<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797</atom:id><lastBuildDate>Thu, 09 Jul 2020 07:51:10 +0000</lastBuildDate><category>Wuwei</category><category>Kalea</category><category>Selene</category><category>Informacje</category><category>Melanie</category><category>Anonim</category><category>Lucas</category><category>Peter Jason Quill</category><category>Arya</category><category>Astra</category><category>Konkurs</category><category>Ogłoszenia Parafialne</category><category>Hope</category><category>Shayen</category><category>Thea</category><category>Anabelle Ren Seakotsea Megami Ceres</category><category>Juuzou</category><category>Ness</category><category>Rozmova</category><category>Kersfees</category><category>Abra</category><category>Bahati Mbaya ni furah Yangu</category><category>Leon</category><category>Event</category><category>Renege</category><category>Ahira</category><category>Brendon</category><category>Dayen</category><category>Kaori</category><category>Toke</category><category>Sahana</category><category>Shadow</category><category>Asuna</category><category>Yamsohk</category><category>Shazuo</category><category>Zabawy</category><category>Gareth</category><category>Artur</category><category>Qualisidana Abi</category><category>Svitanok</category><category>Chloe</category><category>Kiwawao</category><category>Itan</category><category>Sean</category><category>Sleepy Ash</category><category>Lil peep</category><category>Maybutnye</category><category>„Żukowy ślub”</category><category>Akuma</category><category>Alix</category><category>Dan</category><category>Haimawati</category><category>Keith</category><category>Pesuteru</category><category>Дмитрий</category><category>Adimar</category><category>Canay</category><category>Erdeac&#39;h</category><category>Lucjusz</category><category>Mercenary</category><category>Mimra</category><category>Rachema</category><category>Rize Akira</category><category>Scar</category><category>Trondheim</category><category>Veerea Sarrei</category><category>Airis</category><category>Alex</category><category>Amytis</category><category>Another</category><category>Descendit</category><category>Hay lin kiyomi yoshii aki chikuma ayako gemmei fumiko juri</category><category>Helios</category><category>Hiyotako Korah</category><category>Hrabia</category><category>Jinx</category><category>Lottie</category><category>Mirai</category><category>Niyumi</category><category>Odeszli</category><category>Para-Noir</category><category>Stella di Noire</category><category>„Armia niebiskich kwiatków”</category><category>„Szpiegowanie – ściśle tajne”</category><category>„Zmrok”</category><category>Akkarin</category><category>Amira</category><category>Arctus</category><category>Ayoko</category><category>Bella</category><category>Cray Cray</category><category>Cyric</category><category>Darth</category><category>Denis</category><category>Edeline</category><category>Fabularne</category><category>Fenayuka</category><category>Gnat</category><category>Głosowanie</category><category>Hideyoshi Fuchida</category><category>Ice</category><category>Ignatius</category><category>Luke</category><category>Matthias</category><category>Miłość</category><category>Morrigan</category><category>Ontar</category><category>Pressica</category><category>Rosaline</category><category>Rose</category><category>Snyder</category><category>Takeru von Isdih</category><category>Tarsylia</category><category>Teorie spiskowe</category><category>Tusubasa</category><category>Woody</category><category>„Jak zostałam singlem”</category><category>„Klucz”</category><category>„Ness Laila przeszłość... I ja”</category><category>„Odnalezienie sensu życia”</category><category>„Polowanie na waderę”</category><category>„Wadery w krainie śmierci”</category><title>Wataha Notte</title><description></description><link>https://watahanotte.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (zucek)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>973</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-609052988021001361</guid><pubDate>Thu, 26 Mar 2020 10:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-26T11:15:16.669+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Hiyotako Korah</category><title>Od Hiyotako Korah</title><description>Hiyotako spacerowała po terenach watahy skocznym krokiem. Przypatrywała się z ciekawością każdej mijanej rzeczy, zbierając pomysły na kolejne przydomki dla nowopoznanych wilków.&lt;br /&gt;- W końcu bez tego znajomość nie miałaby żadnego znaczenia! - mruknęła zniesmaczona wadera, kręcąc głową z dezaprobatą.&lt;br /&gt;Cóż, dla Korah rzeczywiście szalony epitet był rzeczą ważną. Chociaż nie, &#39;&#39;ważną&#39;&#39; to mało powiedziane. Dla niej było to coś w rodzaju świętego rytuału.&lt;br /&gt;Dlatego właśnie podczas każdej porannej przechadzki rozglądała się za najciekawszym przedmiotem, po czym wymyślała pasujące przymiotniki. Dawało jej to nie tylko poczucie przygotowania w razie nagłego przypadku, jakim było dla wilczycy spotkanie jakiejś nowej, miłej duszy, ale sprawiało także ogromną frajdę.&lt;br /&gt;- Huh, mech... Co pasuje do mchu? - zastanowiła się, siadając obok niewielkiej, jasnozielonej kępki - Myśl, Korey! Hm... Zielony? Nie, to jest passe... To może... Zimozielony!&lt;br /&gt;Wyszczerzyła głupawo ostre, białe kiełki, rozpływając się nad cudownością swego najnowszego pomysłu. Całkowicie ignorowała fakt, że wymyślony przez nią na szybko tytuł absolutnie nie współgra z resztą dziwnych imiona. Mroczna Wszechwładczyni, Tajemniczy Bóg Krwi, Jasny Promień Słońca i... Zimozielony Mech? Było to całkowicie losowe i niepasujące przezwisko, no ale cóż. Najnowszy znajomy będzie się musiał najwyraźniej zadowolić nędznym ochłapem, nie zakrawającym nawet o najkreatywniejsze idee Hiyo. Przecież gdyby tylko się wysiliła, najprawdopodobniej wymyśliłaby wspaniale unikatowe (i wcale nie głupie, jak niektórzy prostacko uważają!) przezwisko, które każdy nosiłby z dumą!&lt;br /&gt;- Pf... Moc podpowiada Hiyo, iż następny znajomy będzie miernym wypierdkiem! - prychnęła, unosząc do góry grubą kitę - Nie zasługuje na nic lepszego!&lt;br /&gt;Kończąc ostatnie zdanie monologu, wyruszyła w bliżej nieokreślonym kierunku, butnie trzymając nos w górze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś? Najlepiej z wytrzymałymi nerwami?&lt;br /&gt;Słów: 251</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/od-hiyotako-korah.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-786372662833609889</guid><pubDate>Mon, 23 Mar 2020 22:08:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-23T23:08:48.975+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Kersfees</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Melanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">„Żukowy ślub”</category><title>Od Kersfeesa CD Melanie </title><description>– …i co powiesz na to, żebyśmy się najpierw jeszcze trochę poznali? – mówiłem entuzjastycznie, podczas gdy wadera prowadziła mnie na miejsce mojego chwalebnego zwycięstwa. – Mam na myśli, oczywiście już się znamy i w ogóle, w końcu bierzemy ślub, ale mimo wszystko poznawanie przecież nigdy za wiele, prawda najdroższa? O! Czy opowiadałem ci już jedną z zabawniejszych historii mojego dzieciństwa? Chyba nie, a nawet jeśli to pewnie chętnie usłyszysz ją jeszcze raz! Więc wszystko zaczęło się pewnej ciepłej wiosny, byłem wtedy najwyżej rocznym szczeniakiem, kiedy moi rodzice zostawili mnie na chwilę z ciotką Gertrudą. A musisz wiedzieć, że naprawdę nie cierpiałem z nią zostawać! Zresztą kto mógłby tego chcieć, w jej jaskini cuchnęło nawet nie jestem pewien czym, a ona sama zawsze opowiadała jakieś historie swojego życia, które nikogo nie interesowały. I nie dała ci wejść w słowo, wyobraź sobie! Coś strasznego, coś strasznego… Ale wracając, zostawili mnie na chwilę z ciotką Gertrudą, która tego dnia była w naprawdę paskudnym humorze, dlatego postanowiłem ją trochę rozweselić. Nazbierałem takich śmiesznych niebieskich kwiatków, które wybuchały po uderzeniu w kogoś i zrobiłem z nich wielką kulkę. Ale taką niesamowitą, ogromniastą wręcz! No więc zrobiłem tą kulkę i przyczaiłem się na ciotkę Gertrudę. I kiedy już miała wejść do jaskini rzuciłem w nią, kulka wybuchnęła, a stara cioteczka była cała w niebieskim pyłku, ha! Wspaniałe prawda?&lt;br /&gt;Mówiąc szczerze Melanie była najlepszą towarzyszką, o jakiej mogłem marzyć. Była nawet lepszą towarzyszką niż muzą. Nie tylko cały czas słuchała mnie uważnie (najwidoczniej całkowicie zafascynowana moimi historiami, ponieważ nic nie mówiła), ale również ni uciekała ode mnie! Nic, null, w ogóle! Wyglądało na to, że naprawdę znalazłem miłość swojego życia.&lt;br /&gt;Szliśmy tak już od jakiegoś czasu – po tym, jak zmieniliśmy kierunek i nie kręciliśmy się już wokół jednej skały w poszukiwaniu alfy, jaka ta Melanie mądra! – kiedy nagle usłyszałem szelest dobiegający z pobliskich krzaków. A że szelesty z krzaków to nigdy nie jest dobra sprawa, niewiele myśląc skoczyłem na nią z ostrzegawczym krzykiem. Przeturlaliśmy się trochę i ostatecznie skończyłem leżąc na niej (nie to żebym narzekał). Właśnie wtedy z krzaków wyszła nasza cudowna alfa – która swoją drogą też była niezwykłą wilczycą, szkoda że już zajętą… Ale nie lepszą od mojej Mąki! – która widząc nas razem, stanęła jak wryta. Wydawałą się niezwykle niewygodna, patrząc na nas dziwnie.&lt;br /&gt;– Ach, przepraszam, nie chciałam przeszkadzać… – zaczęła mówić.&lt;br /&gt;Nie zastanawiając się nad tym dłużej, wstałem z Melanie i otrzepałem się. Próbowałem również pomóc mojej ukochanej, ale ona odrzuciła moją ofertę, no cóż. Następnie zwróciłem się do Kalei:&lt;br /&gt;– Nic się nie stało, właściwie to nawet cię szukaliśmy. I to w bardzo poważnej sprawie, muszę powiedzieć. Otóż staram się o rękę tej oto stojącej obok ciebie Melanie, która urzekła mnie swoją osobą odkąd po raz pierwszy ją zobaczyłem, czyli wczoraj. Nasza miłość jest niesamowicie silna i wieczna, dlatego postanowiłem zorganizować żukowy ślub. Niestety na drodze do szczęścia staną nam niejaki Jezjoł, który wcześniej ode mnie starał się o względy tej cudnej niewiasty. Dlatego też musisz ogłosić pojedynek między nami! Pojedynek na śmierć i życie, a kto wygra posiądzie Mąkę na własność oraz dostanie w nagrodę pół watahy! Nie no, z tym pół watahy to trochę mnie poniosło, nie ta bajka, ale musisz przyznać, że brzmi podniośle, prawda? Poza tym…&lt;br /&gt;– Stój, poczekaj – wtrąciła się alfa. – Jaki ślub? Jaki Jezjoł? Pojedynek?&lt;br /&gt;Wyglądała na bardzo zdezorientowaną, dlatego pospieszyłem z wyjaśnieniami:&lt;br /&gt;– Tak, tak, właśnie pojedynek, o rękę Mąki, nie mniej. I zawalczę z jej obecnym chłopakiem Jezjeju, który…&lt;br /&gt;– Juuzou – mruknęła milcząca dotąd Melanie.&lt;br /&gt;– Ale… co? Przecież Juuzou dawno temu odszedł z watahy. I jaki znowu pojedynek? – Kalea patrzyła na nas dziwnie. W tym samym czasie moja najdroższa robiła w jej stronę dziwne miny, jakby chcąc się z nią porozumieć. Uśmiechnąłem się na wygłupy mojej kruszynki i kontynuowałem:&lt;br /&gt;– Tak, tak, pojedynek z Jezjenem o honor tej wspaniałej wilczycy. Jak szybko możesz to zorganizować?&lt;br /&gt;– Nie ma żadnego pojedynku, a twój Jezjen jest niedostępny, bo już dawno odszedł, przecież tłumaczę. Melanie nie ma żadnego chłopaka. Melanie, coś ty mu nagadała?&lt;br /&gt;– Nie ma chłopaka?! Niemożliwe, kłamiesz! Moja słodziuchna nigdy by mnie nie okłamała, prawda najdroższa? – zwróciłem się do Melanie, która jeszcze przed chwilą stała obok mnie. No właśnie, stała, bo gdzieś zniknęła. Rozejrzałem się zdziwiony. Na szczęście nie musiałem długo szukać, bo niemal od razu dostrzegłem ją turlającą się ze zbocza góry. – Melanie, zaczekaj!&lt;br /&gt;I bez zastanowienia ruszyłem w ślad za nią, oczywiście turlając się przy tym (moja przyszła żona, to jednak wie co dobre!). Było to niezwykle zabawne, jednak bardziej chciałem wiedzieć, dlaczego Mąka postanowiła ode mnie uciec. Tak więc gdy tylko zbliżyłem się do niej wystarczająco, wykrzyknąłem:&lt;br /&gt;– Najdroższa! Nie uciekaj! Możemy to jakoś wspólnie omówić! Czy zbytnio się pospieszyłem z tym żukowym ślubem? Jeśli tak, to przepraszam!&lt;br /&gt;Właśnie wtedy zobaczyłem, że zbliżamy się niebezpiecznie do wielkiego drzewa, a dokładnie do jego najniższej gałęzi. Już miałem wywrzeszczeć ostrzeżenie, kiedy Melanie uderzyła w badyl z rozpędem. Och nie, spóźniłem się! Jednak zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, sam wyrżnąłem głową w twarde – niezwykle twarde, mówię wam! – drzewo i wszystko stało się czarne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;~*~&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;– Uch, moja głowa – jęknąłem, pocierając obolałe czoło. – Co się…&lt;br /&gt;Zaraz, zaraz, czoło? Niemożliwe! Otworzyłem gwałtownie oczy. Odwróciłem głowę nieco w lewo. Leżałem na czymś zimnym i chropowatym, o brązowym kolorze. Ach, tak, to drewno. Podniosłem się na czworaka, próbując wstać, jednak ta pozycja wydawała mi się dziwna. Spojrzałem w dół i…&lt;br /&gt;– Na gacie ciotki Gertrudy, czy to ręka?! – wydarłem się.&lt;br /&gt;Z wrażenia aż usiadłem na tyłku. Wyciągnąłem przed siebie nienaturalne zjawisko, oglądając je pod światło. Pięć długich palców, nieowłosiona skóra – to ludzka ręka! Ale jak to możliwe?!&lt;br /&gt;Z trudem podniosłem się na nogi – nogi! – i zrobiłem krok w przód. Wszystko było takie nienormalne z tej perspektywy! Rozejrzałem się i dziwnym trafem, akurat prosto przede mną był odbijający rzeczywistość przedmiot. Podszedłem do niego ostrożnie, przykładając rękę – rękę! – do zimnej tafli. Patrzyłem w oczy mężczyźnie o niezwykłych, żółtych włosach. Czy to ja?!&lt;br /&gt;Nagle poczułem coś uderzającego w moją nogę. Spuściłem wzrok, tylko po to, żeby zobaczyć przyklejoną do mojej nogi ogromną jaszczurkę, która po chwili się mną znudziła i poszła sobie dalej. Jednak to nie koniec! W ślad za nią podążało sześć żółwi wodno-lądowych i dwa króliki. Zamrugałem zaskoczony, po czym odwróciłem się, postanawiając nieco pozwiedzać. No co, nie codziennie trafia się taka okazja! Poza tym to nie była najdziwniejsza rzecz, jaką widziałem, ale to już opowieść na inny czas…&lt;br /&gt;Nie wiedząc dokąd idę, ruszyłem dziwnym korytarzem – nie żartuję, był naprawdę niezwykły, pełen skosów, a sufit wyglądał jak szachownica! – aby następnie znaleźć się w dosyć ciemnym pokoju. Stało w nim ogromne akwarium z kilkunastoma aksolotlami (skąd ja znam takie dziwne słowa, jakieś aksometletry? To pewnie wpływ mojej błyskotliwej przyszłej żony!). Obok wisiała tabliczka z napisem: “Asmodeus i jego dem… przyjaciele”. Zbliżyłem się do szyby i wtedy, ni stąd ni zowąd, przed sobą zobaczyłem jedno z tych dziwnych zwierząt (coś mi mówiło, że to ten śmieszny Asmodeus). Zanim zdążyłem nawet pomyśleć, stworzenie uśmiechnęło się do mnie. I nie zrozumcie mnie źle, to wcale nie był miły uśmiech, bardziej jak uśmiech z piekła rodem! Odskoczyłem przerażony i właśnie wtedy zobaczyłem stojącą w drzwiach dziewczynę o niezwykłych czarnych włosach z białymi końcówkami. Z zaskakującą jasnością wiedziałem z kim mam do czynienia.&lt;br /&gt;– Mąka?! Dlaczego ode mnie uciekłaś?! Czyżbyś już mnie nie kochała?! – wykrzyknąłem, po czym rozpłynąłem się we łzach (bardzo męskich łzach!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mel? Chomiki i Andrzeja musisz dorzucić sama xd&lt;br /&gt;Słów: 1202</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/od-kersfeesa-cd-melanie.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-3602456262018081828</guid><pubDate>Thu, 19 Mar 2020 17:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-19T18:57:22.088+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Para-Noir</category><title>Od Para-Noir CD Wuwei</title><description>Na terenie Watahy Notte rezydowałem całkiem od niedawna, ale czas, jaki tu spędziłem, w zupełności wystarczył mi, aby przyjąć już dziesiątki nowych zleceń. Nie żeby tę watahę zamieszkiwały same dziwne indywidua, pragnące cudzej śmierci, co to, to nie. Po prostu oprócz pełnienia swojej standardowej funkcji jako Zabójca, którą przyznała mi Kalea, gdy napatoczyłem się w okolice zamieszkane przez członków watahy i zostałem pomyślnie przyjęty w ich szeregi, to służyłem także swoim sąsiadom, tym bliższym i tym dalszym, jako pospolity najemnik. Tu pomogłem przenieść coś z miejsca na miejsce, tutaj załatwiłem pochłoniętemu pracą medykowi kilka ziół, jakich ten potrzebował, jeszcze w innym wypadku z nieszczęśliwą miną przypilnowałem przez kilka godzin szczeniaków, których rodzice z radością ulotnili się, aby odpocząć od swoich nadpobudliwych pociech. Oprócz pracy głównie stawiałem jednak na rekonesans. Nie znałem tych wilków, nie miałem pojęcia, co przeżyły - nic. Czasem słyszałem różne, dość dziwne moim zdaniem historie, gdy przechodziłem między jaskiniami, niektórzy odpowiadali mi na pytania mniej lub bardziej chętnie, ale poza tym miałem wrażenie, że niewiele się przez ten czas dowiedziałem o swoim, bądź co bądź, nowym domu. A przynajmniej miałem nadzieję, że wataha ta stanie się moim domem na nieco dłuższy okres czasu, niż Wataha Kasderra czy Wataha Synów Betelgezy. Aby tak się jednak stało, powinienem bardziej zbliżyć się do jej mieszkańców. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jestem nieco zbyt wycofany, żeby zostać chociażby zauważonym, a co dopiero zapamiętanym przez inne wilki z watahy. Nie miałem im tego za złe, bo jeśli przeanalizowałem swoje życie w poprzednich watahach, to nie odbiegało ono zbytnio od tego, które prowadziłem tutaj. Tyle że w Watasze Synów Betelgezy nie pobyłem zbyt długo, nie pamiętałem nawet terenów, jakie należały do tej watahy, a wilki tylko mgliście przewijały się w moich nielicznych snach. Watahę Kasderra pamiętałem już nieco lepiej, w końcu spędziłem w niej około czterech lat. Zdążyłem się do niej nieco bardziej przywiązać, ale też nie na tyle, by rzeczywiście tęsknić za nią. Ot, miło ją wspominałem, ale to tyle. Wiedziałem, że to głównie dlatego, że od czasu, kiedy dołączyłem, aż do momentu, w którym musiałem opuścić watahę, w zasadzie nie robiłem nic innego, tylko trenowałem, walczyłem, a następnie zabijałem, gdyż była to część mojej pracy jako kata. Oczywiście mało kto chce mieć kata u swojego boku na imprezie, więc jako tako zbytnio zapraszany nie byłem - nikt mi nigdy nie powiedział prosto w pysk, że nie jestem mile widziany na czyichś urodzinach, ale byłem w stanie stwierdzić, że wilki czuły się nieswojo, bawiąc się w moim towarzystwie. Niezbyt mnie to obchodziło. Nigdy nie byłem zbytnio rozrywkowym typem (może właśnie przez to?), więc nie sądziłem, żebym miał jakoś bardzo żałować, że takie rzeczy będą mnie omijać i w Watasze Notte, a przynajmniej tak przypuszczałem. Choć z drugiej strony już kilka osób powiedziało mi dość dobitnie co sądzi o moim izolowaniu się i zgrywaniu tajemniczego, niedostępnego gościa. Zmarszczyłem brwi, przypominając sobie to. Mimo najszczerszych chęci, nie byłem w stanie powiedzieć, czy wilki te miały rację co do mnie, czy też raczej całkiem się pomyliły. Nie było zupełnie moim zamierzeniem, aby się w taki sposób zachowywać. Skoro było ich jednak więcej niż dwójka, którzy tak sądzili, to coś w tym musiało być. Przyznawałem to z niechęcią, bo nie lubiłem, kiedy to ktoś inny miał rację, a nie ja, ale wyglądało na to, że powinienem popracować nieco nad swoim charakterem, żeby nie zrażać do siebie nowo poznanych wilków. Przez moment zastanowiło mnie, czy może to nie kwestia tego, że nikt nigdy nie zajął się w zasadzie wychowywaniem mnie od tej bardziej uczuciowej strony, a jedynie fizycznej, abym potrafił się skutecznie obronić, więc z tego też powodu jestem teraz taki… emocjonalnie upośledzony. Nie miałem jednak pojęcia, co zrobić z tą konkluzją, więc porzuciłem tą myśl ze wzruszeniem ramionami. Nie czas teraz na takie rozmyślania. Miałem robotę do załatwienia. Swoim brakiem uczuć zajmę się później.