<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-5398671231666657456</atom:id><lastBuildDate>Mon, 29 Oct 2018 09:22:12 +0000</lastBuildDate><title>Zaginieni wędrowcy</title><description></description><link>http://avagord.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (Chupacabra)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>3</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5398671231666657456.post-3730984553933246153</guid><pubDate>Sat, 20 May 2017 21:00:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-05-21T22:50:28.428+02:00</atom:updated><title>Rozdział I</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://4.bp.blogspot.com/-zu5XvggZ-SA/WSCuKguJ_EI/AAAAAAAAArQ/dEYb7g-utZwx5RH8zdWc52zi_2jeJX3YgCLcB/s1600/r1.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://4.bp.blogspot.com/-zu5XvggZ-SA/WSCuKguJ_EI/AAAAAAAAArQ/dEYb7g-utZwx5RH8zdWc52zi_2jeJX3YgCLcB/s1600/r1.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://4.bp.blogspot.com/-fp9ULf9Vdm8/WSCuKkIPbzI/AAAAAAAAArU/sf4T5Q5f9XkGHYZ0AF5khXpXcb7JtVCmACLcB/s1600/s.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://4.bp.blogspot.com/-fp9ULf9Vdm8/WSCuKkIPbzI/AAAAAAAAArU/sf4T5Q5f9XkGHYZ0AF5khXpXcb7JtVCmACLcB/s1600/s.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;amochód nieco zwolnił, tuż przed kałużą żeby nie ochlapać przechodniów. Za to pasażerowie musieli liczyć się przez to bardziej wyczuwalnym wstrząsem. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Mogliby w końcu połatać te drogę, z roku na rok jest coraz gorzej. – Mruknął niezadowolony mężczyzna, wydawał się być zirytowany jeszcze bardziej niż zwykle. Coś, czasem, dziwnie klekotało w jego aucie, a poza tym jedna wycieraczka przycinała się na sekundę tuż przy dolnej krawędzi szyby, przypominała wskazówkę zegara. Tik, tik, tik. Możliwe, że to codzienne, dwukrotne pokonywanie tej trasy nadszarpnęło kondycję maszyny. Nie dało się ukryć, że ilość dziur, kolein i kocich łbów na tym odcinku była większa niż powinno być to dozwolone. Zdecydowanie. Dziura na dziurze, dziura w dziurze, a w niej kolejna.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Nie znosiła deszczu. Nie znosiła tych dni w roku, w których z nieba na jej głowę lało się tyle wody, że można by codziennie napełnić basen. Basen! Nie szklankę, nie pięć, nie miskę ani wannę. Basen, taki duży. Tylko, że ona nie miała basenu. A przydałby się. To zdecydowanie był jeden z tych dni. A niby wiosna to taki wesoły czas, pełen życia, radości. Listki, kwiatki, biedronki, pszczółki. Nie. Sru na łeb. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Wyślę smsa do mamy, że możemy się trochę spóźnić. – Wyciągnęła z torebki telefon.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Pisz, żeby nie stała na tym deszczu tylko poczekała w sklepie. Mam wrażenie, że z tygodnia na tydzień ta trasa zajmuje coraz więcej czasu. Niedługo będę musiał wstawać o czwartej żeby zdążyć do pracy. – Ledwie powstrzymał się przed rzuceniem przekleństwa, kiedy kierowca przed nim postanowił gwałtownie zahamować, nie będzie przeklinał przy swojej małej córeczce.. – Jedzie sobie taki idiota, wozi się w wypasionym terenowym wozie i ma w dupie wszystkich w koło.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Jakieś pół godziny później. Cała rodzina dotarła na miejsce. Niestety, na cmentarzu padało dokładnie tak samo jak poza nim. To znaczyło, że kwiaty były podlane, a żadna świeczka nie miała szans się zapalić. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Babunia też nie lubiła deszczu i jak na złość w jej rocznicę śmierci przyszło prawdziwe oberwanie chmury. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Witaj babciu. – Kobieta przykucnęła nie przejmując się błotem, które było wszędzie.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Babunia zmarła stosunkowo niedawno, była wiekowa. Nikt nie zaprzeczał, że odpoczynek jej się należał. Przeżyła własną córkę, dożyła do nastoletniego wieku swojej prawnuczki. Była surowa, twarda. Dlatego tyle żyła. Choroba? Jaka choroba, że niby jakieś niewidoczne zarazki, bakterie czy inne świństwo miało jej zagrozić? O nie. Coś, co jest mniejsze od ciebie nie może ci zaszkodzić w żaden sposób. Zadziwiała tym lekarzy. Wyczerpała chyba jednak siłę, przynajmniej tę fizyczną, i odporność przydzieloną dla całej rodziny. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Dowodem na to była Kaylan. Z wiecznym katarem i zbyt częstymi migrenami.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie idę dziś na wieczorne zajęcia. – Powiedziała tuż przy wyjściu z cmentarza.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Dlaczego znowu? – Jej ojciec nie wydawał się zadowolony, ale nie miał zamiaru kontrolować dorosłej córki na każdym kroku. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– To tylko wykład z fizjologii, materiał nadrobię z podręcznika. – Szanowny profesor i tak większość odczytywał ze swoich notatek, zrobionych na podstawie podręcznika. Kaylan przez większość czasu kolorowała kratki w zeszycie na czerwono. – Żaden problem. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Następnego dnia już tak nie padało. Chmury się zlitowały. Po porannej mżawce zaczęło wychodzić słońce.&amp;nbsp; Sobota zaczęła się dla tej rodziny nieco zbyt wcześnie. Wazon zbił się, kolorowe szkiełka rozsypały się po podłodze a kobieta nachyliła się żeby je pozbierać.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie mamy teraz na to czasu. Zostaw. – Mężczyzna złapał swoją żonę za przedramię i pomógł jej wstać. – Musimy dokończyć pakowanie. Posprzątasz, kiedy wrócimy. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kaylan nie miała zielonego pojęcia, co tak właściwie się dzieje. Rano została wyciągnięta z łóżka. Prawie, że za nogi. Później dostała torbę, do której miała się spakować. I nawet nie zjedli śniadania. Wycieczka niespodzianka? Bardzo niespodziewana. Zaniepokoiła ją ilość bagaży stojąca w przedpokoju. Nie wyglądało to na weekendową wycieczkę. Miałaby opuścić zajęcia, te niesamowicie ważne zajęcia? Niemożliwe. A jej tata zawsze tak się denerwował, kiedy z jakiegoś powodu robiła sobie wolne. Niby miał rację, miał, weterynaria to wymagający kierunek, ale bez przesady, dziewczyna wiedziała, że sobie poradzi. Student sobie nie poradzi? No halo. Student zawsze da radę. Toż to student. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kiedy po wyjściu z pokoju stanęła twarzą w twarz z matką, poczuła się nagle jak mała dziewczynka, której nie mówi się o sprawach dorosłych, bo jest na to zbyt młoda i jeszcze niewiele rozumie. Kobieta, bowiem była wyraźnie zestresowana, przestraszona. Ostatni raz widziała ją taką, kiedy dowiedziała się, że jej ośmioletnia wtedy córka postanowiła zaczepić agresywnego psa sąsiadów, który jak nic, jednym mlaśnięciem mógłby odgryźć jej rękę czy głowę. Tak bardzo lubiła zwierzątka.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Mamo, a powiesz mi gdzie my właściwie jedziemy?&amp;nbsp; – Uśmiechnęła się niepewnie. Wycieczka: fajnie, aura mamy: niefajnie. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Dowiesz się jak już będziemy na miejscu. – Kobieta, nieskutecznie, kamuflowała zdenerwowanie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– A na jak długo? Nie wiem czy starczy mi skarpetek. – Skarpetki były sprytnym pretekstem do zadania tego pytania. Położyła swoją torbę obok bagażów rodziców. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Jeśli coś było nie tak, powinni jej powiedzieć. Aż tak się spieszą, czemu? Nie zdążą? Ktoś umiera? Koniec świata?&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie musisz się martwić na pewno wszystkiego ci wystarczy. – Ciepła, matczyna dłoń znalazła się na chwilkę na policzku córki. Bardzo chciałaby jej powiedzieć, kiedy wrócą, ale sama nie była tego do końca pewna, jej mąż zarządził natychmiastowy wyjazd i tyle.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Spieszmy się. Jeśli się spóźnimy przepadnie nam rezerwacja i po wyjeździe. – Głowa rodziny wzięła dwie największe torby i wyszła z mieszkania. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Mamo, a czy ty w ogóle wiesz gdzie jedziemy? – Skoro jej ojciec zaplanował wycieczkę to może postanowił nie wtajemniczać nikogo, lubił takie gierki: Nie powiem, zobaczycie, niespodzianka, okaże się, nie stresujcie się. Do tego zawsze z kamienną twarzą, na pewno nikt nie będzie się stresował.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Mniej więcej wiem. Będzie miło. – Uśmiechnęła się najszczerzej jak potrafiła. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Samochód ruszył. Znów po tej nieszczęsnej drodze. Tym razem nie jechał do centrum, a poza miasto. Kołysanie i szum silnika dość szybko uśpiły dziewczynę. Nie był to sen głęboki, cały czas czuła ze gdzieś jadą, straciła jednak zupełnie poczucie czasu. Ze snu wzbudziło ją głośne przekleństwo. Ledwie udało jej się podnieść głowę i poczuła uderzenie. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Szarpnięcie. Czas nagle przyspieszył. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Sporych rozmiarów czarny samochód staranował niewielkie auto rodziny. Z ogromną prędkością wjechał w jego bok od strony pasażera miażdżąc maską całą tylną część. Dziewczyna zapamiętała tylko obroty, dźwięk tłukących się szyb i zgniatania karoserii. I bicie swojego serca, chyba, może to nie było to, może po prostu huczało jej w głowie. Łup, łup, łup. Później już nic nie słyszała, nastała ciemność. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Znów padało. A może tak naprawdę nigdy nie przestało? Zimne krople, dużo zimnych kropli. Cudowny zapach unosił się w powietrzu. Oczywiście nie każdy zwróciłby na niego w ogóle jakąkolwiek uwagę.&amp;nbsp; Był to zapach lasu w czasie deszczu. Konkretnie mieszanego, ale widocznie i wyczuwalnie przeważały w nim drzewa iglaste. Tak naturalny, przenikający przez ubranie, przez skórę zapach, który czuje się nie tylko nosem, ale i całym ciałem.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Wydawało się jakby w okolicy nie było żywej duszy. Szosa w pobliżu była pusta. Nawet ptaki się pochowały. Klimat jak z dreszczowca. Brakowało tylko duchów. Ich nie było. Były za to wraki samochodów. Dwa. Jeden przekoziołkował w poprzek drogi i wpadł do rowu. Drugi wyglądał jakby po prostu nieprzerwanie parł do przodu i ostatecznie zderzył się z drzewem kilka metrów od pierwszego samochodu. Oba były puste. W pierwszym można było znaleźć ślady krwi, całkiem sporo śladów krwi. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Poczuła promieniujący ból w boku. Cichy jęk wydarł się z jej gardła, kiedy otwierała oczy i wracała do niej świadomość. Jeszcze nie wiedziała, co się właściwie dzieje, ale zdecydowanie coś się nie zgadzało. Była cała mokra, przekręciła się na bok usiłując wstać, ale udało jej się tylko uklęknąć. Cokolwiek jej się działo, wstawanie było głupim pomysłem.&amp;nbsp; Wpatrywała się w swoje dłonie, całe w błocie i z trudem próbowała złapać oddech. Wypadek, ta informacja uderzyła ją w jednej chwili, był wypadek. Powinna być w samochodzie. Świat wydawał się być nieco niewyraźny, wirował, ale samochód to, to nie był, tego mogła być pewna. Znajdowała się pod drzewem, w znacznej odległości od drogi. Ulica majaczyła między drzewami. Rodzice, gdzie byli jej rodzice. Chyba też powinni tu być, ktoś ją wyciągnął. Pogotowie. Musiała wiedzieć. