<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145</atom:id><lastBuildDate>Thu, 19 Dec 2024 03:24:02 +0000</lastBuildDate><category>GilbertxVane</category><category>Vane</category><category>Shadow</category><category>Gilbert</category><category>Peter</category><category>Corrinne</category><category>Xerxes</category><category>Postacie</category><category>Shawn</category><category>Flurry</category><category>Yuri</category><category>Kiba</category><category>Laura</category><category>Viktor</category><category>Resney</category><category>Hige</category><category>Felix</category><category>Informacje</category><category>Rosalie</category><category>Chu</category><category>Yusuke</category><category>Akane</category><category>Alessia</category><category>Haze Odwala</category><category>Lithaen</category><category>Rick</category><category>Sharni</category><category>Chloë</category><category>Nimitsuu</category><category>Ripley</category><category>Rite</category><category>Shanna</category><category>Yuki</category><category>Ace</category><category>Arya</category><category>Ayano</category><category>Horo</category><category>Jack</category><category>Kane</category><category>Konkursy etc.</category><category>Gintoki</category><category>Nyu</category><category>Podsumowanie</category><category>Shami</category><title>Where The Stars Shine</title><description>Kilka wieków temu, grupa ludzi, za sprawą magicznej istoty otrzymała nadprzyrodzone zdolności. Każdy z tych ludzi miał swoją zwierzęcą formę, będącą ucieleśnieniem ich siły duchowej.&#xa;Nazwano ich strażnikami. Mieli bronić ludzi i ochraniać to, co najważniejsze.&#xa;Ludzie ich respektowali i podziwiali, oni zaś starali się jak najlepiej wypełniać swe obowiązki&#xa;...&#xa;Ale czasy się zmieniły.</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Living Meme)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>438</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-556914437706280224</guid><pubDate>Thu, 14 Mar 2019 19:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-03-14T12:17:00.442-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Informacje</category><title>why hello there</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Jakby ktoś tu jeszcze kiedyś przypadkiem trafił to zapraszam na bloga podanego poniżej&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
I przy okazji przepraszam za wszystko co się działo na tym blogu&lt;br /&gt;
Z każdym rokiem człowiek trochę mądrzeje&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://restless-nadistoty.blogspot.com/&quot;&gt;https://restless-nadistoty.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2019/03/why-hello-there.html</link><author>noreply@blogger.com (Living Meme)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-2773777803999137086</guid><pubDate>Thu, 22 Feb 2018 23:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-02-22T15:37:00.079-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Xerxes</category><title>Od Kevina CD Corrinne</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
Dlaczego znowu musi mi ona znikać z oczu... Szczególnie, w takiej sytuacji, gdy nawet nasze zdrowie wisi na cienkim włosku. Zawsze, nawet bezinteresownie dbała o dobro słabszych. Najlepszym przykładem jest Flurry, dla której gotów była poświęcić własne dobro. W troskach przewyższa mnie ponad wszystko. Nigdy nie zapomnę początków naszej trójki... Ach, stare dobre czasy. Niestety, po części minione, a jak się nie postaram, to zostaną całkowicie zniszczone. Z cichym westchnięciem rozejrzałem się po korytarzu. Pustka... Najwidoczniej wszyscy tłoczyli się na głównej sali. Szczerze, nie mam ochoty tam wracać. Jeszcze mi życie miłe. Nawet nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że Corri zdecydowała się tam zostać... Mam nadzieję, że pomyślała racjonalnie i - niestety - pod moją nieuwagą, wydostała się z głównego miejsca potyczek. Starałem się za wszelką cenę wsłuchać w rozprzestrzeniającą się wokół ciszę. Tylko w nasłuchiwaniu ratunek. Zlokalizowanie i próby teleportacji... Ach, ta kwestia cały czas sprzeczała się w moim umyśle. Jestem świadom, że wampiry mogą w każdej chwili przejąć pałac, przez co później... Jeśli... Za chwile mnie coś trafi, przez te okropne myśli związane z losem drogiej mi dziewczyny. Przynajmniej raz posłucham rady starszej osoby...&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
- Cóż. Ale jeśli będzie chciał mnie ostatecznie pochłonąć mrok... to tylko w samotności... - powiedziałem sam do siebie, przystając na moment. Rozejrzałem się. Takie błądzenie po korytarzach jest jedynie stratą czasu. Cennych chwil, decydujących o życiu o wiele młodszej osoby ode mnie. Czubkami palców, odsłoniłem przysłaniającą brak lewego oka grzywkę. Również ukrytą w lasce broń, zacisnąłem mocniej na rękojeści, podświadomie wydając polecenie swojemu łańcuchowi. Dam radę, jakoś zniosę ewentualne rozrywanie głowy, czy delikatny krwotok. Dawno minęły moje młodzieńcze lata... Gdy tylko ponownie dane mi było rozchylić powieki, centralnie przed sobą spostrzegłem charakterystyczną, tą samą suknię Corri z dzisiejszego wieczoru. Widok macek, jak i wampira tuż przy jej szyi, w ułamku sekundy wywołał u mnie mocny szok, który po kilku kolejnych, przemienił się w gniew. Nie czekając dłużej, w końcu ukazałem światu idealnie skrytą, broń białą, z impetem ruszając w stronę zagrożeń. W pierwszej kolejności, mocnym kopnięciem odrzuciłem krwiożercę, od niedoszłej ofiary, żeby zaraz później przeciąć wszystkie, naprawdę obrzydliwie wyglądające macki. Wystawały zarówno z podłogi, sufitu, jak i ścian... Dziadostwo... Rzucający się mężczyzna, niechętny do zaprzestania czynności, starał się podnieść. Cóż.&amp;nbsp; Uniemożliwiła mu to nagła strata jednej z górnych kończyn. Skurwysynowi się należy...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
Zanim się obejrzałem, dziewczyna, na powrót znalazła się blisko przy mnie. Opierała się o mój tors, widocznie osłabiona, jakby bliska omdleniu. Syknąłem pod nosem, spoglądając na mężczyznę, którego obumierająca kończyna leżała jakiś metr ode mnie. Chciałem gnoja dobić, lecz zajęłoby mi to za dużo czasu... Również widok morza krwi, jakoś mnie nie kręci. Objąłem jedną z rąk drobną istotkę, ledwo mogącą utrzymać się na własnych nogach. Szybko podniosłem ją na ręce, ignorując przyśpieszający oddech i delikatny ucisk w czaszce. Rozejrzałem się. Jesteśmy na piętrze z komnatami. Idealnie. Nie czekając, przyśpieszonym krokiem ruszyłem w stronę tej, która podobno była przydzielona mojej osobie. Nie możemy dłużej tu zostać, ryzyko jest zbyt wielkie. Bez słów, wparowałem do otwartego pokoju. Tak, to z pewnością był ten. Odetchnąłem z cichą ulgą. Nie czekając, zbliżyłem się do całkiem wygodnego łóżeczka, na które od razu ułożyłem przysypiającą dziewczynę. Dopiero wtedy, lekko z góry mogłem się jej dokładniej przyjrzeć. Zdecydowanie pobladła z twarzy, co jedynie podkreślały dwie, drobne dziurki w jej skórze. Pieprzone wampiry... Cholera, przez tą, nawet drobną ranę jesteśmy o stokroć bardziej narażeni na znalezienie. Delikatnie przyłożyłem dłoń do czoła Corri... &lt;i&gt;Zimne. &lt;/i&gt;Chyba zaczynam panikować. Dorwałem szybko jeden z leżących na ziemi koców. Upewniony co do jej zabezpieczenia, szybko zabrałem się za prowizoryczną barykadę wejścia. Nie przystąpię do żadnej pomocy jej zdrowi, jeśli będę zmuszony udzierać się z nowymi gośćmi. Na tą porę, powinna wystarczyć szafa i fotel. I tak zaraz nas tu nie będzie. Nie mam zamiaru spędzić tu dłużej niż pięciu minut. Widocznie, to już pisana klęska pałacu. Wróciłem do dziewczyny, z zamoczonym w letniej wodzie ręcznikiem. Otwieranie innego wymiaru również trochę zajmie, więc wolę zaoszczędzić czas, pozbywając się przyciągającej wampiry, woni krwi. Mięciutkim materiałem, dokładnie, jak i delikatnie przemyłem całą szyję oraz twarz Corrinne. Nachylony, bez słów wykonywałem daną czynność, równie skupiony w nasłuchiwaniu zagrożenia. Przyłożyłem do miejsca rany wcześniej znaleziony, nieduży plaster. Jeszcze tylko chwila... Podszedłem do okna, chcąc wyrzucić za nie przesiąknięty niewielką ilością krwi materiał. &lt;i&gt;Jesteśmy na piątym piętrze, więc...&lt;/i&gt; Zamarłem totalnie, dostrzegając zbliżające się niebezpiecznie pod ściany budynku stworzenia. Mam świadomość, że ich uwadze ciężko jest uciec. To tylko odejmowało mi czasu. Przekląłem pod nosem, wracając do ciężko oddychającej dziewczyny. Nie mam czasu. Czas. Czas. Cholerny zdrajca. Ująłem drobną osobę w ramiona, bez dłuższego czekania, ponownie przywołując do siebie ogromną, widmo-kreaturę. Przytuliłem mocniej do siebie odzianą w suknię najdroższą. Zacisnąłem zęby, gwałtownie padając na kolana, przez siłę w tym momencie dosłownie wbijającą mnie w ziemię. Dostrzegłem gwałtowne ruchy szafy i fotela. Jeszcze moment, a po nas. &lt;i&gt;Szybciej. - &lt;/i&gt;warknąłem w myślach...&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
Wtem. Wszystko jakby ucichło. Cały dotychczasowy gmach, jak i odgłosy tłuczonego szkła, po prostu zniknęły. Coś mnie rozrywa od środka, lecz mimo to... Przeżyję wszystko, aby móc &lt;i&gt;ją &lt;/i&gt;ochronić. &lt;i&gt;Wstaję. &lt;/i&gt;Czuję, jak znowu o własnych siłach mogę ustać. Jesteśmy poza wszystkim. W niczym, a jednak pomiędzy. Pomiędzy, a jednak w niczym. &lt;i&gt;Dom. &lt;/i&gt;Chcę znowu go ujrzeć. Tamten świat, który może całkowicie zmienić swoje barwy, gdy na powrót będę miał &lt;i&gt;ją&lt;/i&gt; przy sobie. Upragniony spokój i cisza. Ale... &lt;i&gt;Razem&lt;/i&gt;... Chcę w końcu odpocząć...&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
Rozchyliłem powieki. Czy w końcu jesteśmy bezpieczni? Liczba mnoga. Nie w moim stylu. Moje ręce... Błąd. Nie czuję jej. Nie widzę, nie słyszę. Wzrok utkwiony mój pozostał w martwy punkt. Moje ręce.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
- Corrinne?! - rozchyliłem usta. Moja zestresowana postawa przejęła władzę. Przyśpieszony oddech, szybsze bicie serca. Nie rozumiem. Świecie. Wszechświecie, Otchłani. Znowu nie potrafię pojąć. Nie wiem, dlaczego. Dlaczego ja nie wiem. Moje kolana ponownie zetknęły się z ziemią, a ręce mimowolnie opadły. Przymknąłem oczy...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Znowu to wszystko widzę.&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Czuję.&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
Czym jest rozpacz.&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Czy to jest rozpacz?&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
Co to tęsknota.&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Czy ja tęsknię?&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Znowu czuję słabość. Niewolę, przytrzymującą mi ręce. Działanie, nie możliwe do zrealizowania...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Skoro i ona odeszła, odchodzi też cząstka mnie...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2018/02/od-kevina-cd-corrinne.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-311089143947144669</guid><pubDate>Thu, 22 Feb 2018 13:18:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-02-22T05:59:52.886-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Corrinne</category><title>Od Corrinne cd Kevin</title><description>&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&amp;#8211; Wracajmy na d&amp;#243;&amp;#322;. Jeszcze sobie niewiadomo co pomy&amp;#347;l&amp;#261;. &amp;#8211; Nie chcia&amp;#322;am niszczy&amp;#263; chwili, ale by&amp;#322;am do tego zmuszona. Xerxes nie zdawa&amp;#322; sobie sprawy, jakie byty aktualnie nawiedzaj&amp;#261; kr&amp;#243;lestwo. A nietoperzy wok&amp;#243;&amp;#322; robi&amp;#322;o si&amp;#281; coraz wi&amp;#281;cej. Gdyby zaatakowa&amp;#322;y nas tutaj, gdzie by&amp;#322;o nie tylko zagro&amp;#380;enie wypadni&amp;#281;cia za barierk&amp;#281;... Zrezygnowany j&amp;#281;kn&amp;#261;&amp;#322;. Jakby... Zawiedziony. U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; pocieszaj&amp;#261;co.&amp;#160;&lt;br&gt;
&amp;#8211; Mo&amp;#380;e wcale nie b&amp;#281;d&amp;#261; si&amp;#281; myli&amp;#263;? &amp;#8211; u&amp;#347;miechn&amp;#261;&amp;#322; si&amp;#281; szeroko.&amp;#160;&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Emily, ty &amp;#380;ywa &amp;#347;cierko od pod&amp;#322;ogi, jakby&amp;#347;cie si&amp;#281; zamienili rolami, nikt by nie zauwa&amp;#380;y&amp;#322;&lt;/i&gt;.&lt;br&gt;
&amp;#8211; W ka&amp;#380;dym razie, chod&amp;#378;. &amp;#8211; chwyci&amp;#322;am go za d&amp;#322;o&amp;#324;, sprowadzaj&amp;#261;c przez pok&amp;#243;j i korytarz. W kr&amp;#243;tkim czasie od przybycia na sal&amp;#281;, rozbrzmia&amp;#322;a melodia. Taniec towarzyski... Belgijka. U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; weso&amp;#322;o i zaci&amp;#261;gn&amp;#281;&amp;#322;am Xercia w rz&amp;#261;dek par. Nie wydawa&amp;#322; si&amp;#281; z tego powodu zadowolony. Szczeg&amp;#243;lnie, gdy zorientowa&amp;#322; si&amp;#281;, &amp;#380;e nast&amp;#281;puje zmiana par. Ja jednak by&amp;#322;am zbyt zaj&amp;#281;ta powtarzaniem w my&amp;#347;lach krok&amp;#243;w; cztery w prz&amp;#243;d, potem w ty&amp;#322;, znowu w prz&amp;#243;d, doskoczenie, odskoczenie, obr&amp;#243;t na drug&amp;#261; stron&amp;#281;, gdzie wcze&amp;#347;niej sta&amp;#322; partner, doskok, odskok i zmiana do przodu, wracaj&amp;#261;c na swoj&amp;#261; stron&amp;#281;. Niby tak banalne, a jednak jest przy tym do&amp;#347;&amp;#263; sporo &amp;#347;miechu. &amp;#321;atwo wpa&amp;#347;&amp;#263; na czyje&amp;#347; plecy lub wycofa&amp;#263; samemu o ten krok za du&amp;#380;o. Im wi&amp;#281;cej os&amp;#243;b, tym trudniej. He. Hehe. Hehehe. Po ca&amp;#322;ym okr&amp;#261;&amp;#380;eniu zn&amp;#243;w trafi&amp;#322;am na Xerxesa. Nie wydawa&amp;#322; si&amp;#281; zbyt... Zadowolony. Muzyka powoli cich&amp;#322;a, a gdy ju&amp;#380; ca&amp;#322;kiem umilk&amp;#322;a, rozbrzmia&amp;#322; brzd&amp;#281;k t&amp;#322;uczonej serii szk&amp;#322;a. Skuli&amp;#322;am si&amp;#281;, zatykaj&amp;#261;c uszy. Za g&amp;#322;o&amp;#347;no... Boli... Blisko siebie wyczu&amp;#322;am obecno&amp;#347;&amp;#263; nie tylko Xerxesa, ale tak&amp;#380;e pewnego osobnika. Zna&amp;#322;am ju&amp;#380; jego zapach. Wyprostowa&amp;#322;am si&amp;#281;, wyci&amp;#261;gaj&amp;#261;c bro&amp;#324;. Chwyci&amp;#322;am Xerxesa za d&amp;#322;o&amp;#324; i odci&amp;#261;gn&amp;#281;&amp;#322;am jak najbli&amp;#380;ej drzwi.&amp;#160;&lt;br&gt;
&amp;#8211; Czujesz si&amp;#281; na tyle dobrze, by m&amp;#243;c si&amp;#281; broni&amp;#263;? &amp;#8211; Kiwn&amp;#261;&amp;#322; g&amp;#322;ow&amp;#261;. Jako&amp;#347; w to nie wierzy&amp;#322;am, ale tak&amp;#380;e domy&amp;#347;li&amp;#322;am si&amp;#281;, &amp;#380;e nie da&amp;#322;by si&amp;#281; wygoni&amp;#263;. &amp;#8211; Jakby co&amp;#347;... Ratuj si&amp;#281;, dobrze?&amp;#160;&lt;br&gt;
Nie mog&amp;#322;am czeka&amp;#263; na odpowied&amp;#378;, poniewa&amp;#380; dostrzeg&amp;#322;am par&amp;#281; wampir&amp;#243;w otaczaj&amp;#261;cych dzieci. Nastoletnie koto&amp;#322;aki sob&amp;#261; os&amp;#322;ania&amp;#322;y te mniejsze. Dostrzeg&amp;#322;am Ros&amp;#281; i Geo w&amp;#347;r&amp;#243;d tych ochranianych. Skoczy&amp;#322;am w ich stron&amp;#281;, nagle staj&amp;#261;c w&amp;#347;r&amp;#243;d maluch&amp;#243;w i wymierzaj&amp;#261;c w najbli&amp;#380;szego potwora.&amp;#160;&lt;br&gt;
&amp;#160; &amp;#160; &amp;#160; &amp;#160; &amp;#160;W kr&amp;#243;tkim czasie, uby&amp;#322;o za du&amp;#380;o koto&amp;#322;ak&amp;#243;w. To chyba najwi&amp;#281;kszy atak w ostatnim czasie, a trupy gdzie&amp;#347; znikaj&amp;#261;. Mimo to, wok&amp;#243;&amp;#322; si&amp;#281; roi od obu ras; na sal&amp;#281; wci&amp;#261;&amp;#380; przychodz&amp;#261; nowe wampiry, a koto&amp;#322;aki przyby&amp;#322;y z miasta, bowiem nie wszystkie chcia&amp;#322;y wcze&amp;#347;niej przyj&amp;#347;&amp;#263; na bal. Nie mog&amp;#322;am nigdzie dostrzec Xerxesa. W pewnym momencie zatrzyma&amp;#322;am si&amp;#281; zza drzwiami i przeskanowa&amp;#322;am wzrokiem pomieszczenie. Nigdzie... Nigdzie go nie ma. Mo&amp;#380;e uciek&amp;#322;. A mo&amp;#380;e go dorw... Potrz&amp;#261;sn&amp;#281;&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261;, r&amp;#281;k&amp;#261; podpieraj&amp;#261;c si&amp;#281; o &amp;#347;cian&amp;#281;. Cholernie bola&amp;#322;o mnie ca&amp;#322;e cia&amp;#322;o. Nagle co&amp;#347; na wz&amp;#243;r macek chwyci&amp;#322;o mnie w pasie i nadgarstkach, na tyle mocno, &amp;#380;e nie by&amp;#322;am w stanie nic w nich utrzyma&amp;#263;. Czyj&amp;#347; j&amp;#281;zyk przejecha&amp;#322; wzd&amp;#322;u&amp;#380; mojej szyi. Wzdrygn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281;, czuj&amp;#261;c dodatkowo niemi&amp;#322;y u&amp;#347;cisk w brzuchu.&amp;#160;&lt;br&gt;
&amp;#8211; Nie wzywasz nikogo na ratunek?... &amp;#8211; szepn&amp;#261;&amp;#322;.&amp;#160;&lt;br&gt;
Jako&amp;#347; tak nie mam kogo &amp;#8211; pomy&amp;#347;la&amp;#322;am, jednak nie odezwa&amp;#322;am si&amp;#281;, zaj&amp;#281;ta zaciskaniem z&amp;#281;b&amp;#243;w i pr&amp;#243;bami opanowania dr&amp;#380;enia. Wbi&amp;#322; k&amp;#322;y w moj&amp;#261; sk&amp;#243;r&amp;#281;, na co wygi&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; do ty&amp;#322;u.&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Sykn&amp;#281;&amp;#322;am, czuj&amp;#261;c poruszaj&amp;#261;ce si&amp;#281; macki i to, jak z mojego cia&amp;#322;a ubywa krwi.&amp;#160;Opu&amp;#347;ci&amp;#322;am bezw&amp;#322;adnie r&amp;#281;ce, zupe&amp;#322;nie przestaj&amp;#261;c si&amp;#281; szarpa&amp;#263;. Ospale wpatrywa&amp;#322;am si&amp;#281; w niewidoczny punkt. Sid&amp;#322;a oplot&amp;#322;y moje skrzyd&amp;#322;a, do&amp;#347;&amp;#263; mocno je dra&amp;#380;ni&amp;#261;c. Coraz ci&amp;#281;&amp;#380;ej mi si&amp;#281; oddycha&amp;#322;o. Z czasem nawet nje by&amp;#322;am &amp;#347;wiadoma.Momentalnie kto&amp;#347; wyrwa&amp;#322; mnie z u&amp;#347;cisku, co&amp;#160; uda&amp;#322;o mi si&amp;#281; zarejestrowa&amp;#263;. Wyczu&amp;#322;am zapach Xerxesa, gdy inercyjnie na niego wpad&amp;#322;am, przylegaj&amp;#261;c do jego klatki piersiowej. Zmru&amp;#380;y&amp;#322;am powieki. Zimno... &lt;br&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&amp;lt; Xerciu? C: &amp;gt; &lt;/p&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2018/02/od-corrinne-cd-kevin.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-1741272576129276679</guid><pubDate>Mon, 01 Jan 2018 20:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-01-03T13:38:03.560-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Xerxes</category><title>Od Kevina CD Corrinne</title><description>Przyglądałem się z delikatnym uśmiechem dziewczynie, która z podwiniętą nieco sukienką zaczęła biec. Swoją drogą - świetnie na niej leżała ta kreacja. Cicho westchnąłem, poprawiając jedną ze wsuwek, która nieco ześlizgnęła się z mojej &quot;idealnej&quot; fryzury. Wciąż za wiele rzeczy bierze na poważnie... Chociaż... Zważając na jej nieco traumatyczną przeszłość, jak i teraźniejszość, w której musi spłacać tej przeklęty dług za pomocą niezbyt przyjemnej metody... No dobra! Możliwe, że odrobinę przesadziłem...&lt;br /&gt;
Koniec końców ruszyłem się z aktualnie zajmowanego miejsca. Nie miałem co robić samemu na balkonie, a dodatkowe wyobrażenia dotyczące możliwości Corrinne, dosłownie zmusiły mnie do opuszczenia głównej sali. &quot;Jeszcze wyskoczy mi przez okno&quot; - mruknąłem do siebie w myślach, przechodząc przez korytarz prowadzący prosto do jej komnaty. Skąd wiem gdzie ona jest? Huh... Można powiedzieć, że znalazłem już swojego podwładnego, na którego jedynie wystarczy rzucić zabójcze spojrzenie, żeby zaczął gadać. O dziwo, tutejsi ludzie o wiele łatwiej dają sobą manipulować... Tym lepiej!&lt;br /&gt;
Uchyliłem delikatnie drzwi, do komnaty, w której miała znajdować się Corrinne. Kotołak najwidoczniej dobrze ją znał... &quot;Yhm... Chyba za dobrze&quot; - wymruczałem, a na samą myśl mocniej zacisnąłem dłoń na swojej ukrytej broni. Zamknąłem za sobą pokój. Dziewczyna dobrze rzucała się w oczy - stała na balkonie, tuż naprzeciw wejścia. Bez żadnych skrupułów zrobiłem kilka kroków w przód, dzięki czemu po chwili znalazłem się tuż obok dziewczyny. Ta jakby nieznacznie, odsunęła się, widocznie mnie ignorując.&lt;br /&gt;
- No tak... W końcu praktycznie mnie nie znasz... - prychnąłem. - Widzę, że przyszła na to pora... - westchnąłem, wskakując w siedzie na barierkę. - Nie mam rodziców, a sam oryginalnie powstałem w zupełnie innym świecie. Określając poprawnie. Jestem dzieckiem omenu - zacząłem najogólniej. - Wymiar z którego pochodzę, szczerze mówiąc... Nie za bardzo różni się od naszego świata. Byłem zwykłem sługą w jednej, z tamtejszych bogatych rodzin. Pewnego dnia wyruszyłem w zwyczajną podróż z ich sześcioletnią córką, huh, bardzo mnie lubiła. Gdy wróciliśmy, okazało się, że cały jej ród został zabity. Eh... Zabijało mnie od środka totalne poczucie winy - oparłem się obiema dłońmi o lazurowy element balkonu. - Tym właśnie sposobem zawarłem kontrakt, z pewnym łańcuchem. Był to towarzysz, na wzór tego, którego posiadam aktualnie. Jako, że nasza umowa była nielegalna, po jakimś czasie na mojej piersi, pieczęć stworzona wraz z zawarciem naszej umowy, zatoczyła pełne koło. Znalazłem się w otchłani. A dokładniej mówiąc, w jej sercu, gdzie przebywała władczyni tego miejsca. Nie chciałabyś się tam znaleźć. Otaczała mnie w tamtym momencie masa lalek... Kontynuując. Naskoczyłem na nią z ostrzem, gdy ta zaczęła się naśmiewać z mojej przeszłości. W tamtym momencie, w jej głowie wytworzył się genialny plan - wykorzystania mojego oka, do uzupełnienia pustych oczodołów swojego pupilka. Ten przeszywający moją głowę ból... Nie do opisania... - uśmiechnąłem się delikatnie, przeczesując grzywkę przysłaniającą moje oczy dłonią. - W każdym razie, jakimś cudem udało mi się ubłagać Świadomość Otchłani o spełnienie mojego pragnienia. Naprawiła dla mnie przeszłość, dzięki czemu całej rodzinie udało się przeżyć. Niestety, trzy lata później zostali zamordowani. Ich dziecko również nie przeżyło. Hah... Dobrze pamiętam jak znienawidziłem w tamtym momencie Abyss. De facto, za swoją głupotę. Sam nie wiem jak to wszystko wyszło, ale po tym wszystkim obudziłem się w zupełnie nieznanym miejscu. Jakby te trzy kolejne lata, przeżyte z dobrze znaną rodziną były zwykłym snem. Tam... Znalazła mnie Sharon i jej matka... Była naprawdę wspaniałą i dobroduszną kobietą... - powiedziałem zdecydowanie ciszej, ciężko przy tym wzdychając.&amp;nbsp; - Znalazłem się tutaj za sprawą tej samej osoby, która odebrała mi oko. W tamtym świecie już zapewne leżę głęboko w ziemi. Tutaj też nie pożyję zbyt długo... Gdyby wszystko podsumować, mam już prawie sto lat. Poprzez zdobycie legalnego kontaktu z moim aktualnym łańcuchem,&amp;nbsp; zastopowałem swoje procesy starzenia, lecz mimo to... I tak kiedyś znowu przyjdzie na mnie pora... - cały czas na mojej twarzy, wymalowany był delikatny uśmiech. Z powrotem znalazłem się obiema stopami na ziemi. Zrobiłem parę kroków w przód.&amp;nbsp;- Jakieś pytanka? - stojąc do niej tyłem, jedynie uśmiechnąłem się ukradkiem.&lt;br /&gt;
- Gdy wtedy, w tym pokoju... - zaczęła niepewnie. - Mówiłeś, że też tak kiedyś miałeś - - wyczułem, rzucane na mnie wymowne spojrzenie. - Więc... Jaki był twój największy upadek? - słysząc jej pytanie, z moich ust mimowolnie wydobył się cichy śmiech. Jak się mogłem spodziewać, niedługo później zamienił się on jedynie w ciężki wdech.&lt;br /&gt;
