<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366</atom:id><lastBuildDate>Wed, 29 Apr 2026 07:38:54 +0000</lastBuildDate><category>NCz</category><category>bajki dla dzieci</category><category>Boże Narodzenie</category><category>Granica</category><category>Magia Świąt</category><category>czarownica</category><category>matka</category><category>matura</category><category>matura z języka polskiego</category><category>mysz</category><category>porządki</category><category>52 książki</category><category>Akademia Pana Kleksa</category><category>Bracia Lwie Serce</category><category>Bruce McCandless</category><category>Chris Wormell</category><category>Dwie Siostry</category><category>Dziady</category><category>Dziwne losy Jane Eyre</category><category>Edward Rochester</category><category>Emma</category><category>George Knightley</category><category>Jagienka</category><category>Janko Muzykant. Mufasa</category><category>Jest tam kto?</category><category>Joanna Bator</category><category>John Keating</category><category>Jonatan Lwie Serce</category><category>Juliusz Słowacki</category><category>Kzyżacy</category><category>Lalka</category><category>Ludzie bezdomni</category><category>Marián Čapka</category><category>Nemeczek</category><category>O psie który jeździł koleją</category><category>Paulo Coelho</category><category>Planetarium</category><category>Raman Prinja</category><category>Stanisław Wokulski</category><category>Stowarzyszenie umarłych poetów</category><category>TOPR</category><category>Ten Obcy</category><category>Tomasz Judym</category><category>Trędowata</category><category>Włóczykij</category><category>Zakamarki</category><category>Zofia Nałkowska</category><category>Zygmunt Krasiński</category><category>choinka</category><category>chorowanie</category><category>czarne dziury</category><category>eter</category><category>humaniści</category><category>janusz</category><category>kanon</category><category>kosmos</category><category>lanie wody</category><category>małżeństwo</category><category>mężczyźni</category><category>narkotyki</category><category>opium</category><category>podziały</category><category>przejścia nie ma</category><category>recenzja</category><category>romantyzm</category><category>spacery</category><category>viera janusowa</category><category>walentynki</category><category>wróżka</category><category>wszechświat</category><category>wyzwanie</category><category>Żeby inni mogli przeżyć. Beata Sabała-Zielińska</category><title>Przeczytywalnia</title><description></description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Agata)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>26</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-4484668122489812140</guid><pubDate>Fri, 24 Jul 2020 09:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-07-24T02:41:35.265-07:00</atom:updated><title>Nie ma złych rodziców, są tylko złe dzieci</title><description>&lt;h4 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Od czasu do czasu czytam, że złe madki nie pilnują swoich bombelków i te bombelki przeszkadzają porządnym ludziom realizować ich przyrodzone potrzeby, np. picie kawy w SPOKOJU albo wypoczynek na plaży w CISZY. Czytam, że to nie wina dzieci, oczywiście, ale złych rodziców.&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgHjGizQsg8OX9FdqtEyb3m9M12Nm8GKYTE5n3M0a8W5ZPm-4DVMxaPKOhJWrhcIOFcsjuLBlFJ8oXjP4diqOFftHWGSnvjeCIsMREN3mgEbsXHovMjI9x8FtAWxNSgKOT1W4OkiwwzVi57/s1600/photo-1502086223501-7ea6ecd79368.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;708&quot; data-original-width=&quot;1023&quot; height=&quot;276&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgHjGizQsg8OX9FdqtEyb3m9M12Nm8GKYTE5n3M0a8W5ZPm-4DVMxaPKOhJWrhcIOFcsjuLBlFJ8oXjP4diqOFftHWGSnvjeCIsMREN3mgEbsXHovMjI9x8FtAWxNSgKOT1W4OkiwwzVi57/s400/photo-1502086223501-7ea6ecd79368.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Photo by &lt;a href=&quot;https://unsplash.com/@robbie36?utm_source=unsplash&amp;amp;utm_medium=referral&amp;amp;utm_content=creditCopyText&quot;&gt;Robert Collins&lt;/a&gt; on &lt;a href=&quot;https://unsplash.com/s/photos/kids?utm_source=unsplash&amp;amp;utm_medium=referral&amp;amp;utm_content=creditCopyText&quot;&gt;Unsplash&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Znacie te obrazki: dziecko wierzgające, dziecko krzyczące, dziecko rzucające się na ziemię z płaczem i złością. Dziecko uciekające, ignorujące, kopiące i gryzące, dziecko przeprowadzające swą wolę wbrew wszystkiemu i przeciw wszystkim. Porządny człowiek na widok takiego dziecka odwraca z oburzeniem wzrok. Nie po to, by dyskretnie zająć się swoimi sprawami, o nie! - oburzonym wzrokiem szuka sprawczyni tego niewątpliwego zła, tej, która nie upilnowała, nie wychowała, nie zapobiegła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W pobliżu jest i ona: matka uspokajająca, matka goniąca, matka przemawiająca, argumentująca, podnosząca z ziemi, tłumacząca. Czasem: krzycząca i wyprowadzona z równowagi. Ona również ma przyrodzone potrzeby i chętnie odwróciłaby wzrok z oburzeniem. Tej matce, pokonanej i udręczonej, i wszystkim porządnym ludziom, którzy chcieliby tylko odrobinę ciszy, czy to tak wiele, mówię dziś z całą odpowiedzialnością: nie ma złych rodziców, są tylko złe dzieci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wiem, to przykre.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wiem, nie możecie się z tym zgodzić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wiem, możecie sądzić, że skoro rodzice powołali dzieci na świat, powinni zadbać, żeby dzieci nie było na tym świecie widać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Skoro jednak uznajemy spokój w miejscach publicznych za najwyższą wartość - a niszczycieli tego ładu za szkodników, spróbujmy, jak powiedziałby Gombrowicz, dosiąść tej myśli od strony złego dziecka. No bo kto krzyczy, wierzga, kopie???&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zapewniam: nie rodzice. Oni chcieliby tylko odrobinę ciszy, czy to tak wiele.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Mój bombelek, dziś przykładny czterolatek, który tylko czasem wkłada sobie patyk do oka albo skacze na główkę z parapetu, który naprawdę incydentalnie rzuca rowerem w miejscach publicznych i ogłasza z furią &quot;żarty się skończyły!&quot;, kiedy nikt nie żartuje, w wieku lat dwóch przechodził typowy dla tego trudnego okresu ból istnienia. Wciąż stoi mi przed oczami obraz, gdy po raz pierwszy życie zaskoczyło go tragizmem równoważnych potrzeb i wartości. Chciał zjeść rogalik i nie chciał zjeść rogalika. Nadgryzał i wściekle wypluwał. Znów chwytał przeżute skrawki i płakał w bezsilnej złości. Kiedy obserwowałam te rozpaczliwe próby zrozumienia siebie i świata, myślałam o tym, że chętnie wychowałabym tego załzawionego potworka lepiej. Niestety, nawet gdybym potrafiła, niewiele by to pomogło.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Bo wychowanie, wbrew obiegowej opinii, nie służy uczynieniu z dzieci istot milczących i nieruchomych, niepomnych swoich potrzeb, przyjmujących los z pokorą i godnością (&quot;pogodny mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu&quot; potrafi być tylko poeta i tylko u schyłku życiowej drogi - nie ten, kto dopiero uczy się świata). Jeśli widujecie dzieci, które trwają bez ruchu i bez słowa, przykro mi, ale prawdopodobnie nie żyją, a ich otwarte powieki są podtrzymywane przez jakiś, z gruntu zły i nieetyczny, niewidzialny mechanizm.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zanim więc kilkulatek zrozumie, że nie wypada okazywać złości w miejscach publicznych, minie chwila. Wysiłek rodziców w kształtowaniu u bombelka empatii i zrozumienia dla potrzeb porządnych ludzi, wysiłek zmierzający do wskazania, jak radzić sobie z frustracją, musi jednak napotkać obiektywną, bo biologiczną, gotowość układu nerwowego, neurologiczną zdolność jako takiego kontrolowania sposobów wyrażania emocji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Będzie więc lepiej, obiecuję - tymczasem, porządni ludzie, postulujący lepsze wychowanie, proszę o jedno: odczepcie się od rodziców. Winne nie są matki. Winni nie są ojcowie. Winne hałasu, krzyku i chaosu, winne śmiechu i hałaśliwych zabaw są tylko dzieci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wiem, że są złe do szpiku kości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ale jeszcze wyrosną z nich porządni ludzie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2020/07/nie-ma-zych-rodzicow-sa-tylko-ze-dzieci.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgHjGizQsg8OX9FdqtEyb3m9M12Nm8GKYTE5n3M0a8W5ZPm-4DVMxaPKOhJWrhcIOFcsjuLBlFJ8oXjP4diqOFftHWGSnvjeCIsMREN3mgEbsXHovMjI9x8FtAWxNSgKOT1W4OkiwwzVi57/s72-c/photo-1502086223501-7ea6ecd79368.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-6870035364584896917</guid><pubDate>Sun, 12 Jul 2020 07:38:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-07-12T02:37:19.703-07:00</atom:updated><title>Mysz (3). Ostatnie starcie</title><description>&lt;h4 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Przegrupowaliśmy szyki. Wyciągnęliśmy wnioski. Bitwę przegraliśmy - wojna pozostawała nierozstrzygnięta. &quot;To nie jest głupia mysz&quot; - powiedziałam Maciejowi, znów szeptem (na pewno podsłuchiwała, a nie chciałam przecież, by wyczuła w moim głosie respekt).&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3MukAO01Vqn8dSwybziFj51LdGPko5t4VSnnOV4Nn7iVZQM6I3TsOFhODuQXndose78-8cNb3o0cbggwaMy434-iMNz5ZAyhR6yYlk0dvYCizsZA54hwhD3ZM3e-DlK-KRDHSlZv6yFa9/s1600/giuseppe-martini-VXl0kR1DXzw-unsplash.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1067&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3MukAO01Vqn8dSwybziFj51LdGPko5t4VSnnOV4Nn7iVZQM6I3TsOFhODuQXndose78-8cNb3o0cbggwaMy434-iMNz5ZAyhR6yYlk0dvYCizsZA54hwhD3ZM3e-DlK-KRDHSlZv6yFa9/s320/giuseppe-martini-VXl0kR1DXzw-unsplash.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Photo by &lt;a href=&quot;https://unsplash.com/@bear61?utm_source=unsplash&amp;amp;utm_medium=referral&amp;amp;utm_content=creditCopyText&quot;&gt;Giuseppe Martini&lt;/a&gt; on &lt;a href=&quot;https://unsplash.com/s/photos/mouse?utm_source=unsplash&amp;amp;utm_medium=referral&amp;amp;utm_content=creditCopyText&quot;&gt;Unsplash&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Maciej zacisnął zęby. &quot;Nie jest mądra. To moja wina&quot; - ocenił&amp;nbsp; wreszcie samokrytycznie. - &quot;Pułapka miała słaby punkt&quot;. Nie przedłużając rozmowy, z milczącą determinacją przystąpił do udoskonalania swojej pomysłowej konstrukcji. Julek i ja wycofaliśmy się. Nie chciałam nawet myśleć, co będzie, jeśli wysiłek Macieja nie przyniesie rezultatów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Żytni chleb od koleżanki już się skończył i nie mogliśmy zaproponować naszej kochanej myszce żadnego wartościowego wypieku. Do żywołapki włożyliśmy więc kromkę podłego chleba z Biedronki. Uznaliśmy, że skoro musimy żywić się nim na co dzień, gryzoń też nie powinien wybrzydzać. A jednak. Rano poczęstunek zastaliśmy nietknięty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Noc była jednak niespokojna. Słysząc podejrzane szelesty, Maciej co chwilę zrywał się z łóżka, wpadał do salonu i zapalał światło. Byłam pewna, że za którymś razem usłyszę jego tryumfalne: &quot;Mam ją!&quot;. Wracał jednak w ponurej ciszy,&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;by zaznać kolejnej chwili nerwowego snu&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;. Nad ranem to ja, tknięta niespokojną myślą, szturchnęłam go w ramię: &quot;Teraz!&quot;. Usłyszałam bardzo mysie chrobotanie, nieregularne i natarczywe zarazem. Maciej pokręcił głową. &quot;To z pokoju Julka&quot;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Dźwięki dziecka faktycznie pobrzmiewają mysio. Julek wierci się tak, że zwykle wypada z materaca i kontynuuje sen na pobliskim dywanie, a niekiedy i dalej, na twardych i zimnych panelach (myślę, że któregoś ranka odnajdziemy go na klatce schodowej). Trąca przy tym kończynami rozmaite elementy wyposażenia pokoju, również szeleszczącą torbę z klockami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W nocy oczywiste wydało nam się, że szmery, skoro nie pochodzą zza biblioteczki, są dziełem dziecka. Nie dopuściliśmy do siebie myśli, że mysz mogła odkryć wąskie przejście między salonem a pokojem Julka. Stało się to jasne dopiero w świetle poranka.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Otwór szerokości małego palca, wywiercony, by poprowadzić nim kabel od internetu, okazał się uczęszczany. Nocny szlak myszy znaczyły obsypany tynk i odchody.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;*&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Kolejna porażka skłoniła nas do ostatecznej intensyfikacji środków zaradczych. Maciej z Julkiem udali się po profesjonalne żywołapki na drugi koniec miasta. Wrócili późnym wieczorem, zmęczeni i ożywieni zarazem, z trzema zasadzkami (po 30 zł każda) i pachnącym chlebem, pełnym zbóż.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Przygotowywałam właśnie kolację z udziałem podłego pieczywa z Biedronki.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Kiedy podsunęłam wygłodniałym panom talerz z kanapkami, Julek wpadł w furię: &quot;Co?! Nie mogłaś robić kolacji! To był chleb dla myszki!&quot;. &quot;Bez obaw&quot; - rzekłam głosem zimnym jak lodowce Arktyki - &quot;to chleb z Biedronki&quot;. Wróciłam do kuchni i zamarłam z nożem nad deską do krojenia. Karmiłam już wymagających gości, ale tym razem kulinarna kreatywność zaczęła mnie zawodzić: &quot;Z czym zrobić kanapkę dla myszy?&quot;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tego wieczoru znów uwierzyliśmy, że zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki. Rozłożyliśmy żywołapki w trzech pomieszczeniach. Podczas modlitwy Julek ufnie wzniósł w niebo błękitne oczy:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&quot;Panie Jezu, opiekuj się naszą kochaną myszką, która jest domowym szkodnikiem&quot;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;*&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Takoż i mysz pozostawała pod Boską opieką przez całą noc. Może widziała kiedyś podobne pułapki, a może wyczuła, że ekologiczny chleb jest jednak kupny. Rano spakowałam siebie i dziecko i wyjechałam do rodziców. Wiedziałam, że to tchórzliwa ucieczka z pola bitwy i brałam pod uwagę, że kiedy wrócimy, mysz już nie wpuści nas do domu. Byłam jednak gotowa na wiele ustępstw. Byłam gotowa, w ramach wojennej ugody, oddać salon - byleby tylko nie natykać się już na mysie kupy. W domu, w pracy zdalnej, pozostał Maciej - jak ostatni partyzant z rozgromionej jednostki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;I właśnie wtedy karta wreszcie się odwróciła! Mysz popełniła drobny, ale brzemienny w skutkach błąd. Czy straciła koncentrację, czy pochopnie uznała, że może pozwolić sobie na większe ryzyko?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Maciej usłyszał ciche trzaśnięcie. Oto mysz weszła do pułapki!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhDob6Ed8EAQ9g_xAn-4TexBCJVY1yjxhdoD4RKrSSiQoUvjsXZZPSBttyEXRV1VZ06SDDT97xNQE62SseRbLxg34PORnx2C74TJNPRTYWqDaPF-X_gVPx3JJdST-_h6Pn4hMeJT-zWKgTa/s1600/108023972_734051084116395_7857883602883446956_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1280&quot; data-original-width=&quot;685&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhDob6Ed8EAQ9g_xAn-4TexBCJVY1yjxhdoD4RKrSSiQoUvjsXZZPSBttyEXRV1VZ06SDDT97xNQE62SseRbLxg34PORnx2C74TJNPRTYWqDaPF-X_gVPx3JJdST-_h6Pn4hMeJT-zWKgTa/s320/108023972_734051084116395_7857883602883446956_n.jpg&quot; width=&quot;171&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Nasza kochana myszka&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zaalarmowani telefonem Julek i ja gnaliśmy przez miasto, by na własne oczy, pełne łez ulgi, ujrzeć wielki finał tej ponurej przygody. Już wkrótce mysz miała opuścić nas na zawsze. Starałam się nie słyszeć propozycji dochodzących z tylnego siedzenia. Cienki głosik Julka roztaczał przede mną coraz to nowe idylliczne wizje: &quot;A może jej nie wypuścimy? Może z nami zostanie? Będzie sobie biegać, bedziemy robić jej śniadanka&quot;. &quot;Uhm&quot; - mówiłam, dociskając pedał gazu. &quot;Będziemy ją całować i przytulać...&quot;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W mieszkaniu panowało święto. Mysz tkwiła nieruchomo w pułapce. Nie próbowała już żadnych numerów, a jej mina wyraźnie zrzedła. Wkrótce schowała się w ciemny kąt zasadzki i ukazała nam tylko długi, cienki ogon. Nawet on wyglądał na urażony. Znów mogliśmy wywiesić własną flagę w salonie, znów mogliśmy swobodnie rozmawiać. Maciej i Julek wyjechali wypuścić domowego szkodnika na łące. Pożegnałam mysz serdecznymi życzeniami zdrowia i pomyślności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;I choć Julek wciąż chyba wierzy, że nasza kochana myszka powróci, choć wciąż niespokojnie nasłuchujemy dochodzących z mieszkania dźwięków, życie powoli wraca do normalnego trybu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;To koniec.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Naprawdę koniec!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2020/07/mysz-3-ostateczne-starcie.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3MukAO01Vqn8dSwybziFj51LdGPko5t4VSnnOV4Nn7iVZQM6I3TsOFhODuQXndose78-8cNb3o0cbggwaMy434-iMNz5ZAyhR6yYlk0dvYCizsZA54hwhD3ZM3e-DlK-KRDHSlZv6yFa9/s72-c/giuseppe-martini-VXl0kR1DXzw-unsplash.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-5155899241969127778</guid><pubDate>Fri, 10 Jul 2020 09:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-07-10T09:25:41.513-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mysz</category><title>Mysz (2)</title><description>&lt;h4 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Kolejny poranek zastał nas nieco zakłopotanych. Pochylaliśmy się nad strzępkami notesu, który padł w nocy ofiarą gryzonia. Odnaleźliśmy również resztki maseczki higienicznej. Poprzedniego wieczoru Maciej zakrył nią miejsce, w którym nasza biblioteczka styka się ze ścianą. Gdzieś tam, jak przypuszczał (i miał rację), ukryła się ta mała franca.&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi8mjcncmVBPNHC49WTCC7IHYwZQXE1_sYuO4zr3yz8Sc8a9zL3z5zOfHAC3T7a0xb23cP92SVhFHlN7p2TGCxzUqwneKmAk-uUx2CZkjKSP0gNdy8aid-gnaRaFEbnWlvDMfKg8xPsieCM/s1600/ryan-stone-6u64uoqRBZE-unsplash.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1146&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;229&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi8mjcncmVBPNHC49WTCC7IHYwZQXE1_sYuO4zr3yz8Sc8a9zL3z5zOfHAC3T7a0xb23cP92SVhFHlN7p2TGCxzUqwneKmAk-uUx2CZkjKSP0gNdy8aid-gnaRaFEbnWlvDMfKg8xPsieCM/s320/ryan-stone-6u64uoqRBZE-unsplash.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Photo by &lt;a href=&quot;https://unsplash.com/@rstone_design?utm_source=unsplash&amp;amp;utm_medium=referral&amp;amp;utm_content=creditCopyText&quot;&gt;Ryan Stone&lt;/a&gt; on &lt;a href=&quot;https://unsplash.com/s/photos/mouse?utm_source=unsplash&amp;amp;utm_medium=referral&amp;amp;utm_content=creditCopyText&quot;&gt;Unsplash&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: justify;&quot;&gt;Zakłopotanie, o którym mowa, dotyczyło nas w różnym stopniu. Maciej traktował sprawę najbardziej może zadaniowo i twórczo zarazem. Niemal od razu przystąpił do konstruowania żywołapki z plastikowej butelki, klamerek i jelonka z klocków duplo. Ja, ogarnięta złym przeczuciem, pomyślałam, że wiara w spryt i intelekt, które pozwolą nam przechytrzyć mysz, jest być może zbyt optymistyczna, podszyta pychą. Przeszło mi też przez myśl, że ot&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;o przekroczony został&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Rubikon domowego chaosu. J&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: justify;&quot;&gt;uż&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp;nigdy nic nie będzie takie, jak dawniej.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Oczy Julka natomiast zaszły mgłą wzruszenia: &quot;Nasza kochana myszka&quot;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: justify;&quot;&gt;&quot;Naszakochana!