<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/" xmlns:blogger="http://schemas.google.com/blogger/2008" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-18706780</atom:id><lastBuildDate>Thu, 24 Oct 2024 11:09:59 +0000</lastBuildDate><category>Londyn</category><category>Wielkanoc</category><category>imigracja</category><category>obyczaje</category><category>Kent</category><category>ciekawostki</category><category>historia</category><category>nanny state</category><category>podróże</category><category>sztuka</category><category>życie codzienne</category><category>Brazylia</category><category>British Airways</category><category>Chiński Nowy Rok</category><category>Gargulce</category><category>Heathrow</category><category>Hiszpania</category><category>Sheela</category><category>Walentynki</category><category>do poczytania</category><category>gołębie</category><category>maraton</category><category>polityka</category><category>przewodnik</category><category>pub</category><category>rasizm</category><category>recykling</category><category>religia</category><category>wystawy</category><title>vierablu</title><description></description><link>http://vierablu.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (vierablu)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>75</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-7763655964160394820</guid><pubDate>Sun, 09 May 2010 21:35:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-05-09T22:36:57.373+01:00</atom:updated><title>Krzeslo</title><description>&lt;a href=&quot;http://picasaweb.google.com/Beata.Ciepal/Krzeslo?feat=blogger&quot; style=&quot;clear:right;float:right;margin-bottom:1em;margin-left:1em&quot;&gt;Chciałam sobie to krzesło kupić, ale już sprzedane, niestety....&lt;img border=&quot;0&quot; src=&quot;http://lh6.ggpht.com/_VqeWU9Hi-AQ/S-cpsquNzjE/AAAAAAAAcig/FC6wLfIgMig/s160-c/Krzeslo.jpg&quot; /&gt;&lt;/a&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2010/05/krzeslo.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://lh6.ggpht.com/_VqeWU9Hi-AQ/S-cpsquNzjE/AAAAAAAAcig/FC6wLfIgMig/s72-c/Krzeslo.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-4475647228251447335</guid><pubDate>Sat, 01 May 2010 19:46:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-05-01T21:43:25.875+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Hiszpania</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">podróże</category><title>Hiszpania</title><description>&lt;span class=&quot;Apple-tab-span&quot; style=&quot;white-space:pre&quot;&gt; &lt;/span&gt;W Hiszpanii, w okolicach Costa Blanca, byłam kilkakrotnie, 6-7 lat temu. I dziwiło mnie, dlaczego Brytyjczycy tak masowo kupują tam mieszkania w dziesiątkach bloków postawionych prawie na plaży lub też domki ledwo trzymające się stromych skał. Plaża plażą, słońce słońcem, ale żeby zaraz kupować tam nieruchomość? W tym skwarze i suchocie? Bez śladu cienia, bo ileż cienia daje palma? &lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class=&quot;Apple-tab-span&quot; style=&quot;white-space:pre&quot;&gt; &lt;/span&gt;Tym razem było inaczej, tylko wysiadłam z samolotu i już wiedziałam, że to palące słońce i rdzawe skały ledwie porośnięte roślinnością to właśnie to. Co się zmieniło? Ano to, że tym razem moim punktem wylotowym nie była Warszawa a Londyn. Teraz, po pięciu latach mieszkania na Wyspie rozumiem tęsknotę Brytyjczyków za południem. Uczucie, jakiego doznałam po wyjściu z samolotu było niczym wyjście z ciemnej, ciasnej i wilgotnej piwnicy. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class=&quot;Apple-tab-span&quot; style=&quot;white-space:pre&quot;&gt; &lt;/span&gt;W Londynie mijam codziennie dziesiątki omszałych murów, domy ukryte za zasłoną gęstej zieleni, chodzę ulicami i chodnikami tak wąskimi, że już węższe być nie mogą, odwiedzam ciasne, klaustrofobiczne, wiktoriańskie domy. To wszystko jest bardzo urocze, niemniej jednak tworzy gęstą, mroczną atmosferę, tak sprzyjającą kwitnącej tu literaturze kryminalnej. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Południowa Hiszpania to całkowite przeciwieństwo tej ciasnej i wilgotnej angielskiej atmosfery. Tam jest przestrzeń i słońce. Ogromny kontrast. Nie dziwię się już zakochaniu Brytyjczyków w południu. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class=&quot;Apple-tab-span&quot; style=&quot;white-space:pre&quot;&gt; &lt;/span&gt;Szkoda tylko, że zakochanie to przyczyniło się do napompowania bańki na rynku nieruchomości, która pękła dwa lata temu. Teraz w rejonie Costa Blanca, a pewnie i gdzie indziej, stoją dziesiątki opuszczonych placów budowy a bezrobocie sięga 20%. Skądś znamy tę liczbę, prawda? Ja ją bardzo dobrze pamiętam, bo to jej zawdzięczam zmianę kraju zamieszkania. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2010/05/hiszpania.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-7325542755895448991</guid><pubDate>Sun, 25 Apr 2010 21:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-04-25T22:30:52.151+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">podróże</category><title>Herbata</title><description>Odpoczywam po pysznym posiłku w marokańskim barze (ale nie w Maroku). Posiłku jedzonym zgodnie z lokalnym zwyczajem ze wspólnej miski i prawie palcami. Pozostali klienci baru jedzą po prostu palcami, bez &quot;prawie&quot;. Nam podano sztućce, więc palcami jadłam tylko chleb namoczony w przepysznym sosie. Odpoczywam więc i zamawiam herbatę. Podano mi pół szklanki świeżych liści mity, zalanych wrzątkiem i bardzo sowicie posłodzonych. Pyszne, ale niezupełnie taki napój miałam na myśli zamawiając herbatę.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W myśli przebiegam różne napoje, podane mi, gdy zamówiłam herbatę:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;czarna herbata z masłem, mlekiem i solą,&lt;/li&gt;&lt;li&gt;czarna herbata z cytryną,&lt;/li&gt;&lt;li&gt;napar ziołowy lub owocowy,&lt;/li&gt;&lt;li&gt;herbata zielona,&lt;/li&gt;&lt;li&gt;wspomniany wyżej ulepek miętowy,&lt;/li&gt;&lt;li&gt;czarna herbata z mlekiem i cukrem,&lt;/li&gt;&lt;li&gt;dzbanek czarnej herbaty,&lt;/li&gt;&lt;li&gt;napar z imbiru.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div&gt;Nie ukrywam, że pierwsza wymieniona na liście zaskoczyła mnie najbardziej.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2010/04/herbata.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-4376847688163219044</guid><pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-02T23:06:19.640+00:00</atom:updated><title>Dziura, czyli upadek mitu</title><description>Drogi. Temat bolesny dla mieszkańców Polski, zwłaszcza tych zmotoryzowanych. Nic dziwnego więc, że tutejsze asfaltowe powierzchnie budziły mój zachwyt i zazdrość. Po cichu podejrzewałam Brytyjczyków o posiadanie jakiejś tajemniczej receptury, cudownego składnika dodawanego do asfaltu powodującego, że nawet nawierzchnia położona wiele lat temu jest gładka i pozbawiona dziur.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dzisiaj, korzystając z przepięknej, słonecznej i ciepłej pogody (nareszcie!) udałam się na dłuższy spacer. Jak zwykle, gotowa podziwiać gładkie, czarne nawierzchnie. Nic z tego - asfalt przypomina dżinsy mojej córki. No, może niezupełnie - mniej więcej jedna trzecia dziur w drogach jest już załatana.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ładne, brytyjskie drogi to nie wynik zastosowania tajemniczej receptury, a łagodny klimat. Mroźniejsza niż zwykle zima ujawniła całą prawdę. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Brytyjskie dziury w drogach mają nawet swoją stronę internetową: &lt;a href=&quot;http://www.potholes.co.uk/&quot;&gt;Potholes&lt;/a&gt; , na której to stronie jest wyszukiwarka dziur w drodze. Można tam znaleźć dziury nienaprawione, nienaprawione z historią (nienaprawiania?), naprawione i naprawione z historią. Na mojej ulicy nie ma żadnej, a przecież widzę z okna, że są dwie. Naprawione, bez historii. &lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2010/03/dziura-czyli-upadek-mitu.