<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" standalone="no"?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><rss xmlns:itunes="http://www.itunes.com/dtds/podcast-1.0.dtd" version="2.0"><channel><title>Studenckie gotowanie</title><description>Proste, smaczne przepisy! Niekoniecznie z ryżem. Kuchnia studencka w najlepszym wykonaniu.</description><managingEditor>noreply@blogger.com (misiuziu)</managingEditor><pubDate>Tue, 10 Feb 2026 01:44:51 +0100</pubDate><generator>Blogger http://www.blogger.com</generator><openSearch:totalResults xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/">274</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/">1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/">25</openSearch:itemsPerPage><link>http://student-gotuje.blogspot.com/</link><language>en-us</language><itunes:explicit>no</itunes:explicit><itunes:subtitle>Proste, smaczne przepisy! Niekoniecznie z ryżem. Kuchnia studencka w najlepszym wykonaniu.</itunes:subtitle><itunes:category text="Society &amp; Culture"/><itunes:owner><itunes:email>noreply@blogger.com</itunes:email></itunes:owner><item><title>Warzywa w ciemnym piwie</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2014/11/warzywa-w-ciemnym-piwie.html</link><category>kostka rosołowa</category><category>makaron</category><category>olej</category><category>piwo</category><category>warzywa</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Sun, 16 Nov 2014 19:54:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-7916873108578456160</guid><description>Stało się i w końcu opiszę mój słynny przepis na warzywa duszone w ciemnym piwie. Jeśli o nim nie słyszałeś, to znaczy, że źle słuchałeś (na pewno, bo potrawa znana na całym świecie jest :P). A wszystko za sprawą Iglotexu. Było to tak, że napisali, że wyślą mi milion paczek mrożonek, żeby tylko z nich coś ugotował. Stwierdziłem, że pozwolę im się grzać, w blasku mojej sławy :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; paczka warzyw Iglotexu&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; 0,3 ciemnego piwa&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; olej&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; jeden cyc kurczęcy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; makaron&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; kostka rosołowa&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; sól i pieprz&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Sprawa pierwsza - wybór odpowiedniej mieszanki warzyw. Ja wybrałem 'warzywa na patelnię'. Wszystkie były takie, ale to była ich konkretna nazwa :) Miały one najwięcej kolorowych warzyw w całości, a o to mi chodziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kurczaka kroimy w kostkę i wrzucamy na patelnię. Jak się obsmaży z każdej strony to dorzucamy warzywa. I oczywiście mieszamy wszystko co jakiś czas. A potem to już tylko dolać piwa, wrzucić kawałek kostki rosołowej i dolać jeszcze trochę wrzątku. I dusić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBgIrjl8g0JBt-wwQLATujvSQQL36o17tlpgT73bdwZ-D3F4ezbBAfKbk0h3as5RN8XCzdaWSaC1guqfQoPuf5GLG7EowR9LGu8FdHjnRy8AI5O-abBVlDFRaQ8oXid9LaC9kqYrTaMJ5A/s1600/DSC_5715.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBgIrjl8g0JBt-wwQLATujvSQQL36o17tlpgT73bdwZ-D3F4ezbBAfKbk0h3as5RN8XCzdaWSaC1guqfQoPuf5GLG7EowR9LGu8FdHjnRy8AI5O-abBVlDFRaQ8oXid9LaC9kqYrTaMJ5A/s320/DSC_5715.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
W międzyczasie gotujemy makaron. Jak makaron jest już gotowy, warzywa można zagęścić mąką lub śmietaną (lepsza opcja to śmietana). Makaron nakładamy do miski i polewamy zawartością patelni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGA!&lt;br /&gt;
Nie róbcie jak ja, nie dolewajcie prawie całego piwa - całość robi się wtedy za bardzo gorzka.&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkLGSN-c9xFJ44UoPiFzwwfANyuYBOmL7tciP3qarndoJtwJzoOThEuAxf5Wy1A6XKnmQhwu1k-TeX-1Mz1qf9qPfbXg8O7IBIP-wuZGMANkytqP8MOZ2LdUSZyjCX0-w5rSNT6RSLLSBk/s1600/DSC_5694.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkLGSN-c9xFJ44UoPiFzwwfANyuYBOmL7tciP3qarndoJtwJzoOThEuAxf5Wy1A6XKnmQhwu1k-TeX-1Mz1qf9qPfbXg8O7IBIP-wuZGMANkytqP8MOZ2LdUSZyjCX0-w5rSNT6RSLLSBk/s320/DSC_5694.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhapcuObpmd0_Ak-mLkwkhflbIwG7DYfd5fuGQ4nlhpvpTnjcapyM7ap29ij32zRMPPF_2cfgGNMozibpbn4LnawEvv613nf7HgFgAuxUrI5atxFkhAwEdAlKU2Bs1FEYzNpvKATScEkLyg/s1600/DSC_5697.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhapcuObpmd0_Ak-mLkwkhflbIwG7DYfd5fuGQ4nlhpvpTnjcapyM7ap29ij32zRMPPF_2cfgGNMozibpbn4LnawEvv613nf7HgFgAuxUrI5atxFkhAwEdAlKU2Bs1FEYzNpvKATScEkLyg/s320/DSC_5697.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrKGPpkrqoY19cHqikkDvGj5KbiIaaFKTWtnADvwyWj0aEJIzSGTPUKqWseCdcRYGQCFsYPpJTxPBf3XK6PKRgGmzx1gEZGRE_rkX1fF6htzrl5cDU6_LKfDW0F4uB9W_QWmNJxjj1DPmu/s1600/DSC_5700.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhrKGPpkrqoY19cHqikkDvGj5KbiIaaFKTWtnADvwyWj0aEJIzSGTPUKqWseCdcRYGQCFsYPpJTxPBf3XK6PKRgGmzx1gEZGRE_rkX1fF6htzrl5cDU6_LKfDW0F4uB9W_QWmNJxjj1DPmu/s320/DSC_5700.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0CmHc0zr-9RDyAprG_Mq5KlK15TBBHe_TMAEPUNeyaGCCxPiW9Sx1lmua2jixjkOOhA2g4wjAWIChdivq9uEB2zBKszaLo4Ykgbt9aBR4kASEMdz5s85P_zHW5Gg611-sVZTgLOxoMk80/s1600/DSC_5706.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0CmHc0zr-9RDyAprG_Mq5KlK15TBBHe_TMAEPUNeyaGCCxPiW9Sx1lmua2jixjkOOhA2g4wjAWIChdivq9uEB2zBKszaLo4Ykgbt9aBR4kASEMdz5s85P_zHW5Gg611-sVZTgLOxoMk80/s320/DSC_5706.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
I jeszcze dwa słowa na zakończenie. Przepis bierze udział w konkursie - tutaj będzie o nim info i będzie można głosować &lt;a href="https://www.facebook.com/Iglotex" target="_blank"&gt;Iglotex&lt;/a&gt;. DO wygrania dla Was będą... nagrody! Jakie - niestety nie wiem, ale na pewno się dowiecie niebawem :) Głosowanie będzie trwać od 19 listopada - zapraszam do wzięcia udziału :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; łopatka do mieszania&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; garnek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; widelec&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; patelnia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; talerz&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBgIrjl8g0JBt-wwQLATujvSQQL36o17tlpgT73bdwZ-D3F4ezbBAfKbk0h3as5RN8XCzdaWSaC1guqfQoPuf5GLG7EowR9LGu8FdHjnRy8AI5O-abBVlDFRaQ8oXid9LaC9kqYrTaMJ5A/s72-c/DSC_5715.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">14</thr:total></item><item><title>Ehh te kobiety...</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2014/09/ehh-te-kobiety.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Sat, 6 Sep 2014 14:29:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-8141546774388903442</guid><description>Znacie to skądś?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak z nimi żyć? Z nimi ciężko, a bez nich jeszcze gorzej...&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;iframe width="560" height="315" src="//www.youtube.com/embed/0i-FcnQ-bLc?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total></item><item><title>Schab pieczony</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2014/04/schab-pieczony.html</link><category>cebula</category><category>koper</category><category>liść laurowy</category><category>lubczyk</category><category>majeranek</category><category>marchewka</category><category>nać pietruszki</category><category>oliwa</category><category>papryka</category><category>pietruszka</category><category>schab</category><category>tymianek</category><category>ziemniak</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Thu, 17 Apr 2014 11:36:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-1641199420832763931</guid><description>Można powiedzieć, że danie jednogarnkowe. Można powiedzieć nawet więcej - żadnego garnka nie użyłem :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; ziemniaki, dwa średniej wielkości&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; marchewki dwie&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; pietruszka, nać i korzeń&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; cebula&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; liść laurowy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; koperek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; trochę oliwy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; papryka ostra w proszku&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; majeranek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; lubczyk&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; tymianek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; schab&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; sól i pieprz&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Warzywa kroimy w grubsze kawałki, siekamy nać pietruszki i koperek. Dodajemy przyprawy i trochę oliwy - wszystko mieszamy razem (żeby przyprawy przywarły do warzyw). Schab kroimy na dwa grube plastry (dla dwóch osób był obiad) i także nacieramy przyprawami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość pakujemy w rękaw do pieczenia i pieczemy przez około godzinę. Można dodać też trochę wody (powstanie wtedy więcej sosu na bazie rosołu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjq50iBBZE6wefwUQgkOxMVNxRtMBOPJgbdXb3XeRSnP5Rn930EXLrqJOFX818e0S6DuK38w8YxDnVIcP3dsRQZ_J5nxjiwrZ7I6dMwHWwY-WeapDuTw7ljhpVSNan_MryK-gv5F0aEcbZs/s1600/DSC_4594-001.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjq50iBBZE6wefwUQgkOxMVNxRtMBOPJgbdXb3XeRSnP5Rn930EXLrqJOFX818e0S6DuK38w8YxDnVIcP3dsRQZ_J5nxjiwrZ7I6dMwHWwY-WeapDuTw7ljhpVSNan_MryK-gv5F0aEcbZs/s400/DSC_4594-001.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPG9GwayQyOwMBOYx_jVsbyESbCt3a4Esp_wqMzcNFb2wPFVMFDfwG7RZJ218lXsPswSCO42FrrHj2zObpt8Ar1twOkkj4aVLb_oYd-8WSEGBUV9bSk3KHWnFUCXZKqUGFlijRQjE3FhF9/s1600/DSC_4585-001.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPG9GwayQyOwMBOYx_jVsbyESbCt3a4Esp_wqMzcNFb2wPFVMFDfwG7RZJ218lXsPswSCO42FrrHj2zObpt8Ar1twOkkj4aVLb_oYd-8WSEGBUV9bSk3KHWnFUCXZKqUGFlijRQjE3FhF9/s400/DSC_4585-001.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnSXwFFajntvP4shGCD6IyrGFN3sNwL2I3lZbFBEU8D3ZNN4VGzoqiOhH4qXKs_fpadyrTo4YMRyImf3P0zjyxECopUSbVonGP6sgSgbqRneoQrWbmuUdf5oo7Hno1w9cf_7uTmwRSeyYF/s1600/DSC_4588-001.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnSXwFFajntvP4shGCD6IyrGFN3sNwL2I3lZbFBEU8D3ZNN4VGzoqiOhH4qXKs_fpadyrTo4YMRyImf3P0zjyxECopUSbVonGP6sgSgbqRneoQrWbmuUdf5oo7Hno1w9cf_7uTmwRSeyYF/s400/DSC_4588-001.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Jak dla mnie wyszedł trochę za suchy ten schab - myślę, że to jednak powinno być albo bardziej tłuste mięso, albo więcej wody i oliwy. Moja wersja na pewno była dietetyczna ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; miska&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; nóż i deska&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjq50iBBZE6wefwUQgkOxMVNxRtMBOPJgbdXb3XeRSnP5Rn930EXLrqJOFX818e0S6DuK38w8YxDnVIcP3dsRQZ_J5nxjiwrZ7I6dMwHWwY-WeapDuTw7ljhpVSNan_MryK-gv5F0aEcbZs/s72-c/DSC_4594-001.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">4</thr:total></item><item><title>Suflet z pora</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2014/04/suflet-z-pora.html</link><category>jajko</category><category>mąka</category><category>por</category><category>proszek do pieczenia</category><category>ser</category><category>serek wiejski</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Thu, 10 Apr 2014 11:30:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-8363579132418226191</guid><description>Nie wiem, czym jest suflet, ale to podobno to. Zainspirowałem się &lt;a href="http://www.inspiracje-na-kolacje.pl/2014/03/zapiekany-krem-z-pora.html"&gt;tym wpisem&lt;/a&gt;, ale oczywiście musiałem trochę pozmieniać :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; por&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; serek wiejski&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; 3 jajka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; mąką (ze 3 łyżki)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; proszek do pieczenia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; ser (najlepiej jakiś słony)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; sól i pieprz&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Uwaga, przepis mega trudny. Podaje skróconą wersje:&lt;br /&gt;
1. Miksujemy wszystko razem&lt;br /&gt;
2. Pieczemy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trudno coś tutaj więcej napisać, naprawdę. Wrzucamy wszytko do blendera (po za mąką) i miksujmy na jednolitą masę. Następnie dodajemy mąki, aby całość lekko zagęścić. Masę przelewamy do foremek (tak do 3/4 wysokości) posypujemy potartym serem i do piekarnika, na około 40 minut (temperatura 180-200 stopni).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim przelejecie masę do foremek, nasmarujcie je jakimś tłuszczem :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; blender&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; naczynie do pieczenia&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Pieczone żeberka</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2014/04/pieczone-zeberka.html</link><category>miód</category><category>olej</category><category>papryka</category><category>żeberka</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Thu, 3 Apr 2014 11:31:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-9095508830735255360</guid><description>Wielkie, cudowny powrót - mam zamiar wypuścić jeden wpis w tygodniu, więc możecie mnie pilnować :) W niedziele udało mi się zrobić pyszne żeberka (chociaż drugi raz zrobiłbym je trochę inaczej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; żeberka, takie do pieczenia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; mieszanka przypraw&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; olej&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; łyżka miodu&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; dwie papryczki piri-piri&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
