<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638</atom:id><lastBuildDate>Fri, 08 Nov 2024 15:34:15 +0000</lastBuildDate><category>trudne dzieciństwo</category><category>o mnie</category><category>retrospekcja</category><category>zainteresowania</category><category>praca</category><category>przyjaźń</category><category>odżywianie</category><category>studia</category><category>weganizm</category><category>organizacja czasu</category><title>Siakasia</title><description>Jeżeli interesujecie się rozwojem osobistym lub prześladują Was widma trudnego dzieciństwa - zapraszam. Poznajcie moje spojrzenie na pewne sprawy oraz refleksję nad przeszłością do której mam bezpośredni wgląd w starym pamiętniku. &#xa;</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Siakasia)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>21</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-6029692254819654338</guid><pubDate>Sun, 04 Mar 2018 15:35:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-03-04T07:35:50.648-08:00</atom:updated><title>Och ja słaba, och ja głupia och och och.... </title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Och ja słaba, och ja głupia och och och....&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
Tak, mądra Katarzyno znów zrobiłaś coś czego tak naprawdę nie chciałaś. Nie odmówiłaś bo jesteś ZA DOBRA i ZBYT NAIWNA. Wiesz co jest najgorsze? Wiesz czy nie wiesz?!..&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
To, że doskonale wiesz co robisz. Twoje myśli mówią NIE a Twoje usta wciąż i wciąż mówią tak Tak TAK! Zgadzasz się mino szargających Tobą emocji, zgadzasz się nie mając uśmiechu na twarzy, zgadzasz się i godzisz z poczuciem bezsilności i naiwności. Zgadzasz się mimo tego, że sama przez to będziesz cierpiała. Odmawiasz sobie by dać innym - ACH TO TAKIE SZLACHETNE, KASIU SAMARYTANKO XXI WIEKU!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Jesteś dzieckiem. Dla nich jesteś naiwnym dzieckiem i zamiast zaprzeczyć tej roli Ty idealnie się w nią wpasowujesz - niczym puzzel. Pięknie Kasiu wypełniasz swoją rolę w tej patologicznej rodzinie. Grzeczna Kasia! Kasia bohater rodziny! Ratuje swoich biednych rodziców - ZNÓW, przychodzi im na ratunek bo jest im ciężko - ZNÓW, bo są w sytuacji bez wyjścia - ZNÓW.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Na cóż Ci były te lata terapii? Wciąż żyjesz ich życiem. Swoje szczęście uzależniasz od ich szczęścia i nie potrafisz być w pełni szczęśliwa widząc to jak żyją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabyś im pomóc? Wciąż wierzysz, że kiedyś będą zdrowi, że kiedyś będą normalni... Kasiu a jak nie będą? Pomyślałaś o tym? Nie... jasne, że nie pomyślałaś - nie przyjmujesz Takiej opcji do świadomości. Traktujesz ich jak zagubione dzieci za, które jesteś odpowiedzialna a oni - świadomie bądź nie - wykorzystują to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biedna słaba Kasiu, ogarnij się.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi7YVhgEyAXAGqZBSEqIwpC5IZsHu9ZZ57ljrsQI7vHZqN-8cC4Wwe7SYcWIGvFPTG9KgQjyAf8y-9krGmXVgwZbrV-C_wzBidvegPms49IH92HzVm-w7TL_ERJAjBBykAu5RAowpb-I5Q/s1600/pierdola-1.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;639&quot; data-original-width=&quot;714&quot; height=&quot;286&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi7YVhgEyAXAGqZBSEqIwpC5IZsHu9ZZ57ljrsQI7vHZqN-8cC4Wwe7SYcWIGvFPTG9KgQjyAf8y-9krGmXVgwZbrV-C_wzBidvegPms49IH92HzVm-w7TL_ERJAjBBykAu5RAowpb-I5Q/s320/pierdola-1.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2018/03/och-ja-saba-och-ja-gupia-och-och-och.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi7YVhgEyAXAGqZBSEqIwpC5IZsHu9ZZ57ljrsQI7vHZqN-8cC4Wwe7SYcWIGvFPTG9KgQjyAf8y-9krGmXVgwZbrV-C_wzBidvegPms49IH92HzVm-w7TL_ERJAjBBykAu5RAowpb-I5Q/s72-c/pierdola-1.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-232769286033070849</guid><pubDate>Sun, 25 Feb 2018 16:26:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-02-25T08:35:38.408-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">praca</category><title>(Prawie) 30-sto latka, która nie wie co chce robić w życiu.</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Witam, witam i o zdrowie pytam...?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
To ja -&amp;nbsp; córka marnotrawna.&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wracam żeby znów się wyżalić i ponarzekać. Ciężko mi dogodzić szczególnie, że sama nie wiem czego chcę. Miewam milion myśli na sekundę, milion pomysłów&amp;nbsp; bez perspektyw do realizacji i żal...ogromny żal, że inni mają lepiej, że inni mogą, że to, że tamto, że gówno z makiem i tatarakiem cuchnące smrodem zawiści i zazdrości.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Co u mnie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zmieniłam pracę - to chyba największa zmiana ostatnich miesięcy. Powinnam się cieszyć, ale jak przystało na wiecznie niezadowoloną mnie - nie umiem. Problem tkwi we mnie, wiem to.&lt;br /&gt;
Praca jest spoko, bardziej ambitna, bardziej perspektywiczna, trochę bardziej dochodowa.. ale ja z moim totalnym brakiem pewności siebie nie umiem tego docenić i wykorzystać.&lt;br /&gt;
Teoretycznie dobrze sobie radzę, ale praktycznie - ciężko mi docenić siebie. Umniejszam swoją&amp;nbsp; wartość i pracę, umniejszam trud jaki wkładam w wykonanie zadań i znów narzekam - doszukuję się minusów. Robię to chyba na wszelki wypadek jakby mnie mieli zwolnić po okresie próbnym - niczym mechanizm obronny przed kolejną życiową porażką, którymi usłane jest moje życie ehh.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najgorsze jest to, że to nie jest spełnienie moich marzeń i sama nie wiem co mogłoby nim być. Najlepszym sposobem byłoby próbować wielu rzeczy, ale w tym wieku i z tą zasobnością portfela mogę sobie popróbować jedynie żarcia rozdawanego przez hostessy... za darmo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;img alt=&quot;Znalezione obrazy dla zapytania praca memy&quot; height=&quot;130&quot; src=&quot;https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTza3-6JbOrTf1q376EwEKb8iZVJRYPUV7uv941dkBbvcPb3VlEGg&quot; width=&quot;200&quot; /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2018/02/prawie-30-sto-latka-ktora-nie-wie-co.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-851619731076515311</guid><pubDate>Fri, 08 Dec 2017 12:50:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-08T05:27:33.121-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">retrospekcja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>Włamanie i pobicie</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Opisując moje relacje z rodzicami raczej skupiam się na przeszłości. Wyrzucam z siebie wspomnienia, które mimo, iż pokryte grubą warstwą kurzu w ciemnym zakątku podświadomości, wciąż dają o sobie znać. Warto wspomnieć też o tym, że jestem typem &quot;analizatora&quot; - analizuję wydarzenia z przeszłości, zastanawiam się jaki wpływ mają na mnie teraz i czy mogę lub czy powinnam coś zmienić. Zaskoczę Was tym razem, bo opiszę wydarzenia sprzed paru dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Wezwanie do sądu&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: start;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Moi rodzice dostali wezwanie do sądu. Sąsiadka pisała donosy na pijaństwo i zakłócanie ciszy. Oni wypierają się głośnego zachowania, ale mogą po prostu nie pamiętać wszystkiego z zakrapianych wieczorów. W końcu sprawa powędrowała przed oblicze wymiaru sprawiedliwości...Ucieszyłam się - może tym razem leczenie odwykowe przyniesie wymierne efekty. Niestety moi rodzice - jak możecie się domyślać - nie byli już tacy zadowoleni, szczególnie ojciec. Jak tylko dostał wezwanie potuptał do sąsiadki, by obwieścić jej co o tym (i o niej) myśli. PUK PUK! Nie otworzyła drzwi. Ojciec wiedząc, że jest w środku, nie oszczędzając języka powiedział co o niej i o tej sytuacji myśli. Pewnie padło parę niecenzuralnych słów. Jego zdenerwowanie nie wynikało z samego faktu wezwania do sądu czy groźby odwyku. Sąsiadka zawsze gdy czegoś potrzebowała mogła liczyć na moich rodziców. Jacy są tacy są, ale gdy poprosiła ich o węgiel to dostała go, brakowało jej pieniędzy to pożyczyli jej, chciała mieć ciepło w domu wracając po dłuższej nieobecności - matka szła i paliła jej w piecu. Generalnie mogłoby się wydawać, że jest między nimi w miarę ok. Rodzice mogli poczuć się zdradzeni a ich rozgoryczenie odbiło się na tej relacji. Ja w pierwszym momencie też się zdziwiłam, ale po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że jej może zależy na nich. To dobrzy ludzie, którzy pogubili się i wpadli w nałóg. Pomyślałam, że może chce im pomóc...JAKŻE SIĘ MYLIŁAM.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Włamanie i pobicie&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W piątek w nocy, ok 1:30 obudził mnie telefon - mama. Przestraszyłam się, od razu pomyślałam, że coś złego się stało. Odebrałam a w słuchawce usłyszałam roztrzęsiony głos matki: &quot;Było włamanie, pobili ojca, jest w szpitalu, wszędzie jest krew, dziura w drzwiach, była policja, byli zamaskowani, boję się&quot;. Od razu podniosło mi się ciśnienie. Zadzwoniłam do szpitala, tata został opatrzony i wypisany. Policja wypytywała czy ma jakieś długi, ojciec wypierał się - nie kłamał. Nikt nie mógł uwierzyć w to co się stało! Mama twierdziła, że włamywacze pewnie się pomylili. Tata wrócił nad ranem, poobijany i niewyspany. Oboje zdrzemnęli się. Przed południem do mieszkania bez pukania wszedł syn wcześniej wspomnianej sąsiadki.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Jak tam udał się włam? - zapytał szyderczo&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Matkę zatkało, ojciec też nie wiedział co powiedzieć, ale coś mu &quot;zaświtało&quot;. Po pobiciu wyszedł na balkon i widział jak dwóch zamaskowanych gości uciekało drogą, jeden z nich miał charakterystyczny chód/bieg. Nie mógł sobie przypomnieć skąd go znał póki nie zobaczył Pana O. -&amp;nbsp; syna sąsiadki. Co więcej, inni sąsiedzi nie wiedzieli co się stało w nocy. Mimo krzyków ojca nikt nie obudził się, dopiero pogotowie wzbudziło zainteresowanie. Nie podejrzewali włamania a raczej ostrą kłótnie, więc skąd O. wiedział?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie minęło 30 min a znów zamaskowany gość wpadł do domu, W DZIEŃ, OK POŁUDNIA!!! Wchodząc do budynku minął sąsiadkę - inną niż wcześniej wspomnianą donosicielkę - i powiedział DZIEŃ DOBRY! Ona nie zareagowała, mimo maski na twarzy nie wzbudził jej zainteresowanie i wróciła do mieszkania!!! Znów pobił ojca!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wyobraźcie sobie, że akurat rozmawiałam z tatą przez telefon gdy nagle usłyszałam jego krzyk! Szybko rozłączyłam się i wybrałam na telefonie 112. Byłam tak roztrzęsiona, że nie mogłam wykrztusić z siebie słowa - serio. Dyspozytorka rozłączyła się... Zadzwoniłam jeszcze raz, tym razem udało się. Rodzice widzieli jakim samochodem odjechali napastnicy, niestety nie dostrzegli tablicy rejestracyjnej. Policja przyjechała i jakby znów zbagatelizowałam sprawę, wciąż dopytywali czy ojciec ma gdzieś długi. Byłam w szoku. Czy dlatego, że to okolica &quot;gorszego sortu&quot;, bo często przyjeżdża tam radiowóz, to z góry zakładają, że to nic ważnego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rodzice zostali z wyłamanymi drzwiami. Przyjechałam do nich pozaklejałam taśmą izolacyjną dziurę, żeby ciepło nie uciekało, pomogłam posprzątać. W całym domu śmierdziało gazem łzawiącym, nie dało się oddychać. Napastnicy właśnie nim psikali twarze moich rodziców po czym pałką teleskopową okładali mojego ojca - faceta po pięćdziesiątce, schorowanego, chudego i słabego.&amp;nbsp;Na firance, pościeli i futrynie drzwi była krew.&amp;nbsp; Modliłam się, żeby już był spokój.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wróciłam do siebie. W nocy telefon milaczał. Dopiero nad ranem zadzwoniła mama, że napastnicy znów byli. Tata prosił, żeby nie dzwoniła do mnie w nocy, żebym się wyspała. Tym razem połamali mojemu tacie rękę i mocno poobijali nogi. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po przeanalizowaniu wszystkich okoliczności doszliśmy do wniosku, że sąsiadka&amp;nbsp; (donosicielka) poskarżyła się swojemu synowi, że mój ojciec ubliżał jej po tym jak dostał wezwanie do sądu. Ten postanowił się zemścić i razem z jakimś kumplem włamali się do mieszkania - trzy razy pobili mojego ojca. Nie mogę w to uwierzyć.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Moi rodzice nie są święci, to fakt. Jednak pobicie i wymierzanie jakiejś własnej sprawiedliwości to już przesada! Szczególnie, że ojciec nie jest już pierwszej młodości! Mimo swojego wieku bardzo ciężko i fizycznie pracował - na szczęście jest ubezpieczony. W tym momencie nie może wrócić do pracy. Ręka w gipsie skutecznie mu to uniemożliwia. To tego ledwo chodzi, nie może sam wstać z łóżka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Niektóre &quot;mądre głowy&quot; mogę sugerować, że to pijak, który sam sobie na to zasłużył. Nikt nigdy nie współczuje tzw. menelom - poobijanym i brudnym. Możliwe, że z podobnego założenia wychodzili napastnicy... komu zależy na pijakach.. Ja nienawidzę takiego przedmiotowego traktowania i sortowania ludzi na jakieś podklasy. Za każdym nałogiem kryje się człowiek uwikłany z masę problemów. Nic nie dzieje się bez przyczyny! Degradacja postępuje stopniowo - niczym domino, które raz pchnięte przewracając się determinuje wciąż i wciąż kolejne upadki. Ja znam historię moich rodziców, tą historię nad którą nikt nie zastanawia się spoglądając na nich pijanych. To ludzie, którzy też mieli plany i marzenia. Snuli plany o normalnych i zdrowych rodzinach, bo sami ich nie mieli.&amp;nbsp; Chcieli mieć dom i ciepłe rodzinne ognisko. Nie chcę ich tłumaczyć - do obecnego stanu rzeczy doprowadzili sami swoimi decyzjami, ale nie należy ich skreślać. Wierzę w nich mino, że oni już stracili tą wiarę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Syn sąsiadki jest poszukiwany przez policję. Nikt nie wie gdzie przebywa co zdecydowanie nie świadczy na jego korzyść. Po pobiciu mojego ojca ze skutkiem złamania, napadów już nie było. Może to być przyczyną tego, że w okolicy w nocy jeździ patrol policji, który też łapie i kontroluje samochody w nocy. Minęło parę dni i zbliża się kolejny weekend - modlę się o spokój.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZIjEv9dvkIN2yTR7kLeKniKWcMLa7mMYn24OnbeF_kuZf56OdqrhSTaLQmeDFhkbuWb4E1z9u4ioeZyQHgINLjm5jMc6Qkxz0-8-DfwLPeA6y2JZtZByxmskmO6YZORdaHRPo7SqaH1Y/s1600/55bb3b7d87b2c_o.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;600&quot; data-original-width=&quot;800&quot; height=&quot;240&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZIjEv9dvkIN2yTR7kLeKniKWcMLa7mMYn24OnbeF_kuZf56OdqrhSTaLQmeDFhkbuWb4E1z9u4ioeZyQHgINLjm5jMc6Qkxz0-8-DfwLPeA6y2JZtZByxmskmO6YZORdaHRPo7SqaH1Y/s320/55bb3b7d87b2c_o.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/12/wamanie-i-pobicie.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZIjEv9dvkIN2yTR7kLeKniKWcMLa7mMYn24OnbeF_kuZf56OdqrhSTaLQmeDFhkbuWb4E1z9u4ioeZyQHgINLjm5jMc6Qkxz0-8-DfwLPeA6y2JZtZByxmskmO6YZORdaHRPo7SqaH1Y/s72-c/55bb3b7d87b2c_o.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-2703379803427277595</guid><pubDate>Sun, 19 Nov 2017 16:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-19T09:28:17.443-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">praca</category><title>Zwariowałam </title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zainspirowana niecodziennymi wydarzeniami z mojego życia, które ostatnio miały i wciąż mają miejsce, postanowiłam opowiedzieć Wam co u mnie.&amp;nbsp; Dlaczego uważam, że wydarzenia te są niecodzienne? Przekonajcie się sami...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Tak Pani Kasiu, przedłużamy z Panią umowę....&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mój ostatni post na tym blogu dotyczył pracy. Zastanawiałam się co zrobić, czy przedłużyć umowę, czy odejść? Wiele nad tym myślałam i postanowiłam negocjować. Brzmi to śmiesznie dlatego, że&amp;nbsp; negocjowałam coś, co powinno mi się z marszu należeć - płatne nadgodziny. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia poza pracą, z której - de facto - nie jestem do końca zadowolona. Z bólem serca i przeświadczeniem o rychłym pożegnaniu zadałam to pytanie:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Panie Prezesie kończy mi się umowa, czy będę miała ją przedłużoną?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Oczywiście Pani Kasiu, jesteśmy zadowoleni z Pani pracy, proszę się nie martwić - powiedział Prezes bez zastanowienia.&lt;br /&gt;
- A czy mogłabym negocjować warunki tejże przyszłej umowy?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Co konkretnie? - Prezes wyraźnie się zaciekawił i zaniepokoił. Widać było, że zupełnie nie spodziewał się żadnych dodatkowych pytań.&lt;br /&gt;
- Chciałabym żeby nadgodziny, które tu wypracowuję były mi wypłacane zgodnie z przepisami Kodeksu Pracy.&lt;br /&gt;
- Pani Kasiu zapytam w Pani imieniu zarząd w Warszawie, ale wątpię w to, że się zgodzą. To z założenia miał być zadaniowy czas pracy a Panie miały wyrabiać się w 8h.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Ale sam Prezes widzi, że nie ma takiej możliwości żeby się wyrobić. Codziennie siedzimy PRZYNAJMNIEJ po 9 h a w żaden sposób nie przekłada się to na zarobki. Mogłabym myśleć, że moja praca jest niewydolna, ale wszystkie siedzimy i ja - najmniej doświadczona i inni pracujący tu po parę dobrych lat.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Dobrze Pani Kasiu zapytam i dam Pani znać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zapytał a po dwóch tygodniach otrzymał telefon z Warszawy, że nieprzedłużaną ze mną umowy. W zasadzie brałam tą opcję pod uwagę, ale i tak usłyszenie tego było lekkim szokiem. Nikt nie lubi być zwalniany - dla mnie był to pierwszy raz w życiu. Zazwyczaj to ja byłam Panią sytuacji i dawałam wypowiedzenie a tu zonk i stanęłam po drugiej stronie barykady.&lt;br /&gt;
