<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624</atom:id><lastBuildDate>Sat, 29 Feb 2020 09:39:56 +0000</lastBuildDate><title>Dni Pogardy</title><description>Życie wywrócone do góry nogami</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Choineczka)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>28</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-3805307976184366382</guid><pubDate>Thu, 07 Sep 2017 20:25:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-09-07T13:25:27.951-07:00</atom:updated><title>Rozdział 28 - Płomyczek nadziei</title><description>- Gratuluję udanego aresztowania. Ton głosu Waltera Wagnera nie zdradzał żadnych emocji, tym bardziej pozytywnych.&lt;br /&gt;- Co więcej, mamy zdjęcie kolejnego bandyty - pochwalił się von Rheinfelder. - Oberscharführer Birke właśnie stara się ustalić jego tożsamość.&lt;br /&gt;- No dobrze. Komendant wyraża zgodę na aresztowanie gruppenführera von Bülowa.&lt;br /&gt;Wagner wyraźnie nie był przekonany do tego pomysłu. Gdyby zarzuty okazały się prawdziwe, byłaby to duża hańba dla niemieckiej armii. Nie było gwarancji, że kolejni oficerowie zaczną myśleć tylko o sobie i pójdą za przykładem generała.&lt;br /&gt;Von Rheinfelder też nie był dumny z zaistniałej sytuacji, jednak ważniejsza była służba Rzeszy. Nie mógł pozwolić, by haniebny czyn generała pozostał nieujawniony, a przestępca uszedł z kradzionym złotem.&lt;br /&gt;- Dostaniesz posiłki za trzy dni. Czternastego grudnia aresztujecie von Bülowa, zanim wyjedzie do Berlina na Święta.&lt;br /&gt;- Tak jest! - zawołał hauptsturmführer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;13 grudnia&lt;br /&gt;Wracając z ostatniego spotkania przed kolejną akcją, Robert myślami był daleko od willi generała von Bülowa, którego mieli obrabować. Krążył pomiędzy Siwą, porwaną przez niemieckich agentów a Andreą, czekającą na niego przed kawiarnią, skąd miał ją zabrać do siebie.&lt;br /&gt;Nawet on, choć pochodził z zamożniejszej rodziny, nie miał tyle pieniędzy, by dwa razy w tygodniu odwiedzać kawiarnię. Randki były coraz skromniejsze, mimo tego oni cieszyli swoim towarzystwem coraz bardziej. Coraz mniej rzeczy odwracało ich uwagę od siebie. Kiedy siedzieli razem na kanapie, owinięci kocem, paradoksalnie nie brakowało im niczego, bo i tak niczego więcej nie mieli.&lt;br /&gt;Co wtedy robili? Rozmawiali, oglądali zdjęcia Roberta, słuchali cichej muzyki z jego płyt. Zbyt mało czasu ze sobą spędzili, by mogli się zwyczajnie nudzić.&lt;br /&gt;Zobaczył ją dużo szybciej, niż się spodziewał. Brnęła zaśnieżonym chodnikiem, przeciskając się między ludźmi.&lt;br /&gt;- Robert! - szepnęła gorączkowo, gdy wreszcie go dopadła. Czekała na to prawie dwa dni. - Musimy porozmawiać!&lt;br /&gt;- Dobrze, chodźmy. - Podał jej swoje ramię. - Lepiej nie rozmawiajmy tutaj, na środku ulicy.&lt;br /&gt;Andrea zacisnęła zaczerwienione od mrozu palce na rękawie mężczyzny. Uratowało ją to przed zderzeniem z twardym chodnikiem, kiedy poślizgnęła się na lodzie.&lt;br /&gt;- Spokojnie, prawie jesteśmy - mruknął do niej Robert. Rzeczywiście, zza zakrętu wyłoniły się okna kamienicy, do której zmierzali.&lt;br /&gt;Nie czekając, aż gospodarz zdejmie płaszcz, Andrea dała upust swoim emocjom.&lt;br /&gt;- Aresztowali Barbarę! Co ona znowu zrobiła? Mój brat widział ją, próbowała uciekać, ale się jej nie udało i ją pobili... - zachłysnęła się.&lt;br /&gt;- Wiem. - Skorzystał z okazji, by coś powiedzieć.&lt;br /&gt;- Wiesz? - zamarła.&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- Ale jak?&lt;br /&gt;- Widziałem...&lt;br /&gt;- Ale ty uciekłeś - wyrzuciła z siebie z ulgą, ale też z rozgoryczeniem. Świat był niesprawiedliwy, skoro tylko Robertowi udało się uciec. - Jak?&lt;br /&gt;- Tak. Andrea, proszę cię, usiądź. - Wskazał jej kanapę. Posłusznie usiadła, więc zrobił to samo. - Mówiłaś, że twój brat to widział? Jest żołnierzem, prawda?&lt;br /&gt;- To nie tak, że on was nienawidzi, on wcale nie chciał wstępować do armii. - Była gotowa bronić brata. - Ale dostał wezwanie, nie mógł odmówić. Nie walczy z bronią w ręku, pracuje przy papierach. Zdaje mi się, że został czyimś sekretarzem.&lt;br /&gt;Robert zamyślił się. Nagle ogarnęły go wątpliwości, które zdążyły już go opuścić jakiś czas temu. Nie wiedział, czy brat Niemki nie jest przypadkiem szpiegiem, czy nie chce poprzez Andreę wyciągnąć z niego informacji i dotrzeć do reszty konspiratorów. A może rzeczywiście było tak, jak mówiła Andrea, tego nie był w stanie stwierdzić.&lt;br /&gt;- Gdzie zobaczył Barbarę?&lt;br /&gt;- Na korytarzu.&lt;br /&gt;- Twój brat ją zatrzymał?&lt;br /&gt;- Nie! Skąd... Chyba był zbyt zdziwiony, żeby coś zrobić. Zresztą, Barbara zawsze wolała być samodzielna, ponoć nawet nie zauważyła Mike&#39;a. Och, Robert, zróbmy coś! Da się ją jakoś uratować?&lt;br /&gt;- Niemcy podejrzewają, że współpracuje z Polakami, stawiającymi zbrojny opór przeciw Niemcom. Ciężko będzie przekonać oficerów, żeby ją zwolnili. Nawet łapówka może zawieść.&lt;br /&gt;- To jest jakiś pomysł! Mój brat mógłby przekazać łapówkę! Wcale nie muszą wiedzieć, że to od nas. Powiemy, że to jej rodzina i...&lt;br /&gt;- Andrea, to nie przejdzie. Łapówka musiałaby być ogromna. Nawet gdyby Niemcy na to przystali, nie uzbierasz takiej sumy w tydzień... - urwał, widząc pierwszą łzę na policzku dziewczyny. Przytulił ją do serca.&lt;br /&gt;- Właśnie straciłam przyjaciółkę...? - załkała.&lt;br /&gt;- Andrea... - westchnął, niezdecydowany. Odetchnął głęboko, po czym rzekł: - Ostatecznie, Barbarę można by odbić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- Okłamałaś nas! - Birke ponownie uderzył Ewę Dudkiewicz. - Zofia Jackowska nie mieszka pod tamtym adresem. Nie znaleźliśmy jej ani jej rzeczy.&lt;br /&gt;- Musiała się wyprowadzić! - załkała dziewczyna. - Przecież ja wam powiedziałam prawdę! Mieszkałam z Zofią Jackowskiej na Kościelnej dwa!&lt;br /&gt;- Łżesz! Pokój, rzekomo przez nią wynajmowany, został wynajęty naszemu żołnierzowi zaraz po tym, jak wyprowadziła się z niego Sybilla Jocewicz.&lt;br /&gt;- Posługiwała się tymi dokumentami! To jej fałszywe nazwisko! - wykrzyczała Ewa, myśląc tylko o swojej siostrze. Nie mogła pozwolić, by stała jej się krzywda, pozostało jej wierzyć w to, że Niemcy nie zrobią Zofii krzywdy. Resztki wstydu zniknęły dawno temu, na ich miejscu pojawiła się desperacja. Dziewczyna trzymała się kurczowo myśli o uwolnieniu siebie i ponownym spotkaniu z rodziną.&lt;br /&gt;- Sprawdzimy to. - Podoficer pokiwał głową i uderzył przesłuchiwaną w brzuch. - To za to, że nie powiedziałaś nam wcześniej. Strażnik! Zabrać ją!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Niepewna tego, co przed chwilą usłyszała, Andrea zmarszczyła brwi.&lt;br /&gt;- Jak to odbić?&lt;br /&gt;- Odbić, czyli siłą uwolnić Barbarę.&lt;br /&gt;- We dwójkę? - prychnęła.&lt;br /&gt;- Nie. Powiedzmy, że mam znajomych, którzy się na tym znają.&lt;br /&gt;- Czy to ci... polscy bandyci? Tak nazywają ich Niemcy?&lt;br /&gt;- Nie jesteśmy bandytami - uniósł się honorem. - Bronimy tylko tego, co nam zabrano.&#39;&lt;br /&gt;- Nie mówię, że ja tak uważam - sprostowała chłodno.&lt;br /&gt;- Wierzę ci, tylko po prostu... - Nie potrafił znaleźć odpowiednich słów. Andrea czule położyła mu rękę na ramieniu, momentalnie zapominając o swojej irytacji.&lt;br /&gt;- Musimy pomóc Barbarze. Oboje jesteśmy po tej samej stronie, prawda?&lt;br /&gt;Robert uśmiechnął się do niej delikatnie.&lt;br /&gt;- Prawda, jesteśmy, i to czymś więcej, niż sprzymierzeńcami.&lt;br /&gt;- Zdecydowanie tak.&lt;br /&gt;- Spróbuję coś zdziałać. Obiecuję, że zajmę się tym za dwa dni, jutro mam ważną sprawę do załatwienia.&lt;br /&gt;- Nie musisz mówić - westchnęła Andrea, lekko rozczarowana.&lt;br /&gt;- Nie mogę. - W jego głosie słychać było tylko żal i smutek.&lt;br /&gt;- Domyślam się. I dziękuję ci bardzo. Doceniam to, co chcesz zrobić dla Barbary.&lt;br /&gt;- Zrobię to nie tylko dla niej, ale i dla ciebie. - Zbliżył się do niej i wyszeptał, patrząc prosto w jej oczy: - Kocham cię, Andreo.&lt;br /&gt;Dziewczyna nie była gotowa na to wyznanie. Otworzyła usta w niemym zdumieniu, widząc pewność siebie i szczerość wypisaną na twarzy mężczyzny.&lt;br /&gt;Chciała powiedzieć coś odpowiedniego dla tej chwili, lecz milczała, nie mogąc znaleźć żadnych słów. Robert, widząc jej reakcję, odwrócił wzrok.&lt;br /&gt;- Przepraszam, ja nie... - mruknął niewyraźnie, ale Andrea przerwała mu.&lt;br /&gt;- Nie masz za co! - odparła szybciej, niż powinna. - Ja też ciebie kocham - przełknęła ślinę - Robercie.&lt;br /&gt;Zanim zdążyła pomyśleć, co robi, pocałowała ukochanego raz, a potem znowu, tym razem dłużej.&lt;br /&gt;- Andreo. - Robert odsunął się od niej, delikatnie trzymając jej twarz w dłoniach. - Jeśli mamy odzyskać Barbarę, będę potrzebował twojej pomocy. A dokładniej, twojego brata.&lt;br /&gt;- Co mam zrobić?&lt;br /&gt;Chwilę bił się z myślami. Czuł się źle z tym, że zepsuł im taką chwilę, ale musiał powiedzieć jej o swoim planie.&lt;br /&gt;- Przekonasz swojego brata, żeby nam pomógł.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/09/rozdzia-28-pomyczek-nadziei.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-2101286469927799502</guid><pubDate>Thu, 31 Aug 2017 12:33:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-31T05:33:27.830-07:00</atom:updated><title>Rozdział 27 - Zdjęcie</title><description>Michael Schweiger pakował swoje rzeczy do wysłużonej skórzanej teczki. Wybierał się dziś odwiedzić rodzinę, zaraz po pracy. Myśli zaprzątały mu dziesiątki pytań, które będzie chciał zadać matce, ojcowi, Andrei... To właśnie z siostrą chciał najwięcej porozmawiać, zwłaszcza o tajemniczym mężczyźnie u jej boku, którego poznał, gdy spotkali się na ulicy.&lt;br /&gt;Oczywiście, nie zapominał o rodzicach. Nie widział ich ponad tydzień, zajęty pracą i kilkoma wyjściami z Marie. Chciał dowiedzieć się, jak matka radzi sobie w pracy, czy ojciec dobrze się czuje i czy mają wszystkiego, co im potrzeba.&lt;br /&gt;Zamyślony ruszył korytarzem. Był już blisko schodów, gdy jakaś nieostrożna osoba potrąciła go, biegnąc w przeciwnym kierunku. Zdezorientowany podniósł wzrok, w samą porę, by ujrzeć kilku żołnierzy, najwyraźniej goniących uciekiniera. Zza zakrętu wyszedł też oberscharführer Birke, małomówny oficer, zajmujący się śledztwami i innymi sprawami związanymi z polskimi przestępcami. Wysoki mężczyzna miał na twarzy ślad po uderzeniu, a z kącika wargi kapała mu krew. Michael po raz pierwszy widział go przygarbionego, z trudem podążającego za biegnącymi żołnierzami.&lt;br /&gt;Po chwili tupot stóp ustąpił tryumfalnym okrzykom i złorzeczeniom. Młodemu Schweigerowi wydawało się, że wśród nich usłyszał jęk kobiety. W korytarzu ukazali się zdyszani żołnierze, prowadzący drobną postać. Michael rozpoznał przyjaciółkę Andrei, mimo że twarz, otoczona burzą rudych włosów, pokryta była siniakami i krwią. Przystanął na chwilę, obserwując groteskową scenę. Trzech muskularnych mężczyzn w idealnie skrojonych, czystych mundurach, prowadziło śmiesznie małą, poturbowaną Barbarę. Dziewczyna zauważyła znajomego, zaszczyciła go krótkim spojrzeniem. Jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Nie dała po sobie poznać, że zna młodego Niemca.&lt;br /&gt;- Na co się gapisz? - fuknął na niego Birke, wyraźnie niezadowolony z całego zajścia. - Zjeżdżaj! - Gwałtownie machnął ręką. Nie musiał powtarzać dwa razy, Michael szybkim krokiem odszedł w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W przeciwieństwie do gabinetu oficera gestapo, którego podłogę zdobił drogi dywan, a nad biurkiem wisiał oprawiony w bogato zdobioną ramę portret Hitlera, pomieszczenie, do którego wrzucili Barbarę, było zimne, puste i sprawiało wrażenie niedokończonego. Ściany miały nieprzyjemny, zielonkawy kolor. Jedynymi meblami były proste, masywne biurko i mały stołek na środku, na którym usadowiono rudowłosą.&lt;br /&gt;Żołnierz, który ją eskortował, zatrzasnął drzwi. Nie została sama na długo. Ten żołnierz miał inny mundur. Zapewne był wyższy stopniem, może pełnił inną funkcję. Barbara nigdy nie interesowała się mundurami. Nie musiała, mężczyzna sam się przedstawił.&lt;br /&gt;- Oberscharführer Johann Birke. A jak ty się nazywasz? - spytał beznamiętnym tonem, rozpinając jej kajdanki. Nie odpowiedziała, intensywnie myśląc nad ucieczką.&lt;br /&gt;- Jak się nazywasz? - powtórzył, po czym chwycił ją za bujne włosy.&lt;br /&gt;- Joanna Pieczarska - wystękała przez zaciśnięte zęby.&lt;br /&gt;- Tak masz napisane w dokumentach - potwierdził, nie rozluźniając uścisku. - A jak nazywali się twoi przyjaciele, którzy postrzelili jednego z naszych ludzi?&lt;br /&gt;Tym razem nie odpowiedziała. Oberscharführer westchnął, puścił ją i uderzył w twarz. Podejrzewał, że za pierwszym razem zwali drobną dziewczynę z krzesełka, lecz pomylił się wielce. Co prawda Barbara przechyliła się niebezpiecznie w lewo, ale utrzymała się na miejscu, zapierając się nogami. Birke dołożył kilka ciosów i, znudzony, podszedł do biurka w poszukiwaniu swojego drąga. Nie chciał nadmiernie brudzić sobie rąk.&lt;br /&gt;Barbara wykorzystała chwilę jego nieuwagi. Po cichu wstała ze stołka, chwyciła go i zamachnęła się na gestapowca. Birke odwrócił się w jej stronę akurat, gdy drewniane siedzenie opadło na jego czaszkę. Rozległ się głuchy trzask, pomieszany z wrzaskiem mężczyzny. Nie czekając na jego dalsze reakcje, rudowłosa ugodziła go raz jeszcze, celując w skroń. Dodała jeszcze kopniaka w brzuch. Wyrwała z kabury Niemca pistolet i wcelowała w otwierające się drzwi. Zdziwienie na twarzy wartownika przerodziło się w grymas bólu, gdy Barbara postrzeliła go w bok. Upadł, odsłaniając przejście. Dziewczyna bez namysłu wypadła na korytarz, trzymając broń przed sobą. Wiedziała, że nie ucieknie głównym wejściem. Pobiegła korytarzem, potrącając urzędników i strzelając do uzbrojonych żołnierzy. Wbiegła po schodach na pierwsze piętro i zaczęła wzrokiem szukać wystarczająco dużego okna. Korytarz przebiegał środkiem budynku, więc musiałaby wpaść do jednego z pokoi. Słyszała za sobą odgłosy pościgu, dlatego podbiegła do pierwszych drzwi i szarpnęła za klamkę. Zamknięte. Zaklęła i odwróciła się, by poszukać innych. Kolejne ustąpiły od razu, ale za nimi siedziało trzech żołnierzy. Widząc ją, natychmiast wstali, sięgając po broń. Barbara nie zdążyła się wycofać, drogę ucieczki zastąpili jej goniący ją mężczyźni. Wyrwali jej pistolet, wykręcili ręce i siłą wyprowadzili na korytarz.&lt;br /&gt;Kątem oka Barbara zauważyła przyglądającego jej się, również rudowłosego szeregowca. Wpatrywał się w nią z lekko uchylonymi wargami. Poznała go, to był Michael. Minęli go, nie miała czasu dokładniej się mu przyjrzeć.&lt;br /&gt;Wróciła do tego samego pokoju. Jedyną rzeczą, którą zapamiętała z tej wizyty, był ból.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;- Dzień dobry, tato, witaj, mamo. - Michael szybko przywitał się z rodzicami, tuląc matkę do piersi i kiwając głową ojcu. - Gdzie jest Andrea?&lt;br /&gt;- Tutaj. - Jego młodsza siostra wyszła z kuchni. - Witaj, braciszku.&lt;br /&gt;- Andrea, możemy chwilkę porozmawiać przed obiadem? - spytał.&lt;br /&gt;- Tak, możemy. - Zastanawiając się, o co mu chodzi, spojrzała pytająco na rodziców, szukając w ich oczach przyzwolenia. Matka skinęła głową.&lt;br /&gt;- Do obiadu jeszcze kilka minut, a ja już sobie dam radę. - Machnęła ręką.&lt;br /&gt;Wdzięczne rodzeństwo przemknęło do pokoju najmłodszej ze Schweigerów.&lt;br /&gt;- Co jest? - Jej brat miał zatroskany wyraz twarzy.&lt;br /&gt;- Wychodziłem dzisiaj z pracy, kiedy zobaczyłem Barbarę.&lt;br /&gt;- Rozmawialiście? - zapytała.&lt;br /&gt;- Nie. Zgarnęła ją policja. Minęła mnie na korytarzu, próbując uciec.&lt;br /&gt;- Żartujesz? - Mina Andrei sugerowała, że wcale nie posądza brata o żarty.&lt;br /&gt;- Zdaje się, że przesłuchiwał ją jeden z podoficerów. Obawiam się, że nie wyjdzie z tego cało.&lt;br /&gt;- Mike, co oni jej zrobili? - Złapała go za przedramię.&lt;br /&gt;- Nie wiem. Wyglądała na poturbowaną, musieli bić ją po twarzy.&lt;br /&gt;Niemka zasłoniła usta ręką. Mike odwzajemnił jej uścisk, a po chwili już tulił ją w ramionach.&lt;br /&gt;- Mike, możesz coś zrobić? - wyszeptała.&lt;br /&gt;- Nie wiem, siostrzyczko. Spróbuję się czegoś dowiedzieć, ale od razu ci mówię, że sprawa wygląda beznadziejnie.&lt;br /&gt;Matka zapukała w drzwi. Szybko odsunęli się od siebie, a Andrea przybrała maskę obojętności.&lt;br /&gt;- Proszę! - powiedziała lekko drżącym głosem.&lt;br /&gt;- Zapraszam na obiad, kochani.&lt;br /&gt;- Idziemy - odpowiedział Michael. - Nie myśl o tym, nie psujmy matce wieczoru.&lt;br /&gt;- Masz rację - dodała Andrea. - Cieszy się, że cię widzi. Tak, jak ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- No dobrze. Zapytam ostatni raz. Kim jest ten człowiek? - Birke pokazał Barbarze świeżutkie zdjęcie, zrobione przez Kostka. Fotografia przedstawiała ją i Roberta.&lt;br /&gt;Rudowłosa otarła twarz z krwi, aby móc lepiej widzieć. Wychyliła się w kierunku podoficera, udając, że dokładnie przygląda się Robertowi. Ostatnim rozpaczliwym gestem protestu wyrzuciła przed siebie umazaną we krwi dłoń i zamazała czerwonym płynem twarze postaci na zdjęciu.&lt;br /&gt;Birke krzyknął z wściekłości i bezsilności. Szybko podniósł fotografię z blatu, trzymając ją ostrożnie w dwóch palcach. Kiedy zdjęcie było bezpieczne, przeniósł swą złość na Barbarę. Straciła przytomność, gdy uderzył ją z całej siły.&lt;br /&gt;- Strażnik! - zawołał oberscharführer, odwijając rękawy koszuli. - Zabrać więźniarkę!&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/08/rozdzia-27-zdjecie.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-3135414806349225158</guid><pubDate>Tue, 29 Aug 2017 20:54:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-29T14:35:01.765-07:00</atom:updated><title>Rozdział 26 - Złamane zasady</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;10 grudnia&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Niedzielne odśnieżanie stało się czasem spotkań towarzyskich. Barbara i Andrea postanowiły na stałe pomagać Weronice i Zuzannie. Tak jak tydzień temu, zostały po porannej mszy i chwytały za łopaty.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Aby umilić sobie pracę, rozmawiały niemal o wszystkim, coraz bardziej zacieśniając znajomość. Weronika, nie znając nikogo więcej, zaproponowała im udział w swoim małym buncie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Robicie coś po obiedzie? - zapytała koleżanki. Zaprzeczyły, kręcąc głowami. - W takim razie zapraszam was na małe spotkanie towarzyskie. - Puściła do nich oko.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co masz na myśli? - odezwała się Barbara.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jakąś małą zabawę, jakieś tańce... - mruknęła Wercia, nie chcąc, by jej słowa trafiły do niechcianych uszu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A czy tańce nie zostały dla Polaków zabronione? - szepnęła Zuzanka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zostały. Absurdalne, prawda?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Rzeczywiście.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- W takim razie zapraszam do mnie, na trzecią.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ja przyjdę. - Zuza energicznie potwierdziła swoją obecność. Mogła być odrobinę lekkomyślna, ale tygodnie w konspiracji sprawiły, że dużo mniej obawiała się Niemców. Teraz, po odebraniu prawa do zabawy, była skłonna robić im na złość jak nigdy dotąd.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Andrea, idziemy! - Barbara szturchnęła przyjaciółkę w bok. Ona także należała do tych szalonych, niebojących się życia osób.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Andrea nie odezwała się ani razu, było jej głupio, że akurat ona, jedyna, która nie lubiła tańczyć, nadal miała ten przywilej. Tymczasem młode Polki właśnie zostały z niego obdarte.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- No, nie wiem...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie masz się czego obawiać - zachęciła ją rudowłosa.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wiem, ale jakoś nie chodzę na takie zabawy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To nie żadna zabawa, tylko przyjacielskie spotkanie - sprostowała Weronika. - Jeśli macie chłopaków albo bliskich znajomych, możecie ich zabrać, bo na razie trochę ich mało.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czyli ilu? - Zuza wbiła łopatę w śnieg, by trochę odpocząć.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jeden.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Hmm, właściwie to znam jednego - ostrożnie zaczęła Andrea.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Robert? - spytała Barbara.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak, może się zgodzi. - To była dobra okazja, aby spotkać się z Robertem w towarzystwie znajomych. Będzie mogła go trochę poobserwować, a może nawet zatańczyć. Andrea zganiła się w myślach. Przecież ona nie lubi ani nie umie tańczyć. Ale słowo się rzekło.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Doskonale! - Weronika przerzuciła ostatnią warstwę śniegu na dróżce. - Jeszcze tylko jedna ścieżka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zanim babka Bronisława zdążyła wyjść, Weronika powitała pierwszego gościa. Zuzanka zjawiła się wcześniej, z zamiarem pomocy przy organizacji potajemnej zabawy. Dziewczęta nakryły stół czystym obrusem i postawiły na nim kilka kieliszków. W domu brakowało alkoholu, jedyne, co Wercia mogła zaoferować znajomym, był wiśniowy kompot sporządzony przez jej babkę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pachnie wspaniale, zresztą jest niedziela i nie będziemy się upijać. - Zuzanka chciała podnieść przyjaciółkę na duchu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Lepiej, żeby reszta gości podzieliło twoje nastawienie - mruknęła do niej Weronika, ostrożnie przelewając ciecz ze słoika do dzbanka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ja wychodzę do Stasi, bawcie się dobrze, ale w ciszy - przykazała pani Bronisława.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Oczywiście, babciu! - Dziewczyna zamknęła za kobietą.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie minęło dziesięć minut, gdy do drzwi zaczęli dobijać się kolejni goście.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ja otworzę! - zaoferowała Zuzanna, idąc w kierunku drzwi. Dogoniła ją młoda gospodyni domu i razem stanęły twarzą w twarz z Fryderykiem. Przyglądali się sobie, a w ich umysłach powróciły wspomnienia z tego dnia, kiedy udawali kuzynów. Chłopak nie wiedział, że Zuzanna opowiedział o wszystkim Weronice, dlatego nie był pewny, co miał zrobić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Widząc jego wahanie, Weronika zachęciła go ręką.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wchodź, Zuzanna wszystko wyjaśniła. Wiem, że jesteście w konspiracji, ale nikomu o tym nie powiem, możecie być spokojni. Zapomnijmy o tym.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W tym samym czasie do bramy kamienicy podeszła Andrea z Robertem. Młoda Niemka zwalniała co krok, jakby coraz bardziej wątpiła w słuszność swojego wyboru. W końcu zatrzymała się metr przed wejściem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Przepraszam cię bardzo, ale nie wiem, czy to dobry pomysł. - Zaczerwieniła się, o ile pozwoliły jej na to zarumienione od mrozu policzki.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Teraz chcesz się wycofać?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie, to znaczy...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wstydzisz się czegoś?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chyba nie - opowiedziała niepewnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Znasz wszystkich?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Prawie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Będziesz się czuć dobrze w ich towarzystwie?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To moje jedyne znajome.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- W takim razie chyba możemy się z nimi spotkać? Wspominałaś, że będzie tylko parę osób, w tym Barbara. Zaryzykujemy i wejdziemy na górę?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Andrea kiwnęła głową, zastanawiając się, czy będzie żałowała tej decyzji. Wdrapali się na górę, Robert zapukał do drzwi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Weronika uchyliła drzwi i czujnie przyjrzała się nowym gościom. Rozpoznała Andreę, która pospiesznie przedstawiła jej swojego wysokiego towarzysza.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czekamy jeszcze tylko na Barbarę. Proszę, wejdźcie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie musicie czekać, już jestem! - wysapała Rudowłosa. Widocznie musiała biec po schodach, nie chcąc się spóźnić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Witaj, zapraszam! - Weronika wpuściła wszystkich do mieszkania. Nie zdawała sobie sprawy z niezręcznej sytuacji. Wzięła się za przedstawianie wszystkich, nie mając pojęcia o tym, że większość już się zna. Robert, Barbara, Fryderyk i Zuza posłali sobie ukradkowe spojrzenia. Mimo tego nowo przybyli wymienili uściski dłoni, udając, że widzą się pierwszy raz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Moi drodzy! - Gospodyni zwróciła na siebie uwagę gości. - Zebraliśmy się tutaj w bardzo wzniosłym celu. Będziemy łamać bezprawnie narzucone nam zakazy!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Atmosfera nieco się rozluźniła. Weronika napełniła kieliszki kompotem babki, wszyscy ochoczo przyjęli napój. Kiedy już wszyscy zostali obdarowani, wyjęła płytę z szafy i po chwili w tle popłynęła muzyka taneczna. Zuzanka od razu zaczęła kołysać się w jej rytm. Nucąc pod nosem, zaczęła przestępować z nogi na nogę. Przesunęła się do Weroniki i szepnęła do niej gorączkowo.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wercia, chodźmy zatańczyć, bo nie mogę wytrzymać! Tak dawno nie tańczyłam...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- No dobrze - zaśmiała się i chwyciła ją za ręce. Chichocząc, zaczęły kręcić się po prowizorycznym parkiecie. Barbara przeszła bliżej ściany, by zrobić im miejsce. Dołączyła się do dyskutujących Fryderyka i Roberta, ale szybko straciła nimi zainteresowanie i usiadła na kanapie obok Andrei.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Robert to teraz twój chłopak? - zapytała radośnie z typową dla siebie bezpośredniością.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co? - Jej przyjaciółka wzdrygnęła się na dźwięk jej głosu. - Nie, nie, chyba nie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie ściemniaj, przyszliście tu razem, a ty patrzysz w niego jak na obrazek.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zdaje ci się.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak nie przyjdzie zaprosić cię do tańca, osobiście z nim pogadam.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- O czym ty mówisz, Barbara, przecież ja nie tańczę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To zatańczysz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Rudowłosa miała rację. Weronika wyciągnęła opierającego się Fryderyka na parkiet, pozostawiając Roberta bez rozmówcy. Młody mężczyzna popatrzył na parę, po czym przeniósł swój wzrok na Andreę. Niemka momentalnie się zaczerwieniła, spuszczając głowę. Barbara szturchnęła ją w bok.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Idziesz z nim zatańczyć i koniec! - wysyczała jej do ucha.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Andrea, zatańczymy? - Robert podał jej rękę. Dziewczyna wyprostowała się i po namyśle wyciągnęła drżącą dłoń. Została pociągnięta w górę i na środek pokoju. Na sztywnych nogach podążała za płynnymi ruchami swojego partnera.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na kanapę za to opadła Zuzanka, łapiąc oddech.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Uff! - stęknęła. Barbara łypnęła na nią okiem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak to możliwe, że Weronika nie jest w konspiracji, skoro zaprosiła prawie samych konspiratorów?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Widocznie tak się złożyło.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie ma żadnych jej znajomych, tylko my. Podejrzane.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mówiła, że przyjechała niedawno.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- No dobrze, ale zna tylko nas? Ma przyjaciółki, koleżanki i chłopaka z konspiracji, a my przed nią udajemy normalnych ludzi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Po pierwsze, Weronika wie, że ja i Nicpoń - zerknęła na Fryderyka - walczymy w ukryciu. O tobie i Robercie nic nie wie, a Andrea jest Niemką.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Barbara wciąż patrzyła na nią krzywo, ale już się nie odezwała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Tymczasem muzyka nieco się uspokoiła. Tańczący w parach przybliżyli się do siebie, Weronika i Fryderyk stykali się głowami. Andrea zachowywała nieco większy odstęp, ale nie zaprotestowała, gdy Robert objął ją mocniej.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cieszę się, że przyszliśmy - powiedział.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ja też - mruknęła, głupio czując się w tak romantycznej sytuacji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zderzyli się z drugą parą. Weronika i Fryderyk również byli pochłonięci przez dyskretną konwersację.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wreszcie ze sobą tańczymy - szepnęła Wercia, czując przyjemne ciepło, bijące od chłopaka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak... - westchnął, nieco przygaszony.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co to za mina? - spytała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nic... Po prostu to nie to samo, co przed wojną.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dla mnie wystarczy, nie lubię tych wielkich, poważnych bali.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ale tutaj kryjemy się po domach i musimy dreptać, bo ciężko nazwać to tańczeniem, przy ledwo słyszalnej muzyce.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Weronika nie chciała kontynuować rozmowy, jej humor odrobinę się pogorszył. Wydawało się, że Fryderyk nie będzie do końca szczęśliwy, dopóki odzyska ukochanej Ojczyzny.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mimo wszystkich wątpliwości i smutków, spotkanie się udało. Przed końcem Weronika zapewniła gości, że mogą się spodziewać kolejnych takich &quot;zabaw&quot; i od razu uprzedziła wszystkich o nadchodzącym Sylwestrze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nikt nie zabierze nam prawa do zabawy - zakończyła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;11 grudnia&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Z samego rana trójka konspiratorów udała się na Pragę, by odszukać konfidenta gestapo. Barbara, Robert i Janek szli w pewnych odstępach, rozdzielając się kilka ulic wcześniej.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Szymański jako pierwszy wszedł w zaułek złodziei i przyczaił się przy brudnej bramie jednej z kamienic. Chwilę później wszyscy znaleźli się na terytorium warszawskich drobnych przestępców.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Teraz Barbara wysunęła się na przód, prowadząc za sobą Roberta. Kroczyła pewnie przed siebie, wypatrując Kostka. Odnalazła go tam, gdzie ostatnim razem. Spierał się z innym mężczyzną o nowy, zapewne kradziony aparat fotograficzny, zawieszony na szyi złodziejaszka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak się składa, że Kwiecień wysłał mnie po aparat - zawołała do Kostka rudowłosa, jednocześnie trącając Roberta. - Kostek, pokaż mi go - zażądała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kostek postanowił skorzystać z okazji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Najlepszy towar! - Podniósł go i zrobił zdjęcie zaskoczonym konspiratorom. Potrącił mężczyznę obok i zaczął uciekać boczną uliczką.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Bez zastanowienia Barbara i Robert rzucili się w pogoń. Siwa była zwinniejsza, zaczęła przybliżać się do Kostka i oddalać od kolegi. Nie przewidziała, że na wylocie ciasnej alejki wpadnie na dwóch eleganckich agentów gestapo, prosto w ich ręce. Próbowała się im wyrwać, ale na próżno. Za plecami Niemców czaił się przestraszony złodziej.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To jedna z nich, chciała mnie zabić! - wysapał Kostek.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Do samochodu, obydwoje! - rozkazał jeden z tajniaków. Jęknął cicho, gdy kula Roberta ugodziła go w ramię. Szymański nie strzelił mu w serce, gdyż Barbara stała zbyt blisko.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jedziemy! - zawołał ranny Niemiec, trzymając się za rękę. Drugi wepchnął Siwą do samochodu, grożąc jej pistoletem. Z drugiej strony już kulił się Kostek, przerażony, że ktoś do niego strzela. Teraz do Roberta dołączył Janek, mierzący do kierowcy. Uchylając się przed pociskami Niemców, nie miał możliwości dokładnego wycelowania i w rezultacie zbił jedynie szybę samochodu. Gestapowcy odjechali, wraz z Barbarą i niedoszłym celem, konfidentem gestapowców.&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/08/rozdzia-26-zamane-zasady.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-6138587378626915474</guid><pubDate>Fri, 25 Aug 2017 18:38:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-25T11:38:53.343-07:00</atom:updated><title>Rozdział 25 - Złoto</title><description>8 grudnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mróz na dworze nie odpuszczał ani na chwilę. Weronika z ulgą schowała się w budynku stajni, odprowadzając jednego z koni po treningu.