<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:blogger='http://schemas.google.com/blogger/2008' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908</id><updated>2026-09-29T12:35:29.140-07:00</updated><category term="podróż"/><category term="Balkans"/><category term="Europa"/><category term="daleki wschód"/><category term="autostop"/><category term="Middle East"/><category term="polityka"/><category term="rozrywka"/><category term="w domu"/><category term="Romowie"/><category term="po Polsce"/><category term="góry"/><category term="historia"/><category term="kuchnia"/><category term="książki"/><category term="kino"/><title type='text'>Swoją Drogą</title><subtitle type='html'>Gosi blog podróżniczy i nie tylko</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default?redirect=false'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>411</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-8500234789954200960</id><published>2020-08-01T08:41:00.001-07:00</published><updated>2020-08-01T08:46:11.942-07:00</updated><title type='text'>Z opowieści pandemicznej kelnerki</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Cóż. Jest jak jest. Miałam jechać na wymarzone wakacje do Rosji, miałam pojechać poodwiedzać znajomych w różnych zakątkach w Europie i skończyć lato jakąś fuchą w UK. Tak jak mnóstwo innych rzeczy w tym roku - nie wyszło.&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Oczywiście i tak mam szczęście. Przepracowałam zimę w Szwajcarii, więc pandemia nie zastała mnie bez grosza. Planowałam wiosną obijać się i jeździć po świecie - więc moja prywatna podstawowa strata to wakacje. Nie straciłam bliskich, nie rozwalono mi biznesu pseudotarczą kryzysową, przesiedziałam dwa miesiące w domu, będąc pandemicznym utrapieniem dla mojej mamy, po czym zupełnym przypadkiem znalazłam pracę. Nie do końca taką pracę, jaka chciałam, nie do końca w takim miejscu, w którym chciałam, nie do końca za takie pieniądze, jakie bym chciała - ale, że tak powiem, wszystko mieści się w określonych widełkach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Nie przepracowuję się, co jest dla mnie zupełna nowością, bo jednak gastro rządzi się swoimi prawami, więc fakt, że mam znośną liczbę godzin, i w dodatku przez te godziny nie muszę biegać, jak głupia, jest nietypowy.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Siedzę jak zwykle w środku niczego. Tym razem na środku niczego w Niemczech. Trudno w to uwierzyć, ale wybrałam bezpieczną opcje - Niemcy są niewątpliwie jednym z lepszych miejsc dla przeczekania pandemii...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Zarzekałam się wielokrotnie, że już tu nie wrócę, a tymczasem wyszło jak wyszło... Może się przeproszę z tym mieszkaniem w Niemczech? W sumie jestem w Meklenburgii, która nazywam niemieckim mañana landem, bo wyróżnia się pewnym wyluzowaniembwyluzowaniem,i klimatów, ogólna zaściankowością, w dobrym, powolnym, tego słowa znaczeniu... Chociaż na długo bym tego nie zniosła, ale na ten czas jest to chyba jedna z najlepszych opcji, jakie mógł mi zaoferować świat...&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Jest łatwo. Pod względem pracy, pod względem komfortu życia, pod względem pewnej wygody. Jest mi wciąż trudno mentalnie, bo nie wiem, ile to &quot;przeczekanie&quot; ma trwać i kiedy będzie można znów odetchnąć pełną piersią, bez maski, bez stresu, że zaraz mi zamkną jakąś granice, bez poczucia, że każdy krok swobody robi ze mnie totalna egoistkę. Zobaczymy, jak będzie, póki co cieszę się, że po prostu, jak zwykle, mam sporo farta :)&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgIsf7CAk8q-AbLYLuV2zWV9seHCzGsjY_2_BWk5zso8Ey16Xdn616UoShyphenhyphenxMED6M5iN2DXSmVPvXfnZN3XKTTokHy_1G5ZvyJLDqBp85OJ1_OmOx0tRraUtq22QOdb_WosyyFenwfI-yci/s1600/20200723_184601.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1200&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;239&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgIsf7CAk8q-AbLYLuV2zWV9seHCzGsjY_2_BWk5zso8Ey16Xdn616UoShyphenhyphenxMED6M5iN2DXSmVPvXfnZN3XKTTokHy_1G5ZvyJLDqBp85OJ1_OmOx0tRraUtq22QOdb_WosyyFenwfI-yci/s320/20200723_184601.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEibEAPm7oHGTmBIny5Yq0jh7zW_APDXN-8sDPLVAMhKc8aXJiV6RFy0FWMP7VoPQafYDJLys4E5JSiP2jqHwWFjS12DyOGxIrURcFEyAnescTx9jxy1BdW1yyraE5LApMFfuVBTwB6zyYMw/s1600/20200723_184731.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1007&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;201&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEibEAPm7oHGTmBIny5Yq0jh7zW_APDXN-8sDPLVAMhKc8aXJiV6RFy0FWMP7VoPQafYDJLys4E5JSiP2jqHwWFjS12DyOGxIrURcFEyAnescTx9jxy1BdW1yyraE5LApMFfuVBTwB6zyYMw/s320/20200723_184731.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEho_fnVfYebdRxHtmuBb7f1_V72XoSA1zmFHN6716tR8LYudTLB-hskXYWC4a1FZnFHQrkOI4C7gO-WAE7HDJRIpCbU4YfX0-yQ0VAACNzn3Y1T2NdHnShUPCYtoE2Vh7xZb2lfYus9HbdV/s1600/20200627055629_IMG_1117.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1200&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEho_fnVfYebdRxHtmuBb7f1_V72XoSA1zmFHN6716tR8LYudTLB-hskXYWC4a1FZnFHQrkOI4C7gO-WAE7HDJRIpCbU4YfX0-yQ0VAACNzn3Y1T2NdHnShUPCYtoE2Vh7xZb2lfYus9HbdV/s320/20200627055629_IMG_1117.JPG&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/8500234789954200960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/8500234789954200960' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/8500234789954200960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/8500234789954200960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2020/08/z-opowiesci-pandemicznej-kelnerki.html' title='Z opowieści pandemicznej kelnerki'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgIsf7CAk8q-AbLYLuV2zWV9seHCzGsjY_2_BWk5zso8Ey16Xdn616UoShyphenhyphenxMED6M5iN2DXSmVPvXfnZN3XKTTokHy_1G5ZvyJLDqBp85OJ1_OmOx0tRraUtq22QOdb_WosyyFenwfI-yci/s72-c/20200723_184601.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-3184548091897847636</id><published>2020-03-09T10:51:00.001-07:00</published><updated>2020-03-09T10:51:17.637-07:00</updated><title type='text'>Moje szwajcarskie życie</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Jest to kolejny kraj, w którym przyszło mi zamieszkać. Na chwilę, trochę dorobić, trochę zobaczyć, jak to jest mieszkać w Alpach. No i poszłam na całego z tymi górami - może i nie jest to najwyższe miejsce w kraju, ale za to bardzo bardzo w górach. Tak bardzo, że nie ma tu innej możliwości dotarcia niż wyciągiem narciarskim, który w razie większego wiatru przestaje funkcjonować. Mieszkam 500 metrów ponad najbliższą wioską, w hotelu górskim, który zimą jest całkowicie odcięty od cywilizacji, nie licząc wspomnianego wyciągu... Dobra, wiem, że co poniektórym (na pewno mi, zwłaszcza jak są śnieżyce) kojarzy się to ze &quot;Lśnieniem&quot;, ale jako że zimą jest tu właśnie szczyt sezonu, to na szczęście jest tu trochę więcej ludzi ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy jadę sobie sezonowo do pracy, mam bardzo specyficzne wytyczne w kwestii wyboru miejsca - i jednym z najważniejszych jest to, żeby była ładna okolica. Z jednej strony zupełnie nie mam na co narzekać w tej kwestii - widoki są wręcz zapierające dech w piersiach, z drugiej - wspomniany brak cywilizacji sprawia, że są stosunkowo niewielkie możliwości poruszania się po okolicy, wszystko jest zależne od kolejki górskiej, która jeździ jedynie między 8:15 a 16:30, co sprawia, że człowiek albo się godzi z tą specyficzną godziną policyjną, albo decyduje się na spacerki pod górkę w często niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Trzeba przyznać, że mocno mnie to uziemia, bo nie jestem ogólnie jakąś wielką wielbicielką zimy i brodzenia w śniegu (tak, wiem, wspominałam o tym, zapewne wspomnę jeszcze wielokrotnie). Czasami gdzieś wyskoczę, ale jakoś zimowa atmosfera senności wybitnie do mnie przemawia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie ukrywajmy jednak, że nie leżę sobie całymi dniami pod kocykiem, tylko co do zasady chodzę do pracy, gdzie usiłuję zrozumieć język szwajcarski i nie potłuc zbyt dużo kieliszków. Chyba jakoś sobie radzę, choć szwajcarski świat jest bardzo odległy kulturowo od mojego... Choć z drugiej strony specyficzny to szwajcarski świat - więcej tu nas, Polaków, poza tym Słowaków i Portugalczyków niż samych Szwajcarów. Prowadzi to do bardzo zawiłych relacji językowych między pracownikami, które czasem powodują nieporozumienia, ale jednak raczej bawią - jak ktoś pragnie pracy w międzynarodowym środowisku, to szczerze mówiąc dużo bardziej polecam coś takiego, niż siedzenie w korporacji, gdzie wszyscy mówią po angielsku i chodzą pod krawatem, i w ogóle wszystko jest w jakimś stopniu ujednolicone, żeby ułatwić komunikację. W turystyce jakoś radzimy sobie sami, zresztą jest to jedna z rzeczy, które mi się najbardziej w pracy w turystyce podoba.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sumie dziwacznie zaczęłam o tym wszystkim pisać, mój pobyt w Szwajcarii już dobiega końca, za trzy tygodnie będę w Polsce, gdzie znowu zacznę myśleć, co dalej począć ze swoim życiem. I w zasadzie nie mogę się już doczekać. Z jednej strony szukanie kolejnego zajęcia jest megastresujące, ale z drugiej - to morze możliwości i miejsc na świecie jest ekscytujące jak mało co....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem: mój widok z mojego szwajcarskiego okna :)&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhl7bmfoA0fPYtJVQMQ1g7EO0j2eihkKJHQzHl6LUBIODkZQmGimCVm149mqFxg4Dud-UfPI3MWtkhuGh48lFj1VWNkWFK5MpRiQU1ziYs2JTyHhjJuzMuao6H5yTP8C7iAtN9jOgUfwYyI/s1600/20191221_162302.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1200&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhl7bmfoA0fPYtJVQMQ1g7EO0j2eihkKJHQzHl6LUBIODkZQmGimCVm149mqFxg4Dud-UfPI3MWtkhuGh48lFj1VWNkWFK5MpRiQU1ziYs2JTyHhjJuzMuao6H5yTP8C7iAtN9jOgUfwYyI/s320/20191221_162302.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUGyHMxpESEKxoJJAyyJ4LIoCTbduITuma1TOsjExBlGdgxlJyAUoFyg4KOK8t4DNAL5ULb5Rhe_Onz6Fr3IjsRScjNJa7bt78Mj4QKK-FH0fGCVnh2qWeE6OSPc-xT__CS2P4ZXukczWt/s1600/20191221161603_IMG_0336.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1200&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUGyHMxpESEKxoJJAyyJ4LIoCTbduITuma1TOsjExBlGdgxlJyAUoFyg4KOK8t4DNAL5ULb5Rhe_Onz6Fr3IjsRScjNJa7bt78Mj4QKK-FH0fGCVnh2qWeE6OSPc-xT__CS2P4ZXukczWt/s320/20191221161603_IMG_0336.JPG&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjfA58q_HuHJ9g0hqvRgfPoaIZ9TGmdA5C_5p56ia_4sWjxlYdcAM_ioxgfzaty_7folgw1T6xJdbYKsg7OjfcSPZfpYUUjxkO9cyyG8BiVdUCsIjWdyI-pQ7UOrjVfOnSPiJLlxn3gnZaG/s1600/20200214172517_IMG_0476.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1200&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjfA58q_HuHJ9g0hqvRgfPoaIZ9TGmdA5C_5p56ia_4sWjxlYdcAM_ioxgfzaty_7folgw1T6xJdbYKsg7OjfcSPZfpYUUjxkO9cyyG8BiVdUCsIjWdyI-pQ7UOrjVfOnSPiJLlxn3gnZaG/s320/20200214172517_IMG_0476.JPG&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/3184548091897847636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/3184548091897847636' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3184548091897847636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3184548091897847636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2020/03/moje-szwajcarskie-zycie.html' title='Moje szwajcarskie życie'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhl7bmfoA0fPYtJVQMQ1g7EO0j2eihkKJHQzHl6LUBIODkZQmGimCVm149mqFxg4Dud-UfPI3MWtkhuGh48lFj1VWNkWFK5MpRiQU1ziYs2JTyHhjJuzMuao6H5yTP8C7iAtN9jOgUfwYyI/s72-c/20191221_162302.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-2498684557708876250</id><published>2020-03-01T12:52:00.002-08:00</published><updated>2020-03-01T12:53:24.820-08:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podróż"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="w domu"/><title type='text'>Pisać, nie pisać...</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Świat idzie naprzód i ja się bardzo zmieniam. Kiedy patrzę na czasy, w których zakładałam tego bloga, to trudno wręcz uwierzyć, że pisała go ta sama osoba w tej samej rzeczywistości... I w sumie jest to jeden z powodów, dla których przestałam pisać. Wydawało się to i nie pasujące do mnie samej, a tym bardziej - nie pasujące do świata otaczającego. Przecież dziś się nie czyta blogów, dziś się ogląda filmiki, zdjęcia na Instagramie, inne wrzutki na innych serwisach, na których się niespecjalnie znam, bo i nie mam wewnętrznej potrzeby śledzić tego wszystkiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale. Jednak brakuje mi pisania. Może to potrzeba ekshibicjonizmu, może po prostu lubię sobie czasem postukać na klawiaturze i w sumie czemu by nie stukać przeżyć z podróży. Tylko że tu znowu pojawiają się wahania. Ponieważ same te &quot;przeżycia z podróży&quot; się bardzo mocno zmieniły. Stałam się dużo bardziej sceptyczna w stosunku do samej idei podróżowania jako takiego - bycie uprzywilejowanym cudakiem, niby hippisem, ale tak naprawdę z odpowiednią poduszką bezpieczeństwa, oglądanie sobie, jak inni ludzie żyją, po prostu, bo jestem ciekawa, czy też patrzenie na kolejne świątynie czy inne cuda architektury i irytacja, kiedy nie mogę zrobić zdjęcia w jakimś wnętrzu... Wszytko to wydaje mi się coraz bardziej powierzchowne i egoistyczne. Nawet nie wspomnę o kwestii zmian klimatycznych. Tylko że żyję tym jak powietrzem. Po prostu chyba inaczej nie umiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podróżuję i dużo więcej, i dużo mniej niż kiedyś. Zależy jak na to spojrzeć. W zasadzie w ogóle nie przestaję być w podróży, ale ponieważ bardzo często osiadam gdzieś na dłużej, trudno to nazwać podróżowaniem... Takie nie wiadomo co, ale bardzo mi to odpowiada. Cały czas jeżdżę stopem, cały czas korzystam z couchsurfingu, cały czas najbardziej w tym wszystkim lubię poznawać ludzi, ale łażę też po muzeach i z pełną nieukrywaną przyjemnością korzystam z dobrodziejstw, które oferują miejsca turystyczne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego też w sumie zaczęłam w miejscach turystycznych pracować. Cokolwiek by nie mówić o tej pracy, która fizycznie potrafi wymęczyć, to z reguły oferuje niepowtarzalny widok za oknem, a dzień wolny to wakacje, na które mało kogo stać. I chłonę to wszystko, co jest wokół mnie jak tylko się da.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Albo i nie chłonę, tak jak teraz - kiedy siedzę sobie przeziębiona i nudzę się w połowie drogi na szczyt szwajcarskiej góry. No i się zastanawiam, co by napisać, bo przecież nie mogę zacząć od Szwajcarii i pominąć tych dwóch przepięknych lat w Szkocji. I pominąć całej tej ewolucji, która we mnie zaszła w czasie trwania tej przerwy w pisaniu, kiedy w moim całym życiu nastąpiło tyle przewartościowań, że bardzo trudno mi rozpoznać niektóre moje zachowania sprzed powiedzmy trzech lat. Jednak potrzeba podróży pozostała. Potrzeba wiecznej zmiany, czyżby to był po prostu lęk przed zaangażowaniem? Pozostaniem w jednym miejscu, gdzie miałabym ten sam widok z okna do końca swoich dni? Ja sobie po prostu nie wyobrażam, żeby mieć ten sam widok z okna do końca swoich dni... Nie żebym nie rozumiała plusów, po prostu niemal przyprawia mnie ta idea o gęsią skórkę. I czasem się zastanawiam, czy ta pogoń za nowością jest związana z tym wolnym duchem, którego moi przyjaciele chcą we mnie widzieć, czy też jakimś rodzajem ucieczki, choć w sumie sama nie wiem przed czym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ok, obiecuję, że jednak napiszę, co się ze mną dzieje, zanim znów się zatrzymam na jakichś dziwnych rozważaniach. Jestem w Szwajcarii, w górach, w środku niczego tak bardzo, jak jeszcze nigdy nie byłam - a różne środki niczego przeżyłam. Nie dość, że mieszkam na malutkiej wsi, to jeszcze nie mieszkam w samej wsi, tylko w górskim hotelu, 7 kilometrów drogi i 500 metrów w górę od samej wioski. Hotel jest przepiękny i widoki są cudne, jest mi tu ogólnie rzecz biorąc dobrze, choć trochę w pewnym sensie leniwie - ale nie wydaje mi się, żeby to była wina miejsca, tylko mojego nastawienia do zimy w ogóle. Znalazłam się tu, żeby właśnie sobie przezimować, zahaczyć się gdzieś na ten czas, do którego nie mam specjalnie żadnego sentymentu. Tak, mamy przepiękną zimę. Tak, wiem, że wszyscy mi zazdroszczą tego śniegu skrzącego się w słońcu. Tylko że ja w nim widzę utrudnienie w przemieszczaniu się, przyczynę moich nawracających przeziębień i zapowiedź brei, która nastąpić musi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjątkowo zostałam kelnerką. Wśród miliona zawodów, które zdarzało mi się wykonywać, ten jest dla mnie w miarę nowością, choć kręciłam się trochę wokół niego, pracując bardzo często z kelnerami, kiedy byłam na różnych innych stanowiskach. Bycie kelnerką w szwajcarskim hotelu górskim jest przygodą, której się po sobie nie spodziewałam z wielu powodów, ale w sumie czemu nie. W porównaniu do praktycznie każdego innego zawodu związanego z turystyką, który wykonywałam, jest to praca dużo lżejsza. Gdybym tylko rozumiała, co się do mnie mówi! Oczywiście porozumiewam się po niemiecku, ale ani mój niemiecki nie jest na super wybitnym poziomie, ani szwajcarski niemiecki nie ma z nim aż tyle wspólnego, jakbym chciała. Tymczasem jakoś jednak leci, wśród śniegu i sopli i lodu. Opowiem ze szczegółami, jak mnie znowu najdzie wena, ale teraz chyba i tak się trochę rozpisałam, więc c.d.n.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/2498684557708876250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/2498684557708876250' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2498684557708876250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2498684557708876250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2020/03/pisac-nie-pisac.html' title='Pisać, nie pisać...'