<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" media="screen" href="/~d/styles/rss2full.xsl"?><?xml-stylesheet type="text/css" media="screen" href="http://feeds.feedburner.com/~d/styles/itemcontent.css"?><rss xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:openSearch="http://a9.com/-/spec/opensearch/1.1/" xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:gd="http://schemas.google.com/g/2005" xmlns:thr="http://purl.org/syndication/thread/1.0" xmlns:feedburner="http://rssnamespace.org/feedburner/ext/1.0" version="2.0"><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101</atom:id><lastBuildDate>Mon, 30 Jan 2012 23:45:28 +0000</lastBuildDate><category>reklama</category><category>firefox</category><category>sport</category><category>gry</category><category>blogger</category><category>futbol</category><category>wideo</category><category>lucasarts</category><category>twitter</category><category>apple</category><category>mac</category><category>sam and max</category><category>ipad</category><category>windows</category><category>telltale games</category><category>os x</category><category>iOS</category><category>info</category><category>aplikacje</category><category>opera</category><category>safari</category><category>chrome</category><title>NiLog</title><description>Blog NiLoka</description><link>http://niloque.blogspot.com/</link><managingEditor>noreply@blogger.com (NiLok)</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>35</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="self" type="application/rss+xml" href="http://feeds.feedburner.com/niloque" /><feedburner:info uri="niloque" /><atom10:link xmlns:atom10="http://www.w3.org/2005/Atom" rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/" /><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-7922170258634053011</guid><pubDate>Mon, 24 Oct 2011 17:36:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-10-24T19:36:51.192+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">sport</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">futbol</category><title>Po derbach Manchesteru: Nic się nie stało</title><description>Pierwsza od kwietnia 2010 roku porażka na Old Trafford nie mogła być zwyczajna. To była prawdziwa katastrofa. 1:6 z lokalnym rywalem musiało sprawić kibicom ogromny ból, nie tylko z powodu przegrania derbów, ale też tego, że zwyciężył klub, który zaczyna sobie radzić coraz lepiej głównie dzięki pieniądzom bogatych właścicieli, który w pewnym sensie kupuje sukces. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Zawsze trzeba spojrzeć na takie wydarzenie z nieco szerszej perspektywy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeglądałem nieco komentarzy kibiców Man Utd po tej nieszczęsnej porażce i tych o lekko optymistycznym zabarwieniu można policzyć na palcach jednej ręki. Przeważają wypowiedzi pełne goryczy, smutku, żalu, co jest oczywiście naturalne. Bo jak można przełknąć tak druzgocącą przegraną i to z Manchesterem City - klubem, który przez długie lata ani w samym mieście (z nielicznymi wyjątkami), ani tym bardziej w Premier League w ogóle się nie liczył? Jest to trudne dla fana "Czerwonych Diabłów", ale nie niemożliwe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zapraszam do lektury całego komentarza po bolesnej porażce Manchesteru United w niedzielnych derbach na stronie:&amp;nbsp;&lt;a href="http://blog.mufc.pl/artykuly/275/po-derbach-nic-sie-nie-stalo/"&gt;blog.mufc.pl&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-7922170258634053011?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/35TcRrxLtAc" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/35TcRrxLtAc/po-derbach-manchesteru-nic-sie-nie-stao.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/10/po-derbach-manchesteru-nic-sie-nie-stao.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-4374076143395231855</guid><pubDate>Fri, 07 Oct 2011 23:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-10-08T14:07:49.288+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">apple</category><title>Steve Jobs</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PU12O1xMX0A/To-JYeHDtMI/AAAAAAAAAME/HJTFd5EYMCw/s1600/Steve_Jobs.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-PU12O1xMX0A/To-JYeHDtMI/AAAAAAAAAME/HJTFd5EYMCw/s1600/Steve_Jobs.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Wiadomość dotarła do mnie dość niespodziewanie. Nie siedziałem tak długo przed komputerem czy ze smartfonem w ręce, jak ci, którzy dowiedzieli się pierwsi. Akurat w czwartek w drodze do pracy postanowiłem przejrzeć prezentację iPhone'a 4S, która w środowy wieczór była już dostępna do pobrania w iTunes. Normalnie w autobusie przeglądam RSS-y i Twittera, ale skoro w pracy też je mogę przejrzeć, tym razem zabrałem się za keynote. W trakcie oglądania rzuciło mi się w oczy puste krzesło w pierwszym rzędzie z napisem "zarezerwowane". Pomyślałem, że najwyraźniej Steve wolał zostać w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Było po ósmej, gdy dostałem SMS-a. Wstukałem szybko w przeglądarkę adres gazeta.pl. Główna wiadomość, na górze, ze zdjęciem - "Steve Jobs nie żyje". Co!? Od razu uruchomiłem Google Readera i zajrzałem do Echofona. Wiedziałem, że to prawda, ale musiałem zobaczyć reakcję blogosfery, użytkowników iOS-a, fanów Apple'a, przekonać się na sto procent. Tweety zaczynały się od około pierwszej w nocy. Szok. Jest noc z piątku na sobotę, a ja w dalszym ciągu wpatruję się w zdjęcia Jobsa, zakres lat "1955-2011" i ciągle nie mogę uwierzyć, że to się stało. Jasne, miałem świadomość, że ma raka, że jest po przeszczepie wątroby, ale myślałem, że pociągnie jeszcze kilkanaście lat. W trakcie oglądania prezentacji pomyślałem sobie nawet, że za jakiś czas stanie na nogi, wpadnie na kolejny genialny pomysł i może nawet zaprezentuje coś niesamowitego podczas któregoś z keynote'ów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspomnień o Jobsie w sieci można już znaleźć pewnie i kilkaset. Każde jest unikalne, ale też w każdym można znaleźć podobną treść. Steve był wizjonerem, geniuszem, był Thomasem Edisonem czy Henrym Fordem naszych czasów (Bono z U2 porównał go nawet do Elvisa Presleya). Powtarzane jest to jak mantra, ale trudno się z tym nie zgodzić. Mówienie, że Steve Jobs odmienił nasze życie, nie jest ani trochę przesadzone. Miał wpływ na ludzkość w znaczeniu ogólnym, jak i na życie praktycznie każdego z nas, indywidualnie. I nie chodzi mi o dobrą zabawę przy filmach studia Pixar...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z reguły tak jest, że gdy odchodzi ktoś znany, szczególnie z jakiejś twórczości, ludzie natychmiast po dowiedzeniu się o śmierci tej osoby, sięgają do źródeł i odtwarzają jej dzieła. Przykład pierwszy z brzegu i jeszcze w miarę świeży - Michael Jackson. Nie jestem pewien, ale jego muzyka chyba dość szybko trafiła na pierwsze miejsca sprzedaży w iTunes w kilka dni lub tygodni po śmierci. Też tak czasami reaguję - dzisiaj przypomniałem sobie rok 2007, kiedy to na MacWorld Steve pokazywał światu pierwszego iPhone'a.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Motywem przewodnim tamtego wystąpienia było hasło "reinvent the phone" - krótko mówiąc Apple na nowo wymyślił telefon. Wówczas jedni, widząc to, pukali się w głowę, inni z kolei ze spokojem twierdzili, że to takie marketingowe hasło, mające na celu zachwalenie produktu. Ale Steve-wizjoner już wtedy wiedział, że jego firma stworzyła coś, co faktycznie zmieni postrzeganie telefonu. I miał rację. Pamiętam, jak ludzie wyśmiewali iPhone'a, że nie ma opcji "kopiuj-wklej" czy, że nie może wysyłać MMS-ów, nie mówiąc już o innych brakach w stosunku do pozostałych urządzeń będących na rynku. A mimo to, ludzie telefon Apple'a kupowali na potęgę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie trzeba być wielkim znawcą w dziedzinie telefonii komórkowej, by przyznać, że to właśnie iPhone był kamieniem, który ruszył lawinę smartfonów, jakie obecnie znamy. Telefony mieszczące się idealnie w dłoni, z dużymi, dotykowymi ekranami, które służą nam jako pewnego rodzaju zastępstwo dla komputera, gdy jesteśmy poza domem. Sprawdzamy maile, przeglądamy RSS-y, czytamy Twittera, komunikujemy się ze znajomymi na Facebooku albo otwieramy mapę, bo próbujemy gdzieś trafić. Wszystko to jest w zasięgu ręki, świat leży w naszej kieszeni, wystarczy tylko go stamtąd wyjąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do tego wszystkiego przyzwyczaił nas właśnie Steve Jobs. Podczas prezentacji ówczesny szef Apple'a nie krył, że czekał na ten moment przez dwa i pół roku. Zapewne tyle trwały prace nad iPhone'em. Gdy pokazywał po raz pierwszy jego funkcje, widać było, że cieszy się jak dziecko. Mam wrażenie, że stworzenie takiego telefonu było jego życiowym celem. Dokonał tego i dobrze, że mógł widzieć, jak to się rozwija. A potem dorzucił jeszcze tablet - iPada. Teraz wszystkie firmy z branży IT prześcigają się nie tylko w wymyśleniu, ale w stworzeniu i wprowadzeniu na rynek "iPad-killera". Wydaje się, jakby to była ich obsesja, jakby widzieli w tym klucz do sukcesu. Zrobić coś lepszego niż Jobs. Ciągle widzę w sieci informacje na temat kolejnych tabletów, które tak naprawdę są jeszcze w stanie rozwoju, a czasami nawet tylko projektu, podczas gdy iPad sprzedaje się jak świeże bułeczki. Niesamowite jest to, co potrafił wymyślić Steve, no i jak umiał to ludziom sprzedać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piszę te słowa na czteroletnim iMaku, a przede mną, na biurku, leży wysłużony iPhone 3G - prezent od brata. Nie jestem fanbojem, ale uwielbiam ten sprzęt. Wiem, że następnym moim telefonem będzie iPhone, powoli nawet przymierzam się do zakupu "czwórki". Podobnie jest z komputerem - nie wiem jeszcze czy nowy iMac, czy raczej któryś z MacBooków. To drogie urządzenia, ale uważam, że warte swojej ceny. Samo używanie OS X-a sprawia mi przyjemność, nigdy czegoś takiego nie odczułem na Windowsie. Programiści Apple'a wykonali kawał świetnej roboty i myślę, że wiele w tym zasługi samego Steve'a. Miał facet łeb, świetne pomysły, wspaniałe rozwiązania - prostota i piękno w jednym. To wielka szkoda, że nie zmieni już naszego życia, że nie wymyśli czegoś, nad czym znowu będziemy wpadać w zachwyt, że nie zobaczymy go już na scenie powtarzającego: "awesome", "amazing", "gorgeous" czy "pretty cool, huh?". Są ludzie, których osobiście nie znamy, ale bardzo chcemy ich spotkać choć raz w życiu, porozmawiać, zamienić choćby tylko jedno słowo. Lubimy ich, czujemy sympatię, a może i nawet coś więcej, choć nie mamy z nimi żadnego kontaktu. Steve Jobs był jedną z tych osób i chyba właśnie dlatego czuję teraz smutek, pustkę i rozgoryczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Q-17PvM2WnE/To-HXxkYd2I/AAAAAAAAAMA/RWDSZE7UPBk/s1600/SteveJobs.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="281" src="http://3.bp.blogspot.com/-Q-17PvM2WnE/To-HXxkYd2I/AAAAAAAAAMA/RWDSZE7UPBk/s320/SteveJobs.png" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki, Steve.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Teraz już wiem, co mniej więcej będę czuł, gdy sir Alex Ferguson opuści Manchester United, udając się na emeryturę. Tylko wtedy, odczucia będą kilka razy intensywniejsze...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-4374076143395231855?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/VD9YG3MHEq8" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/VD9YG3MHEq8/steve-jobs.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-PU12O1xMX0A/To-JYeHDtMI/AAAAAAAAAME/HJTFd5EYMCw/s72-c/Steve_Jobs.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/10/steve-jobs.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-5599748844425145388</guid><pubDate>Thu, 08 Sep 2011 21:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-09-08T23:47:58.025+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">blogger</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">aplikacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">iOS</category><title>Blogger wreszcie ma aplikację na iOS!</title><description>Długo programiści Bloggera kazali czekać na specjalną wersję swojego blogowego panelu dla posiadaczy iPhone'ów i iPadów. W końcu jednak użytkownicy urządzeń z systemem iOS doczekali się aplikacji, która od dzisiaj jest do pobrania za darmo w App Store. I, co najważniejsze dla mnie, działa również na iOS w wersji 3.1.3.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-w6BqC-o_BsA/TmkyXsR_paI/AAAAAAAAALM/s2rc7DdP1Jw/s1600/Blogger1.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-w6BqC-o_BsA/TmkyXsR_paI/AAAAAAAAALM/s2rc7DdP1Jw/s640/Blogger1.png" width="426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Nie jest to może aplikacja wielce przeze mnie wyczekiwana - raczej rzadko zdarza mi się pisać coś dłuższego w telefonie, poza tym mając pod ręką takie aplikacje jak &lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/plaintext-dropbox-text-editing/id391254385?mt=8"&gt;PlainText&lt;/a&gt; (edytor tekstu z synchronizacją przez DropBox) czy &lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/evernote/id281796108?mt=8"&gt;Evernote&lt;/a&gt; (nie trzeba przedstawiać), można napisać coś poza domem, a potem tylko przekleić do blogowego panelu i opublikować. Oczywiście do tej pory wydano kilka programów, za pomocą których można było dodawać notki, a także nieco zarządzać swoim blogiem i to nie tylko na platformie Bloggera (mam na myśli np. &lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/blogpress/id317799861?mt=8"&gt;BlogPressa&lt;/a&gt;&amp;nbsp;czy &lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/blogwriter/id286094270?mt=8"&gt;BlogWritera&lt;/a&gt;, który mi w ogóle nie działał, ale to inna kwestia).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na razie aplikacja ma podstawowe funkcje blogowania - możemy dodać wpis z załączonym zdjęciem z rolki lub zrobionym w trakcie pisania oraz informacją o lokalizacji. Po włączeniu programu użytkownik od razu zostaje przeniesiony do edycji nowego wpisu, z którego może wyjść do listy już opublikowanych notek. Tam z kolei znajdują się trzy przyciski, które prowadzą kolejno do: tworzenia nowego wpisu, wyświetlenia bloga oraz do opcji aplikacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-G90pW6IaKlw/Tmky9FFwFpI/AAAAAAAAALQ/xE-wj907z34/s1600/Blogger_list.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-G90pW6IaKlw/Tmky9FFwFpI/AAAAAAAAALQ/xE-wj907z34/s640/Blogger_list.png" width="299" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
