<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0">
 
 <title>Research Blogging - Ecology / Conservation - Polish</title>
 <subtitle />
 
 <link href="http://www.researchblogging.org" />
 <updated>2013-05-23T03:00:02Z</updated>
 <author>
   <name>Research Blogging</name>
   <email>noreply@researchblogging.org</email>
 </author>
 <id>http://www.researchblogging.org/feeds/ecology--conservation/polish.xml</id>
 
  <atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish" /><feedburner:info uri="researchblogging-ecology/conservation-polish" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry>
   <title type="html"><![CDATA[Siedemnaście mgnień cykady]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/X_7_AFzHenQ/" />
   <id>http://sporothrix.wordpress.com/2013/05/19/siedemnascie-mgnien-cykady/</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Sporothrix, Sporothrix]]></name>
	</author>
   <updated>2013-05-19T23:07:34Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Wschodnie części USA nawiedzają właśnie staruszki. Staruszki jak na owady, naturalnie. Cykady wieloletnie &#8211; czyli Magicicada, nazwa skądinąd kojarzy się adekwatnie, bo zjawisko jest zupełnie magiczne &#8211; żyją sobie 13 albo 17 lat. Siedem różnych gatunków, poklasyfikowanych w trzy grupy, mieszka w postaci młodocianej pod ziemią. Substancje odżywcze czerpią z tego, co transportuje drewno (ksylem) [&#8230;]...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Sota, T., Yamamoto, S., Cooley, J., Hill, K., Simon, C., & Yoshimura, J. (2013) <a href="http://dx.doi.org/10.1073/pnas.1220060110" class="blue">Independent divergence of 13- and 17-y life cycles among three periodical cicada lineages</a>. Proceedings of the National Academy of Sciences, 110(17), 6919-6924. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1073/pnas.1220060110" class="blue">10.1073/pnas.1220060110</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1073/pnas.1220060110"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1073/pnas.1220060110">Independent divergence of 13- and 17-y life cycles among three periodical cicada lineages</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Nahirney, P. (2006) <a href="http://dx.doi.org/10.1096/fj.06-5991com" class="blue">What the buzz was all about: superfast song muscles rattle the tymbals of male periodical cicadas</a>. The FASEB Journal, 20(12), 2017-2026. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1096/fj.06-5991com" class="blue">10.1096/fj.06-5991com</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1096/fj.06-5991com"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1096/fj.06-5991com">What the buzz was all about: superfast song muscles rattle the tymbals of male periodical cicadas</a></noscript>    </p>

	    <p>
    COOK, W., & HOLT, R. (2002) <a href="http://dx.doi.org/10.1674/0003-0031(2002)147[0214:PCMCOD]2.0.CO;2" class="blue">Periodical Cicada (Magicicada cassini) Oviposition Damage: Visually Impressive yet Dynamically Irrelevant</a>. The American Midland Naturalist, 147(2), 214-224. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1674/0003-0031(2002)147[0214:PCMCOD]2.0.CO;2" class="blue">10.1674/0003-0031(2002)147[0214:PCMCOD]2.0.CO;2</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1674/0003-0031(2002)147[0214:PCMCOD]2.0.CO;2"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1674/0003-0031(2002)147[0214:PCMCOD]2.0.CO;2">Periodical Cicada (Magicicada cassini) Oviposition Damage: Visually Impressive yet Dynamically Irrelevant</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Williams, K. (1995) <a href="http://dx.doi.org/10.1146/annurev.ento.40.1.269" class="blue">The Ecology, Behavior, and Evolution of Periodical Cicadas</a>. Annual Review of Entomology, 40(1), 269-295. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1146/annurev.ento.40.1.269" class="blue">10.1146/annurev.ento.40.1.269</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1146/annurev.ento.40.1.269"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1146/annurev.ento.40.1.269">The Ecology, Behavior, and Evolution of Periodical Cicadas</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://sporothrix.wordpress.com/2013/05/19/siedemnascie-mgnien-cykady/</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Pszczelarze również zabijają pszczoły]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/_AEVhJeAndI/pszczelarze-rowniez-zabijaja-pszczoy.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/L_HBwjlQdqE/pszczelarze-rowniez-zabijaja-pszczoy.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2013-05-04T14:30:08Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Batalia o życie pszczół zakończyła się zwycięstwem pszczelarskiego lobby. Zakazano stosowania szkodliwych pestycydów - donosi ogólnopolski portal. Tymczasem prawda jest bardziej skomplikowana. Pszczelarze również zabijają pszczoły, podając im, w zamian za podebrany wcześniej miód jego substytuty zawierające cukry proste (syrop glukozowo-fruktozowy). 

Nie jest to czcza gadanina, tylko wyniki badań opublikowanych parę dni temu w poważnym czasopiśmie naukowym, do jakich zalicza się PNAS - Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America czyli Rozprawy Państwowej Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych. 

Problemy z pszczołami w dużych pasiekach notowano już parę lat temu w Stanach Zjednoczonych. Z biegiem czasu okazało się, że zjawisko pomoru pszczelego ma o wiele szerszy zasięg i dotyczy także Europy. Nie znano dokładnie przyczyn tego zjawiska a pszczelarze i tzw. ekolodzy szybko znaleźli, jak się zdaje, winnych. "Nieoceniony" Onet.pl donosi:

Jako główne przyczyny wymierania pszczół wymienia

 się pasożyty, zmiany klimatu i chemizację rolnictwa. Tę ostatnią 

naukowcy wskazują jako szczególnie istotną. Spośród wielu chemicznych 

środków stosowanych w rolnictwie, jako wyjątkowo niebezpieczne dla 

pszczół wskazuje się pestycydy z grupy neonikotynoidów.

W tym samym tekście pszczelarze utyskują, że w tym roku zginęła conajmniej 1/5 pszczelich rodzin. Problem dotyczy oczywiście nie tylko pszczelarzy, którzy żyją ze sprzedaży miodu, ale także nas wszystkich, gdyż pszczoły zapylają większość kwiatów roślin spożywanych przez człowieka. Zresztą, można samemu poczytać o apokaliptycznej wizji świata bez pszczół.

Ni ma miodu ;( (Photo Credit: Max xx via Compfight cc)

Jednak w świetle badań entomologów z University of Illinois (Mao et al., 2013) prawda prezentuje się nieco bardziej skomplikowanie. Większość dowodów pszczelarskiej zbrodni wskazuje na stosowanie przetworzonych produktów hydrolizy węglowodanów, czyli cukrów prostych, którymi karmione są pszczoły pozbawione przez człowieka miodu. Wiadomo jednak, że pszczoły karmi się cukrem od czasów, kiedy cukier jest tańszy od miodu. Dlaczego więc dopiero teraz nastąpił pszczeli kolaps?

Prawdopodobnie jest to związane z wprowadzaniem coraz to nowych generacji środków ochrony roślin. Jak już wspomniałem, wcześniej cukier nie szkodził pszczołom, gdyż nie były narażone na kontakt z nowymi rodzajami pestycydów. Ich układ odpornościowy radził sobie doskonale jeszcze w latach 70-tych ze stosowanymi wówczas środkami ochrony roślin. Obecnie sobie nie radzi a zastępowanie miodu fruktozą prowadzi do spadku odporności pszczół i ich chorób czy pomoru.

