<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2polishfull.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0">
<channel>
  <title>Marketing - Artykuły | nf.pl</title>
  <link>http://marketing.nf.pl/</link>
<description />
<language>pl</language>
<copyright>Copyright (c) Nowoczesna Firma All rights reserved.</copyright>
<lastBuildDate>Sat, 11 Feb 2012 05:29:37 +0100</lastBuildDate>
<image>
  <title>Nowoczesna Firma (marketing) - www.nf.pl</title>
  <url>http://z.nf.pl/i/logo_nf_60.gif</url>
  <link>http://www.nf.pl</link>
  <width>60</width>
  <height>32</height>
</image>

<atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/marketingnfpl" /><feedburner:info uri="marketingnfpl" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><feedburner:emailServiceId>marketingnfpl</feedburner:emailServiceId><feedburner:feedburnerHostname>http://feedburner.google.com</feedburner:feedburnerHostname><feedburner:feedFlare href="http://www.bloglines.com/sub/http://feeds.feedburner.com/marketingnfpl" src="http://www.bloglines.com/images/sub_modern11.gif">Zapisz w Bloglines</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.netvibes.com/subscribe.php?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://www.netvibes.com/img/add2netvibes.gif">Dodaj do netvibes</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://fusion.google.com/add?feedurl=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://buttons.googlesyndication.com/fusion/add.gif">Dodaj do Google</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.plusmo.com/add?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://plusmo.com/res/graphics/fbplusmo.gif">Subscribe with Plusmo</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.thefreedictionary.com/_/hp/AddRSS.aspx?http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://img.tfd.com/hp/addToTheFreeDictionary.gif">Subscribe with The Free Dictionary</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.bitty.com/manual/?contenttype=rssfeed&amp;contentvalue=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://www.bitty.com/img/bittychicklet_91x17.gif">Subscribe with Bitty Browser</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.live.com/?add=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://tkfiles.storage.msn.com/x1piYkpqHC_35nIp1gLE68-wvzLZO8iXl_JMledmJQXP-XTBOLfmQv4zhj4MhcWEJh_GtoBIiAl1Mjh-ndp9k47If7hTaFno0mxW9_i3p_5qQw">Subscribe with Live.com</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://mix.excite.eu/add?feedurl=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://image.excite.co.uk/mix/addtomix.gif">Subscribe with Excite MIX</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.webwag.com/wwgthis.php?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://www.webwag.com/images/wwgthis.gif">Subscribe with Webwag</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.podcastready.com/oneclick_bookmark.php?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://www.podcastready.com/images/podcastready_button.gif">Subscribe with Podcast Ready</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.wikio.com/subscribe?url=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://www.wikio.com/shared/img/add2wikio.gif">Subscribe with Wikio</feedburner:feedFlare><feedburner:feedFlare href="http://www.dailyrotation.com/index.php?feed=http%3A%2F%2Ffeeds.feedburner.com%2Fmarketingnfpl" src="http://www.dailyrotation.com/rss-dr2.gif">Subscribe with Daily Rotation</feedburner:feedFlare><item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12835/O-krok-od-okazji-potencjal-geolokalizacji/geolokalizacja-marketing-narzedzia-marketera-rozwoj-sprzedazy/</guid>
      <title>O krok od okazji #8211; potencjał geolokalizacji</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Aplikacje bazujące na geolokalizacji to coraz popularniejsza oręż w ręku marketerów. Z możliwości tych korzystają zarówno duże sieci handlowo &amp;#8211; rozrywkowe, oferując zniżki, promocje i atrakcyjne oferty, jak również małe i lokalne biznesy np. z branży usługowej czy gastronomicznej. Główne zalety to przede wszystkim precyzyjne dotarcie do konkretnego użytkownika, a także wygoda i szybkość działania. Nie bez znaczenia są również czynniki typowo PR-owe - &amp;#8222;meldowanie się&amp;#8221; w danym miejscu to jedno z najpopularniejszych dziś narzędzi marketingu wirusowego.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Okazja czai się tuż za rogiem...&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Korzyści płynących z geolokalizacji dla indywidualnych użytkowników jest wiele. Logując się do aplikacji, dana osoba otrzymuje powiadomienia na temat aktualnej oferty handlowej i promocyjnej, dotyczącej miejsc w najbliższej okolicy. Informacje wyświetlają się w sposób syntetyczny &amp;#8211; użytkownik nie musi przeglądać stron internetowych, lecz całość komunikatu widoczna jest tylko za pomocą przewinięcia ekranu. Niektóre z programów, pozwalają na przesyłanie klientom kodów promocyjnych lub kuponów rabatowych, uprawniających do promocyjnego zakupu.  Natomiast geolokalizacja w formie &amp;#8222;check in&amp;#8221; urasta dziś do rangi programów lojalnościowych. Meldując się w określonym  miejscu, użytkownik może liczyć na zniżki czy oferty premium. Nie jest tu potrzebna żadna karta klienta, czy inny &amp;#8222;identyfikator&amp;#8221;. Dane na temat meldunku rejestrowane są w specjalnym systemie, który obsługuje aplikację zintegrowaną z danym miejscem lub lokalem.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;&amp;#8222;Check in&amp;#8221;&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Checkinowanie to po prostu oznaczanie przez użytkownika na mapie swojego aktualnego miejsca pobytu. Funkcja ta dostępna jest z poziomu aplikacji mobilnej zintegrowanej z konkretnym serwisem  z funkcją geolokalizacji. Miejsce pobytu takiej osoby, wyświetla się w formie znacznika na mapie, wraz z podaniem adresu i nazwy konkretnego miejsca. Korzyść odnosi nie tylko dana osoba, ale także lokal w którym się ona znajduje &amp;#8211; meldowanie się, to jeden ze sposobów budowania wizerunku marki oraz bardzo autentyczne i samoczynne narzędzie marketingu szeptanego.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Rozszerzona rzeczywistość&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Jeszcze więcej możliwości daje połączenie geolokalizacji z augmented reality. Rozszerzona rzeczywistość, to mówiąc ogólnie połączenie świata rzeczywistego z wirtualnym. Użytkownik, korzystając z aparatu w telefonie komórkowym, może sfotografować dane miejsca, zaś specjalny program wyświetli na wyświetlaczu dodatkowe, komputerowo tworzone, &amp;#8222;elementy rzeczywistości&amp;#8221;.   Na tej bazie w przeciągu ostatniego roku powstało wiele ciekawych projektów &amp;#8211; począwszy od gry miejskiej &amp;#8211; gdzie wirtualna mapa wyświetlana jest za pomocą aplikacji mobilnej, trasa do przebycia korzysta z funkcji geolokalizacji użytkownika, zaś cel gry widoczny jest tylko i wyłącznie po &amp;#8222;zeskanowaniu&amp;#8221; danego miejsca za pomocą aparatu w telefonie komórkowym, aż po opisywanie adresów czy informacji o firmie (w formie chmurki, która pojawia się na wyświetlaczu telefonu po sfotografowaniu danego budynku).&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Prywatność na sprzedaż&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;W kwestiach związanych z geolokalizacją jednym z najbardziej drażliwych tematów jest  problematyka prywatności. Dodawanie checkinów sprawia, że miejsce pobytu użytkownika jest widoczne dla wszystkich, którzy również korzystają z danego serwisu i znają login konkretnej osoby. Pewnym rozwiązaniem jest tu nadawanie ograniczeń w udostępnianiu informacji. Użytkownik może określić, którzy z jego znajomych mogą widzieć informacje dotyczące jego aktualnej lokalizacji.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Jakie korzyści geolokalizacja daje marketerom?&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Naczelna zasada stanowiąca fundament skutecznych działań marketingowych brzmi: &amp;#8222;Poznaj swoich klientów&amp;#8221;. Korzystając z opcji geolokalizacji takie działanie staje się możliwe. Aplikacje z funkcją geo, zintegrowana z konkretnym serwisem, na którym każdy z użytkowników musi się uprzednio zalogować, to doskonałe narzędzie do zbierania informacji na temat klientów. Poprzez śledzenie checkinów, możemy dowiedzieć się, kto faktycznie korzysta z naszej oferty, oraz jaki jest profil naszych klientów. Pozwala to na redefinicję grupy docelowej oraz jeszcze skuteczniejsze targetowanie działań marketingowych. Kolejny plus to gwarancja, że konkretna informacja dotrze do określonej osoby. Każdy, kto na swoim smartfonie będzie miał włączoną aplikację otrzyma powiadomienie z konkretną ofertą. Kolejny plus to wreszcie możliwość pełnej automatyzacji programów lojalnościowych &amp;#8211; meldowanie się, jest rejestrowanie w systemie i nie wymaga posiadania przez użytkownika karty klienta, czy zbierania kodów bądź naklejek.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12835/O-krok-od-okazji-potencjal-geolokalizacji/geolokalizacja-marketing-narzedzia-marketera-rozwoj-sprzedazy/"&gt;O krok od okazji #8211; potencjał geolokalizacji&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/_fna-hLrK0M" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/_fna-hLrK0M/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/178088.gif" /><pubDate>Fri, 10 Feb 2012 11:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12835/O-krok-od-okazji-potencjal-geolokalizacji/geolokalizacja-marketing-narzedzia-marketera-rozwoj-sprzedazy/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12836/Jak-uchronic-sklep-internetowy-przed-blokada-Google/SWL-wymiana-linkow-google-Page-Rank/</guid>
      <title>Jak uchronić sklep internetowy przed blokadą Google?</title>
      <description>&lt;p&gt;
&lt;p&gt;Systemy Wymiany Linków (SWL) powstały po to, by poprzez generowanie dużej ilości odnośników do serwisu z zewnętrznych stron, utrzymywać jego wysoką pozycję w wynikach wyszukiwania. Najprawdopodobniej ich nadmierne wykorzystanie było przyczyną ostatnich wydarzeń. Jednak same linki to nie wszystko. Czynnikiem decydującym o pozycji strony internetowej jest PageRank (PR) - algorytm opracowany przez Google służący do oceny jakości indeksowanych serwisów. Ta, prawdopodobnie najpilniej strzeżona tajemnica wyszukiwarki, bierze pod uwagę wiele czynników, które pozwalają dokonać oceny. Wśród nich duże znajdują się wspomniane wcześniej linki.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Pierwszy bierze wszystko&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Pierwsze miejsce w Google, zwłaszcza dla sklepów internetowych oraz porównywarek cen, jest kluczowym czynnikiem, wpływającym bezpośrednio na wielkość sprzedaży. To właśnie dzięki niemu klienci najczęściej trafiają do sklepu w poszukiwaniu interesującego ich towaru. Prawdą jest, że bez pozycjonowania żaden serwis nie będzie w stanie utrzymać się zbyt długo na pierwszej stronie wyników wyszukiwania, zwłaszcza jeśli jest on młody i stosunkowo niewielki. Właśnie z tego powodu wielu przedsiębiorców z branży e-commerce decyduje się na korzystanie z SWL-i. Dzięki nim mogą oni w łatwy sposób i niedużym kosztem, wygenerować w krótkim czasie bardzo dużą liczbę linków zwrotnych. Nie jest tajemnicą, że Google nie popiera takich działań. Istnieją jednak metody, które pozwalają zoptymalizować sklep na tyle, by był przyjazny wyszukiwarce i znalazł się na jednym z pierwszych miejsc w wynikach wyszukiwania. Oczywiście, duża ilość linków prowadzących do sklepu jest jak najbardziej wskazana i można je pozyskać w sposób niebędący w sprzeczności z regulaminem Google. Korzystając z nich możemy uchronić się przed konsekwencjami, które spotkały gigantów polskiego e-commerce. Jednak zanim rozpoczniemy &amp;#8222;zbieranie&amp;#8221; linków należy zadbać o podstawy, bez których pozycjonowanie nie ma sensu.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Sklep przyjazny dla wyszukiwarki&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Przed pozycjonowaniem warto sprawdzić czy serwis jest przyjazny dla wyszukiwarki. Kilka drobnych zmian w jego strukturze, powinno w dużym stopniu wpłynąć na jego pozycję w rankingu. Warto też poznać narzędzia i wskaźniki, które posłużą do monitorowania działań SEO. - Najważniejszy jest PageRank. W sieci istnieje wiele stron, dzięki którym można go sprawdzić. Kolejny kluczowym parametrem jest liczba linków zwrotnych (backlinks). Im więcej wartościowych, zróżnicowanych  linków, tym lepiej. Dobrze też jest znać wiek domeny. Można to łatwo sprawdzić w przy pomocy jednej ze stron wyświetlających informacje WHOIS. W tym przypadku starszy wiek wpływa pozytywnie na domenę i ocenę, którą otrzyma ona od Google. Sklep powinien być spójny z wytycznymi W3C &amp;#8211; międzynarodowej organizacji standaryzującej &amp;#8211; tłumaczy Jolanta Żochowska z DeCommerce. Zgodność tę można sprawdzić w ogólnodostępnych serwisach internetowych, które wskazują błędy w kodzie źródłowym oraz sposoby ich naprawienia. Znajomość tych parametrów oraz ich okresowa kontrola pozwoli na ocenę efektów działań pozycjonerskich.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Najpierw zadbaj o swoje linki&amp;#8230;&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;W samej wymianie linków nie ma nic złego, jednak zanim do tego przystąpimy, należy zadbać o te generowane przez nasz sklep. Muszą one być tworzone w przejrzysty sposób oraz łatwe do indeksowania. Jeżeli przykładowy adres sklepowych podstron wygląda w ten sposób:  www.mojastrona/survival/latarki/latarka_led_iskierka_HD.html, to wszystko jest w porządku i nie należy nic zmieniać. Gorzej, jeśli ich struktura jest niezrozumiałym ciągiem znaków, jak np. w przypadku tego adresu: www.mojastrona/id3/4wd2-1.html. W takiej sytuacji, jedynym rozwiązaniem jest wdrożenie systemu przyjaznych linków.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Podstawy, o których często się zapomina&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Znaczniki meta, które powinna zawierać każda poprawnie skonstruowana strona, służą do przechowywania podstawowych informacji pomocnych przy indeksowaniu przez Google. Pozwalają one na zapisanie np. nazwy stronny, słów kluczowych, a także jej krótkiego opisu. - Aktualnie można spotkać się z opiniami, że Google nie bierze ich pod uwagę, jednak nie jest to informacje potwierdzona, dlatego warto je dodać. Większość platform do obsługi sklepów internetowych pozwala na definiowanie słów kluczowych z poziomu serwisu, bez konieczności edycji kodu html.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Użytkownik to nie wyszukiwarka&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Podczas tworzenia tekstów oraz opisów produktów webmasterzy często zapominają o tym, dla kogo tak naprawdę one są. Naszpikowanie ich słowami kluczowymi jest skuteczne, ale tylko na krótka metę. Algorytm obliczający wartość strony jest na to mocno wyczulony i strona, która posiada ich za dużo może uzyskać niską ocenę. Poza tym, nagłówki i tytuły stron czytają przede wszystkim użytkownicy i to od nich zależy czy zdecydują się na zakup. Tworząc teksty w sklepie internetowym należy bardzo ostrożnie wybierać i umieszczać słowa kluczowe. Nie wolno używać ich zbyt dużo i często.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak przygotowany sklep ma dużo większe szanse niż te wspomagane sztucznie generowanymi odnośnikami. Ma on też szansę na uzyskanie linków zwrotnych z innych serwisów z wysokim PageRankiem, których nawet mała ilość może okazać się dużo bardziej pomocna. Dopiero teraz można rozpocząć wymianę linków.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sposoby na bezpieczną wymianę linków przedstawimy w kolejnym poradniku w przyszłym tygodniu.&lt;/p&gt;
&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12836/Jak-uchronic-sklep-internetowy-przed-blokada-Google/SWL-wymiana-linkow-google-Page-Rank/"&gt;Jak uchronić sklep internetowy przed blokadą Google?&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/DnFIdVt0E9c" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/DnFIdVt0E9c/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/178090.gif" /><pubDate>Fri, 10 Feb 2012 10:30:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12836/Jak-uchronic-sklep-internetowy-przed-blokada-Google/SWL-wymiana-linkow-google-Page-Rank/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12827/Merchandising-w-praktyce/efektywnosc-merchandising-polka-sklepowa-techniki-sprzedazy/</guid>
      <title>Merchandising w praktyce</title>
      <description>&lt;p&gt;
