<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/atom10full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" gd:etag="W/&quot;DUACQnk7eyp7ImA9WhdTEEQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798</id><updated>2011-07-08T15:02:43.703+11:00</updated><category term="Czytaj część pierwszą..." /><category term="Terribly School Book część 2" /><category term="Terribly School Book część 3" /><category term="Terribly School Book część 1" /><title>Terribly School</title><subtitle type="html" /><link rel="http://schemas.google.com/g/2005#feed" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/posts/default" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://terriblyschool.blogspot.com/" /><link rel="next" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25&amp;redirect=false&amp;v=2" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><generator version="7.00" uri="http://www.blogger.com">Blogger</generator><openSearch:totalResults>44</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/atom+xml" href="http://feeds.feedburner.com/TerriblySchool" /><feedburner:info uri="terriblyschool" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><entry gd:etag="W/&quot;CkIDQ3s-fCp7ImA9WxBVGUk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-416745488617906673</id><published>2010-02-17T01:37:00.001+10:00</published><updated>2010-02-24T01:56:12.554+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-24T01:56:12.554+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FACDfqabzPwNUkXgaA-oLv0sUrs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FACDfqabzPwNUkXgaA-oLv0sUrs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FACDfqabzPwNUkXgaA-oLv0sUrs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FACDfqabzPwNUkXgaA-oLv0sUrs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- Och, jak urosłeś, Jim! - wykrzyknęła w udawanym zachwycie babcia Jima.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Babcia Jima była siedemdziesięciopięcioletnią kobietą lecz nie miała ani jednego siwego włosa.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Ubrana była w nakrapiany, niezbyt modny fartuch, niewygodny golf i zielone spodnie.&lt;br /&gt;
- Widziałaś mnie wczoraj, babciu Alicjo... - uśmiechnął się chłopak.&lt;br /&gt;
- Nie lubię pyskaczy. No, rozbieraj się... I pomóż mi wstać...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Jim ściągnął buty i schylił się by położyć je pod szafką. Pod nią spostrzegł poplamiony czymś czerwonym cukierek. Wzdrygnął się.&lt;br /&gt;
- "Krew" - pomyślał.&lt;br /&gt;
- Wnusiu, pomóż mi wstać!&lt;br /&gt;
- Już babciu.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Jim podał babci rękę i wstała. Sięgnęła ręką do kieszeni fartucha i wyciągnęła czarny cukierek.&lt;br /&gt;
- Proszę wnusiu... Dziękuję, że pomogłeś mi wstać. - babcia Alicja uśmiechnęła się czarująco.&lt;br /&gt;
- Nie, dziękuję ci babciu za cukierek, ale nie mogę go przyjąć. Jadłem&amp;nbsp;już dzisiaj wystarczająco słodyczy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Mama Jima, czyli pani Regina,&amp;nbsp;uniosła brwi.&lt;br /&gt;
- Ależ nie jadłeś dziś żadnych słodyczy!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Babcia pokręciła głową udając dezaprobatę.&lt;br /&gt;
- Oj... Wnusiu! Nie można kłamać...&lt;br /&gt;
- Ale babciu. Ja naprawdę nie chcę cukierka.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Mama Jima zdenerwowała się:&lt;br /&gt;
- Mamo... Jak Jim nie chce cukierka to mu nie dawaj... &lt;br /&gt;
- Ale... - babcia wyglądała jakby miała się popłakać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Mama Jima zawahała się i skinęła głową w stronę Jima.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jim wziął cukierka i chciał już wyrzucić za plecy, lecz babci ścisnęła w żelaznym uścisku jego rękę i wepchnęła mu cukierka do ust. Jim zaczął się krztusić.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Pani Regina zaczęła biec w stronę chłopca.&lt;br /&gt;
- Ależ mamo! Co ty mu zrobiłaś!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Babcia Alicja sięgnęła do drugiej kieszeni fartucha i wyciągnęła z niej... poplamiony krwią nóż.&lt;br /&gt;
- Ależ nic takiego, moje dziecko. Nic takiego...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Rzuciła nożem prosto w rodzicielkę Jima.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;Lecz Jim już tego nie widział. Leżał na ziemi i powoli zamykał oczy, czując wypływającą mu z ust krew.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-416745488617906673?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/rL41FIdEYTQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/416745488617906673/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=416745488617906673&amp;isPopup=true" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/416745488617906673?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/416745488617906673?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/rL41FIdEYTQ/och-jak-uroses-jim-wykrzyknea-w.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/02/och-jak-uroses-jim-wykrzyknea-w.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0QGRH0-eSp7ImA9WxBWFUg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-6376738700336673892</id><published>2010-02-08T00:02:00.000+10:00</published><updated>2010-02-08T00:02:05.351+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-08T00:02:05.351+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ao9QCOo4FeJw_1NTZmJyf6kl70U/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ao9QCOo4FeJw_1NTZmJyf6kl70U/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ao9QCOo4FeJw_1NTZmJyf6kl70U/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/ao9QCOo4FeJw_1NTZmJyf6kl70U/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- Och mamo! Ja naprawdę muszę iść do babci? &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Głos Jima Hunta rozbrzmiewał w całej willi przy ulicy Sześćdziesiątej Ósmej...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Jim Hunt był dwunastoletnim chłopcem o uczesanych po bokach blond włosach, niebieskich oczach oraz&amp;nbsp;o niebiańsko pięknej twarzy malutkiego dziecka. Z powodu tej twarzy nikt nigdy nie brał go na serio, ponieważ zbyt przypominał niemowlaka.&lt;br /&gt;
- Tak, Jim! Musisz iść!&lt;br /&gt;
- Ale mamo! Babcia jest taka... Taka dziwna... Zawsze daje mi te czarne cukierki po których kręci mi się w głowie...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Matka Jima udała, że nie usłyszała tej "dezaprobaty" i poczęła ubierać synka.&lt;br /&gt;
- Pamiętaj że babcia jest już stara i nie możesz jej zamęczać.&lt;br /&gt;
- Ale ja jej nie zamęczam...&lt;br /&gt;
- I nie możesz jeść zbyt dużo słodyczy. Ostatnio twoja pazerność doprowadziła do tego, że kręciło ci się w głowie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Jim westchnął.&lt;br /&gt;
- Tak, mamo.&lt;br /&gt;
- Dobry chłopiec. - uśmiechnęła się mama Jima. Chwyciła syna za rękę i otworzyła drzwi. - Chodźmy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Po krótkim, piętnastominutowym marszu doszli do rezydencji babci Jima.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Była to bardzo ponura, podupadająca budowla. Wyglądała trochę jak z horrorów.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Jim wzdrygnął się i, jak zwykle na widok domu swej babci, przeleciały mu przez głowę różne koszmarne myśli, a jedna z nich miała się wkrótce ziścić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-6376738700336673892?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/erfB30l5IEA" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/6376738700336673892/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=6376738700336673892&amp;isPopup=true" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/6376738700336673892?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/6376738700336673892?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/erfB30l5IEA/och-mamo-ja-naprawde-musze-isc-do-babci.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/02/och-mamo-ja-naprawde-musze-isc-do-babci.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DEAMQng6eCp7ImA9WxBWE0o.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-1571707090062562750</id><published>2010-02-05T23:14:00.004+10:00</published><updated>2010-02-05T23:33:03.610+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-05T23:33:03.610+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/kxZ--cXNUnWLHucNK3e2ku9ALBw/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/kxZ--cXNUnWLHucNK3e2ku9ALBw/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/kxZ--cXNUnWLHucNK3e2ku9ALBw/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/kxZ--cXNUnWLHucNK3e2ku9ALBw/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- Boję się znowu spać na ulicy... - powiedział Marek patrząc na zachodzące słońce. - Będziemy musieli znaleźć sobie jakieś inne miejsce do spania...&lt;br /&gt;
- Znam takye yedno na Brooklynie... - odezwała się cicho Britney.&lt;br /&gt;
- Dlaczego wcześniej tego nie mówiłaś?! Chodźmy tam! - wykrzyknął rozpromieniony chłopak.&lt;br /&gt;
- Ale... Nie wiem, czy nas tam przyjmą...&lt;br /&gt;
- Dlaczego?&lt;br /&gt;
- Bo to jest miejsce... A zresztą sam się dowiesz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zobaczyła w oddali mdłe, białe światło. Wyciągnęła bladą rękę i spróbowała je pochwycić. Udało się.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Opadła na całkowite dno, lecz nagle uśmiech zajaśniał jej na twarzy. Żyła czy nie żyła - jakie to ma znaczenie... Nagle w oddali zobaczyła białą postać.&lt;br /&gt;
- Co robisz tutaj u mnie...&lt;br /&gt;
- Nie wiem... Przynoszę szczęście!&lt;br /&gt;
- W tej krainie nie ma szczęścia... Ono nie istnieje tutaj... Tylko ci się tak wydaje...&lt;br /&gt;
- Więc co to jest?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Postać wolnym krokiem zbliżyła się. Rozpoznała ją. To była... dyrektorka.&lt;br /&gt;
- Nienawiść...&lt;br /&gt;
- Nienawiść? Jakoś jej nie czuję...&lt;br /&gt;
- A jak się nazywasz? - spytała dyrektorka ni stąd, ni zowąd.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Chwilę przeszukiwała pamięć, lecz odczuwała w swym umyśle tylko jakąś dziwną pustkę.&lt;br /&gt;
- N... Nie wiem.&lt;br /&gt;
- Właśnie. Teraz możesz już wszystkich nienawidzić.&lt;br /&gt;
- Ale co to ma do mojego imienia?&lt;br /&gt;
- Och... Bardzo dużo... Nawet nie wiesz jak bardzo... - powiedziała dyrektorka wyjmując zza pleców książkę z napisem "Death is the only hope".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-1571707090062562750?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/QJkXzAMePSE" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/1571707090062562750/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=1571707090062562750&amp;isPopup=true" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1571707090062562750?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1571707090062562750?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/QJkXzAMePSE/boje-sie-znowu-spac-na-ulicy.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/02/boje-sie-znowu-spac-na-ulicy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CEMDSHY8fip7ImA9WxBWEU0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-7664113525021319325</id><published>2010-02-02T18:32:00.006+10:00</published><updated>2010-02-02T19:21:19.876+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-02T19:21:19.876+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/oHFXjtsiW4RVOf6sd4te8ND9eGo/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/oHFXjtsiW4RVOf6sd4te8ND9eGo/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/oHFXjtsiW4RVOf6sd4te8ND9eGo/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/oHFXjtsiW4RVOf6sd4te8ND9eGo/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- No i gdzie on znowu jest!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; W sali, wypełnionej po brzegi czarnymi płaszczami, rozbrzmiewał głos dyrektorki.&lt;br /&gt;
- Nie... Nie wiemy, proszę pani.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Spod ramienia ubranej w czarny płaszcz dyrektorki rozległ się głos ojca Marka.&lt;br /&gt;
- Ty nie wiesz! Jak to nie wiesz! To w końcu twój syn!&lt;br /&gt;
- Ale... Ale ja nie wiem... Znów może pani uciekł...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Czarny obłok, który posiadała dyrektorka zamiast twarzy, zapłonął żywym ogniem.&lt;br /&gt;
- Wcale - mi - nie - uciekł! - dyrektorka była tak&amp;nbsp;wściekła&amp;nbsp;że&amp;nbsp;głos się jej przerywał. - To - jakiś - czarny- obłok - położył - mnie - na - podłogę! Nie - moja - winaaa!!!&lt;br /&gt;
- Niech się pani uspokoi... - odezwał się uspokajająco ojciec Marka. Dyrektorka zareagowała na to tylko gniewen, i uderzyła go czarną ręką.&lt;br /&gt;
- Ja mam się uspokoić?!! Ja mam się uspokoić?!! Właśnie ten szczeniak jest mi potrzebny do.... Czegoś ,co was nie obchodzi!!! Macie mi go natychmiast znaleźć!!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Czarne płaszczy rozpierzchły się po sali.&lt;br /&gt;
- I przyprowadźcie mi go żywego!!! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra opadała powoli na dno... Ból pleców nadal nie dawał jej spokoju...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Opadła na dno wzburzając samochodem chmurę mułu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-7664113525021319325?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/cJIJeUskmVI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/7664113525021319325/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=7664113525021319325&amp;isPopup=true" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/7664113525021319325?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/7664113525021319325?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/cJIJeUskmVI/no-i-gdzie-on-znowu-jest-w-sali.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/02/no-i-gdzie-on-znowu-jest-w-sali.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkIBRXg5eCp7ImA9WxBWE0o.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-8334688442865202989</id><published>2010-02-01T21:04:00.001+10:00</published><updated>2010-02-05T22:55:54.620+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-02-05T22:55:54.620+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QzNR7DckoOxyjoBwry2uAuQ3dYU/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QzNR7DckoOxyjoBwry2uAuQ3dYU/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QzNR7DckoOxyjoBwry2uAuQ3dYU/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/QzNR7DckoOxyjoBwry2uAuQ3dYU/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- Jesteśmy chyba gdzieś na Brooklynie... - Marek rozmyślał, a ponieważ miał pojęcie o Nowym Jorku, miał w tym sporo racji.&lt;br /&gt;
- Chyba na pewno... - odezwała się słabo Britney.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Po nocy spędzone w prowizorycznym slamsie Marek i Britney mieli słabe samopoczucie.&lt;br /&gt;
- Trochę niebezpiecznie jest spać na dworze, w jakimś kartonie...&lt;br /&gt;
- Na pewno...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Po drugiej stronie ulicy chłopak spostrzegł dziewczynę, mniej więcej w jego wieku, z wyraźnymi objawami głodu heroinowego.&lt;br /&gt;
- Może lepiej stąd odejść... Nie wiadomo, co taka narkomanka może nam zrobić.&lt;br /&gt;
- Masz rację... Chodźmy lepiej stąd...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wstali. W podartych ubraniach przeszli kawałek, ledwo powłócząc nogami.&lt;br /&gt;
- Z drogi, szczeniaki! - odezwał się za nimi niemiły, chrapliwy głos.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Był to przygruby sprzedawca hot-dogów, który właśnie jechał przez chodnik swoim obskurnym wózkiem. &lt;br /&gt;
- Niech pan się uspokoi, proszę pana...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Przed Markiem świsnęła ręka i poczuł na policzku efekt uderzenia ową ręką.&lt;br /&gt;
- Przepraszam za użycie perswazji... - odezwał się szyderczo sprzedawca hot-dogów. - Ale zazwyczaj nie dyskutuję z dzieciakami...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek zerwał się do biegu, a za nim Britney. &lt;br /&gt;
- Dlaczego byegniesz? - spytała zdyszana.&lt;br /&gt;
- Po prostu miałem dosyć tamtego gościa. W Polsce się to chyba nie zdarza...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Przeszli na drugą stronę ulicy i wmieszali się w tłum.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek zaczął poznawać Nowy Jork od jego najgorszej strony...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-8334688442865202989?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/867Hz6r-jGg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/8334688442865202989/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=8334688442865202989&amp;isPopup=true" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/8334688442865202989?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/8334688442865202989?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/867Hz6r-jGg/jestesmy-chyba-gdzies-na-brooklynie.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/02/jestesmy-chyba-gdzies-na-brooklynie.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C04BSXc9eyp7ImA9WxBXGU4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-1662709827165748254</id><published>2010-01-31T19:55:00.001+10:00</published><updated>2010-01-31T19:59:18.963+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-31T19:59:18.963+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/plwFYqDIvK-7WwmQqwF00tsFleM/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/plwFYqDIvK-7WwmQqwF00tsFleM/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/plwFYqDIvK-7WwmQqwF00tsFleM/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/plwFYqDIvK-7WwmQqwF00tsFleM/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Marek zaczął&amp;nbsp;pieczołowicie przeszukiwać pamięć. Coś mu świtało...&lt;br /&gt;
- Nóż... Ten nóż któy masz w kieszeni...&lt;br /&gt;
Nagle chłopakowi wszystko się rozjaśniło. List! Nóż! Ojciec Czas! Śmierć!&lt;br /&gt;
- Już pamiętam... - przyznał niechętnie Marek. - Dzisiaj upłynął 3 dzień więc mnie... zabrałaś... A co z Sandrą? Przecież na tamtym liście pisało "Umrzecie"...&lt;br /&gt;
- Ona jest już blisko... Wiesz czego...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra poczęła wciskać hamulec... Nie zadziałał...&lt;br /&gt;
- Chyba właśnie hamulec chciały naprawić czarne płaszcze! Co za pech!&lt;br /&gt;
Woda była coraz bliżej.&lt;br /&gt;
- No zadziałaj! - krzyczała dziewczyna, nerwowo naciskając hamulec.&lt;br /&gt;
200 metrów...&lt;br /&gt;
- Działaj!&lt;br /&gt;
150 metrów...&lt;br /&gt;
- Dziaaałaj!!!!! &lt;br /&gt;
100 metrów...&lt;br /&gt;
- No dlaczego nie działasz, złośliwy przedmiocie martwy!!!!!!!!!&lt;br /&gt;
50 metrów...&lt;br /&gt;
Sandra zaczęła się modlić.&lt;br /&gt;
10 metrów...&lt;br /&gt;
Dziewczyna przerażona patrzyła w czarne otchłanie wody...&lt;br /&gt;
5 metrów...&lt;br /&gt;
4 metry...&lt;br /&gt;
3 metry...&lt;br /&gt;
2 metry...&lt;br /&gt;
W tym momencie samochód zahaczył o gruzy i z wielkim impetem wyleciał w powietrze.&lt;br /&gt;
Sandra przeżegnała się...&lt;br /&gt;
Pół metra...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ona umiera!&lt;br /&gt;
- Może... - odpowiedziała tajemniczo Śmierć.&lt;br /&gt;
- A co ze mną... Ja... Ja mogę zabić Ojca Czasu...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Nagle przed Markiem stanęła postać w płaszczu - w połowie czarnym, w połowie białym. Zamiast twarzy miała obłok, on jednak był całkiem biały. W owym obłoku można było dostrzec dwoje oczu.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Śmierć dosłownie&amp;nbsp;"przewierciła" chłopca wzrokiem.&lt;br /&gt;
