<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" standalone="no"?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><rss xmlns:itunes="http://www.itunes.com/dtds/podcast-1.0.dtd" version="2.0"><channel><title>Recenzje Muzyki</title><description></description><managingEditor>noreply@blogger.com (ssdf)</managingEditor><pubDate>Fri, 11 Jul 2025 12:05:39 +0200</pubDate><generator>Blogger http://www.blogger.com</generator><openSearch:totalResults xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/">251</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/">1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/">25</openSearch:itemsPerPage><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/</link><language>en-us</language><itunes:explicit>no</itunes:explicit><itunes:keywords>recenzje,review,pop,r,b,rap,rock,music</itunes:keywords><itunes:summary>Blog poświęcony recenzjom muzyki – na warsztat brane są tylko najnowsze płyty zarówno znanych, jak i nowych artystów tworzących w klimatach popu, r&amp;b, rapu, rocka, dance i grime. Dodawane średnio co 4 dni posty opisują takie aspekty albumu jak podkład, tekst, promocja, featuringi i wiele innych. Zwieńczeniem każdego tekstu jest ocena wyrażana w skali od 0 do 6.</itunes:summary><itunes:subtitle>Recenzje Muzyki</itunes:subtitle><itunes:category text="Music"/><itunes:owner><itunes:email>noreply@blogger.com</itunes:email></itunes:owner><item><title>Blog nie będzie już aktualizowany</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/08/blog-nie-bedzie-juz-aktualizowany.html</link><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sat, 23 Aug 2014 17:56:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-4949856075904762072</guid><description>&lt;div&gt;
&lt;span style="font-family: tahoma;"&gt;Jeśli chcesz pozostać ze mną w kontakcie, subskrybuj moje playlisty na spotify:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-family: Tahoma; orphans: 2; text-align: -webkit-auto; widows: 2;"&gt;
&lt;a href="https://open.spotify.com/user/tomeko./playlist/4BhcxMQoq0xDfzvY8C5ndd?si=aqc3CUG4TjCWnBmC9m0-0g"&gt;MentalHIT&lt;/a&gt;, &lt;a href="https://open.spotify.com/user/tomeko./playlist/1Ag5fskz6UVUVb4VMAWYSE?si=fLYowNS4SoSJeT7s7LuYTg"&gt;Black Warriors&lt;/a&gt;&amp;nbsp;oraz &lt;a href="https://open.spotify.com/user/tomeko./playlist/7MGeaa5b1NFiDsS9gjL4z6?si=UYXU0Qz9StCpYfZNQ4eyFQ"&gt;Morphin Time&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
</description><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">8</thr:total></item><item><title>Recenzja: The Black Keys - Turn Blue</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/05/recenzja-black-keys-turn-blue.html</link><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Tue, 13 May 2014 14:48:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-3855652422155369433</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiWIAl9SHYutvh-0mho7SgI8uNBc9qIlctMFckp0SjZAxueeSTBPB3Cb1jctO0TGL78AzArhHh7LbasBs6HzQL7Oa451qYwc6EldvN-TXaXzcherpv2i4No9I1Aj7Ed4vHcobHTGLpEV9s/s1600/tbk.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiWIAl9SHYutvh-0mho7SgI8uNBc9qIlctMFckp0SjZAxueeSTBPB3Cb1jctO0TGL78AzArhHh7LbasBs6HzQL7Oa451qYwc6EldvN-TXaXzcherpv2i4No9I1Aj7Ed4vHcobHTGLpEV9s/s1600/tbk.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Do dziś pamiętam swój
pierwszy kontakt z krążkiem &lt;i&gt;El Camino&lt;/i&gt;. Była zima, końcówka 2011 roku. Nie miałem o czym pisać i na gwałt potrzebowałem jakiejkolwiek sensownej płyty
– był to okres, kiedy miałem mnóstwo czasu i niewiele źródeł z nowościami muzycznymi. Po długich poszukiwaniach natrafiłem na informację o nowym albumie
jakiegoś &lt;i&gt;The Black Keys&lt;/i&gt;. Trochę poczytałem
i okazało się, że formacja jest w Stanach na tyle popularna, że wypadałoby ją poznać. Potem, tak od niechcenia, odpaliłem krążek. Dzisiaj już wiem, że była to
jedna z najlepszych decyzji w moim muzycznym życiu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Zabierając się za odsłuch &lt;b&gt;Turn Blue&lt;/b&gt;, nastawiłem się znakomite dzieło. W moim założeniu miało
być utrzymane w charakterystycznym dla duetu klimacie blues-rockowa,
doprawionym słyszalnie garage’owym akcentem. Energiczne, ale nie infantylne. Po
kilkukrotnym zaliczeniu turnblue’owej jedenastki, jestem pewien: materiał daje
radę.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;O, chwytliwość.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Tak samo jak we wcześniejszych dziełach, również i w tym do gustu przypadł mi melodyjny charakter utworów. Słuchasz, cieszysz się, bo
wpadają w ucho, ale nie nazwiesz ich przebojowymi. Podobnie jak opisywany
niedawno &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/04/recenzja-kelis-food.html" target="_blank"&gt;Food&lt;/a&gt;, &lt;i&gt;TB&lt;/i&gt; wyraźnie odcina się od prostych, radiowych rozwiązań, co zmniejsza
szansę na zabłyśnięcie wśród grupy osób ceniących wyłącznie najmodniejsze i
najbardziej dynamiczne brzmienia. Jednak słuchacze lubiący melodyjność osiągniętą przez efektowne połączenie garażowych gitar i ciepłych dźwięków blues-rocka,
prędko nie odłożą tego krążka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/trk7P-9QDyc?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;Tyle dobra…&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
W porównaniu do subtelniejszych poprzedników, &lt;b&gt;Turn Blue &lt;/b&gt;oferuje znacznie szerszą gamę
dźwięków. Naturalnie przyłożyło się to na wyraźniejsze niż dotychczas
zróżnicowanie całości. Co ciekawe, pomimo większego&amp;nbsp;rozmachu, materiał
ani trochę nie stracił na klimacie. Wciąż słychać, że to stary dobry &lt;i&gt;The Black &lt;/i&gt;Keys, który nawet jeśli pozostał przy swojej stałej konwencji, to nadal brzmi atrakcyjnie. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;Jest Dan, są emocje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Sporym (chociaż oczywistym) atutem jest obecność
Dana Auerbacha. Jego charakterystyczny, nieco wycofany wokal w połączeniu z
solidnymi brzmieniami odczuwalnie pogłębia nastrojowość wydawnictwa i nadaje mu
niepowtarzalny styl. Zresztą tak samo jest w przypadku poprzedników. W każdym razie warto to podkreślić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="https://ytimg.googleusercontent.com/vi/C5a1Cl_JOJM/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="https://youtube.googleapis.com/v/C5a1Cl_JOJM&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="https://youtube.googleapis.com/v/C5a1Cl_JOJM&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;Ewa Wachowicz poleca.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Ja w sumie też.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
Lubię dzieła takie jak &lt;b&gt;Turn
Blue&lt;/b&gt;. Wykonane z rozmachem, zróżnicowane, przykuwające uwagę i, co rzadko
się zdarza, idealnie równe jakościowo. Chociaż dostajemy tylko 11 pozycji, są
one porządne - nie ma tu ani jednego przymulającego wypełniacza. Każdy
track mógłby zostać mega sukcesywnym singlem. Dodając do tego nieogłupiający tekst pełen nośnych refrenów, całość prezentuje się naprawdę
wybornie. Ode mnie piąteczka.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiWIAl9SHYutvh-0mho7SgI8uNBc9qIlctMFckp0SjZAxueeSTBPB3Cb1jctO0TGL78AzArhHh7LbasBs6HzQL7Oa451qYwc6EldvN-TXaXzcherpv2i4No9I1Aj7Ed4vHcobHTGLpEV9s/s72-c/tbk.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">6</thr:total></item><item><title>Recenzja: Iggy Azalea - The New Classic</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/05/recenzja-iggy-azalea-new-classic.html</link><category>Pop</category><category>Rap</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Wed, 7 May 2014 19:25:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-2691491665701254002</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgceAXfIGHfcnHtJ8ronuXkPZRQN4gY6tJcww8aJ61E7Ub_MV56zhOucKXiBAmX9rfekUvnq-mvq8IlqQD4uxVBBppLZfQG-szNJ2GN2uoDhXkDqSLV0I4AxwKwILgcpnERgE9L3DxK4fs/s1600/Iggy_Azalea_The_New_Classic.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgceAXfIGHfcnHtJ8ronuXkPZRQN4gY6tJcww8aJ61E7Ub_MV56zhOucKXiBAmX9rfekUvnq-mvq8IlqQD4uxVBBppLZfQG-szNJ2GN2uoDhXkDqSLV0I4AxwKwILgcpnERgE9L3DxK4fs/s1600/Iggy_Azalea_The_New_Classic.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Są takie płyty,
których nie musisz słuchać, by wiedzieć, że są słabe. Zaliczasz single,
spoglądasz na listę producentów i wiesz, że szału nie będzie. Co najwyżej
smutek, halucynacje i śmierć z niedożywienia. Przykładem takiego dzieła jest debiutancki
LP Iggy Azalea’i. Rozsądek podpowiada, że skoro jej muzycznym mentorem jest sam T.I.,
prezentowany materiał będzie składał się z porządnych brzmień świadczących o światowym
poziomie produkcji. Tymczasem wypuszczono coś, co kompletnie nie pokrywa się z tym założeniem. I tutaj pojawia się ogromny zgrzyt.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;The New Classic&lt;/b&gt; to 12 nagrań stanowiących modną mieszaninę
hip hopowych bitów i przesiąkniętych popową konwencją melodii. Jest to w miarę równorzędne
połączenie – krążek jest w równej mierze popowy, co hip hopowy. Sam patent
nie jest zły, bo takie kombinacje bywają chwytliwe, dobrze się sprzedają i (czasami)
mają do zaproponowania ciekawą rozrywkę. Wystarczy spojrzeć na dorobek Nicki
Minaj (tę ambitniejszą część) i B.o.B. Jednak to dzieło kompletnie mnie nie
ruszyło. Za dużo w nim bylejakości.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
W odróżnieniu od przytoczonych postaci, Iggy pozbawiona
jest dwóch podstawowych cech dobrego artysty: oryginalności i
autentyczności. Słysząc ją, za każdym razem przychodzą mi na myśl Angel
Haze (najczęściej), Amy z Karmin i Nicki Minaj. Na ich tle Azalea nie wyróżnia się
kompletnie niczym: stara się być równie zadziorna i błyskotliwa, nawet flow ma
bardzo podobne. Nie kupuję tego – wokalistka sprawia wrażenie przeciętnego produktu, któremu kazano dosłownie
kopiować wizerunek popularnych gwiazd. To nie brzmi prawdziwie.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Technicznie rzecz biorąc jest... poprawnie.&amp;nbsp;&lt;i&gt;The New Classic&lt;/i&gt;&amp;nbsp;to głównie
modne, wręcz oczywiste bity, uzupełnione słodkimi,&amp;nbsp;radiowymi refrenami. Chociaż
przeważnie mamy do czynienia z szybszym tempem, co ułatwia
skupienie uwagi na materiale, to za sprawą mało zaskakujących, szablonowych dźwięków album staje się bardzo przewidywalny. Przez większość czasu odnoszę wrażenie, że słucham
kontynuacji &lt;i&gt;Dirty Gold&lt;/i&gt; Angel Haze, z krótką przerwą na will.i.am’a (porównaj
&lt;a href="https://www.youtube.com/watch?v=VRuoR--LdqQ" target="_blank"&gt;&lt;i&gt;Feelin’ Myself&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; z &lt;a href="https://www.youtube.com/watch?v=O-zpOMYRi0w" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;Fancy&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;) i Drake’a (&lt;b&gt;Don’t Need Y’all&lt;/b&gt; – jeden z niewielu
sensownych tracków). Nic tu nowego, same standardowe dźwięki, które czasami
wypadają lepiej, zazwyczaj gorzej.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="https://ytimg.googleusercontent.com/vi/_zR6ROjoOX0/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="https://youtube.googleapis.com/v/_zR6ROjoOX0&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="https://youtube.googleapis.com/v/_zR6ROjoOX0&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Z lirycznego punktu widzenia album jest niczego sobie. Tematyka
co prawda nie powoduje opadu szczęki (imprezy, pieniądze, związki, własna
wyjątkowość), lecz w pełni rekompensuje to żywy, ewokacyjny język, który
sprawia, że tekst nie tylko wpada w ucho, ale nawet brzmi na tyle sensownie, że przykuwa uwagę. To znacząco podciąga poziom całości.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;b&gt;The New
Classic&lt;/b&gt; to nic nowego. &lt;/span&gt;I w tym przypadku to rzeczywiście boli.
Zwłaszcza, że poza garścią znanych, ogranych motywów mamy do czynienia z Iggy
– autorką pozbawioną oryginalnego wizerunku, która w
roli buńczucznej raperki brzmi niezwykle sztucznie. Dla mnie nie ma tu niczego atrakcyjnego. Jeżeli pokochałeś
&lt;i&gt;Dirty Gold&lt;/i&gt; Angel Haze i szukasz czegoś bliźniaczego, to krążek dla ciebie. Z
kolei osoby choć trochę ceniące oryginalność i autentyczność, w najlepszym razie
zanudzą się. Ode mnie trója z minusem.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgceAXfIGHfcnHtJ8ronuXkPZRQN4gY6tJcww8aJ61E7Ub_MV56zhOucKXiBAmX9rfekUvnq-mvq8IlqQD4uxVBBppLZfQG-szNJ2GN2uoDhXkDqSLV0I4AxwKwILgcpnERgE9L3DxK4fs/s72-c/Iggy_Azalea_The_New_Classic.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Recenzja: Kelis - Food</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/04/recenzja-kelis-food.html</link><category>Folk</category><category>Funk</category><category>Pop</category><category>RnB</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sun, 27 Apr 2014 18:24:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-7756987790046218876</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8BnNdHbXOq8UAStdFedBlARULszbV0bQm3xJgBMUpPrSAVMZ4juQHWoK7XCMG_MfcmPmAI1tuqAlUPaiX86Uta4yE3_orcOgr_TZRnEDuz69Uk9Lnvsg9LTL75O8P6HPCCQd6B-FzRpE/s1600/Kelis_-_Food.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8BnNdHbXOq8UAStdFedBlARULszbV0bQm3xJgBMUpPrSAVMZ4juQHWoK7XCMG_MfcmPmAI1tuqAlUPaiX86Uta4yE3_orcOgr_TZRnEDuz69Uk9Lnvsg9LTL75O8P6HPCCQd6B-FzRpE/s1600/Kelis_-_Food.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Bardzo cenię elastycznych artystów, którzy na każdym
kroku udowadniają, że przechodzenie z jednego gatunku muzyki na kompletnie
odmienny to nic trudnego. Z tego powodu śledzę karierę Kelis
– 34 letniej wokalistki, która ma na koncie 5 różnorodnych wydawnictw. W czasie
niespełna 18-letniej działalności wędrowała po różnych stylach, zarówno
typowo hip hopowych, soulowych, popowych, jak i czysto klubowych. I, co
ciekawe, za każdym razem prezentowała najwyższą klasę. Gdy usłyszałem jej
&lt;a href="https://www.youtube.com/watch?v=wQgppPHXJSs&amp;amp;feature=kp" target="_blank"&gt;nowy singiel&lt;/a&gt;, nie zdziwiło mnie, że przedstawia klimaty, które ciężko
przypiąć do Kelis. Za to nasunęło się pytanie - czy nadchodząca płyta będzie równie solidna co poprzednie?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Ciężko jednoznacznie określić, po jakim gatunku porusza się
wokalistka na krążku &lt;b&gt;Food&lt;/b&gt;. Mamy tu
soul, R&amp;amp;B, funk, folk, momentami subtelną elektronikę oraz drobne motywy jazzowe – a
wszystko to zmiksowane w spójną całość, czarującą ogromem analogowych brzmień
i relaksacyjną konwencją. Już po pierwszym zaliczeniu 13 tracków nie
miałem wątpliwości, że to materiał z górnej półki. A poniżej wyjaśniam
dlaczego.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Największą zaletę&amp;nbsp;&lt;i&gt;Food&lt;/i&gt; stanowią starannie przemyślane
brzmienia. W odróżnieniu od całkowicie syntetycznego &lt;i&gt;&lt;a href="https://www.youtube.com/watch?v=Cihl7uAcoe4&amp;amp;feature=kp" target="_blank"&gt;Flesh Tone&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;, tym razem
dostajemy multum dźwięków pochodzących z analogowych instrumentów, które
przełożyły się na ciepłe i kolorowe melodie. To nie tylko zapewnia bardzo
przyjemne doznania akustyczne, ale przede wszystkim nadaje produkcjom
nieprzewidywalnego charakteru – co track dochodzą nowe instrumenty, świeże
motywy. To robi spore wrażenie. Zwłaszcza, że numery zostały zróżnicowane również
pod względem emocjonalnym. Całość wprowadza w pozytywny nastrój, jednak w
zależności od konkretnej pozycji, raz bywa beztrosko (&lt;b&gt;Breakfast&lt;/b&gt;), a raz leniwie i smętnie (nostalgiczne &lt;b&gt;Runner&lt;/b&gt; oraz magiczne &lt;b&gt;Floyd &lt;/b&gt;z hipnotyzującym refrenem). Nie
są to wyjątkowo intensywne odczucia, ale wystarczające, by wpłynąć na
słuchacza. Jak zapewne się domyślacie, dzieło odstaje od mainstreamowych
standardów. Brakuje radiowych schematów, oklepanych motywów i dźwięków
kojarzonych z 9786543 innymi artystami. Zupełnie zrezygnowano z
oczywistych rozwiązań, stawiając na różnorodność, klimat i ewokacyjne melodie. Chwytliwości
też nie zaniedbano. Co prawda alternatywny charakter sprawia, że nie jest stricte
przebojowa (może poza &lt;b&gt;Friday&amp;nbsp;Fish Fry&lt;/b&gt;, które
posiada radiowy potencjał), jednak i tak czaruje błyskotliwym zgraniem
atrakcyjnych melodii i zmysłowego, szorstkiego wokalu (patrz: &lt;b&gt;Dreamer&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Floyd&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Forever Be&lt;/b&gt;). Ja
