<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom">
 
 <title>Research Blogging - Anthropology - Polish</title>
 <subtitle />
 
 <link href="http://www.researchblogging.org" />
 <updated>2012-05-26T03:00:01Z</updated>
 <author>
   <name>Research Blogging</name>
   <email>noreply@researchblogging.org</email>
 </author>
 <id>http://www.researchblogging.org/feeds/anthropology/polish.xml</id>
 
  <atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/ResearchBlogging-Anthropology-Polish" /><feedburner:info xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" uri="researchblogging-anthropology-polish" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry>
   <title type="html"><![CDATA[Dlaczego nie warto się wyr&oacute;żniać?]]></title>
   <link href="http://www.neurotyk.net/2012/05/dlaczego-nie-warto-sie-wyrozniac/" />
   <id>http://www.neurotyk.net/2012/05/dlaczego-nie-warto-sie-wyrozniac/</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Jędrzej, Neurotyk - Psychologia, neuropsychologia, mózg]]></name>
	</author>
   <updated>2012-05-11T13:18:31Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Druga połowa XIX wieku. Sir Francis Galton zamyka z trzaskiem drzwi do swojego laboratorium. Ostatnie krople deszczu spływają po pelerynie naukowca. Policja już niedługo przyjmie z ochotą wymyśloną przez niego metodę identyfikacji więźniów na podstawie odcisków palców – lecz to nie pora na odpoczynek. Drążony ciekawością podróżnik obmyśla szaleńcze idee.... Czytaj &#187;...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Galton, F. (1879) <a href="http://dx.doi.org/10.2307/2841021" class="blue">Composite Portraits, Made by Combining Those of Many Different Persons Into a Single Resultant Figure.</a> The Journal of the Anthropological Institute of Great Britain and Ireland, 132. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.2307/2841021" class="blue">10.2307/2841021</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.2307/2841021"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.2307/2841021">Composite Portraits, Made by Combining Those of Many Different Persons Into a Single Resultant Figure.</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Cunningham, M., Barbee, A., & Pike, C. (1990) <a href="http://dx.doi.org/10.1037//0022-3514.59.1.61" class="blue">What do women want? Facialmetric assessment of multiple motives in the perception of male facial physical attractiveness.</a> Journal of Personality and Social Psychology, 59(1), 61-72. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1037//0022-3514.59.1.61" class="blue">10.1037//0022-3514.59.1.61</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1037//0022-3514.59.1.61"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1037//0022-3514.59.1.61">What do women want? Facialmetric assessment of multiple motives in the perception of male facial physical attractiveness.</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[CZY WCIĄŻ EWOLUUJEMY?]]></title>
   <link href="http://katarzynakulma.blogspot.com/2012/05/czy-wciaz-ewoluujemy.html" />
   <id>http://katarzynakulma.blogspot.com/2012/05/czy-wciaz-ewoluujemy.html</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Katarzyna Kulma , Nauka, rzecz ludzka ]]></name>
	</author>
   <updated>2012-05-02T15:51:51Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[...to znaczy nie jakieś tam szmery-bajery tysiące lat temu, tylko teraz, współcześnie. Opinii jest wiele i każdą można zaciekle bronić, ale oto ukazał się ostatnio artykuł w PNAS, który rzuca nowe światło na naszą (dość współczesną) naturę i wspiera popleczników naszej ciągłej ewolucji.Artykuł pokazuje jasno, że jeszcze około 200 lat temu zachodził u ludzi - a przynajmniej u przedindustrialnych Finów -&nbsp; silny dobór naturalny i płciowy. Co to znaczy? Co w ogóle mamy na myśli gdy mówimy o ewolucji? Przecież w przeciągu ostatnich 200 lat nie powstała żadna podrasa wielko- i małogłowych, na przykład (mimo, że nie jednemu naziście-faszyście by się to bardzo podobało). Kiedy mówimy o ewolucji, mówimy tak naprawdę o istnieniu takich różnic między osobnikami, które w efekcie przynoszą im rożną liczbę przeżywającego potomstwa.Ewolucja człowieka, Źródło: WikipediaDobór naturalny operuje w taki sposób, że eliminuje osobniki gorzej przystosowane, tak że w rezultacie mają one mniejszą szansę na posiadanie dzieci.&nbsp; W ewolucji wszystko jest względne, tak więc nie chodzi o to, by 'gorzej dostosowani' nie mieli dzieci w ogóle, ale wystarczy, że będą mieli ich mniej niż osobniki lepiej dostosowane. Jeśli różnice między osobnikami lepiej i gorzej dostosowanymi są wystarczająco duże, z czasem częstość 'lepiej dostosowanych' genów w populacji się zwiększy, a 'gorzej dostosowanych' zmniejszy, czyli będzie miała miejsce ewolucja właśnie.Dobór płciowy jest rodzajem doboru naturalnego, ale umownie używa się go w kontekście zabiegania o płeć przeciwną i konkurencję z osobnikami tej samej płci. Stawką tutaj nie jest samo przetrwanie (umowmy się, że bycie singlem nie zabija, przynajmniej nie od razu), ale liczba spłodzonego potomstwa. Tak więc osobniki mające więcej potomstwa (poprzez atrakcyjność dla płci przeciwnej, większa płodność, skuteczniejszą konkurencję z rywalami, etc.) będą przez dobór płciowy faworyzowane. Co wiemy?Opisywany artykuł opiera się na danych o blisko 6000 Finach żyjących w latach 1760–1849. Badacze zwrócili uwagę na 4 rzeczy: czy dana osoba przeżyła do 15 roku życia (tj. do czasu osiągnięcia dojrzałości płciowej), czy się ożeniła/wyszła za mąż, a jeśli tak to ile razy i ile miała potomstwa.Różnice między osobnikami były zaskakujące! Blisko połowa ludzi umarła przed ukończeniem 15 lat (=dobór naturalny!), 20% tych, co przeżyli, nigdy nie weszła w stały związek (= brak dzieci!). Ciekawe jest to, że te dane wyglądały podobnie zarówno dla zamożnych (z ziemią), jak i dla ubogich (bez ziemi), wciąż pozostawiając sporo miejsca na dobór naturalny i ewolucję. Gdy przeanalizujemy dane pod kątem doboru płciowego, robi się jeszcze ciekawiej. Mężczyźni, którzy byli w stanie przywabić więcej partnerek, mieli więcej potomstwa. Czyli jeśli mężczyzna powtórnie się ożenił (naturalnie, tylko i wyłącznie po śmierci poprzedniej partnerki!), jego liczba potomstwa rosła, choć głównie dzięki temu, że przeważnie żenił się z młodymi kobietami, które wciąż były płodne. Całkowita liczba potomstwa między mężczyznami wahała się między 0 a 17 (!!!), więc dobór miał w czym przebierać!Ale to przede wszystkim panowie korzystali z powtórnych ożenków - kobietom nie przynosiły one większych korzyści dostosowawczych.Moje trzy groszeFajny papier, ciekawe wyniki. Co jednak mnie boli najbardziej, to to, że nie jesteśmy w stanie zobaczyć, czy różnice w sukcesie rozrodczym&nbsp; u mężczyzn były związane z jakąś konkretną cechą czy grupą cech! Pomyślcie, co to mogłoby być? Skoro różnice pozostają podobne nawet pośród zamożnych osobników.. status społeczny? charyzma? opiekuńczość? ;) &nbsp;&nbsp; No i naturalnie pozostaje pytanie czy wyniki zaledwie sprzed 200 lat mają jakiekolwiek odniesienie do dnia dzisiejszego? Bo nie ma mowy o 50%-owej śmiertelności do 15 roku życia, to pewne. Jak oszacować (u mężczyzn)&nbsp; sukces rozrodczy w erze singli, wolnego seksu i tabletek antykoncepcyjnych? Czy różnice w sukcesie rozrodczym między współczesnymi ludźmi są wystarczące by napędzić ewolucję?Ale mieszamy!Courtiol, A., Pettay, J., Jokela, M., Rotkirch, A., &amp; Lummaa, V. (2012). Natural and sexual selection in a monogamous historical human population Proceedings of the National Academy of Sciences DOI: 10.1073/pnas.1118174109...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Courtiol, A., Pettay, J., Jokela, M., Rotkirch, A., & Lummaa, V. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1073/pnas.1118174109" class="blue">Natural and sexual selection in a monogamous historical human population</a>. Proceedings of the National Academy of Sciences. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1073/pnas.1118174109" class="blue">10.1073/pnas.1118174109</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1073/pnas.1118174109"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1073/pnas.1118174109">Natural and sexual selection in a monogamous historical human population</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Z g&oacute;ry zawsze widać lepiej &ndash; po pingwinach czas na ludzi]]></title>
   <link href="http://nicprostszego.wordpress.com/2012/04/11/z-gory-zawsze-widac-lepiej-po-pingwinach-czas-na-ludzi/" />
   <id>http://nicprostszego.wordpress.com/2012/04/11/z-gory-zawsze-widac-lepiej-po-pingwinach-czas-na-ludzi/</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[nicprostszego, nic prostszego]]></name>
	</author>
   <updated>2012-04-11T10:37:53Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Kilka lat temu opisywałem spektakularną pracę poświęconą poszukiwaniu nowych kolonii pingwina cesarskiego na Antarktydzie. Autorzy tamtej pracy dokonali bardzo logicznego skądinąd spostrzeżenia, że pingwinie odchody nie są przeźroczyste &#8211; a jeśli tak, to jeśli jest ich wystarczająco dużo, na przykład jak wówczas, gdy mamy do czynienia z ptasią kolonią, to powinno dać się zauważyć zbiorowiska [...]...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Menze, B., & Ur, J. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1073/pnas.1115472109" class="blue">PNAS Plus: Mapping patterns of long-term settlement in Northern Mesopotamia at a large scale</a>. Proceedings of the National Academy of Sciences, 109(14). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1073/pnas.1115472109" class="blue">10.1073/pnas.1115472109</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1073/pnas.1115472109"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1073/pnas.1115472109">PNAS Plus: Mapping patterns of long-term settlement in Northern Mesopotamia at a large scale</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Czego jeszcze nie wiemy o człowieku lodu?]]></title>
   <link href="http://nicprostszego.wordpress.com/2012/03/01/czego-jeszcze-nie-wiemy-o-czlowieku-lodu/" />
   <id>http://nicprostszego.wordpress.com/2012/03/01/czego-jeszcze-nie-wiemy-o-czlowieku-lodu/</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[nicprostszego, nic prostszego]]></name>
	</author>
   <updated>2012-03-01T13:57:20Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[19 września 1991 podczas górskiej wycieczki w Alpach na pograniczu Austrii i Włoch niemieckie małżeństwo Helmut oraz Erika Simon natknęli się na wystające z lodowca zakonserwowane zwłoki. Początkowo sądzili, że są tą szczątki jakiegoś niefortunnego turysty. Nie wiedzieli wówczas jeszcze, że odkryli właśnie mumię, która miała się w przyszłości stać jedną z najbardziej przebadanych mumii [...]...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Keller, A., Graefen, A., Ball, M., Matzas, M., Boisguerin, V., Maixner, F., Leidinger, P., Backes, C., Khairat, R., Forster, M.... (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1038/ncomms1701" class="blue">New insights into the Tyrolean Iceman's origin and phenotype as inferred by whole-genome sequencing</a>. Nature Communications, 698. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1038/ncomms1701" class="blue">10.1038/ncomms1701</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1038/ncomms1701"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1038/ncomms1701">New insights into the Tyrolean Iceman's origin and phenotype as inferred by whole-genome sequencing</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Jak daleko jest z Wenus do Marsa, czyli dlaczego ona mnie nie rozumie?]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/f-tAo-j36w4/jak-daleko-jest-z-wenus-do-marsa-czyli.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/f-tAo-j36w4/jak-daleko-jest-z-wenus-do-marsa-czyli.html</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-02-11T14:51:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa - jak dużo prawdy jest w tym powiedzeniu, przekonujemy się prawie każdego dnia (nie wspominając o nocach..). Ale czy faktycznie dzieli nas ogromna przestrzeń kosmiczna? Czy można to jakoś przedstawić liczbowo, zmierzyć, żeby nie trzeba było ograniczać się do wyświechtanych powiedzonek? Czy od tej pory będziemy mogli z całym przekonaniem powiedzieć: "Tak kochanie, rozumiem Cię, ale tylko w 10%, bo jestem facetem"?

