<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570</atom:id><lastBuildDate>Mon, 04 Jun 2018 08:15:00 +0000</lastBuildDate><category>Cykle</category><category>Poradniki</category><category>Gdyby tylko...</category><category>Gra Umysłów</category><category>Karta postaci</category><category>Ravenna Czarna</category><title>Aed Varen</title><description></description><link>https://tiglavve.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Infrea)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>11</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-2734075275763522205</guid><pubDate>Fri, 04 May 2018 20:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-04T22:58:49.804+02:00</atom:updated><title>Pioruny, ogień i płoty</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jak zwykle, po kilku wykonanych zleceniach powróciłam do domu. Kilka portretów, kilka zdjęć natury, które wrzucę na deviantarta po obróbce, jeśli będzie konieczna. Wzdychając rozwiązałam spięte gumką włosy. Czułam zmęczenie, ale i zadowolenie na tyle, że mogłabym zrobić jeszcze więcej zdjęć. Machnęłam kilka razy rękami by „strzepnąć” spięcie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zawiesiłam klucz do domu na haczyku, na którym mam zwyczaj go wieszać. Wtedy dostrzegłam błysk. Moja głowa natychmiast skierowała się w tamtą stronę. Moim oczom ukazał się srebrny, intrygujący klucz o dziwnym kształcie. Przy pierwszym spojrzeniu wydawało mi się, że na główce płyną wszystkie rzeki świata, układające się w symetryczną całość. Przy drugim spojrzeniu uznałam, że to jest coś co muszę sfotografować. Wzięłam aparat i zrobiłam próbne zdjęcie, by sprawdzić, czy urządzenie ma odpowiednie ustawienia. Gdy wszystko już do siebie dopasowałam, postanowiłam zabrać się do roboty, nie myśląc nawet, skąd wziął się tu ten klucz. Zrobiłam zdjęcie, jednak nie odpowiadała mi sceneria innych, mniej dostojnych kluczy. Sięgnęłam po ten interesujący przedmiot.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Usłyszałam krzyk. Poczułam się tak, jakby ktoś poraził mnie prądem. Jakby cała energia krążyła w moim ciele. Później widziałam tylko błyski, nasilające się co kilka sekund. Później nastało zimno. Dotarł do mnie mój własny, zmęczony i nierówny oddech, przerywany co kilka sekund jękami bólu. Ostatnią rzeczą, którą zanotowałam, było to, że znajduję się na wzgórzu, z którego miarowo odchodzi deszcz. Później czułam tylko radość. A widziałam ciemność.&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;„Yrenn… Tak masz na imię” — usłyszałam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Pani Yrenn! — Głos dzieciaka wyrwał mnie ze snu. Leżałam na materacu, przykryta kującą kołdrą. Rozglądając się ujrzałam, że jestem w drewnianej chacie, z kilkoma dziurami w ścianie i na dachu. Zauważyłam stół z czterema krzesłami. Na dwóch z nich siedziało młode małżeństwo, jak udało mi się wywnioskować, a z trzeciego podnosił się mały chłopiec, na oko dziesięcioletni, o czarnych włosach i pogodnej minie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Pani Yrenn! Jak dobrze, że pani wstała! Muszę pani bardzo podziękować… Nie! Wszyscy musimy pani podziękować! — W tym momencie podekscytowany chłopak przestał swój wywód. Usłyszałam skrzypienie drzwi, a do pokoju weszła starsza kobieta o wielu zmarszczkach i siwych włosach. Ubrana była w luźną, prawie białą suknię. Mimo tego, sprawiała wrażenie miłej osoby — głównie ze względu na jej szczery uśmiech.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Eric… Jasna Pani potrzebuje jeszcze odpoczynku. Dopiero wstała po użyciu potężnego zaklęcia. Nie można jej teraz zamęczać twoimi opowieściami. — Chłopak posmutniał, a kobieta podeszła do mnie. — Vyrenne, magini uzdrawiania. Użyłaś czaru, by przepędzić burzę z naszej wioski. Pamiętasz to?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dzięki jej słowom ujrzałam scenerię. Mimo że nie opisała tego zdarzenia, widziałam w głowie, jak wyciągam spiętą dłoń w stronę chmur i zaciskam pięść. Następnie przypomniały mi się podobne sytuacje — wszystkie wioski, które uratowałam przed suszą, burzą, wichurą. Wszystkie statki, którymi żeglowałam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Oczywiście. — powiedziałam tonem nadzwyczaj pewnym siebie, co mnie dość zdziwiło. — Rozumiem, że nie muszę się przedstawiać. Bardzo dziękuję za pomoc. Jeśli byłoby państwo tak mili, i zapewnili mi jeszcze kilka dni noclegu? — Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że już to robiłam, że robię dobrze. Z jakiegoś powodu nie panikowałam, mimo znalezienia się w zupełnie nowej, nieznanej sytuacji. W miejscu, które aż pachnie starością i niezbyt wysokim poziomem rozwoju.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Oczywiście! — Krzyknął Eric, zanim jego rodzice zareagowali. Na szczęście państwo pokiwali głowami, a uzdrowicielka się uśmiechnęła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To był początek mojej przygody. Wędrowałam po wielu krainach bez większego celu, raz rozmyślając o powrocie do domu, raz o byciu bohaterką w tym nieznanym mi jeszcze świecie. Cokolwiek to było. Pozbawienie mnie aparatu z jakiegoś powodu aż tak mnie nie zabolało, mimo że tutaj było tyle pięknych miejsc. Odjechałam na koniu, którego imię jakoś znałam, nucąc coraz bardziej zanikającą w mojej głowie pieśni z „prawdziwego świata”.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jeśli jeszcze istnieje coś takiego, jak prawda.&lt;/div&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2018/05/pioruny-ogien-i-poty.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-1018556596378280826</guid><pubDate>Fri, 04 May 2018 20:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-04T22:57:37.874+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Karta postaci</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Ravenna Czarna</category><title>[KP] Bo jak koniec miałby być szczęśliwy?</title><description>&lt;center&gt;&lt;div style=&quot;width: 502px;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center; text-indent: 0px;&quot;&gt;&lt;img height=&quot;217&quot; src=&quot;https://cdna.artstation.com/p/assets/images/images/004/830/128/large/eve-ventrue-long-ride.jpg?1486576899&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;border-top: 1px solid transparent; font-family: &amp;quot;cinzel decorative&amp;quot;; padding-top: 8px; text-align: center; text-indent: 0px;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 45px;&quot;&gt;RaveNnA czarnA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;georgia&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 11px; letter-spacing: 3px; text-transform: uppercase;&quot;&gt;ćma północy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;georgia&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 11px; letter-spacing: 3px; text-transform: uppercase;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;center&gt;&lt;div class=&quot;ramka-inf&quot;&gt;&lt;b&gt;Ostatnia dziedziczka Van Toru&lt;/b&gt;&amp;nbsp;— była&amp;nbsp;doradczyni króla — wychowanka Mirandy Ferzońskiej — urodzona w IM113 — zdrajczyni&lt;/div&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mówią, że urodziła się na początku Drugiego Milenium, jeszcze za panowania pierwszego z twego rodu, panie. Wiemy, że jej matka pochodziła z zapomnianej linii władców gdzieś z dalekiej północy, jakie było jej imię i dlaczego zatrzymała się w Aryntii jednak nigdy się nie dowiemy. Zamieszkała na wsi, którą porasta dziś las, a po murach i ludziach ją zamieszkujących pozostały tylko ruiny i kości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żyła przez lata na wschodzie, nieopodal Zimnicy, służąc pomniejszym panom i kryjąc się w cieniu, aż wreszcie twój ojciec ulitował się nad nią i spostrzegłszy jej oddanie i lojalność, posłał ją do Akavellu samemu królowi jako podarunek, prosząc jednocześnie o zaopiekowanie się dziewczyną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt nie wiedział, że nasz król chciał, by stała się twoją małżonką. Nikt nawet nie przypuszczał, że kiedykolwiek wróci do Aryntii, szczególnie po tym, jak pokochała zachodnie ziemie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez tak długi czas udzielała ci rad, chroniła cię przez wrogiem i zdradą, a odchodząc w tak niespodziewanym momencie, chciała czegoś z pewnością uniknąć. I choć list, który nam pozostawiła, miał rozwiać wszelkie wątpliwości, do dziś nie wiedzieliśmy, czy jeszcze ją ujrzymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponoć nadjechała z południa, a widziano ją już w Castelli. Czy mam wydać rozkaz aresztowania Ravenny Czarnej, panie?&lt;/div&gt;&lt;hr /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Wracam&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Artwork 1:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Artwork 2:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;760&quot; data-original-width=&quot;501&quot; src=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-invYsQL9F4s/Wc60q0mEV5I/AAAAAAAAAVc/6Qrsfgjhr-UaFh946gSRy3XZF7j1BrS9ACLcBGAs/s1600/dawniej.png&quot; /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/center&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2018/05/kp-bo-jak-koniec-miaby-byc-szczesliwy.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://1.bp.blogspot.com/-invYsQL9F4s/Wc60q0mEV5I/AAAAAAAAAVc/6Qrsfgjhr-UaFh946gSRy3XZF7j1BrS9ACLcBGAs/s72-c/dawniej.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-2021872814328521944</guid><pubDate>Mon, 01 Jan 2018 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-03T12:10:57.553+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Cykle</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Gra Umysłów</category><title>Cykle: Gra umysłów. Życie wymazane</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://s5.postimg.cc/vazbks7dz/image.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;400&quot; data-original-width=&quot;600&quot; src=&quot;https://s5.postimg.cc/vazbks7dz/image.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Słońce już za chwilę miało się wydostać znad zielonkawej toni morza otaczającego półwysep. Obce miasto, miasto spokoju i miasto szczęścia. Miasto ludzi, ludzi wolnych i ludzi szczęśliwych. Miasto tiglavvskie, miasto północy. Miasto spokojne, miasto moje, miasto nieswoje, miasto obce.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Czarna mewa przemknęła nad wzburzonymi falami, lawirując pomiędzy masami wody. Przez chwilę wydawała się lecieć niczym maszyna; unikała przeszkód precyzyjnie, patrząc tylko przed siebie. Ale nagle ożywiła się, wzbijając się do góry, wyżej i wyżej... Wreszcie rozpostarła skrzydła, szybując ku Bohrii. Sięgnąłem jej umysłu, twardo trzymając się z dala od centrum myśli. Nie chciałem jej przecież skrzywdzić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Proste, ale silne odczucia niemal zmusiły mnie do oparcia się o parapet. Nie miała żadnych zmartwień, czuła tylko wolność i szczęście, o wiele większe, niż odczuwają je ludzie. Każdą cząstką pochłaniała zapach morza, czuła ciepły wiatr, promienie wschodzącego słońca. Ciepło rozpierało jej serce, zdawało się, że nic piękniejszego dla niej nie istnieje. Szybowała, smakując bezgranicznej wolności, wolności darowanej od bogów. Zbliżyłem się i delikatnie musnąłem jej wspomnienia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Pamiętała każdy kierunek, znała drogę do gniazda, smak świeżego pokarmu, dachy miast. Patrząc jej oczyma, widziałem Astrum takim, jakim było na prawdę. Nieobjęta przestrzeń, ludzkie osady, miasta. Leciałem beztrosko, szybując wraz z wiatrem na południe. Nagle znany widok wstrząsnął mym ciałem, ptak czuł, że wraca do domu. Znał te drzewa, znał złociste dachy, znał sylwetki stojące na łodziach elfów. Znał Mystlę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Wycofałem się z jego beztroskiego umysłu i zrozumiałem, że się spóźniam. Na grę mojego życia, coś, czego oczekiwałem od zawsze. Od urodzenia widziałem siebie przekraczającego próg, by zmierzyć się z przeciwnikiem potęgą umysłu, najdoskonalszego tworu istot żywych. Nie panikowałem, wręcz byłem spokojny jak nigdy. Kolejna gra, gra życia. Gra Umysłów, szepnąłem, wchodząc do ośmiokątnej wieży.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Paznokieć pozostawił po sobie jasny ślad na oparciu twardego krzesła. Podczas ostatniej gry siedziałam na miękkim fotelu, teraz fotel był zastąpiony przez stary, odrapany rupieć. Wyszli? Spojrzałam za siebie, zaciskając dłoń. Na widok pająka podciągającego się do góry po cienkiej nici., chciało mi się wymiotować. Zmora północy, te pająki. Zmrużyłam oczy, sięgając do pajęczego umysłu, który był jak kropla wody w porównaniu z moim; wielkim i żywym oceanem. Zgasiłam kulę światła otoczoną przez ciemność, Pająk upadł na zimną posadzkę, drgając spazmatycznie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Oczekiwanie tylko wzmacniało mój głód walki. A przecież to tylko chwila, zanim poczuję jego obecność. Albo jej. Chciałam wejść do szarego pokoju i zobaczyć przeciwnika, gdy będzie się bronił, uciekając przed moim atakiem. Nie wiedziałam, kto siedzi w sąsiedniej wieży, a blokada na ścianach nie pozwoliła mi przejąć kontroli nad nawet najmniejszym stworzeniem. Czekałam, wbijając wzrok w zamknięte okno na jednej z ośmiu ścian. Poryw wiatru poruszył jakimś cudem kurz na podłodze, okiennice zaskrzypiały. Przechyliłam głowę na bok, a wtedy świeca naprzeciwko zapłonęła zielonym płomieniem. Uśmiechnęłam się, biorąc głęboki wdech. Czas zacząć zabawę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Zamykając oczy, już widziałam drzwi. Moja myśl przybrała postać czarnego motyla, który przenika przez materię. Pofrunęłam do przodu, przechodząc przez mur. Instynkt podpowiadał mi, że zaraz ujrzę ciemną salę...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Wpadłam do przestrzeni przepełnionej jasnością. Wszystkie prawa fizyki zawiodły, moje skrzydła już się nie poruszały. Nie czułam niczyjej obecności. Było tak... pusto. Jak gdyby w drugiej wieży nikt nie siedział, Czy to jakiś test, test moich umiejętności? Sprawdzian wytrwałości? Chciałam się wrócić, a wtedy zrozumiałam swój błąd.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Jego umysł był wszechobecny.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dała się nabrać jak dziecko, którym zresztą była. Z pogardą wyobraziłem sobie rudą dziewczynę, ze złości zagryzającą wargę. Jej niepokój, jej agresja, jej chaos dawały o sobie znać, gdy tylko gra się zaczęła. Nawet nie zauważyła, gdy przejąłem kontrolę nad otoczeniem, osłaniając ją materią, która spowolniła ruchy. Taka w rzeczywistości nie istnieje, ale w naszym umyśle byliśmy władcami świata.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Tkwiła tam przez chwilę, a jej niepokój wzrastał. Szarpała się jak schwytana w sieć pająka. Czułem, gdy udawana pewność siebie bije fałszywością i oszustwem. Skryła się za maską, lecz tutaj nie da się ukryć siebie. W grze umysłów jesteś sobą, a żadna sztuczka nie zmieni tego, kim jesteś. Nigdy nie uciekniesz przed rzeczywistością. Westchnąłem, ignorując jej starania. Wyobraziłem sobie jasny płomień, powolnie zbliżający się do skrzydeł czarnego motyla. Spanikowała, a wtedy popełniła kolejny błąd. Odsłoniła bariery wokół swojego umysłu. Wśliznąłem się do środka, ale to było zbyt proste. Wpadłem w pułapkę, a dokładniej mówiąc — w labirynt, którego była architektem i panią.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Pozwoliłem, by płomień zgasł i pojawiłem się w wysokim korytarzu w prawdziwej postaci. Laska leżąca tuż obok żarzyła się czerwonym światłem, a gdy ją uniosłem, zmieniła się w węża. Odrzuciłem zwierze przed siebie, natychmiast stosując zaklęcie, Gad rozsypał się w szklane kuleczki, staczające się w lewo. Czyżby błąd? Podążyłem za nimi, nie oglądając się za siebie. Tworzenie iluzji za plecami to był klasyczny chwyt, który miał zdezorientować i przestraszyć przeciwnika. Zamiast tego popchnąłem gładką ścianę w bok, odsłaniając właściwe przejście. Zapisałem na powierzchni znak chroniący je przed zamknięciem. Nie wiedziałem wtedy, że będzie działać aż tak chaotycznie i wolałem zapewnić sobie drogę powrotną.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Nagle wszystko straciło kształt, obraz rozlał się, tworząc nowy korytarz. Nim wszystko się uspokoiło, zdążyłem musnąć jej obecność, chciałem odgadnąć plany. Ale czarodziejka nic nie planowała. Była chaosem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Wyprowadziłam go z równowagi? — zapytałam samą siebie, patrząc na labirynt z góry. Przeciwnik był małą postacią w gąszczu korytarzy, zakrętów i pułapek, których układ zmieniałam, gdy tylko zrobił najmniejszy krok. Ścianki przeskakiwały jak mechanizm w zegarze, podłoga zapadała się pod stopami. Dzielnie wspinał się po ścianach; gdy zmniejszałam grawitację, zwinnie odpychał się prostymi czarami do przodu. Jak meduza, unosił się w górę i obracał, szukając przejścia. Patrzyłam z zaciekawieniem, jak walczy z pułapką i wreszcie wyłącza mechanizm. Jego szaty w spowolnionym tempie podążały za nim, płaszcz ciągnął się jak suknia. Otworzyłam usta, by wreszcie doń przemówić, a wtedy wszystko się zatrzymało.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Ściany modelu labiryntu rozpadły się jak puszek dmuchawca, szybując w bok. Postać maga obróciła się w pył, który zebrał się w kulę wprost przede mną, wirując i błyszcząc. Zbliżyłam palce do bryły, widząc jak materia odsuwa się od mojego dotyku.Zamachnęłam się, lecz kula jakby utkwiła w przestrzeni, twarda i perfekcyjnie gładka. Chciałam ją złapać; objąwszy ją obiema rękami szarpnęłam, ale nic się nie stało. Rusz się! — wydałam polecenie w myślach, kreśląc szybki znak. Mój ruch odbił się w szklanej powierzchni, własne oczy wbiły we mnie spojrzenie. Rusz się! — ponowiłam czar, bez skutku. Obecność maga zniknęła, tak jakby wycofał się z mojego umysłu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Ostatni raz zaatakowałam kulę, mając nadzieję, że to w niej ukrywa się przeciwnik. Z końca palców wystrzeliła krzywa błyskawica, kłując przedmiot. Ładunek odbił się i zanim się zasłoniłam, własne wyładowanie porządnie mnie szturchnęło.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Przestań tchórzyć! — wyrwało mi się, gdy włosy na głowie podniosły się do góry, twarz mrowiła. Wtem kula zniknęła, nic nowego się nie pojawiło. Obejrzałam się wokół, a świat poruszył się pod stopami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Teraz to ja znajdowałam się w sali bez sufitu, stojąc twarzą w twarz z młodym elfem, który gestem odepchnął mnie w tył.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Wszystko poszło gładko, łatwo &amp;nbsp;i bez problemów. Wreszcie staliśmy twarzą w twarz, patrząc na siebie wzajemnie. Była zdziwiona na mój widok tak jak ja, widząc nieopisane podobieństwo, Prawie jakby była siostrą bliźniaczką, śmiałe spojrzenie podobne do spojrzenia matki, lekko zadarty nosek, kanciaste rysy twarzy, trójkątny podbródek. I niebieskie oczy, patrzące zza jasnych kosmyków.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Popchnąłem ją do tyłu jednym krótkim zaklęciem, składając prosty znak Canigeo. Nie zdążyła się osłonić i uderzyła plecami o nieistniejące podłoże na naszej arenie. Wyprostowałem się, unosząc głowę wyżej i tak jak nas uczono, podniosłem obie ręce, tworząc przepływ Energii. Dłonie same się poruszały w tył i przód, czekałem aż elfka się podniesie. Z czerwoną twarzą od złości gwałtownie zaczesała przeszkadzające włosy do tyłu i z totalnym brakiem stylu zamachnęła się, dziabiąc mnie silnym uderzeniem. Tarczę rozłożyłem w ostatnim momencie, czując, jak pocisk rozpływa się po niemal przeźroczystej powierzchni i umyka do podłoża. Zamachnęła się jeszcze raz, znów nie trafiając. Z minuty na minutę, osoba elfki zaczęła mnie niepokojąco ciekawić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Plan był ryzykowny, ale mógł się powieść. Przeczekałem grad ataków i uderzyłem myślą w zajęty umysł, pozwalając jej wejść do mojego. Powoli przemykałem się przez niewyraźne obrazy; radość, twarze przyjaciół; nauczyciele z Uniwersytetu, ludzie na ulicy, odbicie w lustrze, pusty talerz, piękna suknia zachód słońca upadłe liście zimno deszcz zło ść ci e &amp;nbsp;rp i e ni e &amp;nbsp; &amp;nbsp; smu &amp;nbsp; tek &amp;nbsp; &amp;nbsp;ż al &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;s tr &amp;nbsp; &amp;nbsp;a &amp;nbsp; &amp;nbsp; ch &amp;nbsp; &amp;nbsp;bó &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; l . &amp;nbsp; . &amp;nbsp; &amp;nbsp;.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Wbiegłam umysłem do jego głowy tak szybko, jak tylko potrafiłam. Zajęty blokowaniem ataków, zapomniał o zabezpieczeniu wszystkich luk, które wręcz zachęcały, aby poszperać w żywych wspomnieniach zamkniętych w pomieszczeniach i dowiedzieć się czegoś ciekawego o elfie, który sprawiał odczucie niewyjaśnionej i niezwykłej bliskości. Jakbym znała go od zawsze, mieszkałam i z nim żyłam, nie potrafiłam określić dziwnego odczucia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Jego pamięć nie przypominała innych, w których miałam okazję grzebać. Stałam na środku długiego korytarza, którego dłuższa część ciągnęła się po lewej. Z drugiej strony co chwilę pojawiały się elementy ściany, budując najświeższe wspomnienia. Z małych kwadracików materializowała się szara powierzchnia, na niej niewielkie obrazy w drewnianych ramach, wiszące równo obok siebie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Przeszłam do przeszłości, patrząc na różne sceny z jego życia. Niektóre z obrazów były przysłonięte czarnym aksamitem zamienionym w kamień. Nie zdołałam go nawet poruszyć. Widocznie niektóre z nich były dobrze zabezpieczone przed odczytaniem przez intruza.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Obrazy były przeróżne. jedne przedstawiały twarze obcych mi ludzi, inne otwarte ksiąg i widoki za oknem. Uspokoiłam się, czując jego rezygnację, ale potem uświadomiłam sobie, że wpuścił mnie tutaj z własnej woli, pokazując, co uważał za słuszne. Wiedziałam, że pilnuje mnie, stojąc gdzieś z tyłu, obserwując moje zachowanie. Nie potrafiłam zrozumieć jego motywów. Dotknęłam opuszkami palców każdego obrazu, przenosząc się razem z nim do przeszłości, patrząc jego oczyma na rozgrywające się na scenie wydarzenia z jego życia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dźwięk jego imienia wywołał u mnie dziwne emocje; cały impuls przeszedł przeze mnie, gdy ktoś wypowiedział tak zwykłe, elfie imię. &lt;b&gt;Allastir. Allastir Shadithas.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Po chwili i ja zrozumiałem, że łączyła nas kiedyś swoista więź krwi. Więź, której nie da się oszukać, czy zaawansowaną magią, czy ludzką ręką. Takie przywiązanie, wrażenie, że znasz kogoś od dawna, choć nie pamiętasz waszego spotkania czy tej twarzy, zarazem znanej i obcej. Zmaterializowałem się obok elfki wpatrującej się w jeden z urywków mojego życia. Żywe wspomnienia zahipnotyzowały ją jak dziecko, które nie jest jeszcze w stanie oprzeć się działaniu magii. Tak, używanie na nich różnych iluzji było kiedyś zabawne. Szybko machnąłem dłonią przed kamienną twarzą w nadziei, że może się przebudzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Studiujemy magię tak długo po to, żeby nie móc nawet oprzeć się wspomnieniom? — szepnąłem półgłosem, dotykając elfkę delikatnie w jasne ramię, oczywiście posyłając jej przy okazji małe wyładowanie. Podskoczyła, szybko odsuwając się w tył. Uniosła brwi, wyraźnie zdziwiona moją osobą. Albo raczej ciekawa, jak to też wyglądam w rzeczywistości. Cała wrogość, cała zawiść i cały gniew wyparowały w tej samej chwili, gdy nasze spojrzenia się spotkały.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Zastygłam na widok tej samej osoby, którą widywałam w snach. Każdego dnia, gdy kładłam głowę na poduszce, raz satynowej, raz lnianej, raz kamiennej; śniłam o dniach, które męski głos nazywał dawnymi dniami, zapomnianymi nawet przez niego. Widziałam sceny z dzieciństwa, które było mi obce, ale musiało do mnie należeć. I głos, przemawiający do mnie zawsze łagodnie i przyjaźnie. Dziecięce rymowanki, wierszyki, gry i zabawy, a wszystko było takie znane.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Szukasz ty, szukam ja, zagmatwana ścieżka ta!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Szukam ja, szukasz ty, otrzyj swoje śmieszne łzy!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Każdego dnia, gdy kładłam głowę na poduszce, raz satynowej, raz lnianej, raz kamiennej; żyłam zawsze inaczej, kierowałam dziewczynką, która była mną, dawno temu gdy jeszcze pamiętałam dom. Gdzie jest mój dom, gdzie jest rodzina, gdzie są rodzice?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Szukasz ty, szukam ja, zagmatwana ścieżka ta!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Szukam ja, szukasz ty, otrzyj swoje śmieszne łzy!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Nie chciałam duplikować Gry, wejście do umysłu, znajdując się już w jednym raczej nie było zbyt rozsądnym czynem. Zaufałam mu, pochylając głowę, patrząc ukradkiem na jego reakcję. Odwzajemnił ukłon, podnosząc palec do swoich bladych ust.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Podałem jej dłoń, bo już wiedziałem kim jest ona i kim jestem ja. Milczenie, gdy powinno się przemawiać było takie normalne dla magów, szczególnie znawców psyche, którzy mieli w sobie dar porozumiewania się nawet bez połączeń. Może i nie klasyfikuje się to jako umiejętność, ale gdy znasz już duszę i umysł istoty od każdej strony, nie potrzebujesz słów, by zrozumieć. A ci, którzy wydają osądy, nie poznając choćby części psyche, zawsze się mylą — głosił któryś z wielkich filozofów. Wymieniliśmy znacząco spojrzenia, cała chęć rywalizacji jakby nagle odeszła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zgodnie, bez słów skierowaliśmy się w najciemniejszym kierunku — w przeszłość. Ominąłem znane obrazy teraźniejszości, wspomnienia sprzed kilku dni, tygodni, miesięcy... wszystko było zapisane, nawet nie byłem tego świadomy. Wyimaginowany korytarz stawał się coraz bardziej mroczny, posadzka popękała wzdłuż i wszerz, odpryski na ścianach musiały symbolizować zapomnienie. Rzeczywiście, dawno już nie myślałem o swoim dzieciństwie. Dlaczego? Przecież to najpiękniejszy ponoć okres w życiu człowieka. Idąc tym tropem szybko pojąłem, dlaczego.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Ja nie pamiętałem swojego dzieciństwa.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Zawsze myślałam, że przeszłość to szare obrazy, które gdzieś tam zalegają w tyle naszego umysłu. Niby są, ale jakieś takie martwe i nieżywe. Przeszłość jest jednak o wiele bardziej żywa, niż można sobie wyobrazić. Rozdarte płótna, podpalone malowidła, oblane farbą obrazy nie były jego dziełem, dziełem jego umysłu. To była interwencja z zewnątrz, tak amatorska i chaotyczna, że mogła doprowadzić do śmierci dziecka, którym był wtedy Allastir. Dlaczego ktoś mógłby o zrobić? - zapytałam go, nie wysilając się na otwarcie ust. Wzruszył ramionami, wciąż spokojny, ale widocznie wzruszony. Nigdy nie był w tak odległej przeszłości, to pewne.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Korytarz pociemniał, wciąż nie pojawiły się żadne wspomnienia. Kompletną ciszę przerywało tylko skrzypienie szkła pod naszymi stopami. Zniszczenie, pustka, pustka i pustka. Życie wymazane siłą, życie zapomniane, życie utracone &amp;nbsp;- zacytował Raevena z Saeniru.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nie przeszliśmy nawet do najstarszych wspomnień, gdy wszystko się gwałtownie zatrzęsło, a podłoga poczęła wibrować, pisk metalu doprowadzał do szaleństwa nasze uszy. Zawróciliśmy, niemal łamiąc karki i zasłaniając uszy drżącymi rękoma. Mieliśmy wrażenie, że zaraz po walącym się korytarzu poniesie się niski i basowy głos mistrzów, którzy nadzorowali grę. Nie, głos był piskliwy i przerywający się, jakby przemawiał do nas rasowy osioł.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— &lt;b&gt;Zamknij się!&lt;/b&gt; — krzyknął Allastir, posłusznie jednak zamykając Grę. Jak z tego wybrniemy? Spojrzałam na elfa, tracąc cały animusz i odwagę. Wreszcie złamaliśmy zasady Gry.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Przestrzeń wokół nas składała się w kształty, wzajemnie się pochłaniające i znikające w pustce. Nasza arena składała się w pojedynczą myśl. &lt;i&gt;Koniec projekcji, młoda&lt;/i&gt; — wyjaśniłem elfce, patrząc, jak widziany obraz zakrzywia się i rozmazuje, by zniknąć, dać koniec bezowocnej i jałowej rozgrywce. Pokiwała głową i sama rozpadła się w pył. Jak postąpi, widząc gniew w oczach wykładowców, obserwujących naszą Grę? Co zrobi z wiedzą, którą posiadła? Mogła ukrywać prawdę, ale nie zrozumiała niczego z tego, co zobaczyła. Mi wystarczyło tylko spojrzenie w przeszłość, aby uzmysłowić sobie, co zaszło w mojej przeszłości. Gdy byłem dzieckiem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Ktoś chciał, abym zapomniał o swojej rodzinie, wcześniej tak nieistotnej jak to, ilu żebraków zginie z zimna tej nocy. Abym nigdy nie pomyślał o swoim domu, o miłości, którą kiedyś mnie otoczono. Ktoś chciał, bym nie poznał swoich przodków i historii.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Gdy tylko poczułem podłoże pod stopami i obecność mistrza z Uniwersytetu, przeniosłem się daleko, gdzie nikt nie mógł zakłócić moich rozważań. Pozostawiłem Shottigal wskazówkę, zagadkę, która miała ją do mnie doprowadzić. Spojrzałem na chmury, szargane przez ostre szczyty Gór Poszumistych, nieruchome na tle gwieździstego nieba.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Co i kto nie było już ważne. Ważne było dlaczego. Dlaczego zrobiono to zwykłemu elfowi, który może i ma jakieś umiejętności, ale wtedy był zwykłym bachorem, któremu zachciało się uciec z Yahellianu? Dlaczego ktoś pozbawił go pamięci? Czy przeżył coś traumatycznego, widział coś, czego zobaczyć nie powinien? Dlaczego potrafię powiedzieć, gdzie on właśnie stoi, skoro nie jestem ani telepatką, ani dyspatką? Obecność przeciwnika, a właściwie Allastira, była dla mnie teraz tak samo wyczuwalna jak nadchodząca burza. Wiedziałam, z której strony nadchodzi i jak wygląda, widziałam, że gdy zagrzmi okropnie, z nieba poleje się mglistymi strugami rześki deszcz. Burza była blisko... Gdy wreszcie wzrok powrócił, zobaczyłam przekrzywiający się świat i szarą posadzkę wieży tuż koło policzka. Zimno mi — powiedziałam sama do siebie, a może tylko pomyślałam, bo z gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Zimno mi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Burza była blisko... przyspieszyła, uderzenie, huk, czułam zakrzywienie sfery magicznej i gdy już chciałam podnieść się&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;zniknęła&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Świat przed moimi oczami pociemniał, było tak ciepło i przyjemnie, jakby ktoś owinął mnie puszystym pledem, podał kufel grzańca i zanucił pieśń z Yahellianu, o Pani o Perłowych Włosach, Wielkiej Sílriel, która miała nas poprowadzić do nowego świata, gdy cała nasza rasa zostanie zapomniana... Tylko mglista wizja jakiegoś masywu na chwilę pojawiła się w moim umyśle, wraz z znajomą myślą i słowem, które odbiło się jak echo, nim wszystko zniknęło.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Zimno mi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;hr /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Autorzy: Infrea van Toyrin | Ethan Carter&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Postacie:&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://tiglavve.blogspot.com/2017/05/gra-umysow-shottigal-tangrauth.html?zx=c47b07b047da720b&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Shottigal Tangrauth&lt;/a&gt; | &lt;a href=&quot;https://tiglavve.blogspot.com/2017/05/gra-umysow-allastir.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Allastir Shadithas&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;27 maja - 26 czerwca A.D. 2017&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2017/12/gra-umysow-zycie-wymazane.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea van Toyrin)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-2955796129826879409</guid><pubDate>Mon, 01 Jan 2018 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-03T12:10:50.380+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Cykle</category><title>Cykle: Nie ma lekarstwa na pioruny</title><description>&lt;div style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); color: #8b7b65; font-family: Spectral; font-size: 12px !important; font-weight: 100; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://s5.postimg.cc/3mcodehuf/nlnp.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;400&quot; data-original-width=&quot;600&quot; src=&quot;https://s5.postimg.cc/3mcodehuf/nlnp.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;PÓŹNIEJ CZUŁAM TYLKO RADOŚĆ. A WIDZIAŁAM CIEMNOŚĆ&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Jak zwykle, po kilku wykonanych zleceniach powróciłam do domu. Kilka portretów, kilka zdjęć natury, które wrzucę na deviantarta po obróbce, jeśli będzie konieczna. Wzdychając rozwiązałam spięte gumką włosy. Czułam zmęczenie, ale i zadowolenie na tyle, że mogłabym zrobić jeszcze więcej zdjęć. Machnęłam kilka razy rękami by „strzepnąć” spięcie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zawiesiłam klucz do domu na haczyku, na którym mam zwyczaj go wieszać. Wtedy dostrzegłam błysk. Moja głowa natychmiast skierowała się w tamtą stronę. Moim oczom ukazał się srebrny, intrygujący klucz o dziwnym kształcie. Przy pierwszym spojrzeniu wydawało mi się, że na główce płyną wszystkie rzeki świata, układające się w symetryczną całość. Przy drugim spojrzeniu uznałam, że to jest coś co muszę sfotografować. Wzięłam aparat i zrobiłam próbne zdjęcie, by sprawdzić, czy urządzenie ma odpowiednie ustawienia. Gdy wszystko już do siebie dopasowałam, postanowiłam zabrać się do roboty, nie myśląc nawet, skąd wziął się tu ten klucz. Zrobiłam zdjęcie, jednak nie odpowiadała mi sceneria innych, mniej dostojnych kluczy. Sięgnęłam po ten interesujący przedmiot.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Usłyszałam krzyk. Poczułam się tak, jakby ktoś poraził mnie prądem. Jakby cała energia krążyła w moim ciele. Później widziałam tylko błyski, nasilające się co kilka sekund. Później nastało zimno. Dotarł do mnie mój własny, zmęczony i nierówny oddech, przerywany co kilka sekund jękami bólu. Ostatnią rzeczą, którą zanotowałam, było to, że znajduję się na wzgórzu, z którego miarowo odchodzi deszcz. Później czułam tylko radość. A widziałam ciemność.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;„Yrenn… Tak masz na imię” — usłyszałam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Pani Yrenn! — Głos dzieciaka wyrwał mnie ze snu. Leżałam na materacu, przykryta kującą kołdrą. Rozglądając się ujrzałam, że jestem w drewnianej chacie, z kilkoma dziurami w ścianie i na dachu. Zauważyłam stół z czterema krzesłami. Na dwóch z nich siedziało młode małżeństwo, jak udało mi się wywnioskować, a z trzeciego podnosił się mały chłopiec, na oko dziesięcioletni, o czarnych włosach i pogodnej minie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Pani Yrenn! Jak dobrze, że pani wstała! Muszę pani bardzo podziękować… Nie! Wszyscy musimy pani podziękować! — W tym momencie podekscytowany chłopak przestał swój wywód. Usłyszałam skrzypienie drzwi, a do pokoju weszła starsza kobieta o wielu zmarszczkach i siwych włosach. Ubrana była w luźną, prawie białą suknię. Mimo tego, sprawiała wrażenie miłej osoby — głównie ze względu na jej szczery uśmiech.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Eric… Jasna Pani potrzebuje jeszcze odpoczynku. Dopiero wstała po użyciu potężnego zaklęcia. Nie można jej teraz zamęczać twoimi opowieściami. — Chłopak posmutniał, a kobieta podeszła do mnie. — Vyrenne, magini uzdrawiania. Użyłaś czaru, by przepędzić burzę z naszej wioski. Pamiętasz to?