<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711</atom:id><lastBuildDate>Fri, 02 Mar 2012 20:15:35 +0000</lastBuildDate><category>zupy</category><title>Puść tego kota</title><description>Blog właściwie, mniej więcej i przypadkiem kulinarny. W większości. Przepisy publikowane tutaj są sprawdzone, często wielokrotnie, acz biorąc pod uwagę iż jestem kuchennym samoukiem nie do końca muszą być zgodne z kanonem sztuki. Nie jestem też pewien czy taki kanon istnieje.</description><link>http://pusctegokota.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Szafirowy)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>29</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/PuscTegoKota" /><feedburner:info uri="pusctegokota" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-886288052737566352</guid><pubDate>Fri, 02 Mar 2012 20:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-03-02T20:15:29.258Z</atom:updated><title>Interludium, czyli pijane krewetki</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-LK64nSRwxM0/T1EqPmbGdYI/AAAAAAAAFAg/w7yMD_t6sbw/s1600/file.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-LK64nSRwxM0/T1EqPmbGdYI/AAAAAAAAFAg/w7yMD_t6sbw/s320/file.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;

Tym razem nie tyle hindusko, co bardziej improwizownie. Ostatnio weszło to w stały jadłospis i zdarza się co najmniej raz w tygodniu. Co też o tyle miłe, że do gotowania potrzebne jest wino. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potrzeba stosunkowo niewiele:
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;małe stado krewetek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;pół czerwonej cebuli&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;dwa ząbki czosnku&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;oliwa&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;sól&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;pieprz&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;chili&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;zioła prowansalskie&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;butelkę białego wina&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;br /&gt;
Na rozgrzanej oliwie podsmażamy posiekaną cebulę i czosnek. Po zeszkleniu wrzucamy krewetki (najlepiej surowe*, acz ograbione z pancerza) i dolewamy tak ze 100-150 ml wina. Zadajemy soli, pieprzu i chilli. Dusimy pod przykryciem przez jakieś 15 min, pod koniec dodając zioła prowansalskie. Jako że gotowanie właściwie skończone zajmujemy się butelką wina. Ach... należy pamiętać o podaniu jedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*często sprzedawane są gotowane. Poznać po kolorze - surowe są sino-przeźroczyste, gotowane czerwienieją.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-886288052737566352?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/yq6t0DSQTDY" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/yq6t0DSQTDY/interludium-czyli-pijane-krewetki.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-LK64nSRwxM0/T1EqPmbGdYI/AAAAAAAAFAg/w7yMD_t6sbw/s72-c/file.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2012/03/interludium-czyli-pijane-krewetki.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-1812387904620434467</guid><pubDate>Sun, 05 Feb 2012 12:01:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-02-05T12:01:48.542Z</atom:updated><title>Jak zgwałcić kapustę.</title><description>Można po prostu, acz po krótkim przeglądzie sieci szarlotki i arbuzy wydają się bardziej popularne. Dlatego sugerowałbym gwałt kulturowy i osadzenie kapusty w roli z którą będzie się czuła przynajmniej pogwałcona. Jest to jednocześnie kontynuacja przepisów południowoindyskich. Do tego potrzebne nam:
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;rdzennie Polska kapusta (ćwierć kilograma) - posiekać&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;kokos (1 kubek świeżo startego-ha-ha* albo 0,75 kubka wiórek namoczonych przez 10 minut w wodzie**)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;papryczka chilli - posiekać&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;jedna średnia cebula - pożonglować i posiekać&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;0,5 łyżeczki sproszkowanej kurkumy - nie siekać&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;0,5 łyżeczki kminu rzymskiego - też nie siekać, acz można odrobinę rozbić w moździerzu. Byle nie artyleryjskim&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;sól&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt; 
Posiekaną kapustę spryskujemy wodą (tak ćwierć kupka) i dusimy pod przykryciem parę minut. Pięć do ośmiu, żeby lekko zmiękła. Dodajemy pozostałe składniki. Mieszamy. Dusimy kolejne parę minut.

Wariacje w miejsce kapusty:&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;ziemniaki, marchew, burak - dodajemy więcej wody, tak pół kubka i dusimy póki nie wsiąkną całej wody&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;okra, bakłażan, cukinia - nie dodajemy wody, przykrawamy na dwie-trzy minuty i dusimy, potem zdejmujemy przykrywkę i dusimy kolejne cztery-siedem minut &lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;

*raz że dostanie u nas kokosa i ścieranie go to trochę przerost formy nad treścią, druga rzecz iż oglądałem w Indiach jak wygląda proces ścierania kokosa i narzędzia do tego używane. Wtedy spokojnie postanowiłem że nigdy, przenigdy nie będę nawet rozważał tej opcji. Z drugiej strony fascynuje mnie wizja Nigelli Lawson która zaparta o oprzyrządowanie będące skrzyżowaniem kosy z kowadłem z uporem i w szlafroku ściera kokos. Ale to takie tam moje małe dygresje...
** odsączamy tylko na durszlaku, bądź sitku. Nie wyciskamy wody, wewnętrzna wilgoć jest potrzebna&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-1812387904620434467?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/9cpGAYE7n6o" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/9cpGAYE7n6o/jak-zgwacic-kapuste.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2012/02/jak-zgwacic-kapuste.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-9010921555939985685</guid><pubDate>Mon, 30 Jan 2012 17:02:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-30T17:02:37.163Z</atom:updated><title>Ryba z kury</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-QkFySY3ytp0/TybNKB2G2iI/AAAAAAAAEVI/x3WN9J_d--I/s1600/800px-Murraya_koenigii_leaves_-_curry_leaves.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-QkFySY3ytp0/TybNKB2G2iI/AAAAAAAAEVI/x3WN9J_d--I/s320/800px-Murraya_koenigii_leaves_-_curry_leaves.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;

Kury to bardzo popularna rzecz w Indiach, tak wśród wege jak i nie-wege. Wersja wege polega na ustawieniu kury w doniczce i czekaniu aż puści liście. Korzystamy wtedy tylko z liści resztę kury puszczając wolno. Inaczej sprawa ma się z rybami, bo tych akurat nie da się ustawić w doniczce inaczej niż łebkiem w dół, a to im generalnie szkodzi. Zatem obecnie wersja niewegetariańska:
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;500g ryby bądż krewetek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;świeży imbir, kawałek wielkości kciuka średnio dorodnego mężczyzny&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;3-4 szalotki&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;6-7 ząbków czosnku&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;liście kury, 10-12 szt&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;

Posiekać imbir, zgnieść i posiekać szalotki i czosnek.  Na patelni rozgrzać olej roślinny (ok. 4 łyżki), na średnim ogniu. Na to wrzucamy wzmiankowane liście kury i łyżeczkę nasion czarnej gorczycy. Czekamy aż zaczną pękać. Wtedy dorzucamy imbir, szalotki i czosnek. Smażymy.

Masala:&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;0,5 łyżeczki kurkumy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;0,5 łyżeczki zmielonej kozieradki&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;4 łyżeczki chilli* (można zmieszać pół na pół ze zwykłą papryką)&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;

Do powyższych przypraw dolewamy pół szklanki wody i mieszamy na pastę. Wrzucamy na patelnię gdzie smażymy resztę rzeczy i podsmażamy. Przyprawy powinny zmienić kolor.

Około 4-5 łyżeczek pasty z tamaryndowca rozrabiamy w gorącej wodzie i odstawiamy na 10 minut. Warto to zrobić trochę wcześniej. Dodajemy na patelnię wraz z łyżeczką soli. Jeżeli robimy ryby dodajemy szklankę wody, bądź połowę jeżeli robimy krewetki. Dodajemy rybę bądź krewetki. delikatnie mieszamy. Rybę dusimy** pod przykryciem 20-25 minut, krewetki 10-15 minut. Ważne żeby ryby podczas duszenia nie mieszać bo się zupełnie rozkłada. Można za to lekko potrząsać garnkiem.


