fWrvtQVrNHeJKG6f8k6Qog/s220/3a2e627a60f14264ac55445b2be2e622f044d156_00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhFDQPKxwVvHOQ8HBq-29D4X8AR8QSnu9BNJXQb7HUj2_L8bZEondKyVHqtDy6GxKVXFHox3gy3X_UzV2EeXg1RK1my5wbn2HbzaROAWLDFh1raQccz7XwgPQHjjHdQZdMmGcxTpfZiH_o/s72-c/ezgif.com-gif-maker+%25281%2529.gif" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-5339011669125235943</id><published>2018-07-06T15:41:00.002-07:00</published><updated>2018-07-06T15:41:49.212-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Shinya - wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Sztuka opanowania"/><title type='text'>Od Shinyi Do Ayato &quot;Sztuka opanowania&quot;</title><content type='html'>&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&quot;Mamy problem z pewnym wampirem. Przydałaby się pomoc. &lt;strike&gt;Przybądźcie jak najszybciej.&lt;/strike&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;NATYCHMIAST.&lt;/b&gt;&quot;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Odręczny napis na kartce wyraźnie wręcz błagał o pomoc, niemalże na kolanach, dlatego Hiigari nie potrafił odmówić, kiedy starszy Todorovskij zapytał go, czy zechciałby się tym zająć. Część miasta, w której grasował owy wampir była mocno wysunięta na zachód, a białowłosy znał bardzo dobrze, poszczególnych ludzi stamtąd nawet jeszcze lepiej. W dodatku mu ufali, a zaufanie do niego wzięło się stąd, że gdy jeszcze zamieszki w tej części kraju były na porządku dziennym, to właśnie oddział Shinyi ich bronił. W czasie, gdy mężczyzna czytał dostarczoną przez informatora kartkę, ognisko zamieszek znajdowało się znacznie wyżej na północy kraju. Swego czasu zastanawiał się, dlaczego oni tak wędrują, niszcząc na nowo coraz większe połacie terenu. Pytał nawet o to kilka osób, jednak nikt nie potrafił mu na to odpowiedzieć, nawet ci, którzy swego czasu walczyli w tamtych szeregach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Tak więc wampir zebrał trójkę strzelców ze swojego oddziału, na których przypadało dwóch wampirów oraz jedna dziewczyna. Zabieranie człowieka na taką misję może nie należało do najmądrzejszych pomysłów, ale Shinya nie mógł odmówić zabrania jej ze sobą, szczególnie zwracając uwagę na jej umiejętności, do których trzeba było zaliczyć wyśmienite oko do ruchomych celów. A jej łuk ze srebrnymi strzałami był tylko kolejnym atutem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Mężczyzna doskonale pamiętał początki tej różowowłosej, wtedy jeszcze w kimonie, niewielkiej dziewczyny. Ledwo sięgała mu do ramienia, a w swoich szeregach miał wtedy tylko wampiry, dlatego tym bardziej obawiał się, czy niewielka istotka odnajdzie się między nimi. Ale Meghan zaskoczyła nie tylko jego, ale i cały Projekt. Hiigari nigdy by nie pomyślał, że dziewczyna tak dobrze odnajdzie się w bandzie krwiopijców. Dzięki niej zmienili postrzeganie ludzi i przygarnęli do siebie także innych chętnych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wyruszyli więc we czwórkę, uzbrojeni w mapę z wytyczoną trasą, swoje bronie i ciekawość oraz determinację. Droga na szczęście, choć była długa i nieco męcząca ze względu na grzejące słońce, minęła w całkowitym spokoju i ciszy, bo nikt nie chciał niepotrzebnie tracić energii na zbędne konwersacje. Ta część Murom była nieco mniej zniszczona niż pozostałe, a przynajmniej na taką wyglądała, bo ludzie zdecydowali się spróbować odbudować tu niektóre budynki. W ten sposób powstały dwie spore budowle, przypominające bardziej domek z kart, z tą różnicą, że zamiast kart użyli wszystkiego co tylko mieli pod ręką. Ale stabilność obu budowli była taka sama. Todorovskij nie raz próbował przekonać tych ludzi, by poszli z zaprzyjaźnionymi oddziałami wojska w stronę Moskwy, bo to własnie tam zostały utworzone strefy bezpieczeństwa dla cywili. Ale oni byli zbyt uparci, zbyt przywiązani do &lt;i&gt;ziemi rodzinnej&lt;/i&gt;&amp;nbsp;i żadnymi sposobami nie dawali się przekonać ani nawet przekupić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przed budynkiem spotkali znajomego strażnika na warcie, który zaprowadził ich do środka. Gdy tylko białowłosy przekroczył próg budynku w jego kierunku z piskiem radości puściła się mała brunetka. Rzuciła mu się na szyję, tuląc mocno z radością, że ponownie może go zobaczyć. Shinya przytulił ją do siebie z łagodnym uśmiechem. Właśnie dla takich chwil postanowił walczyć. Odstawił ją po chwili na ziemię i szybko zapoznał się z zaistniałą sytuacją.