<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-1342057153043960784</atom:id><lastBuildDate>Wed, 06 Nov 2024 02:50:56 +0000</lastBuildDate><title>Maratoński</title><description></description><link>http://maratonski.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Albert)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>4</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1342057153043960784.post-1488964973196007978</guid><pubDate>Sun, 13 May 2018 16:33:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-04-11T09:31:32.837+02:00</atom:updated><title>1:0 dla Małysza, czyli wspomnienia z Wings for Life 2018</title><description>&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj7x1qnuwaN_fH9zCfF7UcxdtYXeYWzH14RbmL8s4UV6TCq-nrY4RodiYxFZc3CRN3OxDe27f8KKrkB5pUgToDSVelq9w7rrdB0bZnRu3iBm6S3vII6T75Tg9EtRfcDU22B4V3aMkBb3AA/s1600/2018-05-06-wfl.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;600&quot; data-original-width=&quot;800&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj7x1qnuwaN_fH9zCfF7UcxdtYXeYWzH14RbmL8s4UV6TCq-nrY4RodiYxFZc3CRN3OxDe27f8KKrkB5pUgToDSVelq9w7rrdB0bZnRu3iBm6S3vII6T75Tg9EtRfcDU22B4V3aMkBb3AA/s1600/2018-05-06-wfl.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;O starcie w &lt;i&gt;Wings for Life&lt;/i&gt; zacząłem myśleć już w
maju 2017 roku, oglądając relację z ubiegłorocznej edycji tego biegu, kiedy to
w Mediolanie szalał &lt;a href=&quot;http://warszawskibiegacz.pl/&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Warszawski Biegacz&lt;/a&gt;, czyli Bartosz Olszewski. Dosyć długo
się zastanawiałem, czy wystartować w &lt;i&gt;Wingsie&lt;/i&gt;, czy może jednak jakiś maraton.
Ostatecznie postanowiłem spróbować swoich sił w tym nietypowym biegu. Decyzja
ta była strzałem w dziesiątkę. Atmosfera i sama formuła zawodów przypadła mi do
gustu i już rezerwuję sobie weekend na przyszłoroczną edycję &lt;i&gt;Wings for Life&lt;/i&gt;.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Na wstępie może kilka słów o samym biegu. Nie każdy musiał o
nim słyszeć. &lt;i style=&quot;mso-bidi-font-style: normal;&quot;&gt;Wings for Life&lt;/i&gt; to bieg,
w którym, jak głosi motto zawodów, &lt;i style=&quot;mso-bidi-font-style: normal;&quot;&gt;Biegniemy
dla tych, którzy nie mogą.&lt;/i&gt; Jest to bieg charytatywny, w którym wpisowe jest
przekazywane na badania nad leczeniem urazów rdzenia kręgowego. W biegu tym, a
ściślej mówiąc zawodach, biegacze i osoby poruszające się na wózkach
inwalidzkich starują na równych zasadach. Start odbywa się w kilkunastu
lokalizacjach na całym świecie o tym samym czasie. Wyścig jest nietypowy,
ponieważ trasa biegu nie ma z góry określonego dystansu i linii mety! A co
więcej, zwycięzcą jest zawodnik, który na mecie będzie jako ostatni. Już
wyjaśniam. Więc jak już zaznaczyłem, start odbywa się w wielu miejscach na
świecie o tym samym czasie. W Polsce start jest w Poznaniu o godzinie 13:00. Pół
godziny po starcie biegu z linii startu wyrusza samochód pościgowy. W Poznaniu
samochód prowadzony jest przez Adama Małysza! Samochód na początku porusza się
z szybkością 15 km/h (tempo 4:00/km). Co godzinę samochód przyspiesza, kolejno
do: 16 km/h, 17 km/h, 20 km/h i w końcu do 35 km/h, utrzymując tą prędkość do
momentu dogonienia ostatniego uczestnika zawodów. Ten ostatni zawodnik jest
zwycięzcą biegu. W tym roku (a także w ubiegłym) był nim wózkarz Aron Anderson,
który pokonał dystans 89.85 km.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b style=&quot;mso-bidi-font-weight: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
Sobota&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Po tym krótkim wprowadzeniu, wróćmy do mojego startu w tych
zawodach. Decydując się na bieg w &lt;i style=&quot;mso-bidi-font-style: normal;&quot;&gt;Wings
for Life&lt;/i&gt; miałem spore oczekiwania co do dystansu, który zdołam przebiec.
Jako cel minimum stawiałem sobie maraton, który trzeba przebiec w czasie
poniżej 3 godz. i 8 min., żeby nie być dogonionym przez samochód pościgowy. Na
maratonie w Eindhoven pobiegłem poniżej tego czasu, dużo trenowałem od początku
roku i wierzyłem, że mogę to zrobić. Dystans 48 km był dla mnie celem
marzeniem. Żeby tego dokonać trzeba biec przez trzy i pół godziny w tempie
4:22/km. Postanowiłem spróbować i wystartować właśnie z taką szybkością.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Do Poznania, razem z Sanją, dotarliśmy w sobotę po południu.
Start był w niedzielę. Po przyjeździe i zameldowaniu się w hotelu, udaliśmy się
odebrać pakiety startowe na Międzynarodowe Targi Poznańskie, gdzie odbywała się
cała impreza. Organizatorzy i sponsorzy spisali się na medal i każdy z biegaczy
otrzymał bardzo fajną okazjonalną koszulkę techniczną wykonaną przez firmę &lt;i&gt;4F&lt;/i&gt;. Do tego batoniki, magazyn itp.
