<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485</atom:id><lastBuildDate>Thu, 05 Sep 2024 20:24:21 +0000</lastBuildDate><title>Fame isn&#39;t important...</title><description></description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>37</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-3083495725933101098</guid><pubDate>Fri, 06 Apr 2018 18:05:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-04-06T20:05:32.826+02:00</atom:updated><title>NOWY BLOG!</title><description>Zapraszam wszystkich na mojego nowo otwartego bloga:&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://all-the-same-fanfiction.blogspot.com/&quot;&gt;&#39;ALL THE SAME&#39;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
Liczę, że także się spodoba i będziecie dalej mi towarzyszyć.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiFcaca-sHZWU6UYjdRrFwKmQq_oZRb7oMgZHOrN03VK_joIqP13Y6ei_EtQE8eMyzdEWFKHKH9N_itMfrftow0hg9nDzx0g4joYCRkXiIOOAW0Z8k9-9zp_KHZgEH6byPp-qtkO7nMUww/s1600/tumblr_ncq45562y21tmk3hdo1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;281&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;179&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiFcaca-sHZWU6UYjdRrFwKmQq_oZRb7oMgZHOrN03VK_joIqP13Y6ei_EtQE8eMyzdEWFKHKH9N_itMfrftow0hg9nDzx0g4joYCRkXiIOOAW0Z8k9-9zp_KHZgEH6byPp-qtkO7nMUww/s320/tumblr_ncq45562y21tmk3hdo1_500.gif&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2018/04/nowy-blog.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiFcaca-sHZWU6UYjdRrFwKmQq_oZRb7oMgZHOrN03VK_joIqP13Y6ei_EtQE8eMyzdEWFKHKH9N_itMfrftow0hg9nDzx0g4joYCRkXiIOOAW0Z8k9-9zp_KHZgEH6byPp-qtkO7nMUww/s72-c/tumblr_ncq45562y21tmk3hdo1_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-3247282501047494815</guid><pubDate>Sat, 03 Feb 2018 09:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-04-08T18:59:40.460+02:00</atom:updated><title>PRZEŻYJ TO JESZCZE RAZ!</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/Uym5SnfYqds/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/Uym5SnfYqds?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2018/02/przezyj-to-jeszcze-raz.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://img.youtube.com/vi/Uym5SnfYqds/default.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-4680471240623167690</guid><pubDate>Sat, 03 Feb 2018 09:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2020-04-08T18:58:28.577+02:00</atom:updated><title>EPILOG</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Bo ja dokładnie wiem, jak mam żyć, po której stronie walczyć, trwać i być, bo to jest mój świat. (...) Nie poddaję się, wciąż walczę, choć czasami brak mi sił by marzyć.&quot;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; -Dawid Kwiatkowski&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=2iGqSPAx5gs&quot;&gt;KLIK --&amp;gt; MUSIC INSPIRED &lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Człowiek poświęca swoje zdrowie, aby zarabiać pieniądze, następnie zaś poświęca swoje pieniądze, aby odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w przyszłości, ani w teraźniejszości. Żyje tak jakby nie miał umrzeć, po czym umiera tak naprawdę nie żyjąc...&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nasze wesele już prawie się kończyło, ale teraz to już nie ważne. Tak jakby to zdarzyło się już jakieś kilka godzin temu, a w rzeczywistości minęła niecała. W rzeczywistości miało być inaczej, piękny dzień, nasz dzień. I tak było, do czasu. Vanessa odzyskała przytomność dopiero, gdy przyjechało pogotowie. Od razu, bez żadnego &quot;ale&quot;, zabrali ją do szpitala, kiedy usłyszeli na co choruje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Każdy z nas, gdy myśleliśmy, że może to już dość, trafił do tego pieprzonego szpitala. Zawsze wszystko prowadzi do tego miejsca, nie wiem jak to się dzieje. Najpierw poronienie Summer, potem wypadek mój, jej i Lottie, wypadek Nialla, szumy uszne Summer, rak Vanessy, ciąża Summer, moje postrzelenie, narodziny dzieci, teraz znów Vanessa... I nikt znów dokładnie nie wie co się dzieje. Jak zwykle, pieprzona służba zdrowia. No dobra, może nie pieprzona, bo jednak dzięki nim żyję, Summer, Niall i dzieci również. To po prostu jest okropna organizacja tego wszystkiego.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Czasem myślę, jakie mamy szczęście, że wyszliśmy z tych wypadków, rodzicom Summer i Nialla niestety się nie udało...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Teraz... bylibyśmy w drodze na naszą noc poślubną, na Teneryfę, ale... wszystko będzie trzeba przesunąć, z wiadomych przyczyn. Na szczęście bilety nie mają wyznaczonego terminu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jest środek nocy, bardzo zimnej nocy. Zostałem w samej, cienkiej koszuli, a Summer wciąż jest w swojej sukni ślubnej, okryta tylko moja marynarką. Dobrze, że ta suknia jest długa, bo naprawdę zamarzłaby mi tutaj.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chciała być moją druhną, ja też chciałam by nią była... dożyła tego. - Usłyszałem cichutki głosik Summer po długim czasie. Podniosła głowę z mojego ramienia i załzawionymi oczami spojrzała na mnie. - Tak bardzo tego chciała, a teraz jest tutaj i...&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ćśś, Vanessa nie umrze. - Pogłaskałem ją po policzku. Chciałbym w to bardzo wierzyć, ale zbyt proste to nie jest.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skąd możesz to wiedzieć? - zapytała z płaczem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie umrze, jest silna, dużo przeszła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No właśnie, ale to nie od tego zależy. To Bóg decyduje kogo chce zabrać, a kogo nie. Nikt z nas nie ma nad tym kontroli, bo to nie możliwe. - Płakała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chcesz, żeby żyła? - zapytałem cicho, a ona przytaknęła. - Więc musisz wierzyć, że będzie. Nie ma innego sposobu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A ty wierzysz? - spytała znienacka, zaskakując mnie swoją odpowiedzią.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Westchnąłem z zamiarem odpowiedzi, ale w tym samym momencie otworzyły się drzwi od sali Vanessy i wyszedł z niej Niall. Mniej przerażony niż wcześniej. Teraz był jakby bardziej... weselszy? Boże, nie wiem co się dzieje, ale jego mina miesza mi wszystkie moje myśli dotyczące tego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co z nią, Niall? -Wstała z siedzenia moja żona. Pięknie to brzmi: &quot;moja żona&quot;. Ale nie teraz o tym.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Lepiej wejdźcie do środka. Oboje mamy wam coś do powiedzenia. - Niall delikatnie się uśmiechnął i chyba nie wierzył za bardzo w to co mówił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co się dzieje? - zapytałem, wstając, na co Niall pokazał nam tylko gestem, abyśmy weszli do sali. Zrobiliśmy to o co prosił i za chwilę siedzieliśmy obok blondynki. Oboje z Niallem trzymali się za ręce i uśmiechali się do siebie. Niech w końcu powiedzą o co chodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nowotwór zniknął, nie ma go. - Zaśmiała się Vanessa przez łzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- N-naprawdę? - zapytała Summer, a ona potrząsnęła głową. - A-ale skąd te omdlenie? - zapytała ponownie. Vanessa popatrzyła na Nialla, a on nam odpowiedział.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jest w 1. miesiącu ciąży, będziemy rodzicami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh66qyTFO3PaJBP2SE3Am0agH-bW5YRJ-n9Av562FAHtjyOpxrSyvbN7HwGM2JsBq0gFzo9lE4gvb_HmSvjS13VLMpjOa8EWuU0SPW1VNoltW9oA8CAvFuFU6sA2w_RntQXS_4e-iLlAeI/s1600/tumblr_md6wevkSej1qiolaso5_r1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;222&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh66qyTFO3PaJBP2SE3Am0agH-bW5YRJ-n9Av562FAHtjyOpxrSyvbN7HwGM2JsBq0gFzo9lE4gvb_HmSvjS13VLMpjOa8EWuU0SPW1VNoltW9oA8CAvFuFU6sA2w_RntQXS_4e-iLlAeI/s1600/tumblr_md6wevkSej1qiolaso5_r1_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~17 lat później~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Powiedział mi, że o nic się nie przejmował, ale kiedy pojawiłam się w jego życiu tak przypadkowo, najbardziej bał się i nadal boi, że mnie straci, że kiedyś odejdę, mówiąc, że go nienawidzę i będę żałować tej znajomości, spojrzy w moje oczy i dostrzeże w nich to, że jest dla mnie nikim.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgYr8mvzabojqCxAlEeej9Bo1a433my3VfoaXzF4ER2iiZVeBnMZb6D9cZv0L9FlRTxL7nWsIFSAH59WgKe4O6TamP_1rfkw5fxYIXkNRI9sk6Gl8EHqruRntB42-y_bzqh-Ats91a0IoY/s1600/DUrnqRuVwAAWnJK.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1200&quot; data-original-width=&quot;889&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgYr8mvzabojqCxAlEeej9Bo1a433my3VfoaXzF4ER2iiZVeBnMZb6D9cZv0L9FlRTxL7nWsIFSAH59WgKe4O6TamP_1rfkw5fxYIXkNRI9sk6Gl8EHqruRntB42-y_bzqh-Ats91a0IoY/s400/DUrnqRuVwAAWnJK.jpg&quot; width=&quot;296&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;i style=&quot;font-weight: bold;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/i&gt;Widok na Irlandię z góry jest po prostu cudowny. Jakie to szczęście, że wciąż możemy się cieszyć prywatnym samolotem. Żadnych innych pasażerów, cały samolot dla nas i butelki z czerwonym wytrawnym winem, cholernie drogim.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Nasza 17. rocznica ślubu i jak co roku świętujemy to jak należy. Nie wierzę, że przeżyliśmy ze sobą już tyle lat. Kiedy to minęło? W tym roku polecieliśmy do Mullingar, do mojego rodzinnego domu. Nasze dzieci, Rose i Jack woleli zostać w Londynie, bo mają wiele projektów do zaliczenia. Chociaż chodziło też o to, że nie są już tacy mali i chcieli, żebyśmy lecieli sami, bo w końcu to nasza rocznica. Wracając, gdy to już zaliczą, skończą szkołę. No i kiedy to wszystko minęło? Jeszcze niedawno były takie małe. Tylko na naszych twarzach widać już pierwsze zmarszczki. Stuknęło mi 41 lat, nie ma z czego się cieszyć. Nasza rocznica, więc też moje urodziny. Taka stara już jestem. Mówią nam, że z wyglądu zmieniliśmy się bardzo mało. Może rzeczywiście? Czasem, gdy patrzę w lustro, mogłabym dać sobie o 10 lat mniej, gdybym tylko nie wiedziała, ile tak naprawdę mam.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;W naszym życiu doświadczyliśmy już wiele. Dzieci wychowaliśmy, ślub wzięliśmy, dom, pieniądze i imponującą karierę wciąż mamy. Te wszystkie pobyty w szpitalu, cierpienia, łzy, jakby były na zapas, bo teraz nie musimy już się tym martwić.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przez te wszystkie lata nagrywaliśmy kolejne płyty, zdobywaliśmy szczyty list przebojów, graliśmy tysiące koncertów i nic nam się to nie znudziło.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dużo też do tej pory zmieniło się u nas. Nie ma już z nami jednej z ważniejszych dla mnie osób w całym życiu. Vanessa. Zmarła niedługo po swoim ślubie z Niallem, zostawiając na tym świecie ich mała córeczkę, Hope, która miała tylko roczek. W tym momencie ma już 16 lat i bardzo ją przypomina. Vanessa zapisała dla niej dużo listów, które miała otwierać na każdy etap swojego życia.&lt;br /&gt;
To prawda, nowotwór znikł, kiedy zaszła w ciążę, ale potem znów się znienacka pojawił. Nikt się tego nie spodziewał. To był szok dla nas wszystkich. Niall bardzo się załamał po jej śmierci, ale nie dawał po sobie tego poznać ze względu na małą. Został samotnym ojcem, a my wszyscy mu pomagaliśmy, wraz z bratem Vanessy, Jacobem. Wszyscy bardzo przeżyliśmy jej śmierć, ale powoli jakoś stawaliśmy na nogi. Teraz jest dla nas żywym wspomnieniem i wiem, że nikt z nas jej nie zapomni.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jacob założył rodzinę i pomimo wszystkiego co się działo, nie opuścił Londynu. Teraz to jest nasz wspólny dom.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Boże, tak mi brakuje tej roześmianej, szalonej blondynki. Była moją przyszywaną siostrą, przez wiele lat jedyną osobą, którą miałam. Cierpiałam długo po jej stracie. Tak bardzo za nią tęsknię.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Kiedyś znów się spotkamy. Wszyscy razem.&lt;br /&gt;
- Jak moja cudowna żona spędziła naszą rocznicę ślubu i swoje urodziny? - zapytał Louis.&lt;br /&gt;
Oderwałam wzrok od widoku za oknem, podniosłam głowę z jego klatki piersiowej i spojrzałam na niego.&lt;br /&gt;
- Bardzo dobrze, świetnie, tak jak zawsze, bo z tobą - odpowiedziałam. Złożyłam na jego ustach drobny pocałunek i znów na niego spojrzałam. - Boże, Louis, jestem już tak stara - jęknęłam ze śmiechem.&lt;br /&gt;
- Nie jesteś. - Zaśmiał się. - Jesteśmy... w świetle wieku.&lt;br /&gt;
- Tak uważasz?&lt;br /&gt;
- Oczywiście. Zobacz jakie mamy wspaniałe życie.&lt;br /&gt;
- Masz rację. - Uśmiechnęłam się szeroko i z powrotem się w niego wtuliłam.&lt;br /&gt;
- Pamiętasz swoje pierwsze urodziny ze mną? - zapytał.&lt;br /&gt;
- Tego nie da się zapomnieć. Oświadczyłeś mi się, kupiłeś nam dom i wiele innych rzeczy, ale... oświadczyłeś mi się.&lt;br /&gt;
- Teraz jestem pewny, że nie zrobiłem tego za wcześnie. To był idealny czas dla nas.&lt;br /&gt;
- A pamiętasz moje drugie urodziny wraz z tobą? - tym razem to ja zapytałam.&lt;br /&gt;
- No pewnie, że tak. Powiedziałaś mi wtedy, że będziemy mieć bliźniaki. I tak się stało, bo przecież Rose i Jack urodzili się w wigilię, w moje urodziny. Lepiej powiedz mi, jak spędziliśmy twoje trzecie urodziny, gdy byliśmy razem - powiedział Louis.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Znów podniosłam głowę i zobaczyłam jak podchwytliwie się uśmiecha.&lt;br /&gt;
- Oh, te były chyba najlepsze ze wszystkich. A może nie? Może wszystkie były równie wspaniałe? - Podniosłam brwi na samo wspomnienie tych wszystkich urodzin. W każde odbywało się coś niesamowitego.&lt;br /&gt;
- To co takiego wydarzyło się wtedy? Bo chyba pamięć mi już trochę szwankuje. - Podrapał się w zamyśleniu po głowie, a ja uderzyłam go w ramię. - Ała! Za co to? - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- Byłbyś w stanie zapomnieć datę własnego ślubu? - zapytałam.&lt;br /&gt;
- Oczywiście, że nie. Sprawdzałem cię.&lt;br /&gt;
- Ponownie w te urodziny dzieje się coś magicznego.&lt;br /&gt;
- Co takiego? - zapytał ciekawsko Louis.&lt;br /&gt;
- Daj rękę - poprosiłam, a on spełnił moją prośbę i podał mi dłoń. Wzięłam ją i ułożyłam na swoim brzuchu i patrzyłam jak jego wyraz twarzy szybko się zmienia. Jak jego oczy szerzej się otwierają i błyszczą, usta poruszają się, jakby chciały coś powiedzieć, a oddech znacznie zwalnia.&lt;br /&gt;
Powoli podniósł głowę i spojrzał na mnie, bardziej zaskoczony, oszołomiony niż zwykle. Już od dawna nie widziałam go takiego jak teraz.&lt;br /&gt;
- J-jesteś w ciąży? - w końcu przemówił, a ja pokiwałam głową.&lt;br /&gt;
- Tak. Po 17 latach znów jestem w ciąży. Nie wierzę, że to się dzieje. Musiało minąć aż 17 lat, żeby w końcu się udało.&lt;br /&gt;
- Przeżyłem to życie tak jak chciałem, a... a kolejne dziecko tylko mnie w tym utwierdzi - powiedział cicho.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Uniosłam głowę i czule go pocałowałam.&lt;br /&gt;
Moje życie było i chyba wciąż jest trochę pokręcone.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjygk_A2Gmo8ATCKpNtuP7MLyRVjubppQKLPKYLQbeoFJS-Ak_tM6yGYmKtrYCM_rSRkFwQTgBFrRtx13Wh-FoewECDcVoLg4o93vTw_JvcCeEMyhCJqBlmX3Hu_Qkc3lfPM2vq6MvKuq0/s1600/tumblr_orxaratgKh1tny8tbo1_400.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;268&quot; data-original-width=&quot;268&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjygk_A2Gmo8ATCKpNtuP7MLyRVjubppQKLPKYLQbeoFJS-Ak_tM6yGYmKtrYCM_rSRkFwQTgBFrRtx13Wh-FoewECDcVoLg4o93vTw_JvcCeEMyhCJqBlmX3Hu_Qkc3lfPM2vq6MvKuq0/s400/tumblr_orxaratgKh1tny8tbo1_400.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Rób to, co cię uszczęśliwia, bądź z kimś, kto sprawia, że się uśmiechasz. Śmiej się tyle, ile oddychasz i kochaj tak długo jak żyjesz.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Ten dom ma już tyle lat, a wciąż jeszcze wygląda tak jak na początku. Oczywiście, nie obyło się bez drobnych remontów, ale nie widać jakiejś większej różnicy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wróciliśmy kilka godzin temu i właśnie rozpakowuję nasze walizki. Dzieci jeszcze nie ma. Cieszę się, że radzą sobie w życiu, oboje z Louisem jesteśmy z nich niesamowicie dumni. Rose jest już piękną kobietą. Jak twierdzi Louis, jest bardzo podobna do mnie. Natomiast Jack z wyglądu jest równie przystojny co jego tata, ale jego charakter tworzy w tym momencie jakąś wybuchową mieszankę, której żadne z nas nie może dobrze zrozumieć.&lt;br /&gt;
- Zamówiłem pizzę, miśku - poinformował mnie Louis, wchodząc do garderoby. Zagapiłam się na niego, gdy kładłam torbę na najwyższą półkę i przez moją nieuwagę, spadło mi na głowę jakieś pudełko, z którego wysypało się mnóstwo papierowych kwadracików.&lt;br /&gt;
- Boże Przenajświętszy. - Szeroko otworzyłam oczy i pomasowałam sobie głowę, patrząc na ten cały bałagan.&lt;br /&gt;
- Nic ci nie jest? - zapytał Louis, podchodząc do mnie. Dotknął mojej głowy, lekko zaniepokojony.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj_fMRMH_FevgE31dpTAMsXMV9pb0su48cN9zYDABSA2c45aLj0Jw49cKl0sp4z_8qCnG0brh4UZvXDyLsjs9RQ0aaicx_SXhhPPKhnzLlBa_dUNVa8WAOg4XP1rVz1_2ArciPzg0bHzNQ/s1600/2018-01-14-22-49-25.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1600&quot; data-original-width=&quot;1200&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj_fMRMH_FevgE31dpTAMsXMV9pb0su48cN9zYDABSA2c45aLj0Jw49cKl0sp4z_8qCnG0brh4UZvXDyLsjs9RQ0aaicx_SXhhPPKhnzLlBa_dUNVa8WAOg4XP1rVz1_2ArciPzg0bHzNQ/s400/2018-01-14-22-49-25.jpg&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;- Nie, wszystko jest w porządku. - Uklęknęłam na podłodze, a Louis zaraz po mnie. - Zobacz, to było tak dawno temu - pokazałam mu zdjęcia, które rozsypały się na całej podłodze.&lt;br /&gt;
- Twoja sesja zdjęciowa z naszej pierwszej wspólnej trasy - dodał szatyn, całując mnie we włosy. Wziął jedno zdjęcie do rąk, by mu się przyjrzeć.&lt;br /&gt;
- Dawno nie widziałam tych zdjęć. Byłam taka młoda.&lt;br /&gt;
- Wciąż jesteś, nie postarzaj siebie - odparł.&lt;br /&gt;
- Tęsknię za tymi czasami, kiedy jeszcze wraz z Niallem mówiliście do mnie: mała - wyjaśniałam, oglądając zdjęcia.&lt;br /&gt;
- Te czasy mogą jeszcze wrócić, mała - odpowiedział Louis, a ja cicho się zaśmiałam. - Wciąż jesteś taka drobniutka jak wtedy.&lt;br /&gt;
- Kocham cię, idioto. - Ze śmiechem zaczęłam całować go po szyi.&lt;br /&gt;
- Louis! Summer! - usłyszałam donośny krzyk i jak oparzona odskoczyłam od szatyna.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Popatrzyliśmy tylko na siebie przerażeni i wstaliśmy z podłogi, a potem wybiegliśmy z garderoby i zbiegliśmy na dół, gdzie zastaliśmy Liama i naszego syna, Jack&#39;a.&lt;br /&gt;
- Co się stało?- zapytał Louis, wpadając do salonu, a Liam groźnie na nas popatrzył.&lt;br /&gt;
- Jak można zrobić coś takiego? No jak?! Ja rozumiem, hormony buzują i tak dalej, ale ja myślałem, że on ma swój rozum. To już szczyt wszystkiego. Do cholery, oni mają tylko 17 lat! - wykrzyczał Liam.&lt;br /&gt;
- Liam, co ty...&lt;br /&gt;
- No spytajcie się co wasz syn zrobił mojej małej Abigail!&lt;br /&gt;
- Jack, co ty, do cholery, zrobiłeś? - zapytałam przerażona.&lt;br /&gt;
- No dalej, Jack! - popędzał go Liam.&lt;br /&gt;
- Synu, masz nam natychmiast powiedzieć o co chodzi! - uniósł się Louis.&lt;br /&gt;
- Będziecie dziadkami, Abigail jest w ciąży. - Uśmiechnął się nieśmiało, niewinnie, a potem zwiesił strapiony głowę. - Sorry...&lt;br /&gt;
- Jack!! - wykrzyknęliśmy oboje z Louisem.&lt;br /&gt;
- Wszystkiego najlepszego, mamo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Wiem, że nadejdzie ten dzień, w którym spełni się mój sen, w którym będzie znów tak jakby narodził się świat. Na nowo będę kraść Twoich oczu jasny blask. Na nowo będę Ci upiększać każdą z chwil, ale to po drugiej stronie...&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhiWJJSNyaNi1ZmBFnZLExzDWyTGouIYTWW5yPfjftk1zHMn_jSFKToCobmdTvAf1oOCHpKS7bWneVSbufXILdoMbvjV74MqphMG9KF_4CVGOIyel9GYFhbYdlPqfdANB9r6uNm8UVA9T8/s1600/nintchdbpict000277530418-e1477465739791.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;961&quot; data-original-width=&quot;751&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhiWJJSNyaNi1ZmBFnZLExzDWyTGouIYTWW5yPfjftk1zHMn_jSFKToCobmdTvAf1oOCHpKS7bWneVSbufXILdoMbvjV74MqphMG9KF_4CVGOIyel9GYFhbYdlPqfdANB9r6uNm8UVA9T8/s400/nintchdbpict000277530418-e1477465739791.jpg&quot; width=&quot;312&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif; font-size: x-large;&quot;&gt;KONIEC&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
___________________________________________________&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Koniec drugiej części tej historii... Piszę to z bólem serca, ale nie będzie 3. części, a na pewno nie w najbliższym czasie, może kiedyś, ale na ten czas... to jest oficjalny koniec. Tak bardzo zżyłam się z historią Summer i Louisa, że teraz jest dla mnie to dziwne, że zakończyłam to fanfiction. Jestem na bloggerze ponad rok i cały czas jest to dla mnie przygoda. Zauważyłam, że przez ten rok bardzo dużo się rozwinęłam, rozdziały są dłuższe i według mnie lepsze, a przynajmniej 2. część.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nie potrafię się rozstać z tą historią, to trudne. Racja, wszystko to co pisałam to oczywiście była moja wyobraźnia, ale tak długo to robiłam, że czuję jakbym to ja była Summer i doświadczała tego wszystkiego, nie wiem jak to się stało, jak to zaszło na tak wysoki poziom. Cały czas próbuję sobie wytłumaczyć, że to tylko opowiadanie, dwuczęściowe opowiadanie z ogromem rozdziałów, ale dla mnie to coś więcej.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&quot;Fame destroies me...&quot; i &quot;Fame isn&#39;t important&quot; to były historie, a właściwie tylko jedna długa historia, od której zaczęłam pisać trochę poważniej niż wcześniej. Wcześniej to co pisałam chowałam w szufladzie albo wciąż to tkwiło w mojej głowie. Odważyłam się wstawić to do internetu i teraz wiem, że to się opłacało. Może to co piszę nie jest to jakieś bardzo popularne, ale dla mnie ważne było to i wciąż jest, że ktoś to czyta.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Każdą wolną chwilę, każdy wieczór, każdy przypływa weny poświęcałam na to, żeby pisać rozdziały. Czasem było trudno, a czasem po prostu tak szybko pisałam i później patrzę i: tak, to jest nawet dobre.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; 1. część fanfiction obecnie znajduje się już na wattpadzie, gdzie można mnie znaleźć pod nazwą:&amp;nbsp;@Perriele1991, natomiast drugą zacznę wstawiać już po moich feriach, za jakieś 2 tygodnie. Jeśli ktoś chce jeszcze raz to przeczytać to serdecznie zapraszam. Minimalnie wniosłam tam kilka poprawek, głównie gramatycznych, aczkolwiek twierdzę, że to 2. część jest o wiele lepsza. Ocenę zostawiam wam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;To był mój początek na blogerze i nie zapomnę o tym, nie zamierzam tego usuwać, blog cały czas będzie dostępny dla was i dla nowych czytelników.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Za miesiąc, może później otwieram kolejnego bloga i również bardzo zapraszam, mam nadzieję, że się skusicie. Oczywiście kiedy otworzę już go, dodam link na tym blogu w nowym poście. Niektóre szczegóły będą podobne, ale fabuła będzie kompletnie inna.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Z tego miejsca chciałabym też podziękować wszystkim, którzy komentowali, czytali, polecali innym. To wiele dla mnie znaczy. I nie myślcie sobie, że ja nie widzę tych wszystkich cyferek, komentarzy. Czytam wszystko co piszecie i zawsze wtedy pojawia się na moich ustach uśmiech.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Boże, płaczę w tej chwili, naprawdę nie potrafię się rozstać ani z Summer, ani z Louisem. Cały czas mam wrażenie, że mam do napisania jeszcze jakiś rozdział, a tak naprawdę wszystko już skończyłam. I tak jak mówię, kiedyś może pojawi się 3. część, a jeśli już tak będzie, to w dalekiej przyszłości.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Poniżej filmik, takie podsumowanie tego wszystkiego. Męczyłam się nad tym trochę, zjadłam dużo nerwów, ale mam nadzieję, że się opłacało i zobaczycie moje ostatnie wypociny tej historii.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/Uym5SnfYqds/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/Uym5SnfYqds?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dziękuję jeszcze raz za wszystko i widzimy się niedługo na nowym blogu.&lt;/div&gt;
&lt;h2 style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;Dziękuję!&lt;/i&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
/Perriele rebel&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2018/02/epilog.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh66qyTFO3PaJBP2SE3Am0agH-bW5YRJ-n9Av562FAHtjyOpxrSyvbN7HwGM2JsBq0gFzo9lE4gvb_HmSvjS13VLMpjOa8EWuU0SPW1VNoltW9oA8CAvFuFU6sA2w_RntQXS_4e-iLlAeI/s72-c/tumblr_md6wevkSej1qiolaso5_r1_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-905893670720606087</guid><pubDate>Sat, 03 Feb 2018 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-02-03T08:00:15.497+01:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 29</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Serce bije szybko kolorami i obietnicami. (...) Ale kiedy widzę, że stoisz sam, wszystkie moje wątpliwości nagle odchodzą gdzieś w dal. Czas stanął w miejscu, piękno we wszystkim czym ona jest. Będę odważna, nie pozwolę, by odebrano mi tego, który stoi już przede mną. Każdy oddech, każda godzina prowadzi do tego. O jeden krok bliżej... (...) Kochałem cię przez tysiąc lat, będę kochać przez następny tysiąc.&quot;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;-Christina Perri &amp;amp; David Hodgnes&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=rtOvBOTyX00&quot;&gt;KLIK --&amp;gt; MUSIC INSPIRED&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4qecK71L2cg0xqT1u-uij-y3U0ZCF1RYKH0eva3DUpbUKYov7BWctQCZ3LNPiOTc8qBp_f_Hsy-qRoMg0zRP1Slx_qLgemhbVQowvN6PyULtbtIammNHecPQUw-fui2MQ4qUdjCh3gPM/s1600/tumblr_nxih4jZKgl1tjuei1o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;270&quot; data-original-width=&quot;480&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4qecK71L2cg0xqT1u-uij-y3U0ZCF1RYKH0eva3DUpbUKYov7BWctQCZ3LNPiOTc8qBp_f_Hsy-qRoMg0zRP1Slx_qLgemhbVQowvN6PyULtbtIammNHecPQUw-fui2MQ4qUdjCh3gPM/s1600/tumblr_nxih4jZKgl1tjuei1o1_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Błękitna noc o zmroku, a pośród przerażającego lasu stoję samotnie ja. Nie, nie jestem sama. Jest jeszcze on, myliłam się.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Niall! - krzyczę. Oby usłyszał. Blondyn odwraca się w moim kierunku i widząc mnie, biegnie zaniepokojony ku mnie. - Niall! - powtarzam, również biegnąc.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Summer! Co ty tu robisz? - Zjawił się obok mnie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- N-nie wiem - zająkałam się. - A co robisz tu ty? - zapytałam, lecz on nie odpowiedział. - To las, prawa? - Rozejrzałam się wokoło.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Chyba się zgubiliśmy - w końcu się odezwał. Przybliżyłam się do niego, słysząc w oddali wycie wilków. One zaraz nas zaatakują, na pewno.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Zobacz, tam widać światła. - Wskazałam na delikatną żółć migającą pomiędzy gałęziami drzew. - Tam jest jakiś budynek! - krzyknęłam podekscytowana.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Chodźmy, może dowiemy się, gdzie jesteśmy. - Blondyn złapał mnie za dłoń. Prowadził przez zarośla, krzaki, drzewa, a czasem nawet przez głazy. Wyszliśmy na ścieżkę, która prowadziła do domu jednorodzinnego. Był bardzo znajomy, ale... co to za dom? Nie mogę go sobie przypomnieć...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Te białe ściany... dwa piętra...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Co? - Zmarszczyłam czoło.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Ten ogród... Nie poznajesz? - zapytał Niall z fascynacją. Ale ja tak naprawdę nie mogłam nic sobie przypomnieć. Dlaczego? - To nasz dom.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Co? - Zakrztusiłam się powietrzem. - To... Jesteśmy w Irlandii? W Mullingar?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Na to wygląda. - Pokiwał głową.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Ale my nigdy nie mieszkaliśmy obok lasu...&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;- Ale to nasz dom. - Znów złapał mnie za ręce. - Nie poznajesz tego wszystkiego? Nic ci się nie przypomina? Nie pojawiają się żadne wspomnienia? To nasz dom.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Czy to by oznaczało... - Odwróciłam głowę w kierunku budynku. Dostrzegłam dwie, obejmujące się postacie, które do nas machały. - Rodzice! - krzyknęłam, wyrwałam się Niallowi i tyle mnie było. Biegłam najszybciej jak mogłam, nie odwracałam się za siebie, a czas niemiłosiernie mi się dłużył. W końcu znów ich spotkam. Jak to się stało?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Summer! - Usłyszałam jej głos. Głos mojej mamy...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Mamusiu! - Wpadłam w ramiona kobiety. Jej ciepły uścisk trzymał mnie mocno, sprawiał, że się rozpłakałam. Znów przy niej jestem. - Mamusiu...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Summer, córeczko... Tak bardzo chciałam cie zobaczyć ponownie. - Pocałowała mnie w czubek głowy. - Jesteś już taka dorosła, taka piękna. - Starła moje łzy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Tak bardzo tęskniłam, tatusiu. - Przeniosłam się w ramiona mojego ojca. Nie myślałam, że kiedyś spotka mnie&amp;nbsp; coś takiego. Jestem z nimi i tylko to się liczy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Skarbie, moje słoneczko. - Tata głaskał mnie po włosach.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Niall, synku. - Usłyszałam głos mamy. - Mój przystojny syn.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Tylko twój. - Niall się rozpłakał. On prawie nigdy nie płacze.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Puściłam ojca, tylko dlatego, że Niall również chciał się z nim przywitać.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Synu, zająłeś się siostrą tak jak należy. Najważniejsze, że w końcu ją znalazłeś - powiedział tata. - Jesteście niesamowici. Razem z mamą jesteśmy z was dumni, osiągnęliście więcej niż my. To wspaniałe.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Mamo? Co my tutaj robimy? Jak to się stało? - zapytałam, przytulając się do rodzicielki.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Ćśśś. - Położyła palec wskazujący na ustach. - Nie mamy za dużo czasu.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Co? Dlaczego? - spytał Niall.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Posłuchajcie, dzieci - zaczął tata. - Chcemy, żebyście wiedzieli, że cały czas jesteśmy przy was, cały czas was widzimy i bardzo kochamy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Byliśmy z wami od początki - dodała mama. - Byliśmy wtedy, gdy znów się spotkaliście, byliśmy wtedy, gdy powstał wasz zespół, Niall. Byliśmy, gdy poznałaś Louisa, córeczko. Gdy wielokrotnie występowaliście na różnorodnych scenach świata, gdy znów odwiedziliście ten dom. Byliśmy, kiedy oboje się zaręczyliście. Kiedy przeżywaliście gorsze dni i te lepsze. Byliśmy, kiedy dowiedzieliście się o Vanessie&amp;nbsp; i jej chorobie, Niall.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Mamo...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Synku, już wszystko będzie dobrze. Niczego się nie obawiaj. Niedługo coś bardzo was uszczęśliwi. Uwierz nam.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Obyś miała rację, mamo...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Byliśmy też, gdy urodziłaś swoje dzieci, Summer. Mamy piękne wnuki.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Będę im o was opowiadała tak dużo jak Niall opowiadał mi.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Byliśmy też wtedy, kiedy działa ci się krzywda z Nicol - odezwał się tata. - Żałujemy, że nic nie mogliśmy zrobić. Żałujemy, że była naszą przyjaciółką i zaufaliśmy jej. Bardzo, bardzo żałujemy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Co się stało już się nie odstanie, niestety - powiedziałam, pociągając nosem.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Ale wiecie co? Będziemy z wami wciąż - przyznała mama. Będziemy z wami w tym cudownym dniu, dzisiaj i mamy nadzieję, że wam wszystkim się poszczęści. Dziś wydarzy się kilka przyjemnych rzeczy, my już o tym wiemy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Niall, synu, mamy też nadzieję, że zastąpisz mnie i poprowadzisz dziś siostrę do ołtarza.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Oczywiście, nie musiałeś prosić. Już dawno miałem taki zamiar. - Starł pojedynczą łzę z policzka. - Zrobię dla niej wszystko. To moja siostra.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Dziś wszystko się uda, nie martwcie się. Boże, moja córeczka wychodzi za mąż, a mój syn niedługo się żeni. Wasze szczęście to jest to na co tak kochamy patrzeć. Oby trwało jak najdłużej. - Uśmiechnęła się mama.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Chcieliśmy z tego miejsca was pobłogosławić. Przykro nam, że nie możemy być razem. Lecz... możemy się już więcej nie spotkać.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Kochanie, chyba kończy nam się czas. - Mama spojrzała na nasz dom, skąd wydostawało się bardzo intensywne, teraz już białe - światło.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Jak to? - odezwał się Niall. - Tato, co się dzieje?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Przykro nam, dzieci. Mieliśmy jedną szansę i już ją wykorzystaliśmy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Summer, mam nadzieję, że założysz mój welon. Ja będę z tobą.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Mamo...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Kochamy was. Bardzo was kochamy. - Przytulili nas oboje.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Tatusiu?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Przepraszamy, ale naprawdę nie możemy już dalej tu być. Jesteście naszymi dziećmi i kochamy was. Pamiętajcie kim jesteście! - krzyknął tato, gdy kierowali się do domu. Oni nie mogą odejść.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Nie... wy nie możecie... A co z wami? Nie powiedzieliście... - jąkał się Niall.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Nam tam jest dobrze - odpowiedziała mama. - Kochamy was, nasze skarby. Pamiętajcie: wciąż jesteśmy przy was. Cały czas.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Oboje doszli do domu, otworzyli drzwi, a światło ich pochłonęło.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Mamo! Tato! - krzyknęłam. Próbowałam biec, Niall mnie zatrzymał. - Co ty robisz?!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Tam jest im dobrze - powiedział cicho. W jego oczach zobaczyłam morze łez. Tam jest im dobrze. Kochają nas.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Mamo! - krzyknęłam ponownie bezsilnie, a oboje zaraz znikliśmy...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
- Mamo! - krzyknęłam i zbudzona ze snu, usiadłam na łóżku. Cała zlana potem, z trzęsącymi się dłońmi i nierównym, przyspieszonym oddechem. Co tu się przed chwilą stało?&lt;br /&gt;
- Summer? Kotku, co się dzieje? - Usłyszałam obok i poczułam na plecach ciepłe dłonie narzeczonego. Jest tutaj, nie jestem sama...&lt;br /&gt;
Popatrzyłam na niego, wpadłam w jego ramiona i się rozpłakałam.&lt;br /&gt;
- Mama... Tato... Niall... - mówiłam nieskładnie, a ona głaskał mnie po włosach.&lt;br /&gt;
- Ćśśś, spokojnie. Miałaś koszmar, tak? - zapytał, a ja odsunęłam się od niego i pokręciłam przecząco głową. Założyłam włosy za uszy i pociągnęłam nosem.&lt;br /&gt;
- Spotkałam ich... z Niallem... w Irlandii... O mój Boże... To było... takie prawdziwe...&lt;br /&gt;
- Naprawdę?&lt;br /&gt;
- Tak. Mówili, że są z nami cały czas, że dziś podczas ślubu będą, że... że...&lt;br /&gt;
- Ćśśś. - Przytulił moją głowę do siebie.&lt;br /&gt;
- Że...&lt;br /&gt;
- Spokojnie. Opowiesz mi jak będziesz chciała i jak się uspokoisz, tak? - zapytał, a ja potrzęsłam głową. - Już cichutko. Jestem przy tobie.&lt;br /&gt;
- Byli tacy prawdziwi. Naprawdę uwierzyłam, że znów z nimi jestem.&lt;br /&gt;
- Są tutaj, słońce, mówiłaś.&lt;br /&gt;
- Już dziś nie zasnę. Poza tym... za kilka godzin... trzeba zacząć przygotowania do ślubu.&lt;br /&gt;
- To będzie wielki dzień. To będzie nasz dzień, tak? - Ujął mój podbródek między palce. Potrzęsłam głową. Kocham go.&lt;br /&gt;
Pocałował mnie czule w czoło i nie puścił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; - No, wkładają tą suknię, młoda - nakazała Vanessa, a ja odwróciłam się do niej z pytającym spojrzeniem. Okej, jest moją druhną, ale coś chyba je się pomieszało w tej głowie. Poza tym, wygląda na to, że to Lottie i Lou pomagają mi bardziej jako druhny. No, ale nic, takie są teraz siostry.&lt;br /&gt;
- No a po co, jeśli możesz mi powiedzieć? Ślub dopiero za jakieś 4 godziny, mamy jeszcze czas, więc dlaczego...&lt;br /&gt;
- A dlatego, że chcemy, żebyś jeszcze raz ją przymierzyła, bo jeśli coś tam jest zniszczone, a mam nadzieję, że nie jest, będziemy mogły to jakoś wcześniej naprawić - odpowiedziała blondynka, a ja westchnęłam. Oby tego nie wykrakała. Ja naprawdę denerwuję się samym ślubem, a tego już bym nie wytrzymała.&lt;br /&gt;
- Dobrze, ale tylko na chwilę - zgodziłam się.&lt;br /&gt;
- Tylko na chwilę - powtórzyła po mnie Lou.&lt;br /&gt;
- Która mi z nią pomoże? - zapytałam, odwiązując pasek szlafroka. Zdjęłam nakrycie i zostałam w samej bieliźnie. Dobrze, że jesteśmy w mojej sypialni, a nie w salonie.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjGNWig_d9VV7nv6U3vfB9bZAzmE06bVnRhSC766SjPvzJfTzym_pks2fOM-bmhrbupCTlWRSm9e-PwD3dH4WAF5mb5vqF7yIDwX8juvAJxNaXW62Mp4qOJtv0B8sXkvdgPWfIgiRefYtA/s1600/tumblr_inline_nlug5yTKnw1rifr4k.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;282&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjGNWig_d9VV7nv6U3vfB9bZAzmE06bVnRhSC766SjPvzJfTzym_pks2fOM-bmhrbupCTlWRSm9e-PwD3dH4WAF5mb5vqF7yIDwX8juvAJxNaXW62Mp4qOJtv0B8sXkvdgPWfIgiRefYtA/s1600/tumblr_inline_nlug5yTKnw1rifr4k.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
- Ja mogę - odezwała się Lottie, podnosząc się z łóżka.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Obie poszłyśmy do garderoby, gdzie krok po kroku wszystko na mnie nakładałyśmy.&lt;br /&gt;
Ciasny, biały gorset, zapinany na małe guziczki, długa, śnieżna suknia do samej ziemi, zwisająca z mojego ramienia na grubym ramiączku. Górna część pokryta koronkami, a z tyłu tiulowy tren. Nie nakładałam rajstop, by ich nie porwać i od razu założyłam szpilki. Welon i biżuteria pozostały wciąż w pudełku.&lt;br /&gt;
- No i pięknie jest - powiedziała rozradowana Lottie. - Chodź, pokażesz się tym dwóm. - Złapała mnie za rękę i przeszłyśmy do sypialni.&lt;br /&gt;
- Aj! Summer, kochanie ty moje! Wyglądasz niesamowicie! - Vanessa wstała z łóżka na mój widok i obeszła dookoła mnie, a ja jeszcze się obróciłam delikatnie.&lt;br /&gt;
- Mówię ci, Louis to szczęściarz - powiedziała pełna podziwu Lou.&lt;br /&gt;
- I co, wszystko jest okej z suknią, prawda? - zapytałam lekko zaniepokojona.&lt;br /&gt;
- No w 100% okej - odparła Lou. - To upięcie z tyłu włosów będzie idealnie pasowało.&lt;br /&gt;
- I jeszcze pociągniemy eyelinerem po oczach, brązowe cienie i czerwona szminka i wszystko będzie świetnie. A właśnie, co to za tatuaż tam na twoich plecach, co? - zapytała Lottie z ciekawskim uśmiechem. - I nie udawaj, że nie ma żadnego, bo widziałam przed kilkoma minutami na własne oczy. Nic nam nie mówiłaś, dziewczyno. A widzę, że mały ten tatuaż nie jest.&lt;br /&gt;
- Słuchajcie, zrobiłam go w tym tygodniu i do tej pory tylko ja o nim wiedziałam - odpowiedziałam.&lt;br /&gt;
- Czyli, że Louis też nie...&lt;br /&gt;
- Tak, tak. - Pokiwałam głową, chcąc zamknąć im buzie.&lt;br /&gt;
- A co on oznacza? - zapytała Vanessa.&lt;br /&gt;
- Macie czas, więc się domyślajcie. - Wzruszyłam ramionami. Jak na zawołanie, ktoś zaczął pukać do drzwi. Naprawdę teraz?&lt;br /&gt;
- Summer? To ja, Louis. Możemy porozmawiać? - Usłyszeliśmy zza drzwi.&lt;br /&gt;
- Ale teraz? - zapytałam, zdejmując z nóg szpilki.&lt;br /&gt;
- Chciałbym. Zaraz już jadę - odpowiedział. No tak, zapomniałam, że przecież będzie szykował się u chłopaków. Tradycja tak nakazuje.&lt;br /&gt;
- Mam na sobie suknię. Chwileczkę, zaraz wyjdę - odpowiedziałam. Nic już więcej nie usłyszałam.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dziewczyny pomogły mi się w miarę szybko rozebrać z tej sukni, dzięki czemu już za chwilę rzucały w moją stronę szlafrok. Nałożyłam go na siebie i wyszłam na korytarz. Louis stał oparty o ścianę, jeszcze ubrany w luźne ciuchy i szeroko uśmiechał się w moją stronę. Popatrzył na mnie od głowy do stóp, dokładnie oglądając.&lt;br /&gt;
- Nie miałbym nic przeciwko temu, żebyś wyszła do mnie już w sukni.&lt;br /&gt;
- Louis... - jęknęłam.&lt;br /&gt;
- Wiem, wiem, tradycja. Przecież wiesz, że żartuję. - Objął mnie w pasie i delikatnie pocałował. Po oderwaniu, oparł swoje czoło o moje.- Więc, chciałem pogadać...&lt;br /&gt;
- Czekaj, czekaj - zatrzymałam go. - Nic jeszcze nie mów. Chcę coś ci pokazać, bo potem będzie już to widać. Przez kilka dni przykrywały to ubrania, ale teraz chcę, abyś to zobaczył. - Odsłoniłam swoje ramię i odwróciłam się do niego tyłem, odrzucając włosy na przód, by mógł dobrze wszystko zobaczyć. - To niespodzianka dla ciebie,was...&lt;br /&gt;
- Zrobiłaś tatuaż? - zapytał, a ja potrząsnęłam głową. - RJL? Co to oznacza?&lt;br /&gt;
- Nie zgadniesz? - spytałam, z powrotem odwracając się do niego.&lt;br /&gt;
- To może być trochę trudne... Napisane jest dość dużymi, ozdobnymi literami. Do tego wykonany na łopatce, prawej. Powiedz, co oznaczają te litery?&lt;br /&gt;
- Rose, Jack, Louis. Pierwsze litery imion najważniejszych osób w moim życiu - odparłam.&lt;br /&gt;
- To... Możesz pokazać jeszcze raz? - poprosił, a ja spełniłam jego prośbę. - Jest przepiękny. - Dotknął palcami mojej skóry w miejscu, gdzie znajdował się tatuaż. - Naprawdę piękny. Bardzo bolało? - zapytał, a ja ponownie się do niego odwróciłam.&lt;br /&gt;
- Nie ważne czy bolało, czy nie. Było warto. - Uśmiechnęłam się szeroko. - O czym chciałeś ze mną porozmawiać?&lt;br /&gt;
- Pamiętasz, gdy mówiłaś, że zawsze chciałaś polecieć na Teneryfę?&lt;br /&gt;
- Ale... Ale ja wspominałam o tym chyba tylko raz, podczas kolacji, na której mi się oświadczyłeś. Czekaj... Pamiętałeś? - zapytałam zaskoczona.&lt;br /&gt;
- Pamiętałem. - Wyjął z kieszeni białą kopertę. - Tu są dwa bilety na Teneryfę, zaraz po ślubie. Co ty na to?&lt;br /&gt;
- Boże, nie wierzę, że pamiętałeś. - Wpadłam mu w ramiona. - Jesteś najlepszy.&lt;br /&gt;
- Potraktuj to jako naszą noc poślubną, ale rozciągniętą na kilka dni.&lt;br /&gt;
- Ale co z dziećmi?&lt;br /&gt;
- To tylko tydzień. Moi rodzice zabiorą je do Doncaster. My odpoczniemy, a potem do nich wrócimy. To jak? Zgadzasz się na tą wycieczkę?&lt;br /&gt;
- Czy się zgadzam? Oczywiście, że tak! - krzyknęłam i znów byłam w jego ramionach. Lepiej w życiu nie mogłam wybrać.&lt;br /&gt;
- Wszystkiego najlepszego, mała - dodał. No tak, dziś też moje urodziny. Kończę 24 lata, bardzo szybko.&lt;br /&gt;
- Louis, co ty tu jeszcze robisz? - usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam Nialla.&lt;br /&gt;
- Właśnie schodziłem już na dół, ale musiałem jeszcze coś załatwić. - Popatrzył na mnie z uśmiechem.&lt;br /&gt;
- No właśnie widzę. - Zaśmiał się blondyn. To dziwne, bo tak naprawdę nie jest blondynem, jest farbowany, a i tak każdy go tak nazywa. To chyba po prostu przyzwyczajenie. - No już, stary. Żegnaj się szybko i jedziemy do mnie. Zobaczycie się dopiero za kilka godzin w kościele.&lt;br /&gt;
- Nie musisz dwa razy mi powtarzać. - Louis wpił się w moje usta. Włożył dłoń w moje włosy i czule całował, nawet nie próbując przestać. A ja jak zwykle, zapomniałam o otaczającym nas świecie.&lt;br /&gt;
- No już, już. W końcu to moja siostra. - Zaśmiał się Niall. - Nie przeginaj. Potem możecie robić co chcecie, ale nie na moich oczach - dodał, a my wybuchliśmy śmiechem. Mój brat jest o mnie zazdrosny?&lt;br /&gt;
- To są te bilety - pokazał mi kopertę i wręczył do rąk. - Schowaj w naszej sypialni, a po weselu ją zabierzemy i lecimy, tak?&lt;br /&gt;
- Tak.&lt;br /&gt;
- Cieszysz się?&lt;br /&gt;
- Jeszcze nie wiesz jak bardzo. - Szeroko się uśmiechnęłam. - Kocham cię.&lt;br /&gt;
- Kocham cię. Jesteś piękna - odpowiedział i przelotnie, ostatni raz mnie pocałował.&lt;br /&gt;
- No, chłopie. Sam się nie zawieziesz potem na ślub - narzekał Niall.&lt;br /&gt;
- No idę, idę. Pa. - Pomachał mi i zbiegł ze schodów.&lt;br /&gt;
- Nie jedziesz z nim? - zapytałam brata.&lt;br /&gt;
- Jadę.&lt;br /&gt;
- Ale potem wracasz - dodałam.&lt;br /&gt;
- Tak, wracam po ciebie. Ale przed ślubem muszę ci coś powiedzieć. Coś dość ważnego...&lt;br /&gt;
- Co takiego? - zaniepokoiłam się.&lt;br /&gt;
-&amp;nbsp; Miałem sen...&lt;br /&gt;
- Czekaj, nie kończ. Czy przypadkiem nie śnili ci się nasi rodzice? - zapytałam.&lt;br /&gt;
- Tak, skąd wiesz? Tobie też się śnili? - Szeroko otworzył oczy.&lt;br /&gt;
- Las, Irlandia, nasz dom, rozmawialiśmy o nas, o dzisiejszym dniu, o tym, że się stanie mnóstwo niesamowitych rzeczy. Mówili, że cały czas są przy nas i cały czas nas widzą, a potem znikli w świetle.&lt;br /&gt;
- Dokładnie to. - Pokiwał głową. - Sądzisz, że to mogło być prawdziwe, coś jak spotkanie? Bo jeśli tak to... to dużo zmienia...&lt;br /&gt;
- Sądzę, że są przy nas. Właśnie teraz. Rodzice nie okłamaliby nas.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Czarna, długa limuzyna, przyozdobiona specjalnie na ten dzień,&amp;nbsp; a w jej wnętrzu ja, moje trzy druhny: Vanessa, Lottie, Lou oraz mój brat, który w tej chwili mocno ściska moją dłoń, bo wie, jak bardzo się denerwuję. To niezwykle ważny dzień i nic przy tym dziś nie jest łatwe.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Droga bardzo mi się dłuży, a moje obawy co do tego, co ma się wydarzyć, cały czas, coraz silniej wzrastają, doprowadzając do tego, że moje ręce zaczynają się pocić i lekko trząść.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mała, denerwujesz się? Cała się trzęsiesz - odezwał się Niall, łapiąc mnie za moją drugą rękę. - Jezu, ty naprawdę się stresujesz - stwierdził.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A jeśli nie będzie go, gdy dojedziemy na miejsce? A jak w ostatniej chwili ucieknie spod ołtarza i mnie tam zostawi? Jeśli mnie zostawi i...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Boże, jesteście tacy sami. Uspokój się. Najpierw duży wdech i wydech. Oddychaj głęboko - poinstruował mnie, a ja starałam się oddychać. - O właśnie tak, dobrze. Summer, Louis nie jest głupi. Nie ucieknie stamtąd, co więcej, on tam już jechał, gdy my mieliśmy wyjeżdżać. Wiem, bo chłopaki do mnie dzwonili. Poza tym, ma dla kogo to zrobić. Ma z tobą dwoje dzieci, mieszkacie razem i cholernie was kocha. Nie masz czego się bać. I wiesz co? Kiedy byłem jeszcze u nas w domu i pomagałem mu się przygotować to on mówił to samo, co mówiłaś przed chwilą ty. Też się boi, że to ty go tam zostawisz, odejdziesz i zabierzesz dzieci. Naprawdę, nie musisz się niczego obawiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Naprawdę tak powiedział? - zapytałam, wstrzymując oddech.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Przyrzekam. Jeśli on myśli dokładnie tak jak ty, mam w tym momencie pewność, że żadne z was stamtąd nie zbiegnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nikt tak jak ty nie mógłby sprawić, abym teraz nabrała pewności siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A wiesz dlaczego to robię? Bo jesteś moją siostrą, jedyną siostrą i powinniśmy się wspierać w takich chwilach jak ta, tu teraz. - Wskazał na kościół, przed którym właśnie się zatrzymaliśmy. - Więc jeśli to ty uciekniesz z tego kościoła to chyba sam, własnoręcznie cię zabiję. - Roześmiał się, a ja szeroko się uśmiechnęłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie zamierzam tego robić, uwierz mi - odpowiedziałam, już trochę mniej zestresowana. Mój brat zawsze umie sprawić, abym poczuła się lepiej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- W takim razie, teraz wyjdziesz tam i pokażesz wszystkim, że chcesz tylko tego - powiedział Niall, a ja potrząsnęłam głową.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Otworzył drzwi od limuzyny, wyszedł, a potem pomógł mi wsiąść. Nikogo nie było na zewnątrz, wszyscy byli już w środku i cieszę się też, że paparazzo nie odkryli kiedy i gdzie odbywa się nasz ślub, bo dzięki temu, nie sprawią nam żadnych problemów. Nie chcemy, aby potem to pojawiło się w gazetach. To ma byś nasz dzień i ochroniarze specjalnie dla nas tego dopilnują.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dziewczyny wyszły już z kwiatami i stanęły za nami. Popatrzyłam na kościół, w jego głąb i dostrzegłam mojego narzeczonego, stojącego przodem do ołtarza, a do jego ucha Harry coś jeszcze mówił. Loczek popatrzył na mnie i z daleka mrugnął. To wielki dzień.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jestem drużbą Louisa, ale zastępuję także naszego tatę i prowadzę cię do ołtarza. Jestem tez twoim bratem i chcę cię pobłogosławić na nowej drodze życia. Życzę ci wszystkiego dobrego i pamiętaj, że masz też mnie. - Przyłożył swoje czoło do mojego, a ja zamknęłam oczy i szeroko się uśmiechnęłam. Pocałował mnie w czoło i pogłaskał po policzku. - Już czas - szepnął i uśmiechnął się szeroko. Wzięłam go pod rękę, odetchnęłam głęboko i powoli zaczęliśmy iść w kierunku wejścia. Kocham tylko jego i robię to dla nas.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=3XH4ogQDEc4&quot;&gt;KLIK --&amp;gt; MUSIC &lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Wraz z moim pierwszym krokiem postawionym w kościele, muzyka zaczęła grać, a Louis odwrócił się w naszą stronę. Rozpromieniony patrzył na mnie i już wiedziałam, że nie mam się czego obawiać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Powoli szliśmy, a w tle grało &quot;Hallelujah&quot; w wykonaniu tak dobrze znanych mi teraz głosów... To nie jest możliwe...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Niall, ta piosenka... - Odwróciłam głowę w jego stronę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Odnaleźliśmy nagranie naszych rodziców - odpowiedział mi cicho. - To dla ciebie - dodał. Odwróciłam głowę z powrotem w kierunku Louisa, byłam już tak blisko. A ta piosenka... miałam ochotę się rozpłakać ze wzruszenia. Nic nie może dziś już zniszczyć mi tego dnia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dotarliśmy przed ołtarz, zatrzymaliśmy się, a ja nie spuszczałam wzroku z Louisa. Niall delikatnie odwrócił mnie do siebie i ponownie pocałował w czoło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wszystkiego dobrego, siostrzyczko - szepnął do mnie i przekazał moją dłoń Louisowi. - Dbaj o nią - powiedział w jego kierunku i stanął na schodku, trochę dalej od księdza.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Teraz, z Louisem szłam te kilka kolejnych kroków i oboje stanęliśmy przed księdzem. Za mną stały moje druhny, za Louisem Niall i chłopaki, a gdy rozejrzałam się po kościele, zobaczyłam w pierwszych rzędach nasze rodziny, mamę Louisa z naszymi dwoma aniołkami. Chcą mnie w swojej rodzinie, nie mam do tego obaw.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Po pewnym czasie muzyka ucichła i wraz z jej końcem usłyszeliśmy pierwsze słowa księdza, wymawiane przez trzymany przez niego mikrofon.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zebraliśmy się tutaj, będąc świadkami tego, jak Summer i Louis zawrzą Święty związek małżeński i przyrzekną przed samym Panem Bogiem swoją dozgonną miłość. Ale przed tym, narzeczeni wygłoszą swoją przysięgę, którą sami przygotowali - mówił kapłan. Podano nam mikrofony i nie puszczając swoich dłoni, rozpoczęliśmy mówić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- &quot;Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie szuka swego, nie unosi się gniewem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Lecz współweseli z prawdą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wszystko znosi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wszystkiemu wierzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- We wszystkim pokłada nadzieje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wszystko przetrzyma.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Miłość nigdy nie ustaje&quot;* - zakończyliśmy wspólnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Nasze oczy cały czas patrzyły tylko na siebie. Prawie nie słyszeliśmy tego co mówi ksiądz, tak bardzo byliśmy zapatrzeni w siebie. Dopiero, gdy na białej poduszeczce Doris i Ernest przynieśli nasze obrączki, ocknęliśmy się. Wtedy zaczęło się coś równie magicznego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czy Ty, Louisie, bierzesz sobie Summer za żonę, by być przy niej od tego dnia, na lepsze i na gorsze, z bogactwem lub z biedą, w chorobie i zdrowiu, by kochać i miłować aż śmierć Was nie rozdzieli? - zapytał uroczyście ksiądz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, biorę - odpowiedział Louis, a mi kamień spadł z serca. Wziął z poduszeczki obrączkę i założył ją na palec mojej prawej ręki. Potem przyszła pora na mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czy Ty, Summer, bierzesz sobie Louisa za męża, by być przy nim od tego dnia, na lepsze i na gorsze, z bogactwem lub z biedą, w chorobie i zdrowiu, by kochać i miłować aż śmierć Was nie rozdzieli?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, biorę, odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. Wzięłam do rąk drugą obrączkę i również wsunęłam ja na palec Louisowi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ogłaszam Was mężem i żoną! Możesz pocałować Pannę Młodą - zwrócił się do Louisa w ostatnich słowach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nim się obejrzałam, Louis porwał mnie w swoje ramiona i złożył niedługi, czuły pocałunek na moich ustach, nasz pierwszy jako mąż i żona. Wokoło rozległy się głośne oklaski.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Oderwaliśmy się od siebie z lekkim śmiechem, wszyscy stali. Skierowaliśmy się do wyjścia z kościoła, gdzie zaczęła grać nam orkiestra. Czyli to już? Jesteśmy małżeństwem. Czekaliśmy na to dłużysz czas i w końcu do tego doszło. Jestem spełniona w każdym calu.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj_y5ytygiAXTdUvI7SoBX0YaR2c6nHQSYJgQQajmsTPzwb72tOAuCiK5NLv8X4Uc8qAml4CTvYgILjrDiO75i1HgUCEEPqv9mtFJnOfi3YcmK98vMJvAlyetN3w-uFiHRyCpPiqGu4SsU/s1600/1489946235813.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1500&quot; data-original-width=&quot;1500&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj_y5ytygiAXTdUvI7SoBX0YaR2c6nHQSYJgQQajmsTPzwb72tOAuCiK5NLv8X4Uc8qAml4CTvYgILjrDiO75i1HgUCEEPqv9mtFJnOfi3YcmK98vMJvAlyetN3w-uFiHRyCpPiqGu4SsU/s400/1489946235813.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wesele trwa w najlepsze, każdy świetnie się bawi. Sala jest wypełniona po brzegi, a my z Louisem już po naszym pierwszym tańcu. Nie mogę uwierzyć, że już jest moim mężem. Tak długo wszystko przygotowywaliśmy, tak dużo poszło na to pieniędzy i nerwów i teraz wiem, że się opłacało. Jestem już na zawsze związana z mężczyzną mojego życia i nic tego nie zmieni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jak się czuje moja żona? - zapytał Louis, dając wielki nacisk na swoje ostatnie słowo. Oboje będziemy się teraz wszędzie chwalić tym, że jesteśmy już małżeństwem. Nie ma opcji, by było inaczej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dobrze, świetnie, a wręcz wyśmienicie - odpowiedziałam. - A mój mąż?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Również doskonale, pani Tomlinson - zamruczał do mojego ucha. - Nasze dzieci chyba też, bo zasnęły i moja mama zabrała je do hotelu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak? Kiedy? I skąd o tym wiesz? - zapytałam delikatnie odsuwając się od niego, ale nie przestając z nim tańczyć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Kiedy ty rozmawiałaś z naszymi gośćmi - odparł.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To dużo wyjaśnia...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, dużo... - przerwał, bo nagle usłyszeliśmy jakiś krzyk.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zatrzymaliśmy się i spojrzeliśmy w miejsce, gdzie ludzie zaczęli się odsuwać. Odsłonili nam widok i zobaczyliśmy coś co bardzo nas zaniepokoiło i zszokowało jednocześnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Na podłodze leżała nieprzytomna Vanessa, a obok niej klęczał Niall.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Niall! Co się stało?! - Puściłam Louisa i podbiegłam do tej dwójki, rzucając się na podłogę przy Vanessie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Coś się z nią dzieje, zemdlała - mówił spanikowany. - Nowotwór może postępować szybciej niż myślimy, ona... ona może tego już nie przeżyć...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Niech ktoś dzwoni po pogotowie! - krzyknęłam do tłumu wokół nas. Położyłam dłoń na policzku blondynki i rozpłakałam się. Poczułam jak Louis łapie mnie od tyłu. - Vanessa, obudź się. Nie możesz nam tego zrobić, proszę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
* cytat z Biblii ( 1 Kor 13,4-8)&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
______________________________________&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Oczekujcie jeszcze dziś epilogu i drobnej niespodzianki, niebawem tu się pojawią. Jeszcze stąd nie uciekam, jeszcze chwila.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
/Perriele rebel&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2018/02/rozdzia-29.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg4qecK71L2cg0xqT1u-uij-y3U0ZCF1RYKH0eva3DUpbUKYov7BWctQCZ3LNPiOTc8qBp_f_Hsy-qRoMg0zRP1Slx_qLgemhbVQowvN6PyULtbtIammNHecPQUw-fui2MQ4qUdjCh3gPM/s72-c/tumblr_nxih4jZKgl1tjuei1o1_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-1188503486011933205</guid><pubDate>Sat, 20 Jan 2018 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-01-20T08:00:44.340+01:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 28</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Słowa nie są potrzebne, nie. Sprawiasz, że jestem tym kim chcę, przenikasz mnie. (...) Musisz uwierzyć w nas, tego chcę. Nie zamierzam już walczyć z tym. (...) Uwierz sercu, gdy daje znak, już mnie masz. Pobudzasz moje serce co dnia.&quot;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;-Sylwia Przybysz &amp;amp; Artur Sikorski&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=6C-0wzt9I9E&quot;&gt;KLIK --&amp;gt; MUSIC INSPIRED&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Tak jak co dnia, śniłem o tym, co rzeczywistością nie było, a mogło być najwyżej marzeniem. Tak jak co dnia, co noc, spałem w naszym niesamowicie wygodnym i miękkim łóżku, z Summer u mojego boku. I zwykle dzieci nie budziły się, nie płakały, dawały nam spać nawet do 9 rano, a my wstawaliśmy zazwyczaj wypoczęci, co nie było takie normalne, bo dzieci wciąż są małe. Mają dopiero tylko 5 miesięcy. O ile rano wstawaliśmy wypoczęci, o tyle kładliśmy się zwykle bardzo zmęczeni, późno, o nienormalnych porach. Już od kilkunastu tygodni planujemy nasz ślub, a ostatnio stało się to jeszcze bardziej intensywne, biorąc pod uwagę, że do samego ślubu zostało niecałe 3 tygodnie. Chyba każde z nas tak samo się tym denerwuje. Czasem trudno nam to wszystko pogodzić z rodzicielstwem. Staramy się być najlepszymi rodzicami jakimi możemy i mam nadzieję, że nam to w większym stopniu wychodzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dochodzi do tego jeszcze zespół. Oczywiście wznowiliśmy naszą działalność i staramy się, by teraz, ze względu na te wszystkie przygotowania, nie było to tak intensywne jak było od zawsze. Tym razem, o każdych sesjach, wywiadach, wizytach w radiu jesteśmy informowani z większym wyprzedzeniem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
A jeśli chodzi o koncerty, są na razie tylko okazjonalnie. Sama trasa koncertowa rozpocznie się pod koniec roku. Do naszych kolejnych osiągnięć możemy teraz doczepić to, że wygraliśmy kolejne 5 nagród na dwóch międzynarodowych galach i następnych 7 w internetowych głosowaniach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Summer zrobiła badania i również wraca na scenę. I tak jak mi obiecała, będzie to dopiero po naszym ślubie, w drugiej połowie roku. Oboje będziemy pracować, ale nie zaniedbamy przy tym wychowania naszych dzieci i będziemy spędzać z nimi każdą wolną chwilę. Nie chcemy nawet zatrudniać opiekunki, bo biorąc pod uwagę, że Liam został ojcem, urodziła mu się córeczka i jego narzeczona również będzie z nami podróżowała. Dlatego, gdy nas nie będzie, obie, ona wraz z Summer, będą mogły na siebie wzajemnie liczyć i sobie pomagać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; Z ostatnich wydarzeń należy wymienić to, że Harry również za kilka miesięcy zostanie ojcem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Nie ma co, nasz zespół chyba powoli się starzeje. Zostajemy rodzicami, a potem dopiero przychodzi czas na ślub. Tylko Niall, jak na razie zamienił tą kolejność i jak do tej pory tylko Vanessa nie jest w ciąży.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jacob też przeżywa swój lepszy czas, bo jego dziewczyna przeprowadziła się dla niego tutaj, do Londynu, prosto ze Stanów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
A mimo tak świetnego czasu jaki każdy z nas ma, wszyscy jesteśmy bardziej zabiegani niż mogłoby się wydawać. Najbardziej właściwie ja i Summer, bo ślub jest tuż tuż, a przygotowań jest od cholery.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;I ja właśnie od tych przygotowań odpoczywałem na kilka godzin, dopóki coś nie walnęło mi, wydawać by się mogło, że zaraz obok głowy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Otworzyłem natychmiast oczy, bardziej przerażony niż zwykle. Zobaczyłem pochyloną obok komody postać Summer i od razu usiadłem, nie wiedząc co ona w tej chwili robi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co ty robisz? - zapytałem, a ona się do mnie odwróciła. Odsłoniła mi tym leżąco na podłodze szufladę, wypełnioną różnymi papierami. - Przestraszyłaś mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Przepraszam. Za mocno pociągnęłam za te rączki i szuflada wypadła mi z komody. Przepraszam, że cię obudziłam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nic ci się nie stało? Nie spadła ci na nogi? - zapytałem zaniepokojony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