W sklepie dowiedziałem się, że żeberka które kupuję, są specjalnie do pieczenia. Ok. Pewnie wycięte ze świni, też specjalnie do pieczenia. Nauka idzie do przodu, więc pewnie jest taki gatunek świń "specjalnie do pieczenia".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem gotową mieszankę przypraw do żeberek. W jej skład wchodziły: czosnek, cebula, pieprz czarny, pietruszka, lubczyk, koperek, majeranek, liść laurowy, ziele angielskie, marchew, pasterniak, sól (zdecydowanie za dużo) orz cukier. Przyprawy rozmieszałem w połowie szklanki oleju, dodałem łyżkę miodu oraz posiekaną papryczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak przygotowaną marynatą nasmarowałem żeberka. I stół. Oraz podłogę. Żeberka były pocięte w kawałki, tak, żeby łatwo je było podzielić. I tak się marynowały przez dobę (podłoga i stół nie, bo od razu je umyłem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dobie wsadziłem żeberka do rękawa, dolałem marynatę (w szczególności miód, który nie chciał mi się za bardzo połączyć z resztą marynaty) i wsadziłem do piekarnika na 2 godziny. Tak, wiem, że to strasznie długo, ale przez to są później mega pyszne (mięsko delikatnie odchodzi od całej reszty).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDj2SDC_oEu8pyGRtY7my_CJefOohzZtwXi8-9XTmq40eD7Y04AgJ73VYNPy7f4MGDlYyKTT0CbDLydhyphenhyphen6RvhoV999vyJ7l7YBoKZ1mhOL8drIqn8YlJ2F1fbBjV8RsaDgMJiTO5LDYU6w/s400/DSC_4343.JPG" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Najlepiej jeść ze świeżym chlebem albo &lt;a href="http://student-gotuje.blogspot.com/2007/05/gotowanie-ziemniakw.html"&gt;z ziemniaczkami&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt;blaszka do pieczenia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;miska&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;szklanka i łyżka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;talerz, nóż i widelec&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDj2SDC_oEu8pyGRtY7my_CJefOohzZtwXi8-9XTmq40eD7Y04AgJ73VYNPy7f4MGDlYyKTT0CbDLydhyphenhyphen6RvhoV999vyJ7l7YBoKZ1mhOL8drIqn8YlJ2F1fbBjV8RsaDgMJiTO5LDYU6w/s72-c/DSC_4343.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total></item><item><title>Ekspresowe gazpacho</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2013/11/ekspresowe-gazpacho.html</link><category>cebula</category><category>czosnek</category><category>jabłko</category><category>lód</category><category>ocet winny</category><category>ogórek</category><category>oliwa</category><category>papryka</category><category>sok pomidorowy</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Fri, 29 Nov 2013 16:45:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-6038428067058753932</guid><description>Hiszpańska zupa na zimno - smakowała mi tylko w Hiszpanii. Jak się okazuję - głównie dlatego, że w Polsce nie chciało mi się jej chłodzić, ale znalazłem na to sposób ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; szklanka soku pomidorowego Tymbark&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; 1/3 zielonej papryki&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; 1/4 ogórka (takiego długiego)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; 1/4 jabłka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; połówka cebuli&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; ząbek czosnku&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; 1,5 łyżki oliwy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; łyżka octu winnego&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; 5 kostek lodu&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
W oryginalnym przepisie, dodaję się wody. Oryginalny przepis jest dla leszczy ;] Zamiast wody ja dodaję lodu - w ten sposób na koniec nie trzeba czekać kilku godzin, żeby gazpacho się zmroziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKU1mlJAoge3wBfI57qZkPq35WxgZgMwo3JH-ytouhZEhBVS0qSZcKUdZVb88qc3_e5G7MRpdOE46BGKWotSb-C-R-eXbtNPtpR1Lue-fqLRrcmhLONPBY0Qf4LzSwF-Ol9fp0DwLlvw-l/s1600/1.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKU1mlJAoge3wBfI57qZkPq35WxgZgMwo3JH-ytouhZEhBVS0qSZcKUdZVb88qc3_e5G7MRpdOE46BGKWotSb-C-R-eXbtNPtpR1Lue-fqLRrcmhLONPBY0Qf4LzSwF-Ol9fp0DwLlvw-l/s320/1.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Do blendera wrzucamy lód i miksujemy. Ważne jest, żeby blender mógł sobie z tym poradzić. Robimy z niego śnieg. Dorzucamy wszystkie składniki pokrojone w kawałki (jest to wymagane w przypadku mojego blendera, może u Was nie będzie trzeba tego robić) i zalewamy to szklanką soku pomidorowego. Ja dałem sok pomidorowy pikantny Tymbarka - nadaje trochę "wyrazistości".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxFQEp77AD4KZ-YZx_SHXcUZ0q_VHIthFyyg1m-ir5A0QVbGYDRAph3csuI4pkXYBUymoMmRD8sClGOsTs6m-myQkrYwvKxz-DX1ssYcFvbFosjH_HJDEW_ODZPhBrClk7uHgLKSYmoTek/s1600/2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxFQEp77AD4KZ-YZx_SHXcUZ0q_VHIthFyyg1m-ir5A0QVbGYDRAph3csuI4pkXYBUymoMmRD8sClGOsTs6m-myQkrYwvKxz-DX1ssYcFvbFosjH_HJDEW_ODZPhBrClk7uHgLKSYmoTek/s320/2.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Blendujemy na jednorodną ciecz - albo prawie jednorodną. Całość najlepiej podać z białym pieczywem (ja bagietkę przed podaniem lekko podpiekłem w piekarniku - gorąca bułeczka do zimnego gazpacho- genialne).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://durszlak.pl/akcje-kulinarne/szklanka-soku-do-sniadania"&gt;&lt;img src="http://durszlak.pl/system/campaign/banner/831/embed_gdzjEKvvl0NlDghFvcEFZ2vmXs3f8Qzz.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; blender&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; deska i nóż (od krojenia warzyw)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; blaszka (jak się podpiekało bagietki)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; miska z łyżką&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKU1mlJAoge3wBfI57qZkPq35WxgZgMwo3JH-ytouhZEhBVS0qSZcKUdZVb88qc3_e5G7MRpdOE46BGKWotSb-C-R-eXbtNPtpR1Lue-fqLRrcmhLONPBY0Qf4LzSwF-Ol9fp0DwLlvw-l/s72-c/1.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total></item><item><title>Tajska zupa krewetkowa</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2013/01/tajska-zupa-krewetkowa.html</link><category>kolendra</category><category>krewetki</category><category>marchewka</category><category>mleczko kokosowe</category><category>szalotka</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Wed, 9 Jan 2013 13:00:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-578673362046527552</guid><description>Podobno jest milion przepisów na tą zupę. Dlatego przeczytałem jeden z przepisów i zrobiłem po swojemu :) A zaczęło się od tego, że znalazłem fajny sklep z różnymi rzeczami z całego świata. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; krewetki, taka jakaś paczka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; marchewka, sztuka jedna&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; szalotka, też jedna sztuka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; mleczko kokosowe, 250ml&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; pieprz cytrynowy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; olej&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; sól&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Przygotowujemy marchewkę - kroimy ją w plasterki pod skosem (żeby plasterki były dłuższe), a następnie w paski. Szalotkę kroimy w półtalarki, ewentualnie w drobną kostkę. Pierwszy raz jadłem szalotkę i była tak strasznie aromatyczna, że za każdym razem jak ją kroiłem to płakałem. Odkładamy to na bok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozmrażamy krewetki i je oczyszczamy (jeśli jest taka potrzeba). Wrzucamy je na rozgrzany olej i podsmażamy. Pochwalę się - mam ogromnego woka. Niestety kuchenka jest za małą i się nie mieści (ściana jest za blisko), przez co nie do końca nagrzewa się tak, jak powinien :) Do podsmażonych krewetek dorzucamy marchewkę i szalotkę, chwilę smażymy. Zalewamy całość mleczkiem kokosowym, i odrobiną wody. Dodajemy pieprzu cytrynowego (genialnie do tego pasuję) oraz soli do smaku. Można też dodać odrobinę zielonej pasty curry (też będzie świetnie pasować).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgBfBj7pOCT__MbhNMN0nm0NqFBhCfvjiAzMjBJwU6Hri-JkHzGJ2tJX5Hap289rS5O3k4eezPJyRXtmsT63ZMfrmE8fq9ZjUZEj1KlUeCVp0sHdadFuR2gwI8-w81b-2tlope_819TO9zu/s1600/100_5056.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgBfBj7pOCT__MbhNMN0nm0NqFBhCfvjiAzMjBJwU6Hri-JkHzGJ2tJX5Hap289rS5O3k4eezPJyRXtmsT63ZMfrmE8fq9ZjUZEj1KlUeCVp0sHdadFuR2gwI8-w81b-2tlope_819TO9zu/s320/100_5056.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Całość gotujemy (na około z 10-20 min), aż marchewka zmięknie, a zupa się zagęści. Ja zaszalałem i na sam koniec dodałem trochę szafranu (kto bogatemu zabroni:P). Zupa jest pyszna, ale polecam zagryźć ją &lt;a href="http://student-gotuje.blogspot.com/2007/02/pieczywo-czosnkowe-wersja-druga.html"&gt;pieczywem czosnkowym&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhQQTHtTcv0ciWKABHxvrDlMVhKQGHXrUi_EBi651O2MEFNXPtqf8kLIc8HM3TQ41wyuSdxkRAFXQlec1R0btgnmLyCcTBijNrlVW9d8f2qx1V62FbgTL6qpixtfzphM1RG-5PlcXc8vhS8/s1600/100_5057.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhQQTHtTcv0ciWKABHxvrDlMVhKQGHXrUi_EBi651O2MEFNXPtqf8kLIc8HM3TQ41wyuSdxkRAFXQlec1R0btgnmLyCcTBijNrlVW9d8f2qx1V62FbgTL6qpixtfzphM1RG-5PlcXc8vhS8/s320/100_5057.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; deska i nóż&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; talerz&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; miseczka i łyżka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; wok&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgBfBj7pOCT__MbhNMN0nm0NqFBhCfvjiAzMjBJwU6Hri-JkHzGJ2tJX5Hap289rS5O3k4eezPJyRXtmsT63ZMfrmE8fq9ZjUZEj1KlUeCVp0sHdadFuR2gwI8-w81b-2tlope_819TO9zu/s72-c/100_5056.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>WOŚP po raz enty</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2013/01/wosp-po-raz-enty.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Thu, 3 Jan 2013 21:56:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-667260603913452270</guid><description>Bum tara ra! Nadeszła wiekopomna chwila - czyli sprzedajemy się po raz kolejny dla wośpa, dla dzieciaków. W tym roku na totalnym luzie - bo ludzie leniwi mi zdjęć nie podsyłają :P Ale pełni optymizmu w sercu sprzedajemy się jak zwykłe ku....charki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(opisy osób będą wyjątkowo w tym roku tylko na aukcjach)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0UMRhon4YDo0mB5Q5hqOcsfXn1GQBptlOzveR5lnqozpufLKSVkRoLJ0zQCF-PHrObLRMvM3pkDZHUDKwvpVNSBu9mjoVBJT2Lv1yF1f2jWY3h0L5v8xCiZkjdoJpywQITChvqRNyeeRf/s1600/tomek.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="213" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0UMRhon4YDo0mB5Q5hqOcsfXn1GQBptlOzveR5lnqozpufLKSVkRoLJ0zQCF-PHrObLRMvM3pkDZHUDKwvpVNSBu9mjoVBJT2Lv1yF1f2jWY3h0L5v8xCiZkjdoJpywQITChvqRNyeeRf/s320/tomek.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://aukcje.wosp.org.pl/studenckie-gotowanie-tomek-wroclaw-i711307"&gt;Oto ja&lt;/a&gt;, zapewniający "bombową" zabawę (i tajsko-chińskie jedzenie, w którym się ostatnio wprawiam).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ6Zaml0fyxhupkUt4r1LLDGJC3mdEPemgsjnLYyOmAyKV8LgbnEAhElj4FZRTm2lcOz51lU2Omh5-jDiBLaKK2j8pKBjS2ozONu3egwGHawDu_fuCdlKj4gw-GXL2TAiXjpGxO0eNf0TH/s1600/IMG_0141.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="232" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ6Zaml0fyxhupkUt4r1LLDGJC3mdEPemgsjnLYyOmAyKV8LgbnEAhElj4FZRTm2lcOz51lU2Omh5-jDiBLaKK2j8pKBjS2ozONu3egwGHawDu_fuCdlKj4gw-GXL2TAiXjpGxO0eNf0TH/s320/IMG_0141.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://aukcje.wosp.org.pl/studenckie-gotowanie-wojtek-krakow-i711261"&gt;Wojciech z Matecznika Niedźwiedzia Janusza&lt;/a&gt; (to prawie tam się wszystko zaczęło).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwrhqByDNADENVrPYsnIRXQMIh56QuoEjrC-lxnidSbPlzafEW0IXsNOEsIEsRFtXBFXaftffcqlYHlJgcY6fLDnKmVsjio4kfOr6gj28PSLqA2Nilc_1cUPod6IJ6vGKSS8jjB5wj9TRZ/s1600/26.10.12.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="202" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwrhqByDNADENVrPYsnIRXQMIh56QuoEjrC-lxnidSbPlzafEW0IXsNOEsIEsRFtXBFXaftffcqlYHlJgcY6fLDnKmVsjio4kfOr6gj28PSLqA2Nilc_1cUPod6IJ6vGKSS8jjB5wj9TRZ/s320/26.10.12.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://aukcje.wosp.org.pl/studenckie-gotowanie-mateusz-krakow-i711703"&gt;Mateusz również z Krakowa.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjjkjuklfNWrYNvzyfS7Gs-pvYnCbKn_np14hVdjB6pMuMcz8Dpkt9ZHIbbDkJt8ZlmbXG7UWSqbVPi4IKRaM4zMicguGAXCd6peJGjg6rtVmugbj5roNhcQ1wL86Ia-bq_ZpOGooq3QIRy/s1600/allegro.pl.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="197" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjjkjuklfNWrYNvzyfS7Gs-pvYnCbKn_np14hVdjB6pMuMcz8Dpkt9ZHIbbDkJt8ZlmbXG7UWSqbVPi4IKRaM4zMicguGAXCd6peJGjg6rtVmugbj5roNhcQ1wL86Ia-bq_ZpOGooq3QIRy/s320/allegro.pl.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://aukcje.wosp.org.pl/studenckie-gotowanie-piotrek-wroclaw-i711823"&gt;Piotrek z Tututowa&lt;/a&gt; (mieszka ze mną we Wrocławiu, ale taka fajna nazwa tego Tututowa, że musiałem napisać).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9KkYRq2HV58oPZAaXmsPj48lrIDNqSpDCl12B1gjVVN1H3WgHadAPj0C5wm-40mc_nQUc2tyWyksqPv0wbQyAIP43YNGrRiC70xzNbkrLg-heIm4TvKghKd3qWiJ93Dp6Hkmx-MuoCTju/s1600/Bartek.