&lt;h3&gt;Projektowanie półki ekspozycyjnej w punkcie obsługi detalicznej (PSD)&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Nie od dzisiaj wiadomo, że właściwe ustawienie produktów na sklepowej półce może pomóc sprzedać więcej, w krótszym okresie czasu. Dlatego eksperci od Sprzedaży utworzyli specjalną dziedzinę poświęconą temu zagadnieniu, czyli Merchandising. Merchandising jest krótko mówiąc działaniem służącym najlepszemu zaprezentowaniu produktów w sklepach w celu zwiększenia sprzedaży. Badania wskazują, że aż 75% decyzji o zakupie podejmowanych jest w sklepie przy półce.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Specjaliści z dziedziny merchandisingu opracowali kilka &amp;#8222;stref&amp;#8221;, które zwiększają lub zmniejszają szanse na sprzedaż danego produktu.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Strefa schylania: do 80 cm&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Zdecydowanie najgorsza strefa. Na dolnych półkach najlepiej ustawiać większe produkty, które klient łatwiej zauważy albo produkty bardzo tanie i popularne,  które i tak będą przez klientów poszukiwane. Nie rekomendujemy ustawiania żadnych produktów Premium, na których zależy producentowi i detaliście.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Strefa sięgania ręką:  80 &amp;#8211; 120 cm&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;To dobra, choć nie najlepsza strefa. Produkty przeniesione tu z najniższej półki będą sprzedawały się o 42% lepiej. Idealne miejsce na produkty o średniej cenie lub takie, które mają dobrą, choć nie rewelacyjną sprzedaż.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Poziom wzroku : 120 &amp;#8211; 160 cm&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Produkty tu umieszczone są najlepiej widoczne i najlepiej się sprzedają. Warto umieścić tam ten asortyment, który przynosi największe korzyści. Jest to także miejsce, w którym powinny znaleźć się produkty nowe, promowane i te z wysoką marżą.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Strefa wysokiego sięgania: powyżej 160 cm&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Zwana także często magazynem sklepu. Można na tej półce powtórzyć ekspozycję z poziomu wzroku (przecież i tak warto mieć więcej tego towaru, który najszybciej rotuje).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Psychologia zachowań konsumenckich jest dosyć obszerna, dzisiaj przedstawimy Państwu kilka najprostszych zasad.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Półkę czytamy jak książkę &amp;#8211; od lewej do prawej, od góry do dołu.&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Optymalne półki to te na wysokości oczu, tam też umieszczamy produkty najlepiej rotujące i wysoko marżowe. Ekspozycja to cichy sprzedawca i trudno się z tym nie zgodzić, choć często w rynku widzimy produkty, które są liderem w swojej kategorii , a w sklepie są niewidoczne ponieważ schowane są w szufladzie, czasem pod ladą. Pytając dlaczego &amp;#8211; słyszymy: bo one się same sprzedają&amp;#8230; - tak sprzedają, dopóki konkretny konsument przyjdzie do tego sklepu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I to niestety  jest często słyszany komentarz w sklepie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jak sobie z tym poradzić? Oczywiście jednym z lepszych rozwiązań jest dodatkowa lokalizacja w sklepie np. ekspozytory, obok których Konsument nie przejdzie obojętnie. Takich narzędzi ekspozycyjnych widzimy dużo na rynku, ale czy wszystkie działają?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Możesz to sprawdzić &amp;#8222;organoleptycznie&amp;#8221; &amp;#8211; chociażby kiedy weźmiesz porównanie sprzedaży sprzed wstawienia stojaka i po jego wstawieniu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To że to działa, wiemy już nie od dziś.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na własnej skórze przekonałem się jak narzędzia ekspozycyjne w jednej z marek kosmetycznych mogą podnieść sprzedaż o przeszło 20% rok do roku, gdzie rynek urósł ok 6% w tym samym okresie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podstawą oczywiście jest dopasowanie narzędzia pod indywidualne potrzeby producenta i PSD.&lt;/p&gt;
&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12827/Merchandising-w-praktyce/efektywnosc-merchandising-polka-sklepowa-techniki-sprzedazy/"&gt;Merchandising w praktyce&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/H53s3Te5Aqg" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/H53s3Te5Aqg/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/177823.gif" /><pubDate>Thu, 09 Feb 2012 09:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12827/Merchandising-w-praktyce/efektywnosc-merchandising-polka-sklepowa-techniki-sprzedazy/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12817/Idea-dzwignia-handlu/marketing-promocja-reklama-sprzedaz/</guid>
      <title>Idea dźwignią handlu</title>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Powtórzone setki razy hasło, mówiące, że reklama jest dźwignią  handlu, przejęło się może aż nazbyt dobrze. W istocie, coraz częściej  reklama zwyczajnie nas męczy, sprawiając, że ze sporym zniechęceniem  spoglądamy na kolejny produkt, lansowany jako &amp;#8222;najlepszy&amp;#8221; i  &amp;#8222;najskuteczniejszy&amp;#8221;. Nie ufamy już przedrostkowi &amp;#8222;-naj&amp;#8221;. Zresztą,  eksperci w zakresie marketingu nie pozostawiają żadnych złudzeń:  podstawą rozwoju w świecie biznesu stała się przede wszystkim  kreatywność.&lt;/p&gt;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Nie sama reklama zatem, ale raczej przewodnia idea, wokół której  buduje się marketingową narrację dla marki, stanowi o skutecznym  powieleniu handlowych znaczeń. Rzeczywistość medialna stała się dostępna  każdemu z nas, i nie ma już wielkiego problemu, żeby zamówić zestaw  firmowych kalendarzy, umieścić swój banner na portalu internetowym,  wyemitować telewizyjny spot, ale przecież niezwykle trudno zrobić to w  ten sposób, by przekaz faktycznie trafił do potencjalnego klienta i  został przez niego zapamiętanym. Podstawą każdej budowanej kampanii jest przede wszystkim dobry pomysł. Często już w dość wczesnych fazach daje się ocenić, że nić przewodnia  dla przygotowanej kampanii reklamowej jest właściwa, i że umieszczenie  jej elementów w mediach będzie jedynie formalnością. Sprawne użycie  różnych możliwości nie jest jeszcze prawdziwym problemem. Współcześnie  kluczem do sukcesu staje się budowa koncepcji, która nada marce nowego  przyspieszenia i pomoże zbudować wyrazistą sieć znaczeń, trwale  odróżniającą ją od konkurencji.&lt;/p&gt;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Każdy z nas może bez problemu wymienić przynajmniej kilka produktów,  którym odpowiednia idea utorowała drogę na rynek. Dziwna cecha  przestrzeni medialnej: zazwyczaj nie rzeczywista jakość produktu, ale  właśnie zbiór charakterystycznych oznaczników, pozwalających zaistnieć  mu w świadomości klienta, stanowi wstęp do rozwoju brandu. Są przecież  takie reklamy, które od samego początku przykuwają uwagę, a poprzez to w  subtelny sposób pozwalają zapoznać się z marketingową treścią.&lt;/p&gt;
&lt;p style="text-align: justify;"&gt;W czasach, gdy agresywna reklama bombarduje nas z każdej strony,  odwykliśmy nieco od przekonania, że może ona pełnić także przydatną,  informacyjną funkcję. Finalnie okazuje się, że trafiona idea może być  najlepszym sposobem, by przywrócić właściwe umiejscowienie marketingu w  sferze publicznej. Osoba zaintrygowana reklamą to osoba, która z  własnego wyboru zapozna się z przedstawioną jej treścią &amp;#8211; a więc osoba  zdeterminowana, by rzeczywiście zaznajomić się ze specyfiką produktu. Po  prostu: wydaje się, że dobre obyczaje w handlu są najlepszą formułą  sukcesu. Odpowiednio zbudowany marketing bierze to pod uwagę.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12817/Idea-dzwignia-handlu/marketing-promocja-reklama-sprzedaz/"&gt;Idea dźwignią handlu&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/szoiq5Xk-7k" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/szoiq5Xk-7k/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/177563.gif" /><pubDate>Mon, 06 Feb 2012 08:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12817/Idea-dzwignia-handlu/marketing-promocja-reklama-sprzedaz/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12814/Biznes-rozwydrzonych-nastolatkow-polskie-firmy-maja-srednio-dwadziescia-kilka-lat/strategie-zarzadzania-zarzadzanie/</guid>
      <title>Biznes rozwydrzonych nastolatków #8211; polskie firmy mają średnio dwadzieścia kilka lat</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Powinniśmy raczej zdecydowanie szybciej adaptować ich rozwiązania dotyczące zarządzania zasobami ludzkimi, uwalniając tym samym jeszcze więcej potencjału i ducha przedsiębiorczości niż dotychczas. Polskie firmy osiągają liczne sukcesy na rynku krajowym, a tylko nieliczni w zderzeniu z bardzo wymagającą i wysoce produktywną konkurencją zagraniczną mierzą się jak równy z równym. Na tle światowego rynku nie mamy się czym pochwalić. Brakuje innowacyjności, strategicznego myślenia oraz planowania. Natomiast cechuje nas chęć osiągania sukcesów, dynamika oraz pęd do rozwoju. Stąd można przyrównać, że polskie firmy są niczym rozwydrzone nastolatki &amp;#8211; pełne energii, ale również chaotycznego działania. Werwa to jednak za mało, aby móc efektywnie współdziałać na rynku. Większości managerów potrzeba nowej, specjalistycznej wiedzy oraz wiary w potencjał i kreatywność swoich współpracowników.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Analizując zachowanie firm na rynku, można dojść do wniosku, że spora część z nich po prostu wykazuje się jeszcze w dużym stopniu niedojrzałością. Kierują się modą, przejawiają skłonność do stadnego myślenia, koncentrują się na detalach, często brakuje im dystansu do samych siebie, nie grzeszą autorefleksją. Wiele z nich nie potrafi spojrzeć na siebie z innej niż własnej perspektywy. Myślą przez pryzmat posiadanych maszyn, hali produkcyjnej tego, co robi, bądź nie robi konkurencja. Skupiają się na umiejętnościach handlowych w sytuacji, gdy są firmą produkcyjną. Takie nastawienie rodzi wiele problemów. I to nie tylko dla nich samych, ale również dla pracowników, kooperantów, firm zewnętrznych, środowiska społecznego i naturalnego. Zachowanie takie nie wynika wprost z długości funkcjonowania na rynku, ale od zarządzających i ich bogactwa doświadczeń zawodowych. To oni mają realny wpływ na politykę firmy, strategię biznesową oraz sposób jej realizacji. Największą słabością polskich firm jest 50-letnia przerwa w rozwoju kultury biznesowej i dobrych praktyk. W efekcie mamy sporą rzeszę menedżerów samouków, którzy nabierali pierwszych manier przy okazji prowadzenia własnych firm. Dużym plusem, choć w mniejszym stopniu, było pojawienie się zachodnich korporacji w Polsce. Większy wpływ mają za to otwarte granice i możliwość bezpośredniego obserwowania jak działają te korporacje na rynkach macierzystych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Skutki niedojrzałego myślenia dla samej firmy najszybciej są widoczne po zestawieniu potencjału produkcyjnego/sprzedażowego, wielkości portfolio z udziałem w rynku.  Weźmy za przykład dwie firmy z jednej branży. Na początek podobieństwa &amp;#8211; obie powstały w połowie lat 90-tych, na początku tego wieku zatrudniały każda z nich ponad 1000 osób, miały rozbudowaną sieć dystrybucji obsługiwaną przez prawie 100 przedstawicieli handlowych, obie dokonywały akwizycji. A teraz różnice &amp;#8211; pierwsza z nich na początku wieku posiadała 5 marek będących liderami w swojej kategorii. Wprowadzając nowe marki czy dokonując  zakupu marek nie będących liderami, w krótkim czasie wprowadzała je do grona liderów rynkowych. Druga firma, pomimo przejęć, wprowadzenia wielu marek, ma tylko jedną niekwestionowaną perłę w swoim portfolio .. Dodatkowo dwie, może trzy marki pretendujące do bycia liderem. Cała reszta marek, po mimo swojego potencjału, leżą na półkach pokryte kurzem. Pierwsza z nich jest dziś niekwestionowanym liderem , a druga jest ledwo zauważalna w skali kraju. Skąd takie różnice? Otóż spowodowane są podejściem zarządzających. Pierwsza z nich założona została przez doświadczonych biznesowo wspólników, a druga wyrosła z rodzinnego interesu zajmującego się handlem obwoźnym. Dwie różne filozofie działania, dwa różne podejścia do prowadzenia biznesu. Upór, silna motywacja, umiejętność myślenia taktycznego, umiejętność realizacji szybkich zmian, to cechy bardzo ważne przy zakładaniu i rozwoju firmy. Jeżeli później takie cechy osobowe nie zostaną wsparte biznesowym obyciem, to efektem jest brak marketingowego planowania strategicznego, myślenia w dłuższej perspektywie, myślenia stale ewoluującymi potrzebami klientów. Dla takiej firmy głównymi determinantami kształtującymi politykę sprzedaży są zdolności produkcyjne, efektywne wykorzystanie posiadanych zasobów, zadowolenie księgowych i kontrolingu. Jeżeli chodzi o możliwość wpływu na kształt i ostateczną formę produktu, to marketing jest marginalizowany, a sprzedaż sprowadzona do roli wykonawczej odgórnie założonych planów.Strategiczną rolę marketingu przejmuje zarząd przy wsparciu inżynierów, technologów, zakupów i produkcji. Kwestie związane z analizą potrzeb klienta, jego oczekiwań, badania jego prawdziwych motywacji &amp;#8211; o ile w ogóle brane pod uwagę, zazwyczaj są marginalizowane i umniejszane. Takie zarządzanie rodzi dalsze konsekwencje w postaci dużej ilości indeksów na magazynie, zwiększenia kosztów produkcji, za szerokiej oferty z jaką muszą poradzić sobie przedstawiciel handlowi. W takiej firmie nadal pokutuje myślenie w kategoriach minimalizacji nakładów i maksymalizacji zysków. Konsekwencje? Bardziej wartościowi pracownicy są podkupywani przez inne firmy, bądź sami odchodzą. Motywacją tu bywa nie tylko kwestia finansowa, ale również organizacja pracy, ład korporacyjny, a co za tym idzie przejrzyste zarządzanie, planowe działanie. Nie bez znaczenia jest istnienie polityki zarządzania zasobami ludzkimi, a co za tym idzie indywidualne ścieżki kariery, systemy motywacyjne, szkolenia. Dotyczy to zarówno pracowników produkcyjnych jak i kadry zarządzającej. Takie firmy nie są zainteresowane budowanie trwalszych relacji z pracownikami, a za system motywacji służą opresyjne regulaminy i obostrzenia. Odejście doświadczonych pracowników często powoduje zatory na produkcji, utratę kontaktów handlowych, perturbacje w poszczególnych działach. Całość odbija się na ogólnym funkcjonowaniu firmy. Na to nakłada się kolejna kwestia &amp;#8211; w firmie zostają albo osoby, które nie mogą odejść, bądź nie mogą znaleźć sobie lepszej pracy. Tacy pracownicy są podwójnie demotywowani &amp;#8211; raz, że źle im się pracuje, a dwa, że nie mogą odejść. Wówczas mogą zdarzać się sytuacje psucia negocjacji handlowych, wynoszenie towaru, niszczenie mienia, czy sabotowania produkcji. To wszystko prowadzi do utraty kontraktów, zwrotów, kar, zerwanych umów, a w konsekwencji utraty reputacji marki na rynku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Próbując ubrać niedojrzałość w liczby &amp;#8211; wg raportu &amp;#8222;KondycjaMarketingu.pl w Małych i Średnich Przedsiębiorstwach 2009&amp;#8221; aż 1/3 firm nie planuje sprzedaży przy udziale ludzi z marketingu, budżet marketingowy doraźnie planuje aż 32% badanych, w 1/5 przypadków zarządy nie potrafią ocenić efektywności pracy własnych działów marketingu. Wg raportu Pentora &amp;#8222;Procesy inwestycyjne i strategie przedsiębiorstw w czasach kryzysu&amp;#8221; zleconego przez PARP w 2010 roku, polscy przedsiębiorcy koncentrują się przede wszystkim na wynikach finansowych poprzez zwiększanie obrotów, a dużo rzadziej na optymalizowaniu procesów,  poprawie jakości zarządzania czy szukaniu oszczędności. Badani dużo rzadziej wskazywali na konieczność planowania strategicznego, koncentrującego się na budowie trwałych elementów przewagi rynkowej, a częściej na działaniach taktycznych zwiększających penetrację rynku, czy dywersyfikację oferty. Według tego samego raportu, większość MSP nie posiada i nie wykazuje potrzeb do zdobywania wiedzy o rynku, a w swych działaniach kieruje się intuicją. Podobne podejście prezentują w stosunku do możliwości korzystania z zewnętrznego wsparcia. Niska wiedza i niskie potrzeby wiedzy powodują postrzeganie zewnętrznego finansowania działalności jako przejaw kryzysu, a korzystanie z usług doradczych jako efekt słabości.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Takie podejście przekłada się również na współpracę z firmami zewnętrznymi. Bez względu na charakter współpracy &amp;#8211; jeżeli taka firma coś kupuje, to traktuje partnera przedmiotowo i instrumentalnie. I nie ma tu znaczenia czy kupuje maszyny, technologie, wiedzę, czy też doradztwo marketingowe czy finansowe. Takich firm na ogół nie traktuje się jako ekspertów, doradców wyspecjalizowanych w danej dziedzinie, ale bardziej jako sprzedawców, starających się wepchnąć ze swoim najdroższym towarem i sprzedać wyłącznie z korzyścią dla siebie. Dlaczego tak się dzieje? Mam wrażenie, że dla takich firmy korzystanie z zewnętrznych usług doradczych może świadczyć o ich braku doświadczenia, słabości, czy wręcz braku kompetencji. Jeżeli decydują się na współpracę, to jedynie w wymiarze egzekucyjnym. Rzadko zgadza się na współpracę kompleksową, pozwalającą na rozpoznanie warunków i możliwości zastosowania optymalnych rozwiązań. Powoduje to, że firma kupuje gotowe rozwiązania bez wiedzy jak je zastosować. W efekcie mamy kolejny kamyk na drodze rozwoju firmy. Co gorsze, takie zachowanie psuje rynek usług konsultingowych i doradczych. Ze względów na kryzys, zawsze znajdą się takie firmy, które będą schlebiały gustom klientów i będą oferowały to, czego oczekują, a nie to czego potrzebują.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Widać zmiany w myśleniu o sobie i otoczeniu. Dzięki otwartym rynkom, polscy menedżerowie mają możliwość podpatrywania jak działają firmy zachodnie,  zarządzane w sposób dojrzały, gdzie kultura biznesowa kształtuje się bez żadnych przerw od ponad 200 lat. Trzeba tu jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie każda zachodnia firma może być wzorem, że szeroko pojmowana kultura korporacyjna nie zawsze bywa gwarantem właściwego podejścia. Na szczęście rynek i konsumenci w coraz większym stopniu weryfikują takie podejście i tym samym wymuszają korzystne dla wszystkich zmiany. Coraz częściej zarządzający postrzegają korzystanie z usług zewnętrznych jak możliwość rozwoju, a nie przejaw słabości. Co prawda nadal spora liczba MSP uważa usługi doradcze za zbędne, ale odsetek ten maleje. W wielu firmach optyka postrzegania własnej pozycji na rynku przenosi się z potencjału własnego na oczekiwania klienta. Na znaczeniu zyskują działy marketingu i zdobywają coraz większy wpływ na zarządzanie. Łaskawszym okiem patrzy się również na usługi zewnętrzne, co widać chociażby po liczbie pojawiających się nowych firm doradztwa strategicznego czy biznesowego. Coraz więcej firm zaczyna podchodzić do kwestii zarządzania w sposób bardziej przemyślany. Dla wielu z nich planowanie strategiczne jest procedurą standardową, pozwalającą efektywnie zarządzać własnym rozwojem. Dla części jest to innowacja, której wdrożenie pociąga za sobą konieczność wprowadzenia szeregu zmian w strukturze i sposobie zarządzania. Widać to dobrze chociażby na przykładzie tworzenia rocznych planów marketingowych, co dla wielu z nich jest nowością przysparzającą trudności organizacyjne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Są również takie, które podchodzą do zarządzania strategicznego w sposób pragmatyczny. Firmy już na tyle dorosłe i samoświadome, że mogą zaufać zewnętrznemu partnerowi i powierzyć mu w zarządzanie ważne obszary, jak marketing, kontroling finansowy, czy zasoby ludzkie. Wraz z upływem czasu,  firmy jako organizacje dorastają, stając się bardziej świadome nie tylko własnej siły, ale również własnych słabości. Dzięki temu zaczynają dostrzegać niewykorzystywany dotychczas potencjał. Zauważają, że mają duży wpływ na życie wielu ludzi, kształt środowiska, kondycję najbliższego otoczenia.  