Jako największy problem i główną przyczyną obecnego wymierania pszczół wskazuje się na ich zmniejszony kontakt z para izomerem kwasu kumarowego. p-Kwas kumarowy znajduje się w ściankach pyłku roślin, a nie w nektarze, który przyciąga pszczoły. Podczas zbierania nektaru, pyłek wraz z p-kwasem kumarowym przyczepia się do odnóży pszczół, i w dużym skrócie mówiąc, przyczynia się do jej detoksykacji. Tymczasem karmienie pszczół fruktozą przez pszczelarzy i tym samym odciąganie ich od pyłku roślinnego ogranicza kontakt z kumaryną i spadek odporności pszczół.

Ziarna pyłku roślin (fot. L. Howard, Darmouth College)

Może dodawać pyłek do cukru i w ten sposób ratować pszczoły?

Źródła:

Mao, W., Schuler, M., &amp; Berenbaum, M. (2013). Honey constituents up-regulate detoxification and immunity genes in the western honey bee Apis mellifera Proceedings of the National Academy of Sciences DOI: 10.1073/pnas.1303884110

Fot. w nagłówku: pszczoła oblepiona pyłkiem - Photo Credit: Gustavo (lu7frb) via Compfight cc &nbsp;...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Mao, W., Schuler, M., & Berenbaum, M. (2013) <a href="http://dx.doi.org/10.1073/pnas.1303884110" class="blue">Honey constituents up-regulate detoxification and immunity genes in the western honey bee Apis mellifera</a>. Proceedings of the National Academy of Sciences. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1073/pnas.1303884110" class="blue">10.1073/pnas.1303884110</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1073/pnas.1303884110"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1073/pnas.1303884110">Honey constituents up-regulate detoxification and immunity genes in the western honey bee Apis mellifera</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/L_HBwjlQdqE/pszczelarze-rowniez-zabijaja-pszczoy.html</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Dlaczego gupiki wyskakują z akwarium?]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/NWI1IAJhtPU/dlaczego-gupiki-wyskakuja-z-akwarium.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/-dbkqykS2yM/dlaczego-gupiki-wyskakuja-z-akwarium.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2013-04-30T09:41:03Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Gupiki lubią wyskakiwać ponad wodę. W naturze jest to dla nich szalenie ważne, jednak w warunkach domowego akwarium może skończyć się lądowaniem na śmiercionośnym, suchym dywanie. Daphne Soares, która przez gupiki zmarnowała kubek mrożonej herbaty, postanowiła dowiedzieć się, co skłania gupiki do skakania. Za pomocą kamery szybkoklatkowej sfilmowała gupiki i przeanalizowała dokładnie, jak to się dzieje, że gupik potrafi tak wysoko skakać. Razem z Hilary S. Bierman doszły też do wniosków dlaczego gupiki skaczą.

Gupiki czyli pawie oczka (Poecilia reticulata) to chyba jedne z najpopularniejszych rybek akwariowych. Niedoświadczonym akwarystom zdarza się jednak po powrocie do domu zastać gupiki na podłodze. Jaka siła każe gupikom wyskakiwać z akwarium? I jak one to robią?

Z analizy obrazu kamery szybkoklatkowej (high speed camera) wynika, że gupiki nie wyskakują z akwarium przypadkowo. One przygotowują się do skoku ponad powierzchnię wody. Wygląda to jak start do rozbiegu w skoku wzwyż. Gupik, który zamierza skoczyć, zatrzymuje się, następnie cofa się wolno mniej więcej o długość ciała jakby nabierał rozpędu, poczym gwałtownie rusza do przodu i wyskakuje ponad wodę. Czegoś takiego nie notowano jeszcze u skaczących ryb.

W ten sposób gupiki potrafią wyskoczyć na wysokość 8 długości swojego ciała z prędkością grubo ponad 1 m/s (4 stopy na sekundę).

Wykres zależności prędkości gupika od wysokości skoku (A); głębokości zanurzenia do wysokości skoku ponad wodę - korelacja ujemna (B) oraz długości rozpędu, czyli cofnięcia się przed skokiem, do wysokości skoku - korelacja dodatnia (B) (Soares &amp; Bierman, 2013).

W artykule opublikowanym w PLOS One badaczki dochodzą do wniosku, że gupiki nie skaczą bez sensu. One mają w tym swój cel. Jest nim, ewolucyjnie wykształcona, zdolność do pozyskiwania nowych terytoriów dostępnych w górę biegu strumieni (w tym przypadku chodzi o dzikie gupiki z Trynidadu). Każdy gupik, któremu uda się wyskoczyć powyżej progu, do wyższej partii strumienia, zapewnia sobie wody wolne od konkurentów z własnego gatunku oraz wolne od drapieżników wyspecjalizowanych w polowaniu na gupiki. W ten sposób gupiki zapewniają sobie zdolność do ekspansji. Taka strategia pozwala także gupikom zachować duża zmienność genetyczną.

Sekwencja ruchów gupika przed skokiem. Obejrzyj parę razy (to tylko 3 sek.) i zwróć uwagę na początkowe cofnięcie przed skokiem (Soares &amp; Bierman, 2013)

Dla porządku dodam, że gupiki bywają wprowadzane także do wód dzikich w celu zwalczania larw komarów. Podobno można się na nie natknąć w Czechach czy na Słowacji. W warunkach naturalnych występują na Karaibach oraz w dorzeczu Orinoko i Amazonki.

Aha, a o co chodziło z tą mrożoną herbatą? Daphne Soares od kilku lat bada ewolucyjne zmiany w pniu mózgu gupików. I w czasie tych badań gupik wyskoczył z akwarium, prosto do kubka z ice-tea. To podobno skłoniło ją do rozwiązania zagadki gupiczych (gupikowych?) skoków.

Źródła:

Soares, D., &amp; Bierman, H. (2013). Aerial Jumping in the Trinidadian Guppy (Poecilia reticulata) PLoS ONE, 8 (4) DOI: 10.1371/journal.pone.0061617

fot. w nagłówku:&nbsp; Photo Credit: Wolfgang_44 via Compfight cc...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Soares, D., & Bierman, H. (2013) <a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0061617" class="blue">Aerial Jumping in the Trinidadian Guppy (Poecilia reticulata)</a>. PLoS ONE, 8(4). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0061617" class="blue">10.1371/journal.pone.0061617</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1371/journal.pone.0061617"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1371/journal.pone.0061617">Aerial Jumping in the Trinidadian Guppy (Poecilia reticulata)</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/-dbkqykS2yM/dlaczego-gupiki-wyskakuja-z-akwarium.html</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Mikroraptor polował także na ryby]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/JluoksjQPbk/mikroraptor-polowa-takze-na-ryby.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/wtIGbSvtWsY/mikroraptor-polowa-takze-na-ryby.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2013-04-23T12:21:08Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Microraptor gui, opierzony, czteroskrzydlaty dinozaur z grupy dromeozaurów był wielbicielem ryb. Wszystko wskazuje na to, że ryby mogły być jednym z głównych składników jego pożywienia.&nbsp;

Microraptor gui jest jednym z ciekawszych przedstawicieli dromeozaurów. Cechą dla niego charakterystyczną są upierzone kończyny przednie i tylnie, które pomogały mu w szybowaniu. Mikroraptor miał zatem cztery skrzydła.

Jego znakomicie zachowane szkielety znajdowane są w osadach dolnej kredy w północno-wschodnich Chinach. Stanowisko geolgiczne dostarcza także mnóstwo innych okazów, reprezentujących wspólnie tzw. ekosystem Jehol. Doskonały stan zachowania mikroraptorów pozwala na zaglądanie im do wnętrza przewodu pokarmowego, co jest nie lada gratką dla paleodietetyków.