Wygląd panelu opcji sugeruje, przynajmniej tak mi się wydaje, że użytkowników czekają wkrótce aktualizacje, dodające nowe funkcje. Można tam bowiem ustawić jedynie rozmiar dodawanych do notek plików graficznych oraz przełączyć się na inne konto, jeśli posiada się więcej niż jeden blog w platformie Google'a, a reszta to już mniej ważne: polityka prywatności, warunki korzystania z serwisu, wylogowanie się czy też przesłanie feedbacku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-V6f4wv5ffU0/TmkzHywtxBI/AAAAAAAAALU/aUjPyNjU12c/s1600/Blogger_prefs.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://3.bp.blogspot.com/-V6f4wv5ffU0/TmkzHywtxBI/AAAAAAAAALU/aUjPyNjU12c/s640/Blogger_prefs.png" width="300" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/blogger/id459407288"&gt;Blogger jest dostępny w App Store za darmo&lt;/a&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="-webkit-text-decorations-in-effect: none; color: black;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-5599748844425145388?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/OQ0yzktBkWc" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/OQ0yzktBkWc/blogger-wreszcie-ma-aplikacje-na-ios.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/-w6BqC-o_BsA/TmkyXsR_paI/AAAAAAAAALM/s2rc7DdP1Jw/s72-c/Blogger1.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/09/blogger-wreszcie-ma-aplikacje-na-ios.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-4696558907371644462</guid><pubDate>Mon, 05 Sep 2011 23:45:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-09-06T07:26:10.972+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">aplikacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">os x</category><title>Scarlett - polski czytnik ePubów dla OS X w Mac App Store!</title><description>Dokładnie w ostatni dzień sierpnia Apple zatwierdziło i wpuściło do Mac App Store aplikację &lt;b&gt;Scarlett&lt;/b&gt; stworzoną przez &lt;a href="http://sofcik.eu/"&gt;Miłosza Staszewskiego&lt;/a&gt;. Co kryje się za noszącym żeńskie, najszybciej kojarzone z filmem "Przeminęło z wiatrem", imię programem dla Maków? Ano nic innego, jak jeden z nielicznych dostępnych na rynku czytników ebooków w formacie ePub stworzonych specjalnie na system operacyjny OS X.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oabeEoXBEC4/TmVai1JJi4I/AAAAAAAAAK8/98XqwjVG23Q/s1600/Scarlett.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-oabeEoXBEC4/TmVai1JJi4I/AAAAAAAAAK8/98XqwjVG23Q/s1600/Scarlett.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
Co wyróżnia &lt;a href="http://sofcik.eu/scarlett/"&gt;Scarlett&lt;/a&gt; spośród innych dostępnych tego typu narzędzi? Przede wszystkim pełna obsługa gestów multi-touch oraz kompatybilność z najnowszą wersją systemu operacyjnego Apple'a, OS X Lion. Czytnik obsługuje także systemowy słownik, który wytłumaczy podane słowo prosto z poziomu aplikacji (wystarczy wcisnąć &lt;b&gt;Ctrl + ⌘ + D&lt;/b&gt; lub wykonać dwukrotne stuknięcie trzema palcami na gładziku), a także umożliwia tworzenie ścieżek mówionych, co znacznie ułatwi czyt..., o przepraszam, słuchanie zgromadzonych na iPhonie czy iPadzie książek. Tak jest, Scarlett potrafi stworzyć wersje audio posiadanych ebooków, które następnie zabrzmią w urządzeniach iOS-owych odczytywane głosem Agaty znanym z OS X. Oprócz tego program dostępny jest w trzech wersjach językowych: polskiej, angielskiej i niemieckiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://dl.dropbox.com/u/12135940/Blog/Scarlett.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-javOmv7yoVc/TmWt9jbcoQI/AAAAAAAAALE/jMWTxlLCqWg/s1600/ifuy.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
To, co szczególnie wywarło na mnie wrażenie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, to tryb pełnoekranowy. Niby nic, działa to tak, jak w innych aplikacjach działających w Lionie, jednak sposób, w jaki autor Scarlett wymyślił animację górnego paska systemowego wraz z paskiem narzędziowym samego programu, to powinien być wzór dla innych deweloperów makowych aplikacji. Jak już kupicie, koniecznie to sprawdźcie. W ogóle cały czytnik jest ze strony graficznej wykonany bardzo schludnie, a do tego szybko się uruchamia i tak też działa. Jeżeli potrzebujecie ładnego i solidnego, a jednocześnie banalnie prostego w obsłudze czytnika ebooków w formacie ePub na wasze Maki, warto sięgnąć właśnie po Scarlett.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://itunes.apple.com/app/scarlett/id457009670?mt=12"&gt;Program dostępny jest w Mac App Store w cenie €6,99 / $8,99.&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-4696558907371644462?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/UTqYntG6i8o" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/UTqYntG6i8o/scarlett-polski-czytnik-epubow-dla-os.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/-oabeEoXBEC4/TmVai1JJi4I/AAAAAAAAAK8/98XqwjVG23Q/s72-c/Scarlett.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/09/scarlett-polski-czytnik-epubow-dla-os.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-1284749337831276157</guid><pubDate>Wed, 17 Aug 2011 08:56:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-08-17T11:24:06.446+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">os x</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">apple</category><title>Resume w Lionie jeszcze nie idealne</title><description>Początkowo poniższą notkę napisałem tylko na swoim profilu w Google+, ale pomyślałem, że nadaje się ona również na bloga. Pewnie trzeba jeszcze będzie poczekać na integrację Bloggera z serwisem społecznościowym Google'a, wówczas dłuższe wpisy ze strumienia będą mogły automatycznie lądować na blogu, a może i nawet zintegrowane zostaną komentarze i w obu miejscach będą się wyświetlały te same (choć u mnie to i tak nie zda egzaminu, w końcu mam zainstalowanego Disqusa). Tak czy siak, na razie takie operacje należy wykonywać ręcznie. Poniżej kilka przemyśleń dotyczących funkcji Resume działającej w OS X Lion.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Przed chwilą dowiedziałem się, że w Uaktualnieniach znajdę aktualizację OS X Lion do wersji 10.7.1. Update niewielki, bo zajmujący jedynie 17 MB (o wiele większy rozmiar będzie miała testowana już od dłuższego czasu przez developerów wersja 10.7.2). Aktualizacja wymagała ponownego uruchomienia komputera, więc postanowiłem wykonać mały test, obejmujący oczywiście jedną z funkcji Liona - &lt;b&gt;Resume&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W chwili aktualizowania systemu miałem włączone: &lt;b&gt;Mail&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Safari&lt;/b&gt; (13 kart), &lt;b&gt;Reeder&lt;/b&gt; (z nieprzeczytanymi 93 wiadomościami), &lt;b&gt;Echofon&lt;/b&gt; (346 nieprzeczytanych tweetów) i wylogowane &lt;b&gt;Adium&lt;/b&gt;. Postanowiłem jeszcze odpalić najnowszą betę &lt;b&gt;Google Chrome&lt;/b&gt; (wersja 14.0.835.94 - do wcześniejszej dodali podobno większą kompatybilność z funkcjami Liona, jest np. natywne maksymalizowanie okna). Upewniwszy się, że wszystko jest włączone, kliknąłem przycisk "Uruchom ponownie". System nie zapytał, jak zwykle, czy zachować okna, ale byłem przekonany, że tak właśnie zrobi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie myliłem się, system nieco dłużej wstawał - raz, że był po aktualizacji, a to zawsze nieco trwa, dwa, że miał do odtworzenia kilka aplikacji, w tym wspomniane Safari z 13 kartami, a także odpalonego Chrome'a (tak, mam 4 GB RAM-u, ale pozostałe komponenty mojego komputera to nie są jakieś nówki). Trochę to potrwało, ale w końcu dało się zacząć go używać. Obserwacje? Proszę bardzo:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Mail, Safari odtworzyły się tak, jak były otwarte przed restartem, aczkolwiek odświeżanie kart w przeglądarce nieco trwało.&lt;br /&gt;
2. Chrome odpalony został tylko do testów, na szybko pootwierałem kilka kart (bodajże trzy) i otworzyłem na nich jakieś dowolne strony. Niestety, pełna obsługa Resume w przeglądarce Google'a najprawdopodobniej pojawi się dopiero w zapowiadanej wersji nr 15. Okno Chrome'a oczywiście zostało, jak było otwarte, niestety załadowanych w nim wcześniej kart ni widu, ni słychu.&lt;br /&gt;
3. Reeder i Echofon - te programy wpisałem razem, bowiem zachowały się podobnie. Jak wspomniałem, czytnik RSS miał nieprzeczytanych 93 wiadomości, po odtworzeniu systemu tych wiadomości zrobiło się 105. Zwyczajnie aplikacja na starcie posprawdzała wszystkie feedy czy nie ma czegoś nowego. Dokładnie to samo zrobił Echofon (też mu to trochę zajęło) - w efekcie zamiast ponad 300 nieprzeczytanych tweetów, miałem ich około 15. Na starcie odświeżył się timeline.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Adium, jak już pisałem, zostawiłem wylogowany, bo już kiedyś sprawdzałem, jak się zachowuje po restarcie. Nie pamiętam dokładnie czy potrafił zachować otwarte okno z rozmowami, ale na pewno na wstępie logował się do sieci, jednak ze stanem "dostępny" (tak, ciągle używam Gadu-Gadu ;)). A ponieważ przez 99,99% czasu korzystam ze statusu "niewidoczny", to wolę zwyczajnie się wylogować przed restartem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekaw jestem czy w niedalekiej przyszłości wszystkie aplikacje będą potrafiły "wstać" po restarcie tak, jak oprogramowanie Apple'a. Mam nadzieję, że tak, bo to jest niezła opcja. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Już to kiedyś pisałem, ale muszę się powtórzyć - &lt;b&gt;Lion jest przepiękny!&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-1284749337831276157?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/SRwox0r06Ng" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/SRwox0r06Ng/resume-w-lionie-jeszcze-nie-idealne.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/08/resume-w-lionie-jeszcze-nie-idealne.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-8299236510805178238</guid><pubDate>Wed, 10 Aug 2011 00:36:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-09-09T00:24:13.979+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">blogger</category><title>Blogger: sugestie i autouzupełnianie wyrazów</title><description>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;/div&gt;
We wtorek Google udostępnił kolejną nowość do testowania dla użytkowników serwisu Blogger. Tym razem usprawnienie dotyczy edytora notek, który zyskał funkcję o nazwie &lt;em&gt;Google Scribe&lt;/em&gt;. Cóż kryje się pod tym pojęciem? Nic innego, jak sugestie oraz autouzupełnianie pisanych słów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
Nowa funkcjonalność dostępna jest dla tych użytkowników, którzy korzystają z panelu Bloggera w wersji &lt;em&gt;draft&lt;/em&gt;. Omawiany &lt;em&gt;Scribe&lt;/em&gt; pomaga uzupełnić wpisywane w edytor słowo wybieraną przez siebie sugestią bądź kilkoma sugestiami (możliwe jest włączenie listy słów do wyboru). Jednak to nie wszystko. Google poszedł dalej i oferuje także podpowiadanie, uwaga, &lt;strong&gt;następnego wyrazu.&lt;/strong&gt; Dziwnie to wygląda i wywołuje nieco nieswoje odczucie, ale generalnie zdaje egzamin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Google Scribe jak na razie wspiera dwanaście języków i na szczęście jest wśród nich także polski. System automatycznie wykrywa w jakim języku pisana jest treść - nie ma z tym żadnego problemu. Włączenie nowej funkcji Bloggera jest proste. Edytor otrzymał nową ikonkę ołówka, którą wystarczy kliknąć. Obok niej jest dostępne także rozwijalne menu z jedną opcją pokazywania wielu sugestii wyrazów. Tak to mniej więcej wygląda:&lt;/div&gt;
&lt;div&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div style="text-align: -webkit-auto;"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;
&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;
&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;img alt="" height="136" src="http://4.bp.blogspot.com/-DG4Tj9OWMew/TkE2R5alyVI/AAAAAAAAAtc/gHATAECvdc0/s400/image01.png" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" width="400" /&gt;&lt;/td&gt;
&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;
&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Źródło: Blogger In Draft&lt;/td&gt;
&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;
&lt;/table&gt;
&lt;br /&gt;
A na koniec ciekawostka. Jeden z czytelników bloga "Blogger In Draft" postanowił skorzystać z sugestii słów i używając tych sugerowanych napisał kilka zdań. Oto efekt jego eksperymentu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;