Zaczynają myśleć o sobie, jako dorosłym, odpowiedzialnym za siebie i innych podmiocie. Słuchają otoczenia, zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego, uwzględniając jego potrzeby w swojej strategii. Analizując własny rozwój uwzględniają nie tylko kwestie bezpośrednio wpływające na wzrost sprzedaży, ale również na czynniki pośrednio wypływające na jakość i efektywność działań operacyjnych. Stąd też firmy coraz częściej tworzą własną politykę odpowiedzialności społecznej, rozwijają działy zarządzania zasobami ludzkimi, poszukują innowacji. Są zainteresowane budowaniem trwałych relacji rozumiejąc, że im są one lepsze, tym większe są zyski. Dostrzegają rolę reputacji, zaczynając świadomie nią zarządzać zarówno w sferze pracowniczej, jak i relacjach biznesowych czy konsumenckich.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Spora część polskich firm ma dziś nie więcej niż 15 lat. Tych, które właśnie wchodzą w dorosłość jest zdecydowanie mniej. Co gorsze, w Polsce nie ma praktycznie dojrzałych, trzydziesto-, czterdziestoletnich firm. Organizacji na tyle młodych,  że jeszcze głodnych kolejnych sukcesów, a jednocześnie posiadających już wystarczające doświadczenie i obycie, aby nie zachowywać się jak biznesowe nastolatki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mówi się, że dzieci pozostawione same sobie, szybciej dojrzewają i stają się samodzielne. Odnosząc to do kondycji polskich firm, trudno temu zaprzeczyć. Jest grupa firm, które świetnie poradziły sobie z trudnościami wieku dorastania i stały się prężnie działającymi organizacjami. One już jakiś czas temu zrozumiały, że nie warto czekać na dekoniunkturę  i trzeba już przyspieszać i inwestować w rozwój. Widać to dobitnie po raporcie opracowanym przez Ernst &amp;amp;Young &amp;#8222;Innowacyjność sektora MSP w Polsce&amp;#8221;, w który wyraźnie pokazuje korelację między wiekem firmy, a skłonnością w inwestowanie w badania i rozwój. Wg raportu firmy starsze są skuteczniejsze w tworzeniu i rozwijaniu nowych produktów i usług. Również one mogą pochwalić się wypracowywaniem wyższych zysków ze sprzedaży takich produktów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jest niestety też grupa firm, które dojrzewają wolniej i nie potrafią wejść w dorosłość. Kurczowo trzymają się standardów zarządzania, które świetnie sprawdzały się na wczesnym etapie rozwoju, ale zaczynają zawodzić, gdy biznes się rozrasta i wymaga nowych metod i reguł. Takie firmy muszą koniecznie dojrzewać szybciej, przenosić nacisk z działań taktycznych na planowanie strategiczne. Te które zostają w tyle, są bezlitośnie traktowane przez rynek, który srodze każe nieodpowiedzialne ruchy. Mijający kryzys niejedną firmę zweryfikował ostatecznie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12814/Biznes-rozwydrzonych-nastolatkow-polskie-firmy-maja-srednio-dwadziescia-kilka-lat/strategie-zarzadzania-zarzadzanie/"&gt;Biznes rozwydrzonych nastolatków #8211; polskie firmy mają średnio dwadzieścia kilka lat&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/_3F-kYglp_w" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/_3F-kYglp_w/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/177482.gif" /><pubDate>Thu, 02 Feb 2012 09:30:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12814/Biznes-rozwydrzonych-nastolatkow-polskie-firmy-maja-srednio-dwadziescia-kilka-lat/strategie-zarzadzania-zarzadzanie/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://technologie.nf.pl/Artykul/12807/Skuteczne-sposoby-motywowania-pracownikow-dzialow-obslugi-klienta/motywacja-pozaplacowa-motywowanie-obsluga-klienta-telemarketing/</guid>
      <title>Skuteczne sposoby motywowania pracowników działów obsługi klienta</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Specyfika pracy działu obsługi klienta&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Zadaniem działów obsługi klienta jest sprawienie, by klient, który zakupił dany towar lub usługę był w pełni zadowolony z jej użyteczności. Pod pojęciem obsługi klienta kryje się wiele aspektów. Zaczynając od udzielania odpowiedzi na pytania klientów przez pracowników infolinii/call center np. o cechy, walory, czy funkcjonalności produktu, przez obsługę wdrożeniową &amp;#8211; asystę przy uruchamianiu np. usługi, czy help desk, po typowy serwis informacyjny w trakcie korzystania z produktu, czy obsługę reklamacyjną, a nawet telewindykację.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;b&gt;W zależności od specyfiki firmy, dla której działa infolinia, może ona odpowiadać za:&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;przyjmowanie zamówień,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;udzielanie informacji o produkcie, stanie rachunku,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;przyjmowanie reklamacji i zażaleń,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;obsługę akcji marketingowych firmy.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dział obsługi klienta to jednak nie tylko udzielanie informacji na temat produktu, czyli obsługa klienta w ruchu przychodzącym, ale również jego obsługa w ruchu wychodzącym, czyli inaczej mówiąc telesprzedaż. W ten sposób firma może obsługiwać samą sprzedaż, kampanie wspierające ją, tzw. follow-up&amp;#8217;y w ramach których pracownicy nawiązują kontakty z obecnymi klientami i odsprzedają im inne produkty, czy usługi firmy. Dla organizacji jest to też możliwość prowadzenia badań marketingowych np. metodą CATI (Computer Assisted Telephone Interviews), czyli wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych wedle wystandaryzowanego scenariusza. To pozwala zbadać np. satysfakcję klienta z obsługi, z użytkowania produktu, a nawet właściwie promować wizerunek firmy, czy prowadzić odpowiednią strategię produkcyjną. Stąd praca wykonywana w dziale obsługi klienta ma dla firmy ogromne znaczenie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z samego sedna pracy działu obsługi klienta wynikają największe wyzwania w tej pracy, m.in. umiejętność wczucia się w sytuację klienta, zrozumienia jego oczekiwań i potrzeb, jak również odpowiednie reagowanie na pewną monotonię i rutynę tej pracy. Konsultanci bowiem niejednokrotnie muszą odpowiadać na te same pytania, co w pewnym momencie dla większości osób staje się uciążliwe &amp;#8211; mimo, że każdy klient jest inny i obsługuje się go inaczej. Dlatego decydując się na tę pracę trzeba być otwartym na kontakty z ludźmi i lubić je, wykazywać się empatią oraz rozumieć znaczenie tej pracy. Przyda się też umiejętność szybkiego przyswajania informacji oraz optymistyczne nastawienie do pracy, siebie, współpracowników oraz klientów. To podstawowe czynniki warunkujące &amp;#8211; nie tylko w tym dziale &amp;#8211; automotywację do pracy.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Motywacja niejedno ma imię&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Jak jednak motywować pracowników działów obsługi klienta od strony organizacji? Sposobów jest wiele, przykładowo:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Prosty i przejrzysty system wynagrodzeń &amp;#8211; zarówno w kwestii stawki podstawowej za godzinę pracy, jak i systemów prowizyjnych, czy premiowych. Konsultanci powinni mieć ustalone zasadnicze wynagrodzenie podstawowe za przepracowany czas pracy, ale głównymi motywatorami powinny być premie i prowizje za jasno wyznaczone cele. System powinien być tak skonstruowany, by każdy konsultant działu obsługi klienta był w stanie co miesiąc wypracować i otrzymać premię lub prowizję, bo to ona jest głównym motywatorem. Systemy premiowe ustalane są w zależności od pracy wykonywanej w ramach call center, np. premia zależna od liczby przyjętych zamówień, za jakość obsługi klienta, za konkretną liczbę reklamacji, za sprzedaż, za sprzedaż w ramach akcji follow-up, czy za konkretną kwotę windykowanych za pośrednictwem konsultanta kwot.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Właściwie ustawione kryteria oceny pracowników działów obsługi klienta &amp;#8211; to zaś bezpośrednio wiąże się z wymienionymi powyżej systemami premiowymi. Call center w organizacji to centrum zysku, a nie kosztów. Tutaj wszystko jest mierzalne i przekłada się na wynik finansowy firmy. Stąd też jest mnogość parametrów oceniających efektywność tego działu. Zazwyczaj pracownicy tych działów oceniani są za ustalone normy ilościowe lub jakościowe, np. liczba rozmów w określonym czasie pracy, liczba sprzedaży na jednostkę czasu, jakość rozmów, ale też np. za stopień zadowolenia klienta. Coraz bowiem częściej po zakończonej rozmowie klienci otrzymują możliwość ocenienia odbytej rozmowy. System ocen pracowniczych powinien być regularnie przeprowadzany, jak również coachingi umożliwiające nabycie niezbędnych umiejętności, aby pracę i kompetencje w niej potrzebne wciąż doskonalić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Odpowiednie przygotowanie konsultanta do pracy poprzez: zapewnienie wiedzy potrzebnej do wykonywania pracy, odpowiednio wyposażonego stanowiska pracy, dobrego otoczenia w budynku i zapewnienia dostępu do pomieszczeń sanitarnych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Możliwość rozwoju w ramach organizacji, czyli spełnienie podstawowych aspiracji i ambicji konsultantów &amp;#8211; np. jasno określone zasady awansów zarówno poziomych, jak i pionowych. W przypadku inhousów, czyli wewnętrznych call center np. organizacji finansowych, często pracownicy zatrudniani są w działach obsługi klienta w oparciu o umowę o pracę. Często praca w call center jest ,,przepustką&amp;#8221; do awansu wewnętrznego. W przypadku call center outsourcingowego, świadczącego usługi dla kilkudziesięciu dużych branżowych firm, rozwój jest głównie pionowy i odbywa się w ramach działu, choć są też możliwości przejścia do obsługi ciekawszego, czy bardziej złożonego projektu. Rozwój zapewniają też szkolenia i retreningi w trakcie pracy. W działach tych szkoleń jest naprawdę sporo i są one bardzo praktyczne, bezpośrednio przekładające się na pracę i ułatwiające ją.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dobra atmosfera w pracy i sprawna komunikacja wewnętrzna &amp;#8211; sprzyjają temu częste spotkania z pracownikami np. tzw. pięciominutówki przed pracą &amp;#8211; powitanie, określenie celów, założeń dnia, przypomnienie zasad i myśl przewodnia na dany dzień. Ważne też są działania integrujące pracowników tego działu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Inspirujący i dobrze wyszkolony bezpośredni przełożony, który potrafi zachęcić zespół do osiągania postawionych celów, przy jednoczesnym zachowaniu bardzo dobrej atmosfery w pracy &amp;#8211; to klucz do sukcesu. Przełożony powinien dobrze znać swoich pracowników i potrafić dobrać styl zarządzania zgodny z oczekiwaniami danej osoby. Dlatego dobór liderów i następnie ich ciągłe szkolenie, np. w obszarze przywództwa to bardzo ważny czynnik w podnoszeniu jakości pracy całego działu obsługi klienta.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;b&gt;WAŻNE  WSKAZÓWKI&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;Dobierz właściwe osoby do pełnionej w organizacji roli&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Podkreślaj wagę pracy działu obsługi klienta tworząc kulturę tego działu jako społecznej organizacji o ustalonych zasadach i jasno określonych celach&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Pamiętaj, że pieniądze nie są jedynym skutecznym czynnikiem motywacyjnym&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Buduj dobrą atmosferę pracy i partnerskie relacje przełożonych z zespołem&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Bierz pod uwagę doświadczenia jakich na co dzień doświadczają konsultanci&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;Stwarzaj możliwości rozwoju&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://technologie.nf.pl/Artykul/12807/Skuteczne-sposoby-motywowania-pracownikow-dzialow-obslugi-klienta/motywacja-pozaplacowa-motywowanie-obsluga-klienta-telemarketing/"&gt;Skuteczne sposoby motywowania pracowników działów obsługi klienta&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/Megl0XGf6Yc" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/Megl0XGf6Yc/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/177209.gif" /><pubDate>Tue, 31 Jan 2012 10:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://technologie.nf.pl/Artykul/12807/Skuteczne-sposoby-motywowania-pracownikow-dzialow-obslugi-klienta/motywacja-pozaplacowa-motywowanie-obsluga-klienta-telemarketing/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12799/Spoleczny-Dawid-kontra-bankowy-Goliat/Bank-Transfer-Day-Facebook-Kristen-Christian-oplata-za-karte/</guid>
      <title>Społeczny Dawid kontra bankowy Goliat</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Mała inicjatywa o dużych skutkach&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Zapoczątkowana przez Kristen Christian akcja &amp;#8222;Bank Transfer Day&amp;#8221; (BTD, dzień transferu bankowego) z hukiem przetoczyła się przez największe amerykańskie banki. Christian oburzona wprowadzeniem pięciodolarowej opłaty za prowadzenie karty debetowej w Bank of America starała się początkowo przekonać niespełna pięciuset osobową grupę swoich znajomych do zamknięcia kont w największych bankach i przeniesienia depozytów do lokalnych banków spółdzielczych lub unii kredytowych. Banki korporacyjne, jak Bank of America, CitiBank czy Wells Fargo nie podały wprawdzie ilu klientów faktycznie zamknęło swoje konta i wycofało środki z ich placówek, jednak dane Krajowego Stowarzyszenia Unii Kredytowych (CUNA) zdumiewają. Wyłącznie w &amp;#8222;Bank Transfer Day&amp;#8221; (5 listopada 2011r.) CUNA odnotowała wpływ 40 tysięcy nowych klientów. W połączeniu z niewiarygodną liczbą 650.000 kont otwartych od momentu zainicjowania BTD, akcja spowodowała transfer niespełna 700 tys klientów banków korporacyjnych, którzy przenieśli depozyty o wartości szacowanej na 4,5 miliarda dolarów. Dla porównania, zgodnie z wartościami publikowanymi przez CUNA, suma nowych klientów pozyskanych w całym 2010 roku, to zaledwie 600 tysięcy. W wywiadzie dla portalu Democracy Now zaskoczona skalą powodzenia akcji Christian mówiła: &amp;#8222;Stworzyłam wydarzenie na Facebook i wysłałam zaproszenia do 500 z moich blisko 800 znajomych. Zachęcałam ich do rozpoznania dostępnych w lokalnych uniach kredytowych możliwości. Jeśli takie nie były dostępne w miejscu ich zamieszkania, pozostawały jeszcze banki lokalne. D tego momentu wszystko potoczyło się jak rosnąca kula śnieżna, a na końcu - tuż przed 5 listopada, mieliśmy 85.000 zwolenników. CUNA poinformowała o 650.000 nowych klientach, którzy dołączyli do unii kredytowych przed 5 listopada, terminem Bank Transfer Day, i kolejnych 40.000 już w dzień eventu, co znaczy, że blisko 700.000 konsumentów przetransferowało swoje środki z korporacyjnych instytucji bankowych for-profit do lokalnych unii kredytowych not-for-profit&amp;#8221;.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;V jak Vendetta&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Mieszkająca w Los Angeles Kristen Christian oburzyła się, gdy Bank of America poinformował pod koniec września o wprowadzeniu nowej - pięciodolarowej opłaty za korzystanie z karty debetowej. Zakłada się, że jej wprowadzenie było odpowiedzią na nową ustawę, redukującą o połowę wysokość opłat pobieranych od sprzedawców korzystających z elektronicznych terminali płatniczych. Ta dość oczywista zależność oraz fakt planowanego obciążenia jedynie klientów deponujących w Bank of America mniej niż 20 tysięcy dolarów, popchnęła Christian do opracowani postulatu &amp;#8222;Bank Transfer Day&amp;#8221;: &amp;#8222;Wspólnie możemy doprowadzić to tego, że te instytucje finansowe na zawsze zapamiętają dzień 5 listopada. Jeśli przed tą datą przetransferujemy nasze środki finansowe z instytucji bankowych for-profit do unii kredytowych, wyślemy jasną wiadomość, że świadomi konsumenci nie będą wspierali przedsiębiorstw stosujących nieetyczne działania biznesowe. Już czas zainwestować w rozwój społeczności lokalnych!&amp;#8221;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kolejni znajomi zaczęli przyłączać się do akcji, informując o niej swoich przyjaciół, a już niebawem o &amp;#8222;Bank Transfer Day&amp;#8221; dowiedziały się całe Stany Zjednoczone i świat. Przyczynił się do tego również ruch Occupy Wall Street, popierający inicjatywę. Rosnąca fala zwolenników akcji najwidoczniej wprowadziła władzę Bank of America i jego specjalistów od Public Relations w niemałą konsternację, ponieważ &amp;#8222;w odpowiedzi na reakcję konsumentów&amp;#8221; zdecydowano o zaniechaniu wprowadzenia dyskusyjnej opłaty. Po tak spektakularnym sukcesie pewnie na jednej akcji się nie skończy, a największe amerykańskie banki przynajmniej dwukrotnie przemyślą pomysł ewentualnego wprowadzenia dodatkowych opłat. Założenie BTD zostało spełnione, 5 listopada z pewnością zostanie zapamiętany.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pozwalając sobie na osobisty komentarz zaznaczę, że nie oburzają mnie ani gigantyczne korporacje finansowe, ani też mniejsze i działające lokalnie unie kredytowe czy banki spółdzielcze. Natomiast z czysto społecznego punktu widzenia wyjątkowo ciekawy jest fakt, że coraz popularniejsze stają się akcje obywatelskie, angażujące do tej pory wydające się tkwić w głębokim marazmie społeczeństwo. Może to wina kryzysu, a może wcześniejszej akcji Oburzonych, którzy pokazali, że ta &amp;#8222;szara masa&amp;#8221; ma jednak swoje zdanie i w obronie własnych ideałów potrafi zjednoczyć się nawet w skali globalnej. Od teraz wszystkie instytucje muszą mieć się na baczności&amp;#8230;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12799/Spoleczny-Dawid-kontra-bankowy-Goliat/Bank-Transfer-Day-Facebook-Kristen-Christian-oplata-za-karte/"&gt;Społeczny Dawid kontra bankowy Goliat&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/8PSToyF129g" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/8PSToyF129g/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/176786.gif" /><pubDate>Thu, 26 Jan 2012 08:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12799/Spoleczny-Dawid-kontra-bankowy-Goliat/Bank-Transfer-Day-Facebook-Kristen-Christian-oplata-za-karte/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12795/Maly-ale-wariat-O-komunikacji-w-startupach-cz-II/agencja-PR-marketing-MSP-PR-w-firmie/</guid>
