<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" standalone="no"?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:itunes="http://www.itunes.com/dtds/podcast-1.0.dtd" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847</atom:id><lastBuildDate>Fri, 13 Sep 2024 01:56:56 +0000</lastBuildDate><category>książka</category><category>piewca</category><category>piewca mocy</category><category>wiersz</category><category>mocy</category><category>3</category><category>część</category><category>część I</category><category>część III</category><category>puch</category><category>pył</category><category>rdzawy</category><category>rdzawy pył</category><category>rozdział II</category><category>samotne drzewa</category><category>szczerbaty</category><category>szczęścia</category><category>szczęście</category><category>szept</category><category>uśmiech</category><category>wspomnienie</category><category>świat</category><title>Samotne Drzewa</title><description></description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>17</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><language>en-us</language><itunes:explicit>no</itunes:explicit><itunes:subtitle/><itunes:owner><itunes:email>noreply@blogger.com</itunes:email></itunes:owner><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-5156431235474756160</guid><pubDate>Sat, 20 Jul 2013 00:32:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-07-20T02:32:59.865+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">szept</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wiersz</category><title>[WIERSZ] Szept</title><description>&lt;p dir=ltr&gt;Cichy szelest, na tle wszechmog&amp;#261;cej egzystencji&lt;br&gt;
I konar marze&amp;#324;, si&amp;#281;gaj&amp;#261;cy sw&amp;#261; dum&amp;#261; rozchwianych nico&amp;#347;ci&amp;#261; niebios&lt;br&gt;
Dotykaj&amp;#261;cy, muskaj&amp;#261;cy wra&amp;#380;liwe opuszki ludzkich s&amp;#322;ow&lt;br&gt;
Z&amp;#322;o&amp;#380;onych z cz&amp;#281;&amp;#347;ci owocu nie&amp;#347;wiadomych pragnie&amp;#324;.&lt;br&gt;
Rozci&amp;#261;gaj&amp;#261;cy nad przepa&amp;#347;ci&amp;#261;, kt&amp;#243;ra zawisa na jednej z ga&amp;#322;&amp;#281;zi...&lt;br&gt;
...Ga&amp;#322;&amp;#281;zi &amp;#347;lepego szcz&amp;#281;&amp;#347;cia i w&amp;#322;adc&amp;#243;w niewzruszonych g&amp;#243;r.&lt;br&gt;
I d&amp;#378;wi&amp;#281;k, wydobywaj&amp;#261;cy si&amp;#281; z ciep&amp;#322;ego serca, akrylowej abstrakcji ludzkiego istnienia&lt;br&gt;
Pastelowy szept spokojnych dusz.&lt;/p&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/07/wiersz-szept.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-5031547570419197088</guid><pubDate>Mon, 10 Jun 2013 19:55:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-06-10T21:55:49.096+02:00</atom:updated><title>[WIERSZ] Ciemny, tęczowy las</title><description>&lt;div style="text-align: center;"&gt;
Po dłuższej przerwie stworzyłem kolejny wiersz :) Jest on dość ciężki, naprawdę trzeba się natrudzić aby wyciągnąć odpowiedni przekaz. No cóż, taki wyszedł.&lt;br /&gt;Przepraszam także za długie oczekiwanie na kolejną twórczość. Szkoła, szkoła i jeszcze raz szkoła... Chwilowy brak czasu.&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;Przemysław Jan Kuciel - Ciemny, tęczowy las&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
Jesteś niczym nieskazitelne okno&lt;br /&gt;Otwarte na groteskowy świat różnorakich barw&lt;br /&gt;Jednakże po stronie - zasłoniętej maską obojętności, anielską kurtyną poszarpanych marzeń&lt;br /&gt;Jest tylko pył, wymieszany z utopijną samotnością.&lt;br /&gt;Twój osobisty pancerz – w którym niegdyś zwyciężałeś roześmiany los - &lt;br /&gt;Stoi tu tylko dla Ciebie.&lt;br /&gt;Pokryty już siną, rozgoryczoną rdzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stań się jedyną iskrą pośród tłumu wilgotnych kęp traw&lt;br /&gt;I światłem pośród lica bezpańskich płomieni&lt;br /&gt;Pokażesz wszystkim, co kryje się pod pojęciem ,,człowieczeństwo”&lt;br /&gt;Gdy ciemny... tęczowy przemierzysz las.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/06/wiersz-ciemny-teczowy-las.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-8365605496817117522</guid><pubDate>Mon, 27 May 2013 14:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-05-27T17:23:43.647+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">pył</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">rdzawy</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">rdzawy pył</category><title>[KSIĄŻKA] Rdzawy Pył - Część I</title><description>&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;span style="font-size: medium;"&gt;Myśl&lt;span style="font-size: medium;"&gt;ę, że udało mi się &lt;span style="font-size: medium;"&gt;was troszkę zaszkoczyć tym, iż zacząłem pracę nad nową serią&lt;span style="font-size: medium;"&gt;. Oczywiście &lt;span style="font-size: medium;"&gt;nie zaniedbam Piewcy M&lt;span style="font-size: medium;"&gt;ocy&lt;span style="font-size: medium;"&gt;. Chciałem, aby Rdz&lt;span style="font-size: medium;"&gt;awy Pył stał się moją motywacją.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemysław
Jan Kuciel – Rdzawy Pył&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział I &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kolejny raz
jestem świadkiem ich potyczek pomiędzy sobą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Humanoidalne
monstra.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mechaniczne
serce połączone z organiczną skórą i mózgiem. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Chude niczym
sam ludzki kręgosłup, obarczony ciężarem mocarnych organów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Walczą. Przypomina to teatr, śmiercionośny taniec.
Pobudzone, jakże prymitywne instynkty każą tym istot&lt;span style="font-size: small;"&gt;om&lt;/span&gt; wymachiwać
przyspawanymi ostrzami i wyniszczać samych siebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czerwonoskóry
pojedynkuje się z niebieskim.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Obserwacja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Sądziłem, że
walczą ze sobą zależnie od kolorów. Częściej bowiem zdarza się,
by niebieski obiekt został atakowany przez osobnika z opozycyjnym
kolorem. Jednak byłem świadkiem walk dokładnie identycznie
wyglądających osobników.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Sam już nie
wiem, od czego to wszystko zależy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mam jedynie
świadomość, że stali się przyczyną naszego końca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Końca Ziemi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ojciec
opowiadał mi, że przylecieli ogromnymi statkami kosmicznymi.
Pojawili się bez zapowiedzi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;I tak samo bez
zapowiedzi zaczęli nas wybijać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wyszli ze swych
pojazdów, przystępując do siania terroru. Zabijali i niszczyli
dosłownie wszystko, co dostrzegli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ludzkość
miała nadzieję zjednoczenia się w rozpaczliwej walce przeciwko
wspólnemu wrogowi. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Doświadczyli
jedynie rozczarowania. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie wolno na
nią liczyć. Nadzieja jest ślepa. Trzeba ruszyć tyłek, aby
marzenia się spełniły. Gdybyśmy wykorzystali okazję. Podpierając
się panującym chaosem dali radę obalić rządy, które pod presją
paniki i strachu zerwały wszystkie sojusze... Mogłoby być inaczej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kraje jednak nie
połączyły sił.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Działały
indywidualnie. W najlepszym wypadku. Niektóre państwa,
sparaliżowane strachem padły niemal od razu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zjednoczone
Hamburgery poczyniły obcym istotom najbardziej dotkliwsze szkody,
jednak nawet największe mocarstwo świata poległo. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Biomechaniczne
istoty o humanoidalnym kształcie z każdą chwilą podbijały coraz
większe obszary. Zamiast lasów są pustkowia. Zamiast powietrza
mamy rdzawoczerwony pył, przykrywający ruiny budynków.&lt;br /&gt;Dy&lt;span style="font-size: small;"&gt;stopia.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;*** &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czaję się,
obserwując. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jestem w tym
dobry.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kiedyś jeden z
tych skurwieli wysadził pół miasta ze swojego działa, służącego
także jako prymitywna ręka. W wybuchu zginął także mój ojciec
alchemik.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;By przeżyć,
musiałem obrabowywać trupy i ruiny mieszkań.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Oczekiwałem
wtedy tak samo, jak teraz. W ciemności, przy wyciszonym oddechu i
skupionym umyśle. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jedyną rzeczą,
jaka się zmieniła jest to, że jestem teraz dowódcą-szpiegiem. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ostatniej
zorganizowanej armii ludzkości.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mam jasny cel –
dowiedzieć się jak najwięcej o naszym wrogu, by skuteczniej ich
niszczyć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Najlepszą
dotychczas strategią okazało się rozbicie naszych jednostek na
małe oddziały i stawianie różnych pułapek. A także ataki
punktowe i szybki odwrót.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Były także
próby dyplomatyczne...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jednak
wszel&lt;span style="font-size: small;"&gt;ka&lt;/span&gt; komunikacj&lt;span style="font-size: small;"&gt;a&lt;/span&gt; z osobnikami kończą się porażką.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdy udało nam
się złapać istotę i ją unieruchomić, ludzie pytali tylko o powody.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Najczęściej
padało pytanie ,,dlaczego?”&lt;br /&gt;Z ich różnokształtnych otworów gębowych nigd&lt;span style="font-size: small;"&gt;y nie &lt;/span&gt;padała żadna odpowiedź.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;I ja właśnie
muszę &lt;span style="font-size: small;"&gt;te odpowiedzi znaleźć&lt;/span&gt;. Chociaż powody się nie
liczą. Liczy się skutek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Szukając tych
iluzji mogę wyciągnąć jednak całkiem potrzebne informacje.