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Nie wiemy kto to jest. Nie jesteśmy nawet do końca pewni jak on wygląda, bo zwykle nie zniża się do naszego poziomu. Skacze tylko po dachach, strasząc kobiety i dzieci, drażniąc nas, a kiedy zaczynamy do niego strzelać ucieka i każe się gonić. - Zirytowany mężczyzna z siwiejącą już brodą wymachiwał ręką, kiedy informował nowo przybyłych o pojawiającym się od kilku dni żartownisiu. - Nikt z nas nie może oddalać się za bardzo od tego miejsca, bo narazilibyśmy tych ludzi. Nie po to tu z nimi zostaliśmy. Przysięgam, że jeśli go złapiecie, to osobiście go rozstrzelam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Po chwili zostawił ich samych, bo między dziećmi nawiązała się jakaś kłótnia i kobiety nie mogły sobie z tym poradzić. Generał popatrzył po swoich ludziach, przygryzając wargę w zamyśleniu. Jedno było dla nich oczywiste, starszego żołnierza nie można było dopuścić do żartownisia, jeśli go złapią. Zapewne podobnie z resztą przebywających tutaj ludzi. Zresztą kto nie byłby na niego wściekły, gdyby od kilku dni był nękany w ten sposób?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- W takim razie róbcie to co zawsze. My będziemy monitorować teren z pobliskich dachów. - Wydał polecenie brodaczowi, kiedy ten do nich wrócił, po czym zwrócił się do swoich ludzi. - Poszukajcie możliwie najwyższych punktów w okolicy, tylko żeby nie było was widać. Nie chcemy go zabić, tylko unieruchomić, więc zakaz celowania w głowę, zrozumiano?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Szybkie potwierdzenie i cała czwórka rozeszła się w wyznaczone strony. Wampir zajął leżące miejsce na dachu sąsiedniego budynku. Nieco obawiał się, że strop może się zawalić pod jego ciężarem, dlatego starał się poruszać możliwie najwolniej. Umieścił lufę swojej snajperki we wcięciu w murku i rozejrzał się przez celownik, sprawdzając pozycje pozostałych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Wszyscy są na miejscach, co teraz?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;Głos Spencera rozbrzmiał w jego głowie. W czasach, gdy brakowało sprzętu do komunikacji, członek z umiejętnościami telepatycznymi był naprawdę przydatny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;&lt;i&gt;Czekamy...&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Odparł tylko, biorąc głębszy wdech.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
~~~*~~~&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;No i czekali. Ponad cztery godziny, w czasie których Spencer niemal zanudził się na śmierć, a Gavin umarł z głodu. Musieli także mocno zirytować Meghan, bo w pewnym momencie do białowłosego dotarła skarga, że kobieta grozi pozostałej dwójce. Sam był nieco głody, a dokładniej mówiąc miał ogromną ochotę na ukochany chlebek, ale w tym tygodniu był już u Yagena, więc musiał poczekać na tą niewielką przyjemność, która jak zwykle kończy się bólem. Mężczyzna liczył, że w końcu, któregoś pięknego razu jego organizm zareaguje na to piękne ludzkie jedzenie w inny sposób. Że jakiś cudem przyzwyczai się do niego. Wiedział, że szanse są marne, ale... Czego nie robi się z miłości?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;W którymś momencie, kiedy słońce zaczynało już chylić się ku zachodowi, w dole, między alejkami usłyszeli krzyki żołnierzy, a chwilę potem postać skaczącą po ruinach pobliskich budynków. Reakcja oddziału była natychmiastowa. Srebrna strzała pomknęła w kierunku wampira, przebijając jego ramię na wylot. Obiekt zachwiał się na pozostałościach jednego z budynków, po czym runął w dół między ruiny, zapewne łamiąc kilka kości. Hiiragi natychmiast się podniósł, przerzucając broń przez ramię i zeskoczył z dachu, nie dbając już o to, czy zawali się pod nim czy nie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Zatrzymajcie ich! - Zawołał do swoich, widząc jak wściekli żołnierze biegną w stronę zestrzelonego wampira. Sam pognał w tamto miejsce, odnajdując żartownisia bez większych przeszkód. Leżał rozwalony na stercie gruzów z krwawiącym ramieniem, z którego wystawała strzała. Dla pewności białowłosy wycelował lufę w drugiego, gdyby ten zechciał skoczyć mu do gardła. Wolał jednak uniknąć takiego scenariusza i mieć wszystko pod kontrolą, dlatego przyłożył palec do spustu, pozostając w pełnej gotowości.