<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Spisek Pisarzy</title>
	<atom:link href="https://spisekpisarzy.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://spisekpisarzy.pl</link>
	<description>o książkach i ich pisaniu</description>
	<lastBuildDate>Mon, 03 Feb 2025 14:22:41 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.7</generator>

<image>
	<url>https://spisekpisarzy.pl/wp-content/uploads/2020/06/cropped-sygnet2-150x150.png</url>
	<title>Spisek Pisarzy</title>
	<link>https://spisekpisarzy.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Jak zachęcić wydawcę do swojej powieści?</title>
		<link>https://spisekpisarzy.pl/jak-zachecic-wydawce-do-swojej-powiesci/</link>
					<comments>https://spisekpisarzy.pl/jak-zachecic-wydawce-do-swojej-powiesci/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Węcki]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 03 Feb 2025 14:22:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Jak zarabiać na pisaniu?]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://spisekpisarzy.pl/?p=4432</guid>

					<description><![CDATA[Marzysz o wydaniu książki, ale nie wiesz, jak przekonać redaktora, by dał jej szansę? Wydawnictwa otrzymują setki propozycji rocznie, a ich selekcja jest bezlitosna. Jak więc sprawić, by Twoja powieść nie przepadła w stosie odrzuconych tekstów? Jako redaktor i wydawca Spisku Pisarzy podzielę się kilkoma zasadami, które mogą znacząco zwiększyć Twoje szanse na publikację.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><br>Marzysz o wydaniu książki, ale nie wiesz, jak przekonać redaktora, by dał jej szansę? Wydawnictwa otrzymują setki propozycji rocznie, a ich selekcja jest bezlitosna. Jak więc sprawić, by Twoja powieść nie przepadła w stosie odrzuconych tekstów? Jako redaktor i wydawca Spisku Pisarzy podzielę się kilkoma zasadami, które mogą znacząco zwiększyć Twoje szanse na publikację.</p><h2 class="wp-block-heading"><br><strong>Selekcja bez litości</strong></h2><p>Na skrzynkę Spisku Pisarzy miesięcznie trafia co najmniej sto propozycji wydawniczych, a skali roku liczba ta może sięgnąć nawet dwóch tysięcy. Podobnie jest w całej branży – wydawnictwa muszą stosować rygorystyczne metody selekcji, by wyłonić najbardziej obiecujące książki i nie ugrzęznąć pod lawiną maili.</p><p>Redaktorzy nie mają możliwości czytać każdej powieści z równą uwagą. W Spisku nauczyliśmy się stosować zasadę <strong>trzech minusów</strong> – za każde potknięcie autor dostaje punkt ujemny. Jeśli uzbiera trzy, propozycja jest odrzucana. I to niezależnie od tego, czy błędy pojawiły się w pierwszym akapicie, czy na trzeciej stronie. Wychodzimy z założenia, że jeśli książka od początku kuleje, nie warto tracić na nią czasu – lepiej dać szansę tej, która rokuje od pierwszych zdań.</p><p>Oczywiście zdarza się, że autor zdobędzie plusy – za wyjątkowo udane elementy tekstu albo świetnie napisany mail. Wtedy podchodzimy do propozycji z większą wyrozumiałością. Ale domyślnie traktujemy każdą jako coś do odhaczenia – pozycję w kolejce, która pożera czas i zasoby. Redaktor ma wszelkie powody, by traktować Cię jak kolejnego natręta. Twoim zadaniem jest go przekonać, że warto poświęcić uwagę właśnie Twojej książce.</p><h2 class="wp-block-heading"><br><strong>Jak zwrócić uwagę redaktora?</strong></h2><p>Masz na to tylko trzy narzędzia: treść maila, streszczenie i sam plik z powieścią. <strong>Największe pole manewru masz w mailu – nie zmarnuj go.</strong></p><p>Niektórzy autorzy wypełniają wiadomość nieistotnymi informacjami, wyliczają nagrody, którymi nikt się nie przejmuje, albo próbują robić z siebie gwiazdy. To nie działa. <strong>Wydawca</strong><strong> n</strong><strong>ie inwestuje w Twoje CV, tylko w Twoją książkę.</strong> Liczy się wyłącznie to, czy zdołasz przekonać go do swojego pomysłu.</p><p>Zamiast wymieniać osiągnięcia, skup się na książce. Co w niej wyjątkowego? Jaką historię chcesz opowiedzieć? Jeśli masz problem z mówieniem wprost, opowiedz o inspiracjach.</p><p>Ludzie w branży wydawniczej rzadko liczą na wielkie zyski – większość jest tu, bo kocha książki. Jeśli pokażesz, że i Ty piszesz z pasji, a Twoja powieść ma w Tobie pierwszego prawdziwego fana, łatwiej nawiążesz z nimi nić porozumienia.</p><h2 class="wp-block-heading"><br><strong>Za co dostaje się minusy?</strong></h2><p>Większość książek odpada już po pierwszym rozdziale. Dlatego warto zadbać o to, by początek przyciągał uwagę, wprowadzał w świat bohaterów i budował napięcie. Jeśli pierwsze strony nie przekonają redaktora, nie ma szans, by dotarł dalej.</p><p>Najczęstszy błąd, który prowadzi do odrzucenia, to nudne otwarcie – opis pogody, przyrody, a potem bohatera, który zaczyna dzień od pobudki. Jeśli żaden z tych elementów nie ma wpływu na fabułę, a jest tylko tłem dla samego tła, książka odpada. Takie początki zdarzają się zaskakująco często i jeszcze nie widziałem takiego, który by mimo wszystko wypadł dobrze. Jeśli nie ma niczego, co od razu przyciąga uwagę, przestajemy czytać. Zwłaszcza że to, jak autor myśli o rozpoczęciu, wróży też jakie ma pojęcie o dynamice fabuły.</p><p>Drugim powodem do skreślenia propozycji jest kiepski język. Błędy stylistyczne, toporne zdania i brak rytmu sprawiają, że nawet dobry pomysł może przepaść. Paradoksalnie, w trakcie redakcji o wiele łatwiej poprawić konstrukcję fabularną niż przerobić język autora. A jego poziom widać od pierwszych słów książki.</p><p>Wszystkim, których oburza taka selekcja, odpowiadam od razu: nasze możliwości wydawnicze to <strong>10 książek rocznie</strong>. Dziesięć – z tysięcy propozycji. Jeśli nie będziemy bezwzględni, zmarnujemy czas na książki złe, podczas gdy faktyczne perełki mogą nam przepaść.</p><h2 class="wp-block-heading"><br><strong>Streszczenie i konspekt – Twoja druga szansa</strong></h2><p>Zbyt wielu autorów pomija streszczenie i konspekt, a to duży błąd.</p><p>Załóżmy, że mamy propozycję, która wzbudza mieszane uczucia – pomysł jest ciekawy, ale początek kuleje. <strong>Bez streszczenia odpuszczamy.</strong> Jeśli jednak mamy je pod ręką, sięgamy po nie i analizujemy historię. Czasem to właśnie dobrze napisane streszczenie przekonuje nas do książki.</p><p>Nie lekceważ streszczenia i konspektu – to Twoje narzędzia, by zainteresować redaktora, nawet jeśli pierwsze strony nie są idealne. Streszczenie powinno być zwięzłe i intrygujące. Konspekt pozwala zrozumieć strukturę książki i jej potencjał. Bywało, że propozycja zbierała minusy, ale świetne streszczenie sprawiło, że mimo wszystko wysyłaliśmy ją do recenzji wewnętrznej.</p><h2 class="wp-block-heading"><br><strong>Czym jest recenzja wewnętrzna?</strong></h2><p>W naszym wydawnictwie, po wstępnym odsiewie następuje drugi etap, w którym powieść trafia do tak zwanej recenzji wewnętrznej. Wykonują ją redaktorzy znający się na danym gatunku. Celem takiej recenzji jest wydanie ogólnej rekomendacji po lekturze oraz wykonanie wstępnej analizy fabuły, która ułatwi nam finalną ocenę.</p><p>Co możesz zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse na tym etapie? No cóż, odkryliśmy, że proces działa dobrze tylko wtedy, gdy recenzent nie wie nic o autorze, a autor o recenzencie. W przeciwnym razie pojawiają się interesy osobiste, zaczyna się gra znajomości, a nawet presja środowiskowa. Dlatego nie mówimy nikomu kim są nasi recenzenci, ani nie informujemy recenzentów, kogo recenzują.</p><p>Najlepszym sposobem na zwiększenie swoich szans – poza napisaniem dobrej książki – jest wykonanie porządnego streszczenia lub konspektu. Jeśli mamy te materiały, wysyłamy je razem z tekstem. Wiem z doświadczenia, że uporządkowany konspekt bardzo pomaga w analizie fabuły.</p><h2 class="wp-block-heading"><br><strong>Na koniec – jedna rada</strong></h2><p><br>Pisząc propozycję, skup się na samej opowieści. Traktuj redaktora jak czytelnika, którego musisz zainteresować. Pokaż, że jesteś fanem własnej powieści i że wkładasz w nią serce. No i pamiętaj – <strong>tylko frajer nie wysyła konspektu.</strong></p>]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://spisekpisarzy.pl/jak-zachecic-wydawce-do-swojej-powiesci/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy self-publishing ma sens?</title>
		<link>https://spisekpisarzy.pl/czy-selfpublishing-ma-sens/</link>
					<comments>https://spisekpisarzy.pl/czy-selfpublishing-ma-sens/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Węcki]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 30 May 2022 10:02:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Self-publishing]]></category>
		<category><![CDATA[Wydawnictwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://spisekpisarzy.pl/?p=3651</guid>

					<description><![CDATA[Selfpublishing, czyli publikowanie książek własnym sumptem autora, jest rosnącym trendem na rynku książki. Niektórzy pisarze zarabiają dzięki niemu o wiele lepsze pieniądze, niż gdyby wydawali z wydawcą. Inni na selfie pieniądze tracą. Skoro tak, dla kogo ta metoda publikacji jest dobra, a dla kogo będzie pomyłką?]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Self-publishing, czyli publikowanie książek własnym sumptem autora, jest rosnącym trendem na rynku książki. Niektórzy pisarze zarabiają dzięki niemu o wiele lepsze pieniądze, niż gdyby wydawali z wydawcą. Inni na selfie pieniądze tracą. Skoro tak, dla kogo ta metoda publikacji jest dobra, a dla kogo będzie pomyłką?</p>
<p>Zacznijmy od wyjaśnienia, kto mówi. Otóż, w tej chwili jestem wydawcą – razem z żoną prowadzimy Wydawnictwo Spisek Pisarzy. To znaczy, że publikujemy książki autorów innych niż my sami. Oczywiście robimy to w modelu tradycyjnym, czyli inwestujemy pełną kwotę w wydanie książki, a od autora kupujemy licencję w zamian za honorarium wypłacane okresowo w miarę zbytu egzemplarzy.</p>
<p>Jednocześnie i ja, i żona zaczynaliśmy naszą obecność na rynku wydawniczym od self-publishingu, czyli samodzielnego publikowania książek naszego autorstwa. Angela Węcka zahaczyła po drodze o współpracę z Editio. Ja od początku twardo szedłem w selfa, z lepszymi lub gorszymi rezultatami.</p>
<p>Czyli podsumowując, perspektywa, z której piszę, obejmuje i perspektywę wydawcy, i perspektywę samopublikującego autora. Tak więc, czy z tego punktu widzenia self-publishing ma sens?</p>
<h3><b>Zaraz, a co z wydawnictwami usługowymi?</b></h3>
<p>Powiedzmy sobie wprost: korzystanie z tzw. vanity publishingu to nie jest prawdziwy self-publishing. Różnica między jednym a drugim to jak kupienie gotowego (i bardzo drogiego) produktu w kontrze do wystrugania go sobie samemu z kawałka drewna.</p>
<p>Wydawnictwa usługowe, czyli właśnie vanity publishing, oferują autorowi mniej lub bardziej kompleksową obsługę procesu wydawniczego. Ty wykładasz pieniądze, a oni książkę przygotowują, redagują, robią jej skład i okładkę, po czym wysyłają do dystrybucji, żeby czytelnicy mogli ją kupić. Brzmi dobrze. Kłopot w tym, że ceny takich usług zwykle znacznie przewyższają realne koszty wydania książki. I nie mam na myśli zdrowej marży, typu 20% – bardzo często to przebitka nawet dwukrotna. Normą jest też wymuszanie na autorach niekorzystnych umów licencyjnych, polegających przykładowo na oddaniu wydawcy całości praw autorskich majątkowych w zamian za honorarium równe 25% ceny zbytu – w sytuacji, kiedy to autor finansuje całość kosztów wydania. Pisarz, który na to przystanie, nigdy nie zarobi na swojej książce tak dobrze, żeby inwestycja mu się zwróciła.</p>