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-2668594315012536695</id><published>2018-12-12T21:40:00.002-08:00</published><updated>2018-12-12T21:40:23.563-08:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="daleki wschód"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podróż"/><title type='text'>Pozdrowienia z Malezji</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Nie żebym wróciła do pisania tego bloga... W sumie, kiedy człowiek ma przestój z pisaniem/podróżowaniem, to potem ciężko powrócić do tego, co się robiło wcześniej, ale... Cóż, po różnych przerwach i zatrzymaniach znów jestem w podróży, więc znów ciągnie mnie trochę, żeby nabazgrać kilka słów, a gdzieżby nie nabazgrać, jeśli nie na starej dobrej platformie, na blogu, z którym się zaprzyjaźniłam wiele lat temu. Świat się zmienił, zmieniły się media, sposoby dzielenia się z ludźmi swoimi przeżyciami, już w sumie mało kto chyba czyta blogi? (Czy się mylę?). Teraz ludzie podróżują z kamerkami i tym podobne... Inna rzecz, że w sumie smutne jest trochę podróżowanie z nastawieniem na blogowanie, robi się wtedy zdjęcia do bloga, przeżywa się jakby wszystko dla innych, a nie dla siebie. A ja już w sumie robię coraz mniej zdjęć, a coraz więcej przeżywam w środku. Są rzeczy, których sfotografować nie potrafię, inna rzecz, że chętnie bym się nauczyła, ale są też przeżycia i spotkania, przy których po prostu mam wrażenie, że dzieląc się nimi z całym światem, a przynajmniej tym światem polskojęzycznym, naruszyłabym czyjąś intymność, czy chociażby intymność przeżycia...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inna rzecz, że w sumie zastanawiam się nad podróżowaniem samym w sobie. Dawno, bardzo dawno, nie byłam na wyjeździe, z którego w zasadzie niewiele wynika... Zaczęłam głównie jeździć albo do pracy, albo do kogoś - w sumie to &quot;do kogoś&quot; jest jedną z rzeczy, które ratują moje podejście do podróży. Bo nie chce mi się już zwiedzać. Wciąż fascynują mnie ludzie, wciąż fascynuje mnie kultura, sztuka, historia, która za tym się kryje, wciąż niezwykle ważne są dla mnie wszelkie spotkania, przy których moja dusza ładuje baterie. Wciąż przy przemieszczaniu się czuję, że żyję, nabieram energii, zrzucam balast codzienności. Trudno opisać to uczucie, ale bycie na miejscu mnie przygniata, sprawia, że coraz trudniej się zmobilizować, wstać z łóżka, robić coś konstruktywnego, a w drodze jestem w stanie ograniczyć sen, picie i jedzenie i chłonąć te wszystkie wrażenia, nabierając coraz więcej energii, czując coraz mniej zmęczenia, pić lokalne alkohole bez kaca, wchodzić na tysiące schodków bez zakwasów, wykańczać się bez bólu. Tak jakby moje ciało było w stanie unieśc wiele więcej, kiedy się przemieszcza...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak mam wątpliwości. Bujam się po świecie, bawię się, podczas gdy podróżowanie jest luksusem bardzo konsumpcyjnym... Nie będę nikogo oszukiwać, że staram się konsumpcjonizmu unikać, ale jednak jakieś stworzenie w głowie mi przypomina, że ten tani bilet do Azji powiększa mój ślad węglowy do liczb, których nie ogarniam, że ten tani ryż z krewetkami jest dlatego tak tani, że pani, która mi go podała zarabia pewnie przez miesiąc mniej niż ja przez tydzień, że zostawiam za sobą mnóstwo śmieci, bo jem więcej na mieście szybko zgarniając na jakimś wieczornym markecie zapakowane w milion foliowych worków buteleczki z napojami, że jako ten backpacker w sumie niewiele zostawiam lokalnej ekonomii, że to wszystko tak naprawdę jest dla zabawy, a kiedy patrzy się na te tłumy ludzi, którzy podróżują, bo muszą, i w dodatku nikt ich nigdzie nie chce - to ta zabawa, a nawet ta nauka, którą wynoszę z podróży, wydaje się szczytem egoizmu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemniej wciąż szukam, jestem tu, na lotnisku w Kuala Lumpur, więc to wszystko, co napisałam, jest zapewne i tak szczytem hipokryzji. Wyczekuję kolejnych spotkań z nadzieją, że nie tylko ja z nich coś wyniosę, chociaż ludzkość mnie do tej pory tak zadziwia swoją gościnnością, dobrocią i pomocą, że się karmicznie nigdy zapewne nie wypłacę...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż, o Malezji jednak nie było. Może następnym razem, bo kraj przepiękny.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/2668594315012536695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/2668594315012536695' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2668594315012536695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2668594315012536695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2018/12/pozdrowienia-z-malezji.html' title='Pozdrowienia z Malezji'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-7279845849816243063</id><published>2016-11-07T02:48:00.002-08:00</published><updated>2016-11-07T02:59:20.596-08:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="książki"/><title type='text'>Co tam u innych podróżników - ciąg dalszy</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Z Anitą Demianowicz nigdy nie miała okazji spotkać się osobiście, mimo że pochodzi z Trójmiasta, jest w miarę w moim wieku, ba, studiowała (wśród tych dziesięciu tysięcy rzeczy, które obie studiowałyśmy) to, co ja. Słyszałam jednak o niej, bo prowadzi festiwal Trampki - czyli spotkania podróżujących kobiet. Niestety i na festiwal nigdy nie udało mi się wybrać, bo zawsze byłam, cóż, w podróży.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To, że Trójmiasto jest z jakichś powodów wylęgarnią podróżników, nie jest w sumie dla mnie nowością. Jeszcze nie tak dawno, kiedy mówiłam, że jestem samotnie stopującą kobietą (no dobra, wtedy jeszcze raczej mówiłam &quot;dziewczyną&quot;, to nieszczęsne słowo &quot;kobieta&quot; przyszło do mnie chyba po trzydziestce), bardzo często rzucano nazwisko Kingi Choszcz, która rozsławiła właśnie taką formę podróżowania, a oczywiście była z Trójmiasta. Niewiele się zmienia i okazuje się, że podróże, czy to stopem - czy jak w wypadku Anity, lokalnym transportem, wciąż mi się kojarzą z dziewczynami stąd... Może to o to chodzi, że to port? Może że turystyczny? Nie wiem, skąd to się bierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak czy siak Anicie udało się coś, co udaje się tak naprawdę nie tak wielu podróżnikom - udało jej się o swojej pierwszej samotnej podróży opublikować książkę o wdzięcznym tytule &quot;Końca świata nie było&quot;. I znowu mamy do czynienia z wydawnictwem &quot;Bezdroża&quot;, zatem wiadomo, że książka po części jest przewodnikiem. Przewodnikiem nawet w dość oczywistym tego słowa znaczeniu, bo miejsca i sytuacje, które spotkały Anitę, są bardzo szczegółowo opisywane, a na końcu istnieje nawet krótka instrukcja obsługi Ameryki Środkowej, bo tego regionu książka się właśnie tyczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz przewodnikowości, jest to też książka dość osobista - opisy przeżyć mieszają się ze wspomnieniami, często wspominana jest tęsknota za rodziną czy głębokie odczucia dotyczące właśnie pierwszej podróży na własną rękę. Lęk, czy też przełamywanie własnych oporów są bardzo ważnym tematem tej historii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać jednak, że ta mieszanka przewodnikowego stylu z pamiętnikowym nie do końca mnie przekonywała stylistycznie. Szczegółowe opisy, kierujące się w stronę praktycznej strony podróżowania po Ameryce Środkowej mieszają się z trochę bardziej rozbudowanymi stylistycznie wspomnieniami, co kończy się często nagromadzeniem zdań pojedynczych i kolejnych czasowników, co w moim czytelniczym odczuciu trochę utrudnia wczucie się w klimat historii. Może jestem czepialska w kwestii właśnie tego nierozbudowywania zdań, ale zawsze miałam problem z wciągnięciem się w to, co się dzieje, kiedy co chwila mój tok myślowy już, już zgłębiający się w opowieść, przerywany jest kropką.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo to muszę przyznać, że historia Anity budzi we mnie sporo sympatii - trzydziestoletnia dziewczyna odkrywająca świat na nowo podczas pierwszej samodzielnej podróży, która nie ma oporów z napisaniem, że tego się boi, a tamto jest dla niej zupełną nowością, wzbudza pozytywne odczucia i sprawia wrażenie osoby, z którą chętnie poszłabym na piwo i pogadała o tym, jak to jest zaczynać podróżować i nie wiedzieć, gdzie jest ta nieszczęsna granica - Czy ja panikuję, czy to jest zdrowy rozsądek? Czy ja jestem głupia, żeby się w to pakować, czy na tym właśnie polega odwaga? Te pytania towarzyszą chyba każdej dziewczynie, która zdecydowała się podróżować sama i miło jest poczytać historię osoby, która też się z tym zmaga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza tym na pewno poleciłabym tę książkę osobom udającym się w rejony, które Anita odwiedziła - pod względem dodatku do przewodnika po takiej na przykład Gwatemali książka sprawdzi się z pewnością znakomicie.&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/7279845849816243063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/7279845849816243063' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/7279845849816243063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/7279845849816243063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2016/11/co-tam-u-innych-podroznikow-ciag-dalszy.html' title='Co tam u innych podróżników - ciąg dalszy'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-6613190177889755173</id><published>2016-10-25T08:03:00.000-07:00</published><updated>2016-10-25T08:03:00.468-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="książki"/><title type='text'>Co tam u innych podróżników</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Jako że u mnie ostatnio dzieje się sporo, ale jest o tyle chaotycznie, że trudno mi o tym pisać, to się zabrałam do lektur nieodrobionych - a jako że wydawnictwo Bezdroża od czasu do czasu się zainteresuje faktem, że dawno nic nie czytałam, to i tym razem zadbało o mój czas wolny i tak z moich ostatnich wyborów, raczej politycznych i zaangażowanych, przeszłam się w świat lekki jak podróż na skuterze, czyli do literatury podróżniczej w wydaniu Robba Maciąga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Robbem i jego uroczą żoną miałam nawet kiedyś okazję się poznać, choć zapewne mnie nie pamiętają, ale w miarę uważnie śledzę ich mniej lub bardziej podróżnicze zajęcia, dlatego bardzo się ucieszyłam, że trafiło mi do rąk &lt;i&gt;Tuk Tuk Cinema&lt;/i&gt;, które jest relacją zeszłorocznego wyjazdu Robba do Indii. Indii, o których lubię czytać, a które tak naprawdę należą do dwóch krajów na tym świecie, do których jakoś lękam się zajechać (drugim krajem są Stany Zjednoczone). Człowiek się naczyta gazet i potem mu zostaje, że to nie jest kraj dla samotnie podróżujących kobiet. Może mi się to kiedyś odmieni, może zawinę w okolice Rzeki Matki, póki co jednak pozostaje literatura.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Literatura z gatunku lekkich i przyjemnych - dawno nie sięgałam po książki typowo podróżnicze i odwykłam trochę od tego stylu. Przyznam - wiele pozycji z tych kategorii odrzuca mnie nastawieniem &quot;przybyłem, zobaczyłem, flagę postawiłem&quot;, ale Robb akurat nie przybywa do Indii na białym koniu, lecz jedzie tam po raz kolejny, traktując ten kraj jak starego kumpla, który czasem denerwuje, ale jest zawsze bliski sercu. Jako wymówkę dla kolejnego wyjazdu potraktował pomysł pokazania polskich kreskówek nad Gangesem i niby o tym jest ta książka, ale w sumie nie tylko. Jest to w sumie gawęda o przejażdżce rozpadającym się skuterem wzdłuż rzeki, o wewnętrznych rozważaniach nad tym, co się tam właściwie robi i do - z tego, co widać, odwzajemnionej - miłości do Indii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;Już na wejściu da się zauważyć, że jest to opowieść mówiona raczej, niemalże przelane na papier gawędy podróżnicze, z jakimi mamy do czynienia na zlotach, pokazach slajdów i spotkaniach. Tak naprawdę przy czytaniu niemal się ma wrażenie, że Robb stoi przed nami i, pokazując kolejny slajd z Bolkiem i Lolkiem na tle indyjskiego pejzażu, mówi o tym, co przeżył i czuł, kiedy sobie przez te Indie jechał, od czasu do czasu dodając anegdotkę, czy wspominając jakiś warty obejrzenia film. Tyle tylko, że spotkania podróżnicze trwają z reguły godzinę-dwie, a tu mamy do czynienia z książką, którą sobie powolutku podczytywałam w pociągach i autobusach, jako że jestem w tej chwili na etapie przemieszczania się w te i z powrotem między Polską a Niemcami, jak to mi się często zdarza. Czy ta formuła przekona każdego? Nie wiem, ale wielbicieli magazynów i portali podróżniczych na pewno, już nawet sposób wydania książki pokazuje, że wydawnictwo dokładnie wiedziało, do jakiej grupy czytelników ją kieruje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plus pomysł pokazywania Reksia dzieciom nad Gangesem jest uroczy sam w sobie. Jak mówiłam, mam wrażenie, że Robb mówi o Indiach jak o starym kumplu, dlatego też nie dziwię się, że chciał się z tym kumplem podzielić wspomnieniami z dzieciństwa. &lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/6613190177889755173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/6613190177889755173' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/6613190177889755173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/6613190177889755173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2016/10/co-tam-u-innych-podroznikow.html' title='Co tam u innych podróżników'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-2934939935240093874</id><published>2016-10-09T01:09:00.001-07:00</published><updated>2016-10-09T01:09:14.370-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="historia"/><title type='text'>Większy, bardziej monumentalny, brzydszy</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Rok 1813. Październik. Lipsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Napoleon Bonaparte wycofał się już spod Berlina, bo trochę mu nie szło zniszczenie Prus (na które między innymi liczyli Polacy). I tak znalazł się właśnie pod Lipskiem, gdzie odbyła się tak zwana &quot;bitwa narodów&quot;, czyli porażka Wielkiej Armii przewyższająca nawet tę spod Waterloo. Koalicji antyfrancuskiej udało się po raz pierwszy zmiażdżyć potężne wojsko napoleońskie i zmienić stosunek sił, który już się w pełni nie odwróci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duma ze zwycięztwa była wielka, zatem trzeba było to jakoś upamiętnić, bo przecież nasz gatunek lubuje się w pomnikach. Jako że lubujemy się też w tym, żeby zrobić coś większego, wyższego, bardziej zauważalnego niż inni, to trzeba było to również uczynić większym, wyższym i cięższym. I tak powstał Pomnik Bitwy Narodów, który stał się jednym z nabardziej rozpoznawalnych elementów krajobrazu Lipska. I jednym z najbrzydszych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieszkałam koło Lipska prawie półtora roku, kiedy wreszcie zdecydowałam się zrobić sobie wycieczkę, aby zobaczyć to cudo, zwane również pod przydomkiem &quot;betonowe ohydztwo&quot;. Najwyższy pomnik w Europie, może być nawet koszmarnie brzydki, ale i tak zrobi wrażenie. Żeby to wrażenie było jeszcze większe, to betonową piramidę postawiono na specjalnie do tego celu usypanym kopcu. Żeby brzydocie dodać jeszcze trochę, można sobie wejść do środka i podziwiać wnętrza wypełnione monumentalnymi posągami przedstawiającymi &quot;germańskie cnoty&quot; - niedawno przeczytałam, że podobno jest to zainspirowane sztuką asyryjską... cóż, zostawię bez komentarza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całe to betonowe obrzydlistwo jest naprawdę przyjemnym celem jednodniowej wycieczki - nie znajduje się dokładnie w centrum, ale dzięki temu można sobie w okolicy usiąść w zieloności i podumać o historii. Można też - co, przyznaję, dostarczyło mi wiele radości, pójść sobie do muzeum i popatrzeć na dioramę przedstawiającą przebieg bitwy. Ogólnie spędziłam bardzo przyjemny letni dzień w cieniu wielkiej piramidy, która budzi niechęć i fascynację zaraz, bo jej monumentalne kształty kojarzą się Niemcom źle (dość powiedzieć, że pomnik cieszył się wielką popularnością w czasach Trzeciej Rzeszy). Co z tym fantem zrobić, to pytanie pojawia się wielokrotnie, bo z jednej strony symbol i atrakcja turystyczna, z drugiej jakiś wstyd związany z bardzo charakterystyczną architekturą (kojarzy mi się to trochę ze stosunkiem do Pałacu Kultury). Póki co stoi, &quot;cieszy oko&quot; i pozwala podziwiać ze swoich szczytów panoramę Lipska.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSE07MsAleRBfstt1qMkPZRauE7S_Sdnv1s9SM_q-K9CF-bmCluLcWmJSdn_FFpnI3Hm9pWnKBq2mugMvCtwimmP71BmD6IMcQTHF7wU1Sn8zYkUFkrqoRC2Bw1NU58LM3iAeDznEzNUL8/s1600/WP_20160724_15_56_25_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSE07MsAleRBfstt1qMkPZRauE7S_Sdnv1s9SM_q-K9CF-bmCluLcWmJSdn_FFpnI3Hm9pWnKBq2mugMvCtwimmP71BmD6IMcQTHF7wU1Sn8zYkUFkrqoRC2Bw1NU58LM3iAeDznEzNUL8/s400/WP_20160724_15_56_25_Pro.jpg&quot; width=&quot;225&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPqXne2FeQOx1DuoJfHrWah-fun1UCgOVbqAmmVcka4SPPuZruy1N7ClQjceCkMDBqLRZ5BRL-7YpmAnJ_v8Pm6sGd9lmj-_qHV_KoWd7-oBtM2nRyuazboDYEUlZeJ8mJK4CJhPbtxFET/s1600/WP_20160724_16_06_02_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPqXne2FeQOx1DuoJfHrWah-fun1UCgOVbqAmmVcka4SPPuZruy1N7ClQjceCkMDBqLRZ5BRL-7YpmAnJ_v8Pm6sGd9lmj-_qHV_KoWd7-oBtM2nRyuazboDYEUlZeJ8mJK4CJhPbtxFET/s400/WP_20160724_16_06_02_Pro.jpg&quot; width=&quot;225&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhUmEnQqNUVEWvvyMZm8U8Bu4n_L9CHlkI62qrFgoxWZZEVa5cvWwgUvm3OHsTY1raLLCtiD4MdeP23h8YnFGvVLs4eXmRQYSPljufyDP3HkiAJChA-g4fkHQuAU04g2-l-u9iewxVbjIaw/s1600/WP_20160724_16_26_03_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhUmEnQqNUVEWvvyMZm8U8Bu4n_L9CHlkI62qrFgoxWZZEVa5cvWwgUvm3OHsTY1raLLCtiD4MdeP23h8YnFGvVLs4eXmRQYSPljufyDP3HkiAJChA-g4fkHQuAU04g2-l-u9iewxVbjIaw/s400/WP_20160724_16_26_03_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi0d87UrANAhImM7PewEQWlKRMSRHUQBz6TFuURynKKmPWwZ_PgAWTfNZLkz2v81T2tExKBf8p3ReucrQg7Xf-WVrRq1MdJaho4S0sL2mTJAalVizKcrz1_HeJaLRDCcZuNUpg6XfGCrPyH/s1600/WP_20160724_17_06_53_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi0d87UrANAhImM7PewEQWlKRMSRHUQBz6TFuURynKKmPWwZ_PgAWTfNZLkz2v81T2tExKBf8p3ReucrQg7Xf-WVrRq1MdJaho4S0sL2mTJAalVizKcrz1_HeJaLRDCcZuNUpg6XfGCrPyH/s400/WP_20160724_17_06_53_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/2934939935240093874/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/2934939935240093874' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2934939935240093874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2934939935240093874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2016/10/wiekszy-bardziej-monumentalny-brzydszy.html' title='Większy, bardziej monumentalny, brzydszy'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSE07MsAleRBfstt1qMkPZRauE7S_Sdnv1s9SM_q-K9CF-bmCluLcWmJSdn_FFpnI3Hm9pWnKBq2mugMvCtwimmP71BmD6IMcQTHF7wU1Sn8zYkUFkrqoRC2Bw1NU58LM3iAeDznEzNUL8/s72-c/WP_20160724_15_56_25_Pro.