<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411</atom:id><lastBuildDate>Wed, 04 Sep 2024 14:36:56 +0000</lastBuildDate><category>Blogowanie</category><category>blog</category><category>wakacje</category><category>Asyż</category><category>Florencja</category><category>Karolina Korwin-Piotrowska</category><category>Karpacz</category><category>Marina Łuczenko</category><category>Monte Cassino</category><category>Neapol</category><category>PR</category><category>Piza</category><category>Rzym</category><category>Toskania</category><category>Wenecja</category><category>Włochy</category><category>YouTube</category><category>biuro podróży</category><category>blond Lewandowski</category><category>cel</category><category>celebryci</category><category>dziennikarstwo</category><category>farby</category><category>góry</category><category>hejt</category><category>kafelki</category><category>marka</category><category>meble do domu</category><category>miłość</category><category>muzyka</category><category>praca</category><category>przemyślenia</category><category>psyche</category><category>psychologia</category><category>pudelek</category><category>relacje</category><category>remont mieszkania</category><category>showbiznes</category><category>singiel</category><category>taniec</category><category>trzydziestka</category><category>urodziny</category><category>walka</category><category>wielkanoc</category><category>wycieczki</category><category>wyjazdy do Włoch</category><category>wykańczanie mieszkania</category><category>zmiany życiowe</category><category>związki</category><category>Śnieżka</category><category>święta</category><category>żałoba</category><category>życie</category><title>Pani dobrze radzi</title><description>Blog z poradami wszelakimi. Lifestyle, kreatywne pisanie oraz wszystko co mi w duszy gra :)</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Unknown)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>12</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-5543897768917904584</guid><pubDate>Sun, 17 Feb 2019 23:11:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-02-17T15:11:19.816-08:00</atom:updated><title>Ludzie, którym się nie udało</title><description>&lt;b&gt;Gdy myślimy o aktorach, piosenkarzach, influencerach, pisarzach czy piłkarzach, zwykle stają nam przed oczami ludzie, których się udało. Topowa gwiazda serialu zarabiająca kilka tysięcy złotych za dzień zdjęciowy na planie. Bloger lub blogerka otrzymujący równoważność dwóch lub trzech średnich krajowych za jeden wpis na blogu. Popularny pisarz, który prowadzi w rankingach najlepiej sprzedających się bestsellerów i potwierdza, że na pisaniu można zarabiać niemałe pieniądze. Piłkarz o statusie Roberta Lewandowskiego zarabiający miliony euro za każdy sezon w klubie. Mogłoby się wydawać, że wybierając wspomniane ścieżki kariery człowiek jest skazany na sukces. Nic bardziej mylnego. Czy zastanawialiście się kiedyś jak wygląda życie nie tego 1 proc. ludzi sukcesu, a pozostałych 99 proc.?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXAKON9IGiaXc1zYtChuDH6WzcbTuMxUL9YcJSLSUeHVCUR8jsmco2lJ692ZdiPVpbLnAHv16-0YTJb4CvjLdvKjqHhpgv_IhW8LiHsj6eFH8VKzrqE0YZzQ961Nbl9LLNOVoT8khXvPw5/s1600/technology-3167297_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;praca pisarza&quot; border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;668&quot; data-original-width=&quot;960&quot; height=&quot;444&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXAKON9IGiaXc1zYtChuDH6WzcbTuMxUL9YcJSLSUeHVCUR8jsmco2lJ692ZdiPVpbLnAHv16-0YTJb4CvjLdvKjqHhpgv_IhW8LiHsj6eFH8VKzrqE0YZzQ961Nbl9LLNOVoT8khXvPw5/s640/technology-3167297_960_720.jpg&quot; title=&quot;&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Kilka dni temu pewna aktorka wyraziła swoje oburzenie faktem, że z powodu żałoby narodowej po śmierci byłego premiera Jana Olszewskiego teatry odwołały wiele przedstawień, a tym samym aktorzy stracili swoje zarobki. Od razu zaatakowało ją sporo osób, że śmie być tak nietaktowna i mieć pretensje &quot;z takiego powodu&quot;. Może i jej wypowiedź zabrzmiała niefortunnie, ale... &lt;b&gt;Wyobraźcie sobie, że zarabiacie miesięcznie 3000 zł, a tu pewnego miesiąca otrzymujecie na konto tylko... 2000 zł, bo &quot;z powodu żałoby narodowej odesłano was do domu, a nie płacą wam za siedzenie w domu&quot;. &lt;/b&gt;Ja bym się mocno wkurzyła, z całym szacunkiem do zmarłego premiera. Oczywiście, znajdzie się grupa ludzi, która w tym momencie stwierdzi - &quot;że jeśli tak to wygląda, to niech aktorka idzie pracować na kasie w Biedronce albo w Lidlu&quot;. Ręka do góry, kto zna rodziców, którzy najpierw wysyłają tłumnie swoje pociechy do liceum, a potem na studia (nawet gdy dzieci męczą się na nich niemiłosiernie) i są potem dumni z pracy swoich latorośli na sklepowej kasie (oczywiście, żadna praca nie hańbi, a zarabiać na życie jakoś trzeba, więc nie ma w pracy w handlu nic złego)? Osobiście nie znam takich, każdy z nich wymarzył sobie świetlaną przyszłość zawodową dziecka - jeśli już poszła na te studia aktorskie, to liczą, że doczekają dnia jak odbierze Oscara (z niewiadomych powodów w Polsce nagroda amerykańskiej Akademii Filmowej jest synonimem najwyższego sukcesu). A tymczasem jest trudne wiązanie końca z końcem, tak po prostu.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Miałem być nowym Niemenem, gram do kotleta na weselach&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Na pewno wielu z was ich spotkało, a może sami jesteście jednymi z nich? Niespełnione gwiazdy rocka, kolejna Madonna, a może geniusz na miarę Mozarta? Ok, z Mozartem przesadziłam, u niego już w wieku 3 lat było wiadomo, że coś jest na rzeczy, ciężko to przebić :) Znam kilka osób, które chciało zrobić wielką muzyczną karierę. I co? Ci najwytrwalsi cały czas grają... np. jako zespół na żywo na weselach, wykonując popularne szlagiery ku uciesze gości państwa młodych. Ci bardziej dumni wydali swoje niszowe płyty i nawet dali kilka koncertów. &lt;b&gt;Spełnione marzenie sponsorowali rodzice lub druga połowa, która w tym czasie utrzymywała dom. W którymś momencie jednak trzeba było dorosnąć i znaleźć sobie &quot;przyzwoitą pracę&quot;.&lt;/b&gt; I to byłoby na tyle z młodzieńczych marzeń. Dlatego, gdy czytasz o wielkiej diwie, która przed daniem koncertu na stadionie (wszystkie bilety wyprzedane), życzy sobie zobaczyć w garderobie dwa bukiety białych róż, szampana i ulubione chipsy bez tłuszczu, wiedz że masz do czynienia z odpowiednikiem prezesa międzynarodowej korporacji, a nie statystycznym pracownikiem w danym zawodzie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Bo co to za problem być tym całym influencerem?!&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
W dzisiejszych czasach ludzie coraz wyraźniej się radykalizują. Widać to nawet w postrzeganiu tak zwanych influencerów. Jedni wiernie śledzą swoich &quot;prawie idoli&quot; i liczą się z ich zdaniem oraz rekomendacjami na temat różnych produktów, inni wyrażają się o pracy tego rodzaju z pełną pogardą, a influencerów mają za półidiotów, który zarabiają na głupotkach - &quot;przecież każdy by tak mógł&quot;. Nie każdy, moi drodzy, głupiomądrym polecam założyć własnego bloga, wytrwać w postanowieniu o jego prowadzeniu, zainwestować w niego, stale rozwijać wiedzę o marketingu i social mediach, poszukiwać marek do współpracy, budować relacje z followersami, pijarowcami i marketingowcami itd. Na co dzień w pracy rozmawiam z tzw. ludźmi sukcesu w blogosferze i możecie mi wierzyć - nic im z nieba całkiem za darmo nie spadło. &lt;b&gt;A w dzisiejszych czasach, gdy co drugi nastolatek pragnie zostać youtuberem lub influencerką, handel lajkami kwitnie w najlepsze, o sukces coraz trudniej. &lt;/b&gt;Każdy natomiast może założyć darmowego bloga i pisać na nim co żywnie mu się podoba jak ja :)&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Być albo nie być jak Remigiusz Mróz&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Teraz będzie kilka gorzkich słów od autora. Jeśli przeszło wam przez myśl, że prawdopodobnie sama siebie zaliczam do &quot;ludzi, którym się nie udało&quot;, to nie sądźcie, że o mnie był podrozdział wyżej. Absolutnie nie. O mnie będzie ten aktualny. Tak, jestem niedoszłą pisarką. W sumie to wydałam jedną książkę, więc chyba jednak mogę się nią nazwać, ale wiecie, żadnych sukcesów na koncie. &quot;Moje dziecko&quot; patrzy na mnie z książkowej półki i lubię sobie na nie czasem popatrzeć. Mniej chętnie przypominam niedopracowane wydanie (trzeba było zdążyć do targów książki, więc te 20 literówek w powieści to żaden problem, co nie?), zerową promocję i urwany kontakt z wydawcą (podobnie jak ze sporą liczbą innych autorów, wydawnictwo Alegoria, gorąco odradzam). Podstrony z moją powieścią na Lubimyczytac.pl też nie lubię odwiedzać - nie żeby miała po jednej gwiazdce oceny, bo średnia wynosi nieco powyżej 7,00, ale głosów mało, to ciężko stwierdzić cokolwiek. I gdy słucham o sukcesach np. Remigiusza Mroza nie czuję przesadnej zawiści. W sumie to wbrew opiniom niektórych osób o jego grafomańskim stylu, jestem pełna podziwu dla osiągniętego sukcesu komercyjnego. Bo to naprawdę jest coś i nie każdemu się udaje.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjreseiOwyfY3SdWLgW2rLq9nw6jMEhqwya4P4XYqnTEGiykScNCNwwG1fgB40XxtHLWyH_hUi8dYxb4Jp32HZxYnfPrcC1MrcAtRf_rkk_uLzMaBTRPNA4K6uKYjBFCCBKvygFotA8zYm6/s1600/football-1396740__340.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;kariera piłkarza&quot; border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;340&quot; data-original-width=&quot;509&quot; height=&quot;426&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjreseiOwyfY3SdWLgW2rLq9nw6jMEhqwya4P4XYqnTEGiykScNCNwwG1fgB40XxtHLWyH_hUi8dYxb4Jp32HZxYnfPrcC1MrcAtRf_rkk_uLzMaBTRPNA4K6uKYjBFCCBKvygFotA8zYm6/s640/football-1396740__340.jpg&quot; title=&quot;Robert Lewandowski&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Cztery poziomy niżej od Lewandowskiego&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Wielu ludzi razi niesprawiedliwość w postaci niewyobrażalnych zarobków topowych piłkarzy. Wiadomo, o kogo chodzi, w naszym kraju przede wszystkim o Lewandowskiego. Jak on śmie zarabiać tyle pieniędzy - krzyczą jedni. Żeby to kopacze zarabiali krocie, a nie lekarze - wtórują drudzy. &lt;b&gt;Cóż, świat jest brutalny, a ludzie zarabiają tyle, ile jest im w stanie ktoś zapłacić. Piłka to wielki biznes. &lt;/b&gt;Warto jednak zwrócić uwagę, że Lewandowski to absolutny top, który reprezentuje pewien ideał w swojej dziedzinie. Polski rekordzista w elicie lekarskiej miał zarobić w rok podobno... 1,5 miliona złotych. Całkiem nieźle, prawda? A że szeregowa pielęgniarka czy lekarz-stażysta tuż po studiach zarabiają grosze? Życie. Pięcioligowy piłkarz potrafi jeździć na treningi dziesiątki kilometrów od domu... bo tylko tam go przyjęli do drużyny. Z trudem łączy koniec z końcem, a jak klub ma problemy z płynnością finansową, to kopie w piłkę zupełnie hobbystycznie. Oszałamiająca WAG nie czeka na niego z obiadem w domu - chłopak wciąż szuka szczęścia na profilach randkowych. I jego życie wcale nie jest lepsze od lekarza-rezydenta.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Dlaczego w ogóle chciałam się z wami tymi refleksjami podzielić? Abyście słysząc o zarobkowej elicie w danej dziedzinie nie zapominali, że mówicie o jednostkach, a nie wszystkich przedstawicielach danego zawodu (a to nie jest dla wszystkich oczywiste, naprawdę!). Abyście umieli docenić własną, być może przez was uważaną za nudną, pracę (bo te wymarzone alternatywy większość marzycieli jednak rozczarowują). I abyście, zamiast rzucać się do hejtowania znanych postaci i twierdzić, że &quot;każdy głupi by tak umiał&quot;, zrozumieli, że bynajmniej - tylko garstka śmiałków dociera na szczyt Mont Everestu, zdecydowana większość jedynie zadziera głowę, aby spojrzeć hen w górę na zwycięzców.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2019/02/ludzie-ktorym-sie-nie-udao.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiXAKON9IGiaXc1zYtChuDH6WzcbTuMxUL9YcJSLSUeHVCUR8jsmco2lJ692ZdiPVpbLnAHv16-0YTJb4CvjLdvKjqHhpgv_IhW8LiHsj6eFH8VKzrqE0YZzQ961Nbl9LLNOVoT8khXvPw5/s72-c/technology-3167297_960_720.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-1008109924140183525</guid><pubDate>Sun, 10 Feb 2019 22:42:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-02-10T14:42:30.056-08:00</atom:updated><title>Prawie cukrzyca - początek życia bez cukru i...</title><description>&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Gdy po raz pierwszy słyszysz diagnozę &quot;ma pani bardzo wysoką insulinoodporność&quot; to w pierwszej chwili myślisz &quot;grunt, że to JESZCZE nie cukrzyca&quot;. Skoro jeszcze insulina nie szaleje do tego stopnia, że każdy dzień stanowi walkę o zachowanie równowagi, to wydaje ci się, że możesz sobie z nią poradzić na spokojnie. W końcu co to za problem - robisz rewolucję w stylu żywienia, przechodzisz fizyczną metamorfozę z pomocą dietetyka i ulubionej trenerki fitness, a potem już możesz się wymądrzać w blogosferze, jakim to jesteś ekspertem w dziedzinie zdrowia, fit życia i duchowej przemiany.&amp;nbsp; Jeśli jednak obrany cel okazuje się znacznie trudniejszy do osiągnięcia, a ty wciąż jesteś w lesie ze swoją życiową rewolucją, to... witaj w klubie.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjK4IjBZF_Qm4aPuCtjeQMQVjKoemc-s72DNehTb73n1dAQtu54945utk8STXWjs0dv_T30K9K2wYi6J4ffDYVmik8LQV4Wr2Hn9X098Tsb51yQaZuR_xc97BJDy_tq0TQI9VyxsMN9CY1Z/s1600/vegetables-1085063_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;insulinoodporność a dieta&quot; border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;634&quot; data-original-width=&quot;960&quot; height=&quot;422&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjK4IjBZF_Qm4aPuCtjeQMQVjKoemc-s72DNehTb73n1dAQtu54945utk8STXWjs0dv_T30K9K2wYi6J4ffDYVmik8LQV4Wr2Hn9X098Tsb51yQaZuR_xc97BJDy_tq0TQI9VyxsMN9CY1Z/s640/vegetables-1085063_960_720.jpg&quot; title=&quot;Zdrowa dieta w insulinoodporności&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div&gt;