&quot;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nie po raz pierwszy czuła reakcja Najmłodszego Czytelnika zaskoczyła nas i skonsternowała. Zrobiło mi się wstyd za odrazę, którą poczułam, i która zapewne odmalowała się na mojej twarzy. Nieskażony złem i pogardą umysł naszego chłopca natychmiast połączył z gryzoniem jak najcieplejsze uczucia. Zastanowiłam się krótko, cóż też mogło znaleźć się w asocjacyjnych zasobach tej czteroletniej głowy pod hasłem &quot;mysz&quot;. No tak. Sympatyczna &quot;Mysz, która chciała być lwem&quot;, bystry gryzoń z bajki o Gruffalo, piosenka o czterech małych myszkach, kryjących się przed kotem w kuchni pod podłogą. Pewnie coś jeszcze, ale nic o szczurach i dżumie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&quot;Tak, Julku, ta myszka z pewnością jest bardzo miła&quot; - powiedziałam ostrożnie. - &quot;Nie może jednak z nami zostać&quot;. Rozejrzałam się w poszukiwaniu argumentów, które nie byłyby podyktowane stereotypami, nie byłyby wartościujące i podłe.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Rzeczywistość mi sprzyjała: &quot;Zobacz, zrobiła tu kupę. To toksyczne&quot;. Wzdrygnęłam się na widok odchodów pozostawionych w okolicy notesu. Czy myszy przenoszą TOKSOPLAZMOZĘ?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&quot;Mysz jest domowym szkodnikiem&quot; - dodał Maciej hasłowo, a Julek pokiwał głową.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Pułapka była gotowa. Wyglądała nieco chałupniczo i ściszonym szeptem podzieliłam się z Maciejem uwagą, że mysz musiałaby być idiotką, żeby dać się na nią nabrać. Włożyliśmy do butelki orzeszek, a chłopcy fantazjowali o szybkim pochwyceniu szkodnika i wypuszczeniu go na łąkę za miastem. Nasza lokatorka jednak kolejny dzień i kolejną noc przebiegle udawała, że jej nie ma. Nie chrobotała ani przez chwilę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhg4w-XCvHse1YBlmPQJJzHbpC_wW161MTW4sDRE4hLENAtDCtBmdz9Vosok2TdqzxNbROnT-KFiFVHc-ydUYMOEC0r1q3oDLd1JlfbqJ481Yi83Oo1pIuoL_JGUIUgW5ZaDBoquRg_6bWy/s1600/107524994_633363633939436_1716770204039658147_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1200&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhg4w-XCvHse1YBlmPQJJzHbpC_wW161MTW4sDRE4hLENAtDCtBmdz9Vosok2TdqzxNbROnT-KFiFVHc-ydUYMOEC0r1q3oDLd1JlfbqJ481Yi83Oo1pIuoL_JGUIUgW5ZaDBoquRg_6bWy/s320/107524994_633363633939436_1716770204039658147_n.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W poniedziałek sytuacja zrobiła się napięta. To, że nie chrobotała, nie musiało przecież znaczyć, że nie pozostawiła po sobie szkodliwych, biologicznych śladów. Z przejęciem dezynfekowałam wszystko, co, jak sądziłam, mogło ją zainteresować. Wieczorem przyszła mi do głowy przykra myśl. &quot;A może ona umarła?&quot; - spytałam Macieja ze zgrozą. - &quot;Jest tak gorąco, nic nie piła&quot;. Maciej zasępił się i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił z wodą w pojemniczku z jajka niespodzianki. Postawił ją w dziurze za biblioteczką.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Mysz tryumfowała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tym razem w butelce pozostawiliśmy prawdziwy rarytas - kawałek domowego chleba wypieku koleżanki. Pachnący, żytni, z wartościowymi ziarenkami i spieczoną skórką - nikt nie mógł przejść obok niego obojętnie. Także i myszka - nie przeszła. Rano pułapka była pusta. Nie było chleba. Nie było myszy. W środku zastaliśmy tylko kupę - jak widoczny ślad arogancji i lekceważenia. Ta kupa była dla nas policzkiem, policzkiem wymierzonym celnie i boleśnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zbledliśmy. Nadszedł czas na ostatnie starcie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Cdn.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2020/07/mysz-2.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi8mjcncmVBPNHC49WTCC7IHYwZQXE1_sYuO4zr3yz8Sc8a9zL3z5zOfHAC3T7a0xb23cP92SVhFHlN7p2TGCxzUqwneKmAk-uUx2CZkjKSP0gNdy8aid-gnaRaFEbnWlvDMfKg8xPsieCM/s72-c/ryan-stone-6u64uoqRBZE-unsplash.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-1653947886034626785</guid><pubDate>Thu, 09 Jul 2020 18:46:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-07-09T14:36:48.290-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mysz</category><title>Mysz (1)</title><description>&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;W przyzwoitych domach kompromitujące incydenty po prostu się nie zdarzają. Obiad jest o piętnastej, w lustrach widać tylko czyste odbicia czystych domowników, za pralką próżno szukać gumek do włosów, a niedomyte naczynia same, ze wstydem, wskakują do zmywarki, zamiast ujawniać przy gościach nieprzyzwoite szczegóły rodzinnej diety. Przyzwoite domy szkodniki omijają łukiem, którego długi promień wyznaczają szacunek i respekt.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh2IaY9Kl_Z8K36NxaD8U1zhikNdLhZ_usDBERguJx4GXu62F59YsvTjt9RvArpAaUCNkyQbPLKMSC-WRAVhsRLEw62Gh8rTX9B3lLqv5KK30Oz6cGSwPVBYa6f0Ol37pNFMtlnnYr870J4/s1600/ricky-kharawala-adK3Vu70DEQ-unsplash.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;212&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh2IaY9Kl_Z8K36NxaD8U1zhikNdLhZ_usDBERguJx4GXu62F59YsvTjt9RvArpAaUCNkyQbPLKMSC-WRAVhsRLEw62Gh8rTX9B3lLqv5KK30Oz6cGSwPVBYa6f0Ol37pNFMtlnnYr870J4/s320/ricky-kharawala-adK3Vu70DEQ-unsplash.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Photo by &lt;a href=&quot;https://unsplash.com/@sweetmangostudios?utm_source=unsplash&amp;amp;utm_medium=referral&amp;amp;utm_content=creditCopyText&quot;&gt;Ricky  Kharawala&lt;/a&gt; on &lt;a href=&quot;https://unsplash.com/s/photos/mouse?utm_source=unsplash&amp;amp;utm_medium=referral&amp;amp;utm_content=creditCopyText&quot;&gt;Unsplash&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Toteż pojawienie się myszy przyjęliśmy stosunkowo spokojnie. Ze zrozumieniem. Nie mogę powiedzieć, że się jej spodziewaliśmy, ale gdyby nasze mieszkanie przypominało choć czasem przyzwoity dom, oburzylibyśmy się bardziej.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Mamy sporo pokory.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Kilka lat w mieszkaniu z wielkiej płyty uodporniło nas zresztą na podobne spotkania. Kiedyś zmagaliśmy się z karaluchami. Chłodno oceniając nasze siły w starciu z robalami, zadzwoniłam do pana, który reklamował w internecie usługi szybkiego i skutecznego pozbywania się insektów. Gdy relacjonowałam sytuację, brzmiałam chyba niepewnie, bo pogromca pospieszył z taktownym zapewnieniem: &quot;Proszę się nie martwić. Obecność karaluchów nie świadczy o tym, że w domu panuje bałagan. To zwykle problem, który dotyka całego pionu&quot;. Nie wiem dlaczego, czułam się w obowiązku sprostować: &quot;Hm, właściwie to u nas nie jest jakoś bardzo czysto&quot;. Umilkł.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;I choć karaluchy faktycznie przywędrowały od sąsiadów i uwiły sobie miłe gniazdko w obudowie naszej zmywarki, choć zginęły, zgodnie z zapowiedzią pogromcy, szybko i skutecznie (to było przykre), do dziś, kiedy zapalam nocą światło w kuchni, zamykam na chwilę oczy. Daję szansę im. Daję szansę sobie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Preludium naszej najnowszej przygody zabrzmiało dyskretnie. Coś jak chrobotanie, cichy szmer. Dobiegał z salonu. Pora była późna, a my już zasypialiśmy. Ustaliliśmy, że to ćma. Pewnie wleciała przez uchylone drzwi balkonowe. Duża ćma, jak nic. Wystarczy zamknąć drzwi do sypialni, żeby nie przeszkadzała spać.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Następnego dnia po ćmie nie było śladu. Musiała wylecieć. Zabraliśmy dziecko nad jezioro i wróciliśmy późnym popołudniem. Nie myśleliśmy o ćmach (o myszach tym bardziej). Poszłam spać wcześnie. Maciej jeszcze pracował. Kiedy stanął w drzwiach sypialni, w nagłym świetle zapalonej lampy, w samym środku mojej, brutalnie przerwanej, fazy REM i oznajmił uroczyście i drżąco: &quot;Mam bardzo złą wiadomość&quot;, moje ledwie przebudzone serce załomotało. Ktoś umarł? Dziecko wypadło przez okno?? Gdzie jestem???&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Głos Macieja zabrzmiał jak dzwon: &quot;Mamy w domu mysz&quot;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
cdn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2020/07/mysz-1.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh2IaY9Kl_Z8K36NxaD8U1zhikNdLhZ_usDBERguJx4GXu62F59YsvTjt9RvArpAaUCNkyQbPLKMSC-WRAVhsRLEw62Gh8rTX9B3lLqv5KK30Oz6cGSwPVBYa6f0Ol37pNFMtlnnYr870J4/s72-c/ricky-kharawala-adK3Vu70DEQ-unsplash.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-7203878955477843024</guid><pubDate>Sat, 28 Dec 2019 10:39:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-07-10T09:50:39.612-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Boże Narodzenie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Magia Świąt</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">NCz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">porządki</category><title>Magia Świąt. Jak żyć (2)</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h4 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Świąteczno-magiczne przystąpienie do szafek zostało poprzedzone ustaleniem&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp;ustaleniem tradycyjnej kwestii: &quot;kto działa, kto dziecko&quot;. Cicha dywersja prowadzona przez Najmłodszego Czytelnika doprowadziła już bowiem do upadku niejedną dobrze zapowiadającą się inicjatywę porządkową. L&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;ata współbytowania z Julkiem nauczyły nas, że najskuteczniejszym środkiem przeciw dziecięcemu sabotażowi jest prewencja - zajęcie NCz czymś interesującym jak najdalej od centrum wydarzeń.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/h4&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHNhe9-wDIVZhlIlJRADN1tWIiN9hUqeyAMmg6_0W8wvl11We6E2neJ4Dqr5zTrmPKtz9IlsiBvBP_yJPx69G94452XtCPklQQ-XNh5QDmB-HfNeMmNj2tLIsmsTWwFx0I73_qgM1uf3fD/s1600/photo-1481233673589-df886804ee96.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1000&quot; data-original-width=&quot;1500&quot; height=&quot;266&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHNhe9-wDIVZhlIlJRADN1tWIiN9hUqeyAMmg6_0W8wvl11We6E2neJ4Dqr5zTrmPKtz9IlsiBvBP_yJPx69G94452XtCPklQQ-XNh5QDmB-HfNeMmNj2tLIsmsTWwFx0I73_qgM1uf3fD/s400/photo-1481233673589-df886804ee96.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W nagłej ciszy, bez NCz, którego przytłumiony głosik dobywał się już tylko zza ściany, rozpoczęłam żmudną archeologię naszego wypartego dobytku. Tak jak się spodziewałam - spotkanie z zawartością szafek nie było ani przyjemne, ani oczywiste. Tu dygresja:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Porządkując zapomniane szuflady, chcielibyśmy natrafiać na rzeczy bezdyskusyjnie i jednoznaczne zbędne, nie mające wartości sentymentalnej, a przy tym w stu procentach biodegradowalne. Wtedy przedsięwzięcie ograniczałoby się do wypełnienia czarnych worków i zniesienia ich do kontenerów na śmieci. Niestety - praktyka pokazuje, że zawartość miesc wypartych rzadko gotowa jest zwyczajnie zniknąć. Zwykle zmusza do pogłębionej refleksji (często gorzkiej) i prowokuje, skazane na niepowodzenie, próby ustalenia spraw komplikujących się z każdą chwilą (od czego jest ten element, co tu robi, gdzie jest sprzęt-matka?). Dlatego gruntowne porządki najdobitniej uświadamiają, że &quot; (...) samo już staranie nosi zarodek klęski&quot;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Odnalazłszy kilka rzeczy niejednoznacznych, nie moich lub szczególnie trudnych do skategoryzowania, wysłałam sygnał alarmowy. Pomoc zjawiła się od razu, w składzie powiększonym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nie mogło być inaczej. Chwila odosobnienia wzmogła ciekawość NCz, który, ujrzawszy przedmioty na co dzień zakryte przed jego wścibskim okiem, przystąpił do ożywionego zadawania pytań, rozmontowywania, rozklejania, wydłubywania i roznoszenia po mieszkaniu wszystkiego, co akurat znajdowało się już na najlepszej drodze do śmietnika. Podczas kiedy, z Maciejem, oddaliśmy się nostalgii i samokrytyce, nawzajem to oskarżając się o stan szafek, to dopingując do zaradzenia sytuacji, Julek niespodziwanie zareagował na rzucone przez któreś z nas: &quot;Zajmij się chwilę swoimi sprawami&quot;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Właśnie wyplątywaliśmy się z kabli od nie wiadomo czego, kiedy przełużająca się cisza uświadomiła nam, że mamy kłopoty. Oto Julek udał się do łazienki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Od niedawna może w niej korzystać z łazienkowego podnóżka filmy Ikea. Zakup podestu, dyktowany chęcią ułatwienia Dziecku samodzielnego mycia rąk, wydawał się pomysłem tak doskonałym, że nie braliśmy pod uwagę wiążących się z nim wyzwań. A te były nieuniknione. Pozostawiony sam na sam z kranem, umywalką i kosmetykami, które nagle znalazły się z zasięgu jego, żądnych sensorycznych doznań, rączek,&amp;nbsp;Julek rozpoczął produkcję zupy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- Robi zupę - rzuciłam do Macieja z ulgą, uchylając drzwi łazienki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Rzuciłam szeptem, aby NCz nie zorientował się, że go widzę i nie przeszkadzał sobie. Bo właściwie, pomyślałam szybko, szacując zyski i straty - woda jest niegroźna, kosmetyki są naturalne i bez SLS. Wystarczy zaglądać do Julka co kilka minut, by nie dopuścić do niekontrolowanego rozwoju wydarzeń.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wróciłam do kabli od nie wiadomo czego i do małżeńskiego dialogu, na horyzoncie którego majaczyły już zadawnione spory. Porządki zmierzały jednak do szczęśliwego finału. W dodatku poczyniliśmy szereg obiecujących ustaleń dotyczących nastawienia do rzeczy, z którymi nie wiadomo co zrobić.&amp;nbsp; Okazało się, że odtąd będziemy utrzymywać bieżący porządek. Oboje gorąco w to uwierzyliśmy. Maciej uruchomił odkurzacz.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tymczasem sytuacja w łazience eskalowała. Zupa, intensywnie pachnąca płynem do golenia i pienista jak jezioro w porze kwitnienia, wylewala się z umywalki, a sprawca, wciąż nienasycony, znalazł się w wannie i sięgał po słuchawkę od prysznica. Miał pianę na brodzie, mokre skarpety i ręce w kremie. Wciąż utrzymywał, że robi zupę, ale łakomie zerkał też na moją pomadkę w odcieniu karminowym. To był ostatni moment na interwencję.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Po doprowadzeniu Dziecka do porządku okazało się, że minęło sporo czasu, a Magia Świąt wciąż się nie przybliżyła. Należało zająć się sprawą od innej strony. Wysłałam obu panów po choinkę (Magia Świąt: męska sprawa, ojciec i syn w zimowym lesie, zielone, pachnące drzewko obwieszone własnoręcznie wykonanymi zabawkami). Pomyślałam też, że nieobecność drogiej rodziny umożliwi mi zorganizowanie szybkiego obiadu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wrócili po pół godzinie, zanim zupa z soczewicy zaczęła przypominać zupę z soczewicy. Nie to jednak było najgorsze. Opowieść o choince zasługuje na jeszcze jeden wpis.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Cdn.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2019/12/magia-swiat-jak-zyc-2.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHNhe9-wDIVZhlIlJRADN1tWIiN9hUqeyAMmg6_0W8wvl11We6E2neJ4Dqr5zTrmPKtz9IlsiBvBP_yJPx69G94452XtCPklQQ-XNh5QDmB-HfNeMmNj2tLIsmsTWwFx0I73_qgM1uf3fD/s72-c/photo-1481233673589-df886804ee96.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-1122504836934582118</guid><pubDate>Sun, 22 Dec 2019 18:33:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-07-10T09:49:06.832-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Boże Narodzenie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">choinka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Magia Świąt</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">NCz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">porządki</category><title>Magia Świąt. Jak żyć (1)</title><description>&lt;h4&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;b&gt;Czym
jest Magia Świąt nie całkiem wiadomo, choć w reklamach wydaje się
nie mniej oczywista niż schab bez kości kilogram lub orzechy luz.&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h4&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;img alt=&quot;assorted Christmas ornaments&quot; height=&quot;266&quot; src=&quot;https://images.unsplash.com/photo-1545048702-79362596cdc9?ixlib=rb-1.2.1&amp;amp;ixid=eyJhcHBfaWQiOjEyMDd9&amp;amp;auto=format&amp;amp;fit=crop&amp;amp;w=1000&amp;amp;q=80&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;line-height: 16px; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;h3 align=&quot;justify&quot; class=&quot;western&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm; margin-top: 0cm;&quot;&gt;
&lt;/h3&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zamiast
ważyć się na jakieś definicje, których formułowanie odebrałoby
mi&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;sporo cennego
przedświątecznego czasu, poprzestanę na wymienieniu zasadniczych
komponentów zjawiska, a są nimi: choinka, światełka, rosnące w
piekarniku ciasto, bujne tak, że rozsadza formę i biały obrus.
Temu wszystkiemu towarzyszy rzecz jasna dyskretny porządek:
dyskretny, ale nie sterylny, bo potraktowany nieco z przymrużeniem
oka – wszak w świąteczno-magicznym domu są dzieci, a wraz z
dziećmi rozkoszne, drewniane zabawki, porozrzucane tu i ówdzie (w
każdym razie: żadnych resztek jedzenia na krzesłach, żadnych
śladów tłustych rąk na ścianach i oknach – czyli akurat nic z
tego, co Najmłodszy Czytelnik ma w stałym, dobrze dopracowanym
repertuarze). Taka to magia Świąt rodzi się w mojej głowie wraz z
początkiem Adwentu i stopniowo konkretyzuje – jako szalony miks
migawek z reklam, filmów, piosenek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://images.unsplash.com/photo-1543721578-b7ee30f88d08?ixlib=rb-1.2.1&amp;amp;ixid=eyJhcHBfaWQiOjEyMDd9&amp;amp;auto=format&amp;amp;fit=crop&amp;amp;w=1000&amp;amp;q=80&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;boy and girl decorating Christmas tree inside room&quot; border=&quot;0&quot; height=&quot;212&quot; src=&quot;https://images.unsplash.com/photo-1543721578-b7ee30f88d08?ixlib=rb-1.2.1&amp;amp;ixid=eyJhcHBfaWQiOjEyMDd9&amp;amp;auto=format&amp;amp;fit=crop&amp;amp;w=1000&amp;amp;q=80&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tym
razem potrzebę sprostania sielskiemu obrazowi Bożego Narodzenia
(ciepłe, rodzinne Święta, zapach pierniczków) tłumiłam długo,
bo: klasyfikacja, oceny, maturzyści, dlaczego dostałem jedynkę,
proszę pani, a tu mi pani źle policzyła itp. Raz po raz, z
westchnieniem, dorzucałam do biedronkowych zakupów biedronkowe
cotton ballsy i obiecywałam sobie, że po szkolnym Opłatku to już
na pewno na pewno zrobię w domu magię Świąt. Zrobię, tak! –
myślałam, a zawierała się w tym uroczystym postanowieniu duma i
stanowczość. Przecież NCz skończył trzy lata i nadchodzące Boże
Narodzenie ma szanse stać się pierwszym, które zapamięta.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Kiedy
zastał nas sobotni poranek, obwieszczony przez Julka jak zwykle
nieco pochopnie i przedwcześnie, uświadomiłam sobie jednak, że
ogrom prac potrzebnych do produkcji magii przekracza nasze skromne
zasoby energii i czasu. Mrużąc oczy w nagłym świetle, zapalonym
wobec konieczności natychmiastowego wydobycia czekoladki z
adwentowego kalendarza, zaczęłam dumać nad jakimiś kompromisami:
czymś, co nie rujnując przyszłych wspomnień NCz (ciepłe,
rodzinne Święta, zapach pierniczków), pozwoliłoby mi jednak nie
zrujnować się bez reszty. Podczas tego upadku ideałów jedna myśl
powracała do mnie uparcie – dwie zapomniane od dawna szuflady w
salonie. Były zapomniane do tego stopnia, że miałam bardzo mgliste
wyobrażenie o tym, co mogą zawierać. Czułam jednak, że cokolwiek
to będzie, zaskoczy mnie niemiło i przywoła jakieś przykre
wspomnienia (coś w kierunku niezapłaconych rachunków lub papierów,
z którymi dawno coś trzeba było zrobić, może też, niestety,
splątane kable od nie wiadomo czego).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Po
krótkich konsultacjach z Mężem, nastawionym optymistycznie i
proaktywnie (konsultowałam, mając nadzieję, że wybije mi z głowy
pomysł gruntownych porządków gdziekolwiek), zdecydowaliśmy się
zacząć produkcję magii od uporania się z szufladami. Potem
powinno być łatwiej. Jakaś choinka. Pierniczki. Nowa pościel.