to kupuję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/1yzucesoYtI?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Obstawiam, że większości z was nie będzie chciało się wgryzać w tekst. Dlatego, w ramach formalności, krótko naświetlam, że Kelis
skupia się głównie na tematyce miłosnopochodnej: na roli mężczyzny w życiu kobiety, zakończonym
związku etc. Czyli na tym polu jest standardowo.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;Food &lt;/b&gt;nie jest
produktem nagranym na kolanie, który desperacko żebrałby o pieniądze fanów. Został w pełni przemyślany, wobec czego oferuje różnorodne, chwytliwe
i, co najważniejsze, względnie innowacyjne brzmienie odstające od radiowych
norm. W związku z tym słodkie nastolatki słuchające typowo eskowej muzyki
mogą określić ten album jako nudny i przekombinowany. Jednak jeśli lubisz
harmonijne i niekonwencjonalne klimaty, odpal pierwszy lepszy streaming
i zalicz to wydawnictwo. Uszy będą ci wdzięczne.&amp;nbsp;&lt;b&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8BnNdHbXOq8UAStdFedBlARULszbV0bQm3xJgBMUpPrSAVMZ4juQHWoK7XCMG_MfcmPmAI1tuqAlUPaiX86Uta4yE3_orcOgr_TZRnEDuz69Uk9Lnvsg9LTL75O8P6HPCCQd6B-FzRpE/s72-c/Kelis_-_Food.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Recenzja: The Used - Imaginary Enemy</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/04/recenzja-used-imaginary-enemy.html</link><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sun, 20 Apr 2014 19:39:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-3266799470062284332</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg-kFp_VPgzVJ0duj1friLqDYLhitLHUmH017QQwZuNe1U9oamubtQjKDCxcepR41nUvw0m68IWHm4TXf1z0_aZFwJM1A8Hq2r4HP15c0Cnh8_WAbi8XSTBcRGMhdFjmdyR3U_jvwAFLh0/s1600/Imaginary_Enemy_(album).jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg-kFp_VPgzVJ0duj1friLqDYLhitLHUmH017QQwZuNe1U9oamubtQjKDCxcepR41nUvw0m68IWHm4TXf1z0_aZFwJM1A8Hq2r4HP15c0Cnh8_WAbi8XSTBcRGMhdFjmdyR3U_jvwAFLh0/s1600/Imaginary_Enemy_(album).jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Patrząc na ostatnie teksty, można zauważyć, że opisywałem
różne płyty: eurodance, elektronikę, alternatywny hip hop etc. Jednak
stosunkowo dawno nie polecałem mocniejszych brzmień, za którymi przepada większość z was. I tutaj pojawia się amerykańska kapela The Used wraz ze swoim
najnowszym wydawnictwem. Stali czytelnicy mogą kojarzyć ten zespół z recenzji krążka
&lt;i&gt;Vulnerable&lt;/i&gt; z 2011 roku. Od czasu tamtego tekstu nie powróciłem do
recenzowanego materiału. Tym razem też nie nastawiałem się na niewiarygodnie
wielkie doznania. A tu taka przyjemna niespodzianka. &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Na trwającym niemal godzinę &lt;b&gt;Imaginary Enemy&lt;/b&gt; zawarto 12 dynamicznych
utworów, wyprodukowanych głównie przez Johna Feldmanna. Tak jak dotychczas, utrzymano je w klimacie rocka, który sporadycznie
zabarwiono elementami popu i punku. Poskutkowało to mieszanką zapewniającą
ciekawą rozrywkę. Ale wcale nie taką nowatorską.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do płyt oferujących rockowe darcie ryja - często nagrane są na jedno kopyto, wobec czego szybko
się nudzą. Jednak w przypadku &lt;i&gt;IE&lt;/i&gt; problem monotonnego brzmienia jest względnie
niewielki. Dzięki zróżnicowanej stylistyce rzadko natykamy się na jednakowe
motywy. Dynamiczne, typowo rockowe granie przeplatane jest słodkimi, chwytliwymi pozycjami (&lt;b&gt;Generation Throwaway&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Imaginary
Enemy&lt;/b&gt;) przywodzącymi na myśl dorobek &lt;i&gt;Fall Out Boys&lt;/i&gt; oraz nieco wolniejszymi
ballado-podobnymi (&lt;b&gt;Kenna Song&lt;/b&gt;,&lt;b&gt; Overdose&lt;/b&gt;) i utworami zahaczającymi o punk
(&lt;b&gt;A Song to Stifle Imperial Progression
(A work in progress)&lt;/b&gt;). Wszystko to zostało w pełni wyważone: szybsze
numery nie drażnią chaotycznym charakterem, radióweczki różem, a ballady
pseudo-ckliwą manierą. Za to dużo tu pozytywnej energii, która wręcz wylewa się
ze słuchawek. Gdy dodamy do niej sporą melodyjność, otrzymamy dzieło stanowiące
atrakcyjną alternatywę dla eskowych hiciorków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z drugiej strony, krążek nie
jest tak solidny, jak mogłoby się wydawać. Jego głównym problemem jest
standardowość brzmienia, czyli brak choćby symbolicznych innowacji pozwalających
zróżnicować materiał wśród wielu innych pozycji tego typu. W rezultacie,
doznania płynące z odsłuchu są przyjemne i względnie różnorodne, ale równocześnie
mało zjawiskowe, przez co nie stanowią żadnej nowości. Z kolei to
przekłada się na krótki cykl życia płyty – za pół roku mało kto będzie pamiętał nazwę przynajmniej jednego tutejszego numeru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/CE2CAvJZiiM?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Tekst, jak tekst, nie wybija się niczym szczególnym. Standardowo
opiera się na popularnych tematach, dopasowanych do buntowniczego charakteru
melodii. Posłuchamy sobie o różnych aspektach miłości (tj. toksyczny związek,
zauroczenie, chęć odbudowania związku itd.), życiowej odwadze, zewie
wolności oraz pozostaniu sobą, czyli
odrzuceniu maski narzucanej przez społeczeństwo. Nic poruszającego, ale wpada w
ucho.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Czy warto nabyć &lt;b&gt;Imaginary
Enemy&lt;/b&gt;? Jeżeli lubisz dynamiczne, rockowe granie, to płyta dla ciebie. Co
prawda szczęka ci nie opadnie i na każdym kroku będziesz wychwytywał znane
motywy, mimo wszystko materiał jest wystarczająco chwytliwy i dynamiczny, by zainteresować i pobudzić zawartą w nim energią. W
tym przypadku oryginalność schodzi na drugi plan, przez co jej brak nie stanowi
większego problemu. Zakładając, że nastawiamy się na dzieło zapewniające jednosezonową rozrywkę. Tym właśnie jest &lt;b&gt;&lt;i&gt;IE&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg-kFp_VPgzVJ0duj1friLqDYLhitLHUmH017QQwZuNe1U9oamubtQjKDCxcepR41nUvw0m68IWHm4TXf1z0_aZFwJM1A8Hq2r4HP15c0Cnh8_WAbi8XSTBcRGMhdFjmdyR3U_jvwAFLh0/s72-c/Imaginary_Enemy_(album).jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>Recenzja: Anette Olzon - Shine</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/04/recenzja-anette-olzon-shine.html</link><category>metal</category><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sat, 5 Apr 2014 19:05:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-4430545952985312581</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhHo7P83PGRJUJyN-GJutwdR_GM_BgLSsJQSHUk57MZx2TiZaf_uoRh6gzB48acZkctTqUXBtfE1rJN6aQwfqVq6ohP0hmflo_rnE6leQ6uUWG0La-x4B2IkQ94Gxr5FKwLp4AaFKlhKS4/s1600/cover_Shine.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhHo7P83PGRJUJyN-GJutwdR_GM_BgLSsJQSHUk57MZx2TiZaf_uoRh6gzB48acZkctTqUXBtfE1rJN6aQwfqVq6ohP0hmflo_rnE6leQ6uUWG0La-x4B2IkQ94Gxr5FKwLp4AaFKlhKS4/s1600/cover_Shine.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Zapewne pamiętacie, jak w 2007 roku dołączenie Anette Olzon
do Nightwish podzieliło fanów formacji. Jeden obóz opłakiwał odejście Tarji,
traktując Anette jak przybłędę z ulicy, która kompletnie nie czuje klimatu
zespołu. Natomiast drugi, widząc w nowej wokalistce spory potencjał, szybko
zaadaptował się do zmian. Do tej grupy było mi najbliżej. Nie podlega
wątpliwości, że wkład Anette w nastrojowość kompozycji był ogromny - to właśnie za jej czasów Nightwish wydał mi się najatrakcyjniejszy. Po jej odejściu, zacząłem zastanawiać się,&amp;nbsp;jak poradzi sobie bez zespołu. Teraz mam okazję to sprawdzić. &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Na dziesięciotrackowym &lt;b&gt;Shine&lt;/b&gt;
wokalistka zrywa z epickim rozmachem charakterystycznym dla produkcji Nightwisha.
Zamiast tego prezentuje nam spokojne dźwięki, wśród których dominuje połączenie
skrzypiec, gitar i klawiszy. I tak przez niemal całe 38 minut. Taka konwencja ma swoje
plusy. Jednak minusów jest o wiele więcej.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Już przy pierwszym
odsłuchu rzuciło mi się w uszy, że Anette nie do końca stworzyła to, co
chciała. Tutejsze wyważone, harmonijne pozycje kompletnie mnie nie przekonują. Zamiast
czarować subtelnym charakterem lub przynajmniej chwytliwymi melodiami, wydają
się wyzute z energii i, co gorsza, jakichkolwiek emocji. W rezultacie większość
utworów brzmi leniwie, jednostajnie i skrajnie delikatnie – jakby
wokalistka wstydziła się sięgnąć po wyraziste motywy. A są momenty, w
których aż się o to prosi (&lt;b&gt;Shine&lt;/b&gt;). To nie jest tajemnicze, przygnębiające, ba, to nie jest
nawet ckliwe ani kiczowate – materiał jest emotywnie suchy, pozbawiony wyrazistości
oraz klimatu. Znaczy się, jest do bólu nijaki. Poza &lt;b&gt;Like A Show Inside My Head&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Floating&lt;/b&gt;
nic nie przypomina, że mamy do czynienia z nagraniami, nad którymi spędzono
więcej niż miesiąc. Jednym z niewielu plusów, o których warto wspomnieć jest ciepły,
melodyjny wokal. To głównie on sprawia, że o dziele można powiedzieć, że jest
przyjemne dla ucha. Szkoda tylko, że przez większość czasu Anette nie brzmi
subtelnie, jak zapewne miała brzmieć, ale przywodzi na myśl speszoną nastolatkę, która
po raz pierwszy występuje przed publicznością. Jednak powiedzmy, że nie jest to
coś, co znacząco obniża atrakcyjność dzieła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/AQI0zaRdA5A?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Gdyby nie teksty, album poleciałby do kosza po pierwszym
odsłuchaniu. Pomimo standardowej tematyki (różne stadia miłości, topos
wolności, samotności etc.), liryka wypada bardzo ewokacyjnie. Jest to zasługą środków stylistycznych pełnych niemal baśniowych motywów, które pobudzają wyobraźnię w
mniejszym lub większym stopniu. Nie jest to mistrzostwo
świata, ale pokazuje, że wokalistka rzeczywiście potrafi sprawnie operować
słowem.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Wraz z tymi słowami definitywnie kończę współpracę ze &lt;b&gt;Shine&lt;/b&gt;. Przez rażący brak wyrazistości,
zarówno na polu technicznym (zero jakichkolwiek innowacji), jak i klimatycznym
(emocjonalne drewno wołające o pomstę do nieba), materiał potwornie mnie
wynudził. Z jednej strony to dobrze, że Anette odważyła się zerwać z
nightwishową konwencją, udowadniając, że poradzi sobie w odmiennej
stylistyce. Sama koncepcja wydawnictwa nie jest taka zła, szkoda tylko, że jej
realizacja została doszczętnie skopana. Ode mnie leci ocena dostateczna. Jeżeli
nie zwracasz uwagi na tekst, odejmij jedno oczko – tylko on sprawia, że da się
tego wysłuchać więcej niż raz. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhHo7P83PGRJUJyN-GJutwdR_GM_BgLSsJQSHUk57MZx2TiZaf_uoRh6gzB48acZkctTqUXBtfE1rJN6aQwfqVq6ohP0hmflo_rnE6leQ6uUWG0La-x4B2IkQ94Gxr5FKwLp4AaFKlhKS4/s72-c/cover_Shine.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Recenzja: Tatiana Okupnik - Blizna</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/04/recenzja-tatiana-okupnik-blizna.html</link><category>Elektronika</category><category>Pop</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Tue, 1 Apr 2014 21:21:00 +0200</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-2230263108947627468</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrmepU-VkRm38CTSpGIMv48hzIEDt3aDkQkMdvE5naaS9b6aUXBzexEdt8P62PLeH75KgRqBz8Kwxc-7ccIb1yZZ1HPJoZWCQWjigHa7cQj5_w57KZu-rqvnKQJsRiGRtbjGQAO0a9TB4/s1600/tob.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrmepU-VkRm38CTSpGIMv48hzIEDt3aDkQkMdvE5naaS9b6aUXBzexEdt8P62PLeH75KgRqBz8Kwxc-7ccIb1yZZ1HPJoZWCQWjigHa7cQj5_w57KZu-rqvnKQJsRiGRtbjGQAO0a9TB4/s1600/tob.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Chociaż Tatiana
nagrywa od ponad 16 lat, jej osobą zainteresowałem się dopiero w 2011 roku,
kiedy to wypuściła krążek &lt;i&gt;Spider Web&lt;/i&gt;. Jej wcześniejsze produkcje, zarówno te
spod szyldu Blue&amp;nbsp;Café, jak i solowy &lt;i&gt;On My Own&lt;/i&gt;, nie były na tyle atrakcyjne,
by warto było powracać do nich szczególnie często. Nawet jeśli same w sobie nie
raziły niczym konkretnym. Dopiero pozycja z 2011 roku okazała się na tyle
elektryzująca, by co chwila gościć w mojej playliście. Tak więc, gdy dowiedziałem
się, że Tatiana szykuje coś nowego, postanowiłem koniecznie sprawdzić, czy
tym razem zaserwuje coś równie dobrego. &amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Na początku warto zaznaczyć, że na &lt;b&gt;Bliźnie&lt;/b&gt; dostajemy całkowicie inne brzmienia niż w przypadku &lt;i&gt;Spider
Web&lt;/i&gt; czy wcześniejszego &lt;i&gt;On My Own&lt;/i&gt;. Zamiast zmysłowego jazzu i motywów funku,
otrzymujemy bardzo dużo dynamicznej elektroniki, rozłożonej na 16 pozycji
trwających w sumie niewiele ponad 40 minut. Wbrew pozorom, nie są to tanie
eskowe klimaty proszące się o featuring z Pitbullem i Flo Ridą. Zamiast tego
Tatiana prezentuje nam coś, czym zdecydowanie warto się zainteresować. A oto najważniejsze powody.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;&lt;b&gt;Różnorodne
brzmienie&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
Hasło &lt;i&gt;różnorodne&lt;/i&gt; można
rozpatrywać pod wieloma kątami. Tutejsza różnorodność to nie tylko zróżnicowane
tempo, ale przede wszystkim odmienny charakter melodii. Większość nagrań składa się
z typowo syntetycznych klimatów, które zostały wystarczająco zróżnicowane, by
nie popaść w monotonię (co prawda momentami i tak bywa nudno, ale z zupełnie
innego powodu – szczegóły niżej). Poza tym, są one urozmaicane dwoma spokojnymi, balladopodobnymi numerami, które stylistyką przywodzą na myśl materiał ze &lt;i&gt;Spider
Web&lt;/i&gt;. Pomimo tego, głównie dzięki łagodnym przejściom między kompozycjami, będących zasługą zastosowanych
skipów, całość jest niezwykle spójna.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;&lt;b&gt;Techniczne
dopracowanie&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
Utwory charakteryzują soczyste i po części surowe dźwięki,
stanowiące mieszaninę wspomnianej elektroniki z brzmieniami instrumentów
analogicznych. Ich połączenie ze zmysłowym wokalem Tatiany nadaje wydawnictwu wytwornego
charakteru, który niekoniecznie przypadnie do gustu radiosłuchaczom - znacząco odbiega od słodziutkiej, wakacyjnej konwencji. Zero
plastiku, wtórność nieodczuwalna.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;&lt;b&gt;Wpada w ucho&lt;/b&gt;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
Na tym polu moim faworytem jest &lt;b&gt;Oczy na Zapałki – &lt;/b&gt;track chwytliwy od początku do końca, głównie
dzięki eklektycznemu połączeniu nośnej melodii i pełnego gracji wokalu.
Podobnie wypada &lt;b&gt;Ratuj Mnie&lt;/b&gt; (błyskotliwe
zwrotki i pełen powabu&amp;nbsp;refren), leniwe i klimatyczne &lt;b&gt;Co Było&lt;/b&gt; oraz singlowy &lt;b&gt;Blizna&lt;/b&gt;, czyli przyjemna radióweczka. Co
do reszty, chwyta za ucho zdecydowanie słabiej niż wymieniona czwórka.
Nie znaczy to jednak, że nie jest godna uwagi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/Il5nlOwtLfo?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Mimo wszystko krążek posiada kilka aspektów, które istotnie psują dobre wrażenie. Zacznę od tego, że &lt;b&gt;Blizna&lt;/b&gt;
bazuje wyłącznie na sprawdzonych motywach,
wobec czego ciężko doszukać się tu jakichkolwiek innowacji czy większych
przejawów kreatywności. Co prawda nie razi to jakoś szczególnie, ale sprawia,
że mało co wychodzi się ponad dobry poziom. Po drugie, kilka utworów jest tak
wyblakła, że nawet pomimo wzmożonej koncentracji łatwo się przy nich wyłączyć. Mam
tu na myśli byle jakie &lt;b&gt;Zachłannie&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Trupy&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Konie Mechaniczne&lt;/b&gt;. One z automatu poleciały do kosza – nie oferują
absolutnie nic ciekawego. Jak widać, wspomniana na początku różnorodność obejmuje też
jakość nagrań. Nie doszukałem się innych wad. Całe szczęście.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Tekst nie jest wart uwagi. Nie mam na myśli tego, że jest
zły. Spełnia swoją podstawową rolę, czyli wpada w ucho i łatwo zapada w pamięć.
Niestety merytorycznie jest słaby, opowiada o wszystkim i o niczym. W tym
przypadku nie traktuję tego jako coś obniżającego jakość wydawnictwa. Powiedzmy, że merytoryka nie jest wyjątkowo ważna w muzyce pop takiego kalibru. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Polubiłem &lt;b&gt;Bliznę&lt;/b&gt;.