Okazuje się, że tak. Można przedstawić te różnice liczbowo i dane są, delikatnie mówiąc, zadziwiające. Biorąc pod uwagę różnice osobowości, mężczyźni i kobiety są od siebie tak odlegli, jak przysłowiowe dwie planety, a właściwie, dwa odrębne gatunki.

Poczytajcie jak to obliczono i ile dokładnie wynosi ta różnica.

Punktem wyjścia do badań Del Guidice'a i współpracowników (2012) było podobno powszechne mniemanie, iż kobiety i mężczyźni nie różnią się osobowościowo. Ponieważ wszyscy trzej autorzy są facetami, więc pewnie podskórnie czuli, że coś jest nie tak z tym mniemaniem.&nbsp;Do tej pory uważało się, że owszem, chłopcy są inni niż dziewczynki, ale jednak bardziej podobni, niż odmienni. Podkreślano niektóre różnice sprawnościowe, wynikające z budowy anatomicznej, oraz odmienne podejście do seksualności, wynikające z różnej presji selekcyjnej oraz różnego inwestowania w wykarmienie i wychowanie dzieci. Z dotychczasowych badań wynikało, że różnice nie są większe niż 25% ogółu cech osobowościowych. A te 25% brało się głównie stąd, że faceci większość czasu poświęcają na myślenie o seksie. Jak pamiętam słynną książkę Anne Moir i Davida Jessela&nbsp;Płeć mózgu&nbsp;to średnio 75%. 

Swoje wnioski wspomniani naukowcy oparli na badaniu próby 10 261 amerykańskich respondentów, którzy odpowiadali na pytania z kwestionariusza osobowości zwanego 16PF.

Kwestionariusz 16PF (Sixteen Personality Factor Quest.) opracował Raymond B. Cattell w latach 40-tych ubiegłego wieku. Analiza kwestionariusza wskazuje 16 głównych czynników kształtujących osobowość, wytypowanych przez Cattella na podstawie jego wieloletnich obserwacji. Z kolei, analiza czynnikowa tych 16 głównych rys osobowościowych wyłoniła tzw. Wielką Piątkę (Big Five) czyli pięcioczynnikowy model osobowości.