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przyjrzał mu się uważnie. Czy tylko mu się wydawało, czy naprawdę już gdzieś spotkał tą śmieszną czuprynę? Zmrużył lekko powieki, szturchając wampira końcem lufy. Czerwono-brązowowłosy drgnął gwałtownie, unosząc powieki w górę i ukazując światłu dziennemu charakterystyczne oczy. Więc jednak... Shinya miał już kiedyś okazję spotkać się z tym wampirem. W podobnych okolicznościach zresztą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zerknął w stronę głównej drogi, skąd dobiegały go głośne krzyki. Domyślił się, że ludzie nie dali się tak łatwo zatrzymać, dlatego musiał gdzieś ukryć się z zielonookim. Nie po to ratował go dwa lata temu, żeby teraz zginął z ręki wściekłych ludzi z własnej głupoty, do jasnej cholery. Jakimś cudem udało mu się wziąć mężczyznę na ramiona i zawlec do pobliskiego budynku i ukryć pod schodami. Zielonooki musiał naprawdę mocno oberwać, skoro nie stawiał nawet najmniejszego oporu. Teraz tylko poczekać, aż tamci się stąd zabiorą i wyciągnąć strzałę z jego ramienia. I może opatrzyć tą ranę... Tylko czym?&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&amp;lt;Ayato? No więc, tu Cię zostawiam. Powodzenia xd&amp;gt;&lt;/i&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/5339011669125235943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-shinyi-do-ayato-sztuka-opanowania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/5339011669125235943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/5339011669125235943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-shinyi-do-ayato-sztuka-opanowania.html' title='Od Shinyi Do Ayato &quot;Sztuka opanowania&quot;'/><author><name>Missingami</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03405014712795652963</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPtgQYQe-ojuJD5BpI6UMlK9o0_OBgtfYDu5JWHzHKqRHNEnCtFr3FF2SMjSBf3vhNJ-PboWKFfXiYYfHmRaJjWKxqifDAVpDwl8zp87M0fWrvtQVrNHeJKG6f8k6Qog/s220/3a2e627a60f14264ac55445b2be2e622f044d156_00.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-7775430179522037829</id><published>2018-07-06T04:57:00.001-07:00</published><updated>2018-07-06T14:04:03.269-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Specjalny przypadek"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Yagen - człowiek"/><title type='text'>Od Yagen&#39;a CD Soren&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot; </title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/06/od-sorena-cd-yagena-specjalny-przypadek_27.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp;- Może tak może nie.. a może cię okłamię i pójdę na łowy? Chcesz mnie opuścić wcześniej? Nie ma sprawy, ale nie dotrzymuje słowa, że zaraz stąd nie wyjdę, więc może zostaniesz? Upewnisz się czy w ogóle śpię czy nie uciekam, co ty na to? - Białowłosy wampir usiadł na łóżko nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Drwił ze mnie... bawił się tym moim przeklętym przeczuciem, że pójdzie kogoś zabić, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Zakląłem cicho w myślach, ale ... podjąłem jego grę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobra. Skoro tak bardzo chcesz, bym cie przypilnował do snu jak małe dziecko to nie ma problemu. Może jeszcze bajeczkę na dobranoc opowiedzieć? O małym wampirze, który był wyjątkowo niegrzeczny i spotkała go za to kara? - Usiadłem na krześle zakładając nogę na nogę. Skoro tak bardzo chce bym został to nie am problemu. Śmieszne by było jednak, gdyby dążył do odwrotnego skutku. Ale cóż. Ja mu nie popuszczę nawet, gdybym musiał z nim spać w jednym pokoju, jak nie łóżku... choć tego ostatniego wolałbym uniknąć. Nie chce wiedzieć do czego on jest zdolny.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ta bajka może być bardzo interesująca, patrząc na tego co będzie ją opowiadać. - Soren po tych słowach zaczął zdejmować koszulkę, którą rzucił niedaleko szafy, po czym uśmiechnął się do mnie jakby był niewinnym aniołkiem... tia... prędzej demon odziany w anielską skórę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Prawie półwieczny dzieciak się z znalazł. No świetnie - Syknąłem przybierając nieco wygodniejszą pozycję. Przewiesiłem nogi przez jeden podłokietnik, a o drugi oparłem się plecami. Czułem, że nieco tu jednak posiedzę... a o dziwo ten fotel nie był wcale tak niewygodny na jaki się zdawał. W sumie, to był lepszy niż moje krzesło w gabinecie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
