<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568</atom:id><lastBuildDate>Thu, 29 Aug 2024 17:49:17 +0000</lastBuildDate><category>Amber</category><category>Nowy kot</category><category>Informacje</category><category>Aria</category><category>Lilyanne</category><category>Willy</category><category>Patches</category><category>Magic</category><category>Witchie</category><category>Alcatraz</category><category>Nova</category><category>Quest</category><category>Polowanie na kwiatki</category><category>Szirto</category><category>Candy</category><category>Odejście</category><category>Karmel</category><category>Airo</category><category>Heather</category><category>Kenneth</category><category>Mix</category><category>Samotne serca</category><category>Toblerone</category><category>Norah</category><category>Nowe przyjaźnie... Czy coś więcej?</category><category>Jesienny Wyścig</category><category>Czyszczenie Magazynów</category><category>Sasuke</category><category>Florence</category><category>Sakura</category><category>Tajemniczy potwór</category><category>Mercedes</category><category>Gizmo</category><category>Nathan</category><category>Przechadzka</category><category>Specter</category><category>Lu</category><category>Tajemnicze wyzwanie</category><category>Adopcja</category><category>Andrzejki 2017</category><category>Nessie</category><category>Przygoda na śniegu</category><category>Spacer</category><category>Vince</category><category>Wielkanocne Podchody</category><category>Felix</category><category>Layla</category><category>Ślub Amber i Alcatraza</category><category>Ana</category><category>Avalanche</category><category>Biała burza</category><category>Dorastanie</category><category>Dołączenie do stada</category><category>Halloween 2017</category><category>Księżyc</category><category>Milicent</category><category>Mięsożerna wegetarianka</category><category>Silver</category><category>Wycieczka w góry</category><category>Beverly</category><category>Chocolate</category><category>Coś wielkiego</category><category>George</category><category>Kai</category><category>Nowe plany</category><category>Nowe znajomości</category><category>Odkryta nora</category><category>Partnerstwo</category><category>Skaza</category><category>Walentynki 2018</category><category>Anadil</category><category>Animasturi</category><category>Ashes</category><category>Caprio</category><category>Eclissi</category><category>Eskapada</category><category>Flicka</category><category>Kolejne dni zimy</category><category>Kyuubi</category><category>Lana</category><category>Maddeline</category><category>Michael</category><category>Mount Everest</category><category>Narodziny</category><category>Nowy formularz</category><category>Pluton</category><category>Shi</category><category>Spyra</category><category>Stella</category><category>Treville</category><category>Ariel</category><category>Cassidy</category><category>Ciąża</category><category>Kupno</category><category>Larsa</category><category>Lee</category><category>Lucyfer</category><category>Mathias</category><category>Mozart</category><category>Nestea</category><category>Perła</category><category>Pomoc czy śmierć...?</category><category>Postać miesiąca</category><category>Powrót</category><category>Questowo</category><category>Sally</category><category>Tosia</category><category>Zmierzenie się z przeszłością</category><category>Abbys</category><category>Arrow</category><category>Beniamin</category><category>Camel</category><category>Carmen</category><category>Chwile tajemniczości</category><category>Desty</category><category>Emirate</category><category>Felicja</category><category>Korinsa</category><category>Koshiro</category><category>Laila</category><category>Melody</category><category>Mika</category><category>Nana</category><category>Nowa przyjaciółka</category><category>Nowa znajoma</category><category>Samuel</category><category>Sharden</category><category>Tesa</category><category>Tini</category><category>Upicie się na ślubie</category><category>Wolf</category><category>Aimez</category><category>Andrzejki 2016</category><category>As</category><category>Dołączam do stada</category><category>Myszka</category><category>Nie znają mnie</category><category>Nieznajomy</category><category>Nowa Beta</category><category>Powracam</category><category>Szczenięce lata</category><category>Zagadki świata</category><category>Zimowe opowieści</category><category>Ślub Amber i Alcatraz&#39;a</category><category>Ślub Arii i Percy&#39;ego</category><title>Stado Diamentowych Kotów</title><description></description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Katty Studio)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>893</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-2603213689228499205</guid><pubDate>Mon, 23 Jul 2018 21:14:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-23T23:14:03.962+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Informacje</category><title>To koniec </title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie umiem pisać pięknych ani wzruszających pożegnań, więc chcę tylko podziękować wam wszystkim za te dwa lata wspólnego pisania, wspólnych przygód i przyjaźni, nie tylko pomiędzy postaciami. A w szczególności Arii i Willy&#39;emu, które pomagały mi opiekować się tym fantastycznym miejscem, pełniąc role administratorek. Wszyscy włożyliśmy dużo pracy w to, żeby ten blog istniał, zdaję sobie z tego sprawę i nie chcę go zamykać, jednak jak widać aktywność cały czas się pogarsza, nie dołącza nikt nowy... Myślę, że nadszedł czas pożegnać się z SDK. Jeszcze raz dziękuję i życzę wam, żeby blogowanie przynosiło wam jeszcze więcej radości niż dotychczas i żebyście nie rezygnowali z tego z powodu upadku SDK. Ja zamierzam kontynuować moją przygodę w blogosferze, więc są szanse, że jeszcze się spotkamy. Na twoim blogu, moim, a może jakimś zupełnie innym.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
P.S. Jeśli nie chcesz, żeby nasz kontakt się urwał, pisz śmiało na howrse, a podam ci moje social media. Myślę, że resztę członków stada też możesz o to zapytać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/to-koniec.html</link><author>noreply@blogger.com (Katty Studio)</author><thr:total>12</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-4643033741091111363</guid><pubDate>Mon, 16 Jul 2018 14:27:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-16T16:28:11.125+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Mix</category><title>Od Mix&#39;a &quot;Nowy rozdział cz. 4&quot; C.D. Heather</title><description>- Nie lubię powtarzalności - stwierdziłem po nałożeniu ostatniego kawałka ciasta na talerzyk. - Może zrobimy coś jeszcze? Na przykład... Obejrzyjmy film! Napijmy się wina... Porozmawiajmy...&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
- Chętnie - uśmiechnęła się kotka - tylko co chcesz obejrzeć?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- O to się nie martw - puściłem jej oczko.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Podszedłem do Rosalie, która delektowała się ciastem, i cicho zapytałem czy nie mógłbym wypożyczyć jej pokoju telewizyjnego (tak, mała chatka, ale pokoik telewizyjny się zmieścił! cud!). Oczywiście odpowiedź była pozytywna, więc poprosiłem jeszcze o popcorn, wino i kilka innych przekąsek, bo sam bym tego nie przeniósł -zacząłem targać nasze poduszki, żeby było nam wygodnie. Wróciłem do kuchni, w której Heather dojadała okruszki naszego wypieku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Gotowa na seans? - zapytałem.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Pewnie!&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
I poczłapaliśmy do pokoiku telewizyjnego, który równie dobrze mógł się zwać rozrywkowym, bo oprócz telewizora znajdowało się w nim mnóstwo rzeczy! Wszystkie ściany były zamienione w półki na książki, w jednym z kątów znajdowała się zakurzona maszyna do ćwiczeń, obok kwiatka stojącego w kącie naprzeciwko tkwiła sztaluga z zaczętym obrazkiem, obok kanapy, na której leżały nasze poduszki leżała rozwalona sterta gier planszowych. Gdzieniegdzie walały się pionki od szachów...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- W końcu co będziemy oglądać?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- A co sobie wielmożna królewna wybiera? - oparłem się o telewizor i czekałem na odpowiedź kotki.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;lt;Heather?&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/od-mixa-nowy-rozdzia-cz-4-cd-heather.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-7686627029647490375</guid><pubDate>Sun, 15 Jul 2018 21:01:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-15T23:01:49.048+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Amber</category><title>Od Amber &quot;Pora coś zmienić cz. 22&quot; C.D. Toblerone&#39;a</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Teściowo! - trochę zdziwiona zmarszczyłam brwi, gdy Toblerone odezwał się do mnie w ten sposób. Co prawda, byłam jego teściową, ale to słowo jakoś do mnie nie przemawiało. &amp;nbsp;- To znaczy... Amber! - poprawił się. Tak, w ten sposób lepiej. Teraz jestem pewna, że chodzi o mnie. - Przychodzę z... Emm... Pewną prośbą. Pytaniem. Ofertą. Jeden kot - już miałam zapytać &quot;Jaką?&quot;, żeby skrócić ten niezbyt zrozumiały wstęp, gdy Toblerone dodał: - Chcę zmienić stanowisko, astronom na patrol północnych granic.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przez moment stałam w ciszy, jedynie wpatrując się w niego, jakbym oczekiwała, że powód sam pojawi się na rudo-białym pyszczku. Z tego co wiedziałam, kocur lubił swój zawód i często przesiadywał w astronomicznej pracowni poza godzinami pracy. A więc moja kocia ciekawość koniecznie chciała wiedzieć, dlaczego nagle zdecydował się na zmianę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze, chodźmy do mojego gabinetu - odparłam w końcu. Oczywiście gabinetem nazywałam to samo małe pomieszczenie obok łazienki, po którym walały się moje papiery i które właściwie powinno nam służyć jako składzik. Jednak muszę przyznać, że po niewielkim przemeblowaniu było tam całkiem przytulnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chodźmy - Tob kiwnął łebkiem i pierwszy ruszył w kierunku Chatki Rosalie. Ja podreptałam za nim. Wystarczyło wpisać jego imię obok &quot;Patrol Północnej Granicy&quot;, wykreślić z astronomów i poprosić o podpis. Gotowe. Gdy krótka procedura została zakończona, odważyłam się zapytać:&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tylko, dlaczego zmieniasz stanowisko? Astronomowie ci się znudzili? - po ostatnim zdaniu zrobiłam zagniewaną minę. Stanowisko to obowiązek, nie może się tak po prostu znudzić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
(Toblerone?)&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/od-amber-pora-cos-zmienic-cz-22-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Katty Studio)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-7749949436649851736</guid><pubDate>Tue, 10 Jul 2018 21:55:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-11T00:06:00.068+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Florence</category><title>Od Florence “Kartki z pamiętnika cz.5” C.D. Nathana</title><description>&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Zobacz tam – wskazałam łapą dostrzerzone przeze mnie miejsce –&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Przejdziemy tamtędy, tam jest najłagodniej... – powiedziałam jednocześnie wyznaczając całą trasę w myślach – Wdrapiemy się na tamten wyłom, potem przejdziemy po tamtej skarpie... Dużo żwiru, luźny materiał, ale damy radę...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Jesteś pewna? – zapytał zerkając na mnie, na co zdecydowałam się tylko machnąć wymijająco łapą, skupiając się na poprzedniej myśli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Albo mi się wydaje, albo tam na górze jest jakaś ścieżka... – zmarszczyłam brwi przyglądając się dostrzeżonemu przeze mnie skrawka wyseptanego podłoża.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Mhhmm... Faktycznie! – kocur ucieszył się słysząc te słowa, jednak po chwili zmarkotniał – Ale to dopiero okaże się na górze... No więc do dzieła... Gdzie Ty to... – zaczął, podczas gdy ja już ruszyłam z miejsca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Tędy – odparłam z uśmiechem i poprowadziłam naszą dwójkę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Westchnęłam cicho widząc, ile drogi nas czeka. Wędróeka z pewnością zajmie nam sporą ilość czasu, łatwo było to wykalkulować. Poruszaliśmy się powoli, uważając na każdym kroku. Mimo przeszkód, dzielnie parliśmy naprzód. Dość szybko przedarliśmy się przez skały, na co odetchnęłam z ulgą. Zdażały się momenty, w krórych musieliśmy liczyć na pomoc towarzysza, jednak nie było z tym większego problemu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Przygotowana na jeszcze większą dawkę adrenaliny? – zażartował przystając.