Z zawartości niestrawionej do końca treści pokarmowej dowiedzieliśmy się, że mikroraptor polował na ptaki oraz małe ssaki. Prawdopodobnie ofiary znajdowały się na drzewach w momencie ataku. Tym razem jednak w treści żoładka mikroraptora odnaleziono fragmenty ryb kostnych (Xing et al., 2013).

Szkielet mikroraptora z niestrawionym pokarmem (A). Na obrazku (C) strzałkami zaznaczono dwa rybie kręgi; na (D) widać przednie zęby wygięte ku przodowi (wg Xing et al., 2013).

Mikroraptor prawdopodobnie latał także nad lustrem wody i wyławiał ryby pojawiające się przy powierzchni. Cechy szkieletu, a szczególnie uzębienia, mikroraptora wskazują na to, że ryby musiały być jednym z podstawowych składników diety tego uskrzydlonego gada. Szczegółowe analizy uzębienia mikroraptora wykazały, że zęby miały gładkie powierzchnie ze zredukowanym w stosunku do innych dromeozaurów dodatkowymi ząbkami. Podobne zęby posiadają spinozaury, które uważa się za przedstawicieli rybożerców. Ponadto, część przednich zębów była wygięta ku przodowi, a dwa, najbardziej wysunięte ku przodowi prawdopodobnie wystawały poza linię zgryzu. Bardzo przypomina to cechy uzębienia współczesnych rybożerców np. innych ryb, ptaków czy krokodyli.

Można oczywiście założyć, że ryba była już martwa i leżała na brzegu, albo nawet na drzewie, ale to tylko takie gdybanie.

&nbsp;

Źródła: 

Xing, L., Persons, W., Bell, P., Xu, X., Zhang, J., Miyashita, T., Wang, F., &amp; Currie, P. (2013).               PISCIVORY IN THE FEATHERED DINOSAUR

              

             Evolution DOI: 10.1111/evo.12119

fot. w nagłówku Photo Credit: EMW2011 via Compfight cc &nbsp;...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Xing, L., Persons, W., Bell, P., Xu, X., Zhang, J., Miyashita, T., Wang, F., & Currie, P. (2013) <a href="http://dx.doi.org/10.1111/evo.12119" class="blue">              PISCIVORY IN THE FEATHERED DINOSAUR
              
            </a>. Evolution. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1111/evo.12119" class="blue">10.1111/evo.12119</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1111/evo.12119"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1111/evo.12119">              PISCIVORY IN THE FEATHERED DINOSAUR
              
            </a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/wtIGbSvtWsY/mikroraptor-polowa-takze-na-ryby.html</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Zielona Sahara, czyli jak powstał starożytny Egipt]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/ld2n-OkkYWY/zielona-sahara-czyli-jak-powsta.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/TGnBnveF63o/zielona-sahara-czyli-jak-powsta.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2013-04-11T12:04:03Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Przy okazji przedłużającej się zimy i dyskusji na temat zmian klimatu warto uzmysłowić sobie, że wpływ na te zmiany ma bardzo wiele czynników i tak naprawdę, to nie wiemy jak będzie w Polsce za 50 czy 100 lat. Jedyne co możemy zrobić to przyglądać się zmianom z przeszłości i wyciągać wnioski na przyszłość. To takie okrągłe zdanie, z którego nic nie wynika, m.in. dlatego, że wachlarz przyczyn i skutków jest ogromny. Przykładem niedawnych zmian klimatycznych, których do końca jeszcze nie rozszyfrowaliśmy jest tzw. wilgotny okres afrykański, który związany był z holoceńskim optimum klimatycznym.

Być może niektórzy pamiętają film "Angielski pacjent", który rozpoczyna się sceną malowania sylwetek pływaków, znanych z jaskini, w której umiera później główna bohaterka. Jaskinia Pływaków (Cave of Swimmers) położona jest w pd.-zach. Egipcie, na płaskowyżu Gilf Kebir, w pobliżu granicy z Libią. Oprócz wspomnianych pływaków, wśród rysunków naskalnych pełno jest zwierząt, w tym słoni, żyraf, antylop, bydła i kóz. No i łowców. Jaskinię odkrył w 1933 r. podróżnik węgierski László Almásy, który napisał później, że rysunki obrazują bujne życie, które kiedyś kwitło na tym pustynnym płaskowyżu. Przed wojną brakowało ludziom wyobraźni i wiedzy na temat zmian klimatu a sugestie Almásy'ego traktowano wyłącznie jako jego fantazje. Wydawało się niemożliwe, żeby największa pustynia świata była nie tak dawno rajskim ogrodem.

Swimmer's cave (Photo Credit: Paul Ealing 2011 via Compfight cc) 

Jednak takich scen jak na płaskowyżu Gilf Kebir jest na Saharze więcej. W połowie XIX w. niemiecki badacz Afryki, Heinrich Barth, podróżując z Trypolisu do Timbuktu natknął się jako pierwszy Europejczyk na saharyjskie petroglify. Wspominał później, że przedstawione na nich bogactwo życia ogromnie kontrastowało z bezludnym krajobrazem pustyni i podobnie jak niemal sto lat później, jemu również trudno było wyobrazić sobie, że Sahara wyglądała kiedyś zupełnie inaczej.

Ennedi w Czadzie (Photo Credit: marches-lointaines.com via Compfight cc) 

Dzisiaj wiemy, że petroglifów na Saharze przedstawiających bogaty świat zwierzęcy jest bardzo dużo. Właściwie to należy uznać, że Sahara jest największym na świecie skupiskiem rysunków naskalnych. Wszystkie pochodzą sprzed 9-6 tys. lat temu i wszystkie pokazują Saharę jako bujną sawannę lub zakrzewiony step. Dziś wiemy także, że petroglify pokazywały prawdę. Sahara była kwitnącą krainą 7 tysięcy lat temu. Archeolodzy nazywają ten okres neolitem subpluwialnym, czyli mokrą lub zieloną Saharą. Geolodzy czy geografowie umieszczają te wydarzenia w holocenie.

Świat petroglifów Gilf Kebir i obecnej Sahary. 

Holocen rozpoczął się wraz z końcem ostatniego glacjału. Było to ok. 10-11 tys. lat temu i holocen, jak na razie, trwa do dziś. Holocen oczywiście nie był klimatycznie jednorodny i mamy w nim kilka okresów cieplejszych i zimniejszych. Pomijając obecne zmiany, które nawet w skali holocenu są bardzo krótkie, najcieplejszy okres nazywany atlantyckim przypada na czas od 8 000 do 5 000 lat temu, czyli na wspomniane wydarzenia wilgotnego okresu afrykańskiego.

Z badań osadów jeziornych rozmieszczonych na Saharze wiemy, że poziom wód w okresie atlantyckim był znacznie wyższy, a samych jezior było też więcej. Dla przykładu, wysychające dziś jezioro Czad było wtedy większe od Morza Kaspijskiego (miało ponad 400 tys. km2). Takich megajezior było na Saharze kilka: megajezioro Fezzan w Libii, megajeziora Chotts w Algierii czy megajezioro Turkana. &nbsp;

Wilgotna Sahara przypominała leżący na południe od niej Sahel, pokryty sawanną. Zamieszkiwały ją liczne zwierzęta, łącznie z wymarłym żyrafowatym siwaterium czy pelorowisem, reprezentującym dzikie bydło. Wierzyć się nie chce, ale suchy dzisiaj jak pieprz masyw Tibesti pokrywały lasy dębowe i orzechowe. Rosły także lipy, olchy i wiązy, a u podnóża tego wulkanicznego masywu drzewa oliwne i jałowce. Doliny wypełniały rzeki pełne ryb. Krajobrazu dopełniali zaś łowcy-zbieracze, którzy w wolnych chwilach, popasając rysowali na skalnych ścianach saharyjską sielankę.