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dzięki jej słowom ujrzałam scenerię. Mimo że nie opisała tego zdarzenia, widziałam w głowie, jak wyciągam spiętą dłoń w stronę chmur i zaciskam pięść. Następnie przypomniały mi się podobne sytuacje — wszystkie wioski, które uratowałam przed suszą, burzą, wichurą. Wszystkie statki, którymi żeglowałam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Oczywiście. — powiedziałam tonem nadzwyczaj pewnym siebie, co mnie dość zdziwiło. — Rozumiem, że nie muszę się przedstawiać. Bardzo dziękuję za pomoc. Jeśli byłoby państwo tak mili, i zapewnili mi jeszcze kilka dni noclegu? — Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że już to robiłam, że robię dobrze. Z jakiegoś powodu nie panikowałam, mimo znalezienia się w zupełnie nowej, nieznanej sytuacji. W miejscu, które aż pachnie starością i niezbyt wysokim poziomem rozwoju.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Oczywiście! — Krzyknął Eric, zanim jego rodzice zareagowali. Na szczęście państwo pokiwali głowami, a uzdrowicielka się uśmiechnęła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To był początek mojej przygody. Wędrowałam po wielu krainach bez większego celu, raz rozmyślając o powrocie do domu, raz o byciu bohaterką w tym nieznanym mi jeszcze świecie. Cokolwiek to było. Pozbawienie mnie aparatu z jakiegoś powodu aż tak mnie nie zabolało, mimo że tutaj było tyle pięknych miejsc. Odjechałam na koniu, którego imię jakoś znałam, nucąc coraz bardziej zanikającą w mojej głowie pieśni z „prawdziwego świata”.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jeśli jeszcze istnieje coś takiego, jak prawda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;DESZCZ, PIORUNY I ZIMNO&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Deszcz. Deszcz, deszcz i deszcz! Jakby na świecie nie mogło być nic innego! Deszcz, jasna cholera — pomyślała Tajga, przeskakując nad kałużami i małymi strumykami, narodzonymi przez ulewę. Padało już piąty dzień, dokładnie odkąd grupa przekroczyła granicę Tiglavve. Piąty dzień marzli i przemakali na wskroś, żeby dotrzeć do Starowierchu. Zamiast szybkiej podróży do miasta, powoli brnęli przez zabłocone tiglavvskie drogi i zatrzymywali się w nielicznych gospodach, grzejąc przy piwie. Ja wiem, że moje uczucie do tego słowiańskiego kraju zostało właśnie należycie odwzajemnione. Nienawidzę Tiglavve razem z jego zasraną pogodą i tiglavvczykami. Ale jeszcze tylko kilka tygodni i wyjadę do Svatopola — warknęła do siebie Niemka, wyskakując z niezauważonej przedtem kałuży. Zimna woda dostała się do niewygodnego buta, drażniąc ciepłą stopę. Kobieta miała nadzieję, że w Tiglavve nie będzie zmuszona pozostać dłużej, niż trzeba.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Deszcz bił we wszystko, dziurawiąc podmokłe drogi i przenikając przez nawoskowane płaszcze. Od dawna ludzie nie widzieli tak intensywnej i długiej ulewy, która dała się we znaki dosłownie wszystkim. Rzeki wezbrały jak na zawołanie, kapłani nie wiedzieli, czy błagać o przebaczenie Peruna, Aumira czy Jeremira. Modlić się o słońce czy przegnanie chmur? Inni oskarżali Janę o deszcze, twierdząc, że bogini przechodzi jeszcze przebudzenie po Wierzbicy, a ludzie ją zdenerwowali przez zimę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Tak czy siak, Tajga miała całe te przesądy gdzieś. Jeśli bogowie nawet istnieją, to mają nas wszystkich w dupie — podsumowała ostatnio.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Bez względu, czy błagałaby kozę, czy swój but, deszcz padałby i padał. Obserwując pusty trakt prowadzący na wschód do Starowierchu, grupa najemników chciała już tylko dotrzeć do pierwszej lepszej gospody przydrożnej, żeby osuszyć buty i płaszcze; zjeść coś i się ogrzać. Ale wybrali inną, okrężną drogę, tak dla pewności, że nie zastaną teraz nikogo niepożądanego.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przedzierali się przez ciężki deszcz, otoczeni iglastym lasem, którego nazwy nie znali. Drzewa zdawały się ożywać, ich barwy nabierały na jaskrawości, a z gałęzi kapały zimne krople. Niebo ciemniało — bądź co bądź, nadchodził już wieczór. Dwa razy musieli zmienić pierwotny kierunek, bo jakaś kapryśna rzeka powaliła jedyny most w okolicy; za drugim razem chcieli ominąć grupę obcych z Perseuum tak jak oni przedzierających się przez ulewę leśną drogą.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Aż wreszcie tuż przed zapadnięciem zmroku deszcz nagle ustał. Wieczorna mgła szybko rozproszyła się pomiędzy drzewami, lecz grupa opuszczała już leśną drogę, by wrócić na trakt do Starowierchu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nikt z najemników nie spodziewał się zobaczyć w gospodzie dwóch opasłych możnych ze swoimi ludźmi, którzy przekrzykiwali się i rzucali obelgami. Sądząc po kuflach leżących na ziemi i rozlanym piwie, kłótnia trwała już jakiś czas. Rudowłosy grubas w zielonym kubraku zaciskał pięść przed brodatym ziemianinem. Stojący wokół chłopi tylko powtarzali słowa rzucane przez swoich panów i pluli na siebie wzajemnie. Za chwilę spokojna karczma na uboczu miała zmienić się w miejsce sporu sąsiednich wiosek. Tajga porozumiewawczo kiwnęła głową na gospodarza próbującego uspokoić obie strony. Prócz tych paru brudnych chłopów gotowych rzucić się na siebie, pośrodku stała też osoba wyjątkowa, która nie pasowała do motłochu, usiłująca zażegnać konflikt.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Tajga szybko zmierzyła wzrokiem kobietę, która niezaprzeczalnie była czarodziejką. Przez chwilę podziwiała jej urodę, ale szybko przypomniała sobie, co miała zrobić. I nie musiała się długo zastanawiać nad tożsamością kobiety o czerwonych oczach i jasnych włosach z ciemnymi pasemkami, przypominającymi pioruny. Choć na świecie było wiele czarodziejek specjalizujących się we władaniu piorunami, ta była znana jej aż za dobrze. Jasna Pani, boski Piorun Tiglavve —mruknęła do siebie. Przeklęta czarodziejka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdy w Tajdze budziła się nienawiść, możni wzięli się za mordy — dosłownie mówiąc — i poczęli się tłuc na pięści, dodając do tego kawałki strzaskanej właśnie ławy i niegroźne laski. Lider najemników już porozumiał się z gospodarzem i wydał niemy rozkaz reszcie. Tajga zacisnęła dłoń na rękojeści miecza, ale nie wyjęła broni. Prawo świętym na obcej ziemi — powtórzyła sobie w myślach, ruszając, by obezwładnić pierwszego chłopa, który kopał leżącego na ziemi wrogiego zwolennika rudego grubasa. Widocznie nie chodziło tylko o krowę albo o miedzę, pomyślała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie minęła chwila, a najemnicy rozdzielili pospólstwo, a chłopów powstrzymali przed dalszym dewastowaniem karczmy. Wreszcie Tajga zabrała głos:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Głupcy! Nie znacie tiglavvskiego prawa? Zakazane jest rozsądzać spory w przydrożnych karczmach! — warknęła do starego wieśniaka, który właśnie zamierzał napluć jej w twarz. Przez chwilę chciała powiedzieć coś jeszcze, ale głos utkwił jej w gardle, gdy usłyszała grom, uderzający gdzieś nieopodal.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Lider zauważył jej reakcję i dokończył za nią. Tajga nie słyszała już jego słów, wpatrzona w czarodziejkę stojącą z boku. Czy piorun był wywołany przez nią? Zamknęła się przed dźwiękami; widziała tylko brodatego pana grożącemu liderowi, gdy ten siłą wyrzucił go na zewnątrz. Widziała ulgę gospodarza, zdziwienie czarodziejki. Stała w miejscu jak słup soli a czas mijał, grupa zasiadła do ocalałego cudem stołu. Odpuściła. Wróciła do rzeczywistości. Dosiadła się, łyknęła piwa i ugryzła kilka kawałków żylastego mięsa przyprawionego ziołami z Veriany.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdy zjedli posiłek, lider rozkazał jej wymusić zapłatę za rozgromienie chłopów. Tajga posłusznie podeszła do gospodarza, który nie spodziewał się nieugiętej woli najemniczki. Rozmowa toczyła się szybko, pełna warknięć i gróźb ze strony kobiety. Gdy ustępliwy mężczyzna już podał jej odpowiednią kwotę, do całego zajścia wtrąciła się czarodziejka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Nie możecie wymagać od tego człowieka zapłaty za coś, czego nie żądał — powiedziała twardo, wkraczając pomiędzy Tajgę a gospodarza, który odsunął się w tył. Krew w żyłach Tajgi zawrzała natychmiast, bo nienawidziła ona czarodziejek i czarodziei, a źródło tej nienawiści było nieskończone, miało korzenie w przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;POD BRĄZOWYM BYKIEM&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Mimo niezliczonych podróży po Tiglavve, środkowe części kraju nie były mi dobrze znane. Nie spodziewałam się więc, że moje imię było wymawiane nawet tutaj — nie jestem tak rozpoznawalna w tych okolicach, jak na zachodzie, ale najwyższy czas to zmienić. Miasto zaczynało mieć problem z ulewą — niedługo rośliny przestaną rosnąć, ale zanim to się stanie, cały Starowierch pozna moje imię. Najpierw muszę jednak dojechać do środka burzy — podczas jazdy powstrzymywałam deszcz, jednak nic to nie da, jeśli nie wchłonę ulewy w jej zarodku, który wydawał się być blisko Miasta Królów. Na szczęście z każdą chwilą zbliżałam się do celu — ja nie mam problemu z deszczem, nawet lubię gdy zimne, ciężkie krople dotykają mojej odsłoniętej skóry, jednak La Tempa, moja klacz, wydawała się już być zmęczona tą sytuacją. Nic dziwnego, należy się jej odpoczynek po tak długiej podróży.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Czując, że wciąż zbliżamy się do celu, zaczęłam szukać jakiejkolwiek gospody. Już niedługo będę mogła wchłonąć burzę, jednak mój wysiłek mógłby pójść na marne, gdyby nikt nie zobaczył mnie podczas poskramiania żywiołu. Wtedy zauważyłam ledwo widoczny dom. Siekający powietrze deszcz skutecznie zasłaniał widoczność, jednak podchodząc bliżej, ucieszyłam się, gdy budynek okazał być się zajazdem. Była to drewniana, niewysoka gospoda, która swoje czasy świetności miała już za sobą, każdy mógłby zobaczyć, że budowla była przekrzywiona na prawą stronę, przez co wyglądała, jakby miała upaść na przybudówkę, która okazała się być stajnią. Przy wejściu zauważyłam zniszczoną tabliczkę z nazwą — &quot;Pod Brązowym Bykiem&quot;.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Od razu skierowałam się do masztolu. Zeszłam z grzbietu klaczy, by przywiązać Tempę do drewnianej belki. Zdjęłam rozsiodłałam ją, dałam jej marchew i paszę, a następnie pogłaskałam klacz po mokrym grzbiecie. Wyszłam ze stajni, by otworzyć drzwi do gospody.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Moim oczom ukazała się dość liczna grupa ludzi, jednak cała moja uwaga została skierowana na dwójkę prawdopodobnie arystokratów, pomiędzy którymi panowała dość napięta atmosfera. Część ludności już się szykowała na burdę, część wyraźnie chciała uniknąć zamieszania, kierując się do swoich pokoi. Patrząc się na skłóconych przez chwilę przysłuchiwałam się ich rozmowie, by zrozumieć sytuację. Czekając na odpowiedni moment, by włączyć się do dyskusji, udało mi się dowiedzieć, że rudy możny obwiniał brodatego szlachcica o kradzież jego dóbr, a na dodatek sądził, że to właśnie do niego uciekła jego córka. Do wszystkiego dołożył się dość duży dług do spłacenia. Pewnie jeszcze kilka kufli piwa miało znaczenie w tej sprawie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— I jeszcze ta burza! — wykrzyknął rozwścieczony rudzielec. — Jestem pewien, że masz coś z tym wspólnego! Gadaj, czym zawiniłeś u Peruna, że tak pokarało cały Starowierch?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Ulewa rzeczywiście nie wygląda zachęcająco. — Powiedziałam to na tyle głośno, by każdy w gospodzie mnie usłyszał. Poczułam, że spojrzenia obecnych skierowały się w moją stronę. — Jednak ja, Jasna Pani Yrenn; Boski Piorun Tiglavve, mogę ją przegonić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Hę? I jak taka młoda panienka ma zamiar to zrobić? — wykrzyknął jeden z poddanych brodatego szlachcica. Część zebranych zaczęła coś krzyczeć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Jestem Piorunem Tiglavve! — wykrzyknęłam. — Jestem magiem! A jeśli mi nie wierzycie, to patrzcie!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;I wyszłam, słysząc, że niektórzy nawet wstali, by lepiej mi się przyjrzeć. Znowu poczułam krople deszczu, chłód i dmący wiatr, jednak tym razem przygotowywałam się do wykorzystania magii. Przez jakiś czas szłam, by karczma znalazła się w bezpiecznej odległości, jednak nie na tyle dużej, by obserwatorzy stracili mnie z oczu. Wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy, uniosłam rękę do góry.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Najpierw pioruny. Starałam się uchwycić ich energię, łapiąc je moją magią. Zostałam zalana potęgą żywiołu, zrobiło mi się gorąco, jednak nie poddawałam się. W końcu naszło mnie uczucie szczęścia, które zawsze czuję, gdy jestem w pełni skupienia. Złączyłam się z mocą Peruna, by stać się jednością z piorunami. Zmusiłam je do posłuszeństwa i zebrałam moc do ręki. Przez chwilę poczułam, że mam nadmiar energii, więc starałam się ją ustabilizować.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Potem nadeszła kolej na deszcz. Używając siły, zebranej z piorunów, postanowiłam rozproszyć wodę po jak największej powierzchni. Rozciągnęłam palce u rąk, które szybko zaczęły mnie boleć z powodu napięcia. Moja moc poszybowała w górę, do chmur, starając się je rozwiać. Przekazałam w tym celu jak najwięcej energii. Stworzyłam wiele białych obłoków, z których nieprędko zacznie padać i lekką, równomierną mgłę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mimo że wiedziałam, że odpędzenie wichury w tym momencie byłoby niewygodne, bo nie mam wystarczająco mocy na ten moment, opuściłam rękę, równając się z rytmem wiatru. Kołysząc się lekko, zaczęłam spowalniać podmuch. Nie trwało to długo, bo nie chciałam nadwyrężać swojej mocy. Zrównałam oddech, uspokoiłam bicie serca i spokojnie odwróciłam się, wracając powoli do karczmy. Popatrzyłam się na zdziwionych ludzi, którzy szeptali moje imię. Tak będzie dobrze, zaczną rozpowiadać o mnie historie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gospodarz szybko zaproponował mi darmowe lokum i zgodził się na pobyt La Tempy w stajni. Powiedział, że to wyraz wdzięczności za przegonienie tej „paskudnej pogody”. Zostawiłam swoje rzeczy w pokoju, zaopiekowałam się jeszcze klaczą, jednak gdy znowu weszłam do pomieszczenia, dwaj możni kontynuowali swój spór. Naszła mnie fala wściekłości, zaczęłam mówić do nich, zdenerwowana, jednak wtedy drzwi się otworzyły, a do zajazdu weszła kolejna grupa ludzi. Chwila mojej nieuwagi, a obie strony wszczęły burdę. W zamieszaniu dostrzegłam, że grupa, która przed chwilą weszła, starała się rozdzielić bijących się ludzi. Tymczasem mój gniew sięgał zenitu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Głupki! Nie znacie tiglavvskiego prawa? Zakazane jest rozsądzać spory w przydrożnych karczmach! — Usłyszałam zdecydowany głos kobiety. Popatrzyłam się przez chwilę na brązowowłosą najemniczkę, która ośmieliła się zabrać uwagę, która powinna być skierowana na mnie. Chwila braku kontroli i cała moja złość dała upust w jednym grzmocie na zewnątrz. Ale przynajmniej się uspokoiłam. Zniechęcona zaczęłam uspokajać skłóconych, gdy jeden z najemników, prawdopodobnie lider, wyrzucił gromadę na zewnątrz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Usiadłam samotnie przy jednym ze stołów, starając się całkowicie. Po kilku minutach usłyszałam tę samą kobietę, która mnie zdenerwowała. Teraz groziła karczmarzowi, żądając zapłaty za zażegnanie sporu. Wściekłość znowu nadeszła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Nie możecie wymagać od tego człowieka zapłaty za coś, czego nie żądał. — Powiedziałam, stając obok najemniczki i gospodarza. Dziewczyna pokazała grymas złości na twarzy, a zanim zdążyła odpowiedzieć, ja kontynuowałam:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— To, co zrobiliście nie było trudnym zadaniem. Przede wszystkim jednak, nikt was o to nie prosił. Nie zrobiliście nic, co mogłoby być wynagrodzone pieniędzmi. — Wzięłam oddech i uniosłam głowę, by pokazać moją wyższość nad kobietą. — Oddaj mu pieniądze, które bezczelnie zabrałaś groźbami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zauważyłam na twarzy gospodarza nadzieję i wyraz wdzięczności. Natomiast kobieta była zdenerwowana.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;DWA ŚWISTKI&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Tajga drugi raz tego dnia zacisnęła dłoń na rękojeści wysłużonego miecza i drugi raz powtórzyła, że prawo świętym na obcej ziemi. Tysiące myśli skłaniało do wykonania szybkiego ruchu ręką, błyskawicznego pociągnięcia w górę, zaprezentowania swojej siły. Tylko machnąć, żeby świst usłyszeli wszyscy, lecz nikt nie zobaczył ostrza. Ale znowu się powstrzymała, bo kolejne tysiąc myśli mówiło „nie”. Była już na to za stara. Za dorosła, żeby popisywać się przed młodą czarodziejką. A może to grom na dworze podpowiedział, co było właściwe?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wreszcie odpuściła, rzucając sakiewką w gospodarza i zamaszyście się odwracając, zgrabnie podeszła do lidera. Przez chwilę jej pewność siebie jakby zniknęła, ale Tajga szybko wzięła się pod boki (wreszcie była prawdziwą Niemką!) i z grymasem na twarzy oznajmiła liderowi, że chce kontynuować podróż. Sprytnie wymówiła się na to, że czas goni, a kontrakt był podpisany wraz ze zwrotem pieniędzy, gdyby najemnicy zawiedli. I prawie się jej udało. Prawie. Bo lider nie zamierzał w żaden sposób iść na ustępstwa, nawet jej. A Tajga już dawno temu zapomniała, czym jest cierpliwość.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przeklęła głośno i soczyście, zamykając drzwi z impetem. Niestarannie oprawione szyby zabrzęczały, kurz uniósł się z podłogi, pająk ze świecami zakołysał się na boki, krople wosku uderzył o podłogę. Wszyscy pozostali w środku, patrząc przez okna, jak teatralnie zeskakuje ze schodków, pluje ze siebie i nakrywa twarz płaszczem. Widocznie podjęła decyzję natychmiast i ostatecznie. Nikt z najemników nie spodziewał się po niej takiego wybuchu złości ani tego, że nie kłamała, gdy powiedziała, że odchodzi z grupy. Wreszcie była jedną z niewielu kobiet, które naprawdę kochały swoją pracę a ponadto, były tak dobrze wprawione w walce. Nawet lider wstrzymał na chwilę oddech. Stracił właśnie najcenniejszego członka grupy i szansę na jaki taki zarobek w Tiglavve. Pojawienie się Tajgi było dla nich przebłyskiem szczęścia. No właśnie, tylko przebłyskiem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Niemka niespodziewanie głośno zaśmiała się pod nosem i szczelniej zawinęła w miękki płaszcz. Do Starowierchu jest szmat drogi, ale skoro czarodziejka już przepędziła deszcz, co mnie powstrzymuje przed nocną wycieczką? - zapytała samą siebie. I istotnie, żadne zbóje, żadne potwory czy wody nie miały stanąć jej na przeszkodzie, a coś o wiele bardziej prozaicznego, czego nikt w tych stronach by się nie spodziewał.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przez te kilka dni, które spędziła w drodze, najemniczka nauczyła się czegoś nowego. Że noce w Tiglavve są zimniejsze niż w Verianie, a wiatr bardziej porywisty i mroźny. Lekcja była surowa, ale przydatna. Szkoda, że musiała się o tym przekonać na własnej skórze. Tak czy siak, Tajga aż za dobrze wiedziała, co powinna zrobić i robiła to, co, podpowiadał jej rozum, a właściwie — doświadczenie. Przeróżne artefakty, które miały zapewnić komfort na miarę XXI w., a było ich pełno, przypominały gadżety z tamtego świata, nawet je przewyższały. Jedyny kłopot stanowiła cena. Tkaniny przesiąknięte magią, zapewniające ciepło podczas najmroźniejszych zim, kosztowały krocie; kamień, który palił się magicznym ogniem, a zarazem ogrzewał i nie parzył skóry, kupcy cenili jak najlepsze konie- to były przykłady tego, co udało się jej znaleźć w Avii. Znaleźć, kupić i co najważniejsze — zabrać ze sobą. Bo w tych czasach najważniejsze jest przetrwać, bez względu na cenę. Tajga już dawno nie kierowała się tym, co podpowiadałoby serce czy sumienie. Kto wie, czy posiadała jeszcze któreś z nich. Te kilkanaście lat spędzone w Astrum sprawiły, że stała się jeszcze silniejsza, jeszcze twardsza i obojętna na wszystko wokół. Widziała zło i widziała dobro, ale żadne z nich nie wywołało u niej najmniejszej reakcji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Podróż piechotą nie należała do najszybszych, ale odpowiednie tempo i doświadczenie pozwalały pokonywać wprawionym osobom spore odległości w umiarkowanym czasie. Szła pięć dni, szóstego dnia miała dotrzeć do miasta. Właśnie, szło się jej jak po maśle — grupa nie włóczyła się za nią w tyle, czarodziejka widocznie wybrała się w inną stronę niż Starowierch… Ach, droga pusta, pogoda jak marzenie… - zauważyła Niemka, patrząc przed siebie z nadzieją, że już I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie… niespodziewana kontrola na trakcie prowadzącym do Starowierchu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;A najśmieszniejsze było to, że strażnicy zatrzymali już kilka osób dobrze znanych Tajdze, w tym pewną jasnowłosą czarodziejkę… Czyżby Panna Elektryczność nie miała ze sobą odpowiednich papierów? Niemka mimowolnie poklepała dwa świstki, dzięki którym dwie osoby mogły przejść przez każdą bramkę tiglavvskiego patrolu szybciej, niż jaskółka śmiga po niebie… Cóż, jeśli ładnie poprosi, czemu nie — uznała Tajga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;UPOKORZENIE&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Kiedy kobieta wyszła z karczmy, w pomieszczeniu zapanowała cisza. Chyba dość mocno ją rozgniewałam, sądząc po tym, że powoli zaciskała już rękę na swojej broni. Gdyby ją wyciągnęła, mogłabym mieć mały problem, jednak w tym momencie czułam satysfakcję z wygranej potyczki, chociaż wojowniczka praktycznie nie stawiała oporu. Gdy zaczęłam się zastanawiać, czy poczuła się prze ze mnie upokorzona, ktoś z grupy najemników głośno zaczął wyrażać swoją złość na nieznaną mi kobietę. Usłyszałam podziękowanie ze strony gospodarza. Uśmiechnęłam się do niego, a następnie popatrzyłam za okno. Było już zupełnie ciemno.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Skierowałam się do swojego pokoju na tę noc, który był na wyższym piętrze. Pomieszczenie nie było duże, nie wyglądało też na zadbane, jednak zadowalało mnie. Zeszłam ze schodów i skierowałam się do stajni, gdzie zostawiłam La Tempę. Ostatni raz na dzisiaj zajęłam się nią. Klacz była lekko poddenerwowana, jednak szybko udało mi się ją uspokoić. Musiała być gotowa na jutrzejszą podróż. Ja również powinnam odpocząć; dużo razy dzisiaj używałam magii i muszę ją zregenerować, więc po padnięciu na niezbyt wygodne łóżko i tak zasnęłam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Obudzona razem ze świtem nie zwlekałam zbyt wiele czasu z wyruszeniem w drogę. Podróż trwała dłużej niż się spodziewałam, i mimo że Tempa miała już dogodniejsze warunki do jazdy, dla mnie była ona już trochę bardziej męcząca — przyzwyczaiłam się już do deszczu i chłodniejszej temperatury. Jechałam prosto do Starowierchu, rozsławianie mojego imienia nie może czekać. W międzyczasie śpiewałam różne tiglavvskie pieśni. W pewnym momencie, gdy zapominałam jakiegoś słowa, lub melodia wychodziła poza moją skalę głosu, klęłam głośno ze zdenerwowania, co zdarzało się coraz częściej. Przyczyniło się to do spadku mojego samopoczucia, jednak złe myśli odeszły, gdy po paru dniach jazdy zauważyłam bramy miasta.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;O Starowierchu słyszałam dużo. Wszyscy jednak skupiali się na opowieściach o smokach, a ja zauważyłam niezwykłe piękno miasta. Urok tego miejsca polegał na jego budownictwie i na cichych, chociaż na pewno nie pustych uliczkach. Ledwo przeszłam przez jedną z bram, myśląc o spotkaniu ze smokiem, a grupka strażników zablokowała mi drogę. Jeden z nich, prawdopodobnie przywódca jechał konno, reszta stała przy jego bokach. Ubrani w błękitne płaszcze i trzymając w ręku halabardy tworzyli wrażenie wyższości. Gdy zastanawiałam się, czego ode mnie chcą, jeden z nich podszedł do mnie, prosząc o okazanie przepustki. Zaczęłam szperać w jednej sakwie, jednak glejtu nie było. Kilka minut coraz bardziej nerwowego przeszukiwania, ale bez skutku. Musiałam zostawić papier w karczmie. Trzeba będzie wrócić do uniwersytetu, by znowu go wyrobić. W żaden sposób nie mogłam namówić strażników, by puścili mnie wolno, nie widziałam też możliwości ucieczki. Kilka osób spotkał ten sam los, co mnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jeden ze strażników dosiadł La Tempę. Jeszcze mi za to zapłaci… Czułam coraz bardziej palący ogień w klatce piersiowej, chciałam jakoś wyładować swoją złość; Ale to nie jest dobre miejsce, zbyt dużo tu drewna. Przeklęłam głośno strażników, ale nie zareagowali. I znowu zaczęłam się cofać. Wędrówka niemiłosiernie się dłużyła, ale przynajmniej zbliżaliśmy się do gospody, w której wcześniej nocowałam. Może mogłabym ich namówić do odwiedzenia tej karczmy, a tam znalazłabym ten cholerny papier?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Niestety, mój plan się nie powiódł. Co prawda, przez dwa dni szliśmy przez trakt, jednak nie zapowiadało się, byśmy mieli gdziekolwiek się zatrzymać. Przez te dwa dni zastanawiałam się, czy wtrącą mnie do więzienia, i czy jeśli zapłacę odpowiednio dużo, to puszczą mnie. Zaczęłam rozmawiać z innymi złapanymi i zupełnie „przez przypadek” zeszłam na temat burzy, nie powstrzymując się przed poinformowaniem ich, dlaczego ulewy już nie ma.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Łącznie zostało zebranych kilka osób, żadnej z nich nie udało się w jakikolwiek sposób przekonać strażników. Drugiego dnia, pozbawiona nadziei, na trakcie spotkaliśmy kolejnego wędrowca. Dopiero po kilku sekundach rozpoznałam tę osobę. Była to ta sama, ruda wojowniczka, którą spotkałam w karczmie. Ona również mnie zauważyła, bo spojrzała na mnie z lekkim, szyderczym uśmiechem. Zauważyłam dwa papiery, które trzymała kobieta. Pewnie przepustki, a co najważniejsze, dwie. Czułam wściekłość. Z jednej strony, to może być moja ostatnia, a z drugiej… to taki wstyd! Kobieta zaczęła coś mówić do strażników. Trudno. Wytrzymam tę hańbę, cel uświęca środki. Chrząknęłam głośno, wciąż zastanawiając się, w jaki sposób to powiedzieć, by zabrzmiało to jak najlepiej.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Wojowniczko! — krzyknęłam do niej. — Co powiesz na pewien układ? Do miasta jakieś półtora dnia drogi, jednak z koniem będzie o wiele szybciej. Tak się składa, że mam konia. Jeśli podarowałabyś mi przepustkę, mogłabym cię ze sobą zabrać. Kto wie, może nawet jeszcze dzisiaj dojedziemy?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przeklinając cały świat w duchu uśmiechnęłam się do kobiety. W duchu błagałam, żeby się zgodziła, kończąc tę całą farsę. Chociaż, z drugiej strony już i tak jestem upokorzona, już nie zależy mi na tym, by być mniej upokorzoną.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Och, proszę cię, już sama znajomość ze mną da ci wiele korzyści. — dodałam, trochę szczerzej niż w przypadku pierwszej, jednak chyba każdy wyczułby w moim głosie poirytowanie i zażenowanie. Zdałam sobie sprawę z tego, że teraz już na żadną pomoc nie mogę liczyć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;GLEJTY&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;— Wojowniczko! — krzyknęła czarodziejka niepewnym głosem, choć prawdopodobnie starała się brzmieć pewnie i stanowczo. Ale starej wygi, takiej jak Niemka, nie mogła oszukać. Gdy tylko Tajga usłyszała słowo wojowniczka, zgięła się ze w pół ze śmiechu. Strażnicy popatrzyli na nią dziwnym wzrokiem, ale jako że była najemniczką należącą na specjalnych prawach do Kompanii Świtu, o czym świadczyła kolorowa przepustka, woleli niczego nie komentować. Zresztą Tajga istotnie nie wyglądała na kobietę, której można zwrócić uwagę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Jestem najemniczką, nie wojowniczką — szepnęła Niemka, muskając wypolerowaną głownię miecza zimnymi opuszkami palców. Czarodziejka nie mogła jej usłyszeć, więc dalej próbowała porozmawiać z nią w najbardziej przyzwoity sposób, jaki się dało:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Co powiesz na pewien układ? Do miasta jakieś półtora dnia drogi, jednak z koniem będzie o wiele szybciej. Tak się składa, że mam konia. Jeśli podarowałabyś mi przepustkę, mogłabym cię ze sobą zabrać. Kto wie, może nawet jeszcze dzisiaj dojedziemy?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Tajga ziewnęła i popatrzyła na uśmiechniętą czarodziejkę. Wiecznie w dobrym nastroju do przepędzania burzy? — zapytała samą siebie, rozumiejąc, że była ostatnią deską ratunku dla Jasnej Pani. I zastanowiła się, jak może się na niej odegrać, choćby trochę, choćby uszczypliwą uwagą, ciętą ripostą?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Och, proszę cię, już sama znajomość ze mną da ci wiele korzyści. — dodała jasnowłosa, niecierpliwie wyczekując odpowiedzi. Schaße, bo jeszcze się zgodzę — pomyślała najemniczką, a w jej głowie pojawił się pomysł, jak to mogłaby nieco zdenerwować czarodziejkę. Szybko wyjęła papiery ze skórzanej torby, która przebyła setki mil i wyszczerzyła się do zakutych łbów, jak lubiła nazywać strażników Tiglavve. Bo zdarzało się, że tutejsi strażnicy byli zwykłymi przygłupami żerującymi na braniu w łapę, prawie tak jak tam…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Ten glejt jest mój — oznajmiła wreszcie strażnikom, pokazując bardziej wymięty świstek z jej imieniem i nazwiskiem. To był jeden z niewielu papierów, gdzie widniało jej nazwisko, którego starała się zazwyczaj nie używać. Tajga, Tajga Lorenc. — A ten, jest jej — rzuciła i jakby od niechcenia wręczyła strażnikowi dziesięć denarów i tylko machnęła mu glejtem przed oczyma.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Pani, czy jest coś jeszcze, o czym nie wiemy? — zagadnął wąsaty Tiglavvczyk, dzieląc się natychmiast monetami z niskim kolegą, który dreptał obok, czekając na swoją działkę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— A to, że jesteście takimi mazgajami, że dopiero milę od tego miejsca zauważyliście jej imię i nazwisko na tym glejcie — wyjaśniła, szybko skrobiąc domowej roboty ołówkiem samo imię, które wydawało się jej odpowiednie dla czarodziejki: Tempest. — Potem uprzejmie powiecie, jak się nazywa i wypuścicie ją bez zbędnych ogródek — ostrzegła, natychmiast zmieniając ton głosu. Machnęła ręką, aby strażnicy już poszli, a sama oddaliła się przed siebie, nie oglądając się w tył. I tak to był jeden z lepszych dni, odkąd opuściła Verianę…&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;TA, KTÓRA PRZYZWAŁA BURZĘ&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Tylko głupiec wychyla się w czasie burzy. Większość ludzi wie, jak potężna może być ulewa. Każdy skryłby się w swoim mieszkaniu i przeczekałby największe zagrożenie. Tylko głupiec chce zdenerwować pioruny. Zdenerwować mnie, burzę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Z jednym z takich bezczelnych głupców mam do czynienia dzisiaj. Ta ruda kobieta, której imienia nawet nie znam nie rozumie, dlaczego nie powinna się wywyższać w mojej obecności. To ona jest przyczyną mojego nastroju. Upokorzyłam się, a ona z „niebywałą łaską spełniła moją prośbę&quot; i upokorzyła mnie jeszcze bardziej. Dość tego, moja cierpliwość się skończyła. Kobieta „podarowała” mi przepustkę, jednak nie zwracałam już na to uwagi. Miałam już ją po dziurki w nosie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Popatrzyłam się, jak wojowniczka się oddala. Strażnicy głupio patrzyli się na glejt, a denary, które otrzymali, cicho pobrzękiwały w ich sakiewkach. Jednak ja zamiast tego charakterystycznego dźwięku, uwielbianego przez każdego kupca, słyszałam grzmoty, wydobywające się z burzy, która miała właśnie nadejść.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Rozejrzałam się wokół. Na szczęście nikt nie zwracał teraz na mnie uwagi. Popatrzyłam się na oddalającą się sylwetkę. Złączyłam ze sobą palce u rąk, pochyliłam głowę i zamykając oczy, przez chwilę próbowałam przypomnieć sobie tego, co uczył mnie mój ojciec. Powoli energia uwolniła się z moich palców. Tym razem, zamiast do nieba, poleciała w stronę rudowłosej. Zaczęłam szeptać inkantację, którą użyłam już pięć razy, a którą używałam tylko pod wpływem najpotężniejszej z możliwych wściekłości.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Kiedyś były burze&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Były one wszędzie&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nigdy nie wiedziałam, czy wypowiedzenie zaklęcia cokolwiek zmieniało, jednak wypowiadane słowa zawsze wprowadzały mnie w poważny nastój, w którym przeplatał się gniew, ale i spokój, który zawsze czułam podczas czarowania.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Jedna zabiła dziecko&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Jedna zatrzymała wojsko&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Inna zrodziła dziecko&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Do mojego serca doszło jeszcze jedno uczucie, cały czas potęgujące się, jednak nie przyćmiło szału i opanowania, jedynie zrównało swoją siłę. Praktycznie niezauważalnie uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Krew do krwi&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Deszcz do deszczu&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Zemsta piorunów&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zaczęłam się zastanawiać, jak potężne zaklęcie tym razem to było. Znałam tylko efekt – mój wróg zostawał otoczony przez burzę – stawał się jej centrum. Nigdy nie wiedziałam, od czego zależy potęga tej pogody, ile trwa i jak wielka jest, jednak, jeśli mój cel miał pecha, mógł nawet być trafiony przez pioruna.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Uwolnij od porażki&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Ukarz wroga.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zaczęło padać – z początku poczułam na skórze niewielkie kropelki, które jednak z każdą chwilą powiększały się. Udało się – ta kobieta, która wprawiła mnie w ten nastrój nie będzie miała dobrej podróży. Padłam z wyczerpania na kolana, podnosząc głowę, by poczuć zimno na twarzy i nie zasnąć. Głośno oddychałam, zauważyłam, że wszyscy odwracają się w moją stronę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Poczułam wielkie pragnienie, głód i zmęczenie. Po chwili doszły też nudności, jednak zanim zdążyłam zareagować, nie widziałam już nic. Trwało to dosłownie sekundę, kiedy obudziło mnie mocne potrząśnięcie. Praktycznie nie słuchałam, co do mnie mówią strażnicy. Zastanawiałam się tylko nad wojowniczką.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;[...] KTÓREJ DRUGIE IMIĘ BYŁO CIERPIENIE&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Tajga zasłoniła się rękoma, gdy wiatr szarpnął jej ciałem jak szmatką powieszoną na sznurze. Zbiegła z drogi pomiędzy łyse drzewa i oparła się o konar, patrząc na nadchodzącą burzę. Kłąb wiatru, pyłu i deszczu jakby podążała za nią, jak kula tocząca się z pochyłu Szara masa błyskała i pogrzmiewała, choć niebo było czyste, a słońce raziło. Niemka wiedziała, że to nie przypadek. Znów zagrzmiało, a ona drgnęła nerwowo i zacisnęła pięści. Blisko, za blisko — przemknęło jej przez głowę, serce zabiło szybciej. Gwałtownie starła pot z czoła i jak dzikie zwierzę złapane w zasadzkę, szukała drogi ucieczki. Lęk przejął kontrolę. Adrenalina działała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wybiegła spomiędzy drzew i nie obejrzawszy się za siebie, rozpędziła się, omiatając wzrokiem otoczenie. Na horyzoncie widziała czarne sylwetki, lecz słońce skutecznie oślepiało niespokojne oczy. Myślała jeszcze jasno: szarpnęła za pas, zostawiając go wraz z bronią daleko za sobą. Przecięła sztyletem zapięcia karwaszy. Stuknęły o kamienie, obok nich potoczył się cenny pierścień z ametystem. Chciała dotrzeć do widocznej grupki, jeśli da radę… Nie może skrzywdzić obcych… Zręcznie zrzuciła lekki napierśnik i przyspieszyła do granic możliwości, coraz częściej się potykając. Złowieszczo zagrzmiało.