&lt;br /&gt;Twardzi Niemcy byli odporni na niskie temperatury albo mieli bardzo ciepłe ubrania. Bez słowa wykonywali wszystkie obowiązki, nierzadko spędzając całe dnie w przenikającym chłodzie.&lt;br /&gt;Witt przyglądał się dziewczynie ze współczuciem. Młody żołnierz sam dotkliwie odczuwał mróz.&lt;br /&gt;- Mamy teraz półgodzinną przerwę w pracy - poinformował Wercię. Zaczął mówić do niej po imieniu. Ją również przekonał do tego samego, mimo początkowego oporu Polki. - Chodź z nami, ogrzejesz się.&lt;br /&gt;- Nie wiem, Helmut. Nie będę tam mile widziana. - Obawiała się przebywania w jednym pomieszczeniu z kilkunastoma stajennymi.&lt;br /&gt;- Daj spokój, pójdę z tobą.&lt;br /&gt;- No dobrze.&lt;br /&gt;Odłożyła siodło trzęsącymi się z zimna dłońmi i wyszła za Wittem. Skórzane rękawiczki nie były w stanie ochronić jej rąk przed grudniowym chłodem. Kurtka wystarczała w budynkach, gdzie było znacznie cieplej. Na zewnątrz cała Wercia zaczęła dygotać.&lt;br /&gt;Widząc to, Niemiec przyspieszył. Schowali się w pomieszczeniu socjalnym. Znajdował się tu długi drewniany stół z ławami po obu bokach. Większość miejsc wyłożonych kocami była już zajęta, nowi przybysze musieli usiąść obok siebie na skraju jednej z ław.&lt;br /&gt;- Helmut, kawa, herbata? - zapytał jeden z siedzących.&lt;br /&gt;- Dwie herbaty, byle tylko gorące - poprosił Witt. Drugi Niemiec podniósł się i obrzucił wzrokiem Weronikę. Bez słowa przyniósł im po małej filiżance wodnistej herbaty. Z wdzięcznością chwycili je w dłonie, wciąż nie zdejmując rękawiczek.&lt;br /&gt;Ktoś zagadał Witta, Weronika skuliła się pod kocem, który podniosła ze swojego siedzenia. Unikała kontaktu wzrokowego z innymi, nie chcąc zagłębiać się w żadne rozmowy. Spojrzała na drzwi wejściowe akurat w momencie, kiedy zaczęły się one otwierać. Zamiast kolejnych stajennych pojawiła się w nich sylwetka tutejszego komendanta wraz z lekko brzuchatym generałem. Zgromadzeni wstali, jak jeden mąż, stukając obcasami. Zaskoczona Wercia również wstała, chowając się za plecami Witta.&lt;br /&gt;- No, no, widzę, że macie tu całkiem przyjemnie - gruppenführer uśmiechnął się przyjaźnie. Odpowiedział mu jego towarzysz.&lt;br /&gt;- Zaraz wracają do pracy. Zaniesiecie skrzynie do samochodu gruppenführera! - wydał rozkaz stajennym. Zdyscyplinowani wyszli, a dziewczyna razem z nimi. Dotarli do jednego z magazynów, w którym Weronika jeszcze nigdy nie była. Większość pomieszczenia wypełniały przeróżnej wielkości pakunki. Po kolei Niemcy podnosili skrzynie i wynosili je gęsiego. Weronika chciała wziąć jedną z mniejszych, ale nie zdołała jej udźwignąć. Została sama z Wittem.&lt;br /&gt;- Pokaż, co to jest? - Podniósł ciężar i stęknął. - Wyniesiemy to razem.&lt;br /&gt;Z trudem załadowali skrzynię na rampę ciężarówki i wrócili po kolejne.&lt;br /&gt;- Zostaw te ciężkie, poszukaj czegoś lżejszego - poinstruował ją Niemiec. Sam wyniósł kolejny pakunek.&lt;br /&gt;Weronika ponownie została sama. Ciekawość wzięła górę i dziewczyna zajrzała do kolejnego, małego i ciężkiego. Wieko przymocowane było na kłódkę, ale przy odrobinie wysiłku dało się je poluzować i unieść na centymetr. W środku błysnęło, spomiędzy szmatek można było dostrzec złote monety.&lt;br /&gt;Na dźwięk kroków Polka szybko puściła skrzynię i sięgnęła po kolejną. Dała radę przenieść do samochodu tą i kolejną. Szybko uporali się z robotą.&lt;br /&gt;- Wszystko załadowane, mein führer - zakomunikował zadowolony dyrektor stadniny.&lt;br /&gt;- Wyśmienicie. Pańscy ludzie zasługują na odpoczynek.&lt;br /&gt;- Tak jest! Rozejść się! - wrzasnął na podwładnych. - Koniec pracy na dziś!&lt;br /&gt;Ostatkiem sił i chyba tylko dzięki silnej woli, Weronika wróciła do domu. W mieszkaniu powitała ją babka.&lt;br /&gt;- Werciu, słyszałaś o nowym rozporządzeniu?&lt;br /&gt;- Babciu, cały dzień byłam w pracy - jęknęła dziewczyna.&lt;br /&gt;- Czyli nie słyszałaś - stwierdziła starsza pani. - Zakazano wszystkich zabaw. Od dziś nie wolno nam brać udziału w potańcówkach, nawet prywatnie. - Babcia zawsze wszystko wiedziała pierwsza. Była doskonale poinformowaną osobą.&lt;br /&gt;Weronika zakrztusiła się wodą, którą jeszcze przed chwilą piła.&lt;br /&gt;- Słucham? - Była przekonana, że to jakiś żart.&lt;br /&gt;- Niemcy zakazali tańców.&lt;br /&gt;- Chyba na głowę upadli! Jak niby sprawdzą, czy właśnie nie organizuję u siebie w domy spotkania towarzyskiego z tańcami?&lt;br /&gt;Pani Bronisława pomyślała chwilkę.&lt;br /&gt;- Myślę, że mogą się zainteresować głośną muzyką.&lt;br /&gt;- A jeśli muzyka będzie cicho?&lt;br /&gt;- Nie wiem, może wprowadzą jakieś kontrole? Będą chodzić od domu do domu?&lt;br /&gt;- Jakoś w to nie wierzę. Babciu, nie masz nic przeciwko, że zaproszę na niedzielę kilku znajomych?&lt;br /&gt;- Werciu, proszę, nie rób niczego głupiego...&lt;br /&gt;- Spokojnie, nie będzie głośnej muzyki.&lt;br /&gt;- No dobrze. Wyjdę wtedy do sąsiadki, żeby nie musieć tego oglądać. - Pokręciła głową z dezaprobatą. Jej niezadowolenie wzrosło, kiedy wnuczka włożyła płaszcz.&lt;br /&gt;- Gdzie znowu idziesz, przecież dopiero co wróciłaś?&lt;br /&gt;- Muszę zaprosić kolegów, to nie potrwa długo, wszyscy mieszkają blisko.&lt;br /&gt;- Masz mi tam nie zamarznąć! Weź chustę na szyję!&lt;br /&gt;- Dobrze, wezmę. - Pocałowała babkę w policzek i już jej nie było. Wciąż wściekła na absurdalne rozporządzenie, zbiegła po schodach i wypadła na mróz. Odetchnęła głęboko i skierowała swe kroki na Graniczną.&lt;br /&gt;Zabębniła w drzwi do mieszkania, niecierpliwie przestępując z nogi na nogę. Otworzył jej Filip, zaraz za nim stanął Fryderyk.&lt;br /&gt;- Zapraszam was na potańcówkę! - szepnęła konspiracyjnie, wchodząc do środka.&lt;br /&gt;- Ho, ho, z jakiej to okazji? - zapytał Filip.&lt;br /&gt;- Ponoć Niemcy zabronili. - Uśmiechnęła się zadziornie.&lt;br /&gt;- Coś o tym słyszałem - wtrącił drugi chłopak. - Nie wierzę, ty chcesz ryzykować łamanie przepisów? - zapytał z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;- Możecie zabrać paru znajomych, jeśli chcecie.&lt;br /&gt;- Chwileczkę - poprosił Filip. Skorzystał z tego, że dziewczyna poszła umyć ręce. - Stary, nie wydaje ci się, że to jakaś prowokacja?&lt;br /&gt;- Niemców? No coś ty - oburzył się Fryderyk. - Znam Wercię i jej dziecięcy upór. Jak się na coś wścieknie, nie potrafi usiedzieć spokojnie.&lt;br /&gt;- No więc? - Weronika wróciła.&lt;br /&gt;- Chętnie przyjdę, Filip mówi, że ma coś do załatwienia - zagłuszył przyjaciela, nim ten zdążył coś powiedzieć.&lt;br /&gt;- Ach, no dobra, w porządku. Tylko nie ubieraj się zbyt odświętnie, bo będzie wyglądać podejrzanie, jeśli wszyscy zaczną się do mnie schodzić w eleganckich ubraniach.&lt;br /&gt;- Pewnie. Zostaniesz jeszcze na chwilę? - spytał Fryderyk.&lt;br /&gt;- Obiecałam babci, że zaraz wrócę, ale mogę wam powiedzieć coś ciekawego - ściszyła głos. - Dzisiaj do stadniny przyjechał jakiś generał i kazali nam nosić do jego ciężarówki jakieś skrzynie. Zajrzałam do jednej z nich, była strasznie ciężka, a tam coś się błyszczało, może nawet złoto.&lt;br /&gt;- Kto chciałby trzymać złoto w stajni? - zdziwił się Filip.&lt;br /&gt;- Nie wiem. Do zobaczenia w niedzielę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;9 grudnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skład grupy kapitana Tańczyńskiego uległ znacznemu pomniejszeniu. Po utracie Kwietnia i niedyspozycji Alicji zostali tylko Robert, Janek, Barbara i sam kapitan. Zadecydowano o wcieleniu ich do oddziału majora Cara. Znali się już trochę i byli na wspólnych akcjach, toteż nikt nie miał nic przeciwko.&lt;br /&gt;Kolejne wspólne spotkanie odbyło się w kościele. Atmosfera była napięta. Wszyscy czekali na Zofię, która miała pojawić się wraz z rozszyfrowanymi notatkami gruppenführera von Bülowa. Zdyszana kobieta wpadła na zakrystię, wymachując ręką z notesem.&lt;br /&gt;- Mam, mam! Już jestem - wysapała, witając się ze wszystkimi. Na samym początku nikt nie rozpoznał Zofii. Stojąca przed nimi osoba nie posiadała długich, niebieskich włosów, lecz zwyczajne brązowe, sięgające ramion.&lt;br /&gt;- Sybilla? - cicho spytała Barbara.&lt;br /&gt;- Ach, no tak, przecież zmieniłam kolor! To dla niepoznaki - wyjaśniła.&lt;br /&gt;- Rozumiem, że udało ci się rozszyfrować te zapiski? - Major Car zbliżył się do nowo przybyłej.&lt;br /&gt;- Tak, zaraz wszystko wytłumaczę.&lt;br /&gt;Zofia wyjęła własny notesik z poupychanymi luźnymi kartkami i usiadła przy stole. Pozostali poszli w jej ślady.&lt;br /&gt;- Tutaj jest lista wszystkich nazwisk i kontaktów, zamieszczonych w zeszycie generała. - Podała kartkę Carowi. - Wszystko wskazuje na to, że są to jego sprzymierzeńcy, partnerzy handlowi albo coś takiego. Dalej znalazłam spis wielu wartości, być może pieniędzy. Daty przy każdym z numerów sugerują dni, w których dochodziło do transakcji. Oprócz tego, co jakiś czas pojawiają się miejsca lub adresy. Ich listę mam tutaj. - Wyciągnęła kolejną kartkę.&lt;br /&gt;- Interesujące. Czemu miałoby to wszystko służyć? - zapytał major.&lt;br /&gt;- Nie wiem, ale mam pewną teorię. - Ściszyła głos. - To są raczej prywatne sprawy generała, nie interesy Rzeszy.&lt;br /&gt;Siedzący nieopodal Fryderyk nagle doznał olśnienia.&lt;br /&gt;- Ja chyba wiem, o co może chodzić. Generał kradnie złoto na własną rękę.&lt;br /&gt;- Skąd ten pomysł? - Car zmarszczył brwi.&lt;br /&gt;- Moja dziewczyna pracuje w stadninie, w której Bülow trzyma swoje konie. Opowiedziała mi, że kiedy ostatnio generał przyjechał z ciężarówką, stajenni pomagali zanosić tam jakieś skrzynie. Miał to być rząd jeździecki, ale moja dziewczyna twierdzi, że widziała w nich złoto czy inne kosztowności.&lt;br /&gt;- Twoja dziewczyna pracuje dla Niemców? - zapytał dowódca.&lt;br /&gt;- To nie tak, że dla nich...&lt;br /&gt;- Spokojnie, nie to miałem na myśli. Czy ona należy do konspiracji?&lt;br /&gt;- Nie - odparł, zawstydzony tym faktem.&lt;br /&gt;- Mogłaby się nam przydać. Na pewno ma z Niemcami dobre kontakty.&lt;br /&gt;- Nie zgodziła się, kiedy ją o to pytałem - zełgał. Nie mógł przecież powiedzieć, że Weronika gardzi wszelkimi działaniami wojennymi i nie ma najmniejszej ochoty angażować się w sprawy konspiratorów.&lt;br /&gt;- No cóż. Poradzimy sobie sami. Moi państwo, musimy obmyślić plan odzyskania kradzionego złota. - Car uśmiechnął się zagadkowo. - Porozmawiamy o tym na następnym spotkaniu. Pojutrze w tym samym miejscu, o tej samej porze.&lt;br /&gt;- Chwileczkę! - wtrąciła Barbara. - Dowiedziałam się, kto zdradził Kwietnia.&lt;br /&gt;Zgromadzeni spojrzeli na nią z zainteresowaniem.&lt;br /&gt;- To jeden ze złodziei, został zmuszony do współpracy przez gestapo.&lt;br /&gt;- Skąd się o tym dowiedziałaś? - spytał Tańczyński.&lt;br /&gt;- Powiedział mi, jak go trochę przycisnęłam.&lt;br /&gt;- Zaraz, zaraz, czy to oznacza, że ten, który donosił gestapo, wie, kim jesteś?&lt;br /&gt;- Pewnie domyśla się, że jestem z konspiracji, ale nic poza tym. Stracił przytomność, kiedy go uderzyłam na pożegnanie. Nie mógł za mną pójść, a szanse, że mnie znajdzie na ulicy, są znikome.&lt;br /&gt;Dowódcy wciąż patrzyli na nią podejrzliwie.&lt;br /&gt;- Na przyszłość musisz zachować dyskrecję. Tego złodzieja trzeba będzie zabić. Szymański, zlikwidujesz tego człowieka, Siwa pójdzie z tobą i ci go wskaże. Janek, będziesz ich ubezpieczać - zadecydował Tańczyński.&lt;br /&gt;- Tak jest! - Wymienieni odpowiedzieli chórem.&lt;br /&gt;- Możecie się rozejść.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/08/rozdzia-25-zoto.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-4817714307855864821</guid><pubDate>Mon, 21 Aug 2017 19:35:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-21T12:40:06.305-07:00</atom:updated><title>Rozdział 24 - Konfident</title><description>Barbara jeszcze nigdy nie przechodziła przez te okolice. Przedzierała się przez nieodśnieżone zaspy, by dotrzeć na wąską uliczkę, siedlisko złodziei. W wewnętrznej kieszeni trzymała kilka sztuk taniej biżuterii, mającej udawać złotą.&lt;br /&gt;Zmarznięta, dotarła do ciemnej uliczki. Już po chwili trafiła na pierwszych podejrzanych typów. Obleśni kieszonkowcy wpatrywali się w nią podejrzliwie. Nie przejmując się nimi, Barbara zagłębiała się coraz dalej w cuchnący zaułek.&lt;br /&gt;Nagle drogę zagrodził jej wysoki mężczyzna. Barbara wytrzymała spojrzenie wytrzeszczonych oczu, zaciskając usta.&lt;br /&gt;- A panienka to do kogo?&lt;br /&gt;- Do Jarka. Jestem od Kwietnia.&lt;br /&gt;Paru złodziejaszków wymieniło ciche uwagi. Wysoki odsunął się, pozwalając rudowłosej przejść. Barbara podeszła do niskiego mężczyzny, najważniejszego w okolicy. Dziwne, że rzezimieszkowie drżeli przed tym śmiesznie małym, starszym człowiekiem. Niby pozory mylą.&lt;br /&gt;- Pracuję dla Kwietnia. Miałam kupić broń, ponoć tu można coś dostać - powiedziała bez przywitania.&lt;br /&gt;- Dla Kwietnia, powiadasz. Od kiedy to Kwiecień przysyła dziewczynki? Może się boi? - parsknął złodziej po lewej. Barbara natychmiast wyciągnęła nóż i błyskawicznym ruchem przycisnęła go do szyi rzezimieszka.&lt;br /&gt;- Dziewczynki bywają niebezpieczne - szepnęła na tyle głośno, by stojący najbliżej mogli ją usłyszeć. Rozległy się głośne śmiechy, a Siwa odsunęła się od wściekłego złodzieja.&lt;br /&gt;- Jaki masz towar? Zobaczymy, co to jest warte - zaskrzeczał niski. Barbara wyjęła tanie błyskotki.&lt;br /&gt;- Z domu oficerowej z Żoliborza.&lt;br /&gt;Ktoś gwizdnął cicho.&lt;br /&gt;- Więc panienka jest złodziejem?&lt;br /&gt;Barbara uśmiechnęła się chytrze w odpowiedzi. Mały przywódca już wyciągał grube paluchy po biżuterię, gdy rudowłosa zabrała mu ją sprzed nosa.&lt;br /&gt;- Teraz wy, pokażcie mi, co macie.&lt;br /&gt;- Antek! - Po usłyszeniu swojego imienia wysoki postawił przed niskim drewnianą skrzynię.&lt;br /&gt;- Za to będą dwa. - Szef wyjął niemieckie pistolety.&lt;br /&gt;- Kwiecień będzie zadowolony. - Pokiwała głową z udawanym zadowoleniem.&lt;br /&gt;- Przecież Kwiecień był aresztowany. - Wyrwało się jednemu ze złodziei. Barbara przyjrzała się dokładnie sepleniącemu mężczyźnie.&lt;br /&gt;- Skąd niby możesz to wiedzieć?&lt;br /&gt;Mężczyzna otworzył usta, ale nic nie powiedział. Dopiero po chwili wymruczał kilka słów.&lt;br /&gt;- Widziałem, jak go zabierali Niemcy.&lt;br /&gt;- Aha. To coś ci się przywidziało.&lt;br /&gt;- To dlaczego nie przyszedł sam? - Głos złodzieja zabrzmiał pewniej.&lt;br /&gt;- Ty idioto, myślałeś, że Kwiecień będzie przychodził z każdą drobnostką? Nie fatygowałby się po dwa pistolety! - wrzasnęła Barbara. - To wszystko z mojej strony, mam nadzieję, że moja stopa więcej tu nie stanie. - Odwróciła się z zamiarem odejścia.&lt;br /&gt;- Niech nie zniechęca cię ten dureń! - Zawołał za nią niski przywódca. - Wierzę, że zrobimy jeszcze niejeden interes.&lt;br /&gt;- Interesują mnie tylko dobre interesy. - Barbara nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem.&lt;br /&gt;Niski odczekał chwilę, po czym zwrócił się do Kostka.&lt;br /&gt;- Kwiecień kupuje od nas najwięcej broni. Dzięki dobrym stosunkom z człowiekiem z konspiracji jeszcze nie wydali nas Niemcom. Chcesz to zepsuć?&lt;br /&gt;Kostek wiedział, że najlepiej będzie przyznać rację Jarkowi i zejść mu z oczu. Chyłkiem opuścił główną uliczkę i skręcił w ciemny zaułek, na którym mieszkał.&lt;br /&gt;Zorientował się, że nie jest sam. Od drugiej strony zaszła mu drogę drobna postać. Krzyknął cicho, gdy poczuł stal na szyi.&lt;br /&gt;- Zadam ci pytanie, a ty mi na nie odpowiesz, jasne? - To była ta sama osoba, która przedtem kupiła dwa pistolety. - Doskonale. Skąd wiesz, że Kwiecień był aresztowany?&lt;br /&gt;- Słyszałem...&lt;br /&gt;- O, czyli jednak niczego nie widziałeś?&lt;br /&gt;- Nie...&lt;br /&gt;- Przymknij się. Kto z was wydał go gestapo?&lt;br /&gt;- Nie wiem...&lt;br /&gt;- Lepiej, żebyś wiedział. Może to ty? - Jej zadarty nos znajdował się milimetry od twarzy złodzieja. Szept Barbary zamienił się w syk.&lt;br /&gt;- Nie, ja...&lt;br /&gt;- Ty?&lt;br /&gt;- Ja słyszałem od Nowaka, on coś mówił!&lt;br /&gt;- Gdzie on jest?&lt;br /&gt;- Nie wiem...&lt;br /&gt;- Znowu to samo? Radzę ci uważać. Obiecuję ci, że jeśli mnie okłamiesz, znajdziemy cię. Kwiecień, Jarek, ja... Przed nami nie uciekniesz. Gadaj!&lt;br /&gt;- Grozili mi! - wyjęczał, przerażony. - Wiedzą o mnie wszystko, kazali mi go wskazać!&lt;br /&gt;- Kto?&lt;br /&gt;- Fryce zasrane...&lt;br /&gt;- Co im powiedziałeś?&lt;br /&gt;- Adres Kwietnia.&lt;br /&gt;- Skąd go znasz?&lt;br /&gt;- Bywało się tu i ówdzie - zaśmiał się nerwowo.&lt;br /&gt;- Co jeszcze wiesz? - Potrząsnęła nim, wściekła.&lt;br /&gt;- Tylko tyle! Nic więcej nie powiedziałem!&lt;br /&gt;- Ile razy jeszcze im doniesiesz? Zrobisz to, jak tylko o to poproszą. - To było stwierdzenie, nie pytanie.&lt;br /&gt;- Ja nie...&lt;br /&gt;- Och, zamknij się już. - Zamachnęła się i ugodziła go w głowę rękojeścią noża. Kostek zachwiał się i osunął na ziemię, a Barbara wymknęła się z mrocznej uliczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kostka obudziła jego własna żona, odkopując go ze śniegu. Gdyby poleżał jeszcze kilka godzin, zamarzłby na dobre.&lt;br /&gt;- Kostek, czy ty poważny jesteś? Jak jeszcze raz się upijesz i gdzieś zaśniesz, nie wyjdę cię szukać! - Wściekła i przestraszona Andzia pomogła mu wstać.&lt;br /&gt;- Uspokój się, kobieto, zostałem napadnięty!&lt;br /&gt;- Jesteś złodziejem, jak mogłeś zostać napadnięty?&lt;br /&gt;- Ano, mogłem. Zobacz, dostałem w głowę! - Potarł bolące miejsce. - Muszę się napić.&lt;br /&gt;- No jasne, przecież ci zimno. Zaraz znajdziemy jakiś bimber, tylko choć się przebrać.&lt;br /&gt;Gdy tylko Kostek poczuł własne palce, ubrał się jeszcze cieplej, i wmawiając żonie, że musi coś załatwić, pobiegł na kwaterę gestapo.&lt;br /&gt;Opowiedział von Rheinfelderowi o tym, jak rudowłosa wariatka próbowała go zabić na jego własnym terytorium. Wyjawił, że pytała o to, kto wrobił Kwietnia.&lt;br /&gt;- To na pewno jedna z tych bandytów - zakończył.&lt;br /&gt;- Hmm, ruda, powiadasz? - Oficer odszukał kartkę z zeznaniami rannego konwojenta. - A gruba była?&lt;br /&gt;- Raczej szczupła, bym powiedział, że nawet chuda.&lt;br /&gt;- Interesujące. Musisz ją odnaleźć.&lt;br /&gt;- Groziła mi, że mnie zabije!&lt;br /&gt;- Ja też. - Tracił cierpliwość. - Masz ją odnaleźć i zrobić zdjęcia jej i osób, z którymi się spotyka. Dostaniesz od nas aparat, tylko nie zgub go. Inaczej będziesz musiał jakiś ukraść. - Uśmiechnął się złośliwie.&lt;br /&gt;Kostek chwilę trawił jego słowa.&lt;br /&gt;- To znaczy, że...&lt;br /&gt;- To znaczy, że możesz się wynieść i zająć robotą. Masz tu wrócić za pięć dni. Aha, aparat da ci mój sekretarz.&lt;br /&gt;Hauptsturmführer poczekał, aż złodziej wyniesie się z pokoju. Wyszedł zaraz za nim i wydał polecenie dwóm agentom.&lt;br /&gt;- Jedźcie za nim i nie spuszczajcie z niego oka. Polacy mogą chcieć się go pozbyć, aresztujecie wszystkich, którzy go zaatakują. Jeśli on będzie próbował kogoś ostrzec lub uciec z miasta, aresztujcie jego.&lt;br /&gt;Dwóch barczystych mężczyzn skinęło głowami. Ubrali czarne kapelusze i w ciszy ruszyli za złodziejem.&lt;br /&gt;Von Rheinfelder kazał zawołać do siebie Birkego. Wrócił do swojego gabinetu i zapalił papierosa. Tyczkowaty oberscharführer stawił się u oficera, nim ten wyrzucił niedopałek do popielniczki.&lt;br /&gt;- Panie hauptsturmführer, przesłuchałem tę dziewczynę.&lt;br /&gt;- No i?&lt;br /&gt;- Powiedziała, że nazywa się Ewa Dudkiewicz i nic nie wie.&lt;br /&gt;- Ciągle to samo. Może jeszcze mówić?&lt;br /&gt;- Niedługo powinna. Zemdlała godzinę temu.&lt;br /&gt;- Przyprowadź ją tutaj, gdy się obudzi. Może będę bardziej skuteczny.&lt;br /&gt;- Tak jest! - Zniknął za drzwiami. Von Rheinfelder wyciągnął drugiego papierosa, licząc na to, że dopali go w spokoju.&lt;br /&gt;Birke wepchnął do środka więźniarkę. Po ubraniach i długich włosach można było rozpoznać w niej dziewczynę. Napuchnięta twarz pokryta była krwią i dwoma rozległymi siniakami.&lt;br /&gt;- Jak się nazywasz? - zapytał oficer ze spokojem.&lt;br /&gt;- Ewa Dudkiewicz.&lt;br /&gt;- Usiądź, proszę.&lt;br /&gt;Niepewnie podeszła, chwyciła rękoma oparcie i osunęła się na miękkie siedzenie.&lt;br /&gt;- Mam dla ciebie propozycję. Wiemy, że mieszkałaś z Zofią Jackowską, należącą do przestępczej organizacji Polaków. Nie zaprzeczaj, to nie ma sensu - dodał, widząc, jak dziewczyna otwiera usta. Posłusznie je zamknęła, spuszczając wzrok. - Powiedzmy, że faktycznie nic nie wiesz. Chodzi nam o Zofię, nie o ciebie. Myślę, że będziemy mogli cię wypuścić.&lt;br /&gt;Ewa uniosła lekko głowę, słuchając uważnie.&lt;br /&gt;- Masz młodszą siostrę Janinę, prawda?&lt;br /&gt;Nie odpowiedziała.&lt;br /&gt;- Zaprowadź nas do Zofii Jackowskiej, a zapewniam cię, że małej Janinie nic się nie stanie. Wypuścimy cię i nie będziemy dalej nękać. Co ty na to? - Hauptsturmführer pochylił się nad biurkiem. - Masz dwie godziny na decyzję. Wyprowadzić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Doktor Katarzyna zajęła się Alicją i Robertem zaraz po interwencji u Kwietnia. Na drugi dzień wróciła do mieszkania Barbary, aby przynieść zwolnienie z pracy. Od kilku tygodni aktorka pracowała w urzędzie, co było stabilną i bezpieczną posadą. Takich właśnie potrzebowali konspiratorzy, by wtapiać się w tłum i prowadzić pozornie normalne życie.&lt;br /&gt;- Wypisałam ci zwolnienie na trzy tygodnie. - Lekarka podała dokument Alicji. - Przeziębiłaś się na dworze i masz zapalenie płuc. Nie wychodź z domu i nie przeciążaj tej nogi. Przyjdę do ciebie za tydzień na kontrolę.&lt;br /&gt;- Dziękuję pani bardzo.&lt;br /&gt;Doktor Katarzyna uśmiechnęła się dobrotliwie i wyszła.&lt;br /&gt;- Ha, przeziębienie, na pewno się na to nabiorą - ucieszyła się Barbara. - Nie pamiętam tak chłodnej zimy. A przecież jeszcze się nie zaczęła!&lt;br /&gt;- Zaniesiesz to zwolnienie do urzędu?&lt;br /&gt;- Masz to jak w banku.&lt;br /&gt;- Dzięki. Myślisz, że będę mogla kiedyś tańczyć?&lt;br /&gt;- Nie jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że takie rzeczy w końcu się goją. Z kolanem byłoby gorzej. Noga się zrośnie i po wojnie będziesz mogła występować w teatrze jak dawniej.&lt;br /&gt;- Też mam taką nadzieję, chociaż z tą wojną to nie wiem. Musisz przyznać, że nie wygląda to dobrze. Niemcy wszędzie, nas jest niewielu, i niewiele możemy zdziałać.&lt;br /&gt;- Będzie nas więcej, wciąż rekrutujemy nowych ludzi. Wcale nie jest nas tak mało.&lt;br /&gt;- Słyszałam, że wielu z nich to harcerze. Co mogą zrobić takie dzieci?&lt;br /&gt;- Widzę, że nie doceniasz harcerzy - zaśmiała się Barbara.&lt;br /&gt;- Wybacz, ale co oni mogą? Co mogą tacy ludzie jak ja? Niemcy nas powystrzelają, mnie już trafili.&lt;br /&gt;- Trafili w nogę. Za trzy tygodnie wracasz do służby, nie rób z siebie takiej kaleki.&lt;br /&gt;- Wrócę, jeśli będę w stanie chodzić.&lt;br /&gt;- Chcesz siedzieć bezczynnie przez prawie miesiąc? Co to, to nie! Wymyśliliśmy ci zajęcie. Umiesz rysować? Albo ładnie pisać?&lt;br /&gt;- Rysować tylko tancerki. Zależy, co pisać.&lt;br /&gt;- Opowiadania, wiersze, artykuły?&lt;br /&gt;- To już prędzej, jako aktorki musimy czasem improwizować i znamy wiele tekstów.&lt;br /&gt;- Doskonale, właśnie dostałaś przydział do redakcji ulotek i gazetek. Nasze mieszkanie zostanie przekształcone w warsztat pisarski dla konspiratorów.&lt;br /&gt;- Co to oznacza?&lt;br /&gt;- Będą przychodzić tu inni i razem zaprojektujecie ulotki i przygotujecie prasę konspiracyjną. Taniec wspominał jeszcze coś o odezwach dla cywilów. Nie będziesz się nudzić, do tego zapewniamy ci miłe towarzystwo kilku harcerzy. - Puściła oko do Alicji. Ta parsknęła cicho, ale też się uśmiechnęła.&lt;br /&gt;- W takim razie nie mogę się doczekać.</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/08/rozdzia-24-konfident.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-7464743711112460181</guid><pubDate>Sat, 12 Aug 2017 11:11:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-14T11:33:36.884-07:00</atom:updated><title>Rozdział 23 - Kolory pośród szarości</title><description>Na korytarzu kamienicy było cicho i pusto, dlatego pani Renadzka poważnie się przestraszyła, gdy zza ściany wyszła młoda kobieta. Wyglądała osobliwie, spod granatowego beretu wystawały jej niedbale upięte niebieskie włosy.&lt;br /&gt;- Przepraszam, pani tu mieszka? - zagadnęła nieznajoma.&lt;br /&gt;- Dziecko, przeraziłaś mnie nie na żarty. - Starsza pani głośno oddychała.&lt;br /&gt;- Przepraszam najmocniej, nie miałam takiego zamiaru. - Zabrzmiało to tak szczerze, że Renadzka uspokoiła się i zapytała o imię właścicielkę niebieskich włosów.&lt;br /&gt;- Zofia jestem. - Skłoniła głowę.&lt;br /&gt;Renadzka odpowiedziała i potwierdziła, że mieszka w tej kamienicy.&lt;br /&gt;- A wie pani, czy ostatnio kogoś tutaj zabrali Niemcy? - spytała Zofia.&lt;br /&gt;- Była taka jedna dziewczyna, wyprowadzili ją razem z Cierniakiem, o, tutaj. - Wskazała ręką drzwi, oznaczone małą dwójką. Wciąż podejrzliwie obserwowała nieznajomą.&lt;br /&gt;- Dziękuję pani bardzo. Nie będę zabierać pani więcej czasu, do widzenia!&lt;br /&gt;Zofia wyszła na ulicę i cicho przeczytała adres, zapisany na małej karteczce. Następnie sprawdziła godzinę na zegarku. Za pięć minut miała być kilka ulic dalej, na spotkaniu konspiracji. Miała pomóc oddziałowi majora Kwietnia w odczytaniu niemieckich zapisków.&lt;br /&gt;Dobiegła do najbliższej rikszy, wołając do kierującego nią chłopaka. Usiadła na kanapie, głośno popędzając przewoźnika.&lt;br /&gt;- Ciszej, jeszcze Fryce się przyczepią! - upomniał ją, ale przyspieszył. W rezultacie dotarła na miejsce jedynie trzy minuty po czasie.&lt;br /&gt;- O, właśnie idzie. - Usłyszała męski głos, gdy wykonała kilka puknięć do drzwi. Był to kod, który miał pomóc w rozpoznaniu konspiratorów. Kobieta weszła do środka, rozglądając się wokoło.&lt;br /&gt;- Serwus! - przywitała się. - Sybilla jestem.&lt;br /&gt;- Serwus - odpowiedziało jej kilka głosów.&lt;br /&gt;- Siwa.&lt;br /&gt;- Janek.&lt;br /&gt;- Szymański. A to kapitan Tańczyński. - Ostatni z zebranych kiwnął głową.&lt;br /&gt;- Mamy tutaj coś, co trzeba rozszyfrować. To prywatny notes gruppenführera Bülowa - powiedział mężczyzna. - Prawdopodobnie będą tam nazwiska i kontakty polskich konfidentów i współpracowników generała. Na kiedy możesz to zrobić?&lt;br /&gt;Zofia zastanowiła się na chwilę. Wzięła do ręki oprawioną w skórę książeczkę i przekartkowała pospiesznie.&lt;br /&gt;- Wydaje mi się, że to pilna sprawa. Postaram się na sobotę. Może być? - spytała kapitana.&lt;br /&gt;- Dobrze. W sobotę spotkamy się o tej samej porze pod tym samym adresem. Możesz odejść.&lt;br /&gt;- Jeszcze jedno! - przypomniało się Zofii. - Niemcy zabrali moją współlokatorkę, mieszkanie jest spalone. Potrzebuję noclegu na najbliższe dni.&lt;br /&gt;- Chwileczkę... - Tańczyński przeszukał kieszenie. Wyciągnął długopis i kartkę papieru i nabazgrał na niej adres Beaty Wal.&lt;br /&gt;- To jest sprawdzone mieszkanie ciotki Heleny, powiedz tylko, że jesteś od Topora.&lt;br /&gt;- Tak jest! I dziękuję. Serwus! - pożegnała się i wyszła.&lt;br /&gt;- Podobają mi się jej włosy - skomentowała Siwa.&lt;br /&gt;- Baletnica na pewno może ci o niej poopowiadać - szepnął do niej Janek. - To awangardowa artystka i malarka. Jakby tego było mało, jedna z lepszych szyfrantek.&lt;br /&gt;- &amp;nbsp;Możemy wejść do majora, obudził się - zakomunikował Robert. Wszyscy przeszli do pokoju obok, gdzie leżał Kwiecień. Otoczyli go kołem, czekając na to, co ma do powiedzenia.&lt;br /&gt;- Słuchajcie uważnie - zaczął dowódca. Każde słowo było ledwo słyszalne, jakby mówienie było zbyt męczące dla majora. - Sybilla rozszyfruje ten notes, w razie czego pomoże jej Andrzejka, są w tym najlepsze. Nie zdradziłem Niemcom żadnych informacji, ale mógł to zrobić ktoś inny. Musicie uważać, ktoś na mnie doniósł i na was też może. Podejrzewam, że zdradzić mnie mógł któryś z tych złodziei, szumowiny. Kupowałem od nich broń, pewnie mieli ją prosto od Niemców. Siwa, przenikniesz do ich środowiska i spróbujesz się czegoś dowiedzieć.&lt;br /&gt;- Tak jest! - Barbarze ściskało serce na widok majora, starającego się brzmieć jak dawniej.&lt;br /&gt;- Lokal na Grzybowskiej może być spalony, Janek, sprawdzisz to i ostrzeżesz Anikę.&lt;br /&gt;- Tak jest.&lt;br /&gt;- Nie zostało mi wiele czasu - Kwiecień odkaszlnął ciężko. - Kapitan Tańczyński przejmuje dowodzenie nad waszym oddziałem. - Nie było sensu protestować. Nawet gdyby Kwiecień przeżył, powrót do dawnej sprawności zająłby mu wiele tygodni. - Jaki jest stan Baletnicy?&lt;br /&gt;- Doktor Katarzyna mówiła, że rana zagoi się za miesiąc. Już widać poprawę, Baletnica przestała uskarżać się na mocne bóle - powiedziała Barbara.&lt;br /&gt;- Dobrze, dobrze. Robert, jak twoja rana?&lt;br /&gt;- Draśnięcie. Straciłem tylko trochę krwi. - Wskazał bok. &lt;br /&gt;- Nie mam nikogo na sumieniu... - Major westchnął z ulgą. - Mam nadzieję, że zobaczymy się na najbliższym spotkaniu.&lt;br /&gt;Jak się później okazało, więcej się nie spotkali. Józef Maj zmarł tej nocy podczas snu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ciotka Helena mieszkała całkiem niedaleko, jak się później okazało. Zofia zapukała energicznie i odsunęła się nieco. Otworzyła jej kobieta przed pięćdziesiątką.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, ja od Topora. Czy zastałam ciotkę Helenę?&lt;br /&gt;- Tak, to ja.&lt;br /&gt;- Potrzebuję pokoju na kilka nocy.&lt;br /&gt;Kobieta zmierzyła dziewczynę wzrokiem.&lt;br /&gt;- Wejdź, proszę. Akurat zwolnił się jeden pokój. - Zakluczyła za nią. - Szukają cię?&lt;br /&gt;- Można tak powiedzieć, aresztowali moją współlokatorkę. Sybilla jestem - przedstawiła się i położyła swój plecak pod ścianą.&lt;br /&gt;- Helena. - Pani Wal również podała swój konspiracyjny pseudonim. Odebrała od Zofii zimowy płaszcz i schowała go do szafy.&lt;br /&gt;- Bezpieczniej będzie, jeśli zmienisz kolor włosów na... mniej rzucający się w oczy? - spytała Beata, krytycznie patrząc na niebieskie kosmyki.&lt;br /&gt;- Miałam nadzieję, że uda mi się je zatrzymać - westchnęła. - Ale ma pani rację. Zmyję tę farbę. Od dawna chciałam je też obciąć, za bardzo wpadały mi do oczu.&lt;br /&gt;- Krótkie włosy nie są ostatnio zbyt popularne, skrócę ci je do ramion.&lt;br /&gt;- No dobrze, dziękuję bardzo.&lt;br /&gt;- Możesz zostać tu tak długo, jak chcesz, ale musisz być ostrożna. W pokoju obok mieszka jeden robotnik, nie sądzę, by był w konspiracji.&lt;br /&gt;- Oczywiście, może być pani spokojna.&lt;br /&gt;- Tutaj będzie twój pokój. Masz szczęście, niemiecki oficer zrezygnował z moich usług dwa tygodnie temu. Nie będzie się tobą interesował.&lt;br /&gt;Zofia zamknęła za sobą szklane drzwi, wyjęła z plecaka ołówek i kartkę papieru. Nakreśliła kilka słów, po czym schowała liścik do torby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&quot;&lt;i&gt;Moja Kochana J.,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Do końca tygodnia nie mogę się z Tobą spotykać. Wynajmuję pokój, mieszkanie musiałam sprzedać, nie szukaj mnie w nim. Odezwę się wkrótce,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Twoja Z.&lt;/i&gt;&quot;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/08/rozdzia-23-kolory-posrod-szarosci.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-1818282175875745951</guid><pubDate>Sat, 05 Aug 2017 19:22:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-14T11:32:20.275-07:00</atom:updated><title>Rozdział 22 - Duma i zagrożenie</title><description>3 grudnia 1939&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Tego dnia między licznymi mieszkańcami Warszawy, którzy odśnieżali stolicę, znalazła się Weronika. Zazwyczaj zostawiała takie prace innym, jednak dzisiaj miała przydział w kościele. Zaraz po porannej mszy zabrała z zakrystii łopatę i odgarnęła śnieg ze ścieżki prowadzącej do głównego wejścia. Zanim doszła do wejścia bocznego, wpadła na Zuzannę, sypiącą piach na oblodzoną dróżkę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co ty tutaj robisz? - Wercia wyściskała dziewczynę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pomagam ci w odśnieżaniu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Miałaś nie przychodzić w czwartki i niedziele...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ale dzisiaj nawet moja mama wyszła odśnieżać ulicę. Przecież ciężko jest przejechać, a wojsko niemieckie musi mieć możliwość szybkiego przemieszczania się po mieście - wyrecytowała i zachichotała cicho. Weronika też się uśmiechnęła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zakończyło się kolejne nabożeństwo. Z kościoła wychodzili wierni, gęsiego drepcąc po wąskiej ścieżce. Od strony zakrystii przyszła siostra Hiacynta, prowadząc ze sobą dwie inne osoby.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Przyprowadziłam wam dwie panienki do pomocy. - Siostra Hiacynta wskazała na Barbarę i Andreę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Andrea, dobrze pamiętam? - odezwała się Zuzanka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czyli nawet się znacie, doskonale. Co to się dzieje z tym światem, że młode panienki muszą odśnieżać za mężczyzn... - Siostra zostawiła je same, wracając do budynku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- O, Andrea, witajcie. - Weronika otarła spocone czoło.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cześć. To jest Barbara. - Andrea przedstawiła przyjaciółkę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Weronika. Musimy dokończyć odśnieżanie bocznej drogi, a potem poszerzyć główną ścieżkę - poinstruowała nowe pomocnice.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A my już się znamy. - Zuzanna radośnie potrząsnęła dłonią rudej. Barbara posłała jej ostrzegające spojrzenie, jak się okazało, niepotrzebnie. - Widujemy się w szpitalu na praktykach.