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Po raz kolejny spróbowała wstać. Nie udało się. Właściwie na czterech dowlokła się do drogi, miała problemy z oddychaniem. Jej wzrok od razu powędrował w kierunku rodzinnego samochodu. Był pusty. Nie było w nim nikogo. Nie było w nim rodziców. To znaczyło, że żyli. Prawdopodobnie. Skoro ona przeżyła to oni także. Opadła na ziemię zaraz bok wraku. Ból głowy, ból boku, ból właściwie wszystkiego bardzo utrudniał myślenie. Właściwie prawie wyłączył jej myślenie, zostało tylko odczuwanie. Próbowała sobie przypomnieć czy sama nie wydostała się jakimś cudem. Czy byłaby w stanie? Dopuściła myśl, że szok spowodowany wypadkiem był tak duży, że doczłapała się do tamtego drzewa, straciła przytomność i tego nie pamięta.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Nie miała telefonu. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Nie miała przy sobie nic. Tego już nie potrafiła wytłumaczyć. Czy w ogóle usiłowała? Nie. Nie byłaby w stanie, zarejestrowała tylko brak.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Kurwa mać. – Czuła jak deszcz padał na jej zamknięte powieki. Jedyne, co jej teraz pozostało to leżeć przy rozbitym aucie i czekać aż ktoś będzie tędy przejeżdżał. Bo w końcu będzie. Musi. Spodziewała się u siebie wstrząśnienia mózgu, połamanych żeber i w ogóle wszystkiego, co najgorsze. Tak podpowiadał jej rozsądek, albo pesymizm, wypadek samochodowy równa się śmiertelne obrażenia.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Do Kaylan dotarło, że jeśli to nie ona sama wyszła z samochodu to prawdopodobnie wyciągnęli ją jej rodzice. Poszli po pomoc i będą jej szukać pod tym nieszczęsnym drzewem. Pod nim przynajmniej nie padało jej na głowę. Nie było jednak najmniejszej szansy żeby tam wróciła, poza tym wiedziała, że chyba nie powinna się ruszać i nie tracić przytomności. Na to drugie też nie było szansy. Była wyczerpana, oblała, w głowie jej huczało, świat wirował, a kiedy próbowała mieć otwarte oczy tylko zbierało się jej na wymioty. Więc je zamknęła, a ciemność wciągnęła ją szybko i była przyjemna. Dziewczyna miała wrażenie dryfowania w nieważkości, bardzo dziwne uczucie. Jakby cały świat zniknął, rozpłynął się. Śmierć? Jeśli tak miała wyglądać śmierć to nie było to takie najgorsze. Przynajmniej nic nie czuła, żadnego bólu, nie czuła swojego ciała. Ale tak przez wieki rozmyślać o niczym wydawało się zdecydowanie mało interesującą perspektywą. Nie było nawet, na czym zwiesić oka. Miała oczy? Nie widziała. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Rzeczywistość wróciła, uderzyła ją nagle i bardzo brutalnie, okrutnym bólem w boku i smakiem krwi w ustach. Spróbowała się poruszyć, ktoś jej to jednak uniemożliwił. Czyjaś dłoń na klatce piersiowej powstrzymała ją.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie ruszaj się. – Miły głos, wyraźnie zaniepokojony dotarł do się do uszu Kaylan. – Nie mam pojęcia czy mnie rozumiesz, ale jesteś bardzo ranna. Chcę ci pomóc. P o m ó c.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Dziewczyna nie rozumiała, dlaczego miałaby czegokolwiek nie rozumieć. Nie była kretynką nierozumiejącą własnego języka. Chyba.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Rozumiem. – Wyrzuciła z siebie tylko to jedno słowo.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Dobrze! Uf. Twoje ubrania są nieco niecodzienne. – Maenie ulżyło.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Wyszła dziś rano za mury miasta żeby pozbierać trochę ziół do szklarni. Jesienny Liść, bo tak z pewnych powodów nazywana jest Maena, najczęściej przez swoją babcię, która wydaje się nie pamiętać jej imienia, lubiła pomagać w zbiorach. Dziewczyna urodziła się późnym latem. Na widok niemowlęcia, kobiety uznały, że jest znakiem i jesień tego lata przyjdzie szybciej niż zwykle. Maena posiadała, bowiem oczy w kolorze bursztynu, a na jej lewej tęczówce znajdowała się spora, intensywnie zielona, plamka. Wtedy nie było jeszcze wiadomo, że do kompletu odziedziczyła kolor włosów po babci, której białe pukle były kiedyś ogniście rude, prawie czerwone. W roku dziewiątym ery zamknięcia, w którym Maena przyszła na świat, jesień faktycznie nadeszła szybko, a po kilkunastu latach, dziewczyna, zaczęła pogłębiać ziołami kolor swoich włosów nadając im odcień tak czerwony jak jest to tylko możliwe.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Jesiennemu liściowi serce ledwo wytrzymało, kiedy wśród wysokiej trawy ujrzała ciało dziewczyny. Myślała, że jest martwa, całe szczęście nie. Była szczęśliwa, że znalazła ją całkiem blisko miasta, więc pędem pobiegała, a biegać szybko umiała, poprosiła pierwszą napotkaną osobę o pomoc i wróciła do rannej. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nic nie mów. Niedługo ktoś się tu zjawi. Mam nadzieję. – Zasłoniła usta Kaylan, która wyraźnie chciała coś powiedzieć, a ta uznała, ze jeśli wariatka ma ją zatkać jabłkiem, przy kolejnej próbie wydania z siebie głosu to zamilknie. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Maena poczochrała z bezradności swoje włosy po lewej stronie głowy. Taki odruch. Kiedy się denerwuje gmera we włosach i drapie się właśnie z tej strony. Potem chodzi cały dzień z fryzurą, na: „całą noc spałam na jednym boku, a rano zapomniałam się uczesać”. Kto by się przejmował fryzurą? Nie była lekażem, ale znała się na pierwszej pomocy, a stan nieznajomej oceniała, jako nienajlepszy. Liczne zadrapania, na twarzy, na rękach. Sporo błota, które mogło zasłaniać część ran. Trzeba było je oczyścić i opatrzyć. Nie wyglądało to na atak catha, ani nawet na atak niedźwiedzia czy wilka. Ślady nie były od pazurów, za wiele z niej zostało. No i była żywa. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Na początku rozważała też, że jakimś dziwnym trafem człowiek z koron trafił w pobliże Nakaross. Jej strój nie był tutejszy. Ale rozumiała, a to znaczy, że pochodziła stąd. Możliwe, że uczestniczyła w jednej z badawczych prac prowadzonych w chronionych wymiarach. Była młoda, w wieku Maeny, może uczennica jakiegoś naukowca. Takich ekspedycji wysyłanych przez przecięcia było naprawdę sporo. Tylko, co mogło się stać, że wylądowała tu sama, w kiepskim stanie? Pytania w głowie Maeny mnożyły się nieustannie, sprawiała wrażenie jakby odpływała w swoje myśli, ale kiedy tylko ranna wyglądała jakby chciała się odezwać, uciszała ją ruchem dłoni, na zapas. Jak lekarze się nią zajmą i trochę wydobrzeje to wszystko opowie. Na razie była zagadką, ale Maena lubiła zagadki. Chciała tej zagadki i nieco egoistycznie, nie chciała sobie psuć zabawy. Uśmiechnęła się szeroko. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Pozwalam ci coś powiedzieć, ale tylko jedną rzecz. Jak masz na imię? – Nie mogła jej cały czas nazywać ranną, czy nieznajomą, szczególnie, że jedną Rannę już znała. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Kaylan. – Zmarszczyła brwi, na co Maena odpowiedziała tym samym.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ja jestem Maena. I nie patrz tak na mnie, nie powinnaś się ruszać i nic nie mów. Na wszelki wypadek. Nie wiemy, co ci jest. – Rozejrzała się, pomoc dalej nie nadchodziła. Co oni robili w tych klinikach? Miała ochotę tam pobiec i ich pogonić. – Czy jak kiwasz głową to bardzo cię boli?&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kaylan pokręciła głową przecząco, młoda zielarka miała nadzieję, że nie kłamała. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Czy wiesz gdzie jesteś? &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Znów pokręciła głową. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Jesteś w Nakaross. No prawie. Na skraju lasu, zaraz obok Nakaross. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Po chwili zamyślenia, Kaylan postanowiła znowu pokręcić głową. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Co nie? – Maena odchyliła się nieco do tyłu– Dalej nie wiesz gdzie jesteś? – Spytała z niedowierzaniem. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Po raz kolejny przeczenie. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Jak to „nie wiem”? Przecież… Ja już nic nie rozumiem. – Po raz drugi podrapała się po głowie, bardziej czochrając swoje czerwone włosy. – Jak możesz nie wiedzieć gdzie jesteś? Amnezja! – Wykrzyknęła w ostatniej chwili powstrzymując się od potrząśnięcia swoją prawie-rozmówczynią. – Na pewno straciłaś pamięć. To wszystko wyjaśnia. Wiesz ile masz lat i skąd pochodzisz? – Dziewczyna była zachwycona swoją teorią, czym zaczynała przerażać nieco Kaylan.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Poszkodowana kiwnęła głową twierdząco. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Dobrze. Dobrze. – Już sama nie wiedziała, co powiedzieć – Potem się wszystkiego dowiem. Potem. Najpierw lekarze. Gdzie ci lekarze? &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;No właśnie. Gdzie ci lekarze? Maena była miła, ale jakaś dziwna i zbyt energiczna, zdecydowanie, gadała tyle, że ból głowy Kaylan się nasilał, a przynajmniej takie miała ona wrażenie. Bardzo chciała się odezwać i wyjaśnić wszystko szybko, ale poza tym, że bardzo źle się czuła, to nie chciała najpierw, dodatkowo dyskutować z dziewczyną o tym czy powinna rozmawiać czy nie. Nakaross, tak, pierwszy raz słyszała o takim miejscu. Może ta sympatyczna, nadpobudliwa osoba miała coś z głową, przesunęła Kaylan w jakieś inne miejsce w lesie, bo znów, zdecydowanie nie była tam gdzie być powinna. Żadnego wraku samochodu nie widziała. Istniało też przypuszczenie, że jeśli faktycznie ta dziewczyna o czerwonych włosach, była wariatką to żadni lekarze nie przybędą. A poza tym widziała jeszcze jedno wyjście, to nie Maena ma coś z głową tylko ona sama, z powodu wypadku coś jej się poprzestawiało i zwariowała.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Albo śni.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– W końcu! – Wykrzyknęła, przypuszczalnie, wariatka i wstała gwałtownie wymachując rękami. – Tutaj jesteśmy. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Troje ludzi, dwóch mężczyzn i jedna kobieta pojawiło się w zasięgu wzroku poszkodowanej. Mieli na sobie jednakowe beżowe stroje. Identyczne spodnie, koszule i kamizelki zapinane z boku. Zaczęła wątpić w to czy na pewno byli lekarzami, ale mężczyźni mieli ze sobą nosze, to był dobry znak. Chyba.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kobieta przykucnęła przy Kaylan i zaczęła ją uważnie i delikatnie oglądać. Przyjrzała się jej zadrapaniom popatrzyła w oczy. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Gdzie odczuwasz największy ból? – Spytała rzeczowo.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Głowa i tu, z boku. Mam mdłości. – Zaczęła wymieniać, co jej dolega.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Przenieście ją na nosze, delikatnie. – Kobieta wydała polecenie, sama zaglądając do niewielkiej torby i wyciągając z niej małą fiolkę, na jej widok Maena od razu się skrzywiła, na samą myśl o zawartości czuła ten okropny smród. Kiedy medycy przygotowali nosze, biedna Kaylan została już zmuszona żeby powąchać to paskudztwo.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Zielarka nie mogła patrzeć, kiedy mężczyźni przekładali tę, jeszcze zupełnie przytomną, biedną dziewczynę jak kawał mięcha, delikatnie, ale i tak jak kawał mięcha. Zatkała uszy, zamknęła oczy i koniec. Nie chciała widzieć jak się krzywi i słyszeć jak stęka, albo, nie daj Losie, krzyczy. Brr. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Po chwili nieśmiało zerknęła przez palce i uff. Biedulka była na noszach, niesiona w stronę miasta. Maena podbiegła kawałek i już szła obok nich. Lekarka, w drodze, sprawnie rozcięła sweterek Kaylan i wszystko inne, co było pod sweterkiem. Zielarka nawet nie próbowała zerknąć na jej odsłonięte teraz obrażenia, gdyby były tam jakieś wielkie sińce, rany, kości na wierzchu, na pewno zwróciłaby śniadanie, a przecież było całkiem smaczne. Lepiej nie ryzykować.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Tylko kawałeczek.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Drzewa odsłoniły już mury miasta, jeszcze jeden kawałeczek i pierwsza brama została minięta.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;To już ta godzina, kiedy sad Nakaross był pełny ludzi. Drzewka i krzaczki owocowe sadzone dookoła miasta wymagały szczególnej pielęgnacji. Ten smacznie pachnący, ogród pomiędzy starymi murami miasta i nowymi, był stosunkowo młody, posadzony po zakończeniu wojny przełomu er. Maena uwielbiała spędzać w nim czas. Kochała zajmować się każdymi roślinami, a nie tylko ziołami jak jej babcia. Nie mogła zrozumieć jak można zamknąć się we własnej, przydomowej szklarni i nie wyściubiać z niej nosa. Chyba, że do lasu w poszukiwaniu sadzonek, ale to tylko i wyłącznie wczesną wiosną i też nie zawsze. Umarłaby chyba! To jak odpowiednie skupienie pozwala pobudzić nasionko do życia, gałązki do puszczania owoców i owoce do dojrzewania było zachwycające i wciągające to niesłychane. Sztuka zielonych wymagała ogromnej dokładności i nakładu pracy. Przyszli zieloni szkolili się od dziecka, tak samo wcześnie jak widzące. Wystarczyła tylko drobna pomyłka, ułamek sekundy rozproszenia, aby roślinę zabić a nie jej pomóc. Nie daj Losie żeby zabierał się za to ktoś nieposiadający kompetencji, słaba kontrola, w najlepszym wypadku, sprawiała ze nie działo się nic, a w najgorszym wywoływała zapłon.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Losie! Pożar w środku sadu byłby katastrofą. Jak to mówi ojciec jej przyjaciół „ogień łatwiej jest rozpalić, niż go zgasić”. Co prawda Maena nie zawsze rozumiała, o co mu chodzi, gdyż używał tego powiedzonka w tak rozmaitych kontekstach, że głowa boli, to i tak uważała je za niezwykle mądre. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Klinika, do której lekarze zabrali Kaylan znajdowała się tuż obok bramy wewnętrznej. Po drodze lekarka użyła jeszcze raz tego nieszczęsnego śmierdzącego wywaru, który powodował prawie natychmiastowy sen, bo ku jej zdziwieniu pacjentka zaczęła wybudzać się tuż przed dotarciem do celu. Z roślinki, z której powstaje ten używany często wywar, chemicy uzyskują substancję tak silną jak narkoza ludzi z koron. Biedna, ranna dziewczyna, musiała bardzo cierpieć, jeśli pierwsza dawka smrodku nie wystarczyła. Za każdym razem, kiedy Jesienny Liść przypominała sobie jej zbolały i zagubiony wzrok, to jak wyglądała, cała sponiewierana, a mimo to starała się być dzielna, to serce podchodziło jej do gardła. Wiedziała, że zaproponuje jej opiekę i nocleg, jeśli zajdzie taka potrzeba. Babcią przejmie się potem. Starsza kobieta będzie, tak zła jak wtedy, kiedy Maena próbowała zanosić wszystkie ranne ptaki, jeże, lisy… ranny człowiek przynajmniej nie brudzi i na ogół słucha, kiedy się do niego mówi, to mniejszy problem, prawda? &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Dziewczyna przysiadła na drewnianym krzesełku w korytarzu, a młody lekarz wypytał ją o wszystkie szczegóły spotkania, był niezwykle niepocieszony, kiedy dowiedział się, że Maena kategorycznie zabroniła tajemniczej przybyszce mówić. Cokolwiek. Po chwili odszedł, a po kolejnej chwili w klinice pojawiło się dwóch strażników. Nie zwróciła na nich szczególnej uwagi póki nie zauważyła, że idą w kierunku sali, do której zabrano Kaylan. Postanowiła się, że dowie się co tak właściwie jest grane. Podbiegła truchtem pod salę, strażnicy stali pod drzwiami i wyglądali na znudzonych.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Czego chcesz? Spytał, niezbyt grzecznie, jeden z nich, kiedy Maena przez dłuższy czas wpatrywała się w nich bez słowa.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Pani Doktor jeszcze nie wyszła, prawda? Pochyliła się lekko, spoglądając na mężczyznę spod byka, wyglądała zabawnie mierząc tak wzrokiem dużo wyższego od siebie człowieka. Z której strony by na to nie patrzeć, młoda zielarka była krasnalem. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nic nam o tym nie wiadomo. – Odpowiedział rzeczowo, chłodno. Kojarzył te czerwoną czuprynę. A właściwie to kojarzył cyrk, który jej posiadaczka wokół siebie tak beztrosko robiła.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ivariusie! Prawie cię nie poznałam pod tym kapturem. – Uśmiechnęła się nagle promiennie, a mężczyzna zaczął się zastanawiać skąd to skaczące bez ładu i składu stworzenie go zna. – Przecież wiesz, że mnie możesz powiedzieć! &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Wiedział? Nie, nie wiedział.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Nie odpowiedział. Ze wszystkich sił zastanawiał się skąd dziewczyna go zna i nagle go olśniło. Dzięki temu uświadomił sobie skąd tak często miał okazję podziwiać jej wyczyny jednocześnie nie kojarząc jej imienia. Była koleżanką jego młodszego, przyrodniego, brata. Odkąd Ivarius awansował w straży rzadko bywał w domu. Przyjaciele jego młodszego rodzeństwa nie musieli być jego przyjaciółmi. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Jesteś koleżanką Riviusa. – Stwierdził tylko, nie miał zamiaru z tego powodu zdradzać jej jakichkolwiek informacji, zresztą gdyby była wystarczająco mądra sama by się domyśliła. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Tak! Właśnie! – Jesienny Liść wyraźnie posmutniała. – Nie pamiętasz mnie. Jestem najlepszą przyjaciółką Ranny. Dlaczego tu pilnujecie?&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Prychnął tylko. Jego młodsza siostra, widząca, była w domu jeszcze rzadziej niż on, niby jak miałby poznać jej przyjaciółki i skąd miał wiedzieć, że faktycznie nią była? Od kiedy młode widzące zadają się z kimkolwiek spoza zgromadzenia? Trzymają tam te wszystkie dziewczyny jak więźniów, chuchają na nie i dmuchają. Na ogół dopiero koło trzydziestki mogą chodzić wolno po mieście. Takie przynajmniej kojarzył zasady. Może coś się pozmieniało, prawdę mówiąc, obchodziło go to tak samo jak cath srający o zachodzie słońca. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nic ci nie powiem. Mogłabyś być nawet moją zmarłą matką, nic bym nie powiedział. – Spojrzał porozumiewawczo na swojego kolegę, który w odpowiedzi zaśmiał się kpiąco. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Spadaj mikrusie. – Drugi mężczyzna machnął na nią ręką jakby był natrętna muchą.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Maena zadarła dumnie podbródek. Nie poczuła się urażona. Dwóch tępaków nie mogło jej urazić. Zmierzyła ich tylko wzrokiem matki, która właśnie wymyśla odpowiednią karę dla swoich niegrzecznych synów i odwróciła się na pięcie z zamiarem wrócenia na krzesełko. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Idioci są wśród nas. – Westchnęła do siebie na tyle głośno żeby mogli to usłyszeć. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Ivarius wydał z siebie tylko ciężki do określenia dźwięk. Chciał coś powiedzieć, ale zaskoczenie było na tyle wielkie, że wszystkie słowa zaklinowały mu się gdzieś w gardle. Była niemożliwa.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Iv, a tej, o co chodziło? – Roześmiał się jego towarzysz.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Cholera wie. – Otrząsnął się i wykrzywił usta w niepewnym uśmiechu. Niepokojące. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Wszyscy znajomkowie twojego brata mają no wiesz – popukał się palcem w czoło – łi ziu, nie równo pod sufitem?&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Chciałeś zapytać czy wszyscy znajomi mojego brata mają tak samo nierówno pod sufitem tak jak on? – Uważał Riviusa za przyszłego szaleńca, a nie wynalazcę czy naukowca i wcale się z tym nie krył. Obawiał się nieco tego, co może stać się za kilka lat, kiedy to mały świrek postanowi wyfrunąć z gniazda, albo sprowadzić nowe gniazdo do starego. Inagar, ich ojciec przejął pracownię po swoim starszym bracie Iniuriusie, a Rivius traktował to miejsce jak dom, bardziej niż ten prawdziwy dom znajdujący się, bądź co bądź, zaraz za ścianą.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Nie minęło dużo czasu i lekarka, o którą wcześniej pytała Maena wyszła z sali. Spławiona przez strażników dziewczyna nie czekała i dopadła biedną kobietę, która zupełnie nie spodziewała się że ktoś nagle doskoczy do jej boku mierząc wielkimi oczami. Niepokojące. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Co z tą dziewczyną? Pani Doktor, może mi pani powiedzieć? – Spytała energicznie. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Pacjentka wydobrzeje miała wypadek samochodowy. – Mimo wszystko kobieta nie widziała powodu żeby odmawiać informowania dziewczyny, to ona ją znalazła, miała prawo poznać ogólne informacje.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Maena otworzyła szerzej oczy. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Wiedziałam, że musiała uczestniczyć w badaniach w koronach. – Powiedziała do siebie, nie ukrywała satysfakcji w głosie, przez chwilę wydawało się, że bardziej zależało jej na zaspokojeniu swojej ciekawości niż na zdrowiu znalezionej.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie. – Kobieta odwróciła się do strażników. ­– Możecie odejść, na pewno nie należy do straconych. Jest zupełnie niegroźna. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Maena zdziwiła się. Jak można było pomyśleć, że Kaylan należy do straconych? Oczywiście nie znała jej, ale to nie to spojrzenie! I po co stracony miałby kręcić się ranny tak blisko Nakaross? Nie raz już słyszała, że jest naiwna, ale to akurat było po prostu niemożliwe. Wiedziała to i już. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie? – Nie była pewna, co „nie”. – Nie jest naukowcem? – Maena prawie czuła jak waliło jej serce z tych emocji, szybko jak skrzydła jakiegoś małego ptaszka. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Wiem tylko tyle, że urodziła się w jednym ze światów koron. Na razie musi odpoczywać, ale wieczorem będzie mogła wyjść, o ile spędzi noc w spokoju. Tyle, że pewnie nie ma gdzie. A teraz muszę…&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Zabiorę ją do siebie! – Jesienny Liść weszła w słowo kobiecie, która otworzyła szerzej oczy w reakcji na podniesiony głos dziewczyny. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– To bardzo miłe z twojej strony. Muszę iść do innych pacjentów. – Lekarka oddaliła się, a Maena odetchnęła z ulgą, kamień z serca. Kaylan wydobrzeje, a do tego nie jest zła. To jej wystarczyło. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Może jest niegroźna. – Ivarius zatrzymał się przy dziewczynie puszczając swojego kolegę przodem. – Ale możesz być pewna, że jeśli tylko będzie w stanie chodzić wyląduje jutro na porządnym maglowaniu.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Maena tylko prychnęła. Bla bla bla. Nie miała zamiaru się na to godzić. Jeśli Kaylan będzie pod jej opieką, jej i jej babci, to nie ma mowy żeby gdzieś jutro wyszła. Musi wypoczywać. Z łóżka trafi do łóżka, po drodze odwiedzając kuchnię i dostając talerz pełen jedzenia, a i jakiś wzmacniający napar nie zaszkodzi. Fioletowe ziele i niviszka, pyszne i niezastąpione. Żadnych spacerów i maglowania.