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-1722023130095653718</guid><pubDate>Mon, 01 Mar 2010 17:32:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-03-01T17:53:04.241+00:00</atom:updated><title>Biblioteka</title><description>&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6RHmwrdJncpf3Zj7c2p7oj7GcFBHxr9RxOFhIIEk3ILUZeXsrkd5t1vlY2A_XG9pYdxnC8oZ7-j4R89x2wtwJHIns5Dk42ItlKL-ace3-gjta1QilOaf3M3vOTEl0hcmEi5E4WQ/s1600-h/Westcombe_News.JPG&quot;&gt;&lt;img style=&quot;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 92px;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6RHmwrdJncpf3Zj7c2p7oj7GcFBHxr9RxOFhIIEk3ILUZeXsrkd5t1vlY2A_XG9pYdxnC8oZ7-j4R89x2wtwJHIns5Dk42ItlKL-ace3-gjta1QilOaf3M3vOTEl0hcmEi5E4WQ/s400/Westcombe_News.JPG&quot; border=&quot;0&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5443724753418409234&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6RHmwrdJncpf3Zj7c2p7oj7GcFBHxr9RxOFhIIEk3ILUZeXsrkd5t1vlY2A_XG9pYdxnC8oZ7-j4R89x2wtwJHIns5Dk42ItlKL-ace3-gjta1QilOaf3M3vOTEl0hcmEi5E4WQ/s1600-h/Westcombe_News.JPG&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Lokalna biblioteka jest w remoncie. Wydawałoby się, że to niewielki problem - do najbliższej czynnej biblioteki jest zaledwie 15 minut spacerem. Lub trzy przystanki autobusem. A jednak...&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dzisiejsze wydanie miesięcznika &lt;i&gt;Westcombe News&lt;/i&gt;, najlepszego darmowego, lokalnego pisma z jakim się kiedykolwiek spotkałam, donosi:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div&gt;Kupcy z Old Dover Road martwią się, gdyż tymczasowe zamknięcie biblioteki publicznej doprowadziło do poważnego spadku obrotów.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ludzie chodzą teraz do innej biblioteki - i robią swoje zakupy gdzie indziej. W rezultacie niektórzy właściciele lokalnych sklepów martwią się, że nie dotrwają do kwietnia, kiedy to biblioteka zostanie otwarta po remoncie.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Z jednej strony to znakomicie, że biblioteka ma aż takie znaczenie dla lokalnej społeczności. Kto by przypuszczał! Z drugiej strony trzeba tych kupców przy Old Dover Road jakoś utrzymać przy życiu, zrobiłam więc zakupy na miejscu, zamiast w pobliskim supermarkecie. Niestety za sok z buraków zapłaciłam 3,79 zamiast 2,49... Byle do kwietnia.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2010/03/biblioteka.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg6RHmwrdJncpf3Zj7c2p7oj7GcFBHxr9RxOFhIIEk3ILUZeXsrkd5t1vlY2A_XG9pYdxnC8oZ7-j4R89x2wtwJHIns5Dk42ItlKL-ace3-gjta1QilOaf3M3vOTEl0hcmEi5E4WQ/s72-c/Westcombe_News.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-4035206278545950602</guid><pubDate>Fri, 04 Dec 2009 23:15:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-04T23:15:54.343+00:00</atom:updated><title>Sala operacyjna 2</title><description>To jest suplement do notki &lt;a href=&quot;http://vierablu.blogspot.com/2009/06/to-jest-sala-operacyjna-oddziau.html&quot;&gt;Sala operacyjna&lt;/a&gt;, z czerwca tego roku. W czerwcu zrobiłam zdjęcie sali, dziś zdjęcie wejścia głównego. Ładna czaszka, prawda? A i kratka wentylacyjna wydaje się być we właściwym miejscu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzuuPKbK88TDXbBV9HEssW0Bxf8rsB2owfPlVBkn22tTPw643k8gjGsBRumjz1dUJwzji6flospGSuCjwVU2oEJDnXDQd5znLDwzZw0QZR0-Eyxbx-1MoW1UM5_dkUP-yIZ930GA/s1600-h/IMG_0257.JPG&quot;&gt;&lt;img border=&quot;0&quot; alt=&quot;&quot; src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzuuPKbK88TDXbBV9HEssW0Bxf8rsB2owfPlVBkn22tTPw643k8gjGsBRumjz1dUJwzji6flospGSuCjwVU2oEJDnXDQd5znLDwzZw0QZR0-Eyxbx-1MoW1UM5_dkUP-yIZ930GA/s400/IMG_0257.JPG&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style=&#39;clear:both; text-align:NONE&#39;&gt;&lt;a href=&#39;http://picasa.google.com/blogger/&#39; target=&#39;ext&#39;&gt;&lt;img src=&#39;http://photos1.blogger.com/pbp.gif&#39; alt=&#39;Posted by Picasa&#39; style=&#39;border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;&#39; align=&#39;middle&#39; border=&#39;0&#39; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/12/sala-operacyjna-2.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzuuPKbK88TDXbBV9HEssW0Bxf8rsB2owfPlVBkn22tTPw643k8gjGsBRumjz1dUJwzji6flospGSuCjwVU2oEJDnXDQd5znLDwzZw0QZR0-Eyxbx-1MoW1UM5_dkUP-yIZ930GA/s72-c/IMG_0257.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-4356177901915349637</guid><pubDate>Wed, 02 Dec 2009 23:22:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-03T00:32:25.463+00:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">ciekawostki</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">historia</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">Londyn</category><title>Pod mostem</title><description>Każdemu, kto spędził w Londynie choćby chwilę znany jest zapewne London Bridge - gigantyczny węzeł kolejowy (również stacja metra). Tym, którzy miejsca nie znają wyjaśniam, że ten węzeł kolejowy znajduje się na wysokości mniej więcej trzeciego- czwartego piętra, licząc od poziomu chodnika. Liczne linie kolejowe krzyżujące się na dworcu tworzą coś w rodzaju dachu, pod którym toczy się bujne życie.&lt;div&gt;Niełatwo na to bujne życie trafić. Pamiętam, jak kiedyś wysiadłam na stacji metra London Bridge w celu przejścia się po okolicy, w której jeszcze nie byłam. Niestety, instynkt mnie zawiódł, skręciłam nie tam gdzie trzeba, powłóczyłam się po nietrakcyjnych ulicach i wróciłam do domu. Całe szczęście znalazłam się tamtej okolicy ponownie, na badaniach w pobliskim szpitalu (Guy&#39;s). Miałam trochę czasu pomiędzy pierwszą a drugą częścią badania i wybrałam się na spacer. Tym razem skręciłam tam gdzie trzeba i znalazłam się w miejscu bajecznym - na Borough&#39;s Market, wspaniałym targu, na którym można kupić wszystkie smakołyki z różnych zakątków Europy i nie tylko. Od tamtej pory już tylko tam kupuję oliwę i ocet balsamiczny. To tam pójdę kiedyś na ostrygi. Targ pod mostem. Trochę wygląda &#39;podmostowo&#39; - bary i puby wcale nie wyglądają na odnawiane, główna hala targowa nieco rdzewieje (od paru tygodni jest w remoncie), nad głową huczą pociągi. Ale co za klimat!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przy okazji innej wizyty w tymże samym szpitalu odwiedziłam okoliczne &lt;a href=&quot;http://vierablu.blogspot.com/2009/06/to-jest-sala-operacyjna-oddziau.html&quot;&gt;muzeum-salę operacyjną&lt;/a&gt;. Warto tam zajrzeć, trochę jest tam jak u czarownicy - oprócz wspomnianej sali operacyjnej jest jeszcze sala z ziołami i różnymi tajemniczymi instrumentami, a wszystko na strychu kościoła, na który prowadzą strome schody i dość nietypowo umieszczone drzwi. Nic dziwnego, że długo tam nikt nie zaglądał.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kolejna szpitalna wizyta i kolejne odkrycie. Ponad rok temu pisałam o &lt;a href=&quot;http://vierablu.blogspot.com/2008/09/gski-biskupa-winchester.html&quot;&gt;Gąskach biskupa Winchester&lt;/a&gt;. Tym razem trafiłam na szczątki siedziby rzeczonego biskupa:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;img src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEipvZ6FGrBCknDrFxSQpuAMg31Ii3fS7un9hgzhkp_W0ukfXq9kDJd6BaSz1f04Zs8FI2dKZbqbib9yIka0y8nDzrrdyPB-8K_h7COIR8FKShyphenhyphen_kVLR-VOxsMcfPZLLCMV-Pz2UrA/s320/IMG_0231.JPG&quot; style=&quot;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;&quot; border=&quot;0&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5410791756818142194&quot; /&gt;&lt;img src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgSANuJ1fAtxQl5ihNy5vffKzcrt7ttiW3VR87y3pcPkYi4gtwzhntBDu3gr4IGcb2oy90IycSFbovXzhBR-zYolCW9jkOJI3C8DAV_rk1qGJpZXWGW87Hs_GU3v4jlPccFVLDcYg/s320/IMG_0232.JPG&quot; style=&quot;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;&quot; border=&quot;0&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5410791767018975266&quot; /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ładna rozeta, prawda? Po prawej palimpsest muru.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A poniżej brama (współczesna) byłego cmentarza. Za bramą kawałek zarośnietej ziemi niczyjej i plac będący czasem poarkingiem, czasem składem materiałów budowlanych dla pobliskich budów i remontów.