&lt;br /&gt;Ruszyłem truchtem przed siebie, czując jak przez moje szkarłatne pióra w ogonie lekko prześlizguje się chłodny wiatr. Mimo iż pracowałem teraz dla Notte, dzisiaj załatwiałem sprawę dla jednego ze swoich dawnych klientów, który tak jak i ja był niegdyś członkiem Watahy Kasderra. Teraz Gess żył jako samotnik i trzymał się z daleka od terenów jakichkolwiek watah, więc musiałem się pofatygować do niego sam, aby przyjąć zlecenie. Dawno nie rozmawiałem z tym basiorem, nie byłem więc pewien czego się spodziewać, choć znając Gessa nie była to prośba o przyniesienie kwiatków z pola. Stary basior jeszcze żyjąc w watasze miał sporo wrogów i raczej nie był jednym z tych spokojnych i ułożonych wilków, a wręcz przeciwnie - miał ognisty temperament, szybko wybuchał i niełatwo było mu się uspokoić, a za to urazę chował głęboko i długo, co czyniło z niego niebezpiecznego osobnika, z którym lepiej było nie zadzierać. Traktowałem go tylko jako jednego ze zleceniodawców, choć patrząc po tym, ile razy Gess płacił mi, żebym obił komuś pysk lub zostawił dwie czy trzy blizny na pamiątkę, to był on swego rodzaju moim stałym klientem. Przypuszczałem zatem, że i teraz będzie to akcja w tym stylu.&lt;br /&gt;Dotarłem na umówione miejsce spotkania i rozejrzałem się. Gess wybrał najbardziej gęsto zalesioną dolinę, aby mieć pewność, że nikt nas nie zaskoczy. Nie dziwiłem się, że był taki ostrożny. Też byłbym, gdybym miał tylu wrogów i nawet ani jednego wilka z watahy za swoimi plecami. Stawiając ostrożnie łapy w gęstym poszyciu uniosłem wysoko łeb, przeczesując wzrokiem czerwonych oczu otoczenie. Nigdzie nie widziałem starego basiora. Koniuszek mojego ogona drgał lekko, uszy obracały się, aby ustalić położenie partnera w interesach, który najwyraźniej nie ufał mi na tyle, by pokazać mi się tak od razu. Poczekałem zatem jeszcze kilka minut, a gdy nie zapowiadało się na to, by ktokolwiek miał się pojawić, westchnąłem nieco zirytowany i odwróciłem się z zamiarem odejścia. Czyżbym niepotrzebnie fatygował się taki kawał drogi z watahy? Stary mnie wystawił? Powinienem podnieść mu cenę następnym razem…&lt;br /&gt;Nie zdążyłem jednak dokończyć tej myśli, bo z chwilą, kiedy zawróciłem, żeby wrócić tam, skąd przyszedłem, coś zaszeleściło liśćmi i tuż przed moim nosem zmaterializował się nagle Gess. Zaskoczony postawiłem pierzasty czub całkowicie na sztorc, dopóki nie zorientowałem się, że to nikt inny, jak właśnie stary basior stoi przede mną i bezczelnie się ze mnie śmieje. Nieco urażony otrząsnąłem się, aby pióra ułożyły się odpowiednio i machnąłem ogonem lekceważąco.&lt;br /&gt;- Nie powinieneś robić tego komuś, kto zarabia zabijając na tyle szybko, że ofiara nawet się nie orientuje, że już nie żyje.&lt;br /&gt;- A ty nie powinieneś grozić komuś takiemu, jak ja… - stary basior wyszczerzył długie kły, pochylając nisko łeb. Wiedziałem, że w uczciwej walce prawdopodobnie poradziłbym sobie ze starym wojownikiem, ale nie miałem zamiaru tego sprawdzać, więc aby nie rozsierdzać jeszcze bardziej i tak zawsze skłonnego do walki samotnika, cofnąłem się o krok, utrzymując z Gessem kontakt wzrokowy.&lt;br /&gt;- Co mogę dla ciebie zrobić tym razem?&lt;br /&gt;- No, i tego się trzymaj, psie. - warknął z zadowoleniem stary samotnik, obserwując jak się wycofuję. Wcale mi się to nie spodobało, ale czego się nie robi, aby zarobić. Stałem spokojnie, nie dając po sobie poznać, że nie podoba mi się traktowanie mnie jak służącego. - Twoje miejsce jest w terenie, a nie przy stole dyskusyjnym z takimi jak ja. Ty jesteś od brudnej roboty, więc się za nią weź. - Gess rozejrzał się, jakby nie będąc pewnym, czy ktoś ich nie obserwuje, po czym rzucił mi pod łapy coś w rodzaju małego pakieciku.&lt;br /&gt;Zerknąłem niepewnie na pakunek, a następnie na Gessa. Stary basior jeszcze się nie niecierpliwił, ale nie zamierzałem czekać, aż samotnik się zirytuje i mnie zaatakuje, więc po chwili schyliłem głowę, trącając łapą zwinięty materiał. W środku była kępka sierści.&lt;br /&gt;- Do kogo to należy? - mruknąłem, analizując kolor, długość i fakturę futra, aby dowiedzieć się więcej o swoim celu.&lt;br /&gt;- Ty się tak nie interesuj, co? - samotnik kłapnął na mnie zębami, ale uspokoił się nieco, gdy nie tylko nie odsunąłem się, ale i w dodatku posłałem mu beznamiętne spojrzenie. - To jakiś szczyl z okolicy, który przeszkodził mi w polowaniu. Zero szacunku do starszych, był wredny i złośliwy. Zawłaszczył sobie moją zdobycz - moją! A kiedy próbowałem polować dalej, przepłoszył całą zwierzynę i zrobił to specjalnie, żebym umarł z głodu! - basior nakręcał się coraz bardziej, ale im dłużej go słuchałem, tym bardziej byłem przekonany, że ta historia wcale nie tak się potoczyła. Przypuszczałem, że młody basior, o którym mówił Gess, należał do którejś z okolicznych watah i to stary wciął się w polowanie nie na swoim terenie. Nie widziałem zatem żadnych podstaw do postąpienia przez młodego wilka inaczej, skoro jakiś nikomu nieznany samotnik zaczyna kraść pożywienie watahy. Zresztą, jeśli dobrze zdążyłem poznać przez pół swojego życia tego starego samotnika, to ta historia mogła być równie dobrze zupełnie zmyślona i Gess po prostu wziął sobie za cel pierwszego lepszego wilka, jaki rzucił mu się w oczy - i tak też pewnie było. Gess jednak nie płacił mi za objaśnianie mu rzeczy oczywistych, więc skupiłem tylko niewyrażający żadnych uczuć wzrok na przekrwionych oczach starego.&lt;br /&gt;- Mam go poturbować? Jakaś blizna w widocznym miejscu…&lt;br /&gt;- Blizna? - basior zaśmiał się chrapliwie, tym samym przerywając mi wpół słowa. - Nie, masz go zabić. Uszczknąłem mu jedynie trochę futra z zadu, pewnie nawet tego nie poczuł. Masz go wyśledzić, znaleźć i zabić, a potem przynieść mi jakąś jego część. Może być ogon, może być ucho - wszystko mi jedno. - basior mlasnął i machnął ogonem, jakby nie było nic dziwnego czy niepokojącego w tym, co mówił. Jakby to dla niego był chleb powszedni. Pamiętając, co już wcześniej dla niego robiłem, to pewnie tak było, zatem skinąłem tylko głową.&lt;br /&gt;- Tak jak zawsze. Połowa ceny teraz, połowa po wykonaniu zadania. - mruknąłem. &lt;br /&gt;- Aż można pomyśleć, że robisz to tylko dla kasy - Gess znów poczęstował mnie zgrzytliwym śmiechem, od którego pióra na mojej głowie się zjeżyły. Nie zamierzałem wyprowadzać go z błędu, poczekałem zatem aż stary wilk pogrzebie przy jednym z wielu otaczających nas drzew, po czym wróci do mnie, niosąc coś w pysku. Położył przedmiot ostrożnie między nami, a gdy zerknąłem w dół, położył na nim łapę.&lt;br /&gt;- Nie tak szybko. Ten tu nie jest jak żaden inny, z którym miałeś jak dotąd do czynienia. Jest niezwykle potężny. Działa tylko raz, więc uważaj. - mówiąc to, odsłonił przedmiot. Była to niewielka fiolka z kryształu, przyozdobiona czymś na kształt złotej klatki z łańcuszkiem. Wewnątrz fiolki wirowało coś, co wyglądało jak czysta ciemność. Przekrzywiłem głowę minimalnie w lewo, aby wyrazić w ten sposób zainteresowanie tym tajemniczym przedmiotem. Gess uśmiechnął się niepokojąco.&lt;br /&gt;- Co to jest?&lt;br /&gt;- To eliksir wskrzeszenia. Ale, ale-! Widzę twoją minę. Nie mam tu na myśli tych pospolitych eliksirów, które przez krótki czas tworzą z umarłych bezmózgie zombie. Ten eliksir potrafi przywrócić zmarłego do identycznego stanu, jak przed śmiercią. Jedyny mankament, to że musi być to ktoś zmarły niedawno. Ale wszystko jest prawidłowe, jakby ten wilk nigdy nie doświadczył śmierci. Musisz przyznać, że to całkiem niezłe cacko.&lt;br /&gt;Gess trącił buteleczkę łapą. Złapałem ją i przyjrzałem się jej. Wiedziałem, że mówił prawdę, jeśli chodziło o artefakty i przedmioty magiczne, to nigdy mnie nie oszukał. Tak jak i ja, był niegdyś kolekcjonerem, ale już dawno przestało mu na swojej kolekcji zależeć. Teraz używał jej tylko jako waluty, abym załatwiał mu różne sprawy.&lt;br /&gt;Miał jednak rację. Takiego artefaktu jeszcze nigdy nie widziałem, nawet w żadnej z moich ksiąg. Wepchnąłem fiolkę do wytworzonego na szybko portalu do Tafli wielkości mniej więcej mojej łapy, po czym zamknąłem wejście do mojego osobistego wymiaru. Następnie wepchnąłem nos w kawałek materiału, na którym wciąż znajdowała się kupka sierści, a gdy złapałem zapach, ruszyłem przed siebie, nie oglądając się nawet za starym basiorem.&lt;br /&gt;- Żeby nie było… Ten artefakt jest &lt;i&gt;całą &lt;/i&gt;zapłatą za tą robotę. - rzucił za mną Gess na odchodne. Przystanąłem, ale nie obejrzałem się. - Nie mogę sobie pozwolić na takie szastanie artefaktami na prawo i lewo, a ty już i tak obdzierasz mnie ze wszystkiego. Liczysz sobie, jakbyś nie wiadomo co robił. - wciąż się nie odwracałem, ale stałem w miejscu, co wyraźnie nie spodobało się Gessowi. Warknął przeciągle, podchodząc do mnie od tyłu. Czułem jego oddech na ogonie. - Masz coś do powiedzenia, psie?&lt;br /&gt;Wolałem nie odpowiadać. Jeśli zacząłbym się kłócić o cenę, najpewniej zaatakowałby mnie. Wiedziałem, że miał jeszcze całkiem przyzwoitą ilość artefaktów, jakie mogłyby mnie interesować, więc nie zamierzałem stracić klienta - a może i życia - przez chciwość. Nie odezwałem się, ale ruszyłem dalej. Usłyszałem za sobą ciche parsknięcie i głos starego basiora:&lt;br /&gt;- Tak też myślałem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkanaście minut później biegłem już z nosem w trawie, podążając za zapachem młodego basiora jak po sznurku. Zdecydowanie był na polanie niedawno, bo ślady były jeszcze świeże. Nie mógł być daleko. Wiatr powiał nieco mocniej, przynosząc ze sobą woń mojego celu. Był blisko, bardzo blisko. Ruszyłem biegiem, pokonując bezszelestnie sporą połać terenu w bardzo krótkim czasie. Nie znałem jeszcze zbyt dobrze terenów wokół watahy (ani samej watahy, jak już o tym mowa), ale wiedziałem, że byłem chyba gdzieś w jej pobliżu. W umyśle mogłem już zwizualizować sobie, gdzie dokładnie basior się znajduje, gdyż jego zapach był tak mocny w tej chwili, więc nie zwalniając, w pewnym momencie po prostu sprężyłem mięśnie tylnych łap i skoczyłem. Przeszybowałem dobre trzy metry, zanim moje przednie łapy nie uderzyły w niczego nie spodziewającego się basiora, powalając go na ziemię z głośnym &quot;Uff-!&quot;, jakie wydobyło się z jego pyska. Stanąłem nad nim na rozkraczonych łapach, aby nie pozwolić mu uciec, po czym spojrzałem mu w oczy, szczerząc długie kły, aby wiedział, co go czeka. Mój ogon z czerwoną, pierzastą kitą latał za mną w te i we w te, jakby sygnalizując niebezpieczeństwo.&lt;br /&gt;- Jakieś ostatnie słowa, złotko?&lt;br /&gt;&lt;div lang=&quot;pl&quot; style=&quot;font-family: Calibri; font-size: 11.0pt; margin: 0in;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&amp;lt;Wuwei?&amp;gt; &lt;br /&gt;(2215 słów)</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/od-para-noir-cd-wuwei.html</link><author>noreply@blogger.com (Ross Roiz)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-8488147999728520712</guid><pubDate>Wed, 18 Mar 2020 20:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-18T21:43:10.941+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Tarsylia</category><title>„A chociaż we wszystkich krajach miłość łączy się ze smutkiem, kto wie, czy się przez to nie pogłębia jeszcze.”</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;T A R S Y L I A&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P R Z E Z W I S K O:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;Maczeta&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P Ł E Ć:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; wadera&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W I E K:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; siedem lat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;U R O D Z I N Y:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; 16 lipca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;H I E R A R C H I A:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt; omega&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;S T A N O W I S K O:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; wojownik&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;U S P O S O B I E N I E&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;C H A R A K T E R:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Tarsylia to introwertyczka w głębi. Na zewnątrz jednak pokazuje zupełnie co innego. Bo musi. Bez tego nie mogłaby być dobrym potomkiem Iberów. Czasem naprawdę ma serdecznie dość całej swojej rodzinki. Do tego nowego partnera swojej ciotki, która po śmierci rodziców się nią zajmuje. Typowy pan, który okręcił sobie wszystkie baby z jej rodziny. Oprócz Tarsy oczywiście. Ona wie, że machnie raz ogonem i już wszystkie przy nim skaczą. A Tarsylia tylko raz coś na niego powie i już jest okropną wilczycą. No trudno. Trzeba się pogodzić z tym, że jest się jedyną zdrowo myślącą psychopatką w całej rodzinie. Nie wiem czy można powiedzieć, że jest miła…&amp;nbsp;No raczej nie. Jeżeli popchniesz ją w lesie, albo ona ciebie, to i tak spotkasz się ze spojrzeniem godnym diabła. Widać w oczach tą rządzę krwi. Ten ogień, który w nich płonie. Aj, jej myśli są brzydkie, szpetne, złe. Przez związek z Gustawem nabawiła się chorób psychicznych. Widziała się z nim raz w życiu. Ale bliscy i tak uznali, że będzie cudownym partnerem. Była pewna, że on cały czas ją okłamuje. Nocami wypłakiwała oczy, bo tęskniła za osobą, z którą wiedziała, że nie może być, ale nadal ją kochała. Wysyłał piękne, niemieckie poematy, piosenki i mówił jak bardzo ją kocha. Że zrobi dla niej wszystko, a na koniec nazwał ją „Zużytą rzeczą”. Tarsylia nie wie w jakim sensie zużytą, bo jeżeli chodzi o sprawy łóżkowe, to nawet nigdy nie dostała od niego chociaż jednego buziaka. Tarsa zaczęła podejrzewać, że jest aseksualny, ale najwidoczniej nie, bo zaraz po rozstaniu znalazł sobie inną. No trudno. Hulaj dusza, piekła nie ma. Niech robi co chce. Tarsylia zrozumiała to dopiero po zerwaniu. Tylko bała się o swoje życie.&amp;nbsp; Ale dzięki temu nabrała zupełnego braku ufności wobec istot śmiertelnych. Uzyskać jej zaufanie jest niesamowicie trudno, a jest to nawet wręcz niemożliwe. Czasem nadal użera się nad swoim wiekiem. Mimo, że nie jest stara czuje się przynajmniej na 20 lat. Strzykają jej wszystkie kości. Swój słaby stan fizyczny poprawia stanem psychicznym. Jest niesamowicie inteligenta. Ciężko ją przegadać w argumentach. Zawsze znajdzie jakieś istotne zdanie, które albo zaboli, albo wprowadzi w zakłopotanie. Do tego jest bardzo ambitna, przez co wybredna. Nigdy nie spojrzała na jakiegoś mężczyznę i nie pomyślała: „Ale jest cudny”. Ona patrzy na charakter.&amp;nbsp; Mimo swojego, można powiedzieć, dobrego wychowania, jest to osoba, która potrzebuje bardzo dużego napływu energii. Chodzi na imprezy, ale jedynie po to, aby ponabijać się z basiorów, którzy ośmielą się do niej podejść. Kończy się i tak zwykłym: „Sorry, ale twoje IQ i tak jest mniejsze niż ¼ mojego, także odejdź zanim obudzi się we mnie typowa wadera XXI wieku”. Jest sama i czuje się z tym idealnie. Jej charakter można z łatwością porównać do Grety Garbo, ale to nie jest chyba zaleta. Dobra, ta baba ma po prostu za dużo wad. Z łatwością można powiedzieć, że jest po prostu aspołeczna. Do tego uwielbia odpychać od siebie wilki na różne sposoby, jednak ostatnio tego zaprzestała. Najwyraźniej zaczyna się starzeć, a takie wybryki nie są już dla niej. Tępi ponad wszystko płacz. To okazanie słabości. Ona nie może czegoś takiego znać, a co jeszcze, aby to używać. Kiedyś wierzyła w miłość, wierzyła w przyjaźń, a teraz nie chce zaufać własnej ciotce. W każdym razie w jej głowie jest bardzo chaotycznie, a jedyne co można w niej znaleźć to wieczne myśli o następnym dniu. Boi się zrobić czegokolwiek źle. Boi się, że przez głupi, nieprzemyślany krok zawali całą swoją przyszłość. Chociaż i tak już chyba to zrobiła. Jest głupią realistką, która tylko czeka, aby zepsuć komuś nadzieję i plany na lepszy dzień. Nie hamuje się w różnych działaniach. Nie interesują ją czyjaś krytyka, bo sama uwielbia „cisnąć” po wilkach. To chyba tylko dlatego, że zrobili jej za dużo krzywdy i teraz najchętniej wyniszczyłaby tą głupią rasę. Nie potrafi okazywać bólu. Jest za twarda, a okazanie bólu byłoby dla niej pokazaniem uległości. O nie. Na to ona nie pozwoli.&lt;br /&gt;Spędza bardzo dużo czasu na pielęgnacji. Można chyba nawet powiedzieć, że ma na tym punkcie obsesję. Oj ma. Cztery tysiące różnych kwasów, płynów micelarnych, pianek oczyszczających i fiolek chłodzących. Nie chce rozwalić sobie cery, co u niej mogłoby być łatwe, gdyż jej skóra jest podatna na alergie i zaczerwienienia.&lt;br /&gt;Jest ateistką. Uważa, że ludzie to debile, bo wierzą w coś, co nie istnieje, nie istniało i istnieć nie będzie. Sądzi, że to zwykła propaganda. A marne istoty ludzkie wierzą w to, bo nie znają prawdy i nigdy jej nie poznają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;Z A I N T E R E S O W A N I A:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Uwielbia denerwować innych, robić im żarty i bić się dla żartów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;W Y G L Ą D&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W Y G L Ą D&amp;nbsp; &amp;nbsp; P O S T A C I:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Ma niesamowicie spiczasty pysk, zakończony wrażliwym na bodźce nosem. Całe jej ciało pokrywa czarna, gęsta sierść. Tylko wokół jasnożółtych oczu oraz na łapach widnieje bladoszara sierść, która jest o wiele delikatniejsza od tej znajdującej się na reszcie ciała. Posiada szczupłą, smukłą budowę. Ma długi, gruby ogon, którym w razie zimna potrafi owinąć całe swoje ciało. Jest dość wysoka jak na wilka jej rasy. Do tego ma bardzo rozciągnięte ciało, przez co umie przeciskać się przez najmniejsze szczeliny. Na całym jej korpusie znajdują się wypracowane przez lata mięśnie. Bowiem ojciec jej zawsze chciał, aby przejęła w jego stadzie władzę po jego śmierci, ze względu na to, że nie miał nigdy syna. Dlatego też uczył ją polować i walczyć z innymi wilkami, aby poradziła sobie w dalszym życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;C E C H Y&amp;nbsp; &amp;nbsp; S Z C Z E G Ó L N E:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Najbardziej wyróżniają ją różne kolory sierści na łapach oraz wokół oczu i w środku uszu. Jedną z takich rzeczy jest duża blizna, która ciągnie się od początku szczęki do klatki piersiowej. Na szczęście dzięki grubej pokrywie sierści nie widać jej na tyle, aby oszpecała jej wygląd. Ma długie, ostre pazury, które rozerwały niejedną krtań. Połowa jej nosa jest czarna, natomiast druga jest jasnoróżowa. Ma heterochronię, czyli różne kolory oczu. Jej lewe oko jest ciemnoniebieskie, natomiast prawe jest jaskrawożółte.&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;P R Z E S Z Ł O Ś Ć&amp;nbsp; &amp;nbsp; I&amp;nbsp; &amp;nbsp; R E L A C J E&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;H I S T O R I A:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;Urodziła się przy małym wodospadzie w objęciach swojej matki, która skonała tuż po jej urodzeniu. Jej ojciec - Geralt musiał wychować córkę samodzielnie, na swoich surowych zasadach. Uczył ją jak polować, walczyć i być zawsze na pierwszym miejscu w hierarchii. Kilka lat po jej nauce jej ojciec został zagryziony przez wilki z innego klanu. Wadera musiała się sama nauczyć jak poprowadzić swoje stado, nie narażając ich przy tym na niebezpieczeństwo. Po kilku tygodniach wędrówki jej watahę zaatakowało obce stado, które zażarło większość stada, a mniejszość odeszła w swoje strony. Sama musiała znaleźć swoją drogę i tak właśnie znalazła się w Watasze Notte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;R O D Z I N A:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Matka – Rosa&lt;br /&gt;Ojciec – Geralt&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;U M I E J Ę T N O Ś C I&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;E L E M E N T:&amp;nbsp;&lt;/span&gt; woda&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;U M I E J Ę T N O Ś C I&amp;nbsp; &amp;nbsp; M A G I C Z N E:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– kontrolowanie wody&lt;br /&gt;– sprowadzanie deszczu&lt;br /&gt;– widzenie przeszłości&lt;br /&gt;– przewidywanie przyszłości&lt;br /&gt;– zmiennokształtność&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;O D&amp;nbsp; &amp;nbsp;A U T O R A&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W Ł A Ś C I C I E L:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://www.howrse.pl/joueur/fiche/?id=5611004&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #c5c5c5;&quot;&gt;HollywoodUndead&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W razie odejścia postać ma zostać oddana do adopcji.