Szczerze mówiąc nie zmartwiłam się tym. Prezes powiedział, że dostanę sporą premię uznaniową na odchodne. Znajdę inną pracę - pomyślałam - i nie będę musiała się stresować brakiem oszczędności dzięki tej premii. Na miesiąc życia spokojnie by mi wystarczyło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia zawołała mnie kierowniczka. Zaproponowała mi żebym została jeszcze miesiąc bo święta, bo będzie mi ciężko - oczywiście straciłabym wtedy premie uznaniową, więc z honorem odmówiłam tłumacząc, że skoro Warszawa mnie nie chce, to ja nie będę się przed nimi płaszczyć i łapać każdej ostatniej deski ratunku, którą z łaską mi ofiarowują.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj0rePQncpFwp3Qtd6TSFaFBDg44oEFQJMrAiTTXeYy37D2IUkMrAIVPLVFmNwWznDak05ZY0Buey7PtT4od66cINYx3Awxp7R25KUQB6gcr9PaqurqXv85teOD95pVi_NjWUG4GVgHoWM/s1600/images.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;157&quot; data-original-width=&quot;321&quot; height=&quot;97&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj0rePQncpFwp3Qtd6TSFaFBDg44oEFQJMrAiTTXeYy37D2IUkMrAIVPLVFmNwWznDak05ZY0Buey7PtT4od66cINYx3Awxp7R25KUQB6gcr9PaqurqXv85teOD95pVi_NjWUG4GVgHoWM/s200/images.jpg&quot; width=&quot;200&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęłam już obmyślać jak się pożegnam. Zżyłam się z tymi ludźmi - w końcu spędzaliśmy ze sobą naprawdę sporo czasu zapieprzając darmowe nadgodziny. Wymyśliłam spersonalizowany drobny prezencik dla każdego a do Warszawy, która raczyła mną wzgardzić, chciałam wysłać przekorną pocztówkę z Krakowa, z naklejoną palmą i dopiskiem &lt;i&gt;&quot;Pozdrowienia z bezrobocia!&quot;&lt;/i&gt; - pogodziłam się z sytuacją i cieszyłam się, że w końcu sobie odpocznę!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Zwariowałam&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Następnego dnia - w piątek - przyszłam zadowolona do pracy. Totalnie pogodzona z sytuacją, wręcz nawet ucieszona z obrotu sprawy! Z chęcią wykonywałam obowiązki, prezentowałam mój czarny humor odnośnie zwolnienia, gdy nagle zawoła mnie prezes mówiąc, że może uda mu się załatwić mi pracę. Podkreślał, że świetnie się im sprawdziłam i z czystym sumieniem poleci mnie komuś innemu! Wyobrażacie sobie! Podziękowałam i byłam w mega pozytywnym szoku! Super!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zadowolona zakończyłam zmianę i od razu po wyjściu z budynku chciałam zadzwonić do mojego chłopaka i podzielić się radosną nowiną, że Pan prezes poleci mnie innemu pracodawcy!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Niestety nie odebrał, ale za to dzwonił Prezes....&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- O ho! - pomyślałam - coś spierdzieliłam i pewnie się muszę wrócić ehh..&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Halo? - Powiedziałam niepewnie&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- Pani Kasiu nie uwierzy Pani co się stało!? - był ewidentnie podekscytowany - Zadzwonił Pan Prezes prezesów T. i powiedział że przedłużamy z Panią umowę, zmienił zdanie!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
- yyy....eeeee... Jeju super! - wykrztusiłam z siebie w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. W ciągu dwóch dni zdążyli mnie wylać i znów zatrudnić... No czy to jest normalne? Zamarłam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Cała ta sytuacja jest tak chora, że do tej pory ciężko mi w to uwierzyć... o co w ogóle chodzi?!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Byłam w takim szoku, że nie zdążyłam nawet zapytać na jakich zasadach chcą ze mną pracować, bo jeżeli na takich jak wcześniej - czyli nie płacą za nadgodziny - to dziękuję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szok.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/11/zwariowaam.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj0rePQncpFwp3Qtd6TSFaFBDg44oEFQJMrAiTTXeYy37D2IUkMrAIVPLVFmNwWznDak05ZY0Buey7PtT4od66cINYx3Awxp7R25KUQB6gcr9PaqurqXv85teOD95pVi_NjWUG4GVgHoWM/s72-c/images.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-3035566630487391984</guid><pubDate>Sun, 15 Oct 2017 17:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-10-15T11:03:37.470-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">organizacja czasu</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">praca</category><title>Czy przesadzam? Czy też powinnam zmienić pracę? </title><description>&lt;br /&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Praca, Praca, Praca...&lt;/h3&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tak pokrótce mogłabym opisać moje życie tu i teraz. Wszystko kręci się wokół pracy...to ona własnie spędza mi sen z powiek i zajmuje całe dnie. Nie ukrywam - mega mnie to wkurza, ale chyba tak własnie jest w życiu dorosłym, że przebywanie poza swoją strefą komfortu staję się rutyną.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
Zauważyłam, że w każdej pracy jaką do tej pory miałam regularnie zdarzały mi się kryzysy. Sinusoida, w której na przemian &quot;jest ok&quot; przekształca się w &quot;nienawidzę tego miejsca&quot; odgrywała się wciąż i wciąż na nowo. Do tej pory, bardzo często te gorsze dni/tygodnie motywowały mnie do zmian:&amp;nbsp; szukałam innej pracy, chciałam żeby było lepiej, chciałam zmian..a teraz? Biję się z myślami co zrobić!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Praca, którą teraz mam jest marzeniem wielu kobiet i mężczyzn: siedzę w biurze, odbieram telefony,&amp;nbsp; realizuje zamówienia, zajmuję się płatnościami, obiegiem dokumentów, nie dźwigam itp. To moja pierwsza praca biurowa odkąd skończyłam studia! Do tej pory mimo wyższego wykształcenia pracowałam fizycznie i nawet nie marzyłam, że ktoś zatrudni mnie na takim stanowisku bez doświadczenia! Tymczasem udało się! Dostałam awans i byłam mega szczęśliwa, doceniona i pełna zapału!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Oczywiście okres szczęścia skończył się, a wykres zadowolenia z życia odgrywający się wciąż i wciąż na nowo zaczął powoli spadać w dół. Dostrzegam ten rytm i biję się z myślami co zrobić? Czy to moment, w którym powinnam zacząć myśleć o zmianie pracy, czy też epizod, który zaraz się skończy a wykres osiągnie plusowe wartości zadowolenia z tego co mam?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Minusy mojej pracy:&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
Kiedy mam gorszy okres w pracy, bez problemu jestem w stanie wymienić wiele minusów tegoż miejsca/zajęcia...Ba! Nawet plusy jestem w stanie tak przekształcić, że zdają się być czymś złym i czymś czego nikt nie chciałby doświadczyć... Nie będzie trudno tak więc zaczynam:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie płacą mi za nadgodziny. A wszystko dlatego, że tryb mojej pracy jest zadaniowy - NIBY. Nie będę się rozwodziła czym jest zadaniowy tryb pracy, bo wystarczy wpisać to w google i zaraz odnajdziecie odpowiedź. Zmierzam do tego, że mimo, iż na umowie wpisane mam, że pracuje w takim trybie, to moim zdaniem tak nie jest! Co więcej wpisane mam na umowie, iż nie obowiązują mnie nadgodziny - czyli powinno ich nie być, lub sama powinnam w tym trybie pracy móc zadecydować czy zostaję dłużej. TYMCZASEM mam tyle zadań, że nie mam szans wyrobić się w ciągu 8h. Pracuję z dziale sprzedaży, jednocześnie odpowiadam za obieg dokumentów bo nikt inny tego nie ogarnia i do tego wspomagam księgowość w rozliczaniu płatności. Jest za mało zatrudnionych osób i nikt nie kwapi się by było więcej... siedzimy po 9/10h jak te osły i w żaden sposób nie przekłada się to na zarobki. Zastanawiam się czy wszędzie tak jest?&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Niepewność stanowiska - co chwilę kogoś zwalniają lub ktoś sam się zwalnia i nikogo nowego nie zatrudniają. Większość kompetencji naszego oddziału przejęła centrala. Została garstka, która zasypana jest obowiązkami. Nikt nie informuje co dalej z naszym oddziałem, jakie są plany na przyszłość firmy, wszystko owiane jest jakąś chorą tajemnicą.&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kiedyś wraz z trzecią umową dostawało się podwyżkę - teraz nie.&amp;nbsp; Koleżanka dostała ostatnio umowę i mimo stażu zarabia wciąż tyle samo! Wniosek z tego taki, że nie ma możliwości podwyżki w ogóle!&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Centrala z racji tego, że przejęła większość naszych zadań uważa, że nic nie robimy nie zdając sobie sprawy jak bardzo nie wyrabiamy się z robotą przez małą liczbę pracowników!&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Chaos informacyjny. Co chwile coś się zmienia, nie o wszystkim&amp;nbsp; nas informują.&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wszyscy kierownicy w centrali to rodzina. Serio. Każdy tam jest wujkiem, stryjkiem, ciocią, córką właściciela firmy.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie mogę wyjść po 8h jak normalny pracownik. Po skończeniu standardowych zadań muszę zapytać kierownika czy mogę wyjść do domu, czy też muszę w czymś pomóc. Zdarza się oczywiście, że muszę zostać przez co nie mogę sobie nic zaplanować w tygodniu. Co więcej nie mam czasu czasem nawet ugotować czy posprzątać!&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Czasem mi karzą przyjść na 7, czasem na 8 a czasem na 11, Czasem skończę o 15, czasem o 17 a czasem o 22.&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jak wspomniałam dostałam awans z niższego stanowiska, które polegało na pracy fizycznej. Wyobraźcie sobie, że zarabiam mniej niż wcześniej a pracuję o wiele więcej i ciąży na mnie duża odpowiedzialność! Wszystko przez te niepłatne nadgodziny! Pracując fizycznie płacono mi za każdą dodatkową godzinę, a w pracy biurowej - niet!&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wieczne kręcenie nosem na temat brania pojedynczych dni urlopu...&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dojazd do pracy zajmuje mi 1h komunikacją miejską.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie mam przerwy. Jem przed kompem, częst w międzyczasie odbierając telefony i przerabiając zamówienia.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie ma żadnych dodatkowych benefitów typu premie, karty multisport, opieka medyczna itp.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Plusy:&lt;/h3&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Praca biurowa czyli nie muszę dźwigać.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Płaca jest w miarę ok, GDYBYM pracowała 8h dziennie. Tylko przez to, że pracuję o wiele więcej to moje zarobki wydają się śmieszne.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Możliwość zdobycia doświadczenia, by kiedyś już nie musieć sprzątać, czy dźwigać.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Dziewczyny z którymi pracuję są naprawdę spoko.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Mówię tylko i wyłącznie w języku polskim z klientami firmy.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Wypłata zawsze na czas.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;div&gt;
Z racji tego, że jestem teraz na etapie &quot;nienawidzę tego miejsca&quot;, o wiele łatwiej przychodzi mi wymienianie minusów mojej pracy. Zastanawiam się czy nie &quot;wydziwiam&quot;, może przesadzam i niepotrzebnie się nakręcam? Może wcale nie mam na co narzekać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Mam te rozterki, bo nie mam porównania z żadną inną pracą biurową. Czy wszędzie tak jest? Czy przesadzam?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgW92Slgvk8dLXNVWjrT8bqqQ8x06bLSg3HaG37-l9GUPtqAlbavGSewSe_kvaBO8qpR9yH_z8Qe8dstLYPlyNRGIc67cxvtYloa3VHR1FSP82vX0lU2o-Dq_14acqWMoXuknda9p4bHmw/s1600/g0068.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;227&quot; data-original-width=&quot;646&quot; height=&quot;112&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgW92Slgvk8dLXNVWjrT8bqqQ8x06bLSg3HaG37-l9GUPtqAlbavGSewSe_kvaBO8qpR9yH_z8Qe8dstLYPlyNRGIc67cxvtYloa3VHR1FSP82vX0lU2o-Dq_14acqWMoXuknda9p4bHmw/s320/g0068.png&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Czy na moim miejscu zmienilibyście pracę?&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/10/czy-przesadzam-czy-tez-powinnam-zmienic.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgW92Slgvk8dLXNVWjrT8bqqQ8x06bLSg3HaG37-l9GUPtqAlbavGSewSe_kvaBO8qpR9yH_z8Qe8dstLYPlyNRGIc67cxvtYloa3VHR1FSP82vX0lU2o-Dq_14acqWMoXuknda9p4bHmw/s72-c/g0068.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-4083853882405654214</guid><pubDate>Sat, 09 Sep 2017 12:23:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-09-09T05:43:52.505-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">o mnie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">przyjaźń</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>A to chyba masz po rodzicach...</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Miałam napisać ten post już jakieś 2 tygodnie temu, pełna emocji i żalu. Jednak z braku czasu i wolnego weekendu dałam sobie czas na przemyślenie i analizę wydarzenia, o którym zaraz Wam opowiem.&lt;br /&gt;
Zanim jednak pokuszę się o historię sprzed parunastu dni, przybliżę Wam pewną autentyczną i przykrą sytuację, która wpłynęła na mnie tak bardzo, że teraz gdy ktoś porównuje mnie, moje zachowanie, moje decyzje do życia moich rodziców - dostaję białej gorączki..&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Ciocia&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jest parę osób w moim życiu, które bardzo mi pomogły - nie mogę temu zaprzeczyć. Jedną z nich jest moja ciocia, która mieszkała razem z moją kuzynką (jej córką) i swoją mamą w domu nieopodal mojego rodzinnego gniazda. Ciocia pod wieloma względami była kobietą godną podziwu - taki cichy bohater, który robi wiele, a niewielu to dostrzega. Jednak nie jej życiorysowi chciałabym teraz poświęcić ten wpis, jedynie napomknę jak relacja z nią ucichła, zanikła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Około dwa lata temu zmarła moja kochana babcia. Pogrzeb nie był jakimś wielkim wydarzeniem, nie było stypy, czy wielkiego zjazdu rodzinnego - jedynie skromna uroczystość, na której zgromadzili się znajomi mieszkańcy wsi. Wszyscy przyglądali się nam - najbliższej rodzinie - jak na trędowatych, z racji tego, że gdy babcia umarła, oprócz pogotowia przyjechała też policja pod dom.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rodzice tego strasznego dnia byli nietrzeźwi, ja dzwoniąc na pogotowie mówiąc o tym wydarzeniu zostałam poinformowana, że zgłoszenie już było od mojego taty.. zdziwiłam się, bo przecież kazał mi zadzwonić, tłumacząc, że sam się boi. Wspomniałam podczas rozmowy, że moi rodzice są pijani (bo byli..) uznałam, że powinnam o tym powiedzieć - nie wiem czy słusznie. Przez to, że o tym wspomniałam - a zgłoszenia na ich libacje nie były pierwszyzną - podjechała też policja.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po pogrzebie wróciliśmy do domu. Jak wspomniałam stypy nie było mimo, iż spodziewaliśmy się przyjścia wuja , nie pojawił się. Wróciłam do Krakowa a parę tygodni później odwiedziłam moją przyjaciółkę, która również była na pogrzebie.&lt;br /&gt;