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;img src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhEvNKfQk5V4B8dHo4Q07I7jJDUC0fKTxBJRLyk_TmLFCwphujdZtmPiaQWgmcHBWz14ScOtCd-HiMm4hnQ4pxCHwGuvQIL9MevbzOVShyViHPBmZI1vg1EQbB03N8e8nc8r_xIeQ/s320/IMG_0116.JPG&quot; style=&quot;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;&quot; border=&quot;0&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5410800068728010930&quot; /&gt;&lt;img src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiBJ3Sr9SAuMX6jjPPCTXjNc6AjLtCNIeJMdn50V1obPTA5-TXmRldjAnXd75CTJ4myYubnVk_FD7tXr2wGMLbdXt8qkc8wMNzfMed11v797cMWuELHCu-tSMUbGTN2LZMmUnpCww/s320/IMG_0114.JPG&quot; style=&quot;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;&quot; border=&quot;0&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5410800068578200562&quot; /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A to przecież nie wszystkie tajemnice London Bridge, kiedyś dzielnicy zakazanych gdzie indziej pubów, prostutucji i rozrywki. Gdzieś te ludyczne klimaty parują z murów.&lt;/div&gt;</description><enclosure type='text/html' url='http://vierablu.blogspot.com/2008/09/gski-biskupa-winchester.html' length='0'/><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/12/pod-mostem.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEipvZ6FGrBCknDrFxSQpuAMg31Ii3fS7un9hgzhkp_W0ukfXq9kDJd6BaSz1f04Zs8FI2dKZbqbib9yIka0y8nDzrrdyPB-8K_h7COIR8FKShyphenhyphen_kVLR-VOxsMcfPZLLCMV-Pz2UrA/s72-c/IMG_0231.JPG" height="72" width="72"/><thr:total>0</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-5019218733905911603</guid><pubDate>Thu, 22 Oct 2009 16:03:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-12-05T00:57:50.654+00:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">nanny state</category><title>ogloszenie o pracy</title><description>&lt;div&gt;Niby wiadomo od ładnych paru lat, że nasze podróże są już do pewnego stopnia monitorowane a będą jeszcze bardziej, niemniej jednak jak się człowiek natyka na takie oto ogłoszenie o pracy (zacytowany fragment opisuje projekt, do którego potrzeba pracowników), to się włosy na głowie jeżą:&lt;/div&gt;  &lt;div&gt; &lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;em&gt;Raytheon Systems Limited (RSL) has been awarded a £750 million Government programme to deliver an IT enabled, transformed Border security capability for the UK. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;em&gt;This involves project/programme management on a very large scale for the design, development and implementation of state of the art secure systems and software. RSL, as prime contractor, is responsible for overseeing the work of 5 major subcontracts and for working alongside and in partnership with the customer to jointly ensure programme success.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;  &lt;div&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;e-Borders will collect and analyse passenger and crew data, provided by carriers (air, sea and rail), in respect of all journeys to and from the UK in advance of their travel.&lt;/strong&gt; &lt;/em&gt;&lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;em&gt;This will support an intelligence-led approach to operating border controls, by identifying those involved in abuse of UK immigration laws, serious and organised crime and terrorism. Border control agencies include Immigration service, Police service, Serious and Organised Crime Agency Customs and UK visas. &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/10/ogloszenie-o-pracy.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-841016734010719094</guid><pubDate>Sat, 25 Jul 2009 16:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-07-25T17:40:14.251+01:00</atom:updated><title>Organizacje charytatywne</title><description>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;color: rgb(51, 51, 51); font-size: 13px; line-height: 20px; &quot;&gt;&lt;div&gt;Zjednoczone Królestwo wyglądałoby zupełnie inaczej bez organizacji charytatywnych. Jak? Nie wiem dokładnie jak, ale na pewno gorzej. Skąd wiem, że gorzej? Z codziennej obserwacji niezwykłej charytatywnej aktywności zarówno mieszkańców Wyspy jak i działających tu firm. Ta aktywność składa się z:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;chętnego darowania przysłowiowego funta różnym zbieraczom składek, porozstawianym na dworcach i rogach ulic&lt;/li&gt;&lt;li&gt;sprzedania kolegom w pracy kupionego w drodze do biura ciasta (koszt zakupu - 3 funty, koszt sprzedaży - kawałek za 1 funta) i wpłacenie zebranych pieniędzy na konto jednej z organizacji charytatywnych&lt;/li&gt;&lt;li&gt;wieczorne bieganie w ramach przygotowań do biegu na rzecz ... (tu wpisać dowolną organizację, na rzecz której biegacz/ka zbiera pieniądze swoim bieganiem)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;sprzątanie szafy w weekend i oddanie niepotrzebnych - a dobrej jakości - przedmiotów do sklepu prowadzonego przez organizację charytatywną (ja mam w odległości rzutu beretem od domu dwa takie sklepy, w całym Blackheath jest ich 5)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wzięcie w sobotę kubła z farbą i zamalowanie graffiti w przejściach podziemnych i innych miejscach publicznych (to w ramach Blackheath Society)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;zapisanie swojego majątku w spadku organizacji charytatywnej&lt;/li&gt;&lt;li&gt;aktywne wspomaganie przez firmy, które najczęściej mają jakąś jedną wybraną organizację, którą promują i której pomagają&lt;/li&gt;&lt;li&gt;i mogłabym tak jeszcze długo ciągnąć.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Rezultat? Organizacje charytatywne mają ogromne pieniądze, dysponują armią oddanych działacz/y/ek i są w stanie nie tylko pomogać potrzebującym jednostykom, ale też skutecznie wymuszać zmiany prawne wpływająca na życie całych grup społecznych. Przykłady? Spektakularne.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Organizacja &lt;b&gt;Cancer Reasearch&lt;/b&gt; na przykład zebrała w ubiegłym roku prawie pół miliarda funtów (ok. 40% tej kwoty to spadki). Zebrane pieniądze wydaje na badania nad leczeniem raka. To właśnie dzięki CR kobiety z diagnozą raka piersi dostają tamoxifen, co zmniejsza ryzyko nawrotów o aż jedną trzecią. To dzięki CR radioterapia po mastektomii jest skuteczniejsza. To CR jako pierwsze odkryło gen związany z rakiem piersi i przyczyniło się do upowszechnienia testów genetycznych. To CR odkryło, że terapia hormonalna, jaką przechodzą niektóre kobiety w czasie menopauzy zwiększa ryzyko raka piersi oraz że długie stosowanie hormonalnej antykoncepcji zmniejsza ryzyko raka jajników (tu muszę wtrącić, że są podejrzenia, że taka forma antykoncepcji jednocześnie zwiększa prawdopodobieństwo raka piersi). CR ponadto testuje na pacjentach około 50 leków rocznie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Organizacja &lt;b&gt;Macmillan&lt;/b&gt; (nieco ponad 100 milionów rocznych przychodów) też finansuje badania, tyle że z dziedziny opieki nad rakiem. To dzięki niej pacjenci onkologiczni mają bezpłatne recepty, to dzieki niej pacjenci otrzymują w szpitalach szeroką i wyczerpująca informację na temat samej choroby oraz dostępnej pomocy i wsparcia, to dzięki niej pracodawcy otaczają chorych opieką taką, jaką mają niepełnosprawni (elastyczne godziny pracy, sprzęt dostosowany do potrzeb osoby chorej itp.). To pielęgniarki z Macmillan&#39;a przychodzą do chorych pacjentów do domu. Macmillan walczy o zmiany z dziedziny pomocy finansowej pacjentom, zwłaszcza najbiedniejszym. Dotyczy to opłat parkingowych, dopłat do ogrzewania, dostępności leków przedłużających życie (o tym napiszę kiedyś osobno). Zdaję sobie sprawę, że cudowną opiekę, jakiej sama niedawno doświadczyłam, zawdzięczam tak naprawdę Macmillanowi, który wymusił na lekarzach, pielęgniarkach i szpitalach zmiany w podejściu do pacjenta i jego choroby. Och, przydałaby się taka organizacja w Polsce...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;b&gt;Breast Cancer Care&lt;/b&gt; jest mniejszą organizacją i jej działalność skupia się na raku piersi. Ta działalność to przede wszystkim informowanie i kształcenie, zarówno pacjentek, jak i lekarzy oraz pielęgniarek. Większość materiałow otrzymanych przeze mnie w szpitalu była wydana właśnie przez tę organizację. To ona pomaga kobietom poprzez darmową usługę dopasowywania peruk oraz protez piersi.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Powyższe przykłady wskazują chyba dość jasno, że rząd - nawet najbardziej lewicowy - sam nie da rady i że bez pomocy organizacji opłacanych z wolnych datków, bez pomocy wolontariuszy, jednym słowem bez ruchu oddolnego, opieka lekarska byłaby znacznie gorsza. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie tylko zresztąopieka lekarska. Podane wyżej przykłady są wzięte z poletka medycyny, podobnie jest jednak w każdej innej dziedzinie. Odnoszę czasem wrażenie, że dla Brytyjczyków pomaganie innym jest niczym mycie zębów - częścią codziennej rutyny.&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/07/organizacje-charytatywne.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-439357570385064134</guid><pubDate>Sun, 14 Jun 2009 08:39:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-06-14T09:41:31.705+01:00</atom:updated><title>Sala operacyjna</title><description>&lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot;  style=&quot; ;font-family:&#39;Times New Roman&#39;;&quot;&gt;&lt;div style=&quot;border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; padding-top: 3px; padding-right: 3px; padding-bottom: 3px; padding-left: 3px; width: auto; font: normal normal normal 100%/normal Georgia, serif; text-align: left; &quot;&gt;&lt;p class=&quot;mobile-photo&quot;&gt;&lt;a href=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjjBF3tIoRB0Haxn7FqoVKmn-eNZPQfbb2i_0NG85VKI0FVXKmsUxYpXe-VjyllaPJNclSqYyNWj00T3Hb64laUM1bP9DuBFPg4gdAVyE4T2IkCARErr-gM7VCnGEjq9crReXK7/s1600-h/photo-709046.jpg&quot;&gt;&lt;img src=&quot;https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjjBF3tIoRB0Haxn7FqoVKmn-eNZPQfbb2i_0NG85VKI0FVXKmsUxYpXe-VjyllaPJNclSqYyNWj00T3Hb64laUM1bP9DuBFPg4gdAVyE4T2IkCARErr-gM7VCnGEjq9crReXK7/s320/photo-709046.jpg&quot; border=&quot;0&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5347095169431007954&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;mobile-photo&quot;&gt;To jest sala operacyjna oddziału kobiecego szpitala św. Tomasza w Londynie, szpitala, w ktorym będę operowana. Całe szczęście moja operacja nie odbędzie się na tym drewnianym stole a moja krew nie będzie wsiąkała w trociny. Jak to dobrze, że nie nie mamy teraz rok 2009 a nie 1822, a więc rok, w którym przybytek widoczny na zdjęciu został oddany do użytku! Minęło zaledwie 187 lat od dnia, w którym postawiono ten drewniany stół na swoim miejscu. Jeżeli kiedyś będziecie mieli chętkę na rzucenie uwagi, że kiedyś to było lepiej, bardzo proszę, przyjrzyjcie się najpierw temu zdjęciu, pamiętając, że znieczulenie zaczęto stosować dopiero 27 lat później.&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;mobile-photo&quot;&gt;Muzeum, w którym można obejrzeć nie tylko tę salę operacyjną, ale również instrumenty, których używali chirurdzy na przestrzeni historii oraz przylegające do sali laboratorium, w którym przygotowywano ziolowe mikstury, znajduje się tuż przy London Bridge. Szpitala św. Tomasza już tam nie ma - został przeniesiony do Lambeth - ale jego drobna część się zachowała, gdyż nie znajdowała się w głównym, nieistniejącym już, budynku a na strychu przylegającego do szpitala kościoła.  &lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;mobile-photo&quot;&gt;Więcej szczegółów można znaleźć tutaj: &lt;a href=&quot;http://www.thegarret.org.uk/&quot;&gt;The Old Operating Theatre Museum&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/06/to-jest-sala-operacyjna-oddziau.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjjBF3tIoRB0Haxn7FqoVKmn-eNZPQfbb2i_0NG85VKI0FVXKmsUxYpXe-VjyllaPJNclSqYyNWj00T3Hb64laUM1bP9DuBFPg4gdAVyE4T2IkCARErr-gM7VCnGEjq9crReXK7/s72-c/photo-709046.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>3</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-2823655983409867341</guid><pubDate>Thu, 26 Mar 2009 22:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-03-26T22:58:56.200+00:00</atom:updated><title>literowka</title><description>Popełniłam literówkę, wpisując adres swojego bloga w pole adresu w przeglądarce. Ku swojemu ogromnemu zdumieniu otworzyła mi się strona Mega Site of Bible Studies, zawierającą &lt;a href=&quot;http://m.in&quot;&gt;m.in&lt;/a&gt;. &amp;#39;incredible testimony of a former doubter&amp;#39;. Religijny spam, jednym slowem. Domena glowna tej strony to blogpot, jak z adresu dowolnego bloga na blogspocie (sprawdziłam kilka) wyrzucicie literkę s, to na tę stronę traficie. No i komu ja mam to zgłosić? I czy to w ogóle jest jakieś wykroczenie? Na pewno przeciwko dobrym obyczajom.&lt;div&gt; &lt;br&gt; &lt;/div&gt; </description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/03/literowka.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-1565393201522802775</guid><pubDate>Wed, 25 Mar 2009 00:16:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-03-25T00:16:28.867+00:00</atom:updated><title>Szybciej, koteczku!</title><description>Nastolatka położyła z entuzjazmem na stole film o wielce wdziecznym, sugerującym treść niekoniecznie odpowiednią dla młodych panien, tytule: Faster, Pussycat! Kill! Kill! i kazała niezwłocznie obejrzeć. Warto było.&lt;br&gt;&lt;br&gt; Film jest z gatunku trash movies, a więc niskobudżetowy, z pogranicza kiczu i komiksu. Powstał w latach sześćdziesiątych, pod czujnym okiem reżysera Russ&amp;#39;a Meyer&amp;#39;a. Treść? Trzy piękne długowłose kobiety, w obcisłych spodniach, z dużymi biustami i jeszcze większymi dekoltami, po pracy &amp;quot;przy rurze&amp;quot; w nocnym klubie udają się na pustynie, gdzie urządzają wyścigi ślicznymi, sportowymi kabrioletami. Tę jakże kobiecą, weekendową rozrywkę zakłóca im młoda para, która miała nieszczęście udać się w to samo miejsce na piknik. Mężczyzna zostaje bez większych ceregieli ukatrupiony gołymi rękami (nic dziwnego, miał na sobie naprawdę idiotyczne krótkie spodenki). Młode, niewinne dziewczę zostaje porwane.&lt;div&gt; &lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Porywaczki jadą na pobliską, położoną na odludziu farmę, zamieszkałą przez trzech mężczyzn, a to w celu jej ograbienia. Widz, szczególnie płci żeńskiej, perspektywą popełnienia przez przez piękne istoty przestępstwa nie bardzo się przejmuje, bowiem mieszkańców farmy wolałby w ciemnej ulicy nie spotkać. Zwłaszcza unieruchomionego na wózku ojca i jego niedorozwiniętego syna, zajmujących się dla rozrywki wprowadzaniem w czyn najgorszych kobiecych koszmarów. &lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zakończenia fabuły nie podam, bo w sumie to mało ważne, jak film się kończy. Ważne jest to dziwne wrażenie, jakie po sobie pozostawia, wrażenie zobaczenia czegoś, czego się jeszcze nigdy w życiu nie widziało, czegoś, co jest zdecydowanie &lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;inne&lt;/span&gt;, nie tylko w odniesieniu do innych filmów, ale też do życia. Dłuższą chwilę zajęło mi dotarcie to sedna tej inności. Otóż trzy główne bohaterki w zetknięciu z dość odrażającymi typkami się &lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-weight: bold;&quot;&gt;nie boją&lt;/span&gt;. Są silniejsze i sprawniejsze od mężczyzn. Wiedzą o tym. Nie ma w nich cienia lęku, są paniami sytuacji. Nic dziwnego, że wiele kobiet zwierzało się aktorce grającej główną rolę, Tura Satana (Turze Satanie?), że film ten zmienił ich życie. Tura Satana zagrała zresztą trochę siebie - grupowo zgwałcona gdy miała lat 9, przez lata ćwiczyła wschodnie sztuki walki, po czym znalazła swoich oprawców i... no porządnie ich zbiła*.&lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mnie film życia nie zmienił, ale całkowite odwrócenie w nim ról (zabieg zawsze skuteczny - gdy powiedzmy ktoś się upiera, że nie nie jest na przykład rasistą, wystarczy zamienić miejscami w jego wypowiedziach wyrazy &amp;#39;biały&amp;#39; i &amp;#39;czarny&amp;#39;) dość boleśnie uświadamia, że może równouprawnienie, wyzwolenie itp., ale gdzieś tam w głębi to przewaga fizyczna decyduje o tym, kto rządzi.  &lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A trash movies uwielbiam. Przerysowania i nieskrywana umowność, chropawość dialogów, dalekie od ideału aktorstwo tworzą dystans niezbędny do skomentowania rzeczywistości. &lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;Skomentowania &lt;/span&gt;a nie &lt;span class=&quot;Apple-style-span&quot; style=&quot;font-style: italic;&quot;&gt;przeżycia &lt;/span&gt;jej wraz ekranowymi bohaterami pod dyktando punktu widzenia reżysera. Przyjrzenia się bez zaangażowania emocjonalnego, chłodnym okiem, okraszonym sporą dawką śmiechu (nie zawsze tam, gdzie chciałby reżyser). Poszukania odniesień, cytatów, klisz, kalek, stereotypów. &lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ach, i Tarantino rozpuszcza ploty, że wyreżyseruje &lt;a href=&quot;http://www.imdb.com/title/tt0059170/&quot;&gt;Faster, Pussycat! Kill! Kill!