<p>To nie jest tak, że nie da się zrobić wydawnictwa usługowego w taki sposób, żeby miało uczciwą ofertę. Tyle tylko, że ja się z takim wydawnictwem nie spotkałem. Wszystkie oferty, jakie widziałem do tej pory, były w najlepszym razie zbyt kosztowne, w najgorszym – absolutnie bandyckie. Dlatego szczerze odradzam korzystanie z vanity publishingu.</p>
<p>Przede wszystkim jednak: pamiętajmy, aby nie mylić selfa z vanity. Samopublikujacy autor zajmuje się nadzorem nad procesem wydawniczym, sam też przeprowadza promocję. Może oczywiście korzystać w wynajętej pomocy, na przykład redaktorów czy konsultantów, ale zarząd i kontrola pozostają w jego rękach. To on podejmuje decyzje. Tymczasem autor z vanity płaci wydawcy i nie ma zbyt wiele później do powiedzenia. Wydawnictwo usługowe może z nim ustalać to i owo (na przykład, okładkę), ale realnego zarządu już nie odda – przecież wtedy by autor zobaczył, jak bardzo przepłacił!</p>
<h3><b>Po co wydawać książki samemu?</b></h3>
<p>Self-publishing wymaga, aby autor zrobił całą robotę, którą normalnie robi wydawnictwo. A więc: najpierw trzeba książkę zredagować, później zrobić jej korektę, później skład, później warto jeszcze korektę na składzie. Oprócz tego – potrzebujemy okładki. Na koniec natomiast musimy mieć plan promocji, który ktoś musi skutecznie zrealizować. To jest MASA TRUDNEJ PRACY.</p>
<p>Nic dziwnego, że większość selfów partaczy to na którymś z etapów.</p>
<p>Niemniej, jeśli jesteś wytrwałym autorem, a do tego masz doświadczenie na rynku książki – lub potrafisz się bardzo szybko uczyć – możesz próbować. Nagroda będzie niebagatelna, bo na każdym sprzedanym egzemplarzu self powinien zarobić około dziesięciu razy więcej niż autor wydający w wydawnictwie tradycyjnym. A jeśli trzymasz koszty na wodzy i masz skuteczny kanał sprzedażowy, może ci wyjść przebicie nawet dwudziestokrotne.</p>
<p>Problemem może być faktyczne sprzedanie tak wielu egzemplarzy, ile potrafią sprzedać wydawcy. Ale umówmy się, że w przypadku dobrze zarządzanego selfa, autor i tak wychodzi na plus. Powiedzmy, że książka, którą wydał u wydawcy zeszła w nakładzie 5000 egzemplarzy. Jeśli w selfie sprzeda 500, zarobi tyle samo. Jeśli sprzeda 1000 – zarobi dwa razy więcej. Jeśli ma kapitał, opłaca mu się promować swoją książkę dosłownie „pod kurek”, czyli godząc się na znaczne obniżenie zysków z pojedynczego egzemplarza. Przecież dopóki na każdej książce zyskuje 40 zł, na promocję może przeznaczyć nawet 39 zł średnich kosztów na egzemplarzu. Self nie musi dzielić się kasą z tyloma podmiotami, co wydawca tradycyjny, a więc ma o wiele większą swobodę. Zarabia łatwiej, inwestycja szybciej mu się zwraca, przy dużej sprzedaży zyski szybują do niebios. I na odwrót, opłaca mu się obstawianie niszy. Nie musi pisać masowych książek na 5000 i więcej nakładu, skoro już 500 daje mu ten sam zysk. Może iść w każdą stronę, próbować nietypowych i ryzykowanych dla wydawcy strategii. Self ma największą swobodę na tym rynku.</p>
<p>Oczywiście to wszystko pod warunkiem, że autor wie, co robi, i dobrze wszystko policzył zawczasu. Bo łatwo się przeliczyć. Na przykład, self może przygotować się tylko na sukces, a nie na ryzyko – i od razu zainwestuje w duży nakład, na przykład 3000, kiedy jego możliwości sprzedażowe to realnie tylko 300. Przy takim zbycie nie zwrócą mu się nawet same koszty druku, o innych wydatkach nie wspominając. Albo taka sytuacja: self kupuje promocję na lewo i prawo, tysiąc złotych influencerowi, dwa tysiące za główną stronę portalu, aż się zapomni, a łączne koszty urosną do rozmiarów uniemożliwiających osiągniecie zysku.</p>
<p>Nie mówiąc już o dużo prostszych rzeczach, na przykład – nieumiejętnym wykonaniu okładki albo złym doborze parametrów druku. Nie raz widziałem książki, z których self był niezmiernie dumny, ale które na mnie robiły wrażenie fuszerki, jeśli wręcz nie kiczu. Pół biedy ja – gorzej, jeśli takie samo wrażenie ma potencjalny czytelnik. Okazuje się, że są liczne reguły dotyczące tworzenia skutecznych okładek, i takiego selfa nikt tych reguł nie nauczy. Jeśli połączymy brak tego doświadczenia z być może nienajlepszym zmysłem estetycznym – otrzymamy książkę po prostu brzydką, niesprzedawalną w większych ilościach. Nawet jeśli treść jest znakomita, sama oprawa może zniechęcić wystarczająco wielu czytelników, przez co biznes pójdzie z torbami.</p>
<p>To nie są problemy, z którymi mierzy się kompetentny wydawca – a więc nie doświadczy ich również autor w wydawnictwie tradycyjnym.</p>
<h3><b>Czyli wydawnictwa tradycyjne są najlepsze?</b></h3>
<p>Nie do końca.</p>
<p>W przypadku wydawnictwa tradycyjnego rzadko jest tak, że jedna osoba zajmuje się wszystkim. Co więcej, ten zespół zwykle nabrał już doświadczenia podczas publikacji poprzednich książek, a więc nowy autor może spodziewać się profesjonalnej obsługi. Nie jest to oczywiście żelazna reguła – istnieją wydawnictwa hobbystyczne, którym nie zależy na zysku, a są nawet wydawnictwa śmieszne, które nie uczą się na własnych błędach. Ogólnie jednak większość trzyma poziom, bo musi.</p>
<p>Druga rzecz, która mocno działa na korzyść wydawnictwa tradycyjnego, to budżet promocyjny. Mniejszy lub większy, zależy od firmy, ale w przytłaczającej większości wystarczający na bezproblemowe wprowadzenie książki na rynek. Regułą jest też, że wydawcy zależy na posiadaniu jak największej liczby „dojnych krów” w swojej „stajni”. Dojna krowa to taki autor, który sprzedaje się na pniu bez konieczności dużych inwestycji w promocję – czyli możemy powiedzieć, że twórca popularny z ustanowionym czytelnictwem. Kłopot tylko w tym, że dojne krowy nie rosną na drzewach, trzeba je samodzielnie wyhodować z nikomu nieznanych debiutantów. No i tutaj pojawia się największa szansa dla młodych pisarzy. Jeśli wydawnictwo tradycyjne dostrzeże Twój potencjał i uwierzy, że zapowiadasz się na nową dojną krowę, może zainwestować poważne środki w promocję Twojej twórczości.</p>
<p>Z punktu widzenia autora to są dwie największe zalety wydawnictwa tradycyjnego. Trafiasz do kompetentnego zespołu i możesz dostać realną szansę na szybki wzrost. Jakie są wady?</p>
<p>Po pierwsze, zapomnij o tym, że dobrze zarobisz. Kiedy już cię wypromują do statusu dojnej krowy, oczywiście przełoży się to też na wysokość twojego honorarium. Na tym poziomie możesz już „żyć z pisania” – na każdej książce zarobisz po kilkadziesiąt tysięcy. Ale jako pisarz nieznany dostaniesz literalnie ostatki. I to nie jest złośliwość wydawców, takie po prostu są realia rynku. Gdyby mieli Ci płacić dużo, po prostu by Cię nie wydawali.</p>
<p>Po drugie, kiedy dojna krowa zaczyna przynosić wydawnictwu ładne zyski, zwykle kończy się pakowanie kasy w promocję. Nie musi tak być, ale często jest – co też nie wynika ze złośliwości. Z punktu widzenia wydawcy to optymalne zagranie, bo więcej zyskać można na hodowaniu kolejnego popularnego autora, niż na inwestowaniu w kogoś, kto do wzrostu wymagałby coraz większych nakładów, ale przynosił coraz mniejsze zwroty. Nic się takiej pozbawionej promocji dojnej krowie nie dzieje, nikt jej nie zarzyna przecież – tyle tylko, że już się nie tuczy. Popularność autora nie rośnie, albo rośnie tylko organicznie, czyli wolniej. Konkretny poziom tego limitu może wypaść różnorako, w niektórych gatunkach i u części wydawców na 50 tysiącach egzemplarzy, może na 30, może na 25. Ale są przypadki, że limitem okazało się raptem 10, albo i 5 tysięcy.</p>
<p>Autor w takiej sytuacji może albo pogodzić się z losem dojnej krowy i pokornie produkować książki do wydojenia. Może też zmienić wydawnictwo na takie, które mu obieca coś więcej (nowy układ promocji, większe honorarium, etc). Albo – może pójść w self-publishing, na czym zresztą zarobi najwięcej.</p>
<h3><b>Czyli jednak self-publishing najlepszy?</b></h3>
<p>Nie ma rzeczy dobrych dla każdego, tak samo jak nie ma uniwersalnych rozwiązań dla wszystkich problemów. Jeśli ktoś Ci powie, że któraś z dróg – self lub wydawnictwo – jest najlepsza w każdym przypadku, to możesz mieć pewność, że rozmawiasz z laikiem. A kto wie, może nawet z głupcem.</p>
<p>Self dla początkującego autora, nie daj boże debiutanta, jest drogą niezwykle ciężką. Wymaga umiejętności, których niewielu debiutantów posiada. Wymaga też dobrego pomysłu na strategię sprzedażową, do której trzeba dostosować całą inwestycję. Na przykład, jeśli będziesz sprzedawać książki osobiście podczas spotkań czy targów, nie opłaca ci się zamawiać dużego nakładu od razu – o wiele sensowniej wydrukować kilkaset książek, a później domawiać w miarę zbytu. Dla odmiany, jeśli masz popularnego bloga i książkę idealnie zgraną z jego tematyką – koniecznie zrób przedsprzedaż i dostosuj pierwszy nakład do jej wyników. Bez takich rozważań, idąc na rympał, zawalisz finansowo całą inwestycję.</p>
<p>Co więcej, jeśli self sam chce zrobić z siebie dojną krowę, czyli wypromować się na pisarza popularnego, czeka go trudna przeprawa. Mówię tu o latach mrówczej pracy bez wynagrodzenia, o niezliczonych spotkaniach, ciągłych staraniach o obecność w mediach, i najgorsze: o kilku kolejnych książkach, które równie dobrze, mimo całego wysiłku, mogą przejść bez echa. Alternatywą jest oczywiście duży budżet promocyjny – zasypując media hajsem można sobie skrócić męki. Chodzi o kwoty rzędu stu tysięcy złotych, jeśli byłyby to pieniądze wydane z głową. Milion, jeśli bez głowy.</p>
<p>Krótko mówiąc, dla debiutanta o wiele, wiele lepszą opcją jest współpraca z wydawnictwem tradycyjnym. Trzeba tylko znaleźć takie, które w autora wierzy, a jeśli okaże się, że nie – trzeba być gotowym na zmianę partnera. Nie podpisuj lojalek, jeśli wydawca nie zagwarantuje inwestycji w promocję Twoich dzieł.</p>
<p>Dla dojnej krowy wygląda to dokładnie na odwrót. Jeśli zarabiasz na jednej książce kilkadziesiąt tysięcy złotych, to po pierwsze, raczej masz kapitał na start. Po drugie, masz pewność, że przynajmniej część stałych czytelników kupi od ciebie książkę wydaną w trybie self-publishingu. Liczy się przecież głównie marka autora, a nie marka wydawcy. Zakładając, że pisarz przez te kilka lat współpracy z wydawnictwem czegoś się nauczył – choćby podglądał działania promocyjne i potrafi część ruchów powtórzyć – no to ma bardzo łatwy start. Od razu po przejściu na self spokojnie może liczyć na od dwóch do pięciu razy większe zyski. Kiedy mu się biznes rozwinie, zyski będą przynajmniej dziesięć, nawet kilkadziesiąt razy wyższe, niż gdyby został ze starym wydawcą.</p>
<p>Oczywiście nie każdy popularny autor w ogóle chce iść tą drogą – przecież self to dla niego też masa ciężkiej pracy, do której nie musi czuć się gotowym. Już bardziej spodziewam się fali nowych wydawnictw, polegających na tym, że popularni autorzy zawiązują spółkę z doświadczonymi redaktorami. I jedni, i drudzy docierają do szklanego sufitu w tradycyjnych wydawnictwach, więc mają powód wyruszyć na swoje.</p>
<p>Tak więc odpowiadając na tytułowe pytanie – czy self-publishing ma sens? Ma bardzo dużo. Ale przede wszystkim dla autora, który już się wybił.</p>]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://spisekpisarzy.pl/czy-selfpublishing-ma-sens/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rok prowadzenia wydawnictwa, czyli 4 rzeczy, o których musimy Wam powiedzieć</title>