Powiedziała mi, że mama mojej cioci, wspomnianej już na początku postu opowiadała na moja rodzinę okropne rzeczy po pogrzebie. Nie dowiedziałam się konkretnie co, bo moja przyjaciółka stwierdziła, że lepiej żebym nie wiedziała... Mogę się jedynie domyślać, znając ją, jej plotkarskie zdolności i umiejętność gardzenia ludźmi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała ta historia nie do końca ma wiele wspólnego z tytułem wpisu. Zmierzam wciąż do tego, że wspomniana przed chwilą mama mojej cioci (może roboczo nazywajmy ją Panią M.) już wcześniej sprawiła, że postanowiłam ograniczyć odwiedziny i kontakty z tą częścią rodziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pani M. nie lubiła mnie - wiem to. Miałam wrażenie, że moje pochodzenie w jej oczach jakby z góry skazuje mnie na bycie śmieciem, a wszystko co mam zawdzięczam jej, cioci i mojej kuzynce. Zwykła rozgadywać po wsi, że dostałam się do liceum dzięki mojej kuzynce, że jestem nieukiem - co oczywiście jest bzdurą! Jakby do liceów przyjmowano przez znajomości to sorry, ale skończyła by się równość społeczna. Poza tym żadna z nich nie była jakąś szychą z wtykami... Ciocia jedynie stymulowała mnie i sugerowała, że pójście do tego liceum pozwoli mi odciąć się od patologii - za co jestem jej wdzięczna. Na wyniki i świadectwo pracowałam sama!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdy nasze kontakty zaczęły się rozluźniać ciocia czasem jeszcze dzwoniła do mnie, pytając co słychać. Rozmowy trwały czasem godzinami. Raz dzwoniąc w tle usłyszałam jej matkę - Panią M. Donośnym głosem obwieszczała z pretensją &quot;Po co nie niej dzwonisz?! Ona jest taka jak oni (moi rodzice) itp&quot; Zrobiło mi się MEGA przykro. Bardzo dużo pracy włożyłam w to by się wyrwać i ułożyć sobie życie. Lata terapii, stany depresyjne, wiele błędów... ogarnęła mnie ogromna złość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasze relację ucichły. Nie chcę utrzymywać kontaktów z kimś kto nie szanuje mnie jako człowieka. Samo porównywanie do rodziców nie jest niczym złym - jestem ich córką i tak będzie na zawsze... Jednak złośliwe wytyki, wzbudzanie poczucia winy, deptanie - nie chce tego. Od tamtej pory, gdy ktoś złośliwie porównuje mnie do mamy lub taty, ogarnia mnie niepohamowana złość.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&quot;Ten zapał to masz chyba po rodzicach, co?...&quot;&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Około dwa tygodnie temu zadzwoniła do mnie przyjaciółka, jedna z niewielu osób, która wie o tym blogu - pytając kiedy będzie wpis. Bardzo mi miło, słysząc takie pytania. Wiem, że moje &quot;pióro&quot; nie jest najwyższych lotów, ale lubię i zawsze lubiłam pisać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Blog to nie jest moją praca - OBVIOUSLY. Robię to dla przyjemności i głównie z myślą o sobie. Pomimo lat terapii wciąż&amp;nbsp;&amp;nbsp;- niczym kamienie w kieszeniach - ciążą mi niektóre widma przeszłości. Wypisywanie ich TU, sprawia mi ulgę i zarazem, może pomoże komuś tak &quot;&lt;i&gt;pato&lt;/i&gt;&quot; jak ja.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na pytanie przyjaciółki, kiedy będzie wpis, nie potrafiłam jednoznacznie odpowiedzieć. W tamtym czasie akurat wyszło tak, że nie miałam czasu - nie wiedziałam kiedy najdzie mnie wena i chęć. Moją odpowiedź przyjaciółka skwitowała właśnie zdaniem z podtytułu:&amp;nbsp;&lt;i&gt;&quot;Ten zapał to masz chyba po rodzicach..&quot; - &lt;/i&gt;zatkało mnie, totalnie nie spodziewałam się takiego &quot;ostrza&quot; wymierzonego we mnie. &lt;i&gt;&quot;Eeee...yyyy...&quot;&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- przelazło mi przez gardło i milion myśli w głowie, w tym jedna, by rzucić słuchawką... Moja patologiczna chęć bycia zawsze miłą i nie urażania nikogo wzięła górę i coś - nawet nie pamiętam co - wydukałam na swoją obronę. Chyba byłam w szoku. &lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wiem, że moja przyjaciółka nie miała nic złego na myśli- a może miała, tego nie wiem. Strasznie to było słabe i przypomina mi właśnie Panią M., i jej &lt;i&gt;&quot;ona jest taka jak oni(...)&quot;.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Te słowa działają na mnie jak płachta na byka, ale moje spokojne usposobienie tłumi negatywne emocje, które słysząc to gromadzą się pod językiem, i cisną na usta jako wiązanka przekleństw. Nie wiem czy to mój takt, czy bardzo pokojowe usposobienie sprawia, że nie reaguje impulsywnie. &lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Taka jak oni&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czy jestem taka jak oni? No jasne, że tak! Większość mojego życia spędziłam z moimi rodzicami i logicznym jest, że stety/niestety przejęłam wiele wzorców ich zachowań. Pamiętać należy, że wzorce nie bywają jedynie tymi złymi! Poza tym, każdy jest inny i nawet alkoholików nie należy mierzyć jedną miarą.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Włożyłam dużo pracy, by zdać sobie sprawę z tego co determinuje niektóre z moich reakcji na dane sytuacje. Wiecie, problem typu &quot;Jesteś taki jak oni(...)&quot; jest złym znakiem w momencie, kiedy nie zdajesz sobie sprawy z tego, że powielasz schemat. Jeżeli już go znasz, potrafiłeś z niego wyjść, znasz komponenty niepowodzeń Twoich bliskich, to doskonale zdajesz sobie sprawę co zrobić, by nie pokierować SWOJEGO życia na złe tory. &lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wiecie co jest najgorsze?! &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Że niektórzy ludzie, mino, iż jesteś dorosłym człowiekiem, jest ok, jesteś szczęśliwy itp. i tak wciąż będą wkładali Cię do jednego worka z patologią. Ty pniesz się w &amp;nbsp;przysłowiową górę, w końcu czujesz się wolny od odpowiedzialności za życie Twoich rodziców, a ktoś &quot;miły&quot; przypomni Ci gdzie jest Twoje miejsce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Napisałam ten tekst nie po to by kogoś, obrazić, czy by poinformować kogoś o moim żalu. Ostatnie wydarzenia jedynie zainspirowały mnie to tego wpisu.💓👍😉&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkOzU1hSYI75e59h8zuj-fc1lNLw6ZdndFqLjmT77eKjiRF0J1ryhYuL8MSndq-X-Wca1nZhGOmWs1tBgDMaVukBoYIHiAdUoMGEzkLNCzdMJxKW_5nMOoYDF5HedtylJFmahaSMkPrdA/s1600/celem_nie_jest_bycie_dalajlama_cytat.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;627&quot; data-original-width=&quot;1200&quot; height=&quot;332&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkOzU1hSYI75e59h8zuj-fc1lNLw6ZdndFqLjmT77eKjiRF0J1ryhYuL8MSndq-X-Wca1nZhGOmWs1tBgDMaVukBoYIHiAdUoMGEzkLNCzdMJxKW_5nMOoYDF5HedtylJFmahaSMkPrdA/s640/celem_nie_jest_bycie_dalajlama_cytat.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/09/a-to-chyba-masz-po-rodzicach.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhkOzU1hSYI75e59h8zuj-fc1lNLw6ZdndFqLjmT77eKjiRF0J1ryhYuL8MSndq-X-Wca1nZhGOmWs1tBgDMaVukBoYIHiAdUoMGEzkLNCzdMJxKW_5nMOoYDF5HedtylJFmahaSMkPrdA/s72-c/celem_nie_jest_bycie_dalajlama_cytat.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-3385345040582123300</guid><pubDate>Sun, 20 Aug 2017 15:05:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-20T08:23:30.406-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">o mnie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">retrospekcja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">studia</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>Toksyczne poczucie winy</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dziś opowiem Wam o toksycznym uczuciu, które dawało mi w kość przez większość mojego życia. Z perspektywy czasu jestem skłonna stwierdzić, iż właśnie to uczucie blokowało mnie i w znacznej mierze wpływało na to, że nie realizowałam swoich marzeń i ambicji. Nie chciałam się wyróżniać wyjątkowymi umiejętnościami czy sukcesami - podświadomie nie dawałam z siebie 100%. Bałam się sukcesu, nie chciałam być na czele. Ciężko to wytłumaczyć szczególnie, że marzyłam o wyrwaniu się, odcięciu od przeszłości i ułożeniu sobie życia po swojemu, co wymaga wiele pracy i odwagi - jednocześnie nie chciałam tego bo bałam się, że kogoś przez to zranię albo na zawszę stracę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;

Toksyczne poczucie winy&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
To właśnie to poczucie winy wynikające z lojalności wobec porządku, do którego przywykłam blokowało mnie. Miałam wrażenie, że nie mogę być zbyt szczęśliwa, bo moi rodzice mają tak bardzo źle - nie mają pieniędzy, nie mają pracy, rachunki nie opłacone, długi się mnożą ... słuchałam tego i miałam okrutne poczucie winy, że ja mam, że mi się jakoś wiedzie, że studiuje, że pracuje, że mam prąd, że mam jedzenie, że mogę więcej - a oni nie. Czułam się jak wyrodne dziecko, które powinno im pomóc, że powinnam sobie odmówić, żeby im było lepiej.. i rzeczywiście nie raz tak było! Pożyczałam moim rodzicom pieniądze na prąd i na jedzenie omamiona poczuciem, że oni na mnie przeznaczali pieniądze jak byłam dzieckiem, że mam zasrane poczucie obowiązku im pomóc (mimo, że przez ich libacje moje dzieciństwo było piekłem)... a później odbierałam telefony od pijanej matki czy ojca i czułam się jak osioł - mogłabym zacząć wydawać odgłosy typu io, io, io i nikt by nie zauważył różnicy - osioł jak wymalowany, który odciążył rodziców, by teraz mogli bez ogródek swoje pieniądze przeznaczyć na alkohol.&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;

Marionetka&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rodzice nie wiedzieli co mi robią, jakie poczucie winy we mnie wzbudzają - nieświadomie pociągali za sznurki i wciąż uruchamiali ten sam mechanizm...Tkwiłam w tym schemacie zachowań, bo bałam się odrzucenia. W tym mechanizmie to oni byli małymi zagubionymi osobami, a ja ich opiekunem - zupełne odwrócenie ról. Zamiast - jak normalni rodzice - interesować się moim życiem, cieszyć z moich sukcesów, dopingować i wspierać - to ja martwiłam się o nich i chciałam żeby ułożyli sobie życie. Widziałam jak bardzo wszystko spieprzyli swoimi lekkomyślnymi decyzjami i nie mogłam na to patrzeć... nie mogłam sobie poradzić z tym, że ich życie wygląda aż tak źle.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;

&quot;Nie mam kasy&quot;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Mechanizm, w którym tkwiłam nie objawiał się jedynie w konfrontacji z rodzicami- również w życiu towarzyskim dawał mi się we znaki. Na studiach bywały momenty, że miałam trzy prace! Dwie były standardem, do tego wyszukiwałam dodatkowe możliwości dorobienia na olx.pl czy gumtree.pl typu sprzątanie, mycie okien itp. Mimo natłoku obowiązków jaki na siebie brałam, nie mogę powiedzieć, że opływałam w luksusie. Zarobione pieniądze przeznaczałam na bieżące wydatki i nie oszczędzałam. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z perspektywy czasu zastanawiam, że jak ja to robiłam? Miałam stały dopływ gotówki a i tak wiecznie nie miałam kasy. Zupełnie jakbym podświadomie szybko pozbywała się zarobionych pieniędzy, jakby posiadanie ich zbyt dużej ilości nie należało mi się.&amp;nbsp;Nigdy nie miałam oszczędności a wymówka &quot;nie mam kasy&quot; była często słyszana jako moja odpowiedź na propozycje imprez, wakacji czy kursów. Wieczna męczennica, która wstydzi się przyznać, do tego, że dobrze się jej dobrze wiedzie, zupełnie jakbym byciem biedną i poszkodowaną, miała zjednać sobie więcej ludzi...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Rezygnując z przyjemności typu wakacje, wycieczki itp. nie miałam poczucia winy wobec moich rodziców. To było błędne koło, które uniemożliwiało mi rozwój i poszerzanie horyzontów.. Budowałam swoją tożsamość wokół poczucia winy i wstydu, które były wymyślone przeze mnie. Tak naprawdę mogłam być z siebie dumna, ale nie byłam, bo wciąż z tyłu głowy miałam moich biednych rodziców. Nie pozwalałam sobie na to by korzystać z życia, wplątywałam się w toksyczne relacje, które robiły ze mnie męczennice życia! Najgorsze jest to, że ja czułam się lepiej jako męczennica niż jako szczęśliwa spełniona kobieta! Bo będąc zbyt szczęśliwa miałam wyrzuty sumienia a jako męczennica mogłam lepiej wpasować się w schemat, który wyniosłam z domu rodzinnego.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;

Jeden z wielu trybików skomplikowanej machiny...&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po latach terapii, w końcu mogłam zacząć pracować nad tym chorym umartwianiem się. Niestety nie jest prostym wykorzenienie schematu, w którym czuliśmy się bezpiecznie. Podświadomie, kurczowo się go trzymamy, tłumaczymy sami przed sobą, wmawiamy sobie... Prawda może zburzyć wszystko w co wierzyliśmy i co stało się podstawą nas. Ulepiliśmy siebie na gruncie manipulacji i kłamstw... by to naprawić trzeba na nowo zbudować nasz fundament a nie jest to proste gdy na starym i słabym rdzeniu został wzniesiony pokaźny budynek.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jako pierwsze powinniśmy odbudować naszą własną autonomię. Dostrzeżenie, że nie jesteśmy jednym z wielu trybików złożonego systemu, a kimś zupełnie odrębnym powinno być trzonem naszej przemiany. Musimy zadać sobie pytanie kim naprawdę jesteśmy? Jakie mamy potrzeby? Wobec kogo mamy obowiązki? Odpowiadając na te pytania - z pozoru proste lecz jakby nie obecne w mojej codzienności - zdałam sobie sprawę, że nie jestem taka jak moi rodzice, że to oni powinni troszczyć się o mnie jako ich córkę, a nie ja o nich, jakby to oni byli moimi dziećmi. Nie jest moim obowiązkiem dbanie o to, żeby byli szczęśliwi, a o to bym to ja była szczęśliwa! Rodzice, którzy są normalni i mają poukładanie życie dają przestrzeń swoim pociechom by i one mogły zająć się sobą i swoją przyszłością. Nie będą chcieli manipulacjami zagarnąć sobie życia swojego dziecka dla swojej korzyści - nawet nieświadomie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhGDDCKpY6MG5Yt-Qzxs4Zb1JCuWveYotmYel318bJHqStdI1_F6n5KBH-dOeX-hwBdt7eUWSTqwTjmIiz3zQ9NuQZ_UJDN1rZygG0qk7XUScrC9PwWO5NfOFaXuwWswHe_55e1VMIysOk/s1600/manipulation-emotionnelle.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;500&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhGDDCKpY6MG5Yt-Qzxs4Zb1JCuWveYotmYel318bJHqStdI1_F6n5KBH-dOeX-hwBdt7eUWSTqwTjmIiz3zQ9NuQZ_UJDN1rZygG0qk7XUScrC9PwWO5NfOFaXuwWswHe_55e1VMIysOk/s320/manipulation-emotionnelle.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/08/toksyczne-poczucie-winy_20.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhGDDCKpY6MG5Yt-Qzxs4Zb1JCuWveYotmYel318bJHqStdI1_F6n5KBH-dOeX-hwBdt7eUWSTqwTjmIiz3zQ9NuQZ_UJDN1rZygG0qk7XUScrC9PwWO5NfOFaXuwWswHe_55e1VMIysOk/s72-c/manipulation-emotionnelle.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-8810285665069878390</guid><pubDate>Sun, 13 Aug 2017 12:08:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-13T06:40:53.530-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">o mnie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">przyjaźń</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">retrospekcja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>Dziecko z ogromnym kredytem</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h2 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Basia&lt;/h2&gt;
Czas na kolejną retrospekcję, do której zainspirowało mnie niedawno zobaczone zdjęcie na Facebooku - znowu - mojej przyjaciółki z dziecinnych szkolnych lat. &amp;nbsp;Mimo, iż powinnam zamknąć niektóre rozdziały w moim życiu - wracam do nich i analizuję. Można powiedzieć, że są to wciąż niezagojone rany - nie tak otwarte jak niegdyś przed terapią, ale wciąż dające o sobie znać i wymagające opatrunku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z Basią znałyśmy się od przedszkola i już wtedy przyjaźniłyśmy się. Całą podstawówkę siedziałyśmy w jednej ławce szkolnej, wspólnie spędzałyśmy czas nawet po lekcjach u niej w domu. Nasza zażyłość siłą rzeczy sprawiła, że i nasi rodzice poznali się. Nie mogę powiedzieć, że się zakumulowali, ale polubili na pewno. Rodzice Basi byli przemiłymi ludźmi - bardzo wierzącymi, dobrymi i nie upatrującymi się w drugim człowieku złych cech. Ufali ludziom, bo zapewne takowymi - godnymi zaufania - się otaczali.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Już pod koniec podstawówki w moim domu zaczynało dziać się coś złego. Wciąż narastające problemy finansowe i ucieczka w używki moich rodziców bardzo odbijała się na mnie i moim bracie... i wtedy to moi rodzice zrobili coś, co na zawsze zniszczyło moją przyjaźń z Basią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo popularne wśród mniej świadomych ludzi było wtedy branie chwilówek. Jeden kredyt za drugim by spłacić poprzedni. Zaczęło się od kredytu, który miał pomóc moim rodzicom w rozpoczęciu budowy domu. Mieli ambitne plany, zakupili projekt, cześć materiałów, podciągnęli media na działkę i inne podstawowe czynności przed wylaniem fundamentów. Jednak nie wiedzieć czemu na tym się skończyło. Zaczęli mieć problemy ze spłatą tego kredytu, więc zaciągali następny, który pozornie miał im pomóc. Zdrowy rozsądek zaczął zanikać wraz z coraz bardziej widocznym nałogiem alkoholowym i wtedy postanowili wziąć pożyczkę, którą żyrować zgodzili się niczego nieświadomi rodzice Basi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O niczym nie wiedziałam. Rodzice nie opowiadali mi o swoich kredytach, ale Basia wiedziała i wszystko zaczęło się psuć, gdy po raz pierwszy przyniosła mi list z ponagleniem do spłaty przekazany przez jej mamę. Pamiętam jak dziś tą biało-zieloną kopertę i poczucie wstydu jakie mnie ogarnęło. Niedługo później nasze drogi zaczęły coraz bardziej się rozchodzić. Mimo, iż wiedziałam, że to nie moja wina, czułam się odpowiedzialna, bo siłą rzeczy zostałam w to wplątana. Było mi strasznie przykro - straciłam przyjaciółkę, z którą miałam wiele pięknych wspomnień.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h2 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Dziecko z wielkim kredytem&lt;/h2&gt;
&lt;br /&gt;
Tak jak Wam wspominałam moja wyprowadzka z domu gdy szłam do liceum wcale nie sprawiła, że odcięłam się od wszystkich złych wydarzań - wciąż byłam uwikłana w tą patologię i wciąż czułam się odpowiedzialna za to co się dzieje w domu rodzinnym. Często zostawałam na weekend w internacie, jednak mimo tego problemy moich rodziców prześladowały mnie nawet tam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Będąc na zlocie harcerskim z okazji 100-lecia ZHP, Basia i jej rodzice znając mój numer telefonu, potrafili wydzwaniać do mnie paręnaście razy dziennie, naciskając na spłatę kredytu. Płakałam po nocach w namiocie martwiąc się skąd wziąć pieniądze. Przychodziły mi do głowy najgorsze scenariusze od dzwonienia po znajomych by pożyczyli mi gotówkę, po kradzież czy nawet moje samobójstwo - miałam dość. Nie miałam nawet 18 lat, nie pracowałam, nie miałam grosza przy duszy, nie miałam na podstawowe rzeczy do szkoły czy nawet na ten wyjazd, który de facto był sponsorowany dla mnie przez hufiec.. nie miałam nic, a czułam jakbym to ja miała ten kredyt, jakby to była moja wina. Nie potrafiłam poradzić sobie z emocjami, byłam załamana i totalnie bezradna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pewnego dnia wychowawczyni w internacie przyniosła mi list zaadresowany do mnie na adres liceum. Z nikim nie korespondowałam, więc byłam bardzo zaskoczona i podekscytowana... Emocje się zgoła odmieniły gdy go otwarłam. Koperta wypełniona była zdjęciami Basi leżącej w szpitalnym łóżku z podłączoną aparaturą ułatwiającą oddychanie, podbitymi oczyma i bardzo opuchniętą twarzą. Załączony był też list, w którym mama Basi błaga, żebym poprosiła rodziców, by spłacali kredyt, bo Basia miała bardzo poważny wypadek, ledwo uszła z życiem. Potrzebują pieniędzy a spłata zobowiązań moich rodziców uniemożliwia im odpowiednią opiekę nad córką, która wymaga specjalistycznej opieki. Byłam w szoku, czułam się bezradna i załamana. Nie wiedziałam co robić, skąd wziąć pieniądze. Wiedziałam, że rodzice nie mają i nie będą mieli - pili na umór zupełnie odcinając się od rzeczywistości. Przekazałam im list, na długo jeszcze nie mogłam się otrząsnąć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z perspektywy czasu, czuje ogromną złość. Rodzice Basi skutecznie zadbali o to bym, mimo wyprowadzki, z domu nie odcięła się od ich problemów. Nigdy nie czułam się tak bezradna. Do tej pory pamiętam ból brzucha, który mi wtedy towarzyszył na każdym kroku. Chciałam się zabić, naprawdę nie chciałam, żyć. Myślę, że totalnie nie zdają sobie sprawy z tego, do jakiego stanu psychicznego doprowadzili dziecko.&amp;nbsp;Rozumiem ich desperację - chora córka, szukanie jakiejkolwiek pomocy... ale dlaczego tak nieodpowiedzialnie wplątali mnie w to. Jako nastolatka nie byłam na to zupełnie przygotowana, nie widziałam wyjścia z sytuacji .. jedyne to, by ze sobą skończyć, by wszystkim ulżyło i mnie też.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h2 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Moja rola&amp;nbsp;&lt;/h2&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z racji braku odpowiedzialności rodziców i zaawansowanego już wtedy nałogu podświadomie stałam się nadodpowiedzialna. W psychologii &amp;nbsp;dostrzeżono, iż dziecko w rodzinie dysfunkcyjnej przyjmuje różne role.&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;background-color: white;&quot;&gt;&quot;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;Rodzina to system, którego podstawowym celem jest rozwój wszystkich jego członków. Gdy prawidłowo funkcjonuje, poszczególni członkowie w sposób elastyczny wypełniają określone role służące zaspokojeniu jej potrzeb. Ale ten sprawny mechanizm przestaje takim być, jeśli ktoś z dorosłych nadużywa alkoholu. Wraz z nasileniem kryzysu rodzinnego staje się on coraz bardziej chaotyczny i niestabilny, między innymi dlatego, że jedno lub oboje rodzice przestają wypełniać swoje role.&quot; &amp;nbsp;&lt;/i&gt;By rodzina mogła funkcjonować normalnie, to dzieci podświadomie przyjmują rożne role:&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Bohater rodziny&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh-58oonxk9RPdJOMH4_CRdVGoVlSXI9AvBa0RN3hNAZ9agCfUkSFPh4OnbFeZ0GmYT-7UDgUAcjbV7PpLIdmzcYc9QtsIRxmC35BGqSbhRc_3LjPTtt-nUWIKLO5ZY5heSRf7JPXvELsY/s1600/dziecko.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;472&quot; data-original-width=&quot;295&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh-58oonxk9RPdJOMH4_CRdVGoVlSXI9AvBa0RN3hNAZ9agCfUkSFPh4OnbFeZ0GmYT-7UDgUAcjbV7PpLIdmzcYc9QtsIRxmC35BGqSbhRc_3LjPTtt-nUWIKLO5ZY5heSRf7JPXvELsY/s320/dziecko.jpg&quot; width=&quot;200&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Kozioł ofiarny&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Maskotka&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Dziecko niewidzialne&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