&lt;/a&gt; jeszcze raz. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;No i nie zapomnijcie wysłać swoich córek na lekcje karate.&lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;--&lt;/div&gt;&lt;div&gt;* zielony pas aikido, czarny pas karate&lt;/div&gt; </description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/03/szybciej-koteczku.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>25</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-1071714355490135259</guid><pubDate>Fri, 30 Jan 2009 20:01:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-01-30T20:01:38.114+00:00</atom:updated><title>Guziki</title><description>Życie w świecie urządzonym z męskiego punktu widzenia może być:&lt;div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Niebezpieczne. (Badania kliniczne leków są w minimalnym stopniu przeprowadzane na kobietach, zalecane dawki są więc niedostosowane do kobiecego organizmu, który inaczej wchlania leki niż męski).&lt;/li&gt; &lt;li&gt;Czasochłonne. (Architekci - głównie mężczyźni - rzadko uwzględniają fakt, że dla kobiet trzeba zbudować więcej toalet. W rezultacie wystajemy w długich kolejkach).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Niewygodne. (Znów architekci - tym razem ci planujący chodniki bez zjazdów dla dziecięcych wózków. Ostatnio jakoś zaczęło się to zmieniać na lepsze, czyżby dlatego, że widzimy coraz więcej tatusiów z wózkami?)&lt;/li&gt; &lt;li&gt;Frustrujące. (Tu lista jest długa, a na jej czele stoją slaby dostęp kobiet do wysokich stanowisk oraz niechęć panów do zmywania naczyń).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Odsłaniające bieliznę. I o tym ten wpis.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div&gt;O dłuższego czasu chodzę do pracy w stroju służbowym, będącym kalką męskiego stroju służbowego, a więc w garniturze i koszuli. Garnitury są w porządku, koszule są niestety jedynie niby-damskie, a to z powodu guzików. Otóż ich rozstaw jest taki sam w koszulach damskich, jak i w męskich. Mężczyznom rozstaw guzików jest najprawdopodobniej całkowicie obojętny. Kobietom niestety nie. Zwłaszcza tym z dużym biustem, tak się bowiem składa, że zastosowanie &amp;#39;rozkladu męskiego&amp;#39; oznacza brak zapięcia na linii lączącej, no powiedzmy dwa pagórki. Niepodtrzymywana niczym pola koszuli zapada się więc w dolinie, odsłaniając wszystkim niezainteresowanym sekrety naszej bielizny.&amp;nbsp;&lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Obserwuję ten problem od lat. Obserwuję też pomysłowość kobiet w radzeniu sobie z tym odsłaniającym problemem: zaszywanie odcinka koszuli pomiędzy dwoma strategicznie umiejscowionymi guzikami, zalepianie dwustronną taśmą, zapinanie agrafką, noszenie koszul dwa numery za dużych. Ktoś chyba jednak wysluchal naszych niemych (nie zawsze zresztą niemych) porannych jęków, westchnień i przekleństw. Kupiona niedawno koszula ma guzik tam gdzie trzeba! Malo tego, guzików jest więcej. Po raz pierwszy idąc do pracy czuję się bezpiecznie opatulona. Chyba firma, w której się zaopatruję, w końcu zatrudniła kobietę - projektantkę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt; &lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Male, a jak cieszy.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt; </description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/01/guziki.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>8</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-3348361876969985969</guid><pubDate>Sun, 25 Jan 2009 23:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-01-25T23:45:19.262+00:00</atom:updated><title>Vierablu w operze</title><description>Do ubieglej soboty w operze bylam raz, wiele lat temu, i bylo to doświadczenie emocjonalnie obojętne. Powiedzmy tak - mając do wyboru Nabucco i Toma Waits&amp;#39;a, poszlabym zdecydowanie chętniej na Waits&amp;#39;a. Staje się jednak rzecz dziwna - wolne rodniki, czy co tam innego powoduje starzenie się, dzialają najwyraźniej również na sluch, bo z każdą dodatkową zmarszczką coraz bardziej mnie ciągnie do muzyki klasycznej. Na której się nie znam. Chętnie więc dalam się namówić reklamom zachęcającym do obejrzenia &amp;quot;monumentalnej opery&amp;quot; &lt;a href=&quot;http://www.carmina-burana.com/html/english/press_e/pressefotos.php&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Carmina Burana&lt;/a&gt;, zwlaszcza, że zapowiedź niezwyklej scenografii i choreografii nieco lagodzila ciężki kaliber slowa &lt;i&gt;opera&lt;/i&gt;. &lt;br&gt;  &lt;br&gt;Reklama podzialala nie tylko na mnie - do O2 oprócz mnie, Nastolatki i jej koleżanki wybralo się jeszcze ok. 14 tys. widzów. Niestety, po raz kolejny okazalo się, iż reklamy należy ignorować. I po raz pierwszy okazalo się, że do spektaklu operowego należy się przygotować, to znaczy dowiedzieć się, o czym jest przedstawienie. Uniknie się wtedy dialogów: - &amp;quot;Mamo, ale o czym to jest?&amp;quot; - &amp;quot;Nie wiem. Ten w bialym wygląda jak kurczak, gonią go jacyś z siekierą, chyba będą gotować rosól&amp;quot;. Tu jednak trzeba być ostrożnym, może się bowiem zdarzyć, że dzieci zabierane na koncert lepiej jest trzymać w blogiej nieświadomości co do oglądanych &lt;a href=&quot;http://www.micha.waw.pl/%7Emicha/carmina.html&quot;&gt;treści&lt;/a&gt; - &lt;a href=&quot;http://www.bbc.co.uk/dna/h2g2/A709670&quot;&gt;&amp;quot;Carmina Burana - Drink, Sex and Medieval Monks&amp;quot;&lt;/a&gt;. &lt;br&gt; &lt;br&gt;A czemu należalo do reklamy podejść z ostrożnością? Po pierwsze efekty wizualne mialy być atrakcją, gdy tymczasem zagluszyly swym bogactwem muzykę. Po drugie wystawianie przedstawienia, w którym tak wiele się dzieje, w ogromnej sali, w której większość widzów nie ma szans zobaczyć szczególow, bo siedzą za daleko (i za wysoko!) jest moim zdaniem zwyczajnie nieuczciwe. Wielu dalo wyraz temu, co o tym myślą i masowo opuszczalo widownię. Myśmy nie wyszly. Poradzilam nastolatkom, żeby w miarę możliwości nie zwracaly uwagi na chaotyczną bieganinę na scenie, z której zwlaszcza z odleglości, jaka dzielila nas od aktorów, niewiele wynikalo, i skupily się na muzyce. I gdyby nie nie koncert, który mial miejsce przed przedstawieniem wlaściwym, a skladający się z operowych przebojów Verdi&amp;#39;ego w wykonaniu chóru i orkiestry, być może zamiast zachęcić Nastolatkę do opery udaloby mi się ją tym niezbyt szczęśliwym wyborem skutecznie zniechęcić. A tak dzięki wspanialej orkiestrze dziecko nie jest dla muzyki klasycznej stracone.&lt;br&gt; &lt;br&gt;&lt;a href=&quot;http://www.independent.co.uk/arts-entertainment/classical/reviews/carmina-burana-o2-arena-london-1451253.html&quot;&gt;Recenzja z Times&amp;#39;a.&lt;/a&gt;&lt;br&gt; </description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/01/vierablu-w-operze.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-6045282963267916537</guid><pubDate>Tue, 13 Jan 2009 22:38:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-01-13T22:38:33.613+00:00</atom:updated><title>Historia śmierci i umierania</title><description>Nareszcie znalazłam skuteczny spos&amp;#243;b na wykorzystanie tych ponad dw&amp;#243;ch&lt;br&gt;godzin, kt&amp;#243;re codziennie spędzam w publicznych środkach transportu -&lt;br&gt;podcast! Zaczęłam od zgrywania na iPoda audycji radiowych, potem&lt;br&gt;przeszukałam strony internetowe uniwersytet&amp;#243;w i teraz w drodze do i z&lt;br&gt;pracy słucham r&amp;#243;wnież wykład&amp;#243;w. Chciałabym polecić jeden z nich - The&lt;br&gt;History of Death and Dying (po angielsku), profesora Allana&lt;br&gt;Kellehear&amp;#39;a. Można posłuchać tutaj:&lt;br&gt;&lt;a href=&quot;http://www.podcastdirectory.com/podshows/2092337&quot;&gt;http://www.podcastdirectory.com/podshows/2092337&lt;/a&gt;&lt;p&gt;Allan Kellehear prezentuje kilka ciekawych teorii:&lt;p&gt;* W epoce kamiennej ludzie umierali g&amp;#243;wnie śmiercią gwałtowną, zwykle&lt;br&gt;byli nią zaskoczeni, nie mogli się do niej przygotować. Proces&lt;br&gt;umierania rozpoczynał się więc dla nich po fizycznej śmierci - gdy&lt;br&gt;ciało nieruchomiało, duch rozpoczynał wędr&amp;#243;wkę do miejsca ostatecznego&lt;br&gt;spoczynku, wędr&amp;#243;wkę najeżoną przeciwnościami, wędr&amp;#243;wkę, do kt&amp;#243;rej&lt;br&gt;musial być odpowiednio uzbrojony oraz wyposażony w zapas jedzenia. Wg&lt;br&gt;profesora to wlaśnie gwałtowność śmierci byla &amp;quot;matką&amp;quot; Nieba we&lt;br&gt;wszystkich bogatych jego postaciach.