Żeby niepotrzebnie nie gubić wątku, musiałem wyrzucić z niej trzy zbędne
pozycje. Na szczęście pozostałe sprawnie się bronią, zarówno jakością
wykonania, jak i sporą melodyjnością. Innymi słowy, warto rzucić uchem na to
wydawnictwo – przynajmniej kilka utworów z pewnością przykuje uwagę. Jednak ze
względu na brak znaczących nowości, żaden z nich nie przejdzie do
historii. Szkoda, bo Tatiana zdecydowanie zasługuje na wylansowanie klasyka. Za to
dzieło leci mocna czwóra.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjrmepU-VkRm38CTSpGIMv48hzIEDt3aDkQkMdvE5naaS9b6aUXBzexEdt8P62PLeH75KgRqBz8Kwxc-7ccIb1yZZ1HPJoZWCQWjigHa7cQj5_w57KZu-rqvnKQJsRiGRtbjGQAO0a9TB4/s72-c/tob.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total></item><item><title>Recenzja: Kylie Minogue - Kiss Me Once</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/03/recenzja-kylie-minogue-kiss-me-once.html</link><category>Elektronika</category><category>Pop</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Wed, 26 Mar 2014 17:55:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-936093109563633215</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhePnjH2TOiKybjuZZXhsO0t5NmzVttXqy8Xd8jvCsGUOclScfDi46gpbEOJ4v-LeT2xwZPtM4J0pRYeFtGN9PEX4NMrh2LQ5Cys8zIWiTL3OWl0rr6_aD6KKFvy2y_hBQoKoeqg1DL2xM/s1600/Kylie_Minogue_-_Kiss_Me_Once_(Official_Album_Cover).png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhePnjH2TOiKybjuZZXhsO0t5NmzVttXqy8Xd8jvCsGUOclScfDi46gpbEOJ4v-LeT2xwZPtM4J0pRYeFtGN9PEX4NMrh2LQ5Cys8zIWiTL3OWl0rr6_aD6KKFvy2y_hBQoKoeqg1DL2xM/s1600/Kylie_Minogue_-_Kiss_Me_Once_(Official_Album_Cover).png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;1. Into the Blue &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 11. Fine&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;2. Million Miles &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 12. Mr. President&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;3. I Was Gonna Cancel &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 13. Sleeping with the Enemy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;4. Sexy Love&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;5. Sexercize&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;6. Feels So Good&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;7. If Only&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;8. Lex Sex&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;9. Kiss Me Once&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;10. Beautiful&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b style="text-align: justify;"&gt;45-letnia Australijka
nigdy nie tworzyła wyjątkowo wysublimowanej muzyki. Jej produkcje to w
większości czysto radiowy pop, który swoim czasem robił spore zamieszanie w
mainstreamowych rozgłośniach. Udawało mu się to głównie dzięki połączeniu dwóch
bardzo ważnych cech: chwytliwości oraz wyrazistości. Właśnie to
przesądziło o sukcesie tracków takich jak Spinning Around, Can’t Get You Out Of
My Head, czy późniejszych The One i Get Outta My Way oraz sprawiło, że Kylie
Minogue może cieszyć się ogólnoświatową popularnością – zarówno wśród
eskowiczów, jak i fanów bardziej wyrafinowanej muzyki. Jednak po przesłuchaniu
jej najnowszego albumu, łatwo dojść do wniosku, że tej drugiej grupie odbiorców
może się nie spodobać.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;Kiss Me Once&lt;/b&gt; jest
dwunastą studyjną pozycją w dorobku Kylie Minogue i, podobnie jak poprzednie, pełna
jest modnych, radiowych klimatów. Tym razem występują one w formie nowoczesnego
electropopu, obfitującego w motywy powtarzające się w twórczości innych popowych artystów, które rządzą w notowaniach list przebojów. Tak więc
już na wstępie widać, że zaprezentowana trzynastka nie będzie specjalnie odkrywcza. Ale czy aby na pewno oznacza to, że będzie niewarta uwagi?&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
To czego nie można odmówić temu dziełu (przynajmniej początkowo), to jego chwytliwość. Kylie w wyjątkowo sprawny sposób wycisnęła dużą dawkę
przebojowości ze znanych elementów, które obecnie nie podnoszą ciśnienia w takim stopniu,
jak kiedyś. Jednak dzięki szybkiemu tempu, typowo wakacyjnemu klimatowi i
niewielkiej dawce pomysłowości dostajemy materiał, który wręcz idealnie będzie
sprawował się w stacjach radiowych CHR dance. Co więcej, został on rozsądnie
wyważony, wobec czego pomimo częstej obecności syntezatorów i autotune’owego
wokalu, nie posiada śladów tandety (za wyjątkiem &lt;b&gt;Beautiful&lt;/b&gt;, w którym plastikowy głos naprawdę razi). Głowa nie
boli, uszy nie krwawią. Niestety na hitowości oraz beztroskim i wyważonym
charakterze zalety tego krążka się kończą. W wielu przypadkach mamy do
czynienia z niewykorzystanym potencjałem. Weźmy przykładowo &lt;b&gt;Kiss Me Once&lt;/b&gt; – track, który może
pochwalić się przyjemnymi zwrotkami, spalonymi przez wyblakły refren. Jednak,
co zdecydowanie gorsze, zaprezentowany materiał stosunkowo szybko się nudzi. O
ile przy pierwszym odsłuchu rzeczywiście wpada w ucho, o tyle przy czwartym nie
wzbudza większego zainteresowania. Nic dziwnego, taka jest cena stosowania
modnych dźwięków. Ucho przyzwyczaja się do nich bardzo szybko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/fL6FaI-wJxs?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Lirycznie Kylie wypada tak, jak przystało na gwiazdę muzyki
pop. Czyli zwyczajnie. Jej kwestie skupiają się głównie wokół miłości, z
naciskiem na najpopularniejsze motywy tj. namiętność, zdrada i seks. Wbrew
pozorom nie jest to szczególnie szokujące. Po prostu wpada w ucho i nie razi
głupotą. To powinno wystarczyć. Przecież to eurodance. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Biorąc pod uwagę stosunek znanych motywów do inwencji
twórczej oraz, w konsekwencji, żywotność tutejszych kompozycji, &lt;b&gt;Kiss Me Once &lt;/b&gt;ciężko nazwać&amp;nbsp;dobrym dziełem. Nawet
jeśli początkowo zapewnia przyzwoitą rozrywkę, to bardzo szybko traci swój urok
i staje się co najwyżej przyjemny dla ucha. W wakacyjnej, eskowej playliście, krążek wypadnie znakomicie. Jednak, chcąc nie chcąc, pod koniec sezonu będzie nam wychodził bokiem. Trzy
z plusem. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhePnjH2TOiKybjuZZXhsO0t5NmzVttXqy8Xd8jvCsGUOclScfDi46gpbEOJ4v-LeT2xwZPtM4J0pRYeFtGN9PEX4NMrh2LQ5Cys8zIWiTL3OWl0rr6_aD6KKFvy2y_hBQoKoeqg1DL2xM/s72-c/Kylie_Minogue_-_Kiss_Me_Once_(Official_Album_Cover).png" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Recenzja: Kid Cudi - Satellite Flight: The Journey to Mother Moon</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/03/kid-cudi-satellite-flight-journey-to.html</link><category>Elektronika</category><category>Rap</category><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sun, 16 Mar 2014 17:59:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-6767800239414934046</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhR6c2rnDonmGOi9enn48zGX3Z9dstfvOJU0ZsxIjZ401XdmHTtFKtoTjde-98C4A7HpRDFz_2XInq2CIPAeHf2FlmYPc_XdqCKPQ8L0CTvawx14N838FAX53xma8dJGv_-oba3qGYN9pU/s1600/Kid+Cudi+SF.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhR6c2rnDonmGOi9enn48zGX3Z9dstfvOJU0ZsxIjZ401XdmHTtFKtoTjde-98C4A7HpRDFz_2XInq2CIPAeHf2FlmYPc_XdqCKPQ8L0CTvawx14N838FAX53xma8dJGv_-oba3qGYN9pU/s1600/Kid+Cudi+SF.jpeg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;1. Destination: Mother Moon&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;2.&amp;nbsp;Going To the Ceremony&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;3.&amp;nbsp;Satellite Flight&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;4.&amp;nbsp;Copernicus Landing&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;5.&amp;nbsp;Balmain Jeans&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;6.&amp;nbsp;Too Bad I Have To Destroy You&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;7.&amp;nbsp;Internal Bleeding&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;8.&amp;nbsp;In My Dreams 2015&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;9.&amp;nbsp;Return of the Moon Man (Original Score)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;10.&amp;nbsp;Troubled Boy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Lata 2008-2010 to
jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Między innymi muzycznie. Dokonałem
wtedy wielu wspaniałych odkryć, które ukształtowały moje poczucie muzycznej
estetyki. Najważniejszym z nich był materiał &lt;i&gt;Kida Cudiego&lt;/i&gt;. Zarówno EP, jak i dwa
pierwsze LP’e nasycono sporym ładunkiem emocjonalnym, który w
połączeniu z pomysłowymi hip hopowymi bitami oraz charakterystycznym wokalem, poskutkowały muzyką nie do podrobienia, magnetyzującą nostalgicznym klimatem.
Niestety na dwóch kolejnych wydawnictwach: &lt;i&gt;WZRD&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Indicud&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Mescudi&lt;/i&gt;&amp;nbsp;stracił
na uroku na rzecz elektroniczno-rockowych eksperymentów. Liczyłem, że na nowym
podejściu wyrównają się proporcje: nastrojowość – nowatorstwo. Jednak not this time.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;Satellite Flight: The
Journey to Mother Moon &lt;/b&gt;stanowi jeszcze większy ukłon w stronę kreatywnej
mieszanki rocka i futurystycznej elektroniki, w której hip hop odgrywa co
najwyżej epizodyczną rolę. Podobnie jak ostatnim razem, większość materiału skomponował
sam raper, okazjonalnie wspierany osobą&amp;nbsp;&lt;i&gt;Dot da Geniusa&lt;/i&gt; – producenta towarzyszącego mu od czasów &lt;i&gt;A Kid Named Cudi&lt;/i&gt;.
Do dyspozycji oddano nam 10 tracków trwających w sumie niewiele ponad 40 minut.
Ilość nie powala. Sprawdźmy, czy jakość jest równie...oszczędna.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
To, co w twórczości rapera pozostaje niezmienne
to nieprzewidywalny charakter brzmienia. W każdym z zaprezentowanych
wydawnictw tak różnicuje poszczególne utwory, że pomimo spójnej konwencji,
nie da się popaść w monotonię – co nagranie to inny motyw, zupełnie odrębna
historia. Wyraźnie słychać to w przypadku dwóch ostatnich krążków, których
nowatorski styl sprawił, że (muzycznie) zaskakiwały na każdym kroku. Tym razem
jest podobnie. &lt;b&gt;SF:TJTMM &lt;/b&gt;wypełniają
mroczne syntezatory połączone z psychodelicznymi motywami rocka, przywodzącymi
na myśl materiał z &lt;i&gt;WZRD.&lt;/i&gt; Ta
eklektyczna mieszanka nadaje kompozycjom mistycznego charakteru, potrafiącego zniewolić szczególnie w nocy, kiedy tajemnicze brzmienie oddziałuje najsilniej. Mimo
wszystko nie jest to półka pokroju drugiej części &lt;i&gt;Man on the Moon&lt;/i&gt; – pozycji, której ewokacyjny klimat przesiąknięty potężną dawką uzależniającej nostalgii przenosił do całkowicie innej
rzeczywistości. Tam wrażenia były skrajnie intensywne. Ciężko było o numer nie wywołujący wielkich emocji. Pod tym względem najnowsze dzieło &lt;i&gt;Cuddera&lt;/i&gt; wyraźnie ustępuje poprzednikom. To jedyna, ale za to bardzo odczuwalna wada tej płyty. W dodatku zauważalna&amp;nbsp;wyłącznie&amp;nbsp;po zrozumieniu dotychczasowej
twórczości rapera z Cleveland.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;iframe frameborder="no" height="300" scrolling="no" src="https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/99288980&amp;amp;auto_play=false&amp;amp;hide_related=false&amp;amp;visual=true" width="100%"&gt;&lt;/iframe&gt;

&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;
Jak wspomniałem na początku, hip hopu nie ma tutaj prawie
wcale. W konsekwencji niemal całkowicie zrezygnowano z „klasycznych” bitów i
błyskotliwych sampli. Co więcej, znacząco ograniczono udział wokalu, w efekcie
czego połowa materiału to instrumentale. Nic dziwnego, tego wymaga specyficzna
konwencja dzieła. Jednak gdy już mamy do czynienia z tekstem, standardowo
przyjmuje on osobisty charakter. Skupia się m.in. na samotności, marzeniach, wolności,
pokonanych problemach, pogardzie dla hejterów i stosunku do kobiet. Innymi
słowy, prezentuje emocjonalny chaos obecny w życiu rapera. A to jak najbardziej
uatrakcyjnia wydawnictwo.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;i&gt;Kid Cudi&lt;/i&gt; stopniowo oddala się od swoich korzeni - coraz
mniejszą uwagę przykłada do rodzimego hip hopu, coraz częściej eksperymentując
z wizjonerską elektroniką. Na dłuższą metę to dobrze, bo technicznie rzecz
biorąc &lt;b&gt;Satellite Flight: The Journey to
Mother Moon&lt;/b&gt; jest bez zarzutu. Artystyczny rozwój zawsze spoko. Jedyne nad
czym wypada popracować, to intensyfikacja emocji zawartych zarówno w melodiach,
jak i tekście. Scott już nieraz udowodnił, że potrafi połączyć brzmieniową
perfekcję z klimatyczną bombą atomową. Wystarczy to powtórzyć. A nadchodzący &lt;i&gt;Man on the Moon III&lt;/i&gt; to bardzo dobra
okazja, by to zrobić. Tymczasem za &lt;b&gt;SF&lt;/b&gt;
leci czwóra. Z plusem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhR6c2rnDonmGOi9enn48zGX3Z9dstfvOJU0ZsxIjZ401XdmHTtFKtoTjde-98C4A7HpRDFz_2XInq2CIPAeHf2FlmYPc_XdqCKPQ8L0CTvawx14N838FAX53xma8dJGv_-oba3qGYN9pU/s72-c/Kid+Cudi+SF.jpeg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total></item><item><title>Recenzja: St. Vincent - St. Vincent</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/03/recenzja-st-vincent-st-vincent.html</link><category>Pop</category><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Tue, 11 Mar 2014 15:59:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-4081614268312763435</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjlQLNVcUM4p7J48vL264i3fVisfPSiggEbsocvpPX78kijh7SR_mNPv1ioq0O6RrEfhjRs3oIsW2ZML4hGMwVChKQY-o36XRIAD1IIFP3iVoKWt4TfkyT-3H1IYzgRnaiqiC0yAmnf_TU/s1600/St.Vincent.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjlQLNVcUM4p7J48vL264i3fVisfPSiggEbsocvpPX78kijh7SR_mNPv1ioq0O6RrEfhjRs3oIsW2ZML4hGMwVChKQY-o36XRIAD1IIFP3iVoKWt4TfkyT-3H1IYzgRnaiqiC0yAmnf_TU/s1600/St.Vincent.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Jakiś czas temu, wracając
z uczelni spotkałem starą znajomą, z którą za wszelką cenę staram się unikać
rozmów o muzyce. Skrajna miłośniczka Pitbulla, Keshy i innych artystycznych pomyłek,
ponadto typ człowieka, który zasypuje ludzi lawiną linków do różnych dziwnych rzeczy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;- Słyszałeś nową
płytę St. Vincent? Zajebista jest. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;- Nope – i wcale nie
miałem zamiaru, ale to już zachowałem dla siebie. Od dłuższego czasu nie ufałem jej poleceniom.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Jednak na zachętę
zapuściła mi track Prince Johnny. Wbrew pozorom nie była to półka Pitbulla.
Dlatego postanowiłem dać krążkowi szansę. Jak widać, przeżyłem. A oto moje
wrażenia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
W ramach wstępu: &lt;b&gt;St.
Vincent &lt;/b&gt;jest czwartą solową płytą Annie Clark. W wersji podstawowej
otrzymaliśmy 11 utworów ukazujących skrzyżowanie noise popu i art rocka, które
oferują w sumie 40 minut stosunkowo alternatywnej&amp;nbsp;rozrywki. Ale za to bardzo nierównej.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Technicznie rzecz biorąc, mamy do czynienia z różnorodnym
dziełem. Najwyraźniej widać to na przykładzie tempa. Z jednej strony dostajemy takie
&lt;b&gt;Rattlesnake&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Bring Me Your Loves&lt;/b&gt;,&amp;nbsp;&lt;b&gt;Psychopath&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Birth In Reverse&lt;/b&gt;,
&lt;b&gt;Regret&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Digital Witness&lt;/b&gt;, czyli pozycje stosunkowo dynamiczne. Paradoksalnie,
to właśnie one szpecą tu najbardziej (z wyjątkiem&amp;nbsp;&lt;b&gt;Rattlesnake&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;i&lt;b&gt; Birth in
Reverse&lt;/b&gt;). Nawet jeśli odbiegają od radiowych standardów, co teoretycznie
powinno świadczyć o ich nieschematycznym charakterze, to nie uwodzą pomysłowością ani nie niosą żadnego ładunku emocjonalnego. Są
pozbawione wyrazistości, przez co nie oddziałują na słuchacza w wyjątkowo
intensywny sposób. Szkoda, bo zastosowane tu poszarpane, doprawione synth
popowymi motywami dźwięki wiążą się ze sporym potencjałem – niestety pozbawiona polotu konwencja sprawiła, że przerodził się on w pseudo
artystyczną manierę. Owszem, to nie razi. Po prostu przynudza. Dużo lepiej prezentują się ballady, przy których nie ma
tego typu problemów – zazwyczaj czarują prostymi, lecz klimatycznymi i
pełnymi chłodnej elegancji melodiami (&lt;b&gt;Prince
Johnny&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;I Prefer Your Love&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Severed Crossed Fingers&lt;/b&gt;) ocierającymi się o baroque pop. Wpadają w ucho i dzięki leniwemu brzmieniu bezproblemowo odprężają. Jak widać,&amp;nbsp;&lt;b&gt;St. Vincent &lt;/b&gt;jest rzeczywiście bardzo nierówne jakościowo. Na szczęście większość pozycji sprawnie
się broni.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/idllxjHbX7w?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Pomimo mało odkrywczej tematyki (motywy miłości, oddania,
nadziei etc.), liryka nie usypia. Dzięki osobistemu (nie patetycznemu, o dziwo)
charakterowi wersów,&amp;nbsp;są one nasycone są emocjami, często goryczą, co zwróci
uwagę słuchaczy. Znaczy się fanów wokalistki, którzy będę w stanie wyłapać
nawiązania do życia prywatnego Annie. Reszta tego nie doceni.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;St. Vincent&amp;nbsp;&lt;/b&gt;to dobra pozycja,
posiadająca zarówno mocne, jak i średniawe momenty. Z pewnością co
najmniej kilka utworów wzbudzi twoje zainteresowanie. Mimo wszystko łatwo
odczuć spory niedosyt spowodowany niewykorzystanym potencjałem części brzmień,
których atrakcyjność kończy się po dwóch sekundach. Na szczęście poza tym aspektem
nie ma niczego, co obniżałoby wrażenia płynące z odsłuchu. Mnie krążek przypadł
do gustu – czasami przynudzał, ale w gruncie rzeczy jeszcze kiedyś do niego
powrócę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjlQLNVcUM4p7J48vL264i3fVisfPSiggEbsocvpPX78kijh7SR_mNPv1ioq0O6RrEfhjRs3oIsW2ZML4hGMwVChKQY-o36XRIAD1IIFP3iVoKWt4TfkyT-3H1IYzgRnaiqiC0yAmnf_TU/s72-c/St.Vincent.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Recenzja: We Will Fail - Verstörung</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/03/recenzja-we-will-fail-verstorung.html</link><category>Elektronika</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sat, 1 Mar 2014 14:10:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-8216919821380955212</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjmZcd-1M4Vyu0dyLIZNkDfFFkhwWcLlu_qy-iCapWFKHvQbcUe-MjymrITOVk7S0_-m_zKX4fiQVsa3ShTcN9GW9LNgAWyjA8vskH6TI1NlSfm-D6G-wz3rXnTtjt9kY434oNZsGtHFfc/s1600/we-will-fail_verst%C3%B6rung_mono074.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjmZcd-1M4Vyu0dyLIZNkDfFFkhwWcLlu_qy-iCapWFKHvQbcUe-MjymrITOVk7S0_-m_zKX4fiQVsa3ShTcN9GW9LNgAWyjA8vskH6TI1NlSfm-D6G-wz3rXnTtjt9kY434oNZsGtHFfc/s1600/we-will-fail_verst%C3%B6rung_mono074.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Jak już kiedyś wspomniałem, lubię dostawać maile od polskich wytworni muzycznych. Zdarza się, że zachęcają mnie
do&amp;nbsp;poderżnięcia sobie gardła, zarówno swoją ilością, jak i jakością prezentowanych debiutantów, którzy nagrywają, ale nie za bardzo wiedzą co ani dlaczego.