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Nie bardzo – odparłam – Jakbyś nie zauważył nie jesteśmy przygotowani na nic –dodałam sceptycznie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Oj no weź... Trzeba trochę wzmocnić morale! Nie uważasz? Może droga nam szybciej jakoś minie. – powiedział z nutą optymizmu w głosie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Przewróciłam oczami na te słowa, zgrabnie wymijając kocura. Przyśpieszyłam kroku, zważając na to, że pod łapami nie mieliśmy już luźnego materiały, gotowego aby razem z nim zlecieć na dół. Stąpałam po podłożu, starając się ignorować chcącego podjąć jakieś większe ryzyko kocura. Nie miałam zamiaru biegać po tej stromej stronie góry, przez jaką przemierzaliśmy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Boisz się? – zakpił idąc obok.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Jeśli myślał, że moja duma nie pozwoli mi do przyznania się do obaw, to się mylił.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Owszem – spojrzałam na niego znacząco – Zależy mi jeszcze na życiu, a nie chce go stracić poprzez głupią nieuwagę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Kocur westchnął unosząc oczy ku niebu i mamrocząc coś pod nosem. Brzmiało to jak „Dajcie mi siłę, bo nie wytrzymam i skoczę z tej góry”. Zaśmiałam się pod nosem słysząc jego modlitwy. W końcu ucichł, a ja wreszcie mogłam delektować się ciszą. Jednak nie dane było mi cieszyć się tym faktem, gdyż Nathan najprawdopodobniej z nudy, zaczął podśpiewywać pod nosem. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie robił tego coraz głośniej, w niezwykle irytujący sposób.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Baby, baby, baby oh&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Like baby, baby, baby no&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Like baby, baby, baby ooh – zaczął od refrenu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Miałam ochotę trzepnąć go w głowę licząc, że chociaż gust muzyczny mu się naprawi, jednak kiedy odwróciłam się w jego stronę, wybuchłam śmiechem. Zapewne słyszało mnie cało stado, jednak trudno było mi się dziwić, biorąc pod uwagę widok, jaki zastałam. W końcu niecodziennie ma się okazję widzieć tańczącego kota, a tymbardziej tańczącego w ludzki sposób. Kocur kiwał się na boki, zabawnie poruszając łapką w górę i w dół. Miał poważny wyraz pyszczka, jednak widać było, że jego również bawi jego zachowanie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Zgodzę się na bieganie tylko błagam – zdążyłam powiedzieć między salwami śmiechu – przestań, brzuch mnie boli od tego śmiechu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Nathan przestał, jednak nie wedle mojej prośby, ale aby uwolnić śmiech, który dusił w sobie dobre kilka minut. Uspokojenie się zajęło nam kilka minut. Wypuściłam powietrze z świstem, nadal mając banana na pyszczku. Zaistniała sytuacja od razu poprawiła mi humor, kocurowi zapewne też. W dodatku atmosfera pomiędzy nami się rozluźniła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Nie wiedziałam, że jesteś takim dobrym tancerzem i piosenkarzem! – zwróciłam się do niego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Ah, to była zaledwie kropla w morzu moich talentów – odrzekł wypinając dumnie pierś.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– Możesz być pewny, że użyję tego w mojej książce. „Kropla w morzu moich talentów” brzmi tak poetycko – zachichotałam pod nosem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;– A nie mówiłem? – Nathan chciał potwierdzić swoje zdanie, na temat wielu jego talentów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Pokiwałam na to łebkiem i odwróciłam się w stronę drogi, którą mieliśmy podąrzać. Nadszedł czas na kontynuowanie naszej podróży, tym razem w o wiele lepszych nastrojach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&amp;lt; Nathan? Chyba cały realizm poszedł w las... ale przynajmniej jestem zadowolona z tego opka &amp;gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/od-florence-kartki-z-pamietnika-cz5-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Anonymous)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-6269613128776020452</guid><pubDate>Sat, 07 Jul 2018 22:22:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-08T00:22:01.545+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Toblerone</category><title>Od Toblerone&#39;a &quot;Pora coś zmienić cz. 21&quot; cd. LIlyanne</title><description>&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Kiedy wracałem ze stołówki, wpadła na mnie... Lily.&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; — Nie jestem w ciąży ta choroba jest zmyślona jestem zmęczona Tob nawet tak nie myśl nic z tych rzeczy Heather prowadzi za mnie trening wszystko z moim brzuchem okej a tak właściwie moją zresztą wiesz o co mi chodzi nie jestem w ciąży nie myśl tak. — Kompletnie zdezorientowany przyglądałem się roztrzepanej Lilyanne, która najwidoczniej próbowała mi coś wyjaśnić.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Zaśmiałem się w głos, a ona spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Na widok biało-czarnej kocicy westchnąłem. Rozmyślanie na ten temat zajęło mi nieco więcej niż chwilę, spędziłem na tym niemniej, niż kilka dni, a o dziwo nadal nie zmieniłem zdania na ten temat. Wymarzyło mi się zostać... strażnikiem. Owszem, strażnikiem, a dokładnie tym, który patroluje północną granicę Stada Diamentowych Kotów rankiem, popołudniem oraz wieczorem. Przypatrywałem się dotychczasowym strażnikom, obserwowałem ich, aby jak najlepiej podszkolić się do tej roli.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; — Teściowo! — Zmierzyła mnie gniewnym wzrokiem. — To znaczy, Amber! Przychodzę z... eeem, pewną prośbą. Pytaniem. Ofertą. Jeden kot.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Cholera, nienawidzę jej spojrzenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; — Chcę zmienić stanowisko, astronom na patrol północnych granic.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Amber?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Nie wierzę w to, co ja tu napisałam. Najbardziej obszerne opowiadanie w mojej karierze, serio.&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/od-tobleronea-pora-cos-zmienic-cz-21-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Anonymous)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-7613723700395733291</guid><pubDate>Sat, 07 Jul 2018 19:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-07T21:13:01.076+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Gizmo</category><title>Od Gizma &quot;Być sobą cz.11&quot; C.D. Willy&#39;ego</title><description>&lt;div&gt;
&amp;nbsp;Przede mną stały właśnie, a właściwie pięły ku górze - schody, największe wyzwanie dzisiejszego dnia. Nie było mowy żebym prosił kogokolwiek o pomoc. W końcu nikt nie będzie mnie wnosił na górę, a przecież z trzema łapami da się żyć, prawda? Toteż jakimś sposobem, w niezbyt zgrabny sposób - doczołgałem się na górze, gdzie faktycznie - znajdowało się skrzydło szpitalne. Dziwiło mnie tylko jego położenie, które zdecydowanie utrudniało wnoszenie rannych, a wynosić już ich nie trzeba, bo zazwyczaj wracali zdrowi. Zastanawiało mnie tylko ile czasu będę musiał tam przeleżeć... ale sama tego perspektywa jakoś specialnie mi nie przeszkadzała.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Wkroczyłem do sali przez wielkie drzwi. Echo poniosło się przez cały &quot;stryszek&quot;, co od razu zwróciło uwagę medyków. Po krótkim wywiadzie - co takiego mi się stało, gdzie, kiedy itd. - odesłali mnie na łóżko, z obietnicą, że zaraz się mną zajmą. W końcu mieli także kilku innych pacjentów.&lt;br /&gt;
Po oględzinach okazało się iż to niegroźne skręcenie. Noga została usztywniona i zabandażowana, a ja ku mojej dezaprobacie mogłem &quot;spokojnie&quot; dalej kontynuować dzień, z jedynym zastrzeżeniem - żebym oszczędzał nogę. No cóż, nie miałem wyboru, więc z lekko burczącym brzuchem udałem się na dół, ponownie wykorzystując ten niezgrabny sposób i położyłem się na swojej poduszce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Wstałem wcześnie rano. Słonko jeszcze nie wzeszło, a wszyscy wokół spali jak zabici. Otworzyłem niemrawo oczy, z dziwnym uczuciem ścisku w gardle i braku jakichkolwiek myśli w głowie. Skierowałem wzrok na okno, za którym granat nieba walczył z wdzierającym się na jego teren błękitem. Parapet - czy to nie tam wczoraj siedział Willy? Gdy tylko o nim pomyślałem w głowie pojawiła mi się rekonstrukcja naszej wczoraszej kłótni. Jednak nie poczułem żalu czy skruchy, nawet złości. To tak jakbym nie wiedział co mam o tym sądzić.&lt;br /&gt;
Ominąłem śpiące na poduszkach koty i przysunąłem jaknajciszej pod okno pufę, po której wspiąłem się na parapet i tam siedziałem, wpatrując się w niebo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiem, czy w tamym momencie ponownie uciąłem sobie drzemkę, czy to był jakiś sen z lunatykowaniem, ale ponownie obudziłem się na parapecie. Zbudziło mnie czyjeść szturchnięcie, dlatego odwróciłem się leniwie na drugą stronę. Przede mną stał Willy i chyba najwyraźniej czegoś ode mnie chciał, bo usilnie wpatrywał się w miejsce mojej skończonej drzemki. Wyczuwając jego intencje, zebrałem się do zejścia na pufę.&lt;br /&gt;
- Już, już schodzę... - rzuciłem gdy moje przednie łapy dotknęły podłogi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;Willy?&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/od-gizma-byc-soba-cz11-cd-willyego.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-2723548721921446286</guid><pubDate>Thu, 05 Jul 2018 21:19:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-05T23:19:23.434+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Lilyanne</category><title>Od Lilyanne &quot;Pora coś zmienić cz. 20&quot; C.D. Toblerone&#39;a</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nadal cię kocham, mimo wszystko - szepnął, przybliżając się do mnie. &amp;nbsp;Zaskoczenie minęło, po chwili zaczęłam oddawać pocałunki. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Skoro wiecznie zajęta Lilyanne jest w domu, może wykorzystamy ten czas? - zapytałam. Toblerone uśmiechnął się do mnie. Przyciągnęłam kota jeszcze bliżej i objęłam go. Po kilku minutach kocur nie używając słów zaproponował, żebyśmy przenieśli się na łóżko. Skinęłam łebkiem i dałam się zaprowadzić. Gdy był tak blisko mnie czułam... Czy czułam się bezpiecznie? Nie, dzielna dowódczyni wojowników nie potrzebuje obecności kogoś innego, żeby czuć się bezpiecznie. Czułam się po prostu dobrze. Czułam przyjemny dreszcz przebiegający po moim ciele, gdy mnie dotykał. Chciałam więcej. Nie było czasu, żeby się zastanawiać, żeby spytać zdrowego rozsądku, czy to odpowiedni moment, odpowiednia osoba i tak dalej. Instynkt podpowiadał, że mam to zrobić, więc przejęłam inicjatywę i przeszliśmy do &quot;czegoś więcej, niż tylko pocałunków&quot;. Dopiero teraz naprawdę zrozumiałam, dlaczego nie mieszkamy ze wszystkimi, a nasza siedziba znajduje się w dość gęstym lesie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Następnego dnia to ja wstałam pierwsza i stwierdziłam, że odpuszczę sobie jakiekolwiek ćwiczenia. Na samą myśl o wysiłku fizycznym czułam się jeszcze gorzej. Wyszłam z domku na drzewie i udałam się do Chatki Rosalie, żeby poprosić Heather, aby poprowadziła za mnie trening wojowników. Wykręciłam się przeziębieniem i kotka chętnie się zgodziła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- I jak ci się wczoraj podobało? - zapytał Toblerone, gdy tylko wróciłam. Jakże bym chciała być w takiej kondycji, jak on.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Było... - przerwałam na chwilę, szukając odpowiednio wyrażenia, które mogłoby opisać to, co przeżyłam poprzedniej nocy - świetnie - mruknęłam niezbyt kreatywnie, a następnie posłałam mu lekki uśmiech, żeby nie pomyślał, że nie mówię prawdy. Co prawda, dzisiaj nie czułam się najlepiej, ale wczoraj było całkiem nieźle.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- To co, idziemy na śniadanie? - zadał następne pytanie, na moment przysiadając się do mnie. Mina mi zrzedła, gdy dotarło do mnie, że będę musiała jeszcze raz pokonać tę odległość, co wcześniej do Heather.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Idź sam, nie jestem głodna - podniosłam się i przytuliłam kocura na pożegnanie, a następnie wróciłam na łóżko. Nie dane mi było jednak długo cieszyć się miękkim posłaniem, ponieważ ktoś zapukał do drzwi. Nie miałam dla siebie nawet dwudziestu minut.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tob? Zapomniałeś kluczy? - spytałam. Jednak po otwarciu drzwi zobaczyłam po drugiej stronie nie mojego partnera, a brata. - Magic? Co ty tu robisz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Heather powiedziała mi, że jesteś chora, więc przyszedłem cię odwiedzić - wyjaśnił pogodnie. Uśmiechnęłam się lekko i odsunęłam, aby mógł wejść, po czym zaprowadziłam go na kanapę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Właściwie czuję się już lepiej - głupio mi było, że Magic fatygował się tutaj przez moje kłamstwo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie kłam, Lily - zaczął powoli, a ja niemalże podskoczyłam wystraszona, że prawda wyszła na jaw. - Za dobrze cię znam, żeby nie wiedzieć, że gdybyś poczuła się lepiej, poszłabyś kontynuować trening - po tych słowach kocura mi ulżyło. - Lepiej się połóż, a ja zaparzę ci ziółek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chciałam zaprotestować, ale Magic był zbyt uparty. Niemalże siłą zaciągnął mnie do łóżka (o, ironio, jak źle to brzmi), po czym wrócił do kuchni. Najbardziej martwiłam się o to, jak zareaguje na to wszystko Toblerone po powrocie ze stołówki. Przecież nie wie nic o mojej zmyślonej chorobie. Będąc na jego miejscu od razu pomyślałabym, że zaszłam w ciążę i to byłoby chyba jeszcze gorsze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Magic, zaraz wrócę. Muszę bardzo pilnie wyjść - powiedziałam i nie czekając na jego odpowiedź, wybiegłam z domku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A twoja herbata? - usłyszałam jeszcze za sobą. Pognałam w stronę stołówki, w głowie układając słowa tłumaczenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