		<link>https://spisekpisarzy.pl/rok-prowadzenia-wydawnictwa-czyli-4-rzeczy-o-ktorych-musimy-wam-powiedziec/</link>
					<comments>https://spisekpisarzy.pl/rok-prowadzenia-wydawnictwa-czyli-4-rzeczy-o-ktorych-musimy-wam-powiedziec/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Angela Węcka]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 31 Mar 2022 11:48:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydawnictwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://spisekpisarzy.pl/?p=3583</guid>

					<description><![CDATA[Marcowy wpis będzie poświęcony stricte naszej najnowszej inicjatywie biznesowej, czyli właśnie wydawnictwu. Kilka dni temu wypuściliśmy kolejną książkę, nad którą pracowaliśmy miesiącami. I bardzo nas to cieszy.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Marcowy wpis będzie poświęcony stricte naszej najnowszej inicjatywie biznesowej, czyli właśnie wydawnictwu. Kilka dni temu wypuściliśmy kolejną książkę, nad którą pracowaliśmy miesiącami. I bardzo nas to cieszy.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Cieszy nas również to, czego nauczyliśmy się przez te 12 miesięcy. Rok temu decyzja o założeniu wydawnictwa była nieco przemyślana, a nieco spontaniczna. Poczuliśmy, że to ten czas zmian, w który musimy się dopasować. I mieliśmy rację. Rynek wręcz jest zasypywany przez nowe wydawnictwa najróżniejszej maści – od bardziej specjalistycznych po mocno mainstreamowe. Za wszystkie inicjatywy trzymamy kciuki, ale oczywiście skupiamy się na Spisku Pisarzy, bo kto się nim zaopiekuje, jak nie my. No i właśnie dlatego, że większością rzeczy zajmujemy się osobiście, mamy wiele okazji do zdobycia nowych doświadczeń, wyciągnięcia wniosków, zweryfikowania wiedzy.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">A jakie lekcje odebraliśmy? Czytaj dalej – każdy punkt będzie podzielony na dwa głosy. Jeden jest Angeli, drugi Tomka. Ot, dla równowagi.</span></span></p>
<p><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>1. Łatwo rozpoznać debiutanta</b></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Angela:</b></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Dostrzegłam to w trzecim miesiącu. Większość powieści zaczynała się bardzo podobnie, a wtórność motywów od razu wskazywała na debiutanta lub początkującego twórcę. Chodzi mi o takie rzeczy jak: zaczynianie książki pobudką bohatera, opisywanie wyglądu postaci, kiedy patrzy w lustro, lub tworzenie pierwszego rozdziału bez jakiegokolwiek Haczyka – elementu tekstu, który ma czytelnika wciągnąć, a nie uśpić.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Dzięki temu nauczyliśmy się jak szybciej selekcjonować powieści, które chcemy przeczytać. Dość łatwo odrzucamy też teksty z nudną ekspozycją na pierwszych stronach, czy takie z błędami ortograficznymi, które wręcz wypalają oczy. Nie chodzi o to, że oczekujemy doskonale zredagowanych tekstów – ale doświadczenie uczy, że jeśli początek powieści wypada słabo, reszta na pewno nie będzie lepsza.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Tomek: </b></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Debiutantów można rozpoznać też po zarozumialstwie. Mówiąc to nie chcę nikogo obrazić, ani tym bardziej nie twierdzę, że wszyscy debiutanci mają rozrośnięte ego. W tej masie propozycji, które dostaliśmy od początku działania wydawnictwa, zdarzyło się może kilkanaście napisanych w sposób, powiedzmy, przesadnie wychwalający jakość dzieła albo przymioty osobiste autora. Kilkanaście to niewiele, malutki odsetek. Ale jeśli już ktoś do nas pisał w ten sposób, za każdym razem przesyłał powieść tak kiepską, że było to aż zabawne.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Kiedy więc otwieram maila i w pierwszym zdaniu czytam „właśnie na moją powieść czekaliście” – to wiem, że na pewno na nią nie czekałem, a autor będzie mieć szczęście, jeśli przebrnę przez pierwszy akapit. Doświadczeni twórcy nie pakują się w tę pułapkę. Pisarz, który ma na koncie kilka powieści, już rozumie, że to, co się jednemu wydawcy nie spodobało, drugiego zachwyci. W związku z tym nie ma obiektywnej miary zajebistości książki, a tym bardziej nie da się porównać, który autor jest lepszy, a który gorszy (no chyba że mówimy o przypadkach granicznych i grafomana porównujemy z noblistą). Skoro tak, nie ma też potrzeby się spinać i obiecywać w propozycji więcej, niż nasza powieść może dostarczyć. To w końcu wydawca – a później czytelnik – decyduje, co mu podeszło. Żarliwe zapewnienia autora nic nie dadzą, jeśli sam produkt nie zadziałał.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>2. Wiele propozycji nie nadaje się do publikacji</b></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Angela:</b></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Kiedy nawiązałam współpracę w 2020 roku z Editio, tamtejsi redaktorzy zapewniali mnie, że większość tekstów nie nadaje się do wydania. Dziwiłam się, bo jednak wydawali sporo książek – z naciskiem na popularne romanse. Dopiero kiedy sama postanowiłam zostać wydawcą i zmierzyć się z propozycjami, dostrzegłam, że – kurde, mieli rację.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Wiele tekstów nie nadaje do wydania. Nie tylko przez błędy wszelkiej maści, ale przez fabułę, która jest powtarzalna, nie wychodzi poza sztampę, nie sprawia, że książka mogłaby się na rynku czymś wyróżnić. Ot. Schemat za schematem, który goni schemat. </span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Na takich książkach nam nie zależy – po roku działania wydawnictwa uzmysłowiłam sobie, że potrzebuję historii, które rozpalą mojego wewnętrznego czytelnika i pokażą nową perspektywę. To robi chociażby </span></span><a href="https://www.empik.com/tajne-przez-magiczne-wierzbicka-katarzyna,p1284671263,ebooki-i-mp3-p" target="_blank" rel="noopener"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Tajne przez magiczne</i></span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, gdzie akcja dzieje się w przedszkolu, ale książka jest wyłącznie dla dorosłych czytelników. Lub </span></span><a href="https://www.empik.com/tylko-jeden-dzien-kaszub-karolina,p1291835656,ksiazka-p" target="_blank" rel="noopener"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Tylko jeden dzień</i></span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, w którym najważniejszy romans to ten bohaterki… z samą sobą.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Tomek:</b></span></span> <span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Trzeba jednak pamiętać o specyfice naszego wydawnictwa. My celowo wyszukujemy perełek. I to nawet nie dlatego, że jesteśmy tacy ambitni, tylko z konieczności. Nie stać nas na to, aby obniżyć poprzeczkę i publikować dużo. W tej chwili stać nas na około 6 książek rocznie. A skoro mamy taki niski limit, to jesteśmy zmuszeni do dbania o wysoką jakość – dzięki temu każdej powieści dajemy największe szanse na sukces.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Skutkiem ubocznym jest to, że ze wszystkich nadesłanych propozycji zawsze wybierzemy mały promil. Czyli przytłaczająca większość książek dla nas będzie „nie nadawać się do druku”. To nie znaczy, że są kiepskie. Inni wydawcy mogą mieć zgoła odmienną co do nich opinię.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>3. Mały wydawca wcale nie ma jak pączek w maśle</b></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Angela:</b></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Chciałabym, żeby autorzy zarabiali więcej. Sama jestem pisarką, żyję z pisania książek i opowiadań romansowych w różnych konfiguracjach. Czasami stawki są bardziej niż niskie – na przykład złotówka lub 2 złote z każdego sprzedanego egzemplarza. Kpina, prawda? I to kiedy książka kosztuje 45 złotych! Kłopot tylko w tym, że wydawca też nie dostaje aż tak dużo więcej.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Ostatnio robiłam wyliczenie, ile faktycznie zarabiamy na egzemplarzu. Ze zgrozą stwierdziłam, że po ostatnich podwyżkach kosztów z kwoty 45zł zostaje nam raptem około 10 zł netto. Z tego jeszcze dzielimy się z autorem. Kokosy toto nie są, prawda?</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Nie możemy jednak narzekać, bo mamy wspaniałych twórców i współpracujemy z kompetentnym zespołem. Chcę jedynie podkreślić, że to nie jest biznes marzeń i nie zwraca się dziesięciokrotnie. Na rynku jest silniejszy gracz od wydawcy – i jest to oczywiście ogólnie pojęta dystrybucja, która prowadzi z innymi firmami tego typu wojny cenowe. Czyli: u nas jest najtaniej, czytelniku, chodź do nas. Dlatego rabaty są aż tak niskie.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Widzieliście kiedyś, by za grę komputerową płacić w dniu premiery mniej o przynajmniej 30%? No, ja też nie. A niestety książki nie są grami i nigdy nie będą. No, chyba że coś mocno się zmieni na rynku.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Aż sama jestem tego ciekawa.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Tomek:</b></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Nasze docelowe zarobki w wydawnictwie to raczej kilkanaście złotych na egzemplarzu, idealnie jeśli więcej niż 15 zł. Ale ostatnio nie byliśmy w stanie zorganizować tak dobrych cen druku, redakcji, korekty, itp. – inflacja siecze we wszystkich branżach. Co więcej, będzie tylko gorzej, a inne wydawnictwa już rok temu miały niższy zysk netto niż my teraz. Spodziewajcie się mocnych, ogólnopolskich wzrostów cen detalicznych książek w tym i przyszłym roku.</span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Natomiast co do tego, że jako mali wydawcy mamy pod górkę, trudno się nie zgodzić po ostatnim roku naszej działalności. Trzeba się mocno nagimnastykować, żeby z jednej strony zaistnieć w świadomości czytelników, a z drugiej – żeby zabezpieczyć dobre umowy z większymi kontrahentami. Nie mówiąc już o tym, że wysoka jakość książki nie spada z nieba i nawet najsprawniej piszący autor potrzebuje równie sprawnie zrobionej redakcji, korekty, składu, okładki. A to wszystko kosztuje. Wysokie koszty to z kolei większe ryzyko inwestycji (trzeba dłużej czekać na zwrot). No i tutaj właśnie jest źródło tego, że wydawca musi zarabiać na książce więcej od autora – autor nie ponosi żadnego ryzyka; czy książka się zwróci, czy nie, i tak trzeba wypłacić honorarium.</span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Podkreślę: od tego nie da się uciec. To jest podstawowy <em>deal</em> w tej branży. Można go podsumować takimi słowami: autor dostaje chwałę, wydawca dostaje hajs. Dopiero przy dużej sprzedaży działka pisarza robi się na tyle solidna, że można mówić o zarabianiu.</span></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Zanim podpisaliśmy pierwszą umowę z autorką, zrobiliśmy sobie symulację, żeby ustalić, ile maksymalnie możemy zaoferować. Okazało się, że w okolicach 20% od ceny zbytu (około 4 zł od egzemplarza) nasze ryzyko robi się nieakceptowalne. W przypadku bestsellerowca, który sprzedaje się na pniu i to bez nakładów promocyjnych – jasne, można mówić o takiej, a nawet większej stawce. Ale przy przeciętnych nakładach książki, odpisywanie 4 zł od zysku robi olbrzymią różnicę. Przekłada się to, na przykład, na konieczność sprzedaży dodatkowych 25% nakładu, aby wyjść na zero. Optymalne ryzyko to dla nas honorarium w okolicach 10% ceny zbytu. Dla nas – nie mogę wypowiadać się za innych wydawców. Podejrzewam jednak, że te kalkulacje wyglądają u nich bardzo podobnie. Nie bez powodu 10% to tak zwana „przeciętna” stawka, jakiej w tej chwili może oczekiwać autor, niezależnie od tego, do jakiego wydawnictwa się uda.