&lt;img alt="" src="http://dl.dropbox.com/u/12135940/Screenshots/ysti.png" style="display: block; margin-left: auto; margin-right: auto;" /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-8299236510805178238?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/mVXICwpqz7M" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/mVXICwpqz7M/blogger-sugestie-i-autouzupenianie.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-DG4Tj9OWMew/TkE2R5alyVI/AAAAAAAAAtc/gHATAECvdc0/s72-c/image01.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/08/blogger-sugestie-i-autouzupenianie.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-679821060805597058</guid><pubDate>Sun, 27 Mar 2011 18:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-09-09T07:30:48.173+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">aplikacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mac</category><title>Clipboard History vs. CopyPaster dla Mac OS X - ogarnij systemowy schowek</title><description>Kopiuj i wklej - nie ma już chyba użytkownika komputera, która nie znałby tych dwóch, podstawowych funkcji obecnych w każdym systemie operacyjnym. Korzysta z tego każdy, nieważne czy tworzymy jakikolwiek tekst, czy dzielimy się ciekawymi linkami, czy też wklejamy zdjęcie do jakiegoś programu graficznego. Wszystko, co kopiujemy, umieszczane jest w systemowym schowku. Problem polega jednak na tym, że danym momencie schowek może zapamiętać tylko jeden element. Co, jeśli chcemy skopiować i wkleić kilka pozycji? Musimy, niestety, robić to na piechotę... lub zainstalować odpowiednie oprogramowanie. W przypadku Mac OS X, z pomocą przychodzą na przykład Clipboard History albo CopyPaster&amp;nbsp;- aplikacje, które w przydatny sposób poszerzają możliwości schowka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://draft.blogger.com/blogger.g?blogID=5668930513608596101" name="more"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://draft.blogger.com/blogger.g?blogID=5668930513608596101" name="more"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://draft.blogger.com/blogger.g?blogID=5668930513608596101" name="more"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Programów tego typu jest na pewno więcej i wszystko zależy od konkretnych potrzeb danego użytkownika. Jedną część mają jednak wspólną - z czegokolwiek byśmy nie skorzystali, chodzi o zwiększenie rozmiarów historii schowka z jednego elementu do kilkudziesięciu, a nawet i kilkuset. Dzięki temu, możemy kopiować do pamięci komputera multum rzeczy i nie martwić się, jeśli później będziemy chcieli wkleić ją do edytora tekstu, okienka komunikatora czy do przeglądarki internetowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszym programem poszerzającym możliwości schowka, na jaki trafiłem, był Clyppan (&lt;a href="http://www.mackozer.pl/2009/05/05/clyppan-prosty-i-wygodny-manager-schowka-dla-mac-os-x/"&gt;dzięki MacKozerowi&lt;/a&gt;). To, co kopiowałem, zostawało zapisywane do historii - wystarczyło otworzyć okno aplikacji i wybrać odpowiednią pozycję, by została ona z powrotem umieszczona w schowku. Clyppan miał także ciekawą funkcję o nazwie "rapid paste" - korzystając z ustawionego wcześniej skrótu klawiszowego, z prędkością karabinu maszynowego mogliśmy wklejać kolejne pozycje z historii, które po użyciu zostawały usuwane z pamięci. Program był przez długi czas darmowy, jednak po uruchomieniu Mac App Store, autor Clyppana postanowił na nim zarobić i umieścił go w zasobach sklepu. Wersja Lite miała spore ograniczenia, dlatego postanowiłem poszukać czegoś innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trafiłem na stary, wysłużony i banalnie prosty &lt;a href="http://jumpcut.sourceforge.net/"&gt;Jumpcut&lt;/a&gt;. Zasada działania ta sama, tyle, że pod skrótem klawiszowym mogłem przeglądać ostatnie kopiowane pozycje. W zupełności wystarczyło, ale po jakimś czasie, przeglądając aplikacje w Mac App Store, natknąłem się na Clipboard History, a krótko po tym, na &lt;a href="http://mojmac.pl/2011/03/22/copypaster-rozszerzony-schowek/"&gt;wpis Przemka Marczyńskiego o CopyPasterze&lt;/a&gt;. Zacząłem korzystać z tego pierwszego, ale po wspomnianej notce postanowiłem wypróbować oba.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;strong style="font-size: 15px;"&gt;Clipboard History&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aplikacja zagnieżdża się w pasku systemowym obok zegara i stamtąd dostępne jest główne okno programu, a także menu kontekstowe z ostatnimi kopiowanymi elementami. Pokazywane są one zgodnie z formatowaniem, co prezentuje się trochę nieciekawie. Obok treści mamy także graficzne przedstawienie rodzaju zapamiętanej pozycji. Możemy także skorzystać z podglądu, dokładnie takiego samego jak systemowy QuickLook, a także, co ważne, skopiować treść elementu jako zwykły tekst.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PczuYXVaGE4/TY979vkv5TI/AAAAAAAAAHQ/gUHKiCXI_6A/s1600/ClipboardHistory-okno.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-PczuYXVaGE4/TY979vkv5TI/AAAAAAAAAHQ/gUHKiCXI_6A/s1600/ClipboardHistory-okno.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;
&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;
Tym, co wyróżnia Clipboard History jest wspomniane menu kontekstowe. Przypomina ono jeszcze jedną aplikację wspomagającą schowek - &lt;a href="http://www.clipmenu.com/"&gt;ClipMenu&lt;/a&gt;, którego cechą główną jest właśnie lista ostatnich skopiowanych elementów dostępna po wciśnięciu skrótu klawiaturowego. Dokładnie tak samo działa Clipboard History - gdy wciśniemy ustalony wcześniej skrót, pod kursorem myszy pojawi się mniej więcej takie menu:&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wmmoJ_uebuw/TY97-Sf-iyI/AAAAAAAAAHQ/0imlpHL0RDw/s1600/ClipboardHistory-context.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-wmmoJ_uebuw/TY97-Sf-iyI/AAAAAAAAAHQ/0imlpHL0RDw/s1600/ClipboardHistory-context.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Podobnie, jak w przypadku ClipMenu, możemy wybrać dany element korzystając ze skrótu Cmd + X ("iksa" zastępujemy cyfrą od 0 do 9). Jeśli w pamięci mamy więcej niż 10 pozycji, pod spodem pojawi się hasło "More", które jest rozwinięciem listy. Tam zobaczymy kolejne elementy, oczywiście zależnie od tego, jak dużą historię ustawiliśmy (od 1 do 100). To samo menu kontekstowe dostępne jest po kliknięciu w ikonę aplikacji obok zegara:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-lTqfIT1BRog/TY97_GHSOvI/AAAAAAAAAHQ/1lw5Qfr_Frc/s1600/ClipboardHistory-menu.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-lTqfIT1BRog/TY97_GHSOvI/AAAAAAAAAHQ/1lw5Qfr_Frc/s1600/ClipboardHistory-menu.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Program jest bardzo prosty, a w ustawieniach nie ma zbyt wielu opcji do zmiany (skrót klawiszowy, sposób wyświetlania programu: Dock/Menu/oba, rozmiar historii, a także rodzaje powiadomień).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;strong style="font-size: 15px;"&gt;CopyPaster&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opisywany przez Przemka program działa dokładnie tak samo, jednak ma parę różnic - przede wszystkim w wyglądzie i w dostępie do schowka. Podobnie, jak w przypadku Clipboard History, ustawiamy skrót klawiszowy, który w tym przypadku wywołuje od razu główne okno programu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-39tazc71GkA/TY97_hSGqgI/AAAAAAAAAHQ/KK0K_WBERaE/s1600/CopyPaster1.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-39tazc71GkA/TY97_hSGqgI/AAAAAAAAAHQ/KK0K_WBERaE/s1600/CopyPaster1.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Już na pierwszy rzut oka widać, że CopyPaster jest zdecydowanie ładniejszy od poprzednika i jest to niewątpliwie jego spora zaleta, szczególnie dla tych użytkowników, którzy zwracają uwagę nie tylko na funkcje programu, ale także na jego interfejs (na pewno wśród korzystających z Maków jest takich wielu). Podobnie jak w Clipboard History, mamy możliwość szybkiego podglądu. Podobieństwa, poza samym przeznaczeniem aplikacji, na tym się jednak kończą. CopyPaster wyposażony jest w wyszukiwarkę (co widać na górze prezentowanego screenu), a także w prosty i ładny sposób pokazuje, z którego programu pochodzi skopiowana treść. Sposób działania jest prosty - w miejscu, w którym chcemy coś wkleić, wciskamy skrót klawiszowy, a następnie z powyższego okna wybieramy odpowiednią pozycję. Można zrobić to w szybki sposób, korzystając z kombinacji Cmd + Enter, która umożliwia jednoczesne wklejenie podświetlonej zawartości i zamknięcie okna aplikacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
CopyPaster jest nieco prostszy od Clipboard History, ale akurat w tym przypadku raczej można to odebrać jako zaletę. Zdecydowanie wolę właśnie ten program, m.in. ze względu na jego wygląd. Nie da się jednak jednoznacznie stwierdzić, która z aplikacji jest lepsza, bo wszystko zależy od preferencji danego użytkownika.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;strong&gt;Aktualizacja: &lt;/strong&gt;&lt;span style="text-decoration: line-through;"&gt;Niestety, CopyPaster ma jedną, sporą wadę - cała jego zawartość jest czyszczona po restarcie&lt;/span&gt;. Aktualizacja z 18 kwietnia rozwiązuje ten problem, a więc od najnowszej wersji aplikacja usuwa zawartość schowka, tylko jeśli zaznaczymy w ustawieniach odpowiednią opcję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oba programy dostępne są w Mac App Store: &lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/clipboard-history/id420939835?mt=12"&gt;Clipboard History&lt;/a&gt; można ściągnąć za darmo, z kolei &lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/copypaster/id416439303?mt=12"&gt;CopyPaster&lt;/a&gt; kosztuje w tej chwili&amp;nbsp;$1,99 (€1,59), ale mi udało się załapać na wersję bezpłatną. Warto wypróbować przynajmniej jeden z nich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;b&gt;Aktualizacja nr 2:&lt;/b&gt;&amp;nbsp;W sierpniu 2011 roku twórcy programu postanowili zmienić jego nazwę. Obecnie CopyPaster nazywa się &lt;b&gt;CopyLess&lt;/b&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-679821060805597058?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/7VbhxQKlSNg" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/7VbhxQKlSNg/clipboard-history-vs-copypaster-dla-mac.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/-PczuYXVaGE4/TY979vkv5TI/AAAAAAAAAHQ/gUHKiCXI_6A/s72-c/ClipboardHistory-okno.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/03/clipboard-history-vs-copypaster-dla-mac.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-536142793634410141</guid><pubDate>Thu, 24 Mar 2011 18:56:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-10-14T21:42:43.623+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">aplikacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mac</category><title>iUnarchive for Mac - sprawdź, co rozpakowujesz</title><description>Po wieloletnim korzystaniu z systemu Windows, przesiadka na Maka może być czasami nie do końca przyjemna. Wprawdzie po pewnym czasie korzystanie z Mac OS X sprawia frajdę, niektórych rzeczy, znanych z poprzednich komputerów, zwyczajnie brakuje. Jedną z nich jest przykładowo przeglądanie spakowanych w archiwach plików i wyodrębnianie tylko konkretnych pozycji. Tyle, że od wczoraj ten problem należy, przynajmniej w moim przypadku, do przeszłości, a wszystko dzięki aplikacji &lt;strong&gt;iUnarchive&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Na program trafiłem przypadkiem przeglądając zasoby Mac App Store. Zobaczyłem nazwę zbliżoną do znanego mi już wcześniej Unarchivera, dlatego z ciekawości sprawdziłem czy iUnarchive różni się od konkurencji. Okazuje się, że aplikacja ta ma funkcjonalność, której w programach tego typu na Maku najbardziej mi brakowało - przeglądarkę archiwów. Działa to dokładnie tak, jak w przypadku WinRARa, WinZipa czy 7-zipa na Windows: otwieramy archiwum i naszym oczom ukazuje się drzewko z plikami. Dodatkowo z prawej strony okna mamy dostępny podgląd, który pokazuje zawartość plików - jeśli wśród spakowanej zawartości znajdują się jakieś zdjęcia albo dokumenty (wspierane nawet pliki Pages), wówczas wyświetlą się one obok listy.&lt;br /&gt;
&lt;div style="text-align: justify;"&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-FMb6KYEaKmw/TYuT1ed713I/AAAAAAAAAHQ/alBp2EKXdMA/s1600/iUnarchive_1.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="243" src="http://1.bp.blogspot.com/-FMb6KYEaKmw/TYuT1ed713I/AAAAAAAAAHQ/alBp2EKXdMA/s400/iUnarchive_1.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Aplikacja jest bardzo prosta i w zasadzie jedyną rzecz, jaką można w niej ustawić, to skojarzenie z plikami archiwów. Tych do wyboru jest całkiem sporo, w zasadzie znajdują się tu wszystkie najpopularniejsze, a na liście obecne jest nawet rozszerzenie exe. Po włączeniu preferencji ukazuje nam się takie półprzeźroczyste okno:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;
&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xXDQIzFuH20/TYuT2Gpv2vI/AAAAAAAAAHQ/UcMp6B6C_Dc/s1600/iUnarchive_prefs.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-xXDQIzFuH20/TYuT2Gpv2vI/AAAAAAAAAHQ/UcMp6B6C_Dc/s400/iUnarchive_prefs.png" width="335" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;
&lt;br /&gt;