*ponoć najlepsze jest z Kaszmiru
**jak zawsze - konopnym sznurem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-9010921555939985685?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/bVQvXhSpdrM" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/bVQvXhSpdrM/ryba-z-kury.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-QkFySY3ytp0/TybNKB2G2iI/AAAAAAAAEVI/x3WN9J_d--I/s72-c/800px-Murraya_koenigii_leaves_-_curry_leaves.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2012/01/ryba-z-kury.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-529000518612046467</guid><pubDate>Fri, 23 Dec 2011 08:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:52:22.457Z</atom:updated><title>Za dalą dal.</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-BN2fpQCVCJ8/Tx3khDA4-6I/AAAAAAAAETc/Cs-reR0AF1o/s1600/800px-Ab_food_15.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-BN2fpQCVCJ8/Tx3khDA4-6I/AAAAAAAAETc/Cs-reR0AF1o/s320/800px-Ab_food_15.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Co kraj, to obyczaj. U nas tzw. staple food jest pszenica i trochę kartofle. Podstawowy składnik diety. Z resztą jedzie na tym większość Europy. Azja to zwykle ryż, kawałki ameryk z kolei kukurydza. Afryka to cassava. Indie z kolei to taka perełka, bo tam podstawą jest soczewica i bliżsi i dalsi krewni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I robią z nią takie rzeczy, że na pewno wyje w orgaźmie na swój cichy, roślinny sposób. Zatem, przepis na daal, czyli najbardziej popularne i podstawowe danie hinduskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skład:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;kubek czerwonej soczewicy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;2,5 kubka wody&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;0,5 łyżeczki kurkumy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;1,0 łyżeczki oleju (najlepiej palmowego, ale słonecznikowy też się nada, podobnie jak oliwa)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;1 średnia cebula&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;2 pomidory&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;Gotujemy na wolnym ogniu przez 20-25 minut, bez przykrycia. W międzyczasie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Masala - na patelnie wrzucamy i smażymy bez tłuszczu:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;3 łyżeczki oleju&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;1 łyżeczkę nasion czarnej gorczycy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;6-7 ząbków czosnku&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;4-5 posiekanych szalotek&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;Smażymy masale krótko. Jak gotowe rozrabiamy z wodą na pastę 1-1,5 łyżeczki kurkumy i 0,5-1 łyżeczkę chili. Dodajemy. Podciągamy ogień ile fabryka dała na 10s (zmieni lekko kolor) i wyłączamy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wrzucamy masalę do ugotowanej soczewicy, solimy i gotujemy przez 5 minut. Gotowe. Można dodać mokrego kota, albo kolendry, ale nie jest to wymagane. Większość znajomych hindusów po podaniu daal w tej postaci, stwierdziła że jak u mamy. Z czego dumny byłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do typowego południowo-hinduskiego dania potrzebujemy jeszcze thoram i curry, ale o tym przy kolejnej okazji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-529000518612046467?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/o-yquzLELWE" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/o-yquzLELWE/za-dala-dal.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-BN2fpQCVCJ8/Tx3khDA4-6I/AAAAAAAAETc/Cs-reR0AF1o/s72-c/800px-Ab_food_15.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2011/12/za-dala-dal.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-2547194845634469195</guid><pubDate>Sun, 04 Dec 2011 18:28:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:54:55.477Z</atom:updated><title>Słowem wstępu do Indii</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Dv8ceBIkgnk/Tx3k_Zv6nJI/AAAAAAAAETo/wLYk507G9x0/s1600/800px-Fennel_seed.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-Dv8ceBIkgnk/Tx3k_Zv6nJI/AAAAAAAAETo/wLYk507G9x0/s320/800px-Fennel_seed.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Będzie krótka seria przepisów kuchni indyjskiej. Biorąc pod uwagę iż Promienny rzucił kiedyś, że jest pod wrażeniem i jak u mamy to są dość sprawdzone. Nim jednak damy się do przepisów właściwych trzeba będzie przygotować pewną mieszankę przypraw - Garam Masala.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście każdy region ma własną, acz poniższa ma pewną zaletę - jest prosta i nie zawiera kminu rzymskiego więc można ją potem modyfikować pod inne regiony. Pochodzi z Kerali, czyli południa. Na północy jest bogatsza i pełna zła, gdyż jak nauczyli mnie Hindusi z południa - Hindusi z północy to samo zło. Nie wiem, co na to sami zainteresowani.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatem - do rzeczy.&lt;ul&gt;&lt;li&gt;kubek połamanych lasek cynamonu&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;pół kubka goździków&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;pół kubka nasion fenkułu (koper włoski)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;5-8 nasion zielonego kardamonu (czarny to kardamon dziki, słabszy i podlejszy)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;łyżka czarnego pieprzu&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;Mielmy w młynku do kawy. Przechowujemy w słoiku, zachowuje świeżość 2-3 lata. Młynek z przypraw oczyścimy mieląc w nim ryż, dzięki temu kawa nie będzie trącić pieprzem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-2547194845634469195?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/2aKqIkr9AU4" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/2aKqIkr9AU4/sowem-wstepu-do-indii.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-Dv8ceBIkgnk/Tx3k_Zv6nJI/AAAAAAAAETo/wLYk507G9x0/s72-c/800px-Fennel_seed.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2011/12/sowem-wstepu-do-indii.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-7689361276041576380</guid><pubDate>Tue, 22 Nov 2011 07:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-02-04T15:47:20.984Z</atom:updated><title>Witamy w piekle. Poliż to.</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-e9jZ8Skr50U/TpsfLn1bPYI/AAAAAAAAC7Y/rCvpSmnn-T8/s1600/293678_10150331737521434_649846433_8748544_1992081157_n.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-e9jZ8Skr50U/TpsfLn1bPYI/AAAAAAAAC7Y/rCvpSmnn-T8/s200/293678_10150331737521434_649846433_8748544_1992081157_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tak przynajmniej można reklamować tą zupę. Składniki:&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;50g toor dal (zielony groch tropikalny) - mozna zastapic zóltym grochem*&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;700g pomidorów&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;1 lyzeczka czarnego pieprzu&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;2 lyzeczki kminu rzymskiego&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;2 suszone papryczki chilli&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;1 zabek czosnku&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;1 lyzeczka czarnej gorczycy (zólta sie nie nadaje)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;8 lisktów kury**&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;0,5 lyzeczki kukrkumy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;1 lyzczeka pasty z tamaryndowca&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;kolendra&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;sól&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;olej&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
Dobrze wypłukać groch, wrzucić do garnka i zalać wodą. Doprowadzić do wrzenia i gotować na wolnym ogniu 20 minut. Odsączyć i odłożyć na bok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie zmiksować pomidory w blenderze. Odłożyć na bok. W ogóle w tej kuchni dużo się odkłada na bok. Trzeba pamiętać, żeby nie pogubić, bo potem się przydają.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na małej patelni prażymy (bez tłuszczu!) pieprz, kmin i chilli przez ok. minutę. Potem ugniatamy w moździeżu z czosnkiem. To co właśnie zrobiliśmy to jest masala. Tego też jest w tej kuchni pełno, acz wyjdzie w kolejnych przepisach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozgrzewamy łyżkę oleju w garnku i wrzucamy gorczycę plus liście kury. W momencie kiedy gorczyca zacznie strzelać zalewamy pomidorami. Uwaga - lubi pryskać, z tendencją do bardzo. Dodać kurkumę i zagotować. Dolać 850 ml wody, wrzucić groch, masalę i pastę z tamaryndowca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gotować na wolnym ogniu przez ok. 20 minut. Odcedzić, podawać przybrane świeżą kolendrą***. Nie konsultować z lekarzem, bo zabroni, mimo że jest świetne na przeziębienia. Myślę, że czyści też srebra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* wciąż staram się połapać we wszystkich strączkowych z Indii. Ogólny przewodnik tutaj: http://www.foodsubs.com/Lentils.html&lt;br /&gt;
