<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>DobryTata.waw.pl</title>
	<atom:link href="http://dobrytata.waw.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://dobrytata.waw.pl/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sat, 07 Sep 2024 11:08:17 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.1</generator>
	<item>
		<title>O największym skarbie</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/o-najwiekszym-skarbie/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/o-najwiekszym-skarbie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Sep 2024 16:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Dziadek Wojtek]]></category>
		<category><![CDATA[Luis i przyjaciele]]></category>
		<category><![CDATA[Mars]]></category>
		<category><![CDATA[O króliczku Luisie]]></category>
		<category><![CDATA[o Natalce]]></category>
		<category><![CDATA[skarb]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6700</guid>

					<description><![CDATA[<p>&#8211; No moja droga&#8230; &#8211; powiedział staruszek ze stęknięciem wstając od stołu i prostując obolałe plecy. – Najwyższa pora posprzątać po kolacji i kłaść się spać. Dziewczynka spojrzała na mężczyznę uśmiechając się do niego życzliwie i kiwając potakująco głową powiedziała: &#8211; Dobrze dziadku, ale pod warunkiem&#8230; – tu przerwała na moment, a potem dokończyła: &#8211; [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/o-najwiekszym-skarbie/">O największym skarbie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p></p>



<p>&#8211; No moja droga&#8230; &#8211; powiedział staruszek ze stęknięciem wstając od stołu i prostując obolałe plecy. – Najwyższa pora posprzątać po kolacji i kłaść się spać.</p>



<p>Dziewczynka spojrzała na mężczyznę uśmiechając się do niego życzliwie i kiwając potakująco głową powiedziała:</p>



<p>&#8211; Dobrze dziadku, ale pod warunkiem&#8230; – tu przerwała na moment, a potem dokończyła: &#8211; tak naprawdę pod dwoma warunkami. Pierwszy to ten, że to ja posprzątam po jedzeniu.</p>



<p>&#8211; Na to mogę się zgodzić – odparł staruszek zadowolony, że wnuczka kwapi się do pomocy.</p>



<p>&#8211; A drugi warunek&#8230; – przerwała na moment aby uzyskać efekt tajemniczości. &#8211; &#8230; opowiesz mi jakąś historyjkę z czasów, gdy mieszkałeś na Ziemi.</p>



<p>&#8211; No dobrze. Niech ci będzie. – odpowiedział mężczyzna i zaczął myślami odpływać w przeszłość ku czasom swojej młodości.</p>



<p>Dziewczynka tymczasem odsunęła krzesłolot od stolika i podlatując do wbudowanego w ścianę panelu sterującego wcisnęła przycisk automatycznego sprzątania stołu. Chwilę później blat stołu uniósł się w górę i schował we wnęce w sufitu. Wbudowane w sufit centralne urządzenie myjące wyczyści naczynia przeteleportuje je do szafki z naczyniami, po czym umyje na błysk blat stołu i odeśle idealnie umyty z powrotem do jadalni.</p>



<p>W tym czasie Natalka, której praca zakończyła się wraz z naciśnięciem przycisku, mogła rozpocząć przygotowania do snu. Najpierw pobiegła do kabiny suchego prysznica. Na Marsie zasoby wody, mimo postępujących prac terraformacyjnych, są bardzo ograniczone. Toteż standardem jest używanie suchych prysznicy. Urządzenia te mają za zadanie rozbić drobiny pyłu za pomocą promieniowania mikrofalowego, a następnie osuszyć je i wywiać wprost do filtrów pochłaniających. Trochę jak nowoczesny odkurzacz do ciała. Następnie Natalka umyła zęby, a będąc precyzyjnym należałoby powiedzieć, że „dała sobie umyć zęby” gdyż cała jej praca polegała na stanięciu przy lustrze, wyszczerzeniu zębów w grymasie przypominającym uśmiech, i odpowiednim mrugnięciu powieką w kierunku lustra. Resztę wykonywał za nią automat myjący: szorował, wybielał, okamieniał, a na koniec polerował szkliwo. A wszystko w niespełna cztery i pół sekundy.</p>



<p>Tak życie na Marsie miało swoje dobre i złe strony. Dobre są właśnie takie, że bardzo wiele czynności zostało zautomatyzowanych i skróconych do minimum. Do złych należały ogromne różnice temperatur między dniem i nocą, a przede wszystkim fakt, że poziom tlenu na czerwonej planecie wciąż jest na tyle niski, że nie można wychodzić z kapsuł mieszkalnych bez odpowiednich skafandrów.</p>



<p>Zaraz po umyciu zębów, kolejne naciśnięcie przycisku w panelu sterującym łazienki i automat nałożył na Natalkę jej ulubioną pidżamkę. Teraz dziewczynka była gotowa do snu. No może prawie gotowa&#8230;</p>



<p>&#8211; Dziadku, a gdzie jest Gordon?! – rozglądała się dookoła wyraźnie czegoś szukając.</p>



<p>&#8211; Na pewno zaraz się znajdzie. – uspokajał ją dziadek Wojtek. – Przecież nie mógł opuścić kapsuły. Śluza na pewno by go nie przepuściła. Przecież nie ma autoryzacji.</p>



<p>&#8211; Tak dziadku. Wiem o tym, &#8211; odpowiedziała Natalka ze smutkiem w oczach. &#8211; Ale zastanawiam się dlaczego on ciągle się chowa i próbuje uciec na zewnątrz. Tam przecież jest niebezpiecznie. Ciągle hulają burze pyłowe, albo panuje straszny mróz. Czy on chce się zagubić, czy co?</p>



<p>&#8211; Nie wiem kochanie. – dziadek uklęknął obok wnuczki i objął ją swym silnym ramieniem. – Nie wiem czy wszystkie tulaki są w ten sposób zaprogramowane, ale twój Gordon z całą pewnością ceni sobie wolność. Zresztą, jak go już w końcu znajdziemy, powinnaś z nim poważnie porozmawiać i zapytać, dlaczego zachowuje się w taki właśnie sposób.</p>



<p>&#8211; Zapytać? – dziewczynka spojrzała dziadkowi w oczy z przekąsem na twarzy. – Jesteś pewien, że da się rozmawiać z tulakiem?</p>



<p>&#8211; No przecież&#8230; Skoro ja mogłem w dzieciństwie rozmawiać ze swoimi pluszakami, to dlaczego ty nie mogłabyś porozmawiać ze swoim tulakiem?!</p>



<p>&#8211; W takim razie pogadam z nim jak tylko go znajdziemy. – oświadczyła i zanurkowała do szafy ze skafandrami. – &#8230;Tu cię mam! – dobiegło kilka chwil później. – Znowu schowałeś się w schowku na plecach skafandra? Głuptasie! Przecież wiesz, że to miejsce zawsze sprawdzam przed wejściem do śluzy! – Po chwili dziewczynka wygramoliła się z szafy trzymając Gordona, szaro-fioletowego kosmitę o szczęściu mackach i czterech parach oczu, pod pachą.</p>



<p>&#8211; I znowu miałem rację! – ucieszył się na ten widok dziadek Wojtek.</p>



<p>&#8211; Tak dziadku miałeś rację! Znowu się znalazł! – nastrój dziewczynki był zdecydowanie lepszy. – Idę do komory spalnej. Zaczekam tam na ciebie dziadku.</p>



<p>&#8211; Dobrze kochanie. Odświeżę się pod prysznicem i przyjdę, aby opowiedzieć ci obiecaną historię ze starej poczciwej Ziemi. – Końcówka wypowiadanego przez niego zdania dotarła do dziewczynki już z za zasuwanych drzwi łazienki.</p>



<p>Natalka tymczasem wskoczyła do swojej komory spalnej, a mając w pamięci słowa dziadka, spojrzała na Gordona. Obejrzała go uważnie ze wszystkich stron. W końcu popatrzyła mu w oczy i&#8230;</p>



<p>&#8211; Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego wciąż próbujesz ode mnie uciec? Czy jest ci ze mną aż tak źle? Czy tak bardzo mnie nie lubisz?</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Prysznic i wieczorna toaleta zajęły dziadkowi trochę więcej czasu niż jego wnuczce. Toteż gdy wszedł do jej prywatnej kabiny, obawiał się, że Natalka będzie już pogrążona we śnie. Zdziwił się jednak, gdyż wnuczka wcale nie spała. Wprost przeciwnie. Z podekscytowaniem wyczekiwała na jego przyjście.</p>



<p>&#8211; Miałeś rację dziadku! – zaczęła gdy tylko . – pojawił się w jej kabinie. &#8211; Powinnam była porozmawiać z Gordonem już dawno temu. Może wtedy uniknęlibyśmy tych ciągłych poszukiwań przed spaniem.</p>



<p>&#8211; No widzisz! – powiedział dziadek, chociaż nie do końca wiedział w czym tkwi jego zasługa.</p>



<p>&#8211; Gordon powiedział mi, że kiedyś, kiedy był jeszcze nowym tulakiem, miał na uchu rubinowy koralik. I pewnego razu, zaraz po tym jak trafił do nas, tu do naszej kapsuły, zorientował się, że jego cenny koralik gdzieś zaginął. Od tamtej pory ciągle stara się go znaleźć. Jednak w kapsule przeszukał już dosłownie wszystkie zakamarki i go nie znalazł.</p>



<p>&#8211; Rozumiem&#8230; – Dziadek Wojtek pokiwał głową w zamyśleniu. &#8211; Pragnął wyjść na zewnątrz, aby odnaleźć swój skarb?</p>



<p>&#8211; No właśnie! – przytaknęła z entuzjazmem dziewczynka, a spoczywający na poduszce obok tulak Gordon, jakby potakiwał jej swoim bezruchem.</p>



<p>&#8211; Musisz mu jednak wytłumaczyć, że opuszczanie kapsuły mieszkalnej jest bardzo niebezpieczne i może się skończyć tym, że już nigdy nie odnajdzie drogi do domu, do waszej kabiny, a przede wszystkim do ciebie. – tłumaczył rzeczowo dziadek.</p>



<p>&#8211; Tak. Już mu to wszystko powiedziałam. I&#8230; ze smutkiem, ale obiecał mi, że już więcej nie będzie próbował uciekać. Powiedział, że rubinowy koralik przypominał mu miejsce, w którym go stworzono. Kojarzył mu się z narodzinami. Był symbolem&#8230; – dziewczynka zamyślał się na moment. &#8211; &#8230;Myślę, że ten koralik był dla niego niczym pamięć o mamie. – Spojrzała na dziadka ale ten nic nie powiedział, tylko dalej słuchał. &#8211; Gordon powiedział mi, że nie będzie już uciekał, bo ja jestem dla niego cenniejsza niż rubinowy koralik.</p>



<p>&#8211; I wcale mnie to nie dziwi! – powiedział staruszek. – Widzisz, Gordon to bardzo mądry tulak. Zupełnie tak mądry jak mój Luis.</p>



<p>&#8211; Luis? A kto to taki? – zapytała Natalka z zaciekawieniem.</p>



<p>&#8211; Luis to moja maskotka, którą dostałem w dniu urodzin. – dziadek uśmiechał się na myśl o wszystkich dobrych chwilach, które przeżył z Luisem. – Byliśmy nierozłącznymi kumplami. Zabierałem go wszędzie gdzie szedłem i&#8230; prawdę powiedziawszy ja także często musiałem go szukać przed spaniem.</p>



<p>&#8211; Pamiętasz dziadku, że miałeś mi opowiedzieć o swoim dzieciństwie na Ziemi? – zapytała ściszonym głosem Natalka.</p>



<p>&#8211; Oczywiście, że pamiętam.</p>



<p>&#8211; To może opowiesz mi o swoim przyjacielu Luisie?</p>



<p>&#8211; Właśnie taki miałem zamiar kochanie.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>&#8211; To było dawno, dawno temu, kiedy ja miałem tyle lat co ty teraz. Mieszkaliśmy wtedy na Ziemi. To niebieska planeta sąsiadująca z naszym Marsem.</p>



<p>&#8211; Dziadku! – oburzyła się Natalka. – Wiem co to Ziemia! Przecież nie jestem już dzidziusiem i potrafię korzystać ze smartkonsoli!</p>



<p>&#8211; Tak. Tak. – uspokajał ją dziadek. – A więc było to dawno temu na Ziemi. Jako chłopiec często bawiłem się w ogrodzie. Robiłem szałasy lub rozstawiałem namiot. A królik Luis zawsze mi w tym pomagał.</p>



<p>&#8211; A co to jest królik? – zapytała zaciekawiona wnuczka.</p>



<p>&#8211; Królik to takie puchate zwierzątko z długimi uszami, czerwonymi oczkami i puszystym ogonkiem, które kica i wciąż rozgląda się za marchewkami lub sałatą&#8230;</p>



<p>&#8211; Marchewkami i sałatą? – Natalka ponownie przerwała snucie opowieści dziadka.</p>



<p>&#8211; Tak kochanie. – dziadek uświadomił sobie właśnie jak wiele z tego, co na Ziemi było normalnością stracili, kiedy wyemigrowali na Marsa. – Marchewka i sałata, to takie warzywa, którymi żywiły się żyjące króliki.</p>



<p>&#8211; Pewnego razu, &#8211; kontynuował opowieść dziadek Wojtek, a na jego twarzy pojawił się uśmieszek, wskazujący, że i on właśnie cofnął się w czasie, aby przeżyć tę historię na nowo. – Poszliśmy z Luisem do pobliskiego lasu. Ja wziąłem ze sobą nuż i siekierę, aby rąbać gałęzie niezbędne do zbudowania szałasu. Luis wziął ze sobą zapas&#8230; marchewek, &#8230;aby nie zgłodnieć podczas wyprawy.</p>



