<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:blogger='http://schemas.google.com/blogger/2008' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689</id><updated>2026-06-16T17:51:11.066+01:00</updated><category term="podróże"/><category term="anglia"/><category term="uk"/><category term="wielka brytania"/><category term="Edynburg"/><category term="Florencja"/><category term="Glasgow"/><category term="Hiszpania"/><category term="Lake District"/><category term="Neapol"/><category term="Paryż"/><category term="Piza"/><category term="Rzym"/><category term="Szkocja"/><category term="Windermere"/><category term="Włochy"/><category term="esperanto"/><category term="eurostar"/><category term="języki"/><category term="wakacje"/><category term="wegetarianizm"/><title type='text'>Wielka Brytania - życie i praca</title><subtitle type='html'>Blog Polaka żyjącego w Wielkiej Brytanii</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default?redirect=false'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>15</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-6220051376917138515</id><published>2025-10-12T11:57:00.000+01:00</published><updated>2025-10-12T11:57:00.007+01:00</updated><title type='text'>Króciutka przerwa 🤣</title><content type='html'>&lt;p&gt;Minęło kilkanaście lat, a w moim życiu zmieniło się prawie wszystko. Z wyjątkiem tego, że dalej mieszkam w Wielkiej Brytanii 🇬🇧 Moja była żona postanowiła zmienić sobie męża na kogoś młodszego, a dzieci są już dorosłe i na swoim.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zacząłem dużo podróżować i od lat jeżdżę po całym świecie. Przejechałem prawie całą Amerykę południową. Możesz o tym przeczytać na moim blogu podróżniczym:&amp;nbsp;https://igdzieteraz.com/&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kiedy zaczęła się pandemia, siedząc na kwarantannie w domu zająłem się znowu muzyką. Nigdy wcześniej nie śpiewałem, ale właśnie wtedy zacząłem uczyć się wokalu. Zacząłem też nagrywać rockowe covery i swoje własne piosenki. Efekt możesz zobaczyć na YouTube:&amp;nbsp; https://youtube.com/@davestardust&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Być może będę tu czasem coś dodawał, częściej niż co kilkanaście lat 🤣&lt;/p&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/6220051376917138515/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2025/10/krociutka-przerwa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/6220051376917138515'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/6220051376917138515'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2025/10/krociutka-przerwa.html' title='Króciutka przerwa 🤣'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-6469051425254609297</id><published>2011-02-04T12:22:00.009+00:00</published><updated>2011-02-04T12:54:26.917+00:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="eurostar"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Paryż"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podróże"/><title type='text'>Wspaniały weekend w Paryżu</title><content type='html'>W ostatni weekend stycznia wybraliśmy się z żoncią na dwudniową wycieczkę do Paryża. Z Birmingham wyjechaliśmy o wpół do piątej rano i w Londynie, na stacji Saint Pancras International byliśmy już dwie godzinki później. Wsiedliśmy tam w pociąg Eurostar, który po ponad dwóch godzinach dowiózł nas do Paryża. Czas podróży był taki krótki, bo pociąg ten pędzi momentami z prędkością sięgającą prawie 300km/h.&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
W Paryżu wysiedliśmy na stacji Gare du Nord skąd do zarezerwowanego wcześniej Hotel Este podjechaliśmy metrem, to tylko dwie stacje. Zostawiliśmy tam bagaż i ruszyliśmy w miasto. Kupiliśmy sobie całodniowe bilety i po Paryżu przemieszczaliśmy się za pomocą metra. Z zabranej z hotelu mapki i broszury wyłapywaliśmy główne atrakcje i po kolei je &quot;zaliczaliśmy&quot;. Często trzeba się było przesiadać z jednej linii metra do drugiej a to oznaczało maszerowanie korytarzami metra i częste wspinanie się po schodach, bowiem linie są rozmieszczone na różnych poziomach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po całym dniu objeżdżania i obchodzenia miasta, nogi dały nam o sobie znać niezłym bólem i wieczorem ciężko było nam dojść do hotelu. W pierwszy dzień widzieliśmy głównie Wieżę Eifla, Luwr i pochodziliśmy po centrum miasta. Wieczorem wróciliśmy do hotelu i padliśmy wyczerpani na łóżko. Odpoczywając pooglądaliśmy jedyny dostępny tam anglojęzyczny program CNN, gdzie akurat nadawali ciągłą relację z protestów w Egipcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;float: right; margin-left: 1em; text-align: right;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/02/Esplanade-de-la-defense.jpg/240px-Esplanade-de-la-defense.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/02/Esplanade-de-la-defense.jpg/240px-Esplanade-de-la-defense.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;La Defense nocą&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Kolejnego dnia po porządnym wyspaniu się, pełni sił i energii, spakowaliśmy bagaż i wymeldowaliśmy się z hotelu. Walizkę zostawiliśmy w przechowalni na pobliskiej stacji Gare de l&#39;Est. Tego dnia zobaczyliśmy: Łuk Triumfalny, pałac Les Invalides i główną, jeśli o mnie chodzi atrakcję Paryża, La Defense. Na początku myślałem, sugerując się nazwą, że to jakieś obiekty wojskowe :) Wiedziałem tylko, że jest tam wielka budowla Grande Arche i to dla niej tam pojechaliśmy. Na miejscu okazało się jednak, że to wielka, nowoczesna dzielnica biznesowa, coś w rodzaju Canary Wharf w Londynie. Super, podobało mi się tam bardzo, zdecydowanie jestem człowiekiem przyszłości a nie przeszłości. Nie ma tam chyba dwóch takich samych budynków, a wszystkie wyglądają tak, jakby startowały w konkursie dla architektów. Naprawdę polecam odwiedzenie La Defense.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem wsiedliśmy w nasz pociąg do Londynu i przed północą byliśmy już w domu.&amp;nbsp;Nasz wyjazd był bardzo udany i pomimo że pogoda była zimowa, temperatura w Paryżu oscylowała pomiędzy zerem a dwoma stopniami, to bardzo nam się ten nasz wypad podobał. Z powodu zimna wchodziliśmy co jakiś czas na kawę do McDonalda aby się trochę rozgrzać i dzięki temu dało się to spokojnie wytrzymać. To był już nasz trzeci, i jak na razie najdłuższy pobyt w Paryżu, jednak na pewno nie ostatni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e2/La_D%C3%A9fense1.jpg/800px-La_D%C3%A9fense1.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;266&quot; src=&quot;http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e2/La_D%C3%A9fense1.jpg/800px-La_D%C3%A9fense1.