** kurę liściastą produkuje się następująco - kurczaka wsadzamy łapkami w doniczkę i czekamy aż wypuści liście. Alternatywnie można kupić liście curry.&lt;br /&gt;
*** tak, wiem że to smakuje mokrym kotem, acz w tej zupie trudno wyczuć bo wypala kubki smakowe, a nawet jak czuć to całkiem pasuje&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-7689361276041576380?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/UDW6ycIcm-c" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/UDW6ycIcm-c/witamy-w-piekle-prosimy-polizac-prog.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-e9jZ8Skr50U/TpsfLn1bPYI/AAAAAAAAC7Y/rCvpSmnn-T8/s72-c/293678_10150331737521434_649846433_8748544_1992081157_n.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2011/11/witamy-w-piekle-prosimy-polizac-prog.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-270405120774715334</guid><pubDate>Sat, 12 Nov 2011 23:07:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:49:49.603Z</atom:updated><title>Domowo</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-y22WWQamLhQ/Tr6L3KOPIqI/AAAAAAAAECQ/yapmxUGhmsk/s1600/kapusta-mloda-glowka__401.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-y22WWQamLhQ/Tr6L3KOPIqI/AAAAAAAAECQ/yapmxUGhmsk/s200/kapusta-mloda-glowka__401.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Czasami tak napada człowieka tęsknota za czymś domowym. Stąd dzisiaj improwizowany kapuśniak. Na dalszą wycieczkę po właściwe składniki nie miałem chęci, więc trochę pokombinowałem i jest całkiem zacny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;półtorej główki kapusty (małych, pokrojonych)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;300g świni w kostkach (pokrojonej, znaczy się)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;200g wędzonego bekonu&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;woda&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;sos sojowy - ze cztery łyżki&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;chili - łyżeczka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;pieprz - sporo&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;kmin rzymski - łyżeczka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;sól - do smaku&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;liść laurowy - jeden&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;masło - łyżka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;ocet balsamiczny - ze cztery łyżki&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;wino - ćwierć lampki&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Wrzucamy wszystko do garnka i gotujemy do miękkości. Tak świni, jak i kapusty. Na koniec robimy zasmażkę z oliwy i mąki i wrzucamy. Na sam koniec dodajemy wino. Wyszło całkiem zacnie, są świadkowie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-270405120774715334?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/pEDFhQUtEmM" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/pEDFhQUtEmM/domowo.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-y22WWQamLhQ/Tr6L3KOPIqI/AAAAAAAAECQ/yapmxUGhmsk/s72-c/kapusta-mloda-glowka__401.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2011/11/domowo.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-702979815258197021</guid><pubDate>Sat, 08 Oct 2011 22:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:41:58.902Z</atom:updated><title>Pomidorowa inaczej</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-toiF5FXMbHw/TpBe24bo1NI/AAAAAAAAC7Q/xWKLbXsBsgo/s1600/Quinoa.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-toiF5FXMbHw/TpBe24bo1NI/AAAAAAAAC7Q/xWKLbXsBsgo/s200/Quinoa.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dzisiaj powstał chleb z siemieniem lnianym*, acz o tym innym razem. W tej chwili rzepis na zupę pomidorową nieco inaczej. Mam nadzieję, że będzie smakować. Jeżeli nie, to nadaje się też do czyszczenia sreber bądź uboju chwastów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Składniki:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;sześć pomidorów&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;20 szt. pomidorów koktajlowych&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;dwie sztuki czosnku askalońskiego (szalotka, znaczy się)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;trzy ząbki czosnku&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;dwie papryki&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;chili&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;pieprz cayenne&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;oliwa zaprawiana chili&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;pieprz&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;sól&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;bazylia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;kwaśna śmietana&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;szczypta cukru&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;przecier pomidorowy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;bulion / kostka rosołowa&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;Produkujemy bulion albo wrzucamy ze dwie kostki rosołowe do gara z wodą. W tym drugim przypadku - mamy wyrzuty sumienia. Sześć pomidorów parzymy, obieramy ze skórki i po wykrojeniu gniazd nasiennych wrzucamy do wody. Dwie papryki kroimy w kostkę i dorzucamy do pomidorów. Ząbki czosnku siekamy w plasterki i dorzucamy do całości. Dodajemy dwie łychy przecieru pomidorowego. Gotujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy wszystko już zmięknie - załatwiamy malakserem na papkę. Dorzucamy chilli, pieprz cayenne i pieprz czarny, solimy. Jeżeli mało ostro - dorzucamy więcej chili. A potem jeszcze trochę. Jeżeli kot rzucony na powierzchnie lewituje ze strachu - jest ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W osobnej miseczce dwie czubate łychy śmietany rozprowadzamy z wywarem, mieszamy i dolewamy do garnka. Od tego momentu nie doprowadzamy już zupy do wrzenia, bo będzie wyglądać brzydko. Dorzucamy szczyptę cukru i odrobinę oliwy chili. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobno na patelni smażymy pokrojoną w plastry szalotkę**. Tak na intensywnym ogniu żeby się z zewnątrz zeszkliła a w środku była soczysta. Przed podaniem zupy wrzucamy do niej wyżej wzmiankowaną i pomidory koktajlowe pokrojone w połówki. Ozdabiamy posiekanym liściem bazylii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ach, myślę że będzie dobra z ryżem, acz najfajniej wychodzi podana komosą ryżową (znaną też jako quinoa bądź ryż peruwiański; zdjęcie powyżej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* nigdy mi nie wychodzi, mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.&lt;br /&gt;
** szalotki się generalnie nie smaży, a szczególnie nie smaży powoli bo robi się gorzka. I takiej to nawet kot nie ruszy&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-702979815258197021?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/wNB5H688ghs" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/wNB5H688ghs/o-gotowaniu-jeszcze-raz-pomidorowa.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/-toiF5FXMbHw/TpBe24bo1NI/AAAAAAAAC7Q/xWKLbXsBsgo/s72-c/Quinoa.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2012/01/o-gotowaniu-jeszcze-raz-pomidorowa.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-5558932724167607857</guid><pubDate>Thu, 29 Sep 2011 06:01:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-25T21:03:17.517Z</atom:updated><title>O gotowaniu inaczej v.1.0.1</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-EvI8RzIPzYY/ToOY11i4TvI/AAAAAAAACMs/WIznI_4Fu4o/s1600/6137112965_bbb11b2edd.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-EvI8RzIPzYY/ToOY11i4TvI/AAAAAAAACMs/WIznI_4Fu4o/s200/6137112965_bbb11b2edd.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Bez zbędnych komentarzy, przepis autorstwa Dzika:&lt;br /&gt;
&lt;font face="courier new"&gt;&lt;br /&gt;
Private Sub Zupa_Kalafiorowa()&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
dim cebula as warzywo&lt;br /&gt;
dim ziemniak as warzywo&lt;br /&gt;
dim kalafior as warzywo&lt;br /&gt;
dim czosnek as warzywo&lt;br /&gt;
dim chrzan as przyprawa&lt;br /&gt;
dim smietana as przyprawa&lt;br /&gt;
dim kostka_rosolowa as przyprawa&lt;br /&gt;
dim oliwa as olej&lt;br /&gt;
dim garnek as sprzet&lt;br /&gt;
dim blender as sprzet&lt;br /&gt;
dim mleko as plyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Noz.kroic(cebula)&lt;br /&gt;
Kuchenka.wlaczyc()&lt;br /&gt;
Kuchenka.sprzet(garnek)&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(oliwa)&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(cebula)&lt;br /&gt;
Noz.kroic(ziemniak)&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(ziemniak)&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(czosnek)&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(kalafior)&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(mleko) // bez opakowania&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(kostka_rosolowa)&lt;br /&gt;
Kuchenka.gotowac()&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
If Kalafior.twardosc = 0&lt;br /&gt;
then kuchenka.stop() &lt;br /&gt;
else&lt;br /&gt;
kuchenka.gotowac()&lt;br /&gt;
end;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(chrzan)&lt;br /&gt;
Blender.miksowac(garnek)&lt;br /&gt;
Garnek.wrzucic(smietana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
End sub;&lt;br /&gt;
&lt;/font&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-5558932724167607857?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/6x4go17sfOg" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/6x4go17sfOg/o-gotowaniu-inaczej.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-EvI8RzIPzYY/ToOY11i4TvI/AAAAAAAACMs/WIznI_4Fu4o/s72-c/6137112965_bbb11b2edd.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2011/09/o-gotowaniu-inaczej.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-6909603617301066217</guid><pubDate>Sun, 18 Sep 2011 18:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:34:52.181Z</atom:updated><title>Proste ciasteczka.</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-My0rMim8xNY/TnXKu-PwpWI/AAAAAAAACMM/XZw_vLQUmLQ/s1600/camera%2B-%2BAnne%252CDevine%252CDirt1.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-My0rMim8xNY/TnXKu-PwpWI/AAAAAAAACMM/XZw_vLQUmLQ/s200/camera%2B-%2BAnne%252CDevine%252CDirt1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tych ponoć nie da się zepsuć. Zajmują też z dwadzieścia minut pracy, zakładając że w sprawę nie wpląta się jakiś kot. Całkiem prezentacyjne też są. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skład:&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;trzy szklanki mąki&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;szklanka brązowego cukru&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;łyżeczka soli&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;ćwierć kilo masła&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;dwie łyżeczki sody oczyszczonej (ciekawe co robi nieoczyszczona...)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;trzy łyżeczki wanilii (mam taką w tubce, można substytuować cukrem waniliowym / aromatem, ale prawdziwa jest lepsza)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;dwa jajka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;paczka M&amp;M's&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;Do michy robota kuchennego wrzucamy składniki sypkie. Można do zwykłej michy, jeżeli planujemy zabawę ręcznie. W rondelku roztapiamy masło (ew. kuchence mikrofalowej), przelewamy w chłodną miskę żeby szybko straciło temperaturę. Do chłodnego wbijamy jajka i dodajemy wanilię. Miksujemy. Zmiksowane wlewamy do pierwszej miski i całość wyrabiamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łyżką nakładamy na blachę wyłożoną papierem (zwykle celuję w owalny kształt dociskając ręcznie ciasto do łyżki). Na każde kładziemy jeden M&amp;M's literką M na dół. Pozostawienie literki M na górze może spowodować zagładę wszechświata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Smacznego :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-6909603617301066217?