-Nie, nic mi się nie stało. W porę odskoczyłam, na szczęście. Idź spać, jest jeszcze wcześnie - odpowiedziała. Wzięła w ręce szufladę i włożyła ją z powrotem do komody, a potem zaczęła wkładać do niej kartki, które przy upadku z niej wypadły. Przetarłem dłońmi twarz, patrząc na to wszystko. Co tu się dzieje to ja już nie mam pojęcia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Która jest godzina? - zapytałem nieco zachrypniętym głosem. Tak czy inaczej, mój głos z rana dodaje mi męskości, tak twierdzi Summer. No jakbym wcale nie był męski, no nie? I ten sarkazm...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Trudne zadałeś mi pytanie. - Podniosła głowę i rozejrzała się za swoim telefonem, a gdy już go dopadła, wtedy mi odpowiedziała. - 4:48.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co ty chrzanisz? - Szeroko otworzyłem oczy. - Więc dlaczego ty już nie śpisz? - zapytałem, dokładnie jej się przyglądając. Była już nawet w całości ubrana, co naprawdę budziło we mnie spore zaskoczenie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak jakoś wyszło. - Wzruszyła ramionami, nie przerywając zbierania papierów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chwila, jak to: tak jakoś wyszło? Jest prawie 5 nad ranem, a ty już nie śpisz. Ile ty w ogóle spałaś?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wiem, nie liczyłam. 4 godziny?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- 4 godziny? Pogięło cię? - zapytałem oszołomiony. - Wstałaś o 3 nad ranem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chyba... - odpowiedziała. Wstała z podłogi po schowaniu wszystkich naszych dokumentów, zabrała naszą książeczkę czekową, po czym zamknęła szufladę i oparła się swoim tyłkiem o komodę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale... obudziły cię dzieci czy może coś innego? - zapytałem, a ona pokręciła przecząco głową. - A więc co się stało? - Uniosłem brwi. Podeszła i usiadła obok mnie na łóżku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Słuchaj, nie wiem co się dzieje, ale po prostu się obudziłam. Nie chce mi się spać. Stwierdziłam, że nudzi mi się już to leżenie, więc wstałam. Posprzątałam trochę w pokoju dzieci, zrobiłam pranie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I ty tak sama z siebie wstałaś?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No. Przecież mówię. Tym sposobem mam więcej czasu, by ogarnąć dom i resztę przygotowań. - Wyszczerzyła się w moim kierunku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No, a po co ci ta książeczka czekowa? - zapytałem, wskazując na nieduży prostokąt w jej dłoniach.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Odbieram dziś suknię, dobieram do niej buty, a potem biżuterię. Jeszcze dojdzie do tego odpowiednia bielizna i rajstopy. Czymś muszę zapłacić, nie? - Wyliczała mi wszystko na palcach, a moje oczy wciąż były szeroko otwarte. Gdzie w tym wszystkim znalazło się miejsce dla mnie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Hola, hola. Twoja suknia, buty, okej. A co w takim razie z moim garniturem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No, a tego to ja już nie wiem. Sam musisz do nich zadzwonić. To raczej nie mój garnitur, kochaniutki. - Poklepała mnie po policzku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Kurde, pójdę do ślubu bez garnituru. - Odetchnąłem głęboko. - Gubię się już w tych wszystkich przygotowaniach. A tak w ogóle to po co ci ta książeczka teraz skoro jedziesz po suknię później?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A nie wiem. Przypomniało mi się jakoś o tym. Schowam od razu do torebki. A wiesz co? Trzeba jeszcze pojechać obejrzeć salę na wesele.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Kurdeee!! - Wziąłem najbliżej leżącą poduszkę i krzyknąłem w nią.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Już się wyżyłeś, kotku? - zapytała Summer, gdy zdjąłem sobie poduszkę z twarzy. Spojrzałem na&amp;nbsp; nią ponuro.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak - mruknąłem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No to wieczorem pojedziemy ją zobaczyć, a Vanessa i Niall zostaną z dzieciakami, okej? - zaproponowała, kiedy wstałem z łóżka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jezu, dobra - westchnąłem i przeczesałem dłonią włosy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jesteś o to zły? - zapytała cicho, a ja zmarszczyłem czoło i na nią spojrzałem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co? Nie. Po prostu jest tyle rzeczy do zrobienia, że nie wyrabiam się&amp;nbsp; powoli co już ustaliliśmy, a co trzeba jeszcze zrobić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No to jutro przychodzi organizatorka ślubu. Moje druhny muszą odebrać sukienki, tak samo buty, a twój drużba per Niall, garnitur.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Boże, nie dobijaj mnie bardziej. - Złapałem się za włosy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Przecież musimy jeszcze pojechać i sprawdzić czy smak tortu będzie dobry - dodała i również wstała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ugh! Jeszcze te twoje kwiaty trzeba zamówić, żeby były na czas.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale obrączki trzeba odebrać... - dopowiedziała cicho, a ja spojrzałem na nią. Ręce mi już opadają. Tego wszystkiego jest za dużo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Weź mi to po prostu spisz na kartce, okej? Nie licz na to, że zapamiętam tyle rzeczy. - Wszedłem do garderoby, a ona poszła za mną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale... a jeszcze mój wieczór panieński, a twój kawalerski?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- O kurwa... - Walnąłem dłonią w czoło. - Zapomniałem. - Wziąłem z wieszaka bluzkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I co mamy z tym zrobić?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wiem, Summer. Na razie nie mam głowy do tego, żeby o tym myśleć. Jest za wcześnie. Idę się myć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie idziesz spać?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No przecież mówię, że nie - mruknąłem. Zabrałem wszystkie ubrania i wyszedłem z garderoby, i kierowałem się do łazienki, a ona cały czas dreptała za mną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To w takim razie co ja mam zrobić?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zrób śniadanie - powiedziałem wchodząc do łazienki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No co?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Kto odbierze te obrączki?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No przecież mówiłem, że pojadę. Ale nie pojadę tam o 5 rano. I muszę się ogarnąć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dobra - westchnęła. - Zrobię omlety. - Przewróciła oczami. I to mi pasuje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj08gXIqr4QYbAfefIm0VTak3l-ED6ypa5jmpfUg2lqQ21bAU49gd_y3Rlra48OIZxjNTZD0kKabDOvZWD-2FPBRGh2lnc0PEn67FDPfRY4xkmJLgy4rA8GS-obt-OXt7JKmEVGi1usb3M/s1600/1489090578167.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1500&quot; data-original-width=&quot;1500&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj08gXIqr4QYbAfefIm0VTak3l-ED6ypa5jmpfUg2lqQ21bAU49gd_y3Rlra48OIZxjNTZD0kKabDOvZWD-2FPBRGh2lnc0PEn67FDPfRY4xkmJLgy4rA8GS-obt-OXt7JKmEVGi1usb3M/s400/1489090578167.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Odhaczyłem kolejne osoby na liście, które potwierdziły przyjście na nasz ślub i zabrałem się za kolejne odpowiedzi. Nie sądziłem, że będzie tego aż tyle, a przede mną prawdopodobnie połowa tego. Na naszym zaproszeniu ślubnym zostało dopisane, by potwierdzić swoje przyjście, pisząc bądź dzwoniąc na numer mój lub Summer, które również zostały podane. Zwykle, tak się robi i cieszę się, że większość wybrała pisanie wiadomości, bo gdyby każdy miał tak do mnie dzwonić to chyba już nie bardzo bym się wyrabiał. Kolejna część tych sms-ów zapewne jest na telefonie Summer. To znaczy, nie ma tu nie wiadomo ile osób, może około 100, moja rodzina jest naprawdę ogromna, a chcieliśmy też zaprosić naszych przyjaciół, więc wyszło jak wyszło. Zdaję sobie sprawę, że Summer nie ma dużej rodziny, rozmawialiśmy o tym, proponowałem nawet, żebyśmy nie zapraszali części moich dalszych krewnych, bo nie chciałem sprawiać jej jakiejś większej przykrości, ale ona powiedziała, że jej to w ogóle nie przeszkadza.&lt;br /&gt;
Dlatego też ślęczę teraz nad tym telefonem.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dzieci śpią w łóżeczku turystycznym, które postawiliśmy tutaj w salonie. Siedzę obok nich i nad wszystkim mam kontrolę. Zdążyłem już też pozaznaczać na jeszcze innej liście co już przygotowaliśmy do ślubu.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Summer właśnie pojechała odebrać suknię i dokupić te inne duperele, a ja zostałem sam z moimi maluchami. Są grzeczne, nie przeszkadzają, więc radzę sobie sam. Chciałem zabrać je nawet do ogrodu lub chociaż na taras. Po pewnym jednak czasie stwierdziłem, że w Londynie w kwietniu jest jeszcze trochę za chłodno na to, żeby mogły przez kilka minut poleżeć w wózku na zewnątrz. Za bardzo boję się tego, że zachorują, aby to zrobić. Dodatkowo, Summer zapewne po tym własnoręcznie by mnie zabiła, ale co tam. Poczekamy jeszcze ten miesiąc.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Boże, te wszystkie nazwiska zaczynają już mi się plątać. Siadłem do tego, bo mam czas. No i w końcu trzeba to zrobić, ponieważ restauracja wciąż nie wie, ile miejsc ma szykować, a ślub i wesele już za chwilę. Jeśli w ogóle ktoś tego nie zrobi, przygotują za dużo miejsc, nie licząc tego jak bardzo się wkurzą i to nie będzie świętowanie, tylko jakaś ogromna awantura z setką świadków u boku. Wolałbym tego uniknąć za wszelką cenę.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Do tego mój wieczór kawalerski i wieczór panieński mojej narzeczonej. Odbędą się tydzień przed ślubem i w tym samym dniu. Dziećmi wtedy mają zająć się moi rodzice i jestem im za to bardzo wdzięczny. Ten wieczór będzie ostatnim takim porywem jako kawaler. Oczywiście, nie wiem co zaplanowali dla mnie chłopaki. Jeśli zamówili jakieś striptizerki, ja automatycznie odpadam. Wiem, że jeśli jest wieczór kawalerski to jest to często jego podstawa, ale ja nie zamierzam dotknąć ich nawet palcem. Możemy poszaleć, trochę pobalować i wypić coś mocniejszego, ale inne kobiety, oprócz Summer nie wchodzą w grę. Jeśli do czegoś by przypadkiem po pijaku&amp;nbsp; doszło, nie umiałbym potem ani Summer, ani dzieciom spojrzeć w oczy. Ja już mam swoją rodzinę.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nie zmienia to tego, że pewnie wrócę wtedy do domu kompletnie zalany w trupa, ale właściwie to oczekuję tego. Czasem potrzeba mocno się upić i zacząć coś nowego, jakąś nową erę. Jak dzieci się urodziły, chłopaki kilka dni później naprawdę nieźle mnie upili. Dokładnie to zapoczątkowało nasz nowy etap. Trzeba było czymś to uczcić, przypieczętować.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXdryAgk3R2-hwLfSYCVHudvRmm2g15EWcEoCOCeDgIM3TycpOllXnsFq_QNgSJYOfImIOL0V84KbSx_1g2tAB4Ts797vJdez_btI5C3ZTNZzlKf4vcMgh5kONY_lI01nwkQv4TanNy0Q/s1600/3377B2BC00000578-3555289-image-a-96_1461424969382.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;642&quot; data-original-width=&quot;634&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXdryAgk3R2-hwLfSYCVHudvRmm2g15EWcEoCOCeDgIM3TycpOllXnsFq_QNgSJYOfImIOL0V84KbSx_1g2tAB4Ts797vJdez_btI5C3ZTNZzlKf4vcMgh5kONY_lI01nwkQv4TanNy0Q/s320/3377B2BC00000578-3555289-image-a-96_1461424969382.jpg&quot; width=&quot;316&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Akurat, gdy miałem postawić kolejnego plusa przy chyba już ostatniej osobie, jedno z maluchów zaczęło płakać. Spojrzałem na zegarek w rogu telefonu. Spały dwie godziny od wyjścia Summer, więc to nie mało. Skoro jedno się obudziło, drugie zaraz też się obudzi, jeśli jeszcze tego nie zrobiło.&lt;br /&gt;
Zaznaczyłem tego ostatniego plusa, a potem włożyłem kartkę do pierwszej koszulki w segregatorze i odłożyłem go na stolik stojący przed kanapą.&lt;br /&gt;
Wstałem z sofy i podszedłem do łóżeczka. Tym razem obudziła się Rose i znając ją, jeżeli nie przestanie płakać, od razu obudzi Jack&#39;a. Schyliłem się i wziąłem ją na ręce. Jak zawsze, tylko trochę się uspokoiła i to tylko na chwilę.&lt;br /&gt;
- Pewnie jesteś głodna, malutka, co? - Pocałowałem ją w czoło i spojrzałem ponownie na Jack&#39;a. Jeszcze spał, to dobrze. Mam kilka dodatkowych minut na ogarnięcie kilku rzeczy. - Idziemy zjeść, tak? Mamy nie ma, ale mleczko jest. - Przeszedłem do kuchni. Od razu włączyłem na mleko wodę, która była już w czajniku. Wyjmowałem z szafki kolejno: butelki, mleko w proszku i smoczki do butelek, a Rose, obserwując co robię, przestała już całkiem płakać. To jest druga mamusia. Bardzo lubi patrzeć, gdy ktoś coś dla niej robi. Taka moja księżniczka. Ja, można powiedzieć, że jestem jej służącym. Bardzo ją kocham i nie oddałbym ani jej, ani Jack&#39;a za nic na świecie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie. Za chwilę pojawił się taki nasz malutki skrzydlaty przyjaciel, którego widujemy codziennie, gdy jesteśmy w kuchni.&lt;br /&gt;
- Zobacz, Rose. Przyleciał ptaszek. - Wskazałem malutkiej tycie zwierzątko. - Jak my go nazwaliśmy? Rico, tak? - mówiłem do niej, a ona patrzyła zainteresowana na zwierzątko, które się nam przyglądało i kręciło główką. Dzieci tak bardzo ciekawi świat, choć jeszcze tak dobrze nie widzą.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Uśmiechnąłem się i wróciłem do płyty indukcyjnej, i wyłączyłem ją. Zdaję sobie z tego sprawę, że woda jeszcze się nie zagotowała w całości, ale nie chcę, by była za gorąca i poparzyła maluchy. Wtedy naprawdę może coś poważnego im się stać.&lt;br /&gt;
Postawiłem jedną butelkę do zlewu, a potem sięgnąłem po czajnik i ostrożnie, by nie dotknąć nim Rose, wlałem wodę do naczynia. Dobre jest to, że gdy trzymam ją na rękach, kiedy coś robię, nie wierci się tak bardzo jak Jack i nie muszę się martwić, że mogę jej przez przypadek zrobić czymś krzywdę.&lt;br /&gt;
Sięgnąłem po pudełko ze sproszkowanym mlekiem i zręcznym ruchem jednej ręki od razu otworzyłem. Sięgnąłem po łyżeczkę, zanurzyłem w białym proszku i wsypałem kilka takich porcji do ciepłej wody. Zakręciłem butelkę wraz ze smoczkiem i potrząsłem nią, a potem wylałem odrobinę na swoją dłoń, by sprawdzić czy mleko nie jest za gorące. Dobra, jest w porządku. Drugą butelkę przygotuję, kiedy obudzi się Jack.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Poprawiłem małą na rękach i przystąpiłem do jej karmienia, a ona od razu zaczęła łapczywie pić. Niekiedy może zjeść tak dużo, że zastanawiam się czy to czasem, dla niej nie jest za dużo.&lt;br /&gt;
- No i co? Dobre, prawda? - zapytałem córeczkę. Wiem, że mi nie odpowie, ale dzieci lubią, gdy się do nich mówi, więc my tak postępujemy. Poza tym, nie da się do nich nie mówić. To jakoś tak samoistnie z nas wychodzi.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Usłyszałem dźwięk otwierania się bramy i wyjrzałem przez okno. Na podjazd wjechało czarne auto Summer. Doskonale pamiętam, gdy 2 lata temu na jej urodziny i w dzień, gdy jej się oświadczałem, sprowadziłem je prosto z Los Angeles dla niej. Ma już ten samochód kilka lat, ale twierdzi, że nie chce go na razie sprzedawać i nie chce bym kupował jej jakiś nowy. Mimo to, to auto naprawdę świetnie się trzyma, jest wygodne i nie ma prawie żadnych śladów użytkowania. Ale jak w końcu zacznie jej szwankować, nie ma szans, kupuję jej nowe. Nie będzie jeździć zepsutym, bo jeszcze spowoduje wypadek. Ja nawet nie wiem jak ona 4 miesiące temu siadła pierwszy raz po takim czasie za kółko. Nie jeździła niemal przez całą ciążę, a mimo to, nie zapomniała prawie w ogóle jak się jeździ. Cud, nie dziewczyna.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wyszedłem z kuchni i przeniosłem się z powrotem na kanapę w salonie. Po chwili, tak jak się spodziewałem, przyszła Summer. W swoich rękach niosła ogromne srebrne pudło i kilka papierowych toreb.&lt;br /&gt;
- Cześć, wróciłam - powiedziała, stawiając pudełko na stoliku. Torby ustawiła na podłodze, a kluczyki rzuciła na stół. Pocałowała mnie przelotnie w usta, a potem w&amp;nbsp; czoło Rose, która wciąż jadła i opadła wyczerpana na fotel, zrzucając z nóg beżowe szpilki.&lt;br /&gt;
- Hej. Gdzie Vanessa? Nie miałaś z nią jechać? - zapytałem, unosząc brwi.&lt;br /&gt;
- Miałam i byłam z nią, ale podrzuciłam ją do domu. Nicol na nią czekała. Jak tam minął wam czas?&lt;br /&gt;
- Dobrze. Dzieci prawie cały czas spały, Rose dopiero wstała, a ja robiłem korektę naszej listy gości.&lt;br /&gt;
- Dużo osób nie przyjdzie?&lt;br /&gt;
- Nie sądzę. Prawie wszyscy, którzy pisali na mój numer, potwierdzili przybycie.&lt;br /&gt;
- Wow... Nie sądziłam, że tak będzie. Myślałam, że trochę osób nie będzie mogło przyjść. Skoro tak, to potem odznaczę nazwiska, które są na moim telefonie - odpowiedziała. Usiadła wygodniej i patrzyła wciąż na nas.&lt;br /&gt;
- Pojedziemy pod wieczór zobaczyć tą salę i od razu damy listę gości, okej? - zapytałem, zabierając od Rose butelkę. Mówiłem, że dużo je. Naprawdę szybko to pochłonęła jak na tak małą istotkę.&lt;br /&gt;
- Jasne. - Pokiwała głową szatynka. - Tylko dzień przed ślubem też będzie trzeba pojechać i zobaczyć jak to wszystko wygląda z dekoracjami. Jutro przyjedzie organizatorka to zamówimy kwiaty.&lt;br /&gt;
- A ja w końcu odbiorę z Niallem garnitur - dodałem. Wstałem i ułożyłem córeczkę w łóżeczku, znów zasnęła. Po posiłku czas na kolejną drzemkę. Wszystkie dzieci tak mają. -Właśnie, jak było na twoich zakupach? - zapytałem, opierając się o mebel.&lt;br /&gt;
- W porządku, ale nawet zakupy potrafią wykończyć człowieka - odparła.&lt;br /&gt;
- Woah. I mówisz to ty? Nie wierzę. - Zaśmiałem się, a ona z uśmiechem przewróciła oczami. - Pokażesz mi suknię? - wypaliłem, a ona otworzyła szeroko oczy i zerwała się z fotela, dopadając pudełka.&lt;br /&gt;
- O nie, nie nie! Chcesz, żeby dopadł mnie pech? Nie ma mowy. Zobaczysz dopiero na ślubie. -Przycisnęła pudełko do siebie.&lt;br /&gt;
- A chociaż dzień przed ślubem? Chciałbym zobaczyć w czym moja narzeczona będzie szła ze mną do ołtarza.&lt;br /&gt;
- Wiem, że chciałbyś, ale nie. - Zaczęła się cofać do tyłu, co tak bardzo mnie rozbawiło. - Nie myśl sobie, że schowam to w naszej garderobie, żebyś mógł to w każdej chwili zobaczyć. Nie wiesz, gdzie schowałam welon mojej mamy to tego też nie znajdziesz. - Wróciła z pudełkiem na poprzednie miejsce. Myślałem, że jednak ma zamiar je tu zostawić, ale ona zamiast tego wzięła jeszcze wszystkie papierowe torby i szła tyłem w kierunku schodów. - A najlepiej zapomnij, że cokolwiek tu było. Ty nic nie widziałeś i o niczym nie wiesz - ostrzegła mnie. Pokręciłem z rozbawieniem głową.&lt;br /&gt;
- A tobie podoba się przynajmniej?&lt;br /&gt;
- Bardzo. - Szeroko się uśmiechnęła.&lt;br /&gt;
- Cieszy mnie to - odpowiedziałem i się uśmiechnąłem.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Zatrzymała się i westchnęła, przez chwilę nic nie mówiła, co bardzo zaczęło mnie ciekawić.&lt;br /&gt;
- Louis, nie wydajemy na ten cały ślub i wesele za dużo pieniędzy? Wiem ile mamy zer na koncie, ale mimo to... Przecież to też twoje pieniądze.&lt;br /&gt;
- Zapłacę za wszystko co sprawi, że będziesz szczęśliwa i nie będę tego żałował. Nigdy nie szczędziłem na ciebie pieniędzy i w dalszym ciągu nie mam zamiaru tego robić - odpowiedziałem.&lt;br /&gt;
- Mówiłam ci już to wiele razy, ale... Jesteś facetem ze snów. Każda kobieta pozazdrościłaby takiego. Kocham cię.&lt;br /&gt;
- A ja kocham ciebie - odparłem. Chwilę pomilczeliśmy, a potem ona się odezwała.&lt;br /&gt;
- Pójdę w końcu to schować, zaraz wrócę. Tylko mnie nie śledź - ostrzegła.&lt;br /&gt;
- Nie mam zamiaru. - Pokręciłem głową z uśmiechem. Summer znikła, a ja jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w miejsce, w którym stała, utwierdzając się w dalszym przekonaniu, że mam cudowną narzeczoną.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Moje rozmyślenia przerwał płacz. Przeniosłem swój wzrok i spojrzałem do środka łóżeczka. Jakie moje zaskoczenie było wielkie, gdy zobaczyłem, że Jack próbuje już siadać. I o dziwo, dobrze mu to szło. Nawet bardzo dobrze.&lt;br /&gt;
- Synu, nie strasz tak ojca, bo zawału dostanie. Już się rwiesz do siadania, hmm? Chodź, pójdziemy coś zjeść. - Pochyliłem się i wziąłem go na ręce. To jest takie urocze, że śpią bardzo często w jednym łóżeczku i jeszcze nie zrobiły sobie krzywdy. Odróżniamy je tylko po ubrankach. Gdyby miały je identyczne, mogłoby być kiepsko. Wciąż jest dla mnie trudne do uwierzenia, że w wieku 26 lat, mam już dwoje dzieci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhsLbRSPK2HSzGwJYXcEHZG6N1rhQ2WLpgUpI0PXWUksOUrl8iG54SyM9QUZ3azB7nAoSrRDmGWcNMWSpiFKWdOihRmFky3RVcZ4_MOy3qqlP5P__wJV5wrc-fbUOKah9PTHDUN91prO34/s1600/782a7a0b4ad6e610381b76981ec4d2c2--danielle-campbell-siblings.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;800&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhsLbRSPK2HSzGwJYXcEHZG6N1rhQ2WLpgUpI0PXWUksOUrl8iG54SyM9QUZ3azB7nAoSrRDmGWcNMWSpiFKWdOihRmFky3RVcZ4_MOy3qqlP5P__wJV5wrc-fbUOKah9PTHDUN91prO34/s400/782a7a0b4ad6e610381b76981ec4d2c2--danielle-campbell-siblings.jpg&quot; width=&quot;250&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Cicho, na palcach, wyszedłem z pokoiku dzieci. W końcu udało się i zasnęły. Nie spały odkąd wróciła Summer. Jasne, na początku Rose zasnęła, ale, gdy wróciłem po 5 minutach z kuchni, by nakarmić Jack&#39;a ona znów się obudziła. Cały czas płakała, bo bolał ją brzuszek i Jack też przez to nie mógł spać. Próbowaliśmy uspokoić je na różne sposoby, tak jak zwykle, ale tym razem słabo to wychodziło. Z drugiej jednak strony, cieszę się, że to tylko brzuch, nic gorszego, bo nie wiem jakbyśmy sobie poradzili.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jak widać na naszym przykładzie, rodzicielstwo to tak łatwa sprawa nie jest, a ojcostwo w moim wykonaniu to już w ogóle. Staram się jak mogę, mam nadzieję, że mi to wychodzi. Jednakże, nie wiedziałem, że zejdzie nam z tym wszystkim aż do wieczora. Nie odczuliśmy, jak bardzo szybko leciał czas. On po prostu płynął i płynął non stop w niezwykłym tempie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wszedłem do sypialni i od razu dostrzegłem rozwaloną na całym łóżku Summer, leżącą na brzuchu. Uśmiechnąłem się zmęczony, patrząc na nią. Podszedłem i usiadłem obok jej głowy. Wyciągnąłem rękę i włożyłem ją w jej włosy, lekko przeczesując, a ona cicho zamruczała.&lt;br /&gt;
- Jestem padnięta. To już dla mnie może być koniec dnia - wymamrotała.&lt;br /&gt;
- Ja wiem, ale pamiętasz? Mieliśmy pojechać obejrzeć tą salę - powiedziałem do jej ucha, delikatnie je całując.&lt;br /&gt;
- Ugh... A co jak dziś już nie dam rady?&lt;br /&gt;
- A to ja mam dla ciebie dość przyjemną propozycję - odpowiedziałem, a ona natychmiast podniosła głowę. Spojrzała na mnie i zmarszczyła brwi.&lt;br /&gt;
- Jaką propozycję? - zapytała lekko ochrypniętym głosem.&lt;br /&gt;
- Jeśli nie jesteś bardzo zmęczona moglibyśmy pojechać do siłowni. Mówiłaś w tym tygodniu, że chętnie byś poćwiczyła.&lt;br /&gt;
- Nie musimy przecież nigdzie jechać, mamy w domu siłownię.&lt;br /&gt;
- Ale nie chciałabyś się na chwilę wyrwać z domu i naprawdę się odstresować? Moglibyśmy na przykład... gdzieś uciec... sami... - Krążyłem palcami po jej ciele, próbując zachęcić ją do swojej propozycji.&lt;br /&gt;
- Mów dalej. - Uśmiechnęła się zaciekawiona.&lt;br /&gt;
- Mój plan byłby taki, że... zadzwoniłbym po Nialla i Vanessę. - Zacząłem składać na jej szyi pocałunki, a ona pomrukiwała.&lt;br /&gt;
- Yhm, tak?&lt;br /&gt;
- Żeby posiedzieli z dziećmi. Pojechalibyśmy szybko do tej restauracji, a potem wymknęlibyśmy się jeszcze do siłowni. Mógłbym poprosić, by dali nam salkę tylko dla naszej dwójki, bez żadnych kamer. A potem, gdy będzie już późno...&lt;br /&gt;
- No?&lt;br /&gt;
- Wrócilibyśmy do domu, wzięlibyśmy wspólny prysznic albo nawet kąpiel. Jeśliby się udało, romantyczną kąpiel i kto wie do czego mogłoby dojść później... Trochę wina, romantyczna muzyka, twoja koronkowa bielizna... Ty i ja, pierwszy nasz taki wieczór od dawna.&lt;br /&gt;
- Przekonałeś mnie. Dlaczego więc, jeszcze nie zadzwoniłeś do mojego brata?&lt;br /&gt;
- Bo nie wiedziałem czy ci się spodoba.&lt;br /&gt;
- To źle myślałeś. - Puknęła mnie palcem wskazującym w nos.&lt;br /&gt;
- Dajmy im pół godziny. Potem... trochę odpoczniemy. - Mrugnął do mnie.&lt;br /&gt;
- Na co jeszcze czekasz? Dzwoń do niego.&lt;br /&gt;
- To zapakuj nasze torby na siłownię.&lt;br /&gt;
- Się robi. - Wyskoczyła z łóżka i wyszła do garderoby.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wyciągnąłem z kieszeni telefon i szybko wybrałem numer Horana.&lt;br /&gt;
- Co tam, Louis? - Usłyszałem jego głos po drugiej stronie.&lt;br /&gt;
- Niall? Bądź tak dobrym wujkiem i mi pomóż.&lt;br /&gt;
- A co? Dzieci już cię zmęczyły? - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- Nie. Musimy pojechać z Summer zobaczyć salę na wesele no i... i musimy jeszcze pojechać w pewne miejsce coś załatwić.&lt;br /&gt;
- Hmm, pewne miejsce... Jakie? - zapytał zainteresowany. On musi wszystko wiedzieć?&lt;br /&gt;
- Przyjedziecie czy muszę dzwonić do kogoś innego?&lt;br /&gt;
- No już jedziemy, spokojnie.&lt;br /&gt;
- Super, czekam.&lt;br /&gt;
- Ale należy się 250$ za godzinę. - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- Kurwa, chciałbyś.&lt;br /&gt;
________________________________________&lt;br /&gt;
WIELKA, WIELKA UWAGA!&lt;br /&gt;
To jest właśnie rozdział PRZEDOSTATNI. Za dwa tygodnie pojawi się rozdział ostatni i wraz z nim ostateczny epilog oraz mała niespodzianka, przy której zapewne zjem trochę nerwów przy jej wykonywaniu.&lt;br /&gt;
Żegnam się powoli z historią Summer i Louisa, własnie piszę ostatnie rzeczy i wprowadzam kilka poprawek.&lt;br /&gt;
Jednakże, mam nadzieję, że opowiadanie się podoba.&lt;br /&gt;
To nie jest mój koniec na bloggerze, o nie, nie, nie. Na pewno nie. Niedługo, zapewne po moich feriach, zaczynam następne FanFiction i mam nadzieję, że również będziecie towarzyszyć mi na kolejnym blogu. Oczywiście wcześniej dodam tu linka jak już zacznę je publikować.&lt;br /&gt;
Mam też powód do dumy, otóż moja nauczycielka polskiego pochwaliła mnie przy całej klasie, że używam świetnych słów i dobrze ubieram myśli w słowa, a także kazała mi pisać dalej i nie przestawać. Właśnie jej opinia bardzo mnie motywuje. W końcu jest panią profesor, powinna znać się na tym. To jaką opinię wyraziła o moich wszelakich wypowiedziach (i teraz wciąż to robi) bardzo mnie ucieszyło i wiem, że ona nie kłamie, więc z pewnością będę kontynuowała moje pisanie i będę dalej się rozwijać, bez względu na to, ile osób to czyta i jakie mam statystyki na blogu.&lt;br /&gt;
Na dziś to tyle, widzimy się za 2 tygodnie w ostatnich słowach tej historii.&lt;br /&gt;
DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA WSZYSTKO!&lt;br /&gt;
/Perriele rebel&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2018/01/rozdzia-28.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj08gXIqr4QYbAfefIm0VTak3l-ED6ypa5jmpfUg2lqQ21bAU49gd_y3Rlra48OIZxjNTZD0kKabDOvZWD-2FPBRGh2lnc0PEn67FDPfRY4xkmJLgy4rA8GS-obt-OXt7JKmEVGi1usb3M/s72-c/1489090578167.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-5530460211108245872</guid><pubDate>Sat, 06 Jan 2018 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-01-06T08:00:27.469+01:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 27</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Gdy dziecko rodzi się, wchodzi w ten świat, pomysłu nie ma kim zostanie, gdzie je rzuci los. To nie sekunda, to kilka sekund, by być, swoją drogę już znać - warto czekać&quot;.&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; -Varius Manx&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=ywHil2Z7yQU&amp;amp;t=58s&quot;&gt;KILK --&amp;gt; MUSIC INSPIRED&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Moje życie stało się o wiele lepsze, gdy na świat przyszły moje dwie ukochane istotki i teraz jestem prawie pewien, że już nic nam nie zagraża.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Chłopczyk i niewiele mniejsza od niego dziewczynka. Sprawiając nam niespodziankę, na świat przyszła nasza córeczka i nasz synek. To najpiękniejsze dzieciątka jakie kiedykolwiek&amp;nbsp; widziałem. Wiem, że każdy rodzic mówi tak o swoim potomstwie, ale tak już jest. Dla każdego rodzica najwspanialszym dzieckiem jest ich dziecko. W naszym wypadku też tak jest.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;W tym momencie jest chyba około północy. Poród skończył się jakieś 3 godziny temu, a trwał niecałe 2, ku mojemu zaskoczeniu. Myślałem, że trwało to krócej, ale jak widać, to emocje wzięły nad wszystkim górę i czas biegł o wiele szybciej niż mogło się wydawać. Nasz synek urodził się po ponad godzinie, nie tak jak myślałem, że było to kilkanaście minut. Gwoli ścisłości, była to godzina 20:34. Natomiast malutka przyszła na świat troszeczkę później, bo o 20:47. Oboje są dla mnie i dla Summer ósmymi cudami świata. Ku naszej radości, poród przebiegł pomyślnie, bez żadnych większych komplikacji i z moimi trzema aniołkami wszystko jest w porządku. Trzema, bo wliczam w to również moją narzeczoną. Jak na razie, jedynym skutkiem tego wszystkiego jest tylko jej ogromne zmęczenie. Jeszcze nigdy wcześniej nie musiała użyć tak dużej siły i podziwiam ją za to, że nie poddała się w trakcie i dała z siebie wszystko, by teraz nasze maluszki były tu wraz z nami.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Teraz cała trójka śpi, odpoczywa, a ja czuwam przy nich z niewielką lampą świecącą w tle. Nie ruszyłem się jeszcze stąd i chyba do samego rana nie mam żadnego zamiaru, nie czuję nawet głodu. Całym moim umysłem rządzą teraz wrażenia: podekscytowanie, radość i nawet wzruszenie. Gdy Summer zasnęła, popłakałem się z radości, szczerze. Byłem wzruszony tym, że wszystko z nimi w porządku, że żyją, że są bezpieczni, a ja jestem w tym momencie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. W końcu zostałem ojcem. Ale ona nie musi wiedzieć, że płakałem, to może być moja tajemnica. Nawet jeśli wcale nie pokazuje tego, że jestem słaby. Bo nie jestem, to tylko wzruszenie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Z tym, która jest godzina to tak tylko obstawiałem, podejrzewam, że taka jest, ale pewności to ja nie mam. Po prostu czuję, że jest ta godzina, ponieważ jest strasznie cicho, na korytarzu prawie nikogo już nie ma i tylko świecą światła. Kiedy ostatnio patrzyłem na zegarek był 22:30, więc teraz na pewno jest znacznie później.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nasze bliźniaki ułożyli w jednym łóżeczku. Rozpoznaję je tylko dzięki temu, że jedno z nich ma różową czapeczkę, a drugie niebieską. Są takie drobne, takie malutkie, że gdy biorę je na ręce, boję się, że mogę przypadkiem coś im zrobić. Jednak lekarz mówi, że wszystko z nimi dobrze, a ja temu ufam.&lt;br /&gt;
Cały czas jestem przy tym malutkim łóżeczku i nie spuszczam wzroku z tych dzieciątek, co chwilę dotykam ich małych rączek, główek. Nigdy wiele nie pragnąłem w całym moim życiu, a teraz? Teraz mam piękną narzeczoną, z którą niedługo biorę ślub, niesamowite dzieci i dobrze prosperującą karierę. Właśnie, moja kariera.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Chłopaki po moim postrzeleniu, zawiesili na jakiś czas naszą działalność. Nie było mnie wtedy z nimi, byłem w śpiączce, więc zespół nie mógł funkcjonować, gdy jeden z jego członków był niedysponowany, a wręcz znajdował się na granicy swojego życia. Taka prawda, tak było, nie oszukujmy się. Wszystkie występy promujące nasz album zostały odwołane, tak jak i wszelkie wywiady czy sesje zdjęciowe. Album, który początkowo miał zostać wydany jeszcze w tym roku, w tym miesiącu. Ale ponownie wszystko razem przedyskutowaliśmy i uzgodniliśmy, i doszliśmy do takiego wniosku, że po wszystkich wydarzeniach lepiej będzie, gdy przesuniemy jego premierę na styczeń, by jakoś w miarę normalnie to wszystko się odbyło. Ja miałem dojść do siebie po pobycie w szpitalu i po operacji, a kilka kolejnych tygodni miało być przeznaczonych na poród Summer, opiekę nad naszymi maleństwami i pierwszymi wrażeniami po ich narodzinach. A Niall miał przeznaczyć ten czas na opiekę nad Vanessą, pogorszyło się jej, ale wydaje nam się, że po chemioterapii jednak jest lepiej, a nie gorzej i naprawdę to dobrze widać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Kiedy już wrócimy do naszego rutynowego życia, wszystko w miarę się uspokoi, mamy zamiar wznowić to wszystko i wrócić do śpiewania. Miesiąc powinien nam na to wszystko wystarczyć. Jeśli nie, odrobinę to przedłużymy, ale nie za dużo.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wyjąłem z kieszeni spodni telefon i zerknąłem na wyświetlacz. 23:51. No to dobrze zgadywałem. Wybrałem ikonkę aparatu w menu, wstałem po cichu z krzesła i ustawiłem się nad łóżeczkiem. Zrobiłem kilka zdjęć naszym maluszkom i z powrotem usiadłem. Wszedłem w wiadomości, ale nim coś zrobiłem, zobaczyłem, że mój synek słodko się ziewa i delikatnie się przeciąga, uderzając leciutko swoją siostrzyczkę, która jeszcze głęboko spała obok. Chyba właśnie dla takich chwil czekałem niecierpliwie na ich narodziny i zostanie ojcem.&lt;br /&gt;
Wyciągnąłem rękę w ich kierunku i delikatnie zdjąłem z jej malutkiej główki rączkę jej braciszka. Szeroki uśmiech nie schodził mi z twarzy, gdy tak na nich patrzyłem. Mała podobizna Summer i mała podobizna mnie. Czego mogę chcieć więcej? Mam wszystko. Brakuje tylko naszego długo oczekiwanego ślubu, ale to szybko się zmieni.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jedną ręką wciąż trzymałem rączkę mojego maluszka, a drugą pisałem wiadomość do Nialla. Mam przeczucie, że oni pewnie też jeszcze nie śpią. Wybrałem najładniejsze zdjęcie jakie przed chwilą zrobiłem, a potem wraz z niedługą wiadomością wysłałem do Nialla. Wiem, że na pewno pokaże to zdjęcie wszystkim, o to nie muszę się już martwić.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgPbRBTuERUuxZ8zQc9OWKD2PRdI9bsOEsArE00p7CIjMO2qVqxJUu2VTXKc3HkKq5sKbace73gXLVkt4muy4CQCh_T3_-aNupOSnaaByHAFB0ly4arPMywNbasvOJvmmtzT9JGZA3vgaA/s1600/images+%25284%2529.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;141&quot; data-original-width=&quot;188&quot; height=&quot;300&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgPbRBTuERUuxZ8zQc9OWKD2PRdI9bsOEsArE00p7CIjMO2qVqxJUu2VTXKc3HkKq5sKbace73gXLVkt4muy4CQCh_T3_-aNupOSnaaByHAFB0ly4arPMywNbasvOJvmmtzT9JGZA3vgaA/s400/images+%25284%2529.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&lt;i&gt;&quot;Chłopczyk i dziewczynka. Rose Vanessa i Jack Niall, na cześć cioci i wujka. Wszyscy są cali i zdrowi, a teraz wraz z mamą odpoczywają po męczącym wieczorze. Ściskamy mocno i życzymy dobrej nocy. Jak tylko wrócimy do domu, oblejemy to jak faceci.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Schowałem telefon z powrotem i patrzyłem jak mój synek otwiera oczy. Ponownie wstałem, nachyliłem się nad łóżeczkiem i wziąłem Jack&#39;a na ręce. Jest taki malutki, wciąż nie mogę w to uwierzyć.&lt;br /&gt;
- Cześć mały - powiedziałem cicho i pocałowałem go w czoło. - Jak ci się spało, wojowniku, hmm? Chciałeś obudzić siostrę, co? Chyba troszeczkę ci się nie udało - mówiłem do niego, a on mi się przyglądał swoimi dużymi oczkami. Mlasnął w odpowiedzi na moje słowa, a ja cicho się zaśmiałem. - Chyba jest dużym śpiochem, tak jak wasza mama. Nic jej nie obudzi.&lt;br /&gt;
- Słyszałam.&lt;br /&gt;
Doszedł mnie łagodny głos mojej narzeczonej, więc z rozbawieniem na twarzy odwróciłem się w jej kierunku. Patrzyła na nas wciąż trochę zmęczona, ale na jej twarzy wymalowany był uśmiech, a w oczach tańczyły ogniki szczęścia.&lt;br /&gt;
- Witaj śpiochu. - Podszedłem z Jack&#39;em na rękach do jej łóżka i usiadłem na jego krańcu. Summer wzięła go za jego rączkę, potem pogłaskała go po główce, a ja ostatecznie oddałem go w jej ramiona. Przytuliła go do swojej piersi i nie spuszczała z niego wzroku.&lt;br /&gt;
- Jest taki śliczny. On i Rose. Malutka wciąż śpi? - zapytała szatynka, a ja jeszcze raz spojrzałem do łóżeczka, które stało tuż obok mnie.&lt;br /&gt;
- Śpi. Ma tak twardy sen, że trochę się przestraszyłem, bo prawie się nie ruszała, ale wszystko z nią dobrze. Będzie taka jak ty, zobaczysz. Już teraz jest piękna, jak mamusia. Ale Jack to prawdziwy wojownik.&lt;br /&gt;
- Jack? Dlaczego tak twierdzisz? - spytała, przekrzywiając głowę w bok.&lt;br /&gt;
- Obudził się, przeciągnął, kiedy ziewał i uderzył swoją siostrzyczkę w główkę, a potem nawet nie chciał zabrać tej swojej rączki - opowiedziałem to co wydarzyło się tu kilka minut temu, a ona się zaśmiała, wracając wzrokiem do Jack&#39;a.&lt;br /&gt;
- To już wiemy kto tak bardzo szalał w moim brzuchu.&lt;br /&gt;
- Wiesz co?&lt;br /&gt;
- Co? - zapytała unosząc głowę.&lt;br /&gt;
- Rose i Jack to najlepszy prezent jaki mogłem dostać i na urodziny i na święta. Powinienem tobie za to dziękować.&lt;br /&gt;
- Mi? To też twoja zasługa. To nasze wspólne dzieło.&lt;br /&gt;
- Ale to ty nosiłaś je w sobie 9 miesięcy, dla nich poświęciłaś wszystko, to ty byłaś zmęczona i to ciebie dopadały skutki całej ciąży. To ty wszystko przeżywałaś i to ty czasem przez to cierpiałaś. To ty rodziłaś je w bólu, całkowicie nieoczekiwanego dnia i to dzięki tobie są tu teraz z nami. Dziękuję ci za to. - Pocałowałem ją w czoło, a potem naszego chłopczyka, który też chyba domagał się uwagi.&lt;br /&gt;
- Cóż, cieszę się, że mogłam dać ci taki prezent.&lt;br /&gt;
- Jest najpiękniejszy w całym moim życiu. W przyszłości będziesz musiała się trochę wysilić, by zorganizować nam potrójne urodziny. - Zaśmiałem się wraz z Summer i właśnie w tym momencie usłyszeliśmy płacz naszej córeczki. - Widzisz? To potwierdzenie. - Z uśmiechem kiwnąłem głową w kierunku Rose.&lt;br /&gt;
Wstałem i wziąłem ją na ręce. Dopiero, gdy lekko nią pokołysałem, trochę się uspokoiła. Co nie zmieniło wcale tego, że wciąż płakała.&lt;br /&gt;
- Pewnie jest już głodna. Daj ją, zamienimy się. Ja wezmę Rose, a ty Jack&#39;a - zaproponowała szatynka, a ja przytaknąłem.&lt;br /&gt;
Wróciłem na miejsce obok Summer i ostrożnie położyłem między nami Rose, zabrałem od&amp;nbsp; Summer Jack&#39;a, a ona wzięła Rose. Zsunęła kawałek swojej koszuli szpitalnej i odsłoniła jedną ze swoich nagich piersi, i ułożyła Rose tak, aby mogła zjeść.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Już kilkanaście minut po porodzie jedna z pielęgniarek pokazała Summer jak je karmić, a ona od razu pojęła jak to robić. Na szczęście, okazało się, że ma pokarm i może karmić piersią, co nas ucieszyło, bo tak czy inaczej to wszystko ułatwia. Baliśmy się, że przez zagrożoną ciążę i anemię nie będzie mogła karmić, ale jak się okazało, anemia prawie znikła i już niedługo prawdopodobnie nie będzie po niej znaku. Mimo tych wszystkich przeciwwskazań, ciąży zagrożonej, ciąży mnogiej i anemii, rodziła naturalnie i to chyba był dar z nieba, bo naprawdę nic się nie stało, wszyscy są zdrowi, żyją, a dzieciaki dostały po 10 punktów. To interwencja Boga. Mocno w to wierzę i zdania na pewno nie zmienię. Za sprawą cudu&amp;nbsp; oni żyją i nic im nie zagraża. Obiecuję, że nie zmarnuję tej szansy jaką mi dano. Szansy zostania ojcem, ale również mężem. I szansy, by stworzyć dom pełen ciepła rodzinnego.&lt;br /&gt;
- Po tym jak straciliśmy nasze&amp;nbsp; pierwsze dziecko... - zaczęła Summer, a ja podniosłem wzrok. Na nowo coś mnie poruszyło w środku serca. Pamiętam to dobrze i trudno jest o tym zapomnieć. Po prostu się nie da. - ...myślałam, że już nigdy nie będę mogła zajść w ciążę i nie zostanę matką. - Z jej twarzy zaczęły spływać łzy. To tak samo boli mnie jak i ją. - Ale... ale udało się. Mamy dwoje pięknych maluszków. - Uśmiechnęła się przez łzy. - Czuję jakby to było błogosławieństwo od moich rodziców.&lt;br /&gt;
- Bo to jest błogosławieństwo od twoich rodziców. - Pochyliłem się tyle na ile pozwalały mi na to dzieci i przycisnąłem swoje czoło do czoła Summer. - Widzą nas z góry, na pewno.&lt;br /&gt;
- Ale bez waszej pomocy, bez waszego wsparcia, twojego, twojej rodziny, to by się nie udało. Wszyscy daliście mi siłę, której potrzebowałam.&lt;br /&gt;
- To ty w końcu uwierzyłaś w to, że wszystko będzie w porządku. Gdybyś ty w to nie uwierzyła, nic by się nie udało.&lt;br /&gt;
- Teraz znów będę potrzebować was i waszego wsparcia.&lt;br /&gt;
- Do czego? - Zmarszczyłem brwi, ale jeszcze się od niej nie odsunąłem. - Nic nam już nie zagraża.&lt;br /&gt;
- Chcę wrócić do śpiewania. Chcę wrócić na scenę.&lt;br /&gt;
- Co? - Odsunąłem się od niej chwilę po usłyszeniu jej wyznania, a ona patrzyła na mnie z ekscytacją i ożywieniem. - O czym ty gadasz, Summer? - Pokręciłem głową. Wstałem z jej łóżka i odłożyłem Jack&#39;a do łóżeczka, a potem wróciłem na swoje poprzednie miejsce. Jestem w szoku.&lt;br /&gt;
- Chcę nagrać nowy album. Mam dużo materiału, muszę to tylko nagrać.&lt;br /&gt;
- Nie. - Pokręciłem przecząco głową. Nie wierzę w to co ona w tym momencie mówi.&lt;br /&gt;
- Co? - Zachłysnęła się powietrzem, a ja ponownie na nią spojrzałem. Skończyła karmić Rose i z powrotem zakryła swoją pierś, a potem w całkowitym osłupieniu, podała mi małą, którą za chwilę położyłem obok jej braciszka. Usiadłem na krześle obok jej łóżka.&lt;br /&gt;
- Nie zrobisz tego - powtórzyłem.&lt;br /&gt;
- Dlaczego? Powiedz, mi dlaczego, Louis? Ty możesz to robić, a ja nie? Ty możesz mieć z tego radość, a ja mam non stop siedzieć w domu? Chyba czegoś tu nie rozumiem.&lt;br /&gt;
- Skarbie, to nie tak.&lt;br /&gt;
- A jak? Wyjaśnij mi, jak, Louis?&lt;br /&gt;
- Całkiem już zwariowałaś, prawda?&lt;br /&gt;
- O czym ty do cholery do mnie mówisz?! - krzyknęła.&lt;br /&gt;
- Nie krzycz. Jest późno, a dzieci nie powinny słuchać naszych kłótni.&lt;br /&gt;
- Aha, czyli teraz to jest kłótnia? - Jej twarz przybrała gniewny wyraz, a jej oczy nie były już tymi samymi oczami co chwilę temu.&lt;br /&gt;
- Skarbie...&lt;br /&gt;
- Przestań z tym skarbie, jasne?&lt;br /&gt;
- Dobrze, uspokój się i...&lt;br /&gt;
- Nie uspokoję się. Dlaczego zakazujesz mi tego z czego czerpię radość?&lt;br /&gt;
- Pisanie, komponowanie i śpiewanie dla siebie to jedno, a praca w studiu nagraniowym, maszynami i na scenie to co innego.&lt;br /&gt;
- Pracowałam na to całe moje życie i nie zaprzepaszczę tego. Chodzi ci o to, że jako kobieta, matka i przyszła żona mam siedzieć w domu i tylko prać, sprzątać i gotować, tak?&lt;br /&gt;
- Co? Oczywiście, że nie.&lt;br /&gt;
- To może zazdrościsz mi tego co osiągnęłam do tej pory i nie chcesz, żebym pokonała cię w zarobkach, albo nagrodach, tak?&lt;br /&gt;
- Nie, cholera, nie. Nie wiem czy to ty pieprzysz takie głupoty czy...&lt;br /&gt;
- Ja pieprzę głupoty, ja?! - Podskoczyła na materacu. Coś ją opętało, a ja nie wiem co, bo prawie nie daje mi dojść do słowa.&lt;br /&gt;
- Przepraszam, ale można troszeczkę ciszej? Inni pacjenci zaczynają się skarżyć. - Do sali zajrzała młoda pielęgniarka.&lt;br /&gt;
- Przepraszam, już będziemy cicho - odpowiedziałem za nas dwoje.&lt;br /&gt;
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się kobieta i zamknęła drzwi wychodząc.&lt;br /&gt;
- Uspokój się - wycedziłem przez zęby i złapałem Summer za ręce, żeby już nimi nie machała. - Nie widzisz co robisz? Co się z tobą stało po porodzie? Rozumiałem te twoje huśtawki nastrojów w ciąży, ale teraz?&lt;br /&gt;
- Nic mi nie jest - wysyczała i popatrzyła na mnie groźnie.&lt;br /&gt;
- Więc się uspokój - powiedziałem najbardziej łagodnie jak w tej chwili potrafiłem i puściłem jej dłonie.&lt;br /&gt;
- Uspokoję się, ale masz mi powiedzieć, dlaczego mi na to nie pozwalasz.&lt;br /&gt;
- Bo się martwię o ciebie, rozumiesz?&lt;br /&gt;
- Niby o co się martwisz?&lt;br /&gt;
- Kobieto, czy ty siebie słyszysz? Ty się jeszcze pytasz o co ja się martwię? Masz ubytki w słuchu. Możesz być głucha, jeśli...&lt;br /&gt;
- Ale nie jestem - znów mi przerwała.&lt;br /&gt;
- Nie, jeszcze nie. Ale jeśli pierwszy etap leczenia się nie skończy, nie masz na co liczyć.&lt;br /&gt;
- Nie miałam ataku od kilkunastu tygodni, biorę leki.&lt;br /&gt;
- Dobrze, ale jaką masz pewność, że ryzyko straty słuchy znów za miesiąc nie wzrośnie? Nie pozwolę ci wrócić do śpiewania przed majem, nie przed naszym ślubem.&lt;br /&gt;
- O ile do niego w ogóle dojdzie - ucięła i odwróciła wzrok ode mnie.&lt;br /&gt;
- Co ty pieprzysz?&lt;br /&gt;
- Kto powiedział właściwie, że ślub będzie w maju, co? Nie przypominam sobie, żebym coś takiego mówiła i ustalała.&lt;br /&gt;
- To miała być niespodzianka dla ciebie.&lt;br /&gt;
- Co? - Ponownie na mnie spojrzała.&lt;br /&gt;
- Ślub miał się odbyć w twoje urodziny i miałem ci o tym powiedzieć w nowym roku, ale się nie udało.&lt;br /&gt;
- Ja... Louis...&lt;br /&gt;
- Przestań. - Zamknąłem oczy. - Nie mam ochoty już o niczym rozmawiać.&amp;nbsp; Nie, jeśli nawet nie mogę mieć własnego zdania.&lt;br /&gt;
- Louis...&lt;br /&gt;
- Co?! Teraz Louis, tak? A przed chwilą co było? Robisz mi awanturę nim zdążę powiedzieć coś więcej. Robisz mi awanturę od razu po narodzinach naszych dzieci, które są tu obok i kiedy powinniśmy się cieszyć. Są święta. Są też jeszcze moje pieprzone urodziny...&lt;br /&gt;
- Przepraszam - powiedziała cicho. - Nie powinnam się tak zachować.&lt;br /&gt;
- Po prostu... po prostu już na mnie nie krzycz, dobra? - odpowiedziałem, a ona pokiwała głową. - I... przemyśl to wszystko. Postaw się raz w mojej sytuacji i pomyśl o tym, że się martwię.&lt;br /&gt;
- Przepraszam - powtórzyła. Odetchnąłem głęboko, spojrzałem na nią, przytuliłem ją do siebie i pocałowałem w czoło. - Naprawdę przepraszam.&lt;br /&gt;
- Już dobrze, ale nie kłóćmy się więcej przy dzieciach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjgRrxM_e5UBHhhvdLFZvtA9V3G_oYVCGbZ9PHteHKbvnBOk1dmjdOOYgLiprm6pRJyreNlQ3qj1oi-6av4Hq-Pf2WdjNQY6vR0NWKwGiObtdDf08c9xxscBh3Co-wQOn5mzdgfcfV30DY/s1600/2017-04-05-20-54-57-018.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1536&quot; data-original-width=&quot;1152&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjgRrxM_e5UBHhhvdLFZvtA9V3G_oYVCGbZ9PHteHKbvnBOk1dmjdOOYgLiprm6pRJyreNlQ3qj1oi-6av4Hq-Pf2WdjNQY6vR0NWKwGiObtdDf08c9xxscBh3Co-wQOn5mzdgfcfV30DY/s400/2017-04-05-20-54-57-018.jpg&quot; width=&quot;300&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;2 dni po narodzinach Rose i Jack&#39;a wróciliśmy do domu. Czyli dziś rano. Większość naszych gości wyjechała właśnie dziś. Ale tak czy inaczej, każdy zdążył zobaczyć nasze bliźniaki. Została jedynie moja rodzina i w tym momencie każdy z nich chyba już śpi, bo jest blisko 23 godzina.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zostałem sam na dole, myjąc naczynia. Moja mama zaoferowała, że mi pomoże, ale ja po prostu muszę się jakoś odstresować, a żeby tak było muszę coś robić, bo inaczej mnie rozniesie. Chętnie bym zapalił, ale nie paliłem już od mojego postrzelenia i przyrzekłem sobie, że już nie zapalę ani jednego papierosa w moim życiu. Wyrzuciłem nawet cały zapas jaki posiadałem i trzymałem w tym domu, i tym sposobem wywaliłem w błoto niemałą sumę pieniędzy. Nie chcę już truć tym siebie, bo ostatecznie skończę z rakiem płuc, umrę i oni wszyscy zostaną na tym świecie beze mnie. Nie chcę też truć już od samego początku dzieci. Gdybym palił, one by to wdychały, bo byłbym przesiąknięty całym tym dymem. Ponad to, tu w domu też by się on gdzieś unosił, nawet jakbym palił na zewnątrz.&lt;br /&gt;
Zrezygnowałem więc z palenia z wielu przyczyn i mam nadzieję, że wyjdzie nam to na lepsze. Było trudno, teraz jest łatwiej, ale i tak w niektórych chwilach dopada mnie głód nikotynowy. Na szczęście, do tej pory nie sięgnąłem jeszcze po żadnego papierosa i jestem z tego dumny. Summer nie pali już chyba od roku, a ja ponad miesiąc. Powoli, małymi kroczkami, osiągnę sukces.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Właśnie, co do Summer... Pogodziliśmy się, ale tak czy inaczej, wiem, że znów wróci do tego tematu. Znam ją. Nigdy tak łatwo nie odpuszcza. To była nasza pierwsza kłótnia od dłuższego czasu. Nie miałem pojęcia, że to akurat nastąpi tamtego dnia. Było mi przykro, że padło akurat na moje urodziny. Cały dzień był świetny, gdyby nie kilka jago ostatnich minut. Gdyby na mnie tak nie nakrzyczała i nie zrobiła takiej awantury. Byłoby dobrze, ale ona nie dała mi żadnej szansy, by na samym początku wyjaśnić jej moje stanowisko w tej sprawie. Nie jest mną, nie wie co ja czuję w takich chwilach. A ja się tylko o nią martwię, bardzo. Tu nie chodzi o żadną zazdrość czy o coś jeszcze innego. Nie chcę, by już teraz wracała na scenę. Jest za wcześnie. Jest o wiele, wiele za wcześnie na to.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;O wilku mowa. Dlaczego ona zawsze pojawia się wtedy, gdy o niej myślę? Jakbyśmy byli czymś połączeni, albo jakby ona siedziała w mojej głowie i znała moje myśli. To całkiem możliwe, biorąc pod uwagę dzisiejsze czasy i to jak bardzo technologia posuwa się teraz na przód. Wcale nie byłbym zdziwiony.&lt;br /&gt;
- Nie idziesz spać? - zapytała wyjmując z lodówki karton soku pomarańczowego. Jej ulubiony, mój także, dlatego tylko ten jest w naszej lodówce.&lt;br /&gt;
- Zostało mi tylko kilka naczyń do umycia. - Uśmiechnąłem się delikatnie w jej kierunku. Nie chcę mówić, że jest źle między nami, bo nie jest, jest dobrze. Po prostu, po tej awanturze mam jakieś złe samopoczucie i łatwiej wpadam w złość. Mam nadzieję, że w miarę szybko to się zmieni i nie będę już się tak zachowywał.&lt;br /&gt;
- Okej. - Odwdzięczyła mój uśmiech, ale z jakimś mniejszym ożywieniem. Ją chyba też jeszcze trzymają emocje z tamtej kłótni. - Już nakarmiłam i położyłam spać dzieci - oznajmiła po upiciu ze szklanki kilku łyków soku. - Położyłam je w jednym łóżeczku, mam nadzieję, że się nie pobiją. - Zaśmiała się i dopiła resztę napoju.&lt;br /&gt;
- Myślę, że nie będzie tak źle. - Uśmiechnąłem się na wspomnienie tego, jak Jack uderzył Rose w główkę. Dobrze, że nie ma jeszcze tyle siły.&lt;br /&gt;
- Louis, kiedy przyjdziesz na górę? - westchnęła.&lt;br /&gt;
- Już mówiłem, że zostało mi jeszcze trochę naczyń do umycia. Będę za kilka minut. Przecież możesz już iść spać, jeśli chcesz.&lt;br /&gt;
- Poczekam na ciebie - odpowiedziała. Podeszła do mnie i wstawiła szklankę do zlewu, a mnie pocałowała w policzek. Cicho odeszła i wyszła z kuchni.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Umyłem kolejny talerz, a gdy nie zostało już żadne szkoło w zlewie, wytarłem ręce o ścierkę, zgasiłem światło i opuściłem pomieszczenie. Teraz tylko Tomlinson nie wywal się w tej ciemności. Brakuje mi jeszcze, żebym wybił sobie zęby i całkiem je już stracił. Raczej nie marzy mi się perspektywa noszenia sztucznej szczęki w wieku 26 lat. Jakbym ja w ogóle w niej wyglądał? Nie chcę sobie tego wyobrażać. To z pewnością nie byłoby ani trochę piękne.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wszedłem powoli po schodach, widząc tylko delikatne światło wychodzące z sypialni mojej i Summer. Dzieci śpią pewnie w swoim pokoju. Cieszę się, że razem z chłopakami udało się nam już wcześniej skończyć wyremontować ich pokoik, nawet jeśli trochę zaskoczyły nas tym, że przyszły na świat tydzień przed terminem.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wszedłem do naszej sypialni i zobaczyłem leżącą na łóżku, odwróconą do mnie tyłem Summer, która była już przebrana w piżamę.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh4arkSn0K4pFdjyFtqWI0ls3Y9GNtSh4uunncx-ApKk6suUMHcV0DpFxVcFxWbhQT0Wp0KDVY9_xWTx-n_RXQ_7PWb34HyNpSlUdoxM3fqT5UCwq1MJzd6hnKRq1UplcxxFxSsBiICIuc/s1600/YellowishWhoppingBluegill-size_restricted.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;335&quot; data-original-width=&quot;251&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh4arkSn0K4pFdjyFtqWI0ls3Y9GNtSh4uunncx-ApKk6suUMHcV0DpFxVcFxWbhQT0Wp0KDVY9_xWTx-n_RXQ_7PWb34HyNpSlUdoxM3fqT5UCwq1MJzd6hnKRq1UplcxxFxSsBiICIuc/s1600/YellowishWhoppingBluegill-size_restricted.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;- To co mnie tak ciągnęłaś do tej sypialni, kocie? - zapytałem zdejmując przez głowę T-shirt. Rzuciłem go na pobliskie krzesło.&lt;br /&gt;
Szatynka, gdy mnie usłyszała, od razu usiadła. Zaraz zwiesiła głowę i chyba bała się na mnie spojrzeć.&lt;br /&gt;
- Chciałam z tobą porozmawiać - powiedziała cicho.Odetchnąłem głęboko i zamknąłem oczy. Mówiłem, że wróci do tego tematu, ale nie sądziłem, że to tak szybko nastąpi. - Louis, ja naprawdę nie chcę się kłócić, chcę tylko porozmawiać... - Podniosła na mnie swój błagalny wzrok.&lt;br /&gt;
- Dobrze, porozmawiajmy - westchnąłem. Przeczesałem dłonią włosy i usiadłem obok niej. Złapała moją lewą dłoń i popatrzyła w oczy. - Nie będziesz na mnie krzyczeć? - zapytałem, a ona pokręciła głową. Mam nadzieję, że dotrzyma swojego słowa.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przez pół minuty nie odzywała się, jakby zastanawiała się nad tym co ma powiedzieć. Nie poganiałem jej, o nic nie pytałem, bo za chwilę sama się odezwała.&lt;br /&gt;
- Naprawdę ustaliłeś datę naszego ślubu w moje urodziny? - zapytała w końcu.&lt;br /&gt;
- Mówiłem już, to miała być niespodzianka, ale się nie udała.&lt;br /&gt;
- Przepraszam, że ją zepsułam...&lt;br /&gt;
- Daj spokój, tydzień w tą, czy w tamtą... Chciałem tylko zobaczyć twój uśmiech, gdy się o tym dowiesz, ale dwa dni temu chyba nie...&lt;br /&gt;
- Możesz go zobaczyć, teraz. - Ożywiła się i szeroko się do mnie uśmiechnęła, a ja cicho się zaśmiałem. Uwielbiam jej uśmiech, jest piękny.&lt;br /&gt;
- Cieszysz się? - zapytałem cicho, a ona potrzęsła głową. - To za niecałe pół roku, a my jeszcze nic nie mamy zaplanowane. Jeśli chcesz, możemy to przesunąć. Nie mam jeszcze garnituru, a ty sukni, butów...&lt;br /&gt;
- Ale mam welon, może wystarczy. - Zaśmiała się. Welon jej mamy... Nie mogę uwierzyć, że się śmieje. Myślałem, że znów się pokłócimy. No, ale nasza rozmowa nie dobiegła jeszcze końca...&lt;br /&gt;
- Pytam poważnie. Wiem, że potrzebujesz fryzjerki, kosmetyczki i...&lt;br /&gt;
- Lottie się tym zajmie, obiecała mi już to.&lt;br /&gt;
- A więc? Jak będzie? - zapytałem ponownie.&lt;br /&gt;
- Dzieci urodziły się w twoje urodziny, więc przynajmniej ślub niech będzie w moje.&lt;br /&gt;
- To będzie równo dwa lata odkąd ci się oświadczyłem.&lt;br /&gt;
- Będzie, dlatego nie chcę żadnej innej daty, tylko tą.&lt;br /&gt;
- Jesteś pewna?&lt;br /&gt;
- Pewna, na 100%, na 200%, na więcej. - Pokiwała głową. - Ale musimy zacząć jak najszybciej planowanie.&lt;br /&gt;
- Oczywiście. - Mocno ją przytuliłem, a ona się zaśmiała.&lt;br /&gt;
- Louis? Chciałam pogadać jeszcze o czymś - powiedziała jeszcze ciszej.&lt;br /&gt;
- Wiem, wiem, że chcesz - westchnąłem i się od niej oderwałem.&lt;br /&gt;
- Naprawdę chcę wrócić do śpiewania.&lt;br /&gt;
- Wiem, chcesz, ale zrozum, jest jeszcze za wcześnie.&lt;br /&gt;
- Więc kiedy będzie na to odpowiedni czas? - zapytała żałośnie.&lt;br /&gt;
- Po ślubie, ale jeśli lekarz na to pozwoli.&lt;br /&gt;
- Louis...&lt;br /&gt;
- Summer, nie. To jest najwcześniej. Nie chcę, żebyś straciła słuch, to niebezpieczne. Doskonale wiesz, że masz większe ubytki słuchu niż ja.&lt;br /&gt;
- Ale czuję, że jest lepiej. - Trzymała cały czas swego.&lt;br /&gt;
- To nie oznacza wcale, że tak jest.&lt;br /&gt;
- A jeśli jest? Wiesz, że może tak być.&lt;br /&gt;
- Wiem, ale masz mnie za przykład. Jest na razie dobrze, ale skąd wiesz, że zaraz nie będzie gorzej? Za dwa tygodnie jadę na kontrolę do szpitala i boję się jak cholera, że akurat teraz mogło się pogorszyć.&lt;br /&gt;
- Zrobię badania.&lt;br /&gt;
- Dobrze, zrobisz badania i wtedy zobaczymy.&lt;br /&gt;
- A jeśli okaże się, że jest lepiej? Pozwolisz mi wrócić na scenę?&lt;br /&gt;
- Dopiero po ślubie. - Pokręciłem głową.&lt;br /&gt;
- No dobrze - westchnęła i zaczęła się bawić rogiem poduszki.&lt;br /&gt;
- Summer? - odezwałem się, a ona podniosła wzrok. - Niezależnie od tego czy wrócisz czy nie i jak wybierzesz, pamiętaj, ja cię wspieram, cały czas.&lt;br /&gt;
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie szybko w usta. Za mniej niż kilka sekund, poczułem wibracje mojego telefonu w kieszeni. - Kto to?&lt;br /&gt;
- Niall - odpowiedziałem patrząc na wyświetlacz. - To sobie wybrał porę na dzwonienie. - Przewróciłem oczami i odebrałem. - Tak, Niall? Jaką masz do mnie sprawę, że dzwonisz tak późno?&lt;br /&gt;
- Witaj mój przyszły szwagrze! Powiedz mi, co robisz jutro wieczorem?&lt;br /&gt;
- Jutro? Chyba nic. A co ci się ubzdurało znów w tej twojej głowie?&lt;br /&gt;
- W takim razie zabieramy cię z chłopakami do klubu, no i trzeba w końcu oblać to, że zostałeś ojcem, a ja wujkiem, tak na marginesie.&lt;br /&gt;
- Chętnie bym poszedł, ale moja rodzina jutro wyjeżdża, a ja nie chcę zostawiać Summer samej na noc z maluchami.&lt;br /&gt;
- No nie daj się prosić, Tommo. A jeśli przywiozę Vanessę do was?&lt;br /&gt;
- No nie wiem. Zobaczę co da się zrobić.&lt;br /&gt;
- W takim razie czekam. Zadzwoń jutro i powiedz czy idziesz. A teraz już wam nie przeszkadzam. Dobranoc!&lt;br /&gt;
- Dobranoc, Niall - westchnąłem i w duchu się zaśmiałem.&lt;br /&gt;
- Co jest? - zapytała Summer.&lt;br /&gt;
- Chcą mnie zabrać jutro do klubu, żeby oblać...&lt;br /&gt;
- Idź - przerwała mi.&lt;br /&gt;
- Co? Ale zostaniesz tu sama i...&lt;br /&gt;
- Idź - powtórzyła. - Należy ci się. Ja sobie poradzę. - Uśmiechnęła się.&lt;br /&gt;
- Na pewno? Niall mówił, że podrzuci Vanessę.&lt;br /&gt;
- Damy radę. Ty powinieneś się w końcu wyszaleć. Mogą to być twoje ostatnie chwile zanim zatracisz się w ojcostwie.&lt;br /&gt;
- Dziękuję. - Pocałowałem ją w czoło. - Kocham cię.&lt;br /&gt;
- Kocham cię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
__________________________________&lt;br /&gt;
Pierwszy post na tym blogu w tym roku. Rozdział napisany w ekstremalnie szybkim tempie i to chyba cud, że się udało go na dziś dodać, ale chyba jednak wena mi dopisała. Nawet podoba mi się ten rozdział, więc liczę na wasze opinie.&lt;br /&gt;
W nowym roku 2018 życzę wam wszystkiego co najlepsze, ściskam mocno i pozdrawiam,&lt;br /&gt;
/Perriele rebel&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2018/01/rozdzia-27.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgPbRBTuERUuxZ8zQc9OWKD2PRdI9bsOEsArE00p7CIjMO2qVqxJUu2VTXKc3HkKq5sKbace73gXLVkt4muy4CQCh_T3_-aNupOSnaaByHAFB0ly4arPMywNbasvOJvmmtzT9JGZA3vgaA/s72-c/images+%25284%2529.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-3924584329553741665</guid><pubDate>Sun, 24 Dec 2017 07:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-24T08:30:12.572+01:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 26</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Nie chcę wiele w święta. Jest tylko jedna rzecz, której potrzebuję. (...) Nie będę nawet liczyć na śnieg. Po prostu będę czekał pod jemiołą. Bo chcę tylko, byś była tu dziś i trzymała mnie mocno. Co więcej mogę zrobić? Kochanie, wszystko, czego chcę na święta to Ty.&quot;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;-Mariah Carey&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=fGFNmEOntFA&quot;&gt;KLIK --&amp;gt; MUSIC INSPIRED&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Kolejny, już 13 dzień, gdy mogę mieć Louisa z powrotem w domu i mogę być już spokojna chyba o wszystko. No prawie. Został mój prawdopodobnie śmiertelny poród i nowotwór Vanessy. Jak widać, walka na śmierć i życie. Ale dziś nie będę się za wiele tym zamartwiać.&lt;br /&gt;
Jutro wigilia, dlatego ten czas powinien być dla nas szczęśliwy. Wigilia łączy się z tym, że mój narzeczony ma urodziny. Już 26. Jak ten czas szybko leci. Mój kochany staruszek. Tak jakby, bo stary to on na pewno jeszcze nie jest. To po prostu... dojrzały dorosły, jest starszy ode mnie tylko o jakieś 3 lata. To nie dużo, tym bardziej w naszych czasach. Wiek jest tylko liczbą.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Chciałam kupić mu jakiś prezent, ale nie mogłam nic zamówić przez internet, bo od razu by się o tym dowiedział, więc Harry, mój zwolennik, zawiózł mnie do galerii handlowej w tajemnicy przed wszystkimi. Jestem bardzo mu za to wdzięczna, bo kupiłam prezenty chłopakom, Vanessie, rodzinie Louisa i rodzicom zastępczym Nialla oraz matce. Trochę wydałam pieniędzy i trochę zajęło to czasu, ale w tym roku robimy naprawdę ogromną, ogromną wigilię. Bo oprócz tych, których wcześniej już wymieniłam przyjadą również rodzice Liama i Harry&#39;ego, jego siostra i jej chłopak oraz ich dziewczyny. I wszystko ma się dziać u nas. Chcieliśmy spędzić te święta wyjątkowo, wszyscy razem, w jednym miejscu. Będzie głośno, będzie zabawnie, ale z pewnością będzie też dość tłoczno. Dla przypomnienia: mówimy tu prawdopodobnie o 30 osobach, może więcej. Chociaż... sama tego osobiście nie liczyłam. Nie wiem jak się zmieścimy, ale coś się wymyśli. Pewnie część na nocleg pojedzie do domu chłopaków. Moje pierwsze święta, gdy jest aż tak dużo osób. Ogromne święta równa się ogromna choinka, w dodatku żywa.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Cieszymy się bo Vanessa wychodzi dziś ze szpitala i spędzi z nami święta. Po tym jak zasłabła i znów spróbowano podać jej chemioterapię, tym razem tutaj w Londynie,&amp;nbsp; wypadły jej wszystkie włosy. Co może oznaczać, że chyba coś to pomogło. Prawdopodobnie wydłużyło to też choć trochę czas, który jej pozostał. Lekarze mówią, że kolejny rok na pewno przeżyje cały, ale może nie czuć się dobrze.&lt;br /&gt;
Nie lubię mówić o jej chorobie, bardzo mnie to wtedy boli, że pewnego dnia mogę ją stracić. Nie może odejść, jest mi tak bardzo bliska, jakbyśmy znały się od urodzenia. Może dlatego, że tyle czasu z nią spędziłam odkąd trafiłam do jej domu.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jeśli o mnie chodzi, za tydzień mam rodzić. Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie pomyślnie i nikt z nas nie umrze ani nie ucierpi. Nie mogłabym zrobić tego Louisowi po tym wszystkim. Naprawdę chcemy się pobrać i wierzę, że jednak to wyjdzie i wszystko się uda.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Z powodu tego, że Louisa już od dawna nie ma w łóżku, a ja już dobrą godzinę leżę tu sama, postanowiłam wstać. Strasznie się rozleniwiłam podczas tej ciąży. Ale większego wyboru to ja raczej nie miałam.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jeszcze raz się przeciągnęłam, usiadłam i przeczesałam dłonią moje sterczące w każdą stronę włosy. Dawno lakieru nie widziałyście, co?&lt;br /&gt;
Wsunęłam stopy w ciepłe kapcie, wstałam i wyszłam z pokoju, jak zwykle uważając, by nie poślizgnąć się na tych schodach.&lt;br /&gt;
Jest nadzwyczaj gorąco. Louisowi chyba coś się poprzestawiało jak ustawiał ogrzewanie, na pewno.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Znalazłam się w salonie i słysząc słowa &lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=E8gmARGvPlI&quot;&gt;&quot;Last Christmas&quot;&lt;/a&gt;, pomaszerowałam do kuchni.&lt;br /&gt;
- Dzień dobry&amp;nbsp; - powiedziałam jeszcze zanim dobrze weszłam do środka. A jak już weszłam, zobaczyłam Harry&#39;ego przy garach, tradycję i duże zaskoczenie, Vanessę. Tak szybko? Więc mogłam wstać wcześniej.&lt;br /&gt;
- Cześć, miśku. - Loczek pomachał mi znad kuchenki i się uśmiechnął.&lt;br /&gt;
- Hej - powiedziała cicho siedząca przy wyspie kuchennej blondynka.&lt;br /&gt;
- Vanessa, jak ty tu...&lt;br /&gt;
- Przyjechałam godzinę temu. - Uśmiechnęła się domyślając o co mogę ją spytać. - Chciałam zrobić ci niespodziankę i chyba wyszło.&lt;br /&gt;
- M-masz swoje włosy? - Szeroko otworzyłam oczy i zbliżyłam się do dziewczyny. Jak to w ogóle jest możliwe?&lt;br /&gt;
- Peruka. - Wzruszyła ramionami.&lt;br /&gt;
- Ale wyglądają identycznie jak twoje. - Dotknęłam dłonią jej głowy.&lt;br /&gt;
- To dzięki Niallowi. Załatwił ją gdzieś dla mnie. Nie widać znaczącej różnicy, prawda?&lt;br /&gt;
- W ogóle. Muszę przyznać, że mój brat jest niezły. Poszczęściło ci się z nim. Normalnie, jestem z niego dumna. Zresztą... zawsze jestem.&lt;br /&gt;
- Masz rację, jest wspaniały. Zrobiłby dla mnie chyba wszystko.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgScdNUsM1jmesovbrNsupU_0a5IJj8CI3uYsHekQbJdaG9ysrX9JQBXHunNFD3EYLgOhnUfLpGs-5BWudjiFV-hnW3RheyBMYAuIBW8i2Hs9G4Zdscfg_R8hh2XNpV4GJmjQMRTU5iWw4/s1600/tumblr_inline_nzbmpsqXHh1rzfdz8_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;281&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgScdNUsM1jmesovbrNsupU_0a5IJj8CI3uYsHekQbJdaG9ysrX9JQBXHunNFD3EYLgOhnUfLpGs-5BWudjiFV-hnW3RheyBMYAuIBW8i2Hs9G4Zdscfg_R8hh2XNpV4GJmjQMRTU5iWw4/s1600/tumblr_inline_nzbmpsqXHh1rzfdz8_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
- A tak właściwie to gdzie on jest? I gdzie Louis? - Usiadłam obok.&lt;br /&gt;
- Wieszają światełka na zewnątrz, wraz z Liamem i Jacobem - odpowiedział Harry. - Co chcecie na śniadanie? - zapytał mieszając coś w misce.&lt;br /&gt;
- Możesz zrobić jajecznicę. Tylko wiesz, większą ilość. - Mrugnęłam do niego.&lt;br /&gt;
- No dobra, dobra. Która jest godzina?&lt;br /&gt;
- 11 - odpowiedziała Vanessa spoglądając w ekran telefonu.&lt;br /&gt;
- Czyli trzeba będzie zacząć szykować jedzenie na jutro, samo się nie zrobi. Wy dwie raczej odpadacie, więc ten dom jest zdany tylko na mnie. Chyba, że któryś z chłopaków mi pomoże. Tylko zaznaczam już na samym wstępie: trzymajcie Nialla z dala od kuchni, albo nic nie gotuję. Jutro nie będzie na to czasu, bo wszyscy zaczną się zjeżdżać i trzeba będzie poustawiać te wszystkie stoły w salonie i... - Zapomniał się i wciąż gadał, gadał i gadał.&lt;br /&gt;
- Chwila, chwila - przerwała mu Vanessa. - Jak to my dwie odpadamy?&lt;br /&gt;
- To chyba jasne, nie? Ta tu zaraz rodzi. - Wskazał na mnie.&lt;br /&gt;
- Okej, ale dlaczego ja? Ja nie jestem w ciąży.&lt;br /&gt;
- Jesteś świeżo po chemioterapii, nie pozwolę ci się męczyć.&lt;br /&gt;
- Nie pozwolisz mi się męczyć i jeszcze pewnie wyrzucisz mnie z kuchni.&lt;br /&gt;
- Tak, żebyś pilnowała swojego chłopaka.&lt;br /&gt;
- Wiedziałam. Wredny jak zwykle.&lt;br /&gt;
- Też cię kocham.&lt;br /&gt;
- Uważaj, bo powiem twojej dziewczynie, że się do mnie dobierasz.&lt;br /&gt;
- Ha ha, bardzo śmieszne, Vanessa. Już się boję. A właśnie, miała zadzwonić i coś nie dzwoni. - Zmarszczył brwi i spojrzał na wyświetlacz telefonu.&lt;br /&gt;
- Uuu... zły znak, Styles - zagwizdała blondynka.&lt;br /&gt;
- Cicho już bądź, okej? - Popatrzył na nią z uniesionymi brwiami.&lt;br /&gt;
- Ja się mogę w ogóle nie odzywać. - Uniosła ręce do góry, a potem uderzyła nimi w swoje kolana.&lt;br /&gt;
- I vice versa - mruknął chłopak. Nastała cisza, ale nie trwała ona długo. Nie mogłaby, bo ona by nie wytrzymała.&lt;br /&gt;
- Przyjeżdżają rodzice zastępczy Nialla. Dopiero mam okazję ich poznać, wiesz o tym? - zwróciła się do mnie.&lt;br /&gt;
- A wiesz, że ja też? - zapytałam przymykając jedno oko.&lt;br /&gt;
- Co ty gadasz? Jak to jest w ogóle możliwe?&lt;br /&gt;
- Nie wiem, jakoś tak. Chyba za dużo rzeczy działo się w tym roku. Lepiej mów: jak się czujesz? Naprawdę pomogła ta chemioterapia?&lt;br /&gt;
- Jestem trochę osłabiona i jak widać mocno schudłam. - Przerwała i wskazała na swój brzuch, i dopiero wtedy to dostrzegłam. - Ale chyba jednak zaczyna pomagać. Jak byłam w Stanach, mówili, że chemioterapia już nie pomoże, ale jednak... chyba się uda przetrwać kolejny rok.&lt;br /&gt;
- Nie wiesz jak bardzo cieszy mnie to, że jesteś tu z nami. - Uśmiechnęłam się.&lt;br /&gt;
- Oj, chyba wiem. Bardzo chciałam wrócić na święta.&lt;br /&gt;
- Aaa!!! Chłopaki!!! - Doszedł z zewnątrz przeraźliwy krzyk.&lt;br /&gt;
- Jezus Maria, co się stało? - Zerwałam się z siedzenia podobnie jak Vanessa. Harry odszedł od garnków i podszedł do okna, wyjrzał na zewnątrz.&lt;br /&gt;
- O kurwa... - Otworzył szeroko oczy. - Liam spadł z drabiny w krzaki - powiedział w osłupieniu.&lt;br /&gt;
- Że co?! - Wraz z blondynką równocześnie krzyknęłyśmy i podeszłyśmy do okna. Wyjrzałyśmy przez nie i zobaczyłam jak chłopaki podnoszą Liama z krzaka, cały był zaplątany w światełka.&lt;br /&gt;
- Cholera, połamał się? - odezwała się Vanessa.&lt;br /&gt;
- Nie sądzę. Raczej nie, jest dużo śniegu, powinien zamortyzować upadek. Zresztą, zaraz sami zobaczymy.&lt;br /&gt;
- No, jak zobaczymy jak...&lt;br /&gt;
- Odwróćcie się. - Harry pokręcił rękoma. Obie się obróciłyśmy i zobaczyłyśmy Liama całego w śniegu, prowadzonego przez Nialla i Louisa, a w tle Jacoba. Kiedyś ktoś tu zginie...&lt;br /&gt;
- Boże, nic ci nie jest?! - Vanessa dopadła chłopaka i zaczęła go dokładnie oglądać.&lt;br /&gt;
- Chyba nie... Tylko trochę kręci mi się w głowie - powiedział oszołomiony i za chwilę chłopaki usadzili go przy stole. - Dzięki.&lt;br /&gt;
- Powiedźcie, że skończyliście wieszać już te cholerne lampki i nikt z was nie wejdzie już na dach - wycedziłam przez zęby cała w nerwach.&lt;br /&gt;
- Teoretycznie tak, kochanie - odpowiedział Louis. Podszedł i objął mnie w pasie.&lt;br /&gt;
- Jak to teoretycznie?&lt;br /&gt;
- Bo na dachu to tak, skończyliśmy. No, ale zostały jeszcze drzewa, płot.&lt;br /&gt;
- Ale błagam was, nie połamcie się. Jutro wigilia, spędźmy ją w domu, jak rodzina. Nie chcę jeździć po szpitalach.&lt;br /&gt;
- Będziemy uważać. - Pocałował mnie w policzek.&lt;br /&gt;
- Mam nadzieję. Niall? - Odwróciłam głowę w drugą stronę w poszukiwaniu blondyna.&lt;br /&gt;
- No?&lt;br /&gt;
- Zapomniałam o to zapytać wcześniej. Czy jest opcja, żebyśmy polecieli do Irlandii? - spytałam oczekując tej dobrej odpowiedzi. Przecież wiesz, że ja ciebie umiem przekupić, Niall.&lt;br /&gt;
- Oczywiście, że jest. Zawsze jest - odpowiedział.&lt;br /&gt;
- Bo chciałam odwiedzić grób rodziców. Nikt oprócz nas teraz o niego nie dba.&lt;br /&gt;
- Ale dopiero jak urodzisz.&lt;br /&gt;
- No, ale... Niall - jęknęłam.&lt;br /&gt;
- Co Niall, co Niall? Sama wiesz, że lepiej, żebyś teraz nie latała samolotami. Koniec ciąży, niedługo rodzisz.&lt;br /&gt;
- Ale...&lt;br /&gt;
- Kochanie, wiemy jak bardzo chciałabyś polecieć, ale Niall ma rację - dodał Louis.&lt;br /&gt;
- Chyba nie chcesz urodzić w samolocie, prawda?&lt;br /&gt;
- Prawda... - Zwiesiłam smutna głowę.&lt;br /&gt;
- Polecimy po porodzie, to już niedługo. Szybko minie.&lt;br /&gt;
- Boję się tylko, że dla mnie może to już być za późno i nie dożyję tego...&lt;br /&gt;
- Nie myśl o tym, tak? Przeżyjesz i wszystko będzie w porządku. Nie przekreślaj tego wszystkiego. Uwierz i zaufaj lekarzom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Kolejny dzień - Wigilia Bożego Narodzenia~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;24 grudnia to jeden z moich ulubionych dni w roku, bo są to jednocześnie święta, ale też urodziny Louisa. Drugim z kolei są moje urodziny, a trzecim i czwartym będą rocznica ślubu i urodziny dzieci. Ja to sobie bardzo dobrze zaplanowałam, dokładnie. Albo jak zwykle jak to w całym moim życiu bywa, coś pójdzie nie tak i nici z mojego &quot;planu&quot;. Już się przyzwyczaiłam, że niczego nie mogę sobie zaplanować, bo często to nie wypala. Wygląda na to, że taki mój los.&lt;br /&gt;
- Boże, Niall, nie dramatyzuj już tak. - Usłyszałam głos Louisa dochodzący w korytarza, gdy sięgałam po wieszak z moją sukienką. Te przeklęte rajstopy i tak mi się porwą, ale trudno się mówi. Raz za ruski rok można je założyć.&lt;br /&gt;