Wielka Piątka prezentuje się następująco:

neurotyczność vs. stałość emocjonalna

ekstrawersja vs. introwersja

otwartość na doświadczenie

ugodowość vs. antagonizm

sumienność vs. nieukierunkowanie

Założenia kwestionariusza 16PF i Wielkiej Piątki są takie, że cechy osobowościowe są uniwersalne, niezmienne i są uwarunkowane biologicznie.

Del Guidice i koledzy (2012) doszli do wniosku, że skala osobowości bazująca na 16PF i Big Five&nbsp;jest zbyt mała i że jest sporo ukrytych czynników, których nie brano wcześniej pod uwagę przy określaniu osobowości. Należałaby do nich np. nieuwzględniana wcześniej presja selekcyjna na mężczyzn do posiadania wielu partnerek seksualnych. Zatem w grę wchodzi tutaj np. zdolność do podejmowania ryzyka i poszukiwań, która wpływa na dobór płciowy. Słowem, w przypadku strategii mężczyzn, takie cechy jak np. ugodowość, sumienność czy otwartość nie były premiowane przez naturalną selekcję. Dla zobrazowania posłużę się przykładem Czyngis-chana, podobno najbardziej płodnego faceta wszechczasów. Jego chromosom Y nosi co najmniej 16 mln współczesnych mężczyzn (0.5% całej populacji). Gdyby był ugodowy i stały emocjonalnie, to pewnie z domu by się nie ruszył i zginął zanim osiągnąłby dojrzałość seksualną. Ponieważ zapewne nie był, jego nasienie rozniosło się po świecie promując ojcowskie wzorce Czyngis-chana.&nbsp;&nbsp;Jego sukces reprodukcyjny jest 800 tys. razy większy niż przeciętnego mężczyzny&nbsp;(Zerjal et al., 2003).

Do przetworzenia wspomnianych danych naukowcy z Włoch i Wielkiej Brytanii zaprzęgli pokaźny aparat statystyczny.&nbsp;Wielogrupowa analiza ukrytych czynników pozwoliła na utworzenie poszczególnych wymiarów osobowości. Poprzez nałożenie na siebie wymiarów dopasowanych do poszczególnych płci zmierzono różnicę przy pomocy tzw. odległości Mahalanobisa, którą oznaczono D.

I tu najważniejsze: globalne D wynosi 2.71 co oznacza&nbsp;10% pokrycie wymiarów osobowości płci. Nawet przy najbardziej ostrożnych rachunkach D&nbsp;= 1.71, co dawało tylko 24% podobieństwo.

Słowem w skrajnym przypadku kobiety i mężczyźni różnią się w 90% pod względem osobowości.

Z boku patrząc wygląda to na dwa odrębne gatunki czyli Wenus jest spoza Układu Słonecznego (albo Mars).

Źródła:

Del Giudice, M., Booth, T., &amp; Irwing, P. (2012). The Distance Between Mars and Venus: Measuring Global Sex Differences in Personality PLoS ONE, 7 (1) DOI: 10.1371/journal.pone.0029265

Zerjal T, Xue Y, Bertorelle G, Wells RS, Bao W, Zhu S, Qamar R, Ayub Q, Mohyuddin A, Fu S, Li P, Yuldasheva N, Ruzibakiev R, Xu J, Shu Q, Du R, Yang H, Hurles ME, Robinson E, Gerelsaikhan T, Dashnyam B, Mehdi SQ, &amp; Tyler-Smith C (2003). The genetic legacy of the Mongols. American journal of human genetics, 72 (3), 717-21 PMID: 12592608

http://en.wikipedia.org/wiki/Big_Five_personality_traits

http://en.wikipedia.org/wiki/16PF_Questionnaire

fot. w nagłówku: Francesco Hayez Romeo i Julia Public Domain...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Del Giudice, M., Booth, T., & Irwing, P. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0029265" class="blue">The Distance Between Mars and Venus: Measuring Global Sex Differences in Personality</a>. PLoS ONE, 7(1). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0029265" class="blue">10.1371/journal.pone.0029265</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1371/journal.pone.0029265"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1371/journal.pone.0029265">The Distance Between Mars and Venus: Measuring Global Sex Differences in Personality</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Zerjal T, Xue Y, Bertorelle G, Wells RS, Bao W, Zhu S, Qamar R, Ayub Q, Mohyuddin A, Fu S.... (2003) <a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12592608" class="blue">The genetic legacy of the Mongols.</a> American journal of human genetics, 72(3), 717-21. PMID:&nbsp;<a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12592608" class="blue">12592608</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?pmid=12592608"></script> <noscript><a href="http://pubget.com/paper/12592608">The genetic legacy of the Mongols.</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[pomoc wszystkich udzielana wszystkim]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/zaozi/~3/h0Y1Fzi1U4A/pomoc-wszystkich-udzielana-wszystkim.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/zaozi/~3/h0Y1Fzi1U4A/pomoc-wszystkich-udzielana-wszystkim.html</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[saunterer, wieści z Planety Małp]]></name>
	</author>
   <updated>2012-01-24T15:37:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Jedną z cech wyróżniających ludzkie społeczności spośród innych zbiorowości świata zwierzęcego jest ich liczebność. W dzisiejszych czasach przechodzimy sami siebie. Przeciętne polskie miasto ma więcej niespokrewnionych ze sobą mieszkańców niż struktury społeczne z wczesnej historii ewolucyjnej naszego gatunku. Mimo tego, że codziennie spotykamy ludzi którzy są nam zupełnie obcy, nie tylko jesteśmy w stanie z nimi koegzystować, nierzadko zdobywamy się nawet na życzliwość wobec nich.

Pośród naczelnych stanowimy wyjątek także z innego powodu. Przyglądając się współcześnie istniejącym kulturom pierwotnym, żyjącym w sposób podobny do tradycyjnego modelu społeczności, wypracowanego na afrykańskiej sawannie dawno, dawno temu, można zaobserwować, że cechują się one bezprecedensową płynnością składu osobowego. W większości przebadanych plemion, ludzie relatywnie swobodnie przechodzą z jednej grupy do drugiej, opuszczając tę, w której się wychowali i zostając przyjętym przez nową. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. W większości zwierzęcych zbiorowisk, tylko jedna płeć pozwala sobie na takie wojaże. U szympansów są to np. samice. Skutek tego jest taki, że nasze społeczności są ze sobą w zaskakująco małym stopniu spokrewnione. Stawia to w nowym świetle nasze dotychczasowe myślenie o źródłach ludzkiej kooperacji. Właśnie ona najprawdopodobniej wyniosła nas na pozycję silnie dominującego gatunku na naszej planecie.