      <title>Mały ale wariat. O komunikacji w startupach cz.II</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tytuł tego cyklu powinien być wskazówką dla każdego, kto cały czas szuka pomysłu na komunikację swojego startupu. Nie sztuką jest zrealizować rozbudowaną kampanię promocyjną w mediach, dysponując dużym budżetem. Wręcz nieuzasadnione wydaje się to w kontekście startupów, które skierowane są do niszy rynkowej &amp;#8211; możemy być pewni, że koszty przerosną efekty wizerunkowe i biznesowe. Sztuką jest opowiedzieć historię, która porwie naszego odbiorcę, stworzyć komunikat,  który dotrze nie tylko do jego głowy, ale i serca. Z pozoru szalony pomysł na komunikację, może okazać się strzałem w 10.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Serwis muzyczny CDRoller.pl skierowany jest do kolekcjonerów płyt kompaktowych i winyli, a więc &amp;#8211; w obliczu szybkiego rozwoju różnego rodzaju nośników &amp;#8211; wąskiej niszy rynkowej. Poprzez serwis mogą się oni wymieniać płytami, wystawiać je na sprzedaż, a także kupować grupowo po niższych cenach. Winyle powoli wracają do łask i ich kolekcjonowanie staje się modne, ale kto dziś zbiera kompakty? Sprzedaż płyt w sklepach muzycznych spada, a my wolimy sięgać po darmowe formaty lub kupować muzykę przez internet. Jak zatem zakomunikować opinii publicznej serwis, którego popularność z góry ograniczona jest do wąskiej grupy kolekcjonerów? CDRoller.pl znalazł na to sposób, rozpoczynając w mediach społecznościowych inicjatywę manifestacyjną na rzecz kolekcjonowania płyt. Z poziomu fanpage&amp;#8217;a na Facebooku na swój profil pobrać można było wybrany tekst manifestu np.: &amp;#8222;Muzyka to sztuka, płyta to dzieło, a ja jestem koneserem&amp;#8221;, &amp;#8222;Płyta to dzieło sztuki. Liczą się tylko prawdziwe wydania&amp;#8221;. Ludzie włączali się do akcji bezinteresownie &amp;#8211; dla nich największą nagrodą była tzw. nagroda &amp;#8222;miękka&amp;#8221;, czyli możliwość uczestnictwa w inicjatywie, która wpisała się w ich ideologię. Nawiązując do płyty muzycznej jako dzieła sztuki, CDRoller.pl uniknął powiązań z działalnością na rzecz wytwórni muzycznych i artystów. Dodatkowym wsparciem manifestu stała się akcja ambientowa na terenie Warszawy: w kilku centrach artystyczno-klubowych stanęły zakupione w jednej z firm ogrodniczych repliki starożytnego posągu Myrona, którego Dyskobol przerobiony został przez grafficiarzy na płytę muzyczną. Posągi miały rozmiar człowieka i okazały się tak popularne, że na łamach różnego rodzaju serwisów natknąć się można było na zdjęcia różnych ludzi na ich tle. Akcja dotarła między innymi do formatu śniadaniowego telewizyjnej Dwójki, gdzie z Wojciechem Mannem oraz Muńkiem Staszczykiem twórca serwisu dyskutował na temat powracającej mody na winyle. Radiowa Czwórka po wywiadzie z pomysłodawcą CDRollera zainteresowała się na tyle tematem kompaktów i winyli, że otrzymał on swój autorski panel w jednej z muzycznych audycji i raz w tygodniu opowiada słuchaczom o najciekawszych muzycznych kolekcjach winyli oraz kompaktów. Cała akcja objęła również miniony Off festival, podczas którego rozdawane były przypinki z tekstami manifestu i powstał film z udziałem ludzi dzielących się opiniami na temat kolekcjonowania płyt. Względnie niskim kosztem (przypinki, aplikacja na Facebooku, betonowe posągi) udało się zainteresować akcją media, a w efekcie i miłośników muzyki. Dziś, po niespełna pół roku medialnego funkcjonowania, serwis ma ponad 10 tys. unikalnych użytkowników, a duża część z nich aktywnie uczestniczy w jego rozwoju. Użytkownicy zapraszani są również do współtworzenia bloga muzycznego, na łamach którego dzielą się swoimi muzycznymi fascynacjami. Prosta, ale pomysłowa inicjatywa pozwoliła serwisowi zaistnieć w jego wąskiej, ale zaangażowanej grupie docelowej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pomysłowością w zakresie komunikacji w branży wykazuje się znany startup o nazwie SaveUp. Case ten był już kilkakrotnie przywoływany przez blogerów piszących o komunikacji i nowych technologiach. SaveUp to mobilna aplikacja, która umożliwia zakup interesującego nas produktu na podstawie jego zdjęcia zrobionego komórką. Słowem, gdy przykładowo przechodzimy ulicą, a na billboardzie widzimy produkt, który nas interesuje, robimy mu zdjęcie, a aplikacja wyszukuje go w swojej bazie danych i dostarcza nam oferty jego zakupu. Korzystanie z SaveUp jest bezpłatne, a aplikacja dostępna jest w AppStore oraz Android Market. Pomysł fajny i już znalazł szerokie grono zwolenników, nie tylko ze względu na samą aplikację. Twórcy SaveUp to grupa pozytywnie zakręconych młodych ludzi, którzy z nieskrywanym entuzjazmem i w dość oryginalny sposób opowiadają o swoim projekcie. Nakręcanie amatorskich filmów wideo to ich pomysł na odpieranie zarzutów związanych z niedoskonałością aplikacji. Dobry wybór sposobu na komunikowanie swojego produktu jest szczególnie istotny w przypadku tych, które ze względu na swoją specyfikę narażone są na krytyczne opinie użytkowników. SaveUp stał się naprawdę popularny dzięki filmikom nakręconym w odpowiedzi na nieprzychylny artykuł/recenzję w magazynie Proseed, a także na wpis Rafała Agnieszczaka na Google+. Oba materiały pokazują, że po pierwsze &amp;#8211; ekipa SaveUp pilnie śledzi opinie użytkowników na temat swojego produktu, po drugie &amp;#8211; analizuje wszystkie negatywne opinie i wyciąga z nich wnioski, a po trzecie wreszcie &amp;#8211; mówi o tym otwarcie, w sposób bardzo konkretny, ale luźny. Powagę tkwiącą w merytoryce ich wypowiedzi równoważy jej luźny ton, co w całości tworzy naprawdę świetny i wiarygodny komunikat, który &amp;#8211; jak w przypadku manifestu CDRollera &amp;#8211; dociera nie tylko do głowy, ale i serca odbiorcy. Koszt akcji komunikacyjnej skierowanej do branży: zerobudżetowy amatorski film i bezcenny pomysł na jego realizację.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oba opisane przypadki pokazują, jak w emocjonalny sposób zaprezentować można szerokiej publiczności niszowy pomysł na startup. Z tą różnicą, że CDRoller dzięki swojej akcji zaistniał w szerokiej opinii publicznej, za pośrednictwem której następnie dotarł do swojej niszy, a SaveUp poprzez komunikację ze startupowym środowiskiem zyskał szansę na pozytywne recenzje, które już zaczynają interesować inne, mainstreamowe media, w końcu docierając za ich pomocą do konsumenta. Pozostaje jeszcze przytoczyć przykład komunikacji, która dociera do &amp;#8222;twardego biznesu&amp;#8221;, potencjalnych inwestorów i ludzi zainteresowanych rozwojem naszego pomysłu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ciężko w tym zakresie pominąć akcję ekipy z USA, która pod tajemniczą nazwą Undrip ukrywa pomysł na aplikację do filtrowania informacji w mediach społecznościowych. Ekipa okazała się na tyle zdeterminowana w znalezeniu inwestora, że nagrała 20 hiphopowych kawałków skierowanych do znanych właścicieli funduszy. &amp;#8222;We Need An Angel&amp;#8221;, oficjalny klip firmujący akcję wygenerował na Youtube w dwa miesiące ponad 15 tys. odsłon i został przygotowany na naprawdę wysokim poziomie. Na skutek szybkiego wzrostu popularności teledysku w internecie, jeden z funduszy pokusił się nawet na hiphopową odpowiedź na zapytanie Undrip, a do profilu Micka Hagena (CEO w firmie Undrip) przyłączyło się na Facebooku już ponad 1.600 znajomych, którzy subskrybują informacje o postępach w realizacji pomysłu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niemniej spektakularnie zakomunikował potrzebę dofinansowania polski startup Myguidie.com, który w branży zauważony został podczas imprezy Startup Weekend. Myguidie.com tworzony jest przez tzw. społecznościowych przewodników, czyli ludzi zainteresowanych oprowadzaniem innych po nieznanym miejscach. Serwis jest globalną alternatywą dla ofert biur turystycznych, które zapewniają nam powtarzalne atrakcje i standardowe wycieczki. Jako, że Myguidie.com powstał podczas Startup Weekendu i sfinansowany został ze środków własnych, to w obliczu rosnącego zainteresowania, jego twórcy postanowili poszukać alternatywnego źródła dofinansowania swojego projektu. W serwisie Allegro.pl ogłosili licytację, w ramach której do kupienia było 1% udziałów w projekcie.  Aukcja przerosła wszelkie oczekiwania, informacje na jej temat pojawiły się w mediach branżowych, a w efekcie twórcy Myguidie.com sprzedali 1% udziałów za 19 300 złotych, które przeznaczyli na udział w europejskich eventach dla startupów. Dzięki aukcji, wycena Myguidie.com sięgnęła prawie 2 mln złotych, co stało się kolejnym ciekawym newsem dla mediów biznesowych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Powyższe przykłady dowodzą tego, że dobry pomysł na startup to nie wszystko, by opowiedzieć jego historię. Za ciekawym pomysłem powinna iść ciekawa forma, a za nią ciekawa treść &amp;#8211; treść, która w masie codziennych komunikatów zostanie zauważona oraz zapamiętana przez konsumenta. Za tym zawsze idzie pewne ryzyko i odrobina szaleństwa, ale w końcu &amp;#8211; jak mawiał Bertrand Russel &amp;#8211; każda wielka idea na początku jest bluźnierstwem. W następnej części cyklu kilka wskazówek, jak niewielkim kosztem skonstruować ciekawy pomysł na komunikację swojego startupu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12795/Maly-ale-wariat-O-komunikacji-w-startupach-cz-II/agencja-PR-marketing-MSP-PR-w-firmie/"&gt;Mały ale wariat. O komunikacji w startupach cz.II&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/SDfYbLrdJr0" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/SDfYbLrdJr0/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/176672.gif" /><pubDate>Wed, 25 Jan 2012 12:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12795/Maly-ale-wariat-O-komunikacji-w-startupach-cz-II/agencja-PR-marketing-MSP-PR-w-firmie/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12791/Podsumowanie-branzy-interaktywnej-w-2011-roku/branza-interaktywna-marketing-promocja-reklama/</guid>
      <title>Podsumowanie branży interaktywnej w 2011 roku</title>
      <description>&lt;h3&gt;Liczby i trendy&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Rok 2011 to dwa silne trendy, jakie dało się wyczuć w branży. Z jednej strony widmo nadciągającego kryzysu coraz skuteczniej cięło budżety marketingowe i zmuszało do solidnej analizy zasadności wydatków, z drugiej &amp;#8211; coraz bardziej rosła rola marketingu internetowego w całości działań marketingowych. Widać to dość wyraźnie w badaniach IAB AdEx &amp;#8211; w pierwszym półroczu 2011 roku rynek reklamy online był wart 942 miliony i wzrósł o ponad jedną czwartą w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej. Jednocześnie to właśnie marketing w Internecie odpowiadał za 62,5% wzrostu całego rynku reklamowego. Daje się wyraźnie odczuć, że to Internet i agencje interaktywne zaczynają coraz częściej grać pierwsze skrzypce w planowaniu budżetów, stając się główną osią prowadzonych działań.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rok 2011 to też pierwszy rok, w którym zapowiadana od dawna rewolucja w kierunku mobile zaczęła nabierać na wiarygodności. Spośród około 17 milionów polskich internautów 3,7 miliona korzysta już z Internetu mobilnego. Nie jest to jeszcze &amp;#8222;rok mobile&amp;#8221;, ale może być jego realną zapowiedzią.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niezwykle cennym i ciekawym zjawiskiem 2011 roku było rosnące znaczenie startupów. Na całe szczęście nie jesteśmy świadkami jedynie ich wysypu ilościowego, ale też coraz większej liczby perełek, które odznaczają się nieszablonowym pomysłem, dobrym wykonaniem i konsekwencją w realizacji celów biznesowych. Najlepszym dowodem jest fakt, że coraz częściej zostają one zauważane również poza granicami kraju.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rok 2011 to ponadto rok społecznościowy. Web 2.0 na dobre zagościło w naszych laptopach, netbookach, telefonach komórkowych, tabletach a nawet samochodowych komputerach pokładowych. Fan page, aktywny dialog z konsumentami i konkursy w mediach społecznościowych stały się powszechnie znanym narzędziem, branym pod uwagę przy wielu działaniach marketingowych. Nie obeszło się też bez przetasowań na pozycji lidera. Według badania Megapanel we wrześniu Facebook prześcignął NK.pl i stał się najpopularniejszym serwisem społecznościowym w Polsce z 11,7 milionami użytkowników.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Patrząc na miniony rok nie sposób pominąć ogromnego zamieszania, jakie pojawiło się pod wpływem mody na zakupy grupowe. Duża popularność Groupona na polskim rynku doprowadziła do powstania niemal 120 projektów będących jego klonami i wariacjami różniącymi się w detalach, zachowujących natomiast identyczną konwencję jak pierwowzór, szukających swojego miejsca na rynku. Jak bardzo dynamicznie rozwinął się ten segment można stwierdzić również po samej liczbie agregatorów zbierających dane z różnych portali zakupów grupowych, których jest w tej chwili około kilkunastu.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Wydarzenia w kraju i na świecie&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Patrząc na światowy Internet trzeba pamiętać o tym, co w perspektywie może stać się jedną z największych rewolucji - 2011 to debiut nowego portalu społecznościowego Google. Pojawienie się G+ solidnie namieszało w polskim i światowym Internecie, nawet pomimo faktu, że portal w chwili startu nie dysponował wieloma potrzebnymi dla marketerów funkcjonalnościami, jak choćby fan page. Szybko rosnąca liczba użytkowników Google+ i nowatorskie podejście do zapraszania, śledzenia i informowania znajomych podzielonych na kręgi nie pozostały bez wpływu na działania konkurencji. Facebook błyskawicznie rozpoczął wprowadzania nowych funkcjonalności, które mają pozwolić mu zachować pozycję największego portalu społecznościowego świata.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z całą pewnością jednym z istotniejszych wydarzeń w polskiej branży interaktywnej były targi Internet Poland &amp;#8211; impreza organizowana przez IAB Polska, pierwszy raz z takim rozmachem, zajmując z pewnością istotne miejsce w kalendarzu każdego marketera. Nie sposób przy tej okazji zapomnieć o wyróżnieniu tytułem człowieka roku polskiego Internetu Jarosława Sobolewskiego, prezesa IAB Polska.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Smutnym, lecz niezbędnym do odnotowania wydarzeniem była śmierć Steva Jobsa. Odejście prezesa i twórcy potęgi Apple, a także człowieka, który bezsprzecznie zmienił nie tylko branżę interaktywną, ale i sposób życia milionów ludzi na całym świecie było z pewnością znaczące i wywołujące refleksję. Jobs był wizjonerem, nie bał się iść pod prąd i zdecydowanie wygłaszać swoich poglądów. Można się z nim zgadzać lub nie, jednak w kontekście podsumowania roku warto zauważyć, że w 2011 firma Adobe oficjalnie zapowiedziała zakończenie prac nad rozwojem technologii Flash dla urządzeń mobilnych, milcząco tym samym przyznając, że w tym głośnym konflikcie to jednak prezes Apple wygrał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rok 2011 to również rok przejęć i fuzji. Od pamiętnego przejęcia Skypa przez Microsoft, po przejęcie Motoroli przez Google, a na naszym rodzimym rynku &amp;#8211; wykupienie 36% portalu GoldenLine przez Agorę, przejęcie Agito.pl przez Grupę Allegro i oczywiście przejęcie Polkomtela przez Zbigniewa Solorza-Żaka, co w krótkiej perspektywie może być kluczowe dla rozwoju sieci szybkiego dostępu do Internetu LTE i mieć znaczący wpływ na ten rynek.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z wydarzeń wartych odnotowania warto pamiętać o tym, że duzi gracze coraz częściej przypominają sobie o rynku w Polsce. Po wielu plotkach, nieoficjalnych przeciekach i spekulacjach Apple zdecydowało się na uruchomienie polskiego serwisu iTunes. Nie doczekaliśmy wkroczenia na polski rynek serwisu Amazon, jednak plotki o pierwszym kwartale 2012 roku jako terminie pojawienia się u nas tego największego na świecie sklepu internetowego wydają się bardzo wiarygodne.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Polski rynek interaktywny&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Polski rynek interaktywny mógł odnotować rok 2011 jako ciekawy i pełen wyzwań. Wspomniana już tendencja do przenoszenia budżetów marketingowych do agencji interaktywnych zaowocowała znacznym rozwojem kompetencji strategicznych, zaś same agencje interaktywne coraz częściej zaczęły pełnić główną rolę w planowaniu budżetów, swoimi działaniami wychodząc zdecydowanie poza Internet. Zaowocowało to budowaniem nowych działów w agencjach, konsolidacjami, często rebrandigiem, jak w przypadku Adv.pl, które zmieniło nazwę na Lemon Sky. Dla naszej agencji rok 2011 również był rokiem zmian &amp;#8211; odświeżenie marki agencji Mediovski, uzupełnionej od tego roku o hasło przewodnie &amp;#8222;strategy and innovation&amp;#8221; spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem zarówno w branży, jak i wśród klientów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rosnące znaczenie Internetu dało się zauważyć również w coraz odważniejszym podejściu klientów do wykorzystania wszystkich zalet tego medium, o czym świadczą nie tylko rosnące z roku na rok budżety, ale i niekonwencjonalne kampanie viralowe i zintegrowane kampanie marketingowe, takie jak &amp;#8222;Nie biegam&amp;#8221; zrealizowana przez Red8, wyróżniona Webstarem Creative za najlepszą kampanię zintegrowaną, czy pamiętany przez wszystkich &amp;#8222;Natanek Batmanek&amp;#8221; autorstwa Pride and Glory &amp;#8211; jedna z odważniejszych i najbardziej skutecznych kampanii internetowych ubiegłego roku, czy też kampania &amp;#8222;Serce i rozum&amp;#8221;, realizowana w serwisach społecznościowych przez Adv.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rosnące budżety, coraz odważniejsze decyzje i gotowość do nieszablonowego podejście daje mocne przesłanki do stwierdzenia, że 2011 rok był dla branży interaktywnej zdecydowanym krokiem w dobrą stronę. Wysoka jakość i skuteczność działań polskich agencji coraz częściej doceniana jest w międzynarodowych konkursach branżowych. Sami w agencji Mediovski mieliśmy w tym roku okazję udowodnić, że prace pochodzące z kraju nad Wisłą mogą śmiało konkurować ze światową czołówką, zdobywając za naszą nową stronę liczne nagrody i wyróżnienia, doczekując się m.in. publikacji w albumie &amp;#8222;The best 365 websites around the world 2011&amp;#8221; wydawanym przez portal Awwward.com. Choć w dalszym ciągu rynek interaktywny w Polsce jest zdecydowanie mniej rozwinięty niż na zachodzie, sukcesy polskich agencji pokazują, że już dziś polska branża interaktywna może prezentuje bardzo wysoki standard.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12791/Podsumowanie-branzy-interaktywnej-w-2011-roku/branza-interaktywna-marketing-promocja-reklama/"&gt;Podsumowanie branży interaktywnej w 2011 roku&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/lUpfvsWg4i0" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/lUpfvsWg4i0/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/176561.gif" /><pubDate>Tue, 24 Jan 2012 10:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12791/Podsumowanie-branzy-interaktywnej-w-2011-roku/branza-interaktywna-marketing-promocja-reklama/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12792/Czy-marka-musi-miec-twarz/marketing-i-PR-pozycjonowanie-marki-strategia-marketingowa-twarz-marki/</guid>