Lampki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wkrótce
nabraliśmy ducha. Co tam, dwie szuflady. Niektórzy szorują na
kolanach cały dom.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Cdn.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align=&quot;justify&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2019/12/magia-swiat-jak-zyc.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-3930130743263565190</guid><pubDate>Sun, 24 Mar 2019 21:48:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-03-24T15:20:14.901-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Bruce McCandless</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Chris Wormell</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">czarne dziury</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Dwie Siostry</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">kosmos</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">NCz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Planetarium</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Raman Prinja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wszechświat</category><title>O pożytkach patrzenia w niebo. Planetarium</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Kiedy byłam mała, nie miałam większych wątpliwości, że będę pracować w NASA. Myślałam, że powtórzę wyczyn Bruce&#39;a McCandlessa, który jako pierwszy odbył nieubezpieczony spacer kosmiczny. W 1984 r. McCandless na pełnym luzie odjechał ponad sto metrów od promu Challenger i zawisł nad światem w sposób tak niewiarygodnie dosłowny, zarazem dobitny i zawadiacki, że widok ten wprost rzuca na kolana.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhIAoEo-E_sBPhZK4phrTdgcmLUzl-9FViLUIxfCKj6y_iiHVjuCJGyCcaZ-CYweaOD1FknrTVQCkHOTU8r9BzSqlcy1h5XOenkUelREV2UaQFr5FyJ3LpXmgdUgWdQjMarDjMjCSVsPEZC/s1600/nasa-63032-unsplash.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1600&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhIAoEo-E_sBPhZK4phrTdgcmLUzl-9FViLUIxfCKj6y_iiHVjuCJGyCcaZ-CYweaOD1FknrTVQCkHOTU8r9BzSqlcy1h5XOenkUelREV2UaQFr5FyJ3LpXmgdUgWdQjMarDjMjCSVsPEZC/s320/nasa-63032-unsplash.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Fot. NASA na Unsplash&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Kiedy byłam starsza, okazało się, że czytając o kosmosie, który nigdy nie przestał mnie fascynować, zawsze, prędzej czy później, utykam na treściach przez mój mózg nieprzetwarzanych. Myślę tu o wątkach astrofizycznych (ale też, no cóż, o wątkach znacznie prostszych, wymagających orientacji w podstawowych odkryciach Newtona i Keplera). Angaż do NASA okazał się więc niemożliwy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nigdy jednak nie onieśmielały mnie kosmiczne pułapki dla wyobraźni. Rozmiary, odległości. Wobec tajemnic wszechświata wypada mieć pokorę i sama przyjemność wypuszczania się myślą ku nieskończonościom czasu i przestrzeni, samo uświadamianie sobie ogromu i rozrzutności tego kosmicznego piękna - to aż nadto.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Rozważanie kosmosu czyni życie znośniejszym zwłaszcza wtedy, kiedy doskwiera ono banałem i powtarzalnością. Dobrze żyje się pod niebem, o którym można pomyśleć, że sto kilometrów nad głową uchodzi w przestrzeń niemożliwości, gdzie zderzają się galaktyki, gdzie w mgławicach rodzą się gwiazdy, a na dalekich planetach padają diamentowe deszcze. I milo, że, właściwie, gdyby nie ograniczenia wzroku, można by było, tylko podnosząc głowę, patrzeć nieskończoności prosto w twarz. Dobrze pomyśleć, że, wraz z Ziemią, dryfujemy po nieznanych obszarach, w niewiadomym kierunku. To daje życiu odpowiednio szeroką perspektywę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Kiedy planowałam astronomiczną ścieżkę zawodową i rozważałam kosmiczne zagadki, moi rodzice, zawsze bardzo czujni w takich sprawach, kupili mi multimedialną encyklopedię wszechświata z serii Optimus Pascal. Odtąd, za pomocą myszki komputera, składałam rakiety Sojuz i lądowałam na Księżycu modułem odczepianym od Apollo 11. Świadoma jak bardzo otworzyło to mój świat, postanowiłam już teraz wciągnąć w kosmiczne sprawy Najmłodszego Czytelnika.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;NCz jest w tym wdzięcznym wieku, że przyswaja absolutnie wszystko, nie chroniąc zazdrośnie miejsca w bazach swojej pamięci. Nie docieka głupkowato, &quot;a do czego mi się do przyda&quot; i wszelkie zdobyte informacje zachowuje z dumą i godnością. Uczę go więc, kto napisał &lt;i&gt;Granicę&lt;/i&gt;, kto &lt;i&gt;Sklepy cynamonowe&lt;/i&gt;, a kto był pierwszym prezesem ZLP po wojnie. Postanowiłam wykorzystać tę genialną epokę i, póki czas, załadować do głowy NCz także rzeczy, które pozwalają wyobraźni hasać po wszechświecie i wypuszczać ku niebu te wszystkie piękne myśli, o których wspominałam. Dlatego kupiliśmy dla niego (no dobra, przede wszystkim dla nas) takie&amp;nbsp;&lt;i&gt;Planetarium:&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJkHEhPX70APgKNqQXu1qYJNI07XijzfVeK33EJ_SVjs4M8gR6F-P6xiemMjWxPOIVxievncvGxMI2uUq9_sRcpkdZFsJJX5-RwY8nqQHKsPACLUqoMYR5C9E52jBj2F-BgMs3BlW38CJx/s1600/52932920_304337436903639_587269106223284224_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1560&quot; data-original-width=&quot;1170&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJkHEhPX70APgKNqQXu1qYJNI07XijzfVeK33EJ_SVjs4M8gR6F-P6xiemMjWxPOIVxievncvGxMI2uUq9_sRcpkdZFsJJX5-RwY8nqQHKsPACLUqoMYR5C9E52jBj2F-BgMs3BlW38CJx/s320/52932920_304337436903639_587269106223284224_n.jpg&quot; width=&quot;240&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Serię Muzeum z Wydawnictwa Dwie Siostry znamy już dzięki &lt;i&gt;Animalium &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Dinozaurium. &lt;/i&gt;Jest świetna. W wielu sprawach niezawodna. Te sprawy to przede wszystkim ilustracje - intrygujące, pobudzające wyobraźnię, zachęcające do zadawania pytań. Rysunki z &lt;i&gt;Planetarium&lt;/i&gt;, autorstwa Chrisa Wormella, zachwycają. Artyście udało się zobrazować astronomiczne tematy w sposób czytelny, ale nie dogmatyczny - pozostawiają więc miejsce dla &quot;czucia i wiary&quot;. Myślę, że to ważne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhOFbadoixUddy0cFBXMRLVpvO-Xituj_rcxORJRXgnZhVhn4XmeVgcRKGcuPkDR_Ly1cUmzXbU59uHFdy7j5wwbkXzQysovpnpskaHWULXDwOfuspwwl0uKmbhlpPjIFez1rQsgcrQkPtU/s1600/55526836_847889685557720_5468200435389038592_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1170&quot; data-original-width=&quot;1560&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhOFbadoixUddy0cFBXMRLVpvO-Xituj_rcxORJRXgnZhVhn4XmeVgcRKGcuPkDR_Ly1cUmzXbU59uHFdy7j5wwbkXzQysovpnpskaHWULXDwOfuspwwl0uKmbhlpPjIFez1rQsgcrQkPtU/s320/55526836_847889685557720_5468200435389038592_n.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;Planetarium &lt;/i&gt;wykradłam NCz, kiedy tylko zasnął i przeczytałam od deski do deski.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Jest napisane dobrze, plastycznie, obrazowo, oszczędnie, ale z polotem (z&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;a treść odpowiada astrofizyk Raman Prinja, profesor na University Collage London, znawca gwiazd)&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;. Zawiera właśnie tyle i dokładnie tyle, ile jest potrzebne, żeby zacząć marzyć o wszechświecie i mieć poczucie zapanowania nad podstawowymi terminami. Ja w każdym razie, dzięki&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;font-family: Verdana, sans-serif;&quot;&gt;Planetarium&lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;, zrozumiałam kilka kwestii,&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp;o których myślałam, że pozostaną na zawsze poza zasięgiem mojego umysłu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;A co o kosmosie myśli NCz? &lt;i&gt;Planetarium&lt;/i&gt; jest dla niego z pewnością za trudne. To jednak nie powód, żeby z książki rezygnować. Zmodyfikowaliśmy model lektury. Opisywanie ilustracji i opatrywanie ich krótkimi komentarzami bardzo go zaciekawiło. Ziarno zostało zasiane. Kości zostały rzucone. Czy co tam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Dziś NCz obrazował ruchem grzanki wokół talerza sposób, w jaki Ziemia okrąża Słońce. &lt;i&gt;Planetarium &lt;/i&gt;zaczęło więc działać. Kto wie, może doprowadzi NCz na orbitę okołoziemską? A może jeszcze dalej?:)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2019/03/o-pozytkach-patrzenia-w-niebo.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhIAoEo-E_sBPhZK4phrTdgcmLUzl-9FViLUIxfCKj6y_iiHVjuCJGyCcaZ-CYweaOD1FknrTVQCkHOTU8r9BzSqlcy1h5XOenkUelREV2UaQFr5FyJ3LpXmgdUgWdQjMarDjMjCSVsPEZC/s72-c/nasa-63032-unsplash.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-8037940337583360053</guid><pubDate>Sat, 19 Jan 2019 18:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-01-19T10:27:06.387-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">recenzja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">TOPR</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Żeby inni mogli przeżyć. Beata Sabała-Zielińska</category><title>&quot;TOPR. Żeby inni mogli przeżyć&quot;. Wokół książki</title><description>&lt;h3 align=&quot;JUSTIFY&quot; class=&quot;western&quot; style=&quot;font-style: normal;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; font-size: small;&quot;&gt;&lt;b&gt;I&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff;&quot;&gt;m
mniej wskazuje na to, że kiedykolwiek wyjdę jeszcze z domu, tym
chętniej czytam książki o miłych miejscach. (Przepraszam, że tak
stawiam sprawę, zwłaszcza, że limit skarg wyczerpałam już w
ostatnim poście). Cóż jednak zrobić, skoro
właśnie&amp;nbsp;DLATEGO&amp;nbsp;sięgnęłam po&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff;&quot;&gt;TOPR.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Żeby
inni mogli przeżyć&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Beaty Sabały-Zielińskiej?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; font-size: small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h3 align=&quot;JUSTIFY&quot; class=&quot;western&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEik-svD4KLdJ1RGvm7ugAp3VybqcOmpqOqEIPS3fzyC9223dlRkIbzYje1ue0em8TqmyuB7lLOmfmdjlez-7I8GXDKyxLBTl6v-292hqOZ8i1pFittaeCtbZqDitnp7xkMNpqy1PzE4ixj6/s1600/andrzej-rusinowski-998178-unsplash.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;&quot; border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;900&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;180&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEik-svD4KLdJ1RGvm7ugAp3VybqcOmpqOqEIPS3fzyC9223dlRkIbzYje1ue0em8TqmyuB7lLOmfmdjlez-7I8GXDKyxLBTl6v-292hqOZ8i1pFittaeCtbZqDitnp7xkMNpqy1PzE4ixj6/s320/andrzej-rusinowski-998178-unsplash.jpg&quot; title=&quot;fot. A. Rusinowski&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;fot. A. Rusinowski&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; font-style: normal; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; font-style: normal; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background: rgb(255 , 255 , 255); font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Z
Tatrami mam tak piękne wspomnienia, że każdy sposób ich
aktualizacji jest dobry. Każda pożywka okołopodhalańska
uruchamia jednocześnie pamięć dawnych przyjaźni, szczytów
zdobytych i niezdobytych, wina grzanego, oscypka grillowanego,
młodości szalonej, hej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; font-size: small;&quot;&gt;*&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Książka
Zielińskiej jest o ratownikach, którzy nadstawiają karku za
turystów, wyciągając ich z rozmaitych opresji, również z takich,
z których wyciągnąć, wydawałoby się, nie sposób i również w
sytuacjach, w których, wydawałoby się - nie sposób. Śniegi
nieśniegi, śniegi niegdysiejsze, mrozy, niemrozy, sami jedni w
ciemną&amp;nbsp;noc&amp;nbsp;- idą. Ratują.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjcBeBnGcU20KWB6x40WmnwcUgTWUdeDNZ55TGxePjK75Z8yR21cT7rvSddGi9cwF3Dh9Q1uic6GWahPf1ftRcP4oB9QirEHxohhYGO-8egdgej57gGtUs_BV7xeiRBQyTGVt3JXpHuL2nZ/s1600/688623-352x500.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;500&quot; data-original-width=&quot;352&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjcBeBnGcU20KWB6x40WmnwcUgTWUdeDNZ55TGxePjK75Z8yR21cT7rvSddGi9cwF3Dh9Q1uic6GWahPf1ftRcP4oB9QirEHxohhYGO-8egdgej57gGtUs_BV7xeiRBQyTGVt3JXpHuL2nZ/s320/688623-352x500.jpg&quot; width=&quot;225&quot; /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; font-size: small;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff;&quot;&gt;TOPR&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff;&quot;&gt;to
książka potrzebna. Poznać to po tym, że w wielu miejscach okazuje
się zaskakująca. Nasze wyobrażenie o bohaterstwie, sile woli,
odwadze, harcie ducha jest dość mgliste (przy takich wyliczeniach
wystarczy dodać itp. i wydaje się, że wiadomo, o co chodzi). A
jednak nie wiadomo. Bohaterstwo to okoliczności - te, pomimo których
i wbrew którym postanawia się działać. Zielińska je przywołuje.
Pisze o niesprzyjających akcjom drobiazgach, o których
zwykły turysta nie ma pojęcia, a bez których nie można docenić
misji Pogotowia. Wiedzieliście, że lawina chwilę po zejściu
twardnieje jak beton? I że śmigłowiec w zwisie musi trzymać się
swojej pozycji całą siłą woli (ściślej - siłą pilota, który
nie rusza nawet gałkami oczu) - inaczej zagraża powiewającemu
na linie ratownikowi? Pewnie nie wiedzieliście. Ale piszcie w
komentarzach.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;(Rozdział
o ratownictwie jaskiniowym czytałam z gęsią skórką. Nie wiem,
kim są ludzie zapuszczający się w mroczne czeluści ziemi, przez
szczeliny, za którymi jest niewiadomoco, a, kto wie, może&amp;nbsp;już
piekło).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Przyznam,
że TOPR interesuje mnie od dawna. Jako miłośniczka Tatr
zazdroszczę ratownikom bliskiego kontaktu z górami – i
umiejętności pozwalających na takie ich poznawanie, o którym mogę
tylko pomarzyć. Jako człowiek o ujemnej kondycji, kanapowy,
marudzący i ślamazarny (również) duchem – jestem pod wrażeniem
ich sprawności, dyscypliny i determinacji. Ale nie tylko dlatego
Pogotowie mnie ekscytuje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Od
kilku lat obserwuję fanpage TOPR-u na fejsbuku. Śledzę
cotygodniowe kroniki Adama Maraska, streszczające podejmowane przez
Pogotowie działania. Profesjonalna powściągliwość i wiara w obiektywizm własnej relacji podszyte tu są niekiedy trudnym do ukrycia
zniecierpliwieniem lekkomyślnością turystów.&amp;nbsp;Lubię Maraska.
Lubię to napięcie w stylu. Ale chyba nawet bardziej lubię
komentarze obserwujących. Kocham czytać &quot;Chwała rycerzom
błękitnego krzyża&quot; (z charakterystyczną dowolnością w
zapisie wielkich liter). Lubię też bluzgi spod znaku &quot;cholerni,
niedzielni turyści w klapkach&quot;. I to, że moderatorzy strony,
kiedy robi się już bardzo nieprzyjemnie, krótko i po męsku studzą
emocje (bo poza tym nie dają się sprowokować). Po jednej więc
stronie czyste bohaterstwo, po drugiej - nieudolny podziw, zatracenie
w micie, odwieczne pragnienie kontaktu z herosem.&amp;nbsp;To jest ładne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background: #ffffff; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Wracam
do Zielińskiej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; font-size: small;&quot;&gt;To,
co w&amp;nbsp;&lt;i&gt;TOPRZE&amp;nbsp;&lt;/i&gt;wydaje mi się wartościowe, to sensowny układ treści – zaleta wcale nie
oczywista. Zielińska kolejne rozdziały poświęca różnym sekcjom
Pogotowia, co pozwala jej odnieść się do szerokiej
działalności ratowników i nie pogubić w ich wszechstronności. A pogubić się nie byłoby trudno - autorka zebrała naprawdę bogaty materiał dziennikarski i przedstawiła go rzetelnie, odwołując się do źródeł i przywołując wypowiedzi licznych (bohaterskich) bohaterów książki. Czuć, że rozmówcy jej ufają.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-style: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: Verdana, sans-serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;To,
co w &lt;i&gt;TOPRZE&lt;/i&gt; podoba mi się mniej,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;to styl autorki. Od samego
podtytułu wydaje się egzaltowany. Znać po Zielińskiej, że w życiu zawodowym więcej mówi, niż pisze, więc bywa trochę ZBYT barwna i sugestywna, co kojarzy się z kobiecą literaturą popularną umiarkowanych lotów. Drażniły mnie powtórzenia, niezgrabności leksykalne, nieścisłości logiczne.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; font-size: small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;font-weight: normal; margin-bottom: 0cm; orphans: 2; text-align: justify; widows: 2;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Żeby marudzeniem nie kończyć refleksji o książce, która, podtrzymuję, jest cenna i potrzebna, dodam, że Zielińska poradziła sobie z trudnością podstawową - dała radę udźwignąć temat, który jest patetyczny sam z siebie. Jeśli coś razi nadmiarem, to tylko przez niewłaściwy dobór słów. Intencja jest uczciwa, a więc krytyczna. Cóż jednak zrobić, skoro Pogotowie NAPRAWDĘ jest światowym fenomenem?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2019/01/topr-zeby-inni-mogli-przezyc-woko_19.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEik-svD4KLdJ1RGvm7ugAp3VybqcOmpqOqEIPS3fzyC9223dlRkIbzYje1ue0em8TqmyuB7lLOmfmdjlez-7I8GXDKyxLBTl6v-292hqOZ8i1pFittaeCtbZqDitnp7xkMNpqy1PzE4ixj6/s72-c/andrzej-rusinowski-998178-unsplash.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-5481343116026042943</guid><pubDate>Wed, 16 Jan 2019 20:39:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-01-19T10:28:19.761-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">chorowanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">matka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">NCz</category><title>Raz po raz</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; font-size: small;&quot;&gt;&lt;b&gt;Raz po raz docierają
do mnie wieści o wyświetlających tę stronę. Jest mi miło.
Myślę w takich chwilach, że jesteście ciekawi, co słychać. &lt;/b&gt;Albo
chociaż – dlaczego nic nie słychać.&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhknWpcHdm5n0-5Q9jnidkKN_S8GJy7pbIka7-xXqW-93WpHEE2JuvvHTocCL4RVAn8XOYj_op0dEnq1a0P-MItcjKsQPu2c8xbCSuJyeIsRCw4YMDdKYCVyOFcwCbrNYoPQu8oVvrmNOa3/s1600/andrew-branch-180244.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1067&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhknWpcHdm5n0-5Q9jnidkKN_S8GJy7pbIka7-xXqW-93WpHEE2JuvvHTocCL4RVAn8XOYj_op0dEnq1a0P-MItcjKsQPu2c8xbCSuJyeIsRCw4YMDdKYCVyOFcwCbrNYoPQu8oVvrmNOa3/s320/andrew-branch-180244.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Może martwicie się, że codzienność pozbawiła mnie tego wszystkiego, co jest potrzebne do pisania (światła, ciszy, dobrych ludzi). Albo, że zginęłam w jednym z tych strasznie codziennych i przygodnych wypadków komunikacyjnych. Cokolwiek myślicie – aktualizacja będzie na miejscu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Piszę, czytam, pracuję.
Gotuję, sprzątam, patrzę przez okno. Wyjeżdżam, wracam, uczę
się. Najmłodszy Czytelnik ma ponad dwa lata. Rozmawiamy o tym, co
to jest człowiek i kto zrobił noc.  Uświadamiam sobie, że nic nie
wiem. Od nowa więc i od nowa czytamy książki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ale przede wszystkim –
chorujemy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nic poważnego, jeśli
chodzi o gatunek – poważnego, jeśli wziąć pod uwagę tryb
wiecznie niedokonany. Chorujemy bowiem tak, jak inni wychodzą do
pracy, wracają, jedzą i śpią. W codzienności, przewlekłości,
powtarzalności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nasza domowa apteczka,
dotąd niepozorna, rozjarzyła się neonami opakowań po dziecięcych
syropach, a my, nie wiadomo kiedy, opanowaliśmy podstawy
pediatrycznego profesjolektu. Nazwy aerozoli, witamin i nebulizatorów
płynnie zastąpiły nazwy miejsc, które odwiedzaliśmy (w jakimś
innym świecie), kuchenne blaty znaczą lepkie ślady leczniczych
mikstur, a nasz drogi Najmłodszy Czytelnik spytał ostatnio, czy
zamieszkamy w przychodni. (Niestety wiele na to wskazuje). Tak
poznaliśmy smak prawdziwego chorowania – nie tego, które oszukuje
się ibupromem i załatwia w jeden wieczór. Chorowania uporczywego i
nieustępliwego, za każdym razem ujawniającego nowe odcienie
udręki:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Chorowanie w weekend,
kiedy chce się koniecznie zobaczyć kogoś dorosłego, kto nie
powtarza po nas każdego słowa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Chorowanie zamiast
pracowania, kiedy redaguje się sms-a po raz trzeci, żeby odbiorca
nie pomyślał, że od miesiąca wysyła się mu gotowy szablon.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Chorowanie podczas cudem
zorganizowanego wyjazdu w góry, kiedy próbowało się przechytrzyć
ponury los, a on zemścił się tym okrutniej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Chorowanie w bezlitosne
poniedziałki, ciągnące się przedpołudnia i wieczory pełne
smarków. W kółko i w kółko. W domowym więzieniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Oczywiście (u mnie) nie
pisze się dużo ważnych rzeczy, które pisać się miały, a nawet
musiały i stanowczo powinny. Siedząc w domu, mogę sobie notować
najwyżej dziennik roku zarazy, a i to tylko w ukryciu, bo chorujący
NCz niewiele wybacza.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W tym wszystkim ratują
nas książki. Morze pięknych książek. Chyba powinnam coś o nich
napisać, bo może akurat nie czytacie literatury dziecięcej, a ona
zmienia dorosły świat przyjemniej niż zmieniają go dziecięce
choroby.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tylko piękne książki
dla dzieci pozwalają mi dziś uwierzyć, że jeszcze będzie dobrze.
Że będzie – mimo paskudnego koloru nieba i tej zimy, która
przykuła nas do kaloryferów – wiosna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wiosno. 