- Nie dramatyzuj, nie dramatyzuj. Łatwo ci mówić, Tommo. A jak ona się na to nie zgodzi? No przecież od razu wiadomo, że nie.&lt;br /&gt;
- Zamknij się przygłupie. Wszystko się uda. Chyba, że będziesz gadał tak jak teraz to na dużo nie licz.&lt;br /&gt;
- Tak? To zobaczymy. Ja ci z tym pomogłem, a ty...&lt;br /&gt;
- A idź ty już na dół i zajmij sobie miejsce, a nie mi tu jeszcze coś pieprzysz. Muszę się ubrać.&lt;br /&gt;
- Super, ale pamiętaj, że to będzie twoja wina!&lt;br /&gt;
- No to jeszcze zobaczymy - powiedział przyciszonym głosem Louis, a ja i tak to usłyszałam, mimo, że siedzę w tej garderobie.&lt;br /&gt;
Zastanawiam się, co oni dwaj kombinują, ale chyba lepiej o to nie pytać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wsunęłam szarą sukienkę do połowy uda na siebie, ale nie zdążyłam jej zapiąć, bo poczułam na sobie ciepłe dłonie szatyna. Przechyliłam głowę w lewą stronę, gdy zaczął składać na mojej szyi krótkie pocałunki, bardzo czułe pocałunki.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhfp-r5lZsOPemr9_JGcRiH3mzo4N7Yo93gEch_KhsEEUo70NY8Dlqi_nbNtJYHeckbI80BAsJzXNFGNFUM_UKYVKXaVedPxPnnmKYV3In90EorHJEzlyxpTFpDxTsKHzuBMTSbGv_nLqw/s1600/tumblr_n4jjvwYelR1t7eg8go1_250.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;350&quot; data-original-width=&quot;160&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhfp-r5lZsOPemr9_JGcRiH3mzo4N7Yo93gEch_KhsEEUo70NY8Dlqi_nbNtJYHeckbI80BAsJzXNFGNFUM_UKYVKXaVedPxPnnmKYV3In90EorHJEzlyxpTFpDxTsKHzuBMTSbGv_nLqw/s400/tumblr_n4jjvwYelR1t7eg8go1_250.gif&quot; width=&quot;182&quot; /&gt;&lt;/a&gt;- Skoro już przyszedłeś... możesz zasunąć mi sukienkę - wymruczałam, a on przerwał swoje czułości. Jego zwinne palce, wraz z suwakiem, wędrowały wzdłuż mojego kręgosłupa. Dojeżdżając do góry, delikatnie odgarnął moje włosy i uważnie, by ich nie przyciąć, zasunął sukienkę do końca.&lt;br /&gt;
- Ślicznie wyglądasz, wiesz? - powiedział, gdy się do niego odwróciłam. Był w samych spodniach, klatkę piersiową miał nagą, tak jak wywnioskowałam to już wcześniej po ich rozmowie. Za to jego włosy ułożone były już idealnie.&lt;br /&gt;
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się. - A ty bez koszuli wyglądasz wyśmienicie.&lt;br /&gt;
- No ja wiem. - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- Ale i tak mógłbyś założyć już cały garnitur, kocham cię w nim widzieć.&lt;br /&gt;
- No jasne. Popatrz w górę - zaproponował, a ja z uniesioną brwią, podniosłam głowę i zobaczyłam przyczepioną do sufitu zieloną gałązkę.&lt;br /&gt;
- Jemioła. Jakżeś ty to u licha tam zawiesił? - zapytałam zdumiona.&lt;br /&gt;
- A to już jest moja tajemnica. Myślę, że znasz tradycję.&lt;br /&gt;
- Czyli, że już się nie wymknę? - zapytałam niewinnie.&lt;br /&gt;
- O nie, nie. Żadnego uciekania - powiedział rozbawiony. Pokręciłam z uśmiechem głową, założyłam ręce za jego szyję, a on się do mnie zbliżył i czule, namiętnie pocałował. I to właśnie kocham, takie małe drobiazgi. One też potrafią uszczęśliwić człowieka.&lt;br /&gt;
- Wesołych świąt - cicho wtrąciłam między pocałunkami.&lt;br /&gt;
- Wesołych świąt - powiedział i pocałował mnie jeszcze w nos.&lt;br /&gt;
- Ubieraj się, co? Pewnie na nas czekają.&lt;br /&gt;
- Wiesz co? To będą niesamowite święta. - Uśmiechnął się i wziął z oparcia białą koszulę. Tak, to muszą być dobre święta i nie może być inaczej, będą wspaniałe.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Usiadłam na czarnej pufie i założyłam na nogi jedne z wygodniejszych butów, czarne baletki. Gdyby nie ciąża, byłyby to szpilki zdecydowanie. Wstałam i jeszcze raz przejrzałam się w lustrze. Dobra, jest okej.&lt;br /&gt;
- Summer?&lt;br /&gt;
- Tak? - Odwróciłam głowę i obok mnie stanął już w pełni ubrany Louis. Kto jak kto, ale on umie się szybko ubrać. Nie porównujmy do mnie, bo to by była raczej katastrofa.&lt;br /&gt;
- Chciałem ci coś dać. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Może nie jestem bardzo oryginalny, ale... ale się starałem. - Wręczył mi nieduży pakunek. Odpakowałam natychmiast i otworzyłam pudełeczko, które skryte było pod papierem. Moim oczom ukazał się złoty naszyjnik z zawieszką w kształcie znaku nieskończoności, na którym wygrawerowany był napis: &quot;You &amp;amp; Me &amp;amp; Much More&quot;.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Bransoletkę ze swoim imieniem ci dałem, pierścionek zaręczynowy także, to teraz daję to. Podoba ci się? Mogę go wymienić, jeśli chcesz. Nie wiedziałem czy na pewno...&lt;br /&gt;
- Jest prześliczny, dziękuję. Sam wymyśliłeś napis? - zapytałam, a on pokiwał głową. - W takim razie... założysz mi go? - spytałam ponownie, on szeroko się uśmiechnął. Podałam mu naszyjnik i odgarnęłam na bok włosy. Po chwili poczułam chłodny przedmiot na szyi.&lt;br /&gt;
- Twój pierścionek... Nadal puchną ci palce? - zapytał pocierając palcem kółeczko zwisające z mojej szyi.&lt;br /&gt;
- Niestety, ale to niedługo się zmieni. - Położyłam dłoń na jego policzku. - Ja też mam dla ciebie prezent. Poczekaj tutaj.&lt;br /&gt;
- Dla mnie? Chyba przesadziłaś, mam ciebie. - Zaczął iść za mną do sypialni.&lt;br /&gt;
- Louis - jęknęłam. - Miałeś poczekać.&lt;br /&gt;
- No dobrze, dobrze, już nie patrzę. - Odwrócił się, a ja wyjęłam z komody prezent i wraz z nim wróciłam do niego.&lt;br /&gt;
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - powiedziałam wręczając mu podarunek.&lt;br /&gt;
- Nie musiałaś nic kupować. Dla mnie liczy się, że mogę tu być z wami. Ale dziękuję.&lt;br /&gt;
- Otwórz - poprosiłam, a on się zaśmiał. Odwiązał wstążki, tasiemki i rozerwał czerwony papier.&lt;br /&gt;
- Żartujesz? To te perfumy, które zbiłem w szpitalu, moje ulubione. Miałem kupić je, ale zapominałem cały czas. Skąd wiedziałaś, że je zbiłem?&lt;br /&gt;
- Widziałam resztki szkła w śmietniku w szpitalu. Wiedziałam jakie to. - Wzruszyłam ramionami.&lt;br /&gt;
- Jesteś cudowna, dziękuję. - Przytulił mnie i pocałował w głowę.&lt;br /&gt;
- Skoro sobie już daliśmy prezenty, to chodźmy już na dół może, hmm?&lt;br /&gt;
- Rzeczywiście coś się chyba nam przeciągnęło. - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- Pewnie nas szukają w naszym własnym domu.&lt;br /&gt;
- Bywa. Chodź moja królewno. Mikołaj zabierze cię w nieznane. - Wziął mnie za rękę, a ja wybuchłam śmiechem. Chyba dobrze wybrałam chłopaka.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiuOgGneePoI1_RRCDvBCoOKrcbGAv9AYMxFB3HWjUs8zSRo0Fwcso7q_ILkTukJiqUw2KIAofXbYnwvDXeGaIFIkcbgeoP5bvfJex4WrlFHsky8oJOVFzm0YFejSNMBJakyXDP_xSArAo/s1600/photocollage_20173723845570.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1600&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiuOgGneePoI1_RRCDvBCoOKrcbGAv9AYMxFB3HWjUs8zSRo0Fwcso7q_ILkTukJiqUw2KIAofXbYnwvDXeGaIFIkcbgeoP5bvfJex4WrlFHsky8oJOVFzm0YFejSNMBJakyXDP_xSArAo/s400/photocollage_20173723845570.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nasz posiłek wigilijny trwa już dobre 2 godziny i mimo to, jeszcze nikt na dłużej nie odszedł od stołu oprócz mojego najmłodszego rodzeństwa. Ta dwójka to tacy agenci, że to aż głowa mała. Najpierw sprawdzali czy coś jeszcze mamy w lodówce, potem szukali, którędy mógł wejść Święty Mikołaj, a teraz próbują znaleźć jakieś nowe prezenty. Twierdzą, że wciąż są tu gdzieś ukryte, więc prawie rozbili nam naczynia. No, ale to jeszcze dzieci i mało rozumieją na tą chwilę. Nie mam im tego za złe, to słodkie, ale czasem męczące i przerażające. Ciekawe jak to będzie z naszymi bliźniakami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wszyscy jesteśmy pogrążeni w rozmowach. Ewidentnie czuć tu miłą, rodzinną i świąteczną atmosferę. Taką, jakiej właśnie potrzebowaliśmy po wszystkich minionych wydarzeniach. Mam nadzieję, że to już koniec tego złego i zacznie się ta lepsza era, nasza era.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Miło jest spotkać się z tymi wszystkimi ludźmi w jednym miejscu. To trochę jak spokojniejsza wersja jakiejś imprezy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Summer i Vanessa wraz z Jacobem poznali w końcu rodziców zastępczych Nialla. Ja razem z chłopakami znaliśmy ich już wcześniej, wspaniale było zobaczyć ich ponownie. Ostatni raz widziałem ich jeszcze zanim poznałem Summer, a od tego minęło już sporo czasu. Naprawdę fajnie, że tu wszyscy są. Nigdy nie robiliśmy tak ogromnej wigilii i myśleliśmy, że trochę może to się nie udać, ale jest przeciwnie. Wszyscy są szczęśliwi, więc... zadanie wykonane. Padł pomysł takich, a nie innych świąt ze względu na nasz męczący rok i to co się w czasie niego działo. A działo się naprawdę wiele! Przyczyną tego, że to się dzieje akurat w naszym domu jest to, że mamy najwięcej miejsca w salonie i możemy się tu zmieścić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Przepraszam, chciałbym coś powiedzieć. - Z drugiego końca stołu usłyszałem Nialla i jego widelec stukający w szklankę, po czym zobaczyłem jak wstaje. Czyli to już? Dobra, dasz radę, stary. Uwierz w siebie. Masz we mnie wsparcie. - Korzystając z okazji, że są święta i są tu wszyscy, pójdę śladami mojego przyszłego szwagra. On to uczynił w urodziny mojej siostry, ja uczynię to dziś, przy tak dużej ilości świadków. Jeśli moi rodzice, tam na górze widzą i słyszą mnie w tym momencie, mam nadzieję, że ześlą na mnie jakąś łaskę i błogosławieństwo. Nie chcę już dłużej czekać i się zastanawiać. Myślę, że teraz jest na to odpowiedni czas. - Odkaszlnął, odwrócił się w kierunku Vanessy, włożył dłoń do kieszeni marynarki, a potem uklęknął przed dziewczyną, a z jego dłoni wyłoniło się małe czerwone pudełeczko, które zaraz otworzył i ukazał się naszym oczom piękny pierścionek. No dalej, dalej. - Wiem, że być może nie zostało nam wiele czasu, ale jestem pewny, że chcę to zrobić - mówił z lekkim stresem. Jestem pewien, że on tą przemowę wymyślił sam. Jemu drży głos, a ona chyba ma już łzy w oczach. Czyli tak jak w filmie, tym romantycznym. Tak powinno być. - Vanesso, czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - zapytał ostatecznie. Jeszcze chwila i ona odpowie mu &quot;tak&quot;, pocałują się, każdy złoży im życzenia i tak miną nam święta. Ale chwila minęła, a my nie usłyszeliśmy od blondynki ani słowa. Co jest? Dobra, ja też przez jakiś czas czekałem aż Summer mi odpowie, no ale... kurde.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Spojrzałem na moją narzeczoną, patrzyła na tą dwójkę lekko przerażona, a w oczach miała iskierki. Podobnie cała reszta, bo nikt nie mógł usłyszeć odpowiedzi. Kurwa, to nie tak miało być! Niall, ty bądź silny. Jak to cofniesz to ja raczej już tego nie naprawię. Boże, dziewczyno, co się dzieje? Przecież go kochasz. No i zacząłem dramatyzować jak kobieta. Świetnie.&lt;br /&gt;
- J-jesteś tego pewien? - spytała Vanessa w końcu się odzywając. Okej, mamy jakiś postęp. No, kurde, Louis, ogarnij się, chłopie!&lt;br /&gt;
- Jestem pewien tego w 100% - odpowiedział jej szybko Niall.&lt;br /&gt;
- Chcesz ożenić się z kimś komu zostało niecałe 2 lata życia?&lt;br /&gt;
- Niczego bardziej nie pragnę. Kocham cię, bardziej niż kogokolwiek innego.&lt;br /&gt;
- M-możesz powtórzyć pytanie? - zapytała trzęsącym się głosem.&lt;br /&gt;
- Wyjdziesz za mnie?&lt;br /&gt;
- Tak. - Pokiwała głową i się rozpłakała. Wraz z tym, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. No, ja wiedziałem, że się uda.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Niall założył pierścionek na jej palec i wstał, a ona go natychmiast dopadła i pocałowała. Rozległy się głośne oklaski i piski. I o to dziś miało chodzić. Magia świąt.&lt;br /&gt;
Zobaczyłem jak Summer ściera z policzków łzy i szeroko się uśmiecha. No to niedługo mamy dwa śluby...&lt;br /&gt;
Wstała z krzesła i jako pierwsza z otoczenia podeszła do brata, by złożyć tej dwójce życzenia. Zaraz za nią wędrowałem ja. Wiem jak bardzo blisko z nim jest, wiem, że uważa go za najlepszego brata jakiego mogła kiedykolwiek mieć.&lt;br /&gt;
W międzyczasie dopadło mnie wspomnienie. Przypomniałem sobie jak to ja oświadczałem się tej drobnej szatynce i to jak wtedy Niall mnie wspierał. Pamiętam to bardzo dokładnie i nie zapomnę, bo to dzięki niej jestem szczęśliwy.&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;~*&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot; -Mam do ciebie pewne pytanie, ale... zanim na nie odpowiesz... proszę, zastanów się dwa razy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Dobrze. Więc co to za pytanie?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Summer Smith... zgodzisz się za mnie wyjść? S-Summer?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Tak... Wyjdę za ciebie Louis&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;~*&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Kolejne wspomnienia nasuwały mi się na myśli, a ja zdążyłem złożyć świeżo zaręczonym życzenia i wrócić na miejsce. Wspomnienia z jej urodzin, to jakie prezenty ode mnie dostała, wspomnienia z naszej wspólnej trasy i występów, wspomnienie z dnia, gdy powiedziała mi, że jest w ciąży.&lt;br /&gt;
Spojrzałem na nią, by jeszcze bardziej utwierdzić się w swoich wspomnieniach, ale zamiast tego, zobaczyłem niepokojący widok.&lt;br /&gt;
- Summer, co się dzieje? - zapytałem kładąc dłoń na jej udzie. Była cała blada, ciężko oddychała. Jedną ręką trzymała się za brzuch, a drugą złapała moją dłoń i bardzo mocno ścisnęła. To chyba nie...&lt;br /&gt;
- Ch-chyba się zaczyna...&lt;br /&gt;
- C-co się zaczyna? - zapytałem przerażony. To nie jest możliwe. Dziś?&lt;br /&gt;
- Chyba rodzę, idioto! - krzyknęła, a teraz to całkowicie mnie już zatkało. Wszyscy spojrzeli na nas, a mi ręce zaczęły się trząść. Naprawdę dziś?&lt;br /&gt;
- Ale masz termin za tydzień...&lt;br /&gt;
- Najwyraźniej chcą pojawić się już na świecie. Ała! Boli.&lt;br /&gt;
- Jezus Maria. - Wstałem i złapałem się za głowę. Dziś nie byłem na to przygotowany. - Jedziemy do szpitala.&lt;br /&gt;
- Tyle to i ja wiem! - krzyknęła poddenerwowana.&lt;br /&gt;
- Chwila, Louis, czekaj. - Podszedł do nas Liam. - Zawiozę was, nie pojedziesz w tym stanie, cały w nerwach. Bezpieczniej będzie, jeśli to ja pokieruję.&lt;br /&gt;
- Dzięki. Niall, przynieś jej płaszcz, czapkę i tak dalej - rozkazałem blondynowi, a sam pobiegłem do wyjścia i założyłem kurtkę która już tam była. Ja byłem dziś na dworze, a rzeczy Summer są wciąż na górze.&lt;br /&gt;
- Szybciej, to boli! - Usłyszałem z salonu krzyk Summer. Boże, wiem, wiem. Przecież wiem, ale trzeba cię ubrać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wróciłem do salonu w tym samym momencie co Niall. Oboje zaczęliśmy ubierać dziewczynę tak szybko jak się dało. Nikt w salonie się nie odzywał, bo nikt nie oczekiwał, że to się stanie. Tego porodu dziś miało nie być.&lt;br /&gt;
Objąłem szatynkę w pasie i podniosłem z siedzenia, ale ona od razu zgięła się w pół.&lt;br /&gt;
- Boli - jęknęła płacząc. - Nie dam rady iść - wykrztusiła. Wziąłem ją na ręce nie odczuwając jej aktualnej wagi, pewnie z emocji. Najważniejsze jest teraz, żeby bezpiecznie i na czas dotrzeć do szpitala.&lt;br /&gt;
- Liam, gdzie ty jesteś?! - krzyknąłem kierując się do wyjścia. Szatynka mocno trzymała moją kurtkę, przyciskała głowę do mojej piersi. Sam jestem przerażony tym co się teraz dzieje. To mój pierwszy raz, nie mam żadnego doświadczenia.&lt;br /&gt;
- Już jestem. - Liam wyszedł z kuchni z kluczykami.&lt;br /&gt;
- To jedziemy, nie ma czasu.&lt;br /&gt;
- Louis!! - Usłyszałem krzyk mojej mamy. Odwróciłem się z dziewczyną na rękach i z pytaniem w oczach spojrzałem na moją mamę. - Uważajcie na drodze. Zadzwońcie, gdy już będzie po wszystkim, my będziemy tu o was myśleć. Pamiętaj, że nie ma się czym stresować, wszystko będzie w porządku. No, już jedźcie, bo liczy każda sekunda. - Pospieszyła nas na końcu, więc pokiwałem głową i odszedłem z Liamem i Summer na rękach, do drzwi.&lt;br /&gt;
Wyszliśmy na zewnątrz i przeszliśmy do auta Liama. Wraz z szatynką usiadłem na tylnym siedzeniu, by w razie czego móc jej pomóc. Mam nadzieję, że nie urodzi w samochodzie.&lt;br /&gt;
- Lekarz Summer jest w szpitalu w centrum, tak? - zapytał Liam odpalając silnik.&lt;br /&gt;
- Tak, jedziemy tam, to najbliżej. Proszę cię, stary, pospiesz się tylko.&lt;br /&gt;
- A co ja innego robię?! - krzyknął sam w nerwach. - Przepraszam...&lt;br /&gt;
- Przestańcie, proszę - wysapała Summer i złapała mnie mocno za rękę. Położyłem dłoń na jej brzuchu, by trochę uspokoić tym i ją i siebie. Za chwilę znowu pisnęła z bólu i prawie zgięła się do przodu.&lt;br /&gt;
- Spokojnie, kochanie, będzie dobrze. Zaraz będziemy na miejscu. Musisz wytrzymać.&lt;br /&gt;
- Obiecaj mi... Obiecaj mi, że...&lt;br /&gt;
- Uspokój się, bo to nie pomaga. Musisz się choć trochę uspokoić.&lt;br /&gt;
- Jeżeli po porodzie... okaże się, że umieram... - zaczęła mówić i właśnie tym trafiła w mój najczulszy punkt. Kompletnie o tym zapomniałem.&lt;br /&gt;
- Nie umrzesz, słyszysz? Wszystko będzie dobrze.&lt;br /&gt;
- Ale jeśli... Chcę tylko zdążyć zostać twoją żoną i zobaczyć dzieci. Możesz mi to obiecać? Jeśli będzie ryzyko... - Jej wzrok był lekko zamglony. To się nie dzieje naprawdę.&lt;br /&gt;
- Obiecuję, zrobię co tylko zechcesz. Kocham cię, pamiętaj o tym.&lt;br /&gt;
- Kocham cię - odpowiedziała i znów skrzywiła się z bólu.&lt;br /&gt;
- Nie umrzesz. Nie dziś, nie teraz i nie w najbliższym czasie. Nie możesz mi tego zrobić, słyszysz? - rozpłakałem się. Cholera, tak niesamowicie się boję w tym momencie. A jeśli to stanie się podczas porodu? Nie!&lt;br /&gt;
- Jesteś mój - szepnęła. Potem było słychać tylko jej piski spowodowane bólem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dotarliśmy do szpitala ta szybko jak się dało. Już przed wejściem zobaczyły nas pielęgniarki i usadziły Summer na wózku, a potem zabrały do środka. Chciała bym był przy niej, wyraźnie się boi tak jak i ja, ale za cholerę nie wiem, gdzie te baby ją zabrały, bo nic więcej nie powiedziały, oprócz tego, że trzeba szybko działać. Jak widać, nawet w cholernym szpitalu muszę radzić sobie sam. Tu nic nie wiadomo, nikt nic ci nie powie. Jasne, ja też nie cieszyłbym się z perspektywy pracowania w święta, ale na litość Boską! Przecież chyba należy się jakiś szacunek i przekazanie kilku informacji.&lt;br /&gt;
- Gdzie ją zabrali? - zapytał mnie Liam, gdy dołączył do mnie, kiedy szedłem przez szpital.&lt;br /&gt;
- Też chciałbym wiedzieć! - krzyknąłem łapiąc się w nerwach za głowę.&lt;br /&gt;
- Spokojnie, nie denerwuj się. Zaraz wszystkiego się dowiemy. Patrz, tam jest recepcja, chodźmy. - Położył mi rękę na ramieniu delikatnie popychając do przodu.&lt;br /&gt;
- O, właśnie tego szukałem! - Poderwałem się, pobiegłem i za chwilę stałem przed wielkim biurkiem w recepcji. - Przepraszam?&lt;br /&gt;
- Tak? - Zza lady wychyliła się ruda kobieta w kucyku żująca gumę. Akurat na to coś musiałem trafić? Jacy ludzie tu pracują? Ciekawe czy czegoś w ogóle się dowiem.&lt;br /&gt;
- Szukam mojej narzeczonej...&lt;br /&gt;
- I jak ja się mam do tego? - przerwała mi zanim zdążyłem dokończyć zdanie. Już wiem, że prawdopodobnie ja uduszę. Uspokój się, Tomlinson, nie pomagasz sobie.&lt;br /&gt;
- Przed chwilą przywiozłem ją tutaj, ale pielęgniarki ją zabrały i gdzieś powiozły, a ja nie wiem gdzie, bo nic mi nie powiedziały.&lt;br /&gt;
- Taka szatynka w ciąży co rodzi?&lt;br /&gt;
- Tak.&lt;br /&gt;
- Taka w szarej sukience i płaszczu?&lt;br /&gt;
- Tak, to właśnie ta - odpowiedziałem na skraju wytrzymałości. Za chwilę obok mnie stanął Liam.&lt;br /&gt;
- No to pewnie jest na porodówce.&lt;br /&gt;
- No dobrze, ale gdzie jest ta porodówka?&lt;br /&gt;
- Chwila, chwila. Najpierw załatwmy jedną rzecz, dobra? Imię i nazwisko pacjentki?&lt;br /&gt;
- Summer Louisa Smith.&lt;br /&gt;
- Data i miejsce urodzenia?&lt;br /&gt;
- 16 maja 1994, Irlandia, Mullingar.&lt;br /&gt;
- Stan cywilny?&lt;br /&gt;
- Panna - odpowiedziałem już poddenerwowany tymi pytaniami. Wiem, że muszą to zrobić, ale dlaczego teraz? - Na razie - cicho powiedziałem do siebie.&lt;br /&gt;
- Imię i nazwisko ojca dziecka?&lt;br /&gt;
- Dzieci, to bliźniaki - poprawiłem rudą.&lt;br /&gt;
- Dobrze, dzieci. - Przewróciła oczami. - A więc, imię i na...&lt;br /&gt;
- Louis William Tomlinson.&lt;br /&gt;
- Data i mie...&lt;br /&gt;
- 24 grudnia 1991, Wielka Brytania, Anglia, Doncaster.&lt;br /&gt;
- 24 grudnia? To dziś, w takim razie wszystkiego najlepszego.&lt;br /&gt;
- Dziękuję - odpowiedziałem niezbyt tym poruszony. Jestem pewien, że to nie są szczere życzenia.&lt;br /&gt;
- Stan cywilny? - Nie przestała pytać i zapisywać.&lt;br /&gt;
- Kawaler - westchnąłem. Ile jeszcze tych pytań będzie? Ja się tu spieszę.&lt;br /&gt;
- Imiona dzieci? - zapytała, a ja popatrzyłem na nią jak na wariatkę.&lt;br /&gt;
- Jeszcze nie wybraliśmy...&lt;br /&gt;
- A nazwisko jakie będzie?&lt;br /&gt;
- No oczywiście, że moje, Tomlinson.&lt;br /&gt;
- Płci dzieci? - znów spytała, a ja otworzyłem szeroko oczy. No idiotka już całkowicie.&lt;br /&gt;
- No jak ja mam to niby wiedzieć skoro jeszcze się nie urodziły?&lt;br /&gt;
- A co, ja mam to wiedzieć? To raczej nie moje dzieci.&lt;br /&gt;
- Boże, mogę to wszystko załatwić jak już się urodzą?&lt;br /&gt;
- Dobra, jak pan chce.&lt;br /&gt;
- To gdzie jest ta porodówka? - zapytałem próbując nie wybuchnąć. Kątem oka zobaczyłem jak z jednej sali wychodzi pielęgniarka i idzie w naszą stronę.&lt;br /&gt;
- No wie pan, tam w...&lt;br /&gt;
- Któryś z panów to pan Louis Tomlinson? - zapytała blond włosa kobieta. Teraz blondynka, no zamorduję się kiedyś. Chociaż ta może będzie normalniejsza.&lt;br /&gt;
- To ja - odpowiedziałem przełykając ślinę.&lt;br /&gt;
- Pani Smith zaczęła rodzić. Proszę za mną - wyjaśniła i poprowadziła mnie do odpowiedniej sali. Chwila, coś się nie zgadza.&lt;br /&gt;
- Ale to nie miało być cesarki? - Tym razem to ja zapytałem.&lt;br /&gt;
- Nie będzie cesarki, nie jest potrzebna. Wystarczy naturalny poród.&lt;br /&gt;
- Ale to ciąża zagrożona. Przecież lekarze mówili, że mogą wystąpić komplikacje.&lt;br /&gt;
- Proszę nam zaufać, nie jest potrzebne cesarskie cięcie.&lt;br /&gt;
- Na pewno?&lt;br /&gt;
- Tak, na pewno. A teraz chodźmy. Chyba młody tatuś chce być przy porodzie, prawda?&lt;br /&gt;
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałem. Pielęgniarka tylko się zaśmiała i otworzyła drzwi do sali. Wszedłem do środka i zobaczyłem Summer w otoczeniu kilku innych pielęgniarek czy tam położnych. Była już na specjalnym łóżku. - Proszę, może pan usiąść obok partnerki, tam jest krzesło. Tylko proszę nie zemdleć, to się czasem zdarza tutaj - poinstruowała mnie. Pokiwałem głową i usiadłem przy szatynce. Pierwsza złapała moją rękę i z niesamowitą siłą ścisnęła.&lt;br /&gt;
- Wody odeszły! - krzyknęła jedna z kobiet, a mi chyba zaczęło kręcić się w głowie. No super. - Zaczynamy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt minut było słychać tylko płacz i krzyki Summer. Cała była spocona i wyczerpana, a po jakimś czasie usłyszałem w końcu płacz pierwszego z dzieci. Teraz mogę zemdleć?&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEifoV-62uksVsNi7wyTmFB_MiAJrxG7_88K1cwWLzYbDGBbMbbMajrODv9Ko0vny4pJV7kYnYuZFZcZ_NNfjkxYxVoMqJR5qljMdxFTjAKYVI8wkP3INXNlJf1KuoJgPkT5us2EDKSpEhM/s1600/15534702_677044479129382_367582177572945920_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;640&quot; data-original-width=&quot;640&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEifoV-62uksVsNi7wyTmFB_MiAJrxG7_88K1cwWLzYbDGBbMbbMajrODv9Ko0vny4pJV7kYnYuZFZcZ_NNfjkxYxVoMqJR5qljMdxFTjAKYVI8wkP3INXNlJf1KuoJgPkT5us2EDKSpEhM/s400/15534702_677044479129382_367582177572945920_n.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
_______________________________________&lt;br /&gt;
26 rozdział na 26 urodziny Louisa, na wigilię. Taki prezent świąteczny, akurat tak wszystko się złożyło. Mam nadzieję, że wszystkim się podoba. Niestety nie wiem, kiedy pojawi się kolejny, ponieważ nie mam żadnego nowego materiału, a w święta nie zamierzam nic pisać tylko odpoczywać. Mam nadzieję, że coś napiszę w końcu, a teraz życzę wam:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wesołych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia z Mikołajem u boku,&lt;br /&gt;
Dużo zdrowia i szczęścia,&lt;br /&gt;
aby nadchodzący rok przyniósł Wam to czego chcecie,&lt;br /&gt;
a Wasze marzenia się spełniły.&lt;br /&gt;
Życzę wszystkiego najlepszego dla każdego z Was,&lt;br /&gt;
abyście przeżyli te święta tak jak Wy chcecie,&lt;br /&gt;
Wesołych Świąt!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
/Perriele rebel&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/12/rozdzia-26.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgScdNUsM1jmesovbrNsupU_0a5IJj8CI3uYsHekQbJdaG9ysrX9JQBXHunNFD3EYLgOhnUfLpGs-5BWudjiFV-hnW3RheyBMYAuIBW8i2Hs9G4Zdscfg_R8hh2XNpV4GJmjQMRTU5iWw4/s72-c/tumblr_inline_nzbmpsqXHh1rzfdz8_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-7980981733301654638</guid><pubDate>Sat, 23 Dec 2017 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-23T08:00:20.543+01:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 25</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Czy te przeciwności kiedyś znikną? Dokąd nas prowadzą schody co nie kończą się? Stromo, niebezpiecznie, szans coraz mniej.&quot;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;- Marcin Piotrowski &quot;Liber&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;a href=&quot;https://www.youtube.com/watch?v=68Z978U28qY&quot;&gt;KLIK --&amp;gt; MUSIC INSPIRED &lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Kolejna godzina przesiedzona w szpitalu. Przy Louisie. A dokładniej rzecz mówiąc, nieprzerwane czuwanie przy nim wraz z Niallem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Pierwsze oznaki jego wybudzania się i pierwsze ściśnięcia mojej dłoni nastąpiły około południa. Wtedy, gdy lekatorze chcieli odłączyć go od respiratora, a ja na to nie pozwoliłam. Słusznie zrobiłam. Uratowałam go. Od tamtej chwili oboje siedzimy przy nim i nie opuszczamy go na chwilę. No prawie. Ja musiałam w końcu coś zjeść, a potem, gdy wróciliśmy tutaj z powrotem, nieświadomie zasnęliśmy. Ściślej: moja głowa leżała na nogach Louisa, a dłoń cały czas ściskała jego rękę. Obudzili mnie lekarze, co nie było ani trochę normalne, bo było niezwykle przerażające. Na samym wstępie poinformowali mnie, że znów odłączają go od respiratora, a ja, głupia, natychmiast popadłam w panikę, bo nie wysłuchałam ich do końca i łapałam pojedyncze słowa. Muszę się nauczyć, by nie oceniać sytuacji zbyt wcześnie i nie postępować pochopnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Wyszło na to, że odłączają go, ale tylko dlatego, że zaczął oddychać sam, co dopiero dziś zaobserwowali. Zamiast tej rurki założyli mu normalną maskę tlenową, by mógł spokojnie oddychać. I to wszystko, a ja wysłuchałam tylko połowy i znów się przestraszyłam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Lekarze mówią, że jeszcze dziś powinien się obudzić, ewentualnie jutro. Jest prawie wieczór, więc wierzę, że niedługo to nastąpi, a przynajmniej mam nadzieję. Tak strasznie wolno upływa mi czas, że to aż nierealistyczne. Na dobrą sprawę to tylko siedzę, ale jak wysoką ma to wagę w tej chwili jest po prostu niewyobrażalne. Jednak, nie chcę stąd wychodzić, nawet jakby mi kazali. Siedzę tutaj z własnej woli i jak na razie nikt mi tego nie zabroni. Naprawdę nie wierzę w rzeczy jakie się dzieją, te negatywne, jak i pozytywne. To po prostu jest bardzo trudne do wyobrażenia, a ja jak widać jestem świadkiem i uczestnikiem tego wszystkiego. I tak naprawdę... to nawet nie wiem co mam o tym myśleć, nawet nie bardzo potrafię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Idę do baru po coś do picia - oznajmił Niall, wstając z krzesła stojącego obok. - Chcesz jakąś herbatę?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chętnie. - Uśmiechnęłam się blado. - Cytrynową.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jasne. - Odwdzięczył uśmiech, pochylił się nade mną i pocałował w czubek głowy. Brat, jakiego zawsze pragnęłam. - Zaraz wracam - oświadczył, a ja pokiwałam tylko głową.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Nie potrzebujemy wiele ze sobą rozmawiać, rozumiemy się bez słów, zawsze i bez wyjątku. Nawet nie wiem właściwie jak to się dzieje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Zobaczyłam jak wychodzi z sali, a potem wróciłam wzrokiem z powrotem do Louisa i mimowolnie się uśmiechnęłam szerzej. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku i odgarnęłam mu z czoła kilka włosów, które na nie opadły. Westchnęłam i z powrotem umieściłam jego dłoń w swojej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Tak bardzo chciałabym znów móc go usłyszeć. Oddałabym za to naprawdę wszystko.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;I nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki, jakbym moje myśli wypowiadała na głos, poczułam kolejne tego dnia delikatne ściśnięcie. Spojrzałam na moją dłoń splecioną z dłonią szatyna, a gest się powtórzył. W szoku na chwilę przestałam oddychać i przekręciłam głowę lekko w lewo. Spotkałam się z błękitnym, przepięknym wzrokiem Louisa, który się we mnie wpatrywał. I tylko we mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Obudziłeś się - powiedziałam z ulgą, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza radości. Próbował się poruszyć czy chociaż mnie dotknąć, ale ja wiedziałam, że to może nieść za sobą jakieś ryzyko. - Poczekaj, nie ruszaj się. Wezwę lekarza. - Natychmiast się podniosłam i podeszłam do ściany, wciskając odpowiedni przycisk. Nie spuszczał ze mnie wzroku, a ja z niego. Uśmiechał się i to napawało mnie niesamowitą radością.&lt;br /&gt;
Wróciłam z powrotem na krzesło obok jego łóżka i złapałam za jego rękę.&lt;br /&gt;
- Bardzo się bałam, wiesz? Że się nie obudzisz... Cii, nic nie mów. Jeszcze nie. - Delikatnie zareagowałam, gdy chciał zdjąć maskę tlenową i coś powiedzieć. Nie chcę robić nic więcej bez wcześniejszej konsultacji lekarza. Chcę wiedzieć co z nim jest teraz i dopiero wtedy mogę cokolwiek...&lt;br /&gt;
- Wzywała mnie pani. Co się stało? - wysapał doktor wpadając do sali.&lt;br /&gt;
- Obudził się, on się obudził. - Odwróciłam się w stronę mężczyzny i uśmiechnęłam się szeroko. Podszedł bliżej nas i zaczął się dokładnie przyglądać szatynowi.&lt;br /&gt;
- To jest świetna wiadomość, mówiłem pani, że jeszcze dziś powinien się obudzić i jak widać tak się stało. No dobrze, czy mógłbym prosić panią, aby wyszła na kilka minut z sali? Chciałbym przeprowadzić kilka prostych, szybkich badań i zapoznać pacjenta z pewnymi rzeczami oraz tym co się stało.&lt;br /&gt;
- Dobrze, oczywiście. - Wstałam z krzesła i jeszcze szybko pocałowałam Louisa w czoło, a potem skierowałam się do wyjścia.&lt;br /&gt;
- Postaram się pospieszyć - usłyszałam za sobą i się uśmiechnęłam.&lt;br /&gt;
- Dziękuję - powiedziałam cicho, a następnie przeszłam do holu szpitalnego. Usiadłam przy szybie zastępującej fragment ściany i obserwowałam dokładnie co się dzieje. Aż nie nadbiegł wystraszony całkowicie Niall.&lt;br /&gt;
- Jezu, co się stało? Poszedłem tylko na chwilę na dół, a ty już siedzisz na korytarzu. Co mu się stało?&lt;br /&gt;
- Obudził się - odpowiedziałam i spojrzałam ponownie w szybę, widziałam jak lekarz świeci małą latareczką w oczy Louisa.&lt;br /&gt;
- C-co? - zająkał się. Odstawił trzymane kubki na podłogę i skierował swój wzrok z tym samym kierunku co ja. - To cud.&lt;br /&gt;
- Zgadzam się. To cud. - Po policzkach spłynęło mi znacznie więcej łez. Zaczęłam głaskać swój brzuch, w jego wnętrzu dzieci zaczęły już mnie kopać. Wyczuwają wszystko, wiem to.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Niall usiadł obok mnie, przytulił mocno i sam się rozpłakał, po raz kolejny dzisiejszego dnia. Głupie jest powiedzenie, że chłopaki nie płaczą. Oni też mają uczucia, jak najbardziej.&lt;br /&gt;
- Tyle czekaliśmy i się obudził. To jest cud - wyszeptałam. To interwencja Boga. Zadziwił nas wszystkich, bez wyjątku.&lt;br /&gt;
- 2 tygodnie to było zdecydowanie za długo, ale teraz możemy się cieszyć.&lt;br /&gt;
- Zadzwoń do wszystkich, zadzwoń do Doncaster.&lt;br /&gt;
- Zadzwonię, zadzwonię. Nie martw się o to. To jest... Boże, trudno to nazwać, ale to niesamowite. Wiesz co teraz czuję, prawda? Wiem, że wiesz.&lt;br /&gt;
- Wiem, a ty wiesz co czuję ja. - Szeroko się uśmiechnęłam i wtuliłam głowę między ramiona Nialla. Zbyt długo na to czekałam.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Tak jak obiecał lekarz, jego rozmowa z Louisem trwała niedługo. Po kilku minutach już stał przede mną, by móc mi pokrótce wszystko powiedzieć.&lt;br /&gt;
- Pani Smith, tak jak pani może się spodziewać, mam dobre wieści, a nawet więcej, bardzo dobre. Nie doszło do żadnego uszkodzenia mózgu bądź jego obumarcia tak jak wcześniej to podejrzewaliśmy, bo pacjent zachował całkowitą świadomość. Wie jak się nazywa, kim jest i co się stało. Wystąpiły drobne problemy z tym ile czasu był w śpiączce i jaki jest dzień, ale to jest normalne. Pacjent reaguje na bodźce i prawidłowo oddycha, nie ma też problemów z mową ani ze wzrokiem czy słuchem. Przy tym ile był w śpiączce, możemy potraktować to jako cud. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, a to jest rzadkie przy takiej sytuacji, więc proszę mieć na uwadze to z czym pański narzeczony wygrał.&lt;br /&gt;
- Mam, oczywiście, że mam. Bałam się, że już się nie wybudzi.&lt;br /&gt;
- To dzięki pani stało się tak jak się stało. Gdyby nie pani... no, prawdopodobnie tak dobrze by nie było. Tylko proszę na przyszłość nie wpadać tak bez uprzedzenia na salę i pozwolić wykonywać nam naszą pracę. - Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.&lt;br /&gt;
- Przepraszam, to były emocje. Bałam się po prostu i...&lt;br /&gt;
- Rozumiem, na szczęście nic wielkiego się nie stało.&lt;br /&gt;
- Czy w takim razie mogę do niego wejść? - zapytałam. Czekałam na to już od samego początku.&lt;br /&gt;
- Oczywiście. Tylko proszę nie męczyć pacjenta. Jakby się coś działo, proszę kogoś z nas wezwać.&lt;br /&gt;
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się w stronę szyby i spotkałam się z uśmiechem szatyna. - I dziękuję! - dodałam, gdy zauważyłam, że lekarz się oddala. Odwrócił się tylko i posłał mi kolejny uśmiech.&lt;br /&gt;
- Wchodzisz? - Odwróciłam się do Nialla szczerząc się jak głupia, a on pokręcił tylko głową.&lt;br /&gt;
- Idź, ty powinnaś wejść pierwsza. Czeka na ciebie. No leć. - Zaśmiał się pospieszając mnie. Nie musiał powtarzać mi po raz kolejny, natychmiast udałam się do sali mojego ukochanego.&lt;br /&gt;
Serce biło mi jak szalone, znów mogłam go usłyszeć, po tylu dniach... Bardzo tęskniłam za nim, mimo że leżał obok. Tęskniłam, bo był, ale nie mogłam z nim nawet chwilę porozmawiać.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Gdy wchodziłam do sali, nasze spojrzenia nie odrywały się od siebie, a delikatne uśmiechy nie schodziły z twarzy. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie.&lt;br /&gt;
Usiadłam na siedzeniu obok i jak zwykle złapałam jego dłoń. Tak jakbym trzymała cały swój świat przy sobie.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3CUWe7VN8w1K1nCBFpH4W9xWE3sfQrXAEvwj678xs3E8pgGslbVpNhwB_SjqD9M4kHdJfjHYMgjDngPxAFGbvn2hoWuYzl9BcuzSROeGUV-fT5RS1t-eLeIp9-1Lk5CMZPprGVEztsaM/s1600/giphy.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;270&quot; data-original-width=&quot;480&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3CUWe7VN8w1K1nCBFpH4W9xWE3sfQrXAEvwj678xs3E8pgGslbVpNhwB_SjqD9M4kHdJfjHYMgjDngPxAFGbvn2hoWuYzl9BcuzSROeGUV-fT5RS1t-eLeIp9-1Lk5CMZPprGVEztsaM/s1600/giphy.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;Od czego mogłam zacząć rozmowę? Co powiedzieć? Nie wiem, co powinnam po tak długim czasie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
Jednak ku mojemu zdziwieniu to on wszystko zaczął. Powolnym ruchem ręki zdjął z twarzy maskę tlenową i zaczął oddychać sam. Chciałam zaprotestować, by założył ją z powrotem, jednak on pokręcił głową i zaczął delikatnie zataczać kciukiem kółka na mojej dłoni. Brakowało mi jego dotyku, rozpływałam się pod jego wpływem. Teraz już naprawdę nie byłam w stanie się odezwać.&lt;br /&gt;
- Nie zasługuję nawet na jakieś drobne: witaj, po takim czasie? - zapytał żartobliwie, a ja uśmiechnęłam się szerzej i łzy na nowo zaczęły napływać mi do oczu.&lt;br /&gt;
- Hej - wykrztusiłam próbują się nie popłakać.&lt;br /&gt;
- Przez te 2 tygodnie słyszałem wszystko co do mnie mówisz, wiesz? Jak mnie dotykasz, ściskasz moją dłoń.&lt;br /&gt;
- Naprawdę?&lt;br /&gt;
- Naprawdę - przytaknął. - Z całej siły chciałem obudzić się wcześniej, ale nie potrafiłem. Jakby coś mnie tam trzymało i nie pozwoliło odejść stamtąd gdzie byłem. Dopiero dzisiaj...&lt;br /&gt;
- Chcieli cię odłączyć od respiratora, nie pozwoliłam.&lt;br /&gt;
- Wiem... Najpierw ja uratowałem ciebie, dzieci...&amp;nbsp; a teraz ty uratowałaś mnie. Nie wiem jak mogę ci za to dziękować.&lt;br /&gt;
- Po prostu już więcej tak mnie nie strasz, dobrze?&lt;br /&gt;
- Postaram się. - Jemu nie schodził uśmiech z twarzy, mi również.&lt;br /&gt;
- Bardzo tęskniłam, bardzo się bałam i... nie dawałam sobie spokoju z myślą, że to mogła być moja wina. Czuwałam przy tobie cały cały czas, tak jak Niall... - Gestem wskazałam na szybę, a mój brat nam pomachał, gdy zobaczył, że Louis mu się przygląda.&lt;br /&gt;
- To nie była twoja wina. Ratowałem was, bo was kocham. I nie mów, że jednak była, bo nasłuchałem się już tego wiele razy. Pamiętasz? Byłem świadomy wszystkiego co się dzieje. Tylko... przestraszyłem się dziś, gdy chcieli mnie odłączyć... Musiałem dać jakiś znak, że żyję i cieszę się, że się w ostatniej chwili pojawiłaś, a ja dałem radę.&lt;br /&gt;
- Ja również. - Przybliżyłam jego dłoń do swoich ust i ucałowałam.&lt;br /&gt;
- Nie mogłem was zostawić. Tak bardzo cię kocham, że to aż niewyobrażalne. Mam nadzieję, że dbałaś o siebie, brałaś leki, odpoczywałaś i nie głodziłaś się tak jak kiedyś - powiedział, a ja przewróciłam oczami.&lt;br /&gt;
- Oczywiście. Z dziećmi wszystko jest w porządku, oprócz tego, że również się bały o ciebie. Cały czas kopały i nie mogły się uspokoić. Wiesz co?&lt;br /&gt;
- Hmm?&lt;br /&gt;
- Jakiś czas temu odkryto u mnie genetyczną wadę wrodzoną oczu, tą samą co u Nialla.&lt;br /&gt;
- To też słyszałem. - Uśmiechnął się blado. - Ale zapytam: skoro tak, to gdzie podziały się twoje okulary?&lt;br /&gt;
- Noszę soczewki.&lt;br /&gt;
- Oh, a ja myślałem, że będę cię mógł w nich zobaczyć. Pewnie wyglądasz pięknie.&lt;br /&gt;
- Założę je jutro specjalnie dla ciebie, okej? - zapytałam, a on pokiwał głową.&lt;br /&gt;
- Usiądź bliżej, proszę - powiedział cicho, a w jego oczach zobaczyłam drobne iskierki.&lt;br /&gt;
Wstałam z krzesła i usiadłam na łóżku, bardzo blisko niego. Od razu położył dłoń na moim brzuchu i zaczął go masować. Wyciągnęłam rękę i położyłam na jego włosach.&lt;br /&gt;
- Jesteś zmęczony i osłabiony, nie powinieneś jeszcze tyle mówić. Odpocznij.&lt;br /&gt;
- Zaśpiewaj mi - poprosił. - Tęskniłem za tym jak śpiewasz, nie robiłaś tego od tak dawna - szepnął.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;- Co mam zaśpiewać? - spytałam.&lt;br /&gt;
- Wybierz coś. Chcę tylko cię posłuchać. - Nieprzerwanie na mnie patrzył, a ja zagryzałam wargę myśląc nad tym co mogę dla niego wykonać. Po kilku minutach już wiedziałam. Jego ulubiona piosenka.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- &lt;i&gt;&quot;Całe moje życie,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Byłeś ze mną,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Podczas gdy nikogo innego nie było.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Te wszystkie światła,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;One nie mogą mnie oślepić.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Z twoją miłością nic nie może mnie pokonać.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&lt;i&gt;Nikt, nikt,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nikt nie może mnie pokonać.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Mam ogień zamiast serca,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nie straszna mi ciemność,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nigdy nie wiedziałeś, że to jest takie proste.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Mam rzekę zamiast duszy&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;I ty, kochanie jesteś łodzią,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Kochanie, jesteś moim jedynym powodem.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&lt;i&gt;Gdybym nie miała ciebie, nic by nie zostało.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;(...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Gdybym nie miała ciebie, nigdy nie ujrzałabym słońca.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Nauczyłeś mnie jak być kimś,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;O tak.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&lt;i&gt;Całe moje życie,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Byłeś ze mną,&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Podczas gdy nikogo innego nie było.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;(...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Z twoja miłością nic nie może mnie pokonać.&quot;*&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&amp;nbsp; Skończyłam śpiewać, zasnął. Pochyliłam się nad nim, z powrotem założyłam mu maskę tlenową i pocałowałam w czoło.&lt;br /&gt;
- Śpij dobrze, kochanie. Tylko obudź się potem. Zapomniałam ci powiedzieć, że wszyscy przyjadą do ciebie, również z Doncaster, ale... myślę, że to też wiesz. Kocham cię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Około półtora tygodnia później~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dziś w końcu wychodzę ze szpitala. Trudno w to uwierzyć, ale tak. Siedzenie tutaj prawie miesiąc to chyba nie jest marzenie nikogo. 2 tygodnie śpiączki i kolejne półtora pozostałe na dalszej obserwacji. Wolałbym ten czas spędzić inaczej. W domu, z Summer i naszymi jeszcze nienarodzonymi dziećmi. Ale nie mogę na nic narzekać, bo miałem tu doskonałą opiekę, a ona przychodziła codziennie i była ze mną przez kilka, czasem kilkanaście godzin, mimo że mówiłem jej, by w końcu odpoczęła. Ale ona jest nadzwyczaj uparta. Szczęście, że gdy przychodziła, to chociaż siedziała w miejscu. Zagrożona ciąża to nie przelewki, a ona i tak powinna bardziej dbać o siebie.&lt;br /&gt;
Dowiedziałem się też przez ten czas, że Vanessa i Jacob to rodzeństwo. No nieźle. Chyba nikt by tego nie podejrzewał, a jak widać, wyszło jak wyszło.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Tak czy inaczej, wychodzę stąd niezwykle uradowany, bo za 2 tygodnie święta, a za 3 moja narzeczona ma termin porodu. Nie mogę się doczekać, gdy zobaczę maluchy już na świecie, choć też niesamowicie się boję. Jeśli prognozy lekarzy się spełnią, ona... ona może nie przeżyć porodu. Nawet nie chcę myśleć o tym, że może do tego dojść. Nie chcę i nie potrafię. Odkąd się obudziłem ze śpiączki, codziennie się modlę o to, by Bóg ją oszczędził. Oszczędził ją i dzieci, i pozwolił im żyć. Jestem pewien, że nie przemyślał tego dokładnie. Jeśli umrze... zostanę samotnym ojcem bliźniaków. Jeśli one także umrą... załamię się psychicznie. Wystarczy, że to ja musiałem tu walczyć o życie, nie trzeba w to wciągać jeszcze ich, bo to na pewno nie jest przyjemne i mogę to potwierdzić na podstawie własnych doświadczeń. Cholera, dlaczego ja o tym myślę? Tak bardzo nie chcę, a wciąż to robię. To chyba pokazuje jak bardzo się tego obawiam. To nie znaczy, że wcześniej się nie bałem. Byłem przerażony od momentu, gdy mi o tym powiedziała.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Uratowałem ich, bo... zbyt bardzo ich kocham, by stracić. Wolałem sam cierpieć niż narażać na to bliskich. Nie chcę nawet więcej się wypowiadać na ten temat, bo to był impuls, nad niczym nie myślałem. Zakryłem Summer swoim ciałem, bo moja miłość do niej jest zbyt mocna, przekracza wszelkie granice. To jest główny powód moich czynów. Wszystkich.&lt;br /&gt;
Jeśli popatrzeć na to z drugiej strony, ja też mam dużo kochających osób. Fani to ta jedna grupa, a rodzina i bliscy to druga, i to właśnie oni są dla mnie tymi ważniejszymi. Wszyscy z Doncaster przyjechali tu zaraz po moim wybudzeniu i byli przez kilka dni. Zabrali nawet Doris i Ernesta, mimo że są jeszcze mali i nie wiele rozumieją.&lt;br /&gt;
Doceniam ich całe wsparcie, kochają mnie z wzajemnością.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Tak siedzę i rozmyślam, i nie mogę się doczekać aż stąd wyjdę.&lt;br /&gt;
O właśnie, o wilku mowa. Moja malutka, kochana...&lt;br /&gt;
- Ktoś przyjechał zabrać cię z tego strasznego miejsca - powiedziała z samego początku Summer stojąca w drzwiach, a ja wybuchłem śmiechem.&lt;br /&gt;
- Ktoś, tak? Ciekawe kto to taki może być, hmm? Wiesz przypadkiem kto to? - zapytałem. Czekałem rozbawiony na jej reakcję.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- O jejku... - Przewróciła oczami, podeszła do mnie i namiętnie pocałowała. I na to właśnie czekałem.&lt;br /&gt;
- Taka odpowiedź też mi pasuje, by zgadnąć kto to taki może być.&lt;br /&gt;
- Lubisz się tak ze mną bawić, wiem, mogłabym robić to dalej, ale nie mamy teraz czasu - odpowiedziała wpychając mi do rąk torbę.&lt;br /&gt;
- Nie mamy? W takim razie, dlaczego mam się tak pospieszyć? - spytałem i wstałem z łóżka, a ona usiadła. Dobra, możemy i tak.&lt;br /&gt;
- A nie masz ochoty wrócić do domu, zjeść coś pysznego, spędzić ze mną miło czas i poleżeć trochę w naszym łóżku? - spytała przygryzając wargę.&lt;br /&gt;
- Przekonałaś mnie. Mam w takim razie rozumieć, że w tej torbie są ubrania, tak? - zapytałem powoli kierując się do łazienki.&lt;br /&gt;
- A myślałeś, że przyniosłam bombę czy co?&lt;br /&gt;
- Ja nie wiem. - Podniosłem ręce w obronie. - Tylko pytam.&lt;br /&gt;
- To nie pytaj tylko idź się przebrać. Będziesz się mył czy...&lt;br /&gt;
- Umyłem się przed twoim przyjazdem, więc nie będziesz musiała tak długo na mnie czekać.&amp;nbsp; - Mrugnąłem do niej.&lt;br /&gt;
- Podoba mi się to. - Oblizała usta. - Pomóc ci?&lt;br /&gt;
- Ale, że w czym? - Zmrużyłem oczy przypatrując się jej.&lt;br /&gt;
- No w przebraniu się.&lt;br /&gt;
- Uważasz, że sobie nie poradzę? Że nie umiem się sam ubrać?&lt;br /&gt;
- Nie, nie, skądże. Tylko pytam jakbyś jednak potrzebował pomocy.&lt;br /&gt;
- Poradzę sobie, nie musisz się martwić. Skoro robiłem to sam przez ostatnie dni, teraz też dam radę. Dlatego ty tu poczekaj, daj mi kilka minut, a ja zaraz wracam. - Otworzyłem drzwi do łazienki i zapaliłem światło. Czas stąd wyjść.&lt;br /&gt;
- Nigdzie nie zamierzam iść bez ciebie! - usłyszałem za drzwiami i ponownie się roześmiałem. Jak ja ją kocham.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zdjąłem z siebie koszmarne, białe okrycie szpitalne. Naprawdę dobijało mnie to, że wszystko tu jest białe, nawet pościel. Już zaczynam rzygać tym białym. Jakby nie mogli dać chociaż zielonego czy niebieskiego, żeby było milej i trochę uszczęśliwić tym człowieka.&lt;br /&gt;
Wyjąłem wszystkie ubrania z torby i położyłem je na znajdującą się w tym pomieszczeniu szafkę. Dobra, co ona mi spakowała? Mam nadzieję, że nic białego. Okej, cofam to pytanie. Teraz zastanawiam się jakim cudem ona to wszystko wraz z kurtką spakowała do tej małej torby. To naprawdę ciekawe.&lt;br /&gt;
Zacząłem grzebać w wyłożonych ubraniach w poszukiwaniu bokserek i ostatecznie je znalazłem. Szybko je na siebie wcisnąłem, wskoczyłem w jeansowe rurki, włożyłem jeszcze na siebie czarny t-shirt, a na niego jedną z moich cieplejszych bluz, tym razem tą szarą. Zostały jeszcze tylko skarpetki i buty.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Gotowy, wziąłem torbę i kurtkę w rękę i wyszedłem z łazienki, gasząc za sobą światło.&lt;br /&gt;
- Naprawdę szybki jesteś. - Summer zagwizdała na mój widok.&lt;br /&gt;
- A co? Nie wierzyłaś w moje zdolności? - zapytałem, podchodząc bliżej niej.&lt;br /&gt;
- Ja? Nigdy. Ja doskonale znam twoje zdolności. - Uśmiechnęła się i ponownie tego dnia mnie pocałowała. Wspominałem jak bardzo ją kocham? - Dawaj tą torbę, trzeba spakować twoje rzeczy. - Wyrwała mi z rąk materiał i zaczęła wkładać ręczniki i te inne duperele.&lt;br /&gt;
- Zwariowałaś, prawda? - Tym razem to ja wyrwałem torbę z jej rąk. - Siadaj, a nie się męczysz. Potrafię spakować kilka&amp;nbsp; rzeczy. - Wziąłem ją za rękę i usadziłem na łóżku, a ona tylko przewróciła oczami i zaczęła coś mamrotać pod nosem, a ja pakowałem swoje rzeczy. - Gdzie mój telefon? Co z nim zrobiłaś? - zapytałem marszcząc brwi.&lt;br /&gt;
- Nic. Po prostu trzymam go, żebyś nie zapomniał go zabrać. - Pomachała moim iPhonem w ręku. Pokręciłem głową i go jej odebrałem. - Tak w ogóle to ładną masz tapetę - dodała, a ja odtworzyłem w głowie to zdjęcie. Było to właśnie to, na którym przytulam ją od tyłu i całuję w policzek, a ona tak pięknie się uśmiecha.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg_Dry9O8rLZ-ycjBfmRPl1NGG6s87OZUo-6DLg8rQgnJxCw0KkKSfFwpUZZ6C-Tx4wx5OU3UZvtfOYij9xDlZeLeMZISPmEKkLpfyRuwPKOL-kK1asymKmFb7oWH2_BwrV26bxkULTv8c/s1600/640-louis-tomlinson-danielle-campbell-1dbf2086fb49e629c8704ff0000daffed.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;400&quot; data-original-width=&quot;640&quot; height=&quot;250&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg_Dry9O8rLZ-ycjBfmRPl1NGG6s87OZUo-6DLg8rQgnJxCw0KkKSfFwpUZZ6C-Tx4wx5OU3UZvtfOYij9xDlZeLeMZISPmEKkLpfyRuwPKOL-kK1asymKmFb7oWH2_BwrV26bxkULTv8c/s400/640-louis-tomlinson-danielle-campbell-1dbf2086fb49e629c8704ff0000daffed.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
- Hej, jesteś kłamczuchem, wiesz o tym? Grzebałaś mi w telefonie. - Zaśmiałem się.&lt;br /&gt;
- Nie grzebałam, po prostu go na chwilę odblokowałam.&lt;br /&gt;
- Nie ufasz mi? - Podszedłem bliżej z uniesionymi brwiami i szerokim uśmiechem na twarzy.&lt;br /&gt;
- Co? Skąd ten pomysł? Ufam ci w 100%. - Zaniepokoiła się moim pytaniem.&lt;br /&gt;
- Przecież żartuję, głuptasie. Wiem jak bardzo lubisz go używać, nie przeszkadza mi to. Chodźmy już, co? - zapytałem zakładając kurtkę na siebie. Z niewyjaśnionego powodu, Summer lubi mój telefon bardziej od swojego. - Naprawdę nie mam ochoty spędzać tu kolejnych minut. Chcę stąd tylko wyjść. - Założyłem torbę na ramię i wziąłem ją za rękę. - Idziemy jeszcze po wypis, tak?&lt;br /&gt;
- Już tam byłam - odpowiedziała.&lt;br /&gt;
- Oczywiście, ty już wszystko załatwiłaś. Chwila, jak ty w ogóle tu przyjechałaś? Powiedz, że nie kierowałaś. - Zatrzymałem się przy wyjściu z sali. Jest ślisko, pada śnieg, a ona jest w zaawansowanej ciąży. To zbyt niebezpieczne, by teraz kierowała. Mam nadzieję, że tak nie zrobiła.&lt;br /&gt;
- Daj spokój. Przecież przyjechałam z Niallem.&lt;br /&gt;
- W takim razie, gdzie jest Niall?&lt;br /&gt;
- Ktoś do niego dzwonił, więc został w aucie. Powiedziałam, że sobie sama poradzę, więc ostatecznie pozwolił mi iść samej.&lt;br /&gt;
- Jesteś nieustępliwa, zawsze dostajesz to co chcesz. Widzę, że dobrze wybrałem.&lt;br /&gt;
- I to bardzo dobrze. Teraz daj tą torbę. - Chwyciła za materiał i próbowała mi go ściągnąć z ramion, ale ja się odsunąłem, przytrzymując mocno torbę przy sobie.&lt;br /&gt;
- Ej, ej, ej. Ty się tak nie rozpędzaj. W tym to akurat ja ci nie ustąpię.&lt;br /&gt;
- Jesteś po operacji. Dawaj to.&lt;br /&gt;
- Summer, nie jestem kaleką, operacja była dawno, nie mam już szwów i czuję się wystarczająco dobrze. I kto tu z naszej dwójki jest w ciąży, co? Raczej nie ja.&lt;br /&gt;
- A pewny jesteś?&lt;br /&gt;
- Summer... czasem nie mam już do ciebie siły. - Wziąłem ją ponownie za rękę i ruszyliśmy korytarzem.&lt;br /&gt;
- Za to mnie kochasz - odpowiedziała i pocałowała mnie przelotnie w policzek.&lt;br /&gt;
- Wygrałaś. - Zaśmiałem się. - Dlaczego, tak w ogóle idziemy w tą stronę?&amp;nbsp; Z tego co się orientuję, wyjście jest w drugą.&lt;br /&gt;
- Bo jest, ale my wychodzimy tylnym.&lt;br /&gt;
- A to dlaczego? - Zmarszczyłem brwi.&lt;br /&gt;
- Bo przed szpitalem jest masa fanów i Niall nie mógł nigdzie zaparkować. Dodajmy do tego jeszcze, że nie wzięliśmy ochrony ze sobą.&lt;br /&gt;
- Nie wzięliście ochrony? Uuu... Co z tobą, Summer? - zapytałem rozbawiony.&lt;br /&gt;
- Przestań. - Szturchnęła mnie w ramię. - Chcieliśmy po ciebie przyjechać jak każdy kto odbiera swoich bliskich. Bez tej całej szopki.&lt;br /&gt;
- Doceniam to. Szczerze, to może tak jest nawet lepiej. Chociaż... wciąż nie mogę uwierzyć, że ich nie zabrałaś.&lt;br /&gt;
- Ha, ha, ha. Odkąd się obudziłeś stał z ciebie niezły żartowniś, wiesz o tym, panie Tomlinson?&lt;br /&gt;
- Może tak, może nie, pani Tomlinson. - Mrugnąłem do niej.&lt;br /&gt;
- Panno Smith - poprawiła mnie, a ja się zaśmiałem. Specjalnie to powiedziałem.&lt;br /&gt;
- Nie, pani Tomlinson. - Trzymałem przy swoim. - Co ci szkodzi używać tego nazwiska już teraz? - zapytałem.&lt;br /&gt;
- Bo chcę to zrobić dopiero po ślubie, oficjalnie pierwszy raz.&lt;br /&gt;
- No dobra, skoro ci tak zależy.&lt;br /&gt;
- Bardzo. - Przytuliła mnie mocno. - Chcę już zawsze być z tobą.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh2gUUlafLN4I4YVV39Ry-J-DOnXZUpDs0t9_6IZdXr_TSbqs_PFGEz12fXItwcfBunjYJ6fB6kA4f5NA97GC67TEN8zfhgVUceMEicsh-veSQYfRfxAdqmmTVBG-r351rlTMUMUNxRQBQ/s1600/tumblr_nudpibOday1txn4tso4_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;291&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh2gUUlafLN4I4YVV39Ry-J-DOnXZUpDs0t9_6IZdXr_TSbqs_PFGEz12fXItwcfBunjYJ6fB6kA4f5NA97GC67TEN8zfhgVUceMEicsh-veSQYfRfxAdqmmTVBG-r351rlTMUMUNxRQBQ/s1600/tumblr_nudpibOday1txn4tso4_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Mieć go w domu, przy sobie, to jest cudowne uczucie. W końcu wszyscy razem. Możemy robić co tylko chcemy nie przejmując się, że w tym samym budynku są jeszcze dziesiątki innych ludzi i lekarzy. Tylko ja, on i dzieci. On, który właśnie przepadł na jakieś pół godziny, bo rozkoszuje się naszą ogromną wanną i próbuje zmyć z siebie zapach szpitala i środków dezynfekujących. Na jego miejscu, pewnie też tak bym postąpiła. Też nie lubię szpitali. Odkąd się poznaliśmy, byłam tam 2 czy może nawet 3razy, a za jakiś czas będę kolejny. Cholernie boję się igieł, nawet patrząc na nie robi mi się słabo. Nie używałam ich nawet, gdy brałam narkotyki, bo zwyczajnie się bałam. Wiem, to głupie. Nie zdążyłam się również do nich przyzwyczaić, gdy w czasie mojej trasy, kilka lat temu, podawano mi potrzebne leki na wzmocnienie i odzyskanie energii. Nadal twierdzę, że są one wstrętne. Jakby nie mogli wymyślić czegoś mniej bolesnego. Czasem sama głupota ludzi mnie przeraża.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nareszcie - powiedziałam rozkładając się bardziej na łóżku, gdy zobaczyłam Louisa przed oczami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co nareszcie, co nareszcie? - odpowiedział mi będąc w samych bokserkach. Jego włosy były zaczesane do tyłu i kapały z nich ostatnie krople wody. I taki też bardzo mi się podoba. - To ty wzywałaś kogoś do naprawy ogrzewania? Mam nadzieję, że nie siedziałaś tu w tym mrozie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie, nie dało się tu wytrzymać. Niall wynajął jakieś osoby, ja nie miałam do tego kompletnie głowy. Szybko to załatwili, bo następnego dnia już wszystko doskonale działało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To dobrze, że tu wtedy nie przebywałaś. Mogłaś nieźle zamarznąć. - Położył się obok mnie na łóżku, a ja przytuliłam się do jego nagiego torsu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak naprawdę, jestem tu pierwszy raz dłużej od tego napadu - powiedziałam cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jak to? - zapytał delikatnie marszcząc brwi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie chciałam być sama, oni też nie chcieli mnie zostawiać, więc wszyscy byliśmy u nich w domu. Przyjeżdżałam tu kilka razy, ale tylko, by zabrać kilka rzeczy. Jak widać, nie było mnie bardzo długo.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Żałujesz tego?&lt;br /&gt;
- Nie... Nie obchodziło mnie to gdzie jestem. Większość czasu i tak spędziłam w szpitalu. Jedyne czego pragnęłam wtedy, to żebyś się w końcu obudził.&lt;br /&gt;
- Ja też tego chciałem - cicho odpowiedział.&lt;br /&gt;
- Ta blizna jest okropna - jęknęłam przejeżdżając palcem po niedoskonałości na jego brzuchu. Nie byłoby jej, gdyby nie Lucas.&lt;br /&gt;
- Nie jest okropna. Jest teraz dla mnie ważna - powiedział łagodnie.&lt;br /&gt;
- Dlaczego? - Podniosłam wyżej głowę.&lt;br /&gt;
- Bo przypomina mi o tym, że uratowałem cały swój świat i tylko to się teraz liczy.&lt;br /&gt;
- Mówiłam ci kiedyś jak wspaniałym facetem jesteś? - zapytałam.&lt;br /&gt;
- Coś tam kiedyś wspominałaś - przyznał rozbawiony i zaraz mnie pocałował. Trwałoby to w najlepsze, gdyby nie przeszkodził nam dzwonek mojego telefonu.&lt;br /&gt;
- Podasz mi telefon? Jest na szafce za tobą. - Wskazałam palcem na mebel.&lt;br /&gt;
- Yhym. - Pokiwał głową. - Niall? Po co o tej godzinie do ciebie dzwoni? - Zmarszczył brwi, podał mi telefon. - Tak szybko się stęsknił?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wiem. - Wzruszyłam ramionami i odebrałam. - Tak, Niall?&lt;br /&gt;
- S-Summer... Jesteś teraz z Louisem, prawda? - zapytał.&lt;br /&gt;
-Tak, gdzie indziej miałabym być? - Usiadłam usiadłam zaniepokojona, a Louis zaraz za mną.&lt;br /&gt;
- Coś muszę wam powiedzieć - usłyszałam od niego i momentalnie przełączyłam na głośnik.&lt;br /&gt;
- Co się dzieje? - zapytałam z przyspieszonym oddechem.&lt;br /&gt;
- V-Vanessa...&lt;br /&gt;
- Co z nią? - Słowa z trudem przeszły mi przez gardło.&lt;br /&gt;
- Zasłabła, karetka zabrała ją do szpitala... Pogorszyło się. - Zaczął płakać przez co mi też łzy zaczęły nabiegać do oczu. - Nowotwór postępuje.&lt;br /&gt;
- Ile lekarze dają jej teraz czasu? - zapytał za mnie Louis.&lt;br /&gt;
- Tyle samo, na razie nic się nie zmieniło pod tym względem, ale... Boże, tak się boję. Chcą spróbować znów podać jej chemię.&lt;br /&gt;
- Już do was jedziemy, tak? W którym jesteście szpitalu?&lt;br /&gt;
- Tym w centrum, najbliżej was. Boże, ona musi tu zostać na 2 tygodnie, jeśli chce wrócić na święta. Tak się boję... Nie chcę, by odchodziła... - załkał, a potem słyszałam już tylko jego płacz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
* &quot;Drag Me Down&quot;, piosenka w oryginalnym wykonaniu zespołu One Direction&lt;br /&gt;
_________________&lt;br /&gt;
Jutro z okazji świąt i urodzin Louisa, pojawi się rozdział kolejny.&lt;br /&gt;
/Perriele rebel&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/12/rozdzia-25.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3CUWe7VN8w1K1nCBFpH4W9xWE3sfQrXAEvwj678xs3E8pgGslbVpNhwB_SjqD9M4kHdJfjHYMgjDngPxAFGbvn2hoWuYzl9BcuzSROeGUV-fT5RS1t-eLeIp9-1Lk5CMZPprGVEztsaM/s72-c/giphy.gif" height="72" width="72"/><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-8410275325786563372</guid><pubDate>Sat, 09 Dec 2017 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2018-05-23T16:28:31.676+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 24</title><description>&lt;h3&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;W hołdzie zmarłej Johannah Deakin, mamie Louisa Tomlinsona.&amp;nbsp; &amp;nbsp; To już rok, gdy nie ma cię z nami kochany aniołku... Byłaś cudowną kobietą, mamą i żoną. Nigdy o Tobie nie zapomnimy...&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Spoczywaj w pokoju, Jay...&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvUXNTG1vOGfelCRgLTvmSiYVcSj3t1ZhZ9zL0OFjSWiGGzvcpgZ-osu_EeA6dwBKf1Ozm4l9hehI3isyZ_NNyXsCd5pQvuxvhLiLkSvjN6x85dbBSF6NSGefccwHURiiCYL7k3JNMqLQ/s1600/Louis-Tomlinson-shares-pictures-of-his-baby-on-social-media.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;634&quot; data-original-width=&quot;615&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvUXNTG1vOGfelCRgLTvmSiYVcSj3t1ZhZ9zL0OFjSWiGGzvcpgZ-osu_EeA6dwBKf1Ozm4l9hehI3isyZ_NNyXsCd5pQvuxvhLiLkSvjN6x85dbBSF6NSGefccwHURiiCYL7k3JNMqLQ/s320/Louis-Tomlinson-shares-pictures-of-his-baby-on-social-media.jpg&quot; width=&quot;310&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Jesteś cicho obok mnie. Jadąc przez koszmar, przed którym nie mogę uciec, bezradnie się modląc, światło nie blaknie. Chowając szok (...) Chodzę w tę i z powrotem, podczas gdy ty leżysz nieruchomo. Słyszysz mnie, kiedy krzyczę: &amp;gt;&amp;gt; proszę, nie zostawiaj mnie&amp;lt;&amp;lt;.&quot;&amp;nbsp; &amp;nbsp; - Chord Overstreet&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
~Vanessa~&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wczorajszy napad, wczorajsze postrzelenie, wczorajsza operacja Louisa, wczorajszy niewyobrażalny strach.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wczorajszy cały dzień...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Głowa mi pęka od natłoku wydarzeń. Louis się nie obudził, Summer się załamała, potwierdzono u niej tą wadę co ma Niall, a mi została jeszcze niewyjaśniona sprawa z matką. I tak naprawdę, nikt nic o niczym nie wie. Louis powinien się obudzić już kilka godzin temu, a jak na razie nie widać żadnej znaczącej różnicy w jego stanie. Nie poruszył żadną częścią ciała, nawet palcami. Niepokojące to mało powiedziane. Od operacji minęła już cała doba, a wybudzić się ze śpiączki powinien już dawno. Sam lekarz przyznał, że to raczej nie jest normalne i nie wie dlaczego jest jak jest. Siedzieliśmy u niego całą noc. Oczywiście przed tym zabraliśmy Summer do okulisty, bo podobnie jak Niall jakiś czas temu, również nic teraz nie widziała i skończyło się na tym, że wróciła do szpitala z okularami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nikt nie spał od tych pieprzonych 24 godzin, nawet Summer, a jest to u niej raczej wskazane. Proponowaliśmy jej już kilkakrotnie, że zabierzemy ją do domu, by się przespała choć trochę, ale ona nie ustępowała. Nie chciała zostawiać Louisa samego. W końcu się poddała i wraca ze mną, Niallem i Jacobem do nas do domu. Ale tylko dlatego, że zrozumiała, że on nie zostaje tam sam, bo reszta rodziny będzie przy nim i zadzwonią, gdy pojawi się coś nowego. Nie chcieliśmy jej zabierać do jej domu, głównie dlatego, że ogrzewanie w nim jest dopiero naprawiane. Wstąpiliśmy tam tylko po kilka rzeczy dla Summer. Nie do wyobrażenia jest jak bardzo jest tam zimno w tym momencie. Zapewne, gdybyśmy ją tam zostawili, zamarzłaby na kość.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Również z jedzeniem nie było u nas najlepiej. Summer twierdziła, że przeżyje na samej wodzie, ale na szczęście udało się ją zaciągnąć do szpitalnego baru. Zjadła niedużo, ale coś zjadła. A my próbowaliśmy żyć tylko kawą. Ostatecznie to też nie poszło dobrze, bo Felicite prawie zemdlała i o mało co nie trafiła na izbę przyjęć. Więc wspólnie stwierdziliśmy, że rozsądnie będzie, gdy każdy z nas się prześpi, a w szpitalu będziemy się wymieniać. Dlatego najpierw przywieźliśmy Summer i Jacoba, a my przy okazji wraz z Niallem też odpoczniemy chwilę. Po południu mają przyjechać siostry Louisa i jego mama, my wrócimy do szpitala, a pod wieczór reszta chłopaków przyjedzie tutaj. Jakoś może będziemy funkcjonować. Nasz dom jest najbliżej szpitala, więc to nasz dom będzie służył za mini hotel. Oczywiście, jeżeli ochrona i kucharka już dojechali. Nikt teraz nie ma raczej głowy do gotowania. Wszyscy wiemy, że jeśli będziemy w jednym domu, będziemy czuli się teraz bardziej komfortowo, a Summer pewniej. Głównie jest to ze względu na nią i dzieciaki. Wszystkie wydarzenia wpływają na jej psychikę i emocje. Jedyne co może pomóc to tylko wsparcie. Ucieszyła się bardzo, gdy operacja się pomyślnie skończyła, ale jej nastrój zdecydowanie się zmienił od wczoraj. Jest smutna, załamana, poddenerwowana, mało się odzywa. Cały czas przy nim siedzi i nie opuszcza go na krok, nie licząc tej chwili. Powiedzmy sobie szczerze: musieliśmy zabrać ją do domu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zatrzymaliśmy się pod domem, wolnym już od oblegającej go policji. Westchnęłam i odpięłam pas. Atmosfera między nami jest bardzo dziwna. Naprawdę nikt niepotrzebnie się nie odzywa, każdy zajmuje myśli jedną, tą samą rzeczą i nikt z nas nie jest w nastroju do niczego.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
W czwórkę wysiedliśmy w ciszy z samochodu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Summer, uważaj - odezwał się Niall. - Poczekaj, pomogę ci. - Blondyn podszedł do dziewczyny i objął ją w pasie, powoli prowadząc. Powód, dlaczego Summer jest prowadzona bardzo uważnie jest prosty, a nawet jest ich kilka. Jest bardzo ślisko, mimo że dopiero zaczął padać śnieg, co w Londynie i tak jest dziwne,&amp;nbsp; że pada tak wcześnie, i że w ogóle pada. Drugi powód to taki, że może znów przestać nagle widzieć i przez to stracić równowagę. A trzecim powodem jest jej zmęczenie i już dość spory, a nawet bardzo spory brzuch. I to chyba tyle powodów.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Powoli doszliśmy wspólnie do środka i mogliśmy odetchnąć z ulgą, że mamy za sobą zimno i ślizgawicę&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Odpocznij, okej? Później zawołam cię na obiad. - Zwróciłam się do szatynki.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Jasne... - odpowiedziała cicho, spuszczając wzrok. - Dzięki, że mogę u was zostać.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Nie przesadzaj, możesz tu być ile chcesz - mówiłam, pomagają jej się rozebrać.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- A ja właśnie nie chce być tu długo. - Załkała, a po jej policzkach spłynęły łzy.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Dlaczego? - zapytałam zmartwiona.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Bo chciałabym już wrócić do swojego domu, ale z Louisem...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Wrócisz, niedługo wrócisz.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Kiedy?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Summ... - już chciałam coś wymyślić na poczekaniu i jej odpowiedzieć, ale Niall mnie wyprzedził, kręcąc z przygnębieniem głową. Zadałam głupie pytanie, na które już właściwie miałam odpowiedź. Nie wiem po co to zrobiłam, bo sama zapytała mnie o coś na co tak naprawdę już nie miałam odpowiedzi. Prawda jest taka, że teraz to już nie wiadomo, kiedy Louis się obudzi.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Chodź mała, zaprowadzę cię do pokoju i odpoczniesz - powiedział z troską i objął ją ramieniem prowadząc w głąb domu. Nic gorszego już stać się nie może.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Jacob?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- No? - mruknął wieszając kurtkę.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Idziesz spać czy może coś zjemy? - zapytałam zdejmując buta.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- No to możemy coś zjeść. - Westchnął.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- To chodź. - Wyprostowałam się i skierowaliśmy się oboje do kuchni. Już na miejscu czekało nas kolejne zaskoczenie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Mama? - Zmarszczyłam czoło na widok&amp;nbsp;jej, pijącej herbatę przy oknie. - Co ty tu jeszcze robisz? - zapytałam zdziwiona.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Pilnowałam dobytku?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Jak pilnowałaś?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- No, policja była tu chyba do wieczora, zabierali postrzelonych ochroniarzy, składałam zeznania. Nikogo prócz mnie nie było w domu, więc zostałam. Wiecie, obcy ludzie, nie wiadomo co może...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Okej, rozumiem już, ale jest już jakoś 13, co...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Musimy poważnie porozmawiać - przerwała mi. Wszystko mi się nagle przypomniało. No tak, wczorajsza &quot;wiadomość&quot;.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- To wiem - powiedziałam cicho.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- To ja pójdę chyba jednak na górę - odezwał się Jacob.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Nie, zostań. - Zatrzymała go Nicol. - Tu też chodzi o ciebie. O was dwoje. To bardzo ważne. Proszę, wysłuchajcie mnie uważnie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- A powiesz całą prawdę? - zapytałam, a mój głos lekko zapiszczał.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Obiecuję. Tylko mnie wysłuchajcie. Usiądźcie. - Wskazała na stołki barowe przy wyspie kuchennej. Była lekko... zestresowana? To niemożliwe. Ona?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- W takim razie dobrze - powiedziałam cicho i usiadłam na jednym z siedzeń.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Em, prawdę mówiąc... nie wiem czego właściwie mam oczekiwać. - Jacob niespokojnie usadowił się obok mnie. Wierz mi, ja też nie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- A ja nie wiem od czego zacząć. - Spięła się kobieta. Nie poznaję jej. Coś jest nie tak.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Od początku? - zapytałam unosząc prawą brew.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- No tak... od początku... Łatwe to nie będzie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- A było łatwe przez 16 lat? - spytałam ponownie. Chyba będę cały czas pytać tak jak leci. Wynika to z nie do wiary. Oczywiście. Natomiast chyba Jacob woli nic nie mówić. Nie dziwię się mu. Właściwie to ja sama nie wiem, dlaczego ja coś wciąż mówię i w ogóle jakim cudem mi się to udaje. No, ale cóż. Chyba raczej wolę tłumić w sobie teraz te wszystkie uczucia, odnoszące się do tego jak bardzo zawiodłam się na własnej mamie. Ból, a raczej mocny ucisk w sercu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjtkeYKiVWiftb65IzO2Xu1Ge16GtI-Yv8H5nvap5RaJHoSexc-Xk4uvPr_utGYbK0EId75ydGF8DOf1AmrmtgZL6W5z3U8f8brIIQ-7Q36j_1zZ9mU33L9Ikv-CXI6hLjxWViukLL6l5A/s1600/videotogif_2017.11.25_21.44.55.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;253&quot; data-original-width=&quot;450&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjtkeYKiVWiftb65IzO2Xu1Ge16GtI-Yv8H5nvap5RaJHoSexc-Xk4uvPr_utGYbK0EId75ydGF8DOf1AmrmtgZL6W5z3U8f8brIIQ-7Q36j_1zZ9mU33L9Ikv-CXI6hLjxWViukLL6l5A/s1600/videotogif_2017.11.25_21.44.55.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