      <title>Czy marka musi mieć twarz</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Twarze znanych osób są obecne w reklamie od dziesiątek lat. Korzeni i pierwszych źródeł tego zjawiska można się doszukiwać jeszcze przed erą szklanego ekranu. Dziś szokuje informacja, że już w 1909 roku kultowy kierowca rajdowy tamtych czasów &amp;#8211; Berney Oldfield firmował swoim wizerunkiem i nazwiskiem produkt Pepsi Coli, podkreślając jego pobudzające właściwości. Pepsi od tego czasu upodobała sobie współpracę ze znanymi ludźmi i do dziś sięgnęła już m.in. po legendę koszykówki Shaquille O&amp;#8217;Neala, piosenkarkę Mary J. Blige czy Busta Rhymesa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na przełomie lat, w efekcie komercjalizacji rynku, zmieniły się nośniki. Przekaz stał się bardziej emocjonalny, mniej dosłowny i bardziej pobudzający wyobraźnię. W efekcie tych udoskonaleń technologicznych gwiazdy reklamy działają na konsumenta wszystkimi zmysłami, a za tę pobudzającą kampanię dostają zawrotne sumy. Wystarczy wspomnieć 20 mln dol. dla Catherine Zeta-Jones za kampanię T-mobile czy drogocenne i piękne twarze w kampaniach beauty, w których Nicole Kidman zarobiła na Chanel No.5 12 mln dol., a Charlize Theron, wieloletnia ambasadorka marki Dior, rokrocznie zgarnia ponad 2 mln dol. Wysoko cenią się również mężczyźni. Brad Pitt za jeden spot reklamowy dla Heinekena zarobił 4,5 mln dol. Polski rynek na przełomie ostatnich miesięcy również wywindował ceny, a zawrotne gaże skusiły najbardziej opornych polskich celebrytów.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Twarzowy produkt się sprzedaje?&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;W jaki sposób te astronomiczne kwoty przekładają się na sprzedaż? To w zasadzie proste pytanie rzadko spotyka się z jasną odpowiedzią. Jeśli już ktoś mówi, to tylko ci, którzy po prostu zarobili. Tak, jak firma Nike, która po zaangażowaniu Tigera Woodsa do reklamy swoich produktów dedykowanych do gry w tenisa zanotowała wzrost sprzedaży o 250 mln dol. Takie rezultaty z posiadania ambasadora nie zaskakują biznesmenów w Indiach, gdzie od lat 80. reklamy z udziałem celebrytów stały się najefektywniejszą turbiną sprzedaży, która potrafiła zwiększyć obroty nawet o 30 proc.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Polacy również są podatni na rekomendacje znanych ludzi. Dzięki nawiązanej 12 lat temu współpracy pomiędzy bankiem i lubianym aktorem, Markiem Kondratem, aż 213 tys. nowych użytkowników otworzyło konto w banku ING. Natomiast szwedzki koncern Cederroth, właściciel firmy Soraya i marki Dermika, dzięki zaangażowaniu do swoich reklam Edyty Górniak i Krystyny Jandy w ciągu roku odnotował wzrost sprzedaży o imponujące 400 proc.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zgodnie z badaniami przeprowadzonym w ubiegłym roku przez ZenithOptimedia, 83 proc. ankietowanych utożsamia produkt z reklamującą go gwiazdą lub odwrotnie. Efektem tej sympatii do promowania marek za pośrednictwem znanych twarzy jest fakt, że w co czwartej reklamie za produktem stoi popularna postać. Czy jednak w działaniach tych chodzi wyłącznie o sprzedaż?&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Wartość dodana&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;U podstaw działań marketingowych leży troska o nienaganny wizerunek produktu czy marki, stąd nad prawidłowym wyborem i efektywną eksploatacją ambasadora pracuje wielu specjalistów. PR-owcy szukają możliwości wzmocnienia jego wizerunku w mediach oraz nawiązania dialogu z konsumentem. Główne komunikaty, jakie stoją za tymi działaniami, mają uwiarygodnić pozycję ambasadora i reklamowanego produktu. Takie działanie jest ważne, zwłaszcza w przypadku nowych marek, które muszą sobie wypracować miejsce w świadomości konsumenta.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jak to zrobić? Najskuteczniej przemawiają do nas komunikaty, w których ambasador i produkt są w stosunku do siebie kompatybilni, tworzą harmonijny i uzupełniający się obrazek spełniający oczekiwania grupy docelowej. Przykładem takiej synergii są liczne kampanie beauty, gdzie ambasadorki takie jak Joanna Brodzik dla Olay czy Anna Maria Jopek dla marki Yoskin przy każdej obecności w mediach podkreślały swoje przywiązanie do produktu i jego walorów, deklarując wierność i wyłączność ich stosowania na co dzień. Robert Lewandowski publicznie pije tylko coca-colę, a Anna Mucha porusza się po mieście wyłącznie samochodami marki Mercedes. Taka pamięć o byciu ambasadorem również w prywatnym życiu przynosi korzyści wizerunkowe dla marki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Trudniej przekonać konsumenta do produktu w przypadku działań, gdzie np. znana prezenterka reklamuje pasztet czy popularna i elegancka aktorka promuje frytki, podkreślając zdrowotne walory tych produktów. Nietrafiony wybór potrafi czasem przynieść niechciany i krótkotrwały rozgłos, na którym trudno zbudować trwałą relację z konsumentem. Potencjalny celebryta przechodzi więc solidne sito w kwestii, jak będą go postrzegali konsumenci.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pytanie, w jaki sposób dany produkt pokaże ambasador? Możliwości jest wiele, natomiast najprostszy i najbardziej wyraźny podział w strategii komunikacji charakteryzuje się podkreślaniem benefitów produktu lub budowaniem sfery emocjonalnej wokół niego. W pierwszym przypadku celebryta może utożsamiać się z innowacyjną technologią produktu lub wieloletnią tradycją marki, co często obserwujemy w reklamach z udziałem sportowców, prezentacji samochodów, zegarków czy maszynek do golenia. Z drugiej strony ambasador może mówić nie tyle o samym produkcie, ile budować wokół niego sferę szeroko pojmowanych emocji. Wykonanie tego zadania w wiarygodny sposób może się okazać trudnym i ryzykownym przedsięwzięciem. Poprzeczkę podnoszą dodatkowo już nie tyle bezkompromisowe założenia producentów, ile rosnące oczekiwania świadomych konsumentów.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Popatrz, tu jestem&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Jak wyróżnić nasz produkt spośród innych reklam? Jak sprawić, aby dana kampania była jedyną, unikalną, pomimo faktu, że większość polskich i światowych celebrytów było lub na stale jest związanych z konkretnymi produktami? Ryzyko nudy i unifikacji grozi wielu markom, ponieważ źródło podgrzewania komunikacji najzwyczajniej się wyczerpuje. Wszyscy już byli, a konsument wszystko już widział. W jaki sposób odnaleźć inne zasoby energii dla marki i czy koszty wydobycia nie będą droższe niż faktyczne rezultaty? Ponieważ rynek pochłonął już tych najważniejszych graczy, kwestia ta nabiera znaczenia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rekordowa jak na polskie realia gaża dla Szymona Majewskiego za kampanię dla PKO BP, przekraczająca magiczny próg trzech milionów złotych, potwierdza opinię ponad połowy ankietowanych przez ZenithOptimedia konsumentów. Zdaniem ankietowanych to jedynie wysokość gaży decyduje o zaangażowaniu konkretnych osób w kampanię. Producenci, chcąc zaskoczyć swojego konsumenta, poszukują więc nowej drogi w social mediach.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Kierować się sercem czy rozumem?&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Coraz częściej i z dużym powodzeniem na arenę reklamy wkraczają ambasadorowie wirtualni, którzy pod postacią kreacji graficznych promują dany produkt wizerunkiem niemającym odzwierciedlenia w rzeczywistości. Tak powstał pomysł na Małego Głoda &amp;#8211; postać kultową, która żyje w social mediach swoim życiem. Podobnym sukcesem na polskim rynku jest dziś kreacja Serca i Rozumu, której profil na Facebooku przyciągnął pół miliona fanów i nadal charakteryzuje się bardzo wysoką dynamiką wzrostu popularności. Polacy pokochali również naturę wirtualnego bohatera marki Tesco. Apatyczny Henio informujący o promocjach w specyficzny dla siebie sposób zgromadził na polskim Facebooku 60-tysięczną grupę fanów. Twórcy tego bohatera prowadzą zaskakującą komunikację z klientem w bardzo konsekwentnym języku. W efekcie na wallu można znaleźć posty wywołujące wśród czytelników i konsumentów potrzebę wymiany opinii na wiele tematów od tych bardzo prozaicznych po angażujące i bardzo emocjonalne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wirtualni ambasadorowie z powodzeniem, ale wciąż raczkują na polskim rynku reklamy, natomiast na Zachodzie są już dojrzałymi uczestnikami konsumenckiego świata. Kultowa animacja 7 Up o wpadającej w ucho nazwie Fido Dido jest na rynku od 26 lat. Reklamy z udziałem sympatycznej postaci z deskorolką możemy dziś oglądać na YouTube w wersji 3D czy w formie aplikacji na smartfona. Kolejny przykład zza oceanu to lalka Barbie, doskonale znana konsumentom od wielu lat, a dopiero od niedawna podejmująca otwarty dialog z rzeszą fanów na całym świecie. Na oficjalnym fan page&amp;#8217;u Barbie zgromadziła ponad dwa i pół miliona sympatyków, budząc ich zainteresowanie rozmowami o ubraniach, modzie, i co istotne, również o produkcie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Popularne wirtualne postacie przedstawiają się konsumentom za pośrednictwem nośników standardowych, takich jak TV, ale trwałą więź budują poprzez interakcję w social media, aby wreszcie zaprezentować się również w bezpośrednim kontakcie pod postacią m.in. maskotek dodawanych jako upominek do produktu. Jest to dwustronny etap komunikacji z konsumentem bazujący na dialogu, tylko że dialog w imieniu firmy prowadzi ambasador wirtualnym językiem, łatwym do przyswojenia przez konsumenta. Jest to ogromny walor tej komunikacji, w której firma za pośrednictwem kreacji graficznej może mówić do tej pory zakazanym językiem konsumentów. Rozmawia z nim o pogodzie, planach na weekend czy jego samopoczuciu, tylko subtelnie wspominając o produkcie. W efekcie każdy komunikat od Serca i Rozumu generuje setki komentarzy i umacnia relację z rzeszą fanów brandu, którzy w razie ewentualnego kryzysu będą naturalnym i wiarygodnym obrońcą dla marki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Plusem takich działań jest ich świeżość oraz intensywność i dwustronne zaangażowanie. Aby komunikacja wokół wirtualnych endorserów w świecie social media była efektywna, musi być nastawiona na długoterminowy rezultat. Pozorna możliwość nawiązania w dowolnym momencie rozmowy z naszym bohaterem sprawia, że konsument czuje się bardziej doceniony i zobowiązany wobec brandu. Jest mu przychylniejszy.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Zwykły bohater&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Równie silną relację można zbudować poprzez akcje, dzięki którym każda prywatna osoba może zostać ambasadorem lub bohaterem danego projektu. Tak jak np. akcja &amp;#8222;Zwykły bohater&amp;#8221; ma na celu zaangażować konsumenta w brand oraz nieść ze sobą niepodważalne, edukacyjne walory społeczne. Jednym z głównych partnerów akcji jest Bank BPH, a działania prowadzone są zarówno w mediach tradycyjnych, jak i w mediach społecznościowych. W tym wypadku ambasador jest bohaterem projektu, wybranym spośród zwykłych ludzi. Wszystkie te działania służą budowaniu najtrudniejszej relacji pomiędzy marką a konsumentem opartej na zaufaniu. Kierunek podobnych akcji wyznacza nowe standardy reklamy emocjonalnej podanej w taki sposób, że konsument chce się z nią utożsamiać poprzez stawanie się jej aktywnym bohaterem. Jeśli nie chce tego robić na dużą skalę, może zostać kameralnym bohaterem we własnym domu, podążając za hasłem promowanym przez markę IKEA. Wszystkie te działania, eksploatowane za pośrednictwem nowych mediów, niosą ze sobą walor, za który nie można zapłacić kartą Mastercard &amp;#8211; to walor emocjonalnej więzi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12792/Czy-marka-musi-miec-twarz/marketing-i-PR-pozycjonowanie-marki-strategia-marketingowa-twarz-marki/"&gt;Czy marka musi mieć twarz&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/1ZYjcrKeOEg" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/1ZYjcrKeOEg/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/176563.gif" /><pubDate>Tue, 24 Jan 2012 09:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12792/Czy-marka-musi-miec-twarz/marketing-i-PR-pozycjonowanie-marki-strategia-marketingowa-twarz-marki/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://technologie.nf.pl/Artykul/12783/Ochrona-praw-autorskich-w-przypadku-naruszen-dokonanych-w-Internecie/internet-piractwo-komputerowe-pobieranie-plikow-prawa-autorskie/</guid>
      <title>Ochrona praw autorskich w przypadku naruszeń dokonanych w Internecie</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Ktoś naruszył twoje prawa autorskie? Złóż pozew do sądu&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Mając udokumentowany przypadek naruszenia, można wystąpić na drogę sądową, składając pozew do sądu cywilnego. Wszczynając spór sądowy, należy określić precyzyjnie przeciw komu sprawa się będzie toczyć, tj. kto naruszył prawa autorskie. Często jednak brak jest podstawowych danych osoby, która dopuściła się naruszenia, a jedyną informacją, jaka może pomóc w ustaleniu jej tożsamości jest numer IP komputera, którym się posługiwała.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W celu uzyskania danych tej osoby na podstawie posiadanego numeru IP, w pierwszej kolejności należało by zwrócić się do właściwego podmiotu o udostępnienie danych osobowych. Podmiotem takim będzie zazwyczaj przedsiębiorca dostarczający usługi dostępu do Internetu. Należy jednakże pamiętać, iż przedsiębiorca nie ma obowiązku udostępnić posiadanych danych osobowych, jeśli w wiarygodny sposób nie zostanie uzasadniona potrzeba ich uzyskania przez wnioskodawcę. Ponadto, występując o udostępnienie danych osobowych, należy zrobić to w stosunku do takiego przedsiębiorcy, który faktycznie dysponuje pożądanymi informacjami i ma możliwość zidentyfikowania konkretnej osoby w oparciu o numer IP.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Ustalenie użytkownika danego adresu IP nie takie proste&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Trzeba podkreślić, że jednoznaczne ustalenie tożsamości danej osoby według samego numeru IP może niekiedy okazać się niemożliwe. Numery IP przypisywane są bowiem komputerom widniejącym w sieci komputerowej i nie wskazują one bezpośrednio na użytkowników tej sieci. Utrudniona identyfikacja będzie mieć miejsce zwłaszcza w przypadku, kiedy do komputerów połączonych z siecią Internet przypisywane są losowo różne numery IP lub kiedy trudno ustalić, kto korzystał z komputera, z którym związany jest konkretny numer IP.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Ochrona praw autorskich przez dedykowane organizacje&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Działania mające na celu ochronę praw autorskich, podejmowane są nie tylko przez podmioty, którym te prawa przysługują, ale także przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Jedną z takich organizacji, działających w Polsce, jest Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, które zarządza m.in. prawami autorskimi należącymi do twórców piosenek. Organizacje te nie są podmiotami praw autorskich do poszczególnych utworów, a jedynie nimi zarządzają w zakresie i celu określonym w umowie z twórcą utworu. Wykonują więc uprawnienia przysługujące twórcy, na jego zlecenie. Mogą zatem dochodzić ochrony praw zarządzanych przez siebie, a należących do podmiotu trzeciego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W przypadku, gdy organizacja będzie należycie upoważniona do reprezentowania praw twórcy, wówczas &amp;#8211; o ile takie upoważnienie przewiduje udzielenie dalszego upoważnienia, w tym kancelarii prawnej &amp;#8211; organizacja będzie mogła nawet wynająć prawnika w celu zwalczania naruszeń praw podlegających ochronie. Nie w każdym zatem przypadku naruszenia praw autorskich organizacja zbiorowego zarządzania będzie uprawniona do działania. Realizacja przez taką organizację środków ochrony praw autorskich będzie możliwa tylko wtedy, gdy zostanie ona do tego przez twórcę upoważniona.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Można zawrzeć ugodę&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Na koniec warto zauważyć, iż występowanie z roszczeniami z tytułu naruszeń praw autorskich, w tym na drodze sądowej, nie musi wcale kończyć się wyrokiem sądu. Strony sporu mogą zawrzeć ugodę, dochodząc wspólnie do porozumienia w kwestii jego zakończenia. Z tego też względu za niewłaściwe, a niekiedy nawet sprzeczne z polskim prawem, uznać należałoby działania niektórych organizacji chroniących prawa autorskie, które jeszcze przed wszczęciem postępowania, występują do naruszyciela z propozycją &amp;#8222;ugody&amp;#8221;, na zasadzie: &amp;#8222;zapłać proponowaną sumę albo cię pozwiemy&amp;#8221;. Kierując roszczenia wobec określonej osoby można proponować zawarcie ugody, która polega na dwustronnym kształtowaniu jej treści i wzajemnych ustępstwach stron w celu jej zawarcia. Informowanie jednak o prawdopodobnym wszczęciu postępowania może w pewnych przypadkach naruszać przepisy, w tym przepisy karne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://technologie.nf.pl/Artykul/12783/Ochrona-praw-autorskich-w-przypadku-naruszen-dokonanych-w-Internecie/internet-piractwo-komputerowe-pobieranie-plikow-prawa-autorskie/"&gt;Ochrona praw autorskich w przypadku naruszeń dokonanych w Internecie&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/SHTJr2DXAZM" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/SHTJr2DXAZM/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/176325.gif" /><pubDate>Tue, 24 Jan 2012 08:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://technologie.nf.pl/Artykul/12783/Ochrona-praw-autorskich-w-przypadku-naruszen-dokonanych-w-Internecie/internet-piractwo-komputerowe-pobieranie-plikow-prawa-autorskie/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12788/10-grzechow-glownych-polskich-stron-www/marketing-strony-www-uzytecznosc-stron-www-www/</guid>