- No cóż... Mogę dać ci ostatnią szansę... Ale nie możesz mnie zawieść...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek spojrzał Śmierci prosto w oczy.&lt;br /&gt;
- A po co właściwie mam zabić Ojca Czasu, jeśli mogę wiedzieć?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Oczy Śmierci zapłonęły.&lt;br /&gt;
- Widziałeś u siebie w szkolnej kotłowni co on potrafi robić z czasem! Dlatego nazywają go Ojcem Czasu!&lt;br /&gt;
- Ale on mi mówił... Że on tylko coś wyczytuje z ludzkich oczu...&lt;br /&gt;
- Nigdy nie wierz tak starym dziadkom&amp;nbsp;jak Ojciec Czas! &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek także się zdenerwował.&lt;br /&gt;
- Powiesz mi wreszcie dlaczego mam go zabić?&lt;br /&gt;
- Ponieważ nie mogę go sama zabrać do mojej... Krainy... Po to stworzyłam ten nóż... Byś mógł go zabić!&lt;br /&gt;
- Ale dlaczego dałaś ten nóż właśnie mnie?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Obłok nagle zamienił się w czarny.&lt;br /&gt;
- Dosyć pytań! Wynocha stąd! Wynocha!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle ziemia zatrzęsła się pod Markiem i Britney i upadli na nią nieprzytomni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy samochód uderzył o wodę Sandra pomyślała, że ktoś ją chłoszcze batem. Ból wżerał jej się plecy, palił żywym ogniem.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nie pomyślała nawet o odpięciu pasów i wypłynięciu na powierzchnię...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Gdzie jesteśmy? - spytał Marek z uczuciem deja vu. Mówił to dzisiaj już chyba trzeci lub czwarty raz.&lt;br /&gt;
- Na jakimś śmietniku... &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Znajdowali się w ślepym zaułku, złożonym z trzech kamienic. W żadnej z nich nie paliło się światło.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle zza rynny wychyliło się paru czarnych, postawnych chłopaków. Jeden z nich, który miał na twarzy 4 blizny i był bardzo wysoki, rzucił drwiącym, trochę niepokojącym tonem(oczywiście po angielsku):&lt;br /&gt;
- Co robicie w tym rejonie, smarkacze? Nie wiecie, że to nasz rejon?&lt;br /&gt;
- My... My nie wiedzieliśmy że to wasz rejon...&lt;br /&gt;
Wysoki zaśmiał się ponuro.&lt;br /&gt;
- Nie bądź tak cwana! Nie lubię tego.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Położył Britney rękę na piersi i przycisnął do ściany. Równocześnie Marek usłyszał trask otwieranego noża sprężynowego.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wielki chłopak skierował nóż ku szyi Britney.&lt;br /&gt;
- Słuchaj, mała... Chyba będę musiał skrzywdzić tą twoją piękną twarzyczkę...&lt;br /&gt;
- Willy, zostaw ją! Możemy się z nią nieco zabawić... Wiesz, co mam na myśli...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Britney przełknęła ślinę. Marek począł szukać za sobą czegoś ciężkiego... Za koszem znalazł... naładowany rewolwer.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nie wahając się ani chwili skierował go ku wysokiemu chłopakowi. Nacisnął za spust. Marek zaczął strzelać na oślep. Trafił w głowę wysokiego chłopaka oraz w brzuch innego. Obu przestrzelił na wylot i umarli na miejscu.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Uciekajmy! - wrzasnął Marek i strzelił w kolejnego z chłopaków w nogę. Owy chłopak upadł i zaczął jęczeć. Ostatni z gangu uciekł.&amp;nbsp;- Jednak Nowy Jork nie jest taki piękny jak mi się wydawało. To istna dżungla...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nie zobaczył jednak, że wysoki chłopak, upadając, zahaczył nożem o Britney. Z jej brzucha strumieniami lała się krew. Był to straszny widok.&lt;br /&gt;
- Aaa! - krzyknął Marek. - Co ci się stało, Britney? Umierasz?&lt;br /&gt;
Zdarł&amp;nbsp;z siebie koszulę i począł owijać nią ranę Britney.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Ona jednak nie wytrzymała z bólu i zemdlała.&lt;br /&gt;
- Och! Jaką mam nadzieję że to się więcej nie zdarzy...&lt;br /&gt;
Niestety... To był początek jego przygody ze straszną rzeczywistością Nowego Jorku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-1662709827165748254?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/d4XGH33_vMY" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/1662709827165748254/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=1662709827165748254&amp;isPopup=true" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1662709827165748254?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1662709827165748254?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/d4XGH33_vMY/marek-zacza-przeszukiwac-pamiec.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/marek-zacza-przeszukiwac-pamiec.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A0cFR34-fip7ImA9WxBXGEs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-1060777843065184536</id><published>2010-01-31T02:30:00.000+10:00</published><updated>2010-01-31T02:30:16.056+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-31T02:30:16.056+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/qNBApyJ4jzCsKu4C19vIhx-7Yno/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/qNBApyJ4jzCsKu4C19vIhx-7Yno/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/qNBApyJ4jzCsKu4C19vIhx-7Yno/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/qNBApyJ4jzCsKu4C19vIhx-7Yno/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- Kto tam jest?&lt;br /&gt;
- To ja... Twoja bliska znajoma...&lt;br /&gt;
- Hmm... - Marek rozejrzał się. Zniknęła cała ciemność. Jednak chłopiec nadal nie widział swojej "bliskiej znajomej". - Czyli kto?&lt;br /&gt;
- Śmierć... Mam do ciebie sprawę...&lt;br /&gt;
- Jaką? - Marek zdziwił się. &lt;br /&gt;
- Dotyczy znanego ci już... Ojca Czasu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ała! - krzyknęła Sandra gdy po raz kolejny samochód zahaczył o jeden z gruzów.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dziewczyna od ponad godziny jechała po gruzach Manhattanu. Opony prawie całkiem jej zdarło, lecz samochód ani na chwilę się nie zatrzymał. Wyglądało to trochę jak czary, lecz Sandra nie znała się na samochodach i wogóle ją to nie obchodziło.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; W odległości jakichś 900 metrów dziewczyna, pomiędzy gruzami,&amp;nbsp;zobaczyła koniec wyspy.&lt;br /&gt;
- Chyba... Muszę się zatrzymać...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-1060777843065184536?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/ELoqKHoIEOg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/1060777843065184536/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=1060777843065184536&amp;isPopup=true" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1060777843065184536?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1060777843065184536?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/ELoqKHoIEOg/kto-tam-jest-to-ja.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/kto-tam-jest-to-ja.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUIAQHs4fSp7ImA9WxBXGEs.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-4513305030481175473</id><published>2010-01-31T02:05:00.000+10:00</published><updated>2010-01-31T02:05:41.535+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-31T02:05:41.535+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/HY58whD7D7kvE4zRRCU3l8tHev8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/HY58whD7D7kvE4zRRCU3l8tHev8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/HY58whD7D7kvE4zRRCU3l8tHev8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/HY58whD7D7kvE4zRRCU3l8tHev8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Usiadła za kierownicą... Zimny pot spływał jej po twarzy...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Czarne płaszcze jeszcze jej nie zauważyły...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Sięgnęła ręką w kierunku kluczyka...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dotknęła go...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; I przekręciła...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Gdzie my jesteśmy?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;Marek rozejrzał się. Wszędzie było czarno. Tylko w oddali widział białe światełko.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Próbował namacać przed sobą jakąś ścianę... Natrafił tylko na coś, co przypominało bardzo gęstą mgłę...&lt;br /&gt;
- Nie wiem... - odpowiedziała Britney. - Wygląda to na...&lt;br /&gt;
- Śmierć...- dokończył za nią niepewnie Marek. - Przynajmniej tak to przedstawiają w książkach... Czarny tunel a na końcu... Światełko...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle w oddali rozległ się głos:&lt;br /&gt;
- Nareszcie jesteście!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra wcisnęła gaz...&amp;nbsp;Pod kołami rozległ się niemiły chrzęst... Sandra nawet nie chciała myśleć co się stało...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Rolls-Royce miał kierownicę po lewej stronie, jakoże był to jeden z dobrych angielskich samochodów.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dziewczyna nawet się nie zdziwiła z powodu kierownicy. Krzyknęła tylko:&lt;br /&gt;
- Ojć!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-4513305030481175473?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/EK5lKwHqpAc" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/4513305030481175473/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=4513305030481175473&amp;isPopup=true" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/4513305030481175473?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/4513305030481175473?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/EK5lKwHqpAc/usiada-za-kierownica.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/usiada-za-kierownica.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;Dk8NQ3o-eSp7ImA9WxBXF0U.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-651120931444590077</id><published>2010-01-30T03:04:00.001+10:00</published><updated>2010-01-30T03:08:12.451+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-30T03:08:12.451+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bSwiYk7FtY9B9c1MKB0lUqklA8Q/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bSwiYk7FtY9B9c1MKB0lUqklA8Q/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bSwiYk7FtY9B9c1MKB0lUqklA8Q/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bSwiYk7FtY9B9c1MKB0lUqklA8Q/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Wszędzie było czarno... Wszystko było czarne...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Sandra trochę się przestraszyła, lecz zrozumiała, że znajduje się w samochodzie. Z zewnątrz usłyszała krzyk:&lt;br /&gt;
- Durny przedmiot martwy!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dziewczyna zobaczyła kluczyk w stacyjce. Przez głowę przeleciała jej myśl:&lt;br /&gt;
- "A może by tak uciec..."&lt;br /&gt;
Jednak sama się ze sobą sprzeczała:&lt;br /&gt;
- "A po co uciekać... Nawet nie wiesz gdzie jesteś... Może nikt cię nie porwał... Tylko..."&lt;br /&gt;
- "Tylko co?"&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Sandra przyłapała się na kłóceniu z samą ze sobą... I postanowiła wdrożyć swój plan w życie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Hmm... Dobre... Co to jest?&lt;br /&gt;
- Naprawde chcesz znać odpowietś?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp; Marek zastanowił się i spojrzał na zielony sos.&lt;br /&gt;
- Nie...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; W swoim gabinecie ojciec Britney wraz ze swą córką i Markiem jedli kolację. Oświetlało ich mdłe światło wiszącej żarówki. &lt;br /&gt;
- Mondra odpowietś... - przyznała Britney.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Nagle Markiem wstrząsnął dreszcz. Żarówka wisząca nad nimi zgasła i wszystkie rzeczy zaczęły spadać z półek. Chłopak poczuł, że jakaś niewidzialna siła ciągnie go do tyłu. Ostatkiem wyrzucił dłoń w kierunku Britney i ją złapał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-651120931444590077?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/dlGGkWSz9Q4" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/651120931444590077/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=651120931444590077&amp;isPopup=true" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/651120931444590077?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/651120931444590077?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/dlGGkWSz9Q4/wszedzie-byo-czarno.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/wszedzie-byo-czarno.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkAGRng7eyp7ImA9WxBXF0U.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-5934883466163414497</id><published>2010-01-29T19:48:00.002+10:00</published><updated>2010-01-30T03:05:27.603+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-30T03:05:27.603+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/LeCpSz-2sPRzR0wwsuAoD9HjAbg/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/LeCpSz-2sPRzR0wwsuAoD9HjAbg/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/LeCpSz-2sPRzR0wwsuAoD9HjAbg/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/LeCpSz-2sPRzR0wwsuAoD9HjAbg/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Sandra obudziła się, czując&amp;nbsp;bolesne kłucie w okolicy serca. Przypominała sobie, co jej się właśnie śniło.&lt;br /&gt;
- "Marek się zakochał... W kimś innym... " - Dziewczynie chciało się płakać, lecz pocieszyła się:&lt;br /&gt;
- "Na szczęście to był tylko sen..."&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; W uszach brzęczał jej niemiły odgłos zepsutego silnika. Otworzyła oczy...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; *&amp;nbsp;* * * * * &lt;br /&gt;
- Chotźmy do mojego taty... - powiedziała zachęcająco Britney.&lt;br /&gt;
- Do... Dobra... - Marek ciągle wpatrywał się w jej twarz, nie mogąc oderwać wzroku.&lt;br /&gt;
- Mój tato jest chirurgiem... Ale nie ma teras operacji... I pójciemy do niego... Jesteś głodny? &lt;br /&gt;
- Bardzo... - przyznał się Marek.&lt;br /&gt;
- No to chotź... Mój tato ci da coś do jedzenia...&lt;br /&gt;
- OK... - zgodził się chłopak.&lt;br /&gt;
- Dlaczego sie tak na mnie patszysz? - spytała Britney, a Marek był tak bardzo zmieszany, że nie mógł jej odpowiedzieć.&lt;br /&gt;
- Mam coś s włosami? &lt;br /&gt;
- N... Nie... Masz bardzo piękne włosy.&lt;br /&gt;
- Dzięki... - Britney się zarumieniła. - O! Idzie mój tato! Dad! Dad!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Ojciec Britney był postawnym mężczyzną w wieku 30 lat. Na nosie miał osadzone okulary i ubrany był w biały płaszcz.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Britney chwilę tłumaczyła coś ojcu po angielsku, a ten odezwał się do Marka:&lt;br /&gt;
- Come with me, buddy! Eat with me and dinner with Britney!&lt;br /&gt;
Marek szepnął do Britney:&lt;br /&gt;
- Ja nie umiem po angielsku...&lt;br /&gt;
- Tato mówi, że masz iść za nim i zjesz z nami kolację...&lt;br /&gt;
- O! To fajnie!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Britney znów zwróciła się do taty a ten pokiwał głową:&lt;br /&gt;
- OK!&lt;br /&gt;
Chłopak pomyślał, że ojciec Britney to bardzo sympatyczny człowiek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-5934883466163414497?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/lZisSm3hC8s" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/5934883466163414497/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=5934883466163414497&amp;isPopup=true" title="Komentarze (3)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/5934883466163414497?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/5934883466163414497?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/lZisSm3hC8s/sandra-obudzia-sie-czujac-kucie-w.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>3</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/sandra-obudzia-sie-czujac-kucie-w.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkAGQ3Y5eSp7ImA9WxBXFkQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-4863489715241479180</id><published>2010-01-29T02:05:00.000+10:00</published><updated>2010-01-29T02:05:22.821+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-29T02:05:22.821+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/v-hmonn_9mVSdTkLbqhIx1gJETs/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/v-hmonn_9mVSdTkLbqhIx1gJETs/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/v-hmonn_9mVSdTkLbqhIx1gJETs/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/v-hmonn_9mVSdTkLbqhIx1gJETs/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Po półgodzinie helikopter wylądował na budynku szpitala. Marek starał się wytłumaczyć ratownikom, że nic mu nie jest, ci jednak bezradnie rozkładali ręce ponieważ go nie rozumieli. Ratownik o czarnej skórze wziął&amp;nbsp;chłopca delikatnie za rękę i zaprowadził do jednej z sal, powiedziawszy:&lt;br /&gt;
- Lie down and rest here...*&lt;br /&gt;
Marek położył się na jednym z łóżek i zamknął oczy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle usłyszał głos.&lt;br /&gt;
- Co&amp;nbsp;tobie sie stało?&lt;br /&gt;
Głos odezwał się po polsku, choć bez jakiegokolwiek akcentu. Otworzył oczy i od razu się zarumienił. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nad nim pochylała się najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek widział. Miała pięknie podkręcone rzęsy i sięgające prawie po pas blond włosy. Marek poczuł, że z czoła spływa mu pot.&lt;br /&gt;
- Nic... Nic takiego... Jesteś Polką...&lt;br /&gt;
- Pół na pół... Mój tato jezd lekarzem i jezd lekarzem tutaj w szpitale. A moja mama jezd Polką i uczyła mi mówić po polsku.&lt;br /&gt;
- Aha...&lt;br /&gt;
Marek wstał z łóżka, lecz natychmiast upadł.&lt;br /&gt;
- Pomoge ci... - powiedziała dziewczyna.&lt;br /&gt;
- Dziękuję...&lt;br /&gt;
Gdy chłopak poczuł jej dotyk, prawie zakręciło się mu w głowie. Ostatkiem wydukał:&lt;br /&gt;
- Jak ci na imię?&lt;br /&gt;
- Britnej...&lt;br /&gt;
- Ładnie... - stwierdził rozmarzony Marek. Uśmiechnął się w duszy.&lt;br /&gt;
"Zakochałem się..."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-4863489715241479180?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/ZG3gYQtvWkU" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/4863489715241479180/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=4863489715241479180&amp;isPopup=true" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/4863489715241479180?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/4863489715241479180?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/ZG3gYQtvWkU/po-pogodzinie-helikopter-wyladowa-na.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/po-pogodzinie-helikopter-wyladowa-na.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUEDSXc8eSp7ImA9WxBXFkQ.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-8451080791443333771</id><published>2010-01-28T02:32:00.005+10:00</published><updated>2010-01-29T01:47:58.971+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-29T01:47:58.971+10:00</app:edited><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YOdnpIRg63DsVczVu_mEStV5X48/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YOdnpIRg63DsVczVu_mEStV5X48/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YOdnpIRg63DsVczVu_mEStV5X48/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/YOdnpIRg63DsVczVu_mEStV5X48/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Queens... Uroczo wyglądająca, ze swymi wysepkami, dzielnica Nowego Jorku. Zwykle spokojna... Lecz w momencie zawalenia się Manhattanu mieszkających tam ludzi ogarnęła panika. We wszystkich programach można było zobaczyć spikerów nerwowo opowiadających o tej niespodziewanej katastrofie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Ludzie spoglądali co chwila na przelatujące nad nimi helikoptery, spieszące na pomoc poszkodowanym ludziom z Manhattanu... Lecz tak naprawdę nie mieli się czego bać. Narazie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Gdy Marek zobaczył przelatujący nad nim helikopter&amp;nbsp;zaczął wymachiwać rękami i krzyczeć&amp;nbsp;"Pomocy!".&amp;nbsp;Ludzie z helikoptera wyrzucili drabinkę sznurową. Marek postawił na niej nogę i zaczął się wspinać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Po paru sekundach był już w helikopterze i powiedział:&lt;br /&gt;