(Toblerone? Idk co to jest)&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/od-lilyanne-pora-cos-zmienic-cz-20-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Katty Studio)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-7580539649138260921</guid><pubDate>Sun, 01 Jul 2018 13:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-01T15:58:22.597+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Patches</category><title>Od Patcha &quot;Na wojnie i w miłości cz.3&quot; C.D. Candy</title><description>&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;Candy odwróciła się i zaczęła iść prosto w stronę naszego domku. O nie - powiedziałem w myślach. Niech nawet na to nie liczy. Nie chciała pokazać mi kolejnego chwytu, to zaraz ja pokażę jej mój chwyt. Tak naprawdę byłem już bardzo zmęczony, a sapałem jak wielki pies, co też nie umkło uwadze kotki. Candy zwyczajnie troszczyła się o mnie, chcąc zaciągnąć mnie do domu, ale ja nie miałem na to najmniejszej ochoty. Podbiegłem do niej. Niemalże pewien, że akcja się uda - schwyciłem mocno kotkę i podniosłem do góry.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Patch! Co Ty robisz?!-krzyknęła zaskoczona. W tym czasie umiejscowiłem ją sobie na plecach. Kotka szarpała się nie miłosiernie próbując się uwolnić z mojego uścisku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Zwariowałeś?! - usłyszałem zdecydowanie zagłośno tuż przy moim uchu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- To się nazywa chwyt na ukochaną. A teraz nie wierć się i daj się w spokoju ponieść.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Chyba Ciebie poniosło!- zaprotestowała, po czym zmierzwiła mi sierść na karku swoją łapą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Och! Ależ nie, to Ciebie poniosła teraz miłość. - odpowiedziałem niemalże jednocześnie dławiąc się ze śmiechu i krztusząc z wysiłku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Patch! - zdenerwowała się najwyraźniej wyczuwając mój żart. Po chwili jednak chyba zrezygnowała z oporu i uczepiła się mnie mocniej. Przyjąłem to z wyraźną ulgą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- A teraz trzymaj się! - ostrzegłem ją i zmusiłem do ostatecznego wysiłku moje nogi, by przyspieszyć do biegu. Uśmiechnąłem się dziarko odliczyłem do trzech i wystartowałem. Kotka śmiała się tuż za mną, aż do momentu gdy postawiłem ją przed drzwiami naszego domku. Otworzyłem jej drzwi, a ona niemalże rzuciła się jak głodny drapieżnik na łóżko. Jeszcze bardziej wycieńczony niż ona ległem tuż obok niej i przytuliłem się. Kotka obdarowała mnie jeszcze całusem i życzyła miłej nocy. Chyba... Bo od razu zasnąłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;lt;Candy?&amp;gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/od-patcha-na-wojnie-i-w-miosci-cz3-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-6279642239495619736</guid><pubDate>Sun, 01 Jul 2018 12:17:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-07-01T14:17:45.052+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Candy</category><title>Od Candy &quot;Na wojnie i w miłości cz. 2&quot; C.D. Patcha</title><description>- No nie gadaj, nie umiesz walczyć? - próbowałam powstrzymać śmiech. Ten wspaniały, wojowniczy Patch jednak nie umie walczyć?&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;
&lt;div&gt;
- Coś tam umiem, ale ty przecież jesteś profesjonalistką! - wyparł się.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Tak, tak, muszę ci przyznać rację. W każdym razie... Nie masz przypadkiem teraz patrolu?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Mam, mam, ale przecież nic się nie dzieje... No proszę, zgódź się Candy!&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- A nawet jeśli to gdzie mielibyśmy ćwiczyć? - zapytałam.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Nawet tutaj! Gdziekolwiek!&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Co cię tak naszło na jakiekolwiek treningi? - ciągnęłam dalej.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Candy! - krzyknął z wyrzutem.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- No dobra, dobra, pokażę ci parę chwytów...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Zaprowadziłam Patcha na polanę, która znajdowała się w środku lasu. Zaprezentowałam jeden cios, który kazałam mu powtórzyć. Jeśli nie - naprowadzałam go na odpowiednie ułożenie łap, ciała... Rzeczywiście, kilka ciosów się nauczył, ciekawe czy kiedykolwiek to wykorzysta... Na pewno nie dziś, jest za późno!&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Chodź, wracamy - oznajmiłam wreszcie zasapanemu Patchowi.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Nie, jeszcze jeden, proszę! - zipał.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Oczywiście, że nie! Jeszcze cię do domu nie dociągnę i co wtedy? - odwróciłam się i poszłam w kierunku naszej chatki, mając nadzieję, że Patch idzie za mną.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;lt;Patch?&amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/07/od-candy-na-wojnie-i-w-miosci-cz-2-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-128888338717428674</guid><pubDate>Sat, 30 Jun 2018 09:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-30T11:45:34.736+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Willy</category><title>Od Willy&#39;ego &quot;Być sobą cz.10&quot; C.D. Gizma</title><description>&lt;div style=&quot;background-color: white; color: #666666; font-family: arial; font-size: 13px; line-height: 18.479999542236328px;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;– A Ty mógłbyś docenić moją pomoc – odpowiedziałem zachowując spokój.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;background-color: white; color: #666666; font-family: arial; font-size: 13px; line-height: 18.479999542236328px;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;– Pfff... Przepraszam Cię bardzo, jaką pomoc? – zakpił – &amp;nbsp;Naprawdę wielką łaskę mi zrobiłeś, za to, że mnie oprowadziłeś. Za prośbą Alfy! – dodał – Mógłbym sam to zrobić, w bardziej... atrakcyjny sposób. A teraz możesz już iść sobie stąd. Udaję się do medyka! – oświadczył specyficznyn tonem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;background-color: white; color: #666666; font-family: arial; font-size: 13px; line-height: 18.479999542236328px;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;– Nigdy nie widziałem takiego egoisty... – powiedziałem dosyć cicho kręcąc głową.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;background-color: white; color: #666666; font-family: arial; font-size: 13px; line-height: 18.479999542236328px;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;– Szkoda, że Ty nim nie jesteś – rzucił kocur podnosząc się z miejsca i udając się zapewne do medyka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;background-color: white; color: #666666; font-family: arial; font-size: 13px; line-height: 18.479999542236328px;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;Odprowadziłem go wzrokiem jedynie kilka metrów, by potem przenieść spojrzenie na słońce, które wisiało nad horyzontem. Westchnąłem wpatrując się w padające na rozciągające się obok mnie łąki promienie słońca. Uniosłem łapkę, by zacząć bez celu grzebać nią w ziemii. W głębi swojej głowy prowadziłem dyskusję na temat swojej postawy wobec Gizma. Mimo, że z zewnątrz tego nie okazywałem, ostatnie słowa kocura dosyć mocno mnie dotknęły. Czyżbym faktycznie był egoistą? Bardzo chciałem temu zaprzeczyć, jednak jakby sam godziłem się na taką opinię. Faktycznie w tamtej sytuacji zachowałem się nieco egoistycznie, jednak nie zmieniało to faktu, że to właśnie Gizmo zachowywał się jak pępek świata. Prychnąłem pod nosem i podniosłem się na łapy, aby powolnym krokiem udać do chatki. Nie miałem w planach odwiedzania kocura, w tym momencie myślałem tylko o tym, aby zasiąść w ulubionym miejscu na parapecie i podziwiając widoki przez szybę. Gdy tylko weszłem do chatki przywitały mnie liczne rozmowy prowadzone przez koty. Z niekoniecznie dobrym nastawieniem przeszedłem przez przedpokój chcąc skręcić w lewo, do salonu. Jednak coś, albo raczej ktoś zwrócił moją uwagę. Zatrzymałem się i lekko się wychyliłem zauważając, wpatrującego się w schody Gizma. No tak, do skrzydła prowadziły schody. Chciałem zwrócić na siebie swoją uwagę i zaproponować pomoc, jednak ugryzłem się w język i zawróciłem z powrotem. Będąc w salonie od razu skierowałem się do położonego przy oknie fotela. Wskoczyłem na niego, by następnie przenieść się na wcześniej wspomniany parapet. Starałem się wyciszyć i zapomnieć o przykrej sytuacji z przed domku, jednak zawsze gdzieś z tyłu głowy jakiś cichy głosik mówił mi, że powinienem się inaczej zachować. Wypuściłem powietrze z pyszczka i wyciągnęłem łapy przed siebie, kładąc na nich głowę. Przymknąłem oczy wsłuchując się w swój spokojny oddech.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;lt; Gizmo? &amp;gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-willyego-byc-soba-cz10-cd-gizma.html</link><author>noreply@blogger.com (Anonymous)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-6456356011399247069</guid><pubDate>Thu, 28 Jun 2018 22:16:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-29T00:16:40.726+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Magic</category><title>Od Magica &quot;Nowy świat, pierwsza reputacja cz. 26&quot; C.D. Norah</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przedpołudnie było słoneczne, aczkolwiek nie duszne i gorące. Na dodatek w pobliżu naszego domku na drzewie rosło wiele rozłożystych dębów i klonów, które dawały nam cień, produkowały niezbędny do życia tlen i stwarzały miłą, chociaż specyficzną atmosferę. To wszystko, plus jeszcze fakt, że nasze lokum było bardzo niewielkie, a co za tym idzie, przytulne, sprawiało, iż mogłem stąd właściwie nie wychodzić. Właśnie w tym miejscu chciałem spędzić całe swoje życie i nie wyobrażałem sobie nawet, że kiedyś się wyprowadzę. Bardzo mi się tu podobało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Siedziałem przy salonowym stole i przeglądałem książkę, którą kiedyś jeden z moich synów, zapewne Michael, przytaszczył do domu i zapomniał albo po prostu nie chciał wziąć ze sobą podczas wyprowadzki. Takich szpargałów było tu wiele - przewodnik &quot;Jak zostać pszczelarzem&quot; nie był jedyny. Ciekawe, na co mu był ten gruby tom. My tu chyba nawet nie hodujemy pszczół. A wracając do tematu rupieci pozostałych po diabelskiej ósemce, Norah wielokrotnie wspominała, że czas najwyższy zrobić gemeralne porządki, zebrać to wszystko i wyrzucić. Ale czy nie przyjemnie będzie wrócić do tych przedmiotów, które teraz nazywamy niepotrzebnymi i powspominać czasy, gdy nasze dzieci były jeszcze kociętami? Będę musiał powiedzieć jej...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Magic? - o wilku mowa. Siedząca naprzeciwko mnie partnerka nagle zdecydowała się odezwać, przerywając moje przemyślenia. A skoro już rozpoczęła rozmowę, to mógłbym powiedzieć jej to, co myślę na temat pozbywania się gratów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Tak? - odpowiedziałem krótko, po czym zamknąłem książkę, na której właściwie już od dawna się nie skupiałem i popatrzyłem na Norah.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zróbmy coś szalonego. Życie mija, nie ma już czasu na rozmyślanie i marnowanie tak pięknych chwil - uśmiechnęła się do mnie szeroko i lekko odsunęła swoje krzesło od stołu, jakby naprawdę chciała gdzieś iść.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Norah? Co się stało? - zaśmiałem się, oczywiście nie biorąc na poważnie jej słów. &quot;Robienie czegoś szalonego&quot; zdecydowanie trzeba by najpierw zaplanować, oboje mamy przecież obowiązki, dzieci, dom... Nie moglibyśmy tego tak po prostu zostawić... Bo nie moglibyśmy, prawda, Norah?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nic się nie stało... Wyruszymy w nieznane! - powiedziała to z takim entuzjazmem i tak poważnie, że w jednej chwili uleciała ze mnie cała wiara w to, że żartuje. Mój uśmiech powoli malał, aby zniknąć całkowicie, podczas gdy ja zastanawiałem się, jakim cudem moja partnerka mogła wpaść na taki pomysł. Źle jej tu? Przecież wszystko jest okej, nawet lepiej niż okej, po co gdziekolwiek iść?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A... Ale jak to... teraz? - wykrztusiłem, gdy samica bezceremonialnie zeskoczyła z krzesła i pobiegła do naszej sypialni, cały czas szczerząc zęby. Uśmiech ten sprawiał, że wyglądała, jakby znów była rocznym kociakiem, odkrywającym świat i cieszącym się ze wszystkiego. I chyba właśnie dlatego wstałem i poszedłem za nią. - A co z pracą, z naszą rodziną? I właściwie to gdzie ty chcesz iść? - nadal byłem pełny wątpliwości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jestem malarką, to nie jest aż takie ważne, koty w stadzie obejdą się bez obrazów przez jakiś czas. A medyków jest paru - odpowiedziała i przerwała na chwilę. - Nie powiem ci, gdzie idziemy, bo to niespodzianka. Możesz wiedzieć tylko tyle, że to dosyć daleko i poza terenami stada. Wyruszamy jeszcze dzisiaj, więc lepiej zacznij się pakować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze wiesz, że nie wolno wychodzić poza tereny stada! - nieco podniosłem głos.