- Nie... nie wiem. - Zwiesiła głowę.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Czyli jednak jesteśmy rodzeństwem? - odezwał się Jacob. Spojrzałam na niego. Zaskoczę cię bracie, ale chyba tak...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Tak, jesteście. Przepraszam, że tak długo to ukrywałam, nie powinnam.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Rozumiesz, że powtarza się trochę historia Summer i Nialla, tak?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Nie, źle myślisz. Nie powtarza się. Nie wiedzieliście o tym, że macie rodzeństwo. Jacob nie wiedział, że ma rodziców, wychowywał się w całe życie w domu dziecka. W sytuacji Nialla i Summer, oboje siebie szukali, ale tak dokładnie nie wiedzieli kogo dokładnie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Przejdź do naszej sprawy. Znam doskonale historię mojego chłopaka i jego siostry.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Dobrze. - Westchnęła przygaszona. - Jak wiesz, rozwiedliśmy się z twoim tatą, gdy miałaś 4 latka. Po prostu nam nie wyszło. Miałam 25 lat, bywało różnie. 3 lata później nieoczekiwanie znów się spotkaliśmy. Na imprezie firmowej. Było wino, szampan, tony innych alkoholi, mniejsza z tym. Zaczęliśmy rozmawiać, wspominać trochę, mimo że już nie byliśmy razem. Dowiedziałam&amp;nbsp; się, że ma nową żonę, układa im się nawet dobrze. Nie poruszały mną to jakoś bardzo, ale wtedy, na tym przyjęciu doszło do czegoś. Nie muszę mówić do czego, oboje jesteście już wystarczająco dorośli, by to zrozumieć. To był jednorazowy wyskok, już nigdy wcześniej nic podobnego się nie zdarzyło. Niedługo potem dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Z Jacobem. Stanowiło to dla mnie dużo wyrzeczeń. Chciałam cię zatrzymać, kochanie, naprawdę, ale... dostałam informację, że rodzice Summer i Nialla nie żyją, zmarli w wypadku. Byli moimi bliskimi przyjaciółmi. Ich mama zawsze mówiła, że jeśli coś by się im stało, mam zabrać do siebie jej córkę. Uważała, że już od małego dziecka ma ogromny potencjał, nie chciała by się zmarnowała. Natomiast Niall, jako ten starszy, rozumiał już o wiele więcej. To jego uczyli gry na instrumentach czy udzielali lekcji śpiewu. Wiedzieli, że nie będzie musiał dużo pracować na swój sukces, wiedzieli, że sobie poradzi w życiu. Adoptowałam więc Summer, to był priorytet. Próbowałam również Nialla, ale dom dziecka szybko odkrył ich talenty, to kim byli, nie wyrażali zgody na to, by zostali adoptowani razem. Uważali, że rozdzielenie ich, lepiej wpłynie na ich kariery. Co jak widać, tak się stało. Summer trafiła do mnie, Niall pozostał na Wyspach Brytyjskich. Od początku wiedziałam, że sama nie poradzę sobie z trójką dzieci. Nie mogłam oddać ciebie Vanessa, byłaś do mnie zbyt bardzo przywiązana, była dość duża, ale byłaś wciąż dzieckiem. Nie wiedziałaś, że noszę pod sercem twojego brata. Wierzyłaś, że po prostu przytyłam, dużo. Pamiętasz ten okres, gdy nie było mnie jakiś tydzień w domu i zostałyście same z opiekunką? - zapytała w połowie swojego monologu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Pamiętam, mówiłaś, że musisz pracować - odpowiedziałam.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Wtedy urodził się Jacob. Skarbie, przepraszam, naprawdę. Musiałam oddać cię do domu dziecka, nie poradziłabym sobie sama. Ale zadbałam o to, by się tobą dobrze zajęli. Przychodziłam często. Pamiętasz kogoś takiego?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Była taka kobieta, przychodziła kilka, może kilkanaście razy w miesiącu, nie wiem, ale... ale nie wyglądała jak ty.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Przychodziłam przebrana. Inaczej w końcu byś mnie kiedyś rozpoznał, nawet na ulicy.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Dlaczego zabrałaś mnie z powrotem? - zapytał chłopak. Przysunęłam się bliżej i ujęłam jego dłoń w swoją. Mój brat...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Dowiedziałam się, że Vanessa ma nowotwór. Chciałam, żebyście się zdążyli poznać. Winiłam siebie za to, że nie zrobiłam tego wcześniej. To dlatego przydzieliłam ci nad nim specjalną opiekę. Chciałam, żebyście się zbliżyli do siebie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- To ma sens, duży sens, ale nie zmieni tego, co w tej chwili czujemy - odpowiedziałam, a Jacob przyznał mi rację, kręcąc głową.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Rozumiem.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Tata o tym wie? - spytałam unosząc głowę.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Wie, ale nigdy nie chciał cię poznawać synku, nie wiem dlaczego. Nie chciał już ingerować w nasze życie, nie chciał mnie znać, nie chciał, by jego żona się dowiedziała. Kontaktował się tylko kilka razy&amp;nbsp; z tobą, Vanessa, i chyba wciąż to robi, o ile się nie mylę. Zgodził się jedynie, by Jacob przejął jego nazwisko, ty natomiast, Vanessa, nosisz moje panieńskie. To chyba na tyle. Chcecie coś jeszcze wiedzieć? Odpowiem na wszystkie wasze pytania.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Nie. Muszę to sobie dokładnie poukładać w głowie i przemyśleć. Za dużo emocji, wrażeń i nowych wiadomości. - Jacob już chciał wstać, ale pociągnęłam go z powrotem na siedzenie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Tak. Lucas mówił, że zapłacił za twój dom. Czy to prawda?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Tak... - Zwiesiła ponownie głowę. Proszę państwa! Czego ja się dowiaduję?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEisIpaZhnR9dcxXYHbMqrNEHVot5JuhAMPJJgBeBJynXsKPVlU2Vv24KgjJ74Xm_SBSJgRVI15iSdNSam4NIhiQLj7zh2PFQdSnPRfVGEyNMwxf0q_DlqeWOzEe2JDMRUYI9K986ALKtkE/s1600/giphy+%25281%2529.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;162&quot; data-original-width=&quot;400&quot; height=&quot;161&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEisIpaZhnR9dcxXYHbMqrNEHVot5JuhAMPJJgBeBJynXsKPVlU2Vv24KgjJ74Xm_SBSJgRVI15iSdNSam4NIhiQLj7zh2PFQdSnPRfVGEyNMwxf0q_DlqeWOzEe2JDMRUYI9K986ALKtkE/s400/giphy+%25281%2529.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
- Chodzi o ten dom w Londynie? - zadałam kolejne pytanie.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Tak, o ten sam.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Brałaś pieniądze od Summer. Ba! Ty ją okradłaś gwoli ścisłości. Więc o co chodzi? Co się z nimi stało?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Ostatnio znów... gram w pokera i... i nadużywam alkoholu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Wiedziałam! - prychnęłam. - Moja matka. Czego innego można było się spodziewać?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Słonko...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Żadne słonko, dobra? Jeszcze jedna rzecz. Dlaczego tak źle traktowałaś Summer? Dostrzegłam to dopiero, gdy poznała Louisa.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Ja... no więc.. Vanesso, ja nie chciałam, tylko...&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Dobra, wiesz co? Już się nie tłumacz. Tobie potrzebny jest jedynie odwyk. Takie życie jak ty... Szczerze współczuję. Sobie również... - wyszeptałam dwa ostatnie słowa.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- Czy jest jakaś szansa, żebyście mi wybaczyli? - zapytała. Popatrzyłam na Jacoba. Patrzył tępo w podłogę, w jego oczach zbierały się łzy. Rozsądne było odpowiedzieć za nas dwoje.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
- A czy w ogóle da się wybaczyć taką rzecz?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~2 tygodnie później~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Od przeszło dwóch tygodni nic się nie zmienia. Od przeszło dwóch tygodni czuwam przy Louisie. Lecz od przeszło dwóch tygodni nie ma poprawy. Wszystko skupia się&amp;nbsp; na nim. Oprócz mnie, są tu również chłopaki i Vanessa. Z przyczyn zawodowych rodzina Louisa musiała niedawno wrócić do Doncaster, ale wszyscy pozostajemy w ciągłym kontakcie. O ile tylko to ja chcę rozmawiać. Najczęściej Niall mnie wyręcza i przekazuje im nowe informacje.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Fani, zgodnie z naszą prośbą, wrócili do domów, co nie oznacza tego, że nie można zobaczyć przed budynkiem szpitala pojedynczych grupek nastolatków.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Śnieg pada jak nigdy. Mówi się, że to pierwszy raz od kilkunastu lat, gdy Londyn pokrywa się ogromną warstwą białego puchu. A za miesiąc już święta. Strasznie szybko.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Chłopaki zaprzestali wszystkich działań związanych z zespołem. Drobne wyjście czy wywiad, to nie czas na to. Poza tym... bez Louisa to nie jest to samo.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jacob i Vanessa zaczęli żyć jak prawdziwe rodzeństwo, ale wybaczenie Nicol to bardzo długotrwały proces.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;A ja? Moje życie kręci się wokół tego szpitala. Siedzę tutaj nawet po nocach. Zwykle, rano jadę do domu się przespać i zjeść jak najwięcej. Co nie zmienia tego, że będąc tutaj, schodzę na kolejne posiłki do baru. Nie zaprzestałam jeść tylko ze względu na dzieci. Nie chcę, by to wszystko odbiło się na nich. Nawet tutaj próbuję o siebie dbać. Nie zapomniałam o tym, że ciąża jest zagrożona. O tym nie da się zapomnieć.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Chłopaki musieli pojechać na jakiś czas do wytwórni załatwić kilka ważnych rzeczy, a Vanessa i Jacob mają spotkanie z ojcem, co jest trudne do uwierzenia. On widzi go pierwszy raz, a ona pierwszy raz od kilku miesięcy. Dał przekonać się tylko na jedno spotkanie, ale i tak jest ono dla nich niezwykle ważne.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;A zostawili mnie tu samą tylko dlatego, że są tu pielęgniarki, które zapewniają mi ochronę. W innej sytuacji, na pewno nie pozwoliliby na to. Chłopaków nie ma od może godziny, więc chyba niedługo powinni wrócić. A tak przynajmniej mi się wydaje.&lt;br /&gt;
Tak naprawdę, Louis nigdy nie zostaje sam, zawsze ktoś przy nim jest. Czy to dzień, czy to noc. Lekarze mówią, że jest naprawdę źle, mimo że wcześniej mówili, że wszystko będzie w porządku. Teraz... wszystko kompletnie się zmieniło o 180 stopni, a może nawet 360. Podłączony do respiratora nie daje żadnego znaku życia. Boże, dlaczego akurat mi przydarzyło się tyle złego? Tyle tragedii w moim życiu, nie sposób ich wszystkich wymienić.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Do 6 roku życia żyłam normalnie, tak jak inne dzieciaki, mimo że miałam znanych rodziców. Wszystkie koszmary rozpoczęły się wraz z ich śmiercią. Gdyby jakiś idiota nie spowodował wypadku nadal by żyli, wszystko byłoby jak kiedyś i nic tak bardzo by się nie poplątało jak teraz. Ale oczywiście &quot;musiało&quot; się od czegoś zacząć.&lt;br /&gt;
Niedługo potem nastało bolesne rozstanie z Niallem i adoptowanie przez najgorszą manipulantkę jakoś znam. Mieszkanie z nią doprowadziło do kar jakie mi wymierzała oraz do jej pijackich imprez z obcymi facetami, a te z kolei do gwałtu... Między innymi przez to resztę dzieciństwa wspominam boleśnie i z trudnością.&lt;br /&gt;
Potem rozpoczęła się moja kariera i dzięki temu poznałam Lucasa. Szybko jednak się okazało, że był ze mną dla zabawy, w szczególności dla sławy. Może rzeczywiście mnie kochał tak jak mówił, ale w tym momencie ja tego nie widzę. Po długim czasie naszego związku, znów zostałam na 2 lata sama. Jednak opłacało się. Poznałam Louisa. Moją prawdziwą miłość na resztę życia. Z jednej nocy, z naszej miłości poczęło się nasze dziecko, o którym nie wiedziałam. Z przypadku. Straciłam je przez Lucasa, który z niesamowitą siła popchnął mnie na beton, co doprowadziło do poronienia. Jakiś czas później wraz z Louisem i Lottie mieliśmy wypadek samochodowy i wszyscy nasi ochroniarze zginęli. Również Niall przeżył wypadek, a jego stan był wtedy okropny, serce mu się zatrzymało i myśleliśmy, że to już koniec. Wtedy też odkryto, że mogę mieć anemię, która jednak mam.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Po oświadczynach Louisa i naszej trasie, rozpoczęły się moje problemy ze słuchem i wtedy też przerwałam karierę. Potem... własna matka, no prawie, okradła mnie, bo znów wróciła do picia. Wszystkie groźby, wszystkie sms-y, zagrożona ciąża i kradzież moich leków. Potem oczywiście nie było lepiej. Każdy sms prowadził do strachu, a każda groźba kończyła się krzywdą.&lt;br /&gt;
Jest jeszcze rak Vanessy, a teraz postrzelenie Louisa, jego walka o życie. Ich walka o życie. I jest moja genetyczna wada wrodzona, identyczna jak u Nialla i taty. W tym momencie muszę nosić okulary lub soczewki. Oczywiście wybrałam to drugie. Sens jest prosty, decydowała o tym tylko i wyłącznie wygoda.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wszystkie te rzeczy naprawdę zdarzyły się w moim życiu. Można rzec: tragedie. Kiedy? Jak? Nie mam pojęcia. Na przestrzeni moich ukończonych 23 lat. Dlaczego ja? Również nie wiem. Bóg za bardzo mnie kara. Problem w tym, że nie wiem za co. To pozostawia naprawdę wiele do wyjaśnienia. W tym momencie, jeden sen, który miałam 2 razy, uświadamia mi, że były to sny prorocze. Sen, w którym idę do ołtarza, pojawia się mama i ktoś celuje w nią kulą, zabijając, a potem to ja mam krew na sukni. To było proroctwo. Wszystko się zgadza. To Louis&amp;nbsp; został postrzelony, a miałam to być ja. Ja miałam umrzeć, wtedy do ślubu by nie doszło.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Boże, przestań myśleć o tym, kobieto, choć na chwilę! To jedynie cię niszczy.&lt;br /&gt;
Ale ten napis na lustrze, wtedy, dzień przed napadem. &quot;Tak jak w Romeo i Julia. Najpierw ginie on, potem ona&quot;. Tak&amp;nbsp; bardzo to daje do myślenia. Jeśli to się spełni... Przestań, Summer, przestań.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Złapałam dłoń chłopaka w swoją i przytuliłam ją do policzka. Zamknęłam oczy, a w głowie zaczęło pojawiać mi się&amp;nbsp; pewne wspomnienie. Wspomnienie z tamtego dnia, gdy po raz ostatni usłyszałam od niego, że mnie kocha.&lt;br /&gt;
~*&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;I jesteś jeszcze ty. Narzeczona, jakiej pragnąłem od zawsze. Piękna, kochana, inteligentna... Doskonale mnie rozumiesz i wspierasz, gdy tego potrzebuję. Znasz mnie jak nikt inny i zawsze stawiasz na swoim. Często się o mnie martwisz, czasem zbyt bardzo i to doprowadza mnie do szału. Ale wiem, że robisz to, bo mnie kochasz. Tego chciałem i chcę, aby było już tak zawsze. Jesteś idealna pod każdym względem i nie chcę, by było inaczej niż jest teraz. Kocham cię, Summer.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;~*&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
To był ostatni raz, gdy powiedział mi: &quot;kocham cię&quot;, a ja odpowiedziałam mu tym samym. Tak bardzo chciałabym usłyszeć te słowa od niego jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. Teraz... tylko ja mogę mu to powiedzieć. Wiem, że mnie słyszy, musi do niego docierać mój głos. Po prostu... musi.&lt;br /&gt;
- Pani Smith? - Doszedł mnie głos z tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam lekarza Louisa. Byłam tak zamyślona, że nie usłyszałam jak wchodzi? Na to wygląda. - Możemy porozmawiać? - zapytał.&lt;br /&gt;
- Tak, oczywiście - odpowiedziałam i wstałam, a lekarz wyszedł na korytarz. Co się dzieje? Zwykle rozmawialiśmy tutaj. Dlaczego teraz musimy robić to na korytarzu? Pochyliłam się nad Louisem i pocałowałam go w czoło. - Za chwilkę wrócę - szepnęłam.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Wyszłam z sali zamykając za sobą drzwi i stanęłam przed mężczyzną, który widząc mnie, podniósł swój wzrok znad notatek.&lt;br /&gt;
- O czym chciał pan porozmawiać? - zapytałam z lekkim przestrachem.&lt;br /&gt;
- O pani narzeczonym, naturalnie - odpowiedział. Raczej o mnie nie będziemy mówić. Pytałam o czym konkretnie, a nie o kim.&lt;br /&gt;
- Co się z nim dzieje?&lt;br /&gt;
- Nie ukrywamy, że jego stan nie jest lekki. Po postrzale i kilku uszkodzonych narządach, operacja jaką przeszedł nie była niebezpieczna. Pani partner powinien się obudzić w kilka godzin po niej. Jak wiemy, tak się nie stało. Jest w śpiączce od 2 tygodni, nie oddycha samodzielnie, nie reaguje na bodźce, ani też na światło czy dźwięk. Wrobiliśmy tomografię głowy. Podejrzewamy uszkodzenie mózgu, bądź jego całkowite obumarcie.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3UeunJgy5PkkAxzEIBuVkD9ll8HZ7DDMzV-hhF9vUfuEM8TJJ1b6fajZa8iOu79DpCbj6UZgNYKSAAsy-Bt7upBlhUIO3sXXqBBHNZ7sAB8GyV0utP95Z6v6LHFHaZRwn2B2vLqvkl38/s1600/tumblr_static_8xkjvsn97go4cw0w80kw4k88g.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;172&quot; data-original-width=&quot;224&quot; height=&quot;306&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh3UeunJgy5PkkAxzEIBuVkD9ll8HZ7DDMzV-hhF9vUfuEM8TJJ1b6fajZa8iOu79DpCbj6UZgNYKSAAsy-Bt7upBlhUIO3sXXqBBHNZ7sAB8GyV0utP95Z6v6LHFHaZRwn2B2vLqvkl38/s400/tumblr_static_8xkjvsn97go4cw0w80kw4k88g.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
- Co chce doktor przez to powiedzieć? - załkałam.&lt;br /&gt;
- Przygotowywaliśmy panią na najgorsze, a przynajmniej próbowaliśmy i właśnie to najgorsze... mogło nadejść...&lt;br /&gt;
- Niee - szepnęłam. W oczach cały czas gromadziły się łzy. Obok mnie przeszedł drugi lekarz wraz z pielęgniarką i oboje weszli do sali Louisa. To nie jest możliwe.&lt;br /&gt;
- Pani narzeczony... zostanie odłączony od respiratora.&lt;br /&gt;
- Jeśli go odłączycie od respiratora... on... przecież on umrze... - zaszlochałam. - Nie możecie tego zrobić! - krzyknęłam.&lt;br /&gt;
- Co tu się dzieje? - Usłyszałam Nialla, który znikąd pojawił się zaraz obok mnie.&lt;br /&gt;
- Chcą go odpiąć...&lt;br /&gt;
- Przykro mi... Już...&lt;br /&gt;
- Nie!! - krzyknęłam i zostawiłam&amp;nbsp; ich na korytarzu wbiegając do sali. Pielęgniarka robiła coś przy Louisie, a ja nie mogłam do tego dopuścić. - Nie! - krzyknęłam zrozpaczona. Ktoś mnie złapał w talli, ale ja się szybko wyrwałam i podbiegłam do szatyna popychając przypadkowo kobietę. Usiadłam i złapałam go za rękę. Cała byłam we łzach. Oni nie mogą go uśmiercić, nie mogą. Nie mogą!&lt;br /&gt;
Co ze mną? Co z dziećmi? Co z tym, że go tak bardzo kocham?&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;I wtedy zdarzyło się coś najmniej oczekiwanego. Poczułam lekki ścisk dłoni. Lecz nie mojej. Przestałam płakać i patrzyłam na szatyna. To cud.&lt;br /&gt;
- Ścisnął moją dłoń - powiedziałam cicho w całkowitym osłupieniu.&lt;br /&gt;
- Co? To jest niemożliwe. Może to tylko impuls spowodowany odłączeniem kilku elektrod. Jest pani pewna?&lt;br /&gt;
- Jestem pewna w 100%. Wiem co poczułam.&lt;br /&gt;
- Już to sprawdzamy, spokojnie - odezwał się drugi lekarz.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Panie Boże, proszę. Zrób dla mnie jedną rzecz, nie zabieraj go ode mnie. Nie przeżyję tego.&lt;br /&gt;
- Czy to jest możliwe, że wyczuł co się dzieje? - zapytałam oczekując szybkiej odpowiedzi.&lt;br /&gt;
- Oczywiście, ale byliśmy przekonani, że mózg został uszkodzony i zanikła większa część czynności życiowych. Proszę panią, podłączyliśmy pacjenta z powrotem. Czy może pani znów złapać go za dłoń? - zapytał, a mi nie trzeba był dwa razy powtarzać. Ledwo co złapałam go za nią, a już poczułam kolejne ściśnięcie.&lt;br /&gt;
- Widział to pan? Znów to zrobił. - Delikatnie się uśmiechnęłam przez łzy. Boże.&lt;br /&gt;
- Cóż, trudno mi w to uwierzyć, ale to jest najszczersza prawda. Udało się pani. Pacjent zaczyna się wybudzać - usłyszałam i rozpłakałam się na dobre. Niall usiadł obok i mocno przytulił, sam się rozpłakując. Tak bardzo się bałam. Mój Boże, dziękuję ci, że go uratowałeś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/12/rozdzia-24.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhvUXNTG1vOGfelCRgLTvmSiYVcSj3t1ZhZ9zL0OFjSWiGGzvcpgZ-osu_EeA6dwBKf1Ozm4l9hehI3isyZ_NNyXsCd5pQvuxvhLiLkSvjN6x85dbBSF6NSGefccwHURiiCYL7k3JNMqLQ/s72-c/Louis-Tomlinson-shares-pictures-of-his-baby-on-social-media.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-6064668236586549936</guid><pubDate>Sat, 25 Nov 2017 08:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-12-08T15:51:38.516+01:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 23</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Nie śpię, bo myślę o Tobie.&amp;nbsp; Nie jem, bo myślę o Tobie. Nie uczę się, bo myślę o Tobie. Nie chcę żyć, bo tęsknota mnie wykańcza.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-cTbuzatjVK-sN7ThQ89AJEWV-BdxtFaeF5L7FZPbdJLpC0C9ujjFAOgA_mypQtHaLVvCCHN5duHGiQ_NCL_N2Om80n6jvr4kdf_TOtc2cLVX4l3tF0M1HOlR4PNQBvx8U51phKk-XPA/s1600/tumblr_o43c6cZZjn1ufetcyo1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;429&quot; data-original-width=&quot;429&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-cTbuzatjVK-sN7ThQ89AJEWV-BdxtFaeF5L7FZPbdJLpC0C9ujjFAOgA_mypQtHaLVvCCHN5duHGiQ_NCL_N2Om80n6jvr4kdf_TOtc2cLVX4l3tF0M1HOlR4PNQBvx8U51phKk-XPA/s320/tumblr_o43c6cZZjn1ufetcyo1_500.gif&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Nie! Błagam! - krzyczę przez płacz, ale czuję jakby nikt mnie nie słyszał. Może właśnie nie słyszę? I może to sen, z którego muszę się obudzić?&lt;br /&gt;
- Proszę się odsunąć. Chyba nie chcemy,&amp;nbsp; żeby komukolwiek jeszcze stała się krzywda - powiedział z frustracją ratownik i odsunął mnie na kilka centymetrów.&lt;br /&gt;
Patrzyłam jak Louis zostaje wwieziony do wnętrza karetki, patrzyłam tylko na niego i na &lt;br /&gt;
nic innego. Na jego twarz i usta, w których była rurka, doprowadzająca powietrze do jego ust.&lt;br /&gt;
Patrzyłam na niego, widziałam jak wygląda w tym momencie i nie mogłam racjonalnie myśleć.&lt;br /&gt;
- Proszę, to mój narzeczony. Muszę z nim jechać. - Dławiłam się łzami.&lt;br /&gt;
- Rozumiem panią, że to bolesne. - Co on pieprzy? On nic nie rozumie. Gada tylko to co mu kazali. - Ale mamy za mało ratowników, by mogli w razie czego pani pomóc. Jest pani w zaawansowanej ciąży, po takim wydarzeniu może pani potrzebować pomocy medycznej. Przykro mi. Lepiej, żeby pani została z pozostałymi tu ratownikami i z nimi zaczekała na pozostałe karetki.&lt;br /&gt;
- A-ale... P-proszę. - Złożyłam ręce jak do modlitwy i z płaczem szłam za mężczyzną.&lt;br /&gt;
- Nie mamy wystarczająco medyków w ambulansie. Niech to pani w końcu zrozumie! - krzyknął z irytacją. Pewnie chciał, żebym przestała płakać, ale cóż... nie udało mu się. Wszystko pogorszył.&lt;br /&gt;
- A pan niech zrozumie, że to mój narzeczony i muszę z nim jechać.&lt;br /&gt;
- Ile razy mam...&lt;br /&gt;
- Co tu się dzieje? - Usłyszałam za plecami głos Nialla i zakryłam sobie usta dłonią, chcąc stłumić płacz. Spojrzałam na niego. Miał minę, z której nie dało się wyczytać żadnej emocji. Bardzo dobrze to ukrywał. Zdecydowanie lepiej niż ja.&lt;br /&gt;
- Ta pani chce jechać z poszkodowanym. Mówiłem jej już, że to niemożliwe, bo mamy zbyt mało sanitariuszy, ale ona upiera się przy swoim.&lt;br /&gt;
- Proszę jej pozwolić jechać. To ważna dla niej osoba i nie da wam tak łatwo odjechać. Jeśli coś się wydarzy, pokryjemy wszystkie koszty, tylko...&lt;br /&gt;
- No dobrze, już dobrze - ustąpił mężczyzna ku mojej uldze. - Proszę wsiadać. Musimy być jak najszybciej w szpitalu.&lt;br /&gt;
- Dziękuję. - Ruszyłam za ratownikiem, ale zatrzymał mnie krzyk.&lt;br /&gt;
- Panna Smith?! - Podbiegł do mnie policjant, dysząc.&lt;br /&gt;
- T-tak?&lt;br /&gt;
- Czy może pani zeznać co tu się dokładnie stało?&lt;br /&gt;
- A-ale ja...&lt;br /&gt;
- Chcę zadać tylko kilka pytań i to wszystko. To ważne, by rozpocząć dochodzenie. Bez tego nie mamy zbyt dobrego początku.&lt;br /&gt;
- Ale ja n-nie... N-Niall...&lt;br /&gt;
- Jedź, wszystkim się zajmę. Jedź z Louisem. Będziemy jechać za wami i zaraz będziemy na miejscu - odpowiedział blondyn.&lt;br /&gt;
- Dziękuję - powiedziałam pospiesznie i wsiadłam do karetki.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Usadzili mnie na siedzeniu obok szatyna. Zaintubowali go. Jego szara koszulka, była rozerwana w połowie i cała nasiąknięta krwią. W środkowej części brzucha ratownik uciskał bandażem ranę w miejscu, gdzie został postrzelony. Próbowałam z całej siły nie płakać, chciałam zrobić to dla niego.&lt;br /&gt;
Zbliżyłam się do chłopaka na tyle ile się dało i wzięłam go za rękę, wiedząc, że to choć trochę mnie uspokoi.&lt;br /&gt;
- Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze - szeptałam jak w transie. Przecież będzie dobrze... Prawda?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Niall~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiZ7AKBkO7AYLXpkuLvDAjunts9GV4xF68WJoYHcQGD3lwSkD5I3uFKOuadk6Fh33-nTMkCzC9hEKJ4i4yMsH6utzmPi7AwFj8oH2Zxjjw4iwMGPhfLNr5Bz0gk3yqCUkXfgMkFCoC9HCM/s1600/tumblr_mv0pdvqd6P1shy105o1_400.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;222&quot; data-original-width=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiZ7AKBkO7AYLXpkuLvDAjunts9GV4xF68WJoYHcQGD3lwSkD5I3uFKOuadk6Fh33-nTMkCzC9hEKJ4i4yMsH6utzmPi7AwFj8oH2Zxjjw4iwMGPhfLNr5Bz0gk3yqCUkXfgMkFCoC9HCM/s1600/tumblr_mv0pdvqd6P1shy105o1_400.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Nie, już panu mówiłem. Zjawimy się na przesłuchaniach, ale na pewno nie teraz. Musimy być w szpitalu - tłumaczyłem po raz kolejny komisarzowi. Rozmawiać z policjantem nawet przez telefon to trudna sprawa. - Tak, przysięgam. Znaczy... nie wiem co z moją siostrą będzie, ale postaramy się ją przywieść. - Gubiłem się w odpowiedziach. Gadam przez telefon, do tego z policją i jeszcze próbuję jakoś jechać przez miasto, a niczego nie mogę zrobić dobrze i normalnie, bo jestem niezwykle przerażony. Moje życie ostatnio to jedynie niepokój, niepewność i lęk. Najpierw strach przed utratą Vanessy, a teraz to Louis, mój przyszły szwagier może umrzeć. Wypluń to, Niall!&lt;br /&gt;
To jakby sam Bóg bawił się ze mną i zresztą nie tylko ze mną, w jakieś gierki.&lt;br /&gt;
- Dobrze, w takim razie czekamy.&lt;br /&gt;
- A jeszcze mam pytanie - powiedziałem szybko nim mężczyzna się rozłączył.&lt;br /&gt;
- Tak?&lt;br /&gt;
- Co się stało z tym facetem, stalkerem? - zapytałem przejęty.&lt;br /&gt;
- Lucas Davis, tak?&lt;br /&gt;
- Przejechałeś na czerwonym! - krzyknął ktoś z tylnego siedzenia, a ja cudem kierowałem pojazd tylko na jednym pasie. - Niall!&lt;br /&gt;
- Cicho! - krzyknąłem poirytowany w ich stronę. Chyba nie zdają sobie sprawy, że rozmawiam z kimś kto bardzo szybko może mi zabrać prawko za takie coś. - Tak, Lucas Davis.&lt;br /&gt;
- Został zatrzymany. Czeka go rozprawa sądowa. To nie pierwszy jego wybryk w tym stylu. Ostatni miał miejsce ponad rok temu, wtedy również zaatakował pańską siostrę. Uciekł z więzienia, więc wyrok będzie ciężki. Prawdopodobnie grozi mu 15 lat. Więcej nie będzie państwa nachodził, zostanie przewieziony do więzienia o zaostrzonym rygorze - wyjaśnił. Miałem uczucie, że robił to długo, zbyt długo.&lt;br /&gt;
- Dziękuję za informację. Tak jak mówiłem, jeszcze dziś zjawimy się na komisariacie. A przynajmniej spróbujemy.&lt;br /&gt;
- Dobrze. W takim razie, do widzenia.&lt;br /&gt;
- Do widzenia - odpowiedziałem tym samym i się rozłączyłem. - Czy was już do reszty popieprzyło?! - krzyknąłem na osoby, znajdujące się w moim aucie. - Komu odwaliło aż tak, żeby drzeć się na cały regulator, że Niall Horan przejechał na czerwonym świetle?! Nie wiem jak wam, ale mi się raczej nie marzy utrata prawa jazdy!&lt;br /&gt;
- Skąd mieliśmy wiedzieć, że wiedziałeś o tym, że przejechałeś? - odezwała się Vanessa. - Chyba dobrze, że ci powiedzieliśmy.&lt;br /&gt;
- Wydarliście się, a nie powiedzieliście, to po pierwsze. Po drugie, cały czas rozmawiałem z policją, doskonale o tym wiedzieliście.&lt;br /&gt;
- Jezu, Niall...&lt;br /&gt;
- Niech już nikt się nie odzywa! - Uniosłem rękę, uciszając ich. Jestem poddenerwowany, nie myślę logicznie i naprawdę nie mam ochoty teraz na jakąkolwiek kłótnię, jeśli chodzi o moich przyjaciół i bliskich. To nie czas i miejsce na to.&amp;nbsp; Nie wiem nawet dlaczego akurat to ja prowadzę.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zatrzymałem się na parkingu, pod samym szpitalem i wyłączyłem silnik. Nie musiałem nic mówić, bo każdy zrozumiał moją iluzję, gdy popatrzyłem na nich ponurym wzrokiem i wysiedli sami. Osobiście nie wiem co dokładnie tak naprawdę czuję. To ja muszę być tu tym odpowiedzialnym i muszę się zająć moją siostrą, bo inaczej za fajnie nie będzie.&lt;br /&gt;
Z tego co było widać, przyjechaliśmy jakieś kilka minut po przyjeździe karetki, bo ta stała przy wejściu do szpitala już otwarta i pusta.&lt;br /&gt;
Skierowaliśmy się do budynku i najszybciej jak tylko potrafiliśmy, przemierzaliśmy szpitalne korytarze. Pierwszym naszym celem była recepcja, gdy już do niej dotarliśmy. Nie wiem czy nam coś powiedzą, ale warto spróbować.&lt;br /&gt;
- Dzień dobry. Szukamy Louisa Tomlinsona, został tu przewieziony przed chwilą. Jestem z rodziny, brat jego partnerki. - Na szybko wszystko wytłumaczyłem.&lt;br /&gt;
- To ten ze strzelaniny? - zapytała ciemnowłosa pielęgniarka.&lt;br /&gt;
- T-tak - zająknąłem się. Nazwali to strzelaniną, a przecież strzelał tylko ten koleś. Chcą zrobić z nas przestępców, no nieźle.&lt;br /&gt;
- Został przewieziony na salę operacyjną. To tam - odpowiedziała i wskazała palcem dalszą część korytarza po lewej.&lt;br /&gt;
- Bardzo dziękujemy. - Pokiwałem pospiesznie głową i udaliśmy się truchtem w podaną stronę. Na końcu korytarza stała moja zapłakana siostra, rozmawiająca z lekarzem.&lt;br /&gt;
- Nie może pani dalej wejść. To sala operacyjna, mogą wejść tylko ci upoważnieni do tego - tłumaczył mężczyzna w białym kitlu.&lt;br /&gt;
- Dobrze, rozumiem. Chcę tylko wiedzieć jak bardzo jest źle. Niech doktor w końcu mi powie, czy jest czego się bać.&lt;br /&gt;
- Summer, jestem - wtrąciłem niegrzecznie, obejmując roztrzęsioną szatynkę.&lt;br /&gt;
- A pan kim jest? - zapytał z powagą lekarz.&lt;br /&gt;
- To mój brat. Niech pan w końcu powie jakie jest ryzyko.&lt;br /&gt;
- W tej chwili nie możemy nic ocenić. Pani narzeczony został postrzelony w brzuch. Nie wiemy dokładnie jakie narządy zostały uszkodzone, dlatego potrzebna jest pilna operacja. Wyjmiemy kulę, zaszyjemy rany po postrzale i wtedy będziemy mogli powiedzieć coś więcej.&lt;br /&gt;
- Ale czy on z tego wyjdzie? Jak duże jest prawdopodobieństwo, że on... że on może... może...&lt;br /&gt;
- Niech się pani uspokoi. W pani stanie nie należy się denerwować. I proszę posłuchać. Naprawdę dużo osób z tego wychodzi i wszystko jest dobrze. Naprawdę zrobimy wszystko co w naszej mocy, by uratować mu życie, od tego tu jesteśmy. I zdajemy sobie sprawę z tego kim on jest i kim państwo jesteście, więc proszę się nie denerwować.&lt;br /&gt;
- Ale obiecuje doktor, że zrobicie wszystko? - ponownie zapytała, a mnie ukuło w serce.&lt;br /&gt;
- Obiecuję. A teraz muszę już iść. Proszę sobie usiąść i poczekać.&lt;br /&gt;
- Dziękuję - odpowiedziała cicho, a lekarz znikł za wielkimi podwójnymi drzwiami. Summer spojrzała na mnie i jedyne co zrobiła to przytulenie mnie. Rozpłakała się jak dziecko, mocząc mi przy tym szyję. - Jak dobrze, że jesteś.&lt;br /&gt;
- Obiecałem, że przyjadę - szepnąłem do jej ucha i głaskałem ją po plecach.&lt;br /&gt;
- Tak bardzo się o niego boję. Jeśli on nie przeżyje...&lt;br /&gt;
- Nie mów tak. Wszystko będzie dobrze. Louis jest silny, nie zostawi ciebie i dzieci.&lt;br /&gt;
- Uratował mnie. Obronił mnie przed kulą. Lucas, by mnie zastrzelił. Wraz z dziećmi. On mnie uratował i sam naraził swoje życie.&lt;br /&gt;
- Louis cię kocha. Nie opuści was.&lt;br /&gt;
- Obyś miał rację - wyszeptała. Tak, obym miał rację. Inaczej sam siebie też będę o to winił. I jeszcze to, że... przecież ta informacja obejdzie zaraz cały świat. Nie wiem czy Summer to wytrzyma. Na tyle ile ją znam, nie zniesie tego dobrze. Możemy dołączyć do tego jeszcze mnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Drugą godzinę przesiaduję na korytarzu szpitalnym. Prawie nikt się nie odzywa do mnie, a ja do nich. Czasem wymieniamy ze sobą kilka słów, choć to jest ciężkie. Zawsze, gdy cokolwiek mówię, z trudnością tłumię w sobie płacz, jeszcze zanim wydobędzie się z mojego gardła.&lt;br /&gt;
Siedzę na samym końcu, w samym rogu, przytulona do Nialla. Siedzenie jest twarde i niewygodne, ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza, tu jest mi dobrze. Głowę ułożoną mam na klatce blondyna i zwieszoną w dół. Nie puściłam go, ani on nie puścił mnie odkąd rozpoczęła się operacja. Sam zaproponował mi, że weźmie mnie na kolana, by było mi wygodniej, jednak ja od razu odmówiłam. Nie chcę go dodatkowo obciążać swoją aktualną wagą. Jedyne co robię to staram się być spokojna.&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Prawą rękę nieprzerwanie trzymam na brzuchu, jednak nie bardzo to pomaga. Cały czas czuję ruchy dzieci. Nigdy to aż tak długo nie trwa, teraz nawet na minutę nie przestają się poruszać. One to wyczuwają, a ja nie umiem ich uspokoić, gdy sama wciąż się denerwuję. Nie powinnam, wiem. Lecz jest to dla mnie zbyt trudne, by nie wpłynęło to na moją psychikę. Tak cholernie się boję. Nie mogę przestać myśleć o Louisie ani na chwilę.&amp;nbsp; Z każdą kolejną sekundą jest gorzej, z każdą sekundą martwię się bardziej. Operacja trwa strasznie długo, a ja na próżno próbuję sobie wmówić, że jednak wszystko jest i będzie dobrze. Ale na próżno. Nie jestem nawet pewna tego, co się dzieje na stole. Jedyne co wiem to to, że pielęgniarka kilka razy wychodziła z bloku, tylko po to, by dostarczyć na miejsce kolejne torebki krwi.&lt;br /&gt;
Niall, nie chcąc mnie gorzej stresować, próbował wypytać o coś pielęgniarkę, ale ta albo odpowiadała już niechętnie, albo ucinała szybko rozmowę, mówiąc, że operacja nadal trwa i nie może nic powiedzieć. O ile to można było w jakiś sposób nazwać rozmową&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj4zpKyd9RAjjUFLjoNzD3arMkSPLv_h16APA16OVZhFbvv3p9pPg30R6p7B6dCpbD9-yavTIG9fk8XCJguCZ4_SDESB3Sg5ejfyx9U0s14mkLNYjodpthTvG0hpZLTQHWjOsHiZvE1da4/s1600/146dded10df284b2690963369792.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;135&quot; data-original-width=&quot;245&quot; height=&quot;220&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj4zpKyd9RAjjUFLjoNzD3arMkSPLv_h16APA16OVZhFbvv3p9pPg30R6p7B6dCpbD9-yavTIG9fk8XCJguCZ4_SDESB3Sg5ejfyx9U0s14mkLNYjodpthTvG0hpZLTQHWjOsHiZvE1da4/s400/146dded10df284b2690963369792.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
- Jest ci zimno? Chcesz moją kurtkę? - zapytał cicho Niall w moje ucho. Zimno? Nie wiem, jakoś nie zwracałam na to uwagi.&lt;br /&gt;
- Trochę - odpowiedziałam mało słyszalnie, lecz on zdołał to usłyszeć i już za chwilę miałam na ramionach jego czarną puchatą kurtkę. - Dziękuję - szepnęłam z powrotem zamykając oczy.&lt;br /&gt;
- Dobrze się czujesz? - zapytał ponownie, a ja potrzęsłam głową. - Nie wyglądasz za dobrze, jesteś blada. Co się dzieje?&lt;br /&gt;
- To co w ciąży. Znów mam mdłości, słabo mi. Niedługo rodzę, nie wiem, dlaczego wciąż mam te objawy. - Otworzyłam oczy. Powiedziałam o wiele więcej niż w ciągu tych 2 godzin. I tak naprawdę... nie wiem jak ja to zrobiłam.&lt;br /&gt;
- To tylko nerwy. - Przysunął moją twarz bliżej i pocałował w czoło.&lt;br /&gt;
- Chcę pić - dodałam osłabionym głosem. Powinnam leżeć w domu i odpoczywać. Jednak nie mogę. Nie mogę wrócić do domu i zostawić tutaj samego Louisa. Do tego, kiedy nawet operacja nie dobiegła jeszcze końca.&lt;br /&gt;
- Już ci daję. - Pochylił się i wziął do ręki stojącą na podłodze butelkę wody, i podał mi ją, wcześniej odkręcając. Chwyciłam ją drżącymi rękami, o mało co nie wylewając jej zawartości. Wysiądę tutaj psychicznie.&lt;br /&gt;
- Spokojnie, pomogę ci, daj. - Ułożył swoje dłonie na moich i przytrzymał mi butelkę. Trwał w tej pozycji dotąd, aż wystarczająco się nie napiłam. Co było trudne.&lt;br /&gt;
Podziękowałam mu i oddałam butelkę. Gdy ją zakręcał, ja niespodziewanie wybuchłam nieoczekiwanym płaczem, wyrzucając z siebie wszystkie emocje.&lt;br /&gt;
- On musi żyć, rozumiesz? Ja sobie bez niego nie poradzę. To ja powinnam tam leżeć i to ja powinnam teraz walczyć o życie. - Dławiłam się łzami.&lt;br /&gt;
- Ty i dzieci, tak? Pomyślałaś o nich w ogóle? Uspokój się. Wszystko będzie w porządku. - Odstawił butelkę i ujął moją twarz w dłonie. Unikałam jego wzroku, patrząc wszędzie i nieprzerwanie płacząc.&lt;br /&gt;
- Mówisz tak, żeby mnie uspokoić. Ale wiesz co? To nie pomaga, tylko wszystko pogarsza. Nie potrzebuję tego, żeby ktoś mi mówił, że wszystko będzie dobrze, kiedy tak naprawdę gówno wie co się tam dzieje.&lt;br /&gt;
- Summer...&lt;br /&gt;
- Nie, Niall. - Pokręciłam przecząco głową. - Rozpłakałam się,&amp;nbsp; okej? Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Histeruję znowu, tak. Ale i ja i ty wiemy, że słowa tu nie pomogą. Cholera, nie umiem dłużej w sobie tego ukrywać, rozumiesz? Nie potrafię ukrywać, że jest dobrze. Nie potrafię ukrywać tego, jak trudno w tej chwili mi jest i jak cholernie się boję.&lt;br /&gt;
- Summer, spójrz na mnie. - Przekręcił moją głowę z powrotem w swoją stronę - Proszę.&lt;br /&gt;
- Nie. - Pokręciłam przecząco głową, jednak tym razem, nie wiem dlaczego, spojrzałam w jego oczy. - Nie potrzebuję tego, żebyś mi o tym&amp;nbsp; mówił.&lt;br /&gt;
- Nie będę gadać, żeby gadać. Nie o to w tym chodzi. Chciałem tylko ci powiedzieć, że jestem przy tobie i bez względu na to co się stanie, zostanę z tobą i dziećmi. Ale naprawdę... mam nadzieję, że Louis z tego wyjdzie. - Próbowałam się uśmiechnąć na jego słowa, ale kiepsko mi to wychodziło i powstał tylko grymas.&lt;br /&gt;
- Kocham cię braciszku - szepnęłam i się w niego wtuliłam.&lt;br /&gt;
- A ja ciebie malutka. - Pocałował mnie w czubek głowy. Ledwo zamknęłam oczy, a już usłyszałam, że w naszą stronę ktoś nadbiega.&lt;br /&gt;
Podniosłam z niepokojem głowę.&lt;br /&gt;
Johannah, Lottie, Felicite.&lt;br /&gt;
- Co z moim synem? - Moja przyszła teściowa stanęła obok mnie, szybko i nierówno oddychając. Z przerażeniem podniosłam powoli głowę i spotkałam się z jej zaniepokojonym wzorkiem, pełnym strachu. No i co ja mam im teraz powiedzieć? Nie dam rady. To jego mama, a ja... Nie, nie mogę...&lt;br /&gt;
- J-ja... N-Niall? - Odwróciłam się z powrotem do mojego brata, szukając w nim pomocy. Nie mogę racjonalnie myśleć, a mówić to już w ogóle. - N-Nie...&lt;br /&gt;
- Uspokój się skarbie. Spokojnie - powiedziała Johannah, starając się sama zostać przy zdrowych zmysłach. Usiadła na krześle obok, po mojej drugiej, prawej stronie i położyła dłoń na moich plecach, delikatnie głaszcząc. Pewnie, by dodać mi otuchy. Znam ją i wiem, że zawsze ma na uwadze dobro innych. - Summer, jesteś cała roztrzęsiona. Spokojnie, nie jesteś tu sama.&lt;br /&gt;
- Czy ktoś&amp;nbsp; może nam wyjaśnić co się dzieje z naszym&amp;nbsp; bratem? - Usłyszałam kolejny drżący głos. Ten należący do Lottie. - Ludzie, proszę, ktoś...&lt;br /&gt;
- Dziewczyny, spokojnie. - Niall próbował wszystkich choć nieco uspokoić, ale przy tych wydarzeniach i przy tym co się dzieje teraz, nie sądzę, by coś podziałało. Nawet w najmniejszym stopniu. Sam nie wygląda zbyt dobrze, a musi jeszcze mnie niańczyć.&lt;br /&gt;
- W takim razie wyjaśnijcie co się dzieje. Nic nie wiemy oprócz tego, że został postrzelony - odezwała się Felicite.&lt;br /&gt;
- Zostaliśmy wszyscy napadnięci u nas w domu. - Niall wstał z miejsca i zaczął wszystko wyjaśniać. - Postrzelono naszą ochronę, nie mogliśmy się bronić Lucas, to znaczy... stalker Summer i Louisa... chciał postrzelić Summer, ale... Louis w ostatniej chwili osłonił ją swoim ciałem i... uratował ją... - powiedział cicho ostatnie słowa.&lt;br /&gt;
- Zaryzykował swoje życie dla mnie i dzieci - wtrąciłam z płaczem. - Nigdy sobie nie wybaczę, że jest tu przeze mnie.&lt;br /&gt;
- Summer, przestań. To nie jest twoja wina - powiedziała Jay, całkowicie pewna siebie. - Słyszysz? Nie możesz winić siebie o to co się stało.&lt;br /&gt;
- Nie radzę sobie z myślą, że może go zabraknąć - wyszeptałam, a ona mnie przytuliła. Tak jak matka córkę. Tak jak moja mama, gdy byłam mała. Tak jak moja mama, za którą tak mocno tęsknię...&lt;br /&gt;
- Nie zabraknie go, nie teraz. Wszyscy wiemy, że Louis jest silny.&lt;br /&gt;
- A wiadomo co z nim? - zapytała cicho Lottie, siadając obok Harry&#39;ego, który natychmiast objął ją ramieniem.&lt;br /&gt;
- Od 2 godzin jest operowany. Nikt nie chce nic więcej nam powiedzieć. Na razie zszywają rany po postrzale, a na blok cały czas dostarczana jest duża ilość krwi - odpowiedział Liam.&lt;br /&gt;
- Czyli... nie jest dobrze? - Felicite załkała i usiadła obok swojej siostry.&lt;br /&gt;
- Lekarz powiedział, by się nie martwić. Dużo ludzi z tego wychodzi. Poza tym, nie wiemy co tam się dzieje. Może rzeczywiście wszystko idzie dobrze i nie ma powodu do strachu.&lt;br /&gt;
- Ale jest ryzyko. Przecież to było postrzelenie! - krzyknęła nieświadomie Lottie. Ona też nie wytrzymuje emocjonalnie. - Przepraszam. - Speszyła się i przyłożyła sobie dłoń do czoła, zamykając oczy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nagle i nieoczekiwanie zaczął dzwonić czyiś telefon, przez co każdy podniósł wzrok i skierował go w kierunku, z którego dochodził dzwonek. W kierunku Johannah.&lt;br /&gt;
- Przepraszam. To pewnie ktoś z Doncaster. Martwią się. Nie chcieliśmy brać dzieciaków i nie mogliśmy tu wszyscy przyjechać. Za dużo by nas było - powiedziała kobieta, wyjmując z torebki telefon. - Tak, słucham? Nie kochanie. Nic jeszcze nie wiadomo dokładnie.&lt;br /&gt;
- Muszę do łazienki. Zaraz wrócę - cicho wtrąciłam, czując jak robi mi się niedobrze. Nie wytrzymam, siedząc tutaj i słuchając o tym jak ktoś mówi o Louisie i cały czas powtarza, że będzie dobrze. Nikt nie wie czy będzie dobrze i w ogóle jak będzie. Tak bardzo mnie to wkurwia, ta niewiedza. Wykańcza mnie po prostu i tyle. Nie potrafię już nawet myśleć pozytywnie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wstałam i chwiejnym krokiem ruszyłam do łazienki, zostawiając kurtkę Nialla na siedzeniu. Po przejściu już kilku metrów, mogłam usłyszeć za sobą przewrażliwiony głos mojego brata.&lt;br /&gt;
- Idź za nią, błagam cię. Mówiła, że nie czuje się zbyt dobrze.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp; Aż tak się o mnie boją? Może i słusznie. Najchętniej wymazałabym wszystko z pamięci, obudziła się z powrotem w moim łóżku i zaczęła kolejny świetny dzień, najpierw udając się na śniadanie z narzeczonym. Ale to nie jest bajka, a ja nie jestem księżniczką, by w tej bajce móc występować! Ponosi mnie... Zbyt bardzo mnie ponosi i nie wpływa to na mnie dobrze. A przynajmniej tak sądzę.&lt;br /&gt;
Popchnęłam białe drzwi prowadzące do łazienki i weszłam do środka. Od razu podeszłam do jednej z umywalek i odkręciłam chłodną wodę, którą zaraz opłukałam sobie twarz. Na razie to mój jedyny sposób, żebym się nie porzygała. Nie rozumiem dlaczego mam mdłości, skoro za jakieś 2 miesiące rodzę. Mam je w tym momencie, gdy tych mdłości powinno nie być. Chyba...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zakręciłam wodę i wyprostowałam się. Ujrzałam w lustrze odbicie Lottie, stojącej za mną. Boże, ta dziewczyna czasem jest dla mnie wszystkim. Jedynym zrozumieniem.&lt;br /&gt;
- Już nie daję sobie z niczym rady... - wyszeptałam resztkami sił.&lt;br /&gt;
- Nie jesteś sama. Jesteśmy przy tobie. - Dziewczyna podeszła do bliżej i ujęła mnie ramieniem. Ostatecznie mnie przytuliła, a ja schowałam twarz w jej włosach, ponownie się rozpłakując. Jak widać, pisane było mi tylko płakać. Przez całe życie.&lt;br /&gt;
- Wiem, dziękuję, ale... ale to dla mnie za trudne.&lt;br /&gt;
- Wiem - odpowiedziała, głaszcząc mnie po głowie, chcąc uspokoić.&lt;br /&gt;
- Dlaczego wszystko co najgorsze przytrafia się akurat nam? Mamy wystarczająco problemów, a tu jeszcze... ta sytuacja... t-to...&lt;br /&gt;
- Spokojnie, uspokój się. Ja też się boję, ale będzie dobrze, zobaczysz.&lt;br /&gt;
- Kolejna osoba, która mi to mówi, a ja już... po prostu mam dość tych słów. Możesz powiedzieć cokolwiek chcesz, ale nie mów mi po raz etny, że wszystko będzie dobrze. Wszyscy to mówią, mimo że nikt nie jest żadnym medium. Proszę, nie mów mi już o tym. Wszystko, ale nie to, proszę.&lt;br /&gt;
- W porządku. Przepraszam, jeśli cię uraziłam.&lt;br /&gt;
- Nie uraziłaś. Nie chcę po prostu, by ktoś robił mi niepotrzebne nadzieje. Żyłam z teorią: to co ma być będzie; żyję nią wciąż i wierzę, że będzie tak jak Bóg chce, ale nie wiem tylko czy to będzie dla nas wystarczająco sprawiedliwe i dobre. Chciałabym tylko, żeby on przeżył, tylko to. Nawet, jeśli miałoby to oznaczać, że będę musiała się nim opiekować przez resztę życia. Poświecę się dla dobra rodziny. Ale tylko jeśli on przeżyje. To tylko dzięki niemu widzę sens mojego życia. Kiedy nie ma go, nie ma mnie. Nie przeżyję jednego dnia bez niego. Nie poradzę sobie, załamię się, popadnę w depresję, zepsuję się, rozsypię, w końcu stąd zniknę.&lt;br /&gt;
- W takim razie, zostało nam tylko modlić się, by Bóg postąpił dobrze dla wszystkich - powiedziała po wysłuchaniu wszystkiego co jej powiedziałam.&lt;br /&gt;
- Jesteście rodziną, o której zawsze marzyłam. Kochającą, opiekuńczą, zabawną... Ale jeśli nie ma Louisa...&lt;br /&gt;
- Cii... Nie musisz nic mówić. Rozumiem. - Uciszyła mnie delikatnie, wciąż głaskając po plecach. Jakbym była jakimś zwierzaczkiem.&lt;br /&gt;
Westchnęłam, głęboko odetchnęłam i zamknęłam oczy. Może wszystko się jakoś ułoży. Może. Teraz to ja zaczynam to sobie wmawiać. Ja, która jeszcze przed chwilą nie chciała nic słyszeć o tym, że będzie dobrze. Bo po co? To tylko słowa. Zwykłe, puste słowa. A same słowa zazwyczaj nie pomagają.&lt;br /&gt;
- Co się dzieje na zewnątrz? Dopiero się zorientowałam, że jest trochę głośniej. - Podniosłam głowę, wycierając łzy. To dziwne, ale naprawdę usłyszałam to dopiero po przyjściu do łazienki. Może tu też tak miało być.&lt;br /&gt;
- Dopiero to usłyszałaś, bo w głębi szpitala wszystko jest zagłuszone przez mury, a tu jest okno. Ty nie wiesz co się dzieje, prawda? - zapytała zmartwiona.&lt;br /&gt;
- Nie. Nic.&lt;br /&gt;
- Widzisz... Fani oblężyli cały szpital. Jednym słowem, są przerażeni, nie mniej niż my. Dość szybko ta informacja trafiła do mediów, obeszła cały świat, a jak widać 2 godziny starczyły, by zjawił się tu tłum, który zajmuje cały plac szpitalny. Na oko, może to być około tysiąca osób, jak nie więcej. Ochrona próbuje wszystko jakoś okiełznać, ale do tłumu fanów dołączyli się jeszcze paparazzo i nie wygląda to zbyt pięknie. Z mamą i Felicite nie mogłyśmy nigdzie zaparkować, a co tu dopiero mówić o dostaniu się do budynku. To była katastrofa, podsumowując.&lt;br /&gt;
- Czyli sytuacja wygląda fatalnie - jęknęłam, przykładając dłoń do czoła.&lt;br /&gt;
- Jeśli tak to nazwać...&lt;br /&gt;
- Trzeba im powiedzieć, żeby wrócili do domu. Nie ma sensu, by stali pod szpitalem dzień i noc.&lt;br /&gt;
- Nie pójdą Obie o tym doskonale wiemy.&lt;br /&gt;
- Ale trzeba coś zrobić. Nie wiem... Będziemy informować ich na bieżąco. To jedyne wyjście. Zaraz pojawią się skargi, ich jest za dużo, szpital nie będzie mógł normalnie pracować.&lt;br /&gt;
- Pogadam o tym z chłopakami. Ty już się o to nie musisz martwić. A jak się czujesz? Trochę lepiej?&lt;br /&gt;
- Odrobinę. Ale jeśli pytasz o samopoczucie psychiczne to jest kiepsko - jęknęłam. - Słyszałaś to? - zesztywniałam.&lt;br /&gt;
- Co dokładnie? - zapytała, a ja w skupieniu wskazałam palcem na drzwi.&lt;br /&gt;
- Proszę się odsunąć! Potrzebujemy miejsca, by przewieźć pacjenta!&lt;br /&gt;
- Operacja się skończyła. - Odetchnęłam z ulgą i czym prędzej wyszłam z łazienki.&lt;br /&gt;
Na końcu korytarza, z daleka widziałam Louisa w otoczeniu pielęgniarek i lekarzy. Muszę myśleć pozytywnie.&lt;br /&gt;
Podbiegłam na tyle ile pozwalał mi brzuch i zaraz byłam obok tego wszystkiego. Zatrzymałam się przy łóżku, opierając się o barierkę. Położyłam dłoń na jego policzku, uśmiechając się z ulgą, a z oczu znów zaczęły spływać mi łzy. On żyje.&lt;br /&gt;
- Kochanie, żyjesz. Tak bardzo się bałam... Doktorze, czy wszystko jest w porządku? Nie było żadnych komplikacji?&lt;br /&gt;
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Mówiłem pani, że to zazwyczaj się udaje. Nie było powodu do strachu. Na razie pacjent wciąż jest w śpiączce i przewozimy go teraz na oddzielną salę, ale myślę, że w ciągu kolejnych kilku godzin, powinien się obudzić - mówił lekarz, cały czas idąc obok mnie korytarzem.&lt;br /&gt;
- Dziękuję - odpowiedziałam cicho i znów spojrzałam na Louisa. Nie wierzę. Udało się.&lt;br /&gt;
Nim się obejrzałam, już zatrzymaliśmy się pod jedną z sal, a mój narzeczony został do niej wwieziony.&lt;br /&gt;
- Mogę do niego wejść? - zapytałam doktora, który pozostał na zewnątrz.&lt;br /&gt;
- Oczywiście. Tylko proszę uważać. - Uśmiechnął się, kiwając głową.&lt;br /&gt;
- Dziękuję. - Odwdzięczyłam przez łzy uśmiech i gdy wszyscy medycy wyszli z sali, weszłam ja. Powolnym krokiem szłam w kierunku jego łóżka, a delikatny uśmiech nie schodził mi z twarzy. I nie będzie się go tak łatwo dało pozbyć.&lt;br /&gt;
Usiadłam obok niego i ujęłam jego rękę w swoją.&lt;br /&gt;
- Udało się, słyszysz? Udało się. Wszystko będzie dobrze. - Przytuliłam jego dłoń do swojego policzka i znów z bezsilności się rozpłakałam. Tak po prostu.&lt;br /&gt;
Louis był nieprzytomny, blady, ale ciepły, a z jego ust wydostawała się rurka, doprowadzająca powietrze do jego płuc. Nie dawał żadnego znaku życia, żadnego ruchu, prócz oddychania. Wyjątkowo dobrego jak po takiej operacji. Ale byłam już o niego spokojna.&lt;br /&gt;
- Tak bardzo się bałam, wiesz? Że się to nie uda. Ale żyjesz - wyszeptałam ostatnie słowa. - Tak bardzo się cieszę i tak bardzo cię kocham. Wiedziałam, że będziesz żyć, czułam to w środku serca. Nigdy nie straciłam nadziei, mimo że miałam różne myśli. Ale jesteś silny, dałeś radę. Wiedziałam, że tak łatwo mnie nie zostawisz. - Pociągnęłam nosem, nie spuszczając wzroku z chłopaka. - Tylko się obudź szybciutko, dobrze? - szepnęłam.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;W jednej chwili stało się coś co nie mało mnie przestraszyło. Nic nie widziałam. Prawie nic, oprócz barwnych plam.&lt;br /&gt;
- Niall! Niall! - krzyknęłam w strachu. Co się dzieje? Puściłam dłoń Louisa i dotknęłam palcami oczu. Co jest?&lt;br /&gt;
- Co się stało? - Blondyn, z tego co mogłam usłyszeć, wbiegł do pomieszczenia.&lt;br /&gt;
- N-nic nie widzę. Wszystko jest rozmazane - zaszlochałam.&lt;br /&gt;
- Cholera jasna. Robiłaś te badania, o których ci mówiłem?&lt;br /&gt;
- N-nie, nie miałam kiedy.&lt;br /&gt;
- W takim razie jedziemy do okulisty. - Objął mnie w pasie i podniósł.&lt;br /&gt;
- Ale co jest ze mną?&lt;br /&gt;
- Pewnie to co ze mną. Genetyczna wada wrodzona oczu.&lt;br /&gt;
- C-co? - zachłysnęłam się powietrzem.&lt;br /&gt;
__________________________________&lt;br /&gt;
Bum, bum, bum. Muszę przyznać, że to był pierwszy raz, gdy podczas pisania naprawdę się popłakałam. Nie wiem jak to się stało, ale tak wyszło.&lt;br /&gt;
Ja jestem po próbnych egzaminach gimnazjalnych, które nawiasem mówiąc, oprócz polskiego i matmy w połowie zwaliłam, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jestem strasznie wymęczona całym tygodniem i szczerze mówiąc jeszcze nie wiem co będzie z kolejnym rozdziałem. Ale jeśli będziecie trzymać kciuki, może się uda.&lt;br /&gt;
/Perriele rebel&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/11/rozdzia-23.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj-cTbuzatjVK-sN7ThQ89AJEWV-BdxtFaeF5L7FZPbdJLpC0C9ujjFAOgA_mypQtHaLVvCCHN5duHGiQ_NCL_N2Om80n6jvr4kdf_TOtc2cLVX4l3tF0M1HOlR4PNQBvx8U51phKk-XPA/s72-c/tumblr_o43c6cZZjn1ufetcyo1_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-4502680299081683592</guid><pubDate>Sat, 11 Nov 2017 11:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-11T12:43:42.454+01:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 22</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;I to uczucie, gdy myślisz,&amp;nbsp; że już wszystko w porządku i nagle jest gorzej niż było.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Chcesz jeszcze tostów? - zapytał Louis, odwracając się do mnie z pełnym talerzem. Podniosłam wzrok znad tabletu, z którego czytałam poranne wiadomości i się uśmiechnęłam.&lt;br /&gt;
- Poproszę. - Posłałam mu rozpromieniony uśmiech. Podszedł do mnie, a następnie wyłożył przede mną 2 tosty. No chyba coś mu się pomyliło. - Tylko tyle? Głodna jestem, dawaj jeszcze. - Wyciągnęłam rękę&amp;nbsp; i ukradłam kilka grzanek, które trzymał. Westchnął, popatrzył na śniadanie i się zaśmiał. - Myślałeś, że nie zjem aż tyle?&lt;br /&gt;
- To co myślałem to jedno, a to co myślę to drugie. - Postawił resztę tostów na stole i usiadł obok. - No i ja też jestem trochę głodny. - Wyciągnął rękę po słoik z dżemem, wziął nóż&amp;nbsp; i posmarował swoją grzankę. Ugryzł kawałek i ponownie spojrzał na mnie. Przyglądał mi się dłuższą chwilę, nie przerywając jedzenia. Zmarszczyłam brwi, orientując się, że patrzy na mnie wyjątkowo długo.&lt;br /&gt;
- Co? Jestem brudna? - zapytałam, wskazując na swoją twarz.&lt;br /&gt;
- Nie. Dlaczego? Przecież ja nic nie mówiłem.&lt;br /&gt;
- No właśnie dlatego. Nic nie mówisz, tylko tak cały czas mi się przyglądasz. - Przestałam jeść i spojrzałam mu w oczy, a wtedy nasze spojrzenia się spotkały, postąpił tak jak ja w stosunku do jedzenia. Skrzyżował ramiona i delikatnie się uśmiechnął w moim kierunku. - No to powiesz co ci chodzi po głowie?&lt;br /&gt;
- A nie mogę poprzyglądać się własnej narzeczonej?&lt;br /&gt;
- Możesz, ale widzę, że o czymś myślisz. - Popatrzyłam na niego z pod rzęs.&lt;br /&gt;
- Inteligentny człowiek cały czas myśli. Przeciętny też. - Wzruszył ramionami. - Nie wiem o co ci może chodzić. - Udał, że nie wie o czym mówię.&lt;br /&gt;
- Och, Louis. Po prostu powiedz i już. Czy to tak trudno? - spytałam. &lt;br /&gt;
Westchnął, położył swoją dłoń na mojej, która leżała na stole i lekko ją ścisnął. - To powiesz? Coś się stało?&lt;br /&gt;
- Nic się nie stało, kochanie. Po prostu zamyśliłem się. Nic więcej.&lt;br /&gt;
- Nad czym tak głęboko myślałeś? - zagadnęłam z ciekawością, zagryzając dolną wargę. Ciekawość to ostatnio moje nowe drugie imię. Jak siedzę w domu, odkrywam swoje nowe cechy. Wady i zalety. Ostatnio czytam nawet słownik języka angielskiego i sprawdzam co oznaczają niektóre z cech, których jeszcze tak dobrze nie znam. Kompletnie mi odpieprzyło. Prawda, uczyłam się tego w szkole, ale były to nieliczne słówka. A teraz mam szansę poszerzyć choć&amp;nbsp; odrobinę tą wiedzę i stać się nieco mądrzejsza.&lt;br /&gt;
- Myślałem nad tym jak bardzo poszczęściło mi się w życiu.&lt;br /&gt;
- To znaczy? - Przechyliłam głowę w lewo i patrzyłam na niego z zainteresowaniem.&lt;br /&gt;
- To znaczy, że mam rodzinę o której niektórzy mogliby tylko pomarzyć. Moja mama jest jak mój Anioł Stróż, moje rodzeństwo jest jak grupka najlepszych przyjaciół, których nigdy nie stracę, a mój ojczym... w końcu wierzę, że będzie dla nas ktoś na resztę życia. I jesteś jeszcze ty. Narzeczona, jakiej pragnąłem od zawsze. Piękna, kochana, inteligentna... - Odgarnął kilka włosów z mojego czoła. Poczułam jak się rumienię od wymienianych przez niego komplementów. - Doskonale mnie rozumiesz i wspierasz, gdy tego potrzebuję. Znasz mnie jak nikt inny i zawsze stawiasz na swoim. Często się o mnie martwisz, czasem zbyt bardzo i to doprowadza mnie do szału. - Zaśmiał się, a ja wraz z nim. - Ale wiem, że robisz to, bo mnie kochasz. Tego chciałem i chcę, aby było już tak zawsze. Jesteś idealna pod każdym względem i nie chcę, by było inaczej niż jest teraz. Kocham cię, Summer - wyznał. Pochylił się nade mną, delikatnie mnie pocałował, jakby moje usta były czymś, co bardzo łatwo można zniszczyć, jak porcelana. Całował mnie z miłością i wdzięcznością, tak jak nigdy. Wiedziałam jakie uczucia i emocje mi tym przekazywał. Czułam to przez jego skórę. I z pewnością było to wspaniałe uczucie.&lt;br /&gt;
- Też cię kocham, Louis - szepnęłam tuż po przerwanym pocałunku.&lt;br /&gt;
- Wiem, inaczej na pewno już byś mnie zostawiła. - Zaśmiał się. - Mówiłem ci to już wiele razy, ale powtórzę kolejny. Jesteś najlepszym co mnie spotkało w życiu. - Wciąż trzymał moją dłoń w swojej.&lt;br /&gt;
- Ja tak twierdzę o tobie. Sprawiłeś, że wyrwałam się z piekła Nicol, znalazłam Nialla. Pokochałeś mnie naprawdę. Odmieniłeś moje życie.&lt;br /&gt;
- Mam nadzieję, że na lepsze. - Uśmiechnął się, przez co obok jego oczu powstały urocze, małe zmarszczki. Nie traktowałam tego jako wadę jego wyglądu, wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;
- Zdecydowanie. I wiesz co? Nie chcę psuć chwili, ale jestem naprawdę głodna - powiedziała cicho. Stwierdzam, że nie jestem normalna tak jak niektórzy myślą.&lt;br /&gt;
- Jedz skarbie. Jeszcze mi tu zemdlejesz i co ja zrobię? - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- No właśnie. - Pokiwałam pionowo głową i zabrałam się za ostatnią grzankę. Louis jeszcze raz spojrzał na mnie i powrócił do śniadania.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKf8u7StXqszXlzAAID6eCWry8kESWoRh43D6Smrw3F2JIseOnNxVgYE9prSh_wFYvXn8GzEMs_NfhGhsxdzvApWugydfZt6Jta3SOiKh_m-eE0otbSNWt9Vgfaw85GbyETKlBgXRNJME/s1600/tumblr_o7w9a33cfu1umac80o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;281&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKf8u7StXqszXlzAAID6eCWry8kESWoRh43D6Smrw3F2JIseOnNxVgYE9prSh_wFYvXn8GzEMs_NfhGhsxdzvApWugydfZt6Jta3SOiKh_m-eE0otbSNWt9Vgfaw85GbyETKlBgXRNJME/s1600/tumblr_o7w9a33cfu1umac80o1_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&amp;nbsp; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;-&amp;nbsp; Dobra, sprzątnę i jadę do studia - oznajmił Louis, gdy oboje skończyliśmy jeść. Wstał od stołu i zaczął zbierać puste naczynia.&lt;br /&gt;
- Na ile? - zapytałam również wstając. Pora się troszeczkę rozprostować. Co aż tak łatwe nie jest. To już 7. miesiąc, za dwa tygodnie już 8. Końcówka ciąży, zaraz rodzę, a dzieciaki swoje ważą&lt;br /&gt;
- Niedługo. Wrócę po południu i zrobię jakiś obiad. Zgoda?&lt;br /&gt;
- Yhym - mruknęłam, upijając ostatni łyk soku. - To ja chyba pójdę na górę i wezmę prysznic.&lt;br /&gt;
- Okej. Jak będę jechał to ci powiem.&lt;br /&gt;
- Jasne. Kupisz po drodze jakąś czekoladę? - zapytałam przy wyjściu.&lt;br /&gt;
- Kupię, kupię. - Uśmiechnął się, mrugając do mnie.&lt;br /&gt;
- Dziękuję. - Zaśmiałam się i odeszłam w stronę schodów.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Targały mną różne uczucia. Z jednej strony wiedziałam, że to będzie dobry dzień, ale z drugiej... Czułam, że może wydarzyć się coś złego. A może to po prostu były moje urojenia, które wytworzyły się przez hormony?&amp;nbsp; Tak, to na pewno tylko to. Inaczej coś byłoby ze mną nie tak. Ostatnio mam same złe przeczucia. Co ani trochę nie jest przyjemne. Przeciwnie. Zaczyna mnie to bardzo niepokoić i przez to w mojej głowie rodzą się same czarne scenariusze, mimo, że wcale tego nie chcę i bronię się jak tylko mogę. Robi się to też trochę uciążliwe.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Znalazłam się w sypialni. Promienie słoneczne wypełniały ją całą, mimo że mieliśmy już początek listopada. Ale w Londynie często wszystko jest na odwrót. Świeci słońce, a tak naprawdę w tym momencie pada śnieg. Pogoda kompletnie odmienna niż w innych częściach świata. I to nie jest moje kolejne urojenie, bo to całkowita prawda.&lt;br /&gt;
Zdjęłam szlafrok i powiesiłam go na oparciu krzesła stojącego przy biurku. Zobaczyłam, że okno jest otwarte i nie wiem dlaczego, ale dopiero wtedy poczułam, że jest tu zimno jak w jakiś podziemiach. Co się tu stało do cholery? Przecież zanim zeszliśmy z Louisem na śniadanie, żadne z nas nie otwierało okna. Cały czas było zamknięte. I szczerze mówiąc, rzadko je otwieramy, gdy na dworze nie jest ciepło.&lt;br /&gt;
Serce podpowiadało mi, że to może właśnie my, przez przypadek je otworzyliśmy lub zamknięcie w jakiś sposób się zepsuło. Ale rozum mówił, że ktoś tu był. I nie wiedziałam czy mogłam w to uwierzyć. Czy w ogóle byłam w stanie? Przecież kilka miesięcy temu mieliśmy tu serię włamań. To mogło być możliwe. A co jeśli tym razem było tak samo? Albo podobnie? Mój umysł nie mógł przyjąć tego do wiadomości. Przychodziło mu to z wielką trudnością.&lt;br /&gt;
Dotknęłam pierścionka zwisającego z mojej szyi i westchnęłam. Zamknęłam oczy. To tylko moje urojenia. Uspokój się Summer. Wszystko jest w porządku.&lt;br /&gt;
Skierowałam się do łazienki, otworzyłam drzwi i zaświeciłam światło. Jedna rzecz od razu przykuła moją uwagę. No nic nie było i nie jest w porządku! Wiedziałam, że to nie jest żadna moja schiza!&lt;br /&gt;
- Louis!! - krzyknęłam najmocniej jak tylko mogłam. Mój głos w tym momencie odzwierciedlał to co czułam. Już od dłuższego czasu. Strach.&lt;br /&gt;
Na całej szerokości lustra, które znajdowało się tuż nad umywalkami, widniał, wykonany czerwoną szminką, duży napis: &lt;b&gt;&quot;TAK JAK W ROMEO I JULIA. NAJPIERW GINIE ON, POTEM ONA.&quot;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Czułam jak zaczyna mi się robić słabo. Do tego, to był mój kolor szminki. Leżała otwarta przy umywalce. Zrobiłam kilka kroków ku niej i wzięłam ją do ręki. Z mojego życia zaczynają się tworzyć ruiny...&lt;br /&gt;
Usiadłam na toalecie, a z moich oczu poleciało kilka łez. Miałam być w końcu szczęśliwa.&lt;br /&gt;
- Wołałaś mnie, Summ... O cholera... - Jego mina zrzedła, gdy popatrzył na lustro. &quot;Miejsce zbrodni&quot; - pomyślałam. - Tego tu wcześniej nie było, prawda? - Podszedł bliżej.&lt;br /&gt;
- Oczywiście, że nie - zaszlochałam.&lt;br /&gt;
- Ale... to jest twoja szminka? Nie mam przypadkiem racji?&lt;br /&gt;
- Moja... - szepnęłam, podnosząc głowę. Nasz wzrok się zetknął.&lt;br /&gt;
- Twoja? - Otworzył szeroko oczy. - Ale to nie ty to zrobiłaś, żeby ze mnie zażartować, prawda? - Przełknął ślinę.&lt;br /&gt;
- Zwariowałeś? Za kogo mnie uważasz? Louis, nie zrobiłam tego. Dlaczego miałabym to zrobić? - Zadawałam kolejno pytania. Wstałam i podeszłam do niego jeszcze bliżej. Moje dłonie się trzęsły. Trzymana przeze mnie szminka, spadła na podłogę, tocząc się pod szafkę.&lt;br /&gt;
- Spokojnie. O nic cię nie osądzam. Przepraszam, że mogłaś tak pomyśleć. Jestem... jestem w szoku. - Odetchnął, pokręcił głową i przeczesał palcami włosy. - Zobaczyłaś coś jeszcze podejrzanego?&lt;br /&gt;
- O-okno w sypialni było otwarte. - Potarłam ramię, patrząc tępo przed siebie.&lt;br /&gt;
- Czyli, że wkradli się nam przez okno?&lt;br /&gt;
- Na to wygląda. - Wzruszyłam przygnębiona ramionami.&lt;br /&gt;
- Ale to pierwsze piętro. Jak... jak to w ogóle jest możliwe?&lt;br /&gt;
- Nie wiem... Drabina, wspięli się. Ja naprawdę nie wiem, Louis.&lt;br /&gt;
- Domyślasz się kto to może być? - zapytał, a ja pokręciłam przecząco głową.&lt;br /&gt;
- Boję się. - Rozpłakałam się. - Nie czuję się już bezpiecznie. - Dławiłam się łzami. Nie minęło nawet kilka sekund, a Louis już skrył mnie w swoich ramionach.&lt;br /&gt;
- Przecież jestem tutaj, skarbie.&lt;br /&gt;
- Tak, jesteś, a mimo to weszli tu bez większego problemu. Nie pomógł ani alarm, ani to, że wszystko jest monitorowane. Przechytrzyli nasz system zabezpieczeń. Skoro znów tu weszli, zrobią to kolejny raz.&lt;br /&gt;
- Uspokój się.&lt;br /&gt;
- To zrób coś z tym! - krzyknęłam przez łzy, odrywając się od niego. - Boję się do cholery!&lt;br /&gt;
- Nie krzycz. Zacznijmy od tego. - Założył ręce na biodra.&lt;br /&gt;
- To zrób coś z tym - szepnęłam. Patrzyłam na niego, głęboko i ciężko oddychając. - Proszę. Możesz coś z tym zrobić?&lt;br /&gt;
- Dobra, koniec z tym. Koniec z jego pieprzoną&amp;nbsp; grą. Bawił się z nami zbyt długo. Nie pozwolę na to, żeby nasze życie tak wyglądało.&lt;br /&gt;
- Co chcesz zrobić?&lt;br /&gt;
- Dzwonię na policję. - Wyjął telefon z kieszeni dresów i wyszedł z łazienki. Poszłam za nim, nie czując się bezpiecznie nawet tu. - I wzmacniam ochronę dla tego domu. W tym momencie mam w dupie naszą prywatność. Teraz liczy się tu tylko wasze bezpieczeństwo.&lt;br /&gt;
- A co z tobą? Miałeś przecież jechać do studia.&lt;br /&gt;
- To oczywiste, że nigdzie nie jadę. Nie zostawię cię tu, nawet z ochroną. - Przyłożył telefon do ucha. Odwróciłam wzrok i usiadłam na łóżku, aby po chwili się na nie położyć. - Dzień dobry. Chciałbym zgłosić włamanie. - Doszedł mnie początek rozmowy, reszty nie byłam w stanie słuchać.&lt;br /&gt;