&lt;p&gt;* Kolejne epoki to udomowianie zwierząt i związane z tym&lt;br&gt;rozprzestrzenianie się chor&amp;#243;b zakaźnych. Czlowiek zacząl wiedzieć z&lt;br&gt;wyprzedzeniem, kiedy umrze, wiedzieć - z obserwacji innych - jak&lt;br&gt;skończy się choroba. W ostatnim wieku sytuacja zn&amp;#243;w się odwr&amp;#243;cila -&lt;br&gt;przestaliśmy wiedzieć, kiedy umieramy. Nasze podejrzenia w tej sprawie&lt;br&gt;muszą być potwierdzone przez osoby trzecie (lekarzy) oraz testy.&lt;br&gt;Czlowiek, kt&amp;#243;ry twierdzi, że sam z siebie wie, że jest bliski śmierci&lt;br&gt;może być latwo uznany za lekko zbzikowanego.&lt;p&gt;Profesor opowiada o umieraniu z dowcipem. Ostrzega też , że co prawda&lt;br&gt;jest na ten temat wiele lektur, ale opisują one historię umierania z&lt;br&gt;punktu widzenia klas wyższych i średnich, czyli z perspektywy co&lt;br&gt;najwyżej 20% spoleczeństwa. Sam prezentuje problem w spos&amp;#243;b bardziej&lt;br&gt;uzasadniony statystycznie.&lt;p&gt;Podcastowe porady:&lt;br&gt;- Sluchanie podczas drogi do pracy wymaga sluchawek redukujących&lt;br&gt;dzwięki dobiegające z zewnątrz.&lt;br&gt;- Sluchawki takie nie wyciszają 100% - metro jest w daszym ciągu za&lt;br&gt;glosne, pociąg ujdzie, w autobusie slucha się najlepiej.&lt;br&gt;- Dla mieszkających poza Polską - nareszcze przynajmniej częściowo&lt;br&gt;można mieć dostęp do polskiego radia.&lt;br&gt;- Świat podcast&amp;#243;w jest niewiarygodnie bogaty. Zawsze mnie kusil, ale&lt;br&gt;sluchanie z komputera uważam za wyjątkowo malo atrakcyjne. iPod, czy&lt;br&gt;inny odtwarzacz to dobre rozwiazanie - można go tez podlaczyć do&lt;br&gt;cyfrowego radia.</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/01/historia-mierci-i-umierania.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>12</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-3084870439350786797</guid><pubDate>Mon, 12 Jan 2009 22:59:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-01-12T22:59:58.898+00:00</atom:updated><title>Zdanie odrębne w sprawie kryzysu</title><description>1. Cieszę się, że ludzie przestają kupować rzeczy i tak im do niczego&lt;br&gt;niepotrzebne.&lt;br&gt;2. Cieszę się, że rozważniej robią zakupy żywnościowe - może nie będą&lt;br&gt;już nigdy więcej wyrzucać 1/3 jedzenia do kosza.&lt;br&gt;3. Cieszę się, że wiele rozdmuchanych cen zaczyna spuszczać powietrze.&lt;p&gt;Z pewnym rozbawieniem obserwuję gwaltowne wysilki rządu, usilującego&lt;br&gt;zachęcić spoleczeństwo to zakup&amp;#243;w - Zjednoczone Kr&amp;#243;lestwo ma teraz&lt;br&gt;najniższą stopę procentową od XVII wieku! Z rozbawieniem, bo jeszcze&lt;br&gt;niedawno slychać bylo powszechny lament z powodu lekkości, z jaką&lt;br&gt;Brytyjczycy robili zakupy na kredyt. (Takich przyklad&amp;#243;w jest zresztą&lt;br&gt;więcej - jednego dnia placz, bo Wyspiarze za dużo piją, drugiego dnia&lt;br&gt;placz, bo sprzedaż piwa spada).&lt;p&gt;Ja wiem, kryzys oznacza wiele dramat&amp;#243;w - sama bylam zredukowanym,&lt;br&gt;obciętym kosztem już dwa razy a raz musialam zamknąć swoją źle&lt;br&gt;prosperującą firmę. A jednak lepiej mi się żyje w atmosferze umiaru.</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/01/zdanie-odrbne-w-sprawie-kryzysu.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>5</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-557196744126739531</guid><pubDate>Mon, 05 Jan 2009 17:03:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-01-05T17:03:45.667+00:00</atom:updated><title>Puszczanie latawców</title><description>Po co żyć? Od czasu do czasu takie pytanie atakuje nas znienacka.&lt;br&gt;R&amp;#243;żnie na nie odpowiadamy. Niekt&amp;#243;rzy bez namysłu rzucają: &amp;quot;Po to, by&lt;br&gt;co sobotę puszczać latawce&amp;quot;, &amp;quot;Po to, by wychować dzieci na dobrych&lt;br&gt;ludzi&amp;quot;, &amp;quot;Po to, by jak najwięcej zbłąkanych duszyczek sprowadzić na&lt;br&gt;drogę zbawienia&amp;quot;, &amp;quot;Po to, by wybudować pierwszą ludzką osadę na&lt;br&gt;Marsie&amp;quot;, &amp;quot;Po to, by wyszukać i opracować wszystkie teksty źr&amp;#243;dłowe&lt;br&gt;dotyczące mojego miasta&amp;quot;, &amp;quot;Po to by własnoręcznie zbudować ł&amp;#243;dkę i&lt;br&gt;potem spędzać na niej każdy urlop&amp;quot;.&lt;p&gt;Innych to pytanie wprowadza w zakłopotanie - sądzą, że odpowiedź&lt;br&gt;powinna być monumentalna, jak na przykład &amp;quot;Po to, by zlikwidować&lt;br&gt;biedę&amp;quot; albo &amp;quot;Po to, by osiągnąć nirwanę&amp;quot; lub &amp;quot;Po to, by sformułować&lt;br&gt;og&amp;#243;lną teorię wszystkiego&amp;quot; i boją się udzielić odpowiedzi pospolitej i&lt;br&gt;zwyczajnej. Tych chciałabym uspokoić - weźcie głęboki oddech, zr&amp;#243;bcie&lt;br&gt;dziesięć przysiad&amp;#243;w i weźcie przykład z tych, kt&amp;#243;rzy nie boją się&lt;br&gt;przyznać, iż żyją po to, by co sobotę puszczać latawce.&lt;p&gt;Opr&amp;#243;cz tych dw&amp;#243;ch grup jest jeszcze trzecia - żałośni nieszczęśnicy,&lt;br&gt;kt&amp;#243;rzy już, już mają z uśmiechem odpowiedzieć, że po to, żeby latawce,&lt;br&gt;gdy nagle bledną, smutnieją i milkną. Nie mogą sobie bowiem&lt;br&gt;przypomnieć, kiedy ostatnio wyszli ze swoim latawcem na pole. Jak&lt;br&gt;przez mgłę pamiętają, że wiele miesięcy temu postanowili pracować&lt;br&gt;troszkę więcej, żeby zarobić na bilet do Wietrznej Krainy, gdzie ich&lt;br&gt;latawiec m&amp;#243;głby w pełni rozwinąć skrzydła. Ich dodatkowy wysiłek&lt;br&gt;został dostrzeżony, dostali podwyżkę, awans, więcej obowiązk&amp;#243;w. Po&lt;br&gt;jakimś czasie powoli zaczęli zapominać, po co podjęli dodatkowy&lt;br&gt;wysiłek, pamiętali tylko, że muszą pracować więcej i więcej...&lt;p&gt;Moje postanowienie na ten rok (i kolejne) to uniknięcie cudu przemiany&lt;br&gt;środka w cel. Czego i Wam życzę.</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/01/puszczanie-latawcw.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>8</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-7521951910158201797</guid><pubDate>Sun, 04 Jan 2009 21:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2009-01-04T21:58:35.933+00:00</atom:updated><title>Próba mikrofonu</title><description>Raz.... dwa.... raz... dwa... trzy...&lt;br&gt;Działa? Działa - światła na konsolce świecą na zielono, wygląda na to,&lt;br&gt;że system się zregenerował. Mam nadzieję, że na długo.</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2009/01/prba-mikrofonu.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>6</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-662330946972631508</guid><pubDate>Wed, 10 Sep 2008 20:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-09-10T21:42:46.347+01:00</atom:updated><title>Zagadka</title><description>&lt;div xmlns=&quot;http://www.w3.org/1999/xhtml&quot;&gt;&lt;br /&gt;Jak się nazywa firma, w której zrobiłam zdjęcia tych oto drzwi do toalet?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src=&quot;http://lh5.ggpht.com/Beata.Ciepal/SMgvvik6_0I/AAAAAAAAMzU/2QoXe_-V7Pg/%5BUNSET%5D.jpg&quot; style=&quot;max-width: 800px;&quot; title=&quot;toaleta męska&quot; alt=&quot;toaleta męska&quot; width=&quot;&quot; height=&quot;&quot; /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src=&quot;http://lh4.ggpht.com/Beata.Ciepal/SMgvzUEivPI/AAAAAAAAMzc/xY7BQGeveCw/%5BUNSET%5D.jpg&quot; style=&quot;max-width: 800px;&quot; title=&quot;toaleta żeńska&quot; alt=&quot;toaleta żeńska&quot; width=&quot;&quot; height=&quot;&quot; /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2008/09/zagadka.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://lh5.ggpht.com/Beata.Ciepal/SMgvvik6_0I/AAAAAAAAMzU/2QoXe_-V7Pg/s72-c/%5BUNSET%5D.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>10</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-5808025294922997194</guid><pubDate>Tue, 09 Sep 2008 21:20:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-09-09T22:20:27.422+01:00</atom:updated><title>&amp;quot;Nie wiem, jak ty, ale ja mam dzieci&amp;quot;</title><description>&lt;div xmlns=&#39;http://www.w3.org/1999/xhtml&#39;&gt;1.