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="275" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9KkYRq2HV58oPZAaXmsPj48lrIDNqSpDCl12B1gjVVN1H3WgHadAPj0C5wm-40mc_nQUc2tyWyksqPv0wbQyAIP43YNGrRiC70xzNbkrLg-heIm4TvKghKd3qWiJ93Dp6Hkmx-MuoCTju/s320/Bartek.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://aukcje.wosp.org.pl/studenckie-gotowanie-bartek-wroclaw-i712497"&gt;Bartek z Wrocławia.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Jak ktoś jeszcze chce się wystawić to podsyłać mnie opis i zdjęcie do 1MB. Zawsze mogę powiedzieć "Żryj gruz!", ale raczej będę miły :)</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0UMRhon4YDo0mB5Q5hqOcsfXn1GQBptlOzveR5lnqozpufLKSVkRoLJ0zQCF-PHrObLRMvM3pkDZHUDKwvpVNSBu9mjoVBJT2Lv1yF1f2jWY3h0L5v8xCiZkjdoJpywQITChvqRNyeeRf/s72-c/tomek.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">8</thr:total></item><item><title>Hamburger</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/12/hamburger.html</link><category>bułka</category><category>bułka tarta</category><category>cebula</category><category>jajko</category><category>mięso mielone</category><category>olej</category><category>pietruszka</category><category>pomidor</category><category>ser</category><category>sos czosnkowy</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Tue, 4 Dec 2012 08:06:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-106449078239675873</guid><description>Tak ostatnio mnie naszło, po tym jak zostało mi mięso po robieniu &lt;a href="http://student-gotuje.blogspot.com/2011/05/chinkali.html"&gt;chinkali&lt;/a&gt;, że można by walnąć hamburgera. I tak zrobiłem. Wyszedł smaczny, aczkolwiek strasznie chamski (taki tłusty i w ogóle). Ale raz na jakiś czas można!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; mięso mielone (najlepiej wołowe, ale nie koniecznie)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; bułka tarta&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; olej&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; jajko&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; cebula&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; ser (plasterek)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; pomidor&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; bułka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; sos czosnkowy&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; nać pietruszki&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; sól i pieprz&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Mięso mieszamy z jajkiem i bułką tartą. Ja oczywiście bułki nie miałem, więc użyłem mąki :P Efekt jest "trochę" inny, ale dało radę. Do mięsa dodajemy jeszcze pokrojonej natki pietruszki oraz sól i pieprz (ewentualnie jakieś inne przyprawy). Formujemy kotleta i smażymy z obu stron.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;img  src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/62/NCI_Visuals_Food_Hamburger.jpg/220px-NCI_Visuals_Food_Hamburger.jpg" /&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
Parę uwag do smażenia. Kotlet nie może być zbyt gruby, bo w środku zostanie surowy a z wierzchu będzie spalony. Raczej na dużej ilości tłuszczu musi być smażony. Buła tarta jest po to, żeby mięso było bardziej zwarte (inaczej kotlet się może rozpaść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tak zwanym między czasie przekrajamy bułkę. Można ją włożyć na chwilę do piekarnika, środkiem w górę, żeby się lekko zarumienia i podgrzała. Kroimy cebulę w drobną kosteczkę, pomidora w plasterki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ostatnim odwróceniu kotleta kładziemy na nim plasterek sera. Marto przykryć patelnie, żeby się ser rozpuścił. Zdejmujemy kotleta na bułkę, posypujemy cebulką i kładziemy pomidory a na całość lejemy sosu czosnkowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest tak strasznie pyszne, że masakra.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; deska i nóż&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; patelnia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; talerz&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>Miód Manuka w kuchni i nie tylko</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/12/miod-manuka-w-kuchni-i-nie-tylko.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Tue, 4 Dec 2012 00:11:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-1666753467448682473</guid><description>Wszyscy, którzy interesują się naturalnymi metodami leczenia, z pewnością słyszeli o właściwościach miodu Manuka. Jet bez wątpienia środkiem antybakteryjnym, silnie działającym. Z powodzeniem zastępuje cukier a rozpuszczony w szklance wody z cytryną i wypijany na czczo znacznie wpływa na poprawę odporności. Jako wspaniały dodatek, wyśmienicie komponuje się z porannymi, słodkimi śniadaniami i deserami. Pieczone brzoskwinie, banany czy ananas polane naturalnym jogurtem wymieszanym z miodem Manuka, zdobędą na zawsze nasze serce. W kuchniach świata miód ten stosowany jest już od wielu lat i pomaga w zwalczaniu dolegliwości układu pokarmowego, dolegliwości żołądkowy i jelitowych i do wspomagania odporności. Ale nie tylko w kuchni ma zastosowanie ten specyfik. Możemy go stosować doraźnie w stanach zapalnych skóry, jamy ustnej i głowy. Jeżeli nie chcemy ryzykować sami mieszając miód z innymi kosmetykami, możemy zakupić gotowe mieszanki. Rynek oferuje pasty do zębów, szampony, pomadki ochronne, herbaty, syropy dla dzieci i wiele innych, a wszystko to z dodatkiem miodu Manuka. Niestety sam &lt;a href="http://vitamarket.pl/k272-Miod-Manuka.html"&gt;miód Manuka&lt;/a&gt; nie jest produktem tanim. Powstaje z nektaru kwiatów krzewu manuka rosnącego tylko w Nowej Zelandii i tylko stamtąd produkt jest sprowadzany. Jego działanie przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne jest wielokrotnie silniejsze niż innych miodów. Działa skutecznie na organizm w stosowaniu zarówno zewnętrznym jak i wewnętrznym. Oryginalny miód dostępny jest w aptekach, dobrze zaopatrzonych sklepach zielarskich i tych ze zdrową żywnością. Oczywiście jak większość produktów można go zakupić w internecie. Tutaj jednak, musimy zwrócić szczególna uwagę na autentyczność produktu i atesty. Ze względu na swoją cenę jest kolejnym specyfikiem kuszącym do podrabiania. Jedynym przeciwwskazaniem, jest używanie miodu przez osoby uczulone na produkty pszczele oraz dzieciom do 12 miesiąca życia.</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total></item><item><title>Pokaż swoją kuchnie!</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/10/pokaz-swoja-kuchnie.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Sun, 21 Oct 2012 21:07:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-1557012275373595134</guid><description>Bo tak sobie pomyślałem, że trzeba wyjść do ludzi i poznać kogoś tam (znaczy ludziów). Więc pomysł wygląda tak - piszesz maila do mnie, mniej więcej takiego:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Cześć, jestem Zbigniew/Zbigniewa. Jestem zajebisty/zajebista. Wpadaj do mnie, ugotuję coś ekstra studenckiego, będzie dobra impreza."&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wtedy ja odpisuję:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"Ok"&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I wpadam razem z fotografem (ewentualnie jakimś piwkiem). Gotujesz, pstrykamy zdjęcie, miło sobie gadamy i w ogóle, a później zamieszczam zdjęcia i przepis i jesteście sławni! Albo nie. (jak tam sobie chcecie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszło mnie, bo gotowałem dla współlokatorów i się jakoś tak swojsko zrobiło, o tak :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJOCUMLXEjUjRU2-M9UoL0R3_j_hCojKd1G-bbnAIcSQbyLDI_rOaiEvmmUDQI7BeTbIjjDaZLR-TK9C5ZDhcF6QXy_krC0VRPOX8RyHadbTikENzEtpYa4369Q9ztZNWZptshmZCm5hpI/s1600/SAM_2519.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJOCUMLXEjUjRU2-M9UoL0R3_j_hCojKd1G-bbnAIcSQbyLDI_rOaiEvmmUDQI7BeTbIjjDaZLR-TK9C5ZDhcF6QXy_krC0VRPOX8RyHadbTikENzEtpYa4369Q9ztZNWZptshmZCm5hpI/s320/SAM_2519.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Żeby nie było lipy mam profesjonalnego fotografa, który nie raz robił zdjęcia jak gotowałem (jest przyzwyczajony do tego, żeby robić zdjęcia tak, żeby nie było widać brudu w kuchni ;) ). Robił między innym reportaż zdjęciowy z &lt;a href="http://student-gotuje.blogspot.com/2009/02/paczki-paczusie-i-tuste-czwartki.html"&gt;robienia pączków&lt;/a&gt;.</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJOCUMLXEjUjRU2-M9UoL0R3_j_hCojKd1G-bbnAIcSQbyLDI_rOaiEvmmUDQI7BeTbIjjDaZLR-TK9C5ZDhcF6QXy_krC0VRPOX8RyHadbTikENzEtpYa4369Q9ztZNWZptshmZCm5hpI/s72-c/SAM_2519.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Francuskie paszteciki</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/10/francuskie-paszteciki.html</link><category>ciasto francuskie</category><category>czosnek</category><category>mozzarella</category><category>pieprz</category><category>suszone pomidory</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Thu, 4 Oct 2012 13:35:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-425088765651984697</guid><description>Przepis podpatrzony poniekąd w domu, poniekąd wymyślony samemu. Doczekał się też już miliona wariacji (każda kolejna lepsza). Ten przepis zapodam w tym roku na kolacji z aukcji wośpowych - przy okazji chętni Panowie, którzy chcą się sprzedać mogą się do mnie już zgłaszać (mail plum.ziu@gmail.com). Wiadomo, że te kolację to strasznie pozytywna rzecz :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; ciasto francuskie&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; suszone pomidory&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; mozzarella&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; czosnek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; pieprz&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Podam 3 wersje z 3 różnymi składnikami (bo różnie to robiłem). Zacznę od takiej super najfajniejszej (bo się mnie ona najbardziej podoba). Pierwsza wersja uwzględnia suszone pomidory, mozzarellę oraz granulowany czosnek (świeży wyciśnięty nada się jeszcze lepiej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciasto francuskie rozkrajamy na 9 części. Równym. Chociaż trochę równych. Na każdą część nakładamy kawałek suszonego pomidora (łącznie z odrobiną zalewy w której jest), rwiemy kawałek mozzarelli i posypujemy czosnkiem. Całość zaklejamy (z wielką dziurką jak na zdjęciu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxs-gTKJNpAqTWeIiu6-9gnFYE28d0etSkDndQKdsDsZTyBQ0r4j-STm82bxjfRIrWGrNQ4_oGtp1S2k2nozwxlmzhcS-lGDnDCqmuUgmmgespOunpidG9nhTChZ8mwoW7kPI52FzJLlKI/s1600/100_4496.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxs-gTKJNpAqTWeIiu6-9gnFYE28d0etSkDndQKdsDsZTyBQ0r4j-STm82bxjfRIrWGrNQ4_oGtp1S2k2nozwxlmzhcS-lGDnDCqmuUgmmgespOunpidG9nhTChZ8mwoW7kPI52FzJLlKI/s320/100_4496.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Akurat te na zdjęciu są z kurczakiem, ale chodzi o sposób zawijania :) Wstawiamy coś takiego na 10-15 minut w temperaturze 200-220 stopni do piekarnika i już. Są pyszne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz drugi sposób. Sposób, który był wykorzystywany jak gotowałem u Mietka (bo poprzednie składniki się skończyły). W ciasto zostają zawinięte kawałki parówki i kawałki żółtego sera. Do tego jeszcze trochę pesto (takiego czerwonego) i pieczenie tak samo jak wcześniej. I zdjęcia dla odpowiedniego efektu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEitDWp_2ESzze4fVLTUKEzqdD5Gn8jMkZ7oaxfCUbzS7-CmujIv6jTfcfjM1kYrmStq2Fu7RrtqzKjCG1Fdi68JpWPIaOI2GyW55SqHAIougo-lS2fryJex3ObZS-mNg4NLQKcBGAu_Gcao/s1600/IMG_1188.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="213" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEitDWp_2ESzze4fVLTUKEzqdD5Gn8jMkZ7oaxfCUbzS7-CmujIv6jTfcfjM1kYrmStq2Fu7RrtqzKjCG1Fdi68JpWPIaOI2GyW55SqHAIougo-lS2fryJex3ObZS-mNg4NLQKcBGAu_Gcao/s320/IMG_1188.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