- Tam na dole jest moja koleżanka! Musicie po nią zejść i ją uratować! Słyszycie?! Zejdźcie tam!&lt;br /&gt;
Ratownicy spojrzeli na siebie pytająco. &lt;br /&gt;
- Halo! - wrzeszczał Marek. - Zrobicie coś wreszcie?! Musicie tam zejść! Zejdźcie! No mówię...&lt;br /&gt;
Chłopak dopiero teraz pojął że ratownicy go nie rozumieją.&lt;br /&gt;
- No i jak się z nimi dogadam? - spytał się sam siebie.&lt;br /&gt;
Jeden z ratowników zwrócił się do niego po angielsku:&lt;br /&gt;
- Do you speak English*?&lt;br /&gt;
Marek, nie wiedząc co powiedzieć, wydukał:&lt;br /&gt;
- Noł...&lt;br /&gt;
- From... What.... Country... Are... You*? - Amerykanin mówił powoli z płonną nadzieją że Marek go zrozumie.&lt;br /&gt;
- Nie wiem co pan mówi...&lt;br /&gt;
Ratownik westchnął z rezygnacją i&amp;nbsp;rzekł do pilota:&lt;br /&gt;
- Can we find someone who will know who he is...&lt;br /&gt;
- To my eye... It's Swiss...*&lt;br /&gt;
Marek usiadł&amp;nbsp;czymś, co przypominało kanapę wbudowaną w ścianę i zaczął płakać.&lt;br /&gt;
- Mówią, że płakanie&amp;nbsp;pomaga... - stwierdził chłopak.&lt;br /&gt;
_______________________&lt;br /&gt;
* Czy mówisz po angielsku?&lt;br /&gt;
* Z...Jakiego...Kraju....Jesteś?&lt;br /&gt;
*- Czy możemy znaleźć kogoś, kto będzie wiedział, kim on&amp;nbsp;jest ...&lt;br /&gt;
- Na moje oko ...&amp;nbsp;To Szwajcar&amp;nbsp;...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-8451080791443333771?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/PlWHQRl8L48" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/8451080791443333771/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=8451080791443333771&amp;isPopup=true" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/8451080791443333771?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/8451080791443333771?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/PlWHQRl8L48/queens.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/queens.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkIHQn46eCp7ImA9WxFSEEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-2525017595545755263</id><published>2010-01-27T02:44:00.799+10:00</published><updated>2010-04-13T00:22:13.010+11:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-04-13T00:22:13.010+11:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Czytaj część pierwszą..." /><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bLENxV8S0Qy2_tDaZXusQqx4Ieo/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bLENxV8S0Qy2_tDaZXusQqx4Ieo/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bLENxV8S0Qy2_tDaZXusQqx4Ieo/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/bLENxV8S0Qy2_tDaZXusQqx4Ieo/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: x-large;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No wiesz, chętnie bym z tobą poszła na rozpoczęcie roku, ale rozumiesz synku, praca... - powiedziała smutno mama. Chwilę milczała, a potem dodała.&lt;br /&gt;
- Ale w końcu to szósta klasa, chyba sobie poradzisz, prawda?&lt;br /&gt;
- Tak... Oczywiście mamo... &lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Mój duży synuś&amp;nbsp;- westchnęła mama i pocałowała synka w czoło. - Trzymaj się, Mareczku... - po czym oddaliła się.&lt;br /&gt;
Marek patrzył w niknącą za zakrętem sylwetkę matki, a następnie wszedł przez malutką bramę do szkoły.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek był wysokim blondynem o niebieskich, poważnych oczach. Miał na sobie czarny, dziecięcy&amp;nbsp;garnitur a na ręce połyskiwał mu zegarek, który dostał od swego ojca na ósme urodziny.&lt;br /&gt;
Chłopiec&amp;nbsp;nie miał w szkole żadnych przyjaciół, chociaż od czasu do czasu chodził do kuzyna Michała,&amp;nbsp;którego w pewnej mierze uznawał za przyjaciela. Natomiast nauczyciele uwielbiali go&amp;nbsp;gdyż bardzo dobrze się uczył. &lt;br /&gt;
Chłopiec wszedł do sali gimnastycznej i ustawił się koło wicedyrektorki.Ta nerwowo zaciskała pięści w oczekiwaniu na dyrektorkę. Jej oczy&amp;nbsp;wodziły od ucznia do ucznia i każdemu z osobna rzucały złowrogie spojrzenie.&amp;nbsp;Nagle do sali wpadła sekretarka, ledwo dysząc.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Pani... dyrektorka... Ona nie żyje... Otrzymałam... Otrzymałam właśnie informację... Że... - zająknęła się na chwilę. - Że dyrektorka&amp;nbsp;utonęła... Utonęła...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek spojrzał na dyrektorkę. Wcale nie wydawała się być zdziwiona i wstrząśnięta tym faktem jak wszyscy. Marek usłyszał jak wyszeptała: "Na Sarvavyāpace Bayangan można polegać w takich sprawach", cokolwiek to mogło znaczyć. Ona jednak nie wiedziałam, że on to usłyszał i powiedziała.&lt;br /&gt;
- No cóż... W związku z tym przykrym incydentem jestem przez okrutny los zmuszona przejąć obowiązki dyrektora... - nie zdołała ukryć uśmiechu. Jej białe zęby błysnęły w świetle słońca.&amp;nbsp;W całej sali zapadła cisza.&lt;br /&gt;
Rozmowy ucichły i wszyscy&amp;nbsp;zaczęli&amp;nbsp;wpatrywać się w dyrektorkę, która na chwilę zamyśliła się i powiedziała.&lt;br /&gt;
- Tak więc... Witam was wszystkich w nowym roku szkolnym! Mam nadzieję, że dobrze się będzie nam razem pracowało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;* * * * * * * &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
Marek wyszedł z sali gimnastycznej. Nadal nie wiedział, co się właściwie stało... I co miało znaczyć to, że na tym Jak-Mu-Tam można polegać w takich sprawach. Miał już wyjść ze szkoły gdy usłyszał zduszony&amp;nbsp;krzyk dochodzący ze schowka. Podszedł bliżej i uchylił odrapane drzwi.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Zobaczył świeżo upieczoną dyrektorkę stojącą nad jakimś rudowłosym chłopcem.&lt;br /&gt;
- Masz tę książkę.&lt;br /&gt;
- N-nie... Bo... Proszę pani... Ja jej n-nie m-mogłem znaleźć... Bo... Bo chyba nie ma takiej książki...&lt;br /&gt;
- Milcz, smarku! - wrzasnęła szeptem dyrektorka.&amp;nbsp;- Jasne, że jest! A teraz poniesiesz karę... Pamiętasz, co ci mówiłam?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Chłopiec dygotał ze strachu. Marek z zapartym tchem śledził tę scenę.&lt;br /&gt;
- Ż-że... Jak nie znajdę książki... T-to ja... Z-zginę... Ale niech mi pani da jeszczę jedną sz-szansę... Teraz na p-pewno znajdę tą książkę...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dyrektorka uśmiechnęła się makabrycznie.&lt;br /&gt;
- Czy ja ci nie mówiłam, że nie daję drugich szans... A teraz... &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wyjęła zza pasa coś, co przypominało sztylet.&lt;br /&gt;
- Skoro nie mam tej książki... Chyba jestem zmuszona posłużyć się... Tym!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Zamachnęła się sztyletem i trafiła chłopca prosto w serce. Na jego piersi natychmiast rozlała się plama krwi.&lt;br /&gt;
Marek wrzasnął. Chciał uciec, lecz dyrektorka go zobaczyła i rzuciła się za nim. Poczuł, jak jej ręka chwyta go za kołnierz.&lt;br /&gt;
- Nikt z&amp;nbsp;zewnątrz ma się&amp;nbsp;o tym nie dowiedzieć... Inaczej dopadnę&amp;nbsp;cię nawet na&amp;nbsp;końcu świata i rozedrę na strzępy. Sss....&lt;br /&gt;
Marek przytaknął, trzęsąc się ze strachu. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle przed oczami stanął mu obraz rozrywanej kartki w książce. Na górze owej kartki widniało zdjęcie rudowłosego chłopca...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia w szkole panowała napięta atmosfera. Na lekcjach i na przerwach prawie nikt się nie odzywał. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek miał właśnie matematykę, gdy do sali weszła dyrektorka z woźnym.&lt;br /&gt;
- Niech pan zobaczy w ich plecakach. - rozkazała.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Woźny chodził od plecaka do plecaka i coś sprawdzał. Gdy obszedł całą klasę, podszedł do dyrektorki i pokręcił głową w geście zaprzeczenia. Dyrektorka, która miała zawiedzioną minę, powiedziała:&lt;br /&gt;
- No... Dzieci! Uczcie się! My sprawdzaliśmy tylko, czy ktoś z was nie ma w plecaku... papierosów.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Uczniowie wyczuli w jej głosie nutkę niepewności i wiedzieli od razu, że kłamała. &lt;br /&gt;
Zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszli z sali na przerwę.&lt;br /&gt;
"Po co woźny miałby nam grzebać w plecakach?" - zastanowił się Marek, lecz nie zdążył dać sobie odpowiedzi ponieważ z zamyślenia wyrwał go przeraźliwy huk który dochodził z podwórza. Uczniowie i nauczyciele zerwali się i jak szaleni wybiegli na dwór. &lt;br /&gt;
Marek zobaczył, jak lampa, która zawsze wisiała&amp;nbsp;na&amp;nbsp;ścianie&amp;nbsp;na podwórzu, leżała na ziemi a odłamki szkła walały się po trawie.&amp;nbsp;Dwie nauczycielki leżały&amp;nbsp;pod lampą&amp;nbsp;w kałuży krwi.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Kilkanaście dziewczyn zemdlało na ten straszny widok a jeszcze inni zaczęli wrzeszczeć ile sił&amp;nbsp;w płucach.&lt;br /&gt;
Tylko Marek stał spokojnie wciąż wpatrując się w nauczycielki. Przypomniał mu się obraz z wczoraj...&amp;nbsp;Zobaczył sztylet wbijający się w serce&amp;nbsp;chłopca z rudymi włosami. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wpatrywał się w nauczycielki i nie zobaczył postaci osłoniętej czarnym płaszczem, która stała na dachu, tuż pod lampą, i w ręku trzymała piłę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * * * &lt;br /&gt;
- I jak tam w szkole? - spytała mama.&lt;br /&gt;
- No... Normalnie. - powiedział niepewnie Marek.&lt;br /&gt;
- Aha...&lt;br /&gt;
- A gdzie tato? Jeszcze nie wrócił? - spytał.&lt;br /&gt;
- Naprawia coś w twojej szkole.&lt;br /&gt;
- Yhy...&lt;br /&gt;
- "Naprawia coś w szkole?" - pomyślał&amp;nbsp;Marek. - "Może tą lampę..."&lt;br /&gt;
Marek wyszedł z kuchni zostawiając mamę samą. Zajrzał do pokoju taty.&lt;br /&gt;
- "Hmm... Nie wziął skrzynki z narzędziami! On nigdy się z bez niej nie ruszy do pracy..." - Coś było nie tak. Marek to wyczuł. Dlaczego&amp;nbsp;jego ojciec&amp;nbsp;nie wziął skrzynki? &lt;br /&gt;
- "Dowiem się tylko w jeden sposób..."&lt;br /&gt;
Zszedł na dół i krzyknął.&lt;br /&gt;
- Mamo! Idę do Michała!&lt;br /&gt;
- Dobrze. Tylko wróć przed dziewietnastą.&lt;br /&gt;
- OK!&lt;br /&gt;
Marek wyszedł z domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Minęła dziewiętnasta... Marek czekał przyczajony za koszem na śmieci i już mu&amp;nbsp;nogi zdrętwiały&amp;nbsp;od klęczenia.&lt;br /&gt;
- " Dobra... Chyba jest już dostatecznie późno żeby wejść do szkoły..."&lt;br /&gt;
Marek postawił jeden krok... Przeszedł bramę szkoły.&amp;nbsp;Panowała tu śmiertelna cisza, gdy nagle chłopak usłyszał szept dochodzący z biblioteki. Przystawił ucho do drzwi.&lt;br /&gt;
- Gdzieś tu musi być.&lt;br /&gt;
BUCH! Marek wzdrygnął się.&lt;br /&gt;
- Ty niezdaro... - "To&amp;nbsp;dyrektorka!"&lt;br /&gt;
- Przepraszam panią. - "To był głos taty!" - Marek znów się wzdrygnął.&lt;br /&gt;
- Jest mam ją... - rozległ się triumfalny głos dyrektorki.&lt;br /&gt;
Nagle drzwi się otworzyły. Marek upadł.&lt;br /&gt;
- Ma-rek? Skąd ty tu-taj? - głos jego ojca był podobny do głosu robota.&lt;br /&gt;
- A więc&amp;nbsp;ten... MARECZEK to twój syn? &lt;br /&gt;
- Tak.&lt;br /&gt;
- A wiesz dlaczego nas podsłuchiwał?&lt;br /&gt;
- Nie, nie wiem pro-szę pa-ni. - Ojciec skarcił syna wzrokiem. Marek zauważył, że jego spojrzenie było jakby nieobecne.&lt;br /&gt;
- No cóż... Będziemy musieli się nim zająć...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- "Tato mnie tu zostawił... Samego..." - Markowi chciało się płakać, gdy siedział skulony&amp;nbsp;pod schodami&amp;nbsp;w szkolnej kotłowni - "Nie... To nie mógł być tato..." &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Drzwi otworzyły się i ojciec Marka wraz z dyrektorką.&lt;br /&gt;
- Jest tu da-lej...&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;To dobrze. I mamy to,&amp;nbsp;czego potrzebujemy.&amp;nbsp;- dyrektorka podniosła nad głowę książkę którą trzymała w ręku. Ojciec skinął głową. Wyszli, trzaskając drzwiami.&lt;br /&gt;
- "Jak tato... Jak tato mógł mi to zrobić? Ja mu przecież nic nie zrobiłem... I co on tu robi z dyrektorką" - W tym momencie rozległ się głos zza kotła.&lt;br /&gt;
- Kto tu jest?&lt;br /&gt;
- Ma... Marek... To ja...- odpowiedział roztrzęsiony Marek. W tym momencie zza kotła wyszła zgarbiona postać. &lt;br /&gt;
Marek zakrył sobie twarz rękami.&lt;br /&gt;
- Witaj, chłopcze.&lt;br /&gt;
- A kim... Kim pan jest? - wydukał chłopak.&lt;br /&gt;
- Jestem Ojciec Czas... &lt;br /&gt;
- " To szaleniec " - pomyślał Marek, przypatrując się uważnie postaci. Ona odwzajemniła spojrzenie i Marek zobaczył w jego oczach coś takiego, co widział w oczach dyrektorki.&lt;br /&gt;
- O nie, mój chłopcze... Nie jestem szaleńcem... O nie... - mówił wolno, bardzo wolno, ażeby zdenerwowany Marek wogóle wiedział, co on mówi.&lt;br /&gt;
- Czytasz mi w myślach?&lt;br /&gt;
- Nie... Nie czytam w myślach. Po prostu widzę co ludzie czują patrząc im w oczy... - w tym momencie źrenice Ojca Czasu rozszerzyły się. Ostatnie co usłyszał Marek to był monotonny&amp;nbsp;głos.&lt;br /&gt;
- Po-słu-chaj m-nie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marek obudził się. Przetarł oczy. Od razu zobaczył że coś jest nie tak. Jakoś... Jakoś za spokojnie. Ogień w kotłowni wogóle się nie ruszał. Gdy się poruszył, jego cień pozostał w miejscu. Coś tu było nie tak.&lt;br /&gt;
- Tak, tak... Coś tu jest nie tak... - usłyszał donośny głos Ojca Czasu.&amp;nbsp;- Ale to, co teraz zrobiłem wcale nie jest "nie tak"... - w tym momencie Ojciec Czas pstryknął palcami. Ogień znów zaczął ponuro poruszać swe ogniste mienie. &lt;br /&gt;
- Zrobiłem to tylko po to, by pokazać ci, że nie jestem szaleńcem... &lt;br /&gt;
Marek wcale nie był tego pewien bowiem Ojciec Czas zaczął chodzić nerwowo po kotłowni.&amp;nbsp;Spojrzał Markowi w twarz i wyszeptał:&lt;br /&gt;
- Za-śnij...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Marek poczuł nieodpartą senność i osunął się na podłogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyrektorka szybko szła mrocznym korytarzem szkolnym. W rękach ściskała książkę.&lt;br /&gt;
- Pa-ni dyrektor? Co-to wła-ści-wie za ksią-żka? - spytał tato Marka.&lt;br /&gt;
- Dowiesz się we właściwym czasie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marek obudził się. Wstał i rozprostował plecy. Och, jak bardzo go bolały po spaniu na podłodze! &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Zaczął się rozglądać, poszukując wzrokiem Ojca Czasu. Nie zauważył go nigdzie.&lt;br /&gt;
- Dobrze że mnie nie zawiązali żadnym sznurem... I że...&lt;br /&gt;
Nagle przez głowę przeleciała mu myśl:&lt;br /&gt;
"Czy dyrektorka zamknęła drzwi?"&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wszedł po schodach i nacisnął klamkę. Ustąpiła i drzwi się otworzyły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Uciekł?! Jak to - uciekł ?!&lt;br /&gt;
- Nie... Nie wiem...&lt;br /&gt;
- Nie wiem! Ty wszystkiego nie wiesz! Masz go znaleźć!&lt;br /&gt;
Tato Marka&amp;nbsp;wymknął z pokoju nauczycielskiego, gdzie&amp;nbsp;miał miejsce ten cały dialog&amp;nbsp;i zaczął szukać Marka. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Tymczasem Marek wyszedł&amp;nbsp;ze szkoły&amp;nbsp;na podwórze.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Oczy&amp;nbsp;zrobiły mu się okrągłe&amp;nbsp;ze zdziwienia gdy usłyszał:&lt;br /&gt;
- A co ty tu robisz? Synku... Synku, co ty tu robisz?&lt;br /&gt;
- "Mama..."&lt;br /&gt;
- Ja... Nic...&lt;br /&gt;
- A gdzie tato? - zdesperowanym głosem spytała mama Marka.&lt;br /&gt;
- Chyba tu w szkole...&lt;br /&gt;
Była załamana. Nie dość, że Marek uciekł z domu, to jeszcze mąż gdzieś na noc zniknął.&lt;br /&gt;
- Co... Co on tu może robić?&lt;br /&gt;
- Naprawiać.. coś.&lt;br /&gt;
- No tak, ale nie przez całą noc.&lt;br /&gt;
W tym momencie&amp;nbsp;ostry ból&amp;nbsp;przeszył głowę Marka. Stracił przytomność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Mareczku... Mareczku, obudź się!&lt;br /&gt;
Głos mamy wyrwał Marka ze snu.&lt;br /&gt;
- Gdzie my jesteśmy? - spytał.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Nie wiem... Chyba w jakiejś kotłowni...&lt;br /&gt;
- "Kotłowni... Tutaj spotkałem wczoraj Ojca Czasu..."&lt;br /&gt;
- Ojcze Czasie! - zawołał Marek. Matka zasłoniła mu usta. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Miała bardzo przerażoną twarz. Chłopiec usłyszał w jej głosie nutkę paniki.&lt;br /&gt;
- Nie wymawiaj przy mnie tego słowa.&lt;br /&gt;
- A dlaczego? Przecież to...&lt;br /&gt;
- To zły! Bardzo zły człowiek!&amp;nbsp;- krzyknęła zdesperowana&amp;nbsp;mama.&lt;br /&gt;
- Ojca Czas?&lt;br /&gt;
- Wiem to, ponieważ on za... - mama niespodziewanie położyła głowę na podłodze i zapadła w sen.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle przed oczami Marka stanął obraz rozdzieranej kartki i błagalnego głosu jego matki.&lt;br /&gt;
- O! Marek! Tu jesteś! - to był głos Ojca Czasu. Stał przy kotle i uśmiechał się makabrycznie.&lt;br /&gt;
- Ojciec Czas...&lt;br /&gt;
- Tak to ja!&lt;br /&gt;
- Co zrobiłeś z mamą?&lt;br /&gt;
- Niech leży... Nic jej się nie stało. - Mama nagle otworzyła oczy. Oczy bez wyrazu.&lt;br /&gt;
- Mamo! - Marek uśmiechnął się do mamy. Chciał ją pogłaskać ale się odwróciła. Nadal miała te oczy, jakby dalej śniła.&lt;br /&gt;
- To już nie jest twoja mama! - głos Ojca Czasu zagrzmiał w kotłowni.&lt;br /&gt;
- A... A kto? - Marek był przerażony. Ojcu Czasowi oczy błyszczały. Cała akcja przy świetle ognia wyglądała bardzo przerażająco. &lt;br /&gt;
- Ktoś...&lt;br /&gt;
Mama Marka wstała i podeszła wolnym krokiem do Ojca Czasu.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Marek chciał zetrzeć mu ten obrzydliwy uśmieszek z twarzy i&amp;nbsp;cały trząsł się z bezsilnej złości.&lt;br /&gt;
- Co zrobiłeś z moją mamą?!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Matka spojrzała na niego nieobecnym&amp;nbsp;wzrokiem,&amp;nbsp;i gdy Ojciec Czas coś&amp;nbsp;jej wyszeptał na ucho, podniosła z ziemi wystającą cegłę, zamachnęła się i rzuciła w Marka.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Uskoczył.&lt;br /&gt;
- O... O co chodzi?&lt;br /&gt;
- Nie dowiesz się... Nigdy... Nigdy... Nigdy...&lt;br /&gt;
Ojciec Czas podał&amp;nbsp;rodzicielce Marka&amp;nbsp;nóż. Chłopiec zaczął uciekać, gdy jego mama podniosła na niego rękę w której trzymała nóż. Wypadł zza drzwi szkoły i pędził do bramy, gdy potknął się o krawężnik chodnika szkolnego. Poobijał się boleśnie, lecz wstał i pobiegł dalej.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Uyh... Udało się. Udało się uciec!&lt;br /&gt;
"Ale co się stało z rodzicami?" - zaczął płakać. Chciał się od tego powstrzymać, lecz nie mógł. Zza muru, na którym oparł swe poobijane plecy, wynurzył się cień czarnego płaszcza.&lt;br /&gt;
- Pomóc ci, chłopcze?&lt;br /&gt;