      <title>10 grzechów głównych polskich stron www </title>
      <description>&lt;p&gt;Wśród najczęstszych błędów serwisów www polskich firm i instytucji Fortune Cookie  wskazują przede wszystkim źle opracowany system wyszukiwania plików, stosowanie jednolitego tekstu, a także łamanie spójności projektu, zarówno w obszarze graficznym, jak i funkcjonalnym. Za bardzo duże uchybienie uznali również błędne nazewnictwo podstron, które negatywnie wpływa na pozycję jaką strony zajmują w wynikach zwracanych przez wyszukiwarki internetowe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Specjaliści opracowali listę dziesięciu grzechów głównych, które są najczęściej popełniane w trakcie projektowania witryn internetowych. Ich efektem jest bardzo często rezygnacja z produktów oraz usług firmy na rzecz konkurencji posiadającej bardziej funkcjonalną stronę internetową. Dodatkowo sytuacja ta nierzadko wiąże się z negatywnym nastawieniem do oferty firmy w przyszłości, co ma bezpośrednie przełożenie na wyniki ekonomiczne instytucji i spółek.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Największa ilość błędów dotyczy główne firmowych serwisów sektora MŚP oraz instytucji publicznych. W większości wypadków witryny internetowe tych dwóch grup cechuje niski poziom funkcjonalności, a także mało atrakcyjna forma graficzna. W mniejszym stopniu problemy umieszczone w  liście &amp;#8222;10 grzechów głównych polskich serwisów www&amp;#8221; dotyczą międzynarodowych korporacji i spółek giełdowych, choć niestety nie jest to reguła.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Brak wspomagania wyszukiwania&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Wewnętrzne wyszukiwarki bardzo często zbyt dosłownie analizują zapytania użytkowników. Rygorystyczne traktowanie literówek oraz pozostałych błędów, a także nieuwzględnianie innych form słów lub porządku wyrazów w danej frazie w większości wypadków skutkuje brakiem wyników wyszukiwania. Zmusza to użytkownika do poprawy lub zmiany zapytania, a w najgorszym wypadku może spowodować rezygnację z dalszych poszukiwań. Rozwiązania, jakie można wykorzystać do zwiększenia funkcjonalności procesu wyszukiwania to identyfikacja i uwzględnianie błędnie wpisanych haseł, wprowadzenie zapytania użytkownika &amp;#8222;czy chciałeś wyszukać (poprawiona fraza)?&amp;#8221;, podanie propozycji poprawionych lub podobnych do wpisanej fraz.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Pliki PDF&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Internauci nie lubią, kiedy informacje potrzebne im od zaraz zamieszczane są w postaci plików pdf. Zaburza to interaktywność prowadzonych przez nich działań. Szczególnie uciążliwa jest sytuacja, kiedy użytkownik musi pobrać kilka lub więcej plików, aby odnaleźć interesujące go treści. Jeśli nie ma podstaw, aby sądzić, że użytkownicy zechcą pobrać i wydrukować dane informacje, nie powinny być one zamieszczane w plikach pdf. Jeśli motywem umieszczenie ich w formie plików pdf w witrynie internetowej jest brak miejsca, warto je zaprezentować z wykorzystaniem dynamicznych elementów (zakładek, karuzeli, galerii itp.) &amp;#8211; prezentujących tylko tę część, która aktualnie interesuje Internautę.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Brak wyróżniania odwiedzanych odnośników&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Wyróżnianie odwiedzanych odnośników to jedna z podstawowych zasad użyteczności serwisów internetowych, niestety wciąż bardzo często jest nieprzestrzegana. W większości serwisów brakuje wskazówek, co do obecnej lokalizacji i przebytej drogi lub są one bardzo ograniczone. Wyróżnienie wcześniejszych ruchów na stronie jest jednym z najważniejszych sposobów na ułatwienie użytkownikom orientacji w serwisie np. poprzez zmianę koloru wykorzystanego hiperłącza. Jest także niezbędne dla zapewnienia sprawnej nawigacji &amp;#8211; niepotrzebne otwieranie już odwiedzonej strony prowadzi do frustrujących i negatywnych doświadczeń użytkowników naszej witryny.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Układ treści&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Wyniki przeprowadzonej analizy wskazują, że informacje umieszczone w serwisach internetowych bardzo często mają postać ciągłego tekstu. Taka forma prezentacji treści ma niewielką szansę na zaangażowanie użytkownika. Internauci zwykle przeglądają strony internetowe w pośpiechu, a w przypadku trudności z wyszukaniem potrzebnych im informacji w danej witrynie, w większości wypadków decydują się na jej opuszczenie i korzystają z  informacji zamieszczonych w serwisie o większym poziomie funkcjonalności. Dlatego bardzo ważne jest, aby prezentować informacje w taki sposób, aby użytkownik mógł je szybko przeskanować i ocenić ich przydatność. W celu osiągnięcia tego efektu niezbędne jest wykorzystywanie zróżnicowanych form prezentacji treści m.in. stosowanie podtytułów, wyróżnianie kluczowych słów, wypunktowanie najważniejszych informacji, a także stosowanie odstępów zwiększających przejrzystość tekstu.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Mały rozmiar czcionki&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Zbyt mała czcionka sprawia problemy nie tylko osobom starszym, ale również innym użytkownikom. Czytanie z ekranu monitora jest bardziej męczące, niż w przypadku druku, dlatego należy unikać wszelkich czynników, które dodatkowo zmniejszają czytelność tekstu. Niektórzy designerzy uważają, że niewielki rozmiar czcionki wygląda elegancko i profesjonalnie. Niestety użytkownik korzystający z takiego serwisu może szybko zmęczyć swój wzrok, a tym samym zniechęcić do dalszej lektury. Tym samym serwisy oferujące podobną treść w przyjaźniejszej dla niego formie mogą łatwo zyskać, dzięki temu przewagę. Konieczne jest także zapewnienie możliwości powiększania tekstu oraz zadbanie o czytelny krój czcionki i kontrast w stosunku do tła &amp;#8211; najbardziej czytelny jest ciemny tekst na jasnym tle.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Zbyt dużo elementów na stronie&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Niestety, wciąż dominuje założenie, że niemal 100 proc. powierzchni strony internetowej powinno być wypełnione informacjami. Jest to jednak błędne przekonanie, ponieważ im więcej informacji, tym mniejsza siła przekazu każdego z poszczególnych elementów. W konsekwencji użytkownikom trudniej jest odnaleźć najważniejsze informacje i zorientować się w zawartości serwisu. Jeżeli dodamy do tego nadmiernie wykorzystywane linie, krawędzie oraz migające banery to w efekcie otrzymujemy szum, zamiast przejrzystych informacji zamieszczonych w atrakcyjnej formie dla Internauty. W przestrzeni wirtualnej, bardzo często mniej oznacza więcej. Oszczędnie projektując strony m.in. stosując zamiast linii i krawędzi odstępy oraz poprzez grupowanie podobnych informacji można uzyskać  ciekawe efekty wizualne, a także przychylność użytkowników ceniących sobie czytelny układ serwisów internetowych.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Prezentacja ważnych elementów w formie przypominającej reklamy&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Internauci od lat bombardowani są inwazyjnymi formami reklamowymi, dlatego nauczyli się skutecznie je ignorować. Zjawisko to nosi nazwę ślepoty na banery (banner blindness). Część projektantów popełnia błąd zamieszczając ważne dla użytkowników informacje w formie wizualnie przypominającej typowe elementy reklamowe. Wystarczy umieścić informacje kontaktowe lub call to action na jaskrawym tle, w kształcie przypominającym typowe reklamy, aby pozostały one niezauważane przez znaczną część użytkowników. Zamieszczając ważne informacje należy więc stosować stonowany styl, podkreślając ich znaczenie lokalizacją, rozmiarem itp.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Łamanie konwencji projektu&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Spójność jest jedną z najważniejszych zasad usability. Kiedy elementy pełniące takie same funkcje wyglądają i zachowują się podobnie, użytkownicy nie muszą zastanawiać się, co wydarzy się po ich użyciu. Dzięki temu korzystają z serwisu pewnie i nie tracą czasu na szukanie potrzebnych linków, przycisków czy innych elementów. Warto wykorzystywać także powszechne konwencje projektowe. Użytkownicy zwykle mają pewne oczekiwania co do wyglądu i lokalizacji typowych elementów (np. wyszukiwarki, nawigacji, logowania) oparte o ich wcześniejsze doświadczenia w sieci. Stosowanie tych zasad w procesie projektowania umożliwia Internautom szybsze odszukiwanie potrzebnych informacji, a także minimalizuje zagrożenie związane z negatywnym postrzeganiem witryny wynikającym z konieczności używania nietypowych i nieintuicyjnych rozwiązań.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Otwieranie nowych okienek&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Otwieranie nowych okienek to jedno z najbardziej irytujących doświadczeń w trakcie przeglądania strony internetowej. Znaczna ilość designer&amp;#8217;ów zakłada, że otworzenie zewnętrznego linku w nowym okienku utrzyma użytkowników na ich stronie. Nic bardziej błędnego. Wprowadzenie odwiedzających w nową przestrzeń, jakim jest nowe okno, zaburza płynność ich poruszania się w obszarze sieci, co w efekcie bardzo często prowadzi do zamknięcia, zarówno nowego okna, jak i danej strony.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Nawigacja&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Dla większości webdesignerów projektowanie efektywnego systemu nawigacji w witrynie jest sprawą drugorzędną. Schematy nawigacji zastosowane w bardzo dużej ilości firmowych witryn internetowych są nieadekwatne do treści w nich zamieszczonych np. zastosowanie poziomego menu w niewielkim stopniu prezentuje zawartość serwisu i utrudnia dotarcie do kluczowych informacji, które zostały umieszczone głębiej. Kategorie nawigacji bardzo często określane są nazwą niezrozumiałą dla użytkowników np. słownictwo zaczerpnięte z branżowego żargonu. Nie zawsze to, co wydaje się logiczne z punktu widzenia pracownika firmy, świetnie znającego zawartość witryny, jest czytelne dla Internautów. Nawigacja zbyt często odzwierciedla wewnętrzną strukturę firmy, zamiast odpowiadać na najczęstsze pytania użytkowników. W trakcie procesu projektowania nawigacji niezwykle kluczowym elementem jest zapoznanie się z danymi dotyczącymi oczekiwań użytkowników oraz przetestowanie jej przed ostatecznym wdrożeniem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12788/10-grzechow-glownych-polskich-stron-www/marketing-strony-www-uzytecznosc-stron-www-www/"&gt;10 grzechów głównych polskich stron www &lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/gFzg3TbG7Go" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/gFzg3TbG7Go/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/176479.gif" /><pubDate>Mon, 23 Jan 2012 09:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12788/10-grzechow-glownych-polskich-stron-www/marketing-strony-www-uzytecznosc-stron-www-www/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://sprzedaz.nf.pl/Artykul/12779/Rebranding-Biedronki-Od-dyskontu-do-supermarketu/rebranding-strategia-marki-strategia-rozwoju-wizerunek/</guid>
      <title>Rebranding Biedronki. Od dyskontu do supermarketu </title>
      <description>&lt;p&gt;
&lt;p&gt;Biedronka, największa polska sieć handlowa, przeprowadza rebranding i zmienia swoje logo. Zmiana logo w rzeczywistości jest niewielka, to raczej stylizacja niż wprowadzenie zupełnie nowego oznakowania. Prawdopodobnie, gdyby nie było to tak silnie przez firmę nagłośnione, wiele osób zmiany by nie zauważyło. Czy w rebrandingu biedronki chodzi tylko o zmianę logo?&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Sukces rynkowy a rebranding Biedronki&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Dotychczasowa oferta Biedronki kierowana była do najszerszej grupy celowej, co pozwoliło firmie na szybki wzrost i zbudowanie pozycji lidera na rynku. Według szacunków publikowanych w Rzeczpospolitej, wartość marki Biedronka, wzrosła do 1,7 mld złotych, co daje wzrost rok do roku w wysokości 27%.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Obecnie Ogólnopolska sieć sklepów dyskontowych należąca do portugalskiego konsorcjum Jerónimo Martins jest największą siecią handlową w naszym kraju pod względem ilości obiektów handlowych. Marka posiada około 1800 sklepów. Według planów na lata 2012-14, firma chce zainwestować w Polsce kolejne 1,6 mld euro w rozwój sieci. Docelowo Biedronka do roku 2015 ma osiągnąć pułap 3000 jednostek handlowych. Obecna pozycja firmy to niewątpliwy sukces. Dlaczego marka chce zmieniać to co przynosi jej tak wielkie zyski i korzyści? Po co firmie rebranding?&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Rebranding marki to nie tylko zmiana logo&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Poprawa grafiki i unowocześnienie logo to tylko kosmetyczna zmiana. Nie na tym tak naprawdę polega rebranding. W całym procesie chodzi o poważne repozycjonowanie marki. Dotychczas &amp;#8222;bied-ronka&amp;#8221;, była kierowana do &amp;#8222;bied-niejszych&amp;#8221; klientów. Była typowym dyskontem, do którego wiele osób wstydziło się chodzić. Nie wypadało pokazywać się z żółtą torbą z logo przedstawiającą czerwonego chrząszcza. Cały model biznesowy nastawiony był na niskie koszty. Dlatego w sklepach Biedronki występował dość wąski i okrojony w relacji do marketów asortyment oraz paletowa ekspozycja. Obowiązywała płatność tylko gotówką - firma unikała w ten sposób opłat na rzecz banków w związku z korzystaniem z kart płatniczych i kredytowych. Oszczędzanie odbywało się także kosztem pracowników, co doprowadziło do nagłośnionych w mediach spraw o łamanie praw pracowniczych. Rebranding ma zmienić obecne postrzeganie marki. Celem firmy jest transformacja pozycji z taniego i siermiężnego dyskontu w pożądaną przez konsumentów i cenioną sieć supermarketów. Rebranding nie polega na stylizacji logo, tylko na zmianie sposobu i rynku konkurowania marki. To nie poprawianie Biedronki, to ucieczka konkurentom i jakościowy skok do przodu. Rebranding jest elementem nowej strategii rynkowej firmy.