Nie da się jasno zaklasyfikować dane dziecko dla danej grupy, bo każda sytuacja rodzinna jest inna i wymaga innych rozwiązań. Jednakże jakbym miała wybierać to byłabym bohaterem rodziny. Z zewnątrz wyglądałam jako odpowiedzialna młoda osoba. Brałam na siebie różne obowiązki i świetnie sobie z nimi radziłam. Dobrze się uczyłam, byłam zaradna - pozazdrościć córki. Jednak w środku byłam totalnie rozbita, nieszczęśliwa, osamotniona i zaniedbana. Zostałam obdarta z dzieciństwa i obarczona problemami, z którymi nawet niektórzy dorośli nie mogliby sobie poradzić. Bałam się, nienawidziłam mojego życia i siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mam żadnej puenty na zakończenie tej retrospekcji. Do tej pory gdy o tym myślę, czuję złość na rodziców Basi, że obarczyli mnie tym ciężarem, którego jako dziecko nie byłam &amp;nbsp;w stanie unieść i sprostać. Nie potrafię sobie wyobrazić, co mieli w głowie myśląc, że dziecko, które nie ma zaspokojonych podstawowych potrzeb, znajdzie sposób na spłacenie kredytu rodziców. Jak?!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Basią znajomymi na Facebooku nie jesteśmy. Została oznaczona na zdjęciu innej znajomej. Darzy mnie wielką nienawiścią jakbym to jak była przyczyną jej wypadku i problemów z pieniędzmi jej rodziców. Stałam się współodpowiedzialna w jej nieszczęściu mimo, iż jako dziecko nie miałam z nim nic wspólnego. Jest mi przykro i wciąż z sentymentem patrzę na to jaka więź nas łączyła przed niefortunnymi zdarzeniami. Do tej pory nie mogę uwierzyć jak to wszystko się potoczyło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/08/dziecko-z-ogromnym-kredytem.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh-58oonxk9RPdJOMH4_CRdVGoVlSXI9AvBa0RN3hNAZ9agCfUkSFPh4OnbFeZ0GmYT-7UDgUAcjbV7PpLIdmzcYc9QtsIRxmC35BGqSbhRc_3LjPTtt-nUWIKLO5ZY5heSRf7JPXvELsY/s72-c/dziecko.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-4483521988737761034</guid><pubDate>Sun, 06 Aug 2017 11:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-06T11:28:14.535-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">przyjaźń</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">zainteresowania</category><title>Ekshibicjonizm Facebook&#39;owy</title><description>&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Facebook&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Stał się nieodzowną częścią naszej rzeczywistości. Wielu ludzi nie wyobraża sobie, by rozpocząć dzień, bez przeglądnięcia aktualności z życia swoich znajomych. Podświadomie - niczym odruch bezwarunkowy - sięgają po telefon i z ledwo otwartymi oczyma scrollują najnowsze wydarzenia. Świat wirtualny przenika się z rzeczywistością. Dla wielu osób granica między nimi już dawno się zatarła, a portale społecznościowe typu Facebook, stały się &quot;oknem na świat&quot;. Nie musimy wychodzić z domu, nie musimy dzwonić czy rozmawiać w realu - jednym ruchem palca wiemy co słychać u naszych znajomych, nawet tych, których znamy tylko z widzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie jestem lepsza, tak jak większość osób z mojego pokolenia posługuje się facebookiem i z zaciekawieniem śledzę aktualności. Nie jestem zawistną osobą - cieszę się z sukcesów moich znajomych i z ich szczęścia np. z powodu powiększającej się rodziny. Ostatnio jednak, pewien post dał mi wiele do myślenia... na tyle, by poświęcić mu post na blogu i by na długo krążył mi po głowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza znajoma, której nie widziałam już bardzo długo, i która pewnie nie poznała by mnie na ulicy, ale jesteśmy znajomymi na FB (paradoks dzisiejszych czasów...). Młoda żona, absolwentka studiów, posiadaczka psa i pięknego nowego mieszkania - o czym wiem, bo o wszystkim informuje na swoim profilu - raz na czas dodaje status, bez zdjęcia, po prostu wpis, niczym sprawozdanie z życia lub konkluzja podsumowana cytatem z jakiejś książki. Tym razem postanowiła podzielić się ze światem swoim niezadowoleniem z tego jak potoczyło się jej życie... Cytat zakończony konkluzją &quot;dochodzę o wniosku, że wszystko jest nie tak jak sobie wymarzyłam&quot;, zebrał parę lajków i komentarzy ludzi dobrej woli. Przeczytałam to i posiłek, który właśnie pochłaniałam jakby przewrócił mi się w żołądku na drugą stronę. Zniesmaczenie i szok - tak określiłabym moje odczucia. Dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Grupa wsparcia&lt;/h3&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/h3&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
Cytat opisywał to, że nie układa się jej w małżeństwie... szokiem był dla mnie sam fakt, że napisała o tym na tablicy facebooka, ubierając to w ładne słowa. Jeszcze większym świadomość, że przecież ledwo wstawiała zdjęcia w białej sukni z przepięknej sesji zdjęciowej z dopiskiem jaka jest szczęśliwa... A przewróciło mi się wszystko w żołądku jak pod wpisem zobaczyłam kciuki w górę i jedną smutną minkę... kogo? Jej męża.... Plus parę komentarzy od &quot;Wujków-Dobra-Rada&quot; sugerujących naprawienie tego, póki jeszcze nie spaprało się na dobre...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
W jakich my czasach żyjemy, że młode małżeństwa, swoje pierwsze zgrzyty wystawiają na ocenę ludzi postronnych. Jak bardzo głupio musiał poczuć się jej mąż widząc, że ta na światło dzienne wylewa ich problemy. Było mi go żal - &amp;nbsp;serio.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Ekshibicjonizm Facebook&#39;owy&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
Myśląc o tym zastanawiałam się co popycha ludzi do tego, by aż tak bardzo eksponować swoje życie. Czy to kwestia czasów, w których żyjemy, czy też coś zupełnie indywidualnego, zależnego od charakteru i samooceny? Nie odnalazłam jednoznacznej odpowiedzi, ale wysnułam parę wniosków wraz z konkluzją, że to nie jest dobry sposób by radzić sobie z problemami czy negatywnymi odczuciami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;u&gt;Po pierwsze brak świadomości konsekwencji jakie niesie za sobą wystawianie na ocenę swojego życia prywatnego.&lt;/u&gt;&amp;nbsp;Warto wbić sobie do głowy, że to co umieścimy w sieci, zostaje tam na zawsze i może zostać użyte przeciwko nam. Ustalenie granic wydaje się być sensownym rozwiązaniem.. Myślę, że dla zdecydowanej większości osób opisywanie swoich problemów, niezadowolenia z życia i zrzędzenia jest po prostu dziwne i dołujące. &quot;Jak Cię widzą, tak Cię piszą&quot; - w tym przypadku jak bardzo wylewasz swoją żółć na Facebooku, tak bardzo narażasz się na negatywny odbiór swoich postów, ale i swojej osoby - szczególnie wśród osób, które ledwo znasz lub nie utrzymujesz stałego kontaktu, bo mogą jedynie oceniać Cię i Twoje życie po tym co publikujesz.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;u&gt;&lt;br /&gt;&lt;/u&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;u&gt;Niezręczne sytuacje&lt;/u&gt;. A co jeśli dawna znajoma spotka Cię gdzieś na mieście i zacznie wypytywać o sprawy, które nie powinny jej interesować, bo są zwyczajnie prywatne. Jednocześnie o wszystkim wie od Ciebie, bo sama uzewnętrzniłaś swoje problemy na facebooku wzbudzając litość i żal? Naprawdę chcesz być pocieszana/ny przez wszystkich? Nawet osoby, które nie życzą Ci dobrze, bo i takie pewnie masz w swoim wielkim gronie znajomych. Chcesz, by Twoje życie małżeńskie zostało poddane publicznej debacie i ocenie?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;u&gt;Osobowość.&lt;/u&gt;&amp;nbsp;Może to niektórych zszokować, ale po tym co publikujemy na portalach społecznościowych można łatwo wywnioskować jakimi ludźmi jesteśmy. Czasem są to pochopne wnioski - to prawda - lecz daje to pole do popisu osobom, które pragną wykreować idealne życie w oczach znajomych, których dawno nie widzieli.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Widząc smutne i dołujące wpisy o tym jak bardzo nieszczęśliwi jesteśmy, dajemy niesamowitą sposobność do interpretacji lub nadinterpretacji naszego usposobienia. Co więcej, zamiast poczucia przynależności i wsparcia, którego oczekujemy, wzbudzamy żal i zniesmaczenie. Myślę, że zdecydowana większość osób choć przez chwilę pomyśli o tym jak bardzo samotna/ny jesteś, szukając wsparcia/pocieszenia w taki sposób. Można też uznać, że jest to sposób na podniesienie swojego niskiego poczucia własnej wartości, poprzez lajki i zainteresowanie postronnych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Podsumowując, warto porządnie przemyśleć nasze poczynania w sieci zanim posuniemy się o jeden krok za daleko. Zanim wylejemy nasze żale, zastanówmy się jak mogą zostać odebrane i jak możemy być przez to postrzegani. O jedno słowo za dużo a na długi czas pozostaniemy męczennicą życia, opisywaną przez dalekich znajomych jako &quot; ta co ledwo wyszła za mąż a już myśli o rozwodzie&quot;... Każdy jest inny, skąd odbiór naszych wywodów może wzbudzać dalece ambiwalentne odczucia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjcbjUcdnEkcgWUo730LTL7NE1csRZn_Lv45WRzFSd5mw-1MELBvoJQZQA1BxwNx_LUJR6_ByOi3-1h6Gaogvu5PRlm47pg0dwWzqDbErORvDPxjGxMQhgmASzBOBkMv5h9G_M2_L84l5s/s1600/79354_banan_ekshibicjonista.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1074&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;267&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjcbjUcdnEkcgWUo730LTL7NE1csRZn_Lv45WRzFSd5mw-1MELBvoJQZQA1BxwNx_LUJR6_ByOi3-1h6Gaogvu5PRlm47pg0dwWzqDbErORvDPxjGxMQhgmASzBOBkMv5h9G_M2_L84l5s/s400/79354_banan_ekshibicjonista.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/08/ekshibicjonizm-facebookowy.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjcbjUcdnEkcgWUo730LTL7NE1csRZn_Lv45WRzFSd5mw-1MELBvoJQZQA1BxwNx_LUJR6_ByOi3-1h6Gaogvu5PRlm47pg0dwWzqDbErORvDPxjGxMQhgmASzBOBkMv5h9G_M2_L84l5s/s72-c/79354_banan_ekshibicjonista.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-568350573928003138</guid><pubDate>Fri, 28 Jul 2017 16:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-28T09:21:37.954-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">odżywianie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">weganizm</category><title>Pierwszy tydzień bez pokarmów odzwierzęcych.</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Minął tydzień od dnia, w którym zadecydowałam, że nie będę już jadła mięsa i w tym poście chciałabym opisać Wam jak się czuję.. Dlaczego?&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Dlatego, że większość ludzi nie wyobraża sobie, że tak się da!&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pytania jakie słyszałam gdy mówiłam komuś, że nie jem mięsa były przeróżne od tych standardowych typu: &lt;i&gt;&quot;to co ty jesz?&quot; &lt;/i&gt;po pytania o to&lt;i&gt;&amp;nbsp;&quot;czy widzę jakąś różnicę?&quot;.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Na to co jadłam nie będę odpowiadała, bo przepisów wegańskich jest mnóstwo w internecie i nie tego dotyczy ten blog, ale czy widzę jakąś różnicę? Pomyślicie, że zacznę się teraz rozwodzić na temat tego jak świetnie się czuję, otóż nie! Nie widzę żadnej różnicy, ŻADNEJ!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Gdy w taki sposób odpowiedziałam osobie, która zadała to pytanie - de facto starszej pani - powiedziała &lt;i&gt;&quot;ale jak to, musisz czuć różnicę, przecież nie jesz mięsa!&quot;... &lt;/i&gt;Nie, nie czuję różnicy, ani nie czuję się lepiej, ani gorzej. Jaki z tego wniosek? A no taki, że mięso nie musi być składową każdego posiłku, wręcz nie powinno być! Niestety tak przywykliśmy do standardowej diety, że teraz nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy jeść w inny sposób. Dziesięciolecia wmawiania ludziom, że mięso to podstawa i mleko buduje kości, zbiera teraz żniwa w postaci różnych chorób. Najbardziej przykre jest to, że to się nadal dzieje! Nikt nie mówi o tym, że przetworzone mięso zostało oficjalnie uznane jako produkt rakotwórczy obok papierosów i azbestu! Dlaczego, więc na mięsie nie ma oznakowań typu &lt;b&gt;&quot;Jedzenie powoduje raka i choroby serca&quot;? &lt;/b&gt;Widząc takie obwieszczenie, możliwe że mniej chętnie sięgnęlibyście po dany produkt... W związku z tym ludzie nie wiedzą jakie zagrożenie na nich czyha i zajadają konserwy, szyneczki, parówki i paszteciki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pomyślicie sobie, że sieję herezję, że jestem jedną z nawiedzonych weganek lub działaczek na rzecz zwierząt nienawidzącą wszystkich mięsożerców. Wyobraźcie sobie, że nie. Przechodzę na tą dietę z egoistycznych powodów - ze względu na swoje zdrowie. Chcę być zdrowa i by moi bliscy byli zdrowi.&lt;br /&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Czy czuję, że wyrzekam się czegoś ważnego?&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Że nie będę korzystała z pełni życia, bo sobie czegoś odmawiam? Nie, wręcz przeciwnie! Zawsze lubiłam gotować, a teraz czuje jakbym odkrywała kuchnie na nowo! Wbrew pozorom nie tracę czasu przy garach z warzywami, kaszami wszystko idzie szybciej. Nie wydaje mnóstwa kasy na żarcie, wydaje tyle samo, tyle, że kupuje więcej warzyw i owoców zamiast mięs i nabiału... A najbardziej się cieszę, że zdecydowaliśmy się na ten krok z moim chłopakiem i oboje jesteśmy zadowoleni :)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Powiedziałam moim rodzicom, że nie jem mięsa. Zaczęli się śmiać i nie obyło się bez mądrości:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Każdy facet musi zjeść mięso, mięso daje siłę!&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Jak nie będziesz dawała swojemu chłopakowi mięsa to z Tobą zerwie, facet musi sobie zjeść!&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Wydziwiasz, zobaczysz będziesz chora...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Cóż, mogę być chora zarówno na diecie wegańskiej jak i jedząc mięso - nie przewidzę, ale mogę się starać i zapobiegać. Paweł jak na razie tak samo jak ja czuje się dobrze. Nie bronie mu jeść mięsa, sam tak zdecydował, więc możemy się wzajemnie dopingować i jest łatwiej. Mnóstwo ludzi tak, żyje i ma się dobrze, w przeciwieństwie do cukrzyków i osób z chorobą wieńcową, którzy całe życie zajadali przetworzone jedzenie, które zdaje się być podstawą dzisiejszej diety większości społeczeństwa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