&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2019/01/raz-za-razem.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhknWpcHdm5n0-5Q9jnidkKN_S8GJy7pbIka7-xXqW-93WpHEE2JuvvHTocCL4RVAn8XOYj_op0dEnq1a0P-MItcjKsQPu2c8xbCSuJyeIsRCw4YMDdKYCVyOFcwCbrNYoPQu8oVvrmNOa3/s72-c/andrew-branch-180244.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-293687000676850155</guid><pubDate>Sun, 27 Aug 2017 19:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-27T12:50:24.736-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Akademia Pana Kleksa</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Ten Obcy</category><title>Największe pomyłki w kanonie lektur (1)</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Może i wrzesień czeka nas całkiem niedługo, ale przypominam, że wakacje WCIĄŻ trwają. Wciąż nikt nie musi już czytać tego, na co nie ma ochoty. Wciąż można bez wyrzutów sumienia tonąć w książkach, na które długo się czekało, a na które nie starczało czasu.&lt;/h3&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEirhYEkiI_JI34SEIGSUVCdD9c9-JlQuEEqxeVlP7XlAcsPb3iiZ_E9lg0AAWZEbx_UAAMIeLxSL3NVypEGmenYtpRuV-K_1kYph3gtswGvR1zf9L5GJBk6ESCIb3JjINVk5pu1pamoKuuZ/s1600/laetitia-buscaylet-299890.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1049&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;209&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEirhYEkiI_JI34SEIGSUVCdD9c9-JlQuEEqxeVlP7XlAcsPb3iiZ_E9lg0AAWZEbx_UAAMIeLxSL3NVypEGmenYtpRuV-K_1kYph3gtswGvR1zf9L5GJBk6ESCIb3JjINVk5pu1pamoKuuZ/s320/laetitia-buscaylet-299890.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dlaczego ja (wciąż) nadrabiam zaległości z Masłowskiej i chłonę podróżnicze reportaże z miejsc, do których nie pojadę, dopóki nie sprzedam nerki. Najmłodszy Czytelnik porządkuje półki w biblioteczce. Ma już swoje preferencje. Interesuje go głównie literatura szeleszcząca i taka, którą łatwo podrzeć. Na dostrzeżonych w przelocie obrazkach wskazuje oko i pomidory.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na lekturę ma jednak coraz mniej czasu. W ogóle czasu brakuje mu na mnóstwo pożytecznych aktywności, którymi próbuję go zainteresować (wspólne tańczenie, układanie klocków, puzzle, nauka mówienia &quot;kocham mamusię&quot;). Cóż jednak zrobić, skoro NCz MUSI (po prostu MUSI) wsadzać sobie w oko długopisy, rzucać telefonami, podgryzać kable od komputerów i zjadać nieważne bilety autobusowe (wiem, dobrze, że je te skasowane).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale to dygresja nie na temat. Otóż wakacyjny dystans do literatury prowokuje do krytycznych refleksje o kanonie. Napiszę o książkach, które czytałam w szkole podstawowej i które już wtedy wydawały mi się dziwnie nieaktualne, a kiedy zobaczyłam je na liście lektur prawie dwadzieścia lat później, spadłam z krzesła.&amp;nbsp;&lt;a class=&quot;OYKEW4D-mc-a&quot; href=&quot;https://www.blogger.com/null&quot; kind=&quot;click&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;i&gt;&lt;b&gt;Akademia Pana Kleksa&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uwielbiam Brzechwę. Szczerze. Lubię jego wiersze dla dzieci, naprawdę mnie bawią. Czytaliście&amp;nbsp;&lt;i&gt;Kaczki&lt;/i&gt;? Są imponujące. Ale do&amp;nbsp;&lt;i&gt;Akademii Pana Kleksa&lt;/i&gt;&amp;nbsp;jakoś nigdy nie mogłam się przekonać. Może dlatego, że należę do pokolenia, które poznało już&lt;i&gt;&amp;nbsp;Harrego Pottera&lt;/i&gt;&amp;nbsp;i (jakiekolwiek miałoby się do tej lektury zastrzeżenia) przy rozmachu wyobraźni J. K. Rowling, pomysły Brzechwy wydają się naiwne i niemrawe jak niemowlęca kaszka. Brak tu wiarygodności, brak pazura, brak pożywki dla wyobraźni dziecięcego czytelnika.&amp;nbsp;&lt;i&gt;Akademia&amp;nbsp;&lt;/i&gt;(co znakomicie potwierdza jej ekranizacja) przypomina raczej wizję dobrotliwego (choć nieco odurzonego) wujaszka, który po zakrapianej imprezie opowiada maluchom bajkę do snu, niż powieść z krwi i kości, czytaną z wypiekami na twarzy.&lt;br /&gt;
Ale to uwagi nie do Brzechwy, który&amp;nbsp;&lt;i&gt;Akademię&lt;/i&gt;&amp;nbsp;pisał dla dzieci tuż po wojnie i wtedy jej odbiór musiał być zupełnie inny. To uwagi do twórców kanonu, którzy uparcie wpychają nieprzekonującą historię o piegach, kruku Mateuszu i dyskryminacji dziewczynek na kolejne listy lektur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podobne zastrzeżenia miałam do...&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;...Tego Obcego (który, uwaga!, w 2017 roku, po LATACH, zniknie z listy lektur dla szkoły podstawowej. Rodzice powinni posłać kwiaty do MEN)&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Komu z Was pamięć nie podsunęła właśnie przed oczy TEJ kultowej okładki? A na niej chłopca z wydatnym jabłkiem Adama, fryzurą niczym koszmar fryzjera (czy, jak chciała autorka, jak &quot;sierść niedożywionego kota&quot;) i nieco drwiącym spojrzeniem? (I kto z Was nie pomyślał, że chłopiec drwi sobie z niego - dziecięcego czytelnika?)&lt;br /&gt;
Powieść o Zenku, uciekinierze, drobnym złodziejaszku, dziwaku i włóczykiju, w kanonie gościła od dziesięcioleci. Irena Jurgielewiczowa,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Tego &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Obcego &lt;/i&gt;wydała ponad pół wieku temu. Pół wieku. Tak. To naprawdę sporo.&lt;br /&gt;
Czy przez lata nikt nie dostrzegł jak bardzo zmienił się świat, odkąd do kolegów mówiło się &quot;Serwus&quot;, po chleb chodziło się do spółdzielni, a szanowani obywatele jeździli po wsiach dekawkami?&lt;br /&gt;
No dobrze, wiem, że realia to nie wszystko. Że &lt;i&gt;Ten Obcy&lt;/i&gt;&amp;nbsp;był jak znalazł na lekcje polskiego, był po prostu wymarzoną powieścią do nauczycielskiego trucia dzieci (charakterystyki, plany, streszczenia, pouczające dyskusje o przyjaźni, obcości itd.). Ale są książki, które się dezaktualizują. Po prostu. Za dużo w nich hermetycznych odniesień do czasów im współczesnych. Za dużo języka, który szybko trąci myszką i po prostu razi, razi tak, że aż chciałoby się czytać w okularach przeciwsłonecznych. Tak sądzę. Mimo, że rzesze uczniów przez lata głowiły się nad zadaniem domowym: &quot;Dlaczego &amp;lt;&amp;lt;Ten Obcy&amp;gt;&amp;gt; to powieść uniwersalna?&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lubię, kiedy spisy lektur dla szkoły podstawowej się zmieniają. Lubię to, ŻE się zmieniają. Że żaden autor nie może czuć się pewnie na uprzywilejowanej liście. Dlatego, przewrotnie i przekornie, wierzę w twórców kanonu. W to, że uważnie czytają, krytycznie weryfikują i chcą jak najlepiej. Czyli jak? Tak, żeby dzieci, zachęcone szkolnymi lekturami, czytały jak najwięcej również wtedy, kiedy nikt ich do tego nie zmusza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(Nowy kanon dla liceum to inna bajka, ale o tym w następnym odcinku...)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/08/najwieksze-pomyki-w-kanonie-lektur-1.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEirhYEkiI_JI34SEIGSUVCdD9c9-JlQuEEqxeVlP7XlAcsPb3iiZ_E9lg0AAWZEbx_UAAMIeLxSL3NVypEGmenYtpRuV-K_1kYph3gtswGvR1zf9L5GJBk6ESCIb3JjINVk5pu1pamoKuuZ/s72-c/laetitia-buscaylet-299890.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-6651940735763170076</guid><pubDate>Sun, 02 Apr 2017 14:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-04-02T07:35:12.085-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Granica</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Zofia Nałkowska</category><title>Bohaterka, która nie zginęłyby w dzisiejszym świecie</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie ma przyjemności bardziej błahej i niewinnej niż zabawy w wyobraźni: sklejanie, doczepianie i wycinanie - tworzenie historii z tych, które już ktoś napisał. Czy Wy też szukacie czasem apokryficznych przygód?&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhoa2zEDj1mHQkpaDkVK8dPyjldLnx6MSkFl6T8oJvX796BxD06O6ykxp9EBEv0psfqVib5npVjhcftYrMqASmwuqNCrHiotwL-sgr2qAgsxdG2z70nq28wNYpV4Sb1MDvEU58T2qBWS2_O/s1600/octavian-rosca-216455.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;214&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhoa2zEDj1mHQkpaDkVK8dPyjldLnx6MSkFl6T8oJvX796BxD06O6ykxp9EBEv0psfqVib5npVjhcftYrMqASmwuqNCrHiotwL-sgr2qAgsxdG2z70nq28wNYpV4Sb1MDvEU58T2qBWS2_O/s320/octavian-rosca-216455.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Są bohaterowie, którzy poza cieplarnianymi warunkami swoich powieści wydają się zupełnie bezbronni. Tak jakby ich istnienie uzależniała autorska intencja - czyli jakby istnieli tylko dla jednej, jedynej osoby na świecie. Gdyby całą literaturę wypełniały takie niewyraźne postaci, nie mielibyśmy czego w niej szukać. Ale, całe szczęście, w książkach mieszkają też bohaterowie, którzy potrafiliby się ze swojej historii wyprowadzić - można ich sobie wyobrazić w dowolnym momencie dziejów, a nawet w dowolnej powieści. Ludzie z krwi i kości, obdarzeni charyzmą, opowiadający swoim losem jakąś prawdę o świecie i człowieku. Czy to nie jest CIEKAWE? Przyznajcie, że jest i to bardzo!&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Elżbieta Biecka z &lt;i&gt;Granicy&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W ostatnim poście obiecałam, że napiszę coś o Nałkowskiej, żebyście mogli ją polubić. Ale właściwie po co powtarzać to, co o Nałkowskiej napisano. Sprawdźcie sami, na (żywym) przykładzie, czy pierwsza dama kulturowego międzywojnia, kobieta-instytucja dla literackiego świata, nie była imponująco przenikliwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystko to, co ukształtowało Elżbietę Biecką, jest smutne i trudne. Wielokrotnie, boleśnie zawodzona przez życie, nabrała wprawy w rezygnowaniu ze złudzeń. Biecka to bohaterka, od której wiele się wymaga (Kolichowska, Ziembiewicz) i która wszystkim zewnętrznym wymogom próbuje sprostać, a także wymyśla sobie kolejne (czyli coś w rodzaju matki polki). Kobieta - tajemnica: cicha i skryta, pozornie nieciekawa, ale jakoś dziwnie, wewnętrznie zdyscyplinowana, gotowa do walki z przeciwnościami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bohaterka Nałkowskiej często do mnie wraca. Bo jest świetnie napisana i można ją dostrzec w wielu ludziach. W wielu bohaterach codzienności, którzy w starciu z życiem stają się twardzi, a jednocześnie nie rezygnują z przyszłości. Po prostu idą naprzód.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
Biecka, która poradziła sobie z opuszczeniem przez matkę i ze zdradą męża, nie stając się przy tym ani patetycznie cierpiąca, ani nieuleczalnie zgorzkniała, jest kobietą, której naprawdę nic nie powinno zdziwić. Także współczesność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więc widzę ją, jak idzie ruchliwą ulicą miasta. Nie rzuca się w oczy. W rękach ma siatki, na uszach słuchawki. Może zostawił ją chłopak weganin, może pokłóciła się z ciotką o katastrofę smoleńską i nie ma gdzie mieszkać, może zgubiła kartę kredytową, a może nie zadzwonili do niej po rozmowie kwalifikacyj&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;nej w&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;background-color: white; text-align: left;&quot;&gt;Ernst &amp;amp; Young&lt;/span&gt;. To w&lt;/span&gt;szystko mogło się zdarzyć. Może jest jej beznadziejnie, a nawet - jeszcze gorzej. Ale na przekór wszystkiemu wie, że da sobie radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhSteNVRhQy58L6_MG94YI92bESbqGGIHA1lP3H5AZXRLo9eFUjd_euu9eDNTPhnfGaQPsGXl4Zjzud6xt3DMQ26VYn4X7pL3rJU_WOoG9QEWrb8WoWfdNx27tBRPtUupfHN-9rqBe0Z1a/s1600/14fc1e07353f555eb7475ec32209f786.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;235&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjhSteNVRhQy58L6_MG94YI92bESbqGGIHA1lP3H5AZXRLo9eFUjd_euu9eDNTPhnfGaQPsGXl4Zjzud6xt3DMQ26VYn4X7pL3rJU_WOoG9QEWrb8WoWfdNx27tBRPtUupfHN-9rqBe0Z1a/s320/14fc1e07353f555eb7475ec32209f786.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Taka jest Elżbieta Biecka. Myślę, że poradziłaby sobie nie tylko we współczesności, ale przeszłości i dalekiej przyszłości - będzie możliwa do wyobrażenia sobie również za sto lat. A to wszystko dzięki Nałkowskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wielkie dzięki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/04/bohaterka-ktora-nie-zgineyby-w.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhoa2zEDj1mHQkpaDkVK8dPyjldLnx6MSkFl6T8oJvX796BxD06O6ykxp9EBEv0psfqVib5npVjhcftYrMqASmwuqNCrHiotwL-sgr2qAgsxdG2z70nq28wNYpV4Sb1MDvEU58T2qBWS2_O/s72-c/octavian-rosca-216455.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-6221666635384244226</guid><pubDate>Sun, 26 Mar 2017 20:05:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-03-26T13:43:37.569-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Dziady</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Granica</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">matura</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">matura z języka polskiego</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">romantyzm</category><title>Co będzie na maturze?</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h3&gt;
Tytuł dzisiejszego posta to temat corocznych spekulacji. Wskakuję w ich wartki nurt i płynę, płynę...&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHohNnJ-w5Y752fk-_XY9IVbjEPH9jwB3kGRpguvHbRn1Cvj9YOG7bdOEWF6QI876pjGuWqkobPQ8cTLHxRlUs7LNPb-OIDNoiCXdbTgrZ3J0KsrwJnwE3X4eOwxWzNflgD_9HVLdqxz6T/s1600/green-chameleon-21532.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHohNnJ-w5Y752fk-_XY9IVbjEPH9jwB3kGRpguvHbRn1Cvj9YOG7bdOEWF6QI876pjGuWqkobPQ8cTLHxRlUs7LNPb-OIDNoiCXdbTgrZ3J0KsrwJnwE3X4eOwxWzNflgD_9HVLdqxz6T/s320/green-chameleon-21532.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Do matury kilka tygodni, więc pilni uczniowie, którzy przemierzyli kanon lektur wzdłuż i wszerz, przypominają sobie już tylko co smakowitsze pozycje (na pewno z wypiekami na twarzach). Uczniowie mniej pilni zaczynają natomiast wertować opracowania wydawnictwa Greg, zwracając szczególną uwagę na szare ramki (&quot;ważny cytat&quot;, &quot;motyw matki&quot;). Tak, tak - nie próbujcie przeczyć, znam życie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście nie wiem, co BĘDZIE na maturze. Nie wróżę z kart. W ogóle nie wróżę. Ale podzielę się kilkoma uwagami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalnie dla tych pierwszych (żeby nie ugrzęźli w powtórkach) i dla tych drugich (żeby przeczytali chociaż to, co konieczne i niezbędne) przyjrzałam się arkuszom egzaminacyjnym z lat 2005 - 2016. Wzięłam pod uwagę tylko maturę podstawową i tylko arkusze majowe (pominęłam zatem matury próbne). Dane, którymi się podzielę, to czysta statystyka - zastanówcie się więc, na ile poważnie można ją potraktować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Romantyzm, romantyzm (i jeszcze raz romantyzm)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Na 32 pozycje (nie tylko książkowe), na podstawie których maturzyści pisali w ostatnich latach rozprawki, aż 8 to dzieła romantyczne. 1/4 wszystkich tekstów dotyczyła spraw, które zajmowały mickiewiczów i słowackich. Wiecie o co chodzi - obrazy artystów, niespełnione miłości, młodość, emigracja (Wielka), martyrologia i tak dalej. Brzmi to lekko, ale wiem, że z wieszczami lekko nie jest. (Jeśli chcecie dowiedzieć się o nich czegoś, czym sami by się nie pochwalili, zapraszam &lt;a href=&quot;http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/03/autorzy-po-ktorych-sie-tego-nie.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;tu&lt;/a&gt;). Gruntowna powtórka z romantyzmu jest EKSTRAWAŻNA!&lt;br /&gt;
Jak wypadły inne epoki? Teksty pozytywistyczne stanowią 18% wszystkich, młodopolskie i powstałe w XX-leciu międzywojennym - po 15%. Dzieł powojennych odnotowałam zaledwie 4, czyli 9%, a wojenny jeden (ok 3%). Łatwo obliczyć, jak niewiele razy maturzyści pisali o czymkolwiek przedromantycznym. Mogłoby się wydawać, że XIX wiek zaskoczył nas w jakiejś kulturowej próżni.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Literatura polska, polska (i jeszcze raz polska)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiecie, ile razy na przestrzeni ostatnich 12 lat do rozprawki inspirować miała literatura europejska? Dwa. Reprezentowały ją&amp;nbsp;&lt;i&gt;Makbet &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Świętoszek&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;TOP 2. Ulubione lektury&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czas na hity wszech czasów. Najpopularniejsze z popularnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyznam, że serce zabiło mi mocniej, kiedy odnotowałam, że &lt;i&gt;Granica&lt;/i&gt; Zofii Nałkowskiej aż trzykrotnie pojawiała się w arkuszach maturalnych. Nałkowskiej nigdy dość. Kiedyś o niej napiszę, żebyście mogli podzielić ten pogląd. Znała się na złych miłościach i obsesjach. I wspaniale portretowała kobiety. Proszę, polubcie&amp;nbsp;&lt;i&gt;Granicę&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą miłością egzaminatorów są oczywiście&lt;i&gt; Dziady&lt;/i&gt; cz. III. To naprawdę lektura z kategorii&amp;nbsp;&lt;i&gt;must have&lt;/i&gt; w głowie każdego maturzysty. Myślę, że jeśli mielibyście przeczytać tylko jedną książkę, przygotowując się do egzaminu, musiałyby to być &lt;i&gt;Dziady &lt;/i&gt;cz. III. Wielka Improwizacja, Konrad i mesjanizm. Aż mam dreszcze, takie to KONIECZNE do przeczytania.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Mam marzenie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A teraz suplement. To, czego Wam, drodzy maturzyści, z serca życzę na egzaminie. Życzę Wam, bo wiem, że świetnie ją rozumiecie i robi na Was wrażenie (podzielam je!) -&amp;nbsp;&lt;i&gt;Zbrodni i kary&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I życzę, nie tylko Wam, ale już nam wszystkim &lt;i&gt;Jądra ciemności&lt;/i&gt;. Conrad zasługuje na znacznie więcej, niż dostaje w polskiej szkole. A &lt;i&gt;Jądro ciemności&lt;/i&gt; jest naprawdę ważne i aktualne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co będzie na maturze? Według statystyk - coś polskiego i XIX-wiecznego. Czego nie będzie? Absolutnym zaskoczeniem byłoby dzieło niepolskie i przedromantyczne (a już zaskoczeniem gigant - tekst spoza obszaru kultury europejskiej). Ale kto wie? A Wy - jaką macie intuicję?&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/03/co-bedzie-na-maturze.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHohNnJ-w5Y752fk-_XY9IVbjEPH9jwB3kGRpguvHbRn1Cvj9YOG7bdOEWF6QI876pjGuWqkobPQ8cTLHxRlUs7LNPb-OIDNoiCXdbTgrZ3J0KsrwJnwE3X4eOwxWzNflgD_9HVLdqxz6T/s72-c/green-chameleon-21532.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-834350396519547446</guid><pubDate>Sun, 12 Mar 2017 11:07:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-10-23T02:53:15.562-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">czarownica</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wróżka</category><title>Jak wygląda wróżka?</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Może się zdziwicie, ale co nieco na ten temat wiem. Kilka lat temu przeprowadziłam pierwsze i ostatnie w swoim życiu badania ankietowe. Interesowało mnie, jak kobiety w różnym wieku wyobrażają sobie wróżkę. Nie precyzowałam, czy chodzi o taką ze skrzydełkami, czy bliższą Babie Jadze.&lt;/h3&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4x8adlIDrrWdWZGCzidQepEa0lpPolKnP9TWO5frCLFe2d6C89B96jm0NImy3DVixskvHYq6B5eY0ASdGPgfvIkj6ncG5Raj3cgo7wp2egaK9Y9__jJpOdkTAjGfp0AI77fwKUgOhodZC/s1600/joshua-newton-146009.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;224&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4x8adlIDrrWdWZGCzidQepEa0lpPolKnP9TWO5frCLFe2d6C89B96jm0NImy3DVixskvHYq6B5eY0ASdGPgfvIkj6ncG5Raj3cgo7wp2egaK9Y9__jJpOdkTAjGfp0AI77fwKUgOhodZC/s320/joshua-newton-146009.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Co się okazało? Cóż, nic odkrywczego - wyobrażenie starszych kobiet najczęściej bazowało na stereotypie czarownicy, a młodszych na bohaterkach Disneyowskich. Ponieważ na potrzeby pracy przebrnęłam przez kilka ciekawych lektur, chciałabym dziś podzielić się z Wami kilkoma uwagami o tym, co stanowi o źródłach językowego obrazu wróżki - Baby Jagi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pochodzenie współczesnych wyobrażeń wróżek tłumaczy tradycja folklorystyczna.
Kultura ludowa jest skarbnicą wiedzy o niesamowitościach. Kształtowała wyobraźnię wielu pokoleń, a przechowując i pielęgnując przekazy o tym, co ponadnaturalne, utrwaliła
stereotypy, którymi posługujemy się do dziś.
Wiara w moce, które niezależnie od woli człowieka mogą panować nad jego losem
obejmuje zarówno stworzenia fantastyczne (straszydła i zmory), jak postaci rzeczywiste,
którym przypisywano niewytłumaczalne zdolności (czarownicy, czarownice, znachorki, baby,
wróżki, cioty). Dużą rolę w tworzeniu polskiej demonologii odegrały wpływy folkloru
wschodniego, zwłaszcza wierzenia Ukraińców i Rosjan. Łukasz Gołębiewski zaznacza,
że zabobon był na Rusi silniejszy niż w Polsce, a także „dziwaczniejszy”, co być może
tłumaczy dzisiejszą obecność tzw. szeptuch i bab zwłaszcza na wschodzie naszego państwa.