</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/a-chociaz-we-wszystkich-krajach-miosc.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-1561032377094996372</guid><pubDate>Wed, 18 Mar 2020 14:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-18T15:58:30.249+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Hiyotako Korah</category><title>„Żyj tak, aby po twojej śmierci inni mówili, że bez ciebie jest nudno!”</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;H I Y O T A K O&amp;nbsp; &amp;nbsp; K O R A H&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P R Z E Z W I S K O:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;Hiyo, Korey&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P Ł E Ć:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; wadera&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W I E K:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; siedem lat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;U R O D Z I N Y:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; 1 marca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;H I E R A R C H I A:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt; omega&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;S T A N O W I S K O:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; medyk&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;U S P O S O B I E N I E&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;C H A R A K T E R:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Korey jest niezwykle specyficzną istotą. Po pierwsze – zwraca się do innych różnymi, wymyślnymi przydomkami, które zazwyczaj wymyśla od razu po zobaczeniu jakiegoś wilka. Sama o sobie mówi w trzeciej osobie, również dodając do swojego imienia śmieszny przyrostek, chociaż personalnie traktuje to bardzo poważnie. Często jej obecność onieśmiela rozmówcę, ale niekoniecznie w tym dobrym znaczeniu, gdyż wilczyca posiada zwyczaj opisywania siebie jako najgorszego wroga całego świata. Nie jest jednak zbyt wielkim zagrożeniem –&amp;nbsp;pomimo wszystkich swoich słów, większość tego zmyśliła. Dość często kłamie na temat swojej historii, chcąc przedstawić się w jak „najgorszym” świetle. Jednocześnie cechuje się niezwykle dennym humorem, śmieszą ją niezwykle kiepskie żarty chemiczne i słaby czarny humor, uwielbia także zaśmiewać się z głupawych słów i różnych rebusów, które sama także układa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;Z A I N T E R E S O W A N I A:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Kocha chemię i okultyzm. Tak, są to dość odległe od siebie zainteresowania, ale oba te zagadnienia niezwykle pasjonują Hiyo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;W Y G L Ą D&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W Y G L Ą D&amp;nbsp; &amp;nbsp; P O S T A C I:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Korey jest dość dużym wilkiem. Ma długie, czarne futro poznaczone świecącymi w ciemności, jasnozielonymi runami. Jej tęczówki są ciemnożółte, a źrenice wąskie, eliptyczne. Na uszach posiada charakterystyczne białe pędzelki. Ogon Hiyo jest krótki, ale puszysty i gruby. Często ubiera naszyjniki z barwnymi kryształami powieszonymi na rzemykach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;C E C H Y&amp;nbsp; &amp;nbsp; S Z C Z E G Ó L N E:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Zdecydowanie wyróżniają ją zielone, świecące runy, które zdobią niemal całe ciało wadery i jasne pędzelki na uszach. Wzory są „zawijasowe”, nie mają ostrych zakrętów. Najwięcej znaków znajduje się na jej szyi i grzbiecie, brakuje ich za to na ogonie i głowie. W nocy są jeszcze bardziej wyraźne – emanują jasnozielonym światłem.&lt;span style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;P R Z E S Z Ł O Ś Ć&amp;nbsp; &amp;nbsp; I&amp;nbsp; &amp;nbsp; R E L A C J E&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;H I S T O R I A:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;Nie jest ona ani smutna, ani przesadnie wesoła. Urodziła się w dużej watasze, była najstarszą córką głównego medyka i alchemiczki, przez co już za szczeniaka złapała chemicznego bakcyla. Dużo czasu spędzała w jaskini matki, warząc różne mikstury i mieszając tajemnicze substancje. Gdy rodzicielka, zmęczona gaszeniem pożarów i zapobieganiem wybuchom, wygoniła ją do ojca, ta się nie zraziła, a jedynie „delikatnie” zmieniła swoje zainteresowania. Czytała medyczne podręczniki, słuchała diagnoz. Liznęła więc dosyć dużo wiedzy o leczniczych roślinach, chorobach i różnych zagadnieniach medycznych. Rodzice Korey martwili się o swoją córkę – resztę jej rodzeństwa interesowały głównie spotkania z innymi dzieciakami, całkowicie ignorowały naukę. Z Hiyo było jednak zupełnie inaczej – młoda wilczyca siedziała zakopana w książkach i nie lubiła przebywać ze swoimi rówieśnikami, bowiem jej zdaniem byli oni…&amp;nbsp;po prostu nudni. Nie ciekawiła ich żadna z dziedzin, które ona tak kochała, przewracały oczami na jej medyczne monologi, ze znudzeniem ziewali, gdy opowiadała o pierwiastkach. Z tego powodu miała tylko jedną przyjaciółkę – uczennicę maga. Właśnie dzięki niej zaczęła pociągać ją magia i okultyzm, co jeszcze bardziej przeraziło troskliwych rodziców. Ją jednak średnio to obeszło – dalej robiła to, co kochała. Ze względu na drętwych współplemieńców, zaraz po osiągnięciu dorosłości postanowiła opuścić rodzinne strony. Szlajała się przez cztery lata, aż w końcu trafiła tutaj.&lt;br /&gt;Trzeba jednak zaznaczyć, że nigdy nie ujawnia ona swojej prawdziwej historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;R O D Z I N A:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Rokashiro Guyana – matka, alchemiczka; nadopiekuńcza, jej „nudziarstwo” bardzo irytowało Kiyo.&lt;br /&gt;Tewokah Doursa – ojciec, główny medyk; nawet bardziej nadopiekuńczy od swej partnerki, wielokrotnie diagnozował u córki najróżniejsze choroby psychiczne.&lt;br /&gt;Temedee Rioto – siostra; jako, że była od Korey młodsza o rok, wadera nie wie, co obecnie wyprawia ze swoim życiem; mała gaduła, Hiyo niesamowicie nudziła jej schematyczność.&lt;br /&gt;Adurah Kotati – brat; urodził się tuż przed opuszczeniem przez naszą bohaterkę rodzinnej watahy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P A R T N E R:&amp;nbsp;&lt;/span&gt; Cóż, zdecydowanie bardziej preferuje płeć piękną. Nie ma wygórowanych preferencji, jeśli chodzi o wygląd, ale zdecydowanie liczą się dla niej charakter i zainteresowania. Nie trzeba być geniuszem, aby stwierdzić, że definitywnie muszą być to zainteresowania związane w jakiś sposób z nauką&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P O T O M S T W O:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;Biorąc pod uwagę, że nie przepada za szczeniakami (oraz preferuje kobitki), na 99% nie pojawią się w jej życiu małe kluski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;U M I E J Ę T N O Ś C I&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;E L E M E N T:&amp;nbsp;&lt;/span&gt; ciemność i magia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;U M I E J Ę T N O Ś C I&amp;nbsp; &amp;nbsp; M A G I C Z N E:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– potrafi znikać w cieniach i teleportować się od jednego do drugiego&lt;br /&gt;– nie jest to dosłownie moc, ale w nocy jej magia jest znacznie silniejsza niż za dnia&lt;br /&gt;– potrafi rzucać proste zaklęcia, odpowiadające za ruszanie przedmiotami, przenoszenie ich z miejsca na miejsce i tak dalej&lt;br /&gt;– umie stworzyć tarczę chroniącą przed prostymi czarami&lt;br /&gt;– zna wiele prostych zaklęć, a także kilka trudnych, ale zdecydowanej większości z nich nie umie wykonać poprawnie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;O D&amp;nbsp; &amp;nbsp;A U T O R A&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W Ł A Ś C I C I E L:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://www.howrse.pl/joueur/fiche/?id=5195610&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #c5c5c5;&quot;&gt;Vulfixica&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W razie odejścia postać ma zostać oddana do adopcji.</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/zyj-tak-aby-po-twojej-smierci-inni.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-8281876626028015581</guid><pubDate>Wed, 18 Mar 2020 12:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-18T15:37:52.446+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Para-Noir</category><title>„Without the threat of death there&#39;s no reason to live at all.”</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;P A R A - N O I R&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P R Z E Z W I S K O:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;W zasadzie nie posiada żadnych. Nie oznacza to jednak, że nie zareaguje, jeśli ktoś mu jakieś wymyśli. Nie jest aż takim sztywniakiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P Ł E Ć:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; basior&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W I E K:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; pięć lat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;U R O D Z I N Y:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; 23 grudzień&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;H I E R A R C H I A:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt; omega&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;S T A N O W I S K O:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; zabójca&lt;br /&gt;&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;U S P O S O B I E N I E&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;C H A R A K T E R:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Zdecydowany i szybki w swoim działaniu, ale nie rzuca się do akcji zupełnie bez pomyślunku, a właściwie wręcz przeciwnie - zawsze musi przeanalizować wszystkie za i przeciw, choć jeśli już coś postanowi, trudno jest mu to wyperswadować. Skoncentrowany głównie na jasno określonych celach, jakie sobie wyznacza w życiu –&amp;nbsp;nie lubi, gdy ktoś próbuje go odwieść od zrealizowania opracowanego planu lub odwrócić jego zajętą czymś ważnym uwagę elementem mało dla niego znaczącym. Ma paskudny nawyk zupełnego niesłuchania co ktoś do niego mówi. Podpada to już niemalże pod lekceważenie drugiej osoby, choć do bycia wredną łajzą trochę mu jeszcze brakuje. Rzadko kiedy się uśmiecha, choć sam nie uważa się za pesymistę. Żyje własnym życiem i nie stara się nikomu nic udowadniać. W gruncie rzeczy zdanie innych na różne tematy mało go obchodzi, tak samo jak to, o co nim myślą. Nigdy jednak nikomu źle nie życzył i bardzo prawdopodobne jest, że nie zmieni się to nawet, gdy ktoś mu naprawdę zalezie za skórę. Nie potrafi długo chować urazy, zdaje się, że natychmiast zapomina o wszelkich wyrządzonych mu krzywdach i wybacza wszystko na pniu. Jeśli ktoś go zrani, po prostu się odizolowuje. Nie rozmyśla nad tym, nie rozdrapuje ran, użalając się nad sobą, nie próbuje naprawić relacji z taką osobą - po prostu przechodzi nad tym do porządku dziennego. Pocierpi, otrząśnie się i ruszy dalej, starając się zwyczajnie nie wchodzić w drogę takiej osobie, aby znów się nie przejechać. Nieco inaczej jest w przypadku, gdy zraniony zostanie ktoś, na kim mu zależy (choć takich osób jest bardzo, bardzo mało) –&amp;nbsp;wówczas zrobi wszystko, aby pomóc drogiej mu osobie, nawet jeśli miałby się posunąć do zemsty lub zapłacić za to własnym zdrowiem. Nieufny jak mało kto –&amp;nbsp;jeśli prawdą jest, że zamyka się oczy przy osobie, której się ufa, to jego oczy byłyby nieustannie szeroko otwarte, niezależnie od tego, czy znajdowałby się w danym miejscu sam, czy w towarzystwie. Nie przepada za zbyt dużymi tłumami, czuje się wtedy niepewnie i nie na miejscu, jakby ktoś wyrwał go z jego świata i włożył do innego, całkiem mu nieznanego. Jednak pomimo tego, że jest samotnikiem i –&amp;nbsp;co tu dużo mówić –&amp;nbsp;mrukiem, to nie pogardzi nigdy rozmową, nawet krótką i niewiele wnoszącą, jeśli tylko będzie miał możliwość ją przeprowadzić. Oczywiście nie tyczy się to jego pracy, gdyż wówczas najchętniej poodgryzałby języki wszystkim, którzy paplają radośnie wokoło niego, nawet pomimo faktu, że do agresywnego osobnika jest mu bardzo daleko. Stanowczy, zasadniczy, ma silne poczucie sprawiedliwości. W ramach swojej pracy zrobi wszystko, nie zastanawiając się, czy jest to dobre czy złe, gdyż po prostu nie wierzy, ani w dobro, ani w zło, ani w nic pomiędzy. Jest przeciwny okaleczaniu i zabijaniu dla zabawy, gdyż uważa to za bezsensowne, ale wykonując wyroki kieruje się myślą, że nic nie dzieje się bez przyczyny i najwyraźniej wolą losu jest, aby jego cele przestały istnieć. Jego główna zasada to „oko za oko, ząb za ząb”, co odnosi nie tylko do innych, ale i do siebie, zatem jeśli będzie czuł, że to on wyrządził komuś krzywdę, w ramach kary będzie się starał zranić siebie samego równie mocno, co rzeczoną osobę. Bezgranicznie wierzy w swoje racje i jeszcze nikomu nie udało mu się nic wyperswadować. Uparty niczym dziki osioł, nie daje ze sobą polemizować, nie wchodzi w dyskusje, jeśli już dawno postanowił w jakiejś sprawie –&amp;nbsp;wyjątkiem jest, gdy komuś uda się zasiać w nim ziarno wątpliwości, lecz nie zdarza się to często.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;Z A I N T E R E S O W A N I A:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Nad wyraz ma słabość do zagadek. Nie jest ważne, czy on je zadaje, czy jego rolą jest je odgadnąć. Interesuje go także lód oraz śnieg w każdej postaci. Zna kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt różnych określeń na lód i śnieg w wielu różnych językach, lubi wylegiwać się w zaspach czy tworzyć figury z lodu. Jest też swego rodzaju kolekcjonerem –&amp;nbsp;zbiera wszelakie artefakty, jakie uda mu się znaleźć. Rzadko kiedy z nich korzysta, ale lubi po prostu mieć je przy sobie i dużo o nich wiedzieć. Z tego też powodu jego jaskinia pełna jest ksiąg w różnorakich językach, dotyczących artefaktów i magicznych przedmiotów wszelkiej maści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;W Y G L Ą D&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W Y G L Ą D&amp;nbsp; &amp;nbsp; P O S T A C I:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Para-Noir to niezwykle wysoki i chudy basior o sylwetce przypominającej nieco geparda. Posiada długie, szczupłe, lecz umięśnione i silne łapy, przystosowane do bardzo szybkiego i dość długiego biegu. Jego ogon przypomina latawiec, to jest –&amp;nbsp;jest długi, zwężający się ku końcowi, a od połowy jego długości, aż do samego koniuszka wyrasta stworzony ze szkarłatnych piór twór, przypominający właśnie nic innego, jak tylko tą pospolitą szybującą zabawkę. Takie same pióra pokrywają cały jego mostek oraz tworzą czub na jego głowie, choć tutaj są już takiego samego czarnego koloru, co reszta jego ciała - poza pyskiem, uszami oraz piersią, gdzie futro przybiera jasny, kremowy kolor. Oczy Para-Noir także mają barwę krwistoczerwoną, choć białko jest jasnożółte. Nie wygląda na zbytnio umięśnionego, ale zdecydowanie nie jest słaby i delikatny, choć mocno wystające i prześwitujące przez pokryte czarnym futrem boki żebra mogą przywodzić nieco inne wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;C E C H Y&amp;nbsp; &amp;nbsp; S Z C Z E G Ó L N E:&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Przypuszczalnie należałoby wspomnieć pierw o piórach, które gdzieniegdzie pokrywają jego ciało zamiast futra. Znajdują się one na głowie, tworząc czub, na mostku oraz na końcu ogona –&amp;nbsp;te ostatnie są szkarłatne. Oprócz tego na wzmiankę zasługuje pewnie także jeszcze jedna cecha jego wyglądu, a mianowicie dziwna przypadłość, jaką Para-Noir doświadcza od szczeniaka. Otóż w przypadku, gdy spędzi ponad trzy godziny na pełnym słońcu, na jego pysku pojawia się maska. Futro na nosie oraz wokół oczu ciemnieje, aż stanie się tak samo czarne, jak to na większości jego ciała, a prostopadle do kreski jego ust (oraz bezpośrednio na nich) pojawiają się krótkie czarne paski, jakby imitujące makijaż czaszki. Wzory te znikają po jakimś czasie, jeśli Para-Noir zejdzie ze słońca. Posiada także kilka blizn tu i ówdzie, ale nie uważa tego za coś niezwykłego, więc ani nie stara się ich zbytnio ukryć, ani odsłonić. Po prostu sobie tkwią.