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kaylan czuła się tak jakby jej ciało nie należało do niej. Odrętwiałe, a ona otępiała. Głowa, ból, jakby ucisk. Głowa ściskana w imadle. Coś zgniatało także jej klatkę piersiową. Później dotarł do niej zapach. Coś jak zmieszanie delikatnej ziołowej woni ze sterylną czystością. Przedziwne połączenie. Otworzyła oczy. Ostrożnie. Bojąc się, że silne światło spowoduje większy dyskomfort, ale z zadowoleniem odkryła, że w pomieszczeniu nie było zbyt jasno, tylko nieco szaro. Okna były przysłonięte.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Rozejrzała się po pomieszczeniu, ostrożnie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kamienny sufit, idealnie gładki. Ściany pokryte ciemnym drewnem, a na nich kilka obrazków przedstawiających rośliny. Pościel była biała. Zasłony też. Na podłodze leżał dywan w kremowym kolorze, głaciutki, nie puchaty. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Nietypowy wystrój jak na szpital, ale ta sterylność w powietrzu podpowiadała jej, że to był szpital. Nie było innej możliwości. Odetchnęła głęboko. Zaczęła się zastanawiać czy znaleźli jej rodziców, czy nic im nie było. Może to oni sprowadzili pomoc? A może byli w sali obok? Kiedy ją znaleźli? Ile tam leżała? &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kaylan żałowała trochę, że ból zelżał, bo przez to mogła normalnie myśleć. W jej głowie przewijały się wspomnienia. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Trzask samochodu. Ból. Samotność. Więcej bólu. Czekanie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;A potem ten sen. Jak na sen, to całkiem sensowny. No, kto nie chciałby śnić o jakiś dziwnych miejscach. Całkiem niezgorsze to było. Szkoda tylko, że tak bolało. Mogłaby sobie pozwiedzać tę senną krainę, ale nawet w niej była kłębuszkiem bólu.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Pomasowała swoje skronie. Bała się. Naprawdę się bała. Chciałaby wiedzieć już, co z jej najbliższymi. Na pewno nie zniknęli. Czuła skręcającą bebechy potrzebę żeby się rozpłakać, ale ta dziwna, piekąca suchość w oczach jej to uniemożliwiała. Westchnęła i poczuła swój bok intensywniej.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Jakaś pielęgniarka, lekarz, ktokolwiek. Ktoś mógłby do niej przyjść i z nią porozmawiać.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Beznadzieja, cholera, beznadzieja. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kilka godzin później lekarka zajmująca się Kaylan pozwoliła zabrać ją ze szpitala. Z zaleceniem wypoczywania i nie wykonywania żadnych gwałtownych ruchów. Dzywczyna była mocno obita, ale na całe szczęście żadna kość nie była złamana, a pęknięte żebro to nie koniec świata. Gdyby nie to, że akurat zielarki zaproponowały opiekę, to pewnie zostałaby w klinice do rana skoro nie miała własnego domu. Kobiety posiadały wystarczającą wiedzę żeby w razie, czego pomóc. Do tego Arnel Siora była osobą znaną i poważaną w środowisku zielonych i medycznym, każdy musiał liczyć się z jej słowami. Potrafiła jednym zdaniem sprawić, że osoby uważające się za ekspertów kuliły ogon pod siebie i wczołgiwały się w mysie dziury. Wiekowa kobieta wydawała się czerpać przyjemność z piętnowania niewiedzy, braku pomyślunku i upokarzania innych. Według niektórych była wręcz przerażająca. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Ale po Kaylan przyszła jej wnuczka, Maena, która cieszyła się, że może w końcu zaspokoi do końca swoją ciekawość. Miała tyle pomysłów! Chciała wiedzieć czy któryś z nich okaże się mieć chociaż nieco wspólnego z prawdą. Jej umysł aż kipiał! Miała problem żeby spokojnie ustać czy usiedzieć. Przez większość czasu wydawała się lekko podskakiwać, a w przerwach przebierała nogami. Swoim zachowaniem ściągała na siebie uwagę pacjentów kliniki, lekarzy, medyków, prawdę mówiąc łatwiej było powiedzieć czyjej uwagi nie ściągała. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Była tylko jedna taka osoba.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;A była nią Kaylan. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Która została wyprowadzona ze swojej sali przez jakąś kobietę. Dziewczyna wydawała się nie zauważać niczego i nikogo. Miała przerażająco pusty wzrok. Cały czas wydawała się wpatrywać gdzieś w podłogę przed sobą. Jesienny Liść nie wiedziała, co ma począć z osobą, która wyglądała jak jakaś straszna lalka. Położyła dłoń ostrożnie na łopatce Kaylan chcąc ją wyprowadzić.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Chodźmy. Będzie dobrze. – Próbowała złapać kontakt wzrokowy z Kaylan, która nie była wysoka, raczej średniego wzrostu, ale Maena i tak musiała spoglądać nieco w górę. Tak to jest, kiedy ludzie mówią jej, że ma „metr pięćdziesiąt w kapeluszu”, a nie miała! Miała całe 152 cm wzrostu, bez kapelusza. I to nawet bez butów.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Po chwili poszkodowana przeniosła mętne spojrzenie na Maenę, ale wydawała się jej nie zauważać. Patrzyła przez nią, jakby była przezroczysta. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Idziemy? – Nie była pewna czy ludzka laleczka zareaguje, ale jednak, ruszyła do wyjścia sama, co prawda dość powolnie posuwając stopami po podłożu, ale sama. Bez ciągnięcia jej na siłę. Jedyne, co Maena musiała zrobić to troszkę nią pokierować.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Powoli robiło się coraz ciemniej.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Zniecierpliwiona staruszka zamknęła już główne wejście do szklarni. Sklep i tak był otwarty zdecydowanie zbyt długo, nie mogła czekać na swoją beztroską wnuczkę przez wieczność. Była za stara na marnowanie czasu w ten sposób. Zanim zgasiła światła, rozejrzała się po pomieszczeniu. Na ladzie przy wejściu był idealny porządek. Okrągły sklep wypełniony był długimi stołami, na których ustawiono korytka z ziołami, a pod nimi stały drewniane skrzynki. Dookoła pomieszczenia także znajdowało się pełno ziół, na ladzie złożonej z półokrągłych stołów ustawionych na prawie całej długości pomieszczenia. Rośliny pod oknami były też najwyższe ze wszystkich, które można było zobaczyć w zielarni, zasłaniały cały widok z za szklanych ścian, dzięki temu miało się wrażenie przebywania w centrum ziołowego lasu. Zawieszone pod kopulastym sufitem były z kolei te zioła, które uwielbiały słońce i ciepło najbardziej ze wszystkich.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Zapach ziół, wszędzie zielono, pełno ziół. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;To był właśnie prawdziwy dom Arnel, od rana do wieczora zajmowała się swoimi roślinkami, rozmawiała z nimi i odpoczywała wśród nich. Czasem obsługiwała też klientów, rzadko, tym na ogół zajmowała się Maena, była młodsza i miała zdrowsze nogi. A poza tym ludzie ją lubili. Surowa, przez niektórych uważana nawet za wredną, staruszka nie przyciągała klientów.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Skoro wszystko w szklarni było w jak najlepszym porządku, przeszła wąskim korytarzem do domu. Centralna część budynku, będąca czymś w rodzaju przedpokoju i pokoju dziennego, tak samo jak sklep miała plan koła, jak zresztą większość mniejszych budynków w mieście. Kopulaste centrum i inne pomieszczenia wyrastające z niego. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Arnel ugotowała wodę, aby zaparzyć swoje ulubione zioła na wieczór i usiadła starym zwyczajem w bujanym fotelu z książką, czekając aż napój będzie gotowy do wypicia. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Szuranie i chrobotanie w przedpokoju znaczyło, że ktoś w końcu wrócił. Staruszka dźwignęła się z fotela i dumnie podeszła, aby zobaczyć, co to za bezpańską pannicę przywlokła jej wnuczka.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Coś ty mi przyprowadziła? – Arnel widząc stan Kaylan nie wiedziała, co ma z nią zrobić. Rozmawiać? Nakarmić łyżeczką? – Wygląda jakby jej ktoś mózg rurką przez ucho wyssał. Na nic się nie przyda. – Poklepała Kaylan, niezbyt delikatnie po plecach, a ta wyraźnie się skrzywiła i zgarbiła, ale tylko tyle. – Połóż ją dziecko, potem zastanowimy się, co dalej.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Kiedy Kaylan zasnęła był późny wieczór.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;</description><link>http://avagord.blogspot.com/2017/05/rozdzia-i.html</link><author>noreply@blogger.com (Chupacabra)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://4.bp.blogspot.com/-zu5XvggZ-SA/WSCuKguJ_EI/AAAAAAAAArQ/dEYb7g-utZwx5RH8zdWc52zi_2jeJX3YgCLcB/s72-c/r1.png" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5398671231666657456.post-6131796878347816579</guid><pubDate>Wed, 17 May 2017 18:32:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-05-28T21:11:43.455+02:00</atom:updated><title>Wstęp II</title><description>&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-VnjHqwMA7BY/WRycyyqZXcI/AAAAAAAAApc/IjSwm1o7O10iRk2MME60rDmgOm4EE6LawCLcB/s1600/napi2.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-VnjHqwMA7BY/WRycyyqZXcI/AAAAAAAAApc/IjSwm1o7O10iRk2MME60rDmgOm4EE6LawCLcB/s1600/napi2.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: center;&quot;&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;avagordrozdzial&quot; style=&quot;line-height: 150%; margin-bottom: .0001pt; margin: 0cm;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-NI0pBkYjdTA/WRyXPb1C-CI/AAAAAAAAApM/V5uHYMZA2ic3-mTp-jWwY_QzE6i3zp9nACLcB/s1600/P.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://3.bp.blogspot.com/-NI0pBkYjdTA/WRyXPb1C-CI/AAAAAAAAApM/V5uHYMZA2ic3-mTp-jWwY_QzE6i3zp9nACLcB/s1600/P.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;óźny wieczór. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Dziewczynka siedziała na łóżku wpatrując się w rąbek swojej czarnej sukienki. W pokoju było wystarczająco jasno, aby na nic nie wpaść i zbyt ciemno, aby czytać. Jedyne światło pochodziło od dwóch niewielkich kryształowych lampek, których blask rozjaśniał pomieszczenie srebrną barwą. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Eillen. – Powiedziała cicho chcąc zatrzymać siostrę, która właśnie miała wychodzić.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Tak? – Starsza dziewczyna popatrzyła na Amriees, była przygarbiona, wyglądała jakby właśnie chciała się skulić i zniknąć, zupełnie jak nie ona. Prawie zlewała się z ciemną pościelą swojego łóżka. Nastolatka przypuszczała, ze gdyby nie wiedziała o tym ze jej młodza siostra tam siedzi, to mogłaby jej nie zauważyć.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Opowiesz mi? Ty zawsze pamiętasz, jak mama. – Jej głos był lekko zachrypnięty. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Dobrze, spróbuję. – Stała jeszcze przez moment przy drzwiach, później usiadła po drugiej stronie łóżka, plecami do siostry. – Dobrze, więc…&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ojciec był załamany. – Wtrąciła się jeszcze. – Bardziej niż wtedy.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;–Tak. Słyszałam, że Illana chce opóźnić ślub ze względu na żałobę. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Brat się zgodził?&amp;nbsp; – Spytała cicho, jakby z nutą nadziei.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie wiem, nie podsłuchiwałam.