Jesteś tym co jesz!&lt;/h3&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj0ShyfTEdPvkLYd8FUj9C2mY8MFopY_eYVtldXeDQLDSFDrxmYdiSKwAm28c4CZ7Uc7OpZNYi_zavkNSA6pblZPgJ-wNxJ2jdwKCGtzgxyo0ijxGyw53lmOFVBp6zZamME79BL5UrExjg/s1600/13651707_1577282229241084_504320072_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1080&quot; data-original-width=&quot;1080&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj0ShyfTEdPvkLYd8FUj9C2mY8MFopY_eYVtldXeDQLDSFDrxmYdiSKwAm28c4CZ7Uc7OpZNYi_zavkNSA6pblZPgJ-wNxJ2jdwKCGtzgxyo0ijxGyw53lmOFVBp6zZamME79BL5UrExjg/s320/13651707_1577282229241084_504320072_n.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/pierwszy-tydzien-bez-pokarmow.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj0ShyfTEdPvkLYd8FUj9C2mY8MFopY_eYVtldXeDQLDSFDrxmYdiSKwAm28c4CZ7Uc7OpZNYi_zavkNSA6pblZPgJ-wNxJ2jdwKCGtzgxyo0ijxGyw53lmOFVBp6zZamME79BL5UrExjg/s72-c/13651707_1577282229241084_504320072_n.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-3921360060678056788</guid><pubDate>Sun, 23 Jul 2017 18:42:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-23T13:03:02.873-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">przyjaźń</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">zainteresowania</category><title>Przyjaźń w świecie dorosłych</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #333333; font-size: 17px;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;i&gt;&quot;Dorośli są zakochani w cyfrach. Jeżeli opowiadacie im o nowym przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie usłyszycie:, „Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy zbiera motyle?” Oni spytają was: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?” Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu. Jeżeli mówicie dorosłym: „Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z pelargoniami w oknach i gołębiami na dachu” – nie potrafią sobie wyobrazić tego domu. Trzeba im powiedzieć: „Widziałem dom za sto tysięcy franków”. Wtedy krzykną: „Jaki to piękny dom!” -&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Mały Książę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #333333; font-size: 17px;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Często zastanawiam się czy można mieć prawdziwego przyjaciela w świecie dorosłych, w tym pełnym stresu, zabiegania i pracy świecie, w którym teraz przyszło mi żyć. Mały Książę twierdził, że nie da się, dlatego, że dorośli już nie patrzą na świat tak jak dzieci. Zamiast widzieć człowieka samego w sobie my patrzymy na to co ma, za ile ma, skąd ma... Te czynniki pozwalają nam wyobrazić sobie jaki ten człowiek jest. Oczywiście posługujemy się stereotypami i konwencjami jakie mamy w głowie, dzieląc wszystkich na różne grupy nawet ich nie znając.&amp;nbsp;Łatwo to zaobserwować w social mediach - zamknięty umysł bez żadnej refleksji wydaje werdykt: &lt;i&gt;&quot;Głupia&quot;, &quot;Biedna&quot;, &quot;Stara&quot;, &quot;Mądra&quot;&lt;/i&gt; itd. &amp;nbsp;Im jesteśmy starsi tym łatwiej przychodzi nam wydawanie sądów bo wydaje nam się, że mamy już wystarczająco dużą wiedzę i doświadczenie życiowe by to robić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;/h3&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Czy będąc tak osądzającym mamy szansę na przyjaźń?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;I tak i nie... Na pewno nie taką przyjaźń jaką wspominamy z dziecinnych lat. Jedną z przeszkód jest właśnie nasza idąca z wiekiem skłonność do oceniania i porównywania się. Relacja oparta na takich komponentach nie może być przyjaźnią. Jest to tak sztuczne jak sztucznym jest nazywanie przyjacielem naszego rywala... bo właśnie na tym to polega - na rywalizacji. Prędzej&amp;nbsp;czy później drogi osób, których relacja skupiona jest tylko na tym co ktoś ma, jak mu się powodzi i skąd na to ma - rozejdą się. Rywalizacja jest mobilizująca to fakt, ale w relacji przyjacielskiej prowadzi do zmęczenia i niechęci.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Myślę, że nie dotyczy to wyłącznie nowo zawiązywanych przyjaźni, ale i wieloletnich. Kiedy pojawia&amp;nbsp;się komponent zazdrości i porównywania relacja staje się toksyczna. Często odsuwamy&amp;nbsp;się, bo przecież intuicyjnie oczekujemy od przyjaciela tego, że będzie cieszył się z naszych sukcesów czy pocieszał i pomagał kiedy nam nie idzie, a nie przyrównywał&amp;nbsp;naszej porażki do siebie, łechcząc chciwe ego czy też wkurzając się, że ktoś ma lepiej niż on.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Oczywiście logicznym jest, że w pielęgnowanej, szczerej i oddanej przyjaźni nie ma miejsca na takie sytuacje. Co takiego się dzieje, że wieloletnie przyjaźnie się rozpadają? Mam dwie teorie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large; font-weight: normal;&quot;&gt;Pierwsza teoria&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Pierwsza jest związana z czasami&amp;nbsp;w jakich żyjemy. Nie da się uniknąć gonitwy jakiej doświadczamy na co dzień. Relacje jakie nawiązujemy są zazwyczaj bardzo płytkie. Nie mamy czasu na wgłębianie się w czyjeś życie, nie mamy też siły, by dźwigać&amp;nbsp;na barkach czyjeś problemy, bo zdaje nam się, że sami mamy ich aż nadto. To wszystko, ale i pewnie jeszcze wiele innych czynników, prowadzi do totalnego rozluźnienia&amp;nbsp;więzi międzyludzkich. Nikt nie wchodzi w głębsze relacje, a te płytkie powstają &amp;nbsp;na zasadzie korzyści &amp;nbsp;z nich płynących gdzie obie strony są zadowolone. W dużej mierze ma na to wpływ praca, która w dzisiejszych czasach staje się wartością samą w sobie. Długie godziny wykonywania zawodowych obowiązków, przynoszące wymierne efekty w postaci dodatkowych zer na koncie, choć początkowo nas satysfakcjonują w dłuższym przedziale czasowym prowadzą do poważnych szkód.&amp;nbsp;&amp;nbsp;Pracoholizm jest wszechobecny - wpadamy w wir obowiązków, by nie odstawać od reszty, często poświęcając swoje życie osobiste. W takich warunkach ciężko o prawdziwego przyjaciela i ciężko&amp;nbsp;prawdziwym przyjacielem być samemu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large; font-weight: normal;&quot;&gt;Druga teoria&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Drugą teorią jest to, że przyjaciel z biegiem lat spada na sam dół naszej &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;hierarchii&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;ważnych osób w życiu. Zawsze na pierwszym miejscu postawimy dzieci i męża. A gdy do tego dojdzie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;chroniczny&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&amp;nbsp;brak czasu spowodowany np. pracą, to recepta na rozluźnienie więzi przyjacielskiej gotowa.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;By cały wpis nie był taki dramatyczny i przesycony pesymizmem dodam, że nie twierdzę, iż przyjaźni w życiu dorosłym nie ma. Przyjaźń na lata istnieje i jest możliwa, wymaga jednak poświęceń, wyrozumiałości i szczerości z obu stron - bez tego ciężko będzie zbudować prawdziwą i szczerą relację. Życie już nigdy nie będzie sielanką jak za dziecinnych lat, mamy mnóstwo zobowiązań i stresu na głowie, jednak otoczeni prawdziwymi przyjaciółmi o wiele łatwiej jest to znosić.. 😚&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOutwsuf8vhF9wqDtQVVYNKMJR23_bbgcrMY1h1lrml7aW2U2gYkXf0EmZ1A-vIN_bTfZZkx5jV6soirotea-fYCkW2W3DnSg5bA15yAgDdf1QGtc7nNzlisiQrkbCeN3Xogf33dz3zXA/s1600/d370910173.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;450&quot; data-original-width=&quot;676&quot; height=&quot;212&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOutwsuf8vhF9wqDtQVVYNKMJR23_bbgcrMY1h1lrml7aW2U2gYkXf0EmZ1A-vIN_bTfZZkx5jV6soirotea-fYCkW2W3DnSg5bA15yAgDdf1QGtc7nNzlisiQrkbCeN3Xogf33dz3zXA/s320/d370910173.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: small;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/przyjazn-w-swiecie-dorosych.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiOutwsuf8vhF9wqDtQVVYNKMJR23_bbgcrMY1h1lrml7aW2U2gYkXf0EmZ1A-vIN_bTfZZkx5jV6soirotea-fYCkW2W3DnSg5bA15yAgDdf1QGtc7nNzlisiQrkbCeN3Xogf33dz3zXA/s72-c/d370910173.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-8905945531533080019</guid><pubDate>Fri, 21 Jul 2017 11:28:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-21T04:40:10.371-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">o mnie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>ZAŁAMANIE NERWOWE #przerywammilczenie</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jakiś czas temu przeglądając proponowane filmy na YouTube natrafiłam na ciekawy film o szpitalu psychiatrycznym. Zaciekawił mnie i muszę się Wam przyznać, że często oglądam na YT tego typu filmy - zwierzenia schizofrenika, byłego alkoholika, kogoś z psychozą - interesuje mnie to i bardzo ciekawi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Świat chorób psychicznych dla laików w tym temacie jest owiany mgłą. Nie mówi się o tym, chyba, że w momencie głupich tekstów typu &quot;&lt;i&gt;idź się leczyć&lt;/i&gt;&quot;. Temat ten jest często powodem śmiechu i wygłupów, co skutkuje kompletnym tabu. Osoby chore nie mówią o tym, nie przyznają się do problemów, a na terapię chodzą kłamiąc, że mają dentystę. Co gorsza problem ten dotyka też osoby zdrowe, ale z niskim poczuciem wartości, traumatycznymi przeżyciami - to one właśnie choć czują, że mają problem najczęściej nic z nim nie robią, dlaczego?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Z powodu wstydu!&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Wstydzimy się mówić o naszych zaburzeniach, nie reagujemy na pierwsze symptomy depresji czy innego typu niedomagań, bo obawiamy się napiętnowania przez społeczeństwo i przypięcie &quot;plakietki&quot; psychol. Co więcej! Gdy jakaś sławna osoba przyzna się do choroby, zostaje oskarżona, że robi to dla sławy! Czujecie paradoks? Wielu jutuberów swego czasu przyznało się do depresji i zostali wyśmiani oraz oskarżani o to, że chcą zwrócić na siebie uwagę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Tymczasem powinniśmy o tym mówić, ludzie powinni być świadomi!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Czasy, w których żyjemy narzucają takie tempo, że nie jest niczym nienormalnym nie wytrzymać tego. Pośpiech, praca, studia, dieta, tryb życia, moda, kasa, rodzina, PRESJA - wszystko to, i wiele wiele innych czynników zależnych od indywidualnych przypadków mogą sprawić, że w pewnym momencie nie wytrzymamy, że życie nas przerośnie a oczekiwania innych ludzi staną się nierealne!&lt;br /&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;JA.&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jeżeli jesteście na bieżąco z wpisami to wiecie, że nie miałam lekkiego dzieciństwa. Moje problemy nie skończyły się gdy wyprowadziłam się z domu. Ciągnęły się za mną jeszcze długie lata tak jakbym przytrzasnęła sobie drzwiami rodzinnego domu rąbek koszuli i nie mogła się ruszyć zbyt daleko. Byłam przesiąknięta problemami moich rodziców. Miałam wrażenie, że oni mają wszystko w dupie, więc cały ciężar brałam na siebie...jednocześnie nie mogłam nic zrobić bo jak? Przecież tak naprawdę to nie ja a oni mieli kłopoty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Moim rodzicom zostały ograniczone prawa rodzicielskie. Sprawa ciągnęła się tak długo, że stałam się pełnoletnia a mojemu bratu niewiele brakowało by przekroczyć próg dorosłości. Sąd nakazał przymusowe leczenie, oczywiście nie zgłosili się - bo uważali, że to wstyd... Więc narobiono jeszcze większego wstydu jak pod dom podjechała policja i spakowali moją matkę to furgonu jak jakiegoś przestępcę (ojca nie było i ukrywał się tak długo, że nigdy nie trafił na leczenie). Wiecie co jest najlepsze?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Właśnie wtedy dostałam totalnego załamania nerwowego.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
Mimo, iż bardzo chciałam, żeby mama poszła na leczenie i cieszyłam się, to cała sytuacja przerosła mnie. Tak jakby zburzył się porządek do którego przywykłam, nauczyłam się żyć w ciągłym napięciu a ta sytuacja sprawiła że napięcie znikło. Do tego czułam, że nie mam nikogo. W ferworze emocji zakończyłam toksyczny związek. Byłam na trzecim roku, pisałam licencjat a to sprawiło, że totalnie się załamałam, wszystko &quot;puściło&quot;. Nie chodziłam na zajęcia, nie chciało mi się jeść ani spać. Z ogromnym bólem brzucha na tle nerwowym trafiłam do lekarza rodzinnego, w trakcie badania rozbeczałam się, nie potrafiłam powstrzymać łez - totalna rozsypka, byłam jak zombi odcięte od świata. Przemiła Pani doktor zaprowadziła mnie do psychiatry - oczywiście przesiąknięta stereotypami czułam się jak psychol. Dostałam leki i polecono mi terapie. W ostateczności zażyłam tylko parę tabletek a po dwóch tygodniach zaczęłam terapię w ośrodku &amp;nbsp;dla DDA. Nikomu o tym nie powiedziałam, oficjalną wersją było właśnie to, że chodzę do dentysty.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Nie mogę powiedzieć, że miałam depresję. To był raczej epizod depresyjny czy załamanie nerwowe. W sumie nikt mi tego nigdy wprost nie powiedział. Pozbierałam się. Na terapie chodziłam ponad dwa lata. Przerobiłam wszystkie moje złe doświadczenia z dzieciństwa, strach, brak pewności, niską samoocenę - WSZYSTKO. Mimo iż było to bardzo trudne przeżycie, otworzyło mi drzwi do poradzenia sobie z przeszłością.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Co z mamą?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Odwiedzałam ją wtedy co tydzień. Byłam nad odpowiedzialna - starałam się żeby czuła się zaopiekowania i nie osamotniona. Oczywiście nie wiedziała o moim załamaniu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
Po leczeniu wróciła do domu pełna zapału by coś zmienić.. na prawdę widziałam że chce! Była na paru spotkaniach AA, nawet miała sponsora i....&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie udało się. Wróciła w to samo miejsce, to samo środowisko gdzie czekała na nią schłodzona wódeczka i pseudo koledzy od kieliszka traktujący ją jak ofiarę systemu... Wróciła do picia a ja wciąż mam list od niej, który napisała mi przepraszając za wszystko, za to że nas krzywdziła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Po tym wydarzeniu odcięłam się od domu. Metaforyczny rąbek koszuli przytrzaśnięty drzwiami już nigdy nie był problemem. Miałam mocne postanowienie mieć normalne życie, zbudowane na mocnych fundamentach i silną mną.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdngIW7tXlyNmOlWBbDZ0xjI5yHiJqHxwgTePC0kXxxc11BgJ6hvX3s_0JCnYY8ie00W-D-wDe76i-Bqf-_NpVIokOIgr2YKHI2nyk5igrYwCpGKuXiu2XDCgFfpXzp3e1HRelAYPN-HI/s1600/tumblr_static_tumblr_mq11grnby61suqcaso1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;385&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;246&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdngIW7tXlyNmOlWBbDZ0xjI5yHiJqHxwgTePC0kXxxc11BgJ6hvX3s_0JCnYY8ie00W-D-wDe76i-Bqf-_NpVIokOIgr2YKHI2nyk5igrYwCpGKuXiu2XDCgFfpXzp3e1HRelAYPN-HI/s320/tumblr_static_tumblr_mq11grnby61suqcaso1_500.gif&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/zaamanie-nerwowe-przerywammilczenie.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjdngIW7tXlyNmOlWBbDZ0xjI5yHiJqHxwgTePC0kXxxc11BgJ6hvX3s_0JCnYY8ie00W-D-wDe76i-Bqf-_NpVIokOIgr2YKHI2nyk5igrYwCpGKuXiu2XDCgFfpXzp3e1HRelAYPN-HI/s72-c/tumblr_static_tumblr_mq11grnby61suqcaso1_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-2300582928409310354</guid><pubDate>Thu, 20 Jul 2017 10:36:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-20T12:18:34.390-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">o mnie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">praca</category><title>Pracowałam w Biedronce - moja subiektywna opinia </title><description>&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pracowałam w Biedronce od maja 2015 do września 2016. Nie jest to niewiarogodnie długi okres czasu, ale wystarczający alby wyrobić sobie opinię.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Zacznę od tego jak to się stało, że znalazłam tam pracę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Pracowałam w Centrum Dystrybucyjnym tegoż dyskontu, ale nie stricte w Jeronimo Martins a w firmie podwykonawczej - w ochronie. Nie była to typowa ochroniarska praca, a kontrola dostaw, które były przygotowywane do wysyłki na sklepy. Byłam okropnie niezadowolona! Zdecydowałam się na nią bo oferowali umowę o pracę, a zależało mi na tym by w końcu znaleźć pracę i mieć prawo do urlopu, choroby itp. Oprócz tego miałam też umowę zlecenie, z której miałam rozliczane nadgodziny... sprytnie nie? Żeby nie musieli płacić 50% więcej wymyślili sobie kolejną umowę... Kobity godziły się na to bo zależało im na pracy. A jak już podpisałeś to co... mogłeś się tylko na siebie złościć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Popracowałam pół roku i odeszłam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Chciałam zatrudnić się w Centrum Dystrybucyjnym lub w ogólnie w Jeronimo. Wydawało mi się, że mają świetne warunki, normalną umowę (jedną) itp. W międzyczasie złożyłam też papiery na staż w tejże firmie. Pochwaliłam się tym koleżanką i co się stało?&lt;br /&gt;
Na spotkaniu pracowniczym dowiedziałam się, że jak, któraś z nas zatrudni się w centrum to nasz kierownik osobiście postara się, żeby nas zwolniono...a wcześniej żebyśmy tej pracy nie dostały.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ja pierdziele....&lt;/b&gt;Nie chciałam ryzykować, nie mogłam sobie pozwolić na utratę pracy, bo nie miałam żadnych oszczędności. Rozsyłałam CV w różne miejsca w tym do sklepu Biedronka. Pomyślałam, że tam ten koleś nie ma zasięgów i może mnie cmoknąć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;h3&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Dostałam pracę&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Zadzwonili do mnie po około miesiącu. Nie zastanawiając się wiele poszłam na rozmowę. Przywitała mnie miła bardzo kompetentna Pani Rejonowa i nalegała bym od razu podpisała papiery, że chce pracować. Zgodziłam się. &lt;/span&gt;&lt;b&gt;Dlaczego? &lt;/b&gt;Ze względy na zarobki. Pracując na 3/4 etatu zarabiałabym tyle ile teraz za cały etat. No i miałabym blisko, bo Centra zazwyczaj zlokalizowane są poza aglomeracjami a sklepy? Pełno ich wszędzie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początku byłam bardzo zadowolona. Nie miałam nocek, zazwyczaj siedziałam na kasie, właściwie to praktycznie cały czas. Sklep miał świetne wyniki, więc wypłata &quot;się zgadzała&quot;, nie byłam przemęczona itp.&lt;br /&gt;
Po paru miesiącach podpisałam umowę o pracę na cały etat, wciąż miałam głównie dniówki, bo nie miałam szkolenia na wózek by móc cokolwiek zrobić w nocy i siedziałam na kasie. Po pół roku wysłano mnie na szkolenie... Długo nie? Też mi się wydawało, że to trochę długo, ale nie mogłam się doczekać, aż w końcu zejdę z tej kasy i popracuję inaczej. Jakież było moje zdziwienie jak... po szkoleniu dalej siedziałam na kasie!&lt;br /&gt;
Uważałam, że to nie uczciwe... Dlaczego?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Dlatego, że firma ta daje świetne warunki do rozwoju, fajny system oceny pracowniczej i możliwość awansu, ale jak miałam się wykazać, jak CAŁY CZAS SIEDZIAŁAM NA KASIE!&lt;br /&gt;