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-4340560189738812861</id><published>2016-07-21T01:41:00.000-07:00</published><updated>2016-07-21T01:41:40.390-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><title type='text'>Berlin Neukölln</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Na międzykulturowym Weddingu życie się nie kończy, jest jeszcze drugi koniec Berlina - Neukölln. Neukölln jest równie międzykulturową wyspą, choć już mocno zgentryfikowaną. Wielkości średniego miasta, stanowi mieszkanie dla imigrantów, studentów i niezliczonej liczby małych uroczych knajpek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kto nie słyszał o Sonnenallee? Długaśna głośna ulica biegnąca przez środek Neukölln, będąca kiedyś symbolem podziału Berlina na Wschód i Zachód, będąca bohaterem książki i filmu, teraz jest Berlinem w pigułce. Właśnie tą mieszanką Wschodu i Zachodu, turecką knajpą obok kamienicy wynajętej przez studentów nad bułgarskim burdelem, polem bitwy na fajerwerki w Sylwestra. Sonnenallee jest cudownym miejscem, żeby spędzić weekend, nigdy nie śpi, ale mam kumpla, który tam mieszka i z jego opowieści to wygląda trochę tak jak mieszkanie w kilkukilometrowym akademiku, kiedy wszyscy są już po egzaminach, a ty próbujesz się uczyć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I znowu, mówimy o dzielnicy niezbyt pięknej, o blokowisku, tyle że tym razem jest to blokowisko, które zdobyło popularność. Pamiętam jeszcze, jak byłam tu po raz pierwszy, jak wysiedliśmy na zasikanej stacji U-bahnu i próbowaliśmy znaleźć drogę na szarych uliczkach poprzetykanych jeszcze jakimiś knajpkami. To było miejsce, gdzie ludzie nie zapuszczali się, jeśli nie musieli, zła sława szerzyła się na całe Niemcy. Żeby nie było - nie wszystko w Neukölln jest blokowiskiem. Jest tak zwane &quot;stare Neukölln&quot;, które jest w sumie jedyną próbą zrobienia z czegoś starówki, jaką widziałam w Berlinie. Nie ma to wiele wspólnego z jakąkolwiek starówką, jaką w życiu widziałam, wygląda raczej jak urocza XIX wioseczka w środku miasta, która stanowi malutki wycinek całej dzielnicy i była pewnie równie zdewastowana, co okoliczne bloki przed czasami popularności okolicy, ale zawsze to coś. Nie zmienia faktu, że do niedawna Neukölln było tą &quot;złą&quot; dzielnicą. Jako że jestem z Gdańska Dolnego Wrzeszcza, który miał bardzo złą sławę, kiedy się tam wprowadzałam 15 lat temu, a teraz na każdym rogu ma knajpkę z hummusem, to czuję się swojsko w tej postzłej dzielnicy z oczywistych względów.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjMHEBz9uYZO2XtDaZo9MwuQAIpQNhd34ntdi8eiBwWShMG8iLLXuXTU7RvIJrtmARZf3F3ttZ7UE2iCIzk10X0mSrSiAklAMUPgp9x7ue2Bocx4nugxnlyan2xcg3EYK2YNCOSUPhxy9lR/s1600/WP_20160709_11_27_47_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjMHEBz9uYZO2XtDaZo9MwuQAIpQNhd34ntdi8eiBwWShMG8iLLXuXTU7RvIJrtmARZf3F3ttZ7UE2iCIzk10X0mSrSiAklAMUPgp9x7ue2Bocx4nugxnlyan2xcg3EYK2YNCOSUPhxy9lR/s400/WP_20160709_11_27_47_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhMqQZsrR3rlhxKUootIDjHV3my_Vz0OAbWXhe-evxgiLQdFQ-mgBsScmoiQjqDD3W9rGsIF_IEPRBKE1clsg5hH5eONrAkWIELWfthjkuf8v9ei93lqtnZNncRkvzRk_ErY-w94V2FU_qY/s1600/WP_20160709_11_37_43_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhMqQZsrR3rlhxKUootIDjHV3my_Vz0OAbWXhe-evxgiLQdFQ-mgBsScmoiQjqDD3W9rGsIF_IEPRBKE1clsg5hH5eONrAkWIELWfthjkuf8v9ei93lqtnZNncRkvzRk_ErY-w94V2FU_qY/s400/WP_20160709_11_37_43_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh73e04cVOeSmBTCoxpmcKWmB3E-oAC-FV8UwrWQUII6tn_FfpL5MSC9i2qeJKVeiNAQWU1dfzna3wKilGUP9K9wtN3Fn9HjG5JpUdgxVuCfYuqFeOg2w8jG-xIgXM3puuIIiMpQuG-UMKG/s1600/WP_20160709_11_46_14_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh73e04cVOeSmBTCoxpmcKWmB3E-oAC-FV8UwrWQUII6tn_FfpL5MSC9i2qeJKVeiNAQWU1dfzna3wKilGUP9K9wtN3Fn9HjG5JpUdgxVuCfYuqFeOg2w8jG-xIgXM3puuIIiMpQuG-UMKG/s400/WP_20160709_11_46_14_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOjTnhNWfRK39XLbjAWZ81YaupomtGI-255R2KvscomiwsBLdGjShch5XdfNJDdSwztqwtI_-_rUHLVYtwP9px-Tj0D8qlOwjkesg6U-ZSgJmtDeMmPry_P6cnTQieCM35kvO-AsP48a3q/s1600/WP_20160709_11_57_32_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOjTnhNWfRK39XLbjAWZ81YaupomtGI-255R2KvscomiwsBLdGjShch5XdfNJDdSwztqwtI_-_rUHLVYtwP9px-Tj0D8qlOwjkesg6U-ZSgJmtDeMmPry_P6cnTQieCM35kvO-AsP48a3q/s400/WP_20160709_11_57_32_Pro.jpg&quot; width=&quot;225&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJj57sV4RGI6OB2hhROJigx8mw1F9UJdsGXCDJvL2y4DMYrQf319mABNLR4qDCQGPJbkDQ77jo8bxFDRA_MyZTkRq8M0lgg7lFnZi1mKe7GXRICX-JyOYlOMlEjHE3gBzvYjBtzcKY7wgF/s1600/WP_20160710_12_28_31_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJj57sV4RGI6OB2hhROJigx8mw1F9UJdsGXCDJvL2y4DMYrQf319mABNLR4qDCQGPJbkDQ77jo8bxFDRA_MyZTkRq8M0lgg7lFnZi1mKe7GXRICX-JyOYlOMlEjHE3gBzvYjBtzcKY7wgF/s400/WP_20160710_12_28_31_Pro.jpg&quot; width=&quot;225&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjpCkAditM11o8gx_a-wIl352qjR6OCjx-z2dwZdl-3bdBE31BNbwqIT7ODoHfOC_BXzkUqp2qMmNu3iW0LgrazQ8gMidJQgqO_8O1XblOvPY1UwC8J1iYYJZGK3sDa5tujCyRpW-xqlTRk/s1600/WP_20160710_12_38_06_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjpCkAditM11o8gx_a-wIl352qjR6OCjx-z2dwZdl-3bdBE31BNbwqIT7ODoHfOC_BXzkUqp2qMmNu3iW0LgrazQ8gMidJQgqO_8O1XblOvPY1UwC8J1iYYJZGK3sDa5tujCyRpW-xqlTRk/s400/WP_20160710_12_38_06_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Parę lat wcześniej jednak lotnisko Tempelhof zostało zamknięte. Lotnisko w środku Neukölln, które do tej pory nie wiem, jak dawało spać mieszkańcom, bo jest dokładnie wkomponowane w dzielnicę, nawet nie próbuje być na uboczu. I nagle z najbardziej upierdliwego do mieszkania terenu Berlina Neukölln stało się terenem w sąsiedztwie ogromnego parku po części zasiedlonego przez lewackich ogrodników. Nie żeby władze kompletnie się nie mieszały, robią od czasu do czasu różne imprezy sportowe czy targi w budynkach lotniska czy na terenie, ale ogólnie funkcjonuje to jako cudowna zalegalizowana ziemia niczyja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Neukölln... No i nie wiem, co myśleć. Z jednej strony jest to wciąż Weddingowa atmosfera wielokulturowości, i to w dodatku otoczona zielonością, z drugiej - szybujące w górę czynsze i zmiana grup społecznych osiedlających się w Neukölln sprawia, że nie wiem, czy za parę lat nie straci kompletnie swojego uroku. Alternatywne centra kultury i pomocy sobie przecież nie poradzą, a i studenci odejdą, jako i tanie imigranckie knajpki, które właśnie tworzą urok tego miejsca...&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/4340560189738812861/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/4340560189738812861' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/4340560189738812861'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/4340560189738812861'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2016/07/berlin-neukolln.html' title='Berlin Neukölln'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjMHEBz9uYZO2XtDaZo9MwuQAIpQNhd34ntdi8eiBwWShMG8iLLXuXTU7RvIJrtmARZf3F3ttZ7UE2iCIzk10X0mSrSiAklAMUPgp9x7ue2Bocx4nugxnlyan2xcg3EYK2YNCOSUPhxy9lR/s72-c/WP_20160709_11_27_47_Pro.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-5183208614091926372</id><published>2016-06-25T23:06:00.001-07:00</published><updated>2016-06-25T23:06:56.067-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><title type='text'>Berlin Wedding</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Wbrew pozorom Wedding to po prostu nazwa dzielnicy Berlina, i z tego, co wiem, ze ślubami to nie ma nic wspólnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspominałam już, że uwielbiam Berlin? Mój stosunek do Niemiec jako takich bywa lepszy lub gorszy, różnie się między nami układa, czasem wychodzę z założenia, że to kraj zimny i nieprzyjemny, a czasem rozkoszuję się wygodnictwem niemieckiego życia - jedno się jednak niezmienia. Berlin. Cudowny Berlin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żeby nie było, uważam, że Berlin nie jest najpiękniejszym miastem na świecie. Estetycznie pozostawia tyle do życzenia, że to czasem aż bawi, jak miasto bez starówki, głównie upstrzone postkomunistycznymi blokami i supermarketowym centrum rozkochało w sobie śmietankę hippisowstwa i hipsterstwa centralnej Europy i nie tylko. Co takiego jest w atmosferze tej stolicy bez dzielnicy city, że wszyscy ciągną do Berlina, i ja się tym ciągotom również oprzeć nie mogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No cóż, ja mimo wszystko uważam, że ceny. Berlin jest o niebo tańszy od Paryża czy Londynu, a nawet warszawiacy by pozazdrościli chwilami cen. Czynsze wprawdzie idą w górę (choć ostatnie prawo zakazujące wynajmu mieszkań turystom na wielką skalę może to trochę przystopuje), ale i tak w porównaniu z Frankfurtem i Monachium są na jako takim poziomie. To przyciąga bardzo specyficznych ludzi. Poza tym w kraju, w którym wszystko musi być tip top i ładnie, i w porządku, Berlin zachował jakiś składnik chaosu, niedomycia.... Widać to po mieszkaniach w imigranckich dzielnicach (które robią się coraz bardziej dzielnicami hipsterskimi), w których królują stare instalacje gazowe, okafelkowane w stylu &quot;socjalistyczny brudny róż&quot; łazienki i drewniane podłogi pomalowane sraczkowatym lakierem.. Jakoś w żadnym innym mieście niemieckim, nawet wschodnioniemieckim, nie spotkałam się z tymi pozostałościami starych czasów na taką skalę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak się składa, że ilekroć jadę do Berlina, ląduję w jednej z dwóch dzielnic imigranckich. Neukölln albo właśnie Wedding, bo tam mam znajomych. Neukölln jest już zgentryfikowane, zamieszkane głównie przez studentów i przedstawicieli wolnych zawodów, pełne knajpek, w których przeczytamy dzienne menu na szkolnej tablicy, ale Wedding... Wedding wygląda jakby wprost wyjęte z lat osiemdziesiątych. Ja bardzo lubię hipsterskie Neukölln - ale Wedding daje poczucie, że jeszcze zdążyłam gdzieś posiedzieć, zanim to coś przerodziło się w komercyjny sukces.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;Dziwne to o tyle, że ta turecko-polsko-azjatycka mieszanka zamieszkująca głównie kilkupiętrowe bloki przy szerokich bulwarach znajduje się praktycznie rzut kamieniem od Alexa, czyli Alexanderplatz, czyli najbardziej komercyjnego centrum Berlina. Mimo wszystko wydaje się, że wszystko tu żyje własnym życiem, niezależnie od supermarketowego pędu pod słynną wieżą telewizyjną. Czasem mam wrażenie, że znalazłam się znów na Bałkanach badź na Bliskim lub Dalekim Wschodzie, bo mieszanka kulturowa jest w Wedding jedną z najbardziej widocznych kwestii - w całym Berlinie widzi się kosmopolityzm metropolii, ale w Wedding, w którym nie ma nic ciekawego do zobaczenia, wiadomo, że nie mamy do czynienia z turystami, ale z ludźmi, którzy mieszkają tu od lat, albo i pokoleń. Niemcy stanowią na Wedding ledwo połowę populacji, co widać na każdym kroku, i muszę przyznać - ja to uwielbiam. Wielu się użala jak to Berlin jest opanowany przez imigrantów, ale fakt, że mogę zrobić zakupy w azjatyckim supermarkecie, potem iść na śmiesznie tani falafel i przy okazji zahaczyć o polski sklep jest nie do przecenienia. W Berlinie mam poczucie, że znowu podróżuję, po prostu spacerując między pchlim targiem a warzywniakiem.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgUV1tcnTpyrWxeeecvG0EYhkWjN1j4feh8HQdZaVGjOb5Y45be5590NdgoU4Niq-OWovtpvdg_oGOuRzE8ZW9SiP5ouVwtDOwaXqqM4ojah7fQqPzaqKHHklKqL5ifcgYoCN7Piu8EAQlk/s1600/WP_20160507_12_43_24_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgUV1tcnTpyrWxeeecvG0EYhkWjN1j4feh8HQdZaVGjOb5Y45be5590NdgoU4Niq-OWovtpvdg_oGOuRzE8ZW9SiP5ouVwtDOwaXqqM4ojah7fQqPzaqKHHklKqL5ifcgYoCN7Piu8EAQlk/s400/WP_20160507_12_43_24_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjI6j68WOUGbODOmGFK4G0BgDen7B869f8iGAijL1xNP6ZHgI-Cdr6p0bZ6XgyC94DosogQSCo3Y0axx0gFvEbgOjv59Iu5CkPD-Ve3QZ14M9tC90bZKHdQmBFBvPnDxUqXPATK0aJc7t8-/s1600/WP_20160507_12_43_28_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjI6j68WOUGbODOmGFK4G0BgDen7B869f8iGAijL1xNP6ZHgI-Cdr6p0bZ6XgyC94DosogQSCo3Y0axx0gFvEbgOjv59Iu5CkPD-Ve3QZ14M9tC90bZKHdQmBFBvPnDxUqXPATK0aJc7t8-/s400/WP_20160507_12_43_28_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjUZTg96uGSGt3Tr4ekrIUYm2yswOaX7ReLKWfQTI1N96Wyqdj7fpbWWDGhkYepCkoYQOrKf4ng-y6ifPv9-KAkv7lE3GE3RnQdSj7R5RpY4Mh1thysAa9Rg82lTWpSn6E_CDNi62Sluyf-/s1600/WP_20160507_15_18_55_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjUZTg96uGSGt3Tr4ekrIUYm2yswOaX7ReLKWfQTI1N96Wyqdj7fpbWWDGhkYepCkoYQOrKf4ng-y6ifPv9-KAkv7lE3GE3RnQdSj7R5RpY4Mh1thysAa9Rg82lTWpSn6E_CDNi62Sluyf-/s400/WP_20160507_15_18_55_Pro.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjGMnnXaXYh6natcvh-amFX2-nUsPpEpiblRNJa51hi-pg1vTgjeeWN2XSNPihtiChZ3H8VLt7pFiZMjo4X4I6Pkqfy6CXDC_02BCoXOQ3HDVqdIYa0RvXBf2WTVGW-HU6fUe9B5d_dc1JX/s1600/WP_20160507_10_31_50_Pro.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjGMnnXaXYh6natcvh-amFX2-nUsPpEpiblRNJa51hi-pg1vTgjeeWN2XSNPihtiChZ3H8VLt7pFiZMjo4X4I6Pkqfy6CXDC_02BCoXOQ3HDVqdIYa0RvXBf2WTVGW-HU6fUe9B5d_dc1JX/s400/WP_20160507_10_31_50_Pro.jpg&quot; width=&quot;225&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/5183208614091926372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/5183208614091926372' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/5183208614091926372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/5183208614091926372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2016/06/berlin-wedding.html' title='Berlin Wedding'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgUV1tcnTpyrWxeeecvG0EYhkWjN1j4feh8HQdZaVGjOb5Y45be5590NdgoU4Niq-OWovtpvdg_oGOuRzE8ZW9SiP5ouVwtDOwaXqqM4ojah7fQqPzaqKHHklKqL5ifcgYoCN7Piu8EAQlk/s72-c/WP_20160507_12_43_24_Pro.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-100681879897472421</id><published>2016-05-23T08:27:00.000-07:00</published><updated>2016-05-23T08:27:55.029-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="po Polsce"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="polityka"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="w domu"/><title type='text'>Polka w Niemczech</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHn7_6Q6B6BIASgEnt0PksVB33EmMeiEdH9MsUqB_z5QwJEw0DOvpBEEaY2NkRZLiSqntJbzgMAYZylscmkpmkFIe01w-KcgqJOEfwjz6ShbCAyl2t8lg0Xops3iVsFD-iit4VfPrTabL7/s1600/IMG_1797.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHn7_6Q6B6BIASgEnt0PksVB33EmMeiEdH9MsUqB_z5QwJEw0DOvpBEEaY2NkRZLiSqntJbzgMAYZylscmkpmkFIe01w-KcgqJOEfwjz6ShbCAyl2t8lg0Xops3iVsFD-iit4VfPrTabL7/s400/IMG_1797.JPG&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
Kim jestem w Niemczech, będąc Polką. W sumie nie wiem do końca, bo kim innym jestem u siebie w mieszkaniu, gdzie kręci się wokół głównie lewicująca młodzież, czym innym podczas wizyt w Berlinie, kim innym w pracy itp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze, co z reguły słyszę, kiedy mówię, że jestem z Polski, to jakieś rodzinne wspomnienia o czyichś polskich korzeniach. Mnóstwo ludzi ma rodziców/dziadków/pradziadków ze Śląska, z Mazur, z Pomorza... Czasem mnie to bawi, bo jak któryś raz z rzędu usłyszałam, że kogoś dziadkowie pochodzą z Prus Wschodnich, to zaczęłam się poważnie zastanawiać, skąd się ci wszyscy ludzie wzięli, bo zawsze wydawał mi się to teren niespecjalnie wysoko zaludniony... To wszystko nie zmienia faktu, że Erika Steinbach jest tu traktowana jako postać nieco wstydliwa i raczej komediowa niż ktoś, kogo należy traktować jako poważnego partnera w dyskusji...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czym jest Polska dla młodych Niemców, z którymi imprezuję? Polska jest trendy. Serio. Jest bardzo popularnym celem wyjazdów wakacyjnych, stypendialnych, bardziej lub mniej praktycznych. Bardzo wiele osób z mojego otoczenia jest w jakiś sposób związanych z Polską, pracując w różnego rodzaju organizacjach promujących integrację środkowoeuropejskiej młodzieży, wymian międzynarodowych i tym podobnych kwestii. Kiedy mam ze sobą polskie kabanosy, ludziom nawet o najostrzejszym dietetycznym nastawieniu do życia oczy się świecą. Nie musi to być nawet smaczne, ważne, że kojarzy się z tym ostatnim wyjazdem pod Wrocław, w góry, nad morze, na Woodstock czy Kortowiadę (serio, na Kortowiadę)... Dodatkowym plusem jest to, że zazwyczaj smaczne to jest.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czym jest Polska dla ludzi, których spotykam w pracy? Krajem, który jest blisko, ale który niezbyt dobrze znają, nie licząc regularnych wyjazdów do miejscowości przygranicznych na zakupy. Oczywiście turystycznie też się liczy - miejscowości nadbałtyckie cieszą się rosnącą popularnością.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czym jest Polska dla moich teściów, czyli zaczytanych we wszystkim intelektualistów? Cóż, tu było moje ogromne zaskoczenie, gdyż wiedza o Polsce była dużo większa niż się spodziewałam. Okazuje się, że to pokolenie, które kiedyś hippizowało, a teraz się cieszy niemieckim spokojem bytu cały czas pamięta kibicowanie polskiej rewolucji, łącznie z datami, nazwiskami, mniejszymi lub większymi anegdotami. Poza tym okazuje się, że wśró ludzi, którzy interesują się sztukami plastycznymi polska szkoła plakatu jest wręcz kultowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodzi do tego fakt, że obracam sie w środowisku judeofilskim z racji jednego z najważniejszych ośrodków uniwersyteckich, gdzie można studiować języki semickie... W tym momencie zwrócenie się w stronę polskiej kultury jest niszowe, ale pojawia się niemal na każdym kroku. Polsko-żydowsko-niemieckie relacje, agresje, miłości, wrogości i tym podobne są objektem tylu dyskusji, że trudno to wręcz zliczyć. Czasem zadziwia mnie naprawdę szczegółowa wiedza na ten temat...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W to wszystko wpleciony jest ostatnio jeszcze wątek polityczny. Cóż, dyskusji o Polsce nie da się teraz uniknąć ani trochę, ponieważ pojawia się w nagłówkach niemal każdej gazety, tuż obok kryzysu uchodźczego. To jednak chwilowo pominę milczeniem, żeby się za bardzo nie unosić ;)&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/100681879897472421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/100681879897472421' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/100681879897472421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/100681879897472421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2016/05/polka-w-niemczech.html' title='Polka w Niemczech'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHn7_6Q6B6BIASgEnt0PksVB33EmMeiEdH9MsUqB_z5QwJEw0DOvpBEEaY2NkRZLiSqntJbzgMAYZylscmkpmkFIe01w-KcgqJOEfwjz6ShbCAyl2t8lg0Xops3iVsFD-iit4VfPrTabL7/s72-c/IMG_1797.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-3068436890580271383</id><published>2016-05-04T22:56:00.002-07:00</published><updated>2016-05-05T11:38:25.632-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="w domu"/><title type='text'>Mój pokój</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Żałuję w tej chwili, że nie mam żadnego porządnego zdjęcia mojego pokoju w Gdańsku, który zmienia się w bardzo nieznacznym stopniu od piętnastu lat. Jest jakąś Itaką póki co, do której sobie przyjeżdżam w międzyczasie moich wiecznych przeprowadzek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Styl życia, w którym nie płaciłam przez większość czasu czynszu, sprawiał jednak, że rzadko kiedy miałam zbyt duży wpływ na to, jak wyglądał mój pokój w danym miejscu zamieszkania. Z reguły był zapewniany przez pracodawce, instytucję przyjmującą, uniwersytet, cokolwiek takiego. Już umeblowany, jedyne, co mogłam zrobić, to najwyżej powiesić coś na ścianie albo poprzesuwać mebelki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszym pokojem, w którym musiałam się zadomowić, była szarawa klitka w akademiku borneańskim. Mówię &quot;pierwszym&quot;, chociaż zdarzało mi się już zadomawiać w miejscach na miesiąc-dwa, na przykład w Japonii, gdzie faktycznie spało się na matach na podłodze. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, czy było to wygodne, w Japonii miałam tak pijacki styl życia, że cokolwiek w pozycji horyzontalnej było dla mnie z pewnością królewskim łożem. Wracając do Indonezji... Cóż, mieszkanie przy granicy z dżunglą w industrialnym porcie. To było moje mieszkanko w Indonezji. Jako przybysz z dalekiej zagranicy miałam pozycję wysoce uprzywilejowaną na każdym kroku, co mnie wybitnie irytowało, ale akurat w kwestii pokoju zaakceptowałam bez gadania - Indonezyjki mieszkały po dwie, trzy w jednym pokoju, ja dostałam małą i szarą, ale jedynkę, i to z lodówką. Najlepszy numer polegał na tym, że mi w ogóle nie zazdrościły, było im żal, że taka samotna jestem. I znowu głupia jestem i żadnego zdjęcia nie mam... Mam za to zdjęcie tak zwanego akademika, który został specjalnie wyremontowany na przyjazd nas, obcokrajowców (było nas całe dwie...), ale tylko z zewnątrz.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHnMNIOjTi0GED-jhtoQ0h9hgOLG9jvGZg691qSY-MKlOq90sKmHZl6RA5gPbPxnYFBpJi1i5fpo4V-rlXudmHRbRcLYXptj6EnvGSukACpxWAApmd6LNi0wtqrEdgcCVN64un2lb-qeNW/s1600/0006+borneo.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHnMNIOjTi0GED-jhtoQ0h9hgOLG9jvGZg691qSY-MKlOq90sKmHZl6RA5gPbPxnYFBpJi1i5fpo4V-rlXudmHRbRcLYXptj6EnvGSukACpxWAApmd6LNi0wtqrEdgcCVN64un2lb-qeNW/s400/0006+borneo.JPG&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