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/ZQ7HwJPX480" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/ZQ7HwJPX480/proste-ciasteczka.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-My0rMim8xNY/TnXKu-PwpWI/AAAAAAAACMM/XZw_vLQUmLQ/s72-c/camera%2B-%2BAnne%252CDevine%252CDirt1.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2011/09/proste-ciasteczka.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-4663704914369750298</guid><pubDate>Sun, 04 Sep 2011 03:19:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:37:22.515Z</atom:updated><title>Ciasteczka do klękania narodów.</title><description>Czasami mamy ochotę podbić jakiś naród. Są takie dni. Mam tak dzisiaj. Ewentualnie wróciłbym do Krakowa. Cóż, nieważne. W takiej sytuacji pomóc mogą ciasteczka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaimprowizowałem je w sumie, choć bazując na wcześniejszych doświadczeniach. Jeszcze jedna rzecz - bardzo rzadko korzystam z gotowych półproduktów, ale ciasto francuskie robiłem tylko raz i więcej nie mam ochoty. Dlatego kupiłem gotowe. Całość przepisu tutaj.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostałe składniki to: 400g orzechów laskowych, 100g prażonych migdałów, 200g orzechów włoskich, pluszowy bóbr, dwa jajka, sześć suszonych daktyli, pół kostki masła, cztery łyżeczki brązowego cukru, pół tabliczki białej czekolady, tabliczka gorzkiej czekolady, łyżeczka ekstraktu z wanilii (można zastąpić saszetką cukru waniliowego). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie składniki przepuszczamy przez maszynkę do mielenia i wyrabiamy potem na gładką masę. Jedynie bobra nie przepuszczamy, bo strasznie się bestia wkręca w śrubę i potem trudno maszynkę wyczyścić. Uwaga - korzystałem z maszynki elektrycznej. Ręczną też się pewnie da, ale może być to niezła przygoda i lepsze od wizyty na siłowni*. Wbijamy jajka** i mieszamy na gładką masę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
300g czereśni drylujemy i rozcinamy na połówki. Można to zrobić na raz. Wiem, nie wspominałem wcześniej o czereśniach. Niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz tak - gotowe ciasto tniemy na prostokąty, takie jak pod pierogi. Na każdy prostokąt pakujemy łyżeczkę masy, dwie połówki czereśni, kolejną łyżeczkę masy. Zamykamy tak jak pierogi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pieczemy do pól godziny w 200C. Słabej jakości ilustracja poglądowa poniżej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-72qm1wzjJWo/TmJ9qtxq4EI/AAAAAAAACL8/4cGCev5SmlQ/s1600/300077_10150283419936434_649846433_8458039_4688138_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-72qm1wzjJWo/TmJ9qtxq4EI/AAAAAAAACL8/4cGCev5SmlQ/s200/300077_10150283419936434_649846433_8458039_4688138_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
*przypomina mi to jak kiedyś postanowiłem zrobić sos migdałowy i nie miałem jak zmielić migdałów. Przetarłem je przez sito. Chyba najbardziej frustrujący wieczór w życiu.&lt;br /&gt;
** nie mielimy ich, szczególnie nie mielimy skorupek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Oblałem je jeszcze w lekko czekoladą. Najlepsza rzecz jaką w życiu upiekłem. Orgaaaazm.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-4663704914369750298?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/miT9ATeXPoA" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/miT9ATeXPoA/ciasteczka-do-klekania-narodow.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-72qm1wzjJWo/TmJ9qtxq4EI/AAAAAAAACL8/4cGCev5SmlQ/s72-c/300077_10150283419936434_649846433_8458039_4688138_n.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2012/01/ciasteczka-do-klekania-narodow.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-3639279515278776261</guid><pubDate>Tue, 19 Apr 2011 02:54:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:34:12.245Z</atom:updated><title>Flapjack, czyli wtapianie się w tłum</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-KQ7w1IM6gq8/Tx3gXi51GhI/AAAAAAAAETQ/EraHozTjxmA/s1600/800px-Flag_of_the_United_Kingdom.svg.png" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="160" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-KQ7w1IM6gq8/Tx3gXi51GhI/AAAAAAAAETQ/EraHozTjxmA/s320/800px-Flag_of_the_United_Kingdom.svg.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Kiedyś postanowiłem trochę wtopić się w tłum i poudawać Brytyjczyka. Z tej okazji zabrałem się za tradycyjne i nietrudne ciasto - flapjacka. Niestety okazało się, że flapjack jest tak brytyjski jak Sir Arthur Conan Doyle. Skądby jednak nie pochodził jest miły i łatwy w przygotowaniu i Brytyjczykom podchodzi bardzo. Zatem - Flapjack Morelowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Składniki:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;szkot - 1 szt.&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;tanie płatki owsiane - 125 g&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;drogie płatki owsiane - 125 g&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;masło solone - 150 g&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;koza - 1 szt.&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;nisko-słodzony dżem morelowy - 100g&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;cukier - 75 g&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;morele suszone - sztuk kilka&lt;/ul&gt;O płatkach owsianych - drogie są zwykle w całości, z wyraźnie wyróżnialnymi poszczególnymi płatkami, tanie są pokruszone, niewyraźne i mają sporo owsianego pyły. Potrzebne są oba rodzaje. Z braku droższych można skorzystać tylko z pokruszonych, acz nie na odwrót.  O maśle - powinno być solone. Takie najczęściej produkuje się w Hiszpanii i na wyspach, acz można zawsze odrobinę posolić zwykłe.  Przygotowanie. Szkota ogłuszamy kozą i zdzieramy kilt. Przyobrawszy się w kilt wrzucamy w michę masło, dżem i cukier. Wrzucamy na parę minut w kuchenkę mikrofalową (albo na piec) i zagrzewamy póki się nie rozpłynie. W międzyczasie siekamy morele.  Płyn mieszamy, wrzucamy płatki i morele, mieszamy drewnianą łychą. pieczemy przez 25-35 minut w temperaturze:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;175C żeby uzyskać wersję wilgotną i lekko ciągliwą&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;200C żeby uzyskać wersję chrupiącą&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
W międzyczasie wpychamy sobie kozę pod ramię i dmiemy w nią wydobywając godne dźwięki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-3639279515278776261?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/E6reSy4J07Q" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/E6reSy4J07Q/flapjack-czyli-wtapianie-sie-w-tum.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-KQ7w1IM6gq8/Tx3gXi51GhI/AAAAAAAAETQ/EraHozTjxmA/s72-c/800px-Flag_of_the_United_Kingdom.svg.png" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2011/04/flapjack-czyli-wtapianie-sie-w-tum.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-8439648915168999093</guid><pubDate>Sun, 30 Jan 2011 19:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:21:51.878Z</atom:updated><title>O niedzielach</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-i52wdYNK-jM/Tx3dbLPEJxI/AAAAAAAAES4/uM9DGpo-jgw/s1600/450px-Egg.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-i52wdYNK-jM/Tx3dbLPEJxI/AAAAAAAAES4/uM9DGpo-jgw/s320/450px-Egg.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Z ulubionych zagrań ostatnich tygodni - omlet na ostro. Rzecz stosunkowo prosta, umiarkowanie szyba i dość trudna do zepsucia. A przy tym na pewno pobudzająca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły:&lt;br /&gt;
cztery jajka&lt;br /&gt;
papryczka chili&lt;br /&gt;
pół cebuli&lt;br /&gt;
niezbyt wyrośnięty pomidor&lt;br /&gt;
sól, pieprz&lt;br /&gt;
proszek do pieczenia&lt;br /&gt;
mleko/jogurt&lt;br /&gt;
szczypiorek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomidor parzymy, obdzieramy ze skóry, gołymi rękami wyrywamy okolice komór nasiennych*, szatkujemy i smażymy w towarzystwie poszatkowanej połówki cebuli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Siekamy papryczkę. Ważne by pod żadnym pozorem nie potrzeć oka, czy też nie pójść za potrzebą. Ból trudny do zniesienia. Paluszki po siekaniu pocieramy o zlew czy inna stalową powierzchnię, która zgodnie z mądrościami ludowymi wysyśnie kapsycynę bez śladu. Na patelnie bestię. Sól i pieprz też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaka wbijamy do miski i roztrzepujemy z odrobiną soli, łyżką jogurtu albo dwoma łyżkami mleka i odrobiną (pół łyżeczki) proszku do pieczenia. Będzie puchaty i miły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tuż przed wlaniem jaj na patelnię zarzucamy szczypiorek i wszystko razem smażymy. Po drodze trzeba bestię przewrócić na drugą stronę, co osiągamy przy pomocy łopatki. Jeżeli się nie udało, to następne co możemy starać się osiągnąć to spokój ducha (bez pomocy łopatki) i omlet Frankensteina, który smakuje całkiem podobnie, ale wygląda jakby mniej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najczęsciej podrzucam na stół pokrojony we ćwiartki i ułożony na tostach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*inaczej omlet będzie bardzo mokry, chyba że mamy czas lekko pomidorka odparować. Ja rano niestety nigdy nie mam czasu. Ani cierpliwości. Czy też innych cnót które budzą się zwykle zszargane pod wieczór.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-8439648915168999093?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/X-AAWrMgzkg" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/X-AAWrMgzkg/o-niedzielach.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-i52wdYNK-jM/Tx3dbLPEJxI/AAAAAAAAES4/uM9DGpo-jgw/s72-c/450px-Egg.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2011/01/o-niedzielach.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-2313506477958025824</guid><pubDate>Mon, 17 Jan 2011 04:14:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:25:28.505Z</atom:updated><title>Przez żołądek do serca, bez użycia noża.