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;Widok na Paryż z La Defense w tle&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/6469051425254609297/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2011/02/wspaniay-weekend-w-paryzu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/6469051425254609297'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/6469051425254609297'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2011/02/wspaniay-weekend-w-paryzu.html' title='Wspaniały weekend w Paryżu'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-1427097508942931537</id><published>2011-01-11T12:12:00.007+00:00</published><updated>2011-02-04T12:34:07.955+00:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Edynburg"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Glasgow"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Lake District"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podróże"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Szkocja"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Windermere"/><title type='text'>Lake District - Szkocja - 2010</title><content type='html'>W listopadzie 2010 roku wybraliśmy się na kilkudniową wycieczkę. Najpierw pojechaliśmy do Lake District (Cumbria). Zatrzymaliśmy się w hoteliku tuż obok jeziora Windermere. Pływaliśmy stateczkiem po jeziorze, wspięliśmy się górskim szlakiem na pobliską górkę skąd mieliśmy piękne widoki na całą okolicę. Nie mogliśmy się jednak upajać widokiem bo żonka była lekko przeziębiona a silne wiatry na szczycie połączone z temperaturą bliską zera zniechęciły nas do dalszego tkwienia na szczycie.&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Z Lake District pojechaliśmy do Edynburga, gdzie również nocowaliśmy w hotelu. Zwiedzaliśmy miasto, kupiliśmy sobie też całodniowy bilet na dwupiętrowy autobus bez dachu, którym można było jeździć po całym mieście wsiadając i wysiadając wiele razy. Najbardziej spodobał nam się zamek a ponieważ była to niedziela, wstęp był bezpłatny. Ponieważ zamek znajduje się na sporym wzniesieniu, były stamtąd piękne widoki na miasto. Byliśmy tam też w kinie na filmie The American. Całkiem dobry, chociaż chyba raczej niskobudżetowy, no ale George Clooney w roli głównej był okej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Edynburga pojechaliśmy do Glasgow gdzie powtórzyliśmy schemat zwiedzania. Przy okazji wybraliśmy się tam do kina na Unstoppable i to była rewelacja! Jeden z lepszych i bardziej dynamicznych filmów jakie ostatnio widziałem, ale nie o kinie jest ten wpis :) Ogólnie Glasgow nie podobało nam się aż tak bardzo jak Edynburg, ale jest też ładnym miastem. Najbardziej urzekł nas wieczorny spacer głównymi deptakami miasta: Sauchiehall Street i Buchanan Street.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocy w hotelu pojechaliśmy autostradą M74 z powrotem. Problemem była tylko pogoda, ponieważ napadało śniegu i autostrada była ledwo przejezdna. Im bardziej jednak na południe, tym robiło się lepiej. I tak zakończyła się nasza zimowa wycieczka.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/1427097508942931537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2011/01/lake-district-szkocja-2010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/1427097508942931537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/1427097508942931537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2011/01/lake-district-szkocja-2010.html' title='Lake District - Szkocja - 2010'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-3448837878990127066</id><published>2011-01-11T12:03:00.002+00:00</published><updated>2011-02-04T12:32:09.959+00:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="anglia"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="uk"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wielka brytania"/><title type='text'>Życie i praca w Anglii</title><content type='html'>Obiecałem, że napiszę co się działo przez ostatni rok naszego życia w Anglii. W zasadzie nic odbiegającego od normy. Chciałbym powiedzieć, że mieliśmy mnóstwo wspaniałych przygód, że dorobiliśmy się majątku, ale nie byłaby to prawda. Niestety, szara rzeczywistość, praca, dom, studia. Ponieważ oboje z żoną studiujemy na Open University, musieliśmy poświęcić na naukę sporo czasu. Wszystko po angielsku, więc trochę trudniej niż w Polsce :) Zrobiliśmy sobie kilka wycieczek, ale o tym w innym poście. Ogólnie nie narzekamy, bo nasze życie w UK to pewnego rodzaju misja, musimy się tu nauczyć dobrze języka i skończyć studia. Mimo że jest ciężko, to i tak łatwiej niż w Polsce, nie trzeba przynajmniej liczyć się aż tak bardzo z kasą.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/3448837878990127066/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2011/01/zycie-i-praca-w-anglii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/3448837878990127066'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/3448837878990127066'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2011/01/zycie-i-praca-w-anglii.html' title='Życie i praca w Anglii'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-1959820501284609220</id><published>2011-01-09T17:23:00.000+00:00</published><updated>2011-01-09T17:23:30.582+00:00</updated><title type='text'>Skok o jeden rok</title><content type='html'>No więc minął ponad rok od mojego ostatniego wpisu... Pisałem ostatnio o wyprawie do Portugalii, jednak nic z tego nie wyszło. Wprawdzie w Hiszpanii byłem, ale tylko ja sam, na tygodniowym kursie w ramach studiów. Poleciałem tam samolotem z Londynu i wróciłem tą samą drogą. Byłem w Santiago de Compostela i pomimo że to już mój drugi raz w tym mieście, to bardzo mi się tam podobało. W następnych wpisach napiszę co się działo przez ten rok.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/1959820501284609220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2011/01/skok-o-jeden-rok.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/1959820501284609220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/1959820501284609220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2011/01/skok-o-jeden-rok.html' title='Skok o jeden rok'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-9144354513076500443</id><published>2009-11-01T14:43:00.003+00:00</published><updated>2011-02-04T12:27:40.065+00:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Hiszpania"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podróże"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wakacje"/><title type='text'>Wyprawa do Hiszpanii i Portugalii 2010</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;&quot;&gt;&lt;small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Data dodania: 2009-11-01 14:43:18&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Na wakacje 2010 roku planujemy kolejny wypad do Hiszpanii, połączony z przejechaniem przez Portugalię. Łącznie chcemy przeznaczyć na to dwa tygodnie. Najważniejsze miejsca, które chcemy zobaczyć w Portugalii to Porto i Lisbona. Później chcemy wracać przez Hiszpanię i zahaczyć o miasta w których jeszcze nie byliśmy, czyli stolicę Andaluzjii - Sewillę, potem Kordobę i Valencję.