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>4. To jest to, co chcemy robić do końca życia</b></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Angela:</b></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> Ten rok, pomimo wielu trudności, był niesamowity. Na Targach Książki w Krakowie poczułam to najmocniej. Usiadłam w sali na branżowym spotkaniu i aż się popłakałam. Zrozumiałam, że to jest to, co powinnam robić prócz pisania książek. I tak całe życie im poświęciłam, więc… Dlaczego nie?</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Dodam, że przez dwanaście miesięcy wydaliśmy dwie książki, dodrukowaliśmy nakład poradnika Tomka – </span></span><a href="https://www.empik.com/jak-napisac-powiesc-wecki-tomasz,p1290866996,ksiazka-p" target="_blank" rel="noopener"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Jak napisać powieść?</i></span></span></a><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, a także nawiązaliśmy owocną współpracę z Virtualo i Empik Go. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Tajne przez magiczne</i></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> otrzymało tytuł jury Najlepsza Książka na Zimę w plebiscycie Granice.pl, a także pozostawiło ślad w środowisku fantastów i miłośników fantastyki. Cały czas audiobook (od stycznia!) utrzymuje się wysoko w TOPce Empiku, jeśli chodzi o fantastykę w wersji audio.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">A </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Tylko jeden dzień</i></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">? Pojawiło się dość szybko w księgarniach Empiku i w wielu innych, niszowych. Autorka, Karolina Kaszub, stała się lokalną gwiazdą, a na <a href="https://www.tiktok.com/@karolinakaszub" target="_blank" rel="noopener">TikToku</a> obserwuje ją prawie 4 tysiące osób. To wynik z zaledwie dwóch miesięcy! Chwalę się, bo mamy czym. Dla nas takie małe-duże kroki w przód są powodem do poczucia ogromnej radości.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>Tomek: </b></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">I na tym możemy skończyć, bo zgadzam się z tym, co napisała Angela. To trudny biznes – przyznam, że o wiele trudniejszy, niż myślałem, a przecież nie wchodziłem na rynek bez przygotowania. Ale jednocześnie jest niesamowicie satysfakcjonujący. Z pewnością potraficie to zrozumieć – działacie na tym samym rynku! <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.0.3/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></span></span></p>]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://spisekpisarzy.pl/rok-prowadzenia-wydawnictwa-czyli-4-rzeczy-o-ktorych-musimy-wam-powiedziec/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak stworzyć bohatera według metody Save the Cat!?</title>
		<link>https://spisekpisarzy.pl/jak-stworzyc-bohatera-wedlug-metody-save-the-cat/</link>
					<comments>https://spisekpisarzy.pl/jak-stworzyc-bohatera-wedlug-metody-save-the-cat/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Natalia Brożek]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 Feb 2022 18:52:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Poradnik pisania]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://spisekpisarzy.pl/?p=3573</guid>

					<description><![CDATA[Jak stworzyć bohatera? – to pytanie, na które można odpowiedzieć na milion sposobów. Tak naprawdę każdy pisarz ma własne narzędzia, z których pomocą konstruuje postaci ożywające na kartach utworu. Czasem jednak może wydawać się to trudne i skomplikowane… Co wtedy? Czy istnieje jakaś lista elementów must have, na której należy bazować?]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jak stworzyć bohatera? – to pytanie, na które można odpowiedzieć na milion sposobów. Tak naprawdę każdy pisarz ma własne narzędzia, z których pomocą konstruuje postaci ożywające na kartach utworu. Czasem jednak może wydawać się to trudne i skomplikowane… Co wtedy? Czy istnieje jakaś lista elementów <em>must have</em>, na której należy bazować?</p>
<p><br />Uważam, że główny bohater to najważniejszy element powieści. Nawet najlepsza fabuła i wartka akcja nie pomogą, gdy postać okaże się dla czytelnika… nudna. Właśnie dlatego bardzo lubię czytać o tym, jak radzą sobie z tym zadaniem inni twórcy. Oczywiście, niektóre metody mogą okazać się mniej przydatne, inne bardziej, jednak wszystkie zachęcają do głębokiej refleksji w tym temacie.</p>
<p><br />Właśnie w ten sposób natknęłam się na metodę Save the Cat!, której założeniami chciałabym się z Wami dzisiaj podzielić.</p>
<h2>Czym jest Save the Cat!?</h2>
<p><br />Metoda <em>Save the Cat!</em> początkowo została stworzona, aby pomóc w pracy nad scenariuszami filmowymi. Koncepcję Blake’a Snydera na obszar powieściowy przełożyła Jessica Brody. Autorka omówiła w swoim poradniku między innymi: sposób na stworzenie bohatera, schemat powieściowy oparty na trzech aktach, a także dziesięć gatunków fabularnych i ich najważniejsze składowe.</p>
<p><br />W rozdziale: <em>Why do we care? Creating the Story-Worthy Hero</em> Jessica Brody skupiła się na przedstawieniu sposobu na stworzenie bohatera, na którym będzie zależało czytelnikom. Omówiła w nim głównie trzy najważniejsze obszary w planowaniu głównej postaci – problem, cel i życiową lekcję. Przyjrzyjmy się im bliżej…</p>
<h2>Problem</h2>
<p><br />Bohater nie jest idealną istotną bez wad. Zawsze jest coś, co należy w nim zmienić albo ma jakiś problem, z którym nie jest w stanie sobie poradzić. Zadaniem pisarza jest zatem znalezienie wady bądź problemu postaci i stworzenie wydarzeń, które zmuszą ją do konfrontacji. Nikt nie powiedział, że losy bohaterów są proste i przyjemne, prawda?</p>
<p>Jak pisze Jessica Brody: „We turn to story to watch characters fix their problems, better their lives, improve upon their flaws. Great novel take deeply imperfect characters and make them a little less imperfect”. Zderzenie, które wywołujemy jako autorzy, nie sprawia zatem, że postać w magiczny sposób staje się człowiekiem bez wad. Chodzi o to, aby pod koniec powieści była mniej nieperfekcyjna niż na początku.</p>
<p><br />Podczas pracy nad stworzeniem bohatera warto zatem zadać sobie następujące pytania: z jakim problemem mierzy się bohater? Albo: jaką wadę ma przezwyciężyć?</p>
<h2>Cel</h2>
<p><br />Bohater bez dobrze określonego celu stoi w miejscu. Wszelakie działania podejmowane przez taką postać mogą wydawać się dla czytelnika zupełnie niezrozumiałe, gdy nie są niczym konkretnym umotywowane. Dlatego tak ważny jest jasno określony cel. To on staje się motorem napędowym historii, popychając bohatera bez przerwy do przodu.</p>
<p><br />Można zatem zakończyć rozważania na ten temat pytaniem: co jest celem głównego bohatera? Jednak Jessica Brody zauważa konieczność rozdzielenia celów na dwa typy – zewnętrzny (związany z historią A) i wewnętrzny (dotyczący historii B). Bohaterka może zatem uważać, że zdobycie wymarzonego chłopaka ze szkoły jest tym, co sprawi jej szczęście (historia A), jednak w trakcie trwania opowieści dowiadujemy się, że tak naprawdę chodziło o przepracowanie straty po ukochanym ojcu* (historia B). Różnica rozgrywa się zatem na dwóch płaszczyznach: <em>chcę, a potrzebuję</em>.</p>
<h2>Życiowa lekcja</h2>
<p><br />Bohater zmienia się w trakcie trwania książki. Dobrze poprowadzona historia wewnętrzna, czyli historia B, pozwala czytelnikowi odczuć zadowolenie z lektury na głębszym poziomie. Wszystko bowiem, co przytrafia się głównej postaci, ma prowadzić do uzmysłowienia sobie ważnej, życiowej lekcji.</p>
<p><br />Pytanie, które powinien postawić sobie pisarz, brzmi zatem następująco: jaką życiową lekcję wyciągnie bohater ze swoich przygód? Jessica Brody zaznacza, że najlepiej, gdy nauka płynąca z historii jest uniwersalna, dzięki czemu pozostanie zrozumiała dla wielu odbiorców. Wśród propozycji wymieniła na przykład takie motywy jak: wybaczenie, miłość, przetrwanie czy odkupienie.</p>
<h2>To tyle?</h2>
<p><br />I tak, i nie. Wyżej omówione elementy są istotnymi punktami w planowaniu bohatera, jednak nie jedynymi. Problem, cel i życiowa lekcja pozwalają przede wszystkim zespolić bohatera powieści z fabułą. Pozostałe kwestie takie jak na przykład wygląd, charakter albo relacje z innymi postaciami nadal pozostają do odkrycia. Mając już postanowione fundamenty, o wiele sprawniej powinna pójść nam praca nad resztą.</p>
<p><br />Mam nadzieję, że ten artykuł okazał się dla Was interesujący! Jeśli jesteście wzrokowcami, zapraszam Was na świeżutki post, który wpadł na mój Instagram. Znajdziecie w nim mapę myśli podsumowującą powyższe rozważania. A może mamy tutaj słuchowców? W takim razie zapraszam na mój kanał na YouTubie, gdzie również pojawił się odcinek dotyczący tworzenia bohatera.</p>
<p><em>* Never Have I Ever (serial Netflix).</em></p>
<p>Na podstawie: Jessica Brody<em>, Save the Cat! Writes a Novel</em>, Ten Speed Press, 2018, s. 9-21.</p>]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://spisekpisarzy.pl/jak-stworzyc-bohatera-wedlug-metody-save-the-cat/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wszystko, co powinien wiedzieć autor o procesie wydawniczym</title>
		<link>https://spisekpisarzy.pl/wszystko-co-powinien-wiedziec-autor-o-procesie-wydawniczym/</link>
					<comments>https://spisekpisarzy.pl/wszystko-co-powinien-wiedziec-autor-o-procesie-wydawniczym/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Angela Węcka]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 30 Jan 2022 17:43:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Poradnik pisania]]></category>
		<category><![CDATA[Wydawnictwo]]></category>
		<category><![CDATA[Żywot pisarza]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://spisekpisarzy.pl/?p=3563</guid>

					<description><![CDATA[Ostatni rok umocnił mnie w przekonaniu, że nawet doświadczeni autorzy potrafią nie wiedzieć, jak dokładnie wygląda ten magiczny proces, dzięki któremu ich książki pojawiają się na półkach księgarń. No a skoro prowadzę własne wydawnictwo, pomyślałam, że powinnam opowiedzieć o tym coś więcej. W pewnym sensie,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Ostatni rok umocnił mnie w przekonaniu, że nawet doświadczeni autorzy potrafią nie wiedzieć, jak dokładnie wygląda ten magiczny proces, dzięki któremu ich książki pojawiają się na półkach księgarń. No a skoro prowadzę własne wydawnictwo, pomyślałam, że powinnam opowiedzieć o tym coś więcej.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W pewnym sensie, proces wydawniczy jest ogromnym tematem i możemy ciągnąć go od momentu ścięcia drzew, z których powstanie pulpa i później papier, na którym wydrukujemy książki. Możemy tak zacząć, od zupełnych podstaw, ale pewnie interesuje Cię ta część, w której na scenę wchodzą Twoje teksty. No więc – zacznijmy w momencie, gdy autor otrzymuje umowę od wydawcy. To już wtedy dzieje się magia: zanim podpiszemy umowę, powinniśmy przeanalizować każde, nawet pozornie nieistotne zdanie. Może się bowiem okazać, że jeden akapit zamyka nam drogę do wydania pozostałych książek u kogoś innego. Albo może niewiele dostaniemy za te książki, bo nie zrozumiemy, od czego wydawca liczy procenty honorarium (podpowiem, że cena zbytu i cena okładkowa to dwie różne kwoty). To co, zaczynamy?</span></span></p>