I teraz ostatni sposób, taki co robiłem w Czechach, dla moich przyjaciół, którzy mnie gościli (i którym chętnie pokaże co najfajniejsze w Polsce :) ). Więc przepis uwzględniał cycuszki. Takie z kurczaka. A o jakich myślałeś zboczeńcu?! Drobno krojone podsmażone na patelni z bazylią i oregano (i odrobiną oliwy). Do tego świeże pomidory, sparzone i ze skórki obrane. Do tego ich wnętrzności zostały wydrążone łyżeczką. I jeszcze mozzarella i czosnek wyciśnięty. No. I zawijanie to wiecie już jak. Tylko że teraz trochę dłużej w piekarniku (bo więcej wody to ma w sobie). A potem to tylko się objadać!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; blaszka do pieczenia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; nóż&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; palce jak się nimi je&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxs-gTKJNpAqTWeIiu6-9gnFYE28d0etSkDndQKdsDsZTyBQ0r4j-STm82bxjfRIrWGrNQ4_oGtp1S2k2nozwxlmzhcS-lGDnDCqmuUgmmgespOunpidG9nhTChZ8mwoW7kPI52FzJLlKI/s72-c/100_4496.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total></item><item><title>Czechy, kraj piwa i knedlików</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/10/czechy-kraj-piwa-i-knedlikow.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Tue, 2 Oct 2012 22:49:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-6573135575323091053</guid><description>"To jest mój frajer, Tomek" - od tego zwrotu praktycznie zaczęła się przygoda z Czechami. Bo trzeba Ci wiedzieć, drogi czytelniku, że odwiedzałem naszych sąsiadów. I jadłem mnóstwo dobrych rzeczy (które postaram się ugotować samemu) i piłem mnóstwo dobrego piwa (które też postaram się zrobić samemu). Opowieść będzie długa i nie będzie dzisiaj przepisu (chociaż parę rzeczy opiszę przepisami potem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zacznijmy od początku. Od początku to ja nie chciałem jechać autobusem. I miałem rację. Siedzenia były strasznie niewygodne i jechaliśmy strasznie długo :P Podróż była długa i nudna, więc nie ma co o niej opowiadać. Dojechaliśmy do Pragi, dogadaliśmy się po czesku, że jesteśmy w złym miejscu i pojechaliśmy metrem a później pociągiem (znowu dogadując się po czesku).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragnę nadmienić, iż nie znamy czeskiego, dlatego tak strasznie dumny jestem, że nam się udawało dogadywać :) (chociaż wiem, że to nie jest wyczyn jakiś wielki). Jeszcze z jedną przesiadką na autobus dotarliśmy do Czeskich Budziejowic, gdzie, w jakże znakomitym gronie zaczęła się nasza przygoda z Czechami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod swój dach przyjął nas kot, na którego wołano "żebraczek" (nie wiem, jak miał naprawdę na imię) oraz jego właściciele czyli Anetka i Jarda. Ponieważ kot był leniwy, to oni nas oprowadzali po okolicy :) A było po czym oprowadzać! Dnia pierwszego zobaczyliśmy taki oto zamek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2gzbZTiN1HmaApJ72ZANemn5n85ZOhBCmGPNIXFjS0i-nSTCBJ9mwjkJFBZm_r3oPaJwnFFKnxbQbbfjW_m92AB-r4T6jdO592IvW4VH8FEoMLesmUL5NhXV5OkMnEFJZFbJ8QK5UC_f5/s1600/100_4418.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2gzbZTiN1HmaApJ72ZANemn5n85ZOhBCmGPNIXFjS0i-nSTCBJ9mwjkJFBZm_r3oPaJwnFFKnxbQbbfjW_m92AB-r4T6jdO592IvW4VH8FEoMLesmUL5NhXV5OkMnEFJZFbJ8QK5UC_f5/s320/100_4418.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Ogólnie piękny zamek (przypomina trochę z zewnątrz dworzec we Wrocławiu), piękne ogrody wokoło i w ogóle cudo. A do tego mieliśmy przepiękną pogodę. Tutaj parę zdjęć z około zamku i z góry (z wieży).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEis977kY6QONxHyGwD1-pCGd6_ePiMt7zDc4GD3sdFCvcuFk_R31FxPnV5h9Q0YcKP0ZVkhUrTXI9ONZ-n_8P3upPwfjE-LH5_vz58NNGpW4SzOHjqBp9LQJtKnwPuUtpxBIqWCkbC3QK1r/s1600/100_4402.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEis977kY6QONxHyGwD1-pCGd6_ePiMt7zDc4GD3sdFCvcuFk_R31FxPnV5h9Q0YcKP0ZVkhUrTXI9ONZ-n_8P3upPwfjE-LH5_vz58NNGpW4SzOHjqBp9LQJtKnwPuUtpxBIqWCkbC3QK1r/s320/100_4402.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9TgbWhzJ3Rdnn4sqL4KqG3cSpeFnjGmC1vU_VNSkBsdGE-6IRYNKbzZR2dnhRbVsf_XCMCuIjVJQYun76k2i05ZTBym-izJCw-sWs_9WPCol7iaeJ7cU8wGmBr0fipJk-wMLqdbfloHXp/s1600/100_4410.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh9TgbWhzJ3Rdnn4sqL4KqG3cSpeFnjGmC1vU_VNSkBsdGE-6IRYNKbzZR2dnhRbVsf_XCMCuIjVJQYun76k2i05ZTBym-izJCw-sWs_9WPCol7iaeJ7cU8wGmBr0fipJk-wMLqdbfloHXp/s320/100_4410.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Zwiedziłem też kuchnie tego zamku - spora ta kuchnia była i wynalazki godne Nobla, np. obieraczka do ziemniaków (a ziemniaki to brambory ^.^). Przyznaję się, że tak naprawdę nie mam pojęcia, gdzie był ten zamek, bo kawałek musieliśmy podjechać. Chwała Bogu za naszych przewodników.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Później obiad z tradycyjnymi knedliczkami (te akurat były z bramborów). I piwko :) I zdjęcie oczywiście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXYKuewKwUp9siAMlQas0NSYR5Gt25iJ8PIakHOGj0Fi9DS2IpcpGqVgdcxdN1mugu4nWX205kVnBWFXoNnrYzXHuMmnWSX60BuZ-54uZkRkUvjpo3GODmff9aN3sPWZlr0rv2FBPF7UB-/s1600/100_4430.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjXYKuewKwUp9siAMlQas0NSYR5Gt25iJ8PIakHOGj0Fi9DS2IpcpGqVgdcxdN1mugu4nWX205kVnBWFXoNnrYzXHuMmnWSX60BuZ-54uZkRkUvjpo3GODmff9aN3sPWZlr0rv2FBPF7UB-/s320/100_4430.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Trzeba Wam wiedzieć, że ogólnie jedzenie w Czechach (mówię o takim jedzeniu w knajpach) jest tanie i sycące. No i smaczne :) A co za tym idzie prawie przez cały wyjazd jadałem na mieście :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I jak już myślałem, że to koniec atrakcji na ten dzień, to się okazało, że jestem w błędzie. Pojechaliśmy na drugi zamek. Podobno samo przejście tego zamku zajmuję 4 godziny, ale tak naprawdę po nim nie chodziliśmy. Przy zamku jest rzeczka, przy rzeczce miasteczko, w miasteczko małe, piękne uliczki. I po tym właśnie uliczkach pomykaliśmy z zabójczą prędkością 6 km/h na segwayach. Pierwszy raz na tym jechałem. Było naprawdę fajnie i mam nadzieję, że nigdy już tego nie powtórzę :P Strasznie mnie zdrętwiały nogi, raz udało mi się wywalić - czyli parada atrakcji w moim wykonaniu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A później w uliczkach owych wypiliśmy piwo (albo 3) i zjedliśmy tatara. Był tak dobry, że słowami tego się nie da opisać. To znaczy mi się uda, bo mam zamiar napisać odpowiedni przepis :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A później był kolejny dzień. Zacznę od śniadania i tego, co mnie zdziwiło. Otóż! Czesi nie rozkrawają bułek, tylko smarują je z wierzchu masłem i na to kładą wędlinę, ser itp. Dla dowodu jest zdjęcie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6a-nrONys12bwuVQFQNECElX8eHJJes-3-v4LXRGH_oCypqd-GYfqc6gbkzNxlPcC4cOJxDudOOHYMzU5-6UX1CmjStyKldrmaTKE1ZJn8h5vc8WVB3Xn36UQF355un-PK6-BJek3QpBI/s1600/100_4373.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6a-nrONys12bwuVQFQNECElX8eHJJes-3-v4LXRGH_oCypqd-GYfqc6gbkzNxlPcC4cOJxDudOOHYMzU5-6UX1CmjStyKldrmaTKE1ZJn8h5vc8WVB3Xn36UQF355un-PK6-BJek3QpBI/s320/100_4373.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Po śniadaniu ruszyliśmy w miasto :) Czyli stare miasto w Budziejowicach (obowiązkowo zahaczyliśmy o jakąś wieżę i oczywiście zdjęcie z niej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjnJuF72geGw4RrXy_Ksqwe1ASfpjfWUnu4zrCwWeEuC4IhjHp5L2ue-hvc1zf9ojZz3KBfyk6zc3J1d-Yc4VQSQkZWxdgD25Q_NH3L1kG2OKeB5t_8YEiqkmGKQnOEN6-vsHpfC8D9xrbZ/s1600/100_4455.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjnJuF72geGw4RrXy_Ksqwe1ASfpjfWUnu4zrCwWeEuC4IhjHp5L2ue-hvc1zf9ojZz3KBfyk6zc3J1d-Yc4VQSQkZWxdgD25Q_NH3L1kG2OKeB5t_8YEiqkmGKQnOEN6-vsHpfC8D9xrbZ/s320/100_4455.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Na rynku jest taki kamień, na który jak się stanie, to się człowiek zgubi. Według legendy oczywiście. No bo ja stanąłem i się nie zgubiłem :P W tak zwanym między czasie zjedliśmy obiadek - kaczka z knedliczkami :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I wielki punkt programu - zwiedzanie fabryki Budwaissera :) Poznałem cały proces produkcyjny piwa, piłem świeże, niepasteryzowane i niefiltrowane piwo i w ogóle było super :) Niedługo pewnie sam będę piwo robił to przy okazji o tym napiszę :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhP6HUuCXpkFx31K9B81GB0LhV-CkUAExWoUiq51tvkOyZPUqjcPp8i4bbqMOImDK0NEr2psNtThN9IYRBR0ya68eA2wkDKixIpIe6p1dSamKZ43C2qsWLVIeDgUIpPd9d6KRMSZcR4MAgj/s1600/100_4492.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhP6HUuCXpkFx31K9B81GB0LhV-CkUAExWoUiq51tvkOyZPUqjcPp8i4bbqMOImDK0NEr2psNtThN9IYRBR0ya68eA2wkDKixIpIe6p1dSamKZ43C2qsWLVIeDgUIpPd9d6KRMSZcR4MAgj/s320/100_4492.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Jeszcze na koniec gospodarzą przygotowaliśmy kolację (o taką, i wiadomo, że przepis też się pojawi):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj1Ds1_KGH5QaJTEi7vtHN0K1SvZmm1RgCqdBMbjfzEpS1XnjyNdKrImZO9Z6Wge9mJqvNKL5bqIxpDvdZgZiyAbMOAoXI5Oi-1n56ljlVAhVcVY8GLn_KB1JO_H0iFXp0k8ruMSSpsi1fA/s1600/100_4496.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj1Ds1_KGH5QaJTEi7vtHN0K1SvZmm1RgCqdBMbjfzEpS1XnjyNdKrImZO9Z6Wge9mJqvNKL5bqIxpDvdZgZiyAbMOAoXI5Oi-1n56ljlVAhVcVY8GLn_KB1JO_H0iFXp0k8ruMSSpsi1fA/s320/100_4496.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
A potem z ciężki sercem, iż wyjeżdżać musimy, wyjechaliśmy. Ale wcześniej dostaliśmy prezenty! Się pochwalę moim nowym kuflem z Budweissera oraz otwieraczem, który podczas otwierania piwa krzyczy 'yeach!'. Jestem przeszczęśliwy z powodu tych prezentów :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak już mówiłem, z ciężkim sercem wyjeżdżaliśmy. Więc stanęliśmy na drodze i łapaliśmy stopa, co by do Pragi dojechać. Dojechaliśmy do Pilzna co kompletnie nie jest po drodze do Pragi :P No ale stwierdziliśmy, że możemy jeszcze jedno miasto zobaczyć jak już jesteśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak byśmy zrobili, ale mieliśmy drobny problem z przechowaniem bagażu w związku z tym, obejrzeliśmy tylko kawałek tego miasta. Ale i tak warto było! :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do Pragi, wsiedliśmy do metra i zaczęliśmy szukać naszego lokum. Niby nic takiego, ale bez mapy było ciężko, ale daliśmy radę. Mieszkaliśmy w akademiku poza centrum (następnym razem zdecydujemy się na ten akademik bliżej centrum). Zaletą tego była łazienka na dwa pokoje (w drugim przez większość czasu nikt nie mieszkał) oraz cisza (w końcu to już poza centrum).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pragę zwiedzaliśmy jak amatorzy, na pełnym luzie, bez spiny, że musimy wszystko zobaczyć. Piliśmy piwo i spacerowaliśmy nasycając oczy widokami. Błądziliśmy po uliczkach, oglądaliśmy rzeczy, których byśmy nie zobaczyli, mając ścisły plan zwiedzania. Byliśmy między innymi w muzeum czekolady i oglądaliśmy jak się robi praliny, o takie (przepis na czekoladę też zajumałem i się powinno pojawić na blogu):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjM-5CWNcU4I5VvaB4Lj8bHVB5FTL7NqthoL_fROQ9CP38KKh4DrxopZLrXcjmfQY4CBMlrLqdw4H2bI-Yl3jh86AMKt5S93raCifglg4dZEud9sd93aSYdc4wCYRVEsgXBKJ2-8zR6xEqN/s1600/100_4533.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjM-5CWNcU4I5VvaB4Lj8bHVB5FTL7NqthoL_fROQ9CP38KKh4DrxopZLrXcjmfQY4CBMlrLqdw4H2bI-Yl3jh86AMKt5S93raCifglg4dZEud9sd93aSYdc4wCYRVEsgXBKJ2-8zR6xEqN/s320/100_4533.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
A to zdjęcie podobno mówi, że mam dystans do samego siebie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0PkfpxzJ2-HzkFIkz3JalBaOOhFz3iH9ZnEfaIKokL1b2IwkPO_14RF4ZslEqv67JVlFITJv56dh9rkHOSlLgzjmROrvR0kFcEu3etADqO888MTP-HzcKjouyarhb4aQL1rO2B_9Xl0jT/s1600/100_4511.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh0PkfpxzJ2-HzkFIkz3JalBaOOhFz3iH9ZnEfaIKokL1b2IwkPO_14RF4ZslEqv67JVlFITJv56dh9rkHOSlLgzjmROrvR0kFcEu3etADqO888MTP-HzcKjouyarhb4aQL1rO2B_9Xl0jT/s320/100_4511.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Aczkolwiek ja uważam, że to są pomówienia i półprawda. No.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy na takiej jakiejś wieży wielkiej (podobno miniaturka wieży Eiffla). Widok piękny, tylko wieża jakoś taka mało stabilna, przez co można się nabawić choroby morskiej. Ze mną tak właśnie było. Ale widoczki..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjzGo-z3WqPbTirvcUu5RcGY3eWCeNyXfpu6Lg6-eVfCrPBrjhUBF3Czia7j2ot0B81lSE7ChAhlh35dn4h_BqsLf6W15LMt1ykw1EgEs6aJWqKP-ndY88FeNlzcEXoekxKZCiTvpao26ri/s1600/100_4639.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjzGo-z3WqPbTirvcUu5RcGY3eWCeNyXfpu6Lg6-eVfCrPBrjhUBF3Czia7j2ot0B81lSE7ChAhlh35dn4h_BqsLf6W15LMt1ykw1EgEs6aJWqKP-ndY88FeNlzcEXoekxKZCiTvpao26ri/s320/100_4639.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDZ_kpslNtJINw7u38Gvr7jcD_GlOrab-p2HTdO4iuvMPeG2wbzqpceWYcKVRsX6BXZVh-SRwtKQLFMzQd-PyUODKFbUvex-nob_cHM4CEJ_asaOIVTJ74plbhaZ70lYgExozse1jogd9O/s1600/100_4636.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDZ_kpslNtJINw7u38Gvr7jcD_GlOrab-p2HTdO4iuvMPeG2wbzqpceWYcKVRsX6BXZVh-SRwtKQLFMzQd-PyUODKFbUvex-nob_cHM4CEJ_asaOIVTJ74plbhaZ70lYgExozse1jogd9O/s320/100_4636.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
Koło naszego akademika z górką (i jakimiś ruinami) był lasek. Poszliśmy raz na skróty przez ten lasek... jakieś 1,5h błądzenia. Ale znaleźliśmy ciuchcię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjskz6JJ6yCZguVxVn4enKf15bC9D3Rk52_QxlgltjA6QcbTKzKiTWqZzjwThxM19P9Cy3Uhwgr7pwYXL-5ZKmgGGPuQ6zrSZgH_XoBus0O03gJYjzbUg7B11fuW2kLGMD4DFEPGfHB8len/s1600/100_4592.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjskz6JJ6yCZguVxVn4enKf15bC9D3Rk52_QxlgltjA6QcbTKzKiTWqZzjwThxM19P9Cy3Uhwgr7pwYXL-5ZKmgGGPuQ6zrSZgH_XoBus0O03gJYjzbUg7B11fuW2kLGMD4DFEPGfHB8len/s320/100_4592.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
W ogóle Praga jest piękna a stare miasto tak duże, że trzeba je samemu zobaczyć :) Osobiście mogę polecić taką niewielką knajpę, gdzie dają pyszne jedzonko (i to bez knedliczków). Jest o &lt;a href="https://maps.google.pl/maps?q=Praga&amp;hl=pl&amp;ll=50.085207,14.40742&amp;spn=0.000766,0.001725&amp;sll=51.127065,16.991864&amp;sspn=0.190041,0.441513&amp;hnear=Praga,+Czechy&amp;t=m&amp;z=19&amp;layer=c&amp;cbll=50.085207,14.40742&amp;panoid=ZO3Aufk6HeTeg9IgRUD0fA&amp;cbp=12,6.62,,0,11.62"&gt;tutaj&lt;/a&gt; (się namęczyłem, żeby znaleźć to na mapie, ale warto. Po prawe jest ogródek - tam siedzieliśmy :) ), a dają tam między innymi takie żarełko:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEip5tzL83Z-HubxNSNe8LHcrO2SBCsb0iJ8SPpdflKGFPgtGXGigKccCHzlNEanK9UvfoPgf4WCOzDtqrIs8t1PfSNTzeeW5XE6kd_nUKonQjtmf2F-RlzfTgI0DhyX1pRJLrrt3lwvfLKY/s1600/100_4581.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="240" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEip5tzL83Z-HubxNSNe8LHcrO2SBCsb0iJ8SPpdflKGFPgtGXGigKccCHzlNEanK9UvfoPgf4WCOzDtqrIs8t1PfSNTzeeW5XE6kd_nUKonQjtmf2F-RlzfTgI0DhyX1pRJLrrt3lwvfLKY/s320/100_4581.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEimMgf2zFjSrhFKQwD2fyuZT0c-SQYG7MULzqDJ8DnWLFP-f-JyiZypqvZ5E8xWh615-BG-nWVWrOtDYtPEeIeonhg_QNAfXtnEV7sfZ8rkr7lOtu_wzUJzw1IOYQgzxwNHGEVxKuUjyzYD/s1600/100_4582.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEimMgf2zFjSrhFKQwD2fyuZT0c-SQYG7MULzqDJ8DnWLFP-f-JyiZypqvZ5E8xWh615-BG-nWVWrOtDYtPEeIeonhg_QNAfXtnEV7sfZ8rkr7lOtu_wzUJzw1IOYQgzxwNHGEVxKuUjyzYD/s320/100_4582.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