</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QkcWTJkDgsk/Tx3eLzzeaOI/AAAAAAAAETE/pYFMEH8gcWE/s1600/661px-Red_Apple.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="290" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-QkcWTJkDgsk/Tx3eLzzeaOI/AAAAAAAAETE/pYFMEH8gcWE/s320/661px-Red_Apple.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Czasem szczególnie podczas akcji "przez żołądek do serca" (nawet jeżeli bliżej przez przestrzenie  międzyżebrowe) warto sięgnąć do podstaw. Na ten przykład naleśniki z  jabłkami. Jako dziecko uwielbiałem, jeszcze nim spaskudziłem się oliwkami, fetą i reszta kapitalistycznej dekadencji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatem - ciasto podle standardu: szklanka wody, szklanka mleka, ćwierć kilo mąki (jakieś 1.5 szklanki), 2 jajka, szczypta soli i pół łyżeczki proszku do pieczenia. W michę, wyrabiamy. Jeżeli zrobią się grudki, to można rzecz przetrzeć z furią przez sito. Może to i kant, ale działa jeżeli nie ma miksera pod ręką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadzienie - jabłka, cukier i cynamon. Z bonusów, można łyżkę miodu i odrobinę kardamonu. Jabłka trzemy na grubej tarce (bądź też tarle, choć ponoć jest własnością ryb). Zarzucamy dwie łych na gotowego naleśnika, zwijamy w rulonik czy inny kształt falliczny i serwujemy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warto mieć pod ręką Indianina, dla którego jest to zupełna egzotyka - potem będzie leżał i fuczał, a my spokojnie możemy zabrać się za kurze, jak każda porządna hałsfrał. Czy już w ogóle wspominałem, iż podejrzewam się o bycie lesbijką*?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* w tym miejscu warto się uciec do techniki siania złośliwostkami którą musieli wynaleźć Brytyjczycy. Zaczynamy od "nie urażając nikogo". Znaczy się, że zaraz kogoś urazimy. Niezłe jest też "z całym należnym szacunkiem", które oznacza, że pojedziemy sobie bez zważania na cześć i godność. Praktyczne. Otóż serio: nie urażając nikogo, a odwołując się do stereotypu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-2313506477958025824?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/Ihecs9rhwhQ" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/Ihecs9rhwhQ/przez-zoadek-do-serca-bez-uzycia-noza.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-QkcWTJkDgsk/Tx3eLzzeaOI/AAAAAAAAETE/pYFMEH8gcWE/s72-c/661px-Red_Apple.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2012/01/przez-zoadek-do-serca-bez-uzycia-noza.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-4678096444742820</guid><pubDate>Mon, 06 Dec 2010 04:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:08:23.463Z</atom:updated><title>Niemal pierogi prawie ruskie</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PmNLHi4pmgA/Tx3aLmGW6FI/AAAAAAAAESs/1K6daW3rCaI/s1600/800px-Pierogi_frying.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="214" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-PmNLHi4pmgA/Tx3aLmGW6FI/AAAAAAAAESs/1K6daW3rCaI/s320/800px-Pierogi_frying.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Czyli jak w jednym akcie zrobić pierogi ruskie nie będąc przy tym w Polsce.Osoby dramatu:&lt;br /&gt;
- Obcokrajowiec (nieważony)&lt;br /&gt;
- Kotydż cziz, cottage cheese, czy inna twarogopodobna bryja (60 dag)&lt;br /&gt;
- Ser feta (10 dag)&lt;br /&gt;
- 2 średnie cebule&lt;br /&gt;
- kartofle*&lt;br /&gt;
- 1 ząbek czosnku&lt;br /&gt;
- pieprz, sól&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dramat właściwy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Przekonujemy obcokrajowca żeby oddał nam we władanie własną kuchnię, najlepiej odsyłamy go w okolice pokoju dziennego by siedział i ładnie sobie wyglądał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Kartofle gotujemy, tradycyjnie i bez większych udziwnień. Otwieramy kotydżcziz i patrzymy nań z pogardą. Wygarniamy niechętnie do michy, dorzucamy rozgniecioną widelcem fetę i bez szczególnej czułości mieszamy aż uzyskamy mało atrakcyjną papkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Niepokoimy obcokrajowca, np. napadając bezecnie i znienacka mokrymi łapkami. Bezecnie jest ważniejsze niż znienacka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Ugotowane kartofle rozgniatamy i z bólem serca mieszamy z &lt;i&gt;serową&lt;/i&gt; bryją. Obcokrajowiec zaniepokojony srogim spojrzeniem kręci się i spogląda z zainteresowaniem na potencjalny farsz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cebule siekamy, kroimy, szklimy na maśle, wzdychamy i wrzucamy w farsz. Wraz z zacną ilością pieprzu, odrobiną soli i rozgniecionym czosnkiem mieszamy z prawie-farszem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Obcokrajowiec spogląda z wersalki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. &lt;a href="http://szafirowy.blogspot.com/2009/12/pierogi-tak-te-pierogi.html"&gt;Wyrabiamy ciasto (80 dag mąki, szklanka wody, 2 jajka***)&lt;/a&gt;, wałkujemy i kleimy kolejne paskudy. Obcokrajowiec umęczony uprzednio zasypia na wersalce. Posypujemy mąką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Pierogi gotujemy, potem smażymy (albo i nie), podajemy. Grande finale - konsumpcja!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Obcokrajowiec fuczy napchany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* nie mylić z ziemniakami&lt;br /&gt;
** te które kupiłem były niebieskie. Nie wiem dlaczego i po co, ale były. Wolałem nie pytać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-4678096444742820?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/9ky4BH1t8_Y" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/9ky4BH1t8_Y/niemal-pierogi-prawie-ruskie.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-PmNLHi4pmgA/Tx3aLmGW6FI/AAAAAAAAESs/1K6daW3rCaI/s72-c/800px-Pierogi_frying.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/12/niemal-pierogi-prawie-ruskie.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-5099439611671745288</guid><pubDate>Tue, 05 Oct 2010 20:59:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:04:39.741Z</atom:updated><title>Śnieżka, wo wohnst tu, czyli Zbigniew był w Arabii i prawie zjadł pilaw</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-QNKK21YHP9Y/Tx3YT0oUPXI/AAAAAAAAESU/pwpcdhPceDU/s1600/600px-Biohazard.svg.png" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="280" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-QNKK21YHP9Y/Tx3YT0oUPXI/AAAAAAAAESU/pwpcdhPceDU/s320/600px-Biohazard.svg.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Niemal lata się do tego zbierałem, ale trzeba wreszcie podsumować luźną wariację na temat pilawu, którą często rzucałem na stół. Akurat okazja się nadarzyła, jako że uprowadzono mnie ciemną nocą (a na pewno przed południem) i pod bronią* przymuszano do katorżniczej pracy przy kuchni. No bo człowiek polizany psem zrobi przecież wszystko, a już szczególnie pilaw. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowem wstępu - rzecz jest raczej luźną inspiracją i nawiązaniem, niż faktycznym pilawem, ale smakuje dobrze i trudniej dorobić się przypalonego garnka/patelni niż w oryginale. Jest za to dużo bardziej pracochłonny. Ze trzy godziny zejdzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak do każdego dania kuchni rdzennie arabskiej &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Halal"&gt;niezbędna jest wieprzowina&lt;/a&gt;, dzisiejsza nazywała się Zbigniew. Jeżeli chcemy rzecz zrobić bliższą oryginału - uderzamy w jagnięcinę. Niestety drogie to u nas i trudno dostępne, a Zbigniewa łatwo i tanio się da. Np. zbigniewi karczek nada się świetnie. Przeto - skład:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;1kg Zbigniewa, który świnią był&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;3 duże główki cebuli czosnkowej&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;3-4 ząbki czosnku&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;2-3 szt. marchwi&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;3-4 papryki (najlepiej różnokolorowe)&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;dwa dorodne, żwawe pomidory&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;słoik czarnych oliwek&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;2.5 szklanki ryżu&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;słonecznik&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;sezam&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;ser żółty&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;przyprawy - minimum to:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;kolendra&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;kmin rzymski (można substytuować kminkiem)&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;papryka słodka&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;papryka ostra&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;pieprz czarny&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;sól&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;/ul&gt;Lecim zatem, warto w wolne popołudnie, bo i roboty dużo i zmywania zacnie. Zbigniewa w kosteczkę i na gorący olej, wraz z cebulą posiekaną w piórka i utartą marchwią. Całość posypujemy rozbitą w moździerzu* kolendrą (więcej) i kminem (mniej), pieprzem, solą i papryką ostrą**. Smażymy do skutku, skutek zwykle ma miejsce po około pół godzinie, chyba że Zbigniew był przechodzoną bestią, wtedy dłużej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paprykę w połowy piórek, pomidory parzymy i w kawałki, do tego oliwki w ćwiartkach. Dusimy, wbrew pozorom nie konopnym sznurem, a w garnku, wraz z solą i pieprzem, póki pomidory nie zanikną, a papryka nie zmięknie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ryż gotujemy, najlepiej z kurkumą - ładnie wtedy wygląda. Kurkumy nie było na liście bo jest nieobowiązkowa. Na osobnej patelni, cały czas mieszając smażymy słonecznik i sezam***. Kiedy zrobi się złoty zrzucamy z ognia gdzieś osobno, acz najlepiej nie na podłogę. Kiedy ryż jest już gotowy, wrzucamy go w michę, mieszamy z nasionami i słodką papryką. Nie mieszamy zbyt dokładnie, bo ładniej wygląda jak przyprawy nie są równomiernie rozprowadzone a smaku to za bardzo nie zmienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bierzemy żaroodporne naczynie, układamy na dnie cienką warstwę ryżu, na to wyrzucamy Zbigniewa. Warzywka odławiamy cedzakową łyżką i na Zbigniewa, co z kolei przykrywamy pozostałą nam większą ilością ryżu. Wstawiamy do piekarnika na jakieś max. 20 min, 180C. Po 20 minutach wyciągamy, posypujemy zacną ilością żółtego sera**** i wrzucamy póki się nie stopi. Podawać z sosem czosnkowym i np. tadżycką surówką z marchwi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czym się różni od oryginału... podstawowy pilaw robi się w jednym naczyniu, z dala od wszelkich świń, bo z banana, tfu... barana, a z warzyw występuje tam jedno marchew i cebula. Zwykle wrzucałem też dużo, dużo innych przypraw, ale to jest wersja podstawowa i bez kombinacji. Jeżeli ktoś jakieś lubi, to można wrzucić. Danie jest na tyle egzotyczne, że możemy się upierać iż to zgodne z przepisem, a nikt się nie połapie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* biologiczną! To był Labrador!