<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0">
 
 <title>Research Blogging - Geosciences - Polish</title>
 <subtitle />
 
 <link href="http://www.researchblogging.org" />
 <updated>2012-05-26T03:00:01Z</updated>
 <author>
   <name>Research Blogging</name>
   <email>noreply@researchblogging.org</email>
 </author>
 <id>http://www.researchblogging.org/feeds/geosciences/polish.xml</id>
 
  <atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/ResearchBlogging-Geosciences-Polish" /><feedburner:info uri="researchblogging-geosciences-polish" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><feedburner:browserFriendly></feedburner:browserFriendly><entry>
   <title type="html"><![CDATA[Bakterie mogą żyć miliony lat w osadzie]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/vz_zWqHjYLc/bakterie-moga-zyc-miliony-lat-w-osadzie.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/vz_zWqHjYLc/bakterie-moga-zyc-miliony-lat-w-osadzie.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-05-20T05:45:03Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Bakterie należą do najliczniejszych organizmów na Ziemi, a 90% procent z nich występuje pogrzebanych w osadach na dnie oceanu. Nie od dziś wiadomo, że bakterie wiele zniosą. Okazuje się, że mimo wszystko nie docenialiśmy ich żywotności. W osadach liczących sobie 86 milinów lat, leżących 30 m pod dnem Pacyfiku znaleziono zespół bakterii tlenowych. I nie były to skamieniałości, lecz bakterie, które wciąż konsumowały tlen. Tyle, że robiły to naprawdę bardzo, bardzo wolno - taki bakteryjny slow-food w ekstremalnym wydaniu. Po prostu, bakterie mogą żyć wiele milionów lat w osadzie.

Osady pstrych łupków oceanicznych wydobyto z dna Pacyfiku w rdzeniu wiertniczym, po czym w każdej z warstw pomierzono czujnikiem zawartość tlenu. Pomierzone wartości porównano z modelem dyfuzji tlenu z powierzchni dna wgłąb osadu. Różnica pomiędzy zmierzoną ilością tlenu a tą, która powinno dostać się z oceanu do osadu, to tlen skonsumowany przez bakterie. Oczywiście, im głębiej, tym warstwy są starsze.&nbsp;Tak więc, 30 metrów osadu reprezentowało sporo czasu, 86 mln lat.

Na podstawie wcześniejszych badań stwierdzono, że bakterie tlenowe dość szybko zużywają tlen w osadzie i ich populacja z reguły nie sięga głębiej niż 10 cm. Poniżej rozwija się świat bakterii beztlenowych.

W przypadku osadów wydobytych z dna Pacyfiku mamy do czynienia z wyjątkową sytuacją (Roy et al., 2012). Bakterie tlenowe nie były w stanie skonsumować całego tlenu zawartego w osadzie i wciąż w nim żyją, kilkadziesiąt metrów poniżej dna. Po pierwsze dlatego, że jest ich niewiele, po drugie dlatego, że zużywają bardzo niewiele tlenu.

Środowisko oceaniczne, w którym zachowały się te zespoły bakterii cechuje się bardzo wolnym tempem przyrostu osadów. To taka oceaniczna pustynia, uboga w składniki pokarmowe, stąd produkcja organiczna w kolumnie wody jest niewielka, a do lądu daleko, więc mało co spada na dno. Osadu przybywa około 1 mm na 1000 lat. Jeśli już coś żywego spadnie, to jest tego naprawdę mało. Dlatego też w osadzie może zachować się niezużyty tlen, który będzie pożywką dla bakterii przez wiele pokoleń. Jak wiele? Okazuje się, że bardzo, bardzo wiele.

Miejsce pobrania rdzenia w płn. Pacyfiku cechuje się bardzo niską produkcją organiczną - fioletowe barwy. Jest to cecha typowa dla wielkich wirów oceanicznych na Pacyfiku (ang. gyre) (fig. SEAWiFS)

Oczywiście, ważne jest też tempo zużycia tlenu przez bakterie żyjące w osadzie. Wyliczono, że te żyjące 20 m pod dnem zużywają 0,001 mikromola tlenu na litr osadu w ciągu roku. W takim tempie 1 metr sześcienny osadu dostarcza bakteriom w ciągu 10 lat tyle tlenu, ile człowiek zużywa w jednym oddechu. Zatem gdybyśmy byli taką bakterią, oddychalibyśmy mniej więcej raz na 10 lat.

Jak przystało na artykuł w Science wszystko kończy się dywagacjami na temat życia pozaziemskiego. Wiadomo, tak wytrzymałe bakterie mogą się utrzymać np. pod powierzchnią gruntu marsjańskiego przez szmat czasu, więc moglibyśmy je sobie stamtąd przywieźć. Lub wysłać tam ziemskie bakterie, niech sobie kolonizują Wszechświat.

Zastanawiam się tylko, ile te bakterie mają naprawdę lat? Czy nie dostały się przypadkiem do tego osadu znacznie później?

Źródła:

Roy, H., Kallmeyer, J., Adhikari, R., Pockalny, R., Jorgensen, B., &amp; D'Hondt, S. (2012). Aerobic Microbial Respiration in 86-Million-Year-Old Deep-Sea Red Clay Science, 336 (6083), 922-925 DOI: 10.1126/science.1219424

fot. w nagłówku: Analiza rdzenia wiertniczego (domena publiczna)...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Roy, H., Kallmeyer, J., Adhikari, R., Pockalny, R., Jorgensen, B., & D'Hondt, S. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1126/science.1219424" class="blue">Aerobic Microbial Respiration in 86-Million-Year-Old Deep-Sea Red Clay</a>. Science, 336(6083), 922-925. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1126/science.1219424" class="blue">10.1126/science.1219424</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1126/science.1219424"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1126/science.1219424">Aerobic Microbial Respiration in 86-Million-Year-Old Deep-Sea Red Clay</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Ekstremalnie miniaturowe mamuty z Krety]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/mFBOZvu1Zow/ekstremalnie-miniaturowe-mamuty-z-krety.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/mFBOZvu1Zow/ekstremalnie-miniaturowe-mamuty-z-krety.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-05-12T11:16:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Najnowsze analizy materiału kostnego z północno-wschodnich krańców Krety wskazują, że na wyspie tej występowały ekstremalnie małe mamuty. Mamuty z Krety są wspaniałym przykładem miniaturyzacji wyspowej. Jednocześnie uświadamiają nam, że jeszcze nie tak dawno w rejonie Morza Śródziemnego roiło się od różnej maści słoniowatych.

Nie tak dawno, w tym przypadku oznacza plejstocen, czyli okres od ok 2,5 mln do 12 tys. lat temu. Plejstocen nazywany też epoką lodowcową&nbsp;większości kojarzyć się może właśnie z mamutami, nosorożcami włochatymi oraz słoniami leśnymi. Mamuty, ze względu na przypisywane im spektakularne rozmiary, dość często pojawiają się w mediach i chyba każdy je kojarzy właśnie z plejstocenem.