- Cieszę się, że stałaś się normalną nastolatką i nie boisz się pytać szczerze o takie rzeczy -&amp;nbsp;zaśmiałem się&amp;nbsp;cicho. - Mówienie o tym... Eh... - spuściłem nieco wzrok. - Nie wiem, ale... Chyba mógłbym to nazwać swego rodzaju depresją. Zachowywałem się jak zranione zwierzę, które nie dawało do siebie nikomu dojść. Moje oko nie rzadko znajdowało się w takim stanie, jakim było kilka dni temu. Jedyną różnica... Do takiego stanu doprowadzałem siebie sam - zacisnąłem mocniej dłoń na towarzyszącej mi lasce. - Pomijając tą odległą przeszłość...&amp;nbsp; Ponad tydzień temu... W nasze progi zawitała dwójka, odpowiedzialna za mój brak oka. Nie wiem co dokładnie zrobiła, lecz najwidoczniej stara rana ponownie się otwarła, a ja, dodatkowo przywaliłem głową o stół! Poleżałem tak sobie nieprzytomny kilka dni, a gdy się obudziłem i zorientowałem, że nie wróciłaś, przybyłem tutaj. Przez użycie mocy swojego drugiego łańcucha i dodatkowe szkodzące rzeczy z wcześniej, najwidoczniej mój organizm nie wytrzymał i spotkałem się z podłogą - zakończyłem swoją litanię. Czułem się znacznie lepiej, mimo, że nie opowiedziałem jej za dużo. Przynajmniej Teraz wie...&lt;br /&gt;
Nawet nie czekałem na jakąkolwiek reakcję z jej strony. Zwykłe milczenie, przynajmniej tyle w tym momencie mogłem od niej otrzymać. Wyciągnąłem z niewielkiej kieszonki lizaczka. Huh... Przynajmniej się nie stopił czy coś...&lt;br /&gt;
- Nadal się gniewasz za te skrz- - urwał mi w połowie nagły ruch dziewczyny. Bez najmniejszych skrupułów, wtuliła się we mnie. Nieco zaskoczony, aż wypuściłem swojego lizaka z dłoni. Spojrzałem nieco w dól, ku niższej o głowę dziewczynie.&lt;br /&gt;
- Przepraszam... - wyszeptała, nie odrywając się ode mnie nawet o milimetr. Na jej słowa mimowolnie się uśmiechnąłem, żeby w końcu odwzajemnić uścisk. Objąłem ją delikatnie, przy tym jedną z rąk delikatnie głaszcząc po głowie.&lt;br /&gt;
- Nie masz za co - uśmiechnąłem się, zniżając swoją dłoń, ku jej podbródkowi. Uniosłem jej twarz delikatnie do góry, żeby móc spojrzeć jej prosto w oczy. - Czyli już nie jesteś zła? - zapytałem, wciąż trzymając ją w pasie.&lt;br /&gt;
- A mam być? - odpowiedziała pytaniem, na pytanie, przy tym śmiejąc się cicho. Słysząc to, zbliżyłem swoją twarz, bliżej do niej.&lt;br /&gt;
- Możliwe, że jeszcze będziesz...&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://78.media.tumblr.com/0ecf24d8695121656f3bfc55fbcf553a/tumblr_ordoimSGJ81wrsua9o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;295&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;188&quot; src=&quot;https://78.media.tumblr.com/0ecf24d8695121656f3bfc55fbcf553a/tumblr_ordoimSGJ81wrsua9o1_500.gif&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;POSŁÓDŹMY SOBIE TROSZKĘ c:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Odsunąłem się po chwili nieznacznie, by ponownie spojrzeć dziewczynie prosto w oczy. Ponownie na jej twarz wkradł się uroczy rumieniec, a po jej policzku spłynęła niewielka, słona łza. Uśmiechnąłem się, jak to miałem w zwyczaju, przy tym delikatnie przejeżdżając palcem po jej mokrym elemencie twarzy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Corrinne... - dłonią, uchwyciłem tą, należącą do niej. Dziewczyna w tym momencie jedynie przyłożyła palec do mych ust. Nieco zaskoczony, przekrzywiłem pytająco głowę.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&amp;lt;Corrinne? c:&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;*WSZĘDZIE TĘCZ WIDZĘ! WSZĘDZIEEEEEEEE*&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2018/01/od-kevina-cd-corrinne.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-6920027659333377397</guid><pubDate>Sun, 31 Dec 2017 21:42:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-01-01T09:36:57.398-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Corrinne</category><title>Od Corrinne cd Kevin</title><description>&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&amp;#8211; Jasna cholera, co ci si&amp;#281; sta&amp;#322;o?! &amp;#8211; zerwa&amp;#322;am si&amp;#281; na r&amp;#243;wne nogi. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Waln&amp;#261;&amp;#322;em o st&amp;#243;&amp;#322;. &amp;#8211; wzruszy&amp;#322; ramionami.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Siadaj. &amp;#8211; wskaza&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261; na &amp;#322;&amp;#243;&amp;#380;ko. Nie rusza&amp;#322; si&amp;#281; z miejsca&amp;#8211; Siadaj, kurna, bo nie b&amp;#281;d&amp;#281; ci&amp;#281; zbiera&amp;#263; z ziemi!&lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; By&amp;#322; bledszy ni&amp;#380; zwykle, co by&amp;#322;o do&amp;#347;&amp;#263;... Niepokoj&amp;#261;ce. Usiad&amp;#322; gwa&amp;#322;townie na materacu, jakby pr&amp;#243;bowa&amp;#322; ukry&amp;#263; zawroty g&amp;#322;owy. Zawiesi&amp;#322;am si&amp;#281;, nie wiedz&amp;#261;c zbytnio, co dalej robi&amp;#263;. A robota znalaz&amp;#322;a si&amp;#281; szybko; Ma&amp;#322;a Rose w&amp;#281;drowa&amp;#322;a niezdarnie w moj&amp;#261; stron&amp;#281;. Urocze... Szybko podesz&amp;#322;am do niej i wzi&amp;#281;&amp;#322;am na r&amp;#281;ce, z powrotem k&amp;#322;ad&amp;#261;c na &amp;#322;&amp;#243;&amp;#380;ku. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Co si&amp;#281; sta&amp;#322;o, kochanie? &lt;br&gt;
Wtuli&amp;#322;a si&amp;#281; w poduszk&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Mama... &amp;#8211; szepn&amp;#281;&amp;#322;a. Pog&amp;#322;aska&amp;#322;am j&amp;#261; po g&amp;#322;&amp;#243;wce. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Na pewno si&amp;#281; znajdzie. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Obiecujesz? &lt;br&gt;
&amp;#8211; Kochanie, nie mog&amp;#281; tego obieca&amp;#263;, ale na pewno jeszcze kiedy&amp;#347; si&amp;#281; spotkacie. Wszyscy doro&amp;#347;li robi&amp;#261; co w ich mocy, by znale&amp;#378;&amp;#263; waszych rodzic&amp;#243;w. A teraz &amp;#347;pij. &lt;br&gt;
Poruszy&amp;#322;a tymi malutkimi, s&amp;#322;odkimi uszkami i zamkn&amp;#281;&amp;#322;a powieki. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Biedactwo...&lt;/i&gt; &lt;br&gt;
Jeszcze raz przesun&amp;#281;&amp;#322;am d&amp;#322;oni&amp;#261; po jej w&amp;#322;osach i wsta&amp;#322;am. Kevina nie by&amp;#322;o na miejscu, gdzie go zostawi&amp;#322;am. &lt;i&gt;Gdzie on si&amp;#281; podzia&amp;#322;?! &lt;/i&gt;Odpowied&amp;#378; by&amp;#322;a natychmiastowa- gdy tylko si&amp;#281; zbli&amp;#380;y&amp;#322;am dostrzeg&amp;#322;am go na pod&amp;#322;odze. Westchn&amp;#281;&amp;#322;am. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Xerxes, nie r&amp;#243;b sobie &amp;#380;art&amp;#243;w... &amp;#8211; mrukn&amp;#281;&amp;#322;am. &amp;#8211; Xer-xes? &lt;br&gt;
Pokr&amp;#281;ci&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261; i przenios&amp;#322;am go z trudem na materac. Postanowi&amp;#322;am jeszcze nie wzywa&amp;#263; medyka. G&amp;#322;&amp;#243;wnie dlatego, &amp;#380;e nie mog&amp;#322;am zostawi&amp;#263; dzieci samych. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Zmru&amp;#380;y&amp;#322;am oczy, pod wp&amp;#322;ywem ostrego &amp;#347;wiat&amp;#322;a. Chyba przysn&amp;#281;&amp;#322;am. Powoli wsta&amp;#322;am, r&amp;#281;k&amp;#261; podpieraj&amp;#261;c si&amp;#281; &amp;#347;ciany. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Corri, jeste&amp;#347; na ten moment zwolniona z pomocy. &amp;#8211; us&amp;#322;ysza&amp;#322;am znajomy g&amp;#322;os. &lt;br&gt;
Zerkn&amp;#281;&amp;#322;am na opiekunk&amp;#281; i paru rodzic&amp;#243;w. Hm... O czym&amp;#347; nie wiem? Znale&amp;#378;li si&amp;#281; ju&amp;#380;? &lt;br&gt;
U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; s&amp;#322;abo. Podesz&amp;#322;am do Kevina. Nadal nieprzytomny. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Zawo&amp;#322;acie tutaj Sabrin&amp;#281;? &amp;#8211; zagadn&amp;#281;&amp;#322;am do dw&amp;#243;ch kot&amp;#243;w. Jeden z nich przytakn&amp;#261;&amp;#322; i rozp&amp;#322;yn&amp;#261;&amp;#322; si&amp;#281; w powietrzu. Po chwili pojawi&amp;#322; si&amp;#281; wraz z kotk&amp;#261;. &lt;br&gt;
*** Laaaaaazzzzzyyyyyyyy* &lt;br&gt;
&amp;#8211; Spanie na skrzydle by&amp;#322;o z&amp;#322;ym pomys&amp;#322;em&amp;#8211; stwierdzi&amp;#322;am na g&amp;#322;os, prostuj&amp;#261;c i sk&amp;#322;adaj&amp;#261;c &amp;#347;cierpni&amp;#281;t&amp;#261; cz&amp;#281;&amp;#347;&amp;#263; cia&amp;#322;a. Skrzypni&amp;#281;cie drewna. M&amp;#243;j wzrok pad&amp;#322; na jedyny przedmiot, kt&amp;#243;ry zosta&amp;#322; w bunkrze. O dziwo- osoba na nim le&amp;#380;&amp;#261;ca mia&amp;#322;a otwarte oczy. I si&amp;#281; na mnie gapi&amp;#322;a. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Dzie&amp;#324; dobry, &amp;#347;pi&amp;#261;ca kr&amp;#243;lewno. Jeste&amp;#347; w stanie si&amp;#281; ruszy&amp;#263; i przej&amp;#347;&amp;#263; do normalnego pomieszczenia, czy kolejne par&amp;#281; dni zamierzasz tutaj le&amp;#380;e&amp;#263;? &amp;#8211; przekrzywi&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#281;. Postanowi&amp;#322;am nie m&amp;#243;wi&amp;#263; mu, iloma czarami zosta&amp;#322; nafaszerowany, &amp;#380;eby obudzi&amp;#263; si&amp;#281; w lepszym stanie. &lt;br&gt;
D&amp;#378;wign&amp;#261;&amp;#322; si&amp;#281; na &amp;#322;okciach, po chwili stoj&amp;#261;c ju&amp;#380; o w&amp;#322;asnych si&amp;#322;ach. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Kolejne par&amp;#281; dni? &lt;br&gt;
&amp;#8211; Dok&amp;#322;adniej to cztery, ale jednak. &amp;#8211; wyrwa&amp;#322;am z&amp;#322;amane pi&amp;#243;ro ze skrzyd&amp;#322;a, zaciskaj&amp;#261;c z&amp;#281;by. &amp;#8211; Pomijaj&amp;#261;c pytania, co tu robisz i co strzeli&amp;#322;o ci do&amp;#8211; &lt;br&gt;
&amp;#8211; Corri! Chod&amp;#378;, trzeba ci&amp;#281; ogarn&amp;#261;&amp;#263;, bo przecie&amp;#380; ten bal! &amp;#8211;&amp;#160; Katrinss zawiesi&amp;#322;a si&amp;#281;, &amp;#347;ledz&amp;#261;c wzrokiem Breaka, kt&amp;#243;ry po chwili sta&amp;#322; obok mnie&amp;#8211;&amp;#160; I twojego koleg&amp;#281; r&amp;#243;wnie&amp;#380;...&lt;br&gt;
&amp;#8211; Koleg&amp;#281;? No chyba ci&amp;#281; co&amp;#347;...&lt;br&gt;
Znik&amp;#322;a ju&amp;#380; w &amp;#347;wietle. Xerxes obj&amp;#261;&amp;#322; mnie ramieniem, tym samym dotykaj&amp;#261;c skrzyd&amp;#322;a. Zacisn&amp;#281;&amp;#322;am z&amp;#281;by. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Co ty odpierdalasz?! &lt;br&gt;
Przejecha&amp;#322; po nim d&amp;#322;oni&amp;#261;.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Ty cholerny... &amp;#8211; j&amp;#281;kn&amp;#281;&amp;#322;am. Szybko zakry&amp;#322;am usta r&amp;#281;k&amp;#261;. Za&amp;#347;mia&amp;#322; si&amp;#281; cicho i spokojnie odszed&amp;#322; w stron&amp;#281; drzwi. Psychopata. &lt;br&gt;
Szybko si&amp;#281; ogarn&amp;#281;&amp;#322;am i posz&amp;#322;am w stron&amp;#281;, gdzie wcze&amp;#347;niej znik&amp;#322;a bia&amp;#322;a kotka.&lt;br&gt;
***&lt;br&gt;
&amp;#8211; Jak zwykle uroczo! &amp;#8211; pisn&amp;#281;&amp;#322;a Princessa. Za&amp;#347;mia&amp;#322;am si&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; To tylko dwa kucyki, Pri.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Ale do ciebie pasuj&amp;#261;! &amp;#8211; odezwa&amp;#322;a si&amp;#281; inna kotka. &lt;br&gt;
S&amp;#261; troch&amp;#281;... nadpobudliwe... &lt;br&gt;
Pokr&amp;#281;ci&amp;#322;am z rezygnacj&amp;#261; g&amp;#322;ow&amp;#261;, ostatni raz zerkaj&amp;#261;c na niebiesk&amp;#261; sukienk&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; To schodzimy na d&amp;#243;&amp;#322;, prawda? &lt;br&gt;
&amp;#8211; Tak! Chocia&amp;#380; raz b&amp;#281;dziemy wcze&amp;#347;niej! &amp;#8211; za&amp;#347;mia&amp;#322;y si&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Min&amp;#281;&amp;#322;y ju&amp;#380; dwie godziny od oficjalnego zacz&amp;#281;cia balu. Dwie godziny sp&amp;#281;dzone na podpieraniu &amp;#347;cian. Jak mi&amp;#322;o. A Xerxes zagin&amp;#261;&amp;#322; w akcji. Trudno.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Zata&amp;#324;czysz? &amp;#8211; przerwa&amp;#322; mi znajomy g&amp;#322;os. U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Z ch&amp;#281;ci&amp;#261;. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160; W czasie gdy zosta&amp;#322;am zaci&amp;#261;gni&amp;#281;ta niemal na &amp;#347;rodek sali, co do&amp;#347;&amp;#263; mnie peszy&amp;#322;o, to w po&amp;#322;owie dostrzeg&amp;#322;am pewn&amp;#261; osob&amp;#281; podpieraj&amp;#261;c&amp;#261; &amp;#347;cian&amp;#281;. Par&amp;#281; obrot&amp;#243;w p&amp;#243;&amp;#378;niej kierowa&amp;#322;a si&amp;#281; ju&amp;#380; na balkon. Skusi&amp;#322; si&amp;#281; na przybycie? &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Muzyka ucich&amp;#322;a. Podzi&amp;#281;kowa&amp;#322;am za taniec i szybko zmy&amp;#322;am si&amp;#281; z pomieszczenia. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Czujesz si&amp;#281; ju&amp;#380; lepiej? &amp;#8211; zagadn&amp;#281;&amp;#322;am. &lt;br&gt;
Kiwn&amp;#261;&amp;#322; g&amp;#322;ow&amp;#261;. U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; ukradkiem, podchodz&amp;#261;c do barierki. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Mog&amp;#322;am zrobi&amp;#263; zdj&amp;#281;cie jak le&amp;#380;ysz twarz&amp;#261; na ziemi.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Z kim ta&amp;#324;czy&amp;#322;a&amp;#347;? &amp;#8211; odwr&amp;#243;ci&amp;#322; si&amp;#281; w moj&amp;#261; stron&amp;#281;. Znowu ta psychopatyczna mina...&lt;br&gt;
&amp;#8211; Z koto&amp;#322;akiem. &amp;#8211; za&amp;#380;artowa&amp;#322;am. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Kim on jest? &lt;br&gt;
&amp;#8211; To kolega z dzieci&amp;#324;stwa, spokojnie! Nikt specjalny. &amp;#8211; cofn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; par&amp;#281; krok&amp;#243;w. &lt;br&gt;
Czy&amp;#380;by by&amp;#322; &lt;i&gt;zazdrosny&lt;/i&gt;? &lt;br&gt;
Nie zd&amp;#261;&amp;#380;y&amp;#322;am zagada&amp;#263;, gdy na tarasie pojawi&amp;#322; si&amp;#281; Bob. &lt;i&gt;Znowu?&lt;/i&gt; Podszed&amp;#322; niebezpiecznie blisko. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Corrinne, czy m&amp;#243;g&amp;#322;bym ci&amp;#281; porwa&amp;#263; na... &amp;#8211; zawiesi&amp;#322; si&amp;#281;, a jego twarz poblad&amp;#322;a. &amp;#8211; A zreszt&amp;#261;... Niewa&amp;#380;ne! &lt;br&gt;
Znikn&amp;#261;&amp;#322; w dwie sekundy. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Xerxes~ &amp;#8211; mrukn&amp;#281;&amp;#322;am, powoli si&amp;#281; odwracaj&amp;#261;c si&amp;#281; w jego stron&amp;#281;. Bardzo powoli. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Tak? &amp;#8211; przybra&amp;#322; na twarz przes&amp;#322;odzony u&amp;#347;miech. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Mo&amp;#380;na wiedzie&amp;#263;, co odwalasz? Ju&amp;#380; pomijaj&amp;#261;c t&amp;#261; akcj&amp;#281; w bunkrze...&lt;br&gt;
&amp;#8211; M&amp;#243;wisz o &lt;i&gt;tej&lt;/i&gt; akcji? &amp;#8211; pochwyci&amp;#322; moment i przesun&amp;#261;&amp;#322; d&amp;#322;oni&amp;#261; po moim skrzydle. Zatrz&amp;#281;s&amp;#322;am si&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Ty ma&amp;#322;y... &amp;#8211; warkn&amp;#281;&amp;#322;am, kul&amp;#261;c si&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#8211;&amp;#160; Co ja na to poradz&amp;#281;, &amp;#380;e naprawd&amp;#281; uwielbiam ci&amp;#281; denerwowa&amp;#263;... &amp;#8211; durny u&amp;#347;mieszek pojawi&amp;#322; si&amp;#281; na jego twarzy. - I dodatkowo, przypatrywa&amp;#263; si&amp;#281; twojemu s&amp;#322;odkiemu rumie&amp;#324;cowi, gdy robi&amp;#281; ooo tak! - znowu dotkn&amp;#261;&amp;#322; czu&amp;#322;ego dla mnie miejsca. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Zawsze domy&amp;#347;la&amp;#322;am si&amp;#281;, &amp;#380;e jeste&amp;#347; pedofilem, ale m&amp;#243;g&amp;#322;by&amp;#347; si&amp;#281; ogarn&amp;#261;&amp;#263;! To wcale nie jest mi&amp;#322;e! &lt;br&gt;
&amp;#8211; Oj! Czy&amp;#380;bym powiedzia&amp;#322; to na g&amp;#322;os?! Znowu to zrobi&amp;#322;em!&amp;#160; Shhh... Chyba nie potrafi&amp;#281; si&amp;#281; powstrzyma&amp;#263;!&lt;br&gt;
&amp;#8211; Ty pierdolni&amp;#281;ty sadysto! Wiem, jakie masz o mnie mniemanie, bo ju&amp;#380; par&amp;#281; razy to pokaza&amp;#322;e&amp;#347;, ale nie musisz mi&amp;#160; o tym przypomina&amp;#263; w ka&amp;#380;dym mo&amp;#380;liwym momencie! &amp;#8211; po moich policzkach sp&amp;#322;yn&amp;#281;&amp;#322;y &amp;#322;zy. &amp;#8211; To boli. Cholernie boli! &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; W par&amp;#281; sekund uciek&amp;#322;am z tarasu do swojej komnaty, zostawiaj&amp;#261;c Kevina samego. &lt;/p&gt;
&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&amp;lt; Xerxes? &amp;#10084;&amp;gt;&lt;/p&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-corrinne-cd-kevin.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-1248339329031361814</guid><pubDate>Sun, 31 Dec 2017 16:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-31T08:34:22.031-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Xerxes</category><title>Od Kevina CD Corrinne</title><description>Siedziałem już od dłuższego czasu, przy swoim ukochanym stoliczku... Tak, mówiąc to, mam na myśli jakieś pół godziny. Mogłem się domyślić, że ucieknie. Zablokowanie wszystkich, typowo amerykańskich okien, to żaden problem. Szczególnie tych, mieszczących się w domu pieska rządu. Zostałem obdarzony jakimiś zabezpieczeniami, w razie problemów. Huh, pomyśleć, że owe właśnie się przydadzą...&lt;br /&gt;
W każdym razie, nieco zrezygnowany podniosłem się na równe nogi. Chyba pora pogodzić się z faktem, że z tej dziewczyny żołnierz już nie będzie... Nawet jeśli by chciała, specjalne czujniki wyczują &quot;to coś&quot; w jej mózgu i nie zezwolą na dalszą pracę.&lt;br /&gt;
Czyli mówiąc po ludzku - stała się wolnym zwierzako-człowiekiem.&lt;br /&gt;
Mimo, że stracę dobrą kompankę... Nie przeszkadzało mi to. Mogę otarcie powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie. Stanie się wolna, na czym chyba jej w jakimś stopniu zależało. Ta wojna już nie należy do niej. Farciara.&lt;br /&gt;
Kończą swoje genialne rozmyślanie, wykonałem kilka spokojnych kroków w kierunku gotującej się w czajniku wody. Trzecia godzina, to był czas na herbatkę! Corrinne nie skorzysta, no trudno. Może wróci jeszcze dzisiaj... Bez bezsensownego stania w miejscu, zalałem wcześniej przyszykowaną herbatę wrzątkiem. Przełożyłem napar na tackę, gdzie dumnie spoczywało ciasto.&lt;br /&gt;
Gdy w tym momencie... Wyczułem czyjąś obecność w pokoju. Nie. Po prostu do moich uszu doszedł &lt;i&gt;jej &lt;/i&gt;cichy śmiech. Dodatkowe pomruki towarzyszącego owej dziewczynie kota, jedynie potwierdziły moją założoną w myślach tezę. To musiała być &lt;i&gt;ona. &lt;/i&gt;O dziwo, praktycznie w ogóle się nie zmienili, od czasu, gdy zadecydowali o moim losie. Zgadza się. To jej ingerencja w moje życie, sprawiła, że jestem, gdzie jestem. Sam nie wiem, czy powinienem jej za to dziękować, czy z całego serca znienawidzić.&lt;br /&gt;
- Kopę lat! - zaczęła rozmowę, jak to mając w zwyczaju, uśmiechając się od ucha do ucha. Jakby znikąd pojawiła się przed nią filiżanka z herbatą i jakieś ciastko. Nie czekając na moje dojście do stolika, wzięła łyka gorącej cieczy. - Jak ci się podoba w tym świecie? - dodała.&lt;br /&gt;
- Lepiej, niż się spodziewałem - odpowiedziałem, siadając na krześle, dokładnie naprzeciw niej. - Nie mam na co narzekać - wzruszyłem delikatnie ramionami. - Szczególnie, że w &lt;i&gt;tamtym &lt;/i&gt;świecie już jestem nieżywy - uśmiechnąłem się słabo.&lt;br /&gt;
- Dlatego ściągnęłam cię tutaj... - zabrała się za ciastko. - Podobna sytuacja w kraju, w którym niegdyś się znajdowałeś - na jej słowa, z moich ust wydobyło się ciche prychnięcie. Założyłem nogę za nogę.&lt;br /&gt;
- Huh... Przynajmniej za życia &lt;i&gt;tam&lt;/i&gt;, w pewnym stopniu spełniłem twoją prośbę, w zamian za spełnienie mojego dziecinnego pragnienia - rzuciłem jej wymowne spojrzenie. - Po co przybywasz? Bo wątpię, czy chodzi tutaj o zwykłe pogaduszki... Chciałabyś drugie oko dla swojego kotka? - tym razem, przeniosłem wzrok na towarzyszącego dziewczynie sierściucha. Wciąż w jednym z jego oczodołów, znajdował się należący pierwotnie do mnie narząd. Godne pogardy.&lt;br /&gt;
- Jedynie chciałam sprawdzić, co u ciebie - spojrzała na mnie niewinnie. - Czy to takie złe? - podniosła się cicho z krzesła, żeby zaraz zrobić kilka kroków i znaleźć się za mną. Zniżyła swoje usta, do poziomu mojego ucha. - Pamiętaj, że nie zostało ci za wiele lat życia... Zostałeś odmłodzony, ale i tak twoje dni są policzone... - wsunęła delikatnie swoją dłoń, pomiędzy zasłaniające mój brak oka włosy. Dobrze wyczułem dotyk jej zimnych opuszków palców.&lt;br /&gt;
- Ochroniłeś ją... Tak jak cię o to prosiłam... - słysząc te słowa, dosłownie wyczułem jak się uśmiecha. - Lecz mimo to... Wspólnie zauważyliśmy, że zrobiłeś coś źle... - czując nagły ból, który w tym momencie przeszył całą moją głowę, automatycznie moje ciało postanowiło się wyrwać do postawy siedzącej, od jego stworzyciela, z towarzyszącym całości krzykiem. W wyniku gwałtownego ruchu, sam już potykając się o własne nogi - chociaż nie mam pewności, czy nie była to również sprawka dziewczyny -, straciłem równowagę. Z hukiem uderzyłem głową o kant stołu... Jak na zawołanie wszystko się rozmazało.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Sam nie jestem do końca pewien, co mnie obudziło. Gdy tylko otworzyłem oko, wszystkie wspomnienia szybko wróciły do mojej głowy. &quot;Przeklęte dziecko...&quot; - wydukałem w myślach, z trudem przewracając się na plecy. Od razu dostrzegłem plamę krwi wymalowaną na podłodze... To wszystko niegdyś należało do mnie? Huh, czego mogłem się spodziewać po dłubaniu w pustych oczodołach i późniejszym przywaleniu głową, o stół. Inaczej to nie mogło się skończyć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Poleżałem tak sobie jeszcze przez kilka minut, żeby w końcu po ich upływie podnieś się na łokciach. Nie ukrywam, że całości towarzyszył ogromny ból, lecz ostatecznie jakoś udało mi się podnieść na równe nogi. Chwiejnym krokiem przeszedłem przez salon, żeby dojść do znajdującej się kilka metrów od miejsca mojego powstania łazienki. Będąc już w jej wnętrzu, uparłem się obiema rękami o znajdujący się tam zlew. Gdy tylko uniosłem lekko głowę, mogłem w końcu dostrzec swoje lustrzane oblicze. Ponad połowa mojej białej czupryny była spowita we zaschniętej krwi. Przekląłem pod nosem, mimo wszystko uśmiechając się do siebie. Z kieszeni spodni wyciągnąłem telefon. O dziwo, mimo mojego upadku - nic złego się z nim nie stało. Spojrzałem na datę i kilka nieodebranych od biura połączeń... To drugie na tą porę zignorowałem. Według moich obliczeń... Leżałem nieprzytomny prawie tydzień.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jasna cholera! - przekląłem pod nosem, uświadamiając sobie, że przez ten czas widocznie żywa dusza nie wkraczała do domu. A co za tym idzie - Corrinne nie wróciła. Moje pierwsze domysły jeśli chodzi o jej zniknięcie dotyczyły Abyss, lecz szybko rozwiałem te myśli. Ona wyszła, zanim Świadomość Otchłani się tu pojawiła. I praktycznie byłem pewien, że aktualnie przebywa w tym drugim wymiarze, o którym kiedyś mi wspominała. Huh... Przede mną nie da rady uciec...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