Jednak przebijając się przez raniące serce i uszy śmieci, czasami natrafiam na
naprawdę mocny materiał. Taki, jak ten od projektu We Will Fail, za którym stoi
Aleksandra Grünholz – warszawski grafik komputerowy. Dla
znalezienia takich pozycji warto się poświęcić.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Verstörung &lt;/b&gt;to
bardzo specyficzne wydawnictwo. Składa się na niego 14 eksperymentalnych
tracków, wyprodukowanych wyłącznie przez Olę, a wypuszczonych nakładem Monotype
Records. Gdy po raz pierwszy przesłuchałem zaprezentowaną elektronikę, nie wzbudziła we mnie większych emocji. Jednak przy kolejnym podejściu
odkryłem, że po prostu źle się za nią zabrałem. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Na początku muszę zaznaczyć – to nie jest materiał, którego
możesz słuchać w każdych warunkach: w drodze na uczelnię, podczas
popołudniowego spaceru itd. Jego tajemniczy i jednocześnie hipnotyzujący
charakter sprawiają, że najsilniej oddziałuje po zachodzie słońca, kiedy to wzmacnia&amp;nbsp;subtelny, nieco nostalgiczny wymiar nocy. To niezwykle ewokacyjna pozycja. Z drugiej strony, doskonale wyważone melodie o nietypowej
budowie (brak wyszczególnionych zwrotek, refrenów, brigde’u) nawet nie starają
się wpaść w ucho, w związku z czym nie znajdą miłośników wśród radiosłuchaczy. Szczególnie,
że dzieło nie zawiera ani wokalu (który zepsułby tutejszą nastrojowość) ani
jakichkolwiek popularnych motywów. Dlatego pozornie może się wydawać zbiorem
chaotycznych, pozbawionych sensu dźwięków. Nie zmienia to faktu, że krążek idealnie
sprawdza się w roli soundtracku do pracy. Pisząc tekst lub wykonując inną
wymagającą skupiania czynność późno w nocy, dobrze jest mieć przy sobie płytę,
która będzie ci przypominać, że jeszcze nie śpisz i jednocześnie nie będzie
rozpraszać nachalną konwencją. &lt;b&gt;Verstörung&lt;/b&gt;
jest w tej sytuacji niezastąpiony. Odpręża, koi zmysły oraz, dzięki
zróżnicowaniu poszczególnych utworów, nie nudzi, przez co pozytywnie
wpływa na koncentrację i znacznie wydłuża czas pracy. Brakowało mi takiej pozycji.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/ExZGt6-7GlE?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;Verstörung &lt;/b&gt;to
krążek o długiej żywotności – zakupując go można mieć pewność, że nie znudzi
się po kilku dniach. Jest to zasługą jego wyrafinowanego charakteru, który
sprawia, że nie warto słuchać go 24/7. Nie w każdych warunkach działa równie
intensywnie. Co więcej, jest bardzo spójny, wręcz do takiego stopnia, że pojedyncze utwory nie oddadzą klimatu całości. Dopiero słuchając od pierwszego do ostatniego tracka, można odczuć silne doznania, stopniowo budowane przez kolejne pozycje. Ciekawa i solidnie wykonana odskocznia od szeroko
pojętnego mainstreamu.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjmZcd-1M4Vyu0dyLIZNkDfFFkhwWcLlu_qy-iCapWFKHvQbcUe-MjymrITOVk7S0_-m_zKX4fiQVsa3ShTcN9GW9LNgAWyjA8vskH6TI1NlSfm-D6G-wz3rXnTtjt9kY434oNZsGtHFfc/s72-c/we-will-fail_verst%C3%B6rung_mono074.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Recenzja: Sophie Ellis-Bextor - Wanderlust</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/02/recenzja-sophie-ellis-bextor-wanderlust.html</link><category>Folk</category><category>Pop</category><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Tue, 25 Feb 2014 21:13:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-5215211568855084183</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvzvIPuokAbfLs22qIPozarahQw-e8Ts_E3AXPj85TpAJw64EBovWInK4A2dBfraJ2jtDPoCGNepV8QlqvCvi613Sd_648TBQzPZyrUotxiIox73HObPZed0jMVFrmCoTX6Hj8KPm-xJ4/s1600/Sophie_Ellis-Bextor_-_Wanderlust.png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvzvIPuokAbfLs22qIPozarahQw-e8Ts_E3AXPj85TpAJw64EBovWInK4A2dBfraJ2jtDPoCGNepV8QlqvCvi613Sd_648TBQzPZyrUotxiIox73HObPZed0jMVFrmCoTX6Hj8KPm-xJ4/s1600/Sophie_Ellis-Bextor_-_Wanderlust.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Recenzję Make a Scene
napisałem w pierwszym roku działalności bloga – okresie, z którego nie jestem
szczególnie dumny. Niepotrzebnie skrytykowałem wtedy bardzo dobre dzieło, które wówczas wydało mi się przekombinowane i chaotyczne. Elektronika
w jakiejkolwiek formie nie była moją mocną stroną. Jednak po pewnym czasie, gdy
już przekonałem się do gatunku, krążek długo nie opuszczał mojej playlisty. Od
tamtej pory, nigdy nie zaliczyłem podobnej wpadki. Zabierając się za Wanderlust
nie chciałem popełnić analogicznego błędu. Na szczęście nie miałem tego typu
problemów. Łatwo rozgryźć ten krążek. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Tym razem dostajemy 11 utworów, które z Make a Scene mają niewiele wspólnego. Przede wszystkim różnią się gatunkiem. Mamy tutaj do czynienia ze wyważonym indie rockiem, ocierającym się o folkowe klimaty. Wbrew pozorom oraz nudnemu &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=iHNBWUz3CK0"&gt;trailerowi&lt;/a&gt;,
nagrania mają dużo do zaoferowania - zarówno na arenie akustycznej, jak
i emocjonalnej. A co dokładnie, o tym poniżej.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Wanderlust&lt;/b&gt; to spokojny materiał. Nie ma tu przytłaczających
syntezatorów, uszojebnego auto-tune’owego wokalu ani oklepanych motywów,
znanych z tysiąca innych wydawnictw. Zamiast tego zainwestowano w szeroki
wachlarz analogowych instrumentów (gitary, fortepian, skrzypce, wiolonczele,
keyboard itd.), które poskutkowały powstaniem ciepłych i przyjaznych dla ucha
melodii. Ze względu na ich dystynkcyjny charakter, numerom daleko do radiowych
powerplay’ów. Usłyszymy tu głównie urocze ballady (&lt;b&gt;Love is A Camera&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Runaway
Dreamer&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;When The Storm Has Blown
Over&lt;/b&gt; etc.), na urok których wpływa nasycony elegancją oraz
zmysłowością wokal Sophie. To pozbawione patosu pozycje, z których
emanuje autentyczność tak wielka, że ciężko się od nich oderwać. Mogą również pochwalić się nośnymi refrenami - Sophie z łatwością wykrzesuje maksymalną
atrakcyjność z pozornie wyeksploatowanych dźwięków. Słychać to zwłaszcza przy
dynamicznych pozycjach (&lt;b&gt;13 Little Dolls&lt;/b&gt;,
&lt;b&gt;Cry To The Beat Of The Band&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Until The Stars Collide&lt;/b&gt;), które zręcznie
urozmaicają wolniejszą większość. Mimo wszystko nie jest to coś, co mogłoby
trafić do przeciętnego eskowicza. Jednak osoby gustujące w naturalnym,
elegancko brzmiącym indie rocku, z pewnością znajdą tu coś dla siebie. Z
technicznego punktu widzenia, Wanderlust jest przemyślanym oraz solidnie
dopracowanym dziełem, pozbawionym rozpraszających uwagę wypełniaczy. Ciężko się
do czegoś przyczepić: jest w miarę różnorodnie, ciekawie i klimatycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="https://ytimg.googleusercontent.com/vi/Se_QtwTo_iI/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="https://youtube.googleapis.com/v/Se_QtwTo_iI&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="https://youtube.googleapis.com/v/Se_QtwTo_iI&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Jeżeli chodzi o tekst, na tym polu jest zwyczajnie. Sophie
śpiewa głównie o miłości, zaangażowaniu w
związek oraz potrzebie stabilności. Co prawda sama tematyka nie wybija się ponad
przeciętność, jednak na uwagę zasługuje opis przyrody oraz warunków
atmosferycznych, które stwarzają niemal baśniowe tło. Liryka nie staje się przez to wyjątkowa, ale oczywistości owiniętych w atrakcyjną otoczkę
słucha się o wiele przyjemniej.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
Wanderlustem zdecydowanie warto się zainteresować. To
konkretna pozycja, która przykuwa uwagę pomimo braku nowatorskich i specjalnie świeżych patentów. Robi to za pośrednictwem efektownego użycia znanych motywów oraz naturalności, zarówno brzmienia, jak i budowanych przez
wokal emocji. Dodając do tego brak rażących defektów, łatwo dojść do wniosku,
że nie jest to dzieło do jednorazowego odsłuchu. Opłaca się dać mu szansę. Co najmniej kilka tracków zostanie z nami na dłużej.&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvzvIPuokAbfLs22qIPozarahQw-e8Ts_E3AXPj85TpAJw64EBovWInK4A2dBfraJ2jtDPoCGNepV8QlqvCvi613Sd_648TBQzPZyrUotxiIox73HObPZed0jMVFrmCoTX6Hj8KPm-xJ4/s72-c/Sophie_Ellis-Bextor_-_Wanderlust.png" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>Recenzja: Bruce Springsteen - High Hopes</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/02/recenzja-bruce-springsteen-high-hopes.html</link><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Mon, 3 Feb 2014 19:01:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-1607315854892528801</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiC_z8bb0o9fpjKl-pwo6BPSfWVALE9stFHbN-eDopx5vX-l8Lj8X4eMxK2G50H9ZacHa1SkYqxB-gxn97MmHNJd7av4dWH5uHldTnBaokV6K0O7ctRa9ksYChUh4ublMJXkkYI6hxW5CY/s1600/High_Hopes_album_Bruce_Springsteen.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiC_z8bb0o9fpjKl-pwo6BPSfWVALE9stFHbN-eDopx5vX-l8Lj8X4eMxK2G50H9ZacHa1SkYqxB-gxn97MmHNJd7av4dWH5uHldTnBaokV6K0O7ctRa9ksYChUh4ublMJXkkYI6hxW5CY/s1600/High_Hopes_album_Bruce_Springsteen.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Niedawno znacząco
ograniczyłem odsłuchy potencjalnie słabych wydawnictw. Nawet w celach
recenzenckich. Zamiast tego zamierzałem skupić się na prezentowaniu wam
wyłącznie wybitnych płyt, mogących wnieść do waszej
playlisty powiew świeżości. Takim krążkiem miał być &lt;i&gt;High
Hopes&lt;/i&gt; Bruce’a Springsteena – artysty, który nie wie, czym jest bylejakość. Spodziewałem
się charyzmatycznego, emocjonującego i nieprzewidywalnego dzieła, co dla
Springsteena nie powinno być trudnym osiągnięciem. Dostałem przeciętne odrzuty. Czyli mój błyskotliwy plan znowu nie wypalił.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Osiemnasty krążek Bruce’a zawiera 12 nagrań utrzymanych w
klimacie kultowego folk rocka. Dopracowaniem aspektów technicznych zajęli
się Ron Aniello i Brendan O’Brien, którzy nie pierwszy raz pracowali nad
nagraniami Springsteena. Jednak tym razem wyszło im to zaskakująco słabo. Gdyby
nie sesja, powiedziałbym, że ta pozycja zepsuła mi tydzień.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Pierwszy track, &lt;b&gt;High Hopes&lt;/b&gt;, jest dynamicznym singlem, który pomimo przesłodzonego i
nieco tandetnego refrenu, przykuwa uwagę bogactwem instrumentów sklejonych w
przyjemne brzmienie. Szkoda, że jego urok zanika już przy drugim odsłuchu. Dużo
lepiej ma się &lt;b&gt;Harry’s Place&lt;/b&gt;, charakteryzujący
się stonowanymi, nieco oldschoolowymi melodiami. Obok hipnotyzującego &lt;b&gt;Down In the Hole&lt;/b&gt; i przebojowego &lt;b&gt;Heaven’s Wall&lt;/b&gt;, jest jedną z najciekawszych produkcji.
Poza tą trójką, nic się nie wybija. Przynajmniej nie na plus. &lt;b&gt;American Skin (41 Shots) &lt;/b&gt;i &lt;b&gt;Dream Baby Dream&lt;/b&gt; ciągną się jak samochody w krakowskich korkach, nie wywołując kompletnie żadnych emocji. Typowo
amerykańskie &lt;b&gt;The Wall &lt;/b&gt;przynajmniej stara się wpłynąć na serce słuchacza&amp;nbsp;subtelnym charakterem. Gdyby nie schematyczność, zapewne by mu się udało. Co do reszty, ta również jest mało
ewokacyjna. Słuchasz, cieszysz się kojącym działaniem ciepłych melodii utworzonych
przez multum różnorodnych instrumentów, jednak nie chcesz odtworzyć jeszcze raz. Technicznie
jest ok., wszystkie elementy ładnie ze sobą współgrają, pomimo zróżnicowanego
tempa tworząc spójną całość. W każdym razie nie zmienia to faktu, że podkład to nic nowego. Zbyt przewidywalnie, bez polotu.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/rOPDhoZH91g?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Tekst, tak dla odmiany, nie odbiega poziomem od
wcześniejszych dokonań Bruce’a. Wciąż traktuje o problemach społecznych (tutaj:
brutalność policji), przewadze siły uczucia nad rozsądkiem, miłości jako ważnym
czynniku ładu społecznego etc. Dużo tu ciekawych przenośni, aluzji i
nawiązań do wydarzeń z przeszłości. Jeżeli ktoś lubi tego typu smaczki,
powinien być zadowolony z tej pozycji. Na mnie nie robi piorunującego
wrażenia. Jest po prostu dobrze.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Jedno jest pewne, już do tego nie powrócę. Krążek niby nie odrzuca
niczym szczególnym, jednak nie posiada też świeżych motywów, które
mogłyby zachęcić do ponownego odsłuchu. Nie byłoby niczego złego w wydaniu
takich przeciętniaków – zakładając, że byłyby darmowym prezentem dla fanów,
wypuszczonym w ramach ciekawostki. Chęć wzbogacenia się na byle jakim materiale wyraża ewidentny brak szacunku do fanów. Wniosek? It’s all about the money.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiC_z8bb0o9fpjKl-pwo6BPSfWVALE9stFHbN-eDopx5vX-l8Lj8X4eMxK2G50H9ZacHa1SkYqxB-gxn97MmHNJd7av4dWH5uHldTnBaokV6K0O7ctRa9ksYChUh4ublMJXkkYI6hxW5CY/s72-c/High_Hopes_album_Bruce_Springsteen.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">4</thr:total></item><item><title>Recenzja: Stephen Malkmus and the Jicks - Wig Out at Jagbags</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/01/recenzja-stephen-malkmus-and-jicks-wig.html</link><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sun, 19 Jan 2014 15:28:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-3617436811757030799</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqPKiw-Oy1e5fhzafui6uv_CsknLaLpYJNNkNgQbVTLbPhfS3-esiwSNoJJ3dtQqp0iTLIdeJU8A8K5F-RRCk55H7EIOaLQhFbH117ufUs-nthlgYzQJLskzd-0QIGxLQJTU-QJvUSGNA/s1600/The_Jicks_-_Wig_Out_at_Jagbags.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqPKiw-Oy1e5fhzafui6uv_CsknLaLpYJNNkNgQbVTLbPhfS3-esiwSNoJJ3dtQqp0iTLIdeJU8A8K5F-RRCk55H7EIOaLQhFbH117ufUs-nthlgYzQJLskzd-0QIGxLQJTU-QJvUSGNA/s1600/The_Jicks_-_Wig_Out_at_Jagbags.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Według last.fm,
większość z was nie kojarzy dorobku formacji &lt;i&gt;Stephen Malkmus and the Jicks&lt;/i&gt;, w skład której wchodzi Stephen
Malkmus (tak, jego oraz kapelę &lt;i&gt;Pavement&lt;/i&gt;
to już znacie), Mike Clark, Joanna Bolme i Jake Morris. Grupa działa od niemal
14 lat, wydając przez ten czas 5 krążków, które wysoko oceniła większość prestiżowych krytyków. Słuchacze zresztą też, co przełożyło się
na stosunkowo wysoką sprzedaż. 3 lata od wypuszczenia ostatniego albumu, &lt;i&gt;Mirror Traffic&lt;/i&gt;, zespół powrócił z nowym
materiałem. Dzisiaj dowiecie się, czy aby na pewno jest się czym podniecać. &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
12 kompozycji zamkniętych pod szyldem &lt;b&gt;Wig Out at Jagbags &lt;/b&gt;są przedstawicielami stonowanego, klasycznego
indie rocka. Za ich wyprodukowanie odpowiadają członkowie zespołu, momentami
wspierani przez Remko Schoutena, którego głównym zadaniem było miksowanie
wokali. Wydaniem tego dzieła standardowo zajęła się &lt;i&gt;Matador Records&lt;/i&gt;, czyli niezależna wytwórnia specjalizująca się właśnie w
indie rocku. Teraz, gdy już wiecie kto, co i jak, możemy przejść do wrażeń
akustycznych.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Zaprezentowana dwunastka to przede wszystkim spokojne,
ciepłe rockowe melodie, w których dominującą rolę odgrywają perkusja i gitary. Bez
słyszalnego wspomagania syntetycznymi dźwiękami ani masą gwiazdek w featuringu.
Na ogół mamy do czynienia z dosyć wolnym, ale nie flegmatycznym tempem, które
znacznie przyspiesza w przypadku &lt;b&gt;Rumble
at the Rainbo&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Chartjunk&lt;/b&gt;.