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oj tam, nikt się nie dowie - zrobiła niewinną minkę, która jakoś mnie nie przekonała. - Pogadam z Amber i coś wymyślę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Westchnąłem tylko, wiedząc, że i tak nic nie zdziałam, a Norah, jeśli się uprze, dopnie swego, po czym poszedłem się pakować. Kotka w tym czasie w podskokach opuściła mieszkanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Półtorej godziny później wszystko było załatwione, nikt nic nie podejrzewał, a my byliśmy w drodze. Samica prowadziła, więc miałem czas na zastanawianie się, jak ona wszystko tak szybko załatwiła i dlaczego dałem się na to namówić. Podobno oficjalna wersja brzmi, że wybraliśmy się w góry na parę dni, żeby spędzić trochę czasu tylko we dwoje. W rzeczywistości jednak wcale nie zmierzaliśmy w stronę gór.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- A teraz, powiesz mi już, gdzie dokładnie idziemy? - postanowiłem zaryzykować i spytać o to. Odpowiedź była oczywiście taka, jakiej się spodziewałem:&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jasne, że nie! Niespodzianka to niespodzianka, ale mogę obiecać, że ci się spodoba.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zrobiłem udawaną naburmuszoną minę, ale i to nic nie dało. Norah milczała jak grób (jeśli chodzi o cel podróży, bo poza tym to gadała jak najęta) i tylko chichotała głośno i podskakiwała razem ze swoim tobołkiem, jeszcze bardziej przypominając mi tego kociaka, o którym wspominałem wcześniej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Szliśmy cały dzień. No dobrze, pół dnia. Zaczynało robić się ciemno, a moje tylne nogi po prostu wbijały się w mój tyłek, mimo, że mam już za sobą parę dłuższych wypraw i dość dużo chodzę na codzień. Norah też była zmęczona, było to po niej bardzo dobrze widać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zobacz, tu jest jakaś polana, może prześpimy się? - zaproponowała, wskazując łapą przed siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Chętnie - wysapałem. Z przyjemnością zrzuciłem na ziemię ciężki tobołek i położyłem się. Trawa na całkiem odsłoniętej i pustej polance była sucha i twarda, ale byłem zbyt zmęczony, żeby wybrzydzać. Parę minut później okazało się, że Norah jednak zabrała ze sobą koc i mogliśmy jednak przespać się w trochę lepszych warunkach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Śpisz już? - szepnąłem. Ja sam nie mogłem zasnąć z dwóch powodów. Po pierwsze, dookoła było strasznie dużo świerszczy, które darły się na cały głos i nie pozwalały zmrużyć oka, a po drugie byłem bardzo głodny. Właśnie tym drugim powodem chciałem podzielić się z moją partnerką.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Nie, a co? - odparła. Obróciłem się w jej stronę. Leżała na plecach i przyglądała się gwiazdom, które było stąd bardzo dobrze widać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zapomnieliśmy o kolacji - zacząłem cichym tonem, na wszelki wypadek, aby nikt nas nie usłyszał. Niby koty dobrze widzą w ciemności, ale zawsze mogą nie dostrzec jakiegoś seryjnego mordercy czającego się w krzakach i czekającego na idealny moment. - Właściwie to nie jedliśmy nic od południa - dodałem, przypominając sobie, że opuściliśmy nasz domek na drzewie krótko po dwunastej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Zjemy rano, dobrze? Jestem zbyt zmęczona, żeby wstać - jęknęła kotka, a następnie przewróciła się na bok i zwinęła w kłębek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobranoc - szepnąłem w odpowiedzi. Zacisnąłem powieki, starając się ignorować denerwujące owady.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
(Norah? :* Jest tysiąc)&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-magica-nowy-swiat-pierwsza-reputacja.html</link><author>noreply@blogger.com (Katty Studio)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-3901759141440416899</guid><pubDate>Thu, 28 Jun 2018 05:59:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-28T07:59:14.265+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Gizmo</category><title>Od Gizma &quot;Ognisko cz.1&quot;</title><description>&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;Zadowolony z siebie siedziałem na parapecie i wyglądałem przez okno. Wszystkie drzewa kwitły i zieleniły się, a słonko grzało przyjemnie, co czułem nawet przez szybę, po której spływało jeszcze kilka ostatnich kropel wody z porannej mgły. Wiosna pełną gębą. Zeskoczyłem na podłogę, na co moje kości stęknęły głośnym protestem, ale tym się akurat nie martwiłem...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp; Wielkie Drzewo, tak, to będzie dobre miejsce - przytaknąłem sobie w myślach. Jeszcze dziś wieczór - nie będę tego przeciągał w nieskończoność - jutro może już nie być okazji. Owy tajemniczy pomysł krążył po mojej głowie już spory szmat czasu. Już kiedyś chciałem zorganizować podobną rzecz w innym stadzie, w którym niegdyś przebywałem, ale nie miałem ku temu dobrej okazji... Ciągłe wojny i potyczki na to nie pozwalały... A tu? Tu już odpowiednio się zadomowiłem, by móc ściągnąć tutaj conajmniej kilku chętnych na te małe wydarzenie. Alfie szepnąłem o tym tylko słówko. Od większej ilości pytań wymigałem się tym, że jeszcze przede mną sporo przygotowań, tak też w końcu było. Jako pierwsze załatwiłem sobie &amp;nbsp;atrament z piórem i zwitek papieru. Napisałem na nim krótką notkę i wywiesiłem na drzwiach przy wejściu do chatki. Temu wszystkiemu z zaciekawieniem przyglądała się Rosalie, która po przeczytaniu notki uśmiechnęła się szerzej. Ot, cała historia. Miałem tylko nadzieję, że ktoś w ogóle się zjawi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp; Pod Wielkim Drzewem leżała już jedna kłoda. Mimo moich usilnych starań, nie dało rady jej ruszyć nawet o cal, więc musiałem się do niej dostosować. Wykopałem spory dołek, który obłożyłem kamieniami, a następnie wrzuciłem tam trochę chrustu. Drzewo na opał położyłem kawałek dalej, by łatwo było po nie sięgać. Przytaszczyłem także kilka klocków drewna, a właściwie przytoczyłem je i ustawiłek na około miejsca na ognisko. Efekt... nawet mi się podobał, a najbardziej cieszyłem się z tego, że zdążyłem zanim zapadł wieczór. Udało mi się jeszcze zjeść na stołówce przedwczesną kolację.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp; Rozpaliłem ogień, którym momentalnie zajął się suchy chrust. Dołożyłem kilka gałęzi, a płomień jeszcze bardziej wyskoczył w górę. Las ogarniał mrok, ale przy ognisku było ciepło i jasno, przytulnie. Tak jak miało być i tak jak to sobie wyobrażałem. Idealna atmosfera do snucia opowieści i ich słuchania, czy także śpiewania. Czekałem, aż w ciemnościach ujrzałem pierwszą kocią sylwetkę. Uśmiechnąłem się mimowolnie ciekawy kto idzie właśnie w moją stronę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;lt; Ktoś? Możecie się tutaj popisać, mamy taki jakby wieczór opowieści &amp;nbsp;Historię, którą opiszecie możecie wymyśleć sami, lub zainspirować się (warto wtedy o tym wspomnieć). Myślę, że warto skorzystać z okazji do napisania takiego niezobowiązującego opowiadania. &amp;gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-gizma-ognisko-cz1.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-218256837415924870</guid><pubDate>Mon, 25 Jun 2018 21:17:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-25T23:17:29.632+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Gizmo</category><title>Od Gizma &quot;Przygoda czeka cz.6&quot; C.D. Nessie</title><description>&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;Może moje lekcje i wykłady nie były ciekawe. Może wcale nie powinienem być nauczycielem, bo zamiast tego jestem starym gburem i jakimś bęcwałem, który wcale nie zna się na dzieciach. Ale to chyba nie powód żeby uciekać z lekcji...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;To małe, wstrętne kocisko zwęszyło okazję i zamiast wykonać moje polecenie, pobiegło sobie hasać po łączce. Tam właśnie dwie siostry owej smarkuli wyczuły ukrytą w trawach trzecią z ich grona. Los tak dopomógł, że mała uciekła dalej niezważając na krzyki jej rodzeństwa i ich nawoływania. Powiecie teraz, &quot;ich&quot;? A Ty czemu nie wołałeś? To Twoja uczennica! - Mam na to prostą odpowiedź, składającą się na dwa punkty: po pierwsze - w jakim celu mam nawyrężać swoje gardło, skoro mogą zrobić to za mnie takie młokosy; po drugie - Nessie słysząc mnie, raczej nie byłaby bardziej skora do powrotu. Tak więc szedłem z tyłu doglądając szukających siostry gromadki. Dość długo udawało jej się uciekać, z naciskiem na słowo &quot;udawało&quot;. Kluczyliśmy pomiędzy drzewami, ocierając się coraz to o pnie i nawet parę razy brocząc w kałużach, by później znowu wyjść na suchą trawę. To była nawet niezła zabawa, oczywiście dla kociaków, które były bardzo zaangażowane w całą akcję, zdawałoby się, że włożyli w nią całe swoje serca. Mi bardziej odpowiadała rola obserwatora.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp; Koniec końców przygoda skończyła się w... dziurze. A precyzując w jakiejś bliżej niezidentyfikowanek norze, w którą mała kotka, nie wiem jakim cudem - wpadła. Reszta podbiegła do dziury podekscytowana i próbowali pomóc wyjść Nessie, ale bezzskutecznie. Niby jak mieli to zrobić to z tak krótkimi łapkami, w dodatku bez krzepy? Chociaż swoją drogą, tej ostatniej i mi brakowało swego czasu. Zdegustowany zajrzałem do dołu i bardzo się zdziwiłem gdy zobaczyłem głęboki prawie na dwa metry dół! A w nim siedziała brzydulka...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Lina!- krzyknąłem. Kociaki spojrzały po sobie zdezorientowane. - Albo kij! - wszyscy rozeszli się w oka mgnieniu, każdy w inną stronę. W tym czasie skorzystałem z okazji i zajrzałem do nory.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Haloooo, żyjemy?- zagadnąłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Żyjemy. - odburknęła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Za chwilę Cię wyciągniemy. Ale czeka Cię jeszcze rozmowa ze mną, młoda damo. I to zaraz po tym jak skończycie zajęcia. - powiedziałem stanowczo. Kotka nic nie odpowiedziała. Za chwilę pojawiła się eskorta z masą kijów. Ktoś przyniósł jeszcze niczego sobie pnącze. Z wszystkiego co mieliśmy skletliśmy prowizoryczną drabinę, którą Nessie moment później wspinała się na górę. Na szczęście nie rozwaliła się w trakcie i przetrwała także potężne wstrząsy &quot;sejsmiczne&quot;. Pozostawiliśmy ją tam gdzie była, w razie gdyby ktoś jeszcze chciał tam wskoczyć i nie mógł wyjść.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;(Nessie?)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-gizma-przygoda-czeka-cz6-cd-nessie.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-4763204028037352914</guid><pubDate>Mon, 25 Jun 2018 20:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-25T22:37:56.260+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Patches</category><title>Od Patcha &quot;Sens życia cz.2&quot; C.D. Novy</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;Każdy dzień jak co dzień... Niewiele różnił się od kolejnego i następnego. Tylko niektóre z nich zawierały w sobie jakieś ważniejsze wspomnienia i to do nich powracamy myślami najczęściej. A czas leci... Biegnie na przód jak gdyby dopiero się rozpędzał, później coraz szybciej i szybciej, nieubłaganie kończy się dla jednego, by móc zacząć się dla drugiego. Czyli w skrócie mówiąc - przemijanie, trudne zagadnienie - mimo to, że dotyczy to każdego z nas. Nawet mnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W takim razie czym jest czas? Dla mnie jest całością, którą nieświadomo dzielę na różne czynności. Dzielimy, dzielimy... Ale właśnie... Całość przestanie być całością, aż w końcu nie zostanie z niej nic.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;Dopiero na końcu drogi zdajemy sobie sprawę, że to już jej koniec i nie ma nic przed nami, ani za nami - czyli powrotu także. To tak jakbyś stał na wysokim moście, pod stopami masz tory, które metr przed tobą kończą się i ukazują urwisko. Idziesz kawałek dalej, zaglądasz w tą zionącą pustką dziurę. To jest moment Twojego przebudzenia. Panikujesz i chcesz zawrócić, nie wiesz co robić, ale to akurat zdecydowano już za ciebie... dawno temu... Bo słyszysz przenikające do głowy trąbienie maszyny, żelaznego pociągu, który zaraz cię zmiażdży. Stoisz mu przecież na drodze! I nie ważne co wtedy zrobisz - czy zeskoczysz, czy nadal będziesz stać - i tak czeka Cię śmierć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;Kolejny wieczorny spacer. Powietrze miało przyjemny zapach, taki, który uwielbiałem. Resztki ozonu wypełniły moje płuca. Przypomniałem sobie owy pamiętny wieczór z Candy, kiedy to ja prowadziłem ją obok siebie, a później następił przełom w naszym związku. Ale to nie był ten sam dzień, to po prostu inny, który zawiera podobny elemnt jak tamten, a mimo to uśmiechnąłem się na samą myśl o moich &quot;zaręczynach&quot;. Zastanawiałem się także nad ślubem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;Było ciepło. Świerszcze grały tą identyczną, już chyba od wieków melodię. Właściwie to nie wiem czemu wyszedłem na dwór. Chyba wmówiłem sobie , że to przez burzę, która minęła rankiem. Przechodziłem obok jednego z drzew gdy wyczułem inny zapach. Nie był to ozon, a woń była bardzo dobrze mi znana. Pewny swoich podejrzeń, podszedłem bliżej. Oczywiście nie pomyliłem się. Na drzewie siedział nie kto inny jak Nova. Miała odwrócony wzrok, ale zwyczajnie nie dałem się na to nabrać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Wiem, że tu jesteś - warknąłem, chociaż niedokońca tego chciałem. Kotka zaśmiała się gromko w odpowiedzi.