Powyższego wpisu nie poświęcę problemowi jakim jest insulinoodporność. W skrócie tylko wyjaśnię, że oznacza on obniżoną wrażliwość organizmu na działanie insuliny, czyli hormonu odpowiedzialnego za regulację poziomu cukru we krwi. Niektórzy niewrażliwcy twierdzą, że insulinoodporność to ostatnimi czasy &quot;modna fanaberia&quot;, co jest oczywiście szczytem ignorancji. Insulinoodporność może doprowadzić do rozwoju cukrzycy typu 2 i innych chorób, w dużym natężeniu utrudnia codzienne funkcjonowanie, w wielu przypadkach zmienia 5 nadprogramowych kilogramów w 25, a marzącym o gromadce dzieci czasem może te marzenia zrujnować. Czyli generalnie - nie ma żartów. Jeśli trafiliście na ten wpis ze względu na fakt, że sami chorujecie na tę przypadłość i szukacie wartościowej wiedzy - polecam eksperta w tej dziedzinie, czyli Dominikę Musiałowską i jej stronę &lt;a href=&quot;http://insulinoopornosc.com/&quot;&gt;Insulinoopornosc.com&lt;/a&gt;. To tam próbuję systematycznie znaleźć wsparcie i fachową wiedzę. Ja jednak chciałam mój wpis poświęcić bolesnej i nie zawsze pełnej sukcesów walce o dążenie do zdrowia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Cudów nie ma - jest krew, pot i łzy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Gdy widzimy uśmiechnięte kobiety po wielkich metamorfozach albo czytamy kolejne blogi (lub nawet lepiej -&amp;nbsp; śledzimy profile na Instagramie) ludzi, którym udało się zmienić swoje życie, to... szczerze mówiąc niekoniecznie mnie to motywuje. Być może dlatego, że jestem w grupie nieszczęśników, którzy latami starają się schudnąć albo podążać drogą swoich idoli, którzy np. rzucili nudną pracę, żyją swoją pasją i zarabiają górę pieniędzy, ale niestety niewiele z tego wynika. Za mało na tych ich social media prawdziwej życiowej walki, czyli &quot;krwi, potu i łez&quot; a za dużo pastelowych, idealnych zdjęć, idealnych póz i sukcesów, które człowieka przytłaczają do tego stopnia, że nawet się nie łudzi, że sam zdoła zbliżyć się do niedoścignionego ideału. Za mało relacji z samej przemiany i walki o zdrowie czy piękną sylwetką, a za dużo motywacyjno-coachingowej gadki, która... w sumie dość mocno irytuje. Oczywiście, może wiele osób ma inaczej, i na nich to działa. Jeśli tak - to zazdroszczę.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUHGemenFaPPd3_Ns2C1maiuxeQDYNaiFtzixzzf9JLggI0Im5Sl-JmpyalNyXn6pxC8ZWEaSxgghyphenhyphenKAPwtg7Pxr_uhB12yxhnl9jm_YGSQJWvA8I8s8htvF1C_a7zUY6alOziJJfuPghW/s1600/sugar-2510536_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;Bye bye sugar&quot; border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;640&quot; data-original-width=&quot;960&quot; height=&quot;425&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUHGemenFaPPd3_Ns2C1maiuxeQDYNaiFtzixzzf9JLggI0Im5Sl-JmpyalNyXn6pxC8ZWEaSxgghyphenhyphenKAPwtg7Pxr_uhB12yxhnl9jm_YGSQJWvA8I8s8htvF1C_a7zUY6alOziJJfuPghW/s640/sugar-2510536_960_720.jpg&quot; title=&quot;Koniec z cukrem&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Życie bez cukru i mąki pszennej, czyli walka z 30-letnią tradycją&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Niezależnie od tego czy jesteś cukrzykiem albo cierpisz na insulinoodporność i eliminujesz z diety takie produkty jak cukier, białe pieczywo i inne produkty z dodatkiem mąki pszennej (oczywiście żywienie zgodne z niskim indeksem glikemicznym to dużo bardziej złożona sprawa niż te dwa składniki, ale te są najbardziej kluczowe), czy chorujesz na celiakię (never ever gluten), ze względu na nietolerancję porzucasz na zawsze mleko i nabiał czy bohatersko dla zdrowia i planety przechodzisz na weganizm - wiedz, że będzie ciężko (ciężko to mało powiedziane). Naszym wrogiem są: rodzina (chcą twojego zdrowia, ale sami nie planują porzucić złej diety - choć rezygnacja z takiego białego pieczywa, słodyczy i napojów gazowanych każdemu wyjdzie na zdrowie), tradycja (tak, kuchnia polska na mące pszennej stoi, cukier wałęsa się w każdej słodkości i nie tylko - a nawyki utrwalane przez 30 lat życia nie dadzą się tak łatwo wyplenić, oj nie) oraz przemysł spożywczy (wchodząc do sklepu, wiedz że czeka cię wnikliwa lektura etykiet i zapomnij o gotowcach).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Szokujące odkrycia&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Człowiek nagle odkrywa, że cukier to nie tylko zjedzenie całego pudełka ptasiego mleczka w jeden dzień (niechlubny wyczyn, wiem, dziś zdarza mi się czasem poczęstować jednym), ale również np. posilanie się wędlinami. Złowroga mąka pszenna dodawana jest niemal we wszystkim co się da, co w połączeniu z obecnością cukru stanowi mieszankę najwyższego zła (nieszczęsnym ideałem jest produkt, który poza tą dwójką ma jeszcze olej palmowy, bo jak szaleć z niezdrowym jedzeniem, to po całości). I tak poza porzuceniem przepysznej słodkiej chałki lub chrupiącej francuskiej bagietki z dużą ilością truskawkowego dżemu (w tej kwestii trzymam się nawet nieźle, choć ciężko mi na nie patrzeć w piekarni), ryzykowne jest zajadanie się ulubionymi pierogami (mąka pszenna, niech ją szlag!) na mieście (w domu można czasem walczyć z jakimś zdrowszym odpowiednikiem mąki, ale różnie to smakuje), naleśnikami z Nutellą i bananem (mąka pszenna, wesoły miks oleju palmowego z cukrem oraz owoc z pogranicza wysokiego ryzyka), a do tego trzeba zapomnieć o piciu coli i... piwa (na szczęście tego ostatniego nie lubię). I do tego uwaga - sok Kubuś (cukier, cukier, cukier), fit batoniki znanych trenerek bazujące na suszonych daktylach (daktyle...boli, jak to piszę) czy różne produkty z półki gluten-free (zamienniki glutenu też mogą mieć bardzo wysoki indeks glikemiczny) również mi szkodzą. A żeby nie było za łatwo (!) to słabo gotuję i mam mało czasu na zdrowe posiłki, a stan konta wciąż zniechęca mnie do pójścia w dietę pudełkową. Dlatego po 10 miesiącach walki udaje mi się porzucić część dawnych ulubionych dań, ale nadal nie wszystkich. W którymś momencie miewałam tygodnie, że traciłam chęć, aby jeść cokolwiek. To również nie było mądre, ale detoks od prostych węglowodanów bywa trudny i bolesny. Tym bardziej, że to nie zmiana na chwilę, a NA ZAWSZE.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhUM7GMgRMhcrLqkBo_BYXmb1Bg6cBLNFra9-ksd17K56mtYUrjUCapd4UHicc9kivs3k7y2XQUWBsETZUAE8kwGXGNtWTj-G2XmIM1SPM0tnRksVaBXyrL4ifXmqLfSH8hKbe7cg4FW5B7/s1600/walk-2635038_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;ćwiczenia w insulinoodporności&quot; border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;640&quot; data-original-width=&quot;960&quot; height=&quot;426&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhUM7GMgRMhcrLqkBo_BYXmb1Bg6cBLNFra9-ksd17K56mtYUrjUCapd4UHicc9kivs3k7y2XQUWBsETZUAE8kwGXGNtWTj-G2XmIM1SPM0tnRksVaBXyrL4ifXmqLfSH8hKbe7cg4FW5B7/s640/walk-2635038_960_720.jpg&quot; title=&quot;wysiłek fizyczny w insulinoodporności&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;Co z tym wysiłkiem fizycznym?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Zaraz po diecie (i lekach w moim przypadku) kolejnym wyzwaniem jest oczywiście zdrowa dawka ruchu. Z tym akurat mam mniejszy problem niż ze zdrową dietą, a przynajmniej miałam aż do nadejścia zimy. Bo nieleczona wysoka insulinoodporność powodowała u mnie tak dużą ospałość i brak energii, że przejście kilku przystanków pieszo, wejście na trzecie piętro schodami czy skupienie się przez osiem godzin pracy przed komputerem urastało do rangi problemu. Po rozpoczęciu leczenia i zmianie diety wróciła chęć do podjęcia aktywności fizycznej. Tyle, że nadeszła zima a wraz z nią władzę nad krajem przejął smog, co w niektóre dni da się wyczuć już po 5 min marszu. W takiej sytuacji ciężko zrealizować zaleceniu o 10 000 krokach dziennie, na siłownię nie jest po drodze tak często jak by wypadało, a domowy sprzęt w postaci roweru stacjonarnego... uległ uszkodzeniu. Ale nic to... wiosna coraz bliżej, lepsze 15 min domowych ćwiczeń niż nic i może uda mi się ocalić te 10 pierwszych straconych kilogramów oraz lepsze wyniki badań, z których byłam taka dumna jesienią.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Jeśli również walczycie o zdrowie, piękną sylwetkę i lepsze życie - to trzymam kciuki i ruszam cztery litery z kanapy i się przyłączam. Nie ma sielanki - jest krew, pot i łzy. I żadnych słodko-pierdzących zdjęć na Instagramie - od nadmiaru wirtualnego cukru chyba też skacze mi poziom cukru we krwi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
P.S. Pierwszy wpis od dawien dawna. Udało się spełnić chociaż jedno z postanowień noworocznych! :)&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2019/02/prawie-cukrzyca-poczatek-zycia-bez.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjK4IjBZF_Qm4aPuCtjeQMQVjKoemc-s72DNehTb73n1dAQtu54945utk8STXWjs0dv_T30K9K2wYi6J4ffDYVmik8LQV4Wr2Hn9X098Tsb51yQaZuR_xc97BJDy_tq0TQI9VyxsMN9CY1Z/s72-c/vegetables-1085063_960_720.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-6778626730800920082</guid><pubDate>Thu, 16 Nov 2017 21:28:00 +0000</pubDate><atom:updated>2019-02-10T14:43:15.009-08:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">blond Lewandowski</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">hejt</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Karolina Korwin-Piotrowska</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Marina Łuczenko</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">showbiznes</category><title>Sztuka pływania w szambie czyli showbiznes made in Poland</title><description>&lt;b&gt;Jak dawno mnie tu nie było (serio, tak chyba będzie się zaczynał każdy mój post). W sumie albo nie miałam czasu pisać albo brakowało mi inspiracji do kolejnego wpisu. Jednak w końcu trafił się temat, który postanowiłam skomentować. Jako niedoszła dziennikarka, papierowa pani psycholog i malutka pani od PR-u chciałabym się podzielać kilkoma refleksjami na temat wojenek rodzimych celebrytów, fali internetowego hejtu i kondycji polskiego społeczeństwa. Tak, te trzy rzeczy ściśle się ze sobą wiążą. No ale zacznijmy od początku.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi_OdlUCroj0LBFA1XG2G4dGH4K0wkYBJIq0DLBr6Nt-XDWGSwdcyIKTQCS5FF7cpi7tHRpEG5UuhoNR3OVhVoLD7xvB80UeptfpJ7ujsMc25oVT97f_nfufIbtf94A_Rh0Q9gNy_t-ldx_/s1600/angelina-jolie-2773342_1280.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1280&quot; data-original-width=&quot;1261&quot; height=&quot;640&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi_OdlUCroj0LBFA1XG2G4dGH4K0wkYBJIq0DLBr6Nt-XDWGSwdcyIKTQCS5FF7cpi7tHRpEG5UuhoNR3OVhVoLD7xvB80UeptfpJ7ujsMc25oVT97f_nfufIbtf94A_Rh0Q9gNy_t-ldx_/s640/angelina-jolie-2773342_1280.png&quot; width=&quot;628&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
W porannym autobusie, przy kawie w pracy, wieczorem w domowym zaciszu. Jak myślicie, co wtedy robi wielu ludzi? Czytają książki (no, zdarza się, i chwała za to)? Dokształcają się? Spędzają czas z najbliższymi? Niekoniecznie. &lt;b&gt;Ludzie zaskakująco często przeglądają wówczas serwisy plotkarskie, krążą po peryferiach internetu, szukają śmiesznych filmików, lajkują swoich idoli na Instagramie albo hejtują newsy o znanych i bogatych, które wyskoczą na głównej stronie dużego portalu&lt;/b&gt;. I tak np. obecnie wielu internautów przeżywa zmianę fryzury Roberta Lewandowskiego (przefarbował się na blond, skandal!) albo z zapartym tchem śledzi konflikt żony innego piłkarza i piosenkarki, Mariny Łuczenko-Szczęsnej, z serwisem plotkarskim w przededniu wypuszczenia na rynek jej nowej płyty albo starają się doczytać o pyskówce między niejaką Karoliną Korwin-Piotrowską a bramkarzem reprezentacji Wojciechem Szczęsnym (mężem wspomnianej wcześniej Mariny), żeby być na bieżąco z tym, co w trawie piszczy i jak rozkręca się konflikt między celebrytami. A ci, którzy nie są na bieżąco z show-biznesem, pewnie siedzą na social media i kłócą się o to, kto coś dziś lepszego zrobił na obiad (jest taka grupa na Facebooku!).&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
I tu moja pierwsza refleksja - &lt;b&gt;ludzie stale powtarzają, że na nic nie mają czasu i energii - ale z drugiej strony są na bieżąco w tych showbiznesowych wojenkach, wiedzą kto i z kim, a do tego mocno przeżywają i angażują się w internetowe historie&lt;/b&gt; (jakby chodziło niemalże o ich członków rodziny) i oczywiście hejtują. Nie, nie mam na myśli wyrażania opinii czy konstruktywnej krytyki, ale tych, którzy po prostu lubują się w obrzucaniu błotem. Dla niektórych, niezadowolonych z własnego życia, ale nie robiących wiele, aby to zmienić, rzucenie mięsem to prawdopodobnie sposób na relaks albo upuść złych emocji. Niestety, hejt z powodu zakupu drogiej torebki przez jedną czy drugą celebrytkę, w gruncie rzeczy nie przynosi szczęścia hejterowi. &lt;b&gt;Sam fakt, że ktoś pozwala, aby zalewała go krew tylko dlatego, że ktoś inny ma &quot;drogi kawałek skóry&quot; bardzo źle o nim świadczy&lt;/b&gt;. Jedyne czego się człowiek może w takiej sytuacji nabawić, to wrzodów albo skoków ciśnienia. Naprawdę nie warto.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Z drugiej strony mamy bohaterów z wielkiego świata show-biznesu. Znienawidzonych, a jednocześnie kochanych. Ludzi będących ucieleśnieniem marzeń o wspaniałym życiu, sukcesach i bogactwie. Mogłoby się wydawać, że celebrytom, którym się dobrze wiedzie w życiu, mają rodzinę, są zdrowi i bogaci, do szczęścia już niczego nie brakuje. No mnie np. by nie brakowało, gdybym nagle wymieniła się z nimi miejscami. A jednak! &lt;b&gt;Zachowania niektórych z nich pozwalają domniemywać, że człowiek, który ma już bardzo dużo ciągle... chciałby mieć więcej, szuka poklasku i staje się bardzo drażliwy na każdą formę krytyki. Oczywiście, co złego to nie on.&lt;/b&gt; I tak nawet się człowiek nie zdąży napić kawy, a w międzyczasie kolejnej &quot;gwieździe&quot; puszczają nerwy, zaczynają się pyskówki, wirtualna wymiana ciosów, której z radością przyglądają się tłumy żądne igrzysk.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Tymczasem z boku stoją osoby, które na tym wszystkim zarabiają. &lt;b&gt;Hejty hejtami, ale kliki i komentarze muszą się zgadzać, a reklamodawcy być usatysfakcjonowani&lt;/b&gt;. Celebryta zarabia dzięki rozpoznawalności, która nie tylko jest miarą ilości fanów, ale również hejterów. Inny celebryta zarabia na prowokowaniu innych znanych ludzi albo przekomarzaniu się z ich fanami. Przecież grunt to podnosić swoją wartość marketingową w oczach reklamodawców. Jeszcze inni są skrajnie cyniczni i zarabiają na wywoływaniu tzw. gównoburz, którymi emocjonują się internauci, podczas gdy oni tylko udają nienawiść do dziennikarzy, fotoreportetów i innych celebrytów. W rzeczywistości równie dobrze mogliby sobie wszyscy podać ręce i pójść wspólnie na piwo.&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Zagłębiając się w te wszystkie historie z wielkiego świata i reakcje tysięcy anonimowych użytkowników, czuję się jakbym wpadła do szamba i tonęła w nieczystościach. &lt;b&gt;Zdecydowanie wszystkim wyszłoby na dobre, gdyby ktoś na jeden dzień odciął światu internet.&lt;/b&gt; Tymczasem opuszczam wirtualną rzeczywistość i ja, czas poczytać jakąś ciekawą książkę albo spotkać się ze znajomymi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