&lt;h3&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Ocena pracownicza&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Po ocenie pracowniczej, oczywiście zgodnej z oczekiwaniami, bo jak miałam ocenić się na wyższą skoro nie wiele umiałam na sklepie - nie wypiekałam&amp;nbsp;pieczywa, nie opiekowałam się warzywniakiem itp. - zaczęłam o wiele więcej pracować na sklepie. Jasno określiłam swoje ambicje i dało to oczekiwany efekt, co jest naprawdę spoko, bo ewidentnie ukazuje, że jak ktoś chce to może się rozwijać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Nie ma co się oszukiwać, praca na sklepie jest bardzo ciężka - szczególnie dla kobiety. Ciężkie kartony dźwigane w pośpiechu to codzienność... Ktoś powie, że przecież nie muszę się śpieszyć...?!&lt;br /&gt;
To prawda, ale presja jest tak duża, że nie da się nie śpieszyć. Przecież nie można cały dzień rozkładać palety tylko dlatego, że podnosząc ciężar muszę zachować prawidłową postawę, zastawiając jednocześnie pół alejki paletą. Poza tym WIECZNIE brakuje ludzi! Jak człowiek ma się nie śpieszyć jak wykonuję pracę za dwóch czy trzech i musi ją skończyć na czas...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;
Nocki mimo braku klientów też były mega ciężkie. Trzy osoby miały rozłożyć całego tira - 33 palety - w 8 godzin. Niewykonalne.&lt;br /&gt;
Powiem Wam, że ja biegałam. Wszyscy biegaliśmy, za uchem słysząc tylko SZYBKO! SZYBCIEJ! - wykrzykiwane przez kierownika rozkładającego aktualną promocję w koszach. Wszystko po to żeby rozłożyć chociażby podstawowe rzeczy, konieczne na otwarcie rano... &amp;nbsp;po 8h byłam jak zdechlak a po 12h - wole nie mówić. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;WIGILIA&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
Pewnego dnia, dokładnie w Wigilię Bożego Narodzenia zostałam oddelegowania na obsługę pieczywa i warzywniaka. Jako klienci doskonale wiecie jaki ruch jest w sklepach przed świętami. Ludzi było MNÓSTWO. Pieczywo wymiatało w moment, warzywa owoce to samo! A JA SAMA... Sama musiałam wszystkiego pilnować, dokładać, dopiekać ani chwili wytchnienia. Reszta dziewczyn siedziała na kasach - to była konieczność. &amp;nbsp;Wypiekłam tego dnia wszystko co mogłam i wyłożyłam wszystkie dostępne warzywa i owoce. Sama poprzekładałam tyle setek kilogramów, że nawet nie potraficie sobie wyobrazić - ja, kobieta, młoda, drobna...&lt;br /&gt;
Nie miał mi kto pomóc, bo nie było ludzi oczywiście... Z braku siły poprosiłam raz klienta o pomoc -czego nie powinnam robić - i wiecie co? Popatrzył na mnie jakbym była nienormalna. Pomógł mi dosypać pomarańczy do maszyny do soków narzekając przy tym na to, że go ręce bolą od trzymania w górze, tak jakbym zmusiła go co najmniej do przerzucania kartofli! Przerzucając jabłka coś przeskoczyło mi w biodrze. Dość, że miałam tyle pracy nie mogłam stanąć na nodze! Myślałam, że &quot;zejdę&quot;... ale byłam silna i dałam rady. Nawet kierowniczka była zadowolona, o dziwo.. - bo w stresie nie raz mnie zrypała...&lt;br /&gt;
Noga bolała mnie aż do lutego. Nie tak, że nie mogłam chodzić, ale cały czas ją czułam od pośladka aż do palucha w stopie. Darowałam sobie pracę na sklepie, chciałam siedzieć na kasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ból minął a ja totalnie sobie odpuściłam. Postanowiłam mieć w tyłku pośpiech, myślałam tylko o sobie. Nie raz później jeszcze byłam na warzywniaku i słuchałam wiecznego niezadowolenia kierowniczki... To źle, tamto źle, to nie tu ma być, to przełóż... Nie przemęczałam się, wiem to. Na bezpośrednie pretensje odpowiadałem -&lt;i&gt; &quot;przykro mi&quot;. &lt;/i&gt;Rozstałam się z myślą o awansie - kierownicy też mają przekichane - ciągły stres i kontrole. W dodatku nie przepadałam za nimi i nie wyobrażałam sobie współpracy z nimi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Później przeniesiono mnie na inny sklep, było milion razy lepiej. Wcześniejszy sklep był wysokoobrotowy - ten był nowo otwarty, ludzie na niego ściągnięci byli świetni. Stworzyliśmy fajną ekipę i pracowało się o wiele fajniej. Mimo to, nie widząc już tam dla siebie żadnych perspektyw zaczęłam szukać innej pracy i udało się.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Co do bólu nogi, okazało się, że nabawiłam się rwy kulszowej. RWA w wieku 25 lat! &amp;nbsp;Dokucza mi do tej pory gdy się przedźwigam, lub za szybko podniosę coś ciężkiego...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;h3&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Plusy pracy w Biedronce:&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Realna możliwość awansu w strukturach sklepu i całej firmy.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Bogaty socjal (paczki, bony, zniżki)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Multi-sport jest dosłownie za grosze&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Trzynastka - premia roczna&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Szkolenia&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Elastyczny grafik&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Podnoszenie się zarobków&amp;nbsp;+ premie&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Praca z ludźmi&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;h3&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Minusy pracy w Biedronce:&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Ciężka praca&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Za dużo obowiązków przypada na jedną osobą&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Stres&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Chroniczny brak ludzi&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Niska płaca w stosunku do tego jak ciężko bywa&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Ogromna rotacja ludzi&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Kierownikami czasem zostają ludzie, którzy jakby urwali się z choinki. Totalnie nie potrafiący zarządzać ludźmi, niekompetentni...&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Bezpośrednia praca z klientem bywa trudna i niebezpieczna - kradzieże, agresja.&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;PRZERWA TRWA TYLKO 15 MIN NAWET PRZY 12H PRACY - co jest chore, nie ma szans zjeść ciepłego posiłku czy napić się herbaty.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Pośpiech, stres i zmęczenie mogą przyczynić się do wypadku, nie koniecznie z udziałem pracownika a klienta. A kto wtedy odpowiada oprócz sklepu? TY!&amp;nbsp;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEji2FImOMZgGGKEQIrVctU8DASweMVaJ_Je1TWA7b3BivtIteIRS50AlUMhg-7j-2DvsP8WsLhpD4b0mEWebMOn14rHVkrHLnSvNnZ34i-I3y061w5BD9jlbxVcAnWcObiKyq4ugrMBGUk/s1600/biedronka-sklep-logo-2.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;510&quot; data-original-width=&quot;1200&quot; height=&quot;136&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEji2FImOMZgGGKEQIrVctU8DASweMVaJ_Je1TWA7b3BivtIteIRS50AlUMhg-7j-2DvsP8WsLhpD4b0mEWebMOn14rHVkrHLnSvNnZ34i-I3y061w5BD9jlbxVcAnWcObiKyq4ugrMBGUk/s320/biedronka-sklep-logo-2.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/pracowaam-w-biedronce-moja-subiektywna.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEji2FImOMZgGGKEQIrVctU8DASweMVaJ_Je1TWA7b3BivtIteIRS50AlUMhg-7j-2DvsP8WsLhpD4b0mEWebMOn14rHVkrHLnSvNnZ34i-I3y061w5BD9jlbxVcAnWcObiKyq4ugrMBGUk/s72-c/biedronka-sklep-logo-2.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-475849430066327793</guid><pubDate>Wed, 19 Jul 2017 16:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-28T09:22:24.678-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">odżywianie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">weganizm</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">zainteresowania</category><title>What the Health ?! </title><description>&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ostatnio poruszałam tematykę mojego odchudzania i rożnego rodzaju zaburzeń, które mi towarzyszyły &lt;a href=&quot;http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/zajadanie-stresu-i-poczucie.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;LINK&lt;/a&gt;. Wciąż kontynuuję moją walkę o lepszą siebie i zgłębiam wiedzę na tematy z tym związane.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nie wiem czy zauważyliście, ale nie da się w dobie dzisiejszych czasów, nie natknąć na wzmianki o diecie roślinnej, a konkretnie o weganizmie. Jest to do tego stopnia widoczne, że rozważając zdrowy tryb życia wyszukując gotowe zdrowe przepisy, zdrowe plany żywienia na 100% trafimy na te, które są bez produktów odzwierzęcych. To daje do myślenia. Szczególnie po komunikatach, związanych z tym, że przetworzone mięso jest tak samo rakotwórcze jak np. Azbest! Szok co nie? &lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiając się wczoraj nad jakimś ciekawym filmem na wieczór. W proponowanych na NETFLIX ukazał się moim oczom film dokumentalny pt. &quot;What the Health&quot;. Pomyślałam - świetnie! Pełnometrażowy film o zdrowiu, zapewne odżywianiu, diecie, chorobach cywilizacyjnych - to jest to! Z wypiekami na twarzy włączyłam film i co?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Weganizm.&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgwzYEif-sAF2O25KNiLm0j1eXowdN7e12NDDdaqTINJUYl7QNRqSidQJ0FncgdOJXZ7XDBttxp-zqpyUffOS_Mc0LM6MWgAuuTz424iwUpFllzrWrVaeKdVVS7DgBvzLUQc0N_KEGUmag/s1600/MV5BOGRlYzI3OTMtMWM4NS00Y2U4LTg3Y2UtMzUwYTgyM2M2Mzk5XkEyXkFqcGdeQXVyNzI5MjI4MTc%2540._V1_SX772_CR0%252C0%252C772%252C999_AL_.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: center;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;999&quot; data-original-width=&quot;772&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgwzYEif-sAF2O25KNiLm0j1eXowdN7e12NDDdaqTINJUYl7QNRqSidQJ0FncgdOJXZ7XDBttxp-zqpyUffOS_Mc0LM6MWgAuuTz424iwUpFllzrWrVaeKdVVS7DgBvzLUQc0N_KEGUmag/s320/MV5BOGRlYzI3OTMtMWM4NS00Y2U4LTg3Y2UtMzUwYTgyM2M2Mzk5XkEyXkFqcGdeQXVyNzI5MjI4MTc%2540._V1_SX772_CR0%252C0%252C772%252C999_AL_.jpg&quot; width=&quot;247&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Swego czasu zupełnie odrzuciłam tą opcję odżywiania. Próbowałam, ale wytrzymałam tylko dwa tygodnie, przez które cały czas bolał mnie brzuch - serio. Nie będę ściemniała, że to wina diety - po części tak - ale w głównej mierze była to moja wina. Pod wpływem impulsu, zszokowana&amp;nbsp;drastycznymi obrazami rzezi zwierząt, wykładami Garry&#39;ego Yurowsky stwierdziłam, że koniec z produktami odzwierzęcymi. WYRZUCIŁAM, tak wyrzuciłam wszystko czego nie zamierzałam już jeść, nakupowałam kapusty, grochu i innych roślinek i zaczęłam swoją przygodę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Pracowałam wtedy na kasie w Biedronce.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
Wyobraźnie sobie co może czuć człowiek zajadający kapustę i groch w rożnej postaci i siedzący na kasie w sklepie po parę, paręnaście godzin. Nie będę owijała w bawełnę, przecież to ludzkie 😅- miałam okropne gazy. Oczywiście nie wytwarzałam, wokół siebie toksycznej aury siedząc na kasie, bez przesady... stąd chronicznie nadęty brzuch i okropny ból. (&lt;span style=&quot;font-size: xx-small;&quot;&gt;Mam nadzieje, że ten obrazotwórczy opis nie zapadnie Wam w głowie na tyle, by teraz zawsze mając do czynienia z kasjerką w Biedrze, zastanawiać się czy...boli ją brzuch! Hahaha! 😅😅😅).&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Postanowiłam rzucić to w cholerę, usprawiedliwiając się, że to nie dla mnie. Uciszyłam sumienie i dalej nie myśląc, że jem zwłoki zajadałam mięsko.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&lt;i&gt;Poczułam się, jakbym żyła w świecie Orwella&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;
Wracając to filmu,mimo początkowego niezadowolenia oglądałam dalej, aż do samego końca i wiecie co? Znów czuję się świadomym konsumentem. Film momentami tak mnie szokował, tak ukazywał rzeczy oczywiste, ale jakby na co dzień w dobie konsumpcjonizmu &amp;nbsp;zamazane i niejasne, że nie mogłam wyjść z osłupienia. WOW. Czułam się jakbym żyła w świecie Orwella, gdzie całe życie tak mocno wpajano mi kłamstwo, że w nie uwierzyłam... i nagle jasność!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polecam każdemu, nie po to by przejść na weganizm, ale po to by stać się świadomym konsumentem, by wiedzieć jak bardzo sobie szkodzimy nawet o tym nie wiedząc i nikt o tym nie mówi. Szok!&lt;br /&gt;
Jeżeli jesteście wrażliwcami jak ja i nie możecie patrzeć na dokumenty o rzezi i zabijaniu krów czy świń - nie martwcie się, ten film nie ma praktycznie w ogóle takich scen. Jestem pewna, że Was zainteresuje i nawet jeżeli nie zdecydujecie się na weganizm, to rozjaśnicie swój umysł i bardziej świadomie zaczniecie dobierać jadłospis.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczerze polecam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trailer:&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&quot;&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/Jf44vLndiRM/0.jpg&quot; frameborder=&quot;0&quot; height=&quot;266&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/Jf44vLndiRM?feature=player_embedded&quot; width=&quot;320&quot;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/what-health.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgwzYEif-sAF2O25KNiLm0j1eXowdN7e12NDDdaqTINJUYl7QNRqSidQJ0FncgdOJXZ7XDBttxp-zqpyUffOS_Mc0LM6MWgAuuTz424iwUpFllzrWrVaeKdVVS7DgBvzLUQc0N_KEGUmag/s72-c/MV5BOGRlYzI3OTMtMWM4NS00Y2U4LTg3Y2UtMzUwYTgyM2M2Mzk5XkEyXkFqcGdeQXVyNzI5MjI4MTc%2540._V1_SX772_CR0%252C0%252C772%252C999_AL_.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-8938673557571442700</guid><pubDate>Mon, 17 Jul 2017 21:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-20T12:19:56.478-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>Bratersko/siostrzana miłość </title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Wiecie jak to bywa z rodzeństwem..&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Kłótnie, bijatyki, rywalizacja - to codzienność młodych dzieciaków. A przynajmniej moja taka była.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zawsze z bratem &quot;darliśmy koty&quot;😂. Kłóciliśmy się o słodycze o to, że jesteśmy faworyzowani, o granie w Pegazusa.. bywało naprawdę różnie - nienawiść poziom HARD.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zawsze gdy chodziliśmy poskarżyć się na siebie, mama lub babcia mówiły:&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;i style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Zobaczysz kiedyś docenisz, że masz brata/siostrę.&lt;/i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;i&gt;
&lt;/i&gt;
Tak bardzo się nie lubiliśmy, że bez żadnej refleksji dalej się biliśmy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKZwAEY6cJiAiP9uUP2VudWYdlkg1_7xyYqHqohIg2oiTyCavpGc_nHbz9zFjlEQnzSSFqa1decP7w8Z5ojNyPWecjgRlfyROnU9id_HfRQAYf7lQ_mhqF4JB2vZGORO1rOu7CFFQDU_w/s1600/0_0_0_484165767.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiDFgmi_Q0MNmnPMp_fETXW0AweQtwoK0DNVNLKHwKOUANlzeLHLig5DF0RPL3pqFco5YQ1W9S9X7d6Vz7rjA1lQ_rcgFESvKOkGCsSS6t9TyKekXn1BDhzRicj3gQ6UH5Ab1KLME5HJpU/s1600/ka+i+kr.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;Z biegiem lat, kiedy jeszcze mieszkaliśmy razem w domu rodzinnym, kiedy zaczynało być coraz gorzej, coraz ciężej, zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że nikt nie zrozumie bardziej tego gówna w którym siedzimy, niż my sami. Znosiliśmy upokorzenia nowobogackich dzieciaków, szepty za plecami. Mogliśmy zwierzyć się przyjaciołom, którzy widzieli co się dzieje, ale nikt nie był w stanie wyobrazić sobie tego piekła, bo w nim nie tkwił, poza nami.&lt;br /&gt;
Na tyle na ile było to możliwe mogliśmy liczyć na siebie i przetrwać. Wymyślić sposób na wyrwanie się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z perspektywy czasu bardzo to doceniam. Cieszę się, że mój młodszy braciszek, który maił - de facto - &amp;nbsp;o wiele silniejszy charakter, był wtedy ze mną. Wzajemna niechęć z lat dziecinnych przerodziła się w prawdziwą więź. Do tej pory tylko my wiemy przez co przeszliśmy, jak nas to umocniło i&lt;br /&gt;
dało w tyłek jednocześnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bywało różnie, ale teraz jako dorośli ludzie zawsze możemy na siebie liczyć. Wiem, że mój brat pomoże mi kiedy będę tego potrzebowała i ja również zawsze wyciągnę do niego pomocną dłoń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dostaliśmy razem nieźle w kość, ale dzięki temu doceniamy to co mamy i to że mamy siebie.&lt;br /&gt;