Wiecie mniej więcej co zazwyczaj można znaleźć w pakiecie startowym poza
numerem. Na pochwałę zasługuje również organizacja wydawania pakietów
startowych i przyjmowania bagaży do depozytu. Wszystko sprawnie i szybko, bez
przesadnych kolejek. Jedyne do czego można by się przyczepić to ilość toalet,
do których w dniu startu tworzyły się kolejki. Ale tych biegaczom zawsze mało 😉&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgNCr5T-eRvjOn_PvJRbpma1K8RMDPOa1vcat2A5pwVXCzhTxRu2ShUVEqC6nydcOD-itjFKqBCBpibuxwct_8rE-lbKfX_jVl36uCshFpXuJ19Kl9JZpDSLW2G8DJBym8zGFit3vy_gY4/s1600/2018-05-06-skarzynski-jozwik.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;399&quot; data-original-width=&quot;800&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgNCr5T-eRvjOn_PvJRbpma1K8RMDPOa1vcat2A5pwVXCzhTxRu2ShUVEqC6nydcOD-itjFKqBCBpibuxwct_8rE-lbKfX_jVl36uCshFpXuJ19Kl9JZpDSLW2G8DJBym8zGFit3vy_gY4/s1600/2018-05-06-skarzynski-jozwik.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Same gwiazdy: Jerzy Skarżyński, Joanna Jóźwik i dwa razy ja 😄&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
W miasteczku można było spotkać osobowości rozpoznawane
przez wielu biegaczy. Swoje stoisko miał Jerzy Skarżyński, z którym miałem
przyjemność chwilę porozmawiać. Bardzo sympatyczny człowiek. Przy okazji
nabyłem kolejną książkę do mojej biegowej biblioteczki, &lt;i&gt;Trening biegowy metodą Skarżyńskiego&lt;/i&gt;. Spotkać można było również
Joannę Jóźwik, biegaczkę średniodystansową, halową rekordzistkę Polski w biegu
na 800 metrów. Kto biegł &lt;i&gt;Wingsa&lt;/i&gt; może
powiedzieć, że ścigał się z samą Jóźwik 😉, która jest ambasadorką biegu i
startowała w zawodach.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Po odebraniu pakietów startowych i wykonaniu pamiątkowych
zdjęć, udaliśmy się na kolację a następnie wypoczywać do hotelu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;b style=&quot;mso-bidi-font-weight: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
Niedziela&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
W dniu startu obudziłem się około 8:00. Czułem się wyspany i
gotowy na rywalizację. Trochę się denerwowałem i stres narastał wraz ze
zbliżaniem się godziny startu. Po przebudzeniu zjadłem owsiankę z bananem i
wypiłem podwójne espresso. Udałem się na krótki spacer kupić batony, które
zamierzałem zjeść po biegu. Było wciąż chłodno, ale słonecznie. Można było się spodziewać,
że później zrobi się gorąco. Na dodatek wiał dosyć silny wiatr. No cóż, nie
zapowiadało się najkorzystniej, jeżeli chodzi o pogodę. Wróciłem do hotelu. Nie
bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić. Około 10:30 zjadłem drugie śniadanie –
naleśniki z masłem orzechowym i kremem czekoladowym. Był to ostatni posiłek
przed startem. Krótko po 11:00 udaliśmy się do miasteczka zawodów, gdzie
spotkaliśmy się z naszymi kibicami 😃 Moi rodzice i młodszy brat przyjechali
nas dopingować i oczekiwać na nas na… chciałoby się powiedzieć na mecie, ale
właściwie to na starcie. Spakowaliśmy niepotrzebne rzeczy do toreb i oddaliśmy
je w depozyt. Zaczęło się wielkie oczekiwanie. W końcu postanowiłem się
rozgrzać. I tu zaczęły się problemy. Chciałem zabrać ze sobą osiem żeli
energetycznych. Trzy w kieszonce od spodenek, cztery w nerce i jeden w ręce.
Pech chciał, że w czasie rozgrzewki pękł mi pasek od nerki. Szybka zmiana
planów i postanowiłem wystartować mając z sobą sześć żeli: trzy w kieszeni i
trzy w rękach.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
O 12:30 udałem się na linię startu. Słońce grzało i było
gorąco. Byłem przydzielony do drugiej strefy startowej. Strefy były dosyć
długie. Szacując swoje możliwości i nie chcąc przeszkadzać potencjalnie
szybszym biegaczom ustawiłem się jakieś 5-10 metrów za linią wyznaczającą
początek strefy. Okazało się, większość nie podąża tym samym tokiem
rozumowania. Nie rozumiem, dlaczego ludzie, którzy planują biec wolniej niż
5:00/km pchają się do przodu stref startowych. No ale nie muszę rozumieć
wszystkiego…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Po wspólnej rozgrzewce, kilku meksykańskich falach w boksach
startowych, trochę niespodziewanie, ale punkt o 13:00 nastąpił start!
Biegniemy! Tzn. próbuję biec. Na początku przeskakuję z nogi na nogę. Jest
bardzo ciasno i pierwszy kilometr pokonuję w 5:14. Prawie minutę wolniej niż
zakładałem. Po kilometrze zaczyna się walka o pozycję i trochę przepychania.
Zaczynam slalom i kolejne dwa kilometry pokonuję w czasie poniżej 4:10. Po
trzech kilometrach mój bieg stabilizuje się i poruszam się z prędkości około
4:25/km. Wciąż jest dosyć ciasno, ale już można swobodnie wyprzedzać. Biegniemy
ulicami Poznania. Na chodnikach i poboczach Poznaniacy dopingują nas swoimi
okrzykami. Co jakiś czas zbijam piątki z młodszymi kibicami. Biegnie mi się
dosyć lekko, chociaż jednocześnie wiem, że utrzymać tempo lepsze niż 4:25/km
będzie ciężko. Co za tym idzie – cel marzenie (48 km) pozostanie marzeniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Gdzieś pomiędzy piątym a szóstym kilometrem znajduje się
pierwsze stoisko z wodą. Złapałem kubek i pobiegłem dalej. Kilka minut później,
po pół godziny biegu, z linii startu wystartował Adam Małysz, a ja otworzyłem
pierwszy żel. Ciężko mi się go jadło, ale przełknąłem i pobiegłem dalej.
Wybiegliśmy z Poznania. Kolejne stanowisko z wodą pojawiło się dla mnie trochę
niespodziewanie i nie zdążyłem złapać kubeczka. Trudno, musiałem sobie radzić
bez. Po opuszczeniu Poznania, trasa biegu prawie cały czas wiodła delikatnie
pod górę. Było trochę biegania w dół, ale podbiegi zdecydowanie dominowały.
Wciąż utrzymywałem tempo w okolicach 4:25/km. Po godzinie od startu, otwierając
kolejny żel, miałem za sobą jakieś 13.5 km. Na szesnastym kilometrze musiałem
zrobić przerwę na toaletę i niestety straciłem około 30 s. Szybko wybiegłem z
toi-toia i kontynuowałem ucieczkę przed Małyszem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Nie pamiętam już dokładnie, ale w okolicach 20 km, może
trochę przed a może po, biegliśmy w pełnym słońcu, pod górkę i pod wiatr.
Wydaje mi się, że ten odcinek trasy mnie dobił. Zacząłem słabnąć. Udało mi się
utrzymywać tempo do półmaratonu, potem systematycznie zacząłem zwalniać.
Zjadłem już trzy żele i o kolejnym nie chciałem nawet myśleć. Byłem odwodniony.
Zegarek pokazywał prawie 27 km. Na dodatek dopadła mnie kolka. Przeszedłem do
marszu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz to zrobiłem, chyba w czasie mojego
pierwszego maraton. Byłem tak wycieńczony, że nie byłem stanie zmusić się do
biegu. Przemaszerowałem może 300-400 metrów. Minimalnie odpocząłem i złapałem
oddech. Byłem w takim stanie, że każdy wynik powyżej 32 km zacząłem uważać za
sukces.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgIVUBLyIDove4mLBWe3-6rqZWV7yAEWuLmHIH8OnwlrhaRZNbcLbcxNpAd5i0HvZ09Jk5KAl6LplEGciW9H6JSWrzhzDysVvmveBe-VH31gsEvsHrtIxOnHy82ZDBFcy8zsvDyBXBlI4U/s1600/2018-05-06-laps.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;223&quot; data-original-width=&quot;800&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgIVUBLyIDove4mLBWe3-6rqZWV7yAEWuLmHIH8OnwlrhaRZNbcLbcxNpAd5i0HvZ09Jk5KAl6LplEGciW9H6JSWrzhzDysVvmveBe-VH31gsEvsHrtIxOnHy82ZDBFcy8zsvDyBXBlI4U/s1600/2018-05-06-laps.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Czasy pokonywania kolejnych kilometrów.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Na kolejnych stanowiskach z wodą maszerowałem i piłem po
kilka kubków wody. Zjadłem też banana. Miałem jeszcze trzy żele, ale nie
chciałem o nich słyszeć. Przed ukończeniem 31 km, po raz kolejny, przeszedłem
na chwilę do marszu. Poznałem wtedy Jarka, którego pozdrawiam. Razem
przebiegliśmy może kilometr, może więcej, umilając sobie czas rozmową.
