<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-5554647702850383413</atom:id><lastBuildDate>Tue, 25 Aug 2020 07:49:30 +0000</lastBuildDate><category>wiersze</category><category>zepsucie w raju</category><category>kroniki cienia</category><title>Eden</title><description>Opowiadania i inne moje wypociny. Zapraszam chętnych.</description><link>https://opowiadaniaeden.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Arve)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>5</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5554647702850383413.post-8977267873152375716</guid><pubDate>Sat, 18 May 2019 15:26:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-05-18T17:27:44.047+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">zepsucie w raju</category><title>Zepsucie w Raju - Rozdział 1</title><description>&lt;div align=&quot;center&quot; lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.3cm; margin-top: 0.3cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;Rozdział 1&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;,,&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;Occultatum&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: normal;&quot;&gt;&quot;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.3cm; margin-top: 0.3cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Był chłodny, pustynny wieczór. Samotna salamandra przemknęła przez jezdnię, o włos unikając zmiażdżenia pod kołami ciężarówki. Księżyc w pełni świecił na bezchmurnym niebie, pokrytym kaskadą gwiazd. Cisze przerywał tylko odgłos co jakiś czas przejeżdżających samochodów - na pustkowiu panował spokój.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; W kasynie atmosfera kompletnie różniła się od tej panującej na zewnątrz. W środku słychać było głośny śpiew, dźwięk saksofonu, grę na pianinie, szelest żetonów, a także rozmowy lokalnych bywalców i gości. Było duszno i parno, ogromne, diamentowe żyrandole oświetlały główną salę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Na scenie skąpo odziane tancerki wykonywały skomplikowany układ w rytm muzyki. Pomiędzy stołami do gry przemykali zadowoleni zwycięzcy, jak i ci, którzy nie mieli tyle szczęścia. Niedaleko ścian ustawione były maszyny hazardowe, przy których zawsze trzymała się rzesza jednorękich bandytów, w pełni gotowych, by stracić pieniądze dla wielkiej wygranej, która przecież przez większość czasu im umykała. Obsługa krzątała się przede wszystkim w okolicy wymiany pieniędzy, a także i obok stołów do pokera, czujnie wyszukując oszustów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Jaycen jak zwykle radził sobie całkiem dobrze – pokera miał we krwi, tak, jak jego ojciec. Ku swojemu niezadowoleniu czasami musiał przyznać, że jednak są dość podobni. Może stąd ich konflikt – w końcu zbyt wiele wspólnego również rodzi kłótnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Przy jego stole siedziały jeszcze cztery osoby - Oliver Marshall, stary alkoholik i kobieciarz, Richard &quot;Dick&quot; Walterson, młody biznesmen – Jaycen dobrze go znał ze studiów, Victoria &quot;Victory&quot;  Marlow, nałogowa hazardzistka i żona Edwarda Marlowa, jednego z okolicznych miliarderów oraz Miles, tajemniczy, ciemnoskóry mężczyzna w białym smokingu. Tak, &lt;i&gt;tylko&lt;/i&gt;Miles - przynajmniej po tym imieniem znała go większość śmietanki towarzyskiej – ponoć nikt do tej pory nie poznał jego nazwiska. Ludzie nie byli nawet pewni, czy jego imię to aby na pewno Miles – Jaycen nie zdziwiłby się, gdyby się okazało, że nie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Noc była jeszcze młoda, a grą dopiero się zaczęła. Na prowadzenie jak na razie wysunął się Oliver, stary kanciarz. Już kilka razy został wyrzucony z kilku innych kasyn za różnej maści oszustwa. Po mieście krążyła plotka, że stary mężczyzna już się nauczył, ale Jaycen prędzej oddałby przypadkowemu przechodniowi swoje Bugatti niż w to uwierzył. Victoria była dziś wyjątkowo nie w sosie, cały czas omiatając  nerwowym wzrokiem otoczenie, patrząc się wszędzie, tylko nie na graczy. Miles był jak zwykle zrelaksowany – Jaycen nie był pewien, czy ten człowiek w ogóle odczuwa cokolwiek innego niż błogi stan spokoju. Dick zaś, jak każdy normalny gracz, &lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;zachował kamienną twarz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal; line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dla wielu amatorów poker był grą na ukrycie własnych emocji i odrobinę szczęścia. Dla prawdziwego gracza to skomplikowana analiza ilości i wartości poszczególnych kart. Jaycen spuścił wzrok na stół do gry, zastanawiając się nad kolejnym ruchem, swoim jak i przeciwników. &lt;i&gt;Oliver jest zbyt pewny wygranej - niedługo się potknie. Albo po p&lt;/i&gt;&lt;i&gt;rost&lt;/i&gt;&lt;i&gt;u znowu kiwa. Victoria cały czas się wierci, wzdycha, denerwuje. Albo naprawdę coś ją trapi albo po prostu próbuje wszystkich zwieść. Richard-&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;- Przepraszam, mogłabym się jeszcze do was dołączyć, czy może już za późno? - zza swoich pleców Jaycen nagle usłyszał melodyjny, kobiecy głos. Przerwało to jego tok myśli. Inni również spojrzeli w stronę nowo przybyłej, porzucając ich poprzednie rozmyślania. Oliver omiótł ją wzrokiem, dosłownie uśmiechnął się jak rekin i machnął ręką, sygnalizując kobiecie by usiadła.&lt;br /&gt;- Jasne że tak, słoneczko! Dla takiej osóbki, jak pani, możemy spokojnie zacząć od nowa! &lt;br /&gt;Victoria wydała z siebie niezadowolony pomruk, jednak tym razem wyjątkowo postanowiła nie protestować. Richard tylko skinął głową, a Miles lekko się uśmiechnął. Kobieta usiadła na jednym z wolnych siedzeń, dalej od samego Olivera.&lt;i&gt; Nic dziwnego. Od starego na kilometr czuć brandy...&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;- Genevo! Dawno się nie widzieliśmy. Jak tam w pracy? - niespodziewanie odezwał się Miles, ku zszokowaniu Jaycena oraz prawdopodobnie też i całej reszty graczy. &lt;i&gt;A więc on potrafi mówić! &lt;/i&gt;Miles nie był raczej zbyt... gadatliwym typem człowieka. Zwykle tylko się przedstawiał, a gdy ktoś już się go o coś zapytał, to odpowiadał lakonicznie. Nigdy nie zaczynał rozmowy. Nigdy, ale to nigdy. Ta kobieta, „Geneva&quot;, musiała być doprawdy&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;kimś&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp;dla niego&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;istotnym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- W pracy jak to w pracy –&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;biznes jak zwykle, chociaż ostatnio pojawiło się klika nowości. Nic o czym warto wspominać. A jak tam u ciebie? Tak samo jak zawsze?