I to tyle, polecam zobaczyć Pragę, bo niedaleko, bo tanio, bo warto.</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2gzbZTiN1HmaApJ72ZANemn5n85ZOhBCmGPNIXFjS0i-nSTCBJ9mwjkJFBZm_r3oPaJwnFFKnxbQbbfjW_m92AB-r4T6jdO592IvW4VH8FEoMLesmUL5NhXV5OkMnEFJZFbJ8QK5UC_f5/s72-c/100_4418.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total></item><item><title>Gotowanie na kolanie, odc. 8</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/06/gotowanie-na-kolanie-odc-8.html</link><category>gotowanie na kolanie</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Wed, 13 Jun 2012 09:08:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-4732290919414701315</guid><description>Tym razem omlet i zupa pomidorowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/dv6dZOrGsCM" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.szkolareklamy.pl"&gt;&lt;img style ="margin: 5px; width: 40%" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHWKvbbYhu_Erj7yXdUI-W8vqV25WxCOeQtg2YPkZFdkhDC5ACU4GcJ3mPHvwnfYz60Gpp8KTd13d9DSidJF0l8JGTdIElhUcOEKy3l5x6ASHa0qEabb_jhZN4lQSqGwOXcBemHWoYXeGZ/s560/logo-warszawska-szkola-reklamy-560.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;    &lt;a href="http://www.tvpoludnie.pl"&gt;&lt;img style ="margin: 5px; width: 40%"  src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhTDPvZDiofRD_e7EstM0pxA-L5_PhxTXKEjoSFSRd4q4zSwpW0yjd9-yezJSJth7bCUL8XyAealOUd48-rEIEP3NhrxTbo-R2pmvCAZg5oBBu7EhAlRLQX4_vgjE9dkNhnI8T5GJUpM5x8/s640/Logo%252520TV%252520Poludnie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://img.youtube.com/vi/dv6dZOrGsCM/default.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>Fasolka w stylu podróżnika</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/06/fasolka-w-stylu-podroznika.html</link><category>biała fasola</category><category>cebula</category><category>czosnek</category><category>groszek</category><category>kiełbasa</category><category>koncentrat pomidorowy</category><category>mąka</category><category>olej</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Mon, 4 Jun 2012 11:30:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-7671410379924058121</guid><description>Miałem kupić fasolę, ale się pomyliłem i zakupiłem jakąś gotową zupę (taki ale gulasz). Smaczny był nie powiem, ale najważniejsze, że przypomniał mi dawno zapomniany smak - taki z biwaków :) Więc poszedłem na zakupy i zrobiłem coś pysznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; fasolka konserwowa Jaś jedna puszka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; groszek konserwowy, puszki pół&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; olej&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; kiełbasa, sztuk 2 (takie nieduże)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; odrobina mąki do zagęszczenia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; cebula&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; koncentrat pomidorowy, dwie łyżki stołowe&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; sól, pieprz, papryka i czosnek granulowany&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Zaczynamy od pokrojenia cebuli na pół-talarki - teoretycznie można na drobną kosteczkę, ale w tym daniu powinno się ją czuć :) Tak samo robimy z kiełbasą - znaczy kroimy w kostkę a nie w talarki. Wrzucamy na patelnie i podsmażamy. Kiełbasa musi się podsmażyć, a cebula lekko przypiec. Cebula może być twarda i tak się potem dogotuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wrzucamy fasolkę (razem z zalewą), dolewamy 1-2 szklanki wody. Na początku myślałem, że zalewa z fasolki wystarczy, ale się cebula nie chciała utopić. Czekamy chwilę (jakieś 5 do 10 sekund) następnie dorzucamy pół puszki groszku (bez zalewy). Patrzymy jak wszytko razem pięknie wygląda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dosypujemy przypraw: sól, papryka i pieprz (sporo papryki, ma być ostre), czosnek granulowany (taki wyciskany świeży będzie na pewno lepszy) oraz majeranek. Majeranek nasypujemy na rękę i rozgniatając go drugą ręką wsypujemy do patelni. Majeranku powinno być także dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chwilę gotujemy - ale niezbyt długo (fasola i groszek nie mogą się rozpaść). Na sam koniec dolewamy do tego pół szklani wody rozrobione z mąką - i ostania chwila czekania, aż całość zgęstnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najlepiej podawać w menażkach lub metalowych kubkach. Do tego grubo krojony chleb. Pyszności :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; kubek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; patelnia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; deska i nóż&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Fondue - czyli podróż do Szwajcarii i na zad</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/05/fondue-czyli-podroz-do-szwajcarii-i-na.html</link><category>chleb</category><category>gałka muszkatołowa</category><category>mąka</category><category>pieprz</category><category>ser</category><category>wino białe</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Wed, 9 May 2012 21:49:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-6933471391683569323</guid><description>Taki mały wstęp na początek - miałem zwiedzać Europę stopem i tak uczyniłem. Odwiedziłem mojego przyjaciela Wojtka w Szwajcarii. Uraczył mnie on smakołykami narodowymi (między innymi fondue). I to jest przepis jak zrobić je w domu oraz moja relacja z podróży. Będzie sporo zdjęć (albo i nie), jeden filmik i wpis będzie lekko przy długi (ostrzegam, zanim zaczniecie czytać).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; ser, potarty, dojrzewający (taki szwajcarski najlepiej) i ede coś tam&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; wino białe, półwytrawne (wiem, bo próbowałem specjalnie :P)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; gałka muszkatołowa&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; pieprz&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; mąka kukurydziana (ale może być zwykła)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; chleb&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Zaczynamy od postawiania garnku na kuchence. Garnek winień być grube dno, najlepiej ceramiczne, aczkolwiek taki z powłoką teflonową też się nada. Wrzucamy sera, dolewamy trochę wina (oczywistym jest, że nie znam dokładnych proporcji, bo po co :P). Jak się wszystko ładnie topi to mieszamy to łyżką (albo widelcem). Nie można dopuścić, żeby ser się przypalił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodajemy pieprzu oraz gałkę muszkatołową. Mieszamy dalej. Na sam koniec dosypujemy trochę mąki, tak około dwóch łyżek stołowych. Jeszcze chwilę trzymamy na ogniu i gotowe. Stawiamy to na podwyższeniu, na stole, a pod spodem odpalamy podgrzewacz. Wojtek miał taki żelowy w kolorze niebieskim (tak musi wyglądać posoka szatana!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to mniej więcej wtedy wygląda&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;img src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh62ss_4iWLcq7h8Fs7dEj4Y5e3yeMcALhu1uHIooZZtHSbyaC2Uhwi6jhPPr6NalPNmTJBNiTaS5VSm8OGtMRilTMjJcFSuyWhlksZvzVOcOQm7o0TD8berkkcG3I5jZGXa4xk6xdmK0i_/s512/IMG_1855.JPG" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
Kroimy chleb w kawałki mniej więcej 2-3 cm. Nabijamy chleb na widelec, maczamy w serze i cieszymy się jak dzieci :) Zupełnie jak ja na tym filmiku :P&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/5Mt433K9vJ4" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
----&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A teraz opis podróży. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dzień pierwszy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Był poniedziałek. Czekałem cierpliwie, aż wyschnie mi pranie - bo przecież po co przygotowywać się do podróży wcześniej niż poprzedniego dnia wieczorem :P Ale w końcu wyruszyłem. Gdzieś koło 12 pojawiłem się na autostradzie. Czemu tak późno? Bo Wojtek wracał we wtorek do Szwajcarii, więc nie mogłem przyjechać przed nim :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zastanawiałem się, jak bardzo trudno będzie złapać stopa (tak jakoś nie podobał mi się wyjazd z Wrocławia na autostradę). Poszło świetnie - 10 minut i już jechałem. Podwiózł mnie gościu, który pracuję na wysokościach - w tym momencie zajmuję się we Wrocławiu pielęgnacją i ratowaniem drzew. Zostawił mnie przy jakiś zjeździe z autostrady. A ja dalej miałem dobra pasję - kilkanaście minut i jechałem dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem jechałem z tancerzem mieszkającym w Rotterdamie. Właśnie tam jechał. Nawet pytał, czy nie chce jechać jednak z nim :P Jednak musiałem odrzucić tą propozycję (głównie dlatego, że chciał, żebym się dołożył na paliwo). Nie pamiętam gdzie mnie wysadził, ale też jakoś bezproblemowo złapałem stopa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jechałem z kierowcą busa - jeśli dobrze pamiętam, to zajmował się montażem ogrodzeń. Jeździł po Europie, mierzył co tam miał mierzyć, a później jechali montować ogrodzenia. Radosny to był człowiek :) Jak mu powiedziałem, gdzie jadę i po co ("dwa dni jazdy do Szwajcarii, dwa dni tam i dwa dni powrotu"), to usłyszałem szczere i radosne "Ochujałeś?!" :D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysadził mnie tutaj:&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="425" height="350" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;amp;source=s_d&amp;amp;saddr=51.330612,15.644531&amp;amp;daddr=&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=&amp;amp;sll=51.481383,15.622559&amp;amp;sspn=0.756038,1.766052&amp;amp;mra=mift&amp;amp;mrsp=0&amp;amp;sz=9&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=51.481383,15.622559&amp;amp;spn=0.756038,1.766052&amp;amp;t=m&amp;amp;output=embed"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;a href="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;amp;source=embed&amp;amp;saddr=51.330612,15.644531&amp;amp;daddr=&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=&amp;amp;sll=51.481383,15.622559&amp;amp;sspn=0.756038,1.766052&amp;amp;mra=mift&amp;amp;mrsp=0&amp;amp;sz=9&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=51.481383,15.622559&amp;amp;spn=0.756038,1.766052&amp;amp;t=m" style="color:#0000FF;text-align:left"&gt;Wyświetl większą mapę&lt;/a&gt;&lt;/small&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie to wszyscy chcieli jechać w górę, a mnie zależało żeby pojechać przez Zgorzelec. Na szczęście w tym właśnie miejscu, zaraz przez rozjazdem wybudowali stację benzynową ze sporym parkingiem dla tirów. Przeszedłem się po tirach i 10 minut później już jechałem w stronę Norymbergi. Dojechałem z panem tirowcem mniej więcej tutaj:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="425" height="350" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;amp;source=s_d&amp;amp;saddr=A4%2FE40&amp;amp;daddr=A72&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=FWQbDwMdJifuAA%3BFUx6BAMdony9AA&amp;amp;sll=50.729502,13.688965&amp;amp;sspn=3.073918,7.064209&amp;amp;mra=me&amp;amp;mrsp=1,0&amp;amp;sz=7&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=50.729502,13.688965&amp;amp;spn=3.073918,7.064209&amp;amp;t=m&amp;amp;output=embed"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;a href="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;amp;source=embed&amp;amp;saddr=A4%2FE40&amp;amp;daddr=A72&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=FWQbDwMdJifuAA%3BFUx6BAMdony9AA&amp;amp;sll=50.729502,13.688965&amp;amp;sspn=3.073918,7.064209&amp;amp;mra=me&amp;amp;mrsp=1,0&amp;amp;sz=7&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=50.729502,13.688965&amp;amp;spn=3.073918,7.064209&amp;amp;t=m" style="color:#0000FF;text-align:left"&gt;Wyświetl większą mapę&lt;/a&gt;&lt;/small&gt; &lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czyli jakby nie patrzeć, to zrobiłem kawał drogi. Jeszcze po drodze przez CB radio załatwił mi podwózkę busem do Norymbergi. Na parkingu nastąpiło przekazanie autostopowicza i jechałem dalej :) Tym razem z młodym kolesiem z Legnicy. Chciałbym zauważyć, że słońce do tej pory grzało nie miłosiernie, a dopiero w tym samochodzie była działająca klimatyzacja :) Cóż za radość i szczęście!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie to planowałem poprzestać ten dzień na parkingu (bo przecież nie mogłem dojechać za szybko!). Spokojnie otworzyłem paczkę rodzynków i odpoczywałem. Spotkałem na tym parkingu dwójkę autostopowiczów, nasza rozmowa wyglądała mniej więc tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;-Hello.&lt;br /&gt;
-Hi.&lt;br /&gt;
-Where are you from?&lt;br /&gt;
-Poland.&lt;br /&gt;
-No my też :)&lt;br /&gt;