Badania przybrzeżnych osadów Atlantyku wykazały też, że wilgotna Sahara dostarczała znacznie mniej pyłu, co dowodzi istnienia zwartej pokrywy roślinnej znacznie zmniejszającej erozję eoliczną. Z zapisu w rdzeniach z dna oceanicznego wiemy też, że Sahara wyschła nagle. W przeciągu 100-200 lat zaczęła dostarczać tyle pyłu pustynnego co dzisiaj. Środowisko wilgotnej sawanny zastąpione zostało wybitnie suchą pustynią. Podobnie było też na Półwyspie Arabskim.

Wykresy zmian w ciągu ostatnich 20 tys. lat: 

A) ilość energii słonecznej docierającej do powierzchni Ziemi;

B) poziom wód w jeziorach afrykańskich;

C) ilość wody wypływającej z Nilu;

D) ilość pyłu w osadzie z rdzenia oceanicznego pobranego u wybrzeży Mauretanii;

E) zmiany w składzie izotopu wodoru wosku roślinnego z jeziora Tanganika (deMenocal &amp; Tierney, 2012).

Jak do tego wszystkiego doszło? Zazielenienie Sahary związane jest z przesunięciem się strefy monsunów bardziej na północ od równika, w ten sposób, że swoim zasięgiem objęły Saharę. Pokrywa się to z okresem maksimum nasłonecznienia wyliczonym dla 20oN na podstawie zmian parametrów orbity Ziemi. Orbita Ziemi ulega cyklicznym zmianom przebiegającym w trzech podstawowych cyklach, tzw. cyklach Milankovicia: cyklu ekscentryczności (ok. 400 lub 100 tys. lat), cyklu nachylenia ekliptyki (ok. 40 tys. lat) oraz cyklu precesji (ok. 26 tys. lat). W przypadku wil...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    deMenocal, P., Ortiz, J., Guilderson, T., Adkins, J., Sarnthein, M., Baker, L., & Yarusinsky, M. (2000) <a href="http://dx.doi.org/10.1016/S0277-3791(99)00081-5" class="blue">Abrupt onset and termination of the African Humid Period:</a>. Quaternary Science Reviews, 19(1-5), 347-361. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1016/S0277-3791(99)00081-5" class="blue">10.1016/S0277-3791(99)00081-5</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1016/S0277-3791(99)00081-5"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1016/S0277-3791(99)00081-5">Abrupt onset and termination of the African Humid Period:</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/TGnBnveF63o/zielona-sahara-czyli-jak-powsta.html</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Najstarsze ssaki łożyskowe]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/bf9mi8v-wVo/najstarsze-ssaki-ozyskowe.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/Asba6LnpxNU/najstarsze-ssaki-ozyskowe.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2013-02-08T03:45:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Ostatni wspólny przodek wszystkich współczesnych ssaków łożyskowych uganiał się po drzewach w poszukiwaniu owadów. Nie musiał obawiać się pożarcia przez dinozaury, bo żył później niż do tej pory sądzono - już po wymarciu dinozaurów na granicy kreda/paleogen. Ssaki łożyskowe i mezozoiczne dinozaury nigdy się nie spotkały. Najstarszy znany szkielet niewątpliwego ssaka łożyskowego Protungulatum donnae pochodzi z osadów datowanych na jakieś 200-400 tys. lat po ostatnim dinozaurze, czyli na wczesny paleocen. Poznane mezozoiczne ssaki takie jak Eomaia czy Juramaia, które wcześniej zaliczano do przodków łożyskowców, wyrzucono teraz na zewnątrz linii rozwojowej ssaków łożyskowych (Placentalia) a nawet poza przodków Placentalia - Eutheria. Teraz Eomaia zaliczana jest do bocznej, wygasłej jeszcze w kredzie linii, gdzieś pomiędzy Eutheria a Monotremata (stekowce).

Wspólny przodek wszystkich 

ssaków łożyskowych (by Carl Buell)

Tak przynajmniej wynika z badań Maureen A. O'Leary i zespołu (2013) opublikowanych w ostatnim numerze Science. Hipotetyczny przodek wszystkich ssaków łożyskowych, który pojawił się tuż po zniknięciu wielkich, mezozoicznych dinozaurów (nie wliczając w to ptaków, oczywiście) miał zapewne miłe futerko, także na długim ogonku. Ważył od 6 do 245 gramów, rodził jedno ślepe, nieowłosione młode. Miał dość przyzwoicie pofałdowany mózg i po trzy pary zębów trzonowych w szczęce. Żył sobie gdzieś na południowym superkontynencie - Gondwanie, i stamtąd rozprzestrzenił się na cały świat. Ten obraz wczesnego Placentalia nie jest oczywiście zaskoczeniem, bo tak właśnie wyobrażaliśmy sobie naszych odległych przodków. Jednak tym razem rekonstrukcja jest podobno tak dokładna, że można niemalże policzyć włosy wspomnianego futerka.

Aby to osiągnąć, zespół naukowców zbadał ponad 4.5 tys. cech anatomicznych pochodzących z 86 żyjących i wymarłych ssaków. Żeby w pełni docenić rozmach przedsięwzięcia wystarczy wspomnieć, że dwa lata zajęło badaczom samo ustalenie cech, które będą badać, a kolejne trzy zbieranie wszystkich danych. Wynikało to m.in. z dużej różnorodności badanych łożyskowców i odmiennej terminologi stosowanej np. do opisu szczura i wieloryba.

Wiewiórecznik to nie naczelny (Photo Credit: letdown102 via Compfight cc)

Zebrane dane anatomiczne porównano z DNA oraz danymi molekularnymi żyjących gatunków i zapodano do analizy programowi Morphobank. Program utworzył drzewo powiązań filogenetycznych, które pokazuje pokrewieństwa pomiędzy różnymi taksonami, a także ich ewolucyjną przeszłość. Np., wynika z niego, że wiewióreczniki i lotokotowate (latające lemury) są w tym samym stopniu spokrewnione z naczelnymi (Primates), do których sami się zaliczamy. A zdarzało się wcześniej, że wiewióreczniki zaliczano do Primates. Z innych ciekawostek: afrykańskie słonie pochodzą od wymarłych przodków z Ameryki. Musiały więc przejść dość wcześnie przez Atlantyk, kiedy jeszcze był w stadium inicjalnego ryftu i był stosunkowo wąski, albo go jeszcze nie było..

Przedstawione dane pokazują dość spójny obraz radiacji wczesnych ssaków łożyskowych, jednak spodziewam się dalszych zmian. Może jakaś nie budząca wątpliwości skamieniałość z Chin?