&lt;span style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://zapodaj.net/images/4d72e17ce7438.jpg&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;900&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;112&quot; src=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-GPHQRjFNMl4/XnIcrqysQvI/AAAAAAAAAHo/oH10b0E5EJ4rxMJQnJ2KLQ4k-Vc-CDI-gCLcBGAsYHQ/s200/kadr.jpg&quot; style=&quot;border: 1px dashed white;&quot; width=&quot;200&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://zapodaj.net/images/0880dfeecc760.jpg&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;901&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;112&quot; src=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-FtotseSSUXk/XnIcn8AuZMI/AAAAAAAAAHk/DQlSUeo6UMwVDlfSBPy_F0QFUbcfrPPNwCLcBGAsYHQ/s200/kadr%2B2.jpg&quot; style=&quot;border: 1px dashed white;&quot; width=&quot;200&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;P R Z E S Z Ł O Ś Ć&amp;nbsp; &amp;nbsp; I&amp;nbsp; &amp;nbsp; R E L A C J E&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;H I S T O R I A:&amp;nbsp;&lt;/span&gt; Urodził się w Watasze Synów Betelgezy jako jedyny syn samicy gamma, której partner, a jego ojciec, zginął w bitwie z sąsiadującą Watahą Wyklętych zaledwie miesiąc wcześniej. Para-Noir był jednym z trzech szczeniaków urodzonych tamtej nocy, ale jako jedyny był wystarczająco silny, aby przeżyć poród. Jego matka nie była jednak w stanie zaopiekować się synem, gdyż po długim i męczącym porodzie podupadła mocno na zdrowiu, które i tak nie było już najlepsze po stracie swojego wieloletniego partnera. Oddała więc szczeniaka na jakiś czas swojej siostrze, mając nadzieję, że wkrótce jej stan polepszy się na tyle, by móc przejąć obowiązki rodzicielskie. Tak się jednak nie stało i zaledwie tydzień później Para-Noir stał w deszczu razem z zalewającą się łzami ciotką, nie rozumiejąc, dlaczego wszystkie wilki w watasze mają takie grobowe miny. Nawet nie pamiętał swojej matki. Nie było mu dane także nacieszyć się zbyt długo opieką jej siostry, gdyż w watasze działo się coraz gorzej i gorzej, aż większość jej członków postanowiła się ewakuować. Niektórzy uciekali w milczeniu, ukradkiem, nikomu nic nie mówiąc i znikając pod osłoną nocy. Inni jawnie mówili alfie, by wykluczyć ich z watahy i na odchodne wróżyli upadek tym, którzy postanowili mimo wszystko zostać i ratować to, co zostało. Osłabiona długą wojną, brakiem zwierzyny, która uciekła przegoniona przez Wyklętych oraz stale zmniejszającą się ilością członków wataha w końcu została rozwiązana. Alfa zaproponowała pomoc w znalezieniu schronienia tym, którzy zadeklarowali lojalność i pozostali z nią mimo złych czasów, więc każdy jeden wilk opuścił swój dotychczasowy dom i wyruszył, aby znaleźć watahę, która przyjęłaby uchodźców i zapewniła im dach nad głową. Jako grupa nienależąca do żadnej watahy żyli jakieś dwa miesiące, zanim nie udało im się zainteresować sobą zwiadowców należących do Watahy Kasderra. Zostali zaprowadzeni do alfy. Grupa liczyła sobie dwanaście wilków, w tym cztery wadery oraz dwa szczeniaki –&amp;nbsp;Para-Noir i syn byłych alf Watahy Synów Betelgezy. Wataha Kasderra miała już wystarczająco dużo członków, więc poza zaspokojeniem podstawowych potrzeb uciekinierów nie była w stanie im pomóc na dłuższą metę, ale po wielu namowach i błaganiach ze strony samca alfa, w końcu zgodziła się przyjąć do siebie wadery oraz szczeniaki. Basiory odeszły więc, zostawiając swoje partnerki i siostry, ciesząc się, że choć one znalazły miejsce dla siebie. Para-Noir został oddzielony od ciotki, gdyż według alfy był już w odpowiednim wieku, aby rozpocząć szkolenie. Za namową ciotki wojownicy ich nowej watahy przez trzy lata nauczali młodego basiora sztuki zabijania, tworząc z niego wojownika idealnego, bezwzględnego, a jednak sprawiedliwego. I tak Para-Noir dorósł i objął pracę kata. Wysyłany był przez swoją watahę, aby wykonywać wyroki na tych, którzy dopuścili się zdrady na alfie lub członkach watahy, zaatakowali kogokolwiek z Watahy Kasderra lub po prostu na których dostał kontrakt od wilków z watahy i spoza niej. Był najemnikiem, zabójcą na zlecenie. Gdy miał cztery lata wataha przeżyła jedną z cięższych, sroższych zim i wszystkim trudno było związać koniec z końcem. Wilki chodziły chude, z przerzedzonym futrem, brakowało jedzenia i na wiosnę alfa postanowiła, że część członków watahy musi odejść, aby nie upadła ona tak, jak to się stało z Watahą Synów Betelgezy. Jednym z tych, którym podziękowano za współpracę, był Para-Noir. Oprócz niego watahę opuściło jeszcze dziesięciu innych członków, którzy tak jak i on przybyli w późniejszym czasie. Nie wygnano ich, odeszli dobrowolnie, z nadzieją, że jeszcze kiedyś będą mogli powrócić lub nawet że znajdą gdzieś pomoc, którą będą mogli sprowadzić na tereny Watahy Kasderra, aby jej członkom wiodło się lepiej. Para-Noir nie miał jednak żadnych takich planów. Rok po tym, jak alfa watahy przyjęła go, jego ciotka podzieliła los swojej siostry, zostawiając młodego basiora samego na tym świecie. Nie miał do kogo wracać, podziękował więc za możliwość pracy dla watahy przez cztery lata swojego życia i odszedł. Nie zmierzał w żadnym konkretnym kierunku, podczas swojej podróży dalej świadcząc usługi jako najemnik, dopóki los nie skierował go w stronę terenów Watahy Notte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;R O D Z I N A:&amp;nbsp;&lt;/span&gt; Nigdy nie poznał swojego ojca. Nie pamięta imienia swojej matki. Nie ma także żadnego wspomnienia z nią związanego, ani nic o niej nie wie, ponieważ dla jego ciotki, Severy, był to zbyt bolesny temat, aby go poruszać. Gdy Severa jeszcze żyła, Para-Noir nie był z nią zbytnio związany, był jej wdzięczny za opiekę nad nim w dzieciństwie, ale nie znał jej na tyle dobrze, by móc powiedzieć, że ją kochał, gdyż zmarła, gdy miał niepełne dwa lata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;P A R T N E R:&amp;nbsp;&lt;/span&gt; Brak. Pomimo swojego niedostępnego usposobienia ma jednak nadzieję, że może kiedyś uda mu się zaznać odrobinę miłości. Warto także dodać, że interesuje się jedynie basiorami pod tym względem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;U M I E J Ę T N O Ś C I&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;E L E M E N T:&amp;nbsp;&lt;/span&gt; umysł i lód&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;U M I E J Ę T N O Ś C I&amp;nbsp; &amp;nbsp; M A G I C Z N E:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;– Mentalne cięcia –&amp;nbsp;siłą umysłu może przeciąć dowolną rzecz, na jaką patrzy, choć ilość energii, jaka musi zostać przez niego wyłożona do wykonania takiego cięcia zależy od gęstości, twardości i trwałości danego obiektu. Znacznie łatwiej jest mu przeciąć ciało dowolnego zwierzęcia niż kamień, choć to także się powiedzie, a będzie wymagało jedynie użycia większej ilości energii oraz większego skupienia. Używa tej mocy głównie do wykonywania wyroków.&lt;br /&gt;– Moce mentalne –&amp;nbsp;nic niezwykłego, podstawowy pakiet mocy opartych na działaniu umysłem, takich jak teleportacja po wyobrażeniu sobie miejsca, do którego chce się udać (lub przedmiotu/osoby związanej w jego umyśle z danym miejscem), telekineza na odległość wzroku, telepatia po spojrzeniu komuś w oczy, mentalne tropienie, jeśli posiada rzecz należącą do danej osoby lub zna jej pełne imię.&lt;br /&gt;– Kriokineza –&amp;nbsp;potrafi wytworzyć lód lub silnie ochłodzić powietrze, tworząc w ten sposób zimno lub mroźne cząstki lodu, a nawet lodowe sople czy śnieg. Oprócz wytwarzania go samemu, potrafi go także kontrolować. Moc ta pozwala mu też na nadzór nad temperaturą własnego ciała. Znacznie lepiej czuje się w otoczeniu o niskiej temperaturze (a potrafi wytrzymać w rekordowo niskich), wysokie temperatury otoczenia osłabiają go i wywołują u niego niepokój i rozdrażnienie.&lt;br /&gt;– Tafla –&amp;nbsp;jedną z ciekawszych umiejętności Para-Noir jest swego rodzaju tworzenie nowego wymiaru. Jego wielkość i dostępność dla innych wilków jest uzależniona od poziomu jego energii, ale z natury jest w stanie stworzyć malutki wymiar wielkości średniej jaskini, w której składuje swoje artefakty. Może tam wpuścić do trzech wilków naraz, ale wymaga to dość znacznego zużycia siły, aby utrzymać Taflę z czterema wilkami w środku, w tym sobą. Aby wrzucić coś do Tafli lub samemu do niej wejść, tworzy portale, które może dowolnie otwierać lub zamykać, lecz to także zużywa sporo jego siły –&amp;nbsp;im większy i im dłużej pozostaje otwarty, tym więcej. Najczęściej Tafla jest zamknięta i nigdzie nie znajduje się otwarty portal do niej. Para-Noir tworzy je dopiero, gdy zamierza wzbogacić swoją kolekcję o kolejny artefakt lub gdy chce się w Tafli schronić. Warto dodać, że wymiar ten jest stały –&amp;nbsp;nie może stworzyć żadnego innego, nie może mieć dwóch naraz. Tafla jest jedna, stworzona raz i zamknięta, a Para-Noir jedynie otwiera i zamyka przejścia do niej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: large;&quot;&gt;O D&amp;nbsp; &amp;nbsp;A U T O R A&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: xx-small;&quot;&gt;W Ł A Ś C I C I E L:&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://www.howrse.pl/joueur/fiche/?id=1271365&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #c5c5c5;&quot;&gt;-alice6-&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W razie odejścia postać ma zostać usunięta (tylko formularz)</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/without-threat-of-death-theres-no.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://1.bp.blogspot.com/-GPHQRjFNMl4/XnIcrqysQvI/AAAAAAAAAHo/oH10b0E5EJ4rxMJQnJ2KLQ4k-Vc-CDI-gCLcBGAsYHQ/s72-c/kadr.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-6720606309407503203</guid><pubDate>Wed, 18 Mar 2020 00:21:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-23T18:00:36.415+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Kersfees</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Melanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">„Żukowy ślub”</category><title>Od Melanie CD Kersfees</title><description>Basior stęknął, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że żyje.&lt;br /&gt;– Hej, wszystko okej? Boli cie coś? – Wskoczyłam i spojrzałam na wciąż leżącego basiora.&lt;br /&gt;– Tak. – Obrócił się przodem do mnie. – Moje serce!&lt;br /&gt;– Słuchaj, pójdziemy do Kalei, ogłosimy pojedynek i może wygrasz z Juuzou. – Basior od razu poderwał się do góry.&lt;br /&gt;– Żaden Juzju nie stanie mi na przeszkodzie – odparł dumnie i wyskoczył z dołka. – Chodź, pośpieszmy się.&lt;br /&gt;– Jasne, ruszajmy mój Romeo. – Uśmiechnęłam się i poszłam za nim, mimo że szedł w przeciwną stronę do Alfy.&lt;br /&gt;Droga szła w sumie… zwyczajnie. Zwyczajnie jeśli spaceruje się z psychofanem, który chce wyzwać twojego wymyślonego chłopaka na pojedynek i zamiast iść do Alfy kręci się cały czas wokół jednej skały. Cóż, bywało już dziwniej w końcu. Anonim miał dziewczynę pseudo demona, też pisarkę z depresją, która ostatecznie się zabiła. Wuwei co chwile traci pamięć, Kalea zadławiła się sałatką curry, Juuzou zniknął, pojawił się i znowu zniknął, prawie zgniotłam szczeniaki kamieniem i znalazłam z Astrą małego smoka.&lt;br /&gt;– …i będziemy mieli 3 dzieci. Jaki jest ten cały Juzju? – Chwilę mi zajęło zorientowanie się, że Ker przestał gadać i zadał mi pytanie.&lt;br /&gt;– Cóż… – Zarumieniłam się chociaż pod moją czarną sierścią nie było tego pewnie widać. – Jest dość głupi, odważny, czasem trochę dziwny, a według Wuwei&#39;a ma zapędy homoseksualne. Jest dość duży, ma strasznie miękką sierść i skrzydła.&lt;br /&gt;– Czyli w skrócie nawet mi nie dorównuje. Nikt nie dorównuje mojej wspaniałości, twojej już tym bardziej. Ten cały Juzju nie jest ciebie wart, nikt nie jest ciebie wart, oprócz mnie oczywiście. Jesteśmy sobie przeznaczeni, jesteś moją muzą, najpiękniejszą muzą na całym świecie, nie widzę już bez ciebie mojego życia – mógłby tak nawijać w nieskończoność gdybym mu nie przerwała&lt;br /&gt;– To może chodźmy do Alfy a nie chodzimy cały czas dookoła jednej skały? – Stanęłam i spojrzałam na wilka.&lt;br /&gt;– Tak, tak, naturalnie, jakaś ty mądra i spostrzegawcza! – Basior uśmiechnął się do mnie i zaczął iść w stronę jaskini Kalei.&lt;br /&gt;Podczas kiedy szliśmy do Alfy starałam się ignorować Kersfeesa, który cały czas o czymś nawijał i nawet nie oczekiwał moich odpowiedzi. W głębi duszy uśmiechałam się na myśl, że jak tylko znajdziemy Kaleę i jej wszystko opowiem ta mnie uwolni od tego wariata raz na zawsze. Ciekawe co by zrobił Juuzou gdyby się dowiedział, że właśnie wyzywa go na pojedynek jakiś psychopata, który twierdzi iż jesteśmy sobie przeznaczeni. W końcu z moich rozmyślań wyrwał mnie mój Romeo&lt;br /&gt;– Uważaj! – Odskoczył od krzaka w którym coś zaszeleściło.&lt;br /&gt;Runęłam niemal natychmiast na ziemię, a basior wylądował na mnie co musiało z boku wyglądać jakbyśmy byli zakochaną parą, która się całuje. Problem w tym, że to wyszło przypadek. Jeszcze większy problem, że zza krzaków wyszła Kalea.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żuk? Chyba trochę dłuższe niż poprzednie&lt;br /&gt;Słów: 437, jednak krótsze xD</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/od-melanie-cd-kersfeesa.html</link><author>noreply@blogger.com (Amniss Alhmar)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-2387438452100834718</guid><pubDate>Tue, 17 Mar 2020 22:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-23T17:16:24.345+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Kersfees</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Melanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">„Żukowy ślub”</category><title>Od Kersfeesa CD Mealnie</title><description>– Zawalczę z Juuzou o ciebie! – ogłosiłem entuzjastycznie. „Pokonam tego całego Jezju, czy jak mu tam i ręka Melanie będzie moja!” – Uśmiechnąłem się dumnie do swoich myśli. Bułka z masłem. W końcu nikt nie może się równać z moją wspaniałością! Oprócz mojej Ukochanej oczywiście. Jednak ona jest o wiele lepsza, tak. Ciekawy czy gdybym…&lt;br /&gt;– Świetnie… chodźmy do Alfy z tym… –&amp;nbsp; przerwała moje rozmyślania, wychodząc z dołka. Biedne żuki rozpierzchły się pod jej łapami. Kilka chyba nawet tego nie przeżyło. Szkoda, ale ostatecznie śmierć poprzez zmiażdżenie pod łapami tak cudownej istoty nie może być taka zła. Westchnąłem rozmarzony, patrząc na nią, gdy ciągnęła mnie do jaskini alfy.&lt;br /&gt;– Więc jaki jest ten Jezjan? Co takiego ma w sobie? Nie, nic nie mów, w końcu i tak nie jest w stanie mi dorównać. I właśnie z tego powodu nie powinnaś się z nim zadawać. Zasługujesz na coś o wiele lepszego, o Najpiękniejsza! Czy wspominałem już jak bardzo podziwiam twoje oczy? Tak? To nic, wspomnę jeszcze raz. Są one tak piękne, że nie zaszkodzi jeszcze trochę podziwiania. Przede wszystkim ich kolor! Niebieski, tak intensywny jak wiosenne kwiaty na łące i tak głęboki jak morska toń. Myślę, że mógłbym się w nich nawet utopić. I wcale bym tego nie żałował! A gdy odbija się w nich słońce, mógłbym przysiąc, że to najwspanialsze na świecie szafiry, których pozazdrościłaby niejedna królowa, a nie oczy! – wyrzuciłem z siebie na jednym oddechu.&lt;br /&gt;– Hej, hej, spokojnie, zwolnij! Jeszcze się udusisz – wykrzyknęła wilczyca. Z jakiegoś powodu wyglądała na niezadowoloną. Przekrzywiłem głowę, próbując się dowiedzieć dlaczego, ale ostatecznie do niczego nie doszedłem.&lt;br /&gt;– Bez obaw, jestem tak wspaniały, że nie mogę się udusić!&lt;br /&gt;– Zaczynam tego szczerze żałować – wymamrotała.&lt;br /&gt;– Niemożliwe! Dlaczego? Czyżbym nie był Twoim wybranym?! – Odwróciłem się do niej gwałtownie. Aby utrzymać kontakt wzrokowy postanowiłem truchtać tyłem. – Dlaczego mi to mówisz? O nie, jesteś poważna?! Och nie, dlaczego to mnie spotyka, taki zawód, kolejne złamane serce! Tego już nie wytrzymam, załamię się i umrę! Nie mogę tak dalej żyć!&lt;br /&gt;Poczułem, że po moim pysku spływa coś mokrego. Czyżbym zaczął przed nią płakać? Odwróciłem zawstydzony pysk, żeby mnie takim nie widziała…&lt;br /&gt;I właśnie wtedy potknąłem się o gałąź i z impetem upadłem na ziemię. Rozpęd sprawił, że przeturlałem się kilka kroków, po czym nagle poczułem… No w zasadzie nic pod sobą nie poczułem i w tym cały problem. Następne, co sobie uświadomiłem to krótki lot w dół i głośny upadek w jakiejś dziurze. Zanim to się stało zdążyłem tylko pomyśleć, jak to moja mamusia nie byłaby dumna z takiego zachowania. Swoją drogą zapomniałem o praktycznie wszystkich jej zasadach. Tak, zdecydowanie nie byłaby zachwycona. Z tą myślą uderzyłem głową o ziemię i wszystko na chwilę się zaciemniło.&lt;br /&gt;Szybko jednak się ocknąłem, słysząc słodki głos mojej muzy:&lt;br /&gt;– Halo? Żyjesz tam?&lt;br /&gt;Stęknąłem tylko w odpowiedzi. Bo i owszem, żyję, ale co to za życie bez mojej ukochanej? „No właśnie, żadne” – pomyślałem nieszczęśliwie. Zwłaszcza, że to ona mnie nie chce. Gdyby jeszcze chodziło o tego całego Jezjeju, to wcale nie byłby problem. A tak? Nie mam nawet z kim walczyć o tę wspaniałą istotę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mel? Wybacz, ale chyba trochę mnie poniosło i ostatecznie zamiast w jaskini alfy, skończyłam w dziurze w ziemi. Ups?&lt;br /&gt;Słów: 505</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/od-kersfeesa-cd-mealnie.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-3828594236374628628</guid><pubDate>Tue, 17 Mar 2020 19:16:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-19T17:00:21.612+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Arya</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Bahati Mbaya ni furah Yangu</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Wuwei</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">„Zmrok”</category><title>Od Aryii i Wuwei&#39;a, ze wzmianką Bahati – oczami Wuwei&#39;a</title><description>Co może być nie tak, jak nie wszystko? Zaczyna się niewinnie, aby następnie przejść w zagrożenie i zagładę. Ale czy aby na pewno to mogłaby być zagłada wszystkich wilków Watahy Notte?&lt;br /&gt;Raz polowania są trudne, innym razem są bardzo dobre. Raz temperatura wzrasta tak, że ledwo da się oddychać, aby przez kolejne miesiące było zimniej niż dotychczas. Wszystko wokół wariuje, włącznie z nami. Kiedy w końcu zaczęło wszystko wracać do normy, przyszło na świat szczenię o bardzo dziwnych i nie spotykanych dotychczas przez nas – bądź naszych sojuszników, co zdążyłem wypytać – mocach. Życie toczyło się dalej, wilki czasami obawiały się co będzie ze szczeniakiem, ale mało kto zwracał na nie uwagę. W końcu zapomniano o małym i zajęto się swoimi sprawami. &lt;br /&gt;Czasami dało się usłyszeć w watasze rozmowy na temat magii. Początkowo nie dziwiły mnie one, jednak później zacząłem się lekko obawiać co może się stać. Czy mogłoby nam coś grozić? Czy magia mogłaby na zawsze zniknąć? Co wtedy byśmy poczęli bez niej? &lt;br /&gt;Miałem sporo pytań, a mało odpowiedzi. W zasadzie, to na żadne z nich nie potrafiłem sobie odpowiedzieć, co mnie zaczynało martwić. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, zacząłem dostrzegać że medycy mają pełne łapy do pracy, a zadań im nie ubywało. Moja kochana siostra również zaczęła im pomagać. Codziennie dostawałem od niej świeże informacje co słychać u medyków, ile wilków mamy chorych, którzy mogą tego nie przeżyć, czy szczenięta czują się dobrze… po prostu wszystko co przeżywała tam, przekazywała i mi. &lt;br /&gt;– Próbowałam im pomóc, naprawdę… – powiedziała, gdy były początkowe dni jej pomocy tam. &lt;br /&gt;– Wiesz, że zrobiłaś wszystko co mogłaś – odparłem jej. &lt;br /&gt;– Wiem, ale czuję… czuję, że mogłam im lepiej pomóc, gdybym tylko przyszła tam szybciej…&lt;br /&gt;– Ale nie mogłaś być u nich szybciej, bo byłaś u innych. &lt;br /&gt;– Ale…&lt;br /&gt;– Nie. Wszyscy wiemy, jak bardzo się starasz i wszyscy są Ci za to wdzięczni. Wcale nie musisz tego robić, a jednak to robisz. – Nie chciałem, aby doszła do głosu, więc szybko wziąłem wdech by zacząć kolejny potok słów: – Wiesz dobrze, że gdyby nie ty to kilka wilków już dawno by umarło. Więc nie załamuj się tym i działaj dalej, a na pewno będzie lepiej. &lt;br /&gt;– Dziękuję… – powiedziała i przytuliła się do mnie.