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– A powinnaś. – Mruknęła młodsza z sióstr, przez chwilę wracając do dawnej siebie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Spieszą się. Wszyscy się teraz spieszą. – Westchnęła wbijając wzrok w kolana – I chcą trochę radości. Wszyscy jej chcą. Godzina radości. – Głos Eillen był wyprany z jakichkolwiek emocji, jałowy, ona cała wydawała się nie mieć teraz żadnych emocji. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nieprawdziwej. – Amriees rozumiała, ale jej nie chciała. To, że przez godzinę myśli wszystkich skupią się na czymś innym, to nic nie zmieni. Taka radość, jest pusta i ulotna. Jest jak zasłona dymna, jak mgła, prawda i tak przez nią przebija, wyłazi, rozrywając ją swoimi brudnymi pazurami. A kiedy kłamstwo całkiem się ulotni jest tylko żal i jeszcze więcej żalu. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Eillen odwróciła się żeby popatrzeć przez chwilę na zgarbioną siostrę. Wydawała się ani drgnąć. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Tak. Nieszczerej. – Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w odziane w czerń plecy. Oddychała, tylko tyle, aż tyle, znak, że nie stała się kamiennym posągiem. – Avaross tętniło kiedyś życiem. Było położone na wyspie na samym środku jeziora Lonue, a nie na wzgórzu na pustkowiu tak jak teraz. Przez taflę jeziora przebijały się kryształy, które nocą oświetlały okolicę. Na skraju wody, za dnia, rozkładały się stoiska kupców przybywających z wiosek. W Avagordzie nie było wtedy jeszcze ludzi.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Wysoki mężczyzna właśnie poprawiał kołnierzyk oglądając się w dużym lustrze. Wszystko musiało być idealne, cały strój, futro i postawa. Gdyby choćby pyłek, z pozoru nie ważny, znalazł się na jego ramieniu, musiałby go strząsnąć przed wyjściem z komnaty. Był wojownikiem, jak wszyscy, ale jednocześnie był też następcą tronu. Oni wszyscy mgli sobie chodzić ubabrani i zakurzeni, z sierścią nachodzącą zdecydowanie za głęboko na plecy, jak zwierzęta. Części z nich jeszcze to dotyczyło. Nie jego. Linia jego włosia kończyła się dokładnie tam gdzie powinna, na karku, a do tego przycinał ją w idealny trójkąt, od uszu w dół. Doskonale. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Zwiększał się ruch na korytarzach twierdzy. Zbliżało się bardzo ważne zebranie. Każdy feln, przybył dziś do Avaross. Król Ehmar zapowiedział zmiany. Zmiany, które wpłyną na życie każdego. Podobno nawet jego syn Onak, nie wiedział, co zamierza ojciec. Władca pilnie strzegł swojej tajemnicy. Poruszenie było ogromne. Większość pomysłów krążących między mieszkańcami zakładała sposób na zablokowanie przejść na zawsze, jakiś niesamowity wynalazek, lub może, ustępuje z tronu na rzecz swojego syna. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Miejsca, z których będzie widać główny balkon powoli się zapełniały. Nikt się nie przepychał, mimo że każdy chciał zdobyć jak najlepsze miejsce. Centrum słonecznego Avaross jeszcze nigdy nie gościło tylu osób jednocześnie. Główny plac, balkony i dachy, trochę ponad czterysta felnów.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Przyjaciele! – Kiedy nadszedł odpowiedni moment król pojawił się na balkonie. Złote kosmyki, złote oczy, skóra o złotym odcieniu, tak prezentował się władca, jak słóńce. Za nim stała kobieta o ognistych rudych puklach, bursztynowych oczach i cerze, która w promieniach światła wydawała się mieć miedziane tony. Para królewska. – Mam wam coś niezwykle ważnego do przekazania. Zdaję sobie sprawę z tego, że możecie być tym zaskoczeni i wątpić. – Mężczyzna oparł się o kamienną barierkę spoglądając na tłum, jakby próbował złapać kontakt wzrokowy z każdym po kolei – Wątpić w to, że to dobry pomysł. Ale musicie mi uwierzyć. Nie mamy innego wyjścia! – Spuścił na wzrok, aby za chwilę go podnieść i przemawiać z większą mocą. – Wszyscy doskonale wiemy, że jest nas niewielu. Nasi przodkowie, pradziadowie i dziadowie przybyli tutaj, do Avagordu, aby zacząć od nowa. Aby stworzyć coś nowego. Nasza nowa ziemia okazała się jednak… nie być tak bezpieczna jak sądziliśmy. Spoczął na nas obowiązek, a po części i kara. Pierwsza era dobiega końca.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ich król sobie wymyślił, że sprowadzi ludzi. Często prosiłam mamę żeby opowiadała mi tylko ten fragment. – Amriees przerwała opowieść swojej starszej siostry i w końcu się poruszyła. Opadła na poduszki i wbiła wzrok w sufit.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Wiem. Dlaczego właśnie ten? Jest twoim ulubionym? – Eillen położyła się obok niej, teraz przynajmniej mgły mieć ze sobą jakiś kontakt.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie. Nie lubię go.&amp;nbsp; – Powiedziała pewnym, na tyle na ile było ją stać, tonem.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– To czemu? &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– To ich wina. To oni nam to zrobili. – Przetarła wierzchem dłoni oczy i pociągnęła nosem. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Przecież gdyby nie oni wcale by nas nie było. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Amriees wstrzymała na moment oddech. Łzy napływały jej do oczu. Nie chciała płakać przy innych, ale przy siostrze mogła. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Przepraszam. – Starsza siostra przytuliła jedenastolatkę. Sama nie zdawała sobie sprawy z tego, co mówi. Wyszło jej jakoś samo. To była zupełnie logiczna odpowiedź. Logiczna, ale nieprzemyślana. Prawdziwa, ale nieodpowiednia. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Opowiadaj już dalej. – Chciała usłyszeć do końca opowieść, którą dobrze znała. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Król wygłosił te mowę. Zdecydował, że odpowiedzią na zmniejszającą się liczbę felnów jest sprowadzenie ludzi ze światów korony. Tak chciał uratować Avagord, który uważał za mur pomiędzy ludźmi, a cathami.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Wszyscy jesteśmy wojownikami! Mężczyźni, starcy, kobiety i dzieci. Ale nie walczymy o lepsza przyszłość dla nas. Walczymy o lepszą przyszłość dla tych wszystkich nieświadomych ludzi, którzy nie mają pojęcia o tym, co się dzieje! Oni nie czują! Doskonale o tym wiem.&amp;nbsp; Dlatego potrzebują naszej pomocy – zatoczył dłonią półkrąg wskazując trochę na niebo, a trochę na miasto. – Jak sądzicie, kiedy dowiedzą się, że coś im zagraża będą chcieli wziąć sprawy w swoje ręce? Miejmy nadzieję, że tak i że właśnie tutaj.&amp;nbsp; Muszą chcieć walczyć dla przyszłych pokoleń, dla swoich rodzin, które tam zastaną. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Rozległy się krzyki. Tłum zareagował. Nie była to reakcja świadcząca o zadowoleniu, ale jedna osoba była wyjątkowo wzburzona. Onak. Wyraz jego twarzy powoli przeistaczał się z szoku we wściekłość i obrzydzenie. Nie zamierzał ingerować podczas wystąpienia ojca, to nie lud trzeba było przekonać, że to zły krok, tylko ojca. Ojca, który chciał sprowadzić na ich ziemię szczury. Na ziemię, która należy do nich od niedawna, w której jeszcze nie dążyli się zadomowić, ale może za pokolenie, albo dwa. Ludzie, szczury, gnidy i karaluchy. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ojcze. – Onak stanął na drodze króla, kiedy ten tylko wszedł do środka. – Nie rozumiem, dlaczego chcesz to zrobić. – Rozumiał doskonale, ale się z tym nie zgadzał.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Synu doskonale wiesz, że jesteśmy tu, aby chronić ludzi przed cathami, jesteśmy strażnicą. Kiedy nas zabraknie sami będą musieli się bronić.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ojcze, wiem, że uważasz, że nasze przejście do Avagordu otworzyło potworom drogę do tego świata i tym samym do dalszych światów, ale…&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nic nie wiesz synu. Nic. – Ehmar był wyraźnie zawiedziony, pychę swojego dziecka uważał za osobistą porażkę, największą porażkę w swoim życiu. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Więc mi wytłumacz! – Książę zacisnął dłonie w pięści, nie był w stanie dłużej kamuflować swojej złości. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie podnoś głosu, pamiętaj, z kim rozmawiasz! – Mocny głos króla dudnił w murach twierdzy – I zapamiętaj, przeszłość nie ma znaczenia. Ważne jest to, co teraz i to co będzie. Matka została na balkonie, możesz jej potowarzyszyć. – Ehmar wyminął młodzieńca i ruszył przed siebie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Traktujesz mnie jak dziecko. – Irytacja młodego mężczyzny wydawała się wylewać z jego ciała i ściekać na podłogę. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Jesteś dzieckiem. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Musimy walczyć o naszą przyszłość! – Chłopak krzyknął z całą mocą, jaką tylko odnalazł w swoich płucach. – Naszą!&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie ma już dla nas przyszłości. Przeszłość nas dogniła. Zauważ jak trudno jest zaaranżować małżeństwo tak żeby para nie była ze sobą zbyt blisko spokrewniona i jednocześnie niebędące dramatycznym mezaliansem. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Mamy… – Jego twarz wykrzywiło obrzydzenie tak wielkie jakby ojciec zasugerował mu taplanie się w gównie – krzyżować się z nimi?&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Król zaśmiał się pobłażliwie, ale nie odwrócił nawet w stronę syna.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie Onaku, my umieramy, to nie sposób na urozmaicenie puli genetycznej. Chociaż… – Zaśmiał się po raz kolejny – oczywiście nikomu niczego nie mam zamiaru zabraniać. Masz zamknięte oczy chłopcze, zamknięte. – Mężczyzna nie miał już zamiaru dłużej słuchać bredzącego dziecka, kiedyś się nauczy, taką miał nadzieję. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Eillen, mogę ci o czymś powiedzieć? – Amriees przyjrzała się siostrze uważnie, próbując przebić się przez półmrok.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Jasne.&amp;nbsp; Nikomu nie powiem, przyrzekam. – Siostrzana obietnica obwiązywała zawsze.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Zastanawiałam się kiedyś czy dałby się je oswoić. – Ten szalony pomysł zrodził się w jej młodej główce całkiem niedawno, ale nikt nie próbował przecież.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Oswoić? Je, cathów? – Eillen była zaskoczona, trochę na siłę, z zasady, nic nie czuła poza tym przerażającym odrętwieniem i zimnem.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– No tak. Felnowie z nimi walczyli, my z nimi walczymy. Ciągle tylko walczymy, ciągle tylko nie zapuszczajcie się do lasu. Szczególnie uważajcie o świcie i o zmroku. – W jej głosie dało się słyszeć zniecierpliwienie, za dużo zakazów, kiedy będzie koniec zakazów. – Można by je łapać i tresować. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Chciałabyś zrobić z bestii jedzących ludzi zwierzęta domowe? My nawet nie trzymamy piesków jak ludzie poza Avagordem. – Pomysł trzymania w domu zwierząt wydawał jej się dziwny, absurdalny, nawet zwierzętom hodowlanym trzeba było zapewnić tyle wolności ile tylko się da.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ale czemu nie? Podobno różne zwierzęta da się oswoić. Jeśli można trzymać ptaki, te kolorowe… – uciekła jej z głowy nazwa tych barwnych stworzeń, nie mieli ich w Avagordzie. – Można je nauczyć mowić.