&lt;br /&gt;
** jak uczy doświadczenie - można ją rozbijać wałkiem do ciasta w ceramicznej miseczce&lt;br /&gt;
*** można też migdały w słupkach, ale je lepiej praży się w piekarniku, czym nie chciałem komplikować i tak pracochłonnego przepisu.&lt;br /&gt;
**** zupełnie odrywając się tym od kuchni arabskiej i biegnąc w nieznanym kierunku. Nic to, uważam że bez żółtego sera nie da się zapiekać i nie ma sensu nawet rozgrzewać piekarnika&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-5099439611671745288?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/el4afh2RM4c" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/el4afh2RM4c/sniezka-wo-wohnst-tu-czyli-zbigniew-by.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-QNKK21YHP9Y/Tx3YT0oUPXI/AAAAAAAAESU/pwpcdhPceDU/s72-c/600px-Biohazard.svg.png" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2012/01/sniezka-wo-wohnst-tu-czyli-zbigniew-by.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-1051904475505176771</guid><pubDate>Fri, 09 Jul 2010 21:01:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:03:06.625Z</atom:updated><title>Nielekki sos czosnkowy</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-i9wmOb3jxx0/Tx3ZBOgy8TI/AAAAAAAAESg/izREfUJoa9k/s1600/Warzywa_czosnek002.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-i9wmOb3jxx0/Tx3ZBOgy8TI/AAAAAAAAESg/izREfUJoa9k/s320/Warzywa_czosnek002.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Potrzebujemy na dobrą sprawę trzy rzeczy. Wiem, że może to zaskakiwać, ale... czosnek! Tak jest, nie mniej nie wiecej a czosnek. Poza tym majonez, najlepiej taki prosty z dolnej półki. Droższe mają trochę za mocny smak. I śmietana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak widzimy jest to przepis z cyklu dietetycznych - po konsumpcji człowiek ma dziwną chęć zobaczenia się z dietetykiem. Majonez i śmietane łączymy w proporcjach 1:1, czosnek przegniatamy przez praskę, czy cuś co by była miazga. Tak ze cztery ząbki na puchę śmietany. Możemy dorzucić trochę pieprzu, czy czegoś. Mieszamy, na parę godzin do lodówki i gotowe. Potem przeglądamy kalendarz i upewniamy się, że nie będziemy się z nikim z bliska witać przez kolejne dwa dni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-1051904475505176771?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/C3NwDFFSsSA" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/C3NwDFFSsSA/nielekki-sos-czosnkowy.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/-i9wmOb3jxx0/Tx3ZBOgy8TI/AAAAAAAAESg/izREfUJoa9k/s72-c/Warzywa_czosnek002.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/07/nielekki-sos-czosnkowy.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-574721402487472486</guid><pubDate>Sun, 13 Jun 2010 17:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-02-10T20:58:53.233Z</atom:updated><title>Jak wydoić skowronka, czyli ptasie mleczko</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-_rE8RObKu_w/Tx3VlLz3-GI/AAAAAAAAESI/EWRQFnez-WM/s1600/714px-Nuremburg_lark%2528checquer%2529.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="269" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-_rE8RObKu_w/Tx3VlLz3-GI/AAAAAAAAESI/EWRQFnez-WM/s320/714px-Nuremburg_lark%2528checquer%2529.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;OK, z gotowania to zaplanowałem sobie wrzucić jeden przepis. Przepis wymaga użycia biszkoptu, na który nie podam składników z jednej prostej przyczyny: nie umiem. Mamy rodzinnie genetyczna blokadę na biszkopty, co przekłada się na dwa naprzemiennie występujące podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rodzicielka moja próbowała setki razy i nigdy jej nie wyszło, niezależnie od stosowanej magii. Abuela z kolei oficjalnie nie spróbowała nigdy, choć czasami nad ranem dało się wyczuć w mieszkaniu aromat pieczenia, a ziemia a ogródku dziwnie poruszona była... Nigdy nie wiedzieliśmy, czy to akwizytor, czy kolejny biszkopt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mniejsza z tym, potrzebujemy biszkopt, proszę sobie jakiś upolować. Teraz clue przepisu: ptasie mleczko. Teraz musimy wydoić jakiegoś pta... Pardonne, poniosło mię, ciocia by się cieszyła.&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;Skład:
&lt;li&gt;mleko skondensowane&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;galaretka&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;owoce (mrożone bądź świeże)&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;Sprawa jest prosta, zwykle robię 2-3 warstwy. I tak, rozrabiamy galaretkę z połową wody i czekamy aż lekko stężeje. Jak już będzie trochę przytrzymana to brakującą wodę uzupełniamy mlekiem i ubijamy aż będzie puszyste, mechate i w ogóle frywolne.

Kiedy mamy już ptasie mleczko wrzucamy owoce w miskę i zalewamy. Hyc w lodówkę. Jak chcemy kolejną warstwę to po stężeniu bieżącej warstwy powtarzamy krok pierwszy.
&lt;ul&gt;Z ulubionych wersji:
&lt;li&gt;Najpierw w miskę wrzucamy kawałki świeżej pomarańczy, bądź mandarynki i zalewamy wrzącą galaretką. Czekamy aż stężeje.&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;Teraz warstwa ptasiego mleczka z galaretką truskawkową, do środka mrożone owoce leśne.&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;Jak stężeje wyciągamy z miski* na namoczony wcześniej biszkopt i podajemy.&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;* OK. Tego kroku nie opanowałem. Wyrwanie zassanego deseru z miski jest całą przygodą. Najlepszą metodą jaką opanowałem to wrzucenie na chwile michy do gorącej wody, ale zawsze trzymam ja tam za długo i kończę z pewną ilością deseru w stanie rozchlapanym i lekko lejnym. Większość jednak przetrzymuje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-574721402487472486?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/CDCQcig-f_Q" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/CDCQcig-f_Q/jak-wydoic-skowronka.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-_rE8RObKu_w/Tx3VlLz3-GI/AAAAAAAAESI/EWRQFnez-WM/s72-c/714px-Nuremburg_lark%2528checquer%2529.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/06/jak-wydoic-skowronka.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-578849926052177315</guid><pubDate>Sun, 30 May 2010 15:49:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T21:35:30.172Z</atom:updated><title>Pesto z mokrego kota</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-tWb_g6qP-IA/Tx3Sgtq7HFI/AAAAAAAAERw/n5Z1LbQYkqo/s1600/800px-A_scene_of_Coriander_leaves.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-tWb_g6qP-IA/Tx3Sgtq7HFI/AAAAAAAAERw/n5Z1LbQYkqo/s320/800px-A_scene_of_Coriander_leaves.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie znoszę kolendry. Szczerze - pierwsze skojarzenia smakowe mam z mokrym kotem. Albo namydlonym karaluchem. Głupio jednak się tak upierać - w sumie jak byłem młody i gł... nie tak mądry, to oliwki też mi nie podchodziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście jakaś dobra dusza podrzuciła mi przepis na pesto z mokrego kota, które podane wczoraj wyszło bardzo ładnie. &lt;br /&gt;
Składniki:&lt;br /&gt;
mokry kot&lt;br /&gt;
pół filiżanki blanszowanych migdałów&lt;br /&gt;
trzy filiżanki liści i co młodszych łodyżek kolendry (tak ze 2-3 doniczki z zielem w sklepie)&lt;br /&gt;
pół filiżanki oliwy&lt;br /&gt;
dwa ząbki czosnku&lt;br /&gt;
2/3 filiżanki startego sera z owcy. Najlepiej żeby był dość wytrawny&lt;br /&gt;
Rozgrzewamy piekarnik do ok. 180C. Zdecydowanym ruchem nie wkładamy do niego kota. Wrzucamy za to migdały na blachę i trzymamy w środku aż bestie zbrązowieją.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kot powinien zacząć lekko schnąć, acz wciąż może być lekko nieufny. Czochramy go lekko, żeby się oswoił. Ignorujemy próby odgryzienia nam dłoni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wrzucamy migdały do malaksera razem z kolendrą i czosnkiem. Mielimy wstępnie. Potem oliwy i mielimy na gładko - oliwy tyle, żeby konsystencja odpowiadała pesto które możemy zobaczyć w sklepie. Dorzucamy do tego ser i mielimy jeszcze sekundę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kot przestraszony hałasem pewnie gdzieś się chowa. Znaleźć - jeżeli wysechł - zwilżyć. Teraz porównujemy smak - jeżeli pesto trąci mokrym kotem, to coś poszło nie tak i zaczynamy od nowa. Jeżeli smakuje niepodobnie - dobra robota! Można podawać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-578849926052177315?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/STg7Kz69Sgo" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/STg7Kz69Sgo/pesto-z-mokrego-kota.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-tWb_g6qP-IA/Tx3Sgtq7HFI/AAAAAAAAERw/n5Z1LbQYkqo/s72-c/800px-A_scene_of_Coriander_leaves.JPG" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/05/pesto-z-mokrego-kota.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-7709402978856884008</guid><pubDate>Sat, 08 May 2010 01:49:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-29T13:39:18.145Z</atom:updated><title>Frasuskha supa sebulowa</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-uOz4onjrmvI/Tx3UqUsgrLI/AAAAAAAAER8/qOi9y2OnhJs/s1600/321px-Red_Wine_Glas.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="171" src="http://1.bp.blogspot.com/-uOz4onjrmvI/Tx3UqUsgrLI/AAAAAAAAER8/qOi9y2OnhJs/s320/321px-Red_Wine_Glas.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Miałem w rodzinie ciotkę, szacowną i (w pewien sposób) poważaną niewiastę. Żyła ona wedle bardzo ścisłych zasad - tak na przykład pilnowała zawsze, by dobrze się prowadzić. Niestety sprawa trochę rozchodziła się w szczegółach, a ciotka jako oddana entuzjastka ciężkiej motoryzacji prowadziła się niczym wysokiej klasy be-ema - lekko, łatwo i przyjemnie, wpadając tylko czasem w lekki poślizg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od niej też pochodzi kilka przepisów oraz odpowiednie podejście do gotowania. Przepis, dostępny tutaj, nie jest jej autorstwa, acz utrzymany w  odpowiednim duchu. Mes cheurs - "Frasuskha supa sebulowa". &lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;Składniki