&lt;br /&gt;I w taki oto sposób spędzałem dnie, jak nie na słuchaniu Aryii, tak przy pomocy innym wilkom. Na brak zajęcia w tych ciężkich dniach nie mogli narzekać również wojownicy, których wysyłano by patrolowali granice. Nie głupie to było, ale też niezbyt mądre. Skoro coś się działo z każdym wilkiem to skąd mieliśmy pewność że z wojownikami nie jest podobnie i nie wysyłamy ich na ich ostatni w życiu patrol? Podczas jednego z takich patroli natrafiono na obcą wilczycę, która bardzo chciała spotkać się z naszym medykiem. Arya opowiedziała mi trochę o Avasan - bo tak się zwała obca wilczyca. Powiedziała, że przebadano ją, jednak miała bardzo dziwne objawy – utrata magii, wypadająca sierść… Nikt nie potrafił stwierdzić co jej mogło dolegać. &lt;br /&gt;Medycy skontaktowali się również ze mną, wyjaśnili jaka jest sytuacja, ale nie potrafiłem im pomóc. Codziennie dostawałem informacje od medyków, że stan wilczycy się pogarsza. Arya próbowała jej również pomóc ale domyślałem się, że jej się to nie uda. Miałem wielką nadzieję, że nie będzie ubolewała straty – o ile takowa nadejdzie – nad kolejnym wilkiem. Miałem nadzieję, że już się przyzwyczaiła do umierających wilków… Gdy mi powiedziano, że na jej łapach zaczęły pojawiać się niebieskie kryształy byłem zszokowany. Uznałem, że to one mogą pochłaniać jej magię, niestety w takiej ilości że aż zabierały ją od niej. &lt;br /&gt;Pewnego dnia Arya przyszła do mnie z asystą Bahati. Patrzyłem ze strachem na obie wadery. Domyślałem się co mogło się wydarzyć, jednak niczego ni mówiłem. Chciałem, aby wyszło to od którejś z nich. Nie chciałem też rozsiewać paniki. &lt;br /&gt;– Co się stało? – spytałem w końcu. &lt;br /&gt;Bahati pokręciła tylko głową i spuściła ją w dół. Arya z płaczem pobiegła do swojego legowiska. Patrzyłem w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stała. Było pewne, że coś do nas przyszło, niestety nikt nie wiedział co to mogło być i jak moglibyśmy sobie z tym poradzić. O ile w ogóle moglibyśmy…&lt;br /&gt;– Medycy proszą, abyś poszedł do nich – w końcu Bahati odezwała się do mnie. &lt;br /&gt;Spojrzałem na nią zdając sobie sprawę z tego, ze ona nadal tutaj stoi, nigdzie nie poszła. &lt;br /&gt;– Arya nie może być teraz sama – odparłem. &lt;br /&gt;– Poczekam aż wrócisz – powiedziała. &lt;br /&gt;Kiwnąłem tylko na znak że się zgadzam i pobiegłem do medyków. Domyślałem się kogo i co tam zastanę. Nie chciałem mówić co mogłoby się wydarzyć dalej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok od tych wydarzeń Arya doszła do siebie, przeniosła się do Bahati która od jakiegoś czasu zaczęła czuć się nie najlepiej. Bahati była jej przyjaciółką, dlatego nie chciała jej stracić. Nie zapominałem jak dokładnie rok temu wadera Avasan zmarła z dziwnymi objawami. Czasami szukałem podobnych przypadków, ale nie można ich było znaleźć. Myślałem, że wszystko powróciło do normy, ale gdy Bahati zaczęła powoli tracić sierść… Nie była taka stara żeby to się działo, a jednak to się robiło. Miałem nadzieję, że moja kochana siostra nie przypomniała sobie zbyt szybko o waderze sprzed roku, po której tak cierpiała. &lt;br /&gt;Na domiar złego Kalea powiadomiła mnie o złym stanie zdrowia Sahany… Nie powiedziałem jej o Bahati bo nie miałem zamiaru jej martwić. Ale żeby tego było mało, każdego dnia przynajmniej jeden wilk przychodził do medyków uskarżając się na podobne przypadłości. &lt;br /&gt;– Dwanaście przypadków… – powiedziałem sam do siebie. &lt;br /&gt;Oczywiście powiedziałem o Bahati, która została odizolowana wraz z innymi chorymi od zdrowych wilków. Każdego dnia zastanawiałem się coraz bardziej co to może być, dlaczego wilki na to chorują i co jest tego przyczyną. Niestety, nie potrafiłem znaleźć rozwiązania. Nie wiem ile dni minęło, ale o wiele za dużo, bowiem Sahana, Bahati oraz kilka innych wilków znalazło się w bardzo ciężkim stanie. &lt;br /&gt;– To nie epidemia – powiedziałem poważnie, przeglądając kolejne księgi. &lt;br /&gt;Chciałem czym prędzej znaleźć lek, albo coś co spowolniło by rozwój tego wszystkiego…&lt;br /&gt;– Co masz na myśli? – zapytała Kalea. &lt;br /&gt;Gdy się jej przyjrzałem wyglądała na wyraźnie zmęczoną. Pracowała równie ciężko jak ja, a może nawet i bardziej. Już jej kiedyś mówiłem żeby się oszczędzała, ale nie posłuchała mnie. Teraz zapewne miałoby to taki sam skutek co przedtem. Wszystko co robiła, wszystkie jej ruchy, były bardzo ostrożne. &lt;br /&gt;– Sprawdziłem ich wszystkich i to – zastanowiłem się przez chwilę jakby można było to nazwać, ale niczego sensownego nie znalazłem – czymkolwiek to jest, to nie zwykła infekcja. Mówiąc szczerze wygląda to bardziej jak mutacja którejś z nam znanych. &lt;br /&gt;Wadera patrzyła na mnie z zaciekawieniem ale i obawą. &lt;br /&gt;– To tak, jakby coś w magii się zmieniło i nie wszyscy mogli się do tego dostosować – wyjaśniłem. – Słyszałem już nawet o podobnych przypadkach u naszych sąsiadów – dodałem. &lt;br /&gt;– I nikt nie wymyślił jeszcze rozwiązania? &lt;br /&gt;– Najwidoczniej nie – westchnąłem. &lt;br /&gt;Patrzyłem przez chwilę na nią jak wraca ponownie do przerwanej przed chwilą pracy. Podszedłem do niej i odepchnąłem lekko od jej pracy. &lt;br /&gt;– Powinnaś jednak nieco odpocząć. Nikomu nie pomożesz jako żywy trup. &lt;br /&gt;– Niedługo nie będzie komu pomagać – westchnęła, zamykając oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bahati pogorszyło się w takim stopniu, że straciła całe futro, jej magia przestała działać – przynajmniej tak sądziłem, po dotknięciu jej, przez przypadek… – i zarazem nie była w stanie się podnosić. Wszystko to działo się tak szybko, tak nagle. Musiałem coś znaleźć, cokolwiek, dlatego zacząłem przeglądać po kilka ksiąg równocześnie, aby szybciej znaleźć lek. Arya żyła teraz w stresie, nie chciała aby Bahati zmarła tak samo jak było ok temu z waderą, której starała się pomóc. To wszystko przyszło do nas tak nagle, tak niespodziewanie… W końcu zacząłem łączyć kilka lekarstw aż znalazłem to, czego tak bardzo potrzebowaliśmy. Było w księdze w której nie spodziewałem się tego znaleźć. Chciałem powiadomić o tym Kaleę, ale obiecałem siostrze że jak coś znajdę to ją pierwszą poinformuję, dlatego udałem się do niej. Idąc tak przed siebie, poczułem silne zawroty głowy. Przystanąłem na chwilę, ale to nie pomogło. Kiedy chciałem się położyć, upadłem i…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;ARYA&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Wyszłam od Bahati i zaczęłam szukać swojego brata. Miał do mnie wpaść, chciałam z nim porozmawiać o ważnej sprawie. Zawsze przychodził, a dzisiaj nie przyszedł, dlatego postanowiłam go poszukać. Nie było go w jego ciemnej norze, nie było go u medyków, Kalea również go nie widziała. Zaczęłam się nieco obawiać i wypytywałam wszystkie wilki, czy nie widziały mojego brata. Nikt go nie widział. Westchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Miałam pewne obawy, że wyszedł, zapodział się i w dodatku nikt nic nie wie. W końcu wróciłam do siebie, inną ścieżką – i dobrze że to zrobiłam. &lt;br /&gt;– Wuwei! – krzyknęłam i podbiegłam do jego ciała. &lt;br /&gt;Oddychał, a to było najważniejsze. Pobiegłam szybko po pomoc, następnie mój brat został przeniesiony do medyków. Wezwano Kaleę. Kilka dni później wezwano alfę, bowiem jego stan zaczął się pogarszać i to w zastraszającym tempie. Bardzo się o niego martwiłam, nie chciałam go stracić… Wszystkim zaczęło brakować pomysłów co można by jeszcze zrobić, gdzie szukać pomocy. Mój brat kiedyś mi powiedział co dane księgi znaczą, ale nic poza tym… To on był tutaj głównym magiem i to on był od tej pracy. Niestety teraz, kiedy nie szło go dobudzić… Kalea wzięła wszystko w swoje łapy. Dowiedziałam się, że postanowili podjąć jakieś ryzyko, ale nie byłam pewna o co chodzi…&lt;br /&gt;Może to nie było dobrym pomysłem, ale zaczęłam ich śledzić. Doszłam do jakiegoś miejsca zgrupowania, gdzie była Alfa – która zapewne by mnie zabiła, gdyby się dowiedziała, co zrobiłam – oraz pozostali magowie. Po pewnym czasie zaczęli coś mówić, coraz więcej osób zaczęło mówić… Gdy dotarli do końca inkantacji myślałam, że wszystko jest dobrze. Do czasu, aż nie zaczęli padać. Niewiele myśląc, podbiegłam do Kalei i w ostatniej chwili podparłam ją aby nie uderzyła się. &lt;br /&gt;Jakoś udało mi się donieść ją do medyków, na szczęście była przytomna. Po drodze spotkałam wojowników z patrolu których poinformowałam gdzie znajdują się medycy którzy również potrzebują pomocy. &lt;br /&gt;– Co to było? – zapytałam się jej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;*** &lt;br /&gt;WUWEI&lt;br /&gt;***&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Byłem gdzieś pomiędzy ziemią, a niebem. Czymś, co wydawać mogłoby się równie realne, co nierealne. Gdzieś, gdzie nie sięga pamięć innych, gdzieś.. &lt;br /&gt;– Przestań tyle myśleć! – krzyknął na mnie czyjś głos. &lt;br /&gt;Niewiele myśląc, wstałem i rozejrzałem się wokół. Nikogo nie było, ale czułem że nie jestem sam. Czułem, że gdzieś blisko mnie jest obcy mi wilk, który teraz mnie bacznie obserwuje. Nie chciałem tego, ale co mogłem zrobić? &lt;br /&gt;– Kim jesteś? – spytałem się go. &lt;br /&gt;Nie odpowiedział. &lt;br /&gt;– Gdzie jestem? – zadałem kolejne pytanie. &lt;br /&gt;Nadal była cisza. &lt;br /&gt;– Odpowiedz! – krzyknąłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Obudziłem się i rozejrzałem dookoła. Niedaleko mnie leżały wilki, inne chodziły… Spróbowałem wstać, ale nie dałem rady. Westchnąłem, ale nie poddałem się tak łatwo i w końcu udało mi się usiąść. Wtedy jakiś wilk podbiegł do mnie i zaczął zadawać dziwne pytania. Patrzyłem na niego dziwnie, bo niczego nie rozumiałem. &lt;br /&gt;– Wuwei? – zapytał tamten wilk. &lt;br /&gt;– Kto to jest Wuwei? – zapytałem się go w końcu. &lt;br /&gt;– Zawołajcie Kaleę! – usłyszałem. &lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kim jest Kalea?&lt;/i&gt; Zadałem sobie pytanie… Gdy tylko zostawili mnie samego postanowiłem uciec z tego wariatkowa. Pomimo tego, że dosyć mocno kręciło mi się w głowie dałem rady wstać i.. po prostu wyjść. Cały czas szedłem przed siebie, nie zważając raczej na to, że mógłbym się zgubić... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kalea? Albo ktoś inny chce wpaść do basiora który stracił pamięć? :)&lt;br /&gt;Słów: 1803</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/od-aryii-i-wuweia-ze-wzmianka-bahati.html</link><author>noreply@blogger.com (Soako)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-6439059867587999304</guid><pubDate>Tue, 17 Mar 2020 18:28:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-18T10:56:49.411+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Kersfees</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Melanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">„Żukowy ślub”</category><title>Od Melanie CD Kersfees „Wariat z żukami”</title><description>Z racji tego, iż Kalea jest ostatnio zajęta jakimiś sprawami, to ja musiałam się przejść po terenach watahy. Byłam już w połowie tego zadania, gdy znalazłam coś pod drzewem, wiem, nie powinnam tego ruszać ale ciekawość i te sprawy… sami wiecie. Pierwsze co zobaczyłam to rysunek jakiegoś wilka, kiedy zdjęłam z niego papier, okazało się, że to ja. No tak, było nawet jak wół napisane „Mąka”. Tak nieudolnie namalowany obraz musiał z pewnością należeć do szczeniaków, którymi ostatnio się zajmowałam, wzięłam kartkę do pyska i miałam iść w stronę szczeniaków podziękować im za ten „prezent”, gdy nagle wyskoczył jakiś basior zza krzaków&lt;br /&gt;– Cześć! – Basior biegł nieco chwiejnie z wielkim uśmiechem. – Wiedziałem, że tak Cię w końcu znajdę! Ha, jestem naprawdę genialny. Ale dosyć o mnie, porozmawiajmy o tobie. Jestem naprawdę wielkim fanem, odkąd zobaczyłem cię dziś rano. – Tak, to zdarza się dość często. Jednak częściej są to szczeniaki niż dorosłe basiory.&lt;br /&gt;Z całego tego jego monologu wyłapałam, że nazywa się Kersfees i to w sumie jedyne, co mnie interesowało. Stałam tak i myślałam, co mam zrobić, aż tu nagle basior mnie pociągnął za sobą. Oczywiście cały czas coś gadał i komentował jak wyglądam „Czemu wyglądasz na taką zszokowaną?”. Po niedługim „spacerze” wrzucił mnie do płytkiego dołka z… żukami?&lt;br /&gt;– Zobacz, będziemy mieli najbardziej wyjątkowy ślub w historii, w dziejach! Żukowy ślub! – Basior był z siebie wyraźnie dumny.&lt;br /&gt;– Ale jak to ślub? Tak to teraz? – Spojrzałam na Kersfeesa.&lt;br /&gt;– Tak, tak, nie ma co czekać. Jesteś mi przeznaczona, wiem to od chwili w której cie zobaczyłem, czyli wczoraj. Dlatego napisałem o tobie ten wiersz i namalowałem obraz. Jesteś moją muzą eeee… – zawahał się na chwilę – Mąko.&lt;br /&gt;– Jestem Melanie, ale niektórzy mówią do mnie Mąka. Słuchaj, to bardzo urocze, ten cały ślub i w ogóle ale… – nie dane mi było nawet dokończyć, bo basior znowu wyskoczył jak z procy.&lt;br /&gt;– Ciesze sie! Ciesze się, że ci się podoba. To wszystko dla ciebie, ten ślub, te żuki – zaczął wymieniać wszystkie te „wspaniałe” rzeczy będąc przy tym ogromnie z siebie dumny.&lt;br /&gt;– Włażą mi do ucha – skwitowałam.&lt;br /&gt;– Nawet one są zachwycone pięknem twych uszu! Są doprawdy urocze, bardzo przyciągają uwagę, ty w ogóle bardzo przyciągasz uwagę, jesteś cudowna, naprawdę. Cieszę się, że udało nam się dzisiaj z tym ślubem, bardzo dużo się teraz dzieje i w ogóle, ale ty znalazłaś dla mnie czas, o Boże, o Jezu, jesteś taka wspaniała! – W tej chwili zdałam sobie sprawę, że to wariat i muszę uciekać.&lt;br /&gt;– Słuchaj… ale ja już kogoś mam… nie mogę za ciebie wyjść – nagle uśmiech basiora znikł i wydawał się dość zmieszany po czym znowu się uśmiechnął.&lt;br /&gt;– Będziemy walczyć, jak się nazywa? – Spojrzał mi prosto w oczy i spoważniał.&lt;br /&gt;– Ale kto? – Pogubiłam się trochę w tym wszystkim.&lt;br /&gt;– Twój ukochany – odparł niewzruszony.&lt;br /&gt;– Eeee… Juuzou – powiedziałam pierwsze, co mi przyszło do głowy.&lt;br /&gt;– Zawalczę z Juuzou o Ciebie! – Uśmiechnął się dumny ze swojego pomysłu.&lt;br /&gt;– Świetnie… chodźmy do Alfy z tym. Wyszłam z dołka i zaczęłam iść w stronę jaskini Kalei, mam nadzieje że ona zapanuje jakoś nad tą sytuacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żuku? XD Zostawiam tobie walkę z wymyślonym chłopakiem&lt;br /&gt;Słów: 498</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/od-melanie-cd-kersfeesa-wariat-z-zukami.html</link><author>noreply@blogger.com (Amniss Alhmar)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-934332115197832682</guid><pubDate>Mon, 16 Mar 2020 19:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-23T17:16:31.360+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Kersfees</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Melanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">„Żukowy ślub”</category><title>Od Kersfeesa do Mealnie „Żukowy ślub”</title><description>Od czasu tej całej niezbyt śmiesznej sytuacji z dziwną chorobą, wataha była okropnie spokojna, cicha i tak &lt;i&gt;nudna&lt;/i&gt;. Naprawdę, nigdzie ani żywej duszy! Wszyscy gdzieś wsiąkli, a jak nie wsiąkli, to zawsze się gdzieś spieszyli. Jak już mówiłem, NUDA.&lt;br /&gt;A przecież ja naprawdę nie jestem jakimś bardzo wymagającym wilkiem. Świetnie sobie radzę z samotnością. Ale po czterech godzinach, kiedy już obskoczę każdą kałużę, wytaplam się w błocie i wykąpię (dwa razy!), sytuacja zaczyna się robić naprawdę tragiczna. Dlatego postanowiłem wziąć sprawy w swoje łapy, a co. Z nową determinacją ruszyłem przed siebie. Prawdę powiedziawszy, nie wiedziałem dokąd idę… Ale to nic straconego, po drodze na pewno się dowiem! Jednak minęło dużo czasu (naprawdę dużo czasu, z piętnaście minut jak nic!), a na mojej drodze nawet pół wilka. Dlatego żeby trochę się podnieść na duchu, postanowiłem zanucić kiedyś zasłyszaną piosenkę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Kiedy herbatka już wejdzie,&lt;br /&gt;cały świat nabiera treści,&lt;br /&gt;wtedy chętniej słucha wilczek&lt;br /&gt;naszych… Ekhem, moich opowieści!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hej, ha! Herbatkę nalej!&lt;br /&gt;Hej, ha! Powstanie wzniećmy!&lt;br /&gt;To zrobi doskonale&lt;br /&gt;Notte opowieściom!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy Mąka na chat wejdzie&lt;br /&gt;i tam spotka Anonima,&lt;br /&gt;wtedy jedno jest już pewne:&lt;br /&gt;będzie niezła biba!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hej, ha! Herbatkę nalej!&lt;br /&gt;Hej, ha! Powstanie wznieeeee…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O, a co to? Czyżbym wyczuł zapach wilka? Muszę to sprawdzić!” – pomyślałem, po czym z nosem przy ziemi pobiegłem w stronę moje przyszłej ofiary… Ekhem, znaczy się towarzysza rozmów, tak właśnie. Z zapałem przedzierałem się przez krzaki, już nie mogąc się doczekać.&lt;br /&gt;I nagle ją ujrzałem. Najpiękniejszą waderę, jaką kiedykolwiek widziałem. Oczywiście wszystkie wadery są najpiękniejsze, ale ona ze swoimi białymi uszami i cudownymi chabrowymi oczami była wręcz nieziemska. Z wrażenia aż mnie zamurowało. Mogłem tylko stać w krzakach i się gapić. A było na co, to na pewno. „Tak urodziwej niewiasty…” – zacząłem myśleć, gdy ona nagle ruszyła truchtem w przeciwnym kierunku. W tym czasie stałem z otwartym pyskiem, nie mogąc wykrztusić słowa. W końcu udało mi się z siebie coś wycisnąć:&lt;br /&gt;– Nie, zaczekaj! – wykrzyknąłem, ale było już za późno. Wilczyca zniknęła w gąszczu, wracając do swoich spraw.&lt;br /&gt;Nieszczęśliwy wróciłem do swojej jaskini. Byłem pewny, że to miłość mojego życia. A jednak ona odeszła, tak jak każda poprzednia. I nawet nie poznałem jej imienia! Ze smutkiem kopnąłem kamień.&lt;br /&gt;Właśnie wtedy do głowy przyszedł mi wspaniały pomysł. Jaki ja jestem genialny! Mogłem wręcz podskakiwać ze szczęścia, jednak zamiast tego ruszyłem biegiem do siebie. Byłem wilkiem na misji!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z dumą spojrzałem na swoje dzieło. Może nie było idealne, ale w końcu musiałem się spieszyć, żeby moja ukochana nie uciekła. “Za zrobienie takiego portretu na pewno mnie pokocha” – pomyślałem radośnie. Został mi tylko jeden drobny szczegół – podpis. Tylko nie wiem, jak się nazywa, hm. Jakby ją tu… Może po wyglądzie? Przypomniałem sobie ją jeszcze raz dokładnie. Miała takie piękne białe uszy i niebieskie oczy. Wiem! Białe uszy, a białe uszy przypominają mi najbardziej…&lt;br /&gt;– Mąka! – Uśmiechnąłem się z satysfakcją, skrobiąc pseudonim na każdym obrazku. No teraz pozostało mi tylko powiesić dzieła na każdym możliwym drzewie i czekać na efekty!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-mXOClnXa4Pk/XnDsllacQ-I/AAAAAAAAAGs/SJJby2OCzfc6DOe97TZ9UXjKTgIkmQUtwCLcBGAsYHQ/s1600/89097.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;982&quot; data-original-width=&quot;980&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-mXOClnXa4Pk/XnDsllacQ-I/AAAAAAAAAGs/SJJby2OCzfc6DOe97TZ9UXjKTgIkmQUtwCLcBGAsYHQ/s320/89097.jpg&quot; width=&quot;319&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://www.freepik.com/rawpixel-com&quot; style=&quot;font-family: &amp;quot;Helvetica Neue&amp;quot;, Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: small;&quot;&gt;&amp;nbsp;A U T O R&amp;nbsp; &amp;nbsp; R A M K I&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jak pomyślałem, tak zrobiłem, jednak po kilku godzinach efektów nie było w ogóle widać na horyzoncie. Dlatego aby umilić sobie oczekiwanie na piękną wilczycę, postanowiłem napisać dla niej wiersz miłosny, a co! Z papierem w zębach, zabrałem się do pracy.&lt;br /&gt;– Mąka jest najpiękniejszą w watasze… Nie, nie, to brzmi okropnie, zacznę inaczej – mruczałem do siebie. – To może tak: Spośród krain wszelakich i wader nijakich… Hm, to brzmi już lepiej.&lt;br /&gt;Ostatecznie po wielu trudnościach i sporej ilości zmarnowanego papieru, udało mi się skończyć ten wspaniały utwór poetycki. Postanowiłem przywiesić go na drzewie w najczęściej odwiedzanym miejscu watahy, tuż obok obrazu. Szybko się z tym uwinąłem i podśpiewując pod nosem jeszcze raz przeczytałem to niesamowite dzieło:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mąka to najpiękniejsza w świecie wadera,&lt;br /&gt;czy to piątek, poniedziałek czy niedziela,&lt;br /&gt;ona zawsze prezentuje się schludnie,&lt;br /&gt;a jej oczy błyszczą wręcz cudnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od białych uszek wzięła imię swoje&lt;br /&gt;i choć na drodze naszej stoją wyboje,&lt;br /&gt;niebawem znajdę moją ukochaną,&lt;br /&gt;muzę moją na zabój we mnie zakochaną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ona spośród krain wszelakich i wader nijakich,&lt;br /&gt;grzeszy urodą wśród zalet wielorakich.&lt;br /&gt;Ona z łatwością serce moje wykradła,&lt;br /&gt;a cała rasa wobec jej powabu zbladła.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadowolony z siebie odwróciłem się z zamiarem odejścia. Już miałem zniknąć w krzakach, kiedy poczułem zapach innego wilka. I to nie byle jakiego wilka, a mojej Mąki! Odwróciłem się czym prędzej i w końcu znowu ją zobaczyłem. Stała przed drzewem z obrazkiem i wierszykiem z dziwnym wyrazem pyska. Westchnąłem z zachwytu, wpatrując się w nią przez chwilę. W końcu jednak musiałem zebrać się na odwagę, żeby porozmawiać z moją przyszłą Żoną (tak, wiem, świetnie to sobie wymyśliłem).&lt;br /&gt;Na nieco chwiejnych łapach podbiegłem do niej, czując że na moim pysku samoistnie pojawia się uśmiech.&lt;br /&gt;– Cześć! – wykrzyknąłem entuzjastycznie. – Wiedziałem, że tak Cię w końcu znajdę! Ha, jestem naprawdę genialny. Ale dosyć o mnie, porozmawiajmy o tobie. Jestem naprawdę wielkim fanem, odkąd zobaczyłem cię dziś rano. Widzisz? Nawet natchnęłaś mnie do stworzenia tej cudownej sztuki. Jesteś naprawdę wspaniałą muzą, a ukochaną jeszcze lepszą! Ale, ale, muszę ci się najpierw przedstawić, żebyśmy mogli przejść do następnego etapu! Kersfees jestem! Ale podobno to bardzo długie imię (nie wiem, ja tam nie widzę problemu), więc możesz je jakoś skrócić. Cokolwiek chcesz, byle nie Keruś. Albo wiesz co? Dla ciebie mogę być nawet Kerusiem, co ty na to? Nie, nic nie mów, nie musisz mi się przedstawiać, już wiem kim jesteś! Mąką oczywiście, ale dosyć tego gadania, chodź! Musimy się spieszyć! – wyrzuciłem z siebie niemal na jednym oddechu, jednocześnie ciągnąc ją na miejsce naszych zaślubin. – Nic się nie martw, to nie jest daleko. Na pewno zdążymy, chociaż pewności nigdy za wiele No już, nie ociągaj się! Czemu wyglądasz na taką zszokowaną? Chociaż w sumie nic dziwnego, nie codziennie wychodzi się za mąż, prawda? O, widzisz, już jesteśmy na miejscu! Ha, wiedziałem, że ci się spodoba!