Znaleziska kości kreteńskich słoniowatych traktowano przez ostatnie 100 lat z podobnym podejściem. Ponieważ reprezentowały one stosunkowo małe osobniki, zaliczano je do gatunków wymarłych słoni leśnych (Palaeoloxodon antiquus). Słonie leśne były dość popularne w Europie południowej przez cały plejstocen. Najdłużej utrzymały się na jednej z greckich wysp - Tilos, gdzie żyły jeszcze 4 tys lat temu (starożytni Egipcjanie stykali się z nimi)! Ogólnie rzecz biorąc, słonie leśne były duże, większe od obecnych słoni prawie dwukrotnie, ale bardzo często obserwowano ich skarłowaciałe gatunki, występujące na rozlicznych wyspach Morza Śródziemnego. Do tego worka, miniaturowych słoni leśnych, wrzucono kości z Krety, które zaklasyfikowano jako Palaeoloxodon creticus.

Najczęściej tak wyobrażamy sobie mamuty (rys. J. Smit, domena publiczna)

Mamuty podobnie jak słonie leśne, są typowe dla plejstocenu, jednak ich rozprzestrzenienie było znacznie większe. Występowały na całym przedpolu lodowca od Ameryki Płn., przez Azję do Europy. W rzeczywistości nie były sporo większe od słoni leśnych, ale trochę tak. Znano też przykłady karłowatych form mamutów. Do tej pory za najmniejszego mamuta uważano odkrytego na Sardynii Mammuthus lamarmorai (Palombo et al., 2012).

Nasz grecki bohater, od teraz Mammuthus creticus,&nbsp;był jednak znacznie mniejszy od mamuta z Sardynii. Mniej więcej o połowę. Dorosły osobnik miał ok. 1 metra wysokości w kłębie (tyle co dwu-trzyletnie dziecko) i ważył ok. 300 kg (taki trochę kucyk pony). Jest więc najmniejszym znanym mamutem, porównywalnym wielkością do najmniejszych słoni leśnych (Herridge &amp; Lister, 2012).

Lokalizacja (a) i skamieniałości M. creticus (d-f). 

Na fot. (d) i (e) widać dolny ząb trzonowy, fot. (f) to kość udowa. Zwróć uwagę na skalę (za: Herridge &amp; Lister, 2012)

Jak pisałem we wstępie, jest to piękny przykład miniaturyzacji wyspowej. Autorzy piszą nawet, że jest to "ekstremalna miniaturyzacja". Prawdopodobnym przodkiem tego miniaturowego mamuta mógł być albo Mammuthus meridionalis&nbsp;albo Mammuthus rumunus. Pierwszy z nich żył w Europie od początku plejstocenu i wymarł 800 tys. lat temu. Gdyby przodkiem okazał się M. rumunus, mogłoby to oznaczać, że dotarł on na Kretę już 3,5 mln lat temu - jeszcze w pliocenie. Wystarczająco dawno, żeby zmniejszyć się do rozmiarów kucyka pony. Miniaturowy mamut z Sardynii razem z mamutem z Krety reprezentują dwie osobne linie miniaturyzacji mamutów (trochę to brzmi, jak opis linii do produkcji mikroprocesorów).

Kiedy więc będziemy oglądać "Epokę lodowcową 4 lub 6" pamiętajmy, że zanim 250 tys lat temu pojawił się olbrzymi mamut włochaty (Mammuthus primigenus), w Europie mieliśmy całą plejadę miniaturowych słoniowatych.

Źródła:

Obraz w nagłówku: Kromaniończyk w jaskini, Charles R. Knight (domena publiczna)

Herridge, V., &amp; Lister, A. (2012). Extreme insular dwarfism evolved in a mammoth Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences DOI: 10.1098/rspb.2012.0671

Palombo, M., Ferretti, M., Pillola, G., &amp; Chiappini, L. (2012). A reappraisal of the dwarfed mammoth Mammuthus lamarmorai () from Gonnesa (south-western Sardinia, Italy) Quaternary International, 255, 158-170 DOI: 10.1016/j.quaint.2011.05.037...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Herridge, V., & Lister, A. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1098/rspb.2012.0671" class="blue">Extreme insular dwarfism evolved in a mammoth</a>. Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1098/rspb.2012.0671" class="blue">10.1098/rspb.2012.0671</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1098/rspb.2012.0671"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1098/rspb.2012.0671">Extreme insular dwarfism evolved in a mammoth</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Palombo, M., Ferretti, M., Pillola, G., & Chiappini, L. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.quaint.2011.05.037" class="blue">A reappraisal of the dwarfed mammoth Mammuthus lamarmorai () from Gonnesa (south-western Sardinia, Italy)</a>. Quaternary International, 158-170. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.quaint.2011.05.037" class="blue">10.1016/j.quaint.2011.05.037</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1016/j.quaint.2011.05.037"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1016/j.quaint.2011.05.037">A reappraisal of the dwarfed mammoth Mammuthus lamarmorai () from Gonnesa (south-western Sardinia, Italy)</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Dlaczego latem, woda nad Bałtykiem jest zimna?]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/8cAsqbgi1y0/dlaczego-latem-woda-nad-batykiem-jest.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/8cAsqbgi1y0/dlaczego-latem-woda-nad-batykiem-jest.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-05-06T23:59:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Latem nad Bałtykiem bywa tak, że mimo pięknej słonecznej pogody trzeba być wyjątkowo zdeterminowanym, żeby wejść do wody. Nie dlatego, że woda brudna czy fala wysoka, ale dlatego, że woda jest lodowata, wykręca kostki i stawy tuż po wejściu i jakoś szybko odechciewa się kąpieli. Być może zdarzyło się Wam poczuć ten uścisk zimy w środku lata i zastanawialiście się skąd to się bierze? Przecież jeszcze wczoraj woda była cieplutka, a w TV mówili, że woda w Bałtyku ma już ponad 20 st. C? Od teraz już będzie wiedzieć - wszystkiemu winien jest&nbsp;upwelling. A co to takiego?

Upwelling przybrzeżny. Pyknoklina oznacza granicę zmiany gęstości wód, często związana jest ze zmianą temperatury (termoklina) lub zmianą zasolenia (haloklina) (fig. oceanmotion.org)

Termin upwelling jakoś nie doczekał się polskiego odpowiednika i stosuje się go w angielskiej pisowni w Polsce. Swego czasu proponowano nazwę&nbsp;prąd wznoszący, spotkałem się nawet z próbą pisowni fonetycznej "apłeling", ale zdaje się, że żadna z tych propozycji nie przyjęła się na stałe. Pozostał upwelling, który oznacza wynoszenie zimnych wód dennych na powierzchnię zbiornika. Jego przeciwieństwem jest downwelling, który powoduje spływ wód powierzchniowych w stronę dna, czyli prąd opadający.

Downwelling przybrzeżny (fig. oceanmotion.org)

Oba prądy mogą występować w dowolnych zbiornikach wodnych, ale dla ludzkości i nauki, największe znaczenia mają oceaniczne systemy upwellingu/downwellingu. Wyróżnia się w nich dwa generalne typy tych pionowych ruchów wody: upwelling równikowy i przybrzeżny.

Zaczynając górnolotnie, można stwierdzić, że wszystko powodowane jest przez ruch obrotowy Ziemi wokół własnej osi. Ziemia, jak wiadomo, obraca się z zachodu na wschód, co m.in. powoduje powstanie komórek wirowych powietrza, które przy okazji napędzają ruch powierzchniowy wody. Ten efekt inercji w układzie obrotowym to tzw. efekt Coriolisa. Z nim związany jest upwelling.