Udało mi się całkowicie ogarnąć w jakieś dwie godziny. Po tej całej sytuacji byłem zmuszony porządnie umyć siebie, jak i pozostawioną przeze mnie krew na podłodze. Na całe nieszczęście, zostały dosyć wyraźne ślady po ingerencji cieczy. Mówiąc jeszcze o mnie, aktualnie moją głową &quot;przyozdabiał&quot; biały bandaż. Owijał on zarówno oko, jak i miejsce, w które wbił się kant stołu. Wyszykowany do &quot;podróży&quot;, w dawno nie noszony &lt;a href=&quot;https://i.pinimg.com/736x/38/34/16/38341695cd931fe56d2df98a56d47174--pandora-hearts-break-heart-breaks.jpg&quot;&gt;str&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;http://kawaii-mobile.com/wp-content/uploads/2012/01/Pandora-Hearts.Xerxes-Break.360x640.jpg&quot;&gt;ój&lt;/a&gt;, dodatkowo przyodziałem na swoją głowę kapelusz. Przynajmniej w jakiś sposób przysłoni on moją twarz, bo w końcu w tamtejszych regionach mogą mnie nie znać... Jakiś kamuflaż przyda się bezwątpienia. Szczególnie, jeżeli Corrinne strzeli focha i nie będzie miała zamiaru się do mnie przyznawać.&lt;br /&gt;
Gotowy do wyjścia, z kilkoma lizakami w kieszeni, wkroczyłem dumnie do o dziwo pustej szafy. No tak...&amp;nbsp; Służyła do przechowywania... Hyhym... Przymknąłem oczy, podświadomie przyzywając do siebie swojego najdroższego kompana. Używam jego &quot;usług&quot; dopiero drugi raz w tym miesiącu. Chyba nie powinno być tak źle...&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
O ironio! Z tego co zdążyłem wywnioskować, znalazłem się pod czyimś łóżkiem. Jeżeli zostałem dobrze zrozumiany przez Kapelusznika, nade mną znajduje się dobrze znana mi osoba. Najwyżej będzie miała koszmary... Ale nie mogę się powstrzymać od wywołania u niej kilkusekundowego zawału. Co ja na to poradzę, że wkurzanie jej sprawia mi taką przyjemność?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-qgM16OsX4SE/Vso35mbWimI/AAAAAAAARtE/vKZAFUL9h9w/w506-h750/tumblr_nul4l7RiGT1uaa6d5o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;254&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;162&quot; src=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-qgM16OsX4SE/Vso35mbWimI/AAAAAAAARtE/vKZAFUL9h9w/w506-h750/tumblr_nul4l7RiGT1uaa6d5o1_500.gif&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
Wpatrywała się we mnie przez chwilę, żeby w ostateczności podwinąć swój koc i odsunąć się na drugi koniec łóżka.&lt;br /&gt;
- Co ty wyprawiasz, błaźnie?! - warknęła, biorąc do ręki losowy przedmiot, w celu zaatakowania mnie. Szybko tego uniknąłem, wyskakując spod łóżka. Wyczułem, że w głębi duszy zaczęła się głośno drzeć, lecz najwidoczniej nie chciała nikogo obudzić, więc jedynie pisnęła przerażona.&lt;br /&gt;
- Dobry wieczór! - przywitałem się z uśmiechem, nadal unikając jej ataków jakimiś poduszkami i chyba opatrunkami.&lt;br /&gt;
- Zdychaj! - trafiła w końcu jednym z przedmiotem prosto w moją twarz. Nie ukrywam, że nawet po dostaniu takim miękkim przedmiotem, z lekka zaczęła mnie boleć głowa. Fakt, że dopiero co zostałem zmuszony wykorzystać moc łańcucha, co mi w jakiś sposób szkodzi, sam w sobie nie pomagał.&lt;br /&gt;
- Jakaś ty niemiła - mruknąłem niezadowolony z jej zachowania i opatrunku, który przez ten incydent się osunął. - Przyszedłem tu jedynie z dobroci serca, żeby sprawdzić, jak się czujesz - poprawiłem biały materiał, po czym wyciągnąłem z umieszczonej przy piersi kieszonki chusteczkę, którą wytarłem wypływającą z moich ust krew. Czułem jej gorzki smak już wcześniej, lecz będąc pod łóżkiem nie miałem żadnej możliwości zaprzestać jej cieknięciu. - Chyba źle postąpiłem, wyrywając się tak szybko z domu... - zaśmiałem się, chowając mały przedmiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&amp;lt;Corrinne?&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-kevina-cd-corrinne.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://3.bp.blogspot.com/-qgM16OsX4SE/Vso35mbWimI/AAAAAAAARtE/vKZAFUL9h9w/s72-w506-h750-c/tumblr_nul4l7RiGT1uaa6d5o1_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-4514857546750864695</guid><pubDate>Tue, 26 Dec 2017 23:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-27T08:58:43.981-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Corrinne</category><title>Od Corrinne cd Shawn, Kevin </title><description>&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;Chwil&amp;#281; siedzia&amp;#322;am w miejscu w bezruchu. Potem wyci&amp;#261;gn&amp;#281;&amp;#322;am za &amp;#322;a&amp;#324;cuszek zawieszk&amp;#281;, w kt&amp;#243;rej skrywa&amp;#322;y si&amp;#281; zdj&amp;#281;cia. Otworzy&amp;#322;am j&amp;#261; i spojrza&amp;#322;am na pierwsze. Rodzice i my. Na drugim- Flurry, ja i Kevin. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Cholera! &lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Krzykn&amp;#281;&amp;#322;am w my&amp;#347;lach, po czym gwa&amp;#322;townie wsta&amp;#322;am. Nie kwapi&amp;#261;c si&amp;#281; o zamkni&amp;#281;cie wisiorka, cisn&amp;#281;&amp;#322;am nim o &amp;#347;cian&amp;#281;. Szybka p&amp;#281;k&amp;#322;a w miejscach, gdzie sta&amp;#322;am. Tak, idealne powiedziane. Ju&amp;#380; nawet szk&amp;#322;o mnie nienawidzi. &lt;br&gt;
Ju&amp;#380; ca&amp;#322;kiem wybuch&amp;#322;am p&amp;#322;aczem, przerywanym ci&amp;#281;&amp;#380;kim oddechem. Odruchowo zbli&amp;#380;y&amp;#322;am si&amp;#281; do okna, otworzy&amp;#322;am je i machinalnie rozwin&amp;#281;&amp;#322;am ciemnoszare skrzyd&amp;#322;a. Wiedzia&amp;#322;am, gdzie zamierzam si&amp;#281; uda&amp;#263; i gdzie dawno nie by&amp;#322;am. Zerkn&amp;#281;&amp;#322;am ostatni raz na uchylone drzwi i na pewien projekt, do kt&amp;#243;rego cz&amp;#281;&amp;#347;ci ju&amp;#380; le&amp;#380;a&amp;#322;y na biurku. Mechaniczne oko chyba mi si&amp;#281; nie przyda. Potrz&amp;#261;sn&amp;#281;&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261;. Wyrzuty sumienia. Kolejne do kolekcji. Wyskoczy&amp;#322;am. Niemal od razu unios&amp;#322;am si&amp;#281; metry nad ziemi&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; &amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Wyl&amp;#261;dowa&amp;#322;am dopiero przed murem opinaj&amp;#261;cym miasto. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Francis? &amp;#8211; u&amp;#347;miech&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; na widok znajomego kota, stoj&amp;#261;cego na stra&amp;#380;y. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Kto... Corrinne? Ale&amp;#347; wyros&amp;#322;a!&lt;br&gt;
&amp;#8211; Dzi&amp;#281;ki... Wpu&amp;#347;cisz mnie? Chcia&amp;#322;abym troch&amp;#281; z wami pomieszka&amp;#263; w zamku. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Oczywi&amp;#347;cie!&lt;br&gt;
Otworzy&amp;#322; srebrn&amp;#261; bram&amp;#281;, przez kt&amp;#243;r&amp;#261; szybko wesz&amp;#322;am. &lt;br&gt;
Od razu zaatakowa&amp;#322;o mnie radosne szczekanie. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Ashley... V&amp;#233;r... Kochane... Moje psiaki... &amp;#8211; kl&amp;#281;kn&amp;#281;&amp;#322;am, sk&amp;#322;adaj&amp;#261;c skrzyd&amp;#322;a na plecach. &lt;br&gt;
Wok&amp;#243;&amp;#322; mnie nazbiera&amp;#322;o si&amp;#281; par&amp;#281; starszych osobnik&amp;#243;w. Do ka&amp;#380;dego z osobna si&amp;#281; u&amp;#347;miecha&amp;#322;am. Rozpozna&amp;#322;am tak&amp;#380;e par&amp;#281; plus minus w moim wieku os&amp;#243;b, kt&amp;#243;re kiedy&amp;#347; widzia&amp;#322;am w trakcie tornad. &lt;br&gt;
Z ca&amp;#322;ego harmidru wyci&amp;#261;gn&amp;#281;&amp;#322;a mnie dopiero Sabrina. Czarna kotka z&amp;#322;apa&amp;#322;a mnie za r&amp;#281;k&amp;#281; i wyrwa&amp;#322;a dos&amp;#322;ownie z u&amp;#347;cisku starego kolegi- Boba. Psy pobieg&amp;#322;y za mn&amp;#261;. Wtr&amp;#261;ci&amp;#322;a nas do mojej starej komnaty. &lt;br&gt;
&amp;#8211; M&amp;#243;w co si&amp;#281; sta&amp;#322;o. W pewnym momencie zerwa&amp;#322;o mi dost&amp;#281;p do twoich my&amp;#347;li, wi&amp;#281;c nijak nie mog&amp;#322;am ci pom&amp;#243;c. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Eh, Sabrinaaaaa. Spokojnie, nic si&amp;#281; nie sta&amp;#322;o. Wszystko ci powiem, ale...&lt;br&gt;
&amp;#8211; Ze szczeg&amp;#243;&amp;#322;ami?&lt;br&gt;
&amp;#8211; Ze szczeg&amp;#243;&amp;#322;ami. Ale najpierw daj jakie&amp;#347; banda&amp;#380;e. &lt;br&gt;
W par&amp;#281; sekund przedmiot pojawi&amp;#322; si&amp;#281; w jej r&amp;#281;ce. Poda&amp;#322;a mi go. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Wi&amp;#281;c... Na kt&amp;#243;rym momencie ostatnio sko&amp;#324;czy&amp;#322;am?&lt;br&gt;
&amp;#8211; Na tym, kiedy wtr&amp;#261;cili was do o&amp;#347;rodka i przyprowadzi&amp;#322;a&amp;#347; do nas psy. &lt;br&gt;
Przekrzywi&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#281;. Nic si&amp;#281; nie zmieni&amp;#322;a. Zielone, przenikliwe oczy oznaczone wyd&amp;#322;u&amp;#380;onymi, ni to kocimi, ni to w&amp;#281;&amp;#380;owymi, czarnymi &amp;#378;renicami; ciemnoszary ogon, zw&amp;#281;&amp;#380;aj&amp;#261;cy si&amp;#281; ku ko&amp;#324;cowi i uszy, ja&amp;#347;niejsze w &amp;#347;rodku. Ciemny warkocz sp&amp;#322;ywa&amp;#322; po jej ramieniu. &lt;br&gt;
Ju&amp;#380; zaczyna&amp;#322;am m&amp;#243;wi&amp;#263;, gdy do pokoju wparowa&amp;#322; Bob. Zawiesi&amp;#322; si&amp;#281;, widz&amp;#261;c morduj&amp;#261;cy wzrok Sabriny, jednak potrz&amp;#261;sn&amp;#261;&amp;#322; g&amp;#322;ow&amp;#261; i powiedzia&amp;#322; na jednym wdechu:&lt;br&gt;
&amp;#8211; Atakuj&amp;#261; zamek. Francis ci&amp;#281; prosi, Sabrino. &lt;br&gt;
Westchn&amp;#281;&amp;#322;a i wsta&amp;#322;a, by pod&amp;#261;&amp;#380;y&amp;#263; za nim. Zosta&amp;#322;am sama. Atak? Ale kto? Tornada na pewno ju&amp;#380; przesz&amp;#322;y, bo miasto by&amp;#322;o takie jak dawniej. Zmieni&amp;#322;am banda&amp;#380;e i ruszy&amp;#322;am korytarzem. &lt;br&gt;
Zawsze my&amp;#347;la&amp;#322;am, &amp;#380;e to jeden z tych spokojniejszych &amp;#347;wiat&amp;#243;w, ale teraz my&amp;#347;l&amp;#281;, &amp;#380;e wraz z up&amp;#322;ywem lat si&amp;#281; to zmienia.&amp;#160; &lt;br&gt;
Odbezpieczy&amp;#322;am bro&amp;#324; i przesun&amp;#281;&amp;#322;am drzwi. Niemal od razu w moj&amp;#261; stron&amp;#281; run&amp;#281;&amp;#322;a posta&amp;#263;. Jej oczy &amp;#347;wieci&amp;#322;y neonow&amp;#261; czerwieni&amp;#261;, a twarz by&amp;#322;a blada. M&amp;#281;&amp;#380;czyzna mia&amp;#322; p&amp;#322;owe w&amp;#322;osy, spi&amp;#281;te z ty&amp;#322;u w kucyka jasnoniebiesk&amp;#261; wst&amp;#261;&amp;#380;k&amp;#261; ze z&amp;#322;otym dzwonkiem. Z k&amp;#261;cika jego ust ciek&amp;#322;a krew. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Wampir?&lt;/i&gt; &lt;br&gt;
Skoczy&amp;#322;am w bok, zamykaj&amp;#261;c jednocze&amp;#347;nie twierdz&amp;#281;. Chcia&amp;#322;am w niego strzeli&amp;#263;. Ten jednak rozp&amp;#322;yn&amp;#261;&amp;#322; si&amp;#281; w powietrzu. Zrobi&amp;#322;am krok w prz&amp;#243;d i obkr&amp;#281;ci&amp;#322;am w ko&amp;#322;o, szukaj&amp;#261;c go wzrokiem.&lt;br&gt;
***&lt;br&gt;
U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281;, siadaj&amp;#261;c na bia&amp;#322;ym &amp;#347;niegu. Wampiry znik&amp;#322;y po dniu walk. Oczywi&amp;#347;cie, nie oby&amp;#322;o si&amp;#281; bez ofiar. W&amp;#322;a&amp;#347;nie dlatego zosta&amp;#322;am chwilow&amp;#261; opiekunk&amp;#261; dzieci, kt&amp;#243;re w tym momencie k&amp;#322;&amp;#281;bi&amp;#322;y si&amp;#281; wok&amp;#243;&amp;#322; ogniska, ugania&amp;#322;y si&amp;#281; za Ashley i jej synem. Ko&amp;#322;o mnie siedzia&amp;#322;a tylko dw&amp;#243;jka, kt&amp;#243;r&amp;#261; ochrania&amp;#322;am przed wiatrem skrzyd&amp;#322;ami. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Dobrze si&amp;#281; czujesz? &amp;#8211; szepn&amp;#281;&amp;#322;am do ma&amp;#322;ej Rose. Kiwn&amp;#281;&amp;#322;a g&amp;#322;&amp;#243;wk&amp;#261;, &amp;#322;api&amp;#261;c moj&amp;#261; r&amp;#281;k&amp;#281;, przypadkiem zsuwaj&amp;#261;c kawa&amp;#322;ek banda&amp;#380;u. Mia&amp;#322;a tylko trzy lata a ju&amp;#380;... &lt;br&gt;
Potrz&amp;#261;sn&amp;#281;&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261;. Cia&amp;#322; nie znaleziono, by&amp;#263; mo&amp;#380;e si&amp;#281; znajd&amp;#261;. Na pewno jej rodzice &amp;#380;yj&amp;#261;. &lt;br&gt;
Rozleg&amp;#322;y si&amp;#281; kroki. Nie zwr&amp;#243;ci&amp;#322;am na nie specjalnej uwagi, my&amp;#347;l&amp;#261;c, &amp;#380;e to kt&amp;#243;re&amp;#347; z dzieci lub stra&amp;#380;nik. Jednak, gdy wyczu&amp;#322;am na swoim ramieniu dotyk pazur&amp;#243;w... &lt;br&gt;
Nawet si&amp;#281; nie odwracaj&amp;#261;c, wystrzeli&amp;#322;am w jego stron&amp;#281;. R&amp;#281;ka si&amp;#281; cofn&amp;#281;&amp;#322;a.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Rose, Geo, uciekajcie. &amp;#8211; szepn&amp;#281;&amp;#322;am. Przera&amp;#380;one koto&amp;#322;aki uciek&amp;#322;y, wraz z reszt&amp;#261; i psami. &lt;br&gt;
Zerwa&amp;#322;am si&amp;#281; z ziemi, odwracaj&amp;#261;c i celuj&amp;#261;c. Ten sam, co wcze&amp;#347;niej. Tylko ju&amp;#380; bez tych krwistych oczu. Zast&amp;#261;pi&amp;#322;y je barwy zachmurzonego nieba. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Znajome oczy...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Os&amp;#322;upia&amp;#322;a wpatrywa&amp;#322;am si&amp;#281; w miejsce, gdzie przed chwil&amp;#261; sta&amp;#322;. W&amp;#322;a&amp;#347;nie... Sta&amp;#322;. Bo teraz czu&amp;#322;am jego oddech na swojej szyi. Przestraszona za&amp;#322;opota&amp;#322;am skrzyd&amp;#322;ami, jednak nijak nie mog&amp;#322;am go nimi uderzy&amp;#263;. Bro&amp;#324; wypad&amp;#322;a z mojej d&amp;#322;oni, przetrzymywanej przez niego.&amp;#160; &lt;/p&gt;
&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&amp;lt; Xer? Shawn? &amp;#128527; &amp;gt;&lt;/p&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-corrinne-cd-shawn-kevin.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-6410275164496219325</guid><pubDate>Tue, 26 Dec 2017 22:55:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-26T15:53:26.591-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Shawn</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Xerxes</category><title>Od Shawn&#39;a i Kevin&#39;a CD Furry i Corrinne</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
** Per. Shawn **&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Z całej siły trzasnąłem dosyć ciężkimi, frontowymi drzwiami. Nie miałem pojęcia do kogo w tym momencie mam mieć największy żal. Nie minęły 72 godziny odkąd tu jestem, a już wszystko zaczęło się sypać. Z resztą... Czego ja mogłem się spodziewać? Życie po prostu jak zwykle kopnęło mnie w dupę. I to solidnie. Ponownie. Zostawiając mnie samego. Hah... Nic nowego. Nie ważne, jak bardzo bym się starał niczego nie zjebać. Wszystko szlag trafia. Idzie się przyzwyczaić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Najwyżej zniknę na kilka kolejnych tygodni, miesięcy, może nawet lat. Nie przywróci to życia Flurry, ani szczęścia Corrinne, lecz przynajmniej będę miał czas, na znalezienie tego dupka. Gdy tylko do tego dojdzie, nie ręczę za siebie. Najmę jakiegoś psychopatę. Niech go poćwiartuje jeszcze żywego, albo... Rozczłonkuje, po czym części ciała przyszyje jeszcze raz, nie na swoich miejscach. Jego ból musi być długi, rozłożony na raty. Zamordowanie go od tak, nie przyniesie mi odpowiedniej satysfakcji. Będzie cierpieć do czasu, aż sam nie umrę. Ewentualnie, do momentu, gdy on sam zdechnie z wycieńczenia. Chociaż... Będę starał się pociągnąć te męczarnie, możliwie jak najdłużej... Zasługuje skurwysyn. Potraktuję go gorzej, niż zrobiłby to najgorszy psychopata tego świata. Zrobię również wszystko, żeby jego męki ciągnęły się nawet po śmierci. Po tym wszystkim i tak nie będę mieć szans na rozgrzeszenie więc...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Spotkamy się w piekle&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;A kończąc swe psychodeliczne&amp;nbsp;myśli, sięgnął do jednej z kieszeni, gdzie kilka minut wcześniej ukrył otrzymany od siostry przedmiot. Uniósł swój dobrze znany, stary notatnik do góry, tym samym stając w bezruchu. Przekartkował kilka stron, z pamiętnymi zapiskami... Na jego twarz wkradł się lekki rumieniec, gdy uświadomił sobie, jak mocno nasilony był w tedy jego syndrom GSA. No tak. W końcu młodzieńczy wiek... Przeglądając dalej, jego oczom ukazały się zupełnie nowe, wcześniej nie widziane ciągi zdań. Podświadomie bardzo dobrze wiedział do kogo one należą. Po prostu to czuł. Wszystko, co działo się zaraz po jego odejściu oraz dobrze znany list, przyczepiony zszywką do kartki. Kilka lat temu, zaraz po rozstaniu, rozpoczął on krótką korespondencje rodzeństwa. Jego głowę zaczęło krzątać wiele myśli. Tutaj znalazł odpowiedź na nurtujące go w dzieciństwie pytanie - dlaczego Corrinne, w pewnym momencie przestała odpisywać? Lecz wraz z nią.. Nasunęło się kolejnych kilka. Ostatecznie została przygarnięta, więc mogła kontynuować pisanie z bratem... Lecz do tego nigdy nie doszło...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;i&gt;A odpowiedź, którą znalazł na następnej stronie...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;i&gt;...została opisana z najdrobniejszymi szczegółami...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Upadł na ziemię, zaczynając krztusić się własną śliną...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;~ Co oni ci zrobili... ~ wyszeptał jedynie do siebie...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: right;&quot;&gt;
&lt;i&gt;...mając ochotę zwrócić zjedzone kilkanaście minut wcześniej ciasto.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
** Per. Xerxes **&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Jakby nigdy nic, przyglądałem się oknu, przez które kilkanaście sekund temu wyskoczyła Corrinne. Nie było słychać krzyków, więc najwidoczniej przeżyła. Drugi, w trakcie ostatnich dwudziestu czterech godzin. Nieźle. Fizycznie mam trochę ponad dwudziestkę, ale wątpię, czy nie połamałbym sobie kolan. I przy okazji nie zdechł. Generalnie, inaczej sytuacja wygląda pod postacią ścigającego. Bycie zwierzakiem... Cholera jasna, czy naprawdę teraz będę sobie krzątać myśli, dzikimi rozkminami na temat pieprzonych skoków? Moja umiejętność skupienia, ostatnio wskoczyła na nowy poziom... Załamać się można.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Koniec końców, podszedłem do tej dziury zwanej oknem, po czym z delikatnym uśmiechem nieco się wychyliłem. Przeskanowałem wzrokiem okolice... Hmf, żadnego śladu po Corrinne... Porusza się całkiem szybko, jak na osobę, której się spadło z drzewa. Czego się dziwić... Kobiety to bliżej niezidentyfikowane stworzenia... Ani to zrozumieć, ani oswoić...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Planowałem dla Corrinne małą terapię szokową. Przynajmniej tak to sobie podświadomie określałem. Chciałem ją poddać pewnej próbie. Z pozoru zdawała się być ona nieco szalona i głupia, lecz chciałem pobawić się w psychologa. &quot;Tak, tak... Taki psychol jak ja będzie świetnym PSYCHOLogiem... Chyba w złym znaczeniu...&quot; - wymruczałem do siebie w myślach, gdy tylko doszły do mnie pierwsze skrzypy okien. Aktualnie stała prosto przede mną. Wpadła w pułapkę. Idealnie... Korzystając z osłony mroku, który spowił całe pomieszczenie, błyskawicznie się przemieściłem i stanąłem tuż za nią. Tym samym tarasując ostatnią drogę ucieczki, która jej pozostała. Na mojej twarzy automatycznie pojawiła się mina psychopaty, gdy zacząłem wykonywać pierwsze kroki w jej stronę. Czułem ten lęk, który bił z głębi jej serca. Może nie o to głównie chodziło w moim eksperymencie, lecz... Skoro mam okazję, to się z nią trochę pobawię. Przynajmniej te kilkanaście sekund... To może wpłynął na rezultat, lecz chciałem chociaż spróbować. Chwilę później już siedziała nieruchomo pod ścianą, mrucząc coś pod nosem. Przykucnąłem tuż przy niej, przybierając neutralny wyraz twarzy. Westchnąłem pod nosem, skanując ją dokładnie wzrokiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Proszę... Pokaż mi swoją rękę... - powiedziałem delikatnie, wyciągając swoją dłoń w jej stronę. Odpowiedź jakby automatycznie została wymalowana na twarzy dziewczyny. Nie rozumiała, o co w tym wszystkim chodzi... Hm... Chyba dobrze mi idzie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zostaw mnie... - wydukała jedynie, jakby starając się zatopić w zimnej ścianie, do której przylegały jej plecy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skoro tak bardzo chcesz sprawiać ból... - spuściłem nieco wzrok i korzystając z jej oszołomienia, wydobyłem z jej kieszeni nieduże narzędzie cięć. Ożywiła się nieco, w wyniku próby odebrania mi należącego do niej przedmiotu. Na tym mi zależało. Gdy tylko znalazł się w jej palcach, szybko uchwyciłem jej nadgarstek. W następnej kolejności, przyłożyłem owe narzędzie, trzymane przez nią, prosto do swojej skóry. Przesunąłem nieco swoje palce, prosto na te należące do niej. Spojrzałem jej głęboko w oczy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jeśli chcesz się ciąć. Proszę bardzo. Spójrz mi w oczy, przytrzymaj moją rękę i zadaj mi tyle bólu, ile zadałabyś sobie... - wyszeptałem, nawet na moment nie opuszczając wzroku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Przypatrywała mi się, swoimi zaczerwienionymi zwierciadłami. Dostrzegłem, jak jej usta zaczynają z lekka drżeć. Pociągnęła nosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego! - wykrzyczała, starając się oderwać swoją rękę spod tej, która należała do mnie. Nie pozwoliłem jej na to. Jeszcze nie w tym momencie... Kilka sekund... Kilka chwil...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Corrinne... - wypowiedziałem cicho jej imię, delikatnie podkładając dłoń pod jej podbródek. - Pamiętaj, że zadając ból, w ten sposób... Ranisz również bliskie sobie osoby... - wyszeptałem, obserwując uważnie łzy, które wypłynęły z kącików jej oczu. - Wyżyj się na czymkolwiek, lecz błagam... Nie na sobie... - zwinnym ruchem palców, żyletka znowu znalazła się w moim posiadaniu. - Nie jestem dobrym psychologiem... Możliwe, że wszystko jedynie pogarszam... Za każdym razem, gdy dotkniesz tego - przekręciłem kawałek metalu pomiędzy palcami. - Umiera jakaś cząstka ciebie, dobrze to widzę, ja to po prostu wiem - delikatnie się uśmiechnąłem. - Też tak kiedyś robiłem... - dołączyłem do tego śmiech. - Lecz w trochę inny sposób... - opuściłem dłoń. - Przyjdź za piętnaście minut na dół, pomogę ci zrobić nowy opatrunek, bo ten na nic się nie nadaje - przeskanowałem spojrzeniem nieco przesiąknięte materiały. - Mam ci jeszcze tyle do powiedzenia... - nachyliłem się, po czym złożyłem na jej czole krótki pocałunek.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Bez dalszego gadania, podniosłem się i podszedłem do drzwi. Z kieszeni wyciągnąłem klucz, żeby szybko uporać się z zamkiem. Zszedłem na dół, zostawiając pomieszczenie lekko uchylone... Może zostanę tym psychologiem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;lt;Corri? &amp;lt;3 &amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-shawna-i-kevina-cd-furry-i-corrinne.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-4573351282490057295</guid><pubDate>Mon, 25 Dec 2017 20:08:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-26T09:37:42.403-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Corrinne</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Flurry</category><title>Od Flurry, Corrinne cd. Kevin&amp;#39;a, Shawn&amp;#39;a</title><description>&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;~~Per. Flurry~~&lt;br&gt;
Odprowadzi&amp;#322;am ich wzrokiem. Wraz z momentem zamykania si&amp;#281; drzwi, unios&amp;#322;am d&amp;#322;o&amp;#324; z fili&amp;#380;ank&amp;#261;. Na moich ustach go&amp;#347;ci&amp;#322; niewinny u&amp;#347;miech, starannie dobrany do pseudomi&amp;#322;ego spojrzenia. Wzrok Shawna pozostawa&amp;#322; utkwiony w naczyniu. Przyci&amp;#261;gn&amp;#281;&amp;#322;am pistolet bli&amp;#380;ej siebie. Nie ka&amp;#380;da cisza jest przyjemna. Szczeg&amp;#243;lnie, gdy utkwisz z dawnym przyjacielem w zamkni&amp;#281;tym pokoju. Czu&amp;#263; by&amp;#322;o napi&amp;#281;cie. Niemal widzia&amp;#322;am te wyczekuj&amp;#261;ce trzy kropki.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Cisza przed burz&amp;#261;.&amp;#160; &amp;#8211; mrukn&amp;#281;&amp;#322;am do siebie. &lt;br&gt;