Atrakcyjny charakter tego krążka jest zasługą chwytliwego wokalu (&lt;b&gt;The Janitor Revealed&lt;/b&gt;), zręcznie tuszującego
przeciętność melodii. W efekcie otrzymujemy łagodny materiał, którego największym atutem jest to, że nie męczy i od czasu do
czasu wpadnie w ucho. Czyli nic szczególnego.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/fEH3ubfMw3M?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Nie da się ukryć, że zbyt stonowany charakter przełożył się
na przewidywalność oraz monotonię kompozycji. W kontekście całego wydawnictwa
można powiedzieć, że są one wręcz wtórne – często mamy do czynienia z podobnymi
motywami, co znacznie obniża wrażenia płynące z odsłuchu. Owszem, tracki są poniekąd zróżnicowane i nie nużą po pierwszej kolejce, jednak ich analogiczność oraz
brak innowacyjnych elementów sprawiają, że to indie, jak indie. Przyjemne, ale podobne do tysiąca innych płyt tego typu.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Wig Out at Jagbags &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;to przyzwoity materiał. &lt;/span&gt;Co prawda nie
powoduje opadu szczęki, ale też nie zmusza do natychmiastowego wyłączenia. W
połączeniu z dopracowanym technicznie (merytorycznie już mniej) tekstem, sprawia, że warto do niego powrócić w okresie
letnim, kiedy to jego nastrojowość będzie współgrać z pogodą. Na rower i letnie spacery jak
najbardziej, na co dzień może zanudzić. Trzy z plusem.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqPKiw-Oy1e5fhzafui6uv_CsknLaLpYJNNkNgQbVTLbPhfS3-esiwSNoJJ3dtQqp0iTLIdeJU8A8K5F-RRCk55H7EIOaLQhFbH117ufUs-nthlgYzQJLskzd-0QIGxLQJTU-QJvUSGNA/s72-c/The_Jicks_-_Wig_Out_at_Jagbags.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">1</thr:total></item><item><title>Recenzja: Kid Ink - My Own Lane</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/01/recenzja-kid-ink-my-own-lane.html</link><category>Rap</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Fri, 10 Jan 2014 13:36:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-1036676132945519126</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgpHFY90Kcg0XfvRqJXMmXLm0dpQuFC1DYKVt8WF0nWkfQuYWywouIEnsb9MAZYr49SyYZzhFaCnKMpSH_LAIHa9okubHO3gPOXKIwNHI3AkYzBmU6TCPL1xUdhlGuwrmCD4rAcEjonB8A/s1600/MyOwnLane.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgpHFY90Kcg0XfvRqJXMmXLm0dpQuFC1DYKVt8WF0nWkfQuYWywouIEnsb9MAZYr49SyYZzhFaCnKMpSH_LAIHa9okubHO3gPOXKIwNHI3AkYzBmU6TCPL1xUdhlGuwrmCD4rAcEjonB8A/s1600/MyOwnLane.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Kid Ink nigdy nie był raperem, do którego pałałbym ogromną
miłością. Jego dotychczasowe krążki nie wzbudziły we
mnie większych emocji, zazwyczaj były po prostu poprawne. Bez znaczących uniesień, bez rażących wtop. Zabierając się za odsłuch&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b style="text-align: start;"&gt;My Own Lane&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;nie liczyłem więc
na ponadczasowe wydawnictwo, pełne mistrzowsko wyprodukowanych nagrań,
błyszczących pomysłowym charakterem. To była dobra decyzja, bo po kilkukrotnym
zaliczeniu materiału muszę przyznać, że nie doczekałbym się niczego
podobnego. W takim razie sprawdźmy, czy jest sens zabierać się za tę pozycję.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
W skład &lt;b&gt;My Own Lane&lt;/b&gt; wchodzi 18 numerów utrzymanych w bardzo
lekkiej odmianie hip hopu. Czasami wręcz tak lekkiej, że ciężko stwierdzić, czy
to jeszcze hip hop, czy już spopiałe R&amp;amp;B. Produkcją zajęli się m.in. DJ III
Will, J. Grand, The Futuristics, Danja i DJ Mustard, czyli osoby mające spore
doświadczenie w współpracach z mainstreamowymi raperami. Efekt ich pracy,
chociaż mało wyrazisty, posiada kilka aspektów, którymi warto się
zainteresować. Oto garść szczegółów.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
W przypadku tego materiału dużą rolę odgrywa luzackie
podejście do tematu. Raper postarał się głównie o beztroskie brzmienie, pełne przyjemnych
dla ucha bitów, które nie wprowadzają w żaden konkretny nastrój. Zamiast tego
zainwestowano w chwytliwość, sprawiając, że znaczna część pozycji jest
bardzo nośna jak na hip hop, wręcz radio-friendly (&lt;b&gt;Hello World&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Money And The
Power&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Show Me&lt;/b&gt;). Na uwagę
zasługują też numery czarujące subtelnymi melodiami (&lt;b&gt;We Just Came To Party&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;I
Don’t Care, More Than a King&lt;/b&gt;). Żeby nie było – materiał nie jest wcale taki
grzeczny. Znajdziemy tu też kilka buńczucznych brzmień (&lt;b&gt;Murda&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Bad Ass&lt;/b&gt;), które
co prawda nie podnoszą ciśnienia, ale stanowią doskonałe urozmaicenie
stosunkowo spokojnej większości. No i przykuwają uwagę. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;iframe frameborder="no" height="166" scrolling="no" src="https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/125165300&amp;amp;color=ff6600&amp;amp;auto_play=false&amp;amp;show_artwork=true" width="100%"&gt;&lt;/iframe&gt;

&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie usłyszymy tu wielu
nowości. Utwory złożono wyłącznie z modnych elementów, z którymi miłośnicy
mainstreamowego hip hopu są bardzo dobrze zapoznani. Jak wspomniałem na
początku, nie warto liczyć na innowacje mogące przełożyć się na powstanie klasyków. Co więcej, materiał jest nierówny. Z jednej
strony mamy godne uwagi tracki (akapit wyżej), a z drugiej nudne wypełniacze (&lt;b&gt;Iz U Down&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Main Chick&lt;/b&gt; – kopia Show Me, &lt;b&gt;Tattoo
Of My Name&lt;/b&gt;, oklepane &lt;b&gt;No Miricles&lt;/b&gt;),
istotnie obniżające wrażenia płynące z odsłuchu. Za dużo w nich schematów, za
mało wyrazistości. Dobrze, że takich pozycji jest raptem kilka.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;iframe frameborder="no" height="166" scrolling="no" src="https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/108863442&amp;amp;color=ff6600&amp;amp;auto_play=false&amp;amp;show_artwork=true" width="100%"&gt;&lt;/iframe&gt;

&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;
Przy produkcjach stricte hip hopowych wypadałoby rozpisać
się na temat liryki. Jednak w tym przypadku niestety nie ma o czym. Przez
większość czasu Brian zajmuje się kwestią kobiet i imprez, przeplatając to
banalnymi spostrzeżeniami na różne tematy, przykładowo roli determinacji w
dążeniu od celu. Nic ciekawego. A szkoda, płyta dużo by na tym zyskała.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;My Own Lane&lt;/b&gt; przekonało mnie do siebie. Co prawda nie jest to
dzieło, z którym wejdę w stały związek, jednak czas, jaki mu poświęciłem nie
okazał się zmarnowany. Nawet jeśli krążek nie prezentuje niczego odkrywczego,
to połączenie lekkich brzmień z melodyjnym charakterem sprawia, że warto się
nim zainteresować, szczególnie w okresie letnim, kiedy to będzie nadawał się na wieczorny, słoneczny chillout. Czwóra z ogromnym minusem.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgpHFY90Kcg0XfvRqJXMmXLm0dpQuFC1DYKVt8WF0nWkfQuYWywouIEnsb9MAZYr49SyYZzhFaCnKMpSH_LAIHa9okubHO3gPOXKIwNHI3AkYzBmU6TCPL1xUdhlGuwrmCD4rAcEjonB8A/s72-c/MyOwnLane.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">3</thr:total></item><item><title>Przegląd Płyt Pominiętych #12</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/01/przeglad-pyt-pominietych-12.html</link><category>Elektronika</category><category>Pop</category><category>Rap</category><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Wed, 8 Jan 2014 20:24:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-965808872238538474</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6TeAcTpaiMQLAgtG1YDWyNW-t0zf88WpahbDfVv4RoZLF0m5WowJREPukd0pIwLD5mXb0kv1zGkVgBwcpKBiBuaQ5NfO8PEFu-g7SXjfqqg5iBWhppoS9a0KsIoyEFWf0c7y_88fD07U/s1600/Cover+JPG.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6TeAcTpaiMQLAgtG1YDWyNW-t0zf88WpahbDfVv4RoZLF0m5WowJREPukd0pIwLD5mXb0kv1zGkVgBwcpKBiBuaQ5NfO8PEFu-g7SXjfqqg5iBWhppoS9a0KsIoyEFWf0c7y_88fD07U/s1600/Cover+JPG.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;Childish Gambino - Because the Internet&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;19&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek: &lt;/b&gt;hip hop, PBR&amp;amp;B&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label: &lt;/b&gt;Glassnote &amp;amp; Island Records&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Singiel: &lt;/b&gt;3005&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na duży plus:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;The Worst Guys,&amp;nbsp;No Exit,&amp;nbsp;Life: The Biggest Troll&amp;nbsp;(Andrew Auernheimer)&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: &lt;/b&gt;-&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena: &lt;/b&gt;5/6&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
A oto mój grudniowy faworyt. &lt;b&gt;Because the Internet&lt;/b&gt;, jak przystało na solidną hip hopową produkcję,
składa się z ciekawie opracowanych pozycji intrygujących nieprzewidywalnym
charakterem. Poza soczystymi, bujającymi bitami posłuchamy wielu
elektronicznych eksperymentów pełnych poszarpanych, ale spójnych motywów. Tak
więc całość zdecydowanie odbiega od radiowych standardów. Jednak na swój sposób
wpada w ucho i czaruje przyjemnym, po części beztroskim, a czasami
nawet tajemniczym brzmieniem, przy którym bez problemu można się odprężyć,
jednocześnie wciąż koncentrując się na materiale. Dodatkowo biorąc pod uwagę barwne głosy w featuringu (m.in. Chance The Rapper, Jhené Aiko i Azealia Banks)
możemy nastawić się na maksymalnie zróżnicowane i pomysłowe produkcje, którymi
fani hip hopu i PBR&amp;amp;B powinni się zainteresować. Ja to kupuję.&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;iframe frameborder="no" height="166" scrolling="no" src="https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/116382126&amp;amp;color=ff6600&amp;amp;auto_play=false&amp;amp;show_artwork=true" width="100%"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhLsgZUZaApul1kQLOrmVtcsiDHw2OyEiiE1LSnnqCyIb3EzTvQblWHyRIau9HlTHiiIdTzdW9Eur49BI9i3l8ajLBpo0KQY4bhyA8ApHTEsUEJSEzuUj39vRNeEcKSZeNgHP96W0OV4Tg/s1600/Join_the_dots.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhLsgZUZaApul1kQLOrmVtcsiDHw2OyEiiE1LSnnqCyIb3EzTvQblWHyRIau9HlTHiiIdTzdW9Eur49BI9i3l8ajLBpo0KQY4bhyA8ApHTEsUEJSEzuUj39vRNeEcKSZeNgHP96W0OV4Tg/s1600/Join_the_dots.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;Toy - Join the Dots&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;11&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek: &lt;/b&gt;rock psychodeliczny, indie&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label: &lt;/b&gt;Heavenly Recordings&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Singiel: &lt;/b&gt;Join the Dots&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na plus: &lt;/b&gt;As We Turn, Too Far Gone To Know, Join the Dots&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: -&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;+4/6&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
Join the Dots to drugi krążek angielskiej formacji TOY. Podobnie jak w przypadku debiutu, dostajemy materiał utrzymany w konwencji indie rocka zmiksowanego z psychodeliką. Przełożyło się to na powstanie ciepłych, rockowych melodii wspieranych przez subtelne motywy elektroniki. Całość prezentuje się klimatyczne, momentami tajemniczo, w dodatku istotnie odbiega od mainstreamowych standardów. Za sprawą stonowanego, leniwego tempa oraz spójnego, konsekwentnego brzmienia, dzieło idealnie nadaje się na wieczorny chillout, jako muzyka ‘w tle’: nie atakuje słuchacza natarczywymi motywami, nie wzbudza kontrowersji, nie jest na siłę przebojowe. Za to wciąż może pochwalić się sporą melodyjnością i hipnotyzującym wokalem. Nawet jeśli udział tego ostatniego został znacznie ograniczony. Wady? Fani tego typu klimatów dojdą do prostego wniosku – to nic nowego. Za dużo inspiracji (Yo La Tengo, Washed Out, Tame Impala), za mało autorskich patentów. Na szczęście nie jest to specjalnie rażące. Optymalne wydawnictwo warte co najmniej jednego odsłuchu. Ze mną zostanie na dłużej.&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;iframe frameborder="no" height="166" scrolling="no" src="https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/114841888&amp;amp;color=ff6600&amp;amp;auto_play=false&amp;amp;show_artwork=true" width="100%"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8b00nXJu4FgC-ZNtNXa35NSckTxyTlqBGE2yK_6FBu022qZOhKA9Hd6yrtEFvrOKpXiBmZ2o0tUFwszoQXE859xTYg8R6oviomtneEiBDdmu0PhKthg6xpq86KnmMsuD7UwsiqBYK-O8/s1600/ahdg.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg8b00nXJu4FgC-ZNtNXa35NSckTxyTlqBGE2yK_6FBu022qZOhKA9Hd6yrtEFvrOKpXiBmZ2o0tUFwszoQXE859xTYg8R6oviomtneEiBDdmu0PhKthg6xpq86KnmMsuD7UwsiqBYK-O8/s1600/ahdg.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;Angel Haze - Dirty Gold&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;16&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek: &lt;/b&gt;pop, w ostateczności hip hop&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label: &lt;/b&gt;Island Records&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Singiel:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;Echelon (It's My Way)&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na plus: &lt;/b&gt;Deep Sea Diver, Black Synagogue,&amp;nbsp;White Lilies / White Lies, Planes Fly&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: &lt;/b&gt;Sing About Me, Battle Cry&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena:&lt;/b&gt; 3/6&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Na swoim debiutanckim dziele Angel Haze zamieściła głównie
popowe kompozycje, ubarwione hip hopem i sporadycznie r&amp;amp;b. Wbrew
pozorom nie przełożyło się to ani na wyjątkową chwytliwość ani, tym bardziej, na
godne uwagi bity. Przez większość czasu mamy do czynienia z niezobowiązującymi
radióweczkami, pełnymi sprawdzonych, mało odkrywczych motywów, które nie
wywołują znaczących emocji. Wobec tego osobom ceniącym oryginalność materiał
może wydać się monotonny. Wrażenie to potęguje brak emanującej z utworów
charyzmy. Pomimo swojego zadziornego stylu Angel nie należy do specjalnie wyrazistych wokalistek, co niestety słychać w jej twórczości. Jednak biorąc pod uwagę
zróżnicowanie brzmień, ich wyważony charakter i brak choćby najmniejszej
tandety, trzeba przyznać, że nie jest to męcząca pozycja. Pod tym względem jest ok. Pomijając kilka znacząco wybijających się nagrań, otrzymujemy technicznie
poprawny, niczym nie wyróżniający się materiał. Takie połączenie Tiniego
Tempah, Nicki Minaj i Amy Heidemann, w dodatku w niezbyt atrakcyjnej formie. Optymalna trója.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/GMw65FwtlOI?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Tym wpisem rozstaję się z cyklem PPP. W zamian postaram się co pewien czas wrzucać innego rodzaju teksty. A jakie dokładnie, dowiecie się w najbliższym czasie. Najwcześniej na &lt;a href="https://twitter.com/TomekOlchawa" target="_blank"&gt;Twitterze&lt;/a&gt; lub &lt;a href="https://plus.google.com/u/0/+TomaszOlchawax/posts" target="_blank"&gt;Google+&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6TeAcTpaiMQLAgtG1YDWyNW-t0zf88WpahbDfVv4RoZLF0m5WowJREPukd0pIwLD5mXb0kv1zGkVgBwcpKBiBuaQ5NfO8PEFu-g7SXjfqqg5iBWhppoS9a0KsIoyEFWf0c7y_88fD07U/s72-c/Cover+JPG.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>Przegląd Płyt Pominiętych #11</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2014/01/przeglad-pyt-pominietych-11.html</link><category>Elektronika</category><category>Pop</category><category>Rap</category><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Wed, 1 Jan 2014 17:36:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-6937337642429378464</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiscoiTfy1vmmKkjNNE9tORKdSB3gw427HFKZmEV_bnk4RT5h22oN7XN4nK_Cx51kU5H9zfweOgkfYf2SULsOqvK8RdpwE9sQhz8YDftis0OKGD1Lq9NQuXb4srtMAgWd4BpRNt3WgUXGs/s1600/TTD.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiscoiTfy1vmmKkjNNE9tORKdSB3gw427HFKZmEV_bnk4RT5h22oN7XN4nK_Cx51kU5H9zfweOgkfYf2SULsOqvK8RdpwE9sQhz8YDftis0OKGD1Lq9NQuXb4srtMAgWd4BpRNt3WgUXGs/s1600/TTD.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;Tinie Tempah - Demonstration&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;15&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek: &lt;/b&gt;hip hop zahaczający o pop i elektronikę&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label: &lt;/b&gt;Parlophone&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Single: &lt;/b&gt;Trampoline, Children of the Sun&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na plus: &lt;/b&gt;It's OK,&amp;nbsp;Looking Down the Barrel,&amp;nbsp;Lost Ones,&amp;nbsp;Lover Not a Fighter&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: &lt;/b&gt;Shape&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena&lt;/b&gt;:&amp;nbsp;4/6&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
W zeszłym roku wręcz nie mogłem doczekać się tego krążka. Liczyłem na coś mega mocnego, co szybko mi się nie znudzi. Co prawda im bliżej
premiery, tym mniejsze miałem zarówno oczekiwania, jak chęci do odsłuchu, jednak ostatecznie
i tak jestem zadowolony z jakości Demonstration. Pełno tu lekkostrawnych,
dynamicznych brzmień, które nawet jeśli mają niewiele wspólnego z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Grime" target="_blank"&gt;grimem&lt;/a&gt;, to i tak prezentują się nad wyraz
nieźle. Mamy do czynienia z hip hopem zmiękczonym utalentowanymi gwiazdeczkami w featuringu (Paloma Faith, Laura Mvula, Emeli Sandé itd). W rezultacie większość brzmień przyjmuje
radiowy charakter i opiera się na schemacie: buńczuczny rap Tiniego – słodziutki
refren. Czyli patent wylansowany przez Eminema w&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=uelHwf8o7_U" target="_blank"&gt;LTWYL&lt;/a&gt;. Pomimo szablonowego
charakteru, nagrania dostarczają rozrywki na stosunkowo wysokim poziomie. Słuchasz,
wpada w ucho, czasami coś pozytywnie zaskoczy, potem zapętlasz. Jest to
mało wyrafinowana muzyka, broniąca się połączeniem charyzmy gospodarza z
prostymi, lecz niewiarygodnie chwytliwymi melodiami, którym można wybaczyć przewidywalność
i niewielką schematyczność. Nie zmusza do głębokich refleksji, ale
jeśli chcesz posłuchać czegoś modnego, melodyjnego i beztroskiego, co zarazem nie
będzie raziło przesadną wtórnością, rzuć na to uchem. Zwłaszcza jeśli
polubiłeś Disc-Overy oraz ostatnie wydawnictwo Labrintha i Naughty Boya. Dobra,
chociaż mało odkrywcza robota.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/a4vx0Cy5Hi4?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJPywzg0uTakMPPVW7k_wUXZmK1I7DRMjfTe02zXV9zToDHZJ7zwNgeGcbM9kVbxMh4ZyXXL5yEdDAU5rU-yMafphJeM8AQ5Q5XY8JPl5WNe75nficwlc1LT8Qzv2s2XljNUcyu3Bzxtk/s1600/MIA_Matangi.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJPywzg0uTakMPPVW7k_wUXZmK1I7DRMjfTe02zXV9zToDHZJ7zwNgeGcbM9kVbxMh4ZyXXL5yEdDAU5rU-yMafphJeM8AQ5Q5XY8JPl5WNe75nficwlc1LT8Qzv2s2XljNUcyu3Bzxtk/s1600/MIA_Matangi.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;M.I.A. - Matangi&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;15&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek: &lt;/b&gt;hip hop, elektronika, eksperymental&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label: &lt;/b&gt;Interscope Records&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Single: &lt;/b&gt;Bad Girls, Bring the Noize, Come Walk with Me, Y.A.L.A&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na plus: &lt;/b&gt;Double Bubble Trouble, Exodus, Only 1 U&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: &lt;/b&gt;w tę stronę materiał jest równy&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena: &lt;/b&gt;4/6&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Nowy krążek M.I.A. składa się z pomysłowych nagrań, pełnych
egzotycznych brzmień, które połączone z rapem/wokalem artystki
mogą wydawać się na pozór chaotyczne. Głównie dlatego, że jest to dzieło
pozbawione schematów i modnych motywów, wobec czego może zapomnieć
o karierze w mainstreamowych stacjach radiowych. Kompozycje utrzymano we
względnie szybkim tempie; nie ma tu ballad ani innych zbędnych zamulaczy
obniżających atrakcyjność wydawnictwa. Dodając do tego beztroski klimat, otrzymujemy silnie oddziałujące numery, które nie tylko wpadają w ucho (przykładowo&amp;nbsp;&lt;b&gt;Double
Bubble Trouble&lt;/b&gt; – ciekawy motyw reggae), ale też zaskakują nieprzewidywalnym
charakterem. Jednym z niewielu aspektów, które zaliczam na minus to
zjawiskowość. Niby materiał brzmi świeżo i kreatywnie, jednak nie wywołuje tak
wielkich emocji jak wcześniejsze wydawnictwa. Mimo wszystko mnie przypadł do