Dostrzegłem, że istoty te nie muszą się odżywiać, pomimo
posiadanego układu pokarmowego. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie przeszkadza
im pył ograniczający widoczność. &lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czują się w
nim wręcz doskonale.&lt;br /&gt;Zniszczenie to ich naturalne środowisko.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/ksiazka-rdzawy-py-czesc-i.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-3885384879605167976</guid><pubDate>Sun, 19 May 2013 22:19:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-05-20T00:23:17.313+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">część I</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca mocy</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">rozdział II</category><title>[KSIĄŻKA] PIEWCA MOCY - Rozdział II, część I.</title><description>&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Rozdział
2.&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Skrzydła,
otulające ukryte spojrzenie przeznaczenia.&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;(…)&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Moja piękna dżdżowniczka,
bieeedna, po deszczyku wyszłaś z ziemi? Zgubiłaś się? Gdzie jest
Twój domek?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
I w momencie, kiedy chciałem
wziąć robaczka i przenieść go z chodnika na ziemię, odwróciłem
głowę.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Stał tam żołnierz. Po
czarnej, niedbale założonej kolczudze wywnioskowałem, że jest
świeżakiem. Miał minę sugerującą zdziwienie wymieszane z
niedowierzaniem, przyprawione szczyptą rozbawienia. Widział mnie.
Kurwa jego mać. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Zrobiłem poważną minę,
wyprostowałem się. Dumnie podszedłem do żołnierza.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Złapałem go za fraki.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Czy widziałeś co się
tutaj stało?! - wykrzyczałem.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- T...Tak, dowódco Xulrae!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- To jest ZŁA odpowiedź! -
potrząsłem nim – za ZŁE odpowiedzi grozi miesiąc w lochach,
przy pilnowaniu więźniów!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Tak, dowódco! -
wykrzyczał jeszcze głośniej niż ja.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Pytam raz jeszcze! Czy
widziałeś co się tutaj stało?! - zdzierałem gardło, dotknąwszy jego czoła swoją głową szarpałem nim gwałtownie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Nie, dowódco!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- I o to chodzi! - puściłem
go. Dlaczego tutaj stoisz?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- W...Wieści od Rządu
Gildar, zatwierdzone przez Skrzydła!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Mów.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Dowódca jest wzywany
przez Najwyższego Namatera. Cesarz chce Cię widzieć osobiście.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Już idę, dziękuję za
informacje. Możesz odejść.&lt;br /&gt;Pobiegł w swoją stronę. Mam nadzieję, że nikomu o tym incydencie nie rozgada. Muszę uważać. Trzeba dbać o mój wizerunek dowódcy.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Namater, Rządowe Skrzydła,
Rząd Państwa Gildar... Nasze państwo ma słabość do nazw.
Wszystko, co związane z flagą, tradycją, czy bezpośrednio
terytorium – musi nazywać się wyniośle.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Nawet skubani urzędnicy,
obijający się i biorący łapówki. Najwyżsi Urzędnicy Godni
Herbu Gildar. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Cóż za obłęd. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Aaale. - przeciągnąłem - Przynajmniej mają
zmysł do sztuki. Miasto jest piękne.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Rozejrzałem się.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Domy. Każdy z nich posiada
filary, zrobione z cieniutkich łuków przypominających szkło, lub
solidnie obrobiony kryształ. Załamywały światło, przez co
uzyskany został majestatyczny efekt halo. Obłoczek, który nadawał
budowli wyniosłości, ukazywał ukrytą wewnątrz domu duszę.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Sama konstrukcja także
wyglądała na delikatną, jednak wiem, że były bardzo wytrzymałe.
Materiał jest mocny, pomimo pozornej kruchości.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wszystkie mieszkania są
białe. Niektóre posiadały liczne ozdoby, świadczące o zamożności
rodziny zamieszkującej posiadłość.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Popatrzyłem w górę. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Każdy następny budynek był
troszkę wyższy od następnego. Miało to cel obronny. Zapewniało
lepszą widoczność z zamku, który znajdywał się na szczycie, a
także był to raj dla łuczników.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Stojąc na dachach mieli
wystrzelić wrogą armię, w przypadku przedarcia się przez ogromne,
jasne mury. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
W teorii. Od dawien nie było
wojny, nie jestem pewien czy sprawdzi się to i w tych czasach.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Popatrzyłem na sam szczyt.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Pnące się w górę, równo
ułożone mieszkania wydawały się wskazywać na pałac, znajdujący
się na szczycie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Pałac, który oczywiście
(jak wszystko chyba w tym obłąkanym mieście!) miał swoją nazwę.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wszyscy nazywali go
Panteonem - z racji ogromnej ilości rzeźb bóstw - z dzisiejszych,
oraz przeszłych czasów. Wszystkie znajdywały się na parterze, w
sali wejściowej.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Cesarz oraz ludzie na
stołkach boją się zburzyć większości figur minionych epok.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wierzono, że wiara tworzy
boga, a on istnieje dopóki chociaż jedna osoba go wyznaje. Przy
życiu utrzymują je także pomniki. Gdyby je zburzyć, można
ściągnąć na siebie gniew. Ogromny i potężny, skazujący
jednostkę na niepowodzenie i egzystencjalne potępienie. &lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Tak wierzą.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Dobrze, że jestem
agnostykiem.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Sam zamek był piękny. O
jego wygląd dbali nieustannie najlepsi w swoim fachu ludzie,
posiadający ,,zmysł wyglądu” i ,,umiejętności upiększania”.
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Białą niczym mleko
budowlę, otoczoną wieżami, wykończonymi niebieskimi dachówkami
otaczał cudowny i ogromny ogród, dodający wszystkiemu barw i nieco
tajemniczości.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/ksiazka-piewca-mocy-rozdzia-ii-czesc-i.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-5784594549631769495</guid><pubDate>Wed, 15 May 2013 18:46:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-05-15T20:46:50.449+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">szczerbaty</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">szczęścia</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">szczęście</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">uśmiech</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wiersz</category><title>[WIERSZ] Szczerbaty Uśmiech Szczęścia</title><description>Przeciętny wiersz, napisany podczas przerwy w rozmyślaniach. Długo zastanawiałem się, czy umieścić go na stronie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Przemysław Jan Kuciel - Szczerbaty uśmiech
szczęścia.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Czas... Gna do przodu
niczym rydwan, do którego zaprzęgnięto szóstkę oszalałych koni&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Brutalnie...Ciągnąc
cię za sobą&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Poszukujesz czegoś, co
twa...Pachnie...Co nie boli&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
I co staje się życia
twojego złudną ozdobą?&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Nieokreślony,
szczerbaty uśmiech szczęścia.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Bezkształtny,
trwający..Liche życie delikatnego motyla&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Przed snem i nad
ranem... Myślisz o nim&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Chwilę później...&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Zapominasz.&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/wiersz-szczerbaty-usmiech-szczescia.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-2426673197468280415</guid><pubDate>Tue, 14 May 2013 20:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-05-14T22:13:41.528+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca mocy</category><title>[KSIĄŻKA] PIEWCA MOCY - Część VII</title><description>Krótka część, gdyż zaczynam nowy rozdział. Aby zapanować jakoś nad treścią, stworzyć porządek - wrzucę dziś końcówkę rozdziału pierwszego, a w najbliższych dniach - ROZDZIAŁ II :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Link do części poprzedniej : http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/ksiazka-piewca-mocy-czesc-vi.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
 Tsuki. Bądź
ostrożna. Idziesz z nimi.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Co? Tak
lekkomyślnie..&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;a href="http://www.blogger.com/null" name="__DdeLink__235_20481366851"&gt;&lt;/a&gt;
- Podważasz moje zdanie?! Jesteś jedyną osobą jaką znam, która
sobie poradzi bez względu na warunki. Ucieknie z każdych kajdan,
zauroczy największego twardziela i przepije każdego krasnoluda – zaśmiał się – Jak nie
wrócisz do trzech miesięcy, przyłączymy się do ludu Ealinów.&amp;nbsp;
Przyjmą każdą pomoc do walki ze stolicą.  A Gildar nie podniesie
łba, nie zaatakuje nas tak szybko. Mają teraz wojne na karku! Będą
myśleć, że przesiedzimy bitwę cicho! Ha!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Więc...