&lt;br /&gt;Wprowadziłem dziwnie cichą wilczycę do płytkiego dołku. Byliśmy na pięknej polanie, wszędzie pełno kwiatów, strumień i te sprawy. Gdy tylko weszliśmy do dołka, dookoła nas zaczęły chodzić żuki.&lt;br /&gt;– Zobacz, będziemy mieli najbardziej wyjątkowy ślub w dziejach! Żukowy ślub!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mel? Wiem, moje umiejętności artystyczne powaliły Cię na kolana xd&lt;br /&gt;Słów: 1000</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/od-kersfeesa-do-mealnie-zukowy-slub.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://1.bp.blogspot.com/-mXOClnXa4Pk/XnDsllacQ-I/AAAAAAAAAGs/SJJby2OCzfc6DOe97TZ9UXjKTgIkmQUtwCLcBGAsYHQ/s72-c/89097.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-1765110333472172603</guid><pubDate>Fri, 13 Mar 2020 19:41:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-15T20:06:53.601+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Fabularne</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">„Zmrok”</category><title>„Zmrok” </title><description>Koniec nie nadszedł niespodziewanie niczym w powieściach katastroficznych. Nie było tsunami, wybuchu wulkanu czy złego do szpiku kości przeciwnika, którego można by pokonać.&lt;br /&gt;Nie, koniec zbliżał się powoli i niemal niepostrzeżenie, jeśli nie wiedziałeś gdzie go szukać. Pokazywał się tylko czasami, delikatnymi zmianami, które pozornie nie miały żadnego znaczenia. Pewnego roku polowania były nieco trudniejsze. Temperatura trochę wzrosła, miesiące były nieurodzajne, to i zwierząt przeżyło nieznacznie mniej – nic niezwykłego. Nic do czego nie można się w końcu przyzwyczaić. Po kilku latach zima stała się krótka, a wiosna zamieniła się w lato. Jednak to przecież drobiazg, więcej słońca jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Poza tym następny sezon był już normalny, pory roku zdawały się wracać do swojego zwykłego rytmu. Magia świetnie sobie poradziła z problemem i wszystko powróciło na właściwe tory. Aż do pewnego incydentu, kiedy to na świat przyszło szczenię o dziwnych, niespotykanych dotychczas mocach. Było ono jednak bardzo słabe, nic nie można było dla niego zrobić i niestety niebawem umarło. No cóż, takie rzeczy się zdarzają.&lt;br /&gt;Życie toczyło się dalej. Kolejne wilki rodziły się i umierały. I tylko czasami starsze z nich mówiły do siebie:&lt;br /&gt;– Czy twoja magia nie wydaje się ostatnio słabsza?&lt;br /&gt;– Jestem słabszy, to i moja magia jest słabsza. Starzejemy się, mój drogi, a czasy się zmieniają. Skoro o tym mowa, czy wspominałem ci ostatnio, jak jedno z moich wnucząt…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmiany są przecież nieuniknione, prawda?&lt;br /&gt;I tak medycy mieli pełne ręce roboty, podczas gdy opiekunowie szczeniąt wydawali się coraz mniej potrzebni. Część z nich podjęła się próby zmiany swojej drogi życiowej, natomiast inni przenieśli się w głąb, na bardziej zamieszkane tereny. Na brak zajęcia nie mogli również narzekać wojownicy, których coraz częściej wysyłano by patrolowali niespokojne granice. Właśnie podczas jednego z takich patroli natrafiono na obcą wilczycę. Była ona widocznie młoda, zapewne dopiero weszła w dorosłość, sądząc po jej drobnej sylwetce. Jej przerzedzona sierść miała dosyć zwyczajny, ciemnobrązowy kolor. Nie stawiała oporu i bez słowa pozwoliła się zaprowadzić do dowódcy, chociaż niezadowolenie było wyraźnie widocznie na jej pysku.&lt;br /&gt;– Kim jesteś? I dlaczego postanowiłaś naruszyć nasze terytorium? – zapytał spokojnie dowódca grupy. Nieznajoma spojrzała nieufnie na otaczające ją wilki, jednak nie widząc innego rozwiązania odparła:&lt;br /&gt;– Nazywam się Avasan. I… szukam medyka – dodała niechętnie.&lt;br /&gt;Dowódca przyjrzał się jej jeszcze raz dokładnie, po czym skinął głową, najwyraźniej dostrzegając to, czego szukał.&lt;br /&gt;– Dobrze, zaprowadzimy cię do jednego. – Następnie zwrócił się do swojego podwładnego: – powiadom proszę alfę o tej sytuacji. Spotkamy się z nią na miejscu.&lt;br /&gt;Po chwili namysłu wytypował jeszcze cztery inne wilki, które miały eskortować waderę. Grupa rozdzieliła się i w ciszy ruszyła w drogę. Nie można jednak było nie zauważyć dziwnych spojrzeń rzucanych wilczycy, która poza potrzebą krótkich przerw od czasu do czasu, wydawała się być w doskonałym zdrowiu.&lt;br /&gt;Gdy dotarli na miejsce, już na nich czekano. Po krótkiej rozmowie z alfą, Avasan została przebadana. Jednak mimo szczerych chęci, uzdrowiciel nie mógł znaleźć przyczyn jej podupadającego zdrowia. Same obiawy również były mylące – wypadająca sierść w połączeniu z magicznym osłabieniem i ogólnym zmęczeniem. Nie przypominało to żadnej dotychczas poznanej choroby.&lt;br /&gt;– Skontaktuję się dzisiaj z magiem i razem spróbujemy dowiedzieć się, co ci dolega. Na razie jednak prosiłbym, żebyś pozostała tutaj – powiedział medyk, patrząc na alfę w celu potwierdzenia. Ta skinęła głową przyzwalająco.&lt;br /&gt;Dni jednak mijały, a stan wilczycy się pogarszał. Opadała z sił, a używanie magii sprawiało jej coraz większe trudności. Po pewnym czasie na jej łapach zaczęły się pojawiać niebieskie kryształy. Zdaniem maga pochłaniały one magię, którą wilczyca powinna czerpać z zewnątrz. Sposób leczenia natomiast wciąż pozostawał niewiadomą.&lt;br /&gt;– Czy jest ktoś, kogo mogę tutaj dla ciebie sprowadzić? – zapytał któregoś dnia uzdrowiciel. Szanse na to, że wilczyca kiedykolwiek odejdzie o własnych siłach, były bliskie zeru.&lt;br /&gt;– Nie, nie ma nikogo – odparła, nie patrząc mu w oczy.&lt;br /&gt;I rzeczywiście, któregoś poranka Avasan już się nie obudziła. Nie utrzymywała one jednak kontaktów z innymi członkami watahy, dlatego niewielu zauważyło różnicę. Wydawało się, że jej śmierć została zapomniana na zawsze.&lt;br /&gt;Aż do następnej wiosny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Sahana, wszystko w porządku? – zapytała alfa, patrząc na chwiejną wilczycę. – Nie wyglądasz ostatnio najlepiej.&lt;br /&gt;– Bo i nie czuję się najlepiej. Moja magia odmawia mi współpracy – prychnęła. To zwróciło uwagę Kalei, której pysk zmarszczył się w zmartwieniu. Wyglądała, jakby sobie coś przypomniała, coś bardzo niepokojącego.&lt;br /&gt;– Chodźmy do uzdrowiciela.&lt;br /&gt;– Co się stało?&lt;br /&gt;– Nie wiem. Mam nadzieję, że się mylę.&lt;br /&gt;Reszta drogi minęła w ponurej ciszy. Na miejscu musiały chwilę poczekać na Yamsohka, który akurat zajmował się złamaną łapą jakiegoś szczeniaka. Ostatecznie nie zajęło to jednak długo.&lt;br /&gt;– I co o tym myślisz? – sondowała alfa. Odwróciła wzrok, nie spotykając oczu żadnego z obecnych w pokoju wilków.&lt;br /&gt;– W tej chwili nie możemy być niczego pewni. Jednak… objawy się zgadzają.&lt;br /&gt;– O czym wy mówicie? – przerwała ostro Sahana. Pozostałe dwa wilki spojrzały na siebie znacząco.&lt;br /&gt;– Jakiś czas temu, rok jeśli mnie pamięć nie myli, pojawiła się na naszych terenach wadera, prosząc o medyka. Nazywała się Avasan. Jej objawy były dziwne – osłabienie, problemy z magią – dlatego poprosiliśmy ją, żeby została. Ostatecznie nie udało się nam jej pomóc… – Kalea zamilkła na chwilę, a następnie dodała energicznie: – Powiadomię Wuwei’a, zaczniemy myśleć nad rozwiązaniem.&lt;br /&gt;Po tym odeszła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sytuacja jednak nie uległa poprawie. Coraz więcej wilków zdawało się zapadać na nieznaną przypadłość i tylko nielicznym udało się ją zwalczyć. Do tego momentu Sahana i kilka innych wilków znalazło się w ciężkim stanie. &lt;br /&gt;– To nie epidemia – powiedział poważnie Wuwei, przeglądając jednocześnie kolejne księgi zaklęć.&lt;br /&gt;– Co masz na myśli? – zapytała zajmująca się sortowaniem tekstów alfa. Wyglądała na wyraźnie zmęczoną, a jej ruchy mimo wieku były ostrożne jak u staruszki.&lt;br /&gt;– Sprawdziłem ich wszystkich i to, czymkolwiek jest, nie infekcja. Mówiąc szczerze wygląda bardziej jak mutacja. To tak, jakby coś w magii się zmieniło i nie wszyscy mogli się do tego dostosować. Słyszałem już nawet o podobnych przypadkach u naszych sąsiadów.&lt;br /&gt;– I nikt nie wymyślił jeszcze rozwiązania?&lt;br /&gt;– Najwidoczniej nie. – Westchnął basior. – Powinnaś jednak nieco odpocząć. NIkomu nie pomożesz jako żywy trup.&lt;br /&gt;– Niedługo nie będzie komu pomagać – odpowiedziała, zamykając oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Co z nim?&lt;br /&gt;– Nie wygląda to najlepiej. Pogarsza się o wiele szybciej. Myślę, że to z powodu jego specyficznej magii – odparł Yamsohk, patrząc z zaniepokojeniem na swoją alfę.&lt;br /&gt;– Spróbuję przejrzeć księgi, które ostatnio czytał. Informuj mnie proszę na bieżąco.&lt;br /&gt;Westchnęła, wychodząc z jaskini uzdrowiciela. Nie wyglądało to najlepiej, a z nieprzytomnym głównym magiem zaczynało brakować pomysłów. &lt;br /&gt;Jej miejsce wyglądało jak zasypany starożytnymi papierami bałagan i zasadniczo tym właściwie było. Omijając odrzucone na bok materiały, skierowała się prosto do księgi na której skończyła. Zabierając ją ze sobą, ruszyła na miejsce spotkania.&lt;br /&gt;Kilka dni temu znalazła zaklęcie, które miała nadzieję skonsultować z Wuwei’em. Wyglądało to na połączenie zaklęcia nasenne z uzdrawiającym, chociaż było bardzo niestabilne. Pozostali magowie nie widzieli lepszego rozwiązania, dlatego postanowiono podjąć ryzyko. Przygotowania zajęły trochę czasu, ale w tej chwili wszystko było już na miejscu. Kalea skinęła głową stojącym w kręgu wilkom. Stanęła między nimi, a następnie biorąc głęboki oddech zaczęła intonować. Po chwili dołączyły do niej kolejne głosy. Gdy tylko dotarli do końca inkantacji, zgromadzeni magowie zaczęli po kolei upadać. Niedługo później również alfa poczuła nieodpartą senność...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę dalej, w jaskini uzdrowiciela, oddechy dotkniętych chorobą zaczęły się pogłębiać do zdrowszego, przypominającego sen, rytmu. Kryształy, które zaczęły się pojawiać na ich łapach, rozbłysnęły delikatnym kolorowym światłem. Zanim jednak medyk miał szansę dotrzeć do swoich pacjentów i to sprawdzić, sam opadł nieprzytomny na ziemię.&lt;br /&gt;I tak, wilk po wilku, wataha zdawała się zapadać w sen, a wraz z nią żyjące na tym terenie stworzenia. &lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zapraszam do pisania dalszego ciągu historii. Teraz od Was zależy, jak będą wyglądać &lt;i&gt;nowe początki&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/zmrok.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-8820917089903515969</guid><pubDate>Wed, 11 Mar 2020 22:46:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-15T20:06:45.118+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Informacje</category><title>Nowe początki</title><description>Tak, to chyba ten wielki moment. &lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, nie wiem od czego zacząć. Chyba wypadałoby od przeprosin. Za zniknięcie, ciszę i późniejsze robienie nadziei – przepraszam.&lt;br /&gt;Rozumiem, że sporo osób nie będzie skłonna do powrotu po tak długim czasie i tylu niedotrzymanych obietnicach. Mimo wszystko chciałabym spróbować jeszcze raz. &lt;br /&gt;Oficjalnego pożegnania nigdy nie było – chyba liczyłam, że w ten sposób uda mi się jeszcze do tego wszystkiego wrócić  – więc zdaje się, że można potraktować ten post jednocześnie jako spóźnione zamknięci i nowy początek.&lt;br /&gt;Co dalej? Niebawem pojawi się post, łatający nieco tę półtoraroczną dziurę fabularną. Potem blog będzie aktualizowany cegiełka po cegiełce, zaczynając od formularzy, a później kto wie. Może skończy się to wcześniej niż zacznie, a może uda nam się jakoś wystartować, na co naprawdę mam nadzieję. Zależy czy ktoś będzie chciał tutaj wrócić. Niemniej jednak z radością przywitam zarówno stare, jak i nowe twarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam się, że kilkakrotnie przepisywałam ten post i chyba już nic lepszego nie wymyślę.  Po prostu dajcie proszę temu szansę.</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2020/03/nowe-poczatki.html</link><author>noreply@blogger.com (zucek)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-9007802867103507106</guid><pubDate>Fri, 06 Jul 2018 13:49:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:37:55.304+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Anonim</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Wuwei</category><title>Od Anonima do Wuwei&#39;a</title><description>Obudziłem się. Otworzyłem oczy i od razu tego pożałowałem. Wczoraj wieczorem położyłem się w takim beznadziejnym miejscu, że promienie wschodzącego słońca padły idealnie na mój biedny pysk. No, ale cóż... Wczoraj wieczorem nie mogłem tego przewidzieć. Obróciłem się w drugą stronę, ale wiedziałem, że już raczej nie dam rady zasnąć, więc po kilku minutach się poddałem. Postanowiłem pójść na spacer, może nawet uda mi się coś upolować na śniadanie.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Było wcześnie i nie widziałem żadnych innych wilków. Zwierzyny niestety też nie. W końcu dostrzegłem coś szaro-niebieskiego. Podeszłem bliżej i zorientowałem się, że to Wuwei.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;– Hej, Wu! – rzuciłem na powitanie. – Nie śpisz już? Czy Kalea Cię wywaliła z jaskini, bo chrapałeś?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zaśmiałem się lekko.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wuwei? Chodź, trzeba rozruszać watahę&lt;br /&gt;Słów: 115 (Możecie być ze mnie dumni XD)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/07/od-anonima-do-wuwei.html</link><author>noreply@blogger.com (Isil)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-49388076617168526</guid><pubDate>Sun, 17 Jun 2018 08:54:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:17:59.043+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Teorie spiskowe</category><title>Teoria spiskowa numer 1 (obalona)</title><description>Pantera, któremu od jakiegoś czasu coraz mniej podobał się &amp;nbsp;blog, wykorzystał swoje dobre kontakty z Zuckiem i porwał go ukradkiem, a następnie odebrał admina reszcie wilków, które miały dostęp do stron i tajemnego miejsca, w którym ukrył biednego Żuczka. Teraz ukrywa się, żebyśmy nie poznali prawdy i śmieje się &amp;nbsp;z nas. Musimy iść odbić naszą biedną Alfę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja wam mówię, tak właśnie było. &amp;gt;_&amp;gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś zna jakiekolwiek wskazówki, dotyczące aktualnego pobytu Kalei, lub podejrzanego o jej porwanie i przejęcie władzy, proszony o poinformowanie watahy, abyśmy mogli zorganizować akcję ratunkową.&lt;br /&gt;Zatajenie informacji zostanie uznane za udział w porwaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Pisał: Anonim</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/06/teoria-spiskowa-numer-1.html</link><author>noreply@blogger.com (Isil)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-4109853177828743273</guid><pubDate>Tue, 22 May 2018 15:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:38:28.907+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Brendon</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Pesuteru</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Sleepy Ash</category><title>Od Terusia CD Brenek i Ash</title><description>– Czy ciebie do reszty pogięło? Nie pedalcie się, tylko ze mną walczcie! – krzyknął zirytowany ninja, wyciągając broń. Coś na wzór wielkiej waty cukrowej, przynajmniej tak widział to Pesuteru. Aczkolwiek zaczynał już mieć jakieś przebłyski ze świata realnego, a nie tylko tego ukrytego za kurtyną odurzenia żukopiaskiem. &lt;br /&gt;– Breeeenuś, wata cukrowa idzie nam przypierdolić – powiedział sennie, próbując zrzucić z siebie swojego męża.&lt;br /&gt;– Zjedzmy ją, Terusiu! – krzyknął uradowany Brenek, biegnąc w stronę Kakashiego i rzucając się na jego broń. &lt;br /&gt;– NIEEE! Moja epicka zemsta! – ninja położył się na ziemi, płacząc nad ostatkami waty, która nie została jeszcze zjedzona przez chudzielca.&lt;br /&gt;Tymczasem Teruś nieudolnie próbował podnieść się z pozycji leżącej, ale wciąż bolące plecy mu to uniemożliwiały. Po chwili jednak wstał, chociaż z trudem, i chwiejnym krokiem podszedł do Brendona. Przynajmniej w tamtym kierunku, bo już w połowie drogi obraz zaczął mu się rozmazywać. W końcu wyczuł pod łapami futerko.&lt;br /&gt;– O, Teruś, chodź już – usłyszał znajomy głos i szedł trzymając się zębami ogona swojego przyszłego męża. &lt;br /&gt;Gdy wyszli już z dziwnego sklepu, usiadł na ziemi, trzepiąc głową. Chwila... Co to za miejsce?&lt;br /&gt;– Kim jesteś? – mruknął zdezorientowany. Ostatnia godzina była jedną wielką, czarną plamą. &lt;br /&gt;– Jak to kim? Twoim narzeczonym, Brendonem, Terusiu! – na potwierdzenie swoich słów pokazał mu łapę, na której leżały trzy, złote obrączki. Zaraz, zaraz. T r z y ? &lt;br /&gt;– Jak to, trzy? &lt;br /&gt;– No, jest jeszcze Ashie. Ale teraz wracajmy już do domu! &lt;br /&gt;Teru siedział chwilę, tępo wpatrując się w chudzielca naprzeciwko. Że co? To jest jego narzeczony? Kiedy to się stało? Zamachał parę razy ogonem, po czym spojrzał mu prosto w oczy i pokiwał głową. &lt;br /&gt;Szedł w milczeniu, całkowicie nieobecny. Powiedział tak? Przecież... on go nawet nie znał! A co, jeśli ostatnia godzina, to wcale nie była godzina, tylko miesiąc, rok... Co wtedy? &lt;br /&gt;Nie zdążył jednak o to zapytać, gdyż doszli już do celu. Brendon gestem łapy wskazał mu wejście. Wszedł tam już dużo pewniej, ale zatrzymał się, gdy zobaczył lekko otwarte drzwiczki. Co tam może być...? Podszedł do niego, zaciekawiony, i uchylił rąbek tajemnicy.&lt;br /&gt;– BRENDON, CO TO DO CHOLERY JEST?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brenek? Ash, gdzie jesteś? xd&lt;br /&gt;Słów: 322</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-terusia-cd-brenka-i-asha.html</link><author>noreply@blogger.com (Pantera)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-8544364159608630641</guid><pubDate>Mon, 21 May 2018 06:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:39:04.172+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Brendon</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Pesuteru</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Sleepy Ash</category><title>Od Brenka CD Teruś i Ashuś</title><description>W ciągu tej krótkiej rozmowy, zdecydowałem dwie rzeczy. Po pierwsze, nigdy nie zostanę miętowym królikiem. Zdecydowanie za dużo w tej robocie gryzienia w nos. Po drugie, wezmę ślub z Terusiem i Ashusiem. Tak, weźmiemy ślub w trójkę. To pewne. I wszyscy ubierzemy sukienki. Ten pomysł z pewnością im się spodoba, ale... Gdzie jest Teruś?&lt;br /&gt;– Zejdź ze mnie, króliczku – usłyszałem. Głos dochodził z dołu. Czyżby ziemia ze mną rozmawiała? I wzięła mnie za królika? Powoli zacząłem się cofać, rozglądając się za miejscem do którego mógłbym uciec, gdyż ziemia się chyba naćpała. To dobrze że ziemia ćpie, ale królikiem to ja chyba wolę nie być... Znowu mnie ugryzą w nos, i co ja pocznę bez nosa? Nagle spod ziemi wyłonił się Teru, ale wcześniej go tam nie było.&lt;br /&gt;– Mężu, umiesz się teleportować? – spytałem zaskoczony. Teruś spojrzał na mnie jeszcze bardziej zaskoczony, ale po chwili pokiwał głową. Chyba zdziwił się, że taki dobry ze mnie jasnowidz. &lt;br /&gt;– To gdzie to obrączki, truskaweczko? – Odrobinkę zdziwiło mnie to przezwisko, bo skąd on je wziął? Ale jeśli chce, to może mnie tak nazywać. Wszystko dla mojego przyszłego męża. No, może nie wszystko, żukopiasku bym nie odstawił, no ale... Mój wzrok przyciągnęły fioletowe plamy na sierści Terusia. Co on, po ziemi się tarzał? I to w jagodach? &lt;br /&gt;– Musimy je podpierdolić ze sklepiku, jagódko. – Wskazałem na sklep, który szczęśliwym trafem był niedaleko. Był zamknięty, ale potrzeba tylko odrobinkę finezji żeby się do niego włamać. I już dobrze wiedziałem, jak to zrobić...