- Nie...-&amp;nbsp;&amp;nbsp;powiedział Marek. Spojrzał w miejsce, gdzie powinna znajdować się głowa owego osobnika, lecz zobaczył tylko czarną pustkę. Zerwał się do&amp;nbsp;biegu.&amp;nbsp; Anonimowa postać w czarnym płaszczu zaczęła go gonić. Marek pędził do domu. Ludzie idący przez chodnik przeklinali i popychali go. Lecz Marek przed oczami nadal widział czarną pustkę w miejscu, gdzie&amp;nbsp;powinna&amp;nbsp;znaleźć się&amp;nbsp;głowa czarnej postaci. Wybiła ósma rano. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Chłopak spostrzegł dziurę przy jednym z domów oraz schody, które pięły się w dół. Wyglądało to trochę dziwnie, lecz Marek nie zważał na to i wbiegł tam. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wbiegł na schody i po chwili usłyszał dudnienie butów czarnej postaci parę pięter wyżej. Czuł się jak w koszmarnym śnie. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Na samym dole schodów, pośród odrapanych ścian dumnie puszyły się mahoniowe, wiktoriańskie drzwi. Chłopak nacisnął klamkę lecz drzwi nie chciały ustąpić. Począł nerwowo trząść drzwiami, a dwa piętra wyżej spostrzegł czarną postać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Naparł na klamkę i kopnął drzwi, które niespodziewanie ustąpiły.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Za nimi Marek zobaczył wielką salę z okazałymi kolumnami. Przypominała jakąś Salę Królewską...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Nagle za plecami usłyszał szelest płaszcza i niemiły, chrapliwy śmiech.&lt;br /&gt;
- Hahahaha!Marek przestraszył się. Poczuł, jak usta automatycznie układają mu się w słowa:&lt;br /&gt;
- Z czego p-pan s-się śmieje?&lt;br /&gt;
- Z twojej śmierci.&lt;br /&gt;
- P-przecież n-nie umarłem.&lt;br /&gt;
Nieznajomy odkrył kaptur z głowy.&lt;br /&gt;
- Na pewno?&lt;br /&gt;
Nieznajomy zamiast głowy miał czarną chmurę... czegoś. Gdy zakasał płaszcz i wyciągnął spomiędzy niego nóż Marek przeraził się niezmiernie. Nieznajomy zamachnął się. Nóż błysnął w powietrzu. Marek uchylił pierś, ale jednak za późno. Na jego koszuli rozbłysła czerwona plama krwi..&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- Teraz już nie możesz nikogo zabić! - krzyknął czarny jegomość i rozpłynął się w powietrzu. Na podłodze leżał zakrwawiony nóż. Marek osunął się pod ścianę. Ręka mu zdrętwiała, lecz nie czuł w ogóle bólu. &lt;br /&gt;
Przed za jedną z kolumn mignął cień.&lt;br /&gt;
- Kto tam jest? - spytał słabym głosem.&lt;br /&gt;
- Nikt specjalny...- dyrektorka wyszła zza filaru. A za nią Ojciec Czas i jego matka, która trzymała w garści blond włosy jakiejś dziewczyny.&lt;br /&gt;
- Hahahahaha! - dyrektorka zaśmiała się przeraźliwie. - Mamy jeszcze jednego... więźnia...&lt;br /&gt;
Mama Marka zaczęła pociągnęła za włosy dziewczynę, która pod naporem jej ręki upadła na ziemię.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp; Miała ona na sobie czarną koszulkę z czerwonym napisem "Hippies ruled" oraz niebieske, lekko podarte na kolanach dżinsy.&lt;br /&gt;
- Głupia dziewucha! - zagrzmiała dyrektorka - Myślała że cię uratuje, mój... drogi Marku!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle rana zaczęła go palić żywym ogniem. &lt;br /&gt;
Zakręciło mu się w głowie z bólu i opadł na ramię dziewczyny.&lt;br /&gt;
- Wstawaj! - Krzyknęła dyrektorka.- Idziemy do furgonetki!&lt;br /&gt;
Ponieważ Marek nie mógł wstać Ojciec Czas podniósł go za rękę. Dziewczynę natomiast ciągnął za włosy. Wrzucił ich do furgonetki.&lt;br /&gt;
- Siedźcie tu! My mamy coś do załatwienia!&lt;br /&gt;
I trzasnął drzwiami, po czym je zakluczył.&lt;br /&gt;
Marek leżał w rogu obok dziewczyny. &lt;br /&gt;
- Jak ci na imię ? - spytał.&lt;br /&gt;
- Sandra... - odparła dziewczyna smutnym głosem.&lt;br /&gt;
- Dyrektorka coś mówiła że... chciałaś mnie uratować.&lt;br /&gt;
- Bo... Było mi cię żal... &lt;br /&gt;
- Tylko? - spytał Marek.&lt;br /&gt;
- Tak... - odparła niepewnie dziewczyna.&lt;br /&gt;
Marek uśmiechnął się. Wiedział że kłamała.&lt;br /&gt;
- To co teraz zrobimy? - spytał.&lt;br /&gt;
- No... Albo poczekamy na tą... tą bandę albo...&lt;br /&gt;
- Albo uciekniemy... - podsunął Marek.&lt;br /&gt;
- Tylko ty... jesteś ranny...&lt;br /&gt;
- To nie jest chyba aż tak poważne...&lt;br /&gt;
Nie było to zgodne z prawdą. Ból nie dawał mu spokoju a rana pulsowała niemiłosiernie. Położył głowę na podłodze, by trochę dać sobie ulżyć.&lt;br /&gt;
- Coś cię boli? - spytała ciepło Sandra.&lt;br /&gt;
- Nie... - skłamał.&amp;nbsp; - Tylko chce mi się spać...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Zamknął oczy i zasnął prawie natychmiast.&lt;br /&gt;
* * * * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiatr niemiło świstał przez dziury w furgonetce. Marek od niedawna był na nogach. Sandra leżała na podłodze przykryta workiem od kartofli i spała.&lt;br /&gt;
Jechali gdzieś... To Marek wiedział na pewno. Okna były tak&amp;nbsp;przeraźliwie brudne, że chłopak zobaczył tylko&amp;nbsp; poruszający się zarys krajobrazu.&lt;br /&gt;
- To jakieś góry...&lt;br /&gt;
Sandra poruszyła się niespokojnie.&lt;br /&gt;
- Obudź się! - Marek nią potrząsnął.&lt;br /&gt;
- Hę? - Sandra wstała.&lt;br /&gt;
Furgonetka nagle zatrzymała się. Usłyszeli chrapliwy głos Ojca Czasu.&lt;br /&gt;
- Wychodźcie!&lt;br /&gt;
Klucz zachrobotał w zamku i drzwi się otworzyły.&amp;nbsp;Wyszli.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Gdzie my jesteśmy? - Sandra rozejrzała się.&lt;br /&gt;
- Nie jesteśmy. Będziemy. - powiedział Ojciec Czas, rozglądając się po niebie. Na horyzoncie pojawiła się kropka.&lt;br /&gt;
- A gdzie... będziemy? - spytał Marek. Rozległ się szum i chłopak ujrzał ciemnoniebieski helikopter.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Gdzieś. - Ojciec Czas urwał rozmowę.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Helikopter opadł na ziemię. Pilot wychylił głowę z kabiny&amp;nbsp;i krzyknął.&lt;br /&gt;
- Do środka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&amp;nbsp;* * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Manhattan był rozświetlony przez niezliczone bilboardy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;"Classic", najbardziej okazały hotel w okolicy,&amp;nbsp;wydawał się całkiem opuszczony i pusty.&amp;nbsp;Jedyną żywą osobą w jego obrębie był portier stojący przy wejściu,&amp;nbsp;ubrany w czerwony uniform.&lt;br /&gt;
Rozległ się szum.&amp;nbsp;Niektórzy ludzie podnieśli głowy, a inni zignorowali ten fakt.&amp;nbsp;Przez wyspę&amp;nbsp;przeleciał helikopter, po czym zawrócił i wylądował na dachu hotelu.&lt;br /&gt;
- Proszę wysiadać! - zagrzmiał drwiącym tonem Ojciec Czas.&lt;br /&gt;
Mama Marka, chłopak i Sandra wygramolili się z samolotu. Ojciec Czas rzucił mamie Marka klucze.&lt;br /&gt;
- Pokój 190. Ten pod nami... Idź tam i ich... I ich tam zamnknij!&amp;nbsp;- Mama tylko niemrawo przytaknęła.&lt;br /&gt;
- Idź-cie, smar-ki! - rzuciła i popchnęła dzieci w kierunku wystającej z dachu hotelu "Classic".&lt;br /&gt;
Pokój znajdował się na ostatnim piętrze. Wchodząc do niego Marek i Sandra oniemieli z zachwytu. Przy prawej ścianie znajdował się minibarek z mnóstwem napojów w środku. Można było tam&amp;nbsp; zauważyć "Coca-Colę", "Sprite", "Fantę", "7up" i inne, każdy mniej zdrowy od drugiego.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Natomiast po środku pokoju puszyły się płaski telewizor stojący na stoliku we fantazyjne wzorki oraz kremowa kanapa ze skóry, która musiała kosztować&amp;nbsp;mniej więcej tyle, ile mały Mercedes.&amp;nbsp;Była tam także toaleta ze specjalnymi, pozłacanymi schodkami oraz to, co czyniło największe wrażenie - wszystkie ściany były ze szkła. Nadawało to pokojowi bardzo nowoczesny, stylowy wygląd.&lt;br /&gt;
Mama wyszła z pokoju i zamknęła drzwi na klucz.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Sandra usiadła na kremowej kanapie z niemrawym wyrazem twarzy.&lt;br /&gt;
Marek to zauważył i spytał się:&lt;br /&gt;
- Coś się stało? &lt;br /&gt;
- Tak.- odparła krótko dziewczyna, i Marek zrozumiał, że lepiej jej dalej nie pytać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Rozejrzał się po pokoju i jego uwagę przykuła idealnie prostokątna dziura w mahoniowych&amp;nbsp;drzwiach. Przypominała nieco dziurkę na listy. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Sandra ukryła twarz w dłoniach, lecz chłopak nie zaprzątał sobie nią uwagi. Intuicja mu podpowiadała, by patrzył w drzwi.&lt;br /&gt;
I nagle, przez "dziurkę na listy" wpadł nóż a obok niego koperta. Zza drzwi dzieci usłyszały zduszony śmiech.&lt;br /&gt;
- Buahahahahaha!&lt;br /&gt;
- Aaa! - krzyknęła Sandra i podniosła kopertę.&lt;br /&gt;
- Lepiej jej nie otwieraj! - ostrzegł Marek. Sandra jednak go nie słuchała i już otwierała kopertę. Wyjęła z niego pomiętoszoną karteluszkę. Spojrzała na napis który znajdował się na samym początku kartki. Wrzasnęła śmiertelnie przestraszona.&lt;br /&gt;
- Ciszej! - zgromił ją Marek. - Pokaż mi, co tam jest napisane!&lt;br /&gt;
Sandra chciała podrzeć kartkę, lecz Marek nieco brutalnie wyrwał ją dziewczynie z ręki.&lt;br /&gt;
- O kurczę! Mówiłem, żebyś jej nie otwierała!&lt;br /&gt;
A tekst na kartce głosił:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;" Umrzecie za trzy dni, chyba że uda wam się zabić Ojca Czasu nożem, który właśnie otrzymaliście. Powodzenia!&lt;/b&gt;&lt;b&gt;"&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kto to jest Ojciec Czas? - spytała przerażona Sandra.&lt;br /&gt;
- To podły typek... Był z dyrektorką...&lt;br /&gt;
- Nie wiem, co mamy teraz robić... - przyznał Marek. - A poza tym, dlaczego list jest napisany po polsku?&lt;br /&gt;
Sandra jakby nie usłyszała pytania.&lt;br /&gt;
Marek spojrzał z odrazą na nóż.&lt;br /&gt;
- Hej! Nie pomyśleli o tym, jak mamy go zabić, gdy jesteśmy zamknięci w tym... apartamencie.&lt;br /&gt;
- Kiedy my go nie chcemy zabijać...&lt;br /&gt;
- Wiem, ale przecież... No właśnie! Nóż może nam się pomóc wydostać z tego ekhem...więzienia. Możemy przepiłować drzwi. - Marek wziął się od razu do pracy.&lt;br /&gt;
Na początku od&amp;nbsp;drzwi odpadały małe kawałki&amp;nbsp;drewna, lecz po jakimś czasie Marek stwierdził że to na nic.&amp;nbsp;Wsadził nóż do kieszeni.Sandra odezwała się.&lt;br /&gt;
- I cała praca poszła w porcelanę.To na nic.&lt;br /&gt;
- No to jak się stąd wydostać?&lt;br /&gt;
- Może... Można wyciąć dziurę w szkle!&lt;br /&gt;
Marek zastanowił się.&lt;br /&gt;
- No tak... Można, ale... Tu jest jakieś SIEDEMNAŚCIE pięter...&lt;br /&gt;
- No to... Może jest tu jakaś lina, albo coś w tym rodzaju...&lt;br /&gt;
Sandra wypięła dumnie pierś i odetchnęła. Zaczęła szukać wspomnianej liny.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Na ścianie barku&amp;nbsp;zauważyła małe okienko z klameczką. Otworzyła je i spostrzegła, za gaśnicą i&amp;nbsp;małą apteczką, linę. Sięgnęła po nią.&lt;br /&gt;
- Nie jest taka badziewna... - Sandra szarpnęła parę razy linę.&lt;br /&gt;
- Może i nie jest... Ale jak zejdziemy z takiej wysokości na dół?&lt;br /&gt;
- Możemy, się podpierać nożem... - podsunęła Sandra.&lt;br /&gt;
- Ale... - wahał się Marek. W jego głosie dziewczyna wyczuła nutkę strachu.&lt;br /&gt;
- Boisz się? - zadrwiła Sandra. - Myślałam że jesteś...&lt;br /&gt;
- Jaki?&lt;br /&gt;
- Nieważne. Po prostu musisz tam zejść&lt;br /&gt;
- A jak nie zejdę?&lt;br /&gt;
- To nas zabiją. - odpowiedziała prostodusznie Sandra, choć jednak trochę się przy tym wahała. Właściwie to mogą się zabić, schodząc z tak wysokiego budynku. Prawdobodobieństwo, że któryś ze złoczyńców zrobi to samo było znikome. Mimo to ten argument przekonał Marka.&lt;br /&gt;
- No dobra.&lt;br /&gt;
Marek wyciął dziurę w szklanej ścianie. By nie robić huku postanowił jej nie rozbijać. Lecz, po wycięciu, gdy spojrzał w dół, zakręciło mu się w głowie.&lt;br /&gt;
- Nie! Ja tam nie zejdę! - krzyknął.&lt;br /&gt;
- To zejdę sama. - oznajmiła Sandra i chwyciła linę by ją przymocować do barku. Gdy ją już zamocowała, spytała Marka.&lt;br /&gt;
- To co? Schodzisz...&lt;br /&gt;
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Właściwie to nie było pukanie, lecz walenie. Rozległ się także chrypliwy głos Ojca Czasu.&lt;br /&gt;
- Ani mi się ważcie uciekać! Violet już tu idzie z kluczem! Zaraz ...ekhem ... po&amp;nbsp;was przyjdzie!&lt;br /&gt;
- Widocznie ktoś usłyszał naszą rozmowę... Ja też schodzę! - postanowił Marek.&lt;br /&gt;
Okręcili wokół siebie linę i wyjrzeli przez dziurę.&lt;br /&gt;
- Jak to mówią - raz&amp;nbsp;baranowi śmierć!&lt;br /&gt;
Zaczęli schodzić. W tym momencie w apartamencie rozległo się nerwowe chrobotanie zamka.&lt;br /&gt;
- Szybciej! - ponaglała Sandra.&lt;br /&gt;
Gdy byli już przy samej ziemi, nagle spadli.&lt;br /&gt;
- To lina się odczepiła... A raczej ktoś ją odczepił. - stwierdził Marek głaszcząc poobijane plecy.&lt;br /&gt;
Sandra odczepiła linę o siebie.&lt;br /&gt;
- Przynajmniej żyjemy.&lt;br /&gt;
- Nie na długo! - usłyszeli z góry głos Ojca Czasu.&lt;br /&gt;
- Wiejemy zanim zejdzie na dół... - krzyknął szeptem Marek.&lt;br /&gt;
Zaczęli uciekać. Wyszli z zaułka. Na ulicach panował straszny tłok choć była pierwsza w nocy.&lt;br /&gt;
- Kurczę! Mogliśmy wziąć coś do jedzenia!&lt;br /&gt;
- Później o nim pomyślimy! Teraz musimy się gdzieś przespać...&lt;br /&gt;
Zaczęli się błąkać po ulicach. Marek wpadł na pomysł.&lt;br /&gt;
- Możemy spać w metrze... Tak robili w książkach...&lt;br /&gt;
- Tak właściwie, to ja nie mam ochoty spać... - stwierdziła Sandra, lecz zdradziło ją ziewanie.&lt;br /&gt;
- Więc zdecydowane! Śpimy w metrze.&lt;br /&gt;
Ledwo się doczołgali do szybu z napisem "Underground". Chwilę kluczyli w ciemnościach, po czym legli na ciepłych kratkach metra. Zasnęli... Nagle obudził ich donośny, amerykański głos.&lt;br /&gt;
-What are these children? What we do with them?* &lt;i&gt;(Co to za&amp;nbsp;dzieci? Co z nimi zrobić?)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
- Aaaa! - krzyknął Marek gdy nieznajomy potrząsnął go ręką. Chciał zobaczyć jego twarz, lecz ciemności i chusta zawiązana na niej uniemożliwiły mu to.&lt;br /&gt;
- Don't be afraid...* &lt;i&gt;(Nie bój się...)&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- odezwał się nieznajomy.&lt;br /&gt;
- Co... Znaczy - łat? - Marek nie rozumiał ni w ząb co mówi do niego zasłonięty Amerykanin.&lt;br /&gt;
- ... - nieznajomy milczał.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Aj Poland... Ja jestem Polakiem... Aj Poland... - Marek próbował się z nimi dogadać.&lt;br /&gt;
- Hehe...&lt;br /&gt;
Marek odwrócił się. Sandra jednocześnie śmiała się i była przerażona.&lt;br /&gt;
- Don't be afraid... - powtórzył nieznajomy.&lt;br /&gt;
- Co on mówi? - spytał Marek.&lt;br /&gt;
- Żebyśmy się nie bali... - odpowiedziała Sandra.&lt;br /&gt;
- Aha... - Marek potrząsnął głową do nieznajomego, na znak, że się nie boją.&lt;br /&gt;
- Walking behind me!*&lt;i&gt;(Chodźcie za mną!)- &lt;/i&gt;Amerykanin potrząsnął ręką na znak, że mają za nim pójść.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Marek potrząsnął głową.&lt;br /&gt;
Wstali ze swoich "posłań" i ruszyli za dwoma mężczyznami. Było tak ciemno, że właściwie nic nie widzieli. Czasami tylko w oddali zobaczyli światełko, lub usłyszeli huk, co znaczyło, że niedaleko przejeżdżał pociąg metra. Nagle weszli w tunel, który był oświetlony przez trzy pochodnie, niedawno zapalone.W odległości jakichś&amp;nbsp;pięciuset metrów&amp;nbsp;zobaczyli sylwetki ludzi. Amerykanin mruknął coś pod nosem.&lt;br /&gt;
- Co on powiedział...&lt;br /&gt;
- Żebyśmy byli cicho i żebyśmy nie rozmawiali z ludźmi, których tu zobaczymy.&lt;br /&gt;
Weszli w pomieszczenie z kulistym sufitem. Wszędzie siedzieli ludzie ubrani w obdarte ubrania, wszyscy mieli twarze zasłonięte chustami. Pod ścianami walały się rozwalone radia oraz rowery bez kół. Teraz Marek i Sandra zobaczyli, że każdy człowiek ma u pasa nóż. Sandra nachyliła się do Marka.&lt;br /&gt;
- To chyba jakiś gang. -stwierdziła.&lt;br /&gt;
Marek pokiwał głową. Nagle zza filaru wyszła osoba, którą mieli już okazję poznać.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Witam! - krzyknęła dyrektorka.&lt;br /&gt;
- Co pani... Jak pani tu... Się... - wydukał zdezorientowany Marek.&lt;br /&gt;
- Jak się tu znalazłam, pytasz? Normalnie, chłoptasiu, tak jak ty. Poleciałam. Samolotem... &lt;br /&gt;
- Ale... Jak pani się znalazła... tutaj? W metrze.&lt;br /&gt;
- Przewidziałam że tu mnie... odwiedzicie.&lt;br /&gt;
- Ale jak?&lt;br /&gt;
- Tak. - pani wyjęła zza pleców książkę którą Marek widział w szkole. Miała ona zieloną okładkę z głową, na wpół ludzką, na wpół trupa. Pod nią był napis "Death is the only hope". - Dzięki tej oto książce.&lt;br /&gt;
- A... Co to za książka.&lt;br /&gt;
Dyrektorka wykrzywiła twarz w grymasie wściekłości.Machnęła ręką, mówiąc.&lt;br /&gt;
- Zabierzcie go... Wiecie gdzie. - odwróciła się do Sandry. - A z tobą mam coś do załatwienia, smarkulo.&lt;br /&gt;
Ton jej głosu świadczył, że nie jest to nic przyjemnego, więc Sandra chciała uciec, lecz zatrzymali ją dwaj mężczyzni.&lt;br /&gt;
- O..o.&amp;nbsp;-&amp;nbsp;dyrektorka udała zmartwienie. - Tak szybko odchodzisz? Nawet nie... poczytałam ci na dobranoc.&lt;br /&gt;
Gdy wypowiedziała te słowa, szydząc sobie z biednej dziewczynki, zwróciła się do jednego z mężczyzn w kapturach - oczywiście po angielsku. Sandra usłyszała tylko parę słów - "to hang", "funny" oraz "poisoned tea" . Słysząc ostatnie słowo przestraszyła się, znaczyło ono bowiem "zatruta herbata". Usłyszała głos dyrektorki, która nie wiedziała, że Sandra zna angielski.&lt;br /&gt;
- Zostaniesz u nas na herbatkę?&lt;br /&gt;
W tym momencie Sandra zaczęła uciekać. Wbiegła w jasno oświetlony tunel. W tym momencie rozległ się huk.&amp;nbsp;Dziewczyna zobaczyła białe światło.&lt;br /&gt;
- Metro... - szepnęła.&lt;br /&gt;
Sandra zaczęła biec w stronę kryjówki gangu. Lecz światło coraz bardziej się do niej przybliżało. Nagle stanęło w miejscu.&lt;br /&gt;
- Kto tam jest? - spytała Sandra po angielsku.&lt;br /&gt;
Sandrze wydało się, że usłyszała jakiś dźwięk. Podeszła trochę bliżej światła.&lt;br /&gt;
- Halo?!&lt;br /&gt;
Nagle Sandrą wstrząsnął dreszcz. Poczuła że jakaś niewidzialna siła ciągnie ją do tyłu. Zamknęła oczy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; I to coś nagle przestało ją ciągnąć. Otworzyła oczy i zobaczyła ciemność a w oddali białe światełko, w którego odbiciu zarysowywałą się smukła sylwetka.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Usłyszała głos.&lt;br /&gt;
- Chodź tu!&lt;br /&gt;
Sandra podeszła trochę bliżej. Przed nią stała postać w płaszczu - w połowie białym, w połowie czarnym. Była to dziewczyna o niekreślonym kolorze skóry. Odezwała się tajemniczo.&lt;br /&gt;
- Właśnie przedarto twoją kartę.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
Postać uśmiechnęła się lekko. - &amp;nbsp;I pamiętaj o swojej misji!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Sandra intuicyjnie poczuła, że były to ważne słowa, lecz i tak nie umiała ich z niczym skojarzyć.&lt;br /&gt;
- O jakiej misji?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Znów poczuła ukłucie w okolicy pępka i coś pociągnęło ją do tyłu.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Obudziła się, aczkolwiek nie mogła się zmusić do otworzenia oczu, bowiem usłyszała głos dyrektorki.&lt;br /&gt;
- Ha! To działa! - wykrzyknęła dyrektorka, mając zapewne na myśli to, że Sandra leżała na podłodze, jak zdawało się dyrektorce, martwa.&lt;br /&gt;
Wzięła pod pachę książkę po czym poszła marszem do kulistej sali, w której siedział Marek przykuty do ściany bardzo ostrymi i zardzewiałymi drutami. Znów się uśmiechnęła.&lt;br /&gt;
- Wiedziałam! Wiedziałam że złoczyńca to zawsze najlepsza rola!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra chwilę odczekała chwilkę i powoli się podniosła. Rozejrzała się, troszkę przestraszona i odetchnęła.&lt;br /&gt;