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;-&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ano. Niestety, w mojej branży to norma. Dobra, ale koniec gadania, przecież nasi przyjaciele tu czekają! Potem porozmawiamy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- zauważył mężczyzna. Wszyscy pozostali, włącznie z Jaycenem, przysłuchiwali się tej niby to typowej, ale jednak jakoś dziwnej wymianie zdań z zaciekawieniem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal; line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Młody mężczyzna wewnętrznie wzruszył ramionami i zabrał się do gry. &lt;i&gt;Wygląd&lt;/i&gt;&lt;i&gt;a&lt;/i&gt;&lt;i&gt; na to, że tyle z ich małych pogaduszek&lt;/i&gt;. Nie żeby Jaycenowi to jakoś przeszkadzało – przyszedł tu żeby grać (i wygrać, tym razem!), nie przysłuchiwać się bezsensownym rozmowom. Na wszystko był czas, jak i miejsce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Minuty mijały, a atmosfera wydawała się coraz bardziej napięta. Dzięki sprawnie przeprowadzonemu blefowi teraz to Jaycen miał szanse. Był &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;pewien&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;, że to on ma wygrywający układ. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;i&gt;Nareszcie. W koń&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;i&gt;c&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;i&gt;u coś idzie po mojej myśli. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;Nadszedł czas odsłonięcia kart. Oliver miał trójkę – od razu usunęło go to z równania. Dick zrzucił karty i oddał pulę. Victoria miała kolor - nieźle, ale chyba &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;już&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;sama zdała sobie sprawę z tego, że nie wygra tego rozdania. Miles odsłonił karty i... full. Naprawdę nieźle. Ale to Jaycen miał dzisiaj farta. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Wszyscy wstrzymali &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;oddech&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;kiedy chłopak odsłaniał karty. Poker. Jaycen wygraną miał już w kieszeni. Uśmiechnął się nieznacznie, dając upust swojemu samozadowoleniu. Teraz została tylko Geneva – &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;była trochę dziką kartą, ale Jaycen nie spodziewał się, aby mogła go przebić. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal; line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Kobieta jednym sprawnym ruchem odsłoniła swój układ i mężczyzna natychmiastowo zdał sobie sprawę z tego, jak rażąco się mylił. Kompletnie nie docenił jej umiejętności. Poker Królewski. Jaycen nie wiedział jak, kiedy ani dlaczego.&lt;br /&gt;- To żeś się zapędził, synek! - wypalił Oliver i ryknął śmiechem. Reszta graczy zaczęła w stanie kompletnego szoku gratulować Genevie tak wspaniałej rozgrywki. Jaycen zaś pozostał milczący, chociaż mimowolnie zmusił się do uśmiechu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal; line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Przez chwilę ich spojrzenia się skrzyżowały, a ona odwzajemniła uśmiech. Gdy jego uśmiech był raczej wymuszony, jej wydawał się szczery. Jaycenowi dopiero wtedy udało się lepiej przyjrzeć dziewczynie – wcześniej był zbyt skoncentrowany na pokerze. Miała sercowatą twarz o bladej cerze, dość krótkie, sięgające jej trochę za podbródek falowane blond włosy oraz szmaragdowo zielone oczy. Jej usta pomalowane były wyjątkowo soczyście czerwoną szminką, a na sobie miała wyjątkowo ładną, zieloną suknie do kostek, z rozcięciem przy udzie. W pewnym momencie mężczyźnie głos uwiązł w gardle. Ona... cóż, jednym słowem, była piękna.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Piękna w taki sposób, jaki dziś rzadko się spotyka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal; line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Kobieta musiała zauważyć jego poruszenie, gdyż zachichotała swoim melodyjnym głosem. Jaycen odwrócił wzrok, zawstydzony. &lt;i&gt;On&lt;/i&gt;, zawstydzony. Nigdy nie sądził, że jeszcze komuś kiedyś uda się wprawić go w stan zakłopotania. Najwyraźniej się mylił. &lt;i&gt;Chyba czas &lt;/i&gt;&lt;i&gt;chwilkę&lt;/i&gt;&lt;i&gt; odsapnąć. &lt;/i&gt;Mężczyzna bez słów powoli podniósł się od stołu i udał się w stronę najbliższego baru. &lt;i&gt;Cholera, już &lt;/i&gt;&lt;i&gt;wystarczająco&lt;/i&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;i&gt;dużo &lt;/i&gt;&lt;i&gt;dziś przegrałem.&lt;br /&gt;- &lt;/i&gt;Poproszę trochę brandy.&lt;br /&gt;- Zły dzień? - zapytał barman, kładąc kieliszek na ladzie. On westchnął i podsunął mu napiwek.&lt;br /&gt;- Po prostu nie mam dziś szczęścia. - mruknął chłopak. Barman zaczął nalewać mu napitek, kiedy ktoś postanowił zająć miejsce tuż obok Jaycena.&lt;br /&gt;- Widzę, że nieźle się dziś zabawiłeś. -&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;mężczyzna słysząc znajomy głos automatycznie odwrócił się w stronę przybysza. Na sąsiednim krześle siedziała Bianca, dziś w okazałej, błękitnej sukni wieczorowej. Jej włosy w kolorze ciemnego blondu były splecione w luźny, chociaż elegancki warkocz. On tylko uśmiechnął się beztrosko na widok bardzo &lt;i&gt;bliskiej&lt;/i&gt;mu przyjaciółki, zapominając o poprzednich zmartwieniach. Bianca dosyć dziwacznie na niego działała. Ostatnimi czasy chciał już zakończyć ten ich mały romans – ona miała męża, a on nie chciał się plątać w tego typu sprawy.  To miało być jednorazowe przeżycie, w końcu przecież oboje tak niewiele do siebie czuli... Jednak ostatnimi czasy, wątpliwości tylko spędzały mu sen z powiek – cały czas o niej myślał. Sytuacja zaczęła się, delikatnie mówiąc, wymykać spod kontroli… Jednocześnie obawiał się, jak i nie mógł doczekać się dnia, w którym w końcu powiedzą sobie dość.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;- &lt;/i&gt;Dziś? Dziś mam trochę... no, emm... złą passę.&lt;i&gt; - &lt;/i&gt;chłopak niezręcznie się zaśmiał, próbując zakryć swoje nagłe niezadowolenie całą sytuacją.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;To miał być ten dzień – dzień wygranej. Nici z tego. Przy Biance jakoś tak zawsze wydawał się bardziej emocjonalny, a wręcz i wylewny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- Złą passę, powiadasz? Jaycen, każdemu czasami doskwiera trochę pecha. - kobieta uśmiechnęła się figlarnie. - Może potrzebujesz trochę pocieszenia, co? Mogę się założyć, że-&lt;br /&gt;- Bianca-&lt;br /&gt;- No proszę cię, Salvatore nawet nie zauważy! Tylko jeden, ostatni raz. Wiem, że tego chcesz. Wiesz, że ja też tego chcę, więc co może nas powstrzymać?&lt;br /&gt;- To, że jesteś mężatką? I to, że wcześniej o tym nie wiedziałem? - wycedził Jaycen, a Bianca westchnęła.&lt;br /&gt;- Przepraszam cię jeszcze raz… że wcześniej o tym nie powiedziałam. Ja naprawdę-&lt;br /&gt;- Daruj sobie. - zapanowała niezręczna cisza, a barman, wcześniej zajęty czyszczeniem kieliszków oddalił się na rozsądną odległość od kłócącej się pary. - Ty… kochasz go, tak?