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Sami lekarze wokoło - mruknęła Weronika. - Bierzemy się do pracy, bo chyba tu zamarznę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Po godzinie pracy Zuzanna wróciła do domu. Matka już na nią czekała ze skromnym obiadem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wszędzie pełno śniegu, zimno niemiłosiernie, jakby Niemców nam było mało - narzekała pani Kolęda. - Przebierz się koniecznie! Nie możesz się przeziębić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kiedy usiadły, kobieta przeszła do poważniejszych tematów.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zuzanko, martwię się o ciebie. Nie wyglądasz już tak zdrowo, zrobiłaś się małomówna - zaczęła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Spokojnie mamo, może to zima.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Raczej brak snu. Może powinnaś zostawić wieczorną naukę? Rozumiem, że chcesz się skupić na pomocy ludziom, dlatego zgadzam się na dalszą pomoc w szpitalu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mamo, nic mi nie będzie, nie martw się tyle.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak mam się nie martwić, dziecko? Może chociaż zrezygnujesz z pracy w kościele?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Koleżanka zaoferowała, że mnie zastąpi w czwartki i niedziele.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chociaż koleżanka ma trochę oleju w głowie, podziękuj jej ode mnie. Która to?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie znasz jej, przyjechała do Warszawy kilka miesięcy temu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Uciekła ze Wschodu?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie, wprowadziła się jeszcze przed wojną, poznałyśmy się w kościele.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- No dobrze, ale czy to wystarczy? Nie musisz tyle pracować...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ale chcę, mamo. Muszę być silna.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jesteś jeszcze dzieckiem...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mamo, jestem dorosła!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To tylko osiemnaście lat...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mamo. - Zuzanna spojrzała rodzicielce w oczy. - Nie jestem już dzieckiem. Walczę za Polskę tak, jak tata.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Matka nie zrozumiała, dlatego Zuza pospieszyła z wyjaśnieniami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dołączyłam do konspiracyjnej organizacji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kobieta wstała i objęła córkę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zmartwiłam się okropnie, nawet nie chcę myśleć o tym, co Niemcy... Ale jestem też z ciebie dumna. Jeśli będę mogła wam w jakiś sposób pomóc, powiedz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję, mamo.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zaraz po przyjściu do kwatery głównej gestapo von Rheinfelder udał się do zastępcy komendanta, sturmbannführera Waltera Wagnera.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Walter, posiadam komplet dowodów, świadczących przeciw jednemu z generałów - powiedział hauptsturmführer, gdy zasiedli w wygodnych fotelach. - Okrada Trzecią Rzeszę oraz załatwia nielegalne interesy z Polakami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Któż to taki, Karl?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Gruppenführer von Bülow.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zastanawiające. Co na niego masz? - zapytał, podając towarzyszowi paczkę papierosów. Zapalili oboje.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jeden z naszych żołnierzy słyszał, jak pijany strażnik z rezydencji von Bülowa rozpowiadał o złocie i cennych przedmiotach, gromadzonych przez gruppenführera. Oprócz tego wiem, że podejrzany kontaktuje się z Polakami, w tym konspiratorami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czy to potwierdzone informacje?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Moje źródła są pewne. Zorganizuj mi, proszę, pozwolenie na areszt gruppenführera i przydzielenie odpowiedniej eskorty.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Musisz poczekać z tym do przyszłego tygodnia. Powiedz mi jeszcze, Karl, słyszałem, że odbito twojego więźnia?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To byli niebezpieczni bandyci. Moi ludzie już ich szukają.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak niby planujesz odszukać ludzi, których nikt nie widział, bo wszyscy nasi ludzie zginęli? - Wyraźnie rozeźlony, zgasił papierosa w popielniczce.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jeden przeżył. Leży w szpitalu, ale jego stan pozwolił mu na opisanie kilku z nich.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- No, pochwal się Karl, co wiecie?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Von Rheinfelder wyjął kartki z tekturowej teczki. Zaczął czytać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kobieta, rude włosy, szczupła. Mężczyzna z karabinem maszynowym. Mężczyzna, ciemne włosy, zastrzelił kaprala. Powinien mieć ranę postrzałową na tułowiu, nasz dzielny żołnierz go trafił - dodał oficer.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- I co dalej? - zapytał zastępca komendanta.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To wszystko.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak niby chcecie znaleźć tych ludzi? Aresztujecie każdą rudowłosą kobietę?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaangażowałem jednego Polaka, tego, który dostarczył nam informacje o tym, którego zaaresztowaliśmy. Powinien dowiedzieć się, kto trzyma z naszym uciekinierem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Załatwię ci to pozwolenie na aresztowanie von Bülowa, ale musisz złapać choć jednego z tych bandytów. Może skłonimy ich do współpracy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ten poprzedni nie był zbyt chętny... - przyznał von Rheinfelder.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To nie polepsza twojej sytuacji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tamten musiał być kimś ważnym. Jeśli trafimy na pionka, powinno być łatwiej.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jeśli tamten był taki ważny, to jeszcze bardziej pogrąża cię jego strata.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Obiecuję, że to się nie powtórzy, a następny wszystko nam wyśpiewa.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Lepiej, żeby tak było. Idź już i zajmij się swoją robotą.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Do zobaczenia, Walter.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/08/rozdzia-22-duma-i-zagrozenie.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-7223992473472487052</guid><pubDate>Tue, 25 Jul 2017 10:51:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-05T11:58:27.351-07:00</atom:updated><title>Rozdział 21 - Początek zimy</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Słyszała to pani? - Zuzanna zamarła, przerywając owijanie ręki Kwietnia w czysty bandaż.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak. Bądźmy cicho - wyszeptała doktor Katarzyna.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na korytarzu Car instruował pozostałych.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nicpoń, Topór, wyciągnijcie broń i stańcie tutaj. Dacie radę zastrzelić kilku z zaskoczenia - syknął major, stając przy ścianie za drzwiami wejściowymi. - A teraz cisza!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przez ściany słuchać było krzyki, kroki, wrzaski. Konspiratorzy czekali w napięciu na nieuniknione. Odgłosy biegających ludzi nie cichły, ale też nie robiły się głośniejsze. Po minucie, ciągnącej się niczym długie godziny, hałas jak gdyby ustawał. Zgromadzeni w mieszkaniu znów zaczęli oddychać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zuzanka podskoczyła przerażona, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi. W ciszy wydawało się okropnym hukiem. W rzeczywistości było to zwyczajne, nerwowe pukanie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Fryderyk i Filip spojrzeli na Cara, czekając na decyzję. Major skinął głową, pozwalając na otwarcie. Odsunął się od wejścia, robiąc miejsce Filipowi. Chłopak otworzył na tyle szeroko, by móc obejrzeć twarz pukającego. Była to starsza pani, ubrana w zimowy płaszcz i bordowy beret, ściskająca w rękach siatkę na zakupy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pani Renadzka? - opuścił broń, wskazując pozostałym, by uczynili to samo. Na korytarzu było już zupełnie cicho.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Panicz Rosocki... - sapnęła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wie pani, co się stało?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- No, przecież Niemcy przyszli. - Nie mogła uspokoić oddechu. Odłożyła siatkę na ziemię i oparła się o framugę. - Miałam wyjść, zobaczyć, czy gdzieś dostanę świeży chleb. A tu nagle Szwaby wpadają, to pobiegła ja do mieszkania i zamknęła się na cztery spusty. Minęłam panienkę jakąś, nie widziałam jej wcześniej. Cierniak spod dwójki chciał ją schować, ale chyba nie zdążył. Słyszałam, jak ich wyprowadzali...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Już dobrze, pani Renadzka. - Fryderyk przecisnął się do kobiety. - Ta panienka, widziała ją pani?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co? A, tak, wyższa ode mnie o dwie głowy. Więcej nie widziałam. A to ktoś od pana był?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie jestem pewien. A coś więcej może pani pamięta?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kobieta spojrzała na niego, poirytowana.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie pamiętam, człowieku, ja myślałam, że Niemcy po mnie idą! Jak miałam coś zobaczyć?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Już dobrze, niech pani idzie do siebie, odczeka parę godzin. - Uspokajał ją Filip. - Pójdzie pani do sklepu później. Dokąd idziesz? - To ostatnie skierował do Fryderyka, pospiesznie zarzucającego płaszcz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Muszę coś sprawdzić. - Zbiegł po schodach w dół.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Do widzenia - rzuciła Renadzka i zniknęła w swoim mieszkaniu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Do widzenia. - Zrezygnowany Filip zamknął drzwi. Car nie chciał ujawniać swojej obecności przypadkowym ludziom, więc schował się na korytarzu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kto to był? Czy Niemcy odjechali? Gdzie do licha poszedł Nicpoń?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To tylko właścicielka mieszkania i nasza sąsiadka, pani Renadzka. Wygląda na to, że Niemcy przyszli tu po kogoś innego, zabrali jakichś ludzi i pojechali. A Nicpoń zaniepokoił się, czy to nie jego dziewczyna. Czasem tutaj przychodzi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jest w konspiracji?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czego Niemcy mieliby od niej chcieć?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Może to nie ona. Mam nadzieję, że to nie ona. - Przeszedł do pokoju, w którym leżał Kwiecień i wyjrzał przez okno.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na ulicy Fryderyk walczył z chęcią biegu w stronę kamienicy na Zimnej. Zaciskał pięści, zaciskał szczęki, wpatrywał się w przybliżającą się uliczkę. Ostatnie kilka metrów podbiegł, wpadając do środka. Wbiegł na najwyższe piętro i zapukał w drzwi, nerwowo przestępując z nogi na nogę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdy otworzyła mu Weronika, rzucił się jej na szyję, pocałował mocno jej usta, zanim zdążyła zapytać się, o co chodzi. W końcu oderwał się od niej i przytulił.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Fred... - wydusiła, zaskoczona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cieszę się, że cię widzę, Wercia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ja też... Coś się stało?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie, kochana, właśnie nic się nie stało. Po prostu cieszę się, że jesteś.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;29 listopada&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Za oknem spadały kolejne płatki śniegu. Weronika i Zuzanna ukryły się przed mrozem pod kocem, w mieszkaniu tej pierwszej. Babka Bronka rozpaliła w piecu, dzięki czemu nie było upiornie zimno.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ojej, ale pogoda - westchnęła Zuzanka. Ostatnie tygodnie wyczerpały ją fizycznie i psychicznie. Co prawda, obie akcje jej oddziału się powiodły, a rany Roberta i Barbary nie były groźne, lecz sam fakt otarcia się o śmierć podczas strzelaniny i ryzyko pojmania przez wrogich żołnierzy przepełniało ją strachem. W połączeniu z brzydką pogodą i ciężką pracą wysysało życie z młodej dziewczyny. Pięć dni w tygodniu pracowała w szpitalu, wieczorami uczyła się potajemnie, by kiedyś zostać lekarzem, do tego dochodziły praca w kościele i konspiracja.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Przepracowujesz się, Zuza. Czy ty się chociaż wysypiasz? - Weronika zerknęła na jej podkrążone oczy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie zawsze...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie mogę bezczynnie przyglądać się, jak moja przyjaciółka się przemęcza. Kiedy chodzisz pomagać do kościoła?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- W niedziele, wtorki i czwartki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- W niedzielę i czwartek będę cię zastępować. Pogadam z siostrą, powiem jej o twojej pracy w szpitalu. Co ty tam takiego robisz?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nic wielkiego, naprawdę. Poradzę sobie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie poradzisz. Mamy początek zimy, a ty już wyglądasz, jakbyś miała dosyć. Jutro po pracy idę do kościoła. Nie waż mi się tam pojawiać, idź do domu, wypij coś ciepłego i idź spać. - Żartobliwie owinęła ją ciasno kocem i objęła, kołysząc, jak małym dzieckiem. Zuzanna roześmiała się, nie mając szans z uporem towarzyszki.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A właśnie, znalazłaś już nową pracę?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak. - Zaczęła opowiadać dziewczynie o przygodach w stadninie. W miarę słuchania oczy Zuzanki robiły się coraz większe.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Umiesz jeździć konno - powiedziała, gdy Weronika skończyła opowiadać. - To jest coś!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Byłam nawet członkiem klubu sportowego.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A miałaś własnego konia?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dwa.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Masz jakieś zdjęcie?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Weronika zawahała się.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- No, pokaż!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Właściwie, to mam. - Wstała, prowadząc gościa do swojego pokoju. Wskazała na czarno-białe zdjęcie, oprawione w prostą ramkę. Zuzanka przybliżyła się i nachyliła, by lepiej widzieć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Proszę. - Weronika podniosła i podała przedmiot przyjaciółce.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na ciemnym koniu siedziała Wercia, dumnie unosząc głowę. Obok stał drugi koń, niemal zupełnie biały. Twarz jeźdźca wydawała się dziewczynie znajoma. Chłopak wyglądał jak...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To jest twój ukochany? - spytała niepewnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wygląda zupełnie, jak Twój kuzyn, nieprawdaż? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- T-tak, zupełnie jak on... - Zuzanna zaczerwieniła się.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Spokojnie, wiem, że jest w konspiracji, może być nawet twoim prawdziwym kuzynem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- On nie jest moim kuzynem. - Spuściła głowę. - Powiedziałam tak, żeby...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wiem, żeby wybrnąć z sytuacji. A ja nie chciałam cię dodatkowo stresować.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję - szepnęła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chodź, nie rozmawiajmy już o tym.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Michael stał w idealnie czystym gabinecie hauptsturmführera von Rheinfeldera, siedzącego pod portretem Führera.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Schweiger, jesteś porządny, a ja lubię porządek. Moja sekretarka, Lotte Müller, jest chwilowo niedysponowana i przebywa w szpitalu. Zastąpisz ją od jutra.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak jest, panie hauptsturmführer.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jutro, za dziesięć dziewiąta, masz być tutaj. A teraz możesz odejść.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przepisowo stuknął obcasami i opuścił pokój. Przeszedł ciasnym korytarzem, zszedł po szerokich schodach i minął recepcję. Marie już na niego czekała. Michael zwrócił uwagę na to, że jej nos był niemal tak czerwony, jak jej usta.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Przeziębiłaś się? - spytał, zatroskany.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To nic takiego, naprawdę. - Kichnęła. Wyciągnęła białą chustkę i delikatnie wytarła nos.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie powinnaś nigdzie chodzić w tym mrozie. Odprowadzę cię do domu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Marie uśmiechnęła się z wdzięcznością. Wiedziała, że dzisiejsza randka nie ma sensu. Chwyciła wyciągnięte ramię partnera i wyszła z nim na mróz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wyglądasz bardzo elegancko w tym mundurze. - Powtórzyła swój ulubiony komplement. Raczyła go nim co najmniej raz w tygodniu, choć wolałaby podziwiać młodego mężczyznę w cywilnym ubraniu. Mike, mimo żołnierskiego uniformu, pozostawał wrażliwym studentem. Nie pasował do wojska.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A ty nawet z czerwonym noskiem jesteś dla mnie najśliczniejsza.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zachichotała i cmoknęła go w policzek.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Będąc niezmiernie szczęśliwym z prowadzenia tak urodziwej i radosnej dziewczyny, Michael nie zwracał uwagi na to, co dzieje się wokół niego. Gdyby Andrea z Robertem szli drugą stroną ulicy, z pewnością &amp;nbsp;by ich nie zauważył.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- O, Andrea! - Przystanął. Jego siostra zaczerwieniła się jak burak.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cześć, Andrea - przywitała się Marie. Dziewczyna niechętnie im odpowiedziała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cześć. Mike, Marie, to jest Robert. Robert to mój brat, Michael, i jego znajoma, Marie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dzień dobry - wymruczał Robert, siląc się na naturalny niemiecki. Para z naprzeciwka nic nie zauważyła, uśmiechnęli się do niego i podali ręce.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To my już pójdziemy. - Andrea uśmiechnęła się przepraszająco i wyminęła brata. Robert podążył za nią, nie oglądając się za siebie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mike wymienił spojrzenie z Marie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Moja siostrzyczka chyba znalazła sobie kawalera. - Roześmiali się oboje, ciesząc się, że pomimo wojny, dzieją się jeszcze dobre rzeczy.&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/07/rozdzia-21-poczatek-zimy.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-7988729237497703332</guid><pubDate>Wed, 12 Jul 2017 19:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-12T12:34:10.136-07:00</atom:updated><title>Rozdział 20 - Na krawędzi</title><description>27 listopada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od rana major Car siedział przy telefonie, oczekując sygnału od zaufanego człowieka. Pracujący na Pawiaku strażnik zadzwonił przed dziesiątą, by potwierdzić przejazd ciężarówki z Kwietniem.&lt;br /&gt;Zaraz po odłożeniu słuchawki major spojrzał po twarzach zebranych w jego mieszkaniu podkomendnych.&lt;br /&gt;- Ruszamy. - Na jego przyzwolenie sprawnie zeszli na dziedziniec, załadowali broń na ciężarówkę i dojechali na miejsce, w którym mieli zaskoczyć konwój. Wysiadali pojedynczo, szli różnymi ulicami. Tańczyński zaparkował w jednej z uliczek, tak, aby mógł wyjechać z niej jak najszybciej. Po drugiej stronie głównej ulicy stanął samochód, prowadzony przez Filipa. Topór dotknął kieszeni, w której ciążyły mu dwa granaty. Miał nadzieję, że nie będzie musiał ich używać. Jeśli Siwa celnie rzuci butelkami, powinna unieszkodliwić obydwa pojazdy niemieckiego wojska.&lt;br /&gt;Barbara ukryła butelki na brzuchu pod luźnym płaszczem. Nie widać było po niej strachu, jedynie determinację i skupienie. Co chwilę zerkała na majora, czytającego ogłoszenia na słupie. W rzeczywistości Car dyskretnie spoglądał na Alicję, stojącą na zakręcie. Jako aktorka doskonale udawała znudzoną oczekiwaniem panienkę. Spojrzała na złoty zegarek na swoim nadgarstku i wypuściła powietrze z płuc. Widząc to, Barbara niemal wybuchnęła śmiechem. Alicja zachowywała się zupełnie, jakby wyimaginowany chłopak artystki spóźniał się na spotkanie.&lt;br /&gt;Janek i Fryderyk stali nieopodal, opierając się plecami o mur. Pierwszy czytał gazetę, drugi obserwował Cara spod przymrużonych oczu. Kątem oka widział Szymańskiego, gawędzącego z siedzącym za kierownicą ciężarówki Tańczyńskiego.&lt;br /&gt;Minęło prawie pół godziny, odkąd Zuzanna stanęła na swojej pozycji. Zastanawiała się, ile jeszcze może to potrwać. Zmarzły jej ręce, więc przyłożyła je do twarzy i chuchnęła ciepłym powietrzem. Przez palce zobaczyła zbliżający się motocykl z niemieckimi żołnierzami. Zaraz za nim jechała wojskowa ciężarówka, mająca przewozić majora. Obserwatorka otworzyła torebkę i zaczęła gorączkowo przeszukiwać jej wnętrze. Uniosła głowę, by sprawdzić, czy Baletnica zauważyła sygnał. Rudowłosa aktorka już wyjmowała szminkę, więc Zuzanna wyjęła z torebki rękawiczki i ruszyła chodnikiem, zaraz za ciężarówką.&lt;br /&gt;Gdy wyszła zza zakrętu, usłyszała pierwsze strzały i hałas rozbijanej szyby. Nicpoń i Janek ostrzelali pojazdy, ciężarówka płonęła od butelki z benzyną. Jeden z Niemców wyskoczył z kabiny i schował się po drugiej stronie. Wyciągnął pistolet i wystrzelił na oślep, dym zasłaniał mu napastników. Od tyłu zaszedł go Robert, trafiając podoficera w ramię. Niemiec podskoczył i osunął się na ziemię. Wystrzelił jeszcze kilka razy w kierunku Szymańskiego, uciekającego do bocznej uliczki.&lt;br /&gt;Tymczasem Car mocował się już z drzwiami, za którymi miał czekać Kwiecień. Dobiegły do niego obydwie obserwatorki. Major szarpnął za prawe skrzydło i otworzył je na oścież. Wskoczył na rampę i rozejrzał się. W środku oprócz ciemności nie znajdowało się nic. Przynajmniej tak wydawało mu się w pierwszej chwili.&lt;br /&gt;- Panie majorze, na dole! - krzyknęła Zuzanna, stojąca na ziemi obok Alicji, wskazując to, co zostało z Kwietnia. Aktorce wystarczyło jedno spojrzenie na ciało, by odwrócić się i zwymiotować na ulicę. Pocisk leżącego Niemca trafił ją w nogę, gdy nieudolnie celował w głowę aktorki. Chwilę potem dosięgnął go strzał z karabinu Fryderyka.&lt;br /&gt;Aktorka wrzasnęła i przewróciła się na bruk. Zuzanna z przerażeniem kucnęła obok niej.&lt;br /&gt;- Nicpoń! - zawołała łamiącym się głosem. Chłopak podbiegł i od razu podniósł Alicję. Po chwili dołączył do nich Robert i wziął ją na ręce.&lt;br /&gt;- Weźcie Kwietnia! - Odszedł w stronę ciężarówki.&lt;br /&gt;Pozostali wspólnymi siłami wyciągnęli nosze z majorem. Fryderyk i Car zanieśli go do samochodu, dziewczyna pobiegła za nimi.&lt;br /&gt;- Jedźcie! - Dowódca zatrzasnął drzwi za Zuzą. Topór wcisnął gaz i samochód pognał przed siebie.&lt;br /&gt;Janek zabrał pistolet leżącemu Niemcowi i pobiegł z nim w stronę ciężarówki Tańczyńskiego. Tam Robert, cały we krwi, tamował krwawienie z łydki Alicji.&lt;br /&gt;- Niemcy! - Dobiegł ich krzyk Barbary. Rudowłosa biegła w stronę ciężarówki, dźwigając karabin, wyszarpnięty z rąk zabitego pasażera przyczepki motocyklowej. Tańczyński uruchomił silnik i podjechał parę metrów, by biegnąca mogła szybciej wskoczyć. Na końcu zabrali Cara, któremu Janek podał rękę i wciągnął do środka.&lt;br /&gt;Po dwóch zakrętach zgubili pościg. Dopiero teraz Car rozejrzał się po pasażerach, oceniając straty. Alicja leżała, ciężko sapiąc. Jej ręce były niemal białe od kurczowego ściskania brzegu ławki. Nogę zawinęli jej w szalik Roberta. Sam Szymański siedział po drugiej stronie, równie blady co Alicja. Jego ręce były całe we krwi, podobnie jak lewy bok. Wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć. Obok niego usiadł Janek.&lt;br /&gt;- Stary, co jest?&lt;br /&gt;Robert w odpowiedzi przechylił się na bok, opadając na nogi przyjaciela. W płaszczu miał dziurę, namokniętą ciemną krwią.&lt;br /&gt;- Siwa, pomóż! Postrzelili go w plecy!&lt;br /&gt;Postrzał w plecy okazał się niegroźnym draśnięciem lewego boku.&lt;br /&gt;- Baletnica, Siwa, musicie wysiadać! - Rozległo się z kabiny. Ciężarówka zwolniła, zbliżając się do ustalonego miejsca wysiadki dziewczyn.&lt;br /&gt;- Nikt nie wysiada, jedziemy prosto do ciebie, mamy rannych! - odpowiedział Tańczyńskiemu Car.&lt;br /&gt;Auto przyspieszyło i skręciło w kolejną uliczkę. Kapitan jechał dalej, aż do placu otoczonego znajomymi kamienicami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Siwa i Car wnieśli Alicję po schodach kamienicy Tańczyńskiego. Dziewczyna wciąż była w szoku. Robert wchodził o własnych siłach, opierając się na ramieniu Janka.&lt;br /&gt;Właściciel mieszkania przygotował miski z wodą i czyste ubrania. Ułożyli Alicję na tapczanie kapitana, Robert ciężko opadł na stary fotel. Tańczyński kazał mu wstać i położyć się na łóżku swojej żony. Kobiety nie było w domu, wyszła zrobić zakupy na targu. Robert zaoponował, ale Janek popchnął go w stronę sypialni. Opatrzył przyjaciela, nawet nie trzeba było wyjmować pocisku. Kula rozszarpała skórę i przeleciała dalej.&lt;br /&gt;W domu znalazły się bandaże zarówno dla Szymańskiego, jak i aktorki. Tańczyński poprosił, by wszyscy zostali na obiedzie. W drzwiach stanęła jego żona. Początkowo wystraszona taką ilością gości, przywitała się szybko i zabrała się za przygotowanie jedzenia. Porcje były skromne, ale ciepłe i dość smaczne.&lt;br /&gt;Po obiedzie Siwa, Janek i Tańczyński poszli ukryć broń, która została w ciężarówce. W tym czasie Car pożegnał się z żoną kapitana i wyruszył w odwiedziny do Fryderyka i Filipa, sprawdzić, jak się miewa Kwiecień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- Berta, otwieraj! - syknął Fryderyk, dźwigając nosze z Kwietniem. Od drugiej strony podtrzymywał je Topór. Zuzanna wyjęła z kieszeni klucze Filipa, które dostała jeszcze w samochodzie i pobiegła otworzyć. Pod drzwiami czekała już doktor Katarzyna, trzymając torbę w trzęsących się dłoniach.&lt;br /&gt;- A więc aż tak z nim źle... Doktor Drzewicka wspominała coś o tym, ale nie myślałam, że będzie aż tak źle... - mamrotała pod nosem, wchodząc zaraz za noszami.&lt;br /&gt;- Zuzanno, proszę, przynieś wody, chłopcy, prześcieradło!&lt;br /&gt;Lekarka wbiła w rękę Kwietnia igłę strzykawki, napełnionej morfiną. Major przestał cicho jęczeć, co towarzyszyło każdemu lekkiemu dotknięciu jego ciała. Zuzanna pomagała doktor Katarzynie, Fryderyk z Filipem stali nieco z boku. Widząc, że praca kobiety i jej asystentki może potrwać dłużej, wyszli z pokoju, by usiąść przy stole w kuchni.&lt;br /&gt;- Widziałeś może, co się stało Baletnicy? - zagadnął Fryderyk.&lt;br /&gt;- Cały czas siedziałem w aucie - burknął Filip. Oboje mieli zły humor, zwłaszcza że nie wiadomo było, czy uratowany major przeżyje lub ile przeżyje.&lt;br /&gt;- Ten Niemiec, co leżał, strzelił do niej. To chyba nic poważnego, trafił w nogę.&lt;br /&gt;Ciszę, która zapanowała po jego słowach, przerwało dopiero stukanie do drzwi. Młodzi poderwali się na nogi, wyciągając pistolety. Nie zdążyli oddać ich po akcji, więc jeśli za drzwiami czekali Niemcy, mogli z zaskoczenia zastrzelić kilku z nich. Gorzej, jeśli czekało ich tam pięciu, sześciu, czy dziesięciu.&lt;br /&gt;Powoli zbliżyli się do drzwi, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Fryderyk powoli otworzył. Na klatce stała znajoma sylwetka majora Cara.&lt;br /&gt;- Ach, to tylko pan...&lt;br /&gt;- Baliśmy się, że to Niemcy.&lt;br /&gt;- Czyżbyście popełnili jakiś błąd? Gonili was?&lt;br /&gt;- Tylko na początku - uspokoił go Filip. - Nie znajdą nas, nie powinni.&lt;br /&gt;- Co z Kwietniem? Jak się czuje?&lt;br /&gt;- Jeszcze nic nie mówił, zajmuje się nim ta lekarka i Berta.&lt;br /&gt;Car wkroczył do pokoju, w którym leżało zmasakrowane ciało Kwietnia.&lt;br /&gt;- Proszę nam nie przeszkadzać - poprosiła doktor Katarzyna.&lt;br /&gt;- Nie będę, szanowna pani. Jaki jest jego stan?&lt;br /&gt;- Poważny.&lt;br /&gt;- Rozumiem. Kiedy będę mógł z nim porozmawiać?&lt;br /&gt;- Za godzinę, jak Bóg da. Jeśli się obudzi, proszę podać mu to. - Wręczyła majorowi leki.&lt;br /&gt;- Oczywiście. Wobec tego nie przeszkadzam. - Wycofał się do kuchni. Usiadł przy stole z Nicponiem i Toporem. Otworzył usta, by powiedzieć im o rannych uczestnikach akcji. Nie zdążył jednak wydobyć ani słowa, gdyż z korytarza dobiegło ich głośne tupanie i krzyki w języku niemieckim.</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/07/rozdzia-20-na-krawedzi.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-6085106549177893817</guid><pubDate>Mon, 10 Jul 2017 08:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-12T12:04:57.985-07:00</atom:updated><title>Rozdział 19 - Odnalezienie</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;25 listopada&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W &quot;Zakątku&quot; było dziś więcej ludzi niż w tygodniu. Wczesne sobotnie popołudnie było ulubioną porą spotkań w restauracyjce. Kelnerki ledwo dawały sobie radę z odbieraniem zamówień. Kierownik &quot;Zakątka&quot; wiedział, jak ciężko pracują, dlatego w soboty pozwalał im skończyć wcześniej, a sam wychodził na salę, by podejmować gości.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W zatłoczonej restauracji znalazło się trochę miejsca dla Roberta. Mężczyzna podjął już decyzję. Planował nawiązać bliższy kontakt z Andreą, starając się ze wszystkich sił ignorować wewnętrzne obawy. Bał się, że kiedy ona dowie się o jego zamiarach, nie uwierzy, że młody Polak coś do niej czuje. Co dokładnie, sam nie wiedział. Niemka nie była piękna, nie miała też kobiecych kształtów. Jednak sposób, w jaki patrzyła na niego spod przydługiej grzywki, sprawiał, że Robert nie mógł oderwać od niej oczu. Imponowała mu też znajomością języka polskiego, który wcale nie był prosty w nauce. I, co najważniejsze, nigdy nie traktowała polskich gości z wyższością. Przeciwnie, była uosobieniem skromności i delikatności.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Od tych rozmyślań Robert nie zauważył, kiedy Andrea podeszła do jego stolika. Wyglądała na porządnie zmęczoną.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cześć. Wyglądasz, jakbyś bardzo potrzebowała odpoczynku. Możesz wziąć przerwę? - Mrugnął do niej porozumiewawczo. Zarumieniła się, co było do przewidzenia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cześć. Kończę pracę za dziesięć minut, więc jakoś wytrzymam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To wcześnie. Masz jakieś plany?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Andrea zawahała się. Najchętniej położyłaby się na kanapie i poczytała jakąś książkę. Z drugiej strony perspektywa spędzenia czasu z przystojnym Polakiem była równie atrakcyjna.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chciałabym trochę odpocząć od pracy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kiedy potrzebuję odpoczynku, zazwyczaj idę do kawiarni. - Uśmiechnął się. Andrea zachichotała, co według niego wyglądało uroczo. - Albo do parku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chcesz coś do picia? A może jakieś ciasto?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Poproszę dwa serniki. I herbatę dla dwojga.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dziesięć minut później siedzieli przy jednym stoliku, rozmawiając po polsku i niemiecku oraz żartując z wymowy Roberta. Andrea, już bez fartuszka, poprawiała co trzecie słowo, ale Polak nie zrażał się i próbował dalej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pojedziemy do parku? - zaproponował w pewnym momencie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Możemy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Doskonale. Pozwól jedynie, że dokończę swój kawałek.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A mój?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Twój też mogę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Andrea roześmiała się delikatnie. Zjadła i poszła na zaplecze po płaszcz. Robert już na nią czekał, przepuszczając w drzwiach. Wyszli na chłodne, listopadowe powietrze. Dwadzieścia minut później spacerowali alejkami parku. Szymański zauważył delikatne drżenie ramion Andrei.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zimno ci?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Troszeczkę. - Nie chciała się przyznawać, ale nie sposób było to ukryć. Z nieba, zakrytego ciemnymi chmurami, spadły pierwsze kropelki deszczu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Musimy się gdzieś schronić. Chcesz przyjść do mnie? Mieszkam blisko.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję, ale chyba nie powinnam. Pójdę już.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Daleko masz?