- Uff...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Przy wylocie korytarza zauważyła schody. Podeszła więc do nich i wyszła na powierzchnię. Była mniej więcej godzina piąta rano, lecz na ulicy już kręciło się wiele ludzi. W oddali zobaczyła hotel "Classic".&lt;br /&gt;
- "Muszę działać szybko. Zaraz dyrektorka pewnie się zorientuje, że wcale nie umarłam" - Sandra nie przejmowała się za bardzo, co się stało z Markiem. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Popukała się lekko w głowę. Co by tu zrobić.&lt;br /&gt;
Może&amp;nbsp;schować się w jakimś w miarę bezpiecznym miejscu. Zobaczyła szyld sklepu na rogu "Grocery". Tak! &lt;br /&gt;
Spożywczak to dobre miejsce! &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Za ladą nie zobaczyła sprzedawcy. &lt;br /&gt;
-"Może schowam się gdzieś... na zapleczu. Żeby tylko sprzedawca mnie nie zauważył"&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nacisnęła klamkę i... DZYŃ! Podniosła głowę i zobaczyła tam dzwonek - taki, jaki zwykle widuje się w sklepach.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Louis? To ty? - usłyszała głos ze środka sklepu. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;Sandra prześlizgnęła się między białymi koszulkami i kubkami&amp;nbsp;w serca, gdy zza&amp;nbsp;zegarów z kukułkami wyłonił się&amp;nbsp;sprzedawca.&lt;br /&gt;
- O? Witaj, dziewczynko. Co ci podać? - spytał łagodnie&amp;nbsp;po angielsku.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Zdezorientowana Sandra nie wiedziała co robić, więc w przypływie głupoty postanowiła uciekać. Wbiegła za drzwi z napisem "Staff only".&lt;br /&gt;
Siedział tam&amp;nbsp;człowiek,&amp;nbsp;który wydał się jej dziwnie znajomy. Wodził oczami po książce. Książce, na której okładce widniał pół człowiek-pół trup oraz napis "Death is the only hope".&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marek leżał przykuty do kamiennej ściany a jego głowa bezwładnie zwisała w dół. Myślał o tym, że jeszcze cztery dni temu pakował się do szkoły, a mama żegnała go pocałunkiem. Nawet nie spodziewał się, jak bardzo jego życie się zmieni. W ciągu tylko jednego dnia zmienił się cały jego światopogląd, runął jak mur berliński. Gdy tak leżał bezbronny na ziemi, a w ręce szczypały go druty od rowerów którymi był przykuty do ściany, wezbrała się w nim wola działania. Zrozumiał, że to dopiero początek jego historii, ma dopiero dwanaście lat. &lt;br /&gt;
Nagle dyrektorka weszła do sali - jak zwykle z książką u boku. Położyła książkę na stole. Miała bardzo&amp;nbsp;uradowaną minę. &lt;br /&gt;
- "Z czego ona może się tak cieszyć?" &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dyrektorka zwróciła głowę w jego stronę.&lt;br /&gt;
- Tak... Tak... Mareczek. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Gdy chłopak zobaczył w jej oczach obraz niemej prośby, zupełnie nie wiedział, o co chodzi dyrektorce.&lt;br /&gt;
- A więc... Mam nadzieję, że zechcesz mi coś powiedzieć. - zaświergotała.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek, zdezorientowany, leciutko pokręcił głową.&lt;br /&gt;
- A-ale j-ja nie w-wiem o co ch-chodzi...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Przez chwilę myślał, że dyrektorka go uderzy, lecz po chwili ta myśl prysnęła. Ona nadal się słodko uśmiechała, jakby spodziewała się takiej odpowiedzi.&lt;br /&gt;
- Więc może to ci o tym przypomni.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Sięgnęła po książkę i pieszczotliwym ruchem pogłaskała okładkę. Z namaszczeniem otworzyła książkę i przewertowała książkę. Nagle zatrzymała się na stronie, gdzie widniał napis "Marek Mickiewicz".&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Obróciła książkę w stronę Marka.&amp;nbsp;Kartka była do połowy przedarta. &lt;br /&gt;
- Wiem, że wiesz, gdzie jest druga połowa twojej kartki. Wiem, że tam jest twoja przepowiednia. - odezwała się dyrektorka.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek zdziwiony&amp;nbsp;wpatrywał się nadal w swoje imię i nazwisko. O co tu może chodzić.&lt;br /&gt;
- A więc...&amp;nbsp;Gadaj, gdzie jest druga część kartki!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Chłopak oderwał wzrok&amp;nbsp;od&amp;nbsp;książki.&lt;br /&gt;
- Ale ja nigdy przedtem nie widziałem na oczy t-takiej kartki...&lt;br /&gt;
Dyrektorka straciła w tej chwili cały swój naciągany "urok" i chwyciłą Marka za szyję wściekle czerwonymi paznokciami.&lt;br /&gt;
- Wiem, że wiesz! Od tej kartki zależy twoje i moje życie!&lt;br /&gt;
" Moje życie?!"&lt;br /&gt;
- Oj tak, Violet... Zależy od tego twoje życie... - zza kolumny dobiegł go głos Ojca Czasu. Oglądał swoje paznokcie i zdawało się, że nie widzi świata poza nimi. - Twoje życie... Pamiętasz Sarvavyāpakę Bayangan...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Twarz dyrektorki zastygła. Puściła szyję&amp;nbsp;Marka.&amp;nbsp;Wyglądała na oniemiałą, gdy Ojciec Czas wyjął zza pleców książkę. &lt;br /&gt;
- Pamiętasz o swoim rachunku...&lt;br /&gt;
- Ale... Ale ja właśnie zamierzałam... Z-znaleźć tę drugą połówkę. Tylko ten smarkacz - wskazała drżącym palcem na Marka. - Nie chce mi nic powiedzieć...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Ojciec Czas uśmiechnął się mściwie.&lt;br /&gt;
- Tak... Tak. Bardzo łatwo przychodzi zwalić coś na inną osobę. Za swego czasu ja też tak robiłem...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dyrektorka nerwowo przełknęła ślinę, gdy Ojciec Czas zacząła wertować ksiażkę.&lt;br /&gt;
- Jak wiesz, nie tak łatwo wkurzyć Sarvavyāpakę Bayangan... Ale ty go doprowadziłaś do szewskiej pasji. Ledwo co uszedłem z życiem! &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dyrektorka zaczęła cała dygotać.&lt;br /&gt;
- Zawsze obiecywałaś nam wiele... Władzę nad światem, pieniądze i sławę. Może twoi ludzie w to uwierzyli, ale dla mnie brzmiało to jak... Jakiś motyw z kreskówki. Sarvavyāpaka Bayangan od początku zlecił mnie śledzić cię. Ale teraz... No cóż... Mam stosunkowo inne zadanie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Zanim Marek zdążył mrugnąć, Ojciec Czas przedarł kartkę. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wtedy dyrektorka nagle zaczęła się kruszyć. Czarny proch sypał się na ziemię, a tak samo czarny dym ulatywał w powietrze.&lt;br /&gt;
- Buahahahaha! - roześmiał się Ojciec Czas. Wyjął z książki kolejną kartkę. Widniał na niej napis "Sandra...". Wyglądał, jakby zaraz miał ją przedrzeć, co widać było po jego usatysfakcjonowanym spojrzeniu, pełnym nienawiści.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle z sufitu spadł wielki kawał betonu, przygniatając tym samym Ojca Czasu. Rozległ się huk.&lt;br /&gt;
Marek podniósł głowę do góry. Sufit przecinały liczne pęknięcia, które wskazywały, że długo nie wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W San Francisco, choć była noc, panował wielki zamęt. Ludzie ze wszystkich stron schodzili się do Golden Gate Bridge, który był ogrodzony przez czerwono-białe linie ostrzegawcze. Nagle ludzie usłyszeli ryk syren policyjnych.&lt;br /&gt;
- Proszę się rozejść! Proszę się rozejść!&lt;br /&gt;
Policja przekroczyła linie ostrzegawcze. Zza kolumn wyskoczyli ludzie w czarnych płaszczach, wrzeszcząc.&lt;br /&gt;
- Nie idźcie dalej!&lt;br /&gt;
- Przepraszam, niech się państwo przesuną.&lt;br /&gt;
Lecz czarne płaszcze dalej zasłaniały widok na dalszą drogę Golden Gate Bridge. &lt;br /&gt;
- Nie ma mowy... Jest tam coś, czego nie macie prawa zobaczyć! - Odezwał się jeden z zasłonionych jegomości, a z jego głosu wprost parowała wściekłość.&lt;br /&gt;
- No cóż... - Sterujący policją sierżant złowrogo potrząsnął głową. - Będziemy musieli użyć perswazji.&lt;br /&gt;
Podniósł rękę i pstryknął palcami. W ludzi w czarnych płaszczach wycelowano dwadzieścia pistoletów. Oni jednak się nie przestraszyli, a jeden z nich wyciągnął spod płaszcza książkę.&lt;br /&gt;
- Sami się o to prosiliście!&lt;br /&gt;
Przedarł książkę na pół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Przepraszam, skąd pan ma tę książkę?&lt;br /&gt;
Zza książki wyłoniła się twarz staruszka, który wyglądał jak zahipnotyzowany. Nie usłyszała odpowiedzi.&lt;br /&gt;
Tylko słowa, powtarzane ciągle przez staruszka.&lt;br /&gt;
- Stało się... Stało się...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Rozległ się huk. Sandra wyjrzała przez okno.&lt;br /&gt;
Na ulicach Manhattanu panoszyli się ludzie w czarnych płaszczach. Wychodzili zewsząd, a ludzie uciekali do domów. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Znów rozległ się huk. Ktoś z impetem wtoczył się do sklepu. Sandra szybko schowała się&amp;nbsp;za szafę, stojącą w rogu pokoju. Wsadziła oko w dziurkę od&amp;nbsp;klucza.&amp;nbsp;Patrzyła przerażona, jak mężczyzna w czarnym płaszczu wywleka staruszka ze sklepu, a on szepcze jak zahipnotyzowany.&lt;br /&gt;
- Stało się... Stało się...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Poruszyła się niespokojnie. Podniosła głowę i spadł na nią deszcz fartuchów.&lt;br /&gt;
Czarny płaszcz szybkim krokiem podszedł do szafy i ją otworzył. Brutalnie wyciągnął Sandrę z szafy i powiedział do drugiego "faceta w czerni":&lt;br /&gt;
- To ona?&lt;br /&gt;
- Nie wiem...&lt;br /&gt;
- Ale wygląda trochę jak tamta...&lt;br /&gt;
- Bierzemy ją?&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;No...&amp;nbsp;Do&amp;nbsp;mistrza... On nam powie co robić...&lt;br /&gt;
To byli ludzie w czarnych płaszczach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marek próbował się wyrwać z&amp;nbsp;uwierających go drutów, lecz niestety na próżno. Szarpał się, co powodowało rany, które płynęły ciurkiem po jego ciele.&lt;br /&gt;
Spojrzał na sufit. Tworzyły się coraz to nowe szparki i sypał się tynk.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle z tunelu wyszedł mężczyzna w białym płaszczu. Głowę miał zasłoniętą przez biały obłok, choć Marek zobaczył jego oczy.&lt;br /&gt;
- Podaj mi rękę... - powiedział kojącym duszę głosem. Marek wyciągnął w jego stronę rękę, lecz na chwilę się zawahał.&lt;br /&gt;
-Skąd mam wiedzieć, że mogę ci zaufać?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Nagle druty zniknęły.&lt;br /&gt;
- Zastanów się.&amp;nbsp;A teraz idź... - postać odeszła.&lt;br /&gt;
- Dobrze. &lt;br /&gt;
Marek zdecydowanym krokiem ruszył w kierunku wyjścia z metra. &lt;br /&gt;
Nagle oślepiło go światło. Zasłonił oczy rękoma i parł naprzód. Poczuł pod nogami schody.&amp;nbsp;Szedł ostrożnie, uważając, by się nie przewrócić.&lt;br /&gt;
Uderzyła go cisza, panująca na zewnątrz. Ddsunął ręce od głowy i otworzył oczy. &lt;br /&gt;
Gdy jego oczy przyzwyczaiły się do światła, prawie zachłysnął się z przerażenia.&amp;nbsp;Zewsząd otaczała go pustynia gruzów i śmieci. Z wysokich&amp;nbsp;wieżowców zostały tylko sterczące z ziemi wielkie, stalowe słupy, a z okazałych hoteli - zgliszcza i fundamenty.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;W oddali zobaczył&amp;nbsp;Queens - jedną z dzielnic Nowego Jorku.&lt;br /&gt;
- "Ona nie zamieniła się w żadną pustynię... Czyli... Czyli "to" się stało tylko z Manhattanem."&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Marek zasłonił oczy rękoma. Nie mógł na to patrzeć, bo myślał, że patrzy na jakieś piekło. Nigdzie nie było żywej duszy, tylko wiatr błąkał się bezszelestnie po zgliszczach. &lt;br /&gt;
W porywie rozpaczy Marek upadł na kolana i zaczął płakać.&lt;br /&gt;
Usłyszał nad sobą głos.&lt;br /&gt;
- Nie płacz, dziecię moje.&lt;br /&gt;
- Kim... Kim ty jesteś? - spytał bojaźliwie chłopak.&lt;br /&gt;
- Jestem, kim jestem.&lt;br /&gt;
- Czyli kim? - Marek podniósł głowę próbując dojrzeć źródło głosu.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Tym, kogo potrzebujesz. Pomogę ci chłopcze...&lt;br /&gt;
- W czym...&lt;br /&gt;
- No jak to... Czyżby&amp;nbsp;choć jeden&amp;nbsp;człowiek nie miał jakichś problemów?&lt;br /&gt;
- ... Hmm... No... Właściwie to chyba tak...- poniósł wzrok na czarne teraz niebo. - A teraz mają więcej niż kiedykolwiek...&lt;br /&gt;
- Wiem dlaczego... - odezwał się donośnym głosem Besar.&lt;br /&gt;
- Dlaczego...&lt;br /&gt;
- Bo zaczął się czas najbardziej przeze mnie znienawidzony, dziecko... Wojna...&lt;br /&gt;
- A kim są ludzie w tych płaszczach?&lt;br /&gt;
- Dowiesz się we właściwym czasie... &lt;br /&gt;
Słońce zachodziło.&amp;nbsp;Marek,&amp;nbsp;spośród zawalonych budynków, wygrzebywał kawałki jedzenia.&amp;nbsp;Gdy przeszukiwał gruzy spostrzegł nagle skrzynkę na narzędzia. Była to zwykła, normalna skrzynka, z napisem zamazanym markerem oraz narzędziami. &lt;br /&gt;
Marek podniósł ją. Łezka zakręciła mu się w oku, choć wcale tego nie zauważył. Była to skrzynka jego taty.&lt;br /&gt;
- Skąd ona tu się wzięła!? - rzucił pytanie w przestrzeń.&amp;nbsp;Odpowiedziała mu pulsująca w uszach cisza.&lt;br /&gt;
Po chwili położył się spać. Miło wtulił się w kamienie i piasek, po czym zasnął.&lt;br /&gt;
Chłopak obudził się, potrząsając głową. Próbował zapamiętać co mu się śniło, lecz myśli uciekły mu w najciemniejsze zakamarki mózgu. Zapamiętał tylko hamburgery, samochody oraz biały płaszcz.&lt;br /&gt;
- No cóż... - powiedział Marek, patrząc łakomie na skórzany fotel. - Czasami trzeba się poświęcać...&lt;br /&gt;
- Święta prawda! - głos dochodził z bardzo daleka i był bardzo cichy, ale Marek go usłyszał. A gdy go usłyszał, to skulił się. Nie przerażała go treść tej wypowiedzi, lecz jej nadawca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy Sandra się obudziła, zabolało ją coś w lewym boku. Przekręciła się z niewygodnej pozycji i otworzyła oczy. Wzdrygnęła się.&lt;br /&gt;
- Co zrobimy z tą smarkulą? - Czarrny obłok faceta w płaszczu poruszał się w takt jego słów.&lt;br /&gt;
- Mam dla niej... niespodziankę! - Mroczny typek rozszerzył usta w makabrycznym uśmiechu.&lt;br /&gt;
- Jaką?&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;To moja, i tylko moja sprawa... A przy okazji, czy byłbyś tak miły i zrobił mi espresso ze śmietanką?&lt;br /&gt;
- Jasne, szefie! - Powiedział czarny mężczyzna, a w jego głosie można było wysłyszeć nutę strachu. Sandra mogłaby przysiąc, że spomiędzy czarnego obłoku zobaczyła przerażone oczy.&lt;br /&gt;
Gdy "czarny płaszcz" niósł espresso, Sandra nachyliła się do jego butów i przewróciła go. Ponieważ nie była skrępowana sznurem, zaczęła uciekać. O dziwo, nikt jej nie zaczął gonić, więc dziewczyna ucieszyła się. W biegu poczęła się rozglądać po okolicy. Spostrzegła, że znajduje się w jakiejś zapadłym pałacu. Umiała bowiem spostrzec dawne wspaniałości tej budowli. &lt;br /&gt;
Złocone krużganki, ociekające srebrem dzbany... Gdy przebiegała przez coś, co przypominało Salę Krolewską, nagle usłyszała świst i straciła przytomność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem Marek przerażony trwał w pozycji słupa soli. &lt;br /&gt;
- Ojciec Czas!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;Znów odpowiedziała mu cisza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandrze wydawało się, że spada w przepaść bez końca. Cały czas słyszała świst powietrza wokół siebie, lecz nie widziała nic. Nagle z dna przepaści rozległ się głos "Wake up, girl! Get up!".&lt;br /&gt;
Dziewczyna wybudziła się ze snu. Powieki ciążyły jej jednak strasznie, nie mogła ich otworzyć, więc tylko słyszała głosy.&lt;br /&gt;
- She probably went into a coma ... Boss is not pleased ... Oh no...&lt;br /&gt;
- Can he do not talk about... &lt;br /&gt;
Co znaczyło:&lt;br /&gt;
"- Ona chyba zapadła w śpiączkę... Szef się nie ucieszy... O nie...&lt;br /&gt;
- Możemy mu o tym nie mówić..."&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dwaj osobnicy ulotnili się, co Sandra rozpoznała po cichym tupaniu i braku rozmów.&lt;br /&gt;
Już chciała ponownie zasnąć, gdy rozległ się huk. Ze strachu otworzyła powieki. Nad nią pochylał się wielki, czarny facet w płaszczu.&lt;br /&gt;
- Jest tutaj! - krzyknął po angielsku. - Bierzcie ją! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było to miłe, gdy ze snu Marka wyrwał grzmot oraz mocne uderzenie w głowę. Gdy Marek wstał, zaczął strzepywać pył z włosów, ponieważ uderzył go kawałek kamienicy - dosłownie, ponieważ zasnął pod rozpadającą się kamienicą. Nagle spadła na niego czarna zasłona i usłyszał trzask rozdzieranej kartki. Poczuł straszne kłucie w okolicy serca, po czym upadł.&lt;br /&gt;
- Goodnight! - usłyszał drwiący z niego głos.&lt;br /&gt;
Ostatni raz popatrzył na postać, która tak do niego mówiła. Była to postać w czarnym płaszczu, lecz Marek odkrył kim ona była. &lt;br /&gt;
- "Dyrektorka!" - pomyślał Marek, gdy zobaczył błyszczące oczy postaci. &lt;br /&gt;
* * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znajdował się pod ruinami Manhattanu, gdzie koło niego co chwila przelatywały dziwne czarne cienie&lt;br /&gt;
Dotykając swoję twarzy, wogóle jej nie czuł - tylko lekko odczuwał jakby muskającą go mgłę.&lt;br /&gt;
Nagle do ciemnego pomieszczenia wlał się dziwny, czarny i mroczny wir.&lt;br /&gt;
Czarny wir powoli zbliżał się do niego, zostawiając za sobą coś podobnego do smoły. Marek chciał się ruszyć z miejsca, lecz jakaś niewidzialna siła zatrzymała go przy ziemi. &lt;br /&gt;
- Nie zabijaj mnie! - Marek podniósł nad głowę rękę, i zauważył, że jest ona taka sama, jak czarny wir.&lt;br /&gt;
- Zastanowię się... - Pod wpływem diabelskiego głosu z sufitu zaczęły sypać się kawałki betonu. - Nic nie obiecuję... Ale w zamian żądam zapłaty....&lt;br /&gt;
- A... A jakiej?&lt;br /&gt;
- ...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; I znowu usłyszał tylko ciszę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czarne płaszcze wybiegły z ruin pałacowych, trzymając pod ramionami małą, zemdloną osóbkę. Spomiędzy gruzów wyjechał szary Rolls-Royce, a słudzy ciemności wsiedli do niego i odjechali...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marek siedział na częściowo zawalonych schodach ze zwieszoną głową i cicho popłakiwał...&lt;br /&gt;
- Muszę się wziąć w garść... - powtarzał jak mantrę, lecz to nie pomagało. Co jakiś czas wstrząsał nim kolejny nawrót płaczu.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; W oddali rozległo się ciche buczenie. Podniósł głowę.&lt;br /&gt;
Gdy Marek zobaczył przelatujący nad nim helikopter zaczął wymachiwać rękami i krzyczeć "Pomocy!". Ludzie z helikoptera wyrzucili drabinkę sznurową. Marek postawił na niej nogę i zaczął się wspinać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po paru sekundach był już w helikopterze i powiedział:&lt;br /&gt;
- Tam na dole jest moja koleżanka! Musicie po nią zejść i ją uratować! Słyszycie?! Zejdźcie tam!&lt;br /&gt;
Ratownicy spojrzeli na siebie pytająco. &lt;br /&gt;
- Halo! - wrzeszczał Marek. - Zrobicie coś wreszcie?! Musicie tam zejść! Zejdźcie! No mówię...&lt;br /&gt;
Chłopak dopiero teraz pojął że ratownicy go nie rozumieją.&lt;br /&gt;
Jeden z ratowników zwrócił się do niego po angielsku:&lt;br /&gt;
- Do you speak English*?&lt;br /&gt;
Marek, nie wiedząc co powiedzieć, wydukał:&lt;br /&gt;
- Noł...&lt;br /&gt;
- From... What.... Country... Are... You*? - Amerykanin mówił powoli z płonną nadzieją że Marek go zrozumie.&lt;br /&gt;
- Nie wiem co pan mówi...&lt;br /&gt;
Ratownik westchnął z rezygnacją i rzekł do pilota:&lt;br /&gt;
- Can we find someone who will know who he is...&lt;br /&gt;
- To my eye... It's Swiss...*&lt;br /&gt;
Marek usiadł czymś, co przypominało kanapę wbudowaną w ścianę i zaczął płakać.&lt;br /&gt;
- Mówią, że płakanie pomaga... - stwierdził chłopak.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Po półgodzinie helikopter wylądował na budynku szpitala. Marek starał się wytłumaczyć ratownikom, że nic mu nie jest, ci jednak bezradnie rozkładali ręce ponieważ go nie rozumieli. Ratownik o czarnej skórze wziął chłopca delikatnie za rękę i zaprowadził do jednej z sal, powiedziawszy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Lie down and rest here...*&lt;br /&gt;