-&amp;nbsp;Wiesz jak ci się coś nie podoba, to możesz wyjść, ale nie gwarantuje, że zaraz po tobie nie wyjdę i nie pójdę polować. A ty raczej nie chcesz mieć problemów, prawda? - Uniósł lekko brew. Mówiłem... diabeł , a nie anioł. Przewróciłem oczami już nieco znudzony tą grą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie mówiłem ci że wyjdę. Po prostu opisałem twoją upartą osobowość - Zdjąłem okulary, które po chwili odłożyłem na szafeczkę obok jego łóżka. Przeczesałem również włosy dłonią, gdyż zaczęły wchodzić mi do oczu. Może powinienem w końcu zainwestować w jakąś spinkę? Nie... Może jednak się przemęczę do wizyty u fryzjera.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Doskonale wiem jaką ją mam, nie musisz jej opisywać - Dostrzegłem kątem oka, ze zagryzł wargę. Nie... Soren bądź jednak choć trochę ogarnięty i nie myśl, że dam ci odrobinę swojej krwi. Prędzej ci wypruje wszystkie organy nim zdążysz wbić we mnie te małe igły.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobra... chcesz tą bajkę na dobranoc, czy wolisz nadal się ze mną droczyć? Albo wróć... nie było pytania - Szybko się wycofałem widząc jego podejrzany uśmiech. - Siedź cicho i słuchaj. Jak przerwiesz , dostaniesz ognikiem. Jasne? - Zgromiłem go spojrzeniem, na co jedynie wzruszył obojętnie ramionami. No co za pijawka....&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;~~~*~~~&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mały cień o ciemnych, wręcz czarnych niczym węgiel włosach przemykał się przez ulicę opustoszałego miasta. W dłoniach trzymał kurczowo papierową torbę z rzeczami potrzebnymi dla swojego rodzeństwa. Chciał jakoś pomóc starszemu bratu, który jak zwykle wszystkim się zajmował - pomagał w trudnych chwilach,z dobywał jedzenie, czy też lekarstwa w razie potrzebny. Brunet nie mógł wiecznie stać bezczynnie, więc w miarę możliwości starał się ułatwić mu to wszystko, choć czasem więcej psuł, niż pomagał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przebył kolejne metry uważnie się rozglądając. Nie chciał zdradzać nikomu ich kryjówki... wrogowie w końcu nie pogardziliby łatwemu celowi. Mogli ich z łatwością zabić, bo w końcu co im zrobią jakieś dzieci i jeden prawie dorosły facet. No nic.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ichigonii-san? - Zawołał niemal szeptem wkraczając do piwnicy jednego z w połowie zburzonych budynków. Zacisnął mocniej ręce na paczuszce , którą po chwili odłożył próbując przesunął głaz zasłaniający wejście do kryjówki jego rodziny. Jego wątłe ręce nie dawały jednak rady na choćby drgniecie przeszkody, więc musiał czekać, aż jego starszy brat przyjdzie mu pomóc...znowu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Podaj hasło - Za kamienia wydobył się dobrze znany mu głos. Na jego delikatnych ustach szybko pojawił się szeroki uśmiech odsłaniający ząbki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Kaze no uta - Wypowiedział nieco rozbawiony hasło, które tak naprawdę było tytułem jednej z ulubionej piosenki całego jego rodzeństwa. Głaz przesunął się z cichym syknięciem chłopaka, który musiał go ruszyć. - Ichigonii-san... jak się czuje Shinano? - Zapytał szybko przeciskając się obok niebiesko włosego, by dotrzeć do głównego pokoju.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jest mu lepiej. To tylko zwykłe przeziębienie - Wcześniej wspomniany Ichigo zasunął z powrotem kamień i dołączył do młodzieńca. - Ale z pewnością poprawi mu się po tych lekarstwach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Mam nadzieje - Brunet uśmiechnął się pewien swoich zdolności medycznych i podszedł do leżącego na łóżku młodszego brata. Po chwili wokół niego znalazła się również pozostała gromadka braci, wiec miał przynajmniej widowisko. Cały zabieg nie był skomplikowany... wystarczyło jedynie podać chłopcu lekarstwa i tyle. Niby nic trudnego, lecz młody lekarz ukrył jeden fakt. Ichigo podał mu wcześniej adres zaufanego źródła do którego miał się udać, jednak ten stwierdził, że poszuka wszystko na własną rękę. Liczył się w końcu czas, a tamta placówka była zdecydowanie za daleko i sama podróż zajęła mu by nie mniej&amp;nbsp; niż jeden dzień. Nie dbał o to, czy ściągnie na siebie przez to kłopoty. Gdyby mieli złe zamiary, to zabiliby go od razu, a nie dawali lekarstwa.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;~~~*~~~&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