Nigdy nie zapominajcie o tym, co w życiu jest naprawdę ważne! A prawdziwe gwiazdy są tylko i wyłącznie... na niebie :)&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/11/sztuka-pywania-w-szambie-czyli.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi_OdlUCroj0LBFA1XG2G4dGH4K0wkYBJIq0DLBr6Nt-XDWGSwdcyIKTQCS5FF7cpi7tHRpEG5UuhoNR3OVhVoLD7xvB80UeptfpJ7ujsMc25oVT97f_nfufIbtf94A_Rh0Q9gNy_t-ldx_/s72-c/angelina-jolie-2773342_1280.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-800971627828226964</guid><pubDate>Wed, 20 Sep 2017 09:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-09-20T02:16:08.929-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Asyż</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">biuro podróży</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Florencja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Monte Cassino</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Neapol</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Piza</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Rzym</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Toskania</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wakacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Wenecja</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wycieczki</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wyjazdy do Włoch</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Włochy</category><title>Wycieczka z biura podróży - obciach czy sposób na wakacje?</title><description>&lt;b&gt;Cholera, przecież miałam być systematyczna i wytrwale rozwijać bloga! A jak jest, każdy widzi. Tymczasem jednak, po powrocie ze wspaniałych wakacji w słonecznej Italii, chcę podzielić się kilkoma refleksjami na temat wyjazdów zorganizowanych z biura podróży (a przy okazji mam pretekst, żeby opublikować kilka fantastycznych zdjęć). Czy warto się na nie wybierać? Dla kogo taka forma wakacji jest błogosławieństwem, a dla kogo mordęgą? Post nie jest przez nikogo sponsorowany (nie przy moich &quot;imponujących&quot; statystykach bloga, ale w końcu tworzę wpisy bardzo nieregularnie).&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgNei1wTuaqcTTaoL9uaYGDae4OepW1v9utitU5N6anS4cxYtmISfyiuD7LgKGoUjcC51oXEWiGyerAX8lunivRk7TH2GURDSU1U0unncf1UZuRVW8o1H8LUJ3XPrWayPs_ghSsiWaykag/s1600/20170906_112407.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;900&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;360&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgNei1wTuaqcTTaoL9uaYGDae4OepW1v9utitU5N6anS4cxYtmISfyiuD7LgKGoUjcC51oXEWiGyerAX8lunivRk7TH2GURDSU1U0unncf1UZuRVW8o1H8LUJ3XPrWayPs_ghSsiWaykag/s640/20170906_112407.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Z widokiem na wulkan Wezuwiusz&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Chyba nikt nie będzie zdziwiony stwierdzeniem, że najlepszy urlop to ten zorganizowany samodzielnie. Bo przygoda, własny wysiłek włożony w organizację, indywidualny plan, niczym nieskrępowana wolność i takie tam. Dziś jednak opowiem kilka słów o tygodniowym wypadzie do Włoch, na który z pełną premedytacją wybrałam się w ramach zorganizowanej wycieczki. Dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;No stres, no problem&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Na początku, gdy zaczęłam planować urlop i zastanawiałam się, gdzie, za ile i z kim pojechać, plany były wielkie. Miało być spektakularnie - najlepiej na jachcie pływającym wzdłuż Lazurowego Wybrzeża, z wizytą w Monaco i w Nicei. Potem pojawiły się pierwsze schody. W telegraficznym skrócie: kasa, misiu, kasa. A tej niestety na wymarzone szaleństwa nie wystarczy. Zaraz doszedł kolejny kłopot: nie wszyscy znajomi chcą tak samo wypoczywać, nie wszystkim zgrywają się terminy urlopu. Gdy od nadmiaru opcji, stale mnożących się kolejnych niewiadomych i kompletnym braku chęci do wzięcia sprawy w swoje ręce (człowiek stale coś organizuje i raz by wolał odpocząć, albo żeby ktoś inny się wszystkim zajął, a tu chętnych do takowej pracy jak na lekarstwo), w końcu zapadła decyzja: kupujemy gotowca w biurze podróży i nie martwimy się już kompletnie niczym. Lenistwo? Zdecydowanie! Luksus nicnierobienia (poza wyborem wycieczki, zapłatą za nią, spakowaniem bagażu i stawieniem się na miejscu zbiórki) - bezcenny!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh7iJlwOTQuIHpkuVhGbw5famzQSG6dlbSIE1DQpiL5ZQd0EYLpQ6RXKbjs-tzDgJ95Vn4pe_I7AckH9cH_Sa9-s5CTmf1T_Tzolv0_SRctbJbSCei6_Cek4zA80xWLiY2bWYxXMvKQXdlY/s1600/20170907_131116.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;900&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;360&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh7iJlwOTQuIHpkuVhGbw5famzQSG6dlbSIE1DQpiL5ZQd0EYLpQ6RXKbjs-tzDgJ95Vn4pe_I7AckH9cH_Sa9-s5CTmf1T_Tzolv0_SRctbJbSCei6_Cek4zA80xWLiY2bWYxXMvKQXdlY/s640/20170907_131116.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Asyż, miasteczko, w którym zatrzymał się czas&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Wolność vs. wygoda&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
Na wycieczce, o której logistycznych detalach się nie decyduje i powierza ważne decyzje komuś innemu (w tym wypadku pilotowi wycieczki), trzeba się liczyć z koniecznością dopasowania się do grupy. Coś za coś. W moim przypadku chodziło o siedemdziesięciu uczestników wyjazdu. Jeżeli posłuszne dostosowanie się do planu wycieczki, kłóci się z naszym poczuciem niczym nieskrępowanej wolności (bo nie mieści się nam w głowie, że ktoś nam będzie mówił, że jutro pobudka o 6 rano, żeby dojechać autokarem do centrum Rzymu przed korkami), to wyjazd zorganizowany absolutnie nie jest dla nas. W końcu na urlopie ma nam być dobrze, a nie żebyśmy chodzili stale ze skwaszoną miną. Mnie osobiście konieczność dopasowania się nie przeszkadzała. Czułam się jak na wycieczce szkolnej, a z nimi mam same dobre wspomnienia. Raz na jakiś czas, jak dla mnie, warto wypoczywać w ten sposób.&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;Z Januszami i Grażynkami na włoskiej ziemi&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
Jakość wyjazdu zorganizowanego oceniamy nie tylko przez pryzmat dobrej pogody, przygotowania pilota, pięknych widoków i zabytków, ale znaczenie ma również otoczenie, w którym planujemy się w czasie tych kilku dni obracać.Jeżeli głośno chrapiący w autokarze pan w średnim wieku nie daje ci spać, osoby z którymi masz siedzieć przy stole swoimi &quot;januszowymi&quot; zachowaniami doprowadzają Cię do pasji, to wyjazd zorganizowany nie jest opcją dla Ciebie. Po prostu, ludzie są różni, a na rozmaite sytuacje przydarzające się w trakcie urlopu należy patrzeć z przymrużeniem oka, mając to za wspaniały materiał do żartów w gronie przyjaciół po powrocie. Ja tak mam, dlatego np. starsza pani z walizką, rozpychająca się bezpardonowo łokciami byle pierwsza zająć miejsce w autokarze, (gdzie każdy ma swoje konkretne, wyznaczone miejsce, więc po co się pchać?), nie jest w stanie mnie zirytować, co najwyżej rozśmieszyć swoim brakiem kultury osobistej. Takich sytuacji nie jest też dużo, aby miały mi zepsuć humor na wakacjach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDHMiQ2PrbQbTIrRX85ZdMypW08zMS80B3rJxTgfeUP6Z9XGtaWW7XOkYp3xc_GjCN0c0aRcQoDxPmjwt_bCZBHk4mq0NnAHYc5i1xWlC_-owRa67bD3Pi-0gRpz22Z0Ae8Sd5T0Mswcg3/s1600/20170908_123733.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;900&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;360&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjDHMiQ2PrbQbTIrRX85ZdMypW08zMS80B3rJxTgfeUP6Z9XGtaWW7XOkYp3xc_GjCN0c0aRcQoDxPmjwt_bCZBHk4mq0NnAHYc5i1xWlC_-owRa67bD3Pi-0gRpz22Z0Ae8Sd5T0Mswcg3/s640/20170908_123733.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Wybrzeże z gondolami w Wenecji&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Szybciej i więcej, czyli nie licz, że będziesz mieć czas na cokolwiek&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Na wycieczce zorganizowanej nie mamy czasu, by przez godzinę kontemplować jedną budowlę. Zapomnijmy o dłuższej chwili wytchnienia, dzień jest zwykle maksymalnie upchany atrakcjami, dlatego trzeba się streszczać. Na takich wakacjach dużo się dzieje, należy szybko reagować, pilnować grupy i autokaru. Oczywiście zawsze jest miejsce na tzw. czas wolny, jednak nie miejmy złudzeń - mija on błyskawicznie (to chyba przez te długie kolejki do damskiej toalety). Osobiście lubię taki styl, i jeśli mam być szczera, to też na samodzielnym wyjeździe wygląda to u mnie podobnie. Wycieczka zorganizowana to w gruncie rzeczy czas na wstępne rozeznanie znacznej ilości miejsc i poznanie własnych preferencji turystycznych. Ma pozostawiać po sobie niedosyt. Ja już wiem, że do Wenecji, Neapolu i Rzymu muszę jeszcze wrócić, bo ledwie je musnęłam, a miasta te oferują dużo, dużo więcej. Jeśli nie odpowiada nam ani tempo, ani plan zwiedzania - to nie pchajmy się do biura podróży, tylko zakasajmy rękawy i główkujmy sami. W końcu to my mamy wrócić z urlopu zadowoleni.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Wady i zalety mojej wyprawy do Włoch&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Wśród niedogodności wymieniłabym przede wszystkim - stały pośpiech, zbyt krótki czas wolny, nieraz irytujące towarzystwo i słabe wyżywienie w ramach obiadokolacji grupowych (ileż można mieć na pierwsze danie półsuchy makaron, na drugie pseudo drugie danie, żeby pod koniec doczekać deseru). Z kolei do zalet zaliczyłabym przede wszystkim: kompleksową organizację, bezproblemowy przebieg wyprawy, ogrom atrakcji, sprawne przemieszczanie się z miejsca na miejsca, bezpieczeństwo i zero jakichkolwiek obowiązków organizacyjnych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;float: left; margin-right: 1em; text-align: left;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjzIfKEP-JchiMzpxN_AIgDlXImnO2kO7PJg2Y_b7uzRymuV7tT_rZXOBqqTPA4uYrMpPPyh7D96VAi9Fn0iPpVBzlMRmff9itU0k3_ejXeY9ggKmvwTo7it_CPrKMY6NhZrceZRUEhxwxw/s1600/top.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;750&quot; data-original-width=&quot;750&quot; height=&quot;400&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjzIfKEP-JchiMzpxN_AIgDlXImnO2kO7PJg2Y_b7uzRymuV7tT_rZXOBqqTPA4uYrMpPPyh7D96VAi9Fn0iPpVBzlMRmff9itU0k3_ejXeY9ggKmvwTo7it_CPrKMY6NhZrceZRUEhxwxw/s400/top.jpg&quot; width=&quot;400&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Spacerując po Asyżu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
Podsumowując: wyjazdy zorganizowane są dedykowane beztroskim leniwcom (takim jak ja!), którzy lubią niczym się nie martwić, nie stresować i powierzać organizację i przebieg wyjazdu w czyjeś ręce. Stanowią dobrą bazę dla rozeznania danego miejsca, określenia czy warto je zobaczyć i poznać lepiej czy nie (uwierzcie, tego się pozna na podstawie czyjejś opowieści czy z przewodnika, to trzeba poczuć na własnej skórze). Jeżeli spełniamy powyższe kryteria, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby wracać do biura i decydować się na kolejne wycieczki. W końcu, jak to mówią, wszystko jest dla ludzi. Pytanie tylko, czy dokładnie dla takich jak ja?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następny wpis również będzie o Włoszech, bo uwielbiam ten kraj i na pewno do niego wrócę, w ramach samodzielnego, ale może również i zorganizowanego wyjazdu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/09/wycieczka-z-biura-podrozy-obciach-czy.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhgNei1wTuaqcTTaoL9uaYGDae4OepW1v9utitU5N6anS4cxYtmISfyiuD7LgKGoUjcC51oXEWiGyerAX8lunivRk7TH2GURDSU1U0unncf1UZuRVW8o1H8LUJ3XPrWayPs_ghSsiWaykag/s72-c/20170906_112407.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-2514148679198380732</guid><pubDate>Thu, 06 Jul 2017 21:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-07-06T14:13:09.344-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">blog</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">góry</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Karpacz</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Śnieżka</category><title>Droga krzyżowa na Śnieżkę, czyli jak kanapowiec ruszył w góry</title><description>&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Dawno mnie tu nie było. Zbyt dawno. A
jednak wróciłam, co oznacza, że mój blog mimo wszystko przetrwa, tyle, że nie
będzie prowadzony systematycznie (wiem, sama pisałam jakie to ważne). Dziś będzie
kilka słów o tym, że człowiek może więcej niż sądzi, ale bardzo często siebie nie
docenia. I nie, nie będzie to post w stylu słodkiego motywacyjnego pierdzenia,
że chcieć to zawsze móc, i jeśli tylko bardzo czegoś zechcemy, to osiągniemy to jak za dotknięciem magicznej różdżki. Bo tak dobrze to raczej nie ma. Chyba. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgPOKpU0hamN0XSexdaiWKHlTppt7YteOes59IfXCeAkwf58C2ZiccF6b40CsS410DJctoHjshqfVveaE1s2mvHP-0lnfJeBbakez81mxErauOjiM3ItBd8HcEjpsb0c8_KeJ6fnwyMJfmd/s1600/IMG_20170624_200902_729.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1600&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;640&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgPOKpU0hamN0XSexdaiWKHlTppt7YteOes59IfXCeAkwf58C2ZiccF6b40CsS410DJctoHjshqfVveaE1s2mvHP-0lnfJeBbakez81mxErauOjiM3ItBd8HcEjpsb0c8_KeJ6fnwyMJfmd/s640/IMG_20170624_200902_729.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;W drodze&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Lubię górskie
widoki, bo jest w nich coś magicznego. Ale niech jasna cholera trafi tego,
kto każe mi się po nich wspinać. Dawno, naprawdę dawno nie wchodziłam o
własnych nogach na żaden szczyt (podwózka gondolą na samą górę tak jakby się
nie liczy, prawda?) – pomyślałam kilka tygodni temu. Z jednej strony bym trochę
chciała, ale z drugiej… chodzenie pod górkę zawsze mnie wykańczało, a moja
forma z każdym rokiem gorsza i sadełko na brzuchu większe. Nie ma opcji, nie
wejdę na nic większego. &lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Na potwierdzenie
tych słów, w pewien czwartek obudził mnie o szóstej rano potworny skurcz lewej
łydki. Coś strasznego. Zanim wydostałam się mozolnie z domu o siódmej
trzydzieści, to nadal lekko kulałam (potem mi uświadomiono, że źle rozmasowałam
nogę) i stan ten trwał cały dzień. W tym właśnie momencie dostałam propozycję
nie do odrzucenia – czyli jednodniowego wypadu na Śnieżkę. Boże, ja i
wchodzenie na taką większą górę? Zapomnijcie! – pomyślałam w pierwszej
sekundzie, ale potem zaczęłam się zastanawiać, oglądać zdjęcia z Karpacza i
okolic. W głębi serca bym poszła w te Karkonosze, ale z moją zerową kondycją
(ten skurcz łydki to chyba efekt ćwiczenia 20-minutowego treningu z Mel B, bo
starać, to się od czasu do czasu staram, ale z różnym skutkiem), z grupką
miłośników chodzenia pod górkę, nadwagą, kulejącą nogą i bolącą łydką.