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;&lt;iframe frameborder=&quot;0&quot; height=&quot;350&quot; marginheight=&quot;0&quot; marginwidth=&quot;0&quot; scrolling=&quot;no&quot; src=&quot;http://maps.google.com/maps?f=d&amp;amp;source=s_d&amp;amp;saddr=Dunkirk,+France&amp;amp;daddr=Santiago+de+Compostela,+Spain+to:porto,+portugal+to:lisboa,+portugal+to:sevilla,+spain+to:cordoba,+spain+to:valencia,+spain+to:Dunkirk,+France&amp;amp;hl=en&amp;amp;geocode=&amp;amp;mra=ls&amp;amp;sll=44.061215,-2.856595&amp;amp;sspn=20.119757,53.964844&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=44.061215,-2.856595&amp;amp;spn=13.94615,12.64641&amp;amp;output=embed&quot; width=&quot;425&quot;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Czy to wypali? Zobaczymy... Wprawdzie chcieliśmy w przyszłym roku jechać do Grecji, ale z pewnych względów musimy być w Hiszpanii, w Santiago de Compostela, więc dobrze byłoby połączyć to z dogłębniejszym poznaniem Hiszpanii i zaliczeniem Portugalii.&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/9144354513076500443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/11/wyprawa-do-hiszpanii-i-portugalii-2010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/9144354513076500443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/9144354513076500443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/11/wyprawa-do-hiszpanii-i-portugalii-2010.html' title='Wyprawa do Hiszpanii i Portugalii 2010'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-8156928469585890251</id><published>2009-10-14T08:31:00.001+01:00</published><updated>2011-01-09T17:16:37.653+00:00</updated><title type='text'>To co jest najśmieszniejsze w ludziach</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;&quot;&gt;&lt;small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Data dodania: 2009-10-14 08:31:13&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;&quot;Ludzie zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jak gdyby nigdy nie żyli&quot;. Paulo Coelho&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/8156928469585890251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/10/to-co-jest-najsmieszniejsze-w-ludziach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/8156928469585890251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/8156928469585890251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/10/to-co-jest-najsmieszniejsze-w-ludziach.html' title='To co jest najśmieszniejsze w ludziach'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-251527860879575469</id><published>2009-09-18T19:05:00.001+01:00</published><updated>2011-02-04T12:29:17.231+00:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Florencja"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Neapol"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Piza"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="podróże"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Rzym"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="Włochy"/><title type='text'>Wyprawa do Włoch - 2008</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 12px;&quot;&gt;&lt;small&gt;Data dodania: 2009-09-18 19:05:57&lt;br /&gt;
&lt;/small&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;float: left; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 7px; padding-top: 7px;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;&quot; height=&quot;77&quot; src=&quot;http://camilozeta.com/images/koloseum_sm.jpg&quot; width=&quot;100&quot; /&gt;&lt;/div&gt;Właśnie doszedłem do wniosku, że najwyższa już pora by napisać o naszej zeszłorocznej wyprawie do Włoch. W połowie sierpnia 2008 wyruszyliśmy z Anglii, przepływając Kanał Angielski promem linii Norfolk Line. Po dwóch godzinach spędzonych na promie byliśmy w Dunkierce i szybko musiałem przestawić psychikę na jazdę prawą stroną drogi. Przez Europę pogoniliśmy już tą właściwą stroną drogi, przez kawałek Francji, Belgię, Holandię i Niemcy.&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
To prawdziwy kawał drogi, jednak jadąc autostradami i pędząc 130 km/h nie zajęło nam to aż tak długo, w sumie niecałe dwadzieścia godzin jazdy. Zmieniliśmy się z Ulą w Niemczech i przez Niemcy przejechała ona. Podoba mi się to, że niemieckie autostrady są niepłatne. W porównaniu z Francją czy Włochami nie obciąża to portfela. Po drodze zatrzymywaliśmy się co parę godzin aby rozprostować nogi i psychikę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Polsce naszym pierwszym celem było jezioro Miedwie, położone niedaleko Stargardu Szczecińskiego. Zatrzymaliśmy się tam na parę dni u mojego stryja Jerzego. Potem dwa dni spędziliśmy na Śląsku u rodziców Uli, gdzie zostawiliśmy dzieci i wczesnym porankiem kolejnego dnia popędziliśmy na południe Europy. W kilka godzin przejechaliśmy przez Czechy i Słowację aby wczesnym popołudniem, trochę już zmęczeni kiepskimi, &quot;czechosłowackimi&quot; drogami dojechać do Austrii. Tam wreszcie zaczęły się normalne drogi, czyli autostrady. Pomimo, że nie było to całkiem po drodze, podjechaliśmy do Wiednia, gdzie postanowiliśmy odpocząć, coś zobaczyć i zjeść jakiś obiad. Zaparkowaliśmy w samym centrum miasta i poszliśmy na spacer. Pochodziliśmy trochę ulicami Wiednia, zobaczyliśmy kilka pięknych miejsc aby na koniec zrobić zakupy w supermarkecie, zjeść małe co nieco i pojechać dalej. Szkoda trochę, bo tak uczciwie to na samo zwiedzanie centrum Wiednia trzeba by było poświęcić przynajmniej dzień lub dwa, ale ponieważ naszym celem były Włochy, musieliśmy kontynuować jazdę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Był już wczesny wieczór kiedy wjechaliśmy w Alpy, gdzie po pokonaniu niezliczonej liczby tuneli i wiaduktów przekroczyliśmy wreszcie granicę z Włochami. Nasz pierwszy cel - Wenecję osiągnęliśmy już po zachodzie słońca. Tuż obok Weneckiej stacji kolejowej znaleźliśmy względnie niedrogi parking, gdzie zatrzymaliśmy się na parę godzin. Wenecja nocą zrobiła na nas wielkie wrażenie, było na co popatrzeć. Pięknie oświetlone kanały po których pływały motorówki, gondole i małe barki, wznoszące się nad kanałami mosty i mosteczki, piękne zabytkowe budynki. No bajka... Kiedy już zaspokoiliśmy pierwszą ciekawość zadecydowaliśmy, że pora wracać do auta i szukać noclegu. Kilka kilometrów od Wenecji znaleźliśmy kamping, na którym zatrzymaliśmy się na noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejnego dnia wróciliśmy do Wenecji aby powtórzyć zwiedzanie miasta w świetle dnia. Tym razem nasza wędrówka zajęła prawie cztery godziny. Szliśmy pięknymi uliczkami a właściwie chodnikami, bowiem zamiast ulic są tam kanały, i podziwialiśmy to piękne miasto. Niektóre z uliczek są tak wąskie, że można sobie podać ręce z okien przeciwległych budynków. Kanały służą tu do komunikacji, czy to do dostawy towaru do sklepów, czy do komunikacji miejskiej. Zamiast autobusów miejskich pływają tu statki miejskie, ale zasada jest podobna jak w przypadku autobusów, statki mają swoje numery linii, kursują regularnie i zatrzymują się na swoich &quot;przystankach&quot;. Po drodze przechodziliśmy przez Ponte di Rialto, czyli most Rialto, jeden z piękniejszych zabytków Wenecji rozpościerający się nad głównym kanałem Grand Canal. W końcu udało nam się dojść do Placu św. Marka (Piazza San Marco), który był naszym celem. Jest to największy plac w mieście gdzie znajduje się piękna bazylika św. Marka. Podziwialiśmy ją dobre pół godzinki, jednak do środka nie wchodziliśmy bo odstraszyła nas kilometrowa kolejka turystów. Na fasadzie bazyliki umieszczona jest rzeźba koni z brązu, którą Wenecjanie zrabowali kiedyś z