Jak już wspomniałem, &lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/iunarchive/id418517475?mt=12"&gt;iUnarchive jest dostępny w Mac App Store&lt;/a&gt;. Obecnie można go ściągnąć za darmo (wcześniej kosztował $1,99), jednak według opisu programu taki stan rzeczy ma potrwać tylko jeden dzień. Ja iUnarchive'a ściągnąłem kilkanaście godzin temu. Dla wszystkich użytkowników Mac OS X pozycja obowiązkowa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-536142793634410141?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/KJudqygdJ9A" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/KJudqygdJ9A/iunarchive-for-mac-sprawdz-co.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://1.bp.blogspot.com/-FMb6KYEaKmw/TYuT1ed713I/AAAAAAAAAHQ/alBp2EKXdMA/s72-c/iUnarchive_1.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/03/iunarchive-for-mac-sprawdz-co.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-739376331446116918</guid><pubDate>Mon, 14 Mar 2011 18:56:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-03-14T20:01:16.501+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">blogger</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wideo</category><title>Nowy wygląd panelu Bloggera</title><description>&lt;p&gt;Nie ma co ukrywać - panel administracyjny serwisu Blogger.com zwyczajnie mi nie leży. Nie jest on może zbyt skomplikowany, ale patrząc na przykład na obsługę Wordpressa, można mieć pewne "ale". Poza tym, CMS Bloggera nie był zbytnio ruszany od dłuższego czasu (chyba nawet od początku przejęcia serwisu przez Google'a), nie m&amp;oacute;wiąc oczywiście o paru kosmetycznych zmianach i dodawanych po drodze nowych funkcjonalnościach (np. projektant szablon&amp;oacute;w). Wkr&amp;oacute;tce jednak ma się to zmienić. Google pokazał dzisiaj "zajawkę" nowej, całkowicie przebudowanej odsłony panelu Bloggera. Wszystko zademonstrowano na filmie, kt&amp;oacute;ry prezentuje r&amp;oacute;wnież najważniejsze zmiany serwisu w 2010 roku.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center";&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="560" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/hPhFc6GqVdU" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://buzz.blogger.com/2011/03/whats-new-with-blogger.html"&gt;Blogger Buzz: What's new with Blogger&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-739376331446116918?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/mgQaCjBVeUQ" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/mgQaCjBVeUQ/nowy-wyglad-panelu-bloggera.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/hPhFc6GqVdU/default.jpg" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/03/nowy-wyglad-panelu-bloggera.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-1738842484349329463</guid><pubDate>Tue, 15 Feb 2011 22:26:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-02-15T23:26:09.307+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">sport</category><title>Czysta perfekcja Wayne'a Rooneya</title><description>&lt;p&gt;"Co za gol! W takim momencie, w takim miejscu! Co za piłkarz! Wayne Rooney! To jest nie z tego świata!" - krzyczał komentator jednej z brytyjskich telewizji, gdy napastnik Manchesteru United rozstrzygał losy derbowego meczu na Old Trafford. Co w tym samym czasie m&amp;oacute;wił podniesionym głosem red. Andrzej Twarowski z Canal+ Sport nie trzeba chyba przytaczać, bo jego słowa znają już na pamięć wszyscy polscy kibice "Czerwonych Diabł&amp;oacute;w". "Judasz" - zwany "pieszczotliwie" przez niezadowolonych fan&amp;oacute;w - na kilkanaście sekund wszystkim swoim krytykom skutecznie zamknął usta... a w zasadzie pozostawił je otwarte na oścież.&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie mogę jednak nie wspomnieć o słowach Twarowskiego, bo miał on absolutną rację, gdy m&amp;oacute;wił, że "to jest niepojęte!". Nie mam wątpliwości, że większość kibic&amp;oacute;w MU w tej niesamowitej 78. minucie meczu patrzyła w ekrany telewizor&amp;oacute;w i komputer&amp;oacute;w z rozdziawionymi ustami, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczyli. Pozostali z kolei pr&amp;oacute;bowali sklecić jakieś słowa podziwu, ale jedynym, co potrafili wyartykułować, było pewne &lt;a href="http://blogator.pl/public/files/img/entries/540/69/6910.jpg"&gt;typowe dla Polak&amp;oacute;w określenie&lt;/a&gt;, jak ulał pasujące akurat do tej sytuacji.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Choć wszyscy znamy na pamięć przebieg całej akcji, po kt&amp;oacute;rej Rooney wykonał strzał życia, nie mogę się powstrzymać od umieszczenia go tutaj ponownie. To uderzenie, tę przewrotkę, można oglądać w k&amp;oacute;łko, raz po raz puszczając od nowa. Jest tak wspaniała, że chyba nie dane było mi oglądać &lt;strong&gt;na żywo&lt;/strong&gt; piękniejszego gola kt&amp;oacute;regokolwiek piłkarza Manchesteru United (specjalnie wyr&amp;oacute;żniłem na żywo - pamiętnego rajdu Ryana Giggsa w meczu z Arsenalem nie dane było im oglądać, a zwycięska bramka Ole Gunnara Solskjaera z Bayernem to osobna kategoria).&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="341" src="http://img9.imageshack.us/flvplayer.swf?f=Pk04" allowfullscreen="true" wmode="transparent"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Powyższa bramka jest dla mnie ideałem, czystą perfekcją. I nie chodzi tylko o wykonanie strzału, choć tego m&amp;oacute;głby pozazdrościć każdy piłkarz na świecie, ale przede wszystkim o okoliczności. W tym sezonie widzieliśmy już podobne trafienie na Old Trafford i to przeciwko odwiecznemu rywalowi - Dymitar Berbatow nieco mniej efektownie wykonał swoją przewrotkę i w dodatku jego gol "tylko" powiększył prowadzenie drużyny nad Liverpoolem. Rooney jednak ratował honor "Czerwonych Diabł&amp;oacute;w", bowiem na przeciw nich stanęli sąsiedzi ze Stadionu Miejskiego w Manchesterze - zesp&amp;oacute;ł "The Citizens", a w tej wspominanej 78. minucie był remis 1:1 i większą inicjatywę przejawiali goście. Na tym etapie można było przypuszczać wszystkie możliwości zakończenia tego meczu, ale ta przewrotka rozwiała wszelkie wątpliwości, kto tego dnia zgarnie trzy punkty. Ponad 75 tysięcy ludzi na Old Trafford i dziesiątki milion&amp;oacute;w przed telewizorami widziało, jak zwycięstwo dla gospodarzy zostaje zapewnione akrobatycznym majstersztykiem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I w końcu strzelec. Nie niesamowity technik Berbatow, nie ikona Man Utd Ryan Giggs (tudzież Paul Scholes), nie nadworny akrobata o śniadej cerze, Luis Nani, ale on - przez niekt&amp;oacute;rych znienawidzony, u innych "tylko" pozbawiony szacunku, z mocno nadszarpniętą reputacją, przez kibic&amp;oacute;w rywali por&amp;oacute;wnywany do "Shreka", w dodatku będący w dramatycznie, jak na niego, słabej formie i do tego wszystkiego wyglądający na człowieka wprost niezdolnego do oderwania się od ziemi na wyżej niż 15 centymetr&amp;oacute;w w pozycji wyprostowanej, a co dopiero wykonując przewrotkę - Wayne Rooney. To właśnie on sprawił, że ta bramka wywołała jeszcze silniejszy szok niż powinna była wywołać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po tym zwycięstwie na Wyspach, i nie tylko tam, rozgorzała debata o tym, kt&amp;oacute;ry gol Anglika jest jego najlepszym. Sir Alex Ferguson i sam piłkarz są zgodni - to ta magiczna przewrotka. Szkoleniowiec "Czerwonych Diabł&amp;oacute;w" dodał nawet, że to najładniejsza bramka, jaką strzelono na Old Trafford. I tu zaczynają się lekkie spory, bo wciąż są kibice, kt&amp;oacute;rzy o wiele wyżej cenią np. niezapomnianą bombę z meczu z Newcastle United.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align:center;"&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="560" height="341" src="http://www.youtube.com/embed/rUO7xl3p2QQ" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Ciężkie działa wytoczone - tak w zasadzie trudno sobie przypomnieć jeszcze jakąś bramkę, która mogłaby konkurować z dwiema powyższymi, choć, wspominając legendarnych zawodników, jak chociażby Erica Cantonę, nie sposób nie pomyśleć o efektownych, delikatnych lobach, które również zapierają dech w piersiach. Francuski Król Old Trafford wykonał taką podcinkę w meczu z Sunderlandem, ale Wayne postanowił go nieco skopiować i w świetnym stylu przelobował bramkarza Portsmouth w Pucharze Anglii.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align:center;"&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="560" height="341" src="http://www.youtube.com/embed/_dpY9AKUwhU" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Tylko te dwa gole, obok sobotniego trafienia, przychodzą mi na myśl, jeśli miałbym wskazać te najlepsze w wykonaniu Rooneya. Oczywiście świetnych bramek jego autorstwa było znacznie więcej i nie należy o tym zapominać, w końcu to, mimo wszystko, jeden z najlepszych piłkarzy świata, ale przewrotka w meczu z Manchesterem City, w dodatku dająca ważne ligowe zwycięstwo to numer jeden, kt&amp;oacute;ra najwyższego miejsca podium w najbliższym czasie nie odda. Może nawet nigdy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Tekst opublikowany w serwisie &lt;a href="http://blog.mufc.pl/artykuly/263/czysta-perfekcja-waynea-rooneya/"&gt;mufc.pl&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-1738842484349329463?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/C_WEv3HB0qA" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/C_WEv3HB0qA/czysta-perfekcja-wayne-rooneya.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/rUO7xl3p2QQ/default.jpg" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/02/czysta-perfekcja-wayne-rooneya.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-4371093142657913435</guid><pubDate>Sat, 05 Feb 2011 14:07:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-02-05T15:09:20.216+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">gry</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mac</category><title>Dink Smallwood na Mac OS X</title><description>&lt;p&gt;Co jakiś czas przeglądam zasoby Mac App Store, szczeg&amp;oacute;lnie kategorii z darmowymi aplikacjami, żeby sprawdzić co ciekawego dotarło na sklepowe "p&amp;oacute;łki". Kilka dni temu znalazłem tam niezłą perełkę - starą grę pt. "Dink Smallwood". Byłem totalnie zaskoczony. Nie dość, że produkcja Robinson Technologies z 1999 roku jest dostępna za darmo, to jeszcze pojawiła się nie tylko na Mac OS X, ale także na... iPhone'a i iPada!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pamiętam kiedy po raz ostatni grałem w "Dinka", ale było to parę ładnych lat temu (czasy licealne), jeszcze na moim wysłużonym PC-cie. Prosta, nie najładniejsza grafika i nieskomplikowane sterowanie - może to nieco odstraszać, ale tytuł ten ratuje się niezłą grywalnością i całkiem dobrym poczuciem humoru. "Dink Smallwood" to pomieszanie przygod&amp;oacute;wki, gry zręcznościowej i nieskomplikowanego RPG (rozw&amp;oacute;j postaci pod kątem trzech charakterystyk: siły, obrony i magii). Opowiada o pewnym młodzieńcu (nie trzeba dodawać, że to tytułowy bohater, co?), kt&amp;oacute;ry zajmuje się... hodowlą świni, ale po kryjomu marzy o zostaniu rycerzem-poszukiwaczem przyg&amp;oacute;d. Oczywiście marzenia zaczynają się realizować wraz z rozpoczęciem gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak się ma trochę czasu i lubi nieskomplikowaną rozgrywkę w klimacie fantasy z niezłą dozą humoru, to polecam &lt;a href="http://itunes.apple.com/us/app/dink-smallwood-hd/id412995235?mt=12"&gt;zainstalowanie Dinka&lt;/a&gt;. Gra jest dostępna także na inne platformy: Windows, iOS (wspomniane iPhone i iPad), a także na Androida. Wszystkie linki do gry można znaleźć &lt;a href="http://www.rtsoft.com/pages/dink.php"&gt;na stronie producenta&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto jeszcze dodać, że do oryginalnej wersji z 1999 roku dołączany był edytor, za pomocą kt&amp;oacute;rego można było tworzyć całkiem nowe historie z Dinkiem w roli gł&amp;oacute;wnej. Przez te kilkanaście lat powstało ich sporo, a wersja HD ma bardzo łatwy moduł szukania i instalowania kolejnych add-on&amp;oacute;w, więc jeśli wciągniemy się w rozgrywkę i poczujemy, że oryginalna fabuła to za mało, bez problemu znajdziemy inne przygody tytułowego bohatera. Polecam.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-4371093142657913435?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/SN1xSZKwjIg" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/SN1xSZKwjIg/dink-smallwood-na-mac-os-x.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/02/dink-smallwood-na-mac-os-x.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-6372339251724994970</guid><pubDate>Fri, 28 Jan 2011 21:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-01-30T19:06:43.755+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">opera</category><title>ScribeFire w Operze 11!</title><description>&lt;p&gt;Gdy w połowie października ubiegłego roku pojawiły się pierwsze informacje o nowej wersji Opery oznaczonej numerem 11, moją podstawową przeglądarką był jeszcze Google Chrome. Jednak zapowiedź norweskich programist&amp;oacute;w pobudziła moją wyobraźnię - w Operze miały bowiem znaleźć się, wzorowane na Firefoksie, długo wyczekiwane rozszerzenia. W końcu norweski produkt miał perspektywę na r&amp;oacute;wną walkę z mocną konkurencją.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Początkowo dostępnych rozszerzeń nie było zbyt wiele, a jeśli już jakieś się pojawiały, to raczej mało istotne, robione bardziej pod użytkownik&amp;oacute;w danego serwisu czy danego kraju. Z biegiem czasu dodatk&amp;oacute;w do Opery 11 publikowano coraz więcej i to coraz ciekawszych. Choć wciąż do bazy rozszerzeń Firefoksa, Chrome'a czy nawet Safari sporo brakuje, można powiedzieć, że ta bądź co bądź niszowa przeglądarka staje się z tygodnia na tydzień bardziej użyteczna. Po pojawieniu się nowej Opery, żartowałem ze znajomym, że tak naprawdę przeglądarkę Google'a będę m&amp;oacute;gł ostatecznie porzucić po pojawieniu się dw&amp;oacute;ch konkretnych dodatk&amp;oacute;w.&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name="more"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a name="more"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jednym z podstawowych rozszerzeń instalowanych w pierwszej kolejności czy to w Chrome, czy w Firefoksie, jest, co nie powinno dziwić, AdBlock. Nachalność reklam na niekt&amp;oacute;rych serwisach jest nie do zniesienia, a dodatkowo fakt, że są wykonane we flashu może sprawić niemałe problemy - szczeg&amp;oacute;lnie na Makach. AdBlock skutecznie wycina to, co mało przyjazne i zdecydowanie przyśpiesza oraz umila surfowanie po stronach. Niestety, Opera ciągle nie doczekała się tego rozszerzenia, przynajmniej nie w formie, w jakiej znam je z pozostałych przeglądarek. Tak naprawdę czekałem jednak na coś innego, bo z reklamami można sobie radzić wbudowanym w Operę blokowaniem zawartości.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czekałem na ten dzień niecałe trzy miesiące. Dzisiaj rano, od niechcenia przeglądając katalog rozszerzeń posortowany według nowości, przypadkowo zauważyłem znajomą ikonę - to był &lt;a href="https://addons.opera.com/addons/extensions/details/scribefire/1.4.4/?display=en"&gt;ScribeFire&lt;/a&gt;. Przetarłem oczy, bo było jeszcze wcześnie rano, ale nie przywidziało mi się. Właśnie tego nie mogłem się doczekać! Prosty, ale bardzo użyteczny i, co najważniejsze, darmowy edytor blogowy do najpopularniejszych platform, w końcu trafił na Operę. Dodatek ten, w wersji na Chrome i Safari, &lt;a href="http://niloque.blogspot.com/2010/06/scribefire-wygodniejsze-blogowanie.html"&gt;opisywałem już ponad p&amp;oacute;ł roku temu&lt;/a&gt;. W przypadku blog&amp;oacute;w z serwisu &lt;a href="http://blogger.com"&gt;Blogger.com&lt;/a&gt; znacznie ułatwia on publikowanie kolejnych notek. No i nie trzeba się logować do panelu administracyjnego, wystarczy tylko kliknąć odpowiednią ikonę obok paska adresu i można pisać (nie wspominając już o zapisywanych lokalnie szkicach roboczych).