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ale cathowie to nie zwierzęta, to dziwne potwory z innego świata. Amriees, skąd ci wpadł taki pomysł? – Jej siostra nigdy nie miała takich pomysłów, nie zastanawiała się jak naprawić świat. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Gdyby je wytresować to może już nikt więcej by nie zginął.&amp;nbsp; – Dziewczynka skuliła się przytulając do swojej starszej siostry – Mama by nie zginęła. – Ściszyła głos do szeptu tak cichego, że trudno było ją zrozumieć. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– W jednej chwili otwarto setki przejść, sprawdzono ludzi z każdego świata, do którego udał im się przedostać. Mieli różne kolory skory, mówili różnymi językami i wszyscy bez wyjątku byli dobrymi ludźmi, którzy chcieli coś zrobić. Uwierzyli. Na początku zamieszkali w Avaross. Zrobiło się tam jednak niezwykle ciasno, a do tego nie wszyscy felnowie byli zadowoleni z takiego sąsiedztwa. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie dziwię im się. Też bym się nie cieszyła gdyby kazali mi mieszkać z obcymi.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ja też nie, do tego król postanowił sprowadzić zwierzęta, gatunki najbliższe tym z Avagordu. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Zwierzęta dogadały się ze sobą lepiej niż ludzie i felnowie. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Dlatego rozproszono nas po wioskach, a mężczyźni zaczęli budować nowe miasto, miasto dla ludzi. Ale to nie wystarczyło synowi króla, nie mógł pogodzić się z tym, że istoty, którymi gardzi żyją w ich sąsiedztwie. Uknuł spisek, zebrał sojuszników i postanowił wystąpić przeciwko ojcu. Wyzwał go na pojedynek o władzę, przegrał i wtedy ukryty łucznik strzelił do króla. Rozpętała się wojna pomiędzy wiernymi władcy, a wspierającymi Onaka. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– I ta ich wojna zniszczyła ich miasto. Mama mówiła „rozłam felnów rozłamał Avaross”. Krew zabawiła Jezioro Lonue na czerwono, kryształy powoli stawały się czarne a potem zaczęły się rozsypywać, w proch.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Tak, a ci, którzy przeżyli przerazili się. Zamieszkali z ludźmi i pomogli przy budowie. Już zawsze pamiętali to, co się stało, jak ich dom został zniszczony i to ze sami się do tego przyczynili. Po kilku latach odeszli, nagle, jednego dnia, każdy feln, część z nich zostawiła swoje nowe rodziny. Może mają gdzieś nowy dom, w innym świecie, albo zostali w Avagordzie i ukryli się w cieniu godząc z tym, że sami zakończyli swoje istnienie. – Dziwiło ją to jak wiele słów matki była w stanie dosłownie powtórzyć, jakby odczytywała je z książki.&amp;nbsp; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Jak myślisz to się kiedyś skończy? – Ciągłe myślenie o przetrwaniu przerastało jedenastoletnią dziewczynkę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ta wojna? Mam taką nadzieję. Musimy wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Wynalazcy ciągle wymyślają coś nowego. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Zostaniesz ze mną? – Amriees bardzo nie chciała być sama, bała się, że kiedy tylko Eillen wyjdzie, to zniknie na zawsze, ja mama. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Tak. Musimy się trzymać razem nie? Chociaż czasem. – Przytuliła siostrę mocniej. Chociaż prawda do niej jeszcze nie dotarła i miała wrażenie, że wszystko, co się dzieje jest snem, to wiedziała, że nie jest i że jej siostrzyczka potrzebuje wsparcia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Znajdę sposób żeby je wytresować. Zobaczysz. – Nagle narodziła się w niej determinacja tak ogromna jak jeszcze nigdy. Teraz, właśnie w tej chwili.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– A ja wynajdę wehikuł czasu. – Rzuciła pewnie, kryjąc z całej siły nutę rozbawienia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Nie wierzysz we mnie. A przed chwilą powiedziałaś, że musimy się trzymać razem. – Spodziewała się takiego ciosu, dogryzanie sobie tkwiło głęboko w ich naturze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Tak powiedziałam i wierzę w ciebie przecież, nie wierzę w to, – zawahała się – coś. Zresztą, jesteśmy dziećmi, masz jedenaście lat, ja czternaście. Co my możemy? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ale kiedyś dorośniemy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Więc jak dorośniesz chcesz oswoić catha?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Tak.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Mam propozycję. Taki zakład, postanowienie. Ty w przyszłości oswoisz catha, a ja zajmę się wzrostem roślin.&amp;nbsp; – Te dwie rzeczy były prawie równie nieprawdopodobne, zadanie Amriess jednak nieco bardziej. Cóż, najtrudniejszej misji i tak postanowił podjąć się ich brat. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ty? Przecież ty jesteś najgorzej wyczuwającą energię osobą, nie wiem, na świecie! – Mała księżniczka uważała inaczej niż starsza. Była pewna, że uda jej się kiedyś wytresować bestię, ale Eillen w życiu nie nauczy się zajmować roślinami. Niemożliwe. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ty mała paskudo!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Ale to prawda. Nic nie czułaś nad jeziorem. Nic. Nawet kamień czuje więcej niż ty. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– A ty czułaś łaskotki. Wiem. Pamiętam. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;Klęczał obserwując zwłoki dryfujące po krwawym jeziorze. Przez moment pomyślał, że gdyby nie on, to ta masakra nie miałaby miejsca. Szybko jednak przepędził tę natrętną muchę z głowy. Wszystko było winą jego upartego ojca. Chciał zniszczyć ich przyszłość i zrobił to. Trzeba było odesłać ludzi, albo wcale ich nie sprowadzać. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Onaku. – Głos mężczyzny, który podszedł do księcia, drżał. – To już koniec. – Wyciągnął dłoń do klęczącego.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Urianie. Byłeś moim najlepszym przyjacielem. Wychowaliśmy się razem, jak bracia. – Chwycił rękę przyjaciela pewnie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Dalej nim jestem. Mimo wszystko. – Uścisnął ramię przyjaciela pokrzepiająco.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;– Stałeś się zdrajcą. – Szybkim ruchem wbił ostrze miecza w brzuch zaskoczonego mężczyzny. – Śmiałeś stanąć przy boku mego ojca! Odwrócić się ode mnie! – Z uśmiechem na ustach przekręcał ostrze i wsłuchiwał się w dźwięk masakrowanych organów. – Stałeś się głupcem podążającym za władcą, zamiast za dobrą, jedyną właściwą sprawą. – Wstał i wyciągnął ostrze z dawnego przyjaciela. Mięśnie Uriana odmówiły mu posłuszeństwa i runął do jeziora, dołączył do innych. – Zdradziliście swoich braci i siostry. Wszyscy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;</description><link>http://avagord.blogspot.com/2017/05/wstep-ii.html</link><author>noreply@blogger.com (Chupacabra)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://1.bp.blogspot.com/-VnjHqwMA7BY/WRycyyqZXcI/AAAAAAAAApc/IjSwm1o7O10iRk2MME60rDmgOm4EE6LawCLcB/s72-c/napi2.png" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5398671231666657456.post-7413456362627086918</guid><pubDate>Wed, 17 May 2017 18:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2017-05-31T15:43:28.169+02:00</atom:updated><title>Wstęp I</title><description>&lt;div class=&quot;avagordrozdzial1&quot; style=&quot;margin-top: 0cm;&quot;&gt;\&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;separator&quot; style=&quot;clear: both; text-align: right;&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://4.bp.blogspot.com/-_VXzykptur8/WRx6ojJTZEI/AAAAAAAAAog/Fhft-KhV_E4QkuncdBNmkVwlBDuvKY5cQCPcB/s1600/wst%25C4%2599p%2B1.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;margin-left: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://4.bp.blogspot.com/-_VXzykptur8/WRx6ojJTZEI/AAAAAAAAAog/Fhft-KhV_E4QkuncdBNmkVwlBDuvKY5cQCPcB/s1600/wst%25C4%2599p%2B1.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-vyGNv8JSajA/WRx6oixNQsI/AAAAAAAAAog/nbdpfVpweLY1XFOMHBEpD5KPP7f3oUDwACPcB/s1600/C.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-vyGNv8JSajA/WRx6oixNQsI/AAAAAAAAAog/nbdpfVpweLY1XFOMHBEpD5KPP7f3oUDwACPcB/s1600/C.png&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;zasy były trudne, niepewne i zdecydowanie niebezpieczne. Ale były takie przecież od lat. Za życia dziadów i pradziadów działo się dokładnie tak samo. A nawet gorzej. Ludzie są kreatywni, jeśli chodzi o wymyślanie sposobów na obronę swoich ziem. Po prostu trzeba dbać o to, aby dzieci nie zapuszczały się same do lasu. Ani nawet na jego skraje.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Była małą dziewczynką, ledwie dziesięcioletnią. Jej czarne, długie loki ściśnięte w idealnym warkoczu, właśnie targała drobna dłoń. Na ogół spokojna, spojrzała na młodszą siostrę, która powoli doprowadzała ją do szału. Bardzo powoli. Zmarszczyła brwi, a przez myśl przemknęło jej, że mogła zostawić krnąbrnego dzieciaka w domu.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Eillen! Eillen! – Szarpnęła mocniej starszą siostrę za włosy, wyraźnie miała po dziurki w nosie bycia ignorowaną. – Dlaczego mi nie odpowiadasz?&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Przecież mówiłam ci jeszcze przed wyjściem, że nie dokładnie wiem, kiedy wraca. Bo skąd mam wiedzieć? Więc teraz nic nie mówię. – Zachowała spokojny ton, mimo coraz większego rozdrażnienia. Tak uczyła ją mama, zawsze o tym pamiętała. Nie wolno okazywać złości. Złość przyćmiewa osąd, tak mówiła.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Ale Eillen… – Młodsza z sióstr miała za to gdzieś mamine nauki. Była przecież księżniczką, a księżniczce wszystko wolno. Nawet, jeśli w grę wchodzi zamach na włosy innej księżniczki.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Amriees – ucięła na moment. – Musimy jeszcze chwilkę zaczekać, na pewno zaraz wróci. Za dwie godziny ma lekcje w bibliotece, nigdy się nie spóźnia.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dziewczynka, której zmierzwione loczki żyły własnym życiem, wydęła rumiane policzki z niezadowolenia.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Nigdy tego nie zrozumiem. – Zadarła dumnie brodę w górę. – Zostanie królem, po co ma się uczyć? Służba będzie robić wszystko za niego.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Eillen prychnęła pod nosem. Jak miała wytłumaczyć swojej młodszej, głupiutkiej siostrze, że król nie może być słabszy i gorzej wyedukowany od swoich poddanych? Nic do niej nie docierało.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Nasz brat stara się, aby już teraz ludzie darzyli go szacunkiem. Tak jak… – Nie zdążyła skończyć, młodsza dziewczynka weszła jej w słowo.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Bla, bla, bla. On gada tak samo.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Bo to prawda! – Tupnęła nóżką odzianą w delikatne, brązowe buciki. Miała się nie denerwować, ale jeśli chodziło o podważanie słów jej brata... Musiała ich bronić z całych sił.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Będzie królem, i tak będą musieli go szanować! Bo tak! Bo inaczej każe ich wszystkich wtrącić do lochu! – wygłosiła dumnie Amriees.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Jesteś głupia – stwierdziła starsza z sióstr, gdy zabrakło jej sił i argumentów na dalszą dyskusję z młodszą. Chociaż uznanie swojego rozmówcy za głupszego jest doskonałym argumentem na podważenie jego zdania, prawda?