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pół godziny tramwajem i dziesięć na piechotę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zdążysz zmoknąć. Przeczekamy u mnie, obiecuję, że nic ci się nie stanie. - Mrugnął porozumiewawczo. - A potem cię odprowadzę. W porządku?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Andrea zaszurała butami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- No dobrze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wspaniale. Musimy się ruszać, inaczej też zmokniemy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ostatnie metry przebiegli, uciekając przed jesienną ulewą. Zanim rozpadało się na dobre, wpadli do mieszkania Roberta. Janek szczęśliwie pracował dziś do późna w warsztacie, odrabiając poniedziałek. Miał wrócić dopiero przed zmrokiem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Robert pomógł Andrei zdjąć płaszcz i rozwiesił go obok swojego, tak, by mogły spokojnie wyschnąć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Napijesz się czegoś na rozgrzanie?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję, ale dopiero piliśmy. - Uśmiechnęła się z zakłopotaniem. Usiadła na niewielkiej kanapie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaraz dam ci jakiś koc. - Gospodarz domu grzebał w szafie. - Proszę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję. - Owinęła się grubym brązowym materiałem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Znajdzie się tam trochę miejsca dla mnie? - zapytał młody mężczyzna.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Oczywiście, zapraszam. - Odsunęła się na bok, zupełnie niepotrzebnie. Nie zajmowała zbyt wiele miejsca. Robert wgramolił się obok, zabierając jej połowę koca.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ej! - zaśmiała się.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jestem większy, potrzebuję więcej. Możesz się mnie przytulić - zaproponował.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Pff - prychnęła, ale skorzystała z okazji. Schowała się pod jego ramieniem. Przytulił ją delikatnie, dłonią gładząc jej włosy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Robert?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak wam się żyje? Polakom?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Bywało lepiej, ale nie przejmuj się. Dajemy radę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Strasznie mi wstyd za moich rodaków. A przecież nie wszyscy tacy jesteśmy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ćś, wiem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Barbara, ta, która przyszła z tobą wtedy do restauracji, chcieli ją zastrzelić. Nie wiem czemu, ale gonili ją. Wyskoczyła przez okno, potem okazało się, że wyjechała do Warszawy. A mnie zabili dziadka. - Nie wiedziała, czy powinna o tym wszystkim mówić, ale czuła potrzebę wygadania się komuś.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Niemcy? - zdziwił się.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak. Wpadli do nas, goniąc Barbarę. Przewrócili ojca, uderzyli mnie, a dziadka zastrzelili przed domem, bo nie mógł chodzić. Bo niemiecki naród musi być idealny.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie myśl już o tym i nie płacz, wystarczy nam ten deszcz za oknem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie płaczę. Rzadko płaczę, rzadko z kimś rozmawiam od mojego przyjazdu tutaj.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Musisz czasem z kimś pogadać. Jakieś plotki czy coś. - Udało mu się ją rozbawić. - Spotkałaś się już z Barbarą?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Andrea pokręciła przecząco głową.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie miała czasu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Już ja z nią porozmawiam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zaśmiali się oboje. Deszcz powoli odpuszczał.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaraz pójdę, zanim znowu się rozpada. - To mówiąc, Andrea wcale nie ruszyła się z miejsca. Patrzyła w ciemne oczy Roberta. Ten zrozumiał, że ma ostatnią szansę. Pocałował ją w usta, nie zaprotestowała. Odsunęli się po chwili, Andrea zakłopotana, Robert szczęśliwy, że dziewczyna mu nie odmówiła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Muszę już iść. - Wstała ze zdecydowaniem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Odprowadzę cię. - Głos Roberta nie znosił sprzeciwu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Skoro aż tak ci się nudzi, proszę bardzo.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Już przy wejściu na teren warszawskiej stadniny ludzie, przeważnie Niemcy, oglądali się za Weroniką. Widok młodej kobiety, ubranej w strój do jazdy konnej, był miłą odmianą w tym całym męskim towarzystwie. Dwóch stajennych przerwało na chwilę pracę, wymieniając dwa zdania po niemiecku. Na koniec roześmiali się głośno. Weronika zignorowała mężczyzn. Minęła pierwszy plac treningowy, na którym jakiś oficer ujeżdżał karego konia. Dziewczyna rzuciła okiem na majestatyczne zwierzę. Wyczyszczone, mimo jesiennego błota, wysoko unosiło smukłe kończyny. Wercia była ciekawa, czy pochodziło z polskiej hodowli. Jakoś nie chciało jej się wierzyć, żeby Niemcy przywozili tutaj dużo koni, skoro mogą zarekwirować tutejsze.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Weszła do, jak się jej zdawało, siedziby dyrektora. Nigdy nie odwiedzała jeszcze tego miejsca. W pomieszczeniu zastała pierwszą, jak do tej pory, kobietę. Po krótkiej rozmowie Niemka kazała zaczekać Weronice i weszła do pokoju zarządcy. Wercia dziękowała w duchu ojcu, który kazał jej się nauczyć co najmniej jednego języka obcego, oczywiście oprócz angielskiego, którym posługiwała się w Stanach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Została poproszona do środka. Przywitał ją starszy oficer. Mimo wieku nie trudno było zauważyć, że dbał o siebie. W palcach obracał skórzany bat i wyglądał, jakby właśnie wybierał się na przejażdżkę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Słucham pani?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dzień dobry, szukam pracy - wypaliła od razu, czerwieniąc się odrobinę. - Od dziecka zajmowałam się końmi...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Na wsi? ...- przerwał jej z drwiącym uśmieszkiem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Na sopockim hipodromie. Należałam do klubu jeździeckiego i &amp;nbsp;brałam udział w młodzieżowych zawodach jeździeckich dla panien. Umiem dbać o konie i wiem, jak się nimi zajmować.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chcesz przerzucać siano? A może od razu zostać trenerem? - Niemiec dobrze się bawił.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mogę czyścić konie i rozprężać przed jazdą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A co ty dziecko potrafisz? Nie poradzisz sobie z naszymi ogierami. - Wyszedł na zewnątrz, Weronika podążyła za nim.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaraz zobaczysz, że to męska sprawa. - Oficer stanął na skraju placu. Niższy rangą żołnierz podprowadził mu pod nos siwą klacz, rozglądającą się niespokojnie z nadstawionymi uszami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Gruppenfuhrer von Bulow sprowadził sobie dwie klacze z Sopotu. Może je kojarzysz? - znów uśmiechnął się pogardliwie. Weronika wstrzymała oddech. Znała tego konia. - Nie przeczę, są to piękne okazy. Jednakowoż słyszałem, że z tą tutaj trzeba zrobić porządek. - Przejął wodze od stajennego. - Nikt nie chce na nią wsiadać. Zaraz zobaczymy, jaki jest problem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Weronika wiedziała, jaki jest problem, wiedziała, co zaraz nastąpi. I wcale nie było jej szkoda pięknej klaczy, tylko wspinającego się na nią oficera. To była Milka, postrach wszystkich amazonek i jeźdźców, wredna, uparta jak osioł. Jej pierwszy własny wierzchowiec. Wercia sama niejednokrotnie lądowała na ziemi, ale nie zrażała się i zawsze wsiadała na nią z powrotem. Opracowała strategię jazdy, z Milką nie należało się kłócić, szarpać ani rozkazywać, siwa nie tolerowała też bata. Wystarczyło wskazać jej kierunek, a ona szła spokojnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Natomiast Niemiec chciał pokazać zwierzęciu, kto tu rządzi. Gdy tylko usiadł w siodle, pociągnął za wodze, by zatrzymać napierającą do przodu siwkę. Błąd, Milka nigdy nie chciała stać spokojnie. Żołnierz chciał pomóc dowódcy, lecz ten tylko machnął ręką. Weronika założyła ręce na piersiach, powstrzymując się od złośliwości.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Klacz przestępowała z nogi na nogę, unosząc głowę wysoko. Niemiec w końcu odpuścił, był dobrym jeźdźcem, zrozumiał, że musi dać koniowi chwilę na uspokojenie. Ruszył wokół ogrodzenia. Po kilku minutach znów spróbował mocniej chwycić wodze. Napotkał natychmiastowy opór ze strony siwej. Siłowali się przez chwilę, w końcu oficer uderzył go batem. Normalny koń ruszyłby do przodu, ale nie Milka. Klacz podskoczyła do góry, odmawiając ruchu naprzód. Niemiec uderzył ją drugi raz, na co wierzgnęła i skręciła. Mężczyzna spadł z jej grzbietu, nie spodziewając się tak gwałtownej reakcji zwierzęcia. Milka potruchtała do stajni, próbując ominąć Weronikę i żołnierza. We dwójkę udało im się złapać niesforną klacz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cholerny zwierzak - zaklął starszy Niemiec, otrzepując mundur z piachu. - Takie konie chcesz rozprężać?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Myślę, że dałabym radę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp;Oficer prychnął pogardliwie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chciałbym zobaczyć, jak poradzisz sobie z tym. - Wskazał batem Milkę. Weronika bez słowa wzięła wodze od stajennego i poprowadziła klacz na plac. Pogładziła ją po szyi, czekając, aż się uspokoi. Wsiadła, pozwalając koniowi ruszyć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A bat? - Niemiec uniósł brwi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję, nie potrzeba. - Już jeździła wokół placu, zataczając mniejsze i większe kółka. Klacz sapała ze zdenerwowania i niespokojnie przebierała nogami do przodu. Weronika wiedziała, że szybko się nie uspokoi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- W ten sposób każdy głupi może jeździć - prychnął oficer, wykrzywiając twarz w jeszcze bardziej pogardliwym grymasie. Dziewczyna zacisnęła usta ze złości, popędziła konia do kłusa i zaczęła się z nim szarpać. Milka nie chciała ustąpić, wyrywając wodze. Zaczęła podskakiwać, a gdy Weronika poczuła, że wypada z siodła, koń stanął dęba.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Polka się nie poddawała. Nie puściła konia, spadła mu prosto pod nogi. Podniosła się, starła z policzka łzę złości, wzięła dwa duże wdechy i ponownie wsiadła. Kręciła kółeczka tak długo, aż klacz się zmęczyła i uspokoiła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie wiedziała, ile czasu już jeździ, liczyło się to, że Niemiec dał jej szansę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Proszę, proszę - powiedział głośno zarządca stadniny, gdy zdyszana Weronika podjechała bliżej i zsiadła z konia. - Może jednak się zastanowimy nad tą twoją posadą. Witt! Odprowadź siwą i pokaż pani stajnię. Od jutra będzie przygotowywać do jazdy konie z drugiego budynku.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak jest! Proszę za mną - powiedział Witt do Weroniki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Gdy stajenny był zajęty zdejmowaniem siodła, Wercia podeszła do gniadosza w boksie obok Milki.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Hej piękna.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na te słowa koń podniósł łeb, stając bez ruchu i wpatrując się w dziewczynę ogromnymi oczami. Kasjopeja rozpoznała swoją właścicielkę, a teraz czekała na marchewkę, którą dostawała na powitanie, kiedy jeszcze mieszkała w Gdańsku. Wyglądała na zadbaną, na pewno wszyscy polubili ją za jej miłe usposobienie i pilnowali, by miała się dobrze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To drugi z koni Gruppenfuhrera - poinformował Wercię Witt. - W przeciwieństwie do tego siwego dzikusa, naprawdę dobry.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Polka nie mogła się nie uśmiechnąć. Kasjopeja zawsze była tym najprzyjemniejszym koniem do jazdy. Wetknęła palce między kraty i dotknęła chrap zwierzęcia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Miałem pokazać stajnię z resztą koni, którymi masz się zajmować.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Oczywiście, już idę. - Weronika podążyła za młodym Niemcem, oglądając się za niegdyś swoimi końmi.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/07/rozdzia-18-odnalezienie.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-744363937559461830</guid><pubDate>Wed, 28 Jun 2017 21:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-07T11:50:29.383-07:00</atom:updated><title>Rozdział 18 - Pomocy!</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Drzwi od celi zamknęły się za Kwietniem. Heniek, jego współwięzień, przed chwilą prężący się na baczność, przyklęknął przy leżącym na ziemi człowieku, a raczej tym, co z niego zostało. Czerwone łachmany, niegdyś szara koszula, odkrywały poranione plecy. Kawałki materiału przykleiły się do skóry.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Powinni zabrać cię do lekarza - cmoknął z rezygnacją. Miał jedynie podbite oko i rozciętą wargę, a jego przesłuchania skończyły się na jednym. Był przypadkowo przyłapanym człowiekiem. Siedział tu już od dawna i pogodził się z myślą, że może nigdy już stąd nie wyjść.&lt;br /&gt;- Pomóc ci wstać? - Nie czekając na odpowiedź, która i tak nie nadeszła, pociągnął leżącego za ramiona. Po chwili major spoczywał na prowizorycznym łóżku, również na brzuchu. Każdy ruch powodował u niego ból. Nie mając sił na otwarcie oczu, zaczął wspominać. Wspominał czasy, kiedy jeszcze był nauczycielem historii w jednym z najlepszych warszawskich liceów. Pamiętał najlepszych uczniów, niektórzy trafili do jego oddziału. Właśnie, ciekawe, co teraz robili Robert i Janek. Czy pamiętają? Zapewne, tylko co dalej. Pomogą czy nic nie zdziałają?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kwiecień otworzył oczy i spojrzał na towarzysza niedoli.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Robert? - wydukał niewyraźnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Heniek, mówiłem przecież. - Mężczyzna siedział oparty o ścianę i wpatrywał się w jakiś punkt na ścianie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Janek...?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zniecierpliwiony Heniek odwrócił głowę w stronę Kwietnia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- O w mordę jeża... - Zerwał się i doskoczył do nieprzytomnego majora. - Kolego? Kolego! Straż! Straż, lekarza!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Do celi wparował strażnik.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czego się drzesz?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Trzeba mu lekarza!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaraz. - Po kilkudziesięciu minutach wprowadzono wystraszoną lekarkę z wypchanym neseserem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zastrzyk mu pani zrobi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ale jego trzeba przewieźć do szpitala! - wydusiła kobieta po jednym spojrzeniu na więźnia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Powiedziałem coś. Masz dwie minuty!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Doktor w pośpiechu wyjęła strzykawkę i zrobiła zastrzyk, podała też leki przeciwbólowe. Chciała szepnąć coś do ucha pacjentowi, lecz w tym momencie strażnik otworzył drzwi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Przeżyje?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- T-tak, musi leżeć kilka dni.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Świetnie - burknął funkcjonariusz służby więziennej. - Koniec czasu!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Józef Maj odczuwał stopniową ulgę po zastrzyku. Nadal nie mógł się poruszać, ale leki uśmierzające wszechobecny ból pozwoliły mu szybko uciec w sen przed okrutnym światem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;24 listopada&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dostaliśmy od dowództwa pozwolenie, a nawet nakaz odbicia majora Kwietnia - oznajmił major Car niemal uroczystym tonem. Barbara prychnęła cicho.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Teraz to nakaz, co? - mruknęła do Roberta. Ten przyłożył tylko palec do ust, każąc jej siedzieć cicho.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wszystko w porządku, Siwa? - Car natychmiast zwrócił jej uwagę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak jest! - krzyknęła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Świetnie. Odbicie nastąpi w poniedziałek, czyli za trzy dni. Kwiecień przewieziony zostanie tą trasą, co ostatecznie potwierdzi telefon od naszego człowieka. - Wskazał na mapę, rozłożoną na stole. - W tym miejscu będziemy czekać. - Przycisnął palec na środku jednej z uliczek. Konspiratorzy otoczyli stół ciasnym wieńcem. - W pobliżu mieszkają Nicpoń i Topór, w razie czego będzie można do nich przetransportować rannych. Topór tradycyjnie weźmie auto, dostaniesz parę granatów. Użyjesz ich w ostateczności, w razie, gdyby ruszył za wami pościg. Po akcji wróci z tobą Nicpoń i Berta. Resztę zabierze kapitan Tańczyński ciężarówką. Teraz po kolei. Berta, po raz kolejny zostaniesz naszą obserwatorką, staniesz tutaj. Tym razem musimy jedynie zmienić sygnał. Kiedy zobaczysz nadjeżdżający transport, zdejmiesz torebkę z ramienia i zaczniesz w niej grzebać. Na kolejnym zakręcie stanie Baletnica. - Alicja uniosła głowę, słuchając uważnie. Pierwszy raz miała wziąć udział w akcji. Car spojrzał jej w oczy, upewniając się, że słucha uważnie. - Kiedy zobaczysz sygnał od Berty, wyjmiesz szminkę i pomalujesz usta. Ja będę stał przy słupie z ogłoszeniami. Na sygnał Baletnicy schowam się w ulicy obok, tak, że reszta będzie mogła mnie zauważyć. To będzie oznaczało początek akcji. Nicpoń i Janek, wiem, że dobrze strzelacie, dostaniecie po karabinie. Staniecie po dwóch stronach &amp;nbsp;ulicy, broń przywiezie kapitan Tańczyński ciężarówką. Ukryjecie ją pod płaszczami zaraz przed akcją. Janek zdejmie kierowcę motocykla, jadącego z przodu, Nicpoń kierowcę ciężarówki, w której przewożony będzie major Kwiecień. Siwa, weźmiesz butelki z benzyną, jedną rzucisz pod koła motocyklu, a drugą do kabiny ciężarówki. To powinno ostatecznie unieruchomić obydwa pojazdy. Szymański będzie zabezpieczać tyły. Niestety, nie mamy więcej karabinów, dlatego weźmiesz tylko pistolet. Gdyby któryś z Niemców próbował uciec, masz go unieruchomić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Teraz Kwiecień: ja z Bertą i Baletnicą pobiegniemy uwolnić Kwietnia i, w razie potrzeby, pomóc mu dojść do samochodu. Berta zostaje w aucie, dołącza do was Nicpoń i odjeżdżacie do waszego mieszkania. Reszta ładuje się na ciężarówkę i odjeżdża w przeciwnym kierunku. Po drodze wyrzucimy Siwą i Baletnicę, dalej Janka i Szymańskiego, macie nie wychodzić z mieszkań przez resztę dnia. Ja z kapitanem odwieziemy broń, a później przyjedziemy do majora Kwietnia. To wszystko, możecie się rozejść.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Jak zwykle, na koniec została Barbara z Robertem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dlaczego ta cała akcja z tym pokazem mody była taka ważna?! - Siwa stanęła twarzą w twarz z Tańczyńskim. - Najpierw mówiliście, że może uda nam się zdobyć pozwolenie, a teraz, że wręcz trzeba go odbić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Siwa, spokojnie. - Jak zwykle opanowany, Robert oparł dłoń na jej ramieniu. Ta spojrzała na niego z wyrzutem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- I ty przeciwko mnie?!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Odbijemy go, udało się załatwić pozwolenie, czy to nie jest najważniejsze?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ale dlaczego dopiero teraz? Ty wiesz dlaczego, powiedz mi!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie wszystko jest przeznaczone dla twoich uszu - wtrącił Car.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Panie majorze, Siwa brała udział w akcji sabotażowej i narażała się tak samo, jak my wszyscy. Chyba powinna móc wiedzieć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Tańczyński już chciał mu odparować, lecz Car mu przeszkodził.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chyba nasz porucznik ma rację. Siwa, podczas pokazu mody Szymański wykradł jednemu z oficerów notes, w którym zapisuje między innymi nazwiska swoich polskich współpracowników. Dzięki temu poznamy wszystkich konfidentów i partnerów w interesach. To była bardzo ważna i do tego tajna misja. Czy tyle informacji ci wystarczy? - zapytał uprzejmie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję - powiedziała cicho rudowłosa. Nadal denerwowała ją cała ta sytuacja, ale teraz zaczynała rozumieć motywy starszych oficerów. Westchnęła, pożegnała się i wyszła do domu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W mieszkaniu, oprócz Filipa, Fryderyk zastał Weronikę. Siedziała na kanapie, z nogami przewieszonymi przez oparcie. Nie zdjęła ani czarnych pantofli na obcasie, ani ozdobnego kapelusika. Wyglądała, jakby dopiero co przyszła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Witaj, Filipie! - Dobry humor nie opuszczał go po udanej akcji. - O, Wercia!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Stary, dobrze, że jesteś. Przyszła przed chwilą, nie chce o niczym rozmawiać. Powiedziała jedynie, że poczeka na ciebie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- W porządku, już jestem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&amp;nbsp;Fred podszedł bliżej, zezując na nogi Werci. Dziewczyna wydawała mu się w tym momencie niezwykle atrakcyjna. Wzdrygnął się i głośno wciągnął powietrze, gdy spojrzała na niego spod wycieniowanych powiek i rozchyliła lekko wargi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Straciłam przez was pracę, wiesz?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak przez nas? Nie miałem pojęcia, że tam będziesz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przeczuwając, co się święci, Filip zamknął się w swoim pokoju. Nie chciał być świadkiem kłótni najlepszego przyjaciela z dziewczyną.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Byłam tam dziś rano, dowiedzieć się, co dalej - kontynuowała Weronika. - Dyrektor wkurzony, zwalnia wszystkich, jak leci. Bałam się spytać, co z moją wypłatą. Zapytałam jego asystentkę, ta kobieta musi mieć nerwy ze stali. Zagadała do dyrektora, nieco się uspokoił i zaprosił mnie do swojego gabinetu. Wydał mi zapłatę za marne dwa tygodnie. Ale to nie wszystko. - Jednym ruchem zdjęła nogi z oparcia sofy i opuściła na podłogę, siadając wyprostowana. - Zapytał, czy nie chcę małego dodatku do pensji.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dodatku? - zdziwił się.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaproponował mi spotkanie w jego gabinecie po godzinach. Chciał, bym włożyła tę sukienkę z pokazu, oddał mi ją na własność.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Proponował ci...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Już przed pokazem się do mnie dobierał. Podziękowałam mu stanowczo i postanowiłam więcej się tam nie pokazywać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zatłukę gnoja...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Fred, masz ważniejsze rzeczy na głowie. Zostaw tego wieprza, ma wystarczająco dużo kłopotów. Za to nadal nie rozumiem, dlaczego mnie nie ostrzegłeś przed tym, co stało się wczoraj. Wiedziałeś o tej akcji. Mogłeś mnie zapytać, gdzie pracuję, wiedziałeś, że zostałam modelką.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kochanie...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Słucham.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Słysząc oschły głos, Fryderyk zrobił zbolałą minę, lecz jego głos zdradzał, że zdenerwowały go zarzuty Weroniki.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie mieliśmy nikogo zabijać. Mieliśmy dać nauczkę sympatykom Niemców. - Tłumaczył zniecierpliwionym głosem, jakby męczyło go tłumaczenie oczywistych rzeczy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ale Niemcy mogli zacząć strzelać, przyjechało wojsko.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Udało ci się uciec, jesteś bystra. Jeszcze zabrałaś te dwa pistolety. Masz szczęście, że cię z nimi nie zatrzymali. Koledzy byli niezadowoleni, że zabrałaś tę broń. Potrzebujemy jej, a wciąż nie ma wystarczająco dla wszystkich.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ja też muszę się czymś bronić.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Oddaj nam chociaż jeden.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A załatwicie mi bezpieczną pracę?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie jesteś w organizacji, nie mogę ci tego obiecać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cóż, w takim razie nie mamy o czym mówić. - Wstała z kanapy i sięgnęła po płaszcz.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Och Wercia...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Przykro mi, ale muszę iść poszukać nowej pracy. - Sztywno pocałowała go w policzek.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kochanie?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A zobaczymy się na jutrzejszym obiedzie?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak uda mi się coś na niego kupić. - To mówiąc, wyszła.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/06/rozdzia-18-pomocy.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-1556719945528628626</guid><pubDate>Wed, 14 Jun 2017 21:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-06-17T12:45:57.064-07:00</atom:updated><title>Rozdział 17 - Akcja</title><description>20 listopada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pokaz zaczęły zjeżdżać się czarne limuzyny. Wysiadały z nich modne panie w towarzystwie oficerów Wehrmachtu. Czerwonym dywanem goście przechodzili pod drzwi, leniwie obserwowani przez znudzonego Cara. Mężczyzna stał obok Janka, udającego, że naprawia uszkodzone koło w swojej rikszy.&lt;br /&gt;Po drugiej stronie ulicy Barbara z Fryderykiem dyskutowali ściszonymi głosami. Osoba stojąca z boku mogłaby pomyśleć, że, zainteresowani zbiegowiskiem, podziwiają błyszczące auta i eleganckich pasażerów.&lt;br /&gt;Na zakręcie pojawiła się sylwetka Zuzanny. Dziewczyna stanęła z boku tak, by nie przeszkadzać innym przechodniom. Duża kokardka zawiązana na włosach dodawała jej wdzięku i lekkości. Nikt nie zwracał na nią większej uwagi.&lt;br /&gt;Dwie ulice dalej, na podwórzu przed kamienicą Tańczyńskiego, stała ciężarówka. Wyjechał zza niej czarny, wypolerowany samochód, prowadzony przez Filipa. Z tyłu siedział Robert, ubrany w najlepszy frak swojego ojca. Strój pomogła skompletować mu Alicja. Aktorka doskonale znała się zarówno na damskiej, jak i męskiej modzie. Błyszczące czarne włosy zaczesał do tyłu.&lt;br /&gt;Pod budynkiem musieli zaczekać kilka minut, do wejścia ustawiła się już spora kolejka. W końcu Robert wysiadł na czerwony dywan, Filip zawrócił w bocznej uliczce i naokoło wrócił pod mieszkanie Tańczyńskiego. Kapitan już czekał z tyłu ciężarówki, jego karabin spoczywał na skrzyni, na prawo od mężczyzny. Nie mogli zaniechać ubezpieczenia w postaci broni palnej, chociaż wszyscy mieli nadzieję, że nie będzie potrzebna. Tym razem nie mieli nikogo zabijać, tylko dać nauczkę sympatykom Niemców.&lt;br /&gt;Korytarz oświetlały kryształowe kandelabry. Już przy wejściu Szymański został poczęstowany kieliszkiem szampana. Nie chcąc budzić podejrzeń, zagadnął do jednej z pięknie ubranych kobiet. Brunetka z chęcią odpowiedziała przystojnemu mężczyźnie. Zanim rozmowa rozkręciła się na dobre, właściciel domu mody zaczął zapraszać wszystkich gości dalej, do ciemniejszego pomieszczenia. Tam wyszedł na podwyższenie, przedstawił się i punktualnie rozpoczął wydarzenie, nie chcąc narażać się porządnym Niemcom. Na widok pierwszej modelki tłum ożywił się momentalnie. Schowana w kącie orkiestra rozpoczęła cichy koncert, przygrywając zebranym.&lt;br /&gt;Za kulisami Weronika wycierała spocone dłonie o spódnicę.&lt;br /&gt;- Nie denerwuj się tak, wszystko pójdzie świetnie. - Marysia klepnęła ją w ramię. - Muszę iść, zaraz wychodzę. Trzymaj się i pamiętaj, aby się nie wywrócić! - W rzeczywistości na pierwszej próbie Weronika z wrażenia potknęła się na obcasach. Tym razem nie zamierzała zrobić z siebie pośmiewiska. Spojrzała w lustro, by upewnić się, że układane od kilku godzin loki nadal tkwią na swoim miejscu. Posłała swemu odbiciu pogardliwe spojrzenie.&lt;br /&gt;- Będę patrzeć na was z góry - mruknęła, lekko rozchylając wargi. - Zrobiliście ze mnie widowisko, zrobicie ze mnie dobry interes. Ubraliście mnie, umalowaliście, stawałam przed wami w samej bieliźnie. Lecz teraz to ja będę patrzeć z góry na was, małych, nic nieznaczących. Gardzę wami. - Zacisnęła pięści, nagle nienawidząc ludzi. Szybko się zreflektowała, uświadamiając sobie, że tak naprawdę nienawidzi tej wojny.&lt;br /&gt;Nawet nie zauważyła, kiedy za nią zmaterializowała się zaokrąglona sylwetka Tymianka. Jego twarz, odbijająca się w lustrze, była jeszcze bardziej czerwona w tym świetle. Krótka, ruda broda odrażała Weronikę, odsunęła się od swojego szefa.&lt;br /&gt;- Pięknie wyglądasz. Będziesz dzisiaj gwiazdą. Dobrze, że się nie denerwujesz. - Błędnie odczytywał opanowanie początkującej modelki. - Trzeba się rozluźnić, jeśli chcesz wyglądać naturalnie.&lt;br /&gt;Położył opuchnięte ręce na jej ramionach. Wzdrygnęła się, próbując zrzucić z siebie śliskie palce.&lt;br /&gt;- Nie lubisz masażu? - zapytał zdziwiony.&lt;br /&gt;- Nie lubię. - Krótko odpowiedziała.&lt;br /&gt;- W takim razie już nie będę. - Pogładził ją po odkrytym ramieniu. Drugą ręką dotknął jej upudrowanego policzka. Tego było dla dziewczyny za wiele.&lt;br /&gt;- Proszę mnie nie dotykać - wycedziła przez zęby, nadal z opanowaniem. - Rozmaże mi pan dyrektor makijaż.&lt;br /&gt;- Masz rację, dziecko. Idź już, zaraz wychodzisz. Mam nadzieję, że po wszystkim będę Ci mógł pogratulować. - Musnął wierzchem dłoni jej pośladki. Weronika szybko udała się pod wyjście, cicho rozważając zmianę pracy. Nie mogła sobie pozwolić na takie traktowanie, będąc dumną niczym szlachcianka.&lt;br /&gt;Tymczasem Robert przesunął się pod samą ścianę, blisko wyjścia, z którego wyłaniały się modelki. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Rozpiął marynarkę, opinającą jego podwójny brzuch. W zamieszaniu towarzyszącym pojawieniu się kolejnej dziewczyny w długich spodniach odczepił pakunek i upuścił na ziemię. Głuchy stuk zagłuszyła muzyka. Nagle spojrzał na niego jakiś wysoko postawiony Niemiec. Szymański wytrzymał spojrzenie, odczekując, aż ten przeniesie swój wyniosły wzrok na kogoś innego. W końcu schylił się, udając, że zawiązuje buta. Wyjął zapalniczkę, podpalił benzynę i wsunął paczkę pod jedną z zasłon, zakrywających ściany. Powoli przemieszczał się bliżej środka i wyjścia. Wypatrywał przy tym kogoś dyskretnie. W końcu zauważył go, starszego Gruppenfuhrera w towarzystwie pulchnej Niemki. W tym momencie ktoś zauważył dym. Panika wybuchła momentalnie. Po dumnych, dzielnych oficerach Wehrmachtu nie został ślad. Kobiety z wrzaskiem rzuciły się do wyjścia, zaraz za nimi towarzyszący im mężczyźni. Robert szturchnął wysoko postawionego Niemca, podczas gdy ten odwrócił głowę, by spojrzeć na pierwsze płomienie. Zza kulis wybiegły modelki, częściowo podczas ubierania. Pozarzucały sobie na ramiona płaszcze i zmieszały się z tłumem. Tymianek zrobił się całkowicie czerwony, przy nim pojawiła się asystentka.&lt;br /&gt;- Czego tak stoisz, przynieś wody, Halina! - Krzyczał wściekły. - Jazda! A wy nie uciekać, tylko wodę nosić! - Próbował chwycić jedną z dziewcząt. Ta wymknęła mu się, przy okazji uderzając go łokciem w twarz. Weronika nie widziała więcej, skupiła się na uniknięciu stratowania przez napierającą falę ostatnich gości. Z przodu napłynęła kolejna fala wrzasków, tym razem spowodowana deszczem szklanych odłamków. Siwa i Nicpoń wybijali szyby na wszystkich wystawach. Kiedy skończyli, musieli obronić się przed parą rosłych oficerów, zapewne ochroniarzy, próbujących obezwładnić dwójkę konspiratorów. Barbara raniła jednego nożem, Fryderyk uniknął kilku ciosów. W tym ścisku nikt nie myślał o strzelaniu, nie chcąc zranić przypadkowych ludzi. Na pomoc kolegom przyszedł Robert, ściskając w ręku pistolet zabrany jednemu z uciekających oficerów. Uderzył nim po głowie napastnika, duszącego Fryderyka muskularnymi ramionami.&lt;br /&gt;- Dzięki, stary - wystękał Fred. Doskoczył do Barbary, by pomóc jej z przeciwnikiem.&lt;br /&gt;- Zabierzcie broń, tyle ile się uda! - krzyknął do nich Robert. Zanim zrobił krok w kierunku kolejnego Niemca, z impetem wpadła na niego jedna z modelek. Po zderzeniu wypadły jej spod sukni dwa niemieckie pistolety. Szymański schylił się, by je podnieść, lecz ona była szybsza.&lt;br /&gt;- Oddaj mi to! - Chwycił ją za nadgarstek, zanim zdążyła uciec.&lt;br /&gt;- Co jest? - krzyknął Nicpoń. - Szym, musimy iść!... - Ujrzał twarz Weroniki. W pierwszej chwili nie rozpoznał ukochanej. Za to ona posłała mu pełne wyrzutów spojrzenie. Twarz Fryderyka zbielała, chłopak rozpoznał ten wzrok. - Puść ją, proszę.&lt;br /&gt;- Zabierz jej pistolety, ma pod sukienką.&lt;br /&gt;- Powiedziałem, zostaw ją! - wrzasnął mu w twarz. Nie mógł rozkazywać Szymańskiemu, ale ton jego głosu przekonał oficera. - Do wozu!&lt;br /&gt;Na zakręcie Zuzanna wycierała nos w chusteczkę. Ludzie rozbiegli się na boki, robiąc miejsce ciężarówce Filipa. Car zagwizdał głośno, wskoczył na rikszę Janka. Dobiegła do nich Zuza, siadając obok dowódcy.