<p>Chodziliśmy po lesie, wybieraliśmy gałęzie odpowiednie do tego, aby nasz wspólnie zbudowany szałas był solidny i aby chronił nas przed wiatrem, deszczem i&#8230; przed wilkami.</p>



<p>Wilki moja droga – wyjaśnił natychmiast dziadek wyprzedzając pytanie wnuczki – to duże, dzikie zwierzęta, które bywają niebezpieczne. Zwłaszcza dla królików, które często stawały się ich główną przekąską.</p>



<p>Z godziny na godzinę nasz szałas stawał się coraz większy i bardziej solidny. Miał szczelny dach i chroniące od wiatru ściany. Z zewnątrz był też dobrze zamaskowany, aby nikt, a zwłaszcza wilki, nie był w stanie go dostrzec z daleka. Podłoga wewnątrz wyściełana była miękkimi trawami oraz liśćmi, tak aby można była wygodnie leżeć i&#8230; rozmawiać z Luisem.</p>



<p>W pewnym momencie praca nad wykańczaniem szałasu tak bardzo nas pochłonęła, że nie zauważyliśmy, kiedy zmieniła się pogoda. Zawiał silniejszy wiatr. Słonko schowało się za szaro-stalowymi chmurami i nim się spostrzegliśmy z nieba lunął deszcz.</p>



<p>Deszcz, kochanie to taka woda padająca z nieba. Pokazywałem ci kiedyś na smartkonsoli encyklopedycznej, pamiętasz?</p>



<p>Deszcz padał coraz mocniej, a my w ogóle nie byliśmy na niego przygotowani. Nie mieliśmy płaszczów przeciwdeszczowych, ani parasoli, toteż postanowiliśmy przeczekać ulewę w szałasie. „Swoją drogą&#8230;” – pomyślałem. – „To będzie prawdziwy test naszego szałasu”. I okazało się, że razem z Luisem jesteśmy świetnymi budowniczymi. Dach okazał się niemal nieprzepuszczalny. Tylko w jednym miejscu, w rogu , co jakiś czas skapywała na ziemię pojedyncza kropelka. Widocznie jakiś liść zawinął się nie tak jak powinien i będzie trzeba to poprawić, jak już deszcz skończy padać.</p>



<p>Czekaliśmy i czekaliśmy, ale ulewa wciąż nie dawała za wygraną. Co było robić. Położyliśmy się z Luisem na posłaniu z suchych traw i miękkich liści i&#8230; rozmawialiśmy.</p>



<p>Kiedy w końcu deszcz ustał i wyjrzeliśmy z naszego szałasu, okazało się, że dookoła panują zupełne ciemności.</p>



<p>&#8211; Chyba nastała noc! – powiedziałem do Luisa. – Nie mamy wyjścia. Musimy przenocować w szałasie do rana. Po ciemku i tak nie znajdziemy drogi do domu.</p>



<p>&#8211; Też tak myślę! – poparł mnie mój przyjaciel. – Chyba nie będzie tu tak źle. Jest sucho i całkiem bezpiecznie. I najważniejsze, &#8211; dodał po chwili, – mamy cały zapas marchewek!</p>



<p>Mówiąc to królik poczęstował mnie jedną z nich, abym i ja trochę sobie pochrupał. Chwilę później leżeliśmy sobie na miękkim posłaniu. Patrzyliśmy w sufit i chrupiąc marchewki gadaliśmy o różnych rzeczach. Nagle do naszych uszu doleciał mrożący krew w żyłach skowyt. To było wycie wilka! Wtuliliśmy się jeden w drugiego. Obydwaj dygotaliśmy ze strachu. Baliśmy się głośno oddychać.</p>



<p>Po pewnym jednak czasie, kiedy z zewnątrz szałasu nie dochodziły już żadne inne dźwięki, uznaliśmy, że jednak nasz namiot i pod tym względem okazał się być dobrze zabezpieczony. Maskowanie zadziałało! Wilk odszedł nie wykrywszy naszej obecności.</p>



<p>&#8211; Wiesz Luisie&#8230; – powiedziałem ściszonym głosem nadal tuląc go do siebie. – Cieszę się, że jesteś tu ze mną. Gdybym był sam, na pewno nie miałbym odwagi zostać w tym szałasie przez calutką noc. – przycisnąłem go mocniej do piersi i dodałem: &#8211; Jesteś moim największym skarbem!</p>



<p>&#8211; Ty też jesteś moim największym skarbem! Odpowiedział Luis. – po czym odsunął się delikatnie, aby spojrzeć mi w oczy i dodał z przekonaniem: &#8211; A ja wiem co to znaczy prawdziwy skarb. I Luis zaczął opowieść:</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p><em>To było dawno, dawno temu, kiedy jeszcze byłem prawdziwym królikiem. Pewnego razu wraz z przyjaciółmi: niedźwiadkiem Kulkiem oraz liskiem Marzycielem wybraliśmy się na polanę, gdzie stary kruk Pafnucy opowiadał niesamowite historie. Uwielbialiśmy słuchać tych opowieści. Czasem Pafnucy opowiadał tak niestworzone opowiastki, że nawet pisklę, czy szczenię by w nie nie uwierzyło. Znacznie częściej jednak opowiadane przez kruka historie okazywały się prawdziwe. I te, z moimi przyjaciółmi uwielbialiśmy najbardziej.</em></p>



<p><em>Tym razem Pafnucy opowiadał o królu wszystkich ptaków, który miał wszystko, a mimo to ciągle chciał czegoś więcej. Ciągle było mu mało i mało. Pewnego razu dowiedział się, że za siedmioma górami i siedmioma rzekami mieszka czarownica, która posiada najcenniejszy skarb na świecie – złotą perłę. A ponieważ król ptaków nie bał się niczego, od razu postanowił, że zdobędzie ten cenny klejnot i w ten sposób zdobędzie sławę najbogatszego zwierzęcia na całym świecie. I jak postanowił tak zrobił. Przeleciał wszystkie góry i rzeki, pokonał wszystkie przeszkody, ominął czyhające na nieproszonych gości pułapki i ukradł złotą perłę. Wracał właśnie zadowolony z siebie do swojego królestwa, gdy nagle, całe niebo pogrążyło się w ciemnościach. Ziemia zaczęła się trząść, a z nieba sypały się pioruny. To okradziona czarownica, wpadła w gniew i szukała rabusia. Dowiedziawszy się kim jest ów złodziej odnalazła jego i jego królestwo, następnie porwała ukochaną córkę króla, uwięziła ją w skradzionej złotej perle, a perłę wrzuciła na dno jeziora. Nikt jednak nie potrafił odgadnąć co to było za jezioro.</em></p>



<p><em>Zrozpaczony król ptaków, zrozumiał nagle, że swą córkę kochał bardziej niż jakiekolwiek bogactwa. Od tej pory bezustannie szukał złotej perły, aby ją odnaleźć i uwolnić uwięzioną w jej wnętrzu księżniczkę. Jednakże lata mijały, król ptaków zestarzał się, a perły nigdzie nie znalazł. Przemierzył cały świat, wzdłuż i wszerz. Szukał w każdym napotkanym jeziorze, stawie, a nawet sadzawce, ale bezskutecznie. Aż w końcu zmarł zrozpaczony nie znalazłszy córki. Przez całe życie nie wybaczył sobie, że przez jego chciwość naraził na niebezpieczeństwo ukochane dziecko.</em></p>



<p><em>I tak mogłaby się skończyć ta opowieść, a my zapewne wkrótce byśmy o niej zapomnieli, gdyby nie jedno zdanie, które kruk Pafnucy wypowiedział na zakończenie. A brzmiało ono tak: „I kto wie, czy owa złota perła nie została zatopiona właśnie w naszym błękitnym jeziorze, na skraju naszego lasu? Któż to wie? Któż to wie?”</em></p>



<p><em>Usłyszawszy te słowa żadne z nas już nie potrafiło o nich zapomnieć. Nie upłynął kwadrans, a nasza trójka już planowała wyprawę w poszukiwaniu złotej perły. Postanowiliśmy, że musimy działać szybko. A lis Marzyciel, zasugerował, że taką złotą perłę najlepiej będzie szukać w nocy, gdyż jego zdaniem powinna ona świecić w ciemnościach. Zgodziliśmy się z nim i postanowiliśmy, że jeszcze tej nocy wyruszymy na poszukiwania. Ja zorganizowałem łódkę, lisek wiosło, a niedźwiadek lampę, abyśmy mogli oświecać sobie drogę. Na szczęście księżyc był tej nocy w pełni, co dodatkowo ułatwiało nasze poszukiwania. Przygotowania trochę trwały, więc dopiero około północy zwodowaliśmy łódkę i wskoczywszy do niej rozpoczęliśmy poszukiwania. Metr za metrem, powolutku posuwaliśmy się na przód. Marzyciel wiosłował, Kulek przyświecał mi lampą, a ja wychylałem się z łódki, aby wypatrywać błysków na dnie jeziorka. Na szczęście woda w naszym jeziorze była bardzo czysta i mimo dużej głębokości dno było widoczne niemal w każdym miejscu. Pływaliśmy tak dobre cztery godziny i przyznam, że każdy z nas miał już dosyć. Najchętniej byśmy się poddali. Jednak wspólnie postanowiliśmy, że dotrwamy do świtu.</em></p>



<p><em>Wypatrywanie skarbu na dnie było dla mnie niezwykle trudne, wymagało dużego skupienia, a przecież dookoła tak dużo się działo. Świecił księżyc, mrugały gwiazdy przeglądając się w tafli jeziora niczym w lustrze, fruwały wszędobylskie świetliki, tańczące swoje powietrzne tańce. A ja zamiast podziwiać ten cudowny spektakl natury, wypatrywałem oczy, badając dno jeziora. Dodatkowo z każdą minutą coraz bardziej chciało mi się spać. I kiedy już ledwo patrzyłem na oczy, nagle dostrzegłem na dnie jakąś przedziwną poświatę. Natychmiast kazałem Marzycielowi, aby przestał wiosłować, a Kulkowi, aby postarał się jak najlepiej mi poświecić. Wszyscy trzej patrzyliśmy teraz w jeden punkt na dnie. Było tam coś błyszczącego. Co do tego nie było żadnych wątpliwości. Pojawił się jednak poważny problem. Żadne z nas nie potrafiło nurkować. Długo kombinowaliśmy co tu zrobić, aż w końcu rozwiązanie samo się pojawiło. A dla ścisłości podpłynęło. Tuż obok naszej łodzi przepływał właśnie karaś Płetwek, nasz wspólny znajomy. Zaraz daliśmy mu znać aby podpłynął do nas bo mamy do niego interes. Wytłumaczyliśmy Płetwkowi, o co nam chodzi i po chwili dzielny karaś płynął już w kierunku naszego domniemanego skarbu.</em></p>



<p><em>Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy bojąc się, że głośniejsze westchnienie może w jakiś sposób odpędzić od nas szczęście lub coś takiego. W maksymalnym skupieniu wpatrywaliśmy się w wodę pod nami. A Płetwek już był na dnie, już chwycił coś w pyszczek i płynął w naszym kierunku. Widzieliśmy jak to coś coraz bardziej mieni się złotym blaskiem. W końcu się doczekaliśmy. Płetwek wynurzył się trzymając w pyszczku złotą, mieniącą się dziwnym blaskiem kulę. Nadal milcząc spojrzeliśmy wszyscy po sobie i&#8230; jak na komendę wybuchliśmy okrzykami radości. Tak. To była złota perła, o której opowiadał kruk Pafnucy. Podziękowaliśmy Płetwkowi za pomoc, a Kulek, zgodnie z umową, wręczył mu połowę swojej kanapki. Teraz mogliśmy na spokojnie przyjrzeć się naszemu skarbowi. Tak, to musiała być złota perła. A skoro ta część opowieści Pafnucego była prawdziwa, to cóż stało na przeszkodzie, aby jej pozostała część również nie miała być prawdą. Mam tu na myśli, tę część o zaklętej księżniczce. Zaraz zaczęliśmy się zastanawiać, jak zdjąć zaklęcie z perły i uwolnić córkę ptasiego króla. Próbowaliśmy wszelkich znanych nam zaklęć, jak: „abrakadabra”, „hokus pokus”, czy „sezamie otwórz się”, ale nic nie działało. Próbowaliśmy po prostu prosić kulę, aby się otworzyła i rozkazywać jej, ale i to nie poskutkowało. W końcu próbowaliśmy perłę zgnieść butem lub rozgryźć zębami, ale nic to nie dało. W końcu daliśmy za wygraną i postanowiliśmy wracać.</em></p>



<p><em>Zrezygnowani wiosłowaliśmy z powrotem do brzegu, lisek Marzyciel wykonał niewłaściwy ruch wiosłem i przytłukł sobie palca tak mocno, że w oczach zabłysły mu łzy. Jedna z nich spłynęła mu po pyszczku i spadła wprost na złotą perłę. Złota perła zajaśniała i zaczęła rosnąć i rosnąć, aż w końcu oślepił nas bijący od niej blaski i&#8230; nagle blask przygasł i&#8230; w łódce pojawiła się kolejna postać. Spodziewaliśmy się, że księżniczka będzie orłem, lub może pawiem, a tymczasem obok nas siedziała, no może nie najbrzydsza, ale&#8230; kaczka. „Dzień dobry” &#8211; przemówiła kacza księżniczka.</em></p>