Źródło:

O'Leary, M., Bloch, J., Flynn, J., Gaudin, T., Giallombardo, A., Giannini, N., Goldberg, S., Kraatz, B., Luo, Z., Meng, J., Ni, X., Novacek, M., Perini, F., Randall, Z., Rougier, G., Sargis, E., Silcox, M., Simmons, N., Spaulding, M., Velazco, P., Weksler, M., Wible, J., &amp; Cirranello, A. (2013). The Placental Mammal Ancestor and the Post-K-Pg Radiation of Placentals Science, 339 (6120), 662-667 DOI: 10.1126/science.1229237

fot. w nagłówku&nbsp; Photo Credit: Kaptain Kobold via Compfight cc...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    O'Leary, M., Bloch, J., Flynn, J., Gaudin, T., Giallombardo, A., Giannini, N., Goldberg, S., Kraatz, B., Luo, Z., Meng, J.... (2013) <a href="http://dx.doi.org/10.1126/science.1229237" class="blue">The Placental Mammal Ancestor and the Post-K-Pg Radiation of Placentals</a>. Science, 339(6120), 662-667. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1126/science.1229237" class="blue">10.1126/science.1229237</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1126/science.1229237"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1126/science.1229237">The Placental Mammal Ancestor and the Post-K-Pg Radiation of Placentals</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/Asba6LnpxNU/najstarsze-ssaki-ozyskowe.html</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Bakteryjne ogniwa paliwowe]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/ppgLxs_NVJg/bakteryjne-ogniwa-paliwowe.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/T1WISH6zY3g/bakteryjne-ogniwa-paliwowe.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2013-02-06T17:27:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[&nbsp;Do ekologicznych źródeł energii, oprócz paneli słonecznych i wiatraków, dołączyć można także bakterie wytwarzające prąd elektryczny. Planując budowę domu, warto się nad tym zastanowić. Opracowany niedawno system pozwala na wygenerowanie prądu elektrycznego zdolnego do pokrycia rocznego zapotrzebowania na energię dla niewielkiego gospodarstwa domowego. Wszystko czego potrzeba do uzyskania prądu to trochę bakterii oraz niewielka działka, gdzie odkładałaby się materia organiczna. Jej rozkładem zajmowałyby się bakterie, wytwarzając przy okazji prąd elektryczny. Okazuje się, że z takiej bakteryjnej mini-elektrowni można będzie uzyskać wydajność rzędu 3.2 Watt/m². W sumie, ze 100 m² powierzchni fermentujących roślin można będzie wyciągnąć 2800 kWh/r. Dla porównania, w Polsce gospodarstwo dwuosobowe rocznie zużywa około 3100 kWh energii elektrycznej.

Dla nieobeznanych z tematem brzmi to nieco fantastycznie. Dla nieco bardziej zorientowanych kojarzyć może się z biopaliwami. Te, w Polsce często łączone są z tzw. biokomponentami, które, zgodnie z unijnymi dyrektywami mają być dodawane do oleju napędowego. Tym razem chodzi jednak o coś zupełnie innego. Chodzi o tzw. ogniwa paliwowe (ang. fuel cell), a nawet więcej, chodzi o bakteryjne ogniwa paliwowe. Ogólnie rzecz biorąc całość prac nad bakteryjnymi ogniwami paliwowymi związana jest z bio-elektrochemicznymi procesami jakie zachodzą przy udziale bakterii. Po części pokrywa się to z ideą samych ogniw paliwowych, znanych już od połowy XIX w.

Ideę ogniwa paliwowego streścić można w prosty sposób: to energia uzyskiwana z reakcji chemicznego utleniania dostarczanego do niej paliwa. Wygląda to w ten sposób, że paliwo jako darczyńca (donor) elektronów (ang. donor) gromadzi się na anodzie oddzielonej od akceptora elektronów (ang. acceptor) specjalną membraną, która przepuszcza tylko protony. Ruch elektronów z anody do katody, czyli prąd elektryczny, odbywa na zewnątrz membrany się przez odbiornik energii. Jako membrany (ang. PEM - Polymer Electrolyte Membrane) stosuje się obecnie polimery fluorowe. Warto jeszcze dodać, że ogniwa paliwowe, w odróżnieniu od tzw. zwykłych baterii, nie wymagają wcześniejszego naładowania. Nie magazynują prądu, ale za to wytwarzają go już od momentu rozpoczęcia reakcji utleniania.

Schemat działania ogniwa paliwowego: 1) wodór; 2) ruch elektronów; 3) odbiornik; 4) tlen; 5) katoda; 6) membrana; 7) anoda; 8) woda; 9) jony (żr. wikipedia)

Jak łatwo się można zorientować, wykorzystanie takiego ogniwa niesie ze sobą wymóg dostarczania paliwa, co może być ekonomicznie nieopłacalne. Kolejnym progiem jest sprawność energetyczna samego ogniwa. Teoretycznie może ona wynosić do 83%, jednak w praktyce, w przypadku pojazdów mechanicznych uzyskuje się w tej chwili ok. 40% sprawność. Niewątpliwym jednak atutem jest ekologiczna czystość odpadów podczas uzyskiwania takiej energii. W obecnie stosowanych ogniwach paliwowych, paliwem dostarczanym do ogniwa jest najczęściej wodór, zaś produktem ubocznym woda (para wodna). Jak widać kolejnym atutem są także w zasadzie niewyczerpane źródła wodoru. 

Ale - właśnie problem z dostawą wodoru do układu ogniwa paliwowego powoduje, że ogniwa wodorowe są obecnie drogie i trudno sobie wyobrazić coś w rodzaju takiego ogniwa zaopatrującego dom w energię elektryczną. Gdybyśmy chcieli zrealizować taki pomysł musielibyśmy mieć dostęp do źródła wodoru, najlepiej w postaci skroplonej. Łatwo się zorientować, że koszt działania takiej instalacji mógłby przewyższać cenę wyprodukowanej energii. Próbuje się temu zaradzić łącząc ogniwo wodorowe np. z wiatrakami lub panelami słonecznymi, które produkują wodór. Jednak to taka hybryda, która trochę rozmywa pomysł stosowania ogniwa paliwowego.

Najpopularniejsze zastosowanie, czy też cieszące się największym zainteresowaniem potencjalnych nabywców, ogniwa paliwowe znalazły w przemyśle motoryzacyjnym. Honda, Toyota czy Mercedes mają w swej gamie samochodów również modele wykorzystujące ogniwa paliwowe. Na razie są to pojazdy prototypowe, ale obejmują one także autobusy, które będą mogły być wykorzystywane w centrach dużych miast, gdzie zanieczyszczenie powietrza, może skutecznie wyeliminować ruch konwencjonalnych pojazdów benzynowych. W rur wydechowych będzie wylatywać para wodna. Oczywiście potrzeba do tego sieci dystrybucji wodoru, ale niektóre państwa pewnie będzie stać na stosunkowo szybką rozbudowę takiej sieci. Można nawet w ciemno stawiać w pierwszym rzędzie na Niemcy, gdzie już dziś do centrów miast mogą wjeżdżać tylko samochody o odpowiednio niskiej emisji spalin. No i jeszcze jedno, cena w salonie za takie autko. Na razie za drogo, nawet dla Niemców, ale Toyota obiecuje, że już za parę lat wprowadzi na rynek model za ok. 50 tys dolarów.

Honda FCX - model na wodorowe ogniwo paliwowe za nieco ponad 100 tys. $ (źr. Honda News)

Oprócz samochodów, próbuje się konstruować również inne pojazdy, typu motorów, statków czy łodzi podwodnych. W USA, na wyspie Stuarta uruchomiono także elektrownię, która działa na zasadzie pętli: panele słoneczne → elektroliza wodoru → ogniwo paliwowe → prąd elektryczny. Sama wyspa zamieszkana jest przez 800 mieszkańców i elektrownia traktowana jest na razie jako eksperyment, tym bardziej, że jej sprawność wynosi zaledwie ok. 7%. 

Wróćmy jednak do bakterii. Bakteryjne ogniwa paliwowe z angielska zwane microbial fuel cells (MFC) związane są z bio-elektrochemicznymi systemami (ang. BES). W takim systemie bakteria reaguje z elektrodami, anodą i katodą czyli donorem i akceptorem, transportując pomiędzy nimi elektrony. Donorem (anodą czyli paliwem) może być tak jak poprzednio wodór, ale mogą być także metale (żelazo, mangan) czy też kwas mrówkowy. Akceptorem jest oczywiście tlen. Do warunków takiej wymiany elektronów czyli płynięcia prądu elektrycznego przewodzonego przez bakterie może dochodzić w kilku przypadkach i przy udziale kilku typów bakterii.