Ja naprawdę...&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Mówiąc to,
zrobiła oczy przypominające bezdomnego, porzuconego szczeniaka,
patrzącego z utęsknieniem na każdą, przechodzącą osobę. Wyraz
spojrzenia wzbudzał litość, która spotyka się z obojętnością
i zimnym nihilizmem ludzkich istot. &lt;br /&gt;- Nic ci nie będzie.
Wyruszacie jutro rano – oświadczył głośno, wyraźnie dołując
Tsuki. – przenocujecie u nas, pod strażą. Jednak nie w celi, damy
wam budynek na niższych piętrach. A my pochowamy, a następnie
opijemy zmarłych. Ludzie! Do piwnic po ciała!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Komenda, wydana przez dowódcę tętniła niepowtarzalną mocą. Posłuszny tłum rozszedł się. Część ludzi zeszła na dół, część
poszła gdzieś w dal. Jak podejrzewałem, kopać mogiły.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Bergson,
Anil. Wy zostańcie. Zostańcie! - Krzyknął, gdy owe postacie były
już dość daleko – Będziecie ich pilnować. Weźcie broń, także
oręż niegodziwca. Rozpylaną truciznę. Stosujcie je tylko w
ostateczności. Dajcie im dom Enala. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Tak,
dowódco.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Idziemy,
śmiecie! - Krzyknął niższy z nich, łysy mężczyzna. Jego głowę
zdobiły, bo trudno powiedzieć inaczej, liczne blizny. Dodawały tej
osobie groźnego wyrazu, charakteru polującego tygrysa. To on tu był
łowcą, topiącym pazury w łupie, który wyraźnie tworzyłem ja i Sen.&amp;nbsp; Na jego twarzy gościł szeroki uśmiech, który -&amp;nbsp; jak podejrzewałem po zmarszczkach na policzku -&amp;nbsp; nigdy nie znikał. Wyraz sadysty.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Szliśmy za
nimi. Spojrzałem na Senmila, który czując mój wzrok na sobie,
poruszył głową w geście potakującym. Racja, nie ma innego wyjścia.
Trzeba iść.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Iść dalej,
szlakiem prowadzącym do niespodziewanej pustki.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ścieżką, wyścieloną różowymi płatkami ciekawości, zdobioną okruchami ślepej czerni.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Niewiadomej. &lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/ksiazka-piewca-mocy-czesc-vii.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-2614594008789326911</guid><pubDate>Wed, 08 May 2013 19:24:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-05-08T21:26:42.602+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mocy</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca mocy</category><title>[KSIĄŻKA] PIEWCA MOCY - Część VI</title><description>&lt;br /&gt;
Część VI. Dość późno, z uwagi na moje praktyki i zmęczenie. :) &lt;br /&gt;
Mam nadzieję, że kolejna część będzie dla&lt;i&gt; &lt;/i&gt;państwa satysfakcjonująca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Link do części V : http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/ksiazka-piewca-mocy-czesc-v.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gdy Senmil
umilkł, najwidoczniej myśląc, jak rozegrać dalej jego
,,przedstawienie” i jak uczynić z przywódczyni swoją marionetkę,
z dziury w ziemi wygramolił się  Drogenar.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Pani! -
Krzyknął. - Nie żyją. Wszyscy! Wszyscy! - Powtórzył raz
jeszcze, z większą paniką.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Więc nie
kłamaliście. Miałam nadzieję, że jednak są wśród nas... 
Jakie ślady, czym ich zabito?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- To dość
skomplikowane... Panno Tsuki.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Doszło do
mnie, że w tym momencie, po raz pierwszy usłyszałem imię osoby,
przez którą niemal nie skończyłem w kajdanach... Lub w samotnej
mogile. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
W grobie? To
przy optymistycznych wiatrach. Gdybym tu zginął, wrzuciliby mnie
gdzieś do rowu aż nie zgniję. Mniejsza, skup się, Lun.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Mów.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Na ciałach
nie było żadnych śladów broni. Nie było przecięć, dziur czy
widocznych zadrapań!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Trucizna?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Nie
możliwe, by zdołali otruć wszystkich, chyba, że rozpylają w
powietrzu, a sami coś zażyli! Antidot'um! - Zaakcentował dość
dziwnie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Głos
Drogenara zaczynał mnie irytować. Mówił bardzo głośno.
Praktycznie krzyczał. W dodatku barwa, natężenie - była
zwyczajnie drażniąca dla uszu. Głos, którego posiąść mógł
tylko wyjątkowy pechowiec.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Ekhem –
Senmil próbował włączyć się do dyskusji – Panno Tsuki.
Zaręczam, że nie użyliśmy trucizn. Jestem wojownikiem i muszę
stosować się do Kodeksu. Gdybym użył tych specyfików, musiałbym
popełnić samobójstwo.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wiedziałem,
że kłamie. Zbrojni przywiązują ogromną wagę do Praw Honoru,
natomiast Sen...&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Nie. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Chociaż
walczył. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Natomiast
obecnie, z uwagi na domniemane kalectwo... Jest zawieszony w
obowiązkach. Nie może podnieść silniejszej ręki wysoko w górę.
Sprawia mu trudność podrapanie się nawet po czubku głowy.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- To jak ich
zabiliście? Żądam odpowiedzi. - Stanowczy ton przywódczyni
Ivynmoru dostał się do mojego umysłu. Był tak potężny, iż
miałem wrażenie, że moja dusza pęka, łamiąc się pod ciężarem
presji, którą wywarła... Po prostu mówiąc.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Czy mogę
rozmawiać z przywódcą? - Odrzekł Senmil.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Nie rozumiem
co się teraz stało. Co on zamierza! Obrazić ją? Chce nas skazać
na śmierć? Nie dalibyśmy rady z tyloma uzbrojonymi ludźmi. Jestem
już bardzo blisko swojego limitu.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Przymknąłem
oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Próbowałem
dostrzec głębie siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wyobraziłem
sobie rdzeń mojego istnienia...&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Spojrzałem
w moją duszę.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Widziałem
postać, dość wysoką, średniej budowy ciała, odwróconą plecami
do mojego widoku. Nie wszystko było w porządku. Mój limit jest już
bliżej, niż myślałem.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Dusza
płonęła, trawiona ogniem śmierci. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gdy używa
się mocy w celu, który ma działanie destrukcyjne dla drugiego, nie
ważne w jakim znaczeniu i stopniu, obciąża się siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Powstaje
iskra, stopniowo przekształcająca się w płomień... Płomień
czarny i złowrogi, niczym świątynia zostawiona w ruinie, opętana
złowrogą aurą, gniewem i bólem bóstw, o których już dawno
zapomniano.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Jeżeli
zabiłbym jeszcze chociaż jedną osobę, zginąłbym, grzebiąc
także moją duszę. Po śmierci nie czekałoby na mnie nic. Nie
będzie polany, na której promienie słońca radośnie przebijają
się przez białe, kłębiaste chmury... Nie będzie niczego. Moja
egzystencja totalnie się zatraci...&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
A Sen?
Chociaż jest silniejszy, z każdym dniem stara się przesunąć
swoje bariery. Z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby pchał i
rzucał się po omacku, poszerzając moc.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
A raczej
próbując.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Aby z
czasem, czarny płomień nie pochłonął iskry jego bytu.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ciszę,
która zapanowała po rzuceniu tego, jakże głupiego pytania,
przerwała przywódczyni.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Tak,
możesz.  Drogenar! On się domyślił. - Tsu cofnęła się o kilka
kroków.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Granie
służącego przez dowódcę. A dowódcę przez służącą. Ale
skoro rozgryzłeś plan ochrony mnie, wiedz, że jeden fałszywy ruch
i skończysz poćwiartowany.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Mój umysł
nie pojął do końca tego, co dokładnie się stało. Jednak
cieszyłem się, gdyż człowiek z tarczą przestał krzyczeć, i
opanował głos.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Jesteś
także ciekaw, jak zginęli, czy wolisz przejść do konkretów,
związanych z mym listem?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Konkrety.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Senmil
skierował spojrzenie w przestrzeń. Wydawał się nieobecny.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Aby
potwierdzić to, że po wypuszczeniu nas list spłonie w kominku
przyjaciela, wyślij jedną osobę z nami na podróż. Niech będzie
świadkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- A
bezpieczeństwo tej osoby?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
-
Gwarantuje, że nic jej się złego nie stanie z naszej strony.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Drogenar
umilkł, zastanawiając się.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Po dłuższej
chwili, gdy już zaczynałem się niecierpliwić, powiedział cicho :&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Tsuki.