Ostatecznie uzależniłam swoją decyzję od stanu łydki. Jak w piątek po południu
nie będę kuleć, to najwyżej pojadę (i umrę gdzieś na szlaku).&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj65fPKGcesbc5z4CGZZmArg54L_GnBn1r-WuXgsEnsWCdY8a2nhJs6lTR52-SIuiUd1JrWktjonhyphenhyphenM9p0RDc8TWngm3xY0jt587VuJUNYeS4voqNAm9tFGgUhWus0fTKTz7rwOcH2zZab8/s1600/20170624_143202.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;900&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;360&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj65fPKGcesbc5z4CGZZmArg54L_GnBn1r-WuXgsEnsWCdY8a2nhJs6lTR52-SIuiUd1JrWktjonhyphenhyphenM9p0RDc8TWngm3xY0jt587VuJUNYeS4voqNAm9tFGgUhWus0fTKTz7rwOcH2zZab8/s640/20170624_143202.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Górskie piękno&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Następnego dnia
obudziłam się z pełni sprawną nogą i dobrym samopoczuciem. Sprawdziłam prognozę
pogody, przejrzałam zdjęcia z Karpacza, westchnęłam… no i zgodziłam się pojechać
na tę Śnieżkę. Raz kozie śmierć. O tym, że to chyba był jednak zły pomysł,
pomyślałam już kwadrans po wyjściu z samochodu. Miałam problem z chodzeniem pod
górkę i czułam się jak emerytka, która ledwo idzie i nie może złapać tchu (a
przemieszczaliśmy się niebieskim szlakiem, czyli takim spacerowym!). Pozostali
uczestnicy wyprawy ledwo majaczyli mi w oddali, bo chociaż starali się iść
wolno, to jednak do mojego tempa nie byli w stanie się przystosować. Co jakiś
czas robili jednak przystanki, żebym się z nimi zrównała. Po jakimś czasie
sytuacja uległa pewnej poprawie, pogodzona z losem parłam mozolnie do przodu,
aż dotarliśmy do pierwszego malowniczego przystanku – schroniska Samotnia nad
Małym Stawem. Widoki – niesamowite! Poczułam się trochę jak Frodo na wyprawie
Pierścienia i skupiłam na podziwianiu pięknego otoczenia. Wstąpiła we mnie
jakaś dodatkowa energia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjaDwoPo91ORO8RyQ6i6kFdOlfh__evvETMGDQC5dffglfdPd1syAvOVINVQieAysW1FTxECLWeVpykRR0FuS-5s8yAMtwQ9XNfV2DMFUyoD2z06afiHXRdI7Kg6C2OcJdUFZNkhr3GEcHi/s1600/20170624_105105.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;900&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;360&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjaDwoPo91ORO8RyQ6i6kFdOlfh__evvETMGDQC5dffglfdPd1syAvOVINVQieAysW1FTxECLWeVpykRR0FuS-5s8yAMtwQ9XNfV2DMFUyoD2z06afiHXRdI7Kg6C2OcJdUFZNkhr3GEcHi/s640/20170624_105105.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Nad Małym Stawem&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Kolejny odcinek drogi pokonałam już żwawiej i nie
odstając zbyt mocno od pozostałych. Mały sukces. W końcu uwierzyłam, że
naprawdę wejdę na ten szczyt i go zdobędę o własnych siłach. Największy kryzys
nastąpił pod samą Śnieżką. Ostatni odcinek wspinaczki na górę można śmiało
przyrównać do drogi krzyżowej. Niby wydawało się, że to „tylko kawałek” ale
zrobiłam w trakcie chyba z dziesięć przystanków. Trochę mnie podniósł na duchu
fakt, że nie byłam w swoim cierpieniu odosobniona. Nieważne czy na Śnieżkę
wdrapywał się maratończyk (bo akurat grupa fit szaleńców postanowiła tego dnia
odbyć tam swój maraton, wariaci!), dziecko, młody facet czy kobieta w średnim
wieku – wszyscy cierpieli… i wszyscy dotarli.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgH_bEbkvmCo_A-WS2UrJWDToPWHHvldISxMabCfidAz-dgtOURtqhvoNvEy6ceROTarNkUGB5Sy4hpMslCP5jWusOmn-_pLwtp39Stj6r86gwLbaqfZCtO_Q1WXLKZeRNKVTMlKAX6WU06/s1600/IMG_20170624_201653_699.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;1600&quot; data-original-width=&quot;1600&quot; height=&quot;640&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgH_bEbkvmCo_A-WS2UrJWDToPWHHvldISxMabCfidAz-dgtOURtqhvoNvEy6ceROTarNkUGB5Sy4hpMslCP5jWusOmn-_pLwtp39Stj6r86gwLbaqfZCtO_Q1WXLKZeRNKVTMlKAX6WU06/s640/IMG_20170624_201653_699.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Widok ze szczytu Śnieżki&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Jak już
ostatecznie doszłam do siebie po zdobyciu szczytu, to sama byłam pewna podziwu
dla samej siebie. Bo jasne, są osoby, dla których to spacerek, i takie jak ja,
dla których to mistrzostwo świata, gdy po pięciu latach przerwy ruszają tyłek z
kanapy i przełamują swoje ograniczenia. Teraz będzie już
tylko z górki – powiedział przewodnik naszej ekipy, a do mnie dotarło, że to
przecież nie koniec. Trzeba jeszcze zejść. Tym razem schodziliśmy czerwonym
szlakiem, który okazał się strzałem w dziesiątkę pod kątem fenomenalnych
widoków (nawet lepsze niż ze szczytu Śnieżki oraz przy Samotni!) i poważnym
wyzwaniem pod kątem schodzenia. Najgorszy fragment pokonaliśmy w jakieś
czterdzieści minut, a potem… było już tylko niemal spacerowo i łagodnie.
Alleluja! Weszłam i zeszłam o własnych nogach. Można? Można! Czyli jednak…
człowiek twierdzi, że nie da rady, z góry przekreśla swoje szanse, żeby odkryć,
że… jest w stanie osiągnąć więcej niż sądzi.&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjaIfbHe612-K9pas2SGw0Af4hRepYk07ywLPXTBCDJz83O60JCX0WfyVmafgJvvjzt1ioQ74InO6JJ2p22hr-7StY39ySl0xrCBC_-_0AarLU3sClxQPthVM7kyx3W8Z321GSopR4dPSPo/s1600/ja+na+%25C5%259Bnie%25C5%25BCce.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; data-original-height=&quot;474&quot; data-original-width=&quot;893&quot; height=&quot;338&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjaIfbHe612-K9pas2SGw0Af4hRepYk07ywLPXTBCDJz83O60JCX0WfyVmafgJvvjzt1ioQ74InO6JJ2p22hr-7StY39ySl0xrCBC_-_0AarLU3sClxQPthVM7kyx3W8Z321GSopR4dPSPo/s640/ja+na+%25C5%259Bnie%25C5%25BCce.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Ja, nadal w szoku&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
Następnego dnia…
nie obudziły mnie zakwasy ani nieznośny ból łydki. Niesamowite, a obawiałam
się, że będę ledwo poruszać nogami. A zatem kiedy następny raz pomyślę, że
czegoś nie dam rady zrobić, to przypomnę sobie, że przecież zdarzyły się
sytuacje takie jak ta, w których pokazywałam, że jednak potrafię, jeśli tylko zechcę. Na dowód, że
cała wyprawa na Śnieżkę wcale mi się nie przyśniła, wrzucam kilka zdjęć.