Upwelling równikowy (fig. oceanmotion.org)

W przypadku upwellingu równikowego mamy do czynienia ze stykiem wielkich wirów oceanicznych na granicy półkuli północnej i południowej, obracających się w przeciwnych kierunkach, które wyciągają na powierzchnię głębokie wody oceaniczne w pobliżu równika. Jak się domyślacie, ten typ upwellingu nie występuje nad Bałtykiem.

UPWELLING NAD BAŁTYKIEM

Nad naszym morzem występuje upwelling przybrzeżny. Sprawa jest nieco bardziej złożona niż w przypadku upwellingu równikowego, bo przecież wybrzeża Bałtyku rozciągają się w różnych kierunkach. Żeby nastąpiło wyciąganie wody z dna przez prądy wznoszące, potrzebny jest dodatkowy czynnik. Jest nim tzw. transport Ekmana. Fajny termin, który można wykorzystać na plaży do wakacyjnego nawiązania znajomości z płcią odmienną (chłopaki na to lecą). Sprawa jest tylko z pozoru skomplikowana i też jest związana z obrotem Ziemi.

Wiatr wiejący wzdłuż wybrzeża może powodować zjawisko upwellingu, zgodnie z przedstawionym schematem. &nbsp;Tak właśnie dzieje się nad Bałtykiem.

Ekman wpadł ponad 100 lat temu na to, że wskutek efektu Coriolisa przypowierzchniowy ruch wody wywołany wiatrem, odchylany jest w prawo, patrząc zgodnie z kierunku wiatru. Takie odchylenie powoduje powstanie ruchu wirowego wody zwanego spiralą Ekmana.

Transport Ekmana - na środkowym obrazku widać wir cyklonalny ze skierowanym na zewnątrz kierunkiem transportu Ekmana. Powoduje to obniżania lustra wody w centrum komórki wirowej i powstanie upwellingu. Na prawym obrazku sytuacja odwrotna w wirze antycklonalnym i powstanie downwellingu (rys. Piere cb CC-SA)

Mówiąc inaczej, woda będzie spiętrzana po prawej stronie na zawietrznej (wiatr w plecy), a obniżana po lewej. Spiętrzanie wody powodować będzie jej tonięcie (downwelling), zaś obniżanie lustra wody, spowoduje wyciąganie wody z dna czyli upwelling. Jak to się ma do Bałtyku?

Rozkład temperatury wody na polskim wybrzeżu na przełomie września i października 2000 r. &nbsp;(Piliczewski, 2002)

Nasze wybrzeże należy do dość wietrznych i wiatr bardzo często wieje wzdłuż wybrzeża. Jeśli wieją wiatry z zachodu, transport Ekmana będzie odchylał prądy powierzchniowe w prawo, czyli w przypadku polskiego wybrzeża, ku lądowi. Z kolei wiatry wschodnie odchylają wody powierzchniowe ku morzu i to generuje napływ zimnej wody dennej ku powierzchni. Zatem, generalna zasada jest taka, że na polskim wybrzeżu Bałtyku zachodnie wiatry powodują napływ ciepłej, nagrzanej powierzchniowej wody do brzegu, zaś wiatry wschodnie generują powstawanie upwellingu i napływ zimnych wód dennych ku powierzchni....<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Kozlov, I., Kudryavtsev, V., Johannessen, J., Chapron, B., Dailidienė, I., & Myasoedov, A. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.asr.2011.08.017" class="blue">ASAR imaging for coastal upwelling in the Baltic Sea</a>. Advances in Space Research. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.asr.2011.08.017" class="blue">10.1016/j.asr.2011.08.017</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1016/j.asr.2011.08.017"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1016/j.asr.2011.08.017">ASAR imaging for coastal upwelling in the Baltic Sea</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Lehmann, A., & Myrberg, K. (2008) <a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.jmarsys.2008.02.010" class="blue">Upwelling in the Baltic Sea — A review</a>. Journal of Marine Systems. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.jmarsys.2008.02.010" class="blue">10.1016/j.jmarsys.2008.02.010</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1016/j.jmarsys.2008.02.010"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1016/j.jmarsys.2008.02.010">Upwelling in the Baltic Sea — A review</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Dzieci i ryby.. puszczają bąki]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/IpHANb43yQE/dzieci-i-ryby-puszczaja-baki.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/IpHANb43yQE/dzieci-i-ryby-puszczaja-baki.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-04-22T16:16:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Wszyscy wiemy, że dzieci i ryby głosu nie mają. To jednak nieprawda. Już Arkady Fiedler, twierdził, że ryby śpiewają w Ukajali. Dziś wiemy, że ryby chrząkają, gwiżdżą i nocami miewają wiatry. Zupełnie jak małe dzieci. Tym tropem poszli badacze, którzy postanowili stworzyć dokładny obraz rozmieszczenia ryb w morzu na podstawie dźwięków jakie wydają one w wodzie. Jak się okazuje nie tylko w Ukajali, ale także w Zatoce Tampa na Florydzie ryby wydają dźwięki jeśli natkną się na coś niespodziewanego, a część z nich pływając sobie w nocy, cichutko sobie, jakby to powiedzieć,.. popierduje.

Zatoka Tampa leży w zachodniej części Florydy. W sumie jest to rozległe ujście rzeczne tzw. estuarium, wpadające do Zatoki Meksykańskiej. Naukowcy z University of South Florida postanowili zbudować torpedę-robota, który będzie poruszał się w kolumnie wody w górę i w dół i zbierał odgłosy dobiegające z wody przez 25 sekund, co 5 minut. Robot rejestrował również swoje położenie, temperaturę wody, zasolenie i głębokość przez okrągły tydzień.

Zarejestrowane dźwięki porównano ze znanymi już chrząknięciami i gwizdami. Na podstawie analizy dźwięków, zidentyfikowano rodzaj ryby okoniowatej z rodziny strzępielowatych (Epinephelus morio) (fot. w nagłówku) oraz ryb z grupy batrachowatych (Opsanus spp.). Te rybki najczęściej reagowały dźwiękiem na jakieś znalezisko. Tutaj możecie posłuchać Epinephelus morio&nbsp;a tutaj Opsanus spp. Ryby te wydają dźwięki przez całą dobę, dzień i noc, na głębokościach głównie poniżej 40 m.

Opsanus sp. (fot. EriksonSmith CC-BY)

Natomiast płycej niż 40 m nagrano dźwięki, które prawdopodobnie pochodzą z rybich bąków, czyli kolokwialnie mówiąc, pierdnęć. Podejrzenie padło na śledzie. Zapewne beztroskie śledzie bąki to gazy wypuszczane z pęcherzy pławnych tych ryb. Badacze z Florydy mają nadzieję, że dzięki rejestrowaniu dźwięków ryb, dowiedzą się więcej o ich zwyczajach i wędrówkach podwodnych.

Jakby ktoś miał kłopoty z odróżnieniem małego dziecka od śledzia, może się zatem posłużyć tym kryterium - śledzie puszczają bączki pęcherzem pławnym :)

ps. Wpis ten dedykuję Monice, autorce blogu&nbsp;"ponad siebie", która uhonorowała blog Naturalnie wyróżnieniem! Obiecuję, że za tydzień przekażę sztafetę dalej, jak tylko wrócę z Gór Świętokrzyskich.