Bądź ostrożna. Idziesz z nimi.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/ksiazka-piewca-mocy-czesc-vi.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-7143607827265896988</guid><pubDate>Sun, 05 May 2013 21:11:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-05-05T23:19:21.887+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mocy</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca mocy</category><title>[KSIĄŻKA] PIEWCA MOCY - Część V</title><description>&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Następna część przygód Senmila i Luna. Zamieszczona z małym opóźnieniem - przerwa majowa okazała się dla mnie strasznie zajmująca.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Senmil uchylił usta, by coś
powiedzieć – ale krzyk ludzi natychmiast go zagłuszył.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Zwątpił. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Na jego twarzy malowało się
napięcie – tak lekko dostrzegalne... Myślę, że nikt inny nie
byłby w stanie tego zauważyć, prócz mnie. Czas, który spędziłem
z tą istotą był tak duży, że widziałem więcej niż inni. Ta
twarz – pozornie bez wyrazu – skrywała paletę różnorakich
emocji i ukrytych barw.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wtem przed tłum wystąpiła
znajoma mi postać.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Kobieta. Średni wiek, ze
sztyletem w dłoni. Niczym nie wyróżniona. Zwykła, szara postać.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ale tylko na pierwszy rzut
oka.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gdy przymrużyłem oczy,
widziałem jej niezwykłą aurę – poświatę, jaką roztaczają
wokół siebie najlepsi przywódcy. &lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Oprócz tego wyczułem nutkę
zaciekawienia, oraz opanowaną adrenalinę. Kontrolowany dreszczyk
emocji?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Cisza! - Krzyknęła –
Cisza! Jak, do cholery chcecie to rozstrzygnąć, skoro nie słyszycie
własnych myśli?!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Tłum wyraźnie się
uspokoił, ale nadal było słychać wrzawę gdzieś na tyłach
zbiorowiska.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Bergson, Anil. Uciszcie
tych z tyłu.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Po kilku chwilach dobiegł
do mnie jęk i pojedynczy wrzask, po czym zapanowała kompletna
cisza.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Dziękuję – Mówiąc to
wyprostowała się, po czym wzięła głęboki wdech, najwidoczniej
uspokajając bicie serca.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Drogenar.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Tak, pani? - Odpowiedział
średniej postury mężczyzna.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wyglądał nieco komicznie.
Na plecach miał tarczę, niemal większą od jego samego. W oczy
rzucił mi się jego miecz. Postrzępiona, powyginana klinga. To był
niegdyś mój oręż. Błyskawica. Napełniła mnie nadzieja.
Sądziłem, że gdzieś go wrzuciła, do worka podpisanego ,,śmiecie
na sprzedaż”. Myślałem, że nigdy już go nie zobaczę.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Odzyskam cię, obiecuje.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Idź do piwnic, sprawdź
co się stało z naszymi ludźmi. Zbadaj wszystko, co rzuci ci się w
oczy. Postaraj się zorientować w miarę szybko.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Tak, pani – pobiegł
natychmiast, potykając się co kilka kroków.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- A wy... Jak udało wam się
uciec? Kim, do diabła jesteście?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Spojrzałem na Sena.
Uśmiechał się ironicznie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Jestem Senmil, a to mój
przyjaciel – Lunaeth – Wskazał ręką na mnie, po czym podrapał
się po brodzie. Tak, aby wyglądało to jak najspokojniej.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
On gra.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Jak wyszliśmy? To proste.
Zabijając wszystkich. Uśmiercanie jest sprzeczne z moją naturą,
natomiast zmusiliście mnie do tego, porywając mojego kompana.
Poświęcenie waszych ludzi uznaję za zemstę, a teraz, póki jestem
jeszcze w humorze, pozwólcie nam wyjść.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Kto raz wszedł do
Ivynmor, już z niego nie wyjdzie. Nasza lokacja jest objęta ścisłą
tajemnicą. I mamy was puścić, po tym co zrobiliście moim ludziom?
- Zaśmiała się. - Prędzej zginę.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Da się zrobić – Senmil
wbił w nią swoje świdrujące spojrzenie – jednak myślę, iż do
puszczenia nas wolno przekona cię jeden, malutki szczegół.
Mianowicie przed wejściem do waszej ,,twierdzy” - zaaranżował
komicznie – posłałem kruka z wiadomością. Wiadomość zawierała
kompletną lokalizację Ivynmoru, przez co rozumiem – odchrząknął
– dokładne współrzędne, oraz nawet, ku mojej niechęci -
pofatygowałem się by wysłać im także mapę, z ładnie
zaznaczonym kółeczkiem. Kółeczko oczywiście oznacza Ivynmor, co
dogłębnie wyjaśniłem w mym liście.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Biorąc pod uwagę, że
jestem dość wpływową osobą, moje słowa nie przejdą Rządowi
Państwa Gildar obojętnie. Drugim faktem jest też to, że ,,ludzie
na stołkach” od dawna próbują was złapać.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Z pewnością możecie
oczekiwać najazdu. Ze zbrojnymi nie macie żadnych, nawet najmniejszych
szans. Byłaby wielka szkoda, by ta... - popatrzył w górę, na mosty, które jak się wydawało, łączyły potężne drzewa przy samym niebie - inspirująca i jakże wspaniała konstrukcja legła w gruzach.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Cholera...&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Jednak istnieje sposób,
by odwrócić całą tą sytuację, także z listem.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Kruk nie leci bezpośrednio do
Rządowych Skrzydeł. Zmierza do mego przyjaciela,
który został w wiadomości poinformowany o całej sytuacji. Jeżeli
nie odwiedzę go z Lunem do dwóch tygodni, wtedy pośle kruka dalej.
Do rządu. List podpisany moim nazwiskiem.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/ksiazka-piewca-mocy-czesc-v.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-1235819020092869005</guid><pubDate>Wed, 01 May 2013 20:05:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-05-01T22:05:44.154+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mocy</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca mocy</category><title>[KSIĄŻKA] PIEWCA MOCY - Część IV</title><description>

&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&amp;nbsp;Piewca Mocy. Część IV. Świeżutki tekst, prosto spod pióra :) Błędy proszę zgłaszać w komentarzach, lub na Facebooku.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Link do części III : http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/ksiazka-piewca-mocy-czesc-iii.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Gdyby nie one, już z
dziesięć razy leżałbyś martwy, karmiąc robaczki – uśmiechnął
się szczerze, jednak nagle zrobił się nad wyraz poważny – Muszę
z tobą  porozmawiać.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- O czym?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Dowiesz się, jak
wyjdziemy. Chodź, musimy wynieść wszystkie ciała do góry, albo
przynajmniej kilka. Aby wzbudzić w ludziach strach, żeby pozwolili
wyjść, bez dodatkowych ofiar. I tak za dużo zabiłeś. Mogłeś
uśmiercić raptem dwie osoby, ale co się stało? Zapomniało się,
że jesteś piewcą? Zapomniałeś o ograniczeniach mocy, o zasadach
postępowania z nią?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wtedy przyjrzałem się
dokładnie wyrazowi jego twarzy. Miał puste spojrzenie, patrzące z
wyrzutem we mnie, i jednocześnie w przestrzeń. Wydawało się, że
człowiek ten był wiecznie skupiony. I spokojny. Ale z doświadczenia
wiem, że ze spokojem bywało różnie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Senmil nigdy nie krzyczał,
ale wystarczało mi kilka słów wypowiedzianych tak lodowato, iż
wydawało się, że ten chłód niszczył na pewien sposób ducha.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Był wyższy ode mnie, jak i
trochę masywniejszy. Jednak kwintesencją mojego przyjaciela były
dłuższe, białe włosy, podkreślające także jego jasną cerę i
sine oczy.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Wrócimy do tego później
– westchnął - Na wszelki wypadek przeszukajmy truchła, może
znajdziemy ci jakąś broń. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
I zacząłem szukać,
denerwując się. Skąd on wiedział, że byłem więziony w domu,
przez dwie osoby? Skąd wiedział, że wcześniej nie używałem
mocy? Tyle pytań, bez żadnej odpowiedzi. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Przy ciałach znalazłem
jedynie długi, gruby kij, sztylet, który schowałem w pas, oraz
kilka monet.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Senmil w międzyczasie
szukał na drugiej stronie ciemnego pokoju.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Znalazłeś coś? -
zapytał&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Sztylet. Słabo wykonany,
ale do obrony się nada – przeciągnąłem, ukrywając
zdenerwowanie. Chciałem uniknąć rozmowy z nim. Niczym ukarany
pies, omijający swojego dumnego pana.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- U mnie zupełnie nic.
Wychodzimy stąd.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- A trupy?&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Rozmyśliłem się.
Stracimy zbyt dużo czasu. I tak będą się bać i zastanawiać, jak
wyszliśmy. - Po chwili dodał – Masz, napij się.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
I rzucił mi pełen bukłak
wody.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Adrenalina, która teraz
stopniowo opadała, była tak duża, że aż zapomniałem o
wysychającym żołądku i przełyku.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Piłem tak zachłannie, że
krztusiłem się, lejąc sobie po brodzie i głośno siorbiąc. Wiem,
że Senmil za tym nie przepada, bo jego ,,maniery dworu Eastall”
nakazują pić przyzwoicie, nawet gdy umiera się z pragnienia. Na
szczęście tam nie należę. Tyle bezsensownych zasad.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gdy skończyłem pić,
odrzuciłem bukłak Senmilowi. Nie złapał go jednak. Pojemnik spadł
na ziemię, budząc do życia kurz osiadły na podłodze.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Odwrócił się na pięcie i
rzucił chłodne :&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Wychodzimy.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ruszyłem za nim. Na
szczęście w korytarzu robiło się jaśniej z każdym krokiem.