gustu i z pewnością do niego powrócę. Zakładając, że nie zdecyduję się na poprzednie płyty raperki. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://img.youtube.com/vi/Gl_xu6BZ53I/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://youtube.googleapis.com/v/Gl_xu6BZ53I&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://youtube.googleapis.com/v/Gl_xu6BZ53I&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJNultKcwnRzbTujTxz98mjFurJF1NFRAtOvdK0RLXMwcSkWuzYck7AoJSl4HEOWuT-IcULOHS6codbStGJbb6ShErgIgNT1gAPXywPDpRgcSiNNfXON-dHi6MW7QACT435n6ruDrWmgU/s1600/AL.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJNultKcwnRzbTujTxz98mjFurJF1NFRAtOvdK0RLXMwcSkWuzYck7AoJSl4HEOWuT-IcULOHS6codbStGJbb6ShErgIgNT1gAPXywPDpRgcSiNNfXON-dHi6MW7QACT435n6ruDrWmgU/s1600/AL.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;Avril Lavigne - Avril Lavigne&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;13&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek: &lt;/b&gt;pop-rock&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;Epic Records&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Single: &lt;/b&gt;Here's to Never Growing Up, Rock n Roll, Let Me Go&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na plus: &lt;/b&gt;Give You What You Like, Hello Heartache, w ostateczności Rock n Roll&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: &lt;/b&gt;Bad Girl, Hello Kitty, Hush Hush&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena: &lt;/b&gt;3/6&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Natomiast&amp;nbsp;&lt;b&gt;Avril Lavigne
&lt;/b&gt;to kolejny, obok &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/przeglad-pyt-pominietych-10.html" target="_blank"&gt;Bangerz&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/recenzja-bob-underground-luxury.html" target="_blank"&gt;Underground Luxury&lt;/a&gt;, przykład materiału byle
jakiego. Do jego mocnych stron należy głównie różnorodność. Mamy numery zarówno
energiczne, charakteryzujące się infantylnym brzmieniem, jak i ballady
starające się poruszyć serce odbiorcy. W przypadku pierwszej grupy bywa
różnie – część tracków wpada w ucho i pociąga stosunkowo beztroskim klimatem (&lt;b&gt;Hello
Heartache&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Rock N Roll&lt;/b&gt;), jednak zdecydowana większość nuży wtórnością (&lt;b&gt;17&lt;/b&gt;,
&lt;b&gt;Bitchin’ Summer&lt;/b&gt;, ciekawie zapowiadające się &lt;b&gt;Hello Kitty&lt;/b&gt; etc.). Z kolei ballady
wypadają na ogół przyjemnie. Co prawda nie wywołują większych emocji, bo Avril
nie brzmi zbyt przekonująco, niemniej są proste, melodyjne i oferują przystępną
rozrywkę (&lt;b&gt;Give You What You Like&lt;/b&gt;). Mimo wszystko w obydwu przypadkach mamy do
czynienia z masą popularnych szablonów i nieco oklepanych motywów, wobec
czego nawet czołówka tego albumu szybko się nudzi. Czasami chwyci za ucho,
czasami wywoła grymas (&lt;b&gt;Bad
Girl&lt;/b&gt;), na ogół jest jednak średniawo. Kolejna płyta pełna niewykorzystanego
potencjału. Dużo nie stracisz olewając tę pozycję. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/Kwya6oyVZls?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiscoiTfy1vmmKkjNNE9tORKdSB3gw427HFKZmEV_bnk4RT5h22oN7XN4nK_Cx51kU5H9zfweOgkfYf2SULsOqvK8RdpwE9sQhz8YDftis0OKGD1Lq9NQuXb4srtMAgWd4BpRNt3WgUXGs/s72-c/TTD.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">8</thr:total></item><item><title>Przegląd Płyt Pominiętych #10</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/przeglad-pyt-pominietych-10.html</link><category>Elektronika</category><category>metal</category><category>Pop</category><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Fri, 27 Dec 2013 15:28:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-8649492451498768579</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKmxTiTCoarjnNszxXwNvSmTjM_sJMIhOLPhEbABIyfqJtJeHBJGIevu1Mcj0dN-Knnh7Q8UZmR1Q2smwPDOW4j4X-IIPRZeZtcgNTDpqIwbIOVHzTnX1UZ2I1ykdnt6qqK36Mu5qqW8A/s1600/lissie.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKmxTiTCoarjnNszxXwNvSmTjM_sJMIhOLPhEbABIyfqJtJeHBJGIevu1Mcj0dN-Knnh7Q8UZmR1Q2smwPDOW4j4X-IIPRZeZtcgNTDpqIwbIOVHzTnX1UZ2I1ykdnt6qqK36Mu5qqW8A/s1600/lissie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;Lissie - Back to Forever&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;12&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;rock, pop, indie, motywy folku&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label: &lt;/b&gt;Columbia Records&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Single: &lt;/b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=l5vzZcbH39E" target="_blank"&gt;Shameless&lt;/a&gt;, Further Away (Romance Police), &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1R5h_6fdv1c" target="_blank"&gt;Sleepwalking&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na plus: &lt;/b&gt;Przesłuchaj całość. Obowiązkowo.&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: &lt;/b&gt;-&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;+5/6&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Drugi album amerykańskiej wokalistki jest o tyle ciekawy, że
cechuje się potężną dawką przebojowości, powstałą bez pomocy plastiku ani oklepanych
schematów. Mamy do czynienia z mieszaniną muzyki rockowej, indie oraz popu, co
wbrew pozorom stanowi rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. Głównie dlatego, że wszystkie
tracki prezentują się równie atrakcyjnie. Część z nich zaskakuje sporą
chwytliwością (singlowe&amp;nbsp;&lt;b&gt;Can’t Take It Back&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Further Away (Romance Police)&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Shameless&lt;/b&gt;
etc.), a część wyrazistym klimatem. Zwłaszcza beztroskim (&lt;b&gt;I Bet On You&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;I Don’t
Wanna Go To Work&lt;/b&gt;) i nostalgicznym (&lt;b&gt;Love In The City&lt;/b&gt;). Pomimo sporego
zróżnicowania klimatu oraz tempa materiał jest bardzo spójny – poszczególne
utwory wzajemnie się uzupełniają, wobec czego bez względu na&amp;nbsp;stałą konwencję ciągle
coś się dzieje. W rezultacie można zapomnieć o monotonii. Dawno
nie słyszałem tak atrakcyjnego i jednocześnie dopracowanego materiału. I równie niedocenianego, tak&amp;nbsp;swoją drogą. Jeden z moich faworytów jeżeli
chodzi o najlepsze płyty 2013.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;iframe frameborder="no" height="166" scrolling="no" src="https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/110979963&amp;amp;color=ff6600&amp;amp;auto_play=false&amp;amp;show_artwork=true" width="100%"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFRb-WMUJ4ThxrVpP5OSjaz-M31dx9nDkrilpZwD_RB7KfOJWKpdVaYpjnIg_9jeL2vy1XEFGZgBflGFTuOli6dUvSZfGcmj_hsIZwYC_FVBfrWKx8Znb0QmI64RxmidbwWBLvCmxlf4o/s1600/ND.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFRb-WMUJ4ThxrVpP5OSjaz-M31dx9nDkrilpZwD_RB7KfOJWKpdVaYpjnIg_9jeL2vy1XEFGZgBflGFTuOli6dUvSZfGcmj_hsIZwYC_FVBfrWKx8Znb0QmI64RxmidbwWBLvCmxlf4o/s1600/ND.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;I See Stars - New Demons&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;12&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek: &lt;/b&gt;electronicore&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label: &lt;/b&gt;Sumerian Records&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Single: &lt;/b&gt;Violent Bounce (People Like You), Murder Mitten, New Demons&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na plus: &lt;/b&gt;New Demons, Violent Bounce&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: &lt;/b&gt;Crystal Ball&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena: &lt;/b&gt;+3/6&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;New Demons&lt;/b&gt;&amp;nbsp;jest czwartym LP'em grupy &lt;b&gt;I See Stars&lt;/b&gt;. Utrzymano go w klimacie electronicore, czyli połączeniu
metalowych dźwięków z dynamiczną elektroniką, momentami zahaczającą o techno.
Wbrew pozorom materiał jest spójny, w pełni wyważony i przemyślany, w związku z
czym nie wywołuje bólu głowy, jak to bywa w przypadku takich klimatów. Wręcz przeciwnie – czasami przynudza. Jest to winą przede wszystkim standardowego brzmienia, które pomimo elektronicznego pierwiastka niezbyt odbiega od twórczości innych metalowych kapel. Szkoda, bo gdyby panowie podeszli do
tematu w bardziej kreatywny sposób, dzieło byłoby warte większej uwagi. Tymczasem
jego atrakcyjność opiera się wyłącznie na dynamicznym i poniekąd mrocznym charakterze, obfitującym w spore pokłady energii. Tak więc jeżeli po ciężkim dniu przywracasz
sobie siły muzyką metalową, możesz się skusić na to wydawnictwo. Ja wolę
ciekawsze pozycje.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/ttf8dsd3B3U?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEig9O7PP2fmuF_nBnR8fw-zSFwfG_RM49fLgUtBI2WXWU0xgBQLh0DSkxLbpQ3EcZH66ThgbSTP6hh80fDSbeYTFyZvocDU0j4AiTGga0Hb2v7V3vvAT2391yZ40xgbA8Q7pywxnDJstME/s1600/Bangerz.png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEig9O7PP2fmuF_nBnR8fw-zSFwfG_RM49fLgUtBI2WXWU0xgBQLh0DSkxLbpQ3EcZH66ThgbSTP6hh80fDSbeYTFyZvocDU0j4AiTGga0Hb2v7V3vvAT2391yZ40xgbA8Q7pywxnDJstME/s1600/Bangerz.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;Miley Cyrus - Bangerz&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="font-weight: bold; text-align: center;"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b style="font-weight: bold;"&gt;Ilość tracków: &lt;/b&gt;16&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Gatunek: &lt;/b&gt;pop&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Label: &lt;/b&gt;RCA Records&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Single: &lt;/b&gt;We Can't Stop, Wrecking Ball, Adore You&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na plus: &lt;/b&gt;4x4, FU, od biedy Wrecking Ball&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Na minus: &lt;/b&gt;We Can't Stop, SMS (Bangerz), Love Money Party&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;b&gt;Proponowana ocena: &lt;/b&gt;-3/6&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: left;"&gt;
&lt;/div&gt;
Przesłuchując ostatnie dzieła hiper popularnych mainstreamowych artystów, zastanawiam się, czy monotonia i brak wyrazistości to
jakiś nowy trend. Wyścig, kto wypuści bardziej wyblakły materiał. Teorię
umacnia krążek Bangerz, który złożony jest z motywów posiadających spory hitowy
potencjał. Niestety prawie nigdzie go nie wykorzystano, przez co nagrania
brzmią nijak: nie są słodkie, jak to było dotychczas, nie są też agresywne
ani specjalnie wyzywające. Emocji zero. Podobnie bywa z chwytliwością zabitą
przez wtórność i przebojowość_na_siłę. Tak więc, poza bardzo przyjemną trójką,
numery są w najlepszym wypadku przeciętne. A zwykle są nudne, w rezultacie
krążek niewiarygodnie nuży już przy 9 tracku. Na plus mogę zaliczyć brak rażącej
tandety – wbrew pozorom kompozycje nie ociekają skrajnym plastikiem ani
pseudo-klubowymi motywami. Dzięki temu, mając dużo samozaparcia oraz kawę na
biurku, można bezboleśnie przebrnąć przez całą szesnastkę. Jednak zastanów się,
czy aby na pewno warto się poświęcać dla góra 3 optymalnych nagrań. Kiepski
interes.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/iaKHIf6Bdn8?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgKmxTiTCoarjnNszxXwNvSmTjM_sJMIhOLPhEbABIyfqJtJeHBJGIevu1Mcj0dN-Knnh7Q8UZmR1Q2smwPDOW4j4X-IIPRZeZtcgNTDpqIwbIOVHzTnX1UZ2I1ykdnt6qqK36Mu5qqW8A/s72-c/lissie.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">4</thr:total></item><item><title>Recenzja: B.o.B - Underground Luxury</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/recenzja-bob-underground-luxury.html</link><category>Rap</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sun, 22 Dec 2013 18:07:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-7068192469448934362</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwz8v0SOW5Ug_oc8RC4vA9M2FDHoPlH-r-GuM9pZiiJoRfcYhesA2lakGaBc6o8PtHeoFEyph3ZkwMRbDR8ONduL9vlHR7v7cWifney8kR5Q0kIBEZcM2vG7FF68ST2CZU1XZre-N9p3Y/s1600/bobul.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwz8v0SOW5Ug_oc8RC4vA9M2FDHoPlH-r-GuM9pZiiJoRfcYhesA2lakGaBc6o8PtHeoFEyph3ZkwMRbDR8ONduL9vlHR7v7cWifney8kR5Q0kIBEZcM2vG7FF68ST2CZU1XZre-N9p3Y/s1600/bobul.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;1. All I Want &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;11. John Doe&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;2. One Day &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;12. Cranberry Moonwalk&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;3. Paper Route &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 13. Nobody Told Me&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;4. Ready &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 14. Forever&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;5. Throwback &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 15. We Still in This Bitch&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;6. Back Me Up&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;7. Coastline&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;8. Wide Open&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;9. FlyMuthaFucka&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;10. HeadBand&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b style="text-align: justify;"&gt;B.o.B to bardzo
sympatyczny gość. Nawet jeśli daleko mu do ikony hip hopu, to jego charyzma i
flow są warte uwagi. A repertuar? Z tym bywa różnie – Bobby ma tendencję do
obracania się w klimatach zbyt różowych jak na rap, często wręcz typowo
radiowych. Dobrze widać to na przykładzie debiutanckiego krążka, który
większe uznanie zdobył u Eskowiczów niż miłośników czarnych brzmień. &lt;i&gt;Strange Clouds&lt;/i&gt; było pod tym względem zdecydowanie lepsze: wciąż pełne popowej słodyczy, ale nie aż tak dobitnej jak
na debiucie. Dzisiaj przekonamy się, czym tak właściwie jest najnowsza
pozycja amerykańskiego rapera – beztroską radióweczką, kolorowym
rapopolo, a może poważną, hip hopową produkcją?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;Underground Luxury &lt;/b&gt;to
15 nagrań w większości wyprodukowanych przez samego rapera, momentami
wspieranego przez postaci tj. Arthur McArthur, Detail i DJ Mustard. Zabierając
się za odsłuch, nie nastawiałem się na arcydzieło. Moimi jedynymi oczekiwaniami
wobec UL były wyrazistość i charyzmatyczny charakter. Niestety nawet tego nie
otrzymałem. Taki lajf. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Z technicznego punktu widzenia wydawnictwo nie jest złe. Składa
się ze znanych i jeszcze nieodojonych dźwięków, z których zmiksowano poprawnie
brzmiące bity. Głównym problemem materiału jest brak wyrazistości. Całość jest
zbyt stonowana, zarówno pod kątem tempa jak i emocji: nie rozczula, nie jest
beztroska, agresywna ani mroczna. Dodając do tego niewielką chwytliwość
otrzymujemy pozycje warte co najwyżej jednorazowego odsłuchu. Przesłuchaj
pierwsze lepsze&amp;nbsp;&lt;b&gt;Ready&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Back Me Up&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;Wide Open&lt;/b&gt; – co te tracki mają do zaoferowania? Niestety nic, bo
podobnie jak większość pozostałych cechują się wyblakłymi melodiami oraz
brakiem jakiegokolwiek klimatu. Poza wpadającymi w ucho &lt;b&gt;Nobody Told Me&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Coastline&lt;/b&gt;
(radio-friendly, ale przynajmniej chwytliwe) oraz zajeżdżającym Wizem Khalifą &lt;b&gt;One Day&lt;/b&gt; nie dzieje się tutaj kompletnie
nic. Niby ograniczono ilość cukierkowych dźwięków, na czym materiał powinien dużo zyskać, jednak w tym przypadku przełożyło się to na
większą monotonię. Odsłuch nie boli, ale i nie pociąga. Po prostu nudzi. Nawet
charyzma rapera nie ratuje tego dzieła.&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/l72IZMfh1yw?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Tekst stoi na nieco wyższym poziomie niż podkład, ale też
wypada przeciętnie. Główną tematyką są kobiety, hejterzy, miłość do sławy,
imprez i alkoholu oraz pogoń za szczęściem, które można kupić za pieniądze. B.o.B
ukazuje siebie jako zachłannego materialistę dążącego do nieustannego
powiększania swojego bogactwa oraz prestiżu. Mało odkrywcze, ale osobisty
charakter co niektórych tracków sprawia, że warto się tym zainteresować. Nie
ogłupia. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;Underground Luxury &lt;/b&gt;zdominowane
jest przez przeciętność: przeciętne bity, przeciętny klimat, przeciętne
featuringi, w dużej mierze przeciętny tekst. Lubię wcześniejszy dorobek
rapera oraz jego występy gościnne, mimo wszystko do tej pozycji już nie
powrócę. Nie przyciąga uwagi, jedynie powiela to, co już znamy. Przeciętna trója z minusem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhwz8v0SOW5Ug_oc8RC4vA9M2FDHoPlH-r-GuM9pZiiJoRfcYhesA2lakGaBc6o8PtHeoFEyph3ZkwMRbDR8ONduL9vlHR7v7cWifney8kR5Q0kIBEZcM2vG7FF68ST2CZU1XZre-N9p3Y/s72-c/bobul.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>Recenzja: Beyoncé - Beyoncé</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/recenzja-beyonce-beyonce.html</link><category>Pop</category><category>RnB</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Thu, 19 Dec 2013 18:34:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-1593868824205302397</guid><description>&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi-9fIiT09aLUE3JdaSCwgVQND7Y0uQrqMwAydbfykt7P5JHBvsF9y3Gqwy2oD-RehWkq_1tzdC1oLNmWLUXrQ0OmZT05ajj3VvsWwvOo8_7-Fr2pvikl04jIV7Xc7WhfIevRPW7RP-Fdg/s1600/Bey.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi-9fIiT09aLUE3JdaSCwgVQND7Y0uQrqMwAydbfykt7P5JHBvsF9y3Gqwy2oD-RehWkq_1tzdC1oLNmWLUXrQ0OmZT05ajj3VvsWwvOo8_7-Fr2pvikl04jIV7Xc7WhfIevRPW7RP-Fdg/s1600/Bey.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;1. Pretty Hurts &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;11. ***Flawless&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;2. Haunted &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;12. Superpower&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3. Drunk in Love &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;13. Heaven&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4. Blow &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;14. Blue&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5. No Angel&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;6. Partition&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;7. Jealous&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;8. Rocket&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;9. Mine&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;10. XO&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b style="text-align: justify;"&gt;Żeby sukcesywnie
wydać płytę i nakłonić grupę docelową do jej natychmiastowego zakupu, przeciętny artysta
musi się nieźle nagłowić – na początek głośna zapowiedź nachodzącego
arcydzieła_którego_jeszcze_nie_słyszeliście, następnie gorący singiel i liczne
spotkania z fanami. Wszystko to podsycane przez pełne superlatyw wywiady. Często
tego typu zagrania powierza się managementowi lub zewnętrznym agencjom, które mają za zadanie narobienie szumu wokół premiery. Krótko
mówiąc, promocja (przedsprzedażowa) nie jest kwestią pięciu minut. Na szczęście&amp;nbsp;Beyoncé&amp;nbsp;nie jest
przeciętną artystką. Już ostatnio udowodniła, że nie musi zabiegać o względy mainstreamu,&amp;nbsp;a stacje radiowe są dla niej, nie vice versa. Tym razem poszła o krok dalej, nie tylko nagrywając równie śmiały materiał, co dodatkowo&amp;nbsp;wydając go z dnia na
dzień, bez jakichkolwiek zapowiedzi. Britney zawiodła, podobnie&amp;nbsp;Katy Perry – nawet Lady Gaga wypadła poniżej oczekiwań. Może
przynajmniej Beyoncé-niespodzianka okaże się w pełni&amp;nbsp;satysfakcjonującym wydawnictwem?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Z krążkiem&amp;nbsp;&lt;b&gt;Beyoncé&lt;/b&gt;&amp;nbsp;sprawa ma się o tyle ciekawie, że jest to&amp;nbsp;&lt;i&gt;visual
album&lt;/i&gt;. Oznacza się, że poza standardowymi ścieżkami otrzymujemy do każdej z nich klip video. Ja skupię się wyłącznie na muzyce, czyli 14 utworach
trwających w sumie niewiele ponad godzinę. Jak zwykle mieszają one klimaty
R&amp;amp;B, rapu i popu, tym razem wzbogacone o motywy muzyki elektronicznej,
wobec czego wiele nagrań przyjmuje postać PBR&amp;amp;B (&lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/09/recenzja-weeknd-kiss-land.html" target="_blank"&gt;The Weeknd&lt;/a&gt;, Frank Ocean,
Jessie Ware). Czyli artystka nie stoi w miejscu.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Jej najnowsze dzieło składa się z przyjemnych melodii, które
za sprawą niekonwencjonalnego charakteru szybko chwytają za ucho i skupiają na
sobie uwagę. Przykład? Dajmy na to &lt;b&gt;Pretty Hurts&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Blow&lt;/b&gt;. Cechują je proste
brzmienie i wcale nie takie odkrywcze elementy. Mimo to złożono z nich naprawdę
nośne motywy, które pozostają atrakcyjne nawet po wielu odsłuchach. Tak samo jest w przypadku reszty kompozycji. One również mogą pochwalić się względnym minimalizmem połączonym z soczystymi dźwiękami, przez co, podobnie jak single z
&lt;b&gt;4&lt;/b&gt;, w komercyjnych
rozgłośniach&amp;nbsp;nie spotkają się&amp;nbsp;z należną aprobatą. Szczególnie, że nie znajdziemy tu fast
foodowych melodyjek ani dancefloorowych wymiataczy, które mogłyby to ułatwić.