&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://dl.dropbox.com/u/12135940/Screenshots/nw05.png" alt="ScribeFire w Operze" width="600" height="109" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Teoretycznie m&amp;oacute;głbym już całkiem zostawić porastającego kurzem Chrome'a, gdyby nie to, że bankowość internetowa w moim banku nie wsp&amp;oacute;łpracuje za bardzo z Operą (przynajmniej na Mac OS X), a i o wiele wygodniej gra się w &lt;a href="http://www.haxball.com/"&gt;HaxBalla&lt;/a&gt; na przeglądarce Google'a niż na Operze. We wszystkich innych sprawach, norweski browser daje radę, czasami nawet bardziej&amp;nbsp;(szybkość działania i lekkość) niż Chrome.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-6372339251724994970?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/pXPM9JO1Vc8" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/pXPM9JO1Vc8/scribefire-w-operze-11.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2011/01/scribefire-w-operze-11.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-4058703769459176892</guid><pubDate>Tue, 23 Nov 2010 16:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-11-23T19:37:24.915+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">blogger</category><title>Blogger: jeszcze większy wybór czcionek</title><description>&lt;p&gt;Po dość długiej ciszy na &lt;a href="http://bloggerindraft.blogspot.com/2010/11/more-fonts-means-more-choice.html"&gt;Blogger in Draft&lt;/a&gt;&amp;nbsp;w końcu ukazała się nowa notka, a to może oznaczać, że do systemu Blogger dodano kolejną funkcję. Tym razem programiści z Google'a rozszerzyli wyb&amp;oacute;r proponowanych czcionek. Do podstawowych siedmiu (Arial, Courier, Georgia, Impact, Times New Roman, Trebuchet, Verdana) dodano kilkadziesiąt nowych, webowych font&amp;oacute;w. Oczywiście wszystko dzięki uruchomionemu przed kilkoma miesiącami &lt;a href="http://code.google.com/webfonts"&gt;Google Font Directory&lt;/a&gt;&amp;nbsp;- specjalnemu katalogowi, kt&amp;oacute;ry posiada niestandardowe czcionki do użycia na stronach internetowych.&lt;/p&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;" href="http://4.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TOvsOAT4etI/AAAAAAAAAEo/rZExgtuPcCM/s1600/opp9.png"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TOvsOAT4etI/AAAAAAAAAEo/rZExgtuPcCM/s1600/opp9.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Jak widać powyżej, dostęp do czcionek można uzyskać za pomocą Projektanta szablon&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;ry od czerwca bieżącego roku jest już dostępny dla wszystkich użytkownik&amp;oacute;w (wcześniej przeznaczony był tylko do test&amp;oacute;w). Można więc zacząć eksperymentować z wyglądem własnych blog&amp;oacute;w, dobierając czcionki wedle uznania, a autorzy Blogger in Draft obiecują, że font&amp;oacute;w, a także i kolejnych nowości będzie w przyszłości jeszcze więcej.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-4058703769459176892?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/U2DBF_mU-wI" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/U2DBF_mU-wI/blogger-jeszcze-wiekszy-wybor-czcionek.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TOvsOAT4etI/AAAAAAAAAEo/rZExgtuPcCM/s72-c/opp9.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/11/blogger-jeszcze-wiekszy-wybor-czcionek.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-4653733222180800166</guid><pubDate>Tue, 23 Nov 2010 10:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-02-07T07:24:34.969+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">opera</category><title>Opera 11 beta - grupowanie kart</title><description>&lt;p&gt;Miesiąc temu pisałem o zapowiedzi nowej wersji Opery, tym razem z numerem 11, kt&amp;oacute;ra miała zyskać nową funkcjonalność - mianowicie znane z Firefoksa, Chrome'a i Safari rozszerzenia. Testowa wersja przeglądarki jest już dostępna od 21 października, a dzisiaj pojawiła się pierwsza odsłona beta. Trzeba przyznać, że jeśli wszystko będzie szło, jak do tej pory, Opera może okazać się bardzo silnym konkurentem dla używanego przeze mnie Chrome'a.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Programiści Opery nie byliby chyba sobą, gdyby przy okazji wydania bety nie dołożyli do już obecnych w alphie funkcji nowego "ficzera". Tym razem jest to &lt;b&gt;grupowanie kart&lt;/b&gt; (tab stacking). Opcja szczeg&amp;oacute;lnie przydatna, gdy chcemy posegregować otwarte karty np. tematycznie w celu usprawnienia pracy lub jeśli po prostu mamy ich za dużo, a część powiedzmy jest nam niepotrzebna. Spos&amp;oacute;b w jaki to działa został przedstawiony na poniższym filmie:&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="560" height="345" src="http://www.youtube.com/embed/5hqSGGk1YTI" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Coś mi się wydaje, że kwestią czasu będzie pojawienie się tej funkcji u konkurencji. Zresztą, w wielu aspektach to chyba właśnie Opera była pionierem, a potem jej pomysły ukazywały się w produktach innych firm. W przypadku wspomnianych rozszerzeń było jednak odwrotnie, ale nie jest to żadna ujma dla programist&amp;oacute;w norweskiej przeglądarki. ;) Dodatki, kt&amp;oacute;rych obecnie jest nieco ponad 130, można znaleźć w specjalnym katalogu - &lt;a href="https://addons.labs.opera.com/addons/extensions/"&gt;Opera Extensions&lt;/a&gt;. Szczerze m&amp;oacute;wiąc, nie jest to jeszcze tak atrakcyjna oferta jak w przypadku Chrome'a czy Firefoksa (a nawet Safari), ale myślę, że to wciąż kwestia czasu i liczba rozszerzeń się powiększy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Polecam śledzenie rozwoju Opery na blogu &lt;a href="http://my.opera.com/desktopteam/blog/"&gt;Opera Desktop Team&lt;/a&gt;, pewnie jeszcze kilka ciekawych funkcji dodadzą przed wypuszczeniem oficjalnego, stabilnego wydania.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-4653733222180800166?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/8kbFFNkKovk" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/8kbFFNkKovk/opera-11-beta-grupowanie-kart.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://img.youtube.com/vi/5hqSGGk1YTI/default.jpg" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/11/opera-11-beta-grupowanie-kart.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-54534269375691224</guid><pubDate>Tue, 19 Oct 2010 16:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-19T18:06:59.543+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">sport</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">futbol</category><title>Rooney szokuje - chce opuścić Manchester United</title><description>&lt;p&gt;Wszyscy kibice Manchesteru United z niecierpliwością czekali na dzisiejszą konferencję prasową sir Aleksa Fergusona dotyczącą gł&amp;oacute;wnie jutrzejszego spotkania z Bursasporem w Lidze Mistrz&amp;oacute;w. Oczekiwanie nie było jednak związane z meczem, ale z tematem, kt&amp;oacute;ry był mocno nagłośniony przez wczorajsze wydania brytyjskiej prasy - o prawdopodobnym odejściu Wayne'a Rooneya z Old Trafford.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Informacja wydająca się mało realna, choć w ostatnich tygodniach trochę kontrowersyjnych temat&amp;oacute;w wok&amp;oacute;ł 24-letniego napastnika się uzbierało. Brytyjska prasa, gł&amp;oacute;wnie ta bulwarowa, jest jednak znana z publikowania niestworzonych historii, dlatego fani liczyli na to, że jest to kolejna wyssana z palca bzdura. Kilkadziesiąt minut po godzinie 15. Ferguson potwierdził jednak najgorsze - &lt;strong&gt;Wayne&amp;nbsp;Rooney wyraził chęć opuszczenia klubu&lt;/strong&gt;. Szok, niedowierzanie, a w końcu wielki zaw&amp;oacute;d - to moje pierwsze reakcje po przeczytaniu wypowiedzi menedżera. Mało kto przypuszczał, że piłkarz, kt&amp;oacute;ry jeszcze kilka miesięcy temu dawał jasno do zrozumienia, że chce spędzić na Old Trafford resztę kariery, nagle postanawia odejść i zawiesza negocjacje dotyczące nowego kontraktu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeszcze przed konferencją Ferguson udzielił klubowej telewizji obszernego wywiadu na temat całej sprawy i uważam, że warto przeczytać jego transkrypcję. Myślę, że to lektura obowiązkowa dla każdego kibica Manchesteru United.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://mufc.pl/aktualnosci/15408/ekskluzywny-wywiad-fergusona-dla-mutv/"&gt;Przeczytaj: Ekskluzywny wywiad Fergusona dla MUTV&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A jak ktoś woli w oryginalne, to &lt;a href="http://www.manutd.com/default.sps?pagegid={F9E570E6-407E-44BC-800F-4A3110258114}&amp;amp;newsid=6652934"&gt;można przeczytać na ManUtd.com&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-54534269375691224?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/ZUAATaWsXjQ" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/ZUAATaWsXjQ/rooney-szokuje-chce-opuscic-manchester.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/10/rooney-szokuje-chce-opuscic-manchester.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-4202331671138262074</guid><pubDate>Thu, 14 Oct 2010 16:14:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-14T18:14:39.567+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">opera</category><title>Opera 11 - będą rozszerzenia!</title><description>&lt;p&gt;Zaledwie dzień po zapowiedzi przyszłotygodniowej prezentacji firmy Apple, na kt&amp;oacute;rej prawdopodobnie przedstawiony zostanie nowy Mac OS, nadeszła informacja o kolejnej, znaczącej aktualizacji Opery. Na dzisiejszej konferencji Up North Web zapowiedziano, że następna wersja norweskiej przeglądarki, oznaczona numerem 11, będzie posiadała m.in. obsługę... rozszerzeń!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Informację podano na &lt;a href="http://my.opera.com/desktopteam/blog/2010/10/14/opera-11-and-extensions"&gt;oficjalnym blogu Opery&lt;/a&gt;. Nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie będzie można ściągnąć jej alphę, ale potwierdzono, że będzie ona bazowała na rozwijanej właśnie wersji 10.70 - tym samym ostatnim stabilnym wydaniem pozostanie &lt;a href="http://www.opera.com/browser/"&gt;Opera 10.63&lt;/a&gt;. Tak czy owak, dodana obsługa rozszerzeń to świetna wiadomość. Chociaż pewnie zn&amp;oacute;w będę miał spory dylemat dotyczący wyboru podstawowej przeglądarki - ledwo co przesiadłem się na Chrome'a, m.in. właśnie przez rozszerzenia, a tu nagle Opera na tym polu zn&amp;oacute;w będzie mocną konkurencją. Firefoksa nawet w tej "walce" nie uwzględniam. Wprawdzie przeglądarka Mozilli nie straci nagle większości lojalnych użytkownik&amp;oacute;w, ale nowy "ficzer" w produkcie norweskiej firmy może sprawić, że Opera zyska na popularności.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nieco więcej na temat rozszerzeń:&amp;nbsp;&lt;a href="http://my.opera.com/chooseopera/blog/2010/10/14/opera-11-will-have-extensions"&gt;Opera 11 will have Extensions&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-4202331671138262074?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/eQ6jAdXEe4U" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/eQ6jAdXEe4U/opera-11-beda-rozszerzenia.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/10/opera-11-beda-rozszerzenia.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-4557504827876539052</guid><pubDate>Wed, 13 Oct 2010 17:24:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-16T01:22:39.513+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">os x</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mac</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">apple</category><title>Nadchodzi Mac OS X 10.7?</title><description>&lt;p&gt;Chwilę po 17:00 dało się zauważyć poruszenie w blogosferze skupionej wok&amp;oacute;ł Apple - zagraniczne serwisy poinformowały bowiem o kolejnej, zapowiedzianej na 20 października, konferencji firmy z Cupertino. Wydarzeniu nadano tytuł "Back to the Mac", co świadczy o tym, że tematyką keynote'a będą komputery i oprogramowanie pisane na Mac OS. Ciekawość wzmaga przede wszystkim poniższa grafika dołączona do informacji prasowych:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="vertical-align: middle; display: block; margin-left: auto; margin-right: auto;" src="http://dl.dropbox.com/u/12135940/Screenshots/back_to_the_mac.jpeg" alt="" width="560" height="372" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak widać, za uchylonym jabłkiem na touchpadzie można zauważyć lwa, kt&amp;oacute;ry sugeruje, że Steve Jobs będzie prezentował możliwości nowego, choć jeszcze niegotowego, systemu operacyjnego oznaczonego numerem 10.7. Jego nazwa zwyczajowa nasuwa się sama - Lion, ale o tym, jak faktycznie będzie nazywać się następca Snow Leoparda, dowiemy się w przyszłą środę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wieści o możliwej prezentacji nowego systemu jak zwykle w pierwszym momencie wywołały ten typowy dreszczyk podniecenia. Ale p&amp;oacute;źniej do mnie dotarło, że m&amp;oacute;j trzyletni iMac jest już pewnie za stary, bym m&amp;oacute;gł skorzystać ze wszystkich nowych funkcjonalności w 10.7. &lt;a href="http://www.9to5mac.com/30356/10-7-lion-will-it-be-touchy"&gt;Serwis 9 to 5 Mac zauważa&lt;/a&gt;, że fakt wykorzystania touchpada w grafice zapowiadającej konferencję, wskazuje najprawdopodobniej na dużo nowych funkcji związanych z interfejsem dotykowym (już pomijając sprzedaż dostawianych do komputer&amp;oacute;w stacjonarnych touchpad&amp;oacute;w). Wszystko idzie w kierunku iPhone'&amp;oacute;w i iPad&amp;oacute;w, a ja ciągle na maszynie z roku 2007 i mam zerowe doświadczenie z tego typu urządzeniami. Mam nadzieje, że m&amp;oacute;j iMac nie okaże się nagle stetryczałym dziaduniem...