&lt;br /&gt;- Jedź! - wrzasnął, widząc, że wszyscy wskoczyli już do ciężarówki. Zza zakrętu wyłoniły się pierwsze pojazdy Wehrmachtu. Tańczyński przygotował swój karabin do strzału, wystawiając lufę za plandekę ciężarówki. Na ich szczęście żołnierze zatrzymali się przy wejściu, chwilowo nie patrząc na ich pojazd. Filip wcisnął pedał gazu i odjechali, skręcając na pierwszym skrzyżowaniu.&lt;br /&gt;Po kilku minutach dojechali pod kamienicę Tańczyńskiego. Zostawiając Zuzannę na czatach, przenieśli broń do schowka w piwnicy. Po skończonej robocie najstarsi stopniem zwołali młodych konspiratorów do mieszkania. Gdy Tańczyński zaryglował za sobą drzwi, Robert naskoczył na Fryderyka.&lt;br /&gt;- Co to do cholery było, Nicpoń? Dlaczego dałeś odejść tej panience? Zabrała dwa gnaty! Jeszcze ją z tym Niemcy złapią...&lt;br /&gt;- Da sobie radę.&lt;br /&gt;- Co?&lt;br /&gt;- To moja dziewczyna.&lt;br /&gt;- O co chodzi, poruczniku? - Do rozmowy dołączył Tańczyński.&lt;br /&gt;- O nic, panie kapitanie. Wszystko w porządku.&lt;br /&gt;- No, ja myślę. - Przesunął się bliżej Cara.&lt;br /&gt;- Wiedziałeś, że tam będzie? - Szepnął Szymański, gdy kapitan nie mógł już ich usłyszeć. - Wyglądała na jedną z tych modelek.&lt;br /&gt;- Wspominała coś, że zaczyna pracę w jakimś domu mody, ale nie wiedziałem, że będzie tutaj, na pokazie!&lt;br /&gt;Zamilkli, czując na sobie zniecierpliwiony wzrok Cara.&lt;br /&gt;- Akcja zakończyła się sukcesem. Dziękuję wam za współpracę. Możecie zacząć wychodzić, nie muszę przypominać, że pojedynczo lub dwójkami.&lt;br /&gt;Stopniowo mieszkanie Tańczyńskiego się opróżniało. Ostatni został Robert z dwójką starszych oficerów.&lt;br /&gt;- Masz? - Car spojrzał na niego wyczekująco. Szymański w milczeniu podał mu notesik zabrany generałowi. - Doskonale. Dowództwo na pewno przyśle wsparcie na odbicie majora Kwietnia. Jest dla nas zbyt ważny, żeby go tak zostawiać. Jutro skontaktuję się z górą, przekażę wszystko Tańczyńskiemu. - Ten kiwnął głową.&lt;br /&gt;- Spotkamy się jutro wieczorem.&lt;br /&gt;- Tak jest.&lt;br /&gt;- Dobrze się spisałeś, Robert.&lt;br /&gt;- Dziękuję, panie kapitanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;~&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Słowo od Autorki&lt;br /&gt;Jest mi niezmiernie przykro, że ostatnio przez długi czas nie pojawił się żaden rozdział. Niestety, koniec roku szkolnego nie jest czasem sprzyjającym do pisania nieszkolnych rzeczy. Mam nadzieję, że akcja w rozdziale chociaż trochę wynagrodziła czekanie.&lt;br /&gt;Życzę wszystkim długich, słonecznych wakacji!&lt;br /&gt;Choineczka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/06/rozdzia-17-akcja.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-2550911407130920624</guid><pubDate>Tue, 09 May 2017 16:48:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-05-09T09:48:00.179-07:00</atom:updated><title>Rozdział 16 - Obowiązek, zauroczenie, miłość</title><description>- No dobrze - odezwał się Robert, zanim Car zdążył założyć kaszkiet. - Skoro omówiliśmy już tę akcję, to może porozmawiamy o odbiciu Kwietnia?&lt;br /&gt;- Rozmawiałem już z dowódstwem - odpowiedział mu Tańczyński. Berta, Nicpoń i Topór przyglądali im się z zaciekawieniem. - Pomyślą o tym, uważają, że odbicie jest możliwe. Warunkiem jest powodzenie akcji z domem mody.&lt;br /&gt;- Ale do tego czasu mogą z nim zrobić tysiąc rzeczy! Nie możemy go tak zostawić! - Wtrąciła Siwa. - Mogą go wywieźć, mogą go zastrzelić...&lt;br /&gt;- Spokój. - Chłodny głos majora uciszył rudowłosą i ściągnął na mężczyznę wszystkie spojrzenia. - Jeśli będą planowali coś z nim zrobić, dowiemy się o tym. Tymczasem to wasza jedyna szansa na odbicie majora Kwietnia: wypełnić zadanie, które dostaliście i zdobyć uznanie w oczach góry.&lt;br /&gt;- Mamy się bawić w mały sabotaż? - prychnęła Siwa.&lt;br /&gt;- Jesteś w wojsku. Musisz wypełniać rozkazy. Dowództwo wie dużo lepiej, co powinniście robić. - Mimo łagodnego głosu wszyscy wyczuli, że Car nie zniesie sprzeciwu. Fryderyk i Filip znali go ze szkoły i znali niepisaną zasadę. Profesor zawsze ma rację. Nikt nie odważył się już oponować. Barbara usiadła z założonymi rękoma i obrażonym wyrazem twarzy. Robert posłał jej spojrzenie pełne zrozumienia. Choćby nikt się na to nie zgodził, choćby nikt im nie pomógł, odbiją Kwietnia. Mimo wszystko Car miał rację. Nie mogli zaniedbywać obowiązków żołnierskich.&lt;br /&gt;Janek wyczuł zamiary przyjaciela.&lt;br /&gt;- Przeprowadzimy akcję sabotażową. Potem naszym priorytetem będzie odbicie majora Kwietnia, ze zgodą lub bez.&lt;br /&gt;- Mam nadzieję, że ze zgodą - wymamrotał Tańczyński. - Idźcie już. Następne spotkanie tutaj o tej samej porze na dzień przed akcją.&lt;br /&gt;Powoli wychodzili z kościoła, pojedynczo lub dwójkami. Na końcu została już tylko Zuzanna, sprzątająca po popołudniowym nabożeństwie, Janek, Robert i Barbara. Ta ostatnia zaczepiła Szymańskiego.&lt;br /&gt;- Musimy pogadać.&lt;br /&gt;- Chodzi o Kwietnia?&lt;br /&gt;- Tak. Trzeba zacząć planować odbicie. Głodna jestem, chodźmy coś zjeść. Może jakaś kawiarnia?&lt;br /&gt;- Trwa wojna, a ty chcesz biegać po kawiarniach? - Robert uniósł brew, przemilczając fakt, iż sam nie mógł odzwyczaić się od przedwojennych uciech.&lt;br /&gt;- Trzeba mieć coś z tego życia. Jak nazywa się ta restauracyjka, w której spotykałeś się z Tańcem?&lt;br /&gt;- Jest za daleko, poszukajmy czegoś bliżej. - Próbował ostudzić jej entuzjazm.&lt;br /&gt;- Widziałam tutaj jedną, ale jest tylko dla Niemców - burknęła.&lt;br /&gt;- Nie znasz Warszawy, niedawno przyjechałaś. Ja na pewno znam jedną kawiarnię, bliżej niż &quot;Zakątek&quot;.&lt;br /&gt;- Nie jest tylko dla Niemców?&lt;br /&gt;- Nie byłem tam, odkąd zaczęła się wojna.&lt;br /&gt;- Czyli nie wiesz.&lt;br /&gt;- Posłuchaj, pójdziemy i zobaczymy.&lt;br /&gt;Skręcili w najbliższą uliczkę i po dziesięciu minutach drogi stanęli przed lokalem. Na drzwiach przybito tabliczkę &quot;Nur fur Deutsche&quot;.&lt;br /&gt;- I co teraz? - zapytała Barbara. - Wybacz, ale nie zabiorę Cię do siebie.&lt;br /&gt;- Rozumiem.&lt;br /&gt;- Kiedy ostatnio byłeś w tym &quot;Zakątku&quot;?&lt;br /&gt;- Wczoraj. - Przyznał niechętnie.&lt;br /&gt;- Doskonale! Jedziemy tam. - Ignorując protesty, raźno ruszyła w kierunku zapchanego tramwaju. Zapchanego tylko w części polskiej. Barbara nawet nie próbowała wchodzić do środka, uczepiła się barierki z tyłu wagonu. Robert pokręcił głową z dezaprobatą, podbiegł do ruszającego tramwaju i stanął obok Siwej.&lt;br /&gt;Może jej nie będzie, myślał Szymański, nie skupiając się na trajkotaniu rudej towarzyszki. Całą drogę zastanawiał się, co zrobić, by niemiecka kelnerka nie pomyślała, że ma już dziewczynę.&lt;br /&gt;- Obudź się, jesteśmy! - Barbara pacnęła go w ramię. - Zaraz wyjedziesz za miasto!&lt;br /&gt;- Widzę przecież - mruknął nieobecnym głosem.&lt;br /&gt;Zeskoczyli na bruk. Barbara, nie czekając, aż Robert otworzy jej drzwi, weszła do restauracyjki. Zajęła stolik pod ścianą. Dzisiaj obsłużyła ich starsza kelnerka. Kiedy odeszła z zamówieniem, Siwa nachyliła się bliżej młodego mężczyzny.&lt;br /&gt;- Słuchaj, masz jakiś kontakt na Pawiaku albo na Szucha?&lt;br /&gt;- Taniec ma.&lt;br /&gt;- Taniec jest dowódcą.&lt;br /&gt;- Myślę, że góra się zgodzi na odbicie. Major jest ważną strategicznie osobą. Nie zostawią go tak.&lt;br /&gt;- Ale zanim się zbiorą, może już być za późno! - syknęła.&lt;br /&gt;- Dobrze, zorientuję się, czy Janek kogoś zna.&lt;br /&gt;- A ja zapytam Baletnicy.&lt;br /&gt;- Chcesz ją wplątywać w akcję?&lt;br /&gt;- Jest w konspiracji. Tak samo, jak my wszyscy. - Stanęła w obronie aktorki. - Poza tym, jest silniejsza, niż ci się wydaje.&lt;br /&gt;- No dobrze, ale nie chcę jej wystawiać na ostrzał.&lt;br /&gt;Kelnerka przyniosła herbatę, zamilkli na chwilę. Barbara wysiorbała jeden łyczek, rozglądając się po przytulnym wnętrzu.&lt;br /&gt;Nagle wstała i zawołała donośnym, niemal pretensjonalnym głosem.&lt;br /&gt;- Andrea!&lt;br /&gt;Robert odwrócił się za siebie i zobaczył Niemkę. Stała pośrodku sali, wpatrując się w rudowłosą.&lt;br /&gt;- Barbara?&lt;br /&gt;- Musimy koniecznie się spotkać, jak skończysz pracę. - Rudowłosa podbiegła uścisnąć przyjaciółkę. - Przyjdź do mnie jutro po południu albo może w sobotę jak nie pracujesz.&lt;br /&gt;- Dobrze... Poczekaj, dasz mi swój adres. - Wróciła po notesik, ołówek. Udając, że odbiera zamówienie, stanęła przy stoliku. - Cześć - bąknęła do Roberta. Odpowiedział, równie cicho. Barbara ze zdziwieniem podniosła głowę.&lt;br /&gt;- Znacie się?!&lt;br /&gt;- Baśka, podaj adres, nie mam czasu.&lt;br /&gt;- Już! Bielańska 11, mieszkanie trzecie, na drugim piętrze. Znajdziesz.&lt;br /&gt;- Tak. Dzięki. - Pospieszyła na zaplecze.&lt;br /&gt;- Znacie się? - powtórzyła Barbara.&lt;br /&gt;- Z widzenia. Jak już wiesz, spotykam się tutaj z Tańcem. A ty, skąd ją znasz?&lt;br /&gt;- Z Gdańska, mieszkałyśmy obok siebie.&lt;br /&gt;- Przyjaźniłyście się?&lt;br /&gt;- A co, z Niemką to już nie można?&lt;br /&gt;- Nie, nie o to chodzi. - Machnął ręką. - Wróćmy do Kwietnia. Musimy dowiedzieć się, czy wożą go gdzieś, czy siedzi w miejscu. Ile dni potrzebujesz?&lt;br /&gt;- Nie mamy dużo czasu. Skontaktujmy się pojutrze.&lt;br /&gt;- Muszę już iść, do zobaczenia.&lt;br /&gt;Idąc ulicą, myślał o niemieckiej kelnerce i o jej znajomości z Siwą. Nieczęsto w tych czasach polskie łączniczki przyjaźniły się z Niemkami. Nagle naszła go pewna cwana myśl. A gdyby tak wykorzystać ich znajomość i wciągnąć dziewczynę do konspiracji? Robert poczuł się z tym okropnie, zwłaszcza że podobała mu się ciemnowłosa kelnerka. Zaraz pomyślał o Polsce w potrzebie i uznał, że jednak sprawy Ojczyzny były najważniejsze. To była prawdziwa miłość, nie zauroczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po zatrudnieniu nowej modelki Tymianek postanowił od razu rzucić Weronikę na głęboką wodę. Miała zastąpić Karolinę, gwiazdę pokazu, który odbyć się miał w najbliższy poniedziałek.&lt;br /&gt;Dziś Weronika przyszła na swoją pierwszą próbę. Asystentka dyrektora zaprowadziła ją do garderoby. Tam przywitały ją spojrzenia pozostałych modelek. Kilka zaczęło szeptać między sobą, lecz jedna śmiało podeszła i podała dłoń nowej koleżance.&lt;br /&gt;- Witaj, jestem Marysia.&lt;br /&gt;- Weronika.&lt;br /&gt;- Maria, pokaż pani Weronice garderobę i opowiedz o pokazie.&lt;br /&gt;- Dobrze, pani Halino. Dziewczyny mówią, że pan Tymianek sam prosił cię, żebyś dla niego pracowała? - Szepnęła konspiracyjnie, puszczając przy tym oko.&lt;br /&gt;- Tak, przez przypadek. - Powiodła oczami po dziewczętach, jakby miało jej to pomóc w odkryciu bezczelnych plotkarek.&lt;br /&gt;- Uuu, opowiedz mi o tym!&lt;br /&gt;- Weszłam do sklepu, żeby kupić ubrania, podszedł do mnie i zapytał, czy chcę zostać modelką - wzruszyła ramionami.&lt;br /&gt;- Więc to prawda... - Marysia teatralnie zawiesiła głos. Weronika przewróciła oczami. Spodziewała się chichotów i plotek w tym towarzystwie, dlatego zacisnęła zęby i przytaknęła.&lt;br /&gt;- Opowiedz mi o pokazie. - Zmieniła temat.&lt;br /&gt;- Oczywiście! Wiesz, że tam będą bardzo ważni ludzie z armii? Chyba jacyś generałowie! Na pewno ze swoimi żonami. Może nawet jakieś sławne aktorki spotkamy!&lt;br /&gt;- Miałam nadzieję, że porozmawiamy o tym, co mamy robić i takie tam. - Wercia przerwała jej delikatnie.&lt;br /&gt;- Ach tak, już. Chodź, pokażę ci wejście na salę.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/05/rozdzia-16-obowiazek-zauroczenie-miosc.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-5485631720007743906</guid><pubDate>Sun, 23 Apr 2017 14:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-04-24T13:24:43.298-07:00</atom:updated><title>Rozdział 15 - Tyle nieporozumień</title><description>Kwiecień stracił przytomność po kolejnym ciosie. Oberscharfuhrer Johann Birke, wysoki i chudy niczym drąg, który trzymał w ręce, otarł czoło. Odłożył narzędzie pracy z głuchym stuknięciem. Usiadł na krześle za biurkiem i tępo wpatrzył się w jedną z czterech szarych ścian. Słońce świeciło jasno, oświetlając przez malutkie okienko zmasakrowaną twarz majora. Leżący w kałuży krwi zakaszlał, budząc się tylko po to, by znowu zemdleć.&lt;br /&gt;Siwiejący, siedzący sztywno gestapowiec wstał i podszedł do Polaka. Odwrócił go na plecy czubkiem wypolerowanego buta.&lt;br /&gt;- Strażnik! - warknął nieprzyjemnym głosem. W drzwiach stanął szeregowiec z nadwagą. - Zabrać więźnia!&lt;br /&gt;Żołnierz dość niewprawnie chwycił majora za nogi i wyciągnął go na korytarz. Na podłodze pozostała mokra smuga zmieszanej z potem krwi.&lt;br /&gt;- Nie zamykaj! - dobiegło zza drzwi. Birke stuknął obcasami, gdy do środka wmaszerował von Rheinfelder.&lt;br /&gt;- Powiedział coś? - zapytał haupsturmfuhrer.&lt;br /&gt;- Na razie nic.&lt;br /&gt;- Musisz się bardziej przyłożyć. Wymyśl coś. - Z obrzydzeniem cofnął stopę, którą wdepnął w krew. - I posprzątaj tutaj!&lt;br /&gt;- Tak jest! Strażnik! - ryknął. - Przyślij tu kogoś, niech zmyje tę podłogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zuza zdziwiła się, gdy w drzwiach zamiast kolegi z konspiracji stanęła Weronika. Otworzyła jej, szybko wymyślając jakąś historyjkę.&lt;br /&gt;- Cześć, nie spodziewałam się ciebie.&lt;br /&gt;- Ja tylko na chwilkę, babcia chce upiec ciasto, zbliżają się jej urodziny. Pomyślałam, że może przyjdziesz do mnie, na pewno kilka kawałków zostanie.&lt;br /&gt;- Dziękuję ci za zaproszenie - powiedziała dziewczyna z przyjemnym zaskoczeniem. - Możesz wejść na chwilę. - Zrobiła jej miejsce. - Czekam akurat na kuzyna, miał przynieść szalik, który zostawiłam u niego ostatnim razem - zełgała, czując, jak robi jej się gorąco. Nie przywykła do kłamania.&lt;br /&gt;- No dobrze, to tylko na chwilę - przekroczyła próg. - Byłam w tym domu mody, mogę ci opowiedzieć.&lt;br /&gt;- Koniecznie! - Zuzanna zamknęła drzwi. - Będziesz tam pracować?&lt;br /&gt;- Tak, zdecydowałam się.&lt;br /&gt;- Daj mi swój płaszcz, odwieszę.&lt;br /&gt;- Naprawdę nie trzeba, zaraz wyjdę. Kiedy przyszłam, dostałam do ubrania czerwoną suknię - zaczęła opowiadać Weronika.&lt;br /&gt;- Ojej! - Zuza zrobiła rozmarzoną minę.&lt;br /&gt;- Zrobili mi makijaż, a potem fotograf kazał mi pozować. Zrobił parę zdjęć, nawet jedno mam.&lt;br /&gt;- Pokaż!&lt;br /&gt;Weronika wyjęła zdjęcie z torebki i podała koleżance. Zuza wydała z siebie okrzyk podziwu, oglądając je dokładnie.&lt;br /&gt;Wtedy do drzwi ktoś zapukał.&lt;br /&gt;- O, to pewnie on! - Zuza podeszła do drzwi, wciąż trzymając kartkę z podobizną Weroniki.&lt;br /&gt;- Serwus - przywitał się Fryderyk.&lt;br /&gt;- Wejdziesz? - zapytała Zuza, czerwieniąc się. - To jest moja sąsiadka, Weronika - nie chciała, by ta dowiedziała się o jej kłamstwie, ale nie mogła też powiedzieć jej prawdy o znajomym z konspiracji, toteż nie dała młodzieńcowi dojść do głosu. - A to mój kuzyn - podkreśliła ostatnie słowo. Fred spojrzał na Zuzę i w mig załapał, o co chodzi. Podniósł wzrok i zobaczył Weronikę.&lt;br /&gt;- Kornel, miło mi - podał jej rękę, przełykając ślinę.&lt;br /&gt;- Mi również. - Odpowiedziała lodowatym tonem. - Ja już wychodzę. - Skinęła głową w stronę Zuzy. - Do zobaczenia. - Odeszła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W kościele siostra Hiacynta zamiatała podłogę w nerwowym oczekiwaniu. Rzucała ukradkowe spojrzenie każdemu gościowi świątyni. W duchu podzięowała Bogu, kiedy przez otwarte drzwi weszła Zuzanna.&lt;br /&gt;- Szczęść Boże! - przywitała zakonnicę.&lt;br /&gt;- Szczęść Boże! - odpowiedziała kobieta. - Trzeba sprzątnąć u księdza proboszcza. Zaprosił na herbatę tych nowych ministrantów.&lt;br /&gt;- Wiem, mówił mi. Przyjdzie moja koleżanka do pomocy - wyrecytowała dziewczyna, siląc się na naturalny ton. Siostra skinęła głową i powróciła do zamiatania.&lt;br /&gt;Do kościoła przyszła Barbara. Fryderyk uprzedził Zuzannę, że Siwa jest bardzo szczupła i ma rude włosy. Zuzia posłała jej uśmiech, wskazując na zakrystię. Młoda kobieta przeżegnała się i wraz z Zuzią weszła do osobnego pomieszczenia.&lt;br /&gt;- Siwa jestem - dziarsko uścisnęła dłoń łączniczki.&lt;br /&gt;- Berta. A to jest ksiądz Tomasz, nasz proboszcz. - Za proboszczem stał kapitan Tańczyński, przygarbiony i z rękoma w kieszeniach.&lt;br /&gt;- Niech będzie pochwalony. I dzień dobry.&lt;br /&gt;- Dzień dobry.&lt;br /&gt;- Na wieki wieków, amen. No, to teraz czekamy na naszych ministrantów. - Proboszcz usiadł przy dębowym stole.&lt;br /&gt;- Zaiste. - Zuzia niemal podskoczyła, gdy z cienia za szafą wyłoniła się postać dowódcy.&lt;br /&gt;- Nasz dowódca, major Car. - Zuzanna przedstawiła kolejnego mężczyznę.&lt;br /&gt;- Siwa.&lt;br /&gt;- Zaparzę herbatę - zaoferował proboszcz.&lt;br /&gt;- Mamy jeszcze pół godziny. - Major rozsiadł się wygodnie, zakładając nogę na nogę. Wyglądał na młodszego od Kwietnia i Tańczyńskiego, choć siwizna przyprószyła i jego jasne włosy. Barbara czuła się nieswojo, gdy się uśmiechał. Było w tym coś zalotnego, coś pociągającego, co sprawiało, że kobiety rumieniły się na jego widok.&lt;br /&gt;Wypili herbatę, rozmawiając o niezwiązanych z konspiracją rzeczach. Dokładnie pół godziny później ktoś zapukał do drzwi. Zebrani popatrzyli po sobie.&lt;br /&gt;- Spokojnie, ja otworzę. - Siostra Hiacynta pospieszyła, by chwycić za klamkę. W szparze pojawiła się głowa Fryderyka.&lt;br /&gt;- Niech będzie pochwalony. - Wszedł do środka, prowadząc za sobą kolegów. Jak się okazało, poznali się jeszcze w drodze. Filip, Robert i Janek stanęli przy stole. Major wstał, młodzi zasalutowali.&lt;br /&gt;- Widzę, że jesteśmy już w komplecie. To jest Siwa. - Barbara podała rękę nowym współpracownikom. - Tańczyński, Szymański i Janek. Panowie, to jest łączniczka Berta - Zuzanna uśmiechnęła się promiennie. - Zapraszam do stołu.&lt;br /&gt;Rozłożył mapę, wskazując palcem dom mody.&lt;br /&gt;- Tutaj znajduje się nasz cel. Dwudziestego listopada, odbędzie się zamknięty pokaz mody. Zjeżdżają się na niego projektanci, niemieckie damy w towarzystwie wysoko postawionych oficerów, jak i Polacy, którym nie przeszkadza fakt, że zadają się z Niemcami. Mamy już bilety dla kapitana Szymańskiego. Przedstawi się jako młody spadkobierca fabryki odzieży z Łodzi. Wniesie na salę materiały łatwopalne i podłoży ogień. Topór weźmie samochód należący do konspiracji i zawiezie Szymańskiego. Siwa i Nicpoń wybiją szyby, kiedy wybuchnie panika. Berta stanie na rogu ulicy, w tym miejscu. - Zuzanna wychyliła się, by lepiej widzieć. - Będziesz obserwować drogę. Kiedy zobaczysz nadjeżdżających Niemców, wyciągniesz z torebki chustkę i udasz, że dmuchasz nos. Potem podbiegniesz do rikszy, którą zawiozę nas pod bramę domu kapitana Tańczyńskiego. - Przeciągnął palec dwa centymetry dalej. - Tam spotkamy się po akcji. Na jej czas zostanie wam przydzielona broń. Jakieś pytania?&lt;br /&gt;Pytań nie było. Jedynie Zuzanna zanotowała w pamięci, by spytać Weroniki, w którym domu mody zacznie pracę. Tak na wszelki wypadek.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/04/rozdzia-15-tyle-nieporozumien.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-4422984358593710466</guid><pubDate>Tue, 04 Apr 2017 18:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-04-09T07:11:24.197-07:00</atom:updated><title>Rozdział 14 - Ciężki poranek</title><description>13 listopada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weronika niepewnie zapukała w zamknięte drzwi domu mody. Jego właściciel prosił, by przyszła wcześniej, przed otwarciem, świeża i czysta. Otworzyła jej drobna, wysuszona kobieta.&lt;br /&gt;- W sprawie pracy? - Spojrzała na nią znad notatek.&lt;br /&gt;- Tak, do pana Tymianka.&lt;br /&gt;- Zapraszam. - Wpuściła ją do środka. - Halina Małgorzewska, asystentka pana kierownika.&lt;br /&gt;Zamknęła drzwi za dziewczyną. Do otwarcia zostało jeszcze trochę czasu. Bez klientów było tu dziwnie pusto. Zza ściany słychać stłumiony głos właściciela. Wercia nerwowo przełknęła ślinę, słysząc kolejne przekleństwo. Wolała zastać go w dobrym humorze.&lt;br /&gt;- Panie kierowniku! - zawołała Małgorzewska, wchodząc do części zamkniętej dla odwiedzających sklep. - Kandydatka do pracy przyszła.&lt;br /&gt;Tymianek natychmiast się opanował, przygładził marynarkę i podszedł przywitać dziewczynę.&lt;br /&gt;- Zapraszam panią do krawca, zobaczymy, czy trzeba będzie szyć w nowym rozmiarze. Zdejmie pani miarę, następnie nasz fotograf zrobi pani kilka zdjęć próbnych. Proszę - otworzył drzwi na korytarz, przepuszczając Weronikę przodem.&lt;br /&gt;Krawiec był z pewnością żydowskiego pochodzenia. Tacy nie mieli teraz łatwego życia. Dziewczyna słyszała już o szykanach, które spotykały tych ludzi. Potęgowało to tylko nienawiść, jaką czuła do hitlerowców.&lt;br /&gt;Mężczyzna kazał jej rozebrać się aż do bielizny. Nie zgodziła się na to, dopóki Tymianek nie wyszedł z pokoju, niepocieszony. Okazało się, że choć Weronika była nieco niższa od większości modelek i nie tak szczupła, mieściła się w granicach rozmiarów. Zadowolony kierownik wybrał czerwoną suknię wieczorową i poprosił dziewczynę, by ją założyła. Asystenka Małgorzewska pomogła Werci wcisnąć się w kreację. Kiedy uporały się z zapięciem na plecach, właściciel wrócił z kolejnym mężczyzną.&lt;br /&gt;- Nowak, popraw tej pani makijaż.&lt;br /&gt;- Tak jest, szefie! Chodź, moja droga - zwrócił się do Weroniki. - Lepiej nie opóźniać, kiedy kierownikowi się spieszy - szepnął do niej, gdy wyszli na korytarz. Minęli kilka dziewcząt, patrzących na nich z ciekawością. Szeptały między sobą, za cicho, by można było rozróżnić słowa.&lt;br /&gt;Korytarz, podobnie jak wszystkie inne, urządzony był na bogato, w odcieniach ciemnej czerwieni. Zaprowadził ich aż do gabinetu makijażysty, z którego można było wyjść prosto na elegancką salę, gdzie prezentowane były najnowsze krzyki mody.&lt;br /&gt;- Proszę usiąść przed tym lustrem. - Makijażysta wyciągnął rękę, dłonią wskazując krzesło. Sam zaraz wyciągnął pędzle i pędzelki. Obchodził się z twarzą niczym z dziełem sztuki. Gdy skończył, Weronika nie mogła siebie poznać. Z lustra patrzyła na nią jakaś gwiazda kina. Usta w kolorze sukni, długie rzęsy.&lt;br /&gt;Nagle przypomniała sobie, że jest wojna. Ludzie ginęli, a ona siedziała przed lustrem, podziwiając piękny makijaż. Czuła, że powinna coś zrobić, zamiast tutaj siedzieć. Otrząsnęła się. Przecież coś robiła. Próbowała zdobyć pracę, by utrzymać siebie i babcię. Zrobiła pogardliwą minę do swojego odbicia.&lt;br /&gt;- Och tak, koniecznie musi tak pani spojrzeć przy pozowaniu do zdjęć! - ożywił się Nowak. - Jestem pewien, że uda się pani zdobyć tę pracę. Speszona dziewczyna podziękowała skinięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kostek stał na środku korytarza, starając się nie rozglądać za bardzo. Ze zdenerwowania miętosił czapkę, mocno już wyświechtaną. Przyszedł przed dziewiątą, w nadziei, że spotka von Rheinfeldera na korytarzu i będzie mógł uciec stąd jak najszybciej.&lt;br /&gt;Za dwadzieścia dziewiąta przyszedł, nienagannie uczesany i wyprasowanym mundurze. Kroczył dumnie, patrząc przed siebie. Złodziej doskoczył do oficera.&lt;br /&gt;- Panie hauptsturmfuhrer, mam ważną informację - skłonił głowę.&lt;br /&gt;- Za mną! - Zawołał von Rheinfelder, wściekły, że wszyscy wokół widzą go, rozmawiającego z brudnym Polakiem. - Czego chcesz? - zapytał, zamykając za sobą drzwi.&lt;br /&gt;- Panie oficerze, wczoraj jeden Polak kupował u szefa broń.&lt;br /&gt;- Bandyta? - przerwał mu Niemiec.&lt;br /&gt;- Tak, chyba tak. Dużo tego było, kilka skrzyń.&lt;br /&gt;- Do rzeczy! - niecierpliwił się hauptsturmfuhrer.&lt;br /&gt;- Znam adres, pod który zawieźli broń. A człowiek, który ją zakupił, mówią na niego Kwiecień...&lt;br /&gt;- Adres!&lt;br /&gt;Kostek wypisał go kulfonami, na karteczce podanej przez gestapowca. Von Rheinfelder wstał, wyrwał mu ją i sprężystym krokiem wymaszerował z gabinetu.&lt;br /&gt;- Dobra robota - mruknął przez zęby do złodzieja. Ten przełknął głośno ślinę i skinął głową. - Wynoś się!&lt;br /&gt;Oficer wysłał kilku agentów pod podany adres. Mieli zrobić rewizję i złapać tego bandytę. Niemcy wsiedli w czarny samochód i pojechali, po drodze mijając ciężarówkę Kwietnia, zmierzającą na ulicę Grzybowską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;14 listopada&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drodze do sklepiku pani Aniki Robert wpadł na Janka. Jego przyjaciel był wyraźnie zdenerwowany.&lt;br /&gt;- Kwiecień aresztowany - wymamrotał. - Trzeba ostrzec innych.&lt;br /&gt;- Skąd wiesz? - Zapytał Szymański, jak zawsze opanowany.&lt;br /&gt;- Nasz człowiek, urzędnik z gestapo, widział, gdy go przyprowadzili. - Ruszył dalej przed siebie. - Chaber już wie, pakuje broń do śmietnika, zabierzemy ją kiedy tylko odwołamy spotkanie. Powiedz Tańczyńskiemu, tymczasowo obejmuje dowództwo. Spotkanie przełożymy na jutro, w kwaterze tamtego oddziału.&lt;br /&gt;- A ty?&lt;br /&gt;- Zawiadomię Siwą i Baletnicę. Tańczyński zna tamtego majora, niech przekaże mu wszystko.&lt;br /&gt;- Idę. Serwus.&lt;br /&gt;- Zaraz! - Janek zatrzymał go, nachylił się ku niemu i szepnął - Nie wierzę, żeby Kwiecień coś im powiedział. Ale musimy zachować ostrożność.&lt;br /&gt;- Jasne.&lt;br /&gt;Rozeszli się, każdy w swoją stronę. Robert przebiegł ulicę i zaczął wypatrywać kapitana w tłumie ludzi. Szedł razem z nieznanym mu człowiekiem, z wyglądu przypominającym Mikołaja II.&lt;br /&gt;- Kwiecień aresztowany - przywitał &amp;nbsp;ich słowami Janka. - Spotkanie przełożone na jutro, w kościele. Weźmiemy auto i przewieziemy broń z Jankiem.&lt;br /&gt;- Dokąd?&lt;br /&gt;- Coś wymyślimy.&lt;br /&gt;- Schowajcie ją w kościele u nas - odezwał się major. - Car - przedstawił się i podał rękę Szymańskiemu. - Dam znać moim ludziom. - Odwrócił się, zdjął z głowy kaszkiet i przetarł czoło wierzchem ręki. Kilka osób z tłumu skręciło w boczne uliczki, tak naturalnie i niepozornie, że nikt nie zorientowałby się, że zrobili to na znak dowódcy...&lt;br /&gt;Tańczyński wymienił spojrzenie z towarzyszem i rzekł:&lt;br /&gt;- Obejmuję tymczasowe dowództwo.&lt;br /&gt;Skinął głową, odprawiając Roberta. Chłopak zawołał rikszę i kazał zawieźć się pod dom Janka. Poczekał na przyjaciela w bramie kamienicy, wystawiając twarz do słońca. Dobra pogoda była rzadkością w listopadzie.&lt;br /&gt;Wyjechali na ulicę samochodem Janka. Jego ojciec był mechanikiem, w rodzinie Bednarzy nigdy nie brakowało starych, podreperowanych aut. Konspiratorzy często pożyczali samochody, dzięki czemu Janek miał pieniądze na kawałek chleba. Ojciec młodzieńca nadużywał alkoholu, zaniedbywał warsztat. Liczba aut znacząco spadła w ostatnich miesiącach i wciąż malała. Niemcy, właściciele większości z nich, woleli naprawiać swoje samochody w nowocześniejszych, lepszych warsztatach.&lt;br /&gt;Pod sklepikiem nie działo się nic podejrzanego. Minęli lokal i zajechali od drugiej strony. Robert wysiadł pierwszy, rozglądając się dyskretnie. Nikt ich nie obserwował. Jak gdyby nigdy nic podszedł do najbliższego pojemnika na śmieci, wyciągnął skrzynię i załadował do samochodu. Wspólnie z Jankiem wypełnili tylne siedzenia bronią i amunicją i nakryli je starą płachtą. Wciąż w wielkim napięciu zamknęli drzwi, usiedli na fotelach i powoli wytoczyli się na ulicę. Udało im się ocalić broń dla kilku oddziałów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To był ciężki poranek. Robert potrzebował chwilę, by usiąść, odpocząć i przemyśleć całą sytuację. Oczywiste było to, że muszą odbić kapitana. Kwiecień był zbyt istotnym człowiekiem dla konspiracji, był też ich dowódcą, który dbał o nich i był trochę jak ojciec. Byli mu to winni.&lt;br /&gt;Młody porucznik zawędrował do restauracji &quot;Zakątek&quot;. Usiadł przy najmniejszym stoliku, zdjął z głowy czapkę i przeczesał palcami czarne włosy. Musiał wyglądać przy tym na zmęczonego i przytłoczonego człowieka, gdyż zamiast zwyczajowego &quot;dzień dobry, co dla pana?&quot;, usłyszał przyciszony głos kelnerki.&lt;br /&gt;- Czy wszystko w porządku?&lt;br /&gt;Rozpoznając delikatny niemiecki akcent, uniósł spojrzenie. Stała nad nim ta sama, chuda dziewczyna, Andrea. Nagle zrobiło mu się odrobinę cieplej na sercu. Wszystkie blondwłose, czerwonouste Niemki przechadzały się po ulicach w drogich futrach, wymyślnych kapeluszach, spoglądając z góry na Polaków. Tymczasem on widział przed sobą ciemnowłosą, przygarbioną kelnerkę, potulnie odbierającą zamówienia od mieszkańców Warszawy.&lt;br /&gt;- Tak... Jestem tylko trochę zmęczony.&lt;br /&gt;- I głodny? - zauważyła.&lt;br /&gt;- Tak. - Robert na chwilę zapomniał, że w restauracji zamawia się jedzenie, nadal patrząc na kelnerkę.&lt;br /&gt;- Co będzie dla pana?&lt;br /&gt;- Poproszę... - spojrzał do karty. - Poproszę szarlotkę. Jestem Robert - dodał. Andrea posłała mu delikatny uśmiech i poszła po ciasto. Wróciła po chwili, niosąc spory jak na te czasy kawałek.&lt;br /&gt;- Mogę się na chwilę dosiąść? - spytała, ku zdumieniu porucznika. - Mam chwilę przerwy.&lt;br /&gt;- Oczywiście - odsunął jej krzesło, lecz zanim usiadła, wstrzymał ją ruchem ręki. - Poczekaj. Przynieś jeszcze jedną szarlotkę. Na mój koszt.&lt;br /&gt;- Nie, dziękuję - zarumieniła się.&lt;br /&gt;- Złożyłem zamówienie - puścił do niej oko. - Sam nie zjem tyle.&lt;br /&gt;Dziewczyna udała dezaprobatę i przyniosła porcję dla siebie. Usiadła naprzeciwko mężczyzny, sama zdziwiona swoją prośbą. Coś pchało ją w jego stronę i nic nie mogła na to zaradzić.&lt;br /&gt;- Często nas odwiedzasz - stwierdziła Niemka, nie mogła wytrzymać przedłużającej się ciszy.&lt;br /&gt;- Mieszkam niedaleko - odrzekł. - Za to ty zaczęłaś tu pracować od niedawna.&lt;br /&gt;- Tak - potwierdziła. - Przyjechałam na początku jesieni.&lt;br /&gt;- Z Rzeszy? - uniósł brwi.&lt;br /&gt;- Nie - spuściła wzrok. Wielu Niemców osiedlało się na podbitych terenach, lecz nie chciała, by jej rozmówca myślał, iż podobnie jak oni przyjechała tu wraz z nadętymi niemieckimi przedsiębiorcami, chcącymi wzbogacić się na wykorzystywaniu Polaków. - Z Gdańska.&lt;br /&gt;- Cóż, teraz to już Rzesza - prychnął. Zaraz jednak zreflektował się i dodał: - Przepraszam, nie chciałem cię urazić. Spróbuj nas zrozumieć... - Łudził się, że może chociaż ona ma serce.&lt;br /&gt;- Rozumiem. Wstyd mi za to, co robią Niemcy. - Straciła apetyt. Desperacko zapragnęła zmienić temat. - Czym się zajmujesz?&lt;br /&gt;- Pracuję u stolarza. - Rzecz jasna, robota załatwiona była przez konspirację.&lt;br /&gt;- A ja tu - stwierdziła, zupełnie bez sensu. Mimo to Robertowi to nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało mu, że siedzi przy jednym stoliku z Niemką. Wszystko było w jak najlepszym porządku.&lt;br /&gt;- Muszę wracać. - Jego towarzyszka wstała i poprawiła biały fartuszek.&lt;br /&gt;- Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. - Posłał jej uśmiech.&lt;br /&gt;Nagle wszystkie problemy powróciły ze zdwojoną siłą. Kwiecień. Przełożone spotkanie. Niemcy w ich kraju. To był naprawdę wyjątkowo ciężki poranek.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/04/rozdzia-14-ciezki-poranek.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-2479221075476817144</guid><pubDate>Thu, 23 Mar 2017 22:03:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-03-31T14:12:00.854-07:00</atom:updated><title>Rozdział 13 - Komplikacje</title><description>Od siódmego dnia października kwaterą główną niemieckiego urzędu bezpieczeństwa i tajnej policji pełnił gmach przy alei Szucha. Idąc przez dziedziniec, hauptsturmfuhrer von Rheinfelder przyglądał się podejrzliwie wszystkim wartownikom. Nie tolerował niedbałości u podwładnych, samemu będąc wzorem niemieckiej precyzji, doskonałości i dbałości o szczegóły. Nieraz skrzyczał szeregowych za niedopięty mundur czy zaniedbywanie broni. &lt;br /&gt;W swoim gabinecie czuł się dużo bardziej komfortowo niż na brudnych ulicach Warszawy. Nakazał, by codziennie jakiś gefreiter sprzątał w pomieszczeniu oraz ścierał kurz z portretu Fuhrera. Symbol władzy wisiał dumnie za biurkiem, dokładnie nad głową von Rheinfeldera. &lt;br /&gt;Tym razem jednak oficer nie usiadł wygodnie na wygodnym krześle. Nie mógł siedzieć spokojnie, gdyż rozmyślał o rozkazie, który wydał mu wiceszef gestapo. Von Rheinfelder miał przejmować informacje dostarczane przez polskich agentów. Kontakty z odrażającymi wrogami, współpracującymi dla pieniędzy lub w obawie o swoje marne życie ubliżały porządnemu Niemcowi. &lt;br /&gt;Tego dnia do jego gabinetu wprowadzono nerwowo miętoszącego czapkę w rękach mężczyznę. &lt;br /&gt;- Co to za człowiek? - zapytał von Rheinfelder ze zniecierpliwieniem. Odpowiedział mu strażnik, eskortujący Polaka. &lt;br /&gt;- Przyłapany na okradaniu Polaków. Standartenfuhrer chce, by został naszym agentem! - wykrzyczał, prężąc się jak struna. &lt;br /&gt;- Zostawić nas samych. - Oficer przejechał dłonią po idealnie ułożonych włosach. Nie chciał nawet patrzeć na kulącego się człowieka. - Nazwisko?&lt;br /&gt;- Konstanty - mężczyzna przełknął ślinę - Gimbut.&lt;br /&gt;Von Rheinfelder spojrzał na złodzieja. Drobny, przygarbiony, brudny, w wyświechtanej marynarce. Hauptsturmfuhrer skrzywił się z niesmakiem.&lt;br /&gt;- Okradałeś opuszczone mieszkania.&lt;br /&gt;- Ale, panie oficerze, przecież to tylko opuszczone domy - zaskomlał - i to tylko Polaków.&lt;br /&gt;- Kradzież to kradzież. Ale mam dla ciebie lepszą propozycję - czuł do siebie odrazę, tak samo, jak do przyprowadzonego człowieka. Jak mógł upaść tak nisko? - Będziesz dostarczać informacji o wszelkich nielegalnych organizacjach, złodziejach, bandytach. Wydasz nam każdego, kto knuje przeciw Trzeciej Rzeszy. &lt;br /&gt;- Ale...&lt;br /&gt;- Oczekuję wyraźnych efektów naszej współpracy - wypluł ostatnie słowo. - Za dwa dni będę tutaj czekać na ciebie i pierwsze informacje. Czy wyrażam się jasno?&lt;br /&gt;- Ttak, tak - kiwnął głową.&lt;br /&gt;- Jeszcze jedno. - Obejrzał kilka kartek, dostarczonych razem z więźniem. -&amp;nbsp; Nawet nie myśl o próbie ucieczki. Będziesz obserwowany. Twoja żona także. - Gimbut spojrzał na niego z rozdziawionymi ustami. Nie spodziewał się tego. &lt;br /&gt;Gestapo zbierało informacje o wszystkich podejrzanych. A podejrzanym był każdy.