Kolejny pokój, kolejny brak zdjęcia. Ah, głupia byłam, głupia, że nie robiłam zdjęć wnętrz moich pokojów. Mieszkanie w domu rodziny romskiej mogłoby zainteresować niejednego, jak to wyglądało w moim pokoju. Cóż, jak wyglądał mój pokoik? Duże łóżko z mnóstwem kocy, dywany na podłodze, muzułmańskie kiczowate obrazki na ścianach i plastikowe meble. Misz masz taniości i naprawdę porządnej jakości (no, proszę państwa, ja pod tymi kocami zimę stulecia przeżyłam, -40 na dworze, u nas brak centralnego). Był to też pierwszy raz, kiedy mieszkałam z rodziną hostującą, czyli nie że mam sobie gdzieś wynajęty pokoik, ale jestem częścią rodziny, jem z nimi posiłki, żyję według ich rytmu (no, prawie mi się udało, zdarzało mi się znikać po nocach, ale dość tolerancyjnie do tego podchodzili). Także mój pokój nie był wydzielony, jak pokój w hotelu, tylko sprawiał, że byłąm częścią rodziny. Przeżyłam to dużo łagodniej niż myślałam, bo ja, raczej jednak pilnująca możliwości posiadania własnego kąta do ukrycia się trochę z przerażeniem myślałam o mieszkaniu w małym domku z pięcioosobową rodziną, która w dodatku miała mnóstwo gości, ale ponieważ moi hości byli naprawdę kochani, to do tej pory wspominam ich z dużym uśmiechem... Ich domek znów mogę zaprezentować jedynie z zewnątrz, gdzie wchodziło się urokliwie pod konstrukcją utrzymującą winogrona.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEheGWqB1sV7AN70SghYbIHp6TVWy6qEZvdeTjtIQkt-3-_rM8C1KwyNkNqPmDo3L0Xr_TYrB1RmuQvImI7C6wWCboZuNI_0KNtGDs3wsYXWEGojk8BUktYHiv1LjCD9pLbFMEwcnxOWH5x2/s1600/IMG_0450.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEheGWqB1sV7AN70SghYbIHp6TVWy6qEZvdeTjtIQkt-3-_rM8C1KwyNkNqPmDo3L0Xr_TYrB1RmuQvImI7C6wWCboZuNI_0KNtGDs3wsYXWEGojk8BUktYHiv1LjCD9pLbFMEwcnxOWH5x2/s400/IMG_0450.JPG&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&amp;nbsp;Kolejny pokój już znajduje się na bylejakiej, ale jest foto! Jak to się zmienia nastawienie, kiedy się jest w stałym związku i druga połówka chce wiedzieć, jak ci się żyje. No cóż, to już jest Turcja. W sumie co mogę powiedzieć, mieszkanie w Turcji nie różniło się standardami od jakiegokolwiek mieszkania studenckiego, w którym mogłabym wylądować w Polsce, poza faktem bardzo dużej przestrzeni i tego, że zostało wybrane nie ze względu na standard, ale na właściciela, który nie miał nic przeciwko, żeby było koedukacyjne (naprawdę niełatwo takich na tureckiej prowincji znaleźć). Oto i mój pokoik:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg0kVJE-XxdqHsE8JzOIz02HG_XZ-RkBHK3Lnkgz7ICnHdJOmpBhUWO-cVTgcllchKlcBAuykJGZ4Jt1fpAh_l1Po0z9TdFHboyULb3pkFe6W3NWe5qxrvr5JIsBAhTiwX_0XVtKA1G9aGk/s1600/IMG_6230.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg0kVJE-XxdqHsE8JzOIz02HG_XZ-RkBHK3Lnkgz7ICnHdJOmpBhUWO-cVTgcllchKlcBAuykJGZ4Jt1fpAh_l1Po0z9TdFHboyULb3pkFe6W3NWe5qxrvr5JIsBAhTiwX_0XVtKA1G9aGk/s320/IMG_6230.JPG&quot; width=&quot;240&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp;A to mój przesłodki pokój w Iraku. Znów z rodziną hostów, ale z ogromną dozą prywatności, bo była to dobudówka z osobnym wejściem, przepięknym sufitem trzymającym wszystko na belkach (już takich w Iraku nie robią podobno, mają odgórne wskazówki architektoniczne, żeby się trzymać nowoczesnych standardów, a te stare dachy to było naprawdę coś pięknego, bo pokryte było w dodatku ziemią dla izolacji, więc dach był praktycznie dodatkowym ogrodem... &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZiNrnoC2Emv4jwoGbBo3D1f0eOvQoSXx5RW0ig1tPHzd0oW8IypVwlgyzbq-_r25SemSb2_JL0h8OEfM1Ptawp_oMbIu7-4QxzIIG_MGjqUmF7S7yq83w2nx-ouD5FU-I-Er78KrMN2bU/s1600/IMG_3379.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZiNrnoC2Emv4jwoGbBo3D1f0eOvQoSXx5RW0ig1tPHzd0oW8IypVwlgyzbq-_r25SemSb2_JL0h8OEfM1Ptawp_oMbIu7-4QxzIIG_MGjqUmF7S7yq83w2nx-ouD5FU-I-Er78KrMN2bU/s400/IMG_3379.JPG&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&amp;nbsp;Na koniec gdzie mieszkam teraz. Pierwszy raz w miarę to urządzane przeze mnie, z pewnymi ustępstwami na rzecz mej drugiej połówki.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjH6NY8tiDIpCndsyIvL_ETNNK84EyJXnKMJgQOru-QggQGGXMqjDrOVyFRlVKzqDKEumjB39diKGOsumOlmziU1ScPOFVk4YVVO2M2WRPgk9hgbqAXdKGsM7mdoYAqdB_1aOVjQpKjXxY_/s1600/Obraz+011.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjH6NY8tiDIpCndsyIvL_ETNNK84EyJXnKMJgQOru-QggQGGXMqjDrOVyFRlVKzqDKEumjB39diKGOsumOlmziU1ScPOFVk4YVVO2M2WRPgk9hgbqAXdKGsM7mdoYAqdB_1aOVjQpKjXxY_/s400/Obraz+011.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhqEK647v42WRDQ61-QSsnlFZSEqp2n4Qhyf3rPwv2znFo4WbOmy05QiMUIGHhfDQXipnZ382gMxcT9A5cpSm4jZ6DRDLdOI5EM0AHXR3q8hmLnKWMiel_yD67d-H55NUqhl6IBfCPAFWAt/s1600/Obraz+010.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhqEK647v42WRDQ61-QSsnlFZSEqp2n4Qhyf3rPwv2znFo4WbOmy05QiMUIGHhfDQXipnZ382gMxcT9A5cpSm4jZ6DRDLdOI5EM0AHXR3q8hmLnKWMiel_yD67d-H55NUqhl6IBfCPAFWAt/s400/Obraz+010.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/3068436890580271383/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/3068436890580271383' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3068436890580271383'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3068436890580271383'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2016/05/moj-pokoj.html' title='Mój pokój'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHnMNIOjTi0GED-jhtoQ0h9hgOLG9jvGZg691qSY-MKlOq90sKmHZl6RA5gPbPxnYFBpJi1i5fpo4V-rlXudmHRbRcLYXptj6EnvGSukACpxWAApmd6LNi0wtqrEdgcCVN64un2lb-qeNW/s72-c/0006+borneo.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-3255795186933816493</id><published>2016-04-23T23:18:00.000-07:00</published><updated>2016-04-23T23:18:04.772-07:00</updated><title type='text'>Próba powrotu (do pisania oczywiście)</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
No tak, przyznaję się bez bicia. Zaniedbałam tego bloga koszmarnie i aż nie chce mi się patrzeć, kiedy był ostatni wpis, ale dawno to było. I to nie jest nawet tak, że w ogóle nie było o czym pisać. Od czasu do czasu przechodziło mi przez głowę &quot;o, ciekawe, może bym o tym napisała&quot;, ale potem mnie jakaś prokrastynacja ogarniała i w końcu nic z tego nie było.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mam jakiegoś głębokiego wytłumaczenia na mój brak weny. Mogę się bawić w kuchenną psychologię i zwalić to na fakt, że ogólnie nie byłam w specjalnie dobrej kondycji mentalnej, co wbrew pozorom nie sprzyja kondycji twórczej. Eh, a mówi się, że artysta musi cierpieć. (Nie żebym się poczuwała do jakiegoś wielkiego artyzmu, no ale coś tam w końcu tworzę.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawda jest taka, że emigracja do Niemiec kopnęła mnie trochę pod bardzo wieloma względami. Niedoceniłam kwestie szoku kulturowego, bo zdawało mi się, ot, sąsiedzi, co się może stać. I podczas gdy do Iraku czy Indonezji jechałam z nastawieniem otwartym, to tu każda niedogodność kulturowa - a było ich dużo więcej niż się spodziewałam - okazywała się dla mnie barierą, wymówką dla przeciągania prokrastynacji pod bardzo wieloma względami. Niemcy są inne niż Polska, Niemcy są innymi ludźmi niż Polacy, i nastawienie &quot;ot, sąsiedzi&quot; nie działa jakoś specjalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowo dowaliła mi emigracja jako taka. Do tej pory zawsze podróżowałam, a nie emigrowałam. Można niby powiedzieć, jeden pies. Ale, ale... Pracuję więcej niż doświadczam świata dookoła, nie mam często ani czasu, ani energii na poznawanie okolic. Poza tym odwalam standard emigracyjny, czyli pracuję grubo poniżej kwalifikacji. Żeby nie było, na pracę nie narzekam, nie mam nic przeciwko prostej pracy fizycznej, czasem jednak mam takie myśli, że trochę za bardzo wpisałam się w standardowy stereotyp Polaka-emigranta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i właśnie ta praca. Cóż, to nie tylko jest tak, że pierwszy raz w życiu na obczyźnie pracuję 40 godzin na tydzień. Ja w ogóle pierwszy raz w życiu pracuję 40 godzin na tydzień. W wieku 30 lat pierwszy raz w życiu zapłaciłam mieszkanie, mam normalne ubezpieczenie zdrowotne i płacę podatki. Do tej pory udawało mi się jakimś ślizgiem uniknąć tego wszystkiego, co przynosi dzień codzienny. Nie jestem z tego powodu jakoś szalenie zadowolona, lubiłam moje hippisowskie życie i przerażała mnie idea tak zwanej dorosłości. W ogóle mnie ta dorosłość nie pociąga i nie mam pojęcia dlaczego koniecznie TRZEBA przechodzić na ten etap, dlatego też zamierzam z niego we wrześniu zrezygnować. Tak, moje życie emigracyjne ma cyrograf do września i nie zamierzam go chwilowo przedłużać. Mam i zawsze miałam specyficzne podejście do tego, co uznawałam za odwagę, co za straszne. I tak, kiedy mieszkałam w Iraku, 150 kilometrów od granic Państwa Islamskiego, to rzadziej mi się zdarzało tak panikować niż wtedy, kiedy w Niemczech dostaję jakieś pismo urzędowe. Nazwijcie mnie niedojrzałą, ale serio sobie z takimi rzeczami nie lubię radzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do tego dochodzi szczyt odwagi, na jaki kiedykolwiek się zdobyłam, czyli zamieszkanie razem z moją drugą połówką. Zawsze mieszkałam z kimś, ale zawsze byli to współlokatorzy, którzy niespecjalnie się do mojego życia wtrącali, dlatego też pomysły par, które decydowały się mieszkać razem po zupełnych kątach, zawsze wydawały mi się szczytem odwagi. No ale dobra, to akurat funkcjonuje całkiem nieźle, wspominam o tym tylko ze względu na fakt, że próbuję się wytłumaczyć z kompletnej zmiany stylu życia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobra, stworzyłam właśnie wpis pełen żalów i wymówek, ale jakiś wstęp do powrotu do blogowania musiałam zrobić. Następne wpisy pewnie zawierać będą ciekawsze treści, bo wiosna idzie, a z wiosną idzie i optymizm, i wena. &lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/3255795186933816493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/3255795186933816493' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3255795186933816493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3255795186933816493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2016/04/proba-powrotu-do-pisania-oczywiscie.html' title='Próba powrotu (do pisania oczywiście)'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-2370779565910873961</id><published>2015-07-22T07:42:00.000-07:00</published><updated>2015-07-22T07:46:11.063-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="polityka"/><title type='text'>Uchodźcy</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Przyznam, zastanawiałam się wielokrotnie, czy w ogóle publikować tego posta. Temat uchodźców jest wałkowany we wszystkich kierunkach, a że mój współlokator współpracuje z urzędem migracyjnym, to jest to kwestia poruszana w rozmowach niemal codziennie. Poza tym jest niemal w każdej gazecie, ogólnie jest to temat obgadany do tego stopnia, że powoli już kolejna rozmowa, w któej pojawia się ten wątek, bywa po prostu męcząca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak jest to temat mi zbyt bliski, żebym go ominęła, bo podróżowałam po wielu krajach, z których uchodźcy pochodzą. Ba, byłam tam przyjmowana na zasadzie gość w dom, bóg w dom, nieważne jaki bóg, nieważne, jaki gość. Po prostu, zwyczajnie, po ludzku. Nigdy nie przeżyłam wojny, nigdy nie przeżyłam głodu, krótko mówiąc, 
nigdy nie przeżyłam tego, żeby wielka polityka kompletnie spieprzyła mi 
życie. Podróżowałam. Dla zabawy. Dla przygody. Tak sobie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Między innymi dlatego uważam, że ten temat w ogóle nie powinien istnieć na zasadzie &quot;czy?&quot;, ale na zasadzie &quot;jak?&quot;. Na początku z zaskoczeniem zaczęłam obserwować, co się dzieje w mediach, w komentarzach w tej kwestii. Zaczęłam być emocjonalna, czasem komentowałam wręcz agresywnie, trochę mi głupio. Po prostu nie mogło do mnie dojść, że można po prostu z premedytacją chcieć zamknąć drzwi przed nosem ludziom, którzy stracili wszystko. Za dużo w tym polityki, za dużo gderania mediów, za dużo całej tej otoczki, przez którą ciężko się przebić zwyczajnemu zdesperowanemu człowiekowi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znam trochę uchodźców, więc mówię nie statystykami, ale emocjami. Jest im ciężko, bo czują się obcy, są nieprawdopodobnie wręcz samotni. Znam tę samotność, towarzyszyła mi czasem, kiedy mieszkałam w różnych krajach, gdzie kompletnie nie byłam w stanie się porozumieć ani językowo, ani kulturowo. Ale ja znam ułamek tej samotności, bo ja to robiłam z własnej woli, dla przygody, z ciekawości. Poza tym wiedziałam, że gdzieś tam jest moja rodzina, mój facet, moi przyjaciele. Poza tym nie byłam traktowana jak wróg, większość ludzi nie podchodziła do mnie ze strachem. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić takiej samotności, jaką przeżywa uchodźca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie chcę mówić o propozycji unijnej, żeby Polska przyjęła 2000 uchodźców. Źle mi z tym, że to wszystko jest &quot;propozycja unijna&quot; i &quot;Polska przyjmie albo nie przyjmie&quot;. Chciałabym, żeby ludzie przyjęli ludzi, jak to już wielokrotnie się zdarzało w historii. Nie jestem religijna, ale wisi u mnie na ścianie jeden cytat z Biblii, który jest dla mnie bardzo ważny - przypowieść o dobrym Samarytaninie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/2370779565910873961/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/2370779565910873961' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2370779565910873961'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2370779565910873961'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/07/uchodzcy.html' title='Uchodźcy'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-8373214863038853049</id><published>2015-06-28T04:15:00.000-07:00</published><updated>2015-06-28T04:15:05.461-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><title type='text'>Język sąsiada</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Język niemiecki nigdy nie cieszył się moją sympatią. Gardłowość niektórych dźwięków i okrutnie długie wyrazy, w których nigdy chyba nie nauczę się poprawnie stawiać akcentów, sprawiały, że jakoś był to jeden z tych przedmiotów w szkole spychanych na bok. Poza tym trudno ludziom urodzonym w Polsce wyzwolić się od stereotypu języka niemieckiego. Mimo że jedne z największych nazwisk literatury światowej, to właśnie nasi zachodni sąsiedzi, to mało kto by powiedział, że niemiecki to język literatury, dla nas, i w sumie nie tylko dla nas, niemiecki to język wojny, znany z seriali i filmów osadzonych w czasie drugiej wojny światowej... Nawet jak ktoś ni w ząb po niemiecku nie rozumie, to przecież zna tych kilka słów wykrzykiwanych na każdym kroku przez nazistów w każdym wojennym filmie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Życie potrafi jednak płatać figle i - podczas gdy mój brat, który niemieckiego uczył się porządnie przez całe liceum, mieszka w Londynie, ja, która w szkole miała głównie nacisk na język angielski, siedzę sobie trochę ponad sto kilometrów od Berlina. Cóż, jako że miejsc zamieszkania miałam w życiu wiele i styczność z wieloma językami (ale nie oszukujmy się - z większością tych języków dość mocno po łebkach), to nie jest to aż tak ironiczne, ale dobra, skoro już tu jestem, skoro już nawet moja niemiecka połówka zapisała się na lekcje polskiego, to zaczęłam się trochę bardziej przykładać do nauki niemieckiego. Nie potrafię utrzymać w tej kwestii żadnej systematyczności, regularne lekcje w ogóle nie wchodzą w rachubę, jako że jedyną robotą jaką tu dorwałam, jest praca na zmiany, która skutecznie ogranicza możliwości systematycznego uczęszczania w czymkolwiek, ale z pomocą mego faceta, koleżanek z pracy, współlokatorów i innych otaczających mnie ludzi staram się cokolwiek przyswoić, a także pokonać nie do końca entuzjastyczne nastawienie do tego języka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż, niemiecki ma plusy i minusy. Zaczynając od minusów: po pierwsze składnia. Nigdy do tej pory się nie spotkałam z tym, żeby składnia miała takie znaczenie i to, co staram się klecić z mojego marnego słownictwa, było kompletnie niezrozumiałe, jeśli postawię coś nie w tym miejscu, co trzeba... Eh. Druga rzecz to rodzajniki, tu nie muszę tłumaczyć, chyba każdy, kto kiedykolwiek próbował podejść do tego języka, ma o nich taką samą opinię. Reszta minusów jest w sumie taka sama, jak w każdym innym języku, bo to, że notorycznie się myli przyimki spotyka chyba każdego, kto kiedykolwiek uczył się jakiegokolwiek języka zachodniego. Na wymowę też aż tak psioczyć nie będę, bo choć gardłowość mnie drażni, to tu też jest tak samo jak z przyimkami - każdy język ma coś. No to, żeby nie było, plusy - uwielbiam niemieckie słownictwo i słowotwórstwo. Liczba określeń różnego rodzaju uczuć i kontekstów jest tak bogata, że istnieje tu strasznie dużo słów, które są nieprzetłumaczalne a oddają czasem sedno. Die Waldeinsamkeit (poczucie samotności, które może ogarnąć człowieka w lesie), Die &lt;span class=&quot;form-of lang-de genitive-form-of&quot;&gt;&lt;span class=&quot;Latn&quot;&gt;&lt;span class=&quot;selflink&quot;&gt;Fremdscham (empatyczny wstyd odczuwany, gdy ktoś inny zrobi coś głupiego), osławione Die &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Latn headword&quot;&gt;Schadenfreude (radość z cudzego nieszczęścia), czy też moje ukochane słowo - Das Fernweh (tęsknota za miejscami, w których się nigdy nie było). Najlepsze w tym całym słowotwórstwie jest to, że niemiecki ze swoimi przyrostkami, przedrostkami, połączeniami wyrazów i tym podobnymi konstrukcjami, jest trochę jak puzzle - tu przyłączysz, tam dostawisz, tam coś zmienisz, dzięki czemu daje praktycznie nieskończoną liczbę możliwości tworzenia tego typu urokliwych słów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Latn headword&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span class=&quot;Latn headword&quot;&gt;Jak z tą moją nauką będzie, nie wiem, bo mój słomiany zapał chyba nie jest dla nikogo niczym nowym. Póki co dość, że jestem w stanie zapytać o drogę i zakupy zrobić, coraz mniejszy ze mnie analfabeta. A z Bawarczykiem czy Saksończykiem z mocnym lokalnym akcentem pewnie i tak się nigdy nie dogadam...