<p><em>Kaczuszka przedstawiła się jako Królewna Dziubaska. Potem przywitała nas nazywając bohaterami, którzy zdjęli czar rzucony przez czarownicę. Wyjaśniła nam również, że mieliśmy dużo szczęścia, gdyż złota perła miała tę zdolność, że rozświecała się w ciemnościach, a zwłaszcza podczas pełni księżyca. To dlatego jej ojciec nie był w stanie jej odnaleźć. On przez całe życie poszukiwał perły za dnia.</em></p>



<p><em>Na końcu królewna Dziubaska wspomniała coś o tym, że jak to często w takich przypadkach bywa, uratowana królewna powinna poślubić swojego wybawcę. Ale co tu zrobić jeśli wybawców jest aż trzech? Ostatecznie uznaliśmy, że wszyscy trzej jesteśmy jeszcze za młodzi na to, aby się żenić. Zdecydowaliśmy, że odszukamy królestwo księżniczki Dziubaski i odstawimy ją do rodziny. Jak postanowiliśmy tak też zrobiliśmy. Odprowadziliśmy kaczuszkę do domu. Ile było radości, gdy bracia kaczuszki dowiedzieli się, że ich zaginiona siostra wróciła. Cieszyli się, ściskali ją i nas po kolei, kwakali z radości i śpiewali radosne piosenki. Obsypali nas także wspaniałymi nagrodami za odnalezienie ich „największego skarbu” jak nazywali swoją siostrę, a potem urządzili trwającą trzy dni i trzy noce balangę. Wyszaleliśmy się, wytańczyliśmy i szczęśliwi wróciliśmy do swoich domów. Oczywiście każdy z nas wrócił obładowany podarkami.</em></p>



<p><em>Właśnie wtedy zrozumiałem jedną, najważniejszą rzecz, że w życiu nie skarby, nie złoto i nie drogie kamienie liczą się najbardziej. Znacznie ważniejsi są nasi bliscy: rodzina i przyjaciele.</em></p>



<p class="has-text-align-center"><em>***</em></p>



<p>&#8211; I właśnie dlatego – kontynuował Luis – to ty Wojtusiu, jesteś moim największym skarbem. Cieszę się, że cię znalazłem w swoim życiu, i że mogę razem z tobą przeżywać wspaniałe przygody. Dziękuję ci, że jesteś.</p>



<p>&#8211; Ja też ci dziękuję, że jesteś! &#8211; Powiedziałem cichutko do ucha Luisa, a potem przytuliwszy go mocno, zasnąłem.</p>



<p>Obudziłem się dopiero nad ranem. Deszcz nie padał, wilki nas nie zjadły, a na zewnątrz świeciło prześliczne słoneczko. Delikatnie potrząsnąłem Luisem, aby go obudzić. Śmiesznie wyglądał, kiedy przecierał łapkami zaspane oczka.</p>



<p>&#8211; Wstawaj śpiochu! – powiedziałem z entuzjazmem w głosie. – Pora wracać do domu. Mama zapewne się o nas martwiła całą noc!</p>



<p>I czym prędzej ruszyliśmy w kierunku domu.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>&#8211; Czy babcia Ania była na ciebie zła, że nie wróciłeś na noc do domu? – zapytała cicho Natalka. Dziadkowi wydawało się, że dziewczynka już śpi, ale ona słuchała do samego końca mimo, że oczy od dłuższego czasu miała już zamknięte.</p>



<p>&#8211; Tak! – Dzidek uśmiechnął się na tamto wspomnienie i dokończył: &#8211; Twoja prababcia była wściekła. Martwiła się przez całą noc. Nie spała, chodziła i wołała po lesie. Chciała wzywać policję. Nawet wilki, które jej się napatoczyły po drodze dostały po karkach i z podkulonymi ogonami uciekły w knieje. Cała wyprawa zakończyła się dwutygodniowym szlabanem na oglądanie telewizji i granie. I wiem jedno, gdyby nie obecność królika Luisa, chyba bym przez te dwa tygodnie zwariował. Ale na szczęście mój przyjaciel był w tych najgorszych momentach obok mnie.</p>



<p>&#8211; Ty też jesteś zawsze przy mnie! &#8211; Powiedziała cichutko Natalka do tulaka Gordona i mocno go przytuliła.</p>



<p>Dziadek wstał i na palcach skierował się do własnej kabiny. Nie zamierzał przeszkadzać w zwierzeniach najlepszych przyjaciół.</p>



<p class="has-text-align-center">KONIEC</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/o-najwiekszym-skarbie/">O największym skarbie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/o-najwiekszym-skarbie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zabawa w chowanego</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/zabawa-w-chowanego/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/zabawa-w-chowanego/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Sep 2024 15:51:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[bajka o słoniach]]></category>
		<category><![CDATA[Marysia-Pięknisia]]></category>
		<category><![CDATA[Trąbal-Bombal]]></category>
		<category><![CDATA[zabawa w chowanego]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6697</guid>

					<description><![CDATA[<p>Cześć dzieciaki, to znowu ja wasz ulubiony słoń Trąbal-Bombal Baloniasty. Chcę się z Wami podzielić kolejną opowieścią, o przygodach moich i mojej malutkiej siostrzyczki Marysi-Pięknisi. Bycie starszym bratem nie jest łatwe. Czasami trzeba się trochę wysilić, czasami można się całkiem nieźle wystraszyć, ale zdradzę wam coś super ważnego&#8230; bycie starszym bratem to również świetna zabawa. [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/zabawa-w-chowanego/">Zabawa w chowanego</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Cześć dzieciaki, to znowu ja wasz ulubiony słoń Trąbal-Bombal Baloniasty. Chcę się z Wami podzielić kolejną opowieścią, o przygodach moich i mojej malutkiej siostrzyczki Marysi-Pięknisi.</p>



<p>Bycie starszym bratem nie jest łatwe. Czasami trzeba się trochę wysilić, czasami można się całkiem nieźle wystraszyć, ale zdradzę wam coś super ważnego&#8230; bycie starszym bratem to również świetna zabawa.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Jak w każde wakacje, rodzice mają mnóstwo pracy i mało czasu na zajmowanie się nami, czyli ich dziećmi. O ile ja i Irmina-Słonina jesteśmy już na tyle duzi, że sami o siebie zadbamy, jednak nasza najmłodsza pociecha, czyli Marysia-Pięknisia, sama się o siebie nie zatroszczy. I tu pojawiam się ja. Super Brat! No dobra, może nie zawsze taki super, ale staram się jak mogę. Dzisiaj też się bardzo starałem. Musiałem bowiem zająć się moją kochaną siostrzyczką przez całe cztery godziny. Tak, tak. Macie rację to niemal wieczność. Ale cóż poradzić. Jak mus, to mus. Trzeba było stanąć na wysokości zadania i zająć się naszym małym słoniątkiem.</p>



<p>O moim bojowym zadaniu, polegającym na konieczności zaopiekowania się siostrą dowiedziałem się już kilka dni wcześniej, toteż miałem czas aby się z tą myślą oswoić, przygotować się do tego psychicznie, a także opracować plan działania. Jak sami zapewne wiecie, bez dobrego planu nie ma zabawy.</p>



<p>Nasz plan nie był zbyt skomplikowany. Zawierał zaledwie cztery proste punkty. Po pierwsze – zabawa w chowanego. Po drugie lody. Trzecia pozycja to polowanie na smakołyki. I na końcu Budowanie zamku księżniczki.</p>



<p>Jak sami widzicie, każdy by sobie z takim planem poradził. Wystarczy abym trzymał się planu, a cztery godzinki zlecą jak gwizdnięcie trąbą. Tylko, że&#8230; nie każdy plan daje się zrealizować. Ten najwyraźniej nie miał takiej ochoty. Już od samego początku nie chciał ze mną współpracować.</p>



<p>Była godzina ósma, gdy mama wyszła z domu, zostawiając Marysię-Pięknisię pod moją opieką. Już od co najmniej godziny byłem zwarty i gotowy. Miałem wszystko naszykowane, w zegarku poustawiałem odpowiednie alarmy, abym wiedział, kiedy należy przejść do kolejnego etapu w moim planie.</p>



<p>Gdy tylko pożegnałem mamę życząc jej dobrego dnia od razu wcisnąłem przycisk start na wyświetlaczu zegarka. Odliczanie się rozpoczęło. Cyferki gnały do przodu, sekunda za sekundą i minuta za minutą. Czas mijał, a ja&#8230; coraz bardziej się nudziłem. Marysia-Pięknisia nadal jeszcze spała i nie chciałem jej budzić. Co dwie minuty zaglądałem do jej pokoju, aby sprawdzić, czy nadal ma zamknięte oczy. Czekałem i czekałem, aż się doczekałem. W końcu Marysia-Pięknisia otworzyła jedno oko, potem drugie, przeciągnęła się i usiadła zaskoczona tym, że siedzę tuż koło jej łóżka.</p>



<p>&#8211; Cio lobiś? – zapytała zaciekawiona. – Pisiedłeś śpać w moim łóśku? – popatrzyła na mnie, a potem kręcąc główką stwierdziła – Nawet o tym nie myśl. Maś psiecieś śwoje łóśko!</p>



<p>&#8211; Głuptasie, &#8211; stwierdziłem szybko. – Wcale nie zamierzałem spać w twoim łóżku. Chciałem tylko sprawdzić, czy już wstałaś. Mama musiała wyjść i powiedziała, że mam się tobą opieować.</p>



<p>&#8211; To siupel! – wykrzyknęła natychmiast i wyskoczyła energicznie z łóżka. – A cio bendziemy lobiść?</p>



<p>&#8211; Sam nie wiem. – Zgodnie z moim planem powinniśmy zacząć od zabawy w chowanego, ale&#8230; – spojrzałem zniecierpliwiony na zegarek. – Mamy już 45 minut opóźnienia.</p>



<p>&#8211; To nić! – powiedziała z przekonaniem Marysia-Pięknisia. – Psiecieś nam siem nie śpiesi!</p>



<p>&#8211; Rozumiem, że tobie się nie spieszy, ale ja mam swoje plany, których chciałbym się trzymać! Dlatego wyskakuj z pidżamy, Mamy dwie minutki, aby się przebrać w ubranie, które naszykowała mama.</p>



<p>Przebieranie zajęło nam kolejne piętnaści minut! Moja siostrzyczka, mimo, że mała, ma swoje zdanie na każdy temat, a naszykowane przez mamę ubranie najwyraźniej nie odpowiadało jej gustom. Miałem wrażenie, że prędzej osiwieję, niż dobierzemy jej strój, który spełniłby jej oczekiwania. Wszystkie były: „za małe”, „za duże”, „za bardzo różowe”, „za mało różowe”, „zbyt krótkie”, „za długie” itd.</p>



<p>Opuszczając jej sypialnie mieliśmy już ponad godzinę obsuwy.</p>



<p>&#8211; Chyba musimy odpuścić sobie zabawę w chowanego. – stwierdziłem poważnie. – Zjemy teraz śniadanko, a potem przejdziemy do drugiego punktu w naszym planie&#8230;</p>



<p>&#8211; Ale ja chciem chowanego! – krzyknęła Marysia tupiąc kopytkiem</p>



<p>Zjedliśmy śniadanie. To znaczy Marysia jadła, a ja przez cały czas próbowałem przekonać siostrę, że jest już za późno na chowanego, i że jak tak dalej pójdzie to niedługo będzie również zbyt późno na lody. Mimo, że użyłem całej swojej sztuki perswazji nie udało mi się jej przekonać. Musiałem wobec tego zmienić swój plan i wrócić do zabawy w chowanego.</p>



<p>&#8211; No dobra Pięknisiu, wygrałaś. &#8211; W końcu się poddałem. – Pobawimy się w chowanego. Ale ponieważ i tak jesteśmy już spóźnieni, to raz ty szukasz mnie, a potem ja raz poszukam ciebie, ok?</p>



<p>&#8211; Ok! – zgodziła się mała słoniczka.</p>



<p>&#8211; Jak tylko cię znajdę, to przechodzimy do kolejnego punktu planu, jasne?</p>



<p>&#8211; Jaśne! – pokiwała na znak zgody swoją malutką główką.</p>



<p>&#8211; No to ty liczysz do dziesięciu, a ja się chowam! – krzyknąłem i już zacząłem się rozglądać za kryjówką. Marysia tymczasem odwróciła się do ściany i zaczęła liczyć: „Jeden, dwa, pieńć, siedem, ćtely, tsinaście, dziesieńć! Siukam!”</p>



<p>Specjalnie nie chowałem się za mocno, aby dać szansę Marysi na jak najszybsze odnalezienie mojej kryjówki. Zadowolona z siebie Pięknisia wypięła z dumą pierś.</p>



<p>&#8211; Malysia źnalaźła Tlombala! Malysia źnalaźła Tlombala!</p>



<p>&#8211; Teraz twoja kolej. Ja też cię zaraz znajdę i kończymy tę zabawę. – Zerknąłem na zegarek i z trwogą stwierdziłem, że za moment powinniśmy przejść do trzeciego punktu w naszym planie. – No dobra! Chowaj się, a ja liczę: Jeden, dwa, trzy&#8230; dziesięć! Szukam!</p>