&lt;br /&gt;- Salvatore… jest dla mnie ważny. Ale prawda jest taka, że ostatnio nam się nie układa. Różnica jest duża, a ja… potrzebuje czasu. Przerwy. Wiem, to okropnie samolubne&lt;br /&gt;- Skoro jest dla ciebie ważny… Na prawdę, uważasz że &lt;i&gt;to &lt;/i&gt;w jakiś sposób naprawi waszą sytuację w związku? - zapytał ją, oskarżycielskim tonem. - Bo ja w to wątpię.&lt;br /&gt;Bianca, zmieszana, przez chwilę odwróciła wzrok od mężczyzny, tylko po to by zaraz znów na niego spojrzeć. Ostrożnie podniosła dłoń i położyła ją na jego policzku. Jej oczy przez ułamek sekundy zaszkliły się, by zaraz potem pojawił się w nich ogień.&lt;br /&gt;- Nie kocham go.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Nie kocha go.&lt;/i&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Jaycen przez chwilę chciał po prostu zabrać jej dłoń z jego twarzy i wyjść. Miał się w to nie pakować. Miał. Coś go przed tym powstrzymało.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ciepłe, przyjemne uczucie, rozlewające się gdzieś w okolicy jego klatki piersiowej.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;font-family: verdana, sans-serif;&quot;&gt;Nie. Nie, nie i nie. Nie mogę tak. &lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Musiał jej odmówić i wiedział to. Odsunął głowę i chwycił kieliszek brandy. Najpierw trzeba było nabrać odwagi. Wziął łyk i postawił go wpół-pustego na ladzie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- Więc mówisz, że go nie kochasz.&lt;br /&gt;- Nie. - jej oczy napełniały się coraz większym, wręcz namacalnym ciepłem. Jej piękne, piwne oczy, pełne wyrazu i uczucia.&lt;br /&gt;- Nie? To kogo?&lt;br /&gt;- Ciebie.&lt;br /&gt;- Mnie?&lt;br /&gt;- Tak, cieb-&lt;br /&gt;Pocałował ją. Zrobił to. W jednym momencie siedział przy ladzie, niewzruszony. W następnym całował ją, z namiętnością z jaką nie całował nikogo innego.&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Zapach drogich, różanych perfum nadał ich zbliżeniu niczym słodkości, która przez długi czas pozostała niezapomniana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;font-variant-east-asian: normal; font-variant-numeric: normal; line-height: 100%; margin-bottom: 0.2cm; margin-top: 0.2cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Bianc&lt;/i&gt;&lt;i&gt;o&lt;/i&gt;&lt;i&gt;, &lt;/i&gt;&lt;i&gt;kochana&lt;/i&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Bianc&lt;/i&gt;&lt;i&gt;o&lt;/i&gt;&lt;i&gt;.&lt;/i&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;i&gt;T&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;y kiedyś wpędzisz mnie do grobu&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;times new roman&amp;quot; , serif;&quot;&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://opowiadaniaeden.blogspot.com/2019/05/zepsucie-w-raju-rozdzia-1.html</link><author>noreply@blogger.com (Arve)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5554647702850383413.post-7770930124966756503</guid><pubDate>Fri, 01 Mar 2019 19:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-03-01T20:37:29.901+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wiersze</category><title>Orędzie dla powieszonych</title><description>&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Światłem zduszony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wracam do łask&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Raz niezniszczony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wkradne się w uczuć twych smak&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Gdy zasmakuje twych porażek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ułożę cię wznak&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Odbiorę chwały smak&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ukradne twego życia sens&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Marzeń mych wykraść nie zdołasz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Gdyż one ziszczone, nie zniszczone&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Czekają na mnie&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Jak król na koronę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Przyjemność w sercu mam&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Gdy patrzę na to&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Czego wart bym nie był&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Jednak gorycz mnie zalewa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Moja dusza ubolewa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Jestem zwycięzcą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wygrałem&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Świat lepszym ze mną&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Czemu więc wszystkiemu co znałem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nagle obcym się wydałem?&lt;/span&gt;</description><link>https://opowiadaniaeden.blogspot.com/2019/03/oredzie-dla-powieszonych.html</link><author>noreply@blogger.com (Arve)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5554647702850383413.post-7869122700182324031</guid><pubDate>Tue, 12 Feb 2019 23:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-02-13T00:09:39.477+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wiersze</category><title>W zgaszonym płomieniu</title><description>&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ogień i bez dusz strawi jażmo świata&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Życiem nakarmi zgłodniały sens&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Martwych sokolic para lata&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zaczekaj, zaczerpnij wdech&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Szukaj, a znajdziesz morze przejrzyste&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Pozbawione fali, pełne i czyste&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;A gdy ciemny płomień zniweczy świat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ty będziesz rad&lt;/span&gt;</description><link>https://opowiadaniaeden.blogspot.com/2019/02/w-zgaszonym-pomieniu.html</link><author>noreply@blogger.com (Arve)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5554647702850383413.post-7529349593259772884</guid><pubDate>Fri, 18 Jan 2019 19:33:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-01-18T20:33:10.556+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">zepsucie w raju</category><title>Zepsucie w Raju - Prolog</title><description>&lt;div align=&quot;center&quot; lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &lt;b&gt;Prolog&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align=&quot;center&quot; lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;„&lt;i&gt;Szepty w ciemności”&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align=&quot;center&quot; lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Zapach spalenizny oraz siarki wisiał w powietrzu. Ciemna sylwetka stała w płomieniach, spoglądając na wszechobecne zgliszcza i zniszczenie, rozsmakowana w swym własnym dziele. Dokonało się.