Przez zepsuty, ceglany sufit przebijało się światło. Im dalej w
korytarz, tym ceglane sklepienie było bardziej pokiereszowane.
Zastanawiałem się, jakim cudem to wszystko nie runęło jeszcze
przechodzącym ludziom na głowy. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Droga była prosta, prostsza
niż sądziłem. Myślałem, że podziemia Ivynmoru będą główną
obroną, ukrytą fortyfikacją przed napadami – w razie czego można
się schować i urządzać rozmaite zasadzki.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Najwyraźniej mają inne
sposoby obrony, lub całkowicie (na co nie stawiam) nie spodziewają
się ataku ze strony Rządu Państwa Gildar. W sumie mają rację,
rząd ma – od dłuższego czasu - zwrócone oczy ku zachodnim
granicom. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Lud starego korzenia, Ealin.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ealinowie to dość dziwny
naród. Mieszkają w budynkach przypominających kapsuły o
różnorakich kształtach. Budują je całkowicie pomiędzy drzewami,
nie robiąc żadnej wycinki. Czasem, żeby przejść korytarzem,
trzeba się dosłownie przeciskać między ścianami – ponieważ z
obu stron rosły drzewa. Nie dało się zbudować inaczej, by nie
naruszyć drzewa – to się przeciskaj.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Budynki są zawsze koloru
białego, wykonane z dość dziwnego materiału. Jest elastyczny i
długo zachowuje ciepło. Ale czy to prawda? Nigdy tam nie byłem.
Opowiadał mi o tym Senmil.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Doszły mnie także słuchy,
iż nie można tam ingerować w naturę. Gdy drzewo spadnie na dom –
masz pecha. Za usunięcie, lub przesunięcie takiej przeszkody można
sporo zapłacić.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Myślę, że kara za, jak to
określają - ,,bezczeszczenie natury” - wzięła się jeszcze od
druidzkich wierzeń i sposobów. W dawnych czasach, druidzi
zamieszkiwali całe terytorium Państwa Gildar jak i ziemię dzikusów
– jednak historia pokazuje, że byli bardziej otwarci i
zrównoważeni psychicznie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Za zranienie drzewa,
przypadkowe bądź nie, Ealinowie rozcinają delikwentowi brzuch.
Potem wyciągają jelito i przybijają je do pnia. Następnie każą
chodzić wokół, aż ono całkowicie nie wypadnie. Wiadomo – nikt
nawet nie próbuje okrążyć drzewa. Wszyscy powoli umierają w
głuchym bólu. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Starszy lud stosował
dokładnie to samo, ale za zranienie konkretnych drzew, i to celowo.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Co kraj to obyczaj.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Jednak najdziwniejszym
posunięciem Ealinów było wypowiedzenie wojny Gildarowi – pod
pretekstem wyniszczania Ziemii i Natury.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Widocznie lud ten zapomniał,
że natura dąży do harmonii – tworząc jeden, dominujący
gatunek. Człowieka. I człowiek jest samą istotą, kwintesencją
jej działań.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ciekawe, czy jak dojdzie do
nich ten fakt, że zabijając człowieka zabijają naturę - to czy
popełnią masowe samobójstwa, przybijając się do drzew. Zabawna
myśl. I tak dążą do samozniszczenia – jest ich więcej niż
ludzi naszego państwa, ale ich wyposażenie pozostaje wiele do
życzenia.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Przerwałem myślenie, gdy
doszedłem do końca tunelu. Senmil wyszedł pierwszy. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gdy wygramoliłem się na
zewnątrz, na wejściu stała już dość duża grupa mężczyzn,
kobiet i dzieci.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Przestraszeni, jednak
skłonni do ataku.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Naszą rozmowę o twoich
działaniach zostawimy na później – szepnął Sen – Teraz
skupmy się na wyjściu. Nie odzywaj się zbyt często. Nie mów o
trupach. Najlepiej to... Nic nie mów.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Jak wam się udało
wyjść?! - Krzyknął ktoś z tłumu&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Demony, demony! - doszedł
do mnie przeciągany głos jakiejś staruszki.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/05/ksiazka-piewca-mocy-czesc-iv.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-6523619520025720353</guid><pubDate>Sun, 28 Apr 2013 20:22:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-04-28T22:22:46.635+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">3</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">część</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">część III</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca mocy</category><title>[KSIĄŻKA] PIEWCA MOCY - CZĘŚĆ III</title><description>

&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Część III mojego oczka w głowie - ,,Piewcy Mocy". Z racji tego, że jesteście już na bieżąco z materiałem - mogę wrzucać nowe części co dwa, trzy (w najgorszym wypadku) dni. Miłego czytania!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Link do części II : http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/ksiazka-piewca-mocy-czesc-ii.html&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ocknąłem się. Jestem pod
ziemią. Pomieszczenie oświetlają samotne, zagubione promienie
słońca, wpadające przez niewielkie szczeliny w sklepieniu. Padają
na mebel z półkami, na którym znajdują się puste, zakurzone
fiolki oraz zniszczone, brązowe księgi, których nie oszczędził
czas. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Widzę jeszcze haki, na
których widnieją zawieszone przedmioty niewiadomego pochodzenia..
Także nie mam pojęcia, do czego służą. Po wymyślnych,
różnorakich i ostrych końcach mogę wywnioskować, że są
przeznaczone do tortur. Zapewne zapoznam się z nimi bliżej, gdy
ktoś przyjdzie..&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Oprócz tego nie znajdowało
się tu zupełnie nic.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Jestem sam. Przywiązany do
drzewa, dumnie wyrastającego ku górze przez sufit z gleby. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Z wyczerpania opuściłem
głowę. Muszę ochłonąć. Każdy ruch zadaje mi dodatkowy ból,
czego chce uniknąć. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ta samotność może być
najlepszą chwilą spędzoną tutaj.. Jest jak cisza przed piekłem,
które z pewnością na mnie czeka.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Po kilku chwilach słyszę
jakieś szuranie, którego dźwięk stopniowo przekształca się w
ciężkie kroki potężnego ciała.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Horthgar.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Sylwetka olbrzyma jest coraz
bardziej widoczna i dostrzegalna. Zbliża się.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- No, no no! - Mówi głośno,
zwalniając kroku  - Już się bałem, że nam uciekniesz. Jesteś
niebywale zwinny, ale i głupi. Przestraszyłeś mnie nie na żarty
spadając z mostu. Już się bałem - powtórzył -&amp;nbsp; że zginiesz. A wtedy nici z
pokaźnej sumki z okupu. - akcentował z komicznym smutkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Nie odezwę się słowem.
Będę milczeć.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Pewnie jesteś
spragniony.. Chcesz pić?- Wyciągnął z pasa pełen bukłak, nie
mogłem stwierdzić, czy jest tam woda, czy jakaś wstrętna maź,
dopóki nie wylał jej na podłogę.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Jednak woda.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Lał ciecz na grunt, aż bukłak
stopniowo tracił na zawartości. Po chwili był zupełnie pusty.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Nie potrafię opisać, co
czuję. Zaschnięte usta, gardło i przełyk.. Jakbym mógł dostać
chociaż ten jeden łyk..&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wtem Horthgar przybliżył
się do mnie, i z impetem kopnął kolanem w brzuch.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Zwymiotowałem.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Odruchowo zamknąłem oczy,
widząc kontury jego ciała w różnych, raczej ciemnych kolorach. W
środku zarysu pulsują punkty energetyczne jego ciała. Największych
jest siedem.  Są w kształcie kolorowych kul, drgających powolnie.
Widzę także setki mniejszych kropek.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Jeżeli zniszczyłbym jeden
z głównych punktów, z pewnością by zginął.. Stałbym się
jednak mordercą.. Nie chce zabijać.. Ale w tym stanie.. Jeżeli nie
zareaguje, zginę pierwszy.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
To była szybka decyzja.
Momentalnie wyobraziłem sobie energetyczną rękę, pełną
błękitnych, przeźroczystych żył.. Którą sięgnąłem do
trzeciego punktu od dołu. Punkt brzucha. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Oko za oko, ząb za ząb.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;a href="http://www.blogger.com/null" name="__DdeLink__119_1368837488"&gt;&lt;/a&gt;
Wyobrażałem sobie, jak wizualizowana ręka trzyma jego trzecie
Akh'asti. Zacisnąłem wyobrażoną dłoń.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Słyszałem tylko
wymiotowanie olbrzyma, oraz stłumione jęki, wydobywające się z
niedowierzającej twarzy. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Zgniotłem punkt do końca.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Upadł, dławiąc się i
krztusząc. Jeden z głowy.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Odrzucające dźwięki,
które wydawał kowal przed śmiercią musiały przyciągnąć więcej
ludzi. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Ciągle z zamkniętymi
oczami widziałem ich zbliżające się zarysy.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Była to paleta kolorów.
Poprzez biel, błękit i czerń aż do fioletu.. Wszyscy biegną na
śmierć.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Podniosłem powieki.