Zgromadzone przez badaczy folkloru informacje na temat osób zajmujących się magią,
wskazują na pewne różnice między wróżkami, cygankami i ciotami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autor hasła czarownice
w &lt;i&gt;Starożytnościach Polskich&lt;/i&gt;, zalicza do omawianej grupy wszystkie kobiety podejrzewane
o zajmowanie się magią i oskarża je o wykorzystywanie łatwowierności ludu i szerzenie
zabobonu. Niezależnie od tego, czy sporządzały maści, czy wróżyły z ręki, baby i cioty mogła
spotkać surowa kara.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Procesy o czary dotyczyły głównie kobiet24
. Niektórzy badacze upatrują przyczyn tego
stanu rzeczy we wpływie religii chrześcijańskiej, która uznała potomkinię Ewy za słabszą
moralnie od mężczyzny. Zgodnie z tą teorią, kobieta, chwiejna i nieodporna na pokusy
zmysłowości, łatwo nawiązywała kontakt się z siłami nieczystymi. Autor XIII-wiecznego
&lt;i&gt;Katalogu Magii mnicha Rudolfa z Rud Raciborskich&lt;/i&gt;, reprezentuje taki właśnie sposób
myślenia:&lt;br /&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Już Ewa, pierwsza matka, przekazała zarazek bałwochwalstwa, wsączony jej przez diabła
pod postacią węża, swoim córkom, to znaczy głupim kobietom, które chcą wiedzieć więcej,
niż przystoi.&lt;/blockquote&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Cyt za: A. Łuczak, Czary i ich rodzaje, [w:] idem, Czary i czarownice – wczoraj i dziś, Tarnów 1993, s. 111. &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;
&lt;br /&gt;
Być może jednak płeć czarownic należy tłumaczyć w prostszy sposób – kobiety,
będąc blisko życia, jako akuszerki lub znachorki, miały władzę nad zdrowiem.&amp;nbsp;Używając ziół
potrafiły pomóc, ale też zaszkodzić. Kiedy podczas porodu dziecko umierało, pierwszą&amp;nbsp;oskarżoną bywała akuszerka. Podejrzenie, że czarownice zabijały albo zjadały dzieci stanowi
zresztą konstytutywny składnik europejskiej „zbiorczej koncepcji czarownictwa”. Trudno
wyliczyć na jak wiele sposobów kobiety zajmujące się magią szkodziły najmłodszym. Często
pojawiającym się oskarżeniem było zabijanie nieochrzczonych dzieci i przyrządzanie z nich
magicznych naparów lub maści, służących do smarowania ciała przed lotami na sabat. Żyły
niemowląt pozwalały im natomiast na szerzenie zarazy – czarownice przyrządzały z nich
proszek i rozsypywały go po wsiach i miasteczkach . Na dzieci niebezpieczeństwo czyhało
także ze strony strzyg – wysokich, chudych kobiet z wypadniętymi oczami. Zmory
te zabierały zdrowe i silne niemowlęta, a na ich miejsce przynosiły chude i płaczliwe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;„Brzydkie i obkroszczone”&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W wielu podaniach o ciotach i babach obecny jest element obsceniczności. Według niektórych legend czarownice do magicznych praktyk wykorzystywały „czarcie łajno”, a kiedy się modliły, widziały przed oczami „gnojowe deski”.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zgodnie z ludowymi wierzeniami, ciotę można było poznać po tym, że mówi w obcym języku, np. po łacinie. Jules Michelet, przeprowadzając gruntowną rehabilitację czarownicy, zwrócił uwagę, że funkcjonujący od lat stereotyp osoby o ponadnaturalnych zdolnościach przekłada niechęć do magicznych zabiegów czarownicy na wyobrażenie o jej wyglądzie. Michał Przywara, autor &lt;i&gt;Przywiarków czyli przesądów i zabobonów ludu polskiego na Górnym Śląsk&lt;/i&gt;u, pisze o czarownicach:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czarownice to kobiety (…) stare i brzydkie. Szkodzą ludziom, którzy je w czym obrażą, najczęściej zaś bez widocznej przyczyny. Sprawia im to uciechę (…).&lt;/blockquote&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;J. Pośpiech, &lt;i&gt;Wierzenia ludu śląskiego w opisach Bożeny Stelmachowskiej. Czarownice, podciepy, duszyczki, bieda, straszydła, śmierć,&lt;/i&gt; „Kwartalnik Opolski” 2005, r. 51, nr 2/3, s. 132.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Lud wierzył, że kobiety posiadające magiczną moc, czynią zło z radością i bezinteresowną przyjemność sprawia im zsyłanie na kogoś cierpienia. Być może dlatego postaci czarownic w kulturze bywają tak groteskowe. Przekonanie o tym, że osoby obdarzone ponadnaturalnymi zdolnościami są wyjątkowo szpetne, wiąże się z wiarą w pakt, który podobno zawierały z diabłami. Dzięki niezwykłej umowie mogły mieć szatana na swoje usługi, nosząc go w pierścionku i starym trzewiku, a także zamykając czarta w lustrze lub flakoniku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W dawnej Polsce istniał przesąd, że diabeł ukrywa się we włosach czarownicy. Przed rozpoczęciem tortur, oskarżoną rozbierano i golono jej wszelkie owłosienie. Inna próba, której poddawano kobietę posądzaną o czary, polegała na nakłuwaniu jej ciała w poszukiwaniu diabelskiego znamienia. Miejsce takie miało nie krwawić i być odporne na ból. W niektórych regionach wierzono także, że podczas sabatów czart witał się z czarownicą pocałunkiem, który pozostawiał na jej twarzy szpecący znak. Oblubienice szatana uznawano więc za „brzydkie i obkroszczone”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Proszek z niemowląt&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kobiety, będąc blisko życia, jako akuszerki lub znachorki, miały władzę nad zdrowiem. Używając ziół, potrafiły pomóc, ale też zaszkodzić. Kiedy podczas porodu dziecko umierało, pierwszą oskarżoną bywała akuszerka. Podejrzenie, że czarownice zabijały albo zjadały dzieci stanowi zresztą konstytutywny składnik europejskiej „zbiorczej koncepcji czarownictwa”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trudno wyliczyć na jak wiele sposobów kobiety zajmujące się magią szkodziły najmłodszym. Często pojawiającym się oskarżeniem było zabijanie nieochrzczonych dzieci i przyrządzanie z nich magicznych naparów lub maści, służących do smarowania ciała przed lotami na sabat. Żyły niemowląt pozwalały im natomiast na szerzenie zarazy – czarownice przyrządzały z nich proszek i rozsypywały go po wsiach i miasteczkach. Na dzieci niebezpieczeństwo czyhało także ze strony strzyg – wysokich, chudych kobiet z wypadniętymi oczami. Zmory te zabierały zdrowe i silne niemowlęta, a na ich miejsce przynosiły chude i płaczliwe.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&quot;Płot nie płot, wieś nie wieś, ty biesie nieś&quot;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Umiejętność wykorzystania ziół mogła stać się przyczyną oskarżenia przed sądem. Znachorkom i zielarkom zarzucano, że przygotowują magiczne preparaty, za pomocą których wzbudzają w ludziach złe cechy, takie jak nienawiść, pożądanie i zazdrość. Częste było przekonanie, że czarownice mówią same do siebie. Żeby sprowadzić na sąsiadów nieszczęście, cioty szeptały i mamrotały. Wypowiadały zaklęcia tajemnicze nie tylko ze względu na skuteczność działania, ale także w formule. Wiara w magiczną moc słów przyczyniła się powstania wielu formuł, które przypisywano czarownicom. Najbardziej chyba powszechne, przywołane m.in. w dziele Łukasza Gołębiowskiego dotyczy zapewnienia sobie pomyślnej podróży na sabat („płot nie płot, wieś nie wieś, ty biesie nieś”). Czarownice potrafiły rzucać uroki, a także „zadać komuś diabła”. Często do przywołania takiego nieszczęścia wystarczało spojrzenie. Obawiano się wzroku czarownic, co potwierdzają przebiegi procesów o czary. Oskarżona stała tyłem do sędziów albo zawiązywano jej oczy. O tym, że wierzono w moc spojrzenia czarownicy świadczą ludowe wierzenia:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czarownica nie ma w swych oczach Panien, tylko Kozły (…) Poznać też Ciotę po tem, że w oku ma ona krzyżyki i gzygzaki, i że w źrenicy jej nie odbije się obraz wpatrującego się w nią człowieka.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;O. Kolberg, Czary, gusła, widma, [w:] idem, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawa, pieśni, muzyka i tańce. Cz. 17. Kujawy, s. 101.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kobiety, które zajmowały się magią reprezentowały w zbiorowej świadomości wszystko, co było inne w społeczeństwie – zwłaszcza przeciwne Bogu i życiu. Może właśnie dzięki tej barwnej, choć budzącej grozę, odmienności obrazy czarownic są do dziś żywe w naszej wyobraźni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Wybrane źródła:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Gilmor Dawid G., Złowrogie panny, [w:] idem, Mizoginia czyli męska choroba, tłum. J. Margański, Kraków 2001.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Gołębiowski Łukasz, Lud polski. Jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1983.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Harris Marvin, Krowy, świnie, wojny i czarownice. Zagadki kultury, Warszawa 1985.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&amp;nbsp;Janion Maria, Czarownice z Salem czyli Tygiel, [w:] Fascynacje folklorystyczne. Księga poświęcona pamięci Heleny Kapełuś pod red. M. Kapełuś, A. Engelking, Warszawa 2002.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Kolberg Oskar, Czary, gusła, widma, [w:] Lud i jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Serya 3, Kujawy, Warszawa 1867.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Łuczak Antoni, Czary i czarownice – wczoraj i dziś, Tarnów 1993.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Michelet Jules, Czarownica, tłum. M. Kaliska, Londyn 1993.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Oziębowski Mieszko, Motyw lotu czarownic w tzw. „zbiorczej koncepcji czarownictwa” europejskiego. Świadectwa średniowieczne i wczesno nowożytne, „Almanach Historyczny” 2003, t. 5.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Pośpiech Jerzy, Wierzenia ludu śląskiego w opisach Bożeny Stelmachowskiej. Czarownice, podciepy, duszyczki, bieda, straszydła, śmierć, „Kwartalnik Opolski” 2005, r. 51 nr 2/3.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Stachoń Anetta, Wspólniczki diabła. Czarownice z Bochni, Wiśnicza, Uścia Solnego i okolicznych wsi, „Rocznik Bocheński” 1995, t. 3.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Starożytności polskie, pod red. Jędrzeja Moraczewskiego, Warszawa 1982 (wybrane hasła). Wrzesiński Szymon, Wspólniczki Szatana. Czarownice na ziemiach polskich, Warszawa 2006. . Wrzesiński Szymon, Zamach na wiarę katolicką. Czarownice, [w:] idem, Potępieńcy średniowiecznej Europy, Kraków 2007.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/03/jak-wyglada-wrozka.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4x8adlIDrrWdWZGCzidQepEa0lpPolKnP9TWO5frCLFe2d6C89B96jm0NImy3DVixskvHYq6B5eY0ASdGPgfvIkj6ncG5Raj3cgo7wp2egaK9Y9__jJpOdkTAjGfp0AI77fwKUgOhodZC/s72-c/joshua-newton-146009.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-1821739046232957575</guid><pubDate>Tue, 07 Mar 2017 11:35:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-03-07T03:49:34.891-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">eter</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Juliusz Słowacki</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">kanon</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">narkotyki</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">opium</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Zygmunt Krasiński</category><title>Autorzy, po których się tego nie spodziewaliście (1)</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W zasadzie jestem przeciwna taniej sensacji. Na ogół. Z natury. Ale kanon lektur kojarzy się z taką bezpieczną stabilizacją, że aż prowokuje do wyszukiwania plotek. Zapraszam na pierwszą część cyklu o autorach, którzy o mrocznym szaleństwie i łamaniu stereotypów wiedzieli więcej niż my wszyscy razem wzięci.&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAL7ybb_NKS0Z9mb-eXQuNZI0NCqV_9ASFF3C3qYlDjtx__LaZ_kaH0o5v6L5B44yD9A885Qbl5_TFqASLFjK_qMQRIDMlDCdLbpq4LLpRUZmb27-53-xXHv_hZVscPAkXTnL8Lshmsscf/s1600/bart-scholliers-19797.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAL7ybb_NKS0Z9mb-eXQuNZI0NCqV_9ASFF3C3qYlDjtx__LaZ_kaH0o5v6L5B44yD9A885Qbl5_TFqASLFjK_qMQRIDMlDCdLbpq4LLpRUZmb27-53-xXHv_hZVscPAkXTnL8Lshmsscf/s320/bart-scholliers-19797.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Badania, które w ostatni&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;ch latach przeprowadził szwedzki Karolinska Institutet udowodniły to, co wiedzieliśmy już od dawna - cena za bycie artystą jest wysoka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Okazało się, że kreatywność nierzadko idzie w parze z zaburzeniami psychicznymi. Artyści pochodzą z rodzin, w których problemy tego typu występują statystycznie częściej. Przypuszcza się, że dziedziczą skłonności do zaburzeń i właśnie dlatego wybierają artystyczne ścieżki - a nie, jak dotąd sądzono, że ich problemy psychiczne są wynikiem twórczej aktywności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Można więc przyjąć, że to nie Dziewica z &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Nie-boskiej komedii&lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;, symbol niepochwytnej poezji,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;zwodzi Męża na manowce. On już tam jest od dawna.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;A jak z balastem nadwrażliwości radzili sobie twórcy znani z kanonu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;b&gt;Zygmunt Krasiński&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Czytając dzienniki Krasińskiego, często trafia się na dość pesymistyczne uwagi o samotności i przeczuciu śmierci. Co w tym dziwnego?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Mogłoby się wydawać, że autor&amp;nbsp;&lt;i&gt;Nie-Boskiej Komedii&amp;nbsp;&lt;/i&gt;był po prostu ponury. W omówieniach jego twórczości podkreśla się obsesję wieszcza na punkcie cierpienia, rozpadu, destrukcji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warto jednak wiedzieć, że uczucie rozpaczy, którego doświadczał Krasiński, mogło&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;mieć związek z jego eksperymentami z eterem. To&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;pod wpływem tego środka, zażywanego przez pewien okres bardzo intensywnie, niemal codziennie doświadczał długotrwałych letargów i omdleń.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Poeta był zafascynowany działaniem eteru.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;W eseju &lt;i&gt;De l’ether&lt;/i&gt; opisał, jak działa na niego ta substancja.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Na początku czuł zupełne oddalenie od osób, myśli, rzeczy, zdarzeń, zajęć i wszelkich spraw. Pamiętał twarze, ale nie imiona. Znał idee, ale nie potrafił ich analizować. Był ptakiem, aniołem, duchem. Zdawało mu się, że może dotrzeć do samego Boga. Wtedy (...) gdy już niemal wzbijał się do Stwórcy, następował drugi stan, skrajnie odmienny od początkowej euforii – uczucie zbliżającej się śmierci. Znikało wszelkie światło, dał się słyszeć potężny huk.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;M. Wrona,&amp;nbsp;[&lt;span style=&quot;font-family: inherit; text-align: start;&quot;&gt;http://historia.focus.pl/polska/slowacki-krasinski-i-uzywki-co-zazywali-polscy-wieszczowie-1738]&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Juliusz Słowacki&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Słowacki w trudnych chwilach sięgał po opium. Ponieważ trudnych chwil było w jego życiu sporo: emigracja, rozłąka z matką, a na dokładkę dożywotnia (a nawet pośmiertna) konieczność rywalizacji z Mickiewiczem, z substancją tą był świetnie zaznajomiony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqDPbcGP5eZbbwXa8gkzRTV599pzH9Zh_kSresKzWf2QyBSlFOSGS7ezq3htpri6K_PrVbZV2HJSaVrFrsXHfrMBTr0yNq4jy_FUMHRQAIvJxWUeUT8YA2xEGQ1XJaPlRMbmXPLUospylR/s1600/zhilkooleg-14989+%25281%2529.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;212&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqDPbcGP5eZbbwXa8gkzRTV599pzH9Zh_kSresKzWf2QyBSlFOSGS7ezq3htpri6K_PrVbZV2HJSaVrFrsXHfrMBTr0yNq4jy_FUMHRQAIvJxWUeUT8YA2xEGQ1XJaPlRMbmXPLUospylR/s320/zhilkooleg-14989+%25281%2529.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Po raz pierwszy zetknął się z nią podczas leczenia febry, na którą zapadł jako dwudziestolatek. &quot;Napój z makowej tłoczonej rośliny&quot; zalecił mu zaprzyjaźniony z Salomeą Becu dr Konstanty Po&lt;span style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;rcyanko. Słowacki zapisał w pamiętniku wrażenia po kuracji:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;„Śnił mi się prawie w rozżarzonej imaginacji jakiś poemat wschodni&quot;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Cztery lata później o działaniu opium wiedział już dużo więcej. Uważa się, że dokładnie opisał objawy towarzyszące jego zażywaniu w powieści poetyckiej &lt;i&gt;Lambro&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Publikując te skandaliczne treści, dla uczciwości koniecznie należy dodać kilka słów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;W XIX wieku opium było tańsze niż piwo i wiele innych trunków. Prasa reklamowała je jako cudowny środek, wręcz remedium na wiele dolegliwości - fizycznych i psychicznych. Stosowano je powszechnie i podawano nawet dzieciom. Opium lub substancje je zawierające zażywali np.&amp;nbsp;Walter Scott, George Gordon Byron, Charles Dickens czy Jules Verne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Powszechnie stosowano również kokainę. Miała ona wpływać na efektywność pracy robotników w fabrykach. Zalecano ją też żołnierzom, bo zwiększała odporność na zmęczenie i głód. Heroiną natomiast, przez kilka dobrych lat, leczono kaszel. Produkowała ją firma Bayer. Miała zastąpić morfinę, jako środek, który nie powoduje uzależnień.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Słowacki i Krasiński (nie tylko zresztą oni spośród śmietanki polskiego romantyzmu) przez pewien czas, a może i przez całe życie byli uzależnieni od środków psychoaktywnych Zanim jednak pomyślicie o nich to, co myślicie o gimbusach trujących się dopalaczami, weźcie pod uwagę, że społeczną szkodliwość narkotyków zauważano dość późno.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #444444;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;div align=&quot;JUSTIFY&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #444444; font-size: x-small;&quot;&gt;Źródła:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #444444; font-size: x-small;&quot;&gt;A.
Kubale,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Dramat bólu istnienia w listach Zygmunta
Krasińskiego&lt;/i&gt;, Gdańsk 1997.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #444444; font-size: x-small;&quot;&gt;M.
Rolecki, Z&lt;i&gt;aburzenia psychiczne są ceną za kreatywnoś&lt;/i&gt;ć,
[http://wyborcza.pl/1,75400,15295572,Zaburzenia_psychiczne_sa_cena_za_kreatywnosc.html],
dostęp 07.03.17.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #444444; font-size: x-small;&quot;&gt;G.
Tomassucci,&amp;nbsp;&lt;i&gt;Witkacowskie raje&lt;/i&gt;, &quot;Przestrzenie Teorii&quot;
2010, nr 14.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #444444;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: x-small;&quot;&gt;M.
Wrona,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif; font-size: small;&quot;&gt;Co zażywali polscy&amp;nbsp;wieszczowie&lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: x-small;&quot;&gt;,
[http://historia.focus.pl/polska/slowacki-krasinski-i-uzywki-co-zazywali-polscy-wieszczowie-1738],
dostęp 07.03.17.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #444444; font-size: x-small;&quot;&gt;https://www.opioids.com/heroin/heroinhistory.html&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #444444; font-size: x-small;&quot;&gt;https://pl.wikipedia.org/wiki/Heroina&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/03/autorzy-po-ktorych-sie-tego-nie.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAL7ybb_NKS0Z9mb-eXQuNZI0NCqV_9ASFF3C3qYlDjtx__LaZ_kaH0o5v6L5B44yD9A885Qbl5_TFqASLFjK_qMQRIDMlDCdLbpq4LLpRUZmb27-53-xXHv_hZVscPAkXTnL8Lshmsscf/s72-c/bart-scholliers-19797.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-5609869474263392424</guid><pubDate>Wed, 01 Mar 2017 20:49:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-03-02T00:50:41.223-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">matka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">NCz</category><title>Jak Matka niszczy matki</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jest przy mnie w każdej chwili, odkąd na świecie pojawił się Najmłodszy Czytelnik. Kiedy przewijam go, karmię i usypiam. Patrzy na mnie chłodno i surowo. Ze wszystkim poradziłaby sobie lepiej. Nie sypia, nie bywa głodna, nie potrzebuje odpoczynku.&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhpIYhnS1rD8LntDbm0QqTsO5QNAwZDrj5sGq5rZ8khx9-fc5t1utNcsgood4jnOERTTCFwwguk10KnIVJ4h76ikL0sakJGdmRVkOU8FFeyZAHH_l2ZJLpv0jPHsOE0wytr-aY96gwf-jt3/s1600/ray-hennessy-118049.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhpIYhnS1rD8LntDbm0QqTsO5QNAwZDrj5sGq5rZ8khx9-fc5t1utNcsgood4jnOERTTCFwwguk10KnIVJ4h76ikL0sakJGdmRVkOU8FFeyZAHH_l2ZJLpv0jPHsOE0wytr-aY96gwf-jt3/s320/ray-hennessy-118049.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Największym zagrożeniem dla matek jest Matka - wypadkowa społecznych oczekiwań i idealistycznych wyobrażeń. Wzór, do którego się dąży. Doskonałość, której się nie osiąga. Cyborg, zmora i koszmar.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zapraszam na spacer po niewinnych frazach mitologizujących i idealizujących, i po frazach znacznie groźniejszych, wpędzających w poczucie winy, deprymujących. Uprzedzam - znajdziemy się na obszarach grząskich i niepewnych, gdzie każdy krok może oznaczać upadek w przepaść - wprost do piekła dla złych matek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&quot;Co sobie pomyślałaś?&quot;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pytanie o moment, w którym pierwszy raz widzi się swoje dziecko, zakłada Niezwykłość i Niepowtarzalność Chwili. Wszystko, czego pytający się spodziewa, jest pisane wielką literą, a towarzyszą temu wystrzały fajerwerków, wybuchy confetti i tańczące jednorożce. I aż trudno się przyznać, że nie pomyślało się niczego sensownego. Albo, że się nie pamięta. Bo przecież te chwile to...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&quot;Wielka Radość&quot;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