&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;13 listopada 1939&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak na zawołanie, konspiratorzy wstali wyprostowani, gdy Kwiecień wszedł na zaplecze sklepiku Aniki Chaber. Major powiódł po nich wzrokiem. Przyszli wszyscy, tutaj nie można było usprawiedliwić nieobecności czy się spóźnić. To mogło oznaczać śmierć lub aresztowanie. &lt;br /&gt;- Rozkazem Naczelnego Wodza Służba Zwycięstwu Polski została rozwiązana i zastąpiona przez Związek Walki Zbrojnej. Będziecie kontynuować walkę z okupantem pod tymi samymi pseudonimami, zachowując swoje stopnie. - Wyciągnął z kieszeni kilka książeczek. Kontynuował wypowiedź już mniej oficjalnym głosem. - Mam dla was dokumenty na fałszywe nazwiska. Panie najpierw - podał dokumenty Barbarze i Alicji. - Na nazwisko Joanna&amp;nbsp;Pieczarska i Anna Dobrzyńska. - Michał Fasiewicz - ten dostał Janek. Barbara już jakiś czas temu uświadomiła sobie oraz mieszkającej u niej aktorce, że ów Janek był tym młodym oficerem, który doprowadził ją do szpitala, niosąc na ramionach Amelię. Alicja była wtedy w tak wielkim szoku, że dopiero teraz, na swym drugim spotkaniu w konspiracji, zaczęła rozpoznawać w Janku tamtego mężczyznę. Zarówno Barbara, jak i Janek pozapominali o spotkaniu w szpitalu, mając na głowie wiele innych problemów.&lt;br /&gt;Jak się okazało, Tańczyński i Szymański mieli już swoje dokumenty i cały czas posługiwali się fałszywymi nazwiskami. &lt;br /&gt;- Szykuje się akcja dywersyjna - rzekł Kwiecień, gdy wszyscy pochowali swoje papiery. - Dowództwo zaplanowało ją na dwudziestego listopada. Zaplanujemy ją i przeprowadzimy wspólnie z grupą majora Cara. Następne spotkanie odbędzie się jutro, już w komplecie, oprócz Baletnicy - wszystkie oczy skierowały się na aktorkę. - Jeśli wszystko dobrze pójdzie, od poniedziałku zaczynasz pracę w niemieckim urzędzie. &lt;br /&gt;Kwiecień przekazał najważniejsze informacje, pożegnał się szybko i wyszedł. Miał dziś jeszcze kilka spraw do załatwienia. Potrzebował broni, jego ludzie musieli się jakoś zabezpieczyć. &lt;br /&gt;Wszedł w zaułek, uczęszczany głównie przez kieszonkowców. Tym razem spotkał kilku należących do szajki Jarka. Złodzieje przerwali rozmowy, spojrzeli na niego i rozstąpili się, tworzą mu przejście. Wiedzieli, na co stać Kwietnia, gdy ten straci nerwy.&lt;br /&gt;We wnętrzu starego opuszczonego magazynu panował półmrok. Mężczyzna wytężył wzrok i dostrzegł majaczącą w ciemności wysoką sylwetkę. &lt;br /&gt;- Czego chcesz? - dobiegło ze środka. Kwiecień podszedł kilka kroków. &lt;br /&gt;- Od ciebie, Antek? Niczego. &lt;br /&gt;Postać ruszyła gwałtownie w jego kierunku. Zatrzymał ją wysoki, skrzeczący głos. &lt;br /&gt;- Czekaj, Antek. - Z cienia wyszedł, czy raczej wyczłapał, dużo niższy od Kwietnia człowiek. Jego małe, ciemne oczy dokładnie lustrowały oficera. - Pan major przyszedł.&lt;br /&gt;- Gdzie jest broń? - spytał krótko Kwiecień. &lt;br /&gt;- W tych skrzyniach, gotowa do transportu. &lt;br /&gt;- Zanieście mi to do auta - zaczął grzebać w kieszeni w poszukiwaniu portfela. - Stoi przed samym wejściem. &lt;br /&gt;- Szmal jest?&lt;br /&gt;- Możesz sobie przeliczyć - wetknął mu do kieszeni pieniądze za automaty, amunicję i granaty.&lt;br /&gt;- Kostek! - zawołał podwładnego. - Załaduj to wszystko!&lt;br /&gt;Kostek spojrzał spode łba na Kwietnia i schylił się po pierwszą skrzynię.&lt;br /&gt;- No już, ruchy! - warknął Antek, a do stojących nieopodal gburów zawołał: - Na co czekacie, pomóżcie mu!&lt;br /&gt;Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Kwiecień usiadł za kierownicą i uruchomił silnik ciężarówki. Na pożegnanie pomachał ręką Jarkowi. &lt;br /&gt;Tymczasem Kostek pobiegł za magazyn i wsiadł we własne, kradzione auto. Wdusił pedał gazu i pojechał za oddalającym się już majorem.&lt;br /&gt;Dojechał niemal pod sam dom, jak przypuszczał. Kwiecień zostawił wóz na podwórzu i zniknął w wejściu do kamienicy. Kostek zapamiętał adres i pognał na Szucha. Zostawił auto naprzeciw gmachu, przebiegł jezdnię i wyciągnął wymiętoszoną kartkę wartownikowi przy szlabanie. Strażnik przepuścił go i wskazał wejście. Złodziej, nie oglądając się za siebie, pospieszył prosto do gabinetu oficera.&lt;br /&gt;- Ej, ty, stój! - zawołał siedzący na recepcji młody żołnierz.&lt;br /&gt;- Ja do pana hauptsturmfuhrera - przełknął nerwowo ślinę - von Rheinfeldera. Mam przepustkę - pokazał świstek. Żołnierz spojrzał nań ze wstrętem. Kartka śmierdziała wódką, podobnie jak cały mężczyzna. &lt;br /&gt;- Hauptsturmfuhrera nie ma, wyszedł dwie godziny temu. Będzie jutro od dziewiątej.&lt;br /&gt;- Ale ja mam bardzo ważną wiadomość!&lt;br /&gt;- Jutro od dziewiątej. Wynoś się stąd. - Głos mężczyzny nie znosił sprzeciwu. Kostek ukłonił się nerwowo, założył czapkę i udał się w drogę powrotną. &lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wczesnym rankiem Kwiecień zajechał ciężarówką pod sklepik Chaber. Tam czekał już na niego Janek, który pomógł wyładować skrzynie wypełnione bronią i amunicją. Uporali się z nimi całkiem sprawnie. Właścicielka sklepu miała przygotowane puste kartony. Mężczyźni przeładowali wszystko i upchnęli na jednym z regałów. &lt;br /&gt;- Widzimy się jutro - Kwiecień pożegnał Janka i wrócił pod swoją kamienicę. &lt;br /&gt;Nie spodziewał się, że gdy wejdzie do mieszkania, zostanie przywitany przez trzech agentów gestapo. W mgnieniu oka sięgnął po pistolet, lecz oni byli szybsi. Obezwładnili go, wyrywając z rąk pistolet. Jeden z nich uderzył go w twarz. Mężczyzna upadł na przewrócony stolik. Rozmasował ramię, którym uderzył o mebel. Stęknął, ale nie mógł nic zrobić, nie przyszła mu do głowy żadna sensowna myśl. Był w pułapce.&lt;br /&gt;Gestapowcy ubrani byli w płaszcze i kapelusze. Jak na Niemców przystało, eleganccy i czyści. Zupełnie nie pasowali do tego miejsca. Musieli zdążyć już przeszukać całe mieszkanie. Wszystko było wyciągnięte na wierzch, meble pootwierane, a doniczka z kwiatem stłuczona.&lt;br /&gt;Pierwszy agent przeszukał leżącego Kwietnia. Wyciągnął fałszywe dokumenty i porównał z tymi znalezionymi w skrytce pod parapetem. Uśmiechnął się ironicznie. &lt;br /&gt;- Pan &quot;Jerzy Kwiecień&quot; ma najwyraźniej brata bliźniaka - zadrwił. - &quot;Józef Maj&quot;. To twoje nazwisko? - Kopnął majora, prawie łamiąc mu żebra. Jego towarzysz podniósł go za kołnierz i przeszukał, znajdując pistolet wetknięty w spodnie. Kiedy Kwiecień spróbował stawiać opór, oberwał kilka ciosów. Stał więc już spokojnie, wycierając twarz rękawem.&lt;br /&gt;- Przeszukaliśmy wszystko - zameldował trzeci.&lt;br /&gt;- Idziemy! - Zakomenderował pierwszy. Wyprowadzili krwawiącego majora na ulicę, wepchnęli do czarnego auta i odjechali w kierunku głównej kwatery tajnej policji.</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/03/rozdzia-13-komplikacje.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-2621556061476609168</guid><pubDate>Sun, 26 Feb 2017 10:49:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-03-19T04:54:37.346-07:00</atom:updated><title>Rozdział 12 - W kupie siła</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W szarą, jesienną niedzielę Weronika zaprosiła Zuzannę na mały poczęstunek u swojej babci. Doskwierała jej samotność, a nie znała nikogo bliżej. Dziewczyna z kościoła była nie tylko miła i uprzejma. Promieniowała uśmiechem, ilekroć spotykały się na ulicy. Mieszkały blisko siebie, często wychodziły i wracały razem. Tak, trzeba było trzymać się razem w tych ciężkich czasach.&lt;br /&gt;Na klatce schodowej wytrząsnęły błoto z butów, wszechobecne na warszawskich ulicach. Przywitały się z babką, która swoim zwyczajem do kościoła wychodziła wcześnie rano, by wrócić na śniadanie. Teraz przygotowała panienkom trochę ciasta i herbatę. Usiadły przy stole, naprzeciwko siebie. &lt;br /&gt;- Masz ładne mieszkanie. - Zuzanna rozejrzała się po wnętrzu.&lt;br /&gt;- To zasługa babci - machnęła ręką. - Jest bardzo porządna.&lt;br /&gt;- Czyżbym usłyszała coś na temat mojej osoby? - Kobieta weszła, niosąc siatkę z kartoflami.&lt;br /&gt;- Tak babciu, rozmawiamy o twoim mieszkaniu. Zuzanka twierdzi, że jest śliczne. - Zuza zarumieniła się lekko.&lt;br /&gt;- Dziękuję, kochana - uśmiechnęła się do wolontariuszki z kościoła.&lt;br /&gt;- Babciu, zostaw te ziemniaki, obiorę je później.&lt;br /&gt;- Stary człowiek też musi coś robić! - udała oburzenie. Dziewczyny stłumiły śmiech. - Jak sobie radzisz dziecko? Rodzice mają pracę? - zwróciła się do gościa, siadając nad miską kartofli.&lt;br /&gt;- Daję radę, dziękuję. Matka pracuje w szpitalu, jest pielęgniarką. - Nie wspomniała o ojcu, nie chcąc poruszać tego tematu. -&amp;nbsp;Pomagam jej czasem, też chciałabym zostać pielęgniarką.&lt;br /&gt;Jej marzenie mogło się w krótce spełnić. Dołączyła do konspiracji jako łączniczka Berta, zwerbowana przez niejakiego Nicponia. Wkrótce ukończy kurs sanitariuszki i może nawet dostanie pracę w szpitalu. Podobno pracowało tam kilku lekarzy zaangażowanych w pomoc Służbie Zwycięstwu Polski.&lt;br /&gt;Babka sięgnęła po płaszcz i zarzuciła go na ramiona. &lt;br /&gt;- Wychodzę do Doroty. Siedźcie sobie, ciasto stoi na szafie - wskazała dłonią.&lt;br /&gt;Pożegnała się i wyszła. Zuzanka odetchnęła cichutko. Weronika spojrzała na nią ze zrozumieniem. Dziewczyna nie chciała mówić o ojcu, niepewna jego losu. Wolała nawet nie myśleć o tym, że mógł zginąć. &lt;br /&gt;- Wspominałaś coś o pracy? - Zuzanna zmieniła temat. &lt;br /&gt;- Ach tak, dostałam propozycję od takiego jednego właściciela domu mody. Miałabym zostać modelką.&lt;br /&gt;- Ojej, to prawie jak aktorka! - Ożywiła się, wprawiając poważną Weronikę w dobry humor. Nie wydawało jej się, żeby te dwa zawody były aż tak do siebie podobne. - Będziesz miała piękne ubrania i mnóstwo przystojnych wielbicieli - kontynuowała. - Młodych żołnierzy, walczących za wolność Ojczyzny! &lt;br /&gt;Śmiały się już obie. Pierwsza ochłonęła Weronika.&lt;br /&gt;- Taa... Żołnierzy. - Wstała i odstawiła swój talerzyk. - Wcale bym tego nie chciała.&lt;br /&gt;- Dlaczego? - Szczerze zdziwiła się Zuzanka. - Takiego młodego, przystojnego, odważnego, gotowego polec na wojnie...&lt;br /&gt;- W imię Ojczyzny? - przerwała jej gwałtownie. Zuzanna spojrzała na nią ze zdziwieniem. Zamarła, speszona. - Za kraj? Za honor?! - Sunęła z powrotem ku środku kuchni z rozłożonymi ramionami. - Oślepieni &quot;miłością&quot; - przesadnie podkreśliła to słowo, prychając pogardliwie - do... czego?&lt;br /&gt;Zuzanna siedziała nieruchomo z rozdziawionymi ustami i wielkimi oczami. Weronika zrozumiała, że przesadziła. Spojrzała nieobecnym wzrokiem w podłogę, wolno opadła na odsunięte krzesło.&lt;br /&gt;- Przepraszam - wymamrotała. - Nie powinnam tak się na ciebie złościć. Wierz sobie, w co chcesz.&lt;br /&gt;Zaczęła płakać. Nie jak dziecko ani jak człowiek zrozpaczony. Dzielnie walczyła, by zachować spokój. Nie ukrywała twarzy w dłoniach. Siedziała, przygarbiona i skulona, podczas gdy łzy moczyły jej sukienkę.&lt;br /&gt;- Dlaczego tak mówisz? - zapytała ze smutkiem Zuzanna. - I nie płacz, proszę.&lt;br /&gt;- Przejdzie mi, spokojnie. - Machnęła ręką. - Po prostu nie mogę tego pojąć. Nie rozumiem, dlaczego mój ukochany stawia Polskę na pierwszym miejscu. Dla mnie liczy się tylko rodzina. Jak można w ogóle zabijać innych ludzi? Jak można to usprawiedliwić? Jak można rozpętać wojnę?! Powinnam była wyjechać stąd już dawno temu. Ale on nie chciał, wolał zostać... - przegrała walkę z płaczem, głos jej się załamał. - To mnie tak... bardzo... boli...&lt;br /&gt;Zuzanna wstała i objęła kupkę nieszczęścia, w jaką zamieniła się Weronika. Wyczuła, że wszelkie tłumaczenia na nic się zdadzą. Bo przecież jej chłopak poszedł walczyć nie tylko w obronie Ojczyzny, ale i w jej obronie. Lecz teraz, patrząc na tonącą we łzach koleżankę, równie mocno nienawidziła wojny. &lt;br /&gt;Mimo tego Weronika zostawała jedyną osobą w tym mieszkaniu, która rozumiała, że na wojnie ludzie giną okrutną, brutalną śmiercią. W co by nie wierzyli, o co nie walczyli, nie zależnie też od tego, czy atakują czy zabijają w odpowiedzi na atak, żywiła pogardę do nich wszystkich.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Kawiarnia &quot;Zakątek&quot; jako jedna z niewielu nie mogła narzekać na brak klientów. Wszystko za sprawą stołujących się tu nie tylko Niemców, ale i Polaków, których wstęp do luksusowego lokalu ulicę dalej został zabroniony. Ceny w &quot;Zakątku&quot; nie były zbyt wygórowane, a przynajmniej do tej pory. Należało tylko czekać, aż i tutaj pójdą w górę. Zbliżała się zima.&lt;br /&gt;Na razie trzeba było korzystać i cieszyć się z odrobiny luksusu, przy gorącej herbacie i małym, lecz smacznym kawałku ciasta. Nic dziwnego, że akurat to miejsce wybrał Filip, by spędzić wolne przedpołudnie. Fryderyk zdążył już zwerbować jedną łączniczkę. Zawsze musiał być pierwszy i najlepszy. Filip uśmiechnął się pod nosem, wspominając harcerskie zabawy, kiedy byli jeszcze dziećmi. Teraz to nie była zabawa, a oni nie byli już harcerzami, byli przyszłymi oficerami Wojska Polskiego i musieli się starać jeszcze bardziej, by dobrze wypełniać rozkazy.&lt;br /&gt;Z zamyślenia wyrwał go głos kelnerki, kobiety po czterdziestce. Jej ciemne oczy zrobiły się okrągłe, gdy Filip uniósł głowę.&lt;br /&gt;- Filip! - wydusiła. - Filip Rosocki!&lt;br /&gt;- Pani Beata - podniósł się i uścisnął jej prawicę.&lt;br /&gt;- Nie wiedziałam, że jesteś w Warszawie. Ostatnim razem widziałam cię w wakacje, chyba w trzydziestym siódmym.&lt;br /&gt;- Przyjechałem uczyć się w Centrum Wyszkolenia Sanitarnego.&lt;br /&gt;Kobieta spojrzała przez ramię na wchodzących gości.&lt;br /&gt;- Za pół godziny mam przerwę, zaczekasz? Moglibyśmy porozmawiać.&lt;br /&gt;- Zaczekam - usiadł. - Proszę o herbatę.&lt;br /&gt;Pół godziny później Beata Wal ściągnęła biały fartuszek i zajęła wolne krzesło przy stoliku Filipa.&lt;br /&gt;- Powiedz, rodzice przyjechali razem z tobą? Czy zostali w Gdyni?&lt;br /&gt;- Przedostali się do Francji, ojciec dołączył do formowanej tam armii. A co u Pawła? Naprawdę popłynął do Anglii?&lt;br /&gt;- Tak, rozpoczął studia. - Westchnęła, w głębi bardzo dumna z syna. - Słyszałam, że zamknęli już Centrum Wyszkolenia Sanitarnego?&lt;br /&gt;Filip przytaknął, nie chcąc zagłębiać się w te tematy. Nie mógł ujawnić swojej działalności w konspiracji ani tajnych kursach sanitarnych.&lt;br /&gt;- Będę musiał poszukać jakiejś pracy - rzekł wymijająco.&lt;br /&gt;- Filip, przecież ja widzę, co się dzieje - zirytowała się kobieta, ściszając głos. Nie mogła już dłużej wytrzymać oczekiwania na sposobną okazję. - Ja też chcę się przyłączyć, pomóc, rozumiesz? Mój mąż został zamordowany, mój syn wyjechał. Nie mogę siedzieć bezczynnie.&lt;br /&gt;Filip wolno pokiwał głową. Przed stolikiem przemknęła drobna postać drugiej kelnerki. Chłopak podążył za nią wzrokiem.&lt;br /&gt;- Pracuje pani w jednym lokalu z Niemką? - uniósł brew do góry.&lt;br /&gt;- Chyba nie posądzisz mnie o kolaborację? - oburzyła się pani Beata.&lt;br /&gt;- Nie, nie, spokojnie - uniósł dłonie w obronnym geście. - Zna ją pani?&lt;br /&gt;- Tak, to cicha, ale dobra dziewczyna, zupełnie jak nie Niemka. Nawet po polsku mówi.&lt;br /&gt;- Ciekawe... - upił ostatni łyk zimnej już herbaty. - W jaki sposób chciałaby nam pani pomóc?&lt;br /&gt;- Mam mieszkanie, zmieszczą się w nim trzy osoby. Jeśli potrzebowalibyście lokalu, to możecie na mnie liczyć.&lt;br /&gt;- Ja o niczym nie decyduję, ale może wkrótce złoży pani wizytę mój znajomy i obejrzy mieszkanie.&lt;br /&gt;- Dobrze... - uśmiechnęła się i spojrzała na zegarek. - Muszę kończyć - wstała i zasunęła za sobą krzesło. - Teraz wszyscy musimy trzymać się razem - dodała na odchodnym.&lt;br /&gt;- Do widzenia, pani Beato.&lt;br /&gt;- Do widzenia, do widzenia!&lt;br /&gt;Zniknęła, przechodząc na zaplecze. Po chwili wyszła, ubrana w koronkowy fartuszek. Filip obserwował ją jeszcze chwilę. Był mile zaskoczony spotkaniem sąsiadki z czasów, gdy jeszcze mieszkał w Warszawie. Teraz zupełnie o niej zapomniał, mając na głowie inne sprawy. Cieszył się też entuzjazmem kobiety i chęcią pomocy. Miała rację, musieli trzymać się razem. Jeśli wszyscy Polacy mają tyle zapału co Beata Wal, wygrają tę wojnę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;~&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;Słowo od Autorki&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;Od dzisiaj Dni Pogardy istnieją na wattpadzie. Funkcjonuję na nim jako Coniferek. Zapraszam do czytania, komentowania i wytykania błędów (w pisowni ;) &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/02/rozdzia-12-w-kupie-sia.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-7574966754070645717</guid><pubDate>Mon, 06 Feb 2017 21:29:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-02-07T13:23:18.907-08:00</atom:updated><title>Rozdział 11 - Szukając pracy, sensu, szczęścia...</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dom mody na warszawskim Śródmieściu należał do jednego z lepszych miejsc na znalezienie porządnego ubrania w godziwej cenie. Jeśli wojna się przedłuży, wkrótce może zabraknąć ubrań. Weronika zabrała ze sobą znaczny zapas pieniędzy, by zrobić zakupy na zimę. &lt;br /&gt;Dziewczyna przekroczyła próg lokalu. Uderzyła ją fala gorąca, toteż niemal od razu ściągnęła płaszcz. Najbliżej wejścia ustawiono wieszaki i manekiny z najnowszą kolekcją odzieży zimowej. Na jednej ze ścian widniały fotografie modelek, dumnie prezentujących kreacje autorstwa tutejszych projektantów. &lt;br /&gt;Weronika zatrzymała się przed wieszakiem ze wspaniałym futrem, jednak szybko pokręciła głową. Nie szukała ubrań drogich i szykownych, lecz praktycznych i niedrogich. Co więcej, posiadała już jeden gruby płaszcz, z czarnym, futrzanym kołnierzem. Będzie dobry i na tę zimę. &lt;br /&gt;W głębi sali, po której kręciło się już kilka osób, znalazła interesujące ją części garderoby. Na ręku młodej arystokratki wylądowały dwie białe koszule, w tym jedna z dużą wiązaną kokardą. Do tego granatowa marynarka i pasująca spódnica. &lt;br /&gt;Za parawanem mogła przymierzyć wybrane rzeczy. Z zadowoleniem ubrała pasujący komplet, szyty jak na miarę. Przeszła się kilka kroków po sklepie. &lt;br /&gt;W tym momencie przez boczne drzwi wparował na salę mężczyzna w kapeluszu i modnym garniturze, nie będącym w stanie zamaskować jego okrągłego brzucha. Mówił coś do asystentki, próbującej nadążyć za nim. Niski wzrost i wysokie obcasy skutecznie utrudniały jej to zadanie. &lt;br /&gt;Gruby zatrzymał się nagle, odwrócił do kobiety, która musiała ostro zahamować, prawie wpadając na brzuch mężczyzny. &lt;br /&gt;Elegancki jegomość rozejrzał się po pomieszczeniu, gestykulując ręką. Jego spojrzenie zatrzymało się na Weronice, z zadowoleniem wygładzającej granatową marynarkę. &lt;br /&gt;- Polecam pani ten model, doskonale na pani leży. - Podszedł do klientki. Weronika lekko się zarumieniła. - Damian Tymianek, właściciel tego domu mody - ujął jej dłoń i pocałował. Roześmiała się cicho. &lt;br /&gt;- Dziękuję, jest pan nazbyt uprzejmy. Chyba zdecyduję się na zakup - okręciła się w miejscu. &lt;br /&gt;- Muszę szczerze wyznać, iż ma pani zgrabną figurę. Może zabrzmieć to niedyskretnie, ale czy ma pani pracę? Tak się składa, że brakuje nam modelek. &lt;br /&gt;- Dziękuję za tę propozycję... - W pierwszym momencie Weronika zdziwiła się niezmiernie, lecz taka posada mogła pomóc jej utrzymać się w nowej rzeczywistości. W czasie wojny dobrze płatna praca była na wagę złota. - Powiedzmy, że jestem wstępnie zainteresowana. Przemyślę to i przyniosę odpowiedź jutro - przestraszyła się, że może ominąć ją dobra okazja. &lt;br /&gt;- Byłbym zaszczycony - ukłonił się, sięgając ręką do kapelusza. Odpowiedziała kiwnięciem głowy. Zdjęła ubrania, zapłaciła i wyszła, pogrążona w myślach. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Chłodny poranek nie odstraszył ani polskich mieszkańców Warszawy, ani niemieckich żołnierzy.&lt;br /&gt;- Gdzie się z nimi spotkamy? - nerwowo zapytała Alicja.&lt;br /&gt;- Zobaczysz. - Barbara gnała do przodu, nie rozglądając się na boki. Aktorka co chwilę musiała podbiec parę kroków. &lt;br /&gt;- Barbaro, zaczynam mieć pewne obawy.&lt;br /&gt;- Teraz? - Spytała rudowłosa, unosząc brwi.&lt;br /&gt;- Ale czy ja sobie dam radę? - szepnęła teatralnie.&lt;br /&gt;- Harcerze i małe zuchy się przyłączają i dają radę - prychnęła.&lt;br /&gt;- Ach, Barbaro, ja nie jestem harcerzem!&lt;br /&gt;- Posłuchaj i przez chwilę nie jęcz. - Barbara odwróciła się gwałtownie. - Jesteś aktorką i to nawet niezłą, tak? - Alicja skinęła głową. - No to zostaniesz jakimś agentem - rzuciła. Teraz już Alicja nie wiedziała, czy mówi żartem czy serio. &lt;br /&gt;Dalej szły bez słowa. Dotarły do sklepu na Grzybowskiej. Alicja nerwowo poprawiła modną fryzurę. Barbara przywitała się z Jankiem, podając hasło.&lt;br /&gt;- Przyszłyśmy po ostatnią parę pantofli.&lt;br /&gt;- W magazynie bałagan, musicie poczekać. - Odzew młodego mężczyzny się zgadzał.&lt;br /&gt;- To jest Alicja - przedstawiła towarzyszkę. - A to Janek, współpracujemy. &lt;br /&gt;Alicja ledwo zdążyła skinąć głową, gdy zza zaplecza wyłoniła się Anika Chaber.&lt;br /&gt;- Zapraszam państwa na zaplecze - powiedziała melodyjnym głosem. - Pan Kwiecień już czeka.&lt;br /&gt;Pan Kwiecień, zadbany czterdziestoparolatek stał wyprostowany jak struna. Zmierzył wzrokiem Alicję, która miała ochotę schować się za kościstym ciałem Barbary.&lt;br /&gt;- Dzień dobry państwu - przywitał nowo przybyłych. - Major Kwiecień - przedstawił się Alicji. - A to kapitan Tańczyński i porucznik Szymański. - Do grupy dołączyli dwaj nowi mężczyźni. Młodszy wymienił spojrzenie z Barbarą, witając się z nią bezgłośnie.&lt;br /&gt;- W konspiracji wszyscy mamy pseudonimy - szybko wyjaśniła lekkoatletka. - Ty też musisz sobie jakiś znaleźć - spojrzała wyczekująco na aktorkę.&lt;br /&gt;Alicja przełknęła ślinę. Obecność tylu poważnych żołnierzy onieśmieliła ją.&lt;br /&gt;- Dajcie jej chwilę na zastanowienie - dowódca zwrócił uwagę podwładnej.&lt;br /&gt;- Nie, ja... - pierwszy raz odezwała się artystka. - Ja chyba już wiem. - Wszyscy spojrzeli na nią wyczekująco. - Na co dzień śpiewam i tańczę. Występuję na scenie. Czy mogę zostać Baletnicą?&lt;br /&gt;Dowódca z trudem ukrył uśmiech. &lt;br /&gt;- Może być. Złożysz przysięgę.&lt;br /&gt;- Złożę. - Głos zabrzmiał pewniej.&lt;br /&gt;Po przysiędze major pokrótce wytłumaczył jej zadania i przedstawił pewną propozycję. &lt;br /&gt;- Jesteś aktorką, to się może nam przydać. Umiesz niemiecki?&lt;br /&gt;- Tak. I francuski.&lt;br /&gt;- Niemiecki wystarczy. Musiałabyś tylko zmienić kolor włosów, w rudych jesteś zbyt rozpoznawalna. Dostaniesz nowe dokumenty, zmienisz nazwisko. Kiedy zajdzie taka potrzeba, będziesz mogła podszyć się za niemiecką urzędniczkę. Może nawet udałoby ci się zdobyć pracę u Niemców.&lt;br /&gt;Wielu Polaków obraziłoby się na taką ofertę, ale nie Alicja. To była zarazem szansa na pewny zarobek, pomoc krajowi i swoiste wyzwanie. Zgodziła się, potakując głową. Pierwszy raz od śmierci Amelii poczuła, że zaczyna żyć, że wreszcie zrobi coś pożytecznego.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Rozkaz, który przed chwilą dostał Michael Schweiger, zaskoczył go i ucieszył zarazem. Miał jechać do Warszawy, polskiej stolicy. Po listach od rodziny dowiedział się, że matka dostała tam pracę. Przy odrobinie szczęścia będą się codziennie widywać. &lt;br /&gt;Kolejnym powodem jego zadowolenia był podróż w towarzystwie Marie. Od kilku tygodni oficjalnie byli parą. Kiedy tylko mógł, zapraszał ją do cukierni lub kawiarni, o ile jego fundusze mu na to pozwalały. &lt;br /&gt;Ostatnio miał dla niej coraz mniej czasu, podobnie jak i ona. Perspektywa wspólnej podróży ucieszyła ich obu. Michael poinformował rodziców, wysyłając list do Andrei. Tęsknił za całą rodziną, lecz najbardziej za młodszą siostrą. Będzie miała okazję poznać Marie, na pewno się polubią. &lt;br /&gt;Mieszkać miał sam, w kawalerce w centrum Warszawy. W mieszkaniu obok Marie. Będą mogli jadać razem kolacje. &lt;br /&gt;Rozmyślania przerwało mu przybycie ukochanej. &lt;br /&gt;- Gotowy? - zapytała na dzień dobry, rozsiewając pozytywną energię. &lt;br /&gt;- Czekam tylko na ciebie. - Czule pocałował ją w czoło.&lt;br /&gt;- Zatem chodźmy!&lt;br /&gt;Pod domem czekał samochód służbowy. Usiedli na tylnej kanapie, kierowca podwiózł ich na stację. Tam cierpliwie wypatrywali pociągu.&lt;br /&gt;Podróż minęła im w miłej atmosferze. Usiedli w przedziale razem z innymi młodymi ciekawymi świata ludźmi, chcącymi osiedlić się na ziemiach podbitego kraju. Niemniej jednak do mieszkania przybyli zmęczeni. Na klatce kamienicy rozdzielili się, każde zajęło się prowizorycznymi porządkami i toaletą. &lt;br /&gt;Pod wieczór Marie zapukała do drzwi Michaela. &lt;br /&gt;- Zrobiłam kolację. Przyjdziesz?&lt;br /&gt;Michael oczywiście nie zawahał się ani chwili, mimo że sam chciał zrobić kobiecie herbatę i zaprosić ją do siebie. &lt;br /&gt;Kolacja przygotowana przez Marie była skromna i smaczna. Młody Schweiger wiedział, że powinien grzecznie podziękować i wrócić do siebie, by dać dziewczynie odpocząć. Zamiast tego usiedli na tapczanie, obejmując dłońmi kubki z herbatą. Marie wypiła swoją pierwsza, odstawiła naczynie na stolik obok i przytuliła się do ramienia Michaela. Młodzieniec wzdrygnął się, gdy poczuł przy twarzy jej ciepły oddech, kosmyki jej jasnych włosów łaskotały go w szyję. Odstawił kubek i objął ją ramieniem. Pomyślał, że zaraz zaśnie.&lt;br /&gt;Ona jednak miała oczy otwarte. Cały makijaż zmyła, jej skóra była blada a usta czerwieńsze niż u innych dziewczyn. Michael zapragnął ją pocałować. Złożył delikatny pocałunek na pełnych wargach i odsunął się, by raz jeszcze spojrzeć na kochaną twarzyczkę.&amp;nbsp; Dotknął jej policzka, pozwalając jej na to samo. Po chwili pocałowali się znowu, dłużej. I jeszcze raz. &lt;br /&gt;Mimo zbyt krótkiego snu Michael obudził się o świcie, szczęśliwy i wypoczęty.&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/02/rozdzia-11-szukajac-pracy-sensu.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-5916198362585850986</guid><pubDate>Fri, 13 Jan 2017 23:48:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-01-16T02:41:12.752-08:00</atom:updated><title>Rozdział 10 - Nowe znajomości</title><description>&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;W części &quot;tylko dla Niemców&quot; tramwaj był niemal pusty. Andrea usiadła możliwie najdalej od grubego podoficera Wehrmachtu, władczo spoglądającego na wolną przestrzeń wokół. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Po drugiej stronie wszystkie siedzące miejsca były zajęte. Dziewczyna spojrzała na ściśniętych ludzi i zmarszczyła brwi. Przy samej barierce oddzielającej części tramwaju stała dobrze odziana młoda kobieta, na oko w wieku Andrei. Wyniosły wyraz twarzy wskazywał na to, że w ogóle nie czuje się upokorzona zepchnięciem do tylnej części wagonu. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Elegantka wymieniła krótką uwagę z siedzącą na najbliższym siedzeniu dziewczyną. Ta miała w sobie mniej powagi. Kokardka na kasztanowych włosach dodawała jej lekkości. Chudy człowiek, siedzący obok, wstał z głośnym stęknięciem. Zwolnił swoje miejsce i wysiadł na przystanku. Andrea spojrzała w to miejsce. Nikt ponownie go nie zajął, było zbyt ciasne. Niemka przełknęła ślinę, zebrała się w sobie i z zawziętością na twarzy przeszła na drugą stronę tramwaju. Czuła na sobie zdziwione spojrzenia Polaków, lecz nikt nie skomentował jej czynów. Ową powściągliwość tłumaczyła sobie strachem i niechęcią do Niemców. Nic dziwnego, ona sama się bała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Wcisnęła się pomiędzy otyłą kobietę w długim płaszczu a dziewczynę z kokardką na włosach. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Weronika przyglądała się Niemce, przeciskającej się na ich stronę. Obserwowała z ciekawością, jak siada obok Zuzanny. Intrygująca osoba zacisnęła wargi i wbiła wzrok w nogi jegomościa siedzącego naprzeciwko.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Przepraszam, czy mówi pani po polsku? - zagadnęła ją Weronika. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Andrea potrzebowała chwilę, aby zrozumieć, że to do niej. Szybko odwróciła się w stronę nieznajomej i odparła, z ledwie słyszalnym niemieckim akcentem. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Tak, mówię. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Z czystej ciekawości zapytam, dlaczego przesiadła się pani do części dla Polaków?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Nie było w tym żadnej złośliwości. Niemka uspokoiła się trochę i rozluźniła mięśnie twarzy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Nie chcę mieć nic wspólnego z tamtym panem - mruknęła, oglądając się za siebie. Gruby właśnie poprawiał skórzane rękawiczki. Wyprostował się zaraz z zadowoloną miną. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Nic dziwnego - westchnęła Weronika. - Taki grubas...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Niemka uśmiechnęła się mimowolnie. Przekręciła nieco głowę, by ukryć wesołość. Jej rozmówczyni chyba nie przeszkadzała rozmowa z obywatelką Niemiec. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Tak naprawdę to nie podoba mi się ten podział. Chyba to chciałam wyrazić poprzez siadanie tutaj. - Wypowiedziała zdania cicho i powoli. Starała się unikać błędów, nie chciała się ośmieszyć. - Taki... protest. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Zuzanna od jakiegoś czasu siedziała zasłuchana. Teraz poczuła sympatię do tej dziewczyny. Szczupła, blada, wciśnięta na siedzeniu obok. Niby Niemka, niby wróg, a jednak człowiek, taki sam jak inni. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Jak masz na imię? - zapytała Zuzia, starając się mówić wyraźnie i nieśpiesznie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Andrea. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Miło poznać. Zuzanna. - Wyciągnęła dłoń. Andrea, uważając by nie trącić siedzącej obok, delikatnie uścisnęła jej rękę. Zaraz po tym wymieniła uścisk z Weroniką, nie zważając na dziwiących się ludzi. - Dokąd jedziesz, jeśli mogę spytać? &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Do pracy. Do restauracji &quot;Zakątek&quot;. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Może kiedyś cię odwiedzimy - uśmiechnęła się Weronika. - Chyba, że tylko dla Niemców. - Nie mogła powstrzymać kąśliwej uwagi. Andrea zaczerwieniła się lekko. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Nie. Możecie przyjść. - Znów poczuła wstyd za zachowanie swoich rodaków.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Wspaniale. - Weronika zaczęła przedzierać się w stronę wyjścia. - Do zobaczenia zatem!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;Andrea pożegnała dziewczynę delikatnym uśmiechem. Zuzanna pomachała koleżance i z powrotem spojrzała Niemce w oczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Długo pracujesz w &quot;Zakątku&quot;?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- Nie, od tygodnia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: normal; margin: 7px 0px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; margin: 0px;&quot;&gt;- O, muszę już wysiadać. Miłego dnia! - wyskoczyła z dziewczęcą lekkością. Niezwykle przyjemny poranek, pomyślała Andrea. W końcu nie codziennie poznaje się dwie miłe Polki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;Restaurację otwierano o dziesiątej. Andrea przyszła odpowiednio wcześniej. W środku krzątała się już pani Beata, druga kelnerka. Dziewczyna przywitała się z nią. Po krótkim czasie kobieta zdawała się zaakceptować Andreę, pomimo tego, że była Niemką. Andrea obsługiwała głównie niemieckich klientów, choć dobra znajomość polskiego pozwalała jej także na obsługę warszawiaków.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;Odwiesiła swój płaszcz w niewielkiej szatni dla pracowników i przywdziała biały fartuszek. Poprawiła uczesanie, na nowo upinając włosy w koczek. Grzywka wpadała jej do oczu, będzie musiała ją przystrzyc.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;Otworzyła główne drzwi wejściowe, witając pierwszych gości bladym uśmiechem. Wskazała im stolik i przyjęła zamówienie. Przez pierwszą godzinę nie miała za wiele do roboty, pani Beata zajęła się kilkoma dobrze ubranymi Polakami. Na śniadania przychodzili przeważnie bogatsi mieszkańcy Warszawy. Dopiero później, bliżej południa, zaczynał robić się tłok. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;We dwie, kelnerki dawały sobie radę. Tego dnia nie było zbyt wielu Niemców, Andrea przejęła więc część obowiązków współpracownicy. Przy jedynym wolnym zasiadło właśnie dwóch mężczyzn. Andrea swoim zwyczajem podeszła, aby wysłuchać gości. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- ...nie widziałem się z nim ostatnio, panie Tańczyński. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;Polacy, jak się okazało. Starszy, siedzący przodem do niej, zamówił herbatę. Nie należał zapewne do śmietanki towarzyskiej, pomyślała Andrea, widząc jego wysłużone ubranie i nieregularną, szpakowatą bródkę. Jego młody towarzysz dopiero teraz się do niej odwrócił. Andrea poczuła przypływ gorąca. Czarnowłosy nieznajomy był niesamowicie przystojny. Idealnie ułożone czarne jak smoła włosy, inteligentna twarz o łagodnych rysach. Wydało się jej to okropnie głupie, ale zupełnie utonęła w jego ciemnych oczach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Poproszę mocną kawę - głos mężczyzny był spokojny i głęboki. I bardzo męski.