-Więc kto by się spodziewał ataku ? Jego brat zawsze mu powtarzał, by nie ryzykował, by nie próbował zrobić wszystkiego samemu, bo nie zawsze wyjdzie to an dobre. Więc teraz musiał patrzeć, jak jego ukochana rodzina musi się rozejść, by ratować swoje życie. Czy przeżyli? Nie miał pojęcia. - Z każdym kolejnym słowem, czułem, jak powoli ściszałem głos. Jakim sposobem przeszedłem na historię o mojej rodzinie? To na pewno przez zmęczenie. Zamilkłem jednocześnie rozmyślając o tym czy nie powiedziałem za dużo. Może się nie domyśl ... oby. Wstałem bez słowa zabierając okulary i opuściłem jego pokój uznając, że mam gdzieś to, czy wyjdzie czy nie. Nie miałem ochoty na jakiekolwiek towarzystwo, a tym bardziej jakiegoś wampira.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt; Soren? Mówiłam, że nie umiem.... Zgubiłam wątek po połowie &amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/7775430179522037829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/7775430179522037829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/7775430179522037829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-yagena-cd-sorena-specjalny-przypadek.html' title='Od Yagen&#39;a CD Soren&#39;a &quot;Specjalny przypadek&quot; '/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-1102498407708461796</id><published>2018-07-06T04:12:00.000-07:00</published><updated>2018-07-06T04:12:01.776-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Shinya - wampir"/><title type='text'>Shinya Hiiragi</title><content type='html'>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjFDhYF4oXAz-7i9u0kC9v-cHowunE4exkZZVOBvAlyC8hFniPUOy9Eq63UFXR_etm3kXcu3ix98IhMYy4KFq-4LmJeUqhjc_RnnHFaTXn5HhbKywxsyBTYjh2P5n3vEEOYa4tO3734FbSm/s1600/Shinya.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;478&quot; data-original-width=&quot;525&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjFDhYF4oXAz-7i9u0kC9v-cHowunE4exkZZVOBvAlyC8hFniPUOy9Eq63UFXR_etm3kXcu3ix98IhMYy4KFq-4LmJeUqhjc_RnnHFaTXn5HhbKywxsyBTYjh2P5n3vEEOYa4tO3734FbSm/s1600/Shinya.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Płeć:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Mężczyzna&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Przynależność:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Należy do Projektu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Stanowisko: &lt;/b&gt;Generał, choć sam uważa, że nie do końca się w tym sprawdza.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ranga: &lt;/b&gt;Zwykle C, ale jeśli go wkurzysz to automatycznie wskakuje na S.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Moce: &lt;/b&gt;Moc Hiiragi&#39;ego jest dość skomplikowana, a opiera się przede wszystkim na energii, którą w sobie posiada. Potrafi ją kumulować i przekazywać między innymi do kul swojej snajperki, które dzięki temu mogą stać się pociskami samonaprowadzającymi się. Takie kule różnią się od zwykłych właściwie tylko tym, że &quot;płoną&quot; niebieskim płomieniem i mają większą siłę przebicia. Shinya jest także w stanie skumulować energię, która przybiera kształt wielkiego niebieskiego tygrysa w jaśniejsze paski.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Aparycja:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;&lt;b&gt;Włosy: &lt;/b&gt;Białe, średniej długości z postrzępionymi końcami, które zwykle nosi swobodnie opadające po obu stronach głowy. Czasem tylko, głównie do treningów i na misje układa je tak, by pasma po lewej stronie przylegały mu do głowy i nie przeszkadzały, gdy strzela.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;b&gt;Twarz: &lt;/b&gt;Przede wszystkim uwagę zwracają niebieskie tęczówki z nienaturalnymi czarnymi obwódkami wokół. Zwykle obserwują wszystko z obojętnym wyrazem, jakby były martwe, ale kiedy wdaje się z kimś bliższym w rozmowę lub zwyczajnie zaczyna sobie żartować, natychmiast wstępuje w nie życie i zaczynają błyszczeć zabawnymi iskierkami. Poza tym zgrabny i ostro zakończony nosek oraz wąskie, ale kształtne wargi nadają ostrości jego wizerunkowi. Który natychmiast znika, kiedy mężczyzna się uśmiecha.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;b&gt;Ciało: &lt;/b&gt;Jest bardzo szczupły jak na metr osiemdziesiąt trzy wzrostu. Wystarczy by wyciągnął ręce w górę i na spokojnie można policzyć wszystkie jego żebra. Mimo to bardzo wysportowany i z nie najgorszą kondycją, która podupada, kiedy białowłosy nie pożywia się przez dłuższy czas. Nie narzeka na budowę swojego ciała, choć mało kto ma okazję zobaczyć je bez wojskowego munduru.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;&lt;b&gt;Znaki szczególne: &lt;/b&gt;Przede wszystkim mundur i białe rękawiczki oraz ukochana snajperka, którą zabiera ze sobą ilekroć opuszcza placówkę Projektu. Kiedy przebywa się z nim dłużej można dostrzec, że znakiem szczególnym u niego jest także uśmiech, który z łagodnego i uprzejmego, przeradza się w rozbawiony, zajmujący trzy czwarte twarzy wampira i na odwrót.