<h2 class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>1. Umowa wydawnicza </b></span></span></h2>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Wydawca jest zainteresowany Twoją książką i otrzymujesz propozycję umowy. To moment euforycznej radości, która rozlewa się po pisarzu, na chwilę pozbawiając go możliwości trzeźwego myślenia. A trzeźwe myślenie jest w tym momencie bardzo ważne. Ta jedna umowa może zaważyć na całej Twojej twórczości. Jak? Chociażby poprzez lojalkę, czyli zobowiązanie ze strony autora do wysyłania wszystkich swoich książek w pierwszej kolejności danemu wydawnictwu. Taki zapis uniemożliwia ucieczkę od wydawcy, który okazuje się kiepski po jakimś czasie, np. po premierze książki. Chcesz czy nie chcesz z nimi współpracować, lojalka i tak zmusi Cię do sprzedawania tekstów właśnie jemu. Masz innych, lepszych wydawców, którzy chętnie ustawią się w kolejce po Twoje dzieła? Nic z tego, najpierw musisz poczekać, co powie Twoje stare wydawnictwo. Z oczywistych względów zablokuje to Twój wzrost. Ale może być nawet gorzej: stare wydawnictwo ma otwartą drogę, żeby traktować Cię jak dojną krowę albo wręcz zapchajdziurę w swoim grafiku. W takim wypadku nie muszą inwestować w promocję, mogą nawet oszczędzać na redakcji. Bo co im zrobisz? Już Cię przecież mają w garści i nie muszą się starać.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Jakby tego było mało, wydawcy często przyjmują zapis, że kolejne książki będą miały te same umowy – a więc nie będziemy mogli za rok lub dwa podnieść sobie procentów z honorarium. Kiepsko, prawda?</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Umowy wydawnicze zawierają masę innych pułapek. Na przykład, wydawca zastrzega sobie czas na przyjęcie utworu do publikacji: sześć, dziewięć, dwanaście miesięcy, czy ile tam potrzebuje. Nie ma w tym nic złego, ale trzeba pamiętać, że dłuższy czas działa na jego korzyść – a nie naszą. Jeśli wydawca przyjmie maszynopis po tym terminie, wtedy nie musimy się zgadzać na żadną wprowadzoną redakcję. W pewnym sensie więc książka pozostaje przez te miesiące w pewnym zawieszeniu – jej treść może się zmienić (oczywiście za zgodą autora) aż do ostatniej chwili pod rygorem braku przyjęcia. Później – każda zmiana to już tylko dobra wola autora.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Problemy z umową można mnożyć i mam za mało miejsca na opisanie wszystkich. Pamiętaj jednak, że z punktu widzenia autora to niezwykle ważny moment procesu wydawniczego – bardzo wiele od niego zależy. Negocjuj stawki honorarium, zwłaszcza jeśli masz na koncie już dwie lub więcej książek. Upewnij się, że wydawca jasno stwierdza od jakiej kwoty liczy procenty (cena okładkowa jest zwykle dwa razy wyższa niż cena zbytu). Nie zgadzaj się od razu na żaden zapis, który budzi wątpliwości. Jeśli to Twoja pierwsza umowa, koniecznie skorzystaj z pomocy bardziej doświadczonych pisarzy, a najlepiej skonsultuj ją z prawnikiem znającym się na prawie autorskim.</span></span></p>
<h2 class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>2. Redakcja – fabularna i językowa</b></span></span></h2>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W końcu jednak umowę podpiszemy, a wraz z nią nastąpi moment oczekiwania na dalszą pracę. W tej chwili najczęściej czekamy na redakcję fabularną i językową, lub… na samą tylko korektę. Niektórzy wydawcy potrafią stwierdzić, że „książka jest tak znakomita, że nie potrzebuje poprawek”. Który autor nie chciałby tego usłyszeć? Kłopot w tym, że zazwyczaj oznacza to tylko chęć oszczędzenia na kosztach przygotowania tekstu, przez co w świat pójdzie powieść, która mogła być o wiele bardziej dopracowana. Ale uznajmy, że Twoje wydawnictwo działa inaczej i przeprowadza dobrą, mądrą redakcję.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W naszym wydawnictwie tur redakcji jest sporo, bo aż trzy. Pierwsza i najbardziej wymagająca tura zakłada poprawki na warstwie fabularnej. Czytamy razem z Tomkiem tekst, a on później działa na nim samodzielnie, omawiając z autorem zmiany. Jakie są to zmiany? Przede wszystkim poprawiamy wszystkie luki fabularne, kłopotliwe sceny lub momenty, które nic nie wnoszą do powieści. Oprócz tego staramy się podkreślić przesłanie zawarte w książce i zwiększyć jej spójność znaczeniową. Bardzo dużo uwagi poświęcamy bohaterom, aby ich motywacja była jasna, a rola dobrze odegrana. Krótko mówiąc, wchodzimy w tekst głęboko, a naszym celem jest sprawienie, aby książka w pełni pokazała swój potencjał.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Druga tura w naszym wydawnictwie to redakcja językowa. Głównym jej celem jest wyłapanie potknięć stylistycznych i błędów językowych. Nie jest to tylko korekta, ponieważ oczekujemy od redaktora również sugestii zmierzających do poprawy stylu autora, jeśli to konieczne. Poza tym, choć w drugiej turze sprawdzamy głównie język, fabuła nie schodzi z pola widzenia, i zdarzyło się już, że autor dokonywał poprawek na tym poziomie właśnie po drugiej turze.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Nie każdy wydawca robi to tak jak my – muszę zaznaczyć ten fakt. Często redakcja ogranicza się do wyłapania problemów stylistycznych, ortograficznych: typowo językowych. Czasami poprawia również błędy sytuacyjne, typu: bohater zdjął buty na początku rozdziału, w połowie okazało się, że cały czas miał je na nogach. I tyle. Cała reszta jak leży, to będzie leżeć. Nikt tego nie poprawi. Dlatego, jeśli nie pracujecie z tak nadambitnym wydawcą jak my, niezwykle ważna jest redakcja autorska przed wysłaniem książki.</span></span></p>
<h2 class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>3. Korekta i korekta na składzie</b></span></span></h2>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Jeśli wszystko pójdzie dobrze w punkcie poprzednim i autor nie zabije po drodze redaktora, następuje korekta, a później korekta na składzie. W naszym wydawnictwie określamy je zbiorczo jako trzecią turę redakcji. Korekta ma za zadanie pozbyć się chochlików, które wpadły albo po redakcji językowej, albo po składzie książki gotowej do druku. To dość ważne zadanie, ponieważ w tym momencie wszystko może się zdarzyć. Maszynopis mógłby się w niektórych miejscach podwoić, mogłyby się pojawić kropki lub przecinki w środkach zdań i inne problemy, których raczej nie chcesz zobaczyć w wydrukowanym egzemplarzu. Jeśli wydawca nie ma zamiaru robić korekty na składzie – powiedz, że jej potrzebujesz. A najlepiej, zapytaj o ten fakt przy podpisywaniu umowy. Już wiesz, czemu punkt 1. tego artykułu jest tak istotny?</span></span></p>
<h2 class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>4. Skład</b></span></span></h2>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">O składzie już trochę było, ale dodajmy coś jeszcze. To moment, w którym książka z pliku WORD staje się plikiem PDF, przygotowywanym do druku. Autor zazwyczaj jest informowany o tym fakcie, dostaje tak zwaną makietę, czyli w pełni złożoną książkę, czasami ze stopką, czasami jeszcze bez niej i innych elementów pobocznych, jak dodatkowe reklamy na ostatnich stronach. Warto przyjrzeć się makiecie składu bardzo dokładnie – wiadomo, nie od strony specjalistycznej, ale autorskiej. Chodzi o zbadanie wyglądu numerów stron, rozdziałów, tytułów. Jeśli masz czas na lekturę powieści na składzie – tym lepiej. To ostatnia chwila, by wspólnie z wydawcą wyłapać ostatnie błędy lub literówki. Z ręką na sercu muszę Wam powiedzieć: nie każdy wydawca je poprawi. Niektórzy mogą zignorować fakt kropki w środku zdania, bo skład przecież już jest skończony i trzeba iść dalej.</span></span></p>
<h2 class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>5. Okładka </b></span></span></h2>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Punkt 5 i punkt 6 to etapy, które najczęściej dzieją się obok redakcji, korekty i składu. Przygotowywanie okładki może nastąpić w różnych momentach, ale dzieje się zazwyczaj wtedy, kiedy praca nad tekstem jest już zaawansowana. Okładka to twardy orzech do zgryzienia i dobrze, jeśli trafimy do wydawcy, którego produkcje książkowe lubimy. Wtedy teoretycznie nie musimy martwić się o stan naszej przyszłej powieści na półkach w księgarniach.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Autor powinien dostać okładkę do wglądu i akceptacji. Czasem może wybrać spośród kilku propozycji, a nawet brać aktywny udział w wymyślaniu konceptu. Wszystko zależy od wydawcy, bo standardem w umowach jest zapis, że to wydawnictwo ma decydujący głos w sprawie okładki i oprawy książki. Może się więc szybko okazać, że wydawca nie jest skłonny spełniać życzeń autora, ale dostosowuje się do czytelnika i do trendów rynkowych. Wydawnictwo to w końcu biznes, a okładka, która nie oddaje treści, może położyć sprzedaż całego tytułu. Same kolory okładki oddają już wiele z atmosfery lektury – przejdźcie sobie alejkami romansów i powieści kryminalnych. Dostrzeżecie tę różnicę.</span></span></p>
<h2 class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>6. Marketing </b></span></span></h2>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Nasze wydawnictwo najczęściej w momencie robienia pierwszej redakcji już planuje marketing książki. Myślimy, jakie działania będą najlepsze dla takiego tytułu, a jakie niekoniecznie. Omawiamy strategię z autorem – zależy nam na transparentności, bo to wcale nie jest standard na rynku wydawniczym.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Pomimo tego, że wydawnictwo może zobowiązać się do wykonania różnych prac promocyjnych, nie zawsze będą mieć one świetny efekt. Chodzi o to, że niektóre tytuły potrzebują większego zasobu gotówki – dużo łatwiej jest promować markę autora, który już gdzieś jest znany, niż debiutanta. Wyjątkiem okazuje się chociażby Czwarta Strona, która zorganizowała bardzo celną promocję dla laureatki swojego ostatniego konkursu na książkę fantastyczną. Podobnie działali kilka lat temu, promując laureatkę konkursu na powieść obyczajową. Kolejny wyjątek to debiuty, które zyskały popularność na Wattpadzie, co akurat widać w przypadku książki </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><i>Start a fire</i></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, wydanej przez Editio Red.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">W tym miejscu chcę powiedzieć, że promocja własnej marki jest tak samo ważna, jak redakcja powieści i <a href="http://konspekt.spisekpisarzy.pl/" target="_blank" rel="noopener">napisanie celnej propozycji wydawniczej</a>. W dzisiejszych czasach to wymóg, który pozwoli w przyszłości cieszyć się sukcesami i zebraniem sporej grupy czytelników. W sieci można to robić na wiele różnych sposobów – niekoniecznie tak, jak większość. Ale warto robić cokolwiek – brać udział w spotkaniach online, działać na konwentach czy targach książki. Promować swoje cytaty czy fragmenty, korzystać z portali pisarskich i oferować konkursy. Nie trzeba robić tego od linijki – trzeba mieć za to w głowie informację, że nawet największy wydawca może nie zrealizować takiej promocji, jakiej pragniemy.</span></span></p>