Zdecydowałem, że jeszcze trochę przyspieszę. Małysza nie było jeszcze widać,
ale już czułem jego oddech na plecach. Z jednej strony było mi trochę żal, że
tan bieg już się dla mnie kończy i że nie pokonałem chociaż 42 km. Z drugiej,
cieszyłem się, że to już koniec. Biegłem dalej. Gdzieś po 35 km biegacze z tyłu
zaczęli sygnalizować, że zbliża się samochód pościgowy. Starałem się
przyspieszyć. Przekroczyłem 36 km. Samochód był już naprawdę blisko. Zacisnąłem
zęby i biegłem najszybciej jak mogłem w tym momencie. Po 36.4 km wiedziałem, że
to koniec. Zwolniłem, uniosłem ręce w górę i odwróciłem się w stronę kolumny
pościgowej. Z pozostałymi biegaczami machając pozdrawialiśmy Adama Małysza i
całą załogę, która nas ścigała.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgXmBPF9Y_IyOShzNQrpjvznjGGKfDkrh6zeeVE0vw8ptYDRMjg-dMbRVIbUTTfIuyGRYTmj9oqer-l32zzjn2My9cfxyhPyNMcpGmwqWulrild03mgHACNouVUa4bEFPwo_2z3cxMPDyA/s1600/2018-05-06-wfl-mapa.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;283&quot; data-original-width=&quot;580&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgXmBPF9Y_IyOShzNQrpjvznjGGKfDkrh6zeeVE0vw8ptYDRMjg-dMbRVIbUTTfIuyGRYTmj9oqer-l32zzjn2My9cfxyhPyNMcpGmwqWulrild03mgHACNouVUa4bEFPwo_2z3cxMPDyA/s1600/2018-05-06-wfl-mapa.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Trasa biegu.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;h2&gt;
&lt;/h2&gt;
&lt;h2&gt;
Powrót&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Najbliższy autobus powrotny był kilometr od miejsca, w
którym zostałem złapany. Spragniony, z suchymi ustami i w towarzystwie innych
biegaczy udałem się do autobusy. Autokar był już zapełniony. Złapałem wodę i usiadłem
na podłodze. Po chwili ruszyliśmy w podróż powrotną. Nie było źle, ale miewałem
przyjemniejsze podróże. Było gorąco i duszno, a autobus był pełen przepoconych
biegaczy, w większości facetów. Sorry, ale po prostu wszyscy śmierdzieliśmy.
Chociaż wtedy niespecjalnie mi to przeszkadzało. Zanim dotarliśmy na miejsce
startu, wypiłem półtora litra wody. Miałem moment, że czułem się bardzo źle,
ale jakoś przetrwałem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhtbchaVAkK2S-0NPolcdRwfjKoU_UapLyQQ4P0uivjlKDugFO-7JFPfrXWcBlQjr_fGVZbkoKSPdO9afEHBOjDEqfIEdkl_hVUOblvGJuupCz7_yBL2nKTfIuONiyJ4BZfDy_pSTIfXk8/s1600/2018-05-06-po-wfl.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;599&quot; data-original-width=&quot;800&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhtbchaVAkK2S-0NPolcdRwfjKoU_UapLyQQ4P0uivjlKDugFO-7JFPfrXWcBlQjr_fGVZbkoKSPdO9afEHBOjDEqfIEdkl_hVUOblvGJuupCz7_yBL2nKTfIuONiyJ4BZfDy_pSTIfXk8/s1600/2018-05-06-po-wfl.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Dojechaliśmy. Wysiadając zabrałem jeszcze jedną butelkę z
wodą. Wychodzę z autobusu a ludzie zaczynają biec na start! Nie miałem ochoty
tego robić, ale jak wszyscy to wszyscy. Pobiegłem na linię startu i otrzymałem
pamiątkowy medal. Zacząłem szukać rodziny. Gdzieś w tłumie usłyszałem wołanie
brata, który doprowadził mnie do wszystkich. Usiadłem na ziemi, nawet się
położyłem. Ściągnąłem buty i… nie będę opisywał tego co ujrzałem. Jeden z
małych palców nie wyglądał dobrze (już mu lepiej &lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;segoe ui emoji&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;😉&lt;/span&gt;). Nie zostaliśmy na imprezie do końca. Byłem
zmęczony i głodny. Było już po 17:00, a ja ostatni raz jadłem przed 11:00.
Pożegnaliśmy się, rodzice i brat udali się na pociąg powrotny do domu, a ja z
Sanją do hotelu. Odświeżyliśmy się a następnie poszliśmy na dużą kolację. I
piwo! 😁&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2&gt;
Podsumowanie&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
Miałem mieszane uczucia. Nie zrealizowałem nawet planu
minimum. Skończyłem bieg z wynikiem 36.42 km, co zajęło mi około 2 godz. 49 min.
Na drodze do realizacji celu na pewno stanęła pogoda. Było gorąco i wiał silny
wiatr. Na trasie biegu musiałem zatrzymać się do toalety. Kolka zmusiła mnie do
przejścia do marszu. Zadania nie ułatwiał mi Adam Małysz, który nie zwalniał
ani na moment 😉 Patrząc na to z drugiej strony, mimo ciężkich warunków i
problemów w czasie biegu, udało mi się pokonać ponad 36 km. Miałem moment, że
obawiałem się, że skończę poniżej 32 km. Nie mogę nazwać tego biegu sukcesem,
ale nie nazwę go też porażką. Był to mój debiut w &lt;i style=&quot;mso-bidi-font-style: normal;&quot;&gt;Wings for Life&lt;/i&gt; a sam bieg kolejną lekcją, z której trzeba wyciągnąć
wnioski na przyszłość. W tym roku jest 1:0 dla Małysza, ale wrócę za rok, żeby
się zrewanżować!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg5Omj7ENJcn2hAPx3aYOnD1H-vrPf0ZVOJqFf7p89sftdnaR5GXt0P8IJnB94VmUamx5jdoJ6XFc-UvhNM05nEE29tYrb1DltayvOk8wOIvPyClye25Z5e_hkvoU_0Yyf1vlu1tEl72TM/s1600/2018-05-06-certificate.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;800&quot; data-original-width=&quot;565&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg5Omj7ENJcn2hAPx3aYOnD1H-vrPf0ZVOJqFf7p89sftdnaR5GXt0P8IJnB94VmUamx5jdoJ6XFc-UvhNM05nEE29tYrb1DltayvOk8wOIvPyClye25Z5e_hkvoU_0Yyf1vlu1tEl72TM/s1600/2018-05-06-certificate.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://maratonski.blogspot.com/2018/05/wfl2018.html</link><author>noreply@blogger.com (Albert)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj7x1qnuwaN_fH9zCfF7UcxdtYXeYWzH14RbmL8s4UV6TCq-nrY4RodiYxFZc3CRN3OxDe27f8KKrkB5pUgToDSVelq9w7rrdB0bZnRu3iBm6S3vII6T75Tg9EtRfcDU22B4V3aMkBb3AA/s72-c/2018-05-06-wfl.