Zbyt bardzo bolało i zbyt bardzo się bałam. Byłam cała roztrzęsiona i obawiałam się tego, aby nie odbiło się to na dzieciach. Próbowałam się uspokoić, oddychać normalnie. Próbowałam nawet zasnąć, może to by coś pomogło. Jednak na marne. W końcu, gdy w miarę się uspokoiłam, mój telefon zadźwięczał i serce na nowo zaczęło mi szybko bić. Wiadomość. On wie. Wie, że Louis rozmawia z policją.&lt;br /&gt;
Trzęsącą się dłonią wzięłam telefon i go odblokowałam. Położyłam dłoń na brzuchu, nierówno oddychając.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;Kazał wam ktoś, kurwa, dzwonić na policję?! Nie wydaje mi się. Chcecie się tak bawić? Dobra! Zabawimy się po waszemu. Macie przechlapane. Nie wiecie nawet jak bardzo. Nie wiecie jak bardzo przybliżyliście się do swojej przegranej.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;*//*//*&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgBmwaRe9M9oYjZicxtN9yN-fLIc7-uQOIo6im1cwQFZ3nuuD7w9bErtGe21aUU7a3_I7JWOziad2hjXnhHYHiYYh3UruL3vLYxHfX_33usjqB6z2f3YcJQiosBPvXKszofLZawjAChrg4/s1600/tumblr_n65ehbVRpy1r5pm10o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;297&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgBmwaRe9M9oYjZicxtN9yN-fLIc7-uQOIo6im1cwQFZ3nuuD7w9bErtGe21aUU7a3_I7JWOziad2hjXnhHYHiYYh3UruL3vLYxHfX_33usjqB6z2f3YcJQiosBPvXKszofLZawjAChrg4/s1600/tumblr_n65ehbVRpy1r5pm10o1_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wszystko w tym mieszkaniu się psuje. Dlaczego nie kazałem zrobić przeglądu i wszystkiego sprawdzić? To jest pytanie dzisiejszego dnia. Nie dość, że wykiwali nas z tym systemem zabezpieczeń i monitoringiem, bo naprawdę tak jest, policja wszystko sprawdzała, to teraz siadło nam ogrzewanie w całym domu. Jest 2:00 w nocy, sypie śnieg tak jak wcześniej i całe zimno wkrada się do środka, co powoduje, że w domu jest nie więcej niż 15 stopni. Musimy się stąd wynieść zanim oboje zamarzniemy. Co prawda, mój plan działania jest nieco dziwny Zaczęło się od tego, że nie mogłem spać po tym co tu zaszło i najzwyklej w świecie po prostu czuwałem przy Summer, mimo że była tu ochrona. I robiłbym to dalej, ale zaczęło mi się robić zimno jakbym był na dworze i szybko się zorientowałem, że z ogrzewaniem jest coś nie halo. I tak było, i jest, a sam nie jestem w stanie tego naprawić. Wróciłem do sypialni i przykryłem Summer dodatkową kołdrą oraz kocem. Nie chciałem jej jeszcze budzić, ze względu na to, że potrzebuje dużo snu. Sam więc zająłem się pakowaniem kilku rzeczy dla nas. Plan był dalej już prosty. Mieliśmy pojechać do Nialla i reszty. Już tam nawet dzwoniłem i poinformowałem ich, że przyjedziemy. Wszystko zajęło mi niecałe 20 minut, pobiłem tym swój rekord, którego prawdę mówiąc nie miałem. W takich sytuacjach jak ta przydaje się refleks i szybkość.&lt;br /&gt;
Nie mam całkowitej pewności czy to samo się zepsuło, czy stalker maczał w&amp;nbsp; tym palce. Wracając do policji, przyjechali tu bardzo szybko. Nie znaleźli niczego na nagraniach, bo ten gnojek jakimś cudem wszystko usunął. Nie znaleźli też żadnych śladów, ale po tym co im opowiedzieliśmy o całej sytuacji, o wszystkich groźbach i szantażach, na dobre rozpoczęli śledztwo. I dlatego między innymi, wokół domu chodzi teraz 6 naszych ochroniarzy.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Kochanie, Summer... Budzimy się. - Podszedłem do szatynki i pogłaskałem ją po głowie, chcąc w ten sposób ją obudzić.&lt;br /&gt;
- Hmm...? - zamruczała cicho, a ja miałem ochotę się zaśmiać.&lt;br /&gt;
- Wstawaj powolutku.&lt;br /&gt;
- Która godzina? - spytała na wpół śpiąc.&lt;br /&gt;
- 2 w nocy - odpowiedziałem. Serce mnie boli za to, że muszę budzić ją o tej porze. Ale nie mam innego wyboru. Lepsze to niż nabawienie się zapalenie płuc czy też w ogóle zamarznięcia.&lt;br /&gt;
- Co? Zwariowałeś? - Otworzyła trochę oczy, spoglądając na mnie. - Dlaczego ja jestem tak przykryta? I dlaczego tu jest tak zimno?&lt;br /&gt;
- No właśnie - westchnąłem, zwiesiłem głowę.&lt;br /&gt;
- Co no właśnie? Czuję się jakbym była na dworze. - Usiadła na łóżku i mocniej opatuliła się kocem i tymi wszystkimi kołdrami.&lt;br /&gt;
- Wysiadło nam ogrzewanie.&lt;br /&gt;
- Co? - zapytała zachrypniętym głosem i zmarszczyła brwi. - W całym domu?&lt;br /&gt;
- W całym - potwierdziłem. - Raczej nie marzy mi się, żebyście tu zamarzli.&lt;br /&gt;
- Nie możesz napalić w kominku w salonie?&lt;br /&gt;
- Summer, dopiero ma przyjść kolejna dostawa drewna na opał. A nawet jeśli, to jeden mały kominek nie nagrzeje całego, tak wielkiego domu.&lt;br /&gt;
- Więc co zamierzasz?&lt;br /&gt;
- A co mogę? Nie mamy raczej większego wyboru. Jedziemy do twojego brata. Już tam dzwoniłem, zgodzili się. Ochrona jedzie z nami.&lt;br /&gt;
- Nie chcę im się narzucać - powiedziała cicho.&lt;br /&gt;
- Summer... spakowałem już nasze rzeczy, więc w tym momencie nie masz nic do gadania, tylko masz się ubierać. Wstawaj powoli, pomogę ci. - Wziąłem ją za rękę i pomogłem się podnieść.&lt;br /&gt;
- Niall już o wszystkim wie, prawda? - zaczęła ni stąd, ni zowąd temat.&lt;br /&gt;
- Wie - westchnąłem. - Tak było najlepiej. To twój brat, musiał wiedzieć co się dzieje. Sprawa zaszła już naprawdę za daleko. Sami nie poradzimy sobie z tym wszystkim.&lt;br /&gt;
- A reszta? Też wie? - zapytała cicho. Zamknąłem oczy, pokiwałem pionowo głową.&lt;br /&gt;
- Przepraszam, musiałem. To już nie jest zabawa. O ile kiedyś nią była.&lt;br /&gt;
- Nie przepraszaj. Dziękuję, że to ty im powiedziałeś. Ja nie dałabym rady - szepnęła. Po jej policzku spłynęła samotna łza. Podniosłem jej dłoń wyżej, na wysokość moich oczu i pocałowałem jej nadgarstek. Przyłożyłem swoje czoło do jej, przytulając się delikatnie.&lt;br /&gt;
- Wiem. Robię to co uważam, że jest dla ciebie dobre. Nigdy nie chciałem twojej krzywdy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Zerwałam się ze snu, gwałtownie siadając, słysząc krzyki dochodzące z dołu. Jak dotychczas spało mi się dobrze w starym łóżku Louisa, tak teraz mam wrażenie, że noc przebiegła mi okropnie. Nawet pomimo tego wygodnego łóżka. Pokój Louisa, od samego początku, odkąd tu przyjechałam, był dla mnie pewną ostoją, zawsze się w nim dobrze czułam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Odwróciłam głowę na bok, zobaczyłam, że Louis także się obudził.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Cholera, co tam się dzieje? - zmarszczył brwi w całkowitej niewiedzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wiem, ale czuję, że nic dobrego. - Przełknęłam ślinę i próbowałam nasłuchiwać. Krzyki ani trochę nie ustawały. Można było mieć nawet wrażenie, że się nasilały. Wszystkie głosy nakładały się na siebie i przez to nie potrafiłam rozróżnić żadnego z nich. - Może lepiej tam zejdźmy - zaproponowałam, odkrywając kołdrę&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ty zostajesz. - Wskazał na mnie, wstając z łóżka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie ma mowy, idę z tobą. - Uparłam się na swoim i również szybko wstałam. Co było bardzo dziwne z jaką prędkością to zrobiłam, ze względu na mój duży brzuch i nawet nie wiem jak to się stało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jesteś czasem taka trudna - westchnął i dał nacisk na ostatnie słowo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No bardzo się cieszę jakie masz o mnie zdanie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
- Chodź jak masz iść i już tyle nie gadaj. - Złapał mnie za rękę i wyszliśmy na korytarz. &lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjBMCctJXvmhvLIfaUKZp9dXY6XBn5v9fZpl6v2UMoVHzXmgARv_Tj_WWsOzDuyFILMd5BDXsRosWdPeQ1Z_oC7Sp0JZ7m08h8Qg6gDR9XE4ZXK66OA4cidXhZhQ6VxMXzsPxhysoVkmgc/s1600/81f265ed4c5c5818afef6231e786f538.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;135&quot; data-original-width=&quot;245&quot; height=&quot;220&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjBMCctJXvmhvLIfaUKZp9dXY6XBn5v9fZpl6v2UMoVHzXmgARv_Tj_WWsOzDuyFILMd5BDXsRosWdPeQ1Z_oC7Sp0JZ7m08h8Qg6gDR9XE4ZXK66OA4cidXhZhQ6VxMXzsPxhysoVkmgc/s400/81f265ed4c5c5818afef6231e786f538.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
W miarę szybko jak mogłam iść zeszliśmy po schodach i znaleźliśmy się w salonie. Każdy już tam był i każdy na każdego krzyczał, a my nie wiedzieliśmy co tak naprawdę się dzieje. Była nawet Nicol i to właśnie bardzo mnie zszokowało, bo to właśnie ona była główną bohaterką tego co tu się odbywało.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie obchodzi mnie to! Chcę wiedzieć dlaczego! - krzyknęła kobieta, a mnie przeszedł dreszcz po usłyszeniu jej groźnego głosu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chcesz wiedzieć co?! - odkrzyknął jej Niall, ściskając ze złości dłonie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dlaczego...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co tu się dzieje?! - wykrzyknął Louis tak głośno jak mógł, by wszyscy go usłyszeli. Nie wiem nawet jakim cudem nikt nas tu nie zauważył. Może to przez ten chaos jaki tu panuje. - Może mi ktoś wyjaśnić co to za zamieszanie? - zapytał. W jednej chwili nastała cisza jak makiem zasiał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Summer... - odezwała się Nicol, przypatrując mi się szeroko otwartymi oczami. Wyglądała na zaskoczoną, co u niej było naprawdę rzadkim zjawiskiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co Summer? Co ja? - zaczęłam pytać. Hormony zaczęły mi buzować i to dawało mi niezłego kopa, aby stać się zaraz agresywną. - Co to za w ogóle krzyki? Ja kompletnie nie wiem co się dzieje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym? - spytała.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- O czym? - westchnęłam na krawędzi załamania.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- O tym, że znów masz stalkera!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jak to znów? - wtrącił Louis, a ja już naprawdę nie miałam sił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Miałam kilku poprzednich kiedyś, ale to nie było tak poważne i niebezpieczne. To po prostu byli psychofani. Nie było większego zagrożenia - wyjaśniłam. To była całkowita prawda, nie miałam o czym kłamać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Rozmawiasz teraz ze mną młoda damo - wcięła się w zdanie kobieta, a ja czułam, że zaraz wybuchnę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie jesteś moją matką i nie masz prawa mi rozkazywać. Nie jestem twoją pieprzoną własnością!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
-&amp;nbsp; To nie tłumaczy tego, dlaczego nic mi o tym nie powiedziałaś!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Bo nie mogłam, rozumiesz?! Nie mogłam i nie chciałam! Grożono mi i Louisowi. Grożono, że kogoś z nas lub was zabiją albo skrzywdzą - powiedziałam cicho ostatnie zdanie. - Gdybyśmy cokolwiek wam powiedzieli, każdy byłby na ostrzale i wtedy nie byłoby już ratunku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- W taki razie, dlaczego w ogóle o tym powiedzieliście? Wysyłacie nas na śmierć, tak? - parsknęła Nicol pod wpływem nerwów.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie przesadzaj, na pewno mieli ku temu powód. Jesteśmy rodziną i powinniśmy się wzajemnie wspierać - wtrącił Niall, a ona popatrzyła na niego groźnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wysyłamy was na żadną śmierć, do cholery. Musieliśmy to zrobić, to była ostateczność. Miarka się przebrała. Skończyła się jego gra, zabawa, zaczęła się prawdziwa wojna. Już od dawna nie było bezpiecznie. Nie ma już innego wyjścia, to było jedyne. - Rozpłakałam się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A naprawdę, to ja jestem za to odpowiedzialny - dopowiedział Louis, a ja nie wierzyłam w to co mówi. Przecież to nie jego wina. Co on gada? - Zadzwoniłem po policję, wszystko wyjaśniłem, bo uważałem to za słuszne. I nadal tak twierdzę. Jedyne co robię to próbuję chronić moją rodzinę. Was także. Nie miejcie mi tego za złe.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Louis, my cię za nic nie winimy. Chcemy tylko wiedzieć, dlaczego jednak wszystko powiedzieliście - wtrąciła Vanessa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak jak mówiłem... - przerwał niespodziewanie. Z zewnątrz dochodziły strzały pistoletu. Pod wpływem nerwów, strachu zaczęłam szybciej oddychać i podeszłam bliżej Louisa. To się nie dzieje naprawdę. Nie może. To tylko kolejny koszmar. Błagam, chcę już się obudzić.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co się dzieje? - zapytałam roztrzęsionym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zostań tutaj. - Szatyn pocałował mnie w czoło i zaczął kierować się do drzwi wejściowych. Co on wyprawia?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale Louis...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zostań - powtórzył, odwracając się do mnie. - Sprawdzę co się dzieje - powiedział, ale nie zdążył nawet dojść do drzwi, bo otworzyły się z wielkim hukiem, a do środka wszedł koszmar mojego życia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Lucas... - wyszeptałam. Serce zaczęło mi niemiłosiernie bić, poczułam jak robi mi się słabo. Byłam pewna, że wciąż jest w więzieniu. Myliłam się. Tak bardzo się myliłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Witajcie, witajcie przyjaciele - powiedział głośno z tym swoim uśmieszkiem. - Summer... już wiesz kim jestem? - zapytał ze mściwym śmiechem, a ja przełknęłam&amp;nbsp; głęboko ślinę. Byłam pewna, że to nie on. Właśnie, byłam. Za wszelką cenę chciałam myśleć, że to nie on. Jak widać, robiłam źle, bo to był on od samego początku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To byłeś ty? - zapytałam łamliwym głosem. Nie wiem, dlaczego o to spytałam, skoro już znałam prawdę. I innej nie było.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ja... ale co? - spytał podchwytliwie, ze złośliwym uśmieszkiem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To ty nam groziłeś, to ty nas szantażowałeś. Już wiem. - Rozpłakałam się ponownie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Szybko łączysz fakty. Za naszego związku tak nie było. - Zagwizdał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co ma do tego nasz związek? Dlaczego w ogóle mi to robisz? Dlaczego tak bardzo pragniesz mojej śmierci?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chcesz wiedzieć dlaczego, tak? - Zadał pytanie, a ja milczałam. Milczenie było jedynym potwierdzeniem, a sama osobiście nie byłam w stanie dużo mówić. - Mszczę się przede wszystkim za to, że wydaliście mnie policji, ale dobrze. Rzuciłaś mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie rzuciłam cię. To ty to zrobiłeś. - Próbowałam się bronić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale nie próbowałaś o mnie walczyć, gdy odszedłem. A tak naprawdę, to jedyne czego chciałem, gdy z tobą zrywałem. Chciałem byś cierpiała tak samo, gdy ja cierpiałem, kiedy byłaś w trasach i nie miałaś dla mnie czasu, gdy inni się za tobą oglądali. Myślisz, że nie widziałem tych wszystkich spojrzeń mężczyzn, które wodziły za tobą wzrokiem?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jakich mężczyzn? To w większości byli moi fani albo współpracownicy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Właśnie, w większości. A co z tą mniejszością?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co ty gadasz? Doskonale wiesz czym się zajmuję i wiedziałeś na co się piszesz, będąc ze mną.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Przemycaniem narkotyków czy ich przejmowaniem? - zapytał przerywając, ale nie zwróciłam na to większej uwagi i mówiłam dalej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skoro tak mnie kochałeś, to dlaczego mnie zostawiłeś? Nie rozumiem tego, nigdy nie podałeś mi prawdziwego powodu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chciałem, byś jeden raz, chociaż ten jedyny, zawalczyła o mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I to o to chodziło? - zapytałam w całkowitym osłupieniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Myślałaś, że jestem aż tak głupi, by zostawić taką sztukę jak ty? Proszę cię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie waż się tak o niej mówić. Ona nie jest rzeczą - odezwał się Louis.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ty! - powiedział ostro. Wyjął z kieszeni kurtki pistolet, którym prawdopodobnie postrzelił naszych ochroniarzy i wycelował nim, w Louisa, który stał kilka metrów dalej ode mnie. To jest chory koszmar. - Koleś, nie wtrącaj się. Inaczej zamiast zebrać się na waszym ślubie, zbierzemy się na pogrzebie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Lucas! - pisnęłam wystraszona.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, kochanie? - Uśmiechnął się niewinnie i podszedł do mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie mów tak do mnie. - Zagryzałam szczękę, by nie wybuchnąć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tylko dlatego zaczęłaś piszczeć jak w łóżku? - Zaśmiał się, jednak ja to zignorowałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie rób mu krzywdy. Proszę. On nie ma nic z tym wspólnego. To co było między nami, zachodziło między nami. Nie mieszaj go w to. - Próbowałam błagać, ale nie bardzo mi to wychodziło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czyli jednak między nami coś było? - Zaśmiał się głośno.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie mów tak.Oboje wiemy, że to było poważne jak na ten wiek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Może wiem, a może nie. Wiem, że nie walczyłaś o mnie, a chciałem tego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skąd miałam o tym wiedzieć?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Właśnie widzę, że nie wiedziałaś, albo nie chciałaś wiedzieć. Szybko pocieszyłaś się nim. - Wskazał na mojego narzeczonego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Poznałam go 2 lata później. Twoim zdaniem nigdy miałam nie być szczęśliwa?&amp;nbsp; - zapytałam zszokowana.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I tak nie jesteś. - Wzruszył ramionami, a ja zamknęłam oczy i głęboko odetchnęłam. Boże, daj mi sił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dlaczego nas stalkujesz? - szepnęłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To jest dobre pytanie. Sądzę, że sama potrafisz sobie na nie odpowiedzieć. Może dlatego, że wciąż cię kocham i nie mogę znieść myśli, że teraz jesteś z nim. - Wskazał pistoletem Louisa, a mnie przeszedł dreszcz. - Powiedz, tak źle całowałem, byłem zły w łóżku, że nie chciałaś mnie odzyskać?&lt;br /&gt;
- Nie - odpowiedziałam cicho, próbując równo oddychać.&lt;br /&gt;
- W takim razie co?&lt;br /&gt;
- Sądzę, że nie musimy o ty rozmawiać. To przeszłość. Najwyraźniej coś było nie tak, skoro nie jesteśmy teraz razem.&lt;br /&gt;
- Kochasz mnie w ogóle tak jak ja ciebie? Odpowiedz. Szczerze. Kochasz mnie? - Postawił kolejne pytanie, a ja gubiłam się w odpowiedziach, by nie postawić błędu, którego jak widać, on niesamowicie pragnął.&lt;br /&gt;
- Nie - szepnęłam.&lt;br /&gt;
- Coś ty powiedziała?! - krzyknął i z powrotem wymierzył broń we mnie. Czyli jednak już nic mnie nie uratuje.&lt;br /&gt;
- Nie kocham cię - powtórzyłam nadzwyczajnie spokojnie.&lt;br /&gt;
- Powinnaś żałować tego co w tej chwili powiedziałaś. - Zaśmiał się nerwowo, ale nie bardzo mnie to ruszało.&lt;br /&gt;
- Nie kocham cię - powtórzyłam po raz kolejny pewna siebie.&lt;br /&gt;
- Dobra, skoro na ciebie nic nie podziałało to nie. Nie jesteś taka miękka jak kiedyś. Przekonamy się czy inni są. Nicol. - Popatrzył się na kobietę, a ta momentalnie się spięła. - To co? Tylko ja i ty wiemy co ukrywasz.&lt;br /&gt;
- Nie odważysz się - zagroziła z obawą.&lt;br /&gt;
- A chcesz się przekonać? - Wybuchł śmiechem. - No to moi drodzy...&lt;br /&gt;
- Nie powiesz tego. Nie możesz.&lt;br /&gt;
- Nie mogę? Nie? A czy aby na pewno? W sumie... jedyni zainteresowani to Vanessa i Jacob. - Wzruszył ramionami.&lt;br /&gt;
- O czym on gada? - odezwał się Jacob.&lt;br /&gt;
- Mamo?! - krzyknęła zaniepokojona blondynka.&lt;br /&gt;
- Nie słuchajcie go. To nie jest prawda.&lt;br /&gt;
- Oj Nicol, Nicol. Zapłaciłem za twój dom w Londynie, teraz to mi należy się zapłata. A więc, Vanessa, wiedziałaś, że masz brata?&lt;br /&gt;
- CO?! - krzyknęli naraz wszyscy. Przecież to jest jak thriller.&lt;br /&gt;
- Cisza! - wydarł się, a w pomieszczeniu zapanował spokój. W pewnym tego słowa&amp;nbsp;znaczeniu. - Summer, to co? Wracasz do mnie czy raczej...&lt;br /&gt;
- Zwariowałeś? - przerwałam mu w połowie zdania. - Mam narzeczonego, wychodzę za mąż, niedługo rodzę. I taki jeden szczegół: ja ciebie już nie kocham. Czy ty jesteś normalny?&lt;br /&gt;
- Narzeczonego można się szybko pozbyć. I nikt też nie powiedział, że nie nadaję się do dzieci. - Mrugnął znacząco do mnie.&lt;br /&gt;
- Jesteś psychiczny. - Otworzyłam szeroko i oczy, i usta.&lt;br /&gt;
- Coś ty powiedziała? - Zbliżył się do mnie, dokładnie celując we mnie bronią. Dobry Boże, zlituj się nade mną, dopomóż mi. Jak nie Ty, już nie ma dla mnie ratunku.&lt;br /&gt;
- Słyszałeś - odpowiedziałam. Zaczął się niebezpiecznie wciąż zbliżać. Z każdym jego krokiem, Louis także się przysuwał, a ja oddychałam jak po przebiegnięciu jakiegoś maratonu.&lt;br /&gt;
- Wiesz co? Nie warto było to przedłużać do tej chwili. Dlaczego nie zrobić tego teraz? Idealny moment. Ty zniszczyłaś mi życie, teraz ja zniszczę tobie. Chociaż, dlaczego od razu nie pozbyć się niektórych? Może byłoby prościej, hmm? Może byś odpowiadała na to co mówię do ciebie, co?! - krzyknął, a ja aż podskoczyłam. - Nie miał cię kto nauczyć dobrego wychowania?! A przepraszam, no tak, tatuś i mamusia nie żyją. Uuu... jak przykro. Myślisz, że tylko ten gnojek wie wszystko z twojej przeszłości? Mylisz się&lt;br /&gt;
- Mówiłam, żebyś go tak nie nazywał.&lt;br /&gt;
- A ja mówiłem, żebyś mi odpowiadała, ale akurat robisz to chyba nie na ten temat! Masz jeszcze coś może do powiedzenia?&lt;br /&gt;
- Jesteś popieprzony - powiedziała. W tym momencie usłyszałam jak spuszcza spust pistoletu. Nie oddychałam normalnie, chwilami się dusiłam. Czy ja właśnie tak mam umrzeć? Boże, tylko niech śmierć nie będzie bolesna.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp;&amp;nbsp;Wszystko dzieje się zbyt szybko: Louis osłaniający mnie, strzał i jego ciało opadające u moich nóg.&lt;br /&gt;
- Nieee!!! - I mój krzyk, który nie mógł już pomóc...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
___________________________&lt;br /&gt;
Nie bijcie, nie bijcie! To musiało się stać. Mogę tylko powiedzieć, że to nie jest jeszcze koniec. Nie wiem czy za 2 tygodnie pojawi się rozdział, bo mam próbne egzaminy gimnazjalne, ale postaram się coś dodać. Nic nie obiecuję, ale postaram się. Teraz idę na randkę z 5 przedmiotami, nauka cały weekend, ale może wam dobrze on minie.&lt;br /&gt;
Widzimy się niedługo!&lt;br /&gt;
/Perriele rebel.&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/11/rozdzia-22_11.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhKf8u7StXqszXlzAAID6eCWry8kESWoRh43D6Smrw3F2JIseOnNxVgYE9prSh_wFYvXn8GzEMs_NfhGhsxdzvApWugydfZt6Jta3SOiKh_m-eE0otbSNWt9Vgfaw85GbyETKlBgXRNJME/s72-c/tumblr_o7w9a33cfu1umac80o1_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-3516240129483213615</guid><pubDate>Sat, 04 Nov 2017 09:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-11-04T10:06:45.087+01:00</atom:updated><title>INFO</title><description>Rozdział 22 dziś się nie pojawi. Bardzo mi przykro, bo naprawdę chciałam już go napisać tutaj, ale wyszło jak wyszło. Spowodowane jest to oczywiście ogromem nauki i brakiem jakiegokolwiek czasu. Mam nadzieję, że za tydzień uda mi się coś tam wstawić i mogę powiedzieć, że kolejny rozdział, przynajmniej moim zdaniem, będzie dość dobry.&lt;br /&gt;Więc do następnej soboty!&lt;br /&gt;/Perriele rebel</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/11/info.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-6806284826041103200</guid><pubDate>Sat, 21 Oct 2017 08:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-10-21T10:00:02.217+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 21</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Lepiej płakać usłyszawszy prawdę, niż mieć uśmiech nakarmiony kłamstwami.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Vanessa, do cholery! Powiedz nam co się dzieje! Co ty ukrywasz?! - krzyknął pod wpływem emocji Niall.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhIyEl5CpmbowqReuXkcfbbeK82gJVQGaHTXXBeENxuMUSF6RWsmBgn4DRdPKfBZgjJpyIS4IBXTxGn-z2NJGSoCXj4say5rZkdTwmkE-TH_L1e4mnLA0MN3PJ1U9cTYh_RyEuzntW0mqg/s1600/giphy.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;281&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;223&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhIyEl5CpmbowqReuXkcfbbeK82gJVQGaHTXXBeENxuMUSF6RWsmBgn4DRdPKfBZgjJpyIS4IBXTxGn-z2NJGSoCXj4say5rZkdTwmkE-TH_L1e4mnLA0MN3PJ1U9cTYh_RyEuzntW0mqg/s400/giphy.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;- Mam pieprzonego raka - powiedziała cicho. Wszystko wokół mnie zaczęło wirować. Moja siostra... To nie jest prawda... To nie jest prawda!&lt;br /&gt;
- Co ty gadasz? - wyszeptał łamliwym głosem Niall.&lt;br /&gt;
- Chciałam wam powiedzieć wcześniej, ale się bałam. Nie chciałam was martwić i jeszcze tego zrzucać wam na głowę.&lt;br /&gt;
- Ale to i tak nie zmieniłoby tego co w tej chwili czujemy - odezwał się Liam. - Mogłaś nam powiedzieć...&lt;br /&gt;
- Wiem. Przepraszam. Po prostu się bałam - powiedziała ze łzami w oczach blondynka.&lt;br /&gt;
- Ale jeśli poukrywałabyś to jeszcze trochę, nic by się nie stało - prychnęła Nicol. - Nie jestem wam raczej do niczego potrzebna, więc już pójdę. Do widzenia. - Odgarnęła blond kłaki i udała się do wyjścia.&lt;br /&gt;
- Tak bardzo jej nienawidzę. - Vanessa się rozpłakała i usiadła na siedzeniu. Zaraz obok niej pojawił się blondyn.&lt;br /&gt;
- Louis? - Chwyciłam jego rękę, zamykając oczy.&lt;br /&gt;
- Słucham? - Odwrócił się w moją stronę.&lt;br /&gt;
- Mógłbyś podać mi wody? Kręci mi się w głowie.&lt;br /&gt;
- Oczywiście - powiedział cicho. Podszedł do stolika i wziął do ręki szklankę, którą zaraz podał mi.&lt;br /&gt;
- Już troszkę lepiej? - spytał, gdy się napiłam.&lt;br /&gt;
- Trochę tak - przyznałam. Zabrał ode mnie pustą szklankę, odstawił ją z powrotem i usiadł obok mnie, obejmując w pasie.&lt;br /&gt;
- Możesz nam powiedzieć trochę więcej, Vanessa? - zapytał Harry, przerywając ciszę i ciche szlochanie dziewczyny.&lt;br /&gt;
- Więc... mam raka nerki - powiedziała, wycierając łzy. Odetchnęła głęboko, próbując się trochę uspokoić.&lt;br /&gt;
- Nerki? - upewniał się Niall.&lt;br /&gt;
- Tak. Kiedy była z wami w tej trasie po całym świecie... w ostatnim miesiącu zaczął coraz częściej boleć mnie brzuch. Nigdy wcześniej nie bolał mnie w taki sposób, więc się zaniepokoiłam. Wróciłam do Londynu i poszłam do lekarza po radę, ale zamiast od razu mi ją dać, przypisać jakieś leki, zlecił tony badań. Zgłosiłam się do niego następnego dnia, postawił diagnozę. Jedna z nerek nie działa tak jak powinna, są przerzuty. Dał listę leków i kazał przyjść za 2 tygodnie. Wszystko zaczęło się pogarszać, było strasznie... Lekarz potwierdził raka. - Rozpłakała się na nowo. Mi również łzy ciekły już po policzkach, ale nie miałam siły, by je zetrzeć z twarzy.&lt;br /&gt;
- Ale przecież wcześniej wykrytego raka w tych czasach da się leczyć. - Usłyszałam łamiący głos Nialla. Sama nie byłam w stanie się odezwać.&lt;br /&gt;
- I tak sobie wmawiałam, ale już tak nie jest - odpowiedziała.&lt;br /&gt;
- A chemioterapia? Przecież coś pomaga.&lt;br /&gt;
- Odbyłam już chemioterapię i nie przyniosła żadnych rezultatów. Jedynym, choć teraz nieistotnym plusem, jest to, że nie wypadło mi dużo włosów, prawie nic.&lt;br /&gt;
- Ale chemioterapia to bardzo długi proces. Kiedy ty...&lt;br /&gt;
- W Stanach - przerwała Louisowi. - Okłamywałam was nawet w tej sprawie. Wcale nie poleciałam tam dla pracy. Przez cały ten czas leżałam w szpitalu na onkologii. Matka poleciała ze mną jako opiekun, ale i tak nic się nie poprawiło. Wszystko na marne.&lt;br /&gt;
- A co powiedzieli lekarze po jej zakończeniu? - odezwałam się, zadziwiając tym samą siebie.&lt;br /&gt;
- Powiedzieli, że chemioterapia to było jedyne wyjście. Jeśli ona nie pomogła to już nic nie pomoże.&lt;br /&gt;
- Masz to od ponad roku, więc kiedy ty... ile...&lt;br /&gt;
- Góra dwa lata - odpowiedziała, przewidując o co chcę ją zapytać. - Tyle mi zostało. Już raczej mi się nie polepszy, ale tak szybko nie pogorszy. Jeżeli komórki nowotworowe zaatakują kolejne narządy, wtedy zostanie mi najwyżej 3 miesiące. - Ostatnie słowa wyszeptała. Niall przytulił ją do siebie, gdy rozpłakała się jeszcze bardziej. Wszystko zaczęłam rozumieć i ani trochę mnie to nie cieszy.&lt;br /&gt;
- Czyli zostało mi z tobą 2 lata...? Tylko tyle? - zapytał w osłupieniu Niall. - Nie możesz mnie zostawić... Nie...&lt;br /&gt;
- Przykro mi Niall...&lt;br /&gt;
- Nie możesz umrzeć - odezwał się po raz pierwszy Jacob.&lt;br /&gt;
- Taka jest kolej rzeczy. Ktoś umiera, żeby ktoś inny mógł przyjść na świat - powiedziała blondynka przez płacz i popatrzyła na dłonie moje i Louisa ułożone na moim brzuchu. - Będziecie dobrymi rodzicami...&lt;br /&gt;
- Dlaczego ty? - Płakałam jak małe dziecko.&lt;br /&gt;
- Najwidoczniej Bóg chce mnie zabrać wcześniej do siebie. Pogodziłam się z myślą, że muszę umrzeć. Taki los mnie czekał, to miałam zapisane w gwiazdach.&lt;br /&gt;
- Miałaś być moja druhną&amp;nbsp; na ślubie...&lt;br /&gt;
- I będę, Summer. Mówiłaś, że zorganizujecie ślub kilka miesięcy po narodzinach dzieci. W przyszłym roku na pewno będę jeszcze żyć. To mogę ci obiecać.&lt;br /&gt;
- Nigdy nie myślałam, że będę musiała tak szybko się z tobą żegnać. - Połykałam wszystkie łzy, które ciekły.&lt;br /&gt;
- Nie płacz, proszę. Nie możesz się denerwować, a na pewno nie przeze mnie. Chcę, żebyście wszyscy o mnie pamiętali i czasem wspominali. Tylko tego chcę. Nie chcę, żebyście o mnie zapomnieli. Chcę, żebyście byli szczęśliwi, wiedząc, że w świecie, w którym będę, będzie mi dobrze. Tylko tego od was pragnę - mówiła, a z każdym jej słowem uświadamiałam sobie, że ja również mogę umrzeć, jeśli wszystko się pokomplikuje i jeśli nic nie pomoże. Chłopaki nie poradzą sobie sami z dziećmi... To będzie wielki cios dla naszych rodzin...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhqbrHdEkXjE7O_9u7JQqFRbLWNEqiLeVV9uNXF3gDgp4hVhLyy7XRRh_tZP58NTPf5yF4ep9n5pq4PxKlZAt54oO40LP-m_TSg8pXtsjJyOCTr00sQymsJHhZK4kCi6nER_nGHzV5U_m4/s1600/tumblr_okbo92ptgn1vsej8uo2_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;357&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;285&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhqbrHdEkXjE7O_9u7JQqFRbLWNEqiLeVV9uNXF3gDgp4hVhLyy7XRRh_tZP58NTPf5yF4ep9n5pq4PxKlZAt54oO40LP-m_TSg8pXtsjJyOCTr00sQymsJHhZK4kCi6nER_nGHzV5U_m4/s400/tumblr_okbo92ptgn1vsej8uo2_500.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wszystkie emocje odrobinę opadły. Ale tylko odrobinę, bo wciąż są bardzo wysokie. Skończyliśmy grilla o wiele wcześniej niż planowaliśmy, każdy myślał o tym co powiedziała Vanessa. Chyba najbardziej przeżywa to Summer wraz z Niallem. Nikt nie miał ochoty na kontynuowanie tego wszystkiego, więc niedługo potem wszyscy wyszli, zostawiając mnie i Summer samych. Każdy z nas potrzebował uporządkować myśli na osobności, na spokojnie. Każdy z nas potrzebował przyjąć tą szokującą informację do siebie, nawet jeśli to jest zbyt trudne, by to zrobić. Każdy z nas musiał pogodzić się z myślą, że nasza bliska przyjaciółka w ciągu najbliższych 2 lat może umrzeć, a będzie tak, jeśli mówili tak lekarze. Nigdy nie podejrzewalibyśmy, że to jest ta tajemnica, którą tyle czasu przed nami skrywała. Nawet w najgorszych snach czy koszmarach.&lt;br /&gt;
Pojawił się smutek, strach, współczucie, rozpacz, poczucie niewiedzy i wszystkie inne emocje, które razem tworzyły jakąś wielką, niepojętą dla nikogo, burzę. Trudne jest do pojęcia, że ktoś bliski dla ciebie umrze wcześniej niż tego chciałbyś. Sprawiło to, że nawet ja i Summer, jako już roczne, prawie dwuletnie, narzeczeństwo, nie chcieliśmy przebywać w jednym pomieszczeniu. Ona potrzebowała wszystko dokładnie przemyśleć, a ja zająć czymś innym myśli. Ale oboje potrzebowaliśmy wyciszenia. Nawet nie podejrzewam, nie wyobrażam sobie jak może się czuć Vanessa w tej sytuacji. Na pewno jest to dla niej trudne, tak jak dla nas wszystkich. Bo to zdecydowanie łatwe nie jest.&lt;br /&gt;
Summer poszła do sypialni, a ja trafiłem do kuchni, by wszystko posprzątać. I prawdę mówiąc, to zajęcie trochę odgoniło ode mnie wszystkie negatywne myśli, które krążyły obok. Nawet nie myślałem, że to rzeczywiście może pomóc.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Odłożyłem ostatni talerz do szafki, zgasiłem światło i wyszedłem z kuchni. Pogasiłem wszystkie światła również w innych pomieszczeniach na dole, a potem poszedłem na górę. Szybko znalazłem się w naszej sypialni, gdzie jedynym źródłem oświetlenia była mała lampka, stojąca na eranżetce obok łóżka, oświetlając tym samym moją dziewczynę, która w tym momencie była odwrócona do mnie tyłem. Wiem, że jeszcze nie spała, patrzyła w okno. Wiedziałem to. Cicho i powoli przeszedłem kilka kroków, stanąłem obok niej i spojrzałem na nią, dzięki czemu nasze spojrzenia się skrzyżowały. Usiadłem na brzegu łóżka, blisko jej nóg i wyciągnąłem do niej rękę, by odgarnąć kilka włosów z jej czoła i założyłem je za ucho. Tak jak zawsze. Lubię to. To impuls. Nie umiem w ogóle tego powstrzymać.&lt;br /&gt;
- Zejdziesz na dół? Zrobię nam coś na kolację. Hmm? - spytałem, próbując się uśmiechnąć i o dziwo, nawet trochę mi to wychodziło.&lt;br /&gt;
- Nie jestem głodna, przepraszam. Obiecuję, że jutro zjem duże śniadanie, ale dziś na prawdę nic nie zjem. - Zamknęła oczy pod wpływem mojego dotyku.&lt;br /&gt;
- Rozumiem, w porządku. Dużo dziś jadłaś, więc to powinno wystarczyć maluchom.&lt;br /&gt;
- Boli mnie głowa - powiedziała cicho.&lt;br /&gt;
- Za dużo emocji jak na jeden dzień. To był bardzo... - przerwałem, szukając odpowiednich słów - szokujący dzień. - Pogładziłem ją po włosach.&lt;br /&gt;
- Tak bardzo boję się o Vanessę. Nie chcę, żeby umierała.&lt;br /&gt;
- Ja także - westchnąłem.&lt;br /&gt;
- Powiedziała, że już się pogodziła z tą myślą. Louis, jak można pogodzić się z czymś takim? - spytała ze łzami w oczach.&lt;br /&gt;
- Nie możemy jej oceniać i zgadywać jej myśli. Nie wiemy jak ona czuje się w tej sytuacji.&lt;br /&gt;
- Dlaczego życie ją tak bardzo kara?&lt;br /&gt;
- Spójrz na to z innej strony. Rak często oznacza cierpienie. Jeśli odejdzie z tego świata, od nas, to jej cierpienia znikną. Może po prostu pisane jej było, aby wcześniej przejść do innego świata, tego lepszego, aby tam być szczęśliwą. Życie jej nie kara.&lt;br /&gt;
- Ale jeśli spojrzeć z innej strony to jednak kara.&lt;br /&gt;
- A nie lepiej jest się doszukiwać tych lepszych aspektów?&lt;br /&gt;
- Może.&lt;br /&gt;
- A ja myślę, że właśnie tak. Kiedyś znów się z nią spotkamy, wszyscy się spotkamy. Tam u góry. A teraz należy cieszyć się pozostałym czasem, bo szybko odchodzi. To co dobre, szybko mija. Nie chcę, żeby to tak szybko minęło, ale mam nadzieję, że ten czas z Vanessą i jej ostatnie chwile będą dla nas dobre i spędzimy je najlepiej jak się da.&lt;br /&gt;
- Uważam za niesprawiedliwe zabierać nam osoby, które kochamy.&lt;br /&gt;
- To niesprawiedliwe, tak. Ale Bóg też potrzebuje niektórych osób.&lt;br /&gt;
- Dlaczego Bóg zabiera tyle ważnych dla mnie ludzi?&lt;br /&gt;
- To jest bardzo trudne pytanie, wymagające głębszego zastanowienia.&lt;br /&gt;
- Głębiej się zastanawiając, straciłam najpierw mamę i tatę, potem straciłam kontakt z całą rodziną i zapewne mało kto z nich jeszcze żyje. Czasem myślałam, że Niall też może już nie żyć, ale szybko odpychałam od siebie te myśli. Dowiedziałam się, że moje dzieci mogą umrzeć, a ja wraz z nimi. A teraz... Vanessa...&lt;br /&gt;
- Nie myśl dziś już o tym. Nie denerwuj się, bo i tak wystarczająco bardzo się o ciebie martwię.&lt;br /&gt;
- Nie mogę o tym nie myśleć, bo nie potrafię. Zbyt mocno boli mnie głowa i mimowolnie o tym myślę, nawet jeśli nie chcę.&lt;br /&gt;
- Przynieść ci jakieś przeciwbólowe? - spytałem łagodnym głosem.&lt;br /&gt;
- Nie, nie chcę brać tak dużo leków. I tak już wiele ich biorę...&lt;br /&gt;
- To spróbuj zasnąć. Pomoże ci, a po dzisiejszym dniu potrzebujesz tego. Nie chcę, żeby coś wam się stało, Summer.&lt;br /&gt;
- Wszystko jest dobrze. Czuję to. Nerwy nie wpłynęły na nie. Tylko po dzisiejszym dniu, muszę wyłączyć umysł i zostawić to tak do chwili, aż w 100% odpocznie i wtedy dopiero zacznę nieco lepiej funkcjonować. Jak na razie najlepiej nie jest.&lt;br /&gt;
- W takim razie, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś?&lt;br /&gt;
- Musiałam z kimś porozmawiać, kto mógłby mnie podnieść na duchu.&lt;br /&gt;
- I ja byłem tą osobą? - spytałem z małym zaskoczeniem.&lt;br /&gt;
- Jesteś nią cały czas. Dziękuję ci, że w każdej chwili możemy pogadać o wszystkim, zawsze mnie wysłuchasz i zawsze pocieszysz.&lt;br /&gt;
- Po to tutaj jestem. Po to jestem dla ciebie.&lt;br /&gt;
- Nie zasnęłam jeszcze, bo nie miałam się do kogo przytulić. - Cichutko się zaśmiała, ale to mnie uszczęśliwiło. Nawet bardzo. Pierwszy raz od kilku godzin się zaśmiała. Zwykle śmieje się całymi dniami. No może nie zwykle, ale najczęściej.&lt;br /&gt;
- I to był ten główny powód, prawda? - spytałem z uśmiechem.&lt;br /&gt;
- Może. - Uśmiechnęła się niewinnie.&lt;br /&gt;
- Lubisz odpowiadać w taki sposób, żebym musiał się wszystkiego domyślać.&lt;br /&gt;
- Może. - Ponownie się zaśmiała.&lt;br /&gt;
- Oj, ty moja gwiazdko. - Pocałowałem ją w czoło.&lt;br /&gt;
- Więc przytulisz mnie do czasu, aż nie zasnę?&lt;br /&gt;
- Oczywiście. - Szeroko się uśmiechnąłem. Wstałem z łóżka, zdjąłem z siebie koszulę i spodnie, które rzuciłem na krzesło stojące przy biurku i położyłem się obok mojej narzeczonej, przytulając ją, tak jak jej obiecałem.&lt;br /&gt;
- Dobranoc skarbie - szepnąłem, całując ją w czubek głowy.&lt;br /&gt;
- Dobranoc, Louis - odpowiedziała również szeptem, z głową ułożoną na mojej klatce piersiowej. Za chwilę oboje zasnęliśmy, zmęczeni wszystkimi wrażeniami całego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Gdy byłam jeszcze nastolatką i chodziłam do szkoły, nienawidziłam poranków. Myślę, że żadne dziecko nie lubiło wstawać tak wcześnie. A teraz? Teraz mogę to nawet pokochać. Oczywiście, wstaję rano nieczęsto, ale gdy tak już się dzieje to nie uważam tego za takie złe. Przede wszystkim nie muszę wszystkiego na szybko robić, tj.: makijażu, ubierania się czy nawet jedzenia śniadania w pośpiechu. Teraz jest inaczej, a na pewno odkąd zaczęła się moja przerwa od tak intensywnego życia. Wstaję kiedy chcę i tak naprawdę wtedy zaczyna się mój, tak zwany poranek. Nie muszę się spieszyć i mogę chodzić w piżamie nawet cały dzień. Jak widać, dużo plusów. Ale jest też jeden, taki duży, ogromny. Mianowicie chodzi o to, że zawsze Louis robi dla mnie pyszne śniadanie. Może to dla innych głupie, ale ja właśnie doceniam takie małe gesty. A skoro mowa o śniadaniu to może przydałoby się w końcu zejść na dół. Louis się obudził przede mną, często tak jest, ale nie zawsze, a ja po prostu jestem bardzo wielkim leniem. Nie ukrywam, że kocham się budzić, gdy jeszcze śpi, więc często specjalnie dla mnie, leży obok mnie, do czasu, gdy sama się&amp;nbsp; nie obudzę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Odkopałam się z kołdry, usiadłam i zaraz stanęłam na puszystym dywanie. Popatrzyłam w okno i dostrzegłam, że znów pada. W sumie, nie zaskakuje mnie to ani trochę. Pogoda zaskakuje mnie tylko wtedy, gdy nie pada już dłuższy czas. Wtedy to może być za bardzo podejrzane i już wtedy wie się, że szykuje się ogromna ulewa. Co w naszym mieście wlicza się w stopień normalności. A ten stopień nienormalności to właśnie całkowite słońce przez tydzień. Czyli kompletnie odmiennie niż w innych krajach w Europie. Dość często jest to uciążliwe, bo psuje wszystkie plany, np. na weekend.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Moje nogi zawędrowały do kuchni, przy czym schody minęłam już dawno. Zastałam codzienny, w tym na razie rutynowy widok, czyli Louisa przy garach. Podeszłam do niego od tyłu, tak jak zwykle i założyłam ręce za jego szyję, przytulając się do pleców chłopaka. Kocham to robić i wiem, że on też kocha, gdy tak robię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Widzę, że mój misio już się obudził - odezwał się, a ja się zaśmiałam na to jak mnie nazwał. Nadal nie wiem dlaczego tak na mnie mówią. I chyba już się jednak nie dowiem, bo twierdzą tylko, że to słodko brzmi. - Dzień dobry. - Odwrócił się do mnie przodem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgg89jBNoIPi_iCiyLV5zd9aivqSILEgfSrQsAs2XhSVIvDdoX7N-ZaXXwZhTOoCKYqtuI3H4jFFsdOas6ggwHzmfFT4wdQBvkyUJGN6NUQLPLjiUAs-vv1xHNO4v2xhhE8htqKsL9KsrA/s1600/tumblr_nncuqhtcZ51rq4lc6o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;240&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgg89jBNoIPi_iCiyLV5zd9aivqSILEgfSrQsAs2XhSVIvDdoX7N-ZaXXwZhTOoCKYqtuI3H4jFFsdOas6ggwHzmfFT4wdQBvkyUJGN6NUQLPLjiUAs-vv1xHNO4v2xhhE8htqKsL9KsrA/s1600/tumblr_nncuqhtcZ51rq4lc6o1_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Dzień dobry. - Moje usta uformowały się w uśmiech, na których za chwilę spoczęły usta mojego narzeczonego. - Miłe powitanie - stwierdziłam po oderwaniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Też tak uważam - przyznał. - Dobrze już się dziś czujesz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wspaniale. - Usiadłam przy wyspie kuchennej, sięgając po truskawki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skoro tak, to musisz dziś zjeść to ogromne śniadanie, które tak mi wczoraj obiecałaś. Pamiętasz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Pamiętam. A wiesz, że i bez tych obietnic i tak jestem głodna?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Domyślam się. Co powiesz na twoje ulubione naleśniki z bitą śmietaną, czekoladą i truskawkami? Chociaż w sumie jesz je non stop to mogę zrobić coś innego, jeśli chcesz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie, ja chcę naleśniki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wiedziałem, że nie zmienisz tego na nic innego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No... - krótko odpowiedziałam, zajadając się truskawkami. - Louis?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Hmm?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Pamiętasz jak zawsze, gdy padało tak jak dziś, pływaliśmy w basenie, bo nie wychodziliśmy na dwór?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Pamiętam. Lubiłem to. Nadal lubię. Do czego zmierzasz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie robiliśmy tego od kilku tygodni i trochę mi tego brakuje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To czemu wcześniej mi tego nie powiedziałaś?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale... Em, co masz na myśli?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To, że skoro dobrze się dziś czujesz to przyda ci się odrobina takiej przyjemności. Nic nie powinno się stać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mówisz na serio? - Otworzyłam szeroko oczy, nie wierząc w to co słyszę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Serio, serio. Poza tym to tylko woda, a ty pływasz doskonale, więc wydaje mi się, że możemy trochę popływać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Aaa! Kocham cię! - Zerwałam się z krzesła i podbiegłam do niego, mocno go przytulając. Sprawiło to, że zaczął się śmiać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Hej, spokojnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ja jestem bardzo spokojna.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Właśnie widzę. Zanim zapomnę, przyszedł do ciebie jakiś list. Jest na parapecie. - Wskazał na okno, więc tam podeszłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Od kogo? - Zaskoczyłam się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wiem. Nikt się nie podpisał.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie czytałeś tego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dlaczego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Bo to list do ciebie, a ja nie chcę cię kontrolować. Ufam ci.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dobrze, że mi ufasz, ale ja nie mam przed tobą żadnych tajemnic, więc nawet gdybyś go otworzył, nie byłabym zła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No to się cieszę. - Zaśmiał się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wzięłam kopertę zaadresowaną do mnie i rozerwałam ją z boku. Wyjęłam z niej kartkę złożoną na pół, którą od razu rozłożyłam, ale nawet w połowie nie była zapisana. Jednak były to słowa, przez które wszystkie myśli na nowo powróciły.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&quot;Dziś list. Zaskoczona? Ja też nie myślałem o tym, by go zapisać. Myślę, że odmiana nikomu nie zaszkodzi. Trochę za wcześnie z kondolencjami, ale przyjmij je ode mnie. Później mogę zapomnieć to zrobić. Czy to nie jest wspaniałe, że robię to poprzez list? Tak oficjalnie... Pomyśl o tym, że uszanowałem twój wczorajszy dzień i odezwałem się dopiero dziś. Może nie jestem, aż tak złym człowiekiem? Nieee... Co ja gadam? Ty ze mnie zrobiłaś takiego potwora, nawet jeśli jeszcze się nie domyślasz kim jestem. Nawet nie wiem po co to piszę, bo już niedługo... Nie ważne. Na razie nie musisz wiedzieć. Chyba, że chcesz? Ale sądzę, że jednak nie. No, to co? Będziesz kiedyś za mną tęsknić?&quot;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mogłeś to jednak przeczytać przede mną i nie dać mi tego w ogóle dotknąć - powiedziałam załamującym się głosem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Nawet w takich chwilach nie ma wolności od tego piekła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/10/rozdzia-21.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhIyEl5CpmbowqReuXkcfbbeK82gJVQGaHTXXBeENxuMUSF6RWsmBgn4DRdPKfBZgjJpyIS4IBXTxGn-z2NJGSoCXj4say5rZkdTwmkE-TH_L1e4mnLA0MN3PJ1U9cTYh_RyEuzntW0mqg/s72-c/giphy.gif" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-4832410397686688660</guid><pubDate>Sat, 07 Oct 2017 11:52:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-10-08T10:18:56.112+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 20</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Wolę się z tobą kłócić niż kochać kogoś innego... Na dobre i na złe, pamiętasz?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Louis~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zapytać moją wybredną narzeczoną o to co będzie jadła to jest niezwykle trudne zadanie, bo prawie zawsze nie pasuje jej to co ja zaproponuję. No dobra, nie prawie zawsze, ale przynajmniej od początku jej ciąży. Często ma ochotę na to, czego aktualnie nie ma w naszej lodówce. Najczęściej prosiła mnie o truskawki, których jak można zgadnąć nie mieliśmy, więc w końcu trochę zaszalałem. Kupiłem skrzynkę tych czerwonych owoców i teraz zajmują całą półkę naszej lodówki. Lepiej, żeby jej się one nie przejadły, bo nie wiem co z nimi zrobię. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że jeśli nie ma ochoty na nic co mamy, każe mi zachrzaniać do sklepu, wcześniej dając mi ogromną listę tego, co mam jej kupić. Zawsze kończy się na tym, że wracam z pełnym bagażnikiem, a potem nie mam gdzie tego w domu upchnąć. Minusy tego, że je za trzy osoby. Kocham ich bardzo, całym swoim sercem, ale czasem to wszystko zaczyna mnie męczyć. Jedzenia muszę kupować dwa, a nawet trzy razy więcej. Często oddaje swoje porcje mojej dziewczynie, dlatego czasem jestem głodnym. Ale nie żałuję tego. Ani trochę. Nawet jakby to był mój ostatni kęs, oddałbym go jej, moim skarbom, aby same nie były głodne. Ważniejsze dla mnie jest ich dobro niż moje własne. Chcę być mężem i ojcem na jakiego zasługują. Chcę, żeby byli ze mnie dumni i nie wstydzili się mnie, tak jak Vanessa wstydzi się za swoją matkę. Nie chcę, aby się mnie bali. Chcę, aby traktowały mnie jak prawdziwego ojca, żeby wiedziały, że je kocham i zawsze stanę w ich obronie, gdy będzie dziać się im krzywda. Chcę, żeby mi ufały i odwzajemniały moją miłość do nich. Chcę, żeby wiedziały, że są ze mną jak i Summer bezpieczne, żeby wiedziały, że pomimo tej całej naszej rozpoznawalności są dla nas najważniejsze. Chcę, żeby wiedziały, że zawsze, bez względu na to jak będzie będą dla mnie na pierwszym miejscu. Nawet gdyby kiedyś, przez przypadek, gdzieś tam w trakcie, sprawy zbyt się pokomplikowały i stałoby się tak, że moglibyśmy stracić wszystkie pieniądze, co, jak mam nadzieję, tak się nie stanie. A nawet, smutno mi to przyznać i jestem zły na siebie, że jestem w stanie o tym myśleć, nawet gdyby Summer i ja... gdybyśmy już nie byli razem. Ale głęboko wierzę, że nawet za 20, 30 czy nawet 50 lat, będziemy tu razem, szczęśliwi, zakochani, jak na początku, tu w tym domu i wierzę, że nasze dzieci będą nam towarzyszyć w tej długiej drodze życia. Oby była długa...&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Wyjąłem biały kubek z szafki wiszącej przede mną i postawiłem go obok ekspresu do kawy, wcześniej go włączając. Summer mnie zabije. Od samego początku ciąży ma mdłości na zapach kawy, które dotąd nie ustały. Ale dla mnie trudno jest zacząć dzień i później funkcjonować, jeśli nie wypiję choć kubka. Więc jeżeli ona tu wejdzie zanim wypiję to już po mnie. Ona prawdopodobnie będzie się trochę źle czuła, gdy poczuje ten zapach, a ja będę żałował, że w ogóle sięgnąłem dziś po kawę. Czyli rutynowo od pół roku. Im szybciej wypiję ten czarny płyn, tym szybciej pozbędę się ciążących mi na sumieniu myśli, że wszelką winę ponoszę wyłącznie ja. No i w sumie to tak jest.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Gdy świeża dawka kawy znalazła się już w małym dzbanku, przelałem całość do kubka, ze względu na to jak mało jej sobie zrobiłem. Zrobiłem jej mało, aby później niepotrzebnie nie stała na blacie przez cały dzień i nie denerwowała tym Summer. Ona zabije mnie jak nic.&lt;br /&gt;
Upiłem kilka łyków, czując mały przypływ energii, spowodowany spożyciem kofeiny. Podszedłem do wyspy kuchennej i oparłem się o nią swoim tyłkiem, patrząc w okno. To głupie, że dużo ludzi uważa, że ubezpieczyłem swoją dupę. Jeszcze głupsze, jeśli chodzi o tak dużą kwotę jaką jest 80 tys. funtów. Nie wiem po co miałbym to robić i nie wiem czy chciałbym wiedzieć. Uważam za kompletnie popierdolone, ubezpieczać pojedyncze części swojego ciała na takie sumy. Według mnie to całkowicie nie mądre i nawet nie próbuję szukać powodu, dla którego niektórzy ludzie to robią.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Po kilku minutach kubek był już pusty, a ja jak na moje zawołanie poczułem dłonie oplatające moją szyję. Odwróciłem głowę i przywitałem uśmiechem szatynkę. Odwróciłem się bardziej, położyłem wolną rękę na jej plecach i czule pocałowałem, a ona, jak często rano, odsunęła się za chwilę ode mnie z niesmakiem na twarzy.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhWNX_9Wd5PYtAkrs86RlG7gnrtof9ALmTAQV6L0bZDMtFL45Cm7by2nrkCPE5Lyexsz5fy4AIaK9ckomcFmgfDbxrDv1H6yOOMmHuiv_4OibWAlXpju5zOB2gANztsSTECiJLG7cSiWxQ/s1600/13423465_1040200459394294_1395532133_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;480&quot; data-original-width=&quot;480&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhWNX_9Wd5PYtAkrs86RlG7gnrtof9ALmTAQV6L0bZDMtFL45Cm7by2nrkCPE5Lyexsz5fy4AIaK9ckomcFmgfDbxrDv1H6yOOMmHuiv_4OibWAlXpju5zOB2gANztsSTECiJLG7cSiWxQ/s320/13423465_1040200459394294_1395532133_n.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;-&amp;nbsp; Znowu piłeś kawę. - Skrzywiła się spoglądając na kubek w mojej dłoni.&lt;br /&gt;
- Wiesz, że nie umiem bez niej żyć - westchnąłem, podchodząc do blatu. - Za szybko przyszłaś i nie zdążyłem się pozbyć tego zapachu.&lt;br /&gt;
- I smaku - dodała, siadając na stołku barowym. - Nie winę cię za to. Może tak ci się wydawać, ale tak nie jest. Naprawdę. Sama bym się napiła kawy, ale ciągle mnie od niej odpycha i nie wiem czy znam jeszcze jej smak. To takie wnerwiające. - Podrzuciła ręce.&lt;br /&gt;
- Wierzę ci, wiesz o tym. A ja i tak w końcu miałem przystopować z kawą, ale jak widać mi to nie wychodzi - powiedziałem wstawiając kubek i dzbanek do zmywarki.&lt;br /&gt;
- Tak, w sumie to tak, Louis. Miałeś zwolnić.&lt;br /&gt;
- Miałem. Na razie nieważne. Co będziesz jeść? - spytałem, wyczekując niezwykle wielkiego zamówienia jak na śniadanie. Tak jak codziennie.&lt;br /&gt;
- A co proponujesz? - również zapytała. I się zaczyna. Mogę już się ubierać i jechać na zakupy do Tesco z tą jej listą.&lt;br /&gt;
- Dobra, Summer, ja wiem, że to taka twoja gra, więc mów co będziesz jeść.&lt;br /&gt;
- Jaka gra? - Zmarszczyła brwi. - Normalnie się pytam co mi proponujesz.&lt;br /&gt;
- A potem wyślesz mnie do Tesco.&lt;br /&gt;
- O Boże, o to ci chodzi. Przepraszam, że tak cię ganiam po zakupy. Tym razem zjem to co jest w lodówce. Dobrze?&lt;br /&gt;
- Ty mówisz serio? - spytałem podejrzliwie, podchodząc bliżej niej.&lt;br /&gt;
- Tak. Mów co jest w lodówce, bo jestem głodna.&lt;br /&gt;
- Mamy nowość. - Otworzyłem szeroko oczy. - Mogę zrobić naleśniki, gofry, tosty, kanapki, jajecznicę, omlety. To co chcesz? Chyba, że wymyślisz coś innego to mów - powiedziałem zaglądając do lodówki.&lt;br /&gt;
- To możesz zrobić naleśniki.&lt;br /&gt;
- Naleśniki. Już moja głowa przyjęła to do wiadomości, więc nie możesz zmienić już zdania. - Wziąłem do ręki mleko, a ona się zaśmiała.&lt;br /&gt;
- Czasem jesteś wredny.&lt;br /&gt;
- I właśnie dlatego mnie kochasz. Ej. - Zamknąłem z rozmachem drzwi lodówki, gdy do głowy przyszedł mi pomysł. Summer aż podskoczyła. - Sorry, to nie było specjalnie. Zmieniając temat; tak sobie pomyślałem, że skoro masz teraz taki stosunek do jedzenia...&lt;br /&gt;
- Taki stosunek do jedzenia, co? Co masz na myśli? - spytała z rozzłoszczoną miną.&lt;br /&gt;
- Nie przerywaj mi. - Machnąłem ręką. - Tak tylko powiedziałem. Pomyślałem, że moglibyśmy zrobić grilla. Dziś, u nas w ogrodzie.&lt;br /&gt;
- Moglibyśmy. Ale tylko jeśli zaprosisz wiesz kogo. Bez nich będzie nudno, a tak urządzimy sobie spokojniejszą wersję imprezki.&lt;br /&gt;
- Oczywiście. Twój brat z Vanessą i reszta towarzystwa.&lt;br /&gt;
- Tylko jak będziesz dzwonił to powiedz, żeby zrobili zakupy.&lt;br /&gt;
- Summer - jęknąłem. - Wiedziałem, że prędzej czy później kogoś o to poprosisz. Co niby mają kupić? - spytałem przecierając twarz.&lt;br /&gt;
- Mam bardzo długą listę...&lt;br /&gt;
- Wiem, dlatego jednak to ty będziesz z nimi gadać.&lt;br /&gt;
- No przecież robimy grilla.&lt;br /&gt;
- No robimy. Ja przecież nic takiego nie mówiłem kochanie. A poczekaj. Skoro temat zszedł na chłopaków.&lt;br /&gt;
- To?&lt;br /&gt;
- Wszystko z tobą w porządku? Wczoraj graliśmy trochę głośniej niż zwykle w salonie. Nie bolą cię uszy czy coś? Nic ci nie zakłóca?&lt;br /&gt;
- Nie. Jest wszystko dobrze. Leki naprawdę działają, tak jak i całe leczenie. Od kilku tygodni nie miałam ataku. To jest dla mnie taki mały sukces.&lt;br /&gt;
- Cieszę się. - Uśmiechnąłem się. - A ogólnie, dobrze się czujesz?&lt;br /&gt;
- O Jezu... Louis, tak. Znów zaczynasz z tą swoją nadopiekuńczością.&lt;br /&gt;
- To nie jest nadopiekuńczość. Martwię się, to tyle. I kocham cię.&lt;br /&gt;
- Jak mnie kochasz to zrobisz mi w końcu jeść i nie będziesz mnie głodził, jakbym zrobiła ci nie wiadomo co.&lt;br /&gt;
- Przestań z tym, że cię głodzę. Nie głodzę cię, jesz ile chcesz.&lt;br /&gt;
- Ale nie zawsze to co chcę - zaznaczyła.&lt;br /&gt;
- Bądź już cicho albo zrobię post w domu.&lt;br /&gt;
- Szantażysta. Uśmiercisz własne dzieci. Chcesz tego?&lt;br /&gt;
- O matko, zamknij się już. - Zaśmiałem się. - Ile jeszcze będziesz gadać?&lt;br /&gt;
- Dotąd, aż nie zrobisz mi śniadania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- I jak zwykle wszyscy wylądowaliśmy u mojej siostry. - Usłyszałam głos mojego brata i gdy się odwróciłam, już stał na tarasie obok mojego leżaka.&lt;br /&gt;
- Już jesteście? Szybko. - Podniosłam się do pozycji siedzącej, a on się nade mną pochylił i mnie przytulił. - Hej braciszku.&lt;br /&gt;
- Cześć miśku. - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- Dawno nie widziałam cię w zerówkach. - Wskazałam na jego okulary.&lt;br /&gt;
- To już nie zerówki. - Włożył dłonie do kieszeni swoich jeansów.&lt;br /&gt;
- Jak to?&lt;br /&gt;
- Byłem w tym tygodniu u okulisty. Genetyczna wada wrodzona.&lt;br /&gt;
- Genetyczna? Czyli, że co? Że ja to też mogę mieć?&lt;br /&gt;
- Możliwe. Nie wiem czy pamiętasz, tata nosił okulary, więc możemy mieć to po nim.&lt;br /&gt;
- Rzeczywiście czasem nie widzę tak dobrze, ale jak dotąd nie zwracałam na to większej uwagi. Zawsze brałam to za sygnał, że jestem zmęczona, albo tak jak było na początku, tylko złe samopoczucie.&lt;br /&gt;
- Też zrzucałem to na zmęczenie, dopóki w poniedziałek nie obudziłem się i właściwie nie widziałem nic. Wszystko było rozmazane. Vanessa zawiozła mnie jakoś do okulisty.&lt;br /&gt;
- Czyli czeka mnie wizyta u kolejnego lekarza - westchnęłam. - A jak tam Vanessa? Jak było w Irlandii? - spytałam, a on usiadł na siedzeniu obok, patrząc na mnie w wielkim zamyśleniu.&lt;br /&gt;
- Mieliśmy być tydzień, byliśmy 4 dni. - Popatrzył z irytacją w niebo.&lt;br /&gt;
- Co się stało, że wróciliście wcześniej? - zapytałam, opierając się wygodnej o oparcie. Mam już dość tego ciągłego leżenia. Ale dam radę. Dla dzieci. Muszę to wytrzymać.&lt;br /&gt;
- Nicol się stała.&lt;br /&gt;
- O Boże - jęknęłam. - Nie musisz nic więcej mówić. Wszystko wiem, a przynajmniej się domyślam. To jakaś paranoja - prychnęłam.&lt;br /&gt;
- Paranoja? - Zaśmiał się nerwowo. - Ty nie wiesz co mówisz. Ona kontroluje jej całe życie. Musi wszystko wiedzieć. Dowiedziała się, że jesteśmy w innym kraju i wściekła się. Kazała wracać, bo Jacob ma wywiady.&lt;br /&gt;
- Nie rozumiem, dlaczego za każdym razem ją ściąga do domu albo dzwoni po nią, gdy tylko Jacob ma jakieś spotkanie.&lt;br /&gt;
- Nie jest pełnoletni, musi być pod opieką osoby dorosłej, gdy gdzieś idzie. Tylko Vanessa w tej roli przypomina bardziej jego menadżera.&lt;br /&gt;
- Równocześnie dobrze Nicol mogła sama zabrać go na te wywiady. To ona jest przecież jego agentką, więc to do niej należy ta rola - mówiłam z jadem w głosie. - Nigdy nie da Vanessie chwili wytchnienia. Należy jej się odrobina odpoczynku.&lt;br /&gt;
- Doskonale o tym wiem. Moim zdaniem to szantaż.&lt;br /&gt;
- Co? - Zmarszczyłam brwi. - Co masz na myśli?&lt;br /&gt;
- Vanessa coś przed nami ukrywa. Wiem to, czuję to. A Nicol wie co i ją szantażuje, że nam powie.&lt;br /&gt;
- Twierdzisz, że Vanessa nie chce nam tego powiedzieć?&lt;br /&gt;
- To tylko moja teoria, ale może tak być.&lt;br /&gt;
- A nawet jeśli, to dlaczego nie mogłaby nam o tym powiedzieć?&lt;br /&gt;
- Może boi się tego co powinniśmy od niej usłyszeć. - Wzruszył ramionami. - Wiem tylko, że ona cierpi. To na pewno. I to bardzo.&lt;br /&gt;
- Trzeba coś zrobić, Niall. Trzeba uwolnić ją od Nicol. Tak jak ty uratowałeś mnie od niej. - Wskazałam na siebie z poważną miną.&lt;br /&gt;
- Z tobą było inaczej, chodziło o menadżera. To jej matka. Nie... cicho idzie tu - szepnął blondyn, prostując się na siedzieniu.&lt;br /&gt;
- Ooo! Szwagierko, gdzie jesteś? - usłyszałam głos blondynki, dochodzący z wnętrza domu.&lt;br /&gt;
- O nie - jęknęłam, zamykając oczy. - Powiedz mi, że ona nie nazwała mnie szwagierką. To okropne określenie. - Pokręciłam głową.&lt;br /&gt;
- O tak, tak cię nazwała. I wcale takie okropne nie jest. - Roześmiał się blondyn.&lt;br /&gt;
- Cicho siedź - syknęłam.&lt;br /&gt;
- O tu jesteś. - Usłyszałam ucieszony głos Vanessy.&lt;br /&gt;
- Taaak. - Odwróciłam głowę w jej kierunku. - Hej blondi. - Wyciągnęłam ramię, by ją przytulić.&lt;br /&gt;
- Cześć, cześć. - Pocałowała mnie w policzek. - Widziałam takie fajne buty na wystawie w sklepie, od razu pomyślałam o tobie. Nie mogłam przejść obok nich i ci ich nie kupić. - Wręczyła mi tekturowe, turkusowe pudełko.&lt;br /&gt;
- Emm, dzięki. Ale wiesz, że ja teraz prawie w ogóle nie chodzę, no nie?&lt;br /&gt;
- No to założysz je jak już urodzisz. - Uśmiechnęła się uroczo.&lt;br /&gt;
- O nie, zwariowałaś już do reszty - powiedziałam, obracając w dłoni czerwoną szpilkę. - Kobieto, przecież ja je założę dopiero za rok.&lt;br /&gt;
- Dlaczego dopiero za rok?&lt;br /&gt;
- Właśnie? - Dołączył się do pytania Niall.&lt;br /&gt;
- Ludzie, ja urodzę zimą i raczej nie będę chodzić w takich butach, kiedy jest zimno. - Włożyłam obuwie z powrotem do pudła.&lt;br /&gt;
- W Londynie nigdy nie jest bardzo gorąco. - Trzymał przy swoim blondyn.&lt;br /&gt;
- Ale nie 10 stopni na minusie! - krzyknęłam poirytowana. - Vanessa, naprawdę ci dziękuję za te buty, są piękne, ale na razie do niczego raczej mi się nie rzydadzą.&lt;br /&gt;
- Czego się drzesz? - Doszedł mnie kolejny głos. Harry.&lt;br /&gt;
- Bo... - Wciągnęłam głęboko powietrze, chcąc wszystko wyjaśnić, ale się powstrzymałam. - Nie ważne. Cześć Harry.&lt;br /&gt;
- No cześć - powiedział, patrząc na nas wszystkich nieco podejrzliwie.&lt;br /&gt;
- Możesz zatrzymać te buty, to prezent. - Uśmiechnęła się Vanessa, a ja to odwdzięczyłam.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhJ0sCutL7BPPEDtYviYmSvm7qgWmOXHCQij0cQFbvMYtjBe4YKg0zbN7v5TE_fX4E32ldttd5bGvWmqPtpOW0ejNU3xSgNVC9VW1oFDc1rEGsxfL3cYhaMBUUxjpJRyz7KIJDFmUsKtHg/s1600/tumblr_odgkh1Uu0w1uf2b19o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;600&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhJ0sCutL7BPPEDtYviYmSvm7qgWmOXHCQij0cQFbvMYtjBe4YKg0zbN7v5TE_fX4E32ldttd5bGvWmqPtpOW0ejNU3xSgNVC9VW1oFDc1rEGsxfL3cYhaMBUUxjpJRyz7KIJDFmUsKtHg/s400/tumblr_odgkh1Uu0w1uf2b19o1_500.gif&quot; width=&quot;333&quot; /&gt;&lt;/a&gt;- Skoro przyszliście do nas w gości, ja nic nie mogę robić, to szykujesz dziś grilla z Louisem, Harry.&lt;br /&gt;
- Że co proszę?&lt;br /&gt;
- Myślałam, że Louis ci mówił.&lt;br /&gt;
- Nie, nie mówił. Dlaczego ja muszę zawsze dla was gotować?&lt;br /&gt;
- Bo ty to robisz najlepiej - odpowiedział mu Niall.&lt;br /&gt;
- O tak. - Vanessa wskazała go palcem, mrugając do niego.&lt;br /&gt;
- Ale zakupy ja też musiałem zrobić.&lt;br /&gt;
- I? Słuchaj, chciałeś przyjechać? Chciałeś. Proste jak drut. - Uśmiechnęłam się, chcąc go trochę po wkurzać, tak jak zwykle. Zawsze się tak przekomarzamy.&lt;br /&gt;
- Myślałam, że powiesz proste jak... O Boże. - Blondynka wybuchła niepohamowanym śmiechem, zakrywając sobie usta dłonią.&lt;br /&gt;
- Proste jak co, Vanessa? - zapytałam, a po kilku chwilach również chłopaki zaczęli się śmiać, przez co i ja pojęłam już o co chodzi. - Jesteś nienormalna. - Rzuciłam w nią poduszką z leżaka, sama zaczynając się śmiać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Nie, nie Harry - jęknęłam patrząc na jego czyny. - Nie dawaj mu tej kiełbasy, Harry. - Wyciągnęłam w jego kierunku ramiona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A dlaczego miałbym tego nie zrobić? - zapytał, ukrywając ten swój głupkowaty uśmieszek. Już ja go znam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Bo ja jestem głodna. Uwierz mi, że bardziej od niego. - Wskazałam niewinnie palcem na Nialla.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Moja siostra chce mnie zagłodzić. Swojego brata. Nie pozwala mi jeść. Pięknie. Nie wiem czy mam być zdziwiony, czy raczej nie. - Zaśmiał się Niall, wygodniej siadając.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mnie to bardziej dziwi, że ona je więcej od ciebie, Niall. I jest bardziej głodna od ciebie - wtrącił Louis, pocierając dłonią moje biodro.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Sugerujesz mi, że robię się jakimś potworem? - spytałam go, odwracając się ku niemu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ja nic nie sugeruję, kochanie. A jeśli tak bardzo jesteś głodna, możesz wziąć moje. Daj swojemu bratu coś w końcu zjeść, a nie zjadasz mu wszystko. W końcu się na ciebie rzuci z głodu - powiedział, przysuwając do mnie swój talerz. Od razu chwyciłam za widelec.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skoro już mi to zaproponowałeś to nie zmarnuję takiej okazji. A nie będziesz ty głodny?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie, nie będę. Jedz, smacznego. - Pocałował mnie w czoło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się, od razu zabierając się za jedzenie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Widzisz, Summer? - odezwał się Liam. - Jednak dostałaś coś do jedzenia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Uważaj, bo ta wredota wyszarpie ci zaraz włosy albo wydłubie oczy - mruknął Harry z nad rusztu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jeszcze raz nazwiesz mnie wredotą to tobie to zrobię - powiedziałam w kierunku loczka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ta, jasne. Już się boję. - Zaśmiał się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Oj, nie denerwuj się, miśku. - Odezwała się Vanessa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ta ksywka zaczyna się przyjmować - dodał ze śmiechem Jacob.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zaraz was pozabijam - warknęłam. - Kto w ogóle ją wymyślił?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Summer, spokojnie. - Louis pogładził mnie po ramieniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jak sami będziecie kiedyś mieli zostać rodzicami to zobaczycie jak to jest. Tylko ja jestem tu w ciąży i wy jeszcze nie rozumiecie jak to jest. Ale zobaczycie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A kto powiedział, że nie wiemy? - spytał Liam, upijając szybko wody.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czy ty powiedziałeś... Liam? - Harry odwrócił się powoli do niego z wyraźnym szokiem wypisanym na twarzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dobra... wygadałem się. Nie miało tak być. - Liam przeczesał palcami włosy. - Sophia jest w ciąży.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A-ale jak to? Przecież to niemożliwe, Sophia mieszka przecież w Kanadzie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale gdy nie pracujemy, w tygodniu jest kilka wolnych dni, latam do niej - odpowiedział.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Więc to prawda? - spytałam w osłupieniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak. 4 tydzień.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Gratulacje. - Szeroko się uśmiechnęłam w jego kierunku, a zaraz po mnie każdy zaczął sypać gratulacjami.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mogłeś nam powiedzieć wcześniej, stary. - Zaśmiał się Louis.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mogłem, ale Sophia nie chciała jeszcze o tym mówić. No, ale teraz wiecie wy, moja rodzina i jej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I ty ją zostawiasz tak samą w tej Kanadzie? - zapytał Niall.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie jest sama. Jej rodzice i brat mieszkają teraz u niej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To masz szczęście, bo to by totalnie nie było w twoim stylu, Daddy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie zostawiłbym jej tam tak samej. Muszę mieć pewność, że z kimś jest. Inaczej chyba bym oszalał. Przed końcem roku chcemy kupić dom w Londynie i się tam wprowadzić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I wy nie jesteście małżeństwem - powiedziałam z lekkim śmiechem, nie wierząc w to wszystko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Hej, hej, wszystko małymi krokami. Nie spieszymy się jeszcze z tym. Poza tym, wy też nie jesteście jeszcze małżeństwem. - Wskazał na mnie i Louisa.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale ja jej się oświadczyłem przed ciążą. Dokładnie rok przed. Dzieci tak naprawdę nie były planowane - wyjaśnił mój narzeczony.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie były planowane? - spytał z zaskoczeniem Harry.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No nie były. Najpierw miał byś ślub. Ale teraz bardzo cieszy nas, że niedługo już tu będą z nami. - Louis pocałował mnie ponownie w czoło i przytulił.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Kochamy je najbardziej na świecie - dopowiedziałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale obiecałaś mi, że będziesz chrzestnym, więc pamiętaj o tym - odezwał się Niall, grożąc mi palcem, a ja się zaśmiałam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Będziesz chrzestnym - przyznałam mu rację. - Emm, Louis?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czy twoja rodzina miała dziś przyjechać? Albo może Lottie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie... Nic o tym nie wiem. Raczej nie przyjechaliby bez zapowiedzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To kto przyjechał? Słyszę, że brama się otworzyła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie sądzę, żeby to byli oni. Nikt więcej nie zna kodów. Może to jakiś błąd systemu. Pójdę to sprawdzić, zaraz...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Vanessa!! - Doszedł nas krzyk ze środka domu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- O nie. Matka - jęknęła blondynka. - Nic już raczej nie musisz sprawdzać Louis. Pójdę do niej. - Wstała z miejsca, kierując się do wejścia.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czy to ma znaczyć, że znów mam dziś jakiś wywiad? - Usłyszałam zawiedziony głos 16-latka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wiem, Jacob. Naprawdę nie wiem - westchnęła i weszła do środka.&lt;br /&gt;