&lt;span style=&quot;margin: 0px;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Andrea otrząsnęła się i kiwnęła głową. Oddaliła się, starając się nie biec. Przed oczami miała twarz nieznajomego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;Kelnerka postawiła przed nimi dwie gorące filiżanki. Spojrzenie Roberta spotkało się z zielonkawymi oczami nieznajomej, chowającymi się pod ciemną grzywką, dodającą odrobinę tajemnicy. Dziewczyna zaintrygowała go swoim akcentem i nieodgadnionym wyrazem twarzy. Kapitan Tańczyński odchrząknął. Młody mężczyzna odwrócił się, zmieszany. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Nie mam żadnych wieści o Damianie. - Robert chciał pokazać, że nie zapomniał, o czym rozmawiali przed chwilą. - Spóźnia się, nie miałem z nim kontaktu od trzech dni. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Nasi ludzie go znajdą, sprawdzą na Pawiaku. Mógł wpaść na łapance. Co z tą twoją lekkoatletką? - zapytał jego przełożony.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Zgodziła się zostać naszą łączniczką. Co więcej, na spotkanie przyprowadzi ze sobą jakąś znajomą aktorkę. Ponoć chce złożyć przysięgę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Sprawdzaliście ją?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Siwa twierdzi, że można jej ufać. Mieszka z nią.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Dobrze. Przyjdzie major Car, mówił, że jeden z jego chłopaków znalazł jeszcze jedną łączniczkę. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;Robert skinął głową. Dokończył swoją kawę, Tańczyński herbatę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Do zobaczenia, w środę o tej samej porze u ciotki Heleny. - Zostawił na stole pieniądze i wyszedł. Robert posiedział jeszcze chwilę, wpatrując się w ciemnowłosą kelnerkę. Poruszała się z ostrożnością, lawirując między stolikami, kręcąc przy tym zgrabnymi pośladkami. Jej ruchy cechowała delikatność. Mężczyzna westchnął i wyciągnął kilka banknotów z zamiarem zostawienia napiwku. W końcu dziewczyna podeszła, by zebrać zapłatę. Robert podał jej pieniądze, dotykając przy tym jej dłoni. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Jak masz na imię? - Zapytał, decydując się na wykorzystanie ostatniej okazji. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Andrea. - Dziewczyna zaczerwieniła się, cofnęła rękę i uciekła na zaplecze. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;W bramie kamienicy zamyślona Wercia wpadła na Fryderyka. Nie widziała się z nim przez dwa dni. Chciała uciec do siebie, ale chłopak przytrzymał ją za ramiona.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Wercia, poczekaj - poprosił łamiącym się głosem. Próbowała się wyszarpnąć. - Wercia, proszę!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;Spuściła wzrok.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Co jest?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Wiem, że powinniśmy chwilę porozmawiać, chciałbym, żebyś zrozumiała, dlaczego robię to co robię. Ale potrzebuję twojej pomocy - mówił łagodnym głosem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Ach, no dobrze. W czym ci pomóc? - zapytała beznamiętnie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- W tamtej kamienicy mieszka dziewczyna, na oko w twoim wieku - wskazał budynek. - Nazywa się Zuzanna Kolęda, pomaga w kościele. Znasz ją może?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Widziałam ją kilka razy, jak sprzątała przy ołtarzu. Zaprosiła mnie kiedyś na herbatkę. Poza tym często spotykamy się w tramwaju. A co, podoba ci się? - Droczyła się z nim. Jednak tym razem w jej głosie słychać było nutkę goryczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Werciu, proszę. Muszę się z nią spotkać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Mhm.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Mam swoje obowiązki, muszę wykonywać rozkazy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Oczywiście.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;Stali chwilę na przeciwko siebie. Weronika cały czas próbowała się oswoić z myślą, że pewnego dnia Fryderyk odejdzie, zostawiając ją samą na świecie. Nie umiała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- O, tam idzie Zuza, możesz ją zaczepić - wyciągnęła rękę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 115%; margin: 0px 0px 13px; text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif; font-size: 12pt; line-height: 115%; margin: 0px;&quot;&gt;- Wiesz, że wolałbym się spotkać z tobą - pocałował ją w czoło i pobiegł w stronę oddalającej się sylwetki potencjalnej łączniczki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;u&gt;&lt;/u&gt;&lt;sub&gt;&lt;/sub&gt;&lt;sup&gt;&lt;/sup&gt;&lt;strike&gt;&lt;/strike&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2017/01/rozdzia-10-nowe-znajomosci.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-5536527162474013</guid><pubDate>Sat, 31 Dec 2016 13:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-01-01T11:32:38.993-08:00</atom:updated><title>Rozdział 9 - Jestem zazdrosna o Ojczyznę</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mieszkanie przydzielone rodzinie Andrei wyglądało, jakby poprzedni właściciel opuścił je w pośpiechu. Na krześle leżał smętnie szary sweter. Na kuchence stała patelnia, w chlebaku matka znalazła spleśniały chleb. Poza tym było czysto i schludnie. Warstewka kurzu na meblach świadczyła o tym, że przez ostatni tydzień nikt tutaj nie sprzątał. &lt;br /&gt;- Dziś odpoczywamy, jutro musimy zabrać się za drobne porządki - oceniła pani Schweiger.&lt;br /&gt;- Co się stało z rodziną, która tu mieszkała? - zapytała Andrea z sąsiedniego pokoju. Matka odnalazła&amp;nbsp;ją klęczącą na podłodze. W ręku trzymała małą szmacianą lalkę.&lt;br /&gt;- Nie wiem, kochanie. Może uciekli na wieść o wojnie. - Wyszła, by zająć się rozpakowywaniem walizek. Andrea nie była przekonana, by mieszkańcy uciekali w takim pośpiechu, że właścicielka laleczki nie zdążyła zabrać jej ze sobą. Tym bardziej, że lalka leżała na podłodze obok łóżeczka. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;W jednym ze znanych warszawskich domów mody od rana panowała nieprzyjemna atmosfera. Często się to zdarzało, zwłaszcza, że właściciel był wiecznie niezadowolony. Chodził przygarbiony, nie rozstawał się ze swoim czarnym kapeluszem. &lt;br /&gt;- Panie Tymianek, najbliższy pokaz mody został odwołany. - Asystentka Halina Małgorzewska nawet nie zadała sobie odrobiny trudu, by spojrzeć na zdenerwowanego kierownika, przeglądając plan dnia. Chuda, żylasta kobiecina w puszystych czarnych włosach i cienkich, zaciśniętych ustach przywodziła na myśl surową nauczycielkę.&lt;br /&gt;- Jak to możliwe?! - Pieklił się tłusty mężczyzna z równo przyciętym rudym wąsikiem. - Wiesz, ile przez to pieniędzy stracę, Halina?! Z drogi! - ryknął na przechodzące obok modelki, które rozpierzchły się zaraz, spłoszone. - I co, sesje też odwołane?&lt;br /&gt;- Nie, sesje fotograficzne rozpoczną się za pół godziny.&lt;br /&gt;- Pół godziny? To co te dziewuchy robią na korytarzu?! - wskazał ręką na modelki.&lt;br /&gt;- Są już prawie przygotowane - zapewnił Nowak, człowiek odpowiedzialny za makijaż.&lt;br /&gt;- Jazda, przypilnuj, żeby się gdzieś nie rozmazały. Ma być perfekcyjnie. Gdzie jest krawiec, muszę z nim pogadać. Przyszła do mnie wczoraj niezadowolona klientka, twierdziła, że dostała wadliwy towar - oburzył się. - Wadliwy towar, słyszysz mnie?!&lt;br /&gt;- Krawiec Weiss przychodzi na dziewiątą.&lt;br /&gt;- A gdzie jest Karolina?&lt;br /&gt;- Nie przyjdzie! - dobiegło gdzieś zza parawanu.&lt;br /&gt;- Co to znaczy, że nie przyjdzie? - zaniepokoił się nie na żarty.&lt;br /&gt;- Niemcy ją zastrzelili. &lt;br /&gt;Mina Tymiankowi zrzedła. Jego ulubiona modelka, jego muza, miała już nigdy więcej nie wystąpić w żadnej sesji. Już nigdy więcej nie zobaczy jej gładkiego ciała, jej czerwonych ust...&lt;br /&gt;- Trzeba będzie znaleźć nową modelkę - stwierdziła beznamiętnie Małgorzewska.&lt;br /&gt;- Nową modelkę, nową modelkę... - przedrzeźniał ją Tymianek. - Znajdź mi tu taką, co choć w połowie będzie przypominać Karolinę.&lt;br /&gt;- Izabela jest niebrzydka - krótko skomentowała asystentka.&lt;br /&gt;- Ma być olśniewająca, do cholery! Izabela jest za chuda - mruknął.&lt;br /&gt;- W takim razie trzeba poszukać innej. Teraz zjeżdża się coraz więcej bogatych Niemców, może wśród nich kogoś pan znajdzie. To byłaby dobra reklama dla firmy.&lt;br /&gt;Tymianek zastanowił się.&lt;br /&gt;- Coś w tym jest.&lt;br /&gt;Zaraz jednak stuknął się palcem w czoło.&lt;br /&gt;- Widziałaś kiedyś ładną Niemkę? No właśnie. - Odszedł w swoją stronę. Małgorzewska westchnęła i ruszyła w przeciwnym kierunku. Miała nadzieję, że tego dnia jej droga nie skrzyżuje się już z drogą gburowatego kierownika domu mody. &lt;br /&gt;- Aha, Halina! - krzyknął jeszcze w jej stronę. Odwróciła się niechętnie.&lt;br /&gt;- Przygotuj kawę, za pięć minut w moim gabinecie. I niech będzie gorąca, nie tak, jak ostatnim razem!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Sklepik na ulicy Grzybowskiej stał, jak do tej pory, nienaruszony. Właścicielką lokalu była Anika Chaber, Żydówka sprzedająca dobrej jakości obuwie. Chuda pięćdziesięciolatka z krótko ostrzyżonymi, siedziała za ladą, czytając poezję. Przy wyjściu stał wynajęty strażnik, Janek. Ciemnowłosy, postawny Polak miał za zadanie pilnować porządku. W ostatnich czasach nasiliły się nastroje antysemickie, sklepy żydowskie były często napadane, nawet nie w celu kradzieży. Ludzie, powodowani nieuzasadnioną nienawiścią, niszczyli witryny i grozili właścicielom. Potrafili też zaatakować w dzień lub zwyczajnie zniechęcać klientów.&lt;br /&gt;Na zapleczu odbywały się spotkania konspiratorów ze Służby Zwycięstwu Polski. Członkowie SZP przychodzili osobno i podawali ustalone hasło. Chaber wpuszczała ich na zaplecze, sprawdzając, czy nikt nie patrzy. Na razie odbyły się tutaj dwa spotkania. Żydówka dobrze pamiętała twarz dowódcy oddziału, który zawsze zjawiał się pierwszy. Mimo swoich lat wciąż był przystojny, wąsik i broda przystrzyżone, włosy idealnie ułożone.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Mężczyzna przedstawił się jako Kwiecień, jego podwładni wcale. Byli to w większości młodzi ludzie. To właśnie jeden z nich został ochroniarzem sklepu. &lt;br /&gt;Kobieta stanowczo zaprzeczyła, gdy po kolejnym spotkaniu Kwiecień przedstawił jej plan akcji ukrycia w magazynie broni. Nie było to najbezpieczniejsze miejsce, Niemcy bez trudu mogliby ją odkryć. Magazyn nie służył do ukrywania, lecz przechowywania kartonów z obuwiem. Konspirator zapewnił, że są w stanie załatwić pudła z podwójnym dnem, które miały zmylić przeszukujących. Chaber trzeźwo nadmieniła, że może niebacznie sprzedać takie buty przypadkowemu klientowi. &lt;br /&gt;- Oznaczymy je - rozwiązał problem mężczyzna. - To nawet lepiej, jeśli będziemy chcieli przetransportować broń, nasi chłopcy będą &quot;kupować&quot; buty w oznakowanych opakowaniach. Zapewnimy też dodatkową ochronę i zakupimy u pani buty dla naszych żołnierzy.&lt;br /&gt;Żydówka wiedziała, że nie może się nie zgodzić. Przeczuwała, że jeśli nie pomoże konspiratorom, mężczyzna przejdzie z propozycji do pogróżek. Nie miała zbyt wiele do stracenia, nie miała bliskiej rodziny. Mimo tego lubiła żyć i czytać poezję, toteż przystała na ofertę Kwietnia.&lt;br /&gt;- Tylko nie chcę dodatkowej ochrony, to może wydać się podejrzane - zaznaczyła na odchodnym. - Jeszcze przepędzą mi ludzi!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Babci nie było w domu. Widocznie nie wróciła jeszcze z zakupów. Cisza i pustka jeszcze bardziej dobiły Weronikę. Niedbale rzuciła płaszcz na łóżko, oklapła na krzesełko przed toaletką i spojrzała na swoją zapłakaną twarz, odbijającą się w lustrze.&lt;br /&gt;Schowała amerykańskie papiery do szuflady. Nie mogła teraz wyjechać, nie mogła zostawić Fryderyka. Każdy dzień mógł być tym ostatnim, choć Wercia nie chciała dopuścić do siebie myśli o utracie ukochanego. Z drugiej jednak strony nie potrafiła zrozumieć, jak ten, który miał kochać ją nad życie, wolał zginąć za Ojczyznę.&lt;br /&gt;Czym jest Ojczyzna?&lt;br /&gt;Naprawdę, czym jest Ojczyzna wobec tak olbrzymiej miłości? Dlaczego postanowił walczyć, mimo że mógłby z nią wyjechać? Co takiego zrobiła Ojczyzna, że ludzie chcą za nią życie oddawać?&lt;br /&gt;Honor, jak jej tłumaczył. Czym jest honor? Puste słowo. Cóż one oznaczało? Jakieś zasady, jakieś zobowiązania, jakieś ideały. To nie miało racji bytu. Niemcy wcale nie byli honorowi, kiedy zaatakowali Polskę.&lt;br /&gt;Gdy już opanowała kolejny wybuch płaczu, poprawiła włosy, otarła oczy wierzchem dłoni i chwyciła wolną kartkę papieru. Zabrała z biurka pióro i energicznie skreśliła kilka wersów.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jestem zazdrosna o Ojczyznę&lt;br /&gt;bo kochasz ją bardziej &lt;br /&gt;niż mnie.&lt;br /&gt;Jestem zazdrosna o Ojczyznę, &lt;br /&gt;bo chociaż mógłbyś zginąć za mnie, &lt;br /&gt;pierwej zginiesz za Nią,&lt;br /&gt;a mnie zostawisz samą.&lt;br /&gt;Jestem zazdrosna o Ojczyznę,&lt;br /&gt;bo chociaż chciałbyś być ze mną,&lt;br /&gt;nigdy Jej nie opuścisz.&lt;br /&gt;Jestem zazdrosna o Ojczyznę,&lt;br /&gt;bo ja kocham Ciebie&lt;br /&gt;najbardziej na świecie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Łzy plamiły kartkę. Ręce zaczynały jej coraz bardziej drżeć. Weronika chciała rzucić piórem, powstrzymała się jednak. Odłożyła je delikatnie, odwróciła też kartkę, zakrywając treść. Położyła się na swoim łóżku i ukryła twarz w poduszkę, tłumiąc płacz. &lt;br /&gt;Usnęła, zanim przyszła babcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;~&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwego Nowego Roku!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;u&gt;&lt;/u&gt;&lt;sub&gt;&lt;/sub&gt;&lt;sup&gt;&lt;/sup&gt;&lt;strike&gt;&lt;/strike&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2016/12/rozdzia-9-jestem-zazdrosna-o-ojczyzne.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-6278735989634271358</guid><pubDate>Sat, 24 Dec 2016 22:29:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-01-01T09:58:14.736-08:00</atom:updated><title>Rozdział 8 - Każdy kombinuje</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Na jednej z uliczek na warszawskiej Pradze stanął wysoki siwiejący mężczyzna. Wytrzeszczone oczy co chwila omiatały ciemny zaułek. Na dźwięk kroków sięgnął za pazuchę, dotykając rękojeści noża. Zza zakrętu wyszedł niski człowiek o twarzy, która wyglądała jak ulepiona z gliny.&lt;br /&gt;Wysoki odsunął rękę od prymitywnej, złodziejskiej broni. W zamian za to wyciągnął żylastą prawicę i wymienił uścisk z o głowę niższym mężczyzną.&lt;br /&gt;- Gdzie Kostek? Nie przyszedł jeszcze? - zaskrzeczał mały.&lt;br /&gt;- Nie. O, właśnie idzie. - Niski odwrócił się na głos towarzysza.&lt;br /&gt;- Razem z Andzią. Towar musi być spory - zauważył wysoki. Zasapana para przytargała ze sobą spory wór kradzionych dóbr. Kobieta jęknęła z ulgą, gdy wypuściła ciężar.&lt;br /&gt;- Cichaj, Andzia, jeszcze ktoś usłyszy - zaseplenił jej towarzysz. - Całą drogę bałem się, czy mnie kto nie znajdzie z tym worem.&lt;br /&gt;- Dobra, dobra. Co tam macie?&lt;br /&gt;- Futra, drogie futra, panie Antek - uśmiechnął się złodziejaszek, szczerząc brudne zęby.&lt;br /&gt;- Streszczaj się! - wysoki nachylił się, przypominając uginające się pod wpływem drzewo. Podzielili &quot;towar&quot; pomiędzy siebie. Niski zagarnął największą część, jak przystało na szefa zgrai. Najmniej zostało dla małżeństwa, wykonującego brudną robotę. Nie mogli jednak powiedzieć nic przy Antku, który służył kierownikowi za ochroniarza i podobno nosił przy sobie prawdziwego Colta.&lt;br /&gt;- To, panie Jarku, my się już pożegnamy - wymamrotał nerwowo Kostek. Czuł się nieswojo w obecności Antka.&lt;br /&gt;Złodziejaszek spojrzał na podwładnego.&lt;br /&gt;- Tak... - westchnął. Po chwili namysłu, a myślał wolno, dodał jeszcze - ale następnym razem... Te furta to za mało, żebyśmy przetrwali.&lt;br /&gt;Mimo małego wzrostu i śmiesznego głosiku rzezimieszka wszyscy zrozumieli groźbę najbardziej wpływowego łupieżcy w tej części miasta.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;- Niech będzie pochwalony! - dwaj przyjaciele wkroczyli na zakrystię.&lt;br /&gt;- Na wieki wieków! - Ksiądz proboszcz, mężczyzna po czterdziestce, przyjął Fryderyka i Filipa z otwartymi ramionami. - Co was sprowadza?&lt;br /&gt;- My do pana profesora przyszliśmy - Fryderyk uśmiechnął się porozumiewawczo.&lt;br /&gt;- Ach tak, do pana profesora - przytaknął, gładząc się po wystającym brzuszku. - Zapraszam.&lt;br /&gt;W pod ścianą stała potężna szafa, świeżo przesunięta w nowe miejsce. Ksiądz otworzył drzwi i rozsunął ministranckie komże. Tylna ściana została przerobiona na drzwiczki z dyskretną klamką. &lt;br /&gt;Cała trójka przeszła do ukrytego pomieszczenia. W środku czekał już przystojny, delikatnie siwiejący mężczyzna. &lt;br /&gt;- &quot;Nicpoń&quot; i &quot;Topór&quot;. Witajcie - powitał ich śpiewnym głosem.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, panie profesorze - przywitali się młodzieńcy.&lt;br /&gt;- Na początek przypomnę wam, że używamy pseudonimów - uprzejmie zwrócił mu uwagę. - Poza szkołą jestem dla was &quot;Carem&quot;.&lt;br /&gt;- Tak jest! - odparli. Teraz byli już żołnierzami. &lt;br /&gt;- Czy siostra Hiacynta do nas dołączy?&lt;br /&gt;- Powinna przyjść za kilka minut - odpowiedział ksiądz.&lt;br /&gt;- Już jestem - drzwiczki otworzyły się, ukazując kobietę.&lt;br /&gt;- Wspaniale. Jako że jesteśmy już w komplecie, omówimy plan działania na najbliższe dni. Nie ma co ukrywać, potrzebujemy więcej ludzi, zwykłych mieszkańców. Zajmiecie się werbunkiem nowych żołnierzy. Potrzebujemy też łączniczek - wodził błękitnymi oczami, przenikliwie patrząc w oczy najpierw Fryderykowi, później Filipowi. - Wynajdujcie odpowiednie osoby, obserwujcie je wnikliwie. Gdy uznacie je za wiarygodne, na najbliższym spotkaniu opowiecie mi o nich i, za moją zgodą, nawiążecie kontakt.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- Panie majorze, wydaje mi się, że znam jedną dziewczynkę - wtrąciła zakonnica. - Zapytajcie ją o zgodę. To dobra dziewczyna, sprząta w naszym kościele.&lt;br /&gt;- Czy mamy o niej więcej informacji? - zainteresował się dowódca. - Utrzymuje kontakt w podejrzanymi ludźmi?&lt;br /&gt;- Nic mi o tym nie wiadomo. Mieszka naprzeciw szpitala Świętego Ducha, jest tam wolontariuszką. Doktor Katarzyna ją zna.&lt;br /&gt;- To blisko naszego mieszkania - zauważył Fryderyk.&lt;br /&gt;- W takim razie możesz rozpocząć obserwację i po paru dniach nawiążesz z nią kontakt. &lt;br /&gt;- Tak jest.&lt;br /&gt;- Nazywa się Zuzanna Kolęda - dodała siostra Hiacynta. - Przyjdzie tu dziś popołudniu, możesz na nią zaczekać. &lt;br /&gt;- Dziękuję, skorzystam - skłonił się Fryderyk.&lt;br /&gt;- A ty, &quot;Topór&quot;, jeśli nie masz jeszcze nikogo do obserwacji, zorientuj się, czy ktoś, kto posiada duże mieszkanie byłby skłonny wynajmować je naszym ludziom.&lt;br /&gt;- Tak jest.&lt;br /&gt;- Na mnie już czas. Spotkamy się za tydzień o tej samej porze, w tym miejscu. Szczęść Boże - &quot;Car&quot; pożegnał się i wyszedł przez tajemne przejście ukryte w szafie. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Na dźwięk otwieranych wrót Fryderyk nieznacznie przekręcił głowę, szukając wzrokiem starej zakonnicy. Siostra Hiacynta, gdy napotkała jego spojrzenie, spuściła głowę z obojętnością. Chłopak westchnął cicho po raz kolejny. Nie należał do niecierpliwych, lecz czekał już cztery godziny. &lt;br /&gt;Jeszcze dwie osoby weszły, usiadły w ławce i zaczęły modlić się na klęczkach. Fryderyk zapatrzył się na parę staruszków, gdy nareszcie pojawiła się osoba, pasująca do opisu podanego przez siostrę. Zakonnica nieznacznie kiwnęła głową i podeszła przywitać dziewczynę. Zuzanka uśmiechnęła się, wymieniła kilka słów i weszła do zakrystii. Wróciła z świeżymi kwiatami, które złożyła pod ołtarzem. Wykonała jeszcze kilka prac porządkowych, zanim wyszła, prawdopodobnie w stronę domu.&lt;br /&gt;Na to czekał Fryderyk. Przeżegnał się i wyszedł kilka chwil po Zuzannie. Podążył za nią ulicą, starając się nie tracić z oczu kasztanowych włosów. Dziewczyna zniknęła w bramie kamienicy naprzeciwko szpitala. Młodzieniec rozpromienił się. Budynek niemal stykał się z kamienicą Werci. &lt;br /&gt;Zuzanna upuściła siatkę z zakupami na stół. Zaraz zdjęła płaszcz i usiadła obok. Dziewczyna jeszcze nigdy nie czuła takiego zmęczenia, nieustępującego ani na chwilę. Codzienny dyżur w szpitalu, sprzątanie kościele i niebezpieczne wyprawy ulicami pełnymi Niemców dawały jej się we znaki. &lt;br /&gt;- Mamo, kupiłam wszystko, o co prosiłaś, tylko trochę mniej. Jedzenie drożeje.&lt;br /&gt;- Będziemy musiały mniej jeść - pani Kolęda posłała córce zmęczony uśmiech. &lt;br /&gt;- Wiadomo coś o tacie? - Zuzia zapytała z nadzieją w głosie.&lt;br /&gt;Kobieta usiadła obok i chwyciła rękę córki. &lt;br /&gt;- Ojciec dostał się do niemieckiej niewoli. Wiem, że żyje. Nie mam więcej informacji. - Wstała, zabrała siatkę i odeszła do kuchni.&lt;br /&gt;Zuzanka odmówiła szybką modlitwę za ojca, po czym położyła się na łóżku i zasnęła. To była jedyna możliwa ucieczka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&amp;nbsp;~&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wesołych Świąt!&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2016/12/rozdzia-8-kazdy-kombinuje.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-4809345432982521096</guid><pubDate>Sat, 03 Dec 2016 10:03:00 +0000</pubDate><atom:updated>2016-12-04T02:18:20.227-08:00</atom:updated><title>Rozdział 7 - W odosobnieniu</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Świat powoli nabierał kolorów. Plamy zaczynały się ruszać i przyjmować kształty. Ostrość wracała.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;- Pani Alicjo!&lt;br /&gt;Ktoś coś wołał. Jednak do Alicji na razie nic nie docierało.&lt;br /&gt;- Pani Alicjo! - do niewyraźnego, lecz słyszalnego już krzyku doszedł delikatny, niemal niewyczuwalny dotyk.&lt;br /&gt;- Odsuń się. - Nowy, pewny siebie głos dotarł do aktorki już dużo wyraźniej. Zaraz potem nastąpiło mocne potrząsanie.&lt;br /&gt;- Ale...&lt;br /&gt;- Cicho, nie ma czasu na cackanie się!&lt;br /&gt;Rude włosy załaskotały w szyję. Alicja uniosła słabe ręce i na oślep odgoniła potrząsającą nią osobę.&lt;br /&gt;- Co jeeest... - zamarudziła.&lt;br /&gt;- Bombardują szpital - ktoś silny podniósł ją i poniósł gdzieś w bliżej nieokreślonym kierunku. Żołnierz, przypomniała sobie. Ten, który niósł Amelię. &lt;br /&gt;- Amelia! - wrzasnęła, próbując wyrwać się porucznikowi.&lt;br /&gt;- Pani Alicjo, Amelia nie żyje - bąknęła nieśmiało Zuzanna, pokryta pyłem.&lt;br /&gt;- Ale Amelia! - Aktorka nie chciała pogodzić się ze śmiercią koleżanki. To z nią często grywała w teatrze, po południu wychodziła z nią na miasto, do jednej czy drugiej kawiarenki. Ona nie mogła umrzeć. &lt;br /&gt;- Nic nie zrobisz - ucięła właścicielka rudych loków. - Janek, ja się nią zajmę. I Zuzą także.&lt;br /&gt;- Jesteś pewna?&lt;br /&gt;- Tak. A na ciebie czekają inne obowiązki, niż roznoszenie kobiet po Warszawie. - Chwyciła aktorkę za przegub i poprowadziła do gabinetu doktor Kasi. Siwiejąca lekarka wyjęła tabletki na uspokojenie, podając Alicji jedną, wraz ze szklanką wody. &lt;br /&gt;- Basiu, odprowadzisz panią do domu - przykazała dziewczynie. Alicja w tym czasie połknęła tabletkę. &lt;br /&gt;- Tak jest, pani doktor. Idziemy.&lt;br /&gt;Wymknęły się tylnymi drzwiami, uważając na wybuchy trzęsące miastem.&lt;br /&gt;- Gdzie mieszkasz? Tylko powiedz, że nie na drugim końcu Warszawy - syknęła Basia.&lt;br /&gt;- Gdzie?... - zastanowiła się Alicja. - Ja... nie mam domu. Wyleciał w powietrze - spuściła powieki. &lt;br /&gt;- No i masz - westchnęła. - Zabiorę cię do siebie. Trzymaj się blisko mnie, pobiegniemy i schowamy się w mojej piwnicy. Teraz! Biegnij!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;28 września, 1939&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Rankiem, gdy bombardowania ustały, a wieść o kapitulacji rozchodziła się po mieście, do mieszkania na Zimnej zawitał listonosz z zaległą pocztą. Otworzyła mu babka Weroniki, witając zapraszając strudzonego człowieka na herbatkę.&lt;br /&gt;- Bardzo miłej pani dziękuję, lecz czas nagli. - Zaoponował, podając kobiecie listy. - Niech Bóg nad panią czuwa w tych niepewnych czasach - pożegnał się i odszedł, zgarbiony pod ciężarem listów. Babka zamknęła drzwi, pobieżnie przeglądając listy. &lt;br /&gt;- Weroniko, dostałaś list!&lt;br /&gt;Dziewczyna wybiegła ze swojego pokoju, w pośpiechu dopinając rękawy koszuli. &lt;br /&gt;- Może coś od rodziców? - odebrała dwie koperty. Na pierwszej rzeczywiście widniał podpis państwa Szwajkiewiczów. Weronika otworzyła przesyłkę. W liście informowali ją o bezpiecznym dotarciu do wybrzeży Ameryki. Widocznie wtedy nie wiedzieli jeszcze o wojnie. &lt;br /&gt;Wróciła do pokoju, odłożyła list na biurko i spojrzała na drugą kopertę. Wygnieciona kartka podpisana była przez pracującą w administracji hipodromu, panią Mariannę. Weronika wygładziła powierzchnię pogniecionej kartki i ze złymi przeczuciami zaczęła czytać. Oderwała się na chwilę, opanowując oddech. Niemcy zabrali wszystkie jej konie a opiekuna, pana Włodka, zamordowali. Weronika poczuła napływające uczucia. Niepewność, zmieszanie, strach. Pierwszy raz ktoś zabił człowieka, którego znała. Nie była szczególnie przywiązana do stajennego chłopaka, jednak myśl o jego śmierci wciąż mąciła w głowie. No i konie. Jej dwa wspaniałe wierzchowce zostały jej odebrane i prawdopodobnie już ich nie odzyska. Mimowolnie jej wzrok powędrował na zdjęcie, zrobione zeszłego lata. Siedziała na gniadej klaczce, Fred na białej kobyłce. Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Fryderyk zdecydowanie pewniej czuł się na własnych nogach.&lt;br /&gt;Dziewczyna odłożyła kartkę i wyciągnęła z szafy płaszcz. Nie chciała niepokoić babci smutnymi wieściami, ale nie mogła siedzieć i dusić tego w sobie.&lt;br /&gt;- Babciu, wychodzę odwiedzić Fryderyka! - krzyknęła do starszej pani, wkładając buty.&lt;br /&gt;- Niebezpiecznie szwendać się samemu po ulicach - kobieta ostrzegła wnuczkę. - Wróć proszę na obiad!&lt;br /&gt;- Spokojnie, nie idę daleko - uśmiechem próbowała sobie dodać otuchy. Wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Na ulicy rozejrzała się niespokojnie i szybkim krokiem podeszła do kamienicy na Granicznej. Wbiegła na samą górę i zatrzymała się, by zaczerpnąć oddech. Zbliżyła się do drzwi, zza których słychać było głosy lokatorów.&lt;br /&gt;- ...Służba Zwycięstwu Polski zbiera ludzi do konspiracji. Będziemy walczyć w ukryciu - rozpoznała podekscytowany głos Filipa. Zamarła, słuchając w napięciu odpowiedzi ukochanego.&lt;br /&gt;- Cudownie. Oczywiście jestem chętny.&lt;br /&gt;- Ksiądz dał mi dwa dni na zebranie chłopaków, pojutrze spotykamy się u niego z dowódcą. Składamy przysięgę i dostajemy pierwsze przydziały...&lt;br /&gt;Weronika nie chciała już dalej słuchać. Odrzuciła pomysł ucieczki z powrotem do domu. Musiała spróbować coś zrobić. Zapukała do drzwi. Głosy w środku zamarły. Któryś z przyjaciół ostrożnie zbliżył się by jej otworzyć.&lt;br /&gt;- Wercia? - Fryderyk zdziwił się na widok ukochanej tak wcześnie rano. Zaraz jednak rozpromienił i zaprosił ją do mieszkania. - Wchodź, załapiesz się na śniadanie.&lt;br /&gt;- Cześć, Weronika! - zawołał Filip, siadając do śniadania.&lt;br /&gt;Weronika bąknęła coś na przywitanie i poczekała, aż Fryderyk zamknie drzwi. Nie zdjęła płaszcza ani butów. Stała na środku, wbijając spojrzenie w sylwetkę chłopaka. &lt;br /&gt;- Będziesz dalej walczył przeciw Niemcom?&lt;br /&gt;- Słyszałaś? Ojej – podszedł, by ją przytulić. Nie odwzajemniła uścisku.&lt;br /&gt;- Nie wystarczy Ci praca w szpitalu? – zapytała z rozgoryczeniem.&lt;br /&gt;- Kochanie – nie wypuszczał jej z objęć. – Chcę robić jak najwięcej dla mojego kraju. I ty też powinnaś.&lt;br /&gt;- Niemcy będą was ścigać. Mogą was zabić! – odsunęła go od siebie i spojrzała mu w oczy.&lt;br /&gt;- Jeśli będzie taka potrzeba, z dumą zginę za swoją Ojczyznę.&lt;br /&gt;- A co z rodziną? Czy to nie jej powinieneś bronić?&lt;br /&gt;- Moją rodziną są Polacy. &lt;br /&gt;- A ja? Pomyślałeś o mnie? – Oczy się jej zaszkliły.&lt;br /&gt;- Myślę o Tobie codziennie.&lt;br /&gt;- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. – Była coraz bliżej wybuchu.&lt;br /&gt;- Kochanie, musisz zrozumieć. W ten sposób obronię cały naród, w tym także ciebie. Nie wyjadę z tobą do Ameryki. Musisz myśleć też o innych, nie każdemu powodzi się tak dobrze jak tobie.&lt;br /&gt;Weronika obserwowała Fryderyka, twarz jej zbielała. Zacisnęła usta, podciągnęła nosem i wybiegła z mieszkania.&lt;br /&gt;- Weronika!&lt;br /&gt;Zbiegła po schodach, zanosząc się płaczem. Na ulicy odetchnęła świeżym powietrzem, oparła się o ścianę kamienicy i grzebiąc w torebce odnalazła małą książeczkę. Spojrzała na swój amerykański paszport i rozpłakała się jeszcze bardziej. Miała ochotę podrzeć go na strzępy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Tego dnia pani Schweiger wróciła do domu znacznie szybciej niż zwykle. Zdumiona Andrea oderwała się od cerowania skarpet i spojrzała na matkę pytająco. Odkąd Michael i dziadek odeszli, w domu zrobiło się znacznie ciszej.&lt;br /&gt;- Pakujcie się, wyjeżdżamy. - Gdy napotkały ją dwa zdumione spojrzenia, zmęczona twarz kobiety rozpromieniła się. - Dostałam pracę w Warszawie.&lt;br /&gt;- Gratuluję, mamo.&lt;br /&gt;Pan Schweiger wstał z fotela i objął żonę. &lt;br /&gt;- Jak jedziemy? - zapytał, a jego zachrypnięty głos brzmiał łagodniej niż zwykle.&lt;br /&gt;- Jutro z rana mamy pociąg. Na miejscu dostaniemy mieszkanie. &lt;br /&gt;- Pójdę wyciągnąć walizki - zaoferowała Andrea, wstając od stołu.&lt;br /&gt;- Dziękuję, córeczko. Pamiętaj też o tych z pokoju dziadka.&lt;br /&gt;- Tak, mamo, oczywiście.&lt;br /&gt;Nie szkoda będzie im opuścić to mieszkanie, kojarzące się teraz z wybuchem wojny, zamordowaniem dziadka, wszystkich okrucieństw nagromadzonych w tak krótkim czasie. Kurz zalegający na meblach i zabrudzony dywan nie wyglądały zachęcająco. Na myśl o Warszawie Andrea poczuła, że otwiera się przed nią szansa rozpoczęcia nowego życia, z dala od tego miasta, wojennego zamieszania i wspomnień.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Beata, czterdziestokilkuletnia mieszkanka Warszawy po cichu zamknęła drzwi od swojego mieszkania. Puste pokoje po mężu i synu wynajmowała niemieckiemu oficerowi i polskiemu robotnikowi. O tej porze zwykli już kłaść się spać. &lt;br /&gt;Kobieta z ciężkim westchnieniem odłożyła torbę na krzesło i usiadła obok. Praca w restauracji nie należała do najprostszych, zwłaszcza po stracie drugiej kelnerki. Młoda dziewczyna została zabrana przez Niemców i nic nie wskazywało na to, że wróci, toteż Beata sama obsługiwała gości, dwojąc się i trojąc, by nie czekali zbyt długo. Właściciel odrzucił już kilka kandydatur, chcąc zatrudnić kelnerkę biegle posługującą się językiem niemieckim. Już zaczynał podlizywać się Niemcom. Chociaż przeszkadzało to Beacie, nie mogła się mu postawić, w przeciwnym razie i ona straciłaby pracę.&lt;br /&gt;Zapaliła lampkę na stole i wstała, by przygotować sobie skromną kolację. Zjadła w milczeniu, patrząc na zdjęcie stojące na komodzie pod ścianą. Uwiecznione na nim zostały dwie twarze - jedna poważna, należąca do profesora Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Druga, twarz młodzieńca, uśmiechała się do niej radośnie. &lt;br /&gt;Profesor Stanisław zginął z rąk niemieckich oprawców, mimo że nie walczył przeciw nim. Zaraz po wyjeździe syna do Anglii. Chociaż on był teraz bezpieczny.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;~&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Słowo od autorki&lt;br /&gt;Tak się złożyło, że przez ostatnie półtora miesiąca miałam wyjątkowo mało czasu na pisanie. Mam nadzieję, że niedługo powrócę do regularnego dodawania rozdziałów. &lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2016/12/rozdzia-7-w-odosobnieniu.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-5466456781861373891</guid><pubDate>Thu, 20 Oct 2016 21:02:00 +0000</pubDate><atom:updated>2016-10-27T13:42:15.501-07:00</atom:updated><title>Rozdział 6 - Pierwsze bombardowania</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ulicą Bielańską przemykała drobna postać w szarym płaszczu. Ginęłaby w tłumie gdyby nie burza rudych loków, niesfornie sterczących na wszystkie strony. Niczym cień zniknęła w wejściu ratusza, w którym mieściła się nowo powstała komenda Straży Obywatelskiej. Skierowała zdecydowane kroki ku pierwszemu lepszemu mężczyźnie w mundurze. &lt;br /&gt;- Gdzie znajdę kogoś odpowiedzialnego za Straż Obywatelską? - zapytała w biegu.&lt;br /&gt;- Pani tam spojrzy! - wskazał drzwi za swoimi plecami, oddalając się pospiesznie. Zapewne w jakiejś ważnej, nie cierpiącej zwłoki sprawie. Rudowłosa okręciła się na pięcie i podeszłą pod drzwi. Zapukała delikatnie i, nie czekając na odpowiedź, weszła do środka. Tam zastała młodego oficera, pochylonego nad stertą papierów. Nie mogąc się powstrzymać, przywitała go osobliwą uwagą.&lt;br /&gt;- Spodziewałam się, że będzie pan siedział za biurkiem z papierosem w ustach, leniwie przeglądając papiery.&lt;br /&gt;- Widzi pani - nie odwracając się nawet, odpowiedział. - Ile można siedzieć, prawda?&lt;br /&gt;Odłożył kilka kartek na bok, po czym odwrócił się przodem do swego gościa.&lt;br /&gt;- Słucham? - zapytał krótko, patrząc na nią wyczekująco.&lt;br /&gt;- Nazywam się Barbara Dąbrowska - wyciągnęła szczupłą rękę.&lt;br /&gt;- Porucznik Robert Tokarski. - Uścisnął ją solidnie, po wojskowemu. Baśka nawet nie mrugnęła. Patrzyła poważnie prosto w ciemne oczy młodego porucznika.&lt;br /&gt;- Dopiero przyjechałam do Warszawy. Usłyszałam o tworzeniu Straży Obywatelskiej, pomagającej ludności cywilnej. Chciałabym się dołączyć.&lt;br /&gt;- Podoba mi się pani entuzjazm - odparł mężczyzna. - Przemyślała to pani dobrze? To nie jest lekka praca. - Drobna postura Baśki kontrastowała z muskularnymi sylwetkami mężczyzn, którzy zgłosili się do tej pory.