&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Ty jesteś głupsza – odgryzła się siedmiolatka.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Znowu się kłócicie? – Rozbawiony głos, dochodzący z niewielkiej odległości, zwrócił uwagę dziewczynek. Ta mała, acz niezwykle ważna sprzeczka tak je pochłonęła, że nie zauważyły brata, na którego czekały. Eillen pojaśniała natychmiast, była wpatrzona w Ylayana jak w obrazek. Kiedy dorośnie, chciała być taka, jak on. Mądra, silna i powszechnie lubiana. Z Amriees sprawy miały się nieco inaczej. Uważała, że starszy brat traci czas, który mógłby przeznaczyć na zabawę. Na przykład z młodszymi siostrami. Dlatego też na widok przybysza skrzywiła swoją twarzyczkę.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przyszły król był w wieku, w którym tylko krok został mu do stania się domorosłym mężczyzną. Miał lekko pociągłą, szlachetną twarz i jasnoniebieskie oczy. Wykapany ojciec. W przeciwieństwie do czarnych włosów swoich młodszych sióstr, chłopak posiadał ciemnobrązowe, które obecnie były nieco zmierzwione.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kiedy ujrzał dziewczynki, stojące tuż przed bramą miasta, pożegnał się ze swoim nauczycielem strzelectwa i nie kazał im już dłużej czekać. Były jednak tak zajęte ubliżaniem sobie, że zdecydowanie mógł poczuć się zignorowany. Nie przeszkadzało mu to jednak. Zawsze bawiło go zaangażowanie w te drobne z pozoru sprzeczki. Oczywiście wiedział, że dla nich to była sprawa życia lub śmierci.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Nie kłócimy się – zaprzeczyła starsza z sióstr. – Po prostu ona nie ma racji. – powiedziała pewnie, nie zerkając na Amriees nawet na sekundę.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Dlaczego tak długo cię nie było, bracie? – spytała młodsza, wyglądało na to, że postanowiły się ignorować.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Długo? – spytał rozbawiony. – Wcale nie długo. Ale gdybym wiedział, że dwie księżniczki na mnie czekają, na pewno bym się pospieszył. – Poczochrał obie czarne czupryny i zaczął iść w stronę zamku.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dziewczynki wyjątkowo zgodnie zrobiły niezadowolone miny, kiedy brat postanowił zaingerować w ich fryzury.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Podążyły za chłopakiem prawie w ciszy. Tylko przez moment dało się słyszeć jakieś niezrozumiałe pomruki, których treść były w stanie zrozumieć tylko i wyłącznie one. Łatwo było jednak domyślić się, że usiłują nawtykać sobie nawzajem i przekonać, że słowo jednej jest ważniejsze i bardziej prawdziwe, niż drugiej.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Spacer najmłodszych członków rodziny królewskiej po głównych ulicach Nakaross przyciągał spojrzenia. Raczej dyskretne, towarzyszyły im ciche szepty. Nie wypadało się gapić, nie wypadało zaczepiać. A do tego, zjawisko to nie było aż tak egzotyczne, żeby każdy mieszkaniec musiał być jego świadkiem. Prędzej czy później znowu będzie można zauważyć wracającego z treningu księcia w towarzystwie nauczyciela i młodych strażników, lub swoich sióstr. Ba! Czasem nawet da się spotkać członków rodziny królewskiej na targu lub w parku, co jeszcze za czasów poprzedniego króla było nie do pomyślenia – ograniczał on kontakty z ludem do okazji oficjalnych. Obecnie coś takiego się zdarza, władcy przestali być dla mieszkańców prawie jak nieziemskie istoty, które nie kalają się poprzez stąpanie po ziemi.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Najpierw otwarły się metalowe wrota, mechanizm działał bezdźwięcznie. Ich skrzydła były zdobione pięknymi florystycznymi wzorami. Metalowymi pnączami, których pączki miały niedługo rozwinąć się w piękne kwiaty i świeże listki, niby żywe. Metal, z którego wykonane były te bajeczne skrzydła drzwi, był wyjątkowy, jeśli chodzi o jego wygląd. Jasny, czysty kolor, pomiędzy srebrem, a błękitem. Idealnie gładki, jakby kryształowy. Miało się wrażenie, że jeśli będzie wpatrywać się odpowiednio długo, zobaczy się to, co znajduje się za nim. To wizualne wrażenie przezroczystości, pokrycia warstwą szkła lub cienką taflą idealnie czystej wody, było unikatowe. Jedyny taki na tym świecie i nie tylko, choć prawda jest taka, że występował dość powszechnie. Pewien problem pojawiał się przy jego obróbce. Wielu ludzi zajmuje się sposobem na usprawnienie tej czynności. Z tego powodu właśnie, wrota stały się dziełem nauki i sztuki, powstałym w trudach i bólach.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Za pięknymi wrotami znajdowały się kolejne, otwarte już od wewnątrz przez milczących strażników, których głowy zasłaniały kaptury. Te drzwi były już mniej ozdobne, z ciemnego, prawie czarnego drewna, z wzorem tworzącym ramę, nawiązującym do metalowych wrót.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Dom. Tak myślała o tym wzbudzającym respekt miejscu trójka rodzeństwa. Yalayan zmierzał prosto do jadalni, w której posiłki spożywała jego rodzina. Założył, że prawdopodobnie czeka tam ich matka, w końcu to nie był pierwszy raz. Do obiadu była jeszcze chwila, a dwie małe księżniczki musiały doprowadzić się do porządku. Nikt poza tą kobietą nie miał wystarczającej mocy przekonywania, aby nad nimi sprawnie zapanować. O ile Eillen sprawiała niewiele kłopotu, była rozsądną, nadzwyczaj dojrzałą dziewczynką, o tyle Amriees miała wyjątkowo silny charakter i była przekonana o swoich racjach. To jej słowo było najważniejsze, a na ogół było zupełnie inne niż to, które wypowiadał ktoś inny.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W jasnym pomieszczeniu o dość minimalistycznym wystroju, w którym poza stołem otoczonym wygodnymi krzesłami i pokaźnych rozmiarów kredensem znajdowało się sporo roślin, siedziała kobieta. Białe zasłony nie przysłaniały okien, były maksymalnie rozsunięte i ocieplały wnętrze, przykrywając dość surowe kamienne ściany. Kobieta, której brązowe włosy spływały grubymi falami po ramionach, miała na sobie długą, dość prostą i oszczędnie zdobioną suknię w jasnoniebieskim odcieniu. Tkanina już na pierwszy rzut oka wydawała się droga. Dłuższe przypatrywanie się mogło tylko utwierdzić w tym przekonaniu. Taki materiał nie potrzebował wielu dodatków. Właścicielka sukni prezentowała się bardzo elegancko i z niezwykłą klasą. Jej spokojne oczy wpatrywały się z zamyśleniem w okno.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Czekała.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ciche pukanie do drzwi zakłóciło idealny spokój.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wejść – odezwała się spokojnym, acz donośnym głosem.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Próg przekroczyła skromnie, ale schludnie ubrana kobieta.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wasza królewska mość, za pozwoleniem. – Siedząca skinęła głową. – Chciałabym przekazać, że książęta wróciły do zamku i zmierzają do jadalni.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Dziękuję za informację. Możesz zająć się już czymś innym, poradzę sobie sama.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Jak sobie pani życzy. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Emora nie mogłaby nazwać się królową, gdyby nie potrafiła zapanować nad własnymi dziećmi. Nikt nie darzyłby jej wtedy szczerym szacunkiem. Dzieci wchodzące na głowę lub odsyłane na wychowanie innym nie są niczym, czym można by się chwalić, a władca, jako osoba publiczna, nie powinien być zmuszony do okłamywania poddanych z powodu niegrzecznych książątek, prawda? Pewnie niewiele członków arystokratycznych rodów przyznałoby jej rację, ale ona została wychowana przez matkę i ojca, dla niej byli największymi autorytetami. Jej mąż także był nieco zmieszany, kiedy po narodzinach syna odesłała wszystkie mamki, nianie i opiekunki, które miały zajmować się królewskimi dziećmi, do kuzynów dalszych i bliższych, a także zupełnie innych pożyteczniejszych, według niej, zajęć.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Po chwili do pomieszczenia weszły wcześniej wspomniane książątka. Na przedzie dwie dziewczynki. Młodsza, z twarzyczką o lekko podłużnym kształcie, uderzająco podobnym do brata i ojca, była wyjątkowo naburmuszona i zła. Druga buzia, o sercowym kształcie i wysokich kościach policzkowych, była bardziej ponura i zrezygnowana. Za siostrami stał ich starszy brat, którego rozbawienie zaistniałą sytuacją skutecznie ukrywało zmęczenie po treningu. Pewnie chętnie wytargałby ich fryzurki, żeby jeszcze troszkę im dokuczyć.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kobieta zmierzyła całą trójkę krytycznym wzrokiem. Już wiedziała wszystko.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Znowu się pokłóciłyście. O co tym razem? – Jej głos był łagodny, nieco znudzony.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– To nie ja! To ona! – wykrzyknęła Amriees tupiąc nóżką.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Nieprawda – zaprzeczyła stanowczo Eillen. Nie podniosła głosu w przeciwieństwie do siostry, przy matce nigdy by się nie odważyła.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kobieta westchnęła cicho, kiwając głową z dezaprobatą.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Ylayanie? Udało ci się coś z tego zrozumieć? – spytała syna, cały czas obserwując panienki. Wyduszenie z nich czegoś graniczyło z cudem.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Niestety, matko, kiedy wracałem, spotkałem je pod główną bramą, już się kłóciły. I to jak! – Położył dłonie na swoich bokach, cały czas się uśmiechał.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Emora oparła brodę o swoją pięść.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Dobrze. Jeśli nie chcecie zdradzić, o co wam poszło… Bo nie chcecie? – Popatrzyła na swoje córki przez chwilę, dając im szansę. Nie wyglądały na chętne, aby skorzystać. – To macie się przeprosić, inaczej nici z poobiedniej wycieczki nad jezioro.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Ale mamo! – podniosła, nieśmiały tym razem, bunt młodsza córka. – Nie przyznam jej racji. – Pokręciła energicznie głową podkreślając swoje słowa, a jej włosy ułożyły się niczym lwia grzywa czesana na wietrze.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Starsza z dziewczynek postanowiła jednak wyjść z inicjatywą. Po pierwsze była starsza, więc mądrzejsza, to przecież oczywiste, jasne jak słońce i jezioro Neemue podczas pełni księżyca. Głupszym się ustępuje. A poza tym, nie chciała narażać wycieczki. Nie mogła uwierzyć, że to już dziś. Tak nagle. Poczuła w prawdzie, że to trochę niesprawiedliwe. Liczyła, że odwiedzi to ważne miejsce bez Amriees. Ze swoimi rówieśnikami. To było niesprawiedliwe!&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Przepraszam. Nie powinnam cię tak nazywać. – A po chwili dodała jeszcze: – Każda z nas może mieć swoje zdanie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Mały rozczochraniec zmierzył Eillen groźnym wzrokiem. Nie mogła przeżyć tego, że jej siostra tak grzecznie ustępowała matce. Nie miała zamiaru nikogo przepraszać, bo uważała, że ma rację. Trzeba było bronić swojego zdania. Wiedziała też, że stojąca obok dziewczynka jest tak samo pewna własnych słów. Te przeprosiny to składanie broni, do tego nieszczere i na pokaz.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Lizuska – burknęła.