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1342057153043960784.post-8346656916508971200</guid><pubDate>Wed, 11 Oct 2017 17:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-04-11T09:31:46.610+02:00</atom:updated><title>Połowa połowie nierówna - Marathon Eindhoven 2017 </title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Nie ma co ukrywać, jechałem do Eindhoven (Holandia) marząc o pokonaniu dystansu 42 195 m w czasie poniżej trzech godzin. Na trasie biegu dużo się działo. Zarówno na pełnym kibiców i atrakcji poboczu, jak i w mojej głowie. Zapraszam na relację z mojego biegu w&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;34. Marathon Eindhoven 2017&lt;/i&gt;, który odbył się 8. października&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Do Eindhoven udałem się w sobotę po obiedzie. Nie chciałem podróżować w dniu maratonu przed startem, wymagałoby to wczesnej pobudki, ani tym bardziej po biegu, będąc zmęczonym. Dlatego zarezerwowałem hotel na dwie noce. Dodatkowo w sobotę po południu i wieczorem miałem czas na odebranie numeru startowego i zrobienie rozeznania po okolicy. Takie zagranie okazało się bardzo przydatne! Trasa maratonu przebiegała koło hotelu, w którym się zatrzymałem, przez co w niedzielę nie kursowała tamtędy komunikacja miejska. Przez chwilę wydawało się, że dotarcie na start będzie skomplikowane, ale ostatecznie taxi rozwiązało problem.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
W sobotę poszliśmy spać po 21:00. Denerwowałem się, ale mimo wszystko spałem lepiej niż się spodziewałem. Budzik zadzwonił o 6:40, jednak ja już wcześniej nie spałem i tylko leżałem w łóżku czekając. Gdy usłyszałem alarm, wyskoczyłem spod pierzyny i udałem się do toalety. Ogarnąłem się a następnie ubrany w strój startowy przygotowałem kawę i zjadłem śniadanie: czekoladowe płatki ryżowe z mlekiem migdałowym plus dwa naleśniki z dżemem. O 8:00 podjechała taksówka i zabrała nas, mnie i Sanję, do centrum Eindhoven. Do startu było ponad półtorej godziny, także był czas na spacer, zdjęcia, zrzucenie dresu, oddanie torby do przechowalni i spokojną rozgrzewkę. Przebiegłem około 800 metrów, porozciągałem się, cały czas będąc w kurtce. Było dosyć chłodno. Dochodziła 9:50, ostatnia toaleta, poprawienie sznurówek i udałem się do swojej strefy startowej. Startowałem z boksu B, bo zadeklarowałem, że chcę biec na trzy godziny. Na starcie było tłoczno, zrzuciłem kurtkę i oddałem ją Sanji. Z głośników rozbrzmiał remiks &lt;i&gt;The eye of the tiger&lt;/i&gt;. Było głośno i atmosfera sprawiała, że adrenalina zaczęła narastać. Dochodziła 10:00 i nagle... BUUMMM!!! Wystartowaliśmy!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj41_B3fJLuPStkWshR6jSYIX38beMxG3mnjtbFVDZYjQj3XoVYp_RrEUCVE0VgpGROA8mt8i9ocBcag6_ElF-ja_0zN5dtBCGc9hrGJ9Pu2_71CKC_t1Y2QR1Or9Ws_rRalQF4CQXVUN8/s1600/2017-Eindhoven-01.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;899&quot; data-original-width=&quot;600&quot; height=&quot;640&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj41_B3fJLuPStkWshR6jSYIX38beMxG3mnjtbFVDZYjQj3XoVYp_RrEUCVE0VgpGROA8mt8i9ocBcag6_ElF-ja_0zN5dtBCGc9hrGJ9Pu2_71CKC_t1Y2QR1Or9Ws_rRalQF4CQXVUN8/s640/2017-Eindhoven-01.jpg&quot; width=&quot;425&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Temperatura przed startem nie rozpieszczała.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Linię startu przekroczyłem po około 15-stu sekundach od wystrzału. Obserwowałem zająca na trzy godziny, który się ode mnie oddalał. Zwątpiłem i myślałem, że straciłem poczucie tempa albo kondycję, ale zegarek pokazywał, że biegnę szybciej niż zakładałem. Moje tempo wynosiło około 4:12/km, chciałem biec 4:18/km, a żeby pokonać maraton w trzy godziny trzeba biec ze średnią 4:16/km. Stwierdziłem, że biegnę swoje i nie zważam na pacemakera. Byłem bardzo podekscytowany i zadowolony. Biegłem w zakładanym tempie, nawet trochę szybciej, a mój oddech nie był głęboki. Pierwsze 5 km pokonałem w 21:02 - szybko!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed maratonem obawiałem się, że będzie mi zimno. Na szczęście nie było, a temperatura w okolicach 13-stu stopni Celcjusza bardzo mi odpowiadała. Po mniej więcej 30-stu minutach od startu otworzyłem pierwszy żel. Używałem żeli typu &lt;i&gt;hydro&lt;/i&gt;, tubki są większe a żel jest w zasadzie słodkim sokiem i łatwiej się to spożywa (przynajmniej mnie). Dwa opakowania miałem w rękach i dwa w kieszonce od spodenek. Sączyłem ten żel przez jakieś dwa kilometry, łyczek po łyczku. Gdy zbliżałem się do dychy, wyrzuciłem opakowanie i wypatrywałem punktu z wodą. Kolejne 5 km zrobiłem w 21:37. Wolniej niż pierwsze, ale zgodnie z planem. Złapałem kubek z wodą i gnałem przed siebie. Nadal nie odczuwałem zmęczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;h3&gt;
Zobacz &lt;a href=&quot;https://maratonski.blogspot.com/2017/09/wybieram-tempo-startowe-na-maraton.html&quot;&gt;jak wybrałem tempo startowe na maraton&lt;/a&gt;.&lt;/h3&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa maratonu była ciekawa dla biegaczy. Cały czas się coś działo. Może znalazłbym kilka dwukilometrowych odcinków, gdzie byliśmy pozostawieni sami sobie. Reszta trasy była okupowana przez kibiców, DJ-ów i zespoły muzyczne. Wszyscy zagrzewali nas do walki o jak najlepszy wynik. Co chwilę słyszałem jak ktoś krzyczy: &lt;i&gt;Albert!! Go!! Go!!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;W tej miłej atmosferze pokonywałem kolejne kilometry. Następne 5 km w 21:29, potem w 21:11 i już zbliżałem się do połowy. Gdzieś po drodze wciągnąłem kolejny żel. Wreszcie miałem wolne ręce. Ku swojemu własnemu zdziwieniu, nadal czułem się dosyć dobrze. Przede mną biegło dwóch biegaczy z jednego klubu. Trzymali tempo, które mi odpowiadało. Usiadłem im na ogonie, czasami wyskakiwałem przed nich. Mniej więcej w połowie dystansu, na poboczu czekała Sanja z aparatem w dłoni. Cyknęła mi zdjęcie, a ja miałem dosyć energii, żeby krzyknąć do niej, żeby wysłała zdjęcie do moich rodziców i rodzeństwa! Połowę dystansu osiągnąłem po 1:30:08, a kolejne 5 km (dla jasności 20 - 25-ty km) minęły w czasie 21:40. Jak dotąd wszystko szło gładko, aż tu nagle zacząłem głębiej oddychać i zaczęły się schody...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8Vta6SrOmk7ciLtTGhKCrD0nMWJX0R9X0HW5iblyGFcCIl0GKccdkacM7jfgNEwuAEsJKexPC0nHMjAbjETa0xJNvseG08_8CY0JBfbssxsAsSPWfp2YHVFu96NEwGa5ZVOnQ8xfzCuM/s1600/2017-Eindhoven-02.