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Proszę! — krzyknęła, gdy spostrzegła, że nieznajomi popędzili konie i po chwili już cwałowali na złamanie karku z dala od Tajgi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Nie uciekajcie! Błagam! — krzyknęła, czołgając się do przodu po mokrym kamieniu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ale było już za późno. Kula przybrała postać ogromnego człowieka i jakby wyciągnęła chude łapska w stronę kobiety, rozpływając się wokół niej jak mgła. Palce były wyładowaniami, szaty — pyłem na ciele z gazu. Zaklęcie było potężne.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Spanikowała. Skuliła się z twarzą do ziemi, powtarzając urywanym głosem własne słowa. Nie, nie, nie… Nigdy nie pada wiecznie! —krzyknęła, nim piorun w nią uderzył. Powietrze przesycił zapach spalonej tkaniny i krwi. Tajga leżała nieprzytomna na środku drogi, a chmury zniknęły równie szybko, jak się pojawiły. Szkarłat spłynął z rozszarpanego czoła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zemsta się dokonała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Tajgę odnalazła grupa magów zmierzających do Ostańca. Nie czuła nic, a zarazem czuła wszystko — oparzenia na dłoniach, opuchniętą twarz i ranę na prawym policzku, która miała być teraz jej wizytówką. Nie otwierała oczu, nie drgnęła palcem. Całe ciało wibrowało, jak gdyby minęła tylko sekunda od uderzenia. Minęły dwa dni, dwa dni nieprzerwanego łatania dziury na twojej głowie, podtrzymywania płomienia życia, który w tobie pozostał, niemal zdmuchniętego jak świeca w świątyni, gdy ta nie jest już potrzebna. Zdawało się jej, że słyszy obcy głos, przeplatający się z jej myślami. Zamarła na chwilę, ale nic więcej nie usłyszała. Straciła przytomność.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdy ponownie się zbudziła, nie pamiętała, jak znalazła się w mieście, ani tego, jak wydostali ją z kłębu chmur, deszczu i wyładowań elektrycznych. Nie pamiętała, gdzie dotarła, zanim straciła przytomność. Nie pamiętała też, co w nią uderzyło. Nie wiedziała nawet, jak teraz wygląda i gdzie się znajduje.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ale pamiętała tę twarz, przepełnioną pychą i wyższością; jasne włosy, które teraz kojarzyły się wyłącznie z piorunami; pamiętała własny krzyk pośród piorunów i porażkę, zaznaczoną krzywą blizną na surowym obliczu. I przysięgła, że zrobi coś podobnego. Oszpeci piękno, zniży do swojego poziomu. Przygwoździ do ziemi, umaże od brudu codziennego życia ludzi takich jak ona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;A prawo było po jej stronie, po stronie kobiety, której drugie imię było Cierpienie. Śniła ona o burzy pośród ciemności przepełnionej lękiem. Lękiem innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;SEN I KOSZMAR&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Zmuszono mnie do okropnego, wyczerpującego siły marszu. Nigdy jeszcze tak ciężko nie oddychałam, a każdy krok wypełniony był paraliżującym bólem. Ze wściekłością spoglądałam w stronę La Tempy, która była prowadzona przez jednego ze strażników. Zupełnie nie byłam w nastroju, rzucenie zaklęcia nie pomogło mi jednak na moje nerwy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Po raz pierwszy w życiu nawet deszcz mnie denerwował. Krople padały coraz szybciej, a dźwięk, które wydawały po uderzeniu w ziemię doprowadzał mnie do szału. Znowu. Czas dłużył się niemiłosiernie, a nikt nie rozumiał mnie, gdy mówiłam, że źle się jeszcze czuję. Idioci. Zaczęli narzekać, że mam usunąć ten deszcz. Oczywiście, byłoby to nierozsądne – nie po to się poświęcałam, by teraz wszystko zniwelować.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wreszcie ktoś rzucił w moją stronę świstek. Już nie obchodziło mnie to, że mam nowe imię. Nie obchodziło mnie to, że zostałam jedynie z koniem wśród deszczu, który z każdą chwilą się powiększał. Obchodził mnie jedynie odpoczynek. Położyłam się na niewygodnej trawie, nie zwracając uwagi na chłód i wilgoć. Liczył się tylko odpoczynek.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ze strachem zauważyłam, że nie ma przy mnie konia, jednak gdy rozejrzałam się dokładniej, zauważyłam, że nie poszła za daleko. Jeszcze nie cała wściekłość zeszła ze mnie. Straciłam mnóstwo czasu, byłam brudna i głodna, a na dodatek zgubiłam orientację w terenie. Miałam tylko nadzieję, że dojdę w ciągu kilku dni do mojego celu, by nie uznać całej podróży za porażkę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Po chwili zorientowałam się, że jestem cała obolała. Nie jestem przyzwyczajona do klątw, więc nic dziwnego. Zaczęłam się zastanawiać, ile przespałam. Było popołudnie, więc nie było to takie oczywiste. Użycie potężnej magii nigdy nie pozostaje bez śladu. Zauważyłam też, że niebo jest jeszcze trochę zachmurzone. Wyciągnęłam rękę do góry, by zebrać resztki burzy. Nie sądzę, by zostało dużo z tej pogody, jednak wystarczyło już deszczu. Zamknęłam oczy, by osiągnąć szczyt skupienia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;I nic się nie stało. Spróbowałam jeszcze raz, i jeszcze raz. Wciąż brak reakcji ze strony chmur.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Słuchajcie się mnie! – wrzasnęłam w desperacji. – Macie się mnie słuchać! Rozkazuję wam!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Poczułam na policzkach łzy. Prawdopodobnie użyłam zbyt dużo mocy, więc muszę się zregenerować. Wiedziałam to, jednak nie mogłam pozbyć się wewnętrznego bólu. Nie wiem, ile czasu zajęło mi uspokojenie się, jednak zaraz po tym związałam włosy, ubrałam płaszcz z kapturem, by nikt nie poznał mojej twarzy. Zamierzałam znaleźć kogoś, zapytać o drogę do Starowierchu, mając nadzieję, że nie będę musiała w tym czasie rzucać czarów. Nie wiem, ile zajmie mi dojście do dawnego stanu, ale gdybym w tym czasie spotkała się z koniecznością użycia magii, nie skończyłoby się to dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;MIĘDZY HONOREM A PRAWDĄ&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Popatrzyła na wysokie drzwi zamykające się za sympatycznym uzdrowicielem i wbrew zaleceniom, powoli usiadła na niewiarygodnie twardym łóżku wypchanym lnem. Nawet to wymagało ogromnego wysiłku. Zaniepokojona, spojrzała przelotnie na dłonie zawinięte w bandaże, oparzenia na klatce zasłonięte twardą tkaniną nasączoną jakimś specyfikiem. Poczuła pulsujący, przenikliwy ból gdzieś w środku, ale zignorowała go i wzięła głęboki wdech.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Lewą ręką podparła się na drewnianej ramie i powoli opuściła bose stopy na zakurzoną posadzkę z szerokich, dębowych desek. Była przyjemnie ciepła jakby ogrzewana od spodu. Ogrzewanie podłogowe? — zapytała samą siebie, gdy próbowała wstać na równe nogi. I wtedy słońce wyjrzało zza chmur, a szerokie okno wpuściło do niewielkiej izdebki ciepłe promienie, które padały też na podłogę. Najemniczka po raz pierwszy od wielu miesięcy zaśmiała się przypadkowo i zupełnie szczerze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie chciała wiedzieć, ale powoli podeszła do krzywego stołu pod ścianą i niespokojnie przejrzała się w tafli wody w misie. Ledwie co powstrzymała się od zwymiotowania na widok jeszcze niezagojonych ran i swojej twarzy przypominającej jasnobeżowy budyń z grudami na powierzchni, tu i tam siny i zaróżowiony. Dotknęła opuszkami palców połowy głowy, która była prawie łysa, ale gładka i zimna. Magia — szepnęła, bezcelowo szukając rany po piorunie, której o dziwo tam nie było. Delikatnie przerzuciła pozostałe kosmyki na drugą stronę, zasłaniając ogoloną czaszkę. Może i była najemniczką, ale była też kobietą. Dobry nastrój prysł jak bańka mydlana. Bezgłośnie zapłakała, odsuwając misę. Zmącona woda wylała się obok, ściekając po blacie na deski podłogi. Krople oświetlone przez słońce zalśniły jak rosa na zielonych łąkach.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Pierwszy raz w życiu poczuła się nie upokorzona, a skrzywdzona. Okaleczona, naznaczona i rozbita wewnątrz. Jakby straciła całą wiarę w siebie. Nie, nie w siebie. W Tajgę. Ociężale położyła się na łóżku i spojrzała w sufit, przypominając sobie dni w Verianie. Svatopolskie uliczki, szary i malutki dom wciśnięty pomiędzy najbardziej znaną w królestwie piekarnię a zakład ubogiego szewca ledwo wiążącego koniec z końcem. Przypomniała sobie wieczory, gdy wracała z zebrań gildii i gdy kupowała wino prosto z Brivii, żeby pić je w samotności przy zgaszonych świecach, z których wiązka dymu unosiła się do otwartego okna, przez które wyglądała na śpiące miasto, myśląc o swoim życiu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Dopiero teraz naszło cię na wspominanie i wyrzuty sumienia? — zapytała samą siebie. I zrozumiała, że nie jest prawdziwą wojowniczką, taką jak te z filmów fantasy. Nie biła się w słusznej sprawie, nie pomagała potrzebującym i nie stawała bohatersko w ich obronie. Nigdy nie była zwykłą wojowniczką, a tym bardziej bohaterką. Nie nosiła błyszczącej zbroi czy wspaniałego miecza. Ludzie jej nienawidzili i życzyli jej śmierci, bo zabijała za pieniądze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zabijała tak, jak Czarne Róże, z którymi zresztą miała wielokrotnie styczność. Powrócił obraz, gdy gościła u nich i piła za ich zdrowie, nie myśląc o tym, czego właściwie się dopuszczali. Nie myślała o płomieniach, które zgasili. Cieszyła się i chwaliła zarobek, nawet rozważała dołączenie do Zakonu. Ale jakiś ślad zdrowego rozsądku powstrzymał ją przed podjęciem głupiej decyzji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;A potem przemknęło jej przez głowę kolejne pytanie. Czy powinna się zemścić? Nie powinnam — odpowiedziała sama sobie w myślach. Czy może się zemścić? Może, i potrafi — ponownie odparła. Od razu wykluczyła Czarne Róże, bo wiedziała, że aby dobrze zaplanować morderstwo, potrzeba czasu i przygotowania. Odrzuciła też prywatną interwencję, bo wyglądało na to, że pozbieranie się do kupy zajmie jej jeszcze trochę czasu. Ale prawo było po jej stronie, bo ta żmija była spoza Tiglavve i zaatakowała obcokrajowca posiadającego ważne papiery — wytłumaczyła sobie samej, mając nadzieję, że dokumenty Kompanii Świtu były tutaj rzeczywiście święte.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Czy chciała się zemścić?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na to pytanie nie musiała sobie odpowiadać, bo aż za dobrze wiedziała. Że nie, nie chce krzywdzić innych. Cóż za poczucie prawości! — odparł złośliwy głos gdzieś w głębi jej duszy. Zamiast zemsty rozmyślała nad tym, że czarodziejka ściągnęła na siebie spojrzenie wielu ludzi i choć strażnicy pewnie nie mają pojęcia, co zrobiła, magowie już wiedzą. Nagle zobaczyła wyłaniające się jakby zza mgły twarze ludzi, którzy ją znaleźli. Czerwonowłosa kobieta, podstarzały elf, kobieta z ludu Selków w jej wieku i zakapturzony mężczyzna, wysoki i krępy. I zrozumiała, że słyszała o tym człowieku. Nie miała pewności, ale nagle wizja rozjaśniła się i zobaczyła to oblicze, na pozór zwykłe, człowieka o wielkiej władzy i potędze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jednego z członków Kręgu, który wymierzał sprawiedliwość magom w Astrum. Theshneresha Suliona, maga sprawiedliwego, lecz surowego, który na pewno zmobilizuje Krąg do poszukiwań niezdyscyplinowanej czarodziejki. Tajga poczuła nawet potrzebę, żeby ją ostrzec, ale w takim stanie mogła tylko pomarzyć o wyjściu na zewnątrz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Chciałabym powiedzieć, że sobie poradzisz… Ale nie mam w zwyczaju okłamywać ludzi — wymamrotała, zapadając w głęboki sen.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;CISZA PRZED BURZĄ, CISZA PO BURZY&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Gdy dotarłam do miasta, nie patrzyłam się już na jego niepowtarzalny urok. Tym razem, gdy tylko przeszłam przez bramy, jak najszybciej skierowałam się do karczmy, bojąc się tego, co będzie dalej. Gospoda nie wyglądała na tą, w której mogłabym zatrzymać się ja, Yrenn; Boski Piorun Tiglavve. I dobrze, bo nie chcę się teraz nikomu pokazywać, a wątpię, że ktokolwiek będzie tu mnie znał. Zapłaciłam za kilkudniowy pobyt, wybierając najlepszy z dostępnych pokoi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nikt nie zadawał pytań i nikt nie patrzył się na mnie podejrzliwie, bo brudna kobieta w kapturze nie była tu w żaden sposób zaskoczeniem. W kącie siedział mężczyzna, którego prawy policzek był wyżarty, jakby przez szczury. Grał w karty z inną osobą, skrywającą swoją twarz, jednak zauważyłam jego czarną rękę z długimi pazurami. Patrząc na to, powiedziałabym, że wśród wszystkich zebranych to ja wyglądałam najnormalniej, a w całym pomieszczeniu było wiele podobnych do nich przypadków.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie zwlekając weszłam na górę budynku, szukając swojej sypialni. Mimo, że zapewniano mnie, że jest to najdroższy i najlepszy pokój wśród dostępnych, nie wyglądał on zachęcająco. Wszystkie meble w nim były zniszczone, a drewno śmierdziało. Zamknęłam drzwi, siadając na niewygodnym łożu, zastanawiając się, kiedy znowu będę mogła użyć magii.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;O poranku następnego dnia poczułam coś, czego nie potrafiłam nazwać. Ciągle myślałam o kobiecie, która mnie upokorzyła, jednak teraz zdawało mi się, że mogła mieć swoje powody, a moja wściekłość skierowana w nią była przesadzona. Powinnam była się inaczej zachować. Mimo to wiedziałam, że nie mogę cofnąć czasu. Muszę ponieść konsekwencję za własne czyny. Wydawało mi się, że wojowniczka prawdopodobnie będzie chciała zemsty, w końcu użyłam na niej nieprzyjemnej magii. A jeśli wie, że idę to Starowierchu, to praktycznie już mnie znalazła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wyciągnęłam nożyk, który trzymałam ze sobą, podchodząc do okna. Drugą ręką ułożyłam i przytrzymałam włosy, by po chwili wahania odciąć je. Ostrze zraniło mnie również w palce, ale nie przejmowałam się tym. Mój znak rozpoznawczy wyrzuciłam za okno, patrząc jak są rozwiewane. Poczułam chęć popchnięcia ich magią, a gdy wyciągnęłam rękę, przez chwilę poczułam zrozumienie ze strony pogody, jednak nic więcej. Uśmiechnęłam się lekko. Nie byłam już tą samą Yrenn. Zaatakowałam niewinną osobę, mimo że miałam być bohaterem. Godne pożałowania.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Większość czasu spędzałam samotnie, wychodząc w godzinach najmniejszego tłoku, starając się być niezauważona. Moje umiejętności nie powracały, co powodowało u mnie coraz większe zmartwienie. Czasami czułam, że czary są na wyciągnięcie ręki. Chwilowo mnie to uspokajało, jednak nie wiedziałam, jak wrócić do dawnego stanu. Ostatecznie udało mi się stworzyć niewielki wiatr.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Pewnego dnia, gdy byłam tu już dłuższy czas, zeszłam rano na dół. Poprosiłam o śniadanie i usiadłam przy jednym z niezajętych stołów. Po chwili dostarczono mi jedzenie. Gdy skończyłam posiłek i miałam zamiar już wstać, dosiadł się do mnie mężczyzna w brązowym płaszczu. Gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się, dostrzegłam zniekształconą prawą stronę twarzy z wieloma bliznami i oparzeniami. Lewe oko było jaśniejsze niż drugie, przez co sprawiał niezbyt miłe wrażenie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Tak jak myślałem. Nie znają cię w tych stronach, zmieniłaś się trochę, jednak ja cię poznaję. Kto by się spodziewał tak sławnej osoby w tak… specyficznym miejscu. Słyszałem ostatnio plotki o tobie. – powiedział ochrypłym głosem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—O czym ty mówisz? – zapytałam lekko zdenerwowana, mimo że wiedziałam, że teraz nie powinnam z nikim rozmawiać, zwłaszcza w takim miejscu. Mężczyzna zaśmiał się.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Ktoś mówił, że szlachetna Yrenn zachowywała się w podejrzany sposób, a nawet przywołała ogromną burzę. – Zrobił przerwę, by wypić łyk alkoholu z kufla. Zorientowałam się, że to zdanie powiedział głośniej niż resztę, przez co przez chwilę poczułam strach. – Chyba nawet kogoś zaatakowała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przez chwilę naszło mi na myśl, by zaprzeczyć wszystkim zarzutom, jednak zorientowałam się, że to zdradziłoby moją tożsamość.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Nie myśl, że jesteś tu bezpieczna. To właśnie w tym miejscu najłatwiej o rozpowiedzenie tajemnic, które mogą dotrzec wszędzie. – Dodał po dłuższej chwili. Zachichotał, wstał i skierował się w stronę innego stołu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Rozmowa wywołała u mnie strach. Jeśli to co mówi, jest prawdą, to muszę się stąd wynieść. Nawet nie ze względu na lęk przed wojowniczką, ale przed prawem. W końcu zaatakowałam jako pierwsza, właściwie jako jedyna. Postanowiłam, że zostanę do jutra w karczmie i wyruszę w dalszą podróż, tym razem na południowy zachód. Miałam już dość Starowierchu, mimo że niewiele z niego widziałam. Zastanawiałam się, co wojowniczka powiedziała o mnie i komu. Pewnie przerysowała swoją historię, by spotkała mnie jak największa kara. I nie dziwię się jej. O ile ona jedynie mnie upokorzyła, to ja mogłam jej wyrządzić krzywdy materialne.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Z samego rana, jedynie po niewielkim posiłku poszłam do obory, która była na rogu zajazdu; przetrzymywałam tam Tempę. Gdy osiodłałam ją i już chciałam wsiąść na jej grzbiet, usłyszałam głos kobiety, po chwili zorientowałam się, że to jedna z karczmarek.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Tak, była w tej karczmie, panie. Mam nadzieję, że nie wyszła, bo wyglądało na to, że już opuszcza to miejsce.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zamarłam przez chwilę. Cicho wsiadłam na siodło i usłyszałam, jak drzwi do karczmy się otwierają. Sądząc po odgłosie, do budynku weszła jedna osoba, ale na zewnątrz pozostali jeźdźcy. Nie myśląc zbyt długo, ruszyłam powoli, by nie zrobić zbyt wielkiego zamieszania i hałasu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Nie ma jej tu. – usłyszałam donośny, męski głos. – Wiesz gdzie poszła?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie czekając na ciąg dalszy rozmowy, zmusiłam klacz do szybkiego galopu. Dopóki uliczka nie była zatłoczona, jechałam szybko, jednak gdy dojechałam do bramy, musiałam się zatrzymać. Na szczęście strażnicy nie wydawali się zwrócić na mnie szczególnej uwagi, więc udało mi się wyjść z miasta. Oddychając szybko z przerażenia z trudem udało mi się uspokoić. Postanowiłam jechać średnim tempem, mając nadzieję, że grupa, która mnie szukała zatrzyma się jeszcze przy bramie, by wyjaśnić sytuację strażnikom. Jechałam traktem, cały czas rozglądając się. Po krótszym czasie, niż się spodziewałam, zauważyłam przyśpieszającą grupę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mogli mnie nie zauważyć, jednak postanowiłam znowu zagalopować. Trwało to dosyć długo, jednak po pewnym czasie usłyszałam zdecydowany głos.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Zatrzymaj się! – Nie mogąc nic poradzić spełniłam rozkaz. Lepiej będzie, żeby nie myśleli, że uciekam. Gdy się odwróciłam, zauważyłam, że jeźdźcy są jeszcze daleko, więc nie powinnam była usłyszeć tego głosu. Prawdopodobnie ktoś użył magii.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W końcu konie do mnie dojechały z zakapturzonym mężczyzną na czele. Zatrzymał się i zszedł z konia, a reszta osób otoczyła mnie. Dopiero teraz rozpoznałam, kto to był. Theshneresh Sulion, mag wymierzający sprawiedliwość, stał przede mną we własnej osobie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Yrennacht Lerray Setnuzen? – Skrzywiłam się, gdy użył mojego pełnego imienia, nieużywanego od dawna. Wszystkim przedstawiam się jako „Yrenn; Boski Piorun Tiglavve”, pomijając resztę, między innymi nazwisko rodowe.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Tak, to ja. – Powiedziałam ciszej, niż chciałam. Nie czułam się tak pewnie, jak zawsze. Zdjęłam kaptur, by pokazać swoją twarz i zeszłam z konia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Czemu uciekałaś? – Gdy zadał to pytanie, poczułam majestat tej osoby. Zjechałam spojrzeniem lekko w dół, by uniknąć jego surowego spojrzenia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Nie uciekałam. – Skłamałam, czując, że głos mi drży. – Chciałam zagalopować, bo moja klacz miała zbyt wiele energii, a lubię czuć powiew wiatru.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Była to beznadziejna wymówka, jednak nic innego nie mogłam w tej chwili wymyślić. Prawdopodobnie mag zorientował się, że jest to nieprawda, jednak nie brnął w to dalej.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Czy to ty przywołałaś burzę dwa tygodnie temu w tych okolicach? – Miałam wrażenie, że Sulion zna odpowiedź, jednak nie mogłam przyznać mu prawdy. To byłoby jak przyznanie się do użycia czaru na niewinnych.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Chciałam odpędzić niewielki deszcz, jednak źle użyłam zaklęcia. Czar wyszedł z mojej kontroli i pogoda zaczęła się zachowywać wbrew mojej woli, wchłaniając całą moją energię, więc nie mogłam jej zatrzymać. – Tym razem zabrzmiałam pewniej, jednak nie wiem, czy wystarczająco.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Umyślnie, czy nieumyślnie, przez twe czyny poważnie poszkodowałaś dwie osoby.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Więc jednak wyrządziłam jej krzywdę. Ale kim była druga osoba? Prawdopodobnie innym wędrowcem, równie pechowym, co ta kobieta.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—W związku z tym, odpowiesz za swoje czyny. Pojedziesz do Ostańca, gdzie czeka cię wyrok. W zależności od tego, co powiedzą świadkowie i poszkodowani, możesz się spodziewać różnych kar. – powiedział spokojnie, a moja twarz wykrzywiła się w złości i smutku. Przez chwilę chciałam protestować, jednak w końcu kiwnęłam głową. Podeszła do mnie jakaś kobieta o czerwonych włosach i mocno związała mi ręce. Wyciągnęła jakiś flakonik z zielonym płynem i przystawiła mi do ust.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Wypij to. Środek blokujący magię. – powiedziała szybko. Chciałam protestować, jednak w końcu przełknęłam obrzydliwy wywar.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jeśli do tej pory czułam, że nie mogę używać magii, to teraz czułam pustkę, rezygnację i rozpacz. Nienawidzę przegrywać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wepchnięto mnie do jednoosobowej celi, gdzie spędziłam już dwa dni. Większość czasu rozmyślałam nad swoimi czynami, jednak ciasnota tego pomieszczenia przeszkadzała mi, wytrącała mnie ze skupienia. W nocy nie mogłam spać, płakałam i krzyczałam denerwując się na wszystko – na dawno u mnie niespotykane poczucie winy, na utratę mocy, na całą sytuację.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Słyszałam, że termin wydania mi osądu przedłuża się, by każdy mógł się wypowiedzieć. „Każdy” to pewnie poszkodowani. W tym ta kobieta, której imienia nie znam. W pewnym momencie moje rozmyślania zostały przerwane.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Yrennacht? Pozwolono mi z tobą porozmawiać. – usłyszałam mi dobrze znany głos. Był to Aeeth Setnuzen, mój ojciec. Spojrzałam na niego, by zobaczyć, że w jego wyglądzie nic się nie zmieniło w ciągu mojej nieobecności.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Dawno się nie widzieliśmy, ojcze. – powiedziałam, odwracając wzrok, by nie widzieć zawodu w jego oczach.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Tak, to prawda. Twój proces odbędzie się w ciągu miesiąca. Powiesz mi, co się stało? Czemu to zrobiłaś? – zapytał. Usłyszałam w jego głosie niecierpliwe wyczekiwanie na odpowiedź.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Nie wiem, czy chcę o tym mówić. – Skuliłam się sobie, błagając w duchu, by odszedł już.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Czujesz przynajmniej wyrzuty sumienia? – Naciskał coraz bardziej. W tym momencie, moje emocje z ostatnich tygodni skumulowały się.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Tak! Nawet nie wiesz! – ryknęłam na całe gardło, czując jak mi się zdziera, co rzadko się zdarzało. – Przez całą tę podróż czułam, że… — nagle przerwałam, gdy wpadłam na pewien pomysł. Nie wiem, czy cokolwiek da, oprócz może lekkiego uspokojenia, ale chcę spróbować. – Ojcze, czy wiesz, czy Theshneresh Sulion zna poszkodowaną?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—Wydaje mi się że tak, ale to teraz nie jest…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;—A czy mógłbyś przynieść mi pergamin, atrament i pióro? – przerwałam mu. Wyglądał na zdenerwowanego, ale w końcu się zgodził. Podczas jego nieobecności myślałam, co chcę napisać. Strażnicy zgodzili się, bym mogła dostać te rzeczy, a ja poprosiłam mojego ojca, by odwiedził mnie następnego dnia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Rzeczywiście, przyszedł do mnie. Tym razem nasza rozmowa była spokojniejsza, a ja poprosiłam go, by przekazał list do poszkodowanej, może być za pośrednictwem maga. Opisałam mu to, co zapamiętałam z wyglądu wojowniczki, mając nadzieję, że trafi do odpowiedniej osoby.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Tego dnia spałam spokojniej. Jedno moje zmartwienie częściowo zniknęło. Nie wiem, czy da mi to cokolwiek, ale czułam się pewniej, wiedząc, że ta kobieta może mnie zrozumieć. Zastanawiałam się, jak zareaguje na mój list.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;Droga nieznajomo!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;Wiem, że jest zbyt późno, by to mówić, jednak chciałam Cię przeprosić. Wiem, że będąc w obecnej sytuacji, wydawać się może, że robię to pod wpływem strachu przed karą i Twoim gniewem, jednak nie jest to prawda. Rzeczywiście, obawiam się tych rzeczy, jednak czuję wyrzuty sumienia. To, co Ci uczyniłam jest nie tylko niewybaczalne, ale i haniebne. Dałam się ponieść emocjom, mimo że właściwie nie zrobiłaś nic złego, w przeciwieństwie do mnie. W rezultacie Ty chciałaś mi pomóc, a ja zraniłam Cię, chociaż nie wiem, jak mocno. Nie wyobrażam sobie, byś mi wybaczyła, jednak chciałam, byś wiedziała, że źle się czuję z tym co zrobiłam.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;Nie wiem, co wyniknie z procesu. Oprócz Ciebie, zraniłam też inną, nieznajomą mi osobę, a jeśli jest to bogaty szlachcic, może zażądać mojej śmierci. Piszę to, bo to może być ostatnia szansa na przeprosiny. &lt;strike&gt;Zależy mi na tym, bo czuję, że gdybym postąpiła inaczej&lt;/strike&gt; Zależy mi na tym, bo czuję się winna, i wiem, że nigdy tego nie odkupię.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;ŻAŁOŚĆ LICZY SIĘ KROPLAMI KRWI&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Szare chmury przesuwały się powolnie po niebie, jak ciągnięte przez niewidzialne konie, które uparcie galopowały z zachodu na wschód. Patrzyła przez okno, opierając się o wysłużoną laskę, która musiała kiedyś służyć jakiemuś starcowi. Sama nie czuła się lepiej niż jej poprzedni właściciel. Przez chwilę przez głowę przemknęło jej pytanie: gdyby teraz przeniosła się do Niemiec, czy ból by ustąpił? Potrząsnęła głową, szybko odpychając myśli o tamtym świecie w głąb umysłu. Nie tęskniła za domem, wreszcie minęło już kilkanaście lat, kiedy ostatnio mówiła po niemiecku, płaciła banknotami czy łykała paracetamol, o którym mogła teraz tylko pomarzyć. Tak, paracetamol by się przydał, zdecydowanie…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Przestań! — rozkazała sobie, odchodząc od okna. — Rozmyślanie w niczym ci nie pomoże — dodała, kładąc się na twardym łóżku. Ból nie jest duży, naszprycowali mnie czymś… Magią, ziołami…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Stęknęła, sięgając po wysłużoną książkę, która wielokrotnie ratowała jej życie za granicą. Czyli wszędzie, poza Verianą. Myśl o przytulnym mieszkanku wywołała gęsią skórkę na opuchniętej skórze. Napiłaby się wina z Brivii... Podłożyła sobie pod plecy dziurawą poduszkę i przekartkowała „Przewodnik Uniwersalny” do rozdziału piętnastego.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;Tiglavve, ziemia przez bogów porzucona&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wzdrygnęła się, widząc jego tytuł i poszukała w tekście czegoś o Ostańcu. Nie interesowała ją historia miasta, chciała się dowiedzieć czegoś bardziej praktycznego, a nie wiedzieć, kiedy zbudowano ten czy tamten pałac. Całkiem jak na wycieczkach, zawsze marudziła, słysząc, jak przewodnik rozgaduje się, mówiąc o przeszłości miasta czy czegokolwiek. Zawsze uważała, że historia to najgorszy temat, na jaki można rozprawiać. Ale teraz jakoś tak nieświadomie, gdy tylko przeleciała wzrokiem notkę o Rybim Mieście, z dziecięcym zaciekawieniem rzuciła się na inne teksty, pochłaniając informację jak gąbka. Zapomniała o tym, co myśli o przeszłości. Bo myślami była w jasnej Bohrii, wpatrywała się w morze, potem w bogatej Zachodniej Iglicy dotykała ciepłych łusek smoków, nagle szybko przeniosła się do Ustroniska, już czując jego spokój, który zapewniała odległość od centrum Tiglavve; przez chwilę spoglądała na Akavell z jednego z wierzchołków Gór Poszumistych, a wreszcie udała się do…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Posłaniec wszedł bez pukania, niecierpliwie wręczając Tajdze zapieczętowany list. Nawet nie zdążyła zareagować na wtargnięcie, a miała pod nosem świstek papieru. Już chciała go gwałtownie chwycić, gdy pohamowała się z wykonaniem jakiegokolwiek ruchu. Spojrzała spode łba na wyrostka w nawet porządnej tunice, z małym sztylecikiem u pasa i skórzaną sakiewką. Był za dobrze ubrany jak na zwykłego posłańca. Bezczelnie sopatrzyła w obojętne i zmęczone oczy, chudy kark, piegowatą twarz i wreszcie delikatnie wzięła list. Zaskoczona nawet zapomniała zapytać, dlaczego jakoś nie zapukał, a tak wskoczył bez pytania… Nie bawiła się w podważanie pieczęci i paznokciami poradziła z kruchym lakiem. Choć była osobą, która trafnie przewiduje przeróżne wydarzenia, tego listu się nie spodziewała. Nawet nie spojrzała na nagłówek, pośpiesznie wbiła wzrok w litery, które, choć były pisane w pośpiechu i kiepskich warunkach, zdradzały, kto pisał ten list.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;„Wiem, że jest zbyt późno…”&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zaskoczenie, choć spore, szybko ją opuściło. Cicho się zaśmiała, prosząc o pióro i kałamarz, prostując kartkę na książce. Nie minęła chwila, gdy zręcznie zamoczyła końcówkę w tanim tuszu i nakreśliła kilkanaście słów, nie przerywając nawet na sekundę, dopóki nie złożyła na końcu podpisu. Jeszcze raz przeleciała wzrokiem tekst listu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;Droga czarodziejko,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;Kimkolwiek tak naprawdę jesteś, cokolwiek tak naprawdę czujesz i czego tak naprawdę się lękasz, wiedz, że mój gniew odszedł razem z twoją burzą. Rzucenie tego zaklęcia na mnie nie było przypadkiem, wierzę, że los tak chciał. Wymierzyć mi karę, a może skłonić do refleksji nad własnym życiem. I co z nim robię. Jeśli ktoś do mnie przyjdzie w twojej sprawie — nie obawiaj się zemsty z mojej strony.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;Przynajmniej nie teraz. Twoja burza rozerwała mnie na żałosne i smutne kawałki.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;Taiga Lorenc.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;PRZED PROCESEM&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Nie wiem, ile mnie tu trzymano. Może pięć dni, może pięć miesięcy, a może pięć lat. Nie wiem. Ale w ciągu tej katorgi uświadomiłam sobie, że nie potrafię już żyć bez magii. W całym moim życiu ciągle upajałam się grzmotami i błyskami piorunów. Niecierpliwie czekałam na deszcz, często używałam czarów po prostu z nudów. Eliksir, który usuwał moje zdolności, podawano mi codziennie rano i pilnowali, bym wypiła wszystko. Co jakiś czas zastanawiałam się, jak przechytrzyć strażników, jednak szybko rezygnowałam z tego pomysłu. Miałam przecież ponieść odpowiedzialność za to, co zrobiłam. Czas mijał niemiłosiernie długo, a jednocześnie miałam wrażenie, że każdego ranka nastaje kolejny, nowy rok.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nawet teraz ciągnęło mnie do piorunów. Większość czasu myślałam o nich, przywoływałam wspomnienia, w których czuję tę nieopisaną radość z wskrzesania nieokiełznanego żywiołu. Kiedyś nazwałabym to uzależnieniem. Teraz usprawiedliwiam się, że to jedynie przywiązanie — tyle lat już korzystam z magii, że zaprzątnęła ona cały mój umysł. Pewnie każdy mag ma tak samo, a (nawet czasowe) zabranie mu umiejętności jest dla niego najgorszą torturą.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Po kilku wiekach, tygodniach lub godzinach dostałam list. Przybycie posłańca zakłóciło moje rozmyślania, a ja, by zająć czymś myśli, czytałam w kółko list, który od początku wydał mi się co najmniej dziwny. Uniosłam brwi, bo nie mogłam połączyć tych słów z tamtą kobietą; Nie pasowały one do niej. Po przeczytaniu wiadomości dziesiąty raz, zaczęłam się zastanawiać, jaki tak naprawdę ma charakter najemniczka. Gdy mijała piętnasta minuta mojego bezmyślnego gapienia się na papier, przestało już mnie to obchodzić, ale zwróciłam uwagę na podpis. Wreszcie wiem, jak się nazywa, chociaż w tej sytuacji, na niewiele mi się to zda.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mijały dekady, pory roku lub sekundy, a ja zaczynałam szaleć. Zaczęło się od śpiewania tiglavvskich pieśni, które szybko mi się znudziły, więc przypomniałam sobie utwory po Helliańsku. Tych z kolei nie znałam zbyt dużo, więc skończyłam „występ”, gdy zorientowałam się, że przeszłam na włoski. Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam drzeć papier, ścierać paznokcie o kamienną podłogę czy stukać o kraty, by stworzyć dziwną, więzienną melodię. Muzykowałam przez całą wieczność.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;I wtedy strażnicy brutalnie mnie wyciągnęli z celi. Przez chwilę się cieszyłam, że opuszczam to miejsce, jednak takie potraktowanie mnie nie uśmiechało mi się. Mężczyźni dopiero po pewnym czasie powiedzieli mi, że biorą mnie na publiczny proces, by wszyscy mogli popatrzeć na moje męki. Nie było mnie stać na wykupienie obrońcy, chociaż nie wiem, kto chciałby mnie bronić. Zaczęłam się zastanawiać, czy moi przeciwnicy wezmą kogoś do pomocy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zostałam wyprowadzona, już łagodniej na wielki, kwadratowy plac. Zebrało się już trochę ludzi, którzy chcieli rozrywki w postaci mojej śmierci. Było dość głośno, ludzie śmiali się, krzyczeli, jednak mi nie było wesoło. Nie byłam w nastroju do podziwiania architektury tego miejsca, więc spuściłam głowę, nie zwracając na nic uwagi. Skierowano mnie na jeden z kamiennych podestów, gdzie miałam się bronić. Druga strona jeszcze nie przybyła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Problem jest duży — wyrok może być od kary śmierci do pieniężnej. Zaczęłam już się zastanawiać, którą z tych kar najchętniej bym dostała, a gdy wybrałam tę najbardziej odpowiednią, zauważyłam grupę ludzi, która kieruje się w stronę drugiego podestu. Moi przeciwnicy — świadkowie, poszkodowani, adwokaci i sędzia. Wszyscy szli z Theshnereshem Sulionem na przedzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;POTĘGA JASNA&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;— Co widzisz, co widzisz w srebrnym lustrze wody, dziewczyno? Co czujesz, co czujesz, gdy patrzysz w krzywe odbicie, dziewczyno? Co myślisz, co myślisz, gdy dzieci uciekają w chatę, dziewczyno? Czego żądasz, czego żądasz od staruszki, dziewczyno? — zapytała zgarbiona kobieta, wspierająca się na sękatej lasce. Laska była zrobiona z małych czaszek, a staruszka wyglądała podejrzanie zdrowo i krzepko, jak na swój wiek. Ludzie powiadali, że ma już z osiemdziesiąt wiosen za sobą, lecz któż mógłby to potwierdzić? Zielone jak świerkowe igły oczy błysnęły chciwie, rdzawe smugi na policzku wybiły się zza obdartego kaptura. Postać wyprostowała się w górę tak, że nie przypominała już żebraczki. Zamachnęła się i zrzuciła popielatą tkaninę z głowy. W czarnej rozwalinie zadął wiatr od północy, gwiżdżąc złowieszczo w bezgwiezdną noc.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Daj mi niewzruszone serce, które pokona każdy smutek; daj mi pewną rękę, która zabije każdego; daj mi chłodne sumienie, które nie przejmie się cierpieniem, chcę być okrzepła niczym wieczny śnieg w górach, chcę służyć wiernie do końca życia. Daj mi to, a uciszę gawędziarzy i wichrzycieli, którzy sprzeciwili się twojej woli — dokończyła, klękając na jedno kolano z niespotykaną pokorą. W czarnej rozwalinie zadął wiatr od północy, gwiżdżąc złowieszczo w bezgwiezdną noc.