W pierwszym typie MFC bakterie hodowane są w oddzielnym zbiorniku gdzie w efekcie swojego metabolizmu wytwarzają wodór dostarczany do ogniwa paliwowego. Mamy więc klasyczne rozwiązanie, gdzie beztlenowe bakterie, np. Escherichia coli wytwarzają wodór w wyniku fermentacji kwasów mieszanych. Podobno najlepiej sprawdza się kwas masłowy i bakteria z rodzaju Clostridium.

W drugim typie jako paliwo używany jest wodór, siarkowodów i kwas mrówkowy. Całość, donor i akceptor, znajduje się w tym samym zbiorniku. W ogniwie biorą udział bakterie siarkowe z rodzaju Desulfovibrio, które żyją z redukcji siarczanów.

W trzecim typie MFC do przekazywania elektronów służą tzw. mediatory redoks, które przedostają się do wnętrza komórki bakteryjnej, gdzie ulegają redukcji. Zredukowany mediator opuszcza komórkę bakterii i szybko ulega utlenieniu na elektrodzie nie osiadając na niej. W tym przypadku bakterie pełnią tylko rolę redukcji mediatorów-paliw. Jako przykład takiego duetu może służyć wymieniana już...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Huettel M, Forster S, Kloser S, & Fossing H. (1996) <a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16535328" class="blue">Vertical Migration in the Sediment-Dwelling Sulfur Bacteria Thioploca spp. in Overcoming Diffusion Limitations.</a> Applied and environmental microbiology, 62(6), 1863-72. PMID:&nbsp;<a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16535328" class="blue">16535328</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?pmid=16535328"></script> <noscript><a href="http://pubget.com/paper/16535328">Vertical Migration in the Sediment-Dwelling Sulfur Bacteria Thioploca spp. in Overcoming Diffusion Limitations.</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Nielsen, L., Risgaard-Petersen, N., Fossing, H., Christensen, P., & Sayama, M. (2010) <a href="http://dx.doi.org/10.1038/nature08790" class="blue">Electric currents couple spatially separated biogeochemical processes in marine sediment</a>. Nature, 463(7284), 1071-1074. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1038/nature08790" class="blue">10.1038/nature08790</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1038/nature08790"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1038/nature08790">Electric currents couple spatially separated biogeochemical processes in marine sediment</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Pfeffer, C., Larsen, S., Song, J., Dong, M., Besenbacher, F., Meyer, R., Kjeldsen, K., Schreiber, L., Gorby, Y., El-Naggar, M.... (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1038/nature11586" class="blue">Filamentous bacteria transport electrons over centimetre distances</a>. Nature, 491(7423), 218-221. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1038/nature11586" class="blue">10.1038/nature11586</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1038/nature11586"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1038/nature11586">Filamentous bacteria transport electrons over centimetre distances</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Rabaey K, Rodríguez J, Blackall LL, Keller J, Gross P, Batstone D, Verstraete W, & Nealson KH. (2007) <a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18043609" class="blue">Microbial ecology meets electrochemistry: electricity-driven and driving communities.</a> The ISME journal, 1(1), 9-18. PMID:&nbsp;<a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18043609" class="blue">18043609</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?pmid=18043609"></script> <noscript><a href="http://pubget.com/paper/18043609">Microbial ecology meets electrochemistry: electricity-driven and driving communities.</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Reguera G. (2011) <a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21239171" class="blue">When microbial conversations get physical.</a> Trends in microbiology, 19(3), 105-13. PMID:&nbsp;<a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21239171" class="blue">21239171</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?pmid=21239171"></script> <noscript><a href="http://pubget.com/paper/21239171">When microbial conversations get physical.</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/T1WISH6zY3g/bakteryjne-ogniwa-paliwowe.html</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Zestresowani mężczyźni i otyłe kobiety]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/QDzdkIp3bRY/zestresowani-mezczyzni-i-otye-kobiety.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/WwrmpDIN_Fk/zestresowani-mezczyzni-i-otye-kobiety.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-09-17T06:26:03Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[&nbsp;Jak wiadomo, ideał kobiety zmieniał się w ciągu wieków. Chodzi mi oczywiście o męski ideał kobiety, bo przecież kobiet idealnych nie ma. Mężczyzn zresztą też, choć tu bym polemizował z samym sobą. Tak czy siak, od kiedy pierwszy raz zobaczyłem Wenus z Willendorfu, zastanawiałem się co to byli za goście, dla których był to ideał kobiety. A może taka była wtedy moda? Tak jak z butami czy kołnierzykami. Raz są fajansiarskie, a raz top-trendy. Okazuje się jednak, że nie tylko moda i wszechobecna reklama mają wpływ na męski ideał kobiety. Można nawet powiedzieć, że mężczyzną kieruje stres przy wyborze partnerki idealnej. Jak mądrzy ludzie doszli do takiego wniosku?

Ano tak. Wzięli 81 chłopa i podzielili na dwie, prawie równe grupy (40 i 41). Jedna grupa - eksperymentalna, została porządnie zestresowana przed odpowiedzią na testowe pytania; druga - kontrolna, podchodziła do odpowiedzi na luzie.

Jak się łatwo domyślić, obie grupy oceniały cielesną atrakcyjność kobiet, w tym:

stopień otyłości (od wychudzonych do otyłych)

ogólne wrażenie atrakcyjności

wskaźnik masy ciała (BMI - Body Mass Index)

Anja Rubik (fot. stilettobootlover_83 CC-BY-ND) 

Zestresowanie grupy eksperymentalnej mierzono na podstawie poziomu kortyzolu nazywanego czasem hormonem stresu. Domyślam się, że tym samym uzyskano poziom luzu grupy kontrolnej. Zresztą szczegóły stresowania znaleźć można w cytowanym artykule Swami &amp; Tovée (2012). Zebrane odpowiedzi porównano i wynika z tego porównania jasno, że facetom w stresie bardziej podobają się kobiety większe i lepiej zbudowane, puszyste. Takie Wenus z Willendorfu jakby.

I to by się nawet zgadzało. Wspomniana Wenus pochodzi z okresu oryniackiego, jednego z wczesnych etapów kolonizacji Europy przez Homo sapiens. Stres - zimno, nieznane tereny, jakieś obce kobiety neandertalskie. 

Jak widać wnioski są dość łatwe do sformułowania: im nam się bardziej błogo żyje, tym kobiety są szczuplejsze. A np. taki zestresowany Inuit, nawet nie spojrzy na chuderlawą kobietę typu Anja Rubik. Słowem, żeby reklamy seksistowskie działały w każdych (i niepowtarzalnych) okolicznościach przyrody, potrzebny jest podobny poziom stresu (tak sobie wymyśliłem jako ew. prowokację). W związku z powyższym badaniem postanowiłem też od jutra przyglądać się parom na ulicy, czy uda mi się odgadnąć poziom stresu u mężczyzn..