Niestety, żadne z nich nawet w połowie nie odzwierciedla górskiego piękna,
które miałam okazję zobaczyć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;line-height: 150%; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://www.blogger.com/null&quot; name=&quot;_GoBack&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/07/droga-krzyzowa-na-sniezke-czyli-jak.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgPOKpU0hamN0XSexdaiWKHlTppt7YteOes59IfXCeAkwf58C2ZiccF6b40CsS410DJctoHjshqfVveaE1s2mvHP-0lnfJeBbakez81mxErauOjiM3ItBd8HcEjpsb0c8_KeJ6fnwyMJfmd/s72-c/IMG_20170624_200902_729.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-1916710432354477247</guid><pubDate>Thu, 18 May 2017 22:11:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-05-18T15:11:36.480-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Blogowanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">muzyka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">taniec</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wakacje</category><title>Subiektywny ranking piosenek, które zabiorą Cię na wakacje</title><description>&lt;b&gt;Biję się w piersi, blog od prawie trzech tygodni leżał odłogiem. Za wszystko winię beztroską majówkę oraz nadejście ciepłych, słonecznych dni, które umówmy się, nie zdarzają się tak często jak byśmy tego chcieli. Majówka nie tylko mnie rozleniwiła, ale wzbudziła tęsknotę za prawdziwymi dwutygodniowymi wakacjami. Niestety, na te przyjdzie mi trochę poczekać, prawdopodobnie do września. Dzisiejszy wpis zatem dedykuje tym, którzy podobnie jak ja, tęsknie wypatrują wakacji. Oto bardzo subiektywny ranking 7 piosenek, które mogą umilić nam to oczekiwanie.&lt;/b&gt;&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg18R3UnLXpvOmHHQgvqz7O56WApg0ClsPp4KrgSA8yIa6VoApuzrRUs6649D6cxsc0swJ6317FbJTaKSnpFW3jI6ZiZoN8bkl7P2cuFlqHup0IDKCzacBbtM916CQN-BCrYVZ-0B3WBbmo/s1600/wakacje.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;428&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg18R3UnLXpvOmHHQgvqz7O56WApg0ClsPp4KrgSA8yIa6VoApuzrRUs6649D6cxsc0swJ6317FbJTaKSnpFW3jI6ZiZoN8bkl7P2cuFlqHup0IDKCzacBbtM916CQN-BCrYVZ-0B3WBbmo/s640/wakacje.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;Byle do wakacji!&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;Od czego by tu zacząć?&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;1. Despacito. Luis Fonsi, morze, piękna dziewczyna i Matka Boska. &lt;/b&gt;Piosenkę rozpoczyna szum fal, półnaga dziewczyna i... figura Matki Boskiej. Potem rządzą już tylko gorące rytmy i zmysłowe tańce. Można nie lubić tego typu muzyki, ale nie można powiedzieć, że w trakcie słuchania &quot;Despacito&quot; myślami człowiek nie podąża gdzieś daleko, najlepiej na hiszpańską plażę (albo każdą inną na której aktualnie chciałby się znajdować).&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/kJQP7kiw5Fk/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/kJQP7kiw5Fk?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;2. Bailando. Lata lecą, a Enrique... dalej rządzi. &lt;/b&gt;Ok, po rozgrzewce z Luisem Fonsim, przyszedł czas na taniec z Enrique Iglesiasem. Pamiętam, że dawno temu, gdy chodziłam do gimnazjum namiętnie słuchałam którejś z jego płyt (a właściwie to była jeszcze kaseta, ech, era kaset i walkmanów :) Od tamtych czasów dużo się zmieniło, tymczasem Enrique nie podzielił losu gwiazd jednego czy dwóch sezonów, wciąż daje radę. Słuchając &quot;Bailando&quot; człowiek przenosi się gdzieś na hiszpańską ulicę i... aż się chce tańczyć razem z nimi!&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/NUsoVlDFqZg/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/NUsoVlDFqZg?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;3. Chantaje.&amp;nbsp;&quot;Zobaczysz, kiedyś Ci się znudzi!&quot;&lt;/b&gt; Może, ale nie ona. Od czasów &quot;Wherever, whenever&quot; z każdą piosenkę zyskuje w moich oczach. Ciężko mi nawet powiedzieć, który kawałek Shakiry lubię najbardziej. Mam minimum siedmiu faworytów :) A z wakacjami kojarzy mi się na pewno &quot;Chantaje&quot;.&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/6Mgqbai3fKo/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/6Mgqbai3fKo?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;4. Tuesday.&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;Nie taki z niego Burak. &lt;/b&gt;Żeby nie było, że jestem monotematyczna i opisuję tylko jeden typ wykonawców - oto idealna wakacyjna piosenka, której najlepiej słucha się...we wtorek :)&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/Y1_VsyLAGuk/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/Y1_VsyLAGuk?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;5. Lambada. Stare jak świat, ale... &lt;/b&gt;świetnie się tego słucha, będąc w wakacyjnym nastroju :) Zawsze sobie wmawiam, że w końcu nauczę się tak tańczyć. Jasne...&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/XwoK0u52Tw4/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/XwoK0u52Tw4?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;6. Asereje, czyli skoro już wracamy do staroci z lat szkolnych. &lt;/b&gt;No dobra, kto tańczył do tej piosenki w szkole? Taniec nigdy nie stanowił mojej mocnej strony, dlatego to był układ w sam raz dla mnie :)&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/V0PisGe66mY/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/V0PisGe66mY?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;b&gt;7. Maria Maria, czyli niech zabrzmi gitara. &lt;/b&gt;Na koniec piosenka, obok której nie sposób przejść obojętnie, nie tylko ze względu na wirtuoza Carlosa Santanę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe width=&quot;320&quot; height=&quot;266&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/nPLV7lGbmT4/0.jpg&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/nPLV7lGbmT4?feature=player_embedded&quot; frameborder=&quot;0&quot; allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Tworząc ten wpis, wysłuchałam po kilka razy wszystkich powyższych piosenek. I tak, na chwilę poczułam się jak na wakacjach. Z pewnością każdy ma swoją własną listę takich utworów :)&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
P.S. I nawet nie zauważyłam, jak wybiła północ i mamy piąteczek. Miłego weekendu!&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/05/subiektywny-ranking-piosenek-ktore.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg18R3UnLXpvOmHHQgvqz7O56WApg0ClsPp4KrgSA8yIa6VoApuzrRUs6649D6cxsc0swJ6317FbJTaKSnpFW3jI6ZiZoN8bkl7P2cuFlqHup0IDKCzacBbtM916CQN-BCrYVZ-0B3WBbmo/s72-c/wakacje.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-6915668814585378346</guid><pubDate>Fri, 28 Apr 2017 07:42:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-04-28T04:05:18.897-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">blog</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Blogowanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">celebryci</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">dziennikarstwo</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">marka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">PR</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">pudelek</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">YouTube</category><title>Kto naprawdę rządzi w sieci?</title><description>&lt;b&gt;Wiem, że obecnie na czasie są tematy majówkowe (jak przeżyć majówkę w górach, czy warto brać sanki nad morze, sto rzeczy, które można robić z rodziną i znajomymi, gdy pogoda za oknem nie rozpieszcza itd.), ale wolę iść pod prąd i napisać dziś kilka słów na podstawie swoich doświadczeń zawodowych. A wszystko dlatego, że ostatnio zdałam sobie sprawę z czegoś naprawdę ważnego. Jak myślicie, kto ma najwięcej do powiedzenia w wirtualnym świecie: redaktorzy naczelni prestiżowych gazet i portali, celebryci szalejący na Instagramie, wpływowi youtuberzy, opiniotwórczy blogerzy, redaktorzy Pudelka czy dziennikarze ogólnopolskich portali internetowych?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJwpWNGA5m6xbyNGY2yxJey7ZMxlLYQuyyXu2YN7E9GAVyL_UN47VroDA-mAAaKuqzIAoGQw-2uOo4i-4p8ZRNoT1ZTti4wKRnqsp_u2HyrDJZik7OSyoAMN5aYpaVs0NPLV3Iwd9ZjzHc/s1600/typewriter-801921_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;426&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJwpWNGA5m6xbyNGY2yxJey7ZMxlLYQuyyXu2YN7E9GAVyL_UN47VroDA-mAAaKuqzIAoGQw-2uOo4i-4p8ZRNoT1ZTti4wKRnqsp_u2HyrDJZik7OSyoAMN5aYpaVs0NPLV3Iwd9ZjzHc/s640/typewriter-801921_960_720.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
Od dawien dawna chciałam być... redaktorką naczelną. Początkowo myślałam o zarządzaniu kobiecym czasopismem, potem przerzuciłam się w marzeniach na kilka branżowych tytułów, aż w końcu zrobiłam zwrot w stronę internetu. W końcu redaktor naczelny portalu o tematyce X również brzmi dumnie. Jednak od tamtych marzeń minęła blisko dekada, a życie zweryfikowało moje poglądy na pracę idealną i to, kogo uważam za najbardziej wpływowego w sieci. Pozostało upodobanie do pisania - to się raczej nigdy nie zmieni.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Prasa sobie żyje... ale w sieci nie ma wiele do gadania&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Śmierć prasy eksperci obwieszczają od dawna, ale na szczęście póki co, nie jest tak źle jak przypuszczali. Nie oznacza to również, że jest dobrze. Co to, to nie. Duże branżowe tytuły padają jak muchy, nakłady maleją, sprzedaż leci gwałtownie w dół... Po drugiej stronie mamy zaś wycinkę sporej ilości drzew na papier zmarnowany do wydruku bulwarowych gazetek, które jak na złość, mają się świetnie. To, co najbardziej warto zapamiętać, to że sukces w danych mediach np. w prasie lub TV nie oznacza automatycznie, że po przeniesieniu się danego tytułu do internetu z miejsca odniosą sukces. Niektórzy wydawcy i właściciele czasopism jeszcze tego nie odkryli. No, ale w końcu każdy uczy się najlepiej na swoich błędach, prawda?&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;Bolesna prawda o dziennikarstwie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Gdy już moje marzenia o zostaniu naczelną czasopisma przeistoczyły się w pragnienie zostania naczelną portalu internetowego, zaczęłam się uważnie przyglądać ich działaniu. Nie powiem, byłam przez pewien czas &quot;naczelną&quot; małego serwisu branżowego. Dziś, jako PR-owiec, także na co dzień rozmawiam z dziennikarzami, znam też wiele osób, które w mediach pracowało i z ulgą się przekwalifikowało. Powody były różne. Raz usłyszałam, że jako naczelna mam myśleć tylko i wyłącznie o zwiększaniu ruchu na stronie, bo ruch to reklamy, a reklama to pieniądze. Fakt, jeśli strona nie zarabia, to raczej się nie rozwija i staje co najwyżej hobbystycznym zajęciem po godzinach, a nie poważną pracą, z której opłaci się rachunki. Innym razem znajomi z mediów opowiadali mi o trudach swojej pracy: 15-godzinnym dniu pracy, niskiej płacy (przy znajomych pracujących w korporacjach to w ogóle nie warto się nawet przyznawać do zarobków), wiecznym czuwaniu i czekaniu na telefon, ryzyku ogłoszenia upadłości serwisu oraz wiecznego braku stabilności w postaci &quot;w gruncie rzeczy etatowej pracy tylko w oparciu o umowę o dzieło&quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;I kto tu rządzi?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Oczywiście, istnieją serwisy zbierające każdego dnia milionowe odsłony i zatrudniające redaktorów w stałych godzinach pracy, ale mowa tutaj o ścisłej elicie, a nie większości. Zawsze mnie zastanawiało jak wygląda praca np. na... Pudelku. Czy osoby, które decydują o dobrym samopoczuciu celebrytów (oni oczywiście regularne przeglądają serwis!) nie są przypadkiem przeciętnie zarabiającymi redaktorami jedzącymi kanapki z serem i wędliną na śniadanie, a muszącymi na co dzień pisać o próżnych i bogatych sławnych ludziach? Może to stąd ich słynna zjadliwość? A może tylko pogoń za wyświetleniami i kliknięciami? Równie dobrze może się okazać, że większość artykułów jest sponsorowana, a &quot;hejty&quot; w stronę gwiazd sowicie opłacane przez samych zainteresowanych. Z ciekawości naprawdę bym zajrzała za kulisy, żeby się dowiedzieć jak to naprawdę wygląda. Niestety, małe choć tworzone z pasji portale internetowe mają podwójnie pod górkę. Konkurencja ogromna, brak inwestycji spowalnia rozwój, a przecież i tak, jeśli marka X zdecyduje się wydać np. 2 tys. zł na promocję to bardzo często wybierze blogera czy gwiazdę Instagrama. I tak oto przechodzimy do grupy, której znaczenia bardzo długo nie doceniałam. Błądzić jest jednak rzeczą ludzką.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Królestwo za influencera&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Sytuacja z życia wzięta: klient X chce dotrzeć do swoich odbiorców poprzez płatną promocję w sieci. Jak myślicie, kogo wybierze do współpracy: lifestylowy serwis o np. UU rzędu 350 000 miesięcznie czy popularną blogerkę mogącą pochwalić się 200 000 UU miesięcznie na blogu oraz liczbą 50 000 followersów na Instagramie i Facebooku? Bardzo często klient decyduje się na to drugie. I nawet jeśli liczby wskazują, że to portal lifestylowy ma większy zasięg, &quot;zaangażowana grupa wiernych czytelników bloga&quot; robi swoje. Nie żeby portale miały tylko przypadkowych użytkowników wpadających poczytać ich artykuły wyłącznie dla zgrywy, no ale jest jak jest. I nie, nie będę tutaj oceniać kto ma większą siłę rażenia: youtuber, blogerka czy uwielbiana na Instagramie żona piłkarza. Każde z nich można nazwać influencerem, który buduje wokół siebie grono wiernych odbiorców. Dlaczego doszłam do wniosku, że influencerzy są jedną z najsilniejszych grup w sieci? Po pierwsze, najbardziej znane blogerki zostają celebrytkami i zagrażają na ściankach gwiazdom show bussinessu. Po drugie, zwykle wygrywają z portalami internetowymi pod kątem finansów. Znani influencerzy biorą od 2 do 10 tys. złotych za wpisy na blogu w połączeniu z kampanią w social mediach i inne akcje promocyjne (w wyjątkowych sytuacjach mogą się zgodzić na barter czyli kampanię na swoich kanałach w zamian za otrzymanie urządzenia o wartości nawet do kilku tysięcy złotych w ramach zapłaty bezgotówkowej). A przecież w ciągu miesiąca może im się przytrafić kilka takich ofert współpracy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oczywiście powyższy wywód nie oznacza, że każdy bloger jest możnowładcą (wystarczy spojrzeć na mojego raczkującego bloga), a każdy portal internetowy nie ma nic do powiedzenia. Nie da się jednak zignorować faktu, że moc influencerów to nie żart, a za te wszystkie &quot;śmieszne&quot; zdjęcia i wpisy w mediach społecznościowych i na blogu marki są w stanie zapłacić im całkiem interesujące sumy pieniędzy. Nie wiem, czy dożyję kiedykolwiek takiej sytuacji na moim blogu. Pewnie nie. Mimo wszystko, w głębi serca i tak nadal najbardziej chciałabym być redaktorką naczelną :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/04/kto-naprawde-rzadzi-w-sieci.