Czekałem, aż się zbliżą.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wparowali do pomieszczenia
wszyscy naraz. Po pierwszym spojrzeniu oceniłem, że było ich około
piętnastu. Patrzyli ze zdziwieniem w puste, masywne ciało
Horthgara. Gdy zwrócili swój wzrok na mnie, ponownie opuściłem
powieki.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Zabijałem na oślep,
niszcząc losowe  Akh'asti. Pierwszej osobie, która była najbliżej,
zniszczyłem punkt Oka, posyłając błyskawiczny pocisk w kształcie
igły. Padł. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Następny został ugodzony w
samą podstawę jego fizycznego istnienia, poprzez spiralny pocisk z
postrzępionymi brzegami.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Akh'asti łączności z
ziemią.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Tłum stał wstrząśnięty,
obserwując jak ich kolejni i kolejni kompani padają martwi na
grunt.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Jeden z nich rzucił się na
mnie rozpaczliwie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gdy biegł w moją stronę
nie zdążyłem go powalić. Uderzył mnie czymś w głowę. 
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Konturowy świat prawie
prysnął. Słyszałem jedynie pisk w uszach.. Zdołałem jednak
resztką świadomości pozbyć się napastnika.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Przekonałem się na własnej
skórze, jak łatwo jest kontrolować tłum. Wszyscy, bez wyjątku,
naśladując pierwszego ,,odważnego” -  pobiegli w moją stronę
bijąc i tłukąc. Jeden z nich założył mi na głowę jakiś
worek, przez który było mi wybitnie ciężko oddychać.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
To moja przegrana. Kolejna.
Zawsze ktoś spuści mi wybitny wpierdol. Zawsze.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&amp;nbsp;Ludzie, którzy mnie bili,
wzajemnie sobie przeszkadzali. Każdy próbował mnie uderzyć
przeciskając się przez kolejnego, dlatego nie ucierpiałem tak bardzo, jak
sądziłem.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wtedy, pośród ogólnego
chaosu, przebrnął podniosły, wysoki głos. &lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Usłyszałem jak ciała
upadły na ziemie. Wszystkie. Od razu.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Zawsze wpadniesz w poważne
kłopoty, przyjacielu! Pomyśl, jak byś skończył, gdybym akurat
nie wyczuł twojej energii.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
W życiu nie byłem bardziej
uradowany słysząc jakiś głos. To jego głos.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Głos Senmila...&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Byłem zbyt zaskoczony, żeby
odpowiedzieć.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- I co, zamierzasz tu tak
siedzieć? Haha– zaśmiał się, odcinając krępujące mnie liny.&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Dobrze cię widzieć,
przyjacielu. Masz świetne wyczucie czasu!&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
- Gdyby nie one, już z
dziesięć razy leżałbyś martwy, karmiąc robaczki – uśmiechnął
się szczerze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam do oceny i komentarza :)&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/ksiazka-piewca-mocy-czesc-iii.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-1801428827210539725</guid><pubDate>Sat, 27 Apr 2013 12:56:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-04-28T22:14:45.480+02:00</atom:updated><title>[KSIĄŻKA] PIEWCA MOCY - CZĘŚĆ II</title><description>&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: left;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kolejna część Piewcy Mocy,&lt;span style="font-size: small;"&gt; nie poddana &lt;span style="font-size: small;"&gt;korekcji. Jeżeli zauważycie jak&lt;span style="font-size: small;"&gt;iś błąd, proszę mnie o tym poinformować w komentarzu lub na Facebooku (:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Link do części pierwszej : http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/ksiazka-piewca-mocy-czesc-pierwsza.html&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;(…)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Stara! Gdzi...? Miałaś... u góry... się obudzi!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Odzyskując
przytomność doszły do mnie strzępy słów. Byłem jednak zbyt
otępiały, by usłyszeć całe zdanie, oraz zbyt obolały, żeby
myśleć nad ich sensem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie
byłem chyba skrępowany, ręce wydawały mi się leżeć luźno,
spokojnie i bezwładnie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wraz
z narastającym poczuciem własnego ciała, pomimo wzmagającego się
bólu cieszyłem się, że żyje. Poruszyłem ręką, którą
położyłem sobie na twarzy i natychmiast otworzyłem oczy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Przeliczyłem
się. Powieki okazały się zbyt ciężkie, by je poruszyć, dlatego
leżałem jeszcze przez jakiś czas zbierając siły i motywując się
w myślach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Za
drugim razem nie sprawiło mi to problemów. Gdy moje powieki
podniosły się, zdołałem tylko dostrzec oślepiający blask słońca
dostający się przez okno bez szyby. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jestem
w pomieszczeniu?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdy
wzrok przyzwyczaił się do panującej jasności, poczułem, jak ktoś
bierze mnie za fraki i masywnymi rękami energicznie potrząsa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-Obudził
się! Obudziłeś się? - usłyszałem wesoły, chociaż dziwnie
przygłupi głos.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wcale
nie było mi do śmiechu, ponieważ ból nasilił się do takiego
stopnia, iż musiałem wstrzymywać wymioty. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kiedy
krzyknąłem z bólu, masywne ręce puściły uchwyt, wylądowałem
na łóżku. Kimkolwiek był, chyba nie przepadał za patrzeniem na
moje cierpienie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Obudziłeś się? - powtórzył - Nareszcie. Byłeś nieprzytomny
całe osiem godzin. Osiem godzin! - krzyknął - Jak można tak długo
spać, tutaj w samym sercu Edumondu wstaje się dużo wcześniej!
Trzeba pracować. Jestem Horthgar, kowal. Wykuwam najlepszy oręż w
tym miejscu!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Może dlatego, że jesteś tu jedynym kowalem - sarkastycznym tonem
wtrąciła się kobieta, o dość niskim tonie głosu - I twoje
bronie są po prostu do dupy. Od dawna myśleliśmy nad uprowadzeniem
kowala z okolicznej wioski poza puszczą, jest znacznie lepszy od
ciebie. I nie ma tak wygórowanego ego. Ponoć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Lunaeth
leżąc, z chęcią przysłuchiwał się owej kłótni. Odpoczywając
miał okazję poznać głębiej ludzi, których był mimowolnym
gościem. Po dłuższej chwili wzajemnie przekrzykiwanie się
ucichło. Oh, nareszcie sobie o mnie przypomnieli.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Przebyłeś sam tak niebezpieczną drogę? - Zapytała kobieta.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wypada
odpowiedzieć, w końcu zawdzięczam im życie. Leżąc nieprzytomny
w nocy długo bym nie przeżył, byłem łatwym kąskiem dla łakomych
zwierząt.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Nie, towarzyszył mi przyjaciel, Senmil.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Dawno cię opuścił? Co się stało?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Czułem
się jak na pieprzonym wywiadzie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Niedawno. Rozeszliśmy się na rozstaju, zmierzam do miasta Gildar,
on zaś musiał załatwić kilka spraw w okolicznym mieście.
Mieliśmy się spotkać przy kręgach nocy, jednak zgubiłem ślad i
błąkając się po puszczy usiłowałem przeżyć. To wszystko.
Teraz ja zadam pytanie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Co to za miejsce?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zdążyłem
rozejrzeć się pobieżnie. Znajdowałem się w niewielkim,
drewnianym domku. Z łóżka, na którym leżałem widać było
wejście do prymitywnej, aczkolwiek uroczej kuchni. Oraz drzwi
wejściowe. To one mnie zaniepokoiły. Zamiast drzwi, przymocowany
był most wiszący.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Most
wejściowy? Cudowny pomysł. Chyba naopowiadali im za dużo dziwnych
bajek. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie
byłem przekonany, czy to wskutek mojego zmęczenia, ale miałem
wrażenie, że cała budowla kołysze się nieznacznie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Ivynmor. Siedziba zdrajców, banitów, uciekinierów, zabójców,
złodziei.. Mam wymieniać dalej? - odpowiedział mu kobiecy głos z
wyraźną nutą podekscytowania - jesteś tu tylko z naszego dobrego
serca.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Haha
- zaśmiałem się w duchu - dobre serce. Złodziei i zabójców.
Jasne. Cholera. Gdzie mój miecz? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Złapałem
za pochwę, która zaczęła wydawać mi się zbyt lekka. I słusznie.