Źródła:

Wall, C., Lembke, C., &amp; Mann, D. (2012). Shelf-scale mapping of sound production by fishes in the eastern Gulf of Mexico, using autonomous glider technology Marine Ecology Progress Series, 449, 55-64 DOI: 10.3354/meps09549

fot. w nagłówku: Epinephelus marginatus by&nbsp;Philippe Guillaume&nbsp;CC-BY-SA...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Wall, C., Lembke, C., & Mann, D. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.3354/meps09549" class="blue">Shelf-scale mapping of sound production by fishes in the eastern Gulf of Mexico, using autonomous glider technology</a>. Marine Ecology Progress Series, 55-64. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.3354/meps09549" class="blue">10.3354/meps09549</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.3354/meps09549"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.3354/meps09549">Shelf-scale mapping of sound production by fishes in the eastern Gulf of Mexico, using autonomous glider technology</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[O tym, jak niesporczaki i kleszcze zasiedlą kosmos]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/18tLVcNVZto/o-tym-jak-niesporczaki-i-kleszcze.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/18tLVcNVZto/o-tym-jak-niesporczaki-i-kleszcze.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-04-15T16:52:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Kiedy mówimy o początkach życia na Ziemi i utkniemy w martwym punkcie, zawsze możemy podeprzeć się teorią panspermii, czyli pozaziemskiego pochodzenia życia. To taki nieładny wybieg, który niczego nie wyjaśnia, a jedynie pozwala nam przejść do rozważań nad ewolucją życia. Panspermia tylko przenosi nas w inne miejsce w Kosmosie, ale problemy powstania samoreplikujących się struktur organicznych pozostają nadal nierozwiązane. Mało tego, nie bardzo wiadomo, skąd to życie konkretnie miałoby przybyć do nas. Wobec braku perspektyw na jakąkolwiek kandydatkę - rodzicielkę życia, stwierdzono przewrotnie, że jedynym, znanym nam miejscem gdzie istnieje życie we Wszechświecie jest Ziemia, więc to ona będzie je rozsiewać. Taka odwrotna panspermia (Hara et al., 2012). Jak to możliwe?

Pomysł nie jest zupełnie nowy, ale tym razem Japończycy wyliczyli prawdopodobieństwo takiego zdarzenia. Oczywiście punktem wyjścia była 100% pewność, że życie znamy tylko na Ziemi, zatem stąd będzie wysyłane do innych planet. Żeby tam się dostało musi jednak pokonać przestrzeń międzyplanetarną, gdzie narażone będzie przede wszystkim na zabójcze promieniowanie kosmiczne. Gdy jednak wyposażymy nasze mikroorganizmy w jakąś osłonę, wtedy mogą się uchronić. Osłoną mogą być kilkucentymetrowe fragmenty skorupy ziemskiej wyrzucone w kosmos, czyli ziemskie meteory.

Krater Chicxulub na Jukatanie (rys. NASA)

Do takiej sytuacji może dojść podczas uderzenia w Ziemię dużej asteroidy, np. podobnej do tej, która przyczyniła się do wyginięcia dinozaurów pod koniec kredy, zostawiając nam krater Chicxulub na płw. Jukatan. Tę asteroidę Hara i in. (2012) wzięli do swoich obliczeń.&nbsp;Szacuje się, że miała ona ok. 10 km średnicy i ważyła biliony ton, więc wyrzuciła sporo materiału poza pole grawitacyjne Ziemi. Skrupulatni badacze wyliczyli, że w określonych warunkach na Europę - księżyc Jowisza mogło spaść 300 milionów kawałków skorupy Ziemi, a na Enceladus - księżyc Saturna 500 milionów! Oczywiście na Marsa i Księżyc jeszcze więcej.

Na tym nie koniec teorii odwróconej panspermii. Meteory wyrzucone z Ziemi mogły także opuścić Układ Słoneczny i dotrzeć do którejś z pobliskich gwiazd, np. Gliese 581, czerwonego karła oddalonego od nas o 20 lat świetlnych. Wokół tej gwiazdy istnieje ekosfera z planetą na której może występować woda w stanie płynnym. Hana z kolegami wyliczyli, że ok. 1000 meteorów mogło dolecieć do tej planety w ciągu miliona lat, więc życie przyniesione z Ziemi miało ponad 60 mln lat żeby dostosować się do tamtych warunków (lub nie).

To jeszcze nie koniec. Prawie równolegle z wyliczeniami Japończyków ukazały się artykuły o niezwykłych kleszczach (zresztą też z Japonii) oraz o jajach niesporczaków.

Kleszcz pospolity Ixodes ricinus (fot. Bartłomiej Bulicz CC-BY-SA)

Zacznę od kleszczy (Ishigaki et al., 2012). Kleszcze pozbierano w parku, po czym wsadzono pod mikroskop skaningowy i sfilmowano jak ruszały odnóżami. Potem wyjęto, włożono do pojemnika i one nadal żyły! Kleszcze przeżyły ciśnienie wysokiej próżni 0.0015 Pa oraz wiązkę elektronów, bodajże 1.5 kV (czyli taka sieć średniego napięcia)!. Warunki porównywalne z przestrzenią kosmiczną.

Dorosły niesporczak (fot. Goldstein lab - tardigrades CC-BY-SA)

A teraz niesporczaki (Tardigrada). To pierwsze zwierzaki które wystawiono za okno sondy kosmicznej, która przez 10 dni krążyła dokoła Ziemi. Przeżyły. Jednak w przeciwieństwie do kleszczy, niesporczaki wysuszono i krążyły wokół Ziemi jako mumie. Po powrocie, z powrotem je nawodniono i dopiero wtedy ożyły. Kleszcze cały czas&nbsp;były obserwowane&nbsp;na żywca .

Jaja niesporczaków. Po lewej mumia, po prawej nawodnione (skala 0.1 mm) 

(fot. &nbsp;Horikawa et al., 2012)

Jednak nie dano spokoju niesporczakom (znowu Japończycy, Horikawa et al., 2012). Zabrano się za ich jaja. Okazało się, że niesporczaki mają zdecydowanie 'twarde jaja' (ale po wysuszeniu). Ponad 70% takich pozbawionych wody jaj przetrwało temperaturę -320oF (-196oC) i +122oF (+50oC). Przetrwały też 1690 Gy promieniowania! Człowiek nie przeżyje nawet procenta takiej dawki w ciągu dnia.

Hara et al. (2012) postulują nawet ideę, że życie mogło przy pomocy meteorów przeskakiwać z jednych układów planetarnych do innych. Czyli jednak panspermia.. Autorzy wyliczają, że życie mogło powstać ok. 10 mld lat temu gdzieś w naszej Galaktyce, a potem we fragmentach meteorów włączonych w jądra komet podróżować w Kosmosie, by ostatecznie trafić na Ziemię jakieś 4.5 mld lat temu. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mnie to fascynuje. Nie zdziwiłbym się, gdyby któregoś dnia okazało się, że&nbsp;eksplozja kambryjska, czy fauna z Ediacara&nbsp;to też efekt panspermii ;)

Na koniec już, wypada wspomnieć, że najbardziej odporne na wszystko są bakterie. Potrafią przetrwać promieniowanie 5000 Gy. I to pewnie one towarzyszyć będą niesporczakom i kleszczom w opanowywaniu kosmosu.