- O co tym razem może chodzić? - zapytałam resztę, upijając wodę ze szklanki.&lt;br /&gt;
- Można się spodziewać wszystkiego, tylko nie tego, że ta małpa powie Vanessie, żeby w końcu odpoczęła - syknął mój brat, ale to bardziej wyglądało, jakby gadał sam ze sobą, a nie do nas.&lt;br /&gt;
- Przykro mi, że to ona obrywa za to wszystko, kiedy tak naprawdę chodzi o mnie - odezwał się Jacob, a wszyscy skierowali wzrok na niego.&lt;br /&gt;
- To nie jest twoja wina - odpowiedział a nas wszystkich Harry. - Właściwie, to nie jest niczyja wina. Nicol jest taka odkąd ją poznaliśmy, wciągnęła was w swoją nową grę i za cholerę nie chce jej skończyć. Najważniejsza dla niej jest ona sama i to, żeby mogła pławić się w sukcesach, których dokonała, używając tego co zawsze, czyli grożąc wszystkim dookoła.&lt;br /&gt;
- Nie przejmuj się tym. To nie jest w ogóle twoja wina - dopowiedział Liam.&lt;br /&gt;
- Jak mam się nie przejmować, skoro zawsze krzyczy na Vanessę? Nawet teraz - odpowiedział Jacob. I rzeczywiście tak było. Z domu dochodziły krzyki i płacz blondynki. - Jest tak odkąd wróciliśmy z Ameryki i naprawdę jest mi przykro, że za wszystko na nią się wyżywa.&lt;br /&gt;
- Wiesz...&lt;br /&gt;
- Nie!! Koniec z tym!! Mam już dość ciebie, twoich gróźb, ciągłych tajemnic, wszystkiego!! - Usłyszeliśmy krzyk dziewczyny, a zaraz po tym wpadła za matką na taras.&lt;br /&gt;
- Co się dzieje? - zapytał Niall, wstając i podchodząc do Vanessy, jakby próbował i chciał ją ochronić. Louis też wstał, również wyczuwając niebezpieczeństwo. Z tą różnicą, że mój narzeczony stanął obok mnie.&lt;br /&gt;
- I co? Chcesz teraz im to wszystko powiedzieć? Coś co chciałaś ukrywać, tak?&lt;br /&gt;
- Nie mam wyboru.&lt;br /&gt;
- Nie masz? Możesz dalej to ciągnąć i...&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJ3r_vQkIE0t483DGqFmlacoFYnAb195tsbf5uOcWA529vM7XPPUyMIiOrXrFVr_m6QD42NrHPbO1KZOWpkhy9HaD5g7dbWU4JENisTGYarubSM-dG8m4pKy_No9HROc6dcbR3yuDg8tU/s1600/tumblr_lpuotu5JOI1qm3y2h.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;236&quot; data-original-width=&quot;418&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJ3r_vQkIE0t483DGqFmlacoFYnAb195tsbf5uOcWA529vM7XPPUyMIiOrXrFVr_m6QD42NrHPbO1KZOWpkhy9HaD5g7dbWU4JENisTGYarubSM-dG8m4pKy_No9HROc6dcbR3yuDg8tU/s1600/tumblr_lpuotu5JOI1qm3y2h.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Przestań! - krzyknęła blondynka, a mi serce zaczęło szybciej bić. Co one dwie wygadują?&lt;br /&gt;
- A ja ci tyle pomogłam...&lt;br /&gt;
- Ty mi nic nie pomogłaś - powiedziała zrozpaczona dziewczyna.&lt;br /&gt;
- A kto za to wszystko zapłacił?&lt;br /&gt;
- Przestań. Muszę w końcu to powiedzieć. Ukrywam to już za długo. Muszę to zrobić, żebyś nie miała mnie już czym szantażować. Żebym mogła w spokoju przeżyć to co mi zostało. Obiecałam sobie, że nie powiem im w czasie wakacji, żeby mogli się nimi trochę nacieszyć. Jest połowa września, czekam zbyt długo, już od pół roku. Skrywam to za długo i to mnie wyniszcza. Okłamywałam ich zbyt długo, oni na to nie zasługują. Robiłam to, żeby się mną nie zamartwiali, ale teraz to już koniec. Zbyt długo cierpiałam samotnie i to przeżywałam, bo ty... ciebie tak w ogóle to nie obchodziło. Jaka z ciebie matka? Pytam się, jaka z ciebie matka?!&lt;br /&gt;
- Vanessa, do cholery! Powiedz nam co się dzieje! Co ty ukrywasz?! - krzyknął pod wpływem emocji Niall.&lt;br /&gt;
- Mam pieprzonego raka - powiedziała cicho. Wszystko wokół mnie zaczęło wirować. Moja siostra... To nie jest prawda... To nie jest prawda!&lt;br /&gt;
______________________________&lt;br /&gt;
Nie bijcie, nie bijcie. Proszę, nie bijcie za tą końcówkę i za taki obrót spraw. W ogóle to dziś miało nie być tego rozdziału, tylko za tydzień, ale spięłam dupę i dałam radę. Na razie rozdziały będą się pojawiać co 2 tygodnie, ponieważ, jak już wcześniej wspominałam, mam na głowie dużo nauki, aż za dużo, przygotowania do egzaminów gimnazjalnych i jeszcze bierzmowanie, więc zostaje mi mało czasu dla siebie. Mam nadzieję, że ci, którzy teraz przeżywają to samo, rozumieją mnie. Na dziś to wszystko. Widzimy się za dwa tygodnie, chyba że coś może się zmieni, to jest szansa, że za tydzień coś dodam.&lt;br /&gt;
Pozdrawiam,&lt;br /&gt;
/Perriele rebel&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/10/rozdzia-20.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhWNX_9Wd5PYtAkrs86RlG7gnrtof9ALmTAQV6L0bZDMtFL45Cm7by2nrkCPE5Lyexsz5fy4AIaK9ckomcFmgfDbxrDv1H6yOOMmHuiv_4OibWAlXpju5zOB2gANztsSTECiJLG7cSiWxQ/s72-c/13423465_1040200459394294_1395532133_n.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-8916248516736401450</guid><pubDate>Sat, 23 Sep 2017 08:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-09-23T10:00:00.210+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 19</title><description>&lt;h3&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;u&gt;WAŻNE INFO W NOTCE!&lt;/u&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/h3&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Nigdy nie pozwól swoim uszom uwierzyć w to, czego nie widziały twoje oczy.&quot; - Omar Chajjam&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Siedząc ciągle w domu mam ogromnie dużo czasu. Powoli zaczyna brakować mi zajęć, a sama wynudzam się na śmierć. Nie jest łatwo znaleźć sobie coś do roboty, gdy trzeba cały czas leżeć, do tego przez kolejne 4 miesiące. Zaczęła się moja własna rutyna. Pociesza mnie fakt, że Louis zostawił mi gitarę i keyboard zanim wyszedł pracować do studia. Zazwyczaj przenosi pracę do domu i wtedy wpadają chłopaki. Ale muszą nagrać jakoś te piosenki, a do tego potrzebne jest przecież studio nagrań. Odkąd dowiedzieliśmy się, że ciąża jest zagrożona, rzadko wychodzi na długo z domu. Stara się być przy mnie cały czas jeśli jest to możliwe. Często, jeśli chłopaki przychodzą pisać z nim materiał na nową płytę, oni siedzą w salonie lub na dworze, a ja wtedy zazwyczaj śpię albo czytam książki, które kupił mi Louis. Ale jak na ten czas mi się skończyły, bo wszystkie już przeczytałam. Dziś siedzę sama, od 5 godzin. Izabella już dawno tu nie pracuje, a w domu nie ma już żadnego z ochroniarzy. Stwierdziliśmy z Louisem, że chcemy mieć trochę więcej prywatności. Żadne kolejne włamania nie miały tu miejsca, wszystko tu jest monitorowane, no prawie wszystko, a dom ma najnowocześniejsze zabezpieczenia, więc jest bezpiecznie, a przynajmniej powinno. Nie czuję się samotna, jeśli w domu jest Louis. Ale jeżeli wychodzi na dłużej, np. pracować tak jak dziś, najczęściej odpalam laptop i włączam sobie jakiś film bądź serial. Już od tygodnia śledzę losy kłamczuch ze &quot;Słodkich Kłamstewek.&quot; Nie wiem jak to się tak szybko stało, ale kończę oglądać już 2 sezon, więc moje tępo nie jest aż tak wolne. To jest bardzo interesujące i niezwykle wciągające, ale dziś już sobie to odpuściłam, z tego względu, że laptop służy mi dziś tylko do pisania. Od rana czułam, że przyszła do mnie wena, na którą czekałam od dobrych 3 miesięcy i w końcu znów mogę coś napisać.&lt;br /&gt;
Po prawej stronie obok nóg leży mój laptop oraz notatnik, na którym co chwilę coś kreślę. Na kolanach spoczywa czarna gitara akustyczna, a po lewej, po części na łóżku, po części na fotelu znajduje się keyboard. Korzystam po kolei z tego wszystkiego. Wiem, że mam niemałe problemy ze słuchem, ale tak głośno nie gram na tych instrumentach. Wystarczająco, żebym mogła usłyszeć dobrze wszystkie dźwięki, więc jest to w 100% bezpieczne. Muszę powrócić do muzyki, nie mogę jej porzucić. Od tego zaczynałam, tak zarobiłam swoje pierwsze pieniądze jeszcze przed pełnoletnością. To moje życie, moje marzenia i wszystko o co walczyłam przez wiele lat. I dzięki właśnie tym zdolnościom, które nabyłam przez lata praktyki, mam już skomponowaną i napisaną prawie całą piosenkę. Zostało mi napisać dosłownie jeden wers ostatniej zwrotki i będę mogła zagrać i zaśpiewać już całość. W całym swoim życiu napisałam dziesiątki, a nawet setki piosenek. Każda z nich to dla mnie takie małe osiągnięcie, z którego jestem naprawdę dumna. Odkąd skończyłam 18 lat nie rozstaję się z kartką i długopisem. Zawsze gdzieś w głowie rodziły mi się kolejne pomysły, które miałam zamiar od razu wykorzystać. A Louis jest dla mnie bardzo dużą inspiracją. To o nim napisałam niemal 20 piosenek, które wciąż czekają na ich nagranie. Te najlepsze trafią na moją najbliższą płytę, którą planuję zacząć nagrywać jak tylko okaże się, że już mogę, a leczenie naprawdę podziała tak jak mówili lekarze. Mam takie popieprzone, a zarazem wspaniałe życie, że mam różnorodne piosenki. Wolne, szybkie, mieszane, smutne, wesołe, życiowe. Chyba pisałam już o wszystkim. A może nie? Najważniejsze jest to, że wiem o czym chcę pisać i co dokładnie.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi wejściowych, a potem kroki dochodzące z parteru. Czyli Louis wrócił. Myślałam, że będzie dłużej w studiu. Chyba coś za szybko mu się do mnie zatęskniło. Albo po prostu naprawdę boi się mnie zostawiać samą na tak długo. W sumie, niepotrzebnie.&lt;br /&gt;
- Wróciłem! - Dał o sobie znać, zbliżając się do sypialni. Za chwilę stanąl w drzwiach z wielką, papierową torbą, z logiem jednej z księgarni.&lt;br /&gt;
- Hej. - Uśmiechnęłam się znad notesu. - Znów mi kupiłeś książki, prawda?&lt;br /&gt;
- Oczywiście, że tak. Księgarnia jest tuż obok studia, więc wyskoczyłem - powiedział, stawiając torbę obok łóżka. - I tym razem przy wyborze pomagali mi chłopaki, więc dzięki Harry&#39;emu masz tu chyba 4 romanse. - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- Wow. Aż tyle? To ile ty mi książek kupiłeś? - spytałam z podniesioną brwią.&lt;br /&gt;
- Nie wiem. Na pewno jest 15, z czego 3 to te niby &quot;hity&quot;. - Przy ostatnim słowie zrobił z palców cudzysłów i przewrócił oczami.&lt;br /&gt;
- Szczęście, że mamy na dole biblioteczkę, bo nie wiem, gdzie byśmy to pomieścili. - Przygryzłam ze śmiechem wargę - Zaraz to zobaczę tylko dopiszę ostatni wers. - Wskazałam na laptop, a on przysiadł obok.&lt;br /&gt;
- Co tam masz? - Przysunął sobie bliżej komputer. - Mówiłaś, że znikła ci wena.&lt;br /&gt;
- Bo tak było, ale rano, tak magicznie, znów do mnie powróciła. - Pstryknęłam palcami dla lepszego efektu. - Mówię ci, to magia.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjYMNViB_j5Hb1DmxtiE_kuuuE5tc6z0Ow8aokdX0a3PUZ8fDSQM8WcFGW3TVD0QPIU7o1-x9wKIi9ZS-K0gUqZ1zbbDfsuugS-54ITAII5uO2MkdP8PmxGN9akTbo7BhZ5xzWEA2PtLu8/s1600/687474703a2f2f62612e696d672e76342e736b79726f636b2e6e65742f343639382f38333432343639382f706963732f333038353336313434355f315f31395f735352354e787a462e676966.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;250&quot; data-original-width=&quot;450&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjYMNViB_j5Hb1DmxtiE_kuuuE5tc6z0Ow8aokdX0a3PUZ8fDSQM8WcFGW3TVD0QPIU7o1-x9wKIi9ZS-K0gUqZ1zbbDfsuugS-54ITAII5uO2MkdP8PmxGN9akTbo7BhZ5xzWEA2PtLu8/s1600/687474703a2f2f62612e696d672e76342e736b79726f636b2e6e65742f343639382f38333432343639382f706963732f333038353336313434355f315f31395f735352354e787a462e676966.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Tak, a ja jestem Święty Mikołaj. - Zaśmiał się. Oparłam głowę na jego ramieniu, gdy on czytał tekst i sama jeszcze raz go przeanalizowałam. W tym momencie nie będę skromna, bo uważam, że nawet nieźle mi to wyszło. Pisałam lepsze, gorsze teksty, ale ten chyba jest dość dobry. Jednak było warto poczekać te 3 miesiące niż pisać na siłę.&lt;br /&gt;
- I co myślisz? - spytałam, gdy zobaczyłam, że chyba już przeczytał.&lt;br /&gt;
- Co myślę? To co zwykle. Świetnie piszesz i teraz nie jest inaczej. - Pocałował mnie w czoło. - Naprawdę mi się podoba. Szczególnie, gdy piszesz o mnie. - Jego uśmiech znacznie się poszerzył, ukazując jego białe ząbki.&lt;br /&gt;
- Jeśli to ci się spodoba, mam jeszcze wiele, wiele pomysłów na piosenki o tobie. - Założyłam rękę na jego szyję i przybliżyłam jego twarz do mojej, łącząc nasze usta w niedługim pocałunku.&lt;br /&gt;
- Bardzo. Bardzo mi się podoba.&lt;br /&gt;
- To może wiesz co napisać na koniec?&lt;br /&gt;
- Hmm... &quot;Gość, z którym każde marzenie się spełnia.&quot;&lt;br /&gt;
- Masz wysoką samoocenę, wiesz? - spytałam z lekkim uśmiechem.&lt;br /&gt;
- Wiem - szepnął i ponownie pocałował mnie w usta. - Mijałem dziś po drodze sklep z akcesoriami dla dzieci - powiedział po oderwaniu.&lt;br /&gt;
- Kupywałeś coś? - spytałam zaskoczona jego wyznaniem.&lt;br /&gt;
- Nie, ale widziałem wystawę w oknie. Pełno pluszowych misiów, malutkich ubranek, bucików, wózek i... i inne te duperele, i uświadomiłem sobie, że chyba trzeba zacząć już robić zakupy tego typu. Z każdym dniem jest coraz bliżej porodu i wydaje mi się, że trzeba trochę rzeczy już zaplanować.&lt;br /&gt;
- Myślałam, że razem będziemy robić takie zakupy. Czekałam na to od początku ciąży. - Niespodziewanie poderwałam się do góry i zaskoczyłam tym samą siebie. - Chciałam wybrać wszystkie ważne i odpowiednie rzeczy.&lt;br /&gt;
- Ale ja nic nie mówiłem, że sam wszystko kupię bez twojej obecności. Uspokój się. Wspomniałem tylko o tym, że należy zacząć przygotowania. Nim się obejrzymy dzieci będą już na tym świecie.&lt;br /&gt;
- Wiem o tym. - Włożyłam dłonie w włosy.&lt;br /&gt;
- Dlatego uważam, że najodpowiedniej będzie w najbliższym czasie zakupić już kilka najważniejszych rzeczy. Zrobimy to przez internet. Ty nie będziesz musiała wychodzić z domu, ale będziesz uczestniczyć z zakupach. Pasuje ci takie rozwiązanie? Zgadzasz się?&lt;br /&gt;
- Oczywiście, że się zgadzam.&lt;br /&gt;
- To jest jeszcze coś. I chyba będę musiał to już sam zrobić.&lt;br /&gt;
- O co chodzi? - zapytałam unosząc brwi.&lt;br /&gt;
- Zanim wyjechałem w trasę, zamówiliśmy meble do pokoju dzieciaków, pamiętasz?&lt;br /&gt;
- Pamiętam. Nadal są zapakowane i nie złożone. Mieliście to już dawno zrobić.&lt;br /&gt;
- No właśnie. Mieliśmy. A wyszło też tak, że ostatecznie jeszcze nie wyremontowaliśmy tego pokoiku. I chyba im szybciej to zrobimy, tym będzie lepiej. Chłopaki zaproponowali, żebyśmy za kilka dni zaczęli coś już robić, dlatego chcę dziś pojechać z Harrym, ewentualnie z Jacobem do sklepu budowlanego. Trzeba zakupić kilka ważnych rzeczy.&lt;br /&gt;
- Okay. Nie ma problemu. W ogóle miałam ci o tym przypomnieć, ale byłeś szybszy.&lt;br /&gt;
- Tak, byłem szybszy. - Zaśmiał się. - Cały czas o tym pamiętam, tylko jakoś nie było czasu, by to zrobić. Nie ma sensu odkładać tego w nieskończoność, bo i tak trzeba to zrobić.&lt;br /&gt;
- Jestem tylko ciekawa na jakie kolory ty chcesz pomalować ten pokój.&lt;br /&gt;
- Wiesz, że się nie znam na tym. - Zaśmiał się ponownie. - Myślałem o fiolecie i zielonym, ale to chyba nie jest najlepsze połączenie.&lt;br /&gt;
- Jest okropne. - Pokręciłam rozbawiona głową. - Rzeczywiście się na tym nie znasz. Absolutnie nie.&lt;br /&gt;
- Dlatego wolałem najpierw porozmawiać z tobą. Bo jeśli zaczniemy zmieniać kolory na ścianach, to nie tylko popsuje się zamierzony efekt, ale będzie też okropnie tu śmierdzieć. A właśnie, będziesz musiała zejść na dół albo wyjść do ogrodu na czas remontu.&lt;br /&gt;
- Domyślam się i zrobiłabym to, żeby nie dusić się w tym kurzu. Już przeżyłam jeden ogromny remont, z którego codziennie wychodziłam cała szara.&lt;br /&gt;
- Ładnie wyglądałaś wtedy. - Jego uśmiech się poszerzył, a oczy zabłyszczały. - To jak myślisz, jakie kolory pasowałyby do pokoiku?&lt;br /&gt;
- Może jasny fiolet i brzoskwinia? Zdecydowanie nie te, które ty zaproponowałeś. - Wybuchłam niepohamowanym śmiechem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgCo5QYNJCTUa7ru3xy-ZtUO0VVKM0duaSBHfba-SosxXERTjcfTnMm7hksLMGfek5HMZ-vFCVZfTj4FCqWuUQULaTHYT0gYf0ilA-oETAwjc3F8TaB157O7_i-hIXV9t5evgyOnWTROSM/s1600/13652002_791913054277712_1181930999_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;392&quot; data-original-width=&quot;499&quot; height=&quot;311&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgCo5QYNJCTUa7ru3xy-ZtUO0VVKM0duaSBHfba-SosxXERTjcfTnMm7hksLMGfek5HMZ-vFCVZfTj4FCqWuUQULaTHYT0gYf0ilA-oETAwjc3F8TaB157O7_i-hIXV9t5evgyOnWTROSM/s400/13652002_791913054277712_1181930999_n.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Dobry film to podstawa, gdy ci się nudzi. Do mojej długiej listy ulubionych filmów, na której znajduje się między innymi &quot;Zmierzch&quot;i &quot;Córka Prezydenta&quot;, mogę teraz dołączyć hit tego roku: &quot;Ponad wszystko&quot;. Piękny film o wielkiej i prawdziwej miłości, ale też jednym bardzo ogromnym kłamstwie. W sumie moje życie tak troszeczkę upodabnia się do tego filmu, jeśli spojrzeć na to jak długo Niall mnie okłamywał. Ale i tak mu wybaczyłam, zrozumiałam dlaczego to robił.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Wracając do rzeczywistości, znów zostałam sama w tym dużym domu. Z początkiem mojego &quot;seansu kinowego&quot;, jeśli w ogóle można tak to nazwać oglądając na ekranie laptopa, Louis posprzątał trochę w domu, głównie na dole, a potem pojechał z chłopakami do sklepu budowlanego. Jeszcze nie wrócił. Może dlatego, że pojechał dopiero pół godziny temu, a ja mam coś nie tak z głową, myśląc że mógłby już tak szybko wrócić. Nie znam się na rzeczach związanych z remontami, ale wiem, że trzeba dość dużo kupić tych dupereli. Już z daleko widać, że na ten dom nie szczędzimy. Ogromnie dużo pieniędzy włożyliśmy w go, a i tak nie jest jeszcze w pełni wykończony, bo na górze zostały trzy puste sypialnie, wliczając w to pokoik dla dzieci. Już na samym początku uzgodniliśmy, że wyłożymy tyle pieniędzy ile tylko będzie trzeba. Życie jest tylko jedno, więc czasem trzeba &quot;odrobinę&quot; zaszaleć. Właśnie, życie jest tylko jedno, dlatego moja cudowna, kochana bratowa, przyszywana siostra, a przede wszystkim przyjaciółka, którą jest od samego początku, mogłaby mnie kiedyś odwiedzić. Mówię o Vanessie. Nie widziałam jej chyba od prawie dwóch tygodni, a przecież daleko nie mieszkamy, wszyscy w Londynie. Dobra, Londyn to bardzo ogromne miasto, ale i tak nie jest to daleko. Przecież mają samochody, więc nie ma żadnego problemu, by tu przyjechać. Po prostu zapomniała o mnie i w dodatku jest strasznym leniem. Teraz gorszym ode mnie. Stop. Ja wprawdzie nie jestem leniem, nie umiem &amp;nbsp;żyć nie robiąc czegoś, bo od razu świdrują mnie ręce. Po prostu nakazano mi leżeć i jest to rozwiązanie bez innego wyjścia. Nie, ja tyle czasu nie wytrzymam w łóżku. To jest dla mnie nie do wyobrażenia. Ale muszę jakoś przetrwać. Dla dobra swojego, dla dobra dzieci, dla dobra wszystkich wokoło. Czemu życie jest takie trudne? Bardzo chciałabym dostać odpowiedź na to pytanie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No nareszcie! - wykrzyknęłam, gdy usłyszałam, że blondynka odebrała telefon.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, nareszcie. Uszczęśliwia cię to, Summer?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wiesz jak bardzo. - Rozłożyłam się jeszcze bardziej na całe łóżko jak dziecko po całym dniu zabawa. I nawet teraz trochę się czuję jak dziecko.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Coś ważnego się stało czy tak sobie dzwonisz? - spytała, a w tle jej głosu słychać było jakiś szum i dziwne dźwięki, chyba jakiś urządzeń.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Noo, stało się. Nudzi mi się. Tak bardzo, bardzo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Summer, nie zachowuj się jak dziecko - powiedziała odczytując moje myśli.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Oj, co cię ugryzło, blondi? Tak właściwie, to gdzie ty jesteś?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak właściwie, to ja nie mam teraz czasu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Bo? Co to za hałas u ciebie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jestem w szpitalu, okej? Chcę to załatwić jeszcze zanim polecimy z Niallem do Irlandii - odpowiedziała, a ja momentalnie usiadłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czyli lecicie jednak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak. Summer, wpadnę później do ciebie i pogadamy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ale co ty załatwiasz w szpitalu? Jesteś chora? Coś się dzieje?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie jestem chora - westchnęła. - Mam badania kontrolne.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Znowu? To już kolejny raz odkąd wróciliśmy z trasy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wszystkie wykonuję w tym samym dniu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Kłamiesz. Nie wierzę ci, bo zbyt wiele razy jeździsz do ośrodka. Co się z tobą dzieje? Niall w ogóle wie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie jestem chora do cholery! - krzyknęła, a ja musiałam odsunąć słuchawkę od ucha, by nie pogorszyć sobie słuchu. Coś mi nie gra w tej sprawie. Wiem to. - Wszystko ze mną&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
okej. Jak przyjdę to sama zobaczysz. Skoro mi nie wierzysz. Nie wypytuj mnie już o nic więcej. Naprawdę nie mam czasu w tym momencie rozmawiać. Na razie. - Zerwała połączenie, a ja musiałam aż spojrzeć na wyświetlacz telefonu, aby uwierzyć. Ona naprawdę to zrobiła. Chyba ją zbyt mocno wkurzyłam. Ja się po prostu o nią najnormalniej w świecie martwię, a ona się czepia i nie chce mi powiedzieć co się dzieje. Ona ma taki charakter. Kompletnie odmienny od mojego. Sama wszystkim na około pomaga, wyświadcza przysługi, ale nigdy w życiu nie pozwoli, by to ktoś jej pomógł. Woli sama rozwiązywać swoje problemy, od zawsze tak było, ale ukrywanie prawdy to inna sprawa. Znam ją tyle lat, a mimo to nie chce mi powiedzieć, Zachowuje się dziwnie już od dłuższego czasu i wiem, że nie tylko ja zdążyłam to już zauważyć, bo Louis również mi o tym mówił, podobnie Niall, gdy z nim rozmawiałam. Nie wiem co się dzieje, ale ona ukrywa coś wielkiego, coś czego za wszelką cenę nie chce wyjawić. I wiem, że będzie, jest i było ciężko wydobyć z niej konkretne informacje i to zawsze są te najważniejsze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Spojrzałam w okno, przeczesując swoje włosy. O wiele bardziej je już lubię od kiedy Lottie tu ostatnio była i mi je podcięła. Nie plączą się tak bardzo i układają się same o wiele lepiej. Louisowi oczywiście się spodobały, gdy je zobaczył. Zawsze wszystko mu się we mnie podoba i to co robię. Zawsze tak mówi, a mnie często to denerwuje, bo nie mogę poznać jego prawdziwej opinii. Tyle razy prosiłam go, by mówił szczerze to co myśli, a on i tak tyle razy zarzeka się, że zawsze, gdy ze mną rozmawia mówi szczerze. Oczywiście ja mu nie wierzę, bo to niemożliwe, żeby wszystko za każdym razem mu się podobało.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Podniosłam się z łóżka i podeszłam do okna. Spojrzałam w dół na nasz ogród. Zdecydowanie trzeba zadzwonić po ogrodnika. Wszystko zaczyna zarastać, jest dużo chwastów. Ogród jest tak zaniedbywany odkąd ja przestałam się nim zajmować. Lubię to, nawet bardzo, ale ze względu na to, że jestem w ciąży sytuacja wygląda jak wygląda. Oczywiście Louis regularnie wszystko podlewa, ale jak sam mówił, nie ma ręki do roślin i w ogóle nie umie tego robić.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Nie było mi dane oglądać dalej ogrodu, bo ktoś zaczął się do mnie dobijać, a ja po raz kolejny musiałam sięgnąć po telefon. Wróciłam na łóżko i zerknęłam na wyświetlacz. Mój narzeczony jest na zakupach i widać, że sam nic nie kupi, skoro dzwoni do mnie. Mimo, że wziął do pomocy chłopaków i mimo, że ja kompletnie nie znam się na artykułach budowlanych. Więc ja nie wiem dlaczego dzwoni z tym do mnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, kochanie? - spytałam ze sztucznym uśmiechem, o którym tylko ja wiedziałam, ale dawało mi to niesamowitą satysfakcję.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skarbie, to jaki miał być kolor tych farb? - spytał, a ja wybuchłam śmiechem. Wiedziałam, że zapomni i wiem też, że w tym momencie on sam z siebie się wewnętrznie śmieje.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Pamiętajcie chłopaki, jasny fiolet i brzoskwinia - mówiłem w kierunku Harry&#39;ego i Jacoba, prowadząc ich wgłąb alejki z farbami. Oni najwyraźniej zmęczeni taskaniem tych wszystkich rzeczy, podążali za mną ze zmrużonymi oczami. Co im takiego nie pasuje? Chcieli jechać, więc teraz niech nie marudzą. Przecież nie tylko oni to niosą, bo przecież ja też. I nie wiem czemu jeszcze nie poszli po wózek.&lt;br /&gt;
- Dobra, chłopaki, tu mamy chyba ten... kurde, to lawenda - powiedziałem oglądając wiaderko z farbą. Trudno jest wybrać kolory farb do pokoju dziecięcego, skoro nie znamy płci. Uzgodniliśmy z Summer, że chcemy poczekać po porodu i mieć niespodziankę. Nawet jeżeli to utrudnia kilka rzeczy, np. zakupienie ubranek dla maluchów. Dlatego staramy się wybierać uniwersalne rzeczy. Tak było z meblami, a teraz jest z farbą&lt;br /&gt;
- Od razu widać, że to lawenda. Daltonista - prychnął Harry.&lt;br /&gt;
- No przepraszam. To ty jesteś jedyną osobą jaką znam, która już szósty rok z rzędu dostała nagrodę dla najlepiej ubranego mężczyzny, a nie ja. - Zakpiłem z niego.&lt;br /&gt;
- Trzeba było się bardziej postarać, modelu - odpowiedział, wyraźnie akcentując ostatnie słowo.&lt;br /&gt;
- Ja na sesjach i na zdjęciach wyglądam jak model, wiele osób tak twierdzi, nie mówię, że nie, ale człowieku, ja nie noszę pieprzonych pantofli dzień w dzień. Jeszcze lakierowane - parsknąłem ze śmiechem, oglądając się za farbami.&lt;br /&gt;
- Pieprzone pantofle? Wiesz jakie te buty są wygodne? Nie wspominając już jaki to krzyk mody.&lt;br /&gt;
- Krzyk mody? Twoja twarz to ostatnio krzyk mody. Stop. Twoja twarz zawsze była krzykiem mody.&lt;br /&gt;
- Chłopaki słyszeliście to? - odezwał się Jacob, przerywając naszą wymianę zdań, jeśli tak to w ogóle można nazwać.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgET82cycSfIHVvmrLxnqGst1XajTJEoioS5pc_76KM8196pDBZlDQZAZHe3G8VauQgGodjqFdqTnyHwNSFJb7uhXwEqe7EPmo2XFriICUDP4cfw9RfAggLXvSKi4bCkaTjktehsmLqAlc/s1600/a0uJnz.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;180&quot; data-original-width=&quot;320&quot; height=&quot;225&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgET82cycSfIHVvmrLxnqGst1XajTJEoioS5pc_76KM8196pDBZlDQZAZHe3G8VauQgGodjqFdqTnyHwNSFJb7uhXwEqe7EPmo2XFriICUDP4cfw9RfAggLXvSKi4bCkaTjktehsmLqAlc/s400/a0uJnz.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Słyszeliśmy co? - spytał Harry mrużąc oczy.&lt;br /&gt;
- Coś jakby pstryk aparatu, fleszu. Na serio nie słyszeliście?&lt;br /&gt;
- Przyzwyczailiśmy się już do tego. - Wzruszyłem ramionami, idąc dalej. - Gdziekolwiek wyjdziemy, wszędzie roi się od paparazzo, więc teraz już nie bardzo zwracamy uwagę na takie szczegóły. Zobaczysz, z tobą z czasem też tak będzie. To trochę tak jak ze starzeniem się - mruknąłem, przykucając przy kolejnej farbie.&lt;br /&gt;
- Świetne porównanie - odpowiedział znużonym głosem Jacob.&lt;br /&gt;
- Lepszego nie miałem. I w końcu znalazłem jasny fiolet, więc daltonistą nie jestem - odpowiedziałem, czując jak w tylnej kieszeni wibruje mi telefon. Trochę jakby coś wierciło mi w dupę. Kolejne świetne porównanie Tomlinson. Powinienem chyba zostać od tego specjalistą.&lt;br /&gt;
- Gratulacje, stary - podsumował mnie Harry, gdy z powrotem się wyprostowałem.&lt;br /&gt;
Wyjąłem z kieszeni telefon, oczekując tego co zwykle. Powiedzieć, że tego oczekuję to raczej głupie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;Daltonista, głuchoniemy czy niewidomy? No, ale stary! Żeby nie widzieć jak ktoś robi ci zdjęcie? Chyba już na serio macie namieszane w tych głowach. Jak tam na zakupach? Pokój gotowy? Nie&lt;/i&gt;&lt;i&gt;długo chyba będzie wam potrzebny. Twoja narzeczona ma bardzo duży brzuch, zauważyłeś? Który to miesiąc? A właśnie... ciekawe czy ta twoja trójka w ogóle przeżyje. Życzę powodzenia, żeby nie było, że nie. Podobno cuda się zdarzają. Niektórzy w nie wierzą, ja zdecydowanie nie.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; Podniosłem wzrok z nad telefonu i rozejrzałem się po sklepie.Jakim cudem nikogo nie zauważyłem? Gość nieźle się kryje, żeby go nie zobaczyć. Tylko dlaczego nie mogłem być szybszy i się odwrócić, gdy robiono mi zdjęcie? Gdybym chociaż usłyszał to co słyszał Jacob.&lt;br /&gt;
- Tommo, co ciekawego jest w tym telefonie? - Szturchnął mnie Harry.&lt;br /&gt;
- Nic ważnego. Coś mówiliście? - zapytałem, chowając smartfona z powrotem do kieszeni jeansów.&lt;br /&gt;
- Znaleźliśmy brzoskwiniową farbę.&lt;br /&gt;
- No to świetnie. - Oszukałem uśmiech.&lt;br /&gt;
- I wywaliliśmy pół wiaderek ze stoiska - dodał Jacob, a ja walnąłem dłonią w czoło. Straciłem ich z oczu może na 2 minuty. Ludzie, to nie dzieci, żeby narobić tyle bałaganu w sekundę.&lt;br /&gt;
- Boże, bierzemy te farby i spadamy. - Przetarłem dłońmi twarz. - Ale najpierw niech któryś pójdzie po wózek, bo nie doniesiemy tego wszystkiego na rękach do kas. Nawet do tej najbliższej kasy.&lt;br /&gt;
- Dobra, ja pójdę - odezwał się Jacob. - Bo ten w tych pantoflach zanim by przyszedł to już dawno byśmy to jakoś zaciągnęli.&lt;br /&gt;
- Czemu się czepiliście moich butów? Zazdrościcie?&lt;br /&gt;
- Ta, bardzo - prychnąłem. - Może codziennie będę ubierał się jak na wesele.&lt;br /&gt;
- Na własne będziesz musiał - odpowiedział, a ja przewróciłem oczami.&lt;br /&gt;
- Wiem, że będę musiał. Nie mam z tym problemu. - Wzruszyłem ramionami i w tej samej chwili zaczął dzwonić mój telefon. Summer. Przecież kilka minut temu do niej dzwoniłem. Co jest? - Kochanie, co...&lt;br /&gt;
- Louis, nic ci nie jest? - przerwała mi.&lt;br /&gt;
- A co miałoby mi się stać? - spytałem marszcząc brwi. Coś jest nie tak.&lt;br /&gt;
- Ktoś wysłał mi twoje zdjęcie ze sklepu.&lt;br /&gt;
- Co? Moje zdjęcie? - Zacisnąłem dłoń w pięść. Zaraz rozwalę ten telefon.&lt;br /&gt;
- Tak. Nic ci się nie stało? Boję się.&lt;br /&gt;
- Nic mi nie jest. Zaraz będę w domu. - Jestem zły. Gość śledzi nas na każdym kroku.&lt;br /&gt;
__________________________&lt;br /&gt;
Szybkie info. W związku z tym, że w tym roku kończę gimnazjum, mam ogrom nauki. Jeśli się nie uczę, czytam lektury bądź chodzę do kościoła na spotkania do bierzmowania. W tym momencie nie mam napisanego żadnego nowego rozdziału, bo zwyczajnie nie mam na to czasu i bardzo mnie to denerwuje, ponieważ wiem co chcę napisać, ale nie znajduję na to czasu. Chciałabym skończyć to fanfiction jeszcze przed końcem tego roku, przed sylwestrem, ale nie wiem czy to się uda. Dlatego też w następną sobotę na pewno nie pojawi się dwudziestka. Kolejny rozdział może ukazać się dopiero za dwa, może trzy tygodnie i nawet tego nie jestem dokładnie pewna. Ale obiecuję, że się pojawi, bo wyznaczyłam sobie za cel, by to skończyć.&lt;br /&gt;
Miało być szybko i krótko, a wyszło jak zwykle. Także to tyle i mam nadzieję, że mnie rozumiecie.&lt;br /&gt;
/Perriele rebel&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/09/rozdzia-19.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjYMNViB_j5Hb1DmxtiE_kuuuE5tc6z0Ow8aokdX0a3PUZ8fDSQM8WcFGW3TVD0QPIU7o1-x9wKIi9ZS-K0gUqZ1zbbDfsuugS-54ITAII5uO2MkdP8PmxGN9akTbo7BhZ5xzWEA2PtLu8/s72-c/687474703a2f2f62612e696d672e76342e736b79726f636b2e6e65742f343639382f38333432343639382f706963732f333038353336313434355f315f31395f735352354e787a462e676966.gif" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-1306688454637468516</guid><pubDate>Sat, 16 Sep 2017 08:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-09-16T10:00:06.937+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 18</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Po prostu nie biegaj za ludźmi, nie muszą cię lubić. Ci, którzy pasują do Ciebie, znajdą cię i zostaną.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Pogrążona w rozmyślaniu, leżę na leżaku w naszym ogrodzie za domem, przytulona do poduszki i cieszę się otaczającym mnie pięknem natury. Nad czym myślę? Trudno stwierdzić. Myślę nad przeszłością i przyszłością, nad tym co było i nad tym co będzie. Ale myślę, również nad tym co jest teraz. Po głębszych przemyśleniach muszę powiedzieć, że moja najbliższa przyszłość już taka bezpieczna jak miała być, nie jest. Boję się tych sms-ów, pogróżek, szantażu. Boję się czy stanę na ślubnym kobiercu z Louisem. Boję się o dzieci. Ale przede wszystkim boję się tego czy będę w stanie żyć i czy w ogóle przeżyję poród, który zbliża się wielkimi krokami. Którego niecierpliwie oczekuję, ale nie chcę myśleć o tym, że to mogą być moje ostatnie chwile mnie jako żywej, z ludźmi, których kocham, z ludźmi, którzy są dla mnie całym i jedynym światem. Taka jest ta głupia prawda. Może śmieszna i trochę więcej niż przykra, ale jest prawdziwa. Chciałabym wierzyć, że będę żyć i próbuję, ale to nie takie łatwe jak mogłoby się wszystkim wydawać. Louis cały czas do tego dąży. Do tego, abym w końcu w to uwierzyła. Cały czas mnie wspiera i nie daje mi odczuć naszej aktualnej sytuacji. Jestem mu bardzo za to wdzięczna i bardzo go kocham. Przy nim wszystkie moje, nasze problemy idą w niepamięć . Przy nim moje życie wydaje się idealne, perfekcyjne, a nawet więcej. Z nim i przy nim życie jest jak z jakiejś bajki. Jak z mojej własnej bajki. Tylko mojej. Ale taka bajka jest zbyt piękna, by mogła być rzeczywista. To aż zabawne. Chcę mieć coś, czego chcieć nie mogę, co jest trudne do utrzymania. Moje życie odkąd ukończyłam 16 lat nabrało niesamowitego tempa i tak naprawdę przystopowało dopiero 5 miesięcy temu, wraz z początkiem ciąży. Nadal chcę pracować w branży muzycznej, ale nie tak intensywnie jak przez te 7 lat. Chcę trochę zwolnić. Oczywiście wszystko zależy od tego czy w ogóle będę żyć. Tak naprawdę z początkiem ciąży zaczął się dla mnie piękny, ale również trudny okres w życiu. Piękny, bo chodzi o moje dzieci, rozwijające się pod moim sercem, ale wyjątkowo trudny, ponieważ w tej chwili chodzi o nasze zdrowie. Trudny też jeśli wziąć pod uwagę cały ten szajs ze stalkerem. Jeśli przestanę o tym myśleć na jakiś czas, to jest to cudowny czas. Sprawić potrafi to chyba tylko Louis, tak jak już wspominałam wcześniej.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Boże, dlaczego w Londynie nie ma tak dużo słońca? Pogoda znów zaczyna się psuć, robi się chłodniej i chyba zanosi się na deszcz. Nie padało od dawna, a to tutaj jest dziwne, więc zapewne jeszcze przed wieczorem będzie niezła ulewa.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Usłyszałam dochodzący hałas z przeciwnej strony domu, a dokładniej z przed niego, który po kilku minutach przeniósł się do wnętrza. Jedyne co byłam w stanie usłyszeć to bardzo dużo głosów.&lt;br /&gt;
- Louis, kto przyszedł?! - krzyknęłam unosząc głowę, jednak przez kolejne kilka chwil nie dostałam żadnej odpowiedzi, więc postanowiłam wstać. Przyjechali goście, a ja leżę w ogrodzie. Niezłe przywitanie Summer.&lt;br /&gt;
Poprawiłam bluzkę, która opinała mój bardzo duży brzuch i powoli skierowałam się do wejścia. Gdy znalazłam się na tarasie, zamierzając wejść do środka, ku mojemu zdziwieniu na zewnątrz wyszła grupka ludzi. Dopiero, kiedy podniosłam wzrok, zauważyłam, ze to rodzina Louisa, na czele z moim narzeczonym. Jego mama, ojczym, całe jego rodzeństwo, nawet najmłodsza dwójka czterolatków.&lt;br /&gt;
- Boże, nie wierzę, że tutaj wszyscy jesteście. - Zakryłam dłonią usta, nie wiedząc, że po mojej twarzy płyną już łzy, coraz częściej u mnie widziane.&lt;br /&gt;
- Ale dziecko, dlaczego płaczesz? - zapytała Johannah, mama Louisa, podchodząc do mnie. Ze zmartwioną miną położyła dłoń na moim ramieniu.&lt;br /&gt;
- To ze szczęścia. - Przełknęłam łzy, próbując się uśmiechnąć. - Nie mogę uwierzyć, że do nas przyjechaliście. Tak się cieszę, że mogę was znów zobaczyć. Nie spodziewałam się tego. Absolutnie nie. - Rękawem bluzy starłam wciąż spływające łzy. - Ostatni raz widziałam was ponad pół roku temu.&lt;br /&gt;
- A o mnie zapomniałaś dziewczyno? - Usłyszałam śmiech należący do Lottie. Spojrzałam na nią z delikatnym uśmiechem, a ta podeszła do mnie, obejmując mnie ramionami. - Kto kilka tygodni temu uratował cię przed możliwym szpitalem? - szepnęła blisko ucha.&lt;br /&gt;
- O tobie nie da się zapomnieć. - Mocniej ją przytuliłam, skrywając nos w jej białych, gęstych włosach, czując piękny zapach jej perfum.&lt;br /&gt;
- O tobie tym bardziej - powiedziała z przekonaniem, odrywając się ode mnie.&lt;br /&gt;
- Jejku, dziewczyny, jak wy wyrosłyście. Szczególnie ty Felicite. Jesteś chyba wyższa ode mnie. - Zaśmiałam się, spoglądając na nią i bliźniaczki.&lt;br /&gt;
- A ty tu mas malutkie dzieci? - spytała mała Doris, wskazując na mój brzuch. Uśmiechnęłam się, głaszcząc ją i jej bliźniaka po włoskach.&lt;br /&gt;
- Tak, skarby. Mam tu takie małe maluszki. Takie jak wy.&lt;br /&gt;
- Zjadłaś je? - zapytał przerażony Ernest, a wszyscy na tarasie wybuchli śmiechem.&lt;br /&gt;
- Nie, nie zjadłam. Są u mnie w brzuchu, bo się jeszcze nie urodziły, wiesz?&lt;br /&gt;
- A kiedy się urodzą? - zapytała tym razem Doris, przytulając się do mojego brzucha. Ernest widząc co czyni jego siostra, postąpił tak samo.&lt;br /&gt;
- Niedługo. Jak następnym razem przyjedziecie to może już tu będą. - Uśmiechnęłam się, chcąc ukryć smutek. Niczego nie przewidzę. Nie wiem czy maluchy już wtedy tu będą i nie wiem czy ja w ogóle też tu będę czy raczej już gdzie indziej.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8EQ9F_EkuY8xIBXB4oLe6ldGVW2qr5HdjTjB1SyGPYOPUVuIuhQnVx0XHMh5R8GKAxVucQhhFnJvm_j2TIR5a0emlTnLN7bhpRRlKv129Cm-Vz_8RKgNN8Zq1TY00hiQnEXcxMoYqp6Q/s1600/tumblr_nx50fhJwed1uf5freo1_500.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;494&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;316&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8EQ9F_EkuY8xIBXB4oLe6ldGVW2qr5HdjTjB1SyGPYOPUVuIuhQnVx0XHMh5R8GKAxVucQhhFnJvm_j2TIR5a0emlTnLN7bhpRRlKv129Cm-Vz_8RKgNN8Zq1TY00hiQnEXcxMoYqp6Q/s320/tumblr_nx50fhJwed1uf5freo1_500.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;Poczułam ciepłą dłoń na plechach, przez co przeszedł mnie lekki dreszcz. Odwróciłam głowę i zobaczyłam przytuloną do mojego ramienia, uśmiechniętą od ucha do ucha, twarz Louisa.&lt;br /&gt;
- To ty zorganizowałeś tą całą niespodziankę? - zapytałam cicho.&lt;br /&gt;
- Pewnie, że ja. No może nie sam, ale była to głownie moja zasługa. Podoba ci się?&lt;br /&gt;
- Ty się jeszcze pytasz? Oczywiście, że tak. Wiesz o tym. Kocham cię - szepnęłam.&lt;br /&gt;
- A ja kocham ciebie. - Pocałował mnie czule w czoło.&lt;br /&gt;
- Dziękuję, że tu przyjechaliście. Wam wszystkim. To wiele dla mnie znaczy. Tak długo się nie widzieliśmy. Myślałam, że przed świętami się nie uda, a tu...&lt;br /&gt;
- Szwagier! Gdzie jesteś?!&lt;br /&gt;
- Tommo! - Usłyszałam krzyki dochodzące z wnętrza domu, a ja już wiedziałam, że to mój brat z całym ich towarzystwem. Minęło może pół minuty zanim zawitali do nas na taras.&lt;br /&gt;
- Lou... ooo... em, cześć. - Niall wpadł przez drzwi, wraz z Harrym i Liamem. Widząc, ile nas tu jest, zmarszczył brwi.&lt;br /&gt;
- Niall, co wy tu robicie? - zapytałam, nie bardzo cokolwiek rozumiejąc.&lt;br /&gt;
- No, Niall, wpakowałeś nas...&lt;br /&gt;
- Cicho bądź, Styles - syknął w kierunku loczka, a ten podniósł na obronę ręce. - Mieliśmy pisać dziś piosenkę na nową płytę. Zapomniałeś Tommo?&lt;br /&gt;
- Eee, nie zapomniałem. Mówiłem wam, że dziś nie możemy, bo przyjeżdża moja rodzina.&lt;br /&gt;
- Nasza. Chcąc nie chcąc, niedługo będziemy rodziną, więc mógłbyś o mnie wspomnieć - mruknął Niall. - I nie, nie mówiłeś. Ani słowa.&lt;br /&gt;
- Mówiłem. Musiałem powiedzieć. Przecież powiedziałem.&lt;br /&gt;
- Nie, stary. - Pokiwał przecząco głową Liam. - Nie mówiłeś. Nic.&lt;br /&gt;
- O cholera...&lt;br /&gt;
- Nie, no jak macie gości to możemy przyjść kiedy indziej. Nie ma problemu, wpadniemy jakoś za kilka dni i...&lt;br /&gt;
- Nie, Niall. - Usłyszałam głos Johannah. - Możecie zostać, to nie jest żaden problem. Dawno się nie widzieliśmy.&lt;br /&gt;
- Właśnie. - Odezwał się Dan, ojczym Louisa. - A ja chętnie posłucham jak gracie. No i może coś pomogę. - Zaśmiał się.&lt;br /&gt;
- Serio? Czyli, że możemy zostać?&lt;br /&gt;
- Jeśli nikomu to nie przeszkadza, to wygląda na to, że tak - odpowiedział Louis.&lt;br /&gt;
- Jak na brata przystało, zawsze wbije się na jakieś spotkanie. - Zaśmiałam się.&lt;br /&gt;
- Jak na siostrę przystało, zawsze przyjmie zakręconego brata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg2dTyiarCq7rLJ_Ek3Um0IaMItuY_clFZcT11zljGx334Lzoey8XJvWnDw5uqRHW3v6xU4mQlvA_bOdMS-dTWJ8bCdRHOkbeJTwDV-7YnOe40RMx7pCcDMRTcJskiRV3Q3avkuVlho32M/s1600/large.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;225&quot; data-original-width=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg2dTyiarCq7rLJ_Ek3Um0IaMItuY_clFZcT11zljGx334Lzoey8XJvWnDw5uqRHW3v6xU4mQlvA_bOdMS-dTWJ8bCdRHOkbeJTwDV-7YnOe40RMx7pCcDMRTcJskiRV3Q3avkuVlho32M/s1600/large.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- No nie gadaj, że zabrałaś to wszystko z Doncaster - Otworzyłam szeroko buzię, patrząc jak Lottie wyjmuje kolejno różne rzeczy z torby.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Oczywiście, że zabrałam. Zrobię ci w końcu nowe paznokcie, a mama i Fizzy się dołączą. - Wzruszyła ramionami, wykładając lakiery na stolik.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Paznokcie - mruknęłam. - Wolałabym, żebyś zrobiła mi coś z tymi włosami. - Ujęłam dłonią kilka kosmyków. - Doprowadzają mnie już do szału. Cały czas się plączą. Weź mi je podetnij albo coś z nimi zrób.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie ma sprawy. Tylko nie proś mnie o farbowanie. Jesteś w ciąży, do tego... nie, wolę nie ryzykować.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wiem - westchnęłam. - Ja też wolę nie ryzykować. Tak naprawdę nie tylko włosy doprowadzają mnie do szału, bo wszystko dookoła. Już nie wytrzymuję. Cały czas muszę tylko leżeć i odpoczywać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak jest bezpieczniej, sama to rozumiesz.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Rozumiem. Potrzebuję się tylko komuś wygadać, bo jak tego nie zrobię to czuję, że wybuchnę. - Ścisnęłam jedną dłoń w pięść. - Czy Phoebe i Daisy upilnują maluchy w basenie? - spytałam spoglądając na czwórkę dzieciaków.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Pewnie, że tak. Nie martw się. Dziewczyny są w szkolnej drużynie pływackiej. Doris i Ernest jak na ten wiek też nieźle pływają.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Są w drużynie pływackiej?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Od ponad roku. Teraz są wakacje, ale zostają w niej na przyszły rok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nic nie wspominałaś.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie? Wiesz, trochę się u mnie dzieje, więc mogłam ci nie powiedzieć. Znasz mnie, zakręcona i nigdy nie jest mi mało nowych wrażeń. Jakiś czas temu jak gadałam z Louisem przez telefon, spaliłam babce przez przypadek włosy i miałam niemałe kłopoty. Ale Lou, jako dobry brat wstawił się za mnie u szefowej i na szczęście &amp;nbsp;mnie nie wywaliła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I tak by tego nie zrobiła. Straciłaby jedną z lepszych pracownic. - Zaśmiałam się. - A gdzie twój Tommy, zostawiliście go samego?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie, podlewa nam kwiatki. - Wybuchła śmiechem dziewczyna. - A tak na poważnie, poleciał na trochę do Glasgow, do rodziny. Praktycznie cały czas jesteśmy razem, więc trochę przerwy nam nie zaszkodzi. Ale i tak za nim tęsknię.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Za kim tęsknisz? - spytała Johannah, wychodząc na taras wraz z Fizzy.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tommy. - Uśmiechnęła się szeroko białowłosa, a naturalnie blondynka.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- A za kim innym, mamo? - Fizzy przewróciła oczami ze śmiechem. - Słuchajcie, przyniosłyśmy trochę ciastek i sok.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Oho, jeśli już to przyniosłyście to liczcie się z tym, że Summer naprawdę dużo pożera słodyczy, więc może nic nie zostać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ej, mówiąc: Summer pożera, mówisz o mnie i o moich już nie takich małych dzieciach. - Podniosłam głowę z poduszki. Dobrze, że kupiliśmy z Louisem ten duży leżak. Jest wygodny i praktyczny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dziecko, to dobrze, że dużo jesz. Odżywianie jest bardzo ważne podczas ciąży. Normalnie jesz za dwoje, a w twoim przypadku to jest za troje. - Johannah usiadła obok mnie. - Musisz dużo jeść. Nie martw się tym, że przytyjesz. Zbędne kilogramy, można zrzucić po ciąży, to nie jest problem. A ty i tak jesteś bardzo chuda. Gdy ja byłam w ciąży z Doris i Ernestem, w tym samym miesiącu co teraz ty, byłam znacznie grubsza, a potem, sama zobacz, pobiegałam trochę z Fizzy i Lottie i to wystarczyło.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Naprawdę tak sądzisz? - spytałam, powstrzymując się przed powiedzeniem: pani, gdyż od samego początku mówiła mi, żebym mówiła jej Jay lub mamo. - Chcę schudnąć jeszcze przed ślubem i nim się zaczną jakieś przymiarki do sukni. Nie chcę, by coś poszło nie tak.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skarbie, uda ci się. Jeśli mi się udało, tobie też się uda.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie martw się, mama wie co mówi. - Fizzy uśmiechnęła się znad szklanki soku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dobra, skoro tak mówicie to muszę wam uwierzyć. - Zaśmiałam się.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Oczywiście, że musisz, a jak już jesteśmy przy temacie waszego ślubu; jak wam idzie? Zaczęliście już jakieś przygotowania?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zanim dowiedzieliśmy się o ciąży, wynajęliśmy organizatorkę ślubów i wybraliśmy już salę, ale potem okazało się, że zaczął się pierwszy miesiąc, więc ustaliliśmy, że będziemy kontynuować przygotowania jak dzieci się urodzą i w miarę wszystko ogarniemy. Nie chcemy, żeby było większe zamieszanie, niż jest teraz. A ja teraz muszę leżeć, więc taki układ nam odpowiada, wszystko ułatwia. Zorganizujemy ślub, gdy wszystko mniej więcej się uspokoi i zobaczymy, że to ten czas, by wspólnie stanąć przy ołtarzu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To całkiem zrozumiałe. Na waszym miejscu pewnie też bym tak zrobiła.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mam pytanie, które męczy mnie chyba od samego początku. Nigdy nie było okazji, by spytać o to osobiście, a przez telefon jakoś tak... nie wiem... trochę niezręcznie. - Potarłam niespokojnie pierścionek zwisający z mojej szyi. Chyba jestem zbyt głupia, by o to zapytać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jakie to pytanie?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Czy w jakiś sposób przeszkadza ci, że... że jestem z Louisem w ciąży jeszcze przed ślubem? Czy w jakiś sposób cię to denerwuję bądź...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ależ dziecko. - Ujęła moje dłonie w swoje. - Jak może mi to przeszkadzać? Cieszę się. Uważam, że jeżeli tak się stało jeszcze zanim wzięliście ślub, to pokazuje jak bardzo się kochacie. Macierzyństwo to cudowny czas w życiu. Nie można go zmarnować ani przegapić. Oczywiście, ślub też jest niezwykle ważny. To przed Bogiem ślubujecie sobie miłość i &amp;nbsp;wtedy oboje stajecie się oficjalnie rodziną. Ale jeżeli dzieci rodzą się wcześniej, są kochane przez oboje rodziców, a rodzice cały czas się nimi opiekują i pilnują, by nie stała im się krzywda to pokazuje, że już wtedy jesteście prawdziwą rodziną, a ślub to wtedy tylko umowa przed Bogiem. Posłuchaj skarbie. Jeżeli mój syn jest szczęśliwy i jeśli to dzięki tobie, tym maluchom, ja też jestem szczęśliwa. I wiem, że ten chłopak, który śpiewa teraz w salonie - wskazała na drzwi tarasowe, a do moich uszu doszedł anielski głos mojego narzeczonego - zaopiekuje się wami najlepiej jak tylko potrafi. I to będzie dowodzić jego miłości do ciebie. Więc, odpowiadając na twoje pytanie: nie, nie mam nic przeciwko temu, że jesteś w ciąży przed ślubem. Już jesteśmy rodziną. - Uśmiechnęła się, a ja ją przytuliłam. Dopiero wtedy przypomniałam sobie, że przecież nie jesteśmy same, jednak dziewczyny nie mówiły ani słowa przez cały ten czas, gdy Johannah mówiła, a ja bardzo to szanuję. Ta kobieta jest moim własnym autorytetem. Tak jak dla Louisa jest Aniołem Stróżem, tak dla mnie jest autorytetem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Zarządzam wieczór filmowy! - krzyknął Louis, wchodząc do salonu. - A wy chłopaki zostajecie. - Wskazał na mojego brata siedzącego obok mnie, a potem na Harry&#39;ego i Liama na przeciwko.&lt;br /&gt;
- Dokładnie. Im nas więcej tym lepiej - potwierdziłam z uśmiechem jego słowa.&lt;br /&gt;
- Jesteście pewni? - zapytał Liam. - I tak macie w domu pełno ludzi.&lt;br /&gt;
- Powiedzieliśmy, że zostajecie i koniec dyskusji - uciął Louis. - Zaraz przyjdzie reszta i wybierzemy jakiś film.&lt;br /&gt;
- Nie, nie rób tego. Jak znam życie i przede wszystkim twoją narzeczoną... - Harry kiwnął na mnie głową.&lt;br /&gt;
- Masz ze mną jakiś problem? - spytałam marszcząc czoło.&lt;br /&gt;
- Nie, cicho. Doskonale wiesz Tommo, że wszystkie dziewczyny, które tu są wybiorą jakiś romans. Dobrze znam twoją rodzinę.&lt;br /&gt;
- Cholera, masz rację. Dobra, jak wybiorą to, to później puścimy jakąś komedię. Albo lepiej horror. - Zaśmiał się&lt;br /&gt;
- Louis! - pisnęłam, unosząc się z kanapy. - Przecież wiesz, że nie mogę teraz oglądać horrorów.&lt;br /&gt;
- Żartowałem tylko. Wiem o tym. Obejrzymy jakąś komedię i już. Ok?&lt;br /&gt;
- Ale to ma być naprawdę dobra komedia.&lt;br /&gt;
- Ok. - Zaśmiał się ponownie, unosząc wzrok do sufitu. - Chłopaki, podłączycie sprzęt? Ja zawołam resztę i byśmy już zaczynali.&lt;br /&gt;
- Pewnie - odpowiedział Liam, podnosząc się wraz z Harrym z kanapy, a Louis w tym czasie wyszedł do ogrodu.&lt;br /&gt;
- O nie, braciszku. Ty zostajesz, mam z ciebie idealny podnóżek. - Wskazałam palcem na moje nogi ułożone na jego kolanach, a on wybuchł śmiechem.&lt;br /&gt;
- Widzę, że bardzo ci wygodnie.&lt;br /&gt;
- Bardzo. - Pokiwałam pionowo głową. - Nie wiem jak ty ze mną wytrzymujesz.&lt;br /&gt;
- Szczerze? To ja też nie wiem. Jak dla mnie, możesz tak leżeć jeśli ci wygodnie.&lt;br /&gt;
- Czekałam, aż to powiesz. - Uśmiechnęłam się szeroko. - Co zrobiliście z Vanessą i Jacobem? - zapytałam, a on westchnął.&lt;br /&gt;
- Przyjechała Nicol... Wiesz jak jest.&lt;br /&gt;
- Co znów się dzieje?&lt;br /&gt;
- To co zwykle. Cały czas się o coś kłócą. To wygląda jakby Nicol zmuszała Vanessę do wszystkiego. W całym domu słychać krzyki jeśli ona jest. Vanessa coraz częściej przez nią płacze. Sytuacja jest strasznie napięta. Ona nie może zaplanować niczego dla siebie, bo zawsze okazuje się, że musi gdzieś jechać z Jacobem. Lubi go, ale wiesz, też chciałaby trochę czasu dla siebie. A my boimy się odezwać, żeby nas przypadkiem nie udupiła na cały świat. Wszyscy wiemy do czego jest zdolna.&lt;br /&gt;
- A jak Jacob to znosi?&lt;br /&gt;
- Kiepsko. Nie da się tego powiedzieć, to trzeba zobaczyć. On już powoli nie wyrabia. Nie wie co ma robić, o wszystkim dowiaduje się na ostatnią chwilę. Wygląda jakby powoli popadał w depresję. Jeśli Nicol jest gdzieś w pobliżu lub dzwoni to już nie jest za dobrze.&lt;br /&gt;
- Aż tak źle jest? - spytałam cicho.&lt;br /&gt;
- Jest nie do wytrzymania. Czasem zastanawiam się czy nie spakować się, wziąć ze sobą Vanessy i polecieć na kilka dni do Irlandii, do nas.&lt;br /&gt;
- To dobry pomysł. Dom jest wysprzątany, możecie jechać. I macie jeszcze wiewiórki, które przygarnęła twoja siostra, tak dla przypomnienia: mówię o sobie. - Wspólnie się zaśmialiśmy.&lt;br /&gt;
- Tak, wiewiórki to chyba najlepsze wyjście w tej sytuacji.&lt;br /&gt;
- Mówię poważnie. Przyda wam się kilka dni odpoczynku. Gdybym mogła, sama bym poleciała z Louisem, ale ja mam takie szczęście jak zwykle i jestem uziemiona w domu - mruknęłam pod nosem.&lt;br /&gt;
- Polecicie jak urodzisz. Louis przecież zdaje sobie sprawę z tego, że byś chciała polecieć, ale nie chce was narażać na takie ryzyko.&lt;br /&gt;
- Wiem o tym.&lt;br /&gt;
- Nie smutaj się już. - Potarł dłonią mój brzuch. - Jesteś w ciąży, powinnaś się cieszyć, a nie tak jak teraz smucić.&lt;br /&gt;
- Cieszę się.&lt;br /&gt;
- Mam nadzieję. - Uśmiechnął się.&lt;br /&gt;
- Dobra, wszyscy już chyba są. - Usłyszałam głos Louisa, a potem zobaczyłam, że idzie w naszym kierunku. - Chłopaki, jak to już podłączyliście to puszczamy &quot;Anebelle&quot;&lt;br /&gt;
- Ej! &quot;Anabelle&quot; to horror! - krzyknęłam. - Obiecałeś, że...&lt;br /&gt;
- Wiem, wiem. Nie mówiłem na serio. - Zaśmiał się. - Podłączyliście?&lt;br /&gt;
- Yep - odpowiedział Harry. - Wybierajcie film i... - przerwał, bo w chwili mówienia, w jednym momencie, wszystkie światła w domu, wraz z całym sprzętem, zgasły. Doris i Ernest zaczęli krzyczeć, ja z Niallem również, bo ktoś wpadł na nasze nogi.&lt;br /&gt;
- Cholera jasna. - Usłyszałam Louisa, a potem ujrzałam jego cień, gdy podnosił się. - Jezu, Summer? Boże, nic ci nie jest? - pytał przerażony, obmacując z niepokojem mój brzuch z każdej strony.&lt;br /&gt;
- Nie, nic mi nie jest. Wylądowałeś na szczęście tylko na moich nogach. No i na nogach Nialla.&lt;br /&gt;
- Przepraszam was. Po prostu potknąłem się o zabawki dzieciaków i straciłem równowagę. Do tego jeszcze jest ciemno.&lt;br /&gt;
- Nie, tu nie chodzi o mnie - odezwał się Niall. - Summer, na pewno nic ci nie jest?&lt;br /&gt;
- Nie, wszystko jest w porządku. Naprawdę. To był tylko wypadek.&lt;br /&gt;
- Na pewno?&lt;br /&gt;
- Tak, na pewno Louis. I nie pytaj mnie o to po raz kolejny, bo będę zła.&lt;br /&gt;
- Przepraszam - powiedział cicho. - Niall, wstawaj.&lt;br /&gt;
- Po co? Kurwa, jest ciemno, po co ja jeszcze mam wstawać?&lt;br /&gt;
- Idziemy włączyć prąd.&lt;br /&gt;
- Sam sobie nie poradzisz?&lt;br /&gt;
- Nie, nie poradzę. To duży dom, więc ktoś jest mi potrzebny do pomocy.&lt;br /&gt;
- Ja nie wiem, gdzie są u was bezpieczniki.&lt;br /&gt;
- To się dowiesz, przyda ci się to. Wstawaj, cholera - syknął Louis, a Niall jęknął.&lt;br /&gt;
- Akurat ja - mruknął, podnosząc moje nogi. Przesunął je na bok i wstał z kanapy. - Jak wybiję sobie zęby to wypłacisz mi odszkodowanie. Prowadź jakoś. Nie wiem gdzie iść, wszędzie jest ciemno.&lt;br /&gt;
- A od czego masz latarkę w telefonie? - spytał Louis, zapalając białe światło ze swojego iPhona. - Idziemy, Niall. - Pociągnął go za ramię i zaraz znikli na końcu korytarza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiTaO8r2zFNvMd9uJQ9ZEbyehXLf16-GHsK1vw512ZwXpjPmJo9mGXLT9W6PI_rLFZ1GLewWD-Xv3Z7T3z1UtgFZre41dqzUWy1ZVm0a2wGFwt-ht3DdR4aBRLUz354H3P18zKS_NNQQGM/s1600/1489010809037.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;935&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;232&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiTaO8r2zFNvMd9uJQ9ZEbyehXLf16-GHsK1vw512ZwXpjPmJo9mGXLT9W6PI_rLFZ1GLewWD-Xv3Z7T3z1UtgFZre41dqzUWy1ZVm0a2wGFwt-ht3DdR4aBRLUz354H3P18zKS_NNQQGM/s400/1489010809037.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Światło powróciło po około 10 minutach, tak samo jak Niall wraz z Louisem. Blondyn powrócił do roli mojego podnóżka, a szatyn usiadł przy mojej głowie, bawiąc się moimi włosami.&lt;br /&gt;
- Chyba możemy odpalać - powiedział mój chłopak, a w tym samym momencie usłyszeliśmy sygnały dochodzące z naszych telefonów. Oboje sięgnęliśmy po swoje smartfony, domyślając się o co może chodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;Pyk! Nie ma światła. Wszędzie ciemno. Dom pełny ludzi. Jak miło, że tu są. Prawda? Dziś to było jeszcze takie ostrzeżenie. To nie jest koniec. Pogramy tak może jeszcze przez kilka tygodni. Co wy na to? Bawcie się!&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/09/rozdzia-18.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8EQ9F_EkuY8xIBXB4oLe6ldGVW2qr5HdjTjB1SyGPYOPUVuIuhQnVx0XHMh5R8GKAxVucQhhFnJvm_j2TIR5a0emlTnLN7bhpRRlKv129Cm-Vz_8RKgNN8Zq1TY00hiQnEXcxMoYqp6Q/s72-c/tumblr_nx50fhJwed1uf5freo1_500.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-378463697900102028</guid><pubDate>Sat, 09 Sep 2017 08:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-09-09T10:00:13.601+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 17</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;PAMIĘTAJ: Jeśli ktoś chce być przy tobie to po prostu będzie, nawet jeśli o to nie prosisz.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Louis~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Nie mogę jej od tak dyscyplinarnie zwolnić, Lottie.&lt;br /&gt;
- O tak, jasne, że możesz - wysyczała moja siostra. Nie to nie jest moja siostra, ja jej w tym momencie nie poznaję.&lt;br /&gt;
- I co jej powiem? To nie może być jakieś moje widzimisię. Powiem: Zwalniam cię, bo dziś mam taki kaprys, tak? Jak ty to sobie wyobrażasz, dziewczyno?&lt;br /&gt;
- Nie bracie, ja ci powiem jak będzie.&lt;br /&gt;
- No proszę bardzo. Użyj tej swojej niesamowitej wyobraźni. - Przewróciłem oczami, czekając na to co ma do powiedzenia.&lt;br /&gt;
- Ja mam bardzo rozbudowaną wyobraźnię.&lt;br /&gt;
- I to mnie właśnie przeraża.&lt;br /&gt;
- W tej chwili to mnie obrażasz.&lt;br /&gt;
- Mów co masz powiedzieć.&lt;br /&gt;
- Wykończysz mnie kiedyś.&lt;br /&gt;
- A co ja niby robię?&lt;br /&gt;
- Ty już doskonale wiesz. No dobra. Masz kilka powodów, dlaczego ją zwalniasz. Pierwszy jest taki, że schowała te leki Summer i przez to straciła przytomność. O chłopie, to też może być główny powód jeśli chcesz. Powiesz, że naraziła życie 3 osób. Potem mamy jej lenistwo i cudowny codzienny relaks w waszym basenie, kinie domowym i licho wie co wy jeszcze macie tam u siebie. Nie wiem nawet po co pozwoliłeś jej z tego korzystać, ale to nie mój dom i nie mój interes. Mamy jeszcze zniszczenie kilku waszych rzeczy, to jak traktowała Summer, a i jeszcze duże prawdopodobieństwo, że mogła was okraść. Jak jeszcze powiesz, że ona w niczym nie pomogła tylko wszystko pogorszyła i że Summer z dziećmi ma teraz ogromne problemy ze zdrowiem to powinno to przejść.&lt;br /&gt;
- Skończyłaś już? - mruknąłem wyczerpany słuchaniem jej monologu.&lt;br /&gt;
- Chyba tak.&lt;br /&gt;
- Dobra, jak chcesz, spróbuję.&lt;br /&gt;
- Nie, ty nie spróbujesz, ty to zrobisz. Byłam w waszym domu i widziałam wszystko na własne oczy. Jak chcesz, możesz mnie wziąć na świadka. Vanessa pewnie też nie odmówi i wszystko będzie tak jak ma być. Właśnie, słyszałam, że Vanessa już wróciła. To prawda czy...&lt;br /&gt;
- Tak, wróciła. Przez ponad tydzień mieszkała tutaj, ale odwołaliśmy resztę koncertów, chłopaki przylecieli do Londynu i wróciła do siebie, głównie do Nialla.&lt;br /&gt;
- A jak jej poszło w Stanach?&lt;br /&gt;
- Nie wiem, unika tematu. Cały czas dziwnie się zachowuje. - Wypuściłem dym z płuc i zgasiłem papierosa. Oparłem się o barierkę tarasu, spoglądając na nasz ogród. - Siostra, a ty przypadkiem nie pracujesz czy coś?&lt;br /&gt;
- Jeszcze wiem co robię. Nie musisz mi przypominać, że... Jasna cholera! Spaliłam klientce włosy. Mam przerąbane. Na razie, pa - powiedziała przestraszonym i odrobinę przestraszonym głosem. Rozłączyła się pierwsza i nawet nie miałem szansy nic powiedzieć. Jest zakręcona gorzej ode mnie, ale w tej chwili to jest chyba bardziej moja wina, bo ją zagadałem. Muszę się za nią wstawić, albo straci pracę. Coś wykombinuję, na razie ktoś innym będzie tracił swoją pracę. Jeśli mam być szczery to ja też nie trawię tej Izabelli, ale Summer teoretycznie tego nie wie, bo nie daję po sobie tego poznać. Tak naprawę to nie ja wybierałem ją na pomoc domową, tylko nasz sztab i to samo powiedziałem Summer. Gdybym to był ja na pewno nie dostałaby tej pracy. Nie wiem za co oni ją wybrali i chyba raczej wolę nie wiedzieć.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Schowałem telefon do kieszeni jeansów i wszedłem do środka budynku. To będzie normalnie rozmowa jej życia. Jeśli w ogóle można to tak nazwać i opisać. Była w salonie, gdzie nie robiła nic innego jak oglądała telewizję. I ciekawe kto tu płaci za prąd? Zobaczyć ją robiącą coś pożytecznego w tym domu to jest bardzo rzadki widok. Oczywiście mówię to po usłyszeniu tego co mówiła mi Summer, ponieważ sam osobiście nie mogę tego ocenić, bo jestem w domu dopiero od jakiś 4 dni. Nawet zdążyłem już odzyskać swoje walizki, bo chłopaki mi je przywieźli.&lt;br /&gt;
- Izabella? - Zacząłem rozmowę, spoglądając na telewizor wiszący na ścianie. Ja ten telewizor to chyba przewieszę sobie do sypialni. Po pierwsze: będzie wygodniej, po drugie: ta zołza nie będzie przed nim cały czas siedzieć. W sumie już sobie nie posiedzi jak ją zwolnię. To może na razie niech se korzysta, bo jeszcze powie, że wszystkiego jej zakazałem i nie będę miał żadnych podstaw, aby się jej stąd pozbyć. Chyba wszystko poplątałem...&lt;br /&gt;
- Tak? - Podskoczyła na kanapie. Przestraszona, a zarazem zaskoczona. No i czego ona się boi? No dobra, może i jest czego, ale ona o tym nie wie, przynajmniej nie powinna. Chyba, że podsłuchała moją rozmowę z Lottie. To już inna sytuacja. A to, że nie powinna podsłuchiwać to też już inna sytuacja. To się raczej nazywa kultura. I szacunek.&lt;br /&gt;
- Możemy porozmawiać? Teraz.&lt;br /&gt;
- Tak, oczywiście. - Sztucznie się uśmiechnęła, wstała i wyłączyła telewizor. Jakby nie mogła tego wcześniej zrobić. Chyba sam będę musiał zrobić obiad, albo pójdziemy na gotowe do chłopaków, bo na pewno Harry coś tam im będzie pichcił. Czasem wspominam sobie jakie to były plusy mieszkania wraz z nimi. Między innymi chodziło właśnie o gotowanie.&lt;br /&gt;
- Nie zrozum mnie źle czy coś takiego. Nie myśl sobie, że to robię, bo cię nie lubię, wręcz przeciwnie. - Okey, kłamię. Od teraz. - Ale jestem zmuszony, by to zrobić. Jesteś młoda, całe życie przed tobą. Nie masz co się marnować przy pomocy domowej albo jako sprzątaczka.&lt;br /&gt;
- A-ale... co szef chce przez to powiedzieć? - Szef. Jak to dumnie brzmi, ale nie rozwódźmy się nad tym dłużej. Mam wiele innych rzeczy do zrobienia niż mówienie do samego siebie we własnej głowie.&lt;br /&gt;
- W związku z ostatnimi wydarzeniami jakie miały miały miejsce w tym domu, zostajesz dyscyplinarnie zwolniona.&lt;br /&gt;
- C-co? Ale dlaczego? Przecież cały czas tu byłam, robiłam...&lt;br /&gt;
- No właśnie dlatego. - Przerwałem jej. - Dostałaś kilka prostych zadań. Posprzątać, ugotować, zrobić zakupy, pranie, ewentualnie jakieś jedno trudniejsze. Nie wykonałaś dobrze żadnego z nich. Przykro mi to mówić, ale jesteś jednym z powodów, przez które moja narzeczona wraz z dziećmi ma teraz duże kłopoty ze zdrowiem.&lt;br /&gt;
- Ja... ja przepraszam, że...&lt;br /&gt;
- Oczywiście dostaniesz swoją wypłatę za ostatni tydzień. Na tym etapie kończymy wspólną współpracę i wycofujemy umowę. W ciągu kilku następnych dni... - Przerwałem, gdy usłyszałem krzyki mojej narzeczonej, dochodzące z góry. - Wrócimy jeszcze do tej rozmowy - powiedziałem pospiesznie i pobiegłem do sypialni, zostawiając ją samą na dole, całkowicie zdezorientowaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Co się stało? - spytałem wpadając do pokoju. Siedziała po środku łóżka, cała zlana potem i niespokojnie oddychała. Włożyła obie swoje dłonie we włosy, a pojedyncze kosmyki przykleiły się do jej mokrego w tej chwili czoła. Słysząc mnie, odwróciła głowę ku mnie, a ja mogłem zauważyć, że jej oczy cały błyszczały od gromadzących się tam łez.&lt;br /&gt;
Usiadłem obok niej i oparłem dłoń na jej kolanie, przykrytym ciepłym szarym kocem.&lt;br /&gt;
- Miałam sen. - Jęknęła, unosząc wzrok do sufitu.&lt;br /&gt;
- Jaki sen? - spytałem przenosząc swoją rękę na jej plecy.&lt;br /&gt;
- Ten sam, który miałam zanim wyjechaliście w trasę. Nasz ślub, mama, strzał z pistoletu, krew na mojej sukni...&lt;br /&gt;
- Ten sam? Identyczny? - zapytałem zaniepokojony i jednocześnie zdziwiony, a ona pokiwała pionowo głową, dając odpowiedź.&lt;br /&gt;
- Boże, Louis. - Złapała się spanikowana za głowę. - To był sen proroczy, to jest sen proroczy. Ja umrę, dzieci umrą... O Boże.&lt;br /&gt;
- Nie waż się tak myśleć. Wszystko będzie dobrze.&lt;br /&gt;
- Nie, nie będzie. Umrę, nie weźmiemy ślubu, nigdy nie będzie mi dane zobaczyć naszych dzieci. - Histeryzowała, nawet nie łapiąc oddechu. Chwyciłem ją za oba nadgarstki i położyłem na pościeli, ale to nic nie pomogło, bo rozpłakała się gorzej. Patrzyła wszędzie, tylko nie na mnie. Pierwszy raz w życiu płakała tak mocno. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem jej w takim stanie i przyznaję, że ten widok jest bardzo bolesny, łamie mi serce i duszę od środka, a jej słowa i to w jaki sposób to mówiła, są jak miecz, który rozbija je na jeszcze drobniejsze cząsteczki.&lt;br /&gt;
- Summer, kochanie...&lt;br /&gt;
- Ja umrę, a ty zostaniesz sam. Proszę, obiecaj mi, że po mojej śmierci znajdziesz kogoś i będziesz szczęśliwy, a jeśli dzieci przeżyją, zaopiekujesz się nimi, zastąpisz mnie im i od czasu do czasu wspomnisz o mnie...&lt;br /&gt;
- Summer...&lt;br /&gt;