To wielka radość, że dziecko jest już z nami. To wielka radość, że możemy cieszyć się sobą. Tak. Chociaż wolałabym mówić o tym spontanicznie i po swojemu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy dowiadywałam się, co jest wielkim szczęściem, budziłam się co godzinę, żeby sprawdzić, czy mój noworodek oddycha. Rzecznicy Matki nie dawali jednak za wygraną z propagandą radości. W końcu z maluszkiem wszystko jest pierwsze, a to na pewno...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&quot;Piękne Chwile&quot;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Podczas pierwszej kąpieli w wanience NCz niemal się utopił. No dobra - podtopił. Tyle o pięknych chwilach. Dziękuję.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&quot;Czy to pani pierwsze dziecko?&quot;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pamiętam wizytę u lekarza, podczas której relacjonowaliśmy z mężem jakąś przypadłość NCz. Byliśmy zaaferowani i mówiliśmy jedno przez drugie. Sprawozdanie męża nie miało jednak żadnej wartości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy doktor zapytał, czy to MOJE pierwsze dziecko, zrozumiałam, że jesteśmy gabinecie tylko my troje: NCz, lekarz i ja. I jakiś wieszak na ubrania, obładowany kurtkami, zupełnie zbędny, który nie wiadomo po co przytaszczyłam ze sobą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGXi0AZ8KSQsFEYwKPw1VsnLiD5Ez_-jCCsy4OAnYlvb5hzSUKyVC0OX_cqpRSmjKMTNoNDKeg4hVuNYBWS_MU_dJSC8xSgaOWoY1dKcIPbNG9DDN2gNIRRmiAxiQkhovA6T9fMEfXceH2/s1600/austin-neill-184256+%25282%2529.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGXi0AZ8KSQsFEYwKPw1VsnLiD5Ez_-jCCsy4OAnYlvb5hzSUKyVC0OX_cqpRSmjKMTNoNDKeg4hVuNYBWS_MU_dJSC8xSgaOWoY1dKcIPbNG9DDN2gNIRRmiAxiQkhovA6T9fMEfXceH2/s320/austin-neill-184256+%25282%2529.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&quot;Dlaczego to dziecko tak płacze?&quot;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
To moje ulubione pytanie. Kiedy NCz był malutki i ktoś pytał mnie, dlaczego TAK PŁACZE, miałam wrażenie, że po pierwsze odpowiedź powinna być dla mnie-Matki oczywista, a po drugie, że ponoszę za to osobistą odpowiedzialność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiedziałam. Ale to nie miało znaczenia. I tak wiadomo, że:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&quot;Zjadłaś coś, co mu zaszkodziło&quot;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;albo &lt;b&gt;&quot;Pewnie się denerwujesz i on to czuje&quot;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnio zachorowałam. Rozmawiając przez telefon z Bliską Osobą, relacjonowałam swoje dolegliwości. Skarżyłam się na gorączkę, katar i noce, które nie mają nic wspólnego ze snem. Bliska Osoba pomrukiwała coś współczująco. Spodziewałam się, że moje sprawozdanie doczeka się satysfakcjonującej reakcji. Troski. Ubolewania. Ale się nie doczekało. Kiedy zaczerpnęłam oddechu, żeby podkreślić swój opłakany stan, usłyszałam:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Jesteś chora? Biedny maluszek!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Matka stała za moimi plecami. Słyszałam jej szyderczy śmiech. NCz fikał radośnie nóżkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wy, matki? Macie swoje ulubione zdania-koszmarki? Dzielcie się!:) Wypędźmy wiedźmę-Matkę!&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/03/jak-matka-niszczy-matki.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhpIYhnS1rD8LntDbm0QqTsO5QNAwZDrj5sGq5rZ8khx9-fc5t1utNcsgood4jnOERTTCFwwguk10KnIVJ4h76ikL0sakJGdmRVkOU8FFeyZAHH_l2ZJLpv0jPHsOE0wytr-aY96gwf-jt3/s72-c/ray-hennessy-118049.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-2426793598612963123</guid><pubDate>Sun, 26 Feb 2017 18:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-26T10:34:42.845-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">bajki dla dzieci</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Janko Muzykant. Mufasa</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">NCz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nemeczek</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">O psie który jeździł koleją</category><title>TOP 3 - najsmutniejsze momenty w twórczości dla dzieci</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kiedy Najmłodszy Czytelnik śpi i patrzę na jego spokojnie zamknięte powieki, zastanawiam się czasami, ileż też trudnych chwil jeszcze przed nim.&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBPFzze81w-MeaubJlGB2AnEbUyqayc6BeB_uluq-w2xqSPZGtxFEeie2utYi5W6O12d4wdpqbXQmYnWz9rswApRJLVuMgaAm7LHfgpT-pgReI1gxdqWeY9FjkdIk0xsL6KJEzmLMFEnrc/s1600/annie-spratt-133873.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBPFzze81w-MeaubJlGB2AnEbUyqayc6BeB_uluq-w2xqSPZGtxFEeie2utYi5W6O12d4wdpqbXQmYnWz9rswApRJLVuMgaAm7LHfgpT-pgReI1gxdqWeY9FjkdIk0xsL6KJEzmLMFEnrc/s320/annie-spratt-133873.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mam nadzieję, że jak najmniej. Że tylko tyle, ile to naprawdę konieczne, żeby stać się dobrym i mądrym człowiekiem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jakkolwiek jednak będzie, myślę, że nie uchronię go przed łzami w tych trzech momentach...&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;...kiedy umrze Mufasa&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na liście najczarniejszych chwil w dziecięcym życiu śmierć Mufasy zajmuje ważne miejsce. Trudno się z niej otrząsnąć, nawet kiedy Simba zaprzyjaźnia się z Timonem i Pumbą, hieny mu odpuszczają, kiedy wszystko zmierza do szczęśliwego finału, a &quot;miłość rośnie wokół nas&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może i &lt;i&gt;Król Lew&lt;/i&gt; skończył się dobrze, ale już nic i nigdy nie zmieni faktu, że MUFASA UMARŁ. Śmierć tego prawego, mądrego bohatera jest skandalem dla dziecięcego serca, przyzwyczajonego do tego, że dobro zwycięża. Jest skandalem wobec przekonania, że warto się dzielić, że trzeba chronić słabszych, że życie jest sprawiedliwe i pełne uśmiechu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To pierwsze zetknięcie z brutalnością rzeczywistości, wyjątkowo bolesne. I cokolwiek zdarzy się w dziecięcym życiu później, jakkolwiek będzie pięknie, to przecież jedząc najlepsze lody, biegając po plaży i oglądając tęczę, na dnie serca pamięta się jednak, że:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
MUFASA UMARŁ.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;...Kiedy Ernest Nemeczek zapłaci najwyższą cenę za Plac Broni&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nemeczek: dzielny chłopiec, wojownik gotów do najwyższych poświęceń w imię placu, maluch pomiatany przez starszych, dziecko skazane na biedę, ofiara społecznych nierówności. Bohater &lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Molnara&amp;nbsp;&lt;/span&gt;budzi tyle różnych uczuć, że trudno się w nich połapać. Współczucie. Złość. Litość. Podziw. Żal.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
A już scena jego śmierci, rozciągnięta na kilkunastu stronach to emocjonalna przesada nawet dla dorosłego czytelnika. Mam nadzieję, że NCz nie zapyta mnie, dlaczego ojciec Nemeczka musiał szyć komuś brązowy surdut, zamiast towarzyszyć umierającemu chłopcu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Och, kończę już, bo nie wiem, gdzie mam chusteczki do nosa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;...kiedy Lampo nie zdąży uciec przed nadjeżdżającym pociągiem&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjLKBkLnb-qbXluJ_0Lm6FZYvDcUwu8mFTIc80Cnq0aKulq8CRwIgCUtZp0hAvUgjvBgyilJGbJyDDWQQZAbaFX26igkfr23cqqbn3xjgXZfnuiBIWtSvJndyj7SA71ZkPc_DJJgRtVLIfl/s1600/ales-krivec-18035.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;214&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjLKBkLnb-qbXluJ_0Lm6FZYvDcUwu8mFTIc80Cnq0aKulq8CRwIgCUtZp0hAvUgjvBgyilJGbJyDDWQQZAbaFX26igkfr23cqqbn3xjgXZfnuiBIWtSvJndyj7SA71ZkPc_DJJgRtVLIfl/s320/ales-krivec-18035.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Przypomnijmy sobie dramatyczne chwile na stacji Marittima.&lt;/div&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na szynach trzeciego toru, w odległości kilkudziesięciu metrów od pędzącej
lokomotywy, bawiła się najspokojniej mała Adele. Obaj mężczyźni rzucili się w jej kierunku
skacząc przez tory. Byli jeszcze spory kawałek od dziecka, gdy wyprzedził ich Lampo. Odbił
się jak gumowa piłka i dał potężnego susa tuż przed samą lokomotywą. Zdążył pchnąć
dziewczynkę.&lt;br /&gt;
(...)&lt;br /&gt;
Zawiadowca wziął córeczkę na ręce i wrócił na stację. Wiedział, że za chwilę będzie
musiał pójść po Lampo, który został tam, pod kołami. Usiadł i ukrył głowę w dłoniach.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot; style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;R. Pisarski, &lt;i&gt;O psie, którzy jeździł koleją&lt;/i&gt;, [https://pl-static.z-dn.net/files/d9b/6d097397cee57b8e8825fb5bd9668dc0.pdf], 26.02.2017.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Łzy dzieci opłakujących psa, który jeździł koleją, można byłoby liczyć wiadrami. Co roku od dziesięcioleci światy trzecioklasistów w całej Polsce obracają się w ruiny. Lampo, upamiętniany kredkami bambino w kolejnych zeszytach od polskiego, pozostaje żywszy i bliższy sercom niż Julia i Romeo, niż Antek i Janko Muzykant. ba, niż całe kibitki filomatów wiezione na Sybir w&lt;i&gt; Dziadach.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czy Pisarski zdawał sobie sprawę z tego, ilu czytelników poświęciłoby życie Adele, gdyby mogło to uratować bohaterskiego psa?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tyle na dziś. Mam nadzieję, że uda wam się spokojnie zasnąć. A jeśli nie - może to i lepiej. Twórczość dedykowana dzieciom częściej niż ta dla dorosłych ma moc katarktyczną. Dobrze do niej wracać.&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/02/top-3-najsmutniejszych-momentow-w.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBPFzze81w-MeaubJlGB2AnEbUyqayc6BeB_uluq-w2xqSPZGtxFEeie2utYi5W6O12d4wdpqbXQmYnWz9rswApRJLVuMgaAm7LHfgpT-pgReI1gxdqWeY9FjkdIk0xsL6KJEzmLMFEnrc/s72-c/annie-spratt-133873.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-4177459958964294810</guid><pubDate>Thu, 23 Feb 2017 11:21:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-26T13:46:16.468-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">janusz</category><title>O januszach lektury</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h3&gt;
&lt;b&gt;Zastanawiając się nad tematem kolejnego posta, postanowiłam podążyć za głosem młodego pokolenia. Dokładniej - za głosem mojego brata. &quot;Napisz o szarym januszu literatury&quot;. Dzięki, Antek.&lt;/b&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgcTdA9DZMH2T8Ojtagn_yz-7S3jxaOJGMOBZcB6KmMj-Jm_9CkOcMS8WBgzHLjhqy3eqYdSJVyQt_vjgFO-H-19l9CdKtyg_5WfMXhJl-WcE4SVNdqsk6HS832L79-fMvq0VDT_R78HbjC/s1600/micah-h-27463.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;206&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgcTdA9DZMH2T8Ojtagn_yz-7S3jxaOJGMOBZcB6KmMj-Jm_9CkOcMS8WBgzHLjhqy3eqYdSJVyQt_vjgFO-H-19l9CdKtyg_5WfMXhJl-WcE4SVNdqsk6HS832L79-fMvq0VDT_R78HbjC/s320/micah-h-27463.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Propozycja jest ciekawa. Najpierw kilka słów uściślenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Kim właściwie jest janusz?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;a href=&quot;http://www.miejski.pl/slowo-janusz&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Miejski słownik slangu i mowy potocznej&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; podaje aż cztery definicje janusza, przy czym zwraca uwagę znacząca asymetria pojemności pojęć. Januszami są zarówno: 1. osoby niezorientowane w danej dziedzinie wiedzy, 2. &quot;typowi, nieurodziwi polscy mężczyźni&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #444444; font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: 15px;&quot;&gt;&quot;,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;noszący (to już jednak wyświechtane) białe skarpetki do sandałów, jak i: 3. okazjonalni kibice, 4. osoby nie znające się na pewnej grze internetowej, deklarujące równocześnie swoją niebywałą kompetencję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Słownik stosuje konsekwentny zapis wielką literą. Ja jednak pozostanę przy małej, bo nie widzę powodu, aby określenie charakteryzujące cechy było zapisywane tak jak męskie imię. Prowadzi to do krzywdzących uogólnień i stygmatyzuje Januszów, którzy mogą być oczywiście, na przekór januszom, oryginalni, eleganccy i inteligentni (i mogą pokazywać bose stopy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrh0naQBHQpuk2P83oeHJl7-LhpvKKlNQmbu3Xmyy7RFe_15lquVeLFa93vzeVs5JOoHcCqTm5ApJc-90kjHAGil_Mq6Ge6xbKZaeQaPxFbK3FhH4Lk1_Ds-UIA6G2796kjZTdvVlZQwIH/s1600/auskteez-tran-109200.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrh0naQBHQpuk2P83oeHJl7-LhpvKKlNQmbu3Xmyy7RFe_15lquVeLFa93vzeVs5JOoHcCqTm5ApJc-90kjHAGil_Mq6Ge6xbKZaeQaPxFbK3FhH4Lk1_Ds-UIA6G2796kjZTdvVlZQwIH/s320/auskteez-tran-109200.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Definicje nie wyczerpują fenomenu janusza. Przegląd poświęconych&amp;nbsp;mu grafik&amp;nbsp;okazuje się nader pouczający i dodaje co nieco do tych enigmatycznych charakterystyk. Prawdziwy janusz ma wąsy, jest w średnim wieku i znajduje się w grupie podwyższonego ryzyka chorób serca, na co wskazują otyłość i, sugerujące nadciśnienie, czerwone policzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wygląda więc na to, że Internet potrzebował popularnego, trochę już niemodnego, imienia, aby obarczyć je ciężarem rozmaitych grzechów narodowych. Żeby zrzucić na nie, jak na kozła ofiarnego, nie tylko wady: zarozumialstwo i znanie-się-na-wszystkim, ale też kompromitujące nawyki i przyzwyczajenia, zwykłe nieobycie w świecie. Janusz stał się uosobieniem naszych kompleksów, figurą prawdziwie groteskową - bo choć śmieszną, przecież podszytą strachem i poczuciem niższości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bycie januszem użytkownicy języka uznają za coś powszechnego. Świadczy o tym skłonność do łączenia się takich fraz jak &quot;typowy janusz&quot; czy, rzadziej, &quot;klasyczny janusz&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Kim jest janusz literatury?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z odpowiedzią na to pytanie kłopot jest większy. O ile bowiem mogę sobie wyobrazić janusza - specjalistę od wszystkiego, zasiadającego przed telewizorem z wąsem, piwem i szeregiem dobrych rad dla polityków, dziennikarzy i piłkarzy, o tyle wizualizacja janusza - mola książkowego jest już trudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bo też wydaje się, że sam proces lektury powinien wykorzeniać z nas wszystko, co mamy z janusza, sublimować nasze myśli, nadawać im lekkości, elastyczności. Na szczęście nie znam żadnego janusza książkowego (ani żadnej januszy). Nie wiem, czy zjawisko januszowania w lekturze w ogóle istnieje, ale z pewnością można mówić o januszowych tendencjach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę, że do janusza zbliża się osoba, która czyta wyłącznie po to, aby upewnić swój światopogląd. Nie - uzupełnić, poddać głębszej refleksji, nie - aby poszerzyć wiedzę, ale własnie ustabilizować. Januszowy czytelnik nie tylko nie chce poznawać innych punktów widzenia - on nawet swój punkt widzenia pragnie możliwie zawęzić. Dążenie do banalnej oczywistości - oto jego prawdziwa tęsknota, z której, co gorsza, nie zdaje sobie sprawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż jeszcze? Januszowa lektura to lektura powierzchowna, płytka, oporna na doświadczenie intelektualne i estetyczne. Lektura zatrzymująca się na poziomie przedrozumienia (co jest tak trudne, że aż niemożliwe do wyobrażenia w praktyce) - czyli wychwytująca z tekstu tylko to, czego się po nim spodziewamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kończąc, robię krótki rachunek sumienia. Czy czasami nie bywam januszem w lekturze? Pewnie tak, ale się tego wystrzegam. I was też zachęcam - pozbądźmy się wąsów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Januszowy pomysł na wpis bardzo mi się spodobał. Dlatego mam propozycję - pytajcie, o co tylko chcecie, a ja przygotuję blogowo-książkowy Q&amp;amp;A!:)&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/02/o-januszach-lektury.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgcTdA9DZMH2T8Ojtagn_yz-7S3jxaOJGMOBZcB6KmMj-Jm_9CkOcMS8WBgzHLjhqy3eqYdSJVyQt_vjgFO-H-19l9CdKtyg_5WfMXhJl-WcE4SVNdqsk6HS832L79-fMvq0VDT_R78HbjC/s72-c/micah-h-27463.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-8854009181125315927</guid><pubDate>Sun, 19 Feb 2017 18:08:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-19T11:34:13.348-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Bracia Lwie Serce</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Dziwne losy Jane Eyre</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Edward Rochester</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Emma</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">George Knightley</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">John Keating</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Jonatan Lwie Serce</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">małżeństwo</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mężczyźni</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Stowarzyszenie umarłych poetów</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Włóczykij</category><title>4 bohaterów, za których mogłabym wyjść</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ponieważ literatura jest reakcją na rzeczywistość, w powieściach, tak jak w życiu, można spotkać niewielu porządnych facetów. A pewnie nawet mniej - bo pisze się raczej o sprawach trudnych (w sprawach trudnych trudni bohaterowie są najlepsi). Na tym zawikłanym tle tym wyraźniej widać jednak mężczyzn prawdziwie interesujących.&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh19iutI0Ul7hUwJxCot_tVQtuB4ItlSCakB5-FFei-SC3Pk_f-4qB_BlB7NaAmNUdLufss3903BOc6QCo2tE94ZgIOrQ4GTJ5xCBCpWjyhsMI37minajXn4kNMj_n8CCz2L83wiMfgiqCL/s1600/ben-rosett-10614.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh19iutI0Ul7hUwJxCot_tVQtuB4ItlSCakB5-FFei-SC3Pk_f-4qB_BlB7NaAmNUdLufss3903BOc6QCo2tE94ZgIOrQ4GTJ5xCBCpWjyhsMI37minajXn4kNMj_n8CCz2L83wiMfgiqCL/s320/ben-rosett-10614.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tytuł był oczywiście prowokacją. Nie mogłabym wyjść za żadnego z nich. Nie tylko dlatego, że nie istnieją. Mam już męża, który łączy w sobie wiele ich zalet, a do tego jest niemożliwy do napisania. Wiecie, o co chodzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poniżej przedstawiam jednak (może ktoś akurat szuka?) subiektywny wybór mężczyzn, których kandydaturę na męża warto byłoby rozważyć. Moje preferencje są dość typowe i powielają wiele stereotypów. No ale tak już mam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim przejdziemy się po tej ekscytującej galerii (macie pod ręką sole trzeźwiące?), zdradzę wam, jak wyglądał proces eliminacji i komu podziękowałam w przedbiegach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;***&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako pierwsi odpadli mężczyźni zbyt skomplikowani. Nadwrażliwi. Romantyczni. A już zwłaszcza tacy, jak pan na obrazku poniżej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_tOG0kHq6xtVhcmHvxBXUzOyHa_qaAPnQ-yXYccx3fCZq01p3amB20lHCJbDWVjGFgHleGTgVBv_9zOXoCl0QoZ8FjVjLeX8WXG19y_u9U-xB-trzvC_tWrY9QE2t0KRcOY96RZuFUeKU/s1600/i-m-priscilla-165370.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_tOG0kHq6xtVhcmHvxBXUzOyHa_qaAPnQ-yXYccx3fCZq01p3amB20lHCJbDWVjGFgHleGTgVBv_9zOXoCl0QoZ8FjVjLeX8WXG19y_u9U-xB-trzvC_tWrY9QE2t0KRcOY96RZuFUeKU/s320/i-m-priscilla-165370.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
Lekturowe (i nie tylko) doświadczenie uczy, że dla takich mężczyzn ich własna skomplikowana natura jest na tyle zajmująca, że nie mają ochoty zajmować się czyjąkolwiek inną naturą (a często w ogóle - czymkolwiek innym).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyeliminowałam również bohaterów przejawiających nadmierną skłonność do bitki. Twardzieli takich jak Roland, który walczył z Saracenami z mózgiem wylewającym się z uszu (przepraszam, jeśli akurat coś jecie). Pogarda dla własnego życia nie wpływa najlepiej na małżeńską stabilizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie dałam wreszcie szansy mężczyznom ponurym, a pociągającym, o nieodpartym i niebezpiecznym uroku. Takim jak Bohun. I takim jak Woland. Ale też takim jak Aragorn albo Włóczykij. Są interesujący. Nawet bardzo. Ale gdyby wpisać ich w pewne ramy i konwencje, straciliby właściwą sobie uwodzicielską nieuchwytność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(No i nie chciałabym być żoną Włóczykija - wyprawiać go jesienią nie wiadomo dokąd i czekać na niego do wiosny. Nie jestem zazdrosna ani podejrzliwa, ale nie wiem, czy przy Włóczykiju nie stałabym się jednak trochę nieufna).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po rozstrzygnięciu wielu dylematów wybrałam (kolejność przypadkowa):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;1. Jonatan Lwie Serce&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