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Rebranding a cele rynkowe firmy&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Wzrost ilościowy nie jest kluczowym celem firmy. Rebranding ma postawiony za cel budowę wzrostu jakościowego, poszerzenie grupy klientów o tych lepiej sytuowanych. Celem jest zabranie rynku nie dyskontom, na którym marka jest liderem, a supermarketom. Z pozycjonowania jako tani dyskont, Biedronka chce przeprowadzić rebranding i zmienić się w sieć marketów łączących bardzo dobrą jakość towarów z ich bardzo dobrą ceną. Firma planuje zmienić wystrój sklepów i uorganizowanie placówek, które mają się stać bardziej przejrzyste i dostosowane do potrzeb coraz więcej wymagających konsumentów. Planowane są także zmiany w układzie produktów. Biedronka chce rozszerzyć ofertę artykułów świeżych, takich jak: pieczywo, nabiał, warzywa oraz owoce. W wypadku marketów spożywczych, takie działanie wskazuje na chęć firmy dalszego poprawiania jakości oferty. Oglądając listę dostawców firmy, zauważymy na niej wiele znanych marek. I tak na przykład wśród dostawców mięsa i wędlin jest zarówno Krakus jak i Sokołów. To nie tylko znane marki ale i liderzy jakościowi rynku mięsnego. Pomimo faktu że oferty tych firm występują pod marką własną Biedronki, firmy te na opakowaniach informują, że są producentami dostarczanych towarów. Biedronka nie tylko zamawia u uznanych producentów, ale także bardzo restrykcyjnie pilnuje jakości dostaw. Firmie od dłuższego czasu nie zależy na tym, aby dostarczać najtańsze produkty z oferty uznanych producentów, ale najlepsze produkty w bardzo dobrej cenie. Jako lider rynkowy, firma ze względu na olbrzymią skale zamówień potrafi wynegocjować atrakcyjne warunki dostaw. W ten sposób buduje przewagę rynkową, zarówno w obszarze jakości oferty jak i oferowanych cen. Totalny rebranding wykracza poza zmiany wizerunkowe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dzięki takiej polityce ofertowej, Biedronce na pewno wrośnie liczba lojalnych klientów. Wzrost firmy nie polega jedynie na masowym stawianiu sklepów, ale rozwoju opartym na zmianie postrzegania i wizerunku samej marki. W odróżnieniu od wielu marek, które zmieniają wyłącznie swoje logo, Biedronka przeprowadza dogłębny i kompletny rebranding. Zarząd firmy zrozumiał, że taniość nie jest hasłem przyszłości, że taki wizerunek się wyczerpuje, że zmieniają się potrzeby i oczekiwania konsumentów. Biedronka nie jest jedyną siecią dyskontową na naszym rynku. Sukces marki prowadzi do tego, że wiele firm próbuje kopiować model biznesowy Biedronki. Konkurencja i wojny cenowe, jeżeli będą się nasilać, nie prowadzą do trwałego sukcesu rynkowego. Poza tym, będąc zdecydowanym liderem jako największa sieć handlowa w Polsce, marce nie pasuje &amp;#8222;siermiężny wygląd&amp;#8221;. Zasoby finansowe firmy pozwalają na rebranding i transformację z dyskontu w supermarkety. To zupełnie inna klasa obiektów handlowych, w których serwis, czyli układ sklepu, jakość obsługi, jakość towarów, oznakowanie i ergonomia muszą być na odpowiednim poziomie. W połączeniu z jakością produktów, taka strategia może przynieść dodatkowy wzrost efektywności firmy. Rebranding jako zmiana pozycji konkurencyjnej i rynku działania, jest naturalną koniecznością i perspektywą rozwoju lidera. Z jednej strony obecni lojalni klienci widzą w dalszym ciągu &amp;#8222;swoją markę, z drugiej strony dla klientów bardziej wymagających firma zmienia się wraz z udoskonalaniem swojej oferty.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Totalny rebranding firmy&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Każda nowa placówka firmy ma już powstawać w nowym modelu. Zmiany dla klientów są bardzo widoczne. Pojawiły się nowe kolorowe witryny. Ściany pokrywają plakaty promujące produkty. Zmieniła się ekspozycja towarów - zamiast na paletach towar jest ułożony na metalowych regałach. Układ sklepu jest czytelniejszy. Wszystkie te działania skutkują pozytywnymi komentarzami klientów. Jest to dowód, ze rebranding idzie w oczekiwanym przez konsumentów kierunku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sama zmiana logo to jest rebranding marki. Jest to tylko elementem lansowania nowego pozycjonowania marki. Sama zmiana logo nigdy jeszcze nie zmieniła nastawienia klientów do marki. W wypadku Biedronki mamy do czynienia z kompleksową transformacją marki z segmentu dyskontów do segmentu supermarketów. Zgodnie z definicj, to prawdziwy rebranding. Wiele marek, o których mówi i pisze się że realizują rebranding, tak naprawdę zmieniają tylko swoje oznakowanie. Jest to w wielu wypadkach próba szybkiej ucieczki od starego wizerunku. Bez zmiany oferty, bez zmiany sposobu działania i traktowania klienta, bez lepszego zaspokajania jego potrzeb nie jest to rebranding tylko stylizacja symboliki firmowej. Klienci nauczyli się porównywać oferty i sama zmiana logo już ich nie zwiedzie. Rebranding w wydaniu Biedronki oparty jest na wizji rozwoju rynku i dopasowanej do niego zmianie strategii biznesowej.&lt;/p&gt;
&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://sprzedaz.nf.pl/Artykul/12779/Rebranding-Biedronki-Od-dyskontu-do-supermarketu/rebranding-strategia-marki-strategia-rozwoju-wizerunek/"&gt;Rebranding Biedronki. Od dyskontu do supermarketu &lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/RF8mK9Vr0qA" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/RF8mK9Vr0qA/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/176223.gif" /><pubDate>Thu, 19 Jan 2012 09:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://sprzedaz.nf.pl/Artykul/12779/Rebranding-Biedronki-Od-dyskontu-do-supermarketu/rebranding-strategia-marki-strategia-rozwoju-wizerunek/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12772/Problemy-nazewnicze-uwarunkowania-prawne/nawa-prawo-prawo-do-nazwy/</guid>
      <title>Problemy nazewnicze - uwarunkowania prawne</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Problemy nazewnicze&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Na świecie ochroną praw własności intelektualnej zajmuje się World Intellectual Property Organization (WIPO). W Polsce podrabianie nazwy jest czynem nieuczciwej konkurencji. Brak ochrony nazwy powoduje natomiast częste problemy nazewnicze. W 2003 roku Urząd Patentowy orzekł o unieważnieniu prawa do rejestracji słowno-graficznego znaku towarowego &amp;#8221;Hortino&amp;#8221;. Jego przedstawiciele uznali, że rejestracja z 2001 r. została dokonana w złej wierze i narusza prawa do nazwy &amp;#8221;Hortex&amp;#8221;. Urząd uznał ponadto, iż znak &amp;#8221;Hortino&amp;#8221; jest w takim stopniu podobny do znaku &amp;#8221;Hortex&amp;#8221;, że może wprowadzać w błąd odbiorców. Problemy nazewnicze pojawiły się, bo firma nie do końca przeanalizowała ograniczenia nazewnicze.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Problemy nazewnicze na rynku kosmetyków&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Problemy nazewnicze kosmetyków sa dość częste ze względu na konkurencyjność branży. Urząd Patentowy odmówił rejestracji znaku towarowego w postaci nazwy Autohelios dla środków do opalania. Prawa do tej nazwy chciał zastrzec koncern farmaceutyczny La Roche, który m.in. wytwarza tzw. kosmetyki dermatologiczne, sprzedawane wyłącznie w aptekach. Są wśród nich kremy, żele i olejki do opalania oraz samoopalacze. Całą tę grupę produktów La Roche chciał objąć marką Autohelios. Jednak bułgarska firma Aroma zastrzegła wcześniej międzynarodową markę Helios, również przeznaczoną dla specyfików do opalania. Zdaniem Urzędu Patentowego podobieństwo tych nazw mogło wprowadzać klientów w błąd. Takie problemy nazewnicze ma wiele przedsiębiorstw. Należymy do Unii Europejskiej i musimy brać pod uwagę także znaki wspólnotowe.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Problemy nazewnicze na rynku spożywczym&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Produkty spożywcze to częste pole konfliktów i problemy nazewnicze. Kraft Foods Polska, posiadający prawa do marki &amp;#8222;Prince Polo&amp;#8221;, już od lat protestował przeciw rejestracji znaku &amp;#8222;Pico Polo&amp;#8221; dla spółki Nadwiślanka S.A. Kraft bronił w sądzie marki, której wartość jest wyceniana na ok. 60 mln zł. Pod nazwą Prince Polo sprzedaje się co czwarty wafelek pokryty czekoladą, ale niedostateczna ochrona i pozostawienie możliwości przekształcania nazwy spowodowały, że Kraft musiał bronić swoich praw w sądzie. W 2007 roku sąd wreszcie uznał, że znaki renomowane, takie jak Prince Polo, muszą być szczególnie chronione, a podobieństwo nazw może wprowadzać w błąd. Jak dotąd koszty sądowe po obu stronach przewyższyły koszty stworzenia i ochrony nowej nazwy. W tym wypadku problemy nazewnicze były wynikiem próby korzystania z cudzej renomy.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Problemy nazewnicze na rynku cukierniczym&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Pewien mieszkaniec Torunia zarejestrował, jako firma Piernikarnia Toruńska, domenę Toruńskie Pierniki pl. Gdy w grudniu 2003 r. Fabryka Cukiernicza Kopernik z Torunia zgłosiła do rejestracji nazwę Toruńskie Pierniki, wystąpił o unieważnienie, a Urząd Patentowy unieważnił znak. Wielka fabryka stanęła wobec poważnego problemu. Musiała zaskarżyć decyzję do sądu. Twierdziła, że znak nie jest dziedzictwem kulturowym wszystkich mieszkańców Torunia, bo tylko Fabryka Kopernik, założona w 1751 r., jest kontynuatorem tradycji rzemiosła piernikarskiego w Toruniu. Nikt inny nie produkuje pierników zgodnych z tradycyjną recepturą. Fabryka wygrała dopiero, kiedy okazało się, że wniosek o unieważnienie był niewłaściwy z przyczyn formalnych.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Problemy nazewnicze z domenami&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Warto jeszcze zwrócić uwagę na inny aspekt nazewnictwa, domeny internetowe. Problemy nazewnicze domen rozwiązuje specjalnie do tego wyznaczony sąd polubowny. Przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) działa sąd polubowny do spraw domen internetowych. Celem działalności tego sądu jest rozstrzyganie sporów prawnych związanych z procesem rejestracji i stosowania domeny internetowej. Istnieją dwa najczęstsze przypadki, w których PIIT musi interweniować. Pierwszy to kwestia naruszenia praw własności przemysłowej przy rejestracji domeny internetowej, drugi to sprawy z zakresu naruszenia dóbr osobistych, w tym także naruszenie godności. Sądownictwo polubowne jest dobrowolne. Aby doszło do rozprawy, obie strony muszą wyrazić zgodę. Jest to bardzo ważny element ze względu na konsekwencje prawne. Problemy nazewnicze jak widać na tym przykładzie można rozwiązywać całkiem szybko.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12772/Problemy-nazewnicze-uwarunkowania-prawne/nawa-prawo-prawo-do-nazwy/"&gt;Problemy nazewnicze - uwarunkowania prawne&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/9pTlCL3SkZY" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/9pTlCL3SkZY/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/176096.gif" /><pubDate>Tue, 17 Jan 2012 11:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12772/Problemy-nazewnicze-uwarunkowania-prawne/nawa-prawo-prawo-do-nazwy/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://msp.nf.pl/Artykul/12770/Wojenki-marketerow-z-ksiegowymi/budzet-ksiegowosc-marketer-marketing/</guid>
      <title>Budżetowanie wydatków marketingowych</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie jest rzadkością, kiedy decyzja o realizacji akcji promocyjnej podejmowana na podstawie prób oszacowania efektów takich akcji, co przecież jest niebywale trudne. Niemniej nie tylko w małych i średnich spółkach mamy problemy ze strategicznym podeściem do budżetowania wydatków marketingowych. Na ogół jest niestety tak, że potrzeby marketingowe są rozumiane przez marketerów, jako tako akceptowane przez działy sprzdaży, ale już z dużą dozą nieprzychylności podchodzą do nich księgowi. Najczęściej dzieje się tak dlatego, że księgowi pilnują finansów firmy, a efekty marketingwe jawią się jako te, których nie można konkretnie zmierzyć. I nazbyt często taka poleika księgowego z marketerem, kończy się fiaskiem. Księgowi bowiem , jak większość pozostałych pracownikow firmy, znają się na marketingu równie bardzo, jak całe społeczeństwo. Szkoda, że marketerzy nie mogą im sugerować z oferty jakiego banku mają skorzystać w przypadku korzystania z usług faktoringu lub zaciągania kredytu obrotowego. Zresztą problem leży bardziej w tym, że kiepsko u nas w ogóle z wiarą w prawdziwe kompetencje marketingowe. To w końcu nadal nowa dziedzina wiedzy, która w dodatku mocno się zmiania i ewoluuje.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Spróbujmy się zmierzyć z tym, co na ogół w firmach jest zupełnie pomijane. Spróbujmy określić, czy w ogóle jest możłiwe takie planowanie budżetów marketingowych, aby zaspokoić zarówno apetyt marketera, cele biznesowe przedsiębiorstwa, targety sprzedażowe, jak również oczekiwania księgowych. W obliczu zasadniczej niewiadomej, jakie wysiłki marketingowe, jakie aktywności i kampanie wpłyną na sprzedaż można napotkać w różnych źródłach na liczne rozwiązania. Główne podejścia:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;a)  budżetowanie programowe ściśle powiązane z planem/programem strategicznym marki/produktu; głównym zagrożeniem jest zbytnia fantazja marketerów, a jeszcze większa agencji reklamowych, mediowych, które przygotowują koncepcję kreatywną i planują media w taki sposób, aby wygenerować zakładaną sprzedaż; jeśli marketer założy odpowiedni horyzont czasowy dla marki po to, aby się usadowiła na rynku i po to, aby konsumenci przetestowali produkt, taki rodzaj budżetowania może przynieść pokładane nadzieje; dzieje się najczęściej jednak odwrotnie;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;b)  budżetowanie wynikowe, powiązane procentowo z efektywnością i pomiarem historycznym sprzedaży; często występuje w polskich firmach, aczkolwiek jest obarczone zbyt dużym ryzykiem domniemania i przypuszczeń, a więc w dalszym ciągu operuje na tym, czego nie da się do końca jednoznacznie stwierdzić &amp;#8211; o ile podniesie się sprzedaż, dzięki wdrożeniu akcji marketingowych;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;c)  budżetowanie celowo-zadaniowe jest w istocie najczęściej wykorzystywane w dojrzałych przedsiębiorstwach, gdyż rozwiązuje główny problem księgowości &amp;#8211; eliminujemy niewiadome i przedstawia działania marketingowe w sposób logiczny i spójny.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ostatni podpunkt jest na tyle wartościowy i praktyczny, że warto rozpisać i przybliżyć założenia tej koncepcji budżetowania. Z reguły jest tak, że marketing powinien optymalizować swoje wydatki w taki sposób, aby były adekwatne i zbieżne ze strategią biznesową organizacji. Założmy, że planujemy osiągnąć 10% przyrost dochodów ze sprzedaży produktów. W Strategic Planning Intitiute w USA wyliczono, że na tej podstawie należy:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;-  zwiększyć świadomość marki o 50%&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;-  o 20% penetrację wśród nowych klientów&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;-  o 2% poszerzyć zasięg dystrybucji&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Następstwem tych założeń jest określenie konkretnych zadań, które należy wykonać, aby osiągnąć owe 10% większego przychodu. Celami marketingowymi wówczas musiałyby być:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;-  celem zwiększenia świadomości marki &amp;#8211; reklama w mediach, które są w tzw. punktach styku z grupą docelową obecną + reklama w mediach, które są w tzw. punktach styku z grupą klientów potencjalnych &amp;#8211; nowych;&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;-  organizacja odpowiedniej ilości akcji trade&amp;#8217;owych w miejscach sprzedaży produktu, wraz z elementami testingu (rozdawanie próbek towaru)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;-  określenie nowych hurtowni, centrów dystrybucji, bądź sposobów poszerzenia dotarcia z produktem do większej ilości osób&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oczywiście w pierwszej kolejności, przed podjęciem działań stricte reklamowych, należy określić:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;-  w jakiej fazie znajduje się produkt (najlepiej odwzoruje to analiza BCG, która szczegółowa pozwoli oszacować potencjał sprzedażowy produkty)&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;-  jak głęboki jest rynek oraz ilu przybyło konkurentów lub produktów substytucyjnych, które realnie mogą zagrozić nawet dotychczasowej wielkości naszej sprzedaży&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;-  zastanowić się nad stosowną strategią komunikacji, która podtrzyma obecny wizerunek lub wdroży nową ideę kreatywną na reklamę produktu&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;-  zadbać o odpowiedni plan mediów, najlepiej mediów, które będą docierać w sposób kontekstowy, ściśle powiązany z wartościami marki/produktu;&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na końcu pozostaje jeszcze określić szczegółowo koszta w/w pozycji i zadań (badania, itp.), które zobrazują nam skalę inwestycji vs oczekiwane rezultaty wobec działań reklamowych. Media plannerzy oszacują jaki wygenerujemy impact, dzięki wszystkim aktywnością oraz do jak dużej ilości potencjalnych klientów trafimy z naszym przekazem reklamowym. Na tej podstawie będzie można zrealizować cele marketingowe, które z reguły przekładają się na cele sprzedażowe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niestety powyższe byłoby zbyt piękne, aby w praktyce dawało się przenieść na nasze arkusze i kalkulacje. To swego rodzaju trochę idealizowanie, bo w rzeczywistości mamy naprawdę sporą ilość zagrożeń rynkowych, których nie można przewidzieć i całe to planowanie na nic się zda. Nie można wobec tego traktować tych wyznacznikow jeden do jeden. Należy jednak wziąć do serca sobie to, że budżetowanie marketingu wiąże się z konkretnymi wartościami dla firmy: udziały w rynku, świadomość marki, wyróżnik rynkowy, pozycjonowanie rynkowe, dobór najbardziej optymalnych grup docelowych, utrzymanie klientów przez doraźne akcje lojalnościowe, promocyjne, etc., a przede wszystkim efektywna komunikacja. Wymienione narzędzia są nieodzowne w tym, aby budować i zarazem utrzymać pozycję rynkową każdego przedsiębiorstwa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Budżetowanie marketigu jest jednym z najbardziej frapujących i trudnych dyscyplin wielu marketerów na całym świecie. Tym bardziej trudno jest robić to profesjonanie polskim marketerom, którzy nadal gonią i nadrabiają kilkunastoletnie zaległości. Wspomniany wyżej Instytut Planowania Strategicznego opracował bardzo uniwersalne wskazówki nt. budżetowania w przedsiębiorstwach. Oto kilka najważniejszych:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;a)  Udział w rynku ma znaczenie. Im większy udział w rynku, tym więcej należy wydawać by go chronić. Jakże często jest inaczej w naszych, rodzimych realiach. Jakże częstoi dziwią się managerowie temu, że Coca Cola czy inni potentaci globalni tak wiele wydają na reklamę każdego roku. Chronią swoją pozycję rynkową.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;b)  Nowe produkty. Wymagają wyższych nakładów na reklamę od tych produktów, które już na rynku są obecne. Procent od dochodów przestaje w tym przypadku mieć znaczenie. Należy takie budżetowanie traktować osobno, z osobną polityką / planem marketingowym&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;c)  Ceny. Co ciekawe, te produkty, które są tańsze wymagają większego nakładu na marketing i reklamę od tych, które oscylują w kategorii premium.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;d)  Jakość. Wymaga znacznie wyższych nakładów na marketing i reklamę, gdyż jakość nie sprzedaja się sama. Właśnie reklama jest jednym z tych argumentów konsumenckich, które buduje jakość w warstwie emocjonalnej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sposobów na budżetowanie jest bardzo wiele i cieżko byłoby w jednym artykule choćby o nich wspomnieć. Natomiast warta uwagi jest metoda &amp;#8220;niejako partyzancka&amp;#8221;, ale bardzo pasująca do obecnego stanu rzeczy (kondycji marketingu) w polskich realiach &amp;#8211; metoda &amp;#8220;Tak samo&amp;#8221;. Budżetowanie na zasadzie &amp;#8220;Tak samo&amp;#8221; polega na naśladowaniu swojej, bardziej profesjonalnej konkurencji. Jest to równoznaczne z tym, że firma nie do końca wie co robi, ale zakłada że konkurencja robi na pewno dobrze i zdecydowanie lepiej, więc dlaczegóżby nie skorzystać i nie naśladować  .&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Artykuł powstał w oparciu o tekst autorstwa Nigel Piercy &amp;#8220;Marketing Budgeting &amp;#8211; A Political and Organisational Model&amp;#8221;, Market-Led Strategic Change.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://msp.nf.pl/Artykul/12770/Wojenki-marketerow-z-ksiegowymi/budzet-ksiegowosc-marketer-marketing/"&gt;Budżetowanie wydatków marketingowych&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/hzbEOERG7yE" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/hzbEOERG7yE/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/175971.gif" /><pubDate>Mon, 16 Jan 2012 10:30:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://msp.nf.pl/Artykul/12770/Wojenki-marketerow-z-ksiegowymi/budzet-ksiegowosc-marketer-marketing/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12768/Epidemia-w-sieci/marketing-szeptany-marketing-wirusowy-pr-viral/</guid>