Pielęgnujcie więź jaką macie ze swoim rodzeństwem. To nie prawda, że z rodziną wychodzi się ładnie tylko na zdjęciu, NIE! To od Was zależy jak ta relacja się potoczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKZwAEY6cJiAiP9uUP2VudWYdlkg1_7xyYqHqohIg2oiTyCavpGc_nHbz9zFjlEQnzSSFqa1decP7w8Z5ojNyPWecjgRlfyROnU9id_HfRQAYf7lQ_mhqF4JB2vZGORO1rOu7CFFQDU_w/s1600/0_0_0_484165767.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: center;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;448&quot; data-original-width=&quot;700&quot; height=&quot;408&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKZwAEY6cJiAiP9uUP2VudWYdlkg1_7xyYqHqohIg2oiTyCavpGc_nHbz9zFjlEQnzSSFqa1decP7w8Z5ojNyPWecjgRlfyROnU9id_HfRQAYf7lQ_mhqF4JB2vZGORO1rOu7CFFQDU_w/s640/0_0_0_484165767.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/braterskosiostrzana-miosc.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKZwAEY6cJiAiP9uUP2VudWYdlkg1_7xyYqHqohIg2oiTyCavpGc_nHbz9zFjlEQnzSSFqa1decP7w8Z5ojNyPWecjgRlfyROnU9id_HfRQAYf7lQ_mhqF4JB2vZGORO1rOu7CFFQDU_w/s72-c/0_0_0_484165767.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-1462181088750316896</guid><pubDate>Sat, 15 Jul 2017 11:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-20T01:26:01.325-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">o mnie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">studia</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">zainteresowania</category><title>Praca Socjalna - czy warto studiować ten kierunek? </title><description>&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Jestem absolwentką studiów licencjackich z Pracy Socjalnej na specjalizacji Praca Socjalna z rodziną.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Co to za studia?&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Praca socjalna&lt;/b&gt; według definicji jest&amp;nbsp;&lt;span style=&quot;background-color: white;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #222222; font-family: inherit;&quot;&gt;interdyscyplinarną działalnością zawodową mającą na celu pomoc osobom i rodzinom we wzmacnianiu lub odzyskiwaniu zdolności do funkcjonowania w społeczeństwie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: #222222; font-family: inherit;&quot;&gt;Interdyscyplinarność tego kierunku jest jego wielką zaletą. Na każdym roku studiów poszerzacie swoją wiedzę z zakresu psychologii, prawa, socjologii, etyki, pedagogiki a nawet medycyny itd. Jest to zaletą nie tylko ze względu zwiększania waszych kompetencji, ale i ze względu na wybór &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: #222222;&quot;&gt;studiów magisterskich. Wachlarz możliwości jest naprawdę duży począwszy od Pedagogiki wszelakiej specjalności po Zarządzanie np w oświacie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: #222222; font-family: inherit;&quot;&gt;&amp;nbsp;Tak więc jeżeli zawód pracownika socjalnego nie przypadnie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #222222;&quot;&gt;Wam do gustu, zawsze możecie na studiach magisterskich uściślić swoją wiedzę z poruszanego na wcześniejszych etapach studiów zakresu i zostać np. przedszkolanką.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;h3&gt;
Dla kogo te studia?&amp;nbsp;&lt;/h3&gt;
&lt;div&gt;
Studia są dla każdego, ale nie każdy nadaje się na Pracownika Socjalnego. Idealnymi osobami będą takie, które czują wewnętrzną &quot;misję&quot; zmiany świata na lepszy i chęć pomocy biednym oraz słabszym. Osoba, chcąca wykonywać ten zawód powinna charakteryzować się wysokim poziomem empatii i wrażliwości. Bardzo ważny jest też szacunek, wyrozumiałość i baaaardzo dużo cierpliwości. Musicie wiedzieć, że nie każdy Wasz podopieczny będzie bezbronną owieczką czy słabą ofiarą systemu... Na swojej zawodowej ścieżce będziecie spotykali też osoby agresywne, roszczeniowe i bardzo sceptycznie nastawione do wszelkiego rodzaju pomocy. Porównując to do pracy Pani/Pana w sklepie, która codzienne spotka osoby z każdego szczebla społecznego Wy będziecie spotykać najczęściej tych ze szczebla najniższego. Musicie uposażyć się w TWARDY TYŁEK bo nie raz dostaniecie przysłowiowego kopa. Osoba chcąca wykonywać ten zawód musi zawsze pamiętać, że w każdym człowieku tkwi potencjał do zmian, tak więc nie wolno się poddawać.&lt;br /&gt;
Niestety zawód ten nie cieszy się w Polsce wysokim prestiżem w przeciwieństwie do innych krajów. Nie możecie też spodziewać się wielkiej urzędniczej wypłaty - szczególnie na początku waszej drogi zawodowej. Dodając do tego fakt pracy w terenie i idące za tym ryzyko niebezpieczeństw ważne jest by zawód ten wykonywała osoba, która rzeczywiście czuje do tego powołanie.&lt;br /&gt;
&lt;h3&gt;
Co po studiach?&lt;/h3&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Możliwości jest wiele, ale nie będę ich wypisywać. Znajdziecie je na stronach uniwersytetów oferujących ten kierunek. Dam Wam za to parę rad i wskazówek jak pomoc sobie z trakcie studiów by później znaleźć pracę w zawodzie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pierwsze nie myślcie, że praktyki, które odbędziecie w trakcie studiów wystarczą Wam do tego by bez problemu znaleźć pracę. NIE! Jeżeli Wam zależy i macie możliwość to zapiszcie się na jakiś wolontariat związany z kierunkiem studiów, bierzcie udział we wszelkiego rodzaju dodatkowych szkoleniach jakie zaproponuje Wam uczelnia oraz zgłaszajcie się na ochotników gdy gdzieś jest potrzebna pomoc (np pomoc w urządzaniu festynu w DPS, opiekun kolonijny, pomoc w szpitalu w jakiejś inicjatywie itp). Jestem pewna, że będziecie informowani o takich możliwościach w trakcie toku nauczania. Jest to dla Was duża szansa! Kto wie, może właśnie tam będziecie kiedyś pracować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drugie nie zamykajcie się na inne możliwości. Niestety nie każdy znajdzie po studiach wymarzoną pracę stąd też doszkalajcie się również w innych dziedzinach. Kto wie, może ze względu na interdyscyplinarność tego kierunku po drodze odnajdziecie również inne powołanie.&lt;br /&gt;
&lt;h3&gt;
Ja absolwentka&lt;/h3&gt;
Ja pracy jako pracownik socjalny nie znalazłam niestety, ale nie żałuję, że wybrałam ten kierunek. Dzięki niemu potrafiłam zrozumieć chorobę moich rodziców, zrozumieć konieczność zadbania o siebie. Poznać wiele placówek ofiarujących pomoc, wiele procedur i praw związanych z pomocą i samopomocą. Naprawdę poszerzyłam swoje horyzonty, bardzo mi to pomogło. Czerpałam wiedzę całymi garściami wraz z ludźmi, którzy niejednokrotnie byli tak skrzywdzeni jak ja. To fakt, na tego typu studia bardzo często idą osoby z wielkim bagażem doświadczeń, chcące pomóc każdemu kto był w takiej opresji jak oni.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPJK8Y2hVjt677PaUwdZaKBh974GIiGLW9hVF6n5v0TcZ-oS4McRKXvfv8UO38uNpVx0iTyUJKjuhnCvPjZE4C3VNtbCNNdMOqP5CeVCROc0G5DcP5s4q0KC_0L1g-mQb4ENqa5Cw0Vs4/s1600/MTAyNHg3Njg%252C13520816_13520815.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;683&quot; data-original-width=&quot;1024&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPJK8Y2hVjt677PaUwdZaKBh974GIiGLW9hVF6n5v0TcZ-oS4McRKXvfv8UO38uNpVx0iTyUJKjuhnCvPjZE4C3VNtbCNNdMOqP5CeVCROc0G5DcP5s4q0KC_0L1g-mQb4ENqa5Cw0Vs4/s320/MTAyNHg3Njg%252C13520816_13520815.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
Podsumowując WARTO. Chociażby po to by pomóc sobie i swoim bliskim. By wiedzieć jak pomagać i nie lekceważyć czy oceniać z góry każdego - zdaniem niektórych - gorszego człowieka.. By już zawsze mieć otwarte &amp;nbsp;i świadome serce oraz umysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/praca-socjalna-czy-warto-studiowac-ten.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhPJK8Y2hVjt677PaUwdZaKBh974GIiGLW9hVF6n5v0TcZ-oS4McRKXvfv8UO38uNpVx0iTyUJKjuhnCvPjZE4C3VNtbCNNdMOqP5CeVCROc0G5DcP5s4q0KC_0L1g-mQb4ENqa5Cw0Vs4/s72-c/MTAyNHg3Njg%252C13520816_13520815.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-5283100631688070669</guid><pubDate>Fri, 14 Jul 2017 09:05:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-20T01:26:25.548-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">zainteresowania</category><title>Wyrzucić dzieci z domu</title><description>&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Brzmi kontrowersyjnie hm?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nigdy bym tego nie powiedziała póki nie usłyszałam kazania ks. Adama na YouTube.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Myślę, że każde pokrzywdzone dziecko, w skrytości swego serca - nawet gdy jest już dorosłym człowiekiem - wierzy w to, że rodzice się zmienią, że będzie dobrze a Wy odnajdziecie miłość rodzicielską, której tak bardzo Wam brakuje. Chyba nikt tak bardzo nie wierzy w nich jak WY - ich dzieci. Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że nawet jako dorośli odczuwamy tęsknotę za domem - ale takim zdrowym domem pełnym miłości i troski. Ciężko przyjąć do wiadomości, że najlepszym co rodzice mogą zrobić dla swoich dzieci to wyrzucić je w świat tak by nigdy nie wróciły a o tym właśnie mówi to kazanie i Biblia z resztą też. Nie będę Wam przytaczała/streszczała Księgi Tobiasza - bo to na jej podstawie możemy wysnuć tak kontrowersyjne wnioski. Skupię się na tym co wyniosłam z tego dla siebie, co mi pomogło i może pomoże też Wam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Ja wyniosłam się z domu mając zaledwie 16 lat. Wcześnie nie?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Prawdę mówiąc poszłam po prostu do szkoły z internatem, z czego nie byłam wtedy za bardzo zadowolona, ale teraz uważam, że to było najlepsze co mogło mnie wtedy spotkać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dla większości osób pójście do szkoły z internatem nie oznaczało wyprowadzki z domu - dla mnie tak. Od tamtej pory - od 16 roku życia - do teraz - 26 lat - spałam w domu zaledwie parę razy! Zazwyczaj zostawałam w internacie na weekendy i na wakacje by pracować - ale nie o tym.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Dlaczego powinniśmy wyprowadzić się z domu?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Jeżeli ja zostałabym wtedy w domu, nie wiem co by ze mną było. Może nawet nie skończyłabym liceum... Nie dlatego, że byłam głupia (nie! nie! nie! Dostałam się do jednego z najlepszych liceów w Małopolsce) dlatego, że zapewne nie miałabym pieniędzy na dojazdy do szkoły, na zeszyty i książki, nie miałabym warunków do nauki itd. Byłam całkowicie zależna od ludzi, którzy nie potrafili o siebie zadbać a co dopiero o prawie dorosłe dziecko. Brzmi niewiarygodnie, ale wtedy w moim rodzinnym domu działo się najgorzej EVER. Nie będę wchodziła w szczegóły - dojdziemy do tego razem z pamiętnikiem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tymczasem poszłam do szkoły z internatem, wyposażona w traumatyczne przeżycia i prawie nic poza tym. Oczywiście zmiana otoczenia nie zmieniła mnie... nadal byłam cichą i zamkniętą w sobie Kasią - ale otwarła mi umysł i możliwości. Mogłam nauczyć się wszystkiego czego nie mogłam nauczyć się od rodziców. Mogłam poznać prawidłowe wzorce zachowań, pobyć w zdrowej rodzinie (byłam nianią), poznać normalnych, miłych grzecznych ludzi, zarabiać pieniądze, usamodzielnić się, uczyć się przy swoim biurku, mieć swój kąt, WYRWAĆ SIĘ i spojrzeć na moich rodziców z innej perspektywy... zdystansować się.&lt;br /&gt;
W domu, byłam cały czas uwikłana w patologię i jedyną refleksję jaką potrafiłam z siebie wykrzesać było to, że nienawidzę ich z całego serca a moje życie to piekło.&lt;br /&gt;
Dopiero gdy wyszłam z domu mogłam zastanowić się nad tym co się tam dzieje i pomyśleć jak i czy mogę naprawić te relacje. Oczywiście nie doszłam do tego od razu - minęło parę dobrych lat żalu, nienawiści i odtrącenia - ale jednak udało się. Mogłam pójść na terapię, DOSTRZEC, że powinnam zadbać o siebie, by nigdy nie popełnić tych samych błędów, zrozumieć różne mechanizmy zachowań...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z perspektywy czasu uważam, że zrobiłam wszystko co mogłam by uwolnić się od współuzależnienia, w którym żyłam i by nigdy nie wpakować się w to samo co moi rodzice, by nigdy nie popełnić tych samych błędów. Ta wiedza pozwoliła mi odbudować relację między nami mimo, iż oni się nie zmienili - Ja się zmieniłam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najlepsze co rodzice mogą zrobić to wyrzucić (wyprawić) swoje dzieci w świat tak by nigdy nie wróciły. Nie należy tego traktować bardzo dosłownie. Ja rozumiem to tak, żeby wyprawić dzieci w świat w taki sposób, by nie były ZMUSZONE wracać. Wyposażyć je w takie wartości, wiedzę, doświadczenie itd. by dzieci sobie poradziły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jeżeli, zostajemy &quot;wyrzuceni&quot; bez tych wartości to mamy szansę je zdobyć, bo najwidoczniej nasi rodzice nie mogli nam ich przekazać. Nie ma co się załamywać - Ci ( MY ) bez żadnego inwantarza &amp;nbsp;zostając wyrzuceni dostajemy najlepszy prezent z możliwych - szansę na normalne życie i szczęście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli tak jak młody Tobiasz zdecydujemy się wrócić do domu, uposażeni w wiedzę, doświadczenie i miłość to tak jak on zdejmijmy naszym rodzicom bielmo z oczów. Tak jak stary Tobiasz był ślepy na cierpienia i potrzeby syna, tak i nasi rodzice nie zdają sobie często sprawy z krzywd jakie nam wyrządzili. Przysłowiowe ściągnięcie bielma z oczu moich rodziców bardzo pomogło w naszych relacjach. Czasu nie cofniemy, ale możemy pozwolić zagoić się naszym ranom i zaprzestać nienawidzić - bo nic bardziej nie wyniszcza niż nienawiść i poczucie bezradności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
KAZANIE KS. ADAMA :&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=NbQtyq6o-sw&amp;amp;t=2279s&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;KAZANIE&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
KSIĘGA TOBIASZA:&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1365&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;STARY TESTAMENT&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEguShdXk_V8ypq2957j5sfUgbVY8cnRh4JRflWyrCgd2bdLZbzdNXfaHrq8zUXn20FWJ1SyaLCqatxMfwpC98MWPWFX_N1eeckNkJJWfWprAEjWIbpq8q2osMp54by7uDQuOOFZ6p_Ywzw/s1600/MTAyNHg3Njg%252C12729847_12729546.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;683&quot; data-original-width=&quot;1024&quot; height=&quot;213&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEguShdXk_V8ypq2957j5sfUgbVY8cnRh4JRflWyrCgd2bdLZbzdNXfaHrq8zUXn20FWJ1SyaLCqatxMfwpC98MWPWFX_N1eeckNkJJWfWprAEjWIbpq8q2osMp54by7uDQuOOFZ6p_Ywzw/s320/MTAyNHg3Njg%252C12729847_12729546.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/wyrzucic-dzieci-z-domu.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEguShdXk_V8ypq2957j5sfUgbVY8cnRh4JRflWyrCgd2bdLZbzdNXfaHrq8zUXn20FWJ1SyaLCqatxMfwpC98MWPWFX_N1eeckNkJJWfWprAEjWIbpq8q2osMp54by7uDQuOOFZ6p_Ywzw/s72-c/MTAyNHg3Njg%252C12729847_12729546.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-3808628607479673945</guid><pubDate>Thu, 13 Jul 2017 17:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-20T12:20:14.148-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">retrospekcja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>Przemoc w szkole. </title><description>&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: #9fc5e8; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;8 październik 2003&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Dziś nie miałam lekcji w szkole ponieważ byłam z klasą w kinie na filmie &quot;Stara Baśń&quot;. Byliśmy w kinie Plaza Kraków - które jest również centrum handlowym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Po filmie, który trwał ponad godzinę Pani powiedziała, że mamy godzinę, żeby sobie pochodzić po sklepach. Było fajnie do czasu aż przeprowadziłam z Kxxx pewien dialog:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;JA: Kxxx ile to kosztuje?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;ON: Dużo.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;JA: Eh Kxxx ile...?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;ON: I tak Cię nie stać.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;JA: Skąd wiesz?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;ON: Bo JESTEŚ BIEDNA !&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;To nie było zbyt miłe.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;background-color: #6fa8dc; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;br /&gt;10 październik 2003&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Ooo nie! Teraz to już przeholował!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Dość, że nazywa mnie biedną to jeszcze dzisiaj mnie opluł!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Przecież to jest szczyt chamstwa. To jest totalny idiota! Nie rozumiem jak Oxx mogła się w takim idiocie zakochać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