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Wiesz... Dosyć dawno się nie widzieliśmy - zaczęła trochę nie pewnie jak na siebie. Ja za to wskoczyłem na drzewo i chciałem usiąść obok niej, ale ta zwinnie przeskoczyła na następna gałąź, już innego drzewa. - Bawimy się w berka, co? Gonisz! - syknęła ironicznie, co sprawiło, że jeszcze bardziej we mnie zabuzowało. Co ona sobie wyobrażała? Że będziemy się bawić... w berka i ganiać po drzewach? Jak gdyby nic się nie stało?!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Dobra, możemy już skończyć? -powiedziała kotka i zatrzymała się niespodziewanie, przez co z całym impetem wpadłem na nią, po czym oboje spadliśmy z hukiem na trawę. Czarna zaśmiała się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Bawi Cię to? - spytałem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Czasem lubię być kociakiem... - westchnęła patrząc gdzieś dalej swym figlarnym wzrokiem. Po zaledwie sekundzie jednak warknęła i wstała. Nie dziwiłem jej się, w końcu to tak jakby ujawniła swoją słabą stronę. - Dobra, skończmy to - odparła gwałtownie. Walka - chciała walki, ale po co jej była ona? Nie mogła się pogodzić z moim wyborem? To jej problem. Patrzyła się teraz na mnie, czułem jaka była wściekła i jakimi emanowała emocjami. Czułem to samo, a ona tylko sprawiała, że zamiast być spokojniejszym jeszcze tylko bardziej mnie wkurzała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Chcesz walki? - zapytała wyzywająco. Czekała tylko na moje jedno słówko. I go się doczekała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;(Nova? Miało być coś bardziej sensownego, a wyszło... sama nie wiem co xd)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-patcha-sens-zycia-cz2-cd-novy.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-1229636305028765479</guid><pubDate>Mon, 25 Jun 2018 19:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-25T21:40:06.633+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Willy</category><title>Od Willy&#39;ego &quot;Druga strona lustra cz.11&quot; C.D. Magica</title><description>Kocur przysiadł obok mnie z zamyślonm wyrazem pyszczka łapiąc w łapki znalezioną przeze mnie szktałukę. Obrócił ją w łapach przyglądając się jej każdemu fragmentowi.&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;
&lt;div&gt;
– Nie wiem jak ty, ale ja nie mam pomysłu – powiedziałem przyglądając się poczynaniom kocura.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Myślę, że może to być kolejna logiczna zagadka – powiedział pewnym siebie głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Przytaknąłem, chociaż nadal byłem bezradny w kwesti rozwikłania owej zagadki. Magic odłożył szkatułkę na trawę, która zaczęła mienić się pod wpływem promieni słonecznych. Uniosłem brew widząc to, jednak zlekceważyłem tą informację. Jednak kocur przesunął szkrzynkę w taki sposób, by do jej powierzchni docierało jak najwięcej światła.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Zobacz! – zawołał wskazując na wierzch szkatułki.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Wstałem z obecnego miejsca udając się do kota, który wpatrywał się uważnie w jedno miejsce. Podążyłem wzrokiem za jego spojrzeniem natrafiając na napis, zapisany odręcznym, lecz niewielkim pismem. Napis, to za wiele powiedziane - były to raczej pojedyncze literki, jednak wydawać się mogło jakby przykrywała je warstwa jakiejś bibuły. Zmarszczyłem czoło próbując wywnioskować coś ze zdobytej informacji, jednak uprzedził mnie towarzyszący mi kocur.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Mam pomysł – orzekł biorąc szkrzynkę w zęby i udając się w tylko sobie znane miejsce.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Podążyłem za nim prowadząc ze sobą wewnętrzy monolog, który zakończyło wpadnięcie na drzewo. Zignorowałem chichot Magica, otrzepując pyszczek.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Zabawne – mruknąłem, jednak uśmiech jakby sam wkradł mi się na pysk.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Odsunąłem się od kory drzewa i kontynuowałem wycieczkę w nieznane. Zdziwiłem się, gdy zamiast jakiegiś tajemniczego miejsca pojawiliśmy się naprzeciwko chatki. Jakby nie patrzeć, dało się to wywnioskować dzięki drodze, jednak mało zwracałem na nią uwagę. Weszliśmy do chatki, a następnie wkroczyliśmy do kuchni. Na szczęście nie było w niej nikogo, kto by zaczął wypytywać się o przedmiot, jaki trzymał w pysku Magic. Kocur właśnie odłożył wspomniany wcześniej przedmiot na podłogę, sięgając po zapałki do szafki. Nagle mnie olśniło, aż dziw, że nie doszedłem do tego wcześniej. Przysiadłem obok obserwując, jak zapala zapałkę i przykłada do szkatułki. Substancja, albo materiał z którego została zrobiona zaczął się ulatniać w postaci białego dymu. Powodowało to, że widziane przez nas litery zaczęły układać się w słowo.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;lt; Magic? &amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-willyego-druga-strona-lustra-cz11-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Anonymous)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-2002039765394540682</guid><pubDate>Mon, 25 Jun 2018 18:44:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-25T20:44:46.721+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nova</category><title>Od Novy &quot;Sens życia&quot; cz. 1 do Patchesa</title><description>&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;* czas przed ślubem Patcha i Candy*&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
Ciemność. Ciemność towarzysząca nam wszystkim dookoła, i w nocy, i w dzień. W nocy, widzimy ją, jako czarną otchłań, dokładnie taką, jak mój poprzedni wygląd. Natomiast w dzień, jest w naszych umysłach, przywołuje nam ciemne myśli i najgorsze scenariusze, jakie mogą się nam przydarzyć w życiu. Życiu, które jest zdecydowanie za krótkie. Często na to nie zwracamy uwagi, lecz po jakimś czasie budzimy się, i widzimy że wszystko jest za krótkie. Wszystko. Chyba stąd się nawet wzięło powiedzenie, że kiedyś wszystko musi minąć. Westchnęłam cicho i odłożyłam swoją książkę. Co by mi dała zemsta nad Patchesem? Jedynie satysfakcję, ale i również cichą świadomość, że popełniło się błąd. Czuję się jednak źle, myśląc że kiedy ja będę całkowicie sama, oni będą mieć dzieci, które będą rosnąć, i rosnąć... Kiedyś zostaną starszą parą, będą szczęśliwi i dumni ze swych dorosłych dzieci, a ja? Będę starą kotką, całkowicie samą i przez nikogo szanowaną. Kto mnie szanuje? Chyba pojedyncze osoby lub jednostka, od których nie odczuwam tego mocno. Gdybym jednak mogła cofnąć czas, nie rozmyślałabym nad tym. Może teraz miałabym własnego partnera, dziecko... Może mogłam sobie jakoś ułożyć życie. Ale popełniłam błąd, który teraz będzie mnie zawsze dręczył. Wzięłam głęboki wdech i postanowiłam wstać. Nie mogę przecież ciągle rozmyślać o tym, co się wydarzyło i co może się wydarzyć. Skierowałam się w stronę okien, aby móc wyskoczyć. Znajdowałam się w domku Rosalie - było tam bardzo przytulnie i ciepło, tym bardziej że nadeszło ochłodzenie, spowodowane ostatnią burzą.&amp;nbsp;&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;
&lt;div&gt;
- A więc trzeba się jakoś podnieść... - syknęłam do siebie. Gdy wyjrzałam przez okno, był zmierzch. Idealna pora do wyjścia. Dzisiaj było cieplej. Tego wieczora też tak będzie. Ale czy na długo? Nie wiem. I na to pytanie nie da się na razie odpowiedzieć. Podejrzewam, że dnia następnego będzie jeszcze lepiej. Ale tego nie mogę być niestety pewna, nawet jeśli bym prosiła o to Plemię Nieskończonego Polowania. Wyskoczyłam przez okno. Poczułam pod łapami chłodną ziemię, z nutką ciepła dnia. Gdy biegłam w stronę lasu, runo leśne łaskotało mnie delikatnie po łapach, dodając mi trochę otuchy. Może to nie koniec? Tak czy siak nadal mam ochotę na zemstę. A jeśli jednak ją przegram? Patches wygra, ze swoją żoną, która tak samo jak ja jest wojowniczką? Może być różnie. Może kiedyś umrę? Tak, to czeka nas wszystkich, ale jeśli mój czas zbliża się szybko i nie ubłagalnie? Jestem blisko śmierci, to fakt. Każdy wojownik i wojowniczka są tego bliscy, nie ukrywajmy tego. Zwolniłam, gdy zobaczyłam drzewo. Postanowiłam na nie wskoczyć, aby obserwować okolicę z jakiejś lepszej wysokości. Być może doda mi to trochę takiej... Wyższości. Tego, że nie jestem wcale taka zła, jak ostatnio myślę. Może...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Ach... - miauknęłam cicho, gdy wciągnęłam chłodne powietrze do swoich nozdrzy. Siedziałam tak jeszcze do ciemna, kiedy nagle pojawiła się na dole znajoma sylwetka. Patches.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- On mnie chyba prześladuje! - warknęłam cicho. Wystarczyło mi chyba to, że ostatnio się z nim widziałam. Może mnie nie zauważy... Przecież jestem ukryta w ciemności. Ale... Może wyczuć mój zapach i zobaczyć moje świecące się w ciemności oczy. Gdy spojrzał na mnie, odwróciłam wzrok. Wie, że tu jestem.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Wiem, że tu jesteś. - warknął. Zaśmiałam się głośno, dając znak, że tu jestem.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Wiesz... Dosyć dawno się nie widzieliśmy. - zaczęłam trochę nie pewnie. Patch wskoczył na moje drzewo, kiedy ja skoczyłam na następne. - Bawimy się w berka, co? Gonisz! - syknęłam i zaczęliśmy się tak gonić. W sumie przypominało mi się, kiedy ja tak lubiłam się czasem bawić. Tylko nie było w tym takiej... Ironii.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Dobra, możemy już skończyć? - zatrzymałam się, a kocur na mnie wpadł i obydwoje spadliśmy z drzewa prosto na trawę. Zaśmiałam się, rozbawiona całą sytuacją. Czułam się inaczej, bardziej swobodniej, nawet nie wiem czemu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Bawi Cię to? - spytał, a ja na niego spojrzałam.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Czasem lubię być kociakiem... - westchnęłam. - Powiedziałam to na głos?! - warknęłam i wstałam. - Dobra, skończmy to. - odparłam. Miałam ochotę się na niego rzucić i przejść do prawdziwej walki, jednak coś mnie zatrzymało.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Chcesz walki? - zapytałam.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot;&gt;
&lt;i&gt;Patches? Masz wolny wybór - walczyć albo nie :D Sorry za takie przeciągane, ale pomysłu zbytnio nie miałam.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-novy-sens-zycia-cz-1-do-patchesa.html</link><author>noreply@blogger.com (Carmen)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-83712726110021340</guid><pubDate>Sun, 24 Jun 2018 22:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-25T01:01:46.749+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Toblerone</category><title>Od Toblerone&amp;#39;a &amp;quot;Pora coś zmienić cz. 19&amp;quot; cd. Lilyanne</title><description>&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&lt;i&gt;Cze&amp;#347;&amp;#263;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;, kochanie. Przepraszam, &lt;/i&gt;&lt;i&gt;&amp;#380;e&lt;/i&gt;&lt;i&gt; tak &lt;/i&gt;&lt;i&gt;d&amp;#322;ugo&lt;/i&gt;&lt;i&gt;. &amp;#321;ap &lt;/i&gt;&lt;i&gt;mi&amp;#322;o&amp;#347;&amp;#263;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&lt;b&gt;timeskip&amp;gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;oko&amp;#322;o&lt;/b&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;b&gt;miesi&amp;#261;ca&lt;/b&gt;&lt;br&gt;