Źródła:...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Horikawa, D., Yamaguchi, A., Sakashita, T., Tanaka, D., Hamada, N., Yukuhiro, F., Kuwahara, H., Kunieda, T., Watanabe, M., Nakahara, Y.... (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1089/ast.2011.0669" class="blue">              Tolerance of Anhydrobiotic Eggs of the Tardigrade
              
              to Extreme Environments
            </a>. Astrobiology, 2147483647. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1089/ast.2011.0669" class="blue">10.1089/ast.2011.0669</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1089/ast.2011.0669"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1089/ast.2011.0669">              Tolerance of Anhydrobiotic Eggs of the Tardigrade
              
              to Extreme Environments
            </a></noscript>    </p>

	    <p>
    Ishigaki, Y., Nakamura, Y., Oikawa, Y., Yano, Y., Kuwabata, S., Nakagawa, H., Tomosugi, N., & Takegami, T. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0032676" class="blue">Observation of Live Ticks (Haemaphysalis flava) by Scanning Electron Microscopy under High Vacuum Pressure</a>. PLoS ONE, 7(3). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0032676" class="blue">10.1371/journal.pone.0032676</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1371/journal.pone.0032676"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1371/journal.pone.0032676">Observation of Live Ticks (Haemaphysalis flava) by Scanning Electron Microscopy under High Vacuum Pressure</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Wypalanie traw i dinozaury w płomieniach]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/uJd1UPRHWKE/wypalanie-traw-i-dinozaury-w-pomieniach.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/uJd1UPRHWKE/wypalanie-traw-i-dinozaury-w-pomieniach.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-04-12T01:56:05Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Sezon wiosennego wypalania traw w pełni. Strażacy dwoją się i troją, a my w wolnych chwilach możemy zająć się pożarami w czasach dinozaurów, czyli w mezozoiku. Pożary na Ziemi są tak stare jak lądowa materia organiczna i tak powszechne jak stężenie tlenu. Zależność jest prosta - im więcej tlenu, tym częstsze pożary. W dziejach Ziemi mamy dwa takie okresy kiedy tego tlenu w atmosferze było znacznie więcej niż obecnie. Pierwszy to przełom karbonu i permu - koniec palezoiku, a drugi to koniec mezozoiku czyli kreda.

Tym razem przyjrzyjmy się kredzie&nbsp;(145 - 65 mln lat temu). Okazją do rozważań (oprócz wiosennego wypalania traw) są dwa świeżutkie artykuły: Marynowskiego (2012) oraz Brown i innych (2012). Oba dotyczą pożarów mezozoicznych choć Brown et al. (2012) skupiają się głównie na kredzie. Kreda, znana ze swego specyficznego cieplarnianego klimatu, jest też okresem kiedy stężenie tlenu było o wiele wyższe niż obecnie. Nie ma zgody co do konkretnej wartości stężenia tlenu, ale spośród wielu danych, wszystkie wskazują na więcej niż 21% pod koniec kredy. Skrajnie wartości przyjmują nawet ponad 30% (Brown et al., 2012).

Przy takim stężeniu tlenu temperatura samozapłonu jest bardzo niska. Poza tym palić się może prawie wszystko co rośnie na ziemi. Nawet roślinność bagienna. Istny raj dla wypalaczy traw, których jednak brakowało w kredzie. W kredowym klimacie cieplarnianym nie byli jednak potrzebni. Temperatury były znacznie wyższe niż obecnie, zatem niewiele brakowało do samozapłonu. Poza tym klimat był o wiele bardziej niestabilny, więc wyładowania atmosferyczne były znacznie częstsze. I to one wzniecały pożary.

Spopielone liście paproci kredowych (Brown et al., 2012)

Okazuje się, że pożary roślinności były normą pod koniec kredy. Spośród wielu stanowisk osadów lądowych z tego okresu znaleziono mnóstwo węgli drzewnych i popiołów świadczących o tym, że stale coś musiało się palić. Częste pożary pełniły wieloraką funkcję w złożonym ekosystemie kredowym.

Po pierwsze, ogień zużywa sporo tlenu, więc jego stężenie było niejako kontrolowane częstotliwością pożarów. Taki mechanizm samoregulacji. Z drugiej strony pożary sieją spustoszenie wśród pokrywy roślinnej przyspieszając erozję. Przy często zdarzających się burzach i wezbraniach wody, ten mechanizm powoduje częste powodzie. Prowadziło to do wypłukiwania wielu związków mineralnych i odprowadzania ich do oceanu, co z kolei powodowało wzrost produkcji organicznej w morzach. Stąd tak popularne w kredzie czarne łupki bogate w węglowodory - obecnie główne złoża ropy i gazu ziemnego. Dowody na takie właśnie środowisko życia dinozaurów przynoszą analizowane sekwencje osadowe z węglami drzewnymi.

Wody powodziowe tuż po pożarze niosą mnóstwo spopielonej materii organicznej (Brown et al., 2012)

Kreda jawi się jako świat płomieni, które prawdopodobnie były również motorem napędzającym ewolucję roślin okrytozalążkowych. Dinozaurom nie było lekko. Musiały walczyć z dymem i ogniem, podobnie jak dzisiejsi strażacy. Tyle, że one miały małe mózgi i nie miały wyboru. Czy jest jakaś analogia pomiędzy nimi a wiosennymi podpalaczami?

Źródła:

Marynowski, L. (2012). Mezozoiczne pożary - ich rozprzestrzenienie i znaczenie w trakcie zdarzeń globalnych Przegląd Geologiczny 60 link

Brown, S., Scott, A., Glasspool, I., &amp; Collinson, M. (2012). Cretaceous wildfires and their impact on the Earth system Cretaceous Research DOI: 10.1016/j.cretres.2012.02.008

Fot. w nagłówku:&nbsp;John McColgan PD...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Brown, S., Scott, A., Glasspool, I., & Collinson, M. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.cretres.2012.02.008" class="blue">Cretaceous wildfires and their impact on the Earth system</a>. Cretaceous Research. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1016/j.cretres.2012.02.008" class="blue">10.1016/j.cretres.2012.02.008</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1016/j.cretres.2012.02.008"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1016/j.cretres.2012.02.008">Cretaceous wildfires and their impact on the Earth system</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Wszystko czego nie wiecie o zającu]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/PzypD2j7mN4/wszystko-czego-nie-wiecie-o-zajacu.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/PzypD2j7mN4/wszystko-czego-nie-wiecie-o-zajacu.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-04-08T06:31:03Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Zanim zając szarak zniknie z naszych pól i zacznie kojarzyć się tylko z Wielkanocą, warto uzmysłowić sobie, że ten zwierzak jest naprawdę niezwykły. Populacja zajęcy od wielu lat systematycznie maleje. Sam nigdy nie liczyłem szaraków, ale od pewnego czasu, bywając wiosną w terenie, zauważyliśmy z kolegą, że ten popularny niegdyś mieszkaniec naszych miedz jest coraz rzadszy. Przyznam się, że ja też czytuję polską wikipedię, która donosi, że z ponad 3 mln osobników w żyjących w Polsce w latach mojego dzieciństwa o,stało nam się niespełna 0.5 mln. Głównie za sprawą lisów, które zaczęto szczepić przeciwko wściekliźnie. Szczepionka zatrzymała wściekliznę i jednocześnie zwiększyła liczebność lisów, głównych wrogów zajęcy. Mimo to, szarak ciągle uważany jest za szkodnika. A to przecież taki sympatyczny i niezwykły zwierzak.

Oto kilka faktów, których pewnie nie znacie, a które przekonają Was, że zającom należy się podziw.