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Starucha zarechotała paskudnie, przechylając się w przód i w tył, aż przykurczone na głazach ptaki zerwały się w górę, a ropuchy przyczajone nieopodal strumyku zamilkły.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Dostaniesz to, czego żądasz, zuchwała dziewczyno, ale cena będzie równie wysoka. Przemawiam teraz, przemawiam w przyszłość, przemawiam za przeszłość: potęga jasna cię najdzie w dalekiej podróży i pokona, a gdy krew z ran się wstrzyma, gdy połączy się poszarpane oblicze odejdziesz w noc ciemną bezgwiezdną i zobaczysz potęgę jasną na śmierć zasądzoną i staniesz przed zawiłym wyborem, który twój los przypieczętuje — skończyła, dotykając kaprawymi łapami czystego oblicza dziewczyny. Wtenczas zaszemrała krótko i podłe moce przeszyły serce, ciało i sumienie dziewczyny, obracając je obojętne i zimne. W czarnej rozwalinie zadął wiatr od północy, gwiżdżąc złowieszczo w bezgwiezdną noc.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Blizny błysnęły w ogarniętej ciemnością izbie, gdzie jarzył się złociście knot niewielkiej świecy, kobieta po raz ostatni pochyliła się nad misą wypełnioną zmąconą wodą. Powierzchnia falowała coraz wolniej, aż wreszcie Tajga znów mogła ujrzeć swoje zdziczałą przez wieczną samotność twarz, z zaciśniętymi ustami, z tradycyjnymi smugami na policzku, które miały ochronić ją przed nieszczęściem. Nie pamiętała, kiedy zaczęła je malować i kto jej o nich opowiedział. Ostatnio jakoś wiele zapominała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie pożegnała się z uzdrowicielami, nie podziękowała za ratunek — nie miała w zwyczaju płaszczyć się przed wszystkimi i mydlić oczu obcym. Może i była wdzięczna, może i nie była; teraz wszystko stało się jakieś takie nieważne. Czuła dziwny obowiązek—moc, który ciągnął ją w głąb miasta. Jej pożegnaniem był chudawy mieszek z kilkunastoma denarami na dnie. Wiedziała, że taką zapłatę może właściwie sobie gdzieś wsadzić, ale więcej dać zwyczajnie nie chciała ze wrodzonego skąpstwa; uzdrowiciele też nigdy nie brali sobie wielkości zapłaty do serca, działali w imię wartości zwanej „miłością bliźnich”. Głupota, ludzka naiwność i głupota.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na dusznym placu był już spory tłum, a wyrzucona z życia świata na kilkanaście długich i bolesnych dni, nie wiedziała, który dziś dzień i co się właściwie dzieje. Przeciskała się z trudem przez gęstniejącą gawiedź, lekko kulejąc na prawą nogę. Nie pamiętała, żeby wcześniej z jej nogą było coś nie tak. Nie pamiętała też, żeby uzdrowiciele wspominali, by miała po uderzeniu pioruna ciało zranione poniżej pasa.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wreszcie dostała się pod kamienne podwyższenie i spojrzała w górę, przysłaniając palące słońce dłonią. Na dwóch podestach zgromadzili się wszyscy powiązani ze sprawą, którą dziś mieli rozsądzić na oczach miasta. Tajga od dawna nie czuła takiej adrenaliny, takiego przypływu energii, wiedziała, że to przeczucie nie pojawiło się same z siebie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wreszcie zrozumiała przepowiednię wiedźmy z ruin Sancre—Tor.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;„…potęga jasna cię najdzie w dalekiej podróży i pokona, a gdy krew z ran się wstrzyma, gdy połączy się poszarpane oblicze, odejdziesz w noc ciemną bezgwiezdną i zobaczysz potęgę jasną na śmierć zasądzoną i staniesz przed zawiłym wyborem, który twój los przypieczętuje”.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mogła śmiało pogrążyć młodą czarodziejkę w bagnie, z którego nigdy by już się nie wydostała. Mogła też obronić ją, wreszcie była dobrym dyplomatą, przynajmniej w żartach znajomych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;KRZYK&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Theshneresh Sulion wywołał na magini to samo wrażenie, co wcześniej. Mężczyzna wręcz promieniował pewnością siebie, w dodatku cały czas patrzył się na Yrennacht Setnuzen, która niecierpliwie, ale i w niepokoju oczekiwała na rozpoczęcie procesu. Kobieta, mimo że uważała się za silną i potężną osobę, musiała odwrócić wzrok. Denerwowało ją to, że mężczyzna właściwie nie mrugał, gdy spoglądał na nią swoim surowym wzrokiem, w którym Yrenn dostrzegła pogardę. Dopiero teraz zauważyła jego towarzyszy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Po prawej stronie czarodzieja stał niski, stary mężczyzna z siwą brodą, lecz o władczym spojrzeniu. Po jego bogatym ubraniu o dobrej jakości można było stwierdzić, że jest on szlachcicem, co potwierdzał fakt, że na palcu nosił duży sygnet, zapewne z herbem jego rodu. Był dość gruby, o okrągłej twarzy. Lekko się uśmiechał, jednak gdy natrafił spojrzeniem na Yrenn, magini dostrzegła lód w jego szarych oczach. Nie widziała natomiast żadnej rany na jego ciele. Oprócz tego, że chodził dosyć chwiejnie, nie można było dostrzec innej, niepokojącej rzeczy, wskazującej na to, że został trafiony piorunem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Za nim szedł lekko zgarbiony mężczyzna, rozglądający się po tłumie. Wyglądał na znudzonego, jakby takie sytuacje działy się mu codziennie. Miał czarne włosy oraz ciemne oczy, nie obnażające zbyt wielu emocji. Ubrany był w czarny strój, odkrywający jedynie twarz, bo na rękach miał białe rękawice. Szepnął coś na ucho szlachcicowi, po czym Yrenn zobaczyła na jego twarzy wykrzywiony, ironiczny uśmiech. Dopiero teraz można było dostrzec starą, bladą bliznę na prawej części jego twarzy. Czarodziejka domyśliła się, że jest to prokurator szlachcica. Było tam kilka innych osób, którym Yrenn nie miała możliwości się przypatrzeć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przyszło też kilku strażników, którzy rozstawili się na dwóch podestach, jakby pilnując, by magini nie uciekła. Zaczęli powstrzymywać tłum przed zbytnim wpychaniem się na scenę. Widownia wręcz szalała. Chcieli zobaczyć krew czarodziejki, jakby była to najświetniejsza atrakcja dzisiejszego dnia. Wtedy, tuż przed podestem, Yrenn dostrzegła Tajgę Lorenc, od której to wszystko się zaczęło. Poczuła gniew, ale szybko się uspokoiła. Nie mogła dać satysfakcji tej szarej masie, która oczekiwała tylko mordu, poza tym czarodziejka wiedziała, że to ona jest winna.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Yrennacht Setnuzen, oskarżona o nadużycie magii, zaatakowanie i oszpecenie dwóch osób, w tym jednego szlachcica. Czy oskarżona przyznaje się do winy? — zapytał mężczyzna, w podobnym ubraniu, co prokurator. Sędzia miał siwiejące włosy i chłodne spojrzenie, które pokazywało, jak surową jest osobą.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Tak. — powiedziała. Tajga spojrzała na maginię. Przez ułamek sekundy patrzyły sobie w oczy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mam was wszystkich gdzieś. Mam tego dosyć. Chcę już wiedzieć, czy umrę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Zanim zostanie wydany wyrok, chciałbym zauważyć, że mój syn został paskudnie oszpecony. Ona — tu wskazał na Yrennacht — powinna również zostać upokorzona przed śmiercią… to znaczy upokorzenie powinno być częścią wyroku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na podestach panowała cisza, ale tłum, który zaczynał już się nudzić, postanowił wrzeszczeć jeszcze głośniej. Znowu czekała wieczność na następne słowa, chcąc usłyszeć już werdykt. Nic innego ją nie interesowało. Sędzia odchrząknął.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Na mocy tiglavvskiego prawa, Yrenacht Setnuzen zostaje skazana na śmierć przez ścięcie. Przed tym jednak zostanie wykonana publiczna chłosta o wielkości piętnastu batów.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Yrenn przez chwilę stała nieruchomo, starając nie zdradzać się żadnych uczuć. W głębi serca przeczuwała, że tak właśnie będzie, ale zadrżała lekko. Śmierć wcale się jej nie uśmiechała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Strażnicy związali jej ręce i przeprowadzili kilka kroków. Przywiązali delikatne ręce czarodziejki do wysokiego pala. Usłyszała jedynie kroki za sobą, domyślając się, że był to kat. Patrzyła się na rozwścieczoną publiczność i jeszcze raz ujrzała Tajgę. Nie jednak miała czasu się jej przyjrzeć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Pierwszy bat uderzył z zaskoczenia. Nawet nie zorientowała się, kiedy zdarto jej ubranie, ani kiedy przygotowania zostały skończone. Yrenn syknęła i mocno zamknęła oczy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Drugi bat uderzył z głośnym świstem. Jednak czarodziejka nie krzyczała. Nie chciała im dać tej satysfakcji. Niech tłum przyjdzie tu na marne — nie zobaczą widowiska, jakiego oczekiwali. Jestem silniejsza, niż ktokolwiek na świecie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Trzeci i czwarty bat był boleśniejszy, niż poprzednie. Yrenn z trudem powstrzymała się od krzyku. Musiała zacisnąć z całej siły zęby, ale udało się jej nie wrzasnąć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Piąty i szósty bat był dla Yrenn odpoczynkiem. Może już trochę przyzwyczaiła się do rytmicznego bólu, a może skupiła się bardziej na swoich emocjach, zamiast fizyczności, ale tym razem jej wzrok spoglądał daleko w przestrzeń.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jednak siódmy i ósmy bat nie był już tak słaby. Z gardła czarodziejki wyrwał się dziwny charkot, prawie niesłyszalny. Na dziewiątym bacie zemdlała. Gdy ją ocucono zostało jej jeszcze cztery baty. Na ostatnim cała widownia usłyszała głośny krzyk, jakby kumulację tego, co czuła jeszcze chwilę temu. Strażnicy podeszli do niej, by odwiązać ją od palu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Za chwilę będzie egzekucja. — usłyszała Yrenn. — Jakieś ostatnie życzenie?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Tak… – szepnęła cicho. — Pozwólcie mi umrzeć w ciszy, na klifach przy bezkresnym morzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;DO PIERWSZEJ KRWI&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Ludzie zawsze mówili, że Erieńczycy odziedziczyli cechy zarówno ludzi, jak i krasnoludów. Lubili szybki i pewny zarobek, przytulne domy, kamienne fasady i złote zdobienia. Byli sprawni, wysocy, silni, ale uparci i zawsze bili się o honor. Zresztą, wiele veriańskich rodów za swoje motto, a jednocześnie narodową dewizę, wybierało słynną myśl Vesslina ze Srebrnej Góry: Bez honoru za życia, bez honoru po śmierci. Choć Tajga czystą Erienką nie była, to ten stereotyp dobrze ją opisywał. Uparta była każdego dnia, gburowata i szorstka też, przede wszystkim jednak zmienna; szczególnie gdy sprawy przybierały zbyt drastyczny obrót. Podejmowała decyzję bez wahania, bo nigdy nie bała się przyszłości. A o swój honor dbała bezwzględnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Cierpienie czarodziejki podczas chłosty nie było dla niej ani czymś śmiesznym, ani czymś ciekawym. Takie publiczne egzekucje czy wymierzanie kary nie działało na nią, nawet gdy ścinali jej znajomego po fachu. Nigdy nie cieszyło jej pastwienie się nad żywymi istotami (aczkolwiek często zdarzyło się jej kopnąć w jakiś mebel ze złości, tudzież zakląć siarczyście, kierując wulgaryzmy do krzeseł) i nigdy nie zadawała więcej bólu, niż było to potrzebne. Zabijała szybko i sprawnie. I zabijała tylko tych, których imiona widniały na zleceniu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ukaranie osoby dobrze urodzonej w taki sposób w Verianie jest zabronione, ale Tiglavve to dość barbarzyński kraj, już się o tym przekonała wcześniej. Chłosta to paskudna kara, raniąca ciało i duszę — zwykli mówić Malukowie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie było jej żal czarodziejki, a właściwie Yrennacht, przecież znała jej imię; nie współczuła jej, nie drwiła, nie rozpaczała. Ale niepotrzebna śmierć nieznanej osoby, spowodowana częściowo przez jej głupie żarty? Nie, Tajga nie łamała swoich zasad. Nie chciała, żeby czarodziejka odeszła na tamten świat z jej powodu. Nie przez nią i nie teraz. I nie tak.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kobieta zanuciła cicho jakąś niemiecką piosenkę i spojrzała na ostatni cios zadany przez kata. Ludzie krzyknęli, szydząc z magini, ktoś nawet rzucił w nią pomidorem. Tajga poprawiła pas i opierając dłoń na rękojeści wypolerowanego rano miecza, uniosła dłoń do góry, dając znak sędziemu, który przypatrywał się katuszom. Facet zgrywa obojętnego… — pomyślała, bezbezceremonialnie wchodząc na podest i przechodząc obok czarodziejki. Tego dnia zachowywała się niezwykle zuchwale. Nawet nie poczekała, aż ktoś oficjalnie udzieli jej głosu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Murgrabio, czy kim tam tak naprawdę jesteś… — dodała pod nosem, przeciągając swoją wypowiedź. Strażnicy zmarszczyli brwi, kat oddalał się od winnej, sędzia zaczerwienił się jak oparzony, a szlachcic zagroził najemniczce ręką z wielkim oburzeniem. — Czy zaryzykowałbyś swoim życiem dla syna? — zapytała, niemal krzycząc głośno, by nawet zgromadzeni z tyłu ją usłyszeli. Gawiedź milczała, Tajga uzyskała pożądany efekt, nieoczekiwany zwrot akcji, nim poleje się krew. Mężczyzna przez chwilę nie potrafił odnaleźć słów, ale wreszcie przemówił.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Ja? Ja dla mojego syna ukochanego zrobię wszystko! — odpowiedział, rozglądając się bezradnie po zgromadzonych. Nie odpowiedział tak ani nie, kobieta energicznie tupnęła w podest, szczerząc zęby.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Ale czy zaryzykujesz dla niego własnym życiem?! — krzyknęła, teatralnie przechylając głowę w bok. Gość był teraz słuchany przez wielu ludzi, więc to, co powie, będzie dla niego bardzo ważne. Najemniczka nie wiedziała, czy jego syn gdzieś tutaj siedzi. Jeśli, ukochany ojciec nie ma już wyboru.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Zaryzykuję! — powiedział, nerwowo szarpiąc połę płaszcza. Tajga wreszcie usłyszała wyczekiwaną odpowiedź. Nie pochodziła z Tiglavve, ale z tutejszym prawem zaznajomiła się tak na wszelki wypadek, choć nie przypuszczała, że rozdział o pojedynkowaniu się publicznie jej się kiedykolwiek przyda. Cóż, przezorny jest zawsze ubezpieczony!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Więc stań ze mną do walki o wolność tej dziewczyny, na miecze i do pierwszej krwi, szlachciuro! — prychnęła, spluwając w dół. Może nie było to eleganckie, jednak nikt nigdy nie powiedział, że Lorenc to elegancka kobieta. Ktoś zaklął szpetnie z tyłu, patrząc na wojowniczkę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Okrągła twarz zaczerwieniła się jeszcze bardziej, a gdy sędzia chciał coś powiedzieć, zupełnie zaskoczony obrotem wydarzeń, szlachcic uciszył go jednym gestem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Jesteś kobietą, tak więc dam ci panno fory, boś słaba i powolna … — obiecał, przyjmując miecz od służącego, który pojawił się dosłownie znikąd. Tajga szybko oceniła broń i wzdrygnęła się, widząc veriańskie wykończenie. Nie godzi się ze swoim pojedynkować — przeleciało jej natychmiast przez myśl. Miała nadzieję, że był to tutejszy możny, który gdzieś zapodział swój rodowy miecz, pamiątek po przodkach.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Lorenc zwinnie zeskoczyła z podestu, przez ułamek sekundy tracąc równowagę. Przypomniał jej się tamten błysk błyskawicy, ale podnosząc się z podkurczonych kolan, wyjęła Yankerana, swój wysłużony i wierny miecz półtoraręczny, pochodzący z Venstaru i podeszła bliżej. Kochała swoją broń, a jej broń nigdy jej nie zawiodła. Tak właśnie wojownicy miłowali od wieków swój oręż, który bronił ich przed największym niebezpieczeństwem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Walka była krótka i żałosna. Nawet z bolącym kolanem i kostką, Tajga z dziecinnym uśmiechem na twarzy odpierała niezdarne ataki szlachcica, bawiąc się przy tym, jak nigdy. Lubiła się popisywać, szczególnie pojedynkując się z obcokrajowcami. Raz, że to zabawa; dwa, że najlepsza reklama. Szlachcica drasnęła delikatnie po policzku, a ten zawył, jakby go stado wilków rozrywało. Krew kapnęła dwa razy i było po wszystkim. Cała adrenalina wyparowała, cała radość odeszła, Tajga znów była tą niewzruszoną i niemiłą wersją siebie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Szlachciura zaklął pod nosem, biadoląc przed służącym, który niedbale próbował zatrzymać krew w ranie. Sędzia spojrzał wymownie na nawet niespoconą najemniczkę i oszczędnym kiwnięciem głowy poprosił ją ku siebie. Gdy podeszła, zmrużył oczy i przez chwilę milczał. Dopiero teraz dostrzegł, że Tajga ma więcej wiosen za sobą, niż mu się wydawało.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Jesteś zuchwała, wojowniczko. I nie wiem, czy ośmieszasz ludzi, bo chcesz dobrze czynić; czy też ośmieszasz ludzi, chcąc ich poniżyć do granic możliwości. Nie przedłużajmy tego, ta czarodziejka jest wolna i bez winy — oznajmił donośnym głosem, jakby odpychając od siebie niewidzialny występek Yrennacht.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kiwnął głową na strażnika, który zajęty pojedynkiem, zapomniał rozwiązać do reszty sznur krępujący czarodziejkę. Młody wyrostek szybko podskoczył i uwolnił kobietę, która najpierw gruchnęła nieprzytomna na podest, a potem z niego się skulała na ziemię. Tajga nie zdążyła zareagować, może nie chciała. Zmierzyła się jeszcze spojrzeniem z katem i na wzór czarodziejki, uniosła dumnie głowę do góry, prostując plecy i wciągając brzuch i zbiegła na w dół.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Stękając, uniosła obolała i niczego nieświadomą czarodziejkę i przełożyła sobie jej rękę za plecy, podpierając z całych sił. Jak na taką piękność, była niewiarygodnie ciężka. Taszcząc wielką Jasną Panią na ramieniu, Tajga Lorenc przecięła tłum na wskroś, bez cienia emocji. Z daleka, kobiety wyglądały jak dwie siostry; jedna wspierająca drugą, ryzykująca dla niej życie i dumę. Najemniczka miała nadzieję, że czarodziejka nie widziała jej pojedynku ze szlachcicem. Przynajmniej nie będziesz zadawać zbędnych pytań — mruknęła, kierując się do gospody. A jeśli będzie pamiętać… to Tajga z pewnością postara się skłamać. Choć to jedyna rzecz, do której nigdy się nie przyzwyczaiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;KONIEC&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Słońce już dawno skryło się za horyzontem, gdy przygarbiony medyk wreszcie wyszedł z małej izdebki, odruchowo wycierając ręce o pogniecioną tunikę. Przez chwilę przystanął w korytarzu, patrząc na Erienkę z cieniem podejrzliwości. Odchrząknął prostacko i od niechcenia spojrzał za okno, opierając się z ulgą o krzywą ścianę. Tynk posypał się na skrzypiące deski, pamiętające jeszcze poprzednich władców.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Zdrowa będzie — oświadczył wreszcie, kładąc strapioną dłoń na jej ramieniu — ale rany potrzebują czasu i świeżego powietrza. Musi też leżeć spokojnie i nie zadrapań strupów, codziennie czyścić rany ciepłą wodą. Niech odpoczywa, nie drażnij jej niczym — dodał, wzdychając.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kobieta kiwnęła głową, przeżuwając spokojnie twardy chleb. Otarła nos rękawem i kiwnęła jeszcze raz, może do siebie, może do uzdrowiciela, może do diabła. Zabrała bochenek pod pachę, ociężale podniosła się na równe nogi i zniknęła pośród głośnej gawiedzi. Tłum zebrał się przy parze możnych, pogrywających w karty. Nie wiedziała, że jeden z nich w zakładzie postawił rękę jej jedynej, nieszczęśliwej córki. Mówią, że tej nocy zostawiła po sobie tylko pusty kielich i srebniaka z wydartym wizerunkiem nieżyjącego już króla. Moneta nie była dla wieśniaka, który ją po chwili zabrał i z uśmiechem na twarzy kupił kolejne piwo w ociekającym pianą kuflu z podwójnym dnem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wszyscy widzieli, jak idzie na południe, kierując się na Góry Zachodnie. Szła bokiem, skruszona i pozbawiona nadziei. Nie patrzyła na cienie, nie zatrzymała się przy płomieniach, by ogrzać zmarznięte dłonie. Trzask ognia przerywał odrętwiałą ciszę mdłego świtu, z którym nieprzerwanie walczyła. Wszyscy widzieli, jak obojętnie mija żebrzące dzieci. Poprawiając dziurawy płaszcz, niemal potknęła się o wałęsającego się po ulicy psa. Parsknęła coś pod nosem, połknęła przekleństwo i ruszył przed siebie pośród gęstej mgły. Tamtego dnia całą Aryntię pokrył niematerialny puch, który głupcy próbowali rozgarnąć rękoma. Wybawienie dla jej duszy miało już nigdy nie nadejść, lecz stało się coś, co widzieli wszyscy. Drżące ręce, które podają chleb zmarniałemu ciału. Zamglone spojrzenie, które posyła skazanemu na śmierć. Szczery dotyk, którym pociesza starego psa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdy nastał Raegven, nikt w Tiglavve już nigdy nie zobaczył Tajgi Lorenc. Zmęczona życiem, brnęła przez śniegi, szukając sensu i nadziei. Gubiła się, odnajdując drogę i wiecznie nieufna, odpychała wszystko od siebie, otaczając się niewidzialną, grubą zasłoną. Za pulchny jak na swój stan życia pastuch, ostatni, który ją widział, powiedział, że sprzedała wszystko, co miała i wyruszyła w głąb skał, nigdy nie wracając.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jej miecz leżał obok, czysty i lśniący, jakby jego ostrze już nigdy nie miało pożywić się krwią. Błyszczący napierśnik zawinięty był w szmatę nasączoną olejem, podobnie jak reszta blach. Kilka kroków dalej odnaleźli ją z zasuszonymi kwiatami w żelaznym uścisku. Chyba się uśmiechała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Czarodziejka po kilkunastu dniach uśmiechała się trochę częściej i trochę częściej zdobywała się na grzeczność. Każdego ranka starzec marszczył brwi, drapał się po lichej brodzie, zadając sobie wiele pytań, na które niedane było mu kiedykolwiek odpowiedzieć. Ona milczała, przecierając olejkiem naznaczoną dumę i ciało. Olejek leczył, a kobieta po kliku tygodniach zapomniała o Tajdze Lorenc.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wreszcie, przecież w życiu liczą się tylko piękne chwile.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;hr /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Autorstwa: ForgetAnything | Infrea Van Toyrin&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Postacie:&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://tiglavve.blogspot.com/2017/08/npc-yrennacht-setnuzen.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Yerennacht Setnutzen&lt;/a&gt;&amp;nbsp;|&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://tiglavve.blogspot.com/2017/08/kp-popatrz-na-mnie-i-powiedz-mi-ze-nie.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Tajga Lorenc&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;31 marca - 6 października A.D. 2017&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2018/04/nie-ma-lekarstwa-na-pioruny-i.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-8125825475193834205</guid><pubDate>Mon, 01 Jan 2018 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-03T12:10:40.673+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Cykle</category><title>Cykle: Kruche wspomnienia</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://s5.postimg.cc/q9rxjtkmf/kwsp.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;400&quot; data-original-width=&quot;600&quot; src=&quot;https://s5.postimg.cc/q9rxjtkmf/kwsp.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;-webkit-text-stroke-width: 0px; color: black; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: medium; font-style: normal; font-variant-caps: normal; font-variant-ligatures: normal; font-weight: 400; letter-spacing: normal; orphans: 2; text-align: start; text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial; text-indent: 0px; text-transform: none; white-space: normal; widows: 2; word-spacing: 0px;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;karczma&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Z pamiętnika Anissy. Od dawna nie narzekałam na nudę. Choć zleceń jest pełno, całe to bieganie z listami nie jest tak ekscytujące, jak było. Nie wiem, czy Astrum mi się już przejadło, czy to tylko ja się postarzałam — dodałam w myślach. Nie, nie jest nudno. Kończy się zima, więc będzie łatwiej podróżować. Zero śniegu, zero lodu i zero zimna. Tylko przyjemny wiaterek i słońce ogrzewające plecy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Spojrzałam na ludzi w karczmie i podziękowałam bóstwom, że mam zapewniony własny pokój. Gdybym miała dzielić te kilka metrów kwadratowych z jakimś śmierdzącym facetem, chyba bym wyskoczyła przez okno. I choć może kiedyś brudne ubrania i śmieci w sąsiedztwie były kiedyś dla mnie zwyczajnym widokiem, dziś nie chcę powracać do takiego życia. Powstrzymując się przed napływem myśli, dźgnęłam zimny placek, za który zapłaciłam pięć denarów. Wielki kawał spalonego ciasta z kilkoma kawałeczkami mięsa w środku. Bez przypraw, bez niczego. Ale przynajmniej piwo smakowała trochę lepiej.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;I już byłam pewna, że ten dzień nie będzie jakimś szczególnym, gdy do środka wbiegła młoda kobieta o intensywnie czerwonych włosach, w błękitnej sukience. Cokolwiek ją goniło, prawdopodobnie zatrzymało się przed wejściem do karczmy, bo kobieta spojrzała za siebie i uśmiechnąwszy się złośliwie, ruszyła w kierunku jednej z pustych ław w głębi karczmy. Nie wiem, co było z nią nie tak, ale nawet nie zauważyła, gdy wszyscy umilkli, aby odprowadzić dziką piękność wzrokiem. Z czystej ciekawości oparłam się o ścianę z kuflem w ręce, aby dyskretnie obserwować czerwonogłową.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ta energicznie usiadła, przygładzając fałdy sukni, do której z pewnością nie była przyzwyczajona. Wyglądała na rozzłoszczoną panienkę, którą po ulicach przegonił jakiś pijaczyna. Dopiero potem zauważyłam jej spocone czoło, pobrudzony kraj sukni i poplamione rękawy. Nie miałam zielonego pojęcia, jak mogła tak się załatwić. Przez chwilę głęboko oddychała, pochylając głowę do przodu, potem położyła ręce na stole i rozejrzała się wokół. Gospodarz, sądząc, że jest jakąś bardziej znaczącą panną, podbiegł do niej z pośpiechem i zaoferował jedzenie. Nie słyszałam, co wybrała, ale stary mężczyzna w szarej koszuli ze ścierką w ręku tylko się zdziwił i przytaknął, pędząc do kuchni.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Z niewiadomego powodu, czerwonogłowa mnie bardzo zainteresowała. Kim może być? Skąd pochodzi? To były pytania na dzisiejszy wieczór. Postanowiłam trochę poćwiczyć moje umiejętności dedukcji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jest wysoka i blada, czerwonowłosa. Na pewno nie pochodzi z Perseuum, Barhadoru albo Castelli. Szpiczaste uszy — brak. Nie jest elfką. Tirion, Shal Thos, Y’Menoris i Yahellian — wykluczone. Mam więc do wyboru Tiglavve, Avię, Veteris, Akavell. Verianę wykluczam od razu, nie posiada żadnej z charakterystycznych cech Erianek. Zbyt blada jak na mieszkankę Veteris? Możliwe. Zbyt porywcza, aby pochodzić z Akavellu. Więc teraz mamy już tylko Tiglavve i Avię.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przypatrzyłam się broszce, którą wyjęła z kieszeni sukni. Przez chwilę zalśniła w blasku świec, ale nie zdążyłam się przypatrzeć. Zaraz gospodarz przybiegł ze sporym kuflem… czego?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wyprostowałam się, żeby ukradkiem spojrzeć do środka. Przeźroczysty płyn niemal wylewał się na podłogę. Woda? Smakowa? Nie, w tanich karczmach nie sprzedają niczego innego niż piwo i wino. A więc poprosiła o czystą wodę. Ciekawe, jak zasmakuje jej ta bohryjska. Zobaczyłam też, że podaje jej jakiś zwitek, za który sypnęła mu kilka denarów. Stanowczo za dużo. Nie jest stąd?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kobieta rozwinęła materiał i po chwili zrozumiałam, że jest to prosty płaszcz. Szybko narzuciła go na ramiona i znowu usiadła, zbliżając kubek do ust. Nim połknęła choć kropelkę, rozejrzała się wokół. Natychmiast wbiłam wzrok w ścianę i udałam obojętną. Wolałam poczekać chwilę, kontemplując ścianę, niż zwróć jej uwagę na resztę nocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;KARCZMA II&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Dziwny był ten świat. Ale przynajmniej płaszcz kupiony za kilkanaście blaszek, które otrzymałam wraz z instrukcją, pozwolił mi się ukryć przed wszystkimi choćby w mojej głowie. Rozejrzałam się wokół, połykając wodę z brudnego kubka. Szybki ruch głowy brunetki opierającej się o ścianę naprzeciwko mnie podpowiedział, że byłam obserwowana. Magowie? Myśl zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Absurd.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Przyjrzałam się dziewczynie. Nie wyróżniała się spośród innych. Przeciętnej urody, w zwykłych szatach, wpatrywała się głupawo w ścianę. Nie była niebezpieczna. Przynajmniej tak mi się zdawało.&lt;br /&gt;Miałam tylko nadzieję, że nie wynajmuje drugiego łóżka w pokoju, o którym wspominał… jak to się nazywa? Karczmarz! Tak, mam nadzieję, że karczmarz nie miał na myśli jej. Wyglądała na typową nudziarę, średniowiecznego półgłówka. Wzruszyłam ramionami do samej siebie i wypiłam wodę do reszty. Co też mnie tutaj czeka?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Poprawiłam płaszcz na ramionach i pozostawiłam kubek na klejącym stole. Nie chciałam zwrócić na siebie zbytniej uwagi, co zrobiłam przy wejściu, więc od razu udałam się do wynajętego pokoju. Boże, co za ciemne średniowiecze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Schody znajdowały się na końcu korytarza biegnącego od głównej sali w karczmie i prowadziły na drugie i trzecie piętro. Drewniana podłoga i gołe, szare ściany przypominały pokoje, które widziałam w historycznych filmach. Takie… nijakie, bez ozdób, surowe i smutne. Tylko teraz to nie był film. Policzyłam drzwi i otworzyłam ostatnie po prawej, odrapane i jakby nadpalone. W całym budynku było duszno, ale nie wyczułam większego smrodu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Popchnęłam drzwi i znalazłam się w niemal pustym pokoiku z dwoma łóżkami, dwoma kuframi, biurkiem i krzesłem. Na zewnątrz wychodziły dwa okna, które były myte pewnie za poprzedniego właściciela. Szmatą leżącą na podłodze zdrapałam trochę kurzu z szyb i kichając od pyłu, zbliżyłam twarz do okna.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Z tego miejsca widziałam ulicę, z której wchodziło się do karczmy. W domach naprzeciwko było ciemno, ale ulicami przechadzali się strażnicy z pochodniami u boku, rozświetlając dziwaczne fasady. Westchnęłam i dopiero potem sięgnęłam wzrokiem wyżej. Dalej rysowały się śmieszne sylwetki wież i wyższych budowli. I wtedy uświadomiłam sobie, że miasto znajduje się na lekkim wzniesieniu. Pośpiesznie wybiegłam na korytarz, żeby spojrzeć na nie z drugiej strony. Niestety z okna widziałam tylko przeciwległy, brudny drewniany budynek. Z trzeciego piętra widok również nie był zadowalający. Jutro muszę się wspiąć na jedną z tych wież i zobaczyć miasto z góry.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Zrezygnowana, wróciłam do pokoju i zdjąwszy płaszcz, rzuciłam go do kufra. Zrobiło mi się zimno. Spojrzałam na kominek, w którym walało się kilka kawałków drewna. Wiatr przewiewał przez nieszczelne okna. Czy była to propozycja?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;ACH, TE CZARODZIEJKI...&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Ach te czarodziejki — pomyślałam, patrząc ukradkiem na czerwoną burzę włosów, która pośpiesznie wybiegła z sali i skierowała się w stronę korytarza prowadzącego do góry. Broszka, którą schowała do kieszeni, z pewnością pochodziła z Uniwersytetu. Co robiła tutaj? Nie miałam pojęcia. Wiedziałam tylko, że pewnie poprawiała swój wygląd jakąś magią. Jej włosy były doprawdy przepiękne; puszyste i jedwabne.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Westchnęłam i powoli odłożyłam kubek na miejsce, nasłuchując rozmów.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Słyszałeś, że Atra Sulion przeprowadziła się do Bohrii? —&amp;nbsp;zagadnął niskim głosem starszy mężczyzna, siedzący przy sąsiednim stoliku. Z zaciekawieniem przymknęłam oczy, trzymając mocno sakiewkę z boku i słuchałam dalej. Atra Sulion?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Tak, słyszałem, słyszałem. Co w tym złego? Przynajmniej jedna uczciwa handlarka rozkręci tutaj interes, nie jak ta hołota — skomentował jego znajomy, przechylając kufel z wyjątkowo źle pachnącym trunkiem. Atra Sulion, gdzie ja to słyszałam? Pewnie jakieś plotki, czy coś zasłyszanego na mieście. Znam je… Atra, Atra. Mimo wielu prób nie potrafiłam sobie przypomnieć, kim mogła być ta kobieta. Jedyne, co podsuwał mi umysł, że ma ona coś wspólnego z Czarnymi Różami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Obróciłam głowę w inną stronę i pośród śmiechu, rozmów, szczęku naczyń i krzyków usłyszałam coś równie ciekawego.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Królowa ustanawia nowe porządki w pałacu. Kazała zastąpić łojowe świeczki woskowymi, wyobrażasz sobie? Zamiast oszczędzać i pakować korony w wojsko, bawi się i urządza biesiady! Razem z jej rządami nadejdzie koniec Tiglavve! —&amp;nbsp;krzyknął ktoś, waląc pięścią w stół. Przez chwilę wszyscy ucichli, ale wrzawa szybko powróciła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— To, co wygląda na koniec, będzie początkiem. —&amp;nbsp;odrzekł kobiecy głos.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Natychmiast otworzyłam oczy, starając się zlokalizować osobę, która powtórzyła słowa Shai. Ludzie tacy zazwyczaj byli nadzwyczajni. Omiotłam szybko wzrokiem całą salę, ale nikogo nie zauważyłam. Tylko kątem oka zarejestrowałam rude kosmyki poruszone wiatrem i postać umykającą na ulicę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie mogłam pozwolić sobie na podążenie za kobietą, która znała słowa najwybitniejszej władczyni Tiglavve, więc przez chwilę próbowałam namierzyć inną ciekawą rozmowę, ale gwar był zbyt głośny i nie potrafiłam już rozróżnić pojedynczych słów. Podniosłam się i sprawnie wbiegłam po schodach. Już miałam postawić kolejny krok, gdy zauważyłam czerwonogłową goniącą jak demon po korytarzu. Przez chwilę zatrzymała się przy jednym oknie, coś szepnęła i wbiegła do ostatniego pokoju po prawej. Mojego pokoju. Westchnęłam i szybko podążyłam za nią, układając w głowie jakieś formułki powitalne.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przez chwilę wahałam się i słuchałam, co dzieje się za drzwiami. Moja ręka zwisła w powietrzu, czekałam na odpowiedni moment, aby nagle wejść do środka i wystraszyć czarodziejkę. Szybko się opanowałam i spokojnie nacisnęłam klamkę, otwierając na oścież drzwi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie spodziewałam się, że zastanę czarodziejkę z rękoma włożonymi do kominka. Przez chwilę panowała cisza, potem obie usłyszałyśmy trzask płomieni; z drzew wydobyła się smużka dymu, iskry i wreszcie płomienie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wzruszyłam ramionami i od razu sprawdziłam skrzynię. Wszystko było na swoim miejscu, niczego nie ukradła. Pogładziłam wysłużony łuk i sztywne lotki strzał. Nie przewinę czasu. Po prostu muszę przeżyć tę noc w towarzystwie czarodziejki. Obejrzałam się przez ramię. Czerwonogłowa siedziała okrakiem na łóżku, kontemplując swoją palącą się dłoń. Krew zamarzła mi w żyłach.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Nie możesz bawić się tutaj ogniem! - krzyknęłam, patrząc, jak płomień się powiększa. —&amp;nbsp;Zwariowałaś?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Płomień natychmiast zniknął, a ona dalej miała głupawy wyraz twarzy. Szybko zagasiłam ogień w kominku, widząc, że ten również się powiększa. Przez chwilę walczyłam z magicznym ogniem, który wreszcie dał się zgasić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Moja ręka się paliła — zauważyła, szukając oparzeń na skórze. Zdurniałam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— No jasne, że się paliła. Władasz nad ogniem, czy to jakaś tajemnica?! —&amp;nbsp;odszczeknęłam, zamykając uchylone okno. Moja skóra się paliła. Na bogów, kim ona jest? Przez chwilę miałam jakby napływ myśli, ale ten odszedł. Bezcelowo podeszłam do okna i nagle mnie olśniło. Czarodziejka wciąż dumała nad zjawiskiem, jakim był ogień, a potem spojrzała na mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;kIM JESTEŚ, PŁOMIENNOWŁOSA&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Kim jestem?