Bee udowadnia, że da się nagrać przyjemny i zwracający uwagę materiał
bez stosowania tak tanich chwytów. Na plus warto zaliczyć też różnorodność
klimatów. Mamy zarówno beztrosko brzmiące &lt;b&gt;Blow&lt;/b&gt;, bardziej klasyczne r&amp;amp;b zabarwiane hip hopem (&lt;b&gt;Drunk In Love&lt;/b&gt;), r&amp;amp;b w wersji
subtelnej (&lt;b&gt;Mine&lt;/b&gt;), modne popor&amp;amp;b
zajeżdżające Rihanną (&lt;b&gt;Flawless&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Partition&lt;/b&gt;),&lt;b&gt; &lt;/b&gt;wspomniane wcześniej PBR&amp;amp;B (&lt;b&gt;Haunted&lt;/b&gt;) oraz emocjonujące ballady (&lt;b&gt;Heaven&lt;/b&gt;). O dziwo wszystko to stoi na równie wysokim poziomie. Wady? Początkowo miałem zamiar wytknąć małą wyrazistość. Może coś w tym jest –
tak czy owak po kilku odsłuchach przestało mi to przeszkadzać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/p1JPKLa-Ofc?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Tematyka poruszana przez Beyoncé nie należy do wyjątkowo
refleksyjnych. Jest wręcz standardowa: różne aspekty uczucia (siła miłości,
złamane serce, potrzeba bycia kochanym, zazdrość, matczyna miłość etc.),
popularność oraz słowo o feminizmie. Mimo wszystko zręcznie dopełnia podkład,
przez co materiał zyskuje na melodyjności. Na tym polu jest optymalnie: nic nie
razi, nic nie powala. Nie ma sensu się rozpisywać.&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Zakupując&amp;nbsp;&lt;b&gt;Beyoncé&lt;/b&gt;&amp;nbsp;możesz być pewny, że to dzieło warte swojej ceny. Wypełniają je solidne
nagrania, które zwinnie wpadają w ucho, brzmią modnie, lekko, w miarę pomysłowo i
jednocześnie nie są oparte na popularnych schematach. Co prawda krążek nie jest
zdumiewająco innowacyjny, wobec czego może zapomnieć o tytule płyty roku, niemniej&amp;nbsp;warto go mieć w swojej bibliotece. Prędko nie wyleci z mojego odtwarzacza.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvWn-A_0DbTYL6DplWJYH1MN3-S6EoII_snKfhVcc7ndDsbKrDeSFRUEogIQLyLusQOlE5JSEEynLzCqXJZ2sQx4K6Tme8GC8ZZoQws2kXQu5WSYSSDvFJtJxYL5GPQ-TbnoWl6ZaOeX8/s1600/5.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi-9fIiT09aLUE3JdaSCwgVQND7Y0uQrqMwAydbfykt7P5JHBvsF9y3Gqwy2oD-RehWkq_1tzdC1oLNmWLUXrQ0OmZT05ajj3VvsWwvOo8_7-Fr2pvikl04jIV7Xc7WhfIevRPW7RP-Fdg/s72-c/Bey.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">9</thr:total></item><item><title>Recenzja: R. Kelly - Black Panties</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/recenzja-r-kelly-black-panties.html</link><category>Rap</category><category>RnB</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Sat, 14 Dec 2013 14:26:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-7856428786478179069</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhH1APHdYLs9kFYMARWvNteifvEUs_6Wr-Sd-41QnpIiMCNu6y1D3VItfU2M8yPZss8XqBLR9Gf_A33_kxj-lAyB-pUJRfjZsiq64COENAJCVc2sJEWNHWkFHRqJvb2fveufNMrDzkQcfE/s1600/BP.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhH1APHdYLs9kFYMARWvNteifvEUs_6Wr-Sd-41QnpIiMCNu6y1D3VItfU2M8yPZss8XqBLR9Gf_A33_kxj-lAyB-pUJRfjZsiq64COENAJCVc2sJEWNHWkFHRqJvb2fveufNMrDzkQcfE/s1600/BP.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;1. Legs Shakin' &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;11. Spend That&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;2. Cookie &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 12. Crazy Sex&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;3. Throw This Money on You &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;13. Shut Up&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;4. Prelude &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 14. Tear It Up&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;5. Marry The Pussy &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;15. Show Ya Pussy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;6. You Deserve Better &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 16. Physical&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;7. Genius &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 17. Every Position&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;8. All the Way&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;9. My Story&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;10. Right Back&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b style="text-align: justify;"&gt;Czy trudno nagrać dobrą płytę? Oczywiście, że tak.
Szczególnie, gdy jest się młodym artystą. Brak wtedy doświadczenia, znajomości i wsparcia ze strony wytwórni, która nie do końca wie, czego się po tobie
spodziewać. Jednak osoby działające w branży od ponad 20 lat posiadają tak wielki
bagaż doświadczeń, że nagranie nowego (i to dobrego) materiału powinno przychodzić im ze swoistą łatwością. Masz już wyrobioną markę, znasz wiele
wpływowych postaci – wystarczy mieć pomysł i (nie zawsze) pieniądze. Dlatego
momentami nie rozumiem, dlaczego najczęściej właśnie takie osobistości nagrywają
coś, co pomysłowością ustępuje nawet maturze podstawowej z matematyki. Dzisiaj
opiszę przykład takiego wydawnictwa. Przygotuj się na płacz i
zgrzytanie zębów. &lt;/b&gt;&lt;span style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Widząc, że szykuje się płyta z pogranicza hip hopu
i R&amp;amp;B, zawsze staram się odsłuchać ją w pierwszej kolejności. Nigdy nie
ukrywałem, że tego typu klimaty są mi bardzo bliskie. Szczególnie te w kobiecym
wydaniu, pełnym oldschoolowych melodii i zmysłowego wokalu. Niemniej poświęcając
&lt;b&gt;Black Panties&lt;/b&gt; ponad godzinę życia, spodziewałem
się rozrywki stojącej na co najmniej przyzwoitym poziomie, która nie tyle mną
wstrząśnie (bo o to ciężko w przypadku mainstreamowej muzyki), co nie pozwoli
mi zasnąć. To drugie się udało. Nie zasnąłem. Ale nieźle zepsułem sobie humor.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Jeszcze nie skończyłem pierwszego odsłuchu, gdy automatycznie
nasunął mi się wniosek – dawno nie słyszałem tak wyblakłego i wtórnego
materiału. Żadna pozycja nie przejawia najmniejszej dawki innowacji, a mało
która może pochwalić się elementami, które nie byłyby skrajnie oklepane. Słuchając,
dajmy na to, &lt;b&gt;Legs Shakin'&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Right Back&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Spend That&lt;/b&gt; łatwo dostrzec motywy znane z twórczości co
drugiej gwiazdy R&amp;amp;B. Nie dało się skorzystać z bardziej
oczywistych schematów. W związku z tym mamy do czynienia z kompozycjami niezwykle
przewidywalnymi, a, co za tym idzie, monotonnymi. Ciężko znaleźć tu motywy nie będące perfidnym kopiuj-wklej. Zero wysiłku. Pomijając tę nieszczęsną tuzinkowość,
podobny poziom prezentuje klimat. A raczej jego brak. Nagrania nawet nie
starają się angażować słuchacza, nie wywołują w nim żadnych emocji: nie
szokują, nie poprawiają humoru, o nostalgii też można zapomnieć. Ewentualny zalążek jakiejkolwiek nastrojowości
niszczy wyraźnie auto-tune'owy wokal, odpychający nieznośnym odorem tandety. Oryginalność
leży, podobnie klimat. To może chwytliwość coś zdziała? Poza przyjemnymi
&lt;b&gt;All The Way&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Shut Up&lt;/b&gt; oraz &lt;b&gt;Genius&lt;/b&gt; nie dzieje się tutaj kompletnie nic. Jest to
winą zwłaszcza wspomnianej wtórności. Słuchacze R&amp;amp;B już od dawna są znieczuleni
na zastosowane tu motywy. Jak widać, podkład nie prezentuje nic, czym
warto się zainteresować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/TntcHcNPDvM?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;span id="goog_1713850287"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Początkowo byłem przekonany, że ta płyta to fake. Mało tego,
że dostajemy byle jakie brzmienia, to na dodatek ciężko przebrnąć przez tekst.
Większość utworów opowiada o łóżkowych skillach rapera, zdobytych kobietach, bogactwie etc. Ani to głębokie, osobiste, ani, tym bardziej, kontrowersyjne.
Tutejsze aroganckie bragga nie mają nam nic do zaoferowania. Może nie jest to aż
tak tragiczne jak melodie, ale są momenty, w których ręce i cycki opadają (&lt;b&gt;Marry
The Pussy&lt;/b&gt;). &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Mając w planach zakup &lt;b&gt;Black
Panties&lt;/b&gt;,&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;warto zadać sobie pytanie – po co zawracać sobie głowę materiałem ubogim merytorycznie, wtórnym oraz pozbawionym klimatu i chwytliwości? Zaraz po napisaniu tego posta podziękowałem R. Kelly’emu
za współpracę i nie zapowiada się, żebym w najbliższym czasie miał sięgnąć to
po wydawnictwo. Przesłuchałem, przeżyłem, opisałem. 2/6&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQZA64PdaRapHN4gfbUPS1hsEZuZdlz3GjnbmKba5DIMpWiWdUfjP2ZrHsSnkJZ9XEvr0kMpWTYOZckJGy31grlFqyxPqa5tOS5yErv_o_PviWnnif_aOUx1qOu6hou5QxlsHWmp2AC9w/s1600/2.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQZA64PdaRapHN4gfbUPS1hsEZuZdlz3GjnbmKba5DIMpWiWdUfjP2ZrHsSnkJZ9XEvr0kMpWTYOZckJGy31grlFqyxPqa5tOS5yErv_o_PviWnnif_aOUx1qOu6hou5QxlsHWmp2AC9w/s1600/2.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhH1APHdYLs9kFYMARWvNteifvEUs_6Wr-Sd-41QnpIiMCNu6y1D3VItfU2M8yPZss8XqBLR9Gf_A33_kxj-lAyB-pUJRfjZsiq64COENAJCVc2sJEWNHWkFHRqJvb2fveufNMrDzkQcfE/s72-c/BP.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">2</thr:total></item><item><title>Recenzja: Britney Spears - Britney Jean</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/recenzja-britney-spears-britney-jean.html</link><category>Dance</category><category>Elektronika</category><category>Pop</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Mon, 9 Dec 2013 15:47:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-1432534566305290125</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGKeCAY2lLKFRCQH3Q3XmrydbSBS-enUQlOnRIK99tP3eJraNn5CBdAqTzNGgShDdD57T0Wkhyphenhyphen0sKOU0IbLFArd6DcTZJqHPbn6grjRxjkYr-J6UcFXXrw4ghj6RyD1g6zaWUiYvhtR7U/s1600/Britney+Jean.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGKeCAY2lLKFRCQH3Q3XmrydbSBS-enUQlOnRIK99tP3eJraNn5CBdAqTzNGgShDdD57T0Wkhyphenhyphen0sKOU0IbLFArd6DcTZJqHPbn6grjRxjkYr-J6UcFXXrw4ghj6RyD1g6zaWUiYvhtR7U/s1600/Britney+Jean.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;1. Alien &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 11. Brightest Morning Star&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;2. Work Bitch &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;12. Hold on Tight&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;3. Perfume &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 13. Now That I Found You&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;4. It Should Be Easy &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; 14. Perfume (The Dreaming Mix)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;5. Tik Tik Boom&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;6. Body Ache&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;7. Til It's Gone&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;8. Passenger&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;9. Chillin' with You&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;10. Don't Cry&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;Jest piękny, w
miarę słoneczny dzień (ale chłodny, bo grudzień), korki są względnie
niewielkie, wykłady mało usypiające. Jest 02.12, toteż &lt;a href="https://twitter.com/TomekOlchawa" target="_blank"&gt;pewien bloger muzyczny&lt;/a&gt; hasa sobie do Empiku po nowy album Britney Spears – uroczej blondyneczki,
która podobnie jak P!nk ma talent do wykrzesywania maksymalnej dawki
przebojowości z modnych i zazwyczaj mało odkrywczych elementów. Jej
wcześniejsze krążki (nawet na pozór słabe Femme Fatale) zawsze wywoływały spore
zamieszanie. Mało tego, że dostawaliśmy to, co popularne, to na dodatek w
bardzo atrakcyjnej formie, która zachęcała do cyklicznego powracania do
materiału. Wobec tego w pełni zadowolony bloger zakupuje Britney Jean, wraca do
mieszkania i odpala CD. I to by było na tyle jeżeli chodzi o piękny dzień. Bloger
skończywszy słuchać usiadł i zapłakał.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Można powiedzieć, że już spoglądając na listę producentów
powinna mi się zapalić czerwona lampka. W końcu David Guetta, will.i.am i Dr. Luke dawno przestali być
w szczytowej formie. Co więcej, nawet singlowe &lt;b&gt;Work Bitch&lt;/b&gt; dawało do zrozumienia, że&lt;b&gt; &lt;/b&gt;jakość kompozycji będzie stać pod znakiem zapytania. Jednak w
przypadku wcale_nie_takiego_złego &lt;b&gt;Femme
Fatale&lt;/b&gt; było podobnie – słabe single (te wypuszczone przed premierą
wydawnictwa), wątpliwi producenci. Mimo to udało się skleić ciekawy
materiał. Natomiast po przebrnięciu przez 14 tracków (deluxe) wrzuconych na &lt;b&gt;Britney Jean&lt;/b&gt; rzuca się w uszy, że do wcześniejszych
pozycji w większości wiele im brakuje.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Krążek składa się głównie z nowoczesnego electropopu, który można podzielić na nagrania stonowane, ale o sporej hitowości oraz
na typowo klubowe. Pierwsza grupa wypada oczywiście znacznie lepiej.
Numery mało, że wpadają w ucho i to z dużym natężeniem, to ponadto zgrabnie
eksponują delikatny wokal Britney, który połączono z doskonale wyważonymi dźwiękami.
Tak więc nie tylko przykuwają uwagę (z naciskiem na &lt;b&gt;Alien&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Perfume&lt;/b&gt; oraz &lt;b&gt;Don’t
Cry&lt;/b&gt;), ale i nie przytłaczają przerostem czegokolwiek. No i szybko się
nie nudzą (z wyjątkiem mało wyrazistego &lt;b&gt;Chillin' with You&lt;/b&gt;), co też warto
podkreślić. Inaczej mają się klimaty klubowopodobne, charakteryzujące
się bardzo szybkim tempem, nadmiarem autotune’owego wokalu oraz plastikowych syntezatorów. Nadzwyczaj boli to przy bezsensownych&amp;nbsp;&lt;b&gt;It Should Be Easy &lt;/b&gt;i &lt;b&gt;Body Ache&lt;/b&gt;, które składają się ze wszystkiego
co najmodniejsze i najbardziej odojone. Minimum chwytliwości, maksimum
schematów. Takie jałowe jebudup przestraszyłoby nawet &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2012/12/recenzja-pitbull-global-warming.html" target="_blank"&gt;Pitbull&lt;/a&gt;a. Natomiast w miarę
bezboleśnie prezentuje się &lt;b&gt;Til It’s Gone&lt;/b&gt;,
czyli również dance z niższej półki, ale przynajmniej ze stosunkowo melodyjnym
refrenem. Jak widać, Britney Jean w połowie składa się z pozycji naprawdę
mocnych, a w połowie z męczących i cechujących się bylejakością. Warto jeszcze
wspomnieć o trzeciej grupie – trackach z niewykorzystanym potencjałem. Mam na
myśli zwłaszcza &lt;b&gt;Tik Tik Boom&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Work Bitch&lt;/b&gt;, które pomimo dobrze rokującego
początku zostały zniszczone przez sztampowy (w pierwszym przypadku) i maksymalnie
udziwniony (w drugim) refren. Szkoda, bo oddane w ręce kreatywnych producentów
spokojnie zdominowałyby listy sprzedaży. Krótko mówiąc, tak nierównego materiału
Britney jeszcze nie nagrała.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/nmg811Vj3zU?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Teksty prezentowane przez Britney nigdy nie były specjalnie
wysublimowane jeżeli chodzi o wartość merytoryczną. Nic dziwnego – ich rola
ograniczała się wyłącznie do wpadania w ucho i łatwości nucenia. Tak jest i w tym
przypadku. Główną tematykę stanowi miłość, która przeplatana jest bezsensowymi wstawkami pokroju tych z Work Bitch. Jednak jak na mainstreamowy electropop jest
całkiem przyjemnie. &lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Britney, ikona popu, swoim czasem uchodząca za księżniczkę
tego gatunku, nie działa w branży od roku, wobec czego powinna wiedzieć, że mając tak mocną
markę oraz rzeszę fanów schodzenie poniżej wyrobionego przez siebie poziomu nie
jest dobrym pomysłem. Szczególnie, że jej blask coraz częściej przesłania&amp;nbsp;intensywnie działająca konkurencja. Tymczasem na &lt;b&gt;Britney Jean&lt;/b&gt; wokalistka miesza wysoką hitowość z przeciętnością oraz kiczem i to w proporcji zdecydowanie niekorzystnej dla jakości wydawnictwa. Gdybym miał wyodrębnić wyłącznie mocne elementy, między którymi
nie ma tak wyraźnej przepaści poziomu, zostałoby góra 6 tracków. Słabo, zwłaszcza
jak na gwiazdę takiego formatu.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGKeCAY2lLKFRCQH3Q3XmrydbSBS-enUQlOnRIK99tP3eJraNn5CBdAqTzNGgShDdD57T0Wkhyphenhyphen0sKOU0IbLFArd6DcTZJqHPbn6grjRxjkYr-J6UcFXXrw4ghj6RyD1g6zaWUiYvhtR7U/s72-c/Britney+Jean.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">7</thr:total></item><item><title>Recenzja: Gary Barlow - Since I Saw You Last</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/recenzja-gary-barlow-since-i-saw-you.html</link><category>Pop</category><category>Rock</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Fri, 6 Dec 2013 15:21:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-5115167236885478280</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgh2024sqtBOTsisFqYBoqVA1R4b4o-ON1daBdYWq51xC9LQKrwY7sr4MTJ2Z2aL1LlpBtM_r-TNmFijIQtt6aJj97Q3VFACbx6TzEU8W4QkGXwl8Htdz8dMVZWhgQhQ-fMaCF8hTgArts/s1600/Gary+Barlow+-+Since+I+Saw+You+Last.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgh2024sqtBOTsisFqYBoqVA1R4b4o-ON1daBdYWq51xC9LQKrwY7sr4MTJ2Z2aL1LlpBtM_r-TNmFijIQtt6aJj97Q3VFACbx6TzEU8W4QkGXwl8Htdz8dMVZWhgQhQ-fMaCF8hTgArts/s1600/Gary+Barlow+-+Since+I+Saw+You+Last.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Gary Barlow działa
w branży od ponad 25 lat. Popularność zawdzięcza formacji Take
That, w której spędził większość swojej kariery i z którą działa do dziś. W
międzyczasie pracował też&amp;nbsp;na własne nazwisko, wydając w sumie 3 solowe
albumy. W porównaniu z twórczością wypuszczoną pod szyldem TT osiągnęły one znikomy
sukces. Co ciekawe, sam materiał wcale nie jest słaby i spokojnie mógłby
konkurować z dorobkiem zespołu. Dzisiaj omówimy sobie najnowsze, czwarte podejście
Gary’ego zatytułowane ‘Since I Saw You Last’. Może akurat ono wywinduje artystę
na szczyt.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Barlowowi oraz producentom (Steve Power i Mark Stent) udało
się stworzyć tracki, które nie krzyczą desperacko o uwagę, a działają naprawdę kojąco
dla ucha. Dzieje się tak, ponieważ tutejsza piętnastka zawiera elementy muzyki
folkowej, czasami podchodzące nawet pod country – a wszystko to utrzymane w
słyszalnie brytyjskim stylu. Czyli mamy do czynienia ze spokojnym
materiałem. I tutaj pojawia się pytanie: czy przypadkiem nie za bardzo spokojnym.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Album posiada wiele mocnych stron. Jedną z ważniejszych jest
fakt, że wpada w ucho. Nie jest to przebojowy rodzaj chwytliwości, przez
co nie odnajdzie się w typowo młodzieżowych stacjach pokroju Eski czy RMF
MAXXX. Jednak melodyjność wyciśniętą z prostych brzmień z pewnością docenią
miłośnicy Robbiego Williamsa i innych gwiazd brytyjskiego pop-rocka. Nie
ma syntezatorów, ciężkiego plastiku ani beztroskiej słodyczy
charakterystycznej dla m.in. Colbie Caillat. Mimo to dzieło przyciąga przyjemną konwencją tworzoną głównie przez zgrabnie umiejscowioną gitarę. Dotyczy to zwłaszcza w miarę dynamicznych utworów (&lt;b&gt;Requiem&lt;/b&gt;,
&lt;b&gt;Let Me Go&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Face To Face&lt;/b&gt; etc.). Z kolei z balladami bywa różnie. Większość
z nich sprawnie umila czas, jednak zdarzają się pozycje, których wielką bolączką jest wyblakłość. Rzuć uchem na &lt;b&gt;We
Like To Love&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;6th Avenue&lt;/b&gt; – ni
to chwytliwe ni specjalnie emocjonujące. W ogóle w wypadku tej płyty trudno
mówić o zjawiskowości. Ciężko znaleźć tu patenty świeże lub w jakikolwiek
sposób wyraziste, wobec czego lepiej zapomnieć o skrajnych doznaniach. Mimo wszystko warto przesłuchać chociaż kilka nagrań. W końcu mocnych stron jest o wiele więcej niż słabych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://img.youtube.com/vi/ENrj5u_lrWw/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://youtube.googleapis.com/v/ENrj5u_lrWw&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://youtube.googleapis.com/v/ENrj5u_lrWw&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
W przypadku tekstu z emocjami też nie jest dobrze. Posłuchamy
o nieszczęśliwej miłości, zdradzie, dwulicowości kobiet, jak również o zewie
wolności, śmierci i nadziei na lepsze jutro, czyli zagadnieniach, które
teoretycznie powinny zręcznie intrygować. Problem leży w ich patetycznym i pseudo-ckliwym charakterze oraz braku autentyczności. Nawet jeśli Gary
śpiewa o tym, co rzeczywiście leży mu na sercu, nie brzmi przekonująco.