&lt;li&gt;butelka bądź dwie wina, jedno białe i wytrawne&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;6 dużych cebul - po dwie czosnkowe, czerwone i zwykłe&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;trochę masła&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;łyżka mąki&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;drób jakiś&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;włoszczyzna&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;przyprawy&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;ul&gt;Do podania
&lt;li&gt;ser żółty&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;chleb&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;1. Należy odlać niewielką lampkę wina i odstawić gdzieś opodal, acz poza bezpośrednim zasięgiem rąk.&lt;br /&gt;
2. Lejemy sobie winka, tak solidnie bo zaraz będzie nieprzyjemnie&lt;br /&gt;
3. Z włoszczyzny i zapoznanego drobiu przygotowujemy bulion (tak warto to posolić, na marginesie).&lt;br /&gt;
4. Siekamy cebule. Nie ma innego wyjścia. Trzeba przez to przebrnąć.&lt;br /&gt;
5. Cebulę należy zeszklić. Gdy gotowa wrzucamy do wywaru z warzyw, po uprzednim wybraniu warzyw i drobiu. Jeżeli poniosło nas przy punkcie drugim najpewniej skończymy wyławiając składniki spomiędzy cebuli.&lt;br /&gt;
6. Wrzucamy przyprawy (zwykle lecę w jakiś liść laurowy, zioła prowansalskie, acz jeżeli ich brak - rozmaryn, tymianek niezły też, trochę pieprzu).&lt;br /&gt;
6. Dolewamy winka z pkt.1 - tym razem do zupy - i trzymamy na lekkim ogniu. W międzyczasie przygotowujemy zasmażkę - gotową rozczyniamy z zupą.&lt;br /&gt;
7. Z chleba robimy w piekarniku grzenki. Osobiście lubię je lekko posypać czosnkiem w granulacie.&lt;br /&gt;
8. Ser żółty ścieramy na grubej tarce. Po zastanowieniu - warto to zrobić przed punktem drugim.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sposób podania - grzanki na talerz, posypujemy serem i zalewamy zupą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciotkę niestety okazjonalnie trzeba było z kuchni prowadzić prosto na spoczynek, acz nikt nigdy nie kwestionował, iż jej kuchnia była wyśmienita, a gotować uwielbiała.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-7709402978856884008?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/5P8NCCbEF10" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/5P8NCCbEF10/frasuskha-supa-sebulowa.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-uOz4onjrmvI/Tx3UqUsgrLI/AAAAAAAAER8/qOi9y2OnhJs/s72-c/321px-Red_Wine_Glas.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/05/frasuskha-supa-sebulowa.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-8191909075569964346</guid><pubDate>Tue, 02 Mar 2010 06:54:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:43:58.329Z</atom:updated><title>I jeszcze jeden i jeszcze raz, czyli o tadżyckiej marchwii</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-5r6S5YsXYlU/Tx3OuhwPIVI/AAAAAAAAERY/u6HPMRSFqps/s1600/800px-Carrots_Julienne.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-5r6S5YsXYlU/Tx3OuhwPIVI/AAAAAAAAERY/u6HPMRSFqps/s200/800px-Carrots_Julienne.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kuchnia tadżycka jest dość nieskomplikowana, acz wymagająca sporej ilości charakteru. Głowę dam, iż każdy przepis zaczyna się od "utrzyj kilogram marchwi". I tak piętnaście razy.. Takoż i tym razem:&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt;utrzyj kilogram marchwi na drobnym tarle&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;zeszklij w słusznej ilości oliwy dużą cebulę czosnkową, na ostrym ogniu&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;gorącą oliwą, wraz z cebulą chluśnij na marchew&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;zgnieć trzy ząbki czosnku, wrzuć w marchew&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;posolić, zadać słusznie pieprzu&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;dodać trzy łyżki octu pomidorowego&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;wymieszać, wstawić do lodówki aż przestygnie&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;W oryginalnym przepisie jest jeszcze sporo pietruszki, ale nie leżała mi. Podobnie mowa była o zwykłym occie, ale pomidorowy sprawdza się o wiele lepiej. Tyle. Na ostatniej kolacji miska z sałatką zeszła lepiej i szybciej niż zwykle rozchwytywane &lt;a href="http://pusctegokota.blogspot.com/2012/01/bawarskie-kartofle.html"&gt;kartofle po bawarsku&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-8191909075569964346?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/FPFm_v3tz0k" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/FPFm_v3tz0k/i-jeszcze-jeden-i-jeszcze-raz-czyli-o.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-5r6S5YsXYlU/Tx3OuhwPIVI/AAAAAAAAERY/u6HPMRSFqps/s72-c/800px-Carrots_Julienne.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/03/i-jeszcze-jeden-i-jeszcze-raz-czyli-o.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-2137302087999035356</guid><pubDate>Sat, 27 Feb 2010 05:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:44:32.321Z</atom:updated><title>Jak odróżnić kartofla</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-PHi0Th4INWE/Tx3PR3bcGVI/AAAAAAAAERk/CreoqGI0Oig/s1600/800px-Solanum_tuberosum_Vineta20100419_12-2.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-PHi0Th4INWE/Tx3PR3bcGVI/AAAAAAAAERk/CreoqGI0Oig/s200/800px-Solanum_tuberosum_Vineta20100419_12-2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Anyway, bez przydługich wstępów, wspomnę tylko o plackach kartoflanych. Potrawa jest jedną z tych wdzięczniejszych, jeżeli trzeba przygotować coś dość szybko, a przy tym względnie polskiego. Zdecydowanie łatwiej niż bigos, na który te trzy dni potrzeba, czy pierogi, których sensowna ilość potrafi zeżreć popołudnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeby uczynić placki kartoflane potrzebujemy zacnej ilości kartofli. Jeżeli chcemy nakarmić cztery - pięć osób 2 kilogramy powinny wystarczyć. Bardzo ważne, żeby kupić kartofle, a nie ziemniaki. Niby sprawa ta sama, ale z ziemniaków po prostu nie wyjdą, a mogą być wręcz trujące. Na załączonym obrazku możemy wyraźnie zobaczyć ziemniaki w górnym rzędzie, kartofle w dolnym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prócz karofli trzeba dokupić dwa zarodki kurze w skorupkach, około cztery łyżki mąki, cebulę, sól, masło. Można też śmietanę i np. majeranek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz tak - należy pojedynczego kartofla uchwyciś pewnie w dłoń i szybkich ruchem pchnąć go nożem. Szacowne to istoty i nie ma potrzeby by zbędnie się męczyły. Martwego już kartofla obdzieramy ze skóry i wrzucamy do chłodnej wody. Czynność powtarzamy do wyczerpania zapasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ważna sprawa - tarka, żadnego tarcia na farfocle, wstążki czy inne bezeceństwa. Jedyną prawidłową tarką jest taka, jak na załączonym obrazku. Za stosowanie innej tarki powinno się wlekać końmi po tłuczonym szkle. Ot, co!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tarcie zwierzyny powinno przebiegać dość szybko, zakładając że łapkami macha się w miarę sprawnie. Nie będę tu czynił frywolnych uwag na temat fakultatywnych ćwiczeń, bo nie o tym ten blog. Ale można się domyślić o co kaman, n'est-ce pas?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po starciu upewniamy się, że nie dodajemy absolutnie żadnej cebuli. Nic, a nic. Dodawanie cebuli do placków powinno być karane na pieńku. Prócz absolutnie żadnej cebuli dodajemy dwa zarodki, cztery łyżki mąki i sól. Można wrzucić trochę śmietany, ale to nieobowiązkowo. Zdarza mi się też sypnąć trochę kurkumy, czy proszku do pieczenia - ładniejszy kolor i są odrobinę bardziej puszyste.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy wszystko mamy już w misce zabieramy się za mikser i mieszamy. Do skutku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz etap ostatni - smażenie. W dobrych domach za próbę usmażenia placka na czymkolwiek innym niż masło zwyczajowo skazywało się kucharza na rozwlekanie dzikimi żółwiami. Osobiście uważam, że to i tak za mało. Placki, co dość trudne, zasługują na masło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz nim ktoś się zapieni, że to niezdrowe, pali się łatwo itd., etc. Taj, zgoda. Niestety, masę innych rzeczy też jest, mimo że są bardziej niezdrowe, a tak smażyć się da i dzięki temu wychodzą fajne, a nie gumiaste. Ważne - na wolnym ogniu, bo masło łatwo się przypala, smażymy aż się przyrumienią. Zwykle robię takie duże, na całą patelnię, acz zdarza mi się odejść od kanonu (co zwykle kończę srogą pokutą) na rzecz mniejszych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sposoby podania - można z cukrem, można z sosem pieczarkowym, można same. Znakomita większość ludu placki takie bardzo chwali :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-2137302087999035356?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/1k1VzbbbgxI" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/1k1VzbbbgxI/jak-odroznic-kartofla.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-PHi0Th4INWE/Tx3PR3bcGVI/AAAAAAAAERk/CreoqGI0Oig/s72-c/800px-Solanum_tuberosum_Vineta20100419_12-2.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/02/jak-odroznic-kartofla.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-5281357231474716432</guid><pubDate>Mon, 01 Feb 2010 03:42:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:45:24.357Z</atom:updated><title>Smukłości śmierć</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-y_DQOsnbsZM/Tx25nywLmbI/AAAAAAAAEQ0/Zm0xOryVsgw/s1600/Russian_Hare_Krishna_with_a_plate_of_prasadam.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="214" src="http://2.bp.blogspot.com/-y_DQOsnbsZM/Tx25nywLmbI/AAAAAAAAEQ0/Zm0xOryVsgw/s200/Russian_Hare_Krishna_with_a_plate_of_prasadam.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nim przystąpimy do wykonania przepisu należy zebrać wszystkie swoje rojenia i dążenia do zgrabnej sylwetki i zadusić je poduszką. Tak będzie bardziej humanitarnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Składniki:&lt;br /&gt;
mleko w w proszku (w proszku, nie granulacie - ważne!), 500g&lt;br /&gt;
cukier puder, pół szklanki&lt;br /&gt;
kostka masła&lt;br /&gt;
jogurt naturalny&lt;br /&gt;