Tak, wiem, że na początku powieści miał tylko 13 lat, ale odkąd Astrid Lindgren napisała &lt;i&gt;Braci Lwie Serce&lt;/i&gt;, minęło już trochę czasu. Na pewno dojrzał do małżeństwa. Jonatan jest dobry. W taki dziecinny i wzruszający sposób, że nie można zrobić nie innego, tylko się w nim zakochać. Nie dość, że &lt;i&gt;wszystko potrafi i wszystko rozumie&lt;/i&gt;, jest ładny, odważny i troskliwy. Nie tylko w Nangijali, ale i u nas - takich jest mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;2. George Knightley&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Jerzym możecie się spotkać w &lt;i&gt;Emmie &lt;/i&gt;Jane Austen, powieści o dziewczynie, która jest bezczelna i zarozumiała, i dzięki temu naprawdę fantastyczna (zajmuje się też swataniem, co jest mi bliskie). Jerzy jest jedynym mężczyzną, który potrafi skłonić Emmę do autorefleksji. Inteligentny, krytyczny, niebanalny. Potrafi zapanować nad każdą sytuacją. Bardzo ważny portret w tej galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3. John Keating&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chciałam z rozpędu napisać, że jest polonistą. To chyba wystarczające wyjaśnienie jego miejsca w tym zestawieniu? (Nie, jednak nie. Pan Wawrzynkiewicz z noweli &lt;i&gt;Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela&lt;/i&gt;, też uczył o języku). Keating jest performerem. Łamie zasady, zmienia świat. Jest odważny i charyzmatyczny. Można się zakochać? No, powiedzcie sami. Dobrze, że Akademia Weltona nie była koedukacyjna.&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;4. Edward Rochester&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rochester jest dla mnie archetypem mężczyzny. Jeśli jeszcze nie czytaliście &lt;i&gt;Dziwnych losów Jane Eyre&lt;/i&gt;, zachęcam, żeby to nadrobić. Rochester ma w sobie szorstkiego, coś chropowatego. Jest porywczy. Ale też niezwykle przenikliwy. Bystry i złośliwy. Nie dba o pozory. Jest nieładny, nieuprzejmy i niecierpliwy. Takie ma wady. A może to zalety? U Rochestera trudno je oddzielić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To moje TOP 4. A Wasze? Uważacie, że kogoś zabrakło?:) A może o kogoś jest tu za dużo?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/02/4-bohaterow-za-ktorych-mogabym-wyjsc.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh19iutI0Ul7hUwJxCot_tVQtuB4ItlSCakB5-FFei-SC3Pk_f-4qB_BlB7NaAmNUdLufss3903BOc6QCo2tE94ZgIOrQ4GTJ5xCBCpWjyhsMI37minajXn4kNMj_n8CCz2L83wiMfgiqCL/s72-c/ben-rosett-10614.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-4464702329744046764</guid><pubDate>Fri, 17 Feb 2017 10:02:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-17T02:53:49.649-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">52 książki</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Paulo Coelho</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wyzwanie</category><title>52 książki</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wspominałam niedawno, że w 2016 roku, chyba po raz pierwszy w życiu, postawiłam na ilość. Wzięłam udział w wydarzeniu, które zobowiązało mnie do lektury jednej książki tygodniowo. Nie jest to może bardzo dużo dla polonistki, ale jest dużo dla leniucha (leniuchy)? Więc 52 książki to dla mnie całkiem sporo.&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjpgoTp9fqsU2bVSF6apSDGyFO22dywLfrZfpuLjMsAyHw08AibTKpQ3qtO9a-CDqfFe_lw266TL5ufMcPa6Z8Zsds1oPvHsxELbIQkvuQfiNXeTOXz9OUD_VCQUOYOYwS4W5jfuR8ulChA/s1600/x1exjxxbho4-roman-kraft.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjpgoTp9fqsU2bVSF6apSDGyFO22dywLfrZfpuLjMsAyHw08AibTKpQ3qtO9a-CDqfFe_lw266TL5ufMcPa6Z8Zsds1oPvHsxELbIQkvuQfiNXeTOXz9OUD_VCQUOYOYwS4W5jfuR8ulChA/s320/x1exjxxbho4-roman-kraft.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;Założenie było proste - czytam demokratycznie. Wszystko, co mi wpadnie w ręce. Nie wybrzydzam, że długie/za krótkie, za mądre/za głupie, zbyt dla dorosłych/zbyt dla dzieci. Nie kręcę nosem, nie ziewam, nie wyrzucam przez okno, nie prycham, nie tupię nogami i tak dalej. Wierzę (naprawdę!), że w każdej książce można znaleźć przynajmniej jedną myśl, jedno zdanie, jedno cokolwiek, co warto z jakichś powodów zapamiętać.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kiedy byłam nastolatką (i hipsterką, nie wiedząc jeszcze, że tak to się nazywa), unikałam jak ognia powieści dla nastolatek. Głównie dlatego, że skrycie mnie interesowały, ale przed samą sobą nie chciałam tego przyznać (do dziś jestem taka zakłamana) i brnęłam w Reymonta na przykład, nie wiedzieć właściwie czemu, albo dręczyłam się Paulem Coelho, o którym myślałam, że jest superambitny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(Czytałam też książki ze złoconymi oprawami, pewna, że solidna okładka zwiastuje solidną porcję mądrości. Grzęzłam w nich jak w błocie, bo piękne wydania maskują czasem niepiękne treści. Byłam pewna, że zmierzam do jakiegoś kulturowego Mount Everestu. To całkiem wzruszające, myślę sobie dziś. Ale wtedy było ciężko).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4FJn1PO8Zjo5ujmsJdrP6HCWsbnpG-Zuj5IoS0KfG1o9gwKSaYwgjKCpEyucVZ5sXuOeo1uQPaxKoBKV-FG3tjOBpvG0shva7mQB4s1Goh9Ejf_DGh7VHjdYfPoSChcm-X62Z3MpoUDCh/s1600/dbalch4nqc8-dylan-siebel.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4FJn1PO8Zjo5ujmsJdrP6HCWsbnpG-Zuj5IoS0KfG1o9gwKSaYwgjKCpEyucVZ5sXuOeo1uQPaxKoBKV-FG3tjOBpvG0shva7mQB4s1Goh9Ejf_DGh7VHjdYfPoSChcm-X62Z3MpoUDCh/s320/dbalch4nqc8-dylan-siebel.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pewnego dnia wpadła mi jednak w ręce kolorowa książeczka z serduszkami na okładce i prostą fabułą o miłości, dziewczynach i ładnych chłopakach. Rzuciłam się na nią jak głodne dziecko na danonki. Tam przeczytałam frazę, która stała się jedną z moich ulubionych EVER. Jaka to fraza? Opowiem innym razem, żebyście jeszcze tu zajrzeli. (Z Coelho nie zapamiętałam żadnego cytatu, ale to niewielka strata - łatwo mogę sobie znaleźć w Internecie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQRz9PgcyzLJtFrv5UKKXv8Xq7SBtLzJ64MmIBX-ldhZ1vAtiyXob9ilaajKQagutoAm2cEpywWMV5EB8FaLcH_uoAlB8i7tkQADYhhtntUrOM60Rd7ac3kiQogwZDxq3WsUVuamr8yJim/s1600/0_0_0_1781894294.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;198&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQRz9PgcyzLJtFrv5UKKXv8Xq7SBtLzJ64MmIBX-ldhZ1vAtiyXob9ilaajKQagutoAm2cEpywWMV5EB8FaLcH_uoAlB8i7tkQADYhhtntUrOM60Rd7ac3kiQogwZDxq3WsUVuamr8yJim/s320/0_0_0_1781894294.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
(O, jest)&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wracam do 52 książek. Ponieważ skrupulatnie zapisałam wszystkie tytuły, mogę podzielić się z Wami kilkoma uwagami o ich wpływie na moje życie (obiecuję, że tylko kilkoma):&lt;br /&gt;
&lt;ol&gt;
&lt;li&gt;Książka, której przeczytaniem mogę się chwalić, dopóki zachowam resztki pamięci i zdolność mowy:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Bracia Karamazow &lt;/i&gt;(Fiodor Dostojewski)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Książka, o której przeczytaniu nikt nie powinien się dowiedzieć: &lt;i&gt;Trędowata &lt;/i&gt;(Helena Mniszkówna) - i to obie części. Naprawdę.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Książka, którą czytało mi się bardzo szybko, chociaż &amp;nbsp;jest o bardzo złych rzeczach: &lt;i&gt;Zaraza &lt;/i&gt;(Jerzy Ambroziewicz)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Książka, którą czytało mi się wolno, ale chyba ze względu na upały i harce Najmłodszego Czytelnika, bo jest świetnie napisana: &lt;i&gt;Egipt: haram halal&amp;nbsp;&lt;/i&gt;(Piotr Ibrahim Kalwas)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Książka, którą pozytywnie się zaskoczyłam, dziwna i niezwykła: &lt;i&gt;Wyspa Łza &lt;/i&gt;(Joanna Bator)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Książka, w której przeczytanie wciąż nie mogę uwierzyć: &lt;i&gt;Między ustami a brzegiem pucharu&lt;/i&gt; (Maria Rodziewiczówna)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Bardzo dobra książka:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Białe zęby&lt;/i&gt; (Zadie Smith)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Książka słodka jak różowy bobas: &lt;i&gt;Pierwszy rok życia dziecka&lt;/i&gt; (Silvia Hofer)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Książka gorzka jak dożywotnia rezygnacja z węglowodanów: &lt;i&gt;Bez cukru&lt;/i&gt; (Martina Fontana)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Książka, którą polecam nastoletnim hipsterkom:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Co każda matka swojej dorastającej córce powiedzieć powinna&lt;/i&gt;&amp;nbsp;(Izabela Moszczeńska)&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;
Kończąc to minisprawozdanie, widzę, że demokratyczne czytanie chyba całkiem mi się udało. Trochę kręci mi się w głowie od samych wspomnień. Ale nie żałuję ani jednej przeczytanej litery:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A Wy? Co czytacie? I - JAK czytacie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/02/52-ksiazki.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjpgoTp9fqsU2bVSF6apSDGyFO22dywLfrZfpuLjMsAyHw08AibTKpQ3qtO9a-CDqfFe_lw266TL5ufMcPa6Z8Zsds1oPvHsxELbIQkvuQfiNXeTOXz9OUD_VCQUOYOYwS4W5jfuR8ulChA/s72-c/x1exjxxbho4-roman-kraft.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-1314273630142942339</guid><pubDate>Tue, 14 Feb 2017 11:31:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-26T13:46:35.990-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Jagienka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Kzyżacy</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Lalka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Ludzie bezdomni</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Stanisław Wokulski</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Tomasz Judym</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Trędowata</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">walentynki</category><title>2 pary, którym mogłoby się udać</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego większość powieściowych wątków romantycznych kończy się co najmniej źle, a często wręcz katastrofalnie?&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhVSU2XAWCBqGF1IkAE1nVFNxHB-PF6MwClVUqs6fS-wYOijF5ucUpcWz12_FIjkjx4t5EkddhIteLaBDIpap3na5F1mZGKN4LeqFggiUbExuExlsc-h4c1L6cdO5snXJ5HgbymujIzCh_8/s1600/fdywsfh8n6y-rachel-walker.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhVSU2XAWCBqGF1IkAE1nVFNxHB-PF6MwClVUqs6fS-wYOijF5ucUpcWz12_FIjkjx4t5EkddhIteLaBDIpap3na5F1mZGKN4LeqFggiUbExuExlsc-h4c1L6cdO5snXJ5HgbymujIzCh_8/s320/fdywsfh8n6y-rachel-walker.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Odpowiedź może i&amp;nbsp;jest skomplikowana, ale dzisiaj będziemy udawać, że nie. Że za sercowe niepowodzenia bohaterów odpowiada wyłącznie złośliwość autorów, dobierających pary, które nie mają szans na szczęście. A co za tym idzie - że wielkim dramatom polskiej literatury, takim jak zapalenie mózgu Stefci Rudeckiej czy rozdarta sosna w&lt;i&gt;&amp;nbsp;Ludziach bezdomnych&lt;/i&gt;, można byłoby zapobiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z okazji walentynek odwróćmy bieg historii. Niech zakwitnie miłość!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;1. Stefania Rudecka i Stanisław Wokulski&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Stefcia to dobra dziewczyna, taka do tańca i do różańca. Zatańczy, zagra Beethovena, zacytuje wieszcza, jeśli trzeba zapoluje, zagalopuje i mimochodem zmiecie w pył przeciwników w tenisa. Naprawdę trudno wyobrazić sobie bardziej wszechstronną i zaradną dziewczynę. Czy ma w ogóle słabsze strony? Zgoda, jest może trochę egzaltowana, zwłaszcza kiedy rozmyśla w dorożce:&lt;br /&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot;&gt;
Często wstrząsał nią dreszcz, jakby wśród tej złotej pogody wionął
na nią nagle nieprzyjazny prąd, dotknął i znikał, a złote promienie ogrzewały, błękit czarował.
Oczy dziewczyny nabrały dziwnego blasku (...). Usta gorzały żywym koralem,
jakieś namiętne drgania nieświadomie błądziły po nich, potęgując ich czar. Miała w sobie
pewien niepokój, aby nie być odczutą, i te obawy w połączeniu z rozpromienieniem oczu
nadawały jej wygląd podniecony i śliczny.&lt;/blockquote&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot; style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;H. Mniszek, &lt;i&gt;Trędowata&lt;/i&gt;, cz. I, Kraków 1972 s. 290.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;
Egzaltacja to jednak nie grzech. Zwłaszcza u młodej osoby. A na pewno nie taki, żeby wciskać Stefci Michorowskiego. Zawsze wydawało mi się, że Ordynat, z tym powściągliwym wąsikiem, wielkim pałacem na głowie i ciężką tradycją na barkach, jakoś do niej nie pasuje. Poza tym Michorowski dostał od życia stanowczo za dużo, a to nigdy nie robi dobrze mężczyźnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Stanisław z kolei to porządna firma. Mężczyzna ustatkowany, który do wszystkiego doszedł sam. Trudne doświadczenia, również małżeńskie (niewiele o tym mówi, ale związek z wdową po Minclu raczej nie był drogą do gwiazd), solidnie go zahartowały. Jest uparty, silny, konkretny, niesłychanie przedsiębiorczy, a przy tym po męsku małomówny. Bez żartów! - to jeden z najbardziej interesujących bohaterów w polskiej powieści XIX wieku. Stefcia, dziewczyna z ikrą, bystra, wrażliwa, współczująca (itp. itd., Mniszkówna naprawdę poszalała), oceniłaby Wokulskiego zupełnie inaczej niż Iza. Na pewno rozkręciliby razem dobrze prosperujący biznes.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;2. Jagienka ze Zgorzelic i Tomasz Judym&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Judym jest klasycznym typem mężczyzny, który rozpaczliwie potrzebował rozsądnej dziewczyny. I zapewne skończyłby zupełnie inaczej, niż leżąc pod rozdarta sosną, gdyby miał taką u boku. Joasia może była dobra, wrażliwa, kochała sztukę i ciężko pracowała (itp. itd.), ale umówmy się - jest solidną kandydatką do tytułu najbardziej niemrawej bohaterki w polskiej literaturze (a konkurencja jest silna). Podziękujemy jej wzruszającymi słowami ze strony temyśli.pl...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg9EOoge4LKBmyix6jNqF3wIRrkQRlK4sm4OZ6EoLftd__8eL4tI5y0Ct0VozJclB8EpDbzPBLmNM_thLfmhuCND6Ftg0l8y4BZ65zL-O-3xlWTRyIoOGV__QLdzWe0PxdEfZL0zmPXlqP3/s1600/0_0_0_1367431864.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;210&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg9EOoge4LKBmyix6jNqF3wIRrkQRlK4sm4OZ6EoLftd__8eL4tI5y0Ct0VozJclB8EpDbzPBLmNM_thLfmhuCND6Ftg0l8y4BZ65zL-O-3xlWTRyIoOGV__QLdzWe0PxdEfZL0zmPXlqP3/s320/0_0_0_1367431864.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
...a dla Judyma poszukajmy kogoś, kto w kluczowym momencie, gdy doktor zacznie się mazać na ziemi, podniesie go silną ręką i otrzepie z kurzu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Któż mógłby zrobić to sprawniej niż dziewczyna, która zabiła niedźwiedzia? Jagienka to bohaterka żywa, pełna optymizmu, odporna na młodopolskie smutki i mizoginiczne lęki, a przy tym naprawdę skrzywdzona przez Sienkiewicza koniecznością rywalizacji z apatyczną Danusią. Zbyszko, wzorem większości polskich bohaterów, gustował w pannach tyleż cnotliwych, co nijakich. Jagienka trafiła mu się jak ślepej kurze ziarno. Miała rumieńce i szerokie ramiona, strzelała z kuszy i świetnie pływała. Wymieniać dalej?... Danuśka naprawdę nie wytrzymuje już tego porównania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę, że Jagienka zrobiłaby z Judymem porządek. Pytanie tylko, czy Judym nie jest dla niej większą krzywdą niż Zbyszko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co myślicie o takiej zamianie? A może macie inne pomysły na walentynkowe uzdrowienie polskiej literatury? Piszcie! Dziś wszystko może się zdarzyć!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/02/2-pary-ktorym-mogoby-sie-udac.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhVSU2XAWCBqGF1IkAE1nVFNxHB-PF6MwClVUqs6fS-wYOijF5ucUpcWz12_FIjkjx4t5EkddhIteLaBDIpap3na5F1mZGKN4LeqFggiUbExuExlsc-h4c1L6cdO5snXJ5HgbymujIzCh_8/s72-c/fdywsfh8n6y-rachel-walker.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-6316993835773416824</guid><pubDate>Sun, 12 Feb 2017 08:46:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-12T00:46:04.134-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">NCz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">przejścia nie ma</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">spacery</category><title>&quot;Przejścia nie ma&quot;</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kiedy PM10 przez nieuwagę znika z poznańskiego powietrza, Najmłodszy Czytelnik i ja wychodzimy na spacer. Brzmi to jakoś niefrasobliwie i nie daje najmniejszego nawet pojęcia o tym, czym jest przeprowadzenie operacji opuszczenia domu (złożonej z szeregu ryzykownych akcji: kampanii krem, szturmu czapka i tak dalej). Są dni, kiedy wyświetlam informację o jakości powietrza z sercem przepełnionym nadzieją, że wysoki poziom pyłu zawieszonego usprawiedliwi nasze spacerowe zaniechanie.&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghonYpGIOS57zYrSY8jvQEkPak9QPPPWoXDobweXVYDtzYqmQuj5ekI6sAoVREEsjlXHNqgYsoyvsF40ZowIOTREbj1o8A_6IdXsmlvv8ae1bPy_UU2GrMbP8r5sbyOnMiSXaKyljLg9yL/s1600/4z0d2gfnhla-jeremy-paige.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;214&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghonYpGIOS57zYrSY8jvQEkPak9QPPPWoXDobweXVYDtzYqmQuj5ekI6sAoVREEsjlXHNqgYsoyvsF40ZowIOTREbj1o8A_6IdXsmlvv8ae1bPy_UU2GrMbP8r5sbyOnMiSXaKyljLg9yL/s320/4z0d2gfnhla-jeremy-paige.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Niestety. Stety. Powietrze bywa czyste jak łza i bardziej rześkie niż łyk zimnej wody po szalonych imprezach (których już nie pamiętam). Jest pełne witaminy D, tlenu i tego wszystkiego, po co wychodzi się z domu. Pcham więc z zaangażowaniem wózek z NCz przez mroźne ulice osiedla (albo ślizgam się po chodnikach z ośmiokilogramowym obciążeniem w chuście). Lubię spacery. Lubię spacery. Lubię spacery.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
NCz milczy. Ma minę zarazem obrażoną i przebiegłą. Wiem, co to znaczy. Czeka, aż znajdziemy się nieco dalej od domu, żeby zemścić się za krem i czapkę (a zwłaszcza krępujący ruchy kombinezon) i obwieścić potężnym głosem osiedlu, dzielnicy i światu, że został okrutnie skrzywdzony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest strategiem. Na razie patrzy na mnie chłodno, mrużąc powieki. Udaje, że zasypia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Hurra!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
Również robię przebiegłą minę. Drzemki NCz wyzyskuję do maksimum (jedną ręką gotuję, drugą oglądam seriale, jedną nogą zamiatam kuchnię, drugą relaksuję się w wannie). Jak podobną wielozadaniowość zrealizować na spacerze? Próbowałam kiedyś czytać, pchając wózek, ale okazało się to karkołomne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Patrzę więc na ludzi, na szyldy w oknach sklepów, tablice informacyjne i tak dalej. I wiecie co? Naprawdę cieszę się z tego, że NCz jeszcze nie potrafi czytać. Nie chodzi o to, że napisy, na które natrafiam są niegramatyczne, nie po polsku czy tego rodzaju dyrdymały. One po prostu wyrażają niechęć i strach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Strach przed ludźmi. Straszne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Straszne:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&quot;Zakaz parkowania tyłem do budynku&quot;, &quot;Zakaz grania w piłkę&quot;. Tabliczka wbita w burą, zamarzniętą ziemię, której ani w głowie wystrzelić bujnym kwieciem: &quot;Nie deptać trawnika&quot;, &quot;Szanuj zieleń&quot;. Miłe powitanie klientów, przytwierdzone taśmą klejącą na oknie taksówki: &quot;Proszę nie trzaskać drzwiami&quot;. Zabrania się wstępu nieupoważnionym, informuje się, że teren jest prywatny, obiekt monitorowany, pies groźny, a przejścia nie ma (choć widać, że jest).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedyś moja przyjaciółka zauważyła, że jedyną formą aktywności, która zdaje się być akceptowana w poznańskich parkach jest zbieranie psich odchodów. Bo na dużej tablicy pełnej czerwonych krzyżyków (nie śmiecić, nie pić alkoholu itp.) tylko sprzątanie po pupilu zaznaczono na zielono.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj1zt-519m0Sgp7v8plGgjdC2jGh-E51y0qxxKUkZ-PLEXW80VcpW7TtJ3O-RF3jWdYHPt1ykope4BedXq0Njm103V3eURdg31M0FFEXbyMu5iTxLHrXMKX3HnhMg11cnPhKiWsDJYTqgwS/s1600/no-entry-1244008.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj1zt-519m0Sgp7v8plGgjdC2jGh-E51y0qxxKUkZ-PLEXW80VcpW7TtJ3O-RF3jWdYHPt1ykope4BedXq0Njm103V3eURdg31M0FFEXbyMu5iTxLHrXMKX3HnhMg11cnPhKiWsDJYTqgwS/s320/no-entry-1244008.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
Można też&amp;nbsp;czytać co innego: oto piękna, nowoczesna bryła, dom z wielkimi oknami. Widzę go z daleka. Zbliżając się, wiem już jednak, że nie obejrzę go dokładniej: właściciel postawił wysokie, betonowe ogrodzenie dwa metry od ściany budynku. Po co takie piękne okna, skoro nie można w nich stanąć jak Emma Bovary i melancholijnie spojrzeć w dal?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiem, że motywacje do wysyłania podobnych komunikatów są różne. Chcę wierzyć, że wynikają raczej ze złych doświadczeń niż z uprzedzającej niechęci do innych. Ale ta przestrzeń, w której można poczuć się włamywaczem, zanim przekroczy się tabliczkę &quot;teren prywatny&quot; i złodziejem, zanim przechytrzy się ochroniarza w Rossmanie, jest jakąś smutną metaforą współczesności. Małych enklaw, zamkniętych kręgów, grup i grupek, jednoczonych strachem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NCz śpi i nic jeszcze o tym nie wie. Chciałabym, żeby świat był na niego otwarty. A on otwarty na świat. Myślicie, że to możliwe?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/02/przejscia-nie-ma.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEghonYpGIOS57zYrSY8jvQEkPak9QPPPWoXDobweXVYDtzYqmQuj5ekI6sAoVREEsjlXHNqgYsoyvsF40ZowIOTREbj1o8A_6IdXsmlvv8ae1bPy_UU2GrMbP8r5sbyOnMiSXaKyljLg9yL/s72-c/4z0d2gfnhla-jeremy-paige.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-6379574851911797591</guid><pubDate>Tue, 07 Feb 2017 13:11:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-12T10:43:39.229-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">humaniści</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">lanie wody</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">matura</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">matura z języka polskiego</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">podziały</category><title>O laniu wody na maturze</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Podobno, żeby zdać maturę z języka polskiego, trzeba umieć lać wodę. Maturzyści, z którymi się spotykam, odmawiają sobie tej umiejętności. Spuszczają skromnie oczy. &quot;Ja to jestem konkretny, myślę ściśle&quot;, mówią na przykład (zakładając, że ja nie). A potem te oczy podnoszą - z wiarą, że kto jak kto, ale polonistka, a nawet doktorantka, to wodą potrafi tryskać jak fontanna.&lt;/h3&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhp8XA_jupNbIaIOw75PEC8pnZ0y-VKz6Yj3QfEwsNibOXXSeTHKr3Fm62Rfx863m9l4c2n3X7G4Q2kJAIy0-Z1YOQR5KGo0ImgEIfTqthLSI1WWttC3vE4UDOJzqaW3XTiAJUwc-rTKNEn/s1600/xobout6yewy-elena-saharova.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhp8XA_jupNbIaIOw75PEC8pnZ0y-VKz6Yj3QfEwsNibOXXSeTHKr3Fm62Rfx863m9l4c2n3X7G4Q2kJAIy0-Z1YOQR5KGo0ImgEIfTqthLSI1WWttC3vE4UDOJzqaW3XTiAJUwc-rTKNEn/s320/xobout6yewy-elena-saharova.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nigdy nie wiem, jak na to ufne spojrzenie odpowiedzieć. Jestem speszona, bo tak wyrażona nadzieja kompromituje wszystko, w co wierzę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zasiadam w komisjach egzaminacyjnych, więc trudno powiedzieć mi to z całą pewnością. Ale myślę, że przy wszystkich zastrzeżeniach dotyczących kształtu obecnej matury, liczba słów wymaganych na rozprawce nie wymusza pisania o niczym. W każdym razie - jeśli umiejętność lania wody rzeczywiście decyduje o dobrym wyniku egzaminu maturalnego, świat stał się złym miejscem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Wy to umiecie!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To chyba ma być komplement. Trochę niezdarny. Ukłon świata liczb, sensu i konkretu w stronę wyznawców literatury. Oni, ścisłowcy, mają cel i plan (politechnika, informatyka, będą rozwiązywać prawdziwe problemy i żyć naprawdę). My, humaniści, błądzimy we mgle, obijając się o ściany. Trzeźwiejemy na krótko i nieskutecznie (studia filologiczne, filozofia i takie tam). Żeby nie było, że nas nie doceniają: umiemy ładnie pisać o niczym - i to tak, żeby było dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moi maturzyści uważają, że ten skrótowo zarysowany podział (nie tylko niesprawiedliwy, ale i nieprawdziwy) wyjaśnia podstawową różnicę między ludźmi. Próbując, z konieczności, zbliżyć się do humanistów, podejmują mozolny wysiłek osiągnięcia 250 słów na maturalnej rozprawce, nie wierząc, że ta liczba może wieść ku czemukolwiek wartościowemu. Pisanie bez przekonania faktycznie jest zabójcze dla młodego umysłu. I dla czytającego.&lt;br /&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot;&gt;