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-fY31LUxGwaXNnx7LJvbkB4Z4nuLF0R9ujUqG5ZzAdL4Ujr0wmobs_5cbq3JzHAZb1o3o3CmJNMKU6Fj7PUd9hZgVLufMLPJ47agvomHD7Uf2WKEtqex5vI9MObMSol6I9FJFTDQqwwa4/s1600/Obraz+020.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-fY31LUxGwaXNnx7LJvbkB4Z4nuLF0R9ujUqG5ZzAdL4Ujr0wmobs_5cbq3JzHAZb1o3o3CmJNMKU6Fj7PUd9hZgVLufMLPJ47agvomHD7Uf2WKEtqex5vI9MObMSol6I9FJFTDQqwwa4/s400/Obraz+020.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/8373214863038853049/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/8373214863038853049' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/8373214863038853049'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/8373214863038853049'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/06/jezyk-sasiada.html' title='Język sąsiada'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-fY31LUxGwaXNnx7LJvbkB4Z4nuLF0R9ujUqG5ZzAdL4Ujr0wmobs_5cbq3JzHAZb1o3o3CmJNMKU6Fj7PUd9hZgVLufMLPJ47agvomHD7Uf2WKEtqex5vI9MObMSol6I9FJFTDQqwwa4/s72-c/Obraz+020.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-1218978419268658708</id><published>2015-05-31T00:36:00.002-07:00</published><updated>2015-05-31T00:37:08.959-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kuchnia"/><title type='text'>Niemcy w butelce</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Było o jedzeniu, to może teraz coś do picia. Niemieckie zwyczaje napojowe sprowadzają się oczywiście głównie do piwa i są ogólnie dość niezdrowe, ale głównie to nie znaczy tylko.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Przede wszystkim nasunęła mi się jedna refleksja, która w sumie nasunęła mi się w wielu krajach, od Indonezji po Hiszpanię - tanie piwo na świecie z reguły nazywa się &quot;Gwiazda&quot;, &quot;Gwiezdne&quot; albo coś w tym rodzaju. Z jakiegoś powodu w Polsce tego nie kojarzę, ale faktycznie w większości krajów, w których byłam, to piwo, które piją zarówno studenci i panowie pod murkie, to Bintang, Estrella czy coś w tym rodzaju. I cóż, Niemcy wchodzą w ten międzynarodowy układ gwiezdny, bo jedno z tańszych piw, które jest właśnie takim studencko-bezdomnym trunkiem, to Sternburg.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Cóż, tak czy siak zawiedziona jestem ogólnie niemieckim piwem. Niby kraj piwem płynący, miliony rodzajów, piwne festiwale i tak dalej, ale... dla mego podniebienia większość tych piw smakuje tak samo albo przynajmniej bardzo podobnie. Zaczyna się boom na lokalne browary, ale porównać tego do Belgii czy choćby do Polski się nie da. Dość powiedzieć, że kiedy moi niemieccy współlokatorzy postanowili mnie w Gdańsku odwiedzić, zachwycili się możliwościami smakowymi, które daje nasza miłość do małych lokalnych browarków. Tymczasem w Niemcy wielkimi firmami stoją i małe browarki należą do rzadkości. Szkoda. Oczywiście, że można coś znaleźć, ale nie stoi na półce w supermarkecie, jak u nas, tylko trzeba się nagrzebać, żeby coś wykopać. Nie wspominam o bawarskim piwie pszenicznym, które faktycznie smakuje mocno inaczej, ale tu pech mego podniebienia - nigdy nie pałałam miłością do piw pszenicznych.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Jak to jest z innymi alkoholami? Wino jest przyjemną odmianą, bo ceny wina są wręcz śmiesznie niskie, niemal wszędzie dorzucają nam za darmo butelkę, do pizzy czy jakiegokolwiek zamówienia często dostajemy czerwone wino, które potem idzie do risotta, zupy cebulowej, sosu mięsnego, bo już faktycznie nie mamy co z tymi flaszkami robić. Co innego w zimie, kiedy to można z tego stworzyć przyjemne wino grzane, które tu każdemu kojarzy się z jarmarkiem świątecznym (i znów zawód piwny - grzane wino tak, grzane piwo jest ogromną rzadkością).&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale nie będę już tak alkoholowa. Poza tym wszystkim w Niemczech panuje ogromna miłość do napojów gazowanych (mówiłam, że będzie niezdrowo), poczynając od tych popularnych wszędzie, przez miłości bardziej lokalne - na przykład szorle, czyli sok owocowy (najczęściej jabłkowy) zmieszany z wodą gazowaną, czy też mate. Mate nie jest tu jednak snobistycznym napojem z Ameryki Południowej, który sączy się z tykwy, tylko - oczywiście - gazowaną wersją owego napoju, która jest spożywana przez tutejszą młodzież na hektolitry. Ogólna moda na ekologię dodała do tej listy różnego rodzaju &quot;bio&quot; napoje, które sprawiają, że na półce w sklepie mamy obok siebie coś z rozpiską na pół strony o wartościach ekologiczno-zdrowotnych danego produktu i coś, co nawet nie udaje, że jakiekolwiek wartości ma, ale za to jest smaczne (tak, mam słabość do napojów gazowanych, przykro mi). Do tego dorzuca się kwas chlebowy i półka pełna.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiAn0ohwOoo24bvKhxxdLTpo8WO0IwTTJ-vPvwqXIKgD-YBTSMCcGUUZDO3OXa4U3sO7Ep6U8musB3onr89eqk36_F4tRZLvtGXuKuuBuCh4MIlnInA7SxZQ_si4_t56isKdBaVazeuXM5I/s1600/Obraz+017.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiAn0ohwOoo24bvKhxxdLTpo8WO0IwTTJ-vPvwqXIKgD-YBTSMCcGUUZDO3OXa4U3sO7Ep6U8musB3onr89eqk36_F4tRZLvtGXuKuuBuCh4MIlnInA7SxZQ_si4_t56isKdBaVazeuXM5I/s400/Obraz+017.jpg&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
Jak się pisze o Niemczech w butelce, nie sposób pominąć idei butelek kaucjowanych, czyli pfandflasche. Otóż Niemcy są ideologicznie antyśmieciowe, co w ogóle zasługuje na osobnego posta, bo polityka segregacji śmieci tutaj jest obiektem dowcipów i nawet doczekała się swojego epizodu w The Simpsons. Jednym z jej elementów jest fakt, że kaucja na butelkach jest na tyle wysoka, że faktycznie opłaca się ich nie wyrzucać (dla dociekliwych: 8 centów za przeciętną szklaną butelkę, 15 centó z gruby plastik, 25 centów za plastik i puszki). Do tego dochodzi fakt, że praktycznie każdy sklep owe butelki przyjmuje, bez paragonów, kupowania czegokolwiek i tak dalej, a w wielu supermarketach stoją maszyny ułatwiające cały proces. Dlatego znam ludzi żyjących na sqacie w Berlinie, którzy praktycznie ze zbierania butelek żyją. My, jak to grupa ludzi mieszkających razem, butelek nie wyrzucamy, ale żeby się zebrać i zwrócić je do sklepu, to często trwa chwilę, dlatego spory kawałek korytarza zajęty jest właśnie czekającymi na lepszy los butelkami, od czasu do czasu redukuje się ich liczbę przy kolejnych zakupach, ale jakoś wyzerować udaje nam się wybitnie rzadko.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkSnQb7kHlmLSKIYzKHgpD5bZvzAsWbBhySInmp2pldQZ5v0DtduboSZL5GxGZHbYR9D7ytFqcL5INIugR_FAyVTqPCrQ1iYilp3G3szfqjHrxvqmog2dITOmPBHEmq2CLUxUDV8Mu4-Gx/s1600/Obraz+019.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkSnQb7kHlmLSKIYzKHgpD5bZvzAsWbBhySInmp2pldQZ5v0DtduboSZL5GxGZHbYR9D7ytFqcL5INIugR_FAyVTqPCrQ1iYilp3G3szfqjHrxvqmog2dITOmPBHEmq2CLUxUDV8Mu4-Gx/s400/Obraz+019.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/1218978419268658708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/1218978419268658708' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/1218978419268658708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/1218978419268658708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/05/niemcy-w-butelce.html' title='Niemcy w butelce'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiAn0ohwOoo24bvKhxxdLTpo8WO0IwTTJ-vPvwqXIKgD-YBTSMCcGUUZDO3OXa4U3sO7Ep6U8musB3onr89eqk36_F4tRZLvtGXuKuuBuCh4MIlnInA7SxZQ_si4_t56isKdBaVazeuXM5I/s72-c/Obraz+017.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-6280998577220855680</id><published>2015-05-17T02:02:00.000-07:00</published><updated>2015-05-17T02:03:14.013-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kuchnia"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Middle East"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="w domu"/><title type='text'>Kuchenny wspomnień czar - pilaf</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
To, że jestem sentymentalna, nie jest chyba żadną nowością. To, że wspominam z rozczuleniem nawet te miejsca, których chwilami miałam dosyć, też pewnie nie - i w dodatku nie jest pewnie niczym nadzwyczajnym.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Ostatnio dość mocno realizuję się w kuchni. Moja druga połówka już stwierdziła, że powinnam zmienić bloga na kulinarnego, nie ukrywajmy, miałby w tym swój interes, pewnie zmotywowałoby mnie to do realizowania się w kuchni jeszcze bardziej, ale spójrzmy prawdzie w oczy - moje realizowanie się w kuchni jest hobbystyczne, naznaczone dużą dozą chaosu i mało z tego można wyciągnąć prawdziwych przepisów, z reguły to jest trochę na zasadzie &quot;trochę tego, trochę tamtego, o, nie wiedziałam, że mamy jeszcze to, może się nada, o k..., chyba coś przypaliłam&quot;. W każdym razie formuła bloga raczej się nie zmieni na kulinarny, jest to cały czas blog o tym samym - czyli w sumie mieszanka wszystkiego, co się składa na fakt, że sobie gdzieś krążę w tym życiu i szukam różnych rozwiązań na chwilę obecną. Najczęściej idę na łatwiznę i szukam na różnych szerokościach geograficznych, ale czasem znajdują się też inne szerokości (eh, ostatnio się naoglądałam różnych Interstellarów i innych rzeczy sci-fi, które doprowadzają mój prostacki umysł do wrzenia, bo te wszelakie przemieszania czasów i przestrzeni dla mnie, która o fizyce nigdy specjalnego pojęcia nie miała, trochę przeładowują moje synapsy, ale nielinearna koncepcja czasu gdzieś tam do sentymentalizmu pasuje...).&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Koniec dygresji, wracam do kuchni. Jak mówiłam, wspomnienia i sentymenty łączą się u mnie mocno z kwestią kuchni. Pewnie byłam nieraz uważana za trochę niepełnosprawną, jak siedziałam z kobietami z lokalnych społeczności i zadawałam najbardziej durne kuchenne pytania, gapiłam się jak coś zawijały, mieszały, doprawiały i robiły na koniec dzieło, które dla nich było dziełkiem dnia codziennego, a dla mnie proustowską magdalenką.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Dlatego staram się odtworzyć chociaż cokolwiek. Najczęściej skłaniam się ku Bliskiemu Wschodowi, bo mimo że na przykład do Turcji mam bardzo dużo &quot;ale&quot;, to zawsze twierdziłam, że dla jedzenia mogłabym tam pomieszkać jeszcze raz. Ogólnie to, co można by w sumie nazwać kuchnią osmańską, cieszy się moją szczególną sympatią, bo przywołuje bardzo szerokie wspomnienia, od Iranu po Serbię można znaleźć te same wpływy (a tak naprawdę jeszcze dalej, tylko że w Pakistanie, Indiach i tak dalej, to akurat nie byłam), wiele tych samych składników, oczywiście bardzo różne w swoich lokalnych odmianach, ale prześwitują przez te różnice wspólne korzenie...&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Wspomagam się przy tym wszystkim internetami, bo co poniektóre przepisy zapamiętałam, inne zapisałam, ale czasem wiem, że dzwonią, ale gdzie i co... No i czasem trzeba trochę to wszystko zmodyfikować. I tak na przykład na pierwszy ogień idzie pilaf, przy którym mocno się posiłkowałam blogiem &lt;a href=&quot;http://kwestiasmaku.com/&quot;&gt;kwestiasmaku.com&lt;/a&gt;. W sumie nie wiem, ile wspólnego ma to z pilafem, który zdarzało mi się jeść na Bliskim Wschodzie - ostatecznie ilość curry i innych przypraw sprawia, że może to przywołać wspomnienia niemal zewsząd, bo pamiętam z dzieciństwa, jak w Gdańsku pojawiły się pierwsze bary wegetariańskie, w których wszystko smakowało z głęboką przesadą bliskowschodnio.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Żeby było trochę blogowokulinarnie: pilaf, który znam, to w sumie kalafior, cebula, czosnek, imbir, rodzynki, curry, soczewica i co tam wam przyjdzie do głowy podsmażone na głębokiej patelni, po czym zasypane ryżem i zalane bulionem i podgotowane. Można zrobić wegańsko albo z mięsem (ja czasem dodaję kurczaka) Jako że moje kuchenne zabawy są w tej chwili człowieka pracującego, to danie idealne, bo nie chciałoby mi się siedzieć nad kuchnią godzinami, a i zapycha przyjemnie. Przypomina trochę inne danie, które znam z Kurdystanu - biryani, więc może jak się rozkręcę z tym gotowaniem, to zobaczymy jeszcze takie cuda. Oczywiście kwestia kalafiora jest opcjonalna. W sumie cała zabawa z pilafem polega na tym, że praktycznie wszystko, oprócz ryżu, jest opcjonalne. Przepisów na pilaf jest pewnie więcej niż przepisów na pierogi, ale znając życie, w każdym regionie ludzie są bardzo przywiązani do tego konkretnego, który kojarzy im się z maminą kuchnią...&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
No właśnie, poza tym wszystkim sentymentalnie zdarza mi się jeszcze gotować rzeczy czysto polskie, ale to zupełnie inne sentymenty...&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj294oWsh90L8aaKUkfhJsKlBOjfMZVVQ5Uan-RHHaFAWelt4ZtW7ueYmjmimUiBKQIG5iDN20EirR1plKeO1wicmP-GRa3o6YRZl9nR1AYAZLaiQpW14Xt2TakOm2v-K1US06z7jNdj1Ri/s1600/Obraz+014.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj294oWsh90L8aaKUkfhJsKlBOjfMZVVQ5Uan-RHHaFAWelt4ZtW7ueYmjmimUiBKQIG5iDN20EirR1plKeO1wicmP-GRa3o6YRZl9nR1AYAZLaiQpW14Xt2TakOm2v-K1US06z7jNdj1Ri/s400/Obraz+014.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKKuRHLufPS58-YU6sLnBoBNOWWKogufucyxEl1tW4cz-OmAYI62KaXPL2TKTXck2Iw0gkaAO6ldLqca-PpwvBOdSbBUwRICZmLAvZ-jdCNowmpGkpgLe9rkWHXgpJn7b9eHYUuw_KlR4H/s1600/Obraz+016.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKKuRHLufPS58-YU6sLnBoBNOWWKogufucyxEl1tW4cz-OmAYI62KaXPL2TKTXck2Iw0gkaAO6ldLqca-PpwvBOdSbBUwRICZmLAvZ-jdCNowmpGkpgLe9rkWHXgpJn7b9eHYUuw_KlR4H/s400/Obraz+016.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/6280998577220855680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/6280998577220855680' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/6280998577220855680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/6280998577220855680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/05/kuchenny-wspomnien-czar-pilaf.html' title='Kuchenny wspomnień czar - pilaf'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj294oWsh90L8aaKUkfhJsKlBOjfMZVVQ5Uan-RHHaFAWelt4ZtW7ueYmjmimUiBKQIG5iDN20EirR1plKeO1wicmP-GRa3o6YRZl9nR1AYAZLaiQpW14Xt2TakOm2v-K1US06z7jNdj1Ri/s72-c/Obraz+014.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-3487026668548199064</id><published>2015-05-11T01:52:00.001-07:00</published><updated>2015-05-11T01:56:11.567-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kuchnia"/><title type='text'>niemiecka uliczna kiełbasa</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Jako że czas kiełbasy wyborczej, to parę słów o ulicznej kuchni niemieckiej, która to właśnie kiełbasą stoi. Wiadomo oczywiście, że podstawowym tradycyjnym daniem niemieckiej ulicy jest kebab. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy to kebab w Polsce był na tyle rarytasowy, że kiedym, dzieckiem będąc, zajechała do Warszawy, zaszłyśmy do jakiejś ubocznej knajpki skosztować kebaba od &quot;prawdziwego Turka&quot;. To, że kebab europejski nie ma specjalnie wiele wspólnego z kebabem tureckim, to już nikogo nie obchodzi (już kiedyś o tym pisałam - kebab to tak naprawdę szaszłyki z mielonego mięsa...), kebab europejski, niemiecko-turecki przyjął się i na ulicy pozostał. Z reguły z ogromną dozą dodatków i sosów do wyboru, z czego przeważa kiszona bądź czerwona kapusta (albo też obie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracając jednak do kiełbasy. Kebab sobie stoi z jednej strony ulicy, ale z drugie stoi tak zwane currywurst, czyli kiełbasa z keczupem z przyprawami. Wśród przypraw dominuje curry, które to jest równie tradycyjnie niemieckie jak i kebab (no ale ja z kraju, w którym tradycyjne dania to pierogi ruskie, barszcz ukraiński czy zupa łotewska tradycyjności czepiać się nie powinnam). W niemal każdym mieście, w którym byłam oprowadzana przez lokalsów w którymś momencie pojawiało się stwierdzenie: &quot;A teraz pokażemy Ci najlepsze currywurst w mieście/regionie/landzie/kraju...&quot;. Inna rzecz, że ja wielbicielką currywurst nie jestem, w ogóle niemiecka mięsolubność uliczna mi średnio pasuje, dlatego częściej zwracam się do knajpek syryjskich, gdzie zasuwam falafel bądź halumi z humusem... Jeśli chodzi o kiełbasę, to skłonna jestem raczej skusić się na norymberskie kiełbaski, które z jakiegoś względu w Polsce zwie się frankfurterkami...