&lt;br /&gt;– Teruś, słonko, proszę włam się do sklepu i podpierdol trzy obrączki – powiedziałem z całą powagą, na jaką było mnie stać. Nie było jej zbyt wiele, ale Teruś załapał, że to jest ważne. Mądry Teruś. Dobry Teruś. Tak trzymać. Jeden z moich przyszłych mężów ruszył do sklepiku, który o dziwo był otwarty. Spoglądałem uważnie, jak mój przyszły mąż znika w sklepiku, i nie wychodzi... Przez długi czas. &lt;br /&gt;– TEEERUUUU – zawołałem go, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Zniecierpliwiony ruszyłem do sklepiku, i... Zapadłem się pod podłogę! I wpadłem na Teru. &lt;br /&gt;– Auu – jęknął żałośnie basior, wijąc się pode mną. Miał... Miękkie futerko. Swoją miękkością pobiło nawet skrzydła Lucia, więc wtuliłem się w nie. &lt;br /&gt;– Pedał – usłyszałem dobrze znany mi głos. Spojrzałem w górę właśnie w momencie, w którym z mroku wyłoniła się sylwetka.. Ninjy. To był ten cały Kakashi, z dziwnym fryzem i zasłoniętą twarzą. Postanowiłem go zignorować i przytuliłem Terusia, który miał ekstremalnie miękkie futerko. &lt;br /&gt;– Nie pedalcie się teraz, no! To czas mojej epickiej zemsty! – wrzasnął wkurzony Kakashi, i rzucił we mnie swoją erotyczną książką. &lt;br /&gt;– Możesz dołączyć, jeśli chcesz – rzuciłem. Była to bardzo, ale to bardzo hojna propozycja. Byłem z siebie dumny, że mu taką złożyłem. &lt;br /&gt;– Chcesz zdradzać Ashusia? – jęknął Teruś. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teruś? Ashuś?&lt;br /&gt;Słów: 438</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-brenka-cd-terusia-i-ashusia.html</link><author>noreply@blogger.com (Pantera)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-8333795189356399754</guid><pubDate>Sun, 20 May 2018 16:40:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T13:37:40.342+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Shadow</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">„Odnalezienie sensu życia”</category><title>Od Shadow – „Odnalezienie sensu życia”</title><description>Na co dzień spotykają mnie wielkie lęki czy przeżyję następną noc. Strach wypełniony jest jednocześnie nienawiścią do otaczającego mnie świata. Z czego te lęki wynikają? – zapytacie. Nikt nie zna mojej dziwacznej przeszłości. W KP też nie zawarłam o tym mowy, gdyż uważam to za jeden wielki bezsens życiowy. Hmm.. Bezsens... nie nazwałabym tego bezsensem, tylko nieprzewidywalnością mojego umysłu i ciągłego myślenia. Dużo osób mówiło, że zrobię tak, a ja zawsze robiłam coś zupełnie innego. Zaczęłam w końcu z braku poczucia szczęścia palić i pić, ale zatraciłam głowę w tym co robię. Poznałam cudowne wilki, z którymi chciałabym spędzić każdą chwilę życia. Niestety to nie możliwe... Od początku poznania tych wilków, cały czas rozmawiali o jednym, tajemniczym basiorze. Tylko raz udało mi się wychwycić coś o nim – ,, To osoba, która może rozpętać wojnę... -&amp;nbsp; to wszystko. Od tej chwili próbowałam dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Spędzałam&amp;nbsp; z nimi dużo czasu i podsłuchiwałam ich rozmowy. Mówili coś o żołnierzach... jakiejś gwardii... nie wiem... Obchodziło mnie tylko to jak o nim mówili – ,, Ten świr&#39;&#39; albo ,,On jest serio nieprzewidywalny&#39;&#39; – czułam, że mówią o mnie, bo wszystko co słyszałam opisywało dokładnie mnie. Wiedziałam, że na pewno mi nic o nim nie powiedzą, więc kontynuowałam śledzenie i podsłuchiwanie. Jego opis podobał mi się coraz bardziej. Nie znałam tych wilków za bardzo, więc też niebyt się wychylałam. Szczerze to nie potrafiłam rozmawiać z innymi przez moje złe nastawienie do otoczenia. Pewnego jakże pięknego dnia usłyszałam, że marzeniem tego wilka jest czarna jak mrok wadera. Poczułam się wtedy jeszcze dziwniej... przecież ja tak wyglądam...&lt;br /&gt;– Ej.. chłopaki... jak nazywa się ten wilk, o którym ciągle gadacie? – pytałam moich znajomych, aby dowiedzieć się o basiorze czegoś więcej.&lt;br /&gt;– Gustav – odpowiedział Moonlight&lt;br /&gt;Gustav... piękne imię... wydawało mi się, że niemieckie... Wróciłam do jamy, aby się upewnić. Wyjęłam z szafki wielkie tomisko ksiąg i zaczęłam kartkować...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;(godzinę później)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Mam!&lt;br /&gt;Moje podejrzenia były słuszne. Staroniemieckie imię z czasów lat 40. Podejrzane tylko robiło się to, że tak bardzo nic nie chcieli o nim mówić. Z tego powodu, że był czas trudnej wojny, trzymałam się blisko naszej zgrai, czyli ja, Moonlight, Break i Dark... tak... byłam jedyną waderą, ale traktowali mnie jak swoją siostrę. Zaczęłam się o nich martwić, gdy wstąpili do wojska, aby bronić terenów watahy, do której należałam. Chciałam iść z nimi, ale uważali, że lepiej będzie jak zostanę w domu. Ja głupia posłuchałam się ich, a fakt, że byłam najbardziej ważną osobą w watasze był tak niebezpieczny, że czułam strach przed&amp;nbsp; wszystkimi w każdej wykonywanej czynności. Każda noc była przeze mnie nie przespana. Wychwytywałam każdy możliwy dźwięk, a gdy taki usłyszałam od razu chowałam się do skrytki pod dywanem z owczej skóry. Jakoś nie widziało mi się zastrzelenie, albo zabranie do jakiegoś niemieckiego burdelu, więc uważałam na to, co robię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Noc.&lt;br /&gt;Jakaś 3:00 nad ranem. Ja nadal przestraszona patrzę się w oddal przez okno... w sumie nie okno, tylko dziurę w ścianie. Ubytek na ścianie jest bardzo mały – wielkości mojej łapy lub nawet mniejszy – służy mi do obserwowania sytuacji na zewnątrz. Nagle usłyszałam uderzenie w drzwi. Serce zaczęło mi bić jak szalone, a oddech był jeszcze szybszy. Podeszłam do wielkich, drewnianych drzwi i uchyliłam je w bardzo wolnym tempie. Jedyne co zobaczyłam za nimi był jeden z mieszkańców mojej watahy proszący o broń.&lt;br /&gt;– Co ty tu robisz?! – wykrzyknęłam rozglądając się wszędzie dookoła.&lt;br /&gt;– Proszę pomóż mi! Mam rozkalibrowany karabin nikogo nie postrzelę&amp;nbsp; z takim celownikiem – błagał mnie sąsiad&lt;br /&gt;Wbiegłam do jamy i weszłam do skrytki wyciągając karabin wyborowy KBU-88. Podałam go szybko znajomemu, zamknęłam drzwi i wbiegłam spowrotem do środka, jednocześnie zakładając na siebie SS-owski płaszcz. Nie byłam Niemką, a płaszcz był zdobycznym przedmiotem po bitwie z inną watahą. Położyłam się na łóżku i wypatrywałam dalej obcych. Do jamy w pewnym momencie zaczęło się zbliżać kilkoro basiorów w mundurach i z karabinami. Nie widziałam żadnego polskiego znaczku na hełmach, więc w tamtym momencie zgasiłam świecę, wyjęłam ze schowka dwa granaty i karabin snajperski i schowałam się za drzwi. Byłam pewna, że je wyważą, więc od razu założyłam hełm, żeby nie dostać mocno w pysk. Nie spodziewałam się tylko tego, że przez otwór w ścianie da się wrzucić granat. Gdy tylko zobaczyłam palący się knot od razu wskoczyłam do skrytki w ziemi i odbezpieczyłam karabin. Usłyszałam wypadające z zawiasów drzwi i krzyk niemieckich żołnierzy. W pewnym momencie nie wiedziałam co się dzieje. Nie słyszałam ich już i głupia wyszłam z kryjówki. Zagrzmiało mi w uszach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Rano. Jakaś 6:00.&lt;br /&gt;Otworzyłam oczy. Złapałam się odruchowo za głowę, a tam poczułam coś mokrego. Jednocześnie poczułam ból. Już nieco bardziej oprzytomniała spojrzałam na łapę. Tak jak sądziłam. Łapa była cała we krwi. Jedyne co mnie zaniepokoiło to to, że byłam nadal w swoim mieszkaniu, ale nie miałam na sobie płaszcza i broni. Do schowka najwidoczniej nie zaglądali, bo była w nim cała zawartość. Ja już spokojna położyłam się spać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;8:49.&lt;br /&gt;Spokój był to niepotrzebny, bo już o ósmej słyszałam strzały na zewnątrz. Wstałam, opatrzyłam rozbitą karabinem głowę i usiadłam na łóżku. Wyszłam na dwór, aby zobaczyć czy ktoś ucierpiał, ale nikogo nie zastałam. Wszystkie jamy były puste i doszczętnie okradzione. Miałam już zacząć przeklinać, ale ze środka jednej jamy wydobył się głos. Porąbana Shadow musiała tam oczywiście wejść. A co tam zobaczyła? Niemców, którzy palą ostatnie książki z tego mieszkania. Stanęłam jak wryta. Jednocześnie bałam się uciekać i też bałam się wejść. Poczułam jakby ktoś się na mnie patrzył. To jeszcze bardziej mnie unieruchomiło. W odbiciu szyby mogłam zauważyć sylwetkę wilka celującego we mnie. Uklęknęłam i krzyknęłam – ,,PODDAJĘ SIĘ!!!&#39;&#39;. Wilk nie wiedział co z sobą zrobić. Nie chciał do mnie strzelać, a jego dowódca patrzył się na mnie z takim dziwnym zainteresowaniem, jakbym miała rogi. Był to wielki, brązowy, niemiecki basior. Krzyknął coś do tego oficera i coś zaczął do mnie gadać. Nie rozumiałam nic, a nic po niemiecku, więc dostałam potężne uderzenie w pysk, po którym upadłam płasko na ziemię. Nie patrzyłam co się wokół mnie dzieje, więc nie słyszałam także. W pewnym momencie się ocknęłam, bo podniósł mnie jakiś obcy basior mówiąc na ucho – ,, Spokojnie już jesteś bezpieczna &#39;&#39; – nie znałam tego głosu. Słychać było jednak, że to Niemiec przez nierówny i twardy akcent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Obudziłam się w dużym, przystrojonym pomieszczeniu. Obok mnie stały dwie brane w suknie wadery. Jedna, gdy tylko zobaczyła, że się budzę, od razu wybiegła na korytarz krzycząc – ,,Graffie! Obudziła się!&#39;&#39; – Nie wiedziałam nadal co się dzieje. Widziałam tylko wbiegającego do pokoju białego wilka z jasnoniebieskimi oczami. Miał na sobie wyraźnie niemiecki mundur. Chciałam już się na niego rzucić, gdyż myślałam, że to któryś z tamtych, ale ten do mnie podszedł i zapytał jak się czuję. Myślałam, że stroi sobie ze mnie żarty. Jednak, gdy tylko odpowiedziałam mu, że źle od razu wezwał większość swojej służby i kazał być na każde moje zawołanie. Powiedziałam pierwszej z nich, aby zawołała tego ,,Graffa&#39;&#39; czy jak tam na niego mówią. Przyszedł, usiadł koło mnie, wyprosił resztę osób i zapytał:&lt;br /&gt;– Słucham.&lt;br /&gt;Spojrzałam w jego błękitne jak niebo oczy i zapytałam:&lt;br /&gt;– Jak ty tak właściwie masz na imię?&lt;br /&gt;Odwrócił się na chwilę i spojrzał na mnie z powrotem.&lt;br /&gt;– Gustav – powiedział, a mi zabrakło tchu w piersiach.&lt;br /&gt;– A ja Shadow. – Nie wiedziałam co zrobić, byłam niesamowicie zaskoczona, ale wszystko zgadzało się z opisem moich znajomych. Nie wiem jak to się stało, ale nie wiedząc nic o nim spojrzałam się głęboko w jego oczy i... zaczęłam całować jak szalona....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś? Może ktoś przy ty był? Może ktoś był którymś z tych służących? Nie wiem... Piszcie.&lt;br /&gt;Słów: 1254</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-shadow-odnalezienie-sensu-zycia.html</link><author>noreply@blogger.com (Ross Roiz)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-795266544989903752</guid><pubDate>Sat, 19 May 2018 13:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:34:50.090+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Brendon</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Lucas</category><title>Od Brendona CD Lucas</title><description>Ten palant wrzucił mnie do lawy. Lawy! Chociaż nie, czekaj... To woda jest. Lawo-woda? &lt;br /&gt;– Po co wrzucasz mnie do lawo-wody? – spytałem z wyrzutem, patrząc na Lucia. &lt;br /&gt;– To woda, palancie – warknął widocznie zdenerwowany Lucio. Czemu zdenerwowany? Co ja zrobiłem? W moich wspomnieniach była jedna wielka dziura, jak to często się zdarza, czyli wziąłem za dużo żukopiasku. &lt;br /&gt;– Ej, Lucio. Masz może trochę więcej żukopiasku? – zagadnąłem skrzydlatego basiora. No właśnie, te skrzydła... &lt;br /&gt;– Czego? – spytał zdezorientowany. Jak można nie wiedzieć co to żukopiasek? Szczyt bezczelności! Jednak puściłem mu to płazem. Jestem taki łaskawy. Taki dobry. Wzorowy wilk. Mój wzrok po raz kolejny spoczął na jego skrzydłach, i tym razem już nie wytrzymałem. &lt;br /&gt;– Skrzydełka! – rzuciłem mu się na grzbiet, i wtuliłem się w skrzydła. Były ekstremalnie miękkie, i w dodatku duże. Na Yato, też takie chcę. Lucio zaczął się rzucać, wrzeszcząc coś pod tytułem &#39;Co ty robisz!?&#39;. Niezbyt mnie to obchodziło. Liczyły się tylko miękkie skrzydełka... No i spadłem. Albo raczej Lucio mnie zrzucił, i odskoczył jak oparzony od miejsca w którym siedziałem. &lt;br /&gt;– Co to miało być? – syknął, cały spięty. Spojrzałem na niego zdziwiony. Nikt mu wcześniej skrzydeł nie obmacał? &lt;br /&gt;– Masz miękkie skrzydła – powiedziałem, gdyż to idealne wytłumaczenie na całe zajście. No co, taka prawda! Lucio ma na prawdę miękkie skrzydła, i do tego może na nich latać. To niesprawiedliwe, ja też tak chcę. &lt;br /&gt;– To nie daje ci prawa do obmacywania ich – warknął Lucio. Poczułem alarmujący ból w ciele. Lekko się skrzywiłem. Wstaje słońce, zaraz oślepnę. &lt;br /&gt;– Nie daje? – spytałem lekko zdziwiony, gdy doszło do mnie znacznie słów Lucia. Jak to nie? Przecież to oczywiste, że jeśli ktoś ma tak miękkie i duże skrzydła, to każdy może je obmacywać. &lt;br /&gt;– Nie. – No i pięknie, przestałem go widzieć. Słońce już wstało, czyli muszę się jakoś dostać do domu i pójść spać. Albo zasnąć tu. &lt;br /&gt;– Hej, Lucio... Ja idę spać... – mruknąłem, i położyłem się na trawie. Miałem ten wyjątkowy talent do zasypiania w przeciągu kilka sekund, w każdym możliwym miejscu, więc zasnąłem niemalże od razu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lucio? XD&lt;br /&gt;Słów: 328</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-brendona-cd-lucasa_19.html</link><author>noreply@blogger.com (Pantera)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-4970024000071097716</guid><pubDate>Sat, 19 May 2018 13:39:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:40:05.026+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Brendon</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Pesuteru</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Sleepy Ash</category><title>Od Terusia CD Brenek i Ashuś</title><description>Przybliżył się do basiora, spoglądając na niego, kiedy nagle śpiący mąż powiedział coś o tym, że ślub powinien być przed nocą poślubną, a jeszcze przed ślubem powinno być partnerstwo. Pesuteru niezbyt zrozumiał, o co mu chodziło. I, szczerze mówiąc, niezbyt go to obchodziło. Spojrzał z powrotem w stronę chudzielca, który tym razem nie wyglądał jak wilk... To był wielki, miętowy króliczek! Do tego z truskawką na nosie! &lt;br /&gt;– Wow – powiedział, śmiejąc się jak głupi do sera – Jesteś... króliczkiem! &lt;br /&gt;Już po chwili w paru susach znalazł się obok niego, z zamiarem zjedzenia czerwonego owocu. Podskoczył wyżej i w końcu uchwycił zębami upragnioną truskawkę, ale basior cofnął się gwałtownie, przez co wiszący na jego nosie Teruś stracił równowagę i upadł zadkiem na miękką trawę. Trzepnął parę razy łebkiem, po czym wstał, dalej się chichrając.&lt;br /&gt;– Tak w ogóle, to jestem Pesuteru, miło mi cię poznać, dziwny chudzielcu, zmieniający się w króliczka – wyciągnął łapę przed siebie na powitanie. &lt;br /&gt;– Brendon – mruknął, masując się po nosie. – A to jest Ashuś, mózg całej operacji! &lt;br /&gt;Teru spojrzał na śpiącego wilka. Wyglądał inaczej, niż go zapamiętał... Miał niebieskie futro. Ale cóż, trudno. Podszedł do niego, położył się obok zaczął przetaczać się w prawo i w lewo, wpadając na niego co chwila. W końcu Ash nie wytrzymał.&lt;br /&gt;– Może pójdźcie zarąbać komuś pierścionki zaręczynowe? Inaczej ślubu nie będzie – warknął podirytowany.&lt;br /&gt;– Widzisz? Mówiłem ci, że to mózg całej operacji! A teraz chodź, Teruś, idziemy podjebać komuś pierścionki! – Usłyszał za sobą entuzjastyczny głos Brenka. &lt;br /&gt;– Już lecę – odkrzyknął i jak najszybciej umiał pobiegł w kierunku swojego narzeczonego. Nie przekalkulował sobie tylko jednej rzeczy. Między nimi był chamski korzeń, o który Pesu się potknął i wpadł wprost na króliczka, przewracając go i staczając się razem z nim z górki. W końcu jednak nawet najwyższa górka miała swój koniec, a ten okazał się niezbyt przyjemnym dla pleców Terusia, kamienistym brzegiem rzeki.&lt;br /&gt;– Auć – jęknął, próbując obrócić się pod ciężarem przygniatającego go basiora. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brenku? Ashie? xd&lt;br /&gt;Słów: 329</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-terusia-cd-brenka-i-ashusia.html</link><author>noreply@blogger.com (Pantera)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-2677642128087400809</guid><pubDate>Fri, 18 May 2018 21:54:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:43:18.105+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Cyric</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Kalea</category><title>Od Cyric do Kalei</title><description>Ciepłe powietrze delikatnie muskało pysk wadery. Szła ona powolnym krokiem wypatrując jakiegokolwiek pożywienia. Przez dobre kilka dni żyła na małych gryzoniach i jaszczurkach, które, niestety, nie dostarczały jej wystarczającej ilości sił.&lt;br /&gt;Doszła do pobliskiego drzewa i zsunęła się na wilgotną trawę. Chciała jedynie odpocząć, ale lęk, który prześladował ją od niemalże początku, nie pozwalał na choćby zmrużenie oczu. Jej szpiczaste uszy były wysoko postawione i bacznie nasłuchiwały szmerów lasu. Nagle dosięgnął ją cichy tupot.&lt;br /&gt;Cyric stanęła na równe łapy i wsłuchiwała się w dźwięk, który mógł być jej wybawieniem. Po chwili do jej nosa doszedł zapach po którym wilczyca mogła wnioskować, że odgłosy pochodzą od sarny.&lt;br /&gt;Wadera nie musiała długo czekać, ponieważ po krótkiej chwili zza gęstej, krzaczastej rośliny wyłoniła się smukła istotka z charakterystycznym białym talerzem* na zadzie. Niewiele myśląc rzuciła się na kozę* wbijając kły w jej kark.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;~ * ~&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Cin wpatrywała się w zachodzące słońce słuchając szepczących drzew i śpiewających ptaków. W oddali dało się również słyszeć szum morskich fal. Wadera ułożyła się na wilgotnym dywanie z mchu i zmrużyła delikatnie oczy oddając się powoli zmęczeniu. Jej spokój nie trwał jednak długo, bowiem kilka metrów za nią pojawiła się ciemna sylwetka. Wilczyca zerwała się na nogi i odruchowo podkuliła ogon pokazując przy tym swoje ostre kły.&lt;br /&gt;Naprzeciwko niej stała wysoka wadera o sierści w kolorze dymu i czarnych włosach. Miała również dość duże uszy. Obie stały przez chwilę wyszukując informacji w swoich oczach. W końcu szara wadera przemówiła.&lt;br /&gt;– Co sprowadza cię na terytorium watahy Notte? – zapytała nie kryjąc podejrzliwości. Cyric stała dalej w pozycji obronnej nie odpowiadając na pytanie nieznajomej. Tamta położyła po sobie lekko uszy z grymasem na pysku. Zlustrowała Cin swoimi głębokimi oczyma i znów powiedziała.&lt;br /&gt;– Podróżniczka? Jesteś bardzo brudna i wychudzona. – Zamilkła i po chwili dodała: – Mogę ci pomóc. Znam się na zielarstwie. Mam też wielu medyków.&lt;br /&gt;&#39;&#39;Mam&#39;&#39;? Czyżby była Alfą? W głowie wadery kołatało się mnóstwo pytań. Chciała jej uwierzyć, ale z drugiej strony coś ją trzymało. Dawne blizny na sercu nie zdążyły się jeszcze zagoić.&lt;br /&gt;Wilczyca zmieniła postawę chowając kły i podnosząc ogon. Cofnęła się jednak do tyłu obawiając się zamiarów czarnowłosej.&lt;br /&gt;– Gdzie jestem? – rzuciła Cin.&lt;br /&gt;– Midicristam –&amp;nbsp; odpowiedziała Alfa.&lt;br /&gt;Midicristam? Cyric pierwszy raz spotkała się z taką nazwą. Wiedziała jednak, że nie ma zielonego pojęcia gdzie się znajduje.&lt;br /&gt;– Masz ranę na tylnej łapie. Jeżeli wda się zakażenie nie będzie przyjemnie. – czarnowłosa wyprowadziła waderę z zamyśleń. Rana? Wilczyca obejrzała się za siebie i rzeczywiście – na jej lewej tylnej łapie widniała pokaźnych rozmiarów rana cięta. Tylko... kiedy ona powstała?&lt;br /&gt;Po kilku minutach, Cin kiwnęła przytakująco głową. Nigdy by nie pomyślała, że zda się na łaskę nieznajomego, a tym bardziej obcego wilka. Jednak w tej sytuacji nie widziała innego wyjścia jak zaufanie waderze i przyjęcie zaoferowanej przez nią pomocy.