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjJwpWNGA5m6xbyNGY2yxJey7ZMxlLYQuyyXu2YN7E9GAVyL_UN47VroDA-mAAaKuqzIAoGQw-2uOo4i-4p8ZRNoT1ZTti4wKRnqsp_u2HyrDJZik7OSyoAMN5aYpaVs0NPLV3Iwd9ZjzHc/s72-c/typewriter-801921_960_720.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-2516018801366227407</guid><pubDate>Wed, 19 Apr 2017 20:43:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-04-21T11:59:02.289-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Blogowanie</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">cel</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">przemyślenia</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">trzydziestka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">urodziny</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">żałoba</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">życie</category><title>Jak pogodzić się z przekroczeniem trzydziestki?</title><description>&lt;b&gt;Tik tak. Tik tak. Choć goni nas czas, przypominamy sobie o nim dopiero w takich momentach jak ten. Trzydzieste urodziny. Dla wielu z nas osiągnięcie tego wieku wiąże się z utratą czegoś ważnego. Czegoś, co nieodwracalnie tracimy i z czym po prostu musimy się pogodzić. Ów proces niepokojąco przypomina przejście przez 5 etapów żałoby. Jak zatem poradzić sobie z przekroczeniem trzydziestki?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiN5vRgW2N_lma8986yxuO7Qw0zH58k171BD5rf4g9IIxvTAoI36wMPjcw9h8CrUupJ04ZP1ZH0LjFoP0CfxdpGTwsOhTin2VKZ6Ut7m15VkaxiLIdyp4OTdCjMESycciUsBA3k-wLDEmUe/s1600/hourglass-1703330_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;426&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiN5vRgW2N_lma8986yxuO7Qw0zH58k171BD5rf4g9IIxvTAoI36wMPjcw9h8CrUupJ04ZP1ZH0LjFoP0CfxdpGTwsOhTin2VKZ6Ut7m15VkaxiLIdyp4OTdCjMESycciUsBA3k-wLDEmUe/s640/hourglass-1703330_960_720.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Choć goni nas czas... nie biegnijmy tylko wesoło spacerujmy&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
To już w piątek. W piątek skończę trzydzieści lat. Boże, nawet plakaty pewnej marki słodyczy, która świętuje trzydziestolecie swojego istnienia, potrafią człowieka nastroić melancholijnie. Samopoczucia nie poprawiają osoby chcące życzyć białych welonów i tupotu małych stópek (i to na gwałt, tik tak, tik tak, bo goni nas czas!) ani te które życzliwie przypominają mi, że nie robię spektakularnej kariery (tik tak, tik tak, kiedy jak nie teraz?) Dobry humor odbierają mi żartownisie wołający na mój widok coś o staruszkach, znajomi podsyłający ciekawe artykuły w stylu &quot;10, 20 lub 30 rzeczy, które każdy powinien zrobić przed 30-stką&quot; (z których może zrealizowałam maksymalnie 3,4), inteligentni inaczej tworzący wpisy o tym &quot;co nie przystoi trzydziestolatkom&quot; (według których powinnam już kupować ubrania do trumny, a tak w ogóle to od dawna przestać żuć gumę, bo to rozrywka dla nastolatków, a nie ludzi w średnim wieku - niemal seniorów - czyli stojących jedną nogą w grobie.) Zamykam się zatem na fałszywie miłych i dowcipnych rozmówców. W spokoju i ciszy przechodzę każdy z etapów żałoby po stracie młodości mierzonej wiekiem rozpoczynającym się cyfrą &quot;1&quot; lub &quot;2&quot; w metryce.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Etap pierwszy - zaprzeczanie, że masz 30 lat&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&quot;Mentalnie to ja się czuję góra na dwadzieścia parę&quot;. &quot;W naszym wieku rodzice mieli już dom, gromadkę dzieci i byli śmiertelnie poważni. Nie osiągnęliśmy tego, co oni wówczas mieli, ale mamy jeszcze mnóstwo czasu. O, juwenalia się zbliżają, może pójdziemy się pobawić ze studentami? Niech żyje młodość i wolność!&quot; Wchodząc do sklepu z kartkami upominkowymi jawnie omijamy półkę z życzeniami na 30-stkę i od razu podchodzimy do tego z życzeniami na 18-stkę. Dopiero co świętowaliśmy początek dorosłości, nikt nam nie wmówi, że jest inaczej. Chodzą nam po głowie różne pomysły, które gorąco chcielibyśmy zrealizować tylko jakoś tak... szybciej się męczymy, najchętniej położylibyśmy się spać o dwudziestej trzeciej i nie mamy ochotę zarywać nocy na szalonej zabawie w środku tygodnia. To wina pracy i nawału obowiązków, powtarzamy gorączkowo. Przyjdzie lato i z pewnością nabierzemy energii. Jednak głęboko skrywana myśl o przemijaniu przedostaje się w końcu do naszej świadomości i krzyczy: &quot;Przestań się oszukiwać, masz przecież trzydzieści lat!&quot;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Etap drugi - gniew ostatniego sprawiedliwego 30-latka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&quot;Dlaczego akurat ja?&quot; Czy ten zegar oszalał? Dopiero był rok 2007, zaraz po nim 2012, a dziś już... kwiecień 2017.&quot; Chodzi coraz szybciej, godzina mija za godziną, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu. Tik tak, tik tak, bez przerwy, bez wytchnienia, coraz szybciej. &quot;Nie zrobiłam jeszcze tego i tamtego. Właściwie to jakby się nad tym zastanowić, to w porównaniu z X i Y osiągnęłam bardzo niewiele&quot;. &quot;Są na tym świecie gorsi ludzie, którzy zasługują, aby ich to spotkało. O, na przykład te zarozumiałe nastolatki chichoczące nad telefonami komórkowymi i wyśmiewające koleżankę. Poczekajcie, zobaczycie prędzej czy później!&quot;. Czasie, dlaczego mnie nie oszczędzasz? Czuję się jakby cały wszechświat już mi nie sprzyjał. Na moje miejsce przychodzą kolejni, młodsi, pełni marzeń i wielkich oczekiwań. A co z moimi? Jednak mój narastający gniew nie robi na wszechświecie absolutnie żadnego wrażenia. A czas dalej sobie, podły, biegnie nieubłaganie. Można mu grozić, korzyć się przed nim, błagać, nalegać. I nic! Jak tu nie dostać szału? Momentami łapiemy się na nienawistnych spojrzeniach, które kierujemy w kierunku &quot;młodych ludzi&quot; w komunikacji miejskiej. W końcu przyłapujemy się na tym, że podświadomie &quot;młodość&quot; to oni, a nie my. I wtedy podejmujemy ostatnią walkę z przeznaczeniem.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;b&gt;Etap 3 - targowanie, czyli &quot;Why, God, why, we had a deal!&quot;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;text-align: left;&quot;&gt;
Mija pierwszy gniew i przychodzi moment, że chcemy podejść do tematu racjonalnie. A przynajmniej tak nam się z początku wydaje. &quot;Zacznę się zdrowo odżywać&quot;. &quot;Schudnę, będę mieć ciało dwudziestopięciolatki&quot;. &quot;Zamiast spędzać czas wolny w gronie zmęczonych życiem trzydziestoletnich rówieśników z ich poważnymi problemami, zacznę obracać się w gronie młodszych osób, które zarażą mnie swoją energią i młodzieńczym entuzjazmem&quot;. I bywa, że przez chwilę udaje nam się oszukać przeznaczenie i zapomnieć o tykającym zegarze. Niestety, fakty są niepodważalne. Każdy kalendarz, informacje Facebooka o zbliżających się urodzinach, czy pytanie młodszej znajomej &quot;a ty to właściwie ile masz lat, trzydzieści?&quot; odbierają ostatnie złudzenia. I nawet jedna z najzabawniejszych scen w &quot;Przyjaciołach&quot; przestaje nas rozweselać jak kiedyś. Nagle jesteśmy w stanie zrozumieć grozę bohatera i sami czujemy się jak Joey Tribbiani. Boże, przecież zawarliśmy układ! To inni mieli się starzeć, nie my. Nie tak miało być!&lt;/div&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;iframe allowfullscreen=&quot;&quot; class=&quot;YOUTUBE-iframe-video&quot; data-thumbnail-src=&quot;https://i.ytimg.com/vi/isdjOvmWb6I/0.jpg&quot; frameborder=&quot;0&quot; height=&quot;266&quot; src=&quot;https://www.youtube.com/embed/isdjOvmWb6I?feature=player_embedded&quot; width=&quot;320&quot;&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;b style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;b style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Etap 4 - depresja. Nadzieja umiera ostatnia&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W końcu przestajemy zaprzeczać, wściekać się i targować ze światem. Poddajemy się. Tak, to już starość. Inni podążają za marzeniami, odkrywają dalekie lądy, wierzą, że są w stanie zmienić świat... w końcu są młodzi. Nam już nie zależy. Nie zdążymy. Najlepszy czas na to przepadł. Zostają tylko: weekendowe zakupy, praca, spłacanie długów w banku, no i śmierć. Nic nam się nie chce. W sobotę rano stwierdzamy, że nie mamy motywacji, żeby wstać z łóżka. Po co? To wszystko nie ma najmniejszego sensu! Ten etap bez wątpienia jest najgorszy ze wszystkich - boleśnie dociera do nas prawda, że już nigdy nie będziemy mieli naście lub dwadzieścia parę lat. Jednak w przeciwieństwie do prawdziwej choroby, jaką jest depresja, nasze przygnębienie może trwać krótko i jesteśmy w stanie uporać się z nim sami, przechodząc wreszcie do ostatniego etapu żałoby, czyli akceptacji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;b style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Etap 5 - akceptacja. Oswajam się i uczę szukać plusów&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Są rzeczy, których zmienić nie sposób (a do takich bez wątpienia można zaliczyć przemijanie). A skoro nie jesteśmy w stanie nic z nimi zrobić, to trzeba je w końcu zaakceptować. Ostatecznie, gdy już oswoimy się z myślą o byciu trzydziestolatkiem, zaczynamy dostrzegać plusy tego okresu w życiu. Ja np. nie znosiłam czasu, gdy miałam naście lat. Buzujące hormony, kryzys tożsamości, wieczne niezadowolenie ze wszystkiego - naprawdę, nigdy, przenigdy nie chciałabym cofnąć się do czasów szkolnych. Kiedy skończyłam dwadzieścia lat, po raz pierwszy poczułam się dobrze ze sobą, ale wciąż bardzo mało o sobie wiedziałam. Gdzieś między poznawaniem siebie, okresem studiów oraz chronicznym brakiem pieniędzy, próbowałam, walczyłam i starałam się odnaleźć swoją drogę. A dziś? Dalej jestem w drodze, ale idę odpowiednią ścieżką, którą wybrałam z rozmysłem (przy czym nie oznacza to, że nie próbuję już niczego nowego). Potrafię powiedzieć &quot;nie&quot;, znam swoje dobre i słabe strony, rozwijam się i zbieram owoce wieloletnich analiz własnej osoby. Generalnie to czuje się w porządku i jestem zadowolona, z tego co mam. Dziesięć lat temu o pewnych rzeczach mogłam tylko pomarzyć, a dziś mam je przed sobą. W sumie to... nie jest wcale tak źle.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: left;&quot;&gt;
&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
Oczywiście przechodzenie etapów żałoby po utracie &quot;dwudziestki&quot; w metryce, jak przy każdym innym zmaganiu się z życiową stratą może nie przebiegać idealnie według powyższego schematu. Poszczególne etapy mogą się mieszać, występować w różnej kolejności, a bywa że któryś z nich nie wystąpi w ogóle. Czasem przejście pięciu etapów może potrwać kilka dni, a czasem kilka miesięcy. W ostatecznym rozrachunku warto pamiętać, że &lt;b&gt;przeszłość to historia, przyszłość - tajemnica, a teraźniejszość stanowi dar losu&lt;/b&gt;. Wykorzystujmy go jak najlepiej... i żyjmy pełnią życia! Okrągłe urodziny są chyba tylko po to, aby nam o tym stale przypominać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
P.S. Mały update - prezenty też trochę poprawiają humor.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;
&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgvNiN5tex17N4b6ffm2YEaGvt8MDeKdGR8wUPpyNHVm_QoC-M7LBlwpkVxWIOD-VBv-EPDZoq0_YK8v-67pClOh9qeKPo46SgrQGaAQhldTDGeZh6269q0CMRIrJsqprZGTp7QgyYS7twE/s1600/facebook+podziekowania.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgvNiN5tex17N4b6ffm2YEaGvt8MDeKdGR8wUPpyNHVm_QoC-M7LBlwpkVxWIOD-VBv-EPDZoq0_YK8v-67pClOh9qeKPo46SgrQGaAQhldTDGeZh6269q0CMRIrJsqprZGTp7QgyYS7twE/s1600/facebook+podziekowania.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: justify;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style=&quot;background-color: white; box-sizing: inherit; color: #404040; font-family: &amp;quot;Source Sans Pro&amp;quot;, Helvetica, Arial, sans-serif; font-size: 18px; letter-spacing: -0.18px; margin-bottom: 1rem; text-rendering: optimizeLegibility;&quot;&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/04/jak-pogodzic-sie-z-przekroczeniem.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiN5vRgW2N_lma8986yxuO7Qw0zH58k171BD5rf4g9IIxvTAoI36wMPjcw9h8CrUupJ04ZP1ZH0LjFoP0CfxdpGTwsOhTin2VKZ6Ut7m15VkaxiLIdyp4OTdCjMESycciUsBA3k-wLDEmUe/s72-c/hourglass-1703330_960_720.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-6979967616297678013</guid><pubDate>Sat, 15 Apr 2017 21:21:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-04-15T14:21:23.681-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">miłość</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">praca</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">psychologia</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">walka</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wielkanoc</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">zmiany życiowe</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">święta</category><title>Złe, ale znajome</title><description>&lt;b&gt;Nadeszły święta. Warto między zajadaniem się pysznościami przy rodzinnym stole, znaleźć również czas na chwilę refleksji. Mój dzisiejszy wpis będzie bardzo krótki, ale dotyczący ważnego tematu. &quot;Złe, ale znajome&quot;. Jak często wolimy tkwić w czymś, choć wcale nie jesteśmy szczęśliwi? Tkwimy, bo boimy się zmian i tego, że trafimy z deszczu pod rynnę. A nawet jeśli faktycznie trafimy? Nawet wtedy warto walczyć o siebie i dążyć do dalszych zmian! Bo tak się dziwnie składa, że ci którzy odnaleźli swoją drogę w życiu nigdy nie stali w miejscu i nie czekali, aż coś samo się wydarzy.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGVPDja4KF_Szkyeoz9oHN4RwpLAdsWR_lCmZj4BWJ1V0DZUp0gfnmdZtgvdoLOeqEi8DEkgRq24cflKx975dYHSg03roLutUysSy1icudd-oGNArNk4P9nFxM76By_kfslVa_MY9EqMiA/s1600/wielkanocna+refleksja.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;432&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGVPDja4KF_Szkyeoz9oHN4RwpLAdsWR_lCmZj4BWJ1V0DZUp0gfnmdZtgvdoLOeqEi8DEkgRq24cflKx975dYHSg03roLutUysSy1icudd-oGNArNk4P9nFxM76By_kfslVa_MY9EqMiA/s640/wielkanocna+refleksja.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Gdy inni mają lepiej, a jednak nie robimy nic by im dorównać&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