Rodzina ludzka 

Myśląc o szeroko rozumianej rodzinie ludzkiej, należy pamiętać, że przeciętne stadko szympansów jest w większym stopniu zróżnicowane genetycznie. Oznacza to, że ma mniej wspólnych przodków, niż wszyscy żyjący na Ziemi ludzie. Jest to pozostałością po tych momentach historii człowieka, w których gatunek ten liczył sobie tylko kilkanaście tysięcy osobników. Owe przejścia przez ewolucyjne głębokie gardło wynikały między innymi z katastrof naturalnych, takich jak erupcja superwulkanu Toba, 70 tysięcy lat temu. Innym ciekawym fenomenem dotyczącym naszej przeszłości jest tzw. paradoks wspólnych przodków. Gdyby wyliczyć liczbę przodków dowolnego człowieka do kilkudziesięciu pokoleń wstecz, w myśl zasady, że każda osoba ma dwoje rodziców biologicznych, z których każda ma ich podobną liczbę (dwoje rodziców x dwoje dziadków x dwoje pradziadków...), bardzo szybko otrzymalibyśmy liczbę większą, niż obecnie żyjące siedem miliardów ludzi (spodziewać by się ich można około roku 1000). A przecież ludzkości z biegiem czasu ma przybywać, nie ubywać. Rozwiązanie tej sprzeczności polega na tym, że, po pierwsze, nie wszyscy nasi przodkowie należeli do tych samych pokoleń (różnice między nimi były większe niż 10 lat), po drugie, wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni bliżej, niż mogłoby się wydawać. Mamy bardzo wielu wspólnych przodków.

Na podstawie badań DNA mitochondrialnego, dziedziczonego tylko po linii żeńskiej (męskie mitochondria w większości wypadają z rzeki genów wraz z wicią plemnika, nieliczne pozostałe giną we wczesnej fazie rozwoju zygoty), wywnioskowano, że wszyscy żyjący dziś ludzie pochodzą od jednej kobiety, żyjącej prawdopodobnie 200 tysięcy lat temu we wschodniej Afryce. Nie oznacza to, że była jedyną kobietą żyjącą wówczas na Ziemi, chodzi raczej o to, że jedynie potomstwo jej potomstwa dożyło współczesności. Sztafeta pokoleń dzielących nas od początku rodzaju ludzkiego liczy sobie mniej więcej 100 000 pokoleń łowców-zbieraczy, 500 pokoleń rolników i ostatnie dziesięć pokoleń cywilizacji uprzemysłowionej. Pozwala to nam uzmysłowić sobie, jak niewiele dzieli nas od naszych przodków i jak bardzo cudaczny jest nasz sposób życia, brany przez wielu za oczywistość. 95% historii człowieka polegało na mniej lub bardziej koczowniczym trybie życia łowców zbieraczy. 

Podaj dzidę 

Poziom współpracy we współczesnych ludzkich społecznościach koczowniczych jest niespotykany, jeśli wziąć pod uwagę inne naczelne. Dużą część opieki macierzyńskiej sprawują mamy niespokrewnione z dzieckiem, wiele czynności zapewniających przetrwanie odbywa się na zasadzie kooperacji, zdobyte pożywienie jest dzielone pomiędzy członków zbiorowości. Od najmłodszych lat ludzie wykazują zaskakująco dużą skłonność do troski o innych, równy podział, zwłaszcza wobec przedstawicieli swojej grupy. Dzieci do 3-4 roku życia zachowują się dość egoistycznie, potem jednak, do 8 roku życia przejawiają wyraźnie egalitarne skłonności.

Dotychczasowe myślenie o ludzkiej skłonności do kooperacji z obcymi zakładało, iż jest ona wytworem czasów, gdy ludzkie społeczności składały się tylko z członków spokrewnionych ze sobą. Skoro ktoś należał do grupy, pomoc mu się należała. Pomaganie ludziom z nami spokrewnionym daje naszym genom pośrednie korzyści, w skutek mechanizmu znanego jako dobór krewniaczy. Im bardziej ktoś jest ze mną spokrewniony, tym 

bardziej opłaca mi się udzielać mu bezinteresownej pomocy, jako, że 

większa jest szansa, że jest on nosicielem takich samych alleli danego 

genu (dla bliźniąt jednojajowych wynosi ono 1, dla rodzeństwa 0,5, dla 

kuzynostwa 0,25). Tłumaczyłoby dlaczego pomagamy osobom, co do których istnieje uzasadnione podejrzenie, że są z nami spokrewnione. Osoby obce łapałyby się na naszą życzliwość niejako na doczepkę.

Czy my się znamy? 

Analiza struktury współczesnych społeczności zbieracko-łowieckich pokazuje jednak, że sprawa może wyglądać inaczej. We wszystkich 32 przebadanych kulturach, dorosłe rodzeństwa bardzo często zamieszkują razem, wymuszając kontakt mężczyzn z danej społeczności z ich zięciami (z założenia niespokrewnionymi). Można wysnuć stąd wniosek, iż sieć społeczna q tych kulturach opiera się na damsko-męskich parach i wynikających z nich powiązaniach rodzin, tworzących takie relacje, jak żona brata czy żona syna. W świetle obecnej wiedzy jest to sytuacja niespotykana u innych naczelnych. Część naukowców komentujących pracę sugeruje jednak, że może to wynikać z faktu, iż nie dość dobrze poznaliśmy ich zwyczaje. Autorzy spekulują, że wspólne zamieszkiwanie mogło przyczyniać się do redukowania napięć pomiędzy niespokrewnionymi ze sobą samcami. Jest to o tyle istotne, że gatunek ludzki wydaje się być filopatryczny - tęskni za domem i wraca do miejsca narodzin i zamieszkania. Większa tolerancja na niespokrewnionych bliskich naszych krewnych umożliwiła wspólne koczowanie i częstsze pokojowe interakcje osobom, które w przeciwnym razie szczerzyły by na siebie zęby, potrząsając dzidą.

Mechanizm ten mógł doprowadzić do powstania społeczności składających się z zamieszkujących blisko siebie braci i sióstr, z konieczności przyjmujących pod swój dach ich partnerów, wywodzących się z innych grup. Analiza powiązań pomiędzy poszczególnymi ich członkami pokazuje, że z punktu widzenia typowej jednostki, zazwyczaj jedynie 10% grupy stanowi jej bliska rodzina. Przykładowo, u Indian Ache z Paragwaju, czwarta część członków społeczności jest spokrewniona ze sobą dalej niż przez pięć 

stopni (z czego maksymalnie dwa stanowią małżeństwa). Podobny odsetek stanowi bliższa i dalsza rodzina partnera łącznie, ponad jedną czwartą członków społeczności łączą inne relacje, dalsze niż krewni krewnych.

Swój do cudzego 

Kim Hill i prowadzony przez niego zespół badaczy odpowiadający za analizę struktury społeczności zbieracko-łowieckich, wskazują na to, że właśnie owa matrymonialnie motywowana płynność społeczeństw ludzkich mogła być kluczowym czynnikiem stymulującym rozwój współpracy pomiędzy ich członkami. Liczba innych przedstawicieli swojego gatunku, z którymi spotykał się w ciągu swojego życia przeciętny człowiek jest o dwa rzędy wielkości większa, aniżeli w wypadku przeciętnego szympansa. Obsługa tak gęstej sieci powiązań społecznych wymagała większego mózgu, zdolnego do przetwarzania tak dużej ilości informacji społecznych. Badacze sugerują, że skutkowało to także intensywniejszym przepływem informacji, przynoszonych z różnych zakątków ówczesnego świata, przyczyniając się do wzajemnego uczenia się od siebie członków różnych grup. A tym samym, do tworzenia się tego, co nazywamy dziś ludzką kulturą (rozprzestrzeniania się memów, jak chcą niektórzy). Czy wreszcie - rozwoju innowacji.