Werter miał usposobienie romantyczne. Spędzał czas na romantycznych rozmyślaniach. Nie robił niczego konkretnego. Lubił marzyć. Werter był prawdziwym romantykiem.&lt;/blockquote&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;My też cenimy konkret!&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego licealistom wydaje się, że o to chodzi? Bo sprowadzają wielowątkowość czytanych lektur, wieloaspektowość charakterologiczną bohaterów i ich motywacji do spostrzeżeń prostych jak konstrukcja cepa (dlaczego właściwie cepa?). Bo, na przekór swoim ścisłym planom, rozumieją słowa nieściśle i wyrażają się nieprecyzyjnie - zwykle zbyt ogólnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może to wina kanonu. Ale raczej wina człowieka - zniechęconego ucznia lub znudzonego nauczyciela. Nas wszystkich, którzy mówimy byle co i byle jak. Nas, którym brakuje czasu, żeby zatrzymać się przy człowieku (a co dopiero przy tekście).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjaśnijmy to raz i miejmy z głowy - jeśli się coś ładnie (ściśle, sensownie) pomyśli, to się to ładnie (ściśle, sensownie) napisze. Atutem tekstu jest zwarta i przejrzysta kompozycja. Jasno poprowadzony wywód. Celna, najlepiej oryginalna, przekonująco wyrażona myśl. Nie chcę przynudzać, pisał o tym i Arystoteles i Horacy, i paru innych, a najważniejsze tezy najważniejszych &lt;i&gt;artes poeticae&lt;/i&gt; funkcjonują, spopularyzowane w świecie offline i online. Dlaczego więc maturzyści bywają zdziwieni, że pisanie &amp;gt; 250 słów nie polega na ubieraniu wciąż tych samych, byle jakich myśli w kolejne synonimiczne frazy?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqWozgXfLjlQCinedS3xtBEhi4Y3X3RfHJrHYK8_EUzFGF0HxhYP3j3vKv0cGmI7BIxuS460nAOjzxmD1J5iVZJs24XzTa43K1uSsBrVeHaj2rp1-9md15brZ47R65-XxdQoEsAhhtuxk7/s1600/zlhaxcns6pm-tim-marshall.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqWozgXfLjlQCinedS3xtBEhi4Y3X3RfHJrHYK8_EUzFGF0HxhYP3j3vKv0cGmI7BIxuS460nAOjzxmD1J5iVZJs24XzTa43K1uSsBrVeHaj2rp1-9md15brZ47R65-XxdQoEsAhhtuxk7/s320/zlhaxcns6pm-tim-marshall.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczytajmy to, co trzeba jeszcze raz, wnikliwie, z bliska. Wejdźmy w tekst ostrożnie - jak do nieznanej wody. Ze świadomością, że może być zupełnie inny niż się spodziewamy, ale i z zaufaniem, że poprowadzi nas ku czemuś (albo i Czemuś). I może okaże się, że najbardziej ścisły nawet umysł będzie tą przygodą usatysfakcjonowany. Bo wnikliwość jest wyzwaniem i koniecznością dla każdego myślącego człowieka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naprawdę, drodzy maturzyści. Dla humanistów też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/02/o-laniu-wody-na-maturze-i-nie-tylko.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhp8XA_jupNbIaIOw75PEC8pnZ0y-VKz6Yj3QfEwsNibOXXSeTHKr3Fm62Rfx863m9l4c2n3X7G4Q2kJAIy0-Z1YOQR5KGo0ImgEIfTqthLSI1WWttC3vE4UDOJzqaW3XTiAJUwc-rTKNEn/s72-c/xobout6yewy-elena-saharova.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>7</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-148343291254694628</guid><pubDate>Sun, 05 Feb 2017 10:26:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-11T03:47:44.254-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">bajki dla dzieci</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Jest tam kto?</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">NCz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Zakamarki</category><title>Jest tam kto?</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h3&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-size: medium;&quot;&gt;Całkiem przypadkowo tytułowe pytanie ma walor dwuznaczności (bo dwuznaczność to walor - można pomyśleć o czymś i tak, i tak, a to zawsze dobrze robi myśleniu. Działaniu nie, ale o tym innym razem). Jest pytaniem: 1. o czytelników przeczytywalni (którzy nawet nie zdążyli się nimi stać) i 2. jest tytułem krótkiej książeczki, która niedawno wpadła mi w ręce.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-size: medium;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-size: medium;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
ad 1.) Od pierwszych wpisów minęło dwa i pół roku - to dużo, jeśli miałabym wobec tego bloga jakiekolwiek ambicje. Cztery posty (w tym powitalny) w trzy lata to statystyka, która nie zachęca reklamodawców, sponsorów i tych wszystkich, którzy mieliby zapewnić mi dożywotni dostatek (ale umówmy się, że nie o nich mi chodzi). No dobrze - nie zachęca też czytelników. To jednak nieistotny odcinek czasu - jeśli zgodzimy się, że najważniejsze, żeby nie porzucać śmiałych projektów na zawsze i bez pożegnania. Jestem niesystematyczna. Jestem niekonsekwentna. Ale wróciłam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjLf_Wc8vgHA21MVT3okrxANtBP2HGUsUW5ZBtdcvxaAhHF5VuArWbRrolNueZXGI-dViiOEaXLPRu7m-x6SYnLCb_4G1sdJ-5DGq_gYWcHDaiHspJk6vX49Vl6wnRwziMRW3gkcii9jftX/s1600/h-40pu5qr8a-david-marcu.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;212&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjLf_Wc8vgHA21MVT3okrxANtBP2HGUsUW5ZBtdcvxaAhHF5VuArWbRrolNueZXGI-dViiOEaXLPRu7m-x6SYnLCb_4G1sdJ-5DGq_gYWcHDaiHspJk6vX49Vl6wnRwziMRW3gkcii9jftX/s320/h-40pu5qr8a-david-marcu.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
(wróciłaaaam!)&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
ad 2.) Ponieważ w minionym roku wzięłam udział w facebookowym wydarzeniu-zobowiązaniu i potwierdziłam przeczytanie 52 książek, grudzień upłynął mi na gorączkowych uzupełnieniach listy lektur. Co się na niej znalazło, szczegółowo opowiem już wkrótce. Dziś krótko o książce, która zamknęła plan czytelniczy na rok 2016.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhF13-RFE2IFUHm9ZN8PqwVfavCPMFQEIh3RfTUjCASNR1FUj2o8EJ-GzmowwiXRbVRWbCm-aFsGiMRC1Gc0oK81GzIifhpx8aV6sVdDYpckuEaEFicUatCKwb5nfroP-R1ptS3JvT7sm7O/s1600/main_5_55.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhF13-RFE2IFUHm9ZN8PqwVfavCPMFQEIh3RfTUjCASNR1FUj2o8EJ-GzmowwiXRbVRWbCm-aFsGiMRC1Gc0oK81GzIifhpx8aV6sVdDYpckuEaEFicUatCKwb5nfroP-R1ptS3JvT7sm7O/s320/main_5_55.jpg&quot; width=&quot;222&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&lt;i&gt;Jest tam kto?&lt;/i&gt; podarowały mi koleżanki z seminarium, znawczynie literatury dziecięcej, znakomite filolożki, których rekomendacja jest niczym innym jak nakazem lektury. Właściwie nie mi - książkę otrzymał mój synek, znany wcześniej wyłącznie jako pożeracz kciuka (PK) i laktacyjny terrorysta (LT). Dzięki &lt;i&gt;Jest tam kto?&lt;/i&gt; stał się również najmłodszym czytelnikiem (NCz). Jego oko błysnęło nowym blaskiem. Jego bezrefleksyjne zwykle spojrzenie nabrało głębi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Książeczkę przeczytaliśmy wspólnie w rekordowym tempie dwóch minut i piętnastu sekund (skąd to wiem?), po których to ja powróciłam do swoich obowiązków, a NCz rozpoczął samodzielne delektowanie się lekturą i wnikliwe jej smakowanie (obejmujące głównie oblizywanie okładki). Choć ma zaledwie pięć miesięcy, docenia piękne wydanie, głębię i intensywność barw na obrazkach. Tyle z recepcji NCz. Myślę, że wkrótce zajmie stanowisko, z którym łatwiej będzie można dyskutować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A moje odczucia? Cóż, zachwyt. Dawno nie czytałam książki o tak przejrzystej formie. NCz miał oczywiście i jak zwykle rację, kontynuując lekturę po zamknięciu ostatniej strony. &lt;i&gt;Jest tam kto?&lt;/i&gt; nie wystarczy przeczytać raz. Książka, oparta na pomysłowym i zaskakującym koncepcie, przekracza oczekiwania wobec literatury dziecięcej (które, przyznam, rysowały mi się dotąd dość mgliście). Angażuje różne zmysły, prowokuje do pukania, do stukania, a przede wszystkim - do dopowiadania! Imituje prawdziwe odwiedziny, pozwala zaglądać do różnych pokojów i oglądać rozmaite codzienne aktywności bohaterów, co jakoś zgadza się z bliską mi teorią czytania jako poznawania innego.&lt;br /&gt;
Tekstu jest niewiele. To dobrze, NCz mógłby się niecierpliwić Ale, jak przypomniałam w ostatnim wpisie (który z pewnością pamiętacie), czytanie obrazu czasami jest ważniejsze niż cokolwiek innego. A &lt;i&gt;Jest tam kto?&lt;/i&gt; można czytać przez obraz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więc fajnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polecam!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.zakamarki.pl/index.php/jest-tam-kto.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.zakamarki.pl/index.php/jest-tam-kto.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;http://www.zakamarki.pl/index.php/jest-tam-kto.html&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2017/02/jest-tam-kto.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjLf_Wc8vgHA21MVT3okrxANtBP2HGUsUW5ZBtdcvxaAhHF5VuArWbRrolNueZXGI-dViiOEaXLPRu7m-x6SYnLCb_4G1sdJ-5DGq_gYWcHDaiHspJk6vX49Vl6wnRwziMRW3gkcii9jftX/s72-c/h-40pu5qr8a-david-marcu.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-697959957463936798</guid><pubDate>Sat, 26 Jul 2014 17:59:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-10T23:32:04.334-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">bajki dla dzieci</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">czarownica</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Marián Čapka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">viera janusowa</category><title>O tym, czy analfabeci czytają gorzej</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Kiedy byłam mała, najbardziej na świecie, poza mamą i siwowłosą lalką Kasią z zezowatym okiem, lubiłam książki z obrazkami. W domowej biblioteczce znajdowałam&amp;nbsp;świetne wydania &lt;i&gt;Ptasiego radia&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Lokomotywy &lt;/i&gt;Tuwima&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;z ilustracjami Szancera, a także bardzo już wiekowe egzemplarze bajek &quot;po przejściach&quot;,&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;poznaczonych flamastrami i poobrywanych&lt;/b&gt;&lt;b&gt;,&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;takich jak&lt;i&gt; Pan kotek był chory&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Jachowicza albo Fredry, &lt;i&gt;Małpa w kąpieli&lt;/i&gt;.&lt;/b&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
A więc na początku było... no nic z tego, nie słowo. Na początku był obraz. Różnej jakości. Jakości najzupełniej mi obojętnej. W dodatku nie zawsze rozumiany. Bywało, że dopiero po długim czasie w czymś pokracznym, co bez reszty angażowało wyobraźnię, doszukiwałam się kształtów bohaterów. W tej genialnej epoce bezkrytycznej chłonności, bezwstydnej łapczywości, im dziwniejsze widziało się postaci, im bardziej obraz jawił się jako złożony i wielowątkowy, tym większa była radość odbioru - większe skupienie i satysfakcja. Pamiętam, że podobały mi się drobiazgi dostrzegane tylko po dłuższym czasie, rozpatrywane z różnych perspektyw, te starannie &quot;dociekane&quot;, wypatrzone tylko dla siebie podczas osobistej lektury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Byłam pewna, że wystarczyło przyjrzeć się wystarczająco uważnie, by w ilustracjach dostrzec to, czego brakowało w&amp;nbsp;historiach&amp;nbsp;czytanych przez dorosłych. Konkretyzacja dokonywała się w najbardziej uczciwy do wyobrażenia sposób - z życzliwym zaufaniem do obrazu. To rysunek był bardziej wiarygodny, z niego czerpało się pewne informacje, a jeśli informacje te były sprzeczne z wersją opowiadaną, najczęściej z nią wygrywały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jednym z obrazów, które zrobiły na mnie największe wrażenie, jest preze&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;ntowany poniżej, pochodzący&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;z niepozornego zbioru&amp;nbsp;&lt;i&gt;Bajek na dobranoc&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Viery Janusowej, a dokonany z godnym podziwu rozmachem ręką &lt;span style=&quot;background-color: white; line-height: 18.200000762939453px;&quot;&gt;Mariána&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;background-color: white; line-height: 18.200000762939453px;&quot;&gt;Čapki&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;background-color: white; font-weight: bold; line-height: 18.200000762939453px;&quot;&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;background-color: white; font-weight: bold; line-height: 18.200000762939453px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKG9vYnjnLFWDxM3akm3mHnJij6PBZVkuE337fsMxEmvknd8BpCFAGRn_FfYwemXGLiEFATpUJ8vl9y0n5-U601QeEWw1RwdslOX6CZDLGoVhiDjrJvfJNRnJq68qCajpUE0qkmghSD0XC/s1600/czarownica.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;360&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKG9vYnjnLFWDxM3akm3mHnJij6PBZVkuE337fsMxEmvknd8BpCFAGRn_FfYwemXGLiEFATpUJ8vl9y0n5-U601QeEWw1RwdslOX6CZDLGoVhiDjrJvfJNRnJq68qCajpUE0qkmghSD0XC/s1600/czarownica.png&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;margin-bottom: 0cm; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;V.
Janusowa, &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;O Janku
Drewniaczku&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;, [w:]
&lt;i&gt;eadem&lt;/i&gt;, &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;Bajki na
dobranoc&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;, ilustrował
M. Capka, Warszawa 1990, s. 43.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;O czarownicy z obrazka wiedziałam chyba wszystko - policzyłam palce u jej rąk i nóg (zawiedziona, że wszystko się zgadza), a także nieliczne zęby w zdekompletowanym uśmiechu i kępki włosów. Oszacowałam stosunek długości paznokci do długości palców.&lt;/span&gt;&amp;nbsp;Odnotowałam, że odrażająca kostucha rusza się żwawo, a na pochwyconego chłopca patrzy z tajemniczą, pożądliwą radością. Zadawałam sobie mnóstwo pytań o jego losy, z właściwym dziecku chłodnym okrucieństwem rozważając perspektywy spalenia w piecu lub ugotowania w rosole.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wiem, że ilustracja ma podtekst mizoginiczny, ale cóż zrobić - utrwaliła mi się w pamięci jako archetyp, obraz &quot;święty i czysty jak pierwsze kochanie&quot;, ujmujący zgrozę i wstręt z genialną precyzją, z dokładnością odpowiadającą moim wyobrażeniom - z dokładnością STWARZAJĄCĄ moje wyobrażenie. Książki oglądałam do znudzenia. Wciąż te same. Do dziś znam na pamięć wiele rysunków; potrafię je przywołać przed oczy jak dawnych znajomych. To jedna z umiejętności, które bezinteresownie cieszą i napawają jakimś szczególnym rodzajem dumy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po genialnej epoce była epoka ciemna. Szkoła. Lektury. Najpierw nieufnie sprawdzało się, czy wypożyczona z biblioteki, oprawiona w coś szarego, książka ma ilustracje. Czasami były, ale z roku na rok zdarzało się to coraz rzadziej. Okazywało się, że duże dzieci nie potrzebują obrazów, że mogą narysować je w zeszycie lektur. Byle jak, ołówkiem, dwoma kredkami, wypisującym się mazakiem. Kontakt z obrazem stawał się coraz rzadszy, coraz bardziej przypadkowy i w końcu się urwał jak cienka nitka. I tak trwał dramatycznie przerwany, aż do epoki jako takiej świadomości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bardzo nie lubię tonu postulatu, ale chyba się o niego pokuszę - niech w genialnej epoce, póki czas, dzieci czytają i niech czytają samodzielnie. Tak, te niepiśmienne, które wkładają wszystko do ust. Bo one czytają obrazy wnikliwiej niż Błoński Sępa-Szarzyńskiego, zachłanniej niż młody Werter &lt;i&gt;Pieśni Osjana&lt;/i&gt;, bardziej świadomie niż feministki Judith Butler. Pozwólcie! Zachęcajcie! Niech jak najwięcej się dowiedzą, póki ten wyobrażeniowy zasób historii, nieoczywistych, zajmujących, bezpruderyjnych, zastąpi zabójcza fraza o Ali, która ma kota.&lt;br /&gt;
.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; font-weight: bold; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2014/07/o-tym-czy-analfabeci-czytaja-gorzej.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKG9vYnjnLFWDxM3akm3mHnJij6PBZVkuE337fsMxEmvknd8BpCFAGRn_FfYwemXGLiEFATpUJ8vl9y0n5-U601QeEWw1RwdslOX6CZDLGoVhiDjrJvfJNRnJq68qCajpUE0qkmghSD0XC/s72-c/czarownica.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1190987384997073366.post-3363264827635362399</guid><pubDate>Wed, 16 Jul 2014 12:52:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-11T11:46:25.641-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Joanna Bator</category><title>O mądrościach pisanych sobie a muzom i o smutnej Bator</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h3&gt;
&lt;b&gt;Bardzo surowo i bez pobłażliwości oceniałam pomysły&amp;nbsp;na dzisiejszy wpis. Miał być zgodny z &quot;&lt;i&gt;credo&lt;/i&gt;&quot; z pierwszego postu. Wnikliwy i sensowny. Analizowałam swoje kompetencje, intencje, lekturowe sympatie. Badałam je pod lupą. Dlaczego?&lt;/b&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Bo miało być coś mądrego, od czego człowiekowi piszącemu robi się lepiej (a tym, którzy czytają, robi się oczywiście gorzej, a czasem całkiem niedobrze). Odparłam jednak tę pokusę świetności i zdecydowałam się spróbować sprawiać więcej przyjemności czytającym, a mniej sobie. I całkiem nieoczekiwanie ta myśl wydała mi się wartą podzielenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Może w pisaniu to właśnie jest najważniejsze - żeby mówić sobie fajne rzeczy, nowe, nieoczekiwane, wzbogacające albo tylko najprościej przyjemne? Żeby pisać tak, aby było lepiej: lepiej odbiorcy. A nadawcy... też lepiej, ale żeby nie była to przyjemność ekshibicjonistyczna albo masochistyczna, albo w ogóle jakaś ponura, zła i dewiacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;A teraz Bator&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ponieważ nie czytałam ostatnio niczego świetnego, niczego, co by mnie porwało i uniosło na wyżyny lekturowego raju, opowiem wam coś o Joannie Bator i jej powieści&amp;nbsp;&lt;i&gt;Ciemno, prawie noc. &lt;/i&gt;Krytyka doceniła, krytyka przyznała jedną z najważniejszych nagród literackich w kraju, a ja jakoś tak nie mogę się przekonać. Jasne, wciągająca intryga z wątkiem kryminalnym, jasne, nastrój wyjątkowo ciemny, tajemniczy, jasne, super język, swoboda (mały minusik tutaj za powtarzalność: kiedy pierwszy raz przeczyta się o czyimś &quot;litanijnym tonie&quot; czy &quot;litanijnym westchnieniu&quot; przy opowieści spoza tematów religijnych, to jest pomysłowe. Kiedy taki zabieg się powtórzy, zaczyna już razić. No ale to błahostka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za co jeszcze pochwalimy? Za epicki rozmach, za umiejętność połączenia wątków w spójną całość, za garść przenikliwych spostrzeżeń z poziomu życia społecznego, za tę odrobinkę metafizyki, osnuwającą historię mgłą zbawiennych! niedopowiedzeń. Bardzo dobry wątek kociar i kotojadów - pomysłowy, zaskakujący.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Humor też był - bez niego naprawdę byłaby już ciemna noc, bez żadnego &quot;prawie&quot; i po lekturze nie zostawałoby nic, tylko się powiesić. Bo świat jest jednak zły, patologie tuż za rogiem, pedofile za każdym krzakiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEif5C0nVZWEeL-OXuKxYh6TbR2dhvvG1ldqm6PUWqbXBYGjDiI0AzOZy_Jd_Tt7Qy6jSl7oZydZifj-mYM8kexMGx24NEsAsdnYHCRe0XzSEpMEfV6Ew9p0ax3mzLZaCt_BPKLF6Q-_uSq4/s1600/tumblr_n6rz5eNBG51st5lhmo1_1280.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;223&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEif5C0nVZWEeL-OXuKxYh6TbR2dhvvG1ldqm6PUWqbXBYGjDiI0AzOZy_Jd_Tt7Qy6jSl7oZydZifj-mYM8kexMGx24NEsAsdnYHCRe0XzSEpMEfV6Ew9p0ax3mzLZaCt_BPKLF6Q-_uSq4/s1600/tumblr_n6rz5eNBG51st5lhmo1_1280.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
Mój największy problem z Bator jest taki: to już było! Było bardzo dużo z tego, co proponuje nam autorka, a my mamy prawo powiedzieć: dość! Dość bohaterek w średnim wieku, niepogodzonych z &quot;krajem lat dziecinnych&quot;, wracających do niego po sukcesach w wielkim mieście (taka bohaterka niby ma wszystko, ale nie ma nic, bo brakuje jej miłości; jest trochę chłodna, trochę skrzywdzona, do tego obowiązkowo odważna, pozornie silna). Typ pani, o której mowa, pojawia się, zauważam z przykrością, w literaturze nie najwyższych lotów. Lotów średnich. Lotów niskich. U Bator to bardzo razi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Alicja z &lt;i&gt;Ciemno, prawie noc&lt;/i&gt;&amp;nbsp;przegrała z kretesem w momencie, w którym zdecydowała się na &quot;oczyszczający&quot; seks z mężczyzną, o którym było wiadomo od początku, że się z nią prześpi. Była przewidywalna i, również tu nie ma niespodzianek, mocno kontrastowała z wałbrzyską społecznością (obowiązkowo zacofaną, bezmyślną, ślepo poddaną biegowi spraw; społecznością, wśród której kolorowym ptakiem była jedynie transseksualna bibliotekarka, co jest w jakiś sposób trywialne). To zresztą główne źródło scenek humorystycznych - starcie samoświadomej bohaterki z mieszkańcami miasta, którzy nie panują nad swoją prokreacją, robią zakupy w Realu, mają żółte pięty i zerowy wpływ na swój los. Nawet śmierć zdarza im się przypadkowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Raziły mnie nawiązania do religijnych i politycznych podziałów społeczeństwa, bo były toporne i niemal dosłowne (akcja z oszustem Jerzym Łabędziem jak afera wokół krzyża smoleńskiego), i wyrażały wprost to, co autorka myśli o polskim katolicyzmie (a myśli tak, jak myślą jej czytelnicy, czyli to nic nowego).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przerwę może w tym momencie, bo się rozpędzam, a moje zdanie o Bator nie jest ślepo krytyczne. Rozgoryczenie wynika z rozczarowania świetną pisarką. Byłoby lepiej, gdyby tworzyła mniej pod publiczkę. Wtedy opowieść nie czerpałaby ze schematów pełnymi garściami. Naprawdę, trochę zbyt śmiało i łapczywie.&lt;/div&gt;
</description><link>http://przeczytywalnia.blogspot.com/2014/07/o-madrosciach-pisanych-sobie-muzom-i-o.html</link><author>noreply@blogger.com (Agata)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEif5C0nVZWEeL-OXuKxYh6TbR2dhvvG1ldqm6PUWqbXBYGjDiI0AzOZy_Jd_Tt7Qy6jSl7oZydZifj-mYM8kexMGx24NEsAsdnYHCRe0XzSEpMEfV6Ew9p0ax3mzLZaCt_BPKLF6Q-_uSq4/s72-c/tumblr_n6rz5eNBG51st5lhmo1_1280.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item></channel></rss>