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;599&quot; data-original-width=&quot;800&quot; height=&quot;476&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8Vta6SrOmk7ciLtTGhKCrD0nMWJX0R9X0HW5iblyGFcCIl0GKccdkacM7jfgNEwuAEsJKexPC0nHMjAbjETa0xJNvseG08_8CY0JBfbssxsAsSPWfp2YHVFu96NEwGa5ZVOnQ8xfzCuM/s640/2017-Eindhoven-02.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Zbliżam się do połowy dystansu maratonu - wciąż rześki.&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zaczęło się robić naprawdę ciężko. Miałem problemy, żeby dotrzymać tempa dwójce biegaczy przede mną. Około 29-go km pochłonąłem następny żel. Kolejne 5 km to czas 22:32 i walka o każdą sekundę. Dotarło do mnie, że wymarzone trzy godziny zaczynają mi uciekać. Próbowałem przyspieszać, ale nie dawałem rady. Zacząłem oszukiwać swój mózg i powtarzać sobie w myślach: &lt;i&gt;Jeszcze tylko do 32-go km&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Teraz tylko do 35-go&lt;/i&gt;&amp;nbsp;itd. Tym razem 5 km pokonuję w 23:11. Nie mogę doczekać się końca! Zbliżam się do 37-go km. Wyciągam żel - cola z kofeiną, mój ulubiony. Wciągam odżywkę i biegnę dalej. Myślę sobie, że już gorzej być nie może i...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiAy00lQVOIScyySQ_Q0yuPkh-Lg98d1kM5b1yolsdepiZrFX28_mtmEuPLUpC8RWJIo5An8BAfdLBjwcyygPjI55ScokawTVjfmv9m8Rd8CcIsL1numwXSSnV2W2EQpXQAQ-S8XPX8r-w/s1600/2017-Eindhoven-+Marathon-Photos_com.jpeg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;600&quot; data-original-width=&quot;900&quot; height=&quot;426&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiAy00lQVOIScyySQ_Q0yuPkh-Lg98d1kM5b1yolsdepiZrFX28_mtmEuPLUpC8RWJIo5An8BAfdLBjwcyygPjI55ScokawTVjfmv9m8Rd8CcIsL1numwXSSnV2W2EQpXQAQ-S8XPX8r-w/s640/2017-Eindhoven-+Marathon-Photos_com.jpeg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Druga połowa do łatwych nie należała... (fot. © Marathon-Photos.com)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Cztery kilometry do końca, a ja czuję jakby moje nogi zaczęły się zmieniać w watę. Nie wiem, czy kofeina zaczęła tak na mnie działać, czy był to przedsmak ściany. Wystraszyłem się trochę, że zaraz będę leżał w rowie, ale zacisnąłem zęby i pobiegłem dalej. Przeszło tak samo szybko jak przyszło. Dobiłem do 40-go km, 5 km w 23:49. Wbiegliśmy do centrum. Brzegi trasy były wypełnione kibicami. Wbiegam w uliczkę w barami. Ludzie siedzą w ogródkach z piwem i kibicują. Do moich uszu dobiega ryk setek gardeł. Adrenalina ponownie uderza do głowy. Przyspieszam i nawet się uśmiecham. Ostatni kilometr ciągnie się dłużej niż pierwsze 10 km. W końcu jest! Widzę ją! Meta! Podnoszę ręce w górę i przekraczam linię, której wypatrywałem przez ostatnie 14 km. Nogi mi się uginają, ale idę powoli przed siebie. Dobiegłem, zrobiłem to w 3:06:32.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjS33pvsB9ZLQdyCOS26vl9VyXI6lle5rYdrq8qLrd4SOvnYTKnY0pSjmPR1aP0qr_zqh7Iqw4muSwRpcNSERpjwwrOEKhGmbE72zK_huEVUywfrBMSQKg767FsUXFdtJs5mUmm5sUA20A/s1600/2017-Eindhoven_2-Marathon-Photos_com.jpeg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;900&quot; data-original-width=&quot;600&quot; height=&quot;640&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjS33pvsB9ZLQdyCOS26vl9VyXI6lle5rYdrq8qLrd4SOvnYTKnY0pSjmPR1aP0qr_zqh7Iqw4muSwRpcNSERpjwwrOEKhGmbE72zK_huEVUywfrBMSQKg767FsUXFdtJs5mUmm5sUA20A/s640/2017-Eindhoven_2-Marathon-Photos_com.jpeg&quot; width=&quot;426&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Wreszcie meta! (fot. © Marathon-Photos.com)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Słyszę, że z boku woła mnie Sanja. Podchodzę do nie powoli, przytulić i porozmawiać przez otwór w płocie, który odgradzał kibiców od zawodników. Nie wiem czemu, ale chce mi się płakać, tak bez powodu, ledwo się powstrzymuję. Gdy rozmawiam z Sanją podchodzi do mnie reporterka i pyta czy udzielę krótkiego wywiadu do lokalnej telewizji. Zgadzam się, po kilku pytaniach typu skąd jestem, co robię, pada pytanie &lt;i&gt;Jak to jest przebiec maraton?&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Jedyne co miałem w głowie w tej chwili to była odpowiedź: &lt;i&gt;To boli!&lt;/i&gt; I tak oto pewnie zraziłem część widzów owej telewizji do uprawiania tego sportu 😉&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Poszedłem dalej. Po drodze rozmawiając z innymi biegaczami. Wręczono mi medal. Zacząłem marznąć i odczuwać coraz większy ból w nogach. Udałem się do szatni i szybko przebrałem w dres. Z jednej strony czułem niedosyt. Trzy godziny mi uciekły, będę musiał poczekać. Z drugiej cieszyłem się, bo jakby nie było poprawiłem swój rekord życiowy o 37 min i 59 s! Nie byłem zawiedziony, bo przed biegiem miałem świadomość, że o czas poniżej trzech godzin będzie ciężko. Motywowałem się i powtarzałem, że zrobię TO, ale byłem przygotowany na ewentualną porażkę. Maraton w Eindhoven był dla mnie kolejną lekcją. Muszę popracować nad wytrzymałością. Jest dużo lepiej niż było na początku tego roku, ale mam też sporo do poprawienia. Już myślę o programie treningowym na zimę i początek wiosny. Najpierw jednak muszę porządnie odpocząć i zregenerować siły. Cel złamaniach trzech godzin w maratonie pozostaje dla mnie cały czas aktualny i zamierzam podjąć kolejną próbę wiosną 2018.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg5ZifdVujDWPZLgrEqmHiv6lTuGXycgVeNz4bRo29uAn7eGA9-UdTGUb65olr7dJ9_N4Cno7ZAKwOmw2tLstqp7aBASXkf41BpfNOOsef1onEJSkI3JVGFN5M8CYM433OV2VHILOHlkDQ/s1600/2017-Eindhoven-03.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;898&quot; data-original-width=&quot;900&quot; height=&quot;398&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg5ZifdVujDWPZLgrEqmHiv6lTuGXycgVeNz4bRo29uAn7eGA9-UdTGUb65olr7dJ9_N4Cno7ZAKwOmw2tLstqp7aBASXkf41BpfNOOsef1onEJSkI3JVGFN5M8CYM433OV2VHILOHlkDQ/s400/2017-Eindhoven-03.