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To pytanie wybrzmiało w mojej głowie i uderzyło prosto w serce. Przez chwilę znikło zdziwienie i cała a moja energia. Kim jesteś? Kim jesteś, płomiennowłosa? Dziewczyna chyba zauważyła moje zmieszanie, więc wzruszyła ramionami i położyła się na łóżku. Pomimo wyrazu obojętności, który starała się utrzymywać, widziałam, że jest zainteresowana moją osobą. Rozważałam to, czy jej odpowiedzieć. Instrukcja od blondyna była wyraźna. Nie wychylaj się i nikomu nie zdradzaj prawdy. A gdyby tak…?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Yarissa. Nazywam się Yarissa — powiedziałam, starając się brzmieć przyjaźnie i sympatycznie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dziewczyna się poruszyła, ale nie raczyła na mnie spojrzeć. Chyba nie była zbyt przyjacielska. Miałam wrażenie, że…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Yulia. Albo Anissa. Jak wolisz, czarodziejko — odpowiedziała bez cienia emocji w głosie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Ładnie —&amp;nbsp;rzuciłam. Ładnie. Boże, co to za określenie? „Ładnie masz na imię”? Brunetka nie przytaknęła, nie podziękowała. Rozmowa jakoś się nie kleiła. Wzięłam głęboki wdech i postawiłam wszystko na jedną kartę, ufając mojemu przeczuciu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Laaaptop! —&amp;nbsp;krzyknęłam, marszcząc brwi i patrząc na Yulię.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #8b7b65; font-family: &amp;quot;spectral&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 12px; text-transform: uppercase;&quot;&gt;zatęskniłam za dawnym życiem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jakby piorun trzasnął nieopodal, zerwałam się na równe nogi. ŻE CO?! Że LAPTOP? Popatrzyłam na czarodziejkę, przecierając oczy. Ta siedziała niby uśmiechnięta, ale raczej rozbawiona.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Ty powiedziałaś laptop?! —&amp;nbsp;zapytałam, mając już dłoń na rękojeści noża. —&amp;nbsp;Laptop?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Czerwonogłowa kiwnęła głową i rozpromieniła się jeszcze bardziej. Cholera, co się dzieje?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Laptop. Wiesz, co to jest? —&amp;nbsp;zagadnęła, mając nadzieję, że wiem. Przez chwilę zawahałam się, ale potem niemal uścisnęłam nieznajomą.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Laptop! Czy ty - powiedziałam, wskazując na Yarissę —&amp;nbsp;jesteś z…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Tak! - wykrzyknęła, podskakując do góry. —&amp;nbsp;Boże, nie jestem jedyna! —&amp;nbsp;dodała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— No nie jesteś — odparłam. Cholera, znalazłam wędrowca...! Popatrzyłam na jej uradowaną twarz i z impetem usiadłam na brzeg łóżka. Drewno zaskrzypiało, z średniowiecznej imitacji materaca uniósł się pył.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Skąd jesteś? Ta mowa tutaj… jest taka nijaka… nawet nie wiem, w jakim języku rozmawiam - zapytała Yarissa, szarpiąc kawałek słomy wystającej z boku. Skłamać? A może wymigać się od pytania?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Odpowiedziałam uczciwie. Przez chwilę jeszcze dowiadywałyśmy się o sobie nawzajem nowych informacji, aż zauważyłyśmy, że gwar na dole już ucichł i należałoby iść spać. Życzyłyśmy sobie dobrej nocy i położyłyśmy się spać. Yarissa po chwili chrapała głośniej niż niejeden pijak na dole, ale to nie przeszkodziło mi w analizie całej sytuacji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ona. Jest Brytyjką, mieszkała w Anglii. Ma dwadzieścia cztery lata, studiowała prawo. Jest nawet sympatyczna. Nie ma pojęcia o swojej potędze. Skoro posiada broszkę, musiała złożyć podanie do Uniwersytetu Tiglavvskiego, nawet nie będąc jeszcze w Astrum. Magia wcieleń… Nim zasnęłam, wyobraziłam ją sobie w Anglii, gdy była jeszcze ciemnowłosą kobietką, jeżdżącą metrem, mieszkającą w mieście… Zatęskniłam za dawnym życiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;MAJĄ TUTAJ SMOKI?&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Światła. Pisk. Hamowanie. Pociąg pędzący wprost na mnie. Krzyk.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zbudziłam się, spocona i roztrzęsiona. Powoli wszystko wracało do normy, bicie serca stało się spokojniejsze, oddech płytszy, krew już nie szumiała. Tak jakby ktoś zabierał ode mnie niepokój.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Świadoma, że jestem w Astrum, wygramoliłam się z łóżka i wyjrzałam przez okno. Pomimo wieloletniego brudu osadzonego na szybach, mogłam dostrzec światełka w oddali. Światło w ciemności, nadzieja w zwątpieniu — podpowiedział umysł, przytaczając słowa jakiegoś pisarza.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Westchnęłam, wdychając świeże, zimne powietrze, którego brak było w Londynie. Nowe ciało było silniejsze, zdrowsze, ale i delikatniejsze. Znowu dotknęłam gładkiej skóry, na której nie było ani jednej blizny, zadrapania czy plamki. Włosy były jedwabiste i niezniszczone. Mogłam wreszcie zapomnieć o astmie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wyjęłam ze skrzyni starannie złożony kawałek papieru, którego wcześniej nie sprawdziłam. Powoli rozprostowałam zagięte rogi i rozłożyłam… mapę?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Patrzyłam na państwo o dziwnym kształcie, otoczone z trzech stron lądem, z dostępem do morza podpisanego jako „bezkresne”. Nazwy miast nie miały dla mnie znaczenia, barwy. Czytałam wszystkie: Bohria, Zachodnia Iglica, Ostaniec, Mgławica, Ustronisko, Zimnica, Czarnodal, Starowierch… Równie dobrze mogłam wymieniać miasta jakiejś republiki bananowej. Zachodnia Iglica. Nazwa była piękna, niecodzienna, fantastyczna. Ale to nie był sen, to była rzeczywistość.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jeszcze przez chwilę wodziłam palcem po traktach i drogach, zastanawiając się, jak wygląda to Tiglavve. Jak wygląda Zachodnia Iglica. Ciekawe, czy mają tutaj smoki?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nagle film się urwał; upadłam, waląc całym ciałem o drewnianą podłogę. Ból rozproszył się po całym ciele, poczułam ciepło krwi na ustach. Światła. Pisk. Hamowanie. Iskry. Wracałam do innej rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;NIE UFAJ NIKOMU&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Yarissa leżała półprzytomna przed swoim łóżkiem. Cała poobijana, pokryta rankami, od ziemi i piachu, tu i tam od krwi. Nie mogła się nigdzie tak załatwić, nie w Bohrii. Nie wyszła z tego pokoju - podpowiedziały jej kozaki ułożone koło skrzyni. Oddychała ciężko, ale żyła i nie zamierzała umierać. Sprawdziłam puls.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdybym nie była Wędrowcem, nie wiedziałabym, co się z nią stało. Na jej szczęście, byłam i wiedziałam. Choć nie przypuszczałam, że dosięgnie ją to tak szybko. Yarissa, albo raczej jej osobowość i dusza zostały podzielone na dwie, nierówne części. Jakaś cząstka jej świadomości została w Londynie, w metrze. Jakaś część się odłączyła podczas przeniesienia do Tiglavve. I ta część kieruje nią teraz właśnie tam. Możliwe, że jej ciało w Anglii stało się niepełnosprawne. I teraz chodzi jak zombie po mieście.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przyłożyłam dłoń do jej czoła. Nie było rozpalone, co tylko potwierdziło moje przypuszczenia. Nie mogło być inaczej. Ale i tak muszę ją postawić na nogi, Magowie Kręgu szybko nas zlokalizują, a to nie skończy się dobrze. Tylko jak ją przenieść?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Sekundy mijały, a ja klęczałam obok, szukając rozwiązania. I gdy odrzucałam wszystkie pomysły, przypomniałam sobie o Cinnie Tanveil, dziewczynie, która zobowiązała się mi pomóc w razie potrzeby. Kilka miesięcy temu załatwiłam jej wiele spraw w Bohrii, więc chyba zgodzi się nam pomóc? - szybko zapytałam samą siebie w myślach. Dawno nie rozmawiałam sama ze sobą. A to oznaczało, że sprawy przybrały nieoczekiwany obrót.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Cinna przyjrzała się swoimi miodowymi oczami Yarissie z grymasem na twarzy i lekko usiadła przy stole, gładząc nerwowo jego szorstką powierzchnię. Popatrzyłam na mieszczankę zmęczoną dniem, która już rano miała znów wrócić jako dziewczyna ze stali, przedzierająca się przez tłumy ludzi w Bohrii, by stanąć przed Kompanią Świtu. Jasne włosy splotła byle jak, bawełniana tunika służyła za piżamę. Blada skóra świeciła w blasku świec. Blizny na policzkach wydawały się głębsze. Teraz przypominała mi jakąś zagubioną, wyrośniętą dziewczynkę ze wsi, która zagubiła się w wielkim mieście. Jutro miała być wojowniczką.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przez chwilę obserwowałam mruczącą coś pod nosem Yarissę, pogrążoną w spokojnym śnie na łóżku Cinny. Większa część jej osobowości powróciła, wszystkie funkcje życiowe wróciły do normy. Pozostaje mi tylko czekać, aż się ocknie. Blondynka wreszcie wstała, a jej spojrzenie nie zwiastowało niczego dobrego. Tanveil oparła rękę na biodrze i głęboko westchnęła. Przez chwilę wahała się, ale wreszcie wyrzuciła to z siebie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Podjęłam decyzję. Ty i twoja kompanka jutro rano musicie odejść -oznajmiła, odwracając wzrok. Nie potrafiła spojrzeć mi prosto w oczy. A ja nie mogłam uwierzyć w słowa osoby, która była mi winna więcej, niż jeden nocleg.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Dlaczego? —&amp;nbsp;zapytałam, czując ścisk w żołądku. - Dlaczego nie możesz mi pomóc?! Dlaczego tchórzysz?! —&amp;nbsp;krzyknęłam spanikowana, podrywając się na równe nogi. —&amp;nbsp;Zostawisz mnie samą z nowicjuszką? —&amp;nbsp;dodałam, spuszczając z tonu. Cinna jednak zareagowała odwrotnie, niż przypuszczałam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;— Zostawię! Nie rozumiesz, jak bardzo mnie narażacie! —&amp;nbsp;warknęła, wskazując na czerwonogłową. Rzuciła mi jej tobołek i zaciskając pięści, pokazała mi ręką drzwi. —&amp;nbsp;Przez całe życie chciałam być kimś więcej niż wieśniaczką i nie mogę przegrać przez dwie kobiety, których szukają magowie! —&amp;nbsp;dodała, budząc otumanioną Yarissę. Łzy zalśniły w jej oczach, ale grymas na twarzy przeważył. Nie chciałam się sprzeczać. Bez słowa pomogłam Yarissie wstać i wyszłam na zimną ulicę, nie oglądając się za siebie. Drzwi trzasnęły, a ja zostałam sama z półprzytomną kobietą na ramieniu,&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Noc była ciemna. Nie ufaj nikomu - powiedzieli mi pierwszego dnia w Astrum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;ZAUŁEK MAGIKÓW&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Lekki powiew wiatru, świeże powietrze wypełniało moje płuca, zsyłając błogi spokój. Otworzyłam oczy. Biel wypełniała nieskończoną przestrzeń wokół, rażąc i ciągnąc się w każdą stronę. Stałam na twardej powierzchni ubrana w te same szaty, które miałam na sobie we śnie. Dziwny był ten sen, chodziłam po jakimś mieście rodem z książek fantasy… To był tylko sen, sen w śnie. Koniec. W snach nic złego się nie zdarzy…Sny to tylko złudzenie. Realistyczne złudzenie. Czuję zapach, słyszę dźwięk, palce dotykają powierzchni…&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Bez ostrzeżenia zewsząd rozległ się klakson pociągu, głośniej i głośniej przytłaczał mnie i przenikał. Uderzenie w bok odrzuciło mnie do tyłu, coś przygniotło. Kości pękały, krew w gardle zawrzała, krztusiłam się. Rozżarzony metal palił policzek, beton otarł całą twarz. Umysł zgasł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat zawirował, podparłam się na wątłym ramieniu obok. Obudziłam się. Anissa straciła równowagę, gwałtownie oparła się na ścianie i z trudem podtrzymała mnie przed upadkiem. Wzięłam głęboki wdech i popatrzyłam na dziewczynę. Uniosła delikatnie kąciki ust, ale zamiast uśmiechu zobaczyłam grymas na młodej twarzy. Jej płaszcz był zarzucony na nas obie, dopiero teraz poczułam krople deszczu na policzkach i spoconych włosach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;Idziemy do Zaułka Magików. Trzymaj się — rozkazała, przyśpieszając kroku. Prawie straciłam przytomność, ból głowy dawał się we znaki… Wezmę potem aspirynę, poleżę trochę… Nie pytałam o nic, na pół przytomna stawiając kroki ulicami tego dziwnego miasta. Wpatrywałam się w szare kocie łby, którymi wyłożono bogatsze ulice, ubitą ziemię, śmieci… Lewa stopa, prawa stopa, lewa stopa… Suknia ubrudziła się w błocie, deszcz się nasilał. Było mi wszystko jedno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciepły kompres na czole, zapach ziół, koc okrywający zmarznięte ciało. Ciemność była wszędzie. Przymrużyłam oczy i wytężyłam wzrok. Linie ukazywały się coraz szybciej, ludzie wyłaniali się z mroku. Przetarłam spoconą twarz, zaczesałam palcami mokre włosy do tyłu. Nagle wszystko zabłysło, zabarwiło się na kolory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwona tkanina nad głową chroniła przed deszczem sporą grupę ludzi wszelkich narodowości; ciemnoskórą kobietę z dzieckiem siedzącą pod szarą ścianą z niemowlęciem w rękach; śniadego mężczyznę śpiącego obok mnie, zwiniętego w kłębek; skośnooką dziewczynkę z lalką w ręce, siedzącą przy wejściu. Przypominała Laponkę, ale jej włosy lśniły się nieskazitelną bielą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolorowe ubrania ludzi przypomniały mi cyganów, których widziałam kiedyś we Francji, ale te były liche i biedne, połatane i znoszone. Jakimś cudem barwnik utrzymał się przez lata prania. Nie śmiałam się odezwać. Gdzie była Anissa? Rozejrzałam się wokół, czując na sobie wrogie spojrzenia mieszkańców prowizorycznego namiotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A deszcz ciągle padał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;SPOKÓJ&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Yarissa nie była w dobrych rękach, ale na pewno lepszych, niż moje. Czerwonogłowa leżała bez sił na macie, bredząc coś przez sen. Pot perlił się na czole, oczy rzucały się pod silnymi powiekami. Przeżyje ten pierwszy atak.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;Jeszcze chwila i jej przejdzie — powiedziałam do matki z dzieckiem. Kobieta z ludu Culutho szepnęła coś do siebie, marszcząc brwi. Nie rozumiałam Azaiskiego, więc spokojnie przemówiłam do małej Selki, bawiącej się w kącie lalką.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;Przyjdę w południe. Opiekujcie się nią, a dobrze wam zapłacę — mruknęłam, kładąc jej dłoń na ramieniu. Nie pierwszy raz skłamałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noc kończyła się, ale deszcz nie ustawał. Podobno na południu Tiglavve już narzekają, że woda niszczy mosty. Że niby Jana, że niby bóstwo… Ofuknęłam jakieś dziecko wbiegające prosto we mnie i zawinęłam się w płaszcz, który prawie wcale nie chronił mnie przed niczym. Lepsze były już ubrania dostarczane przez pomoc społeczną w mieście… Koniec, Anissa. Koniec powracania do przeszłości. Nie ma wodoodpornych peleryn, parasoli, nie ma niczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na rynku pierwsi kupcy ustawiali się, żeby jak najwcześniej sprzedać towar, z piekarni wydobywał się boski zapach świeżych bułek i bochenków… Nie miałam przy sobie pieniędzy, żeby je kupić. Posypane ziołami, chrupiące bułki… W brzuchu zaburczało, żołądek się buntował. Jeszcze tylko chwilę, jeszcze godzinę. Na wschód słońca jeszcze poczekam — pomyślałam, patrząc na gęste chmury. Zanim mżawka ustanie, będzie dwunasta. W środku dnia ulice będą przepełnione ludźmi, tłumami i wszystkim, czego nienawidzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez dwie godziny kluczyłam po mieście, sprawdzając, czy ktoś nas nie śledził. Przewinęłam się przez Złote Ulice, Rynek, Główną Dzielnicę i pomniejsze uliczki, gubiąc ewentualny trop. Nikogo nie widziałam, nikt nie mógł za nami podążać. Zresztą, może Yarissa była na tyle słaba, że przeoczyli zaburzenie pola? A może właśnie przeszukują gospodę? Nie, z pewnością nie. Nie wiedzą o mnie, więc jak mogą dowiedzieć się o Yarissie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogarnął mnie spokój, rzadkie uczucie… znowu byłam bezpieczna. I tym razem mam towarzystwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;EUFORIA&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Kobieta przegrzebała nasze rzeczy, szukając pieniędzy albo czegoś innego. Sprawnymi dłońmi szukała ukrytych kieszonek i wreszcie nie znajdując nic przydatnego, zostawiła torby i wróciła do dziecka leżącego na stosie szmat. Bałam się ją odgonić, dopiero teraz złapałam torby i natychmiast przygarnęłam do siebie. Miałam nadzieję, że nic nie zniknęło, bo całe to towarzystwo wyglądało, jakby wzrokiem było w stanie coś ukraść…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Namiot był niewielki, jeśli mogłam nazwać go namiotem. W ślepym zaułku ludzie rozwiesili pomiędzy ścianami zieloną tkaninę, z łatami i zaszytymi dziurami. Za przednią ścianę robiło kilka pękniętych beczek, uszczelnionych szmatami i nieoheblowane deski, byle jak postawione tu i tam. Sznurki splecione w warkoczyki chroniły nas przed wścibskimi spojrzeniami z zewnątrz. Takie drzwi na nic się nie nadawały, wiatr wpychał je do środka, a deszcz sprawiał, że przypominały mi namoczonego mopa do podłogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieprzytomny dotąd mężczyzna nagle wyskoczył na środek i zawrzeszczał coś w nieznanym języku. Kobieta zerwała się, powierzając dziecko małej dziewczynce i siłą chciała przygwoździć go do ziemi. Bezdomny szarpał się, próbował ją uderzyć. Murzynka zacieśniła uścisk, niemowlę płakało, krzyk był przeraźliwy. Włóczęga odtrącił kobietę, która uderzyła głową o wystającą skrzynię, podszedł do dziewczynki, unosząc dłoń… Miał atak po jakichś proszkach?!&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;Stój! —&amp;nbsp;&amp;nbsp;zawyłam, energia rozprzestrzeniła się w moim ciele, krew wrzała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Menel ruszył na mnie z nożem, zawahałam się, ale piruet w bok jednak go zmylił. Za dużo piwa, czy co tam wziąłeś. Mężczyzna uderzył w mur, odbił się i z zamachu ciął do przodu z rozpędem. Niewidzialna siła pokierowała mną dalej. Umknęłam, popychając dziewczynkę. Kobieta za nim podnosiła się, podpierając się na ręce.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;Pveathr kalipar! —&amp;nbsp;&amp;nbsp;zawołał w moim kierunku, spluwając. Przeklęta dziwka — odezwał się mój mózg. Znałam ten język? Nie pamiętam, żeby studiowała mowę pijaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dysząc, zbierał siły do ataku. Wychudła twarz drżała, mięśnie się napięły. Skoczył z boku, sięgając dłonią do mnie. Znowu uskoczyłam, tym razem atakując. Ciepło rozlało się po całym ciele, słup prądu z głowy trafił do nóg, z palców wystrzelił niepowstrzymany płomień, przeradzając się w kulę ognia. Nim się zorientował, uderzyłam prosto w jego twarz, poprawiając uderzenie łokciem wbijającym się w jego twarz. Zadowolenie przepełniło moją duszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie zapomnę zapachu spalonej skóry i potwornego wrzasku, który będzie prześladował mnie do końca życia... ale euforia zwycięstwa jest piękniejszym uczuciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;PIĄTY DOM, PIĄTA PIWNICA W MIEJSCU, KTÓRE NIE MA NAZWY&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;Plan był szalony. Znaleźć budynek, zejść do piwnic, znaleźć pomieszczenie, zbadać i uciec za wszelką cenę. Tylko głupiec porwałby się na coś takiego; wejść wilkowi prosto w paszczę, zostawiając broń za sobą. Może ryzyko nie jest takie wielkie? Wreszcie człowiek, który ją wyprowadził, musiał mieć coś wspólnego z Gildią Wędrowców. Na pewno zataił ślady, ustawił barierę czy coś zdolnego ukryć energię pozostałą po przeniesieniu się. Może wreszcie go odnajdę. Odnajdę Gildię. Odnajdę dom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uliczka, którą opisała mi Yarissa, była wąska, jakby ktoś popełnił błąd przy jej planowaniu, i prawie pusta. Prawie, bo tę część Bohrii zamieszkiwała biedota na tyle bogata, by opłacać wygórowany czynsz za kamienice, które nazywali swoim domem. Jakieś dzieci przebiegły z domu do domu, sznury z lichymi ubraniami przeciągnięte nad głową poruszyły się, gdy wiatr zaszalał pomiędzy budynkami. Nic nie stanowiło zagrożenia. Na razie. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Piąty dom, piąta piwnica w miejscu, które nie ma nazwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stary budynek trwał, wciśnięty w lepiej utrzymane kamienice. Zbudowany jasnego kamienia jak wszystko w Bohrii, pokrytego „nowym” tynkiem używanym od kilkuset lat. Zapuszczony, niezamieszkany, może nawet nie ma właściciela. Ciekawe, żółta dachówka była nawet z tych droższych. Zacieki na ścianach, zielony nalot. Dopiero teraz zauważyłam ślady po płomieniach, które podczas pożaru musiały wydostać się na zewnątrz jak czerwone zasłony wybrzuszone przez wiatr.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weszłam do niewielkiego zniszczonego pomieszczenia, przez pusty otwór z tyłu, który pewnie był przeznaczony na okno i od razu skierowałam się do otwartej klapy prowadzącej na dół. Kto mógł wybudować coś takiego? Na co? Nie chciałam zagłębiać się w historię tego miejsca ani głębsze korytarze, ale znalazłam salę, gdzie wylądowała Yarissa. Spodziewałam się czegoś innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast szczurów, obleśnych grzybów, smrodu… przeraziła mnie krew na ścianach, ślady ognia i zwęglone fragmenty nie wiadomo czego, leżące na podłodze. Runy, które zostawiły ślad w kamieniu, służyły do przemieszczania obiektów. Obiektów lub ludzi. Zbadałam ściany. Czarny osad był wszędzie, popiół pokrywał wszystko. Ślady dłoni na ścianach. Zastygłe ślady krwi? Nie znalazłam nic więcej, co mogłoby naprowadzić mnie na trop mężczyzny. Pomimo światełka, które potrafiłam wywołać, tylko tyle rzuciło mi się w oczy. Analizujemy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak… Co się tutaj stało? Ściany wskazywały na to, że coś zapaliło się, albo wybuchło. Kiedy? Kilkanaście dni temu. Więc to nie sprawka Yarissy. Kto mógł…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kroki niosące się korytarzem ostrzegły przed intruzem, zerwałam się do drzwi. Światło zgasło, ale pamiętałam drogę. Stopy biły o posadzkę, ręce pomagały utrzymać równowagę, serce biło coraz mocniej. Z rozpędu wyskoczyłam przez okno, z rozbiegu chciałam wdrapać się na mur do sąsiedniego podwórka… Zbyt szybko wydostałam się na zewnątrz. A to był największy błąd, jaki mogłam popełnić. Szara cela, kraty i słoma rozsypana na podłodze. Znaki wyżłobione w kamieniu paznokciami tych, którzy już nie żyją. Krew, która wsiąkła w kamień. Świeża. Magowie za ścianą. Nikt mi nie pomoże.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;DUM SPIRO, SPERO&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Kazała mi wynieść się natychmiast. I gdy zbierałam broń Anissy, jej torby, to dotarło do mnie, co zrobiłam. Zabiłam człowieka. Na oczach dziecka. Bez sądu, bez zastanowienia się, bez litości. Zwęglona skóra, swąd spalonej tkanki… Nie zasłużył na taką śmierć. Ja zabiłam. Zabiłam. Zabiłam żywego człowieka. Zabiłam człowieka. Zabiłam mężczyznę. Zamordowałam ogniem. Zabiłam, zgasiłam życie. Na wieki, własnymi rękoma, energią pochodzącą z wnętrza mojego ciała. Żywym ogniem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Kobieta wypchnęła mnie na zewnątrz prosto w kałużę. Suknia była i tak brudna, ale tym razem woda dotarła aż do warstw bielizny… Szybko się podniosłam, zasłaniając torbą tył ubrania. Murzynka wynurzyła się zza rozhuśtanych sznurków i rzuciła kilka słów w języku przypominający jakiś afrykański dialekt. Nie miałam jej tego za złe. Boże, zabiłam człowieka! - sumienie się przypomniało, ale jakaś blokada powstrzymała myśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak znaleźć Anissę? Słyszałam, jak mówiła, że wróci w południe. Przeczekać do dwunastej? Skąd wziąć zegar? Pozostawiłam zmartwienia na później i szybko wybiegłam z zaułka, w którym koczowali inni bezdomni, na ulicę przepełnioną rzeką ludzi poruszającą się w każdym kierunku. Nikt nie spojrzał na mnie, omijali mnie jakbym była za szklaną szybą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stałam na środku ulicy, podziwiając dziwaczne budynki. Białe mury pomimo pyłu i brudu jaśniały w słońcu, które przebiło się właśnie przez chmury. Dachówki, jeszcze wilgotne od deszczu, miały ciemnobrązowy kolor. Spojrzałam przed siebie, na wznoszącą się ku górze drogę, wreszcie na odległe budynki, mury i wieże. I wtedy dopiero zrozumiałam, że to nie sen. Że to wszystko dzieje się naprawdę. Że jestem tutaj, brodzę bosymi stopami w błocie, gdy czerwone kosmyki porywa wiatr. Oddycham, istnieję. Dum spiro, spero — podpowiedziało coś wewnątrz mnie, przyjacielski głos w umyśle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie może być prawda. Ruszyłam w górę, byle przed siebie, byle odpocząć. Kamienie wbijały się w stopy, ale to nie miało znaczenia. Wejdź wyżej, odpocznij, pomyśl wszystko — takie były instrukcje głosu. Zauważyłam, że ten kobiecy głos miał swoją barwę, brzmienie. Nie należał do mnie, nie należał do nikogo, kogo znałam. Był aksamitny, ciepły i niski, jak głos matki, dający rodzicielską radę. Usłuchałam, poddając się obcej woli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie minęła godzina, a wydostałam się z miasta, z dala od ludzi, od jasnych murów i spojrzałam wolna na wszystko, co było tutaj i teraz. Rzuciłam wszystko obok, patrząc na otaczający mnie świat. Zielone trawy falowały pod łagodnym wiatrem znad wody, skały opierały się morzu. Widok był jak z filmów o miejscach, których istnienie podważałam. A teraz mogłam unieść ręce i zamknąć oczy, czując smak piękna i wolności. Coś, czego nie znałam, żyjąc w mieście. Powiewy szarpały suknią, ale dawały nadzieję. Z każdym oddechem, jakaś część mnie odradzała się na nowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;Czy teraz rozumiesz, czym jest piękno? —&amp;nbsp;&amp;nbsp;zapytał głos obok. Odwróciłam się, ale nikogo nie było w pobliżu. Przez chwilę trwałam w konsternacji, szukając rozmówcy. Wzruszyłam ramionami i popatrzyłam na słońce, mrużąc oczy.&lt;br /&gt;— Brakowało ci tego — oznajmiła niewidzialna kobieta. Co do… —&amp;nbsp;&amp;nbsp;Nie szukaj mnie, bo nie znajdziesz — dodała, widząc moje usilne wytężanie wzroku w każdym kierunku. Nic, nikogo aż do murów miasta w tyle.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;Kim jesteś? —&amp;nbsp;&amp;nbsp;zagadnęłam, mając nadzieję, że to tylko mój mózg płata figle. Spojrzałam na kojące fale sięgające horyzontu, uginające się jak spokojne płomienie.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;Jestem twoją Przewodniczką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;MYŚLI&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Tortury, o których słyszałam z opowieści w karczmach, były niczym w porównaniu do tego, co zaserwowali mi magowie Kręgu. Nie wiedziałam, czy czuję każdą część ciała, czy żadną. Nie myślałam o wyrwanych paznokciach, opalonych palcach, cięciach, oparzeniach i ranach zadanych biczem. Ból był zbyt duży. Wedle rady Nathana; zamknęłam się w sobie i zażyłam truciznę w dawce, o której wspominał. Wystarczy, aby zasnąć na kilka dni i się przebudzić. Tylko trzeba się przebudzić na stosie trupów, a nie pod ziemią. Nie pozwoliłam się im złamać. Musiałam się jakoś trzymać. Musiałam przeżyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udawałam głupią. I cierpiałam tak samo, jak gdybym wyjawiła prawdę. Nie zastanawiałam się nad niczym innym, bo znałam ten scenariusz. Nathan mówił mi o wszystkim: jak mam odpowiadać na pytania, jak się zachowywać, żeby oszczędzać wodą, żeby działać tak, jak mnie nauczył. Nie dopuszczałam do siebie niczego innego poza wskazówkami i poleceniami kogoś, kto przeżył to kilka razy. Brutalne przesłuchiwania, pościgi, tortury. Nie wiedziałam tylko, że to będzie takie trudne. Trucizna działała.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Chciałam się poddać, chciałam powiedzieć wszystko, co wiedziałam, chciałam, żeby dali mi spokój. Żeby przestali. Ból stawał się nie do zniesienia, zabijał upartość, zmuszał do zdrady. Ale za każdym razem widziałam tę dziewczynkę, która poświęciła za mnie swoje życie. I to jej krew zastygła na ścianach celi. Żebym teraz się nie poddała, żebym zwyciężyła wszystko.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Cela zdawała się wspomnieniem, gdy odpływałam w nicość pod wpływem środku. Myśli…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;BARIERA UMYSŁU&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Rozum nie potrafił wyjaśnić tego, co się właśnie działo. Odepchnęłam go więc na chwilę w cień, by widzieć wyraźniej nierealną rzeczywistość. Zapomniałam o tym, że wszystko jest nieprawdopodobne, niemożliwe i znów utworzyłam usta, tak jakbym plotkowała z przyjaciółką w kawiarni.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;Gdzie mnie prowadzisz? —&amp;nbsp;szepnęłam bardziej do siebie, ale kobieta usłyszała każde słowo.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;Czyż nie jesteś Wędrowcem w Czasie, zagubionym w niewłaściwym świecie? —&amp;nbsp;odpowiedziała pytaniem. Chciałam pytać dalej, ale wspomnienie napłynęło samo.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;Dotykając jakiegoś niewielkiego przedmiotu, przeniosłaś się do trochę innej rzeczywistości... Na świecie wciąż jest sporo przedmiotów, które stanowią swoisty klucz do Astrum… A… Właśnie… I te klucze to Artefakty... Po naszemu, artefakty. Muszę to poprawić. Po spełnieniu swojego zadania Artefakty przenoszą się w losowe miejsce w promieniu około stu kilometrów. Aby wrócić, musisz je znaleźć… —&amp;nbsp;słyszałam głos mężczyzny, który wyprowadził mnie z piwnicy na powierzchnię miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To były jego słowa, gdy pisał do mnie informację na kartce. Przez chwilę czułam wszystkie uczucia, jakie przez niego przepływały jak strumień wody. Czułam strach, żal, nienawiść… litość, tęsknotę… odwagę. Mój umysł cofnął się z wizji, znowu stałam na wybrzeżu.&lt;br /&gt;Tak jakbym przez chwilę stała się nim. Ogrom informacji i odczuć zrobił mi mętlik głowie, czekałam, aż to przejdzie, by wreszcie zadać kolejne pytanie. Obecność Przewodniczki była wyczuwalna, tak jakby stała tuż obok.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;&amp;nbsp;To jest sen, prawda? —&amp;nbsp;szepnęłam, bariera pękła.&lt;br /&gt;—&amp;nbsp;To nie jest sen —&amp;nbsp;odpowiedziała, wyczułam w jej głosie nutkę zażenowania. Nastała cisza przerywana piskami mew, szumem wiatru i uderzaniem fal o skały. Gdzieś w oddali do portu kierował się statek o białych żaglach, z przedziwną flagą na maszcie. Myślałam, że kobieta znikła, ale potem przyszła kolejna wizja, jeszcze wyraźniejsza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłam tysiącem ludzi porozrzucanym na całym świecie, odczuwałam zimno i upał, głód i sytość, dumę i zniewagę. Co sekundę patrzyłam oczami innej osoby; góry, miasto, piasek, morze, las, karczma, jezioro… Słowa zlewały się w jedno, ale coś się w moim umyśle przestawiło. Zapomniałam o Londynie, Anglii, Europie, Ziemi. Teraz było Astrum, Tiglavve, Avia, Shal Thos. Wspomnienia z tamtego życia odeszły w cień, niepotrzebne tutaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba jakiś żart.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;ZOBOJĘTNIAŁAM&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Myślałam, że działanie trucizny będzie inne. Że, sama nie wiem, zasnę i obudzę się już na zewnątrz. Na stosie trupów, półżywa, doczołgam się do kanałów. Z twarzą przy ziemi i krwią na rękach znajdę pomoc. Ucieknę magom i wrócę, niosąc zemstę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widziałam siebie z bronią w ręku, wyżynając wszystkich, którzy stanęli mi na drodze. Widziałam więźniów, którym zwracałam wolność. Widziałam Yarissę, smażącą swoimi dłońmi stare twarze, wyrodne spojrzenie i krzywy uśmiech goszczący u kata. Widziałam innych, którzy pomogli nam przedrzeć się przez barierę, żeby wreszcie dopaść resztę. Krew wrzała, serce biło jak oszalałe, mózg pracował na najwyższych obrotach, cięłam z precyzją, siekłam pod idealnym kątem. Ciepła ciecz rozbryzgiwała się po ścianie, kopnęłam drgający korpus, z piruetu odparłam atak i odrąbałam wyciągniętą dłoń…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem czułam wszystko, każdą kroplę krwi na policzku, każdą ranę, każde oparzenie… Tortury ciągły się w nieskończoność, pytania zlewały się razem z moim krzykiem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko jakoś tak… zobojętniałam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;DORSZ ZA DENARA!&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Nic. Ani śladu w zaułku, w którym mnie pozostawiła. Albo raczej brak zaułka, bo kobieta z dzieckiem i dziewczynką zniknęła; po lichym namiocie pozostało tylko wspomnienie. Popatrzyłam na miejsce, gdzie przed kilkoma godzinami leżałam — zamiast zużytej maty trochę brudu na jasnych kostkach; skrzynie oparte były o ścianę, ustawione i przesunięte w bok. Zwinęli się w ekspresowym tempie, aż to niemożliwe. Nawet po krwi nie została najmniejsza plamka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przetarłam zziębnięte ręce i zawiesiłam torby na ramieniu. Wróciłam na ulicę. Łuk Anissy cały czas uderzał o ziemię, zahaczał o przechodniów wszelakich ras i narodowości, i budził w nich jakieś dziwne reakcje. Czy coś robiłam nie tak? Skierowałam się w górę, szukając jakiegoś rynku, jeśli tutaj taki istnieje — pomyślałam, podziwiając pobielone fasady przeróżnych domów, kamienic i innych budynków, których przeznaczenia nie potrafiłam zdefiniować. Architektura była zarazem obca i dziwnie znana. Wiedziałam, że ludzka ręka ułożyła każdy kamień, ale jakaś nieznana myśl tchnęła w to wszystko życie. Doprawdy, fantastyczna jest ta rzeczywistość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rynek był ogromny. Zdawało mi się, że w tak dziwnym mieście i w tak prymitywnych czasach nie istniał tak rozwinięty handel. Patrzyłam na ustawione w równe rzędy stoiska i kramy, na ludzi oglądających towar, na kuglarzy przedzierających się przez tłum, podrzucających w górę kule. Mnóstwo kolorów i kształtów, tętniące życie wokół. Czułam zapachy tak piękne, jak najdroższe perfumy, nieznane mi przyprawy zwracały uwagę, gdy skręciłam w „warzywniak”; wreszcie, wiedziona przez nos, zatrzymałam się przed czymś w rodzaju budki z jedzeniem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kramik był zrobiony w całości z drewna, tkanina w paski robiła za daszek; w czymś na kształt prowizorycznego grilla z kamienia skwierczały kawałki apetycznie wyglądającego, jasnego mięsa. Spory kawałek ryby piekł się nad ogniem, posypany aromatycznymi przyprawami, roztaczał wspaniały zapach. Żołądek przypomniał o sobie jeszcze raz, a ja na chwilę zapomniałam o świecie wokół, szybko wgryzając się w dorsza za dziesięć denarów…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;...&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;[Wspomnienie] Mama delikatnie pogładziła mnie po głowie i przytuliła do siebie jeszcze mocniej. Byłam szczęśliwa, że siedziała blisko, że siedziała tutaj. Że myślała o mnie, że miałam ją u boku. Oparłam się o jej ramię, przymykając oczy. Byłam po prostu szczęśliwa i nie potrzebowałam niczego więcej niż kochających rodziców obok. Nawet pusty żołądek odpuścił, odmrożone palce jakby zniknęły. Liczyła się tylko jej obecność, dobro, którym mnie obdarowywała. Wreszcie byłyśmy razem, razem z tatą.