<p>Odwróciłem się na pięcie i natychmiast pobiegłem do szafy, w której zazwyczaj chowała się Marysia-Pięknisia. O dziwo wcale jej tam nie było. Zaskoczyło mnie to, ale zaraz skierowałem się do dziury pod biurkiem, która też często służyła mojej siostrzyczce za kryjówkę. Ku memu zdziwieniu, nikogo tam nie znalazłem. „Gdzie ona się schowała?” – zastanawiałem się poważnie. – „Już wiem! Pewnie schowała się w mojej ostatniej kryjówce!” – Pobiegłem do tego miejsca, ale tam również było pusto. Zacząłem się niepokoić. – „Gdzie ta mała mogła się schować” – To przestało wyglądać jak niewinna zabawa z maluchem. Zacząłem szukać tak, jakbym szukał Irminy-Słoniny, albo nawet Rysia-Gumisia. Zaglądałem do każdego zakątka, zakamarka, do każdej, nawet nieoczekiwanej kryjówki. Szukałem i szukałem i&#8230; NIC! Kiedy mój zegarek zasygnalizował, że powinniśmy przejść do ostatniego punktu w planie, byłem już na poważnie zaniepokojony. Moja malutka siostrzyczka zaginęła, a ja nie potrafiłem jej odnaleźć. Przeszukałem już cały dom. Przeczesałem podwórko. Zajrzałem do piwnicy, do garażu, oraz do komórki. Nigdzie jej nie było. „Może porwali ją kosmici?!” – do głowy przychodziły mi coraz bardziej niepokojące myśli. „Zaraz wróci mama! A ja zagubiłem gdzieś Marysię-Pięknisię!” – myślałem w panice. – „Jak ja to wytłumaczę mamie?!”.</p>



<p>&#8211; Marysia! – krzyczałem już najgłośniej jak potrafiłem. – Wychodź. Zabawa skończona!</p>



<p>Mimo, że przez blisko pół godziny darłem się najgłośniej jak potrafiłem, Marysia nadal się nie znalazła. Postanowiłem, że od nowa przejdę przez wszystkie możliwe kryjówki, aby ponownie upewnić się, że mojej siostry w nich nie ma. Ponownie sprawdziłem wszystkie sypialnie, kuchnię, salon, łazienki, piwnicę, garaż, ogród, komórkę i na koniec ponownie wszedłem do szklarni z kwiatami. W tym miejscu w żadnym wypadku się jej nie spodziewałem, ale jak już sprawdzałem wszystkie zakamarki, to poszedłem i tam. Szklarnia od zawsze była królestwem naszej mamy Kachny-Grubachny. I w zasadzie nikt poza nią się do tego miejsca nie zapuszczał. Mnie osobiście szklarnia kojarzyła się z ekstremalnymi upałami niczym w saunie, a na domiar złego z pracą i babraniem się w ziemi, czego po prostu nie znosiłem.</p>



<p>Wszedłem do środka i zaraz poczułem nieprzyjemny upał. Rozejrzałem się dookoła, zajrzałem pod kilka najgęstszych krzaczków. Zajrzałem nawet do oczka wodnego, z niewielką fontanną, w którym mama hodowała jakieś kwitnące rośliny wodne. Już miałem wychodzić, gdy nagle usłyszałem jakiś dziwny dźwięk. To było jakby jakieś sapnięcie, ale z dziwnym pogłosem, niczym echo. Nadstawiłem uszu i&#8230; za chwilę dźwięk się powtórzył. Dochodził z samego końca szklarni. Tam na półkach mama trzymała donice. Jedna z nich była całkiem spora i obecnie nic w niej nie rosło. Wspiąłem się na kopytka, aby zajrzeć do środka. Donica stała bowiem na półce jakieś półtora metra nad ziemią. Zajrzałem i&#8230; Marysia-Pięknisia spała na dnie donicy niczym się nie przejmując. Szturchnąłem ją delikatnie trąbą. Słoniątko poruszyło się, przetarło oczka, a potem&#8230;</p>



<p>&#8211; Jak mnie tu źnalaźłeś?! – zakrzyknąła patrząc mi prosto w oczy. – Podglondałeś! Na pewno podglondałeś! Osikiwaciu jeden!</p>



<p>Nawet nie chce mi się pisać, ile wysiłku mi zajęło, aby jej wytłumaczyć, że wcale nie oszukiwałem, i że na poważnie szukałem jej blisko dwie godziny.</p>



<p>&#8211; Wiesz co malutka, &#8211; powiedziałem zerknąwszy na zegarek, &#8211; Nasz plan chociaż zawierał tylko cztery punkty, został zrealizowany zaledwie w pierwszym z nich. Miałem jeszcze trzy kolejne punkty, ale nie uda się ich wykonać. – Wziąłem Marysię za łapkę i razem poszliśmy w kierunku domu. Siedząc w doniczce Pięknisia trochę ubabrała się ziemią i wcale nie wyglądała na pięknisię. Musiałem ją umyć przed powrotem mamy.</p>



<p>&#8211; Najważniejsze, że w końcu udało mi się ciebie odnaleźć. – powiedziałem jej wycierając jej trąbę w ręcznik. – Bałem się, że porwali cię kosmici, albo, że zjadł cię Yeti lub Reksiu.</p>



<p>&#8211; Tlochę źgłodniałam – Powiedziała Marysia nie przejmując się tym co usłyszała. – Coś mówiłeś o lodach.</p>



<p>&#8211; Tak! – przypomniałem sobie nagle – Lody to był drugi punkt w naszym planie! – i natychmiast skierowaliśmy się do kuchni. Nałożyłem nam pyszne lody o smaku pistacji i mango, a potem&#8230;</p>



<p>Do domu weszła mama.</p>



<p>&#8211; Cześć! Jak się bawiliście? – zapytała od progu.</p>



<p>&#8211; O już jesteś? – jej widok mnie naprawdę zaskoczył. – Bawiliśmy się&#8230; nieźle!</p>



<p>&#8211; W chowanego! – doprecyzowała Marysia-Pięknisia.</p>



<p>&#8211; A jak twoje plany? – zapytała mama z uśmiechem.</p>



<p>&#8211; Zrealizowane&#8230; – powiedziałem i zamilkłem na chwilę &#8211; &#8230;w połowie! – dodałem po namyśle.</p>



<p>&#8211; W takim razie to i tak ogromny sukces, kochanie. – Mama poklepała mnie trąbą po plecach. – Mnie, z reguły, nie udaje się zrealizować nawet ćwiartki tego co sobie zaplanuję, kiedy jestem z Marysią!</p>



<p>Słysząc to bardzo się zdziwiłem i&#8230; poczułem ogromną ulgę.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Zdaniem mamy, planowanie to bardzo ważna czynność, ale&#8230; w niektórych sytuacjach zrealizowanie planu choćby w dwudziestu pięciu procentach, można uznać za ogromny sukces. Mnie udało się dzisiaj zrealizować plan w połowie i to przy najgorszym z możliwych żywiołów, mojej młodszej siostrzyczce Marysi-Pięknisi. Odhaczam więc kolejny sukces. A przy okazji&#8230; doniczka, w której ukryła się Marysia okazała się na tyle duża, że i ja się w niej na ścisk zmieściłem. Nawet nie wiecie, ile czasu zajęło Irminie-Słoninie odnalezienie mnie w tej kryjówce. A jej mina, kiedy w końcu zajrzała do środka i zobaczyła mnie zwiniętego w kłębek i upchniętego w ciasnym naczyniu&#8230; niezapomniana.</p>



<p>Moi drodzy, życzę wam kolorowych snów. Niech się wam przyśnią piękne kwiatki doniczkowe. Uważajcie tylko, żeby żaden z nich nie miał trąby i półtonowego cielska.</p>



<p>Śpijcie dobrze.</p>



<p>Pozdrawiam,</p>



<p>Trąbal-Bombal Baloniasty.</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/zabawa-w-chowanego/">Zabawa w chowanego</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/zabawa-w-chowanego/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wakacyjne plany</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/wakacyjne-plany/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/wakacyjne-plany/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 02 Aug 2024 15:02:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[o słoniach]]></category>
		<category><![CDATA[Trąbal-Bombal]]></category>
		<category><![CDATA[wakacje]]></category>
		<category><![CDATA[wakacyjne plany]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6663</guid>

					<description><![CDATA[<p>Cześć dzieciaki. To ja wasz ulubieniec, Trąbal-Bombal Baloniasty. Czy i wy uwielbiacie wakacje? Pewnie, że tak. Bo kto by nie lubił czasu beztroskiej zabawy, spotkań z przyjaciółmi i&#8230; wakacyjnych wyjazdów. Na tegoroczne wakacje zaplanowałem sobie całkiem sporo aktywności. Wypady nad jezioro wraz z moim najlepszym kumplem Rysiem-Gumisiem, dwa tygodnie u mojej ulubionej cioci Bani-Kochani. Jednak [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/wakacyjne-plany/">Wakacyjne plany</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p></p>



<p>Cześć dzieciaki. To ja wasz ulubieniec, Trąbal-Bombal Baloniasty.</p>



<p>Czy i wy uwielbiacie wakacje? Pewnie, że tak. Bo kto by nie lubił czasu beztroskiej zabawy, spotkań z przyjaciółmi i&#8230; wakacyjnych wyjazdów. Na tegoroczne wakacje zaplanowałem sobie całkiem sporo aktywności. Wypady nad jezioro wraz z moim najlepszym kumplem Rysiem-Gumisiem, dwa tygodnie u mojej ulubionej cioci Bani-Kochani. Jednak najważniejszym punktem wakacji (jak zresztą co roku) był obóz skautowski. Czekałem na niego przez cały rok. Już od dawna się do niego przygotowywałem: kupiłem nową pelerynę przeciwdeszczową, saperkę i latarkę. Nawet zacerowałem dziurę w śpiworze, żeby mnie mrówki w nocy nie gryzły. Wszystko miałem dopięte na ostatni guzik. Byłem już spakowany, zwarty i gotowy i&#8230; cały plan posypał się niczym domek z kart. A co było tego przyczyną? Moja maleńka siostrzyczka Marysia-Pięknisia. Tak, właśnie ona. Taka mała, a jednak może całkiem mocno namieszać.</p>



<p>A wszystko zaczęło się miesiąc wcześniej&#8230;</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>&#8211; Mamo! Pojedziesz ze mną do sklepu sportowego? – zapytałem pewnego popołudnia. – Za chwilę wakacje. Zbliża się obóz skautowski, a ja nie mam latarki, saperki i peleryny przeciwdeszczowej.</p>



<p>&#8211; Kochanie, &#8211; mama jak zwykle miała pełne ręce roboty. Krzątała się po kuchni robiąc posiłek, sprzątając i zajmując się Marysią-Pięknisią równocześnie. – Dzisiaj na pewno nie damy rady. Zaraz po objedzie musze zawieźć Marysię-Pieknisię do klubu malucha na przyjęcie urodzinowe jej kolegi Piotrusia-Mikrusia. W związku z tym cały wieczór nie będzie nas w domu.</p>



<p>&#8211; No nie! – Wykrzyknąłem przejęty. – Chciałbym mieć to już z głowy. Przecież wiesz, jak bardzo mi zależy, żeby ten wyjazd się udał, a bez latarki, peleryny i nowej saperki na pewno nie będzie to możliwe!</p>



<p>&#8211; Tak kochanie. – mama położyła trąbę na moim ramieniu i pogładziła mi kark. – Wiem jak ważny jest dla ciebie wyjazd z kolegami z drużyny. Jednak do obozu zostały cztery tygodnie. Naprawdę nie musimy tych zakupów robić już dzisiaj.</p>



<p>&#8211; No dobra! – dałem się przekonać. – W takim razie niech będzie jutro. Ok?</p>



<p>&#8211; Ok. Już wpisuję to sobie do kalendarza. – i mama sięgnęła po swój podręczny kalendarz, w którym zapisywała zaplanowane czynności. – Mamy to. – Dodała i uśmiechnęła się do mnie. &#8211; A teraz popilnuj garnka z zupą. Jak się zacznie gotować, to uchyl pokrywkę i zmniejsz intensywność grzania. Ja tymczasem trochę się odświeżę. Potrzebuję na to dziesięć minut, ok?</p>



<p>&#8211; Ok – odpowiedziałem, chociaż wolałbym zamiast sterczeć przy garze, wrócić do pokoju i poczytać komiks o supersłoniu, zwłaszcza, że przerwałem czytanie w momencie, gdy mój ulubiony bohater walczył z bagiennym potworem z księżyca neptuna.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Po obiedzie, mama przebrała Marysię-Pięknisię i obie pojechały na przyjęcie urodzinowe. Tak jak zapowiedziała mama, nie było ich calutki wieczór. Po ich powrocie było kolejne urwanie głowy. Mama zabrała się za przygotowywanie kolacji, a ja, chcąc jej trochę ulżyć, zabrałem Marysię-Pięknisię do swojego pokoju, gdzie uczyłem ją układać wieże z klocków. Bawiliśmy się tak dobre pół godziny, aż do momentu, gdy mama zawołała wszystkich na kolację.</p>



<p>&#8211; A na psijeńciu Piotluś był ciały w klopki! – powiedziała podczas kolacji Marysia-Pięknisia, ale chyba nikt nie potraktował jej uwagi poważnie. Nie było żadnej odpowiedzi, ani żadnego komentarza. W tamtym momencie uwagę Marysi wpuściłem jednym uchem, a drugim ją wypuściłem. Można by uznać, że o niej zapomniałem, ale nie. Ona tkwiła w mojej głowie i czekała na rozwój wypadków. A wypadki toczyły się bardzo powoli.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>&#8211; Mamo! – Irmina-Słonina wydarła się na cały głos nie zważając na fakt, że właśnie rozpoczęły się wakacje i normalny słoń mógłby jeszcze trochę pospać. – Mamo! Chodź tu szybko i spójrz na Marysię-Pięknisię!</p>



<p>Wyrwany ze snu przekręciłem się na drugi bok mając nadzieję, że za chwilę znowu zasnę. Jednakże, moja młodsza siostra nie dawała za wygraną.</p>



<p>&#8211; Mamo! Chodź tu szybko! – krzyczała na całe gardło. – Marysia-Pięknisia jest cała w kropki!</p>