&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazało się, że jadą z Gdańska na Chorwację i biorą udział w zawodach autostopowych. Szukali podwózki do Monachium. Stwierdziłem, że mi się nie spieszy, więc odpuściłem sobie rozmowę z tirowcami. Stanąłem za to na wylocie parkingu. Chciałem do Stuttgartu, a złapałem stopa do... Monachium. Nie wiem po jaką cholerę wsiadłem (bo przecież nie tam chciałem jechać). Dojechałem po Monachium ze świadomością "nie wiem, jak jechać dalej, ale Kinga tędy jechała do Wojtka, więc napiszę do niej, bo na pewno się da". Jak pomyślałem tak zrobiłem. Dostałem odpowiedź, że ona jednak zrezygnowała z jazdy przez Monachium.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Normalnie to powinienem się przejmować, ale miałem wakacje i poważniejsze problemy (wiewiórki rzucały w mój namiot nie wiem czym, ale były dzikie i szalone!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dzień drugi&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Rano patrzyłem na tą mapę, i nie widziałem jakieś sensownego wyjścia jazdy. Nie mówię, że nie ma takiej drogi, której można by pojechać. Po prostu tej drogi nie było na mojej maleńkiej mapie :P Ale, kto by się przejmował :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był mały parking (bardzo mały), martwiłem się, że nic tutaj nie złapie. Nie potrzebnie. Przepuściłem pięć samochodów i już jechałem. Z Niemcem, który jechał do Monachium na kemping. I tutaj mam pewne wątpliwości, bo nie do końca go zrozumiałem, albo jego samochód miał 29 lat, albo on od 29 lat jeździł na kemping do Monachium :) Taki szczegół :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przejechałem z nim całą obwodnice, nadrobił dla mnie nawet kawałek drogi i wylądowałem na wylocie w stronę granicy z Austrią. Czyli wylądowałem gdzie tutaj:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;iframe width="425" height="350" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;amp;source=s_d&amp;amp;saddr=A96&amp;amp;daddr=&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=FVAV3gIddB-tAA&amp;amp;sll=50.583237,13.573608&amp;amp;sspn=1.541683,3.532104&amp;amp;mra=mr&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=48.10888,11.34578&amp;amp;spn=0.006295,0.009428&amp;amp;t=m&amp;amp;output=embed"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;a href="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;amp;source=embed&amp;amp;saddr=A96&amp;amp;daddr=&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=FVAV3gIddB-tAA&amp;amp;sll=50.583237,13.573608&amp;amp;sspn=1.541683,3.532104&amp;amp;mra=mr&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=48.10888,11.34578&amp;amp;spn=0.006295,0.009428&amp;amp;t=m" style="color:#0000FF;text-align:left"&gt;Wyświetl większą mapę&lt;/a&gt;&lt;/small&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wylądowałem na podobny parkingu co wcześniej, ale również nie było problemu ze złapanie stopa. Tym razem jechałem z Martiną i jej córeczką. Standardowa reakcja na wiesz o tym gdzie i jak jadę "You are crazy!". Świetnie mówiła po angielsku więc zacząłem się wprawiać w rozmowę (po podróże po obcych krajach uczą i kształcą). Przejechałem z nią jakieś 50 km i zostałem na stacji benzynowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już się zastanawiałem nad tym, czy by nie zmienić planów i nie pojechać do Włoch (bo jakoś to rozsądniej wyglądało). I tak siedziałem sobie na plecaku, nieogolony, włosy sterczały mi w każdą stronę i tak od nie chcenia wystawiałem rękę. Zatrzymała się dziewczyna, Francuska. I jechała baaaardzo w moją stronę, czyli przejechałem z nią resztę Niemiec, Austrię oraz praktycznie całą Austrię. O taką drogę (mniej więcej):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;iframe width="425" height="350" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0" src="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;amp;source=s_d&amp;amp;saddr=A96&amp;amp;daddr=A5&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=FayR3QIdcFSpAA%3BFdwmzQIdhCVqAA&amp;amp;aq=&amp;amp;sll=47.561701,9.129639&amp;amp;sspn=3.276867,7.064209&amp;amp;mra=prev&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;t=m&amp;amp;ll=47.561701,9.129639&amp;amp;spn=3.276867,7.064209&amp;amp;output=embed"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;small&gt;&lt;a href="http://maps.google.pl/maps?f=d&amp;amp;source=embed&amp;amp;saddr=A96&amp;amp;daddr=A5&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=FayR3QIdcFSpAA%3BFdwmzQIdhCVqAA&amp;amp;aq=&amp;amp;sll=47.561701,9.129639&amp;amp;sspn=3.276867,7.064209&amp;amp;mra=prev&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;t=m&amp;amp;ll=47.561701,9.129639&amp;amp;spn=3.276867,7.064209" style="color:#0000FF;text-align:left"&gt;Wyświetl większą mapę&lt;/a&gt;&lt;/small&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziewczyna była sympatyczna, studiowała w Zurychu, świetnie prowadziła (naprawdę) i pomimo tego, że nie znała drogi to jakoś dojechaliśmy :) Później zostało mi już tylko 40 minut jazdy do Lozanny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę w złym miejscu stanąłem, ale wszyscy chcieli mi pomóc i kierowali mnie w inne miejsce. Wszystko spoczko, tylko, że każdy wskazywał inny, przeciwległy koniec miasta. Z tej chęci pomocy podwiózł mnie koleś przed miasta i zostawił na stacji benzynowej (bo tam podobno wszyscy jadący do Lozanny przejeżdżają). No to stanąłem. I czekałem ze dwie godziny. Masakra, być 40 minut od celu i nie móc dojechać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu się udało. Zabrali mnie dwaj kolesie, którzy robili zdjęcia dla WikiMedia :) Jeden z nich był na kole podbiegunowym (albo gdzieś w okolicach). Sympatyczni :) Podwieźli mnie pod samą klatkę u Wojtka. Tam czekałem z godzinę, aż Wojtek się obudzi i wpuści mnie do środka :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze tego samego dnia wyszliśmy na coś w rodzaju kopca (bo wiadomo, że najlepsze kopce to są w Krakowie, a reszta to tylko marna imitacja). Piękny widok na alpy tam jest :) O taki:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;img style="width: 90%;" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh5OdXu99WIYyVCNXzlrPh3sc_tZ2oc8dcOliRZ-m4WD1-zSjok7cLdXY7kaAFUS60ausW3MjzIcrRuHC_wyLmGT2ds4wvqCeFb2kaLvNUMBW5OSMFmCchp0ObxDsUuP3qGmgwdD56817Xm/s640/IMG_1859.JPG" /&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A później jeszcze do portu. W porcie mnóstwo jachtów, którymi można śmiało pływać po morzu (ja pływam mniejszymi :P). I ogólnie przyjemno :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dzień trzeci&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Po przebudzeniu oglądałem sobie widoki z okna. Miałem widok na Mont Blanc. Znaczy miałbym, gdyby jedna góra go nie zasłaniała. I gdyby drzewo nie zasłaniało góry, która zasłaniała Mont Blanc. Ale prawie go widziałem!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu (i robieniu kanapek na drogę) ruszyłem na podbój miasta. Lozanna położona jest na zboczu wzgórza więc ciężko zabłądzić (idąc pod górę, idzie się na północ, idąc w dół - na południe). Ma to też swoje minusy - tam nie ma płaskich ulic - wszędzie trzeba się wspinać :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mając to wszystko na uwadze, a także rozmowę z Wojtkiem na temat tego, co warto zobaczyć, zacząłem zwiedzanie miasta od góry. Znaczy wlazłem gdzie się dało najwyżej, a później schodziłem. Na wielkiej górce pod miastem, stałą sobie wieża. Wieża była drewniana, z wielkich kawałów drewna zrobiona. Istne cudo. Żeby wejść do tej drewnianej wieży, trzeba było nacisnąć elektroniczny guzik (oczywiste przecież). W sumie to dobrze, że Wojtek mi o tym powiedział, bo wszędzie napisy były tylko po francusku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widok z wieży - cudeńko. Wprawdzie było trochę chmurek, ale i tak było pięknie. Postałem, nacieszyłem się widokiem i ruszyłem dalej, w stronę włochatych świń (niestety, nie mam ich zdjęcia). Były dość leniwe, w ogóle się nie ruszały. Tylko jedna mała, włochata świnka (strasznie urocza) próbowała wskoczyć na swoją mamę :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Widziałem tam też parę innych zwierząt - jakieś króliki, kozice i krowy. Krowy złowrogo gryzły trawę i mnie obserwowały. Były też jakieś rybki - mniej więcej grubości mojego uda (czyli ze 3 dni taką rybę by się jadło). I pływały jak rekiny (z płetwą grzbietową nad wodą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodząc w dół oglądałem co nieco (w sumie to dużo) i starałem się zabłądzić (bo tak właśnie lubię zwiedzać). Na sam koniec zaszedłem jeszcze do portu i do parku olimpijskiego (nareszcie jakieś napisy po angielsku!). Fajnie, ładnie, uroczo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Później obiad i pojechaliśmy z Wojtkiem do biblioteki. Tak fajnego budynku to w życiu nie widziałem! Wyglądał, jakby projektowali go Polscy robotnicy, którzy właśnie wrócili od szwagra z imienin. Podłogi były krzywe (tak do paru metrów różnicy między poziomami), dużo szkła (całe ściany to praktycznie samo szkło) a do tego skrzydło bez książek, ale z poduszkami. Wojtek mówił, że to sypialnia - bierze się poduszki (które sobie tam leżą), układa się wygodnie na nich i patrząc na alpy zasypia. Genialnie po prostu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i wracając usiedliśmy na huśtawce i się bujaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem jeszcze powrót, kolacja, trochę pogadaliśmy (noce Polaków rozmowy, czyli jak ma na imię orzeł z monet? Ustaliliśmy, że na pewno Rafał) i spać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dzień czwarty&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Do godziny 17 nie różnił się znacząco od dnia poprzedniego - błąkałem się po mieście, pstrykałem zdjęcia, zwiedziłem muzeum historii miasta (bardzo jestem zadowolony, że poszedłem akurat do niego). Na koniec wylądowałem w parku (koło placu zabaw) i pospałem a trawce, łapiąc słońce (teraz mi przez to schodzi skóra z nosa).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znalazłem też ciekawą rzecz - otóż miejscowa katedra jest ozdobiona... latającą krową. Poniżej zdjęcie na dowód:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;img src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjgTzkk7OB6ArSJzu4KK-KxFGpfFpzGJUQF7b37eJYJoKMeFWNuIxpK-NjFABNSvcnd96HmXaO2yyIRYR2wxcazom4lPI6r0JA8QBWrRJnpupvsHVVq5EFbW-4NydompVO3R4KajdYMuhO1/s512/IMG_1887.JPG" /&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Później się dowiedziałem, że to prawdopodobnie jedna z bestii z apokalipsy, ale dla mnie zawsze pozostanie latającą krową :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakby ktoś chciał zobaczyć resztę zdjęć, to są &lt;a href="https://picasaweb.google.com/116518966972973833686/Lozanna#"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i na koniec dnia, pojeździliśmy jeszcze z Wojtkiem rowerami po winnicach. Moja kondycja została przetargana na wszystkie strony :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co mi się w oczy rzuciło, w ciągu tych dwóch dni:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ludzie bardzo chcieli, żebym przeszedł przez ulicę. Wystarczy podejść do przejścia, a już się wszyscy zatrzymują, żeby Cię przepuścić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Służby miejskie odkurzają tam chodniki. Mają takie wielkie odkurzacze i chodzą odkurzając (to niby tłumaczy, dlaczego tak tam czysto ;P).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy budyneczek, każdy jeden bez wyjątku jest strasznie zadbany. Jakby co dopiero wyszedł spod rąk jakiegoś konserwatora. Ślicznie to wygląda, jak się zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fontanny są wszędzie. Do tego leci w nich woda z miejskich rur - co oznacza, że przy każdej fontannie możesz się śmiało napić wody. Genialne. A jak się tak dużo piję, to trzeba często robić siku. I z tym też nie ma problemu, bo jest sporo toalet, w dobrym stanie i wszystkie darmowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dzień piąty&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Dnia piątego zacząłem wracać. Bez pośpiechu :) Zrobiłem zakupy, wsiadłem do metra (jeździ sobie takie bez kierowcy i na pewno rozjeżdża koty na torach!), potem trolejbusu, a potem spóźniłem się na autobus i czekałem godzinę na następny. Jestem spryciarz jakich mało, bo czekałem na niego 20 minut i jakoś zdołał mi uciec :P Nie ważne, przecież mi się nie spieszy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Autobusem dojechałem na autostradę, na parking. Zjadłem czekoladę i zacząłem łapać. Nawet parę samochodów przepuściłem, bo jakoś nie podobało mi się, gdzie jadą ;P Albo kiedy tam jadą. Dość łatwo się w Szwajcarii łapie stopa. Zabrał mnie sympatyczny gościu, który wyglądał jak narkoman, który właśnie wrócił z odwyku. Jednakże, bardzo miło się z nim rozmawiało :) Opowiadał o tym, że jak miał 8 lat, to był 3 tygodnie w Polsce i wszyscy dla niego byli bardzo mili.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostawił mnie gdzieś tam (przyznam się szczerze, że nie pamiętam gdzie to było, pamiętam tylko jak parking wyglądał) i poinstruował gdzie które drogi idą (żebym się nie zgubił. Stamtąd zabrał mnie Niemiec. Koordynator jakieś sporej firmy chemicznej. Świetnie gadał po angielsku (więc ćwiczyłem, ile mogłem). Jak temat zszedł na miasto Polski, to zgodził się ze mną, że Kraków jest piękniejszy od Wrocławia (widać, zna się na rzeczy :P). Chwalił też Toruń, jako piękne historyczne miasto, w którym jest... Radio Maryja. Tak otóż Niemiec z urodzenia i pochodzenia słyszał i wie na temat Radia Maryja :P Taki małe zdziwko miałem :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wysadził mnie na jakimś parkingu za stolicą. Znowu objawiła się bezużyteczność mojej mamy - mogłem z nim śmiało jeszcze spory kawałek jechać. Nic to. Usiadłem na drodze i łapałem stopa dalej. Parę razy złapałem, ale nie ten kierunek (znaczy ten, ale przez mapę moją, myślałem, że nie ten :P). Zobaczyłem 3 tiry. Kierowcy byli z Malborka (i wiedzieli gdzie jest Miastko), niestety mieli czekać na tym parkingu do poniedziałku. nic to przecież mi się nie spieszy :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A skoro mi się nie spieszy, to rozłożyłem sobie w cieniu kalimate i uciąłem sobie drzemkę (bo miałem dość siedzenia na słońcu :P). Potem znowu usiadłem na drodze. Kierowcy tirów, jednak zaczęli jechać, zatrzymali się i mówią, że do granicy mogą mnie podrzucić. No to jechałem dalej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