Równie dobrze mógłby śpiewać o brzozach, samolotach, zakochanej gimbazie i poezji Coelho. Liryka
nie jest tragiczna, bo aż takim banałem nie trąci, mimo wszystko najlepiej
traktować ją wyłącznie jako miłe uzupełnienie melodii. Nie ma się w co
zagłębiać.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;Since I Saw You Last &lt;/b&gt;został
przygotowany głównie z myślą o fanach wyważonego, brytyjskiego popu, który
często można usłyszeć w stacjach typu BBC Radio 1. W związku z tym jeśli jesteś miłośnikiem podobnych klimatów, nie zastanawiaj się nad zakupem zbyt długo. Mnie dzieło przypadło do gustu, jednak nie nazwałbym go czymś, do czego będę regularnie powracał. Przyjemne i melodyjne, niestety mało wyraziste. Wniosek? Znakomita
pozycja na letni weekend, jako soundtrack do beztroskiej przejażdżki na rowerze.
Ale do codziennej playlisty nie trafi. Trzy z plusem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrYLByqkqki_zIrtLG7xgyvMyfiLcXdK-DwFqOmBKBT80hcVTNl2mSlKFulS9mbTD_2RWRjLIK4B5xIWFe4QN1cf6Z5cLFGCuJaIX5T07WPHNSSoWAfUcMRv2dShZxw2J0rnwcGKA_6Qc/s1600/3.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
PS&lt;br /&gt;
Chcesz podyskutować (nie tylko) o muzyce, zapraszam na&amp;nbsp;&lt;a href="https://twitter.com/TomekOlchawa" target="_blank"&gt;Twittera&lt;/a&gt;. Just saying.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgh2024sqtBOTsisFqYBoqVA1R4b4o-ON1daBdYWq51xC9LQKrwY7sr4MTJ2Z2aL1LlpBtM_r-TNmFijIQtt6aJj97Q3VFACbx6TzEU8W4QkGXwl8Htdz8dMVZWhgQhQ-fMaCF8hTgArts/s72-c/Gary+Barlow+-+Since+I+Saw+You+Last.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">0</thr:total></item><item><title>Recenzja: Lady Gaga - ARTPOP</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/12/recenzja-lady-gaga-artpop.html</link><category>Elektronika</category><category>Pop</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Wed, 4 Dec 2013 14:22:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-1409074916464133160</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiqeIrkC510BNR8XgV7gsWUHqq3jIb-kGW1tAOACtuhhjQVGqOJSl7_slkE2gOJCxUGeRk7Ls3FknJA3ymVg614c_JhiWMgDhNE5ejC43JK3J7i4BT5shahCah0v-3RUuCWQKby_H9Ae4M/s1600/ARTPOP.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiqeIrkC510BNR8XgV7gsWUHqq3jIb-kGW1tAOACtuhhjQVGqOJSl7_slkE2gOJCxUGeRk7Ls3FknJA3ymVg614c_JhiWMgDhNE5ejC43JK3J7i4BT5shahCah0v-3RUuCWQKby_H9Ae4M/s1600/ARTPOP.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Polubiłem The Fame. Mało tego, że album pełen jest nośnych
melodii, to na dodatek są one lekkie, wobec czego niepotrzebnie nie męczą ucha. W
przypadku Born This Way z tym ostatnim jest problem – postawiono na
ciężką, często surową elektronikę zręcznie przyprawiającą o spory ból głowy. To
głównie dlatego od czasu recenzji nie ciągnęło mnie do ponownego odsłuchu
całości. Zbyt ostre i momentami chaotyczne. Liczyłem, że wydając
ARTPOP Gaga powróci do przyjemnych, radiowych melodyjek, które swoim super
przebojowym charakterem podbiłyby wszechświat. A co otrzymałem? Elektronicznej
divy ciąg dalszy.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Po pierwszym zaliczeniu zaprezentowanej trzynastki miałem
mieszane uczucia, o czym napomknąłem na &lt;a href="https://twitter.com/TomekOlchawa" target="_blank"&gt;Twitterze&lt;/a&gt;. Z jednej strony materiał wydał mi się chwytliwy i w miarę
świeży, jednak z drugiej czuć było posmak traumatycznego &lt;b&gt;BTW&lt;/b&gt;. Na szczęście wraz z następnymi podejściami dzieło wyprodukowane
głównie przez Zedda, Monsona i Zisisa zyskało w moich oczach/uszach większe
uznanie. No ale po kolei.&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Jak wspomniałem, &lt;b&gt;ARTPOP&lt;/b&gt; zapełniono elektronicznymi brzmieniami składającymi się z soczystych, często agresywnych i poszarpanych syntezatorów,
które nie wywołują takiego zamętu jak te z BTW. Co więcej, tracki
pełne są motywów stricte klubowych, których energiczność i rozmach (szczególnie w
refrenach) sprawiają, że ciężko zarzucić im monotonię. Zwłaszcza, że nie
prezentują opłakanego poziomu &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2012/12/recenzja-pitbull-global-warming.html" target="_blank"&gt;Pitbulla&lt;/a&gt;, lecz stoją na przyzwoitym
poziomie – zero oklepanych schematów, minimum ohydnego plastiku. Żeby
urozmaicić materiał, Lady G. przemyca elementy m.in. rocka (&lt;b&gt;Manicure&lt;/b&gt;) i hip hopu (&lt;b&gt;Jewels n' Drugs&lt;/b&gt;), co poskutkowało
naprawdę nośnymi pozycjami. W ogóle jeżeli chodzi o chwytliwość, to na tym polu
spisano się nadzwyczaj dobrze – większość numerów z łatwością wpada w ucho i wbrew
pozorom nie nudzi już po 2 odsłuchach. Jednak wcale nie jest tak różowo jak
mogłoby się wydawać. Produkcja nie wyznacza trendów, nie jest inspirująca, a
zjawiskowością ustępuje nawet Modzie na Sukces. Ciężko ukryć, że jak na
ikonę popu (lub skrzyżowanie Madonny z Marilyn Monroe, jak kto woli) za mało tu
innowacji. Przyjemne i dopracowane, ale do historii bynajmniej nie przejdzie. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/A3jzMyYgPQs?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Nie będę rozwodził się nad tekstem, bo i nie ma nad czym. Gaga
śpiewa o karierze, sławie, bogactwie, modzie, miłości, seksie i mężczyznach.
Czyli o tym co zawsze w sposób taki jak zawsze. Wpada w ucho, bywa wulgarnie,
ale kontrowersyjnie już nie bardzo. Radiowe standardy.&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Jeżeli masz ochotę na przebojowy, niezobowiązujący materiał, który będziesz
mógł zatrzymać w odtwarzaczu na dłużej niż kilka odsłuchów, &lt;b&gt;ARTPOP&lt;/b&gt; przypadnie
ci do gustu. Co prawda nie obfituje w motywy mogące zafascynować, ale przynajmniej
nie razi perfidnym kiczem ani wtórnością. To wciąż muzyka fast foodowa stworzona typowo pod Eskowiczów – z tym, że z wyższej półki. Chciałem się zachwycić, niestety nie ma
czym. Niemniej połowa krążka leci do mojego Cowona. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiqeIrkC510BNR8XgV7gsWUHqq3jIb-kGW1tAOACtuhhjQVGqOJSl7_slkE2gOJCxUGeRk7Ls3FknJA3ymVg614c_JhiWMgDhNE5ejC43JK3J7i4BT5shahCah0v-3RUuCWQKby_H9Ae4M/s72-c/ARTPOP.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">10</thr:total></item><item><title>Recenzja: Eminem - The Marshall Mathers LP 2</title><link>http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/11/recenzja-eminem-marshall-mathers-lp-2.html</link><category>Rap</category><author>noreply@blogger.com (ssdf)</author><pubDate>Fri, 22 Nov 2013 22:56:00 +0100</pubDate><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-325636458841348256.post-2336869283270330873</guid><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIsKXddzlT674UuOY_d6p_JUPM9ZqaIHSPHZ-KaJQxfI4pyJysjVOheSMY7wUUhCpvQOX5putNJe0Ol1Z-M6NXlgBQnaUARbAkO0C7ctMV4rmHCaiYQpwyW03r6zE0XF7kwS89RKAMvdg/s1600/MMLP2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIsKXddzlT674UuOY_d6p_JUPM9ZqaIHSPHZ-KaJQxfI4pyJysjVOheSMY7wUUhCpvQOX5putNJe0Ol1Z-M6NXlgBQnaUARbAkO0C7ctMV4rmHCaiYQpwyW03r6zE0XF7kwS89RKAMvdg/s1600/MMLP2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;
&lt;b&gt;Dziwnie byłoby nie wspomnieć o nowej płycie Eminema. Chociaż nie jestem zagorzałym
fanem jego twórczości, to wobec TMMLP2 miałem spore oczekiwania – tytuł
zobowiązuje. Poza tym dobrze wiedziałem, że Em nie odważyłby się zaserwować
swoim wielbicielom byle czego. Jednak z drugiej strony zastanawiałem się, co tak
właściwie może nam zaoferować. &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/06/recenzja-kanye-west-yeezus.html" target="_blank"&gt;Kanye&lt;/a&gt; błyszczy kreatywnością, &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/04/recenzja-kid-cudi-indicud.html" target="_blank"&gt;Cudi&lt;/a&gt; &amp;amp; &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/10/drake-nothing-was-same.html" target="_blank"&gt;Drake&lt;/a&gt;
klimatem, w przypadku &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/08/recenzja-tech-n9ne-something-else.html" target="_blank"&gt;Tech N9ne’a&lt;/a&gt; miażdży flow połączone z (na ogół) mrocznymi
melodiami. A Marshall? Zwykle w grę wchodziła charyzma i dobre teksty. Jednak czy
teraz też tak będzie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Warto zaznaczyć, że za produkcję &lt;b&gt;The Marshall Mathers LP 2 &lt;/b&gt;odpowiada nie byle kto. Opiekę nad
podkładem sprawowała sama śmietanka branży, czyli m.in. Dr. Dre, Rick Rubin i Alex da
Kid - osoby nie pierwszy raz współpracujące z Eminemem. Efektem ich współpracy
jest 21 tracków, które mimo że utrzymane są w konwencji hip hopu, prezentują
całkowicie odmienne klimaty. Zazwyczaj uznaję to za ogromny plus, bo mało co jest
tak ważne w muzyce jak zróżnicowanie. Niemniej tym razem nie do końca jestem
przekonany do tego rozwiązania. &lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Zanim wyjaśnię, co tak właściwie mam na myśli, muszę
podkreślić, że &lt;b&gt;TMMLP2&lt;/b&gt; nie jest słabym
wydawnictwem. Zastosowano tu mnóstwo ciekawych rozwiązań, surowych, często
klasycznych bitów przypominających Eminema z czasów jego najlepszego materiału &lt;s&gt;a
nie parodię hip hopu nazwaną Recovery&lt;/s&gt;. Wszystko to przepleciono chwytliwymi,
ale w miarę niesłodkimi samplami. Rzuć uchem na &lt;b&gt;So Far…&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Survival&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Love Game&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Baby&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;Bad Guy&lt;/b&gt;, czyli
jedne z najlepszych pozycji jeżeli chodzi o brzmienie, a przekonasz się, co chcę przekazać. Natomiast wśród wpadek dominują refreny. Pierwszy
zgrzyt nastąpił w przypadku patetycznego &lt;b&gt;Legacy&lt;/b&gt;.
Gdy zaraz po nim usłyszałem tragiczny popis &lt;a href="http://recenzje-muzyki.blogspot.com/2013/07/recenzja-skylar-grey-dont-look-down.html" target="_blank"&gt;Skylar&lt;/a&gt; w &lt;b&gt;Asshole&lt;/b&gt; o mało nie rzuciłem się pod autobus. Myślałem,
że najgorsze już za mną. Do czasu, gdy trafiłem na &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ZDXXi19_7iE" target="_blank"&gt;The Monster&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, czyli Ona Tańczy Dla Mnie hip hop version. Szanuję
Rihannę, ale jej infantylny refren w połączeniu z tanim bitem poskutkował tandetną imitacją rapu. W związku z tym miałem obawy przed odsłuchaniem&amp;nbsp;&lt;b&gt;Beautiful Pain -&lt;/b&gt;&amp;nbsp;kolejnego numeru feat. znana_i_modna_wokalistka.
Na szczęście Sia spisała się świetnie, przyczyniając się do powstania nieco radiowej,
ale za to klimatycznej produkcji. Co do mniej bolących minusów, to podobnie jak
w wypadku ostatniego wydawnictwa, w uszy rzuca się spory eklektyzm.
Wcześniejsze krążki Eminema utrzymano w wyraźnie zaakcentowanym koncepcie,
przez co ich klimat był zdecydowanie bardziej emocjonalny. Tutaj tego zabrakło.
Mnie to przeszkadza, tobie nie musi. Ten zarzut jest akurat skrajnie
subiektywny. Mimo wszystko warto wziąć go pod uwagę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;iframe allowfullscreen='allowfullscreen' webkitallowfullscreen='webkitallowfullscreen' mozallowfullscreen='mozallowfullscreen' width='320' height='266' src='https://www.youtube.com/embed/NlmezywdxPI?feature=player_embedded' frameborder='0'&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
O ile podkład ma się naprawdę różnie, o tyle liryka trzyma
mistrzowski poziom. Eminem prezentuje wyłącznie konkrety – w większości
przypadków wersy z pewnością zainteresują odbiorców. Zwłaszcza fanów rapera. A
to dlatego, że posłuchamy między innymi o życiu Marshalla, czyli miłości,
rodzinie, fanach i tragicznych wydarzeniach z przeszłości. Ujęto to w bardzo ponurej, silnie intrygującej i poruszającej formie. Emotywność tekstu
potęguje sam raper, którego głos również nasycony jest potężnymi emocjami. A jak
już wspominam o głosie, to wypadałoby napomknąć o flow. Jest ono zauważalnie lepsze niż kiedykolwiek wcześniej, co tylko podkreśla wysoką klasę rapera – gość nigdy nie nawijał z taką lekkością i ogładą jak obecnie.
To tyle jeżeli chodzi o ogólne spostrzeżenia dotyczące kwestii lirycznych. Nie wchodzę w szczegóły, bo to temat na osobny post.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
Jak widać, &lt;b&gt;The
Marshall Mathers LP 2&lt;/b&gt; nie jest słabym wydawnictwem. Co prawda podkład raz
wypada znakomicie (w miarę pomysłowe bity i porządne sample), a raz byle jak (patetyczne/pseudo
hitowe refreny), niemniej poziom całości podciąga tekst, który przykuwa uwagę osobistym charakterem i płynącymi z niego emocjami. Z drugiej strony, nie
jest to też wybitna pozycja. To po prostu
przyjemne, czwórkowe dzieło, z którego fani powinni być zadowoleni. Niestety żaden z
nich nie powie, że ta płyta zmieniła jego życie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXfHB-0fgpvy2shnytaI43j5L-JO8ojkzA9xyEQT7vaw6c1f8IfdfjGsIuppV5-Vxr54Yo74w965R5woeU5uFMsrzKxOoMb7VIIP-0JJlxlUqvrxQXZxPY1tju7kzruTpJsjt_l-m6uNk/s1600/4.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="MsoNormal"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" height="72" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjIsKXddzlT674UuOY_d6p_JUPM9ZqaIHSPHZ-KaJQxfI4pyJysjVOheSMY7wUUhCpvQOX5putNJe0Ol1Z-M6NXlgBQnaUARbAkO0C7ctMV4rmHCaiYQpwyW03r6zE0XF7kwS89RKAMvdg/s72-c/MMLP2.jpg" width="72"/><thr:total xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0">10</thr:total></item></channel></rss>