Dodatkowo - rodzynki, suszona żurawina, migdały, orzechy, orzechy mielone, inne bakalie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko rzucamy w miche, dodajemy cukier puder. Wsłuchując się w skowyt własnych arterii upychamy pokrojoną w kawałki kostkę masła. I ze trzy łyżeczki jogurtu naturalnego, dla czystej szydery użyłem wersji light. Ach, dorzuciłem też parę garści mielonych orzechów włoskich, ale to nieobligatoryjnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wsadzamy w łapy w michę i wyrabiamy. W którymś momencie masa zacznie się trochę kleić, jednak aż do końca będzie się dało ją rozsypać w palcach. Musi dać się ulepić z niej kulki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kleiłem je tak, iż na prawą dłoń brałem pół garści sypiącej się masy, dorzucałem ok. 5 rodzynek, bądź pięć owoców żurawiny, przysypywałem jeszcze odrobiną masy i zagniatałem w kulki. Mając je gotowe - wrzucamy na pół godziny do lodówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zapewniam, że są niezłe, choć karygodnie słodkie. Ach, oficjalnie nazywają się simplisy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-5281357231474716432?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/E0tyu3Cm_bw" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/E0tyu3Cm_bw/smukosci-smierc.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/-y_DQOsnbsZM/Tx25nywLmbI/AAAAAAAAEQ0/Zm0xOryVsgw/s72-c/Russian_Hare_Krishna_with_a_plate_of_prasadam.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/01/smukosci-smierc.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-4022957782656790897</guid><pubDate>Sun, 24 Jan 2010 20:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-23T22:45:51.599Z</atom:updated><title>Knurd</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0dTAJRf3Unk/Tx27moRB1KI/AAAAAAAAERM/7esbZS9uxfU/s1600/Coffeebeans.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-0dTAJRf3Unk/Tx27moRB1KI/AAAAAAAAERM/7esbZS9uxfU/s200/Coffeebeans.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kawa ta powstała z inspiracji letko hinduskiej, doświadczona w pierwszej wersji w lokalu Momo w Krakowiu (wege, ale szczerze polecam każdemu). Podpytywałem jeszcze znajomych Indian, czy oni faktycznie tak kawę piją i ponoć to prawda....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cudownie pobudza, nie tylko stawia na nogi, ale wręcz nie pozwala usiąść. Niestety znane są przypadki rozpuszczenia łyżeczek, czy tez sytuacje w których zaczynała polować na drobne zwierzęta.&lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;Zatem:
&lt;li&gt;kawa (mielona świeżo, bądź nie). Rozpuszczalna się nie nadaje.&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;przyprawy&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;mleko&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;kardiolog&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;Odwiedzamy kardiologa, bo szczerze nie polecam ludziom słabego serca. Jeżeli jesteśmy pewni swego zdrowia przystępujemy do dzieła.   Ulubionym sposobem zaparzania kawy jest to co widnieje u góry. Pewnie temu potwór zawdzięcza swą moc. Sypiemy łychę do urządzenia i przystępujemy do przypraw. To właśnie odróżnia tą bestię od reszty gatunku. Sypiemy zatem:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;kardamon, tak szczyptę&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;dwie szczypty imbiru&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;trzy goździki rozbite w moździerzu&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;kawałek kory cynamonu, także w moździerzu rozbity. Nie drobno, można mielony, ale sprawdza się słabiej&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;szczyptę, ale taką malutką świeżo zmielonego pieprzu&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;Opcjonalnie - można trochę gorzkiego kakao, można drobną szczyptę mięty.&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;Zasypujemy drugą łychą kawy i parzymy. Gdy jest gotowa, przelewamy do naparstków i ostrożnie pijemy. Osobiście lubię z mlekiem, takim uprzednio podgrzanym. Powodzenia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-4022957782656790897?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/eGpokvV54os" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/eGpokvV54os/knurd.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-0dTAJRf3Unk/Tx27moRB1KI/AAAAAAAAERM/7esbZS9uxfU/s72-c/Coffeebeans.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2012/01/knurd.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-7669228744943821711.post-6597556934118058473</guid><pubDate>Sat, 09 Jan 2010 05:54:00 +0000</pubDate><atom:updated>2012-01-29T15:30:41.305Z</atom:updated><title>Podleśniki frywolne z martfym zwierzęciem</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-dAk3bmOempg/Tx260EATE_I/AAAAAAAAERA/LN5TwkgKDKk/s1600/800px-Mischwald.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-dAk3bmOempg/Tx260EATE_I/AAAAAAAAERA/LN5TwkgKDKk/s200/800px-Mischwald.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Otóż i obiecywany od czasu jakiegoś przepis na podleśniki frywolne z martfym zwierzęciem. Teraz słowem ostrzeżenia, iż jeżeli ktokolwiek spróbuje zasugerować, jakoby przepis był plagiatem enchilady, czy innego burrito, to witki utrącę przy samych rzęsach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepis składa się na dobrą sprawę z trzech etapów, z których pierwsze dwa można wykonywać równocześnie. Podzielmy sobie zatem proces na podleśnikowanie i hm... to drugie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podleśnikowanie&lt;br /&gt;
Jak sama nazwa wskazuje, podleśniki przygotowuje się pod lasem, takoż składniki są jak następuje:&lt;ul&gt;&lt;li&gt;las&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;mąka, pół kilograma&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;woda, pół litra&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;piwo, pół litra&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;dwa kurczęcia nienarodzone, jajkami zwane&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;sól&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;odrobina proszku do pieczenia&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;pietruszka suszona&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;odrobina kurkumy&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;ul&gt;Przygotowanie:
&lt;li&gt;ustosunkowujemy się ambiwalentnie do lasu&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;podane składniki pacnąć należy w misę i rozmiksować do konsystencji mniej więcej śmietany. Nie mam pojęcia jaka jest docelowa, ale zawsze wychodzą. Ważne, by nienarodzone kurczęcia obrać ze skorupek, dzięki czemu danie nie będzie chrzęścić w zębach&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;po rozmiksowaniu stajemy na rękach przed kuchenką, na patelnie wrzucamy umytymi uprzednio stopami odrobinę masła i smażymy płaskie placki. Zbieżność do naleśników jest zupełnie przypadkowa&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;przed każdym plackiem delikatnie dodajemy masła na patelnie, smażymy na wolnym ogniu. Masło daje fajny kolor, smak, ale łatwo je przypalić. Na plus też można mu poczytać, że jest absolutnie niezdrowe i nie powinno być stosowane do smażenia. Spotkałem się z olejem stosowanym do tego celu, ale placki wychodzą gumowate. Fuj.&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;produkujemy póki nie skończy się ciasto, bądź stanie na rękach spowoduje wylew&lt;/ul&gt;To drugie Chodzi o wkład z martwego zwierzęcia. &lt;ul&gt;Składniki:
&lt;li&gt;kilogram zmielonego zwierzęcia (Edwarda, krowy, bądź mieszanki)&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;pucha czerwonej fasoli, pucha kukurydzy, pucha cieciorki&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;ogromne ilości mielonej papryki, pieprzu, chili&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;lekko mniejsze ilości innych lubianych przypraw, pewnie dodałbym trochę kolendry, ziół prowansalskich i lubczyku, acz to ostatnie to dlatego że często gotuję na podryw&lt;br /&gt;
&lt;li&gt;pelati (generalnie chodzi o krojone pomidory, acz poznałem to-to mieszkając w Słowenii i takiej nazwy będę uporczywie używał)&lt;br /&gt;
&lt;/ul&gt;Przygotowanie jest bajecznie proste, mięcho na patelnie, jak zmieni kolor - warzywa, pomidory, przyprawy. Podusić konopnym sznurem i gotowe. Czasami mięcho nie zmienia koloru niezależnie od ilości smażenia, to znaczy że kupiliśmy coś naprawdę podłego i barwionego sztucznie. Nikogo nie zabije, acz smażymy wtedy na czuja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy dysponujemy już podleśnikami i martfym zwierzęciem to... nakładamy zwierza na podleśnika i zwijamy w rulonik. Na koniec albo podkładamy kawałek żółtego sera, albo też posypujemy dzieło jakimś pikantnym twardym serem (znaczy się parmezanopodobnym). Układamy na blasze i fru do piekarnika, na czas dowolny. Tak żeby się ser stopił, strzelałbym że 180C przez 25 min skłoni cfaniaka do współpracy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ach... można potem zmniejszyć temperaturę i przetrzymywać je w cieple aż do podania, warto czasem prysnąć wodą, co by się nie zeschły. Generalnie metoda ta jest dość przydatna i pozwala podać niemal jednocześnie do 15-18 dań na ciepło, co okazjonalnie zdarzało się robić ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak w ogóle, to zapomniałem wspomnieć iż zwierza należy posolić. Przepisu miejsami nie należy brać zupełnie na serio.
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: right;"&gt;
&lt;a href="http://mostelusivepumpkin.blogspot.com/2012/01/frivolous-creepies-with-animal.html"&gt;&lt;img border="0" height="17" width="30" src="http://3.bp.blogspot.com/-rCZuohF-pM4/TyVjEQK6y8I/AAAAAAAAEUw/C6iIXgowKfw/s200/english_jcon.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7669228744943821711-6597556934118058473?l=pusctegokota.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/PuscTegoKota/~4/ie97G16lYjc" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/PuscTegoKota/~3/ie97G16lYjc/podlesniki-frywolne-z-martfym.html</link><author>noreply@blogger.com (Szafirowy)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-dAk3bmOempg/Tx260EATE_I/AAAAAAAAERA/LN5TwkgKDKk/s72-c/800px-Mischwald.jpg" height="72" width="72" /><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://pusctegokota.blogspot.com/2010/01/podlesniki-frywolne-z-martfym.html</feedburner:origLink></item></channel></rss>