<h2 class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><b>7. Premiera</b></span></span></h2>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Powiem więcej, wszystko może się zawalić na dzień premiery. Aktualnie żyjemy w bardzo niestabilnych czasach pod kątem gospodarczym. Nie chcę wyliczać, co dokładnie się dzieje, bo nie po to jest ten podpunkt. Chcę tylko zaznaczyć, że data premiery w tym roku może się przesuwać i to nie z winy wydawców, ale choćby dynamicznej sytuacji na rynku papieru. W tym momencie papier drożeje dosłownie z tygodnia na tydzień. Drukarnie, przez kwarantannę i pandemię, mają okrojony personel, co wydłuża wysyłkę wydrukowanych egzemplarzy. Sytuacja tyczy się również dystrybucji – a ktoś towar musi przyjąć.</span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">To taka wiedza, której nikt nie chce, ale jednak mocno ją akcentuję na koniec tego artykułu. Wszystkie problemy można </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">jednak </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">obejść i mieć naprawdę udaną premierę. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Większość działań promocyjnych i organizacyjnych leży oczywiście na barkach wydawcy. Jako autor możesz jednak pomóc – na przykład, </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">poprzez nagranie filmiku czy przeprowadzenie lajwu na swoich social mediach lub w grupach </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">czytelniczych</span></span></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Można zrobić też wiele więcej, choć najlepiej koordynować wszystko z wydawnictwem dla lepszego efektu. O ile </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">masz</span></span></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> kumatego wydawcę, który i stara się dla promocji, i z </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">Tobą rozmawia.</span></span></span></span></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">To już tyle, jeśli chodzi o te najważniejsze etapy procesu wydawniczego. Zaznaczę </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">jeszcze raz</span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">, że dla każdego wydawnictwa wyglądają one </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">nieco </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">inaczej. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Tych rozbieżności nie powinno być zbyt wiele, chyba że mamy do czynienia z bardzo ekscentrycznym wydawnictwem. Na pewno bez zmian pozostanie jednak waga punktu 1, czyli umow</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">y</span></span></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> wydawnicz</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">ej</span></span></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">. Nikt nie ma prawa opublikować książki bez pisemnej zgody autora. Z drugiej strony jednak, autorzy niby o tym wiedzą, a i tak oddają prawa do swojej pracy na bardzo słabych warunkach, obligując się jeszcze na przyszłość. </span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Wierzę, że </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">Ty potraktujesz kwestię umowy z rozwagą, nie podpiszesz lojalek, a do tego wynegocjujesz sobie uczciwe warunki. Czego zresztą z całego serca życzę.</span></span></span></span></p>
<p class="western" align="center"><strong><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">***</span></span></strong></p>
<p class="western" align="justify"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;">Tekst ci się przydał, spodobał? Wskakuj do naszej <a href="https://www.facebook.com/groups/659632377866239" target="_blank" rel="noopener">grupy na FB</a> i zerknij na <a href="https://www.instagram.com/wydawnictwospisekpisarzy/" target="_blank" rel="noopener">Instagram wydawnictwa</a>. Jeśli chcesz nas wspomóc </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"><span lang="pl-PL">w pisaniu podobnych artykułów</span></span></span></span><span style="font-family: Georgia, serif;"><span style="font-size: medium;"> – postaw nam małą kawę, <a href="https://buycoffee.to/spisekpisarzy" target="_blank" rel="noopener">o, tutaj</a>. </span></span></p>]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://spisekpisarzy.pl/wszystko-co-powinien-wiedziec-autor-o-procesie-wydawniczym/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wydawnictwo Spisek Pisarzy</title>
		<link>https://spisekpisarzy.pl/wydawnictwo-spisek-pisarzy/</link>
					<comments>https://spisekpisarzy.pl/wydawnictwo-spisek-pisarzy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Angela Węcka]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 05 Oct 2021 09:39:24 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wydawnictwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://spisekpisarzy.pl/?p=3474</guid>

					<description><![CDATA[Cisza na blogu znacznie się przedłużyła, ale mamy na to dobre wyjaśnienie. Od początku roku pracujemy wytrwale nad naszym wydawnictwem! Jeśli zaglądaliście na nasze social media i newsletter, to na pewno wiecie, o co chodzi. Wydawnictwo Spisek Pisarzy za niecałe dwa tygodnie, bo 15 października,]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Cisza na blogu znacznie się przedłużyła, ale mamy na to dobre wyjaśnienie. Od początku roku pracujemy wytrwale nad naszym wydawnictwem! Jeśli zaglądaliście na <a href="https://www.facebook.com/wydawnictwospisekpisarzy" target="_blank" rel="noreferrer noopener" aria-label="nasze social media (otwiera się na nowej zakładce)">nasze social media</a> i newsletter, to na pewno wiecie, o co chodzi.</p><p><a rel="noreferrer noopener" aria-label="Wydawnictwo Spisek Pisarzy (otwiera się na nowej zakładce)" href="http://wydawnictwo.spisekpisarzy.pl/" target="_blank">Wydawnictwo Spisek Pisarzy</a> za niecałe dwa tygodnie, bo 15 października, będzie miało swój debiut. Wtedy bowiem premierę będzie miała powieść Katarzyny Wierzbickiej, <strong>„Tajne przez magiczne”</strong>. To urban fantasy z mnóstwem czarnego humoru, do tego rozgrywające się w nietypowej scenografii – bo w przedszkolu.</p><p>W
pewnym sensie ta książka ilustruje, jakich pozycji szukamy. Otóż,
świetnie jeśli autor rozumie swój gatunek i potrafi stworzyć w
nim coś nowego. Świetnie, jeśli ma dobry styl i umie nie tylko
opowiedzieć o czymś, ale zaprosić czytelnika do swojego świata.
No i najlepiej, jeśli do tego panuje nad fabułą i pozwala
postaciom rozkwitnąć. Krótko mówiąc, szukamy perełek. Szukamy
autorów, którzy posiadają i warsztat, i odwagę do innowacji. W
ich książki chętnie zainwestujemy, pomożemy je solidnie
dopracować, a później będziemy promować do skutku.</p><p>O
tym jednak za moment. Na razie zacznijmy od najbliższych planów.</p><h2 class="wp-block-heading"><strong>Targi
Książki w Krakowie – własne stoisko</strong></h2><p>„Tajne przez magiczne” jest już wydrukowane, przekazane do dystrybucji i czeka na wystrzałową premierę. Tę natomiast planujemy legendarnych już Krakowskich Targach Książki. W tym roku będą wyglądać one nieco inaczej. Będzie stanowczo mniej dużych i popularnych wydawców, ale za to pokażą się niszówki – w tym my. Mamy swoje <a rel="noreferrer noopener" aria-label="stoisko pod numerem C45A (otwiera się na nowej zakładce)" href="https://fb.me/e/1By8f8LsI" target="_blank">stoisko pod numerem C45A</a> i – jeśli się pojawisz! – za kilka dni możemy przybić sobie piątkę.</p><p>Jakie
atrakcje szykujemy? Przede wszystkim zorganizowaliśmy ogrom krówek
i zakładek na rozdanie odwiedzającym. Do kupionych książek
dorzucimy również magiczne i romantyczne herbatki, spakowane pod
konkretne tytuły. Nie braknie rozmów i spisków – chcemy poznać
zarówno potencjalnych czytelników, jak i potencjalnych autorów.
Jasne, nie podpiszemy na dzień dobry umowy na targach, ale będzie
nam miło porozmawiać o twórczości pisarzy, którzy chcą z nami
działać. A jest takich ludzi całkiem sporo.</p><p>Dodatkowo
zapraszamy również osoby, które obserwują blog i korzystają z
zawartych tutaj porad. Jeśli chcecie zbić piątkę z Tomkiem i
podziękować mu za jego artykuły, to właśnie od 14 października
będzie taka możliwość. 
</p><h2 class="wp-block-heading"><strong>Rozwój
naszego wydawnictwa teraz i za rok</strong></h2><p>Jeśli
chodzi o samą oficynę, kolejny rok będzie obfitował w kilka
premier. W tym postawiliśmy wszystko na jedną kartę – no, może
dwie. W lipcu, w ramach próby generalnej, wypuściliśmy „Glow
up”, mój romans obyczajowy. W ciągu tych kilku miesięcy
podpisaliśmy cztery dodatkowe umowy, na powieści obyczajowe i
romansowe. Wśród tytułów znajdują się bohaterowie, którzy
zdobywają Szkocję i przechodzą ogromną przemianę; są postacie,
które w jodze i w idei mindfullness odnajdują sens życia, a także
bohaterowie, którzy siebie nienawidzą – i zmieniają się pod
wpływem gwałtownych wydarzeń.</p><p>Cały czas pracujemy też nad dystrybucją. Na razie możemy się pochwalić<a rel="noreferrer noopener" aria-label=" współpracą z Empik Go (otwiera się na nowej zakładce)" href="https://www.empik.com/glow-up-wecka-angela,p1276089980,ebooki-i-mp3-p" target="_blank"> współpracą z Empik Go</a> i Virtualo. Jak „Glow up”, tak i „Tajne przez magiczne” będzie miało swojego audiobooka, sprzedawanego w ramach pakietu subskrypcyjnego Empik Go. Poza tym udało nam się stanąć na półce w Empikach stacjonarnych, bez wyrzucania z kieszeni ponad 50 tysięcy. Uznajemy to za nasz mały sukces.</p><h2 class="wp-block-heading"><strong>Konkurs
na powieść</strong></h2><p>Ale to nie wszystko! Nadal trwa nasz konkurs na thriller, w którym można wygrać wydanie własnej powieści, wysokie honorarium (20%), niemałą zaliczkę, no i opiekę Spiskowców nad książką od redakcji po promocję. Jesteśmy bardzo ciekawi Waszych tekstów – pamiętajcie, że macie cały listopad z NaNoWriMo, by napisać thriller, który zwali nas z nóg. Więcej szczegółów znajdziecie na ten temat <a rel="noreferrer noopener" aria-label="TUTAJ (otwiera się na nowej zakładce)" href="http://wydawnictwo.spisekpisarzy.pl/i-konkurs-literacki-spiskowcow/" target="_blank">TUTAJ</a>.</p><p>Zwycięzca
może być tylko jeden, ale jeśli dotrą do nas propozycje, które
dobrze rokują, choć nie są najlepsze z miotu – i tak możemy
odezwać się do autora. Śmiało wysyłajcie teksty, bo na polskim
rynku druga taka okazja może się szybko nie powtórzyć.</p><h2 class="wp-block-heading"><strong>Jeszcze
raz o premierze</strong></h2><p>Bardzo
mocno wierzymy w „Tajne przez magiczne” i jej niesztampową
fabułę. W środku pięknego wydania znajdziecie nie tylko woźną,
która zdecydowała się po załamaniu nerwowym zmienić pracę, ale
również garść słowiańskich motywów. Oprócz zmór i demonów,
nie zabraknie przedszkolnej atmosfery i rozhisteryzowanych rodziców
magicznie uzdolnionych dzieci. Ale niech Was to nie przerazi! Kasia
Wierzbicka doskonale żongluje swoim czarnym, belferskim humorem i
wciąga w świat od pierwszych stron. 