&quot;Moje życie może nie jest najwspanialsze, ale zmiany wymagają wysiłku i odwagi, a przecież nie wiadomo czy mi się to w ogóle opłaci&quot;. &lt;b&gt;No pewnie, lepiej siedzieć, narzekać i zazdrościć tym, którzy mają lepiej. &lt;/b&gt;Narzekanie, hejtowanie i zawistne spoglądanie na innych jest najłatwiejszą, bierną życiową postawą. Paradoksalnie, osoby, które mają w tej chwili od nas dużo gorzej, po pewnym czasie mogą wyjść na prostą, a nawet zaczną odnosić życiowe sukcesy. Bo życie zmusiło ich do działań, same narzucając zmiany. Czasami taki kopniak od losu może w dłuższej perspektywie czasu mieć zbawienny wpływ. Z początku się oczywiście tego nie dostrzega.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Gdy praca wyniszcza&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&quot;Szef to najgorsza świnia, współpracownicy to wrogowie, a płaca tragiczna&quot;. Z drugiej strony stałe zatrudnienie, przeciwnik znany, sytuacja trudna, ale oswojona. Tymczasem... można mieć jednocześnie dobrego, wyrozumiałego szefa, fajnych współpracowników i nienajgorsze zarobki. Tak, to prawda, mówię tutaj z własnego doświadczenia. I żeby nie było - wiem jak to jest &quot;robić za głodową stawkę&quot;, odczułam na własnej skórze czym są koledzy z pracy, których ulubionym zajęciem jest upokarzanie innych dla rozrywki, albo jak wyniszcza praca z &quot;szefem terrorystą&quot; lub &quot;szefem-panem&quot;. Przeżyłam upadek ładnie zapowiadającej się firmy, raz czy dwa przy zmianie pracy trafiłam z deszczu pod rynnę, a także dostałam obuchem w łeb, gdy tuż po wzięciu kredytu hipotecznego, będąc singielką niemogącą liczyć na pomoc partnera, nagle straciłam pracę. Złych momentów jeśli chodzi o karierę zawodową mogłabym wymienić wiele, ale obecne znajduję się na takim etapie, że nie mam powodów do narzekań. Znalezienie się w tym punkcie, na którym jestem teraz, wymagało przejścia długiej drogi (a przecież całe życie to podróż i nie wiadomo gdzie będę za dziesięć lat). Znam jednak ludzi, który od paru dobrych lat są w tym samym punkcie. Stale narzekają jak bardzo nienawidzą swojego miejsca pracy, jak słabo im w każdy poniedziałkowy poranek, jak chętnie by się gdzieś indziej przenieśli, gdyby mieli pewność, że to czy tamto... Obawiam się, że spotkani za pięć, dziesięć lat, jeśli sami nie dostaną jakiegoś kopniaka od losu, dalej będą powtarzać to samo, a przerwy w pracy spędzać na hejtowaniu w sieci ludzi, którzy odnoszą sukcesy zawodowe albo którzy umieli spieniężyć swoje życiowe pasje (bezczelni, jak oni śmieją w ogóle się realizować i zarabiać np. na podróżowaniu czy blogowaniu!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Gdy miłość boli, a nie uskrzydla&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Miało być piękne, ale nie jest. Albo było, ale już dawno się skończyło. &quot;No, ale przecież mąż czy chłopak mnie nie bije albo nie zdradza tak jak (i tu zawsze znajdzie się ktoś kto ma gorzej, uff na szczęście dla nas)&quot;. Tak, to prawda, inni mają gorzej. Ale jeśli wyrwą się z matni, to któregoś dnia zaczną wszystko od nowa. A może w którymś momencie nawet osiągną szczęście. I tylko u nas zawsze będzie tak samo. Wieczna obojętność, pretensje, &quot;wolę &amp;nbsp;nie wiedzieć czy nie ma kogoś innego na boku&quot; i wiele innych. Bylejakość, ale nie samotność. Zostaje tylko gorycz i nadzieja, że te zachwycone partnerami i szczęśliwe koleżanki kiedyś również dosięgnie gorzkie rozczarowanie, a te wesołe znajome singielki będą co noc płakać w poduszkę z powodu samotności&quot;. Tymczasem - szczęśliwe koleżanki mogą dalej pozostać szczęśliwe, singielki również. Co więcej, w życiu jednych i drugich mogą zachodzić pozytywne zmiany, dzięki którym powodów do radości będzie tylko przybywać. U nas z kolei zawsze może być tak samo nijako. No, ale przynajmniej swojsko i znajomo i cóż, że źle.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jasne, są w życiu rzeczy na które nie mamy wpływu, trudności i problemy wobec których pozostaniemy bezsilni. Nie oznacza to jednak, że musimy zawsze godzić się na bylejakość, nie walczyć o siebie, a jedynie zazdrość tym, którym w życiu się coś udało. Sukcesy mogą być w zasięgu naszych rąk, ale... oznaczają walkę, wysiłek i ryzyko. Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa, kto nie próbuje, ten nie odkrywa, a ten kto się poddaje i godzi na bylejakość, już zawsze może w niej tkwić. Wybór zawsze należy do nas!</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/04/ze-ale-znajome.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGVPDja4KF_Szkyeoz9oHN4RwpLAdsWR_lCmZj4BWJ1V0DZUp0gfnmdZtgvdoLOeqEi8DEkgRq24cflKx975dYHSg03roLutUysSy1icudd-oGNArNk4P9nFxM76By_kfslVa_MY9EqMiA/s72-c/wielkanocna+refleksja.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-1280208821884103685</guid><pubDate>Sat, 08 Apr 2017 23:22:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-04-09T01:54:19.820-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">farby</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">kafelki</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">meble do domu</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">psyche</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">remont mieszkania</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wykańczanie mieszkania</category><title>7 rad, jak nie oszaleć przy wykańczaniu mieszkania</title><description>&lt;b&gt;Zanim po raz pierwszy usiądziesz z kubkiem kawy w nowym fotelu i z lubością zachwycisz się pięknem własnego, wykończonego ze smakiem&amp;nbsp;mieszkania, czeka cię naprawdę długa i trudna podróż. Jej kres wart jest zachodu, a wyczerpujący okres w trakcie trwania remontu nie musi być aż tak uciążliwy. Oto 7 rzeczy, które mogą pozwolić przetrwać najgorsze momenty.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiSshzaKX5Jx7N9OZdUPxMD_O4MH8n8KT8GL7_OJID34L48fdl9uiuZtTHitPdVp0et3ATPfnwq97UvpjNcLRbLJnQPytAa2Hu3-9I9QHvaNL3tqhyphenhyphenMh38mguV3Rc9lPmHFmmSZ96cmUI3g/s1600/apartment-2094702_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;426&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiSshzaKX5Jx7N9OZdUPxMD_O4MH8n8KT8GL7_OJID34L48fdl9uiuZtTHitPdVp0et3ATPfnwq97UvpjNcLRbLJnQPytAa2Hu3-9I9QHvaNL3tqhyphenhyphenMh38mguV3Rc9lPmHFmmSZ96cmUI3g/s640/apartment-2094702_960_720.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Zanim zamieszkasz w wymarzonych czterech ścianach&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
Chcę, żeby była jasność. Osobiście nie znoszę wszelkiego rodzaju remontów, a w trakcie wykańczania mieszkania popełniłam mnóstwo błędów, nie wspominając już o tym, ile rzeczy doprowadziło mnie do szewskiej pasji. Najbardziej życzyłabym więc każdemu, aby pewne sytuacje zostały mu oszczędzone. A jeśli okaże się to niemożliwe, to lepiej zawczasu wiedzieć jak sobie ze wszystkim poradzić.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;1. Upewnij się, co Cię będzie czekać!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Jedni pewnych rzeczy nie chcą wiedzieć, a inni wolą dmuchać na zimne i nie dać się zaskoczyć. W przypadku wykańczania mieszkania, uważam, że lepiej postawić na to drugie rozwiązanie. Słuchając opowieści znajomych o wykańczaniu własnych czterech kątów, zostałam uprzedzona o wszystkim, co może pójść nie tak.Wiedziałam np. jakie kłopoty mogą sprawiać różne ekipy remontowe, na co uważać przy zakupach budowlanych i gdzie znaleźć największy wybór kafelek w atrakcyjnych cenach. Zdecydowanie &amp;nbsp;uprościło mi to cały proces wykańczania mieszkania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;2. Nie śpiesz się&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&quot;W naszym nowym gniazdku zamierzamy mieszkać już od...&quot; Stop. Pośpiech to twój najgorszy sprzymierzeniec. Tak bardzo liczymy na to, że Nowy Rok zaczniemy &quot;na swoim&quot; albo zmienimy adres do świąt, do wakacji, do urodzin (niepotrzebne wykreślić), że ciągle popędzamy siebie, bliskich, podwykonawców, pana Zdzisia kładącego kafelki, sklepy meblowe i inne. A gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem (bo tylko w programach telewizyjnych po kilku dniach wchodzimy do idealnie wykończonego wnętrza, które wykończył dla nas ktoś inny po uprzednim poznaniu naszego gustu) dopada nas frustracja. Jesteśmy wściekli, naburmuszeni, wiecznie poirytowani. Niepotrzebnie - przecież skoro czekaliśmy już tak długo na swój wymarzony dom czy mieszkanie, to naprawdę tydzień, dwa czy trzy więcej nas nie zbawi. A naprawdę będziemy się lepiej czuć. Słowo harcerza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;3. Naucz się odpuszczać&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Umówmy się - albo mamy mnóstwo czasu i pieniędzy (niestety, nie znam zbyt wiele osób, które są w tak komfortowej sytuacji), albo musimy się liczyć z pewnymi kompromisami przy wykańczaniu mieszkania. Nie zawsze uda się nam uzyskać wymarzone rozwiązania (bo są za drogie, trzeba na ich wykonanie czekać miesiącami, albo trzeba by było się wybrać na zagraniczne zakupy budowlane, aby znaleźć to, o czym marzyliśmy). W tym momencie trzeba zadać sobie pytanie: czy zależy mi na tej lub innej rzeczy tak mocno, że poczekam, będę szukać do skutku, czy po prostu... odpuszczam? Umiejętność odpuszczania jest niezwykle cenna - poniedziałkowy powrót do pracy po długim i bezowocnym weekendzie spędzonym w sklepach budowlanych czy meblowych jest jak podwójny cios między oczy. Bywa, że tę umiejętność nabywamy dopiero z czasem. Lepiej późno niż wcale!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;4. Poznaj siebie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Tak, wszyscy wiemy jakie to ważne, aby znać swoje mocne i słabe strony, marzenia, pragnienia, oczekiwania i wiele innych. Mało kiedy jednak, do chwili aż staniemy przed koniecznością podjęcia konkretnych decyzji w kwestii wykończenia mieszkania, zastanawiamy się nad swoimi preferencjami w zakresie urządzania wnętrz (no chyba, że jest to nasza pasja, której poświęcamy dużo czasu). Nagle odkrywamy świat farb, paneli, kafelek i wielu innych. Pierwsze wybory to najczęściej droga prób i błędów, które finalnie prowadzą nas do upragnionego celu. Gorzej jak zamiast próbować podejmiemy w pośpiechu błędną decyzję. A potem z tym błędem w postaci nietrafionych mebli kuchennych na zamówienie kosztujących krocie będziemy musieli żyć przez dwie dekady... Dlatego swój gust warto wyrabiać zawczasu. W końcu co nam szkodzi skorzystać z aplikacji pozwalającej sprawdzić jak np. dany mebel będzie się prezentował w naszym salonie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;5. Słuchaj rad innych, ale decyzje podejmuj samodzielnie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Powiem krótko - to nie projektant wnętrz, pan Zdzisiu od kafelek, sąsiadka czy sprzedawczyni w sklepie meblowym będą mieszkały w naszym domu. Dlatego choć dobrze jest wysłuchać każdej dobrej rady w zakresie wykańczania mieszkania, to jednak ostateczna decyzja należy tylko i wyłącznie do nas. Teoretycznie powinno się to wydawać oczywiste, ale w praktyce często o tym zapominamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;6. Znajdź czas na relaks&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Praca, dom, praca, sklep meblowy, praca, wizyta w sklepie budowlanym, praca, kolejny weekend spędzony na wybieraniu kafelek do łazienki, praca i... stop! W życiu potrzebna jest równowaga - po pracy człowiekowi należy się odpoczynek. I nie, wykańczanie mieszkania lub domu to nie relaks tylko poważne i odpowiedzialne zadanie. Absolutnie nie relaksuje (mnie na pewno nie!), a gdy jeszcze coś zaczyna iść w złym kierunku np. kafelki przyjeżdżają uszkodzone, ekipa budowlana rezygnuje w ostatniej chwili ze zlecenia, a długo oczekiwane meble nie przyjadą pomimo kilku godzin czekania i przestawienia innych planów na ten dzień, to już w ogóle wrócimy do pracy źli i sfrustrowani. A potem wyjdziemy z niej jeszcze bardziej źli i jeszcze bardziej sfrustrowani. Dlatego zachęcam każdego, aby spróbował powiedzieć sobie parę razy &quot;pas&quot;. I zamiast stracić kolejny weekend w sklepach budowlanych, spędźmy go z rodziną, wybierzmy się na spacer albo do kina. Warto!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;7. Stale powracaj do jasno określonego celu&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
Nawet jeśli wszystko zaplanujemy co do joty, to nie mamy pewności, że wszystko pójdzie szybko i sprawnie. Najgorsze, że może się to zdarzyć na każdym etapie wykańczania mieszkania. U koleżanki ekipa do płytek zrezygnowała ze zlecenia w ostatniej chwili. Ja dostawałam szewskiej pasji przy realizacji zamówienia na meble do salonu (osiem tygodni czekania na meble, głównie z powodu specjalnie zamówionych foteli - zgadnijcie co nie przyjechało z pierwszym transportem?) Jeszcze inna znajoma z kolei wpadła w szał po tym jak jej wybór mebli kuchennych, podyktowany kryterium cenowym, okazał się nietrafiony. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Co warto zatem robić w kryzysowych sytuacjach, gdy zaczynamy myśleć, że misja &quot;własne m&quot; nas przerasta? Przypomnieć sobie dlaczego to robimy i stale sobie ten cel powtarzać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zakończę na własnym przykładzie - choć wykańczanie mieszkania było okresem długim i frustrującym, to jednak efekty w moim przekonaniu wynagrodziły wszelkie trudy i znoje. Dlatego, zanim zechcemy zawołać, że mamy już wszystkiego dość, a potem wyjść trzaskając drzwiami, pomyślmy najpierw o pierwszym dniu, w którym wygodnie rozłożymy się na kanapie w pięknie udekorowanym salonie. Możecie wierzyć mi lub nie.. ale ten moment naprawdę wynagradza wszystko i warto dla niego wiele przejść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/04/7-rad-jak-nie-oszalec-przy-wykanczaniu.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiSshzaKX5Jx7N9OZdUPxMD_O4MH8n8KT8GL7_OJID34L48fdl9uiuZtTHitPdVp0et3ATPfnwq97UvpjNcLRbLJnQPytAa2Hu3-9I9QHvaNL3tqhyphenhyphenMh38mguV3Rc9lPmHFmmSZ96cmUI3g/s72-c/apartment-2094702_960_720.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-9075628479909869291</guid><pubDate>Fri, 31 Mar 2017 21:18:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-03-31T14:18:45.677-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">relacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">singiel</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">związki</category><title>4 fakty o singlach, które powinny znać osoby w związkach</title><description>&lt;b&gt;Nie oszukujmy się. Pomimo lansowania pozytywów bycia singlem w mediach i popkulturze, życie w pojedynkę przeważnie przegrywa z życiem w parze, a najlepiej w szczęśliwej rodzinie. Hejterzy uwielbiają przypominać, że już każda osoba bez drugiej połówki przed trzydziestką to stara panna czy stary kawaler, czyli człowiek, który przegrał życie. Kim jest singiel? Beztroskim hedonistą z apartamentem w centrum Warszawy? Szarą myszką lub synkiem mamusi mieszkającym do czterdziestki z rodzicami? A może prawda jest zupełnie gdzie indziej?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8t9qfqRCKAuaADBSqrK0-wt0mTd_Rj_RH9-ZRcZZ3-aPtN_8mNMOHe38Vg2hn7BHWXcVsoIOV-jolz1ADLdh5RukuMLZXzIt4N3RfrlGNj_8uXqMKznqZVnDIts_qSTngoR83TVCtM5iA/s1600/woman-570883_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;425&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8t9qfqRCKAuaADBSqrK0-wt0mTd_Rj_RH9-ZRcZZ3-aPtN_8mNMOHe38Vg2hn7BHWXcVsoIOV-jolz1ADLdh5RukuMLZXzIt4N3RfrlGNj_8uXqMKznqZVnDIts_qSTngoR83TVCtM5iA/s640/woman-570883_960_720.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;i&gt;Singiel też człowiek&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