<p>„Cała w kropki?!” – pomyślałem i nagle odechciało mi się spać.</p>



<p>&#8211; Cała w kropki?! – mam również przejęła się tym stwierdzeniem i zaraz usłyszałem jej szybkie kroki zmierzające do sypialni Marysi. Ja także wstałem i nie zważając na to, że nadal byłem w piżamie, kierowany ciekawością, poszedłem w tamtym kierunku. Kiedy wszedłem do pokoju, mam klęczała przy naszym małym słoniątku i oglądała ją ze wszystkich stron. Rzeczywiście Marysia-Pięknisia cała była pokryta czerwonymi krostkami, a na domiar złego wyglądała na bardzo osłabioną.</p>



<p>&#8211; Nie wygląda najlepiej! – stwierdziłem rzeczowo. – To chyba jakieś poważne choróbsko!</p>



<p>&#8211; Tak! – w głosie mamy słychać było troskę i zaniepokojenie. – Ma wysoką temperaturę, czemu zaraz zaradzimy podając jakiś środek przeciwzapalny. Bardziej jednak martwią mnie te krosty. Obawiam się, że to może być choroba zakaźna!</p>



<p>&#8211; Co masz na myśli? – zapytałem. – Czy chcesz przez to powiedzieć, że wszyscy możemy się&#8230; – przerwałem i spojrzałem mamie w oczy, a potem dokończyłem – zarazić?</p>



<p>&#8211; Obawiam się, że tak! – i nawet domyślam od kogo Marysia tą chorobę złapała.</p>



<p>&#8211; Od kogo!? – zapytaliśmy równocześnie z Irminą-Słoniną.</p>



<p>&#8211; Pamiętacie przyjęcie urodzinowe Piotrusia-Mikrusia? – zapytała mama sięgając do apteczki i szukając preparatu na zbicie gorączki.</p>



<p>&#8211; Tak. Pamiętam. – w tym momencie przypomniałem sobie słowa Marysi-Pięknisi, wypowiedziane dokładnie dwa tygodnie wcześniej podczas kolacji: „A na psijeńciu Piotluś był ciały w klopki!”</p>



<p>&#8211; Na tym przyjęciu kolega Marysi wyglądał bardzo podobnie jak ona dzisiaj. – wytłumaczyła mama. – Wtedy wyglądało to na niewinną wysypkę, może alergię. Teraz jednak rozumiem, że to coś bardziej poważnego. A wirus lub bakteria, która tę chorobę wywołuje potrzebował dokładnie dwóch tygodni od zarażenia do pojawienia się pierwszych objawów.</p>



<p>&#8211; Czy to oznacza, że my możemy zarazić się od Marysi? – to pytanie padło z ust Irminy-Słoniny, chociaż ja również miałem zamiar je zadać.</p>



<p>&#8211; Obawiam się, że tak! – odpowiedziała zupełnie poważnie mama. – Owszem, może się okazać, że już na tę chorobę chorowaliście i macie już wyrobioną odporność, ale jest spore prawdopodobieństwo, że jednak na nią zachorujecie. Muszę przyznać, że takie objawy widzę po raz pierwszy w życiu. Gdyby, któreś z was miało coś podobnego, z całą pewnością bym o tym pamiętała.</p>



<p>&#8211; A kiedy mogą się pojawić te objawy u nas? – zapytałem, a w myślach wyliczałem dni pozostałe do mojego wyjazdu skautowskiego.</p>



<p>&#8211; Nie wiem dokładnie, ale sądzę, że jeśli mielibyście się zarazić, to zapewne nastąpi to w ciągu najbliższych dwóch tygodni.</p>



<p>&#8211; No nie! – wykrzyknąłem. – Dokładnie za dwa tygodnie&nbsp; zaczyna się obóz. A przecież wiesz jak bardzo mi na nim zależy!</p>



<p>&#8211; Wiem kochanie i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, abyś na niego pojechał.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Mama natychmiast zabrała Marysię-Pięknisię do lekarza, który potwierdził obecność bardzo zakaźnego wirusa.</p>



<p>&#8211; Jeśli, ktoś w rodzinie jeszcze nie chorował, to z całą pewnością się rozchoruje! – powiedział – ten wirus przenosi się szybciej niż wiejący wiatr. Potem namnaża się w organizmie ofiary, aby po dwóch tygodniach dać pierwsze objawy: wysoką gorączkę i swędzące, czerwone krostki, których nie powinno się rozdrapywać. &#8211; Pan doktor przepisał też leki na zbicie gorączki, oraz przeciwwirusowe. I kazał smarować krosty jakimś dziwnym specyfikiem. – Objawy są widoczne przez około tydzień. Potem pacjent wraca do pełni sił. – kontynuował swój wywód. – Kiedy objawy zanikają, pacjent przestaje też zarażać.</p>



<p>Słuchałem wyjaśnień lekarza i&#8230; czułem się tak, jakbym usłyszał wyrok skazujący mnie na więzienie! Nie jestem głupi. Od razu skojarzyłem fakty i zrozumiałem, że moje plany związane z wyjazdem na obóz, w zasadzie legły w gruzach.</p>



<p>Kiedy wracaliśmy do domu, nie odezwałem się ani słowem. Gapiłem się w okno i narzekałem w myślach na „okrutny los”.</p>



<p>Mama widziała, że jestem zdołowany, ale i ona nie potrafiła znaleźć słów, które byłyby w stanie mnie pocieszyć.</p>



<p>Zaraz po przyjeździe do domu poszedłem do swojego pokoju i padłem na łóżko. Do późna w nocy nie mogłem zasnąć. A kiedy w końcu usnąłem, śniły mi się koszmary, o tym, że inne zwierzęta z drużyny biegają po lesie, a ja w tym czasie siedzę w domu i&#8230; obieram ziemniaki!</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Czas mijał, a ja codziennie obserwowałem się w lustrze i&#8230; nic się nie działo. Byłem zdrowy jak byk. Na moim ciele nie było żadnych plamek, czy krost. Czułem się wyśmienicie i&#8230; z każdym dniem coraz bardziej wierzyłem w to, że jednak się nie rozchoruję! Nabrałem przekonania, że mimo wszystko mam już odporność na tę dziwną chorobę i pozostanę zdrowy.</p>



<p>W ten sposób dotrwałem do wieczora poprzedzającego nasz wyjazd.</p>



<p>&#8211; Mamo! – wykrzyknąłem rozradowany. – Tylko spójrz! Nie ma żadnych plamek, ani gorączki, ani żadnych innych objawów choróbska!</p>



<p>&#8211; Widzę kochanie. – potwierdziła mama oglądając mnie bardzo dokładnie. – Może jednak masz na te chorobę odporność, tak jak to sobie przez ostatnie dwa tygodnie wmawiałeś.</p>



<p>&#8211; Czy to oznacza, że mogę jutro jechać na obóz? – zapytałem rozpromieniony.</p>



<p>&#8211; Jeśli do rana nic się nie zmieni, to myślę, że będziesz mógł pojechać. – usłyszałem i omal nie rozbiłem sufitu głową, gdy z radości podskoczyłem wysoko w górę.</p>



<p>&#8211; Hurrraa! – wykrzyknąłem i pobiegłem do swojego pokoju, aby po raz kolejny sprawdzić czy plecak jest dobrze spakowany.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>W nocy nie mogłem zasnąć z przejęcia. Sen przyszedł dopiero tuż przed świtem. Miałem wrażenie, że ledwie zapadłem w błogie objęcia morfeusza, a już zawył pierwszy sygnał budzika.</p>



<p>Zaspany zwlokłem się z łóżka i powłócząc nogami poszedłem do toalety. Zrobiłem siku, a potem umyłem ręce i buzię. Przemywałem oczy zimną wodą, kątem oka zerknąłem w kierunku lustra&#8230; Zerknąłem jeszcze raz, tym razem opuszczając kopytka i przysuwając trąbę do lustra. Cała moja twarz była pokryta czerwonymi plamkami!</p>



<p>&#8211; O nie! – powiedziałem szeptem sam do siebie. – Tylko nie to!</p>



<p>Wystawiłem język i zobaczyłem, że nawet on pokryty jest czerwonymi krostkami. Byłem chory!</p>



<p>Pierwszą moją myślą było, że mógłbym to jakoś zatuszować. Nawet chwyciłem puder mamy, aby zapudrować sobie twarz i ukryć krosty. Było ich jednak zbyt dużo. Pomyślałem też o moich kumplach z drużyny. „Przecież nie chcesz ich wszystkich pozarażać!” – zgromiłem w myślach samego siebie. – „Oni też czekali na ten wyjazd od roku i z całą pewnością woleliby spędzić ten czas na bieganiu po lesie z maczetą i dzidą, niż rozchorować się przeze mnie na kropkowe choróbsko!” Postanowiłem, że zostaję w domu!</p>



<p>Chwilę później poczułem osłabienie spowodowane wyraźnym wzrostem temperatury ciała. Poczłapałem do mamy i obudziłem ją, aby przekazać jej złe wieści.</p>



<p>&#8211; Oj! Kochanie! – wykrzyknęła na mój widok. – Tak mi przykro, skarbie!</p>



<p>&#8211; A więc jednak ominie mnie obóz w tym roku! – odparłem i usiadłem na sofie w salonie. Czułem, że gorączka daje mi się we znaki. – Ale przecież nie mogę pojechać i zarazić wszystkich zwierząt z drużyny! To byłoby nieodpowiedzialne.</p>



<p>&#8211; Masz rację kochanie. Mama przytuliła mnie trąbą.</p>



<p>&#8211; Nie dotykaj mnie bo i ty się zarazisz! – powiedziałem i odsunąłem się od niej.</p>



<p>&#8211; Jeśli miałam się zarazić, to zaraziłam się od Marysi-Pieknisi, tak jak ty Trąbalu! – powiedziała mama nadal ściskając mnie mocno.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Jeszcze tego samego dnia okazało się, że miała stuprocentową rację. Mama oraz Irmina-Słonina także dostały gorączki, a na ich ciałach pojawiły się czerwone kropki. W całej rodzinie jedynie tata okazał się odporny na chorobę. Za to musiał opiekować się naszą trójką i już po dwóch dniach był tak wyczerpany, że chciał od nas uciec i wrócić do pracy.</p>



<p>Na szczęście znając objawy Marysi-Pięknisi byliśmy już dobrze przygotowani. Każdy z nas dostał środki na zbicie gorączki, oraz leki przeciwwirusowe. Wysmarowaliśmy się także środkiem dezynfekującym i&#8230; zażywaliśmy dużo snu.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Tydzień później zwlokłem się z łóżka i poczłapałem do toalety. Opróżniłem pęcherz, umyłem ręce i przemyłem twarz. Spojrzałem uważniej na swoje odbicie w lustrze i&#8230; Nie było na niej ani jednej kropki. „Chyba choroba sobie poszła!” – ucieszyłem się w duchu. Chciałem krzyczeć z radości, ale pomyślałem, że inni domownicy jeszcze mogą spać. Wyszedłem z łazienki i&#8230; w progu natknąłem się na mojego tatę. Stanisława-Słonisława. O dziwo był już ubrany, jakby zaraz miał jechać do pracy.</p>



<p>&#8211; Cześć Trąbal – usłyszałem natychmiast. – Ty jeszcze nie gotowy?</p>



<p>&#8211; Nie gotowy&#8230; – powtórzyłem nieprzytomnym głosem. – Nie gotowy na co? – zapytałem w końcu.</p>



<p>&#8211; Chłopie! Pakuj plecak i wskakuj do auta. Jedziemy na obóz. Zostało jeszcze dwa tygodnie biegania po lesie. Nie pamiętasz?</p>



<p>Tego nie trzeba była mi dwa razy powtarzać. W ciągu pięciu minut byłem gotowy do drogi. Mama, również całkiem zdrowa wyłoniła się z kuchni i jakby nigdy nic, wręczyła mi torbę z kanapkami na drogę.</p>



<p>&#8211; Jedźcie ostrożnie powiedziała, a następnie ucałowała najpierw mnie, a potem tatę.</p>



<p>&#8211; Baw siem dobzie! – usłyszałem znajomy głosi Marysi-Pięknisi wychylającej się z za grzbietu mamy.</p>



<p>&#8211; Obiecuję! – powiedziałem podnosząc kopytko na znak przysięgi. Następnie uściskałem moją najmłodszą siostrzyczkę. – Opiekuj się wszystkimi podczas mojej nieobecności, dobrze?</p>



<p>&#8211; Ociwiście, zie dobzie! – odpowiedziała rezolutnie Marysia. – A ci mogem siem bawić twoimi kloćkami, jak cie nie beńdzie?</p>



<p>&#8211; Możesz! – odpowiedziałem uśmiechając się do niej. – Nimi też się opiekuj.</p>



<p>Moi rodzice spojrzeli na mnie ze zdziwionymi minami. Chyba przez chwilę zastanawiali się, czy aby na pewno czuję się już dobrze. Klocki lego to, zaraz po obozach skautowskich, moja największa pasja. Do tej pory nikomu nie pozwalałem się nimi bawić. A tu nagle taka odmiana!</p>



<p>No co każdy miewa takie chwile w życiu, że chce swoją radością podzielić się z innymi, a ja właśnie czegoś takiego doświadczałem.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Jechaliśmy pięć godzin. „Czemu nasze obozy zawsze odbywają się tak daleko?” – zastanawiałem się podczas drogi. – „Przecież w naszej okolicy są równie okazałe lasy jak ten do którego jedziemy! Może następnym razem zaproponuję jakąś bliższą lokalizację.”</p>