1. Zając to nie gryzoń. Zające kiedyś uważane za gryzonie, teraz należą do rzędu ssaków łożyskowych Lagomorpha czyli po polsku zajęczaki. Rząd składa się ze szczekuszkowatych (Ochotnidae), zającowatych (Leporidae) i wymarłych Prolagidae. W sumie do Lagomorpha zalicza się ponad 90 gatunków (i ciągle znajduje się nowe!), z czego do zającowatych należą najpopularniejsze w Polsce zające i króliki. Zając szarak to&nbsp;Lepus europaeus a królik europejski to&nbsp;Oryctolagus cuniculus. Dziś mięso zająca czy królika można kupić w sklepie na stoisku z drobiem (bo dla handlowców to drób, a nie jakieś tam Lagomorpha).

Rasa Flemish Giant 

(fot. The Original Turtle 

CC-BY-SA)

2. Największym zajęczakiem jakiego znamy był Król Minorki czyli Nuralagus rex. Ważył ponad 12 kg i był ok. 6 razy większy od szaraka, żył 3.5 mln lat temu (w pliocenie) na hiszpańskich Balearach i rozrósł się do takich rozmiarów z powodu braku naturalnych wrogów. Jest jednym z przykładów gigantyzmu wyspowego. Ze współcześnie żyjących największy jest królik rasy Flemish Giant, który dochodzi do 9 kg wagi.

3. Dzięki udomowieniu królika europejskiego na Półwyspie Iberyjskim, królik został wprowadzony przez człowieka prawie na całym świecie, od Europy Zachodniej, Australii, poprzez Amerykę Płd. po płn. Afrykę i ponad 800 wyspach wokół świata. Tam gdzie nie napotkał naturalnych wrogów jego populacja rozrosła się do olbrzymich rozmiarów i stał się zwalczanym gatunkiem inwazyjnym, np. w Australii.

4. Na królika europejskiego polowano już 120 tys. lat temu (znaleziska z pd. Francji). Niektórzy sugerują, że mięso królika było podstawą diety neandertalczyka. Ta popularność królika odzwierciedlona jest w wielu kulturach świata, a najstarszy celtycki amulet z króliczej łapy datowany jest na 600 lat p.n.e. Nota bene, pieczeń z królika, jest moim zdaniem najpyszniejsza, szczególnie polędwiczka w czosnku.

Inwazyjny królik europejski zdominował Australię (fot. Jeffery J. Nichols CC-BY)

5. Niezawodnym środkiem na gorączkę, jest herbatka zaparzona z zajęczych bobków i spożywana co pół godziny (podobno). Jak długo? Pewnie do czasu nadjechania pogotowia. Nie próbowałem i nie zachęcam. Cały czas zastanawiam się, z których bobków, bo zające mają dwa stadia bobków. Pierwsze stadium, ze wstępnego trawienia jest wydalane i ponownie połykane przez zająca, aby ciężko strawna celuloza zdążyła się odpowiednio nadwątlić. Bobki ostateczne są prawie pozbawione celulozy wchłoniętej przez przewód pokarmowy zająca z drugiego trawienia.

6. Zającowate mają czaszkę kinetyczną. To jest chyba najfantastyczniejsza rzecz jaką mają. Jest to wyjątek wśród ssaków, pozostałe, tak jak ludzie mają czaszkę akinetyczną. Czaszka kinetyczna, to taka, w której poszczególne elementy nie są zrośnięte ze sobą na stałe, ale mogą się względem siebie przemieszczać. Poza królikami, taką czaszkę posiadają ryby (cecha charakterystyczna) oraz węże. Pewnie widzieliście węża, który połyka zdobycz o wiele większą od siebie. To właśnie dzięki czaszce kinetycznej, wąż potrafi szeroko rozewrzeć szczęki, rozsunąć kości czaszki połączone więzadłami i pochłonąć zdobycz. Zające nie muszą pochłaniać ofiar, ale taka czaszka może pomagać im podczas uderzeń o podłoże przy długich skokach. Kości się nie łamią, tylko na chwilę się przemieszczają względem siebie, po czym wracają do pierwotnego położenia.

7. Samica królika karmi swoje młode tylko raz dziennie :(

8. W przeciwieństwie do zajęcy, króliki są gniazdownikami. Młode króliki (Oryctolagus caniculus) nie mają sierści i są ślepe. Natomiast zające (Lepus spp.) rodzą się od razu gotowe do samodzielnego życia.

9. Najstarsza skamieniałość królika pochodzi sprzed 6.5 mln lat (miocen) z hiszpańskiej Andaluzji. 

10. W Polsce jest ponad 55 tys. osób o nazwisku Zając. Najliczniej zamieszkują Małopolskę. W samym Krakowie Zająców jest 1838. Państwa Królików jest w Polsce niespełna 5 tys., a najwięcej w Wołominie - 247.

Źródła:

S. Lumpkin &amp; J. Seidensticker "Rabbits: The Animal Answer Guide", The John Hopkins University Press, Baltimore. First Edition 2011. ISBN-10: 0801897890

Monnerot, M., Vigne, J., Biju-Duval, C., Casane, D., Callou, C., Hardy, C., Mougel, F., Soriguer, R., Dennebouy, N., &amp; Mounolou, J. (1994). Rabbit and man: genetic and historic approach Genetics Selection Evolution, 26 (Suppl 1) DOI: 10.1186/1297-9686-26-S1-S167

www.moikrewni.pl 

zdjęcie w nagłówku: -Porsupah- CC-BY-SA...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Monnerot, M., Vigne, J., Biju-Duval, C., Casane, D., Callou, C., Hardy, C., Mougel, F., Soriguer, R., Dennebouy, N., & Mounolou, J. (1994) <a href="http://dx.doi.org/10.1186/1297-9686-26-S1-S167" class="blue">Rabbit and man: genetic and historic approach</a>. Genetics Selection Evolution, 26(Suppl 1). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1186/1297-9686-26-S1-S167" class="blue">10.1186/1297-9686-26-S1-S167</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1186/1297-9686-26-S1-S167"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1186/1297-9686-26-S1-S167">Rabbit and man: genetic and historic approach</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Czarna Królowa, czyli jak żyć z pracy innych]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/IUSy3eNoK0M/czarna-krolowa-czyli-jak-zyc-z-pracy.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/IUSy3eNoK0M/czarna-krolowa-czyli-jak-zyc-z-pracy.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-04-01T15:59:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Idę o zakład, że każdy z nas zna kogoś, kto nigdy niczego nie wie, nie umie, nie widział, nie wiedział, w ogóle nie czai o co chodzi. Takich ludzi nie warto o nic prosić, bo z góry wiadomo, że nic z tego nie będzie. Mamy wrażenie, że żyją jakimś cudem i bez naszej opieki nie przeżyją następnego dnia. Znacie takich? No właśnie... a jednak, przeżywają, mało tego, często nieźle sobie radzą. Nie są w swym zachowaniu odosobnieni. Im właśnie o to chodzi. Okazuje się, że przyroda tak jest już skonstruowana. Po prostu, kiedy inni mogą coś za nas zrobić, to niech to robią. Od dzisiaj możecie nazywać to teorią Czarnej Królowej. Dowody naukowe pochodzą ze świata bakterii, więc mamy najprostszy z możliwych układów na Ziemi i nie możemy zarzucić bakteriom, a właściwie sinicom, że były bez ambicji podczas naukowych obserwacji.