Dlaczego akurat wpis o singlach? Do pewnej refleksji skłoniło mnie kilka rozmów z osobami będącymi w związku. Nigdy bym nie pomyślała jak mylne wyobrażenia o życiu singla może mieć osoba, która np. przez większość życia jest w związku, a singli zna głównie z seriali telewizyjnych. I tak nagle okazuje się, że fakty, które powinny być dla każdego oczywiste, wcale takimi nie są. Dlatego postanowiłam obalić dziś parę mitów na temat wizerunku singla.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Singiel nie ma żadnych zmartwień&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
Uwielbiam, gdy ludzie, którzy mają niewielką wiedzę w danym temacie, uznają za stosowne w myśl zasady &quot;nie wiem, więc się wypowiem&quot;, dzielić z otoczeniem swoimi przemyśleniami. Uwaga, teraz będzie nieco brutalnie. Jasne, jeśli jesteś bitą przez bezrobotnego męża-tyrana żoną, która właśnie straciła pracę, a w domu czeka na nią umierające na raka dziecko, to faktycznie... trudno będzie ten ogrom nieszczęść przebić. Jednak stwierdzenie, że człowiek bez pary nie ma żadnych zmartwień, bo nie stresuje się czy dziecko się dobrze uczy, mąż nie zdradza i czy w domu wszystko wysprzątane, a obiad ugotowany, jest po prostu głupie. Każdy ma swoje własne zmartwienia. Singiel, nawet ten pozujący na wesołego i beztroskiego, nie jest wolny od kłopotów. Również może stracić pracę (a ponieważ jest jedynym żywicielem jednoosobowego gospodarstwa domowego to oznacza spore kłopoty), ciężko zachorować (i kto mu wtedy pomoże?), popaść w poważne długi itd. Nie wspomnę już o tzw. singlach z odzysku, czyli np. samotnych matkach. Jedyne problemy, których faktycznie nie mają, to problemy w relacjach z partnerem życiowym (chyba, że z tym byłym). Pozostałe kłopoty można pomnożyć razy dwa albo trzy, w zależności od sytuacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Singiel jest zamożny i spełnia wszystkie swoje zachcianki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaki wizerunek singla i singielki prezentują filmy i serialne telewizyjne? Osoba bez pary zwykle ma własny apartament w centrum Warszawy albo innego dużego miasta. Sushi, owoce morza, codzienna kawa z modnej kawiarni, zajęcia jogi... i mnóstwo czasu na myślenie o kolejnych sercowych podbojach. No bo przecież singiel nie ma problemów z opłatą rachunków i zarabia krocie! Nie wspomnę już o tym, że na swojej drodze spotyka tylko zamożnych i atrakcyjnych ludzi stanu wolnego. Normalnie bajka! Niestety, życie w pojedynkę bardzo często nijak nie przypomina serialowej rzeczywistości (no może jednemu czy dwóm singlom się tak trafiło, więc nie twierdzę, że nikomu). Znane mi panny i panowie bez partnerów i partnerek życiowych niekoniecznie są krezusami. Pracują np. w biurze, sklepie albo urzędzie. Muszą się nauczyć przeżyć do pierwszego z niskiej pensji. Oczywista oczywistość? Niby tak, ale sama usłyszałam zdanie &quot;przecież nie ma dzieci na utrzymaniu, to co narzeka, że nie ma pieniędzy&quot;. Hmm, jeśli pracuje w urzędzie za mniej niż 2 tys. złotych i musi z tej kwoty opłacić czynsz, raty w banku oraz przetrwać do kolejnego miesiąca - to tak, ma prawdo narzekać na niską pensję. Zupełnie tak samo jak osoba w związku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Singiel to parszywy egoista&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&quot;Zamiast zakładać rodzinę, to oni się tylko bawią. Cholerni egoiści! Ale gdy uroda przywiędnie to zostanie tylko płacz i zgrzytanie zębów dla starej panny i kawalera&quot;. To był cytat pewnej kobiety, która głośno wyrażała swoją opinie o singlach koleżance w autobusie. Mogłabym w ciemno założyć się, że autorka tych słów ogląda zbyt dużo seriali albo buduje swoją opinię o kilku milionach rodaków na bazie znajomości jakiejś konkretnej osoby lub kilku osób. Tak naprawdę to tyle samo egoistów mamy wśród singli, jak i wśród osób związku. Bo cały sekret tkwi w charakterze jednostki. Ktoś może być mężem i ojcem trójki dzieci, ale nie zmienia to faktu, że jest skupiony wyłącznie na sobie. Z kolei jakaś singielka może opiekować się starszymi rodzicami, zapewniać dom gromadce zwierzaków i być &quot;do rany przyłóż&quot; dla każdej bliskiej jej osoby. A jak zatem odpowiadać na zaczepkę: Singielka martwi się tylko o sobie&quot;? Odpowiedzieć: &quot;A czyim losem ma się zamartwiać? Nieistniejącego partnera i dzieci, których nie posiada?&quot;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;Singiel nie ogarnia życia, jest niezaradny&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
Ten mit wynika chyba z pewnej trudności w zdefiniowaniu &quot;niezaradności życiowej&quot;. Osoby, które twierdzą, że singiel to osoba nieporadna życiowo zwykle ma na myśli jego brak pary. &quot;Bo przecież ktoś zaradny zaraz by znalazł kogoś odpowiedniego i się wokół niego zakręcił&quot;. Naturalnie człowiekowi wyrażającemu taką opinię nijak się nie przetłumaczy, że dany singiel może nie szuka (bo np. jest mocno zraniony po wcześniejszym nieudanym związku), wciąż nie trafia na właściwą osobę albo po prostu jest mu dobrze samemu ze sobą. Jednak w gruncie rzeczy słowo &quot;niezaradny&quot; zwykle odnosi się do kogoś, kto nie potrafi sobie poradzić w różnych sytuacjach życiowych. I w tym miejscu przytoczę wypowiedź, która była moją główną inspiracją do napisania tego wpisu. Pewna zamężna znajoma wyznała mi któregoś razu, że jest zniechęcona bo musi jechać na urodziny chrześniaka, a mąż się rozchorował i z nią nie pojedzie. Ok, w czym problem - spytałam bez zastanowienia, a kobieta obrzuciła mnie lodowatym spojrzeniem. No jak to - rzuciła jednym tchem. - Będę musiała sama tam jakoś dojechać autobusem, kupić sobie bilet, potem jeszcze szukać drogi przez miasto, no i siedzieć na tej imprezie rodzinnej sama. Przez dłuższą chwilę starałam się zrozumieć, o co jej właściwie chodzi. Co to za problem kupił bilet autobusowy, dojechać PKS-em na miejsce, znaleźć drogę i wytrwać samej na rodzinnej imprezie? Przecież nikt jej nie będzie wciąż wypytywał, kiedy w końcu sobie kogoś znajdzie :) I w końcu dotarło do mnie, że znajoma zwykle nic nie musi sama robić. Prawo jazdy ma tylko jej mąż, który zwykle wszędzie ją wozi, do urzędu czy na spotkanie wspólnoty mieszkaniowej też idzie sam, a gdy w domu coś się zepsuje wtedy koleżanka krzyczy &quot;misiu, ratuj&quot; a problemy automatycznie się rozwiązują. No i super, że ma tak dobrze i wygodnie tylko... niech mi już nikt nie mówi, że singiel, który sam musi ogarniać każdą dziedzinę swojego życia jest niezaradny. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I to byłoby tyle w tym temacie. Jeżeli kogoś interesuje życie singla, a zwłaszcza singielki, to polecam felietony &lt;b&gt;&lt;a href=&quot;http://polki.pl/roszczeniowa-trzydziestka,autor,5548,1.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Roszczeniowej 30-stki&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Tak jak nie jestem fanką kobiecych serwisów, tak naprawdę lubię czytać jej teksty :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/03/4-fakty-o-singlach-ktore-powinny-znac.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj8t9qfqRCKAuaADBSqrK0-wt0mTd_Rj_RH9-ZRcZZ3-aPtN_8mNMOHe38Vg2hn7BHWXcVsoIOV-jolz1ADLdh5RukuMLZXzIt4N3RfrlGNj_8uXqMKznqZVnDIts_qSTngoR83TVCtM5iA/s72-c/woman-570883_960_720.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5885803565111296411.post-5430484138074562566</guid><pubDate>Tue, 28 Mar 2017 20:22:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-03-28T13:22:47.584-07:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Blogowanie</category><title>5 sposobów jak... nie zostać odnoszącym sukcesy blogerem</title><description>&lt;b&gt;Nie napiszę po raz który zakładam kolejny blog. Trochę ich było. Zawsze nie wypalały. Zanim przejdę do opisu dlatego tak się działo, to może wpierw wyjaśnię dlaczego znów zdecydowałam się spróbować. Ten ostatni raz.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align=&quot;center&quot; cellpadding=&quot;0&quot; cellspacing=&quot;0&quot; class=&quot;tr-caption-container&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;&quot;&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEitXZlfEh4osyWjo_QF4DRh3te6V6TP6xTFhzL0UdEVZAOrKOoWjiPe0Do0Nx-3LLFcDvHjH0rl7jcotb1gFK0QOFnP03YkOat3eBTncmnfFeUIvpEg3e5bhwgohyStvMcF-Ox101QtPrQg/s1600/new-life-1207327_960_720.jpg&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: auto; margin-right: auto;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; height=&quot;360&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEitXZlfEh4osyWjo_QF4DRh3te6V6TP6xTFhzL0UdEVZAOrKOoWjiPe0Do0Nx-3LLFcDvHjH0rl7jcotb1gFK0QOFnP03YkOat3eBTncmnfFeUIvpEg3e5bhwgohyStvMcF-Ox101QtPrQg/s640/new-life-1207327_960_720.jpg&quot; width=&quot;640&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class=&quot;tr-caption&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;A jakby tak rzucić wszystko i zostać... blogerem?&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;br /&gt;
Od wielu lat pracuję jako copywriter, przez chwilę dziennikarz, potem znów redaktor i specjalista ds. PR. Pisanie to całe moje życie. Jednak ilekroć przychodziło mi do zakładania kolejnego bloga, coś zawsze szło nie tak. Dziś zrozumiałam, że wciąż trafiałam kulą w płot, jeśli chodzi o tematykę. Najpierw sądziłam, że super pomysłem będzie prowadzenie bloga o książkach - wytrwałam naprawdę krótko. Potem uznałam, że warto zacząć pisać o swoich pasjach, no ale najlepiej po angielsku. Tak... międzynarodowo i do tego dobrze w CV wygląda! Ale to znów nie było to. Następnie stworzyłam blog o recenzowaniu jedzenia w różnych knajpach, a potem blog o Public Relations.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Gdy porażka goni porażkę&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciągle nie znajdowałam odpowiedzi na pytanie: dlaczego po raz kolejny się nie udaje. Dziś przez przypadek zrozumiałam, że popełniałam wiele błędów, ale jednym z najgorszych było to, że ani przez chwilę nie pomyślałam o tym, co potrafię opisać najlepiej, a jednocześnie czy jest to na tyle różnorodne, że nie wyczerpie mi się wena po kilku wpisach. Otóż, od chyba ośmiu lat wciąż pisuje rozmaite... poradniki. Na dosłownie każdy temat. Dlaczego warto robić remont w zimie? Jak wybrać najlepsze ubezpieczenie mieszkania? 5 najlepszych kierunków na lato 2017. 7 sposobów jak przygotować się do wiosny. 5 powodów dla których nie udaje ci się spełnić postanowień noworocznych. Jak przygotować się do wzięcia kredytu hipotecznego? Mogłabym jeszcze długo wymieniać kolejne tematy i zagadnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Przypadek, który zmienił wszystko&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś jednak miałam okazję wpaść do księgarni i trafiłam na fantastyczną książkę z poradami na każdą okazję. Naprawdę, z początku myślałam, że to będzie coś banalnego i odtwórczego, ale im dłużej ją kartkowałam, poznając kolejne tematy, tym bardziej byłam zachwycona. I wtedy właśnie przeszła mi przez myśl następująca idea: a może taki właśnie blog powinnam poradzić? Napisałam już moc poradników. I nie, nie pozjadałam wszystkich rozumów, przy wielu tematach będę kierować czytelników do prawdziwych specjalistów w danej dziedzinie. Zwykle jednak tak jest, że szukając wiedzy na jakiś temat szukam najpierw czegoś ogólniejszego, zrozumiałego i merytorycznego. Potem mając już jakieś podstawy, drążę dalej. Bingo! Taki właśnie blog chcę prowadzić. W dodatku mogę tworzyć wpisy o najróżniejszych sprawach, tak jak lubię. To jeszcze na koniec pobiję się trochę w piersi i wyznam swoje dotychczasowe blogerskie grzechy. Oto one.&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;
&lt;b&gt;5 rad jak nie zostać wielkim blogerem&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Już po pierwszym logowaniu na platformie wyobrażaj sobie, że jesteś drugą Maffashion, Kasią Tusk czy kimkolwiek innym, kto żyje z blogowania. A następnie zauważ, że to wcale nie jest takie proste. A miało być tak piękne już od początku! I po co mi to wszystko?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Znajdź pomysł na posta, ale nie miej żadnej długofalowej strategii prowadzenia bloga. Zawsze wygląda to podobnie. Najpierw pomysł. Potem wielkie powitanie. Dwa, trzy posty na ten czy tamten temat. A potem... dostrzegasz, że to jednak nie to. W ogóle nie przemyślałeś tej kwestii zanim zacząłeś wymyślać tytuł i temat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Słomiany zapał. Najpierw plany podbicia świata, a potem... wielkie nic.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. O wszystkim, o niczym, bez pasji. Coś tam niby chcesz opisać, ale w sumie to chyba po paru wpisach stwierdzasz, że ani to odkrywcze ani unikatowe. Może z innym tematem wytrwam dłużej?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Na dzień dobry myślisz o kasie. Czyli zakładasz bloga z myślą o tysiącach złotych wpadających na konto za współpracę z markami. Najpierw trzeba coś zbudować i osiągnąć, aby którąkolwiek sobą zainteresować. Może się udać, a może nie. Jeśli od początku blogujemy dla czystej komerchy, to szanse na sukces są jakby mniejsze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I to byłoby na tyle w kwestiach powitalnych!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;</description><link>https://panidobrzeradzi.blogspot.com/2017/03/5-sposobow-jak-nie-zostac-odnoszacym.html</link><author>noreply@blogger.com (Unknown)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEitXZlfEh4osyWjo_QF4DRh3te6V6TP6xTFhzL0UdEVZAOrKOoWjiPe0Do0Nx-3LLFcDvHjH0rl7jcotb1gFK0QOFnP03YkOat3eBTncmnfFeUIvpEg3e5bhwgohyStvMcF-Ox101QtPrQg/s72-c/new-life-1207327_960_720.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total><georss:featurename>Eastern Europe</georss:featurename><georss:point>52.0055148 37.958749399999988</georss:point><georss:box>-14.346928700000007 -127.27562560000001 90 -156.8068756</georss:box></item></channel></rss>