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dwie dziewczynki siedz&lt;/i&gt;&lt;i&gt;iały&lt;/i&gt;&lt;i&gt; na kocu, nalewając sobie wyimaginowaną herbatę w porcelanowe filiżaneczki. Wszędzie wokół morze trawy. Pa&lt;/i&gt;&lt;i&gt;nował&lt;/i&gt;&lt;i&gt; spokój, przerywany co chwilę przez najróżniejsze ćwierkanie - &lt;/i&gt;&lt;i&gt;z&lt;/i&gt;&lt;i&gt;pobliskiego lasu słychać &lt;/i&gt;&lt;i&gt;było &lt;/i&gt;&lt;i&gt;drozdy, słowiki, a wręcz całe królestwo ptaków, gwarnie przekrzykujących się między sobą. Odgłosy życia rozno&lt;/i&gt;&lt;i&gt;siły &lt;/i&gt;&lt;i&gt;się na całą sielankową dolinę, z dala od zgiełku ogromnych, &lt;/i&gt;&lt;i&gt;zatłoczonych&lt;/i&gt;&lt;i&gt;miast.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;- &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Czy chciałby pan ciasteczko, panie Collin? - zapytała jedna z dziewczynek, żywo potrząsając rudowłosą lalką ubraną w różową suknie.&lt;br /&gt;- Dziękuje bardzo, ale już się najadłem. Chociaż od takiej piękności jak pani… nie, nie jestem w stanie odmówić! - odpowiedziała jej druga dziewczynka, imitując męski głos, ściskając przy tym pluszowego misia siłą wciśniętego w miniaturowy surdut.&lt;br /&gt;- Fuuu! Beatrice, przez ciebie Collin brzmi jak wujek Stanford! &lt;br /&gt;W&lt;/i&gt;&lt;i&gt;spomniana Beatrice zaczęła głośno chichotać, a po chwili druga, bezimienna dziewczyna dołączyła do niej. Ich śmiech niósł się echem, przenikając łąkę, las i wszystko inne. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Powietrze wydawało się jej toksyczne, a jednak jego woń działała na nią jak narkotyk. Śmierć, ogień. Chociaż wszystko wokół niej umarło, ona po raz pierwszy od tamtej chwili czuła się naprawdę żywa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Ciemna, zimna noc.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;- &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Panienko Beatrice! Beatrice, gdzie jesteś?! - za jej plecami rozbrzmiewał dźwięczny głos Fanny, kobiety, która miała się nią zajmować. Jej tata nigdy nie miał na nią czasu, a jej mama… jej mama chyba nigdy jej nie lubiła. Jej mama zawsze ją ignorowała, spoglądała na nią z pewną dozą niesmaku. Beatrice nie wiedziała czemu. Dziewczynka nie zrobiła przecież nigdy nic złego, by zasłużyć na dezaprobatę matki, a jednak to jej młodsi bracia byli w centrum uwagi. Zupełnie tak, jakby Betty nie była częścią tej rodziny.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;Do jej oczu napłynęły łzy. Nie mogła się już dłużej powstrzymywać, chociaż nie chciała płakać. Już nigdy więcej nie chciała płakać, miała być dzielna. Zawsze i po wsze czasy, tak jak obiecała.  Spowolniła bieg by przetrzeć oczy. Fanny i tak jej nie znajdzie, a nawet jeśli jej się uda, to ona jedyna zrozumie. Bo w rzeczywistości chyba tylko ona ją kocha. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dumnie spacerowała po gruzach i zwęglonych belkach, niczym lew polujący na antylopy, z tą różnicą, że jej zwierzyna już dawno została upolowana. Z gracją dzikiego kota na sawannie podeszła do małego, pokrytego czarnym pyłem misia, nadal siłą ubranego w odświętny strój. Tym razem była to niegdyś biała suknia, teraz praktycznie czarna. Jedno z jego przyszywanych oczu wypadło, pozostawiając dziurę, z której teraz wylewało się wypełnienie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dziewczynka upadła, powalona uderzeniem w policzek.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- Nie będziesz się tak do mnie odzywać, ty mała suko! Nie jesteś nawet moją córką!&lt;br /&gt;Chociaż ból był nie do zniesienia, ona nie płakała. Już nigdy. Z rogu pokoju słychać było ciche szlochy.&lt;br /&gt;- Ale niech pani przestanie! Bez przesady, to jeszcze dziecko! - wykrzyknęła Fanny, ciemnoskóra służka, jej niania.&lt;br /&gt;- Przestanę, kiedy wreszcie zrozumie gdzie jej miejsce! I nie pozwoliłam ci się odzywać, zasrany czarnuchu!&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Collin spłonął. Pożarły go płomienie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Płomienie zjadły dziś wiele osób. Wiecznie nienasycone, domagały się ofiar. Krew na jej rękach, niczym sok z poziomek, który zawsze piła w lato, kiedy zrobiło się gorąco. Tak podobny, a jednak tak inny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Spory salon oświetlał tylko ogień z kominka, w którym wesoło skakały iskry.&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;- &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Mama mówi żeby z tobą nie rozmawiać. - odpowiedział jej Peter, po czym uciekł z pokoju, wystraszony. Przez ostatnie dwa miesiące były to jedyne słowa, jakie słyszała od swoich braci. Nienawidziła ich za to - za ślepe słuchanie Rosalyn. &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Nienawidziła ich też za odebranie jej ojca. &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Gardziła wręcz samym ich istnieniem. &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Może g&lt;/i&gt;&lt;i&gt;dyby ich nie było, ktoś by ją kochał.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Jej chwilę tryumfu zakłócił głośny krzyk, niosący się echem. Nawet ptaki zamilkły, by oddać jej pokłon. Odgłos bardziej przypominał zarzynaną świnię niż człowieka. Dzięki temu ona już wiedziała, kto krzyczy. Nawet w jej marzeniach nie wyobrażała sobie, że coś takiego mogło się stać. Uśmiechnęła się, a na jej małej, jeszcze dziecięcej twarzy ten okrutny uśmiech przyprawiłby o ciarki każdego, kto ośmieliłby się spojrzeć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Zemsta stała się idealna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Trzy puste trumny, &lt;/i&gt;&lt;i&gt;żałobnicy w korowodzie wy&lt;/i&gt;&lt;i&gt;szli&lt;/i&gt;&lt;i&gt;z jej domu. Na czele Rosalyn i ojciec. Płaczą, a ich płacz cieszy ją jak nic wcześniej.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Pod ruinami leżała kobieta, już wpół strawiona przez zajadły ogień, jednak jeszcze żywa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- Pomocy! Boże… ja… płonę!&lt;br /&gt;Przed nią stała dziewczynka. &lt;br /&gt;- Czy ktoś tu… jest? - pyta. - Nie widzę! Nie widzę! Jezu drogi, nie widzę!&lt;br /&gt;Uśmiechała się.&lt;br /&gt;- Jestem tu.&lt;br /&gt;Słysząc ten głos, kobieta zamarła.&lt;br /&gt;- Kochanie, Beatrice, pomóż mamusi! - kobieta wydusiła błagalnym tonem.&lt;br /&gt;- Ale ty nie jesteś moją mamusią. - odpowiedziała jej dziewczynka ze spokojem.&lt;br /&gt;- Ależ oczywiście… że… jestem! To był tylko… żart-! Wtedy!&lt;br /&gt;Rosalyn była najbardziej żałosną istotą, jaką Beatrice znała.&lt;br /&gt;- Uśmiechnij się, proszę. - powiedziała, po czym wyciągnęła rękę, a dolina ponownie przepełniła się odgłosem zarzynanych prosiąt. Ten dźwięk pozostał z nią już na zawsze. Był niczym muzyka, przepełniająca jej kości i duszę. Powracał do niej w snach, dając jej ukojenie i radość.