Nagle ch&amp;#322;opak poderwa&amp;#322; si&amp;#281; z miejsca. W automatycznym odruchu skierowa&amp;#322;am w jego stron&amp;#281; bro&amp;#324;, ale on j&amp;#261; zignorowa&amp;#322; i podszed&amp;#322; do okna. Zaniepokojony, chcia&amp;#322;, &amp;#380;eby&amp;#347;my wyszli. &lt;br&gt;
Te&amp;#380; chcia&amp;#322;am to zrobi&amp;#263;, jednak rozkaz Corrinne, starszej wiekiem i wy&amp;#380;szej rang&amp;#261;, mimo, i&amp;#380; nadal przyjaci&amp;#243;&amp;#322;ki, to wci&amp;#261;&amp;#380; rozkaz. Poza tym, nikt nie wie, czy nie zrobili niebieskow&amp;#322;osemu prania m&amp;#243;zgu, tym bardziej, &amp;#380;e mnie nie pami&amp;#281;ta&amp;#322;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Nie b&amp;#281;dzie mi dziecko rozkazywa&amp;#263;...&amp;#160;&amp;#8211; ruszy&amp;#322; w stron&amp;#281; wyj&amp;#347;cia. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Baka...! &amp;#8211; zacisn&amp;#281;&amp;#322;am d&amp;#322;o&amp;#324; w pi&amp;#281;&amp;#347;&amp;#263; i z nadnaturaln&amp;#261; szybko&amp;#347;ci&amp;#261; znalaz&amp;#322;am si&amp;#281; w przej&amp;#347;ciu. Pokr&amp;#281;ci&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261; z rezygnacj&amp;#261;. &lt;br&gt;
&amp;#8211;&amp;#160;&amp;#379;ycie Corrinne te&amp;#380; jest zagro&amp;#380;one. A z tego co zauwa&amp;#380;y&amp;#322;em, strasznie ci na niej zale&amp;#380;y...&lt;br&gt;
Idiota, normalnie idiota wi&amp;#281;kszy ni&amp;#380; Break. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Jak ma mi na niej nie zale&amp;#380;e&amp;#263;, skoro po twoim odej&amp;#347;ciu zosta&amp;#322;y&amp;#347;my same, zdane tylko na siebie?! - warkn&amp;#281;&amp;#322;am, troch&amp;#281; g&amp;#322;o&amp;#347;niej ni&amp;#380; zamierza&amp;#322;am. &lt;br&gt;
- Flurry... - wyszepta&amp;#322;. Baaaaakaaaa! &lt;br&gt;
- Idiota! &amp;#8211; waln&amp;#281;&amp;#322;am go z otwartej d&amp;#322;oni. &lt;br&gt;
B&amp;#322;&amp;#281;kitne oczy osiemnastolatka zwr&amp;#243;ci&amp;#322;y si&amp;#281; ku mojej twarzy. U&amp;#347;miecha&amp;#322; si&amp;#281;. &amp;#379;e co? Ju&amp;#380; mia&amp;#322;am na niego krzykn&amp;#261;&amp;#263;, gdyby nie to, &amp;#380;e by&amp;#322; szybszy. Nawet nie doko&amp;#324;czy&amp;#322; zdania, gdy przyci&amp;#261;gn&amp;#261;&amp;#322; mnie do siebie i... &lt;br&gt;
~~Per.Corrinne~~&lt;br&gt;
Naprawd&amp;#281; zazdroszcz&amp;#281; Xerxesowi cierpliwo&amp;#347;ci i odwagi. Droczy&amp;#322; si&amp;#281; z potencjalnym napastnikiem, jakby dodatkowo prowokuj&amp;#261;c lub tworz&amp;#261;c okazj&amp;#281; do ataku. U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281;. Mo&amp;#380;e nie b&amp;#281;dzie potrzeby interweniowa&amp;#263;? &lt;br&gt;
&amp;#160; Kevin zrobi&amp;#322; par&amp;#281; krok&amp;#243;w, rozgl&amp;#261;daj&amp;#261;c si&amp;#281;. Nie dostrzeg&amp;#322; mnie, siedz&amp;#261;cej na drzewie. Jednak zrobi&amp;#322; to ten ca&amp;#322;y Vincent i pokaza&amp;#322; to do&amp;#347;&amp;#263; wyra&amp;#378;nie; celuj&amp;#261;c we mnie z bronii. Nie rozleg&amp;#322; si&amp;#281; &amp;#380;aden d&amp;#378;wi&amp;#281;k, gdy poci&amp;#261;gn&amp;#261;&amp;#322; za spust, a mimo to co&amp;#347; we mnie uderzy&amp;#322;o. Zakr&amp;#281;ci&amp;#322;o mi si&amp;#281; w g&amp;#322;owie, r&amp;#281;ce nie chcia&amp;#322;y trzyma&amp;#263; ga&amp;#322;&amp;#281;zi. Zachwia&amp;#322;am si&amp;#281; i zlecia&amp;#322;am w d&amp;#243;&amp;#322;. Po drodze waln&amp;#281;&amp;#322;am o par&amp;#281; ga&amp;#322;&amp;#281;zi, dopiero p&amp;#243;&amp;#378;niej uderzaj&amp;#261;c o tward&amp;#261; ziemi&amp;#281;. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boli.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Nie mog&amp;#322;am si&amp;#281; ruszy&amp;#263;, a moje oczy powoli si&amp;#281; zamyka&amp;#322;y. &lt;i&gt;Nie, nie, nie. Nie mog&amp;#281;! &lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Pr&amp;#243;bowa&amp;#322;am si&amp;#281; ruszy&amp;#263;. Jednak&amp;#380;e... Moja &amp;#347;wiadomo&amp;#347;&amp;#263; otoczenia powoli wygasa&amp;#322;a.&lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; &lt;i&gt;A kogo ja oszukuj&amp;#281;?&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Jestem s&amp;#322;aba. Da&amp;#322;am si&amp;#281; zestrzeli&amp;#263;, cho&amp;#263; widzia&amp;#322;am, &amp;#380;e we mnie celuje. &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Chc&amp;#281; chroni&amp;#263;, sama nie potrafi&amp;#261;c si&amp;#281; obroni&amp;#263;. &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Tylko bym tam przeszkadza&amp;#322;a. &lt;/i&gt;&lt;br&gt;
~~Per. Flurry~~&lt;br&gt;
Chcia&amp;#322;am go odepchn&amp;#261;&amp;#263;, ale... Nie potrafi&amp;#322;am. W mojej g&amp;#322;owie wybucha&amp;#322;y tylko fajerwerki, zag&amp;#322;uszaj&amp;#261;ce wszystko. A mo&amp;#380;e to manipulacja? &amp;#379;eby... Ygh! &lt;br&gt;
Odsun&amp;#261;&amp;#322; si&amp;#281; o krok, a ja wci&amp;#261;&amp;#380; sta&amp;#322;am niczym zszokowany s&amp;#322;up soli. Jego s&amp;#322;owa niby do mnie dociera&amp;#322;y, rozumia&amp;#322;am ich sens, jednak... Jakby pochodzi&amp;#322;y zza muru. Zza mg&amp;#322;y. Obudzi&amp;#322; mnie dopiero dotyk jego d&amp;#322;oni. Przytakn&amp;#281;&amp;#322;am, okazuj&amp;#261;c zgod&amp;#281; na jego s&amp;#322;owa. Wybiegli&amp;#347;my, a z ka&amp;#380;d&amp;#261; sekund&amp;#261; moje serce przy&amp;#347;piesza&amp;#322;o coraz bardziej, by w ko&amp;#324;cu zatrzyma&amp;#263; si&amp;#281; na u&amp;#322;amek sekundy. Ten pajac nie m&amp;#243;g&amp;#322; si&amp;#281; ruszy&amp;#263;, a w jego stron&amp;#281; wycelowana by&amp;#322;a bro&amp;#324;. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;No chyba nie. Nie, nie, nie, nie.&lt;/i&gt; &lt;br&gt;
Facet o r&amp;#243;&amp;#380;nobarwnych t&amp;#281;cz&amp;#243;wkach poci&amp;#261;gn&amp;#261;&amp;#322; za spust. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Za daleko, za daleko...&lt;/i&gt; &lt;br&gt;
Rzuci&amp;#322;am si&amp;#281; w stron&amp;#281; Xerxesa. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Nie pozwol&amp;#281;...&lt;/i&gt;&amp;#160; &lt;br&gt;
Wraz z drobnym ruchem r&amp;#281;ki zmieni&amp;#322;am posta&amp;#263;. Skoczy&amp;#322;am przed bia&amp;#322;ow&amp;#322;osego w idealnym momencie, by to co&amp;#347;, co by&amp;#322;o wymierzone w niego, trafi&amp;#322;o w moj&amp;#261; klatk&amp;#281; piersiow&amp;#261;. &lt;br&gt;
Momentalnie moje &amp;#378;renice zmniejszy&amp;#322;y si&amp;#281;, cia&amp;#322;o przesta&amp;#322;o funkcjonowa&amp;#263;... &lt;br&gt;
*&lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160; &lt;i&gt;Monotonna ciemno&amp;#347;&amp;#263;. Wsz&amp;#281;dzie tylko mrok i ch&amp;#322;&amp;#243;d od niego bij&amp;#261;cy&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;A potem znowu by&amp;#322;am tam, ale... Unosi&amp;#322;am si&amp;#281; nad ich g&amp;#322;owami&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Czyli... Umar&amp;#322;am?&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
*&lt;br&gt;
Shawn kl&amp;#281;cza&amp;#322; nad moim cia&amp;#322;em, kt&amp;#243;re wr&amp;#243;ci&amp;#322;o do normalnej postaci, wrzeszcz&amp;#261;c co&amp;#347; do swojego towarzysza. &lt;br&gt;
~Shawn, spokojnie... &amp;#8211; szepn&amp;#281;&amp;#322;am. Nie us&amp;#322;ysza&amp;#322;. Nikt mnie nie s&amp;#322;ysza&amp;#322;. &lt;br&gt;
Po chwili zerwa&amp;#322; si&amp;#281; i ruszy&amp;#322; w stron&amp;#281; zaro&amp;#347;li. Szuka&amp;#322; Corri. No tak...&lt;br&gt;
Mia&amp;#322;a ich pilnowa&amp;#263;, ale nie pojawi&amp;#322;a si&amp;#281;. Czy&amp;#380;by z&amp;#322;otow&amp;#322;osy wykry&amp;#322; wcze&amp;#347;niej jej kryj&amp;#243;wk&amp;#281; i... Potrz&amp;#261;sn&amp;#281;&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261;. &lt;br&gt;
Zwr&amp;#243;ci&amp;#322;am wzrok na Xerxesa, bezwiednie patrz&amp;#261;cego w d&amp;#243;&amp;#322;. &lt;br&gt;
~ Xer, to nie twoja wina. Sama to zrobi&amp;#322;am, pami&amp;#281;tasz? &lt;br&gt;
Uni&amp;#243;s&amp;#322; morderczy wzrok na Vincenta. W tym spojrzeniu migota&amp;#322;a niewypowiedziana obietnica d&amp;#322;ugiej i bolesnej &amp;#347;mierci. &lt;br&gt;
Moment przerwa&amp;#322; zrozpaczony g&amp;#322;os niebieskookiego. Wszyscy spojrzeli w jego stron&amp;#281;, co wykorzysta&amp;#322; za chwil&amp;#281; morderca, uciekaj&amp;#261;c. &lt;br&gt;
~ Tch&amp;#243;rz! B&amp;#281;d&amp;#281; ci&amp;#281; nawiedza&amp;#263; w nocy!&lt;br&gt;
Podlecia&amp;#322;am do przyjaci&amp;#243;&amp;#322;ki. Wok&amp;#243;&amp;#322; niej by&amp;#322;o troch&amp;#281; krwi. &amp;#346;ledz&amp;#261;c otoczenie, uzna&amp;#322;am, &amp;#380;e musia&amp;#322;a spa&amp;#347;&amp;#263; z drzewa. &lt;br&gt;
Jej brat chcia&amp;#322; j&amp;#261; obudzi&amp;#263;, jednak nijak mu si&amp;#281; nie udawa&amp;#322;o. W ko&amp;#324;cu j&amp;#261; podni&amp;#243;s&amp;#322; i ruszy&amp;#322; w stron&amp;#281; domu. Xerxes tylko odprowadzi&amp;#322; go spojrzeniem. Kucn&amp;#261;&amp;#322; i poca&amp;#322;owa&amp;#322; martwe cia&amp;#322;o w czo&amp;#322;o. Po chwili si&amp;#281; rozp&amp;#322;yn&amp;#281;&amp;#322;o, a on poszed&amp;#322; w &amp;#347;lad za niebieskow&amp;#322;osym. &lt;br&gt;
~ Pilnuj jej, Xer. &amp;#8211;&amp;#160; szepn&amp;#281;&amp;#322;am prosto do jego ucha. Zatrzyma&amp;#322; si&amp;#281; i rozejrza&amp;#322;. U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; lekko. &lt;br&gt;
~~Per. Corrinne~~&lt;br&gt;
Zamruga&amp;#322;am par&amp;#281; razy, po czym si&amp;#281; zerwa&amp;#322;am do siadu. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Corrinne? &lt;br&gt;
Podskoczy&amp;#322;am ze strachu. Shawn? Co on tu robi? Co si&amp;#281; sta&amp;#322;o?&lt;br&gt;
&amp;#8211; Co si&amp;#281; sta&amp;#322;o?&lt;br&gt;
Cisza. Nie by&amp;#322;o odpowiedzi. Jedynie &lt;i&gt;martwa&lt;/i&gt; cisza. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Co&amp;#347; z Xerxesem? &amp;#8211; m&amp;#243;j g&amp;#322;os zadr&amp;#380;a&amp;#322;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Nie. Jestem tutaj. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Przyprawiacie mnie dzisiaj wszyscy o zawa&amp;#322;. &lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&amp;#8211; To w takim razie co si&amp;#281; sta&amp;#322;o? &amp;#8211; cisza. Przygn&amp;#281;biaj&amp;#261;ca cisza. Nagle otrze&amp;#378;wia&amp;#322;am &amp;#8211; Gdzie Flurry?!&lt;br&gt;
&amp;#8211; No w&amp;#322;a&amp;#347;nie... Chodzi o ni&amp;#261;.&lt;br&gt;
Shawn sta&amp;#322; z krzes&amp;#322;a i przesiad&amp;#322; si&amp;#281; metr ode mnie. Xer jedynie odwr&amp;#243;ci&amp;#322; wzrok w stron&amp;#281; okna. &lt;br&gt;
Gwa&amp;#322;townie stan&amp;#281;&amp;#322;am na pod&amp;#322;odze. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Nawet nie ko&amp;#324;cz! To kiepski &amp;#380;art, prawda?! Xer?! ... &lt;br&gt;
Pokr&amp;#281;ci&amp;#322; g&amp;#322;ow&amp;#261;. W moich oczach zab&amp;#322;ys&amp;#322;y &amp;#322;zy, szybko st&amp;#322;umione przez przy&amp;#347;pieszony oddech. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Shawn... Wypierdalaj. &amp;#8211; mrukn&amp;#281;&amp;#322;am przez z&amp;#281;by. Wsta&amp;#322;, ale widocznie nie zamierza&amp;#322; wyj&amp;#347;&amp;#263;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; G&amp;#322;uchy jeste&amp;#347;? Wypierdalaj. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Corrinne... &amp;#8211; przeszed&amp;#322; przez &amp;#322;&amp;#243;&amp;#380;ko. Wystarczy&amp;#322;o, &amp;#380;e na niego spojrza&amp;#322;am, by si&amp;#281; zatrzyma&amp;#322; w p&amp;#243;&amp;#322; kroku. &amp;#8211; Siostrzyczko...&lt;br&gt;
&amp;#8211; Pojawiacie si&amp;#281; po paru latach. Chcecie zabi&amp;#263; Xerxesa, zabijacie Flurry. I ty &amp;#347;miesz jeszcze tutaj przebywa&amp;#263;? Ba, nazwa&amp;#263; swoj&amp;#261; siostr&amp;#261;? &lt;br&gt;
Zamilk&amp;#322;. Otwiera&amp;#322; usta niczym ryba, najwyra&amp;#378;niej my&amp;#347;l&amp;#261;c, co powiedzie&amp;#263;. &lt;br&gt;
Rzuci&amp;#322;am w jego twarz przedmiotem wyci&amp;#261;gni&amp;#281;tym z kieszeni. By&amp;#322; to notatnik, kt&amp;#243;ry uderzy&amp;#322; prosto w cel. Spad&amp;#322; na pod&amp;#322;og&amp;#281;, a Shawn pod&amp;#261;&amp;#380;y&amp;#322; za nim wzrokiem. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Trzymaj to i wyjd&amp;#378;, bo nie r&amp;#281;cz&amp;#281; za siebie. &lt;br&gt;
Waha&amp;#322; si&amp;#281;, jednak podni&amp;#243;s&amp;#322; zeszyt i powoli wyszed&amp;#322;. &lt;br&gt;
Gdy drzwi wyj&amp;#347;ciowe si&amp;#281; zamkn&amp;#281;&amp;#322;y, opad&amp;#322;am na pod&amp;#322;og&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Xer... M&amp;#243;g&amp;#322;by&amp;#347;? &amp;#8211; szepn&amp;#281;&amp;#322;am. Bez s&amp;#322;owa wyszed&amp;#322;. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Chwil&amp;#281; porzuca&amp;#322;am przedmiotami o &amp;#347;ciany, a potem po prostu usiad&amp;#322;am i... U&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281;. Nie by&amp;#322;o w tym u&amp;#347;miechu szcz&amp;#281;&amp;#347;cia, a jedynie co&amp;#347; z kategorii &quot;Id&amp;#281; si&amp;#281; zaraz zajeba&amp;#263;&quot;. Od p&amp;#322;aczu mia&amp;#322;am gul&amp;#281; w gardle, z trudem oddycha&amp;#322;am, a po moich r&amp;#281;kach ciek&amp;#322;a krew.&amp;#160; Zerkn&amp;#281;&amp;#322;am na zegar. Godzina sz&amp;#243;sta. Wsta&amp;#322;am i ruszy&amp;#322;am do &amp;#322;azienki. W czasie wi&amp;#261;zania banda&amp;#380;y, zd&amp;#261;&amp;#380;y&amp;#322;am pi&amp;#281;&amp;#263; razy zwymiotowa&amp;#263;. &lt;br&gt;
Ukradkiem wymkn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; z pomieszczenia, chc&amp;#261;c wr&amp;#243;ci&amp;#263; do pokoju. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Obudzi&amp;#322;am ci&amp;#281;? &amp;#8211; schowa&amp;#322;am r&amp;#281;ce za plecami. &amp;#8211; Je&amp;#347;li tak, to przepraszam. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Nawet nie spa&amp;#322;em. &amp;#8211; mrukn&amp;#261;&amp;#322;. &amp;#346;ledzi&amp;#322; mnie wzrokiem, gdy go mija&amp;#322;am. Prze&amp;#322;o&amp;#380;y&amp;#322;am szybko r&amp;#281;ce przed siebie, gdy by&amp;#322;am ju&amp;#380; par&amp;#281; centymetr&amp;#243;w za jego plecami. &lt;br&gt;
Szybko si&amp;#281; przebra&amp;#322;am i zesz&amp;#322;am do kuchni. Nie by&amp;#322;o w niej nikogo. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; &amp;#8211; Robisz ciasto? &amp;#8211; zagadn&amp;#261;&amp;#322; Kevin, wchodz&amp;#261;c do kuchni. Kiwn&amp;#281;&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261;, zerkaj&amp;#261;c na piekarnik. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Pr&amp;#243;buj&amp;#281; si&amp;#281; uspokoi&amp;#263;. &amp;#8211; u&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281;. Akurat to by&amp;#322;o prawd&amp;#261;; nie lubi&amp;#322;am by&amp;#263; mo&amp;#380;e gotowa&amp;#263;, natomiast pieczenie by&amp;#322;o moim.. hobby? No, po prostu pozwala&amp;#322;o mi nie my&amp;#347;le&amp;#263;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Za p&amp;#243;&amp;#322; godziny mo&amp;#380;esz je wyj&amp;#261;&amp;#263;. Ja w tym czasie lec&amp;#281; do pracy, bo si&amp;#281; sp&amp;#243;&amp;#378;ni&amp;#281;. &lt;br&gt;
Zrobi&amp;#322;am par&amp;#281; krok&amp;#243;w, pr&amp;#243;buj&amp;#261;c go wymin&amp;#261;&amp;#263;. Z&amp;#322;apa&amp;#322; mnie jednak za r&amp;#281;k&amp;#281;.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Nawet dzisiaj? &lt;br&gt;
&amp;#8211; Taka praca. D&amp;#322;ug si&amp;#281; sam nie sp&amp;#322;aci. &amp;#8211; odpar&amp;#322;am bez emocji. &lt;br&gt;
Mimo takiej odpowiedzi, wci&amp;#261;&amp;#380; nie puszcza&amp;#322; mojego nadgarstka. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Xer, to boli. &amp;#8211; sykn&amp;#281;&amp;#322;am przez z&amp;#281;by. &lt;br&gt;
&amp;#8211; To dlatego, &amp;#380;e masz na niej banda&amp;#380;? &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Czyli zauwa&amp;#380;y&amp;#322;. &lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&amp;#8211; Przy spadaniu z drzewa si&amp;#281; porani&amp;#322;am, nic powa&amp;#380;nego. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Nie k&amp;#322;am. &lt;br&gt;
Wyrwa&amp;#322;am r&amp;#281;k&amp;#281;, gdy zacz&amp;#261;&amp;#322; rozwija&amp;#263; opatrunek. &lt;br&gt;
&amp;#8211; M&amp;#243;wi&amp;#281;, &amp;#380;eby&amp;#347; zostawi&amp;#322;. &amp;#8211; cofn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; par&amp;#281; krok&amp;#243;w w ty&amp;#322;. B&amp;#322;yskawicznie znikn&amp;#281;&amp;#322;am z domu. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Wchodz&amp;#261;c do mieszkania, mia&amp;#322;am nadziej&amp;#281;, &amp;#380;e nie zastan&amp;#281; w pierwszym metrze Xerxesa. Siedzia&amp;#322; za to w kuchni. &lt;br&gt;
&amp;#8211; D&amp;#322;ugo zamierzasz tam chodzi&amp;#263;? &lt;br&gt;
&amp;#8211; Tyle, ile b&amp;#281;dzie trzeba. &amp;#8211; fukn&amp;#281;&amp;#322;am. Wzi&amp;#281;&amp;#322;am sobie ma&amp;#322;&amp;#261; butelk&amp;#281; wody z szafki. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Ju&amp;#380; praca na kasie jest lepsza.&lt;br&gt;
&amp;#8211; To tylko taniec, Xer. Nic wi&amp;#281;cej. &lt;br&gt;
Zerkn&amp;#281;&amp;#322;am na jego twarz. Westchn&amp;#281;&amp;#322;am.&lt;br&gt;
&amp;#8211; S&amp;#322;owa, nawet te niewypowiedziane, bol&amp;#261; bardziej ni&amp;#380; czyny, wiesz? &amp;#8211; szepn&amp;#281;&amp;#322;am, zatrzymuj&amp;#261;c si&amp;#281; w progu na par&amp;#281; sekund.&lt;br&gt;
Zerwa&amp;#322; si&amp;#281; z krzes&amp;#322;a tak gwa&amp;#322;townie, &amp;#380;e te najpierw polecia&amp;#322;o na &amp;#347;cian&amp;#281;, a dopiero p&amp;#243;&amp;#378;niej na pod&amp;#322;og&amp;#281;. &lt;br&gt;
Machinalnie ruszy&amp;#322;am do pokoju. Zamkn&amp;#281;&amp;#322;am drzwi na klucz i usiad&amp;#322;am na &amp;#322;&amp;#243;&amp;#380;ku. Bezmy&amp;#347;lnie szuka&amp;#322;am d&amp;#322;oni&amp;#261; ostrego przedmiotu mi&amp;#281;dzy fa&amp;#322;dami ko&amp;#322;dry. W ko&amp;#324;cu na niego natrafi&amp;#322;am, a jego ch&amp;#322;&amp;#243;d po&amp;#322;askota&amp;#322; moje palce. Pokr&amp;#281;ci&amp;#322;am go troch&amp;#281; w d&amp;#322;oni, jednak ostatecznie w&amp;#322;o&amp;#380;y&amp;#322;am pod poduszk&amp;#281;. Chwil&amp;#281; potem szafa si&amp;#281; otworzy&amp;#322;a. Wyszed&amp;#322; z niej Xerxes. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Gdzie zgubi&amp;#322;e&amp;#347; lalk&amp;#281;? &amp;#8211; u&amp;#347;miechn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; rutynowo.&lt;br&gt;
&amp;#8211; Zosta&amp;#322;a w kuchni. &lt;br&gt;
&amp;#8211; A czego chcesz? Poza tym- ten du&amp;#380;y prostok&amp;#261;t nazywa si&amp;#281; formalnie drzwiami. S&amp;#322;u&amp;#380;&amp;#261; do wchodzenia do pokoju. Nast&amp;#281;pnym razem u&amp;#380;yj ich. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Ale s&amp;#261; zamkni&amp;#281;te. &lt;br&gt;
&amp;#8211; O to w&amp;#322;a&amp;#347;nie chodzi. &amp;#8211; za&amp;#347;mia&amp;#322;am si&amp;#281;, na chwil&amp;#281; odrywaj&amp;#261;c od niego wzrok. &lt;br&gt;
Wykorzysta&amp;#322; moment i znalaz&amp;#322; si&amp;#281; niebezpiecznie blisko. &lt;br&gt;
Zerwa&amp;#322;am si&amp;#281;, chc&amp;#261;c si&amp;#281;gn&amp;#261;&amp;#263; po klucz, jednak nie by&amp;#322;o go w miejscu, gdzie go po&amp;#322;o&amp;#380;y&amp;#322;am. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Ty cholerny... &amp;#8211; warkn&amp;#281;&amp;#322;am, gdy dostrzeg&amp;#322;am go w jego d&amp;#322;oni. &lt;br&gt;
Czyli moja forteca teraz sta&amp;#322;a si&amp;#281; pu&amp;#322;apk&amp;#261;. &lt;br&gt;
Pode mn&amp;#261; zatrz&amp;#281;s&amp;#322;y si&amp;#281; nogi. Przypomnia&amp;#322;a mi si&amp;#281; pewna noc sze&amp;#347;&amp;#263; lat temu. Kiedy to najprzyja&amp;#378;niejsze miejsce sta&amp;#322;o si&amp;#281; potrzaskiem dla rodzic&amp;#243;w.&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Osun&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; na pod&amp;#322;og&amp;#281;. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;. Boj&amp;#281; &lt;/i&gt;&lt;i&gt;si&amp;#281;.&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Oni wr&amp;#243;c&amp;#261;.&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Dopadn&amp;#261; nas. Boj&amp;#281; si&amp;#281;. Dopadn&amp;#261; Shawna.&lt;/i&gt; &lt;br&gt;
Moje oczy si&amp;#281; zaszkli&amp;#322;y. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Ca&amp;#322;a si&amp;#281; trz&amp;#281;siesz. &amp;#8211; Break obj&amp;#261;&amp;#322; mnie ramieniem. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Odsu&amp;#324; si&amp;#281; &amp;#8211; szepn&amp;#281;&amp;#322;am. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Nie. &lt;br&gt;
Westchn&amp;#281;&amp;#322;am cicho. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Oddaj klucz, bo chc&amp;#281; wyj&amp;#347;&amp;#263;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Nie. &lt;br&gt;
Prychn&amp;#281;&amp;#322;am. Ogarn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; w par&amp;#281; sekund i odepchn&amp;#281;&amp;#322;am go, sama wstaj&amp;#261;c. &lt;br&gt;