Źródła:

Swami V, &amp; Tovée MJ (2012). The Impact of Psychological Stress on Men's Judgements of Female Body Size PLoS ONE, 7 (8) DOI: 10.1371/journal.pone.0042593

Zdjęcie w nagłówku: Wenus z Willendorfu, Autor: Don Hitchcock CC-BY-SA...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Swami V, & Tovée MJ. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0042593" class="blue">The Impact of Psychological Stress on Men's Judgements of Female Body Size</a>. PLoS ONE, 7(8). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0042593" class="blue">10.1371/journal.pone.0042593</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1371/journal.pone.0042593"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1371/journal.pone.0042593">The Impact of Psychological Stress on Men's Judgements of Female Body Size</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/WwrmpDIN_Fk/zestresowani-mezczyzni-i-otye-kobiety.html</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Cała prawda o smoku wawelskim - tym razem naprawdę]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/Rf708c8_9RI/caa-prawda-o-smoku-wawelskim-tym-razem.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/HxWkgrYBVqQ/caa-prawda-o-smoku-wawelskim-tym-razem.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-08-14T15:33:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[W poprzednim poście o&nbsp;odkryciu smoka z Lisowic, którego skamieniałe kości nazwane zostały Smok wawelski&nbsp;pisałem, że trzeba poczekać na oficjalne ukazanie się artykułu, w którym nowy gatunek (i przy okazji nowy rodzaj) zostanie ogłoszony światu. I oto jest, w ostatnim numerze Acta Palaeontologica Polonica ukazał się artykuł Niedźwiedzkiego, Suleja i Dzika, tak więc od tego momentu do nomenklatury paleontologicznej wszedł na stałe Smok wawelski. W międzyczasie ukazał się także krótki artykuł Tomasza Skawińskiego, który poruszył kwestię nazewnictwa nowo kreowanych gatunków. Za przykład Skawiński wziął sobie oczywiście smoka wawelskiego. Co może być złego w tym, że nazywamy jakiegoś wymarłego gada nazwą legendarnego stwora?

Sam początkowo nie zwróciłem na to uwagi, ale Skawiński ma chyba rację. Nazwa Smok wawelski nieobeznanemu miłośnikowi dinozaurów może w pierwszej chwili sugerować, że legendarny smok wawelski istniał naprawdę. Maluczcy uwierzą, że rację ma Maciej Giertych twierdząc, że ludzie ewoluowali w cieniu dinozaurów. Jak zauważył Skawiński (2012), prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, już podziękował naukowców z Warszawy za odkrycie, iż smok istniał naprawdę.

Czy aby Smok wawelski nie&nbsp;będzie wodą na młyn kreacjonistów? Jestem przekonany, że nie o to chodziło twórcom nazwy, jednak tak się może poniekąd stać. Przypomniałem sobie też, jak to śp. prof. Wojtusiak planował przed wejściem do projektowanego na kampusie UJ Centrum Edukacji Przyrodniczej postawić rekonstrukcję Smok wawelski (o niuansach pisania kursywą i antykwą pisałem w poprzednim poście). Niby pomysł fajny, ale... Jesteśmy przyzwyczajeni do smoka pod Wawelem dłuta Bronisława Chromego, niektórzy być może pamiętają smoka z bajek Makuszyńskiego i Walentynowicza. I może lepiej, żeby ta dziecięca bajka nie przybierała postaci realnego archozaura z Lisowic. Niektórzy w swej edukacji przyrodniczej mogą zatrzymać się na poziomie prezydenta Jacka Majchrowskiego czy profesora Macieja Giertycha i tak już im zostanie na starość.

Zatem panie Prezydencie i panie Profesorze, całej prawdy o smoku wawelskim dowiedzieć się można z tego filmu:

A całej prawdy o Smok wawelski z artykułu Niedźwiedzkiego et al. (2012).

Źródła:

Maciej Giertych (2006). Creationism, evolution: nothing has been proved Nature DOI: 10.1038/444265d

Grzegorz Niedźwiedzki, Tomasz Sulej, &amp; Jerzy Dzik (2012). A large predatory archosaur from the Late Triassic of Poland Acta Palaeontologica Polonica DOI: 10.4202/app.2010.0045

Tomasz Skawiński (2012). Potential Effects of a Species’ Name Evo Edu Outreach, 5 DOI: 10.1007/s12052-012-0391-4

fot. w nagłówku:&nbsp;http://www.book.hipopotamstudio.pl/?p=1052...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Maciej Giertych. (2006) <a href="http://dx.doi.org/10.1038/444265d" class="blue">Creationism, evolution: nothing has been proved</a>. Nature. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1038/444265d" class="blue">10.1038/444265d</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1038/444265d"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1038/444265d">Creationism, evolution: nothing has been proved</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Grzegorz Niedźwiedzki, Tomasz Sulej, & Jerzy Dzik. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.4202/app.2010.0045" class="blue">A large predatory archosaur from the Late Triassic of Poland</a>. Acta Palaeontologica Polonica. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.4202/app.2010.0045" class="blue">10.4202/app.2010.0045</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.4202/app.2010.0045"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.4202/app.2010.0045">A large predatory archosaur from the Late Triassic of Poland</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Tomasz Skawiński. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1007/s12052-012-0391-4" class="blue">Potential Effects of a Species’ Name</a>. Evo Edu Outreach. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1007/s12052-012-0391-4" class="blue">10.1007/s12052-012-0391-4</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1007/s12052-012-0391-4"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1007/s12052-012-0391-4">Potential Effects of a Species’ Name</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/HxWkgrYBVqQ/caa-prawda-o-smoku-wawelskim-tym-razem.html</feedburner:origLink></entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Zakwity sinic w Bałtyku - skąd się biorą i jak z nimi walczyć]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/ResearchBlogging-Ecology/Conservation-Polish/~3/j3PWjOwJx4Y/zakwity-sinic-w-batyku-skad-sie-biora-i.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/BSvAMtKqv_k/zakwity-sinic-w-batyku-skad-sie-biora-i.html</id>
      <category term="Ecology / Conservation" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-08-13T08:57:03Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Zakwity toksycznych sinic w Bałtyku to niestety norma. Ich częstotliwość rośnie z roku na rok. Ostatnio jednak pojawiła się nadzieja na zmianę tej sytuacji. Szwedzi mają pewien pomysł, który może uratować Bałtyk i uwolnić go nie tylko od sinic, ale także od ogólnej dewastacji ekologicznej. Pomysł, dość prosty w swej istocie, jest jednak kontrowersyjny i nie do końca wiadomo, jaki będzie efekt. Wydaje się jednak, że nie ma co zwlekać z ratowaniem Morza Bałtyckiego. To przecież jedno z najbardziej zanieczyszczonych mórz świata, a jego dno przypomina, stale powiększającą się pustynię ekologiczną. Brak wymiany wód dennych z powierzchniowymi sprzyja stopniowej eutrofizacji naszego morza i okresowym zakwitom sinic. Z czego to się bierze?

Niezależnie od naszego umiłowania do Bałtyku i jego plaż, trzeba także wiedzieć, że Bałtyk posiada największą na świecie strefę pozbawioną życia,&nbsp;spowodowaną działalnością człowieka. Jest to przydenna strefa zubożona w tlen, za to przepełniona składnikami odżywczymi, które opadły na dno i nie mogą się stamtąd wydostać. Mówiąc dosadnie - takie podmorskie szambo. Uwięzione na beztlenowym dnie składniki odżywcze to głównie azot i fosfor pochodzące ze ścieków oraz nawozów sztucznych dostających się do morza rzekami. Polska niestety jest jednym z głównych trucicieli Bałtyku. W liczbach wygląda to tak - w ciągu ostatnich 50 lat do Bałtyku wpuszczono łącznie 20 milionów ton azotu oraz 2 miliony ton fosforu.&nbsp;

Każdy kto uprawiał jakąś roślinkę, wie, że drobinka "azofoski" wystarczy, żeby roślinka wybujała. Tak też dzieje się z sinicami w Bałtyku, które ochoczo korzystają z nadmiaru azotu i fosforu. Sinice nazywane też cyjanobakteriami, należą, podobnie jak rośliny, do organizmów samożywnych. Są to jedne z najstarszych organizmów na Ziemi zaliczanych obecnie do królestwa bakterii. Oprócz światła słonecznego, do życia potrzebują też składników odżywczych, przede wszystkim fosforu. Ponieważ nie są osamotnione w wyścigu do światła i pożywienia, zakwitają głównie wtedy gdy następują warunki preferencyjne dla nich - ciepła, stagnująca woda przypowierzchniowa. Tak zdarza się najczęściej latem. Na domiar złego - bałtyckie sinice potrafią być toksyczne, także dla ludzi.