Była pusta. Kolejny raz przestało mi być do śmiechu. Co za pech.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kobieta
musiała dostrzec poszukiwania mojej perełki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Orężu nie odzyskasz, możemy go drogo sprzedać. Nie wygląda na
robotę ludzi, a przynajmniej nie tutejszych. A nawet jeśli nie
opchnę go nikomu, to sobie zostawię - odpowiedziała dumnie - Oj,
co to za wyraz twarzy? Czyżbyś tęsknił za kawałkiem ostrego
metalu?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Upomniałem
się w myślach. Nie mogę pozwolić, by gestykulacja lub mimika
wydała moje plany. A planuję uciec. Nie jest tu bezpiecznie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Wręcz przeciwnie, w ramach wdzięczności możesz sobie go zatrzymać
- uśmiechnąłem się z zaciśniętymi zębami.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Ależ dziękuje za pozwolenie - rzuciła zaczepnie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Patrzyłem
na Horthgara, w nadziei iż wtrąci się do rozmowy. Dostrzegłem, że
mój wzrok wprawia olbrzyma w zakłopotanie, gdyż uniósł wielkie
łapsko, którym podrapał się po łysej głowie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Co się tak patrzysz? Jej... Nasz dom, jej zasady.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;-
Weźmiemy za ciebie niezły okup, jeżeli ten Senmil faktycznie jest
Twoim przyjacielem. Jeżeli nie przyjdzie, sprzedamy cię jako
niewolnika. Tak czy owak dobrze na tym wyjdziemy - uśmiechnęła
się. - A i tak nie uciekniesz, jest nas za dużo. Jeżeli sądzisz,
że masz szczęście - próbuj.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po
krótkiej chwili, gdy jej słowa przestawały odbijać się echem po
mieszkaniu, zerwałem się do biegu. To jedyna okazja, dopóki nie
nagromadziło się ich więcej. Biegnąc, wyminąłem kowala, który
opuścił swoją rękę próbując trafić mnie w głowę.
Bezskutecznie. Jest zbyt wolny, mam przewagę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;a href="http://www.blogger.com/null" name="__DdeLink__102_893294017"&gt;&lt;/a&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kobieta zdążyła
wysunąć z pasa sztylet, wykonała kilka niecelnych cięć, po czym
złapałem ją za rękę, odwróciłem się na pięcie i rzuciłem
dynamicznie na olbrzyma. Odbiła się od jego ciała i wylądowała z
hukiem na ziemi. Horthgar złapał równowagę. Zaczął mnie ścigać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wybiegłem
na most, i to co zobaczyłem odebrało mi dech w piersi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pierwsze,
co rzuciło mi się w oczy, to wysokość, na której się
znajdowałem. Ledwo byłem w stanie dostrzec ludzi, którzy
znajdowali się na dole. Drzewa w tych okolicach są nienaturalnie
wysokie. Ludzie powiadają, że wszystkie, bez wyjątku posiadają
duszę, a niektóre żyją, a nawet przemieszczają się. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Poszczególne
domki łączyła rozległa i skomplikowana sieć lin i mostów,
wyglądało to niczym sieć, zarzucona na rozległe niebo, które
przerażało, jak i fascynowało zarazem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Bez
zastanowienia wskoczyłem na most. Olbrzym nadal biegł za mną -
niefortunnie mnie doganiał. Chwiałem się wraz z podmuchami wiatru
i konstrukcji, a on wydawał się nie zważać na tą delikatność i
subtelność, po prostu gnał przed siebie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W
połowie drogi zauważyłem linę, która zwisała z jeszcze wyższego
drzewa. Biegnąc, chciałem złapać się jej i ześlizgnąć się na
niższą platformę. To był błąd.  Mój rozpęd był zbyt duży, i
zwyczajnie nie trafiłem w zwisający sznur. Spadłem w dół,
boleśnie uderzając plecami w drewniane łączenie niższych mostów.
Straciłem oddech. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Podczas
gdy próbowałem się podnieść, usłyszałem gwizd olbrzyma. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To
był znak zapowiadający moją klęskę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z
większości domów, opartych w koronach drzew wybiegli mężczyźni,
gnający wprost na mnie. Ze wszystkich stron. Bez szans na ucieczkę.
Mam dwa wyjścia. Albo skoczyć na dół, co zakończy się moją
natychmiastową śmiercią, ze względu na wysokość... Albo czekać
aż mnie dorwą. Przy optymistycznym spojrzeniu, jeżeli nie zabiją
mnie, to sprzedadzą w niewolę. Uciec z tych kajdan nie jest ciężko
– społeczność państwa Gildar ciągle się bogaci – panowie
mają po kilku sługusów, nie zauważą nawet, gdy jeden im zniknie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zaczynam
wpadać w panikę. Osoby te z każdą sekundą są coraz bliżej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdy
wszedłem w kontakt z pierwszym z nich, uderzając go łokciem w
twarz, pozostała część osób była już za mną. Przechwycili
moje kończyny i położyli na ziemi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z
każdym ich ciosem było mi ciężej oddychać, myśleć i żyć.
Czułem, jak duch ucieka mi między palcami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wraz
z chwilą, kiedy doszło do mnie, że moje wnętrzności długo nie
wytrzymają tych celnych ciosów&lt;span style="font-size: small;"&gt; - p&lt;/span&gt;odniesiono mnie do góry.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-family: Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie
byłem w stanie zobaczyć, gdzie mnie prowadzą. Jestem zbyt otępiały
i obolały, by myśleć o życiu. Pustka... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Moje nogi włóczą się po
ziemi, bez duszy, bez napięcia.. 
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/ksiazka-piewca-mocy-czesc-ii.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-5828884891092437593</guid><pubDate>Fri, 26 Apr 2013 19:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-04-26T22:05:26.247+02:00</atom:updated><title>[WIERSZ] DAR</title><description>Wiersz pisany wczoraj. Dość refleksyjny..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div align="CENTER" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;b&gt;Przemysław
Jan Kuciel – DAR&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Głuchy dźwięk, bez
wyobrażenia.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Bez barier.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wyobraźnia.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Księżyc, wskazujący
drogę pośród niemej nocy.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Drogowskaz.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Intuicja.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Bezdenny bukłak, z
którego czerpią spragnieni.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Łyk uczuć.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Twoje piękno.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Serce.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Oraz świadomość,
przemierzająca świat konturów i zarysów.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Umysł...&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Idąc za szeptem
śpiewanym przez wewnętrzny wiatr&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Nucąc w
międzyczasie...cichutką pieśń, łaskoczącą od środka&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Trafisz do celu.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Zrozumiesz.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Wyrysujesz w gwiazdach
swoją postać.&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/wiersz-dar.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-1371163321062269540</guid><pubDate>Thu, 25 Apr 2013 19:08:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-04-25T21:10:31.028+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wiersz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wspomnienie</category><title>[WIERSZ] Wspomnienie</title><description>&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
Dość spontaniczny wiersz, myślę jednak, że jest wart wrzucenia go tutaj :)&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm; orphans: 0; widows: 0;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
WSPOMNIENIE&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Pomimo otwartej przyszłości - wracasz
do świata w którym uistaca się skaz wiele,&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gdzieś pomiędzy piękną historią&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
A szczęśliwym zakończeniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gdzie tęcza łamie się pod ciężarem
łez,&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
A Ty, o istoto, ciągle pasąc
wspomnienie&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Trafiasz do rozdziału pomiędzy piękną
historią&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
A szczęśliwym zakończeniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
I żyjesz w tym świecie pełnym iluzji
i strachu,&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Karmiąc zaborczo truchła zwierząt
martwych&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Obserwując motyle,&lt;/div&gt;
&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Które na skrzydłach wygasłe mają
już barwy.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/wiersz-wspomnienie.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-2332709148403921066</guid><pubDate>Wed, 24 Apr 2013 21:22:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-04-24T23:22:40.431+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">książka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mocy</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">piewca mocy</category><title>[KSIĄŻKA] PIEWCA MOCY - CZĘŚĆ PIERWSZA</title><description>&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: left;"&gt;
Jest to opowieść, którą aktualnie piszę. Pełna błędów, jednak jest to zarys - myślę, że z czasem i fabuła ulegnie delikatnej zmianie.&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;b&gt;Przemysław
Jan Kuciel &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;b&gt;PIEWCA
MOCY&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: large;"&gt;Cień pośród
prastarych konarów&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;(…)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Las jest dziś
wyjątkowo ciemny i cichy. Wydawało mi się, że głęboką ciszę
od czasu do czasu przerywał dźwięk polujących zwierząt, lub
przemykający pisk nieszczęsnych ofiar, które dały się złapać w
objęcia czyhającej śmierci,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;
której skowyt roznosił się po lesie, odstraszając wszystko, co
dobre i przyjazne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Byłem sam.