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Selfie z medalem musi być 😉&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://maratonski.blogspot.com/2017/10/polowa-polowie-nierowna-eindhoven.html</link><author>noreply@blogger.com (Albert)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj41_B3fJLuPStkWshR6jSYIX38beMxG3mnjtbFVDZYjQj3XoVYp_RrEUCVE0VgpGROA8mt8i9ocBcag6_ElF-ja_0zN5dtBCGc9hrGJ9Pu2_71CKC_t1Y2QR1Or9Ws_rRalQF4CQXVUN8/s72-c/2017-Eindhoven-01.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>14</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1342057153043960784.post-8006081893172931708</guid><pubDate>Thu, 31 Aug 2017 18:52:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-04-11T09:31:56.932+02:00</atom:updated><title>Półmaraton, półtorej godziny i ja</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;W niedzielę, 27. sierpnia, pojechałem do Heist-op-den-Berg (Belgia) zrealizować swój cel: przebiec półmaraton w czasie poniżej półtorej godziny. Mimo bólu na końcu biegu, dobrze się bawiłem. Wróciłem usatysfakcjonowany i z apetytem na więcej.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Od dawna planowałem start w półmaratonie w ostatni weekend sierpnia. Cały ostatni miesiąc poświęciłem na przygotowanie z myślą o tym starcie. Chciałem wystartować w&amp;nbsp;&lt;i&gt;28. Hambacher Volks- und Straßenlauf &lt;/i&gt;w&amp;nbsp;Niederzier w Niemczech, który miał się odbyć w sobotę, 26. sierpnia. No właśnie, miał się odbyć, ale się nie odbył. Dzień przed startem, w piątek rano, znalazłem na swojej skrzynce mailowej wiadomość, że wydarzenie zostaje anulowane. Dlaczego? Ze względów bezpieczeństwa. Przez protesty grupy ekologów przeciwko kopalni odkrywkowej. Nie ukrywam, trochę się zdenerwowałem i czułem zawiedziony. Ciężko trenowałem, z myślą, że właśnie w tę sobotę pobiegnę półmaraton poniżej półtorej godziny. Dodatkowo testowałem jak mój organizm zareaguje na ładowanie węglowodanów i już w czwartek moja dieta w sporej części opierała się o węgle (i przez węgiel nie pobiegliśmy 😉). No ale nic nie mogłem zrobić. Szybko się ogarnąłem i wyszukałem czy mogę pobiec półmaraton w innym miejscu w ten weekend. Znalazłem bieg &lt;i&gt;Heist Loopt 2017,&lt;/i&gt; w niedzielę 27. sierpnia w Heist-op-den-Berg. Długo się nie zastanawiałem. Decyzja została podjęta - jedziemy na wycieczkę do Belgii!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W dniu startu około 10:00 zjadłem worek ryżu i trochę kurczaka z warzywami. O 10:30 wyruszyliśmy w prawie dwu godzinną podróż samochodem. Start półmaratonu zaplanowany był na godzinę 15:30, wcześniej był bieg na około 5 i 10 km oraz biegi dla dzieci. Wszystkie biegi rozgrywane były na tej samej pętli, około 5.3 km. W oczekiwaniu na mój start spotkałem Polaka, który do mnie podszedł i życzył powodzenia (rozpoznał mnie, rodaka, bo byłem w koszulce z orzełkiem i napisem Polska). Sanja biegła dychę i po biegu na szybko zrelacjonowała mi, że jest jeden zabójczy podbieg i dużo bruku. Nie bardzo jej wierzyłem, myślałem, że przesadza w zmęczeniu. Do startu miałem mniej niż pół godziny, więc dałem jej torbę i poszedłem się szybko rozgrzać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie chciałem tracić energii. Przetruchtałem jakiś kilometr, porozciągałem się trochę, ostatnie słowo zamienione z Sanją, ostatni wypad do WC i stałem na starcie. Dochodzi godzina 15:30 i robi się małe zamieszanie. Z półmaratonem startują sztafety, ale organizatorzy stwierdzili, że sztafety wystartują chwilę później i zaczęło się przepychanie. Kto na półmaraton - do przodu. W końcu się ustawiliśmy, stałem jakieś cztery metry za liną startu. Było ciasno. Od startu do przekroczenia linii mety zeszło mi jakieś 10 sekund. Ale OK, przyjechałem się tutaj ścigać z 90-ma minutami, więc się nie przejmowałem za bardzo. Liczył się czas netto, nie pozycja. Po 300 - 400 m rozbiegliśmy się, zrobiło się miejsce z boku i mogłem wrzucić wyższy bieg i biec z zakładaną szybkością.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Było ciepło, jak dla mnie nawet bardzo. Pytałem sam siebie:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Zawsze jak biegnę półmaraton, słońce musi tak palić?&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Pamiętałem półmaraton z maja, w którym przesadziłem z tempem na początku (biegnąc po starcie poniżej 4:00/km!), też było gorąco. Ale tym razem nie szarżowałem, biegłem spokojnie w okolicach zakładanego tempa 4:08/km. Dotarłem do podbiegu, ale nie zrobił na mnie wrażenia, nawet na nim dużo nie zwolniłem. Biegłem swoje. Większym problemem było podłoże. Większość trasy to kostka brukowa, betonowe płytki i gdzieniegdzie asfalt. Bruk dawał popalić stopom. Dodatkowo na jednym skrzyżowaniu potknąłem się o krawężnik. Powoli zbliżałem się do końca pierwszego okrążenia. Czekała tam na mnie Sanja, która podała mi żel i uwieczniła mnie na zdjęciu (jeszcze uśmiechniętego 😉).&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgH5vANjGLEDs_AIdhWGK0wPXEMb1Jap6sJMaHf9QQ3LBeoFgxA71H5gMIHqa3GKHO5Ph8mxdS9t3Gh3zYxceZRUBxDdnr4z_kOku4zEyEg9ZlRaMdvY4otL_hWZIdvKKLpqxVaU0IkZH8/s1600/2017-08-27-Heist-op-den-Berg-1.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;599&quot; data-original-width=&quot;900&quot; height=&quot;424&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgH5vANjGLEDs_AIdhWGK0wPXEMb1Jap6sJMaHf9QQ3LBeoFgxA71H5gMIHqa3GKHO5Ph8mxdS9t3Gh3zYxceZRUBxDdnr4z_kOku4zEyEg9ZlRaMdvY4otL_hWZIdvKKLpqxVaU0IkZH8/s640/2017-08-27-Heist-op-den-Berg-1.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozpocząłem drugie okrążenie. Pierwsze pokonałem w 21:04 (mm:ss). Przekraczając linię startu usłyszałem gdzieś z tłumu:&amp;nbsp;&lt;i&gt;Dawaj Polska!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Bardzo motywujące, od razu zwiększyłem tempo o kilka sekund 😁. Swoją drogą, to okrzyki typu &lt;i&gt;Polska!&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Go Polska!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;itp. słyszałem na każdym okrążeniu. Po akcencie poznałem, że w wielu przypadkach nie tylko Polacy mnie dopingowali. Nice!