&amp;#8211; To wyjd&amp;#281; oknem. &amp;#8211; mrukn&amp;#281;&amp;#322;am samorzutnie. Ukradkiem wyj&amp;#281;&amp;#322;am co&amp;#347; spod poduszki i podesz&amp;#322;am do szyby, rozsuwaj&amp;#261;c j&amp;#261;. Usiad&amp;#322;am na parapecie i zeskoczy&amp;#322;am, mi&amp;#281;kko l&amp;#261;duj&amp;#261;c na dole. Bez ogl&amp;#261;dania si&amp;#281; ruszy&amp;#322;am ku drodze. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Szw&amp;#281;da&amp;#322;am si&amp;#281; bez rozmys&amp;#322;u po ulicach. Podsk&amp;#243;rnie czu&amp;#322;am, &amp;#380;e kto&amp;#347; mnie obserwuje, jednak by&amp;#322;o mi to oboj&amp;#281;tne. To zapewne jacy&amp;#347; przypadkowi ludzie. Skr&amp;#281;ci&amp;#322;am w alejk&amp;#281; dom&amp;#243;w jednorodzinnych, wzrokiem szukaj&amp;#261;c ruin. Nie kwapi&amp;#322;am si&amp;#281; by przechodzi&amp;#263; przez furtk&amp;#281;, skoro w ogrodzeniu by&amp;#322;y dziury, a ono samo nie by&amp;#322;o wysokie. Po chwili siedzia&amp;#322;am pod ukochanym drzewem. &amp;#346;ci&amp;#261;gn&amp;#281;&amp;#322;am banda&amp;#380;e. Naszyjnik w &amp;#347;rodku kt&amp;#243;rego ukryte by&amp;#322;y zdj&amp;#281;cia by&amp;#322; lodowaty. Jak w t&amp;#261; noc gdy... Przy dotkni&amp;#281;ciu z zimnym, ostrym przedmiotem, zmarzni&amp;#281;ta sk&amp;#243;ra niemi&amp;#322;osiernie piek&amp;#322;a. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Gdybym wtedy nie wesz&amp;#322;a na ga&amp;#322;&amp;#261;&amp;#378;... &lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Gdybym nie da&amp;#322;a si&amp;#281; tak &amp;#322;atwo zestrzeli&amp;#263;...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Gdybym zabi&amp;#322;a ich ju&amp;#380; wcze&amp;#347;niej...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&lt;i&gt;To powinnam by&amp;#263; ja...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Ona powinna &amp;#380;y&amp;#263;.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Potrz&amp;#261;sn&amp;#281;&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#261;. Schowa&amp;#322;am narz&amp;#281;dzie do kieszeni, zast&amp;#281;puj&amp;#261;c je banda&amp;#380;em. Wsta&amp;#322;am i ruszy&amp;#322;am znowu do domu. Ot tak. Nie zamierzam siedzie&amp;#263; tak w miejscu. Zamarzni&amp;#281;cie to g&amp;#322;upi spos&amp;#243;b na &amp;#347;mier&amp;#263;. By&amp;#263; mo&amp;#380;e Regnad da sobie ju&amp;#380; spok&amp;#243;j. &lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Stan&amp;#281;&amp;#322;am pod budynkiem. Wesz&amp;#322;am do niego w taki sam spos&amp;#243;b w jaki wysz&amp;#322;am. Czysto, mi&amp;#281;kko. Bez &amp;#380;adnego szmeru zamkn&amp;#281;&amp;#322;am okno.&lt;br&gt;
Naprzeciw mnie zamigota&amp;#322;o oko. Czerwone oko, nale&amp;#380;&amp;#261;ce do bia&amp;#322;ow&amp;#322;osego. W b&amp;#322;yskawicznym tempie znalaz&amp;#322;o si&amp;#281; za mn&amp;#261;. Jedyna droga ucieczki zamkni&amp;#281;ta. Niebezpiecznie zacz&amp;#281;&amp;#322;o si&amp;#281; zbli&amp;#380;a&amp;#263;, a przez panuj&amp;#261;cy p&amp;#243;&amp;#322;mrok mog&amp;#322;am dostrzec min&amp;#281; Kevina. Psychiczny pajac.&amp;#160; Gor&amp;#261;czkowo zacz&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; rozgl&amp;#261;da&amp;#263;, cofaj&amp;#261;c. Gdy jednam nie znalaz&amp;#322;am celu, spojrza&amp;#322;am jeszcze raz na jego twarz.&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&amp;#8211; Zostaw mnie. &amp;#8211; szepn&amp;#281;&amp;#322;am. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Cofn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; do odleg&amp;#322;ego k&amp;#261;ta. Jak najdalej od niego. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;.&lt;/i&gt; &lt;br&gt;
Wygl&amp;#261;da&amp;#322; przera&amp;#380;aj&amp;#261;co. W jego d&amp;#322;oni brakowa&amp;#322;o tylko no&amp;#380;a. Chocia&amp;#380;... Nie by&amp;#322;am w stanie stwierdzi&amp;#263;, czy go przypadkiem nie ma. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;, boj&amp;#281; si&amp;#281;...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
Sko&amp;#324;czy&amp;#322;o mi si&amp;#281; miejsce do cofania. Ani jednego centymetra. Skuli&amp;#322;am si&amp;#281;. Wci&amp;#261;&amp;#380; szed&amp;#322; w moj&amp;#261; stron&amp;#281; z min&amp;#261; szale&amp;#324;ca.&lt;br&gt;
To wszystko przypomina&amp;#322;o te krwawe horrory, kt&amp;#243;rych zawsze nie lubi&amp;#322;am. Nie lubi&amp;#322;am w og&amp;#243;le horror&amp;#243;w. By&amp;#322;y jedn&amp;#261; z tych rzeczy, przy kt&amp;#243;rych jako dziecko ucieka&amp;#322;am z pokoju. Nie zmieni&amp;#322;o si&amp;#281; to do dzisiaj. &lt;br&gt;
Jego oko na chwil&amp;#281; znikn&amp;#281;&amp;#322;o, a gdy zn&amp;#243;w si&amp;#281; pojawi&amp;#322;o, by&amp;#322;o metr przede mn&amp;#261;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Zostaw mnie. &amp;#8211; powt&amp;#243;rzy&amp;#322;am, a m&amp;#243;j g&amp;#322;os zadr&amp;#380;a&amp;#322; przy wypowiadaniu tych s&amp;#322;&amp;#243;w.&lt;br&gt;
Kiedy wyobra&amp;#380;a&amp;#322;am sobie, kto musia&amp;#322; zabi&amp;#263; mam&amp;#281; i tat&amp;#281;, zawsze pojawia&amp;#322; si&amp;#281; taki w&amp;#322;a&amp;#347;nie psychiczny wyraz twarzy. Niby zakuty w murze, a jednak przera&amp;#380;aj&amp;#261;cy.&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Czemu te wszystkie fobie powracaj&amp;#261; po &amp;#347;mierci Flurry?&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
By&amp;#322;o o tyle dobrze, &amp;#380;e teraz dostrzeg&amp;#322;am, i&amp;#380; nie ma nic w r&amp;#281;kach. Opu&amp;#347;ci&amp;#322;am zaczerwienione oczy, staraj&amp;#261;c si&amp;#281; nie patrze&amp;#263; na niego. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Boj&amp;#281; si&amp;#281;...&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&amp;lt; Kevin, Shawn? &amp;#10084; &amp;gt;&lt;/p&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-flurry-corrinne-cd-kevin-shawn.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-2208413771286979204</guid><pubDate>Mon, 25 Dec 2017 19:39:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-25T12:00:05.469-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Shawn</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Xerxes</category><title>Od Kevina i Shawna CD Corrinne</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
** Per. Xerses&#39;a **&lt;/div&gt;
- Minęło naprawdę dużo czasu, odkąd ostatni raz się widzieliśmy - zaczął rozmowę, stojący naprzeciw mnie facet.&lt;br /&gt;
Na jego wypowiedź, moje kąciki ust automatycznie się uniosły. Miałem świadomość, że w tym momencie przypominam psychopatę. Nie ukrywam, że ten fakt jedynie bardziej nakręcał mnie do działania.&lt;br /&gt;
- Huh... Lecz ty najwidoczniej praktycznie w ogóle się nie zmieniłeś, Xerxesie Break - dodał, przerywając krótką ciszę, która zapanowała między nami. Wyczułem na sobie, jego rządne krwi spojrzenie. Czymże aż tak bardzo zawiniłem? Robiąc go w konia?&lt;br /&gt;
- Nie mogę tego powiedzieć o tobie... Stałeś się pieskiem pana - wymruczałem pod nosem, opierając się wyszczerzony o towarzyszącą mi laskę. - Jakie to urocze... - dodałem cicho, wzruszając znacząco brwiami. - Sypiasz mu w nogach? - wypaliłem nagle.&lt;br /&gt;
- Nadal żarty na ty-ym...&lt;br /&gt;
- Pewnie brat Corrine, musi jeszcze po nim sprzątać, gdy nasra na dywan - wtrąciła Emily, po czym wybuchnęła gorzkim śmiechem. W tym momencie, również nie mogłem się od niego powstrzymać. Zasłoniłem usta przydługim rękawem, nie zaprzestając czynności.&lt;br /&gt;
- Emily... Uważaj, bo możesz urazić jego uczucia... - rzuciłem w jej stronę, sztucznym szeptem, żeby w następnej kolejności wyprostować się do pionu. - W końcu... Jest naszym NAJDROŻSZYM PRZYJACIELEM - przedłużyłem specjalnie ostatnie sylaby, robiąc kilka kroków w jego stronę, przy okazji odwracając się i sprawdzając, czy nie ma w okół świadków morderstwa, którego mam zamiar dokonać. Na całe szczęści, owych nie dostrzegłem. Gdy ten zdechnie, pozbycie się brata Corrinne będzie bardzo proste...&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Przynajmniej &lt;u&gt;byłoby&lt;/u&gt;, gdyby w tym samym momencie,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;stojący naprzeciw mężczyzna nie odbezpieczył&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;swojego sprzętu ogłuszającego i nie wystrzelił&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;w stronę siedzącej na drzewie&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Corrinne, tym samym zyskując szansę, na załatwienie&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;białowłosego, wcześniej przygotowaną strategią c:&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;*&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;** &lt;/i&gt;Per. Shawn&#39;a **&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Bez przerwy przyglądałem się filiżance, która stała nieruchomo na stoliku. Dobrze wiedziałem, co Vincent zamierza zrobić. Przynajmniej miałem takie okropne przeczucie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
W końcu nie wytrzymałem i momentalnie poderwałem się z krzesła, tym samym zwracając na siebie uwagę broni, wciąż przebywającej w pokoju dziewczyny. Ignorując celownik namierzony prosto na mnie, zbliżyłem się do okna. Mimo, że światło stojącej obok owej dwójki latarni, było dosyć słabe, mogłem dostrzec te dwie, błyszczące się krwią tęczówki. Chciał to zrobić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Musimy do nich iść - rzuciłem w stronę różowowłosej, która nadal trzymała broń w tym samym miejscu. - Inaczej obydwoje się pozabijają! - dodałem, poprawiając szybko swój szaliczek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skąd mam mieć pewność, że to ty ostatecznie nie pociągniesz za spust? - prychnęła w odpowiedzi, przyglądając się mojej osobie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Bo ten białowłosy najwidoczniej jest przyjacielem mojej siostry?! - widocznie skrzywiłem się z twarzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Pfff... Słaby argument - mruknęła, po czym najwidoczniej &quot;z nudów&quot; wzięła się za przeglądanie swojej zabawki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Wywróciłem oczami. Ignorując dalsze zachowania dziewczyny, ruszyłem w stronę otwartego przejścia, prowadzącego do korytarza i wyjścia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie będzie mi dziecko rozkazywać... - dodałem specjalnie na tyle głośno, żeby dobrze usłyszała co sądzę na jej temat.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Lecz tym razem, zamiast bronią, postanowiła pogrozić mi swoją niską osobą, tarasując przejście. Jedynie przeskanowałem drwiącym spojrzeniem, niższą od siebie nastolatkę. &quot;Shawn, pamiętaj, dzieci bez kasku i kobiet bić nie wolno&quot; - powiedziałem do siebie, wsadzając ręce do kieszeni.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Życie Corrinne też jest zagrożone - w końcu wydusiłem z siebie, prawdziwy powód chęci wyjścia na zewnątrz. - A z tego co zauważyłem, strasznie ci na niej zależy...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jak ma mi na niej nie zależeć, skoro po twoim odejściu zostałyśmy same, zdane tylko na siebie?! - wykrzyczała jakby z wyrzutami, w końcu patrząc mi prosto w oczy. Ten wzrok i błysk, który w tym momencie dostrzegłem. Widziałem go wiele razy. W dzieciństwie, w tym małym piekle. Niewątpliwie, to właśnie ona...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Flurry... - wyszeptałem, spuszczając wzrok w stronę podłogi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Idiota! - wykrzyczała, po czym złożyła na moim policzku mocne uderzenie. Po nim już byłem w stu procentach przekonany, że to ona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Uśmiechnąłem się delikatnie, znowu zwracając twarz w stronę jej zaszklonych oczu. Zawsze ją sobie ceniłem, prawie tak samo mocno jak Corrinne. Byłem gotowy na wykonanie tego chaotycznego ruchu...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nigdy nie zdążyłem ci tego powiedzieć...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://i.pinimg.com/originals/69/56/71/695671e725279ff376255107c1c69089.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;281&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;178&quot; src=&quot;https://i.pinimg.com/originals/69/56/71/695671e725279ff376255107c1c69089.gif&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
** Może jeszcze na moment Break? **&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Mogłem się z nim tak droczyć godzinami, tym samym trzymając go na grubej smyczy, jeśli chodzi o zrobienie czegokolwiek. Lecz... Jak by to określić. Po prostu kończyła mi się wena twórcza, na dalsze wymyślanie tekstów, które miałbym kierować w jego stronę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Eh... Będzie mnie po tym boleć głowa - wymruczałem pod nosem, już podświadomie przyzywając do siebie swoje ukochane przekleństwo, zwane łańcuchem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Tak... Jak dostaniesz kulką w łeb - doszły do mnie równie ciche słowa Vincent&#39;a, za plecami którego dopiero w tym momencie dostrzegłem jakieś małe badziewie. Czyżby udało mu się zmienić towarzysza?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Życie wam nie miłe? - prychnąłem, czując już otaczający mnie mrok dobrze znanej postaci. - To coś, co masz za sobą nie może się równać łańcuchowi, który za jednym pociągnięciem całkowicie cię niszczy - zacisnąłem mocniej dłoń na rękojeści swojej ukochanej, ukrytej broni, szczerząc się.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- W zasadzie to tak... - przyznał, robiąc kilka kroków w towarzystwie swojego podopiecznego. - Lecz może zaatakować kontrahenta...&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wiązka bliżej nieokreślonej energii została&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;wycelowana w stronę jednookiego.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Przytrzymywany przez nieznaną siłę,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;opuścił bezradnie ręce, tym samym&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;wypuszczając trzymany w dłoni przedmiot.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Jego moce zostały zapieczętowane,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;w wyniku braku możliwości porozumienia się&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;ze swoją podświadomą zdolnością.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
*&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
** Wracamy do Shawn&#39;a **&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
...który jak się okazało, zdecydowanie oszołomił dziewczynę. Przypatrywała mi się w osłupieniu, chyba nie wiedząc co powiedzieć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- ...lecz teraz - zacząłem - chodźmy... nie ma czasu... - dokończyłem, delikatnie ocierając swoją dłonią, tę, należącą do niej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Praktycznie niezauważalnie skinęła głową. Nie czekając dłużej, wybiegliśmy razem na zewnątrz. Vincent wykorzystał jedną ze swoich mocy, wiedziałem o tym. W zasadzie, było to widać. Sparaliżował białowłosego. Jestem pewien.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Vincent, przestań! - wydarłem się w stronę mężczyzny, przyśpieszając kroku. Miał w dłoniach to jebane działo. Wystarczy jeden strzał. Przeładował broń i... Ostatecznie pociągnął za spust...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Xerxes! - towarzysząca mi w tym momencie dziewczyna, ignorując otaczającą nas wszystkich sytuację, ruszyła w stronę nieruchomego mężczyzny. W trakcie nie długiego biegu, zdążyła zmienić swą postać... W dobrze znanego ścigającego. Rzuciła się w skoku, prosto na jasną kulę energii, która bezlitośnie trafiła ją prosto w klatkę piersiową. Bez żadnych śladów. Bez krwi. Za pomocą tego śmiecia, zatrzymywało się pracę serca, mózgu i innych organów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- F-Flurry?! - wydukałem bezradnie, czując, jak dłonie zaczynają mi dziwnie drżeć. Moje kolana zetknęły się z ziemią. - T-Ty pieprzony śmieciu! - po chwili skierowałem swoje wyzwisko, w stronę stojącego kilka metrów dalej złotowłosego.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Gdzie jest Corrinne?! - wydarłem się, zaciskając ręce na rosnącej pode mną trawie.&lt;br /&gt;
Nie może ten chuj też jej dorwać. Nie pozwolę na to. Muszę myśleć logicznie, nie zniosę nagłej straty obu bliskich osób. Poderwałem się z ziemi, ocierając niewielką łzę, która pojawiła się na moim policzku. Mój wzrok został skierowany w stronę nieco zarośniętego miejsca. Skoro miała ich pilnować, musiała się gdzieś schować... Ale... Skoro jej tu nie ma... &quot;Cholera jasna!&quot; - wydarłem się w myślach, prawie potykając się przy startowaniu w stronę zarośli. Chyba myślimy podobnie. Na jej miejscu właśnie to miejsce, wziąłbym za kryjówkę.&lt;br /&gt;
- Corri! - wypaliłem, ponownie brudząc sobie spodnie cholerną, brudną glebą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
** Break **&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Nieopanowany gniew, mieszany z głębokim żalem. Tylko to w tym momencie czułem, wpatrując się w martwe ciało leżące tuż pod moimi stopami. Dlaczego oddała życie za kogoś takiego jak ja... Nie chcę umierać, ale... Zasługiwałem na to bardziej, niż ona. Była zbyt młoda. Unosząc wzrok, ujrzałem tą mimo wszystko pełną zdziwienia twarz Vincenta. Nie potrafię określić, jak mocno w tej chwili pragnąłem jego bólu. To uczucie, zmieszane wraz z cierpieniem, które mnie ukuło... Samo wyzwoliło mnie z objęć jego mocy, tym samym pozwalając mojemu łańcuchowi dokończyć niwelowanie jego towarzysza. ON. Nie chciałem, żeby zginął w taki sposób. Jego śmierć będzie długa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;Umrze w mękach, przyrzekam. Zadam mu tyle bólu, ilu osobom on go sprawił. Przyrzekam. Zemszczę się.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;lt;Corri? Per. Flurry? &amp;lt;3 &amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-kevina-i-shawna-cd-corrinne.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-6555176247118642924</guid><pubDate>Fri, 22 Dec 2017 20:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-22T12:06:14.308-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Xerxes</category><title>Od Kevina CD Flurry</title><description>Zanim dziewczyna przechyliła klamkę drzwi, ja już trzymałem jej rękę w swojej. Wyszczerzyłem się niczym jakiś pedofil, po czym wyciągnąłem drugą dłoń, czekając, aż ułoży na niej mój prywatny sprzęt. Na twarzy Flurry również pojawił się uśmiech. Chytry, niczym ten, należący do charakterystycznego dla tej cechy lisa. Prychnęła cicho, po czym jedną z nóg, z całej siły uderzyła mnie w łydkę. Czując bardzo nieprzyjemny i kujący ból, automatycznie odsunąłem się kilka kroków w tył, chwytając się za nogę.&lt;br /&gt;
- Jak ja ci zaraz... - wymruczałem pod nosem, szczerząc się jeszcze szerzej, w wyniku czego tym razem przypominałem psychopatę.&lt;br /&gt;
- Człowieku! To trzeba wydrukować do jakiegoś SPECJALNEGO albumu! - krzyknęła w moją stronę, stojąc już na schodach.&lt;br /&gt;
Całkowicie zrezygnowany zachowaniem nastolatki, walnąłem się z całej siły na podłogę. Przymknąłem na moment oczy, aby w jakikolwiek sposób odciąć się od bólu. Niestety, jak wiadomo - w pokoju została jeszcze jedna, przed chwilą przeze mnie molestowana łaskotkami kobieta. Wiedziałem co mnie czeka.&lt;br /&gt;
- Tylko nie w krocze... - wyszeptałem, mimo wszystko zasłaniając obiema dłońmi twarz.&lt;br /&gt;
O dziwo, nie wyczułem żadnego lekkiego, czy ciężkiego przedmiotu na swoim ciele. Mimo wszystko zadowolony, lecz również zaskoczony poderwałem się do pionu. Z tego co dostrzegłem, niebieskowłosa nieoczekiwanie rozpoczęła szykowanie się do wyjścia. Zmarszczyłem nieco brwi.&lt;br /&gt;
- Wyprowadzasz się? - prychnąłem pod nosem, opierając się o framugę drzwi.&lt;br /&gt;
- Idę do bazy... - syknęła przez zęby, sięgając po buty. - Zostawiłam przez ciebie ważne dokumenty - dodała, zapinając oba zamki.&lt;br /&gt;
Bez zastanowienia, również zabrałem się za przyodziewania swojego standardowego, wyjściowego stroju. O dziwo, z początku dziewczyna nie protestowała. Dopiero, gdy wyszedłem z domu i zacząłem iść krok, w krok za nią - pojawiły się pewne problemy. Czułem na sobie jej mordujące rzuty spojrzeniem. Całkowicie je ignorując, jedynie szedłem w ślad za nią.&lt;br /&gt;
Po dłuższej chwili, gdy wkroczyliśmy na tereny znajdującego się niedaleko od naszego domu parku, dziewczyna, w pewnym momencie, jakby nigdy nic - usiadła sobie na ławce. Z początku jedynie się jej przyglądałem.&lt;br /&gt;
- Co ty robisz? - zapytałem grzecznie, nachylając się nad siedząca postacią, niczym nad jakimś dzieckiem.&lt;br /&gt;
- Czekam, aż ci się to znudzi i po prostu sobie pójdziesz... - wymruczała pod nosem, krzyżując ręce.&lt;br /&gt;
- Spoko, poczekajmy razem! - wypaliłem jakby nigdy nic, przysiadając tuż przy niej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;Corri?&amp;gt;</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-kevina-cd-flurry_22.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-5503811060636173525</guid><pubDate>Sun, 17 Dec 2017 15:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-17T07:06:46.495-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Flurry</category><title>Od Flurry cd Kevina</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
– Co do planów – zaczęłam, ignorując jego ostatnie pytanie – ja na pewno mam zamiar siedzieć w domu. Wy dwoje możecie oczywiście gdzieś wyjść. Nie mam nic przeciwko. – uśmiechnęłam się.&amp;nbsp; – Iść na jakiś basen czy coś...&lt;br /&gt;
Corrinne prychnięła, jakby zaczynając się krztusić ze śmiechu. &lt;br /&gt;
– Flurry, ty mały...! &lt;br /&gt;
Dosłownie spadła z krzesła. Kevin błyskawicznie dorwał swój laptop, ale było za późno. Co się zobaczyło, już się nie odzobaczy. &lt;br /&gt;
– Jakim cudem wy... &lt;br /&gt;
W pięć sekund dołączyłam do duszącej się ze śmiechu Corri. &lt;br /&gt;
– Zajebiście wyglądałeś na tej plaży. – wymamrotałam między napadami duszenia się. Mężczyzna chwilę stał, patrząc na nas jakby chcąc mordować wzrokiem, po czym skoczył w naszą stronę. &lt;br /&gt;
– Ej! – pisnęła niebieskowłosa, uzbrajając się błyskawicznie w poduszkę. &lt;br /&gt;
Wszyscy wiedzieli, że ma łaskotki. &lt;br /&gt;
Xerxes zajął się nią( ͡° ͜ʖ ͡°), a ja w tym czasie znowu przejęłam sprzęt i przeglądałam zdjęcia. Ciekawiło mnie, kim były te osoby. Ale nie na to czas! Pora&amp;nbsp; na napajanie się przepieknym widokiem Break&#39;a w stroju kąpielowym. Chyba sobie&amp;nbsp; jakieś zdjęcie wywołam i postawię gdzieś koło łóżka, żeby w poniedziałek poprawić sobie humor. &lt;br /&gt;
Podniosłam wzrok i dostrzegłam twarz opiekuna. Uśmiechnęłam się niewinnie i bardzo powoli zamknęłam klapę laptopa. Zerwałam się w stronę najbliższych drzwi. &lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
&amp;lt; Kevin? &amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-flurry-cd-kevina.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-2103918549622799090</guid><pubDate>Fri, 15 Dec 2017 22:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-15T14:15:09.693-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Viktor</category><title>Od Viktora CD Yuri</title><description>Eh... Najwidoczniej nawet w takich sytuacjach nie potrafiłem trzymać języka za zębami. Moja z lekka uciążliwa pewność siebie, naprawdę kiedyś doprowadzi mnie do śmierci. Zapewne, nawet mrocznemu kosiarzowi, rzucę jeden ze swoich figlarskich tekstów, czy wyśmieję prosto w twarz. Można powiedzieć, że nie znam granic - co jest oczywiście stu procentową prawdą. Słowo &quot;STOP&quot; jedynie bardziej nakręca mnie, do zrobienia czegoś zakazanego. Mimo, że mam ponad dwadzieścia lat na karku, wciąż zachowuję się jak nastoletni, zbuntowany dzieciak... Swojej natury raczej nie zmienię. Przynajmniej nie mam takich planów.&lt;div&gt;