<p>Oczywiście nie był to czas stracony. Mieliśmy okazję pogadać z tatą o różnych sprawach. O chorobie, o tym jak zmęczony jest tata, po tym jak musiał się opiekować cała naszą czwórką przez ostatni tydzień i o tym, jak bardzo się cieszy na myśl o powrocie do pracy od przyszłego tygodnia. Ale najwięcej gadaliśmy o Marysi-Pięknisi, od której wszyscy się zaraziliśmy. No bo przecież najmniejsza w rodzinie, a wszystkim zrobiła takiego psikusa. Oczywiście to nie jej wina. Przecież nie zaraziła nas specjalnie. Ale mimo wszystko&#8230; Nie trzeba być dużym i silnym aby pokrzyżować plany wakacyjne swojego starszego brata!</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Obóz udał się wspaniale. Trochę mnie ominęło, ale&#8230; tak naprawdę, to chyba te naj mniej przyjemne aspekty: kopanie latryn, budowa obozu, no i jedna burza z gradobiciem. Kiedy zajechałem wszyscy z drużyny wydali na mój widok gromki okrzyk: „Hip-hip Hurra!” – od razu poczułem się jakbym był tu z nimi od samego początku obozu.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>Dziś minęły dokładnie dwa tygodnie od tamtego dnia. Obóz się zakończył. I jak co rok, nie zamieniłbym go na żadną inną formę wypoczynku wakacyjnego. Było po prostu super. Ale wszystko co dobre, w końcu się kończy. Dzisiaj wróciłem do domu po dwóch tygodniach obozowania w lesie. Byłem zmęczony, obolały od spania na twardej karimacie&#8230; Ale jednocześnie przeszczęśliwy. Dawno nie czułem się tak wspaniale wypoczęty i odprężony.</p>



<p>Z rozmachem zrzuciłem z pleców plecak i ustawiłem go w pobliżu pralni. Miałem zamiar rozpakować go i zrobić wielkie pranie. Widziałem jak mama krzywiła trąbę, gdy obok niej przechodziłem. No cóż, życie w lesie ma swoje uroki, ale oznacza także, że po jakimś czasie zaczyna się snuć za tobą coś takiego, mało przyjemnego&#8230; Miałem też zamiar wziąć prysznic, ale&#8230; w pierwszej kolejności zamierzałem chwilę odsapnąć w swoim pokoju. Otworzyłem drzwi i&#8230; zamarłem.</p>



<p>&#8211; Mamo! – wyrwał mi się z buzi dźwięk przypominający jęk. &#8211; Co się tu dziej?!</p>



<p>&#8211; Kaziałeś mi siem opiekować twoimi kloćkami! – usłyszałem głos Marysi-Pięknisi dochodzący z wnętrza pokoju. – A wieńć siem opiekowałam!</p>



<p>Klocki lego były chyba wszędzie. Na podłodze na biurku, na łóżku, na regale, nawet na pułkach z książkami i nie wiem, czy nie&#8230; na suficie.</p>



<p>&#8211; Jak taka malutka słonica jak ty, mogła zrobić tak wielki bałagan? – zapytałem zrezygnowanym głosem.</p>



<p>&#8211; Malysia potlafi lobić duzie budowle ź klocków lego! – odpowiedziała moja siostrzyczka z uśmiechem na buźce. – Ty mnie tego nauciłeś! – dodała łobuzersko nadymając poliki.</p>



<p>&#8211; Chyba masz rację! – odpowiedziałem i wszedłszy do pokoju, zamknąłem za sobą drzwi. Budowla stworzona przez Marysię-Piękniszę była imponująca, ale miała kilka niedoróbek, nad którymi musieliśmy wspólnie popracować!</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>No cóż&#8230; Muszę się z wami pożegnać. Mam mnóstwo roboty z tą budowlą&#8230; No wiecie&#8230; Do zobaczenia następnym razem. I nie rozpaczajcie, gdy coś pokrzyżuje wasze wakacyjne plany, z całą pewnością wszechświat szykuje dla was w to miejsce jakąś inną ciekawą niespodziankę.</p>



<p>Pozdrawiam,</p>



<p>Trąbal-Bombal Baloniasty.</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/wakacyjne-plany/">Wakacyjne plany</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/wakacyjne-plany/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Luis pocieszyciel</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/luis-pocieszyciel/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/luis-pocieszyciel/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 21 Jun 2024 16:18:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka]]></category>
		<category><![CDATA[dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[królik Luis]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6660</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tym razem bajka na specjalne zamówienie mojego syna Wojtka. Bajka z jego ulubieńcem królikiem Luisem. Zapraszam do lektury: Bartek wbiegł do swojego pokoju, rzucił się na łóżko i chowając twarz w poduszkę zaczął łkać. Był bardzo smutny, a co najgorsze, żadne z rodziców Bartka nie przyszło, aby go pocieszyć. Prawdopodobnie Bartek płakałby tak przez długi [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/luis-pocieszyciel/">Luis pocieszyciel</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h2 class="wp-block-heading">Tym razem bajka na specjalne zamówienie mojego syna Wojtka. Bajka z jego ulubieńcem królikiem Luisem. Zapraszam do lektury:</h2>



<p>Bartek wbiegł do swojego pokoju, rzucił się na łóżko i chowając twarz w poduszkę zaczął łkać. Był bardzo smutny, a co najgorsze, żadne z rodziców Bartka nie przyszło, aby go pocieszyć. Prawdopodobnie Bartek płakałby tak przez długi czas, aż w końcu by się zmęczył i być może zasnął, ale&#8230; na szczęście chłopczyk nie był w swoim pokoju sam. Był tam także Luis.</p>



<p>Luis był szaro-brązowym króliczkiem wykonanym z miękkiego pluszu. Chłopiec i królik po raz pierwszy zetknęli się ze sobą w dniu narodzin Bartka. Początkowo, chłopczyk nie zwracał na królika uwagi, potem jedynie od czasu do czasu mu się przyglądał, ale z czasem zaczął go tarmosić, gryźć i przytulać, aż w końcu stali się najlepszymi przyjaciółmi i prawie nigdy się nie rozstawali.</p>



<p>&#8211; Dlaczego płaczesz? – zapytał z troską w głosie Luis. Bartek jednak nie reagował, ciągle tylko łkał w poduszkę.</p>



<p>&#8211; Powiesz mi co się stało? – królik nie dawał za wygraną. – Chciałbym ci jakoś pomóc, ale nie potrafię, skoro nie wiem z jakiego powodu płaczesz.</p>



<p>Chłopiec nadal płakał, ale jego spazmy jakby straciły na częstotliwości. Królik postanowił chwilę zaczekać. Usiadł tuż obok chłopca i oparł plecy o jego bok. W ten sposób czuł, czy chłopiec się uspokaja czy nie. Po chwili, zauważył, że drżenie ciała Bartka ustało.</p>



<p>&#8211; Czy teraz ze mną porozmawiasz? – zapytał najczulej jak potrafił. – Twój nastrój udziela się także i mnie i jeśli nie pogadamy, to&#8230; to ja też za chwilę się rozpłaczę.</p>



<p>&#8211; Nie musisz płakać. – wyszeptał po chwili chłopczyk. – Ja też już nie będę płakał.</p>



<p>&#8211; A powiesz mi co się stało? – dopytywał przyjaciel.</p>



<p>&#8211; Nic takiego. – powiedział Bartek, ale jego twarz była wykrzywiona grymasem złości. – Po prostu jestem głupi!</p>



<p>&#8211; Co takiego?! – zdziwił się królik. – Dlaczego tak źle się osądzasz?</p>



<p>&#8211; Taka jest prawda i już! – skwitował krótko Bartek i znów zachciało mu się płakać. Nie wybuchnął jednak płaczem, a jedynie odwrócił głowę w kierunku ściany.</p>



<p>&#8211; Moim zdaniem, jesteś najmądrzejszym i najfajniejszym chłopcem jakiego znam. – odpowiedział Luis i delikatnie poklepał przyjaciela po ramieniu. – Nie ma drugiego takiego jak ty!</p>



<p>&#8211; A co ty możesz wiedzieć?! – wykrzyknął gwałtownie chłopiec, a potem ściszywszy już głos dodał: Przecież ty masz tylko cztery lata! Zupełnie jak ja!</p>



<p>&#8211; A więc o to chodzi? – zrozumiał nagle Luis. – Błażej znowu ci coś nagadał?</p>



<p>&#8211; Tak się składa, że on ma dziesięć lat! – Bartek znów podniósł głos, jakby chciał bronić starszego brata. – On wie znacznie więcej niż ty i ja! I skoro powiedział, że jestem głupi, to&#8230; to&#8230;</p>



<p>&#8211; To co?! – dokończył pytaniem królik.</p>



<p>&#8211; To najwyraźniej tak jest!</p>



<p>&#8211; A co jeśli on się myli? – Tak, Luis wiedział, że ma jedynie cztery lata, a co gorsza jest zwykłą zabawką i nie może konkurować z autorytetem starszego brata, który ma już dziesięć lat, chodzi do szkoły, umie już czytać, a nawet liczyć do stu. Mimo to był także najlepszym przyjacielem chłopca i nie zamierzał zostawić tej sprawy bez wyjaśnienia. – A co jeśli racja jest po mojej stronie?</p>



<p>&#8211; Przecież wiesz, że to nie możliwe! – Zaprzeczył chłopczyk. &#8211; Błażej wie prawie wszystko i jeśli on powiedział&#8230;</p>



<p>&#8211; Sam powiedziałeś, że wie <strong>prawie</strong> wszystko&#8230; – przerwał mu w pół zdania Luis. – A to nie oznacza, że jest nieomylny. Może zamiast słuchać wszystkiego co ci mówi, zapytaj kogoś, mądrzejszego od niego.</p>



<p>&#8211; Mądrzejszego od Błażeja? – zapytał zaskoczony Bartek.</p>



<p>&#8211; Możesz na przykład zapytać swoją mamę lub swojego tatę. – kontynuował Luis. – Oni są przecież starsi od Błażeja i znacznie od niego mądrzejsi.</p>



<p>&#8211; Chyba masz rację – odparł po namyśle chłopiec. – Idę poszukać mamy! – I Bartek, w znacznie już lepszym nastroju wybiegł z pokoju.</p>



<p class="has-text-align-center">***</p>



<p>&#8211; I co? – zagadnął królik Luis gdy tylko chłopiec wrócił do swojego pokoju. – Co powiedziała mama?</p>



<p>&#8211; Mama powiedziała, że jestem bardzo mądrym chłopcem. – odpowiedział natychmiast Bartek. Tym razem na jego buzi gościł szeroki uśmiech. – Powiedziała mi, że jest bardzo dumna z tego, że tak szybko się uczę, i że potrafię już sam się ubrać i rozebrać do spania.</p>



<p>&#8211; Super! – zawołał z radością Luis. – Wiedziałem, że Twoja mama powie Ci coś w tym stylu. Ona zawsze dostrzega takie rzeczy. No wiesz, że robisz coś dobrze, i że się rozwijasz. Nic nie umknie jej uwadze.</p>



<p>&#8211; Masz rację! – stwierdził radośnie Bartek. &#8211; Zresztą od samego początku ją miałeś. Nie potrzebnie tak bardzo się przejmowałem tym co powiedział o mnie Błażej.</p>



<p>&#8211; Twój starszy brat, to naprawdę równy gość. – stwierdził Luis. – Fajnie jest się z nim bawić i grać w różne gry. Z całą pewnością jest też mądrzejszy od nas, ale nie we wszystkim ma rację. Czy zgadzasz się ze mną?</p>



<p>&#8211; Tak. Ma więcej lat niż my, ale&#8230; – Chłopiec zamyślił się przez chwilę, &#8211; ale, jak powiedziała mama, wszystkich rozumów na świecie raczej nie zjadł.</p>



<p>&#8211; I tego się trzymajmy! – podchwycił tę myśl Luis, a potem śmiejąc się dodał. – A gdyby chciał zjeść mój skromny rozumek, to od razu mogę powiedzieć, że prędzej zakrztusi się watą, niż stanie się od tego mądrzejszym!</p>



<p>&#8211; Kocham Cię! – powiedział Bartek tuląc przyjaciela do piersi. – Zawszę potrafisz mnie pocieszyć.</p>



<p>&#8211; Od tego właśnie są najlepsi przyjaciele! – powiedział króliczek i mocno wtulił się w szyję chłopca.</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/luis-pocieszyciel/">Luis pocieszyciel</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/luis-pocieszyciel/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Bez pracy nie ma kołaczy</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/bez-pracy-nie-ma-kolaczy/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/bez-pracy-nie-ma-kolaczy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 14 Jun 2024 08:50:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka]]></category>
		<category><![CDATA[Cytaty Trąbala-Bombala]]></category>
		<category><![CDATA[dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[o słoniach]]></category>
		<category><![CDATA[Trąbal-Bombal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6657</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zapraszam na kolejne opowiadanie o przemyśleniach słonia Trąbala-Bombala. Tym razem opowiadanie &#8222;Bez pracy nie ma kołaczy&#8221; z cyklu &#8222;Cytaty Trąbala-Bombala&#8222;. Zapraszam do lektury: &#8222;Nie możesz zatrudnić kogoś innego, by zrobił za ciebie twoje pompki.“ Jim Rohn &#8211; Jak to jest? Kupiłem buty do biegania, specjalny dres, a nawet zegarek z aplikacją monitorującą postępy w bieganiu, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/bez-pracy-nie-ma-kolaczy/">Bez pracy nie ma kołaczy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<h3 class="wp-block-heading">Zapraszam na kolejne opowiadanie o przemyśleniach słonia <strong>Trąbala-Bombala</strong>. Tym razem opowiadanie &#8222;Bez pracy nie ma kołaczy&#8221; z cyklu &#8222;<em>Cytaty Trąbala-Bombala</em>&#8222;. <br>Zapraszam do lektury:</h3>