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozpoczynając drugie kółko sączyłem jeszcze żel. Za startem był punkt z wodą, popiłem i pobiegłem dalej, wciąż pełen energii. Nic ciekawego się nie działo. Drugie okrążenie w czasie 21:51.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy wbiegałem na trzecie okrążenie, moja mina nie była już wesoła. Zmęczenie zaczęło narastać, byłem odwodniony, a podbieg, który lekceważyłem jakby urósł. Wiedziałem, że jestem blisko realizacji celu, że połowa za mną i nie mogę się poddać. Po koniec tego okrążenia planowałem wyciągnąć z kieszeni żel z kofeiną o smaku coli. Nie mogłem się doczekać tego momentu. Mniej więcej około 14-tego kilometra potknąłem się o dziurę w bruku. Niewiele brakowało do upadku. Zbliżał się koniec trzeciego kółka, mięśnie zaczynały boleć ze zmęczenia a stopy od podłoża. Wyciągnąłem żel i sączyłem go prawie dwa kilometry.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rozpocząłem ostatnie, czwarte okrążenie. Trzecie zrobiłem w 22:17. Osiągnięcie celu było tak blisko i zarazem tak daleko. Na poboczu dostrzegłem Sanję. Pokiwałem do nie tylko spuszczoną głową z zaciśniętymi z bólu zębami. Coś krzyczała dopingując mnie, ale niewiele już do mnie docierało. Wiedziałem, że jak teraz nie dam z siebie wszystkiego, zawiodę sam siebie. Nie chciałem już biec, ale skutecznie się zmuszałem. A najgorsze jeszcze było przede mną. Podbieg urósł niewyobrażalnie! W tamtym momencie był to dla mnie bieg górski. Wbiegając na górę zrobiłem najwolniejszy kilometr na całej trasie 4:38. Na szczęście potem było już prawie cały czas z górki. Dodatkowo euforia i świadomość, że (już prawie) TO zrobiłem, dodały mi skrzydeł. Ostatni kilometr pokonałem w 3:51, ostatnie okrążenie w 22:12, łamiąc tym samym wymarzone 90 min na półmaratonie. Mój końcowy czas wyniósł 1:27:23!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFaopL39Fn1sOzQuFblaRoT0hiZJExc4ByQU2FVRhixme4UIq3hSe-XBk4_8_I2tnQuSW2rSDPDvP-eQfmpckbLk9SAkr2r_-KHRQgF8ft5mcFk05u4SiKZ_Bnsa5VoLJE-4ngdnM2t4I/s1600/2017-08-27-Heist-op-den-Berg-2.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;600&quot; data-original-width=&quot;900&quot; height=&quot;426&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFaopL39Fn1sOzQuFblaRoT0hiZJExc4ByQU2FVRhixme4UIq3hSe-XBk4_8_I2tnQuSW2rSDPDvP-eQfmpckbLk9SAkr2r_-KHRQgF8ft5mcFk05u4SiKZ_Bnsa5VoLJE-4ngdnM2t4I/s640/2017-08-27-Heist-op-den-Berg-2.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Przekroczyłem metę unosząc ręce, a potem usiadłem pod płotem i... nie mogłem wstać 😝 Byłem potwornie zmęczony. Żołądek się buntował i po wypiciu szklanki soku chciało mi się wymiotować. Zmuszałem się do picia wody i napoju energetycznego na przemian, małymi łykami. Na szczęście wszytko szybko wróciło do normy i w nagrodę miałem belgijskie frytki 😊&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhL7WbFlLu11mqEi_W-0BmDMlgwRTxhwOhL9sEDFBhyuqV5N8ArH4ZPXdH1O5ZuKe1YRFjOIS4zC9TbFygHNGWa2oEaaGijN4W9SnhetoObn_6YEnVwlJjt2XTDMcB_ee2GEPjIxcQPSOk/s1600/2017-08-27-Heist-op-den-Berg-3.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;600&quot; data-original-width=&quot;600&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhL7WbFlLu11mqEi_W-0BmDMlgwRTxhwOhL9sEDFBhyuqV5N8ArH4ZPXdH1O5ZuKe1YRFjOIS4zC9TbFygHNGWa2oEaaGijN4W9SnhetoObn_6YEnVwlJjt2XTDMcB_ee2GEPjIxcQPSOk/s400/2017-08-27-Heist-op-den-Berg-3.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Podsumowując. Bieg był wymagający, ale nie strasznie trudny. Najgorszy był dla mnie wszechobecny bruk, który dał się we znaki moim stopom. Organizacja biegu była sprawna, poza małym zamieszanie na starcie. Na trasie dwa oficjalne stoiska z wodą, jedno z gąbkami i do tego woda zapewniana przez mieszkańców Heist-op-den-Berg, który podawali kubki z swoich ogródków. Pić można było prawie co kilometr. Ja zrealizowałem kolejny ze swoich biegowych celów na ten rok (pierwszym było 10 km poniżej 40 min). Czas zacząć myśleć o kolejnym. Jeżeli chodzi o półmaraton, to chciałbym żeby to było poniżej 1:20:00. Nie wiem czemu, ale w tej chwili 1:25:00 nie robi na mnie większego wrażenia... 😉&lt;/div&gt;
</description><link>http://maratonski.blogspot.com/2017/08/w-niedziele-27.html</link><author>noreply@blogger.com (Albert)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgH5vANjGLEDs_AIdhWGK0wPXEMb1Jap6sJMaHf9QQ3LBeoFgxA71H5gMIHqa3GKHO5Ph8mxdS9t3Gh3zYxceZRUBxDdnr4z_kOku4zEyEg9ZlRaMdvY4otL_hWZIdvKKLpqxVaU0IkZH8/s72-c/2017-08-27-Heist-op-den-Berg-1.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-1342057153043960784.post-102022841690685534</guid><pubDate>Sun, 25 Jun 2017 10:27:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-04-11T09:32:05.351+02:00</atom:updated><title>37. Rakkeschlauf 2017 - tak łątwo się nie dam!</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Stojąc na starcie wyścigu na 5 km, jednego z biegów na imprezie o nazwie Rakkeschlauf organizowanej w Roetgen, nie miałem wielkich oczekiwań. Jadąc do Roetgen zastanawiałem się czy wystartować. Ostatni tydzień nie był dla mnie łatwy: podróż i stracone treningi, problemy żołądkowe na treningu, ból głowy i kiepskie samopoczucie przez duszną pogodę dzień wcześniej. Ostatecznie zdecydowałem się na start, z myślą że jak będzie źle to biegnę w komfortowym tempie nie zważając na czas.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name=&#39;more&#39;&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na początek może kilka słów o lokalizacji biegu. Roetgen to niewielka miejscowość w Niemczech, położona na południe od Akwizgranu (Aachen) przy granicy z Belgią. Miało tam miejsce wydarzenie o nazwie Rakkeschlauf, w ramach którego odbyły się m. in. biegi na dystansach 5 km i 10 km oraz półmaraton. Ja zdecydowałem się na start na piątkę. Na starcie Jogginglauf, bo tak nazwano bieg na 5 km, w sumie stanęło 117 biegaczy. Trasa biegu prowadziła ulicami Roetgen. Pierwsze 2,5 km pod górkę, następnie mała pętla, nawrót i powrót tą samą trasą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAMFo-UY7hokYmZDQjHprJssKdwl-PmDGYd9PCfgWphceezuRnf3_YgBbWB4ebQDT90GPDWxwrEOYsn8NFoB5M_w8Ny9EwBSwR1amNiIcAbWYJuKBJLcDR53cEQvukWFuH-oGAimxSfG8/s1600/2017-06-24-Roetgen-0.