Badacze sugerują, że wymuszone wspólne zamieszkiwanie niespokrewnionych ze sobą osób wyjaśniać może dlaczego...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Hill KR, Walker RS, Bozicević M, Eder J, Headland T, Hewlett B, Hurtado AM, Marlowe F, Wiessner P, & Wood B. (2011) <a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21393537" class="blue">Co-residence patterns in hunter-gatherer societies show unique human social structure.</a> Science (New York, N.Y.), 331(6022), 1286-9. PMID:&nbsp;<a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21393537" class="blue">21393537</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?pmid=21393537"></script> <noscript><a href="http://pubget.com/paper/21393537">Co-residence patterns in hunter-gatherer societies show unique human social structure.</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Mathew, S., & Boyd, R. (2011) <a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21670285" class="blue">Punishment sustains large-scale cooperation in prestate warfare.</a> Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America. PMID:&nbsp;<a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21670285" class="blue">21670285</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?pmid=21670285"></script> <noscript><a href="http://pubget.com/paper/21670285">Punishment sustains large-scale cooperation in prestate warfare.</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Dzień babci, czyli po co kobietom menopauza?]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/4ERYVzRtKR8/dzien-babci-czyli-po-co-kobietom.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/4ERYVzRtKR8/dzien-babci-czyli-po-co-kobietom.html</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-01-21T16:05:03Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Jak już zauważyłem przy okazji dywagacji nad fenomenem kobiecego orgazmu, kobiety pełne są tajemnic, sprzeczności, a nawet niedorzeczności. I to przez całe życie. Jedną z tych tajemnic jest kobieca menopauza, zwana również klimakterium bądź przekwitaniem. Dla kobiet oznacza to zanik cyklu miesiączkowego (jajeczkowania) czyli utratę zdolności do zajścia w ciążę. I na tym właśnie polega tajemnica kobiet. Zatrzymanie jajeczkowania i bezpłodność, na długo przed zakończeniem aktywności fizycznej u człowieka, jest wyjątkowa na tle innych gatunków. Właściwie tylko delfiny z gatunku grindwal krótkopłetwy (Globicephala macrorhynchus)&nbsp;i słoń azjatycki (Elephas maximus)&nbsp;mogą poszczycić się menopauzą podobną do kobiecej.

Skoro więc klimakterium jest takim wyjątkiem wśród ssaków, to po co kobietom menopauza?

Zacznijmy od tego, że menopauza występuje u wszystkich kobiet, niezależnie od kultury, kraju, szerokości geograficznej itp. Co ciekawe, wszystkie kobiety doświadczają jej w okolicach 50 wiosny życia. Zatem obecnie, w krajach cywilizacji zachodniej, pozostaje im jeszcze ok. 30 lat do przeżycia. Co tu robić z tą resztą życia, skoro mężczyzna w tym wieku zachowuje swoje funkcje rozrodcze, a kobieta już nie? Czy była jakaś korzyść ewolucyjna, która spowodowała, że w przeszłości ta cecha u kobiet się upowszechniła na tyle, że jest obecnie jedyną opcją?

Zastanówmy się jak powstało klimakterium i jakie przynosi korzyści.

Skąd się wzięła menopauza?

Ogólnie rzecz biorąc menopauza mogła pojawić się z jakiegoś powodu lub bez powodu, czyli przez przypadek jako efekt uboczny.

Pierwsza teoria powiada, że tym powodem był sukces reprodukcyjny naszych prapra...babć u których występowało klimakterium (teoria adaptacyjna), czyli, że kobiety z menopauzą miały ogólnie więcej dzieci, które dożywały wieku rozrodczego, i z pokolenia na pokolenie zdolność do przekwitania występowała coraz częściej, itd. aż do 100% nasycenia populacji.

Druga teoria, tzw. teoria efektu ubocznego, twierdzi, że menopauza pojawiła się przy okazji jakiejś innej cechy ewolucyjnej.&nbsp;Wskazuje się, że tą cechą może być wydłużenie się długości życia kobiet. Po prostu, kobiety zaczęły dożywać do klimakterium. Co im się wcześniej nie udawało. Słabością tej teorii jest to, że wydłużyła się także długość życia mężczyzn, mimo to zachowali oni zdolność do płodzenia dzieci w przeciwieństwie do kobiet (przynajmniej teoretycznie). Poza tym, dlaczegóż to kobieta staje się bezpłodna zachowując jeszcze przez długie lata sprawność fizyczną? Tego teoria produktu ubocznego nie potrafi wytłumaczyć.

Efekt uboczny?

Z teorią efektu ubocznego mogła wiązać się presja selekcyjna na kobiety wydłużająca ich życie, aż w końcu zaczęły dożywać klimakterium. Według tego wyjaśnienia, długie życie po menopauzie przynosi więcej korzyści niż krótki okres płodności. Zakłada się, że sukces reprodukcyjny mierzy się miarą opieki nad wydanym już wcześniej na świat potomstwem czyli relacją matka-dziecko. Słabością tego założenia jest znowu trudność w wytłumaczeniu czemu faceci żyją prawie tak samo długo i wciąż mogą zapładniać. Poza tym, dlaczego selekcja nie spowodowała wydłużania się okresu płodności kobiety wraz z wydłużeniem się długości życia kobiety?

Wydaje się, że maksymalna oczekiwana długość życia człowieka, 70-90 lat, nie zmieniła się od 100 tys. lat. Z obserwacji współczesnych ludów kultur łowiecko-zbierackich wynika, że długość życia kobiet po menopauzie jest porównywalna z tzw. kulturami zachodnioeuropejskimi. I tak pewnie jest już od 100 tys lat, że kobiety po klimakterium mogą żyć jeszcze 30-40 lat (prawie drugie tyle, ile przed przekwitaniem).

Słonice indyjskie też przechodzą menopauzę 

(fot.&nbsp;rkimpeljr CC-AS-2A Generic License)

Menopauza wykazuje jednak szereg cech, które sprawiają, że można ją uważać za efekt doboru naturalnego czyli powracamy do pierwszej teorii adaptacyjnej, mówiącej, że pojawiła się z jakiegoś powodu. Po pierwsze, występuje u wszystkich kobiet, które dożywają odpowiedniego wieku. Po drugie, dlatego, że pojawia się na długo przed obniżeniem się ogólnej sprawności fizycznej kobiety. I po trzecie, właśnie dlatego, że pojawia się tylko u kobiet.

Dobór naturalny, jednak

Najbardziej popularna teza wskazująca na pojawienie się menopauzy poprzez działanie doboru naturalnego to tzw. hipoteza babci. Wg niej menopauza u kobiet sprawia, że może się ona poświęcić wychowaniu swoich wnuków, wspierając ich matkę, co spowodowało, że spadła śmiertelność kobiet w ciąży i wzrosła szansa dla dzieci na dożycie do wieku rozrodczego. Dotyczyło to szczególnie tzw. późnych dzieci urodzonych przez kobiety w średni wieku, które mogły nie doświadczyć odpowiednio dużo matczynej opieki. Ponadto, w przypadku śmierci ojca, kobieta przed menopauzą, mogła spodziewać się zalotów nowego mężczyzny, którego pojawienie się często odbywało się ze szkodą dla jej dotychczasowych dzieci. Nowy men nie był zainteresowany inwestowaniem w cudze dzieci. Kobieta po menopauzie, nie była już tak atrakcyjna dla samca-reproduktora, mogła więc bezpiecznie poświęcić się dzieciom i wnukom.