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Redaktorzy 9 to 5 Mac przewidują także, że za tydzień przedstawione zostaną nowe wersje pakiet&amp;oacute;w iLife i iWork (w sumie przydałoby się, ze względu na premierę Office'a 2011) oraz odświeżona linia MacBooka Air. No i zaktualizowane MacBooki. I jeszcze połączenie klawiatury z touchpadem. I... i ciekawe co jeszcze?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-4557504827876539052?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/9vBNBxJpQeM" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/9vBNBxJpQeM/nadchodzi-mac-os-107.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/10/nadchodzi-mac-os-107.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-6806414465329524582</guid><pubDate>Thu, 07 Oct 2010 21:32:00 +0000</pubDate><atom:updated>2011-01-30T19:06:04.220+01:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">info</category><title>Minimalizm, czyli nowy szablon</title><description>&lt;p&gt;Niedawno na temat minimalizmu na blogach stało się dość głośno, przynajmniej w części blogosfery, gł&amp;oacute;wnie za sprawą Pawła Opydo, autora&amp;nbsp;&lt;a href="http://playr.pl/"&gt;playr.pl&lt;/a&gt;, kt&amp;oacute;ry doszedł do wniosku, że na blogu liczy się przede wszystkim treść, a nie wygląd i zbędne bajery. Jednocześnie Paweł pokazuje, że ograniczenie element&amp;oacute;w na stronie niekoniecznie musi oznaczać jej oszpecenie, a skupienie się na samym tekście może wyjść tylko na dobre - playr.pl odwiedza się z wielką przyjemnością. Niedawno, bo we wrześniu, swojego minimalistycznego bloga&amp;nbsp;uruchomił także &lt;a href="http://mnml.pl/"&gt;Andrzej Chmura&lt;/a&gt;. Tam to dopiero jest &lt;em&gt;minimalnie&lt;/em&gt;&amp;nbsp;(brak nawet komentarzy).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie ukrywam, że taka filozofia mi się spodobała i, chociaż nie jestem zbyt aktywnym blogerem, sam postanowiłem się trochę pobawić wyglądem mojego bloga, usuwając niekt&amp;oacute;re z jego element&amp;oacute;w. Przyznam, że bardzo inspirowałem się blogiem Pawła (co chyba widać), no ale nic na to nie poradzę - dobry w te klocki nie jestem, a jego strona po prostu mi się podoba. Mam cichą nadzieję, że może ta zmiana zachęci mnie do bardziej regularnych wpis&amp;oacute;w. W końcu, jak słusznie Paweł zauważył:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;Kiedy nie przejmujesz się kategoriami, wyglądem całego bloga, dodawaniem obrazk&amp;oacute;w &amp;ndash; wszystko jest o wiele przyjemniejsze. Siadasz i piszesz. Nie zaprzątasz umysłu zbędnymi pierdołami. Każdemu polecam spr&amp;oacute;bować &amp;ndash; takie blogowanie daje o wiele więcej przyjemności i satysfakcji.&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p&gt;Przejrzysty, minimalny wygląd i jedyne, na czym trzeba się skupić, to treść. Nic więcej nie potrzeba. To prawie jak pisanie w &lt;a href="http://www.ommwriter.com/"&gt;OmmWriterze&lt;/a&gt;. ;)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-6806414465329524582?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/gJhaLNcv9n8" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/gJhaLNcv9n8/minimalizm-czyli-nowy-szablon.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/10/minimalizm-czyli-nowy-szablon.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-5217451588197081058</guid><pubDate>Thu, 07 Oct 2010 05:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-07T07:06:23.116+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">wideo</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">sport</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">futbol</category><title>Kandydat na gola sezonu</title><description>&lt;p&gt;Na to wideo natknąłem się wczoraj przeglądając twittera. Strzał Matta Barrowsa robi wrażenie, choć niekt&amp;oacute;rzy pewnie powiedzą, że to czysty przypadek - trzeba jednak zauważyć, że zawodnik musi mieć niezłą wyobraźnię, żeby w og&amp;oacute;le wpaść na takie, a nie inne rozwiązanie. Zdecydowanie jedna z najładniejszych bramek obecnego sezonu, mimo że ten zaczął się ledwie przed dwoma miesiącami.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;br /&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KzAZTdyOXcA?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" /&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true" /&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always" /&gt;&lt;embed type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="340" src="http://www.youtube.com/v/KzAZTdyOXcA?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-5217451588197081058?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/OmUlpQUX-gc" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/OmUlpQUX-gc/kandydat-na-gola-sezonu.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/10/kandydat-na-gola-sezonu.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-916375521028613831</guid><pubDate>Mon, 04 Oct 2010 20:55:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-06T07:06:21.927+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">aplikacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">os x</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mac</category><title>GrabBox - zrzuty ekranu w DropBoksie</title><description>&lt;p&gt;Aplikacji, a raczej całego systemu &lt;a href="https://www.dropbox.com/"&gt;DropBox&lt;/a&gt;, nie trzeba już chyba nikomu przedstawiać. W skr&amp;oacute;cie - dostajemy 2 GB (w wersji darmowej) miejsca w tzw. "chmurze", gdzie wrzucamy dowolne pliki poprzez specjalnie stworzony przez program folder na naszym komputerze (integruje się z Eksploratorem w Windows i Finderem w Mac OS X). Pliki są następnie synchronizowane z naszym kontem i... w zasadzie już. Wystarczy tylko wygenerować link i możemy dzielić się zawartością katalogu ze znajomymi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeśli jednak chcielibyśmy w ten spos&amp;oacute;b podzielić się w szybki spos&amp;oacute;b zrzutem ekranu własnego pulpitu, byłoby to nieco niewygodne.&amp;nbsp;J&amp;oslash;rgen P. Tjern&amp;oslash; postanowił użytkownikom Mac&amp;oacute;w ułatwić cały proces i stworzył aplikację GrabBox. Działa ona dokładnie tak, jak chociażby &lt;a href="http://niloque.blogspot.com/2010/01/zrzuty-ekranu-w-mac-os-x.html"&gt;opisywany przeze mnie wcześniej TinyGrab&lt;/a&gt;&amp;nbsp;- wystarczy zrobić zrzut ekranu, a działający w tle GrabBox wyśle go do wskazanego wcześniej folderu i skopiuje wygenerowane łącze do pliku graficznego. Proste, szybkie i darmowe.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O aplikacji napisano już jakiś czas temu, ale właśnie dzisiaj wydano aktualizację w wersji 1.1, kt&amp;oacute;ra umożliwia ustawienie kilku ciekawych opcji, jak chociażby generowanie losowych nazw plik&amp;oacute;w czy możliwość wrzucenia samej aplikacji na g&amp;oacute;rną belkę obok systemowego zegara zamiast trzymania otwartego programu w Docku. GrabBoksa można ściągnąć ze strony &lt;a href="http://grabbox.devsoft.no/"&gt;grabbox.devsoft.no&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-916375521028613831?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/h7xv0m7nu7U" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/h7xv0m7nu7U/grabbox-zrzuty-ekranu-w-dropboksie.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/10/grabbox-zrzuty-ekranu-w-dropboksie.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-5273034810116649076</guid><pubDate>Mon, 20 Sep 2010 21:36:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-10-04T00:30:12.748+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">firefox</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">safari</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">chrome</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">opera</category><title>Od Opery do... wujka Google'a</title><description>Może nie od razu, ale na dobre zaczęło się od Opery. Potem była Opera, następnie Opera, a później Opera. Zmieniały się tylko numerki wersji, ale byłem norweskiej przeglądarce wierny. Jednak do czasu. Próbowałem Safari, ale nie dała rady. Firefox był i wciąż pozostaje zbyt „ciężki” przez co nieprzystępny, mimo swoich różnorodnych rozszerzeń. No i te brzydkie czcionki na Macu... Wyglądało na to, że duże, czerwone O, pomimo pewnych niedoróbek, będzie już zawsze dominować. Jednak w końcu się przełamałem i... Google Chrome to rule them all...&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Mam jakiegoś fioła z tymi przeglądarkami, no ale nic na to nie poradzę. Dochodzą do tego jeszcze specyficzne wymagania co do browserów i jestem w tym temacie bardzo wybredny. Przez ostatnie miesiące (w sumie można liczyć w latach) byłem wiernym użytkownikiem Opery, począwszy od udostępnienia snapshotów wersji z numerem 10. Dziewiątka bardzo średnio działała wówczas na Mac OS X, z kolei Firefox zraził mnie do siebie topornością i wolnym działaniem, a godnej alternatywy nie było (Safari 3? - nie, dzięki). Opera zawsze stawiała na szybkość i lekkość, do tego była „out-of-the-box”, czyli od razu miała obsługę gestów myszy i możliwość przeglądania stron w kartach. Irytowało jedynie to, że nierzadko z większością stron lepiej radził sobie Firefox, ale od biedy można było włączyć inną przeglądarkę, choćby na chwilę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Programiści pracujący nad browserami rozwijali swoje aplikacje, wszystko szło do przodu i różnica między Operą a resztą została, powiedzmy, zniwelowana. Jednak wciąż Firefox robił za kobyłę, a Safari ciągle odstawało, bo nie było gestów i innych różnych duperelek, które znacznie ułatwiają przeglądanie Internetu. Potem przyszedł czas na przepisanie Opery do Cocoa, a więc nastała era wersji 10.50+. No i w sumie można by powiedzieć, że fajnie, ale nie zawsze wszystko działało jak należy. Niektórzy użytkownicy narzekają do tej pory, że norweski produkt idzie w złym kierunku, ale to oczywiście zależy od punktu widzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie Opera ma ogromną zaletę - jest lekka. Chodzi mi oczywiście o zużycie pamięci. W najnowszych wersjach testowych waha się ono w granicach 250-400 MB, zależnie od liczby otwartych kart i oczywiście ich zawartości (wiadomo, że przeglądanie filmów we flashu na Mac OS od razu stawia kompa na nogi). Opera ciągle się rozwija, dochodzą nowe funkcje, szczególnie w snapshotach i jakoś tak żal czasami używać stabilnej wersji, bo nie ma tego i tamtego. Ostatnio zmienili nawet wygląd paska kart, który powędrował na samą górę, nad pasek adresu (jak np. w Chromie), a pod ten ostatni zjechał z kolei Bookmarks Bar (tak, dokładnie jak w produkcie Google'a). Mała rzecz, a cieszy. I jak tu używać Opery 10.62, gdy takie ładne „coś” przygotowali programiści w testowej wersji? A jak wiadomo, snapshoty lubią mieć w sobie błędy i niestety powodują one niekiedy „zwiechy”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do tego wszystkiego dochodzi rozwój konkurencji. Przebojem na salony wdarł się wspomniany Chrome i zbiera on coraz większą rzeszę użytkowników, głównie migrujących z ociężałego Firefoksa. Obie te przeglądarki mają jedną, wielką zaletę - rozszerzenia. To w sumie jak iPhone - o tym, do czego można używać telefonu Apple'a, świadczą zainstalowane aplikacje. Rozszerzeń do Firefoksa i Chrome'a jest bez liku, można zatem konfigurować przeglądarkę względem swoich upodobań. Tym samym tropem poszedł Apple i do najnowszej wersji swojej przeglądarki, czyli Safari 5, również dodał możliwość ściągania rozszerzeń (najpierw zaprosił użytkowników do ich tworzenia - apel spotkał się z niesamowitym odzewem, w ciągu 2-3 tygodni powstało mnóstwo dodatków, w większości wzorowanych na odpowiednikach z przeglądarek konkurencji).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I nagle „ficzery”, jakie ma w sobie Opera „out-of-the-box”, nie robią już takiego wrażenia. Gesty myszy? Już dawno pojawiły się w Firefoksie. Karty również. Speed Dial (jak dla mnie rewelacyjny!) też można sobie sprawić za pomocą odpowiedniego rozszerzenia. Norweska przeglądarka wyróżnia się jeszcze usługami Turbo i Unite - to pierwsze jest przydatne szczególnie przy słabszych łączach (chyba coraz rzadziej spotykane), a druga... jest niejako namiastką rozszerzeń. Nawet Opera Link, czyli synchronizacja przeglądarki, nie jest wyjątkowa, bo podobne rozwiązanie oferuje Chrome (synchronizując m.in. zakładki, motywy, rozszerzenia i ustawienia za pomocą konta Gmail).&amp;nbsp;Na tle konkurencji Opera najbardziej traci jednak na braku solidnego AdBlocka. Owszem, jest blokowanie zawartości, ale trzeba zawsze najpierw ręcznie poklikać, żeby było wiadome, co blokować. O skryptach nawet nie wspominam, bo o ileż prostsze jest zwykłe zainstalowanie dodatku w innych przeglądarkach?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Długo się do Chrome'a nie potrafiłem przekonać, na Macu przypominał działaniem Firefoksa (nieco ślamazarnie się ładował, podobnie było z otwieraniem kolejnych kart), dlatego trzymałem go w aplikacjach, ale rzadko kiedy otwierałem.