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak, uliczne niemieckie żarcie mięsem stoi. Można to ominąć i jako że kręcę się w środowisku lewacko-hippisowskim, to często zdarza się być na imprezach, na których królują standy wegańskie, a mimo iż sama jestem w miarę mięsożerna, to muszę przyznać, że ten trend na zdrowoodżywieniowe wegańskie cudeńka mi bardzo pasuje, bo co poniektórzy naprawdę potrafią. No ale trend ten jest widoczny też w Polsce i chyba jest w ogóle ogólnoeuropejski, więc też nic to wielce nowego - niemniej cieszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak już zupełnie na ostatnich drobniakach ciągniemy a w brzuchu burczy, zawsze można udać się do najbliższej piekarni, bo chleb jest jedną z największych niemieckich miłości i różnego rodzaju chlebki i bułeczki są przyjemnym zapychaczem, ah, no i oczywiście precle różnego typu. W dodatku większość piekarni oferuje bułeczki z wkładką (najczęściej oczywiście mięsną), które podgrzewają przez chwilę, a kosztuje to również śmieszne pieniądze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warto przy tym wszystkim wspomnieć o fakcie, że niemiecka federalność odnosi się też do kuchni - kluski turyńskie czy bawarskie szpecle to coś, czego nie dostanie się w całym kraju, a jak już się dostanie, to oczywiście usłyszymy komentarz od rodowitego Bawarczyka na przykład, że &quot;to w sumie nie to samo&quot;, po czym pokłóci się on z rodowatym Austriakiem, skąd właściwie szpecle pochodzą (szpecle to w sumie makaron z roztopionym serem i cebulą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To taki duży skrót niemieckiego fastfoodowania. Przyznam, że niemiecka idea odnosząca się do kuchni &quot;ma być dużo, tłusto i dobrze&quot;, jakoś średnio mi podchodzi, ale od czasu do czasu, będąc w biegu, skuszę się na jakiś mięsny szybki zapychacz. I zatęsknię za zapiekankami z Placu Nowego w Krakowie. Co nie zmienia faktu, że jak przeniesiemy się z ulicy do domu, to już ta kuchnia niemiecka od polskiej w bardzo niewielkim stopniu będzie się różnić...&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgG645XASJljG4TiqYxmsF7h6JWQ792JUbnaBw6ydRvZTe6QsY3nCFL7pldMY1gr696Q5JJrY_wPfoG3p8L5cbaFXwDJQB6ItG5CPBL0L-4Ekn2NWvEAlnwA04xIcWeEOWM1euQi0_V499K/s1600/IMG_1715.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgG645XASJljG4TiqYxmsF7h6JWQ792JUbnaBw6ydRvZTe6QsY3nCFL7pldMY1gr696Q5JJrY_wPfoG3p8L5cbaFXwDJQB6ItG5CPBL0L-4Ekn2NWvEAlnwA04xIcWeEOWM1euQi0_V499K/s400/IMG_1715.JPG&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjBSamLe4jOlhtG3zbYfvZkXF4TEZ8hboaB5VVBiBth0avlCYAQy53M3Mo1g1s3zXtOycpfX8V16UndoLesiJvkB7_fVMl1jpekSUjKUMDJZ_-wH-aiA5W4JfTVNnYOsMzqeTt3dGz0sHBL/s1600/IMG_1700.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjBSamLe4jOlhtG3zbYfvZkXF4TEZ8hboaB5VVBiBth0avlCYAQy53M3Mo1g1s3zXtOycpfX8V16UndoLesiJvkB7_fVMl1jpekSUjKUMDJZ_-wH-aiA5W4JfTVNnYOsMzqeTt3dGz0sHBL/s400/IMG_1700.JPG&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjOuYeVVkxRcNe-Rj7fS6wub6ff7BTFahBmpl5oi0cm6k-0rEZtER1T4GdYMbgMnwf3sS1QrYHb5ZBdkYuvHXF7TIbF0J6s-td6GCxYTZBq6Sk0hBuT9RxMgHji7WrudAxscPWB3bWepbgz/s1600/IMG_1711.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjOuYeVVkxRcNe-Rj7fS6wub6ff7BTFahBmpl5oi0cm6k-0rEZtER1T4GdYMbgMnwf3sS1QrYHb5ZBdkYuvHXF7TIbF0J6s-td6GCxYTZBq6Sk0hBuT9RxMgHji7WrudAxscPWB3bWepbgz/s400/IMG_1711.JPG&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/3487026668548199064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/3487026668548199064' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3487026668548199064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3487026668548199064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/05/niemiecka-uliczna-kiebasa.html' title='niemiecka uliczna kiełbasa'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgG645XASJljG4TiqYxmsF7h6JWQ792JUbnaBw6ydRvZTe6QsY3nCFL7pldMY1gr696Q5JJrY_wPfoG3p8L5cbaFXwDJQB6ItG5CPBL0L-4Ekn2NWvEAlnwA04xIcWeEOWM1euQi0_V499K/s72-c/IMG_1715.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-3931542657971027667</id><published>2015-04-25T23:32:00.000-07:00</published><updated>2015-04-26T05:50:33.458-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="w domu"/><title type='text'>Niemieckie refleksje</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Po raz drugi w moim życiu przeprowadziłam się do Niemiec. Ogólnie przeprowadziłam się do jakiegoś innego kraju niż Polska po raz szósty. W sumie nie chce mi się już rozważać kwestii terminologii, co jest wyjazdem, co przeprowadzką, tak czy siak oficjalnie mieszkam w tej chwili w Niemczech i jeśli nic się nie zmieni, pomieszkam tu jeszcze przez jakąś dłuższą chwilę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po trzech latach udało mi się przekonac moją niebywale poprawną politycznie niemiecka drugą połówkę, że istnieją spore różnice kulturowe między narodami - nawet tymi w Europie. I że mieszkanie w Polsce, i w Niemczech to dwie zupełnie inne pary kaloszy. W międzyczasie jemu udało się przekonać mnie, że też nie zawsze jest nam tak daleko jak mi się wydaje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemcy narzekają. Mnóstwo. Narzekają na rząd, na zakorkowane autostrady, na innych Niemców (o, to, na porządku dziennym), na zbyt trudną pracę, na zbyt łatwą pracę, na za mało pracy, na za dużo pracy, w ogóle na pracę, na pogodę, na biurokrację i na całą masę innych rzeczy. Narzekanie na innych Niemców to w ogóle coś, co sprawia, że czuję się jak w domu, bo w Polsce mnóstwo słyszę o polskim &quot;cebulactwie&quot;. I cóż mogę na to odpowiedzieć.. Kiedy podróżujący Niemiec zobaczy gdzieś człowieka&amp;nbsp; w skarpetkach i sandałach, to pierwsze, co myśli, to to, że to też Niemiec, bo tylko Niemiec może taką wiochę robić. Brzmi znajomo? W ogóle powszechnie uważa się tu, że Niemcy nie umieją się zachować za granicą (dość stwierdzić, że jeden z ministrów spraw zagranicznych nawet nie mówił po angielsku, a gafy dyplomatyczne popełniane z nieprawdopodobną częstotliwością doprowadzają do bardzo gorącego narzekania). Wiele narzekania ma swoje podstawy, które również sprawiają, że czuję się jak u siebie - pracuję od jakichś dwóch tygodni. Do tej pory zdarzyło się trzy razy, że mój pociąg do pracy przyjechał punktualnie. I to nie tylko dlatego, że na przykład dziś jest strajk na kolei (tu nie ma specjalnie rolników blokujących drogi czy górników palących oponki, ale niemiecka poczta czy kolej dotrzymują kroku polskim strajkującym, bo każda z tych instytucji średnio raz na dwa-trzy miesiące przez kilka dni niemal nie działa). A remont autostrady A12 trwa chyba od czasu, kiedy przyjechałam do Halle po raz pierwszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspominałam, są też rzeczy, które sprawiają, iż Niemcy są jednak inne niż Polska. I tu są rzeczy dobre i złe. Kosmopolityzm niemiecki jest bardzo przyjemny, i uwielbiam fakt zróżnicowania twarzy na ulicy oraz tego, że mam w okolicy spożywczaki umożliwiające mi próbowanie różnych rzeczy z różnych krajów. Inna rzecz, że niemal wszystkie spożywczaki zamknięte są w niedziele, w ogóle w niedziele pusto jest na ulicach, jest to czas relaksu i niechodzenia do centrów handlowych, bo po prostu wszystko jest zamknięte. No i tu się moi znajomi ze mnie śmieją, że Polska niby taki katolicki kraj, a w niedziele wszystko otwarte...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mania ubezpieczeń w Niemczech to w ogóle osobny rozdział, który już nieraz doprowadził mnie niemal do zawału serca, co uważam za absurd, bo jak jest mnóstwo ubezpieczeń to mogłoby się wydawać, że człowiek jest spokojniejszy. A tu nie wolno nikomu nic samemu naprawić, bo trzeba mieć do tego papier z ubezpieczalni. Z absurdem tym spotkałam się jak musieliśmy sobie kupić nowy kabelek do lampki nocnej - jako że elektrycy z nas żadni, poprosiliśmy laskę w sklepie, żeby nam go założyła, a nie tylko dała do ręki, ona stwierdziła, że nie, bo nie ma uprawnień, ale po błagalnym wzroku stwierdziła &quot;dobra, wyjaśnię, jak to się robi&quot; i wyjaśniła obrazowo, czyli po prostu założyła nieszczęsny kabelek. W ogóle takie absurdy omijania prawa na wszelkie sposoby są w Niemczech na porządku dziennym, bo też i system prawny jest tak skomplikowany, że nikt go nie ogarnia - zatem i mało kto się jakoś głęboko nim przejmuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i tu dochodzę do największej moim zdaniem różnicy kulturowej - Niemcy sprawiają wrażenie się nie przejmować. Podczas gdy my, Polacy, mamy wrzody żołądka i stan przedzwałowy przy każdym duperelu, to tu jakoś wszystko zawsze przechodzi bokiem. Może to kwestia zaplecza finansowego i państwa socjalnego, które w razie czego pomoże? Faktem jest, że spotykam tu zupełnie inną kategorię żebraków niż w Polsce - masa punków i hippisów (hippisi to w ogóle osobny rozdział, teraz się zrobiło ciepło, to jest ich więcej na ulicach, ale przez okrągły rok wydaje mi się, że można ich tu spotkać na każdym kroku), a poza tym przyjezdni. Pierwsi nie mają większej ochoty korzystać z niemieckiego systemu socjalnego, drudzy nie mają specjalnej możliwości (wbrew temu, co twierdzą niemieccy prawicowcy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście refleksji na temat niemieckiego lajfstajlu mam i będę miała dużo dużo więcej. Dochodzi kwestia stosunku do historii, który jest kompletnie inny niż się spodziewałam, relacji polsko-niemieckich w oczach Niemców, co też mnie solidnie zaskoczyło, różnic między wschodem i zachodem, które moim zdaniem są większe niż różnice między wschodem a Polską. Pewnie napomknie mi się też o jakichś drobiazgach jak jedzenie itp. Czy blog stanie się blogiem typowej polskiej imigrantki w Niemczech po czasie bycia blogiem głównie traktującym o podróżach? W sumie co za różnica. Pracuję dużo ciężej niż podczas większości moich wyjazdów, bo pierwszy raz postanowiłam pracować w pełni &quot;normalnie&quot;, z płaceniem wszelakich składek i innych dupereli, nie wiem, czy będzie to sprzyjać refleksjom i obserwacjom, czy też wręcz przeciwnie. Jakby nie sprzyjało, zawsze mogę sobie powspominać - no i oczywiście mogę też to wszystko rzucić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/3931542657971027667/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/3931542657971027667' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3931542657971027667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3931542657971027667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/04/niemieckie-refleksje.html' title='Niemieckie refleksje'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-2661217114719595835</id><published>2015-04-15T05:24:00.004-07:00</published><updated>2015-04-15T05:24:39.424-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podróż"/><title type='text'>chodzenie</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Na początku małe sprostowanie, bo wdałam się w dwie dyskusje po ostatnim poście. Ja wcale nie uważam, żeby &quot;Wild&quot; było nie wiadomo jak cudownym filmem, jest to film hollywoodzki w pełnym tego słowa znaczeniu. Po prostu fakt, że ma niezaradną, niezdarną i nieogarniętą bohaterkę i nikt tego nie próbuje zatuszować, całkiem mi się podoba. Chwilami trochę za bardzo widać, że wszyscy się starają, byśmy bohaterce współczuli, ale jakoś dobitnie zmuszana do konkretnego nastawienia wobec niej się nie czuję. Ah, no i ścieżka dźwiękowa chwilami irytuje hiciorkami, ale to się zdarza i najlepszym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A teraz do rzeczy, jak już o &quot;Wild&quot; mowa, to chciałam dwa słowa powiedzieć o chodzeniu jako takim, bo właśnie kilkutysięcznokilometrowy spacer pokazany jest w tym filmie jako doskonała terapia. Podobno to działa, niedawno ktoś mi powiedział, że istnieje taka terapia dla więźniów co to mają wrócić do społeczeństwa, aby wziąć ich na taką wędrówkę, ponoć niezwykle to skuteczne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrezygnowanie ze wszelakich środków transportu jest ostatnimi czasy całkiem modne wśród podróżników, spacerek Santiago de Compostela urządził sobie niejeden z moich znajomych, a i mi to czasem po głowie chodzi. Słyszy się o ludziach, co to przeszli Polskę dookoła czy też z jednego końca Europy na drugi. Dużo się słyszy. Ja może tak ekstremalna nie jestem, ale z terapeutycznymi właściwościami spaceru się zgadzam. W ogóle lubię chodzić, a przy tym nie znoszę komunikacji miejskiej, więc gdy nie mam pod ręką roweru, a mam czas, to zdarza mi się po prostu z niej rezygnować, co niektórych dziwi, bo przecież chodzi to się w dziczy i po górach, a nie tak ot tak, po mieście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Także jestem nieznośna na stopie - bo podczas gdy (jeżeli jest takowy/a) partner stopowy chciałby poczekać na to magiczne auto, ja jestem w stanie zaryzykować naprawdę dobrą miejscówkę, aby tylko być w ruchu, nawet jeśli jest to kompletnie bez sensu, biorąc pod uwagę okoliczności (ciemno, cholera wie, kiedy będzie następne oświetlone miejsce, i w ogóle nic nie wiadomo).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak w ogóle to niespecjalnie przepadam za sportem, owszem korzystam z roweru i paru innych sportowych udogodnień, ale na przykład biegać nie znoszę i ta cała jazda wokół biegania to dla mnie coś przedziwnego. Wysiłek fizyczny, pod którym nie kryje się żaden głębszy sens jest dla mnie czymś absurdalnym i pójście na siłownię albo przebiegnięcie kilku kółek to zupełnie nie moja bajka. Chce mnie ktoś usportowić, to musi mnie zabrać na łono natury, gdzie się łazi po górach albo siedzi w kajaku i podziwia obrazki, bo wysiłek sam w sobie jakoś mnie nie kręci (nasłuchałam się o tych całych uwalniających się w trakcie wysiłku endorfinach... Eeee tam). I wiem, że wielu mnie może teraz przekonywać, że jest inaczej i nie mam racji. Tylko że trudno kogoś przekonać, czy coś lubi, czy nie, ja nie mam nic do sportowców, niektórych nawet zdarza mi się oglądać, po prostu samej mi się nie chce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tu wrócę z tej krótkiej sportowej dygresji do chodzenia - otóż chodzenie to zupełnie co innego, przejście długiego dystansu z plecakiem, które mi się zdarzało nieraz w różnych mniej lub bardziej durnych warunkach, czasem z własnej woli, czasem ze względu na okoliczności, nie doprowadza mnie do takiego poczucia absurdu jak większość innych czynności sportowych. Czasem nie jestem zachwycona, że muszę to zrobić - jak na przykład niedawno w Niemczech, gdzie robiłam najprostszą trasę świata, ale zostałam wysadzona nie w mieście, jak myślałam, tylko w zonie przemysłowej, z której do miasta było niemal 15 kilometrów i zero transportu publicznego. Albo w Czarnogórze, gdzie śnieżyca sprawiła, że droga, którą szłyśmy była praktycznie nieprzejezdna i brodząc w śniegu starałyśmy się dostać tych dobrych parę kilometrów do granicy... No i może w tamtym momencie zachwycona nie byłam, ale nie przeszkadza mi posiadanie takich wspomnień, a wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ok, to żeby były jakieś ilustracje, bo przy mojej ostatniej gadaninie zdarza się to coraz rzadziej, wrzucam kilka fotek z ostatniego spaceru po Gdańsku, który zrobiłam tuż przed przeprowadzką do Niemiec.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiI1uoOeSPUn8EN57Wv-izlOZ0uZOwQjqhyKLx1d8RLlTYFWiZ8Ue7tQVEPZAAg9Wv58MQP97eT7VSBrytYhO3Yb8xJ5BiVtjnEVvHhyIctyD-MCehKwOzUaWanlXngyD70gNF7ES2zV1e/s1600/IMG_4482.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiI1uoOeSPUn8EN57Wv-izlOZ0uZOwQjqhyKLx1d8RLlTYFWiZ8Ue7tQVEPZAAg9Wv58MQP97eT7VSBrytYhO3Yb8xJ5BiVtjnEVvHhyIctyD-MCehKwOzUaWanlXngyD70gNF7ES2zV1e/s1600/IMG_4482.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjLQdN8hUaLmP3MZMIyohyyBDa2R_2gdVCtj0FSL0Zt8vntvCZi3akfNPyo9Mc4JelP8JV7OZFp7SOEhBUI-aEY9vV0sosBJWSv4qpNSAdgp-fpGa3BrAlvtoq-cVHp0US2n4BWkKp1_tUu/s1600/IMG_4484.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjLQdN8hUaLmP3MZMIyohyyBDa2R_2gdVCtj0FSL0Zt8vntvCZi3akfNPyo9Mc4JelP8JV7OZFp7SOEhBUI-aEY9vV0sosBJWSv4qpNSAdgp-fpGa3BrAlvtoq-cVHp0US2n4BWkKp1_tUu/s1600/IMG_4484.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiIQsd4FGJtFz_WqItCGhPSPunY1volsWXMDsj4hX6biLHSSeWHHXE6CAZzXADoe_j9oj-J5-e5tpW3csyY_7B8FYH3A6ZZ3NjorE1120-xPY7lP6pAEv241C4bwaEdXR-CQZgglnBbnId6/s1600/IMG_4486.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiIQsd4FGJtFz_WqItCGhPSPunY1volsWXMDsj4hX6biLHSSeWHHXE6CAZzXADoe_j9oj-J5-e5tpW3csyY_7B8FYH3A6ZZ3NjorE1120-xPY7lP6pAEv241C4bwaEdXR-CQZgglnBbnId6/s1600/IMG_4486.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj52-eYarJvBURHVCnRX-Gsbe2F4WNiTA9yhUFmcIbT3m2vnFZiUSpZ_Mu6Uuyi-SvlseBfx9UhkoG0kzOcPoWIqfX_lr60LS1t-Hyi5iMGvgNsJl9cR-ppbGIkwP2zk8hDIzJrzkrKA-ux/s1600/IMG_4490.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj52-eYarJvBURHVCnRX-Gsbe2F4WNiTA9yhUFmcIbT3m2vnFZiUSpZ_Mu6Uuyi-SvlseBfx9UhkoG0kzOcPoWIqfX_lr60LS1t-Hyi5iMGvgNsJl9cR-ppbGIkwP2zk8hDIzJrzkrKA-ux/s1600/IMG_4490.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/2661217114719595835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/2661217114719595835' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2661217114719595835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/2661217114719595835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/04/chodzenie.html' title='chodzenie'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjiI1uoOeSPUn8EN57Wv-izlOZ0uZOwQjqhyKLx1d8RLlTYFWiZ8Ue7tQVEPZAAg9Wv58MQP97eT7VSBrytYhO3Yb8xJ5BiVtjnEVvHhyIctyD-MCehKwOzUaWanlXngyD70gNF7ES2zV1e/s72-c/IMG_4482.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-6194557714510454044</id><published>2015-04-12T07:53:00.002-07:00</published><updated>2015-04-12T07:53:10.244-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="kino"/><title type='text'>Moje trzy grosze o tak zwanych kultowych filmach podróżniczych</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