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Charakter: &lt;/b&gt;Na pierwszy rzut oka to naprawdę spokojny mężczyzna, umiejący trzymać emocje na wodzy. Sprawia wrażenie kogoś, kto wiecznie wszystko obserwuje i zapamiętuje każdy szczegół, by potem w przyszłości go wykorzystać. Hiiragi przez lata nauczył się opanowania w czasie wojny, które przeniósł do życia codziennego i wykorzystuje je, by panować nad swoimi instynktami, które niekiedy chcą wyrwać się spod jego kontroli. Niestety nie zawsze mu to wychodzi i kiedy odzyskuje nad sobą panowanie, jest mu niezmiernie wstyd za to, że okazał się być za słaby. Białowłosy nie lubi okazywać swojej słabości w ten sposób, chociaż z płaczem przy innych nie ma już takiego problemu. Nie znaczy to oczywiście, że robi to nagminnie, ale zdarzyło mu się kilka razy uronić łzę, kiedy przyjaciel wracał cały z niebezpiecznej misji. Przywiązuje się do przyjaciół i współpracowników bardzo mocno, a kiedy trzeba to robi wszystko, by ich ochronić. A przynajmniej robi to co może, choć nierzadko jest po prostu bezsilny w porównaniu z ich oślim uporem i zaślepieniem pewnymi sprawami.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;W placówce postrzegany jako odpowiedzialny, zaradny generał, który nie pozwala wykonywać swojemu oddziałowi bezmyślnych ruchów. Każdą misję ma zawsze obgadaną szczegółowo z przywódcą i doradcą, a nieprzewidziane sytuacje konsultuje ze swoimi ludźmi. Stara się by w jego oddziale panował spokój i zaufanie względem wszystkich. Każdy spór stara się natychmiast rozwiązywać, wierząc, że tylko zgoda i pełne zaufanie w zespole mogą doprowadzić do sukcesu. Po którejś z kolei próbie podkradnięcia smakołyku z kuchni, została mu przyszyta także łatka &quot;niepohamowanej miłości do chleba&quot;.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Prywatnie jest bardzo optymistyczną osobą z dość specyficznym poczuciem humoru. Jednym z jego ulubionych zajęć jest przerabianie naszkicowanych przez siebie portretów lu nawet karykatur w śmieszny sposób. Niekiedy spod jego ołówka wychodzą także śmieszne sytuacje powstające w jego umyśle, które czasem można ułożyć w komiksy. Nie uważa się za odpowiedzialną osobę, chociaż stara się to zmienić jak tylko może, hodując w pokoju kwiaty. To znaczy kaktusy, bo tylko tych jak na razie nie zabił.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Mocne i słabe strony:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Słabe:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Jeśli już ktoś go porządnie wkurwi, to jest w stanie roznieść całą salę własnymi rękoma lub zaatakować losową osobę w pobliżu. Oczywiście jest mu za to potem wstyd, jednak w trakcie takiego szału nie za wiele do niego dociera.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Chyba poczucie humoru można do tego zaliczyć, gdyż nie zawsze wszyscy je rozumieją... A może to po prostu on ma kiepskie poczucie humoru?&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Jest strasznym śpiochem. Naprawdę ciężko przychodzi mu wygrzebanie się z ciepłej pościeli, szczególnie, jeśli ma przy sobie swoją ulubioną poduszkę w kształcie kromki chleba.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Czasem zdarza mu się upić, szczególnie w towarzystwie doradcy. Wtedy rozwiązuje mu się język i choć zwykle plecie niezrozumiałe głupoty, zdarza mu się także wygadać rzecz, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Z tego powodu kilka razy oberwał boleśnie od przyjaciela.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;b&gt;Mocne:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Żeby go wkurzyć, trzeba się naprawdę mocno postarać.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Celność. Jest znakomitym snajperem, a dzięki wyostrzonym zmysłom jest w stanie trafić cel nawet z odległości bliskiej dwóm kilometrom.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Wbrew pozorom bardzo trudno się rozprasza, jeśli skupi się na zadaniu. Nie przeszkadzają mu ani strzały, krzyki czy nawet szarpanie za ramię.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Jest zdolnym ogrodnikiem. Co prawda potrafi utrzymać przy życiu jedynie kaktusy, ale to zawsze coś, czyż nie? Szkoda tylko, że nie są jadalne.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Czy umiejętność sporządzania karykatury każdego z członków Projektu to zaleta czy wada? Zwykłe portrety i obrazy także szkicuje, jednak uważa to za nudne zajęcie.