      <title>Epidemia w sieci</title>
      <description>&lt;p style="text-align: justify;"&gt;Jak wiadomo, wirusy (w najbardziej powszechnym, medycznym rozumieniu) rozprzestrzeniają się szybko i mimowolnie. Zwykle nikt celowo nie zaraża innych. W marketingu wirusowym wręcz przeciwnie. Przekaz promocyjny rozpowszechniany jest świadomie, głównie przez Internet, bo trudno wyobrazić sobie medium bardziej dla niego odpowiednie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marketing wirusowy polega na opracowaniu koncepcji, która doprowadzi do tego, że internauci &amp;#8211; potencjalni klienci &amp;#8211; będą rozpowszechniać informacje dotyczące danej firmy, jej produktów czy usług. Pewnie każdy z nas znalazł w skrzynce mailowej  choć raz e-kartkę z życzeniami przesyłanymi przez użytkowników czy  ciekawe tapety na pulpit komputera. Są też bardziej skomplikowane formy: zabawne filmy lub animacje, często  reklamy, które bawią nas dobrym pomysłem. Także proste gry komputerowe z lokowaniem produktu mieszczą się w tej kategorii. Bardzo popularną formą marketingu wirusowego są też moduły różnych serwisów typu &amp;#8222;poleć znajomym&amp;#8221;. Zalet prowadzenia marketingu wirusowego w Internecie jest mnóstwo. Przede wszystkim sieć pozwala na szybkie i tanie przesyłanie informacji do wielu osób jednocześnie, daje również możliwość zautomatyzowania wielu procesów. Dodatkowo rosnąca popularność portali społecznościowych, przede wszystkim Facebooka, daje tej formie promocji ogromne pole do popisu. Każdy z naszych znajomych może przesłać nasz komunikat swoim znajomym, a ci kolejnym i tak bez końca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również fora internetowe są doskonałym miejscem na rozpowszechniania przekazów wirusowych, chociaż w tym przypadku mówi się raczej o marketingu szeptanym. Tymi kanałami kampania może dotrzeć do setek, a nawet tysięcy użytkowników i  to niskim kosztem. Skuteczność przekazów wirusowych jest duża, bo bardziej ufamy naszym znajomym, którzy coś nam polecają niż zapewnieniom producenta, że jego produkt jest najlepszy. Są jednak i pułapki, szczególnie w przypadku marketingu szeptanego.  Fora, blogi, grupy dyskusyjne czyta coraz więcej użytkowników. Coraz  chętniej dzielimy się opiniami, pytamy o radę, poszukujemy opinii innych internautów. Trzeba jednak na bieżąco te kanały monitorować i liczyć się z tym, że pojawią się również niekorzystne dla firmy opinie. W takiej sytuacji w jednej chwili cała akcja promocyjna może okazać się niewypałem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W marketingu wirusowym najważniejsze jest, żeby przekaz był atrakcyjny, niebanalny, zwracający uwagę. No i jeszcze ważna jest grupa odbiorców, których chcemy &amp;#8222;zarazić&amp;#8221;. To od ich specyfiki zależy forma i treść przekazu. W zależności od treści może on bawić, nawet szokować, może też wzruszać lub skłaniać do refleksji. Kampania wirusowa nie musi oznaczać wrzucenia do sieci jednego filmu reklamowego. Może być zaplanowana jako seria przekazów. Wówczas ten pierwszy (teaser) powinien na tyle zainteresować odbiorców, żeby chcieli i czekali na więcej. Być może nawet ludzie sami będą szukali informacji , jak historia potoczy się dalej, jak się zakończy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marketing wirusowy, marketing szeptany to na pewno warte uwagi formy promocji. Do tego dość tanie ale tylko z pozoru proste do realizacji.  Po pierwsze dlatego, że  nie jest łatwo zrobić coś na tyle dobrego, że będzie się sprzedawać samo. Po drugie, ze względu na konieczność stałego kontrolowania przebiegu akcji w Internecie. Każda kampania, mimo, że wygląda z boku na spontaniczną, musi być dobrze zaplanowana, przemyślana i monitorowana przez jej twórców.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12768/Epidemia-w-sieci/marketing-szeptany-marketing-wirusowy-pr-viral/"&gt;Epidemia w sieci&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/RCJJsNxOvD4" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/RCJJsNxOvD4/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/175880.gif" /><pubDate>Mon, 16 Jan 2012 08:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12768/Epidemia-w-sieci/marketing-szeptany-marketing-wirusowy-pr-viral/</feedburner:origLink></item>
<item>
      <guid isPermaLink="false">http://marketing.nf.pl/Artykul/12765/Medium-wszystkich-ludzi/marketing-PR-social-media/</guid>
      <title>Medium wszystkich ludzi</title>
      <description>&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dziś tylko ignorant mógłby rozważać działania komunikacyjne, nie biorąc social mediów pod uwagę. Chce być w nich niemal każda organizacja. Często jednak, nie znając ich specyfiki, zdaje się prosić &amp;#8222;like me, follow me, hate me, kill me&amp;#8221; &amp;#8211; polub mnie, obserwuj, znienawidź i zniszcz mój wizerunek. Komunikacja w mediach społecznościowych zobowiązuje. Większe otwarcie, bardziej ludzka twarz organizacji, dwustronny natychmiastowy kontakt z odbiorcą, niemal natychmiastowy feedback, to niewątpliwe zalety komunikowania się z odbiorcami w tym kanale. Ale część organizacji, decydując się na to, zachowuje się tak, jakby była&amp;#8230; bokserem &amp;#8211; amatorem, który po kilku treningach decyduje się na sparring z Mike&amp;#8217;em Tysonem. Jak to się kończy, można sprawdzić, patrząc na zrekonstruowaną twarz aktora Mike&amp;#8217;ego Rourke.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Social media krok po kroku, czyli&amp;#8230; za wolno&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Pociąg wjechał do tunelu z dużą prędkością. John Smith, pijąc kawę w komfortowych warunkach, zaczął czytać &amp;#8222;Financial Times&amp;#8221;. Spieszył się na ważne spotkanie w Londynie, rozpoczynające się za kilkadziesiąt minut. W chwili, kiedy czytał wywiad z prezesem banku, któremu jeszcze tego samego dnia miał uścisnąć rękę, poczuł nagłe hamowanie. Zgasły światła. Po kilkunastu minutach temperatura z 25 stopni C zaczęła spadać. Konduktorzy nie potrafili wyjaśnić, co się stało. John spojrzał na swój telefon. Był zasięg. Sprawdził, czy pojawiła się informacja o awarii w najsłynniejszym europejskim tunelu. Nic.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zimą 2009 roku pasażerowie, wśród których mógł znaleźć się wymyślony na potrzeby przykładu John Smith, osoby podróżujące liniami Eurostar z Francji do Wielkiej Brytanii, utknęły w tunelu pod kanałem La Manche. Zdezorientowani i zaniepokojeni chcieli znaleźć informacje o awarii w internecie. Wielu z nich u źródła &amp;#8211; na firmowej stronie Eurostar. Bez skutku.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Konieczność współpracy na komunikacyjnym polu&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Media społecznościowe i tradycyjne kanały komunikacji nie mogą żyć bez siebie. W marcu tego roku, podczas awarii, zaczął kontaktować się szybko ze swoimi klientami telekom Vodafone w Anglii. Bezpośrednio po tym, jak złodzieje ukradli część sprzętu w jednej z siedzib operatora, jego dział komunikacji zaczął regularnie informować swoich klientów za pomocą Twittera, na własnym eForum oraz w profilu na Facebooku o postępach w usuwaniu usterki, która spowodowała, że większość klientów sieci w Anglii znalazła się poza zasięgiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wszyscy obserwatorzy chwalili służby komunikacyjne Vodafone za szybką i sprawną reakcję w mediach społecznościowych. Opuszki palców ludzi z Vodafone odpowiadających na każde z zapytań na Facebooka, Twitterze i firmowym eFroum były pewnie rozgrzane do czerwoności i &amp;#8211; gdyby dostęp do ich biura był możliwy wyłącznie po odczytaniu linii papilarnych &amp;#8211; prawdopodobnie duża część zespołu komunikacji Vodafone nie dostałaby się do swojego biura w dzień po zakończeniu akcji. Ale tak intensywnej pracy można było jednak uniknąć. Ludzie z Vodafone nie zamieścili bowiem informacji o usterce, jej przyczynach i przewidywanym czasie jej usunięcia na głównej stronie swojego serwisu internetowego. Rzekomo to system nie pozwolił na szybką reakcję. Właśnie tam większość klientów telekomu szukała informacji, ponieważ wcześniej w każdym przekazie Vodafone UK promował adres strony internetowej, zapominając o adresach, pod którymi obecny jest w social mediach. Tak więc wszyscy dotknięci awarią automatycznie szukali informacji na stronie głównej. Nie znajdując tam odpowiedzi, zaczynali szukać jej w innych kanałach, w tym w social mediach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zanim pracownicy PR Vodafone doszli do siebie po zażegnaniu sytuacji kryzysowej, nie dalej jak kilkanaście godzin później mogli już przeczytać o swoich błędach w case study opublikowanym w jednym z branżowych serwisów. Wytknął im je fachowiec od social mediów Andrew Grill z agencji PeopleBrowser UK, co pokazuje, z jak szybkim rozwojem akcji musi liczyć się każdy, kto dziś zajmuje się public relations.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nieco ponad trzy miesiące wcześniej w Europie zanotowano rekordowe opady śniegu, a temperatury spadły sporo poniżej zera. Były jednak miejsca, gdzie słupek rtęci wskazywał temperaturę dużo powyżej zera &amp;#8211; jednym z nich było biuro komunikacji lotniska Gatwick w Wielkiej Brytanii, miejsce pracy rzeczniczki polskiego pochodzenia Sarah Baranowski, od której sztuki komunikacji w social mediach mogliby uczyć się zarówno jej koledzy po fachu z Eurostar, jak i Vodafone. Kiedy z powodu trudnych warunków atmosferycznych na Gatwick wstrzymano loty, zespół PR od razu zaczął regularnie komunikować stan bieżącej sytuacji na Twitterze. Nie popełnili też błędu Vodafone&amp;#8217;a i na głównej stronie serwisu internetowego lotniska zamieścili informację o utrudnieniach i odesłanie do Twittera jako źródła najświeższych informacji na temat sytuacji. Przekaz ludzi z Gatwick był spójny we wszystkich kanałach. Wspomniana wcześniej Sarah Baranowski odsyłała do tego samego źródła, każdorazowo udzielając wywiadów w radiu, stacjom telewizyjnym, dziennikarzom prasowym i tym reprezentującym portale internetowe.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Siła rażenia social mediów&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Właściwie wykorzystane media społecznościowe mogą pomóc w zarządzaniu sytuacją kryzysową, która dotyczy zarówno stosunkowo małej grupy osób, jak i działań o ogromnym zasięgu &amp;#8211; dopiero wtedy może zostać uwolniony ich pełen potencjał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;1 września 2010 roku do siedziby Discovery Channel wtargnął uzbrojony mężczyzna, który wziął trzech zakładników. Jeden z pracowników kanału telewizyjnego zrobił telefonem komórkowym zdjęcie uzbrojonego policjanta w siedzibie stacji, po czym zamieścił je na Twitpic. Wiadomość rozniosła się w bardzo szybkim tempie i niedługo po tym hasła Discovery Channel Building oraz &amp;#8222;gunman&amp;#8221; stały się najgorętszym tematem na Twitterze. Prawdopodobnie był to pierwszy przypadek, kiedy o ważnej sprawie zaczęło się mówić, zanim jakiekolwiek medium tradycyjne poinformowało o takim zdarzeniu. Tego dnia większość z pracowników Discovery Channel wybrała media społecznościowe jako kanał informowania rodzin, znajomych i przyjaciół o swoim bezpieczeństwie. Ich bliscy odpowiadali na posty kolejnymi na Twitterze i firmowym profilu kanału na Facebooku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po uwolnieniu zakładników dział PR Discovery Channel zamieścił informację na ten temat oraz podziękowania za wsparcie dla wszystkich na firmowym blogu. Po raz kolejny obserwatorzy o zakończeniu akcji dowiedzieli się z social mediów, zanim informacja została przekazana przez media tradycyjne. Linki do oświadczenia zostały udostępnione na firmowym Twitterze i Facebooku. Post na firmowym blogu, który przez trzy miesiące przed zdarzeniem odwiedziło 23 tysiące osób, w ciągu kilku dni przeczytało 50 tysięcy zainteresowanych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przypadek Discovery Channel pokazał, jak mocnym i szybkim nośnikiem informacji są media społecznościowe, jednak prawdziwą siłę rażenia social mediów zaprezentowały nieco ponad rok wcześniej Centra ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (federalna agencja rządowa USA).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kiedy w kwietniu 2009 roku nowa odmiana wirusa H1N1 &amp;#8211; świńska grypa czyli AH1N1 &amp;#8211; został zidentyfikowany w stanie Veracruz w Meksyku, natychmiast informacja o nim rozniosła się po całym świecie i zaczęła być publikowana we wszystkich mediach, blogosferze oraz social mediach. Nic dziwnego, zagrożenie miało powszechny charakter.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Centra ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób zaczęły szybko akcję informacyjną, przygotowując i przekazując wszystkim zainteresowanym mediom komplet informacji na temat zagrożenia. Jednak nawet natychmiastowa reakcja centrów nie nadążała w ślad za rozprzestrzeniającą się po całym globie paniką. Przedstawiciele centrów doszli do wniosku, że poinformowanie wszystkich ludzi, niezależnie od kraju zamieszkania, strefy geograficznej i języka, którym się posługują, będzie możliwie wyłącznie dzięki strategii &amp;#8222;zaangażuj i wyposaż każdego zainteresowanego w narzędzia, które pozwolą przekazać właściwą wiadomość dalej&amp;#8221;. Wykorzystano cały arsenał social mediów, przekazując spójną informację na temat nowego szczepu H1N1 za pomocą Facebooka, Twittera, MySpace, blogów, YouTube, mailingów, elektronicznych pocztówek, podcastów, widgetów oraz dedykowanego całej akcji kanału TV online.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zdaniem wielu ekspertów w tej kampanii amerykańska agencja wyniosła wykorzystanie social mediów w zarządzaniu sytuacją kryzysową na całkiem inny, nieosiągalny i niewykorzystywany nigdy wcześniej poziom. Jako klucz do sukcesu wskazywana jest w tym przypadku świadomość osób odpowiedzialnych za kampanię co do tego, że grupą docelową trudną do wyobrażenia sobie w jakiejkolwiek kampanii komunikacyjnej wcześniej jest każdy mieszkaniec Ziemi, który jest w stanie przyswoić i zrozumieć informację.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Media społecznościowe w zarządzaniu kryzysem dzisiaj&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich miesięcy zasady zarządzania komunikacyjną sytuacją kryzysową za sprawą mediów społecznościowych uległy dużej zmianie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Każdy, kto jest odpowiedzialny za wizerunek organizacji, opracowując procedury zarządzania sytuacją kryzysową, powinien pamiętać o uwzględnieniu w nich zasad komunikacji w odniesieniu do mediów społecznościowych. Często, tak jak w przypadku Gatwick, może to być główny, najszybszy i decydujący o zażegnaniu kryzysu kanał komunikacji. Trudno sobie również wyobrazić skład zespołu antykryzysowego, w którym brak jest osoby odpowiedzialnej za social media. Obowiązkowym kompasem na mapie działań antykryzysowych będzie również monitoring mediów społecznościowych, uzupełniający dotychczasowy monitoring mediów tradycyjnych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I na koniec. W swoim tekście użyłem kilkanaście razy nazwy Twitter. Równie ważny, o ile nie ważniejszy dla zarządzających sytuacją kryzysową w Polsce jest Blip.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://marketing.nf.pl/Artykul/12765/Medium-wszystkich-ludzi/marketing-PR-social-media/"&gt;Medium wszystkich ludzi&lt;/a&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/marketingnfpl/~4/R2W_FlEFeKY" height="1" width="1"/&gt;</description>
      <link>http://feedproxy.google.com/~r/marketingnfpl/~3/R2W_FlEFeKY/</link><enclosure type="image/jpeg" url="http://z.nf.pl/o/175719.gif" /><pubDate>Thu, 12 Jan 2012 10:00:00 +0100</pubDate>
    <feedburner:origLink>http://marketing.nf.pl/Artykul/12765/Medium-wszystkich-ludzi/marketing-PR-social-media/</feedburner:origLink></item>
</channel>
</rss>