Wracając. Nie ukrywam, że palnięty przeze mnie przed momentem tekst, nieco nasycił tą i tak wstydliwą sytuacje pomiędzy nasza dwójką. Wiem, że nie pomagam - po prostu gdy chcę uniknąć problemu, zamieniam wszystko w żart. Możliwie jak najskuteczniej... Co teraz mi niezbyt wychodzi. Czasami, z całego serca wątpię w swoją przyszłość... Nieuniknione, że zostanę starym kawalerem, bo życie z kobitą, przy takiej postawie nie będzie mi pisane.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Może przejdziemy się gdzieś? - zabrałem się w końcu do zadania krótkiego, lecz sensownego pytania. Mimowolnie na moje usta, wpłynął delikatny uśmiech.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Huh? - spojrzał na mnie kątem oka, najwidoczniej wytrącony ze swojego prywatnego transu. Rozmyślał nad czymś. Chyba mu w tym przeszkodziłem. Chyba na pewno.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Spacerek po mieście, czy coś? - powtórzyłem, w nieco zmienionej wersji. - Możemy skoczyć na gofry, czy co tam chcesz... I tak wypadałoby zrobić drobne zakupy - podsumowałem swoją wypowiedź, kilkoma, trochę błahymi argumentami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Yhm... Niech będzie - wysilił się na lekkie uniesienie swoich kącików ust, co szczerze mówiąc wyglądało odrobinkę komicznie. Miałem wrażenie, że przyglądam się jego podobnemu wyrazowi twarzy jak sprzed tych kilku lat...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Bosz, z dnia na dzień coraz bardziej zdaje sobie sprawę z faktu, jakim starym zgredem jestem. Lecz mimo to... I tak uwielbiam jego słodką twarzyczkę...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Poprawiłem owijający moją szyję szalik, który w wyniku długiego noszenia nieco ciężkiej torby z &quot;najpotrzebniejszymi rzeczami&quot;, z minuty na minutę coraz bardziej zsuwał się z mojej szyi. Mogłem uważać na fizyce...&amp;nbsp; Te wszystkie siły przyciągania się danych powierzchni, blah, blah, blah. Wracając, aktualnie kierowaliśmy się w stronę piekarni, aby zakupić chleb, czy ewentualnie jakieś ciastka do kawy. Tak sobie właśnie myślałem... Może zabiorę kiedyś Yuriego w swoje rodzinne strony, na małą wycieczkę krajoznawczą? Z tego co mi wiadomo, chyba nie miał okazji bywać w tamtych regionach...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Gdy byliśmy jakieś pół kilometra od polecanej przez wszystkich piekarni, dojrzałem powyżej nas czarne zbiegowisko chmur. Nie unikam, że nieco zmartwiony brakiem przy sobie parasolki, czy chociażby kaptura, przebyłem kolejne kilkanaście metrów, będąc totalnym kłębkiem nerwów. W końcu - moje, mokre, włosy... Po wysuszeniu... Ach, tworzą się delikatne loczki...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Viktor, chyba zaczyna padać - zasygnalizował idący obok chłopak, zapewne dostrzegając moje zdenerwowane spojrzenia ku górze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- EH... Dobra, piekarnia nie jest tak daleko... Powinniśmy zdążyć... - zasugerowałem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Jak się zaraz okazało - miłe chmurki zamiast w stopniowym stopniu (XD) wypuszczać z łaski swojej wodę, te, lunęły nią jak z cebra. Nie pozostało nam w tej sytuacji innego wyjścia, jak schowanie się w pierwszym lepszym sklepie. A jakoś los tak chciał, że trafiliśmy AKURAT do przepełnionego różowymi rzeczami sexshopu. Tak, kuźwa, sexshopu. Mogliśmy wejść wszędzie, lecz nie - nasza dwójka ma idealnego fuksa i jak coś robi razem, to... Zazwyczaj...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dobra, może lepiej... - zaczął towarzysz, zwracając wzrok ku szybie. Zapewne uciszył się, gdy tylko zobaczył ulicę - a raczej jej brak. Padało tak mocno, że nawet światła samochodów były ledwo widoczne.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zapowiada się ciekawie! - westchnąłem, odkładając torby na jeden z parapetów, tym samym uwalniając na moment swoje ręce. - Skoro już tu jesteśmy... Może po prostu pooglądamy sobie towar? - podpytałem, przechodząc w stronę regałów z gumowymi jebadłami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;lt;Yuri? XDD&amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-viktora-cd-yuri.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-8601569495814490046</guid><pubDate>Fri, 15 Dec 2017 20:27:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-15T12:27:45.698-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Vane</category><title>Od Vane CD Yuri</title><description>Bez słów przyglądałam się bladej ścianie. Wszystko dobrze do mnie dotarło. Jedynie przetworzenie nowo otrzymanych wiadomości sprawiło mi nie mały problem. Jestem osobą, która potrafi bardzo szybko wiązać ze sobą fakty... Więc dlaczego nie powiązałam chociażby daty śmierci Gilberta, która była zanotowana na komputerze, z datą mojego przebudzenia? Jednak jestem tępa, po prostu niewyobrażalnie tępa. I zbyt ufna - tak, to też. Dałam się łatwo oszukać. Zdecydowanie, zbyt łatwo, przynajmniej jak na mnie. Jeżeli ktokolwiek, palnie tekstem typu: &quot;zrobiłem to dla twojego dobra&quot;, przyrzekam... Jak pierdolnę, to zabiję.&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
Zwróciłam wzrok w okolice podłogi. Stała tam osoba, której dotychczas ufałam ponad wszystko. W tym momencie przyglądałam się mu z wyraźnym zlekceważeniem, można nawet powiedzieć, że była w tym wszystkim nutka żalu. Biała grzywka mimowolnie opadła mi na oczy.&lt;br /&gt;
- Czyli ty też wiedziałeś... - śmiech, który miał się wydobyć z mojego gardła, ku mojemu zdziwieniu zmienił się ostatecznie w ciężkie westchnięcie. Nie odwróciłam nawet na moment wzroku. Jeśli będzie trzeba, będę w stanie czekać na odpowiedź po kres naszych dni.&lt;br /&gt;
- Nie będę cię jeszcze bardziej denerwował znienawidzonymi gadkami o dbanie o czyjeś dobro, więc ujmę to prosto - nie chciałem cię stracić - podsumował, przy tym chaotycznie gestykulując łapami i tworząc rozmaite miny na swoim pysku. Korzystając z okazji, po raz ostatni przeskanowałam obie obecne postacie w pokoju wzrokiem. Rzeczywiście. Teraz wiele rzeczy staje się jasne. Kojarzę skądś tą charakterystyczną grzywkę. Kiedyś dojdę do wszystkiego.&lt;br /&gt;
Tymczasem, jedyne na co było mnie w tej chwili stać - to szybkie ulotnienie się z pomieszczenia. Nie potrafię się skupić, gdy przed sobą widzę te fałszywe oczy. Chcę sobie wszystko w spokoju poukładać. To za wiele, nawet jak na mnie. Zdrada, śmierć, syn, wykorzystanie ze strony innych... Hah, niech ja tylko kiedyś dorwę osobę, która wbiła mi do głowy te wszystkie głupoty... Może nie zamorduję.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
Zajmowałam aktualnie miejsce przy niedużym stoliczku, w bardzo przytulnej kawiarence. Taa... Mimo, że otoczenie było bardzo przyjazne, siedziałam na krześle chyba aż za bardzo spięta. Swą postawą zapewne nieco zdziwiłam, czy tam przeraziłam - whatever - ludzi spoglądających w moją stronę co jakiś czas. Na ich miejscu, też miałabym pewne zastrzeżenia co do jakiejś młodej, białowłosej kobiety o nienaturalnie czerwonych oczach. Na szczęście nie wszyscy ludzie to rasiści i rozumieją pojęcie &quot;przefarbowanie włosów&quot;, czy tam &quot;założenie kolorowych soczewek&quot;. W końcu, po niedługim oczekiwaniu w drzwiach dostrzegłam osobę, na którą czekałam. Raczej bardziej wtapiał się w tłum. Nie był zbytnio do mnie podobny.&lt;br /&gt;
- Cześć - przywitałam się krótko, posyłając mężczyźnie z lekka niepewny uśmiech. - Jak tam? - dodałam szeptem.&lt;br /&gt;
- Dobrze... - odpowiedział, przysiadając przy stoliku. -&amp;nbsp;Od razu mówię, że nie mam żadnych ciekawych tematów na rozmowę... - odrzekł, bawiąc się swoimi palcami pod stołem.&lt;br /&gt;
Cicho westchnęłam, drżącą dłonią sięgając po filiżankę kawy, którą uprzednio zamówiłam. Zwilżyłam swoje gardło ciepłą cieczą, po czym wzięłam się za mówienie:&lt;br /&gt;
- Mam mnóstwo pytań, na które chciałabym znać odpowiedź - powiedziałam w dużym skrócie, poprawiając grzywkę przysłaniającą mi oczy. - Ale nie chcę cię nimi zamęczać, jest ich zdecydowanie zbyt wiele... Więc... Czy mógłbyś po prostu mi pomóc odzyskać wspomnienia? W jakikolwiek sposób... Nie chcę zabierać ci czasu, więc tylko podaj mi odpowiednie adresy jakiś szczególnych miejsc... Czy...&lt;br /&gt;
- Najlepiej, chodźmy na cmentarz - bardziej stwierdził, niż zaproponował, zaprzestając na moment swojej zabawy pod stołem. - Znajduje się on niedaleko stąd.&lt;br /&gt;
- Um... Zgoda - przytaknęłam głową, biorąc ostatni łyk kawy.&lt;br /&gt;
Podniosłam się ze swojego krzesła, po czym kulturalnie je zasunęłam. Odruchowo dorwałam do rąk płaszcz, przez co nie zauważyłam spadającego na ziemię kapelusza. Ach... Chyba coś nie tak z moją pamięcią... Szybko podniosłam przedmiot z podłogi, kątem oka spoglądając na chłopaka. Również przyglądał się przedmiotowi. &quot;Nie teraz...&quot; - powiedziałam do siebie, szybko chowając przedmiot pod płaszcz.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Szłam w ciszy oddalona jakieś pół metra od chłopaka. Zastanawiałam się, jakie pytania mogę zadać podczas drogi... W końcu nie wszystko było przeze mnie widziane... Jego los, po moim odejściu i śmierci Gil&#39;a. Pewnie... Nie chcę nawet o tym myśleć. To musiało być okropne przeżycie, dobrze o tym wiem. Lecz jemu zapewne nie pomogła zbawicielska moc, zesłania z nieba szopa. Zrzucili coś gorszego...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jesteśmy - słysząc jego głos, odruchowo rozejrzałam się wokół własnej osi. Rzeczywiście, właśnie doszliśmy na miejsce. Kilkanaście nagrobków, w dobrze ukrytym miejscu. Hah, to był właśnie ten legendarny cmentarz, tych nietypowych. Nigdy tu nie byłam. Nigdy nie preferowałam cofania się. Chciałam w każdy, możliwy sposób zapomnieć... Zabawne, teraz jest całkowicie na odwrót. Szłam przed siebie, czytając kolejno każde z nazwisk. Kilka dobrze znałam, niektóre kojarzyłam, a z innymi w ogóle nie miałam styczności. Do kilku chciałam podejść, lecz w tej chwili nie to było głównym celem. Nie minęła minuta, a moim oczom rzuciło się dobrze znane nazwisko. Przyjrzałam się kolejno opisowi, jak i zdjęciu. Wykonałam w ich stronę kilka niepewnych kroków. Przejechałam delikatnie palcami po gładkiej powierzchni...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Gilbert...? - wyszeptałam, przyglądając się płaskiemu nagrobkowi, jak zahipnotyzowana. Przed oczami miałam jego twarz. Widzę, każdy, najdrobniejszy szczegół jego rys. Tak, to właśnie on nawiedzał mnie w snach. - Przypominam sobie. Nasze pierwsze spotkanie, czyli jakże urocze mierzenie do siebie nawzajem z broni. Ten moment, całkowitego upicia się. Plaża, zakupy... Gdy prawie wpadłam pod samochód, dwa magiczne słowa. Poród i... t-ty... - zwróciłam wzrok, wydostający się zza zaszklonych oczu prosto w jego stronę. &lt;i&gt;Znowu będę się obwiniać, gdy tylko skrzyżuję z nim swoje spojrzenia.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- &lt;/i&gt;Powinieneś to wziąć... - wyszeptałam, w końcu wyciągając spod płaszcza czarne nakrycie głowy. Pamiętam moment, gdy nałożył mi go na głowę. Teraz, niech zdobi jego czuprynę. - Proszę... - dodałam, wyciągając przedmiot w jego stronę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;lt;Yuriś?&amp;gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-vane-cd-yuri.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-130068337546010538</guid><pubDate>Mon, 11 Dec 2017 21:12:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-11T13:12:37.589-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Yuri</category><title>Od Yuri&#39;ego CD Viktor</title><description>Stałem zamurowany w miejscu, patrząc jak mężczyzna znajdujący się przy mnie płacze. I co ja mam teraz zrobić? Nie chciałem go doprowadzać do płaczu... Po prostu uważam, że to co zrobiliśmy jest nieodpowiednie... I jak mamy teraz ze sobą rozmawiać? Ja szczerze nie potrafię spojrzeć mu w oczy.&lt;br /&gt;
- Spokojnie.... - niepewnie ująłem jego dłoń i pogładziłem jej wierzch. - Nie odejdę... Nie tym razem... - spuściłem wzrok na podłogę i jakoś tak poczułem, że chcę tu zostać.&lt;br /&gt;
Jednakże puściłem jego rękę i uśmiechnąłem się słabo. Czy to będzie dobrze jeśli zostanę? Czy może sobie pójść? Naprawdę już nie wiem... Nie chcę żeby były potem z tego kłopoty.&lt;br /&gt;
- Zostanę... - szepnąłem jakby sam do siebie i zdjąłem z siebie zimowe odzienie, które zdążyłem ubrać.&lt;br /&gt;
Czułem jak Rosjanin uważnie obserwuje każdy mój ruch, chyba bał się, że w ostatniej chwili postanowię zwiać. Westchnąłem cicho i odwiesiłem kurtkę na wieszak.&lt;br /&gt;
- Może zanim przejdziemy do jakiejkolwiek rozmowy to posprzątamy ten bajzel? - zaproponowałem, wskazując na walające się po salonie ubrania, nie wyglądało to zbyt zachęcająco...&lt;br /&gt;
Viktor jedynie pokiwał głową i już uspokojony bez słowa poszedł zacząć zbierać brudne ciuchy.&lt;br /&gt;
Kiedy ten się trudził tutaj ja postanowiłem pójść na górę ogarnąć ten burdel... I nie powiem, że było to przyjemne doznanie. Wszystko się lepiło od wiadomo chyba czego i nie szło się nie natknąć na tą białą maź... Co my tu odczyniliśmy?&lt;br /&gt;
- Yuri...? - odwróciłem się w stronę Rosjanina stojącego w drzwiach. - Skończyłeś już...?&lt;br /&gt;
- Ta... - odetchnąłem cicho i spojrzałem na reklamówkę wypełnioną papierami, a także śmieciami. - Trzeba to tylko wyrzucić...&lt;br /&gt;
Popatrzył to na mnie, to na reklamówkę, którą gwałtownie chwycił i wyniósł z pokoju. Uśmiechnąłem się pod nosem i zerknąłem dyskretnie na łóżko. Chyba jak na razie nie będę się do niego zbliżać, dla własnego bezpieczeństwa psychicznego. W końcu nie wiadomo co może się jeszcze wydarzyć.&lt;br /&gt;
Po chwili zszedłem na dół gdzie na kanapie siedział spokojnie Viktor. A jednak nie... Gdy tylko się zbliżyłem, mężczyzna cały się spiął i uśmiechnął się do mnie wymuszonym uśmiechem. Skrzywiłem się i niechętnie siadłem obok niego. W sumie kanapę też bym wolał unikać... No i zapanowała cisza na wieki, wieków... Ani ja, ani on nie zamierzaliśmy się odezwać. Siwus ciągle tylko bawił się swoimi palcami, a ja nie mając nic do roboty, po prostu siedziałem cichutko.&lt;br /&gt;
- To ten no... Jak ci się podobało?&lt;br /&gt;
Co? Przepraszam bardzo, czy ja się przesłyszałem? Czy on mnie właśnie spytał czy podobał mi się nasz stosunek? Nie no... Zajebiste pytanie, brawo Viktor. Jesteś po prostu mistrzem w zadawaniu genialnych jak twój mózg pytań. I co ja mam teraz powiedzieć? Chyba pozostawię to bez komentarza.&lt;br /&gt;
Odchrząknąłem cicho i odwróciłem wzrok w bok.&lt;br /&gt;
- Mogę zachować opinię dla siebie...? - mruknąłem pod nosem, a Rosjanin spuścił głowę. Czyżby liczył na inną odpowiedź?&lt;br /&gt;
Przecież mu nie powiem, że było zajebiście i możemy to nawet teraz powtórzyć! Choć... Nie. Może i było fajnie, ale to wszystko było spowodowane przez alkohol. Teraz już sam nie potrafię określić naszych relacji. Cholera....&lt;br /&gt;
Zarumieniłem się lekko i podciągnąłem kolana pod samą brodę, patrząc byle nie na Viktora. Przez niego serce wali mi jak szalone...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt; Viktor? :3 &amp;gt;</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-yuriego-cd-viktor.html</link><author>noreply@blogger.com (żelazko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-828071408975038828</guid><pubDate>Mon, 11 Dec 2017 20:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-11T13:55:46.207-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Corrinne</category><title>Od Corrinne cd Shawn</title><description>&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&amp;#8211; Szkoda tylko, &amp;#380;e w takich okoliczno&amp;#347;ciach. &amp;#8211; przekrzywi&amp;#322;am g&amp;#322;ow&amp;#281;, nie cofaj&amp;#261;c r&amp;#281;ki. Zmru&amp;#380;y&amp;#322;am oczy, przyciskaj&amp;#261;c palec do spustu. Dzieli&amp;#322;y tylko milimetry przesuni&amp;#281;cia, by wystrzeli&amp;#322;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Co tu robisz? &amp;#8211; zapyta&amp;#322;, jakby to by&amp;#322;o jego mieszkanie. Opu&amp;#347;ci&amp;#322; r&amp;#281;k&amp;#281;. Tak, dobry ruch. Dla mnie. &lt;br&gt;
Za&amp;#347;mia&amp;#322;am si&amp;#281;. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Braciszku, m&amp;#243;j kochany &amp;#8211; to s&amp;#322;owo przesi&amp;#261;kni&amp;#281;te by&amp;#322;o jadem&amp;#8211; braciszku. Wbijasz do domu mojego przyjaciela i &amp;#347;miesz pyta&amp;#263; si&amp;#281; &quot;Co tu robi&amp;#281;&quot;? Do domu osoby, kt&amp;#243;ra uratowa&amp;#322;a nas z ulicy? &amp;#8211; wskaza&amp;#322;am ruchem g&amp;#322;owy na Flurry, kt&amp;#243;ra przystawia&amp;#322;a bro&amp;#324; do g&amp;#322;owy towarzysza Shawna.&amp;#160; &amp;#8211; Do domu osoby, kt&amp;#243;ra nam pomaga? Flurry, s&amp;#322;ysza&amp;#322;a&amp;#347;? On si&amp;#281; pyta co tu robi&amp;#281;. &amp;#8211; prychni&amp;#281;&amp;#322;am, zwracaj&amp;#261;c si&amp;#281; z powrotem do brata &amp;#8211; My&amp;#347;lisz, &amp;#380;e pozwol&amp;#281; sobie na kolejn&amp;#261; strat&amp;#281; os&amp;#243;b, na kt&amp;#243;rych mi zale&amp;#380;y?&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Potw&amp;#243;r. &lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&lt;i&gt;Nie. Tylko w okre&amp;#347;lonych przypadkach.&lt;/i&gt;&lt;br&gt;
&amp;#8211; A na mnie ci nie zale&amp;#380;y? &amp;#8211; wpatrywa&amp;#322; si&amp;#281; w moj&amp;#261; twarz. &lt;br&gt;
Pr&amp;#243;bujesz manipulowa&amp;#263;, drogi Shawnie? Manipulowa&amp;#263; moimi uczuciami? Wybacz, ale z ch&amp;#281;ci&amp;#261; teraz poci&amp;#261;gn&amp;#281; za spust. &lt;br&gt;
&amp;#8211; W tym przypadku... Nawet w najmniejszym stopniu. &lt;br&gt;
Sprawi&amp;#322; wra&amp;#380;enie, jakby go to zabola&amp;#322;o. &lt;br&gt;
&lt;i&gt;&amp;#379;ycie&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;W&amp;#322;a&amp;#347;ciwie, to w tym momencie chyba go porzucam.&lt;/i&gt; &lt;br&gt;
&amp;#8211; Ale... Ja ci&amp;#281; kocham, t&amp;#281;skni&amp;#322;em! &lt;br&gt;
G&amp;#322;owa opad&amp;#322;a mi cz&amp;#281;&amp;#347;ciowo w d&amp;#243;&amp;#322;, by nie by&amp;#322;o wida&amp;#263; moich oczu i toksycznego u&amp;#347;miechu. Chwil&amp;#281; p&amp;#243;&amp;#378;niej zn&amp;#243;w j&amp;#261; podnios&amp;#322;am.&lt;br&gt;
Grzywka zas&amp;#322;aniaj&amp;#261;ca m&amp;#243;j brak oka wpad&amp;#322;a mi cz&amp;#281;&amp;#347;ciowo na zdrowe, ograniczaj&amp;#261;c widzenie. Nie przeszkodzi&amp;#322;o mi to jednak us&amp;#322;ysze&amp;#263; otwieranych cicho drzwi szafy. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Dzie&amp;#324; dobry! &amp;#8211; g&amp;#322;os Xerxesa dobieg&amp;#322; praktycznie zza moich plec&amp;#243;w. M&amp;#243;j braciszek si&amp;#281; wzdrygn&amp;#261;&amp;#322;. &amp;#8211; A co to za go&amp;#347;cie?&lt;br&gt;
Wywr&amp;#243;ci&amp;#322;am oczami. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Xer, chocia&amp;#380; raz by&amp;#347; si&amp;#281; przyda&amp;#322;. &amp;#8211; mrukn&amp;#281;&amp;#322;am. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Oj, Lily, uspok&amp;#243;j si&amp;#281;. Nie wolno tak traktowa&amp;#263; go&amp;#347;ci. &amp;#8211; szepn&amp;#261;&amp;#322; do mojego ucha. &amp;#8211; Zapraszam na herbatk&amp;#281;! &lt;br&gt;
Wyczu&amp;#322;am w tym niemy rozkaz opuszczenia bronii. Pokaza&amp;#322;am ruchem g&amp;#322;owy, by Flurry te&amp;#380; to zrobi&amp;#322;a. &lt;br&gt;
&amp;#8211; No dalej, chod&amp;#378;cie do stolika! &amp;#8211; zach&amp;#281;ci&amp;#322; Xer. Nie rozumiem tego cz&amp;#322;owieka.&lt;br&gt;
&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160;&amp;#160; Cho&amp;#263; Xerxes wydawa&amp;#322; si&amp;#281; mie&amp;#263; gdzie&amp;#347; zagro&amp;#380;enie, domy&amp;#347;la&amp;#322;am si&amp;#281;, &amp;#380;e by&amp;#322; gotowy na ewentualny atak. A mimo to sta&amp;#322;am jak g&amp;#322;upia przy drzwiach, podpieraj&amp;#261;c &amp;#347;cian&amp;#281;. Z przygotowan&amp;#261; broni&amp;#261; w r&amp;#281;ce, obserwuj&amp;#261;c ka&amp;#380;dy ruch w pomieszczeniu. &lt;br&gt;
W pewnym momencie ten blond kole&amp;#347; o dwukolorowych oczach szepn&amp;#261;&amp;#322; co&amp;#347; do Xerxesa i obaj wstali. &lt;br&gt;
&amp;#346;ledzi&amp;#322;am ich nieufnym wzrokiem, szczerzacy k&amp;#322;y. Zwierz&amp;#281;ce k&amp;#322;y, kt&amp;#243;re powoli zapowiada&amp;#322;y moj&amp;#261; zmian&amp;#281; formy. Zablokowa&amp;#322;am r&amp;#281;k&amp;#261; wyj&amp;#347;cie. &lt;br&gt;
&amp;#8211; Gdzie si&amp;#281; wybieracie? &lt;br&gt;
&amp;#8211; Musimy co&amp;#347; om&amp;#243;wi&amp;#263;. W cztery oczy. &amp;#8211; wyszczerzy&amp;#322; si&amp;#281; m&amp;#281;&amp;#380;czyzna. Spojrza&amp;#322;am na twarz Kevina. Jak zwykle go&amp;#347;ci&amp;#322; na niej durnowaty u&amp;#347;mieszek. &lt;br&gt;
Westchn&amp;#281;&amp;#322;am i cofn&amp;#281;&amp;#322;am si&amp;#281; o krok. Ukradkiem zerkn&amp;#281;&amp;#322;am na Flurry. Zrozumia&amp;#322;a przekaz i pod sto&amp;#322;em przygotowa&amp;#322;a si&amp;#281; do obrony. Wiedzia&amp;#322;am, &amp;#380;e sobie poradzi,&amp;#160; wi&amp;#281;c sama cicho ruszy&amp;#322;am za nimi. Mia&amp;#322;am z&amp;#322;e przeczucia. &lt;br&gt;
Wi&amp;#281;c widz&amp;#261;c, &amp;#380;e zatrzymuj&amp;#261; si&amp;#281;, szybko zareagowa&amp;#322;am skoczeniem za drzewo. Ta ca&amp;#322;a rozmowa to &amp;#347;ciema. &lt;/p&gt;
&lt;p dir=&quot;ltr&quot;&gt;&amp;lt; Shawn czy tam Kevin idk &amp;gt; &lt;/p&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-corrinne-cd-shawn.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-6990789262906422910</guid><pubDate>Mon, 11 Dec 2017 19:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-11T11:53:05.355-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Shawn</category><title>Od Shawna CD Corrinne</title><description>Moje pełne niezadowolenia spojrzenie, bacznie obserwowało oddalającą się z sekundy na sekundę dziewczynę. Czułem wyraźny niedosyt. W końcu, nie widzieliśmy się jakieś pieprzone dziesięć lat. Nie potrafiłem ukryć zawodu, związanego z jej aktualną postawą... Eh, pewnie już ułożyła sobie życie z jakimś fagasem. Rzecz jasna nie mam jej tego w żaden sposób za złe. Właśnie - dobrze. Ważne, żeby była szczęśliwa.&lt;br /&gt;