&lt;br/&gt;Sala konferencyjna. Godzina 17. Spotkanie nieco się przeciąga. W pewnym momencie Kieron odzywa się do prowadzącego: &quot;Clive, czy nie mógłbyś się streszczać Nie wiem, jak ty, ale ja mam dzieci i chciałbym już iść do domu&quot;.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;2. &lt;br/&gt;Pociąg. Dwaj panowie w drogich garniturach rozmawiają zawzięcie o jakichś pojazdach. Zwrotność, wywrotność, łatwość prowadzenia itp. Wyciągają komórki i wymieniają się zdjęciami... wózków niemowlęcych. Po chwili zmieniają temat na &quot;wypróbowane sposoby na usypianie dzieci&quot;.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;3. &lt;br/&gt;Manager, nowy, którego decyzje mam wspomagać, umawia się ze mną na rozmowę dotyczącą szczegółów moich obowiązków. &quot;No i chciałbym jeszcze z porozmawiać o twojej sytuacji rodzinnej - wiem, że masz córkę, na pewno nie możesz przesiadywać w pracy do późna. Ja też mam rodzinę i dziś na przykład muszę wyjść o czwartej. Mam wyrzuty sumienia, że siedziałaś wczoraj tak długo (wyrzucił mnie z biura o 19). Wolałbym, żeby moi podwładni nie zaniedbywali życia prywatnego&quot;.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2008/09/wiem-jak-ty-ale-ja-mam-dzieci.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>2</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-1866064319536363715</guid><pubDate>Sun, 31 Aug 2008 23:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-09-01T00:58:11.872+01:00</atom:updated><title>To kim ja jestem?</title><description>&lt;div xmlns=&#39;http://www.w3.org/1999/xhtml&#39;&gt;Nastolatka od czasu do czasu pilnuje dziecka sąsiadów. Ostatnio wczoraj, niedługo po powrocie z wakacji w Polsce. Sąsiedzi trochę ją wypytywali, jak to tam w tej Polsce jest i jak sobie radziła &lt;u&gt;i czy zna polski&lt;/u&gt;. Czy zna polski! Gdy mi to powtórzyła, ucieszyłam się, bo wiedziałam, jak bardzo jej zależy na pozbyciu się akcentu. Ona jednak zadowolona nie była. &quot;Mamo, ale oni nie wiedzieli, że ja jestem Polką. Wiedzieli, że ty jesteś, ale myśleli, że ja się tu urodziłam i jestem Brytyjką. To może ja jednak będę mówiła z polskim akcentem&quot;. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;No tak, na ogól zależy nam, by otoczenie wiedziało, kim jesteśmy, by nasza tożsamość była widoczna. Tożsamość narodowa Nastolatki gdzieś się okryła pod angielskim akcentem i moje dziecko tak się poczuło, jakby jej ktoś tę polskość odebrał. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2008/09/to-kim-ja-jestem.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-442362636674765100</guid><pubDate>Sun, 31 Aug 2008 23:34:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-09-01T00:34:19.839+01:00</atom:updated><title>Gąski biskupa Winchester</title><description>&lt;div xmlns=&#39;http://www.w3.org/1999/xhtml&#39;&gt;Londyn w XII w. byl malutki - mniej więcej rozmiarów City of London. Nieopodal Londynu znajdowalo się jeszcze jedno city - Westminster. Miasta te byly nieźle zarządzane i dobrze zorganizowane, również pod względem bezpieczeństwa - wszelkiego rodzaju drobni przestępcy, prostytutki, aktorzy i wlaściciele scen do walk niedźwiedzi i byków nie mieli tam czego szukać. Gdzie się więc podziewali? W Southwark. To tam kwitly burdele, teatry (The Globe!) i karczmy, a szczególnie w jednym miejscu - na kawalku ziemi, który od XII wieku należal do kolejnych biskupów Winchester. Posiadany przez nich teren cieszyl się brakiem ograniczeń obowiązujących w sąsiednich miastach a także szczególnym przywilejem - licencją na prowadzenie burdeli. Prawo do tego posiadaly tylko trzy miejsca - oprócz tej części Southwark, która byla w posiadaniu biskupa (nie cale miasto mialo ten przywilej) byly to jeszcze dwa miasta portowe: Sandwich i Southampton, którym prawo do licencjonowanych domów publicznych nadano w trosce o żony i córki praworządnych obywateli, narażone na zaczepki licznie odwiedzających miasta marynarzy.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Nie wiadomo od kiedy dokladnie domy publiczne (czy może raczej karczmy z prawem do czerpania zysków z prostytucji) w &lt;i&gt;Winchester Liberty&lt;/i&gt; (tak zwal się teren posiadany przez biskupa, znany poźniej również jako &lt;i&gt;Liberty of The Clink&lt;/i&gt;) byly legalne, znajdowaly się tam jednakże od samego początku istnienia &lt;i&gt;liberty&lt;/i&gt;. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Ciekawe jest prawo, które regulowalo ich dzialalność - prostytutkom nie wolno bylo mieszkać i jeść na terenie burdeli, a to w celu zapobiegnięcia popadania w niewolę i placenia nadmiernie wysokich stawek za jedzenie; nie wolno im bylo pracować w niedziele i święta pomiędzy 6 a 11 oraz 13 a 18 - w tych godzinach musialy opuścić teren &lt;i&gt;liberty&lt;/i&gt;. Tak samo musialy postąpić podczas posiedzeń parlamentu. Wlaścielom karczm nie wolno bylo pożyczać prostytutkom pieniędzy, a jeżeli się zdarzylo, że jednak pożyczyli, nie wolno im bylo w żaden formalny (sąd) sposób dochodzić splaty dlugu. Prostytutek nie wolno bylo bić a pracownicy biskupa regularnie sprawdzali, czy aby na pewno kobiety wykonują pracę dobrowolnie. Jak pisze Ruth Mazo Karras w książce &lt;i&gt;Common Women: Prostitution and Sexuality in Medieval England&lt;/i&gt;, z której zaczerpnęlam część informacji do tej notki, za licznymi przepisami chroniącymi kobiety nie szly żadne - znane w innych częściach Europy - dzialania, w postaci chociażby domów dla tych, które chcialyby zerwać z zawodem. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Malo tego - co prawda pracowaly one na terenie należacym do biskupa, czerpiącego z ich pracy niemale korzyści, ze względu na grzeszny charakter swojej pracy nie mogly być pochowane w poświęconej ziemi. Na terenie &lt;i&gt;liberty&lt;/i&gt; znajdowal się cmentarz dla &#39;samotnych kobiet&#39;, jak eufemistycznie określano prostytutki. Z biegiem czasu na cmentarzu zaczęto chować biednych, też przez wieki uważanych za niegodnych cmentarza kościelnego. Zamknięto go ostatecznie w XIX wieku, jako powód podając przeladowanie zmarlymi. Archeolodzy, pracujący na jego terenie podczas budowania linii metra Jubilee line, dla której na dawnym cmentarzu zbudowano zasilanie, szacują że pochowano na nim okolo 15 tysięcy osób. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Dziś po cmentarzu nie ma śladu. W 1996 roku poeta i artysta &lt;a href=&#39;http://releasethereality.com/johnconstable.html&#39; target=&#39;_blank&#39;&gt;John Constable &lt;/a&gt;przechodził kolo metalowej bramy prowadzącej na dawny cmentarz i usłyszał szept niespokojnego ducha Gęsi (prostytutki, o których mowa w tej notce, zwane były &lt;i&gt;Winchester Geese&lt;/i&gt;, Gąskami [biskupa] Winchesteru). W efekcie powstała seria poematów. John odkrył (o czym ponoć wcześniej nie wiedział), że Gąski naprawdę istniały. Zagłębił się w historii. Zainicjował regularne &#39;rytualne dramaty&#39; na podstawie swoich tekstów, połączone z pielgrzymkami do bramy, od tamtej pory obwieszonej rożnymi &lt;a href=&#39;http://flickr.com/photos/82078478@N00/37977385&#39; target=&#39;_blank&#39;&gt;rytualnymi wstążeczkami&lt;/a&gt;. Cmentarz dorobił się nawet swojej strony: &lt;a href=&#39;http://www.crossbones.org.uk/&#39; target=&#39;_blank&#39;&gt;Cross Bones Graveyard&lt;/a&gt;, licznych projektów artystycznych oraz grupy milośników i obrońców miejsca przed zakusami firm budowlanych.&lt;br/&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2008/09/gski-biskupa-winchester.