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Amriees. Siostra wyciąga do ciebie rękę. – Głos królowej stał się bardziej stanowczy. – Ale dobrze. Wycieczka uratowana. Będzie po obiedzie. A teraz wracajcie do swoich pokojów, przebierzcie się szybko. Ylayan musi jeszcze zdążyć na lekcję.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Idziemy, bąbelki. – Brat położył dłonie na czubkach ich głów. Nie mógł się doczekać. Nie trzeba przypominać, że bardzo tego nie lubią. Jeszcze to przezwisko. Ugh.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;W końcu to księżniczki.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Ihayas i Emora zasiadali przy stole obok siebie. Ich krzesła różniły się od reszty naprawdę niewiele. Oparcie było nieco wyższe – kończyło się prawie równo z czubkiem głowy króla i tylko nieco powyżej głowy królowej. Po prawej stronie stołu, obok króla, siedziały jego dzieci, w kolejności od najstarszego do najmłodszego. Dalej młodszy brat króla z ciężarną żoną i jego niezamężna siostra. Naprzeciw królewskiej pary siedziała siwiuteńka kobieta. Była prosta niczym struna, niejedna młódka zazdrościłaby jej postawy, a kobiety w średnim wieku siły i kondycji. Jednak wzrok królowej matki zdradzał, ile miała doświadczenia, wiedzy i ile przeżyła. Być może zbyt wiele.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Atmosfera podczas obiadu była bardzo przyjemna. Podczas oczekiwania na deser, król rozmawiał ze swoim synem na temat tych nowych strzał szanownego Iniuriusa, nieco zbyt oderwanego od rzeczywistości konstruktora i wynalazcy, uważającego się za najwspanialszego naukowca i potomka Felnów w prostej linii. Kto by tam traktował wymysły jego chorej głowy poważnie? Niektórzy podejrzewali, że mimo w końcu nie takiego zaawansowanego wieku, jego umysł posiada już jakąś dziwną, starczą chorobę. Królowa wdała się w dyskusję z kobietami o wizjach tej nowej widzącej, Niry. Odkąd wybiegła z biblioteki, krzycząc o potokach krwi spływających ulicami dawnego Avaross i podpływającymi aż ku bram Nakaross, zrobiło się wokół niej głośno. Niektórzy uważali, że wymyśliła sobie to wszystko, żeby trzy głowy zgromadzenia przyjęły ją do grona siedmiu głównych widzących, degradując inną członkinię lub, może, żeby została wysłana do Posyross, jako główna widząca, w końcu tam instytucja zgromadzenia nie ma jeszcze ostatecznego kształtu. W każdym dużym mieście są przynajmniej trzy, tamtejszy Shyete musi mieć ich wsparcie, wszyscy to wiedzą. Babcia z kolei usilnie próbowała porozmawiać ze swoimi wnuczkami. Wyglądało to jednak dość zabawnie, gdyż siostry usilnie próbowały się ignorować, jednocześnie nie wchodząc sobie w zdanie, bo nie wypada, a Ygrit ignorowała fakt, że one ignorują siebie. Zjawisko niezwykłe. Wszyscy się ignorują, jednocześnie prowadząc rozmowę.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: center;&quot;&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Poruszenie, napięcie i strach. Na zamkowych korytarzach co chwilę przebiegali jacyś posłańcy. Każdy z nich dostał niezwykle ważne zadanie i wiedział, że musi wykonać je jak najszybciej się da. Wszystko musiało działać idealnie, jak maszyneria Posyross. Z jednej z komnat dało się słyszeć przejmujący lament i szept, próbę pocieszenia. Drzwi były otwarte, ale nikt nie wchodził, nikt by nie śmiał w takiej chwili. Nieliczni zwalniali, przechodząc obok nich, aby nie przeszkadzać tupaniem.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Wszystko zaczęło się dosłownie chwilę temu. Kiedy rodzina królewska w spokoju kończyła swój deser, nie przejmując się niczym, do pomieszczenia wpadł jeden ze strażników, podtrzymując słabego i rannego mężczyznę.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wasze królewskie mości, posłaniec cudem dotarł do bram miasta! – wykrzyknął z wyraźnym drżeniem w głosie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Selemora zaatakowana, zniszczona. Oni idą na rzekę. Zrównają z ziemią resztę wiosek, za dużo, nigdy tylu nie widzieliśmy. Merion już odpiera ataki, stamtąd przybyłem. – Każde słowo wypowiadał z ogromnym trudem, czasem chrząkał, stróżka krwi popłynęła z kącika jego ust.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Król zerwał się z krzesła, uderzając w stół, królowa natomiast nagle zbladła. Szok malował się na twarzach obecnych. Tylko dziewczynki nie do końca zdawały sobie sprawę z tego, co się właśnie stało.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Odprowadźcie go do medyków – zaczął stanowczo król – wyślijcie oddziały do wszystkich wiosek przyrzecznych. W pierwszej kolejności posiłki do Merionu. Trzeba przeprowadzić ewakuację. Ocalałych z Merionu przetransportować do Lunos, i to będzie pierwsza grupa ewakuowanych. Wszyscy mają trafić najpierw do Lugross, a tych, którzy nie będą potrzebować pomocy medycznej, trzeba od razu przetransportować do Posyross. – Mężczyzna był wyraźnie zdenerwowany, ale w tej chwili doskonale radził sobie z zachowaniem zimnej krwi, jakby do tego się urodził. Jego ton był twardy i stanowczy. Rozkazy musiały zostać wykonane, inaczej nikt nie ocaleje. – Mniej ludzi trzeba wysłać do Demero, Belenii i Hesto, ale ich droga będzie taka sama. Zapamiętałeś? – zwrócił się do strażnika, pytanie było tylko dla zasady. Jakakolwiek opieszałość w tej chwili skończy się tragicznie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Oczywiście, wasza królewska mość!&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wiesz, gdzie masz iść. I przyślijcie mi tu, do cholery, kilku posłańców! – Ihayas był w stanie prawie zobaczyć, co działo się w wioskach. A wyobraźnia podpowiadała mu, co jeszcze nastąpi. Zdawał sobie jednak sprawę, że musi chrzanić wyobraźnię. To nie był dobry moment na tracenie głowy.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Tak jest! – Strażnik wyszedł czym prędzej, prowadząc rannego.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Kochanie. – Emora położyła dłoń na dłoni męża, ale wcale nie miała zamiaru go uspokajać. – Trzeba powiadomić żonę kapitana Simora. Przebywał w Selemorze.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Tak, oczywiście. Twoja kuzynka musi o tym wiedzieć. Dwa tygodnie temu wzięli ślub. – Mężczyzna opadł ciężko na krzesło.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Idę. – Kobieta od razu ruszyła z&amp;nbsp; miejsca.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Ojcze? Czy coś takiego miało już miejsce? – Ylayan czuł się zagubiony, pojedyncze ataki zdarzały się ciągle, ale nigdy nie zaatakowano miast i wiosek. Cathowie nigdy nie podchodzili do większych zbiorowisk ludzkich.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Od lat nie. – Król przez chwilę patrzył w oczy swojego syna, nawet nie mrugnął, a jego spojrzenie było puste, jakby w rzeczywistości znajdował się zupełnie gdzieś indziej. – Mamy wojnę.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kilka oddziałów wojsk przekroczyło bramy Nakaross. Część z nich była uzbrojona w prototypowe egzemplarze broni. Póki co, były one najskuteczniejsze przeciwko bestiom, z którym przyjdzie się im zmierzyć. Wózki terenowe ruszyły głównymi traktami. Pokrzykiwania dowódców ucichły, gdy tylko pojazdy zniknęły z pola widzenia ewentualnego obserwatora przy bramie. Istniała szansa, że zostaliby usłyszani, a tego lepiej było uniknąć. Ludzie potrzebują jak najszybszej pomocy. Im mniej walk po drodze, tym lepiej.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Kilka godzin później wszystko było już zorganizowane, dopięte na ostatni guzik. Wojsko przeprowadzało ewakuację, a plan wzmocnienia obrony był w trakcie wdrażania. Ihayas, wraz z wiekowym mężczyzną w stroju żołnierza, zbyt starym by walczyć, ale wystarczająco doświadczonym, by udzielić niezwykle cennej rady, stali nad stołem pokrytym mapami i planami, umieszczonym w sali tronowej. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Rozległo się głośne pukanie.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wejść!&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;Przez drzwi przeszedł młody mężczyzna. Posłaniec.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wasza królewska mość. – Skłonił lekko głowę. – Grupa z Dano znajduje się już w drodze do Porysoss, nikt nie jest ranny. Grupy z Demero, Belenii i Hesto właśnie minęły Nakaross i zmierzają do Lugross. Podobno do Merionu dotarło kilkoro ocalałym z Selemory…&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– I wszyscy trafili do Lunos – wtrącił się król. – Rozumiem, że są już w Posyross, to miał być pierwszy transport. – Nie odrywał wzroku od map.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Nie, wasza wysokość. Ewakuacja Lunos przebiegła bez zarzutów, na pewno przekroczyli rzekę. Ale zniknęli.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Co!? – Coś dziwnego wymalowało się na twarzy króla. To nie był strach ani złość, a jakaś dziwna mieszanka, między innymi tych emocji. Zimny dreszcz przebiegł po plecach młodego posłańca. Przeraził się.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Wasza królewska mość! – Chłopak spuścił wzrok, nie mogąc znieść spojrzenia władcy. – Kiedy ocalali z Dano dotarli na miejsce, szanowny Shyete z Lugross wysłał ekipę poszukiwawczą, która miała wyjść im naprzeciw. Ale nikogo nie znaleźli.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Nikogo żywego? Ciała? – Mimo że mówił cicho, jego głos dudnił w głowie posłańca.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Żadnych, panie! Żadnych śladów.&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Jakim cudem mieliby się zgubić? Po prostu zniknęli?&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;Avagordgwny&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;– Zniknęli.&lt;/div&gt;&lt;a href=&quot;https://1.bp.blogspot.com/-vyGNv8JSajA/WRx6oixNQsI/AAAAAAAAAog/nbdpfVpweLY1XFOMHBEpD5KPP7f3oUDwACPcB/s1600/C.png&quot; imageanchor=&quot;1&quot; style=&quot;clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;&quot;&gt;                                                                                                                                                                         &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot; style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*******&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;font-size: large;&quot;&gt;Edycja: &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;Tekst został podmieniony na wersję po korekcie. &lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Chciałabym serdecznie podziękować nieocenionej Lei z bloga &lt;a href=&quot;http://twoj-redaktor.blogspot.com/&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;http://twoj-redaktor.blogspot.com/ &lt;/a&gt;za to, że zechciała ze mną współpracować. Znalazła chęci i czas na to, aby pomóc mi z doprowadzeniem tekstu do porządku i udzielenie cennych wskazówek. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Jestem Ci niezmiernie wdzięczna!&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;div style=&quot;text-align: justify;&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://avagord.blogspot.com/2017/05/wstep-i_17.html</link><author>noreply@blogger.com (Chupacabra)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://4.bp.blogspot.com/-_VXzykptur8/WRx6ojJTZEI/AAAAAAAAAog/Fhft-KhV_E4QkuncdBNmkVwlBDuvKY5cQCPcB/s72-c/wst%25C4%2599p%2B1.png" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total></item></channel></rss>