- Tak bardzo nie chcę umierać. - Wielkie łzy kapały na jej twarz, dekolt, w końcu jej usta, nos i policzki były całe, co do milimetra, mokre. - Nie chcę umierać. Chcę żyć.&lt;br /&gt;
- Summer, spójrz na mnie. - Ująłem jej podbródek między palce. - Spójrz na mnie, słońce - powtórzyłem, a ona przeniosła zamglony wzrok i spojrzała mi w oczy, zostawiając usta otwarte, by choć trochę unormować swój rozszalały oddech. - Nie umrzesz, będziesz żyć. Nie będę ci nic obiecywać, bo będziesz żyć. Będziemy szczęśliwi razem, nie odejdziecie ode mnie tak łatwo jak ci się może wydawać.&lt;br /&gt;
- Skąd możesz to wiedzieć? Nie jesteś Bogiem.&lt;br /&gt;
- To prawda, nie jestem, ale moja mama była w podobnej sytuacji.&lt;br /&gt;
- Twoja mama?&lt;br /&gt;
- Tak, gdy była w ciąży z Doris i Ernestem. Lekarze nie dawali jej żadnych szans, a teraz zobacz, cała trójka żyje i jest zdrowa. A ty dostałaś szanse, będziesz żyć. Wszystko będzie dobrze. Wierz w to.&lt;br /&gt;
- Nie umiem, nie potrafię. - Pokręciła przecząco głową, na nowo się rozpłakując, a kolejna bariera łez puściła.&lt;br /&gt;
- Wiem, że jest trudno, ale jeśli w to nie uwierzysz, nie będzie łatwiej. Nie jesteś w tym sama, jestem przy tobie.&lt;br /&gt;
- Pomóż mi uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.&lt;br /&gt;
- Próbuję i cały czas będę to robił. - Objąłem ją ramionami i przycisnąłem do siebie jak najmocniej, jednocześnie uważając na jej już dość duży brzuch. Jedną z dłoni położyłem na jej głowie, którą schowała w zgięciu mojej szyi. - Będziecie żyć. Wszyscy, cała nasza rodzina, włącznie ze mną w to wierzy i ty też musisz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiZ5xVMDc8FEHQFYs2GKcLp6MbU7h_HxMrWb5YR0COWbYS-2MJwfs_iA_C0Bzuyv5Dd8toalH2vxpigEgGWOjV29RuRSFpMFdAiFClb0YZFZPtZUCdNGyYpTubqWKNbLuAwxH5h5qUwFQk/s1600/89de8b39001ea35f51fe28db.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;265&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiZ5xVMDc8FEHQFYs2GKcLp6MbU7h_HxMrWb5YR0COWbYS-2MJwfs_iA_C0Bzuyv5Dd8toalH2vxpigEgGWOjV29RuRSFpMFdAiFClb0YZFZPtZUCdNGyYpTubqWKNbLuAwxH5h5qUwFQk/s1600/89de8b39001ea35f51fe28db.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- No to powiesz nam jak było w tych Stanach czy będziesz wciąż milczeć? - zapytałem ze śmiechem blondynkę przytuloną do Nialla. Cała trójka, czyli w tym Jacob, wpadli do nas, bo stwierdziłem, że Summer przyda się takie spotkanie i rozmowa z przyjaciółmi, skoro cały czas musi teraz leżeć. Współczuję jej, sam osobiście nie wytrzymałbym tyle czasu w jednym miejscu.&lt;br /&gt;
- Hmm, a wy powiecie? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.&lt;br /&gt;
- Och, ty wredoto. Nie miałaś Nialla, żeby go o to wypytać?&lt;br /&gt;
- No miałam, ale nie mieliśmy czasu. - Uśmiechnęła się znacząco do blondyna i potarła czubek swojego nosa o jego, by po chwili go pocałować.&lt;br /&gt;
- Widok nie dla dzieci. - Zaśmiała się szatynka siedząca przede mną, między moimi nogami i stuknęła Jacoba w ramię.&lt;br /&gt;
- No co ty. To tylko buziak, może oczu mi nie wypali. - Parsknął śmiechem.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhVKuxxYIwxeFBzNVgdHNXLJe3YNigGGj5GYfOqjkRPk8Oy0UezJtGUZLxKCNV3_kegl0dDOxuKYkMoqvYKweQUPeAirV7B91Wj0lbeqZFzoWCb7fhZwt-Nqlq4rt0CxlVEVx0oTZ6UJOw/s1600/tumblr_inline_ok46q2isWL1qkhd9i_250.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;266&quot; data-original-width=&quot;170&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhVKuxxYIwxeFBzNVgdHNXLJe3YNigGGj5GYfOqjkRPk8Oy0UezJtGUZLxKCNV3_kegl0dDOxuKYkMoqvYKweQUPeAirV7B91Wj0lbeqZFzoWCb7fhZwt-Nqlq4rt0CxlVEVx0oTZ6UJOw/s400/tumblr_inline_ok46q2isWL1qkhd9i_250.gif&quot; width=&quot;255&quot; /&gt;&lt;/a&gt;- Tylko buziak. Ty tak to widzisz. Ale gdyby nikogo tu nie było i poczekałbyś z jakieś kilka minut, już to nie byłby tylko buziak. - Zaśmiałem się, kładąc brodę na ramieniu Summer, dzięki czemu czułem kwiatowy zapach na jej włosach. Jest coś na co cały czas zwracałem uwagę odkąd przyszła ta trójka. Summer skupiła swoją uwagę i myśli na nich i rozmowie z nimi. Ani razu nie było po niej widać, że jest smutna czy załamana. Ani razu jej oczy nie wypełniły się łzami i ani razu temat nie zaszedł tak daleko, aby tak się stało. Cały czas się uśmiecha, śmieje i jestem z niej z tego względu bardzo dumny. Nie zrzuca swoich problemów na barki innych i wie, że na mnie zawsze może polegać. Ja też to wiem. Jeśli chodzi o nas, zawsze możemy na siebie wzajemnie liczyć. Często zachowujemy się jak małżeństwo, chociaż jeszcze nim nie jesteśmy.&lt;br /&gt;
- Jesteście okropni. Wy tak zawsze? - spytał Jacob.&lt;br /&gt;
- Tak, odkąd powstał zespół, tak. - Zaśmiałem się ponownie. - I odkąd dołączyły do nas dziewczyny, tym bardziej. - Szeroko się uśmiechnąłem i spojrzałem głęboko w oczy Summer i sam przytuliłem twarz do jej policzka, całując ją w nos. Zrobiłbym dla tej dziewczyny wszystko.&lt;br /&gt;
- No nie, wy też? Dobra, wróćmy do poprzedniego tematu.&lt;br /&gt;
- Właśnie, wróćmy do poprzedniego tematu - odezwał się Niall.&lt;br /&gt;
- Dobra, mieliście powiedzieć jak było w Stanach, chłopaki.&lt;br /&gt;
- Serio Vanessa? - Niall przewrócił oczami.&lt;br /&gt;
- No, a jak miało być? Autobus, stadion, próba, wywiad, hotel, koncert, hotel, autobus, koncert i tak w kółko. Przecież byłaś z nami w trasie te 10 miesięcy. - Wyciągnąłem rękę po szklankę i upiłem kilka łyków soku.&lt;br /&gt;
- Jak byliśmy w trasie chodziliśmy zwiedzać, a wy zrobiliście sobie dzieci. - Popatrzyła na mnie i Summer z pod przymrużonych oczu.&lt;br /&gt;
- Widać, że jesteś blondynką - mruknęła moja narzeczona. - Doskonale wiesz, że tym razem mnie z nimi nie było.&lt;br /&gt;
- Ale...&lt;br /&gt;
- Przestań. - Przerwałem jej. - Jeśli teraz powiesz, że zdradzam Summer czy coś, to już nie żyjesz.&lt;br /&gt;
- No dobra, już dobra. - Podniosła ręce w geście obronnym, a każdy zaczął się śmiać. I jak tu w tym towarzystwie być znudzonym? Zawsze ktoś cię rozśmieszy.&lt;br /&gt;
- Przyszedł kurier. - Do salonu weszła Izabella. No tak, ona nadal tu jest. Jeszcze raz porozmawialiśmy i uzgodniliśmy, że zostanie tu jeszcze kilka dni dopóki nie rozwiążemy umowy. Oczywiście Summer nie skacze ze szczęścia z tego powodu, podobnie ja, ale w tej sytuacji to było najlepsze wyjście. Natomiast, kiedy już stąd odejdzie, ja przejmę wszystkie obowiązki, tak jak to było zanim wylecieliśmy w trasę. Nie było trudno i teraz na pewno też nie będzie. Robiłem wszystkie te domowe sprawy jak sprzątanie czy gotowanie.&lt;br /&gt;
- To moje leki. Zaraz wrócę - powiedziała cicho Summer i wstała z miejsca, podpierając się na moim udzie. Coraz ciężej jest jej się poruszać z tym, dużym już, brzuchem. Widzę to, jest zmęczona. To już 5 miesiąc, nie jest jej łatwo, tak jakby to się mogło wydawać. Dwoje dzieci, co równa się z o wiele większym brzuchem i tym, że wszystko z tym związane jest podwójne.&lt;br /&gt;
- No więc, Vanessa, jak tam Ameryka? - zapytałem ponownie. Po to, aby ją troszkę jeszcze po wkurzać. Przecież nic złego nie robię. Tylko pytam.&lt;br /&gt;
- O Boże. Nie masz własnego życia, Tomlinson? Pracowałam. Wiesz co to praca? Pilnuj lepiej własnej dupy. I ciesz się, że nie masz takich zmartwień.&lt;br /&gt;
- Jakich zmartwień? - spytałem jednocześnie z Nialllem.&lt;br /&gt;
- Przepraszam, Louis, nie chodziło mi o was. Nie to miałam na myśli, ja...&lt;br /&gt;
- Nie, nie przejmuj się tym - powiedziałem smutno, zwieszając głowę.&lt;br /&gt;
- Kochanie, o jakich zmartwieniach mówiłaś? - zapytał ją ponownie Niall.&lt;br /&gt;
- Ja...&lt;br /&gt;
- Louis! - Usłyszałem zrozpaczony głos Summer, dochodzący z kuchni. Przestraszony tym co mogło się tam stać, zerwałem się z kanapy i nim się obejrzałem już stałem obok niej.&lt;br /&gt;
- Jestem. Co się stało? - spytałem szatynkę stojącą przy wyspie kuchennej. W rękach trzymała pudełko i małą kartkę. Jej mina wyrażała kilka emocji naraz. Strach, rozpacz, złość, smutek, przerażenie, niewiedza, a nawet chwilowe załamanie, które wyglądało u niej jak zwykła gra wszystkich uczuć, połączonych w jedno.&lt;br /&gt;
- Zabrali mi leki - powiedziała pustym głosem i położyła przede mną skrawek papieru. - Słabo mi. - Zamknęła oczy, a jej głowa zaczęła powoli lecieć na prawą stronę.&lt;br /&gt;
- Summer! - Szybko złapałem ją w pasie i usadziłem na stołku barowym, widząc na co się zanosi. - Nie możesz mi tu zemdleć. Otwórz oczy i oddychaj - powiedziałem przytrzymując ją ramieniem. Druga ręką wziąłem butelkę z wodą &amp;nbsp;stojącą obok i odkręciłem ją, podając potem szatynce.&lt;br /&gt;
- Przeczytaj kartkę - powiedziała słabym głosem, gdy już się upewniłem, że napiła się trochę wody, a na jej twarz powrócił kolor. Wyciągnąłem rękę po skrawek papieru i zacząłem czytać:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;Hej, hej, to znów ja! Tu miały być twoje leki? Ups... Jak mi przykro. W sumie nie, wcale nie jest mi przykro. Jeśli chcecie odzyskać to ca wasze w nienaruszonym stanie, radzę wam przynieść 600 tysięcy &amp;nbsp;dolarów w gotówce.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Park Central Flowers*, dziś 9 wieczorem.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Zostawcie pieniądze na jednej z ławek, odejdziecie na bezpieczną odległość, a ja w miejsce waszej forsy położę przesyłkę. Aha, i jeszcze jedno. Nikt nie może o tym wiedzieć, zero glin, inaczej możecie pożegnać się już z tymi tabletkami. Nie próbujcie mnie zdemaskować, bo ktoś może ucierpieć. &amp;nbsp;Widzimy się wieczorem. To znaczy, wasze pieniądze widzą się ze mną.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przez kilka kolejnych minut wpatrywałem się w zapisaną kartkę. Kiedy ostatecznie nie znalazłem odpowiedzi na żadne z pytań, które rodziły się w mojej głowie, przeniosłem wzrok na Summer.&lt;br /&gt;
- Nie mamy wyboru, Louis. - Usłyszałem cicho wypowiedziane zdanie.&lt;br /&gt;
- Próbują nas szantażować - powiedziałem rozzłoszczonym głosem, odwracając wzrok do okna. Jednakże wciąż podtrzymywałem jedną ręką Summer, bojąc się, że może jeszcze w każdej chwili stracić przytomność&lt;br /&gt;
- Musimy to zrobić, powinnam zacząć już brać te leki. Jeśli ich nie odzyskamy...&lt;br /&gt;
- Odzyskamy. Dobrze wiesz, że pieniądze nie grają roli. Problem polega na tym, że zaczynam rozumieć, że ten gość naprawdę jest niebezpieczny. To niezrównoważony psychol.&lt;br /&gt;
- Wyraził się jasno, żadnej policji. Nie możemy nikomu powiedzieć. Jesteśmy obserwowani, co gorsza, tu gdzieś jest podsłuch.&lt;br /&gt;
- Wiem. Cholera, wiem. Zdaję sobie z tego sprawę. Boję się tylko, że to dopiero może być początek tego całego szajsu.&lt;br /&gt;
- Nawet nie wiem kto to może być - jęknęła poddenerwowana. - Nie miałam żadnych poważniejszych wrogów, a on cały czas pokazuje, że doskonale się znamy. Nie umiem podejrzewać kto to może być.&lt;br /&gt;
- Pomyślimy nad tym głębiej potem. Teraz pojadę wypłacić pieniądze z banku i wieczorem załatwię tą sprawę.&lt;br /&gt;
- Jadę z tobą. - Poderwała się do góry.&lt;br /&gt;
- Nie ma mowy. Nigdzie nie jedziesz.&lt;br /&gt;
- Nie mogę siedzieć tutaj, gdy ty będziesz sam na sam z tym...&lt;br /&gt;
- Nie będę z nim sam na sam.Napisał, że mam się na chwilę oddalić od tego miejsca i nie próbować go zdemaskować. Wiesz to, czytałaś to.&lt;br /&gt;
- Ale to nie znaczy, że nie może podejść i cię zaatakować.&lt;br /&gt;
- Nic mi nie będzie. Jestem dorosły.&lt;br /&gt;
- Nie puszczę cię samego. Oboje wiemy, że żaden z chłopaków nie może z tobą jechać, więc zostaję ja.&lt;br /&gt;
- Cholera, nigdzie nie jedziesz. Jeśli coś się stanie tobie, albo dzieciom, nie wybaczę sobie tego do końca życia.&lt;br /&gt;
- Czy tego chcesz czy nie, jadę z tobą i koniec kropka.&lt;br /&gt;
- Kobieto, czy ty zwariowałaś? W tej chwili jesteś narażona na ogromne niebezpieczeństwo.&lt;br /&gt;
- Ty również. - Popatrzyła na mnie oczami, które gdyby tylko chciały, mogłyby kogoś zabić, nawet nie celowo. Przez chwilę mroziliśmy się nawzajem wzrokiem, gdy telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować, oznajmiając przyjście wiadomości.&lt;br /&gt;
- Mam już dość tych popieprzonych sms-ów - wysyczałem, wyjmując iPhona z jeansów.&lt;br /&gt;
- Nie tylko ty je dostajesz - przypomniała mi szatynka. - W tej sytuacji mam prawo zobaczyć co do ciebie przyszło. - Podeszła bliżej mnie, spoglądając na wyświetlacz, a ja nie miałem już siły, by ją powstrzymać. &quot;Kobieta trudną jest&quot;, jak to ktoś mądry kiedyś powiedział. Teraz widzę, że to był niezwykle mądry człowiek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;Tacy prości w użyciu. Tylko może lepiej mówcie ciszej, bo wydaje mi się, że nie pomyśleliście, że ktoś może was usłyszeć. Widzimy się wieczorem, tylko nie zapomnijcie zapłaty. Zostało wam 6 godzin. Radzę wam się dogadać w kwestii czy przyjeżdżacie razem.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
- Pozwól mi jechać - wycedziła przez zęby po przeczytaniu wiadomości. - Wiesz, że jestem zdolna do wszystkiego. Patrzysz i rozmawiasz z kimś kto przygarnął wiewiórki w domu w Irlandii.&lt;br /&gt;
- Dobra, ale siedzisz w aucie i nie wychodzisz. Odpowiada ci taki kompromis?&lt;br /&gt;
- Siostra! Co wy tam tak długo robicie?! - Doszedł mnie rozbawiony głos mojego szwagra. - Jeszcze pierwsze potomstwo wam się nie urodziło, a wy już planujecie kolejne!&lt;br /&gt;
- Tak, odpowiada mi. Wracajmy już do nich, muszę usiąść. Za długo stoję i bolą mnie plecy. - Syknęła z bólu, opierając się o blat. Westchnąłem, kładąc dłoń na jej plecach. Oplotłem ją mocniej w pasie i pomogłem jej przejść te kilka kroków. Miała odpoczywać i się nie stresować. A co ja robię? Krzyczę na nią. Trzeba było samemu odebrać paczkę. Wtedy o niczym by nie wiedziała i nie denerwowała się. Nie jestem wkurzony na nią. Jestem wściekły na siebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Punkt 9 zaparkowałem przy parku Central Flowers. Ta godzina była niecierpliwie oczekiwana nie tylko przeze mnie, ale również moją narzeczoną. Nie mogłem sobie znaleźć miejsca, roznosiło mnie od środka. Cały czas chodziłem poddenerwowany. Byłem jak tykająca bomba, która w każdym momencie może niespodziewanie wybuchnąć. Powstrzymywałem się od tego, aby nie wyładować tej złości na Summer i przypadkiem nie zniszczyć nam domu. Większość czasu spędziłem na dworze, wypalając kolejne paczki papierosów i powstrzymując się, by w ostateczności nie sięgnąć po alkohol. Siłę, by psychika dostatecznie mocno mi nie siadła dawała mi myśl, że te kilka metrów dalej śpi na kanapie szatynka, nosząca pod sercem dwoje naszych maleństw. To była rzecz, dzięki której nie oszalałem. Gdybym wpadł w szał i zaczął niszczyć różne rzeczy nie skończyłoby się to dobrze dla nikogo. Gdybym sięgnął po alkohol, wiem, że teraz mnie by tu nie było i albo Summer sama by tu przyjechała, albo ostatecznie nie udałoby nam się odzyskać leków, a wtedy wszystko byłoby już pozamiatane i nigdy bym sobie tego nie wybaczył, że zamiast zadziałać w ważnej sprawie, po prostu się upiłem.&lt;br /&gt;
Niall wraz z Vanessą, również Jacob, wyczuli, że odkąd wróciliśmy do nich z kuchni atmosfera stała się bardziej gęsta, a rozmowa zbyt napięta. Twierdzili nawet, że się pokłóciliśmy, a my nawet nie mogliśmy powiedzieć im o co chodzi. Ostatecznie, pół godziny po incydencie wrócili do siebie, jakby wyczuli, że potrzebujemy czasu na osobności.&lt;br /&gt;
- Zaraz wracam, nie wychodź na zewnątrz - powiedziałem sięgając na siedzenie za mną, by wziąć niedużą paczkę, zawierającą te cholerne 600 tysięcy dolarów.&lt;br /&gt;
- Nie wyjdę, jeśli będziesz na siebie uważał - odpowiedziała.&lt;br /&gt;
- Nie myśl teraz o mnie, pomyśl o dzieciach. Ja zawsze uważam. - Pocałowałem ją w czoło i wysiadłem z samochodu, odwracając się jeszcze kilka razy, by upewnić się, że została w środku.&lt;br /&gt;
Szedłem przez ciemny park, nie widząc nigdzie żywej duszy. Przystanąłem obok jednej z ławek, jeszcze raz spoglądając na pakunek.. Tak jak mówiłem wcześniej, pieniądze nie grają tu roli. Zarabiam wystarczająco dużo, by wystarczyło na priorytetowe sprawy, takie jak wyżywienie i ubranie rodziny. I tak większość pieniędzy pójdzie na przyszłość dzieci.&lt;br /&gt;
Obejrzałem się jeszcze raz i zauważyłem kilkanaście metrów dalej postać ubraną w całości na czarno. Odłożyłem pieniądze na ławkę i wróciłem do miejsca skąd przyszedłem. Jednak nie wszedłem do środka auta, stanąłem obok, opierając się o maskę. Byłem na tyle blisko, by widzieć jak, prawdopodobnie mężczyzna, zabiera pieniądze i w to samo miejsce kładzie małe pudełko. Byłem blisko, ale nie aż tak, by zauważyć twarz. Więc teraz dobre jest określenie, że jednak byłem daleko. Odległość mogła wynosić tyle ile wynosi szerokość naszego domu, a jest to bardzo duża wielkość. Nie ukrywajmy, mamy ogromny dom.&lt;br /&gt;
Mężczyzna, nie zważając na to, że nadal jestem na obrzeżach parku, otworzył paczkę i chwilę ją przeglądał, jakby nie wierząc w to, że wsadziłem tam tyle kasy. Może jestem idiotą dając mu aż tyle, ale nie takim, by wsadzić mniej i zaryzykować życie rodziny. Wyjąłem te pieniądze z konta bez większego mrugnięcia okiem.&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBeTOm4xTzZ8t6Kx3M9y9b2OG-0VIr7Q-cGxbLMbPnCLjUsliv9XBhxYA1CdyEJdw5lLSgDeHgiJ8R_XKWBnhMyDxvp5npr9_aoSeHIjCR1HrRD-1Ry50Eit0vNi1EOq0YlF3udZwXDXI/s1600/tumblr_mracf1FkhL1qguguuo1_250.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;281&quot; data-original-width=&quot;245&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBeTOm4xTzZ8t6Kx3M9y9b2OG-0VIr7Q-cGxbLMbPnCLjUsliv9XBhxYA1CdyEJdw5lLSgDeHgiJ8R_XKWBnhMyDxvp5npr9_aoSeHIjCR1HrRD-1Ry50Eit0vNi1EOq0YlF3udZwXDXI/s400/tumblr_mracf1FkhL1qguguuo1_250.gif&quot; width=&quot;348&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Kiedy w końcu skończył przeliczać forsę, odszedł w innym kierunku. Przeczekałem minutę i wróciłem do tej samej ławki, zabierając z niej pudełko. Chwilę później byłem już z powrotem w aucie.&lt;br /&gt;
- Jestem, mam leki - powiedziałem odkładając tabletki na tylne siedzenie. Spojrzałem na szatynkę i zamiast zobaczyć w jej oczach ulgę, zobaczyłem jak opiera głowę o szybę, ciężko oddychając. Oczy miała zamknięte, a jej dłonie ułożone były na brzuchu. Wyciągnąłem rękę w jej kierunku, a ona natychmiast ją złapała i ścisnęła z niesamowitą siłą. Cholera, od prawie tygodnia nie brała żadnych leków. To jest dla mnie jak sygnał oznajmujący, że już powinna je wziąć.&lt;br /&gt;
- Bardzo cię boli? - spytałem z niepokojem.&lt;br /&gt;
- Lekarz mówił, że będę tak czasem mieć. Mówił, że nie ma powodów do obaw, trzeba to tylko przeczekać.&lt;br /&gt;
- Nigdy nie sądziłem, że będę walczył o czyjeś życie tak mocno. Tym bardziej jeśli miałoby chodzić o moją rodzinę.&lt;br /&gt;
- Czuję, jakby zaczęło się nasze własne piekło - szepnęła, a spod jej rzęs spłynęła pojedyncza łza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*Nazwa została wymyślona osobiście przeze mnie i nie ma żadnego związku z parkiem o tej samej nazwie, który znajduje się w USA&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/09/rozdzia-17.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiZ5xVMDc8FEHQFYs2GKcLp6MbU7h_HxMrWb5YR0COWbYS-2MJwfs_iA_C0Bzuyv5Dd8toalH2vxpigEgGWOjV29RuRSFpMFdAiFClb0YZFZPtZUCdNGyYpTubqWKNbLuAwxH5h5qUwFQk/s72-c/89de8b39001ea35f51fe28db.gif" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-1781272503074847895</guid><pubDate>Sat, 02 Sep 2017 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-09-02T09:00:01.356+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 16</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;- Pokaż mi blizny...&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;- Dlaczego?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;- Chcę zobaczyć, ile razy byłem potrzebny, a mnie nie było.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Louis~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSGO4rYe8mlgGnLBca4GnMfE-xXKc9OD-bDsPdoU1flYTAtG3t8VlCsfwr85xVmYG2MsPOBIpTAqhqPjqyZQLw86ryD1cejgLOCP9xVpfV4H3kThg-bSE1k_OHdhRcw_GYyUHYD7xBINs/s1600/tumblr_inline_nl3r1fmqiq1sq0gj8.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;432&quot; data-original-width=&quot;433&quot; height=&quot;319&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSGO4rYe8mlgGnLBca4GnMfE-xXKc9OD-bDsPdoU1flYTAtG3t8VlCsfwr85xVmYG2MsPOBIpTAqhqPjqyZQLw86ryD1cejgLOCP9xVpfV4H3kThg-bSE1k_OHdhRcw_GYyUHYD7xBINs/s320/tumblr_inline_nl3r1fmqiq1sq0gj8.gif&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Kolejna próba w tym tygodniu. Zmęczenie zdecydowanie bierze nade mną górę. Do końca trasy zostało jeszcze kilka koncertów, z czego jeden jest dziś po południu. Próba, która jest nad ranem to chyba najgorsze co może być. 4 rano. Przecież to szaleństwo. A wszystko dlatego, że ze &amp;nbsp;względów technicznych obiekt, w którym dajemy koncert będzie zamknięty przez pół dnia, więc próba w tym czasie nie wchodzi kompletnie w grę. Nie ma o czym gadać, bo nawet by nas tu nie wpuścili. I to jest minus tego wszystkiego.&lt;br /&gt;
Kto normalny robiłby próbę o 4 rano? No właśnie chyba nikt, bo lepiej jest się raczej choć trochę wyspać niż teraz się budzić. Co dowodzi, że my nie jesteśmy normalni. Dobra, inaczej. Jesteśmy normalni, to nasza praca jest nie za bardzo &amp;nbsp;normalna. I teraz to brzmi o wiele lepiej. Jeszcze ktoś pomyśli o nas nie wiadomo co, na przykład, że mamy nie po kolei w głowach i skończymy w pokoju bez klamek. Wtedy to już na pewno nasze życie byłoby piękne. Tylko czekać aż znikniemy z tego świata. Boże. Ze zmęczenia naprawdę miesza mi się w głowie. Muszę się w końcu wyspać. Życie na 10 kawach dziennie nie jest łatwe. Szczególnie, gdy tak jak my nie śpisz prawie w ogóle. Co teoretycznie nie jest w sumie możliwe. Ale jak widać jednak tak się da.&lt;br /&gt;
- Chłopaki!! - Usłyszałem głos Nialla z autobusu, gdzie się właśnie kierowałem. Jeszcze ten się będzie drzeć, kiedy już ledwo kontaktuję.&lt;br /&gt;
Westchnąłem, poprawiłem torbę sportową na moim ramieniu i wszedłem do autobusu, ledwo widząc na oczy. Jestem zmęczony jak cholera. Potrzebuję się teraz położyć chociaż na te głupie kilka minut.&lt;br /&gt;
- Kto zjadł moje kanapki ze stołu?! - krzyknął rozzłoszczony blondyn, a ja stałem całkowicie zdezorientowany po środku pojazdu.&lt;br /&gt;
Popatrzyłem w prawo i zobaczyłem wkurzonego Nialla. Popatrzyłem w lewo i zobaczyłem Liama i Harry&#39;ego, leżących na ogromnej kanapie, z czego Harry już prawie spał. I po środku całego tego zamieszania stałem ja.. Jak zwykle.&lt;br /&gt;
- Ja - mruknął pod nosem Liam. Skoro on się przyznał to teraz rozpocznie się prawdziwa burza. A ja na to nie mam już sił. Ani fizycznie, ani psychicznie.&lt;br /&gt;
- Co? Nikt cię nie nauczył, że nie kradnie się cudzych rzeczy?! Jak tak w ogóle mogłeś?&lt;br /&gt;
- Nia...&lt;br /&gt;
- Ja umieram z głody, a ty? Ty po prostu tu tak sobie przyszedłeś i bezczelnie zjadłeś mi kolacjo-śniadanie! I co?! Jesteś z siebie dumny?!&lt;br /&gt;
- Tak, Niall! Jestem z siebie dumny! Nasza trójka nie jadła nic od ponad 24 godzin! Louis to już wygląda jak cień człowieka, ale ja nie mówię tu o nim tylko o tobie. - Wydzierał sobie gardło. No dzięki, Liam. Jeszcze ja zostałem wtrącony do rozmowy. - Ty cały czas coś żresz! Dałbyś nam coś, ale nie!&lt;br /&gt;
- Gdybyście poprosili jak ludzie to wam był dał! - odkrzykiwał z drugiego końca autobusu Niall, a ja myślałem, że i jednego i drugiego zaraz strzelę. Zrobię tak, jeśli za 2 minuty się nie zamkną. Jeszcze telefon mi dzwoni. Super. Ciekawe gdzie ja go w tej zasranej torbie mam. Tu jest wszystko. Począwszy od papierosów po tabletki przeciwbólowe.&lt;br /&gt;
- Tak, słucham. - Zacząłem rozmowę, gdy udało mi się już odnaleźć urządzenie. W tle cały czas &amp;nbsp;słychać było krzyki tej dwójki. Kątem oka mogłem zobaczyć, że Harry bierze poduszkę i wraz z nią idzie na piętro autobusu. Jak tak dalej pójdzie to nie tylko ja i on nie wytrzymamy tego całego chaosu.&lt;br /&gt;
- Ś-śpisz? - Usłyszałem cichy płaczliwy głos, a moje serce w jednej sekundzie stanęło. Niech to tylko nie będzie to o czym myślę.&lt;br /&gt;
- Summer? Co się stało?&lt;br /&gt;
- Nie obudziłam c-cię?&lt;br /&gt;
- Nie, nie spałem. Wracam z próby. Co się dzieje? - spytałem coraz bardziej zaniepokojony. Odpowiedziała coś czego niestety nie byłem w stanie ani usłyszeć ani zrozumieć przez krzyki tych dwóch idiotów. - Zamknijcie mordy na minutę!! Cisza!! - krzyknąłem już naprawdę poirytowany ich niepoważnym zachowaniem. - Kochanie co się dzieje?&lt;br /&gt;
- Przyleć. P-proszę. - Płakała , nie mogąc się uspokoić.&lt;br /&gt;
- Ale... Coś się stało poważnego, mam rację? - spytałem, podpierając się ściany. Mało brakowało, aby głos zaczął mi się załamywać, słysząc zrozpaczoną dziewczynę.&lt;br /&gt;
- Tak.&lt;br /&gt;
- Coś z dziećmi?&lt;br /&gt;
- To nie jest rozmowa na telefon. Po prostu przyleć. To ważne. Proszę. M-musisz tu przylecieć. Louis...&lt;br /&gt;
- Przylecę. Będę najszybciej jak to możliwe . Ale kiedy dotrę u was będzie już wieczór, mimo, że wylecę rano.&lt;br /&gt;
- Wiem, ale musisz przylecieć.&lt;br /&gt;
- Dobra, chłopaki! Pakujemy się i jedziemy! - Usłyszałem głosy z zewnątrz, należące prawdopodobnie do naszych techników.&lt;br /&gt;
- Cholera. Paul! - krzyknąłem, odsuwając na chwilę słuchawkę od ucha. - Summer, przylecę. Będę za jakieś 7 godzin. Muszę kończyć. Kocham cię.&lt;br /&gt;
- Co tam chciałeś Tommo? - Doszedł mnie głos naszego tour menadżera w chwili, gdy się rozłączałem.&lt;br /&gt;
- Zawieźcie mnie na lotnisko i załatwcie najszybszy lot do Londynu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;W Londynie wylądowałem bardzo późnym popołudniem. Jak na lot ze Stanów prosto do tego miejsca to bardzo szybko. Wszystko działo się tak spontanicznie, więc doszło do tego, że sam leciałem samolotem. Żadnego z chłopaków, żadnego ochroniarza, jestem sam. Patrząc na moją psychikę teraz, to raczej dobrze. Patrząc na moje bezpieczeństwo to zdecydowanie gorzej. Nie czuję kompletnie żadnego zmęczenia, ani głodu odkąd otrzymałem telefon od Summer. Moje myśli teraz zajmuje wyłącznie ona i dzieci. Boję się. Szczerze przyznaję się, że boję się jak cholera. Nie wiem co się u nich dzieje, nie wiem co mam myśleć i czego się spodziewać. W głowie siedzi mi tyko trójka najważniejszych osób w moim życiu. Te kilka godzin dłużyło mi się jak nigdy. To uczucie było okropne. Okropne to mało powiedziane. Ta niewiedza dręczyła mnie odkąd usłyszałem jej głos, dosłownie mnie zabijała. Strach. Najodpowiedniej nazwać to uczucie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Taksówka zatrzymała się przed moim domem, a mi serce zaczęło bić szybciej. Pospiesznie wyjąłem ze spodni portfel, a z niego należną kwotę i podałem ją kierowcy, dziękując za podwiezienie.. Wyszedłem z pojazdu, zakładając torbę na ramię, z którą przyleciałem tu z Ameryki. To jedyne co zdążyłem wziąć z autobusu. Byłem zbyt przejęty całą sytuacją, aby brać coś jeszcze.&lt;br /&gt;
Auto odjechało, ja podszedłem do bramy, a zaraz potem wszedłem na posesję, po wcześniejszym wpisaniu kodów i ich zatwierdzeniu przez urządzenie, odpowiadające za bezpieczeństwo tego domu, a raczej za bezpieczeństwo mojej rodziny.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Znalazłem się w domu, skąd dochodziła całkowita cisza. I właśnie ta cisza sprawiała, że byłem przerażony.&lt;br /&gt;
- Gdzie ona jest? - spytałem, wchodząc do kuchni. Zobaczyłem Vanessę robiącą coś przy blacie i patrzącą na nią ze srogim spojrzeniem Izabellę. Co tu robi Vanessa? Tylko ja nie wiedziałem, że ona wróciła już ze Stanów? Bo takie wrażenie właśnie odnoszę.&lt;br /&gt;
Odwróciła się i nawet nie była zbyt zaskoczona moim widokiem. Nie dziwię się.&lt;br /&gt;
- W sypialni. Zasnęła kilka godzin temu, zaraz po telefonie do ciebie. Nie chciałam jej budzić - wyjaśniła, a ja pokiwałem głową ze zrozumieniem.&lt;br /&gt;
- Co się stało? Dlaczego płakała? - Zadałem kolejne pytanie.&lt;br /&gt;
- Chciałabym ci powiedzieć, ale myślę, że najlepiej jeśli ona to zrobi. Będzie lepiej, jeśli usłyszysz to od niej, nie ode mnie. Przepraszam, Louis. Naprawdę ja...&lt;br /&gt;
- Uspokój się. Nie mam do ciebie pretensji.&lt;br /&gt;
- Długo płakała - powiedziała cicho. - W końcu zasnęła.&lt;br /&gt;
- Doceniam, że mi to mówisz.&lt;br /&gt;
- Louis? - Podniosła wzrok znad swoich palców, a ja pokazałem gestem, aby mówiła dalej. - Pamiętaj, że mam do was wielki szacunek i kocham was jak prawdziwą rodzinę.&lt;br /&gt;
- Dlaczego mi to mówisz?&lt;br /&gt;
- Ja... Chciałam po prostu, abyś o tym wiedział.&lt;br /&gt;
- W porządku. Czy to ma jakiś związek z tym co się stało?&lt;br /&gt;
- Louis - westchnęła. - Lepiej pójdź do niej. Na pewno będzie chciała cię zobaczyć, gdy się obudzi - poradziła, a ja pokiwałem w zgodzie głową.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Już byłem przy schodach, ale zatrzymał mnie głos Izabelli, wołającej za mną, więc byłem zmuszony się zatrzymać.&lt;br /&gt;
- O co chodzi? - spytałem niezbyt grzecznie.&lt;br /&gt;
- Emm... tak myślałam ostatnio o mojej pensji i...&lt;br /&gt;
- Zjeżdżaj. Nie mam teraz na to czasu. A co do pensji, zarabiasz wystarczająco dużo. - Szybko ją zbyłem i wszedłem na górę, zostawiając ją samą. Wszedłem do naszej sypialni, w której prawdę mówiąc nie byłem od tygodnia. To wtedy tu przyjechałem, bo byłem pewny, że ona się głodzi, a jak się później okazało winną wszystkiego była Izabell, znienawidzona od samego początku przez moją narzeczoną.&lt;br /&gt;
Wolnym krokiem podszedłem bliżej łóżka, odłożyłem torbę na podłogę, a sam usiadłem na materacu, obok śpiącej szatynki. Jej twarz mimo upływu kilku godzin, wciąż pokryta była łzami, które zniszczyły jej idealny jak zwykle, ale naturalny i delikatny makijaż. Wpatrywałem się w nią kilka minut z pewnym strachem, zmartwieniem, ale też zniecierpliwieniem, bo tak bardzo bałem się usłyszeć co ona ma mi do powiedzenia. Z drugiej strony, nawet nie wiem czy jestem gotowy, by usłyszeć to co wiem, że muszę wiedzieć. Położyłem dłoń na jej brzuchu przykrytym kocem. Nie chciałem, żeby się przeze obudziła, chciałem po prostu dotknąć ją po takim czasie, ale zamiast tego otworzyła oczy, w których kryło się przerażenie i rozpacz.&lt;br /&gt;
- Louis - wyszeptała cicho, patrząc na mnie zielonymi tęczówkami.&lt;br /&gt;
- Tak, to tylko ja. Nie bój się. Wszystko jest dobrze.&lt;br /&gt;
- Nie, nie jest. - Poderwała się do góry i usiadła.&lt;br /&gt;
- Hej, słońce, jestem tutaj. - Odgarnąłem kilka kosmyków z jej czoła, które niesfornie na nie spadły i założyłem je za ucho.&lt;br /&gt;
- Musimy porozmawiać - powiedziała drżącym głosem.&lt;br /&gt;
- Wiem, dlatego tu jestem. Przyleciałem pierwszym samolotem do Londynu, aby być przy tobie.&lt;br /&gt;
- Nie przyleciałeś prywatnym? - spytała zachrypniętym głosem.&lt;br /&gt;
- Nie. Nie brałem nawet ochroniarza, było jedno wolne miejsce w samolocie. Jestem sam.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Przepraszam, że dzwoniłam, żebyś tu przyleciał. - Zwiesiła głowę, a ja wyciągnąłem rękę i ująłem jej brodę w palce, sprawiając, by na mnie spojrzała.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie przepraszaj. Przyleciałem, bo jesteś moją narzeczoną, matką moich dzieci, kocham cię i cholernie się bałem o to czy nic wam się nie stało.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Dziękuję, że tu jesteś - powiedziała łamliwym głosem.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Już ci kiedyś mówiłem, że bez względu na to gdzie będę, wystarczy jeden twój telefon, jedno słowo, abym znalazł się przy tobie. A teraz powiedz co się stało.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Ja... ja byłam rano u lekarza. - Przełknęła ślinę, a ja już wiedziałem, że to nie będzie nic dobrego co mogłoby być.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Powiedz, że to nic złego, powiedz, że wszystko jest w porządku. - Wypowiedziałem te słowa, mimo że wiem, że wcale nie jest dobrze. Gdyby tak było, nie błagałaby mnie abym przyleciał.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Zamknęła oczy, głęboko odetchnęła i pokręciła powoli przecząco głową, a ja poczułem jak moje serce rozpada się na sto, tysiąc, milion kawałków.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Zrobili mi dodatkowe badania. Myślałam, że są obowiązkowe, nie wiedziałam, że coś się dzieje. - Podniosła wzrok na ścianę za mną, a ja zobaczyłem, że jej oczy zaczynają wypełniać się łzami. - Pół godziny później dostali wyniki. Potwierdzili swoje przypuszczenia i... i... - Nie była w stanie mówić, a ja coraz bardziej byłem przerażony. Jeszcze bardziej niż by się mogło wydawać.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Najpierw się uspokój. - Wziąłem jej dłoń w swoją, lekko ściskając.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie mogę - szepnęła. Po jej policzkach spływały łzy, była cała roztrzęsiona.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Powiedz co powiedzieli lekarze.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Jednak mam anemię, ale... ale jest coś jeszcze. Ciąża...&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Co ciąża? Summer, co ciąża? - spytałem zbyt przejęty. Zbyt przejęty i przestraszony.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Jest zagrożona. - Wybuchła płaczem, a mi zakręciło się przed oczami.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- J-jak bardzo jest źle? - spytałem pustym głosem, kompletnie wypranym ze wszystkich emocji, co spowodowane było strachem.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Bardzo. Lekarz powiedział, że mogę nie donosić ciąży do końca, a wtedy dzieci nie przeżyją. Może być też tak, że to ja nie przeżyję i umrę zaraz po porodzie. - Dławiła się łzami, szlochała, a cały mój świat w jednej sekundzie legł w gruzach.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie, nie, nie... To nie może być prawda. Powiedz, że to nie jest prawda. Powiedz, że po prostu sobie ze mnie żartujesz.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Gdybym żartowała, nie ściągałabym cię ze Stanów, Louis. - Zamknęła oczy i dopiero wtedy zdołałem zauważyć, że jej ręce całe się trzęsą. Ująłem jej dłonie w swoje, chcąc sprawić, by choć odrobinę się uspokoiła.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- A-ale są też jakieś szanse, że wszystko będzie z wami w porządku, prawda? Muszą jakieś być.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Są, kilku procentowe, bardzo małe i nikłe.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Ale są. Trzeba mieć nadzieję. Musimy wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Tylko w ten sposób przez to przejdziemy.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Boję się. Tak strasznie się boję.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Co jeszcze powiedział lekarz? Wiedzą dlaczego ciąża jest zagrożona?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Na mój przypadek składa się wiele czynników. Przy ciąży bliźniaczej już jest wysokie zagrożenie, a ja mam anemię. Już raz poroniłam, Louis. Nie chcę, żeby znów tak było. - Ponownie się rozpłakała. Zbliżyłem się do niej i skryłem w swoich ramionach.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie będzie, nie może tak być. Przecież są jakieś szanse.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, są, ale aby je podwyższyć wycofali mi wszystkie leki i zapisali nowe. Za kilka dni dostarczy je kurier.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Jak to kurier? Leki?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie ma ich w Anglii. To dziwne, ale to prawda. Sprowadzają je specjalnie dla mnie - mówiła krztusząc się łzami.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Boże. Dlaczego kiedy mnie nie było nie odpoczywałaś, tylko pracowałaś cały czas? Mówiłem ci, żebyś się nie przemęczała. Może wtedy nie byłoby takiego ryzyka.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- P-przepraszam, p-przepraszam. - Z jej oczu płynął wodospad łez, przez co nie mogła powiedzieć normalnie żadnego słowa.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Cicho, nie przepraszaj. To nie jest twoja wina. Mówię to pod wpływem emocji, bo nie wierzę, że to może być prawda. Nie wierzę, że to spotyka akurat nas. To jest jak kara. - Nim się zorientowałem ja też już płakałem.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- P-potrzebuję cię teraz. Nie możesz mnie samej tu znów zostawić. Tak bardzo się wszystkiego boję.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie zostawię cię. Już nie. Za bardzo cię kocham, by zrobić to kolejny raz.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiL8q7_eyIbNdazJpy1zPqohsKcuw7CUTlgu4SqAN9RXnywTLRbaw-PJrByb1pWnmoChlFYapQ9dJ3L8-FN1VywyeF3ak3koym3d-GCTSJ86iUgyuBxzjEg6NfRijaGC72hEcXg4ZnJz04/s1600/tumblr_inline_o3wjjbXW5D1t3yays_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;261&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiL8q7_eyIbNdazJpy1zPqohsKcuw7CUTlgu4SqAN9RXnywTLRbaw-PJrByb1pWnmoChlFYapQ9dJ3L8-FN1VywyeF3ak3koym3d-GCTSJ86iUgyuBxzjEg6NfRijaGC72hEcXg4ZnJz04/s1600/tumblr_inline_o3wjjbXW5D1t3yays_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Na pewno, mamo? - Po raz kolejny podczas tej rozmowy powtórzyłem to pytanie. - Lekarze dają jej naprawdę małe szanse. Nie wiem co robić.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Skarbie, po pierwsze musisz się uspokoić i nie dać jej po sobie poznać, że jesteś przerażony bardziej od niej, bo to jej nie pomoże, tylko wszystko bardziej pogorszy. Musisz ją teraz wspierać i być przy niej, a ona musi teraz naprawdę dużo odpoczywać. Jestem pewna, że lekarze zalecili jej by większą część czasu leżała.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, ma też przypisane specjalne leki. - Westchnąłem ocierając czoło dłonią i spoglądając w rozgwieżdżone niebo. - Mamo?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Tak synku?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Dziękuję za twoje rady i za to, że mnie wysłuchałaś. I przepraszam, że cię obudziłem. Musiałem do ciebie zadzwonić. Tylko ty w tej chwili rozumiesz Summer, bardziej niż ktoś inny. - To prawda co powiedziałem. Moja mama była w podobnej sytuacji, gdy była w ciąży z Doris i Ernestem oraz sama pracuje w szpitalu. Jej zdanie w tej sprawie jest dla mnie ważne.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie dziękuj mi i nie przepraszaj. Jestem twoją matką, możesz zadzwonić do mnie o każdej porze dnia i nocy. Zawsze ci pomogę, pamiętaj.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Jesteś dla mnie jak Anioł Stróż, mamo.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie przesadzaj synu. Jestem tylko człowiekiem, jak inni.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Ale niesamowitym człowiekiem. - Uśmiechnąłem się, mimo że wiem, że ona tego nie jest w stanie zobaczyć. - Summer chciała was zobaczyć, zresztą nie tylko ona, ja również, ale teraz... w tej sytuacji będzie nam trudno do was przyjechać. Naprawdę mi przykro.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Przestań. Doskonale was rozumiem. Skoro wy nie możecie przyjechać do nas to my za jakiś czas wpadniemy do was.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Naprawdę?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Tak. To żaden problem. Tylko nie mów Summer. Niech ma niespodziankę.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Pewnie. Mamo, muszę kończyć. Ktoś się do mnie dobija - powiedziałem, słysząc kolejny sygnał oznaczający, że ktoś próbuje się ze mną skontaktować. Tak naprawdę od 5 minut w ogóle nie przestaje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- W porządku. Pamiętaj tylko, aby Summer dużo odpoczywała, to najważniejsze. Nie będę ci już dłużej przeszkadzać.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Ty nigdy nie przeszkadzasz, mamo.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- No jasne. - Zaśmiała się. - Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Kocham cie i tęsknię.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Ja ciebie też dziecko. Dobranoc.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Dobranoc mamo. - Uśmiechnąłem się i rozłączyłem. Naprawdę potrzebowałem tej rozmowy. Potrzebowałem się komuś wygadać, porozmawiać z mamą i usłyszeć, że nas wspiera.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Popatrzyłem w okno sypialni mojej i Summer, skąd dochodziło delikatne światło lampki nocnej, świecące mojej śpiącej narzeczonej.&lt;br /&gt;
Tak czy inaczej menadżer mnie kiedyś zabije za te moje wybryki. To &quot;kiedyś&quot; może bardzo szybko nastąpić. To &quot;kiedyś&quot; to będzie &quot;niedługo&quot;.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Co chcesz Niall? - spytałem już zdecydowanie zmęczonym głosem, odbierając kolejne połączenie. Tym razem nie od mojej rodzicielki, ale od mojego wspaniałomyślnego szwagra.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Gdzie ty do jasnej cholery się podziewasz, Tomlinson?!&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Jestem w Londynie - westchnąłem.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- W Londynie?! Co ty robisz w Londynie?!&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Jakbyś zapomniał, twoja siostra tu mieszka - mruknąłem pod nosem. - Ja w sumie też. Tak ci tylko przypominam.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Jasna cholera. Wydzwaniamy do ciebie od godziny. Za 5 minut koncert, a ty jesteś na innym kontynencie!&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Musiałem tu przylecieć, Niall. Chodzi o zdrowie Summer i dzieci.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Co się dzieje? - zapytał, na chwilę przerywając swoje krzyki.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Tego nie da się wyjaśnić telefonicznie. Jak wrócisz to ci wszystko wyjaśnię.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- A co z koncertem?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Nie przylecę. Wystąpcie beze mnie lub odwołajcie. Musimy zakończyć wcześniej trasę i odwołać te ostatnie koncerty.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Jak to? Tommo?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Przywieźcie moje rzeczy. Zabrałem tylko jedną torbę.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Cholera. Louis co się dzieje, że musimy odwołać resztę trasy?&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
- Posłuchaj, Niall. Powiem ci tylko tyle, że życie twojej siostry i dzieci w tym momencie jest zagrożone i stoi pod wielkim znakiem zapytania. Teraz jedyne co można zrobić to tylko i wyłącznie czekać na cud. Może Bóg się nad nami zlituje i nam pomoże.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgS-KTYEpojCn-vYS5OFDXgvHnQHVPuIgNbceaIkMH3kHuPwpAsBmvf79gRFqpo-MRkxjoGVfQr7oUm4mDz6OGxcS72k1QRQggTFwjQZDLk53sGsHIoFCsmQCHZ0gCe6jhB5l5j_bG1tYc/s1600/tumblr_mibw9uzycw1ryc2f9o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;271&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgS-KTYEpojCn-vYS5OFDXgvHnQHVPuIgNbceaIkMH3kHuPwpAsBmvf79gRFqpo-MRkxjoGVfQr7oUm4mDz6OGxcS72k1QRQggTFwjQZDLk53sGsHIoFCsmQCHZ0gCe6jhB5l5j_bG1tYc/s1600/tumblr_mibw9uzycw1ryc2f9o1_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
_________________&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
ŻYCZĘ MIŁEGO POWROTU DO SZKOŁY! :)&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/09/rozdzia-16.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSGO4rYe8mlgGnLBca4GnMfE-xXKc9OD-bDsPdoU1flYTAtG3t8VlCsfwr85xVmYG2MsPOBIpTAqhqPjqyZQLw86ryD1cejgLOCP9xVpfV4H3kThg-bSE1k_OHdhRcw_GYyUHYD7xBINs/s72-c/tumblr_inline_nl3r1fmqiq1sq0gj8.gif" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-6488752186444090191</guid><pubDate>Thu, 31 Aug 2017 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-31T09:00:04.534+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 15</title><description>&lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;u&gt;Z dedykacją dla mojej siostry &amp;nbsp;Oli, z okazji urodzin.&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;b&gt;Wszystkiego najlepszego mała, nigdy się nie zmieniaj i nie słuchaj tego co ludzie o tobie mówią, bo tego nie potrzebujesz. Bądź sobą i pamiętaj, że to co robisz zawsze będzie prowadzić cię bliżej spełnienia marzeń. Stawiaj sobie cele i nie bój się, że sobie z nimi nie poradzisz, bo to nie prawda. Kocham cię i tęsknię, pamiętaj o tym. Ten rozdział jest dla ciebie.&amp;nbsp;♥&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #333333; font-family: &amp;quot;arial regular&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: 14px;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;♥&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #333333; font-family: &amp;quot;arial regular&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: 14px;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;♥&lt;span style=&quot;background-color: white; color: #333333; font-family: &amp;quot;arial regular&amp;quot; , &amp;quot;arial&amp;quot; , &amp;quot;helvetica neue&amp;quot; , &amp;quot;helvetica&amp;quot; , sans-serif; font-size: 14px;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Z kobietą nie ma żartów - w miłości czy w gniewie. Co myśli nikt nie zgadnie, co zrobi nikt nie wie...&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Vanessa~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Prywatny samolot matki, lecący prosto z Los Angeles do Londynu. Po krótce miejsce, gdzie jestem, a wcale nie chcę być. Tak jakby usadzili mnie tu wbrew mojej woli.&lt;br /&gt;
W Los Angeles wszystko miało się zmienić, wszystko miało wyjść na lepsze, ale nie stało się nic czego oczekiwałam, czego pragnęłam, aby moje życie było spokojniejsze z osobami, które kocham. Nic się nie zmieniło, nawet najmniejszy szczegół. Summer i Niall cały czas dzwonili, czasem reszta chłopaków, a mi... coraz trudniej było ich okłamywać, ukrywać przed nimi tak straszną i trudną do zrozumienia i uwierzenia prawdę. Ale... muszę przeciągnąć to jeszcze kilka tygodni. Jeszcze kilka tygodni, aby mogli w sierpniu cieszyć się wakacjami, bo potem i tak zaczną wszystko podejrzewać. Wtedy wszystkie szantaże matki nie będą już miały znaczenia, bo nie będzie miała już czym szantażować. Zdaję sobie sprawę z tego, że Niall może mi tego nie wybaczyć, ukrycia takiej informacji, mimo, że obiecaliśmy sobie obustronną szczerość.&lt;br /&gt;
- Za 20 minut powinniśmy być na miejscu - oznajmiła moja mama. Mama. Jak to niepodobnie do niej brzmi. Dziwnie.&lt;br /&gt;
- Świetnie - mruknęłam pod nosem, nie bardzo obchodząc się tym co do mnie mówi.&lt;br /&gt;
- Słuchaj, wiem, że tam w Stanach nic nie wyszło, ale mimo to uważam, że jakiś szacunek jeszcze mi się należy.&lt;br /&gt;
- Nic złego nie powiedziałam. - Zamknęłam oczy, czując przygnębienie całą sprawą.&lt;br /&gt;
- Nie problem w tym co powiedziałaś, ale jak powiedziałaś.&lt;br /&gt;
- Nawet teraz zaczniesz mi prawić kazania? - spytałam, czując jak oczy zaczynają mnie już piec.&lt;br /&gt;
- A jakie to ma znaczenie czy teraz czy potem?&lt;br /&gt;
- A takie, że przynajmniej teraz mogłaś mi tego oszczędzić. Jeden, jeden jedyny raz mogłabyś zobaczyć we mnie córkę. Chociaż raz, chociaż teraz.&lt;br /&gt;
- Nie wystarcza ci to, że musiałam tam z tobą lecieć i siedzieć tam ponad miesiąc?&lt;br /&gt;
- Zrobiłaś to z przymusu, a nie dlatego, że chciałaś.&lt;br /&gt;
- Tak, z przymusu. Wiesz ile ominęło mnie w Londynie? Wiesz ile spraw musiałam zamknąć, a ile załatwić zanim wyleciałyśmy?&lt;br /&gt;
- To po co ze mną leciałaś? - Rozpłakałam się. - Trzeba było zadzwonić do ojca i zmanipulować go tak jak innych ludzi. Może przynajmniej tata nie żałowałby tego, że ze mną poleciał. Może oszczędziłby mi takiego bólu jaki ty mi fundujesz, nawet przez głupią rozmowę.&lt;br /&gt;
- No to trzeba było zadzwonić do swojego tatusia! Może według ciebie to wszystko jednak by się udało! Tak, trzeba było zadzwonić do ojca! Może twoim zdaniem on coś by pomógł!&lt;br /&gt;
- Trzeba było mnie tam zostawić! Może ktoś by się nade mną zlitował! Dla ciebie ciebie i tak najlepiej byłoby, gdybym już nie żyła. - Dławiłam się łzami.&lt;br /&gt;
- A-ale co ty mówisz? - Nagle przestała krzyczeć.&lt;br /&gt;
- Mówię prawdę. Żałujesz tego, że w ogóle się urodziłam.&lt;br /&gt;
- A-ale...&lt;br /&gt;
- Daj mi spokój. Zaoszczędź mi tego wszystkiego. Niedługo i tak nie będziesz musiała mnie już słuchać ani widywać...&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6PGpOOd1g1l9_IzVUWpzDQU3H1-QUU1Hh0vEKbPZ-s2qeWj70nJwFQN8c4z0HLEqxJQdmcZ1_xJ7zeV-VQQ82oiktYv_kL6trJPeXFWxUbluY20MIMrpKnvHIA8s_sWYWNy_bMLzjBik/s1600/tumblr_m9doxouSTz1r7dslf.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;216&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6PGpOOd1g1l9_IzVUWpzDQU3H1-QUU1Hh0vEKbPZ-s2qeWj70nJwFQN8c4z0HLEqxJQdmcZ1_xJ7zeV-VQQ82oiktYv_kL6trJPeXFWxUbluY20MIMrpKnvHIA8s_sWYWNy_bMLzjBik/s1600/tumblr_m9doxouSTz1r7dslf.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;- Tak, Louis, jadłam. &amp;nbsp;Jeżeli to cię uszczęśliwi, to teraz też jem. Ciastka. Nie musisz mnie cały czas kontrolować - westchnęłam.&lt;br /&gt;
- Tak, muszę. Po tym jaki numer ostatnio odstawiłaś, muszę.&lt;br /&gt;
- Nie głodziłam się. Jadłam coś - przypomniałam mu już po raz tysięczny. - Nie zrobiłabym czegoś takiego dzieciom. Przecież sam o tym doskonale wiesz.&lt;br /&gt;
- No dobra, przyznaję, może jestem względem ciebie zbyt... opiekuńczy.&lt;br /&gt;
- Zbyt opiekuńczy? - Parsknęłam śmiechem. - Gdybyś tu był, zamknąłbyś mnie w jakiejś izolatce, żebym tylko jadła.&lt;br /&gt;
- Nie zrobiłbym tego, ale właśnie podsunęłaś mi pomysł, by tak zrobić, gdy wrócę.&lt;br /&gt;
- No ej! Nie możesz tak. Wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że mogę sobie coś zrobić. Poza tym ty... ty tego nie mówisz na poważnie, prawda? L-Louis?&lt;br /&gt;
- A co? Boisz się, że zamknę cię w takiej izolatce?&lt;br /&gt;
- Louis!&lt;br /&gt;
- No żartuję. - Zaczął się śmiać, a ja tylko się uśmiechnęłam z ulgą.&lt;br /&gt;
- Kiedyś pożałujesz, zobaczysz - powiedziałam pewnym siebie głosem. - Masz tyle czasu, żeby tak długo ze mną gadać? Bo nie wydaje mi się.&lt;br /&gt;
- No właśnie nie mam. Właściwie to powinienem być na próbie. Ale obiecałem, że będę dzwonić, więc...&lt;br /&gt;
- Zwariowałeś? Masz iść na próbę. Poza tym widzę, że właśnie ktoś przyjechał. Muszę kończyć.&lt;br /&gt;
- Jasne. Zadzwonię potem. Kocham cię.&lt;br /&gt;
- Ja ciebie też. I idź na próbę. Pa. - Posłałam mu buziaka przez telefon, a potem się rozłączyłam. Włożyłam telefon do kieszeni dresów, jeszcze raz wyjrzałam przez okno, a następnie wyszłam z pokoju. Będąc na schodach, słyszałam już jakąś sprzeczkę, ale nie mogłam rozpoznać do kogo należy głos, który można było usłyszeć prócz Izabelli. Czy ona zawsze musi uważać się za tą najważniejszą? To naprawdę denerwuje. Zresztą nie tylko mnie, bo Matta już też, a to naprawdę cierpliwy człowiek.&lt;br /&gt;
- Tak, tak, tak. Oj, cicho już bądź! Może ty nie wiesz kim ja jestem, ale ja doskonale wiem kim ty! Pusta Izabella, która...&lt;br /&gt;
- Jaka pusta?! - krzyknęła z niedowierzaniem &quot;moja kochana gosposia&quot;. No to teraz się zacznie.&lt;br /&gt;
Zeszłam z ostatniego schodka i poszłam tam skąd dochodziły głosy, czyli do kuchni.&lt;br /&gt;
- Hej! Po pierwsze: ty na mnie nie krzycz, okej?! Jestem od ciebie starsza. A po dru...&lt;br /&gt;
- Vanessa! - Szeroko się uśmiechnęłam, widząc znaną twarz.&lt;br /&gt;
- Summer. - Podeszła do mnie i mocno uściskała. - Tak bardzo tęskniłam.&lt;br /&gt;
- Wróciłaś nareszcie - powiedziałam szczęśliwa, nie puszczając jej nawet na krótką sekundę.&lt;br /&gt;
- Chwila, to ty ją znasz? - usłyszałam zdziwiony głos Izabelli i tylko przewróciłam oczami, odrywając się od dziewczyny.&lt;br /&gt;
- To Vanessa, dziewczyna Nialla, moja przyszywana siostra. Już wiesz? Jak tak to nie musimy już tu &amp;nbsp;z tobą siedzieć. - Wzięłam blondynkę za rękę i razem udałyśmy się do salonu, gdzie wygodnie usadowiłyśmy się na kanapach, by zacząć rozmowę.&lt;br /&gt;
- Dlaczego nie zadzwoniłaś, że dziś przyjeżdżasz? - zapytałam.&lt;br /&gt;
- Emm... Chciałam zrobić ci niespodziankę. Poza tym to była spontaniczna decyzja. Skończyłam dziś pracę i postanowiłam, że jeszcze tego samego dnia muszę być tutaj. Ale przyznaj, że spodobała ci się ta niespodzianka.&lt;br /&gt;
- Bardzo. - Zaśmiałam się. - Zarobiłaś wystarczająco?&lt;br /&gt;
- Umm... tak. Dość dużo, żebym miała się z czego utrzymać.&lt;br /&gt;
- Ale wiesz, że ja zawsze mogę pożyczyć ci te pieniądze? Nawet nie musisz prosić.&lt;br /&gt;
- Wiem, Summer. Możemy zmienić temat? Nie chcę wracać do tego co było w Los Angeles i znów tego przeżywać.&lt;br /&gt;
- A co się działo w Los Angeles? - Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc o co w tym momencie jej chodzi. O niczym nie wspominała przez telefon.&lt;br /&gt;
- A co się miało dziać?&lt;br /&gt;
- No ja ciebie o to pytam.&lt;br /&gt;
- No przecież pracowałam. Tak, pracowałam i... i praktycznie tylko to robiłam. Uwierz, wracałam baaardzo późno do domu.&lt;br /&gt;
- Vanessa, czy ty przypadkiem czegoś przede mną nie ukrywasz?&lt;br /&gt;
- Ja? Oszalałaś?&lt;br /&gt;
- To dlaczego mówisz, że non stop pracowałaś?&lt;br /&gt;
- Bo to prawda. Nie ma zbyt wiele do mówienia. To teraz, jeśli pozwolisz, możemy zmienić temat na inny.&lt;br /&gt;
- Musisz wiedzieć, że nie bardzo ci wierzę. - Zmrużyłam oczy. - Jak się dowiem, że zdradziłaś mojego brata...&lt;br /&gt;
- No czy ty... Czy ty już zwariowałaś przez te hormony?!&lt;br /&gt;
- Ja nie zwariowałam tylko próbuję się czegoś dowiedzieć! Ale ty nie chcesz mówić nic! - Wstałam z kanapy.&lt;br /&gt;
- Bo nie ma nic do mówienia! Tylko pracowałam! Czy ty kiedyś mi uwierzysz czy raczej nie?&lt;br /&gt;
- Kiedyś. Powinnaś wiedzieć, że możesz mi wszystko powiedzieć. Co chcesz do picia?&lt;br /&gt;
- Latte - odpowiedziała krótko. - I sama se zrobię. - Stanęła obok mnie. - Od tej twojej gosposi na pewno nie tknę kawy, bo ona nie zrobi mi takiej jaką chcę.&lt;br /&gt;
- Ooo... miło, że podzielasz moje zdanie. - Skrzyżowałam ramiona.&lt;br /&gt;
- A ty masz tu siedzieć. Przyjechałam tu przede wszystkim dlatego, żeby nie siedzieć całymi dniami sama w domu, ale też po to, żeby pilnować cię czy aby na pewno się nie przemęczasz i odpoczywasz. - Skierowała się do kuchni, gdy ja już siedziałam z powrotem na kanapie.&lt;br /&gt;
- &amp;nbsp;Czekaj! To ty zostajesz tu ze mną aż chłopaki nie wrócą z trasy?!&lt;br /&gt;
- Dokładnie misiu! - odkrzyknęła z kuchni.&lt;br /&gt;
- Dlaczego wy mnie tak nazywacie?! Niall musiał ci powiedzieć o moim przezwisku?!&lt;br /&gt;
- Sama go o to wybłagałam! - krzyczała z innego pomieszczenia.&lt;br /&gt;
- Dzięki...&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgXIpCRVqFfoNoo93g7z7wA3MlbCZkcp2N1k2TWAWoqo5Kf0ejKOv66C5_1mI-J1c8wJwkAxdFDCUFz1xasjj_I7aK6UqzXgf7okJiJ_1vCsSA0DIv1yR4gOnchdMNgdfa5JWFRg2ngW4/s1600/original.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;210&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgXIpCRVqFfoNoo93g7z7wA3MlbCZkcp2N1k2TWAWoqo5Kf0ejKOv66C5_1mI-J1c8wJwkAxdFDCUFz1xasjj_I7aK6UqzXgf7okJiJ_1vCsSA0DIv1yR4gOnchdMNgdfa5JWFRg2ngW4/s1600/original.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Vannessa~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Kłamię. Cały czas okłamuję wszystkich w około. Sami mają teraz masę spraw na głowie, więc teraz nie będę dorzucać im jeszcze swoich problemów. Nie mogę od tak wszystkiego im powiedzieć, jeszcze teraz, kiedy chłopaki są w ogóle na innym kontynencie.&lt;br /&gt;
- Summer, czy można wiedzieć co ty robisz? - zapytałam, stojąc obok szatynki, która wrzucała ubrania do ogromnej plastikowej miski.&lt;br /&gt;
- No nie widzisz? Idę robić pranie. - Wzruszyła ramionami i kontynuował segregację swoich ciuchów.&lt;br /&gt;
- J-jak pranie? Ty już do reszty oszalałaś, prawda?&lt;br /&gt;
- Nie, nie oszalałam - mówiła nadzwyczaj spokojnie.&lt;br /&gt;
- Kobieto, ty jesteś w połowie bliźniaczej ciąży!&lt;br /&gt;
- No wiem.&lt;br /&gt;
- Cholera, zostaw to. Daj mi to i...&lt;br /&gt;
- Coś ci dzwoni.&lt;br /&gt;
- Słyszę jeszcze.&lt;br /&gt;
- No to czemu nie odbierasz?&lt;br /&gt;
- Nie denerwuj mnie - wycedziłam przez zęby, odbierając. - Słucham?&lt;br /&gt;
- Emm... Vanessa? To ty? - Usłyszałam w słuchawce głos Nialla.&lt;br /&gt;
- Tak, to ja - westchnęłam. - Hej.&lt;br /&gt;
- Cześć... Coś się stało? Masz jakiś dziwny głos.&lt;br /&gt;
- Mam tu mały kłopot, okej?&lt;br /&gt;
- Tu, czyli... Chwila, czy ty już wróciłaś do Londynu?&lt;br /&gt;
- No wróciłam, wróciłam.&lt;br /&gt;
- To czemu nie dzwoniłaś? Myślałem, że cały czas jesteś w LA, kochanie.&lt;br /&gt;
- No miałam zadzwonić, ale... Poczekaj. Summer, gdzie ty z tym idziesz? - Skierowałam pytanie do szatynki, wychodzącej z pokoju. Zaczęłam iść za nią.&lt;br /&gt;
- Na dół, do pralni.&lt;br /&gt;
- Summer! - krzyknęłam za nią.&lt;br /&gt;
- Vanessa, co się u...&lt;br /&gt;
- Twoja siostra chce robić sama pranie, więc jeśli nie chcesz, by coś się jej stało, zadzwonię do ciebie potem. Pa - powiedziałam szybko, rozłączając się. Schowałam telefon do kieszeni i pobiegłam za szatynką, prawie przewracając się na schodach.&lt;br /&gt;
- Summer!&lt;br /&gt;
- Co?! - Doszedł mnie z dołu jej głos.&lt;br /&gt;
- Stój! Zostaw to! - krzyczałam, ale nie dostałam już odpowiedzi.&lt;br /&gt;
Wpadłam do pralni, szybko i nierówno oddychając.&lt;br /&gt;
- Co tam Vanessa? - spytała, a mnie aż roznosiło od środka, gdy wkładała już ubrania do pralki.&lt;br /&gt;
- Nie wkurzaj mnie gorzej niż jestem. Oddaj tą miskę.&lt;br /&gt;
- Nawet prania nie można mi już zrobić? To już chyba przesada.&lt;br /&gt;
- To nie przesada. Każdy się o ciebie martwi. Louis dzwonił i mówił co się stało z tobą tydzień temu i... a właśnie... Ty brałaś dziś coś na uspokojenie czy coś, że jesteś jak na haju? - spytałam podejrzliwie.&lt;br /&gt;
- Nie - odpowiedziała z przymrużonych oczu. - Mówi to ktoś kto wie, że narkotyki rzuciłam już dawno temu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Oni naprawdę już przesadzają. Nic a nic według nich nie mogę robić. Najlepiej to chyba by było gdybym tylko cały czas spała i coś jadła. Oni nie rozumieją, że nie da się non stop odpoczywać. Ja muszę coś robić. A jak jest gorąco tak jak dziś, co jest dziwne w Londynie, to nawet nie da się leżeć, bo można się ugotować. No i co? No i zabrała mi tą miskę i sama robi pranie. Tylko nie wzięła pod uwagę, że to nie wszystko i ja mam jeszcze bardzo dużo ubrań. A to wszystko przez Izabellę, bo głupiego prania nie chciało jej się ani razu zrobić odkąd tu jest. A ja jakoś sobie dopiero dziś przypomniałam, że kończą mi się te dobre rozmiarowo ciuchy.&lt;br /&gt;
- Vanessa? - odezwałam się, stojąc cały czas obok niej w pralni.&lt;br /&gt;
- No? Tylko nie mów, że sama zrobisz to pranie, bo...&lt;br /&gt;
- Nie o to chodzi. Robisz coś pojutrze?&lt;br /&gt;
- Oprócz siedzenia u ciebie na chacie i pilnowania cię to nie.&lt;br /&gt;
- No jasne, pilnowania - mruknęłam. - W takim razie idziesz rano ze mną do lekarza na kontrolę.&lt;br /&gt;
- I tak bym poszła, nawet gdybyś mnie o to nie pytała.&lt;br /&gt;
- Domyśliłam się... Ale wątpię, żebym wybłagała u ciebie duże lody.&lt;br /&gt;
- O nie kochana. - Pokręciła przecząco głową. - Jak mi się tu rozchorujesz to Louis urządzi mi niezłe piekło, albo naprawdę mnie zabije. O tym rozmawiaj ze swoim narzeczonym, a nie ze mną.&lt;br /&gt;
- Dobra - odpowiedziałam pewna siebie. - Jeśli porozmawiam z nim dłużej to go w końcu wybłagam. Ja wiem, że w końcu się zgodzi, ale ty w to nie wierzysz - powiedziałam wyjmując telefon z kieszeni.&lt;br /&gt;
- Rozmawiaj z Louisem, a nie ze mną.&lt;br /&gt;
- Tak, tak - wymamrotałam, widząc nieodebrany sms.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3YdaOPuCCMEy0d49HjkfnLVzJq-CRyPaV7jdgp217__TrzYt29WB2Hbb8htpwRJvmagqlPQfBd2HiesatcsSUZmrVLG3hLcTwpCoYMB7Tc7ZRE7pGXOsuCE39fU2rr7nk3064Id6AkUs/s1600/tumblr_inline_mic7q9ZYcx1qz4rgp.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;321&quot; data-original-width=&quot;500&quot; height=&quot;256&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj3YdaOPuCCMEy0d49HjkfnLVzJq-CRyPaV7jdgp217__TrzYt29WB2Hbb8htpwRJvmagqlPQfBd2HiesatcsSUZmrVLG3hLcTwpCoYMB7Tc7ZRE7pGXOsuCE39fU2rr7nk3064Id6AkUs/s400/tumblr_inline_mic7q9ZYcx1qz4rgp.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;Tik-tok, tik-tok. Ile minie jeszcze czasu zanim się spotkamy? Lepiej słuchaj bliskich, bo bardzo łatwo i szybko może coś ci się stać. Nie wierzysz? To mówi się trudno. Pamiętaj, ja cię ostrzegałem, a co ty zrobisz to już twoja sprawa. Tylko niedługo... kilka zer z waszego kont zniknie.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
- Coś się stało? - Usłyszałam głos blondynki i podniosłam wzrok znad telefonu, spoglądając na nią.&lt;br /&gt;
- N-nie... tylko muszę zadzwonić do Louisa.&lt;br /&gt;
- No jak chcesz te lody to lepiej zadzwoń. - Zaśmiała się, a ja uśmiechnęłam się blado. Chyba rzeczywiście lepiej zadzwonić.&lt;br /&gt;
____________________&lt;br /&gt;
Wróciłam z nowy rozdziałem! Udało się. Zachęcam wszystkich do obserwowania bloga, a wtedy może będę miała więcej weny, chęci do pisania i rozdziały będą troszkę dłuższe.&lt;br /&gt;
/Perriele rebel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/08/rozdzia-15.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6PGpOOd1g1l9_IzVUWpzDQU3H1-QUU1Hh0vEKbPZ-s2qeWj70nJwFQN8c4z0HLEqxJQdmcZ1_xJ7zeV-VQQ82oiktYv_kL6trJPeXFWxUbluY20MIMrpKnvHIA8s_sWYWNy_bMLzjBik/s72-c/tumblr_m9doxouSTz1r7dslf.gif" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-6843850208762032766</guid><pubDate>Sun, 27 Aug 2017 11:52:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-27T13:52:46.448+02:00</atom:updated><title>ZWIASTUN </title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&quot;&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/CctV5BCE-xs/0.jpg&quot; frameborder=&quot;0&quot; height=&quot;266&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/CctV5BCE-xs?feature=player_embedded&quot; width=&quot;320&quot;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/08/zwiastun.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://img.youtube.com/vi/CctV5BCE-xs/default.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-1326810854103282914</guid><pubDate>Wed, 23 Aug 2017 15:17:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-23T17:18:38.085+02:00</atom:updated><title>INFO...</title><description>&lt;i style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;W związku ze smutnymi okolicznościami, jakie miały miejsce w mojej rodzinie w ostatnim czasie, rozdział 15 pojawi się dopiero 31 sierpnia. Przepraszam za tak długi czas oczekiwania, ale już nie wyrabiam. Ledwo wiążę koniec z końcem, a obecna sytuacja, w której się znajduję zdecydowanie nie należy do łatwych. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że zajrzycie tu i przeczytacie, gdy pojawi się kolejny, obiecany rozdział. Na razie potrzebuję trochę czasu dla siebie i rodziny, żeby oswoić się z pewnymi rzeczami i wyjść z wielkiego szoku jaki mi, a także im pozostał po wszystkich wydarzeniach minionych dni.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
/Perriele rebel</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/08/info.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-4769676168613498936</guid><pubDate>Sat, 05 Aug 2017 07:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-08-05T09:00:09.784+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 14</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Każdej nocy zasypiam z myślą o Tobie, każdego ranka budzę się spoglądając na Twoje zdjęcie w telefonie, każdego ranka kocham Cię jeszcze mocniej.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot; Czasem wieczorem, gdy kładę się spać, myślę o tym wszystkim co razem przeszliśmy i w takich właśnie momentach mam ochotę napisać Ci jak bardzo Cię kocham.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Dlaczego o 2 dni się głodzisz? - doszedł mnie znany głos, a moje ciało momentalnie zesztywniał. Przecież to nie możliwe.&lt;br /&gt;
- L-Louis? - spytałam drżącym głosem dla upewnienia, a on się odwrócił? - C-co ty tu robisz?&lt;br /&gt;
- Zamierzasz odpowiedzieć na moje pytanie? - zapytał z kamienna twarzą. - Dlaczego głodzisz siebie i dzieci?&lt;br /&gt;
- Nie głodzę... - jęknęłam.&lt;br /&gt;
- Nie? Izabella do mnie dzwoniła i mi o wszystkim powiedziała. Myślałaś, że to ukryjesz?&lt;br /&gt;
- Czyli to jej wierzysz, a nie mi? Dobrze... a wspominała ci o tym, że przez nią wczoraj straciłam przytomność i prawie trafiłam do szpitala? - musiałam o to spytać. Wiem, że ona nic o tym nie mówiła, a teraz to go całkowicie zdezorientuje. - Właśnie wróciłam z obserwacji...&lt;br /&gt;
- Co? O czym ty gadasz?&lt;br /&gt;
- O tym, że schowała mi wczoraj leki od anemii i udawała, że nie wie gdzie są. Musiałam dzwonić po Lottie. Kiedy tu przyjechała, już leżałam nieprzytomna.&lt;br /&gt;
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem? Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?&lt;br /&gt;
- A pomyślałeś dlaczego? Kiedy do ciebie dzwonię włącza się poczta, jeżeli odbierzesz są trzy opcje: albo jesteś zmęczony i właśnie spałeś, albo akurat nie masz czasu, albo, co zdarza się rzadko, w końcu odbierzesz. Rozmawiam z tobą tylko wtedy, kiedy to ty zadzwonisz.&lt;br /&gt;
- Mimo wszystko mogłaś do mnie zadzwonić, spróbować. Może jednak bym odebrał, a jak nie to mogłaś chociaż zadzwonić do Nialla czy chłopaków.&lt;br /&gt;
- I co byś zrobił, co? Nie przyleciałbyś tu w godzinę ze Stanów Louis. Kiedy Lottie zgodziła się tu przyjechać, wystarczyło tylko pół godziny, abym zemdlała, a to ona była najbliżej.&lt;br /&gt;
- Dobrze, masz rację, ale to nie tłumaczy tego dlaczego nic nie jesz.&lt;br /&gt;
- Już mówiłam, że się nie głodzę. Jadłam... ale nie to co Izabella zrobiła.&lt;br /&gt;
- Dlaczego ona tak bardzo ci nie odpowiada?&lt;br /&gt;
- Bo się boję rozumiesz?! - wybuchłam płaczem. - Nawet w domu nie czuję już tak bezpiecznie jak kiedyś!&lt;br /&gt;
- O czym ty gadasz? Co tu się wydarzyło, kiedy mnie nie było?&lt;br /&gt;
- Co się wydarzyło? Wiesz co? Czekałam z tym do momentu aż wrócisz z trasy. Wydawało mi się, że to będzie najodpowiedniejszy moment, ale... teraz chyba jest lepszy.&lt;br /&gt;
- Summer, masz powiedzieć co tu się działo!&lt;br /&gt;
- Tak? Może lepiej zacznę od początku! Odkąd wyjechałeś nie wiem gdzie co jest, sama muszę sprzątać w domu, o zagubionych rzeczach już nie wspomnę i o tym, że odnosi się do mnie jak odnosi. Może przytoczę jeszcze o tym, że większość ramek z naszymi zdjęciami została pobita?&lt;br /&gt;
- Boże... Wrócę z trasy i wszystko będzie na swoim miejscu. Kupię nowe ramki i nowe rzeczy, w porządku?&lt;br /&gt;
- Nie, nic nie jest w porządku! Myślałam, że jestem wystarczająco silna, by jakoś przetrwać tą rozłąkę, ale to co tu się działo obniżyło moją odwagę, cierpliwość i zrozumienie do zera.&lt;br /&gt;
- Ja nadal nie wiem co strasznego tu się działo!&lt;br /&gt;
- Mieliśmy włamanie!&lt;br /&gt;
- Co? Ty... ty żartujesz, prawda?&lt;br /&gt;
- Nie.. i to nie raz... kilka razy Louis... Już wiesz dlaczego się boję? Od kilku dni ktoś chodził po domu, po sypialni, ale zawsze, gdy zapalałam światło już nikogo nie było. Dotykał mnie... Jedyne, o co się modliłam, to żeby nie zrobił krzywdy dzieciom kiedy miał ręce na moim brzuchu. Mieliśmy w domu ukryte kamery nie z naszego monitoringu. Na moje życzenie wzmocnili ochronę...&lt;br /&gt;