Poczucie pustki wype&amp;#322;nia&amp;#322;o mnie od &amp;#347;rodka, o, ironio, to wydaje si&amp;#281; by&amp;#263; tak nielogicznym zdaniem jak &quot;Lilyanne jest tylko moja&quot;. Pewnie nie uszed&amp;#322;bym ca&amp;#322;o, gdyby kto&amp;#347; pokroju Amber czyta&amp;#322; w moich my&amp;#347;lach, a kiedy by&amp;#322;aby to Lily, powa&amp;#380;na rozmowa czy k&amp;#322;&amp;#243;tnia by&amp;#322;aby niemal&amp;#380;e gwarantowana. Powtarzaj&amp;#261;ce si&amp;#281; wieczory by&amp;#322;y czyst&amp;#261; rutn&amp;#261;. Nic nowego. Niekiedy wyrusza&amp;#322;em z ni&amp;#261; w kr&amp;#243;tsze podr&amp;#243;&amp;#380;e, szed&amp;#322;em do jej matki, pr&amp;#243;bowa&amp;#322;em co&amp;#347; za&amp;#322;atwia&amp;#263;. Ale jedno by&amp;#322;o niezmienne - zazwyczaj to ona by&amp;#322;a nieobecna. Z ca&amp;#322;ych si&amp;#322; pr&amp;#243;bowa&amp;#322;em o tym nie my&amp;#347;le&amp;#263;, stara&amp;#322;em ignorowa&amp;#263; tworz&amp;#261;ce si&amp;#281; gdzie&amp;#347; z ty&amp;#322;u g&amp;#322;owy my&amp;#347;li, kt&amp;#243;re zakazywa&amp;#322;y sercu wymy&amp;#347;lania ballad. Nie mia&amp;#322;em g&amp;#322;owy do czegokolwiek, ca&amp;#322;&amp;#261; zaprz&amp;#261;ta&amp;#322;o to, kiedy ukochana wr&amp;#243;ci, kiedy oka&amp;#380;e mi jak&amp;#261;kolwiek czu&amp;#322;o&amp;#347;&amp;#263;, poka&amp;#380;e, &amp;#380;e znacz&amp;#281; dla niej wi&amp;#281;cej, ni&amp;#380; tylko Toblerone. Nie jestem tylko Toblerone, jestem jej kotem, partnerem, podj&amp;#261;&amp;#322;em decyzj&amp;#281;, Lily si&amp;#281; zgodzi&amp;#322;a. Nie, nie uwa&amp;#380;am jej za nies&amp;#322;uszn&amp;#261;, nie jest to w &amp;#380;adnym wypadku pomy&amp;#322;ka - przeciwnie, jedna z lepszych decyzji w moim &amp;#380;yciu, w ko&amp;#324;cu czu&amp;#322;em co&amp;#347; wi&amp;#281;cej od pocz&amp;#261;tku, by&amp;#322;a tak&amp;#261; jakby... idealn&amp;#261; kotk&amp;#261;, kt&amp;#243;r&amp;#261; pragn&amp;#261;&amp;#322;em mie&amp;#263; przy sobie ka&amp;#380;dego dnia. Jej cudowne oczy poch&amp;#322;ania&amp;#322;y mnie, b&amp;#322;yszcz&amp;#261;ce futerko po&amp;#322;yskiwa&amp;#322;o w s&amp;#322;o&amp;#324;cu. By&amp;#322;a, jest, b&amp;#281;dzie... cudna. Tylko mi&amp;#281;dzy nami by&amp;#322;a jedna przeszkoda, mianowicie, obowi&amp;#261;zki. Nie tyle, co moje, a jej. Kto wie, czy to tylko obowi&amp;#261;zki, czy nie spotkania z jakim&amp;#347; kumplem, o kt&amp;#243;rym jak zwykle nie wiem. Czasem zastanawiam si&amp;#281;, czy wiem o niej cokolwiek.&lt;br&gt;
/&lt;br&gt;
- Jeste&amp;#347; przygn&amp;#281;biony. - Damski g&amp;#322;os dotar&amp;#322; do moich uszu. - Tob.&lt;br&gt;
Lilyanne. Lilyanne. Lilyanne.&lt;br&gt;
- Nie jestem - zaprzeczy&amp;#322;em cicho. - Mam gorszy dzie...&lt;br&gt;
Nie wierzy&amp;#322;a. Przerwa&amp;#322;a mi w po&amp;#322;owie zdania.&lt;br&gt;
- Co si&amp;#281; z tob&amp;#261;, do licha, dzieje? Z dnia na dzie&amp;#324; oddalasz si&amp;#281; ode mnie, jeste&amp;#347; coraz bardziej zamkni&amp;#281;ty w sobie. - Zabawnie rusza w&amp;#261;sami, gdy si&amp;#281; irytuje. - Toblerone, s&amp;#322;yszysz mnie?&lt;br&gt;
Nie krzycz.&lt;br&gt;
- Nie tak g&amp;#322;o&amp;#347;no, prosz&amp;#281; - spr&amp;#243;bowa&amp;#322;em j&amp;#261; uspokoi&amp;#263;. - Wszystko w porz&amp;#261;dku.&lt;br&gt;
Nie spodziewa&amp;#322;em si&amp;#281;, &amp;#380;e...&lt;br&gt;
- Nic nie jest w porz&amp;#261;dku.&lt;br&gt;
...czyta mi w my&amp;#347;lach. Niemo&amp;#380;liwe, &amp;#380;e mog&amp;#322;a wiedzie&amp;#263; to, o czym my&amp;#347;la&amp;#322;em ca&amp;#322;kiem niedawno. Ale chyba zna&amp;#322;a mnie na tyle dobrze, aby idealnie trafi&amp;#263; w punkt i zmusi&amp;#263; mnie do gadania.&lt;br&gt;
- Wiecznie ci&amp;#281; nie ma. - Podnios&amp;#322;em si&amp;#281;. - T&amp;#281;skni&amp;#281;. Potrzebuj&amp;#281; ci&amp;#281;. To do ciebie dotrze, &amp;#380;e partnerstwo nie polega tylko na nazywaniu si&amp;#281; partnerami? &amp;#379;e liczy si&amp;#281; wsp&amp;#243;lnie sp&amp;#281;dzony czas? Lily, potrzebuj&amp;#281; ci&amp;#281; - powt&amp;#243;rzy&amp;#322;em te dwa s&amp;#322;owa jeszcze raz.&lt;br&gt;
Wydaje mi si&amp;#281;, &amp;#380;e wp&amp;#281;dzi&amp;#322;em j&amp;#261; w niez&amp;#322;e zak&amp;#322;opotanie. Czy to mo&amp;#380;liwe, &amp;#380;e mog&amp;#322;a nie zdawa&amp;#263; sobie z tego sprawy? Nie widzia&amp;#322;a tego, nie czu&amp;#322;a? Cholera jasna.&lt;br&gt;
- Jakim cudem?&lt;br&gt;
- Co? - Przekr&amp;#281;ci&amp;#322;em g&amp;#322;ow&amp;#281;&lt;br&gt;
Przez chwil&amp;#281; panowa&amp;#322;a dosy&amp;#263; niezr&amp;#281;czna cisza, dawa&amp;#322;em jej chwil&amp;#281; na przemy&amp;#347;lenie ca&amp;#322;ej sytuacji. Niekontrolowanie zbli&amp;#380;y&amp;#322;em si&amp;#281; do niej i odda&amp;#322;em pierwszy poca&amp;#322;unek, prosto w zaskoczony pyszczek.&lt;br&gt;
- Nadal ci&amp;#281; kocham, mimo wszystko.&lt;br&gt;
Kolejny poca&amp;#322;unek, nast&amp;#281;pny. Atmosfera? Nie mog&amp;#322;em powiedzie&amp;#263;, &amp;#380;e wyj&amp;#261;tkowo g&amp;#281;sta. Stara&amp;#322;em si&amp;#281; rozlu&amp;#378;ni&amp;#263; samic&amp;#281;, rozpoczynaj&amp;#261;c od niewinnych ca&amp;#322;us&amp;#243;w.&lt;br&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&lt;b&gt;Lilyyy&amp;#347;?&lt;/b&gt;&lt;br&gt;
M&amp;#243;j bo&amp;#380;e, wybacz, &amp;#380;e czeka&amp;#322;a&amp;#347; miesi&amp;#261;c z niez&amp;#322;ym hakiem. Nie mog&amp;#322;am si&amp;#281; zabra&amp;#263;.&lt;/p&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-toblerone-cos-zmienic-cz-19-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Anonymous)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-7689531651856077788</guid><pubDate>Sun, 24 Jun 2018 21:48:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-24T23:48:18.817+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nessie</category><title>Od Nessie &quot;Przygoda czeka cz. 5&quot; C.D. Gizma</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;gdy Nessie i rodzeństwo byli jeszcze mali*&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Moje zadanie polegało na upolowaniu niewielkiego zwierzęcia na drugie śniadanie. O ile dobrze przeczytałam te bazgroły Gizma. Oczywiście ani myślę się tym zajmować, to zbyt banalne. Nie wiem, po co się w ogóle fatygował. W dodatku wszyscy myśleli, że idę głębiej w las, żeby poszukać swojej ofiary i nie zwracali na mnie uwagi, co bardzo ułatwiało sprawę. Gdy znalazłam się poza zasięgiem wzroku nauczyciela przetrwania, zaczęłam biec. Stałym tępem przemierzałam las, aż natrafiłam na dosyć przyjaźnie wyglądającą polankę. Położyłam się w trawie z zamiarem nie robienia praktycznie niczego przez następne parę godzin. Znalazłam wygodną pozycję i tylko kwestią czasu było to, kiedy zasnę. Gdy się obudziłam, słońce było trochę niżej na niebie, niż się spodziewałam. W pierwszej chwili przestraszyłam się, że już mnie szukają i chciałam uciekać z polanki, ale potem stwierdziłam, że skoro nikogo nie słychać, to nie ma się czym martwić. Oddałam się jednemu ze swoich ulubionych zajęć, czyli obserwowaniu przyrody. Dookoła mnie było naprawdę wiele owadów, na przykład pszczół albo żuków. Najbardziej zainteresowały mnie jednak mrówki, przenoszące ziarenka na drugi kraniec rozległej łąki. Że też chce im się chodzić tak daleko po jakieś tam nasionka.&lt;br /&gt;
Siedziałam tak sobie i przypatrywałam się im, rozmyślając o tym, jakby to było, gdybym ja nie urodziła się kotką, tylko mrówką, gdy nagle ktoś zawołał:&lt;br /&gt;
- Czuję jej zapach! Czuję jej zapach!&lt;br /&gt;
- Tam jest! - dodał drugi głos. Oba były znajome i należały do moich sióstr. Wredne konfidenty. Tak na ogół to je lubię, tak jak resztę rodziny, ale jak można rodzonej siostrze zrobić coś takiego? Jeśli złość mi nie przejdzie, po powrocie do domu zaaranżuję wielką bitwę na poduszki i spiorę je obie. Tak, to jest dobra myśl. Brawo, Ness.&lt;br /&gt;
Błyskawicznie zerwałam się z miejsca i zaczęłam znowu biec, jak najdalej od polanki, żeby mnie tylko nie znaleźli. Co chwilę odwracałam się i wychylałam, żeby zobaczyć, czy już zgubiłam pogoń, równocześnie chowając się i starając wtopić w tło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(Gizmo? Przepraszam, że to jest takie nudne i głupie)&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-nessie-przygoda-czeka-cz-5-cd-gizma.html</link><author>noreply@blogger.com (Katty Studio)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-5512761046795496982</guid><pubDate>Thu, 21 Jun 2018 18:50:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-21T20:50:15.256+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Nathan</category><title>Od Nathana &quot;Kartki z pamiętnika cz.4&quot; C.D. Florence</title><description>&lt;div&gt;
&amp;nbsp; O dziwo moja spontaniczna myśl przerodziła się w całkiem poważne działanie. Za takie bynajmniej uważałem wspinanie się na góry, ale jakoś do tej pory nie brałem tego na poważnie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Wyruszyliśmy z owej urokliwej polanki. Ja z powodu książki dodatkowo musiałem przebiec paręset metrów. Żeby nieco przyspieszyć pobiegliśmy truchtem. Po drodze minęliśmy spore jezioro osnute białą mgłą, która wznosiła się nad taflą. Było połączone z drugim zbiornikiem naturalnym kanałem, którego nie dało się przekroczyć od tak, był on bowiem wielkości stawu. Tak - jeziora połączone stawem, tak można było to określić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Zdawało mi się, że minęło naprawdę sporo czasu zanim dotarliśmy do podnóża gór. Tak naprawdę uplynęło najwyżej dziesięć minut. Co i tak było dobrym wynikiem, gdyż wcześniej musieliśmy kluczyć pomiędzy kłującymi krzewami, a także lawirować pomiędzy niewielkimi strumykami. W jednym z nich płynęły nakrapiane pstrągi. Można się zdziwić widząc rybę w tak trudnych warunkach. Rwąca woda, kamienie, niekiedy wodospady...Wszystko to nie było przecież takie przyjazne jak mogłoby się wydawać. Przez chwilę jednak umiejscowiłem w tej sytuacji nas: kocur i kotka, naprzeciw nich srogie góry, a do tego brak jakiegokolwiek sprzętu... Nikogo także niepoinformowaliśmy o naszej wyprawie, co mogło się później na nas odbić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Gdy znaleźliśmy się pod kolosami poczuliśmy diametralną zmianę temperatury, zimny wiatr owionął nas całych, a nawet świecące mocno słonko nie likwidowało tego efektu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Słyszałaś o Szesnastce? - zapytałem przystając oczarowany ogromem góry. Kotka pokiwała mi głową w odpowiedzi.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Najwyższy szczyt, który odziedziczył może nie do końca imię, ale po prostu nazwę po Amber – zacząłem pełen powagi. Ciągnęło mnie do tego aby go zdobyć. I to bardzo...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Chyba wiem co masz na myśli - przerwałam mi - Bezimienna Góra czeka na bohatera, po którym odziedziczy imię, co? - zaśmiała się spoglądając na mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Bohaterów Flo, bohaterów... - zrównałem się z nią, abyśmy oboje mogli spojrzeć na górujacy nad nami drugi najwyższy szczyt w Górach Mglistych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Myślisz, że to dobry pomysł wspinać się na nią bez żadnego przygotowania? - zapytała zerkając na mnie nieco zaniepokojona.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- A ty nie myślisz, że za dużo myślisz? - odparłem pewnie, na co Florence tylko wywróciła oczyma. Tak oto bezimienna góra, wkrótce miała się stać imienną i to dzięki nam. Już w myślach upajałem się tym wyobrażeniem - jak stoimy na szczycie, dumni z siebie. A potem zeszłem na ziemię...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp;- Dobrze. - mruknąłem. - Musimy wyznaczyć sobie jakąś trasę...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Zostaw to mnie! - odkrzyknęła kotka już marszcząc brwi i przyglądając się grani. Nieco zdziwiony postanowiłem jej trochę pomóc, ale ona najwyraźniej już wyznaczyła całą trasę w myślach.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Zobacz tam. - wskazała łapą, kierując mój wzrok w odpowiednią stronę. - Przejdziemy tamtędyk, tam jest najłagodniej... - mówiła jednocześnie myśląc. Lubiłem ją taką skupioną, mówiła wtedy to co miała na języku, a nie to co &quot;wyfilozofowała&quot;. - Wdrapiemy się na tamten wyłom, potem przejdziemy po tamtej skarpie... Dużo żwiru, luźny materiał, ale damy radę...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Jesteś pewna? - zapytałem, na co ona tylko machnęła wymijająco łapą dalej trzymajac się jej toku myśli. &quot;Acha...&quot; - mruknąłem cicho do siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Albo mi się wydaje, albo tam na górze jest jakaś ścieżka... - powiedziala po krutkiej ciszy z nadzieją.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Mhhmm... Faktycznie! - ucieszyłem się, ale od razu zmarkotniałem. - Ale to dopiero okaże się na górze... No więc do dzieła... Gdzie Ty to... - kotka już ruszyła do przodu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Tędyk. - wskazała z uśmiechem i poprowadziła nas naprzód.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Powoli poruszaliśmy się do przodu. Mozolnie parliśmy przed siebie wspinając się po skałach. Co jakiś czas, w niektórych miejscach musieliśmy się podciągać lub asekurować, bo było naprawdę niebezpiecznie, ale jazda dopiero się zaczynała.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Przygotowana na jeszcze większą dawkę adrenaliny? - zażartowałem.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Nie bardzo.- odparła. -Jakbyś nie zauważył nie jesteśmy przygotowani na nic. - dodała sceptycznie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Oj no weź... Trzeba trochę wzmocnić morale! Nie uważasz? Może droga nam szybciej jakoś minie. - powiedziałem z nutą optymizmu w głosie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;lt;Flo?