<p></p>



<p>&#8222;<em>Nie możesz zatrudnić kogoś innego, by zrobił za ciebie twoje pompki</em>.<em>“</em></p>



<p><strong>Jim Rohn</strong></p>



<p>&#8211; Jak to jest? Kupiłem buty do biegania, specjalny dres, a nawet zegarek z aplikacją monitorującą postępy w bieganiu, a mimo to nie widzę, żadnych pozytywnych efektów? – stwierdził z przejęciem Rysio-Gumisio. – Myślałem, że minie kilka dni i będę mógł świętować pierwsze zrzucone kilogramy, a tu nic!</p>



<p>&#8211; A ile kilometrów masz już przebiegnięte? – zapytałem z troską, gdyż chciałem pomóc swojemu najlepszemu kumplowi w osiągnięciu celu.</p>



<p>&#8211; Tak naprawdę jeszcze nie zacząłem biegać. – odparł Rysio-Gumisio i poszedł do domu, zostawiając mnie samego na środku ulicy.</p>



<p>Cześć moi drodzy. To ja wasz ulubiony słoń Trąbal-Bombal Baloniasty. To co wam opowiedziałem na wstępie być może zaskoczyło was równie mocno jak mnie. Ale kiedy tak stałem oniemiały ze zdziwienia, pod domem Rysia, w końcu zrozumiałem, że nie jest on odosobnionym przypadkiem. Wielu z nas chce być wspaniałym sportowcem, pojechać na olimpiadę i zdobyć złoty medal, ale znalezienie twardziela, który od najmłodszych lat będzie wstawał codziennie rano, aby po kilka godzin dziennie trenować, który przez kilkanaście lat nie odpuści sobie ani jednego dnia treningu, który przez cały rok będzie stosował ścisłą i rygorystyczną dietę, odmawiał sobie słodyczy i przekąsek &#8211; takiego zwierzęcia nie łatwo znaleźć.</p>



<p>I wcale nie patrzcie na mnie! Ja też do tego wspaniałego grona nie należę. W dzieciństwie, zamiast ćwiczyć, wolałem biegać po łąkach w poszukiwaniu biedronek, albo godzinami wylegiwałem się na hamaku i czytałem komisy o super-słoniu. No i efekt jest jaki jest. Kiedy przebiegam kilometr, to dyszę jak smok i omal nie wypluwam własnych płuc. A i wyglądam jak wyglądam. Może do postury mojego taty Stanisława-Słonisława jeszcze mi trochę brakuje, ale on jest chyba najgrubszym słoniem w całej Afryce. Jednak moją mamę Kachnę-Grubachnę już dawno przerosłem zarówno wszerz jak i wzwyż!</p>



<p>W przeciwieństwie jednak do mojego kumpla Rysia-Gumisia, nie oczekuję, że efekty pojawią się jak za skinieniem magicznej różdżki. Jak mawia mój tata: „Nic dobrego w życiu nie pojawia się bez wysiłku!” Wie o tym nawet moja najmłodsza siostrzyczka Marysia-Pięknisia, która od dwóch lat śpiewa w chórze i już dawno nauczyła się, że jeśli nie będzie wystarczająco dużo ćwiczyła zarówno na próbach jak i w domu, to ani słów, ani melodii nie uda jej się zapamiętać. Od razu też widzi czy ich dyrygent słowik Moniuszko-Na uszko jest z niej zadowolony, czy nie. I kiedy w soje próby włoży naprawdę dużo wysiłku i wraz z przyjaciółmi z chóru zaśpiewa cudowny utwór, wtedy czyje niesamowitą radość i dumę.</p>



<p>Zastanawiam się wobec tego, co powinienem powiedzieć Rysiowi-Gumisiowi? Wiecie, z jednej strony to mój kumpel i nie chciałbym go urazić mówiąc mu: „stary, ogarnij się i weź w końcu do roboty! Twoje buty same nie zrzucą za ciebie kilogramów, dresik nie wytrenuje mięśni, a aplikacja nie poprawi kondycji!” Z drugiej jednak strony, jako najlepszemu przyjacielowi, powinienem powiedzieć prawdę, że „bez pracy nie ma kołaczy”, a „bez biegania nie ma świętowania”. Skoro Marysia-Pięknisia pojęła tę lekcję mając zaledwie siedem lat, to mój kumpel tym bardziej powinien to pojąć będąc prawie dorosłym niedźwiedziem.</p>



<p>Jest tylko jeden problem, bo czasem zastanawiam się, czy z wiekiem aby na pewno stajemy się coraz mądrzejsi?</p>



<p>Pozdrawiam,</p>



<p>Trąbal-Bombal Baloniasty.</p>



<p></p>



<p>Zapraszam do lektury <a href="https://dobrytata.waw.pl/?s=Tr%C4%85bal-Bombal">innych</a> opowiadań Trąbala-Bombala.</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/bez-pracy-nie-ma-kolaczy/">Bez pracy nie ma kołaczy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/bez-pracy-nie-ma-kolaczy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dzisiejszy świat</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/dzisiejszy-swiat/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/dzisiejszy-swiat/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 13 Jun 2024 18:47:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[moje inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[Dalajlama]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6654</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przeczytałem właśnie króciutki tekst autorstwa Dalajlamy. Tak bardzo wydał mi się prawdziwy i tak bardzo mnie poruszył, że natychmiast pomyślałem, że powinienem się nim podzielić na stronie DobryTata.waw.pl. Być może poniższy tekst poruszy także Twoje serce i być może zainspiruje Cię do jakiejś zmiany&#8230;Zapraszam do lektury: &#8222;Mamy większe domy, lecz mniejsze rodziny. Więcej możliwości, lecz [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/dzisiejszy-swiat/">Dzisiejszy świat</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="has-text-align-center"><strong>Przeczytałem właśnie króciutki tekst autorstwa Dalajlamy. Tak bardzo wydał mi się prawdziwy i tak bardzo mnie poruszył, że natychmiast pomyślałem, że powinienem się nim podzielić na stronie <a href="http://www.dobrytata.waw.pl/">DobryTata.waw.pl</a>. Być może poniższy tekst poruszy także Twoje serce i być może zainspiruje Cię do jakiejś zmiany&#8230;</strong><br>Zapraszam do lektury:</p>



<p class="has-text-align-center">&#8222;Mamy większe domy, lecz mniejsze rodziny.</p>



<p class="has-text-align-center">Więcej możliwości, lecz mniej czasu.</p>



<p class="has-text-align-center">Mamy więcej tytułów, lecz mniej rozsądku.</p>



<p class="has-text-align-center">Więcej wiedzy, lecz mniej zdrowej oceny sytuacji.</p>



<p class="has-text-align-center">Mamy więcej specjalistów, lecz i więcej problemów.</p>



<p class="has-text-align-center">Więcej leków, lecz mniej zdrowia.</p>



<p class="has-text-align-center">Mnożymy majątki, okrajmy własne wartości.</p>



<p class="has-text-align-center">Mówimy za dużo, kochamy za mało, kłamiemy zbyt często.</p>



<p class="has-text-align-center">Uczymy się, jak zarabiać na życie, lecz nie uczymy się, jak żyć.</p>



<p class="has-text-align-center">Mamy stabilne budowle, lecz kruche charaktery.</p>



<p class="has-text-align-center">Coraz szersze autostrady, lecz coraz węższe poglądy.</p>



<p class="has-text-align-center">Przebywamy drogę na księżyc i z powrotem, lecz mamy problem przekroczyć ulicę i poznać nowego sąsiada.</p>



<p class="has-text-align-center">Tworzymy coraz więcej komputerów, przechowujemy coraz więcej informacji, lecz komunikujemy się coraz mniej, mniej i mniej.</p>



<p class="has-text-align-center">To czas szybkiego jedzenia, lecz wolnego trawienia.</p>



<p class="has-text-align-center">Wielkich mężczyzn, małych charakterów.</p>



<p class="has-text-align-center">Czas większej ilości pracy, mniejszej ilości zabawy.</p>



<p class="has-text-align-center">Większej ilości różnych posiłków, mniejszej ilości witamin i minerałów.</p>



<p class="has-text-align-center">Czas, kiedy mamy mnóstwo w oknie, a nic w pokoju.&#8221;</p>



<p class="has-text-align-center">&#8211; Dalajlama</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/dzisiejszy-swiat/">Dzisiejszy świat</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/dzisiejszy-swiat/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dwadzieścia lat minęło!</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/dwadziescia-lat-minelo/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/dwadziescia-lat-minelo/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Apr 2024 08:22:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Droga do "Dobrego Taty"]]></category>
		<category><![CDATA[bycie dobrym tatą]]></category>
		<category><![CDATA[małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6587</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dwadzieścia lat minęło! Nie chodzi mi o wiek. Chociaż z chęcią cofnąłbym się w czasie do momentu, gdy kończyłem dwadzieścia lat, ale… jak wszyscy wiemy nie jest to możliwe. Puki co nie chodzi również o dwudziestą rocznicę powstania strony DobryTata.waw.pl – trochę jeszcze brakuje. Chodzi o dwudziestą rocznicę ślubu. Tak! Wczoraj, razem z moją ukochaną [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/dwadziescia-lat-minelo/">Dwadzieścia lat minęło!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Dwadzieścia lat minęło!</strong></p>



<p>Nie chodzi mi o wiek. Chociaż z chęcią cofnąłbym się w czasie do momentu, gdy kończyłem dwadzieścia lat, ale… jak wszyscy wiemy nie jest to możliwe.</p>



<p>Puki co nie chodzi również o dwudziestą rocznicę powstania strony <strong>DobryTata.waw.pl</strong> – trochę jeszcze brakuje.</p>



<p>Chodzi o dwudziestą rocznicę ślubu. Tak! Wczoraj, razem z moją ukochaną żoną Anią, obchodziliśmy „<strong>porcelanowe gody</strong>”. Zastanawiałem się, czy jest się czym chwalić? I doszedłem do przekonania, że owszem. Zważywszy na fakt, że ponad 30% małżeństw w Polsce się rozpada, a przeciętna długość trwania w związku małżeńskim to w naszym kraju niespełna 16 lat, to chyba warto wypiąć pierś i przyznać się przed światem, że wciąż ze sobą jesteśmy, że staramy się dbać o nasz związek i nasze relacje.</p>



<p>Kiedyś czytałem w gazecie wywiad z parą, która obchodziła „złote gody” (czyli 50 lat!). Starszy pan powiedział wówczas coś co zapamiętałem na całe życie i głęboko wziąłem sobie do serca. Zapytany o rady dla małżeństw, które chciałyby równie długo wytrwać w swoich związkach, staruszek powiedział: „Ja wychowałem się w czasach, w których gdy coś się psuło, należało to naprawić, a nie wyrzucić.”</p>



<p>Oby i nam starczyło sił i zdrowia, abyśmy wytrwale naprawiali wszystko co będzie się w naszym związku psuło. I obyśmy i my doczekali jubileuszu złotych godów.</p>



<p>Pozdrawiam,</p>



<p>Dobry Tata &#8211; Sławomir Żbikowski</p>



<p>PS. Aniu, Kocham Cię równie mocno, a może nawet mocniej niż 20 lat temu!</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/dwadziescia-lat-minelo/">Dwadzieścia lat minęło!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/dwadziescia-lat-minelo/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Perz i jego góra</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/perz-i-jego-gora/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/perz-i-jego-gora/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 27 Jul 2023 11:28:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[moje inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[legendy]]></category>
		<category><![CDATA[o owieczkach]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6418</guid>

					<description><![CDATA[<p>W niedzielę wraz z żoną i dwójką młodszych synów odwiedziliśmy naszych znajomych mieszkających niedaleko Kielc. W ramach integracji z przyrodą urządziliśmy sobie wycieczkę na jedną z okolicznych gór zwaną Górą Perzową. Usłyszawszy legendę dotyczącą genezy jej nazwy postanowiłem napisać kolejną bajkę. Oto ona: Basia jak zwykle cały dzień spędziła bawiąc się z innymi młodymi owieczkami, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/perz-i-jego-gora/">Perz i jego góra</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>W niedzielę wraz z żoną i dwójką młodszych synów odwiedziliśmy naszych znajomych mieszkających niedaleko Kielc. W ramach integracji z przyrodą urządziliśmy sobie wycieczkę na jedną z okolicznych gór zwaną Górą Perzową. Usłyszawszy legendę dotyczącą genezy jej nazwy postanowiłem napisać kolejną bajkę. Oto ona:</p>



<p></p>



<p>Basia jak zwykle cały dzień spędziła bawiąc się z innymi młodymi owieczkami, biegając po łące i podjadając trawę oraz pachnące zioła. Upalne lipcowe słońce dało się jej mocno we znaki, więc teraz, gdy nadchodził zmierzch była strasznie zmęczona.</p>



<p>&#8211; Mamo! – powiedziała ziewając i trąc ze zmęczenia oczy. – Czy opowiesz mi coś na dobranoc?</p>



<p>&#8211; Oczywiście że Ci coś opowiem. – powiedziała mama sadowiąc się obok córeczki. – A o czym chciałabyś tym razem posłuchać?</p>



<p>&#8211; Sama nie wiem, &#8211; powiedziała Basia, &#8211; najlepiej sama coś wymyśl. – zaproponowała i wtuliła swój łebek w cieplutkie runo mamy.</p>