&amp;nbsp;Po wydaniu Safari 5 postanowiłem dać szansę produktowi Apple'a, szczególnie w kontekście wspomnianych rozszerzeń. Jak już pisałem, było ich tyle, że trudno było się na coś zdecydować. Zainstalowałem kilkanaście i naprawdę umilały surfowanie. Problem z Safari polegał jednak na tym, że po otwarciu niektórych stron rozmiary zżeranej pamięci potrafiły dochodzić nawet i do 1200 MB! Nie muszę dodawać, że nie tylko przeglądarce urywał się film, ale też i całemu systemowi - czasami musiałem czekać nawet i kilka minut, żeby wszystko wróciło do normy (czyt. dało się wyłączyć Safari). Powrót na Operę, bodajże coś koło wersji 10.60, był jak zbawienie, szczególnie pod kątem użycia pamięci. Jednak reszta była bez fajerwerków, a do tego nowa wersja ma jakiś problem z edytorem TinyMCE, z którego korzystam na co dzień (tekst wklejany jest bez akapitów, w jednym bloku), więc kolejna zaleta Opery zniknęła (przeglądarki na WebKicie też mają problemy z tym edytorem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Twardo obstawałem przy Norwegach, ale sporadyczne zwiechy snapshotów ich browsera w końcu doprowadziły mnie do spróbowania Chrome'a i to na poważnie. Ustawiłem go jako domyślną przeglądarkę, poszukałem paru rozszerzeń i... da się! Szok! Strony ładują się szybko, fakt, sama aplikacja sprawia wrażenie wolniejszej niż Opera, ale można na to przymknąć oko. Znalazłem nawet wspomniany Speed Dial, który wizualnie robi niesamowite wrażenie. Opery i tak się nie pozbędę, ale na razie będzie sobie siedzieć w Docku i łapać kurz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak naprawdę największą wadą w sytuacji Safari i Chrome'a, a więc WebKita, było zaznaczanie tekstu i kopiowanie go razem z formatowaniem na stronie, na co zwracałem już uwagę &lt;a href="http://niloque.blogspot.com/2010/04/dla-mnie-najlepsza-jest-opera.html"&gt;w jednym z poprzednich postów&lt;/a&gt;. To są właśnie takie drobnostki, które są praktycznie mało istotne, ale jeśli się skupia uwagę na szczegółach, mogą wkurzyć. Często kopiuję tekst i wklejam do komunikatora (w tym przypadku Adium). Szlag mnie trafiał, gdy zamiast zwykłego tekstu, zawartość podczas wklejania po prostu się rozjeżdżała. Tak, między innymi przez to nie chciałem korzystać z Chrome'a... Do pewnego wieczoru. Zacząłem przeszukiwać Google'a z nadzieją na znalezienie jakiegoś rozwiązania. I tak od linka do linka doszedłem do tego, że aplikacje na Mac OS X (przynajmniej większość) mają taką opcję, jak &lt;strong&gt;wklej z dopasowaniem stylu&lt;/strong&gt;. Jeżeli zastosuję to we wspomnianym Adium, tekst wkleja się... bez formatowania. Taki ficzer (ten system ma w sobie wciąż tyle nieodkrytych niespodzianek ;)) sprawia, że największy dla mnie mankament dotyczący korzystania z Chrome'a zwyczajnie... znika. Czyżby koniec Opery? :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A na koniec robiący wrażenie &lt;a href="https://chrome.google.com/extensions/detail/dgpdioedihjhncjafcpgbbjdpbbkikmi"&gt;Speed Dial dla Chrome&lt;/a&gt;. Oczywiście po otwarciu opcji można ten widok modyfikować. I dodam jeszcze, że notkę w 90% napisałem za pomocą &lt;a href="https://chrome.google.com/extensions/detail/elkkomimknapgodalnkjeddkjnjkfmfp"&gt;wtyczki ScribeFire&lt;/a&gt; - na Operze nie uświadczysz... ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TJfP8iQnx_I/AAAAAAAAAEc/bVB2TrspGes/s1600/Speed+Dial.png" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="" border="0" height="280" src="http://3.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TJfP8iQnx_I/AAAAAAAAAEc/bVB2TrspGes/s400/Speed+Dial.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;
PS. I trzeba pamiętać, że „browsing experience” różni się na Macu od tego windowsego...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-5273034810116649076?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/RHyS4ce__8Q" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/RHyS4ce__8Q/od-opery-do-wujka-googlea.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TJfP8iQnx_I/AAAAAAAAAEc/bVB2TrspGes/s72-c/Speed+Dial.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/09/od-opery-do-wujka-googlea.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-1302417719936925122</guid><pubDate>Sun, 25 Jul 2010 19:10:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-07-25T21:11:50.298+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">aplikacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">windows</category><title>Aktualizacja: SPGrab 1.3 z nową funkcją</title><description>Kilka dni temu ukazała się nowa wersja opisywanego przeze mnie wcześniej programu SPGrab firmy ShiftPlanning. Dla przypomnienia - jest to niewielkiego rozmiaru aplikacja dla systemu Windows znacznie ułatwiająca wykonywanie zrzutów ekranu i dzielenie się nimi ze znajomymi. Najnowsza odsłona nosi numer 1.3 i wprowadza bardzo istotną zmianę dla użytkowników.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
SPGrab waży niecałe 300 kB i nie wymaga żadnej instalacji - to zwykły plik .exe, który możemy wrzucić na przenośny dysk USB i korzystać z niego praktycznie na dowolnym komputerze z zainstalowanym systemem operacyjnym Microsoftu. Program nieco szerzej opisałem w &lt;a href="http://niloque.blogspot.com/2010/06/spgrab-banalnie-proste-zrzuty-ekranu-na.html"&gt;poprzedniej notce&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aktualizacja SPGraba jest warta odnotowania, bowiem od wersji 1.3 wymagane będzie zarejestrowanie się na stronie &lt;a href="http://spgrab.com/signup.php"&gt;spgrab.com&lt;/a&gt;, które nie jest zbyt skomplikowane - potrzebujemy tylko podać naszego maila, wymyślić hasło i... gotowe. Nie dostajemy nawet powiadomienia na skrzynkę pocztową, od razu można się zalogować. Na utworzonym koncie będą przechowywane wszystkie wykonane przez nas zrzuty ekranu. Mamy więc teraz kontrolę nad wysyłanymi obrazkami, możemy je przechowywać na serwerze SPGraba do woli, a jeśli "zdjęcie" chcieliśmy mieć tylko tymczasowo, wystarczy je usunąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TEyK37LOUlI/AAAAAAAAAEQ/ROxXr6Jgqak/s1600/spgrab_login.png" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="330" src="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TEyK37LOUlI/AAAAAAAAAEQ/ROxXr6Jgqak/s400/spgrab_login.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Preferencje logowania w SPGrabie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;
Nasze konto możemy swobodnie przeglądać i pod każdym zrzutem mamy do niego bezpośredni link - ten sam, który aplikacja tworzy przy wykonywaniu zrzutu. Nowa funkcja wymagała od programistów "zepsucia" poprzednich wersji, które od 20 lipca informują o koniecznej aktualizacji i nie wysyłają wykonanych obrazków na serwer.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze raz polecam tę aplikację, szczególnie tym osobom, które mają słabsze maszyny i inne, bardziej wymagające programy tego typu nie działają w sposób satysfakcjonujący. Wkrótce ma wyjść także wersja na system Mac OS X, która powinna być gotowa mniej więcej pod koniec sierpnia (przynajmniej według&lt;br /&gt;
informacji na forum producenta).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-1302417719936925122?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/JjwPUq2lQM8" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/JjwPUq2lQM8/aktualizacja-spgrab-13-z-nowa-funkcja.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TEyK37LOUlI/AAAAAAAAAEQ/ROxXr6Jgqak/s72-c/spgrab_login.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/07/aktualizacja-spgrab-13-z-nowa-funkcja.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-2647041317874399854</guid><pubDate>Sat, 26 Jun 2010 13:47:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-06-27T22:33:44.612+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">aplikacje</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">windows</category><title>SPGrab - banalnie proste zrzuty ekranu na Windows</title><description>W jednej z pierwszych notek opisywałem kilka aplikacji, za pomocą których możemy w szybki sposób zrobić zrzut ekranu i podzielić się nim z resztą świata (albo po prostu ze znajomymi). Opis dotyczył tylko programów na Mac OS X, bo z Windowsa korzystam rzadko. Niektóre z aplikacji mają jednak swoje wersje również na system Microsoftu. Niestety, ani Jing, ani TinyGrab nie sprawdziły się na moim leciwym ośmioletnim komputerze, więc trzeba było znaleźć alternatywę...&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć czemu, ilekroć próbuję uruchomić TinyGraba na starym komputerze z Windowsem XP, otrzymuję komunikat o jakimś dziwnym błędzie. Reinstalacja programu nie pomogła, zainstalowanie najnowszej wersji .NET Framework również. Wyglądało na to, że trzeba będzie wrócić do Jinga, który działa na AMD Duronie 900 mhz z 700 MB RAM-u bardzo mozolnie. Postanowiłem jednak spróbować znaleźć jakiś program tego typu stricte na Windowsa i trafiłem na...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://alternativeto.net/"&gt;AlternativeTo.net&lt;/a&gt; - serwis internetowy, w którym można znaleźć odpowiedniki najpopularniejszych programów. Google akurat nakierował mnie na listę zamienników dla TinyGraba, która była całkiem pokaźna. Wyniki można nawet podzielić ze względu na systemy operacyjne. Dla testu sprawdziłem jeszcze alternatywy dla DropBoxa - sporo tego było i znalazłem w nich m.in. &lt;a href="http://niloque.blogspot.com/2010/01/droplr-podziel-sie-nie-tylko-zdjeciem.html"&gt;opisywanego przeze mnie Droplra&lt;/a&gt;, a także &lt;a href="http://www.mackozer.pl/2010/06/14/apple-mac-cloudapp-czyli-schowek-w-chmurach/"&gt;CloudApp, o którym niedawno pisał MacKozer&lt;/a&gt;. Jak widać, serwis działa, jak powinien.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróćmy jednak do dzielenia się screenshotami. W wynikach otrzymałem 14 różnych aplikacji, w większości dla Maka, ale był też program dla Linuksa i kilka dla Windowsa. Z tych kilku zdecydowałem się najpierw sprawdzić SPGraba i był to strzał w dziesiątkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;a href="http://www.spgrab.com/"&gt;SPGrab&lt;/a&gt; to aplikacja firmy &lt;a href="http://www.shiftplanning.com/"&gt;ShiftPlanning Inc.&lt;/a&gt;, która zajmuje się programem do zarządzania harmonogramami pracowników. Przynajmniej tak to rozumiem. Okazuje się jednak, że programiści z SP byli niezadowoleni z dostępnych aplikacji do dzielenia się zrzutami ekranu i zrobili własny, mały programik. Obecnie jest tylko w wersji na Windowsa, ale firma zaprasza chętnych do stworzenia odpowiednika dla systemu Mac OS X.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W zasadzie o SPGrabie nie ma się co rozpisywać - zajmuje niecałe 300 kB i jest to pojedynczy plik .exe, który w dodatku może być traktowany jako  przenośna aplikacja (wystarczy skopiować na USB). Ustawienia ma praktycznie takie same, jak TinyGrab, a więc możemy ustalić skróty klawiszowe wywołujące wykonanie zrzutu, format pliku (JPG albo PNG) i to, co się dzieje po zrobieniu fotki. Zresztą, wszystko jest tutaj:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TCYDdV6kETI/AAAAAAAAAEM/YONjQBivxik/s1600/SPGrab2.png" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="330" src="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TCYDdV6kETI/AAAAAAAAAEM/YONjQBivxik/s400/SPGrab2.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Preferencje SPGraba&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;
Można także wykorzystać własny serwer FTP lub wyłączyć upload gdziekolwiek. Jest to na pewno szybsza metoda robienia zrzutów ekranu niż klasyczne na XP: najpierw PrintScreen, a później CTRL + V w Paincie. ;) Warto też wspomnieć, że w obecnej wersji aplikacji nie ma możliwości zarządzania wysłanymi obrazkami. Są one jednak usuwane w ciągu 24-48 godzin od umieszczenia na serwerze, dlatego SPGrab to idealne rozwiązanie dla tych, którzy jedynie chcą szybko coś pokazać znajomym, np. za pośrednictwem komunikatora internetowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poszukiwania czegoś, co zastąpi TinyGrab okazały się więc podwójnym sukcesem. Nie tylko znalazłem SPGraba, ale także serwis, który pozwoli w szybki sposób znaleźć odpowiedniki różnych aplikacji, których funkcjonalność jest bardzo przydatna, ale jednocześnie korzystanie z nich nie daje pełnej satysfakcji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-2647041317874399854?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/FFAyTubmxUE" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/FFAyTubmxUE/spgrab-banalnie-proste-zrzuty-ekranu-na.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TCYDdV6kETI/AAAAAAAAAEM/YONjQBivxik/s72-c/SPGrab2.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/06/spgrab-banalnie-proste-zrzuty-ekranu-na.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-847722620937230545</guid><pubDate>Sat, 19 Jun 2010 07:19:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-06-19T09:20:40.252+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">safari</category><title>ScribeFire - wygodniejsze blogowanie?</title><description>Szukając odpowiednika dla aplikacji MarsEdit dla Maka, znalazłem dość przypadkowo rozszerzenie do Safari 5 o nazwie ScribeFire. Jest to narzędzie do publikowania notek na blogu bez konieczności logowania się do domyślnego panelu administracyjnego. Wtyczka miała już wcześniej swoje wersje dla Firefoksa i Chrome'a, a teraz programiści stworzyli odpowiednik dla przeglądarki od Apple'a. Niniejszym sprawdzę, jak to działa.&lt;br /&gt;
&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;