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;562&quot; data-original-width=&quot;1000&quot; height=&quot;358&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAMFo-UY7hokYmZDQjHprJssKdwl-PmDGYd9PCfgWphceezuRnf3_YgBbWB4ebQDT90GPDWxwrEOYsn8NFoB5M_w8Ny9EwBSwR1amNiIcAbWYJuKBJLcDR53cEQvukWFuH-oGAimxSfG8/s640/2017-06-24-Roetgen-0.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Mają tam smoka 😉&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Start był o 16:45. Przed zrobiłem rozgrzewkę, około 10 min truchtu z dwiema przebieżkami, plus trochę wymachów i rozciągnięcie mięśni nóg. Ostatni wypad do toalety i o 16:40 ustawiłem się na starcie. Stałem w trzecim rzędzie. Teraz trochę pomarudzę, ale nie rozumiem dlaczego niektórzy tak bardzo pchają się do przodu i spowalniają start biegnąc od początku 5:00/km albo wolniej. Nie porywajmy się z motyką na słońce...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wracając do tematu. Godzina 16:45 - strzał z pistoletu startowego (bardzo głośny swoją drogą) i ruszyliśmy. Pierwszy kilometr pod górkę. Sporą liczbę osób mijam na pierwszych 200 - 300 m i plasuję się na dziewiątej pozycji. Nikt w zasadzie się nie ściga. Trzyosobowa grupa wyrwała do przodu, reszta biegnie spokojnie. Pierwszy kilometr i zegarek pokazuje 4:02. Drugi kilometr wciąż prowadzi pod górkę, ale trochę łagodniejszą. Nie szarżuję, biegnę w bardzo komfortowym tempie jak na pięciokilometrowy wyścig. Drugi kilometr pokonuję w 3:57 i dochodzę drugiego zawodnika. Lider ma sporą przewagę i pewnie biegnie po wygraną. Zajmuję drugą pozycję. W głowie pojawia się myśl, że jest nieźle. Biegniemy na pętli. Trasa zaczyna robić się płaska, a następnie powoli schodzić w dół. Na dwa tysiące pięćsetnym metrze ktoś dosłownie wyskakuje za moich pleców i gna do mety. Myślę sobie: &lt;i&gt;O nie! Tak łatwo się nie dam!&lt;/i&gt;&amp;nbsp;Łapię plecy i przez kolejne 500 m podążam za rywalem. Na końcu pętli nawracającej, zaczynam prowadzić w naszej dwójce. Wracamy na trasę i możemy pozdrawiać się z biegaczami biegnącymi pod górę. Trzeci kilometr przebiegnięty w 3:43. Wreszcie zbliżyłem się do tempa, które planowałem przed biegiem. Wcześniej nie było motywacji, żeby biec szybciej. Nikt nie przyspieszał, to i ja oszczędzałem siły. Przeciwnik dotrzymuje mi tempa i siedzi na plecach. Gdzieś na końcówce czwartego kilometra, początku piątego, pokonujemy bardzo stromy fragment. Wykorzystuję to żeby odskoczyć rywalowi. Robię długie kroki, prawie że skaczę w dół. Czwarty kilometr pokonuję w 3:26. Zadowalający czas. Teraz już gnam do mety ile sił w nogach, nie oglądając się za siebie. Okazuje się, że trasa nie ma dokładnie pięciu kilometrów. GPS odnotowywał kolejne kilometry mniej więcej w okolicach oznakowań na trasie. Ostatni odcinek pokonuję w 2:15, a zegarek pokazuje, że jest to 700 m (średnie tempo na tym odcinku wyszło 3:11/km). Wiem, że pomiar GPS jest obarczony błędem, ale gdyby ostatni odcinek wynosił 1000 m to zbliżyłbym się do rekordu Polski w biegu na kilometr 😆&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh5onmYXeNkn5hc3oZzOjwNoCXFqZ-gFLkjSAljbNepPzQMX5yO7L4PDF3h8MGQXaTWpqWV9qEJEby1otsWG03jHVbI_28Xxwhjl3M_IrwMwj4o-p_9iX8uKyzr61ECG2o6IsHm8cPJsCA/s1600/2017-06-24-Roetgen+-1.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;750&quot; data-original-width=&quot;1000&quot; height=&quot;480&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh5onmYXeNkn5hc3oZzOjwNoCXFqZ-gFLkjSAljbNepPzQMX5yO7L4PDF3h8MGQXaTWpqWV9qEJEby1otsWG03jHVbI_28Xxwhjl3M_IrwMwj4o-p_9iX8uKyzr61ECG2o6IsHm8cPJsCA/s640/2017-06-24-Roetgen+-1.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Trójka najlepszych kobiet i mężczyzn&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ostatecznie bieg ukończyłem na drugiej pozycji z czasem 17 min 18,7 s (dystans z GPS 4700 m, średnie tempo 3:42/km). Zwycięzca dobiegł do mety w 15 min 46,1 s, a trzeci zawodnik z czasem 17 min 32,1 s. Gdybym nie został zaatakowany na trzecim kilometrze, nie zaznałbym ścigania w tym biegu. Ten atak bardzo mnie ucieszył i jestem za niego wdzięczny rywalowi! 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi1dEuRfcFL59srZeeo4H8hOtj3y3tPKvunwyXZazlm0Od79-c1nXmf0PCA9dmWdk2pIFDMnQFktihZEEpVsbBvj9uwcMWqt35m0e4OTJuR1yxkWLaKWzklHyop0rZK_Pa54SZy4NFJhsA/s1600/2017-06-24-Roetgen-2.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1000&quot; data-original-width=&quot;750&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi1dEuRfcFL59srZeeo4H8hOtj3y3tPKvunwyXZazlm0Od79-c1nXmf0PCA9dmWdk2pIFDMnQFktihZEEpVsbBvj9uwcMWqt35m0e4OTJuR1yxkWLaKWzklHyop0rZK_Pa54SZy4NFJhsA/s400/2017-06-24-Roetgen-2.jpg&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Ze zwyciężczynią w swojej kategorii wiekowej&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pozostaje pytanie, czy to ja osiągnąłem wysoką formę, czy bieg był tak słabo obsadzony? Odpowiedź leży pewnie gdzieś po środku. Trochę szkoda, że pierwsze dwa kilometry nie były szybsze. Ale ponieważ nikt się nie ścigał, a ja dzień wcześniej nie czułem się najlepiej, to też nie wyrywałem się do przodu. Niemniej jednak drugie miejsce bardzo ciszy i motywuje do dalszych treningów. W czasie biegu, jak i po nim, dobrze się bawiłem i zapomniałem o treningowych niepowodzeniach z ubiegłego tygodnia. Wszystko było porządnie zorganizowane a trasa dobrze oznaczona. Mieszkańcy Roetgen wyszli do ogródków przed swoimi domami i energicznie nas dopingowali. Wielki plus!&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://maratonski.blogspot.com/2017/06/37-rakkeschlauf-2017-tak-atwo-sie-nie.html</link><author>noreply@blogger.com (Albert)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAMFo-UY7hokYmZDQjHprJssKdwl-PmDGYd9PCfgWphceezuRnf3_YgBbWB4ebQDT90GPDWxwrEOYsn8NFoB5M_w8Ny9EwBSwR1amNiIcAbWYJuKBJLcDR53cEQvukWFuH-oGAimxSfG8/s72-c/2017-06-24-Roetgen-0.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item></channel></rss>