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Wszyscy byli w rzeczywistości nieistotni, jak świnie idące na rzeź. Żyli w świecie przepełnionym ślepymi myszami, ukrywającymi się przed gniewem prawdziwych drapieżników.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div lang=&quot;pl-PL&quot; style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0.1cm; margin-top: 0.1cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Dokonało się, wreszcie.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://opowiadaniaeden.blogspot.com/2019/01/zepsucie-w-raju-prolog.html</link><author>noreply@blogger.com (Arve)</author><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5554647702850383413.post-8841296241667084945</guid><pubDate>Fri, 18 Jan 2019 19:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-01-18T20:31:42.346+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">kroniki cienia</category><title>Kroniki Cienia - Rozdział 1</title><description>&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; margin-left: 7.1cm; text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;b&gt;Rozdział 1&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; text-align: center;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Satynowe, ciemnoniebieskie szaty powiewały na wietrze. Tajemnicza postać stała zaraz przed nim, nieruchoma, odwrócona plecami, z kapturem naciągniętym na głowę. Miała dosyć kobiecą posturę, spoglądała zaś w jakiś punkt w przestrzeni, którego on, przez swoje zamglone po nieprzytomności oczy nie mógł zobaczyć. Tak właściwie, wszystko jeszcze przed nim wirowało i zlewało się w różnokolorowe plamy barw.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Znajdował się na szczycie jakiejś wieży - leżał na brzuchu, dopiero co przebudzony. Lekki wicher smagał jego ciało, powietrze było wyjątkowo ostre i chłodne. Czuł jakby jego głowa miała eksplodować – chociaż może już eksplodowała? Zupełnie jakby wszystkie jego szare komórki uznały za dobry pomysł usmażyć się w mikrofali, a potem jeszcze wyskoczyć na sam środek pustyni Gobi. Niepewnie spróbował wstać, podpierając się o zimną, marmurową podłogę tak bardzo kontrastującą z tym, co działo się w jego głowie. Najchętniej przyłożyłby teraz do niej czoło, ale odłożył tą złotą myśl na później. Powoli podnosił się od ziemi. Udało mu się stanąć na czworakach, ale nie mógł podnieść się wyżej, zupełnie jakby na jego plecach ciążył jakiś niewidzialny ciężar. Ukląkł więc i przetarł oczy, jakby miało mu to trochę oczyścić zamazaną wizję i pomóc z tymi  niemiłosiernymi zawrotami głowy. Wzrok nadal miał nieostry i nie mógł dostrzec nic dalej niż kilka metrów od siebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Co oni mi dosypali? Zack chyba &lt;b&gt;troszeczkę&lt;/b&gt; tym razem przesadził.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i style=&quot;font-family: Verdana, sans-serif;&quot;&gt;- &lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ha-ha-ha. Bardzo śmieszne. - powiedział głośnio. To jakiś głupi żart. Przesadzony, głupi żart. - Poważnie, &lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;font-family: Verdana, sans-serif;&quot;&gt;panowie&lt;/i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;? Co mi daliście? &lt;/span&gt;&lt;b style=&quot;font-family: Verdana, sans-serif;&quot;&gt;Pigułki gwałtu&lt;/b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Czekał tak przez pełną minutę, w oczekiwaniu na jakiś znak. Jednak nic się nie stało, ani dziwna postać się do niego nie odezwała, ani żaden z jego szkolnych przyjaciół nie wyskoczył nagle znikąd ściskając kamerę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wraz z kolegami praktycznie przez całą szkołę średnią wycinali sobie psikusy. Od tych w miarę niewinnych, jak zwykły kubeł wody nad drzwiami, po te bardziej wykwintne, jak na przykład Adam przebrany za Jasona z Piątku Trzynastego wbiegający w nocy z maczetą w ręku do pokoju Micka i Zacka. Z czasem to przetransformowało się nawet w swoistą rywalizację.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tylko że, &lt;i&gt;no cóż&lt;/i&gt;, Alex nigdy nie spodziewał się że jego kumple wezmą to sobie &lt;i&gt;aż tak&lt;/i&gt;do serca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wtedy zdał sobie sprawę z tego, że ostatnią rzeczą, jaką sobie przypomina, jest to, jak razem z Lily, jego o rok młodszą siostrą, odbierają ubrania z pralni. Pamiętał dokładnie jej piwne, duże oczy i jasne włosy, jej delikatnie zarumienioną, owalną twarz, ale za nic, ale to &lt;b&gt;za nic &lt;/b&gt;nie mógł sobie przypomnieć o czym rozmawiali. To samo okazało się z kilkoma innymi wspomnieniami z tego samego dnia – miał wspomnienia z rozdania dyplomów na zakończenie szkoły, ale nie mógł sobie przypomnieć nawet jednego słowa z przemówienia dyrektorki, już nie mówiąc o jakichkolwiek wypowiedziach uczniów. Zupełnie jakby jego świadomość robiła sobie przerwy.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nie mógł sobie również, o dziwo, przypomnieć żadnego kontaktu ze znajomymi ze szkoły, wszyscy raczej byli zbyt pochłonięci zakończeniem roku, dla niektórych już ogólnie edukacji, więc teoria żartu stawała się coraz mniej prawdopodobna – ostatni raz kiedy kontaktował się z kimś z jego klasy – nie licząc oczywiście zwykłego wymieniania uścisków i życzeń podczas ceremonii ukończenia szkoły - był kiedy Mick zadzwonił do niego na Skype w niedzielny wieczór. &lt;i&gt;I skąd mieliby wziąć… to wszystko?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Więc może czymś się zatruł? Co jak co, ale to miejsce najmniej ze wszystkich chyba przypominało szpital.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Może nie żył?&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tak szybko, jak ta myśl do niego przyszła, tak ją odrzucił.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;b&gt;Musi&lt;/b&gt;być jakieś inne wyjaśnienie. Może to sen? Bardzo realistyczny sen?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wtedy właśnie został brutalnie wyrwany z jego niekończącego się ciągu myśli.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tak bardzo pogrążył się w przemyśleniach, że wręcz zapomniał o otaczającym go świecie. Nagle przyszło mu na myśl, że nadal jest przed nim tajemnicza kobieta w ciemnej szacie. Co dziwniejsze, nadal się nie rusza, tyko stoi wgapiona w przestrzeń, jakby na coś czekała. Alex zrealizował też sobie, że świat wokół niego już nie wiruje i że wreszcie może widzieć wyraźnie. &lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;font-family: Verdana, sans-serif;&quot;&gt;Przynajmniej tyl&lt;/i&gt;&lt;i style=&quot;font-family: Verdana, sans-serif;&quot;&gt;e.