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Chwyciłam kubek w ręce, zawijając się szczelniej w czerwony koc. Był szorstki i brudny, ale ogrzewał. Albo raczej utrzymywał ciepło, gdy śnieg zawiewał pod zniszczony most. Prowizoryczne ściany postawione z blachy falistej skrzypiały i jęczały, gdy wiatr napierał coraz bardziej. Przysunęłam się do beczki z ogniem, opierając się o wygrzaną ściankę. Żar w środku ledwo jaśniał, ale zardzewiała powierzchnia emanowała przyjemne ciepło. Jeszcze chwila i będzie mi cieplej. Prawie jak w domu, w prawdziwym domu. Przechyliłam kubek i przelałam nijaką ciecz do ust. Rozcieńczona kawa, żeby się ogrzać. I zastąpić jakoś brak jedzenia. Dzisiaj mieliśmy wyjątkowo kiepski dzień. Co udało się zebrać, oddałyśmy tacie. A tata od kilku dni nie wstawał z łóżka. Był wycieńczony. Choroba nie ustawała, ale wszyscy mieli wrażenie, że będzie lepiej. Że musi minąć trochę czasu, że organizm musi naładować baterie i dopiero wtedy zwalczy chorobę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popatrzyłam, jak mama niezgrabnie odchodzi od naszego kąta i podpierając się na kuli, podchodzi do łóżka taty. Usiadła na samym brzegu i dotknęła jego czoła z tą samą miłością, jaką mnie przedtem przytuliła. Wtedy właśnie zrozumiałam, co oznacza miłość. Byłam za młoda, ale jakoś potrafiłam sobie ułożyć w głowie, na czym to wszystko polega. Że to wszystko nie jest takie proste, że wymaga poświęcenia i tego czegoś w środku, co sprawia, że istnieje w tobie człowieczeństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam, że coś błysnęło w jej oku. Jeden błysk, chwila, zniknęło. Emocja zawarta w spojrzeniu, w jednej łzie. Wtedy nie wiedziałam, czemu płacze. Zdawało mi się, że to ze szczęścia. Z radości, że jest lepiej. Że tata wyzdrowieje. Byłam za mała, żeby sobie uświadomić, jak bardzo się myliłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;TWÓR&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Od zniknięcia Anissy minął dokładnie tydzień. Przez te siedem nieszczęsnych dni próbowałam się dowiedzieć, co tak właściwie się stało. I zrozumieć wreszcie, że to wszystko to nie sen. Że naprawdę czuję szorstkie łóżko, jeszcze ciepłe od mojego ciała, wilgotną drewnianą podłogę i szum morza za oknem. Każdego ranka dotykałam gładkiej skóry na dłoniach, czesałam czerwone kosmyki i wpatrywałam się w obcą twarz, która powoli stawała się moją własną. Gdyby ktoś powiedział mi, że wyśle mnie na miesiąc do książki fantasy, najpierw uznałabym to za żart, a potem zadzwoniła po policję. I zaprowadziła do psychiatry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żal i panika władały mną na okrągło, zmuszając do skrywania twarzy w dłoniach, odwracania się od ludzi i walczenia z łzami w samotności. I przez to całe cierpienie uświadomiłam sobie, że spotkało mnie coś niezwykłego. To coś odmieniło moje spojrzenie na świat już na zawsze. W legendach i baśniach rzeczywiście istnieje cząstka prawdy. Brutalnej prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Zanim pozbierasz się do reszty, minie sporo czasu, prawda? - powiedziałam pewnego dnia do swojego odbicia, sznurując gorset. Był taki sam, jaki widywałam w muzeach. A teraz usilnie próbowałam sama ciągnąć za mocne tasiemki, aby choć trochę go zatrzymać na talii. Nie dawał takiej swobody ruchów jak współczesna bielizna, ale prostował sylwetkę i zmuszał ją do przybrania ładniejszego kształtu. Przeglądając się w lustrze, nie mogłam się nadziwić, jak cała się zmieniłam. Będzie trzeba się przyzwyczaić, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lustro nie odpowiedziało. Czułam się, jakby uwięziono mnie w ogromnej klatce. Z jednej strony swobodnie, ale nie byłam wolna. Czasami miałam wrażenie, że prócz mnie obok jest ktoś jeszcze, jakaś inna kobieta, inny umysł. W oddali zepchnięta na sam koniec świadomości. Ta prawdziwa, której skradłam ciało. Czarodziejka, urodzona tutaj. Ona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprawiłam czerwone kosmyki i uśmiechnęłam się do odbicia. Pomimo tego wszystkiego, co mnie spotkało, czułam irracjonalną radość. Zmieniłam się, zmieniłam się bardziej niż kiedykolwiek. I może nie powinnam się cieszyć, że przytrafiła mi ni się taka podróż. Że znalazłam się w odległym świecie, przepełnionym magią i wszystkim, co nierealne. Stałam się kimś innym. A może ktoś mi coś dosypał do herbaty? Wypiłam, nawet nie zauważyłam, kiedy odpłynęłam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bzdury. Cholera, to się dzieje naprawdę - przemknęło mi przez głowę, kiedy wreszcie dopięłam ostatnią zapinkę, czy czymkolwiek był ten haczyk na biuście. Turkusowa suknia z wąską spódnicą była chyba za bardzo wychuchana, jak na wyjście na miasto, ale miałam wrażenie, że wszystkie czarodziejki i czarodzieje zawsze ubierali się, jakby zaraz mieli iść na królewskie salony… Niejedna z czarodziejek miała na bladej szyi zawieszone błyszczące kamienie oprawiane w złoto czy srebro, diadem w jedwabistych włosach, złoty pył na ramionach. W porównaniu do nich moja suknia była skromna. A wystarczyło tylko przypiec pięty odpowiednim osobom z odpowiednią wielkością sakiewki. Nigdy nie przypuszczałam, że to będzie takie proste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wychodząc na zewnątrz, coś nagle mną wstrząsnęło. Co ja zrobiłam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przecież dwa dni temu torturowałam ludzi, używałam ognia, żeby wreszcie wziąć ich pieniądze… Paliłam ogniem żywych ludzi! Co się ze mną stało?! Czym się stałam?! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobiło mi się słabo; upadłam na kolana, patrząc na zakrwawione ręce, które tak naprawdę były suche… Jeszcze nie wiedziałam, że coś się zmieniło. Stałam się kimś innym. Kimś o wiele gorszym...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;MOMENT SŁABOŚCI&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Kiedy przeniosłam się do Astrum pierwszy raz, myślałam, że większy ból nie istnieje. Albo przynajmniej nigdy takiego nie odczuję. A jednak, kto by przypuszczał, że nie miałam racji? Wszystko odmawiało posłuszeństwa, gdy próbowałam się wyczołgać spośród stosu zimnych trupów, szczurów i much oblepiających wszystko wokół. Ssanie w żołądku było niczym w porównaniu z ropiejącymi ranami na ramionach, rękach, sinych dłoniach. Wszędzie, gdzie tylko mogli mnie skrzywdzić…. Ale droga była krótka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Półwysep bohryjskii, tak nazywał się ten skrawek świata. Ludzie zawsze mówili, że tutaj jest najlepiej. Najbezpieczniej, najspokojniej. A nawet gdyby przyszło nam uciekać lub oddać życie, morze przyjmie nas w swoje objęcia jak matka własne dziecko. Otuli woalem spokojności i ukołysze do snu, raz na zawsze… Spojrzałam na fale uderzające o jasne skały i zamknęłam oczy. Decyzja zapadła. Słyszałam już tylko wodę, pisk mew i wiatr targający całą mną. Pochyliłam się do przodu, żeby skończyć to, co niefortunnie zaczęłam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wtedy zobaczyłam jasny, rozmazany obraz przed oczyma. Błyski zlewające się w całość. Szybko uniosłam powieki i odchyliłam się do tyłu, ale wizja nie znikała. Zamachnęłam się rękoma i wykrzyczałam jakąś formułkę, odpędzając złe duchy, ale nic się nie zmieniło. Widziałam nieprzenikniony ogrom turkusu, falującą tkaninę. Nieskończenie wielki, z każdej strony. Poczułam strach zmieszany z dziwną radością i determinacją, ślad szaleństwa. Niespokojne bicie serca. Aż wreszcie zarys sylwetki wyłaniającej się z morza, tasiemki, błysk materiału, czerwony kosmyk włosów. Wszystko się wyostrzało, teraz zrozumiałam, co widzę. Kogo widzę. Czerwone kosmyki włosów należały do Yarissy, to musiała być ona! I nagle wszystko zniknęło.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Popatrzyłam na niczym nieograniczoną przestrzeń i przyjemnie grzejące słońce. Wiatr uderzył mocniej i jakby cała wiara i siły powróciły. Wszystkie sińce zniknęły, rany się zasklepiły, oparzenia wyblakły, po torturach nie pozostało śladu. Odetchnęłam z ulgą, próbując sobie wybaczyć ten moment słabości. Tak, przecież powinnam pomóc tej wariatce, bo podpali jeszcze całe miasto…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;KONIEC&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Dzień za dniem przemierzałam ulice jasnej Bohrii, wypatrując młodej łuczniczki. Szukając dziewczyny, która mogła być wszędzie i nigdzie. Albo już nie żyć. I nic nie mogło mnie powstrzymywać od łażenia od bramy do bramy, gospody do gospody i kramu do kramu, żeby wreszcie wracać do domu bogatsza tylko o plotki i wieści z dalekich krain.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;A słuchałam o elfach, krasnoludach, centaurach i Malukach, którzy zamieszkiwali królestwa daleko na południe od Tiglavve. Słuchałam o Yahellianie, Barhadorze, Castelli i zastanawiałam się, jak bardzo oni wszyscy różnią się od nas. Od tego, co znałam. I zrozumiałam, że nie różnili się wcale. Istniały konflikty. Istniały podziały. Istniały uprzedzenia. Ten świat nie różnił się od naszego tak, jak mogłoby się zdawać. Tutaj właściwie nie ma znaczenia, czy jesteś elfem, czy krasnoludem - wszyscy zachowywaliśmy się w ten sam sposób, kochaliśmy to samo i tego samego nienawidziliśmy. Cywilizacje popełniały te same błędy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Nie traciłam nadziei, że jeszcze kiedyś zobaczę Anissę, ale nie zakładałam, że pojawi się szybko. Choć miałam wszystkie jej rzeczy, tak naprawdę nie wiedziałam, kim właściwie jest i jakie ma plany. Wiedziałam tylko, że była nieszczęśliwą dziewczyną, której życie rozpadło się jak szklana kula, która z impetem spadła na podłogę, rozpryskując się na miliony odłamków, raniąc stopy i duszę. Dzień za dniem przyzwyczajałam się do wszystkiego. I nic już nie było nowością. Ale brakowało mi kogoś, kogo mogłabym nazwać przyjacielem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Teraz mogę powiedzieć, że później już nigdy nie spotkałam Anissy osobiście. Jeszcze wtedy, w któryś słoneczny dzień Wisennego, otrzymałam list od posłańca. Krótki i konkretny. Czytałam go wiele razy, starając się odkryć, co też ta dziewczyna chciała mi sekretnie przekazać. Ale w tym liście nie było żadnej ukrytej treści. Łuczniczka napisała, że w związku z jej rodziną, musi się natychmiast udać do Castelli. Nie potrafiła przewidzieć, kiedy powróci, ani gdzie ją znajdę. Pozdrowiła mnie tylko na końcu, a w post scriptum poleciła, bym oddała jej torbę wraz z łukiem posłańcowi.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Mogę więc śmiało powiedzieć, że ten jakże krótki, ale ważny rozdział mojego życia zakończył się szaro i bez jakiegoś konkretnego oddźwięku w moim życiu. Jedno tylko mnie zastanawiało: przecież Anissa powiedziała, że jest Wędrowniczką. Skąd więc wzięli się tutaj jej rodzice…? Zostawiłam to pytanie na inny dzień, żeby wreszcie o nim zapomnieć. Wiosna wymazała wszelkie zmartwienia z mojej głowy, pozostawiając miejsce na troski, które miały nadejść.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style=&quot;color: #8b7b65; font-family: &amp;quot;spectral&amp;quot;; font-size: 12px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr /&gt;&lt;span style=&quot;color: #8b7b65; font-family: &amp;quot;spectral&amp;quot;; font-size: 12px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Autorzy: Anissa | Infrea van Toyrin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Postacie: Yulia Austin | Yarissa van Toyrin&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Nie wstydzę się starych wypocin.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;7 marca - 2 maja A.D. 2017&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2018/04/kruche-zaufanie.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-3187991081742673018</guid><pubDate>Mon, 01 Jan 2018 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-03T12:10:33.130+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Cykle</category><title>Cykle: Przypadek i przeznaczenie jedno mają imię</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://s5.postimg.cc/6uh5qr1mv/image.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;400&quot; data-original-width=&quot;600&quot; src=&quot;https://s5.postimg.cc/6uh5qr1mv/image.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: Spectral; font-size: 20px !important; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;złodziejskie chwyty&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ej, Lavellan, przestań gapić się na te świecidełka, tylko chodź! – Wróbel zaczynał być ewidentnie coraz bardziej zirytowany, przeskakując niecierpliwie z nogi na nogę. Dagna zmarszczyła nos z dezaprobatą, wciskając srebrny naszyjnik w głąb przepastnej kieszeni luźnych spodni. Zachowa go sobie, to pewne, tego łupu Sójkom nie odda. Drobny medalionik był zbyt ładny (i zbyt… tajemniczy), by oddawać go w brudne łapska szefa. Podniosła gwałtownie głowę i w podskokach dogoniła swego towarzysza.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jakieś wieści od grubego szlachciura? – zapytała, wpychając sobie do buzi parę sucharków zgarniętych z dna torby – Tego, który twierdził, że wie o naszej kradzieży.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nic nowego. – odparł Wróbel flegmatycznie, powłócząc nogami – Albo dał sobie siana, albo ktoś go uciszył, nie wiem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mam nadzieję, że to drugie. – krasnoludka zmarszczyła brwi w zamyśleniu, lecz zaraz się rozchmurzyła – Jakby co, sami możemy to zrobić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Posuwasz się za daleko. – stwierdził kompan monotonnie, pociągając nosem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nieprawda. – przystąpiła do obrony – Czasem trzeba. Chyba, że chcesz siedzieć w pierdlu, to zapraszam, przyjacielu. Bo, jak przyjdzie straż, zauważy naszą skrytkę pełną kosztowności i cholerną skrzynkę pełną zdobionych figurek, to co powiemy? „Och, przepraszamy, to nie my!”? NIKT się na to nie nabierze. Poza tym… złym ludziom powinny dziać się złe rzeczy, co nie? Gdyby nie był aż tak niedobry, może nie skończyłby aż tak martwy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- On żyje, Lavellan. – wytłuścił chłopak, przewracając ostentacyjnie oczami i przyspieszając kroku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Niedługo. – przyłożyła prawą rękę do klatki piersiowej i uniosła dumnie podbródek – Bo ja, Dagna Lavellan, oficjalnie dopisuję go do listy osób do zabicia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ile jest osób na tej liście? – dopytał Wróbel, nieco zaciekawiony.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Noo… teraz dwie. – wzruszyła ramionami – Jeszcze ten mały popierdzieleniec z Bohrii, który specjalnie wylał na mnie kufel wina w karczmie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- I za to ma umrzeć?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie lubię typa. – ucięła dziewczyna wymijająco.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zachowujesz się jak dzieciak. – westchnął kompan, wymijając ją, by pójść przodem. Dagna już miała mu coś odparować, kiedy chłopak gwałtownie się odwrócił i zatkał usta dłonią - Przymknij się, to on! – syknął, po czym dał dyla za ścianę jednego z budynków.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- K t o? – zapytała zdumiona, otrzymując od Wróbla wściekłe spojrzenie. Zreflektowała się prędko i dołączyła do niego, chowając się w tym samym miejscu. Wyjrzała z ciekawością zza kryjówki – Kim jest ten facet? – dodała szeptem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kimś, kto nie do końca mnie lubi. – odrzekł chłopak, nie obdarzając jej nawet spojrzeniem, a jedynie niespokojnie wyglądając za ścianę – Nie będzie za wesoło, jeśli go spotkam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Och… - westchnęła, wpatrując się w młodego mężczyznę – Czym zalazłeś mu za skórę? – zwróciła się znów do towarzysza.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Przestań. Mówić. – warknął.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie wiem, jak ty, ale ja stąd spadam. – prychnęła cicho, lekko obrażona, po czym podniosła się i niepostrzeżenie wymknęła zza rogu. Otrzepała spodnie z kurzu i liści, po czym ruszyła przed siebie dumnym krokiem. Miała w zamiarze po prostu wyminąć tych wszystkich ludzi, lecz jej chciwy wzrok przykuła mała skórzana sakiewka, zapewne wypełniona monetami. „Ach”, pomyślała z rozmarzeniem, „mam dość tych rozmokłych sucharów, a i raz na jakiś czas można się połakomić”. Dokąd zmierzał mężczyzna? Czyżby do ulubionej karczmy? Dagna nie przepadała za nią aż tak; to tam wdała się w bójkę z jakimś dziwnym chłopakiem. Ale – sukces wymaga poświęceń! Westchnęła ciężko i zawitała do środka. Jej „cel” już tam siedział, przy jednym ze stołów, gawędząc ze zgrają innych facetów. To może być trudniejsze, niż się wydaje… Zmarszczyła jednak brwi, ganiąc się w myśli za moment wahania, po czym dziarskim krokiem ruszyła w stronę mężczyzn.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Hej, hej! – przywitała się wesoło, siadając obok swej potencjalnej ofiary – Mam nadzieję, że mogę się przysiąść? – zapytała z czystej uprzejmości, jednak nie dała towarzyszom ani sekundy na odpowiedź – Wyśmienicie! Jak długo siedzicie w Bohrii? Doprawdy PIĘKNE miasto, nieprawdaż? Bawię tu od miesiąca, a już ciężko byłoby mi wracać do domu…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jeden z tych bardziej podpitych panów chciał coś dodać od siebie, lecz Dagna, z nader słodkim uśmiechem, nie dała mu dojść do słowa, kontynuując swą przemowę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jestem Morrigan, pochodzę z Barhadoru. – Morrigan, imię jej opiekunki, było jedyną fałszywką, jaka przyszła jej do głowy – Bardzo ładne miasto i ciężko opisać mą tęsknotę. Bardzo daleko stąd. – jej lewa dłoń niepostrzeżenie powędrowała w stronę sakiewki. Uda się, uda! Już czuła szorstki materiał opuszkami swych palców – I, powiem wam, to… ach! – zupełnie niespodziewanie poczuła straszliwy ból na lewej dłoni… blizna! To durne, magiczne znamię dało o sobie znać w najbardziej nieoczekiwanym momencie. I, a jakże inaczej, przykuło uwagę mężczyzny. Chwycił momentalnie za sakiewkę, tuż po tym, jak Dagna zdążyła cofnąć piekącą dłoń.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Uch… muszę lecieć. – rzuciła pospiesznie, po czym czmychnęła z miejsca zbrodni. Otuliła prawą dłonią tę bolącą, próbując zakryć emanujące zielonkawym światłem znamię. „Oby mnie nie gonił, oby mnie nie gonił!”, myślała. Nie była szybka. Nie było miejsc do ukrycia. „Przekichane”, załkała w myślach, wybiegając z karczmy i rozglądając się wokół w pośpiechu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: Spectral; font-size: 20px !important; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://tiglavve.blogspot.com/2017/06/od-ethana-do-dagny-chcieliscie-handel.html&quot; style=&quot;color: #8b7b65; font-size: inherit; list-style-image: none; list-style-type: none; text-decoration-line: none;&quot;&gt;b&lt;/a&gt;yła młoda i pozornie głupiutka&lt;/h3&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A on mówi: „To nie świnia, to moja żona!” - powiedział łysy krasnolud, przechylając piąty już kolei kufel cierpkiego piwa do swoich szerokich ust wykrzywionych tak, jakby ktoś mu przed chwilą przywalił. Zaśmiałem się sztucznie, bo żart nie był ani trochę śmieszny. Tak jak moja obecna sytuacja. Ten dzień był za piękny, żeby dobrze się zakończyć. Nigdy nie chwal dnia przed zachodem słońca, mówiła matka. Do zachodu słońca zostało jeszcze tyle czasu… A moja boska osoba, zamiast wydawać pieniądze, właśnie utkwiła w karczmie z ludźmi, z których obchodziły wyłącznie pieniądze. A raczej ich zwrot. Bo widzieliśmy się nie pierwszy raz, jeśli chodziło o korony. Tak, kilka koron właściwie, Ethanie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Już dobre dwie godziny próbowałem się wymigać od podpisywania świstka, na którym to zobowiązuję się do spłaty sporej sumki w terminie trzech miesięcy. A ja nie zamierzałem niczego podpisywać. Bo tutaj, banki mają inne metody radzenia sobie z dłużnikami. Żadnego ogłoszenia upadłości, nie ma tu bankructwa ani niczego, co mogłoby uratować mój tyłek. Więc siedziałem, śmiałem się i piłem wraz z nimi, czekając na odpowiedni moment. Kiedy będą na tyle upici, żeby zapomnieć moją twarz. Ale miałem już dość czekania.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Popatrzyłem na handlarzy, na sakiewkę z koronami, znów na handlarzy i szybko sięgnąłem po nią ręką, patrząc w oczy krasnoluda. Jego towarzysze dalej rechotali z głupawego kawału, a ja uśmiechnąłem się, czując opuszkami palców sznurek, którym była związana drogocenna sakiewka. Jednak gdzieś w głębi, byłem prawdziwym złodziejem… Powoli łapałem już za brzeg skórzanego mieszka, gdy coś zacisnęło się boleśnie na moim ramieniu. Znieruchomiałem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ejże, a papiery?! - ryknął kompan krasnoluda; ten właśnie podrywał jakąś cycatą pannę pomiędzy stolikami. Lewą ręką zgarnąłem pieniądze do torby, a prawą wziąłem w dłoń pióro, patrząc na najemnika, który miał widocznie za zadanie mnie pilnować. Niech to diabli wezmą… Powoli zbliżyłem je do papieru, przez chwilę się ociągając… Postawiłem pierwszą kreskę…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;I wtedy przysiadła się ta młoda dziewczyna. Miałem gdzieś to, o czym paple. Była młoda i pozornie głupiutka, a nawijała bez przerwy. Coś Barhador, coś Bohria… I zrozumiałem, że nie dosiadła się bez powodu. Nie minęła chwila, a moje spostrzeżenia się sprawdziły. Kątem oka zobaczyłem jej smukłą rączkę, gdy sięgała po sakiewkę z moimi drobnymi oszczędnościami, bo grubsza kasa leżała w torbie. Chciałem jej pozwolić, żeby zwinęła, co trzeba; już w głowie miałem zaplanowany cały scenariusz, jak to nagle orientuję się, że mnie okradła i dzielnie ruszam w pościg, zostawiając miejsce na moje nazwisko puste…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ale coś się nie udało, bo grymas bólu szarpnął jej twarzą, niemal zgięła się w pół, chwytając za dłoń. I szlag trafił cały plan, wszyscy już zauważyli, co chciała zrobić. A może i nie? Najemnik podniósł się, krasnolud wyszczerzył żółte zęby…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Uch… muszę lecieć. – stęknęła i szybko wybiegła z karczmy, zostawiając drzwi otwarte na oścież. Ostatnia szansa, nim mnie dopadną. Teraz! Zerwałem się za nią, zabierając torbę z pieniędzmi i mając nadzieję, że proszek w piwie prędzej czy później zadziała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie śpieszyłem się, czekając, aż wbiegnie do zaułka, z którego z pewnością nie ma wyjścia. I wszystko poszło jak z płatka. Teraz wystarczy mieć się na baczności i trzymać kasę przy sobie - powiedziałem do siebie bezgłośnie, przepychając się przez tłum ludzi ciągnących w górę miasta. Niewielu kierowało się w dół, do bram i biedniejszych dzielnic. Tłum był jak rwąca rzeka, porywał wszystkich ze sobą, a opornych - deptał. Co się też mogło się dziać tam na górze?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nim zdążyła jakoś zareagować, rzuciłem jej dwadzieścia pięć denarów, wcześniej zawinięte przez handlarza w papier. Wydawało mi się, że pieniądze upadną pod jej stopy, rozsypując się z brzękiem, ale złodziejka zręcznie je złapała, błyskawicznie chowając gdzieś pomiędzy fałdy ubrania. Dopiero wtedy zauważyłem, że była prawie dzieckiem, niską nastolatką. Znowu, nie czekając na jej odpowiedź, podałem jej prawą dłoń, szeroko się uśmiechając. Jeśli miałem się jej przypodobać, trzeba było zacząć już teraz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wybawiłaś mnie z rąk tych podłych lichwiarzy, którzy chcieli mnie bezlitośnie ogołocić z pieniędzy, pani. Oto moje podziękowanie - dodałem, nisko się kłaniając. Ciekawe, czy uwierzy w taką ściemę? Mówiąc to, przypomniałem sobie, że od teraz mam lepiej pilnować torby…&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: Spectral; font-size: 20px !important; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;SERCA PRZEKLĘTE&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dagna zmarszczyła nos w zamyśleniu, uważnie wpatrując się w twarz mężczyzny. Przechyliła lekko głowę, zauważając w zaistniałej sytuacji jakąś nieprawidłowość.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dajesz mi forsę za to, że chciałam ci ją ukraść? – zapytała, może odrobinkę zbyt szorstko. Nieco zgorszona swym tonem, uśmiechnęła się lekko na znak, iż nie kręci nosem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mogę wziąć ją z powrotem. – „dobroczyńca” wzruszył ramionami z obojętnością.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie! – krasnoludka cofnęła się o krok, jakby w geście obrony swej nowej zdobyczy – Znaczy… dziękuję bardzo, mój drogi towarzyszu…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- … Ethanie. – dokończył, prostując się i odgarniając grzywkę, która wpadła mu w oczy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Także, towarzyszu Ethanie – ciągnęła dziewczyna radośniej – dziękuję. Zjem wreszcie co innego, niż ten wstrętny, czerstwy chleb.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A ty jak się nazywasz? – zapytał mężczyzna, chyba dość od niechcenia, gdyż nie podzielał ogromnego entuzjazmu swej towarzyszki. Dagna spojrzała na niego ciut zdziwiona.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A… nie mówiłam? – podrapała się nerwowo po karku, przechylając zabawnie głowę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Śmiem zgadywać, iż Morrigan nie jest twą prawdziwą tożsamością. – odparł niewzruszony, zupełnie ignorując niezgrabne próby ominięcia tego tematu i usilne owijanie w bawełnę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Och, dobrze. – westchnęła krasnoludka ostentacyjnie, zakładając ramiona na klatce piersiowej – Dagna. Dagna Lavellan, aka Słowik. Uliczna złodziejka, skarbnica sekretów i okazyjnie niechciana przybłęda. – tutaj skłoniła się jak ci wszyscy szlachcice, wyolbrzymiając każdy ruch - Liczę, iż również nie skłamałeś co do swego imienia. Jest zbyt ładne, byś mógł mieć jakiekolwiek inne.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Skarbnica sekretów? Nie przypuszczałbym. – zauważył Ethan, może z odrobinką kpiny.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Oszczędź kąśliwych uwag. – jęknęła dziewczyna, próbując ukryć urażoną dumę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Swoją drogą, Dagna to dość unikalne imię. Czy w prawdziwym świecie również je nosisz? – dopytał po chwili milczenia, gdy pytanie to przyszło mu do głowy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Prawdziwym świecie? – dziewczyna nachmurzyła się – TO jest prawdziwy świat.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czegokolwiek byś sobie nie wmawiała, ten świat nie jest tym „pierwszym”.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pierwsze czy setne, tamte realia to dno. – Dagna schyliła na chwilę głowę, a przez jej twarz jakby przebiegł cień cierpienia, pierwszy raz od wielu miesięcy – Maszyny. Broń palna. Bomby atomowe. To przeraża. - wydusiła i zamilkła na chwilę, by zaraz pokręcić głową - Nieważne. Żałuję, że w ogóle dałam się taką zobaczyć. Zapomnij.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Krasnoludka spojrzała w górę; słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, a niebo barwiło się na delikatny róż i pomarańcz. Nadchodził koniec dnia, a wraz z nim - zdawanie łupów. Powinna udać się do siedziby Sójek, by oddać zarobione monety do rozdziału. Żałowała, że nie mogła zachować ich dla siebie, lecz musiała oddać łup, by nie wzbudzić podejrzeń. Odgarnęła złociste kosmyki, które spadły na jej twarz, by znowu spojrzeć na ciekawą twarzyczkę Ethana, która - bądź co bądź - wzbudziła jej sympatię.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Słuchaj, przyjacielu. - zaczęła, podchodząc kroczek bliżej - Muszę spadać, bo mam ważne... spotkanie. Mam najszczerszą nadzieję - tu przyłożyła dłoń do piersi - że jeszcze się spotkamy. I nie w takich... niezręcznych okolicznościach. Trzymaj się!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przemknęła się do małego kantorka, kurczowo ściskając swą torbę w ubrudzonych dłoniach. Jedynymi źródłami światła były pojedyncze promyki, wpadające jeszcze przez szczeliny w deskach, oraz licha świeczka o drobnym płomyku. Dagna rzuciła na stosik łupów sakiewkę z pieniędzmi, jednak znaleziony wcześniej medalik zachowała sobie, ukrywając w najgłębszej kieszeni. Chyba nikt nie widział... wróciła się z powrotem przed magazyn.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zdałam te monety. - poinformowała Ashera, chłopaka nadzorującego gromadzenie łupów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Słowik... dwadzieścia pięć denarów, tak? - zapisał coś na kartce cienkiego papieru, po czym zmarszczył nos w zamyśleniu - Czekaj, Lavellan. Mam tu notkę. Ktoś doniósł, że przedwczoraj zachowałaś sobie dziesięć monet.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ja? - prychnęła z dezaprobatą - Dlaczego ktoś miałby donosić na mnie?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A więc przyznajesz się do winy? Wybornie. - odparł sucho, zupełnie ignorując jej pytanie, po czym zakreślił coś w notatniku - Podobne przewinienie miał Park, dzisiaj wieczorem wykonuje karę. Dołączysz do niego.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Poważnie? - jęknęła Dagna, rozkładając ręce bezradnie - Przynoszę tak strasznie dużo dóbr, a ścigacie mnie za durne dziesięć monet?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dzisiaj, o księżycu, widzisz się z Parkiem obok bazaru. - ciągnął Asher, nie zwracając najmniejszej uwagi na narzekania dziewczyny - Wasz cel to dom tego wdowca, starego markiza...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wiem, wiem. - przerwała, odchodząc - Rozumiem. Dzisiaj dostaniecie waszą durną rekompensatę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co tu robisz? - syknął Park, ten gbur, gdy Dagna złapała go na bazarze - Eleanor...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Eleanor nie wspominała ci, że dołączam, wiem. - przerwała - Mamy odwalić tę robotę razem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Park westchnął ostentacyjnie. Widać było, że na jego usta cisnął się zgryźliwy komentarz, jednak postanowił trzymać język za zębami. Mruknął tylko jakieś niewyraźne polecenie, po czym, pod osłoną nocy, skierował się w stronę kamiennej kamieniczki markiza. Samo wdarcie się do środka nie było działaniem nazbyt trudnym; wdowiec może i miał tytuł, jednak złota nie najwięcej, wobec czego nie był w stanie zapewnić sobie straży. Cały swój majątek, który pozostał mu po latach życia w luksusie, trzymał zaklęty w srebrnych wisiorach i złotych pucharkach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Stary markiz wcale nie jest tak znów stary, przemknęło przez myśl Dagnie, kiedy razem z Parkiem przemknęli przez sypialnię. Oczywiście nie był to energiczny młodzieniec, a jednak pewnie by jeszcze miał trochę siły, by podusić ich obu, gdyby ich przyłapał.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Bierz wszystko. - szepnął Park, zgarniając do torby wszelkie kosztowności z półek. Starał się robić to jak najciszej, a zarazem jak najszybciej, co niekoniecznie łączyło się w parę. Dagna chwyciła złotą figurkę żołnierzyka, gdy poczuła na sobie spojrzenie. Obróciła się niespokojnie, a głos na chwilę zastygł w gardle. Duża, silna postać markiza majaczyła się w drzwiach. Nie widziała jego wyrazu twarzy, a jedynie ciemną sylwetkę, idącą w jej kierunku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- P-Park! - stęknęła, szarpiąc towarzysza za koszulę. Chłopak odwrócił się, rozeźlony, gdy mężczyzna doskoczył do niego ze swym zdobionym sztyletem. Złodziej jednak nie należał do powolnych, więc chwycił jego rękę, starając się z całych sił uniknąć ciosu ostrza w bark. Odepchnął mężczyznę, by ułamek sekundy polecieć za nim. Dagna nie była w stanie nic zrobić, zanim markiz osunął się na ziemię, z krwią tryskającą z jego rany w klatce piersiowej.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co zrobiłeś...? - wyszeptała z przerażeniem. Park zmierzył ją wzrokiem, po czym chwycił swą torbę z łupem i wybiegł na dolne piętro. Krasnoludka odczekała jeszcze chwilę, patrząc ze zmieszaniem na świeżego trupa, by wziąć z powrotem swą figurkę żołnierzyka i wcisnąć ją na sam dół swego worka. Wziąwszy go na ramię, truchtem zbiegła ze schodów i wybiegła z domu, czując obrzydzenie do tegoż miejsca.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie mogła wybrać gorszego momentu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Strażnicy miejscy rzadko kiedy przechodzili tą ulicą, a jednak tym razem otrzymali taki rozkaz. Jeden z nich przyuważył Dagnę kątem oka, by zaraz ostrzec resztę. Krasnoludka nie spodziewała się tego, dlatego zaczęła uciekać przed siebie, nie było jednak możliwości umknięcia strażnikom.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Słońce na zewnątrz świeciło niemiłosiernie, ogrzewając gorący już chodnik. Dagna mogła spojrzeć na nie jedynie zza małego, zabitego kratami okienka. Patrzała na ludzi, wolnych ludzi, bezpańskie psy... czuła straszne rozgoryczenie. Ożywiła się, gdy zobaczyła znajomą sylwetkę tam, na zewnątrz, przechodzącą obok więzienia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ej, pssst, Ethan! - zawołała mężczyznę, próbując wyciągnąć brudną dłoń za kraty. Obejrzał się, próbując znaleźć źródło nawoływań - Tutaj, na dole!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Okienko było na samej górze jej celi, a zarazem na samym dole budynku. Jakby budowniczy tego miejsca nie mogli się zdecydować, czy lochy mają być pod ziemią, nad ziemią, czy częściowo tu i tam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ethan, Ethan, pomóż! - wyszeptała niespokojnie, kiedy kucnął, zdziwiony okolicznościami spotkania - Zostałam oskarżona o morderstwo. Nie zrobiłam tego, przysięgam, a zawisnę, jeżeli się stąd nie zmyję. Błagam, błagam, przyjacielu, uratuj mnie. Jeżeli mi pomożesz, wykradnę od naszej grupki tyle złota, ile będę mogła, i dam ci to wszystko, przysięgam, tylko uratuj. Mnie. Od. Śmierci.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: Spectral; font-size: 20px !important; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;SŁOWIK W KLATCE UWIĘZIONY&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jeśli ktoś miałby ostatnimi czasy wylądować w kiciu, to byłem pewien, że to będę ja. I nawet przywidywałem, za co mogą mnie zamknąć. Mój średni czas spędzony na wolności wynosił pół roku; ostatni raz oglądałem więzienne ściany zaledwie półtora miesiąca temu, mogłem czuć się bezpiecznie. A tu proszę, chcą, żebym wyciągnął kogoś z lochów i jeszcze uratował przed stryczkiem! Skazaną za morderstwo i kradzież młodą krasnoludkę, sprytniejszą, niżby się wydawało…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Popatrzyłem na Dagnę i jej brudną od pyłu twarz, i zastanowiłem się, kim ona dla mnie jest; dlaczego miałbym nadstawiać dla niej karku? Właściwie była tylko uliczną złodziejką, jakich pełno teraz w miastach. Młodą nastolatką, która pomimo doświadczenia i zdolności nie przewidziała tego, jak może się kiedyś skończyć niewinne i rutynowe czyszczenie czyjegoś mieszkania. Nie znałem jej dokładnie, mogłem tylko mieć nadzieję, że wciąż jest uczciwą osóbką, która jeszcze nie nauczyła się oszukiwać. Westchnąłem. Naprawdę, kompletnie nic jej ze mną nie łączyło.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Poza tym, że pochodziła z tego samego świata, nawet gdy starała się go odrzucić i o nim zapomnieć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;-Kiedy? - zapytałem bardziej sam siebie, gładząc zardzewiałe, ale solidne kraty. Ponure myśli odeszły w dal, miałem ochotę zrobić jej paskudny kawał.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co kiedy?! - pisnęła, tupiąc w miejscu małymi nóżkami. Jej krasnoludzkie alter ego ciągle wywoływało u mnie napady niekontrolowanego śmiechu; tym razem także się zaśmiałem, ale mina Dagny natychmiast zgasiła mój humor.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kiedy mają cię wieszać? - sprecyzowałem, patrząc jak złości się coraz bardziej. Parsknęła i wzruszyła ramionami, wciąż wyciągając szyję do góry.