Powiem Wam, że po tamtej sytuacji jedyne co pamiętam, to to, że pobiegłam do łazienki zmyć jego śmierdzącą ślinę z włosów. Jednocześnie miałam ochotę się ukryć przed całym światem. Ten mały parszywiec chciał zbudować swoje poczucie wartości i wspiąć się po patologicznej drabinie hierarchii grupy - moim kosztem. Kosztem dziecka z patologicznej rodziny, z niskim poczuciem swojej wartości, kompleksami i głęboką potrzebą przynależności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;Przemoc to nie tylko bicie czy popychanie, ale wszelkie sytuacje, kiedy &lt;/span&gt;silniejszy i bardziej pewny siebie&lt;span style=&quot;font-family: inherit;&quot;&gt;&amp;nbsp;osobnik wykorzystuje, poniża czy obraża słabszą od siebie osobę.&amp;nbsp;Ciężko mi to było wtedy zrozumieć, jak on tak mógł?! Teraz już wiem, że osoby które dopuszczają się takich rzeczy nie wiedzą czym jest empatia i nie mają poczucia winy. Uwłaczając słabszym nie poczuwają się do jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny... jedyne co nimi kieruje to silna potrzeba dominacji i uznania.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Doświadczenie takich sytuacji wśród grupy rówieśniczej często powoduje wycofanie się czy izolację od reszty klasy. Może przyczynić się do chęci wagarowania, lęku przed szkołą i utraty wiary w siebie, rówieśników a nawet w autorytety jakimi powinni być nauczyciele, którzy często nie reagują na nękania słabszych lub nawet dołączają się do tego procederu np ośmieszając czy gnębiąc &quot;gorszego&quot; ucznia.Zastanówcie się jak może się czuć osoba która nie ma wsparcia wśród najbliższych a do tego jest szykanowana przez rówieśników? To okrutne, &amp;nbsp;niesprawiedliwe i może pozostawić wiele ran.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEigCha1L0Dr_u16TjRNKA58g-adFlrJoxhgeFNm5qHEc0Llj9D7Mvkvk8ul4GDeoQjDCG_N3_y1eYvnwdMKC5qJMln0sUgUF5LyFMlBoonhVzGzpGn_NKxSwkssvgW2BuNSvo92kGzro2E/s1600/1380629378_by_Dominika500_inner.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;204&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;162&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEigCha1L0Dr_u16TjRNKA58g-adFlrJoxhgeFNm5qHEc0Llj9D7Mvkvk8ul4GDeoQjDCG_N3_y1eYvnwdMKC5qJMln0sUgUF5LyFMlBoonhVzGzpGn_NKxSwkssvgW2BuNSvo92kGzro2E/s400/1380629378_by_Dominika500_inner.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/przemoc-w-szkole.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEigCha1L0Dr_u16TjRNKA58g-adFlrJoxhgeFNm5qHEc0Llj9D7Mvkvk8ul4GDeoQjDCG_N3_y1eYvnwdMKC5qJMln0sUgUF5LyFMlBoonhVzGzpGn_NKxSwkssvgW2BuNSvo92kGzro2E/s72-c/1380629378_by_Dominika500_inner.gif" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-6139252696508853744</guid><pubDate>Sun, 09 Jul 2017 10:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-09-16T01:28:00.795-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">odżywianie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>Zajadanie stresu i poczucie przynależności </title><description>&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Po praz pierwszy od bardzo długiego czasu ćwiczyłam. 💪&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Dosyć spontanicznie wpadł mi do głowy pomysł by wprowadzić do swojej dziennej rutyny ćwiczenia podczas urlopu. Plan jest taki :&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Podczas tych dwóch tygodni chciałabym wyrobić w sobie nawyk ćwiczeń i zdrowiej się odżywiać.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Gdy pracuję, nie mam czasu na nic. Wracam zmęczona i nie mam na nic ochoty. &amp;nbsp;Jednocześnie pamiętam, że kiedyś byłam równie zabiegana, a czas na ćwiczenia znajdywałam i cieszyły mnie ogromnie zmiany jakie we mnie zachodziły. Myślę, że przez 2 tygodnie będę w stanie zauważyć jakieś minimalne różnice a nic bardziej nie motywuje niż widoczne efekty!!!💪&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiQ0fyqjJa6oyZHaUH_Jx1DxTjQAeBy_wETsjMHU1Ofiug3SwXGDKGzPGcQvit0LB9hKY_lNaBC0A_SczH-nMN0iCp8wjkrM5ioHo1Zs9I1xwvKmoldf8ivmwCU4LNCGxH-k-DWu_Vc7bc/s1600/IMG_20150826_141240480.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;Nie mam wagi ani centymetra by zapisać aktualne wymiary, ale trudno. To mnie nie zniechęci! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Od dziecka byłam &quot;przy kości&quot;. Czas zawalczyć o lepszą siebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;Bardzo wiele osób walczy z problemem zajadania strasu. Tak jak wielu jest ludzi tak samo wiele jest sposobów radzenia sobie z problemami. Niektórzy palą papierosy, niektórzy piją by zapomnieć a jeszcze inni jedzą by dać sobie odrobinę radości tłustym &quot;czisem&quot;.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;Myślę, że właśnie ja byłam taką osobą - szczególnie w okresie liceum. Niby nie mieszkałam w domu, ale jako, że nauczona byłam brać odpowiedzialność za czyny moich rodziców okropnie przeżywałam każde doniesienie o pijaństwie i libacjach.&lt;br /&gt;Potrafiłam pozbierać na talerzyk parę podwieczorków w postaci ciasta, które nikomu nie smakowało (w internacie), zamknąć się w kiblu i wepchać w siebie wszystko a następnie wymiotować by pozbyć się wyrzutów sumienia. Doskonale wiedziałam co robię, doskonale wiedziałam czym jest bulimia. Podświadomie chciałam się zniszczyć i pozbyć poczucia bycia gorszym. Jedzeniem rekompensowałam sobie życiowe porażki, które sobie wmawiałam. Tak WMAWIAŁAM, bo z perspektywy czasu widzę, że to co wtedy uznałam za porażkę wynikało z przeświadczenia, że nie dam rady czegoś zrobić, że nie ma sensu, że jestem gorsza i na straconej pozycji.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;Kiedy dziecko przez pół swojego, życia czuje, że nie jest nic warte, bo nie znaczy zbyt wiele do najbliższych osób jakimi powinni być rodzice, to zaczyna w to wierzyć. Poczucie odrzucenia przekłada na wiele dziedzin swojego życia. Nie daje sobie szans na sukces. Dodatkowo wciąż czuje więź z domem. Dzieci, które wychowują się w patologicznym środowisku czują się jego częścią nawet poza nim. To normalne nawet kiedy żyjemy w zdrowym środowisku domowym, bo przecież wyprowadzając się nie wyrzekamy się rodziny - wciąż jesteśmy jej częścią.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;Niestety wśród dzieci z trudnych rodzin zaobserwować można obawę przed odniesieniem sukcesu. Dzieci te boją się wykluczenia ze środowiska rodzinnego - często jedynego, do którego czują przynależność - by nie usłyszeć nigdy: &lt;i&gt;&quot;Wyżej sra niż dupę ma&quot;, &quot; Wyprowadziła się i już ma pańskie podniebienie&quot; &quot;Pani z miasta przyjechała&quot; itd.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;Rodzice alkoholicy często czują się poszkodowani i wykluczeni ze społeczeństwa. Zamiast cieszyć się z naszych sukcesów - umniejszają je i przekształcają tak byśmy czuli się winni i zawstydzeni.&lt;br /&gt;Niestety dopóki będziemy żyć życiem naszych rodziców, wciąż i wciąż będziemy odczuwali poczucie winy za każdy nasz sukces.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times&amp;quot; , &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;Warto dostrzec ten mechanizm zanim zniszczy sobie życie i zanim się obejrzymy znajdziemy się w tym samym miejscu co oni - z poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości, że komuś się udało a nam nie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Będę relacjonowała jak mi idzie 😊&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/zajadanie-stresu-i-poczucie.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-8342203848803960947</guid><pubDate>Sat, 08 Jul 2017 18:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-20T12:21:17.026-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">retrospekcja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>Żółty brzydki golf. </title><description>&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;3 marzec 2003&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Dzisiaj była dyskoteka mojej klasy i oczywiście na nią poszłam, ale zapomniałam o niej powiedzieć mamie i tacie. Powiedziałam bratu żeby przekazał im jak wrócą z pracy, żeby po mnie podjechali.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Dyskoteka była do kitu! Cały czas puszczali tą samą płytę i były prawie same wolne. Gdy się skończyła wyszłam przed szkołę, patrzę... a mamy nie ma.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Poszłam się przejść po okolicy, wróciłam - wciąż nikogo nie ma.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Zadzwoniłam do pracy mamy - nic - zadzwoniłam do przyjaciółki - nic. W końcu odebrał sąsiad i przekazał, nikogo nie ma w domu u mnie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Zdecydowałam się wrócić do domu na nogach a była już godzina 20. Wiecie jak się cykałam!? Bałam się że dostanę opiernicz w domu, albo że mama mnie gdzieś szuka na mieście.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Doszłam a mamy nie było w domu a zamiast mamy zastałam ciotkę &amp;nbsp;i mojego brata. Do domu zaszłam na 21.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Rodzice do domu przyjechali o 2 w nocy - kupili mi obciachowy golf i byli opici jak zwykle jak dostaną wypłatę. Nic tylko picie i picie a później matka narzeka, że nie ma nic do ubrania bo musi nam kupować. Dam jej ten golf niech się wypcha.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;color: #0b5394; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wiecie, dziecko cały czas wierzy i nie przyjmuje do wiadomości, że rodzice mogą go nie kochać. Dzieci chcą być kochane i potrzebują tej miłości do prawidłowego rozwoju.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Pisząc miłość mam na myśli między innymi to, że rodzice powinni zapewniać swojemu dziecku chociażby poczucie bezpieczeństwa.. a co gdy tego zabraknie? Toksyczne rodzicielstwo okrada nas z uroków dzieciństwa. Skutki zaniedbań, przemocy i innych okrucieństw jakie spotykają nas w dzieciństwie ciągną się na nami całe życie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;To co się wydarzyło tego dnia mogłabym zinterpretować bardzo prosto. Matka kupiła mi &amp;nbsp;żółty brzydki golf. Wiedziała, że potrzebuje ubrań, bo naprawdę nie miałam w czym chodzić do szkoły. Kupiła go by uciszyć swoje sumienie a następnie oboje poszli się upić do baru.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;&quot;Należy mi się&quot; , &quot;Pije za swoje a nie za Twoje&quot;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wróciła pijana do domu w nocy. Dała mi golf i nie omieszkała wypomnieć, że sama nie ma w czym chodzić bu musi nam kupować ubrania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Jako dziecko poczułam się winna. Winna temu, że żyję, że jestem problemem, że jakby mnie nie było....itd. Jednocześnie czułam złość i nienawiść i ten charakterystyczny ból brzucha przez bezradność. Chciałam, żeby mnie nie było.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Chronicznie czułam stan napięcia, złości i przeciążenia emocjonalnego. Nie było mi obce uczucie strachu i upokorzenia. Myślę, że to problem dzieci, które nie czują się bezpiecznie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Niestety te obrazy nie znikają, kiedy opuszczamy rodzinny toksyczny dom. Pozostają w naszej głowie determinując poczucie bycia gorszym, niedocenionym i niedowartościowanym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Każda osoba, która ma za sobą taki balast doświadczeń powinna o siebie szczególnie zadbać. Ja mam za sobą lata terapii i studia z tym związane, dlatego łatwo mi zrozumieć to co wtedy się działo. Wiele rzeczy już przerobiłam jednak wciąż i wciąż pracuję z sobą. Wspomnienia bywają trudne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Czytając ten pamiętnik staram się zrozumieć pewne rzeczy i sytuacje. Przez wiele lat do niego nie zaglądałam, bo czytając niektóre wpisy wciąż odczuwałam znane mi z dzieciństwa uczucie ściśnięcia żołądka ze złości. Będąc dorosłą osobą staram się też spojrzeć na niektóre sytuacje tak jakbym była wtedy moją matką czy ojcem. Nie usprawiedliwiam ich nigdy. Jednak staram się zrozumieć jak doszło do tego. Przecież będąc młodymi rodzicami nie planujemy zniszczyć dzieciństwa naszym pociechą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhScBfH7FBhTLR-Ny8yEWrFLkyTPpTTADcESQr0XcYIQIefGeQzbXUnO34igUn80r9GHtujoSfm6zB7lKEB3ElF9qyWap95W6PldIYCexpl4HXwut7XmULf9YExMxwfQXxb0yw_igs3HK4/s1600/alkoholizm-e4f04a72dfff03c170fc6d60f606672c.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;555&quot; data-original-width=&quot;740&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhScBfH7FBhTLR-Ny8yEWrFLkyTPpTTADcESQr0XcYIQIefGeQzbXUnO34igUn80r9GHtujoSfm6zB7lKEB3ElF9qyWap95W6PldIYCexpl4HXwut7XmULf9YExMxwfQXxb0yw_igs3HK4/s400/alkoholizm-e4f04a72dfff03c170fc6d60f606672c.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;c.d.n.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;
&lt;/span&gt;</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/retrospekcja-analiza-cz-2.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhScBfH7FBhTLR-Ny8yEWrFLkyTPpTTADcESQr0XcYIQIefGeQzbXUnO34igUn80r9GHtujoSfm6zB7lKEB3ElF9qyWap95W6PldIYCexpl4HXwut7XmULf9YExMxwfQXxb0yw_igs3HK4/s72-c/alkoholizm-e4f04a72dfff03c170fc6d60f606672c.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-6852942004859448638.post-1579917225371528804</guid><pubDate>Mon, 03 Jul 2017 18:29:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-20T12:21:49.858-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">retrospekcja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trudne dzieciństwo</category><title>Retrospekcja &amp; Analiza START</title><description>&lt;br /&gt;
&lt;h3 style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;color: #073763; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;u&gt;20 II 2003 r&lt;/u&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: #073763; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Retrospekcja&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;color: #073763;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;color: #073763; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;i&gt;Dziś wieczorem postanowiłam założyć mój pamiętnik. Zakładam go bo nie mam sobie z kim pogadać o swoich problemach - a nie powiem, że ich nie mam!&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;color: #073763; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Nie lubię jak mnie przezywają ZAWIAS. Wcale to nie jest miłe...czasami robi mi się przykro jak chłopcy mnie tak przezywają... czasami chce mi się płakać.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;color: #073763; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Moje problemy starszych w ogóle nie obchodzą.. Jak się z nimi kłócę, też chce mi się płakać.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;color: #073763; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Mam &amp;nbsp;w dupie całego M. nie jestem zawiasem!!! Przezywają mnie tak bo chodzę z opuszczoną głową - ja tak nie chcę!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;color: #073763; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Chłopcy nie wiedzą czy się komuś robi przykro czy nie - wszystkich traktują tak samo.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;color: #073763; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Jak mi się M., Mn., i R. wpisali do Pele-Mele to M. napisał, że chce we mnie zmienić wszystko, a Mn. i R., że chcą zmienić we mnie Zawias.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;color: #073763; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Nienawidzę siebie, swojego wyglądu... w ogóle niczego w sobie nie lubię. Jestem głupia, głupia, głupia! Czasami mam ochotę się zabić. Jestem nielubiana.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;i style=&quot;color: #073763;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Moje marzenia się nie spełniły. Chciałam poznać wiele osób i żeby mnie wszyscy lubili, ale to się nie spełniło...szkoda.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Przedstawiam Wam siebie sprzed 14 lat. Wydaje mi się, że to mój pierwszy pamiętnik, choć nie dam sobie nic uciąć bo pisałam ich naprawdę dużo! Jeden zeszyt za drugim - pełne błędów ortograficznych, stylistycznych.. pełne łez, strachu, sfrustrowania... pełne wspomnień.. niestety&amp;nbsp;też takich, o których chciałabym zapomnieć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Miałam przekichane dzieciństwo to jest pewne.&lt;br /&gt;Oczywiście, jestem też w stanie odszukać wspomnienia pozytywne, ale sami wiecie jak te złe trudno wyrzucić z głowy.&lt;br /&gt;Po tylu latach są jak blizny, wciąż widoczne i okropne. Jestem nimi naznaczona, wstydzę się ich, ale nic nie mogę zrobić - stało się i się nie odstanie. Muszę z nimi żyć, ukrywać pod &quot;warstwą ubrań&quot;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym blogu będę przewijały się różne tematy, między innymi właśnie te związane z trudnym dzieciństwem. Choć jest to dla mnie &quot;ciężki&quot; temat coraz częściej widzę i słyszę, że niestety&amp;nbsp;mnóstwo osób przeszło przez tą samą gehennę co ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym wrócić do swojego wewnętrznego dziecka, przytulić je i upewnić w tym, że będzie dobrze, a to co jest teraz - jest przejściowe. Zrobię to, cofając&amp;nbsp;się wraz z moimi pamiętnikami wstecz. Będzie mi miło jeżeli zrobisz to ze mną, być może odnajdziesz też swoje wewnętrzne dziecko, które musiało tak szybko dorosnąć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako dziecko większość czasu spędzałam poza domem. Wtedy właśnie kiedy pisałam ten pamiętnik wpadłam w niezbyt ciekawe towarzystwo... Papierosy, alkohol, wagary - tak to ja na przełomie podstawówki i gimnazjum! Na szczęście dla mnie nie zaaklimatyzowałam&amp;nbsp;się tam. Nie mogłam znaleźć wspólnego języka z tymi osobami (zbuntowanymi nastolatkami😂), wstydziłam się, bałam odzywać, żeby nie palnąć czegoś głupiego - stąd ten zawias. Nawet we własnym pamiętniku wstydziłam się przyznać, że chodziło o moje kompleksy&amp;nbsp;i nieśmiałość. No cóż.. z perspektywy czasu uważam, że dobrze się stało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc ukazuje się przed Wami młoda dziewczyna, która próbuje odnaleźć grupę, do której będzie pasowała i do której będzie mogła przynależeć. To typowe dla młodych osób, które porównując się do innych odnajdują takie, które w jakiś sposób im imponują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdę mówiąc w naszym życiu przynależymy do wielu grup - rodzina, klasa, drużyna ... Jakimś trafem ja, nie czułam wtedy, że gdzieś przynależę. Na siłę szukałam swojego miejsca wciąż i wciąż doświadczając pustki. Jak może czuć się odrzucone dziecko...? No właśnie tak: &quot;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;color: #073763;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;Jestem głupia, głupia, głupia! Czasami mam ochotę się zabić. Jestem nielubiana.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;color: #073763;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: #073763; font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;i style=&quot;color: #073763;&quot;&gt;Moje marzenia się nie spełniły. &lt;/i&gt;&quot;. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;A temu wszystkiemu towarzyszyło poczucie bycia gorszym.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Niskie poczucie własnej wartości nie bierze się znikąd.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Rodzimy się jako czysta kartka. Niemowlaki nie wiedzą czym jest pewność siebie. To poczucie bezpieczeństwa, akceptacja, miłość najbliższych buduje ten fundament. Jeżeli będzie on słaby i zabraknie tych podstawowych komponentów to cała konstrukcja budynku (nas) będzie słaba.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Dom na słabym nieuzbrojonym&amp;nbsp;fundamencie jest jak Kolos na glinianych nogach. Naprawa tego podstawowego elementu jest czasochłonna i kosztowna. Podstawową czynnością przy rekonstrukcji jest odkopanie go - i to właśnie zrobię.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Odkopię swój fundament, by go wzmocnić i odbudować&lt;span style=&quot;color: #073763;&quot;&gt; 💗&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;
&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://sia-kasia.blogspot.com/2017/07/retrospekcja-analiza-start.html</link><author>noreply@blogger.com (Siakasia)</author><thr:total>0</thr:total></item></channel></rss>