&lt;br /&gt;– A więc chodź. – Szara wilczyca zniknęła wśród zarośli a Cyric podążyła za nią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*biały talerz – biała plama na zadzie sarny.&lt;br /&gt;*koza – samica sarny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kalea?&lt;br /&gt;Słów: 484</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-cyric-do-kalei.html</link><author>noreply@blogger.com (Amniss Alhmar)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-3636289521785635181</guid><pubDate>Fri, 18 May 2018 18:49:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:46:39.399+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Brendon</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Pesuteru</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Sleepy Ash</category><title>Od Brendona do Sleepy Asha i Pesuteru</title><description>Dobra, może poprzednie potrójne samobójstwo tak nie do końca się udało, ale... To była wina źle dobranych osób. Tym razem z pewnością mi się uda. &lt;br /&gt;– Aaaaaashieeeeee, wstaaaaawaaaaaaj – ciągnąłem jak zwykle śpiącego basiora za sobą. Brakowało nam (a dokładniej to mi, ale shh) jeszcze tylko jednej osoby, i możemy spokojnie umierać. Chyba jednak zabłądziłem, gdyż już od kilku godzin nie napotkałem żywej duszy. A może to wina faktu, iż jest środek nocy? No cóż, kogoś muszę w końcu znaleźć. No i ta osoba musi być gejem. Tak, trzech gejów trzeba, żeby popełnić udane potrójne samobójstwo. Ashie wyglądał na geja i zapewnie był gejem, więc wziąłem go ze sobą, ale w watasze chyba żadnych innych nie ma. I tu tkwi problem. Można albo zmienić im orientację, albo zaryzykować i zrobić to z kimś kto jest bi. &lt;br /&gt;– Co wy robicie? – usłyszałem za sobą głos, który zdecydowanie należał do basiora. Odwróciłem się, i zlustrowałem go wzrokiem. On był idealny! Gej w 100%! Biorę go ze sobą, to samobójstwo wyjdzie idealnie. Kurde, co tu odpowiedzieć? Nie mogłem przepuścić takiej szansy. Tak więc, zamiast mówić, uczyniłem pierwsze co mi przyszło do głowy. Obrzuciłem gejowskiego basiora żukopiaskiem. &lt;br /&gt;– Co ty... – przerwał w środku zdania i zaczął kaszleć. Miałem szczerą nadzieję, iż nie jest odporny na żukopiasek, o ile tak się da. To posłałoby cały mój plan do piekła, gdzie nie chcę schodzić przed śmiercią. Chociaż, w piekle są duże szanse na śmierć... Może to nie taki zły pomysł. &lt;br /&gt;– Yyy... Mamo? – spytał basior, wpatrzony we mnie. Nagle wpadłem na genialny wręcz pomysł, i uśmiechnąłem się szeroko. &lt;br /&gt;– Nie, jestem twoim przyszłym mężem, a ty mnie kochasz. A teraz chodź, popełnimy potrójne samobójstwo wraz z... Ehh... – spojrzałem na Asha, zastanawiając się jaką rolę mu przydzielić. – Naszym drugim mężem – zakończyłem, kiwając głową.&lt;br /&gt;– Dobra, to kiedy noc poślubna? – zapytał basior. Woahh, trafiłem tu na idealnego kandydata na męża. Chyba rzeczywiście go poślubię. Ale najpierw samobójstwo. Chociaż... Mogę chwilkę poczekać... Prawda?&lt;br /&gt;– Może być nawet teraz, jeśli chcesz. –Poruszyłem sugestywnie brwiami. Yep, samobójstwo mogło chwilę poczekać. Odstawiłem Asha pod drzewem, gdyż on weźmie udział dopiero w późniejszej części tej znajomości, i odwróciłem się w stronę basiora, który już się znacznie przybliżył. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teruś? Ashuś? XD&lt;br /&gt;Słów: 356</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-brendona-do-sleepy-asha-i-pesuteru.html</link><author>noreply@blogger.com (Pantera)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-164186220245673507</guid><pubDate>Fri, 18 May 2018 10:31:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:50:28.882+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Brendon</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Lucas</category><title>Od Lucasa CD Brendon</title><description>Widząc Bazyliszka pierwsze co chciałem zrobić to wynieść się stamtąd. Bazyliszki potrafiły być niebezpieczne. Bren jednak zaczął nazywać go &quot;władcą wszystkich lodów&quot;.&lt;br /&gt;– Bren, to Bazyliszek – powiedziałem i spojrzałem na niego z politowaniem&lt;br /&gt;Ten jednak mnie olał po czym skoczył i zaczął biec po skale w kierunku Bazylisza. Stwór zaś przyglądał mu się zaciekawiony.&lt;br /&gt;– Bren, wracaj tu – warknąłem, ale ponownie zostałem olany&lt;br /&gt;Basior nagle zaczął skrzyczeć do istoty by go zabiła. Ta za to najwyraźniej się go przestraszyła i uciekła. Był młody, więc nie był na szczęście agresywny.&lt;br /&gt;– Lucio, zabij mnie! – powiedział w końcu&lt;br /&gt;Tak to mnie olewa, a teraz czegoś ode mnie chce? Wolne żarty.&lt;br /&gt;– Wracajmy do watahy – powiedziałem tym razem jego olewając&lt;br /&gt;Rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się w powietrze przy okazji łapiąc basiora łapami pod brzuchem. Musiałem go pilnować bo faktycznie zrobi sobie krzywdę. Nie poleciałem jednak zbyt daleko ponieważ wiatr był za silny i mnie zniosło. Musiałem wylądować. Świetnie... To niby jak mamy się stąd zabrać skoro nie mogę nigdzie z balastem polecieć? Sam bym poleciał, ale z Brenkiem byłoby to zbyt niebezpieczne.&lt;br /&gt;– Cześć łososiu. – Wyleciał nagle Brenek&lt;br /&gt;– Czekaj...Co? – wymamrotałem, jednak szybko zrozumiałem, że pytanie go nie ma sensu&lt;br /&gt;Wtedy zauważyłem, że przed nim stały dwa Bazyliszki. Ten mały którego spotkaliśmy wcześniej i jakiś większy. Super... sprowadził matkę.... Wilk zaczął do nich podchodzić.&lt;br /&gt;– Bren, nie – powiedziałem&lt;br /&gt;Ten jednak ponownie mnie olał i zaczął gadać, ale ten nagle zaczął gadać o jakimś szatanie. Nagle mniejszy Bazyliszek rzucił się na basiora. Szybko machnąłem skrzydłem i używając swojej mocy odrzuciłem wiatrem obie bestie, które tym razem na prawdę chciały nas zabić. Szybko wskoczyłem pod Brenka i gdy był już na moim grzbiecie ruszyłem biegiem w stronę krawędzi skały. Podoiłem się drugiej próby powrotu na ziemię. Jakimś cudem udało mi się przelecieć przez chmury obok skał. Okazało się też, że byliśmy bardzo daleko od miejsca w którym go spotkałem. Jakim cholernym cudem? Wylądowałem na pobliskiej łące i wrzuciłem Brenka do sporej kałuży będącej zaraz obok. Takiej by się zmoczył, ale też się nie utopił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brenek?&lt;br /&gt;Słów: 339</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-lucasa-cd-brendona_18.html</link><author>noreply@blogger.com (Pantera)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-6999857115865187467</guid><pubDate>Fri, 18 May 2018 10:12:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T12:58:38.261+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Abra</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Lucas</category><title>Od Lucasa CD Abra</title><description>&quot;Czy ja... umarłem?&quot; – to była moja pierwsza myśl.&lt;br /&gt;Wiedziałem, że pierwsza, ale nie byłem w stanie stwierdzić dlaczego. Dlaczego akurat pierwsza? Dlaczego taka? Moją głowę zaprzątały tego typu pytania. Następne co do mnie dotarło to ból. Paskudny ból całego ciała. Znów poczułem te oplatające moje ciało niewidzialne ciernie wbijające się głęboko w moje ciało. Otworzyłem oczy, ale nie wiedziałem gdzie byłem. Otaczały mnie skały więc byłem w jakiejś jaskini. Z sufitu przez malutką szczelinę wpadało światło. Wtem gdy odwróciłem łeb zobaczyłem siedzącego przy ścianie Mortem&#39;a, siedzącego po drugiej stronie Liam&#39;a, który lizał swoją łapę i leżącą obok Abrę. Wtedy wróciły do mnie wszystkie wspomnienia. Zalały mnie niczym fala tsunami. Walczyłem ze Żmijem by odciągnąć jego uwagę od reszty, a potem czarny stwór uratował mi życie uciekając ze mną i resztą do jakiegoś tunelu. Świetnie... znowu&amp;nbsp; tunele... Oba stwory podniosły się na równe łapy gdy zobaczyły, że się ocknąłem. Liam od razu do mnie podbiegł, a Mortem stał bez ruchu. Spróbowałem również się podnieść, lecz bez skutku.&lt;br /&gt;– Leż grzecznie, bo inaczej skrócisz sobie życie – powiedział Mortem tym swoim denerwującym tonem głosu.&lt;br /&gt;Olałem go i podjąłem się jeszcze jednej próby. Gdy Liam zobaczył, że nie dam rady pomógł mi wstać. Usiadłem podpierając się o ścianę.&lt;br /&gt;– Dlaczego mnie uratowałeś? – zapytałem czarne Licho.&lt;br /&gt;– Tylko ty wiesz gdzie są te katakumby, myślisz, że pozwoliłbym ci teraz zginąć? – odparł stwór.&lt;br /&gt;– Czyli Abrze lub Liam&#39;owi pozwoliłbyś zginąć? – zapytałem, jednak znałem już odpowiedź Mortema.&lt;br /&gt;– Tak – znów powiedział z tym swoim tonem.&lt;br /&gt;Miałem ochotę go walnąć. Ta chęć tylko się wzmogła gdy przypomniałem sobie jego ostatnie idiotyczne zachowanie. Zrobiłbym to gdyby nie moje obolałe ciało.&lt;br /&gt;– Dlaczego sprowokowałeś Żmija? I skąd do cholery on cię znał? – warknąłem.&lt;br /&gt;– Wiedziałem, że sprowokowany tak się wścieknie, że skupi się tylko na rozwalaniu wszystkiego wokół, a nas straci z oczu – rzekł.&lt;br /&gt;I rzeczywiście tak było. Gdy wybiegliśmy z jaskini faktycznie nas nie zauważył. Był skupiony jedynie na niszczeniu skały.&lt;br /&gt;– A skąd cię znał? – zapytałem ponownie.&lt;br /&gt;– Tą wiedzą również skróciłbyś sobie życie – odparł już groźniejszym głosem.&lt;br /&gt;W odpowiedzi na niego warknąłem. Na prawdę chciałem go walnąć. Walnąć tak, że odbiłby się od skały. Walnąć tak, by już nie wstał.&lt;br /&gt;Nagle zobaczyłem kontem oka ruch za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem, że Abra też się ocknęła. Zdążyła też dojść do siebie. W tej jednej chwili cała złość, która mnie męczyła, odeszła w niepamięć.&lt;br /&gt;– Abr... – chciałem wykrzyczeć entuzjastycznie jej imię, lecz przerwała mi w dość brutalny sposób.&lt;br /&gt;Otóż podczas wymawiania jej imienia zarobiłem porządnego liścia od niej. Tak mocnego, że ponownie znalazłem się na ziemi.&lt;br /&gt;– Idioto! Co ty do cholery sobie myślałeś! Nigdy byś z nim nie wygrał! – krzyknęła mi&amp;nbsp; prosto w twarz.&lt;br /&gt;– Abra, ja... – znów nie dała mi dokończyć, ale tym razem bez używania przemocy.&lt;br /&gt;– Jeszcze raz zrobisz coś tak głupiego to sama cię zabiję – znów wykrzyczała, lecz tym razem głos jej się zagiął oraz oczy przeszkliły.&lt;br /&gt;– Przepraszam – powiedziałem, to jedyne co byłem w stanie teraz powiedzieć.&lt;br /&gt;Zapadła niezręczna cisza. Cisza, która działała na mnie niczym sól na rany.&lt;br /&gt;– Dobra gołąbeczki, teraz musimy opracować plan ominięcia tego złotego furiata – powiedział Mortem brutalnie przerywając ciszę.&lt;br /&gt;Jego głos działał na mnie jeszcze gorzej od ciszy. Stwór wkurzał mnie samą swoją obecnością.&lt;br /&gt;– Porąbało się? Nie pamiętasz już co stało się ostatnio?! Nie wracamy tam już nigdy więcej – warknęła Abra.&lt;br /&gt;– A czy nasz cel pozostaje taki sam? – zapytałem podnosząc się z ziemi.&lt;br /&gt;Już moje obite z każdej strony ciało nie bolało aż tak bardzo.&lt;br /&gt;– No tak – odrzekła pod nosem.&lt;br /&gt;– W takim razie on ma rację i musimy tam wrócić – powiedziałem spokojnym głosem.&lt;br /&gt;Sam byłem zadziwiony tym spokojem. Nagle wszystkie emocje kłębiące się we mnie całkowicie ustały. Spokój ten zadziwił nie tylko mnie, ale też i resztę towarzyszących mi istot. Abra była najbardziej zadziwiona tym obrotem spraw.&lt;br /&gt;– Jedyny sposób by dostać się do katakumb to przejście przez to martwe pasmo górskie. By przez nie przejść musimy jakoś pozbyć się tego trzygłowego gada. Najmądrzejszym sposobem będzie ominięcie go, tylko problem tkwi w tym, że z jego kamuflażem nie będziemy w stanie określić jego położenia – powiedziałem równie spokojnym i chłodnym głosem co ostatnio.&lt;br /&gt;Abra wyglądała na zmieszaną. Od razy było widać, że mogłaby zrobić wszystko jeśli tylko mogłaby tam już nigdy nie wracać. Była to prawdopodobnie moja wina. Wina mojej ostatniej samowolki.&lt;br /&gt;– Te katakumby to jedyne miejsce w całej watasze w którym może być Dracolich, tak więc jeśli nasz cel nie ulegnie zmianie musimy tam wrócić. Oczywiście jeśli ty zrezygnujesz z naszego celu ja również to zrobię. Również uważam tą misję, za zbiorowe samobójstwo &lt;strike&gt;(Brenek by się ucieszył XD)&lt;/strike&gt;&amp;nbsp;– kontynuowałem.&lt;br /&gt;– Nie wracamy tam już nigdy – odrzekła Abra bez zastanowienia. – Wracajmy.&lt;br /&gt;– Nie pozwolę wam – warknął czarny stwór.&lt;br /&gt;Z tego wszystkiego całkowicie o nim zapomnieliśmy.&lt;br /&gt;– Pozwolisz, nie jesteśmy twoimi sługami. Nie musimy się ciebie słuchać, a tym bardziej nie musimy oddawać życia za twoje zachcianki – powiedziałem jeszcze chłodniejszym głosem niż poprzednio.&lt;br /&gt;Stwór syknął wściekle. Był naprawdę rozjuszony. Świecące elementy jego ciała świeciły teraz oślepiającym blaskiem. Nagle rozległ się mocny huk. Huk ten ciągle się powtarzał w regularnych odstępach czasu. Nie mogłem jednak nic zobaczyć, przez to światło. Byłem pewien jednak, że źródło tego światła porusza się szybko na boki. Wtem dotarło do mnie co on próbuje zrobić.&lt;br /&gt;– Nie rób tego idioto! – warknąłem.&lt;br /&gt;Za późno jednak. W całej jaskini rozległ się dźwięk kruszącej się i spadającej skały. W tym samym momencie światło bestii wróciło do normy, a naszym oczom ukazał się zawalony tunel. Zawalił się do tego stopnia, ze odkopanie tego było praktycznie niemożliwe.&lt;br /&gt;– Teraz już nigdzie nie pójdziecie –powiedział już spokojnym głosem czarny stwór.&lt;br /&gt;I miał rację, zawalił jedyny tunel, który można by nazwać drogą do ewentualnego wyjścia.&lt;br /&gt;– Skończony dureń – warknąłem pod nosem.&lt;br /&gt;Od Liam&#39;a również było słychać ciche warczenie. Abra z jakiegoś powodu się nie odzywała.&lt;br /&gt;Tak więc zmuszeni by wrócić i kontynuować zadanie usiedliśmy w zacnym kołeczku i obmyślaliśmy plan. Niestety nie dało to żadnego skutku bo każdy wymyślony przez nas plan kończył się na &quot;Mortem, ty skończony idioto&quot; lub na niemożliwym do pokonania lub ominięcia kamuflażu potwora. Wtedy też zdecydowaliśmy, że będziemy myśleć podczas drogi powrotnej przez tunele. Moje myśli jednak skupiały się na odnalezieniu innej drogi która prowadziła by jak najdalej od terytorium Żmija.&lt;br /&gt;– Widziałeś gdzieś solidny tunel prowadzący w przeciwną stronę? –zapytałem szeptem Liama.&lt;br /&gt;Ten jednak przecząco pokiwał głową. Westchnąłem głęboko. Chyba faktycznie musieliśmy to zrobić...&lt;br /&gt;Nagle w oddali było widać wyjście. A dokładnie wejście na terytorium złotego gada...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abra? Teraz jest lepiej, nie? XD&lt;br /&gt;Słów: 1086</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-lucasa-cd-abry_18.html</link><author>noreply@blogger.com (Pantera)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5365598469461080797.post-1276082744421842888</guid><pubDate>Fri, 18 May 2018 05:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-03-14T13:38:09.585+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Brendon</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Lucas</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Melanie</category><title>Od Brendona do Melanie i Lucasa „Romanse dwóch bet i naćpany debil, który im przeszkadza”</title><description>Jestem geniuszem. Najbardziej genialnym geniuszem który istniał w tych genialnych czasach na tej genialnej planecie. Nic dziwnego, że samobójstwo nigdy wcześniej mi się nie udawało, skoro nie próbowałem go w odpowiedni sposób. Podwójne samobójstwo? Pff, to nigdy nie miało szans na powodzenie. Potrzebuję... Potrójnego samobójstwa. Tak, to będzie idealne i z całą pewnością śmiertelne. Niestety, bardzo ciężko jest znaleźć dwie osoby skore do samobójstwa w samym środku nocy, nawet na terenach tak zatłoczonej watahy jak ta, której na chwilę obecną byłem członkiem. Szkoda, że nie istnieje serwis do wynajmowania osób, które mogłyby popełnić z tobą samobójstwo... To by uczyniło świat znacznie lepszym. &lt;br /&gt;– Hej, tyyyy! – krzyknąłem do sylwetki wilka, który chyba siedział na polanie pełnej kwiatków i gapił się w niebo. Yy, czemu? Przecież są inne, fajniejsze czynności które można wykonywać... Jak ćpanie, gwałcenie, popełniane samobójstwa i tym podobne. Wilk, chyba wadera, odwróciła mordkę w moją stronę i spojrzała na mnie pytająco. &lt;br /&gt;– Tak? – spytała nadzwyczaj spokojnie, jakby wcale nie była zdziwiona moim widokiem. Stałem się taki znany, że każdy oczekuje mnie spotkać? Wow, nie sądziłem że mój fejm sięgnie tak daleko. &lt;br /&gt;– Chcesz popełnić potrójne samobójstwo? – spytałem z szerokim uśmiechem na pysku, by wyglądać jak najbardziej przyjacielsko. No cóż, nawet jeśli się nie zgodzi, i tak popełni ze mną potrójne samobójstwo. &lt;br /&gt;– Z tego co widzę, jesteś sam jeden. – powiedziała, jak na razie nie odrzucając propozycji samobójstwa. To chyba dobrze, prawda? Możliwe, że się jeszcze zgodzi. Miłoby było. &lt;br /&gt;– Noo... Tak. Szukam trzeciej osoby – powiedziałem, próbując ukryć nutkę desperacji w moim głosie. Potrzebowałem jej, gdyż prawdopodobnie nie ma nikogo innego kto nadal nie śpi o tej porze. Całkowicie ich nie rozumiałem. Noc była najfajniejszą porą doby. Głównie dlatego że mogłem wtedy widzieć, i całkiem nieźle widziałem w ciemnościach. &lt;br /&gt;– Najpierw znajdź drugą. Powodzenia – rzuciła, i ponownie zaczęła spoglądać w punkt, którego nie potrafiłem dostrzec. Ciekawe, w co wpatrywała się tak uparcie, takim wzrokiem? Nieważne w co się wpatrywała, miałem zamiar dać jej coś znacznie lepszego. Mianowicie, śmierć. Ale przed tym...&lt;br /&gt;– Jak się nazywasz? – spytałem, kształtując w głowie genialny plan. Skoro nie ma zamiaru się zgodzić, tak jak ja chciałem, będę zmuszony postąpić brutalniej. &lt;br /&gt;– Melanie – odpowiedziała wadera, nie odrywając wzroku od rzeczy, której nie potrafiłem zobaczyć. Melanie, Mel... Mąka! Słowo z jakiegoś tam języka, którego kiedyś się nauczyłem, mianowicie mel, oznaczało włąśnie mąka. Nie nauczyłem się zbyt wielu słów z tego języka, ale kilka zapadło mi w pamięci, a jedno z nich było właśnie mel. Jak można nazwać swoje dziecko &#39;Mąka&#39;? Nie no, oryginalne i to wszystko, ale to chyba raczej nie najlepsze imię... &lt;br /&gt;– A więc... MELANIE UMIERA – wydarłem się tak, że chyba można było mnie słyszeć na całych terenach watahy, i może jeszcze dalej. Zwabię tu wszystkich i popełnimy masowe samobójstwo. Plan idealny. Wadera spojrzała na mnie pytająco, ale z oddali przerwał nam znany mi głos. &lt;br /&gt;– CO!? – wrzasnął Lucio, prawie z pewnością zmierzając w tą stronę. Tylko jedna osoba... No masowe samobójstwo to nie będzie, ale potrójne już tak. Mój genialny plan z pewnością zadziała. Nie ma innej opcji. Tym razem mi się uda. Kiedy Lucas tu dobiegł, cały zdyszany, obrzucił Mąkę zdziwionym spojrzeniem, gdyż oczywiście nie umierała. Jeszcze. &lt;br /&gt;– Cieszę się, że tu jesteś. Możemy zaczynać – powiedziałem, i szczerząc się jak głupiek wyciągnąłem dość sporych rozmiarych worek żukopiasku, i obrzuciłem nim oba wilki. Ja sam go nie potrzebowałem, gdyż ktoś tu musi mieć kontrolę nad sytuacją. &lt;br /&gt;– Co to jest? – mruknęła Mąka, zaś Lucio jedynie jęknął, prawdopodobnie z radości. Poczekałem chwilę, niecierpliwy rezultatu mojej akcji. Mąka oraz Lucio rozglądali się przez chwilę, jakby zdezorientowani, i zaczynałem się martwić że może dałem im za mało żukopiasku. A przecież zmieszałem go z bornitem, by dał podwójnego kopa... &lt;br /&gt;– Spójrz Melanie... To niebo... A na nim... Srebrna kulka... – Lucio zaczął machać łapą w stronę księżyca aka srebrnej kulki, prawdopodobnie by się z nim przywitać. Z pewnością byli dobrymi przyjaciółmi. &lt;br /&gt;– Wow... Srebrna kulka na której mieszkają zielone choinki ugi bugi... – westchnęła Mąka, patrząc z tęsknotą na księżyc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mąka? Lucio?&lt;br /&gt;Słów: 646</description><link>https://watahanotte.blogspot.com/2018/05/od-brendona-do-melanie-i-lucasa-romanse.html</link><author>noreply@blogger.com (Pantera)</author><thr:total>0</thr:total></item></channel></rss>