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>1</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-7769349459041618940</guid><pubDate>Sat, 30 Aug 2008 23:55:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-08-31T12:24:12.777+01:00</atom:updated><title>Skoro już mamy dzień blogu</title><description>&lt;div xmlns=&quot;http://www.w3.org/1999/xhtml&quot;&gt;to skorzystam z okazji i polecę gorąco &lt;a href=&quot;http://docieplychkrajow.blox.pl/html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;blog Wróbla przemierzającego rowerem Afrykę&lt;/a&gt; (Do cieplych krajów, docieplychkrajow.blox.pl). Blog jest pisany &#39;z roweru&#39;, z wszystkimi tego konsekwencjami. Notatki są robione na papierze, wspomnienia często obejmują kilka poprzednich dni na raz, notki są przepisywane i puszczane w sieć gdy po drodze trafi się jakaś kafejka internetowa, chronologia bywa więc zaburzona. To jednak drobiazgi - ogląd Afryki z poziomu ulicy, z punktu widzenia osoby wchodzącej w liczne interakcje znapotkanymi ludźmi, jest naprawdę warty przeczytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto parę krótkich fragmentów na zachętę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szyldy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;nazwy tego typu można znalesc i w innych krajach, ale w ghanie trudno&lt;br /&gt;znaleźć inne. zbierałem kolekcję fotografii na ten temat, niestety&lt;br /&gt;przepadła wraz z aparatem. jakie to nazwy? z tego co zapamiętałem:&lt;br /&gt;- łuki niebios - salon fryzjerski&lt;br /&gt;- to nie czasy dla leniwych - sklep z materacami gąbkowymi&lt;br /&gt;- dzień sądu ostatecznego - drinkspot&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;chodząc ulicami ghanijskich miejscowości, chcąc niechąc ulegam&lt;br /&gt;religijnej indoktrynacji. czasem zamiast dosłownego cytatu z pisma&lt;br /&gt;świetego, jako nazwa przedsiębiorstwa służy tylko odnośnik typu:&lt;br /&gt;- mat 15,6 - przedsiębiorstwo transportowe&lt;br /&gt;- psalm 49 - usługi hydrauliczne&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Kolor&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;przed wyjazdem zastanawiałem się, jak to będzie przez cały czas&lt;br /&gt;przebywać wśród ludzi o tak odmiennym wyglądzie od tego, do czego&lt;br /&gt;przywyknąłem w polsce.&lt;br /&gt; tu w afryce często zapominam, że sam jestem&lt;br /&gt;biały. czarny kolor wydaje się najnaturalniejszą barwą skóry pod&lt;br /&gt;słońcem. spotkani biali są okrutnie brzydcy, wymoczeni, chorowici.&lt;br /&gt;szpiedzy z krainy deszczowców.&lt;br /&gt; w afrykańskich twarzach rozpoznaję&lt;br /&gt;znajomych z polski. ten podobny jest do kumpla z podstawówki, tamta do&lt;br /&gt;sąsiadki z akademika, do kuzynki, babci.&lt;br /&gt;ciekawe jak to znowu będzie, wrócić do świata białych. przyzwyczaję się, tak jak sie przyzwyczaiłem do czarnych.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Chiny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;w afryce zaczęto postrzegać chiny, jako alternatywę dla zachodu.&lt;br /&gt;relacje między państwami czarnego lądu, a państwem środka, postrzegane&lt;br /&gt;są jako braterskie, opierające się na przyjaźni, szacunku, obustronnym&lt;br /&gt;rozwoju, i co najważniejsze, obustronnym zrozumieniu, w przeciwieństwie&lt;br /&gt;do paternalistycznego, ignoranckiego podejścia zachodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;chińczycy wchodząc do afryki po białych, mogli wyciągnąć wnioski z ich&lt;br /&gt;błędów. oprócz tego, chiński sposób myślenia, lepiej sprawdza się w&lt;br /&gt;pełnej paradoksów, afrykańskiej rzeczywistości. zachód nie potrafi&lt;br /&gt;łączyć przeciwności w jedno tak płynnie jak na znaku yinhyang . zachód&lt;br /&gt;myśli &quot;albo-albo&quot;, analizuje, dzieli na czarne i białe, myśli w&lt;br /&gt;kategoriach linearnego upływu czasu ( coś mi się wydaje, że dla&lt;br /&gt;zrozumienia afryki, zrozumienie koncepcji czasu i przestrzeni, jest&lt;br /&gt;ważniejsze niż mi się wydaje ).&lt;br /&gt;  chińczycy, zamiast &quot;albo -albo&quot;&lt;br /&gt;myślą &quot;i to, i to&quot;, nie analizują, nie dzielą. wolą całość i harmonię.&lt;br /&gt;postrzegają czas jako pętle. w przypadku afryki unikają dychotomicznego&lt;br /&gt;podziału na dobrych i złych ( specjalność usa ), co pozwala utrzymywać&lt;br /&gt;im dobre stosunki z krajami jak sudan , zimbabwe , czy kongo zair&lt;br /&gt;kabili, czerpią z tego ogromne gospodarcze korzyści.&lt;br /&gt;  chińska&lt;br /&gt;strategia współpracy z afryką, jest tak elastyczna i płynna, że&lt;br /&gt;bazujący na konretach zachód dostałby rozdwojenia jaźni.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Milej lektury!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS&lt;br /&gt;Bląd, i to w tytule! poprawiony. Ech, jak się czlowiek raz źle nauczy, to potem ciężko zle nawyki wykorzenić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2008/08/skoro-ju-mamy-dzie-bloga.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>4</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-3461778799894004102</guid><pubDate>Fri, 29 Aug 2008 23:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-08-30T00:53:42.423+01:00</atom:updated><title>Tak, praca</title><description>&lt;div xmlns=&#39;http://www.w3.org/1999/xhtml&#39;&gt;Komentarz, otrzymany na blogu nieuzupełnianym od dwóch miesięcy zobowiązuje do odpowiedzi. Tak, Migg, to praca wysysa ze mnie całą energię.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;W ostatnich miesiącach wpadłam ze skrajności w skrajność. Po ponad półrocznej pracy z domu przeniosłam się na halę, na której znajduje się ponad dwieście biurek. Nie jest to hala znana z Dilberta, na której stanowiska pracy są w boksach - to po prostu cale piętro bez ścian, z ciasno ustawionymi obok siebie biurkami, jedynie w miejscach, w których stykają się one &#39;twarzą&#39;, oddzielonymi ściankami niewiele wyższymi od ekranu laptopa (można stroić miny do sąsiadki z naprzeciwka). &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Taka zmiana to jak przeprowadzka z cichej leśniczówki do centrum wielkiej metropolii. Metropolii w obcym kraju dodajmy, którego mieszkańcy posługują się nieznanym nam językiem. Och, Anglicy uwielbiają skróty! Jak napotykam w czterech zdaniach na zestaw &#39;slow&#39; złożonych z: DO, SO, IDP, RDC, PDA, T+, BC, WTLL, WoW, PSR to ja, biedny DSM :), muszę najpierw tekst przetłumaczyć, potem nowych słówek się nauczyć. Potem jeszcze tylko pozostaje zapoznanie się z dzialaniem dziesiątek nieznanych mi maszyn oraz zapoznanie ze szczegolami kilkunastu dużych projektów. &lt;br/&gt;Uff, powoli zaczynam rozumieć, o czym do mnie mówią, ale w dalszym ciągu wracam do domu z przeciążonym mózgiem, niezdolnym do wydobycia spod zalewu nowych bodźców jakiejkolwiek myśli, wartej przelania na papier.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Na zakończenie zrzut z ekranu - sprawdzacze pisowni miewają poczucie humoru:&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;img src=&#39;http://lh5.ggpht.com/Beata.Ciepal/SLiLNs0CIjI/AAAAAAAAMys/98io2eQoXYE/%5BUNSET%5D.jpg&#39; style=&#39;max-width: 800px;&#39;/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Klawiatury natomiast odmawiają czasem wspólpracy - moja kategorycznie odmawia pisania l/ (l z kreską). Powstawialam parę ręcznie, ale ileż można!&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt; &lt;br/&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2008/08/tak-praca.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://lh5.ggpht.com/Beata.Ciepal/SLiLNs0CIjI/AAAAAAAAMys/98io2eQoXYE/s72-c/%5BUNSET%5D.jpg" height="72" width="72"/><thr:total>6</thr:total></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-18706780.post-6966700749893706630</guid><pubDate>Tue, 08 Jul 2008 21:14:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-07-08T22:14:10.823+01:00</atom:updated><title>Kobieta może, ale</title><description>&lt;div xmlns=&#39;http://www.w3.org/1999/xhtml&#39;&gt;Od kilku dni krew się we mnie burzy, a to za sprawą &lt;a href=&#39;http://wiadomosci.onet.pl/1785100,441,item.html&#39; target=&#39;_blank&#39;&gt;kobiet - biskupów&lt;/a&gt;. Niby wewnętrzne sprawy kościoła anglikańskiego mnie nie dotyczą, nie jest jednak przyjemnie gdy słyszy wypowiadane otwarcie i bez cienia wstydu: &quot;kobiety zatrudnimy, ale dyrektorami nie zostaną, po naszym trupie&quot;. &lt;br/&gt;&lt;br/&gt;Ech... za dwa tygodnie zaczynam pracę w zespole, w którym kobiety stanowią jakieś 10%. Jakby tego było mało, wszyscy są w tym samym kolorze. W Londynie! Ciekawa jestem, jakie to specjalne środki musiały zostać podjęte w celu osiągnięcia tej &lt;i&gt;bladej&lt;/i&gt; jednolitości (to nie jest żadna zaszłość, większość została zatrudniona w ostatnich 12 miesiącach). Tak, rzecz jasna, potrafią tylko spółki skarbu państwa, których strony internetowe są pełne równych praw i linek do ustaw poświęconych dyskryminacji, równym płacom itp. Krowa, która dużo ryczy... &lt;br/&gt;&lt;/div&gt;</description><link>http://vierablu.blogspot.com/2008/07/kobieta-moe-ale.html</link><author>noreply@blogger.com (vierablu)</author><thr:total>4</thr:total></item></channel></rss>