&lt;br /&gt;- Niech się pan o mnie nie martwi. Jestem lekkoatletą. Zawsze może mi pan dać szansę. - Wypowiedziała to takim tonem, jakby zupełnie nie dbała o werdykt. Porucznik uśmiechnął się. Wyglądał na inteligentnego, pogodnego człowieka. Baśka wyobraziła go sobie jako kolegę z uniwersytetu. Tymczasem on patrzył na nią, jakby widział w niej jakowyś potencjał.&lt;br /&gt;- Myślę, że znajdzie się coś dla ciebie. - Nakazał jej podążać za sobą. Baśka poczuła, że wyjdzie z tego coś dobrego. Postanowiła zaufać temu człowiekowi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem, gdy Fryderyk i Filip wrócili po ciężkich zajęciach połączonych z pomocą rannym, we trójkę z Weroniką zasiedli na kanapie i pogrążyli się w rozmowie. Jakkolwiek próbowali zapomnieć o wojnie, każdy nowo rozpoczęty temat kończył się na obecnej sytuacji. &lt;br /&gt;Herbata, którą pili, zaczynała się kończyć. Wojna dawała się wszystkim we znaki. Weronika codziennie drżała o ukochanego, zaś młodzieńcy nieśli pomoc w akademickim szpitalu, sfrustrowani brakiem czasu na udział w walce zbrojnej. &lt;br /&gt;- Martwię się o Kornela i rodziców - mówił Fryderyk. - Gdańsk stał się jeszcze bardziej wrogi Polakom niż kiedyś. &lt;br /&gt;- Jeśli będzie im źle, wyjadą stamtąd. - Weronika objęła go wolną ręką, w drugiej trzymając filiżankę. - Pisałeś do nich ostatnio?&lt;br /&gt;- Tak, przedwczoraj wysłałem list.&lt;br /&gt;- Są dorośli, Fryc, poradzą sobie. - Filip dodał przyjacielowi otuchy. - O Kornela zadbają, zresztą on jest harcerzem. Da radę.&lt;br /&gt;- Fryce to miasto atakują - trzepnął go Fryderyk. - W ostatnim liście rodzice zastanawiali się nad przyjazdem tutaj. &lt;br /&gt;- Czemu nie, ktoś mógłby nam obiady gotować - zaśmiał się chłopak.&lt;br /&gt;- Wy faceci, wszyscy tacy sami. Kobiety nie są tylko od gotowania - żachnęła się dziewczyna. &lt;br /&gt;- A od czego? - Wtrącił Filip.&lt;br /&gt;- Ależ oczywiście, kochanie. - Fryderyk pogładził ją po głowie, drugą ręką trącając przyjaciela. - Mieszkanie samo się nie sprzątnie.&lt;br /&gt;W ostatniej chwili udało mu się zasłonić przed nadlatującą poduszką. Zaśmiał się głośno, przechwytując miękki przedmiot i rzucając go za siebie. Poduszka uderzyła o głowę Filipa, kończącego swoją herbatę. Chłopak zaklął, wycierając usta. &lt;br /&gt;- Zaraz oberwiesz!&lt;br /&gt;Bitwa na poduszki trwała w najlepsze, gdy nagle ze wszystkich stron dobiegł ich głośny alarm. W jednej chwili przestało im być do śmiechu. &lt;br /&gt;- Do piwnicy! - Fryderyk chwycił koc i wręczył Weronice, już ubranej w płaszcz. - Filip, zasłoń okno u siebie! - To mówiąc, pobiegł do siebie. Dziewczyna w tym czasie chwyciła koc pod pachę, wyniosła z kuchni bochen chleba i otworzyła drzwi na korytarz.&lt;br /&gt;W pośpiechu zeszli na sam dół, czekając, aż wszyscy sąsiedzi przecisną się przed nimi. W piwnicy znaleźli sobie kącik pod ścianą, rozłożyli koc i usiedli skuleni. Pierwsze bomby eksplodowały na ulicy. Fryderyk przycisnął zwiniętą w kłębek Weronikę, Filip nakrył się wolną końcówką koca, próbując zasnąć pomimo huków. &lt;br /&gt;Nalot trwał całą noc.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;Zazwyczaj, po udanej próbie, aktorki wracały do domu przez park w wesołych podskokach. Tym razem jednak Alicja Nemo wlokła się ponuro u boku koleżanki. Młoda kobieta czuła się, jakby przybyło jej czterdzieści lat. Wciąż starała się trzymać fason. Płaszcz nonszalancko zawiesiła na ramieniu, odsłaniając nową sukienkę. &lt;br /&gt;- Hej, Amelia, myślisz, że długo to jeszcze potrwa? - wysiliła się na niefrasobliwy ton. Mimo że była aktorką, granie szczęśliwej w tych okolicznościach nie należało do łatwych wyzwań. Życie było zdecydowanie najtrudniejszym przedstawieniem.&lt;br /&gt;- Alicjo, nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że niedługo. Niemcy wcale nie mają tak dużej przewagi.&lt;br /&gt;- Skąd wiesz? - zaciekawiła się. Wszystkie aktorki lubiły plotki.&lt;br /&gt;- Dyrektor tak wspominał. Mówi, że prędzej czy później się zniechęcą.&lt;br /&gt;- Oby miał rację - westchnęła Alicja.&amp;nbsp; Dalej szły już w milczeniu. &lt;br /&gt;Pierwsza bomba upadła na ulicy Królewskiej, nieopodal domu Alicji.&lt;br /&gt;- Biegiem, do mojej piwnicy! - krzyknęła aktorka, ciągnąc za rękę półprzytomną ze strachu Amelię. Niebo przecięło tuzin samolotów, po chwili pojawiły się następne. Teraz biegły już obie dziewczyny, wrzeszcząc, jęcząc, płacząc, w końcu dysząc ze zmęczenia. Dopadły do bramy kamienicy, wycieńczone szaleńczym biegiem. Alicja wyciągnęła klucz i zaczęła mocować się z zamkiem.&lt;br /&gt;- Widziałaś, ile ich było?! - zawodziła Amelia. Alicja nie słuchała. Wreszcie otworzyła, wpadając do środka.&lt;br /&gt;- Chodź, Amel...&lt;br /&gt;Bomba eksplodowała tuż obok. Huk był ogłuszający. Przerażona kobieta wyjrzała za drzwi.&lt;br /&gt;- Amelia?&lt;br /&gt;Brak odpowiedzi.&lt;br /&gt;- Amelia! - Zawyła Alicja na widok koleżanki leżącej bez ruchu. Pomimo bomb spadających dookoła, wyszła na zewnątrz i uklęknęła przy jej głowie. Z lewego ucha ciekła krew. Ciało aktorki pokryte było pyłem. - Amelia, słyszysz mnie?! - wyjęczała, wybuchając płaczem. - Wstań!&lt;br /&gt;Amelia poruszyła głową i jęknęła. Próbowała coś powiedzieć, lecz nie dała rady. Z bólem uniosła dłoń i dotknęła uszkodzonego ucha.&lt;br /&gt;- Boli - wychrypiała. &lt;br /&gt;- Musimy iść do szpitala, chodź!&lt;br /&gt;- Aaaaaa... - jęknęła ranna, gdy Alicja zaczęła szarpać jej rękę.&lt;br /&gt;- Może pomogę? - nad nimi pojawiła się nagle blada twarz młodej dziewczyny. - Pani Alicja!- rozdziawiła usta. Zaczerwieniła się, ale nie zapomniała o leżącej. - Musimy zaprowadzić ją do szpitala.&lt;br /&gt;Alicja wlepiła w nią błędny wzrok, chwilę trawiąc słowa nieznajomej.&lt;br /&gt;- Ktoś ty?&lt;br /&gt;- Mam na imię Zuzanna, pomagam w szpitalu. &lt;br /&gt;- Tak. Tak - rzekła już pewniej aktorka - musimy jej pomóc. Wstawaj, Amelia, idziemy do szpitala!&lt;br /&gt;- Spokojnie, nie tak. Podnosimy ją na mój znak, za ramiona. Trzy cztery!&lt;br /&gt;Sapiąc i dysząc, ruszyły ulicą, podskakując ze strachu, gdy obok rozbijała się jakaś bomba. Musiały zrobić przerwę, aby odsapnąć. Schowały się w bramie jednej z kamienic, wraz z kilkoma przypadkowymi przechodniami.&amp;nbsp; Zuzanna rozejrzała się po zebranych. Kilku starszych mężczyzn szeptało w napięciu. Na ziemi kuliło się dwoje dzieci. Ciemnowłosy młodzieniec w mundurze wojskowym trzymał za ramiona panikującą kobietę, próbując przemówić jej do rozsądku.&lt;br /&gt;- Nie może pani teraz tam iść.&lt;br /&gt;- Ale... tam, pod gruzami... rodzice...&lt;br /&gt;- Nie żyją, a pani cudem uniknęła śmierci pod gruzami. Proszę usiąść i się uspokoić.&lt;br /&gt;- Ale...&lt;br /&gt;- Przepraszam - Zuzanna podeszła do żołnierza. - Czy mógłby pan nam pomóc? Trzeba tę kobietę przenieść do szpitala - wskazała na Amelię.&lt;br /&gt;Mężczyzna rzucił okiem na pojękującą aktorkę, próbującą dotknąć ucha, podczas gdy Alicja odtrącała jej ręce.&lt;br /&gt;- Zgoda. - Puścił kobietę, pozwalając jej osunąć się na ziemię. Podniósł ciało Amelii, rozejrzał się, czy nie widać nad nim żadnego wrogiego samolotu i wyszedł na ulicę. Nawet kiedy niósł na rękach aktorkę, Zuzanna i Alicja musiały niemal biec, by dotrzymać mu kroku. &lt;br /&gt;Zmordowani i porządnie wystraszeni, dotarli do szpitala. Tam, pomimo tłoku, Amelią zajęła się fachowa opieka. Lekarka dyżurna znała Zuzannę, toteż postarała się o opiekę dla Amelii. Kobieta kazała rannej usiąść na krześle, nie było wolnych łóżek. &lt;br /&gt;- Zaraz ktoś do ciebie przyjdzie - zapewniła koleżankę Alicja. - Podziękuję temu żołnierzowi, co ci pomógł i wrócę by dotrzymać ci towarzystwa - puściła rękę Amelii i wyszła na korytarz szpitalny. &lt;br /&gt;- Komu mam być wdzięczna? - podniosła umęczony wzrok na wojskowego. Zuzanna poszła gdzieś z doktor Katarzyną, lekarką dyżurną.&lt;br /&gt;- Podporucznik Jan Bednarz - zasalutował. - Zostawiam was, w szpitalu powinnyście być bezpieczne. Budynek oznakowano flagą z czerwonym krzyżem. Jak skończą się naloty, wracajcie do siebie i uważajcie. &lt;br /&gt;Alicja podziękowała w imieniu swoim i Amelii. Chciała wrócić do Amelii lecz na szpital spadły pierwsze bomby. Huknęło, zawaliła się jedna ze ścian. Kiedy pył opadł, Alicja nie miała już do kogo wracać.&lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2016/10/rozdzia-6-pierwsze-bombardowania.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-4652009463323065535</guid><pubDate>Sat, 08 Oct 2016 17:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2016-10-14T10:24:10.987-07:00</atom:updated><title>Rozdział 5 - Nasze dramaty</title><description>&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;7 września, 1939&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Po dniu i nocy spędzonych w piwnicy, Schweigerowie wracali do swego mieszkania. Ludzie przemykali od czasu do czasu pustymi ulicami. Pod oknem miauczał chudy kot. Andrea podeszła, by pogłaskać zwierzę, co nie spodobało się jej ojcu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Andrea, nie zajmuj się głupstwami, pomóż matce. Sama nie udźwignie dziadka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Śniadanie zjedli w milczeniu. Nikomu nie było do śmiechu. Trzymali głowy nisko, skupieni na swoich talerzach.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Naraz zadudnił karabin maszynowy, wybuch wstrząsnął murami domu. Andrea podskoczyła na swoim siedzeniu. Wzdrygnęła się, gdy usłyszała, jak ktoś z hukiem wpada do kamienicy. Z klatki schodowej obłąkany człowiek darł się na całe gardło.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Uciekajcie! Ludzie, Niemcy idą! - Rozległo się walenie do drzwi. Andrea poznała ten głos, choć był zmieniony przez przerażenie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Barbaro, co ty robisz?! - syknęła dziewczyna, wychylając się zza uchylonych drzwi. Na korytarzu stała jej znajoma, rudowłosa Polka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Niemcy idą! Wy też lepiej uciekajcie... - Do kamienicy wbiegli żołnierze, hałasując ciężkimi butami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie jest za późno, uciekaj! - wrzasnęła histerycznie Barbara. Odwróciła się lecz gdy ujrzała wyłaniających się zza zakrętu niemieckie mundury, wepchnęła się do mieszkania Andrei, nie zważając na zdziwione okrzyki. Wbiegła do salonu, otworzyła okno i wyskoczyła przez nie na dziedziniec. Oszołomiona Andrea zamknęła drzwi i pobiegła za Polką. Stanęła przy parapecie, podążając wzrokiem za oddalającymi się rudymi lokami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zamknęła okno akurat, gdy po stronie korytarza brutalnie próbowano wywarzyć wejście. Tym razem to matka wpuściła nieproszonych gości. Dywan pokrył się kurzem i błotem z żołnierskich butów, gdy kilka ich par przemierzało salon.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co to ma być?! - wrzasnął jeden z Niemców. - Niemcy, którzy kryją się po domach? I pomagają w ucieczce Polakom? Wstać i walczyć! Ty - wskazał na Schweigera - dlaczego nie w wojsku?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ojciec jest chory - warknęła Andrea, przesuwając się nieznacznie w jego stronę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie wtrącaj się! - Najbliższy żołnierz uderzył ją w twarz. Matka rzuciła się, łapiąc upadającą córkę i dotykając jej policzka. Pojawił się na nim czerwony ślad.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A ty? - dowódca podszedł do dziadka. - Możesz chodzić?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zostawcie go... - wyjęczała Andrea, odpędzając się od rąk matki.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Proszę, on już swoje przeszedł... - błagała kobieta ze łzami w oczach.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zabrać go - rozkazał Niemiec swoim podwładnym. Dwoje rosłych strzelców zawiesiło karabiny na ramieniu, chwycili starszego pana za ramiona i wywlekli z pokoju.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie! - krzyknęła za nimi Andrea, wstając i na chwiejących się, chudych nogach ruszyła za oprawcami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaraz - jej ojciec chciał przeszkodzić żołnierzom, chwytając jednego z nich za rękaw. Niemiec otrącił go, aż mężczyzna zatoczył się do tyłu. Żona przypadła do niego, cicho łkając. Andrea powiodła po mieszkaniu błędnym wzrokiem. Ujrzała plecy dziadka. Chwyciła ze stołu nóż i rzuciła się z nim na żołnierzy niosących starszego pana. Dowódca z łatwością udaremnił jej próby ataku, odtrącając jej rękę i uderzając ją trzymanym karabinem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zostawili członków rodziny Schweigerów leżących na podłodze, razem z kurzem, pyłem i błotem, upokorzonych i pokonanych. Żołnierze wyszli, kolejno odwiedzając sąsiednie mieszkania. Jedynie dwaj, ciągnący dziadka Andrei wyszli na podwórze. Huknął wystrzał z pistoletu. Bezwładne ciało upadło na ulicę. &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- A mówił, żeby stąd wyjechać - wymamrotała Andrea nieprzytomnie. Chwilę później zemdlała.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;8 września, 1939&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wybuchła wojna. Tego dnia stało się to oczywiste dla wszystkich mieszkańców Warszawy. Panika i chaos paraliżowały miasto. Ceny skoczyły, co odczuwali nie tylko najbiedniejsi. Drogi zatamowane były załadowanymi po brzegi samochodami. Dym unosił się z podpalonych przez bomby budynków. Ulice przemierzali zmęczeni żołnierze, mężczyźni z łopatami i kilofami śpieszyli do kopania rowów, omijając prowizoryczne barykady z przewróconych autobusów.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Weronika, pogrążona w beznadziejnej rozpaczy, codziennie udawała się do kościoła Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Siadała w ciszy, modliła się, a może tylko rozmyślała. Tym razem uniosła zamglony wzrok, odgarnęła kosmyk włosów i zaczęła się przyglądać dziewczynie zamiatającej świątynię. Nie mogła być dużo starsza od niej. Teraz rozmawiała z przygarbioną siostrą zakonną.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zuzanko, rozmawiałam z doktor Kasią. Mówi, że przyda jej się każda pomoc w opiece nad rannymi. Mieszkasz naprzeciwko szpitala, może mogłabyś poświęcić kilka godzin dziennie na pomoc? Ja sobie dam radę w kościele, nie ma tak dużo do zrobienia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ależ siostro Hiacynto, dziękuję, że mi o tym mówisz. Na pewno pomogę. Czy mogę coś jeszcze zrobić? Niech się siostra nie krępuje i mówi!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dzięki Bogu za taką dzieweczkę - wzruszyła się stara zakonnica. - Jeśli będzie taka potrzeba, dam Ci znać. Jest jeszcze szpital przy szkole dla lekarzy wojskowych.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak, wiem gdzie. To trochę daleko, ale jeśli będzie trzeba, to pomogę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Och, dziecko - siostra objęła pokrytą kasztanowymi włosami głowę. - Ale cóż to za młoda dama w tamtej ławce? Przychodzi tu już od tygodnia. A nie przypominam sobie, żebym ją kiedykolwiek wcześniej widziała...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Masz rację, siostro. Może podejdę, zapytam, czy wszystko w porządku?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Idź, drogie dziecko - kobieta uśmiechnęła się zachęcająco.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zuzanna przeżegnała się przed ołtarzem i podeszła do ławki, w której siedziała już Weronika. Klęknęła obok, pomodliła się za pomyślne spotkanie i cicho zagadnęła dziewczynę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Niech będzie pochwalony.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Na wieki wieków - odpowiedziała Wercia, spinając się, widząc obok siebie obcą osobę. Zuzanna nie zraziła się, widząc niedostępną twarz, przepełnioną bólem i strachem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jestem Zuzanna. Widzę, że przychodzisz tu od niedawna. Dasz się zaprosić na herbatę do zakrystii? Widzę, że coś cię trapi. Może chciałabyś porozmawiać z księdzem?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję, jesteś bardzo uprzejma - przez zbolałe oblicze przemknął cień uśmiechu. - Poprzestanę na herbatce.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Chwilę jeszcze spędziły, modląc się obok siebie. Gdy Wercia podniosła się i wyszła z ławki, spojrzała pytająco na Zuzannę. Ta uśmiechnęła się i wskazała drogę. Zaprowadziła nowo poznaną do zakrystii. Dużo tu było drewnianych szaf, komód i szuflad. Na środku stał stół nakryty białym obrusem. Siostra Hiacynta przyniosła herbatę. Zuzanna przedstawiła ją gościowi.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jestem Weronika - dziewczyna dopiero teraz ujawniła imię.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Bardzo nam miło - Zuzanna usiadła obok zakonnicy, Weronika po przeciwnej stronie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Od dawna w Warszawie? - &amp;nbsp;spytała młoda wolontariuszka. - Herbata nie za gorąca?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Bardzo dobra, dziękuję. Przyjechałam dwa tygodnie temu.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zostajesz na dłużej?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Chyba nie mam wyboru. Chciałam studiować w szkole handlowej, ale na razie nikt nie mógłby się skupić na nauce, kiedy toczy się bitwa o miasto.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Racja - westchnęła Zuzanna. - Mieszkasz gdzieś w okolicy? To teraz twój kościół parafialny?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak, mieszkam blisko szpitala Świętego Ducha.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ojej, to zupełnie tak jak ja! - Rozpromieniła się dziewczyna. - Mogłybyśmy się spotkać od czasu do czasu, wydajesz się być miłą osobą - zarumieniła się odrobinę. - Chociaż teraz wszyscy są zajęci przez wojnę. Działasz w służbie cywilnej? Czy może w szpitalu?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zuzanko, daj tej młodej dziewczynie odsapnąć, zadajesz dużo pytań. - Siostra spojrzała z troską na Weronikę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ależ nic się nie stało. Brakuje mi kogoś, z kim mogłabym porozmawiać - szybko wtrąciła Weronika. Odwróciła się do Zuzanny. - Nie udzielam się w żadnej służbie ani pomocy. Zajmuję się mieszkaniem, pomagam babci. Zdaję sobie sprawę z tego, iż muszę znaleźć jakąś pracę, ale... jakoś... Na razie nie mam do tego głowy. - Zmarkotniała. Oczy się jej zaszkliły. Dzielnie walcząc z łzami, upiła łyk ze swojego kubka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziecko, czy coś się stało? - Siostra Hiacynta bezbłędnie odczytała emocje dziewczyny.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ależ nic! - odpowiedziała, prostując się nieco i przywdziewając maskę obojętności.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wspominałaś, że mieszkasz z babcią - dołączyła się Zuzanna. - Czy twoi rodzice, znaczy ojciec, znaczy... - umilkła, speszona spojrzeniem zakonnicy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Rodzice są w podróży - bardzo długiej, chciała dodać. - Nie walczą na wojnie, jeśli o to chodzi - uśmiechnęła się łagodnie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Och... - Zuzanna westchnęła. - Dziękuj Panu, że ich zachował. Mój ojciec pojechał bronić Westerplatte i słuch po nim zaginął... - Przerwała, obawiając się swoich własnych myśli.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Weronika, czując, że nowo poznana dziewczyna może się rozpłakać, wstała i usiadła obok Zuzanny, obejmując jej dłoń. Jej sytuacja była bardzo smutna. Wercia poczuła się nieswojo, gdy przypomniała sobie, jak rozpaczała po decyzji Fryderyka. On żył i miał się dobrze, chodził do akademickiego szpitala, pomagał ludziom i miał dla niej czas. Tymczasem ojciec biednej Zuzi wyjechał i nie wiadomo nawet, czy jeszcze żyje.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Będę się modlić za twojego ojca - więcej nie mogła zrobić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dziękuję - szepnęła, zaciskając palce na dłoniach Weroniki.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nigdy nie wiadomo, kiedy wojna się skończy. Może niedługo się spotkacie? - Próbowała niezręcznie pocieszyć skuloną na krześle Zuzannę. Chociaż sama nie wierzyła w to, co mówi. Prawdziwa wojna dopiero się zaczyna.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;~&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Słowo od Autorki&lt;br /&gt;Chciałabym podziękować za pierwsze komentarze, które mobilizują mnie do pisania. Pod wpływem zdwojonej weny twórczej udało mi się stworzyć prowizoryczne portrety kilku bohaterek opowiadania. Tylko która to która? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-2slMbk08ep0/V_kyOaXZh0I/AAAAAAAAADQ/Q9R8Nb6UeI8pw-0kRbzZllrFAm0k43cugCLcB/s1600/Wercia.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-2slMbk08ep0/V_kyOaXZh0I/AAAAAAAAADQ/Q9R8Nb6UeI8pw-0kRbzZllrFAm0k43cugCLcB/s320/Wercia.jpg&quot; width=&quot;233&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-3QVTPbuBOQQ/V_kyP5bOJwI/AAAAAAAAADU/x8OJAtyCHw4ssaTTOzsyqgBY1pR7enqmACLcB/s1600/Andrea.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-3QVTPbuBOQQ/V_kyP5bOJwI/AAAAAAAAADU/x8OJAtyCHw4ssaTTOzsyqgBY1pR7enqmACLcB/s320/Andrea.jpg&quot; width=&quot;249&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-lJ2N29rM-gk/V_kyQxhPBeI/AAAAAAAAADY/-zUEKWGVtVcrG3TLPdON48VQlZrsex_vwCLcB/s1600/Zuza.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-lJ2N29rM-gk/V_kyQxhPBeI/AAAAAAAAADY/-zUEKWGVtVcrG3TLPdON48VQlZrsex_vwCLcB/s320/Zuza.jpg&quot; width=&quot;226&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Mam gorącą prośbę, aby w komentarzach zawierać wszelkie błędy, jeśli jakoweś zauważycie podczas czytania opowiadania. Z góry bardzo dziękuję,&lt;br /&gt;Choineczka</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2016/10/rozdzia-5-nasze-dramaty.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://3.bp.blogspot.com/-2slMbk08ep0/V_kyOaXZh0I/AAAAAAAAADQ/Q9R8Nb6UeI8pw-0kRbzZllrFAm0k43cugCLcB/s72-c/Wercia.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-9039858224008815624.post-5041853636812843856</guid><pubDate>Sat, 01 Oct 2016 21:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-04-11T12:52:10.644-07:00</atom:updated><title>Rozdział 4 - Wybuchy</title><description>1 września, 1939&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Weronika, śniadanie!&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dziewczyna otworzyła klejące się jeszcze oczy i wygrzebała się spod kołdry. Nałożyła czystą sukienkę, przełożyła przez głowę łańcuszek z krzyżem, zapięła na nadgarstku zegarek i wyszła z pokoju.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Babcia krzątała się w kuchni, gotując od samego rana. Miała w zwyczaju wstawać o szóstej, włączać radio i przygotowywać posiłek. Wtedy budziła wnuczkę, dawała jej kilka minut na ubranie się i przyjście na śniadanie. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dzień dobry, babciu. - Zajęła swoje miejsce za stołem.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Dzień dobry, dzień dobry. Jak się spało?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Bardzo dobrze, dziękuję. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Pani Bronisława usiadła naprzeciwko dziewczyny. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Częstuj się, to jaja od mojej szwagierki ze wsi. No, co jest? - Zmarszczyła brwi. Weronika w pierwszej chwili nie pojęła, o czym mówi babka. Gdy ta podeszła do radioodbiornika, dziewczyna zrozumiała, co jej nie pasowało. Program radiowy został przerwany, podczas gdy spiker wygłaszał jakiś komunikat. Babcia podgłośniła radio i cofnęła się na swoje miejsce.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- &quot;...Za chwilę usłyszą państwo komunikat specjalny.&quot;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Co za komunikat specjalny? - niedosłyszała Weronika.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cicho będziesz, to się dowiemy - uciszyła ją babka, zasłuchana w inny głos, z werwą wygłaszający kolejne słowa.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- &quot;A więc wojna!..&quot;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Weronika zamarła. Strach ścisnął ją za gardło. Dalsze słowa spikera docierały do niej jak przez mgłę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czy to znaczy, że te wybuchy, które słychać od rana, to nie są ćwiczenia obrony przeciwlotniczej?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Skoro mamy wojnę, to mogą nie być ćwiczenia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie - mruknęła Weronika. - Nie - powtórzyła, wybiegając z kuchni.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Weroniko, dokąd idziesz? - zawołała za nią babcia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Zaraz wracam. - Wciągnęła na siebie płaszczyk.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie idź teraz nigdzie, nawet śniadania nie skończyłaś! - Pani Bronisława stanęła w korytarzu, przyglądając się, jak Weronika kończy wiązać buty.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Babciu, musimy wyjechać. Spakuj najważniejsze rzeczy, przecież mogą tu przyjść!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kto? Litości...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ale Weronika już mknęła w dół, przeskakując po parę stopni naraz. Opanowawszy nieco rozwiane włosy, pomaszerowała pustym chodnikiem. Ostatnie kilka kroków dzielących ją od bramy kamienicy na Granicznej przebiegła. Wpadła do środka, pokonała skrzypiące schody na najwyższe piętro i załomotała do drzwi. Usłyszała ze środka stłumione wołanie.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Momencik, już idę!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zazgrzytał zamek. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wercia? - Fryderyk powitał ją, zdumiony. Miał na sobie tylko luźne spodnie i podkoszulek. - Wszystko w porządku? - przyjrzał się jej potarganym włosom i przestraszonej twarzy, zaniepokojony. - Wejdź, Filip akurat wyszedł.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Fred - objęła go, przyciskając mocno. Nie zastanawiając się, młodzieniec uczynił to samo. - Wojna się zaczęła.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wiem, słuchałem radia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Odsunęli się od siebie i spojrzeli sobie w oczy. Fryderyk położył ręce na ramionach Weroniki.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- I co teraz?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nic. Odeprzemy wroga i wrócimy do normalnego życia.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Odeprzemy? Skąd możesz mieć pewność?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Werciu, nie przejmuj się. - Uspokoił ją z pobłażliwości.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak mam się nie przejmować? Przecież wezmą cię do wojska...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cichutko - objął ją ponownie. - Pójdę spełnić swój obywatelski obowiązek i wrócę, nim się obejrzysz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Na wojnie wszystko może się wydarzyć. - Tupnęła nogą jak mała dziewczynka.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Módl się więc, aby nic złego się nie wydarzyło.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Wyjedźmy stąd póki możemy. - Prośba była ostatnim akt desperacji. Wercia była bliska płaczu. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Kochanie, to moja Ojczyzna. Nie mogę jej zostawić. Dobrze wiesz, że nigdy bym z&amp;nbsp; Polski nie wyjechał. Kiedyś to zrozumiesz.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wercia nie chciała tego zrozumieć. Z całej siły próbowała się nie rozpłakać, to ona zawsze potrafiła opanować swoje emocje, zachować twarz. Dziś jednak doszło do tego, czego obawiała się przez całe życie - Fryderyk miał odejść, aby walczyć o to, w co wierzył. Oczy dziewczyny wypełniły się łzami.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Czyli wszystko przesądzone - odwróciła się i wyszła z mieszkania. Nie odwracając się, krzyknęła na pożegnanie. - Do zobaczenia! Pozdrów Filipa!&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Weronisiu!... - Dziewczyna zniknęła za drzwiami. Fryderyk wybiegł za nią, łapiąc za nadgarstek.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Weronisiu... - westchnął - nie smuć się. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Chodź, zrobię Ci herbatę. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Zaprowadził całkowicie zrezygnowaną dziewczynę z powrotem do mieszkania. Usadził ją na sofie we wspólnym pokoju i przyniósł jeszcze ciepłą herbatę. Widząc, jak łzy ściekają z oczu ukochanej, odstawił dzbanek na ozdobnej komodzie i usiadł obok dziewczyny.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Werciu, nie płacz. Proszę - sam wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać. Weronika otarła oczy, wyciągnęła z kieszeni białą chusteczkę i wydmuchała w nią nos. - No, już wszystko dobrze - Fryderyk przytulił ją do siebie i pocałował w czoło. Dziewczyna wzdrygnęła się, gdy dotknął palcami jej szyi. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Obiecaj mi... Nie. Przecież nie możesz mi obiecać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Że wrócę? Nie muszę nic obiecywać. Na razie nic się nie dzieje a ja, mimo wojny, jestem tutaj, z tobą. Później będę musiał iść, pomóc żołnierzom... - Weronika, nie chcąc dalej słuchać słów, które raniły jak noże, pocałowała chłopaka w usta. Fryderyk wciągnął głośno powietrze, zapominając o dokończeniu zdania. Zdołał dopowiedzieć jedynie parę słów - będzie dobrze, zobaczysz...&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Andrea zeskoczyła z łóżka i otworzyła okno na oścież. Oprócz świeżego rannego powietrza, wiatr przygnał też dudnienie dział. Słysząc niespokojne głosy rodziców, szybko zamknęła okiennice. W następnym momencie ojciec wpadł do jej pokoju. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tato, czy to Niemcy? - ziewnęła dziewczyna. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak, córeczko - zza pleców mężczyzny wyłoniła się matka Andrei. Przytuliła córkę, uspakajając drżące ręce. - Bądź spokojna, nic nam nie zrobią. Jesteśmy cywilami. Idź spać, a my będziemy słuchać z dziadkiem radia. Gdy się czegoś dowiemy, nad ranem wszystko ci powiemy.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ojciec tylko prychnął.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Cywile, nie cywile. Jak tylko walki zbliżą się do naszego domu, ukryjemy się w piwnicy. Nie można ufać walczącym.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To są Niemcy - nagle uświadomiła sobie Andrea. - Przecież to są Niemcy?&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Mogą być i Niemcy - westchnęła pani Schweiger.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- To są Niemcy - upierała się dziewczyna. - Wczoraj dostałam list od Michaela. Napisał mi o tym, że Hitler planuje inwazję na Polskę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Michael? Czy on też bierze udział&amp;nbsp; w natarciu? - wychrypiał pan Schweiger.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- W liście pisał, że nie. Pracuje jako sekretarz, nie bierze udziału w bezpośredniej walce.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Więc nie martw się, ani jemu ani nam nic nie grozi. - Matka pogładziła ją po głowie. - Idź jeszcze&amp;nbsp; spać.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Nie chcąc martwić rodziców, niechętnie położyła się do łóżka. Zamiast zasnąć, próbowała podsłuchiwać, co dzieje się w salonie. Na jej nieszczęście, zamknięte drzwi skutecznie to uniemożliwiały. Zrezygnowana Andrea cichutko zaczęła modlić się za brata. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Jak to występ odwołany? - piekliła się Alicja, rzucając gazetę, którą akurat czytała. Przechadzała się po salonie swego mieszkania. Kryształowy żyrandol i futrzasty dywan nadawały temu miejscu wytworny wygląd.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Odwołany - powtórzyła Amelia, gasząc papierosa. Wrzuciła niedopałek do szklanej popielniczki na ozdobnym stoliku. - Zbyt wiele osób zaangażowało się w obronę Warszawy. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie wierzę. To zadanie dla wojska, nie dla artystów.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Tak? To przeczytaj swoją gazetę do końca - Amelia podniosła papier i podała przyjaciółce. W jednym z artykułów była mowa o tworzeniu oddziałów obrony cywilnej. Jeszcze dalej zachęta obywateli miasta do kopania rowów przeciwlotniczych. Alicja przeczytała wszystko dokładnie. Jej twarz odmieniła się, wzburzenie ustąpiło miejsca niepewności. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Może i my powinnyśmy się jakoś zaangażować? - zasugerowała cicho. Spuściła głowę w zadumie. - W końcu to nasze miasto. Nie będą nam Niemcy wchodzić na głowę! - krzyknęła z zapałem. Amelia również wstała. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! - zaintonowała rotę.&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;- Ni dzieci nam germanił! - Alicja chwyciła jej ręce i razem okręciły się w dzikim tańcu. &lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;To była piękna chwila. Młode kobiety gorąco wierzyły w zwycięstwo i były gotowe poświęcić karierę dla obrony rodzinnych stron. Bo Warszawa w ich mniemaniu na to zasługiwała. &lt;/div&gt;</description><link>http://daysofcontempt.blogspot.com/2016/10/rozdzia-4-wybuchy.html</link><author>noreply@blogger.com (Choineczka)</author><thr:total>6</thr:total></item></channel></rss>