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Faktycznie byli na wieży – &lt;b&gt;wysokiej&lt;/b&gt; wieży. Było ciemno – środek nocy, spod zadaszonej budowli można było zobaczyć niezliczone, migoczące gwiazdy. I księżyc.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;I księżyc.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zaraz.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Dwa księżyce?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Chłopak przetarł oczy, żeby sprawdzić, czy to, co widzi, to nie tylko skutek otumanienia. Niestety nadal wyraźnie można było dostrzec dwa srebrno-szare globy na nieboskłonie, jeden trochę mniejszy od drugiego. &lt;i&gt;Ha.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;No cóż. To dziwne.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;...&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nawet&lt;b&gt; bardzo. &lt;/b&gt;Cholera.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Co więcej, wieża, o ile nie była częścią jakiegoś większego budynku, była otoczona mniejszymi budowlami. Przypominało mu to bardzo jakieś stare post-średniowieczne miasteczko, jedno z takich, które można było znaleźć gdzieś w Europie, chociaż mógł zobaczyć tylko kontury różnorakich kamienic i innych tego typu budynków w słabym świetle…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Czy to są pochodnie?!&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Klęczał tak, spoglądając na miasto poniżej i na dwa, świecące księżyce ponad całą tą scenerią.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;To było chyba najbardziej przerażające, niemożliwe i jednocześnie niesamowite doświadczenie jakie do tej pory mu się kiedykolwiek przydarzyło. Próba użycia zdrowego rozsądku wznieciła tylko więcej niedowierzania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;To się nie może dziać naprawdę. To tylko sen. Zaraz się obudzę i będzie po wszystkim.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nadal bolały go mięśnie i czuł się jakby przed chwilą przebiegł maraton – ale to &lt;i&gt;nie mogło&lt;/i&gt; być prawdą. &lt;i&gt;Racja, zazwyczaj nie czujesz się zmęczonym ani &lt;/i&gt;&lt;i&gt;ospałym&lt;/i&gt;&lt;i&gt; we własnych snach, ale co z tego?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nie ma innego logicznego wyjaśnienia. &lt;b&gt;Nie ma.&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Postanowił więc wstać. Przysunął się bliżej kamiennego muru – swojego rodzaju barierki – który oddzielał go od dużego spadku. Chwycił się go dwoma rękami i powoli podciągnął się do góry. Przez chwilę stał tylko na chwiejnych nogach i spoglądał w ciemną przepaść. Kiedy był już pewien, że może ustać i że&lt;i&gt; &lt;/i&gt;nie&lt;i&gt;spadnie, &lt;/i&gt;powoli odwrócił się w stronę miejsca, w którym stała tajemnicza osoba. &lt;i&gt;Istota.&lt;/i&gt; Cokolwiek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ona nadal tylko tak stała, wpatrzona gdzieś w dal, teraz bokiem do niego. Wyglądała, jakby weszła w jakiegoś rodzaju… trans?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Alex przeżywał wewnętrzny konflikt. &lt;i&gt;Podejść do niej? Jest niebezpieczna? Kim ona jest? Co ona tu robi? Ona &lt;/i&gt;&lt;i&gt;mnie tu&lt;/i&gt;&lt;i&gt;przyniosła? Nie, idioto, przecież to tylko &lt;/i&gt;&lt;i&gt;s&lt;/i&gt;&lt;i&gt;-&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zanim jakiekolwiek z jego pytań doczekało się odpowiedzi, ona obróciła się za pięcie, tak, że patrzyła się wprost na niego w nieco zbyt szybkim ruchu by można było go uznać za jakkolwiek naturalny. To wyglądało dosłownie jakby &lt;i&gt;coś&lt;/i&gt; ją obróciło.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;On czuł, jakby jego serce wskoczyło mu właśnie do gardła. Wiedział jedną rzecz na pewno – coś było z nią nie tak. Naprawdę nie tak. Cała ta sytuacja była &lt;i&gt;nie tak&lt;/i&gt;. Serce nadal biło mu jak młot pneumatyczny, gdy Alex powoli zaczął się posuwać wzdłuż niewysokiego kamiennego muru, byle jak najdalej od niej, aż natrafił na jedną z kolumn podtrzymujących zadaszenie. Był dosłownie &lt;i&gt;przyparty do muru&lt;/i&gt;.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Przynajmniej teraz miał wgląd na całokształt miejsca w którym się znalazł – a jak się okazało, nie znajdował się na takiej sobie wieży, a na &lt;i&gt;dzwonnicy. &lt;/i&gt;Z sufitu zwisał ogromny, miedziany dzwon – zastanawiał się, jak wcześniej mógł go nie zauważyć. A tuż pod tym dzwonem znajdowała się... &lt;i&gt;klapa w podłodze! &lt;/i&gt;Gdy tylko ją zobaczył, nie spuszczał z niej wzroku. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;Może uda mi się przez to uciec… &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zbierając całą swoją odwagę, znów spojrzał na postać. Ku jego zdziwieniu, nie wykonała ruchu w jego stronę, tylko cierpliwie oglądała jego działania. &lt;i&gt;No cóż, gdyby to zrobiła, już dawno pewnie bym wiedział. Albo byłbym już nieżywy. &lt;/i&gt;Na samą myśl o jej intencjach poczuł gęsią skórkę. Jakoś niespecjalnie wyglądała przyjaźnie. &lt;i&gt;Raczej jak możliwa seryjna zabójczyni. Demoniczna seryjna zabójczyni?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;To nie sen, to koszmar.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Pomyślał o swoich opcjach. &lt;i&gt;Ona się nie rusza. Może to nie o mnie jej chodzi…? Mało prawdopodobne – &lt;/i&gt;&lt;i&gt;nikogo innego tu nie ma, geniuszu.&lt;/i&gt;&lt;i&gt; Może ona się mną &lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;bawi&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;? Czeka na jakiś zły ruch z mojej strony?... &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;To jest jakaś paranoja. Muszę coś zrobić. Albo będę tu stał i czekał na cokolwiek-ma-się-stać albo teraz &lt;/i&gt;&lt;i&gt;coś zrobię&lt;/i&gt;&lt;i&gt;, żeby się stąd wydostać.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Postanowił więc. Jeszcze raz spojrzał na drewnianą klapę. Potem jeszcze raz na nią. Przełknął ślinę. W jednym momencie wystartował do jedynego wyjścia. Zanim zdążył zrobić więcej niż trzy kroki, został odepchnięty wprost na kolumnę, tak mocno, że siła uderzania zwaliła go z nóg i wylądował w pozycji siedzącej – widział gwiazdy już nie tylko na niebie. A został odepchnięty przez &lt;i&gt;powietrze. &lt;/i&gt;Ona nawet nie drgnęła palcem. Chyba ten fakt niepokoił go najbardziej. Zamiast wcześniejszej mieszanki uczuć, teraz tylko narastała w nim panika. Bardzo dużo paniki. Czuł się jak granat, który miał właśnie eksplodować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Aha. Ok. To-&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;To tylko sen. To wszystko mi się śni. To jakiś &lt;/i&gt;&lt;i&gt;chory &lt;/i&gt;&lt;i&gt;koszmar, a ja zaraz się obudzę. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Niestety nadal czuł pod sobą zimny marmur, za plecami chyba jeszcze zimniejszy kamień, a przed sobą widział tę samą kobietę, czy też &lt;i&gt;cokolwiek-to-cholerstwo-jest.