"No to witamy w kraju okupanta." takie coś usłyszałem zaraz po przekroczeniu granicy od kierowcy tira. Wysadził mnie na parkingu tuż za granicą. Mnóstwo aut tam przejeżdżało. Tylko nikt jakoś się nie chciał zatrzymywać :P W końcu zabrałem się z jakimś Niemcem. Jechał dość bardzo w moją stronę, ale miał zjeżdżać z autostrady, co nie było mi na rękę, więc wysiadłem po jakiś 200 km :P Puścił dobrą muzę i pomimo psującej się pogody strasznie się wyluzowałem. Jedna piosenka zasłużyła sobie na miano tematu przewodniego mojej podróży :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;script type="text/javascript" src="http://www.wrzuta.pl/embed_audio.js?key=13piztXf6r8&amp;login=w378&amp;width=450&amp;bg=ffffff"&gt;&lt;/script&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I niech mnie nikt źle nie zrozumie - z dziewczyną na stopa jedzie się naprawdę fajnie i bardzo dobrze wspominam poprzednią podróż z Kingą. Ale podróżowanie samemu ma swoje zalety :) Nie jest lepiej, jest inaczej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dzień szósty&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Gdzieś tam przekimałem w namiocie i ruszałem dalej. Tym razem zabrała mnie starsza Niemka (gdzieś tak po 60 miała). Właśnie wróciła z Ameryki południowej, gdzie była pół roku. Żeglowała razem z mężem i zwiedzała. I tak od słowa do słowa (pochwaliłem się oczywiście, że również żegluję) usłyszałem, że jakoś w przyszłym roku będą sprowadzać jacht z Ameryki do Europy. &lt;b&gt;I czy nie chciałbym płynąć z jej mężem przez ocean :)&lt;/b&gt;. No i jak ja mogłem odmówić :P Zostawiłem namiary na siebie i teraz czekam tylko na jakieś potwierdzenie. A może się uda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po takich nowinach to już naprawdę mi się nie spieszyło, mało mnie obchodziło czy gdzieś dojadę, bo przecież ocean już na mnie czeka :) I tak się rozmarzyłem, że znowu dzięki mojej mapie byłem w czarnej pupie. Znaczy 5 godzin łapałem stopa w miejsce, w które nie mogłem dotrzeć. No chyba, że przeszedłbym na drugą stronę autostrady (o czym poinformowała mnie grupka Niemców i chwała im za to). A pragnę zauważyć, że byłem gdzieś koło Stuttgartu. Więc zmiana trasy,trochę odbije na południe i będzie dobrze. I gdzie złapałem stopa? Do Monachium...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatrzymał się Czech tirowiec (Mati jeśli dobrze pamiętam). Przesympatyczny gość - już jechał z nim jeden autostopowicz (też z Polski). I wiózł nas do Monachium :) I to była osoba, z która najtrudniej mi się rozmawiało, ponieważ go... rozumiałem :P Jak mówił po czesku to mój mózg po chwili to trawił i docierało do mnie co powiedział. I on rozumiał mnie, jak mówiłem po Polsku. Ale przez ostatnie kilka dni, tak się przyzwyczaiłem do angielskiego, że słysząc nie polski język automatycznie przechodziłem na angielski :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mati poczęstował nas czekoladkami (chwała mu za to, bo były pyszne), zaparkował tira w firmie i podwiózł nas jeszcze swoim prywatnym autem na parking (choć wcale nie było mu po drodze). A zrobił to wszystko dlatego, bo mógł nam pomóc. Stwierdził, że jak może pomóc, to należy to robić. Bo kiedyś to może on będzie potrzebował pomocy. Jak się spotyka takich ludzi na drodze - to są te momenty, kiedy docenia się podróże autostopem. Taka podróż przywraca wiarę w ludzi :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No ale jestem już jestem na parkingu i mogę iść spać :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Dzień siódmy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Zmarzłem w nocy na kość. I to pomimo tego, że nakryłem się dodatkowo kocem termicznym. Jak się obudziłem, to obczaiłem kleszcza. No to zabiłem tego niemieckiego krwiopijcę i ruszyłem łapać stopa :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalnie wcześnie wstałem (no bo jednak już mi się spieszyło). Było zimno! A ja od 6 rano do 10 nie mogłem złapać nic. Kompletne zero. Na szczęście, przez przypadek miałem rękawiczki (takie zimowe, w których chodzę po górach). Na szczęście, bo bym chyba zamarzł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zatrzymał się Słoweniec, Dawid. Podobnie jak ten Czech, z dnia poprzedniego, zatrzymał się, bo mógł mi pomóc (chyba mu się mnie szkoda zrobiło, jak zobaczył mnie w rękawiczkach). Strasznie sympatyczny - gadaliśmy sobie po angielsku. Jechał do Norymbergi, tam zmieniał auto i jechał do Frankfurtu do pracy na 3 tygodnie. W drugim samochodzie jechał jego kolego, a on namiętnie mówił o nim "she" :) Ale jak sam mówił, jak się nie używa języka to się go zapomina. Za to świetnie mówił po niemiecku. Skąd wiem? Bo zatrzymała nas policja na autostradzie (zapomniał włączyć światła, a strasznie padało).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze co, to że należy się 200 euro mandatu (mnie szczena opadła). Dawid grzeczny, skruszony się tłumaczył, że zapomniał, że bardzo przeprasza i więcej się to nie powtórzy. Wyjaśnił jeszcze, że ja jestem autostopowiczem. Policjant sprawdził nasze dowody - jak spojrzał na mój to zaczął do mnie po polsku gadać, gdzie jadę :) Sprawdził dowody, oddał, powiedział po niemiecku, że tym razem to tylko ostrzeżenie, a na koniec dodał do mnie po polsku:&lt;br /&gt;
"A Ty hamuj kolegę, żeby tak blisko samochodów nie podjeżdżał i żeby światła włączał." Mówił to wszystko z idealnym akcentem. Dawid stwierdził, że na pewno był Polakiem i puścił nas tylko dlatego, że ja razem z nim jechałem. Ja nie jestem co do tego do końca przekonany, ale było to prawdopodobne :) No i pewnie dlatego zmienił trochę trasę, żeby mnie zostawić tam gdzie potrzebuję :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko wysiadłem poznałem parę autostopowiczów z Polski. Wracali z zawodów (z Rzymu do Warszawy). Zdążyliśmy zamienić 3 słowa, złapali stopa, do samej Warszawy. A ja się pod nich podpiąłem :] W ten sposób w 3 minuty złapałem stopa do samego Wrocławia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I to tyle, mam nadzieję, że nie zanudziłem. Kto mógł ze mną jechać, a tego nie zrobił niech żałuje. Ale niedługo kolejna podróż - na October Fest w Monachium :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; garnek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; widelec&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; nóż&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; łyżka&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh62ss_4iWLcq7h8Fs7dEj4Y5e3yeMcALhu1uHIooZZtHSbyaC2Uhwi6jhPPr6NalPNmTJBNiTaS5VSm8OGtMRilTMjJcFSuyWhlksZvzVOcOQm7o0TD8berkkcG3I5jZGXa4xk6xdmK0i_/s72-c/IMG_1855.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">4</thr:total></item><item><title>Marynata na grilla</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/04/marynata-na-grilla.html</link><category>bazylia</category><category>czosnek</category><category>olej</category><category>oregano</category><category>papryka</category><category>rozmaryn</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Mon, 30 Apr 2012 09:10:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-3169702630202690940</guid><description>W sumie to marynata do mięsa, ale jak kto się uprze, to może marynować grilla :) Byłem już na grillu w tym roku i robiłem przy okazji marynaty. Zrobiłem 3, jedna była dobra :) Ale marynata to nic! Dowiedziałem się, że WKU ma dar iście cudowny. Potrafi wyleczyć Cię z każdej choroby! Nie ważne, czy chorujesz na stwardnienie rozsiane, czy nie widzisz na jedno oko - i tak dostaniesz kategorie A. Chwalmy zatem WKU, za leczenie rekrutów! I przy okazji pozdrowienia dla Dominiki ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; rozmaryn&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; olej&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; bazylia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; oregano&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; czosnek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; czerwona papryka (lub chili)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; sól&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;
Wielce skomplikowany przepis - znaczy wrzucamy wszystko do jednego garnka i mieszamy razem. Przypraw powinno być dużo, oleju mało. Całość ma przypominać konsystencją błoto - nie przesadźcie tylko z solą, ja ja to zrobiłem :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marynatą smarujemy mięso (albo je po prostu w niej obtaczamy). Im dokładniej, tym lepiej. Mięso odstawiamy do przegryzienia - jakaś karkówka to powinna koło doby leżeć, kurczakowi starczą 2-3 godziny. A później na grilla - pycha! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I wiem, że miałem już dzisiaj być w drodze w świat, ale przyczyny niezależne zmusiły mnie do wyjazdu dzisiaj. Znaczy jeszcze nie wyjechałem, bo czekam aż pranie mi wyschnie, ale to za godzinkę powinno się stać :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;ul&gt;&lt;li&gt; garnek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; łyżka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; palce&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total></item><item><title>Wyniki konkursu łapkowego</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/04/wyniki-konkursu-apkowego.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Tue, 24 Apr 2012 11:16:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-4599518797849923669</guid><description>To już jest koniec. Ale nie koniec świata, a koniec konkursu na łapkowego. Więc teraz ogłaszam wyniki (na początek te komentarze, które mnie urzekły, a później cała reszta):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Patryk&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Jesli w kuchni zostje mi piwo, to po prostu je wypijam!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Proszę zauważcie, jak w tym, jakże prostym przekazie, dostarczono wiele treści. Autor wiedzie życie ascety, ciesząc się prostymi przyjemnościami. Pragnie nam również przekazać, iż należy cieszyć się chwilą obecną, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;senninha&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Moim kulinarnym sekretem, którego mam nadzieję mąż nie zna jest pobliski bar z jedzeniem na wynos :)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobra żona, o męża dba. A żeby zbyt często nie musiała korzystać z baru, to dostanie łapkę i zestaw przypraw :)I niech Ci to wyjdzie na zdrowie, mężu senninha (nie mam bladego pojęcia jak to odmienić, ale wiecie o co mi chodzi :P).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Anonimowy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nie gotuję, lubię tylko czytać i oglądać, jem oczami chyba ale taka rękawica to by mi się przydała do lansu :-)do zagajki, zawsze to łatwiej będzie do minie podejść nieznajomemu i zagadać. Luz.I możne poznam kogoś kto dla mnie coś fajnego ugotuje.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To mój zdecydowany faworyt (w sumie to faworytka). Czemu ja na to nie wpadłem, żeby łapki nosić dla lansu? Gdzie ja miałem głowę?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Elutka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;moją tajemnicą jest chłopak, który świetnie gotuje! &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaka tam tajemnica - przecież od zawsze wiadomo, że mężczyźni lepiej gotują (jak im się tylko zachcę :P ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Nieśka (&lt;a href="http://mowia-weki.blogspot.com/"&gt;Weki też mają głos!&lt;/a&gt;)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podobno ma zamiar używać łapek do odstraszania dzieci = odstraszania ciąży = jako środka antykoncepcyjnego :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Wojtek&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Kiedy przypalę w jedynym dużym garnku gulasz z sosem miodowym, który zmienia się w pancerną skorupę wlewam do garnka trochę kreta z gorącą wodą. A potem, zanim użyję garnka na jakąś potrawę dla siebie, testuje go najpierw na gościach.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Goście zawsze mają przerąbane :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;http://szczypta-wege.blog.onet.pl&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Magdalena Kapkowska&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Kinga Kręciwilk&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Anonimowy (z ostatniego komentarza)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nagrody jakoś zostaną dostarczone (prawdopodobnie, przez gołębia pocztowego). Do wszystkich osób, które wygrały napiszę maila, z prośbą o adres, ale sami już możecie pisać (będzie zdecydowanie szybciej).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na sam koniec, na cześć sponsora (Podravki, producenta Vegety) łapki w górę :)</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>Ku nowej przygodzie!</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/04/ku-nowej-przygodzie.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Mon, 23 Apr 2012 22:56:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-1977651563505732847</guid><description>Wszyscy na pewno czekają na wyniki konkursu - i na pewno się doczekają. Ale to nie dziś :) Dziś jest sprawa wagi ważniejszej. Szczęśliwym trafem się dowiedziałem (prawie upewniłem już), że będę miał duuuużo wolnego w majówkę. A może nawet jeszcze więcej :) &lt;b&gt;(na samym końcu będzie najważniejsza informacja, więc doczytaj do końca)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z powyższym, urządzam sobie wycieczkę w świat. Jako "świat" rozumiem dwie opcję:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Opcja pierwsza&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Wyruszam z Wrocławia, jadąc stopem (brum!) i dojeżdżam w ciągu dwóch dni do Szwajcarii. Tam zatrzymuję się u mojego przyjaciela Wojtka, z którym mieszkałem w Krakowie (o &lt;a href="http://fizyk-w-podrozy.blogspot.com/"&gt;tutaj&lt;/a&gt; możecie poczytać o jego podróżach). Tam podobno jest pięknie i jest duży widelec :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;img src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgduxvdT9Y6SHx_AnP5bw_Le0vVZLLczF8vl2sExiaXxbhqaqbVIPiCEGzIwRxWbg_qdNyhhp8qAR0ffv1d2OPYXsdvAaxxR1ND8Zdwvp1znN_tFkEKfUM_JvA_jZxrN5g6FyBNvqsRhww/s1600/IMG_1327.JPG" /&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Zdjęcie zajumałem Wojtkowi z bloga, a co!