Najpierw jednak wypada wspomnieć czym jest MarsEdit. Aplikacji wprawdzie nie używałem (bo kosztuje, a trialowi się jakoś nie przyjrzałem), ale wiem o niej mniej więcej tyle, że jest narzędziem desktopowym do pisania i zarządzania notkami blogowymi w najbardziej popularnych systemach blogowych z Wordpressem i Bloggerem na czele. W zasadzie nie mam pojęcia jak etatowi bloggerzy tworzą swoje wpisy, ale twórcy aplikacji pokroju MarsEdit reklamują je, jako przydatne narzędzie dla piszących, szczególnie w przypadku, gdy autor tworzy wpis od razu w panelu swojego bloga. Czasami zdarza się, że przeglądarka się zawiesi lub przypadkowo coś się wyłączy i cała praca idzie na marne (zakładając, że nie mamy włączonego autozapisu - na Bloggerze jednak takowy się znajduje, więc nie ma problemu). Z uwagi właśnie na ten fakt, najczęściej tworzę notkę w zwykłym programie typu notatnik (ostatnio na Maku jest to TextWrangler, ale korzystałem też z Beana czy domyślnego TextEdita).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak jak widać po aplikacjach usprawniających blogowanie, nie wszyscy stosują takie metody. Jak już wspomniałem, MarsEdit kosztuje i to nie mało. Cena aplikacji w najnowszej wersji wynosi 39,95 dolara, a jeżeli nie bloguje się zbyt często (jak w moim przypadku), to w sumie jest to wydatek całkowicie zbędny. Postanowiłem poszukać jakiegoś odpowiednika dla edytora firmy Red Sweater. Trafiłem na inne tego typu aplikacje, jak np. potężnie wyglądający &lt;a href="http://www.marinersoftware.com/sitepage.php?page=85"&gt;MacJournal&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://www.drinkbrainjuice.com/blogo"&gt;Blogo&lt;/a&gt;, ale one również trochę kosztują (odpowiednio: $39,95 i $25). Znalazłem jeszcze multiplatformowy edytor &lt;a href="http://www.qumana.com/index.php"&gt;Qumana&lt;/a&gt;, jednak jego wygląd mnie lekko zniechęcił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moją uwagę w wynikach wyszukiwania zwróciła dopiero nazwa &lt;a href="http://www.scribefire.com/"&gt;ScribeFire&lt;/a&gt;, a dokładniej tekst opisujący działanie, jak się później okazało, dodatku. Informacja dotyczyła wydania Safari 5, więc od razu kliknąłem na linka i tam już wszystko stało się jasne. Wystarczyło ściągnąć i zainstalować &lt;a href="http://www.chrisfinke.com/files/downloads/addons/scribefire-1.0.0.2.safariextz"&gt;rozszerzenie&lt;/a&gt;, potem podać tylko szczegóły swojego bloga (adres, logowanie) i już można tworzyć nową notkę lub edytować stare. Od razu zabrałem się do pisania, żeby sprawdzić czy będzie to mój nowy sposób na, wprawdzie rzadkie, ale jednak blogowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. O dziwo, notka dodała się bez najmniejszych problemów, a jej wygląd jest taki, jak być powinien. :) A tak prezentuje się sam edytor ScribeFire w Safari 5:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TBxvPCLIppI/AAAAAAAAAEI/3iQEsPpkz6E/s1600/ScribeFire.png" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="231" src="http://3.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TBxvPCLIppI/AAAAAAAAAEI/3iQEsPpkz6E/s400/ScribeFire.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;ScribeFire w Safari 5&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-847722620937230545?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/lwOS9osshiA" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/lwOS9osshiA/scribefire-wygodniejsze-blogowanie.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://3.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TBxvPCLIppI/AAAAAAAAAEI/3iQEsPpkz6E/s72-c/ScribeFire.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/06/scribefire-wygodniejsze-blogowanie.html</feedburner:origLink></item><item><guid isPermaLink="false">tag:blogger.com,1999:blog-5668930513608596101.post-2251723156939269223</guid><pubDate>Wed, 09 Jun 2010 19:07:00 +0000</pubDate><atom:updated>2010-06-09T22:07:12.196+02:00</atom:updated><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">firefox</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">os x</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">safari</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">chrome</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">mac</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">opera</category><category domain="http://www.blogger.com/atom/ns#">apple</category><title>Safari 5 - fajna, ale i tak wkurza</title><description>&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;W poniedziałkowy wieczór znaczna część miłośników firmy Apple z zaciekawieniem śledziła konferencję Steve'a Jobsa podczas Worldwide Developers Conference 2010 w San Francisco. Przed rozpoczęciem imprezy wiele spekulowało się na temat tego, co zostanie zaprezentowane. Numerem jeden wśród domysłów była oczywiście czwarta wersja iPhone'a, ale zagraniczni bloggerzy wspominali także o wydaniu kolejnej aktualizacji Mac OS X, nowe wersji pakietu iLife i w końcu przeglądarki Safari oznaczonej numerem 5. Całe wystąpienie Jobsa zdominował telefon Apple'a, ale kilka godzin później okazało się, że strzał w dziesiątkę zaliczyli ci, którzy pisali o przeglądarce.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Nie pokazano ani aktualizacji systemu, ani pakietu iLife, ani też zewnętrznego touchpada, o którym również pojawiły się plotki. Safari 5 pojawiło się w Software Update około godz. 1 polskiego czasu. Zwolennikiem browsera Apple'a nie byłem i w zasadzie dalej nie jestem, ale moja niechęć do Safari nieco zmalała po wydaniu wersji numer 5. Jak łatwo się domyślić, aplikacja otrzymała kilka nowych "ficzerów", a poza tym, jak zwykle, została przyspieszona i zapewne zwiększono jej stabilność (jak zawsze przy uaktualnianiu softu na Maku ;)). Jej niewątpliwą zaletą, jeżeli chodzi o użytkowników systemu Mac, jest świetna integracja z tym OS-em i w zasadzie jest to jeden z najczęstszych powodów używania przeglądarki przez makowców. Przynajmniej tak mi się wydaje.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Co takiego dodano do Safari? Najbardziej wyróżniającymi się nowymi funkcjami są&amp;nbsp;&lt;b&gt;Safari Reader&lt;/b&gt;&amp;nbsp;oraz&amp;nbsp;&lt;b&gt;Safari Developer Program&lt;/b&gt;, który tak naprawdę można sprowadzić do jednego słowa:&amp;nbsp;&lt;b&gt;rozszerzenia&lt;/b&gt;. Tak jest! Przeglądarka, wzorem Firefoksa i Chrome'a, zyskała możliwość doinstalowywania różnego rodzaju udogodnień, które mają zwiększyć komfort z jej korzystania. Wszystkie dodatki mają być tworzone przy pomocy HTML5, CSS3 i JavaScript. Wgłębiać się w ten temat jednak nie będę, bo się na nim nie znam. ;) Nowe rozszerzenia &lt;a href="http://safariextensions.tumblr.com/"&gt;bardzo szybko pojawiają się w internecie&lt;/a&gt; i już można zainstalować takie, jak np. znany z innych przeglądarek&amp;nbsp;&lt;a href="http://safariadblock.com/"&gt;AdBlock&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(jest to w zasadzie przeportowane rozszerzenie z Chrome'a) czy skracacz do linków od Google'a -&amp;nbsp;&lt;a href="http://code.google.com/p/safari-googl-shortener/"&gt;goo.gl&lt;/a&gt;. Myślę, że wystarczy poczekać jeszcze kilka dni lub tygodni i wybór rozszerzeń będzie już dość pokaźny.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Safari Reader to może nie jest jakaś wielka rewelacja, oceniam to raczej pod kątem ciekawostki, ale niektórym użytkownikom może się ta funkcja bardzo spodobać. Jeżeli ktoś używał do tej pory Safari i&amp;nbsp;&lt;a href="http://lab.arc90.com/experiments/readability/"&gt;Readability&lt;/a&gt;, to teraz z przyjemnością powinien przesiąść się na Readera. Dlaczego? Bo zwyczajnie jest to to samo - możliwość wyświetlenia artykułu ze strony internetowej z wbudowanym formatowaniem. Najlepiej może wyjaśnić to przykład:&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-bottom: 0.5em; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-bottom: 6px; padding-left: 6px; padding-right: 6px; padding-top: 6px; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_VSSkl6jI/AAAAAAAAADg/K5A2e3P61DA/s1600/Safari_Reader.png" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="287" src="http://4.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_VSSkl6jI/AAAAAAAAADg/K5A2e3P61DA/s400/Safari_Reader.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="font-size: 13px; text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Safari Reader w akcji&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
Powyżej widzimy jedną z moich notek wyświetloną przy pomocy Readera. Jak widać Safari wyodrębnia treść z danego artykułu i przedstawia w prostej formie, tak, by czytelnik mógł skupić się tylko na tekście. Funkcja ta jest również przydatna, gdy np. czytamy stronę, która ma ustawioną małą czcionkę i dodatkowo tekst wydaje się przez to za bardzo zbity. Może nie jest to rzecz, której często się używa, ale jest na pewno przydatna.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Postanowiłem dać Safari szansę i ustawiłem ją właśnie jako domyślną przeglądarkę. Myślę, że zbyt długo tak nie wytrzymam i szybko wrócę do Opery, która wciąż jest dla mnie najlepszym browserem, zarówno dla Maka, jak i Windowsa. Obecnie korzystam z wersji testowych norweskiej przeglądarki, a najnowsze jej snapshoty zawierają trochę irytujących błędów, stąd możliwość przyjrzenia się bliżej Safari. Jednak aplikacja Apple'a również mocno irytuje. Przede wszystkim kopiowanie treści i linków odbywa się na dość dziwnej zasadzie. Brakuje też wygodnego sprawdzenia rozmiarów i wymiarów zdjęć umieszczonych w Internecie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Zacznijmy jednak od rzeczonych linków. Powiedzmy, że chcę skopiować komuś łącze do mojej poprzedniej notki. Wchodzę na główną stronę bloga, klikam prawym przyciskiem myszy na linku i wybieram opcję "kopiuj łącze". Po czym wklejam je np. do Adium. Efekt? Proszę bardzo:&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-bottom: 0.5em; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-bottom: 6px; padding-left: 6px; padding-right: 6px; padding-top: 6px; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_Y4EHkdbI/AAAAAAAAADo/k3osMKlO92I/s1600/Link_Adium.png" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_Y4EHkdbI/AAAAAAAAADo/k3osMKlO92I/s1600/Link_Adium.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="font-size: 13px; text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Link wklejony do okienka Adium&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
Gdybym zrobił to samo w Firefoksie czy Operze, wklejone łącze miałoby postać adres internetowego: http://niloque.blogspot.com/2010/05/rooney-i-spoka-w-nowej-reklamie-nike.html. Oczywiście to, co robi Safari, a dokładniej WebKit (efekt taki sam jest w Chrome), jest bardzo przydatne, bo zamiast adresów mamy wklejane ładne linki, a te przecież niekiedy są bardzo długie. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że tak naprawdę nie wiemy jak wygląda sprawa z komunikatorem u naszego rozmówcy. Nie mówiąc już o protokole, jakiego używa, a mam tu oczywiście na myśli Gadu-Gadu. Wklejony link z WebKita nie zachowuje formatowania, a więc przestaje być linkiem i jedyne, co widzi osoba po drugiej stronie, to tekst "Rooney i spółka w nowej reklamie Nike!". Sytuację nieco ratuje jabber, w którym link jest w tekście (tak jak na obrazku), a dodatkowo doklejany jest nawias z adresem internetowym. Mimo wszystko, jest to trochę niewygodne. O dziwo, gdy ten sam link z WebKita zechcemy wkleić do paska adresu dowolnej przeglądarki, otrzymamy postać adresu.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Druga rzecz, która mnie dość mocno irytuje w Safari, to kwestia menu kontekstowego użytego w zdjęciach:&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-bottom: 0.5em; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-bottom: 6px; padding-left: 6px; padding-right: 6px; padding-top: 6px; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_a7GyhbHI/AAAAAAAAADw/utmdsWGF3xc/s1600/Menu_kontekstowe.png" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_a7GyhbHI/AAAAAAAAADw/utmdsWGF3xc/s400/Menu_kontekstowe.png" width="276" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="font-size: 13px; text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Menu kontekstowe obrazka w Safari&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
Nie mamy znanej z Firefoksa czy Opery pozycji "właściwości obrazka", po kliknięciu której wyświetlą się nam podstawowe informacje o grafice. Tak jak tutaj:&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-bottom: 0.5em; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-bottom: 6px; padding-left: 6px; padding-right: 6px; padding-top: 6px; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_cJvr4w7I/AAAAAAAAAD4/ftjmCsyfODk/s1600/Wlasciwosci_Opera.png" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="218" src="http://2.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_cJvr4w7I/AAAAAAAAAD4/ftjmCsyfODk/s400/Wlasciwosci_Opera.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="font-size: 13px; text-align: center;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Właściwości obrazka w Operze - nieskomplikowane i przejrzyste&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;
&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
Powyżej mamy w zasadzie to, co nas (mnie :)) najbardziej interesuje, czyli: wymiary obrazka, jego typ, rozmiar i bezpośredni link. Firefox ma dokładnie to samo, choć nie w tak prostej formie. Mniejsza o to - chodzi o dostęp do takich informacji. Safari i Chrome (WebKit) mają jedynie możliwość zbadania elementu za pomocą Web Inspectora. No dajcie spokój. Nie wiem czemu to jest taki problem, żeby dodać opcję podobną do Opery, przecież jest to łatwiejsze niż przeciągnięcie obrazka na pulpit i otwarcia go w Podglądzie czy przyjrzeniu się jego właściwościom (cmd + I). Można powiedzieć, że to wszystko drobnostki, ale takie, a nie inne zachowanie Safari jest denerwujące i, przynajmniej u mnie, wpływa na niechęć do tej przeglądarki.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;
&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;Opera w dalszym ciągu pozostaje u mnie numerem jeden, muszę jedynie poczekać na poprawienie wszystkich niedoróbek z ostatniego snapshota (pewnie trochę to zajmie, bo po drodze prawdopodobnie pojawią się nowe). Zmiany w Safari są jednak bardzo pozytywne i myślę, że po wypuszczeniu kolejnych rozszerzeń (gesty myszy i będę zadowolony) Chrome pójdzie raczej w odstawkę, a to, z czym nie poradzą sobie Opera i Safari, z pewnością zadziała na Firefoksie, którego wolę mieć pod ręką, bo wydaje się najbardziej kompatybilny z dużą liczbą różnych stron.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5668930513608596101-2251723156939269223?l=niloque.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://feeds.feedburner.com/~r/niloque/~4/Gf7rETZD15E" height="1" width="1"/&gt;</description><link>http://feedproxy.google.com/~r/niloque/~3/Gf7rETZD15E/safari-5-fajna-ale-i-tak-wkurza_6097.html</link><author>noreply@blogger.com (NiLok)</author><media:thumbnail xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" url="http://4.bp.blogspot.com/_9r_CXtgP5wg/TA_VSSkl6jI/AAAAAAAAADg/K5A2e3P61DA/s72-c/Safari_Reader.png" height="72" width="72" /><feedburner:origLink>http://niloque.blogspot.com/2010/06/safari-5-fajna-ale-i-tak-wkurza_6097.html</feedburner:origLink></item></channel></rss>