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem?&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg08hI5X7j7buQ98PWwvl2R3wYCAmpyXK_VCuXrDKnJoXEid8jyWWNMEsNUAzxrMZK4n-PWHuqUfvkh-CirT1HymIYS51ear4Eqx7G35BqbCH7oIlDOeJr3SMH7Gwn9OkD-Zt4PxHZA5BM/s1600/tumblr_n4parkdiOR1t7eg8go3_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;200&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg08hI5X7j7buQ98PWwvl2R3wYCAmpyXK_VCuXrDKnJoXEid8jyWWNMEsNUAzxrMZK4n-PWHuqUfvkh-CirT1HymIYS51ear4Eqx7G35BqbCH7oIlDOeJr3SMH7Gwn9OkD-Zt4PxHZA5BM/s1600/tumblr_n4parkdiOR1t7eg8go3_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Obiecałam, że sama ci o tym powiem, kiedy wrócisz.&lt;br /&gt;
- Coś się działo odkąd jest tu więcej ochrony?&lt;br /&gt;
- Nie, jak na razie nie...&lt;br /&gt;
- To na pewno prawda?&lt;br /&gt;
- Nie kłamię Louis...&lt;br /&gt;
- Boże... gdybym wiedział tylko wcześniej - podszedł do &amp;nbsp;mnie i skrył w ramionach.&lt;br /&gt;
- To nie twoja wina... Mogłam ci to powiedzieć a...&lt;br /&gt;
- Moja, zostawiłem cię tu samą...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Siedzę na tarasie i wypalam kolejnego już dziś papierosa. Trzeciego? Nie. Na pewno nie, bo zaraz skończy mi się paczka, już &amp;nbsp;prawie noc. Muszę w końcu rzucić to świństwo, jeszcze zanim urodzą się dzieci. Nie chcę im w żaden sposób zaszkodzić. Ale jak mam rzucić, skoro cały czas czymś się denerwuję? Summer się udało. Rzuciła palenie ponad rok temu i wyszło jej to na dobre, ale ze mną będzie o wiele trudniej. Każ rzucić palenie człowiekowi, który pali od 5 lat. Łatwe zdecydowanie to nie będzie. A dlaczego dziś tyle palę? Bo cały czas mam w głowie sprawę w włamaniami, o których mówiła Summer. Tu chodzi o ich bezpieczeństwo. Gdybym nie wyleciał w trasę, może nie doszłoby do czegoś takiego. Gdybać to ja sobie mogę, co się stało już się raczej nie odstanie. Cholera, ja naprawdę muszę to rzucić. Dojdzie to tego, że umrę na raka płuc. A ten laptop stojący przede mną cały czas tylko mi przypomina o tym, że tak czy inaczej jutro muszę znów stąd wylecieć i znów znaleźć się w Stanach. Świetnie, jeszcze przyszła mi wiadomość. Znów, kurwa, dostanę jakąś pogróżkę?&lt;br /&gt;
Odblokowałem telefon i moim oczom ukazał się tekst:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;I co? Jak to jest wrócić po takim czasie do domu? Dziwnie? A może przeraża cię prawda jaką usłyszałeś? Nie martw się, kiedyś to się skończy. Może. Tak w ogóle po co wracałeś? Narobić jej dodatkowych nadziei na twój szybszy powrót czy sprawić by bardziej cierpiała? Zaraz sam przekonasz się co ona myśli. Ja widzę WSZYSTKO. Właśnie schodzi po schodach. Tup... tup... tup...&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
Pieprzony stalker. Która to już wiadomość tego typu w tym miesiącu? Piąta? Może i tak. Nie wiem czy brać to wszystko na poważnie czy nie. Czy zgłosić to na policję i mówić Summer? To jest po części zły pomysł, bo wiem, że jeśli ona się dowie, na pewno zacznie się denerwować, a to z kolei może zbyt dobrze na nią nie wpłynąć. Jeżeli zgłoszę to na policję, jest mała szansa, że pomogą i to ustanie, ale jest też ogromne prawdopodobieństwo, że to nic nie da, a gość uderzy mocniej niż zwykle i może stać się bardzo niebezpiecznie.&lt;br /&gt;
Wyszedłem z wiadomości i odłożyłem telefon na stolik obok, słysząc kroki dochodzące z głębi domu. Cholera jasna, ktoś nas obserwuje w tym momencie, albo naprawdę są tu jeszcze jakieś ukryte kamery.&lt;br /&gt;
- Co robisz? - usłyszałem cichy głosik i ze zdenerwowania zamknąłem oczy. Nikt nie może jej skrzywdzić. Nie mogę na to pozwolić. Serce mi mięknie zawsze, gdy pomyślę o momencie kiedy nasza rodzina będzie już w komplecie, ale jednocześnie się boję. Czego się boję? Tych przeciwności i przeszkód, które cały czas stoją nam na drodze do szczęścia. Cały czas...&lt;br /&gt;
- Muszę jakoś załatwić sobie lot do Nowego Jorku na jutro - odpowiedziałem, a ona usiadła na siedzeniu na przeciwko. Chciałem powiedzieć to spokojnie, ale pod wpływem emocji wyszło jak wyszło.&lt;br /&gt;
- Na jutro?&lt;br /&gt;
- Chyba muszę tam jakoś wrócić, nie sądzisz?&lt;br /&gt;
- M-myślałam, &amp;nbsp;że... wylatujesz dzisiaj...&lt;br /&gt;
- Ale nie wylatuję. Zostaję na noc...&lt;br /&gt;
- Ale... nie masz dziś koncertu?&lt;br /&gt;
- Mam - odpowiedziałem krótko.&lt;br /&gt;
- No to...&lt;br /&gt;
- Odwołaliśmy! Jasne?! - uniosłem się nieświadomie, a ona popatrzyła na mnie w ten sam sposób jak zawsze, gdy za chwilę ma zamiar się rozpłakać. - Przepra...&lt;br /&gt;
- Dlaczego mi to robisz? - spytała, naprawdę się rozpłakując.&lt;br /&gt;
- O co ci...&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjlTwy22rV9__jephBEXFIMi8FEZ8_uyw8ijXe8h-uY_HKQ1KZqCcgGHMnEqNdU_aV5jxQpDjGrzqMClAvBCBjh_2ARRA2CedmyJsyDcWBm63VjUtHJSJcrvwMungMU70hxzY0wpEWM11E/s1600/15338321_726054867546211_8796640510279155712_n.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;640&quot; data-original-width=&quot;640&quot; height=&quot;320&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjlTwy22rV9__jephBEXFIMi8FEZ8_uyw8ijXe8h-uY_HKQ1KZqCcgGHMnEqNdU_aV5jxQpDjGrzqMClAvBCBjh_2ARRA2CedmyJsyDcWBm63VjUtHJSJcrvwMungMU70hxzY0wpEWM11E/s320/15338321_726054867546211_8796640510279155712_n.jpg&quot; width=&quot;320&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Dlaczego wróciłeś i sprawiłeś, że mimo, że tu jesteś tęsknię bardziej? Jeżeli przyleciałeś tu, by na mnie krzyczeć to jednocześnie dobrze możesz już wracać. Przeze mnie odwołaliście koncert.&lt;br /&gt;
- Nie przez ciebie - westchnąłem.&lt;br /&gt;
- Nikt nie kazał ci tu przyjeżdżać Louis. Przyleciałeś i... i teraz znów muszę pogodzić się z myślą, że zaraz znów wyjeżdżasz. Znów muszę się żegnać i przeżywać to samo co ostatnio? No powiedz! - krzyknęła przez płacz, a mnie zatkało.&lt;br /&gt;
- Nie musisz... niedługo ostatecznie wrócę...&lt;br /&gt;
- Czy to w ogóle ma w tym momencie jakiś sens? Nasz związek? Czy my w ogóle mamy jeszcze jakieś szanse na przyszłość, którą zaplanowaliśmy?&lt;br /&gt;
- O czym ty mówisz?&lt;br /&gt;
- O tym, że gdy cię tu nie ma, tęsknię jak cholera, nawet nie mógłbyś sobie tego wyobrazić. Ale gdy kolejny już raz z rzędu, w ciągu kilku dni nie słyszę twojego głosu... w takich momentach... czuję, że nasz związek się wypala...&lt;br /&gt;
- C-co? Kocham cię, przecież wiesz o tym., Summer...&lt;br /&gt;
- I tu mamy problem, bo ja ciebie też kocham, ale gdy ktoś nie dotrzymuje tak ważnych dla kogoś innego obietnic...&lt;br /&gt;
- N-nie rozumiem...&lt;br /&gt;
- Nie rozumiesz? A pamiętasz obietnicę, którą składałeś mi zanim wyjechałeś? Bo ja pamiętam ją doskonale.&lt;br /&gt;
- Obiecałem, że wrócę.&lt;br /&gt;
- Tak i coś jeszcze. Obiecałeś, że będziesz dzwonił, pisał za każdym razem, gdy znajdziesz czas i wiesz co... ja ci uwierzyłam... Byłam taka głupia... Jak mogłam uwierzyć w coś takiego? Narobiłeś mi tyle nadziei, a ja... cały czas siedziałam przy telefonie, bo wierzyłam, że może zadzwonisz, że powiesz mi chociaż kilka słów, że będę mogła cię usłyszeć i przypomnieć sobie, że jeszcze istniejesz. Ale tak się nie stało. Wierzyłam jak głupia małolata, która weszła w pierwszy związek i wierzy we wszystko co powie jej pierwsza miłość.&lt;br /&gt;
- Przecież... jestem w trasie, jestem...&lt;br /&gt;
- Byłam w trasie Louis. Nie raz, nie dwa, obawiam się nawet, że więcej razy niż ty. I byłam w związku... na odległość. Zawsze znalazłam czas, by zadzwonić do niego, do bliskich mi osób. Nie oczekuję od ciebie, żebyś dzwonił cały czas, bo wiem, że to jest nierealne, tym bardziej, gdy żyje się na walizkach, ale jeden raz w ciągu dnia. Chociaż jeden raz...&lt;br /&gt;
- Summer...&lt;br /&gt;
- Daj spokój Louis. Może po prostu już ci nie zależy... Może dla nas nie ma już przyszłości... Chciałabym tylko wiedzieć na czym stoję. Czy już mam się wyprowadzać? Więc na czym ja stoję Louis? - spytała, a mnie już całkowicie zatkało. Nie myślałem, że ta rozmowa może zajść tak daleko. Ona zaszła o wiele za daleko. - Tak myślałam... - ponownie się rozpłakała i wstała z fotela. Chciałem ją złapać za rękę, zatrzymać, ale nim zdążyłem cokolwiek zrobić, ona była już w środku budynku.&lt;br /&gt;
- Summer! - krzyknąłem za nią zestresowany. Ona nie może mnie zostawić. Ja jej nie mogę zostawić. Kocham ją tak jak nikogo wcześniej. Przecież mi zależy. Przecież... O Boże... Może ona ma rację? Może naprawdę woda sodowa uderzyła mi już do głowy? Musze z nią jeszcze raz porozmawiać. Teraz. Tak, teraz.&lt;br /&gt;
Wszedłem do domu i szybkim krokiem ruszyłem na górę, gdzie znalazłem się w ciągu kilku sekund. Znalazłem ją w sypialni. Naszej. Leżała na łóżku płacząc. Podszedłem bliżej i usiadłem na rogu. Chciałem położyć dłoń na jej włosach, ale ona automatycznie ją odepchnęła.&lt;br /&gt;
- S-Summer, kochanie... proszę...&lt;br /&gt;
- Zostaw mnie...&lt;br /&gt;
- Porozmawiajmy jeszcze raz. Proszę...&lt;br /&gt;
- O czym? O tym, że z nami już naprawdę koniec czy...&lt;br /&gt;
- Nie zostawiam cię. Nie chcę i nigdy tego nie chciałem.&lt;br /&gt;
- Więc dlaczego nie możemy już normalnie porozmawiać? Dlaczego nie mamy już takiego kontaktu jak wtedy, kiedy zawsze byliśmy obok siebie Louis? Czuję jak się od siebie oddalamy... Nie chcę, żeby tak było.&lt;br /&gt;
- Ja też nie chcę... Muszę przyznać ci rację, to moja wina - spuściłem głowę, a ona usiadła. - Gdybym częściej dzwonił, może nie odczuwałabyś tak bardzo mojej nieobecności. Nie będę robił z siebie poszkodowanego, bo nie o to w tym chodzi, ale... uświadomiłem sobie, że woda sodowa chyba uderzyła mi już do głowy i...&lt;br /&gt;
- Nie uderzyła - szepnęła.&lt;br /&gt;
- Uderzyła. Totalnie olałem sprawę i po prostu... zostawiłem cię u samą.&lt;br /&gt;
- Robisz to, bo obowiązuje cię kontrakt, a nie dlatego, że coś uderzyło ci do głowy. Zgadzając się za ciebie wyjść, wiedziałam na co się piszę, byłam po części na to gotowa, ale nigdy nie byłam gotowa na to, aby przeżywać takie dni, kiedy nie usłyszę od ciebie ani słowa.&lt;br /&gt;
- Chciałbym tylko, żebyś wiedziała, że naprawdę cię kocham i mi na tobie zależy. Nie zamierzam stracić tego co razem zbudowaliśmy przez te 2 lata, przez które byłem i wciąż jestem szczęśliwy u twojego boku. Jeśli obiecuję, tym razem całkowicie szczerze i nie zapomnę o tym, dzwonić codziennie, jesteś w stanie mi to wybaczyć? - spojrzałem głęboko w jej oczy, jakbym tam chciał znaleźć odpowiedź&lt;br /&gt;
- Nigdy nie byłam na ciebie zła z powodu pracy. Dzisiaj - nabrała powietrza w płuca, chcąc opanować swój oddech. - Dzisiaj za bardzo poniosły mnie emocje i na pewno przyłączyła się do tego moja aktualna huśtawka nastrojów. Nie jestem zła Louis, nie mam ci czego wybaczać. Po prostu... ciąża robi swoje, a ja nad tym nie panuję, dlatego mówię i robię to co przyjdzie mi do głowy, nie przemyślając nawet tego.&lt;br /&gt;
- Czyli mam znów czystą kartę? - spytałem cicho.&lt;br /&gt;
- Masz czystą kartę - uśmiechnęła się. Zbliżyła się do mnie i delikatnie pocałowała, a ja oddałem ten pocałunek.&lt;br /&gt;
- Dziękuję - powiedziałem po oderwaniu i oparłem swoje czoło o jej. Przeniosłem wzrok z jej oczu na dłoń, nie czując pewnego, ważnego szczegółu. Spojrzałem na jej palec i w momencie mój uśmiech znikł.&lt;br /&gt;
- G-gdzie twój pierścionek? Czy ty...&lt;br /&gt;
- Nie zrywam oświadczyn Louis. Mam spuchnięte palce w ciąży - wyjaśniła, a ja poczułem ulgę.&lt;br /&gt;
- Przestraszyłaś mnie.&lt;br /&gt;
- Może czasem tak trzeba? Może wtedy wszystko jeszcze raz przemyślisz, przejrzysz na oczy i może... docenisz to co możesz bardzo szybko stracić...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjY77IUVQIPz_T1pDfn_2-mgHTnY1mY9JnnFcssz3MOc88yw5c1SfEe-RfPdWC_-PQ0DzVLHW_w0AL1rvJjplxlpxwi4qXZzutUs0oajuODN_yLvY7CCuhjWK9Sbjkx1jaH3-n3cQSj19w/s1600/large+%25283%2529.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;278&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjY77IUVQIPz_T1pDfn_2-mgHTnY1mY9JnnFcssz3MOc88yw5c1SfEe-RfPdWC_-PQ0DzVLHW_w0AL1rvJjplxlpxwi4qXZzutUs0oajuODN_yLvY7CCuhjWK9Sbjkx1jaH3-n3cQSj19w/s1600/large+%25283%2529.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Poczułam ciepłe promienie słoneczne na swojej twarzy, co sprawiło, że przekręciłam się na drugi bok. Wyciągnęłam rękę, by przytulić się do szatyna, ale moja dłoń wylądowała na pościeli. Otworzyłam oczy nie zobaczyłam nikogo. No jasne, mogłam się domyślić, że go już nie będzie. Nawet się ze mną nie pożegnał. Zostawił mnie znów na pół miesiąca i tak po prostu wyjechał. Wygląda na to, że z jego wczorajszych obiecanek i przyżeczeń raczej nic nie będzie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Odgarnęłam kołdrę na bok i wstałam na równe nogi. Skoro już nie śpię, muszę wziąć leki, inaczej sytuacja z przedwczoraj znów się powtórzy, a tego bym nie chciała. Wyszłam z sypialni i powoli zeszłam po schodach, aby przypadkiem się o coś nie potknąć i nie przewrócić. Znalazłam się na dole i wraz z tym od razu skierowałam się do kuchni. Zobaczyłam krzątającą się po niej postać, a na moim sercu od razu zrobiło się cieplej.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Louis?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dzień dobry kochanie - odwrócił się do mnie z uśmiechem i postawił na blacie dwie miseczki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Myślałam, że już cię nie ma...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Przecież pożegnałbym się. Lot mam dopiero za 4 godziny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie było cie w sypialni, myślałam...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Byłem w centrum, musiałem załatwić parę rzeczy. Siadaj, zrobiłem musli z owocami i jogurtem i nie bój się, Izabella tego nie dotykała - zaśmiał się. Usiadłam przy wyspie kuchennej spoglądając na miseczki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Ładnie wygląda - wyciągnęłam rękę po łyżeczkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I mam nadzieję, że smakuje równie dobrze. A, zapomniałbym. Mam coś dla ciebie - odstawił talerz na blat i podszedł do mnie, wyjmując coś z kieszeni. Odgarnął moje włosy na przód, a za chwilę na mojej szyi znalazł się srebrny łańcuszek. Popatrzyłam na to co było na nim zawieszone i się uśmiechnęłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mój pierścionek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak, wstąpiłem jeszcze do jubilera i kupiłem łańcuszek. Mówiłaś, że masz spuchnięte palce, a ja mimo to, chciałbym, abyś miała ten pierścionek przy sobie. No i... w ten sposób wiem, że nikt mi ciebie nie zabierze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I tak nikt by mnie tobie nie odebrał. Nawet nie ma takiej opcji. Dziękuje za upominek.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Drobiazg.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Skąd wiedziałeś gdzie odłożyłam pierścionek?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Po prostu zajrzałem do twojej szkatułki z biżuterią i tam go znalazłem. Nic trudnego.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I tak dziękuję - uśmiechnęłam się. - Ała... - syknęłam, kładąc dłoń na brzuch, gdy poczułam dość mocny ból.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co się dzieje? - zaniepokoił się szatyn.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- To nic, zaraz przejdzie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Na pewno?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak sądzę. Pierwszy raz tak bardzo boli. Ale zaraz powinno przestać, wystarczy, że poczekam chwilę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Mam nadzieję, że nic się nie dzieje - usiadł obok i położył dłoń na mój brzuch, patrząc mi w oczy. Czekając aż ból minie, dostałam wiadomość. Otworzyłam ją i znów zaczęłam się bać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&quot;Nic się nie dzieje? Może nie, ale z waszym życiem już tak. Może za jakiś czas się zobaczymy? Może zamiast mnie poznawać, znów sobie o mnie przypomnicie? Jestem pewien, że doskonale mnie pamiętasz Summer.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/08/rozdzia-14.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg08hI5X7j7buQ98PWwvl2R3wYCAmpyXK_VCuXrDKnJoXEid8jyWWNMEsNUAzxrMZK4n-PWHuqUfvkh-CirT1HymIYS51ear4Eqx7G35BqbCH7oIlDOeJr3SMH7Gwn9OkD-Zt4PxHZA5BM/s72-c/tumblr_n4parkdiOR1t7eg8go3_500.gif" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-7173864443179532508</guid><pubDate>Sat, 29 Jul 2017 07:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-29T09:30:05.156+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 13</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Tysiąc lat, tysiąc mil poprzez świat tylko po to, aby zobaczyć twój uśmiech. Byłaś tak daleko, zbyt długo potrzebuję twojej miłości, aby być silnym.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeklęte babsko. Siedzi na tej swojej dupie i nic nie robi, a ja będąc już w połowie ciąży, muszę za nią sprzątać w kuchni. Przyszła tu tylko dla pieniędzy i po to, aby poprzekładać mi na półkach. Odkąd się tu pojawiła nie mogę nic znaleźć, co przybliża mnie do faktu, że mogła coś ukraść. Jeśli ona wyniesie coś z tego domu to uduszę ją własnymi rękami i każdy sąd mnie uniewinni. Cholera jasna, nawet głupich zakupów nie chciało jej się wypakować z torby. W ogóle gdzie ona jest?! Ja cały czas nie widzę powodu dla jakiego ona tu przebywa. Skoro przyszła jako pomoc domowa to powinna się do tego stosować, a nie opalać się przy basenie. To, że śpi w tym domu coraz bardziej zaczyna mnie denerwować.&lt;br /&gt;
W momencie, gdy wkładałam mleko do lodówki, mój telefon zaczął dzwonić.&lt;br /&gt;
- Słucham - odebrałam, odwracając się do zakupów.&lt;br /&gt;
- Hej słońce - usłyszałam w słuchawce głos narzeczonego.&lt;br /&gt;
- To ty... hej - lekko się uśmiechnęłam.&lt;br /&gt;
- Tak, to ja. Mam trochę czasu, więc dzwonię. Co robisz?&lt;br /&gt;
- Cholera jasna - przeklęłam w momencie, gdy wszystkie pomidory wypadły mi z siatki.&lt;br /&gt;
- Co ty...&lt;br /&gt;
- Przepraszam, to nie było do ciebie, tylko... ała.. - jęknęłam schylając się po warzywa.&lt;br /&gt;
- Summer, co ty robisz? - spytał stanowczo.&lt;br /&gt;
- Sprzątam w kuchni.&lt;br /&gt;
- Czy ty już do reszty zwariowałaś?! Przecież wiesz, że nie można ci się przemęczać.&lt;br /&gt;
- To byś chyba padł na zawał, gdybyś się dowiedział jakie ja jeszcze robię tu rzeczy.&lt;br /&gt;
- Summer, Boże... Po pierwsze i najważniejsze: dlaczego w ogóle to ty sprzątasz?&lt;br /&gt;
- To jest dobre pytanie - wyprostowałam się, odkładając zebrane pomidory na blat. - Chyba ktoś to musi zrobić.&lt;br /&gt;
- A dlaczego Izabella tego nie robi?&lt;br /&gt;
- A dlaczego mnie o to pytasz?&lt;br /&gt;
- Czekaj, chwila. Ty sprzątasz, a Izabelal niby co robi?&lt;br /&gt;
- Opala się - odpowiedziałam krótko, a on westchnął.&lt;br /&gt;
- Odłóż to, przestań sprzątać i idź odpocząć.&lt;br /&gt;
- Louis, ktoś przecież musi schować zakupy.&lt;br /&gt;
- Dobrze, ktoś, ale na pewno nie ty. Przestań sprzątać, zadzwonię zaraz do niej i zrobi to za ciebie.&lt;br /&gt;
- Ciekawe czy cię posłucha - mruknęłam.&lt;br /&gt;
- Posłucha. Oddzwonię do ciebie, idź odpocząć.&lt;br /&gt;
- Dobrze - westchnęłam i się rozłączyłam. &amp;nbsp;Rozejrzałam się po zakupach i reszcie kuchni. Jeżeli ta idiotka to posprząta to będzie to niewyobrażalny cud.&lt;br /&gt;
Wyszłam z kuchni i stanęłam przy oknie w salonie, skąd widziałam na wpół ubraną plastikową małpę (czytaj: Izabellę), rozmawiającą przez telefon, z bardzo przerażoną miną. Nie wiem co tam Louis jej gada, ale to chyba coś pomaga. Aż sama nie jestem w stanie w to uwierzyć. W jednej chwili, nie wiem jak, nie wiem kiedy, stanęła przede mną.&lt;br /&gt;
- Chcesz może coś zjeść Summer? - spytała przesłodzonym głosem, a mnie aż zemdliło.&lt;br /&gt;
- Nie podlizuj się - skrzywiłam się tylko i poszłam na górę. Zastanawiam się czy ona się domyśli i posprząta jeszcze coś oprócz kuchni, bo szczerze mówiąc mam nikłą nadzieję, praktycznie żadnej. Położyłam się na łóżko i spojrzałam w okno. Chwila, przecież miałam dziś coś wysłać Louisowi. Oczywiście jak zwykle zapomniałam, no ale... Przynajmniej wiem, że jak mu to wyślę, na pewno poprawię mu tym humor, choć odrobinę.&lt;br /&gt;
Zeszłam z łóżka, na którym zbyt długo sobie nie poleżałam... Wolnym krokiem poszłam do łazienki. Z kosmetyczki leżącej przy umywalce wyjęłam czerwoną szminkę, podwinęłam bluzkę, a następnie napisałam pomadką na brzuchu: &quot;TĘSKNIMY&quot;, dorysowując ogromne serce. Wzięłam telefon i stojąc przy lustrze, zrobiłam zdjęcie swojego odbicia, tak, aby było w całości widać brzuch. Z uśmiechem wysłałam zdjęcie Louisowi. Minęło niespełna 10 minut, gdy nadeszła odpowiedź. Otworzyłam załącznik i zobaczyłam zdjęcie narzeczonego wraz z moim bratem. Na brzuchu szatyna widniał, wykonany prawdopodobnie markerem, napis: &quot;TATA TĘSKNI&quot;, natomiast na brzuchu blondyna: &quot;WUJEK TĘSKNI&quot;. Szeroko się uśmiechnęłam na ten widok i odpisałam krótką odpowiedź. Nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne, jak tylko widzieć tą dwójkę z powrotem obok i bardzo mocno uściskać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Samo południe, czyli pora, kiedy powinnam już dawno wziąć moje leki na anemię, ale pech chciał, że nie mogę ich znaleźć. A dlaczego? Bo pewnie Izabella gdzieś je przełożyła. Nagle sprzątać się jej zachciało. To znaczy pewnie jej się nie chciało, no ale to Louis jej kazał, więc większego wyboru nie miała. I sama nie wiem czy mi to pasuje, czy raczej nie. Dla mnie ważniejsze jest teraz znaleźć leki, inaczej mój stan znów może się pogorszyć, a organizm osłabnąć, szczególnie teraz gdy jestem w ciąży. Nawet jeśli raz ich nie wezmę, nie wiem co może mi się stać. Lekarz kazał mi je brać codziennie i pod żadnym pozorem nie przestawać. Chyba, że moje wyniki się polepszą, ale jak do tej pory jeszcze tak się nie stało. W tej chwili mogę przygotowywać się na najgorsze. Przeszukałam pół domu, a ich i tak nie ma. Powinnam wziąć jej już rano.&lt;br /&gt;
- Summer...&lt;br /&gt;
- Co?! - uniosłam się pod wpływem emocji.&lt;br /&gt;
- Zrobiłam ci kanapki, jak chcesz to...&lt;br /&gt;
- Nie chcę jeść, okey?! Co zrobiłaś z moimi lekami?!&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhi5ogZNsDDGK16wAg2zNgC4XvkBftJNTYKd6MWbEV0Rf098gPdDpkwfJ2tKm1dM6Xibl3XwOjQzpy8xsdv0xC_OUbP4_StZcYAqa0CRavjwXWo1BiD21Rdzd4fpf-DcRK8mRSNr-GOoUw/s1600/large.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;257&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhi5ogZNsDDGK16wAg2zNgC4XvkBftJNTYKd6MWbEV0Rf098gPdDpkwfJ2tKm1dM6Xibl3XwOjQzpy8xsdv0xC_OUbP4_StZcYAqa0CRavjwXWo1BiD21Rdzd4fpf-DcRK8mRSNr-GOoUw/s1600/large.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Nic z nimi nie zrobiłam...&lt;br /&gt;
- Nie bądź śmieszna.&lt;br /&gt;
- To zjesz te kanapki czy...&lt;br /&gt;
- Nie chcę nic jeść do cholery! Czy ty tego nie rozumiesz?! Możesz mnie już zostawić?!&lt;br /&gt;
- Przepraszam... - zwiesiła głowę i poszła do kuchni. W dupę sobie wsadź to swoje przepraszam. W tym domu nie ma dla niej miejsca do cholery! Nawet w tej pieprzonej kuchni! Gdzie te leki? Boże... Muszę je znaleźć. Zaczynam się źle czuć, a to nie wróży dobrze.&lt;br /&gt;
- Summer? - usłyszałam znów głos. Nie idzie tu wytrzymać.&lt;br /&gt;
- Co?! - odwróciłam się. - To ty Matt... Przepraszam, myślałam, że to...&lt;br /&gt;
- Izabella - dokończył za mnie.&lt;br /&gt;
- Właśnie - westchnęłam. - Coś się stało? - spytałam, czując jak głowa zaczyna mi pulsować. Tylko nie to.&lt;br /&gt;
- W sumie to nie, ale czy mógłbym pojechać na kilka godzin do domu? Mam kilka prywatnych spraw do załatwienia, a dziś nic szczególnego się tu nie działo.&lt;br /&gt;
- Pewnie, jedź. Aaa... wrócisz na noc? Bo po ostatnich wydarzeniach boję się zostawać sama w domu, kiedy jest już ciemno.&lt;br /&gt;
- Wrócę, o to nie musisz się martwić. Zostawiam włączony monitoring. Dzwoń jak coś. Przed ściemnieniem wrócę. A, chcesz coś ze sklepu?&lt;br /&gt;
- A co ja mogę chcieć? - uśmiechnęłam się blado.&lt;br /&gt;
- Czyli truskawki - odpowiedział, a ja pokiwałam twierdząco głową. - Dobra, ja lecę. Na razie.&lt;br /&gt;
- Pa - powiedziałam cicho. W momencie, gdy on wyszedł z domu, mi zaczęło kręcić się w głowie. To tylko chory żart. Muszę w to uwierzyć. Albo nie będzie zbyt dobrze... Sięgnęłam po telefon leżący na stoliku i wybrałam numer. Usiadłam na kanapie, czując, że dłużej mogę już nie ustać. Nie dzieje się ze mną dobrze.&lt;br /&gt;
- Lottie Tomlinson, słucham - usłyszałam znany głos w słuchawce, a wszystko wokół mnie zaczęło intensywniej wirować, sprawiając, że musiałam zamknąć oczy.&lt;br /&gt;
- Tu Summer... Możesz rozmawiać?&lt;br /&gt;
- Wracam do domu, więc w sumie to tak.&lt;br /&gt;
- Daleko jesteś?&lt;br /&gt;
- Godzinę od Doncaster, a co?&lt;br /&gt;
- M-mogłabyś do mnie p-przyjechać - zaczęłam ciężej oddycham. Co się ze mną do cholery dzieje?&lt;br /&gt;
- Mogłabym. A to coś ważnego?&lt;br /&gt;
- Nie mogę znaleźć leków na anemię ... nie czuję się zbyt dobrze. Błagam.&lt;br /&gt;
- Jak to nie możesz znaleźć leków? Powiedz, że żartujesz.&lt;br /&gt;
- Nie żartuję... Izabella coś z nimi zrobiła... Nigdzie ich nie ma.&lt;br /&gt;
- W jaki sposób nie czujesz się dobrze? - spytała zaniepokojona.&lt;br /&gt;
- Wszystko wokół wiruje, głowa mnie boli... O Boże... Niedobrze mi - zakryłam usta dłonią.&lt;br /&gt;
- Nie ruszaj się z domu. Już do ciebie jadę. Będę najszybciej jak to możliwe.&lt;br /&gt;
- Będziesz za ponad godzinę...&lt;br /&gt;
- Dlatego masz być cały czas pod telefonem. I nie zamykaj oczu. Słyszysz? Summer?&lt;br /&gt;
- Słyszę... Możesz zadzwonić za chwilę? Zaraz chyba... zwymiotuję - wstałam z kanapy, czując jeszcze większe mdłości.&lt;br /&gt;
- Dobra, lepiej idź do łazienki - odpowiedziała, rozłączając się. Rzuciłam telefon na kanapę i pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam całe śniadanie, a moje siły momentalnie spadły. Mdłości nie mogą być objawem ciąży. Nie w tym miesiącu. Dawka leków ze wczoraj przestała działać. Anemia... do tego w ciąży... Nie może do tego dojść. Dzieci nie mogą być pod żadnym względem zagrożone. Ich dobro jest dla mnie najważniejsze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Lottie~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgOQCc8JmBMm9Om3oBOmNd48O5HG1v3MNib5pN9MNfd9M9y9yLbEXpveFvR20H_o0W3iCWgpMuUFy3KJU8P9oFicdpQ8of_v_a6B-wYy22PXix45zoB_pekyQUbp7RRO5S6qrhU2xwPVxw/s1600/tumblr_mpxf96t08a1s6c5h5o1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;211&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgOQCc8JmBMm9Om3oBOmNd48O5HG1v3MNib5pN9MNfd9M9y9yLbEXpveFvR20H_o0W3iCWgpMuUFy3KJU8P9oFicdpQ8of_v_a6B-wYy22PXix45zoB_pekyQUbp7RRO5S6qrhU2xwPVxw/s1600/tumblr_mpxf96t08a1s6c5h5o1_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
Kto by pomyślał, że od 5:00 rano będę krążyć od Londynu do Doncaster i odwrotnie? Bo ja na pewno nie. Wczoraj byłam u Lou do późna i wypełniałyśmy papiery, więc zostałam na noc. Rano okazało się, że potrzebuję swoich dokumentów, a one zostały w Doncaster, dlatego musiałam tam wracać, potem znów pojechałam do Londynu i teraz już wracałam do domu, ale Summer zadzwoniła, więc jadę do niej. Nie zostawię tak tego. Jest sama, Louis jest na innym kontynencie, a ta ich gosposia za wiele tu nie zdziała, bo jak widać, tylko pogorszyła sprawę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Skręcam w ulicę, na której stoi dom mojego brata i po kilku minutach jestem już na miejscu. Stoję przy bramie i szybkim ruchem palca wpisuję kody domu, aby móc dostać się do środka. Po zatwierdzeniu przez urządzenie wszystkich cyfr, wjeżdżam na posesję, a brama za mną się zamyka. Wyjmuję kluczyki ze stacyjki i wysiadam z auta, kierując się do budynku. Kiedyś ta gosposia się doigra. Gosposia. Taa... Ona jest na to za młoda. Ile ona może mieć? 21? 22? Na pewno jest młodsza od Summer, ale jak pech chciał starsza ode mnie. Ale tego jak ona jest głupia i pusta nic nie odzwierciedli.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Weszłam do środka i od razu skierowałam się do salonu, gdzie na kanapie znalazłam Summer. Cholera jasna, przecież mówiłam, żeby nie zamykała oczu! Jest nieprzytomna! Boże, co ja gadam? Przecież ona nie miała na to wpływu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Summer... - zaczęłam oklepywać ją po policzku. - Summer, proszę cię... Cholera... Izabella! - krzyknęłam już naprawdę zaniepokojona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co się... Co ty tu robisz? Kim ty jesteś?! - zaczęłam cofam się do kuchni.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Siostrą Louisa! Już wiesz?! Jakim cudem nie zobaczyłaś, że ona jest nieprzytomna? - spytałam wskazując na szatynkę. W ogóle gdzie ona była do tej pory?!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Myślałam, że śpi...&lt;br /&gt;
- To sobie namyślałaś! Przynieś mi mokry ręcznik! - wydarłam do niej. Nie, nie poprosiłam. Wydarłam się, a ona natychmiast znikła w kuchni. Nie minęła nawet minuta, gdy wróciła, co wskazuje na to, że naprawdę się przestraszyła. No i dobra. Co ona mnie obchodzi? Podała mi wilgotny ręcznik, a ja zaczęłam przecierać nim twarz szatynki, cały czas patrząc na jej reakcję. Błagam cię, obudź się. Przecież Louis sobie nie wybaczy tego, że to tu nie ma. A Izabellę udusi za to, że nic nie zrobiła. Ale jak już mówiłam ona gówno mnie obchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Po kilku minutach Summer otworzyła oczy, a mi natychmiast ulżyło. Jezu, tak się wystraszyłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Co jest...? - spytała ledwo słyszalnie.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nic nie pamiętasz? - spytałam, a ona pokiwała przecząco głową. - Zemdlałaś. Dzwoniłaś do mnie, żebym przyjechała, bo nie możesz znaleźć leków. To pamiętasz?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Wszystko do tego momentu tak... Później chyba... odpłynęłam.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Jak się czujesz?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Tak samo. A może gorzej... Obraz trochę mi się zamazuje. Musze wziąć leki... Nie wiem gdzie...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Spokojnie- zatrzymałam ją. - Izabella!&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- T-tak?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Gdzie są leki Summer?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- J-ja nie wiem...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Błagam cię. Wiesz doskonale. Masz 5 minut na ich znalezienie, jeżeli ci to nie pasuje to sama dopilnuję tego, żebyś straciła tą pracę i nie znalazła już żadnej innej. Rozumiesz? Czy mam powtórzyć?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- R-rozumiem - powiedziała trzęsącym głosem i z powrotem wróciła do kuchni. Jeżeli ich nie znajdzie... Będzie krucho.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Głowa mnie boli... - usłyszałam cichy głosik i przeniosłam swój wzrok na szatynkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Kiedy powinnaś wziąć te leki?&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Rano.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Brałaś wczoraj? - spytałam, a ona pokiwała pionowo głową. - Nie wzięłaś tylko raz Summer. Jakim sposobem ty tak źle się czujesz? Przecież...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie wiem Lottie. Jestem w ciąży, może to wszystko pogarsza. N-nie wiem co się dzieje. Sama chciałabym wiedzieć.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Powinnam zadzwonić po karetkę.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie, proszę...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Summer... widzisz co się z tobą dzieje. Ja sama nawet nie wiem co. Lekarz powinien to sprawdzić. Louis, musi wiedzieć. Co jeśli...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Proszę...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Summer...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Proszę...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Boże... co ja mam zrobić? - wyprostowałam się i włożyłam dłonie we włosy. - Dobra. Zróbmy tak. Zostaję na noc, a jeżeli tak bardzo nie chcesz jechać do szpitala, to przynajmniej rano pojedziesz ze mną sprawdzić czy nic ci nie jest. Okey? Muszę wiedzieć czy wszystko z tobą w porządku.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dobrze.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Proszę, leki - usłyszałam za sobą głos Izabelli.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- I niby nie wiedziałaś gdzie one są - prychnęłam. - Idiotka. Pójdę ci Summer naszykować kąpiel, może poczujesz się lepiej - powiedziałam idąc na górę&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dzięki.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Nie ma sprawy - uśmiechnęłam się, już bardziej do siebie. Zatrzymałam się za ścianą i w głębi serca coś mi podpowiadało, żebym chwilę tu postała i może źle, może dobrze, zaczęła posłuchiwać.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Summer zrobiłam kolację - rzuciła od niechcenia Izabella. Wiedziałam, że jak tylko wyjdę to będzie traktować ją tak zanim tu przyjechałam. Mnie się boi, ale jak nie ma mnie obok to tak jak zwykle ma wszystko w dupie. Osobiście dopilnuję tego, żeby straciła tą pracę, gdy tylko chłopki wrócą z trasy. Jej zachowanie jest dziwne i niepoważne. Młodszych się boi, a starszymi pomiata.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Daj mi spokój... nie będę jadła...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- No, ale musisz, przecież Louis...&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Chyba jeszcze wiem co muszę, a co nie. Nie broń się Louisem.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dobra, nie chcesz jeść to nie. Chciałam być miła, no ale... - mruknęła pod nosem. Ona miła? Chyba coś jej się poprzestawiało w tej jej pustej główce.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&amp;nbsp;*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjZlnhr6LDGAEaX7p8wVINWt8a6ZdT05pHkm7EqDEHs_L4WfCdz4WtD9OLpR00aey2zOiQ58N3Q7HJhBv3W5Sqs0HwfYrQ7bsOte-HinhzqNW37NaKDGu6kvXAQtA_dxyI9FGvkVXcWOq8/s1600/tumblr_inline_mkubzxAmOU1qz4rgp.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;281&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjZlnhr6LDGAEaX7p8wVINWt8a6ZdT05pHkm7EqDEHs_L4WfCdz4WtD9OLpR00aey2zOiQ58N3Q7HJhBv3W5Sqs0HwfYrQ7bsOte-HinhzqNW37NaKDGu6kvXAQtA_dxyI9FGvkVXcWOq8/s1600/tumblr_inline_mkubzxAmOU1qz4rgp.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
Nie miałam większego wyboru, a właściwie żadnego i musiałam jechać z Lottie do lekarza na obserwację. Ja rozumiem, że ona się martwi, ale żeby tak z rana ściągać ludzi z łóżka... Jednak nie mam jej tego za złe. Chyba wszystko jest w porządku. Dobrze, że pojechałyśmy tam. Zrobili mi kilka badań i dokładnie obejrzeli, a na dodatek zwiększyli mi dawkę leków. Może to i lepiej. A może... Sama nie wiem. Nie chcę być od nich uzależniona, ale wiem, że w tym momencie mój organizm nie umie bez nich normalnie funkcjonować. Lottie przywiozła mnie do domu, a sama musiała jechać do Lou, która jak się okazało od wczoraj jest w Londynie. Myślałam, że cały czas jest z chłopaki w trasie, a jak widać musiała wrócić tu na dwa, trzy dni, bo razem z Lottie mają jakieś ważne rzeczy do załatwienia. Natomiast chłopaki zostali z inną stylistka na zastępstwo. No,ale to tylko na te kilka dni. Wczoraj z Lottie przegadałyśmy cały wieczór. Pokazała mi również trochę nowych zdjęć reszty rodzeństwa. Maluchy nieźle wyrosły. Dawno ich nie widziałam, dlatego bardzo chciałabym w najbliższym czasie ich odwiedzić. Mam nadzieję, że się uda. Po ślubie to właśnie oni będą zastępować mi najbliższą rodzinę. Mi i Niallowi. Bo jeśli uważnie na to wszystko popatrzeć, obydwoje mamy tylko ich i Vanessę. A matka... nawet nie zasługuje na to, by zaliczać ją do tej rodziny.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Weszłam do domu i nawet nie zaglądając do kuchni, od razu powędrowałam do sypialni, tam gdzie czułam się najbardziej bezpieczna w tym domu.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
- Dlaczego od 2 dni się głodzisz? - doszedł mnie znany głos, a moje ciało momentalnie zesztywniało. Przecież to niemożliwe.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/07/rozdzia-13.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhi5ogZNsDDGK16wAg2zNgC4XvkBftJNTYKd6MWbEV0Rf098gPdDpkwfJ2tKm1dM6Xibl3XwOjQzpy8xsdv0xC_OUbP4_StZcYAqa0CRavjwXWo1BiD21Rdzd4fpf-DcRK8mRSNr-GOoUw/s72-c/large.gif" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-4815835836108464645</guid><pubDate>Sat, 22 Jul 2017 08:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-22T10:00:14.194+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 12</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Odległość nas nie zniszczy. Nasze serca będą rosły. Brak siebie nawzajem nigdy nie czyni naszej miłości chłodnej.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Siedzę w kuchni, próbując przełknąć jakieś jedzenie. Niestety przebywam w towarzystwie Izabelli. Nadal nie rozumiem po co ona przy mnie siedzi i patrzy jak jem śniadanie. Ona i tak nic nie robi. Wolę, żeby to Matt siedział tu zamiast niej. A Louisa... nie ma już 2 tygodnie. Jakoś sobie radzę. Jakoś... Jeżeli powiem, że nie to też to będzie po części prawda. Tęsknię, to słowo, które zbyt mało wyraża. Chciałabym, aby był tutaj, ze mną, z nami, abym mogła czuć się bezpieczna, bo teraz nie jestem w 100%. Sytuacja z nocy, kiedy się do nas wkradli, powtórzyła się jeszcze 2 razy i za każdym razem dostawałam smsy. Dodatkowo okazuje się, że zamontowali nam w garderobie kamerę, aby nas obserwować. Nie powinno &amp;nbsp;jej tam być. W ogóle nie powinno być żadnych kamer w środku budynku. Jak na razie ochrona cały czas wszystko przeszukuje. Louis nadal o niczym nie wie i sama już nie wiem czy tak powinno dalej pozostać czy nie. Wiem, że gdy mu o tym powiem, będzie się martwił. On zrobi dosłownie wszystko, żebym z dziećmi była bezpieczna. I podejrzewam, że gdyby trzeba było, postawił by na nogi odpowiednie służby. Posunąłby się do czegoś takiego dla naszego dobra.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Usłyszałam dzwonek i odłożyłam widelec, widząc w oknie kuriera. Już miałam wstać, ale ta wredna małpa Izabella mnie zatrzymała. Oczywiście.&lt;br /&gt;
- Otworzę, zostań - odezwała się.&lt;br /&gt;
- O nie. Z tego co widzę, przyjechał kurier i mogę się założyć, że to co przywiózł z pewnością dla ciebie nie jest. Jeżeli to do mnie, to tylko ja mogę podpisać dokument, ewentualnie Louis lub Niall, ale ich tu nie ma. Dlatego mnie puść, albo pożegnasz się ze swoją pracą, chociaż już dawno powinno do tego dojść, tym bardziej, że nic nie robisz - fuknęłam i odeszłam do drzwi, zostawiając to oszołomione babsko w kuchni. &amp;nbsp;Otworzyłam drzwi i widząc w nich zaprzyjaźnionego kuriera, uśmiechnęłam się.&lt;br /&gt;
- Paczka dla Summer Smith - powiedział spoglądając na kartki, a potem na mnie.&lt;br /&gt;
- To ja. Gdzie podpisać? - spytałam, a mężczyzna wskazał mi odpowiednie miejsce na kartce i podał długopis. Szybko maznęłam podpis, a potem popatrzyłam na duże pudełko, które miałam zamiar już wziąć do rąk, ale wyprzedził mnie kurier.&lt;br /&gt;
- Zaniosę to pani. To dość duże, a pani jest w ciąży.&lt;br /&gt;
- Dziękuje - uśmiechnęłam się szerzej. - Proszę za mną - wskazałam na salon, a następnie go do niego poprowadziłam. - Może pan to postawić na stoliku?&lt;br /&gt;
- Oczywiście - odpowiedział, a już po chwili pakunek stał na odpowiednim miejscu. - Życzę miłego dnia i do widzenia - powiedział odchodząc.&lt;br /&gt;
- Ja również i jeszcze raz dziękuję - zamknęłam za nim drzwi i wróciłam do salonu. Podeszłam do stolika, na którym stała paczka i spojrzałam na nadawcę, ale zbyt wiele się z tego nie dowiedziałam, tylko tyle, że to przyszło z Chicago. Rozerwałam taśmę i otworzyłam tekturowe pudło, a moim oczom ukazał się duży, pluszowy miś. Wzięłam go do rąk i się uśmiechnęłam. Piękny miś z czerwoną kokardką. Zaśmiałam się cicho i odłożyłam go na kanapę. W pudełku znalazłam jeszcze różowawą &amp;nbsp;bluzkę z dużym napisem: &quot;MAMA NA MEDAL, NASZA I TYLKO NASZA.&quot;&lt;br /&gt;
Takie coś mógł wysłać jedynie Louis. Cieszę się, że przyszła do mnie ta paczka. Szczególnie, jeżeli jest ona od mojego narzeczonego. Chyba w tym momencie to najbardziej się teraz dla mnie liczy. Pamięta o mnie, o nas i właśnie to tak bardzo mnie uszczęśliwia. Złożyłam bluzkę z powrotem, gdy w tej samej chwili usłyszałam dźwięk rozbijającego szkła. Nie, proszę nie.&lt;br /&gt;
Poszłam w kierunku, z którego dochodził mnie dźwięk i zobaczyłam kawałki szkła na podłodze, a obok nich moje zdjęcie wraz z Louisem, to na którym jest do mnie przytulony, a jego dłonie ułożone są na moim brzuchu. Zabolało? I to bardzo. Lekkie... a raczej mocne, ukłucie w sercu.&lt;br /&gt;
- P-przepraszam, posprzątam to - usłyszałam obok głos Izabelli i tylko przeniosłam tępy wzrok na nią. Może to tylko ramka, ale zabolało. To tak jakbym straciła najlepsze wspomnienie z życia...&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgcfPMV5IWIuYdUK3qi_xcI79PWbQHP0RWO7dKu50lQKXjFFBUmzG-udJbeDl8w9_X2iGEQeY_xNbjsNWuGzFQJb3LLS7cfB2IutXK9nvntjbX4PTi3Hed4eoAGEJVByZTeNDxE7Ce6JlY/s1600/tumblr_inline_nluga0djbv1rifr4k.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;258&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgcfPMV5IWIuYdUK3qi_xcI79PWbQHP0RWO7dKu50lQKXjFFBUmzG-udJbeDl8w9_X2iGEQeY_xNbjsNWuGzFQJb3LLS7cfB2IutXK9nvntjbX4PTi3Hed4eoAGEJVByZTeNDxE7Ce6JlY/s1600/tumblr_inline_nluga0djbv1rifr4k.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Ślęczę przed kominkiem już dobre 2 godziny, aż nadszedł wieczór. Z nudów zadzwoniłam do mamy Louisa. Lubię to, że traktuje mnie jak swoją córkę, mimo że nią nie jestem. Sama pokochałam ją tak jak mamę. I mimo, że wiem, że rodzice Louisa nigdy nie zastąpią mi moich, wiem, że będą uczestniczyć w naszym życiu i kiedy będzie trzeba, przyjadą i nam pomogą.&lt;br /&gt;
W końcu spytałam o dzieciństwo Louisa, o to że nie myślał, że kiedyś założy rodzinę. Nie wiedziałam dlaczego tak myślał, aż do teraz. Dowiedziałam się, że gdy był młodszy miał wiele kompleksów, głównie tych dotyczących swojego wyglądu. Nie był zbyt wysoki, ale był bardzo chudy, zresztą podobnie jak teraz. Jego rodzina miała problemy finansowe, z czego wynikało to, że czasem chodził w zniszczonych ubraniach, nawet do szkoły. Potem stwierdził, że i tak żadna dziewczyna go nie zechce, więc dołączył do drużyny piłkarskiej, gdzie treningi odbywały się tak często, że nie miał prawie życia towarzyskiego. W końcu postanowił zając się muzyką i zgłosił się do X Factora, lecz i wtedy dużo osób zaczęło się z niego śmiać, wytykać palcami, twierdząc, że nic tym nie osiągnie. Jedynym wsparcie była dla niego rodzina oraz najlepsi przyjaciele, których ma do dziś. Jednak wszystko potoczyło się kompletnie inaczej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Podpisał ważny kontrakt na płytę, razem z chłopkami stworzyli zespół i dopiero to sprawiło, że zmienił swoje nastawienie do tej sprawy. Znalazł pierwszą dziewczynę, a jego poglądy zmieniły się kompletnie.&lt;br /&gt;
I właśnie po wysłuchaniu tych kilku historii od mamy Louisa, zdałam sobie sprawę, dlaczego on prawie zawsze obchodzi się ze mną jak z piórkiem, jak z czymś co można bardzo łatwo stracić. On po prostu nie chce wrócić do tych czasów, gdy był całkowicie sam; nie chce mnie stracić. A ja... myślę, że bez względu na to co może się stać, powinnam przy nim być, bo zdałam sobie sprawę, że tylko ta osoba sprawi, że będę szczęśliwa. Nigdy nie zamierzam o tym zapomnieć. Chcę go poślubić, mieć z nim dzieci i mieć szczęśliwe, udane życie, aż do końca. I wiem, że nawet jeśli na naszej drodze staną przeszkody, bądź kłótnie, on chce tego samego.&lt;br /&gt;
&amp;nbsp; &amp;nbsp;Delikatnie się uśmiechnęłam i przetarłam dłońmi twarz, już nieco nagrzaną od palącego się ognia. Nie wiem po co go zapaliłam, jest przecież lato. Może dla uroku wieczoru, a może po to, aby poczuć się wtedy, gdy byłam mała i siedziałam z Niallem i rodzicami przed takim właśnie kominkiem, a może... chciałam poczuć się tak jakby Louis był tu, obok mnie.&lt;br /&gt;
Wzięłam do ręki kubek z czekoladą, upiłam łyk i wstałam z miejsca, jeszcze raz patrząc na płomyki. Jak za dawnych czasów - pomyślałam. Przeszłam kilka kroków, a potem usiadłam na naszej miękkiej kanapie, podciągając nogi pod samą brodę. Wyciągnęłam rękę po pilot, po czym włączyłam telewizor, przełączając na amerykańskie kanały, aż przypadkowo włączyłam stację BBC, gdzie był transmitowany jakiś program na żywo. Zostawiłam na tym kanale, licząc na coś ciekawego. I tak się stało, bo wraz z tym, gdy prowadzący zapowiadał zespół z Wysp Brytyjskich, do studiach weszło całe One Direction, z moim bratem i narzeczonym na czele. Uśmiechnęłam się szeroko na ich widok. Tak długo ich nie widziałam, tak długo nie widziałam tak ważnych osób w moim życiu. Podgłosiłam uważniej słuchając.&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Drodzy państwo, jest tu z nami najbardziej rozpoznawalny zespół młodego pokolenia. Fani z całego świata zrobiliby wszystko, aby tylko zobaczyć ich na żywo. Chłopaki, jak się czujecie w trasie, w której właśnie jesteście? &lt;/i&gt;- spytał jeden z dziennikarzy.&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Jest świetnie. Mamy zaplanowanych jakieś 40 koncertów, już ponad połowę zagraliśmy. Ale wiesz, każdy z nas tak samo tęskni za bliskimi - &lt;/i&gt;zaczął Harry. - &lt;i&gt;&amp;nbsp;Mimo, że to tym razem tylko miesiąc, nie tak jak przez kilka innych tras 10 miesięcy, rok, nadal tęsknimy. Mamy ogrom pracy. Codziennie koncert, czasem dwa, wywiady. Ostatnio mieliśmy sesję.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Właśnie i jeszcze nagrania na nową płytę - &lt;/i&gt;dodał Liam. &lt;i&gt;- Naprawdę mamy mało czasu na odpoczynek.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Tak jak Liam mówi - &lt;/i&gt;usłyszałam głos Louisa. - &lt;i&gt;W tamtym tygodniu spaliśmy 3-4 godziny dziennie. Chyba tyle, prawda chłopaki?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2BUWGZ_fq76oN8lxp10u0kj1EBxDkUNjP9La2YfS_sKihAfZEFFw7aLEpMaPipRtJFFucgwJp2Zkb8V4WozqHhNzSFpxi8dBTRkqrGVO92vjZP44Q3uDZyGvcefmWcIc7XLnxUg6FCrA/s1600/tumblr_mijaghgcbj1qmxhwpo1_500.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;297&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi2BUWGZ_fq76oN8lxp10u0kj1EBxDkUNjP9La2YfS_sKihAfZEFFw7aLEpMaPipRtJFFucgwJp2Zkb8V4WozqHhNzSFpxi8dBTRkqrGVO92vjZP44Q3uDZyGvcefmWcIc7XLnxUg6FCrA/s1600/tumblr_mijaghgcbj1qmxhwpo1_500.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;i&gt;- Mówcie za siebie. Nagrywałem w nocy solówki, spałem o wiele mniej niż wy - &lt;/i&gt;odezwał się Niall.&lt;br /&gt;
-&lt;i&gt;&amp;nbsp;Tak, więc sam widzisz. Łatwo nie jest - &lt;/i&gt;dopowiedział Liam. &lt;i&gt;- Ale chyba żaden z nas nie zamieniłby tego co mamy na nic innego. To nasze marzenia.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Tak, rozumiem. Trzymamy kciuki, na pewno ze wszystkim sobie poradzicie - &lt;/i&gt;powiedział dziennikarz. - &lt;i&gt;Przejdźmy do kolejnego pytania. Louis, słyszeliśmy, że macie z Summer kryzys. Czy to prawda? - &lt;/i&gt;spytał, a ja myślałam, że kogoś w tym domu zaraz rozszarpię.&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Jaki kryzys? Nie ma żadnego kryzysu - &lt;/i&gt;mówił Louis, a ja mogłam zobaczyć, że zaczyna się już denerwować. I tak jest. Za dobrze go znam, by tego nie zauważyć.&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- A to, że nie pokazujecie się już razem?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Nie będę rozmawiał o życiu prywatnym.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- A ty Niall? Czy twoja siostra jest szczęśliwa z Louisem? -&lt;/i&gt;zwrócił się do blondyna. Oni cholernie pragną o wszystkim wiedzieć.&lt;br /&gt;
- &lt;i&gt;Przepraszam, ale czy to jest jakieś przesłuchanie? Jeżeli tak ma wyglądać dalsza część wywiadu to my możemy już wyjść. Nie widzę powodu, aby o tym rozmawiać i nie mam zamiaru wypowiadać się na temat rodziny - &lt;/i&gt;odpowiedział z irytacją Niall.&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Ale fani z pewnością chcieliby wiedzieć co słychać u ich idoli. Więc jak tam ciąża u Summer?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;- Koniec wywiadu! - &lt;/i&gt;krzyknął Louis i zerwał się z kanapy, wychodząc z planu, a za nim poszła reszta zespołu.&lt;br /&gt;
- &lt;i&gt;&amp;nbsp;A-ale... Proszę państwa... chyba musimy przerwać program, powrócimy za chwilę - &lt;/i&gt;odezwał się prowadzący, a ja wraz z jego słowami wyłączyłam telewizor. Czy oni muszą wszystko wiedzieć do cholery?! To nasze życie, a nie ich. Mamy prawo do prywatności. Dobrze, że jeszcze nie stoją nam przed domem. Chociaż może być różnie. Patrzyłam tępo w dywan, cały czas rozmyślając, aż mój telefon się zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz. Louis. Smutno się uśmiechnęłam i odebrałam.&lt;br /&gt;
- Czekałam, aż zadzwonisz - powiedziałam cicho.&lt;br /&gt;
- Hej skarbie - usłyszałam jego smutny głos.&lt;br /&gt;
- Hej - przytuliłam się do leżącej obok poduszki. - Widziałam wywiad...&lt;br /&gt;
- Nie tak miał wyglądać - westchnął. - Nie jesteś zła, że nie chciałem odpowiadać na pytania o nas?&lt;br /&gt;
- Nie jestem, ani trochę. Nie mieli prawa o to pytać. Zrobiłeś to co należy i cieszę się, że na nie nie odpowiedziałeś.&lt;br /&gt;
- Nie lubię rozmawiać o życiu prywatnym, przecież wiesz...&lt;br /&gt;
- Wiem, bo ja też nie. Nikt z nas nie lubi - odpowiedziałam cicho. - Dostałam paczkę - dodałam po chwili, lekko się uśmiechając.&lt;br /&gt;
- Czyli jednak doszła?&lt;br /&gt;
- Doszła. Dziękuję. I za misia i za bluzkę. Sam kupowałeś?&lt;br /&gt;
- Oczywiście, że sam - zaśmiał się. - Zobaczyłem tą bluzkę i musiałem ją dla ciebie kupić. A jak wrócę to dostaniesz ode mnie jeszcze słodycze, chcesz?&lt;br /&gt;
- Pewnie, że chcę... Louis?&lt;br /&gt;
- Tak?&lt;br /&gt;
- Tęsknię za tobą.&lt;br /&gt;
- Ja bardziej. Bez ciebie to nie to samo. Jak sobie radzisz?&lt;br /&gt;
- Kiepsko, ale jakoś radzę. Czasem z Mattem gramy w gry. Dziś rozmawiałam z twoją mamą... Vanessa często dzwoni. Ale wiesz co jest najgorsze? - spytałam już mając łzy w oczach.&lt;br /&gt;
- Co takiego?&lt;br /&gt;
- Że nie mogę cię nawet zobaczyć - rozpłakałam się.&lt;br /&gt;
- Nie płacz, proszę. Summer...&lt;br /&gt;
- Jak mam nie płakać? Naprawdę tęsknię...&lt;br /&gt;
- Błagam... - usłyszałam jego głos, który zaczął się trząść.&lt;br /&gt;
- Obiecujesz, że wrócisz za 2 tygodnie?&lt;br /&gt;
- Obiecuję. Niczego więcej nie pragnę. Tylko proszę, nie płacz już.&lt;br /&gt;
- Nie będę... jak mi coś zaśpiewasz...&lt;br /&gt;
- Zaśpiewam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/07/rozdzia-12.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgcfPMV5IWIuYdUK3qi_xcI79PWbQHP0RWO7dKu50lQKXjFFBUmzG-udJbeDl8w9_X2iGEQeY_xNbjsNWuGzFQJb3LLS7cfB2IutXK9nvntjbX4PTi3Hed4eoAGEJVByZTeNDxE7Ce6JlY/s72-c/tumblr_inline_nluga0djbv1rifr4k.gif" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-2583412294169753485.post-4072844729268202668</guid><pubDate>Sat, 15 Jul 2017 07:30:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-15T09:30:13.704+02:00</atom:updated><title>ROZDZIAŁ 11</title><description>&lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Wolno ci tęsknić, wolno ci płakać, wolno ci mieć słabsze dni... Ale nigdy nie wolno ci się poddawać.&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;
~Summer~&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Leżę zwinięta w kłębek i od blisko godziny przyglądam się jak Louis się pakuje. To już jutro. Zostawia mnie, nas... Na okrągły miesiąc. Zostaję tylko z Mattem, moim ulubionym ochroniarzem i tą pomocą domową, Izabellą, która od samego początku została przeze mnie znienawidzona, całkowicie i nieodwracalnie.&lt;br /&gt;
- Widziałaś mój paszport? - doszedł mnie głos Louisa stojącego nad walizkami. - Szukam go i szukam i...&lt;br /&gt;
- W komodzie w górnej szufladzie - cicho odpowiedziałam, pociągając nosem.&lt;br /&gt;
- Dzięki - podszedł do mebla i wyjął z niego przedmiot. Włożył go w swoją torbę, a potem na mnie spojrzał. Podszedł do łóżka, na którym leżałam i usiadł na jego rogu. Wyciągnął lewą rękę i odgarnął kosmyki moich włosów.&lt;br /&gt;
- Wrócę. Obiecuję, że wrócę - powiedział, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą zaraz starł kciukiem. - Słońce... Przecież wiesz, że cię kocham.&lt;br /&gt;
- Wiem - rozpłakałam się. - Ale będzie mi ciężko, kiedy cię nie będzie. Kto mnie przytuli? Kto pocałuje?&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqcWhXwOlyXYflFrhI6_LLP2YC7J0_5g4mtCtL1blMiHmbuTLmHReHOlFnYhsT407s-pwhhQZ9dbspvkS7FKRmzOSBAJ1yUIGYDGJxUU20EArR-_t9K0heHaJUhf6f9nRbxAyP5-PW058/s1600/original.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;250&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqcWhXwOlyXYflFrhI6_LLP2YC7J0_5g4mtCtL1blMiHmbuTLmHReHOlFnYhsT407s-pwhhQZ9dbspvkS7FKRmzOSBAJ1yUIGYDGJxUU20EArR-_t9K0heHaJUhf6f9nRbxAyP5-PW058/s1600/original.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Będę codziennie dzwonił, zobaczysz.&lt;br /&gt;
- To miesiąc Louis...&lt;br /&gt;
- Wiem, zdaję sobie z tego sprawę. Ale przekonasz się, że miesiąc minie, a ja przylecę od razu po ostatnim koncercie, przytulę, pocałuję i nie zostawię cię już więcej do końca ciąży.&lt;br /&gt;
- A przytulisz mnie teraz? - spytałam cicho.&lt;br /&gt;
- Przytulę - podniosłam się do pozycji siedzącej, a on spełnił &amp;nbsp;moją prośbę. Przytulił mnie mocno, wtulając swoją głowę między moje włosy, a palcami delikatnie błądził po moich plecach. - Jest coś co mogę dla ciebie zrobić zanim wyjadę?&lt;br /&gt;
- Zostawisz mi swoją czarną bluzę? - spytałam nieśmiało.&lt;br /&gt;
- Tą z białymi paskami na rękawach? Twoją ulubioną? - odsunął się ode mnie i uśmiechnął , a ja przytaknęłam. - Zostawię.&lt;br /&gt;
- Dziękuję - uśmiechnęłam się, próbując powstrzymać łzy.&lt;br /&gt;
- Ładnie w niej wyglądasz, wiesz? - położył dłoń na moim brzuchu. - Twój brzuszek też - mrugnął do mnie, a ja się cicho zaśmiałam.&lt;br /&gt;
- Nie prawda. Tak tylko mówisz. Wiem, że wyglądam grubo.&lt;br /&gt;
- Kiedy w końcu zrozumiesz, że mówię prawdę? Jeśli powiedziałem, że wyglądasz pięknie to tak jest.&lt;br /&gt;
- Będę tęsknić...&lt;br /&gt;
- Ja bardziej - zbliżył się do mnie i delikatnie pocałował w usta. Oddawałam każdy pocałunek, włożyłam dłonie pod jego bluzkę, a on zaczął mocniej napierać swoimi ustami na moje, powodując, że z powrotem leżałam na łóżku. Wzięłam w dłonie krańce jego koszuli, pociągając ją do góry, w momencie, gdy się ode mnie oderwał, zaczerpując trochę powietrza.&lt;br /&gt;
- Nie możemy skarbie... - delikatnie trącał swoim nosem o mój.&lt;br /&gt;
- To dopiero 4 miesiąc... - przypomniałam mu.&lt;br /&gt;
- Nie dopiero, ale już. Poz tym nie chcę zrobić wam krzywdy.&lt;br /&gt;
- Nie zrobisz... - szepnęłam.&lt;br /&gt;
- Summer... nie...&lt;br /&gt;
- No dobrze - westchnęłam. - To chociaż mnie poprzytulaj dopóki nie zasnę.&lt;br /&gt;
- To mogę zrobić - lekko się uśmiechnął i położył obok, całując w szyję. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy. Po kilku chwilach dalsza część filmu mi się urwała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Louis~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
Stoję w sali odlotów i trzymam dłoń najważniejszej dla mnie osoby. Nie wierzę, że to już dziś. Za szybko. Oddałbym chyba wszystko, aby nie lecieć w tą trasę i zostać tutaj, z moją rodziną... &amp;nbsp;Ale życie zawsze pokomplikuje mi wszystko. Zresztą... wątpię, żeby to się zmieniło. Taki mój los.&lt;br /&gt;
- Dlaczego...? - usłyszałem cichutki głoski. Zdałem się na odwagę i w końcu, zamiast na jej dłoń, spojrzałem w oczy szatynki. Pełne łez...&lt;br /&gt;
- Nie płacz... proszę... nie zniosę tego - starłem kciukiem kilka łez z jej policzków, nie spuszczając wzroku z jej oczu.&lt;br /&gt;
- Nie mogę... nie umiem - szepnęła. W jej głosie można było wyczuć, że zaraz się rozpłacze na dobre. Nie czekając na dalsze skutki tego, po prostu ją przytuliłem, nie chcąc niczego mówić, bo wiem, że słowa nie pomogą. Przynajmniej nie teraz. - Będę tęsknić - nie wytrzymała i bariera łez puściła. Wiedziałem, że tak będzie. Ona jest zbyt delikatna i wrażliwa.&lt;br /&gt;
- Pamiętaj, że zawsze będę cię kochał - szeptałem do jej ucha. - Nie wierz w nic co piszą gazety, ani w nic co jest w telewizji. Chyba, że sam to potwierdzę. Nie wierz w żadne słowa obcych ludzi. Wszystko co ważne będziesz wiedzieć od nas, przede wszystkim ode mnie. Proszę cię, nie ufaj nikomu spoza bliskich. Masz Matta, mów mu jeżeli zobaczysz coś podejrzanego.&lt;br /&gt;
- Dobrze - odpowiedziała mało słyszalnie, pociągając nosem. Zmniejszyłem tą i tak małą odległość między nami i złączyłem nasze usta w pocałunku.&lt;br /&gt;
- Uważaj na siebie - powiedziałem po oderwaniu. - Kocham cię - puściłem jej dłoń. Widząc, że Niall chce się z nią pożegnać, pocałowałem ją jeszcze w czoło i odszedłem do chłopaków. Podszedłem do ochroniarza, który kazał podpisać mi ważne dokumenty. Szybko maznąłem swój podpis na każdej z kartek po czym podałem mu swój paszport. Odwróciłem się jeszcze raz i zobaczyłem Ją. Stała sama, wpatrzona we mnie, płakała... Tak nie może wyglądać nasze pożegnanie. Rzuciłem torbę i gitarę, które trzymałem, na ziemię i nie patrząc na to co się wokół mnie dzieje, podbiegłem do szatynki. Wpiłem się w jej usta, czując słony smak łez. Naszych łez... Oboje płakaliśmy... Wlałem w pocałunek całe moje uczucie, którym ją darzę oraz dodatkowo położyłem dłoń na jej brzuchu. Trzy osoby, dla których wiem, że muszę wrócić. Trzy najważniejsze osoby w moim życiu i nie pozwolę, aby coś im się stało. Jak najdelikatniej przerwałem pocałunek, spojrzałem w jej oczy, po czym szepnąłem; &quot;Kocham cię&quot; i wróciłem do zespołu. Ostatni raz spojrzałem za siebie, gdzie wciąż stała, lekko się uśmiechając. Zdałem się na mały szczery uśmiech i odszedłem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
~Summer~&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Krzątam się z Mattem po mieście bez żadnego celu. Wiem, że gdy wrócę do domu, wszędzie będę widzieć coś co przypomina mi o Louisie. Poza tym Izabella będzie w domu 24/7 aż do jego powrotu. Nienawidziłam jej od samego początku i wiem, że ci, którzy wybierali ją na pomoc domową dla mnie, patrzyli tylko na jej cycki i dupę. Mimo to, kiedyś muszę wrócić do domu. Ale na razie jeszcze pospaceruję, bo nie jest ciemno. Naprawdę jedynym pocieszeniem teraz jest dla mnie Matt. Bardzo go lubię i cieszę się, że to właśnie on został tu ze mną, w Londynie.&lt;br /&gt;
- Drake?! - krzyknęłam, gdy zauważyłam znaną mi postać. Mężczyzna się odwrócił, co potwierdziło moje przypuszczenia. - Drake!&lt;br /&gt;
- Summer?! - nieźle się zdziwił i zaczął iść w moim kierunku. - Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś się spotkamy - powiedział stając przede mną. Przytuliłam go na powitanie i dałam znak Mattowi, aby dał nam trochę czasu na rozmowę.&lt;br /&gt;
- Dlaczego? - zaskoczyłam się. - Chodź, siądziemy - wskazałam na ławkę.&lt;br /&gt;
- A no dlatego... - zaczął, gdy usiedliśmy - że już chyba mnie nie potrzebujesz, co? Zakładasz rodzinę, więc...&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjHJwy1Ur_KMG9r-oGLm5ScHorK4e5CqzhaWcidDI4G7P-pLvjKBUQMO7PFLezPZxQwLn7YMKRXO7i23v-_-RFScMgcQzzaCH2t_by2JOjvjY62SRCCOz6Oejk7vdgUyq_46Y13m4ox3qg/s1600/tumblr_inline_nl8pjho5QX1rifr4k.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;281&quot; data-original-width=&quot;500&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjHJwy1Ur_KMG9r-oGLm5ScHorK4e5CqzhaWcidDI4G7P-pLvjKBUQMO7PFLezPZxQwLn7YMKRXO7i23v-_-RFScMgcQzzaCH2t_by2JOjvjY62SRCCOz6Oejk7vdgUyq_46Y13m4ox3qg/s1600/tumblr_inline_nl8pjho5QX1rifr4k.gif&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
- Daj spokój - przerwałam mu. - Mimo wszystko, wciąż się przyjaźnimy. A tak przy okazji, to nadal trafiają mi się takie momenty, kiedy potrzebuję czegoś mocniejszego i...&lt;br /&gt;
- O nie! - nagle krzyknął. - Doskonale wiem kim jestem, ale tobie nie dam już dragów - zaczął szeptać. - Jesteś w ciąży i nie chcę mieć na sumieniu niewinnego dziecka.&lt;br /&gt;
- Dzieci - poprawiłam go. - Poza ty...&lt;br /&gt;
- To gratuluję - wtrącił mi się w zdanie.&lt;br /&gt;
- Poza tym nikt nie powiedział, że je chcę, po prostu tak tylko wspominam...&lt;br /&gt;
- Zawsze tylko wspominałaś, a później prowadziło do tego, że musiałem dawać ci zapas kokainy.&lt;br /&gt;
- Myślisz, że zrobiłabym krzywdę własnym dzieciom?&lt;br /&gt;
- Tego nie powiedziałem - sprostował.&lt;br /&gt;
- To masz szczęście. Wiesz co? Zmieńmy temat, bo czuję, że ten nie doprowadzi do niczego dobrego.&lt;br /&gt;
- Ja go nie zaczynałem - podniósł ręce w geście obronnym.&lt;br /&gt;
- Och, przestań już, bo w tym momencie naprawdę zaczynasz mnie już irytować - rzuciłam w jego kierunku.&lt;br /&gt;
- No dobra, już dobra. Zapomniałem, że teraz masz coś nie halo ze swoimi humorami - powiedział, a ja zmroziłam go wzrokiem. - Przepraszam - zakrył sobie usta dłonią. - Wymsknęło mi się.&lt;br /&gt;
- No ja myślę...&lt;br /&gt;
- To... co u ciebie? Oprócz tego co już wiem?&lt;br /&gt;
- Wprawdzie nic interesującego... Louis wyleciał kilka godzin temu do Stanów w trasę, a ja zostałam sama i łażę po mieście jak obłąkana - odwróciłam twarz w inną stronę.&lt;br /&gt;
- No słyszałem, że wylatuje, ale byłe przekonany, że ty razem z nim.&lt;br /&gt;
- Też byłam przekonana... ale nie pozwolili mi, zresztą nieważne. Trochę zbyt skomplikowane - wymamrotałam. Usłyszałam przyjście wiadomości i wyjęłam telefon z torebki. - Sorry, ale muszę to sprawdzić. Obiecałam, że będę pod telefonem.&lt;br /&gt;
- Jasne - uśmiechnął się lekko. Weszłam w nową wiadomość, która okazała się być od Louisa i zaczęłam czytać:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;Niedawno wylądowaliśmy. U nas jest ranek i właśnie jadę na pierwszą próbę. Niedługo zadzwonię.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;Kocham, całuję i tęsknię.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
Uśmiechnęłam się na myśl o szatynie i wysłałam mu krótką odpowiedź.&lt;br /&gt;
- Narzeczony? - usłyszałam obok i podniosłam wzrok.&lt;br /&gt;
- A nawet ktoś więcej niż narzeczony...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;
*//*//*&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBrEAz_3ErQnjBv9-l0ddC2Nw7LM5nYnyKdnNLHXXO0XQ173oAqKmmGHNQHutnk_YCZ3VN_ZfFnQQp5I32T8wQa5i9R-3nIHtDXPjv9K3bBUxvO-GYWeREjuRQsA0hdmmimpefkN5VRHE/s1600/tumblr_mzgwid9ZuQ1qd7fc3o6_250.gif&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;135&quot; data-original-width=&quot;245&quot; height=&quot;220&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBrEAz_3ErQnjBv9-l0ddC2Nw7LM5nYnyKdnNLHXXO0XQ173oAqKmmGHNQHutnk_YCZ3VN_ZfFnQQp5I32T8wQa5i9R-3nIHtDXPjv9K3bBUxvO-GYWeREjuRQsA0hdmmimpefkN5VRHE/s400/tumblr_mzgwid9ZuQ1qd7fc3o6_250.gif&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
Po moim ciele przeszedł lekki dreszcz, gdy poczułam, że ktoś mnie dotyka. Czyjaś ręka jeździła po moim policzku, potem przeniosła się na ramiona i stopniowo przesuwała się w dół. Im bliżej znajdowała się mojego brzucha, tym bardziej byłam przerażona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
W końcu, przestraszona, otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą postać ubraną na czarno. Było ciemno, nie widziałam twarzy. Lecz po chwili ta osoba spostrzegła, że ją widzę i zaczęła odchodzić od łóżka. W miarę jak była daleko, zdobyłam się na odwagę i wyciągnęłam rękę w kierunku lampy, którą po chwili zaświeciłam, ale w momencie, gdy już to zrobiłam, tego człowieka już nie było. Kto to był do cholery?! Jeszcze nie jestem tak głupia, aby uwierzyć, że to Louis przyleciał do mnie ze Stanów. Przede wszystkim to niemożliwe, bo kilka godzin temu dopiero tam lądował. Podniosłam się z łóżka i spojrzałam na okno. Jasna cholera. Wkradli mi się przez okno. No przecież to nie możliwe. Wzięłam z krzesła szlafrok, nałożyłam na siebie i podeszłam do okna, żeby je zamknąć. Wyjrzałam przez nie, ale nikogo już nie zobaczyłam. Wyszłam z sypialni i zeszłam na dół. Przelotnie spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. 3:45. Jeszcze lepiej. Weszłam do salonu, gdzie Matt dziwnym trafem nie spał, bo robił jeszcze coś na laptopie.&lt;/div&gt;
- Matt? - zagadnęłam, a on podniósł głowę, spoglądając na mnie.&lt;br /&gt;
- Tak?&lt;br /&gt;
- Byłeś przed chwilą u mnie w sypialni?&lt;br /&gt;
- Nie. Dlaczego miałbym być?&lt;br /&gt;
- To może wpuszczałeś kogoś do domu...&lt;br /&gt;
- Jest 3 w nocy Summer. Kto o tej porze by przyszedł? Poza tym w jakim celu o to pytasz? - zmarszczył brwi.&lt;br /&gt;
- Ktoś był u mnie, gdy spałam, zaczął mnie dotykać...&lt;br /&gt;
- Co? Teraz? - spytał, a ja przytaknęłam. - Nikogo nie widziałem. To jest niemożliwe.&lt;br /&gt;
- Wszedł przez okno. Proszę cię, zrób coś z tym, wzmocnij ochronę, sprawdź monitoring domu. Ja naprawdę się boję.&lt;br /&gt;
- Zrobię wszystko, żebyś była bezpieczna. Idź się kładź, będę czuwał do rana - zamknął laptop.&lt;br /&gt;
- Dzięki - skierowałam się powoli do schodów. - A, i jeszcze jedno - zatrzymałam się i odwróciłam. - Mógłbyś na razie nie mówić o tym Louisowi? Nie chcę, by się martwił.&lt;br /&gt;
- Dobrze, ale jak wróci sama mu o tym powiesz, tak?&lt;br /&gt;
- Dobrze, ale na razie... niech to zostanie między nami.&lt;br /&gt;
- W porządku.&lt;br /&gt;
- Dzięki. Dobranoc - uśmiechnęłam się i weszłam na schody.&lt;br /&gt;
- Dobranoc! - usłyszałam jeszcze, a potem znalazłam się w sypialni. W momencie, gdy przekroczyłam próg pokoju, przyszła do mnie wiadomość. Jeszcze bardziej przestraszona wzięłam telefon do ręki. Odblokowałam go, a serce biło mi jeszcze szybciej niż zwykle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&quot;Ktoś krąży i krąży wokół ciebie. Ciekawe czy zgadniesz kto to... może kiedyś się dowiesz... Ale wtedy dowiesz się również czegoś co skrywają bliskie ci osoby. Na razie zastanawiaj się o co chodzi, ale jak piśniesz choć słówko, twój Romeo nie będzie już taki bezpieczny. Nawet z tą wasza marną ochroną.&quot;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;
&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;
Po przeczytaniu tego, czułam jak moje serce bardziej pragnie wyskoczyć mi z piersi. Szybko wykręciłam numer i i przyłożyłam telefon do ucha, czekając na połączenie. Położyłam dłoń na brzuchu, zamykając oczy.&lt;br /&gt;
- Mama nie da was skrzywdzić - powiedziałam cicho.&lt;br /&gt;
- Słucham? - usłyszałam po drugiej stronie zmęczony głos.&lt;br /&gt;
- Louis? - otworzyłam oczy normując oddech.&lt;br /&gt;
- Co się stało kochanie? U was jest środek nocy. Dlaczego dzwonisz tak późno? Co się dzieje? - zaniepokoił się.&lt;br /&gt;
- N-nic... ja tylko... chciałam usłyszeć twój głos - odpowiedziałam, a w głowie dopowiedziałam sobie: i usłyszeć, że nic ci nie jest...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>http://fame-is-not-important-fanfiction.blogspot.com/2017/07/rozdzia-11.html</link><author>noreply@blogger.com (Perriele rebel)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqcWhXwOlyXYflFrhI6_LLP2YC7J0_5g4mtCtL1blMiHmbuTLmHReHOlFnYhsT407s-pwhhQZ9dbspvkS7FKRmzOSBAJ1yUIGYDGJxUU20EArR-_t9K0heHaJUhf6f9nRbxAyP5-PW058/s72-c/original.gif" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item></channel></rss>