W końcu, po zaprzestaniu tego dzikiego rozmyślania, ująłem w dłonie telefon. Nie minęła minuta, a ja już byłem na linii z mym &quot;opiekunem&quot;. Po kolejnych paru sekundach otrzymałem informację o jego aktualnej lokalizacji. Westchnąłem pod nosem, przy tym niewielkim przyciskiem na mych dousznych słuchawkach, łącząc je z telefonem. Szybko wybrałem swoją ulubioną playlistę, po czym ruszyłem powolnym krokiem w umówione miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Z tego co było mi wiadomo, dzisiejszego dnia miałem wraz z Vincentem wybrać się - w jak to on określał - &quot;ciekawe miejsce&quot;. Jako, że poniekąd traktuję go jak przyjaciela, zgodziłem się. Miałem całkowitą świadomość, że ten heterooki może wymyślić coś naprawdę chorego, lecz w końcu za tą cechę trzymałem go tyle lat przy sobie. Przynajmniej nie muszę się zanudzać typowymi pracami tak zwanej &quot;grubej ryby&quot;. I dobrze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Cały dzień zleciał dosyć szybko. Podczas niego zdążyłem pozałatwiać kilka spraw przyszywanego ojca, w wyniku czego reszta pobytu w Nowym Jorku będzie szła pod moje dyktando. No dobra, może w jakimś stopniu Vincenta. W każdym razie, aktualnie wraz z długowłosym blondynem staliśmy przy bramce wejściowej do jakiegoś domu. Z tego co mnie powiadomił, mieliśmy &quot;spłacić stary dług&quot; u jakiegoś gościa. Tsa, mogłem się domyśleć, że dla tego psychola &quot;ciekawe miejsce&quot; to określenie budynku, w którym dojdzie do pojedynku. Eh... I jak tu zachowywać się normalnie, gdy otaczają cię chorzy psychicznie ludzie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Przygotowałeś broń? - niespodziewanie wtrącił się w moje myśli, stojący obok. Przejrzał moją postać swoim uważnym spojrzeniem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jak zawsze, gotowy - uśmiechnąłem się delikatnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Więc wchodzimy - westchnął, uchylając mocniej i tak już otwarte okno.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Widocznie osoba mieszkająca tutaj, chciała sobie wywietrzyć mieszkanko. Jak szkoda, że najprawdopodobniej robi to po raz ostatni...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Wszedłem do środka praktycznie bez żadnego szelestu, podobnie z resztą jak mój towarzysz. Sam nie mam pojęcia dlaczego, lecz przy tym wszystkim towarzyszył mi dziwny, wymowny uśmieszek. Jakbym domagał się tej krwi... Kuźwa, chyba całkowicie mi odbija.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Zrobiłem kilka kroków na przód, ku progu w którym można było dostrzec przestrzeń salonu. Z naszego krótkiego zwiadu, wynikało, że jakieś dwie postacie przebywają własnie w nim. Westchnąłem cicho, a będąc już na pograniczu korytarza z wejściem do salonu, delikatnie się wychyliłem. Ku mojemu zdziwieniu - nikogo w środku nie było.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Rzuciłem widocznie zaskoczone spojrzenie w stronę mężczyzny, który stał po drugiej stronie framugi. W myślach zacząłem wymieniać kolejne przekleństwa, przekraczając próg oddzielający dwa pomieszczenia. Vin szybko poszedł w moje ślady... Nie minął ułamek kolejnej sekundy, a przy swojej skroni dostrzegłem lufę jakiegoś gnata. Na całe szczęście zdążyłem w porę zareagować i również przyłożyć swoją broń, do głowy... Przeciwniczki? Myślałem, że zawału dostanę gdy dostrzegłem przed sobą Corrinne. Te niebieskie włosy i oczy... Bosz.. Jaka ona urocza...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I znowu się spotykamy...?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;lt;Corri?&amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-shawna-cd-corrinne.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-9048862460805414274</guid><pubDate>Mon, 11 Dec 2017 19:28:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-11T11:28:34.261-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Hige</category><title>Od Hige CD. Resney</title><description>&amp;nbsp; &amp;nbsp;Pogładziłem ręką jej włosy. Ku mojemu zdziwieniu, nie odepchnęła mnie. Wziąłem głęboki wdech i powoli wypuściłem powietrze przenosząc wzrok na telewizor. Jak można się tak zadręczać nieszczęściem, na które nie mieliśmy wpływu?&lt;br /&gt;
- Wiesz... - zacząłem, ale nie skończyłem. Dziewczyna spojrzała na mnie, ale nic nie powiedziałem. Po prostu siedziałem z otwartymi ustami i nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Przymknąłem oczy i ponownie spojrzałem na telewizor. Chciałem coś powiedzieć, pocieszyć ją jakoś. Ale nie potrafiłem. Ja nic nie umiem zrobić dobrze, pocieszanie ludzi to nie moja działka.&lt;br /&gt;
- Nie przejmuj się. Wszystko okej - posłała mi słaby uśmiech skulając się jeszcze bardziej. Objąłem dziewczynę ramieniem.&lt;br /&gt;
- Widzę, że nie jest okej - odwróciłem głowę w jej stronę. - Nic nie jest okej Resney, wiem że się obwiniasz za nieszczęście twoich przyjaciół, ale to nie twoja wina!&lt;br /&gt;
Resney pokręciła głową.&lt;br /&gt;
- Daj już spokój! Stało się, nie odstanie się! Myślisz, że mi nie jest ich szkoda? Myślisz, że po prostu o nich zapomniałem?! - Nawet nie zauważyłem, że podniosłem głos. - Chu i Kiba nie żyją, nic tego nie zmieni! To nie jest i nigdy nie była twoja wina! Kiba mógł się uratować, ale podjął decyzję, żeby ocalić komuś życie! Nikt nie mógł przewidzieć tego, że coś takiego się stanie!&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Zauważyłem, że dziewczyna płacze.&lt;br /&gt;
- Przecież--&lt;br /&gt;
Chciała coś powiedzieć, lecz jej przerwałem, łapiąc ją jednocześnie za nadgarstki.&lt;br /&gt;
- Dzięki tobie Tsume tak nie cierpiała. Wiem, jak to jest, kiedy zobaczysz jak ktoś bliski umiera. Ten obraz dręczy cię po nocach do końca życia. Ona dzięki tobie nie musiała tego oglądać. Oczywiście, jest w żałobie i nie są to najlepsze dni dla nikogo z nas. Ale... Ludzie umierają. Ja też kiedyś umrę, ty kiedyś umrzesz. Być może ludzie też będą płakać po naszym odejściu. Tylko proszę cię, nie bierz na siebie całej winy... Sama tego nie wytrzymasz.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Dziewczyna patrzyła na mnie zdziwiona. Zauważyłem, że mocno zacisnąłem dłonie na jej nadgarstkach. Zwolniłem uścisk i zamiast tego złapałem ją za ramiona, przy okazji gładząc ją po jednym z nich.&lt;br /&gt;
- Po prostu obiecaj mi, że nie będziesz już o tym tak myśleć. Okey? - zapytałem i ręką otarłem jej łzy. Pokiwała głową.&lt;br /&gt;
- Okej...&lt;br /&gt;
Patrzyliśmy się na siebie przez kilka sekund. Nie wiem czemu, ale dla mnie ta chwila upłynęła w przyspieszonym tempie, mimo tego, że była tak krótka. To co zrobiłem było wpływem jakiegoś impulsu, nie wiem co we mnie wstąpiło ale mój umysł się wyłączył.&lt;br /&gt;
Przyciągnąłem dziewczynę do siebie i pocałowałem ją. Przeniosłem ręce na jej policzki, które wciąż były nieco mokre od łez. Boże, znienawidzi mnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;Resney? Sry, że tak długo, możesz zareagować jak chcesz xD To tak w ramach odszkodowania&amp;gt;</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-hige-cd-resney.html</link><author>noreply@blogger.com (Living Meme)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-7629385029040946732</guid><pubDate>Sun, 10 Dec 2017 18:44:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-10T10:44:29.767-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Yuri</category><title>Od Yuri&#39;ego CD Vane </title><description>Spojrzałem w jej oczy, zastanawiając się czy mam jej powiedzieć prawdę... Najwyraźniej wcisnęli jej stek kłamstw, chcąc zataić przed nią, przeszłość...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- Eh.... - wziąłem głęboki wdech i zerknął niepewnie na Viktora, który cały czas był przy mnie. Choć tyle dobrego... - Nie wiem, co oni ci wmawiali, ale nie jestem pewien, czy powinienem to rozgrzebywać....&lt;br /&gt;
Skierowałem swoje spojrzenia na szopa, który nerwowo wiercił się w miejscu. Czy on też w tym palce?&lt;br /&gt;
- Chcesz się dowiedzieć prawdy? - mój wzrok znowu powędrował w stronę mojej matki. - Chcesz wiedzieć kim jestem?&lt;br /&gt;
Przez chwilę w pomieszczeniu zapanowała cisza, przez co pomyślałem, że Vane się rozmyśliła, jednak ona skinęła nagle głową i utkwiła we mnie spojrzenie swoich bystrych oczu.&lt;br /&gt;
- No więc... - odchrząknąłem i poprawiłem błąkający się kosmyk moich włosów. - Nazywam się Yuri Katsuki... Jednak moje prawdziwe nazwisko to Nightray... Mój ojciec nazywał się Gilbert Nightray, a matka.... - zawahałem się i przełknąłem ogromną gulę w gardle. - A matką jesteś ty... - nawet nie czekając na jej reakcję zacząłem opowiadać dalej. - Ty i tata byliście zaręczeni... Pewnego dnia wyszliście z domu i już nie wróciliście.... Dowiedziałem się tego samego dnia, że tata nie żyje, a ty zaginęłaś... Zszokowany tymi informacjami uciekłem do lasu, gdzie porwał mnie jakiś mężczyzna... Trochę się działo, a później trafiłem do rodziny zastępczej, gdzie było jeszcze gorzej... - zakończyłem wszystko z delikatnym grymasem na twarzy. Nie lubiłem o tym opowiadać. Przez takie coś przed oczami stawały mi niep orządane obrazy z przeszłości. Nie miałem nawet odwagi, żeby spojrzeć matce w twarz.... Wręcz zbierało mi się na mdłości i z każdą chwilą czułem się jeszcze gorzej. Nagle zerwałem się z dotychczasowego siedziska i ignorując wszystkich, wyszedłem z pomieszczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
~~*~~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy tylko uchyliłem powieki, pomyślałem, że to wszystko to był tylko zwykły sen. Niestety dźwięk sms&#39;a wyrwał mnie brutalnie z zamyślań i leniwie musiałem wygrzebać się spod pierzyny, aby sięgnąć po telefon. Odblokowałem urządzenie i spojrzałem na ten nieznany numer. Skrzywiłem się nieznacznie i szybko odczytałem tajemniczą wiadomość. No tak... Teraz wszystko jest już jasne...&lt;br /&gt;
- Viktor... Kiedyś cię chyba zabiję... - spojrzałem gniewnie na śpiącego Rosjanina i wstałem z łóżka.&lt;br /&gt;
Musiał podać Vane numer mojego telefonu... Eh... Co ja z nim mam...&lt;br /&gt;
Po chwili jednak odważyłem się odpisać swojej matce. Chciała się spotkać, co było moim zdaniem zrozumiane, w końcu ulotniłem się wczoraj bez słowa... No, ale do psychologa to ja już więcej nie pójdę.&lt;br /&gt;
Zaproponowałem wyjście do kawiarenki, na co się zgodziła. Przez chwilę poczułem iskierkę radość w sercu, lecz szybko ją ugasiłem, nie ma co się ekscytować... Może później pójdziemy na cmentarz? Chciałbym jej pokazać grób taty.&lt;br /&gt;
Nie przedłużając podałem w sms&#39;ie godzinę i adres miejsca spotkania, po czym poszedłem się ogarnąć. Zdążyłem nawet zrobić Viktorowi śniadanie i zanim wyszedłem z domu, wyprowadziłem Makkachina na spacer. Zanim ten Rusek wstanie to pewnie będzie już południe... Leń...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
~~*~~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zauważyłem ją, gdy tylko zbliżyłem się do drzwi od lokalu. Siedziała jakaś taka spięta przy jednym ze stolików, a jej wzrok przeskakiwał z osoby na osobę. Wziąłem głęboki wdech i nacisnąłem klamkę od kawiarenki, a wchodząc już czułem na sobie spojrzenie większości ludzi. Podszedł do stolika zajętego przez Vane i niepewnie zająłem przy niej miejcie.&lt;br /&gt;
- Cześć - przywitała się ze mną, posyłając mi niepewnie uśmiechem. - Jak tam?&lt;br /&gt;
- Dobrze... - odpowiedziałem grzecznie i spojrzałem na nią badawczo. Nie byłam jakoś bardzo do niej podobny... - Od razu mówię, że nie mam żadnych ciekawych tematów na rozmowę...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;Vane? :3&amp;gt;</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-yuriego-cd-vane.html</link><author>noreply@blogger.com (żelazko)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-508498079755637238</guid><pubDate>Fri, 08 Dec 2017 22:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-08T14:34:21.505-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Xerxes</category><title>Od Kevina CD Flurry</title><description>Uderzyłem całym swoim ciężarem w materac, który jak na zawołanie w tym momencie wydał z siebie charakterystyczny skrzyp. &quot;Czymże zawiniłem, że na drodze postawiane mi są piękne, lecz niedostępne kobiety...?&quot; - zapytałem sam siebie w myślach, przy tym wzdychając ciężko. Jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie, mam z nimi do czynienia od dawien dawna. Na świat przyszedłem nie długi czas, przed panującą na ziemi drugą wojną światową. Ach, jest to zbyt trudne do wytłumaczenia, okay? Szczególnie, że godzina jest jaka jest, a moja osoba ostatniej nocy spała bardzo źle.&lt;br /&gt;
- Lecz w ubraniu nie pójdziesz spać - jakby znikąd doszedł do mnie piskliwy głosik towarzyszki, która aktualnie w bezruchu leżała na łóżku.&lt;br /&gt;
- Będziesz mi rozkazywać? - wypaliłem, nieco się naburmuszając.&lt;br /&gt;
- Tylko ci przypominam... Jutrzejszego dnia mógłbyś w końcu gdzieś się wybrać sam na sam z Corrinne. Oboje macie wolne od swoich prac... Czy czegoś tam - jej główka zaczęła się delikatnie trząść, przy wypowiadaniu kolejnych słów.&lt;br /&gt;
- Skąd ty...&lt;br /&gt;
- Nie pytaj. I tak nie podam ci odpowiedzi, idioto - przerażający, niezmienny uśmiech jedynie podsycił poziom straszności tej chwili.&lt;br /&gt;
- Nie nauczono tego czegoś zamykać się w porę... - mruknąłem, podnosząc się do pionu. - Zapalniczka, ewentualnie jakiś niedopałek papierosa i odrobina benzyny sprawdziłaby się świetnie. Jako refleksja - delikatnie się uśmiechnąłem, wchodząc do znajdującej się w mojej sypialni łazienki.&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Obudziłem się... Chyba. &lt;i&gt;Czekaj, która jest godzina?&lt;/i&gt; W zasadzie, to zadawałem sobie to pytanie każdego poranka, lecz dzisiaj miało ono dosyć szczególną wartość. Nie miałem nawet pojęcia jak zasnąłem, czy chociażby jaki dzisiaj dzień tygodnia. Za dużo robię, a za mało myślę... Nie chcę być jebanym pracoholikiem. Heh, tak de facto, moje protesty chyba niezbyt wchodzą w życie. I tak bardzo dużo czasu ostatnio spędzałem w biurze, czy za barykadą podczas jakiejś bitwy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Nie przeciągając dłużej, wszedłem do łazienki w celu podjęcia jakichkolwiek działań w kierunku &quot;ogarnięcia się&quot;. Bo w końcu nie wyobrażam sobie paradowanie po domu w swojej &quot;pidżamie&quot;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Kontynuując, w białej koszulce i ciemnych jeansach zszedłem na dół. Nie chciało mi się na tą chwilę bawić w zapinanie guzików koszuli, czy dopasowanego do niej płaszcza. Będąc już przy progu kuchni, dostrzegłem siedzące w salonie dwie postacie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zastanawiałem się, czy nie macie jakiś pomysłów na wspólne spędzenie tego wolnego dnia - powiedziałem, w rzeczywistości sam do siebie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Dziewczyny nawet nie uniosły na mnie spojrzenia. Jakby nigdy nic przeglądały coś na laptopie. Moim laptopie. Ciche chichoty zapewne wywołane przeglądaną treścią, od razu dały sobie we znaki. Zmrużyłem oczy, zaintrygowany. Chciałem dostrzec cokolwiek na ekranie, lecz całość została szybko zasłonięta ręką przez jedną z dziewczyn.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co wy tam do cholery macie?! - krzyknąłem, już nieco zirytowany.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;lt;Flurry? Co ten Xer może mieć na lapku?&amp;nbsp;( ͡° ͜ʖ ͡°) &amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/12/od-kevina-cd-flurry.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-2851741410999585709</guid><pubDate>Fri, 08 Dec 2017 19:19:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-08T11:19:25.082-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Flurry</category><title>Od Flurry cd Kevin</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
– Serio?! – pisnęłam. Pokręcił głową. Westchnęłam. – Nawet jakby do tego miało dojść, kiedyś,&amp;nbsp; w dalekiej przyszłości, musisz pamiętać, że Corrinne to klasyczny przykład tsundere. Trzeba tylko mieć cierpliwość, żeby podbić jej serce. Przez wiele lat ogrodziła się murem, który może przekroczyć jedynie na skrzydłach. A choć fizycznie je posiada – uchwyciłam zdziwienie, jakie pojawiło się w oczach opiekuna na parę sekund, jednak nie chciałam zdradzać mu sekretu Corrinne. Jak będzie chciała- sama mu powie – to nie zamierza przełożyć ich sama na swoją psychikę. Ktoś musi jej pomóc. Jednak to dość trudne, bo nie zawróci jej w głowie ktoś, kto zwrócił raz na nią uwagę. Nawet jakby przeżywała najgorsze tortury, a ktoś by ją z nich wyzwolił, od razu się w nim nie zakochała. Trzeba czekać i próbować, by pokonała własną barierę, której nie potrafi zburzyć czy ominąć. A to wszystko bardzo łatwo stracić. Chociaż w środku, za tym murem jest... Jaka jest, to w środku żyje w niej stara Corrinne, która siedziała na wózku, ale czasami się szczerze zaśmiała, która siedziała na drzewie dniami&amp;nbsp; i nocami i która broniła&amp;nbsp; brata za wszelką cenę. I którego stratę przeżywała tak bardzo, a jednak prawie w ciszy. Tylko czasami, w nocy, nie wytrzymała. No i... Czasami coś ćpała albo brała w dłoń żyletkę. I czasami nadal to robi. – potrząsnęłam głową. Zboczyłam z tematu. – Wracając. Cierpliwość i ostrożność. Jak powoli, żebyś coś na nią zwalił, w stylu porażka bitwy, to wiedz, że już ci ufa.&lt;br /&gt;
Zeskoczyłam ze stołka i ruszyłam do swojego pokoju, gdzie czekało na mnie kolejne anime. &lt;br /&gt;
*** &lt;br /&gt;
Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się koło siódmej, z telefonem w dłoni. Huh... &lt;br /&gt;
Usiadłam na łóżku. &lt;br /&gt;
– Corri? – mruknęłam, patrząc na dziewczynę siedzącą na parapecie. &lt;br /&gt;
– Huh?&lt;br /&gt;
– Dlaczego ścięłaś włosy? – Zagadnęłam. Przekrzywiła głowę, delikatnie odsłaniając brak oka. &lt;br /&gt;
– Przeszkadzały mi. – odparła tylko i znowu wpatrzyła się w okno. Coś się musiało stać. &lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
&amp;lt; Kevin?&amp;gt; &lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/11/od-flurry-cd-kevin.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-8725943193610729764</guid><pubDate>Fri, 08 Dec 2017 19:18:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-08T11:18:54.642-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Corrinne</category><title>Od Corrinne cd Shawn</title><description>&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
Pustym wzrokiem patrzyłam w niewidzialny punkt ciemności. &lt;br /&gt;
– Shawn, proszę, odsuń się. – szepnęłam, jednak nawet nie drgnęłam. &lt;br /&gt;
– Dlaczego? – odparł pytaniem. &lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Bo jestem potworem. &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Jebanym potworem. &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
– Rząd się mną interesuje. Nie chcę ściągać ich na ciebie. Proszę. Poza tym, uciskasz ramieniem na moją ranną rękę. &lt;br /&gt;
Błyskawicznie się odsunął. &lt;br /&gt;
– Co się stało?&lt;br /&gt;
– A, takie tam bitwy... &lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nie, nie interesuj się mną. Nie zasługuję. Zapomnij.&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Dopiero co mierzyłam do ciebie z bronii.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
Uśmiechnęłam się sztucznie. &lt;br /&gt;
– Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, jednak teraz muszę uciekać do domu. – wymigałam się szybko. &lt;br /&gt;
W zaledwie parę sekund znalazłam się na głównej drodze, wpatrzona wciąż przed siebie.&lt;br /&gt;
***&lt;br /&gt;
Otworzyłam cicho drzwi i weszłam powoli przez próg. Cicho. Czyżby spali? To nawet lepiej, zważywszy, że była trzecia w nocy.&lt;br /&gt;
Ściągnęłam płaszcz, buty... Podreptałam do kuchni, by sprawdzić, czy tam ktoś przypadkiem nie siedzi. &lt;br /&gt;
– Gdzie byłaś? – wydukał Xerxes, którego w pierwszej chwili nie zauważyłam. &lt;br /&gt;
– W domu. A potem w pracy. – mruknęłam. &lt;br /&gt;
– Czemu ciągle tam chodzisz?! – podniósł głos. &lt;br /&gt;
– Bo muszę pracować? Nie zamierzam żyć na czyimś utrzymaniu. &lt;br /&gt;
– Ale póki żyjesz tutaj, nie pozwalam ci tam chodzić. – przerwał – Jakoś nie chce mi się wierzyć, że robisz to, bo chcesz. &lt;br /&gt;
Oparłam się rękami o blat stołu, cicho wzdychając. &lt;br /&gt;
– Akurat taka praca mi się trafiła. – warknęłam przez zęby. &lt;br /&gt;
Krótkie włosy zasłoniły mi twarz. &lt;br /&gt;
Ta cisza która zapanowała była bardziej wymowna niż jakiekolwiek słowa. &lt;br /&gt;
– Jako dzieciak zadłużyłam się u tej baby, która prowadzi klub, ok?! Musiałam jakoś zapewnić jedzenie Flurry przed tym&amp;nbsp; i po tym jak wywalili nas z ośrodka. Dług narósł do tego stopnia, że przez całe swoje zjebane życie go nie spłacę.– wybuchłam. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do pokoju Flurry, by sprawdzić, czy śpi. &lt;/div&gt;
&lt;div dir=&quot;ltr&quot;&gt;
&amp;lt; Kevin czy tam Shawn idk. Why. &amp;gt; &lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/11/od-corrinne-cd-shawn.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-5838638103135728586</guid><pubDate>Mon, 20 Nov 2017 19:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-20T11:13:41.957-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Vane</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Xerxes</category><title>Od Kevina i Vane CD Corrinne</title><description>*Per. Vane&lt;br /&gt;
Ta bitwa naprawdę była nudna. Niby z początku zapowiadało się całkiem przyzwoicie, lecz wraz z biegiem wydarzeń wszystko zamieniło się w monotonną strzelaninę pomiędzy obiema wrogimi stronami. Właśnie dlatego od dłuższego czasu jedynie szukałam pierwszej, lepszej okazji aby się stąd ulotnić. Moja podłoga w biurze wciąż jest zawalona papierami. Przydałoby się to ogarnąć... Dzisiaj prawie się o nie zabiłam, podczas biegu do pokoju informatyka, który miał przekazać mi informacje. Dzięki nim, de facto się tutaj znalazłam. Wracając. Gdy tylko nadarzyła się okazja na praktycznie niezauważalne użycie swojej mocy teleportacji, wykorzystałam ją, żeby w końcu móc uciec od szali toczącej się bitwy. Przynajmniej mogłam wciąć ten jeden, głęboki wdech... Dopiero teraz dostrzegłam otaczającą mnie noc. Na froncie było nazbyt jasno, żeby to zobaczyć. Rozpoczęłam szybkie przeładowywanie wszystkich broni. Nosiłam przy sobie kilka, jak nie kilkanaście gnatów poukrywanych w różnych miejscach aktualnie przyodzianego kombinezonu. Można powiedzieć, że zawsze posiadałam jakiś plan &quot;B&quot;, &quot;C&quot; itd. Zapewne kontynuowałabym swoje przygotowania do powrotu na pole bitwy, gdyby nie czyjaś dłoń - a w zasadzie łapa; która została ułożona na moim ramieniu. Gwałtownie odskoczyłam, już szykując się do ataku. W momencie został on zatrzymany przez nieco wyższą zwierzo-dziewczynę. Nie ukrywam, że nieco zbladłam. Huh, jeszcze nie zdążyłam spisać testamentu... Chociaż. Nad czym się zastanawiać. Przyjaciół zbyt wielu nie mam, więc wszystko automatycznie przejdzie na Rocketa. A przywództwo w klanie oddałabym Yuriemu, Shawnowi albo Corr. Ostateczne &quot;guru&quot; wybrałby los... Albo Xerxes... Eh, czy ja naprawdę planuję swoją śmierć?&lt;br /&gt;
- Spokojnie! - wypaliła mrukiem. -&amp;nbsp;Chcę cię tylko o coś poprosić - dodała, odsłaniając przy tym kawałek swojego pyska. Znam ten drobny pyszczek... Tak, to musiała być moja siostrzenica.&lt;br /&gt;
- Hmf? - uniosłam brwi nieco do góry, mimo wszytko odsuwając się o krok do tyłu.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp;Nie mów Shawnowi... O tym, że żyje. Co się ze mną stało - w tym momencie nieco odwróciła wzrok w bok, jakby odrobinę speszona.&lt;br /&gt;
Uśmiechnęłam się delikatnie, tym razem to swoją dłoń kładąc na jej ramieniu. Nieco się wzruszyła i najwidoczniej podobnie jak ja, ją wcześniej - chciała zaatakować. Z mojego gardła wydobył się śmiech.&lt;br /&gt;
- Wie jedynie, że żyjesz i wszystko z tobą dobrze...&lt;br /&gt;
&quot;Chyba, że już znalazł Xerxes&#39;a. Co jest całkiem możliwe...&quot; - powiedziałam do siebie w myślach.&lt;br /&gt;
- Ought, dobrze... Przynajmniej tyle... - urwała na moment, w wyniku czego zapanowała pomiędzy nami głucha cisza. W trakcie jej zajęłam się uważnemu skanowaniu jej postaci wzrokiem. Wyrosła, przynajmniej od czasu gdy ostatni raz ją widziałam. - Dzięki...&lt;br /&gt;