Konstantynopola. Poźniej Napoleon po podbiciu Wenecji zabrał ją do Paryża, jednak odzyskano ją po upadku panowania Napoleona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z placu św. Marka wróciliśmy na parking i pojechaliśmy dalej. Postanowiliśmy teraz jechać głównie drogami krajowymi aby zaoszczędzić na autostradach i zobaczyć coś więcej niż tylko to co widać z autostrady. Skierowaliśmy się w stronę Florencji, po drodze przejeżdżając przez Apeniny. Droga pięła się zygzakami w górę i w dół. Przejechanie przez góry zajęło nam parę godzinek, ale warto było ze względu na widoki, pomimo że w końcowym etapie zaczynaliśmy mieć tego już dość. We Florencji byliśmy tuż przed zachodem słońca. Przez centrum miasta jechało się jakoś dziwnie, stare, zabytkowe budynki, zamiast asfaltu czarne kamienne płyty. Miałem wrażenie, że powinienem jechać konno zamiast samochodem. Udało nam się zaparkować na parkingu przy rzece Arno, około pięciuset metrów od słynnego mostu Ponte Veccio, do którego skierowaliśmy się najpierw. Most ten jest jedynym mostem w mieście, który zachował się podczas wojny. Co ciekawe na moście tym znajdują się dwa rzędy budynków. Jeszcze ciekawsze jest to, że budynki te wystają trochę poza most zwisając ponad wodą podparte drewnianymi palami. Kilkaset lat temu w budynkach tych znajdowały się sklepy z mięsem ale ponieważ zapach mięsa nie był zbyt przyjemny jak też że rzeźnicy mieli zły zwyczaj wrzucania zepsutego mięsa do rzeki, postanowiono, że należy to zmienić i zastąpiono je sklepami jubilerskimi. Kontynuując naszą wędrówkę doszliśmy do Piazza della Signoria, gdzie znajduje się słynna fontanna Neptuna zbudowana przez Bartolomeo Ammannati. Jest tam też parę innych znanych rzeźb, między innymi kopia rzeźby Michała Anioła - Dawid. Ponieważ zbliżał się już zmierzch, wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy na miejski kamping, gdzie spędziliśmy kolejną noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień rozpoczęliśmy kontynuując zwiedzanie Florencji. Zobaczyliśmy między innymi fortecę La Fortezza da Basso i katedrę Santa Maria del Fiore, która jest kolejną wizytówką miasta. Włóczyliśmy się trochę uliczkami i podziwialiśmy budownictwo. Gdy już poczuliśmy zmęczenie wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy dalej, tym razem do Pisy na oglądanie krzywej wieży. Dystans tych około stu kilometrów pokonaliśmy w około godzinkę, jadąc autostradą. Zbliżając się do Pisy z niepokojem zaobserwowaliśmy czarne chmury, które rozpościerały się dokładnie w kierunku, w którym jechaliśmy. Kiedy już wjeżdżaliśmy do miasta, lunęło jak z cebra, nastąpiło dosłownie oberwanie chmury. Na szczęście po kilkunastu minutach ulewa się uspokoiła i przegonione wiatrem chmurzyska ustąpiły miejsca naszemu przyjacielowi słońcu. Po kolejnych kilkunastu minutach nie było już śladu chmur ani deszczu, nastał piękny, upalny dzień i tylko mokre ulice były dowodem na to, że ulewa nie była iluzją. Zaparkowaliśmy auto i poszliśmy do centrum miasteczka. Po kilku minutach wreszcie zobaczyliśmy ją górującą nad miastem, naszą krzywą wieżę. Gdy już doszliśmy do placu Piazza dei Miracoli na którym się ona znajduje mieliśmy ją tuż przed sobą. Rzeczywiście, trochę krzywa... Dziwnie się na nią patrzy, człowiek ma wrażenie że coś nie tak ze wzrokiem. Oprócz wieży na tym wielkim placu znajduje się też wielka katedra i... tysiące turystów. Kiedy już się naoglądaliśmy poszliśmy na obiad na pizzę. Zjedliśmy ją w pobliskim restauracyjnym ogródku, była to &quot;pizza z widokiem na krzywą wieżę w Pisie&quot; jak ją wspominamy. Sama pizza nie bardzo nam podeszła, taką prawdziwą włoską pizzę zjedliśmy potem w Neapolu, ale o tym później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym następnym celem był Rzym ale postanowiliśmy nie jechać tam autostradą, aby móc podziwiać toskańskie krajobrazy i miasteczka. Późnym popołudniem zatrzymaliśmy się w pięknym toskańskim mieście Siena. Co ciekawe do centrum miasta nie można wjechać samochodem. Trzeba go zostawić na pobliskim parkingu i dalej kierować się pieszo. Ponieważ miasto rozpościera się na wzgórzach, zbudowano ruchome schody, które prowadzą prawie na samą górę miasta, gdzie znajduje się katedra. Nieopodal znajduje się też główny plac miasta Piazza del Campo, gigantyczny, półokrągły, pochyły plac, wyłożony czerwonym brukiem z piękną, wysoką wieżą Torre del Mangia górującą ponad nim. Jeśli ktoś oglądał film &quot;Pod słońcem Toskanii&quot; to pewnie pamięta konkurs rzucania flagami, w którym brał udział jeden z bohaterów. Otóż udało nam się trafić na takie pokazy. Ulicami Sieny szła spora grupa chłopców przebranych w regionalne, dawne stroje. Jedni z nich wybijali rytm na werblach a inni wymachiwali kolorowymi flagami, czasem nimi rzucając wysoko w powietrze. Dokładnie tak samo jak w filmie. Wprawdzie żaden z nich nie dostał drążkiem flagi w głowę jak to było w filmie, jednak jedna z flag poniesiona wiatrem omal nie wbiła się w jeden z werbli. Przytomny werblista zdążył się jednak odsunąć. Siena zrobiła na nas wielkie wrażenie, jest to jedno z najbardziej niezapomnianych miast we Włoszech. Postanowiliśmy, że musimy tam kiedyś wrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wyjechaliśmy ze Sieny, postanawiając tym razem kontynuować jazdę autostradą, bo chcieliśmy jeszcze tego dnia dojechać do Rzymu. Udało nam się to i w Rzymie byliśmy późnym wieczorem. GPSa miałem ustawionego na centrum Rzymu, zastanawiając się co uznano za centrum miasta. Kiedy GPS pokazywał, że zostało nam jeszcze pięćset metrów, nie bardzo wiedzieliśmy co to będzie, ale kiedy wjechaliśmy na ostatnią prostą, już to wiedzieliśmy. Jako centrum Rzymu uznano pomnik Wiktora Emanuela, zwany też szczęką lub maszyną do pisania. Pięknie się prezentuje nocą, w świetle reflektorów go oświetlających. Gigantyczny monument, którego Włosi dawniej nienawidzili, spełnia teraz rolę Pomnika Nieznanego Żołnierza. Od czasu kiedy przypisano mu taką rolę, nie budzi już negatywnych emocji wśród Rzymian. Pospacerowaliśmy koło niego a później podjechaliśmy do położonego nieopodal Koloseum. Ten dawny amfiteatr w okresie swojej wspaniałości mógł pomieścić pięćdziesiąt tysięcy ludzi. To tam walczyli gladiatorzy i to tam rzucano Chrześcijan na pożarcie lwom. Ponieważ pora była już późna, postanowiliśmy nie szukać kampingu i spędzić tą noc w samochodzie, w samym centrum Rzymu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejnego dnia, a była to niedziela, zaparkowaliśmy samochód na parkingu za Forum Romanum i wyruszyliśmy na zwiedzanie &quot;cesarskiego&quot; miasta. Zdecydowaliśmy, że najprościej będzie kupić całodniowy bilet na piętrowy autobus widokowy, który jeździ po całym mieście zatrzymując się w najciekawszych miejscach, gdzie można wysiadać i wsiadać ile dusza zapragnie. Załadowaliśmy się na górny pokład autobusu pozbawionego dachu i oglądaliśmy miasto oszczędzając nogi. Każdy pasażer dostał słuchawki i mógł wybrać język w którym będzie słuchał przewodnika. My wybraliśmy hiszpański, ponieważ polskiego nie było, a z angielskim nie radziliśmy sobie wtedy jeszcze tak dobrze jak z hiszpańskim. Po zrobieniu jednej pełnej pętli przez miasto, zdecydowaliśmy, że