</p><p>Jeśli chcecie zobaczyć, jak pisze, to zapraszamy do zapoznania się z fragmentem, który jest dostępny na stronie wydawnictwa – a potem do <a rel="noreferrer noopener" aria-label="przedsprzedaży (otwiera się na nowej zakładce)" href="http://wydawnictwo.spisekpisarzy.pl/produkt/tajne-przez-magiczne/" target="_blank">przedsprzedaży</a>, która trwa do 10 października. Później, cóż,  będzie tylko drożej, no i nie dostaniecie w gratisie paczuszki z magiczną niebieską herbatą. A szkoda by było. Jest pyszna.</p>]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://spisekpisarzy.pl/wydawnictwo-spisek-pisarzy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co nas czeka w 2021 (i później)?</title>
		<link>https://spisekpisarzy.pl/co-nas-czeka-w-2021-i-pozniej/</link>
					<comments>https://spisekpisarzy.pl/co-nas-czeka-w-2021-i-pozniej/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Węcki]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Jan 2021 21:40:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Żywot pisarza]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://spisekpisarzy.pl/?p=3452</guid>

					<description><![CDATA[Ostatnio zastanawiałem się nad przyszłością. Pandemia, lockdown, siedzę w domu na dupsku  – więc wiadomo, człowiek choćby z nudów zaczyna rozkminy.  Pierwszą wersję tego artykułu zapisałem dla siebie, ale później stwierdziłem, że może zaciekawić i Was.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio zastanawiałem się nad przyszłością. Pandemia, lockdown, siedzę w domu na dupsku  – więc wiadomo, człowiek choćby z nudów zaczyna rozkminy.  Pierwszą wersję tego artykułu zapisałem dla siebie, ale później stwierdziłem, że może zaciekawić i Was.</p><p>W końcu przyszłości, którą wieszczę, doświadczymy zbiorowo. <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/15.0.3/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p><h3 class="wp-block-heading">Fin de siècle</h3><p>Nie tylko ja mam wrażenie, że żyję u schyłku epoki. Zresztą, nie tak dawno temu mieliśmy <a href="https://spisekpisarzy.pl/2020/06/projekt-antyutopia-czyli-czemu-wyszlo-jak-zawsze.html">konkurs na tekst utopijny</a>, w którym większość nadesłanych opowiadań okazała się „zbyt ponura”. Kiedy patrzymy w przyszłość, zwłaszcza po 2020 roku, łatwo dostrzec ciąg dalszy pełzającej Apokalipsy – a trudno tęczę, kwiatki i chmurki z waty cukrowej.</p><p>Czy
czeka nas koniec świata? Szczerze wątpię. Ale czy zakładałbym
się o trwałość naszego systemu ekonomicznego, struktur
państwowych, obecnej dystrybucji władzy na świecie? Nie. Żadnych
szans. Nie postawiłbym ani grosza na to, że w 2030 roku będziemy
żyć w rzeczywistości takiej jak przed pandemią. Albo że rok 2021
będzie „powrotem do normalności”. Nawet nie chodzi o to, że
mam jakąś sekretną wiedzę, albo dostęp do obszernych danych,
które po przeanalizowaniu zwrócą takie a takie prawdopodobieństwo
zdarzeń. Jedyne, co jest w tej chwili pewne „na logikę”, to
kryzys ekonomiczny, którego rozmiarów jeszcze nawet nie znamy –
oraz kryzys polityczny, wyrażony w rekordowo niskim poziomie
zaufania do władzy przy rekordowo wysokiej polaryzacji
społeczeństwa. Ale co dalej? W jakie miejsce dotrzemy? Analiza
faktów zostawia tylko pytania, kolejne spekulacje. Rozum już tego
cyrku nie przewidzi.</p><p>Można
jednak patrzeć na to bardziej frywolnie, lub jak kto woli,
intuicyjnie. Jaki jest charakter naszych czasów? Jaka „energia”
z nich bije? Kiedy o tym myślę, do głowy przychodzi mi kilka
rzeczy. Po pierwsze, kochamy komfort ponad wszystko. Nieważne, kto
za niego płaci – byle nie my. Dla komfortu możemy poświęcić
nasz rozwój, który wymaga dobrowolnego podejmowania wyzwań. Możemy
nawet poświęcić naszą przyszłość, albo przyszłość
następnych pokoleń – bo inaczej zaciąganie długów
traktowalibyśmy o wiele bardziej poważnie, podobnie kwestie zmian
klimatycznych. Dla współczesnego człowieka nie ma większego
pragnienia od komfortu. Ma być wygodnie, bez wysiłku, bez stresu, z
Nefliksem załadowanym serialami, kompem pełnym gier, i to wszystko
najlepiej za darmo.</p><p>To
pragnienie komfortu potrafi się wręcz przerodzić w oczekiwanie –
w roszczenie. Należy nam się spełnienie marzeń, oczywiście bez
wstawania z kanapy. Należy nam się władza nad światem, choćbyśmy
nie ruszyli dla niej palcem u stopy. Wszyscy powinni nas słuchać,
nawet kiedy wygłaszamy opinie niepoparte wiedzą. Każdy powinien
nas szanować, choć sami nie podjęliśmy wysiłku, aby szanować
innych.</p><p>Druga
rzecz, która przychodzi mi do głowy, to powszechny brak
odpowiedzialności. Poniekąd wynika on z pragnienia komfortu, ale
pod skorupą jest też coś więcej. Dla mnie „wziąć za coś
odpowiedzialność” oznacza przyznać, że ta konkretna rzecz jest
Twoją sprawą. Że się tym przejmujesz. A także, że jeśli o to
nie zadbasz, ze świata zniknie coś cennego. Inaczej mówiąc,
„jestem za to odpowiedzialny” jest niemal tak mocną deklaracją
jak „kocham to”.</p><p>Problem w tym, że ludzie żyją w świecie, który stworzyli dla własnego komfortu, ale jednocześnie nie chcą dbać o ten świat. Korzystają z jego dobrodziejstw – jednocześnie oczekując, że ktoś inny się tym wszystkim zajmie. Na przykład, państwo. Albo jacyś nieokreśleni specjaliści. Albo choćby sąsiad. Ostatecznie więc sprawa leży niezałatwiona latami, lub też trafia w ręce oportunistów, którzy zaczynają trzaskać na niej interesy – nie zawsze z korzyścią dla reszty społeczeństwa. Odmawiając odpowiedzialności, pozbywamy się więc władzy.</p><p>Oczywiście –
pozostaje kwestia tego, że współczesny świat jest skomplikowany,
a pojedynczy obywatel niewiele poradzi na problemy systemowe. Nasza
osobista władza jest i pozostanie ograniczona. Nie chodzi mi jednak
o to, czy łatwo zmierzyć się z przeszkodami, ale o postawę, którą
przyjmujemy. Możemy przejąć się jakimś problemem tylko na tyle,
aby zrzucić go na barki kogoś innego, a później udawać, że
zrobiliśmy wszystko, co się dało. Możemy też przejąć się nim
na poważnie. Zastanowić się, dokształcić, a później zrobić
tyle, na ile nasze ograniczone możliwości pozwalają. I nie ma
obowiązku, aby brać odpowiedzialność za cały świat. Wystarczy
wziąć za to, co i tak mamy przed nosem. Współcześnie zaskakująco
niewielu ludzi podejmuje choćby takie wyzwanie – w dupie potrafimy
mieć nawet członków własnej rodziny.</p><p>Co prowadzi do
trzeciej rzeczy, która rzuca mi się w oczy. Coraz trudniej nam
znieść innych ludzi. Chciałem napisać, że trudno nam kochać
bliźnich, ale jesteśmy już dawno za tą granicą. Zwykła
tolerancja jest rosnącym problemem. Klimat powstał taki, że jak
ktoś nam nie pasuje, to możemy go zgnoić. Bez trudu znajdziemy dla
takiego zachowania usprawiedliwienie. Nawet łatwiej, jeśli to ktoś
bliski. Wtedy przecież musimy go naprostować, „wyprowadzić z
błędu”, tłumacząc sobie, że to nasza odpowiedzialność –
choć w rzeczywistości to tylko kolejne roszczenie.</p><p>Do czego więc to
wszystko prowadzi? Zakładając, że sami tworzymy naszą
rzeczywistość (przynajmniej społeczną), te trzy filary –
umiłowanie komfortu, brak odpowiedzialności i niechęć do bliźnich
– stanowią fundament, na którym wznosimy kolejne piętra.
Przyszłość musi więc z nich wynikać. Gdybym miał bawić się w
wieszcza, powiedziałbym tak: w nadchodzącej dekadzie będzie więcej
samotności, nieufności, wynikającej z nich izolacji od świata –
a więc również zamykania się w bańkach informacyjnych. Będzie
więcej zarozumialstwa i zacietrzewienia (bo moja racja jest mojsza
niż twojsza – a przyznanie czegoś innego jest niekomfortowe).
Będzie też coraz więcej bezsilności. Albo przynajmniej ludzie
coraz liczniej zaczną ulegać takiemu wrażeniu – że nic nie
poradzą, wszystko jest przeciwko nim, każdy coś im chce narzucić.
Z czego wynikną rzeczy i pozytywne (poszukiwanie alternatyw), i
negatywne, ale sumarycznym efektem będzie po prostu wzrost
frustracji oraz resentymentu.</p><p>Gdybyśmy dodali do
tego miksu nadzieję, wyszedłby dobry grunt pod rewolucję. Bez
nadziei, dostaniemy tylko powód do demolki. I jeśli mam być
szczery, tego właśnie się spodziewam: bezmyślego rozpierdolu,
uzasadnionego tym, że to wszystko przecież wina kogoś innego. Nie
ma znaczenia, skąd przyjdzie pierwszy cios – z prawa, lewa, z góry
czy z dołu – opamiętamy się dopiero na zgliszczach.</p><p>Oczywiście nie
wiem, kiedy to wszystko nastąpi. Wiem tylko, że nie czeka nas
„powrót do normalności”, bo od dawna nie żyjemy normalnie –
a konsekwencją naszego szaleństwa jest nadciągające przesilenie.
Jeśli nie znajdziemy dobrego powodu do nadziei, w sferze możliwości
pozostanie tylko wybuch.</p><h3 class="wp-block-heading">Co z książkami?</h3><p>Biorąc pod uwagę
wszystko, co napisałem, pandemia i lockdowny nie są wypadkiem przy
pracy, ale dziwnie dosłowną manifestacją „ducha czasów”.
Jeśli faktycznie w jakimś sensie przyciągamy ten kataklizm, jego
esencja zostanie z nami nawet po skutecznym zaszczepieniu każdego
człowieka na Ziemi. Być może chodzi o konsekwencje wydarzeń z
2020 roku, być może o długotrwałe skutki samej choroby. A być
może – o zupełnie inne kłopoty, które skradają się za naszymi
plecami. W każdym wypadku, „duch czasów” nie sprzyja
stabilizacji.</p><p>Podkreślam: nie
wiem na pewno, czy tak jest. Ale nawet jeśli mylę się we
wszystkim, a pandemia to zwykły przypadek bez związku – to i tak
naiwnością jest zakładać, że lada chwila wszystko szczęśliwie
minie.</p><p>Z kolei to oznacza,
że ekonomia może przez długie lata działać w trybie kryzysu.
Przedsiębiorcy zostaną więc zmuszeni do ostrożności – w
niepewnych czasach wszyscy są mniej skłonni do ryzyka. Dotyczy to
również wydawców, a finalnie odbije się także na pisarzach.</p><p>Rok 2020 z jednej
strony zachwiał dystrybucją i zaszkodził wielu drobnym księgarzom.
Z drugiej strony, ogólna sprzedaż książek wzrosła. Ruch
przeniósł się więc do sieci. Przy okazji zyskały e-booki oraz
audiobooki – oba formaty dobrze dostosowane do dystrybucji
elektronicznej. Krótko mówiąc, 2020 przyspieszył zmiany i tak
idące w naszą stronę. Będziemy musieli poczekać jeszcze na
rozbudowane analizy, ale z dotychczasowych doniesień wyłania się
właśnie taki obraz.</p><p>Pytanie: którzy
pisarze zyskali na zmianach? Po pierwsze, już znani, sprzedający
się, publikujący regularnie i w miarę często. Tacy mają bardzo
stabilną bazę czytelników, którzy czekają na kolejne książki.</p><p>Po drugie, zyskali
pisarze, którzy potrafią w internety. To akurat nic dziwnego – od
lat ten sposób komunikacji zyskuje na znaczeniu. Po prostu w 2020
praktycznie odpadła promocja off-line, a skoro wzrosła sprzedaż
on-line, to i promocja w pokrewnych mediach miała łatwiej.</p><p>Kto stracił?
Debiutanci, autorzy książek niszowych, pisarze bez istotnej bazy
czytelników. Czyli w sumie większość. I to, niestety, też nie
jest przypadek. Debiutanci oraz nisza zawsze są większym ryzykiem
dla wydawcy, a więc jeśli ten ogranicza ryzyko, będzie ograniczać
też takie pozycje. W sytuacji, kiedy cały rynek zaczyna ograniczać
ryzyko – wchodzimy w czasy, w których trudniej będzie
zadebiutować. O ile więc nasza globalna sytuacja nie zrobi wolty i
nie zaczniemy „wracać do normalności”, tego typu trudności
mogą potrwać długie lata.</p><p>Szczególnie że
nagły wzrost znaczenia internetu w promocji autora również się do
tego przyczynia. Internet od dawna nie przystaje do haseł typu
„demokratyzacja” czy „równy dostęp”. To wysoce
konkurencyjne środowisko, w którym zwycięzca zwykle zgarnia
wszystko. Im więcej konkurentów do zwycięstwa, tym więcej wysiłku
i kasy potrzeba, aby wystartować. Wiadomo więc, że budżety
promocyjne będą w lwiej części przeznaczane na pewniaków,
pisarzy z dorobkiem i społecznością czytelników.</p><p>Żeby nie było: nie
jest to naprawdę nowa sytuacja, bo przed pandemią debiutanci też
mieli w plecy. Przez lata rosła jednak roczna liczba publikacji, a
więc poszerzało się miejsce dla autorów, którzy nie traktowali
swojego zajęcia profesjonalnie.