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie wiem, nie mówili… - powiedziała bardziej z rezygnacją w głosie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Szkoda, przecież nie mogę się spóźnić na twoją śmierć! - żachnąłem, odchodząc od krat. Dopiero później miało do mnie dotrzeć, że działając tak lekkomyślnie, mogłem popełnić ogromny błąd. Lecz na razie słyszałem za sobą tylko rozpaczliwe krzyki Dagny…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Słowik w klatce uwięziony&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Słowik wstąpił między wrony&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Słowik zbiera świecidełka,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Już nam słowik nie zaćwierka!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jeszcze raz popatrzyłem na pozornie łagodne rysy twarzy dorosłego mężczyzny, który skrzyżował ręce na piersi i ostatecznie wyraził sprzeciw. Uparty, stary osioł! Starałem się grać pewnego siebie i niezwyciężonego w rozmowie, jednak podczas szybkiej wymiany zdań z bohryjskim justycjariuszem, który nie zamierzał odpuścić, zwyczajnie wymiękałem. Łapówka nie wchodziła w grę, nie mogłem także teraz porzucić Dagny. Zostało tak niewiele czasu… Dokładnie za trzy dni mieli hurtowo wieszać wszystkich po kolei, bo lochy pod pałacem były przepełnione. Nie wiem, czy sugerowało to, że w Tiglavve mamy tyle przestępców czy że strażnicy zacięcie łapali każdego, kto się im nawinął&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Panie, błagam… - stęknąłem, przybierając błagającą pozę. I nagle mnie oświeciło. - Panie, moja to moja małżonka, jakem ja mam teraz zostać wdowcem? - westchnąłem dramatycznie, łapiąc się za serce. Bystro zerknąłem na niego; choć ukrywał wszystko za opaloną skórą naznaczoną bliznami, za maską powoli pękał.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wiecie, jakie jest prawo. Niewiasta czy chłop, wypuścić nie możemy, jeszcze jak złodziej, co zabijał? - zakończył, wstając ze skrzypiącego stołka. Cholera! Podjąłem ostateczną próbę i uklęknąwszy, przytuliłem się mocno do jego stóp. Scena była pewnie zabawna, a choć mi nie widziało się wąchanie jego zaśmierdzianych szwaj, przesadnie zawyłem, czując, jak środek podrażniający oko działał. Po policzkach spłynęły nieszczere łzy. Czułem się jak skończony dureń. Przez chwilę popatrzył na mnie z litością, ale widziałem, że nie uległ do końca. Wtedy podniosłem głowę i odpaliłem słodkie oczy, wręczając mu mimo protestów mieszek z fałszywkami, które były naprawdę wybornie zrobione.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Słowik w klatce skoczył&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Słowik martwo pisnął&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Słowik piórkiem zatrzepotał&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;I wtem kluczyk zastukotał&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W powodzenie całego przedsięwzięcia od początku nie wierzyłem. Jak miałem znaleźć ją, uwolnić i wyprowadzić? Nie dość, że nie miałem doświadczenia w uciekaniu z więzień, to nie miałem pojęcia, kogo do tego nająć. I tak odwiedzałem wszystkich znajomych, tu i tam sypnąłem groszem, komuś postawiłem piwo, aż wreszcie dotarłem po sznurku do kłębka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;O Zakonie Czarnych Róż słyszałem niewiele, a właściwie tyle, ile się słyszało w karczmie czy na rynku. Jakoś nie interesowało mnie, co dokładnie robią, gdzie działają i jak działają. Jednakże byłem pewien, że zajmują się wyłącznie mordowaniem wskazanych przez klientów pionków w politycznej grze o władzę i pieniądze. A jednak zajmowali się także pomocą przy organizowaniu ucieczki z więzień. Nie byłem pewien, czy będę miał możliwość podpisać z Czarnymi Różami kontrakt. Kontrakt niecodzienny, za który sypnę denarami. Lecz poszukiwania Zakonu pozostawiłem na jutrzejszy dzień; dziś wolałem się wyspać i dokładnie wyprać ubranie po szorowaniu sobą podłóg w pokoju justycjariusza. I przytulania się do jego zatęchłych butów!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: Spectral; font-size: 20px !important; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;PRISCILLA WIELKA&lt;/h3&gt;&lt;div class=&quot;post-header&quot; style=&quot;background-color: #030303; color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;div class=&quot;post-header-line-1&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Otrzepała pył z i tak brudnych już spodni, dziurawych i przetartych. Psiakrew, zaklęła pod nosem, w ogóle nie dbają o swych więźniów. Nie żeby kogokolwiek w ogóle obchodziło, czy najcudniejsza więźniarka miejskich lochów czuje się dobrze w swej &quot;kwaterze&quot;.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dagna westchnęła głęboko, opierając się o pień drzewa. Była obrzydliwie głodna, a przez najbliższe parę dni raczej nie miała zamiaru pokazywać się Sójkom, które zapewne trwały w mylnym przekonaniu, że to ona spartaczyła całą robotę. To Park powinien ponieść karę, tymczasem teraz pewnie zbiera oklaski jako ten  s p r y t n i e j s z y.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdzie się, zaraza, podział ten Ethan? Krasnoludka wbiła sztylet w pień w przypływie frustracji, a kawałki kory posypały się wokoło. Nie może mu podziękować... ani zapłacić. Nie żeby jej na tym szczególnie zależało, niemniej nie była zbyt zadowolona z nagłego zniknięcia nowego przyjaciela. Tym bardziej, że słyszała dość nieciekawe plotki na temat całego cyrku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Bogowie, żona? - jęknęła sama do siebie - Czy on na serio wmówił temu zasrańcowi, że jestem jego żoną? - pień dębu naznaczony był już co najmniej ośmioma pchnięciami ostrza. Nareszcie, zmęczona już walką z martwą naturą, zsunęła się na ziemię, z irytacją wbijając broń w wilgotną glebę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Szczekanie psów ewidentnie odróżniało się od słodkiego świergotu ptaków, także usłyszawszy obce odgłosy, Dagna nadstawiła uszu. Obróciła się nieco, usiłując dostrzec w gąszczu źródło coraz bogatszej gamy dźwięków - czyichś krzyków, jakichś głosów, skowytu wilczurów. Z zapartym tchem podniosła się z miękkiej warstwy mchu i, wziąwszy uprzednio swój sztylet, ostrożnie podeszła w stronę miejsca, skąd dochodziły odgłosy. Zdawała sobie sprawę, że marnym ostrzem nie ma szans w otwartej walce, lecz ciekawość zwyciężyła. Zakradła się między jakieś chaszcze i, przyczaiwszy się, obserwowała przebieg zdarzeń. Wszystko wskazywało na to, że jakiś przytłusty szlachciura został wraz ze swą karetą zaatakowany przez leśnych bandytów - ci, zestrzeliwszy z kuszy jego wierne psy i jednego strażnika, pozostawili wielmożę praktycznie bezbronnym. Normalnie Dagna zapewne nie dbałaby o los wstrętnego arystokraty, jednak ten wydawał się być szczególnie bogatym i wpływowym osobnikiem. Szybko kalkulując w głowie wszelakie za i przeciw, krasnoludka zdecydowała się pomóc swemu zwyczajowemu wrogowi - a nuż się coś dostanie?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zabity strażnik miał miecz, piękny, stalowy, zapewne kuty specjalnie dla niego. Nie był daleko, lecz zdobycie go wiązało się z ogromnym ryzykiem skończenia z bełtem w klatce piersiowej. Postanowiła więc czekać na odpowiedni moment, wciąż w tym samym miejscu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- ... wszystko, co wieziesz, powiedziałem! - warknął jeden z dwóch zbójców, obrzydliwie pociągając nosem. Zachowywał się (zresztą i wyglądał) jak prosię.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Już, już, panie. - wymamrotał szlachcic cienkim głosem, z rękami wysoko uniesionymi obracając się w stronę wozu - Nie mam zbyt wiele przy sobie w tym momencie, ale...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dagna nie przysłuchiwała się dalej przestraszonemu głosikowi puszystego mężczyzny; zauważyła, że koleś z kuszą opuścił swą broń delikatnie, podążając za arystokratą w ślady swego kompana. Teraz albo nigdy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dziewczyna, chyląc się nisko, przypełzła szybko do zwłok żołnierzyka i ostrożnie wyjęła miecz z pochwy. No, nareszcie jakaś godna jej cudnej osoby broń - niech ci durni strażnicy miejscy zatrzymają sobie jej stary mieczyk, ten tutaj był o wiele lepszy!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie tracąc czasu, krasnoludka zaatakowała tego z kuszą, przebijając jego korpus na wskroś jednym, szybkim pchnięciem. Bandyta zacharczał cicho, a z jego ust popłynęły strużki krwi. Drugi, ten z mieczem, najwyraźniej zorientował się, że odgłosy jego kolegi nie należały do zbyt naturalnych i natychmiast się odwrócił, szybko przetrawił sytuację, po czym zaatakował. Dagna wycofała się w paru susach, zaskoczona nagłym i zdecydowanym atakiem, po czym uniosła miecz. Ostrza zderzyły się, brzęcząc głośno. Dokładając wszelkich sił, dziewczę odtrąciło atak, jednak zbój nie tracił swej energii, uderzając coraz zacieklej. Sytuacja zdecydowanie wymykała się spod kontroli, a Dagna z trudem odpierała coraz to szybsze uderzenia. Cofała się coraz bardziej i bardziej - nie spodziewała się, że człowiek lasu będzie  t a k  dobry w walce. Nie miała szans - zginie źle albo gorzej. Zupełnie nagle więc obróciła się i wzięła nogi za pas, dysząc szybko. Prosiak rzucił się w pogoń, wywrzaskując przekleństwa, których nie powstydziłby się szewc. Zauważywszy leżący na ziemi spory kamień, Dagna w biegu schyliła się, by go chwycić, po czym rzuciła nim prosto w prześladowcę. Zatrzymała się gwałtownie, gdy zauważyła, że desperacka próba uratowania sobie tyłka niespodziewanie się powiodła - usłyszała tylko krótki wrzask, a ujrzała skroń mężczyzny, opływającą krwią. Zacisnęła wargi w geście obrzydzenia, ale w końcu opuściła miecz, gdy wróg padł na ziemię.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dlaczego, psiakrew, nie ustrzeliłeś go z kuszy? - zawołała ze wściekłością, szybkim krokiem wracając do schowanego w karecie szlachcica - Ten sukinsyn mógł mnie  z a b i ć!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- O, pani, dziękuję za uratowanie mego majątku i życia. - wybąkał niechudy arystokrata, zabawnie wydąwszy swe pełne usta, ewidentnie ignorując nie najładniejszy zasób słownictwa swej wybawczyni.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mam nadzieję na jakąś ładną podziękę. - zasugerowała Dagna potulnie, zupełnie nagle gubiąc swą wcześniejszą wściekłość - Prawdę mówiąc, nogi mnie już bolą od chodzenia. I nie jadłam od dni! I nie mam pieniędzy. I czystych, dobrych jakościowo ubrań. I...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dobrze, dobrze. - przerwał pulchny mężczyzna, zajmując się zdrapywaniem zaschniętego błota ze swej nienagannie czyściutkiej koszuli - Pozwól, panienko...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- ... Priscilla. Priscilla Kenway, gwoli ścisłości. - uśmiechnęła się cieplutko, może ciut zbyt sztucznie, i skłoniła się lekko - Sierotą jestem, panie. Domu nie mam, żebractwem się zajmuję. To zaszczyt, że mogłam waszą miłość ocalić od niechybnej śmierci. - uniosła głowę i westchnęła dramatycznie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Żadna ze mnie wasza miłość. - zaśmiał się szlachcic, nieco udobruchany - Chodź, droga Priscillo, a ugoszczę cię w mym mieszkaniu z wszelką radością.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;O tak, ratowanie tłustych tyłków może być spokojnie jej nową pracą. Z pewnością zarobiła dość sporo, a i sir Ameridan chyba nawet nie zauważył, że przywłaszczyła sobie mieczyk jego trochę jakby martwego strażnika. Zupełnie już rozpogodzony, uczynił Dagnę swym honorowym gościem i zaprosił na swą skromną ucztę. Na sam koniec podarował jej sakiewkę złotych monet, jednego ze zbytecznych kuców i szykowne, ładne wdzianko. Priscilla podziękowała grzecznie, nie przestając się kłaniać i szczerzyć. Miała wrażenie, że całe te uprzejmości ze strony lorda były spowodowane jedynie obawą przed tym, że młoda zbije i jego na kwaśne jabłko.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wyruszając z cudnego dworku na swym nowym siwym kucu,  Dagna czuła się bogatsza niźli sam monarcha. Pomyślała, że życie jest piękne, gdy tak jechała obok rzędu drzew o rozłożystych koronach, wdychając świeże powietrze. Przez myśl jej nawet przebiegło opuszczenie tych niedobrych Sójek i zaczęcie kariery jako wędrowna minstrelka, znana na cały świat, jednak - na tamtą chwilę - z bólem serca odrzuciła te plany.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Pierwszym krokiem do uczczenia swego sukcesu było, rzecz jasna, odwiedzenie karczmy. Uwiązawszy siwka do drewnianego płotka przy poidle, krasnoludka wkroczyła do środka dumnym krokiem. Otrzepała z kurzu swą jedwabną koszulę, poprawiła zdobną, srebrną klamrę, po czym usiadła pokracznie na stołku, zamawiając wino. Rozejrzała się wokoło od niechcenia, by zobaczyć ostatnią osobę, jaką chciała spotkać w tym momencie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Eeee... hej, Ethan? - wymamrotała, lecz zaraz odzyskała wigor. Mężczyzna również ją spostrzegł i widząc, że dziewczyna się do niego zwróciła, usiadł obok - Jakże miło tu ciebie spotkać. - zaśmiała się nieco nerwowo - Dzięki za... wiesz, uratowanie życia. Czy coś. Cel uświęca środki, także pominę już twe sposoby na pomoc mej osobie. W każdym razie wielce dziękuję. - odzyskała więcej naturalności, opierając się o blat prawym łokciem - Rozumiem, że nie pogardzisz zapłatą? - dodała, maskując zrezygnowanie, wiedząc również, że to pytanie prędzej czy później będzie zadane - Akurat tak się przytrafiło, że mam trochę grosza.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;background: rgba(64, 62, 62, 0); border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: Spectral; font-size: 20px !important; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;CHCIELIŚCIE HANDEL, NO TO GO MACIE!&lt;/h3&gt;&lt;div class=&quot;post-header&quot; style=&quot;background-color: #030303; color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;div class=&quot;post-header-line-1&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mówią, że opłaca się w coś wierzyć. Czy w Boga, czy w los, czy w przeznaczenie, w cokolwiek. Ale ja jakoś tak opierałem się temu wszystkiemu, od zawsze od dziecka. Nawet wtedy brakowało mi wiary, że cała akcja się uda. Więc jak miałem wierzyć w coś większego? Ale będą jaja, jak się okaże, że Bóg naprawdę istnieje- powiedział mi kiedyś starszy pan, którego widywałem każdego dnia, o tej samej porze, spacerującego po parku z gazetą pod pachą i nienagannym melonikiem na głowie. Szedł powoli, z gracją starego człowieka i patrzył na świat, który był dla niego tak inny od tego, który znał. I nie chodziło już o technologię czy politykę, chodziło o ludzi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To ludzie zmienili się nie do poznania. Nastały inne czasy, bardziej bezpośrednie, brutalne i „rozwydrzone” - zwykł mawiać. Wieczorem, gdy miałem wolny czas, zaglądałem do malutkiego sklepiku wciśniętego pomiędzy lombard miejscowego gangu a pralnię Koreańczyków; do magicznego miejsca, gdzie królowały książki, herbata i mapy. Przybite do ścian, jedne były zwyczajne, takie jakie znałem ze szkoły; inne przedstawiały ziemie, o których nigdy nie słyszałem. Dziwne lądy, krainy i kształty, które zwracały uwagę i drażniły oko. Nieznane lądy, niezbadane.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;I nieistniejące.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdy zapytałem go o te mapy, zaśmiał się, pochylony nad książką i posłał mi tajemnicze spojrzenie. Nie raczył nawet odpowiedzieć półsłówkiem, nie raczył dać mi wskazówki. Więc nie pytałem, bo to i tak byłoby bezcelowe. Stary był uparty jak osioł - gdy czegoś nie chciał powiedzieć, to było pewne, że zabierze to ze sobą do grobu. A gdy to się stało, nie było już nikogo, kto mógłby mi wyjaśnić tajemnicę map staruszka, które udało mi się kupić za pół ceny. Dzień przed jego odejściem, jakby były mi przeznaczone.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Teraz patrzyłem na najprawdziwszą kopię takiej samej mapy, jaka wisiała nad moim biurkiem w Londynie, śmiejąc się i wodząc palcem po znanych miejscach, które miałem okazję odwiedzić. Avia, Castellia, Veriana… Zdecydowanie trzeba to kiedyś powtórzyć, może w jakiejś kompanii? Może przyczepić się do jakichś handlarzy, takich, co jeszcze nie słyszeli o moich interesach z koronami… Jeśli tak dalej pójdzie, trzeba będzie uciekać z kraju, bo pewnego razu poślą za mną takiego prawdziwego łowcę głów, który da sobie ze mną radę w tydzień. I co wtedy? Z lekka przerażonymi moimi własnymi rozmyślaniami, sięgnąłem po płaszcz, i wskoczyłem w buty… Po chwili namysłu odrzuciłem płaszcz na skrzynię. Cholera, lato się zaraz zacznie, a ja jeszcze targam wszędzie ze sobą ten płaszcz!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ulice były jakby pełniejsze niż zwykle, ludzi się napatoczyło nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. Bohria była opisywana w księgach jako spokojne i ciche miasto - a tu tylko tłumy, okrzyki i wszechobecny handel. Zupełnie jak w Iglicy, tyle, że tutaj było zdecydowanie czyściej i jaśniej, wreszcie Bohria to jasne miasto na półwyspie…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie… Chcieliście handel, no to go macie! - sparafrazowałem urywek  z wiersza jakiegoś znanego polskiego poety, dostosowując go do sytuacji. Jak on się nazywał, ten skurczybyk? Nazwisko wyleciało mi z głowy…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Artefakt zajaśniał na mojej szyi, gdy wreszcie wbiłem się w rwącą rzekę ludzi, elfów, Maluków i krasnoludów. Teraz?! Ludzie, nie żartujcie sobie. Rozejrzałem się; wokół było wiele twarzy, młodych i starych, jasnych i ciemnych, pięknych i brzydkich. Starożytny artefakt nigdy się nie mylił, zawsze wykrywał każdego wędrowca. Znów obejrzałem się za siebie, wzrokiem przeczesałem ludzi bok, ale nikt nie zwracał mojej uwagi. Weteran podróży jakiś, czy co? Nagle pośród gawiedzi zapłonęły płomienne, ogniste włosy, czerwone jak krew. Instynkt niemo potwierdził; tak, to ona, idioto. Goń ją!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nim zdążyłem nawet zrobić krok, czarodziejka zniknęła gdzieś w tłumie. Przecisnąłem się pomiędzy kobietami z Perseuum noszącym barwne stroje, których nazwa wyleciała mi z głowy; coś czerwonego mignęło mi kilka kroków przede mną, gdy całą ulicę zagrodził wóz,  ledwo zatrzymany przez niekompetentnego woźnicę. Poddałem się, nie chciało mi się gonić po mieście za darmo. Tak czy siak, mam obowiązek zdać raport Victorowi, a do gildii jest po drodze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdy wreszcie to zrobiłem, zgodnie z jego wskazówkami udałem się do karczmy, tej, w której ją często widywano. Ach ta szpiegowska siatka w wersji fantasy! Wpierw rozeznawszy się przez okno, czy nie siedzi tam jakiś stary kupiec, co byłbym mu korony winny, strzepałem niewidzialny kurz z ramion. Bezpiecznie - mruknąłem, wchodząc z rozmachem do środka. Dopiero teraz zauważyłem coś jeszcze. Zgadnijcie, kto też tam biesiadował. Ktoś, kto tym razem jest mi winny denary.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie… Chcieliście ratunek, no to go macie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Autorstwa: Micasa | Ethan Carter&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Postacie: Dagna Lavellan |&amp;nbsp; Ethan Carter&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;23 kwietnia - 9 czerwca A.D. 2017&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Zakończenia brak&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2018/04/cykle-przypadek-i-przeznaczenie-jedno.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-7236835740245410818</guid><pubDate>Mon, 01 Jan 2018 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-11T20:50:36.989+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Cykle</category><title>Cykle: Zbędne pionki</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://s5.postimg.cc/5kjcbp053/pionki.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;400&quot; data-original-width=&quot;600&quot; src=&quot;https://s5.postimg.cc/5kjcbp053/pionki.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style=&quot;color: #a09484; display: inline; float: none; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px; font-style: normal; font-weight: 400; letter-spacing: normal; text-align: justify; text-indent: 0px; text-transform: none; white-space: normal; word-spacing: 0px;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;-webkit-text-stroke-width: 0px; color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px; font-style: normal; font-variant-caps: normal; font-variant-ligatures: normal; font-weight: 400; letter-spacing: normal; orphans: 2; text-align: justify; text-decoration-color: initial; text-decoration-style: initial; text-indent: 0px; text-transform: none; white-space: normal; widows: 2; word-spacing: 0px;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;(NIE)SZCZĘŚLIWA WIZYTA&lt;/h3&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Bogato zdobione kolumny, ściany pokryte płaskorzeźbami i freskami, szklane kule, wypełnione światłem i pokryte złocistą siateczką zdobień, ogromne okna, za którymi błyszczą gwiazdy i księżyc, marmurowa posadzka, służba w eleganckich ubraniach, roznosząca napoje i drobne przekąski, stroje arystokratów, błyszczące od złota, srebra i kamieni szlachetnych, całość tworzy pejzaż władzy, bogactwa i pychy. Powietrze, ciężkie od zapachu wspaniałych potraw, kobiecych perfum, woni kwiatów, wina i arogancji, dusi i przygniata. Ktoś zaczyna się śmiać, a kto inny krzyczeć, grupa mężczyzn po lewej mocno gestykuluje, a panie na prawo wymieniają uwagi, rzucając na około dumne spojrzenia. Kilka osób, skrytych w cieniu kolumn i bluszczu, rozmawia, rozglądając się nerwowo dookoła, jakby bojąc się, że zostaną przyłapane na spiskowaniu. Troje młodzieńców śmieje się głośno, popijając wino, od którego ich policzki są zaróżowione. Przy stolikach pod ścianą siedzą starsi arystokraci i dyskutują, zrywając i zawiązując sojusze i wymieniając opinie o ostatnich wydarzeniach.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– To dziecko! Jak dziecko ma rządzić całym królestwem?!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wygląda na rozsądną osobę i jestem pewna, że…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Reszta rozmowy utonęła w gwarze rozmów, ale dalsza część niezbyt interesowała Lucie. Wiedziała, o co kłócili, właściwie od czasu koronacji Frayi Sairento nie rozmawiali o niczym innym jak o tym, czy młoda królowa poradzi sobie na tronie. Powoli zaczynało ją to nużyć. Podniosła lampkę z winem z tacki przechodzącego służącego. Jeszcze raz rozejrzała się po tłumie, próbując ignorować odrobinę grubego szlachcica, który od godziny obsypywał ją potokiem komplementów, nadmiernie gestykulując.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Eryku, czy naprawdę muszę ci powtarzać, że nie mam zamiaru brać udziału w tym absurdalnym planie? – spytała, gdy tylko szlachcic zrobił przerwę na oddech. Mężczyzna zaczerwienił się lekko. Lucie spojrzała na niego chłodno.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Ja… mi nie wcale nie o to chodziło! – pisnął, czerwieniąc się jeszcze bardziej i unikając jej wzroku, na co kobieta jedynie prychnęła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wybacz, ale muszę już iść – powiedziała zimno i odwróciła się z szelestem sukni. Ostatnimi czasy odnosiła wrażenie, że każdy czegoś od niej chce, próbuje ją wciągnąć jakieś szalone plany bez choćby cienia na powodzenie i że każdy zapomniał znaczenie słowa „nie”. Bez zbytnich trudności znalazła wyjście z sali i po przemierzeniu labiryntu korytarzy udało jej się wyjść na zewnątrz. Nim minęła godzina, Lucie znajdowała się w swojej bibliotece, przechadzając się pośród ksiąg.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W Zimnicy było… zimno. I wiało. Bardzo. O ile Lucie nie miała nic przeciwko temperaturze, tak wiatr ją denerwował i plątał włosy, które zapomniała spiąć przed przejściem przez portal prowadzący z Bohrii do Zimnicy. Westchnęła, po czym ruszyła w dalszą drogę. Nie miała zamiaru przebywać na zewnątrz ani chwili dłużej. A zaledwie kilka godzin temu siedziała w swoim domu i przeglądała jedną ze starszych ksiąg w swojej bibliotece o wykorzystaniu mniej znanych ziół w lecznictwie. Na jej szczęście i nieszczęście osoby, którą chciała odwiedzić, siedziba Bractwa Itinerum nie znajdowała się zbyt daleko od domu Mazru. Poprawiła pelerynę, bardziej szarą niż błękitną i zacisnęła dłoń na sztylecie, chociaż nie miała zamiaru go używać i traktowała go jako opcję ostateczną. Uśmiechnęła się lekko, gdy zaledwie parę metrów przed sobą zobaczyła budynek, którego szukała. Nagle usłyszała jak ktoś ją woła, więc odwróciła się, ledwie unikając zderzenia z uśmiechniętym młodzieńcem. Zacisnęła jedynie wargi, uniosła brew i spojrzała chłodno w brązowe, pogodne oczy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;BUJAJĄC W OBŁOKACH&lt;/h3&gt;Kopyta siwka zastukały szybko i rytmicznie, gdy ciemnowłosy rekrut nagle wyrwał z szarego zamku, zostawiając za sobą zdziwionych członków Kompanii Świtu i rosłego mężczyznę, patrzącego na pył unoszący się za młodym jeźdźcem. Koń biegł płynnym i równym galopem w dół ścieżki, do Zimnicy. Mężczyzna zacisnął opaloną dłoń na kamiennej poręczy i zmarszczył ogorzałą od słońca twarz, obserwując wciąż złotookiego rekruta.&lt;br /&gt;Wiatr wiał od strony Xayanai, zimny i przenikliwy, zbyt zimny, jak na początek lata. Nie był to zwykły, górski powiew, takich tutaj nie widywano od dawna. To był wiatr znad przeklętych ruin mrocznej Tatrii, magiczny i złowrogi. Chłopi mówili nań morowe powietrze, bo niosło zarazki i nieszczęście, w tym także śmierć.&lt;br /&gt;Gdy ustawał wiatr, słońce jakby nabierało mocy i paliło tak, jak pali w Starowierchu czy Iglicy. Siwek parł dalej przed siebie, niosąc na grzbiecie młodzieniaszka, którego w mieście widywano zdecydowanie za często, niż widywać się powinno. Gdy zbliżyli się do południowej bramy, rekrut ściągnął wodze ku sobie i wyprostował się w siodle, delikatnie odchylając. Siwek zrozumiał polecenie, był już zresztą zmęczony po szaleńczym galopie w dół zbocza, a potem gonitwie do miasta. Tętent niosący się po głuchej ziemi ucichł, a perlący się od potu koń z ulgą zwiesił łeb ku ziemi. Panicz w jasnej koszuli również odetchnął, przecierając czoło rękawem. Jeszcze przed mostem puścił wodze zaufanego wierzchowca i szybkim ruchem związał rzemieniem długie już do ramion włosy w kucyk. Cholerne buty już parzyły go w stopy; nie mógł się pokazać w mieście boso, więc zacisnął zęby, licząc na zimny wiatr, który jak na zawołanie dmuchnął wprost w jego twarz.&lt;br /&gt;Zimnica tętniła życiem tylko dlatego, że było to jedyne miasto, w którym można było przetrzymać letnie upały, które nasilały się z roku na rok. Markotne szare mury odstraszały, surowe budynki zbudowane z drewnianych bali zdawały się ciężkie i napuchłe w takim cieple. Znachorzy i guślarze prawili, że oto nadchodzi powoli Ognista Pora, która powtarzała się ponoć co tysiąc lat i trawiła wszystko wokół, aby świat powstał z popiołów jeszcze raz i zapanował nowy porządek. Ale były to zwykłe bajki do straszenia małych dzieci, nigdy w Astrum nie słyszano o Ognistej Porze.&lt;br /&gt;Rekrut poprowadził konia do znajomej stajni, gdzie zajęli się nim za pół darmo. Mogłoby się wydawać, że teraz nasz młodzieniec zamierza załatwić jakąś niecierpiącą zwłoki sprawę. Młodzieniaszek jednak stanął w progu lichego budynku, oparł o framugę szerokich drzwi i rozejrzał się wokół, krzyżując ręce na klatce. W mieście nie było niczego, co mógłby załatwić, kupić, sprzedać czy zobaczyć. Nawet nie miał ochoty, aby odwiedzić tawernę, zresztą nigdy nie lubił tych zbiorowisk miejscowej smarkaterii i kupców.&lt;br /&gt;Znowu uciekł, znowu bez słowa, tym razem jednak nie ze strachu, tylko z niepohamowanego gniewu, który zwykle był mu obcy. O tak, Jeremy nie potrafił się gniewać, a jeśli już to robił, to na krótko i niemal niewidocznie. Ostatnimi dniami wirował pomiędzy lękiem a gniewem, cokolwiek jednak by nie zrobił, zawsze jedynym rozwiązaniem niekończącego się problemu było spędzenie reszty dnia w mieście, do domu wracał wtedy, gdy po zamku panoszyli się przeróżni ludzie, rekruci, wojowie, członkowie Kompanii i goście, to znaczy — po wieczornej wieczerzy.&lt;br /&gt;Wreszcie rzucił kilka monet stajennemu i nie obejrzawszy się za siebie, wyszedł z właściwej Zimnicy, kierując się w dół, do portu. Nie minęła chwila, a miał prawie że nad głową Samotny Pazur — solidny i ogromny kawał składy, na którym zbudowano całe miasto. Zwinięte żagle lśniły w słońcu, tutaj nie było już tak ciepło. A gdyby tak zniknąć, odpłynąć gdzieś zagranicę, do Varsavii, choćby Akavellu? Jeremy każdego dnia walczył z taką myślą i każdego dnia wygrywał. Wreszcie nie może zostawić ojca samego, nawet, gdy jest jego kulą u nogi. Żelazną, ciężką kulą, taką, z którą się zawsze tonie.&lt;br /&gt;Przeleciał wszystkie statki wzrokiem, bo przybiło kilka nowych, pewnie z Kolsviku, czy Veteris. Kolsvik też byłby niezły, pomyślał, sięgając wzrokiem jak najdalej. Jednak ani z Avii, ani z Castelli nie było żadnego, choćby najmniejszego żaglowca.&lt;br /&gt;I znów z głową w chmurach, wszedł na powrót do miasta; przechadzał się wąskimi uliczkami Zimnicy, słuchając fal rozbijających się o głazy, rozsiane pod Samotnym Pazurem. Nieobecnym wzrokiem mijał wszystkich, wspinał się w górę, skręcał w pomniejsze uliczki, omijając podejrzanych typków tu i tam… Chmury na chwilę przysłoniły niemiłosiernie piekące słońce, wiatr zawiał mocniej, a Jer…&lt;br /&gt;- Jeśli masz problemy z chodzeniem, powinieneś, udać się do uzdrowiciela. Chociaż na cud bym nie liczyła - dodał po chwili zimny i nieprzyjemny kobiecy głos.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;SPOTKANIE PO LATACH&lt;/h3&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;– Jeśli masz problemy z chodzeniem, powinieneś udać się do uzdrowiciela. Chociaż na cud bym nie liczyła – powiedziała, z trudem powstrzymując się przed okazaniem swojego zdenerwowania. W tym przypadku określenie jej stanu jako zdenerwowania było dość dużym niedopowiedzeniem. Na wszystkich istniejących i nieistniejących bogów, od tego spotkania zależało wszystko i każda sekunda stracona przez tego roztrzepanego młodzieniaszka dawała Mazru szansę na spotkanie z jej wrogami i podzielenia się informacjami, które nigdy, ale to nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Wysunęła dłoń spod peleryny, by użycie lodowatego sztyletu przestało ją kusić. Uwagę od przyczyny jej aktualnego stanu odwróciło ponowne wołanie. Ku niej zmierzał radosny staruszek w fioletowej szacie maga.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;– Lucie! Jak miło cię znowu spotkać, a twój widok rozgrzewa moje starcze serce! – Arabes uśmiechał się nieco bezzębnym uśmiechem, na twarz pani Cullodeny przybrała wyraz pod tytułem „Ach tak?” podszyte niewielką ilością zmęczenia i rezygnacji. Jak znała swojego dawnego nauczyciela, a znała bardzo dobrze, ten nie da jej spokoju, dopóki nie dowie się wszystkiego, co wydarzyło się w jej życiu od ich ostatniego spotkania, które jeśli jej pamięć się nie myliła, odbyło się z pięć lub sześć lat temu. Powstrzymała westchnienie i odwróciwszy się w stronę nadchodzącego mężczyzny, zmusiła kąciki ust do niewielkiego uniesienia. Masz szczęście Mazru, przemknęło jej przez myśl.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;– Witaj, mistrzu, miło mi cię widzieć – dygnęła lekko, schylając odrobinę głowę. Szanowała staruszka za wiedzę i umiejętności, mimo że jego sposób obycie często ją denerwował i doprowadzał do stanu niebezpiecznie bliskiego furii.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;– Nadal piękna i młoda? – spytał, mrugając konspiracyjnie. – Do twarzy ci z młodością, moja droga! Aż wstyd mi, gdy przypominam sobie moje odbicie. Mamy tyle do opowiedzenia, zwłaszcza że nie odwiedzałaś mnie zbyt często ostatnimi czasy – powiedział, patrząc na nią tak, jakby chciał wymusić u kobiety poczucie winy, ale twarz Lucie nadal zostawała bez najmniejszego śladu emocji. Następnie spojrzał na młodzieńca stojącego obok niej – Jeremy, chłopcze, jak widzę, poznałeś już jedną z moich najlepszych uczennic, jeśli nie najlepszą? Właściwie to ty również ostatnio mnie nie za często odwiedzałeś! Nie ładnie, nie ładnie. – Arabes z uśmiechem pogroził mu palcem i roześmiał się, jakby chciał pokazać, że tak naprawdę się nie gniewa.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;Lucie z trudem powstrzymała jęk i natychmiastową chęć ucieczki, która byłaby zupełnie nie w jej stylu. Wątpiła, by dla jej nauczyciela istniała wystarczająca dobra wymówka, która pozwoliłaby jej na natychmiastowe oddalenie się i zajęcie się zdrajcą. Pozostawało jej mieć nadzieję, że inni jej szpiedzy odpowiednio go przypilnują.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;ROZMOWA TRZECH&lt;/h3&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— A więc wciąż…? — zapytał wymownie Arabes, unosząc siwe, wciąż krzaczaste brwi. Starzec znał go na wylot, przewidywał jego odpowiedzi, znał wszystkie zamiary. A mówiąc znać na wylot, Jeremy miał na myśli fakt, że Arabes zna go lepiej, niż on sam siebie. Tak, zdecydowanie lepiej. Opierając głowę na rękach, pokiwał głową ze wstydem, czerwieniąc się, jakby cały dzień wędrował po Âkcharze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— Tak, wciąż. Ale… to jest w trakcie negocjacji — dodał, spoglądając kątem oka na wredną czarodziejkę, zajętą przygładzaniem fałd swojej jedwabnej sukni. Gdy rozmawiała z magiem, zdawała się całkiem inną osobą, miłą i pogodną, nawet sympatyczną. Gdy jednak Arabes zwrócił się do niego, wyprostowała się sztywno na krześle i uniosła nos do góry, patrząc na niego z wyższością. Teraz nie odzywała się ani słowem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— Rozumiem — powiedział, opuszczając głowę i patrząc na czarodziejkę. — Ysmard to trudny charakter, niełatwo jest go zrozumieć, a co dopiero się z nim dogadać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;Jeremy milcząc, pokiwał głową. Tak, Arabes miał rację, właściwie nigdy się nie mylił. Poza tym razem. Z ojcem nie ma dyskutowania, nie ma walki o swoje zdanie. Jedyne co można zrobić to ustąpić, odwrócić wzrok i zrobić to, co ci rozkaże.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— To przez Kompanię. Pamiętam go, gdy był jeszcze młody, taki jak ty… — powiedział, a słowa odbiły się pośród ścian. — On się śmiał, on żartował, promieniała z niego radość i szczęście — na te słowa rozpostarł ręce i uniósł głos, jakby sam nie wierzył w to, co mówi. Jeremy rzucił mu znudzone spojrzenie, pełnie sceptycyzmu i rezygnacji. Znał tę historię, słyszał ją wiele razy i nigdy nie uwierzył, że ojciec był kiedykolwiek inny. Już chciał się odezwać, ale starzec przerwał mu, wstrzymując go gestem dłoni.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— Wiem, co powiesz. Ysmard był innym człowiekiem, zmieniła go i wojna, i Kompania. Ludzie się zmieniają, dorośleją jeszcze bardziej i zaczynają spostrzegać, że mają prawie połowę życia za sobą. I wtedy zmieniają się najbardziej. Zaczynają żałować, stają się albo szorstcy, albo niewrażliwi, albo gburowaci. Ysmarda dopadło wszystko jednocześnie… — szepnął, patrząc, jak Jeremy ignoruje jego słowa. A ty zawsze i tylko słuchasz, ale zazwyczaj nie dajesz wiary moim słowom, młody człowieku! — zwrócił się do niego, inaczej, niż zwykle — oficjalnie, z wyższością; co od razu zresztą wstrząsnęło młodzieńcem. Poczuł się jakiś taki odrzucony, może niechciany.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— Jak możesz to wiedzieć?! — wreszcie wypalił Jeremy, wstając gwałtownie. Zapomniał o obecności czarodziejki i gdy to sobie uświadomił, z jeszcze większym wstydem niż na początku rozmowy usiadł, tym razem uciekając wzrokiem i od Arabesa, i od Cullodeny. Co w ciebie wstąpiło dziś? - skarcił się w myślach, garbiąc jeszcze bardziej. To wszystko przez ojca…&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Cisza ciągnęła się jak guma, wszyscy troje usłyszeli najpierw odgłosy ulicy, potem pisk mew, wreszcie szum morza. Czarodziejka patrzyła za okno, niemal obracając w bryłę lodu każdego, kto odwzajemnił spojrzenie. Arabes miętosił kawałek purpurowej szaty, mrucząc coś pod nosem. Jeremy zaciskał pięść, przygryzał wargę i bił się z własnymi myślami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— Jak wy właściwie na siebie wpadliście? — nagle zagadnął mag, a cała napięta atmosfera jakby zniknęła. — Znacie się?