W sumie o dwóch, bo dwa stały się kultowe w internetowym środowisku autostopowo-podróżniczym, w którym dość często się udzielam, a w czasach nudy obserwuję sobie dyskusje, które coraz rzadziej mają znamiona sensu, ale są doskonałym zabijaczem czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmy podróżnicze. Hmmm. Nie chodzi w sumie tylko o filmy drogi, ale o coś, co ma w sobie coś backpackerskiego chyba, nawet w sumie nie wiem, czy można, czy trzeba jakąś kategoryzację tutaj wprowadzać, ale wydaje mi się, że większość od razu się domyśla, o jakich filmach mowa, bo to są właśnie te, które pojawią się w komentarzach na forum w wątku &quot;ej, słuchajcie, podajcie jakieś filmy o podróżach, potrzebuję inspiracji&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tutaj niekwestionowanym królem jest &quot;Into the Wild&quot;, z jakichś dziwnych względów dystrybuowany w Polsce pod tytułem &quot;Wszystko za życie&quot;. No i niestety ja tego króla nie do końca kupuję...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ok. Zdjęcia - piękne. Muzyka - naprawdę mi się podobają te gitarowe brzmienia. Jednak robienie bohatera przez duże &quot;B&quot; z rozkapryszonego na cały świat smarkacza to nie do końca moja bajka. Żeby nie było, sama jestem bardzo często rozkapryszonym na cały świat smarkaczem, ale nie widzę powodu, żeby tę postawę stawiać jako wzór dla reszty społeczeństwa. Nawet, tak szczerze mówiąc, nie miałam nic przeciwko temu filmowi zaraz po obejrzeniu. Nawet sięgnęłam potem po książkę, która jest zupełnie o czymś innym (tzn. historia ta sama, ale akcenty tak kompletnie inaczej rozłożone, że w sumie zupełnie inna). Jednak potem jak zobaczyłam recenzje, reakcje i całą otoczkę filmu, z której wynika, że najlepsze, co możemy z życiem zrobić, to kompletnie bez przygotowania wyruszyć w dzicz i dać się zabić matce naturze, to przestało mi się to wszystko podobać. Wypnijmy się wszyscy na społeczeństwo i jedźmy na Alaskę, bo tatuś był apodyktyczny. I naprawdę lubiłabym ten film, gdyby był to film o zagubieniu w społeczeństwie, o tęsknocie za łonem natury, ale też o byciu niezbyt sprytnym w realizacji swoich marzeń, ogólnie gdyby Chris nie był tak łopatologicznie wyidealizowany, bo z punktu widzenia plastycznego jest to naprawdę porządna robota.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobra, już kończę tę krytykę, bo ostatnimi czasy pojawił się kolejny film, który zdołał już dostać miano kultowego, czyli &quot;Wild&quot;, po polsku zwane &quot;Dziką drogą&quot;. Mniej patetyczny, ale z niemal równie pięknymi ilustracjami Stanów Zjednoczonych. No i wreszcie bohaterka jest tu człowiekiem, a nie wyidealizowanym Supertrampem. Jest człowiekiem, który popełnił mnóstwo błędów. Stoczyła się, nie dała rady podołać osobistym stratom i problemom, ale doszła do wniosku, że przejście kilku tysięcy mil piechotą pozwoli jej wrócić na prostą. Znów historia prawdziwa będąca doskonałym pretekstem do pokazania ładnych obrazków, znów mnóstwo uproszczeń, ale... Jakoś przyjemniej mi się ogląda film, w którym nie czuję, że ktoś mi próbuje wbić młotkiem uwielbienie do głównego bohatera (kurde, dochodzę do wniosku, że gdyby Chris z Into the Wild był przedstawiony bez tej całej otoczki idealizacyjnej to może bym go nawet polubiła, sama jestem zagubiona w społeczeństwie i często niezbyt bystra w spełnianiu swoich marzeń). No i wcale mi nieudacznictwo życiowe Cheryl nie mąci romantycznej otoczki, która gdzieś tam w tym całym włóczykijstwie jest..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż. Wśród masy filmów mniej lub bardziej podróżniczych, które zdarzyło mi się obejrzeć, te dwa odbiły się chyba najszerszym echem wśród znanych mi mniej lub bardziej blogerów czy forumowiczów... Jak mi się zachce, to może napiszę któregoś dnia także o tych mniej komentowanych...&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/6194557714510454044/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/6194557714510454044' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/6194557714510454044'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/6194557714510454044'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/04/moje-trzy-grosze-o-tak-zwanych.html' title='Moje trzy grosze o tak zwanych kultowych filmach podróżniczych'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-3036938286555877327</id><published>2015-04-03T01:46:00.003-07:00</published><updated>2015-04-03T01:51:08.298-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><title type='text'>Małe niemieckie ojczyzny - Jena</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Mała niemiecka ojczyzna dwójki moich współlokatorów. Nie pochodzą z Jeny, ale spędzili tam czasy liceum i doprowadziło to do takiego poziomu lokalnego patriotyzmu, że w którymś momencie już nie mogliśmy się oprzeć zachwalaniu i stwierdziliśmy, że warto odwiedzić ten cud nad cudami. I myślałam z początku, że przez przebywanie w Europie Zachodniej, do której nigdy nie miałam przekonania (no dobra, Francja trochę zmieniła moją opinię na ten temat) stracę sporo z przyjemności, jaką dawało mi poznawanie nowych miejsc w świecie dalekim i egzotycznym. Cóż, nie trzeba jednak palm i sukienek z kory, żebym się gdzieś poczuła paradoksalnie swojsko (eh, ostatnio sobie przypomniałam Levi-Straussa w kwestii ludzkiego zamiłowania do egzotyki, ale jakże się od tego uwolnić?). Jena ma to coś, a może chodziło o to, że siedząc w chaosie załatwiania i robienia z siebie durnia w urzędach i na rozmowach o pracę, na chwilę odpuściłam i pozwoliłam sobie na weekend niemyślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A może chodzi o to, że wiosna się zaczęła. Banał, co nie? Wiosna. Ja jednak cierpię na zimowy spadek nastroju do tego stopnia, że faktycznie niemal przestaję wychodzić z domu, mam wszystkiego dosyć i w ogóle najchętniej bym cały dzień spała albo wykonywała jakieś bezsensowne rutynowe zajęcie byle przetrwać do momentu, kiedy zacznie się robić zielono i słonecznie. I tak się akurat złożyło, że zielono i słonecznie zaczęło się robić dokładnie w dniu, kiedy urządziliśmy sobie wypad do Jeny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jena jest małym miasteczkiem w Turyngii, które przez swoją geografię niezwykle przypomina mi Sarajewo. Centrum położone w kotlinie i wąskie strome uliczki pnące się na okoliczne wzgórza wzbudziły we mnie tyle sentymentu, że tak naprawdę już reszta nie miała wielkiego znaczenia. Wszystko mi się w Jenie podobało, malutkie stare miasto wypełnione ludźmi do późna w nocy, zazielenione parki pełne ludzi wykonujących różnego rodzaju wygibasy w związku z uprawianymi hipsterskimi sportami (poczynając od sztuczek na longboardach, deskorolkach, rowerach po rozpinanie taśm między drzewami i chodzenie po linie), lokalne jedzenie, mimo że tak samo tłuste i zapychające jak wszelkie inne jedzenie w Niemczech, widoki z okolicznych wzgórz, spanie na podłodze na strychu u mamy koleżanki... Nie przeszkadzał mi nawet kompletny brak sklepów nocnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie wiem, czy podobałoby mi się w Jenie, gdybym była tam tydzień wcześniej lub tydzień później. Z takimi miejscami trzeba trafić w czas i nastrój. Choć z drugiej strony te sarajewskie pagórki uwiodłyby mnie chyba nawet podczas zimowej zawieruchy, bo w Sarajewie byłam ostatnio właśnie zimą...&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgvgVdJgRDiwou_-mGRAlbAo1dq_0oOHqrFtyqxaQDMZZlO0U34SWtGtH5XZHt89r5Q72mE01p2ddXMomDQghWQLlB1aAKOdcjIBVmuxF4RX-ejnkVdlP33JTqDQczNzVffrbGrGsyZeI9U/s1600/Obraz+034.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgvgVdJgRDiwou_-mGRAlbAo1dq_0oOHqrFtyqxaQDMZZlO0U34SWtGtH5XZHt89r5Q72mE01p2ddXMomDQghWQLlB1aAKOdcjIBVmuxF4RX-ejnkVdlP33JTqDQczNzVffrbGrGsyZeI9U/s1600/Obraz+034.jpg&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhCKo5tDb2CPZ-V5Ua9i8sn-MmcFjGXw3Am8aNsBIwWvIWs5TfuivhWOFI3Wyz3DV0oWtQaMtVQ9Ez_rzg4YIgCMeChb0F-Dto8JMkDpM36wjgF8GHmdiSV85qhhQXy2bvj1HPLa_-TskYQ/s1600/Obraz+053.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhCKo5tDb2CPZ-V5Ua9i8sn-MmcFjGXw3Am8aNsBIwWvIWs5TfuivhWOFI3Wyz3DV0oWtQaMtVQ9Ez_rzg4YIgCMeChb0F-Dto8JMkDpM36wjgF8GHmdiSV85qhhQXy2bvj1HPLa_-TskYQ/s1600/Obraz+053.jpg&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzI0MS_d1KyDsaBZkpjKaCPPwey42S8zq8iBZJapFv_vkq_0qJqYvoyTAVcMNA-rj1s4E7M0b5mdDKRm6CGbROI0lNuUDshwHxO0UEZLcXyLDoY5aRfvvxLUp0zaVBKAWJ4MVBCNntlAP9/s1600/Obraz+054.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzI0MS_d1KyDsaBZkpjKaCPPwey42S8zq8iBZJapFv_vkq_0qJqYvoyTAVcMNA-rj1s4E7M0b5mdDKRm6CGbROI0lNuUDshwHxO0UEZLcXyLDoY5aRfvvxLUp0zaVBKAWJ4MVBCNntlAP9/s1600/Obraz+054.jpg&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEinC9Ck1Is_KjaGNaTGrtsef5zYU-6zciuajimbp_iUlS9dQPJYs3_Nw0RvudECexl_RMh6SIPsnrpZ_piywV84AUoWqw3erBvb103TpNpAdfMq921ieoCwlGovOwvskDM7kzYjREwHW-Z_/s1600/Obraz+052.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEinC9Ck1Is_KjaGNaTGrtsef5zYU-6zciuajimbp_iUlS9dQPJYs3_Nw0RvudECexl_RMh6SIPsnrpZ_piywV84AUoWqw3erBvb103TpNpAdfMq921ieoCwlGovOwvskDM7kzYjREwHW-Z_/s1600/Obraz+052.jpg&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-qa7cPR3TWzG-zPcYSNzpeqzDLecripoKZZBa3Uy2JvJ1k3EGb1AiRBPVcwXPhhjJqWStmUi34Iv11rDaHGrYFdOXdx1Nhjyjl9AfBDBgFIebo-3owrgbUSX-eiWtgfNYbQr7dKFAkXUq/s1600/Obraz+041.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-qa7cPR3TWzG-zPcYSNzpeqzDLecripoKZZBa3Uy2JvJ1k3EGb1AiRBPVcwXPhhjJqWStmUi34Iv11rDaHGrYFdOXdx1Nhjyjl9AfBDBgFIebo-3owrgbUSX-eiWtgfNYbQr7dKFAkXUq/s1600/Obraz+041.jpg&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhfnTNx9UL9j-J-_wZS1Kuelq6_zUu2Fbqt7eKQX_2rSxTH8tGk-BDrs_f6U6hoGxSuyhh2i9BM1tLaUx8BtSPE1zstNnuWyN1ZEUQcjhv7KadszBxVvRkgywVmuhr7cCgMHFJeRUES8DoM/s1600/Obraz+044.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhfnTNx9UL9j-J-_wZS1Kuelq6_zUu2Fbqt7eKQX_2rSxTH8tGk-BDrs_f6U6hoGxSuyhh2i9BM1tLaUx8BtSPE1zstNnuWyN1ZEUQcjhv7KadszBxVvRkgywVmuhr7cCgMHFJeRUES8DoM/s1600/Obraz+044.jpg&quot; height=&quot;400&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiyJduSpKTvzbXP2MGa7-xLlpnxHGoHhb1LUj1KGnbZ-OQPwAPeauyMAzu2hidybt7ejZ7G06eGYQx-_Lf9ZTsnpnIaA-r1mBX0KC_8a5AcvcYiFbWf01JHQCXFfa-P5FdAxqrlXinAgTZh/s1600/Obraz+050.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiyJduSpKTvzbXP2MGa7-xLlpnxHGoHhb1LUj1KGnbZ-OQPwAPeauyMAzu2hidybt7ejZ7G06eGYQx-_Lf9ZTsnpnIaA-r1mBX0KC_8a5AcvcYiFbWf01JHQCXFfa-P5FdAxqrlXinAgTZh/s1600/Obraz+050.jpg&quot; height=&quot;400&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/3036938286555877327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/3036938286555877327' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3036938286555877327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3036938286555877327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/04/mae-niemieckie-ojczyzny-jena.html' title='Małe niemieckie ojczyzny - Jena'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgvgVdJgRDiwou_-mGRAlbAo1dq_0oOHqrFtyqxaQDMZZlO0U34SWtGtH5XZHt89r5Q72mE01p2ddXMomDQghWQLlB1aAKOdcjIBVmuxF4RX-ejnkVdlP33JTqDQczNzVffrbGrGsyZeI9U/s72-c/Obraz+034.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-5116020644438374660</id><published>2015-03-27T01:44:00.000-07:00</published><updated>2015-03-27T05:11:39.826-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="autostop"/><title type='text'>Poradnik - budżet w podróży</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
PRZYDŁUGI WSTĘP: Z racji, że niewiele tej zimy miałam do roboty i ogólnie przeszłam z podróżniczego trybu na kurodomowy (ostatnio mi ktoś nawet powiedział, że mogłabym mieć bloga kulinarnego. I tak by nikt nie wytrzymał ilości czosnku, którą dodaję do potraw, więc chyba odpuszczę ;) ), to spędziłam sporo czasu w internetach. Już pomijam mój masochizm wchodzenia w dyskusje ideologiczne na żywo i w wirtualnej rzeczywistości, chciałam zauważyć jeden fenomen a propos poszukiwaczy porad podróżniczych. Ja wiem, że jesteśmy na początku zieloni i w ogóle nic nie wiemy o niczym i za żadne skarby nie chcę się mądrzyć, sama jestem głupia w tak wielu sprawach, także związanych z podróżami (wiecie, że mimo iż przeleciałam już kilkadziesiąt tysięcy kilometrów, nigdy nie zabukowałam samodzielnie biletu na samolot?), ale to, co mnie zafascynowało, to poszukiwanie odpowiedzi uniwersalnych. Internet roi się od pytań: &quot;Co zobaczyć w Portugalii?&quot;, &quot;Jaki namiot powinienem kupić?&quot;, &quot;Czy zdążę zobaczyć Paryż w jeden dzień?&quot;. No przecież to nie są pytania do doświadczonych podróżników, ale do psychologa... Skąd inni ludzie na forum mają wiedzieć, czy lubisz plażować, czy zwiedzać miasta, a może małe ośrodki? Zatem skąd mam wiedzieć, co TY byś chciał zobaczyć w Portugalii? Ja wiem, że są miejsca uniwersalne, które podobają się niemal każdemu, ale (tak, tak!) są one z reguły opisane w przewodnikach turystycznych, a tego z reguły internauta nie chce, bo miejsca turystyczne są przecież be. Ja nie wiem, czy jedziesz na Grenlandię, czy do Hiszpanii, więc nie pomogę w wyborze sprzętu na wyjazd, nie wiem, czy wolisz dźwigać, ale żyć w komforcie, czy te kilka kilogramów na plecach da Ci w kość na tyle, że wolisz jechać, rezygnując z pewnych luksusów i licząc, że jakoś to ogarniesz po drodze... I tak dalej, i tak dalej. Pomyślałam jednak, że mimo wszystko da się jakąś formę uniwersalności w tym wszystkim znaleźć, a jest to uniwersalność pytań, które musimy zadać samym sobie, dlatego chciałam dać przykładowy poradnik o tym, jak skonstruować budżet podróżniczy, bazując na przewijającym się przez fora wszelakie pytaniu: &quot;Ile minimalnie mam wziąć pieniędzy na wyjazd?&quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PORADNIK BUDŻETU AUTOSTOPOWICZA:&lt;br /&gt;
Ile minimalnie wziąć pieniędzy na wyjazd? Prawda jest taka, że minimalną kwotą jest zawsze zero. Nikt nie zabrania spania w norze i jedzenia korzonków. Na boku pozostawiam kwestię dobroci ludzkiej, której doświadczyłam ogrom, jak wielu innych niskobudżetowych podróżników, bo coraz częściej spotykam się z roszczeniową postawą backpackerską i egoistami, co jadą do kraju trzeciego świata z plecakiem wartym więcej niż średnia pensja, a potem popisują się na swoich blogach, że nie wydali ani centa, bo byli karmieni i pojeni. To jest ogólnie temat na osobnego posta, dylematy moralne przy tej dobroci, gościnności często bardzo biednych ludzi, która nieraz pozostawiła mnie w stanie zachwytu. Skupmy się zatem na finansach, pomijając tę kwestię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pierwsze, konstruując budżet, należy pomyśleć, dokąd jedziemy. Z oczywistych względów najprawdopodobniej wyda się więcej w Londynie niż w wiosce na Bliskim Wschodzie. Chociaż też niekoniecznie, bo jak na przykład lubimy skorzystać z procentów, to na owym Bliskim Wschodzie też nie będzie zbyt tanio. Internet roi się od stron porównujących koszty życia w różnych krajach, warto się im bliżej przyjrzeć, aby uniknąć niespodzianek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czego potrzebujemy do życia? W gruncie rzeczy spać i jeść. Do finansów trzeba dodać kwestię transportu, używek, zwiedzania i różnych dodatków. Wydaje mi się, że są to podstawowe kategorie. Do każdej z nich można sobie zadać kilka prostych pytań i budżet mniej więcej gotowy. Oczywiście mniej więcej, bo podróżowanie z plecakiem chyba zawsze łączy się z pewnym bezplanem, który dodaje mu tylko uroku. Ten bezplan dotyczy także często do pewnego stopnia finansów, także nawet rozplanowanie sobie całkowicie budżetu z pozbawieniem się całkowicie pewnej spontaniczności, wydaje mi się absurdalne. No ale, żeby były jakieś konkretne podpowiedzi (zaznaczam! Podpowiedzi, a nie odpowiedzi), to kilka przykładowych pytań:&lt;br /&gt;
1. Spać: Czy biorę namiot? A jeśli biorę, to czy jestem zdecydowany spać na dziko, czy wolę pole z dostępem do łazienki? A może biorę namiot, ale od czasu do czasu wolę lepsze warunki, więc co kilka dni hostelem nie pogardzę? Jestem zaznajomiony z couchsurfingiem? Jeśli korzystam z hostelu, to zależy mi na prywatności, czy pokój grupowy spokojnie spełnia moje oczekiwania? Bardzo będę cierpieć, jeśli będę spać na lotnisku/na dworcu/w krzakach/opuszczonym budynku? Jestem w stanie w razie czego takie dzikie miejsce noclegu jakoś zlokalizować? Ufam ludziom? Odważę się zapytać ludzi w wiosce, czy nie wspomogą noclegiem albo chociaż możliwością rozbicia namiotu w ogrodzie? Ufam kierowcom? Odważę się spać na drugiej pryczy, czy będę całą noc mieć jedno oko otwarte na wypadek, gdyby kierowca był zboczeńcem? A może jestem w stanie fizycznie wyrobić zarywanie nocy i jazdę &quot;na strzała?&quot; i tak dalej.&lt;br /&gt;
2. Jeść: Chce mi się dźwigać kuchenkę? Jak bardzo jestem w stanie się ograniczyć? Czy będzie mi bardzo przykro, jeśli zrezygnuję z lokalnych restauracyjek? Boję się bakterii w jedzeniu ulicznym? A może jestem wielbicielem freeganizmu i grzebanie po kontenerach supermarketów jest dla mnie doskonałym rozwiązaniem?&lt;br /&gt;
3. Transport: Czy po całym dniu stania będę może chciał się przerzucić na pociąg/autobus? Jadę do dużego miasta, gdzie raczej wydam trochę na komunikację, czy małego, gdzie mogę wszystko przejść piechotą?&lt;br /&gt;
4. Używki: Czy palę papierosy? Czy piję alkohol? Ile tego palę/piję? A może lubię sobie czasem wypić kawę na stacji? Czy lubię próbować lokalne wyroby?Czy korzystam z innych używek?&lt;br /&gt;
5. Zwiedzanie: Na ile mi zależy na tym, żeby zobaczyć te rzeczy, do których się płaci za wjazd? Może spojrzenie na Partenon z daleka mi wystarczy, a może chcę wejść do środka? Ile mam lat i czy mam legitymację studencką (tak, tak, to ma duże znaczenie w kwestii cen, bo na przykład w Paryżu Europejczycy poniżej 26 roku życia mają niemal wszystkie ważne muzea za darmo)? Lubię sobie kupić pamiątkę?&lt;br /&gt;
6. Inne: Ubezpieczenie (czyli kolejny długaśny temat, którego nie chce mi się tutaj rozkminiać)? Ewentualne drobne prezenty dla kierowców/ludzi, których polubiliśmy? Pieniądze na czarną godzinę? Znowu: dokąd jadę? Potrzebne są wizy, szczepienia, okazanie biletu powrotnego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście, że to wszystko są pytania przykładowe i można zadać sobie wiele więcej. Można też w ogóle budżetu nie konstruować (ja, szczerze mówiąc, mam z reguły budżet opracowany mocno na oko, ale wydaje mi się, że jestem też dość elastyczna po prostu w tej kwestii).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodzą kwestie podreperowania budżetu po drodze. I już nie licząc uprzejmości ludzkiej, istnieje wiele możliwości, podpytywanie w restauracjach, czy nie dokarmią w zamian za kilka godzin pracy (nigdy tego nie robiłam, ale słyszałam z pewnych źródeł, że działa), czy też w schroniskach/hostelach nocleg za pracę. Muzykowanie/żonglowanie/mimowanie/itd. na ulicach dużych miast. Zajęcia kreatywne jakieś czy dorabianie na odległość przez internet (pisanie, fotografowanie). Pozostanie gdzieś na dłużej i znalezienie czegoś płatnego (na przykład uczenie angielskiego) i wiele wiele innych...&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/5116020644438374660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/5116020644438374660' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/5116020644438374660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/5116020644438374660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/03/poradnik-budzet-w-podrozy.html' title='Poradnik - budżet w podróży'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-3234615126713030663</id><published>2015-03-23T05:48:00.000-07:00</published><updated>2015-03-23T05:48:28.079-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Europa"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="po Polsce"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="rozrywka"/><title type='text'>Warszawa da się lubić</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