na kolejnej pętli najpierw wysiądziemy w Watykanie. Tak też zrobiliśmy i na placu św. Piotra znaleźliśmy się równo w południe. Wysłuchaliśmy tam modlitwy na Anioł Pański wygłoszonej przez papieża, który widoczny był na telebimach. Po modlitwie pozdrowił on zgromadzonych w kilku językach, między innymi powiedział po polsku &quot;pozdrawiam wszystkich Polaków&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróciliśmy potem do autobusu, z którego wysiadaliśmy jeszcze w kilku innych miejscach, między innymi przy słynnej Fontana di Trevi gdzie kręcono sceny filmu &quot;La Dolce Vita&quot;. Później przy placu Navona, gdzie stoi Fontana dei Quattro Fiumi, która wspomniana została w książce Dana Browna &quot;Anioły i Demony&quot;. Stamtąd pieszo doszliśmy do Panteonu, również &quot;biorącego udział&quot; we wspomnianej książce. Może to trochę śmieszne, że odwołuję się do fikcyjnej książki, jednak czytając ją wyobrażałem sobie te miejsca i planowałem ich zobaczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy też drugi raz przy Koloseum aby pooglądać je w świetle dnia. Co sądzę o Rzymie? Hm... Jest gigantyczny, rozległy i... Męczący. Na pewno trzeba go zwiedzić będąc we Włoszech, jednak osobiście bardziej podobała mi się Siena, z jej wąskimi, stromymi uliczkami i niepowtarzalnym klimatem. Późnym popołudniem wyjechaliśmy z Rzymu kierując się w stronę Neapolu a kolejną noc spędziliśmy na kampingu w pobliżu nadmorskiej miejscowości Terracina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejnego dnia kontynuowaliśmy podróż, jadąc nadmorską drogą SS213 a potem SS7. Cudowne nadmorskie widoki! Warto się było dla nich wlec tymi podrzędnymi drogami. Wczesnym popołudniem byliśmy już w Neapolu. Wiedziałem, że Neapol to drogowa dzicz, ale to co zobaczyłem naprawdę mnie przestraszyło. Szerokie drogi, brak namalowanych pasów, samochody jeżdżące wydawać by się mogło bez żadnych sensownych reguł, skutery wciskające się pomiędzy jadące, w większości poobijane samochody. Zastanawiałem się, czy to aby na pewno był dobry pomysł, by wjeżdżać do Neapolu samochodem. Udało się nam jednak wyjść bez uszczerbku. Zaparkowaliśmy tuż obok portu i poszliśmy na zwiedzanie miasta. Ponieważ Neapol zbudowano na zboczu góry, musieliśmy się wspinać w górę ulic, aby dojść do centrum. Miasto jest zaniedbane ale piękne. Widać, że to prawdziwe Włochy. A co to są prawdziwe Włochy? Nie wiem, ale wydaje mi się, że to właśnie to czym jest Neapol. Spacerowaliśmy i oglądaliśmy malownicze ulice, zapuszczając się w nie z duszą na ramieniu, bowiem słyszeliśmy wcześniej o dużej przestępczości w tym mieście. Udało się nam jednak wyjść bez szwanku i problemów. Mieliśmy też szczęście, bo na jednym z głównych placów miasta urządzono akurat święto pizzy. Na specjalnie wybudowanej scenie jakiś zespół grał włoskie piosenki, pod namiotami stało mnóstwo stołów a w zaimprowizowanych kuchniach, przygotowywano i pieczono prawdziwą neapolitańską pizzę. Pieczono ją w opalanych drewnem piecach. Mistrzowie pizzy wyrabiali ciasto podrzucając je wysoko w górę, rzucając do siebie i wygwizduąc przy tym głośno. To podobno z Neapolu pochodzi pizza. Zjedliśmy sobie po jednej, rzeczywiście pyszna była. To były w sumie tylko upieczone ciasto, ser i pomidory, ale ich efektem ostatecznym było niebo w gębie - ścieżka do szczęścia... Za zestaw pizza i piwo zapłaciliśmy pięć Euro, to nawet nie tak drogo jak za pizzę w stolicy... pizzy. Po spędzonym w Neapolu całym popołudniu pojechaliśmy jeszcze dalej w kierunku południowym. Teraz naszym celem było Positano, główny punkt programu jeśli chodzi o Ulę. Miasteczko to wystąpiło w filmie &quot;Pod słońcem Toskanii&quot;, który jest ulubionym filmem mojej żony. Po paru godzinach jazdy byliśmy na miejscu. Miasteczko położone jest na stromym zboczu góry, tuż nad morzem, i aby do niego wjechać, trzeba zjechać w dół krętą, stromą, wąską i jednokierunkową drogą. Tą samą drogą się później z Positano wyjeżdża, tym razem pod górę. Gdy zjechaliśmy na sam dół miasteczka, tuż przy poziomie morza, zaparkowaliśmy na tamtejszym podziemnym parkingu i poszliśmy pozwiedzać. Zeszliśmy też na plażę, gdzie kręcono sceny wspomnianego filmu. Nacieszyliśmy oczy widokami i ponieważ zapadał już zmierzch, pojechaliśmy dalej, tym razem w drogę powrotną do domu. Od Neapolu do północnej części Włoch, gdzieś tam do okolic Wenecji jechaliśmy autostradą. Kiedy z niej zjeżdżaliśmy naszym oczom ukazał się rachunek, ponad czterdzieści Euro. Szczęka opada, ale przy ponad siedemdziesięciu Euro za przejechanie z północy na południe Francji, to i tak niedrogo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą podróż powrotną kontynuowaliśmy jeszcze kilka dni, bowiem musieliśmy zabrać dzieci z Polski i wracać do Anglii. Łączny dystans pokonany w ciągu tych dwóch tygodni to prawie siedem tysięcy kilometrów. Nieźle? Tak myślę... Ktoś może powiedzieć, że takie zwiedzanie, gdzie na jedno miasto poświęca się tylko jedno popołudnie i goni dalej, to wariactwo. Może i tak, myślę jednak, że jak na pierwsze spotkanie z krajem, to całkiem fajne rozwiązanie. Mamy przynajmniej jakieś poglądowe pojęcie na temat Włoch. Planujemy tam jeszcze wrócić nie raz, po to aby zobaczyć więcej i dokładniej. Póki co w planach była jeszcze Hiszpania, która w momencie spisywania tych wspomnień jest już też za nami. Można o tym przeczytać w sąsiednim artykule. Planujemy też wyjazd do Grecji, być może uda nam się ją zobaczyć już w 2010 roku. Będę o tym na pewno pisał. Pozdrawiam wszystkich podróżników, nawet tych podróżujących tylko palcem po mapie.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/251527860879575469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/09/wyprawa-do-woch-2008.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/251527860879575469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/251527860879575469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/09/wyprawa-do-woch-2008.html' title='Wyprawa do Włoch - 2008'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-4600009564081228087</id><published>2009-09-17T07:26:00.000+01:00</published><updated>2011-01-09T17:13:30.922+00:00</updated><title type='text'>Prawda o ludziach</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;&quot;&gt;&lt;small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Data dodania: 2009-09-17 07:26:17&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;&quot;Niektórzy ludzie są wiecznie niezadowoleni. Kiedy mają niewiele, chcą więcej. Gdy mają dużo, chcą jeszcze więcej. A kiedy już to osiągną, tęsknią za prostym, skromnym życiem&quot;. Paulo Coelho&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/4600009564081228087/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/09/prawda-o-ludziach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/4600009564081228087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/4600009564081228087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/09/prawda-o-ludziach.html' title='Prawda o ludziach'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-4896565624792958294</id><published>2009-08-31T17:10:00.003+01:00</published><updated>2011-01-09T17:10:27.867+00:00</updated><title type='text'>Wyprawa do Hiszpanii - 2009</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 12px;&quot;&gt;&lt;small&gt;Data dodania: 2009-08-31 17:10:26&lt;br /&gt;