Marek położył się na jednym z łóżek i zamknął oczy.&lt;br /&gt;
Nagle usłyszał głos.&lt;br /&gt;
- Co tobie sie stało?&lt;br /&gt;
Głos odezwał się po polsku, choć bez jakiegokolwiek akcentu. Otworzył oczy i od razu się zarumienił. &lt;br /&gt;
Nad nim pochylała się najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek widział. Miała pięknie podkręcone rzęsy i sięgające prawie po pas blond włosy. Marek poczuł, że z czoła spływa mu pot.&lt;br /&gt;
- Nic... Nic takiego... Jesteś Polką?&lt;br /&gt;
- Pół na pół... Mój tato jezd lekarzem i jezd lekarzem tutaj w szpitale. A moja mama jezd Polką i uczyła mi mówić po polsku.&lt;br /&gt;
- Aha...&lt;br /&gt;
Marek wstał z łóżka.&lt;br /&gt;
- Pomoge ci... - powiedziała dziewczyna.&lt;br /&gt;
- Dziękuję...&lt;br /&gt;
Gdy chłopak poczuł jej dotyk, prawie zakręciło się mu w głowie.Wydukał:&lt;br /&gt;
- Jak ci na imię?&lt;br /&gt;
- Britnej...&lt;br /&gt;
- Ładnie... - stwierdził rozmarzony Marek. Uśmiechnął się w duszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra obudziła się, czując bolesne kłucie w okolicy serca. Przypominała sobie, co jej się właśnie śniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- "Marek się zakochał... W kimś innym... " - Dziewczynie chciało się płakać, lecz pocieszyła się: &lt;br /&gt;
- "Na szczęście to był tylko sen..."&lt;br /&gt;
W uszach brzęczał jej niemiły odgłos zepsutego silnika. Otworzyła oczy...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Chotźmy do mojego taty... - powiedziała zachęcająco Britney.&lt;br /&gt;
- Do... Dobra... - Marek ciągle wpatrywał się w jej twarz, nie mogąc oderwać wzroku.&lt;br /&gt;
- Mój tato jest chirurgiem... Ale nie ma teras operacji... I pójciemy do niego... Jesteś głodny? &lt;br /&gt;
- Bardzo... - przyznał się Marek.&lt;br /&gt;
- No to chotź... Mój tato ci da coś do jedzenia...&lt;br /&gt;
- OK... - zgodził się chłopak.&lt;br /&gt;
- Dlaczego sie tak na mnie patszysz? - spytała Britney, a Marek był tak bardzo zmieszany, że nie mógł jej odpowiedzieć.- Mam coś s włosami? &lt;br /&gt;
- N... Nie... Masz bardzo&amp;nbsp;ładne włosy. - "Durniu! Co ty wyprawiasz! Ładne włosy! Tak mówią przedszkolaki!" &lt;br /&gt;
- Dzięki... - Britney się zarumieniła. - O! Idzie mój tato! Dad! Dad!&lt;br /&gt;
Ojciec Britney był postawnym mężczyzną w wieku 30 lat. Na nosie miał osadzone okulary i ubrany był w biały płaszcz.&lt;br /&gt;
Britney chwilę tłumaczyła coś ojcu po angielsku, a ten odezwał się do Marka:&lt;br /&gt;
- Come with me, buddy! Eat with me and&amp;nbsp;supper with Britney!&lt;br /&gt;
Marek szepnął do Britney:&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Ja nie umiem po angielsku...&lt;br /&gt;
- Tato mówi, że masz iść za nim i zjesz z nami kolację...&lt;br /&gt;
- O! To fajnie!&lt;br /&gt;
Britney znów zwróciła się do taty a ten pokiwał głową:&lt;br /&gt;
- OK!&lt;br /&gt;
Chłopak pomyślał, że ojciec Britney to bardzo sympatyczny człowiek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszędzie było czarno... Wszystko było czarne...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra trochę się przestraszyła, lecz zrozumiała, że znajduje się w samochodzie. Z zewnątrz usłyszała krzyk:&lt;br /&gt;
- Durny przedmiot martwy!&lt;br /&gt;
Dziewczyna zobaczyła kluczyk w stacyjce. Przez głowę przeleciała jej myśl:&lt;br /&gt;
- "A może by tak uciec..."&lt;br /&gt;
Jednak sama się ze sobą sprzeczała:&lt;br /&gt;
- "A po co uciekać... Nawet nie wiesz gdzie jesteś... Może nikt cię nie porwał... Tylko..."&lt;br /&gt;
- "Tylko co?"&lt;br /&gt;
Sandra przyłapała się na kłóceniu z samą ze sobą... I postanowiła wdrożyć swój plan w życie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Hmm... Dobre... Co to jest?&lt;br /&gt;
- Naprawde chcesz znać odpowietś?&lt;br /&gt;
Marek zastanowił się i spojrzał na zielony sos.&lt;br /&gt;
- Nie...&lt;br /&gt;
W swoim gabinecie ojciec Britney wraz ze swą córką i Markiem jedli kolację. Oświetlało ich mdłe światło wiszącej żarówki. &lt;br /&gt;
- Mondra odpowietś. -&amp;nbsp;zaśmiała&amp;nbsp;się&amp;nbsp;Britney.&lt;br /&gt;
Nagle Markiem wstrząsnął dreszcz. Żarówka wisząca nad nimi zgasła i wszystkie rzeczy zaczęły spadać z półek. Chłopak poczuł, że jakaś niewidzialna siła ciągnie go do tyłu. Ostatkiem wyrzucił dłoń w kierunku Britney i ją złapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Usiadła za kierownicą... Zimny pot spływał jej po twarzy...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czarne płaszcze jeszcze jej nie zauważyły...&lt;br /&gt;
Sięgnęła ręką w kierunku kluczyka...&lt;br /&gt;
Dotknęła go...&lt;br /&gt;
I przekręciła...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Gdzie my jesteśmy?&lt;br /&gt;
Marek rozejrzał się. Wszędzie było czarno. Tylko w oddali widział białe światełko.&lt;br /&gt;
Próbował namacać przed sobą jakąś ścianę... Natrafił tylko na coś, co przypominało bardzo gęstą mgłę...&lt;br /&gt;
- Nie wiem... - odpowiedziała Britney. - Wygląda to na...&lt;br /&gt;
- Śmierć...- dokończył za nią niepewnie Marek. - Przynajmniej tak to przedstawiają w książkach... Czarny tunel a na końcu... Światełko...&lt;br /&gt;
Nagle w oddali rozległ się głos:&lt;br /&gt;
- Nareszcie jesteście!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra wcisnęła gaz... Pod kołami rozległ się niemiły chrzęst... Sandra nawet nie chciała myśleć co się stało...&lt;br /&gt;
Rolls-Royce miał kierownicę po lewej stronie, jakoże był to jeden z dobrych angielskich samochodów.&lt;br /&gt;
Dziewczyna nawet się nie zdziwiła z powodu kierownicy. Krzyknęła tylko:&lt;br /&gt;
- Ojć!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Kto tam jest?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- To ja... Twoja bliska znajoma...&lt;br /&gt;
- Hmm... - Marek rozejrzał się. Zniknęła cała ciemność. Jednak chłopiec nadal nie widział swojej "bliskiej znajomej". - Czyli kto?&lt;br /&gt;
- Śmierć... Mam do ciebie sprawę...&lt;br /&gt;
- Jaką? - Marek zdziwił się. &lt;br /&gt;
- Dotyczy Ojca Czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ała! - krzyknęła Sandra gdy po raz kolejny samochód zahaczył o jeden z gruzów.&lt;br /&gt;
Dziewczyna od półgodziny jechała po gruzach Manhattanu. Opony prawie całkiem jej zdarło, lecz samochód ani na chwilę się nie zatrzymał. Wyglądało to trochę jak czary, lecz Sandra nie znała się na samochodach i wogóle ją to nie obchodziło.&lt;br /&gt;
W odległości jakichś 900 metrów dziewczyna, pomiędzy gruzami, zobaczyła koniec wyspy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * *&amp;nbsp;*&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marek zaczął pieczołowicie przeszukiwać pamięć. Coś mu świtało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Nóż... Ten nóż który masz w kieszeni...&lt;br /&gt;
Nagle chłopakowi wszystko się rozjaśniło. List! Nóż! Ojciec Czas! Śmierć!&lt;br /&gt;
- Już pamiętam... - przyznał niechętnie Marek. - Dzisiaj upłynął 3 dzień więc mnie... zabrałaś... A co z Sandrą? Przecież na tamtym liście pisało "Umrzecie"...&lt;br /&gt;
- Ona jest już blisko... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra poczęła wciskać hamulec... Nie zadziałał...&lt;br /&gt;
- Chyba właśnie hamulec chciały naprawić czarne płaszcze! Co za pech!&lt;br /&gt;
Woda była coraz bliżej.&lt;br /&gt;
- No zadziałaj! - krzyczała dziewczyna, nerwowo naciskając hamulec.&lt;br /&gt;
200 metrów...&lt;br /&gt;
- Działaj!&lt;br /&gt;
150 metrów...&lt;br /&gt;
- Dziaaałaj!!!!! &lt;br /&gt;
100 metrów...&lt;br /&gt;
- No dlaczego nie działasz, złośliwy przedmiocie martwy!!!!!!!!!&lt;br /&gt;
50 metrów...&lt;br /&gt;
Sandra zaczęła się modlić.&lt;br /&gt;
10 metrów...&lt;br /&gt;
Dziewczyna przerażona patrzyła w czarne otchłanie wody...&lt;br /&gt;
5 metrów...&lt;br /&gt;
4 metry...&lt;br /&gt;
3 metry...&lt;br /&gt;
2 metry...&lt;br /&gt;
W tym momencie samochód zahaczył o gruzy i z wielkim impetem wyleciał w powietrze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Ona umiera!&lt;br /&gt;
- Może... - odpowiedziała tajemniczo Śmierć.&lt;br /&gt;
- A co ze mną... Ja... Ja mogę zabić Ojca Czasu...&lt;br /&gt;
Nagle przed Markiem stanęła postać w płaszczu - w połowie czarnym, w połowie białym. Zamiast twarzy miała obłok, on jednak był całkiem biały. W owym obłoku można było dostrzec dwoje oczu.&lt;br /&gt;
- No cóż... Mogę dać ci ostatnią szansę... Ale nie możesz mnie zawieść...&lt;br /&gt;
Marek spojrzał Śmierci prosto w oczy.&lt;br /&gt;
- A po co mam go zabić?&lt;br /&gt;
Oczy Śmierci zapłonęły.&lt;br /&gt;
- On już od dawna powinien być martwy, ale ma Książkę! Dlatego nie mogę go sama zabrać do mojej... Krainy... Po to stworzyłam ten nóż... Byś mógł go zabić!&lt;br /&gt;
- Ale dlaczego dałaś ten nóż właśnie mnie?&lt;br /&gt;
Obłok nagle zamienił się w czarny.&lt;br /&gt;
- Przepowiednia!&lt;br /&gt;
Nagle ziemia zatrzęsła się pod Markiem i Britney i upadli na nią nieprzytomni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy samochód uderzył o wodę Sandra pomyślała, że ktoś ją chłoszcze batem. Ból wżerał jej się plecy, palił żywym ogniem.&lt;br /&gt;
Nie pomyślała nawet o odpięciu pasów i wypłynięciu na powierzchnię...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Gdzie jesteśmy? - spytał Marek.&lt;br /&gt;
- Na jakimś śmietniku... &lt;br /&gt;
Znajdowali się w ślepym zaułku, złożonym z trzech kamienic. W żadnej z nich nie paliło się światło.&lt;br /&gt;
Nagle zza rynny wychyliło się paru czarnych, postawnych chłopaków. Jeden z nich, który miał na twarzy cztery blizny i był bardzo wysoki, rzucił drwiącym, trochę niepokojącym tonem(oczywiście po angielsku):&lt;br /&gt;
- Co robicie w tym rejonie, smarkacze? Nie wiecie, że to nasz rejon?&lt;br /&gt;
- R... Rejon? Jaki rejon? &lt;br /&gt;
Wysoki zaśmiał się ponuro.&lt;br /&gt;
- Nie bądź tak cwana! Nie lubię tego.&lt;br /&gt;
Położył Britney rękę na piersi i przycisnął do ściany. Równocześnie Marek usłyszał trask otwieranego noża sprężynowego.&lt;br /&gt;
Wielki chłopak skierował nóż ku szyi Britney.&lt;br /&gt;
- Słuchaj, mała... Chyba będę musiał skrzywdzić tą twoją piękną twarzyczkę...&lt;br /&gt;
- Willy, zostaw ją! Możemy się z nią nieco zabawić... Wiesz, co mam na myśli...&lt;br /&gt;
Britney przełknęła ślinę. Marek&amp;nbsp;rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś ciężkiego. &lt;br /&gt;
- "Muszę działać szybko!"&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Drżąc, rzucił się na jednego z Murzynów. Wyszarpnął mu rewolwer z ręki, kopnął go w krocze i strzelił.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nie wahając się ani chwili skierował go ku wysokiemu chłopakowi. Nacisnął za spust i&amp;nbsp;trafił go w głowę. Tamten upadł.&lt;br /&gt;
- Uciekajmy! - wrzasnął Marek i strzelił w kolejnego z chłopaków w nogę. Chłopak upadł i zaczął jęczeć.&amp;nbsp; Nadal za nimi biegł jeszcze jeden czarny Murzyn. Marek jeszcze raz strzelił i spudłował. Znów strzelił i tym razem trafił w skroń. Marek z Britney przestali uciekać.&lt;br /&gt;
Nie zobaczył jednak, że wysoki chłopak, upadając, zahaczył nożem o Britney. Z jej brzucha strumieniami lała się krew. &lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Aaa! - krzyknął Marek. - Co ci się stało, Britney? Umierasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- No i gdzie on znowu jest!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali, wypełnionej po brzegi czarnymi płaszczami, rozbrzmiewał głos dyrektorki.&lt;br /&gt;
- Nie wia-do-mo, pro-szę pa-ni! &lt;br /&gt;
Spod ramienia ubranej w czarny płaszcz dyrektorki rozległ się głos ojca Marka.&lt;br /&gt;
- Ty nie wiesz! Jak to nie wiesz! To w końcu twój syn!&lt;br /&gt;
- A-le ja nie wie-m.&amp;nbsp;Mo-że znów&amp;nbsp;pa-ni u-ciekł...&lt;br /&gt;
- WCALE MI NIE UCIEKŁ, JASNE?!!!! MACIE MI GO ZNALEŹĆ!!!!!!!!&lt;br /&gt;
Czarne płaszczy rozpierzchły się po sali.&lt;br /&gt;
- I PRYPROWADŹCIE MI GO ŻYWEGO!!! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandra opadła powoli na dno, wzburzając chmurę mułu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-2525017595545755263?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/5l-uP7zuu3k" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/2525017595545755263/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=2525017595545755263&amp;isPopup=true" title="Komentarze (1)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2525017595545755263?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2525017595545755263?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/5l-uP7zuu3k/terribly-school-poczatek-tajemnicy.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>1</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/terribly-school-poczatek-tajemnicy.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0cGRn4zfCp7ImA9WxBXFk0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-8455629758072444043</id><published>2010-01-27T02:23:00.002+10:00</published><updated>2010-01-28T00:03:47.084+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-28T00:03:47.084+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4b3uM5dsKIEkOM7hn5Y1sb6_XB4/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4b3uM5dsKIEkOM7hn5Y1sb6_XB4/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4b3uM5dsKIEkOM7hn5Y1sb6_XB4/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/4b3uM5dsKIEkOM7hn5Y1sb6_XB4/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Czarne płaszcze wybiegły z ruin pałacowych, trzymając pod ramionami małą, zemdloną osóbkę. Spomiędzy gruzów wyjechał szary Rolls-Royce, a słudzy ciemności wsiedli do niego i odjechali...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * * * * * &lt;br /&gt;
Marek siedział na częściowo zawalonych schodach ze zwieszoną głową i cicho popłakiwał...&lt;br /&gt;
- Muszę się wziąć w&amp;nbsp;garść... - powtarzał jak mantrę, lecz to nie pomagało. Co jakiś czas wstrząsał nim kolejny nawrót płaczu.&lt;br /&gt;
- Ja już chyba mam depresję... - stwierdził ponuro Marek. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wstał ze schodów, otarł łzy z twarzy i powiedział:&lt;br /&gt;
- No cóż... Co ma się stać... To niech się stanie...&lt;br /&gt;
Postawił jeden krok i od razu potknął się o gruzy.&lt;br /&gt;
- Nie o to mi chodziło... - zaśmiał się nieco makabrycznie, po czym wstał.&lt;br /&gt;
- Gdzie ja mam właściwie iść?&lt;br /&gt;
Chłopak chwilę się zastanawiał,po czym postanowił.&lt;br /&gt;
- Poszukam metra... Tam byliśmy ostatnio z Sandrą...&lt;br /&gt;
I ruszył...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ...&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-8455629758072444043?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/InCD_9w6ZRg" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/8455629758072444043/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=8455629758072444043&amp;isPopup=true" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/8455629758072444043?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/8455629758072444043?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/InCD_9w6ZRg/czarne-paszcze-wybiegy-z-ruin-paacowych.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2010/01/czarne-paszcze-wybiegy-z-ruin-paacowych.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DkcBQHY6eCp7ImA9WxNaE0w.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-4955402961360249103</id><published>2009-11-27T19:25:00.001+10:00</published><updated>2009-11-27T19:27:31.810+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-27T19:27:31.810+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/1Z6i31XH8mfY5qCwxCn6v72Ud1s/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/1Z6i31XH8mfY5qCwxCn6v72Ud1s/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/1Z6i31XH8mfY5qCwxCn6v72Ud1s/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/1Z6i31XH8mfY5qCwxCn6v72Ud1s/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;"Kim ja jestem?" - Marek zadał sobie to pytanie po raz setny. Znajdował się pod ruinami Nowego Jorku, gdzie koło niego co chwila przelatywały dziwne czarne cienie&lt;br /&gt;
"Kim ja jestem?" - Marek zadał sobie to pytanie po raz sto pierwszy. Dotykając swoję twarzy, wogóle jej nie czuł - tylko lekko odczuwał jakby muskającą go mgłę.&lt;br /&gt;
"Kim ja jestem?" - Marek zadał sobie to pytanie po raz sto drug, i po raz ostatni, ponieważ do ciemneo pomieszczenia wlał się dziwny, czarny i mroczny wir.&lt;br /&gt;
- Kim ty jesteś? - Spytał Marek, troszkę przestraszony.&lt;br /&gt;
- Nikim... - Usłyszał odpowiedź. - Po prostu jestem, byłem i będę...&lt;br /&gt;
Markowi te słowa bardzo utknęły w pamięci z powodu głosu, który je wypowiadał. Był to głos tak donośny i tak diabelski, że zachciało mu się płakać ze strachu. Czarny wir powoli zbliżał się do niego, zostawiając za sobą coś podobnego do smoły. Marek chciał się ruszyć z miejsca, lecz jakaś niewidzialna siła zatrzymała go przy ziemi. &lt;br /&gt;
- Nie zabijaj mnie! - Marek podniósł nad głowę rękę, i zauważył, że jest ona taka sama, jak czarny wir.&lt;br /&gt;
- Zastanowię się... - Pod wpływem diabelskiego głosu z sufitu zaczęły sypać się kawałki betonu. - Ale nic nie obiecuję...&lt;br /&gt;
- O... Okej - Marek ledwo co wykrztusił te nazbyt prostackie słowa.&lt;br /&gt;
- Jak się odzywasz do &lt;em&gt;Sarvavyāpaka Bayangan - &lt;/em&gt;tego, który cię za chwilę zniszczy!?&lt;br /&gt;
- Wasza... Cienista Mość? Czy mógłbym prosić o wybaczenie? Panie (&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;jak to się wymawia?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;)&amp;nbsp;Sarvavyāpaka Bayangan...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
- Nie mógłbyś! Ty musisz! Ale w zamian żądam zapłaty....&lt;br /&gt;
- A... A mianowicie jakiej, Wasza Cienista Mość?&lt;br /&gt;
- Znasz kogoś takiego jak... - Do czarnego wiru przyleciała kartka. - Sandra Salska?&lt;br /&gt;
- Ttt... Tak...&lt;br /&gt;
- Więc... - Sarvavyāpaka Bayangan dał Markowi kartkę. - Musisz ją zabić. Tym nożem, który masz w kieszeni! Albo inaczej.... - Cień nie musiał kończyć.&lt;br /&gt;
Chłopak cicho jęknął. &lt;br /&gt;
- "Muszę zabić aż dwoje ludzi... A w tym moją przyjaciółkę... Świat jest niesprawiedliwy!"&lt;br /&gt;
Miał rację. Świat jest niesprawiedliwy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-4955402961360249103?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/v2fNWG6HTrk" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/4955402961360249103/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=4955402961360249103&amp;isPopup=true" title="Komentarze (4)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/4955402961360249103?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/4955402961360249103?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/v2fNWG6HTrk/kim-ja-jestem-marek-zada-sobie-to.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>4</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/kim-ja-jestem-marek-zada-sobie-to.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUEMQXk6fyp7ImA9WxNbGUU.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-2935954927735567962</id><published>2009-11-24T00:47:00.001+10:00</published><updated>2009-11-24T00:48:00.717+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-24T00:48:00.717+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GrM4ACoZnbCc591rAsYv9tB5d14/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GrM4ACoZnbCc591rAsYv9tB5d14/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GrM4ACoZnbCc591rAsYv9tB5d14/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/GrM4ACoZnbCc591rAsYv9tB5d14/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Nie było to miłe, gdy ze snu Marka wyrwał grzmot oraz mocne uderzenie w głowę. Gdy Marek wstał, zaczął strzepywać pył z włosów, ponieważ uderzył go kawałek kamienicy - dosłownie, ponieważ zasnął pod rozpadającą się kamienicą. Gdy masował głowę, w drzwiach kamienicy pod którą spał, zobaczył stół, na którym ujrzeć można było błogosławieństwo - wielkiego hamburgera, ledwie nadgryzionego. Podbiegł do niego i, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście, wgryzł się w bułkę. Była gumowata i zimna, lecz dla Marka był to raj na ziemi. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle spadła na niego czarna zasłona i usłyszał trzask rozdzieranej kartki. Poczuł straszne kłucie w okolicy serca, po czym upadł.&lt;br /&gt;