Uzupełnieniem hipotezy babci jest hipoteza nieobecnego ojca. Najczęściej nieobecność wiązana jest z przedwczesną śmiercią ojca, która powodowała wzrost opieki macierzyńskiej kompensujący brak ojca. Zatem kobieta traciła zainteresowanie posiadaniem nowego potomstwa, skoro więcej czasu musiała poświęcać dotychczasowemu.

Dlaczego faceci oglądają się za młodymi dziewczynami?

Człowiek jest wyjątkowy także pod jeszcze jednym względem. Atrakcyjność kobiet związana jest z ich wiekiem. Nie ma co się oszukiwać. Wszystkim mężczyznom, niezależnie od wieku, podobają się młode kobiety. Najlepiej żeby były niedługo po pierwszej miesiączce. Wiadomo też, że każda kobieta skrzętnie ukrywa pierwsze zmarszczki, będące oznaką starzenia się.

Preferencje te są konsekwencją pojawienia się menopauzy. U zwierząt nie ma to takiego znaczenia. Teoretycznie każda samica jest płodna, więc można zainwestować w nią, oczekując potomstwa. U ludzi warto zainteresować się młodymi, gdyż takie mają większą szansę na potomstwo, które samo dożyje wieku rozrodczego. Statystka pod tym względem jest nieubłagana. Im młodsza kobieta, tym szanse są wyższe:&nbsp;młoda kobieta produkuje więcej jajeczek podczas owulacji; cechuje się wyższą płodnością; występuje u niej mniejsze ryzyko powikłań ciąży, wad genetycznych płodu; no i ma przed sobą więcej lat płodnych.

Z kolei atrakcyjność mężczyzn może rosnąć z ich wiekiem. Ryzyko wczesnego zgonu starszego faceta jest niwelowane poprzez jego zdobyty status społeczny, doświadczenie, nabyte umiejętności itp.

Parafrazując, u kobiet liczy się wiek, u mężczyzn - wypchany portfel.

Te prawidłowości, poparte statystykami porzuceń kobiet w średnim wieku przez mężczyzn, którzy wolą młodsze kobiet, są już wręcz stereotypowe.

Mechanizm więc jest taki, że kobieta w średnim wieku może czuć się zagrożona odejściem mężczyzny i zanikiem opieki ojcowskiej nad dziećmi. Menopauza w pewnym stopniu rozwiązywała ten problem, bo pojawiły się kobiety nie zainteresowane posiadaniem własnych dzieci, a na tyle sprawne, że mogły pomóc opuszczonej kobiecie w wychowaniu jej pół-sierot przez wiele lat. Czyli nasze kochane babcie.

Mało tego, u Papuasów z Nowej Gwinei, istnieje zakaz zachodzenia w ciążę kobietom, które już zostały babciami. Taka sztuczna, ustawowa menopauza. Jeśli jesteś babcią z Nowej Gwinei i masz jeszcze owulację, biada Ci jeśli zajdziesz w ciążę.

Powyższe wnioski sprawdzają się we wszystkich...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Kuhle, B. (2007) <a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.maturitas.2007.04.004" class="blue">An evolutionary perspective on the origin and ontogeny of menopause</a>. Maturitas, 57(4), 329-337. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.maturitas.2007.04.004" class="blue">10.1016/j.maturitas.2007.04.004</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1016/j.maturitas.2007.04.004"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1016/j.maturitas.2007.04.004">An evolutionary perspective on the origin and ontogeny of menopause</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Po co się całujemy]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/LyUXcFB-EVw/po-co-sie-caujemy.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/LyUXcFB-EVw/po-co-sie-caujemy.html</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2011-11-21T07:41:03Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Firma United Colors of Benetton wróciła na pierwsze strony gazet. I to znów za sprawą swojej nietuzinkowej reklamy. Tym razem postawiono na pocałunek. Nie, nie, nic z tych rzeczy.. nie zobaczymy pocałunków typu Scarlet O'Hara i Rhett Butler w "Przeminęło z wiatrem", pełnych namiętności i erotyzmu. Tym razem całują się Barack Obama i przywódca Chin, Benedykt XVI i premier Izraela oraz Angela Merkel i Nicolas Sarkozy. Wywołało to ostrą reakcję nie tylko Watykanu, ale i Białego Domu. Zdjęcie, a raczej fotomontaż, Benedykta XVI już usunięto z reklamy, lecz cel marketingowy został osiągnięty. Znów głośno jest o wspomnianej firmie.

Można by na tym zakończyć wpis i niech każdy sam sobie odpowie, co czuje, patrząc na całujących, i co czuje całując się sam. Jednak idąc tropem rozmyślań nad naszym stosunkiem do pocałunku, zaczynamy się zastanawiać, po co my się właściwie całujemy?

Krótka ankieta internetowa typu "wpisz w google: pocałunek", wyrzuciła mi od razu zdjęcia kochanków i hasło z wikipedii, które zaczyna się od słów "forma intymnego kontaktu". Jeśli z hasłem z wikipedii można się zgodzić, to zawężanie pocałunku tylko do zdjęć kochanków, jest już zbytnim uproszczaniem problemu. Całujemy się przecież o wiele częściej, w zasadzie całujemy się bardzo często i to przy różnych okazjach i w różne miejsca. Wciąż jednak nie wiemy, po co się całujemy? 

Odpowiedzi na to pytanie próbuje udzielić nauka o wdzięcznej nazwie filematologia. Filematolodzy, jak większość naukowców, nie udziela kategorycznych odpowiedzi na postawione w tytule pytanie. Podkreślają jednak, że pocałunek może wywodzić się od naszych dalekich, zwierzęcych przodków, który przekazywali sobie wargami uprzednio przeżuty pokarm. Przekaz następował najczęściej na linii matka-bezzębne dziecko. Zatem, każdy mały hominid od urodzenia całował się i z czasem stało się to symbolem wyrażania uczuć i podtrzymywania więzi społecznych.

Jednak od czasu przekazywania sobie pokarmu ustami upłynęło sporo pokoleń i pocałunek znaczy dzisiaj coś więcej. Obecnie uważa się, że pocałunek to transfer informacji pomiędzy całującymi się. I to bardzo efektywny, trudno bowiem o bardziej bezpośredni kontakt, często już na "dzień dobry".

Jak zauważono, pocałunek to często pierwszy krok do łóżka. No i dobrze. Pocałunek zdradza bowiem całą prawdę o partnerze. Tak, partnerze, chodzi głównie o panów. Z badań wynika, że panie całują się chętniej niż panowie, a szczególnie ważne jest dla nich, żeby całować się jeszcze przed pierwszym stosunkiem (jeśli w ogóle do niego dojdzie). Dla kobiety współżycie to szansa na zajście w ciążę, musi być więc pewna, że idzie do łóżka z właściwym mężczyzną. Pocałunek dostarcza jej takich informacji. Tzn. nie sam pocałunek, ale ślina, z która się styka. Żeby sprowokować mężczyznę do ujawnienia informacji o sobie, kobieta spędzi sporo czasu na malowaniu ust, żeby tylko dostać trochę męskiej śliny do analizy.