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;Pierwszy raz, od kiedy weszli do środka, odważył się spojrzeć jej prosto w oczy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;Szybko pożałował, wreszcie nie był człowiekiem odważnym.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); color: #8b7b65; font-family: spectral; font-size: 20px; font-weight: 100; margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center; text-transform: uppercase;&quot;&gt;STARCZA PAMIĘĆ&lt;/h3&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;Lucie z trudem powstrzymywała się ciągłego wzdychania, rzucania tęsknych spojrzeń drzwiom i widokowi za oknem oraz, o zgrozo, uderzenia głową o stół lub natychmiastowego wyjścia. Zamiast tego siedziała wyprostowana, z obojętną miną, pozwalając sobie na rozluźnienie bądź prawie że niewidoczny w czasie rozmowy z Arabesem, a przez resztę czasu spoglądając chłodno na młodzieńca, przez którego, poniekąd, znalazła się w tym miejscu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;Zgodnie z jej przypuszczeniami, stary uzdrowiciel wypytywał ją o wszystko. O przeczytane księgi, zawarte znajomości, odkrycia w dziedzinie lecznictwa, plotki z dworu, nastroje wśród arystokracji, poznane zaklęcia i wiele innych rzeczy, które utonęły w morzu innych pytań. Niczym więc dziwnym był fakt, że kiedy jej nauczyciel rozpoczął przepytywanie chłopaka, Jeremy’ego, była więcej niż wdzięczna. Przysłuchiwała się ich rozmowie, jednak nie skupiała się zbytnio na ich wypowiedziach, chociaż kilka razy padło imię Ysmarda i była ciekawa, kim dla niego jest ten podrostek. Samego Ysmarda znała i kojarzyła głównie jako wesołego, nieco nierozgarniętego młodzieńca, który po poznaniu okrucieństwa wojny zmienił się nie do poznania. Przypomniała sobie własne zdziwienie, kiedy ujrzała go po raz po powrocie z jednej bitw. Gdzieś znikł radosny blask, uśmiech zszedł z twarzy, a z każdą kolejną walką, z każdym kolejnym awansem stawał się coraz bardziej poważny, chłodny zdystansowany...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— Jak wy właściwie na siebie wpadliście? — Pytanie Arabesa wyrwało ją z jej własnych myśli, zmuszając do powrotu do świata śmiertelnych. — Znacie się? — spytał wesoło, a jego oczy zabłyszczały radośnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;Zerknęła na Jeremy’ego, który uciekł wzrokiem w bok. Oczywiście zauważyła jego gwałtowną reakcję, ale młodzi ludzie mieli skłonność do emocjonalnych zachowań, więc ograniczyła się jedynie do chłodnego spojrzenia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— Nie, spotkaliśmy się dopiero dzisiaj i nie mieliśmy okazji oficjalnie się ze sobą zapoznać — odpowiedziała spokojnie, zauważywszy, że chłopak nie kwapił się do odpowiedzi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;— Och, wybaczcie staremu człowiekowi! Nie ta pamięć co dawniej, sami zrozumiecie. — Arabes uśmiechnął się nieco nerwowo. —&amp;nbsp; Lucie, proszę, poznaj Jeremy’ego Garlanda, syna Ysmarda Mocnego, Jeremy, pragnę przedstawić ci jedną z najlepszych uczennic, Lucie Cullodenę, Księżną Pozamrozia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;color: #a09484; font-family: &amp;quot;open sans&amp;quot;; font-size: 13px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;h3 class=&quot;post-title entry-title&quot; itemprop=&quot;name&quot; style=&quot;border-bottom: 1px solid rgba(139, 123, 101, 0.3); margin-left: -20px; margin-right: -20px; margin-top: -20px; padding-bottom: 5px; padding-top: 5px; text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #8b7b65; font-family: &amp;quot;spectral&amp;quot;;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 20px; font-weight: 100; text-transform: uppercase;&quot;&gt;ZABIĆ WZROKIEM, TO MAŁO POWIEDZIANE&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;Od dawna Jeremy nie czuł się tak zdezorientowany. Najpierw Arabes zaczyna rozwodzić się na temat jego ojca, potem ta czarodziejka z miną, jakby Głos Kompanii był jej starym znajomym. Przez chwilę miał wrażenie, że nawet unosi brwi, gdy nauczyciel zaakcentował słowo syn. Tak, młody Garland od małego wiedział, że nie jest synem wielkiego wojownika, który walczył o niezależność Tiglavve jeszcze kilkanaście lat temu; tego, który ucina dłonie złodziejom; wreszcie tego, który przewodniczy wielkiemu bractwu. Jeremy nie był idiotą i nie zawsze rozmyślał o niebieskich migdałach. Wiedział więcej, niż inni mogą przypuszczać.&lt;br /&gt;Gwałtownie otrząsnął się z zadumy i zbladł, nie mogąc sobie przypomnieć zasad dobrej etykiety. Podniósł się z krzesła powoli, przeciągając wzajemne uściśnięcie dłoni. Natychmiast pożałował, że nie jest Selkiem; ci ludzie nigdy nie podają sobie dłoni, to i dla nich, i dla nas obcy, zachodni zwyczaj. Na szczęście Księżna widocznie w porę zauważyła zakłopotanie młodzieńca i trochę od niechcenia uścisnęła jego dłoń. Gest był zimny i żelazny.&lt;br /&gt;Oboje powrócili na swoje miejsca, ale nikt nie śmiał rozpocząć rozmowy. Wreszcie Arabes, obarczony obowiązkiem rozwiewania napiętej atmosfery, poruszył się i podrapawszy się po brodzie, wskazał na Jeremiego.&lt;br /&gt;— Jak widzisz, wiele cię ominęło, odkąd byłaś ostatni raz w Zimnicy. Oj wiele, wiele... — niepotrzebnie dodał, nagle tracąc cały animusz.&lt;br /&gt;— Mieszkasz więc pani w Pozamroziu, tak? —  wreszcie odezwał się młody, nabierając z każdym słowem odwagi. —  Nie miałem okazji tam jeszcze zagościć, ale wielu przewoźników działających pomiędzy portami w Tiglavve wspominało mi, że to przytulne miasteczko i pomimo chłodu, który panuje wokół, tam jest jak w Bohrii — wyjaśnił, akcentując ostatnie słowo, jakby przez chwilę chciał tam odpłynąć i zapomnieć o całym świecie. — A przede wszystkim ród, który od wieków wziął pod opiekę Pozamrozie, jest przykładem dla innych rodów, poniekąd cenionych przez zgnuśniałą arystokrację — westchnął, przyśpieszając. Przez chwilę zapomniał, że czarodziejka zapewne nie jest chłopką, ani zwykłą mieszczanką. Umilkł, dając znowu do głosu dojść staremu nauczycielowi. Nagle cała ta jego elokwencja odeszła w cień, znowu był cichym i nieśmiałym Garlandem.&lt;br /&gt;Starając się nie rozmarzyć podczas nudnej przemowy Arabesa, rzucił ukradkiem spojrzenie czarodziejce, zasłuchanej w opowieść. Dlaczego księżna wyglądała tak młodo, syn Ysmarda domyślił się szybko. Była przecież czarodziejką witalną, może nie uzdrowicielką, ale z odmładzaniem samej siebie pewnie dawała sobie radę. Jej oblicze było prawie nieskazitelne, czy więc aż tak dbała o swój nienaganny wizerunek? Wreszcie na dworze bycie wiecznie młodym było ostatnio w modzie... — pomyślał, czując na sobie jej wzrok.&lt;br /&gt;Nie chciał dłużej wytrzymywać  chłodnego spojrzenia więc, odwracając wzrok ku wyjściu, skłonił się taktownie i wyszedł, nie dając Arabesowi wymówić nawet słowa. Miał już w sumie wszystkiego dość. Spotkanie starego nauczyciela, wpadka przed nim i jeszcze ta jego idiotyczna nieśmiałość; dlaczego wyszedł tak szybko bez myślenia? A teraz jeszcze trzeba było wrócić do domu. Znowu.&lt;br /&gt;Kręcąc głową, odrzucił ten scenariusz. Nie, na razie lepiej będzie siedzieć tu, aż ojciec nie ochłonie. Właściwie, może on nawet nie był rak rozeźlony, jak mu się zdawało. Garland szybko zwrócił uwagę na  wypowiedź czarodziejki, która dotychczas nie odzywała się prawie wcale.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;hr /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Autorzy: Seara | Ethan Carter&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Postacie: Lucie Cullodena |  Jeremy Garland&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;21 czerwca&amp;nbsp;- 20 lipca A.D. 2017&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-small;&quot;&gt;Zakończenia brak&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2018/04/cykle-zbedne-pionki.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-540178868115312063</guid><pubDate>Fri, 28 Jul 2017 20:29:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-04T16:23:57.737+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Gdyby tylko...</category><title>Gdyby tylko... (1)</title><description>&lt;blockquote class=&quot;tr_bq&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Razem z Infreą wymyśliliśmy coś w rodzaju blogowego Q&amp;amp;A, w którym zadajemy pytania, kierując je do postaci innych autorów; czyli ja zadaję pytania Yarissie albo Tajdze, Infrea zadaje pytania Ethanowi lub Jeremiemu. Wszystko nie ogranicza się tylko do pytań, można zawsze postawić przed postacią jakiś trudny wybór, który ona musi podjąć. Aby wszystko szło sprawnie, ograniczamy się do trzech pytań, potem przychodzi kolej na drugiego autora.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;Oto moje pytania:&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;- Gdyby Yarissa potrafiła odmienić przeszłość jednej osoby z dalej wymienionych, to wybrałaby Tajgę, czy Jeremiego?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;- Gdyby Yarissa została aresztowana przez straż, to: podejmuje walkę czy poddaje się?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;- &lt;b&gt;Gdyby Tajga miała możliwość zmienienia swojej sytuacji rodzinnej za cenę życia człowieka, poświęciłaby obcą osobę?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr /&gt;&lt;div style=&quot;text-indent: 0px;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;Gdyby Yarissa potrafiła odmienić przeszłość jednej osoby z dalej wymienionych, to wybrałaby Tajgę, czy Jeremiego?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Yarissa to osoba, która raczej bardziej będzie współczuć młodemu chłopaczkowi, niż gburowatej Tajdze. Jeśli chodzi o pomoc innym, to nie zmieniła się po przejściu do Astrum i nie odmawia wsparcia żebrakom czy sierotom, rzucając im czasami denara w ręce. Zresztą, wszyscy z rodu Toyrinów cechowali się empatią; jednak nie byli z tych, którzy poświęcali siebie przy najmniejszej okazji, ale z pewnością wsparliby potrzebującego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odmiana przeszłości to „poważna” sprawa, ale patrząc na przeszłość Tajgi i Jeremiego, w obu przypadkach jest ona nieciekawa. Jery nie znał swojej matki, zresztą ona go zamordowała. Nie wiem, czy zmiana tego faktu aż tak wpłynęłaby na życie Jeremiego. Skoro jego matka posunęła się do takiego czynu, najpierw nie zabijając syna, potem mogłaby popełnić coś o wiele gorszego. Nie znamy też przyszłości Jeremiego, on wciąż jest jeszcze smutnym młodzieńcem z &lt;i&gt;innego świata&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajga natomiast też nie miała szczęśliwego dzieciństwa, a żeby jej przeszłość się odmieniła, Yarissa musiałaby też odmienić jej rodziców (chyba że odmiana jej przeszłości równa się z odmianą rodziców). Choć nie ma tego w karcie, to odwrotnie niż w przypadku Jeremiego, Tajga posiadała kochającą matkę, ale problemy rodzinny oddaliły je na tyle od siebie, że Ina już nie tęskni za rodziną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oba wybory są więc prawie równoznaczne, ale myślę, że Yarissa wybrałaby jednak Tajgę. Jeremi jest z natury człowiekiem nieśmiałym i ustępliwym, więc w naszym świecie miałby jeszcze większe problemy niż ma teraz; Tajga natomiast jest odważna i samodzielna, dodatkowo trochę szorstka, ale potrafi dać sobie radę prawie ze wszystkim, więc jej w naszym świecie byłoby jednak łatwiej żyć.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;Gdyby Yarissa została aresztowana przez straż, to: podejmuje walkę czy poddaje się?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Yarissa jest nerwowa i gwałtowna, ale nie głupia. Wybór tutaj nie waha się pomiędzy tymi dwiema możliwościami, a pomiędzy skrzywdzić a oszczędzić. Myślę, że w porywie złości postraszyłaby strażników ogniem; jednak w Astrum strażnicy nie są idiotami i nie pójdą z widłami na niebezpieczną czarodziejkę, która dodatkowo należy do Fey&#39;lagu i wiadomo, że jest potężna - więc albo zabiorą ze sobą innego czarodzieja/czarodziei, albo będą polegać na interwencji Kręgu Czarodziei. W każdym z tych wypadków Yarissa poddałaby się bez walki (no, chyba że sytuacja zmusi ją do postąpienia inaczej).&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;Gdyby Tajga miała możliwość zmienienia swojej sytuacji rodzinnej za cenę życia człowieka, poświęciłaby obcą osobę?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To chyba najprostsze pytanie :D Nie, Tajga nie jest aż tak samolubna, a tyle lat spędzonych bez rodziny i naszego świata uodporniło ją na wszystko, łącznie z tęsknotą. To jest już dorosła kobieta, a ludzie w tym wieku nie zawsze mają szczęście mieć gdzieś tam, bliżej czy dalej - swoich rodziców. Więc nie, Tajga nigdy by tego nie zrobiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;georgia&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-large;&quot;&gt;Ethanie Carterze,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;wielki oszuście, złodzieju, bankrucie i kimkolwiek jesteś&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;« Czy wolałbyś czytać myśli istot żywych (mając potem okropną migrenę) czy móc latać (bojąc się wysokości)?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;»&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;«&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;Czy chciałbyś być nieśmiertelny?&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;»&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;«&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;Jak zarabiałbyś na życie (gdybyś nie był... ekhem, oszustem i hazardzistą)?&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;»&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;hr /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;« Czy wolałbyś czytać myśli istot żywych (mając potem okropną migrenę) czy móc latać (bojąc się wysokości)? »&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zdecydowanie wolałbym drugą opcję i nawet się na waham. Czytanie w myślach jest na pewno lepszym darem czy tam umiejętnością, ale migrena? Nie, migrena to zło i wolałbym już mieć lęk wysokości, niż cierpieć na przewlekły i silny ból głowy, gdy tylko spróbuję poznać czyjeś myśli.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;« Czy chciałbyś być nieśmiertelny? »&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie, chyba nie. A może tak? Nie wiem, to zbyt trudna decyzja. Nie wiem, jak Ethan zareagowałby na śmierć swoich przyjaciół jeden po drugim, swojej rodziny i wszystkich znajomych w Astrum i w naszym świecie. Z jednej strony miałby możliwość pomagania innym i doskonalenia się w różnych profesjach czy technikach walki, z drugiej strony, czasami lepiej jest umrzeć i mieć &lt;i&gt;święty &lt;/i&gt;spokój :D&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;« Jak zarabiałbyś na życie (gdybyś nie był... ekhem, oszustem i hazardzistą)? »&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mam taki pomysł, żeby urozmaicić historię Ethana. Nie byłby on wtedy barmanem, jak teraz jest to napisane w karcie, ale kierowcą taksówki w Londynie (słowo taksówkarz nie przechodzi mi przez gardło, nie wiem, dlaczego). I to jakoś bym rozwinął. A w Astrum, Ethan mógłby być jakimś przemytnikiem-handlarzem albo kapitanem statku, na którym przemyca... Zaraz, nie oszustem i hazardzistą?! No to nie wiem, może pracowałby w jakimś rzemiośle, robił świeczki albo coś :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;georgia&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-large;&quot;&gt;Yarisso van Toyrin,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;b&gt;Czy chciałabyś wiedzieć kiedy umrzesz czy jak umrzesz?&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;Wolałabyś przemieniać się w smoka czy mieć smoka jako zwierzątko domowe? :D&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;Być brzydka, ale bogata czy piękna, ale biedna?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;Czy chciałabyś wiedzieć kiedy umrzesz, czy jak umrzesz?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To trudny wybór (nie ciężki :D), bardzo trudny. Nie wiem nawet sama, czy dobrze odpowiadam za swoją postać :D Jednak myślę, że Yarissa wolałaby wiedzieć, jak umrze - wtedy unikałaby dla przykładu urwisk, jazdy konnej, portali czy konkretnych ludzi. Największym problemem może być to, że często jest tak, że czegoś się spodziewamy a i tak nas to zaskakuje xD Choć z drugiej strony wiedza, kiedy umrze też byłaby dla niej przydatna, mogłaby spokojnie dokończyć wszystkie swoje zaległości, zdecydować, czy wraca do domu itp. Reasumując, uważam, że Yarissa wybrałaby jednak opcję nr 1.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;Wolałabyś przemieniać się w smoka czy mieć smoka jako zwierzątko domowe? :D&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zwierzątko domowe! Jeśli ten smok byłby posłuszny, to z pewnością przyda się tu i tam. Może gdzieś podwieźć, postraszyć ludzi. I ten respekt i szacunek w oczach innych, kiedy smok ociera ci się o kostkę, szczerząc zęby! A Yarissa potrafi już ziać ogniem i nie ma z tym najmniejszego problemu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;Być brzydka, ale bogata czy piękna, ale biedna?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;I to jest pierwsze pytanie, na które nie potrafię dać odpowiedzi. Najpierw wydawało mi się, że czarodziejka wybrałaby pierwszą opcję, bo będąc bogatą, pomogłaby potrzebującym... albo założyła własną gildię, kupiłaby sobie pałac, może i nawet całą wieś, wkupiłaby się w łaski Elity Vanderlinden czy coś jeszcze bardziej epickiego... Tymczasem... Choć skora do pomocy innym, to Yarissa jest jednocześnie samolubna i wątpię, żeby chciała się z kimś dzielić. A z tego rodzi się kolejne pytanie: czy czarodziejka nie jest na tyle zdolna, by ciężką pracą zarobić fortunę, nie tracąc przy tym urody? Poddaję się, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;georgia&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: x-large;&quot;&gt;Ethanie Carterze,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;teraz pytania, które nie są już takie śmieszne...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;« Umierasz. Jakie są twoje ostatnie słowa?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;»&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;« Wiesz, że jutro umrzesz. Co zamierzasz jeszcze zrobić?&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;»&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;« Czy żałujesz, że trafiłeś do Astrum?&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;»&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;hr /&gt;&lt;b&gt;« Umierasz. Jakie są twoje ostatnie słowa? »&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;Zadałaś mi bardzo trudne pytanie. Znowu, choć nie ma tego w karcie, to Ethan nie jest za bardzo przywiązany swojej rodziny, szczególnie rodziców, ale kocha swoją młodszą siostrę. Oboje nie przypominają ani cholerycznego ojca, ani uzależnionej od narkotyków matki. Oboje mieli tylko siebie za wsparcie i oboje nie czuli się dobrze, prowadząc takie, a nie inne życie. Pomijając już kwestię charakteru i historii rodzeństwa Carterów, to gdyby Ethan umierał właśnie dziś, teraz i w Astrum, do pomyślałby o Max - jego siostrze, która została w Anglii. I przeprosiłby ją za to, że nie zabrał jej ze sobą i nie pomógł jej, gdy cierpiała sama, a on włóczył się po mieście.&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;« Wiesz, że jutro umrzesz. Co zamierzasz jeszcze zrobić? »&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Znów, powtarza się to, co napisałem wyżej. Za wszelką cenę, Ethan wróciłby do Max i - albo by ją zabrał ze sobą do Astrum i zapewnił jak najlepszy start w nowym życiu - albo zrobiłby wszystko, aby poprawić jej sytuację teraz, w Londynie. Nie odwiedziłby chyba rodziców, bo nawet jeśli na to zasługują, Carter chowa w sobie zbyt wielką urazę.&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;« Czy żałujesz, że trafiłeś do Astrum? »&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nawiązując do pierwszego i drugiego pytania; Ethan żałowałby tylko jednej rzeczy: że nie zabrał ze sobą Max. I nie, nie żałowałby, że tutaj trafił. Mogę się założyć, że wręcz błogosławiłby ten dzień, w którym poczuł, że jeszcze dycha. Reasumując, nie lubię odpowiadać na tego typu pytania, bo nie wiem, czy nawet jako autor Ethana, dobrze odpowiem :)</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2017/07/1-gdyby-tylko-yarissa-tajga.html</link><author>noreply@blogger.com (Ethan Carter)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-9058658272627232967</guid><pubDate>Fri, 07 Jul 2017 21:55:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-04T15:52:59.239+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Poradniki</category><title>Poradnik: wstawianie opowiadań</title><description>&lt;div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na Aed Varen opowiadania wstawia się samodzielnie. Tym sposobem zapobiegamy sytuacjom typu admin nie wstawił mojego opowiadania, nie ma administracji =&amp;nbsp;nie ma opowiadań. Ty odpowiadasz za swoje teksty.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na chacie pojawiło się kiedyś pytanie lub raczej pewne zażalenie, dlaczego administracja nie dodaje opowiadań, a każe to robić autorom. Zdecydowałam się na takie rozwiązanie z trzech powodów. Raz - tym sposobem podzielimy się nieco obowiązkami, a opowiadania możecie dodawać kiedy macie na to czas, nie czekając na administrację. Dwa - autorzy niedoświadczeni uczą się staranności, bo choć administracja i tak sprawdza wszystko, co pojawia się na blogu i ew. koryguje błędy, to wy i tak macie okazję wszystko przejrzeć. Trzy - tym samym pozwalamy wam na formatowanie tekstu wedle własnej woli, nikt nie powie, że tu zapomnieliście dać kursywę, tam pogrubić czy tam wstawić zdjęcie. I nie, nie po lewej stronie, tylko po prawej. Dla ułatwienia wam dodawania opowiadań, skróciliśmy, na co macie uważać (justowanie tekstu, błędy, akapity, pauzy i zakończenia).&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Zawsze przed opublikowaniem czegokolwiek, &lt;b&gt;sprawdź ortografię i interpunkcję&lt;/b&gt;. To drugie jeszcze pal licho, ale przecież nie chcesz się ośmieszyć, niechcący popełniając jakiś idiotyczny błąd, prawda? Pamiętaj też o użyciu pauzy (—), a nie dywizu (-) w dialogach. Polecamy odwiedzić następujące miejsca: &lt;br /&gt;Przecinki: &lt;a href=&quot;http://konstruktywna-krytyka-blogow.blogspot.com/2017/08/siedmiu-wspaniaych-nr-9-przecinki-cz-1.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;1&lt;/a&gt; | &lt;a href=&quot;http://konstruktywna-krytyka-blogow.blogspot.com/2017/09/siedmiu-wspaniaych-nr-10-przecinki-cz-2.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;2&lt;/a&gt; | &lt;a href=&quot;http://konstruktywna-krytyka-blogow.blogspot.com/2017/10/siedmiu-wspaniaych-nr-11-przecinki-cz-3.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;3&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Narzędzia korektorskie:&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://languagetool.org/pl/&quot;&gt;LanguageTool &lt;/a&gt;i &lt;a href=&quot;https://www.ortograf.pl/&quot;&gt;Ortograf&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://www.blogger.com/&quot;&gt;&lt;/a&gt;.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;b&gt;Nadaj tytuł&lt;/b&gt; swojemu tekstowi:&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- twoje pierwsze opowiadanie: &lt;i&gt;Imię postaci &lt;/i&gt;- &lt;i&gt;Tytuł&lt;/i&gt;&amp;nbsp;(1)&lt;br /&gt;- twoje któreś z kolei opowiadanie: &lt;i&gt;Tytuł &lt;/i&gt;(numer)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;b&gt;Wyjustuj &lt;/b&gt;swój tekst.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do poradników, kart postaci i opowiadań &lt;b&gt;dodaj zwijanie tekstu&lt;/b&gt; w odpowiednim momencie: &lt;br /&gt;- opowiadanie: po ok. 15 linijkach tekstu&lt;br /&gt;- karta postaci : po cytacie&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- poradnik: po wstępie&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;b&gt;Dodaj etykiety&lt;/b&gt;:&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- opowiadanie:&amp;nbsp;&lt;i&gt;etykieta twojej posta&lt;/i&gt;ci + &lt;i&gt;tytuł&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- karta postaci :&amp;nbsp;&lt;i&gt;imię i nazwisko danej postaci&lt;/i&gt;(=&lt;i&gt;&lt;i&gt;etykieta twojej posta&lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-style: normal;&quot;&gt;ci)&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;+ &lt;i&gt;Karta postaci&amp;nbsp;&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;- poradnik:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Poradniki&lt;/i&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;ul&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2017/07/jak-wstawic-opowiadanie.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea van Toyrin)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-5615472167798718301</guid><pubDate>Thu, 01 Jun 2017 20:33:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-04T23:04:15.960+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Poradniki</category><title>Poradnik: KP wg Ethana Cartera</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://s5.postimg.cc/4ceit5bmf/jakugrzxc.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;300&quot; data-original-width=&quot;550&quot; src=&quot;https://s5.postimg.cc/4ceit5bmf/jakugrzxc.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Witaj w tym krótkim poradniku, opisującym jak (ja) tworzę karty postaci. Sposób ten wypracowałem sobie przez pewien czas i zawsze postępuję tak samo, czego skutkiem są i lepsze, i gorsze karty postaci. Nie jestem też jakimś znawcą ani profesjonalnym pisarzem, więc poniższy sposób może okazać się idiotyczny. Zapraszam do czytania!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;h2 style=&quot;border-bottom: 1px dotted rgba(0 , 0 , 0 , 0); text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #6aa84f;&quot;&gt;P&lt;/span&gt;OMYSŁ&lt;/h2&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wszystko zaczyna się od pomysłu. Dobrego autora inspiruje wszystko; książka, film, wiersz, grafika, wypowiedź, piosenka, realni ludzie. To właśnie na nich łatwo się inspirować i ich obserwować. Ale masz już koncepcję, że będzie to kulawy mistrz złodziei, złotooka czarodziejka z amnezją, ruda alchemiczka, która zawsze myli składniki? Na Tiglavve można tworzyć kolejną postać za uzyskaniem zgody administratora (administracja nie udziela jej tylko wtedy, gdy dany autor wystraczająco nie uzasadni swojej decyzji lub jest wiecznie nieaktywny).  Dodam jeszcze tylko, że nie polecam inspirować się bohaterami takimi, których ślad będziemy mogli łatwo rozpoznać w danej postaci (np. Geralt z Wiedźmina, bo to postać nieustannie brana za wzór) i chodzi mi głównie o kopiowanie motywów (białowłosy, srebrny miecz, zakochany w czarodziejce). Jeśli chodzi o charakter - można śmiało się inspirować, ale dostosować swoją postać do realiów bloga, zmieniając koncepcję całej postaci.  Postaraj się dokładnie ułożyć w głowie swoją ideę i przejdź do kolejnego podpunktu. Wstępnie poszukaj też grafik i ew. cytatów, których masz zamiar użyć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;h2 style=&quot;border-bottom: 1px dotted rgba(0 , 0 , 0 , 0); text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #6aa84f;&quot;&gt;B&lt;/span&gt;URZA MÓZGÓW&lt;/h2&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Burza mózgów to jeden z najlepszych sposobów, aby ćwiczyć kreatywność i sprawić, aby twoja postać była ciekawsza. Sformujmy najpierw takie jakby pytanie: jaka może być moja postać? Co może ją wyróżniać? To właśnie od niego zaczynamy zapisywanie wszelkich pomysłów na najlepiej czystej kartce tak, aby można było łatwo łączyć pomysły liniami i je przekreślać. Choć na początku pewnie pojawi się syndrom pustej kartki, po zapisaniu pierwszych kilku pomysłów powinniśmy się rozkręcić, bo tak działa burza mózgów. Tutaj jeszcze nie liczy się tak bardzo jakość, ale ilość. Myśl poza schematem, tutaj nie liczy się logika. Wszystkie pomysłu koniecznie zapisz. Gotowe? Teraz podsumuj wszystko i odrzuć najsłabsze, oczywiste i nieciekawe pomysły. Rozwiń kilka z najlepszych myśli i rozpisz bardziej szczegółowo. Czy to pasuje do mojej postaci? Czy ten pomysł mi się podoba?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;h2 style=&quot;border-bottom: 1px dotted rgba(0 , 0 , 0 , 0); text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #6aa84f;&quot;&gt;S&lt;/span&gt;ZKIC&lt;/h2&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Opracuj szkic całej postaci, napisz na początku to, co najważniejsze. To, że gardzi innymi. Że narzeka, że jest nieuleczalnym optymistą, że jest dziecinny. Opis charakteru może składać się z nierozwiniętych, krótkich i konkretnych zdań, które będą kwintesencją twojej postaci. Właśnie wokół nich będziesz budować wszystko inne tak, aby twoja postać była realistyczna i ciekawa. Już tutaj będzie widoczne, czy twoja postać nie jest perfekcyjną Mary Sue, czy może czegoś jej brakuję.  Tutaj chodzi o samą esencję twojej postaci - to, co naprawdę jest najważniejsze. Szkic to jedynie szkielet wszystkiego, coś, co będziemy dopiero rozwijać, tu i tam coś dodawać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;h2 style=&quot;border-bottom: 1px dotted rgba(0 , 0 , 0 , 0); text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #6aa84f;&quot;&gt;P&lt;/span&gt;IERWSZA I DRUGA WERSJA&lt;/h2&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Rozpisz się bardziej, wciąż mając na uwadze szkic swojej postaci i fundamentalne założenia, wokół której tworzysz jej charakter i wygląd oraz historię. Tutaj możesz uwzględnić niektóre pomysły powstałe w burzy mózgów. Nie martw się, że coś brzmi nie tak - to tylko pierwsza wersja, którą będziesz jeszcze poprawiać. Pamiętaj, aby przeczytać wszystko kilka razy - i w głowie, i na głos, aby upewnić się, że nic nie brzmi co najmniej dziwnie. Poprawiaj i usuwaj to, co ci się jednak nie podoba, dopisuj inne rzeczy. Następnie przechodzisz do drugiej wersji, nad którą jednak będziesz zmuszony popracować staranniej i z większą uwagą. Tutaj pracujesz już nad czymś, co będzie bliskie wersji ostatecznej. Dokładnie zastanów się, czy wciąż twoja postać nie jest zbyt wyidealizowana. Nie twórz też zbyt długiej karty postaci, bo tu nie chodzi o tekst.  Poprawiaj, analizuj i sprawdzaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;h2 style=&quot;border-bottom: 1px dotted rgba(0 , 0 , 0 , 0); text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #6aa84f;&quot;&gt;W&lt;/span&gt;ERSJA OSTATECZNA&lt;/h2&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To etap, w którym poprawiasz ewentualne błędy gramatyczne i stylistyczne, sprawdzasz, jak twój tekst brzmi czytany na głos. To ostateczna wersja, którą opublikujesz na blogu, a poprawianie jej co chwilę, gdy patrzy administracja nie jest najlepszym pomysłem. Doszlifuj wszystko, sprawdź dziesięć razy. Twoje karty postaci to wizytówki, która świadczą o autorze. To one dadzą jakby pierwsze wrażenie o tobie innym, gdy będą ją przeglądać. Karta jest niestaranna - będziesz pisać równie niestaranne opowiadania, a twoja aktywność szybko spadnie do zera. Karta zbyt ogólnikowa i zbyt krótka - twoje wątki też takie będą. Postaraj się jak tylko możesz, nie chcesz przecież odstawać od innych i wyróżniać się niedbałością, prawda? W razie wątpliwości zadawaj pytania administracji, innym autorom; przeglądnij także pozostałe karty. Pamiętaj, że to nie wyścigi, a twoja karta postaci nie powinna być też jakoś szczególnie długa; spójrz na nią jako ktoś obcy i zastanów się, czy masz ochotę ją przeczytać. Nie? Więc poprawiaj, analizuj i sprawdzaj. I nie śpiesz się.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;h2 style=&quot;border-bottom: 1px dotted rgba(0 , 0 , 0 , 0); text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #6aa84f;&quot;&gt;S&lt;/span&gt;UMMA SUMMARUM&lt;/h2&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Żeby stworzyć naprawdę dobrą kartę postaci potrzeba wyczucia i doświadczenia. Nikt nie powiedział też, że jest to prosta sztuka. Nie, nie jest i nie można temu zaprzeczyć - wystarczy tylko przejrzeć karty na różnych blogach. Możliwe, że postać, którą przed chwilę skończyłeś tworzyć, teraz będzie się wydawać jako bardzo dobra, a za kilka miesięcy - słaba i nieciekawa. Pamiętaj, że wraz z wiekiem, twoje umiejętności i spojrzenie na pisanie się zmienią, a twoje postacie będą coraz lepsze. Poprawiaj, analizuj i sprawdzaj.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Powyższy poradnik powstał dzięki Ethanowi Carterowi dla autorów Aed Varen i tych, którzy autorami chcą zostać.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2017/06/jak-ugryzc-karte-postaci-wg-ethana.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea van Toyrin)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-3763441727590933570.post-4353689996290050131</guid><pubDate>Sun, 18 Sep 2016 12:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2016-09-20T19:14:11.836+02:00</atom:updated><title>Otwarcie bloga i mała notka dla wytrwałych</title><description>Z dniem dzisiejszym Tiglavve zostaje oficjalnie otwarte. Długo czekałam na tę chwilę, więc zamiast krótkiej informacji chciałabym dodać coś prawdziwie od siebie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto pamięta moje początki, ten wie, że wszystko zaczęło się od prawdziwie nieudanego pomysłu, który mimo swojego &quot;kalectwa&quot; przetrwał dość długo. Od tego czasu nauczyłam się wiele i wiele zrozumiałam. Od dawna mam też w swoim &quot;literackim folderze&quot; spory kawał swojego dzieła, o którym nie będę już więcej wspominać. Myślę, że najważniejszą rzeczą było uświadomienie sobie popełnianych przez siebie błędów i stałe udoskonalanie swoich umiejętności  (no tak, najpierw trzeba je mieć, whiteapple). Tak więc powróciłam na stare śmieci i postanowiłam spróbować jeszcze raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tamte pomysły i wątki nie przetrwały próby czasu, zostały więc usunięte i zastąpione nowymi. W moim drugim projekcie postanowiłam dać szansę całkiem innym koncepcjom. Z czasem zobaczymy, jak inni odpowiedzą na to wszystko. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas moich pierwszych prób tak naprawdę nie chciałam stworzyć czegoś oryginalnego. Teraz jest inaczej. Fabuła Tiglavve jest starannie przemyślana i jedyna w swoim rodzaju. Moim zdaniem, podczas pisania trzeba trzymać się klimatu.  Z założenia świat fantasy jest podobny do naszego średniowiecza (które wg mnie niesamowicie rozpracował Sienkiewicz... Tak, już straszę szkołą), jednak nikt nie dba o realia takie jak język, postępowanie czy otoczenie. Kto chce badać tamte dialekty? Mało kogo interesuje tak na prawdę broń biała czy pancerze używane w tych czasach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc dlaczego by nie opisać wszystkiego z perspektywy naszych czasów? Dlaczego nie postawić się na miejscu naszych postaci i postarać się zrozumieć wszystko według standardów XXI w.? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim skromnym zdaniem, pisanie w świecie fantasy jest trudne. Popatrzmy na to z mojej perspektywy; czyli osoby, która &quot;stoi za tym wszystkim&quot;. Całą tą koncepcję musiałam ująć w słowa i logiczne pojęcie. Świat nie może być idealny, bo jest to jeden z wielu błędów. Tak też czekało mnie trudne zadanie; stworzyć coś niepowtarzalnego, nie pozbawić bloga magicznego klimatu i fantastycznych cech, a zarazem trzymać się realiów. Nie mogłam też ograniczyć członków bloga i wyznaczyć im sztywnych granic. Tutejsze zasady są więc troszkę inne. Starałam się wzorować na najlepszych i stworzyć coś niepowtarzalnego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie tak powstała idea Tiglavve, która przerodziła się w to, co teraz widzicie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemal wszystko na tym blogu jest moim dziełem. Mam nadzieję, że znajdą się osoby, które to docenią.</description><link>https://tiglavve.blogspot.com/2016/08/otwarcie-bloga-i-maa-notka-dla-wytrwaych.html</link><author>noreply@blogger.com (Infrea van Toyrin)</author><thr:total>0</thr:total></item></channel></rss>