Teraz ta tendencja może się odwrócić. A nawet jeśli nie, i
liczba publikacji będzie stale rosnąć, z pewnością zauważymy
wyraźne przesunięcie na korzyść popularnych gatunków (romanse i
sensacja), a na niekorzyść ryzykownych (praktycznie cała
fantastyka). Ta przepowiednia wydaje się już spełniać, sądząc
po premierach ogłaszanych na początku roku 2021.</p><p>Co można zrobić, żeby sobie pomóc? Pierwsza rada jest oczywista – ogarnij internety, zwłaszcza social media. Druga w sumie też: jeśli planujesz zostać pisarzem zawodowym, zabierz się do tego na poważnie, a nie na pół gwizdka. Właśnie teraz jest moment, żeby zdecydować. Przy czym, żebyśmy mieli jasność – zawodowca od amatora nie dzieli liczba sprzedanych egzemplarzy, ani nawet jakość produkowanej prozy (bądźmy szczerzy). Dzieli ich tylko częstotliwość publikacji. Nawet kasa, którą zarabiasz na pisaniu, ma znaczenie drugorzędne. Przyznam, że pisarz zawodowy, który nie mógłby się utrzymać ze swojego zawodu, brzmi trochę śmiesznie. Nic jednak  nie rokuje tak dobrze poprawie finansów jak regularne i możliwie częste publikacje. W ten sposób budujesz rozpoznawalność wśród czytelników, wiarygodność wśród wydawców, a także utrzymujesz swoją wypłatę na stabilnym poziomie. Przy czym „częste publikacje” w tej chwili oznaczają minimum jedną, a optymalnie dwie książki rocznie.  </p><p>I na razie na tym skończmy. Dajcie znać w komentarzach, czy ten wywód ma dla Was sens. I trzymajcie się ciepło.</p>]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://spisekpisarzy.pl/co-nas-czeka-w-2021-i-pozniej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>5 tricków, które pomogą wypromować Twoją powieść</title>
		<link>https://spisekpisarzy.pl/5-trickow-ktore-pomoga-wypromowac-twoja-powiesc/</link>
					<comments>https://spisekpisarzy.pl/5-trickow-ktore-pomoga-wypromowac-twoja-powiesc/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Angela Węcka]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 24 Oct 2020 14:07:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Self-publishing]]></category>
		<category><![CDATA[Żywot pisarza]]></category>
		<category><![CDATA[Jak promować książkę?]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://spisekpisarzy.pl/?p=3442</guid>

					<description><![CDATA[Jako że niedawno ukazała się moja najnowsza powieść, a na początku 2021 roku pojawi się kolejna, postanowiłam zgromadzić w pigułce całą swoją dotychczasową wiedzę na temat działań promocyjnych. Wymienię rzeczy, z których korzystać lubię i które dają całkiem ciekawy efekt, przekładający się na sprzedaż. Niezależnie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jako że niedawno ukazała się <a href="http://www.kamper.wecka.pl" target="_blank" rel="noopener">moja najnowsza powieść</a>, a na początku 2021 roku pojawi się kolejna, postanowiłam zgromadzić w pigułce całą swoją dotychczasową wiedzę na temat działań promocyjnych. Wymienię rzeczy, z których korzystać lubię i które dają całkiem ciekawy efekt, przekładający się na sprzedaż. Niezależnie od tego, czy wydajecie samodzielnie, czy z wydawcą – warto z nich skorzystać.<span id="more-3442"></span></p>
<p>Przede wszystkim moja najważniejsza zasada. Nie bój się promocji. Nie bój się wyskakiwać z lodówki. Nie obawiaj się, że zostaniesz potraktowany negatywnie – owszem, niektórych ludzi to drażni, ale i tak… zapamiętają okładki, posty, wpisy. Im mocniej będą kojarzyć twoją powieść w czasie okołopremierowym, tym dla niej i dla ciebie lepiej. Serio. Wiem, że łatwo to powiedzieć, trudniej zrobić, ale spróbuj to zrobić. Bądź odważnym Twórcą.</p>
<h3>Odwaga do działania</h3>
<p>Możesz się promować. Masz do tego prawo. Wielu autorów to rozumie – przy okazji nowych premier dosłownie wyskakują z lodówki i pokazują się ze swoją książką. Robią lajwy, ciekawe spotkania autorskie, sesje fotograficzne z powieścią i wiele innych rzeczy. W głębi duszy wielu autorów wie, że chcą robić to samo. Chcą być widoczni. Ale potrzebna jest do tego właśnie odwaga.</p>
<p>W tym punkcie chcę ci powiedzieć, że również możesz to robić. Nie patrz jednak na innych; nawet jeśli twoje działania przyniosą mniej zachwycający efekt – ej, coś zrobiłeś! Zadziałałeś dla sprzedaży powieści, dla zdobycia nowych czytelników i to się bardzo mocno liczy. Dlatego promuj się małymi krokami, ale działaj odważnie. Staraj się, próbuj czegoś nowego. Marketing to ciągła, jednak satysfakcjonująca nauka.</p>
<h3>Social media</h3>
<p>Zacznij z nimi działać nawet trzy miesiące przed premierą. Poczytaj o tym, jak prowadzić Instagrama (który przydaje się do wrzucania zdjęć powieści), a także jak prowadzić fanpage. Z FB ostatnio sprawa jest ciężka. Zasięgi tak mocno poleciały w dół, że ciężko jest dotrzeć do odbiorcy. Ale nie ma za bardzo alternatywy, więc warto się tym zająć. Regularnie, być może codziennie, wrzucać jakiś content.</p>
<p>Co to może być? Ja bym powiedziała, że wszystko, co kojarzy się z tobą i twoją twórczością. Na przykład, cytaty, zapowiedzi okładek, grafiki związane z bohaterami powieści; mogą to być przemyślenia na temat współczesnego pisarstwa, koniecznego researchu czy po prostu prywata, którą chcesz poruszyć – a która jest ciekawa dla odbiorcy. Wrzucaj i oznaczaj książki autorek, które lubisz. To też jest sposób na podbicie zasięgów i ewentualne udostępnienie twojego fanpage’a. Wstawiaj również filmy (na przykład, z odpakowania egzemplarzy autorskich lub dostawy nakładu) i rób transmisje – nie muszą być one zapowiedziane, ale fajnie, jeśli będą. Na jakie tematy? Możesz opowiedzieć o swojej książce, o tym, jak i dlaczego powstała; powiedz również coś o sobie. Dlaczego jesteś autorem? Dlaczego piszesz? Jakie motywy pojawią się w twojej powieści i kogo zainteresują?</p>
<p>Kiedy premiera książki będzie się zbliżać, koniecznie podaj wydawcy namiary na swoje social media. Osoba odpowiedzialna za media społecznościowe wydawnictwa będzie cię oznaczać, co znów zwiększy zasięgi.</p>
<h3>Grupy na FB</h3>
<p>Korzystaj z nich ile wlezie! Jeśli chodzi o romanse i erotyki, a nawet obyczaje z wątkiem romansowym, wykorzystuj takie grupy, jak: Co czytamy po Greyu? lub Mocne książki erotyczne. W przypadku chociażby thrillerów czy kryminałów – odszukaj: Lubię i polecam polskich autorów. Pamiętaj jednak o zasadach działania. Nasza grupa dla Spiskowców, czyli <a href="https://www.facebook.com/groups/659632377866239" target="_blank" rel="noopener">Jak napisać powieść?</a> również ma taki regulamin. Można na niej udostępniać swoje premiery lub przedsprzedaże, ale z odpowiednim hasztagiem oraz opisem zachęcającym do dyskusji, na przykład dotyczącym tematyki powieści.</p>
<p>Jeśli chcesz, do opisu dorzuć wypisane przez siebie motywy w powieści (np. że jest to historia typu <em>domestic noir</em> lub bohaterowie mają dużą różnicę wieku), a także ciekawy, zachęcający fragment powieści (krótki!). Może to być scena romansowa, interesujący dialog, pokazujący, jak zachowuje się antagonista czy protagonista, a nawet – po prostu – początek.</p>
<p>Co jeszcze możecie zamieścić w ramach promocji? Wszystkie książkowe trailery, filmiki, ciekawe fotografie, grafiki promujące (np. stworzone przez wydawcę czy waszego grafika), a także fragmenty recenzji. Słowem – to, co może przykuć uwagę odbiorcy i potencjalnego czytelnika.</p>
<p>Ps. Jeśli nie masz żadnych graficznych materiałów od wydawcy, po prostu o nie poproś redaktora prowadzącego twoją książkę. Jestem pewna, że takowe udostępnią. Możesz również zapytać dział marketingowy, z którym warto mieć dobry kontakt i opowiadać o swoich możliwościach promocyjnych.</p>
<h3>Materiały promocyjne – zrób je sam</h3>
<p>Bo potrafisz, nawet jeśli uważasz, że nie masz zmysłu estetycznego. Wystarczy do tego chociażby <a href="https://www.canva.com/" target="_blank" rel="noopener">Canva</a>. Canva to proste, w większości darmowe narzędzie, z mnóstwem szablonów postów na social media, newsletter, blog, nawet na okładkę na Wattpada; innymi słowy, na wszystkie działania promocyjne, które są w zasięgu ręki. Na tych szablonach wiele rzeczy się nauczyłam, a naprawdę… z grafiką mi nie po drodze.</p>
<p>Więc polecam. Jeśli masz jedynie okładkę swojej powieści, możesz samodzielnie zrobić jej wersję 3D. Wersję, którą możesz pobrać i dodać do swojego konta w Canvie. Taka grafika będzie doskonała do wpisów na FB, a także na Instagram. Gdzie zrobić taką okładkę? Wystarczy wejść na <a href="https://diybookcovers.com/3Dmockups/" target="_blank" rel="noopener">diybookcovers.com</a> i w trzech prostych krokach stworzyć swoje pliki promocyjne. Wybór opcji jest ogromny i z każdą warto się zapoznać. A co najważniejsze: program jest darmowy; pliki, które ściągniemy po załadowaniu są w formacie png i mają przeźroczyste tło.</p>
<p>Dodatkowo, jeśli chcecie wydrukować na przykład zakładki do swoich powieści, które zaprojektowaliście (jak ja), to polecam <a href="https://cuddruk.pl/" target="_blank" rel="noopener">drukarnię CUDDRUK</a>. Za niewielką opłatę pomagają dopracować projekt i wydrukować go w sporym nakładzie. Tysiąc sztuk zakładek z poprawkami kosztuje mnie około 150zł.</p>
<p>Oczywiście takie działanie zabiera czas, ale procentuje, naprawdę. Macie kontrolę nad materiałami, które można wrzucić do blogerów, portali patronujących, a nawet na stronę wydawcy czy sklepu autorskiego.</p>
<h3>Patronaty i blogerzy</h3>
<p>A skoro już o blogerach mowa. Najważniejsze doświadczenie, jakie posiadam po publikacji <a href="http://www.kamper.wecka.pl" target="_blank" rel="noopener">„Kampera”</a>, to fakt doboru odpowiednich patronatów oraz blogerów. I to jest totalny must have, zwłaszcza jeśli jesteś debiutującym autorem. Nawet kiedy wydawca powie, że tego nie potrzebujesz – kłóć się o to. Lub uciekaj od niekompetentnego typa, gdzie pieprz rośnie. Wypracowanie współpracy z ulubionymi blogerami to zawsze strzał w dziesiątkę. Ta współpraca to nie tylko wstawianie twoich książek na grupy książkowe, ale również wielogodzinne czasami rozmowy o powieści. To jest niesamowicie inspirująca sprawa!</p>
<p>Ja z blogerami zawsze kontaktuję się najpierw osobiście, niezależnie od tego, w jakim trybie wydaję. Staram się z nimi rozmawiać, wysyłam obszernego maila oraz zrobioną w Canvie infografikę na temat warunków współpracy. Blogerzy udostępniają moje wpisy, a także wspomnienia na story time. To ludzie, którym bardzo jestem wdzięczna. Warto stworzyć dla nich grupę do wymiany uwag; zagwarantuje ci to łatwiejszą współpracę. Nie będzie trzeba pisać tysiąca maili w jednej sprawie do każdej osoby oddzielnie. Wystarczy jeden post na tajnej grupie.</p>
<p>Co to są zatem patronaty? To blogerzy, vlogerzy, portale, które dają coś więcej niż działania recenzenckie. Często organizują u siebie konkursy, zamieszczają bannery i wysyłają newslettery – czasami płatnie, czasami bezpłatnie. Warto ich szukać i dopasować do tematyki powieści. Jeśli mamy książkę kryminalną, to znajdźmy portal, który taką tematyką się zajmuję. Ja mam np. tęczowe historie, dlatego zdecydowałam się na organizacje LGBT, takie jak Lambda Warszawa czy Queer.</p>
<p>Wydawcy często wspomagają autora w wyszukiwanie patronatów, ale jeśli chodzi o nisze, to lepiej zadziałać samemu. Nic nie kosztuje nas napisanie kilku zdań w wiadomości i dołączenie okładki książki wraz z opisem. A może zapewnić wiele profitów.</p>
<h3>Działaj przynajmniej dwa miesiące przed premierą!</h3>
<p>Jeśli chodzi o promocję, to warto już wcześniej się rozgrzać i pomyśleć nad tym, co możesz dać od siebie i jak możesz promować własną powieść. Jeśli nie wiesz, jak zrobić lajw na FB, to będziesz mieć wystarczająco czasu, by się tego nauczyć. Udzielaj się na grupach pisarskich na FB, między innymi na naszej. Odpowiemy na każdą niepewność i pytania; bo przecież kto pyta – nie błądzi.</p>
<p>A kto działa – zawsze coś zyska.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://spisekpisarzy.pl/5-trickow-ktore-pomoga-wypromowac-twoja-powiesc/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>4</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