Patrząc w buchający ogień, rozświetlający ponure konary -
rozmyślałem. Czyżbym się zgubił? &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Ziemia
w dalekich, jak i bliskich okolicach szlachetnego miasta Gildar jest
inna, tak samo jak roślinność.. Nie poznaję tutejszych drzew. Ich
szum jest mi obcy. Mam cichą nadzieję, że zgubiłem się w lasach
Edumondu. Stara puszcza skrywa wiele tajemnic, które skutecznie
odstraszają porywaczy, złodziejaszków czy zbójów do uprawiania
swych niecnych zawodów właśnie w tym miejscu, przynajmniej tak
słyszałem. Oby pogłoski okazały się prawdziwe.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;a href="http://www.blogger.com/null" name="__DdeLink__79_874406957"&gt;&lt;/a&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Rozgrzewając się w
ogniu poczułem coś - wyciągnąłem w międzyczasie długą,
zaniedbaną klingę, o zgrabnej rękojeści i finezyjnym kształcie,
przypominającym nienaturalne formacje kory drzew, lub kształt
złowieszczej błyskawicy, zesłanej z niebios by zadać pechową,
bolesną i powolną śmierć. Miecz ten jednak nie posiadał swojego
imienia, nie została wszczepiona mu iskra życia, która z czasem
rośnie, w momentach gdy klinga delektuje się krwią, szałem
bojowym, cięciami i rozpaczliwym krzykiem ugodzonego przeciwnika -
powoli zamieniając się w bujny ogień, scalający prymitywny umysł
miecza i intuicję właściciela w jeden olbrzymi, jednak kojący
chaos. Uwagę Lunaeta nie pochłonął jego oręż, natomiast dziwne,
nieprzewidywalne i nienaturalne ruchy w koronach drzew. Ruch ten
stawał się coraz bardziej namacalny - przechodząc z jednego drzewa
na drugie zaczął wydawać hałasy, przypominające buczenie
wymieszane z gwałtownym, górskim wiatrem krążącym wokół jego
prowizorycznego obozu, składającego się głównie z paleniska i
skromnej wyściółki z liści starego buku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Przesadziłem
z tym mieczem, przecież istoty niefizycznej ostrzem nie rozetnę -
roześmiałem się w duchu, po czym odgarniając włosy i chowając
oręż w pas przeszedłem do czynów. Życie i zabawy cienia wydawały
mi się odległe i nieważne. Zaatakuje go pierwszy - pomyślałem.
Da mi to pewną przewagę i może uda mi się to cholerstwo
zaskoczyć.&lt;br /&gt;Hm, takie istoty można zranić jedynie siłą umysłu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Zamknąłem
oczy i niczym maszyna przystąpiłem do działań. Machinalnie
wyobraziłem go sobie. Tak jak uczył mnie stary Senmil, należy
uchwycić tylko pierwsze wyobrażenie bytu, pozostałe odrzucić. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;I
tak w mojej wyobraźni stopniowo pojawiały się zarysy koron drzew,
liści, oraz istota i kontury mojego zaciekawionego celu. Każde
drzewo miało inny kolor kontur, co utrudniało mi zadanie. Ah, 
muszę kiedyś nauczyć się panować nad sobą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Czuje
go, powinien być gdzieś.. Za mną. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;I
zobaczyłem oczami umysłu długie, nienaturalnie wychudzone ciało,
z kanciastą twarzą i jednym, fioletowo-czerwonym okiem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Ale
ty jesteś brzydki - pomyślałem do siebie śmiejąc się i w
międzyczasie przystępując do ataku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Czułem,
że ze strachu przygryzam sobie wargę. Czułem także krew,
spływającą mi po brodzie na skutek rany, którą sobie sam
zadałem. Czułem, że się trzęsę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Opanuj
się Lun, dasz radę - motywowałem się w myślach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Otworzyłem
lewą dłoń, pozwalając, by emanująca z mojego ciała energia
gromadziła się właśnie w tym miejscu. Kumulowanie jej jednak
trochę mi zajęło, i widocznie mój brzydal zorientował się, że
czeka go coś nieciekawego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Zaatakował.
&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Czarny,
spiralny pocisk powędrował wolno, aczkolwiek złowrogo w moją
stronę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Ten
śmieć sprawdza, co potrafię. Gdyby mu zależało na zabiciu mnie,
wysłałby o wiele więcej potężniejszych i szybszych ciosów,
które byłyby zdecydowanie skuteczniejsze. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Zlekceważenie
mnie dużo go będzie kosztować.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Z
dziesięciu procent mojej wewnętrznej energii, która powodując
mrowienie wznosiła się delikatnie nad ręką, zrobiłem coś na
kształt tarczy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Robienie
zabezpieczeń jest łatwe, wystarczy wyobrazić sobie, jak moc z ręki
ulatnia się i tworzy owal chroniący moje ciało. Powinno wytrzymać.
Zresztą za chwilę się przekonam, gdy jego pocisk w końcu doleci.
Jest taki wolny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;W
oczekiwaniu na zderzenie strzału z tarczą zaatakowałem. W końcu.
Boje się ataku? Musze przecież go zniszczyć, bo zginę. A jeszcze
zginąć nie chce. Pieprz się, brzydalu!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Dobra,
ukształtuje pocisk z połowy pozostałej energii. Zrobię kulę,
która rozerwie te jego czarne, chude cielsko. Wyobraziłem sobie,
jak kula rozdzieliła się na połowy, jedna z nich powędrowała do
prawej ręki. I to z prawej ręki powędrował mój atak. Żeby
uderzyć z pełną skutecznością, próbowałem doświadczać. Czuć,
jak energia opuszcza moją dłoń i uderza w cel. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;W
tym samym momencie, w którym moja, jasna, szybka kula dosięgła
jego ciała, pocisk brzydala dosięgnął mojej tarczy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Wystraszyłem
się. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Skupiłem
się w pełni na sobie, próbując siłą woli jakoś wspomóc
tarczę, jednak bezskutecznie. Pocisk powoli, drążąc i świdrując
tarcze tarł się i niszczył, jednak to moja ochrona pękała z
trzaskiem, tworząc na ochronie co raz większą sieć, wyglądająca
niczym dom ogromnego pająka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Opanowałem
strach i zdołałem spojrzeć na cień, który trawiony białym
światłem mej mocy wił się i wydawał różne, okropne dźwięki,
przypominające krzyk wymieszany z charczeniem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Uwaga
powędrowała z powrotem na tarczę, która ugięła się pod
świdrującym uderzeniem - i z głośnym hukiem brzmiącym w mojej
wyobraźni rozsypała się na kawałki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Pozostałość
pocisku przebiła mi bok.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Ból.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Czując,
że tracę przytomność i świadomość, wysłałem jeszcze kilka
rozpaczliwych ciosów w stronę   niszczonego bytu. Niech mam
pewność, że zginie. Niech przepadnie wraz ze mną.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Skurwysyn.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/ksiazka-piewca-mocy-czesc-pierwsza.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-5713527865605600660</guid><pubDate>Tue, 23 Apr 2013 13:51:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-04-23T15:51:36.893+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">puch</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wiersz</category><title>[WIERSZ] Puch</title><description>

&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Poprzednio zamieściłem jeden z moich najstarszych wierszy, ten, od którego zacząłem przygodę ze słowem. Wiersz ,,Puch" jest natomiast jednym z przykładów mojej nowszej twórczości . (:&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;
PUCH&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Gwiazdy, rozłożone
niczym miliony malutkich iskier nadziei,&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Które my, swoimi
duszami łączymy w ogromną, kojącą całość..&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
I nadchodzi ten
wyniosły moment, że pełny białawej łuny, poświtu światła&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Zarzucasz swe sieci na
niebie..&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
W ciszy czekając, na
chwilę, na moment&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Kiedy złapiesz swoje
szczęście.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Jeden uśmiech.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Kojąca chwila.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Pocałunek w czoło od
samych niebios.&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Niebieski puch daru
życia.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/wiersz-puch.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-8786579507690203715</guid><pubDate>Mon, 22 Apr 2013 20:39:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-04-22T22:41:20.383+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">samotne drzewa</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wiersz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">świat</category><title>[WIERSZ] Samotne Drzewa</title><description>&lt;div align="CENTER" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm; text-align: left;"&gt;
Był to jeden z pierwszych wierszy, jakie napisałem. Prawdę mówiąc cieszył się całkiem pochlebną opinią - co skłoniło mnie do pisania następnych ,,wierszydeł". :)&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
Samotne Drzewa.&lt;/div&gt;
&lt;div align="CENTER" class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Szukaj nadziei pośród lasu zwątpień,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;I miłości w gąszczu samotnych drzew,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tutaj, gdzie w rzece zamiast słodkiego miodu&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Płynie gęsta, czerwona krew.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdzie radość zniknęła pośród samotnej ciszy,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zdobyła serca zmartwionych dusz&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;W których zamiast szczytnego wsparcia&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jest tylko gęsty, nieuczciwy kurz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;**&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Łza marzeń, spadająca swobodnie z lica na grunt&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Roztrzaskała się na miliony maleńkich gwiazd,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie scali jej nawet mozolnie płynący&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div align="LEFT" class="western" style="font-weight: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;
&lt;span style="font-size: small;"&gt;Powolny, smutny.. Radosny czas.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/wiersz-samotne-drzewa.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1056311184633724847.post-2282107397983192155</guid><pubDate>Sun, 21 Apr 2013 17:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2013-04-21T19:34:01.840+02:00</atom:updated><title>Wykorzystanie JAVASCRIPT przez blog.</title><description>Aby wszystko chodziło sprawnie i wyglądało tak, jak ma wyglądać - proszę włączyć wtyczkę Javascript w swojej przeglądarce internetowej.</description><link>http://samotnedrzewa.blogspot.com/2013/04/wykorzystanie-javascript-przez-blog.html</link><author>noreply@blogger.com (PrinceWhatever)</author><thr:total>2</thr:total></item></channel></rss>