- Goodnight! - usłyszał drwiący z niego głos.&lt;br /&gt;
Ostatni raz popatrzył na postać, która tak do niego mówiła. Była to postać w czarnym płaszczu, lecz Marek odkrył kim ona była. &lt;br /&gt;
- "Dyrektorka!" - pomyślał Marek, gdy zobaczył błyszczące oczy postaci. Żal mu było tylko hamburgera, który leżał na stole.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-2935954927735567962?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/C5dE3IcIEnM" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/2935954927735567962/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=2935954927735567962&amp;isPopup=true" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2935954927735567962?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2935954927735567962?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/C5dE3IcIEnM/nie-byo-to-mie-gdy-ze-snu-marka-wyrwa.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/nie-byo-to-mie-gdy-ze-snu-marka-wyrwa.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;A0YEQnw4fSp7ImA9WxNbF00.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-1344764992942685336</id><published>2009-11-20T19:24:00.001+10:00</published><updated>2009-11-20T19:25:03.235+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-20T19:25:03.235+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title>"Terribly School - Początek Tajemnicy" - Rozdział Dwudziesty Siódmy</title><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JxnuLp5Lyy7hMJuxPMPu14mwvvc/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JxnuLp5Lyy7hMJuxPMPu14mwvvc/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JxnuLp5Lyy7hMJuxPMPu14mwvvc/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JxnuLp5Lyy7hMJuxPMPu14mwvvc/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- "Zupełnie zapomniałem o tej... misji..." - Marek popadł jeszcze bardziej w depresję, miętoląc w rękach złowieszczy nóż. Życie stało się dla niego OKRUTNIE OKRUTNE, jak to się mówi, umarł i zaczął żyć od nowa, czyli zmartwychwstał w złym znaczeniu. Nie chciał żyć, ale nie chciał sobie sam odbierać życia nożem, który był przeznaczony dla Ojca Czasu. Dodawał sobie sił pozytywną myślą:&lt;br /&gt;
- "Jak mogę żyć, to po co umierać?"&lt;br /&gt;
Lecz i tak myślał później:&lt;br /&gt;
- "Tyle że takie życie to można sobie wsadzić głęboko... gdzieś."&lt;br /&gt;
Było to&amp;nbsp;jedno najbardziej męczących niezdecydowań,&amp;nbsp;jakie może sobie zadać człowiek:&lt;br /&gt;
"Żyć niegodnie, czy umrzeć szczęśliwie?"&lt;br /&gt;
A drugie było jeszcze gorsze:&lt;br /&gt;
"Zabić niegodnie, by żyć niegodnie?"&lt;br /&gt;
Tak więc Marek był w myślowym zawijasie. Ciągle jednak w głowie brzmiał mu głos Ojca Czasu:&lt;br /&gt;
"- Skąd ty tutaj?&lt;br /&gt;
Z mroku..."&lt;br /&gt;
- "Może chodziło mu o te czarne płaszcze. Że niby one go tu przyprowadziły, bo w końcu one są z... jakiegoś tam mroku, nie?" - rozmyślał gorączkowo Marek, a po całym dniu rozmyślania nad Ojcem Czasem, swym życiem oraz pustym brzuchem, położył się spać. Tym razem znów usłyszał w głowie słowa:&lt;br /&gt;
"Gdy będziesz śnił, wszystko pojmiesz..."&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * * * * * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sandrze wydawało się, że spada w przepaść bez końca. Cały czas słyszała świst powietrza wokół siebie, lecz nie widziała nic(oprócz ciemności). Nagle z dna przepaści rozległ się głos "Wake up, girl! Get up!".&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dziewczyna wybudziła się ze snu. Powieki ciążyły jej jednak strasznie, nie mogła ich otworzyć, więc tylko słyszała głosy.&lt;br /&gt;
- She probably went into a coma ... Boss is not pleased ... Oh no...&lt;br /&gt;
- Can he do not talk about... &lt;br /&gt;
Co znaczyło:&lt;br /&gt;
"- Ona chyba zapadła w śpiączkę... Szef się nie ucieszy... O nie...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- Możemy mu o tym nie mówić..."&lt;br /&gt;
Ta wypowiedź skojarzyła się jej z czymś, tylko nie pamiętała z czym. Zapamiętała tylko że biegła przez jakąś Salę Królewską, a potem zaczęła spadać w przepaść... Tylko co się stało wcześniej?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Znów usłyszała te głosy co wcześniej:&lt;br /&gt;
- We can not do ... He will kill us ...&lt;br /&gt;
- I do not like him escape ...&lt;br /&gt;
- But where?&lt;br /&gt;
- I know some place ...&lt;br /&gt;
- And that?&lt;br /&gt;
- Our abandoned hideout in San Francisco ...&lt;br /&gt;
- Good ... We are taking this a little?&lt;br /&gt;
- Do not ... It is here, let him catch ...&lt;br /&gt;
- "Oni chcą uciec do San Francisco... Dobrze, że beze mnie..."&lt;br /&gt;
Dwaj osobnicy ulotnili się, co Sandra rozpoznała po cichym tupaniu i braku rozmów.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Już chciała ponownie zasnąć, gdy rozległ się huk. Ze strachu otworzyła powieki. Nad nią pochylał się wielki, czarny facet w płaszczu.&lt;br /&gt;
- Jest tutaj! - krzyknął po angielsku. - Bierzcie ją!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-1344764992942685336?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/z_bmwGRBl7w" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/1344764992942685336/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=1344764992942685336&amp;isPopup=true" title="Komentarze (12)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1344764992942685336?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1344764992942685336?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/z_bmwGRBl7w/terribly-school-poczatek-tajemnicy_20.html" title="&quot;Terribly School - Początek Tajemnicy&quot; - Rozdział Dwudziesty Siódmy" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>12</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_20.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUYASXo6fCp7ImA9WxNbFk4.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-2232161204372172495</id><published>2009-11-19T22:11:00.002+10:00</published><updated>2009-11-19T22:19:08.414+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-19T22:19:08.414+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title>"Terribly School - Początek Tajemnicy" - Rozdział Dwudziesty Szósty</title><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/cdk-e-L3wk-94RTPBVCk8AEad-c/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/cdk-e-L3wk-94RTPBVCk8AEad-c/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/cdk-e-L3wk-94RTPBVCk8AEad-c/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/cdk-e-L3wk-94RTPBVCk8AEad-c/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Gdy Sandra się obudziła, zabolało&amp;nbsp;ją coś w lewym boku. Przekręciła się z niewygodnej pozycji i otworzyła oczy. Wzdrygnęła się.&lt;br /&gt;
- Co zrobimy z tą durną smarkulą? - Czarrny obłok faceta w płaszczu poruszał się w takt jego słów.&lt;br /&gt;
- Mam dla niej... niespodziankę! - Mroczny typek rozszerzył usta w makabrycznym uśmiechu.&lt;br /&gt;
- Jaką?&lt;br /&gt;
- A, weź się od[cenzura]! To moja, i tylko moja sprawa... A przy okazji, czy byłbyś tak miły i zrobił mi espresso ze śmietanką?&lt;br /&gt;
- Jasne, szefie! -&amp;nbsp;Powiedział czarny facecik, a w jego głosie można było wysłyszeć nutę strachu. Sandra mogłaby przysiąc, że spomiędzy czarnego obłoku zobaczyła przerażone oczy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Gdy "czarny płaszcz" niósł espresso, Sandra nachyliła się do jego butów i przewróciła go. Ponieważ nie była skrępowana sznurem, zaczęła uciekać. O dziwo, nikt jej nie zaczął gonić, więc dziewczyna ucieszyła się. W biegu poczęła się rozglądać po okolicy. Spostrzegła, że znajduje się w jakiejś zapadłym pałacu. Umiała bowiem spostrzec dawne wspaniałości tej budowli. Złocone krużganki, ociekające srebrem dzbany i inne rzeczy, które wprost ociekają bogactwem. Gdy przebiegała przez coś, co przypominało Salę Krolewską, nagle usłyszała świst i straciła przytomność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * * * * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem Marek przerażony trwał w pozycji słupa soli. &lt;br /&gt;
- Ojciec Czas!&lt;br /&gt;
- Tak, tak to ja, smarku!&lt;br /&gt;
Markowi przypomniało się, że ma pewną misję do spełnienia. Pomacał kieszeń i natrafił na ostrze noża.&lt;br /&gt;
- Skąd ty tutaj! - krzyknął zdesperowany.&lt;br /&gt;
- Z mroku... - usłyszał odpowiedź.&lt;br /&gt;
- "Ja nie mogę, zawsze muszą udzielać niepełnych odpowiedzi!"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-2232161204372172495?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/7o6eLFPIJr8" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/2232161204372172495/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=2232161204372172495&amp;isPopup=true" title="Komentarze (6)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2232161204372172495?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2232161204372172495?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/7o6eLFPIJr8/terribly-school-poczatek-tajemnicy_209.html" title="&quot;Terribly School - Początek Tajemnicy&quot; - Rozdział Dwudziesty Szósty" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>6</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_209.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;C0ENSHg-fyp7ImA9WxBXFU8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-7352099849403390082</id><published>2009-11-19T00:30:00.001+10:00</published><updated>2010-01-27T02:01:39.657+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2010-01-27T02:01:39.657+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title /><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MfNXzvIe_H87zMPrmxVsqN8TgVk/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MfNXzvIe_H87zMPrmxVsqN8TgVk/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MfNXzvIe_H87zMPrmxVsqN8TgVk/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/MfNXzvIe_H87zMPrmxVsqN8TgVk/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Słońce zachodziło. Spośród zawalonych budynków Marek próbował znaleźć coś do jedzenia. Nie jadł już od dawna... Tak właściwie, to nie pamiętał kiedy ostatnio jadł... Gdy tak przeszukiwał gruzy spostrzegł nagle skrzynkę na narzędzia. Była to zwykła, normalna skrzynka,&amp;nbsp;z napisem zamazanym markerem oraz narzędziami. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Marek podniósł ją. Łezka zakręciła mu się w oku, choć wcale tego nie zauważył. Była to skrzynka jego taty.&lt;br /&gt;
- Skąd ona tu się wzięła!? - spytał krzykiem Marek. Spytał krzykiem, ponieważ widok masakrycznie rozwalonnych budynków wprawił go w depresję. Teraz miał o wszystko pretensje.&lt;br /&gt;
- Skąd ona się tu wzięła, pytam się!? Powie mi ktoś!?&lt;br /&gt;
Zaśmiał się pod nosem, gdy nikt mu nie odpowiedział - bo właśnie tego oczekiwał. &lt;br /&gt;
- Durny świat!!! Kto wymyślił wogóle jakieś apokalipsy i jakieś po[cenzura] budynki!!?? No pytam się!!! Kto!!?? - Marek był tak zdenerwowany, że zaczął przeklinać(co raczej mu się nie zdarzało). Depresyjny nastrój był jednak tak&amp;nbsp;męczący, że Marek, po kilku niezbyt ładnych słowach, położył się spać. Miło wtulił się w kamienie i piasek, po czym zasnął.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Śniło mu się, że biega sobie miło po&amp;nbsp;łące, gdy nagle&amp;nbsp;tsunami samochodów i hamburgerów zwala się na niego i go przygniata. A potem ktoś mówi "Gdy będziesz śnił wszystko pojmiesz!".&amp;nbsp;Spod&amp;nbsp;samochodów i hamburgerów&amp;nbsp;próbował dojrzeć postać, lecz zobaczył tylko rąbek białego płaszcza.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Chłopak obudził się, potrząsając głową. Próbował zapamiętać co mu się śniło, lecz myśli uciekły mu w najciemniejsze zakamarki mózgu. Zapamiętał tylko hamburgery, samochody oraz biały płaszcz.&lt;br /&gt;
- Nie należy śnić o pustym żołądku, Marku!!! - zgromił sam siebie, choć wiedział, że to nie jego wina, że nic nie zjadł. Przecież pośród tych durnych gruzów nie ma nic do żarcia!!!&lt;br /&gt;
- No cóż... - powiedział Marek, patrząc łakomie na skórzany fotel. - Czasami trzeba się poświęcać...&lt;br /&gt;
- Święta prawda! - głos dochodził z bardzo daleka i był bardzo cichy, ale Marek go usłyszał. A gdy go usłyszał, to skulił się. Nie przerażała go treść tej wypowiedzi, lecz jej nadawca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-7352099849403390082?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/04OlNPYd31c" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/7352099849403390082/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=7352099849403390082&amp;isPopup=true" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/7352099849403390082?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/7352099849403390082?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/04OlNPYd31c/terribly-school-poczatek-tajemnicy_19.html" title="" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_19.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CE8AQXY-fSp7ImA9WxNbFEo.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-1556476164589052193</id><published>2009-11-18T01:46:00.001+10:00</published><updated>2009-11-18T01:47:20.855+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-18T01:47:20.855+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title>"Terribly School - Początek Tajemnicy" - Rodział Dwudziesty Czwarty</title><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rvRFSx0K2kLs3z7AvoPLwKptOkY/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rvRFSx0K2kLs3z7AvoPLwKptOkY/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rvRFSx0K2kLs3z7AvoPLwKptOkY/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/rvRFSx0K2kLs3z7AvoPLwKptOkY/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Wszystko w zasięgu wzroku wyglądało na apokalipsę. Marek zasłonił oczy rękoma. Nie mógł na to patrzeć, bo myślał, że patrzy na jakieś piekło. Nigdzie nie było żywej duszy, tylko wiatr błąkał się bezszelestnie po rozwalonych domach. Chłopak pomyślał, że został sam na świecie. Zadał jeszcze raz pytanie.&lt;br /&gt;
- Co tu się mogło stać?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie mógł uwierzyć w takie coś. Widuje się to tylko w filmach typu "2012", gdzie apokalipsę przedstawia się w postaci lawiny samochodów i huraganów.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; W porywie rozpaczy Marek upadł na kolana i zaczął płakać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Płakał i płakał, gdy usłyszał nad sobą głos.&lt;br /&gt;
- Nie płacz, dziecię moje.&lt;br /&gt;
- Kim... Kim ty jesteś? - spytał bojaźliwie chłopak.&lt;br /&gt;
- Jestem, kim jestem.&lt;br /&gt;
- Czyli kim? - Marek podniósł głowę próbując dojrzeć źródło głosu.&lt;br /&gt;
- Jestem Besar, choć zwą mnie Wielki. Pomogę ci chłopcze...&lt;br /&gt;
- W czym...&lt;br /&gt;
- No jak to... Czyżby każdy człowiek nie miał jakichś problemów?&lt;br /&gt;
- ... Hmm... No... Właściwie to chyba tak...- poniósł wzrok na czarne teraz niebo. - A teraz mają więcej niż kiedykolwiek...&lt;br /&gt;
- Wiem dlaczego... - odezwał się donośnym głosem Besar.&lt;br /&gt;
- Dlaczego...&lt;br /&gt;
- Bo zaczął się czas najbardziej przeze mnie znienawidzony, dziecko... Wojna światowa, a konkretnie III Wojna Światowa....&lt;br /&gt;
- A kim są ludzie w tych płaszczach?&lt;br /&gt;
- Jak to zwykli mówić ludzie - dowiesz się we właściwym czasie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-1556476164589052193?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/Pise2mkUohI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/1556476164589052193/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=1556476164589052193&amp;isPopup=true" title="Komentarze (2)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1556476164589052193?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/1556476164589052193?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/Pise2mkUohI/terribly-school-poczatek-tajemnicy_18.html" title="&quot;Terribly School - Początek Tajemnicy&quot; - Rodział Dwudziesty Czwarty" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>2</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_18.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CUQHQH07eip7ImA9WxNbFEg.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-2496104724593909025</id><published>2009-11-15T19:44:00.001+10:00</published><updated>2009-11-17T20:22:11.302+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-17T20:22:11.302+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title>"Terribly School - Początek Tajemnicy" - Rozdział Dwudziesty Trzeci</title><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lM1VFsFjqud9Z78icfj-SgXPR50/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lM1VFsFjqud9Z78icfj-SgXPR50/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lM1VFsFjqud9Z78icfj-SgXPR50/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/lM1VFsFjqud9Z78icfj-SgXPR50/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Na ulicach Manhattanu panoszyli się ludzie w czarnych płaszczach. Wychodzili zewsząd, a ludzie uciekali do domów. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Sandra patrzyła przerażona, jak mężczyzna w&amp;nbsp;czarnym płaszczu wywleka jej ojca ze sklepu, a on szepcze jak zahipnotyzowany.&lt;br /&gt;
- Stało się... Stało się...&lt;br /&gt;
Nie wiedziała co się dzieje. Wyglądało to jak jakaś inwazja, sen psychicznie chorego reżysera filmów akcji. Cały pejzaż Manhattanu zasłaniały czarne płaszcze, wspinały się na budynki, wbiegały do domów i wywlekały ludzi z nich. Przypomniała sobie słowa kabareciarza Kuleja, że Ameryka chce przejąć Europę. A jeśli to jacyś Europejczycy - na przykład Niemcy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nie! Oni nawet nie wyglądają na ludzi. Nie mają żadnych twarzy...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle coś ją szarpnęło za ramię. Upadła na ziemię. Usłyszała szepty.&lt;br /&gt;
- To ona?&lt;br /&gt;
- Nie wiem...&lt;br /&gt;
- Ale wygląda trochę na tamtego...&lt;br /&gt;
- Bierzemy ją?&lt;br /&gt;
- Weźmiemy ją do mistrza... On nam powie co robić...&lt;br /&gt;
To byli ludzie w czarnych płaszczach. Zaczęli ciągnąć ją po ziemi.&lt;br /&gt;
- "Co tu się dzieje?"&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * * * * * * * * &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Marek próbował się wyrwać z więziących go drutów, lecz niestety na próżno. Szarpał się, co powodowało rany, które płynęły ciurkiem po jego ciele.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nagle z tunelu wyszedł mężczyzna w białym płaszczu. Głowę miał zasłoniętą przez biały obłok.&lt;br /&gt;
- Podaj mi rękę... - powiedział kojącym duszę głosem. Marek wyciągnął w jego stronę rękę. Nagle druty zniknęły.&lt;br /&gt;
- A teraz idź... Idź na górę... I pamiętaj - nie daj się... - postać nagle rozpłynęła się w powietrzu.&lt;br /&gt;
- Do... Dobrze... - Marek, zdziwiony pojawieniem się białego osobnika, troszkę się jąkał. &lt;br /&gt;
Lecz po chwili "zakasał rękawy" i zdecydowanym krokiem ruszył w kierunku wyjścia z metra. &lt;br /&gt;