&lt;/small&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;float: left; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 7px; padding-top: 7px;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;&quot; height=&quot;120&quot; src=&quot;http://camilozeta.com/images/mapka.jpg&quot; width=&quot;145&quot; /&gt;&lt;/div&gt;Nasza tegoroczna, wakacyjna podróż przez Hiszpanię i Francję właśnie się zakończyła, w piątek w nocy, a właściwie to już w sobotę wróciliśmy do domu. A jak zaczęła się nasza podróż i jak ona przebiegała? Zacznę mój opis od promu linii Norfolk Line, na który przyjechaliśmy o dwie godziny wcześniej niż mieliśmy w planie. Nie było problemu, przebukowano nam bilet i zaoszczędziliśmy dwie godziny czekania. Po przepłynięciu Kanału Angielskiego, z Dover do Dunkierki, przejechaliśmy przez całą Francję używając płatnych autostrad. Całkiem droga to była przyjemność, kosztowała nas prawie osiemdziesiąt Euro. Udało nam się jednak zrobić ten pierwszy tysiąc kilometrów tylko w jeden dzień.&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszą noc w Hiszpanii spędziliśmy w samochodzie, w okolicach San Sebastián. Po gorącym dniu we Francji Hiszpania przywitała nas ulewnym deszczem, no cóż, w końcu to Pireneje. Następnego dnia przejechaliśmy przez Hiszpanię, kierując się w kierunku Galicji. Po południu byliśmy już w Santiago de Compostela. Pozwiedzaliśmy trochę miasto, zobaczyliśny słynną katedrę, do której garną się tłumy pielgrzymów przemierzających Hiszpanię drogą Camino de Santiago. Widzieliśmy ich zresztą po drodze wielu, część z nich tradycyjnie, na nogach, pozostali podróżowali na rowerach. Samo miasto jest całkiem ładne, Ula stwierdziła, że przypomina jej włoską Sienę. Na noc zatrzymaliśmy się na jedynym w tym miasteczku kampingu As Cancelas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejnego dnia, po porządnym wyspaniu się i zaliczeniu przez dzieci kampingowego basenu, wyruszyliśmy w dalszą drogę. Teraz skierowaliśmy się do Salamanki. Byliśmy tam po południu i najpierw pojechaliśmy na kamping La Capea, gdzie rozbiliśmy namiot i gdzie zostawiliśmy dzieciaki. Oczywiście basen był dla nich ważniejszy niż oglądanie miasta. Miasto jest piękne, bardzo kojarzyło mi się z Las Palmas. Przedeptaliśmy całą starówkę a zachód słońca popijaliśmy smaczną kawą na rynku Salamanki. Przed powrotem na kamping zahaczyliśmy jeszcze o supermarket aby zrobić zakupy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pojechaliśmy dalej, tym razem do Madrytu. Byliśmy tam wczesnym popołudniem, a ponieważ była to niedziela udało nam się znaleźć miejsce do zaparkowania tuż niedaleko pałacu królewskiego. Przeszliśmy przez całe centrum, przez Plaza Mayor, Puerta del Sol, aż do Parque del Retiro. Tam trochę odpoczęliśmy i po kilku godzinach byliśmy spowrotem koło pałacu królewskiego, znanego też jako Palacio de Oriente. Dzieci pomoczyły trochę nogi w jednej z fontann na pałącowym dziedzińcu i w drogę. Musieliśmy jeszcze dojechać do kampingu Sacedón, w prowincji Guadalajara. Byliśmy tam około zachodu słońca. Po zameldowaniu się i rozbiciu namiotu poszliśmy jeszcze przed spaniem posiedzieć do lokalnego parku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień to podróż do Saragossy, gdzie zatrzymaliśmy się na miejskim kampingu. Otwarto go dopiero w zeszłym roku i chociaż standard kampingu jest całkiem przyzwoity, to trochę raziło nas, że na polu namiotowym brakowało drzew dających cień. Basen za to był niezły i został on od razu zdobyty przez Olę i Rafała. My wybraliśmy się na zwiedzanie Saragossy. Piękna rzeka Ebro z malowniczymi mostami i wielki plac z położoną przy nim bazyliką Nuestra Señora del Pilar zrobiły na nas wrażenie. Wieczorem wróciliśmy na kamping, tuż zanim się ochłodziło i zanim zaczęło błyskać. Deszczu wprawdzie wielkiego nie było, ale jednak trochę w nocy pokropiło. Może to i lepiej, bo odrobinę się ochłodziło po tych prawie czterdziestostopniowych upałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia pojechaliśmy dalej, tym razem do Barcelony. Byliśmy na jej przedmieściach po południu, jednak nauczony doświadczeniem z zeszłego roku nie wjechałem do centrum. Nie ma tam szans na tanie parkowanie. Zamiast tego zatrzymaliśmy się na osiedlu mieszkaniowym w Sant Just, jakieś dziesięć kilometrów przed centrum. Tuż obok przechodzi linia tramwajowa T3, którą dojechaliśmy prawie do centrum a dokładniej do przystanku końcowego Francesc Maciá, skąd do Placa de Catalunya na piechotkę szliśmy juz tylko pół godzinki, przechodząc przez La Diagonal i Passeig de Grácia. Później poszliśmy dalej słynnym deptakiem La Rambla aż do portu, gdzie odbiliśmy w stronę plaży przy La Barceloneta. Kiedy już dochodziliśmy do morza zaczęło kropić. Ale pech... Zamiast posiedzieć na plaży, musieliśmy chować się przed deszczem. W drogę powrotną pojechaliśmy metrem z przesiadką na tramwaj. Gdy wróciliśmy do auta było już całkiem ciemno. Na noc postanowiliśmy zatrzymać się na kampingu El Torro Azul w Arenys de Mar, jednak kiedy tam dojechaliśmy okazało się, że nie ma wolnych miejsc. Na szczęście tuż obok był drugi kamping Marcos, gdzie coś wolnego jeszcze zostało. Nic dziwnego, to już prawie Costa Brava.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejnego dnia poszliśmy nad morze. Spacer był krótki, kamping leży tuż obok plaży. Dzieciaki szalały w wodzie a my cieszyliśmy się promieniami porannego słońca. Ciekawy był piasek na plaży, taki dość gruby, właściwie to już prawie kamyczki były, ale nie czuło się tej gruboziarnistości za bardzo. Później zwinęliśmy nasze obozowisko i wróciliśmy do Barcelony. Tym razem zaparkowaliśmy po drugiej stronie miasta, właściwie to jeszcze nie była Barcelona tylko Badalona. Auto zostawiliśmy niedaleko ostatniej stacji metra Fondo i metrem pojechaliśmy do stacji Sagrada Familia, położonej tuż obok słynnej budowli Gaudiego... Sagrada Familia. Pooglądaliśmy ten budowany już od stu dwudziestu siedmiu lat kościół z każdej stronyi na piechotkę poszliśmy w stronę Placa de Catalunya przechodząc obok La Casa Milá, znanej też jako La Pedrera. Pobłąkaliśmy się trochę ulicami miasta, spędzając tam resztę dnia. Późnym popołudniem wyjechaliśmy już w stronę Francji. Na noc zatrzymaliśmy się jeszcze w Hiszpanii, na jakimś wiejskim kampingu w okolicach Girony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzień był już pod znakiem powrotu do domu. Tym razem postanowiliśmy zaoszczędzić na drogich francuskich autostradach i zobaczyć trochę Francji. Problem jest jednak taki, że w ten sposób trzeba poświęcić na jazdę dwa dni, i tak też zrobiliśmy. Po drodze przejeżdzaliśmy przez dolinę rzeki Tarn, gdzie stoi najwyższy na świecie most drogowy Viaducto de Millau, którego najwyższy filar ma 345 metrów wysokości, czyli więcej niż wieża Eiffla. Wieczorem zatrzymaliśmy się w połowie Francji, na kampingu w miasteczku Gannat tuż obok Vichy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz ostatni dzień podróży zawierał w programie przejazd przez Paryż i oglądanie wieży Eiffla. Zdziwiło nas to, że parkowanie w okolicach wieży jest przez cały sierpień darmowe. Pooglądaliśmy wieżę z dystansu i z bliska, nawet spod spodu i pojechaliśmy dalej. Po kolejnych kilku godzinach jazdy wieczorem byliśmy już na promie. I tak zakończyła sie nasza wielka wyprawa. Licznik w samochodzie wystukał ponad pięć tysięcy kilometrów.