Zdjęcie satelitarne Bałtyku z zakwitem sinic 

(fot. trojmiasto.pl)

Co roku, zielony dywan sinic pokrywa bałtyckie plaże. Kiedy zakwit sinic się kończy, obumarłe organizmy opadają na dno i rozkładając się zużywają resztki pozostałego tam tlenu. W pozbawionych tlenu wodach dennych nie może przeżyć żaden tlenowy organizm, np. ryby czy mięczaki. Rybacy określają to wdzięcznym terminem - przyducha. Dno staje się pozbawione życia, a strefa beztlenowa rozprzestrzenia się. Wiele gatunków fauny Bałtyku, np. dorsz, ma coraz mniej miejsca do życia. W ciągu ostatniego dziesięciolecia, co roku w Bałtyku występuje ok. 60 tys. km2 dna pozbawionego tlenu. To powierzchnia kilku polskich województw całkowicie pozbawionych życia.

Problem przydennych wód beztlenowych (anoksycznych) pojawia się ostatnio coraz częściej w mediach, głównie za sprawą rosnących temperatur mórz i oceanów. Ciepłe wody przyspieszają rozkład gnijących sinic ograniczając jednocześnie natlenianie wód przypowierzchniowych. W wodach anoksycznych dochodzi do szybszego uwalniania fosforu, a niski poziom tlenu zatrzymuje denitryfikujące bakterie w osadzie powodując wzrost zawartości azotu. Koniec końców prowadzi to do kolejnego zakwitu, który powiększa zawartość fosforu i azotu na anoksycznym dnie i powstania samonapędzającej się spirali następnych zakwitów sinicowych.

Za sprawą szwedzkich inżynierów pojawił się ostatnio pomysł jak ograniczyć strefę beztlenową w Bałtyku. Szwedzi stwierdzili, że wystarczy po prostu pompować tlen na dno Bałtyku. Spowoduje to także mieszanie się wód i zahamuje proces denitryfikacji w osadzie. Czyli mechanizm podobny do tego stosowanego w agrotechnice, z tym, że teraz dotleniać będziemy dno bałtyckie, tzn. Szwedzi będą dotleniać. Chcą wykorzystać do tego ok. 100 pomp, które będą wtłaczać natlenioną wodę z ok. 50 m, wgłąb na głębokość ok. 125 m przez kilkanaście lat. Całość ma kosztować co najmniej 200 mln euro.

Obliczono, że potrzeba od 2 mln do 6 mln ton tlenu, żeby podnieść natlenienie dna Bałtyku powyżej poziomu dla wód uznawanych za zubożone w tlen, czyli powyżej 2 mg na litr. W 2009 roku Szwedzi wydali już prawie 4 mln dolarów na pilotażowy program. Okazało się, że rzeczywiście można w ten sposób natlenić dno Morza Bałtyckiego. Pojawiły się jednak pewne zagwozdki, sprawiające, że cały projekt coraz częściej określa się mianem kontrowersyjnego.

Przede wszystkim, takie pompowanie narusza naturalną cyrkulację termohalinową czyli opadanie cięższych, słonych wód na dno. Pompowane wody powierzchniowe są mniej zasolone. Są też cieplejsze, może spowodować podniesienie temperatury wód dennych nawet do ok. 8oC. To z kolei też stymuluje rozwój sinic, a więc dzieje się odwrotnie do zamierzonego efektu. Nie wspominając już o wtłoczonych przypadkowo, wbrew ich woli, mieszkańcach wód przypowierzchniowych, którzy nagle znajdą się na dnie. Jak na razie, najlepsze rezultaty osiągnięto dotleniając dna niewielkich jezior, jednocześnie wiążąc chemicznie fosfor na ich dnie. Zachęciło to Szwedów do działania na szerszą skalę w Bałtyku.

To jednak nie koniec zastrzeżeń wobec projektu. Natlenienie dna Bałtyku w ciągu najbliższych kilkunastu lat w dość gwałtowny sposób pociągnąć może za sobą łańcuch niekontrolowanych zdarzeń, których nie jesteśmy w tej chwili przewidzieć. Trochę przypomina to sytuację z pogranicza proterozoiku i kambru związaną z zagospodarowaniem dna morskiego przez organizmy penetrujące w osadzie. Wtedy ten proces przebiegał przez miliony lat i ostatecznie doprowadził, jak się wydaje, do eksplozji życia kambryjskiego. W Bałtyku mamy jednak nieco inną sytuację. Organizmy penetrować będą w dnie, które zawiera mnóstwo zanieczyszczeń typu DDT czy polichlorowane bifenyle (PCB). Dla przypomnienia - DDT to popularny środek owadobójczy, zaś PCB stosuje się głównie do produkcji smarów. Największe obawy może budzić PCB, który jest rakotwórczy i najwięcej znajduje się go właśnie w rybach z Bałtyku. Natlenienie dna spowodować może uwolnienie tych substancji i chyba nie muszę rozwijać co to będzie oznaczać dla bałtyckiego rybołówstwa.

Plan redukcji strefy minimum tlenowego w Bałtyku (wg Conley, 2012)

Cóż zatem robić? Jeśli pozostawimy Bałtyk samemu sobie, to pod koniec wieku 1/4 jego powierzchni będzie pustynią ekologiczną. Wtedy pewnie w ogóle nie zanurzymy palca w wodzie, bo kożuch sinicowy może występować całe lato. Szwedzi zakładają, że przy pomocy pomp uda im się ograniczyć "strefę śmierci" do ok. 40 tys km2 w 2100 roku.

Przeciwnicy stosowania pomp uważają, że lepiej zacząć od redukcji zanieczyszczeń odprowadzanych do Bałtyku. Ostatnio udało się ograniczyć udział fosforu o ok. 30 tys ton rocznie i azotu o ok. 400 tys ton. Zakłada się obniżenie do 2016 roku poziomu fosforu do 42% obecnego poziomu oraz azotu do 18%, tak, by już w 2021 móc ogłosić zadowalający status ekologiczny Bałtyku.

Tytułem końcowej refleksji - przykład z pompami pokazuje, że część inżynierów nie wyszła z piaskownicy. Nie widzą skomplikowanej sieci powiązań i złożoności biotopów morskich. To nie jest maszyna skonstruowana wg określonego wzoru, tylko wynik wielu przypadkowych procesów i b...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Daniel J. Conley. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1038/486463a" class="blue">Save the Baltic Sea</a>. Nature. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1038/486463a" class="blue">10.1038/486463a</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1038/486463a"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1038/486463a">Save the Baltic Sea</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 <feedburner:origLink>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/BSvAMtKqv_k/zakwity-sinic-w-batyku-skad-sie-biora-i.html</feedburner:origLink></entry>
  
</feed>