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Partner: &lt;/b&gt;Jak na razie wystarcza mu droczenie się z co bliższymi mu osobami.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Rodzina:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Biologicznej rodziny nie miał nigdy, odkąd sięga pamięcią, wiecznie był pod czyjąś opieką, aż w końcu zaadoptowała go rodzina państwa Hiiragi. Dwie młodsze siostry i rodzice, do całej czwórki mocno się przywiązał, jednak zostali szybko rozdzieleni, a dwudziestoczteroletni wtedy Shinya trafił do oddziału szkoleniowego. Kiedy został generałem w wampirzej armii, jego kilkuosobowa brygada była dla niego jak rodzina, która obecnie składa się tylko z białowłosego i jego najlepszego przyjaciela - Gurena.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Ciekawostki:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Nie przepada za smakiem krwi, ale że jest to jego główny pokarm, zmuszony jest ją spożywać. Jeśli już musi to najbardziej odpowiada mu AB.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Za to uwielbia chleb i mimo iż jest on dla niego szkodliwy, nie przeżyje tygodnia, by nie zjeść przynajmniej kromki.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Choć pochodzi ze wschodnich wybrzeży Azji, jego wiara opiera się na wielu różnych wierzeniach, między innymi Inuitów. Za swoje zwierze duchowe uznaje białego tygrysa.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Posiada najprostszy karabin snajperski, który dzięki jego mocy osiąga wyniki porównywalne z najlepszymi egzemplarzami. Czasem przyczepia na jej końcu niewielkie ostrze, którym może dźgnąć przeciwnika.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mieszka w jednoosobowym pokoju. Kiedyś dzielił inny z Gurenem, ale pewne sprawy przybrały niezbyt ciekawy obrót, dlatego zdecydowali, że powinni jednak mieć oddzielne pokoje.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Zdarza mu się lunatykować. Wtedy zwykle człapie do kuchni i podkrada chleb, a następnego dnia zwija się z bólu. Raz zabłądził do innego pokoju i zwędził stamtąd alkohol i pomarańcze. Właściciele pokoju nie byli zbyt zadowoleni...&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Ulubioną podusię dostał na czterdzieste piąte urodziny od Gurena. Do tej pory nie dowiedział się, skąd mężczyzna ją wyczarował.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Operator:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Miśka098 | miskazhwr@gmail.com | Chuuyaaaa~&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/1102498407708461796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/shinya-hiiragi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/1102498407708461796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/1102498407708461796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/shinya-hiiragi.html' title='Shinya Hiiragi'/><author><name>Yuki aka Shin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04156723241992942651</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjFDhYF4oXAz-7i9u0kC9v-cHowunE4exkZZVOBvAlyC8hFniPUOy9Eq63UFXR_etm3kXcu3ix98IhMYy4KFq-4LmJeUqhjc_RnnHFaTXn5HhbKywxsyBTYjh2P5n3vEEOYa4tO3734FbSm/s72-c/Shinya.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7593835525918909086.post-9157280880603628655</id><published>2018-07-06T03:45:00.001-07:00</published><updated>2018-07-06T03:45:23.811-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Chuuya - wampir"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Krwawa nić"/><title type='text'>Od Chuuyi CD Juuzou &quot;Krwawa nić&quot;</title><content type='html'>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/05/od-juuzou-do-chuuyi-krwawa-nic.html&quot;&gt;Poprzednie opowiadanie&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przez dłuższą chwilę rudowłosy przyglądał się obiektowi przed nim z niezrozumiałą miną. Kretyn. Ewentualnie zwykły idiota, bo nie wierzył, że można mieć tak nierówno pod sufitem jak ten przed nim. A jednak białowłosy stał przed nim i to było bardziej niż pewne. Ruszał się, oddychał... Wampir wolał jednak dla bezpieczeństwa uniknąć stwierdzenia, że myśli. W każdym razie w tym umyśle na pewno coś się działo, ale chyba nie chciał wiedzieć co.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Gorsze było to, że to właśnie jego szukał Nakahara. Dokładnie to imię i nazwisko widniało na kartce papieru, którą trzymał w ręce. Już wcześniej miał co do tego mieszane uczucia, ale teraz zaczął zastanawiać się, który z Todorovski&#39;ch go w to wpakował i jak bardzo był świadom tego, w co go pakuje. Którykolwiek z nich to był, słono mu zapłaci za niańczenie tego białowłosego ADHD&#39;owca.