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/4896565624792958294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/08/wyprawa-do-hiszpanii-2009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/4896565624792958294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/4896565624792958294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/08/wyprawa-do-hiszpanii-2009.html' title='Wyprawa do Hiszpanii - 2009'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-869668486274184669</id><published>2009-08-06T18:24:00.002+01:00</published><updated>2011-01-09T17:08:29.939+00:00</updated><title type='text'>Wizy do USA</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;&quot;&gt;&lt;small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Data dodania: 2009-08-06 18:24:08&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Jest mi niezmiernie smutno, właśnie się dowiedziałem, że prawie wszystkie byłe kraje socjalistyczne: Czechy, Słowacja, Litwa, Łotwa, Estonia, Węgry, nawet Słowenia nie potrzebują już wiz do USA, a Polacy dalej muszą je mieć. Oprócz Polaków jeszcze Rumuni i Bułgarzy są w takiej sytuacji jak Polacy, chociaż podobno Rumunia ma większe szanse na zniesienie wiz niż Polska.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;To w dużej mierze zasługa konsula amerykańskiego w Polsce, który odrzucał zbyt dużo wniosków wizowych. Aby zniesiono wizy każdy kraj musiał mieć mniej niż dziesięć procent odmów, my mieliśmy czternaście. Polski rząd też się do tej sytuacji przyłożył, bo niewiele zrobił w kierunku zniesienia wiz. Donald Tusk podobno stwierdził, że nie będzie się prosił o zniesienie wiz. Dodam, że czeski rząd prowadził indywidualne rozmowy z USA a polski rząd podszedł do tematu bez emocji.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Od tego roku ma już obowiązywać nowy, trzy procentowy próg odmów. Można więc przypuszczać, że Polska raczej już się zniesienia wiz nie doczeka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/869668486274184669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/08/wizy-do-usa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/869668486274184669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/869668486274184669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/08/wizy-do-usa.html' title='Wizy do USA'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-8932575393087861976</id><published>2009-06-24T11:05:00.002+01:00</published><updated>2011-02-04T12:29:51.171+00:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="esperanto"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="języki"/><title type='text'>Esperanto - język przyszłości?</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;&quot;&gt;&lt;small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Data dodania: 2009-06-24 11:05:03&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Wiem, wiem... Wielu twierdzi, że to język przeszłości a nie przyszłości, że się nie przyjął i nigdy nie przyjmie. Ja uważam, że szansa na to jednak jest. Nie oszukujmy się, angielski nie jest wcale taki łatwy, poza tym poza krajami anglojęzycznymi niewielu ludzi włada nim płynnie. Dlaczego esperanto?&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Dlatego, że jest językiem naprawdę łatwym. Przyjrzałem mu się i mogę powiedzieć, że rzeczywiście ma dużo ułatwień w gramatyce. Słowa do esperanto zostały wybrane z innych języków, dużo jest słów pochodzących z angielskiego, niemieckiego, francuskiego, włoskiego i nawet polskiego.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Parę przykładów ułatwień: wszystkie czasowniki są regularne i nie odmieniają się przez liczby ani osoby. Wszystkie rzeczowniki są rodzaju męskiego i kończą na -o. Wymowa jest taka sama jak pisownia. Znając wymowę poszczególnych liter alfabetu, można już bez problemu poprawnie czytać. Proste reguły pomagają w nauce do tego stopnia, że podobno już po dwóch latach nauki można osiągnąć poziom płynności językowej. Haha, ja uczę się angielskiego już od ponad 20 lat i dalej mam problemy z płynnością i poprawnością wymowy. Hiszpańskiego nauczyłem się w stopniu przyzwoitym już po trzech latach.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Autorem esperanto był Polak, Ludwik Zamenhof, który stworzył go w 1887 roku. Uważam, że jeśli esperanto stałoby się bardziej znane i promowane, pomogłoby to rozwiązać problemy komunikacyjne współczesnego świata. Ludzie nie byliby wtedy tak bardzo odseparowani barierami językowymi i zaniknęłyby też bariery mentalne. Myślę, że wprowadzenie w szkołach tak łatwego języka, jako języka obcego, zaprocentowałoby bardziej niż nauka angielskiego. W dzisiejszym jednoczącym się świecie wspólny język to bardzo ważna rzecz. Oczywiście esperanto wymyślono nie po to by zastąpić wszystkie inne języki, tylko jako drugi, pomocniczy język.&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/8932575393087861976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/06/esperanto-jezyk-przyszosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/8932575393087861976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/8932575393087861976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/06/esperanto-jezyk-przyszosci.html' title='Esperanto - język przyszłości?'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-2346548550392601774</id><published>2009-06-24T10:23:00.004+01:00</published><updated>2011-01-09T17:04:54.815+00:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wegetarianizm"/><title type='text'>Wegetarianizm</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 12px;&quot;&gt;&lt;small&gt;Data dodania: 2009-06-24 10:23:56&lt;br /&gt;
&lt;/small&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;float: left; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 7px; padding-top: 7px;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;&quot; height=&quot;65&quot; src=&quot;http://camilozeta.com/images/veget.jpg&quot; width=&quot;100&quot; /&gt;&lt;/div&gt;Do niedawna moim ulubionym zarówno warzywem jak i owocem był... kotlet schabowy ;-) Przepadałem za wszelkimi daniami mięsnymi i wydawało mi się, że nie mógłbym bez nich żyć. A dzisiaj? Pyszne do niedawna danie mięsne leżące na talerzu w ogóle nie wzbudza mojego zainteresowania. Jak do tego doszło?&amp;nbsp;Wszystko w życiu zazwyczaj ma jakąś przyczynę. W moim przypadku było podobnie, miałem nadwagę i pojawiły się też pewne problemy zdrowotne. Zdecydowałem się ograniczyć ilość mięsa oraz sposób ich przyrządzania, czyli zamiast smażenia - pieczenie i gotowanie.