Według teorii Czarnej Królowej, (mikro-) organizmy tracą podstawowe funkcje, kiedy w pobliżu jest inny organizm (gatunek), który robi to za nie. Wyjaśnia to dlaczego np. mikroby są uzależnione jedne od drugich.

Jeffrey Morris z Michigan State University w East Lansing, wraz z kolegami, wpadli na ten pomysł obserwując morską sinicę zwaną Prochloroccus (Morris et al., 2012).&nbsp;To jeden z najliczniej występujących na Ziemi organizmów fotosyntetyzujących, jednak do tej pory nie udało się go rozmnożyć w warunkach laboratoryjnych (pamiętam z jakiejś pracy, że kokolitoforów też nie udało się hodować w akwarium, ale wtedy mówiono o tajemniczej "energii oceanu").

Prochlorococcus w obrazie mikroskopu skaningowego (fot. proportal.mit.edu)

Prawdopodobnie dlatego, że Prochlorococcus uzależniony jest od innych bakterii, które rozkładają toksyczny nadtlenek wodoru. Właśnie na podstawie swoich obserwacji Morris sformułował nową hipotezę Czarnej Królowej (Morris et al., 2012). Nazwa wzięła się od gry karcianej zwanej kierki (ang. Hearts). W tej grze wygrywa ten kto zbierze najmniej punktów, a nasza Czarna Królowa czyli dama pik, jest najbardziej punktowaną kartą, więc każdy chętnie pozbywa się jej na rzecz przeciwnika. Takie kukułcze jajo.

Dla mikroorganizmów, każda czynność - wytwarzanie białek czy noszenie całego garnituru genów - jest wysoce energochłonna, więc, podobnie jak gracze, także chętnie pozbywają się części tego balastu. W ich przypadku dość uciążliwa jest walka z nadtlenkiem wodoru H2O2. Dopóki w otoczeniu znajduje się jakiś mikrob, który rozkłada nadtlenek wodoru, wszystkie inne bakterie w pobliżu korzystają na tym. W ramach oszczędzania energii porzucają odpowiednie geny, skoro kto inny się tym zajmuje.

Oczywiście, jest to igranie z ogniem. Teoretycznie, wszystkie bakterie mogłyby jednocześnie wpaść na taki sam pomysł i pozbyć się genów odpowiedzialnych za rozkład nadtlenku wodoru. Wiadomo jak to się skończy. Ale tak się nie dzieje. Czyżby część bakterii łożyła dla dobra ogółu?

Nieopublikowany eksperyment potwierdził przypuszczenia. Stworzono bakterie&nbsp;Escherichia coli bez odporności na nadtlenek wodoru, po czym ponownie dodano jej gen odporności. Wiele, ale nie wszystkie bakterie, pozbyło się tego genu.

Wygląda na to, że część organizmów to tzw. woły robocze, z których pracy korzystają inni.&nbsp;Jednocześnie te woły robocze są kluczowymi gatunkami dla całego ekosystemu. Bez nich system się załamuje i nie może przetrwać.

Czarna Królowa pokazuje także jak powstaje układ pracusie - beneficjenci.

Nazwa hipotezy, zapewne nie bez kozery, nawiązuje do znanej teorii Czerwonej Królowej i jej wyścigu zbrojeń (Rafał z Nicprostszego tak pięknie to tłumaczy). W tym przypadku mamy do czynienia z odwrotnym procesem. Zamiast nieustannej gonitwy, oddajemy nasze życie w ręce innych, niech za nas gonią.

Zresztą bardzo mi to przypomina badania socjologiczne, kiedy sprawdzano jak rodzi się układ wytwórcy - złodzieje.

W świecie bogatych wytwórców opłaca się być złodziejem, bo można szybko i bez wysiłku się wzbogacić. Za przykładem jednego złodzieja idą inni, aż do momentu, kiedy wytwórcy nie są już w stanie zapracować na siebie i złodziei. Nie ma kogo okradać, bo wokół sami złodzieje. Wtedy wzbogacić się może tylko wytwórca, który obroni się przed złodziejami. Teraz on znajduje naśladowców i trend się zmienia, itd. Podobno po kilku zmianach trendu układ stabilizuje się na poziomie 7 wytwórców i 4 złodziei.

Kolejny przykład. Od kilku lat obserwuję wśród studentów, którym daję do opracowania pytania na egzamin. Wiem, że część pracusiów pracuje na leniwych beneficjentów. I wiem też, że studenci, w imię równego podziału pracy, dzielą się zagadnieniami po równo. Pracusie robią swoją robotę sumiennie, zaś beneficjenci olewają sprawę, w związku z tym mamy ok. 64% zagadnień dobrze opracowanych. To akurat wystarcza do zaliczenia egzaminu na poziomie 3.0. I to mnie najbardziej fascynuje, bo działa jak zbiorowa inteligencja :)

Źródła:

Morris, J., Lenski, R., &amp; Zinser, E. (2012). The Black Queen Hypothesis: Evolution of Dependencies through Adaptive Gene Loss mBio, 3 (2) DOI: 10.1128/mBio.00036-12

zdjęcie w nagłówku: Nathan E CC-BY-SA flickr.com...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Morris, J., Lenski, R., & Zinser, E. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1128/mBio.00036-12" class="blue">The Black Queen Hypothesis: Evolution of Dependencies through Adaptive Gene Loss</a>. mBio, 3(2). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1128/mBio.00036-12" class="blue">10.1128/mBio.00036-12</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1128/mBio.00036-12"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1128/mBio.00036-12">The Black Queen Hypothesis: Evolution of Dependencies through Adaptive Gene Loss</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Czy ptaki wywodzą się od dinozaurów?]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/deGn19MQokM/czy-ptaki-wywodza-sie-od-dinozaurow.html" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/blogspot/yExyt/~3/deGn19MQokM/czy-ptaki-wywodza-sie-od-dinozaurow.html</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[Mariusz Kedzierski, Naturalnie]]></name>
	</author>
   <updated>2012-03-28T11:52:02Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Nauka tym różni się od wiary, że niczego nie można być pewnym do końca. Tak też ma się sprawa z ptasimi piórami i ewolucją ptaków. Teoretycznie wszystko wskazuje na to, że ptaki wywodzą się z opierzonych, dwunożnych dinozaurów - teropodów. Ostatnie badania piór archeopteryksa czy mikroraptora (Microraptor gui)&nbsp;podtrzymują obraz linii ewolucyjnej prowadzącej od teropodów do współczesnych ptaków. Jest jednak coś takiego, co nazywa się Longisquama insignis, i&nbsp;co doprowadzało do szału zwolenników dino-ptaków od ponad 12 lat (Stokstad, 2000).

Longisquama pochodzi sprzed 220-230 mln lat - przełomu środkowego i późnego triasu - czyli mniej więcej z tego okresu kiedy pojawiały się pierwsze dinozaury, ale dinozaurem nie jest.&nbsp;Longuisquama&nbsp;to skamieniałość niewielkiego gada, wielkości myszki, z, nazwijmy to, pióropodobnymi wypustkami o długości do 12 cm. Niestety, skamielina znana jest tylko z jednego stanowiska osadów jeziornych w Kirgistanie. Longiskwama ma wspomniane już, ni to pióra, ni to skrzydła. Coś, co u dinozaurów pojawiło się dopiero za kilkadziesiąt milionów lat (Jones, 2000). I poszło właśnie o te pióra i o pochodzenie ptaków. O to, czy współczesne ptasie pióra wywodzą się z linii ewolucyjnej innej niż dinozaury. I o to, czy longiskwama&nbsp;jest praprzodkiem ptaków.