- "Kto to wogóle był? Przypominał tamtego, co mi zrobił ranę..." - spojrzał na bliznę która się jeszcze nie zagoiła. - "Tyle że był... jaki on był? Biały. Cały biały..."&lt;br /&gt;
Nagle oślepiło go przerażające światło. Zasłonił oczy rękoma i parł naprzód - już na oślep. Poczuł pod nogami schody. Zaczął iść ostrożnie, uważając by się nie przewrócić.&lt;br /&gt;
Uderzyła go wprost masakryczna cisza. Z bólem odsunął ręce od głowy i otworzył oczy. &lt;br /&gt;
Gdy jego oczy przyzwyczaiły się do światła, prawie zachłysnął się z przerażenia. Wszystkie budynki były zniszczone, kamienice waliły się bezgłośnie. Wszystko działo się jak w grze z wyłączonym głosem. Czuł w tylko uszach pulsowanie. Odezwał się, chcąc sprawdzić czy umie mówić.&lt;br /&gt;
- Co tu się stało?&lt;br /&gt;
Uff... Na szczęście umiał mówić... a na nieszczęście wszystko naprawdę.&lt;br /&gt;
Marek powoli zaczynał rozumieć, że pierwszy rozdział jego życia zamknął się już pięć dni temu. Teraz zaczynał się drugi, a nosił on tytuł "Zniszczone serce oraz Manhattan"...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-2496104724593909025?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/F_tPtTjLnOs" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/2496104724593909025/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=2496104724593909025&amp;isPopup=true" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2496104724593909025?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2496104724593909025?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/F_tPtTjLnOs/terribly-school-poczatek-tajemnicy_6441.html" title="&quot;Terribly School - Początek Tajemnicy&quot; - Rozdział Dwudziesty Trzeci" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_6441.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;DUMHQX0ycSp7ImA9WxNbEk0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-2083000398028038643</id><published>2009-11-15T00:03:00.001+10:00</published><updated>2009-11-15T00:03:50.399+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-15T00:03:50.399+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title>"Terribly School - Początek Tajemnicy" Rozdział Dwudziesty Drugi</title><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JvtJAb4AtPCzoD0QmQGC_Bl3dZA/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JvtJAb4AtPCzoD0QmQGC_Bl3dZA/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JvtJAb4AtPCzoD0QmQGC_Bl3dZA/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/JvtJAb4AtPCzoD0QmQGC_Bl3dZA/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;W San Francisco, choć była noc, panował wielki zamęt. Ludzie ze wszystkich stron&amp;nbsp;schodzili się do Golden Gate Bridge, który był ogrodzony przez&amp;nbsp;czerwono-białe linie ostrzegawcze.&amp;nbsp;Nie&amp;nbsp;wiedzieli o co chodzi. Więc słychać było mnóstwo pytań.&lt;br /&gt;
- Co się tu dzieje?&lt;br /&gt;
- Nie wiemy...&lt;br /&gt;
Nagle ludzie usłyszeli ryk syren policyjnych.&lt;br /&gt;
- Proszę się rozejść! Proszę się rozejść!&lt;br /&gt;
Policja przekroczyła linie ostrzegawcze. Zza kolumn wyskoczyli ludzie w czarnych płaszczach, wrzeszcząc.&lt;br /&gt;
- Nie idźcie dalej!&lt;br /&gt;
- Przepraszam, niech się państwo przesuną.&lt;br /&gt;
Lecz czarne płaszcze dalej zasłaniały widok na dalszą drogę Golden Gate Bridge. &lt;br /&gt;
- Nie ma mowy... Jest tam coś, czego nie macie prawa zobaczyć! - Odezwał się jeden z zasłonionych jegomości, a z jego głosu wprost parowała wściekłość.&lt;br /&gt;
- No cóż... - Sterujący policją sierżant złowrogo potrząsnął głową. - Będziemy musieli użyć perswazji.&lt;br /&gt;
Podniósł rękę i pstryknął palcami.&amp;nbsp;W ludzi w czarnych&amp;nbsp;płaszczach wycelowano dwadzieścia pistoletów. Oni jednak się nie przestraszyli, a jeden z nich wyciągnął spod płaszcza książkę.&lt;br /&gt;
- Sami się o to prosiliście!&lt;br /&gt;
Przedarł książkę na pół.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-2083000398028038643?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/BO5evygoYAI" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/2083000398028038643/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=2083000398028038643&amp;isPopup=true" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2083000398028038643?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/2083000398028038643?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/BO5evygoYAI/terribly-school-poczatek-tajemnicy_15.html" title="&quot;Terribly School - Początek Tajemnicy&quot; Rozdział Dwudziesty Drugi" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_15.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;AkEMRXs9eCp7ImA9WxNUGEk.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-5811798945695553206</id><published>2009-11-10T20:16:00.001+10:00</published><updated>2009-11-10T20:24:44.560+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-10T20:24:44.560+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 3" /><title>"Terribly School - Początek Tajemnicy" Rozdział Dwudziesty Drugi</title><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/J2AwDfCEsfObWIZmljTuC3yvtww/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/J2AwDfCEsfObWIZmljTuC3yvtww/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/J2AwDfCEsfObWIZmljTuC3yvtww/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/J2AwDfCEsfObWIZmljTuC3yvtww/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Marek leżał przykuty do kamiennej ściany a jego głowa bezwładnie zwisała w dół. Myślał o tym, że jeszcze cztery dni temu pakował się do szkoły, a mama żegnała go pocałunkiem. Nawet nie spodziewał się, jak bardzo jego życie się zmieni. W ciągu tylko jednego dnia zmienił się cały jego światopogląd, runął jak mur berliński. Gdy tak leżał bezbronny na ziemi, a w ręce szczypały go druty od rowerów którymi był przykuty do ściany, wezbrała się w nim wola działania, determinacja. Zrozumiał, że to dopiero początek jego historii, ma dopiero dwanaście lat. &lt;br /&gt;
&amp;nbsp; A poza tym intrygowała go bardzo książka którą dyrektorka nosi ze sobą. Oraz to kim jest Ojciec Czas, jak naprawdę się nazywa i jak to robi, że zatrzymuje czas... Czy on tak naprawdę go zatrzymuje, czy może to jakaś podła sztuczka. I jeszcze ta dyrektorka... Jak ona się w ogóle nazywa. I skąd ma tą książkę. Pamiętał, że jak był jeszcze w szkole, dyrektorka z jego tatą szukała w bibliotece jakiejś książki... Może to ta książka? I po co ona dyrektorce? Tyle pytań...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Nagle dyrektorka weszła do sali - jak zwykle z książką u boku. Położyła książkę na stole.&amp;nbsp;Miała bardzo wściekła minę. Marek, mimo to, nie przestraszył się jej. Wręcz przeciwnie - zaczął rzucać do niej wyzwiskami. Myślał, jak to zwykle bywa w takich chwilach, że gdy trochę powyzywa dyrektorkę to może się jakoś uratuje.&lt;br /&gt;
- I co tam, świnio od siedmiu badziewnych boleści? Jak tam szanowne zdrówko u pani? Jakiś kaszelek? Jak tak, to bardzo dobrze...&lt;br /&gt;
Dyrektorka odwróciła się do niego zdziwiona, lecz po chwili na jej oblicze wrócił obraz wściekłości.&lt;br /&gt;
- Uciszyć tego szczeniaka! Ja tu myślę!&lt;br /&gt;
- Ach tak? - odezwał się drwiąco Marek. - Przecież ty nawet nie umiesz myśleć, bo sprzedałaś do mięsnego mózg na gramy, żeby móc sobie kupić papier toaleto... Uch!!! - W tym momencie dyrektorka kopnęła go z całej siły obcasem. Druty od rowerów poraniły Markowi ręce gdy podskoczył z bólu. Opadł bezwładnie na ziemię i znów zwisła mu głowa. Stracił przytomność...&lt;br /&gt;
- Och, nareszcie spokój... - westchnęła dyrektorka. - I nareszcie mogę się zając w spokoju moją książką.&lt;br /&gt;
- Ale pani. - odezwał się po angielsku Amerykanin. - Nie ma książki.&lt;br /&gt;
- Co?!&lt;br /&gt;
Rzeczywiście. Na stole gdzie dyrektorka położyła książkę - nie było książki.&lt;br /&gt;
- Znaleźć ją! Jeśli ten ktoś, kto ukradł książkę umie się nią posługiwać, zależy od tego wasze życie... A także moje!&lt;br /&gt;
Amerykanie wybiegli pędem z kryjówki. Tymczasem książka znajdowała się bliżej niż myśleli. Miał ją bowiem Ojciec Czas, który uśmiechał się ponuro za filarem.&lt;br /&gt;
- Oj tak, Violet... Zależy od tego twoje życie... - Ojciec Czas wymienił imię dyrektorki, jakby miała zaraz umrzeć. Tak rownież myślał Ojciec Czas, więc wyjął z książki kartkę i przedarł ją na pół.&amp;nbsp;Violet upadła na ziemię i rozpłynęła się w powietrzu.&lt;br /&gt;
- Buahahahaha! - roześmiał się Ojciec Czas. Tymczasem Marek leżał pod ścianą przerażony, a jednocześnie ucieszony. Już nie ma dyrektorki... Tylko gdzie ona się podziała.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Ojciec Czas wyjął z książki kolejną kartkę. Widniał na niej napis "Sandra Salska". Uśmiechnął się mściwie. Chciał ją przedrzeć na pół, lecz nagle z sufitu spadł na niego wielki kawał betonu. Marek krzyknął.&lt;br /&gt;
- Metro się wali!&lt;br /&gt;
Miał rację. Metro się waliło. Gdyby jednak Marek widział co się dzieje na zewnątrz, nie bardzo by się przejmował metrem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-5811798945695553206?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/LJIJSW5RCjQ" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/5811798945695553206/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=5811798945695553206&amp;isPopup=true" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/5811798945695553206?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/5811798945695553206?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/LJIJSW5RCjQ/terribly-school-poczatek-tajemnicy_10.html" title="&quot;Terribly School - Początek Tajemnicy&quot; Rozdział Dwudziesty Drugi" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_10.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkMNRn0-fyp7ImA9WxNUFU8.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-9134533305643254260</id><published>2009-11-07T01:14:00.000+10:00</published><updated>2009-11-07T01:14:57.357+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-07T01:14:57.357+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 2" /><title>"Terribly School - Początek Tajemnicy" - Rozdział Dwudziesty Pierwszy</title><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FNYbzwD3EyRuyLkoBnLILM5fNHE/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FNYbzwD3EyRuyLkoBnLILM5fNHE/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FNYbzwD3EyRuyLkoBnLILM5fNHE/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/FNYbzwD3EyRuyLkoBnLILM5fNHE/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- Ty... Ty, tato, masz taką samą książkę co dyrektorka...&lt;br /&gt;
- Jaka dyrektorka? - spytał tato.&lt;br /&gt;
- No... Ta... &lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;Jak ona ma? &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;No...Właściwie to nie wiem jak ona się nazywa.&amp;nbsp;Ona ma zbirów tam w metrze, tato.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
- Ach tak? - ojciec Sandry był zdziwiony, ale nie z powodu dyrektorki, ale dlatego, że widziała inną taką książkę.&lt;br /&gt;
- Tutaj w metrze?&lt;br /&gt;
- Tak.&lt;br /&gt;
- Na pewno?&lt;br /&gt;
- No tak!&lt;br /&gt;
- Więc to może znaczyć tylko jedno...&lt;br /&gt;
- Co tato? - spytała Sandra bojąc się odpowiedzi.&lt;br /&gt;
- To, przed czym próbowała się ostrzec twoja szanowna... prr... matka. - ojciec bez żenady mówił o swej żonie drwiącym głosem.&lt;br /&gt;
- To przez to się pokłóciliście?&lt;br /&gt;
- Przez tą książkę? Tak przez nią.&lt;br /&gt;
- A co ona ma w sobie?&lt;br /&gt;
- Zło...&lt;br /&gt;
- To wszystko?&lt;br /&gt;
- ... oraz... nie wiem jak to powiedzieć... "karty" wszystkich ludzi na świecie. Dlatego cały czas staje się grubsza.&lt;br /&gt;
- A dlaczego zmienia się jej tytuł?&lt;br /&gt;
- Na świecie jest 120 takich książek, i co minutę zmienia się&amp;nbsp;na jeden... ze 120 języków.&lt;br /&gt;
- Aha... I przez to się pokłóciliście?&lt;br /&gt;
- No... Tak, bo ja&amp;nbsp;chciałem byś była zła, a mama co innego. Znasz powiedzenie "Złoczyńca to najlepsza rola na świecie"?&lt;br /&gt;
- Ty chciałeś... żebym zabijała?&lt;br /&gt;
- No... Właściwie to nie... Ale czasami tak. A co - nie chciałabyś być zła?&lt;br /&gt;
- Nie - krzyknęła stanowczo Sandra i chciała wyjść ze sklepu, lecz ciężką ręka ojca spoczęła na jej ramieniu.&lt;br /&gt;
- O nie, moja panno! Nie będziesz mi teraz wychodziła! Musimy zrobić z ciebie złą osobę.&lt;br /&gt;
- Ale ja nie chcę...&lt;br /&gt;
- Nie pyskuj! Zaczniemy od osoby... której najbardziej nienawidzę.&lt;br /&gt;
- Od kogo?&lt;br /&gt;
- Nazywa się Ojcem Czasem, lecz nikt nie zna jego prawdziwego imienia.&lt;br /&gt;
Sandrę zatkało. Nie chcąc się zdradzić zaczęła się podlizywać tacie.&lt;br /&gt;
- No dobra, ojcze. A co później zrobimy.&lt;br /&gt;
- Pomożemy Ameryce przejąć Europę. Sama powiedz, nie chciałabyś mieszkać w Ameryce.&lt;br /&gt;
"Nie!"&lt;br /&gt;
- Tak! - krzyknęła Sandra z udawanym podnieceniem.&lt;br /&gt;
- A więc dobra. Znasz powiedzenie "Nastała nowa era!"?&lt;br /&gt;
Sandra uśmiechnęła się. Tak! Owszem - znała je! To nowa era w jej życiu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-9134533305643254260?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/o3gPT_PRu8k" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/9134533305643254260/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=9134533305643254260&amp;isPopup=true" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/9134533305643254260?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/9134533305643254260?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/o3gPT_PRu8k/terribly-school-poczatek-tajemnicy_07.html" title="&quot;Terribly School - Początek Tajemnicy&quot; - Rozdział Dwudziesty Pierwszy" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_07.html</feedburner:origLink></entry><entry gd:etag="W/&quot;CkUER3w9fip7ImA9WxNUFU0.&quot;"><id>tag:blogger.com,1999:blog-2735970280464478798.post-5802269972806241238</id><published>2009-11-06T19:36:00.000+10:00</published><updated>2009-11-06T19:36:46.266+10:00</updated><app:edited xmlns:app="http://www.w3.org/2007/app">2009-11-06T19:36:46.266+10:00</app:edited><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Terribly School Book część 2" /><title>"Terribly School - Początek Tajemnicy" - Rozdział Dwudziesty</title><content type="html">
&lt;p&gt;&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/KU0ufjjwzTSzWDV6I58DuQGKTp8/0/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/KU0ufjjwzTSzWDV6I58DuQGKTp8/0/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;br/&gt;
&lt;a href="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/KU0ufjjwzTSzWDV6I58DuQGKTp8/1/da"&gt;&lt;img src="http://feedads.g.doubleclick.net/~a/KU0ufjjwzTSzWDV6I58DuQGKTp8/1/di" border="0" ismap="true"&gt;&lt;/img&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;- Przepraszam, ale ja nie znam pani... - odezwał się Kulej.&lt;br /&gt;
- I mnie szanowny&amp;nbsp;pan nie pozna... - powiedziała złowieszczo dyrektorka i otworzyła książkę którą ze sobą nosiła. Chwilę kartkowała książkę, po czym wyjęła z niej pożółkłą kartkę. Uśmiechnęła się złośliwie. Swymi długimi paznokciami przekroiła kartkę na pół. Kabareciarz na jej oczach padł na ziemię, po czym rozpłynął się w powietrzu.&lt;br /&gt;
- Ha! To działa! - wykrzyknęła, niczym kat, który odkrył, że topienie w oleju to najbardziej bolesny sposó zabijania. Wzięła pod pachę książkę po czym poszła marszem do kulistej sali, w której siedział Marek przykuty do ściany bardzo ostrymi i zardzewiałymi drutami. Znów się uśmiechęła.&lt;br /&gt;
- Wiedziałam! Wiedziałam że złoczyńca to zawsze najlepsza rola!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; * * * * * * * * * * * * *&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem Sandra "leciała" korytarzem do wyjścia z metra. Serce waliło jej w piersi niczym kowal, który w swej kuźni&amp;nbsp; robi podkówki dla koni. &lt;br /&gt;
- "Teraz bardziej chciałabym być takim kowalem!" - pomyślała Sandra,&amp;nbsp;użalając się nad swym losem. Zobaczyła mdłe światełko które oświetlało schody do wyjścia z metra.&lt;br /&gt;
- Uff...&lt;br /&gt;
Dziewczyna wyszła na powierzchnię. Była mniej więcej godzina piąta rano. W oddali zobaczyła hotel "Classic", gdzie na dachu biesiadował helikopter. Tymczasem była w najbiedniejszej dzielnicy Manhattanu, co znaczy: "nie bardzo bogatej, lecz jednak bogatej". &lt;br /&gt;
- "Muszę się wydostać z Manhattanu... Tutaj pewnie mnie szukają... " - Sandra nie przejmowała się za bardzo, co się stało z Markiem. Wyszła na chodnik chcąc złapać autostop, lecz zrezygnowała z tego pomysłu, myśląc:&lt;br /&gt;
" Łapać w Ameryce autostop będąc dzieckiem to nie za dobry pomysł..."&lt;br /&gt;
Więc postanowiła schować się w jakimś w miarę bezpiecznym miejscu. Zobaczyła szyld sklepu na rogu " Grocery at Joe ". Tak! Spożywczak to dobre miejsce! Weszła do sklepu i chciała poprosić prowadzącego, by pozwolił jej się tu ukryć.&lt;br /&gt;
- Hello! I can be here with you ... hide &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Good morning baby! And for what? &lt;br /&gt;
- Because ... I chase ... &lt;br /&gt;
- Okay ... But he did not move!&lt;br /&gt;
- "Mam nic nie ruszać... To nie jest aż takie trudne..." - pomyślała i odpowiedziała.&lt;br /&gt;
- Okay...&lt;br /&gt;
Poszła tam, gdzie siedział inny sprzedawca i czytał książkę. Lecz gdy weszła, pożałowała że&amp;nbsp;wogóle przyszedł jej do głowy pomysł ze spożywczym,.&amp;nbsp;Siedział tam... ktoś, kto wyglądał jak jej tato. No tak! Mama mówiła że tato przeprowadził się do Ameryki gdy się pokłócili.&lt;br /&gt;
- Tato... - nie mogła się powstrzymać by to powiedzieć.&lt;br /&gt;
Mężczyzna podniósł głowę znad książki. Nosiła dziwny tytuł "Ο θάνατος είναι η μόνη ελπίδα".&lt;br /&gt;
- Sandra? Co ty tu robisz?&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Nic... Jaką książkę czytasz... To&amp;nbsp;po grecku?&lt;br /&gt;
Nagle tytuł sam zmienił się w napis "&amp;nbsp;Kematian adalah satu-satunya harapan".&lt;br /&gt;
- Po indonezyjsku.&lt;br /&gt;
- A co to znaczy?&lt;br /&gt;
- Nie musisz wiedzieć.&lt;br /&gt;
Lecz teraz tytuł zmienił się w napis "Death is the only hope". Sandra zrozumiała tytuł.&lt;br /&gt;
"Śmierć jest jedyną nadzieją"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2735970280464478798-5802269972806241238?l=terriblyschool.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/TerriblySchool/~4/Kzo4yyk447s" height="1" width="1"/&gt;</content><link rel="replies" type="application/atom+xml" href="http://terriblyschool.blogspot.com/feeds/5802269972806241238/comments/default" title="Komentarze do posta" /><link rel="replies" type="text/html" href="http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2735970280464478798&amp;postID=5802269972806241238&amp;isPopup=true" title="Komentarze (0)" /><link rel="edit" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/5802269972806241238?v=2" /><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://www.blogger.com/feeds/2735970280464478798/posts/default/5802269972806241238?v=2" /><link rel="alternate" type="text/html" href="http://feedproxy.google.com/~r/TerriblySchool/~3/Kzo4yyk447s/terribly-school-poczatek-tajemnicy_9641.html" title="&quot;Terribly School - Początek Tajemnicy&quot; - Rozdział Dwudziesty" /><author><name>jedo</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel="http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail" width="31" height="19" src="http://1.bp.blogspot.com/_KUZE2RWBj7U/TR716A-I72I/AAAAAAAAAqw/eXStqXdMiZY/S220/chomik.jpg" /></author><thr:total>0</thr:total><feedburner:origLink>http://terriblyschool.blogspot.com/2009/11/terribly-school-poczatek-tajemnicy_9641.html</feedburner:origLink></entry></feed>