Pocałunek czyli badanie głównego układu zgodności tkankowej 

(fot. Luminage Photography CC A3 Unported License)

Kobiety analizują w pobranej ślinie główny układ zgodności tkankowej (MHC). Jednym z pierwszych badaczy, którzy doszli do takiego wniosku, był szwajcarski biolog Claud Wedekind, który przeprowadził słynne "badanie przepoconej koszulki". Z grubsza polegało to na tym, że studenci spędzili dwie noce w jednej koszulce, potem koszulki zapakowano do jednakowych pudełek i dano do powąchania studentkom :) Aha, studenci nie mogli używać mydła, dezodorantów itp. Następnie panie studentki musiały wybrać zapach, który im się najbardziej podobał (najmniej drażnił?). Okazało się, że wybierały mężczyzn o odmiennym MHC (Wedekind et al., 1995). Odmienne MHC powoduje, że potencjalny potomek będzie miał szerszy zakres działania systemu odpornościowego, będzie po prostu bardziej odporny. Zatem pocałunek pozwala sprawdzić, czy jest między kochankami chemia i czy warto inwestować w związek. Co ciekawe, kobiety, które brały doustne środki antykoncepcyjne, miały większy rozrzut preferencji. Widać, nie zależało im na MHC, bo nie zamierzały zajść w ciążę.

Potwierdzenie tej zależności przyniosły inne badania, które ujawniły, że o ile kobiety rzadziej decydują się na seks bez pocałunku, o tyle dla faceta nie ma to aż takiego znaczenia. On po prostu nie zajdzie w ciążę. Najczęściej jest też mniej "całuśny". Zresztą nie widziałem jeszcze reklamy, gdzie facet zachęca gorącymi ustami do kupienia czegokolwiek. Kobiety chcą być całowane w usta. Za to, jeśli już mężczyznę uda się nakłonić do całowania, o wiele chętniej inicjuje on tzw. pocałunek z języczkiem. Prawdopodobnie dlatego, że ślina zawiera testosteron i podnosi libido, a poza tym, faceci wyczuwają poziom estrogenów, a więc fazę cyklu owulacyjnego kobiety.

Z kobietami jednak jest tak, że, niczego nie można być pewnym do końca. Ostatnie badania preferencji MHC pokazały, że kobiety raczej unikają zbyt dużego podobieństwa głównego układu zgodności tkankowej partnera ze swoim partnerem, niż poszukają u niego różnic (Derti et al., 2010).

OK, tyle z tematów łóżkowych. Zaczęliśmy jednak od pocałunków innego typu. Całują się przecież wszyscy. Całują się w czoło, w rękę, w głowę.. Chyba wszędzie. Po co?

Z krótkiej sondy przeprowadzonej wśród domowników dowiedziałem się, że po to, żeby okazać swoją bliskość oraz żeby rozładować napięcie. I to był strzał w dziesiątkę. Odczucie więzi (bliskość) jest regulowane przez poziom oksytocyny, zaś stres (napięcie) związane jest z wytwarzaniem tzw. hormonu stresu czyli kortyzolu. Z badań osób całujących się wynika, że pocałunek obniża poziom kortyzolu. Co ciekawe, u par o dłuższym stażu, trzymanie się za ręce również obniża poziom kortyzolu (Wilson &amp; Hill, 2007).

Z oksytocyną jest trochę bardziej skomplikowana sprawa. Jej poziom podczas pocałunku podnosi się tylko u mężczyzn. Wybrnięto z tego, tłumacząc, że kobiety potrzebują czegoś więcej, niż pocałunku, żeby poczuć silną więź.

Z przytoczonych badań wynika, że pocałunek spełnia wielorakie funkcje i związany jest z popędem seksualnym (sterowanym testosteronem); miłością romantyczną (sterowaną hormonami szczęścia takimi jak dopamina) oraz poczuciem więzi (oksytocyna). 

Do pełni zrozumienia fenomenu pocałunku brakuje nam 100% frekwencji "całuśnych" wśród ludzi i naczelnych, w ogólności. Z badań nad szympansami wynika, że tylko szympans bonobo całuje naprawdę. Z kolei u ludzi, 10% populacji nie całuje się. Najprostszym wyjaśnieniem tej przypadłości, są prawdopodobnie wzorce kulturowe, pozbawione pocałunku, a promujące inne formy kontaktu bezpośredniego (np. dotykanie się nosami u Eskimosów).

Premier Tusk nie zawsze przytula się z lewej 

(fot. Europejska Partia Ludowa 

CC A2 Generic License)

Skoro jednak w naszej kulturze całujemy się, przyjrzyjmy się jak to robimy. Pocałunek w kontekście seksualnym zostawmy na boku. Zajmijmy się innymi pocałunkami, z których najczęstszy, to pocałunek na powitanie, w policzek. Obrazki z kampanii Benettona są fotomontażami, więc jako wzorzec proponuję słynny pocałunek Breżniew - Honecker (w nagłówku). Widać, że obaj przywódcy bratnich narodów radzieckiego i enerdowskiego, całują się, skręcając swe głowy w prawo (czyli dotykają się lewymi policzkami, chociaż Breżniew koniecznie próbuje trafić w usta, ale z lewej strony Honeckera)....<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Derti, A., Cenik, C., Kraft, P., & Roth, F. (2010) <a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pgen.1000925" class="blue">Absence of Evidence for MHC–Dependent Mate Selection within HapMap Populations</a>. PLoS Genetics, 6(4). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pgen.1000925" class="blue">10.1371/journal.pgen.1000925</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1371/journal.pgen.1000925"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1371/journal.pgen.1000925">Absence of Evidence for MHC–Dependent Mate Selection within HapMap Populations</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Sex nie tylko z neandertalczykiem]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/9wz7AJ0-EmY/sex-nie-tylko-z-neandertalczykiem.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/9wz7AJ0-EmY/sex-nie-tylko-z-neandertalczykiem.html</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2011-10-06T04:02:04Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Woman-X

Porównywanie DNA współczesnych ludzi z ich odległymi przodkami po raz kolejny postawiało przed nauką problem definiowania, nie tylko naszego własnego gatunku (Homo sapiens), ale także definicji gatunku w ogóle. Pytanie to stało się szczególnie istotne, gdy okazało się, że współcześni ludzie noszą ślady genomu człowieka neandertalskiego i człowieka z jaskini Denisova. Oznacza to, że nasi przodkowie uprawiali seks z napotkanymi na swej migracyjnej drodze istotami, które skłonni byliśmy do tej pory uważać za inne gatunki lub podgatunki rodzaju ludzkiego Homo. Mało tego, seks był udany, bo z tych kontaktów narodziły się dzieci, których prapra..wnukami jesteśmy my sami.

W poprzednich postach pisałem już o allelach neandertalczyka występujących wśród populacji europejskiej (tutaj) oraz o kontaktach człowieka z jaskini Denisova z Azjatami (tutaj). Wiemy zatem, że do kontaktów dochodziło i możemy się zastanawiać, mówiąc brutalnie, nad tym czy to była zoofilia, czy też nie?