&lt;br /&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Mięso i pieczywo zacząłem zastępować owocami i warzywami. Na obiad zjadam obfitą porcją sałatki, na którą zazwyczaj składa się mix następujących rzeczy: różne rodzaje sałaty i pomidorów jako baza. Do tego zależnie od ochoty dodaję następujące składniki: oliwki, czerwoną cebulę, kapary, soczewicę, groszki, fasolki, soję, suszone pomidory, paprykę, ogórki, kalafior, brokuły. Oczywiście nie wszystko na raz :-) Zazwyczaj dodaję 3-4 składniki z tej listy warzyw. Często dodaję też tofu, czyli &quot;ser&quot; sojowy, który zastępuje mięso. Jako że same warzywa to trochę za mało, dodaję też różne rodzaje sera, mój ulubiony to halloumi i mozzarella. Staram się nie używać wyłącznie krowich serów, tylko mieszane. Czasem dodaję też kasze takie jak gryczana, pęczak czy kuskus. Wszystko to rozdrobnione i polane oliwą z oliwek i lekko przyprawione. W początkowym okresie dodawałem też ryby, kawałki gotowanego kurczaka lub wieprzowiny, jednak z czasem pozostała tylko ryba. Po około pół roku zrezygnowałem też z ryb, aby przejść na prawdziwy wegetarianizm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na śniadania zjadam naturalny jogurt zmieszany z malinami lub jagodami i słodzony miodem. Drugie śniadanie to zazwyczaj jakieś banany, jabłka, śliwki lub gruszki. Na kolację też owoce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy trudno było odzwyczaić się od mięsa i przestawić na warzywa, owoce, sery i kasze? Najtrudniejszy okres to kilka pierwszych dni. To naprawdę tylko kwestia przyzwyczajenia. Dzisiaj nie wyobrażam sobie powrotu do poprzedniej diety. Moje sałatki są naprawdę pyszne. W moim przypadku zrezygnowałem też z pieczywa, ale nie jest to typowe dla wegetarian. Zauważyłem, że to właśnie pieczywo w połączeniu z innymi rzeczami powoduje u mnie nadwagę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakie są skutki mojej nowej diety? Problemy zdrowotne uległy osłabieniu i zanikają, bóle głowy, które prześladowały mnie 2-3 razy w tygodniu odeszły. Czasem zdarza mi się jeszcze ból głowy, ale nie częściej niż raz na miesiąc lub dwa. Jestem teraz szczupły i łatwiej mi zapanować nad moim ciałem :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uważam też, że gdyby więcej ludzi zrezygnowało z mięsa, to wiele zwierzęcego cierpienia zostałoby zaoszczędzone.</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/2346548550392601774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/06/wegetarianizm.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/2346548550392601774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/2346548550392601774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2009/06/wegetarianizm.html' title='Wegetarianizm'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-5528283521479051210</id><published>2007-11-05T16:13:00.000+00:00</published><updated>2011-01-09T17:02:13.865+00:00</updated><title type='text'>Przerwa w dostawie programu</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;&quot;&gt;&lt;small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;Data dodania: 2007-11-05 16:13:49&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/small&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;No więc chwilowo, jak zresztą widać, niczego nowego tu nie wpisuję. Spowodowane to jest brakiem czasu, bowiem nasze życie zmieniło się dosyć mocno po przyjeździe do Anglii. Takie zawsze są początki. Pamiętam, że na Kanarach też na początku było ciężko i na wszystko brakowało czasu. Dzisiaj napisałem parę słów o naszym przyjeździe do Anglii. Można przeczytać&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;a href=&quot;http://www.camilozeta.com/anglia.php&quot; style=&quot;color: #2c3c3c; font-size: 12px; font-weight: bold; text-decoration: none;&quot;&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-size: 12px;&quot;&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/5528283521479051210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2007/11/przerwa-w-dostawie-programu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/5528283521479051210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/5528283521479051210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2007/11/przerwa-w-dostawie-programu.html' title='Przerwa w dostawie programu'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2652691973635375689.post-8958762571444490373</id><published>2007-06-15T10:27:00.002+01:00</published><updated>2011-02-04T12:30:15.134+00:00</updated><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="anglia"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="uk"/><category scheme="http://www.blogger.com/atom/ns#" term="wielka brytania"/><title type='text'>Witaj Anglio</title><content type='html'>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 12px;&quot;&gt;&lt;small&gt;Data dodania: 2007-06-15 10:27:35&lt;br /&gt;
&lt;/small&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;float: left; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 7px; padding-top: 7px;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;&quot; height=&quot;65&quot; src=&quot;http://camilozeta.com/images/english.gif&quot; width=&quot;100&quot; /&gt;&lt;/div&gt;No wiec stało się, decyzja zapadła! Już od jakiegoś czasu planowaliśmy, że zmienimy kraj, bowiem nie można się zatrzymywać na tak długo w jednym miejscu. Dwa i pół roku na Wyspach Kanaryjskich może trochę znudzić... Wiem, wiem, to grzech, taka pogoda przez cały rok, palmy, ocean... Wierzcie mi, na początku było jak w bajce, ale po latach zaczyna w końcu czegoś brakować, szczególnie jeśli ma się w sobie pasję podróżowania. Być może kiedyś tu jeszcze wrócimy, by wygrzewać w słońcu stare kości, teraz jednak jeszcze za wcześnie na spoczynek, dwa i pół roku &quot;wakacji pod palmami&quot; w zupełności wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz wybór padł na Anglię, bowiem musimy doszlifować swój angielski a do Stanów, czy Australii zdecydowanie za trudno się dostać. Najgorsze, że trzeba się będzie od nowa przyzwyczajać do zimna i do nowych realiów, no ale trudno. Życie to przygoda a nie smutny obowiązek, trzeba zakosztować czego się da i poszerzyć swój światopogląd. Byłem ostatnio przez kilka tygodni w Anglii i pozałatwiałem sprawy, łącznie z wynajęciem domu. Pod koniec czerwca będziemy tam już z Ulą i dzieciakami. Teraz czekamy podekscytowani i niecierpliwi, załatwiamy wszystko, co trzeba pozamykać tutaj, w Hiszpanii. To już tylko dwa tygodnie. Trzymajcie za nas kciuki! :-)</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/feeds/8958762571444490373/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2007/06/witaj-anglio.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/8958762571444490373'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2652691973635375689/posts/default/8958762571444490373'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://brytyjska-przygoda.blogspot.com/2007/06/witaj-anglio.html' title='Witaj Anglio'/><author><name>CamiloZeta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11134576252510568992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgxtful2DniLwLTGCQTuNtAOGMFZfYlPgo4LQT8i8UnlI4qGLpANXu9YU1iEfeLe5epOhtYHvaYobT7OtMYASVzo_xSex1B-cePMhrj5RCglsbfH3f77s7gmbZeTEb3jg/s220/laspalmas2016_fala_small.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>