<p>&#8211; W takim razie posłuchaj opowieści o Perzu i jego górze:</p>



<p>Był długi letni dzień, trochę podobny do dzisiejszego. Stado owiec wraz z pastuszkiem o imieniu Perz, wędrowało po łąkach w poszukiwaniu najbardziej soczystej trawy. W końcu dotarli na szczyt niewysokiej góry. Trawa tutaj, mimo suszy, była jakby zieleńsza, toteż stado natychmiast zabrało się za skubanie co smaczniejszych listków. Pastuszek Perz usiadł pod osiką i wyciągnąwszy z za pazuchy wykonaną własnoręcznie fujarkę zaczął na niej przygrywać. Miłka, ulubiona z jego owiec ni to w poszukiwaniu lepszych kąsków, ni to przez przypadek, coraz bardziej przybliżała się do pastuszka. Prawda była taka, że Miłka uwielbiała wsłuchiwać się w dźwięki fujarki. Za każdym razem gdy Perz zaczynał swoje granie, ona natychmiast podchodziła najbliżej jak się dało, aby słuchać wygrywanych przez Perza melodii.</p>



<p>Tym razem melodia była dosyć nostalgiczna. Miłka słuchając jej przypominała sobie trudy ostatnio przebytej drogi, widziała oczami wyobraźni jak młody jeszcze pasterz staje w obronie stada, gdy pewnej nocy podkradł się do nich wilk. Widziała strach młodzieńca i ogromną determinację, aby obronić owce. „Mamy duże szczęście, że naszym pasterzem jest tak odważny młodzieniec” – pomyślała Miłka nadal wsłuchując się w dźwięki fujarki.</p>



<p>Nagle muzyka ucichła. Miłka spojrzała w kierunku, z którego powinny dochodzić dźwięki fujarki i zauważyła, że chłopak zapadł w sen. Wcale jej to nie zdziwiło. „Odrobina snu na pewno mu nie zaszkodzi” – pomyślała ciesząc się, że ich obrońca ma szansę odpocząć.</p>



<p>Wtem, nie wiadomo skąd, obok pastuszka, pojawiła się kobieca postać. Była piękna, młoda i biła od niej dziwna poświata.</p>



<p>&#8211; Obudź się młodzieńcze! – powiedziała do przecierającego ni to ze zmęczenia, ni to z braku wiary w to co widzi Perza.</p>



<p>&#8211; Kim jesteś, Pani? – zapytał z lękiem w głosie, osuwając się na kolana i międląc w rękach zdjęty pośpiesznie z głowy słomiany kapelusz.</p>



<p>&#8211; Nie lękaj się młodzieńcze mimo, że będą się tu działy rzeczy dziwne i niesamowite. – przemówiła melodyjnym głosem kobieta. – Albowiem zostałeś wybrany. Oto klucz, do katedry, która powstanie na tej właśnie górze, a ty zostaniesz jej największym przeorem.</p>



<p>&#8211; Ależ&#8230; – Perz zaniemówił z przejęcia. – Ja jestem prostym pastuchem, gdzie mi do takich zaszczytnych funkcji&#8230;</p>



<p>&#8211; Weź klucz. – powtórzyła jaśniejąca postać. – I słuchaj dalszych instrukcji.</p>



<p>&#8211; Ale ja nieuczony jestem&#8230; – ciągnął dalej Perz. – Nie podołam takiemu wyzwaniu.</p>



<p>&#8211; Trzymaj Klucz!</p>



<p>Usłyszawszy zniecierpliwienie w głosie dziwnej postaci, pastuszek wyciągnął rękę. Poczuł ciężar i chłód metalu w dłoni. Spojrzał na rękę i ujrzał ogromny klucz.</p>



<p>&#8211; Trzymaj ten klucz i nie wypuszczaj go z ręki! – poinstruowała go kobieta. – Za chwilę na tej górze pojawi się świątynia. Ty jednak pod żadnym pozorem nie wypuszczaj klucza z rąk.</p>



<p>&#8211; Pani&#8230; – pastuszek chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak zacząć.</p>



<p>&#8211; Pamiętaj abyś przez cały czas trzymał klucz w dłoni, chociaż będą się działy przedziwne rzeczy. Jeśli upuścisz klucz przez zakończeniem budowy, cała katedra legnie w gruzach.</p>



<p>&#8211; Dobrze Jasna Panienko! – wyszeptał Perz spoglądając to na jaśniejącą postać, to na klucz leżący na wciąż wyciągniętej dłoni.</p>



<p>W tym momencie kobieca postać znikła równie nagle jak się pojawiła. Zarówno pasterz jak i owieczka Miłka gapili się z niedowierzaniem w miejsce, z którego jeszcze przed ułamkiem sekundy biła łuna jasności. Teraz nie było tam ani światła, ani żadnej postaci. Chłopak spojrzał na dłoń. Klucz nadal tam był. Czuł jego ciężar. „A więc to nie był sen” – pomyślał i&#8230; wtedy się zaczęło&#8230;</p>



<p>Cała góra trzęsła się z ogromną siłą. Kilkanaście kroków od miejsca, w którym nadal klęczał Perz, spod ziemi zaczęły wydobywać się ogromne głazy i ustawiać jeden na drugim tworząc coraz wyższe i wyższe konstrukcje, które z każdą chwilą zaczynały przypominać plan przeogromnej budowli. Chłopak nie wierzył własnym oczom. To był jakiś cud. Klęczał przerażony odmawiając znane sobie modlitwy&#8230;</p>



<p>Wtem dostrzegł, że spod ziemi, oprócz głazów uwolnione zostały przedziwne stworzenia. Zarówno on jak i Miłka bardzo się ich przelękli. Ujrzeli ogromnego gada, który wypełzał właśnie z jednej z jam. Miłka widząc go zaczęła z przerażeniem beczeć, aby ostrzec pozostałe owce.</p>



<p>Chłopak z osłupieniem wpatrywał się w zwierze, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie widział. Spojrzał mu w oczy i poczuł mrożący dreszcz, przeszywający całe jego ciało. Perz nie był tchórzem. Wielokrotnie zdarzało mu się stawać w obronie stada przeciwko lisom, rysiom, a nawet wilkom. Tym jednak razem czuł przerażenie. Z jednej strony nie chciał zawieść Jasnej Panienki, która wręczyła mu klucz, a z drugiej&#8230;</p>



<p>Do jego uszu doleciało paniczne beczenie owiec. Odwrócił głowę w kierunku stada. Jego wzrok spotkał się ze spojrzeniem zalęknionej Miłki, jego ulubionej owieczki. Spostrzegł jak bardzo się boi i&#8230; troska o stado wzięła górę nad wszystkim innym. Jeszcze raz zerknął w kierunku gada, który powoli wypełzał z jamy i&#8230; jednym, niewielkim ruchem ręki wypuścił klucz z dłoni. W momencie, w którym uderzył w ziemie, gad zaczął zsuwać się ponownie w głąb czeluści ziemi. Ku przerażeniu Perza, cała budowla również zaczęła się walić.</p>



<p>Pasterz oprzytomniał nagle i ruszył do ucieczki. Podbiegł do ulubionej owcy i chwycił Miłkę w silne ramiona. Skierował się do pozostałych owiec i wszyscy razem ruszyli w dół. Tymczasem ogromne głazy upadały to tu to tam tworząc przedziwne skalne konstrukcje. Na szczęście nikomu nie stała się krzywda i całe stado oraz dzielny pasterz bez szwanku zbiegli na dół.</p>



<p>Kiedy Chłopak, opowiedział o zdarzeniu okolicznym mieszkańcom. Ci natychmiast udali się na górę i ku swemu zdziwieniu spostrzegli ogromne bloki skalne zalegające na szczycie góry. Uwierzyli chłopcu i&#8230; Od tej pory górę nazwano od jego imienia Perzową Górą. Miłka była trochę rozczarowana, że nie nazwano góry Górą Miłkową, albo przynajmniej Górą Owczą, ale i tak była wdzięczna losowi, oraz Perzowi, że przeżyli kolejny wspaniały dzień, że trawa jest zielona i&#8230; że nigdzie nie zapodziała się fujarka Perza.</p>



<p>Mama zakończyła swoją opowieść, a Basia&#8230; Basia spała smacznie śniąc o cudownych budowlach, Jasnych Panienkach i pasterzu, który wygrywał na fujarce przepiękne melodie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/perz-i-jego-gora/">Perz i jego góra</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/perz-i-jego-gora/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jedna piękna rzecz</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/jedna-piekna-rzecz/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/jedna-piekna-rzecz/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 20 Jun 2023 19:54:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[moje inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[ksiązki]]></category>
		<category><![CDATA[Matt Haig]]></category>
		<category><![CDATA[Moc dobrych słów]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6415</guid>

					<description><![CDATA[<p>„Przeżyj jedną piękną rzecz dziennie. Choćby najdrobniejszą i trywialną. Przeczytaj wiersz. Posłuchaj ulubionej piosenki. Pośmiej się z przyjacielem. Przyjrzyj się niebu, nim słońce ostatecznie zniknie za horyzontem. Obejrzyj stary film. Zjedz kawałek babki cytrynowej. Zrób cokolwiek, co w prosty sposób przypomni ci, że świat jest pełen cudów. Nawet jeśli w danym okresie życia nie potrafimy [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/jedna-piekna-rzecz/">Jedna piękna rzecz</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>„Przeżyj jedną piękną rzecz dziennie. Choćby najdrobniejszą i trywialną. Przeczytaj wiersz. Posłuchaj ulubionej piosenki. Pośmiej się z przyjacielem. Przyjrzyj się niebu, nim słońce ostatecznie zniknie za horyzontem. Obejrzyj stary film. Zjedz kawałek babki cytrynowej. Zrób cokolwiek, co w prosty sposób przypomni ci, że świat jest pełen cudów. Nawet jeśli w danym okresie życia nie potrafimy się niczym cieszyć, warto przynajmniej sobie przypomnieć, że są na tym świecie rzeczy, które nas ucieszą, gdy będziemy na to gotowi.”</p>



<p>Matt Haig „Moc dobrych słów” polecam</p>



<p>Dobry Tata &#8211; Sławek Żbikowski</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/jedna-piekna-rzecz/">Jedna piękna rzecz</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/jedna-piekna-rzecz/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Tron</title>
		<link>https://dobrytata.waw.pl/tron/</link>
					<comments>https://dobrytata.waw.pl/tron/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sławomir Żbikowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 01 Jun 2023 08:31:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[moje inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[bajki]]></category>
		<category><![CDATA[bajki z sukcesem w tle]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Fryderyk Karzełek]]></category>
		<category><![CDATA[Klub 555]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dobrytata.waw.pl/?p=6410</guid>

					<description><![CDATA[<p>Witam bardzo serdecznie. Dzisiejszy dzień rozpoczął się dla mnie wyjątkowo dobrze. Jak zwykle wstałem o 4.50 i przystąpiłem do realizacji kolejnych punktów mojego porannego rytuału: czytanie, pisanie dziennika, planowanie dnia, gimnastyka, afirmacje przed lustrem, poranna gimnastyka i&#8230; o godzinie 5.55 Klub 555 z Fryderykiem Karzełkiem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy podczas dzisiejszego live&#8217;a Fryderyk Karzełek [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/tron/">Tron</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Witam bardzo serdecznie.</p>



<p>Dzisiejszy dzień rozpoczął się dla mnie wyjątkowo dobrze. Jak zwykle wstałem o 4.50 i przystąpiłem do realizacji kolejnych punktów mojego porannego rytuału: czytanie, pisanie dziennika, planowanie dnia, gimnastyka, afirmacje przed lustrem, poranna gimnastyka i&#8230; o godzinie 5.55 Klub 555 z Fryderykiem Karzełkiem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy podczas dzisiejszego live&#8217;a Fryderyk Karzełek zaprezentował moje książki: &#8222;<a href="http://www.zlotemysli.pl/dobrytata,bdt/prod/12314/bajki-z-sukcesem-w-tle-slawomir-zbikowski.html" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Bajki z sukcesem w tle</a>&#8221; oraz &#8222;<a href="http://www.zlotemysli.pl/new,dobrytata,1/prod/13015/tom-2-bajki-z-sukcesem-w-tle-slawomir-zbikowski.html" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Bajki z sukcesem w tle 2 &#8211; porozmawiajmy o pieniądzach</a>&#8222;, a także przeczytał jedną z moich bajek pod tytułem &#8222;<strong>Tron</strong>&#8222;. Jest to opowieść o Królu zwierząt Lwie, który zażyczył sobie, aby jego nadworny rzemieślnik szympans Złota Rączka skonstruował dla niego tron. Jakie trudności napotkał Złota Rączka konstruując tron? Tego dowiesz się z książki &#8222;<a href="http://www.zlotemysli.pl/new,dobrytata,1/prod/13015/tom-2-bajki-z-sukcesem-w-tle-slawomir-zbikowski.html" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Bajki z sukcesem w tle 2 &#8211; porozmawiajmy o pieniądzach</a>&#8222;, a także z nagrania z dzisiejszego Klubu 555. Oto ono:</p>



<figure class="wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-block-embed-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<iframe title="&#x1f50d; Najpierw zrozum | Nawyk #9  | Dzień 4 | Zrozum, o co chodzi w balansie" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/AEeZfNuV6j0?start=934&#038;feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>
</div></figure>



<p>Polecam wszystkim rozpoczynanie dnia z Klubem 555! Tylko uwaga &#8211; to może zmienić Twoje życie na lepsze ;-).</p>



<p>Pozdrawiam,</p>



<p>Dobry Tata &#8211; Sławek Żbikowski</p>
<p>Artykuł <a href="https://dobrytata.waw.pl/tron/">Tron</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dobrytata.waw.pl">DobryTata.waw.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dobrytata.waw.pl/tron/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