Jeśli przyjąć obowiązujące poglądy paleoantropologów, była to zoofilia, bo różnica anatomiczna i rozwojowa pomiędzy neandertalczykiem a współczesnym Homo sapiens jest o kilka skal większa niż to, co obserwujemy wśród obecnych populacji ludzkich. W związku z czym, neandertalczyk był innym gatunkiem, lub w ostateczności podgatunkiem Homo sapiens. Z drugiej strony, skoro krzyżowaliśmy się z neandertalczykiem i mieliśmy płodne potomstwo, to spełnia to wymogi biologicznej definicji gatunku wg Ernsta Mayra, więc byłby to jeden gatunek Homo.&nbsp;

Jeszcze więcej zamieszania w klasyfikację taksonomiczną człowieka wprowadziło syberyjskie znalezisko w jaskini Denisova. Znaleziono tam fragmenty szkieletu (m.in zęby) oraz wytwory rąk kogoś zbliżonego genetycznie do naendertalczyka (genom różni się tylko o 9% bardziej niż wynosi różnica pomiędzy współczesnym Francuzem a Buszmenem z jednego gatunku H. sapiens). I ten człowiek z jaskini Denisova też współżył z H. sapiens, który dotarł do Azji i doczekał się wnuków żyjących dzisiaj we wschodniej i południowo-wschodniej Azji (Gibbons, 2011b).

Biorąc pod uwagę powyższe fakty, warto zastanowić się czy może coś jest nie tak z definicją gatunku? Może różne (pod)gatunki, stosunkowo blisko ze sobą spokrewnione, mogą mieć płodne potomstwo? Niektórzy uważają, że rozróżnianie gatunków i podgatunków, to taki sztuczny, akademicki problem. W świecie ssaków jest ponad 330 gatunków spokrewnionych, które próbują krzyżować się z innymi gatunkami, z czego prawie 100 ma płodne potomstwo (Gibbons, 2011a).

Wydaje się, że na oficjalną nazwę taksonomiczną człowieka z jaskini Denisova przyjdzie poczekać (na razie jest to tzw. Woman-X) i pogodzić się z faktem, że prawa człowieka mogą obejmować nie tylko nas, ale gatunki z nami spokrewnione. Jeśli dobrze pamiętam, to w Hiszpanii Komisja ds. Środowiska Naturalnego przyjęła parę lat temu rezolucję na temat wciągnięcia małp człekokształtnych do "rodziny ludzkiej", a Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu rozpatrywał już sprawę szympansa. Sami zatem czujemy, że one są z nami spokrewnione. Pamietajcie też, że kiedy pies waszej dziewczyny (ew. teściowej) rzuca się na waszą nogę w celach prokreacyjnych, to miejcie pewność, że on też to czuje. 

Źródła:

1. Gibbons A (2011a). Anthropology. A new view of the birth of Homo sapiens. Science (New York, N.Y.), 331 (6016), 392-4 PMID: 21273464

2. Gibbons A (2011b). Paleoanthropology. Who were the Denisovans? Science (New York, N.Y.), 333 (6046), 1084-7 PMID: 21868646

3. Fot. www.abovetopsecret.com...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Gibbons A. (2011) <a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21273464" class="blue">Anthropology. A new view of the birth of Homo sapiens.</a> Science (New York, N.Y.), 331(6016), 392-4. PMID:&nbsp;<a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21273464" class="blue">21273464</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?pmid=21273464"></script> <noscript><a href="http://pubget.com/paper/21273464">Anthropology. A new view of the birth of Homo sapiens.</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Gibbons A. (2011) <a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21868646" class="blue">Paleoanthropology. Who were the Denisovans?</a>. Science (New York, N.Y.), 333(6046), 1084-7. PMID:&nbsp;<a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21868646" class="blue">21868646</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?pmid=21868646"></script> <noscript><a href="http://pubget.com/paper/21868646">Paleoanthropology. Who were the Denisovans?</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Po co kobietom orgazm?]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/POWNi9f20Uo/po-co-kobietom-orgazm.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/POWNi9f20Uo/po-co-kobietom-orgazm.html</id>
      <category term="Anthropology" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2011-10-04T15:59:07Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Kobieta pełna jest sprzeczności, niedorzeczności, tajemnic, a nawet zagadek. Jedną z nich jest zagadka kobiecego orgazmu, która od ponad 40 lat elektryzuje biologów ewolucyjnych prowadzących ze sobą spór o ten, ich zdaniem, ewolucyjny fenomen. Z biologicznego punktu widzenia, do zachowania gatunku wystarczy tylko męski orgazm zakończony wytryskiem. Reszta odbywa się w ciele kobiety bez zbędnych uniesień, jeśli nie w sposób tzw. naturalny, to np. przy pomocy metody in-vitro. A póki co, brak doniesień, żeby jakaś pani szczytowała podczas zapłodnienia in-vitro. Ostatnio postanowiono poszukać odpowiedzi na to frapujące pytanie analizując zachowania seksualne 10 tys. bliźniaków i rodzeństwa odmiennej płci.

Klasyczne podejście biologów jest takie, że orgazm kobiecy pełni funkcje adaptacyjne. Nasze mamy, babcie i prababcie, które go doznawały miały większą szansę na utrzymanie przy sobie partnera i wydanie na świat potomstwa, orgazm kobiecy umacniał więzi między partnerami. Ponadto ułatwiał zassanie spermy do wnętrza pochwy. Z kolei inni powiadali, że z orgazmem kobiecym, jest tak jak z sutkami u mężczyzn. Czyli, jedna z płci potrzebuje czegoś, czego druga nie potrzebuje, ale tak już jest, po równo (znów słowo parytet ciśnie się na usta), przekazane w genach przez rodziców. 

Nowe spojrzenie na stary temat zaproponowali Zietsch i Santtila (2011), którzy stwierdzili, że skoro kobiecy orgazm jest niejako produktem męskiego orgazmu, to musi być jakiś genetyczny ślad wśród bliźniąt i rodzeństwa różnopłciowego, odpowiedzialny za odczuwanie orgazmu. Po przeanalizowaniu danych z 5000 par rodzeństwa, naukowcy wydedukowali, że podobieństwo w zdolności do odczuwania orgazmu (orgasmability) nie koreluje się w parach rodzeństwa o różnych płciach. Wniosek z tego taki, że orgazm kobiecy nie jest produktem orgazmu męskiego (nie ma genetycznego podłoża).

Pozostaje więc funkcja adaptacyjna orgazmu kobiecego. Ewolucjoniści zawsze twierdzą, że jeśli coś jest, to musi mieć (lub miało) swoje zastosowanie. Warto zauważyć, że wiele kobiet przyznaje się do tego, że często udaje orgazm przed partnerem, przeczuwając, jak to kobiety, że to partnera może w jakiś sposób mocniej z nimi związać. Ciśnie się zatem na usta, żeby stwierdzić, że kobiety mają (ten prawdziwy) orgazm, bo takie kobiety były preferowane przez mężczyzn i ta cecha powinna się wśród kobiet upowszechniać. Co mi osobiście bardzo się podoba.

Źródła:

1. Zietsch, B., &amp; Santtila, P. (2011). Genetic analysis of orgasmic function in twins and siblings does not support the by-product theory of female orgasm Animal Behaviour DOI: 10.1016/j.anbehav.2011.08.002

2. Fot. candlefind.com...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Zietsch, B., & Santtila, P. (2011) <a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.anbehav.2011.08.002" class="blue">Genetic analysis of orgasmic function in twins and siblings does not support the by-product theory of female orgasm</a>. Animal Behaviour. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.anbehav.2011.08.002" class="blue">10.1016/j.anbehav.2011.08.002</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1016/j.anbehav.2011.08.002"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1016/j.anbehav.2011.08.002">Genetic analysis of orgasmic function in twins and siblings does not support the by-product theory of female orgasm</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  
</feed>