Holotyp Longisquama insignis. Widać wachlarz pióropodobnych wypustek wychodzących od kręgosłupa na zewnątrz. Skala na dole zdjęcia to 1 cm (Jones, 2000).

Ci z paleontologów, którzy nie lubią niespodzianek twierdzili, że znane okazy niczego nie wnoszą do ewolucji ptaków (Prum, 2001), bo to co wystaje z grzbietu Longisquama to nie pióra, tylko jakieś fragmenty rośliny pod którą zginęło zwierzę. Albo czegoś co po śmierci spadło na truchło longiskwamy. Inni z kolei twierdzą, że owszem, pióra są prawdziwe lecz wyewoluowały z grupy gadów innej niż dinozaury. Kto ma rację?

Rekonstrukcja holotypu Longisquama (rys. Qilong PD)

Sprawą zajęli się Buchwitz i Voigt (2012) z niemieckiego Uniwersytetu Górniczo-Technicznego we Freibergu. Przeanalizowali jeszcze raz holotyp - okaz typowy&nbsp;Longisquama&nbsp;i stwierdzili, że podstawa pióropodobnych wypustek znajduje się bardzo blisko kości kręgosłupa i była głęboko zakotwiczona w skórze gada, zatem wypustki z pewnością należą do niego. Nie są więc pozostałością po roślinie, pod którą mógł zginąć. Potwierdza to wcześniejsze przypuszczenia, że niezwykłe wypustki mogą tworem skóry czy naskórka.

Longisquama w całej krasie (Nobu Tamura CC-BY-SA)

Niemieccy badacze zajęli się także niedawno odkrytymi, lepiej zachowanymi, pióropodobnymi wypustkami longiskwam. Wnioski były dwojakie, z jednej strony, nie są to pióra takie jak u współczesnych ptaków. Ich struktura jest taka sama na całej długości, inaczej niż w prawdziwych piórach. Z drugiej jednak strony mają jednak coś co przypomina współczesne pióra - biegnące wzdłuż całej długości centralne włókno.

Nowa rekonstrukcja longiskwamy. U góry pozycja gada na tle innych archozaurów (rys. Nigel Hawtin, Flickr.com, NewScientist)

Konkluzja ostateczna jest taka, że pióropodobne wypustki Longisquama powstały przy udziale tych samych genów rozwojowych co rzeczywiste pióra ptaków. Tym samym gady typu Longisquama reprezentowałyby grupę ewolucyjną diapsydów prowadząca do pterozaurów, krokodyli, dinozaurów i ptaków. A pióropodobne wypustki były ewolucyjnym eksperymentem powstałym na długo przed pojawieniem się pierzastych dinozaurów.

Jak widać, bezpośrednim przodkiem współczesnych ptaków były zapewne pierzaste teropody, ale same pióra mogą wywodzić się od znacznie starszych przodków takich jak longiskwamy.

Longiskwamie poświęcono też film ;)

Źródła:

Buchwitz, M., &amp; Voigt, S. (2012). The dorsal appendages of the Triassic reptile Longisquama insignis: reconsideration of a controversial integument type Paläontologische Zeitschrift DOI: 10.1007/s12542-012-0135-3...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Buchwitz, M., & Voigt, S. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1007/s12542-012-0135-3" class="blue">The dorsal appendages of the Triassic reptile Longisquama insignis: reconsideration of a controversial integument type</a>. Paläontologische Zeitschrift. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1007/s12542-012-0135-3" class="blue">10.1007/s12542-012-0135-3</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1007/s12542-012-0135-3"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1007/s12542-012-0135-3">The dorsal appendages of the Triassic reptile Longisquama insignis: reconsideration of a controversial integument type</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Jones, T. (2000) <a href="http://dx.doi.org/10.1126/science.288.5474.2202" class="blue">Nonavian Feathers in a Late Triassic Archosaur</a>. Science, 288(5474), 2202-2205. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1126/science.288.5474.2202" class="blue">10.1126/science.288.5474.2202</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1126/science.288.5474.2202"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1126/science.288.5474.2202">Nonavian Feathers in a Late Triassic Archosaur</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Prum;, R. (2001) <a href="http://dx.doi.org/10.1126/science.291.5510.1899c" class="blue">Longisquama Fossil and Feather Morphology</a>. Science, 291(5510), 1899-1902. DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1126/science.291.5510.1899c" class="blue">10.1126/science.291.5510.1899c</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1126/science.291.5510.1899c"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1126/science.291.5510.1899c">Longisquama Fossil and Feather Morphology</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  <entry>
   <title type="html"><![CDATA[Czy ubytek lodu w Arktyce da się wytłumaczyć indeksem AO?]]></title>
   <link href="http://feedproxy.google.com/~r/anomaliaklimatyczna/~3/tGktPafVNDQ/" />
   <id>http://feedproxy.google.com/~r/anomaliaklimatyczna/~3/tGktPafVNDQ/</id>
      <category term="Geosciences" />
      <author>
	  <name><![CDATA[arctic_haze, Anomalia Klimatyczna]]></name>
	</author>
   <updated>2012-03-23T09:33:28Z</updated>
   <!-- 2003-12-13T18:30:02Z -->
   <summary type="html"><![CDATA[Wspominany już tu Roy Spencer wyjaśnił właśnie spadające od kilkudziesięciu lat pokrycie Oceanu Arktycznego lodem. Wyjaśnił go w sposób prosty: zależy to od indeksu cyrkulacji atmosferycznej, Oscylacji Arktycznej. Żadne globalne ocieplenie nie jest potrzebne. Tylko czy miał rację? Zacznijmy od szybkiego kursu. To czy wieje u nas z zachodu zależy głównie od indeksu zwanego Oscylacja [...]...<br><br><div style="background-color: #eee; padding: 6px; font-size: 11px;">

	    <p>
    Vihma, T., Tisler, P., & Uotila, P. (2012) <a href="http://dx.doi.org/10.1029/2011GL050118" class="blue">Atmospheric forcing on the drift of Arctic sea ice in 1989–2009</a>. Geophysical Research Letters, 39(2). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1029/2011GL050118" class="blue">10.1029/2011GL050118</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1029/2011GL050118"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1029/2011GL050118">Atmospheric forcing on the drift of Arctic sea ice in 1989–2009</a></noscript>    </p>

	    <p>
    Hakkinen, S., Proshutinsky, A., & Ashik, I. (2008) <a href="http://dx.doi.org/10.1029/2008GL034791" class="blue">Sea ice drift in the Arctic since the 1950s</a>. Geophysical Research Letters, 35(19). DOI:&nbsp;<a href="http://dx.doi.org/10.1029/2008GL034791" class="blue">10.1029/2008GL034791</a>&nbsp;&nbsp;<script src="http://pubget.com/widgetizer/link_js?doi=10.1029/2008GL034791"></script><noscript><a href="http://pubget.com/doi/10.1029/2008GL034791">Sea ice drift in the Arctic since the 1950s</a></noscript>    </p>
</div><br>]]></summary>
 </entry>
  
</feed>