&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-nathana-kartki-z-pamietnika-cz4-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-4739240625648183492</guid><pubDate>Mon, 18 Jun 2018 15:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-18T17:53:16.719+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Gizmo</category><title>Od Gizma &quot;Być sobą cz.9&quot; C.D. Willy&#39;ego</title><description>&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;Po zaledwie krótkiej chwili kocur mnie dogonił. Nie żebym się tego niespodziewał - mój aktualny stan nie pozwalał na ucieczkę. Po prostu nie sądziłem, że akurat pójdzie za mną. Tak myślałem, ale się przeliczyłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Gdzie tak pędzisz? - odezwał się do mnie gdy próbowałem go niejako wyprzedzić, oczywiście z marnym skutkiem. Zrezygnowany a jednocześnie rozwścieczony opadłem na ziemię. Łapa pulsowała niemiłosiernie, a ból promieniująco rozchodził się już po całej kończynie. Nie miałem ochoty z nim rozmawiać, zresztą jemu samemu powinno się odechcieć tego robić, a sądząc po jego wyrazie pyszczka... wcale na takiego nie wyglądał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Zadowolony? - warknąłem ze złością. Doczekałem się jedynie ignorancji na moją zaczepkę z jego strony. Za to - usilnie wpatrywał się w moją łapę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Może pójdę po jakiegoś lekarza?- zapytał dziwnie naturalnym tonem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Nie! - krzyknąłem. - Nie potrzebuję pomocy. - zaprotestowałem. Usiłując to udowodnić postanowiłem się podnieść, oczywiście mi to nie wyszło.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Nie byłbym tego taki pewien. -Położyłem się z powrotem, tym razem przysunąwszy łapę bliżej siebie w odruchu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;- Ale mógłbyś się wreszcie ode mnie odczepić, co?! - już całkowicie zignorowałem mój zdrowy rozsądek. Nie obchodziło mnie to czy byłem nowy czy też nie, ani jak będę postrzegany. Od teraz i tak będę furiatem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;- A Ty mógłbyś docenić moją pomoc. - odpowiedział całkiem spokojnie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;- Pfff... Przepraszam Cię bardzo, jaką pomoc? - zakpiłem. - Naprawdę wielką łaskę mi zrobiłeś, za to, że mnie oprowadziłeś. Za prośbą Alfy! - dodałem. - Mógłbym sam to zrobić, w bardziej... atrakcyjny sposób. A teraz możesz już iść sobie stąd. Udaję się do medyka! - zameldowałem niczym prawdziwy książę. Szkoda tylko, że zapomniałem iż to nie ja jestem księciem na tym dworze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;- Nigdy nie widziałem takiego egoisty... - pokręcił głową szylkret.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;- Szkoda, że Ty nim nie jesteś. - uniosłem swój zacny zad i kulejąc jakimś cudem dostałem się do chatki. Spojrzałem za siebie i w oddali zobaczyłem jeszcze Willy&#39;ego, który nadal siedział w tym samym miejscu, ale miał wzrok odwrócony w inną stronę. Prychnąłem i zniknąłem za drzwiami, które za sprawą wiatru huknęły niewyobrażalnie głośno. Wszyscy jakby ich grom strzelił odwrócili się w moją stronę. Wzruszyłem ramionami i zapytałem:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Gdzie do... szpitala? -koty otworzyły szerzej oczy po czym wskazały mi schody. Właśnie - schody.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;(Willy? Nie przesadziłam aby za bardzo?)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-gizma-byc-soba-cz9-cd-willyego.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-1935506987192915514</guid><pubDate>Mon, 18 Jun 2018 13:19:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-18T15:19:51.457+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Willy</category><title>Od Willy&#39;ego &quot;Być sobą cz.8&quot; C.D. Gizma</title><description>Posłałem pytające spojrzenie w kierunku Gizma, z któregi ust przed chwilą wydobyło się przekleństwo.&lt;br /&gt;
– Co jest? – zapytałem.&lt;br /&gt;
– Nic – odburknął spokojniejszym tonem.&lt;br /&gt;
Jak na zawołanie zerknęłem na jego łapę, która wydawała się być zaczerwieniona.&lt;br /&gt;
– Możesz iść?&lt;br /&gt;
– Tak – odparł – nic mi nie jest.&lt;br /&gt;
Westchnąłem cicho, czego kocur zdawał się nie słyszeć.&lt;br /&gt;
– Hmm...skoro tak mówisz – zamyśliłem się – W takim razie chodźmy dalej, do świątyni – zarządziłem.&lt;br /&gt;
Kocur niemo wyraził zgodę na dalszą wędrówkę, jednak widząc borykającego się z problemem bolącej łapy zwolniłem tępa. Widać było, że doprowadziłem tym do jeho irytacji, chociaż mało mnie to ruszało. Weszliśmy do świątyni, przystając na środku. Zacząłem opowiadać kocurowi o tym miejscu i uroczystościach, jakie się w nim odbywają.&lt;br /&gt;
– No dobrze, jakieś pytania? — mój głos odbił się echem od ścian budynku – Gizmo?&lt;br /&gt;
Obkręciłem się wokół własnej osi przynajmniej z trzy razy chcąc dostrzeć gdzieś chociażby kawałek czarnego futra. Wypuściłem powietrze z ust, lekko zdenerwowany zachowaniem nowego członka stada. Upewniłem się, że na pewno nie schował się gdzieś przede mną w swiątyni i wyszłem na zewnątrz. Pochyliłem się marszcząc nos, a gdy do moich nozdrzy dotarł zapach znanego mi już kota, podążyłem za nim truchtem. W końcu ujrzałem na horyzoncie sylwetkę Gizma, który zdawał się kierować w stronę chatki Rosalie. Przyśpieszyłem, ruszając biegem w ślad na kocurem. Zauważył mnie, bo widocznie przyśpieszył, jednak obolała łapa zdawała się mu wcale tego nie ułatwiać. Dogoniłem go szybciej, niż się spodziewałem.&lt;br /&gt;
– Gdzie tak pędzisz? – odezwałem się widząc jak kocur nieudolnie próbuje mnie wyprzedzić.&lt;br /&gt;
W końcu zatrzymał się z wyraźnym rozczarowaniem wymalowanym na pyszczku. Opadł na ziemię, a jego łapa była w o wiele gorszej formie niż wcześniej. Podeszłem do kota, wyraźnie zaniepokojny jego stanem.&lt;br /&gt;
– Zadowolony? – wymruczał ze złością.&lt;br /&gt;
Zignorowałem jego zaczepkę przyglądając się opuchniętej kończynie.&lt;br /&gt;
– Może pójdę po jakiegoś lekarza? – zapytałem jakby sam siebie.&lt;br /&gt;
– Nie! – wykrzyknął kocur – Nie potrzebuję pomocy.&lt;br /&gt;
– Nie byłbym taki pewny – powiedziałem, widząc jak kocur próbuje się podnieść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt; Gizmo? &amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-willyego-byc-soba-cz8-cd-gizma.html</link><author>noreply@blogger.com (Anonymous)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-4822121464964811929</guid><pubDate>Sat, 16 Jun 2018 21:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-17T00:03:21.040+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Milicent</category><title>Od Milicent &quot;Czas uwierzyć cz.3&quot; C.D. Heather</title><description>&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;Moje początkowe obawy zniknęły bardzo szybko. Heather okazała się być naprawdę miła i jakoś nie zwracała uwagi na moją nieśmiałość, wręcz przeciwnie- czułam się jakby to ona dodawała mi pewności. Po treningu poprosiła mnie abym poczekała z nią na Mix&#39;a, oczywiście zgodziłam się, dając jej o tym znać kiwnięciem głowy. Ruszyłyśmy na skraj lasu by tam właśnie poczekać na kocura. Szłyśmy obok siebie, chociaż ja byłam nieco bardziej styłu, wtedy nagle Heather upadła i głośno syknęła. Zobaczyłam kamień, który niefortunnie miał ostro zakończony trzonek. Momentalnie skojarzyłam fakty. Szybko rozejrzałam się wokół. To czego szukałam nie było daleko. Roślina zwana babką znajdowała się zaledwie kilka metrów przede mną. Kiedy już miałam w pyszczku liści o znanych mi doskonale właściwościach leczniczych usłyszałam pytającą kotkę:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Przyniesiesz babkę? - nie musiałam odpowiadać, gdyż kotka od razu zobaczyła to co niosłam. Delikatnie obłożyłam jej ranę, po czym znalezionym na uboczu sznurkiem obwiązałyśmy ją by listki nie odpadły. Wtedy z nikąd pojawił się Mix.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Mix! - pisnęła cicho Heather poczym wtuliła się mocno w kocura. Oboje byli bardzo uśmiechnięci. Poczułam się nieswojo, więc lekko wycofałam się do tyłu, ale Mix i tak mnie zobaczył.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- O,witaj, Milicent - powiedział. Trochę zawstydzona pomachałam nieznacznie łapką. - Muszę wnieść skargę, że spędzamy zdecydowanie za mało czasu że sobą.- &amp;nbsp;&lt;/span&gt;westchnął gdy zobaczył zranioną łapę.&amp;nbsp;-&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;Ty się zawsze w coś wpakujesz... - Następnie ruszyliśmy do chatki Rosalie, mimo kontuzji Heather dotarliśmy tam bardzo szybko, ale ona musiała tak czy siak pójść do skrzydła szpitalnego. Zdziwiłam się gdy zaledwie po piętnastu minutach ponownie zobaczyłam białą kotkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Chyba jestem Ci winna podziękowania. - uśmiechnęła się szeroko. Spojrzałam na jej wielkie zielonkawe oczy i momentalnie spuścilam wzrok.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- To drobiazg... - wyszeptałam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Dlaczego spuściłaś wzrok? - zapytała trafiając w mój słaby punkt.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;- Ehh...Jesteś taka ładna i w ogóle... W dodatku wstydzę się... Sama nie wiem dlaczego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;- Oj Ty! - złapała mnie i przysunęła bliżej do siebie przytulając. - Też jesteś piękna, tylko musisz się częściej uśmiechać! - uśmiechnęłam się zatem. - Właśnie tak! I od razu lepiej wyglądasz. No bo kto chce patrzyć na taką smutną buźkę? - zaszczebiotała. - A skoro brakuje Ci pewności siebie, nie martw się! To można zmienić.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Naprawdę?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Oczywiście, że tak! - zapewniła mnie. - Tylko będziesz musiała dużo nad tym popracować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;- Teraz to ja muszę Ci podziękować. - zaczęłam. - Nikt jeszcze nie był dla mnie taki wyrozumiały... Wszyscy raczej oceniali mnie z góry, źle się z tym czułam... A Ty! Ty jesteś wspaniała! - przytuliłam ją mocno, a ona zachichotała.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- No dobra. - powiedziała po chwili; odsunęłam się od niej. - Najlepiej zacznijmy już dzisiaj. - zaproponowała. - zastanowiłam się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- A Mix? Nie chcesz iść do niego? Pewnie czeka na Ciebie i się martwi. Ja mogę poczekać. Zawsze możemy spotkać się kiedy indziej, i nie zaniedbywuj go. Jesteście świetną parą! - kotka znowu się zaśmiała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- To może jutro rano? - pokiwałam głową.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Jutro rano... - powtórzyłam. - Do zobaczenia! - pożegnałam się i o mało nie zapiszczałam z radości. Nigdy nie czułam się tak luźno, prawie w ogóle nie byłam spięta, a wszystko co mówiłam - mówiłam naturalnie, bez stresu, że powiem coś nieodpowiedniego. Szczęśliwa udałam się do chatki, wyczekując jutrzejszego poranka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;( Heather? Ja nie wiem co to jest, nie pytaj xd )&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-milicent-czas-uwierzyc-cz3-cd-heather.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-8730696508778375751</guid><pubDate>Wed, 13 Jun 2018 14:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-13T16:18:42.116+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Patches</category><title>Od Patcha &quot;Nowy przyjaciel cz.4&quot; C.D. Sakury</title><description>&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;Po krótkim spotkaniu z Sakurą przypomniało mi się o jednej rzeczy. Bez wahania więc wróciłem w ostatnie miejsce w którym widziałem kotkę. Nie dobiegłem nawet do docelowego miejsca, a już przede mną stała właśnie niebieskoka syjamka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Hej Sakura, mam pytanie! - rzuciłem z rozbiegu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Tak? - powiedziała kotka lekko się rumieniąc. Zmarszczyłem lekko brwi zdziwiony tym faktem, ale zaraz go zignorowałem by przejść do rzeczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Wiesz... - zacząłem powoli. - Kiedyś Candy wspominała mi, że to ona &quot;wprowadziła&quot; cię do stada. -wyraz jej pyszczka stał się nieco bardziej ponury.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Tak, to ją pierwszą napotkałam. - powiedziała siląc się na uśmiech.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;-To chyba dobra okazja. Może opowiesz mi swoją historię?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Jasne, strzegam jeszcze tylko, nie jest to jakaś pocieszna historia. Ale wracając do rzeczy...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Och... Zapomniałem... - westchnąłem nagle przypominajac sobie o ważnej rzeczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- O czym?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Muszę iść na wieczorny patrol. Teraz patrolowanie granic jest szczególnie ważne. - odparłem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Ach... - zasmuciła się. - A mogę pójść z Tobą?- zapytała entuzjastycznie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Chyba tak... - ledwo dokończyłem a kotka pisnęła z zachwytu. Wywróciłem oczami i ruszyliśmy moją codzienną trasą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Więc... Na czym to skończyliśmy?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- No to... - zaczęła powoli. - Z początku miałam dosyć wygodne życie. Później mojej właścicielce urodziła się córka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Miałaś właścicielkę?- zdziwiłem się, a kotka pokiwała głową.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Okropny był bachor z tej córki.