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Alex miał w tym wszystkim cichą nadzieję, że owa&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;i&gt;kobieta&lt;/i&gt;pozostanie w jednym miejscu i nadal będzie się z nim bawić, jakkolwiek by nie to brzmiało. Jednakże postać zaczęła powoli poruszać się w jego stronę. A poruszała się z wyjątkową gracją i szybkością jakiej jeszcze nigdy wcześniej nie widział – przynajmniej nie u ludzkiej istoty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Czuł się kompletnie sparaliżowany – czy to może z powodu tej paniki, czy to też może zasługa &lt;i&gt;czegokolwiek-to-coś-używa.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Teraz ona stała przed nim. Zanim zdążył nawet przemówić, jakaś niewidzialna siła podniosła go na nogi, do pozycji stojącej, i zaraz przycisnęła go do kamiennej kolumny. Nie mógł ruszać nawet palcami dłoni. Znajdował się teraz twarzą w twarz z prześladowczynią. I chociaż jej twarz znajdowała się kilka centymetrów od niego, duży kaptur nadal w całości ją zasłaniał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W tym momencie Alex spodziewał się, że sen się skończy. A przynajmniej miał taką nadzieję.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Ona uniosła jedną rękę na wysokość jego klatki piersiowej. &lt;i&gt;Jak na potwora ma wyjątkowo zadbane dłonie. Heh… &lt;/i&gt;Pomyślał do siebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Odkładając ironiczne myśli, uczucie grozy coraz bardziej opanowywało jego zmysły. &lt;b&gt;Nie mógł się ruszać. &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ale mógł mówić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;-Hej...hej, poczekaj! - próbował zatrzymać ją przed tym, cokolwiek miała zrobić. Starał się, by jego głos nie był zbyt drżący, ale to tylko dało odwrotny skutek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Najważniejsze że udało mu się odnieść mały sukces.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Na chwile zaprzestała swoich działań, a jej ręka opadła do jej tali, z dala od jego klatki piersiowej, &lt;i&gt;jego serca&lt;/i&gt;.  Przekrzywiła głowę na bok, jakby coś ją zaciekawiło… albo zdenerwowało.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Przez chwilę tak się w siebie wpatrywali. Alex naprawdę nie wiedział, co powiedzieć. Ale i tak przecież musiał podtrzymać konwersację.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;-Cokolwiek masz zamiar- - zanim zdążył dokończyć, poczuł dziwną pustkę. Spróbował wymówić słowo. Nic nie wyleciało z jego ust. Miał ochotę chwycić się za krtań, ale nie mógł ruszać rękami. Miał ochotę krzyczeć. Ale nie mógł.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Jej ręka znów zawisła przed jego klatką piersiową. Tym razem już nic nie mógł zrobić, tylko bezczynnie wpatrywać się w tą nieodgadnioną zjawę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Dotknęła go palcem wskazującym. Na początku nie czuł nic.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;W porządku… To dziwne. &lt;/i&gt;Był wgapiony w jej palec wskazujący z mieszanką zaskoczenia i oczekiwania na twarzy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;I wtedy to poczuł. Prawdziwy, palący ból. Jakby ktoś przykładał mu rozżarzony węgiel, albo &lt;i&gt;pogrzebacz&lt;/i&gt; w miejscu w którym jej palec stykał się z jego ciałem. Wyrwał mu się jęk. Był zaskoczony, odkrywając, że znowu może mówić. To zaskoczenie jednak nie trwało długo, ustępując bólowi, jaki zadawał mu jej dotyk. Poruszyła palcem, powoli rysując jakiś symbol. Nie był jednak w stanie go zobaczyć, gdyż czuł się jak poddawany istnej torturze. Nie panował nad tym, co robi. Krzyczał i wiercił się, choć niewiele mógł zrobić. Po chwili, kobieta zaprzestała, a on czuł, jak ciemność otacza go ze wszystkich stron, pochłaniając go wraz ze sobą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Alex znów stracił przytomność.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;break-before: auto; line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;. . .&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;break-before: auto; line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Siostra Cilia jak zwykle odprawiła wieczorną modlitwę do Wszechwiedzącego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;-...I ty Panie nasz, ochroń nas przed chordą Złego i udziel nam na pomoc pośredniczki swojej, Wielkiej i Przenajświętszej bohaterki Alei En&#39;Aveleen.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Tymi słowami zakończyła swój pacierz. Wstała z pozycji medytacyjnej i nie zdmuchując nawet wcześniej świecy jaką trzymała na stoliku nocnym, opadła na łóżko dosłownie jak kłoda. Miała za sobą wyjątkowo ciężki dzień – najpierw musiała zająć się chorym synem pani Bexley, zaś potem razem ze swoją przełożoną, Wielką Kapłanką Malią, musiały przeprowadzić aż &lt;i&gt;trzy&lt;/i&gt;rytuały kremacyjne.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;Trzy! Ta piekielna epidemia &lt;/i&gt;&lt;i&gt;rozprzestrzenia się szybciej niż &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Potwory w Dzień Sądu!&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Niedługo &lt;/i&gt;&lt;i&gt;pochłonie &lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;połowę&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Dzielnicy Kramów jeżeli gubernator &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Harcourt &lt;/i&gt;&lt;i&gt;czegoś nie zrobi.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Cilia zawsze była porządną i uczciwą osobą, niezależnie od pogłosek o jej dosyć... „skrajnych” poglądach. Chociaż zgadzała się z niektórymi &lt;i&gt;prawdami&lt;/i&gt;głoszonymi przez ekstremistów, nie mogła znieść ludzkiego cierpienia – czy to tego zwykłych, &lt;i&gt;naturalnych &lt;/i&gt;i&lt;i&gt;&lt;/i&gt;niemagicznych obywateli, czy to magów. W końcu dlatego podjęła się służby w Kaplicy – jak jej matka przed nią i jej babka przed jej matką, rodzina Jordaye już od pięciu pokoleń była w służbie Panu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wyrywając się z przemyśleń, odwróciła się w stronę swojej świecy i jednym podmuchem ją zgasiła. Postarała się wygodnie ułożyć w łóżku, lecz ciągle coś jej zawadzało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Normalnie potrafiła zasnąć szybciej niż pijany bywalec karczmy Pod Bladą Panną i tak spać jak kamień przez resztę nocy, &lt;i&gt;zwłaszcza&lt;/i&gt;gdy była zmęczona. Jednakże może to ze względu na irytacje związaną z zaistniałą w mieście sytuacją, a może z jakichś innych przyczyn tej nocy nie mogła zmrużyć oka.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Leżała więc w swoim skromnym łóżku, w swoich skromnych kwaterach. Światło dwóch księżyców sączyło się przez okno umieszczone zaraz nad jej łóżkiem. Jej kwatery, znajdujące się chyba najbliżej wieży dzwonniczej, potrafiły dać jej w kość – czasami budziło ją poranne dzwonienie, które miało wzywać na wczesne nabożeństwa, albo ten &lt;i&gt;fanatyk,&lt;/i&gt;Brat Bertin, który często udawał się na wieżę po to, by „studiować gwiazdy”. &lt;i&gt;Toż nonsens.