W ramach wyprawiania trzydziestych urodzin urządziłam sobie prezent, czyli kilkudniowy wypad do Warszawy. Wydawałoby się, pfi, Warszawa, duże zatłoczone miasto, stolyca pełna słoików, chamówa i w ogóle syf. Taki jest ogólny pogląd na Warszawę w moim otoczeniu i przez ten pogląd długo mi zajęło, żeby nauczyć się lubić Warszawę. Bo ja Warszawę autentycznie lubię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście wielu rzeczy nie lubię - duże zatłoczone, tak. Wieżowce w centrum naprawdę sprawiają, że człowiek myśli, iż ktoś tu ma jakieś kompleksy mniejszości (tylko kto, skoro prezydentem Warszawy jest kobieta...), a ceny już nawet nie są porównywalne do mojego wschodnioniemieckiego życia, a wręcz często wyższe. A komunikacja miejska jest dla człowieka takiego jak ja do ogarnięcia tylko w pobliżu metra, bo cokolwiek wymaga przetransportowania się gdzieś dalej wydaje mi się jakieś wybitnie nieintuicyjne (a tak a propos komunikacji miejskiej - brawo dla tego państwa za bilet weekendowy! I to zupełnie bez ironii, fajne rozwiązanie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zmienia to faktu, że wystarczy się przejść Marszałkowską i w którymś momencie trafi się na knajpkę, co będzie odpowiadać i mnie i mojej drugiej połówce; że przejście Łazienkami w uroczy słoneczny dzień to nieoceniona przyjemność; że codziennie mogę sobie wymyślać nowe atrakcje, kombinować, na co mam ochotę i i tak się okaże, że w ciągu tych kilku dni w Warszawie nie zdążę ogarnąć całości, zwłaszcza że miał to być wyjazd turystyczno-wypoczynkowy, więc nie zamierzaliśmy ganiać z miejsca na miejsce z wywieszonym ozorem, żeby &quot;zaliczyć&quot; wszystko na liście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak naprawdę zależało nam na tym, żeby przejść się trochę po galeriach i dokulturalnić (tak, tak, można narzekać na &quot;wielkie zatłoczone miasta&quot;, ale przesiadywanie w tych &quot;nieturystycznych rajach&quot;, w których wprawdzie nic się nie dzieje, ale też NIC SIĘ NIE DZIEJE, wywołuje głód kultury, sztuki, galerii... Zaczęliśmy głupio, bo wybraliśmy się do osławionego Muzeum Żydów Polskich. Monumentalne, imponujące, ogromne i niezwykle męczące. Ja wiem, że w dzisiejszych czasach jest moda, żeby wszystko krzyczało, świeciło, migało i gadało. Ja się naprawdę cieszę, że dziś można wszystkiego dotknąć, przesunąć, sprawdzić i nie będzie stała nade mną stara baba z morderczym wzrokiem wznosząca raban, że to eksponat i w ogóle trzeba się trzymać z daleka. Ale ta kakofonia intelektualno-zmysłowa, którą oferują te nowoczesne muzea, jest dla mnie naprawdę trudna do zniesienia, przykro mi, nie nadążam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dlatego z wielką radością wybraliśmy się również na drugi biegun, czyli do Zachęty, która nigdy mnie nie zawiodła, mimo że popkulturalność mogłaby wspomnianą kakofonię wymusić. Jakoś chyba sztuka jest dla mnie bardziej przejrzysta aniżeli mrugające ze wszystkich stron ekrany. Świetna, dająca do myślenia wystawa o czystości i eugenice, której obejrzenie zajęło nam kilka razy mniej czasu, a pozostawiło w głowie dużo więcej do myślenia...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie chcę za bardzo krytykować nowoczesnych muzeów, zwłaszcza że i tak uważam je za krok do przodu, biorąc pod uwagę to, jak się nudziłam jako dziecko w różnorakich instytucjach, w których wykładano kilka skorup i kazano podziwiać, nie wyjaśniając ich w najmniejszym stopniu i nie próbując uatrakcyjnić. Fajnie, że są światełka, monitory i różne cuda. Ale eh, jeszcze fajniej, że są też fajne galerie, które pokazują różne zjawiska trochę inaczej. No i ten wielki wybór znajdę głównie w wielkich i zatłoczonych miastach, zawalonych turystami.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhpMLgAl_6luCFZK0NR0Ge3tygddoZiIxyQzIhHw0GOKhrxdWh6-FdDfdghvlyh4u8oMaMA_MnEqZXDFzFMc09526D4T8KU2f31tktDuKSLm8sXXZE2WEy2POLKmLB4aTgy888MCHuJCR-l/s1600/IMG_4520.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhpMLgAl_6luCFZK0NR0Ge3tygddoZiIxyQzIhHw0GOKhrxdWh6-FdDfdghvlyh4u8oMaMA_MnEqZXDFzFMc09526D4T8KU2f31tktDuKSLm8sXXZE2WEy2POLKmLB4aTgy888MCHuJCR-l/s1600/IMG_4520.JPG&quot; height=&quot;400&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg93U5iWAhUeuV9sbV1h8lELHwcTieFtNcKqqTZU00eTezsvSlbD5aaP6Bd8LJrOtclcLChOPxH85dKyoG57rcZclh4k2rIu_4HO3E6NGuGC_WG9ntRhVhr9mzoNYrhD8gfqLciNhxOoQhC/s1600/IMG_4531.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg93U5iWAhUeuV9sbV1h8lELHwcTieFtNcKqqTZU00eTezsvSlbD5aaP6Bd8LJrOtclcLChOPxH85dKyoG57rcZclh4k2rIu_4HO3E6NGuGC_WG9ntRhVhr9mzoNYrhD8gfqLciNhxOoQhC/s1600/IMG_4531.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjpFtdjyKZD0jJvgXkoPHJr005A3F4PHYQOXFGqxQtI9YQRt_LUTT_I4EgMAJrM9akK1wr-YxtlgfikGRROn5QwWYmOqISz2oqqr3w7QAYZYtyuO5KYKLgI_98qcVKzYCLO2LHLOA9Tql2y/s1600/IMG_4553.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjpFtdjyKZD0jJvgXkoPHJr005A3F4PHYQOXFGqxQtI9YQRt_LUTT_I4EgMAJrM9akK1wr-YxtlgfikGRROn5QwWYmOqISz2oqqr3w7QAYZYtyuO5KYKLgI_98qcVKzYCLO2LHLOA9Tql2y/s1600/IMG_4553.JPG&quot; height=&quot;400&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/3234615126713030663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/3234615126713030663' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3234615126713030663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/3234615126713030663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/03/warszawa-da-sie-lubic.html' title='Warszawa da się lubić'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhpMLgAl_6luCFZK0NR0Ge3tygddoZiIxyQzIhHw0GOKhrxdWh6-FdDfdghvlyh4u8oMaMA_MnEqZXDFzFMc09526D4T8KU2f31tktDuKSLm8sXXZE2WEy2POLKmLB4aTgy888MCHuJCR-l/s72-c/IMG_4520.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-1683570183886756895</id><published>2015-03-15T10:49:00.000-07:00</published><updated>2015-03-15T10:49:02.645-07:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="autostop"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podróż"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="w domu"/><title type='text'>30 lat minęło</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
&quot;Jak chcesz rozśmieszyć Boga, to powiedz mu o swoich planach&quot;. To powiedzenie bardzo często chodzi mi po głowie, bo nieraz już się zdarzyło, że wszystko miałam zapięte na ostatni guzik i nagle okazywało się, że jakiś drobny zbieg okoliczności sprawia, że muszę kompletnie zmienić plany na najbliższą przyszłość (na dalszą z reguły planów jednak nie mam). Tym razem jednak się zaparłam, bo miałam trochę więcej powodów niż zwykłe widzimisię. No ale i tak dopóki wszystkiego nie zrealizuję formalnie, to nie będę zapeszać. Będzie mniej egzotycznie, bo plan na najbliższy rok, to chwilowa stabilizacja i zorganizowanie się w świecie zachodnim. Posty na blogu będą, choć na pewno zmienią chwilowo swój charakter. Zobaczymy w kwietniu, jak to będzie wyglądało. Na razie sama nie wiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie skończyłam trzydzieści lat. Ma to swoje plusy i minusy. Minusy są oczywiście bardziej na wierzchu, nigdy nie byłam wielbicielką przemijania, które odbija się bądź co bądź na organizmie i fakt, że już nie mogę bezkarnie zjeść o trzeciej w nocy całej pizzy rodzinnej i zapić kilkoma piwami na pewno nie napawa mnie wielką radością życiową. Są momenty, kiedy czuję się staro, są momenty, kiedy przypominam sobie, że przecież to obłęd, bo przecież jeszcze stara nie jestem. Tak czy siak kilka siwych włosów jest i drobne ryski na czole, a stopem cały czas jeżdżę, cały czas jestem wiecznie spłukaną hippiską i cały czas nie jestem w stanie zaplanować życia dalej niż kilka miesięcy w przód. Wielu by powiedziało, że teraz by już wypadało pewne rzeczy poukładać - może stąd te chwilowe stabilizacyjne plany - ale w zasadzie dlaczego miałabym robić to, co wypada. Nie będę udawać, że wymiguję się presji społecznej, nie daje mi ona spać po nocach, ale dużo mi to wszystko daje do myślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Choć czasem presji społecznej jest paradoksalnie już mniej - w liceum założył się ze mną kumpel, że w wieku 30 lat będę żyć normalnym życiem i mieć dwójkę dzieci. Na całe moje kręcenie nosem zawsze była odpowiedź, że mi się odmieni - teraz już mi nikt nie mówi, czy mi się odmieni, czy nie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmieniło się nastawienie kierowców w ostatnich latach. Coraz częściej mówią do mnie per &quot;pani&quot;. Coraz rzadziej zdarzają się dziwne dwuznaczne sytuacje, nieprzyjemne propozycje. Śmieję się, że zbrzydłam, ale nie chodzi chyba tylko o to - nie jestem już naiwną nastolatką, która pewnie wyglądała i na smaczniejszy, ale też i na łatwiejszy kąsek. Ludzie się często dziwią, jak mówię, ile mam lat, ale tu też chyba nie o wygląd chodzi, ale o kontekst, w którym raczej sobie wyobrażają studentkę na wakacjach niż trzydziestoletnią babę traktującą autostop jako podstawowy środek komunikacji publicznej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Coraz częściej zdarza się też, że świat jest trochę niezadowolony z tego, że nie działam tak jak &quot;wypada&quot;. Wcześniej zwalał to na błędy młodości. Teraz jest z tym trochę więcej stresu. A może to nie świat, tylko ja?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ceny są coraz wyższe z czasem, kiedy znikają zniżki studenckie, ulgi i promocje związane z wiekiem... Zamykają się możliwości wolontariatów, stypendiów, wymian... Nie wszystkie, ale sporo z nich ma ostre ramy wiekowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
30 lat życia i jakieś 10 lat podróżowania. Z przerwami oczywiście - na studia, dorobek i różne takie. Ciekawe, co napiszę za kolejnych 10 lat. Ot, takie przemyślenia przy leniwej niedzieli.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/1683570183886756895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/1683570183886756895' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/1683570183886756895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/1683570183886756895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/03/30-lat-mineo.html' title='30 lat minęło'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7637881603239730908.post-8784415259704002911</id><published>2015-01-27T03:51:00.001-08:00</published><updated>2015-01-27T03:51:16.117-08:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="autostop"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="po Polsce"/><title type='text'>Tam i z powrotem i uroki ściany zachodniej</title><content type='html'>&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot; trbidi=&quot;on&quot;&gt;
Długo się nie odzywam - można by powiedzieć, że w sumie nie ma o czym pisać, skoro jakoś o egzotykę się ostatnimi czasy niespecjalnie ocierałam, a wiadomo, blog podróżniczy, wypadałoby światowo, egzotycznie, o życiu seksualnym dzikich i innych tego typu sprawach. A ja tymczasem siedzę sobie albo w Polsce, albo w Niemczech, gdzie nie powiem, o życiu dzikich plemion polskich i niemieckich dałoby się niejedną księgę napisać, ale ja, jako zwierze zdecydowanie letniego świata, w zimie jestem raczej mało kreatywna, więc jak mnie ta egzotyka obuchem w głowę nie walnie palmą, rytuałem plemiennym czy kostiumem z kory i piór, to jakoś i kreatywność moja nie jest na tyle silna, aby te księgi pisać. Wychodzę też mniej i aparatu tak ze sobą nie noszę, a nawet jak już wyjdę i wezmę, to jakoś tak człowiek mniej się skupia na obserwowaniu, bo chce się z szarugi zimowej wydostać i znaleźć w jakimś ciepłym miejscu, więc takiego skupienia w obserwowaniu okolicy brak. Aż tak zawziętym obserwatorem świata ku własnemu żalowi nie jestem, żeby pozostać nieczuła na warunki atmosferyczne, ci, co mnie znają, wiedzą, że zimno, wiatr i deszcz ze śniegiem potrafi mnie do wielu rzeczy zniechęcić wyjątkowo skutecznie (aż dziw, że zimowo też stopem podróżuję). Pozostaje wewnętrzne przekonanie, że przyjdzie wiosna, wyjdzie się trochę z tej nory snu zimowego i człowiek jakoś zacznie te egzotyki dnia codziennego widzieć i opisywać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem żyję sobie tam i z powrotem, Polska-Niemcy-Polska-Niemcy-Polska-Niemcy...Trudno mi się zdecydować, gdzie jestem bardziej w domu, który kierunek to wyjazd, a który to powrót, za każdym razem, gdy jestem za długo z jednej strony, zaczynam tęsknić za drugą, a także obejmuje mnie senność i obumieranie związane z siedzeniem w jednym miejscu, które jakże to łatwo wyleczyć, urządzając sobie tę sześćsetkilometrową trasę ku drugiemu domowi na parę dni. Zimno wprawdzie w drodze doskwiera, ciemności i szarości męczą, ale już już, już słońce wychodzi, styczeń to nie grudzień i trochę więcej słońca na niebie, a dni przypominają trochę bardziej dni niż noce, bo listopad i grudzień ze swoją dwudziestoczterogodzinną szarością zdecydowanie nie należą do moich ulubieńców wśród miesięcy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie szukam pracy, co jest zajęciem dość frustrującym, ale o szukaniu pracy, kiedy człowiek stara się zachować jakąś hippisowskość życia napiszę kiedy indziej, a napisać w sumie wypada, bo wielokrotnie pytana byłam, skąd środki, jakim cudem, gdzie znajduję i w ogóle jak to się odbywa... Obiecuję, napiszę. Ale napiszę, jak już znajdę i osiądę na chwilę, coby pisać to bez żółci i goryczy człowieka pracy szukającego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wspomnieć mogę, że te jazdy tam i z powrotem pozwoliły poznać nowych ludzi, poodwiedzać starych znajomych, bo jak się w te i z powrotem jeździ bez ograniczeń czasowych, bo bezrobotna, i finansowych, bo autostopem, to czemu by się po drodze nie zatrzymywać. Odkryciem ostatnich miesięcy jest taka sobie na przykład Zielona Góra. Zielona Góra, o której wcześniej pojęcia nie miałam, poza tym, że należy do raczej nie za bogatego województwa, jest nie za duża i robią tam wino. A tymczasem jest to śliczne, przyjazne miasteczko, z urokliwą starówką, przyjemną okolicą i otwartymi ludźmi. Wina wprawdzie zielonogórskiego nie dostałam, bo poza słynnym jarmarkiem próżności i wiejskości, czyli winobraniem, ciężko o nie - jako że licencja na wyrób wina w Polsce, to nie taka prosta sprawa. Ale nawet mimo braku wina Zielona Góra okazała się miastem urokliwym, całkiem rozluźniającym i przyjemnym. Fotek niestety nie mam jakichś wyjątkowych, bo Zieloną odwiedziłam jeszcze w szarością przepełnionym grudniu, ale może te marności, co mam, jakoś pokażą cośkowliwek z urokliwości Zielonej.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhWehhT79CiZO0MibEW7hyphenhyphenFDrhoGHaVTVrLqHmRz4f-5JmOpc5l5WFcZGoDGJVnlWIb7myxqT7sJ3t6EebBLwgoTAjHvPHZ8LgrvG6KJQG8ENQPTIzgu_BfzwTnVmPLKRd_DJMOAYd0gvns/s1600/IMG_4460.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhWehhT79CiZO0MibEW7hyphenhyphenFDrhoGHaVTVrLqHmRz4f-5JmOpc5l5WFcZGoDGJVnlWIb7myxqT7sJ3t6EebBLwgoTAjHvPHZ8LgrvG6KJQG8ENQPTIzgu_BfzwTnVmPLKRd_DJMOAYd0gvns/s1600/IMG_4460.JPG&quot; height=&quot;400&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiqe_gQelUTsjv8akk1XbN5K9Z_yaFMomoAHJ2PR_gVrKZ9AuB0VlWfSFsB4aSFIpLeisuy3zXMtB97K1k7R4Ih-i47jyi3g_tUJXQ4qw4E9sCm9eyOXhi0k79l1mpmZq7NULJ2C_zxl45y/s1600/IMG_4461.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiqe_gQelUTsjv8akk1XbN5K9Z_yaFMomoAHJ2PR_gVrKZ9AuB0VlWfSFsB4aSFIpLeisuy3zXMtB97K1k7R4Ih-i47jyi3g_tUJXQ4qw4E9sCm9eyOXhi0k79l1mpmZq7NULJ2C_zxl45y/s1600/IMG_4461.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhsh0m-6CGgNSJBbRcM7tOnaqfwMmX8qnXvT0UbdbwbGYi8-w2UoyLGZF4hiwMvKccHvd1ZlTH1dDGMVddOVepzkNjwBZ6QilENIZUvLXZiUa2JQD6TXbIV8ralQI6vUIOSuKhqHQa0NSCt/s1600/IMG_4464.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhsh0m-6CGgNSJBbRcM7tOnaqfwMmX8qnXvT0UbdbwbGYi8-w2UoyLGZF4hiwMvKccHvd1ZlTH1dDGMVddOVepzkNjwBZ6QilENIZUvLXZiUa2JQD6TXbIV8ralQI6vUIOSuKhqHQa0NSCt/s1600/IMG_4464.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgp-MOfw7z5oWBaZvFN1gXF8BqrdRZSUQxdvVFydHUGJwA0cUXx-M6IuF6F4sUq83NuOuyiil2fM9yuI2DIR5YEry6GhSBGWeOy17wFgFZ5bqcGhvIYnn7nAZ2F8LtzWgo9Zki-34jbmp2-/s1600/IMG_4465.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgp-MOfw7z5oWBaZvFN1gXF8BqrdRZSUQxdvVFydHUGJwA0cUXx-M6IuF6F4sUq83NuOuyiil2fM9yuI2DIR5YEry6GhSBGWeOy17wFgFZ5bqcGhvIYnn7nAZ2F8LtzWgo9Zki-34jbmp2-/s1600/IMG_4465.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiVoLMyMxlkvEmx955uTteEZILMvc0EoPDn3Boy6u44AbiwkDBKjlrY-TMlSGFDN5tYjQLrBCbvIT1Q9yLwnazH20BuwBqqMO-SaSoelqtQwoe0CC1IkVccHyHqhcOiWRdUvQaz7LfxXTQ8/s1600/IMG_4466.JPG&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiVoLMyMxlkvEmx955uTteEZILMvc0EoPDn3Boy6u44AbiwkDBKjlrY-TMlSGFDN5tYjQLrBCbvIT1Q9yLwnazH20BuwBqqMO-SaSoelqtQwoe0CC1IkVccHyHqhcOiWRdUvQaz7LfxXTQ8/s1600/IMG_4466.JPG&quot; height=&quot;300&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://swojadroga.blogspot.com/feeds/8784415259704002911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment/fullpage/post/7637881603239730908/8784415259704002911' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/8784415259704002911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7637881603239730908/posts/default/8784415259704002911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://swojadroga.blogspot.com/2015/01/tam-i-z-powrotem-i-uroki-sciany.html' title='Tam i z powrotem i uroki ściany zachodniej'/><author><name>Gosia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00189397156425850208</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='https://img1.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhWehhT79CiZO0MibEW7hyphenhyphenFDrhoGHaVTVrLqHmRz4f-5JmOpc5l5WFcZGoDGJVnlWIb7myxqT7sJ3t6EebBLwgoTAjHvPHZ8LgrvG6KJQG8ENQPTIzgu_BfzwTnVmPLKRd_DJMOAYd0gvns/s72-c/IMG_4460.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>