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tam, przebywając dni parę, zamierzam zwiedzać (widelec zobaczyć na żywo i takie tam). A później powrót do domu. W czasie drogi noclegi (jeśli jakieś będą potrzebne) odbywać się będą w namiocie. Mam taki specjalny namiot z firankami, nawet była na nim kiedyś namalowana ośmiornica (dla ochrony przed dzikami oczywiście).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W prawdzie nie jestem do końca pewien, czy Wojtek wtedy będzie tam i czy będzie chciał mnie przenocować, ale niewątpliwie tak będzie :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Opcja druga&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Opcja druga jest równie piękna jak opcja pierwszą. Jedyna różnica to taka, że do jej realizacji potrzebna będzie iście ułańska fantazja (czyli to, co posiadam w nadmiarze). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszam z Wrocławia. Jadę na południe (tak, ze dwa dni). W zależności gdzie się uda dojechać, tam ostaję na dni parę śpiąc u ludzi dobrej woli, zwiedzam, bawię się i w ogóle takie tam :P Następnie do domu wracam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jak wiadomo, "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu" to może się uda i tam dojechać :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Teraz będzie ta ważna informacja, o której pisałem na początku.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli zastanawiacie się, po co to wszystko piszę, to Wam powiem. Nie mam zamiaru się tylko chwalić (ale to też miła część tego wpisu). Otóż samemu w takiej podróży może być smutno (jak deszcz i błoto będzie). No dobra, może "smutno" to złe słowo :P &lt;b&gt;W każdym razie szukam towarzysza podróży (teoretycznie płeć nieważna, ale wolałbym jednak płeć piękną, łatwiej im łapać stopa :P).&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Więc jeśli uważasz, iż nadajesz się do podróży stopem przez Europę, to napisz do mnie. Jeśli uważasz natomiast, że się nie nadajesz, ale masz ogromną chęć pojechać - także napisz :) Podróż planuję w dniach 1-6 maja lub 29 kwietnia - 6 maja&lt;/b&gt; (dokładnie to będę wiedział jutro).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Adres do mnie plum.ziu(stopem_na_koniec_swiata)gmail.com. W mailu napisz 3 zdania o sobie, co robisz, dlaczego chcesz jechać, zamieść jakieś głupie zdjęcie na którym jesteś, a na końcu dopisz "Chcę jechać, mogę jechać i pojadę, bo chcieć to móc".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chcesz napisać maila w stylu "Chciałbym/chciałabym jechać, ale nie mogę, bo coś tam" to sobie podaruj. Chcieć to móc. Więc takie maile wyjątkowo oleje.</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgduxvdT9Y6SHx_AnP5bw_Le0vVZLLczF8vl2sExiaXxbhqaqbVIPiCEGzIwRxWbg_qdNyhhp8qAR0ffv1d2OPYXsdvAaxxR1ND8Zdwvp1znN_tFkEKfUM_JvA_jZxrN5g6FyBNvqsRhww/s72-c/IMG_1327.JPG" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Gotowanie na kolanie, odc. 7</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/04/gotowanie-na-kolanie-odc-7.html</link><category>gotowanie na kolanie</category><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Mon, 16 Apr 2012 21:27:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-5511779387896618929</guid><description>Odcinek jakby specjalnie dedykowany dla mnie :) Polecam z czystym sumieniem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;center&gt;&lt;br /&gt;
&lt;iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/ZokQyX1-ZNg" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.szkolareklamy.pl"&gt;&lt;img style ="margin: 5px; width: 40%" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHWKvbbYhu_Erj7yXdUI-W8vqV25WxCOeQtg2YPkZFdkhDC5ACU4GcJ3mPHvwnfYz60Gpp8KTd13d9DSidJF0l8JGTdIElhUcOEKy3l5x6ASHa0qEabb_jhZN4lQSqGwOXcBemHWoYXeGZ/s560/logo-warszawska-szkola-reklamy-560.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;    &lt;a href="http://www.tvpoludnie.pl"&gt;&lt;img style ="margin: 5px; width: 40%"  src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhTDPvZDiofRD_e7EstM0pxA-L5_PhxTXKEjoSFSRd4q4zSwpW0yjd9-yezJSJth7bCUL8XyAealOUd48-rEIEP3NhrxTbo-R2pmvCAZg5oBBu7EhAlRLQX4_vgjE9dkNhnI8T5GJUpM5x8/s640/Logo%252520TV%252520Poludnie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://img.youtube.com/vi/ZokQyX1-ZNg/default.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total></item><item><title>Łapkowy konkurs</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/04/apkowy-konkurs.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Fri, 13 Apr 2012 11:06:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-9040736926971683054</guid><description>Się tak złożyło, że jest kolejny konkurs. I mam nadzieję, że zdarzać się będzie tak jak najczęściej (w końcu muszę Cię, drogi czytelniku, przekupić, żebyś czytał moje wypociny :P ). Tym razem konkurs sponsorowany przez Podravkę (producenta Vegety). Jak już ostatnio wspominałem, jest sobie aplikacja na fb, do zamieszania swoich sekretów kulinarnych (tam jest do wygrania 80 łapków). A u mnie bardzo podobnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Zamieszczasz swój oryginalny sekret w komentarzu. Może nie oryginalny, ale zamieszczasz go jako pierwszy ktoś. Komentarz mniej więcej w stylu "ja to wiem, a Wy nie, i to ja jestem fajny".&lt;br /&gt;
2. Punkt drugi jest niezwykle istotny i będzie szczegółowo przestrzegany. &lt;b&gt;Zawsze będziesz gasić światło w lodówce!&lt;/b&gt; I nawet sobie nie myśl, że tego nie sprawdzę!&lt;br /&gt;
3. Piszesz do mnie maila (plum.ziu(ogonek-zawinięty-w-koło-litery-a)gmail.com), z informacją, że to Ty zamieściłeś komentarz (tak, żeby mi ułatwić kontakt z osobami wygrywającymi).&lt;br /&gt;
4. Czekasz cierpliwie na wyniki, które nastąpią w okolicy 22 kwietnia (bo do tej daty trwa konkurs).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A co do wygrania? A no do wygrania są takie łapki silikonowe. W teorii są one do wyciągania gorącej blachy z piekarnika, ale ja z Mietkiem odkryliśmy ich prawdziwe przeznaczenie! Otóż! (nie powtarzajcie tego zbyt dużej liczbie ludzi, bo to tajny sekret jest) Te łapki, służą temu, żeby po ich założeniu, straszyć nimi dzieci. Tak właśnie jest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i do łapek dorzucany jest jeszcze zestaw Vegety Natur, ale wiadomo, że najważniejsze są łapki do strasznie dzieci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No to teraz to już pozostaje mi tylko czekać na zgłoszenia :)</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">14</thr:total></item><item><title>Rozwiązanie konkursu z beczką piwa</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/04/rozwiazanie-konkursu-z-beczka-piwa.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Fri, 6 Apr 2012 22:44:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-1452543445555892000</guid><description>Więc wszyscy na to czekają - bo dostałem naprawdę sporo przepisów. Jedyne czego nie dostałem, to obiecanej beczki piwa. Zero beczki, zero kontaktu. Nie pozostaje mi nic innego, jak odwołać konkurs. Przepisów nie zamieszczę na stronie (nie ma nagrody, to nie mogę ich wykorzystać). Bardzo wszystkich przepraszam, ale to nie moja wina. I jeszcze na koniec takie oświadczenie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;Nigdy nie lubiłem Heinekena i teraz na pewno go już nie polubię.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach pocieszenia poczytajcie sobie o &lt;a href="http://lucznictwotradycyjne.blogspot.com/"&gt;strzelaniu z łuku&lt;/a&gt;.</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total></item><item><title>A ja mam taki mały sekret...</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/04/ja-mam-taki-may-sekret.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Thu, 5 Apr 2012 11:52:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-1684016167085229752</guid><description>A ja coś wiem, ale nie powiem! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Albo dobra, powiem :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Otóż, jako wierny fan facebooka (może "fan" to za mocne słowo :P), oglądam sobie czasem aplikacje. Bo aplikacje są fajne i w ogóle. I jest taka aplikacja o sekretach kulinarnych (&lt;a href="http://www.facebook.com/SekretyMojejKuchni/app_323503394379057"&gt;o tutaj jest&lt;/a&gt;). Ogólna zasada jest prosta - podajesz maila, swój "sekret" i puk - trafia to do bazy sekretów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na razie sekretów jest mało (taka świeżutka aplikacja), ale to dobrze! Dobrze z następujących względów - bo są do zgarnięcia nagrody. Więc nie zostaję nic innego jak tylko dodawać kulinarne sekrety.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja to w ogóle wyjaśnię, o co chodzi z tymi sekretami. Otóż każdy ma jakieś patenty na gotowanie. Tutaj podam taki przykład mojego patentu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;"Aby szybko zmrozić wódkę, wkładamy ją do wody z lodem i dosypujemy sporo soli. Słony lód zmienia się szybko w wodę (inna temperatura topnienia) i odbiera strasznie szybko ciepło z otoczenia."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I chodzi o to, żeby podzielić się tymi sekretami z innymi. Fajna rzecz - będę więc obserwował aplikację :) Szczególnie, że u mnie też będzie konkurs związany z tą właśnie aplikacją. Szczegóły konkursu... podam za tydzień :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I jeszcze na koniec link do &lt;a href="http://www.facebook.com/SekretyMojejKuchni"&gt;fanepaga aplikacji&lt;/a&gt;.</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Konkurs podróżniczy</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/03/konkurs-podrozniczy.html</link><author>noreply@blogger.com (misiuziu)</author><pubDate>Fri, 30 Mar 2012 09:48:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-353121490677644221</guid><description>Kajam się - zapomniałem napisać o bardzo, &lt;b&gt;bardzo&lt;/b&gt; ważnej sprawie. Otóż Wojtek na swoim blogu organizuję także &lt;a href="http://fizyk-w-podrozy.blogspot.com/2012/03/konkurs-charytatywny.html"&gt;konkurs&lt;/a&gt;. konkurs fajny miły i ciekawy, multum nagród i w ogóle szczytny cel.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A z zaufanych źródeł wiem, że jest mało zgłoszeń, więc łatwo będzie wygrać - do konkursu marsz! Ino żywo, bo konkurs się niedługo kończy (dokładnie to jutro :P).&lt;br /&gt;</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Sos łososiowy z groszkiem do makaronu</title><link>http://student-gotuje.blogspot.com/2012/03/sos-ososiowy-z-groszkiem-do-makaronu.html</link><category>cebula</category><category>groszek</category><category>makaron</category><category>masło</category><category>mleko</category><category>łosoś wędzony</category><author>noreply@blogger.com (koobak)</author><pubDate>Wed, 14 Mar 2012 14:14:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-4543441317295627100.post-8514731378297058233</guid><description>&lt;b&gt; Składniki:&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt; makaron ugotowany al dente (z 1 kopiastej szklanki surowego)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; 100g łososia wędzonego sałatkowego (już pokrojonego w małe kawałki - jest tańszy i oszczędza pracy)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; mleko zagęszczone (200ml, 7.5% tłuszczu)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; mała cebula&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; masło (wielkości połowy pudełka od zapałek)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; kopiasta łyżka groszku zielonego&amp;nbsp; &lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przepis na szybkie i smaczne jedzenie. Przy dobrej organizacji całość powstaje w około 15 minut.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli łosoś nie jest w kawałkach, należy go pokroić w paski szerokości około 2 cm (drobniej nie trzeba - i tak podczas gotowania się rozpadnie). Cebulę (wielkości orzecha włoskiego) drobno kroimy. W garnku topimy masło, szklimy na tym posiekaną cebulę. Dorzucamy łososia i obsmażamy około 1-2 minuty. Potem wlewamy mleko i dodajemy groszek (mrożony albo świeży - groszek z puszki dodajemy na samym końcu). Całość doprowadzamy do wrzenia i gotujemy z 5 minut cały czas mieszając, żeby nie zrobił się kożuch na wierzchu. Jeździmy też dokładnie łyżką po dnie garnka, żeby nie przywarło i się nie spaliło (najlepiej robić to drewnianą łyżką). Nie piszę, że trzeba solić i pieprzyć, bo wędzony łosoś jest dostatecznie słony i aromatyczny, żeby to jeszcze ekstra doprawiać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po zdjęciu sosu z ognia wrzucamy do niego świeżo ugotowany makaron, mieszamy i od razu podajemy (inaczej makaron się rozklei). Powyższa ilość składników starczy na 2-3 porcje.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zamiast mleka można użyć wyrobu śmietanopodobnego, czyli większości śmietan oferowanych w tej chwili na rynku (musi mieć w składzie jakiś zagęstnik - najczęściej mączka chleba świętojańskiego i mleko w proszku).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Zbrudzone naczynia i nie tylko: &lt;/b&gt; &lt;br /&gt;
&lt;ul&gt;&lt;li&gt; deska&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; nóż&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; garnek&lt;/li&gt;
&lt;li&gt; łyżka (najlepiej drewniana)&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item></channel></rss>