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W końcu, po krótkim czasie, postanowiła wstać i udać się do toalety, która znajdowała się tuż za rogiem od jej małego pokoju. Ponownie rozpaliła świecie –tradycyjnie, &lt;i&gt;nie za pomocą magii – &lt;/i&gt;brzydziła się&lt;i&gt; jakimkolwiek &lt;/i&gt;jej użytkiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Podeszła do drzwi i po cichu je otworzyła – choć niewiele osób mieszkało w tym sektorze świątyni, nadal nie chciała nikogo obudzić. Powoli pokuśtykała w stronę drzwi w swojej długiej koszuli nocnej, gdy usłyszała głos dochodzący skądś gdzieś ponad nią.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- Ha-ha-ha. Bardzo śmieszne. Poważnie, panowie? Co mi daliście? &lt;b&gt;Pigułki gwałtu&lt;/b&gt;?&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;W jednym momencie się zamarła na starej, drewnianej podłodze. Na początku jej zmęczony umysł uznał, że to pewnie znów Bertin i jego wygłupy.&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;Tylko że, to nie brzmi jak Brat Bertin… &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;I c&lt;/i&gt;&lt;i&gt;zym,&lt;/i&gt;&lt;i&gt;do łaski Najświętszej Alei, są pigułki gwałtu!? &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Jakieś szatańskie- Ktoś się włamał do prywatnych kwater świątyni!&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Nagle zdając sobie z czegoś takiego sprawę, Siostra chciała biec do swojej przełożonej wznieść alarm. Miała już zbiec po schodach, na niższe piętra mieszkalne, gdy dało się słyszeć jęk.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;I krzyk.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zatrzymała się zaraz przed zejściem i odwróciła się w stronę spiralnych schodów prowadzących na szczyt wieży. &lt;i&gt;To na wieży. Co złodziej robi na wieży? Co się tam dzieję?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Postanowiła ruszyć po schodach w górę, by samej się przekonać, co miało tam miejsce. Złodziej mógł próbować przez nią uciec, a ona musiała go złapać na gorącym uczynku jeśli chciała oczekiwać na jakikolwiek wyrok. A i to nie wyjaśniało tych krzyków… &lt;i&gt;No co się tam, do siedmiu piekieł, &lt;/i&gt;&lt;i&gt;wyrabia&lt;/i&gt;&lt;i&gt;?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Ciężko oddychała gdy wreszcie dotarła do drewnianej klapy prowadzącej na dzwonnicę. Pchnęła ją z dużym wysiłkiem, zawsze będąc drobną.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Gdyby określić słowami to, co zobaczyła w momencie w którym dostała się na szczyt dzwonnicy, na pewno nie było to coś czego się spodziewała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Na murze stała kobieta, trzymająca w obu rękach coś dużego. Cilia nadal przykrywała swoją świecę ręką, więc nie mogła dokładnie określić, co. Było jednak wielkości dorosłego człowieka, co już samo w sobie ją zadziwiło. Sama kobieta dosłownie wyglądała, jakby miała właśnie zeskoczyć w czeluści Ostatniego Murowanego Miasta na Wschodzie i raz na zawsze pożegnać się z życiem.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;- Pani, zaczekaj! - wykrzyczała Siostra, nie myśląc zbyt wiele. Naturalny instynkt kazał jej zatrzymać kobietę. &lt;i&gt;Czy ta kobieta &lt;/i&gt;&lt;i&gt;zamierza&lt;/i&gt;&lt;i&gt;skakać? Ona chcę &lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;zginąć&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;? Co ona sobie wyobraża!?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Wtedy właśnie&lt;i&gt;&lt;/i&gt;odsłoniła świecę, by móc widzieć, z kim ma do czynienia. I wtedy właśnie zobaczyła, co tak właściwie trzyma ona w rękach.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Był to młody mężczyzna, gdzieś w okolicy dwudziestu wiosen, miał jasne włosy i zamknięte oczy. Na początku nawiedziła ją najgorsza myśl - &lt;i&gt;&lt;b&gt;On nie żyje…? &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, jednakże zauważyła, że jego klatka piersiowa miarowo opada i się unosi. &lt;i&gt;Jest nieprzytomny. Dzięki Wszewiedzącemu… &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;i&gt;- &lt;/i&gt;Pani! Co pani- - lecz zanim dokończyła, nieznajoma odwróciła się twarzą do światła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;To była Aelbeth, córka miejscowego kupca w Dzielnicy Kramów, która zaginęła kilka nocy wcześniej. Jej kasztanowe włosy były potargane, jej zwykle uśmiechnięta i zarumieniona twarz była blada jak ściana, wyraz twarzy zaś beznamiętny.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;I jej oczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Jej oczy, zielone jak szmaragdy, były mlecznobiałe i mętne. Wyglądała jak chodzące zwłoki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Siostra Cilia krzyknęła. Aelbeth nic na nią nie zważając, obróciła się w jej wcześniej docelowym kierunku. Skoczyła.  &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Zniknęła w ciemności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;Siostra tak strasznie się przeraziła, że potknęła się o własne nogi i runęła w dół schodów, wykrzykując niezrozumiałe zdania i przekleństwa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;. . .&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; text-align: center;&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm; page-break-before: auto;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Tej pamiętnej nocy, siostra Cilia Jordaye z Kaplicy na Dzielnicy Kramów obudziła wszystkich rezydentów prywatnych kwater świątynnych, po czym wybiegła na ulicę, budząc przy tym prawie całą Dzielnicę. Pobiegła do najbliższego posterunku gwardzistów, twierdząc, że zobaczyła na wpół martwą Aelbeth Finchey trzymająca w rękach jakiegoś nieznanego jej mężczyznę. Wezwała nawet samą Łowczynię stacjonującą w Shieron, by ta wytłumaczyła jej, czy to było Monstrum.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;A po Aelbeth nie było nawet śladu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;verdana&amp;quot; , sans-serif;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;line-height: 100%; margin-bottom: 0cm;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: &amp;quot;courier new&amp;quot; , &amp;quot;courier&amp;quot; , monospace;&quot;&gt;&lt;b&gt;Także tu:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;a href=&quot;https://www.wattpad.com/story/119855447-kroniki-cienia&quot;&gt;https://www.wattpad.com/story/119855447-kroniki-cienia&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;</description><link>https://opowiadaniaeden.blogspot.com/2019/01/kroniki-cienia-rozdzia-1.html</link><author>noreply@blogger.com (Arve)</author><thr:total>1</thr:total></item></channel></rss>