- Pamiętaj, że zabijanie rodziny nie jest zbyt poprawne moralnie - dodałam już biorąc się do robienia kroku. - Chociaż... Dla ciebie już pewnie nie jestem rodziną - prychnęłam, przeładowując broń. - W każdym razie. Twój ojciec nie chciałby, żebyś się wykrwawiła - wyciągnęłam z jednej z kieszonek mini zestaw do zrobienia prowizorycznego opatrunku. Do całości dorzuciłam pół litrową buteleczkę z wodą, która dotychczas leżała bezwładnie obok swojej bliźniaczki w mojej torbie. Oba przedmioty dziewczyna uchwyciła w swych łapach i przeskanowała dokładnie wzrokiem. - Trzymaj się - zasalutowałam jej krótko dwoma palcami. Zaraz po tym dosłownie rozpłynęłam się w powietrzu. Eh... Pora wrócić do roboty... Chociaż. Z tego co spostrzegłam wszyscy zaczęli się powoli rozpraszać w swoje kierunki. Hah. I tak muszę spisać raporty swoich pachołków z przebiegu walki. Ja pierdolę...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*Per. Kevin&#39;a&lt;br /&gt;
Siedziałem kulturalnie przy stole, jak to miałem w zwyczaju - zajadając się przepysznymi ciastami. Możliwe, że na takiego nie wyglądałem, lecz byłem nad wyraz wkurwiony i zestresowany. Przede mną jeszcze składanie raportu przed rządem. Uh... No i moja świąteczna premia poszła się chrzanić... Chociaż. Mogłem to zwalić na kogoś innego, co samo w sobie było całkiem ciekawym i kuszącym rozwiązaniem. Do którego prawie cały czas się uciekam. Cholera... Osobiście myślę, że owa bitwa z której przed chwilą wróciłem nie przebiegła dla nas tak źle. Można to nawet uznać za pewien sukces. W końcu, to nie my pierwsi zaczęliśmy się wycofywać. Przynajmniej tak myślę...&amp;nbsp; Za bardzo się skupiłem na zabawie z... Ale to zupełnie inna historia...&lt;br /&gt;
- Xer-xes - wymruczała wcześniej przeze mnie niezauważona dziewczyna, która owinięta kocem przysiadła się do stołu. Z tego co zauważyłem, przed chwilą wstała. Ewentualnie zakończyła nocny maraton anime. - Coś się stało? - zapytała, zapewne zauważając moje słodkie &quot;dzieło&quot;.&lt;br /&gt;
Rzeczywiście. Rozwalanie, a nie jedzenie ciast było czymś nietypowym dla mnie. Eh... Nie chcę jej dodatkowo martwić...&lt;br /&gt;
- Zostałem wystawiony i nie mam weny na jedzenie ciasta - prychnąłem, nabierając na widelczyk mieszankę śmietanki i polewy czekoladowej. - Byłem umówiony na romantyczną kolację przy świecach z Corrinne, lecz ta wolała uciec... Chyba mnie nie lubi... - prychnąłem jakże &quot;zasmucony&quot; zaistniałą sytuacją, biorąc łyk herbaty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;Flurry? Per. Corri? Whatever?&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/11/od-kevina-i-vane-cd-corrinne.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-84600336935496189</guid><pubDate>Sun, 12 Nov 2017 22:02:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-14T05:43:16.968-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Shawn</category><title>Od Shawna</title><description>Przyjrzałem się uważniej tarczy zegarka zawieszonego na ścianie. Czas zdecydowanie za wolno mija... Dzisiaj był dzień mojej kilkudniowej delegacji w strony Nowego Jorku. Miasta, w którym się urodziłem i spędziłem połowę swojego dzieciństwa. Dawno tam nie byłem, w zasadzie, pożegnałem się z jego urokiem zaraz po adopcji. Podobnie jak z siostrą. Wymieniliśmy ze sobą kilka listów, a później kontakt nam się całkowicie urwał. Od tego czasu nie było nawet jednego dnia, w którym nie myślałem o niej. Po prostu się martwię, tak jak bliźniak o bliźniaka...&lt;br /&gt;
- Znowu tłoczą cię te same myśli? - zagadnął starszy mężczyzna, który wpatrywał się w mą osobę od dłuższego czasu. Westchnąłem cicho, podnosząc się z aktualnie zajmowanego fotela.&lt;br /&gt;
- Jesteś bardzo spostrzegawczy - skinąłem głową, pośpiesznym krokiem kierując się w stronę&amp;nbsp; jednej z komód. Otworzyłem ją z mocnym impetem, żeby w następnej kolejności wyciągnąć ze środka talię kart. Od razu poleciała ona na duży stół, dotychczas świecący pustkami. Mężczyzna od razu jakby się ożywił.&lt;br /&gt;
- Może partyjka na odstresowanie? - rzuciłem pytanie w stronę Vin&#39;a, na którego twarz w momencie wpłynął szeroki uśmiech.&lt;br /&gt;
- Nigdy nie odmówię, tego typu rozrywce...&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***Tararam, tararam, tepu, tepu***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Spoczywałem aktualnie na siedzeniu drugiego pasażera, w specjalnie zakupionym na tę okazje samochodzie. Podczas gdy złotowłosy robił za kierowcę, ja rozkoszowałem się dawno nie widzianymi widokami, które w tym momencie wyjątkowo mnie wzruszyły. To miejsce niosło ze sobą wiele wspomnień, tych lepszych, ale za równo tych gorszych, o których wolałbym zapomnieć. Pomyśleć, że otaczające mnie budowle nawet w najmniejszym stopniu się nie zmieniły. Niesamowite...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Gdzie chciałbyś najpierw podjechać? - nagle wtrącił się w moje myśli towarzyszący mi chłopak. - Rozmowę z owym fagasem mamy dopiero za dwa dni - dodał, cicho się śmiejąc.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Huh, jest jedno takie miejsce... - westchnąłem, wpisując w panelu dotykowym ponad moją głową nazwę ulicy i numer budynku. Po chwili na nawigacji znajdującej się przed prowadzącym pojawiły się wskazówki dotyczące dojazdu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Kilkanaście minut później staliśmy już pod drzwiami dosyć wysokiego wieżowca. Z tego co dostrzegłem przy jego podnóżach dobudowano wcześniej przeze mnie nie widzianą halę. Zapewne w niej produkowano broń. Całość została wybudowana nieco na uboczu miasta, dzięki czemu sprawiała wrażenie najzwyklejszej, prywatnej fabryki. To się dorobiła...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zastanawiam się, czy nie sprzedać ich lokalizacji za grubą kasę - wypalił w pewnym momencie Vin, szturchając mnie delikatnie łokciem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Z moich źródeł wynika, że Vane zna twojego najdroższego antagonistę - wzruszyłem znacząco brwiami, spoglądając w jego stronę kątem oka. Uwielbiam to chore droczenie się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Hah... Całkiem zabawne... - wydukał, sztucznie się krztusząc. - Lepiej wejdźmy już do środka, zanim zrobi się nie miło...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Oczywiście, oczywiście - prychnąłem, otwierając drzwi tak gwałtownie jak zwykle. Na samym wstępie przywitała mnie grupka fagasów z gnatami większymi od mojej głowy. Serio, że aż tak starają się chronić to miejsce? Nigdy nie lubiłem się bić, czy coś. Jestem bezkonfliktowym człowiekiem. Jeśli już tak bardzo chcą, to możemy zagrać w wojnę karcianą. To wychodzi mi najlepiej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Vincent McQueen - skinąłem głową, nieco się szczerząc. - Byłem umówiony w sprawie zakupu broni, wraz ze swoim menadżerem - wskazałem na stojącego obok mężczyznę. - Tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Pokój 21 - fuknął, zaraz potem znikając w korytarzu po lewej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Zadowolony z siebie wraz z Vin&#39;em przeszedłem we wcześniej wskazane miejsce. Na całe szczęście droga nie była długa, a ja mogłem w krótkim czasie znaleźć się przy drzwiach. Wbiłem do środka nawet nie myśląc o pukaniu, czy innych zasadach kultury. Najwidoczniej rozpieszczone dzieciaki już tak mają, nie myślę się zmieniać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Kto, jak i dlaczego bez pukania!? - krzyknęła w moją stronę jasnowłosa dziewczyna, jakby zaskoczona podnosząc się z podłogi na której przed chwilą siedziała. Wszędzie dookoła były porozwalane jakieś papiery, segregatory i teczki. Po niedługiej chwili wyraz twarzy Vane całkowicie się zmienił. Wlepiła we mnie swój zdumiony wzrok tych czerwonych oczu. Praktycznie w ogóle się nie zmieniła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- T-Ty... - wydukała, robiąc kilka kroków w moją stronę. - A-Ale ja wt-e-edy... - nieco upuściła głowę i z tego co dostrzegłem zaczęła płakać. Nagle upadła przede mną na kolana... Jakby starając się prosić o wybaczenie. - Wyrzuciłam cię wtedy z domu! - powiedziała po krótkiej chwili, zalewając się łzami. - Zostawiłam waszą dwójkę na pastwę losu! - przysłoniła usta obiema, zaciśniętymi w pięści rękami nie zaprzestając łkania. - Przepraszam!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Widocznie zamurowany, sam w tym momencie nie miałem pojęcia co zrobić. Z tej perspektywy nie zdążyłem jej poznać... Czy może jednak stało się coś, o czym nie wiem? Mam nadzieję, że chociaż Corrinne wciąż pozostała sobą... W końcu po to tu przybywam. Żeby się z nią w końcu spotkać, po osiągnięciu pełnoletności. Faktury to przy tym sprawa podrzędna.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Hej... - zacząłem spokojnie, z uśmiechem przykucając przy zapłakanej dziewczynie. - Nie mam ci niczego za złe... Po tej akcji przynajmniej moje życie się dobrze ułożyło - zaśmiałem się cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Naprawdę? - uniosła nieco wzrok, ocierając oczy przydługim elementem przypominającym rękaw. Skinąłem w odpowiedzi głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Lecz teraz naprawdę mi zależy na odzyskaniu relacji ze swoją prawdziwą rodziną - wyczułem jak w moim oku pojawia się dobrze znany błysk. Corrinne. Moja najdroższa Corrinne. Bezcenna.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ought... No tak... W końcu jesteście rodzeństwem... - zaśmiała się nerwowo. Eh, z tego co mi wiadomo ona podobnie jak ja rozstała się ze swoim bratem, a moim ojcem na kilkanaście lat. Cóż, historia lubi się powtarzać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Myślę, że... - zacząłem, ale wtedy przerwał mi towarzysz:&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie rań swych kolan, klęczeniem przed nim... - urwał na moment i podszedł w stronę kobiety, po czym pomógł jej się podnieść. Moje oczy chyba miały zamiar wylecieć z orbit, gdy znany mi mężczyzna posunął się dalej i objął zdecydowanie niższą od siebie kobietę. Ought, od strony kobieciarza jeszcze go nie przyszło mi poznać! Białowłosa zarazem zdziwiona, jak i zawstydzona i zestresowana nawet nie śmiała się ruszyć. Przybiłem krótką piątkę z twarzą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chcę się dowiedzieć, co z Corrinne - wyznałem w końcu swój dokładny cel przybycia, wciąż nieco zamurowany przyglądając się Vincentowi, który przytulał oraz głaskał Vane niczym małe dziecko po głowie. A o dziwo, ta nie protestowała. Dodatkowo, w jej dłoni znalazł się mały lizak najprawdopodobniej podarowany przez stojącego za nią mężczyznę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Z Corri wszystko w porządku - stwierdziła spokojnym tonem, skupiając całą swoją uwagę na słodkości trzymanej w ustach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Uhm... Wiesz może, gdzie przebywa...? - zadałem kolejne z rzędu pytanie, na co niestety dostałem odpowiedź negatywną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale za to wiem, kto może wiedzieć - uśmiechnęła się delikatnie, odwracając wzrok w bok. Zapowiadało się ciekawie...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
I właśnie w taki sposób skończył się mój upragniony spokój. Nie minął mój pierwszy dzień w tym mieście, a już zostałem posłany na jakąś akcję. Atak naszych zwierzęcych przyjaciół, zmusił mnie oraz mojego drogiego przyjaciela do przerwania wybierania idealnego mieszkania na te kilka dni delegacji i ruszenia prosto w miejsce zbiórki. Tym razem ścigający posunęli się do podłożenia ładunków wybuchowych, prosto pod budynek zajmowany przez istoty magiczne. Ta technika jakoś mnie nie urzekała... W końcu, na ich miejscu zagrałbym w pokera, stawiając wszystko za wszystko. Najzwyczajniej w świecie. Bez wojen, bez walk, bez krwi, bólu, ani martwych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Lecz nie! Bo oni wolą się napierdalać i zabijać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Między innymi właśnie dlatego nie wyrwałem się z domu - powrót do tego miejsca, byłby zarówno przegraną, jak i wygraną. Z jednej strony odzyskałbym siostrę, natomiast z drugiej - zostalibyśmy wkręceni w wojnę, na której zapewne stracilibyśmy życie. Wiem, mój tok myślenia jest dosyć dziwny, lecz za nic w świecie nie zamierzam go zmieniać. Zawsze spotykałem się z krytyką swojego poglądu. Przez swój sceptyczny stosunek do wszelakich bójek, uznawano mnie za słabeusza. Kiedy się już na nie decydowałem, używając swoich własnych sztuczek krzyczano na mnie &quot;noob&quot;. Nigdy nie traktowałem zasad na poważnie, co odnosiło się ze sporą krytyką. Reguły są strategią stworzoną przez słabeuszy. Dlatego wolałem je omijać na wszelkie możliwe sposoby. Gdy wykraczałem poza wszelkie normy w przypadku gier - wyzywano mnie od kanciarzy.&amp;nbsp;Podsumowując, osoby sprzeciwiające się przyjętym zwyczajom są krytykowane. To naturalne. Po prostu nigdy nie chciałem żyć jako zwykły pionek - &lt;i&gt;prayers&lt;/i&gt;, lecz jako równy przeciwnik - &lt;i&gt;players&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Wracając do samej akcji. Wolałem w tej wojnie posługiwać się wcześniej obmyśloną strategią, która przy pomocy jednego z oddziałów zbuntowanych mogła dać nam szanse na wygraną. Przynęta oraz oczekiwanie z boku - w walce z rządowymi staje się dobrze zbudowanym planem. Jako, że wolałem swoje sumienie co do mordu pozostawić czyste, objąłem posadę pierwszego z wymienionych. Wraz z Vincentem, jakby nigdy nic przechadzaliśmy się przy uboczach pola bitwy. Jedynie czekałem na atak ze strony któregoś zwierzaka... Doszło do niego dosyć szybko. Już po kilku minutach miałem okazję spojrzeć prosto w oczy futrzastej istocie. Z tego co zdążyłem zarejestrować, była to przedstawicielka płci pięknej. Nie ukrywam, że mą uwagę szczególnie przykuły jej lazurowo-cyjanowe tęczówki. Nieco przypominały mi te, należące do Corri... Huh, ale to stworzenie na pewno nie miało z nią nic wspólnego. Celowała do nas na delikatnie ugiętych nogach. Nie mam pojęcia dlaczego, w jej oczach w tym momencie dostrzegłem dziwne zawahanie. Opuściła broń i zsunęła palce ze spustu. Czy tak właśnie zachowują się ścigający, czy może po prostu oczarowałem ją swym urokiem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zwierzęce ścierwo... - burknął pod nosem mój towarzysz, uśmiechając się dyskretnie. Zadał drugi z kolei strzał naszemu niedoszłemu napastnikowi. Ta widocznie przymroczona, czmychnęła w bok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie tak agresywnie... Trzeba przyznać, że takiego zwierzaczka da się zagłaskać na śmierć - powiedziałem, przy tym cicho prychając. - Nie naszym zadaniem jest jej dobicie - wzruszyłem ramionami. - Lecz nie ukrywam, że rzeczywistość zdecydowanie różni się od jakiegoś FPS-a - dodałem, krzyżując ręce poniżej klatki piersiowej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Odpowiedziała mi cisza. Nieco zdziwiony brakiem odzewu ze strony towarzysza, skierowałem spojrzenie w jego stronę. Przyglądał się nieco przyciemnionemu ekranowi telefonu. Zaciekawiony wyjrzałem do niego zza ramienia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co to za romanse?! - zaśmiałem się złośliwie, starając się uchwycić w swoje dłonie urządzenie. W odpowiedzi starszy mężczyzna jedynie ukuł mnie swym łokciem w bok. Widocznie niezadowolony przekląłem pod nosem. - I jaki agresywny... - wypaliłem, wielce urażony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mogę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu... - wymruczał pod nosem, chowając telefon do kieszeni. - Mam nadzieję, że jesteś wystarczająco dorosły i się nie zgubisz? - skierował się tym razem w moją stronę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wątpisz we mnie?! - fuknąłem, po czym niczym jakiś szlachcic poprawiłem dumnie owijający moją szyję szalik.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dokładnie tak! - wypalił, wbijając we mnie spojrzenie swych czerwono-żółtych oczu. - Czego można się spodziewać po prawiczku, który sam po nocach szlaja się po mieście...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Powiedział człowiek, którego zdolnością jest manipulacja ludźmi... - spoważniałem, patrząc na niego spode łba.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Widzisz? Każdy ma swoje zdolności! Twoją jest wkurwianie ludzi i naginanie zasad we wszelkich grach - puścił mi oczko, odsuwając się kilka kroków w cień. - Zadzwoń, jak będziesz mnie potrzebował... - dodał nieco mroczniej niż zazwyczaj. Psychol...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czy mogę wiedzieć, gdzie idziesz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Pora się policzyć z dwoma sobowtórami... - wytłumaczył się krótko, żeby zaraz później magicznie zniknąć. Jak to miał z resztą w zwyczaju. Westchnąłem cicho, badając zawartość swych kieszeni. Telefon, chyba portfel, zegarek i kluczyki od samochodu. No tak, tyle powinno mi na razie wystarczyć. Przynajmniej do czasu, aż nie będę zmuszony iść na to pieprzone spotkanie. Co by tu porobić...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
***&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Z tego co do mnie doszło, Vincent aktualnie załatwiał jakieś tam sprawy z owymi sobowtórami. Postanowiłem wykorzystać chwilę samotności i przejść się do pewnego miejsca... Resztki mojego domu, w którym spędziłem połowę życia. Te najlepsze spojrzenia związane z siostrą, mamą i tatą. Co prawda, sprawiają mi one niewyobrażalny ból i chęć do płaczu, lecz były one jednymi z najmilszych wydarzeń w moim życiu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Gdy tylko dotarłem na miejsce, w oczy rzuciło mi się jedno z drzew, które wyrastało dumnie w samym środku naszego byłego ogródka. Tak, to było to, które zasadziliśmy wszyscy razem tamtego dnia... Corri jeszcze wtedy była na wózku. Dobrze pamiętam tamten dzień... Zbliżyłem się do dużej rośliny, której liście powiewały na chłodnym, północnym wietrze. Liście nieustannie się z niego sypały, prosto na świeżą trawę. Stanąłem tuż pod konarem... Gdy wtedy... Dostrzegłem drobną postać siedzącą przy samej ziemi, po dotychczas nie przeglądanej stronie pnia. Jej jasnoniebieskie oczy, od razu zostały skierowane prosto na mnie. Z początku te należące do mnie, również wpatrywały się w nią jak w lustro. Oniemiały, nie potrafiłem wydusić z siebie najmniejszego słówka... Czy to moja najdroższa Corrinne? Można powiedzieć, że się zmieniła, lecz mimo wszystko cały czas widziałem w niej tą samą, małą Oreo.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Upadłem tuż przy niej na kolana, po czym nadal nie odzywając się nawet słowem przytuliłem ją bardzo czule do siebie. Spodziewałem się oporą, lecz tym razem Corri nie dając skończyć się ciszy jedynie wtuliła się w mój tors, dzięki czemu w końcu mogłem poczuć jej przyjemne ciepło. Brakowało mi jej, nawet nie ma pojęcia jak bardzo... W końcu jesteśmy rodzeństwem...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Przepraszam, że nie wróciłem do ciebie... - wydukałem w końcu, gładząc delikatnie jej niebieskie włosy, lśniące w świetle księżyca. - Corrinne, tak bardzo tęskniłem... - objąłem ją bardzo mocno, przy tym czując napływające do mych oczu łzy. - Kocham cię, naprawdę...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;lt;Corri?&amp;gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/11/od-shawna.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6349056958730016145.post-4924206685075680549</guid><pubDate>Sun, 12 Nov 2017 20:27:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-12T12:27:47.021-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Corrinne</category><title>#207</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;img height=&quot;320&quot; src=&quot;https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t34.0-12/23574334_305572966624293_1366897070_n.jpg?oh=6263197221db32554b939e90b2b5aa32&amp;amp;oe=5A0B552C&quot; width=&quot;252&quot; /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Kto chce- może&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Kto próbuje- dokonuje&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Kto kocha- żyje&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;img height=&quot;192&quot; src=&quot;https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t34.0-0/p280x280/23515752_305576926623897_1461807634_n.jpg?oh=2b8bf3c3483c7bf1ca420b2579bee276&amp;amp;oe=5A0A55C4&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Imię i Nazwisko: &lt;/b&gt;Corrinne Lily Hannah Oreo Melanie Quill&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Pseudonim:&amp;nbsp;&lt;/b&gt; #207. Czasami przedstawia się jako Izyda lub Bezi Lagun.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Płeć:&lt;/b&gt; Kobieta&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Wiek: &lt;/b&gt;18 lat&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Rasa:&lt;/b&gt; Urocjon wirginijski&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ranga:&amp;nbsp;&lt;/b&gt; Oddział Betha&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Orientacja:&lt;/b&gt; Biseksualna&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Zauroczenie:&lt;/b&gt; - &lt;span style=&quot;color: lime; font-size: xx-small;&quot;&gt;Pff&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Stanowisko:&lt;/b&gt;&amp;nbsp; Medyk&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Umiejętności:&lt;/b&gt; Umiejętności, umiejętności... Jej specjalną umiejętnością jest wymuszone, acz wyglądające na prawdziwe, wypływanie łez z oczu. Tak, świetna z niej aktorka i manipulatorka. Jako nieoficjalny szpieg i snajper też całkiem nieźle sobie radzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Jako ścigająca pełna gracji i uroku, jest w stanie zdobyć serce każdego.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Charakter:&lt;/b&gt; Posiada stabilną osobowość oraz łagodne usposobienie.&amp;nbsp; Jest niemalże niemożliwym wytrącić ją z równowagi lub sprowokować do kłótni. To dyplomatka mająca rozbrajający uśmiech na każdą okazję. Nie żali się, nie daje poznać po sobie, że ma zmartwienia. Nadrabia miną i obraca w żart niejeden problem ze swego życia. Zdecydowanie zwabia ku sobie adoratorów, jednak nie reaguje na nich, bowiem nie jest zbyt ufna. Aby nie pokazać po sobie emocji, wyhamowuje swoją reakcję do tego stopnia, iż może się wydawać nieczuła lub obojętna. Stoi z boku. Ma niełatwy charakter i potrafi nagle pokazać pazurki. Aby nie pokazać po sobie emocji, wyhamowuje swoje reakcję do tego stopnia, iż może się wydawać nieczuła lub obojętna. Ciężko przeżywa zdradę lub porzucenie, gdyż jest wrażliwa na porażki, zwłaszcza uczuciowe. Mimo iż posiada niebywały dar przewidywania zdarzeń, nie robi wyrzutów, gdy ktoś nie posłucha jej spokojnej sugestii. Ogólniej- ma to wtedy w dupie. Nie toleruje słabości, kombinatorstwa ani cwaniactwa. Otacza się barierami i ucieka od zgiełku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Cechy Charakterystyczne:&amp;nbsp;&lt;/b&gt; -&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Ciekawostki:&lt;/b&gt; -&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Głos: &lt;/b&gt;&lt;a href=&quot;https://youtu.be/hKRTRnJ-Rfs&quot;&gt;link&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Właściciel:&lt;/b&gt; Hiena&lt;/div&gt;
</description><link>http://where-the-stars-shine.blogspot.com/2017/11/207.html</link><author>noreply@blogger.com (Vane)</author><thr:total>0</thr:total></item></channel></rss>