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- Świetnie, miło mi cię poznać, naprawdę. - Wywrócił oczami, zirytowany nadmierną energią chłopaka. Zbyt entuzjastyczny jak dla niego. Z wielką ochotą pokazałby mu, że wcale nie ma się z czego tak bardzo cieszyć, ale... Zerknął ukradkiem w stronę kamer, które co kilka metrów zabierały miejsce pod sufitem. No właśnie. Wiecznie obserwowani. - Ja jestem Nakahara. A teraz chodź. - Obrócił się do niego plecami, wytwarzając połami płaszcza podmuch wiatru, który uderzył w Juuzou. Ten popatrzył tylko zaciekawiony i może nieco zdziwiony na rudowłosego, nie mając nawet zamiaru ruszyć się z miejsca.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Chuuya szybko zorientował się, że brakuje mu dźwięku jeszcze jednych kroków. Odwrócił się do niego, skupiając wzrok na czerwonych spinkach na jego grzywce. W całej tej postaci były chyba najzwyczajniejszą rzeczą pod słońcem. Może nie licząc tego, że z jakiegoś niewytłumaczalnego, przynajmniej dla rudzielca, powodu układała się ona w rzymską liczbę trzynaście.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- Dlaczego Juuzou ma iść? - Zapytał, przechylając głowę w bok i przyglądając mu się czerwonymi oczami. Wampir wywrócił tylko oczy, wciskając wolną rękę do kieszeni. Dlaczego to nigdy nie mogło być tak proste? Mówisz komuś, żeby za tobą poszedł i ten idzie. Nie. Nigdy. Zawsze musi paść pytanie &lt;i&gt;dlaczego&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;po co&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;dokąd&lt;/i&gt;. Nie można było od tak komuś zaufać? Z drugiej strony sam miał problemy z zaufaniem i gdyby postawił się na miejscu tego chłopaka, pewnie też by sam sobie nie zaufał. Szczególnie wiedząc, kim naprawdę jest. Albo raczej wiedząc, że kłamie od czterech lat.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- Bo jeśli Juuzou ze mną pójdzie, to szybciej dostanie swoją broń. - Odparł, wzdychając cicho. Po chwili zorientował się, że podobnie jak białowłosy mówi o nim w trzeciej osobie. Potrząsnął głową, chcąc się tego pozbyć. On tak nie robił. To było zbyt dziwne nawet jak na rudzielca w kapeluszu.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- W takim razie Juuzou pójdzie. - Odparł i stanął obok Nakahary, ruszając po chwili razem z nim korytarzem. Kierowali się do sali treningów, gdzie Chuu miał spróbować dopasować broń do Suzuyi, jak zwykle robił to Elliot. Dlaczego nie on? Chłopak od gitary był pilnie potrzebny w drugiej części budynku, a przywódca stwierdził, że rudowłosy się nudzi, więc on zajmie się nowym rekrutem. Mężczyzna domyślał się, że w tym &lt;i&gt;genialnym pomyśle przywódcy&lt;/i&gt;&amp;nbsp;maczał palce Dimitrij. Ale policzy się z nim później.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- Więc najpierw mi powiedz, jaką masz grupę krwi. Wtedy będę mógł wybrać grupę broni, w której będziemy szukać tej pasującej do ciebie. - Wytłumaczył, kiedy tylko znaleźli się na dużej sali. Bardziej tłumaczył to sobie niż jemu, bo pierwszy raz odkąd dołączył do Projektu miał zająć się czymś takim. Dobre tyle, że dostał krótką instrukcję od bruneta, nim ten pognał korytarzem do miejsca, gdzie był pilniej potrzebny. Naprawdę wolałby teraz zajmować się papierową robotą, niż robić za niańkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&amp;lt;Juuzouuuu? Wybacz, że tak długo x,x&amp;gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/feeds/9157280880603628655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-chuuyi-cd-juuzou-krwawa-nic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/9157280880603628655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='https://www.blogger.com/feeds/7593835525918909086/posts/default/9157280880603628655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='https://project-hope-for-life.blogspot.com/2018/07/od-chuuyi-cd-juuzou-krwawa-nic.html' title='Od Chuuyi CD Juuzou &quot;Krwawa nić&quot;'/><author><name>Missingami</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03405014712795652963</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPtgQYQe-ojuJD5BpI6UMlK9o0_OBgtfYDu5JWHzHKqRHNEnCtFr3FF2SMjSBf3vhNJ-PboWKFfXiYYfHmRaJjWKxqifDAVpDwl8zp87M0fWrvtQVrNHeJKG6f8k6Qog/s220/3a2e627a60f14264ac55445b2be2e622f044d156_00.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>