- powiedziała z obrzydzeniem - zażyczyła sobie pieska, więc pieska dostała. Nazywał się Carmell. Wszystko by było w porządku, gdyby nie to, że ten szczeniak nie umiał się dogadać. Nie miałam więc wyjścia i uciekłam. Później spotkałam pewną starszą suczkę, Mirabilis. Zaprowadziła mnie do jakiejś szopki, gdzie mogłam trochę odpocząć. Warunki nie były jakieś tam ekstra, ale bynajmniej było ciepło. - na wspomnienie o szopce wzdrygnąłem się nieco. - Niestety Mirabilis umarła, a ja nie mogłam sobie tego wybaczyć...Zabrałam ze sobą jej obrożę i pobiegłam przed siebie. Po drodze spotkałam jeszcze jakiegoś kocura, któremu przypadkiem zjadłam upolowaną przez niego mysz. No cóż... Nie był zadowolony. Przestraszyłam się gdy go zobaczyłam i znowu uciekłam. Tak to w skrócie wygląda. A resztę histori chyba znasz...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;- Uważaj! - krzyknąłem gdy tylko zobaczyłem wybiegającego zająca z kniei. Kotka momentalnie się zatrzymała spoglądając na mnie zdezorientowana. W ułamku sekundy pod jej nogi wplątał się przerażony zwierzak, i ułamek sekundy później zniknął po drógiej stronie ścieżki. Spojrzeliśmy po sobie, wzruszyliśmy ramionami i ruszyliśmy dalej, ale coś mi tu nie pasowało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;(Sakura? Wybacz, nie miałam zbytnio pomysłu...)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;line-height: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-patcha-nowy-przyjaciel-cz4-cd-sakury.html</link><author>noreply@blogger.com (Szelka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-4154862664108744850</guid><pubDate>Tue, 12 Jun 2018 20:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-12T22:47:37.813+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Czyszczenie Magazynów</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Informacje</category><title>Czystka</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;background-color: white; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #444444; font-family: inherit;&quot;&gt;Dzień dobry kochani, czas na spóźnioną czystkę. Powinna się ona odbyć dwa dni temu, ale niestety nie udało się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #444444; font-family: inherit;&quot;&gt;Na samym początku przepraszam wszystkich, którzy oczekiwali wielkich zmian i rewolucji, muszę was zmartwić, ponieważ ta czystka to jedynie monery za aktywność i wyrzucenie nieaktywnych postaci. Najpierw, póki jeszcze można, trzeba podciągać oceny (i liczby opowiadań), a potem będziemy cokolwiek tu aktualizować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #444444; font-family: inherit;&quot;&gt;Zapraszam na podsumowanie opowiadań. Od ostatniej czystki, o ile się nie mylę, pojawiło się ich 86. Nie jest bardzo źle, ale dobrze też nie jest. A ile komu należy się diamentów? W trochę innej formie niż zawsze, ale już wyjaśniam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #444444; font-family: inherit;&quot;&gt;Zacznijmy od tych, którzy napisali najwięcej. Na pierwszym miejscu jest Nova z 12 opowiadaniami. Otrzymuje ona 80 diamentów. Tu za nią jest Patches, który napisał 9 opowiadań, a więc należy mu się 50 diamentów. Na trzecim miejscu mamy Heather z 7 opowiadaniami. Heather dostaje 30 kocich monet. Następna jest Sakura, która napisała 6 opowiadań i dostaje 20 diamentów. Dalej ex aqeuo Florence i Karmel. Po 10 monet dla każdego. Dalej z czterema opowiadaniami Candy i Nathan, którzy już niestety nie dostaną nagrody. Następna w kolejności jest Ashes, która napisała 3 opowiadania. Po niej prawie cała reszta, czyli Airo, Amber, Gizmo, Lilyanne, Milicent, Sasuke, Willy. Oni wszyscy napisali po dwa opowiadania. I na klniec ci, którzy napisali po jednym - Abbys, Aria, Camel, Felicja, Koshiro, Magic, Mathias, Michael, Nessie, Nestea, Norah i Toblerone. Gratuluję wszystkim, którzy znaleźli się na samej górze listy, a tym z dołu proponuję poprawienie swojej aktywności, zwłaszcza, że niedługo rozpoczną się wakacje i będziemy mieli więcej czasu na pisanie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #444444; font-family: inherit;&quot;&gt;Zostali nam do wymienienia już tylko ci, którzy naszego bloga ostatnio całkiem olali i nie napisali nic. Żegnamy dzisiaj Aimez i Silver. Szkoda.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #444444; font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; color: #444444; font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, Trebuchet, Verdana, sans-serif; font-size: 13px; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiz59VP1MP5EofkOj0abzeEuqvOT_MoqRfI7oEP2sA2ZEH63yllQ5ukICDS5VYTDzfhbCrchfDS_U2HTtKOqr8XKNZCbbAJVMq3BJOj5KQjiZYDdo7QUAMQVKaWTUdidvw9a_Eod4IW15Y/s1600/SILVER+PO.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;color: #1e8541; text-decoration: none; transition-duration: 0.5s;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;200&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiz59VP1MP5EofkOj0abzeEuqvOT_MoqRfI7oEP2sA2ZEH63yllQ5ukICDS5VYTDzfhbCrchfDS_U2HTtKOqr8XKNZCbbAJVMq3BJOj5KQjiZYDdo7QUAMQVKaWTUdidvw9a_Eod4IW15Y/s320/SILVER+PO.png&quot; style=&quot;background-attachment: initial; background-clip: initial; background-image: initial; background-origin: initial; background-position: initial; background-repeat: initial; background-size: initial; border: 1px solid rgb(238, 238, 238); box-shadow: rgba(0, 0, 0, 0.0980392) 1px 1px 5px; padding: 5px; position: relative;&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; color: #444444; font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, Trebuchet, Verdana, sans-serif; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/02/silver-dorasta.html&quot; style=&quot;color: #1e8541; text-decoration: none; transition-duration: 0.5s;&quot;&gt;Silver&lt;/a&gt;&amp;nbsp;| 3 lata | Patrol Wielkiego Drzewa | - | aleks2007 [H]&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; color: #444444; font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, Trebuchet, Verdana, sans-serif; text-align: center;&quot;&gt;
100d. | 0p.&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #999999; font-family: &amp;quot;trebuchet ms&amp;quot; , &amp;quot;trebuchet&amp;quot; , &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: left;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;font-size: x-large; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #999999; font-family: &amp;quot;trebuchet ms&amp;quot; , &amp;quot;trebuchet&amp;quot; , &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: left;&quot;&gt;♔♔♔&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #999999; font-family: &amp;quot;trebuchet ms&amp;quot; , &amp;quot;trebuchet&amp;quot; , &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; color: #444444; font-size: 13px;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #999999; font-size: large; text-align: left;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-size: x-small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #999999;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgZXNiQnAguacQQJ9soVwO9iLvY_lyBaiZzsy_eyqVFsCrgWoUW75lKNR8ogNEwTWgR26hdhjPH4_yqVZtPuV5jX7wlzM2mSl1gWvuYKp7gbuIqkELg4T0sKYpZf19H2gGJtKB460E9HQ/s1600/AIMEZ+PO.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;color: #1e8541; text-decoration: none; transition-duration: 0.5s;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;200&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgZXNiQnAguacQQJ9soVwO9iLvY_lyBaiZzsy_eyqVFsCrgWoUW75lKNR8ogNEwTWgR26hdhjPH4_yqVZtPuV5jX7wlzM2mSl1gWvuYKp7gbuIqkELg4T0sKYpZf19H2gGJtKB460E9HQ/s320/AIMEZ+PO.png&quot; style=&quot;background-attachment: initial; background-clip: initial; background-image: initial; background-origin: initial; background-position: initial; background-repeat: initial; background-size: initial; border: 1px solid rgb(238, 238, 238); box-shadow: rgba(0, 0, 0, 0.0980392) 1px 1px 5px; padding: 5px; position: relative;&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; color: #444444;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/04/aimez.html&quot; style=&quot;color: #1e8541; text-decoration: none; transition-duration: 0.5s;&quot;&gt;Aimez&lt;/a&gt;&amp;nbsp;| 2 lata | Zielarz | - |&amp;nbsp;Flora234589998&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; color: #444444;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;50d. | 0p&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/czystka-10.html</link><author>noreply@blogger.com (Katty Studio)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiz59VP1MP5EofkOj0abzeEuqvOT_MoqRfI7oEP2sA2ZEH63yllQ5ukICDS5VYTDzfhbCrchfDS_U2HTtKOqr8XKNZCbbAJVMq3BJOj5KQjiZYDdo7QUAMQVKaWTUdidvw9a_Eod4IW15Y/s72-c/SILVER+PO.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2711313469639221568.post-6993725136101775131</guid><pubDate>Sun, 10 Jun 2018 22:32:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-06-11T00:32:37.059+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Florence</category><title>Od Florence &quot;Kartki z Pamiętnika cz.3&quot; C.D. Nathana</title><description>– Wybierzmy się w góry – zaproponował kocur – Nie wiem...zdobądźmy jakiś szczyt... Zróbmy coś spontanicznie! To będzie dobry materiał do opisania – dodał już trochę mniej pewnie.&lt;div-style justify=&quot;&quot; text-align:=&quot;&quot;&gt;
&lt;div-style 14px=&quot;&quot; text-size:=&quot;&quot;&gt;&lt;/div-style&gt;&lt;/div-style&gt;
&lt;div&gt;
Potraktowałam jego propozycję zbyt poważnie, co zapewne dało się wyczytać z wyrazu mojego pyszczka. Chciałam zacząć rozważać, czy to na pewno dobry pomysł, jednak postanowiłam posłuchać mojej intuicji. Przymknęłam na chwilę oczy, a w mojej głowie natychmiast pojawiła się odpowiedź. Zerknęłam na wyczekującego kocura, lekko zniecierpliwionego.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Dobrze – odpowiedziałam podnosząc się z miejsca i posyłając Nathanowi uśmiech.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Zatem ruszajmy – podniósł się z zamiarem pobiegnięcia w stronę gór, jednak zatrzymał się na chwilę – Muszę odłożyć książkę.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Idź – rzuciłam – poczekam – na potwierdzenie moich słów przysiadłam na ściółce opierając się o drzewo.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Kocur pokiwał głową i uprzednio chwytając pokaźny tom, pognał pędem w stronę budynków. Odprowadziłam go wzrokiem, aż niewielka ruda plamka zniknęła z mojego pola widzenia. Odetchnęłam głęboko napajając się spokojem, jaki panował wokoło. Do moich uszu nie docierał żaden nieporządany dźwięk, a jedynie przyjemny szum liści czy śpiew ptaków. W międzyczasie zdołałam usłyszeć skaczącą po konarach drzewa wiewiórkę, jednak zignorowałam jej obecność. Nie musiałam czekać długo, gdyż po niecałym pięciu minutach pojawił się obok mnie Nathan.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Jestem – oznajmił przystając obok mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Widzę – odparłam powstając – chodźmy.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Tymi słowami rozpoczęła się nasza spokojna wędrówka w góry.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Przyśpieszyliśmy do truchtu mijając wiele drzew oraz jezior. Na drodze stanęły nam także gęste i kłujące krzewy, które musieliśmy ominąć. Droga do Mglistych Gór zajęła nam około dziesięciu minut, które zdawały się ciągnąć niemiłosiernie. Staraliśmy umilić sobie czas podróży dzieląc się wrażeniami na temat poszczególnych książek, nie obyło się także bez wielu sprzeczek. Jednak minęły one tak szybko, jak się zaczęły, ponieważ przed nami wyrosły naprawdę wielkich rozmiarów góry. Już na tej wysokości dało się wyczuć spadek temperatury, pomimo świecącego słońca. Wiatr zdawał się mocniej wiać, co nie uszło naszej uwadze.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Słyszałaś o Szesnastce? – zapytał kocur przystając.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Pokiwałam twierdząco głową ciekawa, do czego zmierza.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Najwyższy szczyt, który odziedziczył może nie do końca imię, ale po prostu nazwę po Amber – zaczął, a w jego oczach pojawiły się dość niebezpieczne iskierki.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Chyba wiem co masz na myśli – przerwałam mu robiąc krok w przód – Bezimienna Góra czeka na bohatera, po którym odziedziczy imię, co? - zaśmiałam się.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Bohaterów Flo, bohaterów – zrównał się ze mną i oboje spojrzeliśmy na drugi najwyższy szczyt w Mglistych Górach.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– Myślisz, że to dobry pomysł wspinać się na nią bez żadnego przygotowania? – zapytałam zerkając na Nathana.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
– A ty nie myślisz, że za dużo myślisz? - odparł, na co tylko wywróciłam oczami. Ruszyliśmy w miarę powoli ku wkrótce już imiennej górze, jaką planowaliśmy zdobyć. Muszę przyznać, że wszystko szło zgodnie z pomysłem kocura &quot;Zróbmy coś spontanicznego&quot;. Jakby nie patrzeć, właśnie to robiliśmy. I jakoś nie chciało mi się przestać, potrzebowałam takiej ucieczki od ciągłej rutyny. Jak się okazało, nie potrzebowałam wiele, bo wystarczyło tylko znaleźć Nathana.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;lt; Nathan? Będziemy bohaterami! &amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://stado-diamentowych-kotow.blogspot.com/2018/06/od-florence-kartki-z-pamietnika-cz3-cd.html</link><author>noreply@blogger.com (Anonymous)</author><thr:total>0</thr:total></item></channel></rss>